Jak Izrael wywołał kryzys uchodźczy w Europie

[Te mioliony Ukraińców w Polsce się nie liczą.. md]

Jak Izrael wywołał kryzys uchodźczy w Europie

Autorstwa Mike’a Peinovicha

Świat z przerażeniem i grozą obserwował żydowskie bombardowania niewinnych cywilów w Palestynie od 7 października. W chwili pisania tego tekstu co najmniej 35 000 Palestyńczyków zostało zamordowanych, 80 000 rannych, a prawie wszyscy z około 2 milionów mieszkańców Strefy Gazy zostali przesiedleni i zmuszeni do wygnania w wyniku systematycznego niszczenia ich domów przez Żydów. Żydowscy urzędnicy w Izraelu otwarcie domagają się zabicia lub wydalenia całej ludności i wywierają presję na państwa arabskie, Stany Zjednoczone i Europę, aby przyjęły Palestyńczyków, których celowo uczyniły uchodźcami.

To nie pierwszy kryzys uchodźczy wywołany przez Izrael. Od powstania państwa żydowskiego w 1948 roku Bliski Wschód jest nękany niestabilnością, wojną, terroryzmem, przemocą wyznaniową i kryzysami uchodźczymi – wszystko to jest bezpośrednią konsekwencją polityki żydowskiej, często realizowanej przez Stany Zjednoczone jako pełnomocnika Izraela. Zabicie lub wydalenie wszystkich Palestyńczyków jest długoterminowym celem państwa izraelskiego, niezależnie od tego, czy rządzą Partia Pracy czy Likud, liberałowie czy konserwatyści, osoby świeckie czy religijne. W związku z tym przesiedlanie uchodźców niezmiennie odgrywa znaczącą rolę w polityce Izraela, a żydowscy syjoniści na Zachodzie utworzyli lub wspierali rozległą sieć prowadzonych przez Żydów organizacji pozarządowych i agencji zajmujących się przesiedleniami.

Artykuł w izraelskiej gazecie „Haaretz” z 2013 r. ujawnił tajne dokumenty archiwalne, z których wynikało, że Żydzi syjonistyczni od samego początku uważali Europę za preferowany cel dla wypędzanych Arabów.

W pierwszej połowie lat 60. Departament Stanu kontynuował analizę planów wspierania emigracji arabskich uchodźców z Bliskiego Wschodu do Europy, zwłaszcza do Francji i Niemiec. Jedną z rozważanych opcji było zapewnienie im pracy w Niemczech, gdzie w tamtym czasie pilnie potrzebowano pracowników. W 1962 roku izraelscy urzędnicy badali możliwość zatrudnienia palestyńskich uchodźców w Niemczech, Austrii i Szwajcarii. Wstępne dochodzenia w sprawie tego planu, nazwane „Operacją Robotnik”, oraz związana z nim korespondencja były objęte ścisłą tajemnicą.

Haaretz, 19 grudnia 2013 r.

Plan ten ostatecznie odłożono na półkę, ponieważ ówczesna premier Izraela Golda Meir obawiała się, że może on wywołać gwałtowny sprzeciw ze strony ludności niemieckiej. W latach 60. Izrael był znacznie mniej potężny i bezpieczny niż obecnie, dlatego tak śmiałe plany musiały zostać odłożone na czas nieokreślony. Dowodzi to jednak, że od samego początku Żydzi w Izraelu zamierzali narzucić Arabom Europę w ramach rasistowskiej zemsty.

Rozwój populacji zawsze był centralnym punktem polityki Izraela, a żydowskie wpływy na rządy zachodnie były wykorzystywane do zapewnienia, że ​​Żydzi pozostaną demograficzną większością na podbitych terytoriach. Meier wykorzystał żydowskie wpływy w Waszyngtonie, aby udaremnić plan promowany przez prezydenta Kennedy’ego w 1961 roku, który miał zapewnić przesiedlenie do Izraela 1,1 miliona palestyńskich uchodźców wysiedlonych w wyniku wojny w 1948 roku.

Pod koniec 1961 roku, z inicjatywy prezydenta Kennedy’ego, dr Joseph Johnson został mianowany przez Fundację Carnegie specjalnym wysłannikiem, którego zadaniem było zajęcie się tym problemem i współpraca ze stronami konfliktu w celu znalezienia rozwiązania. Jego plan – rozesłanie kwestionariuszy palestyńskim uchodźcom i, biorąc pod uwagę względy bezpieczeństwa, umożliwienie powrotu do Izraela tym, którzy chcieliby go przyjąć – wywołał głęboki niepokój w Jerozolimie.

Meir, przerażona tym pomysłem, wykorzystała wszelkie swoje wpływy w Waszyngtonie, aby doprowadzić do szybkiego zatuszowania planu.

Haaretz, 19 grudnia 2013 r.

„Czysta przerwa”

Cała historia konfliktu arabsko-izraelskiego przekroczyłaby zakres tego artykułu, ale korzenie obecnego kryzysu uchodźczego sięgają 1996 roku, kiedy to oficjalnie rozpoczął się tzw. ruch „neokonserwatywny” wraz z publikacją niesławnej notatki „Czysty przełom: Nowa strategia zabezpieczenia królestwa” autorstwa kilku żydowskich analityków polityki zagranicznej z Izraelskiego Instytutu Zaawansowanych Studiów Strategicznych i Politycznych w Waszyngtonie. Wśród autorów byli znany żydowski podżegacz wojenny Richard Perle i David Wurmser, który później pełnił funkcję doradcy wiceprezydenta Dicka Cheneya ds. polityki bliskowschodniej za prezydentury George’a W. Busha.

W memorandum „Clean Break” zalecono Izraelowi porzucenie dotychczasowej strategii polegającej wyłącznie na Stanach Zjednoczonych w zakresie obronnej pomocy wojskowej i wsparcia dyplomatycznego, a zamiast tego rozpoczęcie agresywnej wojny przeciwko całemu światu arabskiemu i Iranowi, wykorzystując armię amerykańską jako armię zastępczą. W szczególności zalecono wyeliminowanie Iraku i Syrii.

Izrael może kształtować swoje otoczenie strategiczne we współpracy z Turcją i Jordanią, osłabiając, powstrzymując, a nawet odpychając Syrię. Działania te mogą koncentrować się na odsunięciu Saddama Husajna od władzy w Iraku – co samo w sobie jest ważnym celem strategicznym Izraela – aby pokrzyżować regionalne ambicje Syrii.

„Czysta przerwa”: Nowa strategia zabezpieczenia imperium

Rok później, w 1997 roku, żydowscy syjonistyczni „intelektualiści” William Kristol i Robert Kagan założyli niesławny obecnie „Projekt Nowego Amerykańskiego Stulecia” (PNAC), który rekomendował masową rozbudowę sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych w celu egzekwowania „demokracji” na całym świecie. Spośród 25 sygnatariuszy deklaracji założycielskiej PNAC, 15 było Żydami, a dziesięciu służyło w administracji George’a W. Busha, w tym zastępca sekretarza obrony Paul Wolfowitz. Richard Perle był również przewodniczącym PNAC.

PNAC koncentrował się na „zmianie reżimu” w Iraku, choć przyznał, że trudno byłoby to przekonać Amerykanów bez „katastrofalnego i przełomowego wydarzenia – takiego jak nowy Pearl Harbor”. Wydarzenie to miało miejsce 11 września, a Stany Zjednoczone dokonały inwazji na Afganistan w 2001 roku i na Irak w 2003 roku – na żądanie żydowsko-syjonistycznych podżegaczy wojennych z administracji Busha.

Niekończąca się wojna

Według wywiadu z emerytowanym generałem Wesleyem Clarkiem z 2006 roku, decyzja o inwazji na Irak zapadła dwa tygodnie po 11 września, a istniały jeszcze ambitniejsze plany podboju „siedmiu krajów w ciągu pięciu lat”. Clark podchwycił popularne teorie spiskowe, twierdząc, że strategia ta jest w jakiś sposób powiązana z ropą naftową. Nie wspomniał jednak, że opisany przez niego plan został już przedstawiony w memorandum „Clean Break” oraz dokumentach strategicznych PNAC, autorstwa różnych żydowskich syjonistów z administracji Busha, w których bezpieczeństwo Izraela zostało wyraźnie postawione ponad kwestie ropy naftowej. W rzeczywistości polityka naftowa była postrzegana przede wszystkim jako przeszkoda dla interesów Izraela, ponieważ ropa zapewnia strategiczne wpływy krajom arabskim i Iranowi.

Kwestia ropy naftowej zawsze była wykorzystywana do odwracania uwagi Amerykanów od prawdziwych powodów pozornie szalonej polityki ich administracji wobec Bliskiego Wschodu. Gdyby Stany Zjednoczone chciały jedynie bezpiecznego dostępu do ropy, ostatnią rzeczą, jaką by zrobiły, byłoby wszczynanie wojen, obalanie rządów i powodowanie znaczących zakłóceń na światowych rynkach ropy. Ropa naftowa jest często cytowana jako motyw długotrwałej polityki USA, polegającej na wspieraniu barbarzyńskiego reżimu w Arabii Saudyjskiej, co stanowi kpinę z ich deklarowanego zaangażowania w prawa człowieka i demokrację. Jednak w wojnie w Iraku Stany Zjednoczone zademonstrowały gotowość do wyeliminowania głównych producentów ropy naftowej, jeśli zażąda tego Izrael. Długoletnie przyjazne stosunki między Arabią Saudyjską a Izraelem stanowią znacznie lepsze wytłumaczenie postawy USA wobec tego kraju.

W 2011 roku w Syrii i Libii wybuchły wojny domowe, podsycane przez USA na polecenie Izraela. Odrażające hasło „wspierania demokracji” jest od lat wykorzystywane przez USA jako wyświechtany pretekst do zbrojenia i finansowania milicji terrorystycznych w Syrii, mających na celu obalenie prezydenta Syrii Baszara al-Asada, pod pretekstem walki z organizacją terrorystyczną „Państwo Islamskie w Iraku i Syrii” (ISIS).

E -mail z 2012 roku, opublikowany przez WikiLeaks, wysłany przez Jake’a Sullivana, obecnego doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego w administracji Bidena, do ówczesnej sekretarz stanu Hillary Clinton, jasno określił stanowisko USA wobec islamistycznych ugrupowań terrorystycznych. Sullivan złożył zdumiewające oświadczenie, że Al-Kaida, którą Stany Zjednoczone oskarżają o odpowiedzialność za ataki z 11 września, w których zginęło 3000 Amerykanów, „jest po naszej stronie w Syrii ”.

„Ostatni punkt”, o którym wspomina Sullivan, odnosi się do raportu Reutersa, w którym stwierdzono:

AL-ZAWAHIRI WZYWA MUZUŁMANÓW DO WSPARCIA OPOZYCJI

W opublikowanym w internecie nagraniu wideo przywódca Al-Kaidy Al-Zawahiri wezwał muzułmanów w Turcji i na Bliskim Wschodzie do wsparcia rebeliantów w walce ze zwolennikami prezydenta Syrii Asada. Al-Zawahiri zaapelował również do narodu syryjskiego, aby nie polegał na pomocy ze strony Al-Kaidy, Turcji ani Stanów Zjednoczonych.

Niejawny e-mail Jake’a Sullivana do Hillary Clinton, 12 lutego 2012 r.

E-mail Sullivana demaskuje jako kłamstwa wszystkie publiczne oświadczenia Waszyngtonu, w których twierdzono, że celem interwencji w Syrii jest walka z radykalnymi sunnickimi ugrupowaniami terrorystycznymi. Fakt, że należące do Żydów amerykańskie media całkowicie zignorowały to przełomowe odkrycie, dowodzi ich stronniczości i korupcji.

Przez lata Stany Zjednoczone przeprowadziły również liczne naloty na Syrię, głównie w momentach, gdy reżim Asada był o krok od wygrania decydującej bitwy i odzyskania części należnego mu terytorium. Ciągła obecność amerykańskich wojsk i najemników w Syrii, a także finansowanie islamistycznych ugrupowań rebelianckich i sporadyczne naloty, mają na celu uniemożliwienie Assadowi odzyskania kraju. Gdyby Stany Zjednoczone naprawdę chciały pokonać ISIS, oczywistą strategią byłoby pozostawienie Asada w spokoju, aby mógł on zmiażdżyć ISIS z pomocą Rosji i Iranu. Taka polityka miałaby również tę zaletę, że cieszyłaby się popularnością wśród obywateli amerykańskich – fakt, który prezydent Trump cynicznie wykorzystał, aby wygrać wybory w 2016 roku.

Izrael ze swojej strony zapewnił pomoc medyczną Państwu Islamskiemu i innym terrorystom walczącym z Assadem, a w 2019 r. izraelski wojskowy Gadi Eisenkot publicznie przyznał, że Izrael posiadał uzbrojonych terrorystów z Państwa Islamskiego i wypłacał im miesięczne pensje.

W 2011 roku prezydent Libii, pułkownik Muammar Kaddafi, został zamordowany przez terrorystów wspieranych przez USA po ośmiomiesięcznej wojnie domowej. Fakt, że Stany Zjednoczone stały za tym zamachem, jest powszechnie znany i niepodważalny. W 2011 roku, pełniąc funkcję sekretarza stanu, Hillary Clinton otwarcie świętowała zabójstwo Kaddafiego podczas wywiadu telewizyjnego, wykrzykując z psychotyczną radością: „Przybyliśmy. Zobaczyliśmy. Umarł”.

Kaddafi zdał sobie sprawę, że Izrael stoi za zachodnią agresją na jego kraj i próbował ratować siebie i swój rząd, omijając Stany Zjednoczone i zwracając się bezpośrednio do Izraela i wpływowych amerykańskich Żydów. Według izraelskich źródeł, w 2011 roku próbował bronić swojej sprawy przed Izraelem i izraelskim lobby, które kontroluje amerykańską politykę zagraniczną.

…gdy reżim libijski stał na skraju upadku – z powodu powstania i konsekwencji sankcji ONZ dotyczących Lockerbie, które weszły w życie w 1992 r. – dodała: „Kaddafi desperacko podejmował nadzwyczajne próby nawiązania kontaktu z lobby żydowskim w USA, a także z Izraelem”.

The Jerusalem Post, 17 kwietnia 2016 r.

Podczas gdy media w USA, zarządzane przez Żydów, koncentrowały się wyłącznie na rzekomych „naruszeniach praw człowieka” przez Kaddafiego jako przyczynie jego odsunięcia od władzy, izraelscy stratedzy okazali się bardziej uczciwi i realistyczni. W artykule z 2016 roku dr Rafael Olek, analityk strategiczny z Centrum Studiów Strategicznych Begina Sadata w Izraelu, potwierdził zaangażowanie Izraela w realizację długoterminowego celu strategicznego, jakim jest eliminacja wszystkich rządów opozycyjnych – niezależnie od kosztów ludzkich.

W kontekście globalnym kwestia Libii budzi szereg obaw. Po pierwsze, pojawiają się wątpliwości co do faktycznej zdolności do egzekwowania reżimów nierozprzestrzeniania broni jądrowej wobec państw zbójeckich. Po drugie, pojawia się pytanie: czy lepiej zaakceptować stabilne reżimy tyranów takich jak Kaddafi i Saddam Husajn, Assad i reżim ajatollahów w Iranie, czy też należy obalić tych tyranów – pomimo wynikającego z tego rozpadu ich państw, któremu towarzyszy poważna przemoc? Choć możemy żałować sytuacji w Syrii i Iraku, druga opcja wydaje się lepsza, przynajmniej z perspektywy Izraela – łatwiej ją opanować, a sytuacja może się ostatecznie ustabilizować.

Obrona Izraela, 3 września 2016 r.

Pomimo cierpienia i śmierci, jakie izraelska strategia „zmiany reżimu” spowodowała na całym Bliskim Wschodzie, Izrael nie widzi powodu, by porzucić tę politykę. I dlaczego miałby to zrobić? Sam Izrael zachował zadziwiająco duże bezpieczeństwo pośród chaosu, a nawet zwiększył swoją władzę i poprawił swoją pozycję dyplomatyczną.

Kryzys uchodźczy

Wojny i interwencje Izraela na Bliskim Wschodzie, prowadzone za pośrednictwem jego pełnomocnika, Stanów Zjednoczonych, były bezpośrednią przyczyną kryzysu uchodźczego w Europie, który zaostrzył się w 2015 roku i doprowadził do przemocy, terroryzmu, gwałtów i opresji politycznej wobec rdzennych Europejczyków. Dwoma głównymi drogami wjazdu uchodźców i migrantów do Europy są Grecja i Włochy.

Zaaranżowane przez USA i Izrael obalenie Kadafiego w 2011 roku otworzyło główny szlak napływu uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki do Europy. Według „Washington Post”, w latach 2014–2017 400 000 migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki napłynęło z Libii do Włoch w wyniku upadku Kadafiego.

Od upadku reżimu Muammara al-Kaddafiego w Libii liczba migrantów przekraczających Morze Śródziemne gwałtownie wzrosła, ponieważ ludzie wykorzystują próżnię władzy, aby wyruszyć z północnego wybrzeża kraju. Sieć handlarzy ludźmi, ułatwiających ten handel, rozprzestrzeniła się z północnego krańca Afryki Północnej do krajów takich jak Niger i Sudan. Dane kontaktowe handlarzy są rozpowszechniane w głównych miastach Afryki za pośrednictwem Facebooka i WhatsApp. Od 2014 roku ponad 400 000 migrantów i uchodźców przekroczyło Morze Śródziemne z Libii do Włoch.

Washington Post, 31 sierpnia 2017 r.

Stanowiło to odwrócenie dotychczasowej, udanej współpracy między Kaddafim a Europą, której celem było uniemożliwienie migrantom dotarcia do europejskich wybrzeży. W 2004 roku Kaddafi zaczął oferować kontrolę napływu uchodźców jako zachętę do zawierania porozumień normalizacyjnych z państwami europejskimi. W 2010 roku proroczo ogłosił, że bez jego pomocy Europa stanie się „czarna”.

Już w 2004 roku Kaddafi zaczął zawierać porozumienia z poszczególnymi państwami europejskimi w celu powstrzymania napływu migrantów. W sierpniu 2010 roku odwiedził w Rzymie swojego przyjaciela Silvio Berlusconiego, ówczesnego premiera Włoch, i oświadczył, że Europa „pociemnieje” bez jego pomocy.

„Jutro Europa może już nie być europejska, a nawet czarna, bo miliony chcą się tu dostać” – powiedział Kaddafi. „Jak biali i chrześcijańscy Europejczycy zareagują na ten napływ głodujących i niewykształconych Afrykanów… Nie wiemy, czy Europa pozostanie postępowym i zjednoczonym kontynentem, czy też zostanie zniszczona, jak to miało miejsce podczas barbarzyńskich inwazji”.

Christian Science Monitor, 21 kwietnia 2015 r.

Porozumienia te okazały się sukcesem. Dzięki pomocy Kaddafiego napływ migrantów i uchodźców do Włoch został drastycznie ograniczony w 2009 roku.

W czerwcu 2009 roku podpisał z Włochami „umowę o przyjaźni”, która przewidywała wspólne patrole morskie przeciwko migrantom i obejmowała bezwarunkowe przekazanie Libii przez Włochy migrantów przechwyconych w drodze do Europy. Liczba Afrykanów zatrzymanych podczas próby nielegalnego wjazdu do Włoch spadła w tym roku o ponad 75%.

Christian Science Monitor, 21 kwietnia 2015 r.

To korzystne dla obu stron porozumienie między Włochami i Libią zostało udaremnione przez Izrael i USA, co sprawiło, że w 2015 r. spełniła się ponura prognoza Kadafiego.

W ostatnich latach włoski rząd podejmował próby wznowienia porozumień z Libią w celu powstrzymania napływu migrantów. Jednak próby te napotykały na przeszkody prawne. W 2017 roku brytyjska organizacja pozarządowa Global Legal Action Network (GLAN) wniosła pozew przeciwko Włochom do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, zarzucając im naruszenia praw człowieka. Doradcą prawnym GLAN jest Itammar Mann, żydowsko-izraelski profesor prawa, który wykłada prawo dotyczące uchodźców w Hajfie w Izraelu.

Na całym świecie jest około 6,6 miliona uchodźców z powodu wojny domowej w Syrii, z czego milion przebywa w Europie. Szczytowy napływ uchodźców do Europy przypadł na lata 2015–2017, kiedy to około 900 000 Syryjczyków przybyło do kraju, głównie przez Grecję. Przesiedlenia ludności syryjskiej służą strategicznemu celowi Izraela, polegającemu na pozbawieniu reżimu Asada kapitału ludzkiego i potencjalnych rekrutów do armii. Według Pew Research, nieproporcjonalnie dużą liczbę uchodźców w Europie stanowią mężczyźni w wieku poborowym.

Pracownicy IsraAID pomagają w sprowadzeniu łodzi z migrantami na brzeg w Grecji.

Izrael i zachodnie organizacje pozarządowe kierowane przez Żydów odgrywają główną rolę w organizacji migracji i przesiedleń uchodźców syryjskich, irańskich, irackich i afgańskich w Europie. Wszystkie cztery kraje zostały zdestabilizowane przez wojny i sankcje nałożone przez Izrael i Stany Zjednoczone. IsraAID, izraelska organizacja niosąca pomoc uchodźcom, prowadzi ośrodki dla uchodźców na greckiej wyspie Lesbos od 2015 roku.

Greckie ośrodki pomocy uchodźcom prowadzone są głównie przez Izraelczyków; na Lesbos znajduje się izraelska szkoła dla uchodźców z Syrii, Iranu, Iraku i Afganistanu; wszystko to jest częścią wspólnego planu mającego na celu nowe spojrzenie na koncepcję „Tikkun Olam” i żydowskiego wolontariatu na całym świecie.

YNet News, 4 marca 2019 r.

Izraelski reporter Liad Osmo zacytował syryjskiego uchodźcę, „H., 20 lat, z Aleppo”, który przybył na Lesbos w 2019 roku.

„Przez całe moje życie, przez całe dzieciństwo w syryjskich szkołach, uczono mnie, że Izraelczycy są wrogiem. Pierwszą rzeczą, jaką widzę, zbliżając się do greckiego wybrzeża, jest Gwiazda Dawida na koszulkach Izraelczyków, którzy wyciągają do mnie ręce i powalają mnie na ziemię”.

H., 20 lat, z Aleppo

Osmo dodaje, że program przesiedleń dla uchodźców w krajach zachodnich jest realizowany na całym świecie i angażuje kilka innych organizacji żydowskich. Jest to możliwe dzięki inwestycji Państwa Izrael w wysokości 66 milionów dolarów.

Ideę pracy na rzecz lepszego świata podjęła obecnie duża organizacja żydowska we współpracy z Państwem Izrael…

Agencja Żydowska współpracuje obecnie z organizacją Mosaic United nad projektem, który ma znacząco zwiększyć liczbę młodych Żydów zaangażowanych w życie lokalnych społeczności. Dla amerykańskich Żydów jest to znane jako „Tikkun Olam” – uzdrowienie świata. Ta żydowska koncepcja stała się centralnym dogmatem wśród potomków żydowskich imigrantów w Stanach Zjednoczonych w czwartym pokoleniu.

Projekty realizowane są na całym świecie – od Portoryko i Grecji po Nepal, Meksyk, Indie i Etiopię – przez organizacje takie jak IsraAID, Project TEN, Tevel B’Tzedek i inne…

„W większości przypadków jedyną rzeczą, która skłania żydowskich studentów na całym świecie do myślenia o swojej żydowskiej tożsamości, jest demonstracja BDS (antyizraelskiego ruchu na rzecz bojkotu, wycofania inwestycji i sankcji) na kampusie lub incydent antysemicki gdzieś na świecie” – mówi rabin Benji Levy, dyrektor wykonawczy Mosaic United. „Takie incydenty oddalają ich od pragnienia bycia Żydem lub poczucia więzi z Izraelem”.

Levy wyjaśnia, że ​​projekt został przejęty przez rząd Izraela kilka lat temu pod auspicjami Ministerstwa ds. Diaspory. „Rząd zainwestuje 66 milionów dolarów, co stanowi jedną trzecią budżetu” – mówi.

YNet News, 4 marca 2019 r.

Rabin Benji Levy wita wrogów Izraela na greckiej wyspie Lesbos.

Niemcy przyjęły znacznie więcej uchodźców z konfliktów żydowskich niż jakikolwiek inny kraj europejski. Wbrew woli narodu niemieckiego, Angela Merkel obiecała w 2015 roku, że będzie przyjmować 500 000 uchodźców rocznie. Wpływ Izraela jest również zauważalny w Niemczech, gdzie izraelskie organizacje pozarządowe oferują kursy języka arabskiego i możliwości pracy osobom mówiącym po arabsku.

W 2018 roku Merkel przyznała IsraAID nagrodę za działania na rzecz integracji osób arabskojęzycznych w Niemczech. Na swojej stronie internetowej IsraAID chwali się rozbudowanymi programami, które wdrożyła w Niemczech, aby ułatwić integrację uchodźców, całkowicie pomijając jednak kwestię odpowiedzialności państwa żydowskiego za sam kryzys.

IsraAID działa w Niemczech od 2015 roku, kiedy to do kraju przybył milion osób ubiegających się o azyl i uchodźców, z których większość uciekała przed koszmarem wojny domowej w Syrii i zagrożeniem ze strony ISIS w Iraku i Syrii. Programy IsraAID w Niemczech obejmują grupy wsparcia dla młodych uchodźców, psychospołeczne wsparcie w zakresie traumy dla dzieci z wykorzystaniem terapii ekspresyjnych oraz specjalistyczny program wsparcia dla ocalałych z ludobójstwa jazydów. Zespół IsraAID w Niemczech to wielokulturowa mozaika psychologów, pracowników socjalnych, arteterapeutów i pedagogów mówiących po arabsku, hebrajsku, niemiecku i angielsku. Wykorzystują oni swoje międzynarodowe doświadczenie i podejście międzykulturowe, aby promować zrównoważony dobrostan i integrację uchodźców w Niemczech.

…Globalne działania IsraAID obejmują zrównoważone programy mające na celu budowanie odporności, zapewnienie edukacji, zwalczanie przemocy ze względu na płeć, promowanie ochrony dzieci, poprawę warunków sanitarnych i tworzenie źródeł utrzymania. Od szczytu kryzysu uchodźczego w Syrii w 2015 roku IsraAID zapewnił wsparcie medyczne, psychospołeczne i edukacyjne ponad 100 000 uchodźców w samej Grecji i Niemczech.

Wielu uchodźców uciekających przed wojną i prześladowaniami w Afganistanie, Iranie, Iraku i Syrii, szukających schronienia w krajach takich jak Niemcy, dociera do Europy przez Grecję. Na Lesbos, greckiej wyspie, gdzie wielu uchodźców przybywa po wyczerpującej podróży morskiej z Turcji, IsraAID zapewnia opiekę medyczną nowoprzybyłym na wybrzeżu i prowadzi „Szkołę Pokoju” – jedyną instytucję oferującą naukę w językach ojczystych uczniów: arabskim, francuskim (kongijskim), perskim i kurdyjskim, z której korzysta ponad 200 uczniów tygodniowo.

Dzięki naszej współpracy z IsraAID dostrzegliśmy siłę i potencjał uchodźców, z którymi pracujemy, piszących nową historię dla siebie i swoich społeczności. To historia nauki nowych języków i adaptacji do nowego środowiska. Oto 500 osób – muzułmanów i chrześcijan mówiących po arabsku, kurdyjsku, persku i francusku – świętujących Eid al-Fitr w greckiej szkole prowadzonej przez izraelską organizację humanitarną.

IsraAID, 2018

Izrael zasypuje nas humanitarną retoryką o zorganizowaniu w Europie obchodów Eid al-Fitr dla muzułmanów uciekających przed wojnami syjonistycznymi, jednak takie obchody są w Izraelu zupełnie nie do pomyślenia. W 2021 roku Siły Obronne Izraela (IDF) spędziły Eid al-Fitr bombardując palestyńskich cywilów w Strefie Gazy. Dzień wcześniej sfilmowano fanatycznych Żydów w Jerozolimie, tańczących, przekonanych, że jeden z najświętszych meczetów islamu płonie.

Wszelkie obawy wyrażane przez Żydów dotyczące napływu cudzoziemców do Europy koncentrują się wyłącznie na potencjalnym negatywnym wpływie na Żydów europejskich. Z perspektywy żydowskiej negatywny wpływ na rdzennych Europejczyków jest rozpatrywany wyłącznie w kontekście ryzyka wzniecenia oporu nacjonalistycznego.

W artykule z 2015 r. dla liberalnego Brookings Institution Daniel Byman, profesor cywilizacji żydowskiej na Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie, stwierdził, że rozwiązaniem tego problemu jest długoterminowa integracja populacji uchodźców w Europie.

Jeśli uchodźcy będą postrzegani bardziej jako krótkotrwały problem humanitarny niż długoterminowe wyzwanie integracyjne, problem ten prawdopodobnie się pogłębi. Radykałowie będą wśród tych, którzy zaoferują uchodźcom wsparcie religijne, edukacyjne i socjalne – tworząc w ten sposób problem, którego wcześniej nie było. W rzeczywistości uchodźcy potrzebują kompleksowego i długoterminowego pakietu środków, obejmującego nie tylko natychmiastową pomoc humanitarną, ale także prawa polityczne, dostęp do edukacji i wsparcie ekonomiczne, zwłaszcza gdy są przyjmowani w dużych ilościach. Jeśli nie uda się ich zintegrować z lokalnymi społecznościami, istnieje ryzyko, że napięcia między społecznościami muzułmańskimi i niemuzułmańskimi w Europie będą się utrzymywać, a nawet nasilać.

Daniel Byman, 2015

Napływ uchodźców i migrantów do Europy spowolnił po 2018 roku, a kilka krajów europejskich uparcie twierdziło, że nie może już przyjmować kolejnych osób. Priorytetem stało się przesunięcie akcentów z ułatwiania wjazdu nowo przybyłym na zapewnienie stałego pobytu tym, którzy już przybyli do Europy. W 2020 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że mężczyźni uchylający się od służby wojskowej w Syrii muszą otrzymać azyl i nie mogą być deportowani z powrotem do Syrii. Orzeczenie to przynosi korzyści jedynie Izraelowi, a szkodzi Europejczykom, którzy chcą pozbyć się młodych uchodźców i związanych z nimi problemów, takich jak przemoc, gwałty i niepokoje społeczne. W latach 2022 i 2023 liczba przybyszów ponownie wzrosła.

Po 7 października: Otwarta polityka ludobójstwa i czystek etnicznych

Od ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku żydowscy urzędnicy wielokrotnie i otwarcie wzywali do zabicia lub wydalenia całej ludności Strefy Gazy – około 2 milionów ludzi. Jednocześnie nasilili presję na państwa zachodnie i arabskie, aby dobrowolnie zgodziły się na przyjęcie wszystkich Palestyńczyków – posunięcie mające na celu ostateczne zakończenie życia Palestyńczyków w Strefie Gazy.

Strategia Żydów jest oczywista dla każdego, kto zechce się temu przyjrzeć. Masowe ataki terrorystyczne na ludność cywilną, systematyczne niszczenie domów i celowe ataki na całą infrastrukturę humanitarną, taką jak szpitale, mają na celu uniemożliwienie życia w Strefie Gazy. Izrael nie walczy z Hamasem. Próbuje wymordować lub wypędzić całą ludność arabską.

