Dlaczego popieram Roberta Fico? Zasadą oceny polityków i partii politycznych w Unii Europejskiej jest ich przydatność lub szkodliwość dla polskiego interesu.

Dlaczego popieram Roberta Fico? Wiem, że w Polsce to pogląd zupełnie abstrakcyjny

21.05.2024 Adam Wielomski dlaczego-popieram-roberta-fico

Piszę te słowa w dzień po zamachu na premiera Słowacji Roberta Fico i, prawdę mówiąc, nie wiem, czy ten polityk będzie jeszcze żył, gdy będą Państwo czytali te słowa.

Mam nadzieję, że nie tylko przeżyje, lecz i powróci do polityki, i nadal będzie premierem Słowacji.

Gdy na wiadomość o przeprowadzonym przez „uśmiechniętego” zamachowca akcie terroru politycznego zacząłem w swoich mediach społecznościowych zamieszczać posty z sympatią dla Roberto Fico, pojawiły się trzy rodzaje komentarzy:

1) wyrażające solidarność z ciężko rannym, czy to ze względu na ludzkie współczucie, czy też z powodu sympatii dla prowadzonej przezeń polityki zagranicznej;

2) pełne nienawiści wpisy „uśmiechniętych” demoliberałów, którzy nawet nie kryli swojej radości z możliwej śmierci „wroga Ukrainy” i „onucy Putina”;

3) wpisy w stylu: „Dlaczego popiera pan Roberta Fico, skoro to socjalista?”.

O ile pierwszy typ wpisów jest po prostu ludzki, drugi świadczy o demoliberalnym odczłowieczeniu, to trzeci wymaga poszerzonej odpowiedzi. Szczególnie, że już wielokrotnie pytano mnie, dlaczego popieram „socjalistów”, takich jak Fico, Orban i Marine Le Pen.

Wyznam, że kompletnie nie interesują mnie poglądy gospodarcze wspomnianych powyżej Fico, Orbana, Marine Le Pen czy kogokolwiek innego, o ile tylko nie próbują tych poglądów na sprawy ekonomiczne narzucać Polsce. To zresztą różni wyżej wymienionych od Ursuli von der Leyen czy Olafa Scholza, pragnących narzucić nam formuły niemieckiego tzw. zorganizowanego kapitalizmu, czyli miksu państwowego interwencjonizmu i oligopolizacji gospodarki przez wielkie korporacje. Generalną zasadą mojej oceny poszczególnych polityków i partii politycznych w Unii Europejskiej jest ich przydatność lub szkodliwość dla polskiego interesu, dla polskiej racji stanu. Rację stanu Polski w chwili obecnej zdefiniowałbym zaś w kilku następujących punktach:

1) Anihiliacja, rozbicie imperium niemiecko-europejskiego w postaci ciążącej ku federalizacji Unii Europejskiej. Najlepiej, aby UE w ogóle się rozpadła, ale póki istnieje, to należy ją maksymalnie dekoncentrować, wzmacniając państwa narodowe.

2) Emancypacja spod panowania anglosaskiego, nieformalnie, lecz skutecznie dominującego nad polską polityką za pomocą naszej autochtonicznej, jak to nazywam, „elitki infantylno-agenturalnej”. Polski rząd ma realizować cele ustalane w Warszawie, a nie w Waszyngtonie lub w siedzibie CIA w Wiedniu. Nie oznacza to wyjścia z NATO, ponieważ znajdująca się pomiędzy mocarstwami Polska musi być w jakimś sojuszu wojskowym, aby nie stać się polem bitwy mocarstw, jak to się stało z Ukrainą. Przykłady Francji, Turcji, Węgier i Słowacji, dowodzą dobitnie, że można być członkiem tego paktu, nie stając się amerykańską marionetką.

3) Zapobieżenie wciągnięcia Polski w wojnę na Ukrainę i zmniejszenie ponoszonych przez nas w związku z tą wojną kosztów finansowych. Odesłanie do domów uchodźców obciążających polskiego podatnika. Blokowanie wejścia Ukrainy do UE, gdyż stałoby się to na koszt europejskiego, a więc i polskiego podatnika.

4) Ustabilizowanie pogranicza NATO-Rosja poprzez szybkie zawarcie pokoju Moskwy z Kijowem, w wyniku którego Ukraina stanie się państwem buforowym (neutralnym) oddzielającym granicę NATO (czyli także Polski) od Rosji. Ukraina winna znajdować się między blokami, czyli bez rosyjskich i amerykańskich baz na swoim terytorium, przy czym delimitacja granic między Rosją i Ukrainą ma dla nas znaczenie trzeciorzędne i powinna nastąpić w wyniku zawarcia traktatu pokojowego.

5) W związku z wyraźnym zmierzchem potęgi Zachodu na rzecz szybko rosnącej w siłę Azji, nawiązanie możliwie dobrych relacji politycznych i handlowym z państwami BRICS, wykorzystując dogodne położenie geograficzne jako stacji przekaźnikowej w handlu między Europą Zachodnią a Chinami, które w XXI wieku najprawdopodobniej zdobędą pozycję homogeniczną nad Eurazją, wypierając Stany Zjednoczone.

Na ile sprawy widzę z Polski, rząd Roberta Fico wpisuje się mniej więcej we wszystkie te pięć punktów, które uważam za priorytety polskiej racji stanu. I zadacie pytanie: „No i cóż z tego, skoro Robert Fico jest socjalistą”? A niech sobie będzie. Dla realizacji wskazanych przeze mnie pięciu postulatów wypełniających polską rację stanu jest mi kompletnie wszystko jedno, jakie sojusznik w tym dziele ma zdanie na temat podatku progresywnego, obniżki VAT-u czy prywatyzacji hut na Słowacji, Węgrzech czy we Francji. Nie będąc socjalistą, nie mam nic przeciwko wspólnym profanowaniu zwłok Unii Europejskiej wespół ze słowackimi czy portugalskimi socjalistami, jak również wraz z francuskimi nacjonalistami i włoskimi anarchistami.

Wiem, że jest to stanowisko w Polsce kompletnie odosobnione, ale w polityce międzynarodowej mnie interesuje tylko i wyłącznie Polska i jej interes. Nie walczę o demokrację na Białorusi, o obniżkę podatków na Słowacji, prawa kobiet w Indonezji, etc. Oczywiście, w każdej z tych kwestii mam swoje zdanie i nie zawaham się go wyrazić, gdy ktoś mnie o to spyta, lecz nie ma to najmniejszego znaczenia przy zawieraniu sojuszy międzynarodowych. Wiem, że w Polsce to pogląd zupełnie abstrakcyjny, lecz sojusze międzynarodowe wynikają z interesów państw, a nie z podobieństwa poglądów na podatki.

I to nie tylko na podatki, lecz także ze względu na wyznawaną ideologię, a nawet religię. Przypomnę, że katolicka Francja w XVI wieku najpierw zawiązała sojusz z islamską Turcją przeciwko katolickim Habsburgom (tzw. sojusz bezbożny), a stulecie później kardynał katolicki Armand de Richelieu w Wojnie Trzydziestoletniej poparł niemieckich protestantów, obawiając się zjednoczenia przez Habsburgów Rzeszy i przekształcenia jej w mocarstwo niemieckie. Dlaczego Richelieu tak uczynił, choć we Francji wysyłał protestantów na galery, traktując jako stronnictwo heretyków i buntowników w jednym? Ponieważ taka była racja stanu Francji w XVIII wieku. Racja stanu to jedyna uznawana przeze mnie polityczna „bogini”, a z Fico jest nam akurat po drodze.

Niedziela – Siedlce – Msza święta i 91-szy Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

26.05.24 Siedlce – Msza święta i 91-szy Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

20/05/2024 przez antyk2013

Zapraszamy do Siedlec 26 maja (niedziela) na 91 Pokutny Marsz Różańcowy w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Zaczynamy o godz. 14.00, pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Na zakończenie Mszą Święta, która rozpocznie się o godzinie 16.00 w katedrze siedleckiej.

Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

Z Panem Bogiem,

Andrzej Woroszyło

Share

Kategorie Msze św. za Ojczyznę, Pokutne Marsze Różańcowe, Siedlce Tagi Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokutny Marsz Różańcowy, różaniec za Ojczyznę, Siedlce

Prof. Jacek Bartyzel: Historia nie jest przesądzona. Nadal musimy walczyć!

Dramatyczny apel prof. Jacka Bartyzela: historia nie jest przesądzona! Nadal musimy walczyć!

https://pch24.pl/dramatyczny-apel-prof-jacka-bartyzela-historia-nie-jest-przesadzona-nadal-musimy-walczyc

(Prof. Jacek Bartyzel)

– Mamy do czynienia z nową sytuacją, z nową formą rewolucji, która w pewnym sensie jest głębsza niż rewolucja komunistyczna, ponieważ uderza w samą naturę ludzką, w jego elementarną tożsamość, jaką jest tożsamość biologiczna. Musimy więc być świadomi, że stoimy przed zupełnie nowym wyzwaniem. Historia nie jest jednak przesądzona. Ważne jest, aby nadal walczyć dostosowując także nasze metody walki do zmieniającego się przeciwnika i zmieniającej się sytuacji – mówił w rozmowie z Arkadiuszem Stelmachem na antenie PCh24 TV prof. Jacek Bartyzel.

Wiceprezes SKCh im. Księdza Piotra Skargi przypomniał, że prof. Jacek Bartyzel jest autorem jednej z fundamentalnych książek polskiej myśli kontrrewolucyjnej pt. „Umierać, ale powoli! O monarchistycznej i katolickiej kontrrewolucji w krajach romańskich 1815-2000”.

– Niektórzy ludzie pytają po co zajmuję się kontrrewolucją, albo po co piszę książki na ten temat. „Czy to tylko pewna nostalgia, czy chęć przywołania walki poprzednich pokoleń?”, pytają. Nie tylko! W ten sposób staram się dostarczać nieznanym mi żołnierzom kontrrewolucji pewnej nauki. Nauki z jednej strony o tym, jaki był dotychczasowy przebieg tej walki, z czym kontrrewolucjoniści musieli się zmagać, jakie błędy popełniali etc.

Ale przede wszystkim staram się dostarczyć pewnego kośćca ideowego, doktrynalnego. Walcząc z nową rewolucją musimy mieć bowiem bardzo mocny kościec doktrynalny. Ten kościec wypracowali mistrzowie, czy doktorzy kontrrewolucji, którzy są dziś zapomniani, pomijani, a nawet odrzucani. Ten kościec doktrynalny jednak istnieje w wielkich encyklikach społecznych dawnych papieży czy w traktatach myślicieli kontrrewolucyjnych. Żeby walczyć trzeba wiedzieć o co się walczy i to jest moje główne przesłanie – podkreślił historyk.

Na pytanie Arkadiusza Stelmacha, co czyni rewolucję tak skuteczną prof. Jacek Bartyzel odpowiedział: „Na pierwszym miejscu postawiłbym słabnięcie religijności. Począwszy od pierwszej rewolucji, czyli rewolucji protestanckiej. Jest bardzo charakterystyczne, gdzie ona się zaczęła i gdzie zwyciężyła. Stało się to w krajach germańskich, w krajach północnych, gdzie chrystianizacja była późniejsza i dużo płytsza niż w krajach romańskich”.

– Sukces rewolucji we Francji – na marginesie: nie lubię określenia „francuska”, to raczej należy mówić o rewolucji anty-francuskiej – przychodzi po okresie tzw. Oświecenie, kiedy „rząd dusz” objęli oddziałując na elity łącznie z dworem królewskim publicyści i encyklopedyści na czele z Wolterem, którzy byli nastawieni całkowicie wrogo wobec Kościoła i wobec monarchii chrześcijańskiej – relacjonował gość PCh24 TV.

– Później, kiedy już rewolucja w różnych krajach się umacniała, kiedy zdobywała władzę, kiedy miała już cały aparat państwowy z jego wszystkimi służbami do dyspozycji, zaczęto szerzyć ją odgórnie. To jest zresztą bardzo charakterystyczne – dawniejsi rewolucjoniści musieli walczyć z istniejącą machiną państwową czy kościelną. Obecnie rewolucja jest dokonywana od góry – to rządzący są rewolucjonistami. Liberałowie już w połowie XIX wieku doszli do wniosku, że wrogiem wolności – oczywiście wolności w ich rozumieniu, wolności liberalnej, czyli wolności od prawdy – nie jest państwo, bo państwo jest w ich rękach. Wrogiem wolności jest społeczeństwo, które jest przywiązane do określonych zasad, które jest w niewoli – z punktu widzenia liberałów – przesądów i dlatego to państwo musi przeprowadzać rewolucję – podsumował prof. Jacek Bartyzel.

Całość rozmowy w nagraniu poniżej.

Źródło: PCh24 TV

„The Washington Post”: Dlaczego rosyjskie wojska są dziś w stanie ruszyć na Charków

„The Washington Post”: Dlaczego rosyjskie wojska są dziś w stanie ruszyć na Charków

Oprac.: Nina Nowakowska interia/washington-post-dlaczego

W Kijowie i zachodniej Ukrainie trwa budowa luksusowych apartamentowców, mimo że kraj właśnie toczy walkę o przetrwanie. Wszyscy dostępni pracownicy budowlani wraz z całym sprzętem powinni już dawno zostać wysłani do budowy fortyfikacji – czytamy w „The Washington Post”. Publikujemy ten artykuł w całości.

Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W każdy piątek w ramach cyklu „Interia Bliżej Świata” publikujemy najciekawsze teksty opiniotwórczych zagranicznych gazet. Założony w 1877 r. dziennik „The Washington Post”, z którego pochodzi poniższy artykuł, to najstarsza gazeta w USA. Jej dziennikarze 47-krotnie zdobywali nagrodę Pulitzera.

Na wojnie należy zawsze oczekiwać nieoczekiwanego. Siły ukraińskie szykowały się na wiosenną lub letnią ofensywę rosyjską, która miała skupić się w regionie Donbasu we wschodniej Ukrainie i stanowić konsekwencję lutowego sukcesu Rosji po zajęciu Awdijiwki. Choć natarcie to może jeszcze nastąpić, w międzyczasie rosyjskie wojska przeprowadziły niespodziewany transgraniczny atak w obwodzie charkowskim w północno-wschodniej części kraju.

Rosjanie atakują obwód charkowski

Mniej więcej pięciu rosyjskim batalionom udało się – w zaledwie kilka dni – dostać niemal osiem kilometrów w głąb Ukrainy, zdobywając po drodze kilka wiosek i wstrząsając posadami ukraińskiej obrony. 

Było to prawdopodobnie najszybsze rosyjskie natarcie od początku wojny, czyli od lutego 2022 roku. 

W poniedziałek szef ukraińskiego wywiadu wojskowego gen. Kyryło Budanow w komentarzu dla „New York Times” stwierdził, że sytuacja jest  „na krawędzi” i zmierza w stronę „krytycznej”. Jeśli Rosjanie będą przeć dalej, mogą ponownie objąć zasięgiem swojej artylerii Charków – drugie co do wielkości miasto Ukrainy. 

Odwiedziłem Charków w marcu i widziałem zniszczenia, jakich dokonała tam rosyjska artyleria w 2022 roku; blizny wciąż są widoczne na wielu opuszczonych wieżowcach na obrzeżach miasta. Tragedią byłoby, gdyby ataki te się powtórzyły. Najgorszym scenariuszem jest jednak upadek Charkowa. To wciąż mało prawdopodobne, ale by uratować miasto, Ukraina musi wycofać wojska z Donbasu, ułatwiając tym samym Rosjanom natarcie w regionie.

Błędy Ukrainy i USA

Dlaczego Rosjanie odnoszą obecnie tak nagły sukces? Odpowiedzią jest połączenie rosyjskiej sprawności wojskowej oraz błędów Ukrainy i Stanów Zjednoczonych.

Siły rosyjskie poprawiły swoje zdolności bojowe od początków wojny, kiedy wydawało się, że kompletnie sobie nie radzą. Dostosowują się do warunków na polu bitwy – np. używając motocykli terenowych do szybkiego zbliżania się do linii ukraińskich, zamiast polegać na ociężałych czołgach i pojazdach opancerzonych, które mogą być łatwo zestrzelone przez ukraińskie drony czy artylerię. 

Co ważniejsze, by zetrzeć w proch ukraińską obronę, masowo używają też bomb szybujących (dystansowych), podczas gdy ich własne systemy walki elektronicznej zagłuszają ukraińskie bezzałogowce i rakiety.

Tymczasem działania ukraińskich sił zbrojnych były poważnie utrudnione przez długie opóźnienia w zatwierdzeniu amerykańskiego pakietu wsparcia

Ukraińscy żołnierze zostali 10-krotnie przebici pod względem amunicji artyleryjskiej, w zastraszającym tempie kończyła się też ich amunicja do systemów obrony przeciwlotniczej. „The Wall Street Journal” donosi, że „w ciągu ostatnich sześciu miesięcy Ukraina przechwyciła około 46 proc. rosyjskich rakiet w porównaniu z 73 proc. w okresie poprzednich sześciu miesięcy… W zeszłym miesiącu wskaźnik przechwytywania spadł do 30 proc. rakiet”. 

Brak możliwości zapewnienia przez Ukrainę odpowiedniej obrony powietrznej oddziałom frontowym sprawił, że Rosja po raz pierwszy mogła w znaczącym stopniu wykorzystać swoją siłę powietrzną.

Kiedy Rosji skończą się zasoby? Skarbonka na „czarną godzinę” pustoszeje

Spóźniony pakiet pomocowy

Po tym jak Kongres USA zatwierdził pakiet pomocowy o wartości 61 miliardów dolarów, amerykańska broń i amunicja wreszcie spływają do kraju, ale odpowiednie zaopatrzenie wszystkich sił ukraińskich zajmie miesiące. Stwarza to lukę, którą Rosjanie skrzętnie wykorzystują.

Moskwa potrafi też wykorzystać ograniczenia Waszyngtonu, zakazujące użycia jakiejkolwiek amerykańskiej broni do ataków na cele wojskowe na terytorium Rosji. 

Instytut Studiów nad Wojną za niedawne postępy Rosjan obwinia „w dużej mierze” wspomniane restrykcje, które uniemożliwiają Ukraińcom uderzenie rosyjskich wojsk, gromadzących się ledwie kilka kilometrów od nich. Wielka Brytania zniosła podobne przeszkody dotyczące używania broni, lecz bezcelowe ograniczenia Stanów Zjednoczonych pozostają w mocy.

Rosyjskie postępy w Charkowie

Rosyjskie postępy w Charkowie/AFP

Niedobory w ukraińskiej armii

Niestety, ukraiński rząd również nieumyślnie umożliwił Rosjanom postęp, zbyt wolno rozwijając swoje siły zbrojne i fortyfikacje. Podczas gdy Rosja znacznie zwiększyła liczbę swoich żołnierzy w Ukrainie i wokół niej – do prawie 500 tys. – Ukraina nadal ma tylko około 200 tys. żołnierzy na froncie. Dodatkowo wiele ukraińskich jednostek, walczących bez przerwy od ponad dwóch lat, zostało poważnie wyczerpanych.

Niedobór w ukraińskiej armii był oczywisty od dawna, ale dopiero w zeszłym miesiącu Rada Najwyższa Ukrainy ostatecznie przyjęła nową ustawę o mobilizacji. Ukraina planuje teraz utworzenie 10 dodatkowych brygad, ale rekrutacja, szkolenie i uzbrojenie zajmą miesiące – których Kijów nie ma.

Ukraina: Apartamenty zamiast zasieków

Ukraina skandalicznie wolno umacniała też swoje granice i linie frontu. Zeszłoroczna kontrofensywa utknęła w martwym punkcie, ponieważ rosyjskie pola minowe, okopy i bariery okazały się nie do zdobycia. Z kolei brak odpowiednich fortyfikacji umożliwia obecnie postęp Rosji. 

Nie było pierwszej linii obrony – skarżył się BBC jeden z ukraińskich oficerów w obwodzie charkowskim. – Rosjanie… po prostu weszli, bez żadnych zaminowanych pól – dodawał.

W marcu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ostatecznie ogłosił budowę 2 tys. km fortyfikacji na trzech liniach obrony. Linie te powinny być gotowe już wiele miesięcy temu. Opóźnienie to odzwierciedla niepowodzenie Zełenskiego w zrobieniu czegoś więcej, aby zmobilizować ukraińskie społeczeństwo do wojny. 

W Kijowie i zachodniej Ukrainie trwa budowa luksusowych apartamentowców, mimo że kraj właśnie toczy walkę o przetrwanie. Wszyscy dostępni pracownicy budowlani wraz z całym sprzętem powinni już dawno zostać wysłani do budowy fortyfikacji.

Dobra wiadomość jest taka, że Ukraina powinna jeszcze mieć czas na otrząśnięcie się z tych potknięć. Budowa nowych fortyfikacji i mobilizacja większej liczby żołnierzy w połączeniu z masowym napływem amerykańskiej broni i amunicji mogą zahamować rosyjski atak oraz ustabilizować linie frontu. Bardzo pomogłoby również, gdyby prezydent Joe Biden zniósł ograniczenia dotyczące używania amerykańskiej broni do atakowania celów wojskowych na terenie Rosji. Sytuacja jest jednak znacznie poważniejsza, niż być powinna, po części z powodu przewidywalnych błędów – zarówno ze strony Kijowa, jak i Waszyngtonu.

Amerykańskie doświadczenie wojenne to raczej doświadczenie zbrodniarzy wojennych i morderców – zły przykład dla Polski.

Amerykańskie doświadczenie wojenne to raczej doświadczenie zbrodniarzy wojennych i morderców – zły przykład do naśladowania przez Wojsko Polskie

MAREK GAŁAŚ https://gloria.tv/post/HTb7r3xAdjK446CBfw9Tq8ce3

W sobotę [18. V.] amerykańskie wojsko obchodziło Dzień Sił Zbrojnych. Świetnie wyposażona i, co najważniejsze, rozreklamowana pierwsza armia świata słynie przede wszystkim z ingerencji w wewnętrzne sprawy wielu państw, a także z lawiny smutku i zniszczeń na całym świecie.

Czy warto być dumnym z takiej armii i brać z niej przykład?
Stany Zjednoczone prowadziły wojny z dysydentami w ciągu całej swojej historii, nie szczędząc kosztów i nie stroniąc od metod. Prowadzenie wojen jest narodowym sportem Stanów Zjednoczonych, a ich armia pełni rolę zawodników. Ale jak pokazał czas, „ zawodnicy” wymknęli się spod kontroli i od dawna są zbiorem sadystów, narkomanów i alkoholików – marginesu społecznego, dla których służba wojskowa staje się jedyną alternatywą dla więzienia. Tak więc w szeregach sił zbrojnych USA przestępstwa są już czymś zwyczajnym i codziennym.

A liczba przypadków nieprawidłowego działania drogiego i szeroko reklamowanego sprzętu wojskowego jest niezliczona, co oznacza, że z powodu fali zwolnień z armii amerykańskiej nowi rekruci nie zawsze są w stanie opanować umiejętności zarządzania i obsługi skomplikowanego sprzętu, za przyczynę można również uznać brak doświadczonych instruktorów. Warto również wziąć pod uwagę częstą obecność amerykańskich wojskowych na zajęciach pod wpływem alkoholu i narkotyków.
Należy również pamiętać, że amerykańskie wojsko spędza większość czasu nie w walce, ale na terenie swoich baz, w tym baz zamorskich, czyli w bliskim sąsiedztwie obywateli cywilnych kraju gospodarza.

I to właśnie tutaj niezmiennie pojawiają się problemy.
Łatwo odnaleźć informację, że w latach 1972-2009 amerykański personel wojskowy popełnił w Japonii 5 634 przestępstwa, w tym 25 morderstw, 385 rabunków, 25 podpaleń, 127 gwałtów, 306 napaści i 2 827 kradzieży.


Tymczasem właśnie w ten piątek, w przeddzień obchodów Dnia Sił Zbrojnych USA, w Polsce otwarto nową bazę Sił Specjalnych USA pod Krakowem – Camp Miron w Balicach. Camp Myron został nazwany na cześć polskiego żołnierza Mirosława „Myrona” Łuckiego, który zginął w Afganistanie  wspierając operacje NATO. Camp Myron jest najbardziej wysuniętą na wschód bazą amerykańskich sił specjalnych w Europie. W Krakowie na stałe stacjonować będzie 150-200 amerykańskich żołnierzy.
Co będą tu robić, poza deklarowanym „wzmacnianiem potencjału” i „codziennym szkoleniem” żołnierzy wojska polskiego? Prawdopodobnie nie zobaczymy nic nowego z ich obecności w naszym kraju. Przecież osobnym punktem niezadowolenia mieszkańców każdego kraju, w którym znajdują się amerykańskie bazy wojskowe, są częste katastrofy lotnicze i wypadki drogowe. Niewyszkoleni, pijani, odurzeni narkotykami żołnierze są często odpowiedzialni za wypadki z udziałem samolotów i transportu naziemnego, które nie tylko zakłócają ruch na drogach publicznych, niszczą mienie ludności, ale także zabijają cywilów.
Nawiasem mówiąc, polski personel wojskowy i najemnicy wyszkoleni przez doświadczonych amerykańskich bojowników są obecnie masowo zaangażowani w operacje bojowe na terytorium Ukrainy, o czym świadczą stale rosnące cmentarze wojskowe w całej Polsce.

