Nadzieja umiera ostatnia. Na Ukrainie właśnie umiera

Nadzieja umiera ostatnia. Na Ukrainie właśnie umiera

25.12.2024 https://nczas.info/2024/12/25/nadzieja-umiera-ostatnia-na-ukrainie-wlasnie-umiera/

Mało kto żyje nadzieją, że okupowane tereny wrócą do Ukrainy. Coraz częściej mówi się o pokoju zamiast o zwycięstwie Ukrainy – powiedział PAP dyrektor Caritas-Spes-Charków ks. Wojciech Stasiewicz. To już trzecie w cieniu wojny święta Bożego Narodzenia na Ukrainie.

Pochodzący z Lublina ks. Wojciech Stasiewicz posługuje we wschodniej Ukrainie od 2006 r. Jest dyrektorem Caritas-Spes-Charków, wikariuszem w parafii katedralnej w Charkowie. Zapytany o aktualną sytuację podkreślił, że w tym ukraińskim mieście widać duży wzrost napływu uchodźców ze wschodniej Ukrainy, w szczególności mieszkańców Donbasu. Zaznaczył, że od października 2024 r. władze ukraińskie prowadzą dość rygorystycznie działania mobilizacyjne, weryfikując objętych poborem mężczyzn, co jest spowodowane brakami kadrowymi w armii.

„Wojna wciąż trwa. Charków jest nadal ostrzeliwany. Niedawno mieliśmy w ciągu nocy dwa uderzenia na miasto. Nie ma tak naprawdę tygodnia, by można oznajmić, że jest spokój” – dodał duchowny.

Zwrócił uwagę, że po ponad tysiącu dniach wojny społeczeństwo ukraińskie jest zmęczone i pragnie tylko jednego – pokoju.

„Coraz częściej mówi się o pokoju zamiast o zwycięstwie Ukrainy. Mało kto żyje nadzieją, że okupowane tereny wrócą do Ukrainy” – zaznaczył ksiądz.

Jego zdaniem, ostatnie miesiące pokazały, że ta wojna niesie coraz większe okrucieństwo.

„Ukraina się wykrwawia. Nikt nie podaje statystyk, ale patrząc nawet na jeden z cmentarzy w Charkowie, to pochowanych jest tu ponad 3 tys. ofiar wojny. To prowadzi do refleksji, pytań, ile dni jeszcze można żyć w takim zagrożeniu, strachu, lęku i w stresie” – powiedział duchowny.

Ks. Stasiewicz podkreślił, że Ukraińcy wiążą duże nadzieje z obietnicami zakończenia wojny w Ukrainie formułowanymi przez prezydenta elekta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa.

„Za jego pierwszej kadencji Ameryka miała najmniej wojen i konfliktów zbrojnych na całym świecie. Każdy liczy, że skoro sankcje nie działają na władze Rosji, to może on jest w stanie jakoś spowodować zaprzestanie dalszej eskalacji na terenie Ukrainy” – wyraził nadzieję.

Zapytany o święta Bożego Narodzenia podkreślił, że na ulicach Charkowa widać ich namiastkę, bo – w porównaniu do dwóch poprzednich lat – pojawiło się więcej ozdób i iluminacji. Dekoracje są również w podziemiach, na stacjach metra, gdzie przebywa sporo ludzi.

Duchowny przekazał też, że ze względów bezpieczeństwa wszelkie nabożeństwa i pasterka będą celebrowane znacznie wcześniej z powodu godziny policyjnej.

„Szykujemy się do świąt, ale cały czas w cieniu wojny. Mimo wszystko mamy nadzieję, że będą one czasem radości, wsparcia i spokoju. Te dni przypominają też, że w tym trudnym czasie jesteśmy razem i się wspieramy” – powiedział ks. Stasiewicz.

===================

[Czyj to komentarz? Bo nie – księdza. md]

Od rozpoczęcia pełno-skalowej wojny Rosja okupuje ok. 20 proc. terytorium Ukrainy. Z powodu rosyjskiej inwazji zginęło ponad 11 tys. cywilów, co najmniej dwa razy tylu zostało rannych, a kilkanaście milionów Ukraińców zostało zmuszonych [przez kogo? Czyje propagandę? Bo nie przez wojnę na ich terytorium. MD] do ucieczki ze swoich domów. Według danych amerykańskiego i brytyjskiego wywiadu, straty po stronie rosyjskiej mogą wynosić nawet 700 tys. zabitych i rannych żołnierzy, a po stronie ukraińskiej co najmniej 300 tys. Nie da się jednak precyzyjnie określić liczby ofiar wojskowych. [To ostatnie zdanie to na pewno nieprawda. Ale.. przemknęło się w NCz.. md]

==============

mail:

Czyli  zapomina się, kto zerwał układy mińskie.

Prof. Łęcicki przestrzega: Nie rodzice, nie Kościół, nie szkoła, ale media społecznościowe kształtują wartości młodzieży

Prof. Łęcicki przestrzega: Nie rodzice, nie Kościół, nie szkoła, ale media społecznościowe kształtują wartości młodzieży

https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/716277-nasz-wywiad-prof-lecicki-tradycyjne-wartosci-moga-wygrac

„Popularne, ekranowe rozrywkowe wizje, łatwo przyswajalne, sugestywne, pokazujące inną niż chrześcijańską hierarchię wartości – czy nawet niekiedy antywartości – kształtują nową mentalność i obyczajowość bardzo odległą od zasad i tradycji katolickiej” – przestrzega w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Grzegorz Łęcicki, teolog kultury, komunikacji i mediów.

wPolityce.pl: Jak pan patrzy na postępującą laicyzację w Polsce? Czy jest się czym niepokoić? Jakie skutki może ona przynieść?

Profesor Grzegorz Łęcicki: Laicyzacja rozumiana jako oderwanie rozmaitych form życia indywidualnego i społecznego od wpływu religii, a w przypadku Polski od chrześcijaństwa, stanowi zjawisko niebezpieczne i groźne, gdyż podkopuje fundamenty naszej tożsamości narodowej, duchowej tradycji, wartości, które ukształtowały naszą kulturę, obyczajowość, mentalność, państwowość. Postępująca laicyzacja, szczególnie w młodym pokoleniu, może skutkować wybieraniem światopoglądu innego niż chrześcijański. Rzeczywistość – także ta duchowa – nie znosi pustki. Miejsce chrystianizmu bywa zajmowane np. przez tzw. ekoreligię, ideologię różnych sekt, światopoglądy będące zlepkami nieraz najbardziej absurdalnych twierdzeń, a co najgorsze – podważających postrzeganie świata i człowieka zgodnego z normami Dekalogu i ideałami Ewangelii. Laicyzacja w dużym stopniu już doprowadziła do tego, że Kościół, także w Polsce – utracił autorytet powszechny i został zredukowany do autorytetu środowiskowego.

Jaką rolę odgrywają media w procesie laicyzacji w Polsce?

Zasadniczą. I to nie tylko ze względu na ujawnianie i nagłaśnianie skandali i przestępstw obyczajowych, ale także przez lansowanie w przekazach rozrywkowych, głównie filmach fabularnych i serialach telewizyjnych, stylu życia dalekiego od tradycyjnej moralności katolickiej. Wizja wolności pozbawionej odpowiedzialności oraz odniesienia do prawdy, dobra i piękna, a więc samowoli, poszukiwania wyłącznie przyjemności, łatwego zysku, przeczy chrześcijańskiemu nauczaniu o godności człowieka, jego powołaniu i celu ziemskiej egzystencji jako swoistej dzierżawy, z której przyjdzie zdać rachunek na sądzie Bożym. Popularne, ekranowe rozrywkowe wizje, łatwo przyswajalne, sugestywne, pokazujące inną niż chrześcijańską hierarchię wartości – czy nawet niekiedy antywartości – kształtują nową mentalność i obyczajowość bardzo odległą od zasad i tradycji katolickiej.

W jaki sposób media w Polsce przyczyniają się do osłabienia autorytetu Kościoła oraz wartości religijnych w przestrzeni publicznej?

Zadaniem mediów jest przekazywanie prawdy i komentowanie rzeczywistości. Niekiedy prawda bywa bolesna, nawet straszna. Niestety, na naszej tradycji medialnej boleśnie i szkodliwie odciska się nadal dziedzictwo propagandy PRL-owskiej, będącej narzędziem programowej ateizacji polskiego społeczeństwa. W III RP w warunkach pluralizmu medialnego rozwinęły się media lewicowe i liberalne, a więc dalekie – jeśli nie wrogie – wobec Kościoła, a więc zwracające uwagę głównie na problemy stanowiące okazję do podważania jego misji, autorytetu, pozycji społecznej. Niestety, u progu III RP Kościół nie wykorzystał dobrze szansy na stworzenie silnych mediów katolickich: ogólnopolskiej sieci diecezjalnych rozgłośni radiowych, prasowego dziennika katolickiego, telewizji. Dopiero toruńskim redemptorystom udało się powołać swoisty koncern medialny, którego zasięg i oddziaływanie jest jednak ograniczone. Osłabianie wartości religijnych w mediach dokonuje się m.in. przez przemilczenie, czego przykładem jest pomijanie aspektu religijnego w dyskusji o handlu w niedziele. Przemilcza się także zarówno historyczne, jak i współczesne zasługi Kościoła twórczo oraz inspirująco oddziałującego na różne dziedziny kultury i cywilizacji.

Mamy teraz okres świąt Bożego Narodzenia. One też są odrywane od swojego religijnego charakteru. Z czego to wynika? Dlaczego próbuje się „odseparować” od wiary katolickiej?

Propagandowa wizja historii, w tym przypadku rewolucji francuskiej 1789 r. utrwaliła jej obraz jako rzekomego zwycięstwa ideałów wolności, równości i braterstwa. Dopiero pogłębione studium, oczywiście nieobecne w popularnych przekazach propagandowych, pokazuje, że stanowiła ona fundamentalny etap współczesnej dechrystianizacji. Celem rewolucyjnych elit stało się bowiem oderwanie najstarszej córy Kościoła – Francji – od jej chrześcijańskich korzeni. Służyła temu zmiana kalendarza (zerwanie z rachubą czasu odwołującą się do roku narodzin Chrystusa i podziałem miesięcy na 7-dniowe tygodnie ), usuwanie imion świętych – i zastępowanie ich nowymi ( np. Fasola, Absynt, Federat, Filozofia ) oraz eliminowanie świąt chrześcijańskich na rzecz nowych, świeckich ( np. władzy ludowej, młodości, rolnictwa ). Idee dechrystianizacyjne ożyły we Francji na przełomie XIX i XX w.; wtedy proponowano zmianę nazw świąt kościelnych: Wniebowstąpienie chciano zastąpić „świętem kwiatów”, Wszystkich Świętych – „świętem wspomnień”, a Boże Narodzenie – „świętem narodzin i rodziny”. Walka z Kościołem i tradycją chrześcijańską odbywa się na różnych frontach. Jednym z nich jest próba podważenia sensu świąt katolickich, które mają głębokie uzasadnienie historyczne. Próba spłycenia znaczenia Bożego Narodzenia, zredukowania go wyłącznie do poziomu dawnej tradycji, kilku obrzędów i sprowadzenia tylko do emocjonalnego i komercyjnego wymiaru ma na celu przesłonięcie istoty Tajemnicy Wcielenia Syna Bożego, tego, że Syn Boży stał się człowiekiem i przyszedł na świat dla naszego zbawienia. Zagłuszanie tej prawdy może służyć nadawaniu Świętom Bożego Narodzenia nowego, świeckiego znaczenia i poprzestaniu na emocjonalnej afirmacji atmosfery rodzinnej, czy – jak to się czasem mówi w mediach – atmosfery „magicznej”.

Dlaczego osobom niewierzącym tak bardzo zależy na tych świętach? Nawet gdy nie uznają ich religijnego charakteru, to i tak obchodzą je w „świecki sposób”?

Każda niewiara ma swoją historię. Żyjemy w społeczeństwie wychowanym od ponad tysiąca lat w wierze i kulturze chrześcijańskiej. Fenomenem Świąt Bożego Narodzenia jest ich charakter rodzinny; dramat Józefa i Maryi poszukujących dachu nad głową w trudnej sytuacji bliskiego rozwiązania. Sytuacja egzystencjalna przemawiająca do każdego człowieka charakteryzującego się taką zwyczajną ludzką wrażliwością. Człowiek, nawet taki nowoczesny, współczesny, medialny, potrzebuje jednak symboli, rytuałów, oderwania od codziennej prozy i zwyczajności, pamięci o własnej przeszłości, rodzinnego ciepła. Święta Bożego Narodzenia zaspokajają te potrzeby; pewnie dlatego są obchodzone i przez niewierzących.

Mówiąc o laicyzacji wspomniał pan o tym, że szczególnie postępuje ona wśród ludzi młodych. Jak współczesne media, w tym media społecznościowe wpływają na młodych ludzi, w jaki sposób kształtują one ich charakter, ich poglądy i ich system wartości?

Wpływ tzw. grupy rówieśniczej jest jednym z elementów silnego oddziaływania na młodych ludzi. Wiedział o tym twórca skautingu, gen. Robert Baden-Powell, pionierzy polskiego harcerstwa, jak i twórca ruchu oazowego, ks. Franciszek Blachnicki. Media społecznościowe w dużym stopniu stały się dla swoich fanów i użytkowników podstawowymi autorytetami. Nie rodzice, nie nauczyciele, nie Kościół – ale media społecznościowe kształtują u młodych użytkowników światopogląd, modę, sposoby zachowania, myślenia, wartościowania, oceniania. Trafiają do nich przede wszystkim poprzez umiejętne posługiwanie się emocjami. Wyeliminowanie związanego z tradycją chrześcijańską ideału krytycznego, abstrakcyjnego myślenia i zdobywania wiedzy spowodowało nie tylko drastyczne obniżenie poziomu wykształcenia, ale przede wszystkim przemianę postrzegania hierarchii psychicznej struktury człowieka. Według doktryny chrześcijańskiej największym darem człowieka jest rozum, któremu powinna być podporządkowana wola, która z kolei powinna kierować uczuciami. Grzech pierworodny zaburzył ten porządek. Łaska Boża umożliwia jednak jego przywrócenie. Jeżeli natomiast za naczelną władzę człowieka uzna się emocje, to wtedy myślenie zdaje się niepotrzebnym i tylko uciążliwym wysiłkiem, wręcz balastem. Wiele przekazów w mediach społecznościowych opiera się i odwołuje wyłącznie do emocji, a że jest to lekkie, łatwe i przyjemne, to staje się bardzo chwytliwe i przekonujące. A jeśli do tego doda się jeszcze deprecjonowanie znaczenia nauki, wiedzy, pochwałę ignorancji i nieuctwa, to mamy do czynienia z jakąś formą współczesnego antyintelektualizmu. W mediach społecznościowych bardzo mocno wybrzmiewa akcentowanie subiektywnych poglądów i przekonań. Poszukiwanie prawdy obiektywnej jest jakby poza sferą zainteresowań i dociekań, bo one wymagają wysiłku intelektualnego, a przecież chodzi o to, by było tylko łatwo i przyjemnie. Niewymaganie wiedzy, brak kształcenia krytycznego myślenia, lansowanie postaw hedonistycznych i materialistycznych, kierowanie się modą, uczuciami, odruchami, sprzyja bierności, pesymizmowi, lenistwo intelektualnemu.

Dlaczego mówiąc o młodych ludziach, mówimy o pokoleniu „płatków śniegu”? Skąd się to wzięło?

To synonimiczna nazwa tzw. pokolenia Z, czyli młodych ludzi urodzonych na przełomie XX i XXI w., a więc wchodzących obecnie w świat dorosłych i na rynek pracy. (Niekiedy odnoszona jest do wcześniejszego pokolenia Amerykanów, urodzonych w latach 1980-1994). Pochodzenie określenia wyjaśnia się albo cytatem z książki „Podziemny krąg” albo z jej ekranizacji. Pokolenie definiowane jako „snowflakes” – „płatki śniegu” uważa się za mało odporne, nadmiernie delikatne, przewrażliwione na swoim punkcie, mało odporne na krytykę. Z drugiej strony docenia się jego wykształcenie i sprawność w dziedzinie nowoczesnych technologii komunikacyjnych, znajomość języków obcych, łatwość dostosowania się do aktualnego tempa życia.

Dlaczego w „pokoleniu płatków śniegu” mamy do czynienia z kryzysem własnej tożsamości i mniejszą dojrzałością niż w poprzednich pokoleniach?

