„Die Welt”: Ukraina oddala się od Europy

Wołodymyr Zełenski, fot. Flickr/European Parliament

Niemiecki dziennik krytykuje Zełenskiego. „Ukraina oddala się od Europy”

13 June 2026 kresy

„Die Welt” skrytykował decyzję Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek nazwy „Bohaterów UPA”. Autor komentarza ocenił, że Polska ma rację, sprzeciwiając się tej decyzji, i wskazał na zbrodnie popełnione przez UPA na Polakach oraz pomoc w mordowaniu Żydów.

Pod koniec maja prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadał nazwę „Bohaterów UPA” Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy, co wywołało sprzeciw w Polsce i reakcję niemieckiego dziennika „Die Welt”.

W wydanym dekrecie Zełenski wyjaśnił, że decyzję podjął „w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska oraz uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy”.

„Die Welt”: Ukraina oddala się od Europy

Dziennikarz Jacques Schuster powołał się na myśl Leszka Kołakowskiego, zgodnie z którą Europa jest „darem pozwalającym na kwestionowanie samego siebie”. W ocenie niemieckiego publicysty to zdanie zawiera kwintesencję Europy.

Autor komentarza wyraził zrozumienie dla sytuacji Ukraińców, którzy podczas wojny nie mają czasu, aby zastanawiać się nad znaczeniem tych słów. Dodał jednak, że oznaczają one „krytyczne podejście do własnej historii”.

Schuster ocenił, że gdyby Zełenski poddał się takiej refleksji, musiałby dojść do wniosku, że nie może nadać jednostce specjalnej imienia UPA, której przywódcą był Stepan Bandera. Niemiecki publicysta nazwał Banderę wprost „rzeźnikiem”.

„Bandera i jego żołnierze podczas II wojny światowej nie tylko rozstrzelali dziesiątki tysięcy polski cywilów, lecz także pomagali Niemcom w mordowaniu Żydów. Polska gotuje się z powodu decyzji Zełenskiego i ma rację” — napisał Schuster.

„Ukraina oddala się od Europy” — pisze niemiecki dziennik.

Schuster dodał jednak, że Ukraina broni się przed rosyjską wojną na wyniszczenie i walczy za wolność Europy.

„Ukraina należy do Europy. Co więcej, Ukraina broni się przed prowadzoną przez Rosjan wojną na wyniszczenie i walczy za wolność kontynentu (europejskiego)” — napisał publicysta „Die Welt”.

Autor komentarza przyznał, że podczas wojny trudno jest mierzyć się z problemami polityki wewnętrznej i zastanawiać się dłużej nad wartościami, które są symbolem Europy.

„Ukraińcy powinni jednak zdawać sobie sprawę z tego, że jest to konieczne” — podkreślił publicysta.

„Kijów nie jest jeszcze gotowy”

Według autora komentarza decyzja ukraińskiego prezydenta pokazuje, że Ukraina nie jest jeszcze gotowa do pełnego członkostwa w Unii Europejskiej.

Publicysta nawiązał także do propozycji kanclerza Friedricha Merza dotyczącej członkostwa stowarzyszonego Ukrainy bez prawa głosu.

„Ukraina jako członek stowarzyszony bez praw głosu, co niedawno zaproponował kanclerz Friedrich Merz, powinna po zakończeniu wojny zająć się nie tylko spełnianiem warunków Komisji Europejskiej, lecz także przyswojeniem sobie wartości europejskich, i to wszystkich bez wyjątku” — stwierdził niemiecki publicysta.

Kijów nie chce kompromisu z Polską

Decyzja Wołodymyra Zełenskiego stała się bezpośrednim tłem dyskusji o odebraniu orderu nadanemu ukraińskiemu prezydentowi. 12 czerwca przedstawiciele KPRP informowali później, że prezydent podejmie decyzję „w odpowiednim czasie”.

Decyzję ukraińskiego prezydenta skrytykował także premier Donald Tusk. Szef rządu uznał ją za niepokojącą z punktu widzenia relacji polsko-ukraińskich oraz naruszającą polską wrażliwość historyczną. Tusk zaznaczył jednak, że „każdy naród ma prawo do własnej interpretacji historii”, ale ukraińskie władze powinny rozumieć, czym UPA jest w polskiej pamięci historycznej.

Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał stanowisko swojemu ukraińskiemu odpowiednikowi. Polityk oświadczył, że decyzja Kijowa jako „gloryfikowanie UPA jest nie do zaakceptowania”. Minister zaapelował do władz Ukrainy o ponowne rozważenie nazwy jednostki.

Kosiniak-Kamysz podkreślił, że Polska od początku rosyjskiej inwazji wspiera Ukrainę pomocą humanitarną, wojskową, logistyczną i polityczną. Jednocześnie ocenił, że uhonorowanie Ukraińskiej Powstańczej Armii budzi w Polsce „głęboki ból, niepokój i sprzeciw”.

Szef MON zaznaczył również, że „wolna Ukraina to także bezpieczeństwo Polski i całej naszej części Europy”.

Według ukraińskich źródeł, szanse na zbudowanie kompromisu są nikłe. Jak stwierdził rozmówca portalu LIGA.net z otoczenia Budanowa –Kijów nie zamierza zmieniać nazwy jednostki wojskowej uhonorowanej jako „Bohaterowie UPA”, co zaprzecza doniesieniom polskich mediów o możliwym kompromisie po rozmowach z delegacją Ukrainy w Warszawie.

Po wizycie Budanowa w Polsce Wirtualna Polska podała, że strona ukraińska miała rozważać kompromisowy wariant zmiany nazwy jednostki.

Polska uzna handel dziećmi? Rząd potwierdza

Polska uzna handel dziećmi? Rząd potwierdza

magnapolonia/polska-uzna-handel-dziecmi-rzad-potwierdza

To, co jeszcze niedawno przedstawiano jako teorie spiskowe środowisk konserwatywnych, dziś zostało potwierdzone przez przedstawiciela rządu. Podczas posiedzenia sejmowej Komisji do Spraw Unii Europejskiej przyznano, że projekt unijnego rozporządzenia dotyczącego wzajemnego uznawania rodzicielstwa obejmuje nie tylko standardowe przypadki uznawania dokumentów rodzinnych między państwami członkowskimi, ale również dzieci adoptowane przez pary jednopłciowe oraz dzieci urodzone w wyniku surogacji, czyli „zlecenia” kobiecie zajścia w ciążę i porodu, za opłatę.

Polska uzna handel dziećmi?

Zapowiedzi rządu Tuska potwierdzają zastrzeżenia podnoszone od 2022 roku przez Instytut Ordo Iuris, który ostrzegał, że nowe przepisy mogą prowadzić do obchodzenia krajowych regulacji dotyczących rodziny, małżeństwa i ochrony dzieci. Przez długi czas krytycy projektu słyszeli jednak, że ich obawy są nieuzasadnione, przesadzone lub wręcz wynikają z niezrozumienia unijnego prawa. Dziś okazuje się, że to właśnie oni trafnie przewidzieli konsekwencje proponowanych rozwiązań.

Projekt rozporządzenia zakłada, że rodzicielstwo ustalone w jednym państwie członkowskim miałoby być automatycznie uznawane w pozostałych krajach UE. W praktyce oznaczałoby to, że Polska mogłaby zostać zobowiązana do uznawania zagranicznych aktów urodzenia wskazujących dwie osoby tej samej płci jako rodziców dziecka. Co więcej, podobny mechanizm mógłby dotyczyć również dzieci urodzonych dzięki handlu dziećmi, czyli tzw. surogacji, mimo że polskie prawo nie przewiduje takiej instytucji.

Trudno nie zauważyć paradoksu całej sytuacji. Przez lata politycy zapewniali, że kwestie małżeństwa, adopcji czy definicji rodziny pozostają wyłączną kompetencją państw członkowskich. Teraz okazuje się, że nie trzeba zmieniać konstytucji, ustaw ani przeprowadzać debaty społecznej. Wystarczy przyjąć unijne rozporządzenie, które nakaże uznawanie skutków rozwiązań wprowadzonych za granicą. Formalnie więc nic się nie zmienia, a praktycznie zmienia się bardzo wiele. To legislacyjna sztuczka przypominająca tłumaczenie, że drzwi są zamknięte, choć właśnie otwarto okno.

Szczególne sprzeciw budzi kwestia tzw. surogacji. W wielu krajach jest ona przedmiotem gorących sporów etycznych, a krytycy wskazują na ryzyko komercjalizacji ludzkiej prokreacji i traktowania dzieci oraz kobiet jako elementów transakcji. Tymczasem proponowane przepisy mogłyby prowadzić do sytuacji, w której państwo nie musi akceptować samej procedury surogacji, ale musi uznać jej skutki prawne. Innymi słowy: można oficjalnie twierdzić, że czegoś się nie popiera, jednocześnie zobowiązując się do honorowania rezultatów tego procesu.

Niepokój budzi dwuznaczna postawa rządu warszawskiego. Zamiast jasno wskazywać zagrożenia dla polskiego porządku prawnego i aktywnie budować koalicję państw sprzeciwiających się kontrowersyjnym zapisom, przedstawiciele władzy sprawiają wrażenie, jakby problem dostrzegli dopiero wtedy, gdy nie dało się go już dłużej ukrywać. Trudno oprzeć się wrażeniu, że opinia publiczna miała uwierzyć, iż projekt dotyczy jedynie technicznych kwestii administracyjnych, podczas gdy jego skutki mogą sięgać znacznie głębiej.

Na szczęście negocjacje w Brukseli nadal trwają, a przyjęcie rozporządzenia wymaga jednomyślności państw członkowskich. Oznacza to, że Polska wciąż dysponuje realnymi narzędziami do zablokowania projektu lub wymuszenia istotnych zmian jego treści. Pytanie brzmi jednak, czy lewicowo-liberalny rząd będzie chciał z nich skorzystać.

Jeśli ostatecznie okaże się, że Polska zgodzi się na rozwiązania, przed którymi przez lata przestrzegano, trudno będzie tłumaczyć obywatelom, że nic się nie stało. Zwłaszcza że właśnie usłyszeliśmy od przedstawiciela rządu, iż stać może się dokładnie to, przed czym ostrzegano od początku – Polska stanie się krajem z legalnym handlem dziećmi.

Już można to ujawnić?

Już można to ujawnić?

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    14 czerwca 2026

8 czerwca w godzinach przedpołudniowych, miała zebrać się Kapituła Orderu Orła Białego i m.in. wydać opinię, czy godzi się odebrać ten order ukraińskiemu prezydentowi Zełeńskiemu, czy przeciwnie – się nie godzi. Na pomysł odebrania prezydentowi Zełeńskiemu Orderu Orła Białego wpadł pan prezydent Nawrocki zaraz, jak tylko prezydent Zełeński nadał pewnej jednostce ukraińskiej niezwyciężonej armii imię „Bohaterów UPA”.

W tak zwanym międzyczasie jednak rozpoczęły się rozhowory, czy odbierając ukraińskiemu prezydentowi order Polska przypadkiem nie wyleje dziecka z kąpielą i w ogóle. Poza tym do Polski przybył ukraiński generał Kyryło Budanow, były szef wywiadu, a obecnie – szef Biura Prezydenta Ukrainy. Odbył on bliskie spotkania III stopnia z rozmaitymi tubylczymi osobistościami, a teraz ukraińskie media piszą, że „udało się uniknąć najgorszego”. Co to może znaczyć? Pewne światło na tę sprawę rzuca deklaracja obywatela Tuska Donalda, żeby obydwaj prezydenci odbyli bezpośrednią rozmowę.

Warto zwrócić uwagę, że obywatel Tusk Donald, który musiałby złożyć pod decyzją prezydenta Nawrockiego o odebraniu orderu swoją kontrasygnatę, przeżywa silny dysonans poznawczy. Najpierw był na „nie” – bo wystarczy, że pomysł wyszedł od prezydenta Nawrockiego. Potem jednak zaczął się wahać, bo w Polsce górę wzięły nieżyczliwe wobec Ukraińców nastroje, aż nawet Episkopat wezwał parafian, by przestali przeciwko Ukraińcom „szemrać”. Widocznie jednak Niemcy, którzy w kwietniu proklamowali swoje „strategiczne partnerstwo” z Ukrainą obywatelu Tusku dali do zrozumienia, by kontrasygnaty nie składał, bo wtedy oni przypomną mu, skąd wyrastają mu nogi.

Toteż nie tylko obywatel Tusk, ale i Książę-Małżonek wyraża nadzieję, że prezydent Zełeński, który „walczy z Putinem” orderu nie straci, bo ma go nawet były niemiecki kanclerz Schroeder, który z Putinem współpracuje.

Do Kapituły orderu wchodzi pan prezydent Nawrocki. Michał Kleiber, Zofia Romaszewska, Adam Bujak, Wojciech Roszkowski i Bronisław Wildstein. Ale Kapituła tylko wydaje opinię, podczas gdy dla ważności decyzji prezydenta wymagana jest kontrasygnata, na którą chyba się nie zanosi.

Jeśli tak, to byłby to nieomylny znak, że w na stwarzane przez Ukrainę fakty dokonane w sferze polityki realnej i symbolicznej, Polsce nie wolno nawet zareagować w sferze pozorów. Bo wygląda na to, że ukraiński prezydent nie zamierza ustępować, a gwoli zaznaczenia niezależności od Polski, do Londynu nie wyleciał, – jak zwykle – z Jasionki w Rzeszowie, tylko z lotniska w Mołdawii.

Tymczasem ni z gruchy, ni z pietruchy odezwał się pan Tomasz Siemoniak, który w vaginecie obywatela Tuska Donalda na fuchę ministra-koordynatora służb specjalnych. Obawiam się, że nazwa tej funkcji jest na wyrost i to znacznie – bo chyba pan minister Siemoniak niczego nie koordynuje.

Jest raczej odwrotnie – że to bezpieka, która – podobnie jak za pierwszej komuny – nadal pozostaje najtwardszym jądrem systemu, ręcznie steruje w naszym nieszczęśliwym kraju nie tylko całym życiem państwowym, ale całym życiem publicznym – oczywiście z uwzględnieniem zagranicznych central wywiadowczych, którym się wysługuje.

Ale incipiam.

Żeby dać odpór podejrzeniom, że dwaj ukraińscy gangsterzy, bracia Rysicz, którzy na Podkarpaciu założyli sieć burdeli zwanych „agencjami towarzyskimi”, z których korzystały osobistości z pierwszych stron gazet i cieszyli się nadzwyczajną pobłażliwością ze strony policji, ze strony niezależnej prokuratury oraz niezawisłych sądów, to nie dlatego, że korumpowali policjantów, prokuratorów i niezawisłych sędziów, tylko dlatego, że bracia Aleksiej i Jewgienij Rysiczowie byli konfidentami polskich służb.

Czy tak było naprawdę – tego ma się rozumieć, nie wiemy – ale tę wersję właśnie oficjalnie potwierdził pan Tomasz Siemoniak, minister-koordynator bezpieki w vaginecie obywatela Tuska Donalda. Więc jeśli tak było naprawdę, to znaczy – że bracia Rysiczowie mogli rozpocząć na terenie Podkarpacia swoją sutenerską działalność, ponieważ wcześniej zobowiązali się do tajnej współpracy z tubylczą bezpieką. Czy bezpieka pomagała im finansowo w rozwijaniu przedsięwzięcia i czy partycypowała w zyskach z podkarpackich burdeli – wydaje się to bardzo prawdopodobne, bo nawet Pismo Święte powiada, że „nie zawiążesz gęby wołowi młócącemu” – a cóż dopiero, gdy „wół młócący” ma do dyspozycji zarówno policję, niezależną prokuraturę i niezawisłe sądy?

Dlatego właśnie braciom Rysiczom nikt na Podkarpaciu nie podskakiwał, a kiedy bokser Kossecki zaczął podskakiwać, to powiesił się w więziennej celi, więc chyba policja, niezależna prokuratura i niezawisłe sądy stały – jak to się mówi – na świecy – żeby było dobrze. Pewnie dlatego burdele braci Rysiczów uchodziły za przybytki bezpieczne, dzięki czemu cieszyły się zainteresowaniem osobistości z pierwszych stron gazet. Tak naprawdę bezpiecznie jednak nie było, bo szefowie burdeli wszystko nagrywali.

