Fabryka wojny

Fabryka wojny

Autor: Sabine Jahn apolut/die-fabrik-des-krieges

https://tube4.apolut.net/videos/embed/oCuwUkgpSUfB5RqrB398oP

Prawdziwa rewolucja w tej wojnie nie dokonuje się w okopach. Pojawia się w platformach danych, oprogramowaniu i cyfrowych sieciach zaopatrzenia. Tam rozwija się ekosystem wojskowo-przemysłowy, który fundamentalnie zmienia europejski porządek bezpieczeństwa – w dużej mierze niezauważony w debacie publicznej.

Punkt widzenia Sabiene Jahn .

Ci, którzy dziś mówią o wojnie na Ukrainie, zazwyczaj myślą o liniach frontu, kolumnach czołgów lub dziennej liczbie zniszczonych dronów. Percepcja społeczna koncentruje się na widocznych wydarzeniach. Siła militarna nadal jest postrzegana jako suma uzbrojenia, żołnierzy i zdolności produkcyjnych. Głębsze zmiany zachodzą w przepływie danych między polem bitwy, rozwojem oprogramowania, przemysłem i zaopatrzeniem.

Każdy zniszczony dron, każdy zagłuszony kanał radiowy i każda nowa taktyka generują informacje. Informacje te decydują o tym, która broń zostanie ulepszona, która firma otrzyma kolejny kontrakt i która technologia zostanie rozwinięta w ciągu kilku tygodni. Wojna generuje zatem ciągły strumień użytecznych danych.

Przez dziesięciolecia innowacje wojskowe przebiegały w oddzielnych fazach – badań, rozwoju, testów, zaopatrzenia, produkcji i wdrożenia. Od pomysłu do jego wdrożenia często mijało dziesięć lub piętnaście lat. Na Ukrainie rozwój, wdrożenie, ocena i udoskonalenie następują niemal jednocześnie. Nowe produkty trafiają bezpośrednio na linię frontu, żołnierze testują je w warunkach rzeczywistych, a wnioski z tych badań spływają z powrotem niemal natychmiast. W ciągu kilku tygodni wdrażane są modyfikacje techniczne, które następnie są wykorzystywane w kolejnej bitwie. Sama wojna staje się środowiskiem rozwoju.

Decyzje zakupowe coraz częściej opierają się na stale gromadzonych danych operacyjnych. Decydującym czynnikiem jest udokumentowana wydajność w warunkach bojowych, a nie tylko teoretyczna zdolność. Prawdziwym surowcem są dane dotyczące zasięgu, wskaźników awaryjności, dokładności, czasu dostawy i rzeczywistych korzyści. Kto posiada te informacje, ma przewagę w wiedzy, która przekłada się na udoskonalenia techniczne i korzyści ekonomiczne. (12)

Podczas gdy rządy debatowały nad pakietami zbrojeniowymi i miliardami dolarów pomocy, wyłoniła się cyfrowa infrastruktura, zaprojektowana w celu trwałego połączenia rozwoju, produkcji, rozmieszczenia i zaopatrzenia. Walerij Załuszny znalazł programowy wyraz tego zjawiska. Kiedy były dowódca naczelny ukraińskich sił zbrojnych przemawiał na Międzynarodowych Targach Lotniczych i Kosmicznych w Farnborough w lipcu 2026 roku, określił wojnę jako początek nowej ery militarnej. Ukraina stała się laboratorium nowoczesnej sztuki wojennej. W przyszłości liczebność armii nie będzie już jedynym czynnikiem decydującym. Decydująca będzie jej zdolność do przekształcania doświadczeń w innowacje technologiczne niemal w czasie rzeczywistym. (1)(2)

Nowością jest połączenie dotychczas odrębnych sektorów. Żołnierze pierwszej linii frontu, deweloperzy, startupy, firmy zbrojeniowe, agencje zamówień publicznych, inwestorzy i decydenci polityczni stają się częścią wspólnego cyklu innowacji. W ten sposób tworzy się ekosystem wojskowo-przemysłowy, który znacząco różni się od tradycyjnego przemysłu obronnego. Jego elementy składowe noszą nazwy takie jak DELTA, Mission Control, Brave1, ePoints, DOT-Chain Defence i Manufacturer Dashboard. Razem mają one cyfrowo połączyć praktycznie każdy etap między potrzebami wojskowymi a produkcją przemysłową. Europa wspiera obecnie tę architekturę nie tylko finansowo, ale także zaczyna stopniowo wdrażać kluczowe elementy. W tym właśnie tkwi jej prawdziwe znaczenie: w Europie wyłania się nowy porządek bezpieczeństwa i gospodarki, na długo zanim zostanie ustalony jego ostateczny kształt polityczny. (14)

System uczenia się

Ukraina dąży do zintegrowania potrzeb wojskowych, rozwoju technologicznego i zamówień w jednym cyklu. Doświadczenie bojowe ma być jak najszybciej wdrożone w nowych produktach, zmodyfikowanym oprogramowaniu i innych zamówieniach. (12)

„DELTA” zapewnia cyfrowy obraz świadomości sytuacyjnej. (6) „Kontrola misji” rejestruje i ocenia wdrożenie systemów bezzałogowych. (9) „Brave1” łączy jednostki z deweloperami, startupami, inwestorami i agencjami rządowymi. (5) Zatwierdzone produkty można wybrać za pośrednictwem „Rynku Brave1”. (15) „ePoints” przekłada potwierdzone wyniki na dodatkowe możliwości zamówień. (16) „Obrona łańcucha dostaw” organizuje zawieranie umów, płatności i dostawy. (17) „Panel producenta” zapewnia producentom informacje zwrotne na temat popytu i wdrożenia. (12)

Bitwa generuje dane dotyczące zasięgu, podatności na zakłócenia, awarii i skutków. Deweloperzy modyfikują projekt lub oprogramowanie. Producenci dostosowują produkcję. Ulepszona wersja wraca na linię frontu. Zamówienia liniowe stają się systemem uczącym się. Skraca to czas reakcji. Jednak jednocześnie zmienia układ sił. (12)

Ten, kto decyduje, jakie dane są gromadzone i jak są oceniane, wpływa na popyt. Ten, kto zatwierdza producenta, przyznaje mu dostęp do rynku. Ten, kto decyduje o standardach technicznych i interfejsach, może faworyzować lub wykluczać całe grupy produktów. Platformy pomagają określić, które technologie stają się widoczne, które firmy się rozwijają i które systemy są zamawiane w większych ilościach. Nowy rynek obronny jest w coraz większym stopniu napędzany przez dane, zasady dostępu i oceny cyfrowe. (14)

Przyspieszone w warunkach wojennych

Choć ta architektura wydaje się nowa, jej podstawowa idea sięga czasów sprzed wojny na Ukrainie. Już pod koniec lat 90. XX wieku amerykańscy stratedzy wojskowi, skupieni wokół Arthura K. Cebrowskiego i Johna J. Garstki, opracowali koncepcję „wojny sieciocentrycznej”. Zgodnie z nią, przewaga militarna miała wynikać przede wszystkim z przyspieszonego przepływu informacji. Czujniki, rozpoznanie, dowodzenie i kontrola, przemysł oraz siły operacyjne miały być połączone we wspólną sieć cyfrową. Decydującym czynnikiem nie była zatem wyłącznie wydajność pojedynczego systemu uzbrojenia. Kluczowa stała się szybkość, z jaką informacje mogły być przetwarzane i przekładane na działania militarne. (21)

Ta szkoła myślenia dała początek licznym programom Departamentu Obrony USA w kolejnych dekadach. Terminy takie jak „Joint All-Domain Command and Control” (JADC2), „Mosaic Warfare”, „Software-defined Warfare” i „Acquisition Agility” opierały się na tej samej podstawowej idei: radykalnego skrócenia cykli rozwoju, ułatwienia dostępu innowacji cywilnych do użytku wojskowego oraz zastąpienia sztywnych procesów zamówień systemami edukacyjnymi. Instytucje badawcze Pentagonu, Jednostka Innowacji Obronnych, DARPA oraz think tanki, takie jak RAND, CSIS i Centrum Nowego Bezpieczeństwa Amerykańskiego, pracowały nad tymi koncepcjami na długo przed wojną na Ukrainie. (24)(25)(26)(28)

Ukraina nie wymyśliła tych idei. Wdrożyła je w warunkach wojny egzystencjalnej z szybkością, która wcześniej była niemal niewyobrażalna. Modele teoretyczne stały się platformami cyfrowymi. Właśnie dlatego zachodnie siły zbrojne kierują teraz wzrok ku Ukrainie, ponieważ pokazuje ona, jak koncepcje rozwijane przez dekady można zorganizować w rzeczywistych warunkach bojowych. (29)

Rosja również realizuje szybki cykl innowacji, choć według innej logiki. Jej przemysł obronny jest w większym stopniu kontrolowany przez państwo, zintegrowany pionowo i nastawiony na niższe koszty jednostkowe swoich systemów. Adaptacje są często wprowadzane bezpośrednio w siłach zbrojnych, a następnie wdrażane centralnie. Również w tym przypadku droga od doświadczenia do zmian technologicznych jest znacznie skrócona. (32)(33)

Europa przejmuje zachodnią ideę, której praktyczną skuteczność Ukraina udowodniła w warunkach wojny. Programy takie jak „Brave Germany”, „EDIP” oraz nowa niemiecka strategia rozwoju startupów i scaleupów są wyrazem tego rozwoju. Stopniowo przenoszą one cykle innowacji przyspieszone w warunkach wojny do europejskiego przemysłu obronnego. (49)(62)(69)

Żołnierze jako część procesu rozwoju

Drony, roboty naziemne i systemy zautomatyzowane mają przejąć niebezpieczne zadania i chronić żołnierzy. Nie eliminuje to jednak ryzyka związanego z człowiekiem. Systemy bezzałogowe muszą być przygotowane, kontrolowane, konserwowane i odbudowywane. Operatorów można śledzić, łącza radiowe mogą ulec awarii, a sprzęt może działać nieprawidłowo. Terytorium pozostaje w rękach człowieka, a decyzja o ataku również pozostaje w gestii człowieka.

Model ukraiński skraca czas między opracowaniem a wdrożeniem. Jest to zarówno jego zaleta, jak i etyczna granica. Produkt, który wcześniej przechodził długotrwałe testy na poligonie, teraz szybciej trafia do walki. Jego słabości ujawniają się, gdy awarie mają natychmiastowe konsekwencje. Żołnierz jest zatem czymś więcej niż tylko użytkownikiem gotowej technologii; staje się częścią procesu jej rozwoju. Producenci mogą wprowadzać ulepszenia, inwestorzy – realokować kapitał, a ministrowie – wymieniać. Żołnierz jednak może zapłacić za błąd życiem.

System ePoints jest szczególnie wrażliwy. Nagradza mierzalny wpływ. Potwierdzone trafienie jest łatwo rejestrowane. Uniknięty atak lub oszczędzenie wyczerpanych żołnierzy trudniej przełożyć na system punktowy. System tworzy zachęty, które należy monitorować. (16) Międzynarodowe prawo humanitarne wymaga zróżnicowania, proporcjonalności i środków ostrożności. Atak nie jest usprawiedliwiony tylko dlatego, że zapewnia jednostce lepszy sprzęt. (37)(38) Cyfrowy system oceny nigdy w pełni nie odzwierciedla rzeczywistości. Uwidacznia pewne osiągnięcia, a inne są ledwo mierzalne. W ten sposób może wpływać na zachowanie, nie wydając rozkazów. Co najważniejsze, decyduje, kto potwierdza trafienia, które cele mogą być oceniane i czy zapobieganie krzywdzie ludności cywilnej jest traktowane tak samo poważnie, jak liczba „udanych” ataków. Innowacje wojskowe mogą ratować życie. Mogą również umożliwić przedłużenie wojny w coraz trudniejszych warunkach. Ich wartość zależy od tego, czy ochrona ludności ma pierwszeństwo przed potrzebami systemu.

Rosnąca cyfryzacja wojskowych procesów decyzyjnych rodzi również pytanie, jakie cele są preferowane przez takie systemy. Pod koniec czerwca 2026 roku prezydent Wołodymyr Zełenski zainicjował strategię „sankcji dalekiego zasięgu” poprzez zintensyfikowanie ataków na cele w głębi Rosji. Według jego własnych oświadczeń, celem było zwiększenie presji militarnej i gospodarczej na Moskwę do takiego stopnia, że ​​Rosja byłaby zmuszona negocjować na warunkach ukraińskich. (39)(40) Podczas gdy Kijów rozumiał te ataki jako presję militarną i ekonomiczną, Moskwa określiła je mianem terroryzmu wymierzonego w cele cywilne. Kampania ta pokazała na początku sierpnia, że ​​nawet zaawansowane technologicznie systemy niekoniecznie osiągają cele polityczne. Rosyjska wojna nie zmieniła zasadniczo swojego kursu. Jednocześnie Moskwa zintensyfikowała ataki na ukraińskie zakłady produkujące drony i pociski rakietowe. Zatem wojna oparta na danych nie zastępuje strategii politycznej. (41)

Architekci tej zmiany

Za platformami cyfrowymi stoją decyzje polityczne i ludzie, którzy zmieniają ugruntowane struktury. Mychajło Fiodorow był jednym z głównych architektów tej transformacji. Na arenie międzynarodowej zyskał sławę ministra ds. transformacji cyfrowej. Pod jego kierownictwem stworzono infrastrukturę wykraczającą daleko poza modernizację administracyjną. Wraz z przedłużaniem się wojny, uwaga skupiła się na przemyśle zbrojeniowym. (44)

Fiodorow nie chciał po prostu kupować szybciej. Jego celem był system zaopatrzenia, który stale uczył się na podstawie rzeczywistych potrzeb. Dane miały być punktem wyjścia. Producenci tworzyli produkty dla jednostek, których opinie były bezpośrednio uwzględniane w kolejnym etapie rozwoju. Małe firmy miały możliwość testowania produktów w warunkach rzeczywistych. Nowe technologie mogły być wprowadzane znacznie szybciej. (12)

Ministerstwo Obrony przekształciło się w ten sposób z roli zwykłego komisarza w operatora ekosystemu innowacji. Ustanawiało zasady, zapewniało platformy i organizowało przepływ informacji między linią frontu, przemysłem a badaniami. To zmieniło równowagę sił w obszarze zamówień publicznych i rozwoju. Decydującym czynnikiem stało się teraz to, kto definiował potrzeby, oceniał efektywność, zapewniał dostęp do rynku i kontrolował uzyskane dane. (14)

Kiedy Fiodorow zastosował te zasady do zamówień wojskowych, ekonomiczny rdzeń reformy stał się jasny. Innowacji cyfrowych nie dało się oddzielić od interesów przemysłu. Zamówienia decydowały o rozwoju firm, wykorzystaniu linii produkcyjnych i przepływie miliardów dolarów z funduszy publicznych. (43)(44)

Konflikt między potrzebami wojskowymi a planowaniem gospodarczym

Opór pojawia się tam, gdzie przesuwają się obowiązki, decyzje stają się przejrzyste lub gdy zagrożone są interesy ekonomiczne. Zamówienia nigdy nie są czysto techniczne. Za każdym kontraktem stoją moce produkcyjne, inwestycje i łańcuchy dostaw. Ci, którzy inwestują miliony w maszyny, personel i materiały, potrzebują perspektywy długoterminowych kontraktów. To bezpieczeństwo planowania jest warunkiem koniecznym dla produkcji przemysłowej.

Reformy Fiodorowa częściowo podważyły ​​tę logikę. Jeśli wymagania zmieniają się gwałtownie w wyniku nowych doświadczeń na froncie, produkt może stracić na znaczeniu, nawet jeśli zdolności produkcyjne zostały już ugruntowane. System cyfrowy reaguje szybciej – w tym tkwi jego siła. Jednocześnie pojawia się konflikt między potrzebami wojskowymi a planowaniem ekonomicznym. (44)

Po zwolnieniu Fiodorow otwarcie opisał ten konflikt. Decyzje dotyczące amunicji i innych materiałów mogły kosztować poszczególne firmy znaczne sumy, gdyby popyt się zmienił. Jako przykład podał potencjalną stratę około stu milionów dolarów amerykańskich dla producenta, którego przygotowana produkcja nie spełniała już obecnych wymagań. Potrzeby wojskowe są zmienne. Przemysł jest zmienny tylko w ograniczonym zakresie. (45)

W przetargach na amunicję artyleryjską zwiększona konkurencja doprowadziła do znacznych obniżek cen. Dla państwa oznaczało to niższe wydatki, a dla producentów straty. „Model ukraiński” lepiej dostosowuje popyt do rzeczywistego wykorzystania. Oczekuje się, że produkty sprawdzą się w praktyce, a nie wyłącznie dzięki obietnicom politycznym czy wcześniejszym kontraktom. (42)(43)

Dymisja Fiodorowa poruszyła zatem kwestię tego, kto w przyszłości będzie decydował o rynku, na który jednocześnie napływają ukraińskie środki budżetowe, pomoc międzynarodowa, europejskie programy finansowania i inwestycje prywatne. Mówił o ośrodkach władzy, które sprzeciwiały się jego kursowi – przedsiębiorstwach, podmiotach powiązanych politycznie, oporze w ministerstwie i organach ścigania. Wszystkie te obszary zbiegają się na skrzyżowaniu miliardów dolarów w kontraktach publicznych, interesów przemysłowych i państwowej władzy decyzyjnej. (45)(46)

Chociaż obecnie nie ma jednoznacznych dowodów na to, że za tym zwolnieniem stała jakaś konkretna niemiecka lub europejska firma, cyfryzacja zamówień publicznych zmienia rynek, którego znaczenie gospodarcze wykracza daleko poza Ukrainę: kto dostarcza broń i kto ustala zasady regulujące jej rozwój, ocenę i zakup?

Ciśnienie strukturalne

Reformy Fiodorowa zmieniły mechanizmy zamówień publicznych. Do tego czasu decyzje te podejmowały głównie ministerstwa, sztaby generalne i agencje zamówień publicznych. Między rozmieszczeniem sił a decyzją o zamówieniu mogły upłynąć miesiące, a nawet lata. (46)

Jednostki powinny móc zgłaszać swoje potrzeby w sposób bardziej bezpośredni. Dane operacyjne powinny być w większym stopniu uwzględniane. Przetargi powinny tworzyć konkurencję. Oznaczało to utratę władzy dla uznanych producentów, którzy polegali na długoterminowych zobowiązaniach, dla części administracji ministerialnej, której nieformalna swoboda działania uległa zmniejszeniu, oraz dla Sztabu Generalnego, który delegował część wyboru produktów do doświadczenia jednostek bojowych. (44)(46)

W każdym kraju zakupy broni są powiązane z polityką przemysłową. Linie produkcyjne zapewniają miejsca pracy. Nowe fabryki często powstają dopiero po długoterminowych zobowiązaniach zakupowych. System cyfrowy ocenia bieżące potrzeby. Zakład przemysłowy planuje z wieloletnim wyprzedzeniem. Te dwa aspekty nie zawsze idą ze sobą w parze.

Kiedy państwa inwestują miliardy w moce produkcyjne, nie mogą ich po prostu zamykać na żądanie. Fabryki muszą być wykorzystywane. To stwarza presję strukturalną na utrzymanie linii produkcyjnych, które już powstały – nawet jeśli potrzeby militarne uległy zmianie. W tym momencie linie frontu i przemysł bezpośrednio się przecinają.

granica między pomocą, polityką przemysłową i zamówieniami publicznymi

Niemcy są jednym z najważniejszych partnerów Ukrainy. Nie chodzi już tylko o dostawy broni. Niemcy uczestniczą we wspólnym rozwoju, produkcji, testowaniu i budowie infrastruktury cyfrowej, która łączy potrzeby wojskowe, innowacje i zamówienia. (49)

Inicjatywa „Brave Germany” ma na celu połączenie firm z obu krajów, przyspieszenie testowania technologii i przeniesienie osiągnięć ukraińskich doświadczeń z frontu do produkcji przemysłowej. Według ukraińskich źródeł, obejmuje to dostęp do ekosystemu DELTA oraz współpracę nad modelami sztucznej inteligencji opartymi na rzeczywistych danych operacyjnych. Niemieckie firmy i agencje rządowe mogą uczestniczyć w procesie rozwoju, którego najważniejszym zasobem jest doświadczenie zdobyte podczas trwającej wojny. (49)

„Quantum Systems” dostarcza drony rozpoznawcze i łączy ukraińskie osiągnięcia z możliwościami produkcyjnymi w Niemczech. Wspólnie nawiązali współpracę w zakresie dronów, systemów przechwytujących i bezzałogowych statków naziemnych. Ukraina wnosi doświadczenie operacyjne i krótkie cykle rozwoju, podczas gdy Niemcy zapewniają kapitał, skalowalność i dostęp do rynku europejskiego. (50)(51)

Rheinmetall rozszerza swoją obecność. Przedsięwzięcia joint venture, zakłady naprawcze i produkcyjne, moce produkcyjne amunicji i innych towarów. Takie projekty wymagają długoterminowych kontraktów i znacznych inwestycji. To właśnie tutaj napięcie staje się oczywiste. System cyfrowy ma szybko reagować na zmieniające się potrzeby. Fabryka amunicji działa latami. Co się stanie, jeśli państwo wesprze utworzenie linii produkcyjnej, a produkt później nie będzie już potrzebny w oczekiwanych ilościach? Możliwe są umowy ramowe, minimalne zamówienia, zaliczki lub wykorzystanie przez inne siły zbrojne. W nowych niemiecko-ukraińskich wspólnych projektach opinia publiczna często nie do końca wie, kto ponosi ryzyko inwestycyjne, kto jest właścicielem technologii, jakie istnieją prawa do danych operacyjnych i na jakich warunkach produkty mogą być później sprzedawane. (55)(56)(57)

Transformacja jest jeszcze bardziej widoczna w firmach takich jak Helsing. Ich wartość ekonomiczna tkwi przede wszystkim w oprogramowaniu, sztucznej inteligencji i przetwarzaniu dużych zbiorów danych. Rzeczywiste dane operacyjne usprawniają algorytmy i przyspieszają rozwój systemów autonomicznych. Wojna na Ukrainie służy zatem zarówno jako rynek zbytu, jak i środowisko rozwoju – w warunkach, które trudno byłoby stworzyć w czasie pokoju. Doświadczenia bojowe generują ekonomicznie opłacalne towary, wiedzę techniczną, wytrenowane modele, procesy produkcyjne, patenty i dostęp do nowych rynków. Dlatego kluczowe jest ustalenie, kto jest właścicielem tych aktywów i kto finansuje ich tworzenie. (58)(59)(60)

Niemieckie Siły Zbrojne również zmieniają swoje praktyki zakupowe. Rosną naciski na drastyczne skrócenie czasu rozwoju i przetargów. Doświadczenia z Ukrainy stają się punktem odniesienia. Firma, której technologia jest tam wdrażana, zdobywa doświadczenie, którego nie może posiąść konkurent bez dostępu do pola walki. Finansowana przez państwo dostawa na Ukrainę może jednocześnie służyć jako pomoc rozwojowa dla przyszłego rynku europejskiego. Granica między pomocą, polityką przemysłową a zamówieniami publicznymi zaczyna się zacierać. (54)

Na poziomie europejskim rozwój ten wzmacniają Europejski Fundusz Obronny i Europejski Program Przemysłu Obronnego (EDIP). Ukraiński przemysł zbrojeniowy jest coraz ściślej zintegrowany z europejską bazą. Część miliardów jest bezpośrednio przeznaczana na finansowanie ukraińskiej obronności. Pozostała część wraca poprzez kontrakty z europejskimi firmami. Dalsze środki tworzą wspólne moce produkcyjne. Część transferów jest wykorzystywana na politykę inwestycyjną. (67)(68)(69)(70)