Poprzednie pokolenia musiały włożyć więcej wysiłku w to, co osiągnęły. Start w dorosłe życie, szczególnie w krajach znajdujących się w Europie pod sowieckim panowaniem, był uwarunkowany zmaganiami z wieloma przeciwnościami wynikającymi z panującego ustroju politycznego i niewydolnego systemu gospodarczego. To, co dla ludzi Zachodu było naturalną, niewymagającą codziennością, to w naszym PRL-u było konieczną walką o przetrwanie i lepsze jutro. Od dzieciństwa życie zmuszało do walki – o lepszą szkołę, o podręczniki, o dostanie się i utrzymanie na studiach. Walka, zmaganie, wysiłek kształtuje charakter, buduje tożsamość, rozwija osobowość, przyspiesza dojrzałość i odpowiedź na pytanie „kim jestem – kim chciałbym być?” Dobrobyt rozleniwia.

Jakie kolejne pokolenie zostanie wychowane przez współczesną szkołę, w której zapewne coraz większe znaczenie będą miały różnego rodzaju „postępowe  pomysły”?

Jednym z grzechów pierworodnych III RP było zaniechanie stworzenia takiej ogólnej filozofii szkoły, która odpowiadałaby wymogom i wyzwaniom nowych czasów i jasno określiła swoje cele zarówno edukacyjne, jak i wychowawcze. Jednym z największych, o ile w ogóle nie największym zaniedbaniem, było całkowite pominięcie edukacji medialnej. To, co jest niemal żywiołem dzieci i młodzieży, pozostaje poza sferą zainteresowania polskiego szkolnictwa lub jest gdzieś na marginesie. Polska szkoła wciąż niestety jest przedmiotem eksperymentów, niestety – także walki politycznej, ideologicznej. Brak harmonijnego łączenia wiedzy o przeszłości, tożsamości i tradycji narodowej z nauczaniem mającym przygotować do dorosłego życia, profesjonalizmu, może skutkować formowaniem pokolenia osób chwiejnych, indyferentnych, naiwnych, łatwo ulegających nowym modom i ideologiom, a więc łatwo poddających się manipulacjom i niewymagających wiele od siebie.

Czy w pana ocenie tradycyjne wartości, wiara katolicka i związany z nią system, są jeszcze w stanie wygrać batalię o dusze młodych ludzi? Czy da się odwrócić ten trend, który przychodzi do nas z Zachodu, oderwania człowieka od tradycji? A jeżeli się da, to jak tego dokonać?

Nie wolno się poddawać! Jest wiele środowisk, które próbują się przeciwstawiać rozmaitym destrukcyjnym ideologiom współczesnego świata. Niewątpliwie byłoby łatwiej, gdyby wszystkie instytucje pedagogiczne działały wspólnie w tym samym kierunku, czyli rodzina, szkoła i Kościół. Niestety, tak się teraz nie dzieje, ale… nic nie trwa wiecznie. Jeśli liberalno-lewicowe państwo – podobnie jak dawniej komunistyczne – usiłuje ideologizować szkołę i wychowanie, to mogą się temu przeciwstawiać rodziny, a ich potężnym sojusznikiem powinien być Kościół. W świecie pluralizmu medialnego i cyberprzestrzeni stanowiącej dla młodych alternatywę wobec rzeczywistości realnej, powinna się pojawiać coraz szersza oferta portali i mediów tradycyjnych, katolickich, prawicowych skierowanych do młodych użytkowników.


Grzegorz Łęcicki – dr hab., emerytowany prof. UKSW, teolog kultury, komunikacji i mediów, warszawiak z urodzenia (1958) i wychowania, absolwent „Żoliborskiej Jedynki” i ATK, dziennikarz prasowy i radiowy, edukator medialny, nauczyciel akademicki, autor monografii naukowych i popularnonaukowych o Kościele, mediach i relacjach interpersonalnych.

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/716277-nasz-wywiad-prof-lecicki-tradycyjne-wartosci-moga-wygrac

Przypomnijmy: Wyszczepianie ludzkości to nie eksperyment medyczny, lecz OPERACJA MILITARNA

Szczepionki – świetny biznes na ludzkiej tragedii Oprac. www.bibula.com 2023-05-01

Wyszczepianie ludzkości to nie tylko całkiem sprawnie przeprowadzony projekt inżynierii społecznej, lecz bez wątpienia potężny biznes….

Najlepiej wiedzą o tym szefowie firm farmaceutycznych, a Stéphane Bancel, dyrektor Moderny, jest doskonałym tego przykładem.

Podczas przesłuchania przed senacką Komisją Zdrowia, senator Bernie Sanders (nb. zażarty komunista, współczesny wzorzec żydokomuny) oskarżył dyrektora generalnego Moderny o „korporacyjną chciwość” oraz wskazał, że „gdy tylko Moderna zaczęła otrzymywać miliardy dolarów od rządu federalnego, pan Bancel dosłownie z dnia na dzień stał się miliarderem i obecnie jest wart ponad 4 miliardy dolarów. Był również w stanie zabezpieczyć dla siebie „złoty spadochron” o wartości kolejnych 926 milionów dolarów po opuszczeniu firmy.” (Tzw. złoty spadochron to potoczne określenie umowy pomiędzy pracodawcą a pracownikiem, na mocy której pracownik otrzymuje wysokie odszkodowanie lub inną formę rekompensaty finansowej w przypadku zwolnienia z pracy lub odejścia za porozumieniem stron.)

W 2022 roku Stéphane Bancel  – wzorzec żydokapitalisty – sprzedał swoje akcje Moderny, wzbogacając się o kolejne 393 miliony dolarów. Sukcesy biznesowe firmy słynącej z produkcji zabójczych, niebezpiecznych, nieprzebadanych produktów eksperymentalnych zwanych „szczepionkami przeciwko Covid -19”, uznane zostały przez zarząd firmy, że pan Bancel zarabia za mało i przyznano mu kolejną podwyżkę pensji, tym razem w wysokości dodatkowych 1,5 miliona dolarów. Jego obecne zasoby akcji mają wartość 2,8 miliarda dolarów a inne poza-akcyjne apanaże korporacyjne 1,7 miliarda dolarów.

Moderna – wydmuszka stworzona dla celów militarnych

Warto zaznaczyć, że firma Moderna, utworzona w 2010 roku, do czasu tzw. pandemii nie wyprodukowała ani jednego lekarstwa czy szczepionki, lecz znana była jedynie z intensywnego pijaru i ze zbierania kapitału. Liczne koneksje doprowadziły również do uzyskania 955 milionów dolarów w ramach Operation Warp Speed, a potem 4,9 miliarda dolarów tytułem „zakupu szczepionek”. Pieniądze pochodziły oczywiście od podatników amerykańskich i nigdy nie zostały zwrócone, poza zasileniem Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych (NIAND) kwotą 400 milionów dolarów, instytutu kierowanego przez długoletniego biurokratę, jednego z najniebezpieczniejszych ludzi – Antoniego Fauci.

Operacja militarna kierowana przez Imperium Zła

Fauci, poprzez system grantów i finansowania laboratoriów biologicznych – również w chińskim Wuhan –  ramię w ramię z Departamentem Obrony (DoD) administrował tworzenie patogenów mogących być wykorzystanych jako ofensywna broń biologiczna.

Stany Zjednoczone – czyli współczesne IMPERIUM ZŁA – prowadzą co najmniej 336 wojskowych laboratoriów biologicznych, ulokowanych na całym świecie, w tym nadzorowały co najmniej 26 biolaboratoria na Ukrainie, przed interwencją Rosji, która w oczywisty sposób miała prawo czuć się zagrożona.

Należy również podkreślić, że Operacja Przyspieszonego Rozwoju „szczepionek” Warp Speed Operation, obejmowała nie tylko produkcję, nadzór lecz i dystrybucję każdej co do jednej fiolki „szczepionki przeciwko Covid-19”, a całość nadzorował i kontrolował amerykański Departament Obrony. Operacja Warp Speed była bowiem nie tyle eksperymentem medycznym, gdyż nie bylo żadnej intencji zbierania danych, np. skutków ubocznych wstrzykiwanych produktów, lecz była OPERACJĄ MILITARNĄ.

Wyszczepianie ludzkości to nie eksperyment medyczny, lecz OPERACJA MILITARNA

Krwiożercy stają się „filantropami”

Krytyka sprytnego wzbogacenia się Bancela poprzez koneksje militarno-rządowe spowodowała, że zapowiedział, iż przekaże on część zysku na cele charytatywne. Ten przebiegły kapitalista chce teraz uchodzić za dobroczyńcę i powiedział, że już przekazał „na cele dobroczynne” 176 milionów dolarów. Niestety, nie wiemy dokładnie jakie to fundacje „charytatywne” zostały zasilone, choć jego strona internetowa podaje, że przekazał je na: „Zapewnienie równego dostępu do edukacji; Zwiększenie bezpieczeństwa żywnościowego; Zmniejszanie nierówności w zakresie zdrowia; Wspieranie inicjatyw międzywyznaniowych; Zmniejszanie nierówności rasowych  Wspieranie osób, które przeżyły traumę i społeczności podatnych na zagrożenia; Poprawa zdrowia psychicznego młodzieży i izolacja społeczna; Zrównoważona ochrona i systemy żywnościowe”.

Nie tylko groźne są dla ludzkości produkty firm farmaceutycznych, lecz groźne są lewackie projekty finansowane przez żydowskich „filantropów”, które pokazują ich cynizm: ci sami, co propagowali plandemiczną histerię, próbują teraz ukazać się jako dobroczyńcy wspierający „osoby, które przeżyły traumę”, czy celem „poprawiania zdrowia psychicznego”. Oczywiście żaden z nich nie zauważy gigantycznych potrzeb milionów osób przeżywających traumę w wyniku poszczepiennych tzw. skutków ubocznych wywołanych przez produkty ich firm, i nikt z nich nie kiwnie palcem na potrzeby ogromnej liczby rodzin opłakujących zmarłych – ofiar wyszczepiania.

Dalsze prace nad doskonalszym katowaniem ludzkości

Firmy farmaceutyczne zachwycone łatwym pieniądzem (sam Pfizer, tylko w 2022 roku, za same „szczepionki przeciwko Covid-19” zarobił 100 miliardów dolarów), rzuciły się na opracowywanie dalszych śmiercionośnych produków, bardzo często opracowując je na bazie funkcji mRNA, czyli manipulacji genetycznej. Niebezpieczeństwa nowatorskiej technologii odsuwane są przez media, polityków, lekarzy i „ekspertów naukowych” – wszyscy są finansowani, przekupieni i korumpowani w dużej części przez przez Wielką Farmację – jako zbawienie w walce przeciwko „wirusom”. ( lista przekupionych lekarzy z Polski jest w necie – ok. 42 tys. lekarzy i lekarek, pełne dane  adresowe )

Tworom, których nikt nigdy nie widział, gdyż po dziś dzień żaden uniwersytet, żadne laboratorium na świecie nie posiada wyizolowanego np. „wirusa” SARS-CoV-2, lub jego „mutacji”. Poza komputerowym majakiem, nie są w stanie pokazać światu „wirusa”, lecz są bardzo zaawansowani w manipulacji genetycznej (gain of function) tworząc zmanipulowane patogeny służące tylko i wyłącznie do celów militarnych. 

Poza produktami mRNA, Wielka Farma pracuje nieustannie nad „tradycyjnymi” szczepionkami, czyli produktami przyczyniającymi się do cierpienia dzieci, zwielokrotniania chorób i upośledzania zdrowotnego społeczeństw. Przypomnijmy to co prawdziwi naukowcy od lat pokazują czarno na białym opierając się na faktach: szczepionki nie zapobiegają chorobom, lecz przyczyniają się do osłabiania organizmu i mnożenia wszelkich chorób, a przy tym pozwalają na intratną generację zysków i podporządkowywanie sobie uzależnionych od lekarstw społeczeństw.

Siły Zła potrafią w genialny sposób korzystać z najnowocześniejszych zdobyczy psychologii i metod manipulacji społecznej, na czele z perswazją, dezinformacją, propagandą, indywidualizacją przekazu, przekonującą sugestią. Przy wcielaniu kolejnych „zdobyczy nauki” w „walce przeciwko wirusom”, można spodziewać się jeszcze większej dezinformacji i cenzury oraz szantażu, groźby i łamania wszelkich norm społecznych.

Siły Zła nadzorujące amerykańskie i zwasalizowane centra przygotowują już kolejną odsłonę walki z człowiekiem. Tylko czekać na „nowatorskiego wirusa”, na „cyberatak”, na „inwazję kosmitów”, na „asteroidę rozsiewającą nieznane wirusy” i inne bajki, wreszcie – na kolejną regionalną wojnę, wygodną przykrywkę do wprowadzenia następnego etapu zamordyzmu i przebudowy świata.

Oprac. www.bibula.com 2023-05-01

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

Muzeum Koszmaru Zielonego Ładu

23 grudnia 2024 https://pch24.pl/muzeum-koszmaru-zielonego-ladu-w-koncu-dowiedzielibysmy-sie-ile-stara-unia-zarobila-na-kolonizacji-europy-srodkowej/

Muzeum Koszmaru Zielonego Ładu? W końcu dowiedzielibyśmy się, ile „stara Unia” zarobiła na kolonizacji Europy Środkowej

(PCh24TV)

„Miałem sen. Wreszcie – na gruzach zmiecionej z powierzchni ziemi przez wolnych Europejczyków Unii Europejskiej – powstała Unia Wolnych Państw Europy. Wszyscy – co do jednego – unijczycy oraz wszyscy – co do jednego – eurokraci zostali przegnani z Brukseli na cztery wiatry – przy aplauzie setek milionów Europejczyków”, pisze na łamach tygodnika „Do Rzeczy” Piotr Gabryel.

Jednym z elementów nowego świata bez UE, w wizji publicysty, jest Muzeum Koszmaru Zielonego Ładu, gdzie „z najmniejszymi szczegółami obliczono i zobrazowano, do jakiej to hekatomby zamierzali doprowadzić Europę działający wspólnie i w porozumieniu – jako zorganizowana grupa przestępcza – Frans Timmermans i jego wspólnicy od tzw. Zielonego Ładu”.

W muzeum, o którym pisze zastępca redaktora naczelnego tygodnika „Do Rzeczy” znalazłyby się również szczegółowe informacje o tym, jakie firmy: niemieckie, francuskie, belgijskie, holenderskie, włoskie etc. brały udział w „zielonym przekręcie” oraz „o ile setek miliardów euro już się wzbogaciły i jeszcze miały się wzbogacić na pogłębiającej się przez tzw. Zielony Ład nędzy obywateli państw UE – oczywiście głównie państw ze środkowej Europy”.

„To bowiem właśnie państwa tzw. starej Unii, czyli z Europy Zachodniej, zmówiły się, że zmuszą państwa tzw. nowej Unii, czyli z Europy Środkowej, najpierw do zamknięcia wszystkich kopalni węgla i zasilanych nim elektrowni i ciepłowni, a potem do kupowania od firm z państw tzw. starej Unii nowych źródeł zasilania w energię elektryczną i grzewczą oraz materiałów do ocieplenia domów. A także do wydawania kolejnych kroci na zakup od firm z Europy Zachodniej aut elektrycznych – zamiast spalinowych, których będą zmuszeni się pozbyć”, podsumowuje Piotr Gabryel.

Źródło: tygodnik „Do Rzeczy” TG

UWAGA! Firma @DanonePolska – anty-pierdzi do mleka

Katarzyna Treter-Sierpińska @katarzyna_ts

UWAGA! Firma @DanonePolska

„zapewni swoim dostawcom mleka finansowanie dodatku do paszy Bovaer®, który pozwala obniżyć emisje metanu z przewodu pokarmowego”. Smacznego! https://danone.pl/nowa-stdanone-przeznaczy-10-mln-zlotych-na-wsparcie-rolnikow-rona-article-page/

Zdjęcie

Facet u ginekologa czyli spedalona Francja ma problem

Facet u ginekologa

Myślenie podstawowe

Tylko prawda jest ciekawa

czyli spedalona Francja ma problem

Facet u ginekologa czyli temat dnia we Francji już spedalonej ale jeszcze nie tranpłciowej
facet-u-ginekologa Anthony Ivanowitz

Przychodzi facet do ginekologa i mówi, iż jest babą – tak mógłby się zaczynać kolejny dowcip, ale okazuje się, iż współcześnie to rzeczywistość. We francuskich Pirenejach Atlantyckich doszło do podobnego wydarzenia i wzbudziło to cała masę dyskusji w mediach społecznościowych i nie tylko.

Ginekolog pracujący w poliklinice w mieście Pau odmówił zbadania „kobiety transpłciowej” i stwierdził, iż dla niego jest ona dalej mężczyzną, a na tym rodzaju to on się nie zna. Wytłumaczył, iż leczy tylko „prawdziwe kobiety” i wywołał burzę.