W chwili pisania tego tekstu 1,8 miliona Palestyńczyków uciekających przed żydowskimi zamachami bombowymi zgromadziło się w południowym mieście Rafah, na granicy z Egiptem. Izrael planuje zakrojoną na szeroką skalę inwazję na to miasto, aby zmusić ich do ucieczki do Egiptu. Jak dotąd Żydzi zostali powstrzymani w tej próbie przez zaciekły opór bojowników Hamasu, protesty na całym świecie, presję polityczną i odmowę Egiptu na przyjęcie dużej liczby Palestyńczyków, ale nie porzucili tego planu.

Rządy Stanów Zjednoczonych i Europy chętnie wspierały Żydów w ich kampanii czystek etnicznych pod przykrywką humanitaryzmu. 30 kwietnia stacja CBS News poinformowała o uzyskaniu wewnętrznych dokumentów administracji Bidena, szczegółowo opisujących rozmowy między kilkoma agencjami federalnymi na temat stałego przesiedlenia uchodźców ze Strefy Gazy do Stanów Zjednoczonych.

Jak wynika z dokumentów, wysocy rangą urzędnicy kilku amerykańskich agencji federalnych omawiali w ostatnich tygodniach wykonalność różnych opcji relokacji Palestyńczyków ze Strefy Gazy, których najbliżsi członkowie rodziny są obywatelami USA lub stałymi rezydentami.

Zgodnie z dokumentami planistycznymi między-agencyjnymi, jedna z propozycji przewiduje wykorzystanie istniejącego od dziesięcioleci amerykańskiego programu przesiedleń uchodźców do przyjmowania Palestyńczyków mających powiązania z USA, którym udało się uciec ze Strefy Gazy do sąsiedniego Egiptu.

Z dokumentów wynika również, że wysocy rangą urzędnicy amerykańscy rozważali ewakuację większej liczby Palestyńczyków ze Strefy Gazy i uznanie ich za uchodźców, pod warunkiem, że mają amerykańskich krewnych. Plany te wymagałyby koordynacji z Egiptem, który jak dotąd odmawia przyjęcia dużej liczby osób z Gazy.

CBS News, 30 kwietnia 2024 r.

Żydowscy syjoniści stanowią większość członków gabinetu administracji Bidena odpowiedzialnych za politykę zagraniczną i bezpieczeństwo narodowe, na czele z żydowskim sekretarzem stanu Anthonym Blinkenem. Ustalono, że wśród „wysokich rangą urzędników amerykańskich” wymienionych przez CBS News znajdują się Żydzi motywowani lojalnością etniczną wobec Izraela. Blinken otwarcie potwierdził swoją lojalność wobec Izraela w przemówieniu wygłoszonym w Izraelu 12 października 2023 roku.

Jestem w Izraelu w tym niezwykle trudnym czasie dla tego narodu i dla całego świata. Jako minister spraw zagranicznych, Żyd, mąż i ojciec, z własnego doświadczenia rozumiem niszczycielskie skutki masakr dokonanych przez Hamas.

Anthony Blinken, 12 października 2023 r

Według doniesień „The Guardian” Wielka Brytania zaczęła opracowywać plany przyjęcia osób ze Strefy Gazy już 22 października 2023 r.

Koalicja organizacji i grup pomocowych opracowała plan przedstawiający, w jaki sposób Wielka Brytania mogłaby zapewnić schronienie tysiącom Palestyńczyków ze Strefy Gazy.

Organizacje takie jak Refugee Council, Safe Passage International, Doctors of the World, Helen Bamber Foundation i City of Sanctuary wyraziły obawy, że konflikt może zaostrzyć kryzys uchodźców palestyńskich.

The Guardian, 22 października 2023 r.

Plany przesiedleń zostały przedstawione przez Radę ds. Uchodźców w dokumencie stanowiska, który poparły inne organizacje. Dyrektorem wykonawczym Rady ds. Uchodźców jest Żyd o nazwisku Enver Solomon, który pilnie zaapelował do Wielkiej Brytanii o przyjęcie osób ze Strefy Gazy, nie krytykując przy tym izraelskich bombardowań terrorystycznych ani wsparcia udzielanego im przez Wielką Brytanię.

„Im bardziej eskaluje konflikt, tym więcej palestyńskich mężczyzn, kobiet i dzieci zostaje przesiedlonych i narażonych na poważne niebezpieczeństwo… Ludzie, którzy nie są bezpieczni w swoich domach, potrzebują dostępu do bezpieczeństwa, a Wielka Brytania musi być gotowa odegrać w tym rolę, wdrażając pakiet natychmiastowych środków w krótkim terminie”.

Enver Solomon

Jeden z planów opracowanych przez Radę ds. Uchodźców został ponownie promowany kilka miesięcy później przez posła Partii Pracy Sama Tarry’ego, który umieścił o nim wpis na portalu X, znanym również jako Twitter.

=============

@SamTarry

Today in Parliament I called for the creation of a Palestinian family visa scheme. This should bring Palestinian refugees to safety in the UK through a new safe and legal route, and reunite families desperate for their loved ones to reach safety.

3,4 mln wyświetleń

===================

To tylko niewielki wybór spośród różnych planów przesiedleń, promowanych przez rządy zachodnie i organizacje zajmujące się uchodźcami od samego początku konfliktu. Podczas gdy rządy zachodnie i organizacje pozarządowe kryły się za retoryką humanitarną, izraelscy urzędnicy państwowi jasno dali do zrozumienia, że ​​ich strategicznym celem wojennym jest całkowite wydalenie Arabów ze Strefy Gazy i zakończenie palestyńskiego istnienia w Strefie Gazy. Rządy te i organizacje nie kierują się humanitarną chęcią pomocy ofiarom wojny. Kieruje nimi polityka wspierania państwa żydowskiego w jego ludobójczej kampanii, czyniąc się tym samym współwinnymi tej zbrodni. Zamiast pochopnie pomagać Izraelowi w wydalaniu Arabów, rządy zachodnie powinny zerwać wszelkie powiązania finansowe, wojskowe i inne z państwem żydowskim.

Wniosek

Kryzys uchodźczy w Europie obejmuje znacznie szerszy zakres, niż można tu omówić, ale gdziekolwiek spojrzeć, widać ślady Izraela, organizacji żydowskich i aktywistów żydowskich. Jest to widoczne zarówno na poziomie polityki zagranicznej, poprzez nakłanianie Stanów Zjednoczonych do dalszych działań militarnych, jak i na poziomie „humanitarnym”, poprzez wykorzystywanie organizacji pozarządowych do ułatwiania migracji uchodźców i trwałego osiedlania Arabów, Afrykanów i Irańczyków w Europie.

Nacjonaliści w Ameryce i Europie muszą bezpośrednio zmierzyć się z tą rzeczywistością. Musimy przeciwstawić się apelom popleczników i prawicowych organizacji żydowskich, które dążą do wykorzystania anty-islamu, podsycanego kryzysem migracyjnym, aby zmobilizować poparcie dla syjonistycznej agresji wobec narodu syryjskiego, irańskiego i palestyńskiego. Takie konflikty doprowadzą jedynie do pogłębienia nieszczęścia i jeszcze większego napływu uchodźców do Europy, gdzie izraelskie i żydowskie organizacje pozarządowe są gotowe ich przyjąć – posługując się językiem humanitaryzmu, aby przekształcić Zachód w wysypisko dla osób wysiedlonych w wyniku wojen żydowskich.

Milczenie w sprawie konfliktu na Bliskim Wschodzie nie wchodzi w grę. To nie jest po prostu konflikt zagraniczny, który nie ma na nas żadnego wpływu. Konflikt na Bliskim Wschodzie jest bezpośrednio związany z przyszłością Europy i Ameryki. Milczenie jest równoznaczne z popieraniem status quo, które przynosi korzyści tylko Izraelowi.

Zarówno prawa, jak i lewa głowa syjonistycznego węża muszą zostać odcięte. Arabscy ​​i muzułmańscy migranci w Europie i Ameryce muszą powrócić do swoich ojczyzn, gdzie będą mogli żyć w pokoju i bezpieczeństwie, wolni od syjonistycznej agresji. Europejscy i amerykańscy nacjonaliści muszą współpracować, aby zdemontować syjonistyczne struktury władzy w naszych ojczyznach i zbudować sprawiedliwy i pokojowy świat, wolny od wojen żydowskich i przesiedleń ludności.

Źródło: Jak Izrael stworzył kryzys uchodźczy w Europie

Niemcy opublikowały tekst umowy, której treść ukrywa polski rząd. Polska wybuduje na swoim terytorium infrastrukturę dla Bundeswehry?

Fot. Bundeswehra

Niemcy opublikowały tekst umowy, której treść ukrywa polski rząd. Polska wybuduje na swoim terytorium infrastrukturę dla Bundeswehry?

4 sierpnia 2026 Mateusz Pławski

Niemcy opublikowały pełny tekst podpisanej z Polską umowy o współpracy obronnej, podczas gdy dokumentu nadal nie udostępniono na oficjalnych stronach polskiego rządu. Porozumienie przewiduje rozwój na terytorium Polski infrastruktury logistycznej, która może służyć jako zaplecze zaopatrzeniowe dla niemieckich wojsk stacjonujących na Litwie.

Niemcy opublikowały pod koniec lipca w Federalnym Dzienniku Ustaw pełny tekst polsko-niemieckiej umowy o współpracy w dziedzinie obronności, podpisanej 17 czerwca 2026 roku w Warszawie. Do chwili publikacji tego artykułu dokument nie został udostępniony na oficjalnych stronach polskiego rządu ani Ministerstwa Obrony Narodowej.

Na sprawę zwrócił uwagę we wtorek Sebastian Meitz, ekspert Instytutu Sobieskiego. W serii wpisów opublikowanych na platformie X przedstawił najważniejsze postanowienia umowy oraz wskazał, że polska opinia publiczna mogła zapoznać się z pełnym dokumentem dopiero dzięki jego publikacji przez stronę niemiecką.

„Dokument pełen jest deklaracji o partnerstwie. Problem w tym, że gdy przechodzi się do konkretnych zapisów, trudno oprzeć się wrażeniu, iż to właśnie niemieckie priorytety stają się osią tej współpracy” – podkreślił Meitz.

Szczególne znaczenie ma art. 3 umowy, poświęcony rozbudowie potencjału obronnego i współpracy operacyjnej. Jego ust. 6 przewiduje rozwój infrastruktury wsparcia logistycznego na terytorium Polski.

„Strony podkreślają znaczenie rozwoju infrastruktury wsparcia logistycznego na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, która może służyć jako baza zaopatrzeniowa dla kontyngentu niemieckich wojsk lądowych stacjonującego w Republice Litewskiej, a także dla innych państw członkowskich NATO w ramach zbiorowej logistyki sojuszniczej” – zapisano w dokumencie.

Oznacza to, że część infrastruktury potrzebnej do zaopatrywania niemieckich wojsk rozmieszczonych na Litwie może zostać ulokowana w Polsce. Umowa nie przesądza jednak, że powstanie na terytorium naszego kraju odrębna stała baza Bundeswehry ani że Polska samodzielnie sfinansuje budowę całego zaplecza.

Art. 10 porozumienia stanowi, że każda ze stron ponosi koszty związane z realizacją własnych zobowiązań. Dokument nie precyzuje jednak, które konkretne inwestycje infrastrukturalne miałaby finansować Polska, a które Niemcy. Nie określa również wartości przedsięwzięć ani przyszłych zasad własności i zarządzania powstałymi obiektami.

Umowa zawiera również szersze postanowienia dotyczące przemieszczania wojsk. Polska i Niemcy mają umożliwiać tranzyt oraz stacjonowanie sił zbrojnych drugiej strony na swoim terytorium.

Strony zobowiązały się do usprawniania procedur administracyjnych i dyplomatycznych związanych z przekraczaniem granic, zapewniania wsparcia operacyjnego oraz wspólnego i wzajemnego korzystania z infrastruktury niezbędnej do sprawnego przemieszczania wojsk.

Porozumienie uznaje mobilność wojskową za kluczowy element umożliwiający szybkie przerzucanie sił sojuszniczych. Polska i Niemcy mają wspierać rozwój mobilności w ramach inicjatywy „Central Northern European Military Mobility Area” oraz uzgadniać rozwiązania przyjmowane przez NATO i Unię Europejską.

Oba państwa zadeklarowały także wzajemne wspieranie rozwoju, rozbudowy i ochrony infrastruktury wojskowej oraz cywilnej, która może być wykorzystywana przez siły zbrojne. W umowie wymieniono linie kolejowe, drogi, lotniska, mosty i centra logistyczne przeznaczone do szybkiego transportu żołnierzy oraz ciężkiego sprzętu.

Strony mają również wzmacniać wschodnią flankę NATO poprzez wspólne inwestycje w szeroko rozumianą infrastrukturę, poprawiającą zdolność Sojuszu do prowadzenia operacji wojskowych w kierunku wschodnim.

Przewidziano ponadto współpracę wojsk inżynieryjnych w zakresie infrastruktury obronnej oraz technicznego wsparcia działań bojowych.

Meitz zwrócił uwagę, że dokument zawiera konkretny zapis dotyczący infrastruktury w Polsce, która może obsługiwać niemieckie wojska na Litwie, nie wskazując równie szczegółowo analogicznego przedsięwzięcia realizowanego w Niemczech na potrzeby Wojska Polskiego. Zdaniem eksperta może to świadczyć o asymetrii porozumienia.

Umowa przewiduje także pogłębienie współpracy przemysłów obronnych, obejmujące wspólne zakupy, produkcję, badania, projekty technologiczne, tworzenie łańcuchów dostaw i transfer technologii.

W dokumencie nie określono jednak minimalnego udziału polskich przedsiębiorstw w przyszłych projektach, nie zagwarantowano lokalizacji produkcji w Polsce ani nie wskazano konkretnych technologii, które miałyby zostać przekazane polskiej stronie.

Ministerstwo Obrony Narodowej informowało po podpisaniu porozumienia, że obejmuje ono m.in. współpracę operacyjną, wspólne ćwiczenia, mobilność wojskową, cyberbezpieczeństwo, działania w przestrzeni kosmicznej, ochronę infrastruktury krytycznej oraz współpracę przemysłów obronnych. Resort nie udostępnił jednak pełnej treści dokumentu, który został opublikowany w oficjalnym niemieckim źródle.

Czwarty etap wojny globalnej wszedł w fazę finalną

Czwarty etap wojny globalnej wszedł w fazę finalną

zerohedge/fourth-turning-global-war-has-entered-terminal-phase

Piątek, 31 lipca 2026

Dane trafiły zaraz po wschodzie słońca na wschodnim wybrzeżu, a w nich historia, której nie mogą ukryć żadne plotki Białego domu. Kontrakty terminowe na ropę naftową za noc stabilizowały się na poziomie 86 dolarów za baryłkę – liczba, która półtora roku temu wydawałoby się katastrofalna, ale teraz jest tymczasowe wytchnienie po skoku na 119 dolarów, który wysadził w powietrze światowe rynki w kwietniu.

Strategiczne rezerwy ropy naftowej – rezerwa awaryjnego wsparcia, stworzona po kryzysie 1973 roku – zmniejszyły się do 305 mln baryłek, co jest najniższym poziomem od 1983 roku. Biuro budżetowe Kongresu dyskretnie opublikowało swoje zrewidowane prognozy deficytu: 2,3 bln dolarów na 2026 rok obrotowy, jeszcze 1,8 bln dolarów zaplanowano na 2027 rok obrotowy, zanim wzięto pod uwagę rosnące koszty wojny, które obecnie wynoszą 1 mld dolarów na dzień, bez żadnej strategii wyjścia, widocznej na żadnym horyzoncie.

To nie recesja. To nie jest „okres zwiększonych napięć geopolitycznych”. To systematyczny demontaż globalnej ekonomicznej architektury, która wspierała dobrobyt Zachodu w ciągu osiemdziesięciu lat, skompresowany w czasie, zbyt krótki, aby umożliwić instytucjonalną adaptację.

Jesteśmy świadkami w czasie rzeczywistym przejścia od jednobiegunowego porządku, kierowanego przez Amerykę, do rozdrobnienia w system wielobiegunowy. Okrucieństwo tego przejścia mierzy się nie tylko liczbą ofiar, które rosną a których Pentagon nie chce w pełni ujawnić. Ponadto, następuje erozja strategicznych atutów, których nie można odzyskać po ich użyciu.

Czwarty etap globalnej wojny wszedł w swoją finalną fazę, a wskaźniki pokazują, że dopiero zaczynamy rozumieć głębię strategicznej pułapki, w którą wpadła amerykańska polityka.

Aby zrozumieć obecny kryzys, trzeba najpierw zrezygnować z pocieszającej narracji o przypadkowym dryfowaniu — że polityczne błędy i błędne kalkulacje doprowadziły do obecnego ślepego zaułka.

Dane świadczą o czymś bardziej alarmującym: oderwaniu procesu podejmowania decyzji strategicznych od interesów narodowych, co prowadzi do wyników, które nie służą żadnym określonym celom amerykańskim, w tym samym czasie promowanie interesów regionalnych podmiotów, które mają nieproporcjonalnie duży wpływ na kształtowanie polityki USA.

Rozważmy chronologię wydarzeń z dokładnością wojskowego raportu po zakończeniu działań wojennych. 27 stycznia 2026 roku Stany Zjednoczone przeprowadziły nieoczekiwany cios w przywództwo Iranu w celu ścięcia głowy, podczas gdy izraelscy posłańcy prowadzili urojone negocjacje w Genewie. W wyniku uderzenia została zlikwidowana struktura dowództwa wojskowego Iranu i przywództwo polityczne w wyniku 48-godzinnego bombardowania, które według pierwotnych prognoz Białego Domu, powinna zakończyć się w ciągu „czterech-pięciu tygodni”. Projekcja sporządzona 1 marca, teraz rozciągnięta jest na piąty miesiąc bez widocznego zakończenia.

Cieśnina Ormuz, przez którą przechodziło dwadzieścia procent światowej ropy naftowej, w rzeczywistości jest zamknięta od połowy marca. Ciosy irańskich rakiet balistycznych z wykorzystaniem chińskich danych lokalizacji celów i rosyjskiego wywiadu satelitarnego uszkodziły lub zniszczyły wszystkie duże obiekty USA w zatoce Perskiej, w tym Al-Udeid w Katarze, bazę Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej i morskie obiekty w Bahrajnie.

Analiza kosztów i korzyści jest porażająca. Pierwotny cios został oparty na ocenach wywiadu, które później zostały zakwestionowane przez siedemnaście agencji, o tym, że Iran był „o kilka tygodni od utworzenia broni jądrowej”. Ocena ta była sprzeczna z oświadczeniami tej samej administracji od czerwca 2025 roku o tym, że obiekty jądrowe Iranu zostały całkowicie zniszczone w wyniku 12-dniowego konfliktu, który kosztował 37 miliardów dolarów i nie przyniósł trwałego efektu strategicznego. Obecna wojna, prowadzone bez zgody kongresu i wbrew wyraźnym preferencjom elektoratu, który przywrócił prezydenta do władzy na podstawie wyraźnych anty-interwencjonistycznych obietnic, obecnie pochłonęła 113 miliardów dolarów bezpośrednich kosztów. [po stronie USA md]. Analitycy Harvard przewidują długoterminowe zobowiązania przekraczające 1 bilion dolarów, jeśli wziąć pod uwagę opiekę nad weteranami, wymianę sprzętu i remont zniszczonych baz.

Zewnętrzne następstwa ekonomiczne są równie poważne. Inflacja, która spadła do 2,7% do grudnia 2025 roku, ponownie przyspieszyła do 4% i nadal rośnie. Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych na poziomie 4,64% stanowi najwyższą wartość pożyczek podczas prezydentury Trumpa, co stanowi około 135 miliardów dolarów dodatkowych rocznych wydatków z tytułu odsetek i około 1000 dolarów bezpośrednich kosztów energii elektrycznej i finansowania na rodzinę. Dane te ukazują się w momencie, gdy 60% amerykańskich rodzin donosi o niezdolności do pokrycia nagłych wydatków w wysokości 500 dolarów, a zwłoki kredytów konsumenckich dotarły do poziomów niewidzianych od czasów kryzysu finansowego w 2008 roku.

Strategiczne położenie pogorszyła się do tego stopnia, że nie nadaje się do ilościowego pomiaru. Amerykańskie siły zbrojne przeznaczone do projekcji siły wobec sił powstańczych i regionalnych przeciwników, okazały się podatne na asymetryczne taktyki prowadzenia wojny w kraju średniej kategorii ze skomplikowanymi technologiami rakietowymi i korzystną geografią obrony. Rakiety Patriot o wartości 2 mln dolarów przeciwko irańskim rakietom balistycznym i powietrznym obiektom bezzałogowym o wartości od 10 000 do 50 000 dolarów za sztukę – to stosunek kosztów wymiany, która sprawia, że stabilna obrona staje się ekonomicznie nieopłacalna.

Wyjawienie tego, co rosyjskie i chińskie służby wywiadowcze zapewniają irańskim siłom dane o namierzaniu celów w czasie rzeczywistym, potwierdzone danymi z satelitów i zeznaniami w Kongresie, zamienia regionalny konflikt w wojnę cudzymi rękami, w której przeciwnicy ze strony wielkich mocarstw sprawdzają wrażliwe miejsca Ameryki z minimalnym bezpośrednim ryzykiem dla siebie.

Instytucjonalna reakcja pogorszyła kryzys. Departament Efektywności administracji publicznej, który obiecał administracyjne oszczędności w wysokości 2 bln dolarów, został praktycznie zlikwidowany, gdy „duży piękny projekt ustawy” dołożył 5 bln dolarów do państwowego długu — oprócz podstawowej prognozy CBO w wysokości 21 bln dolarów. Dług publiczny wzrósł z 36,2 bln dolarów do 39,5 bln dolarów za osiemnaście miesięcy, przy czym roczny deficyt w wysokości 2 bln dolarów obecnie utrzyma się aż do 2030 roku.

Próba administracji obniżenia ceny ropy za pomocą wyczerpania strategicznych rezerw ropy naftowej i manipulacji na rynkach terminowych doprowadziła do wyczerpania nadzwyczajnych rezerw i jednocześnie przybliża upadłość amerykańskiej energetycznej „niepodległości” – w kraju nie ma wystarczającego bufora, aby zmierzyć się z długimi zakłóceniami w dostawach, nie mówiąc już o szerszym konflikcie z udziałem wydobycia w Nigerii, Wenezueli.

Bieżące geopolityczne przeobrażenia wykraczają poza bezpośredni teatr działań wojennych.

Rosja, pomimo zachodnich sankcji i ciągłego wyczerpywania sił na Ukrainie, umocniła eurazjatycką architekturę bezpieczeństwa, w tym Iran, Chiny i rozszerzenie sojuszu BRICS +. De-dolaryzacja handlu międzynarodowego – ekspresowe wprowadzenie broni SWIFT, które zaprezentowało lukę w transakcjach rozliczeniowych— zdenominowanych w dolarach amerykańskich (usd, stworzyła równoległe systemy finansowe, które będą utrzymywać się niezależnie od wyniku konfliktu. Chiny, radząc sobie z własnym kryzysem demograficznym i kryzysem w branży nieruchomości, zapewniły korytarze energetyczne w ramach inicjatywy „Jeden pas i jedna droga” i stworzyły potencjał przemysłowy, który pozwala wykorzystać amerykańskie straty wojskowe.

Państwa europejskie borykają się z cywilizacyjnym wyczerpaniem: demograficznym upadkiem, deindustrializacją energetyki i postępującą utratą potencjału produkcyjnego wobec azjatyckich konkurentów. Ich entuzjazm zobowiązań wobec NATO w konfrontacji z Rosją nie służy strategicznym interesom, a odwróceniu uwagi — przeniesieniu wewnętrznych sprzeczności na zewnętrznych wrogów. Niedawne oświadczenia francuskich, niemieckich i brytyjskich przywódców o „gotowości do wojny z Rosją” stanowią albo niebezpieczny błąd, albo celową prowokację, biorąc pod uwagę widniejącą niezdolność europejskich sił zbrojnych do utrzymania zużycia amunicji przez ponad tydzień bez uzupełniania zapasów przez USA.

Architektura strategicznej upadłości

Wizualny krajobraz upadku często poprzedza jego statystyczne potwierdzenie. Zdjęcia z regionu zatoki Perskiej — zdjęcia satelitarne pożary cystern, zdjęcia termowizyjne pracujących rafinerii, dane atmosferyczne pokazujące stężenia cząstek stałych, które wpływają na rolnictwo regionu — pozwalają przewidywać konsekwencje gospodarcze, które pojawją się z opóźnieniem, ale z nieubłaganą pewnością. Drenaż SPR, który chwilowo obniżył ceny paliw, nie może trwać po 2027 roku przy obecnym poziomie wydobycia. Zamknięcie cieśniny Ormuz już doprowadziło do zerwania dostaw zboża w krajach zależnych od importu, ponieważ kontrakty terminowe na pszenicę nie zależą od tradycyjnych modeli wyceny, a ograniczenia na eksport fosforanów z Maroka i Chin zagrażają globalnemu bezpieczeństwu żywnościowemu.

Masowy głód, który ekonomiści rozwoju prognozowali na 2030 rok, przyspieszył do 2027 roku. Dostępność oleju napędowego dla upraw i zbiorów stała się niepewna przy cenach, które uniemożliwiają opłacalność. Europejska produkcja nawozów została wstrzymana z powodu kosztów energii elektrycznej w latach 2022-2023. Globalny łańcuch dostaw „dokładnie na czas”, ograniczonych polityką w odniesieniu do pandemii i zaburzeniami funkcjonowania kanału Sueskiego, zbliża się do katastrofalnej awarii, ponieważ siły Houthi, wyposażone w irańskie technologie rakietowe, przerywają morską arterię łączącą Europę z azjatyckimi przedsiębiorstwami przemysłowymi.

To nie jest „zmienność rynku”. To koniec obfitości— powrót do świata, w którym rozkład kalorii i energii podlega politycznej, a nie ekonomicznej logice, gdzie status waluty rezerwowej nie gwarantuje możliwości importu i gdzie ramy instytucjonalne, utworzone w latach 1944-1945, przestały funkcjonować.

Psychologiczny aspekt upadku nie nadaje się do ilościowej oceny, ale wymaga analizy.

Amerykańska populacja systematycznie poddawana znieczuleniu za pomocą interwencji farmaceutycznych (dwadzieścia pięć procent dorosłych bierze leki psychotropowe), cyfrowej zależności (średnio siedem godzin czasu ekranowego w dzień) i ideologicznej polaryzacji, która zastępuje plemienną tożsamością racjonalną ocenę. Te same grupy ludności, które brały nadzwyczajne środki w latach 2020-2023 roku na podstawie badań modeli epidemiologicznych, które nie mają empirycznej weryfikacji, teraz odrzucają ostrzeżenia o systemowej zapaści jako alarmizm, jednocześnie akceptując opowieści o zbliżającym się zagrożeniu ze strony Iranu, które są sprzeczne z szacunkami ich własnych służb wywiadowczych.

Fabrykacja przyzwolenia osiągnęła swoją ostateczną fazę. Środki masowego przekazu, które w ciągu trzech lat promowały Russia Gate jako fakt, teraz propagują irańską wersję zagrożenia Netanjahu jako niezaprzeczalną prawdę. Konserwatywni komentatorzy, którzy ostrzegali o nadużyciach władzy wykonawczej, teraz uzasadniają fuzję państwowej i korporacyjnej władzy jako niezbędne środki bezpieczeństwa. Zjawisko „jednopartyjności” — nieprzerwanej ciągłości polityki między rzekomo przeciwstawnymi ugrupowaniami politycznymi — stało się zbyt oczywiste, aby zaprzeczyć, i w tym samym czasie zbyt niewygodne dla uznania przez mieszkańców, zaangażowanych w teatr demokratycznego wyboru.

Prognoza: Zima 2027-2028

Bieżąca analiza trajektorii z dużym prawdopodobieństwem zakłada następujący rozwój wydarzeń:

Do 4 kwartału 2026 roku strategiczne rezerwy ropy naftowej [w USA md] zbliżą się do technicznego minimum, co pozbawi administrację możliwości powstrzymania wzrostu ceny ropy poprzez interwencje rynkowe. Koszty energii wzrosną do poziomów, które spowodują kaskadowe bankructwa w sektorach transportu i logistyki, w tym bankructwa przewoźników doprowadzające do zakłóceń w dystrybucji żywności w dużych aglomeracjach. Rezerwa federalna, która stanęła między przyspieszeniem inflacji i niestabilności systemu finansowego, zmierzy się z niemożliwym wyborem: bronić waluty lub zapobiegać kryzysowi zadłużenia — prawdopodobnie starając się zrobić i jedno, i drugie, ale nie osiągając niczego za pomocą kontroli krzywej dochodowości, która niszczy funkcjonowanie rynku.

Pośrednie wybory 2026 roku, jeśli odbędą się zgodnie z harmonogramem, odbędą się na tle 6-7% inflacji, 7% stawki kredytów hipotecznych i widocznej wojskowej porażki w zatoce Perskiej. Polityczna odpowiedź — prawdopodobnie, zawierająca rozszerzenie nadzwyczajnych uprawnień i zawieszenie stosowania norm proceduralnych — przyspieszy kryzys legitymacji władzy, już zauważalny na podstawie wyników badań, które wykazują przekonanie większości, że „system jest sfałszowany” niezależnie od przynależności partyjnej.

W połowie 2027 roku, w przypadku braku wznowienia pracy cieśniny Ormuz, światowy system dystrybucji żywności zmierzy się ze strukturalnym zniszczeniem. Zależne od importu kraje Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu i Południowej Azji zmierzą się z masowymi wydarzeniami migracyjnymi, w porównaniu z którymi rok 2015 wydaje się banalny. Europejski kontrola graniczna, i bez tego przeciążona, całkowicie upadnie, powodując kryzys demograficzny i kryzys bezpieczeństwa, które przewidują ruchy nacjonalistyczne — i które instytucje głównego nurtu odrzuciły jako ksenofobię.

Amerykańskie siły zbrojne, wychudzone działaniami w zatoce Perskiej i niezdolne do nadrobienia strat wskutek ograniczeń produkcyjnych, zmierzą się ze strategicznym zjawiskiem nadmiernego wysiłku, jeśli konflikt rozprzestrzeni się na scenariusz chiński lub koreański. Ujawnienie rzeczywistych danych o ofiarach — obecnie przemilczanych z powodu utajnienia i współudziału medialnego w tym procederze – nieuchronnie doprowadzi do wewnętrznego kryzysu politycznego, jeśli zostaną one ujawnione.

Rezerwowy status dolara nie zawali się katastrofalnie, ale będzie stopniowo spadać, ponieważ kraje BRICS+ dopełniają walutowe dwustronne umowy, a producenci towarów wymagają płatności złotem lub juanami. Ten proces, który już trwa, przyspieszy w miarę tego, jak monetyzacji amerykańskiego długu nie będzie można zignorować, co spowoduje scenariusz stagflacji, który zniszczył konsensus 1970 roku, ale znacznie poważniejszy tym razem.

Stanąć w prawdzie: tego nie mogą uchwycić dane

Istnieją wymiary cywilizacyjnego kryzysu, które nie nadają się do modelowania ekonometrycznego.

Wyczerpanie kapitału społecznego– erozja zaufania, atomizacja społeczności, podmiana cyfrowych symulacji przez relacje osobowe — osiągnęło poziom, który wyklucza zbiorową reakcję na systemowy stres. Amerykańska ludność zachowuje technologiczną zdolność do koordynacji, ale straciła kulturalną zdolność do zaufania, powodując paradoks hyperconnectivity bez solidarności.

