
———————————————————————

———————-

——————————–


————————-

—————————————————–

—————————————-

Patomorfolog Magdalena H., była właścicielka działki w Lutoryżu
——————-

———————————–

———————————————————————

———————-

——————————–


————————-

—————————————————–

—————————————-

Patomorfolog Magdalena H., była właścicielka działki w Lutoryżu
——————-

———————————–

—————————————————-

——————————————-

————————————————

———————

———————————

——————————-

——————————-

———————————————

————————————————–

——————————-

——————————————

——————————————-

——————————————-

—————————————————–

============================

—————————————————-

————————–

——————————–

=======================================

————————————–

Laudetur Iesus Christus
Dziękuję za modlitwę, za pamięć, za słowa wspierające ducha. Żyję jeszcze mimo prawie pięciu lat ukrywania się w lasach, w miejscu odosobnionym. Nie było ani jednego dnia bym żałował tego, co uczyniłem, gdyż Bóg mi pokazał już w 2015 roku ten przewrotny zamach na Święty Kościół. Dziś mam coraz liczniejsze dowody potwierdzające tamte natchnienia sprzed lat.
Od chwili, gdy uzurpator zaczął okupować Tron świętego Piotra, z roku na rok powiększa się strefa destrukcji. Nie tylko puste seminaria, pustoszejące kościoły, puste krzesła na katechezach, ale i pustosłowie na ambonach są tego najlepszymi dowodami. Wreszcie ów synod synodalności (absurdalny pleonazm), czyli epilog dekonstrukcji przy akompaniamencie akceptacji cudzołóstwa, bałwochwalstwa, homoseksualizmu i ekumenizmu rozumianego jako synkretyczny kogel-mogel. Niebawem, za kilka miesięcy, najwyżej za rok, nikt z nas, kto kocha Kościół katolicki – ten Kościół, który dawał nadzieję w sakramentach na życie wieczne – nie będzie mógł już odnaleźć się w murach większości świątyń. Ciało Chrystusa leżało w ciemnym grobie prawie trzy dni i Ciało Mistyczne Chrystusa (Kościół) zapada się w ciemną mogiłę na czas, czasy, i połowę czasu.
Nadszedł mrok, który jednak zakończy się zmartwychwstaniem, na podobieństwo tamtego poranka, gdy Maria Magdalena nie mogła rozpoznać Jezusa myśląc, że to Ogrodnik. Tak, my również nowego, zmartwychwstałego kształtu Kościoła nie będziemy mogli rozpoznać, gdyż będzie skromny, mały, cichy, ukryty w ogrodach prowincji, jakże odmienny od naszych wspomnień i wyobrażeń. Zapowiadana przez proroków Pusillus Grex czyli maleńka trzódka i jedynie głos Chrystusa wydobywający się z tych sekretnych miejsc będzie głosem prawdy i miłości, głosem mówiącym do nas po imieniu, dzięki czemu odróżnimy go od imitacji.
Trzeba przetrwać nie dając się przerazić stanem zdrowia, ubóstwem materialnym, paniką spowodowaną wojnami, głodem, drożyzną, zarazami, które istnieją tylko w wiadomościach medialnych albo i tymi, które rzeczywiście zaczną dziesiątkować społeczeństwo. Przetrwać mimo naturalnych katastrof i plag i pyłu wulkanicznego.
Najbliższe miesiące będą rozstrzygające dla wielu z nas – ludzie podzielą się nawet w rodzinach na tych, którzy będą posłuszni ze strachu medialnej propagandzie i na tych, którzy posłuchają czystego sumienia, na tych, którzy pobiegną w ślepym posłuszeństwie ku nieposłusznym Bogu hierarchom i na tych, którzy będą posłuszni Bogu bez względu na cenę. Na tych, którzy uwielbią Ciało Chrystusa klęcząc niczym Kananejka w czasie Komunii i na tych, którzy będą deptać Je w spadających z dłoni partykułach (por. Ap 11,1-2).
Żyjemy obecnie w globalnym zmanipulowaniu dysonansem poznawczym: patrząc na mężczyznę widzimy kogoś w niewieścich ubraniach, a można coraz częściej spotkać dziewczęta, które po tranzycji pozbawione są nawet piersi; w sklepach mamy mięso, które jest syntetykiem, mąka nie jest mąką lecz sproszkowanymi robakami; wiadomości z frontów wojennych są przefiltrowane i tworzą wirtualny obraz i już nie wiemy, kto jest agresorem a kto ofiarą; ojczyzna staje się mieszanką różnych nacji i zaczynamy się czuć obco we własnym kraju; w kościołach modlimy się nie o zbawienie ale o ekologiczne cele a pod hasłem „powszechnego braterstwa” w rzeczywistości ukrywa się powszechna alienacja.
Ostatecznie człowiek w białej szacie nie jest papieżem, choć wszyscy widzą w nim mężczyznę ubranego w papieską sutannę. Namnożyło się symulakrów o których pojęcia nie miał nawet Baudrillard. Od czasów Plutarcha nie tylko filozofowie zastanawiali się nad paradoksem statku Tezeusza. Statek Tezeusza, mitycznego założyciela Aten, liczył 300 lat i w porcie zostały wymienione wszystkie jego elementy na nowe – powstało paradoksalne pytanie: „Czy jeśli wymienimy wszystkie elementy jakiegoś złożonego obiektu na nowe, a więc cały obiekt zostanie zastąpiony ostatecznie innym, to czy pozostaje on tym samym obiektem?”. Czy identyczna kopia jakiegoś obrazu jest tym samym obrazem? Czy inny egzemplarz tej samej książki jest tą samą książką? A co, jeśli tytuł książki pozostał niezmienny i okładka, i liczba stron, ale treść została podmieniona? Czy ktoś, kto nosi protezę nogi, ręki – jest jeszcze tym samym człowiekiem? Oczywiście – ktoś odpowie, a jeśli – hipotetycznie – podmieni mu się mózg na elektroniczny ekwiwalent, i wszystkie części organizmu to będzie to ten sam człowiek? A jeśli zaingeruje się w kod genetyczny i się go zmieni? A co, jeśli Kościół katolicki zachowuje jeszcze nazwę ale poglądy i styl życia hierarchów, obyczaje kapłanów, nauczanie moralne, dogmatyczne paradygmaty zostaną podmienione i będą w sprzeczności z oryginalnym nauczaniem Chrystusa – to czy Kościół Katolicki będzie jeszcze naprawdę Chrystusowym? (Mt 5,18)
Wedle legendy przekazanej przez Plutarcha, statek, którym grecki heros Tezeusz powrócił do Aten, został przez mieszkańców miasta zachowany dla potomności. Gdy stare deski w okręcie butwiały, Ateńczycy wymieniali je na nowe. W końcu w statku Tezeusza nie pozostała ani jedna oryginalna część. Po wymianie wszystkich elementów statek nie przypominał już autentyku. Ten nowy nie posiadał ani jednego z oryginalnych detali tworzących pierwotną strukturę. Głównym problemem jest to, że bardzo trudno jest dokładnie stwierdzić moment, w którym jedna rzecz staje się inną. Szczegóły mogą zadecydować nie tylko o tożsamości, ale i o losie – Tezeusz wracając do Aten, zapomniał rozwinąć szkarłatne żagle, co było umówionym z Ajgeusem – jego ojcem -znakiem zwycięstwa. Ojciec, widząc czarne żagle, rzucił się ze skały w morze.
Czy Kościół katolicki jest Kościołem katolickim, jeśli zarówno przywódca jak i doktryna – jej „burty” dogmatyczne i „wiosła” moralne, a także szczegóły liturgii, sakramentów, z dziesięciolecia na dziesięciolecia, a w ostatnich kilku latach w sposób zatrważający hurtowo zostają nam podmienione? Czy obraz Boga, który dziś się nam przedstawia jest zgodny z tym, który został ujawniony w szczegółach Objawienia? To są tylko pytania, ale niekiedy zdolność do zadania pytania jest uzyskaniem połowy odpowiedzi.
Aktualni przedstawiciele hierarchii kościelnej, liczni kapłani, teologizujący publicyści, tłoczący się przy internetowej tubie, ukazują coraz częściej obraz Boga ograniczonego do permisywnego miłosierdzia: skurczony Bóg w swej bezsilności przyjmuje wszystkich i wszystko, nie ma za dużo do powiedzenia, gdyż nikt już za bardzo z Jego opiniami się nie liczy. Z tupetem mówi się, że jest jedynie miłością i miłosierdziem, a do gniewu nie ma On prawa, tym bardziej zabrania Mu się wszelkiej kary a zwłaszcza piekła. Odmówiono Mu nawet prawa do sądu. Skoro Bóg jest … jedynie miłością to: hulaj dusza piekła nie ma. Propagatorzy takiego przesłania uważają, że zapisy biblijne o Jego gniewie to wyraz projekcji antropomorficznej, czyli po prostu przypisywanie Bogu ludzkich emocji. Ale… czy głoszenie Boga, który jest emerytowanym hipisem i rozlewa się z Niego tylko bezkrytyczna i ślepa miłość w starczej bezsile, w której błogosławi transwestytów i rozdaje na ślepo Hostie nie zważając na cudzołóstwo lub wyznawanie innej religii – to nie próba domalowania na Jego obrazie wąsów, tak, jak na obrazie Mony Lisy uczynił to Marcel Duchamp? Drobny szczegół – Mona Liza z wąsami nie jest Moną Lizą Leonarda. Wmawianie Bogu tylko jedynego odniesienia do człowieka zdaje mi się być także rodzajem życzeniowej projekcji, czymś w rodzaju zaaplikowanej na obraz Boga polisy ubezpieczeniowej dla swego losu pośmiertnego, niwelującej konsekwencje przedśmiertnych ekscesów.
Czy przykazanie by nie czynić obrazów Boga, dotyczy artystycznych przedstawień czy ludzkich projekcji o Bogu? Czy ten zakaz dotyczy też tego, by z sakramentów nie czynić sobie wyobrażenia sakramentów, albo co gorsza: zmieniać ich formę, a nawet treść pozbawiając realnego Boga kontaktu z człowiekiem? Kto kogo wymyślił: Bóg człowieka czy człowiek Boga? Kto kogo ma kreować na swoje wyobrażenie i podobieństwo: człowiek Boga czy Bóg człowieka? Czy sposób korzystania z sakramentów powinien być zgodny z ludzkimi życzeniami, czy z pragnieniem Chrystusa? Czy Chrystus, w którego wierzę, jest wytworem moich życzeń i roszczeń, wyobrażeń i projekcji, czy też efektem codziennego studiowania przy źródłach Objawienia i osobistej relacji oraz korzystania z sakramentów?
Czy wreszcie sakramenty które przyjmuję i sprawuję, są przez mnie postrzegane w taki sposób, jakie znaczenie nadał im Chrystus, Apostołowie oraz dwutysięczna Tradycja i praxis Kościoła, czy też postrzegam je tak, jak coraz powszechniej mi się je narzuca w codziennej praktyce w kościołach, która – co tu dużo mówić – jest często smutnym widokiem pośpiechu i obcesowości, a nawet ociera się o profanacje. Nie mówiąc już o ekstremalnych happeningach eucharystycznych jak ten, który miał miejsce na falach Morza Jońskiego, na plaży Alfieri, gdzie o. Mattia Bernasconi, „odprawił” Mszę świętą dla młodzieży z parafii mediolańskiej, rozebrany do kąpielówek, używając jako ołtarza dmuchanego materaca. Czy święcenia kapłańskie mężczyzn, którzy nie nadają się do małżeństwa bo są homoseksualni są ważne, skoro ważne święcenia kapłańskie może przyjąć jedynie mężczyzna który rezygnuje z małżeństwa w ofierze dla Chrystusa a jest w dyspozycji psychicznej, emocjonalnej, fizycznej i duchowej do zawarcia małżeństwa? Czy sakramenty udzielane przez „księży” z Dąbrowy Górniczej były ważne? Co mówi Chrystus o sobie, o Ojcu, o sakramentach? Co mówił Kościół przez dwa tysiące lat? Będąc w kościele, biorąc bezpośredni udział w Mszy świętej czegoż doświadczamy? Istnieje zasada formacji duchowej katolika:
lex orandi lex credendi – prawo modlitwy jest prawem wiary.
To, w jaki sposób jest sprawowana liturgia i co na niej słyszymy, widzimy – kształtuje naszą wiarę. Wobec dużego zamieszania i smutnych ekscesów oraz coraz wyraźniejszego sprotestantyzowania, trzeba nam osobiście przypomnieć sobie kilka prawd zawartych w Objawieniu i Tradycji katolickiej, choćby w skromnym wymiarze, by nie dać się ponieść ślepemu biegowi jaki ogarnął większość. Trzeba posłuchać Boga, a w naszym przypadku, słuchanie jest niemożliwe bez czytania, gdyż tak się zdarzyło, że Bóg na formę swego objawienia wybrał Biblię i Tradycję. Pierwszy dylemat, który mi się nasuwa w związku z szerzącymi się teologicznymi wirami, które porywają coraz większą rzeszę wiernych – to sprawa mojego zbawienia.
Syn Boży, jakieś dwa tysiące lat temu, bez pytania mnie przyjął ukrzyżowanie po ostatniej Passze, na której ustanowił sakrament zjednoczenia z Nim. I co, to już załatwione wszystko? Co byłoby wtedy z moją wolnością? – pytał w Epilogu Hans Urs von Balthasar. To tak, jakbym zanim się dowiedział, że jestem winny, usłyszał najpierw, że już za mnie nie tylko ktoś odsiedział w więzieniu, ale nawet odbyła się już egzekucja w zastępstwie za mnie[H. Urs von Balthasar, Epilog. Wydawnictwo WAM, Kraków 2010, s. 87-88.]. On może mnie odkupić, ale ja muszę wyrazić sobą świadomą zgodę, ujawnić pragnienie, przyjąć zaproszenie, z wolnością, bez przymusu wejść w to dzieło i okazać autentyczną skruchę. Nie da się mnie wykupić jak bagaż z przechowalni dworcowej, gdy zgubiło się kwit. Nie jestem przedmiotem, a tak można się czuć, gdy ktoś mi mówi, że już odkupienie się dokonało; jestem zły, bez możliwości poprawy, grzech mnie zniszczył, ale jestem darmo zbawiony, z łaski. A może nawet niektórzy są już predestynowani od urodzenia do nieba bez względu na to, co zrobią a inni będą potępieni, choćby nawet chcieli być zbawieni, bo Bóg i tak już wcześniej wszystko przewidział? Protestancka wizja zbawienia zawiesza moją wolność. Jeśli ja jestem wolnym człowiekiem i mogę odmówić Bogu propozycji bym dał się pokochać, to On tym bardziej jest wolny do wypowiedzenia mi odmowy. Jeśli ja jestem wolny – to tym bardziej Bóg. Choć to jest przerażające, zagubienie się człowieka w upartej od mowie Bogu jest możliwe, a nawet może stać się nieodwracalną, wieczną zgubą.