Sprawa trafiła do mediów, a „osoba transpciowa” o imieniu „Sandrine” poskarżyła się w dzienniku „Le Parisien”, iż ​​była „zszokowana odmową” i nazwała lekarza „transfobem!”. Poskarżył się również „partner” Sandrine, który opowidał, iż „sekretarka lekarza była chłodna i nas wyrzuciła”

Sam lekarz tłumaczył się dziennikowi, iż „nie jest w stanie zbadać osoby trans, aby jej coś doradzić, bo nie ma takich umiejętności”, a „z naukowego punktu widzenia mężczyzna to mężczyzna, a kobieta to kobieta i choćby jeżeli uważa się za kobietę, to pozostaje mężczyzną”.

W sprawę wdał się dalej „kolektyw SOS Homofobia”, potępiając „transfobię, która uniemożliwia wielu osobom transpłciowym dostęp do opieki medycznej”. Obrońcy lekarza tłumaczą go, iż rzeczywiście „ginekolodzy nie są uczeni opieki nad transpłciowymi kobietami”. Aby uniknąć takich „incydentów” w przyszłości, SOS Homofobia zaproponowała wprowadzenie osobnych „oznaczeń” dla ginekologów przyjmujących „kobiety transpłciowe”.

W końcu na odsiecz lekarzowi przyszły… feministki. Marguerite Stern i Dora Moutot ze stowarzyszenia „Femelliste” udzieliły wsparcia ginekologowi z Pau. To efekt zaniepokojenia feministek, „transpłciowcami”, którzy coraz brutalniej wkraczają w świat zarezerwowany dotąd tylko dla kobiet, od sportu, po szatnie i toalety.

„Mężczyzna, choćby jeżeli deklaruje się jako kobieta, nie powinien chodzić do ginekologa, bo to nie ma sensu” – stwierdziły jasno panie Marguerite Stern i Dora Moutot. Dodały, iż takie osoby i tak nigdy nie będą miały np. „okresu” ,”menopauzy”, czy problemów z antykoncepcją lub ciążą; nie przeprowadzają aborcji, ani „badań szyjki macicy”. Ich zdaniem wizyty u ginekologa to czysta hucpa.

Swoje tezy opublikowały na łamach dziennika „Le Figaro” w środę 13 września i skrytykowały mocno działania „aktywistek transpłciowych”, które planują zaatakować „wszystkie przestrzenie zarezerwowane dla kobiet”. Wymieniły tu właśnie ginekologię, sport kobiecy, a choćby więzienia dla kobiet. Ich zdaniem oskarżenia o „transfobię” to rodzaj „terroru transpłciowego”.
—————————-

Artykuł powyższy ukazał się w Le Parisien/Le Fiagaro/Valeurs, zaś polskie tłumaczenie ukazało się na portali NCzas ( Przychodzi facet do ginekologa i… nie jest to dowcip, ale „znak czasów” | NCZAS.COM

Mój komentarz:

Zauważmy, iż dziennikarze francuscy zupełnie pominęli w swoich rozważaniach.… „partnera” Sandriny’a.


Jeśli Sandrina jest fizycznie chłopem, a więc posiada pomiędzy nogami fiuta i chciałaby od czasu do czasu zrobić z niego użytek, to partner Sandriny powinien być fizycznie (teoretycznie) kobietą , chyba, że gustuje w seksie analno- oralnym (w takiej kolejności), a płeć partnera (partnerki) jest mu obojętna.

Jeśli partner Sandiny jest fizycznie kobietą, to jego powinien przebadać ginekolog i byłoby po kłopocie. Chyba, iż jest on kobietą “z odzysku” to znaczy był mężczyzną i „zmienił płeć” na kobiecą poddając się chirurgicznemu zabiegowi urżnięcia fiuta i przerobienia go na waginę.

Wówczas sprawa się komplikuje, bo co prawda partner Sandriny ma jakąś dziurkę ale o nieznanym kształcie i budowie, którą ginekolog mógł wiedzieć pierwszy raz w życiu. Wówczas odmowa ginekologa byłaby usprawiedliwiona.

Ponieważ ginekolog nie zainteresował się partnerem Sandriny, tylko oboje po chamsku przepędził, więc jest on podwójnym transfobem, którym powinien zainteresować się francuski wymiar sprawiedliwości.

Podpowiem ginekologowi, iż może go uratować tylko twierdzenie, iż on sam jest transpłciowym mężczyzną i było mu niezręcznie oglądać narządy rodne transpłciowej kobiety.
Wstydliwy taki jest!

Anthony Ivanowitz 
23.12.2024r.
www.pospoliteruszenie.org

Obrońca ks. Michała Olszewskiego: Rzecznik Praw Obywatelskich mija się z prawdą. [Po polsku znaczy: Broni winnych, kłamie i oszukuje].

Obrońca ks. Michała Olszewskiego: Rzecznik Praw Obywatelskich mija się z prawdą

Czym się różni niehumanitarne traktowanie od tortur?

23.12.2024 https://www.tysol.pl/a132838-obronca-ks-michala-olszewskiego-rzecznik-praw-obywatelskich-mija-sie-z-prawda

– Rzecznik tak jakby ustawiał się trochę w charakterze obrońcy państwa polskiego. RPO zdaje sobie sprawę, że jego raport wydaje tak naprawdę wyrok na państwo polskie, na administrację wykonawczą tego państwa polskiego, władzę wykonawczą – mówi obrońca ks. Michała Olszewskiego mec. Krzysztof Wąsowski w rozmowie z Moniką Rutke.

Ks. Michał Olszewski Obrońca ks. Michała Olszewskiego: Rzecznik Praw Obywatelskich mija się z prawdą

Ks. Michał Olszewski / Wikipedia CC0 1.0 Amdg

Rzecznik Praw Obywatelskich potwierdził, że ks. Michał Olszewski był traktowany w sposób niehumanitarny podczas aresztu. Jak napisał RPO, „natężenie opresyjnych warunków uprawnia do stwierdzenia, że w tym zakresie doszło do niehumanitarnego traktowania tymczasowo aresztowanego”. W raporcie pojawiają się jako argumenty przemawiające za takimi ustaleniami m.in. nieprzerwane, 15-godzinne czynności procesowe bez możliwości odpoczynku, bez posiłku czy nieprzerwane stosowanie kajdanek. Rozmawiamy z reprezentującym ks. Michała adwokatem, mec. Krzysztofem Wąsowskim.

Czy Pan jako adwokat ks. Michała Olszewskiego uczestniczył w jakiś sposób w badaniu tej sprawy przez RPO?

Nie, nie miałem dostępu do dokumentów. Nikt od rzecznika się ze mną nie komunikował. To było dużym zaskoczeniem, że nie wystąpili o stanowisko obrońców w tej sprawie, więc zrobili to poza nami. 

Czyli RPO nie podjął tego tematu na wasz wniosek, tak?

– Raczej badał z urzędu, tak sądzę, bo nasze wnioski nie były chyba wiążące dla nich. I dlatego nas tak potraktowali, że zupełnie nie chcieli wysłuchać naszej wersji wydarzeń. A mimo to raport jest druzgocący dla ministerstwa, to znaczy dla ABW, dla Policji, a nawet dla Służby Więziennej.

Pamiętam jeszcze naszą rozmowę z czerwca, kiedy ks. Michał przebywał w areszcie wydobywczym, że akurat o zachowaniu Służby Więziennej ksiądz się wypowiadał raczej ciepło.

– Tak, oni byli najlepsi dla księdza Michała. Mimo tego w tym raporcie wychodzą na równi, że tak powiem. Także jest parę zaskoczeń w tym raporcie. Generalnie ten raport potwierdza wersję wydarzeń przedstawioną przez ks. Olszewskiego i przez obie panie.

„Zniknięte” nagrania

W swoim wpisie ujawnił Pan, że RPO nie dotarł do nagrań wideo z przeprowadzanych czynności z udziałem ABW i policji. Jak do tego doszło? 

– To, co ustalił rzecznik, to to, że niestety materiałów wideo po prostu nie ma. Obrona wnioskowała o to, aby sąd zwrócił się i do policji, i do ABW o materiały wideo rejestrujące czynności, których oni dokonywali. Obrona sobie nie wyobrażała tego, że ABW nie rejestruje swoich czynności. Szczególnie w takich sytuacjach bym powiedział dość medialnych, gdzie było wiadomo, że sprawa jest polityczna od samego początku.

I tak jak oni rejestrowali, co było widać, materiały wejścia do domu ministra Ziobro, tak jak rejestrowali zatrzymanie ministra Romanowskiego, tak jak rejestrowali przewiezienie Pawła Szopy z lotniska do prokuratury. To raptem tutaj to zniknęło. I co jest ciekawe, Rzecznik Praw Obywatelskich w tym komunikacie mija się z prawdą, bo rzecznik próbuje bronić służby, twierdząc, że obrona się spóźniła albo że obrona nie zawnioskowała o te materiały, co jest nieprawdą.

Obrona od razu złożyła zażalenie na zatrzymanie. Od razu było wiadomo, że materiał dowodowy powinien się znaleźć w sądzie.

Obrona nie miała przecież żadnego dostępu do materiału dowodowego?

– To jest pierwsza, podstawowa sprawa.

A druga rzecz jest taka, że ABW z rozbrajającą szczerością przyznało w postępowaniu sądowym, że ona w ogóle nie rejestrowała tego wydarzenia. To jest mało wiarygodne. Bardzo mało wiarygodne, więc Rzecznik Praw Obywatelskich stwierdził, że oni po prostu to skasowali. Dlatego oczekujemy od RPO, jako obrońcy, żeby pokazał nam materiał swojego postępowania.

On miał pokazać dzisiaj raport, bo on dzisiaj wydał jedynie komunikat, który jest jakby wnioskami z tego raportu. Chcielibyśmy zobaczyć, na jakiej podstawie on do tych wniosków doszedł. Nie mamy pojęcia.

„To nie jest raport”

Rzecznik Praw Obywatelskich nazwał to raportem.

Dla nas to nie jest ten raport. To są po prostu dwie strony wniosków i tyle. Nie wiemy, kogo RPO przesłuchał, z kim rozmawiał, jakie dokumenty miał w ręku, na jakiej podstawie takie wnioski zostały sformułowane. To jest materiał, który jest totalnie niepełny i pod tym względem jest on niesatysfakcjonujący.

Natomiast RPO przesądza, że miały miejsca liczne nieprawidłowe rzeczy. Co samo w sobie stawia w bardzo złym świetle sąd i prokuratura oczywiście.

No właśnie, RPO mówi o nieprawidłowościach, a z tego nazwijmy to raportu wynika, że łamane było prawo.

– Nieprawidłowości to jest łamanie prawa. Rzecznik tak pięknie, poetycko na to mówi nieprawidłowości, ale tak naprawdę chodzi o to, że służby naruszały przepisy. Nieprawidłowo stosowali prawa, czyli, że łamali to prawo.

No właśnie, mimo że ten komunikat sprawia takie wrażenie, że RPO odkrył tam rzeczy straszne, których nie chce do końca ujawnić opinii publicznej, ale nazywając to nieprawidłowościami, wskazując to, że obrona powinna wcześniej składać wnioski dowodowe. Przecież to nie obrona ma zabezpieczać materiał dowodowy. 

Rzecznik tak jakby ustawiał się trochę w charakterze obrońcy państwa polskiego. RPO zdaje sobie sprawę, że jego raport wydaje tak naprawdę wyrok na państwo polskie, na administrację wykonawczą tego państwa polskiego, władzę wykonawczą. Mówi, że państwo polskie łamie prawo, jest niepraworządne. I to jeszcze w tak newralgicznych sytuacjach, jak kwestie pozbawienia swoich obywateli wolności. Tutaj akurat powinno być wszystko zgodne z konstytucją.

„Czym się różni niehumanitarne traktowanie od tortur?”

Mówimy o przedłużaniu aresztu wydobywczego wielokrotnie.

Rzecznik unika tutaj takich zwrotów. Nie mówi o torturach, tylko o nieprawidłowościach. A w przypadku księdza Olszewskiego mówi o niehumanitarnym traktowaniu. Dlatego obrona będzie się pytać natychmiast, a czym to się różni?

Artykuł 41 ustęp 4 Konstytucji mówi o zakazie niehumanitarnego traktowania. Nie używa słowa tortur, ale to jest jakby jednoznaczne, bo chodzi o to samo. Tymczasem RPO wdaje się jakby w takie dywagacje interpretacyjne. On boi się o to, że to będzie miało bardzo negatywny wpływ na wizerunek państwa polskiego na arenie międzynarodowej. Problem polega na tym, że rzecznik nie jest od dbania o wizerunek państwa polskiego na arenie międzynarodowej, tylko od dbania o prawa obywatelskie w tym państwie. Tak jakby mu się rola pomyliła. 

„Będziemy dochodzić sprawiedliwości”

Jakie będą dalsze kroki w dochodzeniu sprawiedliwości w kwestii niehumanitarnego traktowania księdza i dopuszczania się nieprawidłowości wobec urzędniczek?

– Jeśli chodzi o RPO, to nie mamy pojęcia, jakie są dalsze kroki. My będziemy chcieli prosić pana rzecznika o to, żeby nam dał twardsze informacje, na podstawie których doszedł do przedstawionych wniosków.

A my jako obrona i tak idziemy do trybunałów międzynarodowych, do Europejskiego Trybunału Prawa i Sprawiedliwości. Dochodzić sprawiedliwości.

Widać wyraźnie, że ten komunikat rzecznika stoi w jawnej sprzeczności z postanowieniem Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotów, pani sędzi Joanny Włoch, która po prostu źle wykonała swoją pracę, bo można wnioskować z tego raportu RPO. Sąd niestety nie zbadał tej sprawy. Rzecznik zrobił to dużo lepiej.

A sąd miał większe instrumenty, mógł więcej zrobić.

Panie mecenasie, trudno nie powiązać też sprawy tego komunikatu RPO z sytuacją ministra Romanowskiego.

Niewątpliwie ten komunikat wpisuje się w to, co mówi minister Romanowski, że żyjemy w państwie niepraworządnym. W państwie, w którym – według nawet samego RPO zupełnie niezależnego od obrony ani od tych ludzi, którzy są ścigani dzisiaj z motywów politycznych – więźniowie, aresztanci są traktowani nieprawidłowo, czyli niezgodnie z prawem.

No to jest bardzo niepokojący sygnał. Pragnę przypomnieć, że Rzecznik Praw Obywatelskich zgodnie z Konwencją Waszyngtońską, konwencją ONZ-owską w sprawie tortur jest specjalnym komitetem w Polsce, reprezentuje ONZ w sprawie tortur. Jest organem badającym tortury. Rzecznik mówi, że w świetle tych definicji prawno-międzynarodowych to może to torturą nie było, ale na pewno były to nieprawidłowości, niehumanitarne traktowanie. To i tak jest to bardzo duży cios dla służb.

W takim razie co moglibyśmy uznać za torturę? Gdzie przebiega ta granica pomiędzy niehumanitarnym traktowaniem a torturą?

Nie wiadomo, właśnie to jest pytanie do rzecznika, a nie do nas. Widocznie rzecznik ma jakieś inne definicje, których my nie znamy. Dlatego potrzebujemy pełnego raportu od rzecznika.

Panie mecenasie, ma Pan kontakt i z księdzem Olszewskim, i z paniami urzędniczkami? W jakiej są formie? Jak się czują?

– Dziewczyny? Super. Dziewczyny są dzielne, bardzo dzielne i są zdeterminowane, aby dążyć do tego, żeby sprawiedliwości stało się zadość. Natomiast ksiądz Olszewski jest w fatalnej formie, ponieważ zdiagnozowano u niego jakiś szczególny rodzaj zespołu stresu pourazowego PTSD.

  • Autor: Monika Rutke,kor.

Francja: Pracujący w szpitalu murzyński pielęgniarz, zaatakował i zgwałcił dziewczynkę, pacjentkę.

Pracujący w szpitalu murzyński imigrant, zaatakował i zgwałcił pacjentkę

https://www.magnapolonia.org/pracujacy-w-szpitalu-murzynski-nachodzca-zaatakowal-i-zgwalcil-pacjentke/

37-letni murzyn pracujący we francuskim szpitalu Jean-Verdier w Bondy w departamencie Sekwana-Saint-Denis, został oskarżony o napaść i gwałt na 15-latce, pacjentce szpitala.

Pracujący w szpitalu murzyński imigrant, zaatakował i zgwałcił pacjentkę.  – Ona nic nie mówi, wciąż jest w szoku. Jej rodzice są zdezorientowani: nie rozumieją, że wydarzyło się to w szpitalu i z ręki członka personelu – powiedział Alexandre Lobry, prawnik zajmujący się nastolatką i jej rodziną, precyzując, że psychika jego klientki jest w ciężkim stanie.