Czy tylko na rzecz polskiej bezpieki? Tej pewności też nie ma, bo mogli być tubylczym bezpieczniakom podstawieni przez ukraińską SBU, która przecież hula po Polsce bez żadnych przeszkód, m.in. dlatego, że do polskiej policji przeniknęło sporo Ukraińców. Oni – podobnie jak bracia Rysiczowie – mają obywatelstwo polskie, ale przecież Ukraińcami być nie przestali. Podobnie jak bracia Rysiczowie, którzy Polskę opuścili, podobno wyjeżdżając na Ukrainę – być może nawet ze wszystkimi nagraniami. Czy Kyryło Budanow, którego prezydent Zełeński mianował w roku 2020 szefem Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, podczas swojego pobytu w Polsce i rozmów z tubylczymi dygnitarzami, mógł dać im do zrozumienia, że jak będą Ukrainie podskakiwać, nawet w sferze pozorów, to przestanie być bezpiecznie? Czy przypadkiem nie z tego właśnie powodu odruch oburzenia nie ustępuje miejsca refleksji i chłodnej rozwadze?

Czy w rezultacie sprawa odebrania orderu Orła Białego ukraińskiemu prezydentowi Zełeńskiemu nie rozejdzie się przypadkiem po kościach, podobnie jak właśnie rozchodzi się po kościach sprawa publikacji „Aneksu”, którą z takim przytupem zapowiadał pan prezydent Karol Nawrocki?

Muszę się przyznać, że i mną targają tak zwane „mieszane uczucia”. Z jednej bowiem strony nie jest przyjemnie uzyskać potwierdzenie podejrzeń, że nasz nieszczęśliwy kraj jest igraszką w rękach bezpieki i to nawet nie tubylczej, tylko ukraińskiej – ale z drugiej odczuwam coś w rodzaju przyjemności z powodu tak oficjalnego i autorytatywnego potwierdzenia mojej ulubionej teorii spiskowej, według której najtwardszym jądrem systemu – podobnie jak za pierwszej komuny – pozostaje bezpieka – a ci wszyscy dygnitarze, prezydenci, ministrowie, posłowie, senatorowie – a być może również pretendenci do sprawowania nad nami przywództwa moralnego – to tylko taka dekoracja, takie przedstawienie, żeby było ładniej, żeby nie było nam przykro, że za nasze podatki dostajemy pozór państwa.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Pełny tekst wypowiedzi Tulsi Gabbard o tajnych amerykańskich laboratoriach

Pełny tekst wypowiedzi Tulsi Gabbard o tajnych amerykańskich laboratoriach na całym świecie:

„Po miesiącach przeszukiwania zasobów i plików społeczności wywiadowczej, dziś publikuję nowe dowody na wieloletnie finansowanie przez rząd USA ponad 120 laboratoriów biologicznych w ponad 30 krajach. Teraz te laboratoria biologiczne obejmują laboratoria w miejscach takich jak Ukraina, które mogą być zagrożone z powodu trwającej wojny rosyjsko-ukraińskiej. W rzeczywistości społeczność wywiadowcza ostrzegła wcześniej, że finansowane przez USA laboratorium biologiczne na Ukrainie prawdopodobnie zawierało niebezpieczne patogeny i pozostawało podatne na długotrwałe zagrożenia rosyjskim atakiem, zajęciem lub uszkodzeniem.

Do tej pory dowody dotyczące pełnego istnienia i finansowania tych laboratoriów były świadomie ukrywane przed wami, narodem amerykańskim. Wiele z tych finansowanych przez rząd Stanów Zjednoczonych laboratoriów biologicznych jest obecnie lub wcześniej zaangażowanych w badania z wykorzystaniem niebezpiecznych i wysoce zaraźliwych patogenów, a w niektórych przypadkach obejmowało niebezpieczne badania wzrostu tych funkcji przy bardzo małej widoczności lub nadzorze.

Teraz prezydent Trump wyraźnie rozumie poważne zagrożenie, jakie niebezpieczne korzyści z badań funkcji stanowią dla narodu amerykańskiego i dlatego podjął zdecydowane działania ponad rok temu. 25 maja 2025 roku podpisał dekret o zakończeniu federalnego finansowania gain of function research na całym świecie.

Tutaj, w ODNI, wydałam nowe wytyczne dla społeczności wywiadowczej, kierując zwiększony nadzór w tych laboratoriach i obiektach za granicą, i już widzimy wyniki tego zwiększonego nadzoru. Uczymy się nowych szczegółów, na przykład, na temat badań klinicznych, które są w toku w tych placówkach, i które budzą poważne obawy etyczne, finansowe i dotyczące bezpieczeństwa rzekomych inicjatyw w zakresie zdrowia publicznego i bezpieczeństwa narodowego USA.

Teraz, pomimo oczywistego potencjału katastrofalnego globalnego wpływu, jaki mogą mieć badania nad niebezpiecznymi patogenami w bio-labach, politycy, tak zwani pracownicy służby zdrowia, tacy jak Dr Fauci, a także podmioty w zespole ds. bezpieczeństwa narodowego Administracji Bidena, wielokrotnie kłamali Amerykanom o istnieniu finansowanych i wspieranych przez USA bio-labów.

Nie tylko kłamali, ale grozili tym, którzy próbowali ujawnić prawdę. Tak więc to wystąpienie otwiera dziś nowe możliwości, ponieważ informacje dotyczące istnienia, historii, lokalizacji i finansowania tych finansowanych przez USA bio-labs zostały celowo zatuszowane przez bardzo potężnych ludzi, którzy fałszywie twierdzili, że te bio-labs nie istniały. Teraz oskarżają każdego, kto mówi inaczej, że są zagranicznymi aktywami i zdrajcami Ameryki.

ODNI i ja będziemy kontynuować ścisłą współpracę z partnerami w całym rządzie USA, aby dokładnie określić, gdzie znajdują się te laboratoria i jakie patogeny zawierają, aby zakończyć niebezpieczne badania, które zagrażają zdrowiu i dobremu samopoczuciu Amerykanów i ludzi na całym świecie”.

Prace nad bronią biologiczną

Prace nad bronią biologiczną

13. czerwca 2026 Marek Wojcik world-scam/prace-nad-bronia-biologiczna

Informacje dotyczące istnienia, historii, lokalizacji i finansowania tych finansowanych przez USA biolaboratoriów były celowo ukrywane przez wpływowe osoby, które fałszywie twierdziły, że nie istnieją, a każdego, kto twierdził inaczej, oskarżały o bycie zagranicznymi agentami i zdradę Ameryki. Cytat ze strony amerykańskiego Biura Dyrektora Wywiadu Narodowego (ODNI) – źródło.

Kolejna farsa przedstawiana przez zachodnie media jako „rosyjska dezinformacja” okazuje się faktem.

Kolejna „teoria spiskowa” doprowadziła w USA do wszczęcia oficjalnego śledztwa, a prawdy nie da się już dłużej ukrywać.

Oczywiście, że nie wszystkie wiadomości z Kremla są objawioną prawdą, a te z Waszyngtonu zawsze kłamstwem. Jeśli ktoś żyje w takim czarno białym świecie, to sam siebie okłamuje. Obie strony zatrudniają fachowców od propagandy. Jednak Rosjanie robią to znacznie lepiej – trudno im jest zarzucić kłamstwo i poprzeć argumentami.

Dyrektor amerykańskiego wywiadu narodowego (DNI) Tulsi Gabbard opublikowała odtajnione dokumenty, które, jak twierdzi, ujawniają długotrwałe finansowanie przez Stany Zjednoczone ponad 120 laboratoriów biologicznych w ponad 30 krajach, w tym ponad 40 placówek na Ukrainie. Jednocześnie oskarżyła poprzednie administracje o ukrywanie zakresu programu.

Zacytowany powyżej fragment pochodzi z wczorajszego artykułu na presstv.ir: Szefowa amerykańskiego wywiadu ujawniła odtajnione dokumenty potwierdzające istnienie wspieranej przez USA zagranicznej sieci laboratoriów biologicznych. Źródło.

Zatrudnieni w tych militarnych laboratoriach naukowcy doskonale wiedzą, że wirusy – przynajmniej w takiej formie, jak są definiowane – nie roznoszą żadnych chorób. Sceptyków zapraszam do przeczytania mojego wczorajszego artykułu: Teoria zarażenia nie wytrzymuje próby rzeczywistości!

Praca w takim tajnym laboratorium ma na celu znalezienie nowego sposobu na choroby zakaźne, ale nie w celu leczenia tylko zabijania. Różnica między tymi wojskowymi placówkami a medycyną szkolną, jest taka, że ta ostatnia przynajmniej stara się utrzymać chorego przy życiu i przy chorobie. Tajne laboratoria pracują nad biologicznymi sposobami uśmiercania każdego, kogo nazwie się wrogiem.

Komary przenoszące gorączkę badane na Ukrainie BioLabs używane do wywołania pandemii dengi na Kubie.

18 czerwca 2022 r. Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało o znalezieniu dokumentów w skonfiskowanych laboratoriach biologicznych na Ukrainie, które wskazywały, że naukowcy testowali szkodliwe patogeny z wyraźnym zamiarem wykorzystania ich jako części broni biologicznej. Źródło.

Każde państwo z ambicjami wojskowymi prowadzi badania także w zakresie broni biologicznej. Najczęściej wcale się z tego nie tłumaczą, a jeśli nawet, to najczęściej stosują argument: „nie możemy pozwolić, by przeciwnik zdobył przewagę”, jest wystarczający, by uciszyć krytyków tego szaleństwa.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

JKM: Fakty i chronologia. O Mikołaju II i o nas.

JKM: Fakty i chronologia; o Mikołaju II

W Sieci ukazał się tekst zachęcająco zatytułowany: „10 faktów o Mikołaju II, które sprawią, że zaczniesz kwestionować wszystko, czego cię nauczono”. Podam kilka fragmentów – z krytycznymi uwagami.

„2. Do 1913 roku Rosja miała jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek na świecie. Imperium zarabiało niemal tyle samo na eksporcie masła, co na złocie. W ciągu zaledwie 15 lat eksport masła wzrósł z 2 600 do 82 000 ton. Rosja szybko stawała się jednym z największych eksporterów rolnych i przemysłowych na świecie.

  1. W ciągu 20 lat panowania Mikołaja II populacja Rosji wzrosła o około ~ 50 milionów osób. Wzrost wynikał z wysokich wskaźników urodzeń, silnych struktur rodzinnych, niskiego spadku demograficznego w miastach oraz szybkiego zasiedlania nowych terytoriów.
  2. Ustawodawstwo pracy za panowania Mikołaja II uważano za jedno z najbardziej postępowych na świecie. Rosja wprowadziła ograniczenia godzin pracy, inspekcje pracy, odszkodowania za urazy w miejscu pracy oraz ubezpieczenia pracownicze na wypadek chorób i wypadków, stając się jednym z pierwszych systemów ubezpieczeń społecznych na świecie, wprowadzonym przed pojawieniem się podobnych systemów w Stanach Zjednoczonych.

Prawo dotyczące ubezpieczeń społecznych pojawiło się w Rosji wcześniej niż w wielu krajach europejskich. Obowiązkowe ubezpieczenie pracownicze na wypadek chorób i wypadków w pracy. […]

  1. Mikołaj II zainicjował Konferencję Pokojową w Hadze i pomógł położyć podwaliny pod to, co później stało się międzynarodowym systemem sądów haskich. Pod koniec XIX wieku stał się pierwszym wielkim światowym przywódcą, który wezwał do ograniczenia wyścigu zbrojeń i stworzenia międzynarodowych mechanizmów pokojowego rozwiązywania konfliktów. Jak na tamtą epokę, była to idea rewolucyjna. Wiele współczesnych międzynarodowych instytucji prawnych wywodzi swoje korzenie z tej rosyjskiej inicjatywy. […]
  2. Do 1913 roku Imperium Rosyjskie stało się jedną z największych potęg przemysłowych świata. Kraj szybko rozwijał się w zakresie kolei, przemysłu, inżynierii, lotnictwa, produkcji energii i edukacji. Wielu ekonomistów początku XX wieku uważało, że gdyby te tempa wzrostu się utrzymały, Rosja mogłaby stać się jedną z wiodących gospodarek świata do połowy wieku”.

Otóż Rosja istotnie rozwijała się bardzo szybko – przy bardzo wysokim przyroście naturalny, co dowodzi, że dzieci nie przeszkadzają w bogaceniu się. Pytanie: jak to się stało?

Mało kto z historyków to zauważa, ale bodźcem do zmian gospodarczych było absolutne zwycięstwo liberalizmu gospodarczego w Europie Zachodniej – La Belle Epoque pod koniec XIX wieku – ale też Odrodzenie Meiji w Japonii (1868-1912).. To ostatnie bardzo dotkliwie dało się Rosji we znaki, bo patrzono na nią tak, jak dziś Polak patrzy na Chiny: jako na zacofany kraj feudalny. O błędzie przekonano się w 1905 roku po przegranej wojnie – i wyciągnięto z tego konsekwencje. Do władzy doszedł taki rosyjski Xiao-Píng Deng – i w ciągu pięciu lat zrobił z zacofanej Rosji prawdziwą lokomotywę gospodarczą.

Ja przypominam, że zawsze twierdzę, iż przestawić np. Polskę na zdrową gospodarkę potrafię w trzy miesiące – i w ciągu sześciu lat Polska stałaby się zamożniejsza, niż Niemcy, a w ciągu 10 lat – niż Stany Zjednoczone (co nie jest trudne, przy panującym w tych krajach socjalizmie). Zrobił to w Niemczech śp. Ludwik Erhard w ciągu kilku lat przeganiając zwycięską Wielką Brytanię, która otrzymała od USA znacznie wyższą pomoc z planu Marshalla.

To właśnie zrobił śp. Piotr Stołypin, jako premier i minister spraw wewnętrznych. Był to reakcjonista, czyli normalny człowiek. Wszystkich rewolucjonistów (w 1905 był rewolucja) wieszał lub wysyłał na białe niedźwiedzie, czyli stosował zasadę śp. Stefana Kisielewskiego: „Wziąć za pysk – i wprowadzić liberalizm”. Za Jego rządów (kwiecień 1906 – wrzesień 1911) Rosja stała się potęgą – i jeszcze po Jego śmierci, w 1913, ten rozpęd utrzymywała – ale lokomotywa zaczęła już zgrzytać na zakrętach.

Stołypin Dumę rozwiązał i zrobił z nią to, co należało – czyli sprowadził do roli doradczej. Krzykaczom powiedział twardo: „Wam potrzebne są wielkie wstrząsy – nam potrzebna jest Wielka Rosja!” – i tę Wielką Rosję budował.

Nie podobało się to zarówno socjalistom, komunistom i innym rewolucjonistom – ale też i konserwatystom, którzy byli przeciwko liberalizmowi, za etatyzmem. Zamordował Go niejaki Dymitr Bagrow, socjalista-rewolucjonista będący jednocześnie agentem Ochrany – i do dziś nie wiemy, komu na Jego śmierci bardziej zależało. Car też miał do Niego pretensję, bo Stołypin sam nie potrafił przeprowadzić w Dumie zasadniczego dekretu i namówił Go, by wprowadził go Cesarskim Reskryptem – a śp. Mikołaj II był słabym cesarzem i wolałby stać ponad polityką.

Odtąd Rosja Stołypina stała się Rosją Rasputina.

Co jest ważne: Rosja rozwijała się dzięki liberalizmowi – a wyhamowała wskutek wprowadzenia ubezpieczeń społecznych i całej socjalnej otoczki, którą Autor tekstu wychwala! Konkretnie: po śmierci Stołypina, 23 czerwca 1912  Mikołaj II zatwierdził pakiet ustaw ubezpieczeniowych: Ustawę o ubezpieczeniu robotników na wypadek choroby i Ustawę o ubezpieczeniu od wypadków przy pracy.

I to było znacznie gorsze, niż wojna.

Janusz Korwin-Mikke

Ostatni dzwonek by uratować Polskę. Braun: Polexit – jedyna droga ratunku

Ostatni dzwonek by uratować Polskę.

Braun: Skutki będą nieodwracalne

13.6.2026 nczas/ostatni-dzwonek-by-uratowac-polske-braun-skutki-beda-nieodwracalne

NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP

Pakt migracyjny Unii Europejskiej wszedł w życie 12 czerwca bieżącego roku. Wszedł wśród licznych „fajerwerków” w postaci ataków, morderstw, gwałtów i grabieży dokonywanych masowo przez przybyszów na zachodzie Europy. Czy oznacza to ostateczny kres polskiej niepodległości i suwerenności? Grzegorz Braun, prezes Konfederacji Korony Polskiej nie pozostawia złudzeń – nadchodzi czas dramatycznych decyzji dla narodu, który od lat jest oszukiwany przez brukselskich urzędników i krajowych polityków.