Liczy się przepływ pieniędzy i to, kto nabywa prawa do technologii. Istnieją dwie logiki obok siebie. Jedna obiecuje konkurencję i selekcję opartą na rzeczywistym wpływie, druga zaś kieruje się polityką przemysłową, decyzjami sojuszniczymi i długoterminowymi kontraktami produkcyjnymi. Im bardziej te dwa systemy się ze sobą przeplatają, tym trudniej określić, która logika ma pierwszeństwo w przypadku konfliktu. To powiązanie jest bardziej zaawansowane, niż sugerowałaby debata na temat potencjalnego członkostwa w UE lub NATO. (70)(71)(72)(73)(74)(75)

Integracja sektorowa

Ukraina nie jest członkiem Unii Europejskiej ani NATO. Niemniej jednak w sferze wojskowo-przemysłowej jest głęboko zintegrowana z obiema strukturami – poprzez szkolenia, logistykę, wspólny rozwój, standardy techniczne, programy finansowania i współpracę przemysłową. (76)

NATO koordynuje znaczną część swojego wsparcia za pośrednictwem NSATU w Wiesbaden. Ukraińscy żołnierze są szkoleni, dostawy koordynowane, a zdolności wojskowe są technicznie dostosowane do systemów sojuszniczych. W polskim ośrodku analiz i szkoleń JATEC (Joint Analysis and Training Centre) doświadczenia wojenne są analizowane i udostępniane na potrzeby dalszego rozwoju ukraińskich i zachodnich sił zbrojnych. System DELTA został przetestowany pod kątem interoperacyjności z systemami NATO. Kompatybilność techniczna jest jednak warunkiem wstępnym wspólnych operacji wojskowych. (77)(79)(82)

Unia Europejska już dawno rozszerzyła swoje finansowanie poza dostawy broni. Wspiera szkolenia, produkcję broni, badania i wspólne zamówienia. Ukraińskie firmy są zintegrowane z europejskimi programami finansowania i łańcuchami dostaw. Europejski Program Przemysłu Obronnego zapewnia dedykowane finansowanie dla ukraińskiego przemysłu obronnego. Europejski Fundusz Obronny ułatwia wspólne projekty rozwojowe. Projekty związane z obronnością i podwójnego zastosowania mogą być również finansowane za pośrednictwem Instrumentu na rzecz Ukrainy. (67)(68)(75)

Ponadto istnieje współpraca między organami zamówień publicznych. Międzynarodowa koalicja „CORPUS” zajmuje się kwestiami należytej staranności dostawców, zgodności, digitalizacji łańcuchów dostaw i odporności zamówień publicznych. Ukraińskie platformy, takie jak „DOT-Chain Defence”, są nie tylko postrzegane jako krajowe rozwiązania w sytuacjach wojennych; ich możliwość przeniesienia do struktur europejskich jest wyraźnie badana. (83)

Integracja nie przebiega już zatem wyłącznie w jednym kierunku. Ukraina przyjmuje zachodnie standardy, a jednocześnie zmienia sposób organizacji, wyposażenia i zaopatrzenia współczesnych sił zbrojnych. (29)

Debata polityczna koncentruje się na praworządności, rynku wewnętrznym, konsekwencjach budżetowych i potencjalnych zobowiązaniach do wzajemnej pomocy. W obszarach bezpieczeństwa i polityki przemysłowej fakty są już ustalane. Wspólne fabryki, linie kredytowe, umowy o danych i programy rozwoju zwiększają koszty ewentualnej przyszłej zmiany polityki. (70)(75)(84)

Ukraina nie otrzymuje jednak gwarancji bezpieczeństwa należnych członkowi NATO. Artykuł 5 nie ma do niej zastosowania. Jednocześnie jej siły zbrojne, przemysł zbrojeniowy i infrastruktura cyfrowa są integrowane ze strukturami, które wcześniej służyły głównie członkom sojuszu. Tworzy to „państwo przejściowe”. Zapytanie parlamentarne w sprawie przystąpienia Ukrainy do UE, złożone w niemieckim Bundestagu w 2026 roku, jedynie marginalnie dotyka tego procesu integracji wojskowo-technicznej. Proces ten jest w rzeczywistości bardziej zaawansowany niż wiele obszarów formalnie negocjowanych. (84)(86)

Integracja instytucjonalna nie jest bynajmniej pozbawiona sprzeczności. Walerij Sałuszny, ambasador Ukrainy w Londynie, publicznie zakwestionował dotychczasową logikę przystąpienia do NATO w sierpniu 2026 roku. Ukraina przez dwanaście lat przyjmowała standardy NATO, słysząc rok po roku, że akcesja jest nieuchronna. „Niestety, nigdy nie dołączymy do NATO” – oświadczył. Jednocześnie potwierdził poważne braki militarne sojuszu. Sojusz nadal przestrzega doktryn z czasów II wojny światowej, mimo że sposób prowadzenia wojny uległ zasadniczej zmianie. Według Sałusznego, NATO „prawdopodobnie będzie potrzebowało kolejnych dwunastu lat, aby osiągnąć standardy niezbędne do osiągnięcia co najmniej połowy poziomu Federacji Rosyjskiej”. Dlatego też dostrzega realną perspektywę w przyszłym europejskim bloku bezpieczeństwa. (87)(88)

Ta ocena jest niezwykła. Pochodzi ona od tego samego wojska, którego armia jest obecnie uważana za wzór dla zachodniej modernizacji. Ukraina coraz częściej postrzega siebie jako współtwórcę nowej europejskiej architektury wojskowej, której doświadczenia mają obecnie wzajemny wpływ na państwa NATO i Unię Europejską. To zmienia perspektywę i prowadzi do niezwykłej zmiany ról. Przez dekady NATO było uważane za punkt odniesienia, do którego Ukraina musiała się dostosować. (80)(87)

Klasyczny dylemat bezpieczeństwa

Uzasadnienie Zachodu jest jasne. Zaatakowane państwo musi zachować zdolność do samoobrony. Produkcja broni w Europie powinna wzrosnąć, zależność od Stanów Zjednoczonych powinna się zmniejszyć, a dalsze postępy Rosji powinny zostać powstrzymane. Z rosyjskiej perspektywy te same środki wydają się trwałym przesunięciem militarnym zachodniej przestrzeni bezpieczeństwa na wschód. Ukraina nie zostanie członkiem NATO, ale jej siły zbrojne zostaną przestawione na systemy zachodnie, jej logistyką zajmą się państwa NATO, jej przemysł zostanie zintegrowany z europejskimi łańcuchami dostaw, a jej oprogramowanie dowodzenia i kontroli zostanie technicznie kompatybilne. (76)(82)(98)

Polityka bezpieczeństwa nie jest jednak mierzona wyłącznie deklarowanymi intencjami. Jej skutki dla drugiej strony są równie istotne. To rodzi klasyczny dylemat bezpieczeństwa. Jedna strona opisuje zbrojenia jako ochronę, podczas gdy druga postrzega je jako rosnące zagrożenie i odpowiada własnym zbrojeniem. (93)

Po zakończeniu zimnej wojny istniała krótkotrwała możliwość paneuropejskiego porządku, w którym Rosja i państwa Europy Środkowej i Wschodniej nie byłyby trwale zorganizowane przeciwko sobie. Ta możliwość nie została zrealizowana. Układ „dwa plus cztery” nie zawiera w istocie zakazu przyszłego rozszerzenia NATO. Jednakże zgoda Związku Radzieckiego na zjednoczenie Niemiec zrodziła się w atmosferze współpracy w zakresie bezpieczeństwa i pokoju. Późniejsze wydarzenia znacznie odbiegały od tego stanu rzeczy. (90)(91)(92)

NATO rozszerzyło się na wschód. W 2008 roku sojusz ogłosił, że Ukraina i Gruzja staną się kiedyś jego członkami. Od 2014 roku współpraca wojskowa zacieśniła się, a po 2022 roku została rozszerzona o kompleksową współpracę w zakresie szkoleń, logistyki, uzbrojenia i danych. Z prawnego punktu widzenia Rosja nie ma prawa weta. Z politycznego punktu widzenia pojawia się pytanie, czy porządek może pozostać trwale stabilny, jeśli interesy bezpieczeństwa mocarstwa są traktowane jako fundamentalnie nieuprawnione. (85)(98)

Dla Moskwy ten przejściowy stan rzeczy na Ukrainie może wydawać się de facto zbliżeniem z NATO bez formalnego przystąpienia. Dla Kijowa pozostaje on niewystarczający, ponieważ wsparcie nie jest powiązane z automatyczną pomocą. Formalna neutralność byłaby teoretycznie możliwa, ale jej praktyczna treść staje się coraz bardziej niejasna, im więcej sił zbrojnych, platform oprogramowania, zakładów produkcyjnych i łańcuchów dostaw jest zaangażowanych. (76)(86)

Zachodnie stanowisko przeciwne głosi, że właśnie te więzi są konieczne. Tylko silna militarnie Ukraina może zapobiec ponownym atakom. To założenie pozostaje jednak niepotwierdzone. Podobnie nie dowiedziono, że stale rosnące zbrojenia prowadzą do stabilniejszego porządku. Istnieją programy i budżety na produkcję dronów, fabryki amunicji, modele sztucznej inteligencji i wspólne zamówienia. Brakuje również konkretnych struktur dla nowego paneuropejskiego porządku bezpieczeństwa. (67)(70)

To zmienia znaczenie europejskiego pojęcia pokoju. Pokój coraz częściej jawi się jako wynik przewagi militarnej, a nie jako porządek wzajemnie ograniczonej władzy. Europa przygotowuje się organizacyjnie, przemysłowo i finansowo do długotrwałego konfliktu. Nie zdecydowała jeszcze z taką samą determinacją, jaki porządek polityczny powinien kiedyś położyć kres temu konfliktowi.

Innowacje wojskowe stają się częścią polityki gospodarczej

Debata na temat wojny zazwyczaj koncentruje się na indywidualnych decyzjach: nowym pakiecie uzbrojenia, dodatkowej linii kredytowej, kolejnym zakładzie produkcyjnym. Dopiero patrząc na całość, staje się jasne, że tworzy to nowy porządek militarno-przemysłowy.

Ukraina nie rozwija już swojej obrony w izolacji. Europejskie firmy inwestują w ukraińskie moce produkcyjne. Ukraińscy producenci są integrowani z zachodnimi łańcuchami dostaw. Powstają wspólne programy badawcze. Platformy danych stają się technicznie kompatybilne. Start-upy otrzymują finansowanie rządowe. Procesy zamówień publicznych są przyspieszane i ściślej powiązane z danymi operacyjnymi. (67)

Strategia Niemiec dotycząca startupów i scaleupów szczególnie wyraźnie ilustruje tę zmianę. Bezpieczeństwo i obronność są wyraźnie uwzględnione w rządowym finansowaniu innowacji. Młode firmy mają łatwiej pozyskiwać kapitał, ściślej współpracować z uznanymi korporacjami i uzyskać szybszy dostęp do użytkowników rządowych i kanałów zamówień publicznych. Innowacje wojskowe stają się zatem częścią ogólnej polityki gospodarczej. (62)

Pieniądze na obronność nie finansują już wyłącznie gotowych produktów. Są one przeznaczane na badania, inwestycje, zakłady produkcyjne, infrastrukturę danych i rozwój przemysłu. To tworzy więzi wykraczające poza pojedynczy budżet i wykraczające poza zakończenie obecnej wojny. (70)

Z każdą nową fabryką rośnie presja polityczna, by działać z pełną wydajnością. Z każdym wspólnym przedsięwzięciem rosną koszty późniejszego wycofania produkcji. Z każdym zastrzeżonym systemem danych rośnie zależność technologiczna. To, co zaczyna się jako tymczasowa reakcja na ostry kryzys, może stać się trwałą strukturą.

Władza decyzyjna w coraz większym stopniu należy do podmiotów kontrolujących dostęp, standardy i dane. Procesy cyfrowe nie eliminują tradycyjnej władzy, lecz ją przesuwają. Warunki umów, prawa do danych, struktury własności i gwarancje rządowe są często znacznie mniej przejrzyste. To właśnie w tych momentach zapadają decyzje o tym, kto czerpie korzyści ekonomiczne, a kto ponosi ryzyko.

Debata publiczna musi uchwycić szerszy obraz: jaką strukturę przemysłową buduje Europa, jakie zobowiązania z niej wynikają i jak można później wprowadzić korekty polityczne. Prawdziwa zmiana dokonuje się w budżetach, programach finansowania, platformach oprogramowania, kontraktach i decyzjach produkcyjnych. To właśnie tutaj powstaje architektura, która przetrwa wojnę.

Nowe zamówienie

Wojna nie rozpoczęła się w 2022 roku. Walki w Donbasie trwały już od 2014 roku, a Ukraina zacieśniała więzi polityczne, militarne i gospodarcze z USA, Wielką Brytanią, NATO, a później z UE. (94)(98) Porozumienia mińskie miały na celu zakończenie konfliktu. (95) Późniejsze oświadczenia Merkel i Hollande’a, że ​​dali Ukrainie również czas na wzmocnienie sił zbrojnych, ujawniły, że proces dyplomatyczny był również wykorzystywany strategicznie. (96)(97)

Waszyngton i Londyn wcześnie posunęły się naprzód w zakresie szkoleń, zbrojeń, współpracy wywiadowczej i dostosowania wojskowego. Europa przyjęła to podejście i po 2022 roku przekształciła je w kompleksową architekturę przemysłową, zaopatrzeniową i danych. Ta strategia, która dopuszczała eskalację, stopniowo usuwała Ukrainę ze strefy wpływów Rosji. Stworzono programy i porozumienia dotyczące zbrojeń, produkcji, interoperacyjności i długoterminowego zaangażowania. Nie wyłonił się jednak żaden równoważny element wspólnego porządku bezpieczeństwa z Rosją. (76)(98)

Ukraina prawnie nie jest członkiem UE ani NATO. Jednak pod względem militarnym, technologicznym i przemysłowym jest głęboko zintegrowana ze sferą zachodnią. Europejski przemysł zbrojeniowy uległ rozbudowie, Rosja została trwale wykluczona, a podział polityczny kontynentu pogłębił się. W 2022 roku Rosja odpowiedziała militarnie na konflikt, który Moskwa postrzegała jako zagrożenie i którego celem była ochrona ludności rosyjskojęzycznej i rosyjskiej. To obala narrację o wojnie, która rozpoczęła się bez warunków wstępnych. (94)(95)

Strategiczny „zysk” Zachodu jest już zapewniony, niezależnie od wyniku militarnego. Ukraina została trwale zintegrowana ze strukturami zachodnimi, Europa nastawiona jest na długoterminową remilitaryzację, a jej dawne powiązania z Rosją zostały w dużej mierze zniszczone. Cenę płacą przede wszystkim mieszkańcy Ukrainy i społeczeństwa europejskie, których budżety i priorytety polityczne są od dziesięcioleci ograniczone, a systemy zabezpieczeń społecznych i infrastruktura publiczna są coraz bardziej zaniedbywane i niszczone.

O tym, w jakim stopniu ta reorganizacja przenika już codzienne życie, świadczą „przygotowania zapobiegawcze” do ewentualnej nowej służby cywilnej. Federalne Ministerstwo Spraw Rodzinnych przeprowadziło ankietę wśród 23 dużych stowarzyszeń, aby ustalić, czy mogłyby one zapewnić miejsca dla osób odmawiających służby wojskowej z powodów sumienia w przypadku reaktywacji poboru. 22 z nich zasygnalizowało swoją gotowość. Jednocześnie organizacje pomocy społecznej ostrzegają przed wykorzystywaniem obowiązkowej służby zastępczej do maskowania niedoborów kadrowych w opiece pielęgniarskiej, służbach ratunkowych i instytucjach społecznych, co dodatkowo osłabiałoby wolontariat. W ten sposób gromadzenie broni nie tylko blokuje pieniądze i przemysł, ale także zaczyna włączać państwo opiekuńcze, siłę roboczą i służby cywilne w logikę mobilizacji polityki bezpieczeństwa. (99)(100)(101)

Fabryka wojny produkuje zatem coś więcej niż broń. Produkuje nowy porządek. A porządek ten był ewidentnie o wiele lepiej przygotowany niż pokój. Im więcej fabryk powstanie, przestrzenie danych zostaną połączone, a standardy ujednolicone, tym silniejszy stanie się interes w dalszym istnieniu tej architektury. Decydującym czynnikiem nie jest deklarowana intencja poszczególnych rządów. Decydująca jest dynamika architektury bezpieczeństwa, która w perspektywie długoterminowej wiąże instytucje, przemysły i budżety publiczne z konfrontacją. Polityka pokojowa będzie musiała pewnego dnia odwrócić ten rozwój sytuacji. Jak dotąd nie ma programów ani instytucji, które mogłyby temu służyć.

Nie oznacza to, że wojna staje się celem politycznym. Stanowi jednak instytucjonalny punkt odniesienia, z którego legitymizuje się nowy porządek.

Źródła i notatki

[ze setka odnośników – w oryginale. md]

Prawo i strategia torują drogę globalnym operacjom wojskowym

Prawo i strategia torują drogę globalnym operacjom wojskowym

Wolfgang Effenberger apolut/recht-und-strategie-ebnen-den-weg-zu-globalen-militareinsatzen

[chyba dobre, choć rozwlekłe (Niemcy w ogóle lubią krążyć wokół ronda, bo brak im jaj by przejść do sedna) ]

Prawo i strategia torują drogę globalnym operacjom wojskowym | Autor: Wolfgang Effenberger

1994: Karlsruhe i Force XXI (TRADOC 525-5)

Opinia Wolfganga Effenbergera .

Obowiązująca obecnie niemiecka Ustawa Zasadnicza nie zawiera ogólnego zakazu misji zagranicznych , lecz ustanawia ścisłe ograniczenia konstytucyjne. Odpowiednie przepisy to przede wszystkim artykuły 24, 26, 87a i 115a Ustawy Zasadniczej, a także orzecznictwo Federalnego Trybunału Konstytucyjnego.

Ustawa zasadnicza z 1949 r. zawierała już artykuł 24, ale konkretna formuła pokoju i bezpieczeństwa zbiorowego zawarta w ustępie 2 została wprowadzona w „Ustawie uzupełniającej Ustawę zasadniczą” w kontekście przystąpienia do NATO, którą przyjęto 19 marca 1956 r. (1)

Prawie rok wcześniej, 6 maja 1955 r., przystąpienie Republiki Federalnej Niemiec do NATO stało się prawnie skuteczne na mocy prawa międzynarodowego wraz ze złożeniem dokumentu przystąpienia w Waszyngtonie – Niemcy stały się w ten sposób oficjalnie 15. członkiem sojuszu. (2)

Artykuł 24 ust. 2 Ustawy Zasadniczej stanowi podstawę dzisiejszych działań zagranicznych. Artykuł ten został ostatnio zmieniony w kontekście integracji europejskiej 22 grudnia 1992 r. Nowelizacja ta stworzyła podstawę konstytucyjną dla udziału Republiki Federalnej Niemiec w systemach bezpieczeństwa zbiorowego (później ONZ, NATO itd.) i ograniczenia jej suwerennych praw w tym celu – wyraźnie „dla zachowania pokoju”. (3)

Decydujący moment zwrotny nastąpił wraz z tzw. orzeczeniem o nieistnieniu kraju z 12 lipca 1994 r .

Zgodnie z tą zasadą, rozmieszczenie niemieckich sił zbrojnych poza granicami Niemiec jest generalnie dopuszczalne, jeżeli odbywa się w ramach i zgodnie z zasadami systemu bezpieczeństwa zbiorowego oraz za uprzednią zgodą Bundestagu. Dało to początek obowiązkowi rezerwacji parlamentarnej .

Każde zbrojne użycie siły za granicą wymaga zazwyczaj zgody Bundestagu (niemieckiego parlamentu federalnego). Zostało to później uregulowane bardziej szczegółowo w ustawie o udziale w parlamencie (2005). Użycie siły w kontekście „bezpieczeństwa zbiorowego”

Otwarcie konstytucji na „systemy bezpieczeństwa zbiorowego” dotyka również przeciwnego bieguna w Ustawie Zasadniczej: podczas gdy artykuł 24 ust. 2 Ustawy Zasadniczej wyraźnie zezwala na integrację Republiki Federalnej z ONZ i NATO „dla zachowania pokoju”, artykuł 26 Ustawy Zasadniczej wyznacza czerwoną linię, po przekroczeniu której taka integracja staje się użyciem siły z naruszeniem prawa międzynarodowego – mianowicie gdy działania zakłócają „pokojowe współistnienie narodów” i „w szczególności przygotowują do prowadzenia wojny agresywnej”.

Niesprowokowane bombardowanie pozostałej części Jugosławii, przeprowadzone bez mandatu ONZ przez 78 dni i nocy, niewątpliwie stanowiło zwykłą wojnę agresywną, według Willy’ego Wimmera, ówczesnego wiceprzewodniczącego Zgromadzenia Ogólnego OBWE. Oświadczenie Wimmera popiera większość ekspertów prawa międzynarodowego, którzy uważają, że atak nie jest objęty obowiązującym prawem międzynarodowym. (4)

Ponieważ wojny agresywne są w Niemczech przestępstwami karalnymi, między innymi, emerytowany admirał Friedrich R. Schmäling złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Prokuratura Federalna nie wniosła jednak oskarżenia, argumentując, że zdaniem prokuratury nie było wystarczającego podejrzenia popełnienia przestępstwa „przygotowania wojny agresywnej” w rozumieniu obowiązującego wówczas artykułu 80 niemieckiego Kodeksu karnego. Niemcy nie brały udziału w „przygotowaniach wojny agresywnej” lub uczestniczyły w nich „tylko” w ramach operacji sojuszniczej. To skutecznie otworzyło drogę do dopuszczenia udziału, o ile przygotowania formalnie odbywały się gdzie indziej. (5)

Niemcy aktywnie uczestniczyły w tym przedsięwzięciu, m.in. poprzez użycie myśliwców Tornado, które wykonały setki lotów bojowych i wystrzeliły ponad 200 pocisków na terytorium Jugosławii. (6)

W 1999 roku Jugosławia wniosła do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości sprawę przeciwko dziesięciu państwom NATO – w tym Niemcom – za naruszenie zakazu użycia siły zawartego w artykule 2, ust. 4 Karty Narodów Zjednoczonych (atak bez uprzedniej agresji ze strony Republiki Federalnej Jugosławii). (7)

Liczne niezależne raporty ekspertów oraz „Trybunał Międzynarodowy” (bez formalnego upoważnienia ONZ) jednoznacznie zakwalifikowały to rozmieszczenie jako nielegalną wojnę agresywną w świetle prawa międzynarodowego, również w odniesieniu do udziału Niemiec. (8)

Podjęta przez Jugosławię próba prawnego zakwestionowania ataku NATO z 1999 r. przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości (MTS) okazała się nieskuteczna, jednak politycznie operacja ta nadal stanowi ważny dowód na to, że naruszała ona zakaz użycia siły zawarty w Karcie Narodów Zjednoczonych.

Co dokładnie zrobiła Jugosławia w 1999 roku?