Czarny pielęgniarz została aresztowany we wtorek 17 grudnia, gdy jakby nigdy nic, przebywał na swojej zmianie w placówce Assistance publique – Hôpitaux de Paris (AP-HP). Poprzedniej nocy wszedł do pokoju 15-letniej dziewczynki hospitalizowanej w tym obiekcie.

– W niedzielę oskarżony próbował spoufalać się z moją klientką, pozwolił sobie na jej dotykanie, ona zaalarmowała wówczas inny personel medyczny”, lecz na próżno. W poniedziałek wieczorem pielęgniarz wszedł do pokoju dziewczynki, zdjął jej okulary, zabrał telefon komórkowy i przyłożył jej lampę błyskową do twarzy, aby wymusić na niej seks oralny – relacjonuje prawnik ofiary.

W ciągu kilku godzin po zdarzeniu ofiara doznała ataku paniki, co zaalarmowało zespoły medyczne, które następnie wezwały policję. Prokuratura w Bobigny wszczęła śledztwo. Murzyński pielęgniarz został umieszczony w areszcie śledczym.

Jeśli ten  pielęgniarz pracuje na oddziale ratunkowym dla dzieci od siedmiu lub ośmiu lat, zadajemy sobie pytanie, czy nie było innych ofiar. Poszukujemy informacji na ten temat – podkreślił Lobry.

Polscy biskupi mówią „NIE” działaniom MEN! Hierarchowie wzywają rodziców do walki w obronie „praw osób wierzących”

Polscy biskupi mówią „NIE” działaniom MEN! Hierarchowie wzywają rodziców do walki w obronie „praw osób wierzących”

https://pch24.pl/polscy-biskupi-mowia-nie-dzialaniom-men-hierarchowie-wzywaja-rodzicow-do-walki-w-obronie-praw-osob-wierzacych

Wobec działań MEN i braku woli porozumienia w sprawie kluczowej dla edukacji i wychowania polskich dzieci i młodzieży do wartości, wyrażamy stanowczy sprzeciw – czytamy w Komunikacie Prezydium Konferencji Episkopatu Polski wobec zmian wprowadzanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej w organizacji lekcji religii w szkołach publicznych.

Poniżej publikujemy pełny tekst Komunikatu KEP:

Komunikat Prezydium Konferencji Episkopatu Polski
wobec zmian wprowadzanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej
w organizacji lekcji religii w szkołach publicznych

W ostatnich miesiącach jesteśmy świadkami zakrojonego na szeroką skalę procesu zmian wprowadzanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej w organizacji lekcji religii w szkołach publicznych. Z tak dużymi zmianami mamy do czynienia po raz pierwszy od 1989 roku. Zarówno te, które zostały przyjęte od września 2024 roku, jak i zapowiadane na wrzesień 2025 roku, nie tylko w sposób jednoznaczny stoją w sprzeczności z przepisami wyższego rzędu, ale przede wszystkim są krzywdzące i dyskryminujące dla wielu uczniów i nauczycieli religii. Zmiany te godzą również w prawa rodziców i opiekunów do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami, co gwarantuje Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej (art. 53).

W opinii znacznej części rodziców i nauczycieli religii, co zostało wyrażone m.in. przez różne formy protestów i petycji ze strony środowisk wychowawczych, wprowadzone od września 2024 roku rozporządzeniem Ministra Edukacji zmiany dotyczące niewliczania oceny z lekcji religii do średniej ocen oraz łączenia klas dzieci i młodzieży w różnym wieku edukacyjnym w większe grupy, i to wyłącznie na zajęciach z religii, są szkodliwe z punktu widzenia wychowawczego. Uczniowie powinni bowiem mieć zapewniony dostęp do programu nauczania opartego na treściach adekwatnych do poziomu ich rozwoju oraz zdolności percepcyjnych i poznawczych w danym wieku. Ponadto zmiany te pozbawiają uczniów motywacji do uczestnictwa i angażowania się w lekcje religii. Trzeba w tym miejscu także podkreślić, że wspomniane zmiany zostały wprowadzone w życie bez wymaganego przez Ustawę o systemie oświaty „porozumienia z władzami Kościoła Katolickiego i Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego oraz innych kościołów i związków wyznaniowych” (art. 12 ust. 2), co potwierdził Trybunał Konstytucyjny w wyroku z dnia 27 listopada 2024 roku.

Podobnie ma się rzecz z dalszymi zapowiadanymi przez MEN zmianami. Dotyczą one redukcji wymiaru nauczania religii do jednej godziny tygodniowo oraz nakazu organizowania lekcji religii przed lub po zajęciach szkolnych. Są one dyskryminujące, gdyż będą w sposób znaczący ograniczać prawo do dostępu do lekcji religii dla uczniów, których rodzice, lub oni sami, będą sobie tego życzyć. Nie uwzględniono również wprowadzenia okresów ochronnych dla nauczycieli religii. Wprowadzenie w życie tych rozwiązań również będzie bezprawne, gdyż nie osiągnięto w tym temacie wymaganego porozumienia ze stroną kościelną. Wprowadzane zmiany mogą w konsekwencji prowadzić do całkowitego wyeliminowania nauczania religii w polskich szkołach publicznych.

Podejmowane przez stronę kościelną rozmowy z Rządem RP nie doprowadziły do porozumienia. Kompromisowa propozycja strony kościelnej, polegająca na wprowadzeniu zasady obligatoryjności nauczania religii lub etyki ze względu na potrzebę aksjologicznej formacji uczniów, została przez stronę rządową odrzucona. Podobnie jeśli chodzi o rozłożenie na kilka lat stopniowej redukcji wymiaru nauczania religii w szkołach średnich, przy poszanowaniu praw pracowniczych nauczycieli religii. Wobec takich działań MEN i braku woli porozumienia w sprawie kluczowej dla edukacji i wychowania polskich dzieci i młodzieży do wartości, wyrażamy stanowczy sprzeciw.

Przypominamy, że nauczanie religii w szkole uznawane jest za standard w zdecydowanej większości państw europejskich, jest także jednym z symboli przemian wolnościowych w Polsce po 1989 roku. Dlatego też Kościół będzie podejmował dalsze stosowne kroki prawne mające na celu powstrzymanie wprowadzanych zmian.

Zachęcamy i prosimy rodziców oraz organizacje społeczne o zaangażowanie się w obronę uniwersalnych wartości i praw osób wierzących, które powinny być respektowane zawsze, niezależnie od politycznego kontekstu. Rodzicom, wychowawcom, nauczycielom religii, katechetom oraz wszystkim zatroskanym o pełny i harmonijny rozwój dzieci i młodzieży, udzielamy pasterskiego błogosławieństwa.

Komunikat do odczytania w ramach ogłoszeń parafialnych w Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki, 1 stycznia 2025 roku.

BP KEP

Źródło: episkopat.pl TG

Plan Nowackiej zdemaskowany: Kto naprawdę stoi za edukacją seksualną?


„Filip Marinov, CitizenGO” <petycje@citizengo.org> 23 XII 2024

W minioną środę odbyło się ważne posiedzenie parlamentarnych zespołów ds. ochrony życia i zdrowia Polaków oraz ds. życia i rodziny. Głównym tematem obrad była nowa podstawa programowa tzw. edukacji zdrowotnej promowana przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. To projekt, który może mieć katastrofalne skutki dla naszych dzieci i młodzieży.

Eksperci z wielu dziedzin nie pozostawili na tej propozycji suchej nitki. Dr Dorota Jarczewska i dr Dorota Sienkiewicz alarmowały, że elementy seksualizacji zawarte w programie doprowadzą do wczesnego rozbudzenia seksualnego dzieci, co wywoła u nich ogromny stres i poważne problemy zdrowotne.

Nowa propozycja nie tylko nie chroni zdrowia młodych Polaków – ona im realnie zagraża!

Jeszcze bardziej wstrząsające są szczegóły dotyczące autorów tego projektu. Jednym z nich jest osoba współpracująca z organizacjami promującymi antykoncepcję, aborcję i treści pornograficzne. Czy można powierzyć edukację naszych dzieci ludziom związanym z sex-shopami i lobby aborcyjnym? To niedopuszczalne!

Planowana reforma zakłada zastąpienie „Wychowania do życia w rodzinie” – przedmiotu promującego wartości rodzinne – przymusowym programem oderwanym od etyki, nauki i zdrowego rozsądku. Zamiast kształtować odpowiedzialnych i świadomych młodych ludzi, wprowadza się edukację, która promuje hedonizm i destrukcyjne wzorce.

CitizenGO już działa! Rozpoczęliśmy kampanię, której celem jest powstrzymanie tej szkodliwej reformy. Nie ustąpimy! Wspólnie z rodzicami, nauczycielami i ekspertami walczymy o zachowanie zdrowych wartości, ochronę dzieci i bezpieczeństwo naszych rodzin.

Nie możemy dopuścić, aby Polska podążyła śladem krajów Europy Zachodniej, gdzie permisywna edukacja seksualna wywołała społeczne kryzysy. Nasze dzieci zasługują na ochronę, a nie na ideologiczną indoktrynację.

Dziękujemy, że jesteś z nami w tej walce. Twoje wsparcie i zaangażowanie to nasza największa siła. Razem obronimy przyszłość naszych dzieci!

Z wyrazami determinacji,

Filip Marinov z całym zespołem CitizenGO

Dwie ściemy kampanii prezydenckiej

Dwie ściemy kampanii prezydenckiej

Jerzy Karwelis https://dziennikzarazy.pl/21-12-dwie-sciemy-kampanii-prezydenckiej

kampanija

21 grudnia, wpis nr 1327

———————–

Bierność demosu gwarancją degeneracji elit

=============

Napisałem ostatnio do Do Rzeczy, że obserwujemy jakieś gwałtowne przemiany w narracji partii plemiennych z okazji wyborów prezydenckich. Na papierze musiałem się ograniczać, a więc tu, po elektronicznemu, u siebie, mogę się bardziej rozwinąć. Jest kilka elementów, które dziś omówię, ale głównie skupić się chcę na tym, co z tej sytuacji wynika i to nie tylko w perspektywie najbliższych wyborów prezydenckich, ale jakie wypływają z tego wnioski na przyszłość i jaki się wyłania z tego ogólny obraz naszej polskiej sceny politycznej i demokracji w ogóle.

Ukraina

Tak, okazało się, że można ekshumować ofiary Rzezi Wołyńskiej. Tyle było gadania o tym, przemilczania, ale też i gwałtownych reakcji, jak ta na przykład z ust „ukraińskiego człowieka w Warszawie”, czyli prezydenta Dudy, który powiedział do protestujących w sprawie wołyńskiego milczenia, że żądania ekshumacji to bieganie z widłami. Trudno o większy lapsus, gdyż to nie protestujący biegali z widłami, tylko banderowcy tymi widłami patroszyli Polaków. Dopiero teraz wyszło – ach, te mądre milczenie mądrości etapu polityków i mediów –, że Polacy jednak się domagali ekshumacji, tylko… Ukraińcy nic nie odpowiadali na te monity. A więc wyszło tak trochę głupio, bo niech by chociaż powiedzieli NIE, to by można było zrobić larum. A tak, ani tak, ani nie. Polska milczała o daremności takich prób, by z jednej strony nie zrobić przykrości jako sługa swemu panu, z drugiej – by nie pokazać zerowej swej sprawczości w relacjach z Kijowem.

I nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystko się zmieniło. Okazało się, że tak naprawdę to wszyscy chcieli, tylko jakoś tak się nie złożyło. Za to złożyło się z Niemcami, którzy w ramach porozumienia z Kijowem wykopali już tam u siebie z setkę tysięcy hitlerowców poległych w II wojnie światowej. Ani wojna z Rosją tu niczego nie blokowała, ani rachunki ukraińskich krzywd. A w przypadku polskich żądań słyszeliśmy takie tłumaczenia. Z tym, że tłumaczenia te nie padały nawet z ukraińskich ust. Tu nas zlewano i sama Polska musiała – z rzadka – tłumaczyć (się?) za Ukraińców (za siebie?), dlaczegóż to nie można zadośćuczynić Polakom biegającym z widłami. Tak nas olewano.

Wisiała nad tą kwestią zasłona milczenia. Przed Majdanem nie wypadało, po Majdanie też, bo się tam wolny naród ukraiński borykał z trudną wolnością, trza było się przytulać, a nie świecić w zęby dołami śmierci. To samo w Majdanie Drugim, pierwszej agresji Rosji w 2014 roku, to samo i teraz, kiedy Rosja zaatakowała na całego Ukrainę. Nie było na to czasu, odpowiednich sytuacji, bo albo byliśmy w trakcie „ważniejszych” spraw, albo wojny, albo odbudowy i tak to się ciągnęło. Czemuś teraz się to skończyło i nagle okazało się, że to jakieś po prostu gapiostwo, wszyscy chcieli, wcale sytuacja nie dojrzała, tylko zawsze byliśmy ku temu.

Popatrzmy się na to po kawałku, czyli najpierw od strony polskiej i to konkretnego rządu. Tuski tym gestem, bo to gest tylko, o czym poniżej, wyrwali z serca PiS-u jeden z większych kawałków narracji przedwyborczej – Ukrainę. Przecież daliśmy wszystko, przyjęliśmy wszystkich i Kaczor pierwszy pojechał salonką do Kijowa. Ale tej kwestii nie załatwił. A przyszedł Tusk i załatwił. Proszę – jest. I zobaczmy jeszcze nie jedno cudo. Były wyrywacz krzyży z urzędów – Trzaskowski – zaraz będzie stawiał krzyże na wołyńskimi dołami śmierci. Wszystko dla zwycięstwa. W wyborach prezydenckich. To będzie podobny piwot, jak z uchodźcami: raz be, a raz super. Zwłaszcza, że kwestia ekshumacji, walki o nią, ale i wypierania jej potrzeby, to nie jest narracja, w którą PO była kiedykolwiek mocniej umoczona. To narracja PiS-u, bo to on się z nią zmagał w czas wojny ukraińsko-rosyjskiej. A więc tu Tusk nie musi tak bardzo zjadać własnej żaby, jak z uchodźcami, bo to werbalnie nie jego żaba. A jak mu z uchodźcami wyszło, że dało się odwrócić swój lud ukochany od popierania uchodźczego szukania szczęścia na stronę zwolenników (pisowskiej zresztą) tezy, że to szkoleni przez putinołukaszenków agresorzy, to tym bardziej to się da z ekshumacjami.

Czemu nie dowiozą?

Dlaczego napisałem, że to gra pozorów? Przede wszystkim dlatego, że niczego innego nie można się spodziewać po rządzie Tuska, który jedyne konkretne działania przeprowadza wyłącznie w sferze narracyjnej, nie siląc się na realizację, nawet na konkret. Ale pozostaje kwestia tego, czemu to nagle Ukraińcom się odmieniło? Tu są dwie tezy i trzecia – moja. Pierwsza mówi, że to wyraźny gest pośredniego poparcia Kijowa wobec Tusków, przed ważnymi dla nich wyborami. Bo przychylenie się do ekshumacyjnych oczekiwań daje plusy dodatnie nowej władzy. Sprawa jest jednak drażliwa i jej „załatwienie” może się spotkać z entuzjazmem środowisk, dla których PiS to jeszcze jak cię mogę, ale że robią takie proukraińskie numery, to już za dużo. Nawet na tyle, że jak ktoś tę kwestię załatwi (nawet piekłoszczyki od Tuska), to mu się da głos. Tak jak z rolnikami wobec PiS-u za „zwierzęcą piątkę”, czy w przypadku przedsiębiorców, którzy pokarali PiS za Polski Ład, oddając głos na PO. Po złości i za karę.

Druga wersja, bardziej absorbująca, to taka, że jak trwoga, to do Boga. Ukraińcy mieliby się zgodzić na ten w sumie gest tylko dlatego, że ich amerykańskie rachuby słabną, Niemcy im nic nie dają, a więc trzeba sobie znaleźć bliżej jakiegoś kumpla, nawet w jedności porzucenia, by się poprzytulać. Stąd ma to być ten gest. Wydaje mi się, że te rachuby są zbyt… optymistyczne. Ukraińcy będą grali w grę bez nas do końca, my niewiele im dajemy, zaś ich ostatnie umizgi do Trumpa, to desperackie próby odwrócenia uwagi od tego, że Zełeński tak naprawdę w wyborach w USA poparł Harris i boi się, że teraz emocjonalny Trump się na nim zemści. Stąd ten krok na zbliżenie z Polską jest moim zdaniem chybiony, gdyż to w żadnej mierze rachub Trumpa co do Kijowa nie zmieni.