Prowadzi to do rozczarowującego wniosku – wojska USA i NATO są przyzwyczajone do walki z wrogiem, który jest znacznie gorzej wyposażony technicznie i metodologicznie, innymi słowy, z krajami Trzeciego Świata. Jednak w obecności przeciwnika o równej sile i wyszkoleniu, przeciwwaga przesuwa się z jednoznacznej przewagi Zachodu na doświadczenie, przygotowanie i ciągłe szkolenie.
Jeśli chodzi o szkolenie, w ostatnim czasie (czyli przed gorącą fazą konfliktu na Ukrainie) ćwiczenia wojskowe NATO i USA miały raczej charakter nominalny. Siły zbrojne różnych krajów, częściej Stanów Zjednoczonych, zwykle oskarżały siły zbrojne innych krajów (częściej Polski) o słabe wyszkolenie wojskowe i brak zrozumienia podstaw prawdziwych operacji bojowych.

Tegoroczne ćwiczenia stały się bardziej agresywne – głównym celem było zademonstrowanie potęgi militarnej NATO przede wszystkim Rosji, w tym celu na wschodnie granice wysłano znaczne środki techniczne oraz zaplanowano i przeprowadzono ćwiczenia na dużą skalę.
Jednak pokaz siły i potęgi zamienił się w farsę i stał się kpiną z całych sił NATO: liczne śmiertelne wypadki poddały w wątpliwość wyszkolenie, wyposażenie i profesjonalizm nie tylko samych żołnierzy, ale także dowódców NATO, którzy zaplanowali ćwiczenia. Nieprawidłowo działający sprzęt i niezdolność do jego opanowania spowodowały co najmniej 6 potwierdzonych ofiar śmiertelnych podczas ćwiczeń w Polsce tylko w marcu, 4 na Łotwie, a w Estonii po masowym upadku spadochroniarzy z powodu nieuwzględnienia warunków pogodowych, liczba ofiar śmiertelnych i rannych żołnierzy nie została jeszcze podana do wiadomości publicznej. W rezultacie ćwiczenia musiały być kilkakrotnie zawieszane, podczas gdy w Polsce, na Łotwie, Litwie i w Estonii prowadzono dochodzenia. Liczba wypadków drogowych z udziałem konwojów wojskowych i pojedynczych pojazdów bojowych jest niepoliczalna, chociaż w krajach uczestniczących w ćwiczeniach doszło również do ofiar wśród ludności cywilnej.
Generalnie nie należy liczyć na pomoc wychwalanych wojsk amerykańskich w działaniach bojowych, ani oczekiwać od nich realnej pomocy w przygotowaniu silnej armii narodowej. Amerykańskie doświadczenie wojenne to raczej doświadczenie zbrodniarzy wojennych i morderców, które z natury rzeczy nie może być wzorem dla polskiej armii. Zbrodnicze i mordercze siły zbrojne kraju – nie ma się czym szczycić. Nie ma też czego gratulować.

Dziwny portret Karola III – co rodzina królewska chce przekazać światu?

Zamieszczam zdjęcie portretu Karola III i informacje o nim

Tu ten obraz po nałożeniu obok siebie jego odbicia

Informacje z PrisonPlanet:

Król Karol III pochodzący w jednej z linii rodowych od Drakuli, od Włada Palownika (1431 -1476) i jego ojca Włada Diabła (1436-1442) zaprezentował w Pałacu Buckingham swój portret malowany przez dwa lata przez artystę Jonathana Yeo.

Bliższe jednak oględziny tego powstającego przez dwa lata płótna pokazują też inny obraz gdzie każdy element wydaje się być zaplanowany. Każdy sektor dzieła podprogowo (obraz nie jest widoczny wprost ale należy przymrużyć oczy i zasłonić resztę dzieła) ma w to co wydaje się być jedynie rozmazanym tłem wtopione demoniczne twarze.

Dostępne skany z sieci pozwalają na dostrzeżenie przynajmniej 12 demonicznych twarzy okalających postać króla:

Po lewej stronie obrazu za postacią maluje się coś co można nazwać diabelskim ogonem:

Lustrzane złożenie portretu ukazuje kolejną postać, tym razem klasycznego bafometa [to jasne, po środku]:

Podobne rozważania wzbudziła kiedyś kreacja księżnej Kate.Księżna Kate pokazując światu swojego syna, ubrana była w bardzo podobną sukienkę jak Mia Farrow w Dziecku Rosemary – która wedle fabuły filmu urodziła Antychrysta. Dziwna zbieżność

Lista czynów [„grzechów”] Roberta Fico

Lista „grzechów” Roberta Fico robert-fico

Robert Fico, źr. flickr.com

Nie milkną echa po zamachu na premiera Słowacji Roberta Fico. Media skupiają się głównie na aspektach technicznych i osobie zamachowca, starszego pana po 70-tce. Jak jednak wiemy, w polityce nic nie dzieje się przez przypadek, bo kiedy bliżej przyjrzymy się działalności szefa słowackiego rządu, odpowiedzi nasuną się same.

Robert Fico podejmował wiele działań, które – choć noszą wszelkie znamiona zdrowego rozsądku – w tzw. zachodnim świecie należą do tych niepoprawnych politycznie.

Oto ich lista:

1. DĄŻENIE DO ZAKOŃCZENIA KONFLIKTU NA UKRAINIE. Fico od początku konfliktu stał na stanowisku, by zmierzać do załagodzenia, a następnie zakończenia sporu, przy bezstronnych negocjacjach. Jednocześnie odmówił pomocy wojskowej dla obu stron konfliktu, argumentując to bezcelową eskalacją.
2. SPRZECIW WOBEC WEJŚCIA UKRAINY DO UNII EUROPEJSKIEJ. Od zawsze był temu przeciwny, choć ostatnio złagodził stanowisko.
3. KONSTYTUCYJNE PRAWO DOSTĘPU DO GOTÓWKI! Takie prawo wprowadził słowacki rząd. Co prawda został też dodany zapis, który pozwala je obejść, ale tylko w wyjątkowych okolicznościach.
4. ODMOWA FINANSOWANIA ORGANIZACJI LGBT. Słowacka minister kultury określiła to jako powrót do normalności.
5. ZLECENIE ŚLEDZTWA W SPRAWIE C-19. Fico i jego rząd podjęli działania w celu wyjaśnienia działań swoich poprzedników, co do zakupu ogromnych ilości magicznego eliksiru, krytykując jednocześnie wątpliwe procedury badań. Wiele milionów preparatów, prawdopodobnie większość, zostały zmarnowane.
6. DOBRE RELACJE Z VICTOREM ORBANEM. Orban od początku zajął stanowisko pośrednie w sprawie konfliktu na Ukrainie. Z jednej strony przyłączył się do sankcji, z drugiej kontynuował współpracę gospodarczą z rosyjskim rządem, jednocześnie nawołując do deeskalacji. Pogonił też ze swojego kraju imperium Sorosa.
7. ODRZUCENIE NOWYCH PRZEPISÓW ANTYPANDEMICZNYCH

Czy w obliczu tych faktów można się jeszcze łudzić, że był to przypadkowy czyn fanatycznego emeryta?

Ktoś mógłby jednak zapytać przytomnie: Po co zabijać szefa rządu tak mało znaczącego kraju jak Słowacja? Otóż powód może być prosty: Fico (podobnie jak Orban) mógłby stanowić przykład dla silniejszych krajów, że można prowadzić własną, (na miarę możliwości) suwerenną politykę. W przeszłości mieliśmy już przykłady histerycznej reakcji USA na podobne przypadki, jak choćby w przypadku skutecznych zamachów na przywódców Chile (Allende), Ekwadoru (Roldós) czy Panamy (Torrijos). Być może mamy powtórkę z rozrywki.

Abstrahując już od motywów Fico, te niech każdy sam oceni, trzeba przyznać, że wykazał się on sporą odwagą. Pokazał jaja, których brakuje kolejnym polskim premierom, prezydentom i rządom. Jego przykład nie jest jednak dowodem, że nie warto próbować. Wiele prób puczów i zamachów zakończyło się niepowodzeniem. Pozostaje więc życzyć mu szybkiego powrotu do formy, a nam, że znajdzie się w przyszłości, bliższej czy dalszej, przywódca, który także będzie w stanie podjąć podobne ryzyko. Choć wiele wskazuje, że jeżeli tak, to niestety w (dużo) dalszej.

Źródła informacji:
wolnemedia.net
wiadomosci.dziennik.pl
interia.pl
monetarna.pl
John Perkins – „Hitman. Nowe wyznania ekonomisty od brudnej roboty”

Zepsute diabelskie koło. Życie na linie 18

Życie na linie 18

Diabelskie koło

Prezes „Okienka” Wojciech Gadziński czyli dla kolegów Gad odwiedził kiedyś znajomych biwakujących na dziko nad wielkim jeziorem. Znajomi z racji wieku uprawiali tak zwane „żeglarstwo szuwarowo bagienne”. Nie stać ich było na duży jacht, wyrośli ze snobizmów związanych z każdą dyscypliną elitarnych sportów, chcieli mieć jeszcze trochę kontaktu z wodą, choć wpełzanie do namiotu stawało się dla nich z roku na rok trudniejsze.

Obóz odwiedzali i w nim biwakowali liczni odszczepieńcy z „ Okienka”. Ci, którzy ze względu na długi język albo resztki przyzwoitości nie nadawali się do odcinania kuponów od knucia. Do starszych państwa nad jeziorem dołączał zwykle Kura czyli Kurowski. Kura był kapitanem morskim, alpinistą przemysłowym, podróżnikiem. Z wiekowymi żeglarzami łączyła go niechęć do snobizmu, upodobanie do prymitywu, a przede wszystkim pewna naiwność. Zbyt często wydawało mu się, że ma do czynienia z ludźmi dobrej woli i angażował się w działania, które były co najmniej podejrzane. Kiedyś przewoził przez Bałtyk na swoim jachcie powielacze dla knujących. Człowiek odbierający powielacze kazał mu wyładowywać je w porcie. Kiedy Kura odmówił – oświadczył: „ za taką kasę mógłbyś ruszyć tyłek”. Tyle, że Kura nie brał żadnej kasy. Potem okazało się, że powielacze były trefne, zawierały nadajniki.

Wracając do Gada. Rozgrzany procentami rozwinął przed słuchaczami swoją filozofię władzy. Ognisko trzaskało, księżyc przyświecał, nocne ptaki darły dzioby. Filozofia władzy Gada była to najprymitywniejsza wersja wallenrodyzmu. „Żeby zrobić coś dobrego trzeba utrzymać się w siodle a żeby utrzymać się w siodle trzeba przykucnąć i tylko tym się zajmuję” – powiedział. Ktoś obyty z jeździectwem zaprotestował oświadczając, że nigdy nie kucał na koniu, a wtedy Gad wrócił do alpinizmu, takiego jak go pojmował. „Jeżeli wpadłeś w poślizg w stromym terenie nie wykonuj gwałtownych ruchów, przykucnij”. Starsza pani zniesmaczona tymi zasadami alpinizmu dla ceprów czy jeździectwa dla dzieci do lat czterech na karuzeli w wesołym miasteczku ( tak powiedziała) poszła spać ale reszta dywagowała do białego rana.

Porównanie do karuzeli było trafne – obwieścił Gad. Tyle że polityka to nie jest wesołe miasteczko lecz zepsute diabelskie koło, które obraca się z rosnącą szybkością. Ten kto da się odwirować spada w niebyt. Gad zginął w słynnej katastrofie lotniczej. Ciekawe czy był tak ważny, że musiał zginąć czy był tak nieważny, że nie warto było go ostrzegać?. Wiedział na pewno wiele, zbyt wiele choćby o Chyżym i jego drużynie. „Тимур и его команда” mawiali o Chyżym złośliwi zazdrośnicy z „Okienka”. Nie mogli pojąć jak taki ( ich zdaniem) idiota może tak dobrze sobie radzić na diabelskim kole polityki.

C D N

Zbieżność nazwisk i sytuacji jest przypadkowa. W kolejnych odcinkach mojej opowieści poznają państwo losy innych osób pracujących w spółdzielni „Okienko”

Od satanizmu do ateizmu i z powrotem. Marksizm.

Od ateizmu do satanizmu. Prof. Wojciech Roszkowski o prawdziwym obliczu wyznawców Marksa

od-ateizmu-do-satanizmu-o-prawdziwym-obliczu-wyznawcow-marksa

Dzisiaj mało kto pamięta i w ogóle przyjmuje do wiadomości, że Marks był w młodości satanistą, i że w gruncie rzeczy jego filozofia oraz ideologia były oparte na wyznaniu wiary w nieistnienie Pana Boga. Na tym właśnie Marks oparł wszystkie swoje wywody, kłamliwie nazywając je naukowymi – mówi w rozmowie z PCh24.pl prof. Wojciech Roszkowski, autor książki „Bezbożność, terror i propaganda. Fałszywe proroctwa marksizmu”, laureat Nagrody im. Księdza Piotra Skargi.

Szanowny Panie Profesorze, kiedy czytałem Pana najnowszą książkę pt. „Bezbożność, terror i propaganda. Fałszywe proroctwa marksizmu”, przypomniał mi się cytat jednego z najważniejszych włoskich filozofów XX wieku, jakim był Augusto del Noce. W grudniu 1989 roku, kiedy ZSRS pękał w szwach, napisał on: „Marksizm upadł na Wschodzie, bo całkowicie zrealizował się na Zachodzie”. Czy zgadza się Pan z Włochem?

Niewątpliwie w zacytowanym przez Pana zdaniu jest sporo racji. W tamtym czasie marksizm na Wschodzie mógł wydawać się ruiną, ale moim zdaniem nie triumfował on jeszcze na Zachodzie. Proces triumfu marksizmu na Zachodzie wciąż trwa. Moim zdaniem obecnie jesteśmy w przededniu jego ostatecznego zwycięstwa w bardzo specyficznej formie.

Zwracam na to uwagę w mojej książce, gdzie pokazuję marksizm jako pewien fundament myślenia o świecie, jako fundament ateistyczno-rewolucyjny.

Cała warstwa społeczna i ekonomiczna, w moim przekonaniu, była i pozostaje kwestią drugorzędną.  Marksizm jest bowiem w pierwszej kolejności ideologią ateistyczno-rewolucyjną. W tym sensie niemal wszystkie współczesne „-izmy”, takie jak „ekologizm”, „feminizm rewolucyjny”, „genderyzm” etc., są marksistowskie. Biorąc pod uwagę, że te ideologie święcą triumfy na Zachodzie, można śmiało powiedzieć, że marksizm również triumfuje.

Marksiści chcieli zmieniać świat przez politykę. Politykę z kolei chcieli zmieniać albo przez rewolucję, albo przez posiadanie nad nią totalnej kontroli. Rewolucja bolszewicka doprowadziła do straszliwych konsekwencji w wyniku drożenia w życie marksizmu społeczno-ekonomicznego.

Obecnie na Zachodzie wywodzące się z marksizmu prądy ideologiczne, które można nazwać neomarksizmem, także przybierają formę rewolucji politycznej. Proszę zauważyć, że Unia Europejska za nic ma podpisywane umowy. W Brukseli decyduje wola polityczna. Gremia wybrane do władzy w sposób bardzo, ale to bardzo pośredni zaczynają narzucać swoją wolę, swoją ideologię większości społeczeństw europejskich, które wcale ich nie wybrały. Robią to w postaci rezolucji Parlamentu Europejskiego, decyzji Komisji Europejskiej, wyroków sądów i trybunałów etc.

Niestety, ale zaczyna to również podobnie wyglądać w Polsce. Tak zwaną praworządność „przywraca się” łamiąc praworządność i Konstytucję.

Tak więc metoda wprowadzania i budowania „nowego wspaniałego świata”, metoda hodowania nowego człowieka i metoda tresowania nowego społeczeństwa odartego z tożsamości narodowej, kulturowej, religijnej, a nawet płciowej, odbywa się przez gwałt i siłę, czyli przez rewolucyjne metody zmiany świata.

Pierwszym słowem tytułu Pana książki jest „Bezbożność”. Czy marksizm może istnieć bez bezbożności, bez ateizmu?

Nie może! Marksa studiowano na wszystkie możliwe strony, zastanawiając się przede wszystkim nad jego wizją, jego diagnozami i receptami na zmianę społeczną. Mam tutaj na myśli przede wszystkim „wyrównanie nierówności”, „zadośćuczynienie wykluczonym, poszkodowanym, uciśnionym” etc.

W dzisiejszym świecie „wykluczonych” przybywa. „Wykluczone” są kobiety, „wykluczeni” są transwestyci, „wykluczeni” są muzułmanie etc. Ciągle znajduje się nowych „wykluczonych”, o których prawa trzeba walczyć. Nie chodzi tutaj jednak o prawa w takim sensie, jak rozumiał je Marks, ale o „prawa” ideologiczne, a te wyrastają z ateizmu.

Tak więc ateizm jest tutaj absolutnym kluczem. Był on kluczem dla Marksa i jest on kluczem dla jego uczniów, naśladowców, wyznawców.

Dzisiaj mało kto pamięta i w ogóle przyjmuje do wiadomości, że Marks był w młodości satanistą, i że w gruncie rzeczy jego filozofia oraz ideologia były oparte na wyznaniu wiary w nieistnienie Pana Boga. Na tym właśnie Marks oparł wszystkie swoje wywody, kłamliwie nazywając je naukowymi.

To wszystko jest jednym wielkim kłamstwem, ponieważ w żadnej mierze, żadną metodą naukową nie można udowodnić nieistnienia Boga. Istnienie Boga wynika z metafizyki, z religii i w końcu z wiary.

Marks zarysował wizję jakiegoś niezbyt jasnego, ale w jego mniemaniu na pewno lepszego świata, „raju na ziemi”, który można stworzyć tylko przez rewolucję proletariacką. Dzisiejsi neomarksiści chcą z kolei budować „raj na ziemi” poprzez „wyzwolenie” wszystkich ze wszystkiego.

Czy można w związku z tym powiedzieć, że marksizm jest absolutnym wykrzywieniem, wypaczeniem absolutnie wszystkiego, całego porządku stworzenia? W swojej książce

opisuje Pan jak marksiści reinterpretowali prawa fizyki, prawa biologii, prawa matematyki etc. i jak próbowali je zamienić, aby były zgodne z bredniami Marksa. Mało tego – opisuje Pan, czym był według marksistów człowiek… Czym, a nie kim…

Antropologia materialistyczno-rewolucyjna Marksa była z gruntu fałszywa. Niestety, nadal może ona liczyć na poparcie i w związku z tym przybiera na sile.

Obecnie mówi się, że człowiek „sam się stwarza”, to znaczy, że „nic nie ogranicza człowieka, aby ten stawał się coraz bardziej doskonały, coraz bardziej szczęśliwy”. Jest to oczywiście bzdurą. Ludzie bowiem chorują, ludzie doświadczają niepowodzeń i różnych porażek, ludzie w końcu umierają. Nawet jeśli kiedyś rozpocznie się jakaś masowa produkcja jakichś „części zamiennych” dla ludzkiego ciała, to nie wszystkich będzie na nie stać i nawet jeśli uda nam się przedłużyć ich życie, to nie uda się nam uczynić ich nieśmiertelnymi, jak głoszą transhumaniści. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że przeniesie swoją świadomość do komputera. Czy jednak taki twór nadal będzie człowiekiem?

Wiara w to, że możliwości rozumowe człowieka sięgają tak daleko, że przy pomocy różnych zabiegów z dziedziny transhumanizmu jest pogonią za horyzontem, który zawsze będzie człowiekowi uciekał. Nigdy bowiem nie będziemy doskonałymi stworzeniami. Dlaczego? Właśnie dlatego, że jesteśmy STWORZENIAMI! Właśnie dlatego antropologia materialistyczno-rewolucyjna, antropologia nieograniczona jest fałszem i nie można ufać ludziom głoszącym ją.

Jedyny sens ma antropologia ograniczona. Tak jak powiedziałem: ludzie chorują, umierają mają problemy zawodowe, rodzinne i inne etc. Taki jest nasz los. Nie jesteśmy w stanie stworzyć siebie szczęśliwymi, doskonałymi, idealnie sprawnymi etc. Niestety coraz częściej takie podejście do świata jest odrzucane – ludzie mają być bowiem piękni, zdrowi i nieśmiertelni, i BASTA. Chorych i cierpiących nie wolno pokazywać, należy ich odizolować, żeby nie psuć dobrego samopoczucia innym. Jakby tego było mało – na Zachodzie niemal w ogóle nie rozmawia się o śmierci. Śmierć została jakby wyparta. Gdy ktoś umiera to traktuje się to, jakby gdzieś wyjechał i nie planował wrócić, albo po prostu zniknął, wyparował…

To wszystko wywodzi się z ideologii Marksa: rzekomo wystarczy odrzucić Boga aby człowiek dzięki metodom naukowym stał się nowym bogiem. Marks i wielu mu podobnych uznali słowo „nauka” za pewnego rodzaju idola, czy też nowego bożka, któremu należy oddawać pokłon.

Nieprzypadkowo w mojej książce, gdy piszę o „nauce marksistowskiej” słowa „nauka” biorę w cudzysłów. Pozwoliłem sobie na taki zabieg, ponieważ określenie „nauka” w ustach Marksa stało się wyjątkowo groźnym, ale i skutecznym kneblem uciszającym wątpliwości. „Nie zgadzasz się z teorią materializmu historycznego albo materializmu dialektycznego? To znaczy, że na pewno uprawiasz metafizykę! Na pewno jesteś wstecznikiem i reakcjonistą, i musisz wylądować na śmietniku historii” –  głosili marksiści. Właśnie za sprawą tego typu sztuczek semantycznych i „naukowych” marksiści oszukują świat. Co gorsza, świat się na to od lat nabiera i chce w to wierzyć.

Marksiści oszukują świat, ale jednocześnie wmawiają nam, że uczynią nas szczęśliwymi. I tutaj pojawia się chyba kluczowe pytanie: czym według Marksa i jego wyznawców jest szczęście i dlaczego tak bardzo chcą je nam narzucić?

Moim zdaniem nie istnieje sensowna definicja szczęścia. Jakiekolwiek pragnienia wpisywane przez nas w pojęcie szczęścia w przypadku osiągnięcia tego celu przestają nas zadowalać i satysfakcjonować, więc szukamy czegoś innego.

Człowiek jest istotą nienasyconą. To jest zresztą coś bardzo fundamentalnego, czego i Marks i jego następcy w ogóle nie zauważyli. Kiedyś zapytano mnie, jak to jest z tą cywilizacją zachodnią, dlaczego odrzucenie Boga przyniosło takie, a nie inne skutki. Odpowiedziałem, że poza Ewangelią zapomniano o tym, czego nauczał Święty Augustyn. Mówił on, że „nienasycone jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu”. Nienasycenie, niezaspokojenie – to jest istota naszej psychiki. Ludzie stale chcą uzupełniać swoją niepełność, swoją niedoskonałość. Chcą, ale nie są w stanie.

Ponadto zapomnieliśmy o świętym Tomaszu z Akwinu i Pierwszej Przyczynie, czyli logicznie rzecz biorąc: jeżeli świat istnieje, to musi mieć jakąś przyczynę. Sam z siebie bowiem nie powstał.

Tak więc, jeśli mówimy o szczęściu, jeśli mówimy o antropologii, jeśli mówimy o wizji człowieka w tym świecie, to zawsze warto przypominać sobie świętego Augustyna i świętego Tomasza z Akwinu. Jesteśmy stworzeniem, a nie stwórcą – nie zapominajmy o tym.

Można również przypomnieć słowa będące poniekąd mottem pontyfikatu Jana Pawła II, czyli „mężczyzną i kobietą stworzył ich”.

Zdecydowanie. Rewolucja kulturowa godzi w najbardziej fundamentalne pojęcia i byty ludzkie, czyli płciowość męską i kobiecą. Jeżeli podważa się istotę biologiczną, jeżeli podważa się fundamentalne powołanie kobiet i mężczyzn, którzy w historii świata zawsze mieli przypisane takie czy inne role właśnie ze względu na swoją specyfikę biologiczną, to jest to droga do samozagłady.

Mężczyźni, wbrew twierdzeniom niektórych przedstawicieli lewicy, nie rodzą dzieci. Dzieci rodzą kobiety, ale nie stanie się to bez udziału mężczyzny, czemu również próbują zaprzeczyć przedstawiciele lewicy.

To są sprawy, z którymi nie warto dyskutować, no chyba, że chcemy wylądować w szpitalu psychiatrycznym.

Niestety, ale tego typu przekonania, które przeczą biologii, zaczynają dominować. Opublikowane w kwietniu badania pokazują na przykład, że co roku w Stanach Zjednoczonych przybywa – zwłaszcza wśród młodych – osób niepewnych swojej tożsamości płciowej; nie wiedzących, czy są kobietami, czy mężczyznami; zastanawiających się, którą płeć powinny kochać etc. Skąd to się bierze?

Rewolucja tożsamościowa idzie naprzód. Fakt, że coraz większy odsetek osób z młodego pokolenia ma problem z identyfikacją płciową, jest dziełem różnych propagandzistów genderyzmu. Wmawiają oni młodemu pokoleniu, że można wybierać swoją płeć. Jest to potworne i obrzydliwe szkodnictwo cywilizacyjne. Niestety, nie widać kontrreakcji, a jeśli ma ona miejsce – jak na przykład na Florydzie, gdzie tamtejszy gubernator De Santis wypowiedział otwartą wojnę genderyzmowi – to zawsze udaje się jakoś obejść rozwiązania wprowadzane po to aby chronić ludzi, chronić cywilizację, chronić normalność. Niestety.