Inwazja po cichu – nieodwracalne skutki

Grzegorz Braun wprost opisuje, co realnie przyniesie wejście w życie paktu. Jak mówi: „Wchodzi po cichu. Wchodzi zwiększona liczba gwałtów, grabieży i niepokojów. Wchodzi konieczność zatrudniania ochroniarzy dla dzieci, które idą do szkół. Wchodzi rozwadnianie narodu i czynienie z ludzi poddanych tej tyranii.”

Prezes Konfederacji Korony Polskiej podkreśla, że media i politycy establishmentu próbują bagatelizować pakt, przedstawiając go jako „techniczne rozwiązanie”. W rzeczywistości – jego zdaniem – oznacza on masowy napływ ludzi z zupełnie innych kultur, wzrost przestępczości oraz konieczność ochrony własnych dzieci w polskich szkołach.

„Nie gryziemy się już w język – mówi Braun – bo skutki tego paktu są w praktyce nieodwracalne i niebezpieczne. Konfederacja Korony Polskiej mówi jasno: Polexit powinien być na stole natychmiast. To jedyne wyjście z tej jaskini szulerów, w której od lat jesteśmy oszukiwani na kolejnych etapach w coraz to nowych sprawach.”

Konfederacja Korony Polskiej od początku konsekwentnie powtarzała, że nie ma mowy o żadnych „poprawkach” ani „wyjątkach”. Pakt migracyjny to narzędzie, które ma trwale zmienić skład demograficzny Polski. Społeczeństwo ma być celowo utrzymywane w stanie niepokoju i dezorientacji – wtedy łatwiej nim rządzić.

Rozwadnianie narodu i tyrania z Brukseli

Najmocniejszy fragment wypowiedzi Brauna dotyczy ukrytego celu całego przedsięwzięcia: „Drodzy Państwo, od momentu kiedy media zajęły się tematem, o którym my mówiliśmy od dawna – że Zełenski jest pro-banderowski – nagle od lewa do prawa wszyscy wypowiadają się na temat Ukrainy. A tymczasem tylnymi drzwiami wprowadzany jest nam bandycki pakt migracyjny, którego jedynym celem jest zdestabilizowanie państwa, które i tak zostało już rozprzedane przez obecnych rządzących.”

Braun wskazuje, jak działa ten mechanizm: wielkie tematy zastępcze (jak wojna na Ukrainie) zajmują uwagę opinii publicznej, podczas gdy w tle wprowadza się rozwiązania uderzające w samą istotę państwa narodowego. Pakt migracyjny nie powstał po to, by pomagać komukolwiek. Powstał po to, by osłabić kraje, które jeszcze bronią swojej tożsamości.

Rozwadnianie narodu nie jest przypadkiem – to celowa polityka. Decyzje o tym, kto mieszka w Polsce i jakie ma prawa, mają zapadać w Brukseli, a nie w Warszawie.

Polexit – jedyna droga ratunku

Polska była – zdaniem Brauna – oszukiwana etapami: najpierw w sprawach gospodarczych, potem prawnych, a teraz demograficznych. Pakt migracyjny jest kolejnym, bardzo zaawansowanym etapem tego procesu. Jeśli nie zareagujemy radykalnie, skutki będą nieodwracalne.

Braun ostrzega przed naiwnością tych, którzy wciąż wierzą, że „jakoś to będzie”. Nie będzie. Albo odzyskamy kontrolę nad własnym krajem, albo staniemy się biernymi świadkami jego demograficznej i kulturowej transformacji – co w praktyce oznacza koniec naszego narodu jako wspólnoty historycznej i kulturowej, i zakończenie pięknego dzieła pokoleń zwanego Polską.

Wybór należy do nas.

Spielberg, UFO, bogi – a BÓG. Zdarta płyta new age’owskiej propagandy.

„Dzień objawienia”.

Zdarta płyta

new age’owskiej propagandy

13 czerwca 2026 Piotr Relich pch24./dzien-objawienia-zdarta-plyta-new-ageowskiej-propagandy

Jeżeli ktoś jeszcze zastanawiałby się, o co chodzi z tym całym cyrkiem UFO, Steven Spielberg w najnowszym filmie o obcych nie pozostawia żadnych wątpliwości. Wiara w istnienie istot pozaziemskich – mówiąc dyplomatycznie – ma „wzbudzić wątpliwości” wobec naszych przekonań religijnych.

Od niedawna świat pop-kultury przeżywa coś na kształt renesansu UFO. Co ciekawe, bezpośredni asumpt dla ponownego zainteresowania osobliwą modą dostarczyła polityka. Z zupełnie nieznanych powodów, urzędnicy Pentagonu zaczynają zeznawać w świetle kamer, Donald Trump ujawnia ściśle tajne dokumenty Białego Domu, a J.D. Vance chodzi po mediach dzieląc się swoimi, jakże istotnymi w obecnej sytuacji międzynarodowej, przemyśleniami. I choć same materiały źródłowe nie dostarczają żadnych przełomowych rewelacji, mit UFO – jak każdego fenomenu kulturowego o potencjalnie nadprzyrodzonych charakterze – żyje swoim własnym życiem, niejako obok faktów, zdobywając wciąż nowych sympatyków na całym świecie.

Nic dziwnego, że również Hollywood stara się kuć żelazo póki gorące, wyznaczając do swojej najnowszej superprodukcji sprawdzonego weterana kina, Stevena Spielberga. Tym razem jednak, w odróżnieniu od poprzednich hitów z obcymi w roli głównej, ludzkość nie jednoczy się we wspólnym wysiłku odparcia pozaziemskiej inwazji. „Dzień objawienia” tym różni się od poprzedników, że dotyka dużo głębszych pokładów ludzkiej wrażliwości, wprowadzając widza w stan niemal filozoficznej refleksji.

Sam reżyser podkreślał w wywiadach, że jego film może „wpłynąć na podstawowe przekonania”, które wyznaje wielu z nas. „Czy Bóg jest naszym Bogiem tylko na tej planecie? A może jest bogiem każdego systemu, w którym istnieje cywilizacja i inteligentne życie, a nawet życie w pewnej fazie rozwoju?” – pytał w wywiadzie dla CBS. Spielberg, który sam wychował się w rodzinie wyznającej judaizm reformowany, ujawnił również, że choć film jest dziełem fikcyjnym, on sam wierzy, że kosmici rzeczywiście odwiedzili Ziemię.

„Opierając się na poszlakach zebranych przez całe moje życie, na wszystkich, których słuchałem, na każdym obejrzanym przeze mnie filmie dokumentalnym oraz na wszystkich zeznaniach przed Kongresem, które słyszałem, jestem absolutnie przekonany, że byli tutaj i że nadal tu są” – przyznał. „Kto wie, może zawsze tu byli”, sugerował tajemniczo.
I rzeczywiście, zaprezentowane w filmie kontakty z istotami pozaziemskimi mają w sobie coś z mistycyzmu. Obcy Spielberga oferują wybrańcom, niczym Duch Święty, dar rozumienia języków i czytania w sercu, napełniają wiarą, nadzieją i miłością, oraz dosłownie ratują ludzkość od III wojny światowej. 

Spielberg wprost nadaje wydarzeniom wymiar religijny, wprowadzając postać zakonnicy (w tej roli Elizabeth Marvell) oraz byłej nowicjuszki Jane (Eve Hewson). Postawione przed faktem istnienia obcych, zadają w pierwszej kolejności pytania o charakterze teologicznym (swoją drogą ciekawe, że do ukazania podobnych rozterek nigdy nie służą wyznawcy judaizmu).
Dla Jane, która utraciła wiarę w boskość Chrystusa, „objawienie” kosmitów oznacza przede wszystkim zburzenie religijnych narracji trzymających w ryzach cywilizacyjny porządek. Dziewczyna obawia się, że na skutek bliskiego spotkania trzeciego stopnia, „ludzie odwrócą się od Boga”, a wraz z utratą wiary zawali się cały porządek etyczny i moralny. Zupełnie inne podejście sugeruje siostra Maura (Marvell), przekonując, że istnienie obcych wcale nie musi przeczyć prawdom wiary, ponieważ Pan Bóg ma swoje plany również wobec innych światów. Ostatecznie obcy Spielberga zakładają nową, światową religię pokoju, a ich pierwsze słowa skierowane do gatunku ludzkiego brzmią: „Posłuchajcie”.

Stare herezje w latającym spodku

Przesłanie filmu, podobnie współczesne opowieści na temat obcych cywilizacji, od nieżyjącego już guru „religii UFO” Ericha von Dänikena, po rodzimych „ufologów” pokroju Roberta Bernatowicza, na kilometr pachną starym, dawno skompromitowanym New Age’em. W tym przypadku miejsce „duszy”, „wewnętrznego ja” czy „boskiego kosmosu”, zajmuje technologiczno-probabilistyczna frazeologia, dostosowana do zsekularyzowanego człowieka XXI wieku. Cuda, magia i zjawiska nadprzyrodzone mają być efektem działania kosmicznej technologii, odpowiadającej za fenomeny, które znamy pod postacią daru bilokacji, stygmatów czy opętania. Zbawienie zaś polega nie na przekroczeniu własnej natury wraz z Chrystusem, ale odkryciu i wdrożeniu w życie ewolucyjnej „supermocy” w postaci…empatii. 

Choć Kościół katolicki oficjalnie nie rozsądza na temat istnienia istot pozaziemskich, jednocześnie ostrzega przed możliwością wykorzystania „wiary w UFO” do uderzenia w prawdy katolickie. „New Age zostało zaludnione dziwnymi i egzotycznymi bytami, mistrzami, adeptami, istotami pozaziemskimi, jest to miejsce psychicznych mocy i okultystycznych tajemnic, spisków i tajnego nauczania” – ostrzega Stolica Apostolska w broszurze „Jezus Chrystus Dawcą Wody Żywej” z 2003 r.

Szczególne miejsce w podobnych nurtach zajmuje postać tzw. Kosmicznego Chrystusa, czyli wzorzec, który może być powielany w wielu ludziach, miejscach i czasach, który niesie w sobie ogromną zmianę paradygmatu. To klasyczna pułapka new age’owskich teorii, które „w jakiś sposób zaprzeczają historii i nie akceptują faktu, że duchowość może być zakorzeniona w czasie lub w jakiejś instytucji. Jezus z Nazaretu [w tej optyce – red.] nie jest Bogiem, ale jednym z wielu historycznych przejawów kosmicznego i uniwersalnego Chrystusa”.

Tymczasem według wiary chrześcijańskiej, Jezus Chrystus nie jest wzorcem, ale „osobą boską, której ludzko-boska postać odkrywa tajemnicę miłości, jaką Ojciec żywi dla każdej osoby od początku całej historii ludzi (Jan 3,16)”. 

Wcielenie, choć miało znaczenie dla całego wszechświata, dokonało się w konkretnym miejscu i czasie. My zaś zostaliśmy wezwani do budowania relacji z Bogiem, doświadczonym „we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu” (Hbr 4, 15). Odrzucenie tej perspektywy prowadzi w króliczą norę dalszych rozważań na temat spraw ostatecznych: skoro Pan Bóg nie zbawia obcych, to czy pozostają wolni od grzechu pierworodnego, a zatem są dużo doskonalsi od istot ludzkich? (właśnie taki obraz obcych wyłania się z filmu Spielberga).

A jeżeli zbawia, to co z wyjątkową pozycją Matki Bożej – Królowej Nieba i Ziemi, skoro na innych planetach mogą istnieć inne „matki” Boga? Widzimy wyraźnie, że nawet bez przesądzania o istnieniu kosmitów, nawet sama dyskusja na ten temat potrafi potężnie wstrząsnąć samymi fundamentami wiary chrześcijańskiej. I być może właśnie o to chodzi. 

Epstein wiecznie żywy

I tak główni bohaterowie filmu, Margaret (Emily Blunt) i Daniel Kellner (Josh O’Connor) okazują się ostatecznie posłańcami obcych, którzy przybywają do naszego świata z „dobrą nowiną”. Co ciekawe, obaj bohaterowie zostają w dzieciństwie uprowadzeni przez UFO, objawiające się pod postacią niemal bajkowych, dysney’owskich zwierzątek – jelenia, szopa, lisa i ptaka. Poprowadzeni do czarodziejskiego domu Jasia i Małgosi (dokładnie takie określenie pada w filmie), który okazuje się laboratorium obcych, zostają poddani eksperymentom. Po spotkaniu w dorosłym życiu, mimo koszmaru jaki przeżyły, ostatecznie zostają ich wiernymi emisariuszami i pałają do nich bezgraniczną miłością. 

Powyższy wątek fabularny niepokoi szczególnie w kontekście licznych skandali pedofilskich w samym Hollywood, nie mówiąc już o ujawnionych związkach amerykańskiej elity artystycznej z nieżyjącym pedofilem-sutenerem Jeffreyem Epsteinem. Przedstawienie motywu nieletnich ofiar nadużyć (wszak obcy nie pytali o zgodę) wdzięcznych swoim oprawcom, w naszej post-epsteinowskiej rzeczywistości może budzić tylko najgorsze skojarzenia.

Na koniec jeszcze jeden interesujący fakt. W niektórych środowiskach katolickich dominuje przekonanie, że za fenomenem UFO mogą stać demony, pragnące zwieść ludzkość. [?? A są takie, katolickie, które temu zaprzeczają? md]. Dokładnie w ten sposób argumentował zasłużony amerykański egzorcysta, Stephen Rossetti. Za swoje wypowiedzi został pozbawiony stanowiska przez metropolitę Waszyngtonu, kard. Roberta McElroya.

Zastanówmy się jednak, czy gdyby rzeczywiście pod postacią obcych chciały objawić się upadłe anioły, z wszystkimi tego dramatycznymi konsekwencjami, czy nie postąpiłyby podobnie jak w filmie Spielberga?

Piotr Relich

Na Zachodzie nie chcą rodzić dzieci

Na Zachodzie nie chcą rodzić się dzieci

Nowy raport brytyjskiego ‚Daily Mail’  bije na alarm: wskaźnik urodzeń w Anglii i Walii spadł do najniższego poziomu od dziesięcioleci, a cztery na dziesięć noworodków ma obecnie co najmniej jednego rodzica urodzonego za granicą.

To, co staje się widoczne w Wielkiej Brytanii, nie jest jednak odosobnionym przypadkiem, lecz symptomem znacznie większego problemu: Zachód znajduje się w samym środku historycznego załamania demograficznego.

Zamieszki w Belfaście

Dane z Wielkiej Brytanii ukazują rzeczywistość społeczeństwa, które coraz bardziej traci swoją zdolność do reprodukcji – pod względem ekonomicznym, kulturowym i społecznym. Coraz mniej osób na Zachodzie zakłada rodziny, ma dzieci i coraz mniej wierzy w stabilną przyszłość. Jednocześnie rządy starają się zrekompensować wynikający z tego upadek swoich systemów poprzez stale rosnącą migrację. Zamiast polityki prorodzinnej prowadzona jest polityka demograficzna.

Współczesny Zachód stworzył system, w którym dzieci stały się luksusem dla wielu ludzi. Rosnące koszty mieszkań, niepewność zatrudnienia, stagnacja płac, wysokie podatki, rosnąca samotność i całkowita ekonomizacja życia systematycznie niszczą tradycyjne struktury rodzinne. Do tego dochodzi kultura, która przedkłada konsumpcję, karierę i indywidualizm nad pokolenia, wspólnotę i stabilność.

Rezultat jest dramatyczny: niemal wszędzie w Europie wskaźniki urodzeń są znacznie poniżej poziomu zastępowalności pokoleń. Bez masowej imigracji wiele państw zachodnich już by się kurczyło. Systemy emerytalne, systemy opieki zdrowotnej i rynki pracy są coraz bardziej uzależnione od sztucznego wzrostu populacji poprzez migrację. A to właśnie zmienia społeczeństwa zachodnie w tempie niespotykanym dotąd w historii.

Podczas gdy klasa polityczna publicznie mówi o ‚różnorodności i kosmopolityzmie’, za kulisami widoczna jest o wiele bardziej brutalna rzeczywistość: Zachód najwyraźniej nie jest już w stanie ekonomicznie motywować własnej populacji do posiadania dzieci. Migracja staje się zatem nie tylko strategią rynku pracy, ale także centralnym mechanizmem podtrzymywania funkcjonowania starzejących się społeczeństw.

Krytycy ostrzegają zatem przed niebezpiecznym ślepym zaułkiem. System, który jest zależny od stale rosnącej migracji, aby opóźnić swój gospodarczy i demograficzny upadek, nieuchronnie generuje napięcia społeczne, konflikty kulturowe i dezintegrację polityczną. Jednocześnie przyczyny leżące u podstaw tego zjawiska pozostają nierozwiązane. Ponieważ sednem problemu nie jest migracja.