Odmowa ukazania siebie w całej prawdzie jest równa odmowie udziału w uczcie niebieskiej. Zaniechanie odsłaniania się w spowiedzi, prowadzi do niechęci do Eucharystii – taki proces może trwać latami powodując rogowacenie postawy ducha aż do niezmiennego „nie!”. Odmowa udziału w czyimś ślubie, imieninowych uroczystościach, jubileuszu, może być powodem obrazy zapraszających i jest równoznaczna z lekceważeniem zapraszających i powodem dla którego nas serdecznie zapraszają. Na świecie nie ma nic ważniejszego niż to, co uczynił dla nas Chrystus, tym bardziej, że kosztowało Go to w ludzkim życiu niewymowną mękę. Wszystko po to, byśmy mogli pić Jego Krew jak niemowlę mleko albo być karmionym Jego Ciałem jak dziecko siedzące na kolanach matki, karmione łyżeczką wypełnioną manną. Bez tej Krwi nasze szanse na szczęście wieczne są więcej niż wątpliwe, bez Jego Ciała nie stajemy się ciałem zdolnym do przeciśnięcia się do chwały zmartwychwstania. Mikołaj Kabasilas (+1391), twierdził, że Eucharystii nie ma sposobu przewyższyć niczym, ani nic już nie da się do niej dodać doskonalszego [J. C. Larchet, Terapia chorób duchowych. Wydawnictwo BRATCZYK, Hajnówka 2013, s. 282.]. Odmowa udziału w sakramencie Eucharystii jest niewyobrażalną wzgardą dzieła Chrystusa i dowodem obojętności wobec ceny, jaką zapłacił On na krzyżu dlatego w istocie Msza święta jest plenititulo Najświętszą Ofiarą. Nikt z nas nie starał się ani nie mógł skutecznie się starać, ani do dziś nie jest w stanie przywrócić jedności z Bogiem przez jakiekolwiek pojednania, gdyż przepaść jest zbyt wielka. Jedynie Bóg w swoim Synu, który stał się człowiekiem, pojednał ludzi ze sobą i w sobie przez swoją śmierć, która zniweczyła śmierć wszelką. Odmowa udziału w sakramencie, który jedna nas przez Krew Chrystusa z Bogiem, staje się jeszcze większą wzgardą Boga, niż ta, która była grzechem pierworodnym czy jakimkolwiek grzechem. Bóg w Najświętszej Ofierze nie daje nam czegoś od siebie, ale siebie samego, dlatego nie działa ona w sposób korektywny na jakąś sferę życia, ale stwarza jedyną w swoim rodzaju okazję na więź osobową, którą nazywamy komunią, której skutków do końca nie możemy pojąć choć owe skutki dają nam wstęp nie tylko do nieba, ale dają współuczestnictwo w boskiej naturze.
On chce trwać we mnie i czeka na takie samo „chcę” z mojej strony. Jak daje się w komunii, tak chce, bym sam był sui generis komunią dla Niego. Odrobina kwasu przecież zakwasza całe ciasto i odrobina Hostii potrafi mnie i innych uczynić zakwaszonymi boskością i nieodłącznie ukochanymi i kochającymi. Jeśli wszyscy jesteśmy okresowo ludźmi odmowy, to nie uciekajmy przed wiadomością winy, lecz zdajmy sobie sprawę, że ucieczka jakiej się dopuścili Adam i Ewa ma tylko jeden cel: powrót.
Każda ucieczka przed Bogiem jest bezcelowa, bezsensowna, absurdalna jak piekło i dlatego tam się kończy. Bóg umożliwia nam powrót w przestrzeni uczty, a nie na rozprawie sądowej, ponieważ sąd przeprowadził na Krzyżu. Czy z tego powodu mamy msze święte zamieniać na cateringowe konsumpcje i usunąć krzyże z kościołów? Wystarczy przypomnieć przypowieść o synu marnotrawnym, by zdać sobie sprawę z konsekwencji hipotetycznej odmowy marnotrawcy, który powróciwszy, odmawia udziału w uczcie i omijając ojca, który wybiegł mu naprzeciw, idzie w stronę drugiego brata stojącego na polu, pozostając w buncie.
Nie potrzebujemy zbawienia kiedyś, po śmierci, ale codziennie, bo codziennie jest zaproszenie i codziennie kusi nas spychanie w stronę wężowych śladów. Codziennie jest na tyle źle, by codziennie niepowstrzymanie posiłkować się samym Dobrem, a dobry jest tylko Bóg. Nawet przebudzenie rano byłoby gorsze od śmierci, gdyby nie istniało zaproszenie na ucztę z Bogiem, pod sam Krzyż Chrystusa dającą siłę sprzeciwić się narastającej bezsilności, impotencji serca dającej pole nieszczęściom, niedołęstwu grzechu, ociężałości śmierci i złośliwości szatana. Śmierć Chrystusa jest równocześnie ofiarą paschalną, która wypełnia ostateczne odkupienie ludzi przez Baranka, „który gładzi grzech świata” (J 1, 29) i ofiarą Nowego Przymierza, przywracającą człowiekowi komunię z Bogiem oraz dokonującą pojednania z Nim przez „Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów” (Mt 26, 28; KKK 613).
O ile sakrament pojednania, w którym ukazujemy się w prawdzie naszych grzesznych czynów, niczego nie tając, ani nie zmieniając gładzi nasze winy, o tyle Msza Święta wzmacnia naszą siłę ducha byśmy byli odporni na sytuacje, które mogłyby nas w przyszłości doprowadzić do grzechu. Najświętsza Ofiara przez miłość Ducha Świętego, którą w nas rozpala, zachowuje nas od przyszłych grzechów śmiertelnych, strzeże, uodparnia, wzbudza odrazę do grzechu, ponieważ im bardziej z rozpalonym sercem uczestniczymy w życiu Chrystusa i pogłębiamy przyjaźń z Nim, tym trudniej jest zerwać więź z Nim właśnie przez grzech śmiertelny – stąd w Vetus Ordo dwukrotnie w kontekście Komunii kapłan modli się nazywając Hostię „lekarstwem”(medele, remedium). Celem Najświętszej Ofiary nie jest jednak odpuszczenie grzechów śmiertelnych jak to twierdził swego czasu, wbrew zapisom Katechizmu, Thomas Sternberg, szef Centralnego Komitetu Niemieckich Katolików – jest ono właściwe dla sakramentu pojednania. Msza święta jest natomiast sakramentem tych, którzy pozostają w pełnej komunii z Kościołem (KKK 1395).
Nicola Bux – szanowany profesor sakramentologii – zauważył nie bez smutku jak w ostatnich latach teologiczna myśl katolicka znalazła się w mrocznej mgle: zaciera się powód, dla którego Słowo stało się Ciałem w łonie Maryi Dziewicy i umarło na krzyżu, aby zbawić ludzi od grzechu, powołując ich do Kościoła, który, jak mówi Katechizm, jest powołany do ewangelizacji i chrztu, aby stworzenia stały się dziećmi Bożymi.
Bowiem, jeśli bezczelnie sięgnięto po stwierdzenie, że nawet ci, którzy nie zostali ochrzczeni są dziećmi Bożymi, oznacza to, że chrzest jest niepotrzebny, a więc także katechumenat i chrześcijańska inicjacja sakramentalna. Zatajając prawdę o grzechu i łasce, konceptualizuje się „płynny” (liquid – liquidation) Kościół… by go ostatecznie zlikwidować. Dowodem tego jest pewien dokument biskupa Rzymu dotyczący Eucharystii Desiderio desideravi, który zaprasza wszystkich (nie wspominając o konieczności spowiedzi ani słowem) do komunii. Jeśli prawnie lub nieprawnie wybrani przewodnicy Kościoła zmieniają zasady dotyczące wspólnej komunii eucharystycznej, „będzie to sprzeczne z Objawieniem i Magisterium”, co doprowadzi chrześcijan do „bluźnierstwa i świętokradztwa” ostrzegł włoski teolog. Wzorując się na nauczaniu Kościoła opartym na Piśmie Świętym i Tradycji, prałat Nicola Bux, były konsultant Kongregacji Nauki Wiary, podkreślił, że niekatoliccy chrześcijanie muszą przyjąć chrzest i bierzmowanie w Kościele katolickim oraz żałować za grzechy ciężkie poprzez sakramentalną spowiedź, aby móc przyjąć Jezusa w Eucharystii. Tymczasem zaprasza się wszystkich do komunii, wszystkich, kogo się tylko da bez względu na stan moralny i na wyznanie wiary, tłumacząc to miłością. Ale miłość bez prawdy to miłość nieszczera, a prawdą jest, że każdy człowiek jest grzesznikiem i nie każdy człowiek przyjmuje Chrystusa jako zbawiciela i nie każdy wierzy w Chrystusa jako Syna Bożego i coraz
większa liczba wierzących w ogóle nie przyjmuje Jego nauczania w integralnej, spójnej, katolickiej wymowie dokonując wybiórczych, arbitralnych modyfikacji według własnego uznania, nie licząc się ani z sensem Objawienia ani z dwutysięczną Tradycją, czyli interpretacją z gwarancją asystencji Ducha Świętego pieczołowicie zdeponowaną w Kościele.
Prałat Bux już kilka lat temu wyraził swój niepokój w związku z szerzącą się entuzjastycznie narracją zachwalającą „otwartą komunię” proponowaną najpierw przez niemieckiego teologa protestanckiego Jürgena Moltmanna, ale także przez kardynała Martiniego i kardynała Waltera Kaspera. Dla Moltmanna Komunia Święta jest „wieczerzą Pańską, a nie czymś zorganizowanym przez Kościół czy jakąkolwiek denominację”. Uważa on, że Kościół „zawdzięcza swoje życie Panu, a swoją wspólnotę Jego Wieczerzy, a nie odwrotnie” i dlatego jego zaproszenie „wychodzi do wszystkich, do których został posłany, aby ich zaprosić”. Wszystkich? Co z przypowieścią o zaproszonych na ucztę, z której król wygonił człowieka, który ani słowem się nie odezwał i nie miał stroju weselnego? Co z Judaszem? Co z przypowieścią o pannach głupich i mądrych, co ze słowami Jezusa z Ewangelii Mateusza (Mt 7), gdzie nawet ci, którzy mówili „Panie, Panie” i głosili Ewangelię, egzorcyzmowali i czynili cuda w imię Jezusa, usłyszeli od Jezusa: „nigdy was nie znałem”?
Dlatego nie dziwię się jako kapłan katolicki, odpowiedzi Msgr. Buxa na argumenty proponowane dla „otwartej Komunii” i interkomunii ze wszystkimi. Prałat Bux powołuje się na św. Tomasz z Akwinu, a ten już dawno temu odpowiada na to zagadnienie w swojej Summa Theologiae: „…kto przyjmuje ten sakrament, wyraża w ten sposób, że staje się jednym z Chrystusem i zostaje włączony w Jego członki; a dzieje się to dzięki żywej wierze, której nie ma ten, kto jest w grzechu śmiertelnym. I dlatego jest oczywiste, że kto przyjmuje ten sakrament będąc w grzechu śmiertelnym jest winny kłamstwa wobec tego sakramentu, a w konsekwencji świętokradztwa, ponieważ profanuje sakrament: a zatem grzeszy śmiertelnie” (80,4). A grzech śmiertelny jest odrzuceniem Chrystusa. Komunia taka byłaby więc zaprzeczeniem sobie samemu w przypadku osoby, która by ją przyjęła.
Jeśli przyjmuję Komunię to oświadczam, że jestem jednym z Chrystusem do tego stopnia, że „spożywam”, czyli absolutnie akceptuję Jego Miłość do mnie, która spływa na mnie dzięki mojej prawdzie wyznanej Jemu. Rzeczywiste oddzielenie od Chrystusa i Kościoła obiektywnie występuje u tych, którzy nie mają łaski uświecającej i tych, którzy nie mają wiary katolickiej w to, co czyni „spożywanie” Chrystusa (tj. stan bycia w jedności z Nim – prawdziwie obecnym – i z Kościołem) – nie wierzą w substancjalną obecność, albo nie wierzą w Chrystusa jako Syna Bożego i odrzucają nauczanie katolickie lub je wybiórczo traktują. Mając na uwadze Ewangelię Jana, rozdział 6, a zwłaszcza Pierwszy List Pawła do Koryntian, rozdział 11, rozumie się, że interkomunia, dopuszczenie wszystkich do Komunii i Eucharystii jest sprzeczne z Pismem Świętym, Tradycją i Magisterium Kościoła. Aby przyjąć Komunię, trzeba przejść inicjację chrześcijańską (chrzest i bierzmowanie). Ponadto, jeśli dana osoba popadła w grzech ciężki, musi odbyć drogę pokutną, a zwłaszcza spowiedź sakramentalną. Mamy więc warunki komunii o których ani słowa nie ma w owym Desiderio desideravi. Ani protestant, ani muzułmanin, ani ateista, ani zielonoświątkowiec nawet gdyby mieli okazjonalny entuzjazm emocjonalny do komunii – nie byliby dysponowani do niej, podobnie katolik, który eliminuje ze swojej praktyki spowiedź, albo nie uznaje pewnych grzechów za grzechy, albo sytuacyjnie traktuje swoją moralność. Inicjacja i droga pokutna rzeczywiście pokazują, że ten, kto chce się komunikować, musi najpierw wejść w komunię wiary Kościoła; lub jeśli oddalił się z powodu ciężkiego grzechu, schizmy lub herezji, musi ponownie wejść przez pokutę. Gdyby Stolica Apostolska w sposób niedorzeczny zmieniła zasadę, to znaczy, gdyby była w stanie doprowadzić do tego bez odbycia inicjacji chrześcijańskiej (chrzest i bierzmowanie) lub bez odbycia spowiedzi sakramentalnej, byłoby to sprzeczne z Objawieniem i Magisterium Jednego Świętego i Apostolskiego Kościoła Katolickiego i skłaniałaby wiernych do popełnienia bluźnierstwa i świętokradztwa. Dlatego wiara, którą protestanci wyznają nie jest katolicka, w szczególności dlatego, że nie mają sakramentu bierzmowania, nie praktykują spowiedzi, dlatego nie mogąc odbyć drogi inicjacji, ani drogi skruchy i wyznania, nie mogą przyjąć Eucharystii. Protestanci nie mają sakramentu pokuty, nie mogą więc powrócić do komunii eucharystycznej. Wspólna Komunia z luteranami, na przykład, byłaby bezpośrednio sprzeczna z Kanonem II, Soboru Trydenckiego o Najświętszym Sakramencie Eucharystii: „Jeśli ktoś mówi, że w świętym i najświętszym sakramencie Eucharystii substancja chleba i wina pozostaje w połączeniu z ciałem i krwią Pana naszego Jezusa Chrystusa, i zaprzecza tej cudownej i osobliwej przemianie całej substancji chleba w Ciało, a całej substancji wina w Krew, przy czym pozostają tylko pozory chleba i wina, którą to przemianę Kościół katolicki najtrafniej nazywa transsubstancjacją, niech będzie obłożony anatemą” (czyli klątwą).
Kanon potępia luterańską doktrynę konsubstancjacji, która utrzymuje, że fundamentalna „substancja” Ciała i Krwi Chrystusa jest obecna obok substancji chleba i wina, które pozostają niezmienione, a więc komunia jest tylko symbolem. Oznacza to, że jeśli ktokolwiek zachęcałby luteranina do przyjęcia Komunii Świętej w Kościele katolickim – nawet w wyjątkowych okolicznościach – byłby w błędzie, chyba, że ci sami luteranie odrzuciliby luterańską doktrynę o Eucharystii. Niestety w ostatnim dokumencie o Eucharystii, biskup Rzymu nie wspomina o realnej, prawdziwej i substancjalnej obecności w Eucharystii Chrystusa, a nadmiernie podkreśla jedynie jej symboliczne aspekty zapraszając wszystkich do uczestnictwa bez podania istotnych warunków. Mamy już za sobą incydenty z rozdawaniem Komunii nie tylko luteranom, muzułmanom, transseksualistom, politykom proaborcyjnym, o których pisano w mediach. Nie wiem, o czym nie napisano ale wiem, co by na to powiedział święty Jan Damasceński (+749): ”Strzeżmy się, byśmy nie przyjmowali uczestnictwa komunii od odstępców ani też ich do tego nie dopuszczali. Mówi bowiem Pan: nie rzucajcie pereł między świnie ani świętości waszych przed psy” (Mt 7,6). Św. Cyryl Jerozolimski, idąc za Apostołem (Gal 1,8), naucza, że wiarę katolicką otrzymaną w chrzcie, my, katolicy powinniśmy przyjąć jako „zapas podróżny” na całe życie, nie przyjmując nigdy nic innego, nawet gdyby ci sami duszpasterze, zmieniając zdanie, nauczali czegoś przeciwnego, niż nauczali poprzednio. Ani joty ani kreski nie zmieniając tym bardziej, że wiara to nie jakiś okręt Tezeusza, ale to bogactwo Łodzi Piotra. Błogosławiąc, modląc się za Was, pamiętając o pamietających, składam dzięki za Waszą wiarę i wierność dziedzictwu Apostołów i ufam, że Msza Wszechczasów, którą już celebruję w mojej ukrytej pustelni przymnoży Wam darów niebieskich wprost z najczystszych dłoni Najświętszej Panny Maryi.
Ojciec Augustyn
LIST OD O.AUGUSTYNA PELANOWSKIEGO, z dnia 26.10.23, otrzymany za pośrednictwem Wydawnictwa Paganini.