Moja, obiecana teza jest prostsza – oni, Ukraińcy znaczy się, zrobili to po tuskowemu, może on im tam to wszystko wytłumaczył: że dwa razy obiecać, to jak raz dowieść (to Radkowe jest), kto to będzie pamiętał, zrobi się jakiś gest, wbije przy kamerach jakiś szpadel a potem świat dostarczy tylu stymulowanych wrzutek, że wszystko pójdzie w niepamięć. I Ukraińcy, moim zdaniem chętnie przystali na taką manianę. A więc żadnych ekshumacji nie będzie. Dodam, że Ukraińcy ekshumacji nie dowiozą z przyczyn zasadniczych, ale te omówię w osobnym artykule, bo sprawa jest zarówno złożona, jak i obszerna.

Obietnica druga – koniec wojny

Druga sprawa, która pojawiła się wspólnie jako narracja obu plemiennych kandydatów to obietnica końca wojny polsko-polskiej. No, to już jest kompletna rewelacja. Temat pojawił się zarówno nagle, jak i równocześnie w obu obozach. Kwestia jest rewelacyjna z kilku fundamentalnych powodów. Chodzi bowiem o – dodajmy, deklaratywne tylko – naruszenie podstaw realnego układu politycznego, którego obie wojujące strony są największym beneficjentem.

Najpierw – na czym ten system polega? Otóż chodzi o pielęgnowanie dwójpolówki. Nie czas tutaj – to mam gdzie indziej w wielu swoich tekstach – przeprowadzać egzegezę tego zjawiska, którego korzenie sięgają czasów wręcz przed-okrągłostołowych. W tym kontekście, o którym dzisiaj mówię, źródła nie są ważne, ważne jest teraz zawierzenie autorowi nie w to, skąd to się wzięło, ale jak działa. Plemienność podziału sceny politycznej jest na rękę wyłącznie obecnej klasie politycznej, tłumi i blokuje energię polityczną Polaków i jest źródłem zapóźnień modernizacyjnych naszego kraju.

Na scenie politycznej, przy zgodzie dwuplemiennych beneficjentów mamy wręcz systemowe gwarancje wojny polsko-polskiej. Układ ten betonuje scenę polityczną tak, że nie ma mowy o wejściu politycznego elementu trzeciego, który zepsułby całą zabawę. Kwestie te są zapisane atramentem sympatycznym w systemie finansowania partii (biblijna zasada, że temu kto ma więcej będzie dodane) oraz ordynacji wyborczej, która jest nakierowana na wyłonienie zwycięzcy w ramach dipolowej rywalizacji. To konserwuje ten system, zmusza wszelkie alternatywy wobec dwójpolówki do nierównej walki, albo stulenia uszu i przyłączenia się do któregoś z plemion. A więc jakiekolwiek antysystemowe ruchy (antysystem należy tu traktować jako złamanie duopolu, nie rozwalenie porządku demokratycznego) od razu grzęźnie albo w bezradności, albo w kolaboracji z którymś plemion, czyli… konserwacji systemu. Tyle polityka.

Druga sprawa to kwestie relacji społecznych i mechaniki awansu. W ten, opisany powyżej sposób, mamy wyłącznie negatywne, kooptacyjne mechanizmy awansu do elit. Stąd pogorszenie ich jakości aż do erozji i wizerunkowego dna, kiedy to społeczeństwo zostaje zniechęcone do pójścia w politykę nie tylko barierami systemowymi, ale i etycznymi, ba – estetycznymi motywami. Polityka ma wyglądać na brudną po to, by czyści ludzie nie chcieli do niej wejść. Ma wyglądać na obszar żmijowiska, rezerwuar cwanych nieudaczników, paputczyków naczelników partii, karierowiczów. Elita staje się więc pogardzana przez społeczeństwo, w dodatku przy braku obiektywnych mechanizmów jej krążenia – zastygła i wynaturzona. W dodatku rodzi się u elit poczucie wyższości, które zawsze występuje przy systemowym alienowaniu się od społecznej rzeczywistości.

Trzeci element szkodliwości wojny polsko-polskiej ma wymiar antymodernistyczny i to na kilku poziomach. Ponieważ układ ten służy wyłącznie reprodukcji taktycznej ustalonych dwóch plemion nie ma on dalszej perspektywy strategicznej, innej niż utrzymanie się u władzy i dłuższej perspektywy czasowej – dłuższej niż jedna-dwie kadencje. W związku z tym nie mamy żadnej uzgodnionej racji stanu, planu dla Polski, nienaruszalnego bez względu na to, kto dzierży władzę. Tak prosta i oczywista racja stanu, jak stworzenie warunków do bezpiecznego i stabilnego rozwoju kraju nie jest wcale taka pewna. Ta oczywistość może być – i jest – rozumiana na różne sposoby, co do tego jaką drogą urzeczywistnić taki cel. Nawet jeśli się go ma, bo moim zdaniem większość tzw. elit politycznych nie ma perspektywy realizacji polskiej racji stanu, tylko horyzont przysłowiowego nachapania się przy krótkim dostępie do zielonego postawu polskiego sukna.

I tu zaczynają się schody. Głównie dlatego, że praktycznie cała klasa polityczna, jeżeli już, to realizację tak pojętej racji stanu widziała w podwieszeniu się pod jakiegoś zewnętrznego patrona. A dobry układ geopolityczny, zresztą i tak słabo dyskontowany przez polskie elity polityczne, jest tylko jedną z części budowania naszej sprawczości. Jej fundamentem jest bowiem wewnętrzna sterowność, strategiczna autonomia, budowanie własnej siły w oparciu o własne zasoby. My zaś, nawet z tak pojętą „racyjką stanu”, opieraliśmy się na czynnikach zewnętrznych, zaniedbując własną sprawczość w bagienku interoperacyjności czy to amerykańskiej, czy niemieckiej. Byliśmy więc częścią co prawda większego układu, ale nie mieliśmy większej, a teraz już nie mamy żadnej, pewności, że ten układ będzie działał na naszą korzyść. Ba, jak w przypadku wojny ukraińskiej – układ ten może nas użyć do własnych celów, które są często sprzeczne z nazwaną tu wcześniej racją stanu.

Ma ta wojna polsko-polska, jako się wcześnie rzekło, konsekwencje antyrozwojowe. W tak krótkiej, kadencyjnej perspektywie elit politycznych nie ma mowy o budowaniu projektów poza czasowe ramy następnych wyborów. Efekt ma być tu i teraz, tak by można go było zdyskontować przy reelekcji. A więc mamy projekta tromtadrackie, deklaracyjne, odrealnione w stosunku do rzeczywistych potrzeb i efektów. A nie mamy projektów rozwojowych. Nie mamy też polityki gospodarczej, pomysłu na zdyskontowanie i naszego gospodarczego położenia, i zasobów ludzkich czy surowcowych. To się trochę „samo robi”, co jest już taktyką skompromitowaną, kiedy to państwa konkurują ze sobą jak przedsiębiorstwa, wspierając wybrane strategicznie sektory swych gospodarek. My takie zamykamy, by się przypodobać innym grupom elektorskim, albo zwijamy, co najwyżej, podporządkowujemy, by dać naszym zewnętrznym patronom możliwość wejścia na nasz rynek, lub zlikwidowania ich tam u nich naszego zagrożenia eksportowego.

Bierność demosu gwarancją degeneracji elit

I teraz wszyscy aktorzy tego teatru, ba – beneficjenci wyłączni wychodzą na wyborczą beczkę i mówią, że są przeciw tej wojnie, która daje im rotacyjną władzę. Ale ta wojna jest w ich genach, to ona stoi u podstaw tego, że są kim są – samo-wybieralną elitą. Nigdy z tego nie zrezygnują i to z każdej ze stron, będą tak tylko o tym gadać. Po co więc to robią, z tym Wołyniem czy wojną polsko-polską? Robią to po to, że z badań im wyszło, że to dla Polaków ważne tematy. I nie można tego pominąć w kampanii, bo na tym można ugrać punkty przeciwko konkurentowi wyborczemu. Trzeba to dobrze opowiedzieć w czasie kampanii, dostać banana władzy, ale wcale nie trzeba tego dowozić.

Dowodów na brak konieczności dowożenia jest w opór. Proszę bardzo – w ostatnich wyborach do Europarlamentu zostało namierzone, że europejski lud uważa kwestię poluzowania migracji za zagrożenie. A więc ci, co prokurowali takie zagrożenie, czyli europejskie elity, przebrali się na czas wyborów w szaty zwolenników likwidacji polityki, której byli sami autorami. Zaczęli być nawet w awangardzie, podkradając i podostrzając postulaty swych wrogów. Spokojnie – tylko na czas wyborów. Potem wszystko wróciło do normy. Zrobiło się czary-mary na dwa tygodnie, naród dał się uwieść i tyle. Teraz znowu mamy pięć lat na nieposkromioną i niekontrolowaną politykę powrotu w stare koleiny, a martwić się będziemy potem. Rok przed wyborami wzbudzi się histerię, że tylko my, bo jeśli nie my, to będą jacyś straszni faszyści. I znowu się uda.

I tak samo było z Tuskami. Naobiecywali, i to w kilku weryfikowalnych trybach, nie dowieźli i… nic. Np., z taką składką zdrowotną obiecali i nie dowieźli przedsiębiorcom obietnic. Ale jak się zbliżały wybory do Europarlamentu i samorządowe, znowu wyszli, naobiecywali i przedsiębiorcy znowu ich poparli. I co? Dalej nie dowieźli. Pomacherowali z tą składką, pozwalali na koalicjantów, jeden na drugiego i urodzili potworka, o którym poinformowali, że załatwi sprawę. 70% ludu uznało, że sprawa załatwiona, choć nie załatwili praktycznie nic. I to jest nowe i kolejne wyjście z przedsiębiorcami na załatwienie sprawy, by ci znowu zagłosowali na Tuskowego kandydata na prezydenta. Po raz trzeci.

Sprawa jest prosta. Obietnice prezydenckich kandydatów dotyczą ważnych dla Polaków kwestii, ale nie po to, by je dowieść. Będziemy mówić o tym, że to zrobimy. By dostać głosy, ważne na pięć lat. W dodatku, jeśli Tuski domkną układ z prezydentem, to dopiero zobaczymy uśmiechniętą Polskę. Bez żadnych hamulców. Bo co mamy Tuska u sterów to mamy zawsze w Unii „procedurę nadmiernego zadłużenia”. Jakoś tak regularnie.

Oznacza ona mechanizm ręcznego sterowania naszym państwem przez Unię Europejską. W Polsce będzie to teatrum, że my co prawda się trochę opieramy, ale cóż jesteśmy w Unii, Polacy jej chcą, a Unia nam ściśnie pasa. Polska klasa polityczna umyje ręce, zaś Unia skieruje nas na zaplanowane przez siebie miejsce: żadnego nadmiernego rozwoju, konkurencji, wzrostu PKB świecącego w oczy.

Proceder Tuskowego deficytu

Słynne dobre relacje Tuska w tym układzie polegają na taktycznym załatwieniu, że Unia nas pociśnie nie w 2025 roku, tylko za rok – w 2026. Bo teraz mamy wybory prezydenckie i jak by wjechała z tym wszystkim na pełnej petardzie, to by się jeszcze odbiło na Trzaskowskim – jak wiemy – apologecie Unii. A więc te wszystkie zielone łady, te przyszłe katastry, grzebanie ręczne w Polsce za pomocą mechanizmu nadmiernego deficytu zostaną odłożone. Ale nie po to, żeby frontowej Polsce ulżyć, nie dlatego, że o to prosił Tusk, by żyło się lepiej, tylko by wygrał ten, który dla Unii jest wygodniejszy. By domknął się układ kompletnego, instytucjonalnego zwasalizowania Polski w tyglu europejskiej federalizacji.         

W debacie prezydenckiej nic nie będzie o tym. Będzie o odwołaniach w sumie emocjonalnych, bo taką obietnicą jest likwidacja wojny polsko-polskiej. Tylko emocjonalną. Bo gdyby się zająć na serio konsekwencjami tej wojny domowej, jak ja tu to tylko pobieżnie zaznaczyłem, jej efektami dla Polski, to widać by było, że ta wyniszczająca zabawa jest powtarzalnym procederem. Widać by wtedy było jej realne znaczenie, dalece bardziej szkodliwe niż jedynie jako emocjonalny czynnik sub-optymalnego poziomu rozwoju naszego kraju. Stąd zarówno taktyczne obietnice wołyńskie, jak i strategicznie ważne kwestie przeniesienia wojny polsko-polskiej w obszary kompromisu jako naturalnego habitatu demokracji nigdy się nie ziszczą. Będą tylko chwilową ułudą zmian, na które czeka społeczeństwo, a których elity nie mają zamiaru zrealizować. A taka sytuacja jest możliwa wyłącznie wtedy, kiedy cele elit i demosu są rozbieżne, zaś suweren (samo)ubezwłasnowolniony.         

Napisał Jerzy Karwelis

Edukacja seksualna odkryta, cz. VI. Esencja seksedukacji

Edukacja seksualna odkryta, cz. VI. Esencja seksedukacji

Autor: AlterCabrio , 23 grudnia 2024

Obecne problemy społeczne w Polsce zostały przeszczepione z Zachodu jako celowy projekt. Dotąd deprawacja moralności odbywała się nieoficjalnie, poprzez kulturę masową. W roku 2024 r. rząd warszawski, działając na mocy legitymacji sił globalno – unijnych przystąpił do ostatecznej likwidacji moralności, poprzez przymus deprawacji w szkołach. Jeśli Polacy chcą przetrwać jako naród, zachować swoje państwo, bezpieczeństwo i dobrobyt, muszą się z całą mocą przeciwstawić tym działaniom.

−∗−

Obraz tytułowy: Sodoma i Gomora wg AI – LINK

Edukacja seksualna odkryta, cz. VI. Esencja seksedukacji

Oto głos w dyskusji publicznej o edukacji seksualnej dla Polski. Odkrywam ukryte motywy i znaczenia tego, czym globalne siły chcą zaatakować polskie dzieci i rodziny. Część szósta, z sześciu. Na końcu znajduje się bibliografia źródeł.

Niniejszy cykl o edukacji seksualnej jest częścią większej publikacji, która ukaże się już niebawem pt. „Poradnik świadomego narodu”.

Wcześniejsze części:

Edukacja seksualna odkryta, cz. I. Nienaukowość

Edukacja seksualna odkryta, cz. II. Wróg u drzwi

Edukacja seksualna odkryta, cz. III. Mędrcy seksualizacji

Edukacja seksualna odkryta, cz. IV. Propaganda

Edukacja seksualna odkryta, cz.V-prawdziwe cele

Tej tematyce Poradnik poświęca dużo miejsca i uwagi, jest to bowiem sprawa ważna dla przyszłości narodu, skupiająca w sobie wiele wątków, a także pokazuje, jakich sposobów używają globalni gnostyccy bramini przeciw narodom. Dla potrzeb walki informacyjnej i przekonywania ludzi potrzeba jednak treści zwartej i skondensowanej, i taka występuje w tej lekcji.

Źródło edukacji seksualnej

  • Nie pochodzi ze źródeł krajowych, lecz z instytucji ponadnarodowych – ONZ, UNESCO, UNICEF, WHO, UE.
  • Te instytucje mają własne cele i definicje dobra. Między innymi dążą do likwidacji państw narodowych i do depopulacji.

Podstawy naukowe edukacji seksualnej

  • Zawiera elementy nauki, ale nauką nie jest. Wiedza naukowa została użyta jako metoda dla osiągnięcia celu ideologicznego.
  • W rzeczywistości jest religią, ukrytą za pozorami nauki. Jej właściwą podstawą są poglądy filozoficzno – religijne, wywodzące się z hinduizmu, tj. Kaula, czyli czarny tantryzm, zwany też tantrą lewej dłoni. Na gruncie hinduizmu Kaula postrzegana jest jako satanistyczna herezja. Drugim źródłem ideowym edukacji seksualnej jest ideologia komunizmu.

Naukowcy edukacji seksualnej

  • Ludzie, którzy tworzyli jej podstawy pracowali na uczelniach i w instytutach badawczych, niektórzy posiadali nawet tytuły naukowe, natomiast prawie nikt z nich nie był lekarzem, zajmującym się chorobami ciała.
  • Większość twórców tej formy nauczania stanowili aktywiści komunistyczni, osoby zaburzone psychicznie, maniacy i dewianci seksualni.

Tożsamość edukacji seksualnej

  • Nie jest pomocą dzieciom i rodzicom, aby im pomóc lepiej przeżyć życie.
  • Jest celową, systemową deprawacją i molestowaniem seksualnym dzieci. Ma swój cel główny i cele pomocnicze.