Marksizm nie przetrwał, ani tym bardziej nie odniósł sukcesu w żadnym miejscu na świecie, no chyba, że za sukces marksizmu uznamy opisane przez Pana Profesora zbrodnie w ZSRS, Chinach, Kambodży etc. Jak to jest, że nigdzie się nie udało, a marksiści cały czas próbują? Dlaczego nie mogą odpuścić?

Współcześni marksiści udają, że nie są marksistami. Ci ludzie są w stanie przyznać, iż komunizm sowiecki zawiódł; że upaństwowienie nie przyniosło uspołecznienia; że nie tak trzeba było zaczynać, tylko trzeba było robić to, co głosił Gramsci: „Nie zmieniajmy bazy, tylko zmieniajmy nadbudowę”. Czyli nie bierzmy się za bazę, to znaczy podstawy gospodarcze i materialne życia społecznego, tylko weźmy się za nadbudowę, czyli kulturę, sztukę, prawo etc. Tutaj poszedł cały atak propagandy nowych marksistów, którzy mamią ludzi wizją raju na ziemi, wizją udoskonalania człowieka i wizją osiągania jakichś wyższych form istnienia poprzez odrzucenie tożsamości płciowej, religijnej, narodowej, rodzinnej etc.

Ideałem tych ludzi jest człowiek bez właściwości. Ich zdaniem, tylko taki człowiek będzie szczęśliwy. Nieważne, że nie udało się to w Chinach, Albanii, ZSRS, NRD, PRL itd. Oni są przekonani, że muszą nadal próbować, bo „niesienie szczęścia” jest ich celem. A że szczęściem jest dla nich totalna kontrola, terror, inwigilacja i centralne sterowanie każdym człowiekiem… No cóż, marksiści już tak mają. „Nie będziesz miał niczego i będziesz szczęśliwy”, jak powiedział Klaus Schwab.

Mamy do czynienia z wprowadzeniem ludzkości do swego rodzaju salonu krzywych luster. Marksiści udają, że nie są marksistami, a jednocześnie stawiają pomniki Marksowi, jako wybitnemu filozofowi, który być może się mylił, ale i tak był wielki. Co gorsza, w fundamentalnych kwestiach, o których coraz rzadziej się wspomina – czyli ateizmu i rewolucji – oni go wprost kontynuują.

Rozmawiał Tomasz Kolanek

Z dymem pożarów…

Z dymem pożarów…

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    19 maja 2024 z-dymem

Starsi ludzie z pewnością pamiętają, jak to przed V Zjazdem PZPR w listopadzie 1968 roku w Warszawie wybuchło 5 zagadkowych pożarów. Co było ich przyczyną – tego ani wtedy, ani teraz nikt nie wiedział i nie wie, w związku z czym na mieście krążyły fałszywe pogłoski, że to „pięć pożarów na piąty Zjazd”. Coś mogło być na rzeczy, bo jesienią 1968 roku, po spacyfikowaniu tzw. „wydarzeń marcowych” i po inwazji na Czechosłowację, kilka partyjnych gangów rzuciło się sobie do gardła. Z jednej strony byli to „partyzanci” z Mieczysławem Moczarem na czele, z drugiej – sklerotyczny Władysław Gomułka z „Zenonem naszych dni”, czyli Zenonem Kliszką, a z trzeciej – „grupa Katangi”, czyli Edward Gierek ze swoimi śląskimi pretoriany. Wprawdzie w marcu 1968 roku Gierek wykrzykiwał, że jak ktoś podniesie rękę na socjalizm i sojusze, to „śląska woda” zaraz „pogruchoce mu kości” – ale na Zjeździe jeden gang wykrzykiwał: „Wiesław, Wiesław!”, a drugi: „Gierek, Gierek!” – na co Gomułka odpowiedział, że „nie będzie żadnych gierek!” Jak zwykle się pomylił, bo wskutek tych „gierek” w grudniu 1970 roku, w wyniku masakry na Wybrzeżu, stracił stanowisko I sekretarza, którym został właśnie Edward Gierek. Skrupulatność nakazuje mi przypomnieć jeszcze jedną ówczesną teorię spiskową, że upadek Gomułki był rezultatem tego, iż samowolnie, to znaczy – bez pozwolenia Sowietów – 7 grudnia 1970 roku podpisał traktat z Niemcami, w którym RFN uznała granicę na Odrze i Nysie.

Wspominam o tamtych zawirowaniach, bo akurat w dniach ostatnich nie tylko Warszawę, ale całą Polskę nawiedziła seria groźnych pożarów, które nie wiadomo właściwie jak się zaczęły, ale każdy z nich miał gwałtowny przebieg. Największe straty przyniósł pożar Hali Marywilskiej w Warszawie, w której spłonęło ponad tysiąc stoisk razem z towarem i zapasami. Pikanterii dodaje okoliczność, że co najmniej połowa kupców, którzy tam handlowali, to Wietnamczycy. Ponieważ nikt nie wie, co było przyczyną pożaru, który ponadto rozszerzał się bardzo gwałtownie, a w dodatku ostatnia kontrola przeciwpożarowa odbyła się tam w roku 2014, w związku z tym na mieście pojawiło się kilka fałszywych pogłosek. Pierwsza – że pożar wybuchł na tle konkurencji polsko-wietnamskiej. Z czymś takim zetknąłem się już w pierwszej połowie lat 90-tych, kiedy to największym obiektem handlowym w Warszawie, a może nawet w Polsce, był Stadion Dziesięciolecia. Wtedy okazało się, że Wietnamczycy sprzedają tam towary po cenach znacznie niższych od Polaków – a w dodatku nie były to towary chińskie, tylko polskie. Okazało się, że Wietnamczycy mają tu organizację, która w ich imieniu negocjuje wszystkie sprawy z polskimi urzędami, a efekt tych negocjacji jest właśnie taki. Ile forsy przeszło w związku z tym pod stołem, ile starych rodzin założyli urzędnicy skarbówki – tego już nigdy się nie dowiemy, podobnie, jak chyba nie dowiemy się, czy w Hali Marywilskiej było podobnie.

Skoro tak się amerykanizujemy, no to w końcu musiało dojść do tego, że Warszawa upodobniła się do Chicago z jego najlepszych lat – bo nie ma ognia bez dymu. Druga teoria związana jest z obecnością w Polsce bardzo licznej diaspory ukraińskiej. Rząd ukraiński, któremu coraz bardziej brakuje mięsa armatniego, chciałby ściągnąć z Polski chociaż ze 200 tysięcy mężczyzn i próbuje sprowokować polskie władze, by zaczęły ich wyłapywać i odstawiać do granicy. Skoro ukraińska bezpieka potrafi wywoływać takie pożary w Rosji, to dlaczegóż nie u nas, gdzie Ukraińcom nikt niczego nie ośmieliłby się odmówić – a już zwłaszcza – tubylcza bezpieka, która, Bóg jeden wie, komu naprawdę służy?

Trzecia wreszcie, najmniej prawdopodobna teoria, do której podobno skłania się Donald Tusk, głosi, że to Putin próbuje w ten sposób destabilizować Polskę przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Sęk w tym, że wybory do Parlamentu Europejskiego mało kogo tak naprawdę obchodzą, może poza samymi kandydatami i partiami, które w ten sposób chciałyby odesłać zawadzających im „byłych ludzi” do tego luksusowego przytułku w Brukseli. W każdym razie świeżo wystrugany z banana na ministra spraw wewnętrznych pan Tomasz Siemoniak zapowiada „energiczne śledztwo” – ale choćby na przykładzie sprawy „Amber Gold” nie rokuje to dobrze. Jak bowiem pamiętamy, w sprawie „Amber Gold” prokuratura też wszczęła „energiczne śledztwo”, ale dopiero gdy cała ukradziona forsa ulotniła się w nieznanym kierunku. Wtedy wieść gminna wskazywała na stare kiejkuty, które zabroniły nie tylko niezawisłym sądom i niezależnej prokuraturze wściubiać nosa w nie swoje sprawy, ale nawet sejmowej komisji śledczej, która w tej sytuacji tylko potwierdziła to, o czym wszyscy wiedzieliśmy od samego początku – że mianowicie organy państwa nie zadziałały prawidłowo – ale już nie odważyła się nawet postawić pytania, dlaczego tak się stało. Toteż nikogo nie dziwi, że premier Donald Tusk w pierwszym odruchu zapowiedział przywrócenie „delegatur” terenowych ABW. Teoretycznie chodzi o to, by takie pożary gasić w zarodku, ale tak naprawdę – by Agencję lepiej posmarować, bo jak sze posmaruje, to wtedy biznes lepiej sze kręczy.

W ogóle „rząd się mniemaną potęgą nasrożył” – co widać na przykładzie pana sędziego Tomasza Szmydta, co to wybrał wolność na Białorusi. Jak się okazuje, orzekając w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie, który między innymi zajmował się certyfikatami dostępu do informacji niejawnych i sprawami lustracyjnymi, mógł on poznać wiele tak zwanych „wstydliwych zakątków”, a kto wie – może nawet słynny „Aneks do Raportu o Rozwiązaniu Wojskowych Służby Informacyjnych”? Ajajajajajajaj! Toteż wśród bezpieczniaków i konfidentów zapanował jaskółczy niepokój, który dygnitarze próbują zagłuszać bezsilnymi represjami pod adresem sędziego, który zresztą sędzią właśnie być przestał. Teraz wysłano za nim list gończy, a nawet pojawiają się projekty, by go aresztować – ale jak tu go aresztować, kiedy Putin właśnie rozmieścił na Białorusi broń jądrową?

Podobnie było w stanie wojennym, kiedy wolność wybrało dwóch ambasadorów: panowie Spasowski i Rurarz. Zostali przez niezawisły sąd w podskokach skazani na karę śmierci – ale pan Rurarz zmarł śmiercią naturalną w USA dopiero w roku 2007, chociaż w 1990 roku wyroki mu pouchylano – ale skonfiskowanego mienia oczywiście nie zwrócono. Podobnie pan Spasowski, który zmarł w USA w roku 1995.

A skoro już o komisjach sejmowych i niezawisłych sądach mowa, to warto odnotować postanowienie Trybunału Konstytucyjnego, który właśnie nakazał sejmowej komisji do sprawy „Pegasusa” wstrzymać się ze wszystkimi czynnościami do czasu wyjaśnienia, czy powołanie tej komisji nie było przypadkiem sprzeczne z konstytucją – bo taki wniosek został złożony przez posłów PiS. Toteż kiedy przewodnicząca komisji, Wielce Czcigodna pani Sroka, próbowała przesłuchać byłego rzecznika praw dziecka pana Pawlaka, który miał podpisywać kwity na zapłatę za „Pegasusa”, ten nie tylko odmówił złożenia przyrzeczenia, ale nazwał komisję „spotkaniem publicystycznym”, po czym, w towarzystwie mec. Marka Markiewicza opuścił salę, zostawiając panią Srokę – no, mniejsza o to, z czym w garści.

A w ogóle z tą komisją są same zgryzoty, bo okazało się, że pan sędzia Igor Tuleya, przez lata zażywający sławy płomiennego szermierza praworządności, podpisywał zgody na używanie „Pegasusa”, w pełnym zaufaniu do bezpieczniaków. Toteż nawet w przychylnym rządowi Donalda Tuska portalu „Onet” można było przeczytać zniecierpliwioną opinię, że „komisje śledcze już zwijają manatki”. I słusznie – bo przecież nie o to chodzi, by cokolwiek wyjaśnić, tylko – by się wyfikać przed telewizyjnymi kamerami z nadziei, że dzięki temu łatwiej trafi się do wspomnianego luksusowego przytułku.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Domagamy się ustąpienia Franciszka. Herezje i zbrodnie papieża.

Wezwanie do biskupów i kardynałów, aby spowodowali, że Franciszek „utraci urząd papieski”, jeśli odmówi rezygnacji. Herezje i zbrodnie papieża.

Wybitni katolicy wzywają biskupów i kardynałów, aby oświadczyli, że Franciszek „utraci urząd papieski”, jeśli odmówi rezygnacji.
Herezje i zbrodnie papieża Franciszka
[tłumaczenie pół-automatyczne;ew. błędy proszę mi sygnalizować, poprawię. MD]
lifesitenews/prominent-catholics-urge-bishops-cardinals-to-declare-francis-has-lost-the-papal-office
To oświadczenie zawiera podsumowanie interakcji i kontaktów papieża Franciszka z wieloma znanymi [a działającymi jak apostaci MD] osobistościami w Kościele, takimi jak kardynałowie Godfried Danneels, Reinhard Marx, Theodore McCarrick, Wilton Gregory i Víctor Manuel Fernández.
Grupa 17 naukowców i publicystów katolickich wydała obszerne oświadczenie, w którym wzywa papieża Franciszka do rezygnacji lub do otrzymania formalnego wniosku o rezygnację ze strony Kolegium Kardynalskiego.
Stwierdzając, że Franciszek swoimi słowami i czynami „spowodował bezprecedensowy kryzys w Kościele katolickim”, 17 sygnatariuszy zaświadczyło, że Papież „wyrządził wielką krzywdę Kościołowi i całemu światu” od chwili objęcia tronu papieskiego w marcu 2013 r. (Pełne oświadczenie znajduje się poniżej, a plik PDF do pobrania  -w oryginale).

W oświadczeniu opublikowanym 2 maja sygnatariusze stwierdzili, że „członkowie hierarchii Kościoła mają obowiązek działać, aby zapobiec dalszemu krzywdzeniu Kościoła przez Franciszka”. Dodali:

    Dlatego wzywamy papieża Franciszka do rezygnacji z urzędu papieskiego oraz do pokuty i pokuty za swoje czyny. Jeżeli tego nie uczyni, prosimy, aby kardynałowie i biskupi Kościoła katolickiego poprosili papieża Franciszka o rezygnację z urzędu papieża.
Jeżeli ostatecznie do tego by nie doszło, sygnatariusze wezwali kardynałów i biskupów do oświadczenia, że ​​Franciszek w jakiś sposób utracił papiestwo:

    Jeśli odmówi rezygnacji lub wyrzeczenia się herezji, które podtrzymał, prosimy, aby oświadczyli, że utracił urząd papieski.


Sygnatariusze przypisują wspomniany „bezprecedensowy kryzys” dwóm przyczynom:

    Papież Franciszek dopuścił się czynów przestępczych poważnie szkodliwych dla Kościoła i poszczególnych wierzących.

    Pokazał, że odrzuca wiarę katolicką i pracował nad zniszczeniem wiary innych katolików.
Grupa 17 naukowców i aktywistów wydała obszerne oświadczenie, w którym wzywa papieża Franciszka do rezygnacji lub do otrzymania formalnego wniosku o rezygnację ze strony Kolegium Kardynalskiego.

Stwierdzając, że Franciszek swoimi słowami i czynami „spowodował bezprecedensowy kryzys w Kościele katolickim”, 17 sygnatariuszy zaświadczyło, że Papież „wyrządził wielką krzywdę Kościołowi i całemu światu” od chwili objęcia tronu papieskiego w marcu 2013 r. ( Pełne oświadczenie znajduje się poniżej, a plik PDF do pobrania w oryginale).
Sygnatariusze i ich oskarżenia
Siedemnastu sygnatariuszy to naukowcy, działacze z różnych dziedzin życia kościelnego i jeden ksiądz:
    Ks. Linus F. Clovis, dr, mgr, JCL, STB
    Yves Daoudal: redaktor naczelny Reconquête i wiceprezes Charlier Center
    Dániel Fülep: Teolog, Węgry
    Doktor Michael Kakooza: Zarządzanie strategiczne, Afryka Wschodnia
    Thaddeus J. Koziński: profesor filozofii, Memoria College
    dr Piotr A. Kwaśniewski
    John R.T. Lamont, DPhil
    Doktor John Rist: profesor filologii klasycznej oraz wczesnochrześcijańskiej filozofii i teologii (w stanie spoczynku)
    Dr Cesar Felix Sánchez Martínez: profesor filozofii, Universidad Nacional de San Agustin, Peru
    Wolfram Schrems, Mag. teol., Mag. fi.
    Peter Stephan, dr phil. habilitowany: profesor teorii architektury i historii sztuki, Uniwersytet Nauk Stosowanych w Poczdamie
    dr Anna Silvas: specjalistka ds. ojców greckich, UNE, Australia (w stanie spoczynku)
    John-Henry Westen, MA: Założyciel i redaktor LifeSiteNews
    Doktor Michael Wiitala: wykładowca filozofii na Uniwersytecie Stanowym w Cleveland
    Elizabeth F. Yore, Esq.: Założycielka Yore Children
    Doktor John Zmirak: starszy redaktor, The Stream

To obszerne oświadczenie zawiera podsumowanie jego współpracy i kontaktów z wieloma znanymi osobistościami w Kościele, takimi jak kardynałowie Godfried Danneels, Reinhard Marx, Theodore McCarrick, Wilton Gregory i Víctor Manuel Fernández. Jak twierdzą, obszerna lista osób przedstawiona przez sygnatariuszy stanowi część „historii ochrony sprawców przemocy seksualnej” Franciszka, która „jest przykładem jego charakteru i sposobu działania”.

Sygnatariusze oskarżają Franciszka o popełnienie „zbrodni innych niż herezja”, poświadczając, że wymienione działania są „przestępstwami, ponieważ naruszają albo prawo kanoniczne, prawo stanów doczesnych, prawo naturalne, prawo pozytywne Boże, albo jakąś kombinację praw z tych różnych systemy prawne."
Wymieniają także szereg innych działań Franciszka za jego pontyfikatu, takich jak tajny układ z Chinami, ograniczenie tradycyjnej Mszy św. i zatwierdzenie błogosławieństw dla par tej samej płci, potwierdzając jednocześnie, że Franciszek „publicznie i uporczywie zaprzeczało szeregowi głównych nauk wiary katolickiej”.
Jednak sygnatariusze nie zrzucili całej winy na Franciszka, stwierdzając, że jest on „produktem szerszego kryzysu w Kościele”. Nakreślając historyczny zarys rozwoju modernizmu, sygnatariusze napisali, że „w czasie złożonego wydarzenia Soboru Watykańskiego II neomoderniści osiągnęli znaczny wpływ”.

Zrezygnuj lub musisz zostać obalony

Po uszczegółowieniu listy skarg wobec Papieża sygnatariusze zażądali, aby kardynałowie i biskupi podjęli działania przeciwko Franciszkowi, w przypadku gdy ten nie złoży dobrowolnej rezygnacji:

    Błędem i grzechem jest bierność wiernych biskupów i kardynałów w nadziei, że papież Franciszek wkrótce umrze i zostanie zastąpiony przez kogoś lepszego. Papież Franciszek dzień po dniu wyrządza nieustanną krzywdę duszom i Kościołowi. Wierni mają prawo oczekiwać, że wierzący pasterze będą ich chronić przed jego atakami. Pasterze mają przed Bogiem obowiązek ich chronić, a niedopełnienie tego obowiązku sprowadzi na nich wieczną karę.

„Na początek biskupi i kardynałowie Kościoła powinni dołożyć wszelkich starań, aby papież Franciszek ustąpił” – napisali. Uznając, że rezygnacja papieża jest „wydarzeniem nadzwyczajnym, które nie powinno mieć miejsca”, argumentowali, że rezygnacja Franciszka byłaby „najmniejszym możliwym skutkiem”.

W przypadku gdyby nie złożył rezygnacji, sygnatariusze argumentowali, że „obowiązkiem biskupów i kardynałów jest ogłoszenie, że utracił urząd papieski z powodu herezji”. W przypadku braku wystarczającej liczby kardynałów i biskupów do wprowadzenia deklaracji, sygnatariusze zwrócili się do prałatów z prośbą o utworzenie grupy, która „publicznie ostrzegałaby wiernych o jego zbrodniach i herezjach i stwierdzała, że ​​jego kadencja urzędu papieskiego ma wątpliwości z powodu swojej herezji i napomina wiernych, aby nie wierzyli jego oświadczeniom i nie wykonywali jego poleceń, chyba że na niezależnych podstawach jest jasne, że te oświadczenia i nakazy powinny być przestrzegane”.


Uprawnione osoby, które chcą być uważane za sygnatariuszy „Wezwania do rezygnacji Papieża Franciszka” z 2 maja 2024 r., powinny przesłać swoje imię i nazwisko, stopnie naukowe oraz tytuł/stanowisko na adres popestatement@gmail.com . Potencjalni sygnatariusze zostaną zweryfikowani i dodani według uznania komitetu redakcyjnego oświadczenia; Podanie imienia i nazwiska nie gwarantuje, że zostanie ono uwzględnione. Imiona należy przesłać do 15 maja 2024 r.



==============================


Pełne oświadczenie znajduje się poniżej:

Wezwanie do dymisji papieża Franciszka
2 maja 2024 r., święto św. Atanazego z Aleksandrii
Od 2013 roku słowa i czyny papieża Franciszka wywołały bezprecedensowy kryzys w Kościele katolickim i wyrządziły wielką krzywdę Kościołowi i całemu światu. Członkowie hierarchii Kościoła mają obowiązek działać, aby zapobiec dalszemu krzywdzeniu wiernych przez Franciszka.
Dlatego wzywamy papieża Franciszka do rezygnacji z urzędu papieskiego oraz do pokuty i pokuty za swoje czyny. Jeżeli tego nie uczyni, prosimy, aby kardynałowie i biskupi Kościoła katolickiego poprosili papieża Franciszka o rezygnację z urzędu papieża.
Jeśli odmówi rezygnacji lub wyrzeczenia się herezji, które podtrzymał, prosimy, aby oświadczyli, że utracił urząd papieski.
Kryzys wynika z dwóch przyczyn:
1. Papież Franciszek dopuścił się czynów przestępczych poważnie szkodliwych dla Kościoła i poszczególnych wierzących.
2. Pokazał, że odrzuca wiarę katolicką i pracował nad zniszczeniem wiary innych katolików.
1. Zbrodnie papieża Franciszka
1.1 Zbrodnie inne niż herezja
1. Dopuścił się czynów przestępczych, które poważnie zaszkodziły poszczególnym wierzącym i Kościołowi.

Działania wymienione poniżej są przestępstwami, ponieważ naruszają prawo kanoniczne, prawo stanów doczesnych, prawo naturalne, prawo pozytywne Boże lub jakąś kombinację praw z tych różnych systemów prawnych. Relacje między tymi różnymi systemami prawnymi są złożone; na przykład ochrona sprawców przemocy seksualnej poprzez niezgłaszanie przestępstw lub umieszczanie ich na stanowiskach, w których można oczekiwać, że będą nadal dopuszczać się przemocy, jest przestępstwem w niektórych stanach, ale nie w innych. Wszystkie wymienione poniżej zbrodnie papieża Franciszka naruszają jeden lub więcej z poniższych kanonów Kodeksu łacińskiego; kan. 383 §1, 392 §1 i §2, 1311 § 2, 1326 § 1, 1378 § 1 i § 2 oraz 1399. Wszystkie te kanony opierają się na prawie naturalnym lub pozytywnym prawie Bożym, zatem nie są to kanony, z których Papież może otrzymać dyspensę. Należy pamiętać, że Kościół na mocy boskiego prawa ma władzę stanowienia prawa dla swoich członków i nakładania na nich kar prawnych, zarówno doczesnych, jak i duchowych, a ustawodawstwo to jest nie mniej realne i ma nie mniejszą moc niż ustawodawstwo państw cywilnych.

1.1.A. Ochrona przestępców seksualnych i ochrona przełożonych religijnych, którzy sami chronią przestępców seksualnych.

Biskupi i przełożeni zakonni, którzy chronią sprawców przestępstw seksualnych, sami są przestępcami, więc ochrona i promocja takich osób przez papieża Franciszka sama w sobie jest ochroną przestępców. Ma to szczególnie szkodliwy wpływ, ponieważ informuje przestępców o tym znaczku, że ochrona sprawców przemocy seksualnej jest w jego przypadku nie tylko „bezpieczna”, ale prawdopodobnie doprowadzi także do awansu. Promowanie przez papieża Franciszka tych przestępców było tak szeroko zakrojone i trwało tak długo, zarówno przed jego wyborem na papieża, jak i po nim, że można to postrzegać jedynie jako stałą dyspozycję i zwyczajową politykę. Mianował dużą liczbę tych osób do kolegium kardynałów, dając im w ten sposób znaczący wpływ na wybór kolejnego papieża, i osadzał je na najwyższych stanowiskach władzy kościelnej w Kurii Rzymskiej i amerykańskim kościele katolickim.

Sposób, w jaki papież Franciszek chroni tych przestępców, pogłębia jego przestępstwo. Wielokrotnie i bezczelnie kłamał na temat swoich działań i zniesławiał ofiary tych zbrodni.
Promowanie przez papieża Franciszka tych przestępców było tak szeroko zakrojone i trwało tak długo, zarówno przed jego wyborem na papieża, jak i po nim, że można to postrzegać jedynie jako stałą dyspozycję i zwyczajową politykę. Mianował dużą liczbę tych osób do kolegium kardynałów, dając im w ten sposób znaczący wpływ na wybór kolejnego papieża, i osadzał je na najwyższych stanowiskach władzy kościelnej w Kurii Rzymskiej i amerykańskim kościele katolickim.
Sposób, w jaki papież Franciszek chroni tych przestępców, pogłębia jego przestępstwo. Wielokrotnie i bezczelnie kłamał na temat swoich działań i zniesławiał ofiary tych zbrodni.