——————————-

————————————————

——————–

——————————————

————————

Przypomnę młodzieży: Znany uchodźca polityczny, poeta i pisarz. Zdaniem policji i prokuratury dopuścił się zbrodni. Świadomie zakaził wirusem HIV kilkadziesiąt polskich kobiet
——————

———————————–

————————————–

—————————————————-

————————-

———————————-

———————————-

——————————–

————————-

—————————–

———————————————

———————————————-

——————————

———————————————————


————————————

—————————————

—————————————–

—————————————–

————————————-

————————————————–

——————————


——————————

—————————————–

———————————

————————————————-

———————————————————————————-

———————————–

——————————

————————————————

[A jeszcze gorzej te, co nie grają i nie doszły !! Dać rekompensaty]
————————————-


——————————————————–

========================================

—————————————–

—————————————————–

————————————

—————————-

——————————

——————————————–

————————————————-

Według pewnych źródeł w 2000 roku było w Europie około 500 000 muzułmanów, teraz 50 000 000.
Ilu katolików? interia.pl/co-z-liczba-katolikow-w-europie
17 października 2025
Na całym świecie rośnie liczba katolików. W ciągu roku do Kościoła dołączyło ponad 15 milionów osób. Największe wzrosty odnotowują Afryka i Ameryka, ale liczba wiernych powiększyła się także w Europie – wynika z raportu Rocznika Statystycznego Kościoła.
Dane zaprezentowane przez portal Vatican News pochodzą z najnowszego raportu Rocznika Statystycznego Kościoła, który przygotowała agencja Fides. Jak podkreślono, odzwierciedla on stan z 2023 roku.
Jak wynika z dokumentu, łączna liczba katolików na świecie wynosi 1 405 454 000.
Odsetek katolików w światowej populacji wzrósł o 0,1 proc. i wynosi 17,8 proc.
W ciągu dwunastu miesięcy przybyło 15 881 000 wiernych, z czego 8 309 000 w Afryce i 5 668 000 w Ameryce. W Europie, gdzie intensywnie w wielu krajach w ostatnich latach postępowała sekularyzacja, roczny przyrost wiernych wynosi natomiast 740 tys. osób.

Date: 14 giugno 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/prevost-do-migrantow-na-wyspach-kanaryjskich-zanim-powiem-cokolwiek-wiecej-pragne-poklonic-sie-przed-wasza-godnoscia/
“Drodzy bracia i siostry,
właśnie wysłuchaliśmy jednego z najbardziej wymagających fragmentów Ewangelii. Wiemy, że ten sam rozdział zawiera również ostrzeżenie, którego żaden wierzący nie powinien lekceważyć (Mt 25,41-45). Dzisiaj, nad brzegiem morza, Słowo staje się namacalne: tu przybywa wiele zranionych istnień, pozbawionych niemal wszystkiego, ale nigdy, przenigdy swojej godności. Tutaj Ewangelia wyrywa nas z wygodnej pozycji widza i stawia nas twarzą w twarz z przybywającym bratem. Pyta nas, czy potrafiliśmy rozpoznać Chrystusa w tych, którzy schodzą na ląd naznaczeni strachem, głodem i przemocą, po przejściu przez pustynię, noc i morze“.
“Ta wyspa, niewielka pod względem powierzchni, ale wielka pod względem humanitaryzmu, przyjęła tysiące ludzi wyrwanych ze swojej ojczyzny i pozostawionych na łasce kruchej łodzi. Są tam osoby uratowane na morzu oraz ciała bez życia wyłowione z wody. Dlatego Następca Piotra nie może pozostawać obojętny wobec tych wydarzeń. Kościół nie może ignorować tych wód, ani żadnego miejsca, gdzie głód, pragnienie, przemoc, strach czy wygnanie wciąż ranią godność ludzką. Uczniowie Jezusa nie powinni traktować tego krzyku jako czegoś obcego, gdy ktoś woła w ciemnościach”.
“Dziękujemy za te świadectwa; za przypomnienie nam, co oznacza ratowanie życia. María, dziękujemy Ci za przypomnienie nam, co Caritas, parafie i tak wiele osób robi każdego dnia. Twoje słowa pokazują nam, gdzie zaczyna się przemiana spojrzenia: kiedy migrant przestaje być „jednym z wielu”, przestaje być kategorią i liczbą. Dopiero wtedy rozumiemy, że ta dziewczynka mogłaby być naszą córką, a te twarze częścią naszej rodziny; i wtedy sumienie nie ma już wymówek. Miłosierdzie zaczyna się od małych gestów: czasem od kilku ciastek i odrobiny mleka; innym razem od pięciu chlebów i dwóch ryb (por. Mt 14,17-21). Nie chodzi o to, by rozwiązać wszystkie problemy, ale o to, by powierzyć wszystko Bogu i być obecnym tam, gdzie ludzie cierpią, gdzie brakuje środków i nie ma wspólnego języka, ale gdzie wciąż przemawiają gesty. Z całego serca dziękuję wszystkim, którzy angażują się w pomoc, przyjmowanie i towarzyszenie, dając świadectwo, że konkretne miłosierdzie może ratować i zmieniać życie wielu ludzi“.
“Drodzy migranci: zanim powiem cokolwiek więcej, pragnę złożyć hołd waszej godności. Nie jesteście numerami ani numerami akt! Jesteście ludźmi, którzy zostawili za sobą rodziny i domy, a także marzenia, których nikt nie ma prawa lekceważyć”.
“Wasza tragedia musi stać się okazją do refleksji: dla krajów pochodzenia, które muszą stworzyć warunki sprzyjające pokojowi, sprawiedliwości i rozwojowi; dla krajów tranzytowych, wezwanych do ochrony i niepozostawiania słabszych w rękach sieci przestępczych; dla Europy, której nie wolno głosić godności ludzkiej i przyzwyczajać się do tego, że Morze Śródziemne i Atlantyk są cmentarzami bez nagrobków; dla społeczności międzynarodowej, wezwanej do skutecznej i wytrwałej współpracy“.
“Również Kościół powinien podjąć to wyzwanie. Przyjęcie migrantów nie może być sprawą drugorzędną ani zleconą wyłącznie kilku wolontariuszom. Klękamy przed ołtarzem, aby wielbić Chrystusa obecnego w Eucharystii, od którego otrzymujemy siłę i motywację do życia w miłości: dlatego nie możemy „przechodzić obojętnie” obok cayucas i pateras, ponieważ z modlitwy wypływa każda służba, a do niej powraca każde zaangażowanie (por. Łk 10,31-32)”.
“Chciałbym, aby z tej wyspy głosy tych, którzy dziś zabrali głos, dotarły do osób sprawujących decydującą władzę – władz cywilnych, parlamentów, rządów i organizacji międzynarodowych – a także do wspólnot chrześcijańskich, przedstawicieli innych tradycji religijnych oraz wszystkich ludzi dobrej woli. Nie wystarczy jedynie zarządzać napływem uchodźców, podawać statystyki, wzmacniać granice czy opłakiwać ofiary śmiertelne, gdy już do nich doszło. Każda przybywająca łódź nie przywozi tylko migrantów; niesie ze sobą pytanie: jaki świat zbudowaliśmy, skoro tak wielu braci musi ryzykować śmiercią, by szukać życia?”
“Nie wolno nam przyzwyczajać się do liczenia ofiar śmiertelnych. Godność ludzka nie ma paszportu i nie traci na wartości, gdy przekracza granicę“.
“Niech Bóg, który „o zmierzchu życia osądzi nas na podstawie miłości” (por. św. Jan od Krzyża, „Porady i sentencje”, 57), pozwoli nam dziś rozpoznać Go w ubogich i cudzoziemcach oraz uwolni nas od postrzegania cierpienia innych tak, jakby nas nie dotyczyło. Niech Matka Boża z Karmelu towarzyszy tym, którzy przybyli, pociesza tych, którzy stracili swoich bliskich, wspiera tych, którzy ich przyjmują, i budzi w nas wszystkich odwagę miłosierdzia“.
“I niech nie stanie tak, że historia zarzuci nam, iż zamieniliśmy ból tych, którzy cierpią, w zwyczajny widok na naszych wybrzeżach. Bo dziś, tutaj, nad brzegiem morza, każda przybywająca tu istota pyta nas, co pozostało z naszego człowieczeństwa. Wcześniej czy później okaże się, czy potrafiliśmy je zachować, czy też pozwoliliśmy, by przemówiła za nas obojętność. Dziękuję bardzo”.
INFO (wybrane fragmenty papieskiego przemówienia): vatican.va/leo-xiv/it/speeches/2026/giugno/documents/20260611-spagna-accoglienza-migranti
PL Zaloguj się
15 czerwca 2026 Paweł Chmielewski pch24/encyklika-leona-xiv-jako-argument-dla-rewolucji