Sednem problemu jest cywilizacja zachodnia, która staje się coraz potężniejsza technologicznie, ale zaczyna wymierać biologicznie i społecznie. Coraz więcej państw przypomina dziś starzejące się maszyny gospodarcze, które nie są już w stanie funkcjonować bez ciągłego napływu siły roboczej z zewnątrz. Rodziny się rozpadają, dzieci są odkładane na później lub w ogóle nie są planowane, a elity polityczne zachowują się tak, jakby nieograniczona migracja mogła na stałe zastąpić każdy kryzys strukturalny.

Brytyjskie dane to zatem coś więcej niż tylko statystyki. Są one sygnałem ostrzegawczym dla stanu całego Zachodu.

uncutnews.ch/demografischer-kollaps-im-westen-europas-regierungen-ersetzen-kinder-durch-migration

** * * * * * 

ZB: Problemy demograficzne w Europie Zachodniej były już zauważalne w latach 60-tych ub. wieku, w USA nieco później, a w Polsce pierwsze objawy zaczęły być widoczne w II połowie lat 70-tych, powstrzymane przez kryzys gospodarczy i stan wojenny, któremu zawdzięczamy (no tak, nie inaczej) gwałtowny wzrost urodzeń. Dziś te dzieci mają powyżej 40 lat i są (ciągle jeszcze) kołem zamachowym naszej gospodarki.

W latach 90-tych wróciły tendencje spadkowe urodzin. Co było wtedy dziwne? – Żaden polityk nie wypowiadał się w tej sprawie, nikt nie bił na alarm, a poseł, który zaproponował powrót do gomułkowskiego ‚bykowego’, został wyśmiany przez liberalne media.

Podobno 90% licealistek orzekło, że nie chce mieć dzieci w przyszłości. Co prawda życie dokona tu pewnej korekty in plus, ale można przewidywać, że problem demograficzny będzie się pogłębiał. Już dziś widzimy, przynajmniej w dużych miastach, że w wózkach dziecięcych, chroniących przed deszczem i słońcem, przewożone są psy. Czy takie społeczeństwo może się rozwijać? – Marne szanse.

Opracował: Zygmunt Białas

Ambasador Niemiec przy ONZ Heusgen – Katastrofa dyplomatyczna

Ambasador Niemiec przy ONZ

Christoph Heusgen

– Katastrofa dyplomatyczna

Anti-Spiegel Thomas Röper  archive/https://anti-spiegel.ru/2020/deutscher-uno-botschafter-christoph-heusgen-der-diplomatische-supergau

Niemcy miały nadzieję, że dwuletnie członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ zwiększy ich szanse na uzyskanie stałego miejsca. Teraz wydaje się to mało prawdopodobne, a niemiecki ambasador przy ONZ ponosi znaczną część winy, co po raz kolejny dobitnie zademonstrował.

Wczoraj donosiłem, że Niemcy wykorzystały swoje dwuletnie członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ do roztrwonienia znacznej części międzynarodowego prestiżu.

Trudno ustalić, na ile wynikało to z bezpośrednich instrukcji Berlina, a ile szkód dyplomatycznych wyrządził samodzielnie niemiecki ambasador przy ONZ. Z pewnością otrzymuje on od Berlina wytyczne dotyczące sposobu głosowania. Berlin jednak nie pisze jego przemówień, które tak poważnie zaszkodziły zarówno jemu, jak i międzynarodowej pozycji Niemiec. Nawet jeśli jego przemówienia i wystąpienia przed Radą leżą w jego gestii, Berlin wyraźnie dawał mu wolną rękę od samego początku.

Jednak Berlin najwyraźniej pozwalał mu robić, co mu się żywnie podoba. 

Międzynarodowa reputacja Niemiec bardzo ucierpiała

Heusgen zachowywał się jak pitbul w ONZ, twardo trzymając się antyrosyjskiej i antychińskiej linii USA. To może być również oficjalna linia Berlina, ale wówczas Berlin prawdopodobnie nie byłby zainteresowany osiągnięciem deklarowanego celu, jakim było uzyskanie stałego członkostwa w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, ponieważ wystąpienia Heusgena nie tylko głęboko rozgniewały Chiny i Rosję, ale także wywołały znaczne niezrozumienie w świecie pozaatlantyckim. Niemcy były wcześniej uważane za popularnego mediatora w tym kraju; ten okres prawdopodobnie już minął.

Minęły czasy, gdy Niemcy sprzeciwiały się żądaniom USA, by zezwolić Bundeswehrze na udział w wojnie w Wietnamie. Minęły czasy, gdy Helmut Schmidt sprzeciwiał się prezydentowi USA Carterowi. Minęły czasy, gdy Helmut Kohl za wszelką cenę zapobiegłby wojnie w Jugosławii, wbrew wszelkim żądaniom USA, i minęły czasy, gdy Gerhard Schröder otwarcie sprzeciwiał się USA w sprawie wojny w Iraku. Dziś Niemcy ślepo podążają za USA, a USA są skrajnie niepopularne poza światem zachodnim, o czym może zaświadczyć każdy, kto kiedykolwiek był w tych częściach świata i rozmawiał z tamtejszymi ludźmi. Konsekwencje tego dla reputacji Niemiec na świecie, budowanej przez dekady, są oczywiste.

To, jak niepopularny stał się Heusgen (a tym samym Niemcy), było już widoczne około tydzień temu podczas wideokonferencji Rady Bezpieczeństwa ONZ, kiedy chiński ambasador stwierdził, że droga Niemiec do stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ będzie prawdopodobnie „trudna”. Gdyby przetłumaczyć to z dyplomatycznej powściągliwości, z której znani są chińscy dyplomaci, na prosty niemiecki, to przesłanie do niemieckiego rządu brzmiałoby: „On jest popieprzony, zapomnijcie o miejscu w Radzie Bezpieczeństwa!”

Przedstawiciel Rosji w ONZ również wyraził się jasno, mówiąc Heusgenowi:

„Nie będziemy za tobą tęsknić”.

Heusgen po prostu nie może się powstrzymać.

Teraz odbyła się kolejna wideokonferencja w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, a Heusgen, na krótko przed końcem członkostwa Niemiec w tej organizacji, po raz kolejny podwoił stawkę. Tematem był Iran, ale Heusgen wykorzystał każde spotkanie i każdy temat do atakowania Rosji i/lub Chin. Tym razem nie było inaczej. Der Spiegel relacjonuje to następująco:

„Ambasador Niemiec Christoph Heusgen wykorzystał spotkanie w sprawie Iranu w swoim przemówieniu końcowym, aby wezwać Chiny do uwolnienia dwóch uwięzionych Kanadyjczyków. »Ta Rada straci swoją legitymację, jeśli przestanie troszczyć się o los jednostek« – powiedział Heusgen podczas wirtualnego spotkania w Nowym Jorku”.

„Heusgen może mieć rację, że Rada musi troszczyć się o los jednostek i oczywiście Der Spiegel przedstawia to stwierdzenie w pozytywnym świetle. Problemem dla reputacji Niemiec jest jednak to, że około 140 ze 190 państw członkowskich ONZ nie znajduje się w bezpośredniej strefie wpływów zachodnich mediów. A każdy, kto krytykuje Chiny w sprawie dwóch Kanadyjczyków, ale nigdy nie wypowiedział ani jednego słowa krytyki wobec licznych amerykańskich więźniów w Guantanamo, w końcu przestanie być traktowany poważnie poza zachodnią strefą wpływów. Jeśli niemiecki ambasador przy ONZ, jeden z najważniejszych niemieckich dyplomatów, jest tak rażąco stronniczy, to po pewnym czasie Niemcy zdyskwalifikują się jako neutralny mediator, jakim kiedyś były, gdy okazjonalnie wypowiadały się przeciwko USA (lub przynajmniej zachowywały dyplomatyczne milczenie).

Chińska reakcja na najnowszy wybuch hejtu Heusgena została opisana w Der Spiegel:

„Ambasador Chin, Yao Shaojun, poskarżył się na „złośliwą” treść wypowiedzi Heusgena. Twierdził, że Niemcy przejęli kontrolę nad spotkaniem, które w rzeczywistości zostało zwołane w celu omówienia irańskiego programu nuklearnego. Chiny były przekonane, że Rada Bezpieczeństwa będzie funkcjonować lepiej bez Niemiec. Zwracając się do Heusgena, dyplomata Yao Shaojun powiedział: »Dobrze, że się ciebie pozbyliśmy«”.

Jak wspomniano, Chińczycy znani są z kulturowo powściągliwego podejścia do formułowania mocnych oświadczeń. Fakt, że chiński dyplomata wypowiedział się tak otwarcie, pokazuje, co Pekin myśli o Heusgenie (i, co za tym idzie, o niemieckim rządzie, który pozwalał mu działać bezkarnie przez dwa lata).

Der Spiegel nie poinformował o reakcji Rosji, co jest równie godne uwagi. Rosyjska telewizja zacytowała rosyjskiego przedstawiciela w Radzie Bezpieczeństwa ONZ w następujący sposób:

„Drogi Christophie, chciałbym pożegnać Cię aforyzmem niedawno zmarłego pisarza Michaiła Żwaneskiego: „Szkoda, że ​​w końcu odchodzisz”.

To oświadczenie wyraźnie pokazuje również, jak „popularny” jest Heusgen wśród państw spoza zachodniej strefy wpływów. Rosyjski dyplomata dodał na zakończenie, że z Heusgenem „nie było spotkania bez krytyki Rosji, nawet gdy temat wydarzenia był zupełnie inny”.

Za rządów Merkel i jej sztabu Niemcy stały się dodatkiem do polityki USA, co nie wpłynęło korzystnie na reputację Niemiec na świecie. Heusgen jest tylko jednym z przykładów – aczkolwiek bardzo dobitnym”.

Ćwiczymy „postawę służebną”

Ćwiczymy „postawę służebną”

Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” 13 czerwca 2026 michalkiewicz

Właśnie rozpoczął się kolejny Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu – ale jakoś nie rozpala emocji, jak to bywało za komuny, kiedy ulice miast pustoszały, a szyby były „niebieskie od telewizorów” – wtedy jeszcze czarno-białych. Również ówczesne media, normalnie trzymane za pysk przez cenzurę, na okoliczność Festiwalu uzyskiwały dyspensę. Dzięki temu czytelnicy prasy mogli się przekonać, że funkcjonariusze ówczesnego Propaganda Abteilung wcale nie są nudni i drewniani, że potrafią zdobywać się na wyrafinowane i subtelne egzegezy treści festiwalowych piosenek.

Teraz – nic z tych rzeczy. Może dlatego, że za komuny teksty piosenek pisali poeci, podczas gdy teraz – dla oszczędności – robią to albo sami wykonawcy, albo grono przyjaciół, więc nie ma materiału do żadnej egzegezy. Muzycznie też wszystkie piosenki są do siebie podobne – eśta-eśta – więc nic dziwnego, że nie słychać żadnych subtelnych recenzji. Jedyne co przecieka z Festiwalu, to plotki – na przykład o panu „Ralfie” Kamińskim i Dodzie-Elektrodzie, którzy wbijają sobie nawzajem „szpilki”. Pani Cienkowska, która w vaginecie obywatela Tuska Donalda – jak to się mówi – „robi w kulturze” – najwyraźniej uważa, że to właśnie jest najtwardsze jądro tubylczej kultury, uzasadniające opodatkowanie współobywateli na rzecz artystów. „Jak forsa – to mi wsuń ją” – nawoływał Konstanty Ildefons-Gałczyński jeszcze przed wojną – i okazuje się, że kontynuacja jest większa, niż myślimy. Sanacja to co innego. Sanacja stała na przeciwnym stanowisku, o czym świadczyła odpowiedź premiera Felicjana Sławoja-Składkowskiego na petycję filharmoników, którzy domagali się rządowej opieki: „Nam wystarczą orkiestry wojskowe!

O marginalnym charakterze opolskiego Festiwalu świadczy choćby to, że nie przyćmił on zgrzytu, jaki w stosunkach polsko-ukraińskich pojawił się za sprawą nadania przez prezydenta Zełeńskiego pewnej jednostce tamtejszej niezwyciężonej armii imienia „Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii. Podobno wojskowi pierwotnie domagali się uhonorowania ich jednostki imieniemKłyma Sawura, osobiście odpowiedzialnego za wydanie rozkazu wymordowania ludności polskiej na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej, ale władze doszły do wniosku, że lepiej trochę poczekać, aż Polacy zmiękną, a póki co „Bohaterowie UPA” wystarczą. Na takie dictum Kukuniek odpiął sobie od koszuli guziczek w ukraińskich barwach narodowych, a pan prezydent Karol Nawrocki zapowiedział odebranie prezydentowi Zełeńskiemu Orderu Orła Białego. Czy tak zrobi – tego nie wiemy, bo konstytucja jest tak dziwacznie zredagowana, że prezydent może „nadawać” ordery i odznaczenia bez kontrasygnaty premiera, ale już odebrać takiego odznaczenia bez kontrasygnaty nie może.

Widać jak na dłoni, że hebesowie, którzy tę konstytucję pisali, najwyraźniej nie słyszeli o zasadzie prawa rzymskiego: cuius est condere eius est tolere – co się wykłada, że kto ustanowił – ten może znieść. No a pomyślmy sami – czy Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje, albo sam niemiecki kanclerz Fryderyk Merz pozwoli Donaldu Tusku na takie zuchwalstwo i to wkrótce po podniesieniu w kwietniu br. stosunków niemiecko-ukraińskich do rangi strategicznego partnerstwa? Obawiam się, że takiego pozwolenia nie będzie i w rezultacie Polska – w odpowiedzi na ukraińską politykę realną – nie będzie mogła zareagować nawet w sferze pozorów.

W dodatku Episkopat napomniał tutejszych parafian, żeby „nie szemrali” przeciwko Ukraińcom – tak, jak nie wolno im „szemrać” przeciwko Żydom, którzy załatwili sobie specjalne względy u samego Stwórcy Wszechświata. W tej sytuacji pozostaje nam tylko czekać do roku 2039, kiedy to, zgodnie z niemieckimi planami, Bundeswehra będzie najsilniejszą armią w Europie, a zaraz po niej – drugą najsilniejszą (do 800 tys żołnierzy) będzie uzbrojona po zęby, między innymi za środki z pożyczki SAFE – niezwyciężona armia Ukraińska, nawiązująca do tradycji UPA. W dodatku będziemy mieli u nas prawie 2 mln Ukraińców, podatnych na wezwania do „wołynki”, jeśli tylko nasz mniej wartościowy naród tubylczy spróbowałby albo im, albo Niemcom podskakiwać. Czegóż chcieć jeszcze?

Dopiero na tym tle możemy docenić znaczenie pomysłu obywatela Tuska Donalda – żeby przy Alejach Ujazdowskich, tuż przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, wznieść pomnik Tadeusza Mazowieckiego, a potem, u jego stóp, w roku 2027 poprowadzić „Marsz Patriotów”. Nawet nie „księży-patriotów”, tylko patriotów zwyczajnych, co to słuchają zarówno Judenratu „Gazety Wyborczej”, jak i Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje, która z kolei konsultuje swoje poczynania z niemieckim kanclerzem. Tadeusz Mazowiecki był „pierwszym niekomunistycznym premierem” przy prezydencie Wojciechu Jaruzelskim, co to miał pilnować, żeby transformacja ustrojowa przebiegała zgodnie z planem, to znaczy – żeby komunistyczna nomenklatura nie doznała żadnej krzywdy.

Tadeusz Mazowiecki ani przez Amerykanów, ani przez Sowieciarzy do konfidencji dopuszczony nie był – ale kiedy tylko został „pierwszym niekomunistycznym premierem”, odwiedził go szef sowieckiego KGB Władimir Kriuczkow, którzy wyjaśnił mu, co uzgodniono i czego ma się trzymać. Toteż Tadeusz Mazowiecki zaraz ogłosił doktrynę „grubej kreski”, która miała oznaczać całkiem co innego, niż się potem okazało, no i wyściskał się w Pierwszej Krzyżowej z niemieckim kanclerzem Helmutem Kohlem – że to niby w stosunkach niemiecko-polskich wszystko jest gites, tenteges.