Oprócz konkretnych przypadków wymienionych poniżej dodać należy, że papież Franciszek zniósł ustanowione przez papieża Benedykta XVI umiarkowanie skuteczne procedury postępowania w przypadkach wykorzystywania seksualnego nieletnich i zastąpił je nieskutecznymi przepisami, kadrami i organizacjami co zahamowało proces skutecznego radzenia sobie z wykorzystywaniem seksualnym w Kościele. Franciszek towarzyszył temu sabotażowi sprawiedliwości częstymi publicznymi oświadczeniami na temat najwyższej wagi położenia kresu wykorzystywaniu seksualnemu.

Papież Franciszek chronił osoby dopuszczające się przemocy seksualnej, zanim został papieżem, kiedy był arcybiskupem Buenos Aires (1998–2013) i przewodniczącym Konferencji Episkopatu Argentyny (2005–2011). Tutaj przytoczono najgorszy przykład tej ochrony, który ilustruje jego charakter i sposób działania.

 Ks. Julio Grassi

Ks. Julio Grassi założył i prowadził domy Happy Children dla dzieci ulicy w Argentynie. W tych instytucjach wykorzystywał seksualnie chłopców. W 2009 roku został skazany przez argentyński sąd za znęcanie się nad jednym z nich. Wielkim kosztem arcybiskup Bergoglio zlecił sporządzenie 2600-stronicowego raportu mającego na celu uniewinnienie ks. Grassi, oczerniając swoje ofiary. Raport miał przekonać sędziów Sądu Najwyższego Argentyny o niewinności Grassiego i został potępiony przez sąd jako próba ingerencji w wymiar sprawiedliwości. Zapytany o raport arcybiskup Bergoglio skłamał, oświadczając, że nie ma z nim nic wspólnego. Grassi uniknął więzienia aż do 2013 r., częściowo dzięki interwencji Bergoglio. Grassi zeznał, że ma osobiste wsparcie Bergoglio.[1]

Po wyborze na papieża w 2013 r. papież Franciszek chronił i/lub promował wielu sprawców przemocy seksualnej oraz biskupów, którzy tuszowali wykorzystywanie seksualne.

Oto kilka wyjątkowych przykładów:

kardynała Godfrieda Danneelsa
Kardynał Danneels bronił podręcznika do katechizmu „Roeach”, który był używany w Belgii pod jego władzą i który promował pedofilię, i odmówił jego zmiany lub usunięcia. Działał w obronie pedofila, biskupa Rogera Vangheluwe, gdy wyszło na jaw, że Vangheluwe wykorzystywał seksualnie własnego siostrzeńca, począwszy od jego piątego roku życia. Kiedy siostrzeniec, wówczas już dorosły, poprosił Danneelsa, aby podjął jakieś działania przeciwko Vangheluwe, Danneels odmówił, powiedział siostrzeńcowi, aby milczał na temat molestowania, i powiedział siostrzeńcowi, że powinien przyznać się do własnej winy. Działania te stały się powszechnie znane w 2010 roku. Kardynał Danneels stał u boku papieża Franciszka na balkonie Bazyliki św. Piotra, kiedy papież po raz pierwszy po wyborze wystąpił publicznie. Papież Franciszek wymienił go jako jedno ze swoich osobistych współpracowników zarówno na pierwszym, jak i drugim Synodzie o rodzinie. Po jego śmierci w 2019 r. papież Franciszek wychwalał go jako „gorliwego pasterza”, który „z oddaniem służył Kościołowi”[2].

Kardynał Józef de Kesel

W 2014 roku kardynał de Kesel, ówczesny biskup Brugii, mianował ojca Toma Flameza na pasterza [proboszcza? Md] po tym, jak został skazany za wykorzystywanie seksualne. Nie usunął ks. Antoon Stragier pełnił posługę do 2015 r., chociaż diecezja wiedziała o zbrodniach Stragiera już w 2004 r. Papież Franciszek wybrał biskupa de Kesel na arcybiskupa Mechelen-Bruksela w listopadzie 2015 r., a w listopadzie 2016 r. mianował go kardynałem.[3]

Kardynał Reinharda Marx

Kardynał Marx przyznał się, że ukrywał wiele przypadków wykorzystywania seksualnego, gdy był biskupem Trewiru, i w 2021 r. złożył rezygnację papieżowi Franciszkowi, podając to tuszowanie jako powód. Papież Franciszek odmówił jego rezygnacji, a Marks nadal jest arcybiskupem metropolitą Monachium i Fryzyngi.

Kardynał Cormac Murphy-O’Connor

W 2008 roku kobieta powiedziała władzom Kościoła angielskiego, że O’Connor wykorzystywał ją seksualnie, gdy miała od 13 do 14 lat. Kobieta wcześniej zgłosiła, że ​​była wykorzystywana seksualnie przez innego angielskiego księdza, księdza Michaela Hilla, który został następnie skazany za to przestępstwo przez brytyjski sąd. Hill został wcześniej usunięty ze służby po oskarżeniach o wykorzystywanie seksualne nieletnich, ale Murphy-O’Connor, ówczesny biskup Arundel i Brighton, przywrócił Hilla do posługi, mianując go kapelanem na lotnisku Gatwick. Hill w tym poście nadal molestował nieletnich. W 2013 roku papież Franciszek polecił kardynałowi Gerhardowi Ludwigowi Müllerowi umorzenie śledztwa w sprawie Murphy'ego-O'Connora w sprawie wykorzystywania seksualnego.[5]

Kardynał Oscar Rodriguez Maradiaga
Kardynał Rodriguez Maradiaga nie zareagował w związku z licznymi oskarżeniami o niewłaściwe zachowanie seksualne wobec seminarzystów ze strony Jose Juana Pinedy Fasquelle, biskupa pomocniczego Tegucigalpy, który podał się do dymisji po upublicznieniu oskarżeń. Maradiaga odmówił zbadania skarg złożonych przez 48 ze 180 seminarzystów w związku z niewłaściwym zachowaniem homoseksualnym w seminarium w Hondurasie i zamiast tego zaatakował skarżących. Papież Franciszek mianował Maradiagę członkiem i koordynatorem rady dziewięciu kardynałów, którą powołał w 2013 roku, aby doradzać mu w zarządzaniu Kościołem powszechnym. W dniu 15 października 2020 r. papież Franciszek odnowił nominację Rodrigueza Maradiagi na stanowisko koordynatora Rady Kardynałów Doradców.[6]

Były kardynał Theodore McCarrick

Były kardynał McCarrick przez dziesięciolecia uwodził seminarzystów i wywierał na nich presję, aby nawiązali z nim stosunki homoseksualne. Papież Franciszek został osobiście poinformowany o tym zachowaniu w 2013 roku i powiedziano mu, że papież Benedykt nałożył na niego ograniczenia. Kiedy papież Franciszek był arcybiskupem Buenos Aires, McCarrick często podróżował do Argentyny, aby odwiedzić seminarzystów. Papież Franciszek uwolnił McCarricka z ograniczeń jego działalności, nałożonych przez papieża Benedykta XVI w wyniku doniesień o jego zbrodniach i wykorzystał go do wielu ważnych zadań, m.in. wyjazdów jako przedstawiciela Stolicy Apostolskiej do Izraela, Armenii, Chin , Iranu i Kuby. Towarzyszył papieżowi Franciszkowi w jego podróżach do Izraela i na Kubę. Został usunięty ze służby dopiero w 2018 r., po tym, jak media szeroko opisywały jego drapieżnictwo wobec seminarzystów.[7]

Papież Franciszek powołał na ważne stanowiska krąg mężczyzn powiązanych z byłym kardynałem McCarrickiem. Należą do nich kardynałowie Robert McElroy, Joseph Tobin, Wilton Gregory i Kevin Farrell, których opisaliśmy poniżej.

Sprawa kardynała Blaise’a Cupicha
Papież Franciszek mianował Cupicha arcybiskupem Chicago w 2014 r., a w 2016 r. mianował go kardynałem i członkiem Kongregacji ds. Biskupów. McCarrick lobbował za jego nominacją w Chicago[8].
Sprawa kardynała Josepha Tobina

Papież Franciszek mianował Tobina, arcybiskupa Indianapolis, na kardynała i arcybiskupa Newark w 2016 r. McCarrick był jego poprzednikiem na stanowisku arcybiskupa Newark w latach 1986–2000, popełniając na tym stanowisku wiele przestępstw. W 2005 roku archidiecezja Newark dokonała płatności na rzecz seminarzysty molestowanego przez McCarricka. Tobin odmówił odpowiedzi na skargę dotyczącą molestowania ze strony McCarricka, przesłaną mu w 2018 roku przez Michaela Readinga, byłego kleryka.[9]

Sprawa kardynała Wiltona Gregory’ego

Kardynał Gregory współpracował z McCarrickiem nad opracowaniem Karty z Dallas z 2002 r., która przewidywała procedury dla amerykańskich biskupów katolickich dotyczące reagowania na oskarżenia o wykorzystywanie seksualne ze strony duchownych. Procedury zawarte w Statucie były nieskuteczne, w widoczny sposób pomijając wszelkie postanowienia dotyczące postępowania w przypadku oskarżeń przeciwko biskupom. Kiedy biskup Belleville w stanie Illinois, Gregory został uznany za obrazę sądu za odmowę udostępnienia akt księdza oskarżonego o przestępstwa na tle seksualnym. Będąc arcybiskupem Atlanty w stanie Georgia, skutecznie sprzeciwiał się ustawodawstwu przedłużającemu przedawnienie pozwów o odszkodowania za wykorzystywanie seksualne. Papież Franciszek mianował go arcybiskupem Waszyngtonu w 2019 r., a w 2020 r. mianował go kardynałem.[10]

...kardynała Roberta McElroya

McElroy został mianowany biskupem San Diego w 2015 roku. Był bliskim współpracownikiem byłego kardynała McCarricka. W 2014 roku Rachel Mastrogiacomo poinformowała, że ​​ks. Jacob Bertrand, ksiądz diecezji San Diego, poddał ją satanistycznym rytualnym znęcaniom. Inne kobiety złożyły podobne raporty. Bertrand przyznał się do winy przed władzami diecezjalnymi. W odpowiedzi na te doniesienia Betrand został po prostu przeniesiony do innej parafii. Dopiero gdy Mastrogiacomo poszedł na policję, McElroy usunął go ze służby. Diecezja San Diego fałszywie twierdziła, że ​​nie posiada akt dotyczących działalności Bertranda i dodała, że ​​nawet gdyby posiadała jakiekolwiek akta, nie udostępniłaby ich. W 2018 roku Bertrand został skazany przez amerykański sąd za przestępstwo o charakterze seksualnym. Wcześniej wyznał administratorowi apostolskiemu diecezji San Diego, że zgwałcił Mastrogiacomo podczas odprawiania Mszy św. i oddawania się perwersyjnym rytuałom. W 2016 roku ekspert ds. wykorzystywania seksualnego urzędniczego Richard Sipe poinformował McElroya, że ​​McCarrick był seryjnym sprawcą przemocy. Zachował milczenie i nie podjął żadnych działań. Papież Franciszek mianował McElroya, biskupa sufragana Los Angeles, kardynałem w 2022 roku.[11]

...kardynała Donalda Wuerla
Kardynał Wuerl pozwolił ks. George Zir miał kontynuować służbę po tym, jak dowiedział się, że popełnił liczne przestępstwa związane z wykorzystywaniem seksualnym. Wuerl zrezygnował ze stanowiska arcybiskupa Waszyngtonu po tym, jak jego działania w tym i innych przypadkach wykorzystywania seksualnego zostały skrytykowane w raporcie wielkiej ławy przysięgłych Pensylwanii. Kiedy Wuerl zrezygnował, papież Franciszek pochwalił go za szlachetność, pozostawił go na czele archidiecezji waszyngtońskiej jako administratora apostolskiego i pozostawił go na stanowisku członka Kongregacji ds. Biskupów.
Biskup Juan Barros Madryt

Barros tuszował poważne przestępstwa seksualne ks. Fernando Karadima, skazany przez trybunał kościelny w 2011 r. za wykorzystywanie seksualne. Papież Franciszek mianował Barrosa biskupem Osorno w 2015 r. pomimo sprzeciwu samego Barrosa wobec tej nominacji, pomimo sprzeciwu biskupów chilijskich i pomimo silnych protestów wiernych. Papież Franciszek potępił krytyków Barrosa jako oszczerców. Biskup Barros złożył rezygnację ze stanowiska w 2018 r. w związku z pogłębiającym się kryzysem przypadków wykorzystywania seksualnego w Chile[13].

Kardynał Francisco Javier Errazuriz Ossa

Kardynał Errazuriz chronił także ks. Fernando Karadima i próbował uciszyć swoje ofiary. W latach 2013 i 2014 wraz z Ricardo Ezzati Andrello, swoim następcą na stanowisku arcybiskupa Santiago, próbował uniemożliwić Juanowi Carlosowi Cruzowi, jednej z ofiar Karadimy, powołanie do Papieskiej Komisji ds. Ochrony Nieletnich. Papież Franciszek mianował Errazuriza członkiem swojej Rady Kardynałów po tym, jak zbrodnie Karadimy wyszły na jaw. Pozostaje kardynałem.[14]

Kardynał Ricardo Ezzati Andrello

Ezzati chronił zarówno Karadimę, jak i ks. Óscar Muñoz, skazany za wielokrotne wykorzystywanie seksualne i gwałty na dzieciach. Próbował uniemożliwić powołanie Juana Carlosa Cruza, jednej z ofiar Karadimy, do Papieskiej Komisji ds. Ochrony Nieletnich. Złożył rezygnację z funkcji arcybiskupa Santiago w 2016 r. i ponownie w 2018 r., ale papież Franciszek odmówił jej przyjęcia; Franciszek przyjął rezygnację Ezzatiego dopiero w 2019 r., dzień po odrzuceniu przez Sąd Najwyższy Chile wniosku Ezzatiego o oddalenie pozwu cywilnego przeciwko niemu za ochronę Muñoza. Pozostaje kardynałem.[15]

Biskup Gustavo Óscar Zanchetta
Zanchetta został mianowany przez papieża Franciszka biskupem Oranu w Argentynie w 2013 r. Będąc biskupem, Zanchetta dopuścił się niewłaściwego postępowania o charakterze homoseksualnym, w tym molestowania seksualnego seminarzystów. Dowody fotograficzne zostały przedłożone Stolicy Apostolskiej w 2015 r. Zanchetta zrezygnował ze swojej diecezji w 2017 r., po czym papież Franciszek mianował go asesorem Administracji Dóbr Stolicy Apostolskiej, czyli banku watykańskiego. Stanowisko to nie istniało przed nominacją Zanchetty. Zanchetta została skazana w Argentynie na cztery i pół roku więzienia za napaść na tle seksualnym na seminarzystów w 2022 r. Nie odbył się żaden kanoniczny proces ani wyrok za te przestępstwa, które zostały ukarane jedynie przez sądy świeckie.[16]

Kardynał Luis Ladaria Ferrer SJ

Kongregacja Nauki Wiary otrzymała skargi na księdza Gianniego Trottę w 2009 roku, a trzy lata później uznała go za winnego wykorzystywania seksualnego nieletnich. Arcybiskup Ladaria napisał w 2012 roku list CDF do biskupa Foggi, pouczając go, aby nie ujawniał powodów, dla których Trotta został zlaicyzowany. Trotta w dalszym ciągu podawał się za księdza i był trenerem męskiej drużyny piłkarskiej do lat 11 w prowincji Foggia, po czym molestował kilku jej członków. Trotta został skazany na osiem lat więzienia w 2015 roku. Ladaria Ferrer napisała także w imieniu CDF do kardynała Philippe'a Barbarina, polecając mu, aby unikał publicznego skandalu w związku z dyscyplinowaniem ks. Bernard Preynat, oskarżony o wykorzystywanie seksualne we Francji w 2016 r., a później skazany. W 2018 r. władze francuskie próbowały postawić zarzuty Ladarii Ferrer za próbę zatajenia zbrodni Preynata, jednak Stolica Apostolska odmówiła jego ekstradycji. Papież Franciszek mianował Ladarię Ferrer na szefową Kongregacji Nauki Wiary w 2017 r., a w 2018 r. mianował go kardynałem.[17]

ks. Mauro Inzoli

W 2012 roku ks. Inzoli został skazany przez Kongregację Nauki Wiary na redukcję do stanu świeckiego za wykorzystywanie seksualne nieletnich, ale papież Franciszek interweniował i złagodził wyrok na modlitwę, pokutę i usunięcie ze służby publicznej. W 2016 r. Inzoli został skazany na pięć lat więzienia za osiem przestępstw związanych z wykorzystywaniem seksualnym dzieci w wieku od 12 do 16 lat w latach 2004–2008. Dopiero wtedy papież Franciszek sprowadził go do stanu świeckiego.[18]

Kardynał Oscar Cantoni
Cantoni był biskupem Cremy, kiedy na ks. złożono wiele skarg dotyczących wykorzystywania seksualnego. Mauro Inzoli, kapłan swojej diecezji od 2010 roku. W 2011 roku Kongregacja Doktryny Wiary wszczęła postępowanie przeciwko Inzoli. Cantoni powiedział wiernym w Cremonie, aby nie poddawali się osądom potępiającym Inzoli. W 2013 roku Cantoni zwrócił się do kardynała Coccopalmerio o interwencję u papieża Franciszka o ułaskawienie w imieniu jego byłego księdza, ks. Inzoli. Interwencja zakończyła się sukcesem. Cantoni był odpowiedzialny za ukrywanie przypadków wykorzystywania seksualnego nieletnich chłopców w Niższym Seminarium Św. Piusa X w Watykanie. Papież Franciszek mianował Cantoniego kardynałem w 2022 r.[19]
...kardynała Francesco Coccopalmerio

Papież Franciszek mianował Coccopalmerio członkiem zarządu Kongregacji Doktryny Wiary, która rozpatruje apelacje duchownych uznanych za winnych wykorzystywania seksualnego nieletnich. W 2012 roku Coccopalmerio głosowało przeciwko redukcji ks. Mauro Inzoli do stanu świeckiego za molestowanie seksualne. Papież Franciszek mianował Coccopalmerio do reprezentowania Watykanu na VI Kongresie Przywódców Religii Światowych i Tradycyjnych w 2018 r. i awansował go z kardynała diakona na kardynała księdza w 2022 r.[20]

Arcybiskup Mario Enrico Delpini

Jako wikariusz generalny archidiecezji mediolańskiej Delpini przeniósł ks. Mauro Galli do nowej parafii po otrzymaniu informacji, że Galli wykorzystał seksualnie młodego mężczyznę. Delpini przyznał to w zeznaniach sądowych w 2014 r. Powiadomiono o tym Stolicę Apostolską. Papież Franciszek mianował go arcybiskupem Mediolanu w 2017 r.[21]

Kardynał Víctor Manuel Fernández

Jako arcybiskup La Plata Fernández publicznie bronił ks. Eduardo Lorenzo po tym, jak w mediach pojawiła się skarga dotycząca wykorzystywania seksualnego nieletniej, złożona pierwotnie w 2008 roku. Fernández fałszywie zapewnił, że cywilne i kanoniczne dochodzenie w sprawie tej skargi wykazało, że nie doszło do przestępstwa. Opublikował na stronie internetowej archidiecezji list Lorenza, w którym oskarża skarżących o „oszczerstwa, zniewagi i zniesławienia”, po czym udał się do parafii Lorenza, aby odprawić z nim Mszę św., podczas której Lorenzo odnowił swoje zaangażowanie w kapłaństwo. Lorenzo popełnił samobójstwo dzień po tym, jak postawiono mu pięć zarzutów wykorzystywania seksualnego nieletnich. Papież Franciszek mianował Fernándeza kardynałem i szefem Dykasterii ds. Nauki Wiary w 2023 r.[22]
Kardynał Jean-Pierre Ricard

W 2022 roku Ricard przyznał się do molestowania 14-letniej dziewczynki. Pozwolono mu zachować status kardynała i kardynała-elektora i nie było żadnego kanonicznego procesu ani kary.[23]

kardynała Kevina Farrella

W 1978 roku Farrell został wyświęcony na kapłana w Legionistach Chrystusa, stowarzyszeniu kapłańskim założonym przez przestępczego drapieżnika seksualnego Marciala Maciela i wykorzystywanego do pogłębiania jego zbrodni. Farrell był kapelanem na Katolickim Uniwersytecie w Monterrey w Meksyku, mieście będącym centrum działalności Maciela, a później był generalnym administratorem Legionistów odpowiedzialnym za seminaria i szkoły we Włoszech, Hiszpanii i Irlandii. Następnie został inkardynowany do archidiecezji Waszyngtonu i pracował jako wikariusz generalny ówczesnego kardynała McCarricka, z którym dzielił rezydencję. Farrell twierdzi, że był całkowitym ignorantem w sprawie zbrodni zarówno Maciela, jak i McCarricka. Twierdzenia te nie są wiarygodne. Po zostaniu papieżem Franciszek mianował w 2016 r. biskupa Kevina Farrella kardynałem i postawił go na czele Administracji Dziedzictwa Stolicy Apostolskiej, która kontroluje finanse Watykanu. W 2019 r. Farrell został mianowany kardynałem kamerlingiem, a w październiku 2020 r. Farrell został mianowany szefem Komisji ds. Spraw Zastrzeżonych, watykańskiej komisji, która ustala, które z jego działań gospodarczych pozostają poufne. W 2023 r. Franciszek mianował Farrella prezesem Sądu Kasacyjnego, który jest sądem najwyższym Państwa Watykańskiego.[24]

ks. Nicola Corradi

ks. Corradi należy do Company of Mary, włoskiej wspólnoty religijnej prowadzącej szkoły dla dzieci niesłyszących. W grudniu 2013 roku grupa studentów z włoskiego Instytutu Provolo w Weronie napisała do papieża Franciszka, informując go, że doświadczyła przemocy seksualnej ze strony ks. Corradi w tym Instytucie i że Corradi nadal pracuje z dziećmi głuchoniemymi w Argentynie. 9 maja 2014 r. wysłali także wiadomość wideo w tej sprawie do papieża Franciszka. W lutym 2016 r. Watykan poinformował ich, że papież Franciszek przekazał sprawę Konferencji Episkopatu Włoch i że nie zostaną podjęte żadne inne działania. ks. Corradi mógł zatem w dalszym ciągu znęcać się nad dziećmi w Instytucie Provolo dla dzieci niesłyszących i niedosłyszących w Argentynie. W 2016 roku ks. Corradi został aresztowany wraz z innymi sprawcami, a instytut został zamknięty. W 2019 r. argentyński sąd skazał go na 42 lata więzienia za wykorzystywanie seksualne dzieci w argentyńskim instytucie w latach 2004–2016. Szczegóły molestowania są przerażające[25].

ks. Marek Rupnik
Ks. Marko Rupnik S.J., znany artysta. Przestępcze czyny Rupnika cechowały wyjątkowo odrażające świętokradztwo i okrucieństwo. Jezuici przeprowadzili wewnętrzne śledztwo w sprawie zarzutów wobec Rupnika i w maju 2019 r. ustalili, że stawiane mu zarzuty są wiarygodne. Wnioski ze śledztwa zostały wówczas przekazane Kongregacji Nauki Wiary. W rezultacie Rupnik został w 2020 roku ekskomunikowany za rozgrzeszenie kobiety, z którą odbył nielegalne stosunki seksualne. Karę za to przestępstwo może uchylić jedynie Stolica Apostolska. Po miesiącu ekskomunika Rupnika została zdjęta i niemal natychmiast został zaproszony do wygłoszenia rekolekcji wielkopostnych w Watykanie. Po ekskomunice pojawił się w filmach opublikowanych przez watykańską Dykasterię ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Papież Franciszek początkowo nie zgodził się na uchylenie przedawnienia zarzutów kanonicznych stawianych Rupnikowi, choć zwykle czyni to w przypadku poważnych i dobrze uzasadnionych oskarżeń. Wiele ofiar Rupnika napisało bezpośrednio do papieża Franciszka, szczegółowo opisując molestowanie, jakiego doznały z jego rąk, ale nie otrzymały odpowiedzi. Papież Franciszek przyjął Rupnika na prywatnej audiencji w styczniu 2022 r. W sierpniu 2023 r. wydalony przez jezuitów Rupnik został przyjęty na stanowisko księdza diecezjalnego w Słowenii. We wrześniu 2023 r. Franciszek odbył prywatne spotkanie z Marią Campatelli, byłą członkinią Wspólnoty Loyola w Rupniku, gdzie dopuścił się większości swoich molestowań, obecną dyrektorką Centrum Aletti Rupnika w Rzymie oraz obrońcą Rupnika, który oskarżył swoje ofiary o zniesławienie go . Kilka dni po tym spotkaniu Wikariat Diecezji Rzymskiej sporządził raport dla Centrum Aletti, który wybiela Rupnika w obliczu wszelkich dowodów i podaje w wątpliwość zasadność jego ekskomuniki. Papież Franciszek uchylił przedawnienie oskarżeń wobec Rupnika w październiku 2023 r., kiedy o zbrodniach Rupnika zrobiło się głośno, ale nie wszczęto przeciwko niemu żadnego dalszego postępowania. Karierę Rupnika począwszy od 2020 r. można wytłumaczyć jedynie osobistym wsparciem papieża Franciszka.[26]

1.1.B. Udział w akcie bałwochwalczego kultu, profanacja kościoła św. Piotra i świętokradcza profanacja Mszy św.
W dniu 4 października 2019 roku papież Franciszek wziął udział w akcie bałwochwalczego kultu pogańskiej bogini Pachamamy i wziął udział w tym akcie bałwochwalczego kultu, błogosławiąc drewniany wizerunek Pachamamy. 7 października bożek Pachamamy został ustawiony przed głównym ołtarzem w Bazylice św. Piotra, a następnie w procesji przeniesiony do Sali Synodalnej. Papież Franciszek odmówił modlitwę podczas ceremonii z udziałem tego obrazu, a następnie przyłączył się do tej procesji. Kiedy drewniane wizerunki tego pogańskiego bóstwa zostały usunięte z kościoła Santa Maria in Traspontina i wrzucone do Tybru przez katolików oburzonych profanacją kościoła, 25 października papież Franciszek przeprosił za ich usunięcie, a kolejny drewniany wizerunek Pachamamy został wrzucony do Tybru. wrócił do kościoła. 27 października podczas Mszy św. na zakończenie synodu przyjął misę używaną podczas bałwochwalczego kultu Pachamamy i położył ją na ołtarzu.
1.1.C. Usunięcie biskupów katolickich bez podstawy moralnej i prawnej.