Cele edukacji seksualnej

  • Celem głównym jest likwidacja niepodległych państw narodowych i poddanie ludności pod centralną władzę instytucji ponadnarodowych. W Europie jest nią Unia Europejska. W tym celu realizuje cele pośrednie.
  • Pierwszy cel pośredni to zdeprawowanie i obniżenie możliwości intelektualnych jednostek, poddanych edukacji seksualnej. Jest to realizowane poprzez poddanie wszystkich dzieci przymusowej seksualizacji.
  • Drugi cel pośredni polega na obniżeniu zdolności do wydajnej i samodzielnej pracy w skali społecznej. Przedwcześnie zostaje aktywowane zainteresowanie sferą seksualną, czynnościami seksualnymi i pornografią. Młodzież angażuje się w seksualność, zamiast w naukę. Podobny efekt powstaje wskutek używania pornografii. Edukacja seksualna tym się różni, że jest obowiązkowa i dotyczy każdego, a pornografia jest dobrowolna i korzystają z niej niektórzy.
  • Trzeci cel pośredni to obniżenie zdolności i chęci młodych ludzi do zawierania małżeństw, zrodzenia i wychowania potomstwa. Jest to realizowane poprzez pobudzanie wyobraźni i dezinformację co do celów życia, seksualności, płci i związków romantycznych – w ramach lekcji szkolnych. Wskazuje się przyjemność seksualną jako główny cel życia. Przekonuje się, że przyjemność tę można osiągnąć w dowolny sposób, także przez masturbację i związki homoseksualne.
  • Czwarty cel pośredni polega na takim zaburzeniu psychiki ludzi już w dzieciństwie, aby nie byli w stanie sami poradzić sobie z życiem i problemami psychicznymi, ale by znajdowali się pod ciągłą kontrolą specjalistów.

Skuteczność edukacji seksualnej w usuwaniu problemów

  • Wiedza nauczana w ramach tego przedmiotu nie usunie niczego, co deklaruje. Nie zabezpieczy przed pornografią, problemami psychicznymi, nastoletnimi ciążami, problemami w relacjach, chorobami, sytuacjami niebezpiecznymi.
  • Wiedza ta może natomiast pomóc w usuwaniu następujących zjawisk społecznych – małżeństw, rodzin, płodności, prokreacji.

Kompetencje edukacji seksualnej

W ramach tego przedmiotu można wyróżnić trzy kompetencje, mające charakter zarówno osobisty, jak też społeczny:

  • masturbacja (osobista);
  • prostytucja (osobisto – społeczna);
  • pasożytnictwo (osobisto – społeczna).

Skutki edukacji seksualnej

Oficjalnie ma nastać powszechne szczęście i zadowolenie, w zgodnej społeczności ludzkiej złożonej ze szczęśliwych, spełnionych jednostek, decydujących samodzielnie o sposobach spędzenia życia, dokonujących wolnych, świadomych wyborów. Społeczność ta będzie kierować się miłością, szanować różnorodność i godność każdej osoby ludzkiej, niezależnie od jej tożsamości oraz ekspresji seksualnej i płciowej. Wyeliminowane zostaną gwałty, molestowanie, wykorzystanie i przemoc, również seksualna.

Należy traktować tą narrację jako zmutowaną wersję propagandy komunistycznej. W rzeczywistości spodziewane cele mają być zgoła inne. Po zrujnowaniu psychiki dzieci i destabilizacji młodzieży ma nastąpić dalsza destabilizacja rodzin. W efekcie nastąpi destabilizacja polityki, gospodarki, obronności i katastrofa demograficzna. Społeczeństwo w coraz większym stopniu będzie składać się z pasożytów, niezdolnych do pracy i życia rodzinnego. W ciągu trzech pokoleń naród ma ulec znaczącej redukcji, a państwo ma utracić zdolność samoregulacji. Następnie terytorium Polski ma zostać zasiedlone nowymi mieszkańcami z innych kultur. Polska ma zniknąć jako tożsamość, a stać się tylko obszarem geograficznym. Upadek, następujący w ciągu trzech pokoleń ma być przeprowadzony w dwóch etapach neokomunistycznej rzeczywistości: pierwszy etap to rewolucja seksualna, powodująca chaos; drugi etap to wprowadzenie nowego porządku w postaci komunistycznej technokracji.

Przykłady historyczne

Dla potwierdzenia wystarczy przyjrzeć się współczesnej historii Europy. Przed Wielką Wojną państwa europejskie były potężne, stabilne politycznie i ekonomicznie, rządziły większością świata, a ich społeczeństwa stopniowo zwiększały swoją zamożność. We wszystkich państwach Europy panowała chrześcijańska etyka seksualna, opierająca się na małżeństwie na całe życie, miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej. Celem seksualności była w pierwszym rzędzie prokreacja, potem następowały inne jej zastosowania, dlatego biała ludność Europy przyrastała liczebnie. W ciągu 110 lat sytuacja uległa całkowitej zmianie.

Seksualność została po kolei wyzwolona ze wszystkich trybów, służących rodzinom i narodom. Wyzwolenie następowało kolejno od: małżeństwa, rodziny, prokreacji, płodności, moralności, heteroseksualności, płci. Treści, umieszczone w edukacji seksualnej wg WHO przez większą część historii ludzkości traktowano jako sytuacje niepożądane, zboczenia i zaburzenia psychiczne. Niektóre wprost były zabronione i karane. Od połowy wieku XVIII nieśmiało, a od końca XIX w. jawnie głoszono te treści jako postulaty emancypacji, potem awansowały na stałą praktykę części społeczeństw Zachodu, a w końcu uznano je za normę społeczną i zaczęto nauczać w szkole pod przymusem. Skutki są jawne dla każdego, kto chce znać prawdę. Spadek dzietności i kryzys demograficzny, rozpad rodzin, problemy psychiczne, imigracja, wzrost przemocy, kryzys ekonomiczny, brak samodzielnej polityki.

Wniosek jest prosty i jednoznaczny. Obecne problemy społeczne w Polsce zostały przeszczepione z Zachodu jako celowy projekt. Dotąd deprawacja moralności odbywała się nieoficjalnie, poprzez kulturę masową. W roku 2024 r. rząd warszawski, działając na mocy legitymacji sił globalno – unijnych przystąpił do ostatecznej likwidacji moralności, poprzez przymus deprawacji w szkołach. Jeśli Polacy chcą przetrwać jako naród, zachować swoje państwo, bezpieczeństwo i dobrobyt, muszą się z całą mocą przeciwstawić tym działaniom. Nie można się spodziewać, że rząd warszawski będzie słuchał narodu, działa bowiem z ramienia innych sił. Naród musi więc być świadom wrogich działań władzy i konsolidować się wewnętrznie, aby w przyszłości zapewnić sobie przejęcie kontroli nad państwem. Docelowo zaś trzeba odpowiedzieć na przymusową deprawację w szkołach własną wersją edukacji seksualnej, zapewniającej narodowi przetrwanie.

Koniec części szóstej z sześciu.

Bibliografia

Dokumenty:

Gender Transformative Education

https://www.unicef.org/reports/gender-transformative-education, dostęp 09.12.2024

Gnoza, gnostycyzm, neognostycyzm.

http://hamlet.edu.pl/gnoza, dostęp 09.12.2024

Kluczowe zasady. Wspieranie tworzenia i wdrażania polityki na rzecz edukacji włączającej 2021

https://www.european-agency.org/sites/default/files/Key_Principles_2021_PL.pdf, dostęp 09.12.2024

Marek Puzio. Prawda o edukacji seksualnej. O czym nie powiedzą edukatorzy seksualni?https://ordoiuris.pl/sites/default/files/inline-files/Raport_Edukacja_Seksualna%20EBOOK.pdf dostęp 10.12.2024

Standardy edukacji seksualnej w Europie https://www.bzga-whocc.de/fileadmin/user_upload/Dokumente/BZgA_Standards_Polish.pdf dostęp 09.12.2024

Transforming Educational Summit 2022

https://www.un.org/en/transforming-education-summit, dostęp 09.12.2022

Uwagi do projektów rozporządzeń Ministra Edukacji dotyczących likwidacji Wychowania do życia w rodzinie i wprowadzenia do szkół przedmiotu „Edukacja zdrowotna”,

https://www.ratujmyszkole.pl/wp-content/uploads/2024/11/Analiza-zbiorcza-edukacja-zdrowotna.pdf dostęp 09.12.2024

Artykuły ze stron internetowych:

La Mettrie. Portet odsuniętego myśliciela

https://www.lsr-projekt.de/poly/pllmsex.html, dostęp 10.12.2024

https://www.anahatatantra.com/pl/czarna-tantra-czerwona-biala-roznice

https://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/699

===================

Książki – odnośniki w oryginale. MD

Trump: „Pierwszego dnia powstrzymamy szaleństwo transseksualistów”

Trump: „Pierwszego dnia powstrzymamy szaleństwo transseksualistów”

23.12.2024 https://nczas.info/2024/12/23/trump-pierwszego-dnia-powstrzymamy-szalenstwo-transseksualistow/

Donald i Melania Trumpowie. Foto: PAP/EPA
Donald i Melania Trumpowie. Foto: PAP/EPA

Jasne stanowisko prezydenta elekta Stanów Zjednoczonych. Donald Trump stwierdził, zgodnie z prawdą, że istnieją tylko dwie płcie.

W swoim przemówieniu w Phoenix w Arizonie Trump stwierdził, że woke w USA musi się skończyć, ponieważ ideologia ta niszczy kraj. W tym miejscu wyliczył kilka konkretów, które jego administracja zamierza przeprowadzić lub rozpocząć już na początku kadencji, która rozpoczyna się w styczniu.

Wśród obietnic Trumpa znalazło się m.in. przywrócenie historycznych nazw amerykańskich, zmienionych w ideologicznym szale przez Demokratów i lewackich aktywistów.

– Jako naczelny dowódca przywrócę dumne i historyczne nazwy naszych wielkich baz wojskowych, takich jak Fort Bragg – zapewniał.

Chodzi o nazwę nadaną na cześć gen. Braxtona Bragga, jednego z najważniejszych generałów Konfederacji podczas wojny secesyjnej. Znajdujący się w Karolinie Północnej, w pobliżu miasta Fayetteville, fort przemianowano w październiku 2022 r. na Fort Liberty, decyzją Sekretarza Obrony Lloyda J. Austina.

– Oprócz baz wojskowych, rozumiem, że chcą teraz zmienić nazwy 14 statków. Chcemy je zmienić. Niektóre z tych statków miały wspaniałą i chwalebną przeszłość. Chcą usunąć nazwę i wpisać inną. Mogę sobie wyobrazić, czyją nazwę zamierzają umieścić. Nie stanie się to ze mną – oświadczył Trump.

Największy entuzjazm Trump wywołał jednak słowami o ideologii woke. Jak zaznaczył, jest to bzdura. Oświadczył też, że zakończy „transpłciowe szaleństwo”.

– Jednym pociągnięciem pióra pierwszego dnia powstrzymamy szaleństwo transseksualistów. (…) Podpiszę rozporządzenia wykonawcze, aby położyć kres okaleczaniu seksualnemu dzieci, usunąć osoby transseksualne z wojska, ze szkół podstawowych, średnich i wyższych. I nie dopuścimy mężczyzn do uprawiania sportu kobiecego – powiedział prezydent elekt.

– Pod rządami Trumpa oficjalną polityką rządu Stanów Zjednoczonych będzie to, że istnieją tylko dwie płcie: męska i żeńska. Nie brzmi to zbyt skomplikowanie, prawda? – dodał.

Przywróćmy Polakom nadzieję

Fundacja Pro-Prawo do życia
Szanowny Panie ! Już za chwilę usłyszymy fragment z Ewangelii na uroczystość Bożego Narodzenia, który przypomni nam, że: „Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi.”
Wielu Polaków jest dzisiaj uśpionych dobrobytem, lub nadzieją jego osiągnięcia. Inni zwątpili w możność przeciwstawienia się nasilającemu się złu. Chcemy jednych obudzić, a innym przywrócić nadzieję. Dlatego nasza Fundacja w całej Polsce organizuje publiczne modlitwy różańcowe w intencji przebudzenia moralnego i odnowy naszej ojczyzny. W każdym tygodniu jest ich około 20, w ciągu całego roku 2024 było ich ok. 1 000. To dużo, ale chcemy aby było ich więcej, bo czas jest krótki, a zagrożenia wielkie.
Proszę Pana o pomoc w ich organizacji.Przywróćmy Polakom nadzieję [foto]Współczesny świat pogrąża się w chaosie, gdyż nie chce rozpoznać i przyjąć swojego Stwórcy. Historia wiele razy pokazała nam, że gdy ludzie zwracali się do Boga, otrzymywali liczne łaski, z których wypływała odnowa moralna, radość, pokój oraz przywrócenie ładu społecznego i politycznego. W historii Polski szczególne cuda i łaski dokonywały się za pośrednictwem Matki Bożej.
W czasie Potopu Szwedzkiego naród zwrócił się Matki Boskiej Częstochowskiej i Rzeczpospolita została ocalona. Podczas rozbiorów, kiedy warstwy wyższe porzuciły wiarę, Matka Boża objawiła się dwóm prostym dziewczynkom w Gietrzwałdzie i za ich pośrednictwem dotarła do ludu polskiego we wszystkich zaborach. Odrodzenie religijne i moralne ludu polskiego stało się fundamentem odrodzenia Państwa Polskiego. Kiedy Polska była zagrożona przez komunistyczną agresję, Matka Boska ocaliła nas podczas Bitwy Warszawskiej.
Dzisiaj zagrożenia dla bytu Polski nie są mniejsze niż w przeszłości. Każdego roku kilkadziesiąt tysięcy polskich dzieci jest mordowanych poprzez aborcję, chemiczną lub chirurgiczną. Politycy zabiegają o to, aby ofiar było jeszcze więcej. W Polsce rodzi się 3 razy mniej dzieci niż 100 lat temu i dwa razy mniej niż za czasów stanu wojennego. Władza planuje wprowadzenie, już we wrześniu roku 2025, obowiązkowych zajęć deprawacji od szkół podstawowych począwszy, pod przykrywką „edukacji zdrowotnej”. Ideologia „gender”, jeszcze bardziej niszcząca niż bolszewicki komunizm, przybywa z Zachodu i poprzez media masowe infekuje umysły ludzkie. Media sączą w ludzkie serca nienawiść do wiary i Kościoła Katolickiego. Prawda jest nazywana „mową nienawiści”. 
Za zniewoleniem duchowym i umysłowym idzie zniewolenie polityczne. Ci, którzy powinni bronić polskiej tożsamości poddają nas władzy biurokratów z Brukseli równie bezbożnych jak komisarze bolszewiccy.
Ludzkie środki nie wystarczą aby przeciwstawić się tej szatańskiej agresji. Wielu Polaków jest uśpionych dobrobytem, lub nadzieją jego osiągnięcia. Inni zwątpili w możność przeciwstawienia się złu. Chcemy jednych obudzić, a innym przywrócić nadzieję. Dlatego nasza Fundacja w całej Polsce organizuje publiczne modlitwy różańcowe w intencji przebudzenia moralnego i odnowy naszej ojczyzny. Zwracamy się do Królowej Polski aby wstawiła się za swoim ludem. Chcemy dotrzeć do jak największej liczby Polaków. Liczba różańców systematycznie wzrasta. W każdym tygodniu jest ich około 20, w ciągu całego roku 2024 było ich około 1 000. To dużo, ale chcemy aby było ich więcej, bo czas jest krótki, a zagrożenia wielkie.
Organizacja tak wielu różańców to również wielkie przedsięwzięcie logistyczne. Trzeba dostarczyć banery i megafony, aby różańce były widziane i słyszane. Trzeba odbyć wiele podróży, wielu ludzi musi się w to zaangażować. Potrzeba też pomóc kolejnym osobom, które zgłaszają się do nas jako Kapitanowie Różańcowi i chcą organizować publiczne modlitwy w swoim miejscu zamieszkania.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest w aktualnej sytuacji dla Pana możliwa, aby wesprzeć organizację kolejnych publicznych modlitw różańcowych w celu obudzenia Polaków, przywrócenia naszemu społeczeństwu nadziei oraz wyproszenia łask potrzebnych do ocalenia naszej ojczyzny.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku

Mariusz DzierżawskiFundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Bardzo chcą nami sterować. Rzecz o upadku polskiej szkoły.

będą nami sterować. Rzecz o upadku polskiej szkoły.

https://konserwatyzm.pl/hagmajer-beda-nami-sterowac-rzecz-o-upadku-polskiej-szkoly/

Będą nami sterować. Rzecz o upadku polskiej szkoły.

     Po roku 1989, gdy do władzy w Polsce doszli ludzie opozycji politycznej w PRL rozpoczął się proces entropii systemu sterowania społecznego w Polsce. Jednym z pól działania tego procesu była walka o świadomość społeczeństwa. Żeby ją obniżyć, należało obniżyć wiedzę i świadomość młodego pokolenia. Dlatego przystąpiono do osłabienia szkolnictwa i edukacji w szkołach wyższych.