Encyklika „Magnifica humanitas” papieża Leona XIV jest tekstem szeroko komentowanym w całym katolickim świecie. Dokument może zostać interpretacyjnie zawłaszczony przez środowiska rewolucyjne, które widzą w nim wygodne narzędzie do forsowania własnej agendy.
Habent sua fata libelli, powiadali Rzymianie. Mają swoje losy i papieskie dokumenty. Franciszkowa Amoris laetitia o pięknie miłości małżeńskiej przeszła do historii z powodu kilku zdań dotyczących roli ludzkiego sumienia i Komunii świętej dla rozwodników. W przypadku adhortacji Jorge Mario Bergoglia nie ma większych wątpliwości, że taki los był autorowi dzieła miły – długaśne passusy papieskiego tekstu tylko otaczały faktycznie istotne zdania. Opinia publiczna i teologiczna po prostu trafnie je wydobyła.
Nie wiem, jaki był papieski zamiar względem encykliki Magnifica humanitas. Pozostaje jednak faktem, że obszerny tekst Leona XIV, który co do zasady poświęcony jest kwestii sztucznej inteligencji, opinia publiczna recypuje głównie za sprawą problematyki niewolnictwa. Papieskie przestrogi przed ludzką pychą i nieledwie ludobójczym potencjałem źle wykorzystanej AI giną wśród komentarzy, zdominowanych przede wszystkim przez jedno: przeprosiny za stanowisko Kościoła wobec fenomenu niewolnictwa.
Nie chcę tu wchodzić w dyskusję o naturze tego stanowiska. Na polskim gruncie rzecz drobiazgowo omówił Grzegorz Kulik w monumentalnej pracy „Katolickie zasady niewolnictwa w nauczaniu teologów XVI i XVII wieku”. Nieco wbrew tytułowi, autor omawia problem w szerszej perspektywie historycznej, pokazując, z czego wynikało kościelne akceptowanie instytucji niewolnictwa. Kościół ją przecież zastał jako fundament społeczny Imperium Romanum, przeniesiony przez wiatr historii aż do średniowiecza i nowożytności. Nie wzywając do społecznej rewolucji w tym zakresie, Kościół starał się prezentować sposoby na chrześcijańskie przeżywanie tej rzeczywistości w duchu miłosierdzia. To się oczywiście nie zawsze udawało, ale nie sposób odmówić Kościołowi intencji cywilizowania niewolnictwa.
Leon XIV zresztą o tym napisał, ale nie te jego słowa znalazły się w soczewce komentarzy. Kluczową rolę przypisano następującym zdaniom:
O ile bowiem w starożytności i w średniowieczu wiele osób i instytucji kościelnych posiadało niewolników, to już w epoce nowożytnej rzymska Stolica Apostolska, pobudzana prośbami władców, wielokrotnie interweniowała, by regulować i uprawomocniać sposoby podporządkowania, a w niektórych przypadkach także zniewolenia „niewiernych”. Trzeba było czekać aż do XIX w., aby pojawiło się formalne, absolutne i powszechne potępienie niewolnictwa, zwłaszcza przez Leona XIII. Stanowi to wyraźny przykład wzrastania Kościoła w rozumieniu odwiecznych prawd Objawienia, których on strzeże. [P]rzez osiemnaście wieków nie zdołano oficjalnie wyrazić całkowitej niezgodności tego faktu z niewolnictwem. Jest to rana w pamięci chrześcijańskiej i nie możemy uważać, że nas to nie dotyczy. Nie sposób nie odczuwać głębokiego bólu, gdy rozważamy ogromne cierpienie i upokorzenie, jakie niewolnictwo oznaczało dla tak wielu osób, w sprzeczności z ich nieograniczoną godnością, nieskończenie umiłowaną przez Pana. Dlatego w imieniu Kościoła szczerze proszę o przebaczenie.
Ten passus można odczytywać w różnych perspektywach. Chcę skupić się na jednej, to znaczy wewnątrzkościelnej. Co oznaczają słowa Leona XIV dla wielkich dyskusji o przyszłości nauczania Kościoła katolickiego? W tym kluczu za najważniejsze można uznać zdanie:
„Stanowi to wyraźny przykład wzrastania Kościoła w rozumieniu odwiecznych prawd Objawienia, których on strzeże”.
Czytając katolicką prasę liberalną już szereg razy spotkałem się z odwołaniem do tych właśnie zdań. Katoliccy reformiści uważają, że Leon XIV, przepraszając za niewolnictwo i uznając, że nauczanie Kościoła katolickiego może „wzrastać w rozumieniu odwiecznych prawd”, otworzył drogę do zmian doktrynalnych również w innych kwestiach.
Zwrócił na to uwagę między innymi dr Stefan Orth, redaktor naczelny prominentnej niemieckiej Herder Korrespondenz. W artykule opublikowanym gościnnie na łamach Katolisch.de napisał: „Puentą u Leona jest jego definicja możliwości dalszego rozwoju katolickiej nauki. […] Oczywiście także w przypadku Objawienia chodzi o «wieczne prawdy». Jednak najwyraźniej muszą one niekiedy dopiero zostać odkryte w całej ich pełni, nie mogąc być po prostu odczytane z Ewangelii i Tradycji. Przychodzą na myśl również inne tematy, które w związku z równą godnością katoliczek i katolików mogłyby zostać odczytane w takim duchu. Leon XIV dał tu znaczący impuls dla nadchodzących dyskusji”.
Orth zwrócił uwagę na perspektywę ludzkiej godności, bo Leon XIV w Magnifica humanitas właśnie z tej godności wyprowadza kościelne potępienie niewolnictwa. Kościelni reformiści uważają, że rozpoznanie prawdziwej natury tej godności powinno mieć jednak również inne implikacje. W obecnej dyskusji dotyczy to przede wszystkim dwóch spraw: homoseksualizmu oraz roli kobiet w Kościele.
Otóż twierdzi się, że właśnie ze względu na równą godność wszystkich ludzi, skłonności homoseksualne powinny zostać w Kościele całkowicie zaakceptowane, a co za tym idzie – aktywność intymną w związkach jednopłciowych należy uznać za moralnie dopuszczalną. Stoi za tym przekonanie, że homoseksualizm jest wrodzony albo przynajmniej zależny od czynników, na które jednostka nie ma żadnego wpływu – a jako taki, musi zostać uznany za „dany” człowiekowi przez Boga. Na takiej koncepcji ufundowana jest działalność również polskiego ruchu na rzecz normalizacji homoseksualizmu w Kościele. Magnifica humanitas – niezależnie od intencji papieskiego autora – rzeczywiście może stać się bardzo poręcznym argumentem na rzecz zmiany w tym obszarze.
Podobnie jest w przypadku roli kobiet w Kościele. Środowiska reformistyczne uważają, że równa godność mężczyzn i kobiet wyklucza ograniczenie kapłaństwa do jednej płci. W ich ocenie wszelkie argumenty biblijne albo historyczne przeciwko kapłaństwu kobiet tracą swoją decydującą moc w obliczu aktualnego rozpoznania charakteru tej godności. W efekcie postulują dopuszczenie kobiet do kapłaństwa, bez żadnych ograniczeń: od sakramentalnego diakonatu, poprzez prezbiterat, aż po episkopat. Reformiści twierdzą, że Kościół katolicki w swoim podejściu do roli kobiet był na przestrzeni wieków ściśle zależny od zastałych uwarunkowań społecznych – dokładnie tak, jak w przypadku niewolnictwa. Skoro sytuacja społeczna gruntownie się zmieniła i kobietom przyznaje się dziś dokładnie te same prawa, co mężczyznom, powinno to, argumentują, znaleźć odzwierciedlenie również w Kościele w kwestii kapłaństwa. Powiedziałbym, że w tej sprawie „Magnifica humanitas” może być wykorzystywana na rzecz reformy z jeszcze większą siłą, niż w przypadku rewaluacji homoseksualizmu.
Podkreślę raz jeszcze, że nie znam intencji Leona XIV w kwestii losów, jakie spotykają jego encyklikę. Nie wiem też, co papież zamierza względem oceny homoseksualizmu albo roli kobiet. Inaczej niż Jorge Mario Bergoglio, Robert Prevost dość oszczędnie gospodaruje słowem, kiedy przychodzi mu określić własne zapatrywania. Dlatego wysiłki środowisk reformistycznych mogą rozbić się o skałę papieskiej woli, nieskorej do zmiany nauczania Kościoła w obu obszarach.
Reformiści wiedzą jednak, że – jak powiadali ci sami Rzymianie – kropla drąży skałę nie siłą, lecz częstym padaniem. Prowadzona przez lata agitacja na rzecz głębokich przeobrażeń życia kościelnego może odnieść w dalekiej przyszłości swój skutek, zwłaszcza, jeżeli zostanie poparta sprytną hermeneutyką papieskich encyklik.
Tym bardziej potrzebny jest wysiłek konserwatywnych środowisk katolickich, nakierowany na ukazanie obu problemów w perspektywie zgodnej z Tradycją. Nie chodzi o to, by tylko powtarzać przeszłe orzeczenia kościelnego autorytetu, bo taka archaizująca, papuzia teologia nie może przekonywać. Rzecz w tym, wydobyć z tych orzeczeń niezmienną istotę, odnieść ją do Pisma Świętego i samej natury rzeczy, pokazując, dlaczego nauczanie Kościoła nie powinno albo po prostu nie może się w tych sprawach zmienić. Jeżeli ten wysiłek zostanie podjęty, to Kościołowi może zostać oszczędzone wiele niepotrzebnego fermentu.
Zakładając, że w obu kwestiach nauczanie nie może ulec zmianie, nie musimy obawiać się o finalny wynik całego sporu; ale powinniśmy troszczyć się o poglądy współczesnych, tak, by zachowywać jedność Kościoła, a nie pozwalać milcząco na jego rozbijanie poprzez błędy feminizmu albo permisywizmu moralnego. Dlatego rewolucyjnej interpretacji „Magnifica humanitas” powinna towarzyszyć równoległa interpretacja tradycyjna. Historia ostatnich dekad w Kościele pokazała dobitnie, że sporów nie wygrywa litera kościelnych dokumentów, ale hermeneutyka – a raczej siła stronnictwa, które stoi za daną linią hermeneutyczną.
Paweł Chmielewski