Teoria pokoleniowa, która przewidziała ten moment — w ramach czwartego etapu — sądziła, że kryzys stworzy nowy obywatelski potencjał poprzez wspólne poświęcenie. Fakty wskazują na trajektorię fragmentacji, w której napięcia upadku przyspieszają podział, a nie jedność, dając nie „nowe maksimum”, a długi okres bezkrólewia— stary porządek nie żyje, nowy porządek jeszcze się nie urodził, potwory swobodnie poruszają się w międzyczasie.

Psychologiczne oddziaływanie zrównoważonego strategicznego upadku — to, co historycy nazywają „imperialną melancholią” — zapoczątkowało politykę kompensujących fantazji, w której innowacje technologiczne (sztuczna inteligencja, kryptowaluta, kosmiczna kolonizacja) służą psychologicznej ochronie od uznania materialnej redukcji. Miliardy zainwestowane w „centrum przetwarzania danych”, które funkcjonują jako infrastruktura obserwacji, monety-memy, wyciągające wartość od inwestorów detalicznych, projekty „inteligentnych miast”, śledzących ludność, – stanowią nie postęp, a kult cargo, magiczne myślenie w technologicznej masce.

Biologiczny aspekt kryzysu — spadek liczby urodzeń, spadek poziomu testosteronu, epidemiczny poziom zależności od leków psychiatrycznych, tajemnicza nadmierna śmiertelność, udokumentowane przez ubezpieczeniowych aktywistów, ale media nie chcą prowadzić dochodzeń, — zakłada, że ludność zbyt fizycznie i poznawczo idzie na kompromis, niezdolna do zorganizowania zbiorowej odpowiedzi, jaką wcześniej wywoływał historyczny kryzys. Program „wielkiego resetu” – czy to spisek, czy strategia – jest uznaniem przez elity tego, że istniejącej ludności nie da się uratować, zarządzać można tylko poprzez jej zmniejszenie — to maltuzjańska kalkulacja, która nie śmie wymówić nazwiska jej autora, ale tak właśnie prowadzi politykę.

Wniosek: Długotrwała Sytuacja Awaryjna

Nie zbliżamy się do kryzysu. Jesteśmy w jego środku. Czwarta odsłona globalnej wojny – to nie jest możliwość w przyszłości, a obecna rzeczywistość, która pochłania kapitał instytucjonalny zgromadzony przez ponad osiemdziesiąt lat amerykańskiej hegemonii, z prędkością, która uniemożliwia jego odbudowę. Dług nie może być zwrócony. Imperium nie da się utrzymać. Umowa społeczna nie może być przywrócona. To nie są defetystyczne twierdzenia, a empiryczne obserwacje, potwierdzone danymi Skarbu Państwa, prognozami CBO i widoczną degradacją infrastruktury, edukacji i zdrowia publicznego, które otaczają każdego, kto chce zobaczyć.

Pozostaje pytanie o długość i kształt. Kryzys lat 1930-1940 został zażegnany przez siedemnaście lat w wyniku wojny totalnej i tworzenia nowych ram instytucjonalnych. Obecny kryzys, przyśpieszany przez awarie technologiczne i finansowe złożoności, może trwać dłużej lub zostać zredukowany nagle w wyniku katastrofalnych awarii (wymiana ciosami nuklearnymi, pandemia, upadek systemu energetycznego) – wówczas ich długość nie ma znaczenia.

Jednostkowa odpowiedź na kryzys systemowy nie może odwrócić globalnych trendów, ale może przygotować dla rozwiązań systemowych. Przebudowa lokalnych zdolności produkcyjnych – produkcja żywności, produkcja energii, zapewnienie bezpieczeństwa, kantor wymiany walut, stanowi jedyne dostępne narzędzie do ochrony przed instytucjonalnym upadkiem.

Model amiszów, przez długi czas odrzucany jako anachronizm, objawia się jako strategia adaptacyjna: technologiczna selektywność, parking samowystarczalność, religijna jedność i geograficzny rozrzut zapewniają stabilność, której scentralizowane systemy nie mogą utrzymać w warunkach stresu.

Polityczne pytanie — czy można uratować republikę, czy można przywrócić Konstytucję, czy można wykryć i pokonać zewnętrznych i wewnętrznych wrogów — może być niewłaściwym pytaniem. Właściwe pytanie polega na tym czy można utrzymać społeczeństwo obywatelskie w okresie przejściowym, czy można utrzymać umiejętności i sieci zaufania, niezbędne do koordynacji po upadku, i czy ludzka zdolność do godności i moralnego wyboru przeżyje upokorzenie imperialnego upadku.

Thomas Paine napisał, że to czasy, które doświadczają dusze ludzi. On nie obiecał zwycięstwa. Obiecał, że im cięższy konflikt, tym bardziej chwalebne będzie zwycięstwo. Ale Paine pisał w momencie, gdy amerykańska ludność zachowała zdolność do rządzenia i wolę do zbiorowego poświęcenia. Czy te cechy utrzymały się w wystarczającym stężeniu, aby wywołać „nowy wzrost” w warunkach obecnego kryzysu, pozostaje otwartym pytaniem naszych czasów — na które odpowiedzą nie analitycy, a wyłaniające się zachowanie milionów ludzi, w konfrontacji z niszczeniem wszystkiego, co uważali za stałe.

Przyszła zima. Rozpoczęła się długa noc. I saeculum, w obojętności do ludzkich preferencji, kontynuuje swoje nieubłagane obroty.

Zniewolone słowa

Zniewolone słowa

4. sierpnia 2026 Marek Wojcik

world-scam/zniewolone-slowa

Gdzie emocje zastępują rzeczowe argumenty – tam dyskusja już dawno umarła. Taka sentencja przyszła mi na myśl, kiedy zastanawiałem się nad wstępem do dzisiejszego artykułu. Jeszcze w lipcu – dokładnie 23.07.2026 r. – na brownstone.org opublikowano artykuł: Przyszłość wolności słowa. Jest to link do polskiej wersji językowej tego artykułu, więc jest jednocześnie źródłem.

Wolność słowa jest integralnym aspektem autentycznej wolności, zakorzenionej w typowo ludzkiej zdolności do trwania przy prawdzie poprzez perswazję, a nie narzucanie. Choć prawda jest obiektywna i niezależna od poznającego podmiotu, może być przez niego przyjęta jedynie w sposób wolny.

Możemy to zestawić z wątłą ideą wolności jako jedynie pragmatycznego środka do „dogadania się” w pluralistycznym społeczeństwie, w którym zakładamy, że prawda jest praktycznie nieosiągalna. W tej wątłej formie liberalizmu, gdy przestaje ona wydawać się optymalnym empirycznym rozwiązaniem dla utrzymania społecznej życzliwości lub stabilności, wolność słowa zostanie łatwo porzucona. Obserwowaliśmy tę dynamikę w społeczeństwach zachodnich w ciągu ostatniej dekady, gdzie elity często twierdzą, że cenzura jest niezbędna do „ochrony demokracji” przed populistycznym motłochem.

Walka z wolnością słowa nie pojawiła się we współczesnym nam czasach. Wystarczy podać przykład Sokratesa skazanego w 399 roku p.n.e. przez ateński sąd ludowy na śmierć za „bezbożność” i „deprawowanie młodzieży”.

Cenzura nie jest jedynie zakazem – jest techniką unicestwienia Słowa, a więc zamachem na samo źródło kultury i ciągłość wspólnoty. Gdy słowo zostaje wymazane, nie znika tylko tekst – znika możliwość, by wspólnota zobaczyła siebie w innym świetle. Znika alternatywa. Znika droga. Cenzura to amputacja pamięci, po której zostaje nie rana, ale pustka, w której człowiek rodzi się i żyje, nie wiedząc, że coś zostało mu zabrane. Źródło.

Cenzura nie boli. Przynajmniej nie od razu. To jak szczepionka… długoterminowe skutki mogą być straszne”.
Stefan Magnet, szef AUF1, o uchwalonej kontroli czatów.

Każdy człowiek na Ziemi tworzy swój własny świat oparty na doświadczeniach, obserwacji a czasem nawet na własnych przemyśleniach. Dlatego tak trudno jest nieraz dojść do konsensu ludziom żyjącym w tej samej epoce i na tym samym świecie. Tak widzianych światów jest tyle, co ludzi na naszej planecie, czyli około 8 miliardów. Właśnie cenzura jest odpowiednią metodą, by „właściwie” kształtować te światy, a najważniejszym narzędziem jest słowo.

Kiedy znikają z twoich myśli słowa opisujące wolność, przestajesz o tej wolności myśleć i stajesz się doskonałym – bo posłusznym – niewolnikiem. Na ich miejsce wskakują slogany propagandowe takie jak: „zrównoważony rozwój”, „walka z terrorem”, „szczepionka na wszystkie problemy” lub ochrona klimatu przed działaniem człowieka.

Nie jest to spontaniczny rozwój świadomości. Jest to dobrze zaplanowana manipulacja, którą dobrze widać na przykładzie w ONZ-owskiej Agendy 2030.

Nie znacie jeszcze tego banknotu?
To najlepszy dowód skuteczności cenzury.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Nieproszeni goście z inicjatywy Izraela

Nieproszeni goście z inicjatywy Izraela

3 sierpnia 2026 Marek Wojcik

world-scam/nieproszeni-goscie-z-inicjatywy-izraela

Inwazja migrantów z Maroka na Hiszpanię jest prawdopodobnie najbardziej ekstrawagancką fałszywą informacją wszech czasów. Według oficjalnej wersji, około 60 000 mężczyzn, głównie w wieku poborowym, 31 lipca najechało hiszpańską Ceutę z zamiarem znalezienia pracy i „zbudowania sobie lepszego życia”.

Oczywistą prawdą jest jednak to, że cały incydent był źle zaaranżowaną slapstickową akcją, mającą na celu osłabienie poparcia dla lewicowego rządu Hiszpanii i jego zagorzałego antysyjonistycznego prezydenta Pedra Sancheza. Markizy stojące za tym żałosnym wodewilem to zwykli podejrzani: Bibi Netanjahu i „mały” Marco Rubio (sprzymierzeni z podatnymi na wpływy przywódcami Maroka), którzy mieli stworzyć fałszywy kryzys, który „dałby Hiszpanii nauczkę”. Jak zapewne pamiętacie, Sanchez ostro krytykował trwającą masakrę Bibiego w Strefie Gazy i uparcie odmawiał Trumpowi pozwolenia na wykorzystanie hiszpańskich baz wojskowych do transportu amunicji i bombowców do Izraela. W odpowiedzi Netanjahu publicznie zagroził Sanchezowi zaledwie kilka tygodni temu w… bandyckiej prezentacji, która jest nadal dostępna na X.

Powyższy cytat pochodzi z sobotniego artykułu na unz.com: Najgłupsze operacje psychologiczne wszech czasów? Źródło.

Około 50 tysięcy młodych mężczyzn przedostało się do hiszpańskiej eksklawy w północnym Maroku – miasteczka Ceuta. Dzięki olbrzymiemu nakładowi pracy udało się kamerzystom niemieckiej telewizji ZDF wyłowić w tym tłumie dwie kobiety i dziwnym trafem właśnie one zostały pokazane wiernym mainstreamowi telewidzom w Niemczech.

Jedynie wyjątkowi złośliwcy mogliby nazwać tę scenę ustawką. To są przecież odważne bojowniczki o wolność dla Europy.
Źródło: Telegram 31.07.2026 r. 11:01.

To są przecież szukający lepszego życia emigranci z Afryki. Część z nich pewnie tak, jakkolwiek wszyscy zostali przywiezieni pod hiszpańską granicę przez organizacje, dla którym ich „lepsze życie” to jedynie wygodne hasło. Hasło propagowane przez zaprzedane globalisto rządy większości krajów europejskich oraz Izraela. Maroko zostało wykorzystane jako dogodne narzędzie do tej kolejnej inwazji.

Zaproszeni przez Netanjahu do Hiszpanii goście wprowadzają nowe porządki.
Źródło: Telegram 02.08.2026 r. 22:27.

Wcale nie uważam, że wszyscy mieszkańcy Afryki są agresywni. A już na pewno trudno byłoby znaleźć wśród nich kanibali. Mamy przecież własny przykład kanibalizmu wyśpiewanego w piosence Andrzeja Rosiewicza – Dobry apetyt.

Wysoki sądzie, przyznać wypada,
Owszem zeznaję, zjadłem sąsiada.
Lecz grzech odpuszczam w sumieniu własnym,
Bo sąsiad mój był strasznie żylasty.
Żeby sądowi wyrok uprościć,
Ja powiem krótko, no skóra i kości.
Podczas konsumpcji ogromna męka,
On już ma spokój, mnie boli szczęka.

Prowincja Malampa, wyspa Malekula, Vanuatu/Pacyfik. Jedzenie ludzi szkodzi zdrowiu!
„Ryzykujesz infekcje, dlatego kanibalizm jest tabu”.
Autor: Elena Dusi

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Jak Teheran interpretuje zmianę decyzji Trumpa. 10 do 1.

depositphotos.com

Ekskluzywne: Jak Teheran interpretuje zmianę decyzji Trumpa

Pepe Escobar

Rzadko kiedy było to tak oczywiste jak teraz: irańskie władze nie interpretują wycofania wojsk Trumpa w sobotni wieczór („Bramy piekieł”) jako otwarcia na „porozumienie”, lecz jako jednoznaczne potwierdzenie, że administracja Trumpa osiągnęła granice swoich wpływów.

Po tym zwrocie Teheran nie osłabił swojej pozycji, wręcz przeciwnie – znacząco ją wzmocnił.

Już w niedzielę irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi poinformował pakistańskiego marszałka polowego Asima Munira w długiej rozmowie telefonicznej, ponieważ źródła wywiadowcze przekazywały informacje wyłącznie do Protokołu Przejściowego, przekazując jednoznaczną ocenę nowego strategicznego układu sił.

Araghchi dał jasno do zrozumienia, że ​​zmiana stanowiska nie zostanie zinterpretowana w Teheranie jako dyplomatyczne ustępstwo z pozycji siły. Następnie przekazał Waszyngtonowi trzy kluczowe przesłania za pośrednictwem Munira:

  1. Teheran w żadnym wypadku nie odstąpi od kolejności negocjacji określonej w porozumieniu.
  2. Każdy atak USA na irańską infrastrukturę energetyczną wywoła odwet w stosunku 10 do 1 wobec partnerów z Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) w ramach „Imperium Piractwa”. Ponownie: 10 do 1. Do niedawna stosunek ten wynosił 2 do 1 .
  3. Według przywódców politycznych w Teheranie, Trump nie ma żadnego realnego wyjścia z sytuacji, ani militarnego, ani politycznego – poza bardziej kompleksowym wycofaniem się Amerykanów z Azji Zachodniej.

Munir – który może kontaktować się bezpośrednio z Trumpem i vice versa – osobiście przekazał to irańskie ostrzeżenie prezydentowi USA. To konkretna, wymierna formuła odstraszająca, mająca na celu uczynienie regionalnych konsekwencji kolejnego amerykańskiego ataku jednoznacznymi i nieodwracalnymi.

Saudyjski następca tronu Mohammed bin Salman (MbS) mógł przekonać Trumpa do zmiany decyzji za pomocą osobistej rozmowy telefonicznej, po tym jak wcześniej irańscy przywódcy zadzwonili do niego i wysłali mu listę obiektów Aramco, które miały zostać zniszczone w odpowiedzi na amerykański atak.

MbS doskonale zdaje sobie sprawę, że Azja Zachodnia jako całość ma bardzo ograniczone możliwości obrony powietrznej. To było częścią dyskusji. Jednak jeszcze bardziej przekonujące mogło być przypomnienie przez MbS-a o możliwości polegania przez Trumpa na sprzedaży dużych ilości amerykańskich obligacji skarbowych i akcji w przypadku poważnych zniszczeń wojennych, aby pokryć koszty.

Efektem końcowym było – po raz kolejny – TACO .

Profesor ekonomii Steve Hanke z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa poszedł jeszcze dalej, wyjaśniając, że rynki obligacji już uwzględniały ten rozwój sytuacji. Rentowność dziesięcioletnich amerykańskich obligacji skarbowych rosła z powodu potrójnego obciążenia: inflacji, ceł Trumpa i samej wojny.

Wyprzedaż akcji Arabii Saudyjskiej na dużą skalę – w połączeniu z wyprzedażą akcji Chin – spowodowałaby eksplozję zysków. Hanke szacuje całkowity koszt wojny na około bilion dolarów amerykańskich , stosując metodę opracowaną przez Uniwersytet Browna, która mnoży pierwotne szacunki Pentagonu przez współczynnik 25.

Silniejsza pozycja oparta na twardych faktach

Równoległe wydarzenia militarne i dyplomatyczne dodatkowo wzmacniają tę ocenę.

Według pakistańskich źródeł wywiadowczych, Iran, przy tajnym pakistańskim wsparciu wojskowo-technicznym, zakończył instalację ulepszeń chińskiego systemu nawigacji satelitarnej BeiDou . Komponenty te dostarczono w zeszłą niedzielę – wcześniej niż pierwotnie planowano – przez port Gwadar nad Morzem Arabskim, strategiczny punkt końcowy chińsko-pakistańskiego korytarza gospodarczego (CPEC), a następnie drogą lądową do Iranu przez korytarz Gwadar-Gabd.

Modernizacje te znacząco poprawiają celność Iranu, odporność na walkę elektroniczną oraz bezpieczeństwo łączności. Wszystkie systemy zostały już w pełni zintegrowane z irańską architekturą aktywnego odstraszania.

Dzięki technologii BeiDou zapobiegającej zakłóceniom, szyfrowanej strukturze sygnału wojskowego i bezpiecznej dwukierunkowej komunikacji, podatność Iranu na amerykańskie środki zagłuszające praktycznie znika.

Jakby tego było mało, pakistańskie źródła wywiadowcze potwierdziły później zupełnie nieoczekiwany rozwój wydarzeń.

To nie kto inny, jak prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Mohamed bin Zayed (MbZ), jedyny decydent w kraju, odbył 40-minutową rozmowę telefoniczną z Araghchim. Podczas tej rozmowy Abu Zabi zasygnalizowało gotowość do nawiązania długoterminowych i stabilnych relacji z Teheranem.

Był to pierwszy taki sygnał od wybuchu wojny amerykańsko-izraelskiej 28 lutego.

Araghchi przekazał następnie treść tej rozmowy Asimowi Munirowi.

W niedzielę Araghchi rozmawiał również telefonicznie z tureckim ministrem spraw zagranicznych Hakanem Fidanem. Ponadto, w ciągu niecałych 24 godzin, dwukrotnie rozmawiał z saudyjskim ministrem spraw zagranicznych, księciem Faisalem, który nagle zmienił kurs po saudyjskich nalotach na Irak i opowiedział się za całkowitą deeskalacją.

Najważniejszym wnioskiem płynącym z tej serii rozmów telefonicznych jest to, że Teheran rozszerza swoje wpływy maksymalnie właśnie w chwili, gdy Waszyngton wydaje się zdezorientowany i niepewny.

Tak zwany pakistański kanał mediacji mógłby ponownie odegrać rolę. Co jednak kluczowe, Teheran korzysta teraz z tego kanału z pozycji pewności siebie, wzmocnionych zdolności militarnych i strategicznej determinacji.

Powtórzmy: to nie jest klasyczna deeskalacja. To strategiczna pauza. Irańskie władze w dużej mierze zgadzają się, że obecnie mają silniejszą pozycję.

Ocena ta opiera się na szeregu trzeźwych faktów.

Według irańskich szacunków, USA ponoszą niemożliwe do utrzymania straty. Trump i jego najbliższe otoczenie znajdują się pod znaczną presją rosnących cen ropy naftowej, wewnętrznych obciążeń politycznych, nadmiernej ekspansji militarnej oraz regionalnych sojuszników i wasali, którzy obawiają się odwetu ze strony Iranu.

Porządek negocjacyjny Iranu pozostaje niezmieniony. Chiny – a także Rosja – znacząco wzmocniły potencjał odstraszania Iranu. Jednocześnie państwa Zatoki Perskiej coraz częściej dążą do zawarcia własnych porozumień z Teheranem.

W ramach nowej regionalnej architektury władzy problem nie polega zatem na tym, że negocjacje zakończą się fiaskiem, ponieważ Iran czuje się osłabiony. Teheran jest raczej przekonany, że obecnie ma przewagę i zamierza ją powiększyć, zanim Waszyngton potencjalnie odzyska inicjatywę.

Wyjaśnia to również, dlaczego czołowi członkowie Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SNSC) i irańscy parlamentarzyści wielokrotnie ostrzegają, że Teheran może zaostrzyć wojnę, jeśli amerykańska polityka „maksymalnej presji” będzie kontynuowana.

Nowością jest wprowadzenie jeszcze bardziej niebezpiecznego, niemal automatycznego poziomu eskalacji.

Atak na pojedynczy irański obiekt energetyczny mógłby w przyszłości wywołać ataki odwetowe na wiele obiektów w różnych krajach, co mogłoby doprowadzić do poważnego regionalnego kryzysu energetycznego w ciągu kilku godzin.

Przyzwyczaj się do proporcji 10 do 1.

W praktyce Iran i Cieśnina Ormuz stały się osobistym kryzysem sueskim Trumpa – kryzysem, który sam stworzył dla USA.

Wśród irańskich decydentów i pakistańskich mediatorów przeważa obecnie przekonanie: „On nie ma wyjścia”.

Z ich punktu widzenia tak właśnie wygląda strategiczna porażka.

Wycofanie się wojsk definitywnie ustanowiłoby Iran wiodącą potęgą w Azji Zachodniej.

Nowe bombardowania natychmiast wywołałyby globalny kryzys energetyczny.

Opóźnienie konfliktu – po wyczerpaniu amerykańskich strategicznych rezerw ropy naftowej (SPR) – doprowadziłoby do gwałtownego wzrostu cen ropy.

Nic nie odwiedzie Teheranu od odejścia od ustalonego porządku negocjacji, jeśli rozmowy zostaną wznowione:

Po pierwsze, Cieśnina Ormuz.

Po drugie, zniesienie sankcji i uwolnienie zamrożonych aktywów.

Dopiero wtedy będą mogły odbyć się negocjacje nuklearne.

Rzecznik irańskiego MSZ Esmaeil Baghaei stanowczo zdementował wszelkie pogłoski o rozmowach z Waszyngtonem, które miały rozpocząć się w najbliższy poniedziałek.

Obecnie trwają jedynie negocjacje z Omanem, dotyczące nowego, tymczasowego szlaku żeglugowego przez Cieśninę Ormuz.

Wygląda na to, że celem jest utworzenie jednego szlaku żeglugowego – ani szlakiem północnym przez wody irańskie, ani szlakiem południowym przez wody Omanu.

Jeśli chodzi o amerykańską blokadę – jeden z czynników, który doprowadził do fiaska porozumienia – Teheran jasno daje do zrozumienia, że ​​powrót do porozumienia nastąpi dopiero po całkowitym uwolnieniu zamrożonych aktywów – i zostanie to zrobione z wyprzedzeniem, jeszcze przed szczegółowymi negocjacjami.

Iran mógł zamrozić aktywa o wartości nawet 120 miliardów dolarów , rozproszone po kilku krajach i zablokowane z powodu amerykańskich sankcji.

Prezydent Massud Peseschkian nadal wierzy w porozumienie.

Jednakże stanowisko to w żadnym wypadku nie odzwierciedla opinii większości w Iranie.

Podsumowując, obecna sytuacja wygląda następująco:

Suwerenne państwo, które postrzega siebie jako część ruchu oporu i jest przekonane, że zmusiło przeciwnika do odwrotu, nie ma motywacji, by iść na kompromis – zwłaszcza jeśli jego potencjał militarny stale rośnie, a jego regionalni przeciwnicy szukają dróg ucieczki z obawy przed odwetem.

Nowe ostrzeżenie w stosunku 10 do 1 stanowi nieunikniony czynnik wyzwalający sytuację regionalną:

Jakikolwiek atak Stanów Zjednoczonych lub Izraela na irańską infrastrukturę energetyczną wywołałby natychmiastową i nieproporcjonalną reakcję odwetową skierowaną przeciwko obiektom energetycznym w Zatoce Perskiej – bez względu na ich lokalizację.

Świat będzie potrzebował czasu, aby zrozumieć wszystkie implikacje tego rozwoju sytuacji, gdyż jego potencjalne konsekwencje są niemal niewyobrażalne.

Teheran jest przekonany, że strategiczna równowaga sił zmienia się na jego korzyść i dlatego oficjalnie uznaje całkowite wycofanie USA z Azji Zachodniej za swój własny cel negocjacyjny.

Stan zapasów przed wybuchem wojny w Europie Zachodniej

Stan zapasów przed wybuchem wojny w Europie Zachodniej

2 sierpnia 2026 r. Autorstwa Hansa-Jürgena Geese 

anderweltonline/bestandsaufnahme-vor-dem-offenen-ausbruch-des-krieges-in-westeuropa

Jesienią 1950 roku kanclerz Konrad Adenauer zlecił opracowanie pierwszej tajnej koncepcji przyszłej Bundeswehry (niemieckich federalnych sił zbrojnych). Rezultat, znany jako „Memorandum Himmerod”, jest uważany za dokument założycielski Bundeswehry.

W 1950 roku aż 74% Niemców Zachodnich sprzeciwiało się zbrojeniom. Okres ten można zatem uznać za narodziny niemieckiej demokracji: rząd nie przejmował się wolą ludu i nadal jej nie przejmuje. Nic się pod tym względem nie zmieniło do dziś. Ta tak zwana demokracja nie miała i nie ma praktycznie nic wspólnego z prawdziwą demokracją.

Stare łacińskie przysłowie ma tu zastosowanie: „Mundus vult decipi, ergo decipiatur”. Innymi słowy: „Świat chce być oszukiwany, więc niech będzie oszukiwany”. Kto odważy się spojrzeć często nieprzyjemnej prawdzie w oczy? A media są chętnymi wspólnikami w tej grze oszustwa.

Niemiecki pisarz Bertolt Brecht zdawał sobie sprawę z tych wszystkich spostrzeżeń dotyczących natury ludzkiej. Jego skromna nadzieja leżała zatem w mobilizacji elity – elity niemieckich artystów i pisarzy. 26 września 1951 roku skierował do nich ostrzegawczy list otwarty.

Końcowe zdania tego listu stały się sławne: „Wielka Kartagina stoczyła trzy wojny. Nadal była potężna po pierwszej, nadal nadawała się do zamieszkania po drugiej. Po trzeciej już jej nie było”.

Trudno zaprzeczyć tej analogii: Niemcy, podobnie jak wcześniej Kartagina, nie przetrwają trzeciej wojny.

Mimo to, 75 lat później, rząd niemiecki ponownie stoi na krawędzi ryzyka, ryzykując los Niemiec w wojnie, której nie może wygrać. Ale nie o to chodzi. Kraj ma zginąć.

Nie widać żadnych danych procentowych, ale podobno zdecydowana większość Niemców sprzeciwia się działaniom militarnym. Sondaże nie wspominają jednak o tym, że jedynym prawdziwym przeciwnikiem może być Rosja.

Obowiązuje stara łacińska zasada: „Mundes vult decipi, ergo decipiatur”. [„świat chce być oszukiwany, niechże więc będzie oszukiwany”]

Następcy Kartaginy

Kartagina została zniszczona przez Rzymian w 146 roku p.n.e. Od tego czasu wiele niegdyś chwalebnych supermocarstw zniknęło z historii, w tym samo Cesarstwo Rzymskie.

Imperium Brytyjskie było kiedyś tak rozległe, że słońce nigdy tam nie zachodziło, ponieważ obejmowało terytoria na całym świecie.

Ale przenieśmy się dziś do Wielkiej Brytanii, a zobaczymy, co pozostało z niegdyś potężnego imperium: przytułek dla ubogich.

Czy naprawdę na Ziemi zawsze musi istnieć światowe imperium? Co o tym myślisz? Po Brytyjczykach, Amerykanie podjęli wyzwanie, by być lepszymi od Brytyjczyków i być może zapewnić mu przetrwanie co najmniej tysiąca lat.

Ale od zakończenia II wojny światowej w 1945 roku do końca amerykańskiego imperium dzisiaj nie minęło nawet sto lat. Nic dziwnego, że prezydent Stanów Zjednoczonych, niejaki Donald Trump, odmawia uznania tego pozornego upadku i dlatego stanowczo sprzeciwia się jakiemukolwiek uznaniu rzeczywistości. Ale czy Donaldowi się to podoba, czy nie, z 40 bilionami dolarów długu i armią właśnie pokonaną przez kraj rozwijający się, naprawdę trzeba uciec się do potężnych kłamstw, aby pokonać, jeśli nie Iran, to przynajmniej prawdę.

Upadek Ameryki

Twierdzenie, że USA wygrały II wojnę światową, zawsze było grubą przesadą. Rosjanie ponieśli największy ciężar wojny i zasłużyli na lwią część zwycięstwa.

Po II wojnie światowej Rosjanie cieszyli się długim okresem pokoju, jeśli nie uznać stłumienia powstań ludowych w NRD, na Węgrzech i w Czechosłowacji za wojnę. Dopiero w 1979 roku Związek Radziecki rozpoczął zakrojoną na szeroką skalę wojnę agresywną w Afganistanie.

Amerykanie natomiast nie mieli chwili wytchnienia od 1945 roku do dziś: 25 czerwca 1950 roku wybuchła wojna koreańska, a następnie wojny w Wietnamie i innych krajach Azji Południowo-Wschodniej, wojny w Iraku, wojny w Jugosławii, wojna w Afganistanie i tak dalej. Amerykanie jednak nie wygrali ani jednej z tych wojen. Powinno to budzić poważne obawy nie tylko u Amerykanów, ale także u ich sojuszników, zwłaszcza u Niemców.

Ten ważny punkt jest szczególnie istotny dla NATO, ponieważ Stany Zjednoczone pokrywają około 62% wydatków obronnych państw członkowskich NATO. Pytanie brzmi zatem: kto chce mieć za sojusznika notorycznego przegranego?

Klęska USA nad Iranem

Ta wojna jeszcze się nie skończyła. Amerykańskie podejście pozostało niezmienne: bomba, bomba i bomba. A potem: kłamstwo, kłamstwo, kłamstwo. Wierzą, że Irańczycy w końcu się poddadzą. Nadzieja jest zatem siłą napędową tej głupiej strategii – o ile w ogóle można ją nazwać strategią – która zawiera dwa poważne błędy:

Po pierwsze, należy założyć, że Iran nigdy się nie podda, ponieważ Irańczycy przewidzieli, zaakceptowali i przygotowali się na konsekwencje amerykańskiej wojny jeszcze przed jej rozpoczęciem. Irańczycy wolą umrzeć niż się poddać.

Po drugie, Amerykanie powinni byli już zdać sobie sprawę, że ten nowy rodzaj asymetrycznej wojny stosowany przez Irańczyków jest lepszy od ich przestarzałej strategii. Poza użyciem broni jądrowej, Amerykanie mogą jedynie przyznać się do porażki i wycofać się z całego regionu. Ale Donald Trump nie lubi przegrywać, więc gra na czas, licząc na cud. Nie, to nie jest strategia.

Co więcej, Amerykanom po prostu kończy się amunicja. Tymczasem Irańczycy, zgodnie z założeniem długotrwałej wojny, odpowiednio zaopatrzyli się w pociski rakietowe i drony.

Z całego świata Amerykanie musieli sprowadzać amunicję ze swoich baz wojskowych i od sojuszników, głównie do Izraela, aby utrzymać się za wszelką cenę. Niewiele z tych zapasów pozostało.

Związek między wojną w Iranie a wojną na Ukrainie

Znają groźne gesty czołowych postaci NATO wobec Rosji. Przede wszystkim, dowódcy wojskowi Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec głośno zadeklarowali swój sprzeciw wobec wojny. Praktycznie błagają Rosję, żeby poczekała jeszcze kilka lat, a wtedy sprawy naprawdę ruszą.