A w ogóle, to Tadeusz Mazowiecki znany był – jak zresztą sam to określał – z „postawy służebnej”. Ciekaw jestem tedy, jak go na tym pomniku przedstawi autor – czy w postawie dumnej, czy właśnie – w „postawie służebnej” – no, a jeśli tak, to w jaki sposób tę „postawę służebną” zaprezentuje? Oczywiście jak tam będzie tak tam będzie, bo jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było – ale nie da się ukryć, że wybór obywatela Tuska Donalda na pomnikową postać nie jest przypadkowy. W osobie Tadeusza Mazowieckiego, znanego wszak z „postawy służebnej”, obywatel Tusk Donald pragnie nam przekazać informację, jakie miejsce z nowej Europie nam przeznacza, podobnie zresztą, jak i sobie – bo przecież żyją ludzie pamiętający, że to Nasza Złota Pani z Berlina upodobała w nim sobie i przenosząc go Mocną Ręką na brukselskie salony, zrobiła z niego człowieka. Ale oprócz tej osobistej, jest i druga przyczyna. Obywatel Tusk Donald, który w swoim czasie doprowadził do zlikwidowania Unii Wolności, w ramach której „aferałowie” kolaborowali z „partią zagranicy”, za jaką uchodziła wówczas Unia Demokratyczna, najwyraźniej chciałby tamten błąd naprawić i zamiast sztukować sobie parlamentarną większość przy pomocy jakichś przypadkowych vaginess, czy jegomościów w rodzaju pana Hołowni, pojednać się z „lewicą laicką”, która na postronku przyprowadzi do niego rzeszę mikrocefali, którym się powie, że oto mamy jasnego idola. Tadeusz Mazowiecki, sterowany zdalnie przez Michnkukuremka znakomicie się nadaje na fasadę reaktywowanej politycznej formacji.

Stanisław Michalkiewicz

Spisek z USA: Ponad 40 ukraińskich laboratoriów z ebolą, wąglikiem i innymi chorobami broni biologicznej

Najnowsza sensacja Gabbarda z laboratorium biologicznego: ponad 40 ukraińskich laboratoriów z ebolą, wąglikiem i innymi chorobami – spisek potwierdzony przez amerykański wywiad (wideo)

Przez lata doniesienia o finansowanych przez USA laboratoriach biologicznych na Ukrainie były odrzucane jako rosyjska propaganda, dezinformacja lub teorie spiskowe. Każdy, kto kwestionował, czy Stany Zjednoczone faktycznie prowadzą lub finansują ośrodki badań biologicznych na Ukrainie, był dyskredytowany.

Teraz Tulsi Gabbard, dyrektor amerykańskiej Narodowej Służby Wywiadowczej, ujawniła dokumenty, które rzucają nowe światło na tę debatę.

Komunikat prasowy Biura Dyrektora Wywiadu Narodowego (ODNI) potwierdza, że ​​Stany Zjednoczone wsparły ponad 120 laboratoriów w ponad 30 krajach na całym świecie – w tym ponad 40 placówek na Ukrainie. Opublikowane dokumenty wskazują również, że laboratoria te pracowały z wysoce niebezpiecznymi patogenami, a ukraińscy naukowcy zostali przeszkoleni przez USA w zakresie pracy w warunkach bezpieczeństwa biologicznego.

Najnowszy film Gabbarda z wczoraj:

Przejdź bezpośrednio do filmu z dubbingiem niemieckim:

https://www.bitchute.com/embed/D3OrW0w4bJyS

===============================================

Co potwierdzają dokumenty

Opublikowane slajdy wyraźnie wymieniają:

  • Przechowywanie patogenów z radzieckiego programu broni biologicznej,
  • Szkolenie ukraińskich naukowców w dziedzinie bioizolacji,
  • Certyfikaty dla „szczególnie niebezpiecznych patogenów”
  • przechowywanie patogenów, takich jak wąglik, tularemia, gruźlica, afrykański pomór świń, MERS, SARS, wirus Marburg, Ebola, gorączka Lassa i dżuma.

Szczególnie alarmujące nie jest to, że takie patogeny występują w laboratoriach o wysokim poziomie bezpieczeństwa – to standardowa praktyka w wielu krajach. Prawdziwie alarmujące jest to, że istnienie tych programów było przez lata bagatelizowane publicznie.

Od „mitu spiskowego” do oficjalnego potwierdzenia

Podczas wojny na Ukrainie każda wzmianka o finansowanych przez USA laboratoriach biologicznych była odruchowo odrzucana jako kremlowska propaganda. Politycy, media i tak zwani weryfikatorzy faktów zapewniali opinię publiczną, że są to jedynie nieszkodliwe placówki służące celom zdrowia publicznego.

Jednak opublikowane obecnie dokumenty przedstawiają bardziej złożony obraz.

Dowodzą, że Stany Zjednoczone rzeczywiście zainwestowały znaczne sumy w ukraińskie laboratoria. Wymieniają konkretnych wykonawców, takich jak Black & Veatch, wymieniają koszty poszczególnych projektów i dokumentują pozwolenia na pracę ze szczególnie niebezpiecznymi patogenami.

Prawdziwe pytanie brzmi: dlaczego przez tyle lat tak agresywnie tłumiono publiczną debatę na ten temat?

Prawdziwy problem: zaufanie

Prawdziwy skandal może więc leżeć nie tyle w samych laboratoriach, co w sposobie, w jaki traktowane są tam obywatele.

Kiedy rządy początkowo odrzucają jakąkolwiek dyskusję, uznając ją za dezinformację, a następnie po latach publikują dokumenty potwierdzające kluczowe fragmenty pierwotnych raportów, pojawia się poważny problem zaufania.

Rezultat jest przewidywalny: społeczeństwo zaczyna nie ufać nie tylko oficjalnym wyjaśnieniom, ale także uzasadnionym ostrzeżeniom i faktom.

Zniszczenia wykraczają daleko poza granice Ukrainy.

Bo za każdym razem, gdy rzekomy „mit” staje się częściowo potwierdzoną rzeczywistością, wśród wielu ludzi rośnie przekonanie, że ważne debaty nie są prowadzone otwarcie, lecz są kontrolowane politycznie.

Wniosek

Stany Zjednoczone rzeczywiście sfinansowały powstanie rozległej sieci laboratoriów biologicznych na Ukrainie, które pracowały z niezwykle niebezpiecznymi patogenami. Świadczy to o tym, że publiczne przedstawianie tych programów przez lata brzmiało znacznie prościej i mniej szkodliwie niż rzeczywistość ujawniona w dokumentach, które właśnie zostały opublikowane.

Być może to jest prawdziwa bomba Biolab:

Nie żeby laboratoria istniały.

Jednak wiele osób było wyśmiewanych za samą wzmiankę o ich istnieniu.

Źródła:

Komunikat prasowy ODNI: odni.gov/press-releases/press-releases-2026

Ukraina zmierza w kierunku nazizmu

Ukraina zmierza w kierunku nazizmu

Izabela BRODACKA

Prezydent Ukrainy Wołodymir Zełenski nadał prezydenckim dekretem imię „Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii” ukraińskiej, elitarnej jednostce wojskowej, Centrum Wojskowych Operacji Specjalnych „Północ”. Polski MSZ na ten skandal nie zareagował. Nie wezwał notą dyplomatyczną ambasadora Ukrainy, żeby żądać wyjaśnień. Odezwał się pełniący obowiązki kierownika ambasady RP w Kijowie Piotr Łukasiewicz pisząc, że „każdy naród ma prawo wybrać sobie swoich bohaterów”.

Naprawdę ? To Niemcy mają prawo stawiać pomniki Hitlera, Goebbelsa, Goeringa i innych oprawców i czcić „bohaterów” SS? Zaprotestował izraelski Instytut Yad Vashem, jako, że w mordach wołyńskich zginęło wielu Żydów.

Brak należytej reakcji rozzuchwala Zełeńskiego. Właśnie zapowiedział sprowadzenie z Niemiec szczątków zbrodniarza Stiepana Bandery i uroczysty ich pochówek w kijowskim mauzoleum bohaterów Ukrainy. To już jest bezczelna prowokacja.

Kim byli „bohaterowie” „UPA” ? W lutym 1943 roku, na Wołyniu, we wschodniej części Polski, rozpoczęła się zbrodnicza operacja strategiczna mająca na celu wymordowanie wszystkich Polaków zamieszkujących tamte tereny. Inaczej niż przedstawiają ją i próbują wyjaśnić historycy ukraińscy, nie było to oddolne, spontaniczne działanie ukraińskiego chłopstwa. Była to koncepcja opracowana centralnie, przez dowództwo UPA i przez tę zbrodniczą organizację zrealizowana, przy pomocy ukraińskiej ludności cywilnej.

Apogeum tych zbrodni nastąpiło 11 lipca 1943 roku. W tym samym czasie Ukraińcy zaatakowali 99 polskich wsi. Palono polskie domy, budynki gospodarcze, kościoły, szkoły i budynki użyteczności publicznej. Kobiety, mężczyzn, dzieci i starców zabijano za pomocą broni palnej, a także noży, siekier i narzędzi rolniczych: wideł, łopat, kos i sierpów. Okrutni zbrodniarze zarąbywali dzieci siekierami, nabijali je na widły, a kobietom rozpruwano nożami brzuchy i wyciągano z nich maleństwa. Nikomu nie darowano życia. Nieliczni zdołali uciec z miejsca kaźni. Kościół katolicki traktowano jako symbol trwania polskości. Okrutni siepacze UPA mordowali polskich księży. Gdy podpalali kościoły, księży przybijali gwoździami do płonących drzwi świątyń.

Kiedy Rosja napadła na Ukrainę, my Polacy w odruchu serca, solidarności i empatii otworzyliśmy naszą granicę z Ukrainą. Przyjmowaliśmy do naszych domów i mieszkań ukraińskie kobiety z dziećmi. Zapewniliśmy Ukraińcom zasiłki socjalne, opiekę zdrowotną, edukację dla ich dzieci, wszelkie wsparcie i opiekę, zupełnie za darmo i bezinteresownie. Praktycznie rozbroiliśmy naszą armię wyposażając wojsko ukraińskie w nasz najlepszy sprzęt, broń i uzbrojenie. W naszych magazynach wojskowych pozostały już niemal tylko pepesze, na konopnych sznurkach, z okresu II wojny światowej, a żołnierze sami, za własne pieniądze, musieli kupować sobie buty. Do dzisiaj opłacamy dla ukraińskiej armii starlinki.

Wzięliśmy na utrzymanie Ukrainę. Nasz państwowy budżet utrzymuje dwa państwa i dwa narody. I co nas spotyka? Brak wdzięczności, policzek i plucie nam i naszym bliskim, ofiarom rzezi, holokaustu wołyńskiego przez przywódcę Ukrainy. O ile nasza bezinteresowna, szlachetna pomoc, obywateli, zwykłych ludzi, jest godna podziwu i szacunku, to polityka naszego rządu jest niezrozumiałym i godnym politowania szczytem nieudolności i naiwności.

W stosunkach międzynarodowych istnieje zasada wzajemności. Pozytywne odpowiadanie na ukraińskie żądania bez stawiania warunków jest dowodem braku powagi i kompetencji w prowadzeniu polityki zagranicznej naszego państwa. Nasze rządy dają Ukraińcom coraz więcej niczego nie żądając i niczego nie oczekując. Obecna władza, nielegalnie przyjęła pożyczkę SAFE, bez wiedzy o warunkach jej spłaty, czyli oprocentowaniu tego wielomiliardowego zobowiązania finansowego, które będą spłacać nasze wnuki. W Jakiej wysokości? Tego nie wie nikt. Z tej pożyczki sfinansujemy wojskową produkcję zbrojeniową niemieckich firm, przeznaczoną dla Ukrainy.

Wśród polskich elit politycznych jest bardzo silne i wpływowe lobby pro ukraińskie. Przewodzi jemu premier Tusk i minister spraw zagranicznych Sikorski. Jednak najdalej w bezgranicznej i bezwarunkowej miłości do Ukraińców i ich politycznych aspiracji zaszedł szef sejmowej komisji spraw zagranicznych, Paweł Kowal. To on usprawiedliwiał wojną brak ekshumacji pomordowanych, później blokował dostęp polskim dziennikarzom do drastycznych sytuacji jakie się okazały podczas ograniczonych ekshumacji ofiar bestialstwa UPA. Ostatnio zaś ten pro ukraiński polityk przebąkuje o ustawowej konieczności zmuszenia polskich obywateli do udziału w wojnie na Ukrainie. (sic!).

Prezydent Duda wręczył prezydentowi Zełeńskiemu najwyższe polskie odznaczenie państwowe, Order Orła Białego. Po skandalu z nazwaniem jednostki wojskowej imieniem „bohaterów UPA”, Prezydent Karol Nawrocki zamierza odebrać Ukraińcowi ten order. Prof. Michał Kleiber, kanclerz Kapituły Orła Białego popiera ten wniosek. 8 czerwca, w poniedziałek, Kapituła podejmie w tej kwestii decyzję. Postawa naszego prezydenta jest godna uznania. Niestety stała się ona pretekstem do atakowania prezydenta przez premiera za rzekome eskalowanie napięcia politycznego między Polską, a Ukrainą. Czyli właściwą reakcją na ten skandal byłoby udawanie, że nic się nie stało?

Natomiast przywódca USA wie jak należy rozmawiać z tymi, którzy postępują niewłaściwie. Jak wówczas gdy zrugał Zełenskiego w Gabinecie Owalnym Białego Domu i upomniał, żeby nie pajacował, nabrał pokory i starał się realnie oceniać rzeczywistość, bo nie ma pieniędzy na prowadzenie wojny, uzbrojenia i potrzebnej ilości wojska. A poza tym poradził, żeby na spotkania z prezydentem Stanów Zjednoczony przyjeżdżał ubrany w garnitur i krawat.

W sprawie rzezi wołyńskiej nie chodzi nam o odwet, czy zemstę. Zależy nam na szacunku dla ofiar, prawie do ich godnego pochowania i na prawdzie o tamtej piramidalnej tragedii naszych rodaków. To musi dotrzeć do wszystkich Ukraińców, także do ich prezydenta.

Ustępująca dyrektor wywiadu USA Tulsi Gabbard ujawniła informacje o finansowaniu przez Waszyngton ponad 120 laboratoriów biologicznych w ponad 30 krajach. Wśród nich na Ukrainie.

kresy/usa-finansowaly-ponad-120-laboratoriow-biologicznych-za-granica-wsrod-nich-obiekty-na-ukrainie

Ustępująca dyrektor wywiadu narodowego USA Tulsi Gabbard ujawniła informacje o finansowaniu przez Waszyngton ponad 120 laboratoriów biologicznych w ponad 30 krajach. Wśród nich znalazły się laboratoria na Ukrainie, które według amerykańskich służb mogły przechowywać niebezpieczne patogeny i były narażone na zagrożenia związane z wojną rosyjsko-ukraińską.

12 czerwca Biuro Dyrektora Wywiadu Narodowego USA opublikowało informacje o wieloletnim finansowaniu przez rząd Stanów Zjednoczonych ponad 120 laboratoriów biologicznych w ponad 30 krajach, w tym obiektów na Ukrainie.

Według Gabbard wiele z tych laboratoriów prowadzi lub prowadziło badania nad patogenami wywołującymi choroby zakaźne. Ujawnione informacje obejmują także laboratoria na Ukrainie, które mogły być narażone na atak, zajęcie lub uszkodzenie w związku z wojną rosyjsko-ukraińską.

Laboratoria w ponad 30 krajach

Biuro Dyrektora Wywiadu Narodowego USA przekazało, że opublikowane materiały mają świadczyć o „długotrwałym” finansowaniu zagranicznych biolaboratoriów przez amerykański rząd. Część z nich miała prowadzić badania z wykorzystaniem niebezpiecznych i wysoce zakaźnych patogenów.

Według ODNI amerykańska wspólnota wywiadowcza już wcześniej ostrzegała przed ryzykiem związanym z jednym z finansowanych przez USA laboratoriów biologicznych na Ukrainie. Obiekt miał prawdopodobnie przechowywać niebezpieczne patogeny i pozostawać podatny na zagrożenia ze strony Rosji.

„Na przykład, Wspólnota Wywiadów ostrzegała wcześniej, że finansowane przez USA laboratorium biologiczne na Ukrainie prawdopodobnie przechowuje niebezpieczne patogeny i jest narażone na długotrwałe zagrożenia ze strony Rosji w postaci ataku, przejęcia lub zniszczenia” — dodano w komunikacie.

Gabbard: informacje były ukrywane

Gabbard stwierdziła, że dowody dotyczące finansowania zagranicznych laboratoriów były przez lata ukrywane przed opinią publiczną. Według niej osoby kwestionujące oficjalne stanowisko były oskarżane o działanie na rzecz obcych państw.