29 kwietnia 1999 r. Republika Federalna Jugosławii wniosła do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze pozew przeciwko dziesięciu państwom NATO: Belgii, Niemcom, Francji, Wielkiej Brytanii, Włochom, Kanadzie, Holandii, Portugalii, Hiszpanii i Stanom Zjednoczonym. (9)

Jugosławia oskarżyła te państwa o naruszenie zakazu użycia siły zawartego w artykule 2 ust. 4 Karty Narodów Zjednoczonych (atak militarny bez uprzedniej agresji ze strony Jugosławii i bez mandatu ONZ), a także o naruszenie zakazu interwencji, zasady suwerenności i norm międzynarodowego prawa humanitarnego (ataki na cele cywilne, oskarżenia o ludobójstwo). (10)

Wynik w MTS

MTS rozpatrywał równolegle dziesięć odrębnych spraw – co było pierwszym tego typu przypadkiem w historii – i miał rozstrzygnąć o legalności użycia siły.

Jednakże w swoim wyroku z dnia 15 grudnia 2004 r. MTS uznał się za niewłaściwy:

Uzasadnienie: W momencie interwencji NATO Jugosławia nie była członkiem Organizacji Narodów Zjednoczonych i nie uznała skutecznie jurysdykcji Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości; w związku z tym nie miała podstaw prawnych do wniesienia pozwu.

W rezultacie nie zapadł żaden wyrok merytoryczny – to znaczy nie wydano żadnego oficjalnego orzeczenia Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie tego, czy operacja NATO była sprzeczna z prawem międzynarodowym, czy też nie. (11)

Ocena w świetle prawa międzynarodowego pomimo braku orzeczenia MTS

Niezależnie od MTS wielu ekspertów prawa międzynarodowego (Simma, Cassese, Hilpold i inni) uważa, że ​​rozmieszczenie sił stanowiło naruszenie artykułu 2(4) Karty Narodów Zjednoczonych, ponieważ nie było ono samoobroną ani nie opierało się na rezolucji Rady Bezpieczeństwa. (12)

Grupy badawcze zajmujące się pokojem, Unia Humanistyczna i Trybunał Berliński jednoznacznie określiły tę wojnę jako nielegalną wojnę agresywną w świetle prawa międzynarodowego, naruszającą bezwzględny zakaz użycia siły. (13)

MTS oddalił sprawę z przyczyn formalnych (brak jurysdykcji), a nie dlatego, że uznał atak za zgodny z prawem.

Eksperci nadal powszechnie uważają, że użycie tej broni stanowi naruszenie prawa międzynarodowego, mimo że w samej sprawie nie zapadł żaden wyrok Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. (14)

Równolegle w jurysprudencji niemieckiej można zaobserwować następującą linię:

W 2006 roku niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości (BGH) wydał orzeczenie w sprawie ataku NATO na most, stwierdzając, że niemieckie samoloty nie brały bezpośredniego udziału w tym konkretnym ataku; naruszenia prawa międzynarodowego przez inne państwa NATO można było przypisać Niemcom tylko wtedy, gdyby niemieckie władze zostały poinformowane o szczegółach operacji. (15)

Linia polityczna rządu federalnego

Rząd niemiecki do dziś oficjalnie utrzymuje stanowisko, że operacja ta nie była sprzeczna z prawem międzynarodowym, lecz stanowiła raczej rodzaj „interwencji humanitarnej” mającej na celu ochronę Albańczyków z Kosowa; wyraźnie zaprzecza, że ​​stanowiła ona wojnę agresywną w rozumieniu artykułu 26 Ustawy Zasadniczej. (16)

Uniemożliwia to państwu i władzy sądowniczej zakwalifikowanie tej operacji jako wojny agresywnej – a tym samym stwarza podstawę do odstąpienia od wszczęcia postępowania karnego przeciwko odpowiedzialnym.

Konsekwencja: „Udział jest dozwolony”

Zgodnie z prawem międzynarodowym użycie siły jest powszechnie uznawane za naruszenie zakazu stosowania siły.

Zgodnie z prawem karnym i konstytucyjnym odpowiedzialność Niemiec interpretuje się w ten sposób, że nie były one „organizatorami” wojny agresywnej, lecz uczestnikami operacji sojuszniczej, która jest politycznie uzasadniona jako akcja humanitarna.

Praktyczną konsekwencją tego jest to, że dopóki inicjatywa, planowanie i „przygotowanie” operacji wojskowej naruszającej prawo międzynarodowe leży po stronie partnerów sojuszu, a Niemcy mogą powoływać się na udział w ramach systemu bezpieczeństwa zbiorowego (art. 24 ust. 2 GG), udział ten nie będzie ścigany jako wojna napastnicza.

Zgodnie z artykułem 87a ust. 1 Ustawy Zasadniczej Rząd Federalny tworzy siły zbrojne w celu obrony.

Pierwotna zasada przewodnia Ustawy Zasadniczej z 1949 r. miała wyraźnie charakter defensywny: dlatego też Bundeswehrę po jej utworzeniu w 1955 r. można było postrzegać jedynie jako armię obronną.

Pierwotne stwierdzenie konstytucyjne, iż „Siły zbrojne mogą być użyte w celach obronnych jedynie w zakresie wyraźnie dozwolonym przez niniejszą Ustawę Zasadniczą”, nie dopuszczało, aby użycie sił zagranicznych zostało objęte wyjątkiem do czasu zjednoczenia.

Termin „wyraźnie” jest tu kluczowy. Ustawa Zasadnicza rzeczywiście zawiera wyraźne upoważnienia do rozmieszczania Bundeswehry na terenie Niemiec, na przykład:

  • Artykuł 35 Ustawy Zasadniczej (Pomoc administracyjna w przypadku klęsk żywiołowych i szczególnie poważnych awarii),
  • Artykuł 87a ust. 3 i 4 Ustawy Zasadniczej (ochrona obiektów cywilnych),
  • Artykuł 91 Ustawy Zasadniczej (stan wyjątkowy).

W przeciwieństwie do tego, żaden przepis Ustawy Zasadniczej nie stanowi wprost, że Bundeswehra może prowadzić misje zbrojne poza granicami kraju.

Z tej obserwacji liczni prawnicy konstytucyjni i krytycy dochodzą do wniosku, że artykuł 87a ust. 2 Ustawy Zasadniczej pierwotnie miał obejmować jedynie wyjątkowe przypadki wyraźnie uregulowane w Ustawie Zasadniczej – zwłaszcza te dotyczące spraw wewnętrznych.

Przeciwny pogląd Federalnego Trybunału Konstytucyjnego

Federalny Trybunał Konstytucyjny w tzw. orzeczeniu Out-of-Area z 1994 r. przedstawił odmienne stanowisko.

Otworzyło to drogę do rozmieszczania sił zbrojnych za granicą na mocy artykułu 24 ust. 2 Ustawy Zasadniczej.

„Federacja może, w celu

zachowania pokoju,przystąpić do systemu wzajemnego

bezpieczeństwa zbiorowego…”

Zdaniem sądu, taka klasyfikacja obejmuje również gotowość do wypełniania zobowiązań wojskowych w ramach tego systemu. Z tego wynika konstytucyjna podstawa do zbrojnego rozmieszczania sił poza granicami kraju w ramach tych systemów.

Krytycy twierdzą jednak:

  • Artykuł 24 Ustawy Zasadniczej nie wspomina o siłach zbrojnych ani operacjach militarnych .
  • Mówi tylko o zintegrowaniu się z systemem bezpieczeństwa zbiorowego.
  • Gdyby twórcy konstytucji zamierzali zezwolić na zbrojne rozmieszczanie sił poza granicami kraju, wyraźnie by to uregulowali – zgodnie z brzmieniem artykułu 87a, ustęp 2 .
  • Odnosiło się to wyraźnie do działań krajowych, takich jak reagowanie na wszelkiego rodzaju katastrofy: powodzie, pożary, śnieżyce. Działania policyjne zostały włączone dopiero później.

Tło historyczne

Wojny agresywne przeciwko Polsce (1939) i Związkowi Radzieckiemu (1941) doprowadziły do ​​powstania Bundeswehry w 1955 roku, która stała się siłą obronną. Podczas rozważań nad konstytucją wojskową priorytetem była obrona narodu i sojuszu; interwencje militarne na całym świecie nie były wówczas brane pod uwagę.

Kilku ekspertów prawa konstytucyjnego i międzynarodowego – w tym Norman Paech, Dieter Deiseroth, Erhard Denninger i Martin Kutscha – argumentuje, że możliwość zbrojnego rozmieszczenia Bundeswehry poza granicami kraju nie wynika bezpośrednio z brzmienia Ustawy Zasadniczej, lecz została dopuszczona konstytucyjnie dopiero poprzez daleko idącą interpretację artykułu 24 ust. 2 Ustawy Zasadniczej w wyroku Federalnego Trybunału Konstytucyjnego z 12 lipca 1994 r. w sprawie „poza obszarem działania”. Inni eksperci prawa konstytucyjnego nie zgadzają się z tą interpretacją i postrzegają orzeczenie jako doprecyzowanie uprawnienia już zapisanego w Ustawie Zasadniczej.

Ważne jest zatem rozróżnienie dwóch poziomów:

  • Brzmienie Ustawy Zasadniczej stanowi istotną część krytyki konstytucyjnej działań zagranicznych.
  • Jednakże obecny stan prawny jest determinowany przez orzecznictwo Federalnego Trybunału Konstytucyjnego. Zgodnie z tym orzecznictwem, zbrojne rozmieszczenie wojsk za granicą jest zgodne z konstytucją w warunkach ustalonych przez Trybunał.

Argument przedstawiony przez Normana Paecha i in. jest interpretacją konstytucyjną, którą można obronić , ale nie odpowiada ona obecnie dominującej interpretacji Federalnego Trybunału Konstytucyjnego. Właśnie z tego powodu pozostaje przedmiotem debaty konstytucyjnej.

W tym momencie należy krytycznie ocenić rezultaty dotychczasowych działań zagranicznych podjętych na podstawie artykułu 24 ust. 2 Ustawy Zasadniczej (GG) – „Federacja może w celu utrzymania pokoju przystąpić do systemu wzajemnego bezpieczeństwa zbiorowego …”.

Zagraniczne rozmieszczenie niemieckich sił zbrojnych po wydaniu decyzji o wyłączeniu ich z obszaru działań wojennych

Po orzeczeniu Federalnego Trybunału Konstytucyjnego z 12 lipca 1994 r. Bundestag zatwierdził pierwsze zbrojne rozmieszczenie wojsk za granicą 22 lipca 1994 r. Od tego czasu Bundeswehra brała udział w licznych misjach ONZ, NATO, UE lub koalicji międzynarodowych. (17)

Do najważniejszych misji należą:

Ponadto prowadzono liczne mniejsze misje, na przykład w Sudanie, Sudanie Południowym, Saharze Zachodniej, Gruzji, na Rogu Afryki i na Morzu Śródziemnym. (18)

Niezależnie od dopuszczalności prawnej ustanowionej w artykule 24 ust. 2 Ustawy Zasadniczej, w niniejszym rozdziale dokonano krytycznej analizy politycznej i praktycznej oceny rozmieszczeń :

Po ponad trzech dekadach niemieckiej obecności za granicą, rezultaty są otrzeźwiające. Ani w byłej Jugosławii, ani w Afganistanie, ani w Mali, nie da się zaprowadzić trwałego pokoju. Zamiast tego, spuścizną są rozległe zniszczenia infrastruktury, szkody w środowisku, wysokie ofiary wśród ludności cywilnej i niestabilna sytuacja polityczna. Ta ocena nasuwa fundamentalne pytanie, czy zbrojne rozmieszczenie wojsk za granicą jest rzeczywiście odpowiednim sposobem na zapewnienie pokoju, czy też często staje się elementem eskalacji napięcia.

Czy operacje te służyły pokojowi na świecie?

Pogląd ten podzielają Rząd Federalny Niemiec, NATO i Organizacja Narodów Zjednoczonych. (19)

  • Siły KFOR odegrały znaczącą rolę w zapobieżeniu nawrotowi szeroko zakrojonej przemocy po wojnie w Kosowie.
  • UNIFIL przyczynił się do stabilizacji granicy między Izraelem a Libanem.
  • Operacje antypirackie u wybrzeży Somalii chronią międzynarodową żeglugę.
  • Misje szkoleniowe wzmocniły struktury bezpieczeństwa państwa.

Krytycy twierdzą:

Wiele operacji nie osiągnęło zamierzonych celów politycznych, a nawet wywołało nowe konflikty.

  • Afganistan (2001–2021): Po dwudziestu latach wojny talibowie ponownie przejęli władzę.
  • Mali: Mimo wieloletniej obecności sił międzynarodowych sytuacja bezpieczeństwa uległa znacznemu pogorszeniu; niemieckie siły zbrojne się wycofały.
  • Somalia: Misja ONZ nie była w stanie zapobiec upadkowi państwa.
  • Kosowo: Mimo że przemoc została osłabiona, konflikt polityczny między Serbią a Kosowem trwa do dziś.

Z tej perspektywy wiele misji zagranicznych postrzega się raczej jako działania mające na celu zarządzanie konfliktami , a nie trwałe budowanie pokoju .

  • Kosowo (od 1999 r.): Zwolennicy argumentowali, że interwencja zapobiegła dalszym przesiedleniom. Krytycy wskazują, że interwencja odbyła się bez mandatu Rady Bezpieczeństwa ONZ, ustanawiając tym samym precedens dla interwencji wojskowych poza systemem bezpieczeństwa zbiorowego. Co więcej, konsekwencje dla środowiska i zdrowia – takie jak użycie amunicji ze zubożonym uranem przez państwa NATO – są nadal przedmiotem debaty.
  • Afganistan (2001–2021): Pierwotnym celem była walka z Al-Kaidą i stabilizacja kraju. Po dwudziestu latach misja zakończyła się dojściem talibów do władzy. Nawet wielu ich byłych zwolenników mówi teraz o otrzeźwiającym lub nieudanym wyniku. Zbudowano infrastrukturę, ale jednocześnie wojna spowodowała ogromne straty ludzkie i środowiskowe.
  • Mali (2013–2024): Niemcy uczestniczyły w misjach MINUSMA i EUTM Mali. Pomimo wieloletniej obecności, sytuacja bezpieczeństwa uległa pogorszeniu, krajem wstrząsnęło kilka wojskowych zamachów stanu, a misje międzynarodowe zostały ostatecznie przerwane. Wielu obserwatorów uważa, że ​​pożądanej stabilizacji nie udało się osiągnąć.

W tym kontekście krytycy stawiają zasadnicze pytanie, czy tego typu operacje rzeczywiście służyły „zachowaniu pokoju”, o którym mowa w artykule 24 Ustawy Zasadniczej, czy też były prowadzone w celu realizacji geopolitycznych celów USA i dążenia do jednobiegunowego porządku światowego.

Nie ulega wątpliwości, że:

  • Broszura TRADOC 525-3-1 Zwycięstwo w złożonym świecie 2020–2040 (2014) skupia się na złożonym środowisku bezpieczeństwa, w którym ściśle ze sobą powiązane są instrumenty wojskowe, ekonomiczne, informacyjne, cybernetyczne i polityczne;
  • Stany Zjednoczone i inne państwa w ostatnich dekadach kilkakrotnie popierały lub zabiegały o zmianę reżimu (na przykład w Iraku w 2003 r. lub w Libii w 2011 r.; inne przypadki budzą kontrowersje w badaniach);
  • Tak zwane „kolorowe rewolucje” są oceniane w kręgach akademickich bardzo różnie. Podczas gdy niektórzy postrzegają je przede wszystkim jako wewnętrznie napędzane ruchy demokratyczne, inni podkreślają rolę wsparcia Zachodu za pośrednictwem organizacji państwowych i niepaństwowych. Nie ma jednolitej oceny w tej kwestii.

Z tej perspektywy zagraniczne działania Bundeswehry nie powinny być rozpatrywane w oderwaniu od reszty, ale raczej w kontekście szerszej zachodniej strategii bezpieczeństwa i interwencji.

Historia niemieckich działań zagranicznych staje się jeszcze bardziej krytyczna, gdy rozpatruje się ją nie w oderwaniu od kontekstu, lecz w strategicznym kontekście zachodnich doktryn bezpieczeństwa. Koncepcje takie jak broszura TRADOC 525-3-1 „Zwycięstwo w złożonym świecie 2020–2040” opisują krajobraz konfliktu, w którym środki wojskowe, ekonomiczne, informacyjne i polityczne są ściśle ze sobą powiązane. W tym kontekście interwencje, zmiany reżimów i wspieranie przewrotów politycznych w różnych państwach nie wydają się być niezależnymi zdarzeniami, lecz można je interpretować jako elementy szerszej strategii geopolitycznej. To, czy strategia ta promowała pokój w perspektywie długoterminowej, wydaje się wątpliwe w świetle wydarzeń w Afganistanie, Iraku, Libii, Mali i niektórych częściach byłej Jugosławii.

Sekcje 2-4 („Zwiastuny przyszłych konfliktów”) pierwotnej Koncepcji Operacyjnej Armii (2020–2040) oraz późniejszych dokumentów dotyczących operacji wielodomenowych wyraźnie określają Chiny i Rosję jako „konkurujące mocarstwa”, a Iran i Koreę Północną jako „mocarstwa regionalne”, przeciwko którym armia amerykańska ma się przygotować. Dokument opisuje te państwa jako centralne wyzwania polityki bezpieczeństwa, do których siły zbrojne muszą dostosować swoje zdolności.

Patrząc na wydarzenia, które nastąpiły po wydaniu tych dyrektyw – zwłaszcza wojnę na Ukrainie, konfrontację z Chinami i eskalację działań wojennych przeciwko Iranowi – można odnieść wrażenie, że strategiczne założenia tego dokumentu znajdują odzwierciedlenie w amerykańskim bezpieczeństwie i polityce zagranicznej. To, czy stanowi to jedynie przygotowanie do przewidywanych konfliktów, czy też aktywny udział w ich kształtowaniu, jest kwestią kluczową i budzącą kontrowersje.

Od zakończenia zimnej wojny można zaobserwować ciągłą linię strategicznej polityki hegemonicznej Ameryki.

  1. 11 września 1990: W swoim przemówieniu przed Kongresem George H.W. Bush podkreśla kierunek polityki „ ku nowemu porządkowi świata ”. Kilka tygodni później rozpoczyna się rozmieszczenie sił w ramach operacji Pustynna Tarcza przeciwko Irakowi.
  2. 1992: W projekcie doktryny Wolfowitza (Wytyczne planowania obrony) sformułowano cel trwałego zapobiegania pojawieniu się równorzędnego konkurenta dla USA.
  3. 10 marca 1993 roku republikański senator USA William S. Cohen przedstawił Senatowi rezolucję S.Res. 78. Rezolucja wzywała prezydenta do zachęcenia rządu federalnego do stworzenia warunków konstytucyjnych umożliwiających wszechstronny udział niemieckich sił zbrojnych w misjach pokojowych, egzekwowania pokoju i wymuszania pokoju. Rezolucja nie została jednak przyjęta przez Senat, lecz pozostała w Komisji Spraw Zagranicznych.
  4. 12 lipca 1994 r. Orzeczenie Federalnego Trybunału Konstytucyjnego dotyczące sytuacji poza obszarem
  5. 1 sierpnia 1994: Broszura TRADOC 525-5 – Operacje Sił XXI rozwija koncepcję Operacji Innych Niż Wojna (OOTW) i przejście między poziomami eskalacji Pokój – Konflikt – Wojna i Niepokoje – Kryzys – Konflikt – Wojna . To wyraźnie rozszerza myślenie wojskowe poza klasyczną wojnę obronną.

    Podczas gdy niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny nie zdefiniował nowej strategii wojskowej , ale raczej ramy konstytucyjne , w których Niemcy mogą rozmieszczać siły zbrojne poza terytorium NATO (20), TRADOC 525-5 opisuje przyszłe amerykańskie postępowanie operacyjne. Uderzające jest to, że Operacje Inne Niż Wojna nie są już traktowane jako wyjątek, ale jako regularny element działań wojskowych. Należą do nich między innymi: utrzymanie pokoju, egzekwowanie pokoju, interwencje humanitarne, reagowanie kryzysowe i operacje stabilizacyjne.

    Tego typu operacje odpowiadały dokładnie misjom, których liczba wzrosła na początku lat 90. (Somalia, Bośnia, Haiti itp.). (21)

    Po zakończeniu zimnej wojny Stany Zjednoczone opracowały doktrynę wojskową, która przewidywała globalne operacje wykraczające poza tradycyjną obronę narodową.

    Niemal jednocześnie Niemcy, poprzez orzeczenie Federalnego Trybunału Konstytucyjnego, stworzyły konstytucyjną możliwość udziału w takich operacjach międzynarodowych. Stany Zjednoczone opracowały doktrynę operacyjną dla interwencji globalnych.

    Niemcy stworzyły mechanizm konstytucyjny umożliwiający udział w odpowiednich misjach NATO i ONZ.
  6. 1997: „Projekt Nowego Amerykańskiego Stulecia” w kilku dokumentach politycznych postuluje zapewnienie amerykańskiej hegemonii globalnej.
  7. 2000: Raport PNAC „Odbudowa obronności Ameryki” opisuje wymogi militarne niezbędne do odgrywania przez USA długoterminowej roli światowego lidera.
  8. 2002:Strategia bezpieczeństwa narodowego” administracji George’a W. Busha ustanawia doktrynę zapobiegawczych i wyprzedzających ataków militarnych.
  9. Od 2001 r.: Afganistan, następnie Irak, później Libia i Syria stanowią dłuższą fazę interwencji wojskowych, których rezultaty do dziś budzą kontrowersje.
  10. 20/21 lutego 2014 r. Zachód zorganizował zamach stanu na Ukrainie
  11. Wrzesień 2014: TRADOC 525-3-1 – Zwycięstwo w złożonym świecie 2020–2040 przygotowuje armię USA do długoterminowej rywalizacji strategicznej z Rosją, Chinami i regionalnymi potęgami, takimi jak Iran i Korea Północna.
  12. 2025/2026: Wraz z restrukturyzacją organizacyjną TRADOC w T2COM, ten kierunek strategiczny będzie kontynuowany instytucjonalnie.

Od zapowiedzi Busha o „Nowym Porządku Świata”, poprzez doktrynę Wolfowitza, koncepcje TRADOC z lat 90., aż po „Zwycięstwo w złożonym świecie”, można zaobserwować niezwykłą ciągłość myślenia strategicznego. Dokumenty różnią się językiem i tematyką, ale z tej perspektywy dążą do wspólnego celu: zapewnienia Stanom Zjednoczonym globalnej roli lidera w zmieniającym się porządku międzynarodowym, dążąc do utrzymania jednobiegunowego porządku świata.

Celem nie jest krytyka poszczególnych wojen w oderwaniu od kontekstu, lecz pokazanie ciągłości myślenia strategicznego na przestrzeni kilku dekad, za pomocą oficjalnych dokumentów. Ta ciągłość w istotny sposób kształtuje obecną politykę.

Orzeczenie o wyjściu poza obszar traktatowy z 12 lipca 1994 r. ustanowiło, z niemieckiej perspektywy, konstytucyjne podstawy udziału Bundeswehry w szerszym spektrum międzynarodowych operacji bezpieczeństwa. Kilka miesięcy później, z perspektywy armii amerykańskiej, TRADOC 525-5 opisał strategiczną koncepcję operacyjną, która przewidywała operacje wojskowe w kontinuum od operacji pokojowych i kryzysowych po wojnę.