W Oświęcimiu i Harmężach odbywają się uroczystości upamiętniające 86. rocznicę pierwszej deportacji Polaków do niemieckiego obozu Auschwitz. Co zdumiewające, nie zostali do nich dopuszczeni przedstawiciele Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna, z posłem Romanem Fritzem na czele.
14 czerwca uważany jest za dzień, w którym zaczął funkcjonować KL Auschwitz. W Polsce obchodzony jest jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady.
Obchody rozpoczęły się od złożenia wieńców i zniczy przed Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku 11 w byłym obozie Auschwitz I. Rozbrzmiał polski hymn narodowy. W tym miejscu Niemcy rozstrzelali wiele tysięcy osób, głównie Polaków.
Uroczystościom patronuje prezydent Karol Nawrocki. Na miejscu obecna była m.in. minister kultury Marta Cienkowska, a także kilkunastu byłych więźniów.
Delegację na obchody wysłała także Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Na jej czele stał poseł Roman Fritz. Nie wpuszczono ich jednak za bramy byłego obozu.
„To niedopuszczalny brak szacunku dla pamięci o ofiarach i haniebne blokowanie Polakom możliwości czczenia własnej, bolesnej historii” – czytamy w komunikacie partii.
Przedstawiciele Korony złożyli wieńce w barwach narodowych pod zewnętrznymi murami, na trawie przy budynkach obozowych.
„Pamięci o polskim męczeństwie i narodowej dumy nie zatrzymają jednak żadne zamknięte bramy! Udostępnijcie to dalej! Niech cała Polska dowie się, jak traktuje się dzisiaj tych, którzy chcą pielęgnować prawdę historyczną” – oświadczyła Korona.
https://twitter.com/KoronyPolskiej/status/2066119459727614016/video/1
Thomas Röper anti-spiegel.ru/2026/wenn-der-spiegel-ueber-kriegstote-in-der-ukraine-berichtet

Propaganda
========================================
Kiedy „Der Spiegel” donosi o ofiarach wojny na Ukrainie…
Der Spiegel donosi, że według ONZ w maju zginęło więcej ukraińskich cywilów niż kiedykolwiek od początku wojny. Brzmi to dramatycznie, ale dlaczego Der Spiegel nie pisze w podobnym tonie o ofiarach cywilnych wojny izraelskiej, które są ponad dziesięciokrotnie wyższe niż na Ukrainie?
„Der Spiegel. Nie boimy się prawdy. Momencik, proszę…”
Anti-Spiegel 14 czerwiec 2026
Powiem to od razu: byłem na froncie kilka razy, widziałem wojnę, widziałem zniszczenia, rozmawiałem z przerażonymi ludźmi, którzy tygodniami ukrywali się przed ostrzałem, widziałem zwłoki. Nic nie mogłoby być zatem dalsze od moich intencji niż bagatelizowanie wojny. Wręcz przeciwnie.
Ale artykuł w Spiegel zatytułowany „Rosyjska wojna agresji – ONZ raportuje rekordowo wysoką liczbę ofiar cywilnych na Ukrainie” wymaga uporządkowania. Artykuł w Spiegel donosi, że według ONZ w maju na Ukrainie zginęło co najmniej 274 osoby, a kolejne 1763 zostały ranne. To oczywiście przerażające liczby, bo każda śmierć to o jedną za dużo!
Jednak „Spiegel” podważa swoją wiarygodność, dopóki nie krytykuje Izraela za jego znacznie brutalniejsze wojny agresywne, publikując podobne nagłówki, jak „Izraelskie wojny agresywne – 1200 ofiar cywilnych miesięcznie w samym Libanie”.
W samym Libanie od początku nowej wojny agresywnej Izraela 2 marca zginęło co najmniej 3756 cywilów, a 11 632 zostało rannych. To średnio około 1200 zabitych i 4700 rannych miesięcznie, wielokrotnie więcej niż liczba ofiar na Ukrainie.
Co więcej, Der Spiegel donosi, że od początku eskalacji w lutym 2022 roku na Ukrainie zginęło łącznie 16 000 cywilów. W tym miejscu również krytykuję Der Spiegel za to, że nie poświęca równie dużo uwagi ponad 100 000 ofiarom śmiertelnym wśród cywilów w Strefie Gazy od października 2023 roku.
Te przykłady pokazują, że niemieckie media relacjonują wydarzenia w sposób stronniczy, a nie obiektywny. Mogą uznać Rosję za agresora, jeśli chcą, ale obiektywne relacjonowanie obejmowałoby wskazanie, że wojna na Ukrainie pochłonęła mniej ofiar cywilnych niż jakakolwiek inna wojna w historii nowożytnej. We współczesnych wojnach ostatnich stu lat stosunek ofiar cywilnych do zabitych żołnierzy wynosił co najmniej 50:50; często liczba ofiar wśród cywilów była wyższa niż liczba zabitych żołnierzy.
Jednak po stronie ukraińskiej, w zależności od interpretacji, zginęło kilkaset tysięcy, a nawet milion żołnierzy, w porównaniu do „zaledwie” 16 000 ofiar wśród cywilów. To pokazuje, jak bardzo Rosja stara się chronić ludność cywilną. A media, które określają się jako obiektywne i krytyczne, nie mogą tego ignorować, nawet jeśli uważają Rosję za agresora.
Powtarzam: każda śmierć to o jedną za dużo, ale podając liczbę ofiar, trzeba je czytelnikom wyjaśnić. Wszelkie inne informacje są celowo mylące, ponieważ liczbami można łatwo manipulować, jak pokazuje ten przykład. Bez porównania 274 ofiary śmiertelne brzmią jako dużo, ale kiedy porówna się to z innymi wojnami, takimi jak te prowadzone przez Izrael i USA, w których ginie dziesięć razy więcej cywilów, to sprawa nabiera szerszej perspektywy – co, powtarzam, nie zmienia faktu, że każda śmierć to o jedną za dużo.
Żaden artykuł w „Spieglu” nie jest wolny od dezinformacji!
I to nie wszystko, ponieważ „Spiegel” ponownie dezinformuje czytelników w swoim artykule, pisząc:
„Według ONZ od początku wojny w lutym 2022 roku zginęło ponad 16 000 cywilów, a ponad 46 000 zostało rannych. Z powodu braku dostępu do terytoriów okupowanych przez Rosję, nie wszystkie ofiary są uwzględniane w statystykach ONZ”.
Sposób sformułowania „Der Spiegel” sugeruje, że Rosja odmawia ONZ dostępu do nowo zdobytych terytoriów. To po prostu kłamstwo, ponieważ to Ukraina odmawia ONZ dostępu. Rosja w rzeczywistości ma silny interes w tym, aby ONZ dokumentowała ofiary ukraińskiego ostrzału w tym kraju.
Sedno tkwi w tym, że ONZ nie uznaje referendów, w których tamtejsi mieszkańcy opowiedzieli się za pozostaniem częścią Rosji. Dla ONZ te terytoria są zatem terytorium ukraińskim, do którego eksperci ONZ mogą dostać się jedynie przez Ukrainę. Ukraina jednak na to nie pozwala, choć byłoby to możliwe, jak pokazuje przykład ekspertów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej monitorujących elektrownię jądrową w Zaporożu. Zawsze podróżują przez Ukrainę, wymagając za każdym razem ogłoszenia tymczasowego zawieszenia broni na odcinku linii frontu, aby eksperci mogli przekroczyć granicę.
Der Spiegel ukrywa jednak ten fakt przed czytelnikami, sugerując tym samym po raz kolejny, że Rosja nie pozwala nikomu wjechać na swoje nowo zdobyte terytoria, co jest po prostu kłamstwem. Można tam podróżować z Rosji, nawet jako organizacja międzynarodowa.
Ale ani Der Spiegel, ani Ukraina nie są zainteresowane dokumentowaniem ofiar ukraińskiego ostrzału na tych terytoriach.
Geo-patologia i stojąca za nią ekono-patologia
Michael Hudson 6 Czerwca 2026 roku
nakedcapitalism/michael-hudson-geopathology-and-the-econopathology-behind-it
W tym krótkim, ale ważnym artykule Michael Hudson próbuje ustalić dwie nowoczesne choroby, które niszczą społeczeństwo, i to, co jest naszym globalnym porządkiem.
=================================================
Strategia bezpieczeństwa narodowego Ameryki w 2025 roku przewiduje ustanowienie kontroli nad światowym handlem ropą naftową. W tym celu naftowa wojna Donalda Trumpa jest skierowana na to, aby pozbawić Iran, Irak i sąsiadujące z nimi kraje OPEC ich suwerenności nad tym, komu mogą sprzedawać swoją ropę; dokładnie tak samo, jak to zrobił z Wenezuelą. Nikt nie odczuwa wyrzutów sumienia z powodu towarzyszącej szkody, spowodowanej przez nieprawidłowe działanie w handlu energii, które zanurzają większość gospodarek świata w depresję.
To jest nierozsądne (i destruktywne) zachowanie, zgodne z literą tego, co psychologowie nazywają socjopatą. Mayo Clinic stosuje ten termin do „człowieka, [który] ciągle nie wykazuje szacunku do dobra i zła i ignoruje prawa i uczucia innych. Osoby z antyspołecznymi zaburzeniami osobowości mają tendencję aby celowo prowokować lub denerwować innych, manipulować nimi, lub odnosić się do nich wulgarnie lub z brutalną obojętnością. U nich nie ma wyrzutów sumienia lub zmartwienia swoim zachowaniem”.
Podsumowując: „ludzie z antyspołecznymi zaburzeniami osobowości [którzy] często łamią prawo, stając się przestępcami. Mogą kłamać, zachowywać się brutalnie lub impulsywnie …”. Diagnoza ta łatwo może być stosowana do każdego narodu, z tendencją dążenia do imperium poprzez podbój. Ale polityka zagraniczna USA przyniosła ją do nowych skrajności.
Dokładnie tak samo, jak socjopatom brakuje poczucia rozróżnienia dobra i nieprawości (i walczą z wszelkimi podobnymi wartościami moralnymi, powstrzymującymi ich agresywne zachowanie), amerykańscy dyplomaci odrzucili zbiór międzynarodowych praw wojny, zapisanych w Statucie Organizacji Narodów Zjednoczonych, który uniemożliwia ataki na cywilów.
Amerykańskie uzbrojenie i systemy naprowadzania rakiet służą religijnemu i etnicznemu ludobójstwu od Ukrainy do Bliskiego Wschodu, ponieważ ukraińskie, izraelskie i różne armie, obsługujące wahabicką „Al-Kaidę”, rekrutowano jako obce legiony Ameryki.
Impulsywne, agresywne i manipulacyjne wymagania Trumpa, wraz z zastraszeniami, naruszają najbardziej podstawowe prawa międzynarodowego postępowania, wcześniej uważane za istotę cywilizacji. Zasada Karty Narodów Zjednoczonych nie ingerencji w suwerenność państw obcych jest dziedzictwem Westfalskiego traktatu pokojowego z 1648 roku, który położył kres wojnie trzydziestoletniej w Europie.
Stany Zjednoczone niszczą siłą zagraniczne rządy i starali się osiągnąć zmiany trybu z Rosji do Iranu, bombardując ludność cywilną, zwłaszcza młodych studentów i lekarzy, szkoły i szpitale, w nadziei, że taki terroryzm zachęci ludność do zamiany ich rządów na oligarchów na usługach USA, aby zakończyć rozruchy, które stały się znakiem rozpoznawczym polityki USA.
Dyplomacja Stanów Zjednoczonych narusza międzynarodowe prawo morskie, bombardując łodzie rybackie w portach od Wenezueli i Kolumbii w Ameryce Łacińskiej do cieśniny Ormuz i zatoki Perskiej bez ostrzeżenia lub prawdopodobnej przyczyny, tylko po to, aby zaprezentować swoją bezkarność wobec ograniczeń prawa międzynarodowego i niezdolność Organizacji Narodów Zjednoczonych lub jakiegokolwiek innego międzynarodowego organu zapobiegania piractwu i morderstwom na otwartym morzu.
Kładąc nacisk na to, aby inne kraje przestrzegały narzucone przez niego sankcje, mające na celu izolację Federacji Rosyjskiej w wydobyciu ropy naftowej, Stany Zjednoczone zniszczyły Libię, przejęły wydobycie w Iraku i kontrolę nad jego dochodami, ignorując wymagania irackiego rządu wycofania się Stanów Zjednoczonych. Trump również przejął kontrolę nad Wenezuelą i przelał wszystkie dochody z eksportu ropy naftowej na rachunki USA w Miami znajdujące się pod bezpośrednią kontrolą administracji Trumpa.
Zachowanie Trumpa na stanowisku prezydenta USA stało się oczywiste ze względu na jego przeszłość jak głośnego oszusta-dewelopera, który kłamał i zrywał umowy ze swoimi dostawcami, bankierami i siłą roboczą, a także traktował narzucone kary po prostu jako koszty prowadzenia działalności gospodarczej, nie mówiąc już o jego drapieżnym zachowaniu w stosunku do kobiet. Istnieje prawie naturalne pokrewieństwo między jego dawnym życiem i jego obecną polityczną rolą.
W czasie, gdy polityka zagraniczna USA ma na celu uniemożliwienie krajom odnalezienia własnej suwerenności i odzyskania własnych sił, dzisiejsi potentaci finansowi i od nieruchomości z Klasy Jednego Procenta wraz z ambitnymi politykami, których zatrudniają do uzyskania kontroli nad polityką USA, stawiają coraz większą część populacji USA zależności zadłużenia i skazują je na życie od wypłaty do wypłaty.
Amerykańscy stratedzy obawiają się (ci przestępcy są tchórzami), że zewnętrzna niezależność od amerykańskiej kontroli nad handlem ropą naftową, technologiami informacyjnymi i sztuczną inteligencją pozwoli krajom oprzeć się wymaganiom nielegalnej imperialnej władzy Ameryki. Klasa wierzycieli, monopoliści i inni członkowie rentierskiej grupy Jednego Procenta dzielą podobne obawy co do tego, że rząd USA może przyjąć i stosować przepisy, które ograniczą kumulację władzy finansowej i monopolizację bogactwa kosztem tego, że coraz bardziej zadłużone 99 procent będą zmuszeni jeszcze głębiej wejść w długi (i zaległe należności), tylko po to, aby związać koniec z końcem.
Podobne dążenie do władzy jest charakterystyczne dla menedżerów największych korporacji współczesności, a także dla gangsterów, przywódców religijnych kultów i wielu polityków realizujących swoje ambicje. Socjopatyczne uleganie swoim pragnieniom wielbione jako siła napędowa postępu, „wolna” od publicznych kontroli i równowagi, przyjmującym gospodarczą polaryzację i samoniszczący kryzys, który doprowadził do upadku Imperium Rzymskiego.
Słownik do opisu dzisiejszego globalnego załamania i związanej z nim wojny cywilizacji
Potrzebny jest nam odpowiedni słownik, aby opisać te zjawiska, a także ich próby oszukiwania siebie poprzez promowanie dzisiejszej neoliberalnej ideologii. Proponuję następujące dwa słowa:
Geopatologia: bezprawne prowadzenie międzynarodowych stosunków wyzysku w sposób, który szkodzi innym krajom i sprawia, że są ofiarami poprzez wprowadzanie jednostronnych podwójnych standardów postępowania. Taką geopatologią charakteryzuje się każdy imperializm, dążący do budowania imperium.
Ekonopatologia: doktryna, chroniąca brak społecznej empatii. Jej jądrem jest nowoczesny wolnościowy indywidualizm pod hasłem „chciwość jest dobra”, broniący nieograniczone osobiste interesy i odrzucający wszelkie państwowe ograniczenia lub regulacje dla ochrony głównej społecznej zasady wzajemności i wzajemnej pomocy, stanowiący podstawę startu naszej cywilizacji.
Wczesna cywilizacja nie mogłaby się rozwinąć, gdyby Margaret Thatcher, Milton Friedman, Fryderyk Hayek i Alan Greenspan wyruszyli z powodzeniem w przeszłość na maszynie czasu i – jak bogowie z przyszłości – zaoferowali oświecenie wodzom, kapłanom i królom Mezopotamii, Egiptu i Chin. Cywilizacja nie mogłaby wzrosnąć, gdyby przyjęto ich rady. Ich poddani nie byliby chronienie przed dostaniem się w niewolę i utratą prawa własności ziemi. Taki start prowadziłby bezpośrednio do powstania cywilizacji gospodarczej polaryzacji i podporządkowania wąskiej oligarchii, dominującej nad ludnością i walczącej o unikanie wszelkich alternatywnych prób startu poprzez ochronę wolności osobistej i wszechobecnej samodzielności jako warunku postępu.
Tylko system wzajemnej pomocy i ochrony osobistej samowystarczalności obywateli mógł pozwolić przetrwać archaicznej gospodarce z niską nadwyżką. Nie mogli pozwolić sobie na luksus nierówności i pozbawienia ludności wolności i praw własności ziemi. Dokładnie tak samo dzisiejsza gospodarka potrzebuje określonej władzy państwowej, pełnomocnika nie dopuszczającego do tego, aby gospodarcza i fizyczna agresja doprowadziła do powstania drapieżnych oligarchii. Większość z nich nosi charakter finansowy i stara się zmonopolizować ziemię.
Grecka filozofia uświadamiała sobie potrzebę ochrony społeczeństwa od patologicznego zachowania, które było integralnym wynikiem zależności od pieniędzy. Wszelkie bogactwo, szczególnie w gotówce, uznawano za uzależniające i wiodące do zachowania czyniącego krzywdy innym. W związku z tym uważano je jako asocjalne i nie uzyskiwało ono aprobaty. Lichwiarscy kredytodawcy zlecali taką „brudną” działalność sługom lub uwolnionym z niewolnictwa, aby ich samych nie unikano w dobrym towarzystwie. Zasady elementarnej wzajemności i poszanowania praw innych ludzi działały w celu ograniczenia tego typu zachowania, które straciły dzisiejsze przefinansowane i neoliberalne społeczeństwa zachodnie. Uzależnienie od pieniędzy nie odgrywa żadnej roli ani w nowoczesnej utylitarne ekonomicznej teorii, ani w zasadach prawa, ani w filozofii politycznej. Studentów szkół biznesu uczą, że ich zadaniem jako korporacyjnych menedżerów musi być maksymalizacja zysków kapitałowych dla swoich akcjonariuszy i zysku na wypłatę dywidendy w tym celu poprzez zmniejszenie kosztów i bezwzględnego podboju rynków, jakby cała późniejsza eksploatacja i zniszczenie nosziły konstruktywny charakter.
Wspólnym mianownikiem między geopatologią i ekopatologią jest ich odmowa wolności i samodzielnego kierowania innym krajom i narodom. Traktując obcą suwerenność i samodzielność w oparciu o własne siły jako możliwość przeciwstawienia się amerykańskiej dyplomacji, uważa się taką suwerenność jako zagrożenie bezpieczeństwa USA w zakresie ochrony jego imperium uzeleżniającego poddanych. Podobnie do geopatologii, ekopatologia stara się sprowadzić inne narodydo zależnego statusu klientów, dłużników, najemców i, ostatecznie, do pańszczyzny.
Uzależnienie od bogactwa i władzy – to naturalne impulsy, ale społeczeństwa na przestrzeni wieków starały się złagodzić te zjawiska. Sokrates uważał, że ideałem mądrej centralnej władzy jest utrzymywanie na wodzy tych dążeń. Ochrona socjalna od oligarchii była naturalnym warunkiem do tego, aby społeczeństwo uniknęło polaryzacji i stagnacji. Ale – jak zauważył Arystoteles – demokracje wydają się przekształcać w oligarchie, które następnie przekształcają się w dziedziczne arystokracje rentierów. I takie kraje starają się „uwolnić” bratnie oligarchie od ograniczeń państwowej regulacji (na przykład, Trump wspiera libertyna Javiera Milei w Argentynie) i zapobiec stosowaniu takich zasad w skali międzynarodowej.
Jak dzisiejsza gospodarka może poradzić sobie z geopatologią i towarzyszącą jej ekonopatologią?
Socjopatologia nie leczy się samodzielnie. Ekonopatologia i geopatologia również nie. W dawnych społeczeństwach były miasta-azyle, w które takich socjopatów i innych przestępców zsyłano, przynajmniej tymczasowo, do momentu, dopóki nie przeszli socjalizacji i nie nauczyli się żałować swojego zachowania.
Dzisiejsza polityka zagraniczna USA przez ostatnie osiemdziesiąt lat od 1945 roku, wdraża neoliberalną antyrządową doktrynę i jej antysocjalistyczną retorykę, odrzucającą wszystkie pomysły dyplomatycznych i wewnętrznych reform gospodarczych. Zadanie, z którym boryka się dzisiejsza globalna większość, polega na tworzeniu alternatywnego wielobiegunowego systemu instytucji międzynarodowych i sojuszy, opartego na zasadach wzajemnej pomocy i tolerancji wobec autonomi własnej i innych, co zawsze było ideałem do którego dążono.
Tworzenie takiej alternatywy wymaga doktryny, alternatywnej doktryny wobec neoliberalizmu, a także odtworzenia najważniejszych przepisów regulujących stosunki międzynarodowe. Jest to możliwe dzisiaj, ponieważ – po raz pierwszy od 1945 roku – obecnie istnieje masa krytyczna krajów do tworzenia nowych instytucji w celu ochrony ich autonomii i suwerenności.
Michael Hudson, profesor, badacz ekonomii Uniwersytetu Missouri, Kansas City, i pracownik naukowy Gospodarczego instytutu Levy w Bard college.
Jego najnowsza książka – The Destiny of Civilization
Czasami sto dronów na noc
Kraje bałtyckie i Finlandia otworzyły swoją przestrzeń powietrzną dla ukraińskich ataków dronów na Rosję.