„Pomimo oczywistego potencjału badań nad niebezpiecznymi patogenami w laboratoriach biologicznych do wywołania katastrofalnych skutków na skalę globalną, politycy, tak zwani eksperci zdrowotni, tacy jak były dyrektor Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych Anthony Fauci, oraz przedstawiciele zespołu bezpieczeństwa narodowego administracji Bidena okłamywali Amerykanów co do istnienia laboratoriów biologicznych, finansowanych i wspieranych przez USA. Jednocześnie grozili osobom próbującym ujawnić prawdę” — stwierdziła ustępująca dyrektor wywiadu narodowego USA Tulsi Gabbard.

Gabbard zapowiedziała, że ODNI będzie nadal współpracować z innymi instytucjami federalnymi w celu ustalenia lokalizacji laboratoriów, rodzaju przechowywanych w nich patogenów oraz zakończenia niebezpiecznych badań typu gain-of-function.

„Biuro Dyrektora Wywiadu Narodowego (ODNI) będzie nadal ściśle współpracować z partnerami w całym rządzie, aby ustalić lokalizację tych laboratoriów, rodzaje przechowywanych w nich patogenów oraz zakończyć niebezpieczne badania typu gain-of-function, które zagrażają zdrowiu i dobrobytowi Amerykanów oraz ludzi na całym świecie” — powiedziała Gabbard.

Patogeny i badania typu gain-of-function

W finansowanych przez USA laboratoriach biologicznych miały być prowadzone lub wcześniej prowadzone badania z wykorzystaniem niebezpiecznych patogenów, w tym badania typu gain-of-function. Chodzi o metodę polegającą na modyfikacji organizmu w celu wzmocnienia określonej funkcji biologicznej.

Administracja Donalda Trumpa od miesięcy dokonuje przeglądu amerykańskich zasobów i dokumentów dotyczących biolaboratoriów finansowanych przez Waszyngton. W maju prezydent USA podpisał rozporządzenie wykonawcze wstrzymujące federalne finansowanie niebezpiecznych badań typu gain-of-function oraz nakazujące zawieszenie aktywnych projektów finansowanych przez amerykańskie Narodowe Instytuty Zdrowia, jeżeli spełniają definicję takich badań.

Celem rozporządzenia jest uniemożliwienie wykorzystywania pieniędzy amerykańskich podatników do finansowania badań nad patogenami wysokiego ryzyka w państwach budzących obawy lub krajach pozbawionych odpowiedniego nadzoru.

Wśród instytucji zaangażowanych w sieć współpracy wymieniono m.in. Centers for Disease Control and Prevention oraz amerykańskie uczelnie, w tym University of Florida, University of Alaska, University of Tennessee, University of New Mexico i Kansas State University.

Laboratoria na Ukrainie

Nowo ujawnione informacje obejmują ponad 40 laboratoriów na Ukrainie, które miały być zbudowane lub wspierane przez USA. Według komunikatu część z nich przechowywała patogeny związane z programami broni biologicznej z czasów Związku Radzieckiego.

W materiałach wymieniono kolekcje szczególnie niebezpiecznych patogenów oraz repozytoria drobnoustrojów wywołujących choroby zakaźne. Wśród wskazanych zagrożeń znalazły się m.in. bakterie powodujące brucelozę i wąglik, a także patogeny związane z gruźlicą, afrykańskim pomorem świń, chorobą Newcastle, SARS i Ebolą.

USA miały również finansować ukraińskich naukowców prowadzących badania nad chorobotwórczymi szczepami ptasiej grypy oraz innymi zakaźnymi wirusami w laboratoriach o podwyższonym poziomie zabezpieczeń biologicznych.

Programy po zimnej wojnie i rosyjskie oskarżenia

Przez lata rząd USA finansował zagraniczne projekty w ramach programu Cooperative Threat Reduction, czyli Wspólnej Redukcji Zagrożeń. Program miał służyć zabezpieczaniu obiektów i programów badawczych z okresu zimnej wojny, których korzenie sięgały głównie radzieckich programów rozwijania technologii broni biologicznej i chemicznej.

Część obiektów pozostałych po sowieckich programach znajdowała się w Kijowie, Tbilisi oraz innych miejscach na obszarze byłego Związku Radzieckiego.

Wraz z pogorszeniem relacji Rosji z Zachodem Moskwa coraz częściej oskarżała USA o finansowanie obiektów biologicznych, które miałyby służyć opracowywaniu potencjalnej broni biologicznej. Waszyngton przez lata odrzucał takie zarzuty i wskazywał, że są one elementem rosyjskiej dezinformacji.

W 2023 roku Departament Stanu USA oskarżył Rosję o zwiększenie skali dezinformacji dotyczącej broni biologicznej. Według amerykańskiej dyplomacji Moskwa próbowała w ten sposób odwrócić uwagę od inwazji na Ukrainę, osłabić międzynarodowe poparcie dla Kijowa i usprawiedliwić wojnę.

Odejście Gabbard ze stanowiska

Ujawnienie materiałów nastąpiło na kilka dni przed odejściem Gabbard ze stanowiska dyrektor wywiadu narodowego USA. Nie było od razu jasne, dlaczego zdecydowała się na publikację informacji w tym momencie.

W maju Gabbard ogłosiła rezygnację z funkcji dyrektor wywiadu narodowego USA. Jako powód wskazano poważną sytuację zdrowotną jej męża.

Reuters podał, powołując się na własne źródło zaznajomione ze sprawą, że Gabbard została zmuszona do rezygnacji przez Biały Dom. Wcześniej pojawiały się informacje o różnicach zdań między nią a Trumpem, między innymi w sprawie Iranu.

Jak CIA podsyca(ła) ukraiński nacjonalizm

Jak CIA podsycała ukraiński nacjonalizm

Opublikowano: 12.06.2026 wolnemediajak-cia-podsycala-ukrainski-nacjonalizm

Między Kijowem a Warszawą wybuchł ostry spór po tym, jak Wołodymyr Zełenski przemianował ukraińską jednostkę wojskową na „Bohaterów UPA”. UPA – Ukraińska Powstańcza Armia – była ultranacjonalistyczną frakcją, silnie uwikłaną w Holokaust, która podczas II wojny światowej wymordowała nawet 100 000 polskich cywilów. Oprócz upamiętnienia tej masowo mordującej grupy bojowników, w Kijowie ponownie pochowano ciało Andrija Melnyka, przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN-B), będącej siostrą UPA. Podczas uroczystej ceremonii Zełenski oświadczył: „Dziś wszyscy widzimy, że ukraińska idea może przezwyciężyć to, co kiedyś wydawało się absolutnie nie do pokonania. Teraz, gdy jesteśmy na ukraińskiej ziemi, pod naszą ukraińską flagą, przy dźwiękach ukraińskiego hymnu narodowego, oddając należny hołd naszym ukraińskim bohaterom, czujemy w sercach wszystko, przez co Ukraińcy musieli przejść, wszystko, co musiał znieść nasz naród”.

Niewypowiedziane okrucieństwa, jakich Melyk i jego nazistowscy współpracownicy dopuścili się wobec Polaków – a także komunistów, Żydów, Romów i innych „niepożądanych” – zostały oczywiście pominięte. Podobnie ludobójczy nacjonalizm praktykowany i głoszony przez Melynka był przez dziesięciolecia potajemnie promowany i sponsorowany przez anglo-amerykański wywiad, zarówno na Ukrainie, jak i poza nią. Trwający obecnie konflikt zastępczy jest bezpośrednim skutkiem tej mało znanej, widmowej ingerencji, której celem było przede wszystkim promowanie różnic kulturowych i etnicznych oraz wrogości między Rosjanami a Ukraińcami na całym świecie.

Jak ujawnił wcześniej ten dziennikarz, w sierpniu 1957 roku CIA potajemnie opracowała rozbudowane plany inwazji amerykańskich sił specjalnych na Ukrainę. Spisek Agencji, mający na celu upadek Związku Radzieckiego, opierał się w dużej mierze na rekrutacji lokalnych faszystów jako szeregowych. Istotną przeszkodą dla spisku Agencji był jednak fakt, że znaczna część ludności Ukrainy żywiła „niewiele pretensji” do Rosjan lub komunizmu. „Punktów spornych” między Rosjanami a Ukraińcami, które CIA mogłaby wykorzystać do wzniecenia masowego powstania, było niewiele.

Agencja ubolewała nad tym, jak „długa historia unii między Rosją a Ukrainą, ciągnąca się niemal nieprzerwaną linią od 1654 roku do dnia dzisiejszego”, doprowadziła do tego, że „wielu Ukraińców” „przyjęło rosyjski styl życia”. Co więcej, podobieństwo ich „języków, zwyczajów i pochodzenia” oraz „ogromny wpływ” kultury rosyjskiej na Ukrainie sprawiły, że zdecydowana większość Ukraińców odczuwała „niewielki antagonizm narodowy”. Mimo to CIA uważała, że ​​„istnieją istotne żale” i „w sprzyjających warunkach” Ukraińcy będą pomagać amerykańskim najeźdźcom.

W dokumentach planujących inwazję nie wspomniano, że CIA od 1949 roku potajemnie dążyła do stworzenia tych „sprzyjających warunków”. Kluczowym agentem agencji, który posłużył się tym celem, był szef OUN-B, Mykoła Łebed. W 1943 roku zaproponował on „oczyszczenie całego terytorium rewolucyjnego” – dzisiejszej zachodniej Ukrainy – z ludności polskiej, aby uniemożliwić przyszłemu państwu polskiemu roszczenie sobie praw do tego regionu. Powojenny raport kontrwywiadu armii amerykańskiej określił Łebeda mianem „znanego sadysty” i kolaboranta nazistów.

Zalążkiem międzynarodowej faszystowskiej agitacji Łebeda był Prolog, nowojorski dom wydawniczy. Notatka CIA z 1966 roku odnotowała, że ​​ta „organizacja przykrywkowa” Ukraińskiej Najwyższej Rady Wyzwoleńczej (ZP/UHWR) została utworzona w celu prowadzenia „działalności tajnej”. Z aprobatą dodano, że praca Prologa „przyczynia się do ukraińskiego fermentu nacjonalistycznego i intelektualnego oporu wobec sowieckich represji poprzez wykorzystywanie istniejących i promowanie nowych tendencji dewiacyjnych” na Ukrainie. W innym miejscu Agencja oświadczyła, że ​​„ważne jest dalsze podsycanie tego rodzaju manifestacji podziałów”. Wyraźnie zadeklarowanym celem było wywoływanie „nacjonalistycznych wybuchów” w ZSRR: „[ZP/UHWR] zostały wysłane z Ukrainy w 1945 roku przez Ukraińską Najwyższą Radę Wyzwoleńczą, aby nawiązać kontakt z zachodnimi przedstawicielami wywiadu i działać w imieniu ojczyzny… [ZP/UHWR] zorganizowały sieć kolaborantów w całej Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych… poczucie nacjonalizmu jest bardzo żywe. ZP/UHWR wykazały się realizmem w swoim podejściu do spraw operacyjnych i działalności propagandowej”.

Istniejące podejrzenia

Notatka Agencji z końca 1953 roku dokumentuje, jak CIA przez lata nadawała „czarne transmisje radiowe” w języku ukraińskim z tajnej placówki CIA w Atenach w Grecji. „Sowieccy oficjele, radzieckie siły zbrojne stacjonujące na Ukrainie, rdzenna ludność cywilna… ruch podziemny i Ukraińska Powstańcza Armia (UPA)” stanowiły docelową grupę odbiorców liczącą 40 milionów osób, na którą Agencja chciała wywrzeć „znaczący wpływ propagandowy”. Projekt, wyprodukowany przez ultranacjonalistycznych emigrantów, którzy uciekli z Ukrainy po II wojnie światowej, miał na celu podsycanie powstańczej przemocy antykomunistycznej: „Dostarczać dowodów zewnętrznej sympatii i zrozumienia dla narodu ukraińskiego; nasilać niechęć do reżimu poprzez podsycanie urazy, goryczy i nieufności wobec reżimu sowieckiego i jego osobowości; podtrzymywać świadomość narodową wśród Ukraińców i nakłaniać ich do zachowania dumy z indywidualności i dziedzictwa swojej kultury; wywoływać niezadowolenie wśród ukraińskiego personelu wojskowego w radzieckich siłach zbrojnych stacjonujących na Ukrainie; wywoływać i nasilać niezadowolenie ukraińskich władz cywilnych wobec reżimu sowieckiego”.

Publicznie audycje stacji nadawane w USA – w tym ukraińskie pieśni ludowe – były „przypisywane fikcyjnej grupie ukraińskich antykomunistów”. Nie było żadnego „rzeczywistego ani domniemanego związku z jakąkolwiek ugruntowaną ukraińską grupą emigracyjną”. Niezwykle ważne było również ukrycie udziału CIA w tworzeniu i prowadzeniu stacji – „dołożymy wszelkich starań, aby zminimalizować to ryzyko”. Uznano jednak, że zgubne łupy zdobyte w trakcie operacji były warte ryzyka.

„Stworzy to klin, który można będzie wbić głębiej między Sowietami a Ukraińcami i zaostrzy istniejące podejrzenia i antagonizmy między tymi dwiema frakcjami etnicznymi” – oświadczyła CIA. Agencja dążyła również do stworzenia szerszego „klimatu psychologicznego” wśród ukraińskiej publiczności, który byłby „bardziej sprzyjający” innym, prowadzonym równolegle operacjom antyradzieckim. Ponadto przewidywano, że „sowiecka reakcja na transmisje może wskazywać na pewne obszary podatności lub wrażliwości, dotychczas nierozpoznane”, które mogłyby zostać wykorzystane w dalszym ciągu.

Polityka imperialna

Działania CIA mające na celu wspieranie ukraińskiego nacjonalizmu i separatyzmu trwały przez całą zimną wojnę. Za pośrednictwem  Narodowej Fundacji na rzecz Demokracji, jawnie działającej jako przykrywka dla CIA, Stany Zjednoczone udzieliły jawnej pomocy  Ruchowi (Ludowemu Ruchowi Ukrainy). Ruch, jedna z pierwszych partii opozycyjnych na Ukrainie, jest powszechnie uważany za jedną z pierwszych partii opozycyjnych na Ukrainie, która odegrała kluczową rolę w zapewnieniu „niepodległości” Ukrainy w grudniu 1991 roku. Cztery miesiące wcześniej prezydent USA George H.W. Bush odwiedził Kijów i wygłosił niesławne przemówienie, w którym ostrzegał Ukraińców przed „samobójczym nacjonalizmem opartym na nienawiści etnicznej”.

Jego komentarze rozwścieczyły ukraińskich nacjonalistów i amerykańskich antyradzieckich jastrzębi. Obawy Busha były jednak uzasadnione. W tym momencie Jugosławia gwałtownie się rozpadała , ogarnięta nieustannie brutalnymi, bratobójczymi napięciami. Jego administracja była zatem formalnie zobowiązana do zachowania Związku Radzieckiego w jakiejkolwiek formie i podjęła niefortunne kroki w tym celu. Niepowodzenie tej misji, zbyt małe i zbyt późne, doprowadziło Ukrainę do totalnego konfliktu z Rosją. Zgodnie z długo oczekiwanym przez CIA, „antagonizmy między dwiema frakcjami etnicznymi” są teraz głęboko zakorzenione. 

W gorzkim zwrocie akcji, to właśnie dlatego, że zorganizowany przez NED w lutym 2014 roku zamach stanu na Majdanie był prowadzony przez zagorzałych nacjonalistów o nastawieniu antyrosyjskim, większość Ukraińców nie poparła ruchu na Majdanie. Jak zauważono we współczesnej analizie „Washington Post”, Wiktor Janukowycz pozostał „najpopularniejszą postacią polityczną w kraju”, a żaden z przeprowadzonych dotychczas sondaży nie wykazał masowego poparcia dla powstania. Z kolei sondaże wykazały, że „znaczna większość” Ukraińców sprzeciwia się brutalnemu szturmowi władz regionalnych przez powstańców Majdanu.

Wrogość ta była podsycana przez „antyrosyjską retorykę i ikonografię zachodniego nacjonalizmu ukraińskiego… które nie [spełniały] oczekiwań ukraińskiej większości”. „Washington Post” zauważył, że neonazistowska partia Swoboda była na czele Majdanu.