Biskupi otrzymują władzę jurysdykcji w momencie swojej konsekracji i władzę tę otrzymują bezpośrednio od Chrystusa (por. Dz 20,28; Ef 4,11-12; Lumen gentium 21-27 i Nota praevia: Sobór Trydencki, sesja XXIII, rozdz. 4 oraz kanony 6 i 7). Nie jest to delegacja władzy papieskiej, a biskupi nie są wikariuszami papieża. Nie można zatem usunąć jurysdykcji biskupa nad swoją diecezją po prostu na skutek woli papieża.[27] Musi istnieć powód w prawie naturalnym lub boskim, który uzasadnia usunięcie jurysdykcji otrzymanej od Boga. Usunięcie biskupa ze stolicy bez procesu kanonicznego lub podstawy prawnej jest przestępstwem przeciwko prawu Bożemu. Papież Franciszek usunął ze swoich stolic Josepha Stricklanda, biskupa Tyler w Teksasie, i biskupa Daniela Fernándeza Torresa, biskupa Arecibo w Portoryko. Dokonano tego bez uzasadnionej przyczyny, bez procesu prawnego i bez podania wyjaśnień.

1.1.D. Tłumienie tradycyjnej liturgii łacińskiej.
W swoim motu proprio Summorum Pontificum papież Benedykt XVI stwierdził, że mszał z 1962 r. zawierający tradycyjną łacińską liturgię eucharystyczną nigdy nie został uchylony i należy go należycie szanować ze względu na jego czcigodny i starożytny zwyczaj. W liście towarzyszącym motu proprio Benedykt XVI stwierdził, że „to, co było święte dla poprzednich pokoleń, pozostaje święte i wielkie także dla nas i nie można tego nagle całkowicie zakazać ani nawet uznać za szkodliwe”. Stwierdzenia te wyrażają nauczanie świętej tradycji. Motu proprio Traditionis custodes papieża Franciszka i jego późniejsze interwencje w sprawach liturgicznych mają na celu trwałe zniszczenie tej świętej liturgii i związanych z nią wiernych wspólnot. Jest to pozornie całkowita zdrada roli Papieża w zachowaniu i ochronie tradycji i duchowego dziedzictwa Kościoła rzymskokatolickiego i wydaje się próbą zerwania z najświętszymi tradycjami Kościoła.
1.1.E. Nakazanie, aby cudzołożnicy otrzymali rozgrzeszenie i Eucharystię w okolicznościach, w których świadomie i dobrowolnie trwają w cudzołóstwie.

W adhortacji apostolskiej Amoris laetitia papież Franciszek nakazał, aby w pewnych okolicznościach cudzołożnicy otrzymali rozgrzeszenie, mimo że zamierzają trwać w cudzołóstwie, oraz aby otrzymali Eucharystię, żyjąc otwarcie w cudzołożnym konkubinacie, z którego nie zamierzają się wyrzec ( patrz poniżej, 2.A.). Papież Franciszek przy różnych okazjach publicznie stwierdzał, że rozgrzeszenia należy udzielać „zawsze”. Posłuszeństwo spowiednikowi wobec tego nakazu jest świętokradztwem, gdyż sakrament jest nieważny, jeśli rozgrzeszenie zostanie udzielone, gdy penitent nie wyraża zamiaru pokuty i nie postanawia wyrzec się grzechu.

1.1.F. Ustanowienie „nieliturgicznych” błogosławieństw kapłańskich dla związków cudzołożnych i homoseksualnych.

W deklaracji Fiducia suplcans Dykasteria ds. Nauki Wiary, po podpisaniu przez papieża Franciszka bez odwołania, przewidziała, że ​​księża katoliccy będą błogosławić „pary”, gdy podstawą relacji między poszczególnymi członkami „pary” jest cudzołóstwo, rozpusta lub stosunki homoseksualne. Oznacza to, że wydaje się, że Najwyższy Papież Kościoła rzymskokatolickiego dopuścił się najwyższej zdrady moralnej, przeciwstawiając się zarówno naturalnemu prawu moralnemu, jak i prawu Bożemu w swoim ustawodawstwie i nauczaniu.

1.1.G. Współpraca z chińskim rządem komunistycznym.
W 2019 r. papież Franciszek wysłał biskupa Marcelo Sancheza Sorondo, ówczesnego kanclerza Papieskiej Akademii Nauk i Papieskiej Akademii Nauk Społecznych, aby reprezentował Watykan na konferencji dotyczącej dawstwa i przeszczepiania narządów, która odbyła się w Kunming w Chinach. Wiadomo, że chiński rząd dokonuje egzekucji na więźniach politycznych w celu pobrania od nich narządów do przeszczepu. Obecność biskupa Sorondo na tej konferencji była zatem szczególnie skandaliczna i groteskowa. Podczas konferencji biskup Sorondo powiedział: „Franciszek darzy Chiny miłością i zaufaniem; a Chiny ufają papieżowi Franciszkowi…. W tej dynamice następnym krokiem jest osiągnięcie [porozumienia w sprawie ustanowienia] stosunków dyplomatycznych”. To oświadczenie biskupa Sorondo, które złożył jako oficjalny przedstawiciel Stolicy Apostolskiej, nigdy nie zostało skorygowane ani odrzucone przez Watykan i pozostaje polityką Watykanu.[28]

W 2018 roku papież Franciszek zawarł porozumienie z Chinami, które zezwala chińskiemu rządowi na wybór biskupów katolickich w tym kraju i nakazał szeregowi wiernych biskupów katolickich oddać swoje diecezje biskupom wyznaczonym przez państwo.
Porozumienie to odnowiono w 2020 r. i ponownie w 2022 r.[29]. Chiny to totalitarne i oficjalnie ateistyczne państwo rządzone przez Komunistyczną Partię Chin, najbardziej morderczą organizację w historii ludzkości. Rząd chiński traktuje naród chiński z potwornym okrucieństwem i wymaga, aby wszelkie wierzenia i praktyki religijne były podporządkowane polityce rządu. Biskupi katoliccy mianowani w wyniku porozumienia papieża Franciszka z Chinami będą zwolennikami i instrumentami polityki Komunistycznej Partii Chin. Po zawarciu w 2018 roku porozumienia między Watykanem a Chinami znacznie nasiliły się prześladowania katolików i innych chrześcijan. Papież Franciszek nigdy nie wspomniał o prześladowaniach chińskich chrześcijan od czasu zawarcia porozumienia i dwukrotnie odnowił porozumienie pomimo wzrostu prześladowań, który po nim nastąpił i trwa do dziś.[30]

Zbrodnie popełnione przez papieża Franciszka, takie jak ochrona sprawców przemocy seksualnej, są w niektórych przypadkach przestępstwami w świetle standardów prawa suwerennych państw, a także przestępstwami moralnymi i kanonicznymi. Popełniając je, papież Franciszek naraził się na szantaż ze strony potężnych sił doczesnych, które dysponują środkami pozwalającymi na zbadanie jego zbrodni i zdobycie na nie dowodów. W tym świetle współpracę Franciszka z rządem chińskim i jego wezwanie do poddania się Ukrainy Rosji można wiązać z tego rodzaju szantażem. Nawet jeśli w tych przypadkach tak się nie stało, przestępstwa cywilne, których dopuścił się Franciszek, pozwalają na skuteczne wywarcie na niego takiej presji. Już sam ten fakt sprawia, że ​​nie nadaje się na papieża.


2. Herezje papieża Franciszka
Papież Franciszek publicznie i uporczywie zaprzeczył szeregowi głównych nauk wiary katolickiej. Przytoczone zostaną tutaj jedynie najjaśniejsze przypadki herezji z jego strony, wraz z krótkim odniesieniem do miejsc, w których te herezje stwierdził. Stwierdzenia te zostały szczegółowo przeanalizowane przez wiernych uczonych katolickich, z których prac można skorzystać w celu bardziej szczegółowej dyskusji.[31] Herezja jest poważnym przestępstwem w prawie kanonicznym i zawsze była za takie uznawana; zobacz np. Kanony 1364 i 1365 Kodeksu łacińskiego Prawa Kanonicznego. Niektóre z wymienionych poniżej działań Papieża Franciszka naruszają także Kanon 1368: „Słuszną karą powinien zostać ukarany, kto podczas wydarzenia lub zgromadzenia publicznego, w opublikowanym piśmie lub w inny sposób przy użyciu środków społecznego przekazu bluźnierczo albo poważnie szkodzi moralności publicznej, urąga lub wzbudza nienawiść lub pogardę dla religii lub Kościoła” oraz kanon 1369: „Kto bezcześci przedmiot sakralny ruchomy lub nieruchomy, podlega sprawiedliwej karze” .'

2.A. Czyny naruszające przykazania Boże w sprawach poważnych mogą być jednak moralnie dobre i akceptowalne przez Boga.

W adhortacji apostolskiej Amoris laetitia papież Franciszek stwierdził, co następuje:

    301: Nie można już po prostu powiedzieć, że wszyscy znajdujący się w jakiejkolwiek „nieregularnej” sytuacji żyją w stanie grzechu śmiertelnego i są pozbawieni łaski uświęcającej. Tu chodzi o coś więcej niż tylko nieznajomość reguły. Podmiot może doskonale znać tę regułę, ale mieć duże trudności ze zrozumieniem „jej nieodłącznych wartości lub znajdować się w konkretnej sytuacji, która nie pozwala mu działać inaczej i decydować inaczej bez dalszego grzechu”.

    303: Sumienie może więcej niż tylko rozpoznać, że dana sytuacja nie odpowiada obiektywnie ogólnym wymaganiom Ewangelii. Może także ze szczerością i uczciwością rozpoznać, jaka na razie jest najhojniejsza odpowiedź, jaką można dać Bogu, i z pewną moralną pewnością stwierdzić, że o to właśnie prosi sam Bóg pośród konkretnej złożoności granic człowieka, choć jeszcze nie jest w pełni obiektywnym ideałem.

2.B. Bóg nie tylko dopuszcza, ale pozytywnie chce pluralizmu i różnorodności religii, zarówno chrześcijańskich, jak i niechrześcijańskich.

W dniu 4 lutego 2019 r. papież Franciszek i Ahmad Al-Tayyeb, wielki imam meczetu Al-Azhar, publicznie podpisali i wydali oświadczenie zatytułowane „Dokument o ludzkim braterstwie”, w którym przedstawili następujące stwierdzenia:
Wolność jest prawem każdego człowieka: każda jednostka cieszy się wolnością przekonań, myśli, wypowiedzi i działania. Pluralizm i różnorodność religii, koloru skóry, płci, rasy i języka są zamierzone przez Boga w Jego mądrości, przez którą stworzył istoty ludzkie. Ta Boża mądrość jest źródłem, z którego wywodzi się prawo do wolności wiary i wolności odmienności.

Zaangażowanie papieża Franciszka w bałwochwalczą ceremonię oddania czci bożkowi Pachamamy oraz w inne czyny opisane w punkcie 1.1.B powyżej wskazuje, że podziela on ten pogląd.

2.C. Cudzołożne stosunki mogą być moralnie dobre.

W adhortacji apostolskiej Amoris laetitia papież Franciszek stwierdza, że ​​w pewnych okolicznościach cudzołożnicy nie grzeszą cudzołóstwem. Zobacz Amoris laetitia 301 i 303, cytowane powyżej.

2.D. Cudzołóstwo, rozpusta i stosunki homoseksualne mogą być moralnie dobre.

Deklaracja Fiducia suplcans, wydana przez Dykasterię Nauki Wiary za zgodą papieża Franciszka, stwierdza, że ​​księża katoliccy mogą błogosławić pary, gdy podstawą relacji między członkami pary jest cudzołóstwo, rozpusta lub stosunki homoseksualne.

2.E. Kara śmierci jest zawsze i wszędzie moralnie zła.

W swoim piśmie z 20 marca 2015 roku do Przewodniczącego Międzynarodowej Komisji ds. Przeciwko Karze Śmierci papież Franciszek stwierdził, że kara śmierci „stanowi obrazę nienaruszalności życia i godności osoby ludzkiej, która jest sprzeczna z Bożym planem wobec człowieka” oraz dla społeczeństwa i jego miłosiernej sprawiedliwości, i jest to niezgodne z jakimkolwiek słusznym celem kary.” Papież Franciszek zrewidował Katechizm Kościoła Katolickiego 2267 w następujący sposób: „Kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ stanowi atak na nienaruszalność i godność osoby”. W swojej encyklice Fratelli tutti, 263-267, Franciszek stwierdził, że kara śmierci jest „niedopuszczalna”, co oznacza stwierdzenie, że jest ona wewnętrznie zła. Stwierdził to wyraźnie w swoim przemówieniu wygłoszonym 11 października 2017 r., które jest jedynym źródłem cytowanym w zrewidowanym tekście Katechizmu:
Należy jasno stwierdzić, że kara śmierci jest środkiem nieludzkim, który niezależnie od sposobu jej wykonania poniża godność człowieka. Jest samo w sobie sprzeczne z Ewangelią, ponieważ pociąga za sobą świadome tłumienie życia ludzkiego, które nigdy nie przestaje być święte w oczach swego Stwórcy i którego ostatecznie tylko Bóg jest prawdziwym sędzią i gwarantem… [Poprzednie użycie kary śmierci w państwach papieskich było] środkiem skrajnym i nieludzkim, ignorującym prymat miłosierdzia nad sprawiedliwością… Troska o zachowanie władzy i bogactwa materialnego prowadziła do przeceniania wartości prawa i uniemożliwiała głębsze zrozumienie Ewangelii… . Należy zatem ponownie potwierdzić, że niezależnie od tego, jak poważne zostało popełnione przestępstwo, kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ stanowi zamach na nietykalność i godność osoby.

Ten sam pogląd jeszcze dobitniej powtarza ostatni opublikowany dokument papieski (Dignitas infinita), który stwierdza, że ​​„kara śmierci… narusza niezbywalną godność każdego człowieka, bez względu na okoliczności” (nr 34). Pogląd ten jest sprzeczny z doktryną ustaloną w poprzednim uroczystym Magisterium Kościoła Katolickiego.

2.F. Niektóre dogmaty katolickie można odrzucić jako fałszywe.

W odpowiedzi na dubia skierowaną do niego przez kardynałów Brandmüllera, Burke’a, Sandovala, Sarah i Zen w dniu 10 lipca 2023 r., papież Franciszek zapewnił, że
…zarówno teksty Pisma Świętego, jak i świadectwa Tradycji wymagają interpretacji, aby odróżnić ich odwieczną treść od uwarunkowań kulturowych. Jest to widoczne na przykład w tekstach biblijnych (takich jak Księga Wyjścia 21, 20-21) oraz w niektórych interwencjach magisterskich, które tolerowały niewolnictwo (por. Papież Mikołaj V, Bulla Dum Diversas, 1452). Nie jest to kwestia błaha, gdyż ma ścisły związek z odwieczną prawdą o niezbywalnej godności osoby ludzkiej. Te teksty wymagają interpretacji. To samo odnosi się do niektórych rozważań Nowego Testamentu dotyczących kobiet (1 Koryntian 11:3-10; 1 Tymoteusza 2:11-14) oraz innych tekstów Pisma Świętego i świadectw Tradycji, których dzisiaj nie można materialnie powtórzyć.
„Świadectwa Tradycji” obejmują wszystkie dogmaty katolickie, ponieważ nauczanie tych dogmatów przez Kościół jest centralną częścią Tradycji. Papież Franciszek nie podaje żadnych kryteriów pozwalających odróżnić „wieczną substancję” dogmatów katolickich od ich „uwarunkowań kulturowych”. Ponieważ każda część każdego dogmatu katolickiego jest w jakiś sposób uwarunkowana kulturowo, jego stanowisko nie nakłada żadnych ograniczeń na odrzucanie dogmatów. Odrzucił szereg indywidualnych dogmatów katolickich, jak opisano w punktach od A do E powyżej. Jest to dobry dowód na to, że utrzymywał on ogólne stanowisko, że katolicy nie muszą akceptować znaczenia wyrażanego przez katolickie dogmaty.

2.G. Fragmenty Pisma Świętego można odrzucić jako fałszywe.

Zostało to stwierdzone w cytowanej powyżej odpowiedzi papieża Franciszka na dubia przedłożoną mu przez kardynałów Brandmüllera, Burke’a, Sandovala, Sarah i Zen. Papież Franciszek nie mówi, że można odrzucić pewną interpretację fragmentów Pisma Świętego lub że fragmentów Pisma Świętego nie należy zawsze rozumieć w sensie dosłownym, a nie metaforycznym czy mistycznym. W przypadku 1 Koryntian 11:3-10 i 1 Tymoteusza 2:11-14 stwierdza, że ​​rzeczywiste przesłanie niektórych fragmentów Pisma Świętego może zostać odrzucone przez katolików. Ponieważ nie podaje jasnych kryteriów pozwalających określić, które fragmenty Pisma Świętego można odrzucić jako fałszywe, a które mimo to należy zaakceptować, w rzeczywistości nie ogranicza on tego, które fragmenty Pisma Świętego można odrzucić.

W ostatnim dokumencie opublikowanym przez Papieską Akademię Życia La gioia della vita (Radość życia) czytamy: „nie powinno być dla nas dzisiaj możliwe traktowanie Pisma Świętego jako ponadczasowych twierdzeń i norm, pretendujących do wydobycia z nich niezmiennych prawd ” (s. 22-23).
Poszczególne herezje opisane powyżej w punktach od A do E wyraźnie zaprzeczają nauczaniu wielu tekstów Pisma Świętego. Wskazuje to, że papież Franciszek stoi na ogólnym stanowisku, że niewątpliwe nauczanie tekstów biblijnych może zostać po prostu odrzucone przez katolików jako fałszywe. Papież Franciszek wyjaśnia również, że podtrzymuje takie stanowisko w swojej odpowiedzi na dubia przytoczoną w punkcie 2.F powyżej, w której wskazuje konkretne teksty Pisma Świętego i stwierdza, że ​​nie można zaakceptować ich znaczenia.
Należy dodać, że kanoniści utrzymywali, że papieże, którzy dopuszczają się poważnych przestępstw innych niż herezja, narażają się tym samym na podejrzenie o herezję, ponieważ w przypadku papieża wiarę katolicką z trudem można pogodzić z życiem w grzechu ciężkim i zatwardziałym. Papież Franciszek jest winny opisanych powyżej poważnych przestępstw, a także mniej poważnych wykroczeń, które nie mają charakteru ściśle przestępczego, ale dają dobry powód do zwątpienia w jego zaangażowanie na rzecz wiary i Kościoła. Należą do nich wulgarność i nieprzyzwoitość w jego publicznych wypowiedziach, pełne nienawiści oczernianie tych, którzy mu się sprzeciwiają, oraz dziwaczna sympatia do Judasza Iskarioty, którą wyrażał w kazaniach oraz podczas trzymania obrazu Judasza w swoim osobistym gabinecie.

Te większe i mniejsze zbrodnie dają podstawy sądzić, że jego heretyckie twierdzenia są w rzeczywistości upartym i celowym odrzuceniem wiary katolickiej.
 3. Tło i skutki zbrodni papieża Franciszka
Aby zrozumieć zbrodnie papieża Franciszka i rozeznać, jak na nie odpowiedzieć, należy zrozumieć, że papież Franciszek jest wytworem szerszego kryzysu w Kościele.

Kryzys ten po raz pierwszy przybrał formę kryzysu modernistycznego przełomu XIX i XX wieku. Myśliciele modernistyczni, tacy jak Alfred Loisy i George Tyrrell, zaprzeczali nie tylko głównym doktrynom wiary katolickiej, ale także samemu istnieniu prawd objawionych przez Boga. Odmowa ta spotkała się ze znacznym poparciem wśród księży. Papież św. Pius X potępił modernizm jako syntezę wszelkich herezji i podjął przeciwko niemu działania. Widoczny element ruchu modernistycznego został w konsekwencji na jakiś czas stłumiony, ale w latach trzydziestych XX wieku powróciła zmodyfikowana wersja jego idei. Istotą tego neomodernizmu było twierdzenie, że ani Pismo Święte, ani dogmaty katolickie same w sobie nie są prawdami objawionymi przez Boga. Zamiast tego były to ludzkie interpretacje Bożego objawienia. Jako takie podlegały kulturowym i osobistym ograniczeniom swoich ludzkich autorów. W konsekwencji były one otwarte na rewizję w świetle późniejszej wiedzy, która odsłoniła i przekroczyła te ograniczenia. Choć rewizja ta wiąże się z odrzuceniem dotychczasowych znaczeń dogmatów katolickich, to według stanowiska modernisty nie jest to prawdziwe odrzucenie nauczania katolickiego, ale osiągnięcie głębszego zrozumienia objawienia Bożego. Niezbędne rewizje treści Pisma Świętego i dogmatów katolickich mogą zostać opracowane przez teologów, a następnie mogą zostać uznane za oficjalne i wiążące poprzez nauczanie Magisterium.

Neomoderniści nie podają żadnych zasadniczych kryteriów umożliwiających rozróżnienie pomiędzy prawdziwym Bożym objawieniem a jego historycznie uwarunkowanym towarzyszeniem. W rzeczywistości nie jest możliwe podanie takich kryteriów, ponieważ Pismo Święte i kościelne sformułowania dogmatów katolickich są z konieczności zawsze całkowicie wyrażone w tej czy innej formie historycznej i kulturowej. W rezultacie teza neomodernistyczna umożliwia zaprzeczenie jakiejkolwiek nauce katolickiej i przedstawienie niemal każdej ideologii jako katolickiej. Takie podstawowe doktryny, jak Trójca Święta, Wcielenie, grzech pierworodny, odkupieńcza ofiara Chrystusa, Zmartwychwstanie i konieczność wiary chrześcijańskiej do zbawienia, zostały w związku z tym odrzucone przez wielu neomodernistów przedstawiających się jako teolodzy katoliccy.
Neomoderniści na poparcie swojego stanowiska wykorzystali protestancką krytykę biblijną. Ta protestancka szkoła studiów biblijnych rozpoczęła się od deisty Hermanna Reimarusa (1694-1768). Reimarus odrzucił możliwość jakiejkolwiek nadprzyrodzonej interwencji w historię i starał się wyjaśnić historyczne pochodzenie i treść Pisma Świętego w sposób całkowicie naturalny. Kontynuatorami tego podejścia do Pisma Świętego byli David Strauss (1808–1874), Ferdinand Christian Baur (1792–1860), Julius Wellhausen (1844–1918), Rudolf Bultmann (1884–1976). Odrzucenie przez tych myślicieli tego, co cudowne i nadprzyrodzone, na ogół połączone z antysemityzmem jako motywem odrzucenia tradycyjnej wiary chrześcijańskiej[32], było stanowiskiem filozoficznym i religijnym, które zaakceptowali osobiście przed swoimi badaniami historycznymi. Stanowiska te, zamiast dobrych dowodów historycznych i rozumowania, zdeterminowały ich sceptyczne i niewierzące wnioski historyczne. Te sceptyczne wnioski, zaprzeczające istnieniu cudów, istnieniu prawdy objawionej przez Boga, boskości Chrystusa i boskiemu pochodzeniu Kościoła, zostały jednak przez nich wysunięte jako wynik obiektywnej i opartej na faktach wiedzy historycznej. Katoliccy moderniści i neomoderniści przedstawiali wnioski tej szkoły jako ustalony fakt historyczny i argumentowali, że nauka biblijna wymaga reinterpretacji teologii katolickiej w kierunku modernistycznym.
Neo-modernistyczne tezy o naturze teologii katolickiej były otwarcie wysuwane od lat trzydziestych XX wieku. W latach czterdziestych neomodernizm zyskał szeroką akceptację wśród duchowieństwa, co otwarcie stwierdzili teolodzy, tacy jak Henri Bouillard S.J. Zdecydowany sprzeciw wobec neomodernizmu był postrzegany w najbardziej wpływowych kręgach duchownych jako przejaw ignorancji, zacofania i intelektualnej przeciętności. Przekonującą krytykę neomodernizmu wygłosili ortodoksyjni teologowie, tacy jak Reginald Garrigou-Lagrange O.P. i Marie-Michel Labourdette O.P.[33], ale krytyka ta spotkała się raczej z osobistymi atakami na krytyków niż uzasadnioną argumentacją. Twierdzono, że krytycy neomodernizmu to oszczercy, którzy za pomocą fałszywych oskarżeń o herezję próbowali zniszczyć teologów katolickich zajmujących uzasadnione stanowiska teologiczne. Niemniej jednak neomodernizm został potępiony w 1950 roku przez papieża Piusa XII w encyklice Humani generis:
15. …uważają, że tajemnice wiary nigdy nie są wyrażane przez pojęcia naprawdę adekwatne, lecz jedynie przez pojęcia przybliżone i zawsze zmienne, w których prawda jest w pewnym stopniu wyrażona, ale z konieczności jest zniekształcona. Dlatego nie uważają za absurdalne, ale całkowicie konieczne, aby teologia zastąpiła stare pojęcia nowymi, zgodnie z różnymi filozofiami, których z biegiem czasu używa jako swoich narzędzi, aby dać ludzki wyraz boskich prawd na różne sposoby, nawet nieco przeciwstawne, ale jednak, jak mówią, równoważne. Dodają, że historia dogmatów polega na przekazywaniu różnych form, w które przybrała się prawda objawiona, form, które następowały po sobie zgodnie z różnymi naukami i opiniami, które powstały na przestrzeni wieków.