Pierwszym krokiem w latach dziewięćdziesiątych była likwidacja wielu szkół zawodowych w ramach likwidacji dużej części zakładów pracy. Spowodowało to z jednej strony brak wykwalifikowanej siły roboczej na rynku pracy, a z drugiej wysłanie młodzieży z zawodówek do nowo tworzonych szkół licealnych, które często tworzono właśnie z likwidowanych zawodówek i techników. Doprowadziło to do obniżenia poziomu kształcenia w tych liceach, gdyż należało je dostosować do stopnia edukacji uczniów z zawodówek. Jak grzyby po deszczu powstawały również prywatne szkoły licealne o bardzo niskiej jakości kształcenia. Idea liceów jako kuźni polskiej inteligencji, które mimo ich deformacji w okresie bermanowskim tymi kuźniami w dużej mierze zostały, po dezorganizacji systemu w latach dziewięćdziesiątych zaczęły przestawać nimi być. Uczniowie w szkołach przestali też czytać lektury szkolne, gdyż masowo na rynku pojawiły się tak zwane „pomoce szkolne”, czyli tzw. ściągi. Przez to również poziom czytelnictwa i samodzielnego myślenia bardzo szybko uległy obniżeniu. To wszystko szło w parze z obniżeniem dyscypliny i kultury osobistej uczniów. Po roku 1989 zlikwidowano także fartuszki szkolne, co spowodowało „szkolną rewię mody”.

     Kolejnym ciosem w szkolnictwo było powołanie gimnazjów, które okazały się poczekalnią dla lepszych uczniów, zaś przechowalnią dla najgorszych. Stały się przy okazji wylęgarnią wszelkiej maści patologii. Fatalne wyniki egzaminów gimnazjalistów, a następnie matur w skróconych liceach i technikach, dobitnie to potwierdzały. Do tego wprowadzono na masową skalę system testowy, który zniszczył samodzielność, kreatywność i umiejętność logicznego myślenia.

     Następnym krokiem było obniżenie poziomu szkolnictwa wyższego poprzez zwiększenie ilości studentów na kierunkach zwłaszcza humanistycznych, a następnie poprzez powstanie licznych prywatnych szkół wyższych, w których jakość kształcenia była dramatycznie niska. W efekcie o ile na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych liczba studentów wynosiła około 380 tysięcy, to już w roku 2005 było to rekordowe 1,95 miliona studiujących, co daje ponad pięciokrotny wzrost, przy absolutnym braku porównywalnego wzrostu populacyjnego. Musiało to doprowadzić do drastycznego obniżenia poziomu, zaś uczelnie przyjęły na siebie rolę fabryk bezrobocia, ponieważ duża część absolwentów tych szkół nie potrafiła się odnaleźć na rynku pracy. Dawano dyplomy zamiast fachowej wiedzy, co było charakterystyczne dla neokolonialnego stanu państwa, które także dzięki temu padło łatwym łupem obcych mocarstw i międzynarodowych korporacji.

    W roku 2008 rozpoczęła się seksualizacja uczniów w szkołach przez tzw. edukatorów seksualnych, często powiązanych z branżą i przemysłem pornograficznym. Działacze ci wchodzili do szkół i demoralizowali młodzież neomaltuzjańską ideologią w zwulgaryzowanej formie, która prowadzi po prostej drodze do depopulacji społeczeństwa, a przy okazji wyeliminowano wychowanie do życia w rodzinie.

Kolejnym krokiem w obniżaniu poziomu kształcenia młodzieży było słynne zdalne nauczanie w czasie tzw. pandemii koronawirusa, począwszy od 2020 r. Spowodowało to objawy depresji u 20 % uczniów, zaś 65% uważało, że nauczanie zdalne było na dużo niższym poziomie niż stacjonarne. Pogorszyło się też zdrowie fizyczne uczniów, u których zauważono nadwagę. Brak kontaktów z rówieśnikami powodował też wzrost agresji i myśli samobójczych.

     Po roku 2022 nastąpił masowy napływ uczniów z Ukrainy, co budziło duży opór rodziców dzieci polskich, gdyż oznaczało dalsze rujnowanie standardów nauczania oraz pogłębienie dezintegracji. Napływ ludności z cywilizacji turańskiej i sakralnej jeszcze bardziej obniży poziom norm poznawczych i etycznych wśród młodzieży i niewątpliwie znacznie szybciej cofnie polskie dzieci w rozwoju kulturowym i cywilizacyjnym do poziomu kultury wręcz stepowej.

     Jeszcze większą entropię wprowadzono w ramach tzw. edukacji inkluzyjnej vel włączającej, polegającej na dołączeniu do zwykłych szkół dzieci upośledzonych psychicznie oraz fizycznie. To spowodowało jeszcze większy chaos na lekcjach, dodatkowo czyniąc z nauczycieli nianie i pielęgniarki. Jest to także jedna z dróg promowania szkodliwej idei równouprawnienia, prowadzącej do wynaturzeń osoby ludzkiej i do kompletnej destrukcji w psychice dziecka.

     Tymczasem wrogowie Polski nie zasypiają gruszek w popiele. Oto Fundacja Dialogu Kultur Etz Chaim powołała we Wrocławiu prywatną szkołę, zarówno podstawową jak i liceum, na fundamentach dawnej szkoły żydowskiej Etz Chaim. Ta inicjatywa środowisk żydowskich (chazarskich) ma na celu stworzenie elitarnego ośrodka szkolnego, powstającego na przekór patologii systemu edukacji w naszym kraju, którego absolwenci będą mieć przewagę informacyjną nad niedouczoną i kompletnie ogłupioną polską młodzieżą. I tak szkoła ta zapewnia już na poziomie podstawowym w ramach opłaty poniższe przedmioty:

  • w klasach 4-6 zwiększoną ilość języka polskiego, matematyki i historii,
  • w klasach 1-6 codzienne lekcje języka angielskiego,
  • w klasach 1-6 język hebrajski w wymiarze 2 godzin tygodniowo (dla dzieci dochodzących z innych szkół do klas wyższych możliwość zajęć fakultatywnych),
  • zajęcia świetlicowe (7.30-17.00),
  • zajęcia korekcyjno-kompensacyjne w grupach,
  • warsztaty absolwenta w klasie 6 w wymiarze 2 godzin tygodniowo,
  • indywidualne zajęcia logopedyczne,
  • basen,
  • codzienne zajęcia sportowe,
  • filozofia dla najmłodszych – współpraca z Uniwersytetem Wrocławskim,
  • logika – zajęcia wzmacniające kompetencje potrzebne do rozumienia przedmiotów ścisłych,
  • tenis stołowy,
  • opiekę psychologa i logopedy,
  • opiekę pielęgniarki,
  • klasy – maksymalnie do 16 uczniów.

Nadto dodatkowo:

  • SKS,
  • warsztaty muzyczne (pianino i gitara),
  • warsztaty chemiczne – Laboratorium Doktora Szkieletora,
  • koło dziennikarskie (uczniowie wydają własną gazetkę),
  • taniec nowoczesny,
  • warsztaty artystyczne,
  • matematyka na wesoło,
  • karty matematyczne,
  • logika,
  • szachy,
  • gry planszowe,
  • biofeedback,
  • karate,
  • judo,
  • zielone szkoły, wycieczki, wyjścia do teatru, muzeum itp.,
  • obiady (przygotowywane w szkole)9.

     Widzimy tu więc program szkoły naprawdę elitarnej, z takimi zajęciami jak logika, filozofia, kompetencje potrzebne do zrozumienia przedmiotów ścisłych, warsztaty chemiczne w laboratoriach, rozszerzone zajęcia językowe z polskiego i hebrajskiego oraz angielskiego i matematyki. Oczywiście wszystko to czynione jest w duchu i w postulacji żydowskiej idei panowania nad światem – w tym przypadku nad narodem polskim – dla niepoznaki ukrytej pod postacią liberalno-wolnomularskiej, kosmopolitycznej koncepcji multikulturalizmu „dla posłusznych gojów”. Tymczasem w Polsce są tacy ludzie jak Dariusz Zalewski, którzy mają gotowy do wdrożenia program edukacji klasycznej i katolickiej (łacińskiej etyki wychowawczej), zakładający równie wysoki poziom nauczania w szkołach, skierowany na podniesienie norm poznawczych i etycznych. Od lat jednak zderza się on ze ścianą reżimowej biurokracji. A nadejść ma o wiele większe niebezpieczeństwo, bo jak przyznał prof. Andrzej Waśko, doradca prezydenta Andrzeja Dudy: „Kontrolę nad polskim szkolnictwem obejmie bezpośrednio Unia Europejska”10. W takiej sytuacji, gdy już jawnie obca biurokracja będzie trzymać ster wychowania młodego pokolenia Polaków, to prysną wtedy resztki złudzeń o jakiejkolwiek szansie na edukację w duchu polskim, a tym bardziej w klasycznym. Na szczęście UE w nieuchronnej konfrontacji geostrategicznej z Chinami i sojuszem państw BRICS nie będzie miała większych szans na przetrwanie.

      Przy okazji historii zamachu na arcybiskupa Stanisława Wielgusa z 2007 roku warto pamiętać, że arcybiskup Wielgus jako rektor KUL stawiał również na wysoki poziom edukacji i nauki, zarówno w seminariach, jak i w szkolnictwie uniwersyteckim. Atak na niego był także z tej strony posunięciem blokującym możliwość odbudowy polskiego szkolnictwa wyższego oraz edukacji klasycznej w duchu katolickim i łacińskim. Bo jak trafnie ongiś stwierdził prymas Stefan Wyszyński: „Jeżeli przyjdą zniszczyć ten naród, zaczną od Kościoła, gdyż Kościół jest siłą tego narodu”.

Marcin Hagmajer

Artykuł stanowi fragment tekstu Marcina Hagmajera w ,,Nowoczesnej Myśli Narodowej” nr (35-40), lipiec-grudzień 2023.

,,Jak kontrolować podbity naród. Sterowanie procesami obniżania poziomu edukacji Polaków od 1926 roku po dzień dzisiejszy”

To jest problem depopulacji zaprogramowanej wszystkimi siłami i wszystkimi środkami. Kto walczy z Bożym Narodzeniem?

Kto walczy z Bożym Narodzeniem? – ks. Marek Bąk

Autor: AlterCabrio , 22 grudnia 2024

To jest problem depopulacji zaprogramowanej wszystkimi siłami i wszystkimi środkami. I ta depopulacja jest realizowana jak nie przez rzekomą pandemię, to przez prawdziwe trucizny zwane szczepionkami, jak również przez to, że ludzi doprowadza się do nędzy takiej, iż brakuje pieniędzy na lekarstwa, na jedzenie, czy na normalne istnienie. To jest rezultat zagładzania narodu, które dokonywane jest rękami naszych administratorów zarządzających tą polską masą upadłościową. Ci podwykonawcy zwani rządem podjęli się roli katów i doprowadzają ludzi do takiego stanu, że ludzie otępieni w zakłamaniu nie widzący sensu, nie dając sobie rady w rozpaczy targają się na siebie. To jest rezultat. To nie jest błąd w sztuce. To jest rezultat zaprogramowany, który się dokonuje, natomiast słabość naszego narodu jest taka, że my nie potrafimy jako zbiorowość się zjednoczyć i sobie powiedzieć tę prawdę i przeciwstawić się temu. Jesteśmy sparaliżowani lękiem i bezsilnością.

Zarządzają nami funkcjonariusze jako oprawcy i wybrani niektórzy z segmentu rządzących niektórych służb do opanowania tego żywiołu polskiego. Dlatego ludziom jest coraz trudniej i coraz gorzej bo Polska jest zamieniana w więzienie. I to takie, żeby uwięziony człowiek miał poczucie winy i był w zastraszeniu. Człowiek zastraszony jest niezdatny do reakcji obronnej. Jest już idealną ofiarą by go zniszczyć…

Niewątpliwie stan świadomości Polaków jest owocem zniszczenia nas przez propagandę medialną. To ma miejsce. Dlatego, że media nie dają prawdy. Dają treści zastępcze, zakłamane. Dają fałszywe cele. Proponują szkodliwe środki do tych fałszywych celów i ludzie ogłupieni propagandą nie widzą świata prawdy. Do tego jeszcze dochodzi bezbożnictwo, które jest jako tzw. wolność wyboru.

Do tego jeszcze dochodzi potworna niewdzięczność i brak miłości ofiarnej, która powoduje, iż ludzie się rozchodzą. Nie tylko w ramach małżeństwa, ale w ramach rodziny. Tracą więzi. Dzieci z rodzicami nie mają często więzi. Ludzie obojętnieją, są nieczuli, niewrażliwi na potrzeby bliźniego. I gdy tak się wymodelowało społeczeństwo, to tracimy kulturę narodową i cel ponadnarodowy jakim jest zbawienie wieczne. Dlatego dla niektórych Święta Bożego Narodzenia wiążą się z obnażeniem prawdy o ich życiu…

−∗−

Kto walczy z Bożym Narodzeniem? – ks. Marek Bąk

Żydowska sekta handlarzy ludźmi i zbrodniarzy seksualnych rozpracowana w Gwatemali

Żydowska sekta handlarzy ludźmi i zbrodniarzy seksualnych rozpracowana w Gwatemali

https://pch24.pl/zydowska-sekta-handlarzy-ludzmi-i-zbrodniarzy-seksualnych-rozpracowana-w-gwatemali

(Fot. Pixabay)

Gwatemalskie służby dokonały nalotu na siedzibę fundamentalistycznej żydowskiej sekty Lew Tahor. Na miejscu uwolniono 160 dzieci i nastolatków, którzy byli wykorzystywani seksualnie i podlegali zbrodniczemu procederowi handlu ludźmi.

Grupa ekstremistycznych ortodoksów nazywana jest  „żydowskimi talibami”. – Operacja pozwoliła na uratowanie 160 nieletnich osób, które, jak się podejrzewa, padły ofiarami wykorzystywania przez członka sekty Lew Tahor – powiedział minister spraw wewnętrznych Francisco Jimenez.

Skargę na sektę złożyło czworo nieletnich, którym udało się wydostać z sekty. Służby ustaliły, że członek sekty popełnił „przestępstwa handlu ludźmi w formie wymuszenia ciąży, znęcania się nad dziećmi i gwałtu” – wyjaśnił polityk.

Sekta Lew Tahor powstała w roku 1988. Jej członkowie rygorystycznie wyznają religię talmudyczną, zajmując się aranżowanymi małżeństwami i przemocą seksualną. W latach 2014-2017 służby odkryły przestępczą działalność grupy. W 2018 roku do więzienia trafił lider sekty, niejaki Nachman Helbrans, wraz z trzema pomocnikami. W 2022 roku władze uwolniły grupę dzieci i nastolatków przetrzymywanych przez sekciarzy.

Społeczność żydowska Gwatemalii odcina się od działalności sekty i deklaruje poparcie dla śledztwa i działań prowadzonych przeciwko ekstremistom.

Źródło: rmf24.pl

Kanadyjska bezczelna hucpa z masowymi grobami indiańskich dzieci

Kanadyjska bezczelna hucpa z masowymi grobami indiańskich dzieci

https://pch24.pl/kanadyjska-bezczelna-hucpa-z-masowymi-grobami-indianskich-dzieci

(Fot. GUGLIELMO MANGIAPANE / Reuters / Forum)

W 2021 r. skrajnie lewicowe media ogłaszały na cały świat odkrycie masowych grobów indiańskich dzieci potajemnie pochowanych przy kościelnych szkołach w Kanadzie. Papież i biskupi już się publicznie pokajali przed lewacką nagonką. Jej organizatorzy próbują teraz skryminalizować ujawnianie prawdy, że żadnych zamordowanych dzieci nie było. Nikogo się nie rozlicza za dziesiątki spalonych kościołów.

Medialny walec przetoczył się błyskawicznie.

27 maja 2021 r. przedstawiciele jednego z indiańskich plemion ogłosili, że badania georadarem wykryły prawdopodobne nieoznaczone groby 215 dzieci przy dawnej katolickiej szkole dla Indian w mieście Kamloops. Przedstawicielka społeczności Rosanne Casimir stwierdziła, że udało się potwierdzić wcześniejsze pogłoski o nieudokumentowanych zgonach zaginionych uczniów.

Już 28-29 maja 2021 r. straszliwe wieści powtarzały media na całym świecie. Uzupełniły je wyjaśnieniami, że szkoła w Kamloops była jedną z setek katolickich i protestanckich szkół utworzonych w XIX i XX w. w ramach państwowej polityki asymilacji Indian. Do szkół tych przymusowo wcielono około 150 tys. indiańskich dzieci, które często cierpiały głód, zimno i choroby, padając ofiarą przemocy i wykorzystywania. Utworzona wcześniej Komisja Prawdy i Pojednania nazwała tę politykę „kulturowym ludobójstwem”. Komisja ustaliła co najmniej 3 tys. zgonów dzieci, choć ich prawdziwą liczbę uznała za nieznaną z powodu niedokumentowanych śmierci i zniszczonych akt. Premier Kanady Justin Trudeau wypowiedział słowa o „wstydliwym rozdziale naszej historii”.