Jej lider Ołeh Tiahnybok chwalił UPA za walkę „z Moskalami [Rosjanami], Niemcami, Żydami i innymi szumowinami”. Jego słowa nie spotkały się z dobrym odbiorem 50% ludności Ukrainy zamieszkującej regiony, które od ponad dwóch stuleci „silnie identyfikują się z Rosją”. „Prawie wszyscy są zrażeni antyrosyjską retoryką i symbolami”: „Antyrosyjskie formy ukraińskiego nacjonalizmu wyrażane na Majdanie z pewnością nie odzwierciedlają ogólnego poglądu Ukraińców. Poparcie wyborcze dla tych poglądów i dla partii politycznych, które je głoszą, zawsze było ograniczone. Ich obecność i wpływy w ruchu protestacyjnym znacznie przewyższają ich rolę w ukraińskiej polityce, a ich poparcie geograficznie ledwo wykracza poza kilka zachodnich prowincji”.

Przenieśmy się do teraźniejszości. W odpowiedzi na gloryfikację ultranacjonalistycznej UPA i jej głównego ludobójcy, Andrija Melnyka, na szczeblu państwowym Ukrainy, prezydent Polski Karol Nawrocki ogłosił, że będzie dążył do pozbawienia Zełenskiego Orderu Orła Białego, najwyższego odznaczenia Warszawy, przyznanego w 2023 roku. Tymczasem premier Donald Tusk przeklął działania ukraińskiego przywódcy, nazywając je „raniącymi naszą wrażliwość historyczną” i „niepokojącymi z punktu widzenia naszych relacji”.

Władze w Kijowie zdają się być całkowicie obojętne na tak rażącą obrazę ich bliskiego sąsiada i sojusznika wojennego. Rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych stwierdził, że Zełenski nie chciał nikogo urazić. „Nasza historia potwierdza, że ​​tylko Moskwa czerpie korzyści ze sporów między Ukraińcami a Polakami” – powiedział. Poza tym, dla ukraińskich żołnierzy „walka UPA symbolizuje wyłącznie sprzeciw wobec imperialnej polityki Moskwy”.

Zgodnie z intencjami CIA, w Donbasie toczą się obecnie dwie przeciwstawne wersje historii. Trudno byłoby wskazać bardziej druzgocący współczesny przykład działania zasady „dziel i rządź”.

Autorstwo: Kit Klarenberg
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz
Źródło zagraniczne: ScheerPost.com
Źródło polskie: WolneMedia.net

Dlaczego wulgarne babska wylansowano na idolki Polek?

Dlaczego wulgarne babska wylansowano na idolki Polek?

Agnieszka Piwar 2026-06-13 piwar/dlaczego-wulgarne-babska-wylansowano-na-idolki-polek

Swoim fankom doradzają: „Jak Ci cipki nie wyliże, no to przestań mu gotować”, po czym wprost przyznają, że chcą „bogatego kutasa”. Autorki tych wulgarnych tekstów to Fagata i Natalisa, wypromowane w przestrzeni publicznej jako raperki. Czy spotyka je ostracyzm za demoralizowanie nieletnich? Nic bardziej mylnego. Zostały sowiecie nagrodzone.

Lista promowanych w Polsce patologicznych dewiantek jest znacznie dłuższa. Popularyzują one agresję, wulgarność, przekleństwa, goliznę, monetyzację seksualności, awantury, mordobicie, pornografię. W nagrodę zapraszane są na wywiady, do programów telewizyjnych, na branżowe wydarzenia w show-biznesie i do reklam.

Często karykaturalne, porobione przez chirurgów plastycznych, wytatuowane, z silikonem w piersiach, ustami napompowanymi botoksem i rzęsami w kształcie miotły. Promują życie polegające na zdobywaniu atencji w internecie, za co zgarniają gruby hajs. Z sondaży wynika, że wiele polskich nastolatek chce pójść w ich ślady.

SEKSUALNOŚĆ NA SPRZEDAŻ

Fagata (Agata Fąk) zaczynała jako influencerka, napędzająca zasięgi na konfliktach oraz zawodniczka freak fightów, gdzie promowana jest przemoc jako rozrywka. Uzyskaną popularność wykorzystała do wkroczenia na platformę OnlyFans, gdzie sprzedaje swoje nagie ciało. Zarobkami chwali się publicznie – w jej wypowiedzi wynika, że po pierwszym miesiącu obecności na „niebieskiej platformie” zgarnęła jakieś 220 tysięcy złotych.

W wypromowaniu patusiary pomogli m.in. Kuba Wojewódzki, zapraszając do swojego programu w TVN (Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji godzi się na to?) czy Dawid Swakowski, autor popularnego podcastu „Żurnalista”, który na swoim kanale gościł także Karola Nawrockiego, Grzegorza Brauna czy Wojciecha Cejrowskiego. Powinno dawać do myślenia, prawda?

Fagata i Natalisa w jednej ze swoich piosenek rapują słowami: „Ej, kutas jest dobry, jak mi od niego odpierdala / Cipka za dobra, żebym każdemu udostępniała / Jesteś fajna suka, to kolejka typów będzie stała / Mówię na swoim przykładzie, mam z czego wybierać mała”. W swoim najsłynniejszym utworze „Fiu, fiu” obwieszczają: „Jestem serio złą suką, ze mną przelot pierwsza klasa / Tak dobrze mnie wyruchał, że się prawie zakochałam”.

Druga z raperek dostała zaproszenie do trzeciej edycji programu TVN „Królowa przetrwania”. Dowiedziałam się o tym przypadkiem, gdyż jako użytkowniczka mediów społecznościowych zostałam zbombardowana nachalnymi rolkami z tego prymitywnego reality-show, choć nigdy nie zaobserwowałam profilu programu.

Influencerka Natalisa (Natalia Sadowska) paradowała przed obiektywem pokazując półnagie pośladki, chwaliła się wibratorem, który zabrała do dżungli czy opowiadała o swojej biseksualności. Program jest przeznaczony dla widzów od 16. roku życia, jednak fragmenty z kontrowersyjnymi wypowiedziami wyświetlają się na Facebooku czy Instagramie nie pytając o wiek użytkowników.

Wulgarne prostaczki rapujące o „cipach” i „kutasach” przypadły do gustu wieloletniemu reprezentantowi Polski w piłce nożnej. Wojciech Szczęsny zaprosił raperski duet na huczną imprezę z okazji 10. rocznicy swojego ślubu, którą zorganizował w Muzeum Historii Polski w Warszawie. Zdjęcia z wydarzenia szeroko obiegły internet, zapewniając Fagacie i Natalisie dodatkową popularność.

TRIUMF ANTYWARTOŚCI

Najnowszą edycję „Królowej przetrwania” wygrała Dominika Rybak – influencerka, której rozpoznawalność podbiły bijatyki się na ringu za pieniądze. 23-latka jest wręcz uwielbiana przez internautki, o czym świadczy ogrom komentarzy w sieci wychwalających swoją idolkę. Wielbicielki zachwycają się tym, że jest „bezpośrednia” i „naturalna”.

Z dziennikarskiego obowiązku przejrzałam profil Rybak na Instagramie. Kobieta ma ciało gęsto pokryte tatuażami i sztuczne usta, trudno więc pojąć, o jakiej naturalności piszą jej fanki. Nowa idolka młodych Polek buduje zdania, wtrącając: kurwa, dupa, zajebiście, wpierdol, gówno, napierdalać, chuj etc. W nagrodę dostaje liczne kontrakty reklamowe, w ramach których zachęca swoich fanów do kupowania ciuchów, kosmetyków, gadżetów.

Z fragmentów nagrań „Królowej przetrwania” zalewających social-media wynika, że Rybak była w programie agresywna, wulgarna, oszukiwała w konkrecjach i brała udział w linczu na jednej z uczestniczek. Opłaciło się – zgarnęła kasę za wygraną, została nową gwiazdą TVN-u, udziela wywiadów, bryluje na ściankach i gości w telewizji śniadaniowej.

Flagowy reality show TVN zaprasza popularne influencerki, które najczęściej promują patologię. Dla przykładu, w pierwszej edycji programu uczestniczyła Marta Linkiewicz. Rozgłos zdobyła w 2015 roku. Jako nastolatka poszła z koleżanką na koncert amerykańskich reperów z grupy Rae Sremmurd, a następnie chwaliła się w mediach społecznościowych, że uprawiała z nimi seks grupowy. „Z tym się jebałam, a temu ciągnęłam” – wyznała przyszła celebrytka.

W drugiej edycji „Królowej przetrwania” wystąpiła m.in. Marianna Schreiber, była żona polityka PiS Łukasza Schreibera. To właśnie stacja TVN w dużej mierze przyczyniła się do jej zaistnienia w show-biznesie – najpierw umożliwiając jej udział w programie „Top Model”, a następnie dwukrotnie zapraszając ją na kanapę do programu Kuby Wojewódzkiego.

Kobieta buduje swój kontent na epatowaniu seksualnością, romansach, regularnych pyskówkach, publicznym praniu brudów, wyzwiskach, biciu innych kobiet we freak fightach oraz nieustannym prowokowaniu. Najwięcej kontrowersji budzi fakt, że deklaruje publicznie przywiązanie do tradycyjnych i chrześcijańskich wartości, podczas gdy w praktyce totalnie im zaprzecza.

Do promowania zakłamanej atencjuszki przyczyniła się także Monika Jaruzelska, zapraszając ją dwukrotnie na wywiad. Dziennikarka podejmowała z Marianną Schreiber tak „ambitne” tematy jak operacja powiększenia piersi w tureckiej klinice. Innym razem do promocji Schreiber przyczyniał się Krzysztof Stanowski, również zapraszając ją na wywiady.

Marianna Schreiber dostała też własne programy – najpierw w „Super Ekspresie”, a następnie w internetowej telewizji wPolsce24, blisko związanej z partią polityczną Prawo i Sprawiedliwość.

CEL DEPRAWACJI

Pod koniec 2025 roku Fundacja Inspiring Girls Polska opublikowała wyniki badania „Młodzi i przyszłość. Aspiracje edukacyjne i zawodowe dziewczyn i chłopców w Polsce”. Raport oparto na badaniu ilościowo-jakościowym przeprowadzonym w okresie 13 czerwca–22 sierpnia 2025 r. na próbie 600 dzieci w wieku 11–17 lat, dobranej tak, by była reprezentatywna pod względem płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania.

Wśród respondentek, zwłaszcza w grupie 15–17 lat, influencerka/youtuberka znajduje się wśród najczęściej wskazywanych wymarzonych zawodów. Uważam, że przyczyniły się do tego nie tylko wyżej wymienione patocelebrytki – i cała rzesza im podobnych – ale także każdy kto je wypromował w swoich programach. Jest to celowa i metodyczna robota.

Niestety nie zauważam stanowczego sprzeciwu. Co gorsza, z każdym kolejnym dniem wyłaniają się kolejne szokujące zachowania idolek dzisiejszych nastolatek. Dla przykładu, na epatowanie wulgarnością postawiła wylansowana na gwiazdę młodego pokolenia Helena Englert, córka aktorskiej party Beaty Ścibakówny i Jana Englerta, wieloletniego dyrektora artystyczna Teatru Narodowego w Warszawie.

Duma swoich rodziców, po wystąpieniu w kilku filmach i serialach, zaczęła budować karierę influencerki, a następnie zajęła się śpiewaniem. Oto słowa jednej z jej piosenek: „Raz, dwa, trzy, cztery, wypierdalaj! Milcz! Wystarczy, nie słucham. Milcz, kurwa, nie krzycz mi do ucha”. Jej muzyczną twórczość podbijają obsceniczne i wyuzdane teledyski.

Wyżej wymienione kobiety za swoją deprawującą aktywność dostają profity: programy w telewizji, zaproszenia na liczne wywiady i popularne wydarzenia, kontrakty reklamowe. Ja w tym samym czasie za moją dziennikarską aktywność doświadczam wykluczenia.

Przykładem jest spektakularne wyrzucenie mnie (jako autorki książki „Holokaust Palestyńczyków”) wraz z wydawnictwem 3DOM z Targów Wydawców Katolickich. Podeszła do nas w asyście ochrony pracownica administracji Zamku Królewskiego w Warszawie i kazała się wynosić, bo nie podobały się jej nasze książki. Najbardziej rozwścieczyło ją to, że w ofercie mieliśmy „Protokoły Mędrców Syjonu”. Według oficjalnej narracji wspomniana pozycja z początku XX wieku jest falsyfikatem.

Sęk w tym, że zawiera ona opis instrukcji, która realizuje się na naszych oczach. Zgodnie z wytycznymi zapisanymi w „Protokołach”, w celu podporządkowania narodów należało przejąć między innymi kontrolę nad mediami i kulturą, aby wpływać na społeczeństwo. Szeroko pojęta „rozrywka” ma kształtować postawy, a szczególnie młodzież, będącą elementem „podatnym” na taki wpływ.

Dlaczego to robią i jaki jest ich cel? Prowadzą wobec nas bezwzględną wojnę napastniczą, którą jako naród polski zdecydowanie przegrywamy. Daliśmy się podejść, bo nie zrozumieliśmy w porę, że wojen nie prowadzi się jedynie z użyciem bomb i czołgów.

Agnieszka Piwar

Polacy, omijajcie dziś Warszawę! Skandal i zgorszenie w stolicy

Polacy, omijajcie dziś Warszawę! Skandal i zgorszenie w stolicy

13 czerwca 2026 pch24/polacy-omijajcie-dzis-warszawe-skandal-i-zgorszenie-w-stolicy

W sobotę 13 czerwca ulicami Warszawy przejdzie marsz ku czci niemoralności i wynaturzeń. Tak zwana Parada Równości przeciągnie przez Śródmieście. 

Centrum Warszawy będzie nieledwie sparaliżowane od wczesnych godzin rannych, by umożliwić swobodne przejście homo-, bi- czy transseksualistom – i najpewniej również satanistom. 

W ubiegłym roku na tym nieszczęsnym wydarzeniu doszło do otwartej proklamacji satanizmu i pochwały mordowania. Jeden z uczestników przebrał się za szatana, a na głowę założył sobie sztuczne oderwane nogi dziecka. Chciał w ten sposób pokazywać wsparcie dla zabijania dzieci w aborcjach.

Pomimo tego, policja nie interweniowała, a ten antyludzki incydent nie wzbudził oburzenia magistratu. Kiedy odbywa się Marsz Niepodległości, wściekłość władz budzi byle raca; kiedy odbywa się Parada Równości, manifestacja satanizmu i pochwała mordu jest przyjmowana milczeniem.

Mieszkańcy Warszawy powinni dziś omijać zwłaszcza ulice: Świętokrzyską, Nowy Świat, Krakowskie Przedmieście, Miodową, Senatorską, Plac Teatralny, Marszałkowską. To właśnie tamtędy będzie przeciągać kolumna LGBT. Według zapowiedzi, manifestacja rodem z Sodomy ma zakończyć się około 16:30. 

W tym dniu warto przeprosić Boga za grzechy i wynagrodzić Mu zgorszenie aktem miłosierdzia bądź pokuty.

USA: Nowy talent polityczny?

Nowy talent polityczny?

wolnemedia.net/nowy-talent-polityczny

Amerykanin Jon Ossoff, pełniący funkcję senatora z amerykańskiego stanu Georgia, postanowił podsumować elastyczność decyzji prezydenta Donalda Trumpa w okresie trwającej wojny z Iranem.

„Wojna z Iranem jest największym błędem w polityce od czasu wojny z Irakiem. Ta wojna, tak samo jak wojna z Irakiem, zbudowana została na kłamstwach. Zacytujmy to, co zostało utrwalone.

Pierwszego dnia wojny prezydent powiedział, że wyprzedza harmonogram. Dziesiątego dnia oznajmił, że osiągnięto wszystko. Dwudziestego pierwszego dnia stwierdził, że koniec jest bliski. W trzydziestym drugim dniu zapowiedział, że niebawem się wycofamy. Dnia trzydziestego dziewiątego prezydent Stanów Zjednoczonych zakomunikował ludzkości nadejście śmierci cywilizacji jeszcze tej samej nocy. Kolejnego dnia, który był dniem czterdziestym, ogłosił pełne zwycięstwo. Dzień sześćdziesiąty siódmy przyniósł wspaniały postęp, a w siedemdziesiątym dziewiątym – zegar zaczął tykać.

Dzisiaj jest dzień dziewięćdziesiąty drugi i właśnie dziewięćdziesiątego drugiego dnia pociski balistyczne i drony Iranu nadal nie zostały zniszczone. Zatoka Ormuz, która była otwarta przed tą wojną, jest wciąż zamknięta, a reżim nie zmienił się w najmniejszym stopniu – tak jak i jego arsenał ze wzbogaconym uranem. Arsenał, który Iran zdążył zbudować dzień po tym, jak prezydent Trump obrócił go w pył razem z porozumieniem Obamy, pamiętacie to?” – powiedział.