W rezultacie portfele zamówień firm z branży zbrojeniowej pękają w szwach. Gdyby jednak niemiecki rząd zamówił na przykład od Lockheed Martin więcej myśliwców stealth F-35A lub F-35B, nie stałoby się to w perspektywie krótkoterminowej ani średnioterminowej. Są one w pełni zarezerwowane. Z 35 już zamówionych samolotów, pierwsze nie zostaną dostarczone przed końcem 2027 roku. Bardziej prawdopodobne, że później, ponieważ sami Amerykanie również potrzebują zaopatrzenia. A jak wiadomo, każdy dba o siebie.

Należy zatem trzeźwo przyznać, że kraje NATO po prostu nie mają niezbędnych zdolności do zbudowania poważnej siły militarnej przeciwko Rosji w perspektywie krótkoterminowej i średnioterminowej. Przemysł zbrojeniowy jest własnością prywatną, a zatem napędzany jest przede wszystkim zyskiem. W praktyce oznacza to przewartościowany, w dużej mierze przestarzały sprzęt.

A jeśli rząd federalny zamierza polegać przede wszystkim na przemyśle krajowym, to pozostaje pytanie: jak to osiągnąć, biorąc pod uwagę znaczne luki w dostawach energii i brak mocy produkcyjnych? I skąd mają pochodzić wszystkie pierwiastki ziem rzadkich, bez których nie ma superbroni?

Nie, nie da się po prostu stworzyć armii z niczego.

Zbudowanie naprawdę skutecznej armii zajęłoby co najmniej dziesięć lat. Oprócz sprzętu i amunicji, wymagałoby to oczywiście przede wszystkim odpowiedniej liczby wykwalifikowanych żołnierzy.

Ich istnienie pozostaje wątpliwe. Współczesna młodzież na Zachodzie raczej nie nadaje się do wojny, chyba że rozładowuje napięcie przed ekranem w cyfrowym, wojennym świecie.

W Stanach Zjednoczonych około 77% młodych ludzi zostaje zdyskwalifikowanych ze służby wojskowej z powodu otyłości, zażywania narkotyków, karalności lub problemów zdrowotnych. W Europie sytuacja nie będzie tak dramatyczna. Jednak nawet przy zachętach finansowych (w USA natychmiastowa wypłata 50 000 dolarów po podpisaniu kontraktu), trudno będzie zgromadzić wysoce zmotywowaną armię.

I jeszcze jedno: rosyjscy żołnierze mają ponad czteroletnie doświadczenie bojowe w najsilniejszej armii na świecie, które zdobyli walcząc z drugą najsilniejszą armią na świecie.

Jak myślisz, co się stanie w walce wręcz między żołnierzem rosyjskim a żołnierzem NATO? Żołnierze NATO zostaną całkowicie pokonani. To zajmie tylko tygodnie.

Podsumujmy.

Najważniejszy partner NATO, Stany Zjednoczone Ameryki, obecnie nie dysponują sprzętem wojskowym niezbędnym do prowadzenia długotrwałego konfliktu. To samo dotyczy oczywiście wszystkich pozostałych członków NATO.

Mimo to NATO i rząd niemiecki pozostają optymistycznie nastawione i nadal podejmują działania mające na celu sprowokowanie Rosjan do ataku na któryś z krajów NATO.

Jak dotąd nie przyniosło to skutku. Ale ani ukraińskie, ani NATO nie ustąpią, a zatem będą kontynuować eskalację. To tylko kwestia czasu, zanim Rosjanie po prostu nie będą mogli tego dłużej tolerować, ponieważ szkody, jakie NATO wyrządziło Rosji, są zbyt duże.

Pomimo całej cierpliwości, jaką Władimir Putin wykazał do tej pory, należy założyć, że i jego cierpliwość w końcu się wyczerpie i będzie zmuszony do podjęcia działań na Zachodzie. NATO nawet na to liczy.

Co zrobi NATO w przypadku ataku Rosji?

Obecnie NATO, łącznie z siłami zbrojnymi USA, jest niczym więcej niż niebezpiecznym papierowym tygrysem nastawionym na konwencjonalne działania wojenne.

Jeśli wykluczymy amerykańskie siły zbrojne z równania, NATO okaże się niczym więcej niż żałosnym papierowym tygrysem.

Rosjanie wiedzą o tym wszystkim. Wiele nauczyli się z konfliktu z Ukrainą. Wiele nauczyli się również z konfliktu między Iranem, który wspierają, a USA/Izraelem.

Jeżeli NATO przeceni sytuację względem Rosji, Rosjanie prawdopodobnie postąpią w następujący sposób:

Władimir Putin poinformuje Amerykanów, że Rosjanie zniszczą różne fabryki sprzętu wojskowego w Europie. Amerykanie na to pozwolą. Nie będą gotowi umrzeć za Europę. Amerykanie żywią do Europy jedynie pogardę. Dlaczego? No właśnie?

Następnie Rosjanie poinformują również odpowiednie rządy europejskie o swoich planowanych działaniach. Fabryki będą miały zatem możliwość zapewnienia bezpieczeństwa personelowi. Nie ma już czego bronić.

Następnie rosyjskie rakiety spadną na szereg krajów NATO. Ich zakłady produkcyjne zostaną zniszczone. Jeśli te rzekomo potężne rządy nie zrozumieją przesłania, Rosjanie będą powtarzać te ćwiczenia w kółko.

Z pewnością można założyć, że Rosjanie nie są na tyle głupi, by pozwolić Niemcom na stworzenie poważnej armii, która mogłaby zagrozić ich krajowi. Po prostu o wiele, wiele łatwiej jest zapobiec takiej ewentualności niż stawić czoła konsekwencjom. Pamiętaj: „Lepiej zapobiegać niż leczyć”. Zapytaj swojego dentystę.

To prosty ciąg logiczny. Trzeba jednak założyć, że logika i zdrowy rozsądek nie dadzą rady w analizie dzisiejszych polityków. Ich podejście to irracjonalne zachowanie, którego celem jest zniszczenie Zachodu. Tak, zniszczenie!

Właściwym słowem opisującym takie zachowanie jest samobójstwo.

Aby dokonać tego samobójstwa, Merkel, Scholz i Merz zostali wybrani na kanclerzy. Nie wybrani. Wybrani. I bez względu na to, jak bardzo drodzy obywatele Niemiec starają się to wszystko przejrzeć, nigdy nie zrozumieją, że to wszystko ma prowadzić do samobójstwa. Samobójstwa.

I to naprawdę jest plan? Tak, to jest plan. Otwórz oczy. Pamiętasz?

„Wielka Kartagina stoczyła trzy wojny. Nadal była potężna po pierwszej, nadal nadawała się do zamieszkania po drugiej. Po trzeciej już jej nie było”. Kto by chciał, żeby tak było? Nie uwierzyłbyś mi. 

————

Czy świat potrzebuje muzułmańskich duchownych, którzy sprzeciwią się wojnie? Warto się nad tym zastanowić. W swojej antywojennej powieści „ Szejk” Paul Soldan powierza imamowi gdzieś w najgłębszej Afryce zadanie pokazania młodemu, zwiedzionemu człowiekowi, jak bezsensowna jest wszelka wojna. Że młodzi mężczyźni dają się zwieść aktom wojennym, których nie da się usprawiedliwić w sobie. Choć akcja rozgrywa się w Afryce, zawarte w niej spostrzeżenia odnoszą się do całego świata. Weźmy na przykład Iran, który nikogo nie zaatakował z powodów religijnych, ani nikogo nie atakuje, a jedynie reaguje na ataki i broni się. Czy „chrześcijański” rząd może z nim konkurować? Zwłaszcza pod względem moralnym? Przeczytaj „Szejk” i pamiętaj, że wszyscy chrześcijańscy duchowni powinni postępować jak imam w powieści . Zamów swój egzemplarz bezpośrednio u wydawcy tutaj lub kup go w lokalnej księgarni. To dzieło, które powinien przeczytać każdy młody mężczyzna. Być może wtedy zacznie postępować po „chrześcijańsku”. 

Czy podobał Ci się ten artykuł? Czyż nie imponuje Ci, jak Hans-Jürgen Geese, z drugiego końca świata, tak trafnie analizuje sytuację w Niemczech? Gorąco polecamy lekturę książki tego samego autora. Zatytułowanej „ Wyprzedaż nowozelandzkiego marzenia ” Geese nawiązuje do związku między Nową Zelandią a Niemcami. Jego wnikliwe analizy ujawniają, jak obywatele na całym świecie są uciskani i wykorzystywani, a nawet zniewalani, przez tych samych aktorów, stosujących te same metody. Nie daj się zwieść. To, co Geese tak wyraźnie ujawnia w Nowej Zelandii, dzieje się również w Niemczech. Tylko niełatwo to dostrzec. „ Wyprzedaż nowozelandzkiego marzenia” jest dostępna w księgarniach lub można ją zamówić bezpośrednio u wydawcy tutaj. 

Tutaj możesz przeczytać recenzję tego dzieła: 
anderweltonline/ausverkauf-vom-traum-neuseeland-wie-ein-bluehendes-land-verramscht-wurde

Dlaczego Rosja zamknęła ukraińskie porty. Jakie są tego konsekwencje?

Dlaczego Rosja zamknęła ukraińskie porty

Thomas Röper apolut/warum-russland-die-ukrainischen-hafen-ausgeschaltet-hat

Rosja zamknęła w ostatnich dniach ukraińskie porty. Obecnie ukraińskie porty głębinowe nie są w stanie obsłużyć żadnych statków. Jakie są tego konsekwencje?

Punkt widzenia Thomasa Röpera .

Zajęte opowiadaniem niemieckiej opinii publicznej bajek o rzekomym punkcie zwrotnym w wojnie na Ukrainie, niemieckie media nie informują o tym, że Rosja w ostatnich dniach skutecznie zamknęła ukraińskie porty dalekomorskie. Prawda o tym, co dzieje się obecnie z ukraińskimi portami i jakie są tego konsekwencje, byłaby oczywiście uciążliwa dla niemieckich mediów, które próbują przedstawić opinii publicznej rzekomy zwrot w wojnie na Ukrainie.

W Niemczech doniesienia o tym pojawiły się dopiero, gdy media oskarżyły Rosję o utrudnianie ukraińskiego eksportu zboża poprzez ataki na ukraińskie porty, co rzekomo grozi głodem w Afryce. To jednak nonsens, ponieważ od czasu porozumienia zbożowego z 2022 roku wiadomo , że ukraińskie zboże wcale nie trafia do najbiedniejszych krajów świata, ale przede wszystkim do Europy, Chin i Turcji.

Ponieważ niemieckie media ignorują to, co dzieje się obecnie w ukraińskich portach dalekomorskich, tłumaczę tutaj artykuł TASS na temat rosyjskich ataków i ich konsekwencji dla Ukrainy.

==================================

Cykl morski: Jakie decyzje stawia Kijów przed upadkiem portów?

Pavel Kucharkin omawia sposób, w jaki Europejczycy opuszczają ukraińskie porty i zagrożenie, jakie to stwarza dla gospodarki kraju.

Ukraina nie jest już potęgą morską. Nie żeby kiedykolwiek była „władczynią mórz”, ale lipiec był dla Kijowa katastrofą. Największy przewoźnik kontenerowy, duńska firma Maersk, oficjalnie zakończył działalność w Czarnomorsku (obwód odeski). Wkrótce potem niemiecki gigant logistyczny Hapag-Lloyd ponownie zawiesił działalność morską w regionie, a ukraiński eksporter zboża Kernel zamknął swoje terminale. Ruch w korytarzu Morza Czarnego praktycznie ustał.

Bolesny cios

Aby w pełni zrozumieć konsekwencje załamania się logistyki morskiej dla reżimu w Kijowie, należy przyjrzeć się liczbom. Według Komisji Rolnictwa i Polityki Ziemskiej Rady Najwyższej oraz Administracji Celnej, do 80 procent ukraińskiego eksportu i około 50 procent importu pod względem wartości jest obsługiwanych przez porty. Szlaki morskie są zatem kluczowym elementem ukraińskiej gospodarki. Systematyczne ataki na statki przewożące sprzęt wojskowy i zaplecze logistyczne ukraińskich sił zbrojnych przyniosły nieunikniony skutek: od 22 lipca do żadnego z portów nie wpłynął ani jeden statek. Dla porównania, według Tarasa Wysockiego, ukraińskiego ministra rolnictwa i polityki żywnościowej, w czynnych ukraińskich portach obsługiwano wcześniej około czterech do pięciu statków dziennie.

Brzmi to więcej niż imponująco i przekonująco. To nie jest po prostu logiczna kontynuacja działań rosyjskich sił zbrojnych, ale przede wszystkim reakcja na regularne ataki Kijowa na rosyjską logistykę i statki. Prezydent Rosji Władimir Putin wcześniej wyraźnie ostrzegał, że nasze środki zaradcze będą silniejsze i bardziej dotkliwe, niż wróg mógłby sobie wyobrazić. I dokładnie tak się stało.

Towary strategiczne, takie jak produkty naftowe, węgiel energetyczny i metalurgiczny oraz nawozy mineralne, były wysyłane na Ukrainę przez porty Morza Czarnego. Kijów z kolei eksportował zboże, surowce i metale, generując lwią część swoich wpływów dewizowych i dochodów państwa. Teraz sytuacja reżimu w Kijowie uległa dalszemu pogorszeniu.

Alternatywy bez alternatyw

Maersk przekierował swoje statki do rumuńskiego portu w Konstancy. To przeniosło całą logistykę na Dunaj. Po stronie ukraińskiej Reni jest obecnie punktem przeładunkowym, skąd towary są transportowane statkami do Rumunii. Trasa ta jest trudna, a przede wszystkim niezwykle kosztowna. Transport towarów ciężarówkami jest nieopłacalny, ponieważ dla tych samych ilości wymagane są kolejne kursy. Sytuacja z logistyką kolejową jest jeszcze bardziej niepewna. Nie ma bezpośredniego połączenia kolejowego z Odessy do Reni; trasa przebiega przez Mołdawię. To ślepa uliczka, gdzie, pomimo deklarowanego „europejskości” obu sąsiednich krajów, prawie nic się nie zmieniło od czasu budowy torów w XIX wieku.

Te linie kolejowe nie są zelektryfikowane, dlatego transport towarowy musi być realizowany wyłącznie lokomotywami spalinowymi. Jednak po stronie ukraińskiej występuje również znaczny niedobór lokomotyw spalinowych. Według magazynu kolejowego „Railway Supply”, w styczniu 2022 roku Ukrzaliznycia dysponowała nieco ponad 200 sprawnymi lokomotywami spalinowymi do przewozu towarów na liniach głównych, podczas gdy łączna liczba sprawnych lokomotyw spalinowych wynosiła około 1000. Do tego niedoboru przyczyniły się również rosyjskie siły zbrojne. Tylko od początku 2026 roku Kijów stracił ponad 200 lokomotyw, według Aleksieja Kuleby, wicepremiera Ukrainy ds. odbudowy. Biorąc pod uwagę kluczowe znaczenie lokomotyw spalinowych dla zaopatrzenia ukraińskich sił zbrojnych na froncie, władze w Kijowie będą zmuszone wybierać między transportem wojskowym a zapewnieniem eksportu.

Jednak skierowanie ruchu towarowego do Konstancy nie rozwiązuje nawet problemów czysto ekonomicznych. Z powodu gwałtownego wzrostu stawek frachtowych, globalni handlowcy po prostu odliczają wzrost kosztów transportu od ceny końcowej produktów. W rezultacie ukraińscy rolnicy będą zmuszeni sprzedawać zboże poniżej wartości i po prostu nie będą mieli możliwości odzyskania tych strat. Podczas gdy dostawy zboża w ramach istniejących kontraktów wciąż trwają, nowe zakupy zboża w portach praktycznie ustały. Europa mogłaby pomóc Kijowowi, ale UE nałożyła surowe ograniczenia tranzytowe na ukraińskie zboże i najwyraźniej nie zamierza ich znosić. Nawiasem mówiąc, wszystko to dzieje się w samym środku sezonu żniw.

Reakcja łańcuchowa

W następstwie reakcji łańcuchowej, południowy zakład górniczo-przetwórczy w Krzywym Rogu (obwód dniepropietrowski) również wstrzymał działalność z powodu wstrzymania transportu morskiego. Według komunikatu prasowego firmy z 28 lipca, wydobycie rudy zostało wstrzymane, a ogólna wielkość produkcji uległa zmniejszeniu. W związku z tym szwajcarska firma Ferrexpo całkowicie wstrzymała eksport rudy żelaza z Ukrainy przez Morze Czarne. Ferrexpo kontroluje ważne zakłady górniczo-przetwórcze w Połtawie i Jeristowskim, które produkują wysokiej jakości surowce do produkcji stali bezkoksowej. W rezultacie prezes zarządu zakładu górniczo-przetwórczego w Połtawie oficjalnie ogłosił, że firma całkowicie wstrzyma działalność z dniem 3 sierpnia z powodu deficytu finansowego i blokady portu.

Straty dla ukraińskiej gospodarki sięgają już miliardów dolarów, zamieniając i tak już obciążony deficytem budżet państwa w ziejącą czarną dziurę. Ponieważ głównymi źródłami dochodów Kijowa są żebractwo, eksport surowców, metalurgia i rolnictwo, Zełenski będzie oczywiście próbował zrekompensować te straty, ponawiając apele (i uciekając się do upokarzających metod) o pomoc finansową. Jednak pozyskiwanie funduszy z UE (nie wspominając o USA) staje się coraz trudniejsze, ponieważ przepływy finansowe wyraźnie wysychają, a pozostałe fundusze są niemal w całości pochłaniane przez wydatki wojskowe.

W ciągu zaledwie jednego tygodnia skutki rosyjskich ataków odwetowych dotknęły nie tylko ukraińskie porty, ale także duże europejskie firmy i samą europejską elitę polityczną, dla której problemy dramatycznie się pogorszyły.

Ukraina stoi w obliczu drastycznego i gwałtownego wzrostu cen wszystkich kategorii produktów, a zwłaszcza towarów transportowanych drogą morską – od produktów naftowych po części zamienne. Doprowadzi to do niekontrolowanego wzrostu cen i gwałtownego wzrostu inflacji w kraju, który staje się coraz bardziej zubożały.

Wniosek

Zakłócenie logistyki morskiej będzie miało bezpośredni wpływ na pozycję ukraińskich sił zbrojnych na linii frontu, a w dłuższej perspektywie również na gospodarkę. Kijów niewątpliwie dołoży wszelkich starań, aby eksportować jak najwięcej produktów alternatywnymi szlakami przez porty Reni i Ismail do Konstancy w Rumunii, wykorzystując logistykę dunajską.

Jednak ta alternatywna trasa napotyka na znaczne ograniczenia fizyczne i infrastrukturalne. Nawet przy maksymalnym wykorzystaniu, klaster dunajski nie zrekompensuje utraty portów dalekomorskich w Odessie, Czernomorsku i Jużnym. Głębokość Dunaju i stan techniczny nabrzeży w Reni po prostu nie pozwalają na obsługę dużych statków oceanicznych klasy Panamax. Ładunek musi być przeładowywany na mniejsze jednostki śródlądowe, co wydłuża łańcuch logistyczny i zwiększa koszty.

Do trudności dokłada się kolejny cios: Z powodu wyjątkowej suszy Dunaj odnotował rekordowo niski poziom wody na całej swojej długości. Krytyczny spadek poziomu wody w Rumunii i Serbii uniemożliwia pełne załadowanie barek, skutecznie paraliżując ten szlak.

Co więcej, infrastruktura portowa w Izmaiłu i Reni, a także kluczowy most w Zatoce i węzły kolejowe na granicach z Rumunią i Mołdawią, były już kilkukrotnie atakowane przez siły rosyjskie z powodu ich militarnego wykorzystania. Nie ma wątpliwości, że szlak dunajski i jego przejścia graniczne są naszym kolejnym celem. Uważam, że systematyczna demilitaryzacja szlaków transportowych reżimu kijowskiego będzie kontynuowana, aż do całkowitego wyczerpania ich potencjału eksportowego i logistycznego.

+++

Artykuł ten został opublikowany po raz pierwszy 01.08.2026 na stronie anti-spiegel.ru .

+++

Dziękujemy autorowi za udzielenie zgody na publikację tego artykułu.

+++

Zdjęcie: Obsługa kontenerowców w porcie głębokowodnym.
Źródło zdjęcia: Retaliatory strikes / shutterstock

Applebaum i Jabłoński a dylematy Polski wobec Ukrainy i Rosji

Bratkiewicz: Applebaum i Jabłoński

W poglądach protagonistów, których los obdarzył powyższymi nazwiskami, skotłowały się sprawy strategiczne dla polskiej polityki w odniesieniu do Rosji i Ukrainy. Poglądy owe uchodzą za kwintesencję patriotyzmu polskiego i nakazują odwet na Rosji – gdziekolwiek i jakkolwiek – za dziejową przegraną Rzeczpospolitej w XVIII, XIX i XX wieku.

Żeby imperatyw ów uprościć tak, aby pojęła go młodzież patriotyczna – to chodzi w nim, młodzi przyjaciele, o to, żeby „dojebać Ruskim”. Nad uklepywaniem tego imperatywu pracowały pokoleniami polskie szkoły i komplety podziemne, uczelnie oficjalne i latające uniwersytety oraz mozoliły się generacje patriotycznych rodzin przy wbijaniu do głów swych pociech wrogości do Moskala in saecula saeculorum. Imperatyw ten iście przynależy do kategorii komunałów, stereotypów po prostu – czyli jest najtwardszym pierwiastkiem na „kulturowej tablicy Mendelejewa”.

Widać okiem nieuzbrojonym, jak odradza się POPiS-owa dwójjednia na tle stosunku do Rosji i Ukrainy i łożyskuje ów antyrosyjski nakaz patriotyczny. Teraz Ukraina postrzegana jest przez naszych rusofobów jako dawny kozacki sojusznik w chwalebnych wyprawach na Moskwę onego czasu. Sojusznik, który podporządkowywał się polskiej zwierzchności. Ukraina stała się ikonicznym atrybutem tego hulajgrodu, który nasi prometeiści i jagielloniści chwacko wypychają przeciw Rosji i na jej pohybel. Na szczycie zaś tej machiny widać wiele celebryckich twarzy, tak z PiS-u, jak i z PO.

Znamienny przypadek platformerskiego myślenia o Rosji i Ukrainie przedstawia Anne Applebaum, publicystka amerykańsko-polska, żona Radosława Sikorskiego. Politycznie wychowana na doktrynie amerykańskiego antysowietyzmu lat reaganowskich, talenty swe poświęciła obnażaniu zbrodni sowieckich. Jej stosunek do Federacji Rosyjskiej także osadza się mentalnie na antysowietyzmie, co w latach 90. usprawiedliwiały  machinacje władz jelcynowskich, np. próby pokrzyżowania planów rozszerzenia NATO na wschód.

Szczególne jednak rozeźlił panią Applebaum nowy od 1999 r. przywódca Rosji, Władimir Putin, dawny funkcjonariusz KGB. Już od pierwszych lat naszego stulecia promowała inwektywę „putinizm”, choć w latach 2008-2010 stosunki polsko-rosyjskie rozwijały się nader pomyślnie, w czym była duża zasługa jej małżonka. Jednak gdy zadymiły w 2014 r. pierwsze wulkany skonfliktowania między Ukrainą a Rosją, Anne Applebaum otwarcie stanęła w szranki przeciw imperializmowi rosyjskiemu. I napisała do amerykańskiego periodyku „The Atlantic” artykuł, który znamiennie zatytułowała Ukraina tak naprawdę potrzebuje nacjonalizmu (Nationalism Is Exactly What Ukraine Needs). Ilustrując swą wyjściową tezę, panegirycznie przywołała m.in. banderowskie salutowanie: „Chwała Ukrainie ! Bohaterom chwała !”.

Chwalba względem Ukrainy w piśmiennictwie pani Applebaum syci się przede „troską pierwszoplanową, żeby powstrzymać rosyjski imperializm”. Wypasa się więc na jej wrogości do Putina, a zatem do Rosji – skoro wypromowała takiego tyrana. Autorka nagradzanych tu i ówdzie książek o Gułagu i o wygłodzeniu Ukrainy dostrzega za tymi zbrodniami barbarzyński i niepojęty świat zsowietyzowanego Rosjanina, który wspierał Stalina, a dziś głosuje na Putina. Ale to tylko połowa drogi do zrozumienia Rosji, i nikt uczciwy oraz inteligentny nie poprzestałby na tym.

Bez wątpienia, ponad 100 lat temu bolszewicy wykoleili Rosję, która naówczas od dwóch przynajmniej dekad milowymi krokami zbliżała się do swej potęgi gospodarczej, nade wszystko zaś utrwalała swoją europejską tożsamość. Toteż obecnie musi rodzić się pytanie, co robić, jak postępować z taką zwichrowaną dziejowo Rosją ?

Przez kolejne dziesięciolecia od 1991 roku polska polityka zagraniczna kierowała się aksjomatem: żadnej taryfy ulgowej dla Rosji, niech kaja się za zbrodnie sowieckie i podąża ślepo za dyrektywami Zachodu. Kiedy UE i Rosja usiłowały zbudować ambitną platformę partnerstwa na rzecz modernizacji, jej konstruowanie szło mozolnie pod wpływem takich nastawień, choć i rosyjska pasywność odegrała w tym niechlubną rolę. A partnerstwo to zawaliło się wraz kompromisem kijowskim z lutego 2014 r., który przeistoczył się w pokojowy zamach stanu w wykonaniu opozycji majdanowej. Trzej weimarscy ministrowie SZ, którzy przyczynili się do tego kompromisu, w efekcie rozbudzili niczym uczniowie czarnoksiężnika – chociaż zdawali się na kompetencje Radosława Sikorskiego jako speca, w ich pojęciu, od Wschodu – złe moce, których potem nie byli w stanie poskromić. I które uzłowieszczyły się w postaci przewlekłej wojny rosyjsko-ukraińskiej, od 2022 r. toczącej się w pełnej skali.

Anne Applebaum zapewne uważa, iż dosiada pegaza lotności sowietologicznej, ale ten nadziemski galop pozostaje w nader powierzchowniej, niepogłębionej relacji do materii socjokulturowej w Rosji i Ukrainie. Chociażby takich jej aspektów, że w Rosji jej imperialną wielkość ludzie rosyjscy uważają za pokłosie dziejowego mozołu i krwi, przez wieki hojnie szafowanej i wniesionej w ofierze za poczucie wybrańczości i majestatu historycznego. Na tym osadza się oś rosyjskiego systemu wartości. I rzeczy te należy uwzględniać – ale oczywiście nie korzyć się przed nimi – w polityce wobec Rosji, jeśli chcemy, żeby była konstruktywna.

Pani Applebaum swoją narrację o Rosji kleci z płytkich kalek amerykańskiej sowietologii pośledniego typu, którym daleko do wyżyn analizy kulturowo-historycznej, jaką uprawiał Richard Pipes. A już płycizny badawczej i politycznej dowodzi fakt, że jako czynnik państwotwórczy dla Ukrainy Anne Applebaum rekomenduje ukraiński nacjonalizm, który w XX wieku przyjął postać bestialską.  Zważywszy na postępującą banderyzację Ukrainy, rekomendacja pani Applebaum przypomina kreacjonistyczną pasję rabina z Pragi, Jehudy Löw ben Becalela, który stworzył Golema dla własnej obrony, aliści monstrum rychło poczęło atakować wszystkich naokoło.

Paweł Jabłoński, poseł PiS-u, były wiceminister spraw zagranicznych, to postać, która swą znajomością Wschodu i w ogóle inteligencją odstaje od Anne Applebaum przynajmniej o jedno okrążenie stadionu. Z ochłapami jego wiedzy i rozumienia Wschodu można się było zapoznać w programie Warzecha Contra kilka tygodni temu. Poseł Jabłolnski zademonstrował w nim podejście do Rosji i Ukrainy proste jak konstrukcja cepa. „Ja Rosję definiuję jako wroga Polski, Ukrainę jako rywala Polski, w niektórych kwestiach, w innych jako partnera” – oznajmił wszem wobec tuz pisowskiej dyplomacji. A czasy mamy trudne, albowiem „dzisiaj administracja USA mówi to, co myśli bardzo wielu przywódców państw zachodniej Europy. Oni bardzo chcą, przebierają nogami do nowego resetu z Rosją. Wielu polityków w zachodniej Europie, uzależnionych też od swoich przemysłowców, którzy znów chcą kupować tani rosyjski gaz, ropę, dąży zakulisowo do tego, żeby się z Rosją dogadać. (…) Reset z Rosją i uznanie jakichkolwiek zdobyczy terytorialnych Rosji może spowodować – i jest to niestety bardzo prawdopodobne – że Rosja uzna to za swoje zwycięstwo. W związku z tym będzie wyciągała z tego jedyny logiczny wniosek – że za kilka lat, a może kilkanaście miesięcy, warto rozpocząć kolejną wojnę, może znów uda się zdobyć jakieś terytoria”. Słowem – rozpacz, Finis Poloniae.

Żeby Jabłoński, a może Kaczyński, nie musiał wykrzyczeć tego tragicznego zawołania Kościuszki pod Maciejowicami, należy dokładać starań politycznych i dyplomatycznych, iżby wojna rosyjsko-ukraińska trwała jak najdłużej. Zabiegać o to należy u Trumpa, który – jak wiadomo – za pierwszej kadencji umiłował PiS, za drugiej zaś nosi na odwrocie kieszonkowego lusterka podobiznę Nawrockiego w stroju boksera. „Jeśli chcemy, aby polityka amerykańska wyglądała inaczej, to oni muszą poznać nasze argumenty” – przenikliwie i dalekowzrocznie zauważa poseł Jabłoński, wierząc głęboko, że argumentacją PiS-u Trump zaczytuje się już podczas śniadania, a Departament Stanu analizuje ją przez kolejne pół dnia.

Jabłoński ucieleśnia typową dla parweniuszy z PiS-u nadgorliwość w upowszechnianiu pisowskiej politgramoty, z tupetem i bez zahamowań. Uwidoczniło się to w trakcie rozmowy z redaktorem Warzechą, który skądinąd pokazał wysoką klasę i dyplomatyczne opanowanie, zmagając się słownie z trajkocącym kauzyperdą z PiS-u. To, co w programie Warzecha Contra wyjęzyczył Jabłoński to banalne kuplety, które prowadzą tylko do klęski w polityce na kierunku wschodnim. Zaś Anne Applebaum wysłowiła praktycznie – choć bardziej finezyjnie – to wszystko, co zbiega się z wysiłkiem myślowym posła Jabłońskiego: „byle do…ać Rosji”.

Prof. Jarosław Bratkiewicz

Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.08.2026)

Morawiecki – symbol globalizmu i mistrz zwodzenia

Morawiecki – symbol globalizmu i mistrz zwodzenia

Zygmunt Białas

W 26-minutowym podcaście zatytułowanym „Globalistyczny grill u Mateusza Morawieckiego”  omawia prof. Adam Wielomski   program nowego ugrupowania Polska Plus – zwanego przez ‚złośliwców’ Pluskwą – na tle działania byłego premiera:

https://youtube.com/watch?v=G3jYPxcGrkg%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Spotkanie członków powstającej partii i sympatyków odbyło się na warszawskiej Pradze, na tzw. Szmulowiźnie (dlaczego akurat tam? – pyta profesor). A. Wielomski nie kryje swego krytycznego nastawienia do M. Morawieckiego, który kojarzy się z covidianizmem, namordnikami, szczepionkami, terrorem policyjnym wobec wątpiących w covida, z bezapelacyjnym poparciem kijowskiego reżimu [no i z roztrwonieniem uzbrojenia polskiej armii – przypis ZB].