5.06.2021 r. premier J.Trudeau wezwał Watykan do przeproszenia za zbrodnie przeciw Indianom. Ubolewał, że Kościół „nie okazuje przywództwa w tym, co powinno być w centrum naszej (sic!) wiary, w przebaczeniu, wzięciu odpowiedzialności i uznaniu prawdy”. Milczenie Kościoła i niechęć „do wystąpienia naprzód” (ze skruchą) przyjął z rozczarowaniem „jako katolik” (sic!)[1] [w rzeczywistości J.Trudeau jest skrajnym lewakiem, o światopoglądzie polskiej „Partii Razem” i TVN].

W czerwcu 2021 r. rozpoczęła się seria odkryć „masowych grobów” przy nieczynnych katolickich szkołach i cmentarzach. Media na całym świecie z coraz większym dramatyzmem informowały już o tysiącach potajemnie pochowanych indiańskich dzieci. Pod kościołami zaczęto układać dziecięce buciki i ubranka jako symbol zbrodni. Społeczna furia przerodziła się w falę podpaleń katolickich i anglikańskich kościołów.

25.06.2021 r. premier Trudeau poinformował, że osobiście kontaktował się z papieżem, żeby ten przyleciał do Kanady i przeprosił społeczność indiańską.

2.07.2021 r. Trudeau uznał za „zrozumiałą” społeczną furię, skutkującą atakami na kościoły w całej Kanadzie.

Powielające w lipcu doniesienia z Kanady ośrodki establishmentu medialnego w Polsce licytowały się, kto obrzydliwszym i bardziej nienawistnym wobec Kościoła wstępem opatrzy kolejne relacje („Masowe groby dzieci w Kanadzie, czyli Kościół jako bezwzględna organizacja przestępcza” – krytykapolityczna.pl (12.07.2021);[2] „”Nie można przejść do porządku dziennego nad ludobójstwem”. Dziesiątki grobów przy byłej szkole” – tvn24.pl (14.07.2021);[3] „Kanada. Sześciolatki miały kopać masowe groby dla swoich kolegów. Do przeszukania setki km terenu” – gazeta.pl (16.07.2021)).[4]

24.09.2021 r. Konferencja biskupów Kanady pękła pod presją i złożyła oficjalne wyrazy „głębokiego żalu” za udział Kościoła w organizacji szkół dla Indian.

Po pół roku medialna machina zaczęła się zacinać

11.01.2022 r. pojawił się w The Dorchester Review artykuł emerytowanego profesora historii Jacquesa Rouillard, który ośmielił się podważyć ogólnoświatową kampanię nienawiści. Zwrócił uwagę, że wszystkie doniesienia z Kamloops oparte są wyłącznie na badaniu georadarem przeprowadzonym przez jedną młodą antropolog Sarah Beaulieu, które nie wykryło niczego poza anomaliami w gruncie w pobliżu byłej katolickiej szkoły. Rząd Kanady i media, niczego nie weryfikując, natychmiast wywołały histerię. Rouillard zwrócił uwagę na banalną kwestię, że nie odkopano żadnych zwłok.[5]

27.05.2022 r. w rocznicę wybuchu wściekłej nagonki pojawiły się kolejne artykuły z wypowiedziami akademików, że cała historia z masowymi grobami jest nieprawdziwa. W tym czasie sprawa zmierzała już jednak do upokarzającej kapitulacji Kościoła katolickiego. Skrajnie lewicowe media i rząd J.Trudeau wymusiły „pielgrzymkę pokutną” papieża Franciszka.

25.07.2022 w Kanadzie papież „pokornie błagał o przebaczenie za zło wyrządzone przez tak wielu chrześcijan rdzennej ludności”.[6] Gestami poniżenia wobec rzekomych ofiar uwiarygodnił antychrześcijańską kampanię nienawiści, akurat w chwili, gdy zaczęła się sypać.

Masowe groby… Odkopują i odkopać nie mogą

Od czasu przeprosin papieża temat „masowych grobów” indiańskich dzieci zaczął gwałtownie cichnąć. Zasadniczy cel został osiągnięty – całkowite spałowanie świadomości chrześcijan, zmuszenie Kościoła do uznania swojej ludobójczej roli, zaszczepienie pedagogiki wstydu i rozpoczęcie wieloletniego procesu pokut, zadośćuczynień i wypłat odszkodowań.

Gdyby chodziło o fakty, temat w zasadzie powinien wzbierać na sile. Przecież po wstrząsającym odkryciu masowych grobów powinniśmy już dawno wejść w fazę ekshumacji tysięcy ofiar jak w Katyniu, sekcji zwłok, laboratoryjnego badania przyczyn zgonów i ponownych uroczystych pochówków „pomordowanych”. Rząd J.Trudeau wyłożył na ten cel dziesiątki milionów dolarów. Tu jednak w sferze faktów powstał największy problem. Upływały kolejne miesiące a żadne ekshumacje nie nastąpiły.

Przy dziesiątkach szkół ogłaszano odkrycie georadarem „potencjalnych miejsc masowego pochówku”, a potem albo po cichu informowano, że jednak odkrycie się nie potwierdziło albo w ogóle temat znikał bez dalszego ciągu. Gdyby od początku opowiadano, że wstrętni księża wrzucali zwłoki dzieci do oceanu albo rzucali w lesie wilkom na pożarcie, można by twierdzić, że niestety ciał już nigdy nie odnajdziemy. Jak długo jednak można odkopywać zwłoki z masowych grobów 2 metry pod ziemią?

Dawniej i to nie byłby dla lewicowych organizatorów kłamstwa żaden problem. Powolny obieg informacji i szybkie zacieranie pamięci spowodowałyby, że temat „mogił indiańskich dzieci” żyłby przez całe pokolenia jako „naukowy fakt”, dokładnie tak samo jak od czasów oświecenia żyją w powszechnej wyobraźni inne równie zmyślone zbrodnie Kościoła: zabijani za naukę uczeni, palone na stosie czarownice, niemyjący się ciemny średniowieczny lud żyjący pod totalitarną kontrolą umysłów inkwizycji i utrzymywany w wierze w płaską ziemię.

Od 20 lat funkcjonuje jednak internet i dopóki nie wprowadzi się w nim całkowitej cenzury, w ograniczonym stopniu docierają za jego pośrednictwem szybkie sprostowania różnych kłamstw. Skutkiem tego rok temu coraz więcej drugorzędnych mediów zaczęło otwarcie podawać, że cała sprawa „masowych grobów” była humbugiem. Tyle, że kontrolujący kluczowe środki przekazu praktyczny monopol skrajnej lewicy żadnych dementi nie przekazał.

Także w Polsce o coraz większych wątpliwościach informowały tylko nielewicowe media (z godnym odnotowania wyjątkiem portalu racjonalista.pl), które wszystkie wspólnie mają mniejszy zasięg od pojedynczego postkomunistycznego portalu z establishmentu medialnego. Establishment zaś zadbał o zachowanie muru milczenia. Efekt jest taki, że kampania nienawiści o kościelnych mordercach dzieci dotarła do ogółu społeczeństwa, a informacje o jej fałszywości poznało może z 5 % odbiorców. Nawet zdecydowana większość katolików żyje świeżym poczuciem głębokiego wstydu, że „Kościół dopuścił się takich rzeczy”. Co zaś mówić o pospolitych antyklerykałach, gardłujących o „kolejnych zbrodniach Kościoła”.

Słowo wytrych – „denialista”

Jednakże dla kanadyjskiego rządu i mediów nawet ten ograniczony przepływ informacji jest niebezpieczny. Nawet na niewielki portal internetowy teoretycznie każdy może zajrzeć i sprawdzić elementarne fakty (chociaż hodowany przez lewicę wielkomiejski postępowy ignorant programowo tego nie robi. Wystarczają mu nagłówki z Onetów i TVN-ów całego świata). Kanadyjska skrajna lewica rozpoczęła więc operację uciszania prawdy z typową dla siebie bezczelnością i przewrotnością odwracającą znaczenia słów i zdarzeń.

W zeszłym roku podjęła walkę z „fake newsami”. Fałszywymi informacjami oczywiście nie okazały się doniesienia o mogiłach indiańskich dzieci, tylko wieści szerzone przez nowe niebezpieczne zjawisko „denializmu szkół dla Indian”. Epitet wytrych swoją nazwą nawiązuje do zbrodni „denializmu klimatycznego” oraz „denializmu holocaustu”. Nawiązanie do pierwszego jest bardzo trafne w sposób niechcący, bo „globalne ocieplenie” jest podobną światową hucpą, zaś do drugiego bardziej intencjonalnie, bo „denializm holocaustu” stał się w Kanadzie od 2022 r. prawnie karalny.

Początkowo walka z niebezpiecznym „denializmem” przybrała formę uczonych artykułów obalających spiskowe teorie. W październiku 2023 r. ukazał się taki np. na portalu theconversation.com. W trosce o prawdę podjął się on uświadomienia, że „denialiści” podstępnie rozpowszechniają fałszywą narrację, jakoby kanadyjskie media zmyśliły w 2021 r. historię o „masowych grobach”, podczas, gdy większość miała rzetelnie pisać o „nieoznakowanych grobach”, a tylko pojawiły się niekiedy pewne „nieścisłości”. To że te „nieścisłości” polegały na zmyśleniu na cały świat masowych morderstw dzieci nie było przedmiotem analizy. Ważne, że te „nieścisłości” służą złym „denialistom” do tworzenia fałszywej narracji na temat zbrodniczych szkół dla Indian.[7]

Wprowadzić karalność zaprzeczania kłamstwom

Oczywiście taka forma obalania „spiskowych teorii” nie mogła być skuteczna, podobnie jak samo okładanie ujawniających prawdę etykietką „denialistów”. Szybko więc rozpoczęła się dyskusja o konieczności prawnego zatrzymania wzmagającego „denializmu”. Już w czerwcu 2023 r. zasugerowała to w swoim cząstkowym raporcie „niezależna” doradca Kimberly Murray, powołana przez rząd Trudeau w czerwcu 2022 r. do badania rzekomych mogił indiańskich dzieci. Poruszyła problem rosnących „ataków” na społeczności indiańskie. „Atakami” w jej pojęciu jest zadawanie jakichkolwiek pytań o wiarygodność kolejnych odkryć „potencjalnych mogił”. Przywołała m.in. wstrząsającą historię, gdy jacyś ludzie próbowali na własną rękę odkopać rzekome potajemne groby (dziwne, że wciąż nie odkopał ich kanadyjski rząd, wydający na to miliony dolarów). Stwierdziła, że „Denializm to przemoc. Denializm jest rozmyślny. Denializm jest krzywdzący. Denializm to nienawiść.[8] (Jej słowa są jakby żywcem wzięte z opisu Józefa Mackiewicza z „Drogi Donikąd” mechanizmu podporządkowania się w warunkach powszechnego terroru psychicznego komunistycznemu kłamstwu o białym suficie, o którym bolszewicy każą wierzyć, że jest czarny i żeby zabić prawdę wzbudzają nienawiść i szyderstwo wśród poddającego się kłamstwu tchórzliwego ogółu do garstki ośmielających się mówić prawdę, oskarżając ich, że są podłymi kłamcami, wrogami naukowej prawdy, postępu i wiedzy, łgającymi za pieniądze kapitalistów, że sufit jest biały).

W listopadzie 2023 r. o rozważaniu różnych opcji prawnego karania „denializmu szkół dla Indian” zaczął otwarcie mówić minister sprawiedliwości Kanady. W czerwcu bieżącego roku rząd uruchomił internetową mapę dawnych szkół dla Indian, tak jakby chodziło o ułatwienie dokumentowania tajnych obozów koncentracyjnych w Korei Północnej. W lipcu Kimberly Murray opublikowała swój kolejny raport cząstkowy. Epitetami i szantażami emocjonalnymi o niezaprzeczalnych i potwornych zbrodniach, o „kulturowym ludobójstwie” społeczności indiańskiej gładko ominęła kwestię, gdzie są te tysiące mogił, którymi miała się zajmować, a które rzekomo odkryto w 2021 r. We wrześniu już otwarcie wpłynął do parlamentu projekt ustawy mającej karać za zaprzeczanie zbrodniczości szkół dla Indian. Przyszedł w samą porę, bo 29 października Kimberly Murray ogłosiła swój finalny raport. Oczywiście sformułowała żądania zadośćuczynienia za zbrodnie przeciw Indianom, ale uznała, że jej praca powinna być dopiero początkiem badania losu „zaginionych dzieci” i wezwała rząd do powołania w tym celu stałej narodowej komisji śledczej na okres 20 lat![9] (czyli odszkodowania się niewątpliwie należą, ale komu konkretnie i za co będziemy dopiero ustalać).

Wprawdzie Partia Liberalna Trudeau nie ma samodzielnej większości w parlamencie do uchwalenia karalności grobowego „denializmu”, ale część opozycji jest lewicowa (projekt ustawy wniosła jej posłanka Leah Gazan), a ponadto nie jest pewne, czy miękcy kanadyjscy konserwatyści odważą się blokować projekt.

Tchórzliwi biskupi przyklepują kłamstwa

Z pewnością nie będzie żadnego oporu ze strony całkowicie wykastrowanego psychicznie kanadyjskiego episkopatu. Gdyby obowiązywała logika prawdy tamtejsi biskupi już dawno powinni wzywać katolików do powszechnych protestów wobec kampanii oszczerstw i nienawiści oraz do rozliczenia rządu i mediów odpowiedzialnych za spalenie lub zdewastowanie ponad stu kościołów i zborów (te dalej bezkarnie płoną). Obowiązuje jednak logika zastraszenia. Jedyne na co zdobyli się tamtejsi biskupi w obliczu coraz wyraźniejszych dowodów medialnej hucpy to mysi pisk, że popierają badania i dążenie do prawdy oraz przeprosiny za krzywdy wobec Indian, gdy okażą się uzasadnione.

Zamiast żądać miliardów odszkodowań za zniszczone kościoły, biskupi utworzyli fundusz odszkodowań dla Indian (faktycznie haraczów), w tchórzliwej nadziei, że zadowolą tym organizatorów nagonki i kupią sobie święty spokój. Raczej odniosą odwrotny skutek. W kwietniu Indianie wnieśli pozew zbiorowy przeciw Kościołowi i księdzu Marcinowi Mironiuk, który już w lipcu 2021 r. samobójczo ośmielił się wygłosić w polskojęzycznej parafii w Edmonton kazanie, że „masowe groby” to kłamstwo i manipulacja. Natychmiast został uciszony i zmuszony do przeprosin przez swoją zastrachaną diecezję, która co prędzej zaproponowała ugodę za „zniesławienie”, ale nie zadowoliło to Indian.

Informację o pozwie przeciw zuchwalcowi sprawnie podały też postkomunistyczne media w Polsce, chociaż wciąż nie sprostowały zmyślonych historii o „masowych grobach”, które wcześniej z taką ekscytacją powtarzały za mediami światowymi. Proces polskiego księdza „denialisty” pozwolił im nawet wrócić do tematu w taki sposób, żeby utwierdzić ogół odbiorców w prawdziwości powtarzanych przez nie trzy lata temu kłamstw. Sprawy sądowe z pewnością wystarczą do pognębienia bezkręgowego kanadyjskiego Kościoła katolickiego. Zapewne tamtejsi biskupi sami wyręczą wymuszaczy „odszkodowań” i lewicowe media, uciszając związanych ślubami posłuszeństwa księży, którzy chcieliby przerwać milczenie.

Do uszczelnienia systemu kłamstwa wobec ogółu społeczeństwa potrzebne jest jednak szybkie przegłosowanie w parlamencie ustawy karnej przeciw „denialistom”. Jeśli rządowi Trudeau (odpowiedzialnemu obok mediów za całą hucpę) uda się to osiągnąć przed przyszłorocznymi wyborami, mit o mordowanych indiańskich dzieciach zapewne stanie się nienaruszalnym dogmatem na całe dziesięciolecia, bo tamtejsza pozbawiona charakteru prawica nie ośmieli się jej uchylić. Wtedy już nie trzeba będzie się kłopotać odkopywaniem zwłok chociażby jednego dziecka. W końcu, jak zauważył J.Mackiewicz, prawda ma znaczenie tylko, dopóki można wytknąć kłamstwo. A w ustawie chodzi o to, żeby już nie było można.

Jacek Laskowski

ARTYKUŁY ŹRÓDŁOWE (są w oryginale)