W niektóre dni ponad sto ukraińskich dronów przelatuje nad krajami bałtyckimi i Finlandią, atakując Rosję. Jest to jawny udział tych krajów w wojnie, o czym niemieckie media nie mówią, starając się odwrócić uwagę od rządów tych krajów.
Anti-Spiegel 13 czerwiec 2026
Stałym czytelnikom „Anti-Spiegla” udało się już przeczytać obszerne informacje o tym, jak od końca marca państwa bałtyckie i Finlandia otwarcie udostępniły swoją przestrzeń powietrzną ukraińskim dronom atakującym Sankt Petersburg i otaczający go obwód leningradzki, niszcząc infrastrukturę cywilną, przemysł naftowy i porty. Ostatnio odnotowano przypadki ataków stu lub więcej ukraińskich dronów w ciągu jednej nocy.
Stanowi to jawny udział tych krajów w wojnie z Rosją, fakt, który niemieckie media ignorują, podczas gdy rządy tych krajów próbują uspokajać swoje społeczeństwa oświadczeniami, że nie zezwoliły Ukrainie na wykorzystywanie swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję.
Te puste słowa – a nawet okazjonalne demonstracyjne zestrzelenia pojedynczych dronów – nie mogą ukryć ich zaangażowania w wojnę, ponieważ wszystko, co deklarują, aby temu przeciwdziałać, ma charakter czysto symboliczny. Nie podejmuje się żadnych poważnych prób przechwytywania dronów i nie wywiera się presji na Kijów, aby zaprzestał ataków z wykorzystaniem przestrzeni powietrznej państw członkowskich NATO i UE.
Co więcej, rosyjskie dane radarowe i doniesienia o obserwacjach lub zderzeniach dronów z tych krajów jasno wskazują, że najwyraźniej korzystają one z tras przelotów koordynowanych przez NATO, przebiegających nad słabo zaludnionymi obszarami, aby zminimalizować szkody spowodowane zderzeniami dronów.
W TASS opublikowano artykuł podsumowujący kluczowe fakty dotyczące tego otwartego zaangażowania militarnego, który przetłumaczyłem (https://tass.ru/armiya-i-opk/27707869).
Bałtycka brama. Dlaczego sąsiedzi Rosji nie zestrzeliwują ukraińskich dronów?
Francuskie myśliwce Sił Powietrznych, biorące udział w misji patrolowania przestrzeni powietrznej NATO, zestrzeliły nieznanego drona nad Łotwą. Tymczasem ukraińskie drony regularnie latają nad krajami bałtyckimi, celując w Rosję, ale doniesienia o ich przechwyceniu są rzadkie. Eksperci, rozmawiający z agencją TASS, są przekonani, że Łotwa, Litwa i Estonia wspierają Kijów w atakach – co najmniej zapewniając korytarz powietrzny. Przyjrzyjmy się sytuacji.
Ukraińskie samoloty naruszają przestrzeń powietrzną innych państw od pierwszego dnia Specjalnej Operacji Wojskowej (SMO). 24 lutego 2022 roku ciężki myśliwiec wielozadaniowy Su-27 Sił Powietrznych Ukrainy przekroczył granicę z Rumunią , gdzie został przechwycony przez parę F-16 lokalnych Sił Powietrznych, po czym wylądował w bazie lotniczej w Bacău. Uszkodzony samolot powrócił na Ukrainę. We wrześniu 2025 roku kilka ukraińskich bezzałogowych statków powietrznych zostało zestrzelonych nad terytorium Polski.
Drony z Morza Bałtyckiego
Ukraińskie drony również „odwiedziły” niebo nad krajami bałtyckimi. W lipcu 2025 roku niezidentyfikowany dron został zauważony nad Wilnem. Litewskie dowództwo wojskowe uznało, że chodzi o ukraińskiego drona, który przyleciał z Białorusi. W sierpniu tego samego roku dron, prawdopodobnie ukraiński, eksplodował na polu w południowo-wschodniej Estonii. W obu przypadkach władze uznały, że drony zostały przekierowane z powodu zakłóceń ze strony rosyjskich środków przeciwdziałania elektronicznego.
Rankiem 23 marca 2026 roku kilka rosyjskich regionów zostało zaatakowanych przez drony Sił Zbrojnych Ukrainy. Ponad 60 z nich zostało zestrzelonych nad obwodem leningradzkim, ale zbiornik paliwa w porcie Primorsk został uszkodzony i zapalił się. Wcześniej pojedyncze ukraińskie drony zostały zniszczone w Zatoce Fińskiej. Zmasowany atak został powtórzony w nocy z 24 na 25 marca 2026 roku. Uszkodzone zostały obiekty w porcie Ust-Ługa i kilka obszarów zaludnionych. Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało wówczas o zestrzeleniu 56 bezzałogowych statków powietrznych. Kolejny atak miał miejsce w nocy z 30 na 31 marca 2026 roku i ponownie zaatakowano port nad Zatoką Fińską .
Odpowiedzialność krajów bałtyckich
6 kwietnia 2026 roku rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa przypomniała państwom bałtyckim, że Moskwa zamierza podjąć działania odwetowe, jeśli otworzą one swoją przestrzeń powietrzną dla sił ukraińskich. Według niej, kraje te otrzymały już ostrzeżenie. W odpowiedzi ministrowie spraw zagranicznych Litwy, Łotwy i Estonii wydali wspólne oświadczenie, w którym odmówili udzielenia Kijowowi takiej pomocy.
13 kwietnia Nikołaj Patruszew, doradca prezydenta Rosji i szef Kolegium Marynarki Wojennej, oświadczył w wywiadzie dla „Rossijskiej Gazety”, że państwa bałtyckie i Finlandia ponoszą odpowiedzialność za zapewnienie Ukrainie przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję. Argumentował, że ustanowienie korytarza powietrznego stanowi udział państw NATO w atakach na terytorium Rosji. Patruszew zwrócił uwagę na odległość – ponad 1400 kilometrów – między północnymi regionami Ukrainy a obwodem leningradzkim w Rosji, która wymaga co najmniej koordynacji tras lotu dronów.
Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji Siergiej Szojgu przypomniał państwom bałtyckim i Finlandii o prawie Rosji do samoobrony, jeśli świadomie udostępniają swoją przestrzeń powietrzną do ataków na Rosję. Służba prasowa Rady Bezpieczeństwa Rosji poinformowała o przechwyceniu ponad 240 bezzałogowych statków powietrznych nad obwodem leningradzkim od początku 2026 roku.
Ukraińskie drony „zestrzeliły” łotewski rząd.
Kolejny powód do spekulacji na temat udziału państw bałtyckich w atakach na Rosję pojawił się 7 maja 2026 roku. Wtedy to rosyjskie Siły Powietrzno-Kosmiczne wykryły na Łotwie sześć dronów, jak i myśliwce Rafale i myśliwce F-16. Według rosyjskiego wojska, pięć z nich zaginęło we wschodniej Łotwie, a szósty został zestrzelony po wejściu w rosyjską przestrzeń powietrzną.
Tego samego dnia dron rozbił się w pobliżu składu ropy naftowej w łotewskim mieście Rzeżyca, uszkadzając cztery puste zbiorniki. Kijów przyznał, że dron był ukraiński. Nie powstrzymało to Łotwy przed obwinianiem Rosji za incydent.
10 maja łotewski minister obrony Andris Spruds zrezygnował ze stanowiska , „aby chronić łotewską armię przed wciągnięciem w kampanię polityczną”, a później premier Evika Siliņa również zrezygnowała ze stanowiska .
Maria Pawłowa, doktorantka historii i starsza badaczka w Instytucie Gospodarki Światowej i Stosunków Międzynarodowych (IMEMO) Rosyjskiej Akademii Nauk, uważa, że incydent z dronem był katalizatorem kryzysu w rządzie republiki. „Łotewska koalicja rządząca jako całość znajduje się w stanie półrozpadu co najmniej od lata 2025 roku” – zauważyła. „Następnie jej notowania – w przededniu czerwcowych wyborów samorządowych – spadły do poziomu krytycznego: poniżej 30%”. Jej zdaniem ukraińskie drony, które zaatakowały skład ropy naftowej, pokazały mieszkańcom kraju bałtyckiego nieskuteczność znacznych inwestycji w obronę narodową. Pośrednie potwierdzenie tego faktu można znaleźć w oświadczeniu właściciela uszkodzonego składu ropy, firmy East-West Transit, która zdecydowała się go zamknąć z powodu braku możliwości zagwarantowania bezpieczeństwa swoim pracownikom.
Incydenty trwają
19 maja 2026 roku biuro prasowe Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji (SWR) opublikowało komunikat , w którym wskazano, że Kijów przygotowuje się do ataków z państw bałtyckich. „Oczekuje się, że taka taktyka znacznie skróci czas dotarcia do celów i zwiększy skuteczność ataków terrorystycznych” – czytamy w komunikacie.
„Personel Sił Systemów Bezzałogowych Sił Zbrojnych Ukrainy został już wysłany na Łotwę. Stacjonuje w łotewskich bazach wojskowych: Ādaži, Selija, Lielvārde, Daugavpils i Jēkabpils” – dodało biuro prasowe SWR. Zaznaczono, że współrzędne miejsc startu bezzałogowych statków powietrznych można odzyskać z ich wraków. Podobne doniesienia dotarły wcześniej do GRU w sprawie prób ataku dronów na rosyjską rezydencję prezydencką w grudniu 2025 roku.
Ukraińskie drony nadal były wykrywane na niebie nad krajami bałtyckimi. 23 maja niezidentyfikowany dron rozbił się w jeziorze w południowo-wschodniej Łotwie. W dniu otwarcia 29. Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Sankt Petersburgu (SPIEF), 3 czerwca 2026 roku, drony Sił Zbrojnych Ukrainy zaatakowały różne obszary Sankt Petersburga. Nagranie przedstawiające domniemanego ukraińskiego bezzałogowego statku powietrznego zbliżającego się do miasta nad Zatoką Fińską z krajów bałtyckich jest komentowane w mediach i mediach społecznościowych .
Pseudo-przechwycenia?
3 maja 2026 roku nad terytorium Finlandii zauważono dwa bezzałogowe statki powietrzne, później zidentyfikowane jako ukraińskie . Fińskie Siły Zbrojne nie zestrzeliły ich jednak, powołując się na bliskość granicy z Rosją.
W maju tego roku estońskie siły obrony powietrznej, według ministra obrony kraju, po raz pierwszy samodzielnie zniszczyły drona w swojej przestrzeni powietrznej. Dron prawdopodobnie pochodził z Ukrainy. Podobny incydent miał miejsce 8 czerwca: francuskie myśliwce NATO zniszczyły drona nad Łotwą. Jego pochodzenie nie zostało określone.
Aleksandr Stepanow, ekspert wojskowy z Instytutu Prawa i Bezpieczeństwa Narodowego przy Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej i Administracji Publicznej przy Prezydencie Rosji (RANEPA), powiedział agencji TASS, że doniesienia o przechwytywaniu ukraińskich dronów nad państwami bałtyckimi stanowią medialną przykrywkę dla faktycznego udziału państw bałtyckich w organizowaniu ukraińskich ataków na terytorium Rosji i „absolutnie jednoznacznego skoordynowanego zapewnienia im przestrzeni powietrznej”.
„Przechwycenia i wszelkie publiczne oświadczenia o rzekomo spadających dronach stanowią nieuniknioną ofensywę informacyjną, której celem jest kształtowanie zarówno krajowej opinii publicznej na temat braku zaangażowania przywódców wojskowo-politycznych krajów bałtyckich w eskalację konfliktu, jak i, szerzej, zademonstrowanie pseudo-neutralności na arenie międzynarodowej” – powiedział.
Ekspert zauważył, że państwa te są w pełni zdolne do przechwytywania bezzałogowych statków powietrznych (BSP) atakujących ich przestrzeń powietrzną, zwłaszcza biorąc pod uwagę powstający „mur dla dronów” – wielowarstwowy zautomatyzowany system obrony powietrznej wdrożony przez kilka krajów europejskich. „Ale, jak już wspomniałem, jest to pojedyncza jednostka z centrum koordynacyjnym w Dowództwie Europejskim NATO, gdzie Pentagon zarządza całym procesem. Zatem poprzez te formaty i te tajne instrumenty, de facto następuje rozszerzenie strefy eskalacji” – podsumował Stiepanow.
Podobną opinię wyraził wcześniej Aleksandr Michajłow, szef Biura Analiz Wojskowo-Politycznych. „Jest mało prawdopodobne, aby Łotysze, Litwini czy Estończycy odważyli się sami z siebie przeprowadzić naloty na Rosję z własnego terytorium, wykorzystują w tym celu Ukrainę” – powiedział. „W końcu zapewnienie przestrzeni powietrznej i przeprowadzenie nalotów to dwie zupełnie różne rzeczy”. Ekspert dodał, że Kijów wykorzystuje to, aby bezpośrednio wciągnąć państwa NATO w konflikt.
Tymczasem 8 czerwca w Mołdawii eksplodował kolejny dron . Ministerstwo Spraw Zagranicznych tego kraju oświadczyło , że pochodził z Ukrainy. Jednak według mołdawskich dyplomatów „niezależnie od pochodzenia drona, odpowiedzialność za każdy bezzałogowy statek powietrzny, który dotrze na terytorium Mołdawii, spoczywa na Rosji”. [Brawo ta logika !! md]