Kojarzy się z beztroskim wpuszczeniem do Polski paru milionów Ukraińców i setek tysięcy przybyszów z innych państw. Kojarzy się z kapitulancką postawą wobec UE, m.in. z przyjęciem zielonego ładu, gdy teraz twierdzi on, że nie przyjął tegoż ładu.

Mateusz Morawiecki

Mateusz Morawiecki

Na spotkaniu mówił były premier: „Migracja nie jest żadną odpowiedzią na demografię”  i opowiedział się przeciwko otwieraniu granic i wpuszczaniu milionów cudzoziemców. Można tu zadać pytanie, co on robił, gdy rządził. Przypomina profesor, że za rządów Morawieckiego wydano w Polsce 4 300 000 zezwoleń na pobyt w Polsce oraz 1 230 000 na pobyt czasowy. Były premier zmienił charakter państwa narodowego na wieloetniczne. Wiarygodność byłego premiera jest zerowa.

Wielkim nieobecnym, wręcz szarą eminencją na grillowaniu był Grzegorz Braun. Mówił Bronisław Wildstein:„Traktowanie Brauna jako prawicy mnie zdumiewa i przeraża. Program jego partii wygląda literalnie tak, jakby był pisany na Kremlu, i przemyślany po to, by kompromitować Polskę. Jeśli stwierdza się, że Rosja nam nie grozi, że my prowokujemy Rosję, jeśli bliżej tej partii do Iranu niż do USA, to zastanawiam się, dlaczego ludzie chcą głosować na to. On mówi rzeczy, które są niedopuszczalne”. – Czyli w sumie, każdy, kto nie popiera Ukrainy, popiera Putina.

Komentuje prof. Wielomski: „Spodziewałbym się wypowiedzi, które opisałyby nam różnice nowej formacji, różnice, które spowodowały oddzielenie się od PiS-u. A tu okazuje się, że tożsamość opiera się na haśle: Jesteśmy anty-Braunem, jesteśmy anty-Koroną”.

Na grillu u Morawieckiego

Na spotkaniu pojawił się nie kto inny jak Garri Kasparow, kiedyś znany szachista rosyjski, a dziś zaciekły przeciwnik W. Putina. Jest Kasparow powiązany z fundacją Open SocietyGeorge’a Sorosa. Można tu postawić pytanie, czy Morawiecki nie jest człowiekiem Sorosa.

Publiczność zadała pytanie: „Czy Ukraina biorąca na sztandary SS Galicien, ale bijąca się z Rosją, jest w dalszym ciągu naszym sojusznikiem?” – Odpowiedział – według profesora asceta intelektualny robiący za intelektualistę – Jan M. Rokita: „Każda Ukraina, bo to jest fundamentalny interes państwa polskiego. Na Ukrainie może być Chmielnicki, skrajna dyktatura, może być Zełenski. Każdy, kto chce odpychać Rosję od granic Polski”.  

Było to grillowanie wielką manifestacją polskojęzycznej ideologii globalizmu, czyli tego wszystkiego, co Morawiecki wdrażał jako premier. „Uważam go za najgorszego premiera III RP” – mówi profesor. – „Widzę inicjatywę Morawieckiego jako niebezpieczną dla Polski, bo pod hasłami katolickimi i patriotycznymi jest nam sprzedawany program turbo globalistyczny. Tym samym jest były premier bardziej niebezpieczny od D. Tuska, którego kiedyś był doradcą”.

Zygmunt Białas

Czy NATO lub jego część już toczy wojnę z Rosją?

Górzny: własnym zdaniem …

W trakcie trwania całej tej zawieruchy za naszą granicą i wojennego podniecenia, dotykającej tak samo bezpośrednich zarządców polskiego państwa, jak i znacznych kręgów społeczeństwa otumanionego propagandą, i zapałem dla idei „rzucenia na stos” losów naszego kraju i jego obywateli, jeden z moich dobrych znajomych, zapytał mnie – Czy będzie u nas wojna?

Wiesz, powiedział, ja zawsze myślałem, że należę do pokolenia Polaków, którego wojna nigdy nie dotknie, ale dziś już tak tego nie dostrzegam.

Odpowiedziałem mu, że wojna do nas przyjdzie tylko wtedy, jeśli my i zachód, tę wojnę wywołamy albo skutecznie sprowokujemy.

Dzisiaj to co wydawało się absurdem przez całe dziesięciolecia, puka do naszych drzwi. Jakie są tego przyczyny i kto nas wepchnął w tą całą, kompletnie absurdalną sytuację oraz jak to się dzieje, że nie tylko dajemy się w nią wpychać, ale duża część społeczeństwa wręcz raźnym krokiem w takt tarabanów biegnie ku przepaści?

To zagadnienia na odrębne rozważania. Dziś zastanówmy się na ile realną jest taka eskalacja wojny z Rosją, która doprowadzi do bezpośredniego starcia tego państwa z NATO lub grupą „chętnych” do otwartego z nim konfliktu?

Dyskusje na ten temat, jeszcze kilka lat temu kompletnie niesłyszalne, nie tylko zalewają internet i są wątkiem prywatnych rozmów, ale również coraz częściej pojawiają się w poważnych artykułach i rozważaniach a propaganda oraz marionetkowa władza, krok po kroku oswajają nas z wizją wojny z naszym udziałem i w naszych granicach.

Dziś nie mówi się już o dekadach lub nawet latach od potencjalnego wybuchu, ale o miesiącach a nawet tygodniach.

W momencie, kiedy osoba pełniąca urząd premiera a za nim cała plejada pomniejszych polityków odmienia słowo wojna w tak bliskiej perspektywie, każdy myślący człowiek powinien zacząć się bać. Nie tylko o siebie, ale także o swoich bliskich, o przyszłość a raczej jej brak o rujnowanie planów i perspektyw. A wreszcie o życie i los naszego i kolejnych pokoleń.

Rzeczą ponurą i złowróżbną jest fakt, którego istnienia, niewielu z nas widzi, że oto „zachód” a przynajmniej jego znacząca część, już wojnę z Rosją rozpoczął i ją prowadzi.

Tak. Polska jest w gronie państw, które dziś prowadzą niewypowiedzianą wojnę z atomowym mocarstwem. Jak dotąd władze na Kremlu udają, że tego nie dostrzegają. Zostały postawione w sytuacji brydżowego przymusu krzyżowego, ale ciągle próbują – raz zachować się odpowiedzialnie w nadziei na opamiętanie z drugiej strony, dwa nie oddać pierwszego, ostrego strzału, zdając sobie sprawę zarówno z międzynarodowej sytuacji politycznej w jakiej w takim wypadku by się znalazły jak i konsekwencji egzystencjalnych jakie niesie dla obu stron taka skala eskalacji.

Niestety, z drugiej (co przykre, „naszej”) strony konfliktu, brak jest jakiegokolwiek opanowania i odpowiedzialności. Dlaczego? To znów odrębne zagadnienie. Łamanie bez konsekwencji kolejnych „ czerwonych linii” jakie stawia Kreml i później je odpuszcza, rozzuchwala coraz bardziej dyrygentów antyrosyjskiej koalicji a obsesja zadania strategicznej klęski Rosji, pozbawia ich jakiejkolwiek empatii wobec własnych społeczeństw, które potencjalnie doświadczą skutków takiej eskalacji.

Dlaczego twierdzę, że NATO lub jego część już toczy wojnę z Rosją? Otóż wojna jako starcie zbrojne pomiędzy państwami lub grupami państw nie toczy się wyłącznie na froncie. Wojna to także zaplecze i działania towarzyszące. Dziś grupa państw zachodnich stanowi pełne zaplecze i wsparcie dla Ukrainy. Całość finansowania, najważniejsza część produkcji wojennej, szkolenie wojsk, zaplecze medyczne a w szczególności wywiad satelitarny i powietrzny, kierowanie pocisków i dronów dalekiego zasięgu, wybór celów na terenie Rosji, obsługa najbardziej zaawansowanego sprzętu przez specjalistów NATO, internet satelitarny czyli „oczy wojny” – to wszystko zapewnia zachód w formie darowizny, udziału i podsycania konfliktu.

Ukraina obecnie jest na pełnym utrzymaniu zewnętrznym a jej głównym zadaniem jest dostarczanie „mięsa armatniego i dronowego” na które to „mięso” polowania odbywają się każdego dnia i w każdej miejscowości tego kraju.

Z tego powodu stwierdzenie „pomoc Ukrainie”, brzmi jak ponury żart. Niestety propaganda i wzniecone tam nastroje skrajnie szowinistyczne, nie pozwalają ogółowi Ukraińców dostrzec tego, że w oczach swoich rzekomych sojuszników perspektywicznie znaczą mniej niż zero a ich wartość wynika wyłącznie z faktu walki z Moskwą.

A jaka jest dziś sytuacja Rosji? Jest ona ostrzeliwana tysiącami zachodnich dronów i rakiet naprowadzanych przez tenże zachód na cele które właśnie on wybiera. Front również w zdecydowanej większości i coraz bardziej polega na broni, amunicji, internecie, wywiadzie i specjalistach zachodnich.

Ostrzał rosyjskiego zaplecza nasila się każdego miesiąca i ten proces będzie postępował w miarę jak coraz większa część przemysłu i gospodarki państw zachodnich będzie przestawiana na tory wojenne.

Dziś Ukraina posiada za swoją zachodnią granicą bezpieczne zaplecze gospodarcze, nie atakowane przez Rosję i udające niezaangażowanie.

W II wojnie światowej najważniejszym czynnikiem który pozwolił Związkowi Radzieckiemu przetrwać i zwyciężyć, była ewakuacja kluczowego przemysłu z rejonów zachodnich na dalekie zaplecze w rejon Uralu czy Kazachstanu, poza zasięg lotnictwa niemieckiego. Dziś tego zaplecza Rosja nie ma, ma je zaś Ukraina. Sytuacja obecnie różni się od tej sprzed 85 lat, ponieważ z jednej strony w zasadzie cały przemysł rosyjski znajduje się lub wkrótce znajdzie w zasięgu zachodniej (tylko pozornie ukraińskiej) broni dalekiego zasięgu a z drugiej, że Moskwa pomimo że posiada broń mogącą skutecznie porazić europejskie i nie tylko zaplecze logistyczne i przemysłowe Kijowa, nie może tego zrobić bez eskalacji której skutków nie możemy sobie nawet wyobrazić.

Pytaniem zasadniczym jest jak długo Kreml będzie udawał, że wierzy iż NATO do wojny jeszcze nie przystąpiło i na ile starczy mu cierpliwości?

O tym jak mogą wyglądać scenariusze kolejnych eskalacji oraz jak blisko jest wojna europejska a także ile czasu nam jeszcze pozostało, w następnej odsłonie…

Andrzej Górzny

Katastrofalny koniec 40-dniowej operacji Zełenskiego obnaża kurczącą się Ukrainę

Ogród Wiedzy Simplicjusza

Katastrofalny koniec 40-dniowej operacji Zełenskiego obnaża kurczącą się Ukrainę

Symplicjusz 4 sierpnia 2026 r. simplicius/disastrous-end-to-zelenskys-40-day

Dziś mija ostatni dzień 40-dniowej Specjalnej Operacji Wojskowej Zełenskiego, która niesie ze sobą złowieszcze podteksty. Starannie budowana fasada sukcesu, która miała napędzać skoordynowaną kampanię PR, została brutalnie zerwana, odsłaniając kruchą Ukrainę drżącą na ostatnich nogach.

Niedawny atak Rosji na Kijów ujawnił katastrofalną sytuację, ponieważ Ukraina nie ma już Patriotów, które mogłyby powstrzymać rosyjskie ataki rakietowe. Wskaźnik przechwytywania, do którego przyznał się Kijów, był następujący:

1/27 pocisków balistycznych 9M723 OTRK „Iskander-M” / KN-23; 0/2 pocisków przeciwradarowych Ch-31P; 0/4 przeciwokrętowych i hipersonicznych pocisków manewrujących 3M55 „Onyks” / 3M22 „Cyrkon”; Łącznie zestrzelono 83,2% bezzałogowych statków powietrznych.


Najważniejsze ukraińskie kanały analityczne przewidują obecnie, że Rosja wkrótce zwiększy produkcję pocisków balistycznych z 70 do ponad 150 miesięcznie. Doprowadzi to do dewastacji ukraińskiej infrastruktury, ponieważ obecnie nie ma żadnej nadziei na rozwiązanie problemu Patriotów, a żaden inny dostępny system poza Patriotem nie jest w stanie zwalczać rosyjskich Iskanderów.

Zełenski i jego ludzie o tym wiedzą, dlatego teraz, pod koniec swojej nieudanej 40-dniowej operacji, zaczął błagać Rosję o nowe zawieszenie broni:

https://en.apa.az/europe/podolyak-zelenskyy-proposes-airspace-ceasefire-and-freezing-of-frontline-to-putin-518796

Co ciekawe, przypomnijmy sobie, że zaledwie kilka tygodni temu Putin ujawnił, że Ukraina prosiła Rosję o różnego rodzaju zawieszenia broni za pośrednictwem tajnych kanałów. Ludzie po stronie proukraińskiej wyśmiali to i zignorowali – teraz stało się to oficjalną rzeczywistością, dowodząc, że Putin rzadko, jeśli w ogóle, kłamie w tych sprawach.

Drugie ważne odkrycie dotyczy czegoś, co przewidzieliśmy już kilka tygodni temu, kiedy Ukraina zaczęła odnosić pozorne „sukcesy” na polu bitwy. Chodzi o to, że za każdym razem, gdy Ukraina zdaje się nacierać lub odpychać siły rosyjskie, jest to zazwyczaj krótkotrwały wysiłek, w ramach którego Ukraina zużywa wiele zgromadzonych zasobów i rezerw, co prowadzi do natychmiastowych reperkusji po zamknięciu okna PR.

Wielu analityków twierdzi, że właśnie to wydarzyło się niedawno. Zełenski strategicznie wykorzystał wszystkie swoje rezerwy ludzkie i sprzętowe na 40-dniową operację PR, aby zasymulować jakąś inicjatywę na rzecz „zwycięskiej” Ukrainy, tak aby sojusznicy mogli wywrzeć presję na Putina, wymuszając zawieszenie broni i negocjacje. Jednak teraz, gdy to się nie powiodło, Ukraina przeżywa gwałtowny kryzys na linii frontu, gdzie wojska rosyjskie zaczęły posuwać się szybciej niż kiedykolwiek w ostatnim czasie.

Mark Ames@ MarkAmesExiledMarkAmesExiled

Wkrótce możemy się dowiedzieć, że Zełenski w pierwszej połowie 2026 roku zużył niemożliwy do utrzymania poziom ukraińskiej siły roboczej, aby stworzyć kampanię PR-ową „Ukraina zmienia bieg wydarzeń”, próbując zyskać przewagę nad Trumpem przed lipcowym szczytem NATO. A teraz nadchodzą konsekwencje.

Mapowanie AMK 🇳🇿 @ AMK_Mapping_AMK_Mapping_

W ciągu ostatnich kilku tygodni sytuacja Ukrainy na linii frontu gwałtownie się pogorszyła w sposób niespotykany od początku 2025 roku. W północno-wschodnim narożniku obwodu charkowskiego Rosja dokonała dwóch lokalnych przełomów, grożąc okrążeniem ponad 360

14:10 · 2 sierpnia 2026 · 202 tys. wyświetleń Views


28 odpowiedzi Replies· 210 repostów Reposts· 1,79 tys. polubień Likes

Połączyć

Portal Lost Armour ujawnił, że postępy Rosji w lipcu były największe od niemal dwóch lat :

Rosja odnotowała najwyższy wskaźnik postępów od października 2024 roku. Wyniki z lipca 2026 roku na mapie: największy postęp od października 2024 roku – ponad 728 km² wyzwolonego terytorium. W lipcu 2026 roku Siły Zbrojne Rosji wyzwoliły ponad 728 km² terytorium w rejonie specjalnej operacji wojskowej, co stanowi najwyższy miesięczny wskaźnik od października 2024 roku.


W ramach dziennikarskiej staranności należy wspomnieć, że inne rosyjskie źródła, takie jak znany twórca map Creamy Caprice, podają dane z lipca znacznie niższe od powyższych. Tak czy inaczej, na poziomie dziennym wyraźnie widać, że rosyjskie postępy nabierają masowego tempa na każdym froncie, od północnego obwodu charkowsko-sumskiego, przez Kupiansk i aglomerację słowiańsko-kramatorską, aż po skrzyżowanie Zaporoża, Dniepru i Doniecka.

Od popularnego amerykańskiego najemnika działającego na Ukrainie:

Mapowanie wojny nad Hudsonem@ hudsonwarmaphudsonwarmap

To nieunikniona konsekwencja bezsensownych kontrataków na dalekim południu obwodu donieckiego. To absolutne zaniedbanie ze strony dowództwa AFU.

Mapowanie AMK 🇳🇿 @ AMK_Mapping_AMK_Mapping_

Sytuacja na kierunku Dobropillya jest prawdopodobnie jeszcze gorsza niż to, co pokazuje moja mapa. Nadal jednak doprecyzowuję pewne szczegóły. https://t.co/zyTL05JiEa

11:06 · 3 sierpnia 2026 · 6,9 tys. wyświetleń Views


5 odpowiedzi Replies· 7 repostów Reposts· 130 polubień Likes

==================

W tym samym czasie sytuacja w Odessie stała się gorsza niż kiedykolwiek, ponieważ Rosja całkowicie odcięła Ukrainę od dostępu do morza.

https://www.pravda.com.ua/eng/news/2026/07/29/8046438/

Zachodni dziennikarz, który właśnie wrócił z tego regionu, donosi:

Davide Maria De Luca@ DM_DelucaDM_DelucaSono appena tornato z Odesy, dove un’offensiva aerea senza precedenti da parte della Russia ha completamente bloccato w porti ucraini sul Mar Nero, minacciando un katastrofa ekonomiczna, która może być wykorzystana w dowolnym momencie, aby uzyskać dostęp do międzynarodowych mediów. In città si Assiste scena

12:40 · 2 sierpnia 2026 · 101 tys. wyświetleń Views


122 odpowiedzi Replies· 162 reposty Reposts· 457 polubień Likes

Właśnie wróciłem z Odessy, gdzie bezprecedensowa rosyjska ofensywa powietrzna całkowicie zablokowała ukraińskie porty nad Morzem Czarnym, grożąc katastrofą gospodarczą, która na razie wydaje się bagatelizowana przez międzynarodowe media.

W mieście można zaobserwować paradoksalne sceny – rosyjskie drony i pociski przelatują nad plażami pełnymi pływaków lub są zestrzeliwane u wybrzeży na oczach tysięcy smartfonów wycelowanych w niebo.

Od około dziesięciu dni Moskwa systematycznie atakuje wszystkie statki zbliżające się do portu, bez względu na ich przynależność państwową. Teraz ani kapitanowie, ani armatorzy nie odważą się zbliżyć do trzech głównych ukraińskich portów: Odessy, Czarnomorska i Piwdennego. Dla ukraińskich rolników grozi to katastrofą. Z powodu zablokowania eksportu w szczycie sezonu zbiorów, ich magazyny są przepełnione, a ceny produktów rolnych w kraju załamały się. Wraz z rozpoczęciem zbiorów słonecznika za kilka dni, sytuacja grozi przekształceniem się w krytyczną.

Jednym z przełomów było wykorzystanie najnowszego, taniego rosyjskiego pocisku manewrującego, który niektórzy nazywają rakieto-dronem: S8000 Banderol .

https://www.bloomberg.com/news/articles/2026-07-31/tanie, zmodernizowane, rosyjskie pociski manewrujące w portach Morza Czarnego

„To bardzo niebezpieczny gadżet” – powiedział Własiuk dziennikarzom, prezentując fragment banderola wystrzelonego w zeszłym roku. „Większość ataków na infrastrukturę portową w Odessie przeprowadzana jest za pomocą banderoli”.

Własiuk powiedział, że jego biuro ustaliło, że 80% ataków na porty w aglomeracji odeskiej – w tym sąsiednie Czarnomorsk i Piwden – było przeprowadzanych przy użyciu banderoli. Głowica bojowa pocisku o masie 150 kilogramów (330 funtów) jest większa niż głowica pocisku Szahedy, a ich prędkość jest zbyt duża, aby mogły ją przechwycić najnowsze ukraińskie drony przechwytujące.

Pocisk może być również wystrzeliwany z wyrzutni naziemnych. Prawdziwy przełom nastąpił jednak dopiero po jego wykorzystaniu za pośrednictwem rosyjskich ciężkich dronów Orion lub Inochodec, co pozwoliło Rosji na umieszczenie zasobów w pobliżu Odessy bez narażania cennych pilotów i samolotów S-34.

Orion widziany z przymocowanym banderolem:

Tymczasem z Ukrainy wciąż napływają złe wieści. Wiele mediów donosi, że ukraiński zapał dyplomatyczny i polityczny słabnie.

El Pais pisze, że europejskie sankcje wobec Rosji osiągnęły szczyt i że wkrótce rządy zaczną coraz częściej stawiać na pierwszym miejscu własne dobro, zamiast strzelać sobie w stopę, próbując „zaszkodzić” Rosji:

https://elpais.com/internacional/2026-08-03/ha-alcanzado-la-union-europea-su-pico-de-sanciones-a-rusia.html

Według Jacoba Funka Kirkegaarda, badacza z ekonomicznego think tanku Bruegel, UE jest o krok od osiągnięcia „szczytu sankcji” – czyli momentu, w którym rządy zaczną przedkładać swoje narodowe interesy gospodarcze nad nowe ograniczenia wobec Rosji. „Pozostało, powiedzmy, kilka bardzo cienkich plasterków salami” – wyjaśnia w rozmowie telefonicznej. Najbardziej wrażliwe środki – te, które pozostały nietknięte w dwudziestu poprzednich rundach sankcji – to zazwyczaj właśnie te, które państwo członkowskie ma powód zablokować – i faktyczne prawo weta, ponieważ sankcje są zatwierdzane jednomyślnie.

Telegraph ostrzega również, że cała koalicja na rzecz pomocy Ukrainie jest na łożu śmierci:

https://www.telegraph.co.uk/world-news/2026/08/02/powolna-śmierć-koalicji-chętnych/

Po odejściu Starmera, ostatnim roku urzędowania Macrona i niepewnej przyszłości niemieckiego Merza klub głównych cheerleaderów Ukrainy leży w gruzach, a przyszłość wygląda coraz mniej obiecująco:

Stabilność wewnętrzna kandydatów, którzy mogliby wypełnić tę lukę, takich jak Friedrich Merz z Niemiec, pozostaje pod znakiem zapytania. Tymczasem kandydaci na przywódców, którzy są bardziej przychylni Rosji, tacy jak Marine Le Pen,czekają w rezerwie i mogą zmienić europejskie poparcie dla Ukrainy w przyszłym roku.

Wcześniej obiecała usunąć Francję ze stanowiska dowódcy wojskowego NATO, znieść sankcje wobec Rosji i wezwać Ukrainę do zawarcia porozumienia pokojowego na warunkach Moskwy.

Lewicowy przywódca skrajnie skrajny Jean-Luc Mélenchon, uważany za jednego z jej głównych rywali w wyborach zaplanowanych na dziewięć miesięcy, posunął się jeszcze dalej, zobowiązując się do wycofania się z zachodniego sojuszu wojskowego.

W miarę upływu czasu wydaje się coraz bardziej, że strategiczna cierpliwość Putina może się opłacać, gdyż stare, wrogie struktury europejskie powoli rozpadają się niczym góra lodowa cieląca się do morza.

Teraz jednak na horyzoncie Ukrainy pojawiło się jeszcze poważniejsze zagrożenie.

W ciągu ostatnich dwóch dni pojawiła się fala artykułów potwierdzających to, co sami postulowaliśmy zaledwie kilka tygodni temu: że nowy rosyjski system satelitarny Rassvet (znany jako „rosyjski Starlink”) jest już w fazie projektowania i pozycjonowania, co umożliwi mu realizację pewnych ograniczonych zadań nad Ukrainą, a zadania te wkrótce będą się dynamicznie rozwijać.

Ze źródła ukraińskiego:

https://militarnyi.com/uk/news/rassvet-zmozhut-zabezpechyty-rosiyi-zvyazok/

Pilnie piszą, że satelity osiągnęły już dwa godzinne okna komunikacyjne dziennie:

Satelity rosyjskiego Biura 1440 Rassvet już teraz zapewniają co najmniej dwa „okna komunikacyjne” nad Ukrainą dziennie, trwające ponad godzinę każde.

Ekspert ds. łączności satelitarnej Władimir Stepaniec opowiedział o tym portalowi Militarny po przeanalizowaniu trajektorii rosyjskich satelitów.

„Widzimy, że w rzeczywistości utworzył się już łańcuch o dobrym zasięgu, który tworzy taki dobry zasięg około dwa razy dziennie, ale w rzeczywistości tych przylotów jest więcej, to znaczy kilka takich łańcuchów może latać, pokrywając określone regiony w odstępach mniej więcej co półtorej godziny. Ważne jest jednak to, że te satelity zapewniają już dość gęsty zasięg” – powiedział.

Obejrzyj poniżej: Nie można załadować wideo.

„Może to mieć poważne konsekwencje dla Sił Obronnych, jeśli do tego czasu nie zostaną wdrożone skuteczne środki zaradcze”.

Krytycy twierdzą, że Starlink ma na orbicie ponad 10 000 satelitów, ale:

  1. Robimy to w celu uzyskania globalnego zasięgu komercyjnego wszędzie.
  2. Jak już wyjaśniliśmy, satelity Starlink są mniejsze i krążą na niższych orbitach, dlatego potrzeba ich więcej.

Nowe rosyjskie satelity są większe i znajdują się na wyższej orbicie, co zmniejsza potrzebę ich tak dużej liczby. Co najważniejsze, nie muszą mieć zasięgu globalnego, a jedynie zasięg nad Ukrainą.

W artykule Militarnego zauważono również, że Rosja zakończyła już prace nad terminalami łączności satelitarnej, które wyglądają podobnie do terminali Starlink.

Według otwartych źródeł firma zakończyła już prace nad podstawową wersją terminala i przygotowuje się do uruchomienia masowej produkcji.

Biorąc pod uwagę charakterystykę terminali i ogólny kontekst rozwoju projektu, można się spodziewać, że po uruchomieniu produkcji masowej szybko trafią one na wyposażenie wojsk rosyjskich. Najprawdopodobniej ich wykorzystanie nie będzie ograniczone do zestawów naziemnych.

Warto przygotować się na pojawienie się takich terminali nie tylko na punktach kontrolnych, pojazdach czy statkach, ale także na bezzałogowych statkach powietrznych (BSP) o charakterze uderzeniowym i rozpoznawczym. W przyszłości mogą one zostać zintegrowane z platformami tworzonymi na bazie „Geran-2/3/4/5”, „Harpia” lub innymi dronami dalekiego zasięgu. Podobny kanał łączności może być również wykorzystywany do namierzania pocisków manewrujących, bomb szybowcowych i innych rodzajów broni rażenia.

Według nowych szacunków Rosja będzie mogła wystrzelić wystarczającą liczbę satelitów, aby zapewnić całodobowy dostęp do obszaru Ukrainy już w 2027 roku.

Analiza:

Jeśli chodzi o „Rasswiet” i Ukrainę…

Według danych serwisu N2YO, satelity znajdują się na orbitach, które pozwalają im na przelot w zasięgu Ukrainy cztery razy dziennie. Jednak tylko podczas dwóch lub trzech takich przelotów satelity wznoszą się wystarczająco wysoko nad horyzont, aby zapewnić stabilną komunikację z terminalami naziemnymi.

Podczas każdego przelotu, trwającego około półtorej godziny dla całej formacji, tworzone jest „okno komunikacyjne”, w którym rosyjskie Siły Powietrzno-Kosmiczne mogłyby teoretycznie wykorzystywać terminale satelitarne do komunikacji i sterowania dronami kamikaze i bezzałogowymi statkami powietrznymi (BSP).

Pod koniec lipca na orbitę wystrzelono drugą grupę 16 satelitów. Jeśli obecne tempo rozmieszczania zostanie utrzymane, satelity z drugiej grupy osiągną wysokość operacyjną w okresie od października do listopada i zapewnią dwa dodatkowe „okna komunikacyjne”.

Oficjalnie ogłoszony harmonogram zakłada rozpoczęcie działalności komercyjnej w 2027 roku. Wcześniej wspominano o planach zwiększenia liczby satelitów do 250 do 2027 roku, do 730 do 2030 roku i do ponad 900 do 2035 roku.

Serhij Flash podał liczbę 250 jako wymaganą do zapewnienia całodobowego zasięgu. Jeśli Rosja osiągnie ten poziom do 2027 roku, według niektórych szacunków, będzie miała własny, w pełni rodzimy system „Starlink” do sterowania dronami dowolnego rodzaju na dowolną odległość, bez konieczności korzystania z białoruskich „przekaźników”, trików z repeaterami, sieci mesh itp. Nie wspominając już o rewolucji , jaką wniósłby on w prostą rosyjską komunikację sieciową na polu walki i zintegrowane systemy zarządzania polem walki.

Biorąc pod uwagę to, co zaobserwowaliśmy w kontekście politycznej, dyplomatycznej, a teraz i militarnej trajektorii, po jakiej podąża Ukraina – przyspieszenie ofensywy Rosji, zniszczenie infrastruktury i odcięcie kraju od dostępu do morza przez Odessę, a także gwałtowny wzrost rosyjskiej produkcji pocisków balistycznych i całkowity niedobór pocisków przechwytujących Patriot – możemy stwierdzić, że rok 2027 może być przełomowy, w którym Ukraina zacznie się naprawdę chwiać, jeśli nie całkowicie załamywać.

Od jakiegoś czasu głównym argumentem jest to, że największą przewagą Ukrainy nad Rosją jest system Starlink. Rosja nie tylko nauczyła się zagłuszać ukraiński Starlink i stopniowo wprowadza na rynek kolejne systemy do tego zdolne, ale teraz zaczyna również wprowadzać na rynek własny system analogowy.

Do 2027 roku możemy zobaczyć, że ukraińskie rakiety Starlink staną się coraz mniej skuteczne, podczas gdy rosyjskie zaczną dominować, niwecząc ostatnią przewagę Ukrainy na polu bitwy w obliczu bezprecedensowego wzrostu produkcji rakiet balistycznych, które będą codziennie spadać na ukraińskie miasta.

Podsumowując: perspektywy Ukrainy nigdy nie były gorsze, a Zełenskiemu nie pozostało nic innego, jak tylko tanie chwyty polegające na coraz częstszym atakowaniu rosyjskich cywilów, aby „irytować” opinię publiczną przeciwko Putinowi, jak to miało miejsce dzisiaj, gdy ukraiński dron rozbił się na zatłoczonej plaży publicznej w Gelendżyku.

Ukraińska postać Taras Chmut podsumowuje:

Na koniec, bardzo aktualny wpis jednego z najwybitniejszych ukraińskich analityków, Bohdana Myroshnykova :

To odważna postawa, ale sądząc po nowym wniosku Zełenskiego o zawieszenie broni, możemy założyć, że nawet on rozumie, że bezpośrednia wymiana ciosów z rosyjskim Tytanem nie skończy się na korzyść Ukrainy.

Ale ponieważ nie ma innego wyjścia, prawdopodobnie będzie zmuszony doprowadzić sprawę do naturalnego końca.