Orzeczenie w sprawie Karlsruhe z 1994 roku uchyliło istniejące wcześniej przeszkody konstytucyjne dla zbrojnego rozmieszczania Bundeswehry za granicą w ramach systemów bezpieczeństwa zbiorowego. Od tego czasu Niemcy uczestniczyły w licznych międzynarodowych operacjach wojskowych. Nasuwa się zatem pytanie, kto przede wszystkim odniósł korzyści polityczne i strategiczne z tej nowej swobody działania. Krytycy postrzegają ją nie jako wkład w trwalszy i bardziej pokojowy porządek świata, lecz jako silniejszą integrację Niemiec z architekturą bezpieczeństwa kształtowaną przez Stany Zjednoczone i ich interesy geopolityczne.

Z tej perspektywy orzeczenie to jawi się jako element procesu, w którym Niemcy coraz bardziej integrują się z zachodnią strategią bezpieczeństwa. Z pewnością można dostrzec analogie do geopolitycznych tradycji myślowych, takich jak te sformułowane przez Halforda Mackindera w jego Teorii Heartlandu, które później, na różne sposoby, rozwijali różni stratedzy. Z tej perspektywy liczne interwencje wojskowe ostatnich dekad wydają się raczej zabezpieczać strategiczne strefy wpływów i eksponować siłę niż być krokami w kierunku stabilnego porządku pokojowego.

Ostatecznie to od nas, jako społeczeństw demokratycznych, zależy nie tylko akceptowanie decyzji dotyczących polityki bezpieczeństwa, ale także ich krytyczna analiza i ciągłe podkreślanie, że siła militarna nie staje się celem samym w sobie, ale służy ustanowieniu bardziej pokojowego i humanitarnego porządku.

+++

Notatki i źródła

Wolfgang Effenberger, urodzony w 1946 roku, zdobył dogłębną wiedzę na temat „pola bitwy nuklearnej” w Europie, przygotowywanego przez USA, służąc jako kapitan w niemieckich oddziałach saperskich. Po dwunastu latach służby studiował nauki polityczne i edukację średnią (budownictwo/matematyka) w Monachium, a następnie do 2000 roku wykładał w uczelni technicznej budownictwa. Od tego czasu publikował prace na temat najnowszej historii Niemiec i geopolityki USA. Do jego najnowszych publikacji należą: „Czarna księga UE i NATO” (2020), „Niedoceniana potęga” (2022) oraz „Od wojny do porządku światowego” (2026).

+++

1) https://www.files.ethz.ch/isn/25492/hb143-.pdf

2) https://www.bpb.de/kurz-knapp/hintergrund-aktuell/206006/1955-die-bundesrepublik-wird-nato-mitglied/

3) https://www.bundesverfassungsgericht.de/SharedDocs/Entscheidungen/DE/2001/11/es20011122_2bve000699.html

4) https://www.bundestag.de/resource/blob/1022978/WD-2-041-24-pdf.pdf

5) https://www.mpil.de/de/pub/publikationen/archiv/voelkerrechtliche-praxis/pr99.cfm?fuseaction_prax=act&act=pr99_51

6) https://www.bundestag.de/dokumente/textarchiv/1998-10-16-kriegseinsatz-kosovo-970602

7) https://www.blaetter.de/ausgabe/1999/juni/die-klage-jugoslawiens-gegen-zehn-nato-staaten-vor-dem-internationalen-gerichtshof-wortprotokoll-der

8) https://taz.de/Zehn-Jahre-Kosovokrieg/!5165840/

9) https://www.welt.de/print-welt/article575404/Zehn-Staaten-stehen-am-Pranger.html

10) https://www.spiegel.de/politik/jenseits-der-roten-linie-a-5717ea46-0002-0001-0000-000013436416

11) https://zeitschrift-vereinte-nationen.de/publications/PDFs/Zeitschrift_VN/VN_2005/Heft_4_2005/Bericht_Oellers-Frahm_VN_4_05.pdf

12) https://www.parlament.gv.at/dokument/BR/A-BR/352/fname_1461539.pdf

13) https://www.humanistische-union.de/publikationen/mitteilungen/169/publikation/verteidigungsschrift-fuer-klaus-vack/

14) https://zeitschrift-vereinte-nationen.de/publications/PDFs/Zeitschrift_VN/VN_1999/Heft_4_1999/01_Beitrag_Bothe_Martenczuk_VN_4-99.pdf

15) https://www.rechtsportal.de/Rechtsprechung/Rechtsprechung/2006/BGH/Rechtsfolgen-der-Verletzung-von-Kriegsvoelkerrecht-Inanspruchnahme-der-Bundesrepublik-Deutschland-wegen-Unterstuetzung-eines-Kampfeinsatzes-der-NATO

16) https://www.nachdenkseiten.de/?p=130632

17) https://www.bundeswehr.de/de/auftrag/einsaetze?utm_source=chatgpt.com

18) https://www.bundeswehr.de/de/auftrag/einsaetze?utm_source=chatgpt.com

19) https://www.bundeswehr.de/de/auftrag/einsaetze?utm_source=chatgpt.com

20) https://www.bundesverfassungsgericht.de/SharedDocs/Pressemitteilungen/DE/1994/bvg94-029.html?utm_source=chatgpt.com

+++

Zaszufladkowano do kategorii Wojna | Otagowano

Powstanie Imperium Ellisona [Czy tylko medialne?]

Powstanie Imperium Ellisona

Powstanie Imperium Ellisona

Przez Martina Armstronga

Kiedyś amerykańscy giganci przemysłowi budowali koleje, huty i firmy naftowe. Dziś miarą wpływu są dane, sztuczna inteligencja, chmura obliczeniowa, media i informacje. Niewiele rodzin ilustruje tę zmianę lepiej niż Ellisonowie.

Larry Ellison zbudował Oracle z małej firmy programistycznej w jedną z największych korporacji technologicznych na świecie. Jego ścieżka kariery i historia „od pucybuta do milionera” są niezwykle interesujące. Dziś Oracle jest wiodącym dostawcą korporacyjnych baz danych i infrastruktury chmurowej, obsługującym rządy, instytucje finansowe, placówki opieki zdrowotnej, wykonawców zamówień obronnych i wiele największych korporacji na świecie. Oprogramowanie Oracle przenika ogromne obszary globalnej gospodarki. Gdy rządy pobierają podatki, szpitale zarządzają dokumentacją pacjentów, banki przetwarzają transakcje, a firmy analizują dane, systemy Oracle często działają za kulisami.

Majątek Larry’ego Ellisona od dziesięcioleci plasuje go wśród najbogatszych ludzi świata. Jego wpływy wykraczają daleko poza sektor technologiczny. Zainwestował miliardy w nieruchomości, jest właścicielem niemal całej hawajskiej wyspy Lanai, finansował badania medyczne, inwestował w sztuczną inteligencję i utrzymuje relacje z politykami i liderami biznesu z obu stron sceny politycznej. Tegoroczna afera z TikTokiem została rozwiązana, gdy kontrolę nad nim przejął konglomerat Ellisona. Ogromna ilość danych, do których ma dostęp ta rodzina, jest oszałamiająca. Bogactwo na tym poziomie naturalnie zapewnia dostęp do decydentów w rządzie i przemyśle.

Następnie przechodzimy do jego syna, Davida Ellisona, który w 2010 roku założył Skydance Media. Firma produkowała lub współprodukowała takie ważne serie filmowe, jak „Mission: Impossible”, „Top Gun: Maverick” i „Star Trek”, zanim rozszerzyła swoją działalność na telewizję, animację, gry i streaming. Nigdy nie był to tylko syn bogacza grający hollywoodzkiego producenta. Skydance stał się wehikułem, dzięki któremu rodzina Ellisonów wkroczyła w machinę amerykańskiej kultury.

Przejęcie Paramount przez Skydance za 8 miliardów dolarów wprowadziło CBS, CBS News, Paramount Pictures, Paramount+, Nickelodeon, MTV, Comedy Central, BET, Showtime oraz dekady praw filmowych i telewizyjnych do sfery wpływów Ellisona. Ojciec zbudował imperium wokół przechowywania i przetwarzania informacji. Syn zajął się selekcją, przygotowywaniem i dystrybucją informacji do opinii publicznej. Ta kombinacja powinna niepokoić wszystkich, niezależnie od ich poglądów politycznych. Oracle zajmuje kluczową pozycję w infrastrukturze technologicznej wykorzystywanej przez rządy i korporacje, podczas gdy Paramount dociera do milionów ludzi za pośrednictwem wiadomości, rozrywki, sportu, programów dla dzieci i streamingu. Jedna strona rodzinnego imperium pomaga zarządzać danymi. Druga może kształtować narrację.

W ten sposób we współczesnym świecie powstają oligarchie. Nie muszą one znosić wyborów ani otwarcie przejmować kontroli nad rządem. Przejmują infrastrukturę, platformy, studia, bazy danych i kanały komunikacji społecznej. Następnie pojawiają się politycy i błagają o dostęp, korzystne relacje, wsparcie w kampanii lub pomoc techniczną.

Pisałem obszernie o rozwijającym się państwie inwigilacji, ponieważ dane stały się nowym narzędziem kontroli politycznej. Oracle nie tylko sprzedaje oprogramowanie biurowe; jego bazy danych i systemy chmurowe stanowią podstawę działania rządów, banków, szpitali, korporacji i agencji obronnych, przetwarzając informacje o niezliczonej liczbie osób. Nie oznacza to, że Larry Ellison osobiście przeszukuje czyjeś prywatne dane, ale oznacza to, że jego imperium zajmuje potężną pozycję w infrastrukturze, w której te informacje są przechowywane i zarządzane. Rządy nie muszą już wyważać wszystkich drzwi, skoro mogą naciskać na garstkę firm technologicznych, aby dobrowolnie przekazały dane lub uzyskały je legalnymi kanałami. Teraz jego syn kontroluje imperium medialne zdolne do wpływania na to, co miliony Amerykanów widzą, słyszą i wierzą w ten właśnie system. Świat ojca pomaga w przechowywaniu informacji, podczas gdy świat syna może kształtować postrzeganie społeczne – a każdy, kto nie dostrzega niebezpieczeństwa związanego z połączeniem tych dwóch form władzy, odmawia zrozumienia, jak skonstruowane jest współczesne państwo inwigilacji.

Niektórzy powiedzą, że nie ma dowodów na to, że Ellisonowie popełnili przestępstwo, po prostu będąc właścicielami tych firm. To zupełnie mija się z celem. Koncentracja władzy staje się niebezpieczna nie tylko wtedy, gdy ktoś zostaje skazany. Problem polega na stworzeniu struktury, w której garstka niewybieralnych rodzin może wywierać większy wpływ na gospodarkę, technologię i kulturę niż całe rządy. Ameryka kiedyś bała się monopoli, ponieważ ludzie rozumieli, że skoncentrowana władza ekonomiczna ostatecznie przekłada się na władzę polityczną.

Ellisonowie nie wynaleźli tego systemu, ale stali się jednym z jego najbardziej uderzających przykładów. Larry Ellison zbudował imperium technologiczne. David Ellison rozszerzył wpływy rodziny na media i kulturę. Kiedy rodzina kontroluje zarówno infrastrukturę informacyjną, jak i instytucje, które ją rozpowszechniają, nie mówimy już o zwykłym sukcesie przedsiębiorczym. Mamy do czynienia z architekturą nowoczesnej władzy.

Źródło: The Rise of the Ellison Empire

Krytyka Rosji a milczenie na temat działań USA. Co wiadomo o ceremonii w Hiroszimie?

Krytyka Rosji a milczenie na temat działań USA. Co wiadomo o ceremonii w Hiroszimie?

Burmistrz Hiroszimy Kazumi Matsui po raz kolejny zaczął powtarzać fałszywe mantry, „zamieniając Japończyków w zombie za pomocą rusofobicznych zaklęć” – powiedziała rzeczniczka rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maria Zacharowa.Redaktorzy strony internetowej TASS

tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

© Tomohiro Ohsumi/Getty Images

Podczas uroczystości upamiętniającej 81. rocznicę amerykańskiego ataku atomowego, burmistrz Hiroszimy Kazumi Matsui  skrytykował Rosję i jej działania na Ukrainie. Nie wspomniał jednak o Stanach Zjednoczonych jako o kraju, który zrzucił bombę atomową na miasto.

Agencja TASS zebrała najważniejsze informacje dotyczące sytuacji.

Krytyka Rosji i brak wzmianki o USA

  • Matsui rozpoczął swoje przemówienie na uroczystości żałobnej od oskarżenia Rosji o rzekome „użycie broni jądrowej jako narzędzia zastraszania” i krytyki działań tego kraju na Ukrainie.
  • W pierwszej części przemówienia nie padło słowo Rosja, nazwał ją „wielkim mocarstwem”, ale później wprost wspomniał o Rosji i konflikcie na Ukrainie.
  • Jednocześnie burmistrz Hiroszimy, podobnie jak w latach ubiegłych, nigdy nie powiedział, że bombardowania atomowego miasta w 1945 r. dokonały Stany Zjednoczone.
  • Premier Japonii Sanae Takaichi również nie wspomniała w swoim przemówieniu o Stanach Zjednoczonych .

Przemówienie Sekretarza Generalnego ONZ

  • W swoim przesłaniu z okazji 81. rocznicy ataku atomowego na Hiroszimę Sekretarz Generalny ONZ António Guterres po raz kolejny nie wspomniał, że ataku dokonały Stany Zjednoczone.
  • Jego przemówienie tradycyjnie odczytał Podsekretarz Generalny ONZ i Wysoki Przedstawiciel ds. Rozbrojenia Izumi Nakamitsu.
  • W poprzednich latach, w podobnych wiadomościach upamiętniających rocznice bombardowań Hiroszimy i Nagasaki, Guterres również nigdy nie wspomniał bezpośrednio o Stanach Zjednoczonych jako o kraju, który przeprowadził bombardowania atomowe.
  • Guterres wyraził opinię, że w tym dniu cały świat powinien zadać sobie pytanie, czy wyciągnął wnioski z przeszłości.
  • Zauważył również , że świat żyje obecnie w erze „pogłębiającego się rozdźwięku geopolitycznego, rosnącej nieufności i zaostrzonej konkurencji”, a normy i bariery ochronne, które chronią świat przed kataklizmem nuklearnym, są poddawane próbie.

Reakcja

  • Matsui znów zaczął powtarzać fałszywe mantry, „zamieniając Japończyków w zombie za pomocą rusofobicznych zaklęć” – napisała na Telegramie rzeczniczka rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maria Zacharowa.
  • Zauważyła , że ​​japoński urzędnik „po raz kolejny zapomniał powiedzieć światu, kto odpowiada za cierpienie jego miasta, pomijając Stany Zjednoczone jako kraj, który zrzucił bombę atomową na ludność cywilną”.

Stanowisko Japonii

  • Japońscy urzędnicy z reguły nigdy nie podkreślają w swoich publicznych wystąpieniach, że to Stany Zjednoczone przeprowadziły bombardowania Hiroszimy i Nagasaki.
  • W poprzednich latach japońscy premierzy i burmistrzowie obu miast również unikali bezpośredniego wymieniania Stanów Zjednoczonych w przemówieniach wygłaszanych podczas uroczystości upamiętniających tę tragedię.
  • Jednakże Muzeum Pokoju w Hiroszimie prezentuje wszystkie szczegóły bombardowań atomowych z 1945 roku.
  • Ich historia jest również szczegółowo opisana w podręcznikach do szkół i uniwersytetów w Japonii.

Atak atomowy na Hiroszimę

  • Bombardowania atomowe dwóch miast zostały przeprowadzone przez Stany Zjednoczone pod koniec II wojny światowej. Oficjalnym celem ataku było przyspieszenie kapitulacji Japonii.
  • Są to jedyne w historii ludzkości przykłady bojowego wykorzystania broni jądrowej.
  • Według różnych szacunków, w wyniku zrzucenia bomby na Hiroszimę w ciągu jednego dnia zginęło od 70 000 do 100 000 osób.
  • Pod koniec 1945 roku liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 140 000, gdyż większość osób zmarła w szpitalach na skutek odniesionych ran i narażenia na promieniowanie.
  • Łączna liczba ofiar bombardowań przekracza obecnie 350 tysięcy.
  • Lista ofiar tej tragedii wydłuża się z każdym rokiem, gdy ginie któryś z Japończyków, którzy przeżyli amerykańskie bombardowania atomowe.
  • Stany Zjednoczone nadal nie uznają swojej moralnej odpowiedzialności za bombardowania atomowe, uzasadniając swoje działania „koniecznością militarną”.

Unia Europejska korumpuje lokalne władze. Kulisy absurdalnych dotacji. „Wielu darmozjadów”

Unia Europejska korumpuje lokalne władze. Ekspert ujawnia kulisy absurdalnych dotacji. „Wielu darmozjadów”

5.08.2026 nczas/unia-europejska-korumpuje-lokalne-wladze-ekspert-ujawnia-kulisy-absurdalnych-dotacji-wielu-darmozjadow

Flaga UE w Parlamencie Europejskim w Strasburgu.
NCZAS.INFO | Flaga UE w Parlamencie Europejskim w Strasburgu. / Fot. PAP/Abaca

Cała polityka Unii Europejskiej jest nastawiona na korupcję lokalnych elit i społeczeństwa – mówi w rozmowie z Tomaszem Cukiernikiem Maciej Odorkiewicz, który przez lata zajmował się pisaniem wniosków o dotacje unijne.

Tomasz Cukiernik: – Proszę mi opowiedzieć o absurdach związanych z dotacjami unijnymi.

Maciej Odorkiewicz: Nie mamy tyle czasu. Przed naszym spotkaniem rozmawiałem z paroma osobami, które nadal piszą wnioski o dotacje i odmówili spotkania z panem.

Dlaczego?

Mogę dyplomatycznie powiedzieć, że nie wiem.

Wiele razy spotkałem się z opinią, że przez to, że się dotuje jakąś rzecz, to ta rzecz jest dużo droższa i to powoduje, że nawet jak dostaje się dotację, to i tak się zapłaci tę samą cenę albo nawet wyższą, niż było przed dotacjami.

Swego czasu ceny pomp ciepła były pięcio-, sześciokrotne wyższe, bo wszyscy korzystali z dopłat do nich. Jednym z podstawowych warunków pomocy publicznej jest to, że muszą być przestrzegane warunki takie jak przy zamówieniach publicznych. Jeśli cena przekracza pułap, jaki przy zamówieniach publicznych byłby wymagany przetarg, to musi być przetarg albo konkurs ofert. Standardowo nowa inwestycja dostaje 80 proc. refinansowania, a 20 proc. musi być wkładu własnego. Natomiast w przypadku sprzętu używanego jak finansowanie będzie na poziomie 50 proc., to będzie góra, a z reguły mniej niż 40 proc. A trzeba kupić nowy sprzęt, który będzie spełniał pewne wymagania, co powoduje, że ten sprzęt jest droższy. I niejednokrotnie nie jest w Polsce produkowany. Inny przykład – szkoła dla kelnerek. Trzeba kupić stół, który kosztuje tysiąc złotych, ale za dotacje musi być stół z atestem, który kosztuje pięć tysięcy złotych. Podobny przykład: był program, z którego można było dostać 20 mln złotych. Czy polska firma ma na nie szansę? Tak, ale szanse zdecydowanie się zwiększają, jeśliby dokooptowała do projektu zachodniego kooperanta.

Dlaczego?

Oficjalnie dlatego, że jest większa stabilność firmy i jeżeli kooperant zachodni wchodzi z technologią, to jest gwarantem tego, że wszystko się uda, czyli że cele projektu zostaną wykonane.

A nieoficjalnie?

To jest otwarcie drzwi dla zachodnich firm do wejścia tutaj. To jest jedna z potężnych płaszczyzn, bo ta pierwsza to drenowanie kapitałów. Mam wrażenie, że cała polityka Unii Europejskiej jest nastawiona na korupcję lokalnych elit i społeczeństwa. Z tych dotacji, z pisania wniosków, z ich oceniania żyje bardzo dużo osób. Mamy instytucje pośredniczące, na terenie województwa śląskiego było czterech czy pięciu operatorów. To instytucje, które rozdają te pieniądze, sprawdzają wnioski, rozliczają, oceniają. A żeby dobrze napisać wniosek, trzeba posiadać dużą wiedzę. Bariera wejścia na ten rynek jest naprawdę duża.

Ale dlaczego Unii Europejskiej zależy na tym, żeby z tego żyło mnóstwo ludzi?

Bo wtedy będzie zakotwiczona. Przygotowanie wniosku inwestycyjnego: trzeba zatrudnić kosztorysanta, zrobić plan oddziaływania na środowisko, wziąć architekta. Już tyle osób żyje z wniosku, który jeszcze nie wiemy, czy będzie zatwierdzony, czy będzie realizowany. Jeśli wniosek nie przejdzie, to pieniądze na ich wynagrodzenia nie pójdą z dotacji, a z prywatnych pieniędzy. Ale są inne patologie. Co robi osoba, która pisze wnioski? Najbardziej skutecznymi osobami są takie, które kiedyś pracowały w instytucjach pośredniczących albo w urzędzie marszałkowskim. Była afera z żoną wicemarszałka. Zwróciła się o dotację na restaurację i dostała. To była kosmiczna kwota. Tam były te pułapy o cztery rzędy wielkości mniejsze. Osoba, która pisała wnioski, najchętniej brała taką osobę właśnie z danego urzędu, która potem ten wniosek zatwierdzała. Jest to nielegalne, ale był to nagminny proceder. Jeżeli ktoś by kiedyś przetrzepał te wnioski, to jest to stajnia Augiasza. Ci urzędnicy, którzy pisali wnioski po godzinach, biorą je w urzędzie i oceniają. Ile bzdur się wybudowało za pieniądze z dotacji! Ubikacja w lesie, nieużywane ścieżki rowerowe, betonoza…

Kolejkomaty, urzędomaty…

A to jest korupcja. Tak, i znam ludzi, którzy robią te urządzenia. To są akurat wszystko dawne służby. Ci, którzy też operują terminalami płatniczymi. Byłem przerażony tym, jak to zobaczyłem. Ale mają dostęp do wszystkiego, do każdej analityki. Dotacje pozwalają robić najbardziej absurdalne projekty. I to nie ma znaczenia, czy są one potrzebne, czy nie.

Wiele lat temu rozmawiałem z człowiekiem z instytucji pośredniczącej z Katowic. Powiedział, że były takie konkursy, w których łączny koszt przygotowania wszystkich wniosków przez potencjalnych beneficjentów był wyższy niż wartość alokacji w programie. Dlatego, że tylko 5 proc. wniosków przechodziło. Koszt ponieśli wszyscy. A przecież sam koszt przygotowania wniosku o dotację może wynieść 10 proc. wartości dotacji albo i więcej.

Koszt przygotowania wniosków może być jeszcze wyższy. Jest zasada: jeżeli składasz wniosek o dotację, to aplikuj tylko i wyłącznie na takie tematy, które się same obronią. Czyli jakby się tych pieniędzy nie dostało, to ten projekt i tak wypali. To jest żelazna zasada. To jest warunek sine qua non podejścia do dotacji. Natomiast po drodze doszło bardzo dużo warunków, które nie odnoszą się do sedna projektu. Każdego. Czyli na przykład powiem, że warunkiem naszego spotkania jest to, że pan dziesięć razy okrąży ten kwietnik. I tak mniej więcej zaczynają wyglądać dotacje. Bo okrążenia tego kwietnika nic nie wnoszą. A we wszystkich dotacjach od zawsze jest feministyczny warunek inkluzywności, a jeszcze bardziej prymitywny jest warunek otwarcia na LGBTQ.