Jestem głęboko wstrząśnięta wydarzeniami w Lutoryżu . W tej miejscowości pod Rzeszowem, na terenie prywatnej posesji, nowi właściciele dokonali makabrycznego odkrycia. Podczas prac ziemnych wykopali ciała nienarodzonych dzieci. Służby wciąż pracują na miejscu, a media mówią już o odnalezieniu kilkudziesięciu ciał – niektóre źródła podają, że to 50 lub nawet 100 ciał.
Policja zatrzymała w tej sprawie rzeszowską lekarkę-patomorfolog. Magdalena H. była właścicielką tej działki przez krótki czas, nie więcej niż dwa lata – do początku bieżącego roku. Trzeba zatem głośno zadać kluczowe pytania: czy Lutoryż stał się miejscem masowego ukrywania szczątków dzieci z aborcji?
Dlaczego w tej sprawie od razu narzuca się wątek aborcji? Wskazuje na niego kilka szczegółów, które trzeba podkreślić.
Po pierwsze – naturalne poronienia zdarzają się najczęściej na wczesnych etapach ciąży. Ciałko dziecka jest wtedy niewielkie, a na pewno nie ma wykształconych kości – tymczasem komunikaty Policji z Lutoryża mówią o odnalezieniu szkieletów nienarodzonych dzieci. Ten opis pasuje bardziej do dzieci, które zostały zabite celowo po 20. tygodniu życia płodowego.
Po drugie – w ciągu ostatnich lat legalne aborcje w szpitalach na całym Podkarpaciu to od 2 do 5 przypadków rocznie. Skąd więc w jednym miejscu wzięło się kilkadziesiąt, a może nawet sto ciał dzieci? I to dużych dzieci – takich, które rzadko pochodzą z naturalnych poronień, raczej z późnych aborcji…
Po trzecie – sposób ukrycia zwłok przypomina instruktaż, jakiego nielegalne siatki aborcyjne udzielają kobietom w sieci: „po aborcji zakop płód w ogródku, ukryj go w ziemi”.
Po czwarte – w wypowiedziach Magdaleny H. widać skrajną pogardę dla tych dzieci. Mówi ona o „odpadach medycznych” – że składowała je na działce i nie widzi problemu. Nie wykazuje absolutnie żadnej refleksji wobec faktu, że szczątkom ludzi należy się godny pochówek.
Po piąte – internauci znaleźli już profile Magdaleny H. w mediach społecznościowych, a to, co udostępniała i jak się przedstawiała, wskazuje, że była przyjazna radykalnym lewicowym ideologiom.
Po sieci krąży m.in. jej zdjęcie, na którym wspiera WOŚP i Owsiaka (zwolenników aborcji), ma też przy sobie emblematy z sześciokolorową tęczą LGBT.
Tak działa państwo, w którym na aborcję przymyka się oko – niech się ona dzieje, byle po cichu. Potem oficjalne statystyki mówią o pojedynczych aborcjach, podczas gdy pod ziemią, na prywatnych posesjach, odkrywa się masowe groby nienarodzonych dzieci. Gdy ideologia zabijania wnika do gabinetów lekarskich, ludzkie życie przestaje mieć jakąkolwiek wartość, stając się w oczach medyków jedynie problemem – do pozbycia się i zatarcia śladów.
Fundacja Życie i Rodzina stoi na stanowisku, że Policja i Prokuratura nie mogą ograniczyć się wyłącznie do zarzutów zbezczeszczenia zwłok czy nielegalnego składowania odpadów. Tropy w tej sprawie wiodą prosto do przestępców aborcyjnych – prawdopodobnie działających w najbliższej okolicy.
Zatrzymana Magdalena H. mogła albo współpracować z przestępcami aborcyjnymi, albo nawet sama pokątnie zabijać dzieci. Aby zrobić nielegalną aborcję, nie trzeba w ogóle być ginekologiem. Skoro robią to aborterki bez żadnego przeszkolenia medycznego, tym bardziej mogła zrobić to lekarka, nawet innej specjalności.
Jeśli wątek aborcji zostanie pominięty w śledztwie, prawda o losie tych dzieci może już nigdy nie ujrzeć światła dziennego.
Patrzymy na ręce Prokuraturze i Policji. Będziemy monitorować tę sprawę i dawać znać, co zrobią śledczy.
Każde dziecko jest bezcennym darem. Żadne nie powinno kończyć tak jak dzieci znalezione w Lutoryżu.
Z wyrazami szacunku,
Fundacja Życie i Rodzina www.RatujZycie.pl |
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
Aresztowany we wtorek, 9 czerwca, Leszek Kraskowski jest doświadczonym dziennikarzem śledczym. Pracował w ‚Rzeczpospolitej’, we ‚Wprost’ oraz ‚Super Expresie’, a od kilku lat prowadzi własny portal oraz kanał na YouTube. Niezależny od PO i PiS-u tropi przekręty władzy.
W ostatnich latach przeprowadził dogłębne śledztwo dotyczące afery Polnordu, w którą – jak wskazują materiały oparte na dokumentach ze śledztwa i aktach sprawy – umaczany był Roman Giertych.
Czytamy w opozycyjnej prasie: „Kraskowski ujawnił mechanizm, który porównał do słynnego ‚oscylatora’ z afery Art-B Bogusława Bagsika i Andrzeja Gąsiorowskiego. Według jego ustaleń wartość gruntów w obrocie Polnardu była sztucznie windowana – kupowane za kilka milionów, odsprzedawane spółce Polnord za kilkukrotnie wyższą kwotę, a następnie wykorzystywane jako zabezpieczenie obligacji.
W transakcjach miały uczestniczyć osoby z otoczenia Giertycha (m.in. jego ochroniarz ‚Foka’). Giertych miał świadczyć usługi prawne i brać udział w operacjach, które doprowadziły do wyprowadzenia dziesiątek milionów złotych ze spółki giełdowej, na szkodę obligatariuszy i akcjonariuszy. Mimo że prokuratura umorzyła śledztwo wobec Giertycha (co Kraskowski nazwał skandalicznym i kompromitującym), dziennikarz konsekwentnie twierdzi, że afera Polnord to jedna z największych spraw gospodarczych III RP, a jej skala jest niedoceniana.
Dziennikarz podkreśla, że jego publikacje opierają się na dokumentach ze śledztwa i aktach sprawy. Jego materiały stały się przedmiotem zainteresowania sejmowych zespołów parlamentarnych i wywołały burzę w mediach społecznościowych. Bojąc się o swoje bezpieczeństwo Kraskowski wyjechał na pewien czas do Albanii, gdzie obecnie mieszka.
Decyzję o wyjeździe podjął ze względów bezpieczeństwa po incydentach takich, jak – ostrzelanie jego i żony samochodu z broni myśliwskiej – oraz w obliczu nasilających się procesów i nacisków związanych z prowadzonymi śledztwami”.
Roman Giertych
W środę, 10 czerwca Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała o przejęciu śledztwa. Leszek Kraskowski jest podejrzany o posiadanie broni palnej, tj. pistoletu gazowego i 54 sztuk amunicji bez wymaganego zezwolenia, a także o grożenie śmiercią komendantowi policji w Piasecznie. Przesłanką ogólną środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztu jest „duże prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanego przestępstwa”. Sam oskarżony zaprzecza, jakoby on był autorem tych gróźb.
Sąd Rejonowy w Piasecznie, uznał wniosek prokuratury o areszt, dodatkowo wskazując „na wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez podejrzanego przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu” […] „stanowiło to dodatkową przesłankę stosowania środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania określoną w dyspozycji art. 258 § 3 kpk.”.
** * * * * *
Środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu, zwanego wydobywczym, był kiedyś stosowany wobec zbrodniarzy i groźnych przestępców. W III RP, szczególnie w ostatnich 20 latach, jest taki areszt niezawodnym środkiem zemsty wobec przeciwników politycznych i szansą na zdobycie poklasku u swoich wyborców. Tak więc poseł Samoobrony Stanisław Łyżwiński odsiedział swoje w więzieniu. Gdy ciężko tam zachorował i nie mógł być dostarczony sądowi, sąd wysoki (nie inaczej) przybył do jego celi. Nie przyszły nikomu do głowy skojarzenia z niemieckim wymiarem sprawiedliwości z lat 30-tych.
Pecha miał również szef byłej partii ZMIANA dr Mateusz Piskorski, którego ministrowie PiS zamknęli na trzy lata. Nie trzeba szczególnych dociekań, by dostrzec, że zarzuty agenturalnej działalności na rzecz Rosji /Chin wyssano z palca. Sprawa sądowa nie zakończyła się do dzisiaj, co uniemożliwia zdolnemu politykowi odtworzenie partii czy wyjazdy za granicę.
Dla rządu Tuska są areszty wydobywcze wobec opozycji, w tym przede wszystkim wobec posłów PiS-u i ludzi związanych z tą partią, centralnym punktem polityki. Nie ma inwestycji, nie ma rozwoju, jest ogromne zadłużenie państwa, a także dziura budżetowa, więc ta pustka jest zakryta tanimi chwytami. Znaczna część ludzi nabiera się na tę grę, choć zdaje się, że mija fascynacja tego typu widowiskami. Ale też ludzie, którym Tusk wyznaczył rolę ofiary, nie mogą czuć się komfortowo.
Tym razem ofiarą tuskowej samowoli nie jest polityk, lecz dziennikarz śledczy.
Kto będzie następny?
Zygmunt Białas
2026-06-13 bankier/Polska-najwiekszym-producentem-narkotykow-syntetycznych-w-UE
Nielegalne narkotyki, w tym kokaina i narkotyki syntetyczne, są w UE powszechnie dostępne – oświadczył w Brukseli komisarz UE ds. wewnętrznych Magnus Brunner. Z opublikowanego we wtorek europejskiego raportu narkotykowego za 2026 r. wynika, że Polska jest największym producentem narkotyków syntetycznych w UE.
Zgodnie z raportem Agencji UE ds. Narkotyków (EUDA), obejmującym 29 państw – kraje członkowskie UE, Norwegię i Turcję – kokaina jest w Europie bardziej dostępna niż kiedykolwiek wcześniej, a syntetyczne opioidy i nowe substancje psychoaktywne stają się coraz większym zagrożeniem dla zdrowia i bezpieczeństwa Europejczyków.
W dokumencie podkreślono, że opioidy, zwykle w połączeniu z innymi substancjami, pozostają główną przyczyną zgonów spowodowanych narkotykami w Europie. EUDA szacuje, że w 2024 r. w UE odnotowano co najmniej 7,6 tys. ofiar śmiertelnych przedawkowania, często było to właśnie związane z zażyciem mieszanki narkotyków, czyli kilku substancji jednocześnie.
Komisarz Brunner, prezentując raport w Brukseli, ostrzegł, że handel narkotykami coraz silniej napędza przestępczość zorganizowaną. Polityk zauważył, że przestępcy zmodyfikowali działania, w tym zmienili szlaki przemytnicze i sposób przemytu. I tak np. chociaż ilość skonfiskowanej kokainy spadła w 2024 r. o ponad 20 proc. wobec roku wcześniejszego, to liczba konfiskat wzrosła z 95 tys. do 97 tys., co – zdaniem autorów raportu – może świadczyć o przejściu handlarzy na mniejsze, bardziej rozdrobnione przesyłki.
– Handel narkotykami finansuje pranie pieniędzy, korupcję, handel ludźmi, przemoc i inne formy poważnej przestępczości zorganizowanej. Za tym rynkiem stoją profesjonalne sieci przestępcze, które korzystają z najnowocześniejszych technologii, szyfrowanej komunikacji, a także międzynarodowych struktur logistycznych – powiedział komisarz, Jak zauważył handlarze narkotykami często szukają klientów wśród grup słabszych społecznie, osób wykluczonych, bezrobotnych, gdzie „tworzą środowisko, w którym zachęca się do zażywania narkotyków”.
Jak zauważyła Lorraine Nolan z EUDA, dodatkowe obawy budzą zwłaszcza nowe narkotyki, czyli syntetyczne opioidy, które mogą rozprzestrzeniać się bardzo szybko i powodować poważne szkody, zanim systemy ochrony zdrowia zdążą zareagować. – Niektóre są tak silne, że kilka gramów może stanowić tysiące potencjalnie śmiertelnych dawek – podkreśliła.
Z raportu wynika, że w 2024 r. w Europie przechwycono 34 kg silnie działających syntetycznych opioidów, w tym nitazenów. W 2025 r. po raz pierwszy wykryto także 50 nowych substancji psychoaktywnych, co zwiększyło liczbę monitorowanych przez EUDA środków do ponad tysiąca. Jak wynika z raportu produkcja syntetyków jest szczególnie wysoka zwłaszcza w Polsce, z kolei konopie uprawiane są w dużej mierze w Hiszpanii.
Raport zwraca też uwagę na rosnącą popularność ketaminy, szczególnie popularnej w tzw. środowiskach rekreacyjnych, czyli np. w klubach nocnych, która przestała być narkotykiem niszowym. Liczba osób rozpoczynających leczenie z powodu problemów związanych z ketaminą wzrosła w ostatnich latach czterokrotnie. Wciąż jednak jednym z najczęściej zażywanych narkotyków w UE pozostaje kokaina; tylko w ciągu ostatniego roku zażywało ją ok. 2,5 mln młodych dorosłych.
Z Brukseli Jowita Kiwnik Pargana (PAP)