Trump powstrzymał atak na Iran – ale powody mogą być zupełnie inne

Trump powstrzymał atak na Iran – ale powody mogą być zupełnie inne.

Prezydent USA Donald Trump oświadczył, że odwołał nieuchronny atak na Iran po tym, jak Teheran i kilka państw Bliskiego Wschodu zwróciły się o powściągliwość i zaakceptowały zarys porozumienia.

Biały Dom przedstawia tę decyzję jako wyraz amerykańskiej siły: Waszyngton był gotowy do ataku, ale dał Iranowi ostatnią szansę dyplomatyczną.

Jednak korespondent geopolityczny Pepe Escobar przedstawia zupełnie inny obraz w niedawnym wywiadzie wideo dla Transition Protocol (Power Shift) . Powołując się na informacje ze źródeł, które jego zdaniem były bezpośrednio zaangażowane w rozmowy, twierdzi, że Iran nie prosił o przerwę. Przeciwnie, Stany Zjednoczone i ich sojusznicy z Zatoki Perskiej zdali sobie sprawę, że nowy atak miałby praktycznie niekontrolowane konsekwencje.

Dyskusję moderował Zulfiqar Ali. Sam Escobar podkreśla, że ​​nie wszystkie szczegóły udało się natychmiast i niezależnie potwierdzić. Niektóre informacje są wiarygodne, inne pochodzą z wysoko postawionych źródeł, ale nie można ich było w pełni zweryfikować w momencie emisji.

https://youtube.com/watch?v=3JocrS8mJo0%3Ffeature%3Doembed

Teheran nie interpretuje wycofania jako znaku pokoju.

Według Escobara irańskie władze nie interpretują odwołania ataku USA jako oferty pokoju.

W Teheranie decyzja Trumpa jest interpretowana jako przyznanie, że Waszyngton osiągnął granice swojej presji militarnej i politycznej. Fakty na miejscu coraz bardziej zmieniają się na niekorzyść Stanów Zjednoczonych.

Iran zareagował na wycofanie wojsk amerykańskich, a osoby z wewnątrz kraju nie interpretują tego kroku jako oznaki pokoju. Irańskie władze widzą w nim raczej sygnał, że Waszyngtonowi pozostało niewiele realnych opcji.

Ostrzeżenie Iranu: Odwet w stosunku 10:1

Najbardziej kontrowersyjnym punktem wywiadu była rzekoma nowa irańska doktryna odwetu.

Wcześniej mówiono, że reakcja będzie miała stosunek dwa do jednego. Atak na cele irańskie spotkałby się zatem z dwukrotnie większą liczbą ataków na obiekty wroga lub sojuszników.

Mówi się obecnie, że próg ten został drastycznie podwyższony.

Według Escobara, Teheran jasno dał do zrozumienia, że ​​każdy atak na irańską infrastrukturę energetyczną wywoła odwet w stosunku 10 do 1. Za każdy irański cel energetyczny może zostać zaatakowanych dziesięć obiektów należących do partnerów USA w Zatoce Perskiej i poza nią.

Dotyczyłoby to nie tylko obiektów wojskowych, ale potencjalnie również:

  • Pola naftowe i rafinerie,
  • Terminale eksportowe,
  • Sieci energetyczne,
  • Zakłady odsalania,
  • Porty i infrastruktura transportowa.

Taki kontratak mógłby zachwiać całą gospodarką państw Zatoki Perskiej i natychmiast wywołać globalny szok energetyczny i finansowy.

Mówi się, że Arabia Saudyjska naciskała na Trumpa, aby się wycofał.

Według wersji przedstawionej w wywiadzie to nie Irańczycy zwrócili się do Waszyngtonu z prośbą o przełożenie spotkania.

Mówi się natomiast, że Arabia Saudyjska i inne państwa Zatoki Perskiej podniosły alarm.

Escobar twierdzi, że saudyjski następca tronu, książę Mohammed bin Salman, osobiście namawiał Trumpa do odwołania ataku. Przesłanie z Rijadu było jasne: Arabia Saudyjska i inne państwa Zatoki Perskiej nie były gotowe zapłacić ceny za kolejną amerykańską awanturę militarną.

W przypadku eskalacji, monarchie Zatoki Perskiej musiałyby się liczyć z odwetowymi atakami na własną infrastrukturę energetyczną i wodną. Zakłady odsalania wody są w szczególności niezbędne dla zaopatrzenia regionu w wodę. Ich zniszczenie miałoby nie tylko konsekwencje ekonomiczne, ale i społeczne.

Jeśli te informacje są prawdziwe, to Trump nie odwołał ataku z pozycji siły, lecz pod wpływem ogromnej presji ze strony sojuszników, którzy mogliby zostać bezpośrednio dotknięci irańskimi środkami zaradczymi.

Tajna rozmowa telefoniczna między Abu Zabi a Teheranem

Inny godny uwagi szczegół dotyczy Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Według Escobara, prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich Mohammed bin Zayed odbył około 40-minutową rozmowę telefoniczną z irańskim ministrem spraw zagranicznych. Podczas tej rozmowy wyraził on chęć nawiązania trwałych i długoterminowych relacji z Iranem.

To byłaby znacząca zmiana kursu.

Emiraty od dawna uważane są za bliskiego partnera Waszyngtonu i część regionalnego frontu mającego na celu powstrzymanie Teheranu politycznie i militarnie. Teraz mogły dojść do wniosku, że bezpośrednie porozumienie z Iranem jest bezpieczniejsze niż udział w dalszej eskalacji pod przewodnictwem USA.

Escobar interpretuje rozmowę telefoniczną jako sygnał, że państwa Zatoki Perskiej nie chcą już dłużej polegać wyłącznie na Waszyngtonie w kwestii bezpieczeństwa.

Pakistan staje się mostem dyplomatycznym

Pakistan wydaje się odgrywać kluczową rolę w tym rozwoju.

Według Escobara, irański minister spraw zagranicznych rozmawiał przez telefon przez prawie dwie godziny z pakistańskim marszałkiem polowym Asimem Munirem. Podczas tej rozmowy Teheran szczegółowo wyjaśnił swoje stanowisko po odwołaniu ataku USA.

Pakistan pełni obecnie funkcję łącznika pomiędzy:

  • Iran,
  • Stany Zjednoczone,
  • Arabia Saudyjska,
  • Zjednoczone Emiraty Arabskie,
  • pozostałe państwa Zatoki Perskiej.

Irański przekaz jest jasny: Waszyngton może albo powrócić do już uzgodnionych ram dyplomatycznych, albo nie ma innego wyjścia.

Iran odrzuca nowe negocjacje w sprawie już osiągniętych porozumień

Według Escobara Teheran nie zaakceptuje renegocjacji już uzgodnionych warunków.

Iran nalega, aby obie strony powróciły do ​​obowiązującego memorandum. Kolejność rozmów została już ustalona i nie ulegnie zmianie.

Chiny podzielają to stanowisko. Z perspektywy Pekinu nie ma czego renegocjować; jedynym decydującym czynnikiem jest realizacja już podjętych zobowiązań.

Porządek irański jest zatem następujący:

  1. Dyskusje o Cieśninie Ormuz,
  2. Zniesienie sankcji i uwolnienie zamrożonych funduszy,
  3. Dopiero potem odbędą się nowe negocjacje nuklearne.

Teheran chce uniemożliwić Waszyngtonowi natychmiastowe skupienie się na kwestii nuklearnej, dopóki spory gospodarcze i morskie pozostają nierozwiązane.

Zmodernizowane chińskie systemy celownicze za pośrednictwem Gwadar

W wywiadzie można też znaleźć obszerne informacje na temat chińskiego wsparcia dla Iranu.

Według Escobara dodatkowe komponenty chińskiego systemu nawigacji satelitarnej BeiDou przetransportowano do Iranu przez pakistański port głębokowodny Gwadar, a następnie drogą lądową.

Mówi się, że poprawiło to potencjał Iranu w kilku obszarach:

  • bardziej precyzyjne pozyskiwanie celów,
  • lepsza komunikacja,
  • Większa odporność na zakłócenia elektroniczne,
  • skuteczniejsze operacje rakietowe i dronowe.

Gospodarz dodał, że pakistańscy technicy wojskowi rzekomo pomagali w integracji. To znacznie poprawiło zdolność Iranu do monitorowania pola bitwy i precyzyjnego trafiania w cele w ciągu kilku dni. Te twierdzenia nie zostały jeszcze niezależnie zweryfikowane.

Jeśli są prawdziwe, to stanowiłoby to kluczowy powód demonstracyjnej pewności siebie Teheranu.

Według doniesień gotowych jest 2000 szybkich łodzi szturmowych.

Jako dodatkowy środek odstraszający Iran miał poinformować Waszyngton o tzw. „flocie komarów”.

Według gospodarza, flota składa się z około 2000 małych, szybkich i uzbrojonych łodzi, każda z dwuosobową załogą. Jednostki te są gotowe do szybkiej mobilizacji.

Takie roje byłyby szczególnie niebezpieczne w wąskiej Cieśninie Ormuz. Mogłyby atakować jednocześnie większe okręty wojenne, tankowce i statki zaopatrzeniowe z różnych kierunków.

Domniemana flota jest zatem uzupełnieniem irańskiej groźby dziesięciokrotnego odwetu.

Hormus pozostaje decydującą dźwignią

Trump twierdzi, że zarys porozumienia przewiduje natychmiastowe i całkowite otwarcie Cieśniny Ormuz.

Escobar zaprzecza tej wersji wydarzeń.

Według niego Iran w żadnym wypadku nie zgodził się na otwarcie Cieśniny Ormuz na warunkach amerykańskich. Z perspektywy Teheranu cieśnina będzie nadal kontrolowana i administrowana przez Iran. Możliwe są rozmowy o konkretnych warunkach z udziałem Omanu – ale nie o zrzeczeniu się kontroli przez Iran.

Ormuz pozostaje zatem najsilniejszym narzędziem wywierania nacisku przez Iran.

Dopóki Teheran może kontrolować lub blokować przepływ osób, ma bezpośredni wpływ na:

  • Ceny ropy naftowej i gazu,
  • globalny handel LNG,
  • Składki ubezpieczeniowe,
  • gospodarka państw Zatoki Perskiej,
  • międzynarodowych rynkach finansowych.

Całkowite otwarcie bez żadnych ustępstw oznaczałoby, że Iran dobrowolnie zrzekłby się swojej najważniejszej dźwigni strategicznej. Właśnie tego Teheran powinien się odrzucić.

Bazy amerykańskie stają się zagrożeniem dla „swoich”

Escobar twierdzi również, że liczne amerykańskie bazy wojskowe w Azji Zachodniej nie są już wyłącznie symbolem amerykańskiej potęgi.

Są coraz bardziej podatnym celem.

Długoterminowym celem Iranu jest usunięcie Stanów Zjednoczonych z regionalnego systemu baz wojskowych.

W dobie precyzyjnych pocisków, rojów dronów i nowoczesnych systemów namierzania, duże, stałe bazy mogą szybko stać się łatwo identyfikowalnymi celami ataków.

To, co przez dziesięciolecia służyło jako narzędzie amerykańskiej projekcji siły, może w ten sposób stać się strategicznym obciążeniem.

Cele wojenne Waszyngtonu najwyraźniej nie zostały osiągnięte

Escobar przedstawia miażdżącą ocenę dotychczasowego konfliktu.

Jego zdaniem Stany Zjednoczone nie osiągnęły żadnego ze swoich głównych celów:

  • Potencjał militarny Iranu nie został zniszczony.
  • Państwo irańskie nie upadło.
  • Nie nastąpiła żadna zmiana reżimu.
  • Ormuz nie został otwarty na warunkach amerykańskich.
  • Iran nie został oddzielony od Rosji i Chin.

Wręcz przeciwnie: potencjał militarny Teheranu jest silniejszy, a współpraca z Moskwą i Pekinem bliższa niż kiedykolwiek wcześniej.

Wojna przyspieszyłaby więc dokładnie to, czemu Waszyngton chciał zapobiec: zacieśnienie strategicznych powiązań między Iranem, Chinami i Rosją.

Biały Dom mówi o sile – region widzi słabość.

Główne przesłanie wywiadu brzmi:

Biały Dom twierdzi, że Trump odwołał atak, będąc w pozycji siły.

Escobar i jego rozmówca twierdzą jednak, że atak został powstrzymany, ponieważ:

  • Iran groził dziesięciokrotnym odwetem,
  • Arabia Saudyjska i inne państwa Zatoki Perskiej nie chciały ponosić konsekwencji,
  • infrastruktura energetyczna i wodna regionu jest niezwykle podatna na zagrożenia,
  • Bazy amerykańskie są pod dużą presją,
  • Teheran poprawił swoje zdolności wojskowe,
  • globalny szok energetyczny był nieunikniony.

Nie jest jasne, czy wszystkie informacje zostaną potwierdzone. Sam Escobar jasno zaznaczył, że niektóre szczegóły nie zostały jeszcze w pełni zweryfikowane w momencie wywiadu.

Ale nawet jeśli tylko część tych informacji okaże się prawdą, odwołanie ataku będzie raczej oznaką zmiany układu sił niż triumfem dyplomatycznym.

Wnioski: Brak odprężenia, ale nowa faza

Odwołanie ataku USA nie oznacza automatycznie pokoju.

Według irańskiej interpretacji jest to potwierdzenie skuteczności odstraszania: Waszyngton i jego sojusznicy obawiają się militarnych, ekonomicznych i społecznych konsekwencji dalszej eskalacji.

Dlatego mało prawdopodobne jest, aby Teheran porzucił swoją strategię, lecz raczej uzna ją za słuszną:

Powściągliwość, dopóki nie zostanie przekroczona żadna czerwona linia – po przekroczeniu której reakcja byłaby wręcz nie do zniesienia dla USA i ich regionalnych partnerów.

Następna faza zależeć będzie od trzech punktów:

Hormus,

infrastruktura energetyczna i wodna państw Zatoki Perskiej

oraz amerykańskie bazy wojskowe w Azji Zachodniej.

Trump może powrócić do dotychczasowych ram dyplomatycznych. Albo może ponownie zaostrzyć sytuację i zaryzykować, że wojna z Iranem pochłonie cały region i globalną gospodarkę.

Błazny

Błazny

Date: 3 agosto 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/blazny

Autor: Andrea Zhok jest profesorem filozofii moralnej na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Mediolańskiego.

Niewiele jest rzeczy trudniejszych do zniesienia niż pro-amerykańscy atlantyści, od zawsze głoszący zalety wolnego rynku, a obecnie podszywający się pod obrońców włoskiej tożsamości.

Włoska tożsamość nie została zniszczona przez meczety, ale przez restauracje McDonald’s, amerykańskie bazy wojskowe, Hollywood oraz zalew amerykańską odpadową “kulturą”, która wdarła się do każdego zakamarka naszej włoskiej kultury.

Włoska kultura została zmasakrowana przez tych, którzy promowali swobodny przepływ towarów, kapitału i siły roboczej w imię mających pojawić się wkrótce “zdobyczy” globalizacji oraz stanu konta bankowego.

Włoski katolicyzm nie został zepchnięty na margines istnienia przez islam, ale sam się tam zepchnął, akceptując wszelkiego rodzaju kompromisy popkulturowe w nadziei, że dzięki zabiegom marketingowym zdobędzie część „rynku religii”.

Tożsamość włoska została zdewastowana przez tych, którzy postrzegali ją nie jako żywą tradycję, którą należy pielęgnować, ale jako „markę” do sprzedania; „made in Italy”  przeznaczone do wyprzedaży przez zdegenerowanych potomków dziedzictwa i sławy zdobytej przez ich przodków.

Włoska tożsamość została oskubana ze swej istoty przez hasła takie jak „trzy I” Berlusconiego (“inglese, internet, impresa” – “angielski, internet, firma”) oraz przez jeszcze gorszych jego naśladowców, którzy nigdy nie potrafili wyobrazić sobie tego kraju inaczej niż jako kolonię Stanów Zjednoczonych.

Jedność Włoch została nadwyrężona przez prywatyzację przedsiębiorstw publicznych oraz neoliberalną rywalizację w szpitalach, szkołach i na uniwersytetach – instytucjach, które obecnie w coraz mniejszym stopniu skupiają się na służbie obywatelom, a w coraz większym na konkurowaniu o ministerialne nagródki.

Przewaga rywalizacji nad współpracą – zarówno między instytucjami, jak i w ich wnętrzu – spowodowała, że ogromne zasoby zostały przekierowane ze „służenia obywatelom” na „bycie atrakcyjnymi”, z “robienia tego, co słuszne”, na “efektowną prezentację”.

To właśnie wy, pro-amerykańscy atlantyści i neoliberalni zwolennicy wolnego rynku, chcieliście tych i niezliczonych innych głupot. A dziś, jakby tego było mało, chcecie nam wmówić, że prawdziwym zagrożeniem dla włoskiej tożsamości jest islam, „zderzenie cywilizacji”?

Tam, gdzie naszą cywilizację należałoby ratować, mamy “prawo do Big Mac’a”. A wszystko po to, by spełnić życzenia ambasad izraelsko-amerykańskich.

Niebezpieczne błazny.

INFO: ariannaeditrice.it/articoli/pagliacci

Kościół jako polityczny wychowawca narodów

Feliks Koneczny

I.

O METODACH

Rozważając zagadnienia państwa chrześcijańskiego, a zwłaszcza temat „Kościół jako polityczny wychowawca narodów”, zastosujemy do tych problemów metodę indukcyjna, jedyną, która wiedzie do odkryć w naukach historycznych. Jest ona też dziełem historyka zawodowego. Historykiem bowiem był jej twórca, Bacon werulamski (1561-1626), który wychodząc od historii ogarnął najrozleglejsze rozłogi wiedzy, a którego wiedza miała w jego myśli służyć jednakowo naukom humanistycznym i przyrodniczym.

Ale zjawiły się metody inne, a wśród nich medytacyjna. Nazywam ją tak od Condorceta, który w 1793 oświadczył, że w naukach humanistycznych „odkrycia stanowią nagrodę samej medytacji”. Przypomnę też, jak zdaniem Wrońskiego (1778-1853), „wiedza, jak taka, jest z góry czysto kontemplacyjną lub spekulatywną”, co wychodzi zupełnie na to samo, co tamta „medytacyjność”.

Należy te sposoby rozumowania odróżnić od dedukcji naukowej, która musi mieć wpierw przed sobą jakieś założenie (już przedtem udowodnione), ażeby z niego snuć wnioski. Medytacyjna metoda nie wymaga w ogóle żadnych uprzednich studiów. Cała szkoła Condorceta poprzestawała na tym, że coś komuś wydało się jakimś, bo tak sobie „wyspekulował”. Sądzono, że człowiek inteligentny (a zwłaszcza matematyk lub literat ) może samą siłą swej inteligencji rozwiązywać wszelkie zagadnienia humanistyczne, nie potrzebując wcale studiów specjalnych „fachowych”. Metoda ta żyje dotychczas, a typowym jej piastunem jest znów matematyk, Bertrand Russel. Metodę tę trzeba śledzić i poznawać, żeby wiedzieć czego się wystrzegać, w jaki sposób nie należy i nie można rozumować o żadnej a żadnej sprawie z zakresu humanistyki. Rezultaty pewne otrzymuje się tylko indukcją.

Pierwszym warunkiem indukcji w tematach historycznych jest, żeby się zawsze liczyć z… chronologią.

Pozwolę sobie na mała dygresję, ażeby okazać na przykładzie, jak dana kwestia może przybrać zgoła inne oblicze, stosownie do tego, czy się będzie pedantem wobec chronologii, czy też potraktuje się ją bardziej liberalnie. Wybieram dla przykładu ciekawą sprawę o Macchiavella.

Wiadomo, jak obfitą jest tu literatura, ile studiów pochłonęło pytanie, czy krytyczny Florentczyk na serio urabiał swego „księcia”; jak to wytłumaczyć i usprawiedliwić (warto przypomnieć zdanie wielkiego Rankego, że Macchiavelli uważał Italię za dość silną, żeby jej w celach leczniczych móc zastrzyknąć truciznę). Ileż komentarzy do tego dzieła, ileż wyłoniło się argumentów, że w polityce nie sposób trzymać się moralności! Uznać trzeba, że piśmiennictwo naukowe, rozwinięte wokół „Księcia” obfituje w dzieła godne wszelkich pochwał dla wielu a wielu względów naukowych. Budzi atoli zdziwienie pewna okoliczność:

Jeżeli „Książe” miał służyć księciu na usprawiedliwienie (rządowi żołniersko-uzurpatorskiemu), jeśli miał tej państwowości dostarczyć duchowych fundamentów, czemuż książe nie łożył w wydanie „Księcia”? A gdyby przyłożyć do sprawy noniusz chronologii, sprawa będzie jeszcze ciekawsza: Dzieło było napisane w r. 1514, autor trzymał je w ukryciu i wyszło drukiem (w Rzymie) dopiero osiem lat po jego zgonie (1527-1535). Chronologia świadczyłaby tedy raczej, że Macchiavelli „sobie pisał, nie ludziom”, bo drukować nie mógł dla łatwo zrozumiałych okoliczności; a w takim razie nie będzie żadnej sprzeczności pomiędzy życiem autora, a chowanym przez niego pod kluczem… aktem oskarżenia. Ale nastać miały takie czasy, że książkę jego potraktowano pozytywnie, zamiast negatywnie.

II.

CZTERY POSTULATY MISYJ KATOLICKICH

Żeby tedy nie uchybić pedantyzmowi chronologicznemu, zaczniemy roztrząsania o stosunku Kościoła do życia publicznego od samego początku; jeżeli nie od samego Adama i Ewy, to przynajmniej gdzieś blisko nich, jak najbliżej. Wejdźmy z naszym problemem pomiędzy lud prymitywny i to choćby w zawiązkach protohistorii. Nie trzeba sobie czegoś „wyobrażać”; wyobraźnią nie udowodni się niczego w tej dziedzinie nauk! Nie trzeba się „wyobraźnią cofać” do prawieku naszych przodków, bo ludy prymitywne, nawet arcyprymitywne, istnieją dotychczas, a misjonarze do nich jeżdżą i przysyłają stamtąd sprawozdania.

Nadspodziewanie okazuje się, że tkwi w Kościele sama geneza państwowości. Samym misjonarstwem swym wytwarza Kościół urządzenia państwowe czyli państwowość, i rozsiewa zarodki państwa. Nie ma wprawdzie w Nowym Testamencie przepisów, jak urządzić państwo; nie ma w Ewangelii prawa ni prywatnego ni publicznego, a Kościół nigdy nie wybrał pewnych form dla państwa, ażeby się z nimi utożsamić, a inne potępić; ale Ewangelia osnuwa wszystko kategorią DOBRA, MORALNOŚCIĄ, ETYKĄ, i to wystarcza do wytworzenia wyraźnych drogowskazów we wszystkim, również w dziedzinie państwowej.

Każda misja katolicka niesie z sobą cztery postulaty : monogamię dożywotnią, dążenie do zniesienia niewolnictwa, zniesienie msty, wreszcie niezawisłość Kościoła od władzy państwowej, a to w imię niezawisłości czynnika duchowego od siły fizycznej. Te cztery wymagania są od samego początku te same i niezmienne i jednakie dla wszystkich rodzajów i szczebli cywilizacji, dla wszystkich krajów i ludów.

Fundament wychowania do wyższego szczebla życia zbiorowego, kamień węgielny organizacji państwowej mieści się w znoszeniu msty rodowej. Rodowe wykonanie msty stanowi obowiązek moralny, który trzeba od rodów przejąć i wypełnić go za rody, wyręczając je przez sądownictwo publiczne i publiczny wymiar kar.Polityczny zwierzchnik, a więc panujący (od kacyka do cesarza) staje się generalnym mścicielem za wszystkie rody, wykonawcą wszelkiej msty. Taki jest zaczyn sądownictwa państwowego.

Na najniższych nawet szczeblach, wśród najprymitywniejszych ludów, zaszczepia tedy misjonarz – nawet nieświadomie – państwowość, boć chcąc znieść mstę, musi przygotować ponadrodową władzę sadową, a naczelnik ludu nawróconego staje się nie tylko wodzem wojennym, ale też sędzią. Jest to pierwsza pokojowa funkcja państwowa.

Nie łatwo to przeprowadzić. Często głowa państwa sędzią być nie chce, ażeby nie ukrócać rodowego prawa zwyczajowego. Kiedy biskupi zażądali od Włodzimierza Kijowskiego, ażeby zajął się z urzędu sądownictwem kryminalnym, książę sprzeciwił się temu i postępował nadal „według urządzeń ojca i dziada”.

W Europie Zachodniej msta powikłała stosunki społeczne do tego stopnia, iż stałym stanem społeczeństwa stała się „wojna wszystkich przeciwko wszystkim”. Wieków trzeba było, żeby „treuga Dei” ograniczała mstę stopniowo; a wciągu tych pokoleń panujący zasiadał na sądach tylko na żądanie strony. Taki, który udawał się do swego księcia, żeby go wyręczył w mście i ukarał krzywdziciela, narażał na hańbę nie tylko siebie, lecz cały swój ród, bo usuwał się od osobistego spełnienia swych obowiązków i uznawał się być słabym. Długo też wyręczały się sądownictwem książęcym same tylko niewiasty, gdy im zabrakło męskiego mściciela. Działał „Treuga Dei” i robiła swoje, rozszerzana coraz bardziej, lecz jakżeż powoli i pod jakimże naciskiem kar kościelnych i nierzadkich klątw! W Polsce już za pierwszych Piastów wprowadzono za zabójstwo grzywny pieniężne, lecz krwawe zwady rodów zdarzały się jeszcze w XIV wieku. W Niemczech zaś dopiero na samym końcu XV w. ogłoszono „Landfrieden” w czym mieścił się zakaz wykonywania msty i przymus przekazywania krwawych sporów władzy państwowej. Minęło jednak jeszcze nieco czasu, zanim ustawa zdobyła sobie powszechne uznanie.

Wykonywanie msty, dziedziczne w rodach z pokolenia na pokolenie, wytworzyło i rozgałęziło długi szereg nadużyć i zbrodni; nadużywano bowiem msty i podszywano się chytrze pod nią, okrywając jej płaszczem liczne przestępstwa – aż do rozbojów włącznie. Ze stanu wojennego między rodami wytwarzały się walki całych okolic, aż wreszcie książę panujący w imieniu całej ludności swego kraju wypowiadał wojnę księciu ościennemu, stwierdzając krzywdę i urazę popełnioną względem wszystkich. Wojny rodziły się wprawdzie nie tylko z samej msty na wielką skalę, ale w znacznej, a może nawet po większej części taką miewały genezę i dlatego uważano je za uprawnione.

Zbrodniczość i wojny stały się niejako ubocznym produktem msty. Gdy zaś po kilku już pokoleniach niktby już nie zdołał osądzić, która strona pierwsza zawiniła i czy obie strony utrzymywały się w granicach prawa zwyczajowego, gdy przepadła nawet pamięć pierwotnego przedmiotu zwady, gdy wreszcie wygasły nawet rody, które mstę wszczęły, a jednak niebezpieczeństwo życia groziło na każdym kroku, widocznym stawało się coraz bardziej, ze ma się do czynienia już nie z mstą, lecz z jawnym opryszkostwem. Jak jedno z drugim wikłało się, widać było na Korsyce jeszcze poza połową XIX wieku.

Wypleniając mstę, staje się Kościół politycznym wychowawcą społeczeństw podwójnie: obdarzał ludy sądownictwem publicznym i zarazem zwiększał bezpieczeństwo życia i mienia. Oddając obie te dziedziny w ręce zwierzchności świeckiej, wytwarzał tym samym, a następnie rozszerzał i wzmacniał władze państwową.

Powiedziano już dawno i Kościele, ze stał się rodzicem i wychowawcą narodów, i to przyjęło się już powszechnie. Należy to jeszcze rozszerzyć, stwierdzając, że był również twórcą władzy państwowej, takiej, która by posiadała moc działania także poza sprawami wojennymi. Stałość i nieprzerwalność państwowości w państwie jest dziełem Kościoła ( Wyrazy „państwo” i „państwowość” nie są bynajmniej synonimami; państwowość oznacza urządzenia państwowe).

Przejdźmy do dalszych postulatów, stawianych przez Kościół zawsze i nieodmiennie każdej nawracanej społeczności. Kwestia monogamii dożywotniej jest już dostatecznie opracowana pod względem stosunku Kościoła do życia zbiorowego. Wiadomo powszechnie, że wyłoniło się z tego poszanowanie kobiety, przyznanie jej praw, w końcu równouprawnienie moralne i majątkowe.

Monogamia czyni z kobiety czynnik twórczy w życiu zbiorowym, podwaja ilość pracowników cywilizacyjnych. Mniej jest wiadomym, ze monogamia stanowi podstawę własności osobistej, że jedno z drugim łączy się nierozerwalnie. Bardzo się więc mylą utopiści, którym się wydaje, że dałby się pogodzić komunizm z katolicyzmem. Nie można przystać na komunizm, bo wraz przepadłaby monogamia, a po niedługim czasie rodzina w ogóle.

Również decydującym o życiu społeczeństw jest postulat znoszenia niewoli. Niewolnicy bywali w olbrzymiej większości robotnikami fizycznymi, podczas gdy wolni zajmowali się pracami umysłowymi. Orzeczenie apostoła narodów św. Pawła: „„Kto nie pracuje, niech nie je” zawiera w sobie moralny przymus pracy, który staje się w katolicyzmie przykazem etycznym. Kogo nie stać na pracę umysłową, spełni ten przykaz fizyczną. Skoro zaś fizyczna staje się koniecznością etyczną, tym samym godną jest szacunku ludzkiego, a zatem nie hańbi taka praca człowieka wolnego. Tkwi w tym cały przewrót społeczny, dokonywany stopniowo, ewolucyjnie, i wreszcie dokonany. Na tym tle nastąpił ogromny rozwój rękodzieła, a następnie tego wszystkiego, co zwiemy techniką, a która wyłoniła się bądź co bądź z rzemiosł. Klasycznemu światu nie brakło odkryć naukowych., lecz nie powstawały z nich odpowiednie wynalazki, bo praca fizyczna, pozostając we wzgardzie, pozostała na zbyt niskich szczeblach. Zniesienie niewolnictwa, zrównanie w wolności zajęć fizycznych z umysłowymi, sprawiały, że praca umysłowa przenosiła się także na rękodzieła i w tym tajemnica, dlaczego starożytność nie celowała wynalazczością, czemu wynalazki stanowią przywilej świata chrześcijańskiego.

Przejdźmy do czwartego postulatu katolickiego życia zbiorowego, do kwestii o niezależności Kościoła od władzy świeckiej. Jak wiadomo, ani Kościół wschodni, ani konfesje protestanckie nie uznają tego postulatu. Katolicyzm ma bowiem swoje własne pojęcia o państwie i o życiu zbiorowym w ogóle a od tych pojęć odstąpić nie może. Istnieje katolicka nauka o państwie.Istnieje ideał „Civitas Dei”, któremu dał początek św. Augustyn przed lat półtora tysiącem. Zarzucano w owych czasach chrześcijanom, że usuwają się od przyjmowania urzędów w państwie rzymskim, mówiąc dzisiejszym językiem, że bojkotują rzymską państwowość. Bywało tak istotnie często (chociaż nie zawsze i nie wszędzie), ponieważ państwowość owa była wówczas tego rodzaju, iż nie zasługiwała na szacunek nawet uczciwych pogan. W umysłowość chrześcijańską wdziera się zaś poprzez wszystkie wieki aż po dzień dzisiejszy, powstały wówczas okrzyk: „Quid sunt regna remonta justitia, nisi magna latrocinia?”. Nie chcieli tedy chrześcijanie służyć i służbą swa dopomagać owemu latrocinium – lecz obowiązki względem państwa traktowali pozytywnie i spełniali zawsze bez szemrania. Tym się jednak wyróżniali od początku, iż znali nie tylko obowiązki względem państwa, ale też obowiązki państwa względem obywatela. Związek jednostki z państwem był w etyce katolickiej od samego początku splotem wzajemnych praw i wzajemnych obowiązków; państwo zaś winnym było podlegać etyce tak samo, jak jednostka. Ilekroć państwowość jakiegoś państwa nie pozostawała w zgodzie z tym postulatem, nie mogła cieszyć się poparciem Kościoła. Albowiem postulat niezawisłości Kościoła od władzy świeckiej stanowi cząstkę tezy ogólniejszej: o wyższości pierwiastków duchowych ponad materialne.