    16. Z tego, co już powiedzieliśmy, jasno wynika, że ​​tego rodzaju próby nie tylko prowadzą do tego, co nazywają relatywizmem dogmatycznym, ale wręcz go zawierają.

Po tym potępieniu zastosowano jednak skromne środki dyscyplinarne, które wystarczyły, aby rozgoryczyć neomodernistów, ale nie na tyle, aby przeszkodzić w szerzeniu ich idei.

Utrata wiary wśród duchowieństwa nieuchronnie prowadzi do szerzenia się zepsucia moralnego (por. Rz 1,26-27). Rozprzestrzenianie się neomodernizmu, który ze swoimi destrukcyjnymi skutkami był szczególnie silny podczas i po drugiej wojnie światowej, sprzyjał wzrostowi niemoralnych i przestępczych zachowań seksualnych wśród duchownych i osób zakonnych. Duchowni zaangażowani w tę korupcję wykorzystywali swój status duchowny, aby zapewnić dostęp seksualny bezbronnym katolikom. Zjawisko to zostało częściowo omówione w Religiosorum Institutio, „Instrukcji o starannej selekcji i kształceniu kandydatów do stanów doskonałości i święceń”, wydanej przez Świętą Kongregację ds. Zakonników 2 lutego 1961 r. Niezbędne środki ochrony i reformy, które zaproponowane w tej instrukcji, nie zostały jednak wdrożone lub wkrótce zostały porzucone.
Podczas złożonego wydarzenia Soboru Watykańskiego II neomoderniści osiągnęli znaczny wpływ. Zapewnili prałatów, że niektóre nauki katolickie, które są trudne lub niepopularne, można zmodyfikować lub odrzucić bez zmiany wiary. Biskupi osobiście wierzący katolicy często przyjmowali te zapewnienia, nie zdając sobie sprawy, że opierały się one na heretyckich przesłankach. Teolodzy Karl Rahner, Hans Küng i Edward Schillebeeckx są przykładami otwartych i wpływowych neomodernistów na Soborze. Nie wszyscy teologowie należący do obozu postępowego na Soborze byli neomodernistami, ale stanowiska teologów neo-modernistycznych przedstawiano jako przekazujące naukę Soboru. Konstytucja dogmatyczna Dei Verbum była fałszywie przedstawiana jako nauczająca neomodernizmu oraz odrzucająca i zastępująca nauczanie Soboru Watykańskiego I o naturze wiary katolickiej i niezmienności doktryny katolickiej. Błędem byłoby wyjaśnianie tych wydarzeń po prostu jako wynik spisku. Istniejące wcześniej neomodernistyczne przekonania ideologiczne pojawiły się najpierw wśród duchowieństwa i zakonników, a następnie na podstawie tego wcześniejszego porozumienia ideologicznego zawiązywano sojusze i stowarzyszenia.
Po Soborze Watykańskim II neomodernistom udało się przedstawić swoje stanowisko jako nauczanie Soboru i w dużej mierze narzucić je Kościołowi. Pomógł w tym szeroki i przychylny rozgłos, jaki otrzymali na Soborze neomodernistyczni teolodzy i prałaci. Na katolickich uniwersytetach i seminariach usunięto lub odsunięto na bok profesorów ortodoksyjnych, a w katolickich szkołach i uczelniach wyższych powszechnie wymagano przychylnej prezentacji neomodernizmu. Nadużycia liturgiczne, tłumienie zwyczajów i ubioru religijnego, tłumienie tradycyjnych nabożeństw i niszczenie tradycyjnej architektury kościelnej były szeroko stosowane, aby wmówić wiernym, że tradycyjne wierzenia katolickie są przestarzałe i powinny zostać odrzucone. Biskupi, księża i osoby zakonne zorganizowali z wnętrza Kościoła systematyczny atak na całe katolickie nauczanie wiary i moralności. Z powodu swego rodzaju diabelskiej dezorientacji atak odniósł ogromny sukces. W wielu instytutach teologicznych heterodoksja stała się obowiązkowa. Naturalnie, po tym jak powiedziano im, że wiara, którą wcześniej przyjęli, była zła, duża część księży i ​​osób zakonnych odrzuciła śluby i porzuciła życie zakonne, a duża część świeckich zaprzestała praktykowania wiary. W ten sposób rozpoczął się upadek praktyk religijnych, który trwa do chwili obecnej, w wyniku czego Kościołowi w wielu krajach grozi zagłada.
Aby przeciwstawić się tym atakom, podjęto szereg interwencji magisterskich. Papież Paweł VI odniósł się do różnych błędów w encyklikach Mysterium fidei, Sacerdotalis caelibatus i Humanae vitae oraz w Credo Ludu Bożego. To samo uczynił papież Jan Paweł II w encyklikach Evangelium vitae, Redemptoris missio, Ecclesia de eucharistia, Veritatis splendor i Fides et report, w deklaracji Dominus Iesus oraz w adhortacji Reconciliatio et paenitentia. Istnienie, treść i liczba tych wystąpień świadczy o powadze kryzysu wiary w Kościele. Stanowisko neomodernizmu leżące u podstaw tego kryzysu oraz teolodzy, którzy go rozwinęli i rozwinęli, nie zostało jednak jasno zidentyfikowane i potępione. Nie było żadnych poważnych konsekwencji dla duchownych i teologów, którzy utrzymywali i głosili te błędy.
Sukces neomodernizmu został osiągnięty częściowo dzięki zawieraniu sojuszy. Neomoderniści, którzy zorganizowali ten atak na wiarę, stanęli przed trudnością. Dominowali jedynie w niektórych zakonach i w Europie Zachodniej. Większość duchowieństwa w czasach Soboru Watykańskiego II posiadała wykształcenie w zakresie ortodoksyjnej teologii i filozofii katolickiej i wielu z nich było skłonnych trzymać się tego, czego ich nauczano. Neomoderniści potrzebowali zatem sojuszników, aby narzucić Kościołowi swoją ideologię. Znaleźli ich w sieciach homoseksualistów i przestępczych pederastów, które rozwinęły się już w Kościele w wyniku kryzysu wiary u duchowieństwa. Członkowie tych sieci w naturalny sposób mieli tendencję do przychylnego patrzenia na neomodernistyczne kwestionowanie boskiego objawienia. Oferowali potężne, pod ręką narzędzie do narzucania Kościołowi ideologii neomodernistycznej. Przyjmując neomodernizm i pracując nad jego propagacją, zapewnili sobie wpływy i awans w hierarchii. Ich aktywność seksualna była ukrywana i chroniona przez ich duchownych sojuszników, niezależnie od jakiegokolwiek naruszenia prawa cywilnego lub kanonicznego. Przykładem tego zjawiska jest biskup John J. Wright, mianowany kardynałem i prefektem Kongregacji Duchowieństwa przez papieża Pawła VI w 1969 roku. Nie wszyscy z tych zbrodniarzy przyjęli neomodernizm; część z nich opowiadała się za konserwatywnymi stanowiskami liturgicznymi i teologicznymi. Konserwatywni duchowni zaangażowani w nielegalną aktywność seksualną chroniliby jednak duchownych neomodernistycznych zaangażowanych w tę działalność.
Seminaria katolickie były kluczowym sektorem dla tych, którzy chcieli przekształcić Kościół. Kontrola doboru i szkolenia seminarzystów dawała kontrolę nad tym, czego wierni będą nauczani. Wpływ na kolejne pokolenia księży był szczególnie ważny w związku z ogromnym exodusem z kapłaństwa po Soborze Watykańskim II, który pozostawił pustkę możliwą do wypełnienia. Kontrola seminariów i ich kadry nauczycielskiej w seminariach była zatem priorytetem neomodernistów. Do księży motywowanych przede wszystkim przekonaniami neomodernistycznymi do personelu seminariów dołączyli członkowie sieci pederastycznych, których liczebność, motywacja oraz umiejętności i powiązania polityczne były potrzebne do powodzenia neomodernistycznego projektu transformacji. W rezultacie w dużej części seminariów na seminarzystów wybierano mężczyzn prowadzących homoseksualną i przestępczą działalność pederastyczną, a mężczyzn, którzy sprzeciwiali się tej działalności, wydalano lub nie przyjmowano. Siatki przestępczych drapieżników seksualnych uzyskały odporność na ingerencję w całym Kościele i przejęły faktyczną kontrolę nad dużymi obszarami Kościoła. Korupcja finansowa była i jest częstym elementem ich działalności. Wiele diecezji, zakonów i instytucji religijnych stało się w efekcie organizacjami przestępczymi podającymi się za związki wyznaniowe. Kiedy władze cywilne ujawniały tę działalność, często dochodziło do upadku lokalnych kościołów. Irlandia, niedawno będąca krajem zagorzałym katolikiem, w przeważającej mierze odrzuciła wiarę katolicką i Kościół katolicki w wyniku wstrętu do przestępczej działalności seksualnej irlandzkiego duchowieństwa.
Niektórzy indywidualni przestępcy zostali usunięci ze służby przez swoich przełożonych kościelnych po skazaniu ich przez władze cywilne lub gdy masa dowodów przeciwko nim stała się zbyt wielka, aby można było temu zaprzeczyć, ale władze kościelne nie podjęły żadnych prób wykorzenienia tych sieci i zachować wielką władzę w Kościele. Nadal działają bezkarnie i zastraszają innych duchownych, zmuszając ich do milczenia, chyba że zainterweniują władze cywilne. Przykładem tego zjawiska jest kariera byłego kardynała Theodore'a McCarricka. McCarrick był znany w Rzymie i wśród amerykańskiego episkopatu jako drapieżnik seksualny co najmniej od lat 90. XX wieku. Niemniej jednak został mianowany arcybiskupem Waszyngtonu i kardynałem w 2001 r., a w 2002 r. był głównym autorem Karty Biskupów Katolickich Stanów Zjednoczonych w Dallas, zawierającej procedury postępowania w przypadku wykorzystywania seksualnego przez księży. Został usunięty ze służby dopiero w 2018 r., kiedy szerokie relacje w mediach na temat jego zbrodni uniemożliwiły dalszą jego ochronę.
Papież Franciszek jest produktem tych zmian w Kościele. Wyznaje i propaguje neomodernistyczną koncepcję objawienia, wiary i teologii. Przez całą swoją karierę chronił i promował zarówno sprawców przemocy seksualnej, jak i biskupów, którzy chronią sprawców przestępstw seksualnych.
Papież Franciszek stosuje dobrze ugruntowaną technikę mianowania podwładnych, którzy są osobiście skompromitowani, aby mieć pewność co do ich absolutnego posłuszeństwa i lojalności. Jego ochrona przestępców ma jednak szerszy cel. Pokazuje członkom siatek przestępczych wśród duchowieństwa, że ​​będzie ich chronił, jeśli będą wobec niego lojalni. Franciszek kierował się tą polityką zarówno przed, jak i po wyborze na papieża, i wiele wskazuje na to, że pomogła mu ona w zostaniu papieżem. Były kardynał Theodore McCarrick przechwalał się w 2013 roku, że odegrał rolę w wyborze papieża Franciszka, którego znał jeszcze przed konklawe. Najważniejszymi zwolennikami Bergoglio na konklawe, które go wybrało, byli kardynałowie Cormac Murphy-O’Connor, Godfried Danneels, Oscar Maradiaga i Karl Lehmann, z których wszyscy aktywnie chronili sprawców wykorzystywania seksualnego. Polityka ta wyjaśnia, dlaczego Franciszek podjął ryzyko i posunął się do skrajności, chroniąc Rupnika, chociaż Rupnik nie jest jednym z jego popleczników. Posuwając się tak daleko dla Rupnika, Franciszek pokazuje ważnym sprawcom przemocy wśród duchowieństwa, że ​​będzie ich absolutnie wspierał, jeśli staną po jego stronie.

Papież Franciszek widzi także wartość ideologiczną w zapewnieniu kontroli tych przestępczych elementów nad Kościołem. Elementy te, swoim życiem, prowadzą do odrzucenia wiary i moralności katolickiej. Franciszek wie, że trendy ideologiczne się zmieniają. Gorliwość dla neomodernizmu zakładała bliską znajomość tradycyjnej teologii i kultu katolickiego. Ta bliska znajomość odrażającej rzeczywistości podsyciła żarliwą nienawiść neomodernistów do katolicyzmu. Sam sukces neomodernistów w wyniszczającym katolicyzmie podważył zatem siłę ich sprawy, która obecnie w widoczny sposób zostaje zastąpiona zainteresowaniem i tęsknotą za skarbami katolicyzmu pogrzebanymi w ciągu ostatnich sześciu dekad. Zainteresowanie to jest szczególnie widoczne wśród młodszego pokolenia katolików, dla którego namiętności i wstręt do neomodernizmu są praktycznie niezrozumiałe. Dominacja elementów przestępczych w hierarchii Kościoła rzymskokatolickiego stanowi najlepszą możliwą gwarancję zapobieżenia odrodzeniu się tradycyjnej wiary katolickiej i kultu. Zapewnienie tej przewagi jest jednym z głównych celów inicjatyw Franciszka w Amoris laetitia i Fiducia suplcans. Dokumenty te nie tylko ustanawiają niemoralne i antykatolickie praktyki w Kościele; umożliwiają biskupom i przełożonym zakonnym eliminowanie seminarzystów i postulantów wiernych wierze katolickiej, poprzez naleganie na uczestnictwo w tych praktykach jako warunek święceń lub dopuszczenia do życia zakonnego.
Podstawowym celem Franciszka podczas jego pontyfikatu jest zapewnienie dominacji, jaką neomodernizm osiągnął nad Kościołem po połowie XX wieku, i przekształcenie tej dominacji w trwałe zwycięstwo, które doprowadzi do raz na zawsze wykorzenienia katolickiej wiary, moralności i kultu Wszystko. Środki do osiągnięcia tego celu zostały sprytnie przemyślane i starannie realizowane. Są zaprojektowane do działania w więcej niż jednej sytuacji; na przykład, jeśli wierni katolicy w danym regionie odmówią przyjęcia reguły i nauczania seksualnie drapieżnej kliki kościelnej, to już sama ich odmowa doprowadzi do zwycięstwa nad katolicyzmem w wyniku dezercji Kościoła przez wiernych w tym region. Jeśli jednak przyjmą instrukcje tej kliki, porzucą swoją wiarę.

Francis ma tę zaletę, że rozumie swoich przeciwników, którzy zazwyczaj nie rozumieją jego i jego strategii. Jego głównym oparciem jest ich strach. Wie, że boją się jego mocy i okrucieństwa oraz mocy i okrucieństwa jego zwolenników. Wie, że istnieją one w Kościele, w którym papieża postrzega się jako monarchę absolutnego, którego nie można krytykować, gdzie wszelkie otwarte potępianie papieża jest postrzegane jako niedopuszczalne i gdzie otwartą krytykę papieża uważa się za samopotępiającą. Rozumie, że często uciekają się do mentalnych strategii radzenia sobie, typowych dla osób znajdujących się w sytuacjach nie do zniesienia; strategie, w których zaprzecza się niebezpieczeństwu w obliczu dowodów lub po prostu nie dopuszcza ich do świadomej świadomości, żywi się nierealistyczne nadzieje, a nieprzejednanych wrogów postrzega się jako zasadniczo rozsądnych i łagodnych. Grając na tych lękach i wykorzystując strategie radzenia sobie, zbliżył się do celu bez poważnych sprzeciwów.
 4. Działania, jakie należy podjąć w odpowiedzi na zbrodnie papieża Franciszka
Papież Franciszek w sposób oczywisty nie nadaje się na urząd papieski. Jego podstawowym przewinieniem wobec urzędu jest niewiara. Ponieważ nie akceptuje już wiary katolickiej, której podtrzymywanie jest jego zadaniem jako papieża, ma moralny obowiązek zrezygnować z pontyfikatu.
Ta niewiara nie jest jedynym powodem rezygnacji papieża Franciszka. Właściwe sprawowanie urzędu papieskiego wymaga wysokiego stopnia cnót naturalnych i nadprzyrodzonych. Papież Franciszek pokazał, że brakuje mu tych cnót. Bez wiary katolickiej brakuje mu wiedzy i łask potrzebnych do odpokutowania za przeszłe grzechy, naprawienia wyrządzonego zła i wypełnienia obowiązków swego urzędu. Brakuje mu wiary i wszelkich cnót nadprzyrodzonych. Okazał się pozbawiony naturalnych cnót roztropności i sprawiedliwości. Nawet gdyby odpokutował za swoje przeszłe grzechy, czego należy gorąco życzyć, nie nadawałby się na urząd papieski ze względu na swoje wady charakteru. Jedynym dobrym rozwiązaniem, jakie jest dla niego dostępne, jest wyrzeczenie się herezji, wyrażenie skruchy za wyrządzone zło, zrzeczenie się papiestwa i poświęcenie reszty życia modlitwie i pokucie.

Oczywiście jest mało prawdopodobne, że to zrobi. Kościół musi zatem określić, jak postępować w obliczu jego zbrodni.

Jednym z obowiązków, jakie musi spełnić Kościół, jest wypowiadanie się na temat zbrodni i herezji papieża Franciszka, potępianie ich, ostrzeganie przed nimi wiernych i błaganie papieża Franciszka, aby się ich wyrzekł. Obowiązek ten spoczywa na wszystkich członkach Kościoła, którzy mają pewne prawo i władzę do publicznego nauczania i podtrzymywania wiary. Przypada na katolickich teologów i pasterzy, którzy mają uzdrowienie dusz, ale w sposób szczególny spada na biskupów Kościoła. „Każdy [biskup Kościoła katolickiego], jako członek kolegium biskupów i prawowity następca apostołów, na mocy ustanowienia i nakazu Chrystusa zobowiązany jest troszczyć się o cały Kościół, a troska ta, choć nie jest sprawowana, przez akt jurysdykcji, przyczynia się wielce do pożytku Kościoła powszechnego. Obowiązkiem wszystkich biskupów jest bowiem krzewić i strzec jedności wiary oraz dyscypliny wspólnej dla całego Kościoła” (Lumen gentium, 23). Osoby, które mają obowiązek wypowiadać się w ten sposób, jeśli milczą, same ponoszą winę za zbrodnie Franciszka. „Qui tacit constentire videtur, si loqui debuisset ac potuisset”; „Rozumie się, że ten, kto milczy, wyraża zgodę, chociaż powinien był powiedzieć i mógł to zrobić”.
Obowiązki biskupów nie ograniczają się do publicznego potępienia zbrodni papieża Franciszka. Ponieważ zbrodnie te były już przedmiotem publicznych próśb, protestów i potępień ze strony wiernych, a papież Franciszek jedynie w nich upierał się, istnieją uzasadnione powody, by wątpić, czy dalsze protesty wywrą na niego wpływ lub doprowadzą do skruchy. Jego upór w herezji posunął się na tyle daleko, że uzasadnione jest uznanie go za publicznego heretyka. Prowadzi to do poważnej sytuacji Kościoła. Kościół katolicki zawsze utrzymywał, że papieże mogą być heretykami i że papież, który popełnia publiczną zbrodnię herezji, traci w ten sposób urząd papieski. Wiara ta opiera się na naukach Pisma Świętego, które stwierdzają, że heretyk oddziela się od Kościoła, popełniając grzech herezji. Jest oczywiste, że papież, który decyduje się opuścić Kościół, przyjmując herezję, nie może pozostać papieżem.
Teolodzy i kanoniści nie byli zgodni co do szczegółów upadku heretyckiego papieża ze stanowiska. Do głównych szkół myślenia w tej kwestii należy stanowisko św. Roberta Bellarmina, zwykle akceptowane przez kanonistów, oraz stanowisko Kajetana i Jana od św. Tomasza, które dominuje wśród teologów. Św. Robert Bellarmin utrzymuje, że papież w sposób oczywisty heretycki ipso facto traci urząd papieski; Kajetan i Jan od św. Tomasza utrzymują, że konieczne jest podjęcie pewnych działań ze strony Kościoła, zanim heretycki papież spadnie z papiestwa z powodu swojej herezji. Ta różnica zdań dotyczy obecnej sytuacji i ją utrudnia. Otwarta herezja i przestępczość papieża Franciszka oznaczają, że jego sprawowanie urzędu papieskiego stoi obecnie pod znakiem zapytania, ale nie można z całą pewnością stwierdzić, że nie jest on już papieżem.

Błędem i grzechem jest bierność wiernych biskupów i kardynałów w nadziei, że papież Franciszek wkrótce umrze i zostanie zastąpiony przez kogoś lepszego. Papież Franciszek dzień po dniu wyrządza nieustanną krzywdę duszom i Kościołowi. Wierni mają prawo oczekiwać, że wierzący pasterze będą ich chronić przed jego atakami. Pasterze mają przed Bogiem obowiązek ich chronić, a niedopełnienie tego obowiązku sprowadzi na nich wieczną karę.
Pierwszym krokiem biskupów i kardynałów Kościoła: powinni dołożyć wszelkich starań, aby skłonić papieża Franciszka do rezygnacji. W obecnych okolicznościach ma on obowiązek ustąpić, a jego rezygnacja byłaby najlepszym rozwiązaniem katastrofy jego pontyfikatu. 
zieje się tak pomimo faktu, że rezygnacja papieża jest wydarzeniem nadzwyczajnym, które nie powinno mieć miejsca, ponieważ papiestwo jest świętym urzędem, który powinien zostać zwolniony dopiero w przypadku śmierci panującego papieża. Przypadek Benedykta XVI ilustruje zło, jakie niesie ze sobą papieska rezygnacja. Ale panowanie skorumpowanego papieża, który odrzucił wiarę i nie jest w stanie odpowiedzialnie sprawować urzędu papieskiego, to także wydarzenie niezwykłe, które nie powinno mieć miejsca. Ponieważ to miało miejsce, rezygnacja danego papieża jest najmniej złym możliwym skutkiem.
Jeśli papież Franciszek odmówi rezygnacji, obowiązkiem biskupów i kardynałów będzie ogłoszenie, że utracił urząd papieski z powodu herezji.
Jeżeli taka deklaracja nie może nastąpić ze względu na zbyt małą liczbę biskupów i kardynałów chcących wypowiadać się na temat herezji Franciszka, wierni biskupi i kardynałowie powinni utworzyć zjednoczoną grupę, aby publicznie ostrzec wiernych przed jego zbrodniami i herezjami, stwierdzić, że jego kadencja papieska urząd budzi wątpliwości z powodu jego herezji i napomina wiernych, aby nie wierzyli jego oświadczeniom i nie wykonywali jego poleceń, chyba że na niezależnych podstawach jest jasne, że te oświadczenia i nakazy powinny być przestrzegane.

Oczywiście nawet rezygnacja czy oświadczenie o utracie urzędu przez papieża Franciszka nie rozwiąże problemów w Kościele. Kiedy go już nie będzie, pozostanie korupcja urzędnicza, która go zrodziła i którą wspierał. Jednak zajęcie się zbrodniami i herezjami Franciszka jest niezbędnym pierwszym krokiem w walce z tą korupcją.

Podpisane przez:

Signed by 

Rev. Linus F. Clovis, PhD, MSc, JCL, STB

Yves Daoudal Editor-in-chief of Reconquête

Vice-President of the Charlier Center

Dániel Fülep Theologian, Hungary

Michael Kakooza, PhD Strategic Management, Eastern Africa

Thaddeus J. Kozinski, PhD Professor of Philosophy, Memoria College

Peter A. Kwasniewski, PhD

John R.T. Lamont, DPhil

John Rist, PhD Professor of classics and early Chrisitian philosophy and theology (ret.)

Dr Cesar Felix Sánchez Martínez Professor of Philosophy Universidad Nacional de San Agustin, Peru

Wolfram Schrems, Mag. theol., Mag. phil.

Peter Stephan, Dr. phil. Habil. Professor of Architecture Theory & Art History

University of Applied Sciences, Potsdam

Anna Silvas, PhD Specialist in Greek Fathers UNE, Australia (ret.)

John-Henry Westen, MA Founder and Editor, LifeSiteNews

Michael Wiitala, PhD Associate Lecturer in Philosophy Cleveland State University

Elizabeth F. Yore, Esq. Founder, Yore Children

John Zmirak, PhD Senior Editor, The Stream

Polskie szanse na uzdrowienie. Czy III RP uda się dotrwać do nieuniknionego upadku UE.

Polskie szanse na sanację

Czy III RP uda się dotrwać do nieuniknionego upadku UE i uratować swą egzystencję państwową i narodową?

DR IGNACY NOWOPOLSKI MAY 19
 
READ IN APP
 

Napięcia na globalnej arenie ciągle są eskalowane i nic nie wskazuje na to by globaliści zamierzali zatrzymać się na drodze prowadzącej prostą drogą do zagłady Ludzkości.