Czyli de facto brak dotacji oznaczałby brak unijnej indoktrynacji libertyńskiej…

Można tak powiedzieć. Proszę zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Był głośny głos w dyskusji nt. dotacji ze strony ówczesnej unijnej komisarz Danuty Hübner. Opublikowała tabelkę, w której z jednej strony były wpływy (dotacje) z UE, a z drugiej nasze składki. Oczywiście, z tego przepływu środków wychodziło, że UE „dała” nam wielokrotnie więcej niż wpłaciliśmy (jako Polska) składek. I powiem tak: liczby były prawdziwe, ale przekaz informacyjny to było wierutne kłamstwo. Każdy kto średnio w tych rzeczach siedzi, poczuł się potwornie urażony. Oczywiście byli fanatycy, którzy w to uwierzyli. Oficjalnie fundusze strukturalne i regionalne miały za zadanie dostosowanie rozwoju Polski do poziomu europejskiego. Natomiast chodziło tak naprawdę o otwarcie polskiego rynku dla zachodnich firm. I w większości mieliśmy do czynienia z wrogimi przejęciami (co kończyło się upadkiem wykupionych zakładów i posłaniem ludzi na bruk). Na początku jak samorządy były mądre, to za dotacje wymieniały infrastrukturę: kanalizacja, ciepłownictwo, wodociągi, drogi. A jak były głupie, to robiły kostkę, betonozę i muzea. A potem zaczęło się dziać to, czego efektem jest na przykład afera w Tramwajach Śląskich.

Jak weszło KPO, to o niektórych postępowaniach nie wiedziały nawet osoby, które się tym zajmują zawodowo. Podobno niektóre ogłoszenia na stronie urzędu czy na portalu funduszy europejskich wisiały 24 godziny. Ludzie potem szukali i nie mogli znaleźć. I to jest przekręt. KPO to była łapówka Unii Europejskiej dla wyborców Platformy. Jeżeli będzie jakaś przyszła władza, to KPO powinno zostać sprawdzone. A tematy dotacyjne coraz bardziej zaczynają być ciemne w znaczeniu życia codziennego. Na przykład to są wnioski na jakieś bzdury, na które normalny człowiek się nie zgodzi, jak afirmacja odmienności, nie akceptacja, afirmacja odmienności seksualnej i działań antyrodzinnych. Ksiądz Michał Olszewski wybudował fantastyczny ośrodek dla prześladowanych samotnych kobiet m.in. z Funduszu Sprawiedliwości, który był wewnętrzną, polską „dotacją”. Przez ekipę Tuska został aresztowany i był przetrzymywany w nieludzkich warunkach. Postawiono mu zarzut, że to było niezgodnie z przeznaczeniem. Zarzuty są nie tylko, że naciągane, ale po prostu bzdurne. Księża nie są święci, ale władzy nie podobał się ten projekt, bo był za bardzo rodzinny, za bardzo opiekuńczy, bo pokazywał, że instytucje katolickie budują kolejny, ale tym razem potężny dom pomocy dla prześladowanych kobiet.

Zna Pan przypadki problemów firm przez dotacje?

Znam historię przedsiębiorcy, do którego przyszedł urząd celny. Był zdziwiony. Okazało się, że za sprzęt, który kupił, sprzedawca nie zapłacił cła. On o tym oczywiście nie wiedział. Fakturę dostał, zapłacił. Ale urzędnik przyszedł zarekwirować ten sprzęt, a to był sprzęt, gdzie faktura wchodziła jako koszt kwalifikowany do wniosku. Przyszła kontrola dotacji, a przedsiębiorca nie miał już tego sprzętu. Musiał zwracać dotację.

I upadł?

Wyszedł z tego, ale uratowało go tylko to, że to była spółka z o.o. Ale ile to faceta kosztowało nerwów! Osiwiał. Nie poznałem go, jak go spotkałem.

Dokładnie przejrzałem przypadek gminy Ostrowice w woj. zachodniopomorskim, która zbankrutowała de facto przez unijne dotacje. Urzędnicy nabrali kredytów na wkład własny do projektów unijnych, potem nie mieli pieniędzy i zaczęli zadłużać się w parabankach. Gmina została zlikwidowana, teren został rozdzielony pomiędzy sąsiednie gminy, a budżet państwa musiał spłacić cały dług. Ale nie mówi się, że tak naprawdę to był efekt bezsensownego wydawania dotacji unijnych.

Zawsze pisałem wniosek w taki sposób, żeby potem było wiadomo co dalej. W biznesplanie obligatoryjnie trzeba podać, co się stanie ze sprzętem, jeżeli inwestycja nie wyjdzie. Miałem klienta, który chciał kupić system do przewiercania pod ziemią. Miał faktycznie dwie duże inwestycje. Do momentu uzyskania dotacji i trwania projektu pod inwestycje wszystko się kalkulowało, ale pół roku po zakończeniu planowanego odstawienia przewiercaczy zrobił się wielki problem. Okazało się, że przedsiębiorca musi je serwisować u producenta, a koszt jest bardzo wysoki. No i na to nie ma dotacji. Dopiero jak on tę analizę zobaczył, to zrezygnował z dotacji.

Znalazł Pan taki przypadek firmy, która po prostu zbankrutowała przez dotacje?

Jest kilka takich przypadków. Był przedsiębiorca, który brał ciężki sprzęt budowlany, wielu pracowników, duża firma z branży inwestycyjnej. I już miał swój sprzęt. Startował do przetargu, ale warunkiem było posiadanie jakiegoś sprzętu. Złożył wniosek o dotację, ale nie wpisywał tego, że startuje w przetargu, bo to nie jest gwarancją otrzymania pieniędzy. Wpisał, że ma plan inwestycyjny i portfel zamówień. Dostał dotację, kupił sprzęt, wystartował w przetargu i go przegrał. Wtedy zaczęły się duże problemy. Został ze sprzętem, który nie był potrzebny, ale trudno powiedzieć, że to z powodu dotacji. Inna historia – w Katowicach firma zajmowała się optoelektroniką i brali dotacje z NCBR-u. To nie są projekty twarde, tylko projekt badawczy, który zakłada, że może coś nie wyjść. Firma wzięła dużą dotację. We wniosku miała opisane, że może nie wyjść. I nie wyszło. Urząd odmówił uznania tego, bo zdaniem urzędników nie tak dokładnie zostało opisane we wniosku. A przecież przy projekcie badawczym trudno podać przyczynę, dlaczego coś konkretnie nie wyjdzie. Nie dostali pieniędzy i firma padła.

A ponieśli koszty?

Tak, koszty ponieśli potężne. Polegały na zakupie urządzeń, wynajęciu specyficznej hali, która musiała być odizolowana od środowiska, tam wchodziło się przez komory itd. Mieli dostać zwrot, tak czy inaczej, czy się uda, czy się nie uda. Nie dostali. Bardzo często ludzie, którzy uzyskali dotację, potem nie potrafią profesjonalnie jej rozliczyć, przygotować dokumentów i często się zdarzało, że na tym polegli. Bardzo dużo osób poległo zwłaszcza na tzw. rozliczeniu płatności cząstkowych. To jest skomplikowany mechanizm, zwłaszcza przy dużych dotacjach albo przy inwestycjach długoterminowych. Naprawdę trzeba umieć to zrobić, bo można zostać wezwanym do zwrotu dotacji.

Zna Pan przypadki marnotrawstwa przy dotacjach?

Może Pan się rozejrzeć wkoło i to zobaczy. Duża część dotacji jest przepalona. Marnotrawstwo środków było na wielu poziomach, ale dotyczyło głównie projektów publicznych.

Szpitale kupowały sprzęt i potem go w ogóle nie używały albo używały go w minimalnym zakresie.

Kupowanie sprzętu w szpitalach i to jest nagminne. Pełno jest takich zakupów z dotacji, które są kompletnie od czapy, na przykład była sprawa z wagonami, które nie mieściły się w peronach. Robiono ścieżki rowerowe z dotacji, po czym wymieniano na tej całej długości rury, bo akurat tak się często zgadzało, że wodociągi szły w tym kierunku. I tu dobrym przykładem będzie gmina Będzin-Grodziec. Takich sytuacji jest multum. Marnotrawstwo przy projektach twardych występuje i jest łatwe do wychwycenia.

Natomiast największy przepał pieniędzy jest na projektach miękkich, jak szkolenia. Ceny są zaburzone kilkakrotnie. Kurs dla dziesięciu osób jest wyceniany na 4-5 tys. złotych od osoby, czyli to jest 40-50 tys. złotych w jeden weekend, a jest jedna osoba prowadząca, góra dwie, plus biuro administracyjne. To są przepalone pieniądze.

I to na skalę masową, a z tego jeszcze żyją instytucje pośredniczące itd. To cały system, który sam się napędza. Jeżeli tych dotacji z Unii by nie było, to kilka tysięcy ludzi nie miałoby pięknych synekur. Ale te synekury nie są za darmo, tylko są właśnie kontakty z urzędami, no i często układy polityczne, tu jest problem. Jak ktoś w tym nie siedzi, to widzi, że to jest przejrzyste. Jak zaczyna się perspektywa finansowa, to jest publikowany plan, kiedy będą ogłaszane terminy wniosków, w jakich działaniach, w jakich postępowaniach. To wszystko stwarza pozory, że jest naprawdę przejrzyste, ale pod tym płaszczykiem jest robione mnóstwo niepotrzebnych rzeczy. Są ludzie, którzy tylko i wyłącznie czerpią profity z tego systemu. Czy to jest złe? No, to jest z pieniędzy publicznych, bo dotacje są pieniędzmi publicznymi. Uważam, że działania publiczne powinny być realizowane nie w ramach unijnych dotacji.

Dlaczego?

To powinna być stricte polityka państwa polskiego, która mówi, że dostaniesz od nas dotację, jak dla nas wykonasz zadanie publiczne. Dotacje unijne niszczą suwerenność państwa, które je otrzymuje. Dotyczy to również grantów z niemieckich fundacji ale to inny temat.

Państwo polskie ma inne cele niż Unia Europejska.

Bingo. Poza tym jest bardzo skrócona ta droga. Tylko, że wielu darmozjadów by wtedy nie mogło sobie żyć spokojnie. Ludzie kompletnie sobie sprawy nie zdają, jak to wygląda. I dla całej grupy ludzi, którzy z tego ciągną, najlepiej by było, jakby była totalna cisza. Nie pisało się o tych rzeczach, nie mówiło, bo po co. Pieniądze lubią ciszę i spokój, a dotacje są w nieuczciwy sposób urobione.

Skutki likwidacji kary śmierci

Skutki likwidacji kary głównej – Jacek Hoga

\

Autor: AlterCabrio, 3 sierpnia 2026

Albo Kościół głosił zawsze prawdę, że kara śmierci jest godziwa moralnie, albo myląc się i że jeżeli ktoś udowodni na poziomie teologii katolickiej, że kara śmierci jest wewnętrznie zła zawsze i wszędzie, to tylko udowodni, że Kościół katolicki jest nieprawdziwy. To tak na marginesie dla tych, którzy się interesują moralnością, etyką i troszeczkę teologią.

Dzisiaj z perspektywy państwowej na temat kary śmierci, bo właśnie prywatnie nieraz mówiłem o tym czy też jako przedstawiciel fundacji Ad Arma, że z perspektywy klasycznej moralności chrześcijańskiej, klasycznej moralności cywilizacji łacińskiej i zdrowego rozsądku, brak kary śmierci doprowadza do utraty sprawiedliwości.

Skutki likwidacji kary śmierci

W dzisiejszym WoS-ie dla dorosłych o karze śmierci od strony moralnej, społecznej i praktycznej

Warto porównać:

Sprawiedliwość i kara śmierci – Jacek Hoga, 21 cze 2024

Maksym Boroweć [Taras Bulba] o zbrodniach OUN-Bandery

Maksym Boroweć o zbrodniach OUN-Bandery

Naprawdę nazywał się Maksym Boroweć (1908-1981), ale do historii przeszedł jako Taras Bulba, postać mityczna wzięta z literatury Michała Gogola. Pochodził z Wołynia, marzył o wolnej Ukrainie, w czasie wojny założył Sicz Poleską, z której powstała Ukraińska Powstańcza Armia.

Ale to nie była złowieszcza banderowska UPA. Tę nazwę Bulbie ukradli właśnie banderowcy, a nazwę UPA zhańbili ludobójstwem na Polakach. Dzisiaj, we współczesnej Ukrainie, nikt nie stawia Bulbie pomników, tak jak Banderze, Klaczkiwskiemu czy Szuchewyczowi. O Bulbie nikt nie pamięta, bo OUN Bandery uznał go za zdrajcę i nieudacznika. Zmowa milczenia ma jeszcze jeden zasadniczy powód – Bulba w roku 1943 przeciwstawił się mordercom z OUN (b), nazywając ich wprost zbrodniarzami. Jest więc nie tylko wrogiem banderowców, ale i swoistym wyrzutem sumienia.

Maksym Boroweć był raczej osobowością nieskomplikowaną, związał się w latach 30. z ruchem petlurowskim, ale traktował OUN jako ważny element ukraińskiego obozu niepodległościowego. Nadzieje wiązał z Niemcami, tak jak większość nacjonalistów. Kiedy wybuchła wojna sowiecko-niemiecka włączył się w walkę z maruderami Armii Czerwonej, a potem założył na Polesiu Sicz Poleską, która z czasem kontrolowała cały północny Wołyń. Niemcy nie potrzebowali jednak takiego sojusznika, a gubernator Erich Koch wręcz nienawidził ich, zgodnie z rasową polityką Hitlera.

Owszem, Bulba miał przyjaciół w kołach Abwehry i Wehrmachtu, ale to za mało. Jak się wkrótce okazało, to nie Niemcy i Sowieci byli dla Bulby śmiertelnym zagrożeniem, lecz banderowcy. OUN (b) zapuścił korzenie na Wołyniu dopiero w 1942. Najpierw próbował sobie podporządkować bulbowców, a kiedy napotkał opór – zaczął polowanie na ich szefa, czyli Borowecia. Duża część jego ludzi zwyczajnie przeszła na stronę banderowców, sam Bulba ze sztabem wymykał się banderowcom, aż pewnego dnia wpadł w pułapkę – sam uciekł, ale w ręce wrogów dostała się jego żona, Czeszka z pochodzenia. Nie wyszła z tego żywa.

Mimo tych doświadczeń Bulba nigdy nie przeciwstawił się banderowcom zbrojnie – nie chciał wzniecać walk bratobójczych między Ukraińcami. Zdecydował się jednak ostro zaprotestować przeciwko masowym mordom na Polakach – napisał dwa listy otwarte do przywódców OUN (b). Dzisiaj te listy to ważne świadectwo obciążające UPA i OUN (b).

Tak, Bulba nie był przyjacielem Polaków, chciał ukraińskiego Wołynia, ale zachował coś, czego zabrakło banderowcom – ludzkie uczucia. Wiktor Poliszczuk w swoich książkach wystawia Bulbie jak najlepsze opinie. Edward Prus nie był aż tak entuzjastyczny, ale i on nie potępia poleskiego watażki. Pisał jednak o tym, że byli bulbowcy zostali wcieleni bądź sami z własnej woli zasilili szeregi banerowskiej UPA. W wielu relacjach kresowych powtarza się opinia, że wsie atakowali „bulbowcy”, choć tak naprawdę byli to już banderowcy.

Dzisiaj nie ma jednak takiego znaczenia, ważne jest to, że Taras Bulba został wykreślony z ukraińskiego panteonu bohaterów (może to i dobrze, bo nie pasowałby do Bandery czy Szuchewycza, których potępił), jest bowiem niczym wyrzut sumienia, a jego listy otwarte do kierownictwa OUN-Bandery potwierdzają wszystkie zarzuty jakie strona polska stawiała i stawia UPA i jej przywódcom.  Jest to tym bardziej znaczące, że w tym samym czasie, latem 1943, organy prasowe KG AK przekonywały, że to co dzieje się na Wołyniu to „sowiecka prowokacja”.

W mistyfikacji historycznej, jakiej dokonują obecnie spadkobiercy OUN-UPA często powołują się na wybrane przez siebie dokumenty, które mają przekonać nas o „dobrych intencjach” tej organizacji. Klasycznym przykładem jest książka Romana Drozda pt. „Ukraińska Powstańcza Armia – dokumenty – struktury”. Nie znajdziemy tam dwóch bardzo ważnych dokumentów obciążających OUN. Są nimi dwa listy Tarasa Bulby-Borowcia. W  1943 roku napisał dwa listy do kierownictwa OUN-Bandery. Jeden opublikowano w „Oboronie Ukrajiny” z datą 10 sierpnia 1943 roku, drugi nosi datę 24 września 1943 roku.

Oba listy są druzgocącym oskarżeniem OUN-Bandery, tym ważniejszym, że wydanym przez człowieka, który znał opisywane zdarzenia z autopsji i prowadził z banderowcami bezpośrednie rozmowy. Oba listy, w pełnej wersji, zostały zamieszczone w książce Wiktora Poliszczuka pt. „Nacjonalizm ukraiński w dokumentach” (część II):

Oto najistotniejsze fragmenty obu listów:

„Już w czasie rozmów, zamiast tego, żeby prowadzić działania zgodnie ze wspólnie nakreśloną linią, oddziały wojskowe OUN, pod marką UPA, w dodatku niby z rozkazu Bulby, w haniebny sposób zaczęły wyniszczać polską ludność cywilną i inne mniejszości narodowe (…) W okręgu sarneńskim Wasi ludzie z Bereżnicy podstępem rozbroili nasz oddział, odebrali i spalili całą literaturę, ludzi z oddziału długo agitowali do przejścia na ich stronę, a gdy ci nie zgodzili się, zdecydowali rozstrzelać ich. Tylko przypadkowy atak bolszewików we wsi Berwiatnica i rozsypka Waszego oddziału uratowały życie tym ludziom (…) Wszystko to wyjaśnia się tym, że, powiadają, jakiś poleski chłop Bulba „wyłamał się” spod dyscypliny, ogłosił atamanem i chce być wodzem całej Ukrainy, podczas gdy sama Opatrzność wyznaczyła na to miejsce tylko Stepana Banderę. Towarzysze nacjonaliści! Jak Wam nie wstyd i gdzie Wasza narodowa moralność i godność, że tolerujecie takie zbrodnie i operujecie takimi metodami? (…)

Maksym Boroweć (Taras Bulba) z zamordowaną przez OUN Bandery żoną

Wy na każdym kroku mówicie o niezbędnej potrzebie jedności w narodzie ukraińskim, a w rzeczy samej dążycie do realizacji tej jedności nie drogą łączenia wszystkich sił narodu na podstawie wzajemnego porozumienia i poszanowania przekonań politycznych innych współobywateli, tylko drogą podporządkowania sobie wszystkich i dyktaturą jednej partii (…) Żadna partia nie może mieć monopolu na naród ukraiński. Walka o totalny reżim możliwa jest wtedy, gdy w terenie ma odpowiedni grunt. A gdy tego gruntu nie ma i ona przedłuża się, wówczas ona anarchizuje życie narodu i wszelka taka próba w czasie wojny jest niczym innym, jak zbrodnią narodową, bowiem ma miejsce przewaga osobistych ambicji nad interesami ogółu.

Czy prawdziwy rewolucjonista-państwowiec może podporządkować się przywództwu partii, która budowę państwa rozpoczyna od wyrzynania mniejszości narodowych i obłędnego palenia ich domostw? Ukraina ma bardziej groźnych wrogów, niż Polacy. Każde dziecko wie, że wyniszczenie kilkuset Polaków w niektórych obwodach nie zlikwiduje polskiego niebezpieczeństwa dla Ukrainy. Naród polski tak czy inaczej istnieje, i jak długo będzie on w tej samej niewoli, co i my, tak długo w następstwie okoliczności nie będzie on naszym wrogiem, a sojusznikiem. Jakie zamiary mogą mieć Polacy wobec nas w przyszłości i jak ułożą się nasze stosunki – to inna rzecz. Dziś, zamiast wzajemnego wyrzynania się, musimy montować jeden front rewolucyjny wszystkich narodów zniewolonych przeciwko okupantom, a nie tworzyć sobie zbędne fronty” (z listu opublikowanego 10 sierpnia 1943 r.)

Taras Bulba w 1941 roku

I fragment drugiego listu:

„Na wspólną z Wami pracę, niestety, dziś już nie możemy pójść z następujących przyczyn:

– W swojej „dyplomacji” Wy nie przestrzegacie prawideł etyki rewolucyjnej, mówicie jedno, a robicie co innego. Przyswajacie sobie obce hasła i koncepcje. Cała Wasza propaganda sprowadza się do ogólnego kłamstwa i nie przebiera w najbrudniejszych środkach;

– Uzurpujecie sobie prawo do suwerennej ogólno-ukraińskiej władzy państwowej, do czego, jako jedno z wielu politycznych ugrupowań, nie macie najmniejszych podstaw;

– Swoją „władzę” państwową proklamujecie nieprzemyślanie – kiedy i gdzie popadło, przez co znieważacie i profanujecie majestat państwowości ukraińskiej;

– Wasza „władza” postępuje w terenie nie jak ludowa władza rewolucyjna, a jak zwyczajna banda. Wy, zamiast zwalczać anarchię, sami ją szerzycie przez swoje haniebne postępowanie, które sprowadza się do barbarzyńskiego mordowania bezbronnych kobiet i dzieci spośród mniejszości narodowych, palenia i rabunku mienia, czym ściągacie na cały naród ukraiński wieczną hańbę, Wy potęgujecie tę anarchię;

– Wy już dziś rozpoczęliście rujnującą walkę bratobójczą, bowiem nie chcecie walczyć razem z całym pracującym narodem ukraińskim o jego wyzwolenie, już dziś walczycie tylko o władzę nad nim. Bicie wyciorami i rozstrzeliwania chłopów ukraińskich, palenie i rabunek ich mienia stało się Waszym codziennym zajęciem (…)

– Zamiast włączenia narodu ukraińskiego do wspólnego bloku rewolucyjnego wszystkich zniewolonych zarodów Europy i Azji, Wy swoimi „rewolucyjnymi czynami bohaterskimi” doprowadziliście do tego, że dziś nikt nie chce z Ukraińcami rozmawiać. Przez Was kulturalny świat traktuje Ukraińców nie jak ludzi, którzy w drodze rewolucji walczą o swoje państwo, a jak zwyrodniałych barbarzyńców i zwyczajnych bandytów.

Jasnym więc jest, że w takich okolicznościach Ukraińska Narodowa Rewolucyjna Armia, jako ośrodek uczciwej wojskowo-rewolucyjnej walki o niepodległe demokratyczne państwo ukraińskie, nie może nie tylko podporządkować się takiemu „przywództwu” jak Wasze, ale w ogóle nie ma prawa traktować Was jako partnera politycznego. Kto zajmuje się bandytyzmem, tego traktuje się jako bandytę (…) Krew poległych i rannych z Waszej ręki rewolucjonistów oraz łzy już gnębionej przez Waszą „władzę” ludności, padną wieczną hańba na OUN-Bandery, „Rubana” i Ryszarda Jarego [„Ruban” – pseudonim Stepana Bandery, Riko Jary – Niemiec, członek przywództwa OUN- Bandery – red.]. Rewolucja, Panowie, to nie anarchiczne hulanie z bronią w rękach – jest to rycersko-ascetyczny wysiłek i ofiarność za naród” ( z listu z 24 września 1943 r.)

Jan Engelgard

PS. Nie zgadzam się z tymi głosami, że przypominanie świadectwa Bulby to jakaś jego „rehabilitacja” czy „gloryfikacja”. Nie o to chodzi, chodzi o to, że mamy w ręku miażdżące źródło mówiące jednoczenie o zbrodniczości OUN Bandery, i to źródło nie przyjaciela Polski, tylko Ukraińca, który doskonale znał to, co dzieje się na Wołyniu, i kto dokonuje zbrodni. Na temat Bulby i jego protestu z lata 1943 roku panuje na Ukrainie grobowe milczenie. Chyba nie zależy nam na tym, żeby w Polsce także.

Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.08.2026)

Ukraińcy w wieku poborowym

Ukraińcy w wieku poborowym

Łukasz Jastrzębski myslpolska/ukraincy-w-wieku-poborowym

Polska powinna bezwzględnie wzorem Czech wprowadzić obostrzenia dla Ukraińców w wieku poborowym, którzy mają nieuregulowany stosunek do służby wojskowej. Nie jest w polskim interesie obecność dużej ilości młodych mężczyzn z Ukrainy. Minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak stwierdził wprost, że „nie będzie w Polsce obostrzeń dla Ukraińców w wieku poborowym”. Takie słowa są zachętą do osiedlania się w Polsce nie tylko pacyfistów ale różnorakich kombinatorów a czasem przestępców.

Ja rozumiem, że młodzi Ukraińcy w znacznej części nie chcą walczyć za państwo rządzone przez Wołodymyra Zełenskiego. Rozumiem, że są również tacy, którzy nie chcą walczyć z różnych powodów przeciwko Rosji. To nie powinna być nigdy nasza wojna. To nie powinny być nasze dylematy. Oczywiście Polska nie powinna zmuszać nikogo by walczył za rząd swojego kraju, a nawet własną ojczyznę. Idzie o coś zupełnie innego.

Należałoby z miesięcznym wyprzedzeniem zapowiedzieć wprowadzenie takich przepisów. Zaś ze względów humanitarnych umożliwić tym osobom wyjazd z Polski do innych krajów Unii Europejskiej. Jestem głęboko przekonany, że przepełnione humanizmem kraje Europy przyjmą młodych mężczyzn z otwartymi ramionami.

Osoby z Ukrainy łamiące prawo w Polce powinny być bezwzględnie deportowane. Dotyczyć powinno to również Ukraińców, którzy w jakikolwiek sposób promują na terenie Polski banderyzm lub próbują negować zbrodniczość ukraińskich formacji kolaboranckich i szowinistycznych.

Uważam, poza tym za niezwykle za szkodliwą ustawę z dnia 13 marca 2026 roku o niekaraniu obywateli Rzeczypospolitej Polskiej biorących udział po stronie Ukrainy w konflikcie Rosji. Polacy nie powinni walczyć w obcych wojnach po żadnej stronie. Kuriozalną sytuacją jest to, że młodzi Ukraińcy siedzą w Polsce, zaś polscy najemnicy walczą na Ukrainie.

Przestały działać prymitywne i emocjonalne szantaże typu: „jakby nie Ukraina to Rosja stoi u naszych granic” i „Ukraińcy walczą za Polskę”, tak przestanie w niedługim czasie działać szantaż mówiący „jak Ukraińcy wyjada, to nie będzie miał kto pracować”. To wyjątkowo łajdackie kłamstwo połączone z brakiem szacunku do polskich pracowników.

Dzisiaj przekaz licznych politykierów – zwłaszcza tych określających się jako prawica – na temat Ukrainy się zmienił. Nawet politycy, którzy sami nazywali się „sługami narodu ukraińskiego” dzisiaj zauważają oczywiste od początku problemy. To wszystko jednak musztarda po obiedzie. Powinniśmy przynajmniej tym razem wzorem Czechow być mądrymi przed szkodą.

Łukasz Jastrzębski

Już 15 lat nie ma z nami Andrzeja Leppera

Już 15 lat nie ma z nami Andrzeja Leppera

Już 15 lat nie ma z nami przywódcy Samoobrony Andrzeja Leppera. W oficjalną wersję jego śmierci chyba nie wierzy nikt samodzielnie myślący. Dziś Lepper miałby 72 lata.

Polski rolnik, lider Samoobrony, patriota. Wiedział doskonale kto jest Przeciwnikiem. Mnie do Andrzeja Leppera przekonał gen. Stanisław Skalski.

Kilka cytatów …

„Solidarności nie tworzono po to, żeby Polska ekonomicznie miała lepiej. Z pełnym szacunkiem dla ludzi i idei Solidarności, ale jej przywódcy i doradcy od początku grali nie w drużynie Solidarności, ale w drużynie kierowanej z Waszyngtonu i Brukseli

„Wlewają w nas ten jad nienawiści i ci z lewa, i ci z prawa, tylko po to abyśmy się żarli nawzajem, wyzywali i bili się między sobą. A oni? Oni zawsze się dogadają, będą kraść, bogacić się i będą robili z nami co tylko będą chcieli i powiedzą, że to wszystko w imię demokracji.”

„Jednym z głównych źródeł zagrożenia zarówno dla Kościoła, jak i narodu, są przedstawiciele tzw. lewicy świeckiej lub kosmopolitycznej. Niepomni tego, że stosunkowo niedawno Kościół ich przygarnął i bronił, teraz rozpętują zajadłe, antykościelne i antykatolickie kampanie, częstokroć w masowych mediach takich, jak „Gazeta Wyborcza” czy nawet publiczna TV. Odwdzięczają się oni Kościołowi polskiemu pomówieniami o rzekomy brak tolerancji, ciemnogród, przecenianie czynnika narodowego (…) Stwierdzam z całą stanowczością, że my, z Samoobrony (…) demaskujemy, potępiamy i będziemy potępiać ich autorów. Tu już nie chodzi tylko o przekonania religijne, czy różne wykładnie dogmatów wiary, ale o brutalną napaść na pierwiastki polskiej tożsamości narodowej.”

„Nie dziwi mnie obrona pozycji prezesa Balcerowicza przez Platformę. Przecież to wasz guru, wasz ojciec chrzestny – Platformy, a przedtem Unii Demokratycznej, Unii Wolności, i tak po kolei”

„Tak, proszę państwa, trzeba to wyjaśnić, bo tenże jegomość, Balcerowicz, w PZPR był, na stypendia jeździł na Zachód. Nie Lepper, Lepper był w PZPR i nigdy się tego nie wstydził. 2 lata w swoim życiu był i nie wstydzę się dzisiaj powiedzieć tego, że byłem. Tylko ja nie byłem nigdy nawet nikim w POP, żebyście wiedzieli. Nigdy. A Balcerowicz, proszę państwa, sekretarz, Balcerowicz na stypendia zachodnie wtedy jeździł.”

„Każda wojna jest niesprawiedliwa, nie ma wojen słusznych i niesłusznych, jest nośnikiem zniszczenia i bezmiaru nieszczęścia, pociąga za sobą niepotrzebne ludzkie ofiary. Wojna z Irakiem w szczególności jest moralnie nieusprawiedliwiona, jest stawianiem brutalnej, wulgarnej siły przed sprawiedliwością, jest niezgodna z prawem międzynarodowym. To światowy kryzys ekonomiczny, naciski duszącego się od nadprodukcji światowego kompleksu militarno-przemysłowego, to wpływy i naciski światowego kompleksu paliwowego, to groźne dla świata zjawisko globalizmu wyprowadziły na iracką pustynię setki tysięcy żołnierzy (…) Czy Stany Zjednoczone w ciągu tych prawie 60 lat po wojnie miały na terytorium swoim wojnę kiedykolwiek? A czy Stany Zjednoczone przeżyły po wojnie chociaż jeden dzień bez wojny na terytorium innych suwerennych państw? Nie przeżyły, cały czas są w stanie wojny, zawsze im brakuje krwi ludzkiej – tak trzeba powiedzieć”.

„Kto szkodził, jako funkcjonariusz lub współpracownik komunistycznego aparatu ucisku, powinien być rozliczony, sprawiedliwie osądzony. Dotyczy to zwłaszcza okresu stalinowskiego. Jak to jest, że wciąż jeszcze żyją wśród nas mordercy najlepszych synów naszego narodu i cieszą się bezkarnością? Czy może dlatego, że w wielu przypadkach ich dzieci lub wnuki zajmują eksponowane stanowiska w obecnym postsolidarnościowym i post-KOR-owskim establishmencie? Nie mam zamiaru pociągać do odpowiedzialności dzieci za winy, grzechy lub nawet ciężkie zbrodnie ojców.

Ale nie jest normalne, że liczni obecni prominenci pouczają nas o honorze Polaków, redagują najbardziej „demokratyczne” gazety, sprawują różne funkcje w aparacie gospodarczym i politycznym, a wszyscy wiedzą, że ich najbliżsi – ojcowie lub bracia – prześladowali, skazywali na śmierć najlepszych Polaków i usprawiedliwiali to dyrygując prasą komunistyczną z wyżyn gmachu KC, czy urzędu cenzury przy ul. Mysiej”.

„O generale Stanisławie Skalskim mogę wyrażać się jedynie z najgłębszym szacunkiem. Ten, jak Pan słusznie go określa, bohater z czasów drugiej wojny, miał niezwykle ciężkie życie. Po powrocie z Anglii do kraju siedział bardzo długo w więzieniu i to z wyrokiem śmierci. Kto, jak kto, ale właśnie on powinien z najwyższym uznaniem powitać zmiany, jakie u nas nastąpiły po upadku komunizmu. Jako gorący patriota i wnikliwy, realistyczny obserwator spraw krajowych, generał Skalski szybko się jednak zorientował, że kolejne rządy, poczynając od Rakowskiego, przez Mazowieckiego po Suchocką, narzuciły nam nowy system zniewolenia, zastąpiły jedną zależność inną zależnością. Co z tego, że, być może, prawa jednostki są u nas dziś szersze, niż były za komuny, skoro drastycznie narusza się i ogranicza prawa i wolność narodu, jako całości! Skutki tego wszystkiego są wprost zastraszające i widoczne dla każdego. Generał Skalski to rozumie i jako doświadczony, zahartowany w bojach o Polskę żołnierz stanął w pierwszym szeregu samoobrony, będąc członkiem ogólnokrajowego komitetu noszącego nazwę, o czym już zresztą mówiłem, Komitetu Samoobrony Narodu„.

opr. łj

Zełenski obwinił Zachód za to, że Ukraina nie zestrzeliła ani jednego pocisku

Zełenski obwinił Zachód za to, że Ukraina nie zestrzeliła ani jednego pocisku.

Wołodymyr Zełenski regularnie zwraca się do państw zachodnich z prośbami o nowe dostawy systemów obrony powietrznej i rakiet przechwytujących.Redaktorzy strony internetowej TASS

5 sierpnia, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

MOSKWA, 5 sierpnia. /TASS/. Wołodymyr Zełenski po raz kolejny narzekał na niedobór pocisków przechwytujących do systemów obrony powietrznej i oskarżył zachodnich partnerów Kijowa o zaatakowanie wczoraj wieczorem kilku ukraińskich celów z powodu opóźnień w ich dostawach.

Komentując wyniki nocnych wyborów, napisał na swoim kanale Telegram, że było to spowodowane „opóźnieniami w dostawach od (zachodnich partnerów – TASS) lub niechęcią do przekazywania pocisków przeciw-balistycznych”, dodając, że „ważne jest, aby partnerzy to zrozumieli”.

Zełenski regularnie domaga się od Zachodu nowych dostaw systemów obrony powietrznej i pocisków przechwytujących. W niedawnym wywiadzie dla Axios ujawnił, że zwrócił się do prezydenta USA Donalda Trumpa z prośbą o dostarczenie Ukrainie 300 pocisków przechwytujących do systemu obrony powietrznej Patriot do zimy. Tymczasem Kijów wielokrotnie narzekał na ograniczenia dostaw broni od partnerów z powodu konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Dziś rano ukraińskie siły powietrzne poinformowały, że nie przechwyciły ani jednego pocisku Cyrkon ani Iskander wystrzelonego w nocy przez rosyjskie siły zbrojne. Tego samego ranka Państwowa Służba Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy poinformowała o serii eksplozji, które wywołały pożary w magazynach i obiektach logistycznych w trzech rejonach obwodu kijowskiego. Później biuro prasowe Nowej Poczty poinformowało o zniszczeniu centrum sortowania w Kijowie. Władze Kijowa i obwodowe ostrzegły mieszkańców przed dymem i podwyższonym stężeniem szkodliwych substancji w powietrzu. Premier Serhij Korecki z kolei zapowiedział, że rząd pilnie zorganizuje spotkania z przedsiębiorcami w celu szybkiego przywrócenia logistyki w kraju.

Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało , że siły rosyjskie przeprowadziły w nocy z rzędu zmasowany atak na cele na Ukrainie. W szczególności zaatakowano centra transportowe, logistyczne i dystrybucyjne w Kijowie i okolicach, zajmujące się dostawami zaopatrzenia wojskowego. Rosyjskie Ministerstwo Obrony wielokrotnie oświadczało, że centra logistyczne Nowej Poczty działają na rzecz ukraińskiego wojska, a konkretnie służą do przechowywania bezzałogowych statków powietrznych.

Najlepszą rzeczą, jaką może zrobić Trump, jest zapobiegnięcie przekształceniu się konfliktów w globalną wojnę

Najlepszą rzeczą, jaką może zrobić Trump, jest zapobiegnięcie przekształceniu się konfliktów w globalną wojnę.

Alastair Crooke

Cisza otaczająca wynik zeszłotygodniowego spotkania z Netanjahu w Gabinecie Owalnym mówi sama za siebie. Żaden przedstawiciel amerykańskiego rządu nie pojawił się na lotnisku, aby go powitać, i nie rozwinięto czerwonego dywanu. Wizyta zakończyła się fiaskiem. Izrael dryfuje bez przywódcy – jego strategia „Wielkiego Izraela” wysycha z powodu braku zarówno żołnierzy, jak i spójności.

Były Rzecznik Praw Obywatelskich Sił Obronnych Izraela, generał dywizji Yitzak Brik przewiduje (Maariw, 26 lipca), że kryzys dotyczący izraelskiego arsenału rakiet przechwytujących to „jedynie preludium do katastrofy, która nam grozi”:

„W nadchodzących wojnach z Iranem zagrożenie wzrośnie dziesięciokrotnie, prowadząc do całkowitej utraty zdolności przechwytywania irańskich pocisków balistycznych. Pociski te uderzą w nas: w skupiska ludności, cele strategiczne, infrastrukturę produkcyjną i gospodarczą, instytucje naukowe i technologiczne, placówki edukacyjne, szpitale i kluczowe gałęzie przemysłu – i całkowicie nas zniszczą”.

Trump – zdaje się w końcu – zrozumiał, że wojna, którą rozpoczął, by zniszczyć Iran, przyniosła odwrotny skutek i grozi jego unicestwieniem. W praktyce nie ma już innego rozwiązania militarnego, jak tylko zatrzymać się i pogrążyć jeszcze bardziej w dołku, w którym się znalazł.

Tymczasem Iran uniemożliwia mu kontynuowanie taktyki – rozpoczynając wojnę kinetyczną (rzekomo w celu wywarcia presji na Iran), a następnie (w kolejne poniedziałki) przechodząc do rozmów o „zbliżających się umowach” mających na celu manipulowanie rynkami ropy naftowej i cenami akcji. W zeszły poniedziałek krótkotrwały spadek cen ropy Brent spowodował spadek o całe 7,7%.

Co więcej, Iran zamierza sam decydować o tempie konfliktu – konfliktu, który i tak najprawdopodobniej ulegnie eskalacji, ponieważ Stany Zjednoczone dążą do zwiększenia presji okrążania do takiego stopnia, aby Iran mógł zostać rzekomo zmuszony do dyktowanego „porozumienia pokojowego”.

Jednak zamiast zwiększać presję na Iran, strategia Trumpa polega na podburzaniu regionu i narażaniu się na ryzyko niekontrolowanej eskalacji.

Ostatnie wydarzenia – w tym ogłoszenie przez Jemen „oblężenia za oblężeniem” saudyjskich portów lotniczych i morskich oraz ataki na dwie duże rafinerie Aramco, które sparaliżowały kontrolowany przez Arabię ​​Saudyjską rurociąg naftowy na Morzu Czerwonym – wciągnęły Arabię ​​Saudyjską w konflikt z Jemenem, ale także (wraz z CENTCOM) w konflikt z Jednostką Mobilizacji Ludowej (PMU) w Iraku, którą Arabia Saudyjska obwinia o zniszczenie rafinerii (choć Haszd asz-Szaabi stanowczo temu zaprzecza). Te dwa wydarzenia podkreślają jednak skalę, w jakiej „wojna Trumpa” destabilizuje i tak już kruchy region.

Wczoraj Arabia Saudyjska i Stany Zjednoczone wspólnie przeprowadziły zmasowane ataki powietrzne na co najmniej sześć irackich miast, zabijając co najmniej 20 członków PMU i raniąc kilkudziesięciu.

Dlaczego Arabia Saudyjska atakuje Haszd, a nie Jemen? Cóż, prawdopodobnie dlatego, że AnsarAllah odpowiedziałby pociskami i zniszczył pozostałą saudyjską infrastrukturę naftową.

Kiedy Iran dowiedział się o amerykańskich atakach na pozycje Haszdu, kierując się zasadą, że atak USA na „jednego członka Osi jest atakiem na wszystkie”, wystrzelił rakiety balistyczne w kierunku amerykańskich baz w Jordanii.

To dodało dwa nowe fronty do konfliktu regionalnego: front Haszd asz-Szaabi-iracki i front jemeńsko-saudyjski. Jednak w tle narastają inne potencjalne punkty zapalne: w Libanie izraelski minister obrony chwali się:

„Dwadzieścia cztery libańskie wioski, liczące setki lat, zostały zniszczone. Wszystkie budynki, nie tylko jeden dom na raz, ale całe wioski [zostały zrównane z ziemią]. Ich zniszczenie jest całkowite. Musicie zrozumieć: od 15 000 do 20 000 domów we wszystkich 24 wioskach zostało zniszczonych – a dziś 70 procent Gazy jest zniszczone”.

Co ważniejsze, izraelski minister bezpieczeństwa narodowego Ben Gvir obiecał rozpętać wojnę osadniczą przeciwko Palestyńczykom mieszkającym na Zachodnim Brzegu, aby wymusić ich „dobrowolne” wydalenie. Ben Gvir argumentuje, że okres poprzedzający wybory w Izraelu oferuje najbardziej dogodny moment na wywołanie kryzysu – który jego zdaniem może zmusić do ewakuacji całych palestyńskich wiosek.

Jakby tego chaosu było mało, 25 lipca amerykańskie rakiety uderzyły w kwaterę główną Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej w rejonie Ziba Kenar na wybrzeżu Morza Kaspijskiego w prowincji Gilan.

Komentator MK Bhadrakumar przedstawia:

„Morze Kaspijskie stanowi strategicznie ważny szlak zaopatrzeniowy między Rosją a Iranem. Bandar Anzali jest dla Teheranu tym, czym port w Odessie dla Kijowa – odbiera zachodnie dostawy broni. Dlatego atak Ukrainy na irański statek handlowy na Morzu Kaspijskim, na rosyjskich wodach terytorialnych, w sobotę – pierwszy taki atak od początku wojny rosyjsko-ukraińskiej – jest czymś więcej niż przypadkowym incydentem… Kijów przyznał się do ataku na irański statek, sygnalizując, że jedna z najstabilniejszych stref bezpieczeństwa w Eurazji jest teraz narażona na bezpośrednie skutki uboczne konfliktu na Ukrainie”.

Zarówno „New York Times”, jak i „Wall Street Journal” donoszą, że atak na Ukrainę sugeruje połączenie dwóch wojen – wojny Ukrainy z Rosją i wojny izraelsko-amerykańskiej z Iranem. Sugeruje to, że ukraiński atak na irański statek mógł być celowym posunięciem Waszyngtonu, a Ukraina działała w porozumieniu z amerykańskim bombardowaniem irańskiej prowincji Gilan.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył w tym tygodniu, że doniesienia o ukraińskim ataku na irański statek na Morzu Kaspijskim należy traktować jako atak na sam Iran. Stwierdził, że incydent ten podkreśla potrzebę wyeliminowania zagrożenia płynącego z Kijowa i oskarżył Ukrainę o rozszerzanie zasięgu tzw. „ataków terrorystycznych”.

O co tu tak naprawdę chodzi? Nie jest jasne, czy ukraiński atak na irański statek (w którym zginął irański marynarz) – fałszywie opisany przez Kijów jako statek przewożący broń – był jedynie dziecinnym wołaniem Zełenskiego o uwagę, mającym na celu wzbudzenie zainteresowania Trumpa („tatusia”), czy też czymś poważniejszym. Zełenski wielokrotnie narzekał, że wojna z Iranem odwraca uwagę Zachodu od „jego” wojny z Rosją. Czy była to próba ponownego skupienia uwagi Trumpa na wojnie na Ukrainie?

Wszystkie te nurty zbiegły się w Waszyngtonie — wraz z ciałem Lindsay Graham wystawionym na widok publiczny i w chwili, gdy Laura Loomer — zanikająca wpływowa postać MAGA, którą Trump mimo wszystko lubi i której chętnie słucha — wykonała bardzo publiczny zwrot o 180 stopni i nagle wyłoniła się jako największa orędowniczka i orędowniczka Ukrainy (być może jako następczyni nieżyjącego już Lindsay Graham).

W sieci krążą spekulacje, że jej szeroko komentowane „nawrócenie wzorowane na Pawle” może oznaczać znaczący punkt zwrotny w polityce USA. Równie dobrze może to być jednak ulotny moment, który szybko przeminie. Loomer nie ma żadnego wpływu na młode pokolenie MAGA, ale wciąż rezonuje ze zwolennikami Trumpa powyżej 65. roku życia, którzy oglądają Fox News.

Obecnie jednak twierdzi się, że radykalna zmiana poglądów Loomera oznacza początek szeroko zakrojonej operacji psychologicznej (psychop), mającej na celu przekonanie Amerykanów, że „Ameryka interwencjonistyczna” jest zgodna z zasadą „Ameryka przede wszystkim” – a zatem że popieranie konfrontacji militarnej z Rosją jest dopuszczalne. Mem Loomera jest w pewnym sensie upomnieniem dla zwolenników Pata Buchanana z MAGA, którzy podążają za jego linią (i tytułem jego książki): „ Republika – nie imperium: Odzyskanie losu Ameryki”.

(Oczywiście, każda zmiana w amerykańskiej opinii publicznej na korzyść amerykańskiej interwencji wojskowej w Izraelu jest mile widziana.)

Czy to przełożenie sprawy skłoni Trumpa do bardziej proaktywnego podejścia do Ukrainy? Nie wiemy. Loomer obiecała Trumpowi szczegółowy raport z jej podróży na Ukrainę i spotkania z Zełenskim. Czy Trump posłucha? Czy może posłuchać, a mimo to nie zwrócić na to uwagi? Kto wie?

Kluczowe jest to, że szum medialny wokół reinterpretacji Ukrainy jako „zwycięskiej” – pomimo empirycznego fałszu – nabiera rozpędu, przynajmniej wśród części amerykańskiej opinii publicznej. Wieloletni obserwator i biograf Trumpa, Michael Wolff, zauważa:

„Zwrot Loomera o 180 stopni w kwestii Ukrainy najwyraźniej już się rozpoczął [tj. nabiera rozpędu]. Zełenski jest teraz w mieście… Będzie miał czas dla Trumpa. A Trump, owszem: jak mógł [on] zignorować fakt, że w tym momencie przewaga leży po stronie Ukrainy”.