Ideał zaś – „De Civitate Dei” – spełniał się niemało w ciągu wieków, lecz (jak każdy Ideał) w miarę spełniania urastał i nabierał nowych działów, nowych postulatów szczegółowych, stosownie do tego, jak komplikowało się coraz bardziej życie zbiorowe. Pomysł państwa Bożego na ziemi, tj. państwa urządzonego po Bożemu, nie jest bynajmniej nieziszczalny, lecz wymaga się od niego coraz więcej. Ledwie ziści się, czego w danym czasie się wymagało a narosło niemało wymagań nowych! Był czas, gdy wzdychano, by „Treuga Dei” mogła się ziścić, a dziś wymagamy bez porównania więcej, i daj Boże, żebyśmy mieli wymagania jeszcze większe!.

III.

ZASADY ŻYCIA PUBLICZNEGO NARODÓW

Metody życia zbiorowego kształcą się w katolicyzmie, doskonalą się w miarę, jak zbliżają się do ideału „Civitatis Dei”, a gdy się od niego odchylają, obniżają się i psują. W każdym razie są niezmienne. Jak wiadomo, Kościół nie identyfikuje się z żadną specjalna formą rządów, wymaga tylko od każdej, żeby zachować moralność według etyki katolickiej. Ale pośród wielości najrozmaitszych sposobów rządzenie istnieją pewne wytyczne zasadnicze, według których Kościół postępuje w swej wielkiej misji wychowawcy politycznego.

Głębie etyki katolickiej wywodzą się od poczucia osobistego stosunku do Boga i w tym właśnie tkwi największa siła moralna katolika. Bo choćby zrzeszenie dopuszczało się najcięższych przewinień, stosunek jednostki do Boga pozostaje czystym, skoro tylko nie aprobuje się zła. Ale też za to każdy z osobna ponosi osobistą odpowiedzialność za swe myśli, mowy i uczynki czego symbolem jest spowiedź osobista, podczas gdy protestantyzm, judaizm i buddyzm znają spowiedzie tylko gromadne. Odpowiedzialność gromadna z reguły nie jest odpowiedzialnością wystarczającą do ułożenia stosunku do Boga. Kto na niej chce poprzestać, ten prędzej czy później poderwie same zasady etyki.

Najdobitniej występuje ten stosunek w żydostwie, bo Żyd nie staje w myśli przed Bogiem, jako jednostka człowiecza, lecz zawsze jako Żyd. Wobec Jehowy jest się albo Żydem, albo nie Żydem: o stosunku do Boga decyduje według żydowskiego przekonania przede wszystkim przynależność do pewnego zrzeszenia, czy też do reszty ludzkości, która znajduje się poza tym zrzeszeniem. To jednak jeszcze nie wszystko, bo wszyscy ludzie należą do jakichś zrzeszeń, katolicy również; lecz chociaż w zrzeszeniu działa się nieraz gromadnie, katolik jest w swym sumieniu odpowiedzialnym nawet za czyn gromadny każdy osobiście, jakby każdy z osobna czynu tego dokonywał w całości. Stosunek bowiem między zrzeszeniem a członkiem zrzeszenia może być dwojaki, i zrzeszenia są pod tym względem również dwojakie; jedne tłumią osobowość i wyrabiają gromadność, inne zaś nie tylko nie przeszkadzają osobowości. Lecz nawet pielęgnują ją. Takie przeciwieństwo gromadności zwiemy personalizmem. Gdy zrzeszają się osoby przejęte tą cechą ducha, powstają zjednoczenia personalizmów; zrzeszenia najtrwalsze, najmocniejsze i sięgające najwyższych szczebli cywilizacyjnych.

Cała filozofia religijna katolicyzmu i cała cywilizacja łacińska oparte są na personalizmie. Wyraźnie Kościół naucza, jako każda dusza ludzka tworzy odrębna całość i jest obdarzona wolną wolą.

Jednostki, zrzeszając się do życia publicznego, natenczas tylko robią to prawdziwie, jeżeli działalność ta jest dobrowolną. Wtedy bowiem tylko formy tego życia stanowią prawdziwy wyraz woli danego zrzeszenia. A skoro zrzeszenie ma być tak urządzone, ażeby nie hamowało personalizmu, a zatem nie może opierać się na jednostajności, lecz musi posiąść trudną sztukę, żeby utrzymywać jedność przy rozmaitości. Tym się różni państwowość katolicka od wszelkiej innej, a zwłaszcza od bizantyjskiej. W cywilizacji bizantyjskiej nie rozumie się jedności inaczej jak w zupełnej jednostajności. To zaś sprzeczne jest z natura ludzka tak dalece, iż da się przeprowadzić tylko przymusem, niekiedy tylko terrorem. Jednostajność jest sztuczna, naturalną jest rozmaitość. Wszystko, co jest naturalnym wyrasta samo z siebie, jest organiczne i przechodzi w coraz nowe organizmy, których spójnią dobrowolność, do których przystaje się z przekonania. W rozmaitości życia publicznego każdy służy mu takimi środkami, jakie zezwala mu rozwinąć maximum sił, maximum zdatności i sprawności. tak powstają zamiłowania i powołania i miłość pracy koło wspólnego dobra; tak wytwarza się zapał, gotowość do poświęceń, wiara w sprawę i wiara w samego siebie, że wysiłki nie będą próżne i że ziarno trafi w końcu na właściwą glebę To wszystko dostarcza radości życia, które staje się twórczym, a co możebnym jest tylko w życiu publicznym organicznym.

Tylko organizm bywa twórczym; tej właściwości brak przeciwieństwu organizmu – mechanizmowi.

Życie publiczne musi być organiczne lub mechaniczne. W przeciwieństwie do samorództwa organizmu, mechanizm musi być sztucznie obmyślony. Spotykamy się tu z dwiema metodami myślenia, o którym była mowa na początku: z indukcją i medytacyjnością, a których następstwami wżyciu zbiorowym są aposterioryzm i aprioryzm. „Mechanikom” życia publicznego wystarczy coś, co sobie wymedytują i uznają z a pewnik, ażeby z tego wysnuwać potem wnioski do wszystkich działów życia, tym niebezpieczniejsze, im konsekwentniejsze. Np. wszystkie wnioski z materialistycznego pojmowania historii z socjalizmem na czele, zmierzającym do tego, by cały świat zamienić w mechanizm.

Mechanizm żadną miara nie da się apriorycznemu układowi stosunków, musi być w mechanizmie zgnębione w imię jednostajności.

Idzie się więc od personalizmu przez aposterioryczność do organizmu, od gromadności przez aprioryczność do mechanizmu. Organizm a mechanizm powstają z innych metod i odmienne są też warunki ich powodzenia. Im bardziej rozwinięty organizm, tym bardziej komplikuje się pośród swoich rozmaitości, gdy tymczasem jednostajny mechanizm dąży do jak największych uproszczeń. Ciekawego zaś zaiste doświadczenia dostarcza nam historia powszechna. Oto wszystkie rewolucje myślały apriorycznie, a działały mechanicznie. Dokonują się też rewolucje przez zanik personalizmu a gromadności, a gromadność nie zdołała utrzymać nawet powierzchownego, zewnętrznego ładu inaczej, jak mechanicznie.

Zmierza przeto z całych sił uproszczeń we wszystkim, a występuje zaciekle przeciw rozmaitości rozmaitych równoległych objawów życia publicznego.

Co więcej, inna jest etyka organizmów, a inna mechanizmów. Cóż mówić o moralności, gdzie zasługą jest gnębić i łamać, terroryzować i odbierać godność osobistą, nierozdzielną od wolności przekonań? Bo też godność osobista rodzi się tylko z personalizmu.

Ze wszystkiego tego wynika, ze pomiędzy organizmem a mechanizmem zachodzi proste a bezwzględne: albo – albo. Łączyć zaś w jakimś zrzeszeniu, np. w państwie, w pewnym dziale państwowości obowiązuje mechanizm (np. w wojsku), dział taki odgradza się zazwyczaj z wielka stanowczością od innych, traktując go z całą wyłącznością.

Państwo jakie takie musi także być albo organizmem albo mechanizmem. Zależy to od cywilizacji. Np. w turańskiej jest ono mechanizmem, a gdzieby przetwarzało się w organizm, tam runęłaby cywilizacja turańska. W cywilizacji łacińskiej państwo może być tylko organizmem.

Łączy się to z pewna szczególną tej cywilizacji właściwością. W każdej innej może się wytwarzać siła polityczna niezależnie od stanu społeczeństwa. Mongołowie wytworzyli olbrzymie i potężne państwo uniwersalne, chociaż sił społecznych u nich nawet dostrzec trudno; podobnie Turcja; w bizantyjskim cesarstwie społeczeństwo ledwie było tolerowane przez państwo, w jednak państwo to posiadało okresy siły. Wszędzie tam rodziła się siła polityczna poza społeczeństwem, powstając samodzielnie, działając samoistnie. Lecz nie zdarzyło się ani razu w historii cywilizacji łacińskiej, żeby państwo było silne, choć społeczeństwo słabe. Tu siła polityczna rodzi się z sił społecznych. O cywilizacji łacińskiej możnaby raczej powiedzieć, że w niej o siłę polityczną – o potęgę państwową – nie trzeba zabiegać wprost i bezpośrednio, lecz całą staranność życia publicznego obrócić w krzewienie sił społecznych. Te bowiem nadzwyczaj łatwo i w razie potrzeby automatycznie zmieniają się w siłę polityczną, gdy tymczasem największa nawet polityczna siła społecznych w sobie nie mieści. W cywilizacji łacińskiej państwo musi być oparte na społeczeństwie, bo inaczej pozostanie słabym, i tym słabszym, im bardziej chciałoby górować nad społeczeństwem. Z silnego społeczeństwa wyłania się silne państwo samo przez się. W naszej cywilizacji niema obawy o to, iżby siła społeczna mogła nie wydać siły politycznej; lecz na nic wszelkie zachody o potęgę państwa, gdzie społeczeństwo osłabione. Albowiem państwo w cywilizacji łacińskiej jest organizmem, wytwarza się w sposób naturalny ze społecznego podłoża. Wszelkie próby, żeby państwo wyemancypować niejako od społeczeństwa, dezorganizują tylko społeczeństwo, mącą i obniżają stan cywilizacyjny.

Państwo, wychylające się ze wspólnoty cywilizacyjnej ze społeczeństwem, należącym do cywilizacji łacińskiej, musi się stawać coraz bardziej mechanizmem i przystąpi do walki z personalizmem. A zatem nastałby rozłam pomiędzy państwem a społeczeństwem, co stanowiłoby klęskę najcięższą dla obu.

Przyczyna istotna (owa przyczyna przyczyn) takiego związki tych spraw w naszej cywilizacji jest bardzo prosta. Nie można robić jednej i tej samej rzeczy równocześnie dwiema metodami: prawo to sięga od robót najgrubszych i najłatwiejszych aż do wyżyn twórczości państwowej. W ten błąd popadłoby się jednak, gdyby się chciało osadzić państwo mechanizmowe na podłożu organicznym, gdzie społeczeństwo (naród) wytworzyło się i rozkwitać ma nadal z jednoczenia się rozmaitych organizmów społecznych. Nie da się wytworzyć zrzeszenia, które by było równocześnie organizmem i mechanizmem, bo mieszanina tego z tamtym posiada własności trujące; stanowi truciznę i dla państwa i dla społeczeństwa. Gdyby zapanowało gdzieś powszechne pomieszanie metod organicznych a mechanicznych, gdyby udzielało się stopniowo wszystkim dziedzinom życia zbiorowego, wyniknęłyby z tego następstwa absurdalne a straszne. Wspólna cywilizacja stanowi bowiem więź zrzeszeń: naruszanie przeto zwartości cywilizacyjnej jest robotą destruktywną, jest druzgotaniem więzi i narodowej i państwowej. Jest to gonitwa za zerem. Dodajmy, ze mechanizm nie wytworzy moralności, oświaty, ni dobrobytu.

Jeżeli więc chcemy się utrzymać przy cywilizacji łacińskiej, musimy trzymać się personalizmu, zasady rozmaitości, aposterioryzmu i organizmu z zasadą supremacji sił duchowych.

Tak jest i tak pozostać winno we wszystkich społeczeństwach, które „wychowywał Kościół”, ten Kościół, którego dziełem jest cywilizacja łacińska.

Do cech państwowości łacińskiej należy odrębne prawo państwowe, odrębność prawa publicznego w ogóle. Co innego prawo prywatne, co innego publiczne. Ten dualizm prawny należy do węgłów naszej cywilizacji, a zatem stanowi tez węgiel węgielny naszych pojęć polityczny.

Przeciwieństwem naszych pojęć w tej dziedzinie jest monizm prawny, znający jedno tylko prawo, albo samo publiczne. Monizm taki pochodzi z cywilizacji turańskiej. Tam władca jest właścicielem całego państwa i całej jego ludności. Te przejawy prawnicze, które my zwiemy prawem publicznym, wywodzą się tam ze zamplifikowanej własności prywatnej głowy państwa, skutkiem czego nastąpiło tam pochłonięcie prawa publicznego przez prywatne. Słowem, w turańskiej cywilizacji prywatne prawo władcy wobec ludności staje się prawem publicznym, które nie jest niczym odrębnym od prywatnego, lecz tylko rozbudową prywatnego dla interesów władcy.

Obecnie powstaje w Europie monizm prawniczy metoda całkiem odmienną. Zmierza się do zniszczenia prawa prywatnego przez publiczne, mianowicie przez prawo państwowe, bezetyczne, a w imię omnipotencji państwa. Apriorycznie określa się jaką ma być państwowość i gnębi się personalizm w imię gromadności, byle zmusić do poddania się koncepcjom powziętym z góry, sztucznym, którym sama tylko przemoc udziela życia.

Wpada się obecnie w monizm prawniczy, polegający na wyłączności prawa publicznego. A rozstrzygać o tym, co jest prawne, będzie pięść. Gdy zaś omnipotencja państwa obejmie władzę nad wszelkimi sprawami dotychczasowego prawa prywatnego, będzie musiało wszystko być postawione do swobodnego uznania władcy ( i jego biurokracji), któremu nadane będzie prawo dowolnego dysponowania wszystkim i wszystkimi. Wyjdzie się więc w końcu najzupełniej na turańszczyznę, choć się zaczęło z przeciwnej strony.

Etyka cywilizacji łacińskiej nie może się pogodzić z linią rozwojową wszechwładzy państwa, a więc ani z etatyzmem ani z biurokratyzmem, ni z elephantiasis ustawodawczą, ni z ex lex podczas pokoju. Nasza etyka musi zmierzać do państwa opartego na społeczeństwie, a wiec ku samorządowi. Wszelki zaś krok, który by odsuwał państwo od omnipotencji, będzie zarazem krokiem postępu dla etyki, oświaty i dobrobytu.

Fundamentalnym zaś wszystkiego warunkiem jest pielęgnowanie personalizmu. Toteż w życiu publicznym musi być szanowana jednostka.

Nasz ks. Prymas gnieźnieński woła donośnym głosem na całą Polskę, jako „jednostka ludzka istniała wpierw, niż państwo i posiada swe przyrodzone prawa”..a zatem „nie można pogodzić z prawem przyrodzonym pewnych współczesnych dążeń do zupełnego podporządkowania obywateli celom państwowym, do wyznaczania obywatelom jakiejś służebnej roli i do rozciągania zwierzchnictwa państwowego na wszystkie dziedziny życia. Regulowanie każdego ruchu obywateli, wtłaczanie w przepisy państwowe każdego ich czynu, mechanizowanie ich obywateli w jakiejś globalnej i bezimiennej masie sprzeczne jest z godnością człowieka i z interesem państwa, bo zabija w obywatelach zdrowe poczucie państwowe… Państwo nie jest antytezą jednostki, lecz uzupełnieniem jej prywatnego bytu” ((Ks. Prymas August Hlond: „ O chrześcijańskie zasady życia państwowego 1934 „)

A zatem nie należy pogrążać prawa prywatnego w publicznym; monizm prawny nie mieści się w katolicyzmie.

Wymaga natomiast katolicyzm monizmu monizmu w innej dziedzinie. Wbrew rozpowszechnionemu mniemaniu, jakoby istniały dwie etyki, odrębna dla życia prywatnego a odrębna dla publicznego, stoi Kościół na stanowisku monizmu etycznego. Ta sama musi być moralność w życiu prywatnym i w publicznym, nie wyłączając ani nawet polityki. My, katolicy, chcemy etyki totalnej.

IV.

UNIWERSALIZM A IDEA NARODOWA

Skoro mowa o wychowaniu politycznym i o państwie, niesposób pominąć kwestii państwa uniwersalnego.

Ideał uniwersalizmu politycznego będzie zawsze przyświecać filozofom katolickim, lecz niema polegać na zaborach, na wspólności jarzma. Ideologia takiego państwa uniwersalnego jest orientalna, azjatycka: Babilon, Asyria, Partowie, Persowie, a potem Aleksander Wielki, i wreszcie Rzym schodzili również na szlaki orientalne. W wiekach średnich wypłynął uniwersalizm turański, gdy państwo dzingishanów sięgało od pogranicza polsko-rumuńskiego aż po Koreę.

Nie na zaborze, nie na niewoli polega uniwersalizm polityczny katolicki, gdyż i na tym polu trzyma się zasady, że do jedności droga w uznawaniu rozmaitości. Zresztą praktycznie raz tylko w historii powszechnej Kościół sam bezpośrednio przyłożył ręki do tworzenia państwa uniwersalnego, mianowicie gdy papież Leon III ustanowił cesarstwo zachodnie ( rzymskie Karola W.) przeciwko bizantyjskiemu. Nie miało to wcale być państwo jedno, rozszerzające zabory na inne, lecz zjednoczenie pod przewodnictwem cesarza państw zachowujących swa niepodległość ku wspólnym celom, ażeby siły państwowe używane były do wprowadzania zasad religijnych w życie publiczne i ażeby nie były marnowane na wojny pomiędzy państwami chrześcijańskimi.

Ideał na nasze nawet czasy może jeszcze za wysoki, jakżeż miał się spełnić wówczas? Wspomnijmy, że jeszcze ani jeden kraj Zachodu nie był zjednoczony państwowo. Wszędzie pełno było wojen i wojenek pomiędzy lokalnymi dynastiami. Wszystkie umysły wyższe musiały być zaprzątnięte przede wszystkim myślą, jak usunąć ten stan rzeczy. W tym chaosie nasuwała się sama z siebie idea dynastyczna, jako droga do tworzenia państw rozleglejszych, obejmujących całe kraje. Która dynastia okaże się silniejsza i obali szereg słabszych, przyczyni się tym samym do zbliżenia uniwersalizmu.

Następne cesarstwo, „rzymskie narodu niemieckiego” (nie mające nic wspólnego z tradycją Karola W. (powstało przeciwko papiestwu, jako zdwojenie bizantyjskiego; powstało podczas jawnej walki z Kościołem i później większą część jego dziejów wypełnia „walka cesarstwa z papiestwem”. A jednak uczeni katoliccy, a więc katoliccy kapłani stawali nieraz na rozstajach. Nie wszyscy orientowali się co do istoty cesarstwa niemieckiego; oświadczali się za nim jedni dlatego, bo wmówili w siebie, ze to wznowienie idei Karola W., drudzy zaś wprost dlatego tylko, że król niemiecki, zostając cesarzem, rozporządzał największą siłą, przez długi czas jedyną, która by mogła złączyć pod jednym berłem Niemcy z Włochami. Im dynastia jakaś bardziej zaborcza, tym sympatyczniejszą bywała tym marzycielom politycznym uniwersalizmu, lecz pod jednym warunkiem: żeby wyprawom zaborczym towarzyszyło szczęście.

I oto na tle ideologii uniwersalistycznej zjawia się podrzutek : kult -silniejszej dynastii, z czego wyłania się niebawem kult siły w ogóle. Czciciele siły pasożytują na szlakach uniwersalizmu.

Toteż przez ideę dynastyczną został w końcu doprowadzony do absurdu ideał uniwersalizmu politycznego i stał się niewykonalnym przez długie pokolenia.

Dla przykładu sięgnijmy do historii skrajnego Zachodu, pomiędzy Anglią i Francją. Prze lat 114 toczyła się wojna pomiędzy tymi krajami. O co? Jest to wojna czysto dynastyczna. Obowiązujące we Francji prawo usuwało kobiety od tronu, ale pomimo to w r. 1328 król angielski wystąpił z uroszczeniem, że tron francuski należy mu się po kądzieli. Miejmyż na uwadze, ze według ówczesnych pojęć legitymizmu dynastycznego, panujący miał prawo nawet handlować swoim krajem, sprzedać go lub zamienić, czego przykładów całe tuziny. Ludność z reguły nie pytano o wolę, a narody jakby nie istniały, bo idei narodowej jeszcze nie było.

Idea narodowa najwcześniej wykształciła się w Polsce. Kiełkowała na dworze kaliskim już w drugiej połowie XIII w., a Przemysław i Władysław Niezłomny stali się jej wykonawcami. Kiedy Kazimierz Wielki zmuszony był fatalnymi okolicznościami uznać następstwo Ludwika węgierskiego, przedstawił ten układ dynastyczny do zatwierdzenia Stanom polskim. Władysław Jagiełło został królem, bo go społeczeństwo polskie samo na tron powołało. Działalność polityczna społeczeństwa w imię idei narodowej zaczęła się u nas wcześnie.

A tymczasem we Francji i Anglii nie dzielono się jeszcze na obozy francuski i angielski. Najpotężniejszy z książąt francuskich, burgundzki, walczył po stronie angielskiej i miasto Paryż oddało się angielskim dynastom. Wielu francuskich dostojników Kościół opowiadało się przeciw Karolowi VII. Ogół inteligencji obu krajów, ogół współczesnych teologów nie zadawał sobie całkiem prostego pytania : Anglia czy Francja, w sensie narodowym. Tego się nie odczuwało. Widziano tylko wojnę dwóch dynastii o tron francuski i oddawano się badaniom, która z nich ma większe prawo do tego tronu. Badano genealogie, układy, dokumenty, kroniki, prawo angielskie i francuskie – ale nikomu nie przyśniło się, ze można by sprawę osądzić według zasady, ze dla Anglików jest Anglia, a Francja dla Francuzów. Nie wpadł nikt na pomysł, że mogłoby istnieć kryterium narodowe.

To wygłosiła pierwsza dopiero św. Joanna d’Arc. Ona wołała, że należy walczyć nie za dynastię, lecz za Francję i że w imię Francji trzeba stanąć przy tym królu, który może stać się francuskim królem narodowym. Z tego też hasła powstała cała tragedia Dziewicy Orleańskiej. Wnosiła do życia publicznego na Zachodzie hasło nowe, obce uczonym teologom i prawnikom, a nawet nienawistne. Bronić Karola VII bez względu na to, czy przy nim słuszność prawna prawa dynastycznego, nie brać zgoła pod uwagę względów prawniczych? Czyż tak można, czyż tak słusznie, a zatem czy to zgodne z religijnym punktem widzenia, z moralnością publiczną? A więc to herezja? Nie rozumie nowego ideału, wnoszonego przez Dziewicę Orleańską.

Kościół, ogłosiwszy ją świętą, uświęcił zarazem jej hasło: pojęcie narodu i państwa narodowego.

Idea narodowa skupiała się także nieraz około pewnej dynastii, lecz pod warunkiem, ze dynastia narodowa będzie służyć, a nie odwrotnie. Tym samym przeciwstawiała się taka dynastia narodowa wszelkim innym dynastiom na danym obszarze, a umowy handlowe o ten kraj były wykluczone. Miał być koniec politykom dynastycznym. Nastała tedy walka pomiędzy ideą narodowa a dynastyczną.

Równocześnie z akcją św. Joanny d’Arc toczy się w Polsce i na Litwie wojna z „całą nacją niemiecką „ tj. z pojęciami prawa międzynarodowego dynastycznego, opartego na systemie cesarstwa niemieckiego. Ciężką tę walkę, rozpoczętą w 1410, zakończono w cztery lata po podpaleniu stosu w Ronen – walnym zwycięstwem pod Wiłkomierzem (1431-1435), które współcześni zestawiali ze zwycięstwem grunwaldzkim.

Ale walka dwóch tych idei trwała dalej w całej Europie, prowadzona ze zmiennym szczęściem, aż wreszcie idea dynastyczna odniosła zwycięstwo i zawładnęła na nowo losami Europy – co skupiło się na Polsce (rozbiory dokonane przez ościenne wielkie państwa dynastyczne) i na Włoszech (rozbicie na rzecz drobnych dynastów obcokrajowych). Zjednoczenie Włoch stanowiło początek triumfu idei narodowej, a wznowienie niepodległej Polski jest triumfu tego ukoronowaniem.

V.

OBECNOŚĆ KOŚCIOŁA W HISTORII (OKREŚLONA W DWÓCH ZDANIACH)

Przejdźmy do spraw polskich. Ale przede wszystkim trzeba zdawać sobie sprawę, ze nie może być dla jednego narodu jakichś specjalnych praw dziejowych, może zachodzić tylko specjalne wykonywanie i sprawdzanie praw powszechnych. Chcąc wiedzieć jasno, jakim było polityczne wychowanie narodu naszego przez Kościół, musimy mieć wciąż na uwadze, jakie są powszechno-dziejowe cechy działalności Kościoła w tej dziedzinie. Zrekapitulujmy więc najpierw to, cośmy dotychczas roztrząsali. Da się to streścić w dwóch zdaniach:

1/ Kościół urządza życie publiczne narodów, pielęgnując personalizm, aposterioryzm, jedność w rozmaitości, narodowość, dualizm prawny, a monizm etyczny

2/ Kościół wymaga, by życie zbiorowe oparte było na monogamii, na szacunku pracy fizycznej, by zaś nie było w nim niewolnictwa ni msty rodowej, tudzież by Kościół był niezależnym od władzy świeckiej.

W tych dwóch zdaniach zawarta jest obecność Kościoła w historii powszechnej – a zatem także w historii polskiej.

VI

STOSOWANIE ZASAD KOŚCIOŁA W DZIEJACH POLSKI

Zdaje się, ze na ziemiach polskich monogamii zaprowadzać nie było trzeba, że Kościół już ją tu zastał. Pewnym zaś jest, jako najstarsi nasi rodowcy własnymi rękoma uprawiali gospodarstwo, a zatem nie trzeba też było wzbudzać dopiero szacunku dla pracy fizycznej. Niewolnika zaś w Polsce kupowano rzadko (od Żydów), lecz go nie sprzedawano; raz kupiony stawał się domownikiem. Pod koniec XII w. już nie słychać o niewolnikach.

Wiele natomiast trudu wymagało wprowadzenie czynnika personalizmu w ustrój społeczny. Gromadność organizacji rodowej z jej swoistym trójprawem, tj. z rodowym prawem familijnym, majątkowym i spadkowym, ustępowała zwolna i nader ciężko przed emancypacja rodziny, z czym łączyła się własność osobista, a więc czynnik personalistyczny. W łączności z tym propaguje Kościół prawo testamentu, ten najdotkliwszy wyłom w rodowym prawie majątkowym i spadkowym. Przejście od ustroju rodowego do rodzinnego nie obywa się nigdzie bez walki i ofiar. Przejawami tego są u nas spór Bolesława Śmiałego ze św. Stanisławem biskupem, a potem wstecznicze a uparte próby Mieszka Starego. Cały zaś przebieg tych walk łączył się zarazem z kwestią niezawisłości Kościoła od władzy świeckiej, co w zasadzie rozstrzygnięto na rzecz Kościoła na pierwszym Synodzie łęczyckim.

Wobec zagadnień ustroju państwowego pragnie Kościół od początku, żeby państwowość polska opartą była na społeczeństwie: przeciwnicy mechanizmowi samowoli książęcej, opartej o przymus siły fizycznej, staje Kościół po stronie samorządu organizmów społecznych. Kierunek ten przyjął się w Polsce tak dalece, iż następnie rozumiano przez „wolność” nie co innego, jak samorząd; ten zaś niesie z sobą decentralizacje.

Uwzględnienie wszelkiej rozmaitości w polskich krainach nie miało oczywiście przeszkadzać jedności państwa.

Tej bronił Kościół energicznie. Sami papieże stanęli w obronie praw zwierzchniczych Władysława II; niestety biskupi polscy nie posłuchali wówczas (tym jednym razem) wskazówek z Rzymu i dopomogli porobić z dzielnic państewka samoistne. Ale później następcy ich stanęli na czele prądu zjednoczeniowego. Przywrócenie królestwa zawdzięczamy papieżowi Bonifacemu VIII i następnie prymasowi gnieźnieńskiemu Śwince. Nie obce też były wpływy duchowieństwa przy kształtowaniu idei narodowej od Bolesława Pobożnego kaliskiego aż do Przemysława i Władysława Niezłomnego (Łokietka).

W walkach z zakonem krzyżackim kościół objął kierownictwo umysłów polskich i Kościół sam demaskował „chytrych nieprzyjaciół Chrystusa”. Zbijane też były przez Kościół wszelkie dynastyczne uroszczenia do Polski ościennych dynastii. Wziął Kościół w swą opiekę Władysława Jagiełłę, popierał dynastię Jagiellońską i przyczyniał się niemało do wytworzenia tego, co zowiemy ideą Jagiellońską. Nowa formułą kierunku uniwersalistycznego były unie, a formuła „wolni z wolnymi, równi z równymi” wyrażała katolickie pojmowanie uniwersalizmu najlepiej. Zawsze też Kościół polski strzegł autonomii litewskiej i pruskiej. Czyż „unia” nie była politycznym rozszerzeniem samorządu aż w stosunki międzypaństwowe? Nigdy państwo centralistyczne nie byłoby się zdobyło na ideę polityczną tego rodzaju! Lgnęli ościenni do Polski, pragnęli z nią związków prawno-politycznych, ponieważ pociągała ich polska państwowość, tj. decentralizacja samorządowa.

Bronił oczywiście Kościół samorządu własnego, co przytrafiło się jeszcze raz za Kazimierza Jagiellończyka; poza tym rządy polskie uznawały zawsze niezawisłość Kościoła. ale bo też Kościół stanowił jeden z filarów państwa; a czyż lektura Długosza, Skargi, Starowolskiego, Konarskiego nie stanowi dotychczas doskonałej szkoły patriotyzmu polskiego? Sprzęgł polskość z katolicyzmem Skarga, gdy wielkim głosem stwierdził, jako Polska jest „postanowienia Bożego”.

W dziejach naszych są tedy pewne pasma z wieczystej osnowy „de Civitata dei”. wydobywajmy je na światło i starajmy się, by tych czynników nie zabrakło w powołanej na nowo do życia Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, której państwowość, oby jak najrychlej opierała się na etyce katolickiej. Należy przyjąć za Mickiewiczem i Krasińskim, że misja dziejowa Polski polega na tym, by wprowadzić chrześcijańskiego ducha do polityki.