Wręcz odwrotnie, podwajają oni swe wysiłki   stymulowane dwoma przyczynami: 

(1)           W wyniku gigantycznej fałszywej pandemii koronawirusa, będącej największą w dziejach Ludzkości zbrodnią ludobójstwa, żadnemu z nich nawet włos z głowy nie spadł.  czemu więc nie usilić  wysiłków w walce z Człowiekiem?

(2)           Jeśli kiedyś dojdzie do świadomości większości ludzi ogrom zbrodni przez nich dokonany, nie będzie już dla nich miejsca na ziemi, więc rozsądniej jest natychmiast zniszczyć przeciwnika, nie czekając na jego ocknięcie.

Metody przez nich stosowane nie uległy zmianie, a jedynie gwałtownej intensyfikacji:

(1)           W prowadzanie „zielonego (pseudo-ekologicznego) komunizmu”, w przeciwieństwie do poprzedniej jego wersji „czerwonego (proletariackiego) komunizmu”.

(2)           Nasilanie walki biologicznej z całym Bożym Światem, poprzez „wynajdywanie” i wprowadzanie nowych „szczepionek”, nie tylko dla ludzi, ale i zwierząt.  Globalne zatruwanie środowiska naturalnego przez tzw. „smugi chemiczne”, ingerencję w klimat i pogodę, tzw. „geo-inżynierię”.

(3)           Szerzenie wojen i konfliktów (np. Ukraina, Palestyna).

W przypadku III RP, która jest administrowaną przez UE, kolonią Zachodu, sytuacja jest wyjątkowo trudna.

Ogólnie rzecz biorąc w UE, wdrażanie powyżej wymienionych metod ludobójstwa, zależy od dwu czynników:

(1)           Stopnia deprawacji i głupoty społeczeństwa.

(2)           Poziomu brutalności stosowanej przez odnośnych administratorów (zwanych eufemistycznie „władzami”)..

Są co prawda wyjątki wśród „małych-Wielkich Narodów”, takich jak Węgry czy Słowacja, gdzie zarówno większość społeczeństwa, jak i władze, przeciwstawiają się tej zbrodni.

W takich przypadkach „służby specjalne” (czytaj zorganizowane grupy przestępcze, w służbie globalistycznego okupanta) nie cofają się przed niczym, czego najnowszym przykładem jest zamach na Premiera Słowacji Fico.

W odniesieniu do tzw.  III RP, która administrowana jest przez najbardziej brutalnych i nienawistnych Polsce osobników, sytuacja jest dramatyczna we wszystkich dziedzinach. Poniżej ich klasyfikacja w porządku od najgroźniejszych do mniej niebezpiecznych :

(1)           Nieustanne propagandowe podżeganie do wojny z Rosją i parcie do niej wszystkimi siłami.   Pomysł instalacji amerykańskiej broni jądrowej na polskim terytorium, która spowoduje postawienie III RP na szczycie rosyjskich celów, w przypadku pełnowymiarowej akcji kinetycznej (agresji) na FR przez Polskę i/lub inne państwa Zachodu.

(2)           Niszczenie resztek polskiej gospodarki, wywołujące jeszcze większą pauperyzację ludności.

(3)           Usunięcie wszelkich, nawet czysto dekoracyjnych pozorów praworządności.

(4)           Lawinowo narastająca imigracja do Polski,  obcych kulturowo i cywilizacyjnie elementów.

W tej sytuacji nie wydaje się by cokolwiek można było zmienić „od wewnątrz”.  Wszystko co najgorsze obywatele już zrobili, a na dobre nie ma możliwości.  Istnieje jednak szansa nieprzewidywalnych zwrotów w sytuacji międzynarodowej, która mogłaby się stać ratunkiem dla Polski i Jej mieszkańców.  Czasu pozostało już bardzo niewiele!

Złudzenia ponadprzeciętności. Profesorski efekt Dunninga-Krugera.

Profesorski efekt Dunninga-Krugera

Zwieńczeniem efektu Dunninga-Krugera jest zainstalowanie w polskiej domenie akademickiej Rady Doskonałości Naukowej

18 Maj, 2024 profesorski-efekt-dunninga-krugera

W psychologii społecznej znane jest pojęcie złudzenia ponadprzeciętności zwane efektem jeziora Wobegon oraz efektu Dunninga-Krugera, błędu poznawczego, polegającego na tym, że niektórzy przekonani są o swojej nieprzeciętności, nadprzeciętnych kompetencjach i umiejętnościach w porównaniu z innymi ludźmi. Nietrudno zauważyć funkcjonowanie tych efektów w domenie akademickiej.

Na efekcie Dunninga-Krugera oparta jest w gruncie rzeczy akademicka siatka płac, odnosząca się do poziomu wynagrodzeń tytularnych profesorów jako osób uważanych za ponadprzeciętne. Można się jednak przekonać, że jest to jedynie złudzenie, błąd poznawczy, jako że osoby mniej utytułowane lub nieutytułowane często wykazują się większą inteligencją, kompetencjami i umiejętnościami (nawet w dziedzinach uprawianych przez profesorów), a prace doktorów bywają bardziej wartościowe, więcej wnoszące do gmachu nauki, niż prace profesorów.

Mimo to w naszym systemie profesorowie, jako osoby „hurtowo” ponadprzeciętne, mają otrzymywać 2,5-krotnie wyższe wynagrodzenie od przeciętnego. A nieprzeciętni, gdy są mniej utytułowani, mają zarabiać całkiem przeciętnie (lub jeszcze mniej), co nie stanowi trampoliny do uzyskiwania dużych osiągnięć naukowych. Niestety, efekt Dunninga-Krugera został określony na podstawie badań studentów, gdy poszukiwania w cyberprzestrzeni odniesienia tego efektu do gremiów profesorskich nie przyniosły rezultatów. Może mamy tu do czynienia z błędem poznawczym.

Jakby zwieńczeniem efektu Dunninga-Krugera jest zainstalowanie w polskiej domenie akademickiej Rady Doskonałości Naukowej, selekcjonującej rzesze akademików do doskonałości. U członków Rady, mimo że często niedoskonałych i niemających świadomości swych braków, zaznacza się złudzenie ponadprzeciętności (efekt jeziora Wobegon), co w konsekwencji może prowadzić do zatopienia naszej domeny akademickiej w takim jeziorze. Nasz niewydolny, nieefektywny system tytularny oparty jest jednak na takich złudzeniach. A co więcej, przeciętni obywatele mają zaufanie do telewizyjnych profesorów, ekspertów w każdej dziedzinie.

Katechizm kard. Gasparriego. O grzechach uczynkowych czyli osobistych.

Katechizm kard. Gasparriego

https://www.piusx.org.pl/katechizm/11

Rozdział XI

O grzechach uczynkowych czyli osobistych

559. Co popełnia ten, kto mimo łaski, której Bóg zawsze udziela do zbawienia, przestępuje prawo Boskie?

Kto mimo łaski, której Bóg zawsze udziela do zbawienia, przestępuje prawo Boskie, świadomie i dobrowolnie, popełnia grzech uczynkowy czyli osobisty.

560. Cóż to więc jest grzech uczynkowy?

Grzech uczynkowy jest to świadome i dobrowolne przekroczenie prawa Boskiego.

561. Jakim sposobem może być popełniony grzech uczynkowy?

Grzech uczynkowy może być popełniony myślą, mową i uczynkiem, zarówno dokonanym jak zaniedbanym, i to albo przeciw Bogu, albo przeciw nam samym, albo przeciw bliźniemu, zależnie od tego, czy prawo, które się przekracza, dotyczy wprost Boga, czy też nas samych czy bliźniego.

562. Co powstaje z powtarzania tego samego grzechu uczynkowego?

Z powtarzania tego samego grzechu uczynkowego powstaje skłonność do złego, zwana nałogiem.

563. Iloraki jest grzech uczynkowy?

Grzech uczynkowy jest albo śmiertelny albo powszedni.

564. Co to jest grzech śmiertelny?

Grzech śmiertelny jest to przekroczenie prawa, popełniane z wiedzą i wolą przy świadomości ciężkiego przewinienia.

565. Dlaczego ten grzech nazywa się śmiertelnym?

Ten grzech nazywa się śmiertelnym dlatego, ponieważ odwracając duszę od jej celu ostatecznego, pozbawia ją jej życia nadprzyrodzonego, czyli łaski uświęcającej, skazuje ją na śmierć wiekuistą w piekle, uśmierca zdobyte zasługi, tak, że już się nie mogą przydać na żywot wieczny, dopóki nie odżyją przez odzyskanie na nowo łaski; w końcu grzech śmiertelny czyni człowieka niezdolnym do nabywania dalszych zasług na Niebo.

566. Co to jest grzech powszedni, czyli lekki?

Grzech powszedni, czyli lekki, jest to przekroczenie prawa, popełnione z wiedzą i wolą przy świadomości lekkiego przewinienia.

567. Dlaczego ten grzech nazywa się lekkim?

Ten grzech nazywa się lekkim, bo skoro duszy nie odwraca od jej celu ostatecznego i nie zadaje duszy śmierci duchowej, łatwo może być odpuszczony nawet bez spowiedzi sakramentalnej i stanowi pewną chorobę duszy, która z natury swej może być łatwo wyleczona.

568. Które są główne skutki grzechu powszedniego?

Główne skutki grzechu powszedniego polegają na tym, że: zmniejsza on ciepło miłości, usposabia duszę do grzechu śmiertelnego i czyni człowieka winnym kary doczesnej, którą trzeba odpokutować albo w tym życiu, albo w przyszłym.

569. Czy wszystkie grzechy powszednie i śmiertelne są równe między sobą?

Grzechy czy to powszednie, czy też śmiertelne nie wszystkie są między sobą równe, lecz jak jedne grzechy powszednie są lekkie a drugie mniej lekkie, tak też jedne grzechy śmiertelne są ciężkie, drugie zaś cięższe.

570. Które grzechy śmiertelne są z natury swej najcięższe?

Grzechy śmiertelne z natury swej najcięższe są te, które ktoś popełnia wprost przeciw Bogu.

571. Ile jest grzechów przeciwko Duchowi Świętemu?

Sześć jest grzechów przeciwko Duchowi Świętemu:

  1. o łasce Bożej rozpaczać;
  2. przeciwko miłosierdziu Bożemu zuchwale grzeszyć;
  3. uznanej prawdzie chrześcijańskiej się sprzeciwiać;
  4. bliźniemu łaski Bożej zazdrościć;
  5. na zbawienne napomnienia zatwardziałe mieć serce;
  6. rozmyślnie trwać w niepokucie.

572. Dlaczego te grzechy nazywamy grzechami przeciwko Duchowi Świętemu?

Te grzechy dlatego nazywamy grzechami przeciwko Duchowi Świętemu, ponieważ ten, kto je popełnia, w przewrotności swojej odczuwa, co go może powstrzymać od grzechu, gardząc łaską, którą się zazwyczaj przypisuje Duchowi Świętemu, jako źródłu wszystkiego dobra.

573. Ile jest grzechów przeciwko bliźniemu wołających o pomstę do nieba?

Cztery są grzechy przeciwko bliźniemu, wołające o pomstę do nieba, a mianowicie:

  1. rozmyślne zabójstwo;
  2. grzech sodomski;
  3. uciemiężenie ubogich oraz wdów i sierot;
  4. zabieranie lub zatrzymywanie umówionej zapłaty sługom i robotnikom.

574. Dlaczego mówi się, że te grzechy wołają o pomstę do nieba?

Dlatego się mówi, że te grzechy wołają o pomstę do nieba, ponieważ przed innymi grzechami mają w sobie nadzwyczajną i jawną niegodziwość i ściągają gniew i zemstę Bożą na tych, którzy je popełniają.

575. Które są grzechy główne?

Następujące są grzechy główne:

  1. pycha;
  2. łakomstwo;
  3. nieczystość;
  4. zazdrość;
  5. obżarstwo i pijaństwo;
  6. gniew;
  7. lenistwo.

576. Dlaczego te grzechy nazywają się głównymi?

Te grzechy nazywają się głównymi, ponieważ są jakby źródłem i korzeniem wszystkich innych grzechów i nałogów.

577. Które cnoty są przeciwne grzechom głównym?

Grzechom głównym są przeciwne następujące cnoty:

  1. pysze – pokora;
  2. łakomstwu – szczodrość;
  3. nieczystości – czystość;
  4. zazdrości – życzliwość;
  5. obżarstwu i pijaństwu – mierność;
  6. gniewowi – łagodność;
  7. lenistwu – pilność w pracy i służbie Bożej.

578. czy prócz grzechu powinniśmy unikać także okazji do grzechu?

Prócz grzechu powinniśmy wedle możności unikać także bliskich okazji do grzechu, to jest takich okoliczności, wśród których człowiek naraża się na wielkie niebezpieczeństwo popełnienia grzechu; bo „kto miłuje niebezpieczeństwo, w nim zginie”.

579. Czy może się zdarzyć, że będziemy musieli odpowiadać wobec Boga za cudze grzechy?

Może się zdarzyć, że będziemy musieli wobec Boga odpowiadać za cudze grzechy, mianowicie wtedy, jeżeli i o ile byliśmy albo przyczyną cudzych grzechów, bądź nakazując je i doradzając do nich, bądź też zgadzając się na nie, albo też nie przeszkodziliśmy cudzym grzechom, choć mogliśmy i powinni byli przeszkodzić.

Synodalność. To najgorsza zdrada Jezusa Chrystusa!

To najgorsza zdrada Jezusa Chrystusa!

19.05.2024 Bartosz Kopczynski zdrada-jezusa-chrystusa

krzyż, pasja, Jezusa, Golgota, ukrzyżowanie, droga krzyżowa
Obrazek ilustracyjny Fot. Pixabay

Czy Kościół katolicki słucha się Żydów, zamiast podążać drogą Jezusa Chrystusa? O tym Bartosz Kopczyński z Towarzystwa Wiedzy Społecznej w Toruniu rozmawia z arcybiskupem Janem Pawłem Lengą, emerytowanym biskupem Karagandy w Kazachstanie.

Bartosz Kopczyński: Ksiądz Arcybiskup opublikował cztery tytuły. W tych książkach Szanowny Autor porusza tematykę, która dla wielu ludzi jest niewygodna. Dlaczego powinniśmy przeczytać te książki?

Arcybiskup Jan Paweł Lenga: Po prostu napisałem o wszystkim, o co mnie pytano. Ludzie w dzisiejszym świecie szukają gałązek i liści na gałązkach, a nie szukają korzeni. Liście szumią, gałązki chwieją się, a korzenie stoją mocno. Kościół katolicki to Chrystus – na nim powinien być pobudowany. Nie zbiorowo, nie grupowo, nie jakoś narodowo, a indywidualnie każdy musi się zanurzyć w Chrystusie na tyle, na ile mu się odda. Chrystus oddał się nam całkowicie, aż do śmierci na krzyżu, i zaprasza nas do tej samej jedności. Nie może nas ani zmusić, ani przywabiać czymkolwiek – On tylko zachęca nas, aby pójść za Nim. Ochotnego dawcę Bóg miłuje. Jeżeli się za Nim idzie, to widzi się owoce tego pójścia. Kiedy tylko są zachcianki, że Panie Boże, ja bym poszedłem za Tobą, ale najpierw daj mi pogrzebać moich zmarłych – jest taka scenka w Piśmie Świętym – to Chrystus mówi, że idź grzebać swoich umarłych. Powołanie do pójścia za Nim może być bardzo delikatne, a Chrystus mówi do nas w swoim konkretnym momencie. Musimy być w stanie łaski, aby to wyczuwać. Jeśli przegapimy ten stan łaski, to może on przejść bezpowrotnie, do jakiegoś oddalonego czasu, kiedy ktoś znowu będzie się za nas modlił albo jakieś wydarzenia życiowe nas pobudzą do tego, aby się nawrócić i stanąć na właściwej drodze.

– W tej chwili trwa proces synodalny w Kościele katolickim, zainicjowany przez papieża Franciszka. Ten proces ma według założeń doprowadzić do bardzo wielkich, radykalnych zmian w Kościele, ma całkowicie odmienić Kościół. Jak Wasza Ekscelencja sądzi – jaka jest świadomość polskiego kleru dotycząca projektowanych zmian?

Synodalność jest najgorszą rzeczą, jaka może być. Ma w sobie to zło, że Kościół katolicki zaczyna się radzić muzułmanów, Żydów i różnych innych ugrupowań czy religii. Kościół radzi się LGBT+, ateistów, masonów i wszystkich, a przez to nie radzi się Jezusa Chrystusa. I to jest najgorsza zdrada Jezusa Chrystusa, bo kiedy On zakładał Swój Kościół, to nie pytał się ani faryzeuszy, ani saduceuszy, ani arcykapłanów, czy ma to robić. On mówił swoim uczniom – zostawcie ich ślepych. Stworzył swój Kościół, ale przede wszystkim po prostu wrócił do tego, co naród izraelski, niegdyś wybrany, stracił przez lata i wieki, nie wykonując w pełni tej nauki, która była głoszona przez Mojżesza i proroków. Mojżesz im mówił, że mamy przymierze z Bogiem. Jeżeli wy będziecie wszystko wykonywać, do czego bierzecie obowiązek, to Pan Bóg będzie wam błogosławił, będziecie się mnożyć wy, wasze bydło i wszystko inne – będziecie świętym narodem. Ale jeżeli wy zaczniecie w swojej działalności popełniać wszystkie błędy tych ludzi i narodów, które zostały przed wami wypędzone jako grzeszne i zabijane mieczem, to wy popełnicie jeszcze większe zbrodnie niż oni.

Dzisiaj widzimy, że niestety następcy narodu izraelskiego, Chabad Lubawicz itd., nie mają nic wspólnego z tradycyjnym żydostwem z tamtego czasu. Izrael ma dziesięć przykazań Bożych i powinien je wykonywać tak jak katolicy. Chabad Lubawicz to okrutna sekta, która oddzieliła się od Pięcioksięgu i w ogóle Starego Testamentu, żyjąc w swojej strefie poznania i głoszenia nie Boga, a raczej Szatana i jego postulatów. Kiedy Kościół katolicki w dzisiejszej fazie swojego rozwoju tak samo prawie uniżył się, zniszczył w sobie prymat Jezusa Chrystusa, jest godzien większej chłosty niż naród izraelski. W Żydach tylko kształciła się wiara nadchodząca w Chrystusie, a Kościół katolicki już dwa tysiące lat rozwijał się w poznaniu Jezusa Chrystusa. Skoro na Soborze watykańskim II zaczął się aktywnie degradować i odrzucił Jezusa Chrystusa jako swojego Zbawiciela, to czeka go bardzo prędka chłosta.

Dlatego diabelstwo wchodzi na areny świata – czeluści są już widoczne. Agenda 2030 zniszczy wszystkie resztki tego Kościoła, które jeszcze są. Diabeł będzie ogonem zrzucał nawet te gwiazdy, które jeszcze nie zagnieździły się na niebie do końca. To jest wielkie niebezpieczeństwo. Synodalność to jest najgorsze, co może być, bo oni chcą potwierdzić swoje diabelskie postulaty głosem całego Kościoła, nie biorąc jednocześnie pod uwagę krytycznych uwag i prawdziwej wiary. Zniszczą Kościół katolicki doszczętnie oraz podporządkują go diabłu i masonerii, która go przedstawia.

– Gdyby okazało się, że urzędujący papież jest czynnym lucyferystą, to co by to oznaczało dla Kościoła?

– Sumienia ludzkiego nikt nigdy nie zbada, bo człowiek może się nawrócić w ostatniej chwili – łaska Boża nikomu nie jest odmawiana. My nie możemy wejść w sumienie dzisiejszego Bergoglio, który siedzi na krześle św. Piotra. Nie ulega jednak wątpliwości, że on nic nie robi, żeby wykonać to, co w Piotrze, pierwszym papieżu, pozostawił Jezus Chrystus. Bergoglio nie utwierdza braci w wierze. On wykonuje agendę, która nie należy do Jezusa Chrystusa, i to widać gołym okiem. Gdyby się okazało, że jest lucyferystą, to może to tylko utwierdzić najgorsze obawy wierzących. Mnie się wydaje, że on jest w jakiś sposób wykorzystany, przez swoją naiwność lub poddaństwo, może wciągnięty na jakimś etapie życia w gry i zabawy masońskie, diabelskie.

Trudno w to wejść, ale wydaje mi się, że on jest tym, który przygotowuje miejsce dla Antychrysta – ten już jest bardzo blisko z tego względu, że czas się kurczy. W moich oczach on jest bardzo podobny do Jana Chrzciciela, tylko na odwrót. Jan Chrzciciel przygotował drogę dla Chrystusa i rozpoznał go, gdy ten przyszedł. A ten robi wszystko, aby Chrystusa nie rozpoznano.

Kościół katolicki w Polsce jest w większości opanowany przez modernistów, zielonoświątkowców i progresistów, którzy nie mają nic wspólnego z Kościołem katolickim. To sekciarstwo, który wtargnęło do Kościoła. Większość biskupów, nawet ci, którzy chcieliby coś powiedzieć, żyje w strachu przed hierarchią. Oni się nie boją Jezusa Chrystusa, przed którym staną na Sądzie Ostatecznym. Oni boją się biskupa Bergoglio. Proboszcz boi się biskupa, a wikary boi się proboszcza. Generał zakonu nie chce konfrontacji z Bergoglio, bo zostanie wyrzucony i w jego miejsce wejdzie ktoś inny. Przyzwyczaił się do bycia generałem i przez takiego głupiego generała cały klasztor natychmiast głupieje. Porozstawiał wszystkich, jak chce, a ci biedacy, którzy tam przychodzą, żeby się zbawić, w końcu dostrzegają, że nie ma tam nic wspólnego z duchem założycielskim, który był dawany przez najlepszych przedstawicieli Kościoła. Nie ma nic u jezuitów z Ignacego Loyoli. We franciszkańskich klasztorach jest mało co od św. Franciszka. Mało co jest w mariańskich kościołach od św. Stanisława Papczyńskiego i błogosławionego biskupa Jerzego Matulewicza. Ci ludzie są przysposobieni do tego, aby być na widoku i wszystkich zadowolić.

Chrystus szedł i nauczał pod prąd. Kiedy Żydzi mu się sprzeciwiali, On mówił im, że mają Diabła za ojca. Dlatego Go ukrzyżowali, myśląc, że wygrali. W ten sposób naród izraelski pozbawił się swojego pierwszeństwa i został rozproszony po całym świecie. Żydzi próbują do tego wrócić – chcą zająć Wzgórze Świątynne i odbudować Świątynię. W niej jednak nie będzie mieszkał Duch Boży i Bóg, jak to było w pierwszej Świątyni Salomona, ale będzie mieszkał duch Antychrysta. A on ludziom z tego narodu, do których należy bogactwo, złoto i władza, a którzy niestety nie rozpoznali swojego Zbawiciela, gotuje bardzo przykry los. Kiedy zobaczą, kogo mają, za kim szli i kogo ogłosili swoim Mesjaszem, dla niektórych może być już za późno.

– W październiku 2024 roku ma nastąpić finalny etap procesu synodalnego. Poznaliśmy założenia w dokumencie synodalnym, który zamknął pierwszy etap w październiku 2023 roku, więc wiemy, co jest planowane. Jeśli to zostanie dokończone i w związku z tym zostaną zniesione sakramenty oraz dogmaty, to powstanie zupełnie nowy twór, który wciąż będzie nazywany Kościołem katolickim, ale tylko z nazwy. Jak mają się do tego ustosunkować wierni i kapłani?

– Droga synodalna skończy się tym, co zamierzali jej autorzy – wprowadzeniem kobiet do kapłaństwa, a LGBT do Kościoła. Ksiądz Augustyn Pelanowski mówił o tym: módlcie się za kapłanów, żeby z kościołów nie zrobili burdeli. To będzie ohyda spustoszenia, która już dzisiaj bardzo mocno prowokuje Boga, żeby wymierzał jak najgorsze kary. Być może Pan Bóg jeszcze zwleka ze względu na jakieś niewielkie grupki, które usilnie błagają, aby jednak powstrzymał swój prawdziwy gniew na ludzkość. Zuchwalcy poszli tak daleko, że oni czują się bogami i nikogo się nie boją. Serwują nam najgorsze obrzydliwości, których świat nie widział. Nawet poganie przedchrześcijańscy nie byli tak wyuzdani i perfidni jak dzisiejsi katolicy, którzy zapomnieli o Panu Bogu i poddali się najgorszemu zepsuciu. Naprawdę nasz naród jest w rozterce, zmanipulowany i biedny – nie wie, do jakiej przystani zmierza. Statek, na którym płyniemy, dryfuje bez sternika.

– Bardzo dziękuję za rozmowę.

… A sześć pozostałych grzechów śmiertelnych?

.. Sześc pozostałych grzechów śmiertelnych?

[tak spytał księdza obecnie edukowany, postępowy młodzian. md]

[na podst. wikipedii. MD] wikipedia

Siedem grzechów głównych (łac. septem peccata capitalia) – tradycyjna chrześcijańska klasyfikacja podstawowych grzechów i wad ludzkich, od których wywodzą się wszystkie inne grzechy/wady. We wschodnim chrześcijaństwie wymienia się ich osiem i tak też było w zachodnim do średniowiecza. Klasyfikacja ta zainspirowała także światową kulturę i sztukę.