„W szerszym ujęciu, aspekt polityki zagranicznej tej administracji okazał się kompletną katastrofą… Kwestia Iranu to kompletna katastrofa. Zbliżenie z Rosją było ewidentnym błędem… Zełenski, [wcześniej] przedstawiany jako przegrany, jest teraz zwycięzcą – wszystko inne jest teraz uważane za »złe decyzje« [Trumpa]. W tym kontekście [Trump] rozpaczliwie potrzebuje sukcesu. A Ukraina zaczyna wyglądać na potencjalny [sukces] – wykorzystując pogrzeb Lindsay Graham jako okazję do przejścia na bardziej skuteczną strategię wobec Ukrainy. Śmierć może okazać się ogromnym sukcesem wizerunkowym. Bingo. Tak. Rosja jest w tarapatach”.

Oczywiście, szokujące jest, jak zachodnie elity dają się manipulować za pomocą bezlitosnego PR-u. Ale komentarze Wolffa to coś więcej niż plotkarski bełkot. Odzwierciedlają szerzącą się masową psychozę. Nie jest ona racjonalna, lecz napędzana przez interesy i wpływowe kręgi realizujące własne cele.

Rozważmy następujący schemat: Zełenski chce przedstawić się Europie i Trumpowi jako „zwycięzca”. Europa namawia go do wystrzelenia rakiet głęboko w głąb Rosji, aby wymusić zawieszenie broni. Trump wyraża poparcie dla ataków na terytorium Rosji podczas szczytu G7. Pierwszy bieg obejmuje ataki dronów na rosyjskie rafinerie. Pozytywne słowa Trumpa na szczycie G7 jeszcze bardziej podnoszą ten bieg, a eskalacja osiągnęła poziom ataków na ludność cywilną w Rosji (konsumenckie centrum internetowe Wildberries i zabójstwa na obozach letnich) – z użyciem głowic o większym zasięgu i większych głowic.

Ukraina ostrzeliwuje irański statek na Morzu Kaspijskim. IRGC grozi odwetem. IRGC grozi Wielkiej Brytanii (i Cyprowi) za stopniowe zwiększanie zaangażowania w wojnę z Iranem.

Europa traktuje Rosję jak blef i nakręca spiralę ataków rakietowych w głąb terytorium Rosji. Rosja nie może dopuścić do tych ataków ani zaakceptować ich eskalacji. Tymczasem Bliski Wschód po cichu staje w płomieniach. Iran nie ugnie się pod naciskiem Trumpa; (podobnie jak Chiny nie ulegną presji sankcji USA).

Trump po prostu nie ma rozwiązań militarnych. Najlepsze, co może zrobić, to zapobiec przekształceniu się konfliktów w wojnę globalną.

Źródło: Napięcia przeradzają się w płomienie, rozprzestrzeniając się po całym Bliskim Wschodzie

Oficerowie USA na pokładach okrętów na Morzu Arabskim nie zapewniają odpowiedniego wyżywienia szeregowym

Oficerowie marynarki wojennej i piechoty morskiej USA na pokładach statków na Morzu Arabskim nie zapewniają odpowiedniego wyżywienia swoim szeregowym

6 sierpnia 2026przez Larry C. Johnson sonar/us-navy-and-marine-officers-on-board-ships-in-the-arabian-sea-are-failing-to-feed-their-enlisted-personnel-properly

Cybele Mayes-Osterman , reporterka „USA Today”, napisała 16 kwietnia artykuł, który pogrzebał sedno sprawy…

Żołnierze na pokładach statków wysłanych na irańską strefę działań wojennych nie otrzymują odpowiedniego pożywienia. Jej artykuł – „Ciasteczka, dezodorant, skarpetki. Wojna w Iranie stawia paczki wojskowe w zawieszeniu” – nosił mylący tytuł, najprawdopodobniej wynikający z decyzji redaktorów, którzy chcieli ukryć brak zaangażowania przywódców wojskowych i cywilnych w zapewnienie odpowiedniego pożywienia marynarzom i żołnierzom piechoty morskiej na pokładach statków zawijających u wybrzeży Iranu.

Jej artykuł rozpoczyna się od zeznań członków rodziny na temat okropnego jedzenia :

Dan F. zaniepokoił się, gdy jego córka, żołnierz piechoty morskiej na pokładzie USS Tripoli, okrętu wojennego wysłanego do walki w wojnie z Iranem, przesłała mu zdjęcie posiłku serwowanego na statku. Taca z lunchem, w dwóch trzecich pusta, zawierała jedną małą porcję rozdrobnionego mięsa i jedną złożoną tortillę.

Podobnie mało apetyczne było zdjęcie obiadu z połowy kwietnia na okręcie USS Abraham Lincoln, którym podzielił się pewien żołnierz ze swoją rodziną – mała garść gotowanych marchewek, suchy kotlet mięsny i szary kawałek przetworzonego mięsa.

Dan i inni członkowie rodzin żołnierzy, zaniepokojeni tym, że ich bliscy wysłani na Bliski Wschód będą głodować, wypełniają pudełka produktami, które, jak mają nadzieję, pomogą żołnierzom przetrwać przedłużoną służbę w tym kraju – domowym fudge, lizakami Jolly Ranchers, książkami z krzyżówkami, kartami do gry, pastą do zębów, ciasteczkami Girl Scout i świeżymi skarpetkami.

Z artykułu wynika, że ​​problemem jest brak doręczania poczty w strefie działań wojennych. Chociaż poczta nie jest doręczana, to nie jest problem. Skontaktowałem się z dwiema wściekłymi matkami. Jedna z nich ma syna, marynarza, który służył na USS Tripoli i schudł 14 kilogramów podczas swojej ostatniej misji. Druga kobieta, którą poznałem na konferencji Roberta Barnesa w zeszły weekend w Chattanoodze, jest matką żołnierza piechoty morskiej, który służył na USS Boxer. Mama marynarza przesłała mi zdjęcia, SMS-y i e-maile od syna, opisujące niesmaczne jedzenie. Ma rachunki.

Podczas rozmowy z matką żołnierza piechoty morskiej wspomniałem o e-mailach, które otrzymałem od matki marynarza. Matka żołnierza piechoty morskiej, która nie zna kobiety, która mi je wysłała, powiedziała mi, że jej syn miał podobne doświadczenia, czyli marne jedzenie i dużą utratę wagi.

Pete Hegseth nazywa tych rodziców kłamcami. Według pani Mayes-Osterman :

Zarówno sze marynarki wojennej , jak i PentagonuPete Hegseth zaprzeczyli doniesieniom o problemach z żywnością.

„Mój zespół potwierdził statystyki logistyczne dla Lincolna i Tripoli” –napisał Hegseth w poście na X.„Oba statki mają na pokładzie zapasy żywności klasy I na ponad 30 dni. NavCent monitoruje to codziennie, dla każdego statku. Nasi marynarze zasługują – i otrzymują – to, co najlepsze”.

Jedynym kłamcą jest Hegseth. Podobno odwiedził jeden ze statków i zjadł wspaniały posiłek w mesie oficerskiej. Nie jadł w jadalni dla szeregowych. To błąd przywódcy. Moje psy jedzą lepiej niż ci marynarze i marines.

To nie tylko problem USS Tripoli i USS Boxer. Podobne skargi napływały od marynarzy służących na USS Abraham Lincoln. Oficerowie na tych statkach mają obowiązek zapewnić swoim żołnierzom odpowiednie wyżywienie. Teoretycznie oficerowie powinni jeść na końcu. Jednak rzeczywistość na statkach przeprowadzających misje wojenne u wybrzeży Iranu jest inna.

Donald Trump nie tylko wplątał Stany Zjednoczone w niepotrzebną wojnę… wojnę z wyboru… ale też nie zadbał o to, by szeregowy personel wojskowy był odpowiednio wyżywiony. Oficerowie Marynarki Wojennej i Korpusu Piechoty Morskiej na tych statkach ucztują, zamiast zadbać o to, by szeregowy personel, którym mają dowodzić, był odpowiednio wyżywiony. Co za hańba! Nie zdziwcie się, gdy dowiecie się, że wielu z tych szeregowych opuści armię, gdy tylko będzie to legalne.


Nima i ja rozmawialiśmy o doniesieniach, że USA i Iran prowadzą poważne, pośrednie negocjacje, w których Pakistan i Katar pełnią rolę mediatorów:

Larry Johnson: Teheran i Waszyngton wchodzą w decydującą fazę – koniec z blefowaniem

Pułkownik Wilkerson i ja omówiliśmy z Dannym Haiphongiem najnowsze wydarzenia w wojnie z Iranem:

Iran rozgromił amerykański Arsenal, „ostatnia szansa” Trumpa KOŃCZY SIĘ | Larry Johnson i płk Lawrence Wilkerson

Mario i ja omówiliśmy doniesienia medialne, według których Iran jest podobno gotowy ponownie otworzyć Cieśninę Ormuz, pod warunkiem że Stany Zjednoczone wypełnią zobowiązania podjęte na mocy porozumienia:

PILNE: IRAN ZGADZA SIĘ NA PONOWNE OTWARCIE HORMUZ PO 5 MIESIĄCACH WOJNY – z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

Zaszufladkowano do kategorii Wojna | Otagowano

Dlaczego armia USA musi zostać zniszczona

Dlaczego armia USA musi zostać zniszczona

Dirk Ellerbrock apolut/warum-das-us-militar-vernichtet-werden-muss

Dlaczego armia USA musi zostać zniszczona | Autor: Dirk Ellerbrock

Artykuł Dirka Ellerbrocka.

Strategiczna konieczność, a nie akt zemsty

Wojsko USA to coś więcej niż tylko instrument obronny. To zbrojne skrzydło globalnego systemu hegemonicznego, którego podstawą jest podtrzymywanie nieustannego konfliktu, a nie pokoju. Każdy, kto chce położyć kres temu stanowi wojny, musi rozmontować system, który jest w stanie go podtrzymywać. Nie chodzi tu o nienawiść, lecz o strategiczną logikę.

Teza 1: Amerykański system militarny jest zaprojektowany do ciągłych konfliktów.

Stany Zjednoczone nie zakończyły tak naprawdę żadnej wojny w ostatnich dekadach – po prostu przekształciły ją w inne formy. Jak zauważa Sharmine Narwani, redaktorka „The Cradle”, w rozmowie z Dannym Haiphongiem:

„Amerykanie mogą uciekać się do sabotażu, wojen zastępczych, jawnego terroryzmu. To kontynuacja wojny. […] Nie da się zakończyć wojny, jeśli jedna ze stron nigdy nie pogodzi się z porażką”.

Nawet jeśli formalne porozumienia – takie jak irański Memorandum of Understanding – zostaną osiągnięte, pozostają one bezwartościowe, jeśli jedna ze stron może je wypowiedzieć w dowolnym momencie, kiedy tylko będzie to zgodne z jej interesami. Stany Zjednoczone jednostronnie wycofały się z JCPOA w 2018 roku; zamiast uspokoić Afganistan, pozostawiły region zdestabilizowany. To nie porażka – to systemowe.

Narwani argumentuje, że doktryna USA nie jest nastawiona na zwycięstwo, lecz na chaos – ponieważ chaos uniemożliwia państwom budowanie suwerenności, niezależności gospodarczej i siły militarnej. Każdy, kto chce położyć kres temu stanowi rzeczy, musi zniszczyć narzędzie, które go stwarza.

Te 2: Petrodolar jako pięta achillesowa – i niechęć USA do jego oddania

Siła militarna USA opiera się na fundamencie ekonomicznym: dolarze jako globalnej walucie rezerwowej. Bez tego specjalnego statusu Waszyngton po prostu nie mógłby sobie pozwolić na interwencje na całym świecie. Narwani wyjaśnia:

„Najłatwiejszym sposobem na pokonanie Amerykanów jest utrata przez dolara statusu globalnej waluty rezerwowej. […] Stany Zjednoczone są krajem całkowicie bankrutującym (dług publiczny 39 bilionów dolarów). Odbierz im status waluty rezerwowej, a dolar się załamie”.

Stany Zjednoczone nie walczą wyłącznie militarnie – walczą o utrzymanie systemu finansowego, który pozwala im zaciągać długi bez ich spłacania. To sedno systemu petrodolara: ropa naftowa jest handlowana w dolarach, państwa muszą posiadać dolary, dolar pozostaje silny, a Stany Zjednoczone finansują swoje wojny.

Ale ten cykl jest kruchy. Jeśli Cieśnina Ormuz – przez którą przepływa znaczna część światowego handlu ropą naftową – nie będzie już rozliczana w dolarach, system się załamie. Narwani postrzega to jako kluczowy punkt nacisku: Iran skutecznie kontroluje ten szlak wodny i tym samym może wpływać na globalne zaopatrzenie w energię.

W tym kontekście „zniszczenie” armii USA nie oznacza fizycznej zagłady żołnierzy, lecz zniszczenie jej potencjału operacyjnego. To nie retoryka, lecz konsekwencja realpolitik.

Te 3: Historycznie rzecz biorąc, tylko naciski militarne zmuszają USA do wycofania się.

Stany Zjednoczone nie reagują na dyplomację, lecz na ból. Narwani wskazuje na historyczne przykłady:

„Jeśli nie zginie żaden amerykański żołnierz, oni nigdy nie przestaną.”

Bejrut 1983: Po ataku na amerykańską bazę morską USA się wycofały.

Somalia 1993: Po incydencie „Black Hawk Down” misja została zakończona.

Irak 2011: Po latach oporu i rosnących stratach wycofali się – przynajmniej częściowo.

—————————————————————

Logika jest prosta: społeczeństwo USA nie toleruje długich, krwawych wojen. Dlatego każdy, kto chce położyć kres amerykańskiej obecności wojskowej w regionie, musi dokonać ataku militarnego w taki sposób, aby koszty polityczne stały się nie do zaakceptowania. Narwani domaga się zatem:

„Chcę zobaczyć bardziej proaktywne działania ze strony Iranu. Chcę, żeby Irańczycy eskalowali konflikt w bardzo, bardzo inteligentny i przemyślany sposób. Chcę, żeby przechytrzyli Amerykanów na wielu frontach”.

Oznacza to: niszczenie lotniskowców, systemów radarowych, baz logistycznych – nie z żądzy krwi, ale dlatego, że jest to jedyny język, jaki rozumie Imperium.

Te 4: Globalne Południe ma racjonalny interes w zakończeniu hegemonii USA.

Żądanie zniszczenia amerykańskiej potęgi militarnej nie jest odosobnionym przypadkiem Iranu. Odzwierciedla interesy wielu państw cierpiących z powodu amerykańskich sankcji, baz i ingerencji. Narwani podkreśla:

„Iran nie będzie już objęty sankcjami. […] To przełamie bariery psychologiczne, które uniemożliwiają krajom Globalnego Południa rzucenie wyzwania imperium”.

Świat wielobiegunowy to nie utopia – on już się wyłania. Chiny, Rosja, Iran i inne państwa BRICS coraz bardziej koordynują swoje bezpieczeństwo morskie, o czym świadczą wspólne ćwiczenia w Cieśninie Ormuz. Indie, Pakistan i Turcja poszukują alternatyw dla dolara. Nawet państwa europejskie nie są pewne, czy chcą pozostać w orbicie wpływów USA.

Koniec amerykańskiej hegemonii militarnej nie przyniósłby chaosu, lecz porządek – porządek, w którym żaden kraj nie decyduje o wojnie ani pokoju. To jest prawdziwa istota „zagłady”: rozbrojenie globalnej machiny interwencyjnej, aby suwerenne państwa mogły pójść własną drogą.

Wniosek: „Zniszczenie” oznacza pozbawienie sił, nie unicestwienie.

Tytuł może być prowokacyjny, ale argumentacja jest trzeźwa:

  1. Amerykański system militarny jest strukturalnie zaprojektowany do ciągłych konfliktów.
  2. Jego funkcjonowanie podtrzymuje petrodolar.
  3. Historycznie rzecz biorąc, jedynie naciski militarne doprowadziły do ​​wycofania się wojsk USA.
  4. Większość świata ma racjonalny interes w zakończeniu tej hegemonii.

Wniosek Narwaniego jest spójny:

„Amerykanie nigdy nie zechcą odejść. Izraelczycy nigdy nie pozwolą im opuścić tego regionu. Musimy zdecydowanie zakończyć tę wojnę”.

„Zagłada” nie oznacza ludobójstwa, nie oznacza zabijania żołnierzy dla ich dobra. Oznacza pozbawienie Stanów Zjednoczonych możliwości prowadzenia, finansowania i podtrzymywania wojen na całym świecie. To strategiczna konieczność – dla Iranu, dla Azji Zachodniej, dla świata wielobiegunowego.



+++

Źródło obrazu: andysavchenko / shutterstock

+++

Źródło:

Sharmine Narwani jest redaktorką w The Cradle. Przytoczone tu wypowiedzi pochodzą z jej rozmowy z Dannym Haiphongiem z 4 sierpnia 2026 roku.
https://www.youtube.com/watch?v=kAGtDjzRdIk

Polskie borówki przegrywają z Peru i Zimbabwe

Polskie borówki przegrywają z importem.

Sieci stawiają na owoce z Peru i Zimbabwe

portalspozywczy/polskie-borowki-przegrywaja-z-importem-sieci-stawiaja-na-owoce-z-peru-i-zimbabwe

W szczycie krajowych zbiorów na półkach wciąż pojawiają się borówki sprowadzane z Peru, Zimbabwe czy Republiki Południowej Afryki. Importowane owoce trafiają często do promocji, wywierając presję na ceny oferowane polskim producentom. Eksperci przekonują jednak, że niższa cena może oznaczać dłuższy transport, słabszą świeżość i większy ślad środowiskowy.

Polskie borówki przegrywają z importem. Sieci stawiają na owoce z Peru i Zimbabwe
Sieci handlowe w szczycie polskiego sezonu sprowadzają borówki m.in. z Peru, Zimbabwe i RPA Palukhin Andrii / Shutterstock
  • Importowane borówki pojawiają się w promocjach również w szczycie polskiego sezonu, co – zdaniem ekspertów – wywiera presję cenową na krajowych producentów;
  • Polskie owoce mogą trafić do sklepów nawet w ciągu doby od zbioru, podczas gdy importowane spędzają w transporcie nawet kilkanaście lub kilkadziesiąt dni;
  • Eksperci przekonują, że krajowi plantatorzy są dziś w stanie zapewnić dużym sieciom regularne dostawy przez cały sezon;
  • Wybór lokalnych borówek oznacza krótszy transport, mniejszy ślad węglowy i wsparcie dla polskiej gospodarki.

Importowane borówki trafiają do promocji

Letnie miesiące to najważniejszy okres dla polskich producentów borówki. Krajowe zbiory są wtedy największe, a plantatorzy mogą dostarczać świeże owoce do sklepów praktycznie bezpośrednio po zbiorze. Mimo to na półkach wielu sieci handlowych nadal pojawiają się owoce sprowadzane z Peru, Zimbabwe czy Republiki Południowej Afryki.

Sama obecność importu poza sezonem nie budzi kontrowersji. Problem pojawia się wtedy, gdy zagraniczne owoce trafiają do sprzedaży właśnie w okresie największej podaży krajowej produkcji. Zdaniem przedstawicieli branży taki model zwiększa konkurencję cenową i wzmacnia pozycję negocjacyjną sieci wobec polskich dostawców.

– Duże sieci supermarketów w szczycie produkcji w Polsce importują borówki z dalekich krajów, takich jak Peru czy Zimbabwe. W ten sposób wywierają presję cenową na polskich producentów i handlowców. Z reguły produkty importowane trafiają na tzw. promocje, ale często są niższej jakości, ponieważ w przypadku owoców im krótsza droga od pola do stołu, tym lepsza pozostają ich jakość i smak – mówi dr inż. Mirosław Korzeniowski, prezes zarządu Stowarzyszenia AGROEKOTON i manager Klastra Ogrodnictwo Przyszłości.

W praktyce oznacza to, że klient widzi przede wszystkim atrakcyjną cenę. Nie ma jednak możliwości ocenić, ile czasu owoce spędziły w transporcie lub chłodniach oraz kiedy zostały zebrane.

Polska borówka może trafić do sklepu w ciągu doby

Polska należy do największych producentów borówki w Europie, a krajowe plantacje od lat należą również do czołowych eksporterów tych owoców na świecie. Największą przewagą krajowej produkcji pozostaje jednak nie skala, lecz czas dostawy.

Świeżość jest jednym z najważniejszych czynników decydujących o jakości borówki. Owoce nie dojrzewają po zbiorze tak jak banany czy awokado, dlatego moment zerwania ma ogromne znaczenie dla ich smaku i trwałości. W przypadku polskich plantacji od zbioru do sklepu często mija zaledwie kilkanaście godzin.

– Polskie borówki zbierane rano mogą trafić na sklepowe półki tego samego lub następnego dnia. Są pełne witamin, antyoksydantów i naturalnego smaku. Owoce z Zimbabwe, RPA czy Peru bywają zrywane wiele dni lub tygodni wcześniej, dojrzewają podczas transportu i w chłodniach, przez co mogą tracić część swoich najważniejszych walorów – podkreśla dr inż. Mirosław Korzeniowski.

Podobnie sytuację ocenia Dominika Kozarzewska z Grupy Producentów Owoców „Polskie Jagody”. 

– Polska borówka ma jedną kluczową przewagę: czas. Zamiast spędzać kilkanaście lub kilkadziesiąt dni w ładowniach statków, samolotach i chłodniach, może trafić do sklepu nawet w dobę po zerwaniu z krzewu. Dzięki temu plantatorzy zbierają owoce wtedy, gdy są odpowiednio dojrzałe, słodkie i pełne smaku – mówi ekspertka.

Cena na półce to niejedyny koszt

Niższa cena importowanych borówek nie zawsze wynika wyłącznie z większej efektywności produkcji. Na konkurencyjność wpływają również niższe koszty pracy oraz odmienne wymagania środowiskowe i produkcyjne obowiązujące poza Unią Europejską.

Polscy plantatorzy funkcjonują w znacznie bardziej restrykcyjnym otoczeniu regulacyjnym. Muszą spełniać wymagania dotyczące bezpieczeństwa żywności, ochrony środowiska, identyfikowalności produktów czy stosowania środków ochrony roślin.

– Nasi polscy i unijni producenci muszą spełniać bardzo rygorystyczne standardy. Importowany owoc może być tańszy w produkcji, ale przewaga cenowa nie zawsze wynika z większej efektywności. Często oznacza również inne koszty społeczne i środowiskowe – ocenia dr inż. Mirosław Korzeniowski.

Z ekonomicznego punktu widzenia większa podaż importowanych owoców zwiększa konkurencję na rynku. Dla sieci handlowych oznacza to większe możliwości negocjowania cen, natomiast dla plantatorów – mniejsze marże właśnie w okresie największych zbiorów.

Czy polscy producenci mogą obsłużyć duże sieci?

Argumentem przemawiającym za importem bywa potrzeba zapewnienia dużych i regularnych dostaw. Zdaniem producentów ten problem przestał jednak istnieć.

W ostatnich latach polskie gospodarstwa intensywnie inwestowały w nowe odmiany, chłodnie, sortownie oraz linie pakujące. Dzięki temu są przygotowane do obsługi dużych kontraktów przez cały sezon.

– Warto obalić mit, że lokalni dostawcy nie są w stanie sprostać dużym zamówieniom. Polskie gospodarstwa dysponują odpowiednim zapleczem logistycznym i mogą zabezpieczyć dostawy dla dużych sieci od lipca aż do jesieni – mówi Dominika Kozarzewska.

Daleki transport a deklaracje o ekologii

Coraz więcej sieci handlowych deklaruje ograniczanie emisji CO₂ oraz rozwój lokalnych łańcuchów dostaw. Z tego powodu sprowadzanie owoców z odległych kontynentów w środku polskiego sezonu budzi pytania o spójność tych deklaracji.