13 June 2026 kresy/wieczna-wdziecznosc-ukrainie-polski-dyplomata-w-kijowie-komentuje-relacje-w-czasie-sporu-o-bohaterow-upa
Chargé d’affaires Piotr Łukasiewicz powiedział, że Polska jest wdzięczna Ukrainie i jej żołnierzom za obronę pokoju w Europie. Jego wypowiedź padła w czasie kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich, wywołanego decyzją strony ukraińskiej o nadaniu jednej z jednostek nazwy „Bohaterów UPA”.
Podczas oficjalnego uruchomienia III fazy Programu Wsparcia Zarządzania Finansami Publicznymi na Ukrainie pełniący obowiązki chargé d’affaires Polski na Ukrainie Piotr Łukasiewicz podziękował ukraińskim żołnierzom za obronę pokoju w Europie — podał portal Slawa.
Program EU4PFM dotyczy wsparcia zarządzania finansami publicznymi na Ukrainie. W czasie uroczystości polski dyplomata mówił, że ukraińscy żołnierze bronią nie tylko własnego państwa, ale także całej Europy.
Łukasiewicz zaznaczył, że między sąsiednimi narodami istnieje szerokie spektrum emocji. Wskazał jednak, że w Polsce dominuje wdzięczność wobec Ukrainy.
„Jak wiecie, między narodami istnieje wiele emocji, zwłaszcza między sąsiadami — Polską i Ukrainą. Ale jedna emocja, którą odczuwam i co do której jestem absolutnie pewien, że dominuje w Polsce — to emocja wiecznej wdzięczności Ukrainie, jej obrońcom, którzy są teraz na pierwszej linii frontu, broniąc nie tylko pokoju w swoim kraju, ale i pokoju w całej Europie. Bardzo wam dziękuję” — oświadczył pełniący obowiązki chargé d’affaires Polski na Ukrainie Piotr Łukasiewicz.
Wypowiedź polskiego dyplomaty padła w czasie napięć w relacjach polsko-ukraińskich. Pod koniec maja Zełenski ogłosił, że Samodzielne Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy otrzymało nazwę „Bohaterów UPA”. Decyzja stała się bezpośrednim tłem dyskusji o odebraniu orderu nadanemu ukraińskiemu prezydentowi.
12 czerwca przedstawiciele KPRP informowali później, że prezydent podejmie decyzję „w odpowiednim czasie”.
Decyzję Zełenskiego skrytykował także premier Donald Tusk. Szef rządu uznał ją za niepokojącą z punktu widzenia relacji polsko-ukraińskich oraz naruszającą polską wrażliwość historyczną. Tusk zaznaczył jednak, że „każdy naród ma prawo do własnej interpretacji historii”, ale ukraińskie władze powinny rozumieć, czym UPA jest w polskiej pamięci historycznej.
Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał stanowisko swojemu ukraińskiemu odpowiednikowi. Polityk oświadczył, że decyzja Kijowa jako „gloryfikowanie UPA jest nie do zaakceptowania”. Minister zaapelował do władz Ukrainy o ponowne rozważenie nazwy jednostki.
Kosiniak-Kamysz podkreślił, że Polska od początku rosyjskiej inwazji wspiera Ukrainę pomocą humanitarną, wojskową, logistyczną i polityczną. Jednocześnie ocenił, że uhonorowanie Ukraińskiej Powstańczej Armii budzi w Polsce „głęboki ból, niepokój i sprzeciw”.
Szef MON zaznaczył również, że „wolna Ukraina to także bezpieczeństwo Polski i całej naszej części Europy”.
Według ukraińskich źródeł, szanse na zbudowanie kompromisu są nikłe. Jak stwierdził rozmówca portalu LIGA.net z otoczenia Budanowa –Kijów nie zamierza zmieniać nazwy jednostki wojskowej uhonorowanej jako „Bohaterowie UPA”, co zaprzecza doniesieniom polskich mediów o możliwym kompromisie po rozmowach z delegacją Ukrainy w Warszawie.