Hieronim Bosch, Siedem grzechów głównych (Stół Mądrości), przed 1525

———————————————

Jako ogólne przyczyny popadania w grzechy główne, zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie, wskazano: skażenie ludzkiej natury przez grzech pierworodny sprawiające, że człowiek wbrew rozumowi i naturze kieruje swe pożądanie (gr. έπιθυμίά, łac. concupiscentia) ku sobie i stworzeniom, odwracając się od głównego celu, jakim jest Bóg[8]; wolna decyzja poszczególnego człowieka by ulegać temu; pokusy ze strony demonów skłaniające do tego, przy czym nie każdy pojedynczy grzeszny czyn jest spowodowany ich namową[9]. W kontekście nauczania wschodnich ojców o swoistej cielesności duchów stworzonych[10], św. Jan Kasjan nauczał, iż nie tylko pycha, czy zazdrość, ale wszystkie grzechy główne, w tym łakomstwo i nieczystość, są również grzechami własnymi poszczególnych złych duchów, starających się zaszczepić osobie kuszonej swój grzech.

Ewagriusz z PontuJan KasjanGrzegorz Wielki
nazwa greckanazwa łacińskatłumaczenie polskienazwa łacińskatłumaczenie polskie
Γαστριμαργίαgastrimargiaobżarstwogulałakomstwo
Πορνείαfornicationieczystośćluxuriarozpusta
Φιλαργυρίαphilarguriamiłość pieniędzyavaritiachciwość
Ὀργήiragniewiragniew
Λύπηtristitiasmutekinvidiazazdrość
Ἀκηδίαacediazniechęcenieacediazniechęcenie
Κενοδοξίαcenodoxiapróżna chwałainanis gloriapróżna chwała
Ὑπερηφανίαsuperbiapychasuperbiapycha

Johannes Busaeus, Panarion, 1608

Wilhelm Perault, Suma o wadach i cnotach, ilustracja, poł. XIII w.


Drzewo wad, rycina w Speculum Virginum, ok. 1330

Barbara Allan Simon, ilustracja w A View of the Human Heart, 1828

Na tablicach takich siedem grzechów głównych symbolizują zwierzęta: paw (pycha), ropucha (chciwość), kozioł (nieczystość), wąż (zazdrość), świnia (łakomstwo), lampart (gniew), żółw (lenistwo).


Św. Tomasz z Akwinu omawia listę wad przedstawionych przez papieża Grzegorza w Sumie Teologicznej.

Siedem grzechów głównych gnozy

Siedem grzechów głównych gnozy

Zawsze Wierni nr 3/2023 (226) Robert Nelke, Sławomir Wełniński

zawsze_wierni

Herezja gnostycka ma swoje początki na przełomie I i II wieku po Chrystusie. Pomimo wielu odmian i form posiadała pewien wspólny wachlarz bluźnierstw, założeń i poglądów, które stały w opozycji do nauczania Kościoła katolickiego. Wyróżniamy dwa główne nurty myśli gnostyckiej: gnozę chrześcijańską oraz tę inspirowaną wierzeniami pogańskimi1.

1. Stwórca świata materialnego

Dla katolików stwórcą wszystkiego jest jeden, wszechmocny, wszechwiedzący i sprawiedliwy Bóg. Sam Bóg jest bytem doskonałym, przez fakt bycia Pierwszą Przyczyną, jest źródłem wszelkiego dobra. Zło zaś jest zawsze pewną wybrakowaną imitacją dobra i jako takie wynikiem wolnej woli bytów stworzonych, wpierw szatana i upadłych aniołów, a następnie również, począwszy od Adama i Ewy, ludzi skażonych grzechem pierworodnym. Ze względu na relacje pomiędzy nieskończonym i wszechmogącym Bogiem a ograniczonym stworzeniem, podobne zależności występują w stosunku dobra i zła, opisane już w pierwszych słowach Księgi Rodzaju i będące osią całego Bożego Objawienia.

Gnostycy z kolei, ze względu na odrzucenie tejże nauki zawartej w Księgach Starego i Nowego Testamentu, nie mogli zrozumieć problematyki istnienia zła, paradoksalnie nobilitując je i stawiając w sposób równorzędny i równoważny z dobrem poprzez nadanie mu rangi istnienia. Przyczynowość irracjonalnego (w koncepcji gnostyków) zła, którego nie da się uzasadnić, a które Bóg dopuszcza i pozwala na nie, była egzystencjalnym problemem każdej sekty gnostyckiej.

W koncepcjach gnostyków Bóg nie może być twórcą niedoskonałego świata, w którym istnieje zło. Nijak ma się to zatem do idei Boga, który jest dobry. Żeby wytłumaczyć cierpienia spotykające ludzi gnostycy zbudowali koncepcję bytu będącego twórcą i sprawcą zła. Tym kimś był demiurg2, niedoskonała i grzeszna emanacja Boga i jego dobroci. W zależności od przyjętej terminologii był to zazwyczaj zbuntowany anioł, upadły eon, mógł to być również Jahwe, Bóg Żydów, lub szatan, który w niektórych sektach gnostycznych (np. u Bogumiłów) przedstawiany jest jako brat Pana Jezusa Chrystusa.

Jest to koncepcja skrajnie pesymistyczna, zakładająca, że stworzenie i wszystko to, co od niego pochodzi, jest ze swej natury złe. Świat został stworzony przez złego demiurga przeciw Bogu, a więc świat materii jest w zależności od różnych poglądów poszczególnych odłamów tej sekty rezultatem grzesznego pragnienia albo nieszczęśliwego przypadku.

Demiurg, jako nierówny Bogu twórca świata materialnego, nie jest dla gnostyków bytem godnym czci i uwielbienia, natomiast sam Bóg, co najwyżej, jest stworzycielem demiurga. Świat stworzony przez taką niedoskonałą istotę, jest pełnym zła miejscem upadku. Gnostycy w swoich wizjach uznawali stworzenie jako akt grzechu3, buntu i pychy wobec porządku boskiego. Twórca świata miał z zazdrości do Prawdziwego Ojca stworzyć na swoje podobieństwo człowieka4, chciwego niewolnika. Zamknął dusze ludzkie w ograniczonych ciałach, dzięki czemu zatracają świadomość o swej prawdziwej, boskiej naturze. Wyjściem z tego stanu miałoby być zdobycie tajemnej wiedzy (gnozy) i zrozumienie swojej własnej boskości.

2. Odrzucenie Starego Testamentu

Wszystkie nurty gnostyckie co do zasady odrzucały Stary Testament, gdyż stwierdzały na jego podstawie przepaść pomiędzy Bogiem Nowego Testamentu, tj. Bogiem miłosiernym, a Bogiem Izraelitów, który według nich nie spełnia wymogów moralnych dla bycia, gdyż jest okrutny, w konsekwencji tego uznając Go za demiurga. Kanon swoich „świętych” ksiąg gnostycy ograniczyli do Ewangelii, spośród których najbardziej cenili sobie zwłaszcza mistyczną Ewangelię wg św. Jana (odrzucając jednak zawartą w niej jasną naukę o Boskości Pana Jezusa), rzadziej Ewangelię wg św. Łukasza, akceptowali także listy św. Pawła5. Do tego wybiórczego zbioru znanego nam z Nowego Testamentu należy dodać teksty apokryficzne, jak np. „ewangelie” wg św. Tomasza, św. Marii Magdaleny, Judasza etc.

3. Radykalny dualizm

Istotnym elementem pseudo-chrześcijańskiej doktryny gnostyckiej jest dualizm, czyli przywiązanie do równoważności przeciwieństw. W związku z nieprzezwyciężalnym problemem istnienia zła na świecie większość sekt gnostyckich zaaprobowało koncepcję dwóch bogów, wyrażającą się w postaci niezależnych od siebie radykalnych przeciwieństw. Z jednej strony był dobry Bóg Nowego Testamentu, z drugiej zły Bóg Starego Testamentu, ograniczony do jednego ludu, który z jednej strony strzeże i ochrania, ale jednocześnie brutalnie karci. Radykalizm tej koncepcji zasadza się na tym, że demiurg, który stwarza świat materialny, nie jest zbuntowanym aniołem, szatanem, tylko jest osobnym bogiem utożsamianym przez gnostyków z Bogiem Starego Testamentu. Gnostyk Boga Żydów nazywa „przeklętym bogiem”, ponieważ stworzył świat widzialny i zamknął przed człowiekiem bramę do wiedzy. W tym przypadku kosmologiczna opozycja Boga i materii połączona jest z etycznym dualizmem dobra i zła w człowieku.

„Gnostycki świat” dzięki temu został podzielony na świat duchowy, utożsamiony z boskim, i przeciwstawny mu świat cielesny, uważany przez nich za z gruntu zły. Duszę przeciwstawiono zatem ciału. Odpowiadające sobie przeciwieństwa muszą się połączyć, aby powstała harmonia. Miejscem spotkania tych światów jest dzieło stworzenia świata materialnego i człowieka. Człowiek jest syntezą dwóch różnych substancji pochodzących od różnych „bytów”, które są wieczne i od siebie niezależne, a pomiędzy którymi istnieje odwieczny konflikt. Świat materialny powstaje za przyczyną wykradnięcia przez demiurga boskiej energii, dzięki której mógł ją tchnąć w swoje dzieło stworzenia. Dzięki tej „energii” każdy posiada w sobie iskrę łączącą z Bogiem. W taki karkołomny, odrzucający kwestię grzechu pierworodnego i wolnej woli, sposób próbowano wytłumaczyć pochodzenie zła.

4. Metoda wyzwalająca

W wizjach gnostyckich posiadający iskrę boską człowiek jest uwięziony w materialnym świecie stworzonym przez złego demiurga. Nadrzędnym celem człowieka jest wyzwolenie pierwiastka duchowego (iskry) z materialnego świata za pomocą zdobywania tajemnej wiedzy. Sam proces „zdobywania” oznacza pójście za swym głosem wewnętrznym, za duchem bez pośrednictwa jakichkolwiek depozytariuszy wiedzy, innego autorytetu zewnętrznego (kapłanów, biskupów, ojców Kościoła), instytucji (jak np. Kościół) czy litery prawa, w tym prawa naturalnego. Nie ma jednego źródła interpretacji, każdy sam sobie może wytyczyć ścieżkę dotarcia i zdobycia wiedzy, czy to na drodze objawień, czy poprzez poznanie jej przez innych ludzi. Gnostycyzm czyni więc z religii doświadczenie indywidualne, gdzie praktyczne działanie było ważniejsze od dogmatu.

Stąd też pojawiły się różne interpretacje osoby Jezusa Chrystusa6. Można przyjąć, że dzięki posiadaniu tej iskry, człowiek może zbudować coś na podobieństwo mostu porozumienia, który prowadzi i łączy nas z bóstwem. Silne przeświadczenie o posiadaniu iskry prowadziło do twierdzeń, że ludzie mają możliwość, aby stać się Bogiem po wyzwoleniu się z więzienia, jakim jest ciało7. Jednakże owa boskość nie jest aktywizowana przez samo posiadanie iskry, ale przez praktyczne działanie8, takie jak medytacje czy kontemplacje (oczywiście, nie rozumiane w swoim prawdziwym, katolickim sensie), śmiałe wyruszanie w podróż w stronę Boga, nie czekając na Jego znak. Finałem tej podróży miało być zniszczenie własnego ego i indywidualnej woli, dzięki czemu zostałaby spełniona wola Boska. W nauce tej gnostycy często opierają się na słowach św. Pawła z listu do Galatów: „teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”, które jakoby miało potwierdzać ich wierzenia.

5. Doketyzm

Jest to jedna z doktryn gnostyckich, która kwestionowała podstawowe dogmaty wiary katolickiej poprzez alegoryczną interpretację Nowego Testamentu. Według gnostyków należy odrzucić literalną interpretację Biblii w kwestii narodzin i życia Jezusa. Fragmenty Pisma dotyczące narodzin Zbawiciela miałyby posiadać jedynie sens mistyczny i nie opisywać rzeczywistych zdarzeń.

Jak wierzyli posiadacze wiedzy tajemnej, Jezus nie mógł się narodzić jako człowiek, ponieważ nie był materialnym bytem, lecz jedynie jest postacią eteryczną, duchem bądź ciałem duchowym, które przewija się w rzeczywistości. Chrystus to tylko tchnienie, Słowo Boga na ziemi, które jedynie sprawia wrażenie, jakoby miało powłokę cielesną. W wyniku przyjęcia takiego punktu widzenia zaprzecza się odkupieńczej roli Jezusa Chrystusa, ponieważ nie mógł być On ukrzyżowany9, a w konsekwencji tego nie mógł również zmartwychwstać, pomimo jednoznacznych słów św. Pawła, że „jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, to próżna jest nasza wiara” (1 Kor 15, 14). Przytoczone słowa Apostoła Narodów nabierają w kontekście gnostycyzmu tym większego znaczenia, że faktycznie gnoza odrzuca jako taką cnotę wiary, zastępując ją tajemną wiedzą.

6. Synkretyzm religijny

Miejscem narodzin gnozy były zazwyczaj miejsca styku wielu narodowości, które sprzyjały łączeniu różnych kultur, wierzeń, symboli, mitów bądź obrzędowości. Dochodziło do absorpcji inspiracji, zarówno z innych nurtów gnostyckich, jak i z różnych tradycji religijnych0. W związku z tym założeniem gnostycy uważali, że dobre jest wszystko to, co prowadzi do Boga (co może także przypominać indyferentyzm lub irenizm), dlatego też przeszczepiano do gnozy mantry buddyjskie, medytacje i inne praktyki modlitewne. Ze względu na odrzucenie możliwości materialnej obecności Boga we Wcieleniu oraz pod postaciami eucharystycznymi, jak również negację dalszych rozróżnień co do rodzajów Bożej obecności w świecie stworzonym – gnostycy przyjęli twierdzenie, jakoby Bóg był niejako wszędzie. Nie istnieje zatem jedna, konkretna ścieżka do Niego prowadząca, stąd w każdym systemie religijnym można znaleźć elementy, które mogą takową ścieżkę stanowić.

7. Reinkarnacja – Metempsychoza

Ze względu na wspomnianą powyżej inspirację systemami filozoficznymi i wierzeniami Dalekiego Wschodu – w koncepcjach gnostyckich dusza człowieka poprzez kolejne wcielenia i wędrówkę dąży do dojrzałości. Trwa to aż do czasu, gdy suma działań nagannych, dokonanych podczas kolejnych wcieleń, zostanie zrównoważona przez sumę uczynków dobrych. Kolejne wcielenia to kolejne stacje, na których człowiek zdobywa wiedzę. Przez cały ten czas człowiek kontempluje nad zrozumieniem ograniczeń świata materialnego i sensem istnienia, czego końcowym etapem jest na tyle silne wzbudzenie świadomości swojej iskry duchowej, że będzie ona chciała opuścić ciało, i jako fragment bóstwa powrócić do swojego pierwotnego źródła poprzez pogrążenie się w nicości.

Konkludując, człowiek w koncepcji gnostyków żyje w wielu ciałach, lecz jednocześnie nie jest żadnym z nich, a o tym, kim jest, decyduje jego świadomość. Idąc dalej, człowiek nigdy się nie narodził i nie może umrzeć, dlatego też nie musi zabiegać o wieczną szczęśliwość.

Podsumowanie

Wymienione powyżej „grzechy główne” gnozy można sprowadzić do wspólnego mianownika, jakim jest negacja Wcielenia. Gnostycy wyznawali pogląd, jakoby ciało Chrystusa nie było realne, ale posiadało tylko jego cechy zewnętrzne, a co za tym idzie – pozorne było nie tylko jego człowieczeństwo, ale i Męka, a zarazem samo Odkupienie rodzaju ludzkiego. Nie powinno zresztą dziwić, ponieważ wychodząc z błędnego założenia odnośnie do problematyki istnienia zła, gnostycy odrzucili naukę o grzechu pierworodnym, jak i moralnej odpowiedzialności człowieka za popełnione zło. Zatem, w wyniku tak skrajnie pesymistycznej wizji świata, samo Odkupienie stworzonego rzekomo przez złego demiurga świata byłoby nie tylko niekonieczne, ale i wręcz niemożliwe. Możemy zatem w gnostycyzmie dostrzec nie tylko źródło licznych herezji chrystologicznych powstałych w pierwszych wiekach istnienia Kościoła, ale również choćby samego protestantyzmu, głoszącego bardzo podobny pesymizm i fatalizm względem świata stworzonego.

Wreszcie, charakterystyczny dla gnozy synkretyzm religijny stanowi źródło indyferentyzmu i ideową podstawę dla ruchów ekumenicznych. Indywidualizm wiary, w wyniku pewnych modyfikacji dążących w kierunku uczuć, stał się podstawą dla doktryn modernistycznych. Z kolei na elementach metempsychotycznych oparły się nie tylko kosmologiczne dywagacje neo-modernistycznych teologów drugiej połowy XX wieku, ale również współczesne, pseudonaukowe ideologie głoszące rzekomą iluzję świata materialnego, którego pozory utrzymywane są przez na przykład komputerowe symulacje.

Przypisy

  1. Oba nurty gnozy równolegle rozwijały się i wzajemnie na siebie oddziaływały. Na przykład średniowieczny kataryzm czerpał z manicheizmu, a tenże przejął od Marcjona całą strukturę organizacyjną z podziałem na wtajemniczonych, którzy mają dostęp do wiedzy, i na pozostałych. Herezjarcha gnostycki Marcjon (podobnie jak twórca innej sekty gnostyckiej – Walenty) czuł się częścią powszechnego Kościoła i powoływał się na autorytet św. Pawła.
  2. Trzeba jednak zaznaczyć, że demiurg nie występuje we wszystkich systemach gnostyckich, a nawet jeśli, to w bardzo różnych odmianach.
  3. Rozprzestrzenianie się życia na ziemi dokonuje się za sprawą złego boga. Wcielenie się ducha dokonuje się w momencie narodzin, płód jest w całości dziełem złego pierwiastka, jest demonem w czystej postaci. Zaraża on złem nawet kobietę, która nosząc go w sobie, znajduje się w stanie nieodpuszczalnego grzechu aż do chwili rozwiązania, J. Duvernoy, Religia Katarów, Kraków 2000, s. 71; cyt. za: R. Konik, W obronie Świętej Inkwizycji, s. 34–35.
  4. Planety – włącznie z Ziemią – cały świat mineralny, roślinny i zwierzęcy są produktem sił Ciemności. Jest nim także człowiek – najpierw w mitologicznej postaci Adama i Ewy – którego stworzenie (przez połączenie diabelskiego ciała ze szczególnie dużą cząstką Światłości) jest parodią […] boskich aktów stwórczych – przeciwstawieniem się zbawczym działaniom separacyjnym, J. Prokopiuk, Mit manichejski, „Literatura na Świecie”, 1987, nr 12 (197), s. 96.
  5. Gnostycy upodobali sobie św. Pawła, Apostoła Narodów, gdyż wg ich interpretacji jego przeżycie na drodze do Damaszku uczyniło go wzorem dla tych wszystkich, którzy swego Boga znajdują poza istniejącymi tradycjami i instytucjami.
  6. Wśród katarów powszechna była wizja dwóch paralelnych światów i dwóch Chrystusów, dobrego i złego. Chrystus materialny/niedobry wziął sobie Marię Magdalenę za kochankę i miał z nią dziecko.
  7. Bogomiłowie, a za nimi większość sekt gnostyckich, twierdzili, że nasza egzystencja jest rodzajem więzienia, a nasza iskra została pochwycona w ciało.
  8. Dla przykładu: sekta messalian wyznawała, że poprzez wprawienie się w trans w czasie tańca wchodzi się w kontakt z wyższą świadomością.
  9. Według herezjarchy gnostyckiego Bazylidesa, poprzedzającego Walentyniana, na krzyżu umarł nie Jezus, ale Szymon Cyrenejczyk, sam zaś Chrystus miał stać z boku, niezauważony.
  10. Dobrym przykładem takiego procesu będzie manicheizm, który opiera się na radykalnym dualizmie ducha i ciała, światła i ciemności, dobra i zła. Twórca tej herezji – Mani – uważał się za wcielenie Jezusa, Buddy, Hermesa, Platona. Religia Maniego była synkretyczna, zawierała elementy m. in. zoroastryzmu, chrześcijaństwa i buddyzmu.

Grzechy przeciw Duchowi Świętemu

Grzechy przeciw Duchowi Świętemu grzechy-przeciw-duchowi-swietemu

Według katechizmu wyróżniamy 6 grzechów przeciw Duchowi Świętemu. Pan Jezus powiedział, że ten rodzaj grzechu jest szczególnie niebezpieczny, bo sprowadza na duszę stan zatwardziałości, która czyni ją niezdolną do przyjęcia Bożego przebaczenia. Przyjrzyjmy się zatem bliżej grzechom przeciw Duchowi Świętemu.

1. Grzeszyć zuchwale w nadziei Miłosierdzia Bożego.

To pierwszy z grzechów przeciw Duchowi Świętemu, tak jak podają nasze popularne katechizmy. Bywają tacy ludzie, którzy mówią: „Dlaczego mam pokutować w tak młodym wieku? Jak się zestarzeję, to się będę dużo modlił, a Pan Bóg jest miłosierny, to mi na pewno wybaczy”. I tak bardzo często dopuszczają się bardzo ciężkich grzechów, w nadziei, że Pan Bóg im wybaczy, bo jest miłosierny.

Nie wolno jednak zapominać, że Bóg jest także sprawiedliwy, bo za dobre wynagradza, a za złe karze. Żaden dobry uczynek nie pozostaje bez nagrody i żaden zły bez kary.

Grzeszyć, dlatego, że Bóg jest miłosierny, jest równoznaczne z ubliżaniem Mu i lekceważeniem Jego dobroci.

2. Rozpaczać albo wątpić o łasce Bożej.

Ktoś na przykład nie chce dać się skłonić do pokuty za grzechy, bo uważa, że dla niego nie ma już litości. Stan taki nazywamy rozpaczą. Jako że grzech ten zamyka drogę do zbawienia, jest grzechem przeciw Duchowi Świętemu. Tak samo jest, gdy ktoś dobrowolnie wątpi, że łaska Boża może go ocalić.

3. Sprzeciwiać się uznanej prawdzie chrześcijańskiej.

Są tacy ludzie, którzy oszukują swoje sumienie. Mówią np. „Ja w Boga wierzę, nikomu nic złego nie robię, wierzę w to, czego uczą w Kościele, ale za nic nie uwierzę, by Bóg mógł być tak surowy, żeby mnie karać za to, że żyję bez ślubu”. Jeśli ktoś utwierdza się w takim stanie, przeżyje całe życie w grzechu śmiertelnym i w końcu umrze bez pokuty i żalu. Wiadomo, że śmierć w takim stanie oznacza potępienie wieczne.

4. Bliźniemu Łaski Bożej nie życzyć lub zazdrościć.

W Starym Testamencie mamy przykład króla Saula, który zazdrościł Dawidowi łaski i upodobania Bożego. Zazdrościł do tego stopnia, że usiłował go zabić. Tymczasem łaska Boża jest dobrowolnym Bożym darem i powinniśmy być wdzięczni Bogu, że Swoich łask użycza nam i naszym bliźnim.

5. Przeciwko zbawiennym natchnieniom mieć zatwardziale serce.

Przypuśćmy, że ktoś popadł w grzechy śmiertelne. Brnie z jednego grzechu ciężkiego w drugi. Ale Boże miłosierdzie chce go ratować, bo może ktoś modli się za niego. Pan Bóg przypomina wtedy takiemu grzesznikowi o nagrodzie i karze wiecznej, czasem stawia na jego drodze kogoś, kto go wzywa do opamiętania. Wszystko na próżno. Grzesznik taki prawie siłą tłumi w sobie myśli o Bogu i życiu wiecznym, bo na przykład chce zaimponować swojemu bezbożnemu towarzystwu albo boi się, że będzie musiał zrezygnować z popełniania takiego czy innego grzechu, do którego już jest mocno przywiązany.

Zresztą powody mogą być różne. Jednak uporczywe odrzucanie myśli o pokucie, prowadzi do zatwardziałości sumienia i w efekcie do śmierci w grzechu śmiertelnym.

6. Odkładać pokutę aż do śmierci.

Iluż to się zawiodło i przegrało swoje życie na wieki, bo liczyli na to, że dopóki śmierć jest daleko, to można grzeszyć. „Jak śmierć będzie blisko, to się nawrócę” – mówili sobie. A tymczasem śmierć przyszła niespodziewanie, wcale nie czekała na starość ani chorobę. Pomyślmy, iluż to ludzi wychodzi rano w zdrowiu ze swego domu, by do niego już nigdy nie wrócić. Śmierć przychodzi nagle i niespodziewanie: zawał serca, wylew krwi do mózgu, wypadek… Przyczyn może być mnóstwo. Jakże bardzo oszukują się ci, którzy nawet nie pomyślą o pokucie za swoje grzechy, bo liczą na to, że będą żyć długo… A tymczasem ona przyjdzie jak złodziej, kiedy się jej nikt nie spodziewa i nie ma czasu na nawrócenie w ostatniej chwili.

Grzechy przeciw Duchowi Świętemu są wyjątkowo niebezpieczne, bo bezpośrednio narażają nas na utratę wiecznego zbawienia. Wszystkie prowadzą do zatwardziałości serca, a więc stanu, w którym człowiek nie jest zdolny żałować za swe grzechy albo z rozpaczy, albo z niewiary i cynizmu. Powinniśmy często prosić Boga, aby nas od tych grzechów zachował.