„Zaledwie po kilku tygodniach tej wojny powiedzieli, że potrzebują 200 miliardów dolarów, by ją sfinansować. Wyobraźmy sobie perspektywę tych 200 miliardów dolarów, którymi można byłoby sfinansować 10-letni program całorocznej działalności żłobków. Prezydent stawiający Amerykę nade wszystko obiecał zakończenie wszystkich zagranicznych wojen i zajęcie się ludźmi pracującymi w Ameryce. Zamiast tego słyszymy, że nie możemy sobie pozwolić na całodzienną opiekę, opiekę lekarską czy pomoc medyczną. Jedyne, na co nas stać, to wojna. Teraz stawia on żądania cięć w badaniach nad nowotworami i chorobą Alzheimera, żeby Pete Hegseth miał więcej pieniędzy w Pentagonie” – dodał Jon Ossoff.

==========================

Przy okazji innego wystąpienia tego samego senatora Amerykanie dowiadują się, jak bardzo kosztem wojny zaniedbane pozostają problemy wewnętrzne. Należą do nich: wzrost bezrobocia, a co za tym idzie – bijący rekordy z lat 1970. wzrost liczby ludzi korzystających z kartek żywnościowych.

Obietnice zakończenia wszystkich zagranicznych wojen rozpłynęły się w mglistych hasłach kampanii wyborczej, a nikt nie potrafi podać dokładnej liczby rannych ani ofiar śmiertelnych w konflikcie na Bliskim Wschodzie. Styl życia rodziny prezydenckiej, o posmaku nigdy niewietrzejącej atmosfery Dzikiego Zachodu, nie przynosi chluby. Przyjęcie przez szanującego siebie i swój elektorat polityka zaproszenia na urodziny prezydenta Trumpa, by stać się widzem jednego z najohydniejszych widowisk, najtrafniej oddającego charakter i styl wszystkiego, co amerykańskie – jakim jest MMA – to obraza dyplomacji połączona z lądowaniem na wysypisku śmieci.

Opracowanie i komentarz: Jola
Na podstawie: YouTube.com
Źródło: WolneMedia.net

Teoria zarażenia nie wytrzymuje próby rzeczywistości!

Teoria zarażenia nie wytrzymuje próby rzeczywistości!

[Zapewne bywa i tak. Bo były sobie dwa bytaki…(Jeden by tak, drugi by tak) . Autor popełnia błąd logiczny; bierze pars pro toto. MD]

Marek Wojcik 12.06.2026 r. world-scam/teoria-zarazenia-nie-wytrzymuje-proby-rzeczywistosci

Wszyscy wiemy, że niektóre choroby przenoszą się od chorego na zdrowego człowieka. Kontrolowane badanie na ludziach przeprowadzone przez Uniwersytet Maryland (opublikowane w styczniu 2026 roku w czasopiśmie PLOS Pathogens) podważa trwający od stu lat dogmat medycyny konwencjonalnej.

Przeprowadzono kolejny eksperyment. Tym razem w pokoju hotelowym: maksymalny kontakt, zerowe zakażenie
Zdrowi ochotnicy zostali zamknięci na dwa tygodnie w ciasnym pokoju hotelowym wraz z osobami ciężko chorymi na grypę. Wentylacja została znacznie ograniczona, a temperatura ustawiona na „optymalną” z punktu widzenia wirusologii. Uczestnicy grali w karty, siedząc blisko siebie, wspólnie uprawiali sport [hm.. „sport” w pokoju?? md], dzielili się przedmiotami – całkowicie bez masek, zachowania dystansu czy szczepień.

Szokujący wynik dla teorii zarazków: nie doszło do ani jednego zakażenia. Żaden ze zdrowych uczestników nie rozwinął objawów, wszystkie testy PCR pozostały negatywne, nie wytworzyły się żadne przeciwciała.

Badania krytyków medycyny, dr. Sama Baileya i dr. Marka Baileya, pokazują: nie jest to odosobniony przypadek. Czy to w słynnych eksperymentach Rosenaua (1918) podczas epidemii grypy hiszpańskiej, czy w analizie ponad 200 historycznych badań dotyczących zakażeń w podręczniku Daniela Roytasa (2024) – w historii medycyny nigdy nie udało się w kontrolowanych warunkach wykazać przenoszenia grypy lub przeziębienia między ludźmi.

Twoje ciało nie jest bezbronną ofiarą! Wybuchy chorób istnieją, ale nie wymagają one zakaźnych patogenów z zewnątrz. Występują one, gdy grupy ludzi są jednocześnie narażone na te same obciążenia środowiskowe, gwałtowne zmiany klimatyczne, zbiorowe pola stresu lub niedobory żywieniowe. Model wirusowy służy przemysłowi przede wszystkim jako lukratywny model biznesowy oparty na strachu, maskach i masowym leczeniu farmakologicznym.

Część powyższego tekstu pochodzi z opisu filmu do niemieckiej wersji przedstawionego poniżej filmu. Źródło.

Zamknięci w małym pomieszczeniu z chorymi na grypę — ale nikt się nie zaraził. Dlaczego?
Można włączyć polskie napisy.

31 maja na multispa.de opublikowany został artykuł: „Zagadka zakażeń”: Dlaczego przenoszenie grypy w teście praktycznym całkowicie zawodzi. Źródło.

W styczniu 2026 roku ciche poruszenie wywołał artykuł opublikowany w nowozelandzkich mediach głównego nurtu (One News), który nosił wymowny tytuł: „Zamknięci w małym pomieszczeniu z chorymi na grypę, ale nikt się nie zaraził. Dlaczego?”. To, co przedstawiono jako anomalię lub osobliwy przypadek, w rzeczywistości opiera się na bardzo aktualnym, kontrolowanym badaniu klinicznym na ludziach przeprowadzonym przez University of Maryland, opublikowanym w czasopiśmie naukowym PLOS Pathogens.

Ignoranci zabierają się za terapię genową, nie wiedząc nawet, jaką drogą dochodzi do zakażeń chorobami, które oni ponoć leczą.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

O konieczności magazynowania energii

O konieczności magazynowania energii.

[Otrzymał ten tekst dr. Sommer z NCZASINFO, do ew. publikacji. Nie odpowiedział – widać inną Kinderstube miał.. Więc publikuję u siebie. MD]

========================================

Mirosław Dakowski

W Czasie Najwyższym ukazał się artykuł pana Gajera o energetyce. nczas/czy-dalsze-zwiekszanie-mocy-zainstalowanej-w-polskiej-fotowoltaice-ma-jeszcze-jakikolwiek-sens

Moja analiza nie jest polemiką z nim, a raczej uzupełnieniem czy rozszerzeniem tematu.

Pan Gajer przyjmuje sytuację zastaną, to jest wymuszenie przez dyktat panującej nad kolejnymi rządami w Polsce Unii Europejskiej – jako pewnik czy niezmiennik.

Ja omówię sytuację od strony merytorycznej, to jest dobra Polaków i Polski oraz możliwości naukowych i technicznych, a nie dyktatu obłędnej ideologii zielonego komunizmu.

Ukazanie takich horyzontów jest niezbędne, aby młodzi energetycy, a również wszyscy młodzi Polacy zrozumieli, że przeciw dyktatowi ideologicznych wariatów należy walczyć, a nie się mu poddawać.

W roku 1989, jako „spadek po komunie” mieliśmy 71 kopalni węgla kamiennego i trzy wielkie centra wydobycia węgla brunatnego i zamiany go na miejscu na energię elektryczną [Turoszów, Bełchatów i Konin].

Geologicznie udokumentowane zasoby węgla kamiennego starczały na około 700 lat przewidywanego i potrzebnego wydobycia.

Wskazywano wtedy [na przykład analizy i rekomendacje Aleksandra Szpilewicza], jak odrzucając skorupę biurokratyczną rozwijać kopalnie najrentowniejsze, a zwijać [nie niszczyć!!] te najmniej rentowne.

Narzucone z zewnątrz [Soros, Jeffrey Sachs, Geremek] władze nakazały jednak wykonawcy [ Balcerowicz & Co.] bezpowrotne zniszczenie, zalanie perspektywicznych kopalń, a tak zwany „popiwek” zniszczył rentowność pozostałych. Staliśmy się więc importerem węgla z Australii czy Rosji [sic!!], a potem posłusznym importerem nakazów z UE „zielonej ideologii”.

W latach 90-tych opracowano perspektywiczny rozwój energetyki, jednocześnie opartej na węglu, gazie, kilkakrotnym [tak!!] zmniejszeniu energochłonności, głównie przemysłu a szerzej – gospodarki, oraz na energiach odnawialnych: biomasa, fotowoltaika i energia wiatru. Niezbędnym składnikiem tego planu było magazynowanie energii, jego badania, i szybki rozwój.

Były – i są dopracowane – techniki magazynowania: podziemne zbiorniki gazów, w wodorze, metody chemiczne, oraz duże i małe elektrownie szczytowo-pompowe. Pisałem o tym między innymi w książce ” O energetyce dla użytkowników i sceptyków ” jeszcze w 2005 roku.

Niestety, narzucone z zewnątrz rządy odsunęły od steru polskiej energetyki świetnych energetyków, których jeszcze w latach 90-tych mieliśmy.

Przy tym sterze postawiono uległych władzom polityków – amatorów, na przykład ludzi o doświadczeniu radnych miejskich [p.K.]. Trochę, na jego prośbę, go pouczyłem, ale szybko odszedł do ważniejszych zadań – partyjnych.

Ceny hurtowe gazu tymczasem wzrosły [kilkanaście razy [tak!!], a te jeszcze nie zniszczone kopalnie węgla kamiennego przejęli [kupili?] Czesi i Niemcy. Im się widocznie to jednak opłaca.

Wprowadzono w Unii Europejskiej obłędne automatyczne „giełdy energii „. Śmialiśmy się wtedy, że nagle pojawiły się „ujemne ceny”, na przykład Wielka Brytania musiała płacić za eksport do Francji energii elektrycznej. Kolejne 10-lecia pogłębiły ten koszmar – obecnie żyjemy już wszyscy w ideolo-utopii.

Ale nie wolno nam uznać tej sytuacji za „normalną”.

Przechodzę do przykładowych detali w tej części, o której pisze pan Gajer.

Nie mówmy o mocy maksymalnej urządzeń fotowoltaicznych oraz wiatrowych. Ważniejsza jest ich moc realna, powiedzmy w uproszczeniu, na poziomie 10 do 15% mocy maksymalnej.

Od pół wieku jest oczywiste, że tak te źródła energii odnawialnych, jak i ewentualnie elektrownie jądrowe wymagają jako składnika niezbędnego – małych i dużych magazynów energii. Nie będę tu ronił łez, że ślepi durnie, politycy, nie biorą tego w Europie pod uwagę.

Przed sztucznym podniesieniem cen gazu budowano elektrownie gazowe [w Polsce na przykład Ostrołęka] jako uzupełnienie do elektrowni na węgiel, które w razie zwiększonego zapotrzebowania można [zdalnie, z Centrali] a nawet automatycznie, włączyć do pracy w sieci w ułamku godziny.

Natomiast nadmiar produkcji energii zawsze się zdarzy: fotowoltaika, ewentualnie energia jądrowa, reaktorów nie wolno nagle wyłączać (porównaj Czarnobyl), więc energia ta musi być magazynowana.

Techniki magazynowania tak dobowego, jak sezonowego są znane, powinny jednak być rozwijane i uruchamiane. Pisałem o tym również w książce o energetyce – jest jeszcze dostępna w księgarni „Antyk” Dybowskiego.

Popytem zaś można sterować również za pomocą cen, czyli taryf: Niskie ceny w nocy zachęcą przemysł energochłonny do pracy głównie na trzecią zmianę, a zwykłych ludzi – do ogrzewania domów czy prania i zmywanie głównie w nocy.

Możliwe jest magazynowanie sezonowe w postaci wodoru, w dostosowanych do tego kawernach po wydobyciu soli, większe magazyny wodoru można zrobić w zbiornikach zbudowanych po wyeksploatowanych pokładach metanu.

Natomiast poszczególne gminy czy większe ośrodki mogą gromadzić energię dla siebie, tak w małych elektrowniach szczytowo pompowych [oczywiście jeśli im się to opłaca, bez chorych dotacji]. Można je budować na szczytach wzgórz, lub w postaci podobnej do dawnych wież ciśnień. Oczywiście – bez „dotacji celowych”!!

Lub przez elektrolityczną produkcję wodoru, który gromadzić należy dla najbliższych stacji benzynowo-wodorowych tankowania samochodów [oczywiście sprzedaje się swojemu szwagrowi, który taką stację ma]. W zdrowej nie uzależnionej ideologicznie gospodarcze to się opłaca. Nie widzę jednak prac omawiających sprawności i koszty różnych form magazynów energii, ani doniesień o nowych, rewelacyjnych rozwiązaniach, czy relacji z pracy prototypów.

Nie dają na to grantów, czyżby zidiociali zupełnie??

To samo pytanie dotyczy bezpieczeństwa baterii do samochodów elektrycznych. „Oni” naciskają na usunięcie samochodów spalinowych, a nie umożliwili powstania wcześniej baterii, która by w razie awarii oddawała swój nadmiar energii łagodnie, bezboleśnie. Nie ma przecież podstawowych praw fizyki, który by to uniemożliwiały. Gdyby rozwój elektromobilności następował bez nacisków ideologicznych, to taki akumulator już by się przypuszczalnie pojawił, bo jest potrzebny.

Zawsze, gdy ideologia idzie przed myślą racjonalną, muszą się zdarzać takie kiksy.

Bardzo mnie kiedyś zaciekawił, ucieszył, a też rozśmieszył artykuł znanego na świecie specjalisty od rurociągów [Witold Michałowski] , wyliczający, że taniej byłoby transportować energię z wielkich firm fotowoltaicznych na Saharze do ośrodków przemysłowych Europy rurociągami wodorowymi, taniej niż liniami elektrycznymi WN. Rurociągi wodorowe przecież już w latach 80 i 90-tych zeszłego stulecia były w Europie używane, choć na krótsze odległości.

Na koniec

Trochę humorystycznie brzmią obawy pana Gajera o przeciążeniu sieci lokalnych nadmiarem mocy z fotowoltaiki. Widać że to ” sieciowiec „, ale nie chce mu się wyjść poza status quo, mimo że jest to narzucony przecież absurd.

Tymczasem eksport energii elektrycznej z fotowoltaiki do sieci średnich napięć z osiedla należy robić innymi drutami, do oddzielnych transformatorów, które przekształcą ją na wyższe napięcie.

Ta metoda, przy już przecież istniejącej rozwiniętej automatyce, jest technicznie trywialna oraz tania. Przecież pojedyncze wiatraki czy fermy wiatrowe oddają energię do sieci przez oddzielne transformatory, a nie przez sieć zasilającą domki.

Czy powyższy apel o racjonalne, nieideologiczne, traktowanie energetyki może być realizowany?

Musi – panowie energetycy i politycy. Inaczej – pchacie nas – i siebie – do katastrofy. Musimy więc walczyć – by przeżyć.

Mam nadzieję, że ta zielona rewolucja niedługo się zawali pod ciężarem własnej głupoty i uporu. Oby nie na nasze głowy.

Ale wykorzystując te ich naciski, można chyba przemycić fundusze na rozwiązania racjonalne. Chyba trochę ludzi o umysłach uczonych lub inżynierów, kierujących się rozsądkiem znajdzie się blisko „rozdzielnika” ??

===============================

Tylko jako wsparcie:

M. Dakowski, Uogólniona Analiza Najmniejszych Kosztów a Energetyka Jądrowa, II Konferencja Racjonalizacji Użytkowania Energii i Środowiska, tom 1, str. 279, Szczyrk 17-19 X 1994

  • M. Dakowski, Jaka energetyka do końca XXI wieku: poza wiek ropy, węgla i rozszczepienia, III Konferencja Racjonalizacji Użytkowania Energii i Środowiska, tom 1, str. 197-214, Szczyrk, 16-18 X, 1995 . NOT.
  • M. Dakowski, Prawo energetyczne a niezawisłość Polski, II Sympozjum Falzmannowskie, str. 211, Warszawa, 22-23 września 1996
  • Mirosław Dakowski, Energochłonność a Prawo Energetyczne, Konferencja “Nowe prawo energetyczne. Zagrożenia i szanse.”  Senat RP, Wyd. Kancelarii Senatu, luty 1997