FELIKS KONECZNY 1938 r. Biblioteka Akcji Katolickiej nr 15 za pozwoleniem Władzy Duchownej

Precz z państwowością bezetyczną! My chcemy etyki totalnej, tj. obowiązującej we wszystkim.

tekst Feliksa Konecznego z książki „Państwo i prawo

1 i 2. NIE BĘDZIESZ MIAŁ BOGÓW CUDZYCH PRZEDE MNĄ I NIE WZYWAJ IMIENIA BOŻEGO NADAREMNIE. Obcą, cudzą, jest nam każda religia oprócz rzymskokatolickiej. W państwie polskim katolicyzm musi być religią panującą. Tylko katolik może być dopuszczony do stanowisk publicznych.

Pragnąc moralności w życiu publicznym, musimy tym bardziej trzymać się tej jedynej religii, która od życia publicznego wymaga etyki. Postulatu tego nie zna ani prawosławie, ni protestantyzm. Polskich protestantów jest jednak taka garstka, iż nie byłoby nawet dla kogo tak dalece obmyślać norm odrębnych. A przy tym, cóż to za protestantyzm? W księstwie cieszyńskim dzwonią na Anioł Pański, lud protestancki pielgrzymuje na katolickie odpusty. Wileński kalwinizm utrzymuje się wśród Polaków tylko jako przedsiębiorstwo rozwodowe. Ani tu ani tam nie znać wcale znajomości teologicznej ni luteranizmu, ni kalwinizmu. Znać natomiast często przeświadczenie o osobistym stosunku jednostki do Boga, co sprzeciwia się teologii protestanckiej (zwłaszcza kalwińskiej); znać skłonności personalistyczne, a nierzadko wybitne nawet przejawy personalizmu. Należą oni do cywilizacji łacińskiej, podobnie jak protestanci Skandynawscy i angielscy. W państwie cywilizacji łacińskiej będą się czuć u siebie; nie ma więc powodu odmawiać im całej pełni praw obywatelskich; a raczej nie brak poważnych powodów, żeby ich uznawać zupełnie równoprawnymi.

W cywilizacji bizantyjskiej państwo zajmuje się dogmatyką, lecz w łacińskiej ograniczy się ingerencja, pozostawiając dogmatykę Kościołowi; państwo czuwać będzie tym bardziej, żeby nie wprowadzać do państwowości cudzych etyk. Nie słuchajmy czczych frazesów o jakiejś etyce ogólnoludzkiej, ani nawet o „chrześcijańskiej”, bo zależy nam tylko na tej jednej i jedynej, która sama jedna głosi, że jedna i ta sama moralność obowiązuje i w prywatnym życiu i publicznym. Jest to etyka katolicka, jedyna etyka cywilizacji łacińskiej.

Zastanawiając się nad rozmaitością etyk, widzimy tym jaśniej, że nie może być syntez pomiędzy cywilizacjami. Luter zezwalał panującym na bigamię, a Kalwin wymagał od rządów tylko tego, żeby przestrzegać kalwińskiej prawowiemości. W turańskiej cywilizacji kwestie etyczne nie istnieją zgoła poza etyką rodową lub obozową;~te zaś obie nam obojętne.

Żydowska cywilizacja posiada aż cztery etyki, dwie dla współwyznawców, dwie względem „gojów”, po jednej w Palestynie i po jednej w „golusie”. W bizantynizmie i w braminizmie jarzmo obowiązków można „zrzucić z siebie w każdej chwili. Na Rusi wieków średnich raz wraz ten i ów kniaź Rurykowicz zrzucał „kraestnoje cjełowanie” tj. unieważniał i odwoływał swą przysięgę. W Petersburgu powszechnym było, aż do naszych czasów, wśród inteligencji, przekonanie, że „przecież można zrzec się obowiązku”.

Różnice pojęć o moralności sięgają jednak jeszcze dalej: czyż przyjęto by u nas do klasztoru człowieka żonatego i ojca rodziny, zgłaszającego się, ponieważ pragnie „poświęcić więzy niższe dla celów wyższych”? W cywilizacji bramińskiej takie porzucenie rodziny uchodzi za cnotę. Tam w ogóle wszelkie obowiązki są czasowe, bo można się od nich uwolnić kiedykolwiek doraźnie. Jakżeż wobec takich odmienności można mówić o jakiejś moralności „powszechnej”?

Wiadomo jak w prawosławiu Cerkiew wysługuje się rządowi. W bizantynizmie nie dopuszcza się, żeby jakaś powaga moralna miała się wyodrębnić z ram państwa, gdyż przyznaje się supremację sile fizycznej nad duchowymi. Nadto cywilizacja ta nie pojmuje jedności . bez jednostajności. Robiła zaś cywilizacja bizantyjska zdobycze na całym kontynencie europejskim. Niemcy są od dziewięciu stuleci rozdwojone na cywilizację bizantyjską i łacińską. Kultura bizantyjsko- niemiecka rozwinęła się podczas walk cesarstwa z papiestwem, następnie uprawiali ją Krzyżacy, po czym wyrosło z tego prusactwo. W ostatnich czasach całe Niemcy sprusaczyły się, tj. przejęły się ideologią prusacką. Odbywała się też od dawna w całej Europie propaganda, żeby wyrugować moralność z polityki. Doszło do tego, że ośmieszano samo przypuszczenie łączności życia publicznego z etyką; Wołano, że to naiwność.

Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną to znaczy, nie będziesz się oglądać na zadanie i zachowywanie tych wszystkich, którzy nie chcą uznawać naszej etyki; nie będziesz zważał na szyderstwa, lecz przy każdej sposobności stwierdzisz po męsku, że sam do cywilizacji łacińskiej się przyznajesz i żądasz, żeby państwo uznało ją za cywilizację państwową. Precz z państwowością bezetyczną! My chcemy etyki totalnej, tj. obowiązującej we wszystkim, ale to we wszystkim.

Walka z pojęciami państwowości amoralnej musi trwać bez przerwy, aż do całkowitego zwycięstwa moralności naszej rodzimej cywilizacji łacińskiej. Niechaj się moralność katolicka rozwija coraz bardziej, niechaj powstaną nowe wymogi etyczne, aż moralność katolicka obejmie sprawy życia publicznego. Nie możemy zaś żadną miarą zwalniać państwa od etyki. Historia powszechna dostarcza aż nazbyt wiele świadectw, że gdy się zwolni życie publiczne od moralności, następuje tym samym upadek jej w życiu prywatnym. Publiczne nie może posiadać etyki innej, jak prywatne. Od wszelkiej dwoistości w etyce bije zgnilizna. Postęp ’ moralności zawisł właśnie od tego, żeby uznawać jej potrzebę w narodzie społeczeństwie i państwie. Nie możemy dopuszczać do spraw państwowych moralności żydowskiej, turańskiej ani bizantyjskiej, bo to dla nas „bogi cudze”.

Z całą stanowczością, nie wykluczając nawet bezwzględności, musimy zapobiegać, żeby państwowość nie służyła do walki z katolicyzmem. Kto walczy z Kościołem, ten godzi w Polskę. Od dwustu lat stanowi sprawa polska kwestię etyki międzynarodowej; ponieważ zaś tylko katolicyzm uznaje etykę w życiu publicznym, więc interesy narodowe polskie związane są z losami katolicyzmu w Europie. Prócz katolickiej, wszelka inna religia powtórzmy ma być obcą polskim urządzeniom państwowym. Właściwie państwo nie powinno mieszać się w sprawy żadnej religii, ani katolickiej. Stosunek Kościoła do państwa określany jest jednak w Europie konkordatami zawieranymi ze Stolicą ap., a każdy konkordat przyznaje pewną ingerencję państwu w sprawy eklesiologiczne; my zaś nie mamy prawa być „bardziej papieskimi od samego papieża”. Mamy natomiast dwa obowiązki: pilnować żeby rząd (ni żaden urząd jego) nie dopuszczał się wykrętów w wypełnianiu warunków konkordatu; tudzież, żeby nie roztaczał opieki państwowej nad „cudzymi” wyznaniami, na przekór katolicyzmowi. Trzeba kontrolować rząd, czy równocześnie nie utrudnia działań Kościołowi, a nie ułatwia prawosławiu, protestantyzmowi, judaizmowi. Prawosławie i protestantyzm mają to do siebie, że nie mogą wprost istnieć bez poparcia władzy świeckiej. Gdybym był prawosławnym, poczuwałbym się do wielkiej wdzięczności względem Polski. Bez polskiej troskliwości (jakżeż bezinteresownej) o dobro prawosławia, może by go już nie było na równinach sarmackich. Wybieram z całej historii trzy punkty, szczególniejszej wagi. Po wielkich najazdach tatarskich, za czasów cesarstwa łacińskiego, kiedy nawet niekiedy nie było patriarchy i nikt się nie troszczył o losy cerkiewne Rusi, wtedy reorganizatorem metropolii „Kijowa i wszystkiej Rusi” stał się Cyryl, b. kanclerz Daniela halickiego. Pochodził on z bojarów ziemskich z ziemi „Lachów”, a zatem był Lachem prawo- sławnym”. Kiedy zaś potem ziemia ta wraca na stałe do Piastów, pierwszy z nich, Bolesław Trojdenowicz przechodzi na prawosławie, przyjmując imię Jerzego; drugi z kolei Kazimierz Wielki, organizuje hierarchię prawosławną, czyniąc to nawet wbrew papieżowi”. Po raz trzeci upadła Cerkiew wschodniosłowiańska po rewolucji bolszewickiej, a tym razem upadła całkowicie; przestała istnieć, bo nie starczyło kleru wiernego Cerkwi i przygotowanego, choćby jako tako, do pełnienia funkcji kapłańskich. Wtedy państwo polskie pospieszyło z pomocą, nie ograniczając się do samego ocalenia tej Cerkwi, lecz podnosząc jej poziom tak wysoko, jak to nie bywało nigdy w Rosji. Teologiczny wydział prawosławny na Uniwersytecie Warszawskim ma hodować duchowieństwo schizmatyckie dla prowincji państwa polskiego, a państwu temu sprzyjające i nie pragnące odrodzenia Rosji i przywrócenia jej panowania nad tymi prowincjami, słowem, ma dostarczać popów antyrosyjskich (sic!). Co za naiwna wyobraźnia! W rzeczywistości urządzono bogate rezerwy dla przyszłego odrodzenia prawosławia w Rosji i to z postępem na znacznie wyższy szczebel, niż bywało kiedykolwiek. Dzięki Polsce, schizma Rusi dźwignęła się z upadków i teraz może śmiało czekać na chwilę sposobną odwdzięczenia się. Nigdy by ów rząd polski nie okazał ani w części takiej troskliwości jakiejkolwiek sprawie katolicyzmu.

A jak się opiekowano sekciarzami, mariawitami i kościołami „narodowymi”! Ażeby protestantyzm podnieść w oczach ludu śląskiego, nadano pastorom tytuł „księży” „tj. kapłanów”. Jest to nonsens teologiczny wobec nauk Lutra czy Kalwina; jest to nawet istny bunt religijny, bo „reformatorzy” żadnego stanu kapłańskiego nie uznawali, lecz przeciwnie, twierdzili, że stan taki istnieć nie może. Wiedzą o tym oczywiście pastorowie, a jednak o tytuł księży zabiegali i używają go demonstracyjnie. Stanowi to niewątpliwie zerwanie z luteranizmem i kalwinizmem i byłoby czymś analogicznym do pewnych wierzeń i praktyk „protestantów” w cieszyńskim; jakiś specyficzny polski protestantyzm. Owszem! Do stwierdzonych w Europie osiemnastu dogmatyk protestanckich możemy doliczyć protestantyzm dziewiętnastej dogmatyki, gdyż ilość dogmatyk protestanckich jest zasadniczo nieograniczoną. Nie zamierzamy bowiem przeszkadzać; chcielibyśmy tylko, żeby „księża pastorzy” jawnie oświadczyli się za przywróceniem kapłaństwa (wbrew Lutrowi). Zdaniem niektórych chodziło jedynie rządowi tylko o demonstrację antykatolicką. Złośliwi zapowiadali, że niebawem pojawią się „księża rabini”. Grube przeto są przewinienia państwowe przeciwko pierwszemu przykazaniu. Powiedziano dalej: Nie wzywaj Imienia Boskiego nadaremnie. Przykazanie to chroni od świętoszkostwa, a ostrzega, żeby nie wciągać Kościoła w sprawy świeckie, bez istotnej, koniecznej potrzeby. Taka potrzeba zachodzi jednak zawsze, gdy moralność jest zagrożona i wtenczas nie wolno się wahać. Skoro nie nadaremnie, a zatem trzeba Go wzywać, skoro to nie jest nadaremnie, tj., gdy odwołujemy się do moralności. Skoro zaś wgląd w życie publiczne mieści się tylko w etyce katolickiej, będzie to odwołaniem się do katolicyzmu. Związek nierozerwalny! Nie dbajmy o szyderstwa, a wrogów etyki naszej cywilizacji łacińskiej przypierajmy zawsze do muru; niechaj będą wrogami jawnie. Nie zaszkodzi, jeżeli podzielimy się na obozy według stosunku do religii i do cywilizacji. Jawność” taka ułatwi nam życie publiczne. Za długo już dokazywały rozmaite łodzie podwodne przeciwko katolickości i polskości. .A polskość nie może być turańską, bizantyjską lub żydowską; ona może być tylko łacińską. Wrogowie katolicyzmu, nie znoszący moralności w rządach i nie chcący odpowiedzialności, niechże będą wrogami jawnymi!

teksty Feliksa Konecznego z książki „Państwo i prawo

Poszczególne przykazania z tego cyklu były już tu publikowane – ale zniszczyła je agresja na twarde dyski w mych serwerach w październiku 2021.

Nie było „cywilizacji klasycznej”. GRECJA I RZYM. Feliks Koneczny.

GRECJA I RZYM (do drugiej połowy III w. przed Chr.)

Feliks Koneczny, Cywilizacja Bizantyńska, rozdz. II.

Idąc po nitce do kłębka, poszukując korzenia rozłożystego drzewa rozgałęzionych około naszego tematu problemów dziejowych, dojdziemy do zagadnienia, bardzo starego i powszechnie wiadomego, znanego nam jeszcze z ławy szkolnej, a nigdy nie przestarzałego, nieustannie wznawianego i wciąż 'żywotnego, mianowicie do kwestii „Grecja a Rzym”. Temat „Grecja a 'Rzym” jest doprawdy nieśmiertelny i zajmuje nas nie tylko jako dociekanie naukowe, lecz posiada praetium affectionis. Interesuje każdego z nas osobiście to zagadnienie, będące zarazem zwornikiem działu historii powszechnej, dużego przestrzenią i czasem, olbrzymiego zaś swoją doniosłością. Problem ten przechodzi spuścizną myśli, wiecznie kołaczącej z pokolenia na pokolenie, obok drugiego, z którym się łączy: problemu rozrostu i upadku Rzymu.

Oba te fundamentalne zagadnienia, naświetlone nauką o cywilizacji, wydadzą nowe tajniki swej wielkości i wykażą dokładniej, jakich żeber sklepiennych są wzorem.

Od dawna rozpowszechnione jest mylne mniemanie, jakoby świat klasyczny, schodząc z pola dziejów pozostawił po sobie dwie spuścizny, równolegle, choć odmienne, dwie cywilizacje: zachodnioeuropejską i bizantyńską, jako dwa odłamy poprzedniej uniwersalnej cywilizacji klasycznej.

Ile w powyższym zdaniu pojęć, tyle błędów. Świat klasyczny bowiem, tj. rzymski i grecki, tworzył jedną całość tylko w dwóch kategoriach bytu, w artystycznej i naukowej, od czego daleko jeszcze do jedności cywilizacyjnej. Cywilizacja jest to metoda ustroju życia zbiorowego, w czym nauka i sztuka odgrywają rolę niepoślednią, ale stanowią, tylko pewną część cywilizacji.

Toteż ani nawet mała Hellada nie tworzyła jedności cywilizacyjnej, gdyż w urządzeniu ustroju życia zbiorowego każde państewko greckie trzymało się innej metody, z niemałą rozmaitością, nie tylko państwowości. ale nawet struktur społecznych.

Różnice polegały nieraz na przeciwieństwie, co dochodziło czasem aż do jaskrawości, np. pomiędzy Atenami a Spartą. Cóż Sparta dała do kompletu tej tzw. cywilizacji klasycznej? Czy doprawdy należała do tego świata, który zowiemy ”klasycznym”? W Helladzie rozróżnić należy kilka cywilizacji; a jeśli obok tego uwzględnimy, że gdy mowa o państwie i społeczeństwie rzymskim, trzeba zawsze dodać: kiedy? w którym okresie? Bo w różnych okresach aż nazbyt tłoczą się różnice, natenczas nie sposób oprzeć się wnioskowi, jako świat klasyczny nie posiada innej jedności poza nauka i sztuka.

A czyż Rzymianie równali się w tym z Hellenami? Seneca, wielki Seneca widział w dziełach sztuki tylko przedmioty zbytku, a w artyście upatrywał tylko doskonalszego rzemieślnika. Sztuka zaś i nauka rzymska nie była niczym innym, jak ekspansją cywilizacji ateńskiej. Ściślej byłoby nazwać to oświatą attycką. Tak sprawę ujmując możnaby do świata klasycznego wliczać także cywilizację hellenistyczna, bo czy to nauka aleksandryjska, czy to sztuka pergameńska opierały się na dawnych zasobach ateńskich. Tak jest! Jeżeli na miejsce nieokreślonej „klasyczności” zechcemy wstawić wartość ściśle oznaczoną, musimy zawołać: Ateny!

Ale też zarazem spostrzeżemy, jako wobec wielostronności życia, niewiele było rzeczy wspólnych w tej klasycznej starożytności. Było tej wspólnoty bez porównania mniej, niż się wydaje umysłom uniesionym pięknem wyrażenia. Wspólnym było wprawdzie (w późniejszym okresie) rzymskie państwo uniwersalne, lecz nie stanowiło wspólnego dorobku ludów nim objętych, narzucone im przemocą. Ani też nie było wspólnym tworem grecko-rzymskim, gdyż wraz z uniwersalnością cofał się, i to gwałtownie w państwowości tego państwa duch ateński i rzymski, a wysunął się orientalny, nie mający nic wspólnego ze światem klasycznym, chociaż mieścił się w samym państwie rzymskim.

Państwowość, a niebawem całe życie publiczne w ogóle wymknęły się z rąk dziedziców klasyczności. Cesarzami, wodzami, oficerami, urzędnikami bywali coraz liczniej barbarzyńcy. Głowy „klasyczne” odczuwały tragicznie rozdźwięk, a potem całkowity rozłam pomiędzy intelektem a państwowością. Największa wspólnota świata klasycznego – wspólne imperium rzymskie, stawało się z czasem ciałem obcym.

Biada rzeczywistości, gdy ją wyraża trafnie paradoks! W owym wielkim wspólnym imperium zanikała później oświata,ateńska, podziały się gdzieś w płytkości umysłów i sztuka i nauka. Z pola dziejów zeszedł najpierw intelekt klasyczny a potem dopiero cesarstwo uniwersalne, nie mające w sobie już od dawna nie a nic z klasycyzmu.

Antykwarstwem stawały się wspomnienia dawnej Hellady. Kto by chciał wyjaśniać to tym, że Grecja właściwa od tak dawna utraciła niepodległość, niechaj rozważy, że podobnie druga obok ateńskiej, cywilizacja klasycznego świata, cywilizacja rzymska, stawała się antykwarstwem, a to wtedy i coraz bardziej wtedy właśnie, gdy rozrastały się granice uniwersalnego państwa rzymskiego. Widocznie między państwem a cywilizacją nie zachodzi żaden stosunek stały, ni prosty, ni odwrotny, a wszelkie państwo może być już to dzielnym pomocnikiem, już to najniebezpieczniejszym wrogiem danej cywilizacji. W antykwarstwie tkwi jednak nieraz jakaś cudowna moc wskrzeszająca!

Patrzały na to wieki starożytne i nowe, od odrodzenia Persji aż po wskrzeszenie narodu czeskiego. Z państwowości rzymskiej wymieciono całkiem cywilizację rzymską, lecz nie zabrakło nigdy Rzymian, pielęgnujących tradycje swej cywilizacji rzymskiej w ograniczonym zaciszu domowego życia; możnaby powiedzieć, że gdy nie mogli stosować cywilizacji rzymskiej praktycznie, pielęgnowali ją przynajmniej teoretycznie. Było to prawdziwe starożytnictwo, ale gdy w taki przynajmniej sposób pokolenie podawało pokoleniu rękę, okazało się w końcu, że cywilizacja przeżyła państwo, a posiadała w sobie tyle pierwiastków twórczych, także państwowa-twórczych, iż ze strzępów dawnej cywilizacji udało się ułożyć nowa i wytworzyć szereg nowych ustrojów.

W ten sposób powstała ta cywilizacja, którą zowie się popularnie zachodnio-europejska. Jest to córa cywilizacji rzymskiej. Nazwa „zachodnio-europejska” nie ma. pretensji do ścisłości. Nawet na naszym „najdalszym” Zachodzie istniały i istnieją cywilizacje inne: np. w Hiszpanii – arabska i żydowska, w Niemczech i we Włoszech (południowych) – bizantyńska, a wszędzie. nie wyłączając Anglii zawsze także żydowska.

Posługiwanie się wyrażeniem geograficznym nie oddaje tedy istoty rzeczy, o które tu chodzi. Trafniej możnaby cywilizację nową, a wyrosła na gruzach starożytnej rzymskiej – nazywać chrześcijańską – klasyczną, lecz najlepiej (a tym lepiej, że krócej) nazywać ją łacińską. Wszakże łacina posiada w niej znaczenie nie tylko językowe. nie tylko obrządkowe. Aleć jakby też dla krótkości – opuszcza się wyraz pierwszy: „zachodnio” i mówi się o cywilizacji „europejskiej”.

To już jawny nonsens! Jakaż wspólność cywilizacyjna między Anglią a Moskwą? Jest zaś: w Europie cywilizacyj cztery: żydowska, turańska, bizantyńska i łacińska (wszystkie cztery są w Polsce). Któraż więc ma być „europejską”?

Z tych czterech „Europejek” córa świata klasycznego jest sama tylko łacińska. Bizantyńska bowiem cywilizacja pozostała od początku w stosunku nader nikłym do rzymskiej. Powstawały tylko mylne pozory, a w szczególności stąd, że tytuł cesarstwa rzymskiego pozostał przy Bizancjum.

Jak globaliści zniszczyli Ukrainę

Jak globaliści zniszczyli Ukrainę

Obecność ukraińskiego dyktatora Wołodymyra Zełenskiego na pogrzebie senatora Lindseya Grahama wydawała się bardzo trafna: w końcu to operacja prania pieniędzy Zełenskiego w Kijowie była bezpośrednią przyczyną śmierci Grahama.

Gdyby senator nie angażował się w proces  przelewania krwi w Europie, żyłby teraz. Dla niektórych z pewnością będzie to lekcja. Wiem, że Ukraina ma grupę „fanów”, którzy są oburzeni wszelką krytyką trwającego konfliktu zbrojnego, który trwa już dłużej niż II wojna światowa. Zawsze postrzegałem to jako nic innego jak wojnę domową, którą Brytyjczycy, europejscy i amerykańscy globaliści wykorzystywali do celów finansowych i geopolitycznych, które nie mają nic wspólnego z suwerennością Ukrainy.

Ukraina nie jest członkiem Unii Europejskiej. I nie jest członkiem NATO. Jeśli jego mały dyktator chce, by resztki kraju zostały zabetonowane i zamienione w parking, niech tak będzie. Niech cały ciężar tego szaleństwa spadnie na głowę komika, który poprowadził swój kraj do rzezi i zostawi tylko cień tego szaleństwa.

Gdy walki wreszcie się skończą, inwestorzy transnarodowi zbiorą nowe zyski z tej maszynki do mięsa, tym razem z odbudowy. Ukraina została rozczłonkowana i sprzedana częściowo. Sami Ukraińcy będą mieszkać w innych krajach. Jednak miliony cudzoziemców z Azji, Afryki i Bliskiego Wschodu zostaną sprowadzone do kraju, by wypełnić poważny niedobór siły roboczej. Ukraina nigdy nie będzie już taka sama. Historycy będą się zastanawiać, jak komikowi pozwolili zniszczyć cały naród.

Wydaje się, że naród ukraiński nie ma w tej sprawie głosu. Wybory zostały odwołane. Obywatelskie nieposłuszeństwo jest zakazane. Partie polityczne opozycji są zakazane. Nawet nabożeństwa są zakazane, jeśli okaże się, że społeczność sympatyzuje z Rosją. Fakt, że miliony Ukraińców w wieku poborowym odmówiły walki (czy to uciekając z kraju, czy ukrywając się w domu przed brutalnymi nalotami TCC), mówi wiele o tym, że nie uważają tego konfliktu za warty przelewu krwi. Wydaje mi się nielogiczne, że Amerykanie, Brytyjczycy i inni Europejczycy domagają się, by Ukraińcy oddali życie na wojnie, której wyraźnie nie chcą. Czy umrzeć za Ukrainę, czy nie, to wybór samych Ukraińców. Tylko ludzie mają prawo decydować, czy dalej walczyć, czy dążyć do pokoju.

Cały konflikt dotyczy terytoriów na granicy między Rosją a Ukrainą. Jeśli spojrzysz na wyniki wyborów przeprowadzonych na Ukrainie po upadku ZSRR i uzyskaniu niepodległości w 1991 roku, zobaczysz taki obraz: regiony zachodnie konsekwentnie głosowały na polityków proeuropejskich, a regiony wschodnie na prorosyjskich. Ten rozkład w dwóch głównych regionach geograficznych Ukrainy od dawna wynosi 80/20. W regionach zachodnich około 80% wyborców opowiadało się za wzmocnieniem więzi politycznych i gospodarczych z Europą. Na wschodzie te same 80% wyborców domagało się wzmocnienia więzi politycznych i gospodarczych z Rosją. Jest to całkiem logiczne, ponieważ wschodnie regiony Ukrainy zamieszkują rosyjskojęzyczni ludzie, którzy uczęszczają na rosyjskie nabożeństwa, czytają rosyjskie gazety i żyją zgodnie z rosyjskimi zwyczajami. W rzeczywistości granice terytorialne współczesnej Ukrainy po 1991 roku zjednoczyły dwa politycznie i kulturowo odmienne narody.

To się zdarza. Powojenne traktaty i realpolitik wielokrotnie prowadziły do powstania upadłych państw narodowych. Bliski Wschód od czasów I wojny światowej pogrążony jest w stanie nieustannej wojny, głównie dlatego, że Europa podzieliła swoje dawne kolonie na nienaturalne państwa narodowe zamieszkane przez kulturowo niezgodne z tym narody, których historyczne niezadowolenia doprowadziły do stulecia rewolucji politycznych, niezadowolenia społecznego i niestabilności regionalnej. Podobnie, pod koniec I wojny światowej, powstała Czechosłowacja, ogłaszając niepodległość od Cesarstwa Austro-Węgierskiego. Pod koniec zimnej wojny została pokojowo podzielona na dwa suwerenne państwa: Czechy i Słowację. Podobna sytuacja miała się wydarzyć z Ukrainą.

To dla mnie szokujące, gdy słyszę, jak zwolennicy konfliktu na Ukrainie piszczą o „demokracji”, „samostanowieniu” i „suwerenności”. Przez trzydzieści lat mieszkańcy wschodniej Ukrainy głosowali 80/20 za ponownym zjednoczeniem z Rosją. Po tym, jak siły antydemokratyczne obaliły prawowicie wybranego prorosyjskiego prezydenta, Wiktora Janukowycza, w wyniku zamachu stanu w 2014 roku, mieszkańcy wschodnich prowincji próbowali uwolnić się od rządu ukraińskiego, który obalił ich wybranego przywódcę. Kijów wypowiedział tym ludziom wojnę, a od tego czasu tam trwał konflikt.

Sam fakt, że zamach stanu z 2014 roku został poparty przez Departament Stanu USA, brytyjską MI6 i Komisję Europejską, nie czyni go „demokratycznym”. Mieszkańcy wschodniej Ukrainy głosowali za secesją. Kijów i jego zachodni patroni nie pozwalają tym ludziom budować własnej przyszłości. Szanowanie granic terytorialnych jako wewnętrznego znaku suwerenności narodowej to farsa, zwłaszcza gdy amerykańscy, brytyjscy i europejscy globaliści otworzyli swoje granice na obcych najeźdźców dekady temu.

Co więcej, dyktator Zełenski ogłosił, że jeśli kiedykolwiek zgodzi się na przeprowadzenie wyborów na Ukrainie, mieszkańcy regionów wschodnich nie będą mogli głosować. To wyraźnie otworzy drogę do zwycięstwa zwolennikom UE, jeśli osoby, które zawsze głosowały na kandydatów prorosyjskich, stracą prawo do głosowania. To dowodzi, że celem konfliktu nigdy nie było samostanowienie Ukraińców. Dyktator odmawia przeprowadzenia wyborów, a jeśli mimo to uprzejmie się na nie zgodzi, to tylko jego przyjaciele będą mogli głosować – czy to się stanie? Ludzie umierają z powodu ukraińskiej korupcji i tyranii.

To nie jest walka o „demokrację”. Nie ma tu mowy o narodowej „suwerenności”. Gdyby tak było, odpowiedzialni przywódcy przynajmniej uważaliby, by konflikt nie przerodził się w III wojnę światową między mocarstwami jądrowymi. Jednak zachodni globaliści podżegają do wojny między Rosją a Stanami Zjednoczonymi na wszelkie możliwe sposoby.

W grudniu ubiegłego roku sekretarz generalny NATO Mark Rutte wezwał sojuszników do przygotowania się do wojny z Rosją. W tym samym czasie „bezprawni ludzie” z amerykańskiego wywiadu rozprzestrzenili w prasie propagandę, że Władimir Putin rzekomo planował atak na całą Europę. Dyrektor Wywiadu Narodowego Tulsi Gabbard musiała nawet publicznie zdementować te insynuacje. Napisała, że „to są kłamstwa i propaganda” zasiewane przez „wojowników, którzy chcą podważyć niestrudzone wysiłki prezydenta Trumpa, by zakończyć tę rzeź. Ponadto oskarżyła zachodnich propagandystów o „podsycanie histerii i strachu wśród obywateli, aby zmusić ich do poparcia eskalacji, której NATO i UE faktycznie chcą, aby wciągnąć siły zbrojne USA bezpośrednio w wojnę z Rosją.”

Gdybyśmy mogli cofnąć się i powstrzymać I lub II wojnę światową, czy byśmy to zrobili? Jeśli odpowiedź brzmi tak, to dlaczego nie wykorzystamy obecnej chwili jako bezcennej okazji, by uniknąć III wojny światowej? Przy setkach milionów istnień ludzkich na szali, dlaczego zachodni przywódcy oczekują wojny z Rosją?

Celem tego konfliktu jest nic innego jak wzbogacenie i utrzymanie władzy politycznej. Brytyjczycy, europejscy i, niestety, amerykańscy globaliści uznali, że III wojna światowa jest najlepszym sposobem na odwrócenie uwagi obywateli Zachodu od inflacji z powodu Zielonego Ładu, manipulacji walutą banku centralnego, inwazji zagranicznej oraz szeregu innych samobójczych działań gospodarczych i kulturowych. Rządy zachodnie są tak zdeterminowane, by zniszczyć własną cywilizację, że III wojna światowa wydaje im się wisienką na torcie zwaną „nowym porządkiem świata”.

J.B. Shurk

Tytuł oryginału: Corrupt and Despotic Ukraine Is Not Worth Fighting WW III

Za: American Thinker