Transport z Ameryki Południowej lub Afryki oznacza nie tylko pokonanie kilkunastu tysięcy kilometrów, lecz także konieczność utrzymania nieprzerwanego chłodzenia przez cały łańcuch logistyczny.

– Sprowadzanie owoców z innych kontynentów w momencie, gdy rodzime owoce mamy na wyciągnięcie ręki, trudno pogodzić z deklaracjami o zielonej transformacji. Transport generuje ogromny ślad węglowy i wymaga utrzymywania kosztownego łańcucha chłodniczego – podkreśla dr inż. Mirosław Korzeniowski.

Na ten sam aspekt zwraca uwagę Dominika Kozarzewska.

– Wybór polskiej borówki podczas krajowych zbiorów oznacza skrócenie łańcucha dostaw i realne ograniczenie śladu węglowego. To rozwiązanie spójne z deklaracjami sieci handlowych dotyczącymi ochrony środowiska – mówi.

Import nie dominuje, ale jest coraz bardziej widoczny

Eksperci podkreślają, że importowane borówki nie zdominowały jeszcze rynku podczas krajowego sezonu. Problem polega jednak na tym, że ich obecność na sklepowych półkach z roku na rok staje się coraz większa.

– Borówki z odległych regionów świata nie dominują jeszcze w sklepach podczas polskiego sezonu, ale z roku na rok jest ich coraz więcej. Import poza sezonem jest czymś naturalnym. Wątpliwości budzi natomiast uzupełnianie nim oferty latem – mówi Dominika Kozarzewska.

Rosnąca skala importu może w dłuższej perspektywie ograniczać opłacalność krajowej produkcji i zniechęcać plantatorów do kolejnych inwestycji.

Konsument może zdecydować

Ostateczny wybór należy do klientów. Coraz więcej osób zwraca uwagę nie tylko na cenę, lecz także na kraj pochodzenia oraz świeżość produktów.

– Konsumenci mogą głosować portfelem. Warto czytać etykiety i wybierać polskie owoce. Wspieramy w ten sposób nie tylko plantatorów, ale także transport, opakowania, przetwórstwo i całą krajową gospodarkę – mówi dr inż. Mirosław Korzeniowski.

Podobnego zdania jest Dominika Kozarzewska.

– Postawienie na polską borówkę podczas letnich miesięcy jest rozsądnym wyborem zarówno z punktu widzenia jakości, jak i gospodarki. Korzystają na tym konsumenci, sklepy i cały łańcuch dostaw związany z rodzimą produkcją owoców – podsumowuje.

Koszerne krokodyle

Koszerne krokodyle

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    6 sierpnia 2026 michalkiewicz

W nasz nieszczęśliwy kraj uderzają jak nie upały, to burze i to raz za razem, tak, że sztaby kryzysowe ledwo nadążają z obmyślaniem profilaktyki i środków zaradczych, a tymczasem Judenrat „Gazety Wyborczej” z uporem godnym lepszej sprawy próbuje sprawować rząd dusz – jeśli nawet nie nad całym naszym nieszczęśliwym krajem, to przynajmniej nad kurczącym się imperium mikrocefali, co to chlipią swoją intelektualną zupę z sagana nadzorowanego przez makbetowskie wiedźmy.

Ta wytrwałość – nie powiem – przynosi nawet rezultaty, choćby w postaci przyczółków na terenie zdominowanym dotychczas przez reakcyjny kler. Jednym z nich jest najnowszy nabytek Judenratu w osobie zawodowego katolika, pana red. Tomasza Terlikowskiego, który bezkompromisowo chłoszcze biskupów za to, że nie słuchają zbawiennych nauk pana red. Michnika i zamiast skoczyć w otchłań demokracji, hołdują sprośnym i w dodatku Niebu obrzydłym mniemaniom o wyższości ustroju monarchicznego. Tymczasem o żadnej takiej wyższości mowy być nie może, bo jest rozkaz, by wszędzie, gdzie tylko się da, budować demokrację – ale oczywiście „socjalistyczną” – o czym przekonywał mnie jeszcze w maju 1982 roku pewien oficer SB, dając mi szansę ocalenia skóry, być może nawet za cenę zwerbowania mnie do współpracy. – A może byśmy wspólnie budowali Polskę – ale socjalistyczną? – mówił wymachując mi przed nosem wskazującym palcem. Nie skorzystałem wtedy z tej propozycji, więc pojechaliśmy do ośrodka odosobnienia w Białołęce, gdzie pierwszą osobą, którą zobaczyłem, był kolega Janusz Korwin-Mikke, w kalesonach grający na spacerniku w siatkówkę. Ten widok dodał mi otuchy, oddalając jednocześnie wszelkie pokusy budowania demokracji.

No bo jakże ulegać pokusom demokracji, kiedy na przykład, gdyby tak na bezludnej wyspie znalazła się jakaś dama, dajmy na to – pani red. Agnieszka Gozdyra od „debaty” – a obok niej – pan red. Jankowski, ten od „Punktu widzenia” i ja – to zawsze byśmy panią Agnieszkę przegłosowali. W tej sytuacji trudno się dziwić, że nawet Judenrat melancholijnie zauważa, że „antydemokratyczne poglądy są zaraźliwe, jak wirusy” i zarażamy się nimi „przebywając w jednym pomieszczeniu” ze wstecznikami, co to pragnęliby cofnąć parowóz dziejów. Jeśli to prawda, to nie ma rady; trzeba będzie przeprowadzić ścisłą izolację postępaków od wsteczników, coś w rodzaju apartheidu – bo w przeciwnym razie antydemokratyczna zaraza zdominuje świat, który i bez tego cierpi straszliwe paroksyzmy, choćby z powodu złowrogiego klimatu, który najwyraźniej podjął walkę z Ludzkością. Co upadło, to przepadło, ale żeby zasługa nie została zapomniana, to przypominam, iż ostrzegałem, by nie rozpoczynać walki z klimatem, bo wtedy klimat nie będzie miał innego wyjścia, jak podjąć walkę z Ludzkością.

Żeby przynajmniej była to jedyna wojna, jaka toczy się na świecie. Ale gdzie tam! Oto na Ukrainie już czwarty rok wojują Rosjanie i wspierani przez NATO Ukraińcy, najwyraźniej zdecydowani na jej kontynuowanie do ostatniego Ukraińca. Na pierwszy rzut oka trudno to zrozumieć, ale gdy sięgniemy pod powierzchnię zjawisk, to wszystko zaczyna się powoli wyjaśniać. Jak twierdzą znawcy przedmiotu, finansowa pomoc, jaką świadczy Unia Europejska dla Ukrainy, w jednej trzeciej jest prywatyzowana przez tamtejszych oligarchów, a w tej sytuacji trudno się dziwić, że mogą być oni zainteresowani w jej kontynuowaniu, tak długo, jak tylko się da. Podobno po europejskiej stronie jest tak samo, chociaż tutaj obowiązuje większa dyskrecja. Inna sprawa, że nawet w tych warunkach pojawiają się śmierdzące dmuchy, na przykła

d wokół szczepionek marki Pfizer. Wielkie ich ilości zamówić miała Reichsfuhrerin Urszula Wodęlele – ale zimny ruski czekista Putin, uderzając na Ukrainę, z dnia na dzień pandemię zbrodniczego koronawirusa zlikwidował, w związku z czym żadne szczepionki nikomu nie były już potrzebne. Pfizer jednak towar dostarczył i domaga się zapłaty. Reichsfuhrerin, niezależnie od tego, ile tam sobie przytuliła, zgodnie z ustawą o zasobach własnych Unii Europejskiej, tylko zaciąga kredyt i „zamawia”, podczas gdy spłacaniem zobowiązań zajmują się już członkowskie bantustany. Toteż belgijski niezawisły sąd na żądanie Pfizera nakazał, by i nasz nieszczęśliwy kraj spłacił swoją część długu, w związku z czym wierzyciel zajął konto Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, na którym gromadzone są należności z tytułu kontrolowania ruchu lotniczego w polskiej przestrzeni powietrznej. Chodzi – bagatela – o prawie 6 mld złotych. Ani to mało, ani dużo, zwłaszcza gdy porównać to z długiem publicznym naszego nieszczęśliwego kraju, który grubo przekroczył już 3 biliony złotych – ale dla PAŻP to raczej dużo. Będzie ona związku z tym składać apelację – ale jeśli belgijskie sądy są tak samo niezawisłe, jak nasze, to czarno to widzę. Forsa wręczona niezawisłemu sądowi ad captandam benevolentiam znika, jak materia w czarnej dziurze, więc trudno spodziewać się czegoś innego, niż oddalenie apelacji. I tylko Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje zachowuje pogodne usposobienie, nadstawiając swoje oblicze do pocałowania również obywatelowi Tuskowi, który całuje – no bo co ma robić? Trudno o lepszą ilustrację całkowitej bezkarności uczestników okupującego Europę biurokratycznego gangu, który zachowuje się, jak rzymska societas leonina, czyli spółka lwia, w której korzyści przypadają gansterom, a zobowiązania obciążają członkowskie bantustany.

Inną znów wojną, jaka wstrząsa światem jest wojna ze złowrogim Iranem, w jaką wkręcił amerykańskich twardzieli bezcenny Izrael. Ponieważ w bezcennym Izraelu w październiku są demokratycznej wybory, więc tamtejszy premier rządu jedności narodowej, jak-gdyby-nigdy-nic kontynuuje ludobójstwo w Strefie Gazy i w Libanie, dzięki czemu tamtejsi Żydowie popierają go co najmniej tak samo, jak „naziści” Adolfa Hitlera po pokonaniu Francji. Okazuje się, że aż tak dużej różnicy między Żydami i „nazistami” nie ma. Właśnie niezależne media doniosły, że izraelscy Żydowie zmienili status krokodyli nilowych. Chodzi o to, że szef tamtejszej służby więziennej wpuścił krokodyle do fosy okalającej wielkie więzienie dla Palestyńczyków, którzy w zdecydowanej większości wtrąceni zostali tam bez żadnego wyroku, ani nawet – bez żadnego zarzutu.

Specjalnie nie orientuję się w Talmudzie, ale podobno chodzi o to, by krokodyle zyskały status koszerności – bo wtedy, jeśli nawet jakiegoś Palestyńczyka zjedzą, to będzie to zgodne z zasadami ustanowionymi przez Stwórcę Wszechświata. Wtedy przynajmniej Stwórca Wszechświata będzie zadowolony – więc czegóż chcieć więcej?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Rodzina królewska Maroka: Instytucja utworzona przez DGSE, CIA i Mossad

Rodzina królewska Maroka: Instytucja utworzona przez DGSE, CIA i Mossad

Date: 5 agosto 2026Author: Uczta Baltazara babylonianempire

FOTO: Król Maroka, Muhammad VI en.wikipedia.org/wiki/Mohammed_VI_of_Morocco

Gwałtowny napływ nielegalnych imigrantów do Ceuty, hiszpańskiej enklawy w Afryce Północnej, zaskoczył Madryt całkowicie nieprzygotowany i wywołał wiarygodne spekulacje, że była to zaplanowana z wyprzedzeniem operacja amerykańsko-izraelska mająca na celu ukaranie Hiszpanii za jej stanowisko w sprawie konfliktu palestyńsko-irańskiego.

Aby plan się powiódł, konieczna była współpraca i koordynacja z władzami Maroka. Dla osób poszukujących potwierdzenia tej teorii, biografia króla Maroka Muhammada VI wydaje się wskazywać, że od dzieciństwa był on przygotowywany do roli marionetki w rękach NATO i Izraela:

Studiował na Uniwersytecie Nice-Sophia-Antipolis – prestiżowej uczelni, która kształci elity francuskiej sceny politycznej, administracyjnej i biznesowej, a także przywódców znacznej części „dawnego” imperium kolonialnego Francji; wśród nich znajdują się m.in. premier Mauretanii Zeine Ould Zeidane, dyrektor Arabskiego Banku Rozwoju Gospodarczego Afryki Sidi Ould Tah oraz marokański dyplomata Omar Azziman.

Jego majątek o wartości 8,2 mld dolarów obejmuje udziały w Attijariwafa Bank, grupie świadczącej usługi finansowe z siedzibą w Kasablance, utworzonej na bazie kontrolowanego przez Francuzów Banque Commerciale du Maroc i powiązanej z wielkimi dynastiami bankierskimi, w tym z rodziną Rothschildów (rodzina Rothschildów pomogła w budowie znacznej części nowoczesnej infrastruktury bankowej Maroka).

Muhammad VI gromadzi ekskluzywne francuskie nieruchomości, w tym zamek Betz. Posiada rozległą posiadłość o powierzchni 70 hektarów poza Paryżem oraz dwie rezydencje w samym Paryżu; jedną z nich jest nieruchomość o wartości 94 milionów dolarów z widokiem na Wieżę Eiffla. Również jego krewni dysponują rozległymi imperiami nieruchomościowymi, rozciągającymi się od Paryża i Londynu aż po Beverly Hills.

W ślubie króla, w 2002 roku uczestniczyli Jeffrey Epstein, Ghislaine Maxwell i Bill Clinton, a w aktach dotyczących Epsteina wielokrotnie pojawia się wzmianka o Maroku; Epstein powołuje się na „porady od organów podatkowych w Rabacie” i próbuje nabyć w Marrakeszu wspaniałą posiadłość o wartości 21 milionów dolarów – Pałac Bin Ennakhil (transakcja ta nie doszła do skutku po aresztowaniu Epsteina). W 2010 roku Epstein miał okazję spotkać się z Tayebem Fassi Fihri, wieloletnim doradcą króla.

Maroko utrzymuje oficjalne, bliskie stosunki dyplomatyczne, gospodarcze i w zakresie bezpieczeństwa z Izraelem, Stanami Zjednoczonymi i Francją; obejmują one umowę obronną z Waszyngtonem, wspólny plan działań wojskowych z Tel Awiwem oraz „Wzmocnione Wyjątkowe Partnerstwo” z Paryżem. Partnerstwa te obejmują wymianę danych wywiadowczych, dostawy sprzętu wojskowego, współpracę technologiczną oraz wsparcie szkoleniowe. Mossad prowadzi tajne sieci w Maroku od lat 60-tych – na długo przed sformalizowaniem współpracy w ramach porozumień z 2020 r. (Porozumień Abrahamowych) – a marokańskie służby wywiadowcze wykorzystują izraelskie oprogramowanie szpiegowskie do zwalczania wewnętrznych wrogów.

Niezależnie od tego, czy chodzi o podsłuchiwanie szczytu Ligi Arabskiej przed wojną sześciodniową w 1967 r. i przekazywanie informacji wywiadowczych Izraelowi, utworzenie tajnego kanału komunikacyjnego między Izraelem a Sadatem w 1977 r., zezwolenie na utworzenie stacji Mossadu w Maroku (operacja Yachin), czy też poparcie dla izraelskiej ingerencji w prawa Palestyńczyków w Jerozolimie, czy też obecne wykorzystywanie imigrantów jako broni przeciwko Hiszpanii – marokańska rodzina królewska zawsze wykazywała gotowość do służby.

A co na to zwykli Marokańczycy?

90% z nich jest przeciwnych stosunkom Maroka z Izraelem. Ale na tym właśnie polega “urok” monarchii wspieranej przez Zachód i ściśle powiązanej ze służbami wywiadowczymi: nikogo nie obchodzi, czego oni chcą.

INFO: hseyinvodinal/fas-kraliyet-ailesi-dgse-cia-ve-mossad

„Sytuacja na Bliskim Wschodzie, w tym kwestia palestyńska”

Włoszka Francesca Albanese, Specjalna Sprawozdawczyni ONZ ds. sytuacji praw człowieka na okupowanych od 1967 r. terytoriach palestyńskich, ośmiela się nazwać przerażające zbrodnie Izraela przeciwko ludności palestyńskiej w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu, ale zachodnie media w dużej mierze to ignorują… (Zdjęcie: Andrej Isakovic AFP)

„Sytuacja na Bliskim Wschodzie, w tym kwestia palestyńska”

3 sierpnia 2026 r. Od: Karin Leukefeld globalbridge-ch/die-situation-im-mittleren-osten-einschliesslich-der-palaestina-frage

(Uwaga redaktora) Kwestia ta jest regularnie omawiana w ONZ i przyjęto niezliczone rezolucje, ale Izraelowi to nie przeszkadza i nadal strzela i zabija. Siły Obronne Izraela mordują również wiele kobiet cywilnych i niezliczone dzieci. Stany Zjednoczone robią jednak wszystko, co w ich mocy, aby uciszyć Francescę Albanese, Włoszkę, której ONZ powierzyło monitorowanie tamtejszych zabójstw. – Karin Leukefeld zna sytuację Palestyńczyków z pierwszej ręki od dziesięcioleci – i zna również historię tego regionu. (cm)

„Region Bliskiego Wschodu (w tym Egipt, Izrael, Liban i Syria)” to tytuł regularnie powtarzających się debat w Radzie Bezpieczeństwa ONZ  od 1946 roku.  W tym czasie Liban i Syria zwróciły się do Rady Bezpieczeństwa ONZ o nadzorowanie  wycofania  brytyjskich i francuskich wojsk mandatowych z obu krajów. Mandaty wygasły, a ciągła obecność wojsk brytyjskich i francuskich naruszała suwerenność państwową i integralność terytorialną dwóch państw członkowskich ONZ, Libanu i Syrii. Sytuacja na Bliskim Wschodzie i kwestia palestyńska nigdy nie były kwestią samej Palestyny, lecz raczej kwestią państw europejskich, a później Izraela, który dążył nie do dzielenia się, lecz do zawłaszczenia ziemi regionalnych narodów arabskich – Libanu, Syrii i Palestyny.

Początkowo debaty w Radzie Bezpieczeństwa ONZ koncentrowały się na Palestynie, później na terytoriach okupowanych, a następnie ponownie na sytuacji w Syrii, Jordanii, Iraku i Libanie. Dziś cały region między wschodnią częścią Morza Śródziemnego a Zatoką Perską stoi w płomieniach.

Od 80 lat Rada Bezpieczeństwa ONZ zmaga się z sytuacją, która – kontynuując błędną decyzję Ligi Narodów – została stworzona przez Zgromadzenie Ogólne ONZ i Radę Bezpieczeństwa ONZ wbrew woli pierwotnych mieszkańców historycznej Palestyny. Na konferencji pokojowej w Paryżu w 1919 roku Liga Narodów poszła w ślady „Wielkiej Czwórki”: Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch i Stanów Zjednoczonych. Wielka Brytania i Francja podzieliły cały region między siebie na mocy porozumienia Sykes-Picot, tworząc terytorium międzynarodowe między Jerozolimą a Hajfą. Deklaracja Balfoura z 1917 roku utorowała drogę imigracji europejskich Żydów i utworzeniu „żydowskiej ojczyzny w Palestynie”. 

„Rozwiązanie dwupaństwowe” zostało ustanowione przez  Zgromadzenie  Ogólne ONZ  29 listopada 1947 roku dla państwa Żydów w Palestynie, którzy zostali wypędzeni z Europy. Ci europejscy Żydzi, milicje syjonistyczne, natychmiast zwrócili się przeciwko pierwotnym mieszkańcom Palestyny ​​po przyjęciu rozwiązania dwupaństwowego, wypędzając co najmniej 700 000 Palestyńczyków z ich ojczyzny podczas Nakby w latach 1947/48.

Od momentu swojego powstania Rada Bezpieczeństwa ONZ konsekwentnie uznawała prawa narodów arabskich w regionie, jednak nigdy nie podjęła żadnych działań w celu wdrożenia odpowiednich rezolucji ONZ. Wszystkie decyzje były podporządkowane interesom europejskich, byłych państw kolonialno-imperialnych, a przez lata także USA i Izraela. Dlaczego?

Rutyna w Radzie Bezpieczeństwa ONZ

28 lipca 2026 roku Rada Bezpieczeństwa ONZ zebrała się, aby omówić „Sytuację na Bliskim Wschodzie, w tym kwestię palestyńską”. 

Spotkania poświęcone temu tematowi odbywają się kwartalnie i stały się już rutyną w ramach komitetu. Po otwartej debacie, w której głos mają przedstawiciele państw członkowskich ONZ, organizacji międzynarodowych i agencji ONZ, odbywa się zamknięte posiedzenie komitetu.  

W tym roku zainteresowanie ponownie było wysokie – udział wzięli przedstawiciele RPA, Algierii, Australii, Austrii, Brazylii, Bułgarii, Kanady, Kuby, Egiptu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Hiszpanii, Indii, Indonezji, Iraku, Irlandii, Islandii, Japonii, Jordanii, Kazachstanu, Libanu, Malezji, Malediwów, Maroka, Meksyku, Namibii, Norwegii, Ugandy, Filipin, Polski, Portugalii, Kataru, Wenezueli, Korei Północnej, Iranu, Sri Lanki, Szwajcarii, Tunezji, Turcji i Wietnamu. Obecni byli również przedstawiciele Ligi Państw Arabskich i Unii Europejskiej. Stały Przedstawiciel Państwa Palestyna i Ambasador Izraela zasiedli przy stole państw członkowskich Rady Bezpieczeństwa ONZ. 

Ramiz Alakbarov, zastępca specjalnego koordynatora i stały koordynator w Biurze Specjalnego Koordynatora ONZ ds. Procesu Pokojowego na Bliskim Wschodzie (UNSCO) w Jerozolimie,  dołączył do spotkania za pośrednictwem łącza wideo  . Przez około 12 minut informował zgromadzonych o rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 2803, znanej również jako „Plan Pokojowy Trumpa dla Gazy”, która została przyjęta jako prawnie wiążąca rezolucja przez Radę Bezpieczeństwa ONZ 17 listopada 2025 roku.

Mówił o rozbrojeniu Hamasu, wycofaniu wojsk izraelskich ze Strefy Gazy, międzynarodowych siłach stabilizacyjnych oraz przejęciu odpowiedzialności rządowej za Strefę Gazy przez nowo utworzony Narodowy Komitet Administracji Strefy Gazy. Alakbarov mówił o ludności Strefy Gazy, która niemal codziennie pada ofiarą trwającej izraelskiej agresji militarnej. Powiedział, że ich odporność jest inspirująca i daje rzadką iskierkę nadziei na przyszłość. Chociaż nastąpiła poprawa w zakresie bezpieczeństwa żywnościowego i utylizacji odpadów, ludność nadal zmaga się z powszechnymi zniszczeniami, przesiedleniami i przeludnieniem.

Omówiono również sytuację na okupowanym przez Izrael Zachodnim Brzegu. Według Alakbarowa sytuacja gwałtownie się pogarsza, co widać w ostatnich dniach. Stwierdził, że sytuacja na wszystkich okupowanych terytoriach palestyńskich prawdopodobnie się pogorszy, jeśli nie zostaną podjęte środki mające na celu powstrzymanie tego rozwoju. Poruszono również sytuację w Libanie i Syrii, gdzie Izrael okupuje ziemię i ponosi odpowiedzialność za rozległe zniszczenia i ofiary wśród ludności cywilnej. Wielu mówców potępiło sytuację na Bliskim Wschodzie i w Palestynie. W szczególności potępiono wojnę prowadzoną przez USA i Izrael przeciwko Iranowi. Ta debata również nie miała żadnych praktycznych konsekwencji. 

Sesja 28 lipca trwała ponad sześć godzin; pisemne  podsumowanie  przedstawiła ONZ. Debata,   podzielona na dwie części, jest dostępna w formie wideo  na kanale telewizji ONZ .

Uderzająca była nieobecność jednej z najważniejszych ekspertek w tej dziedzinie, Specjalnego Przedstawiciela ONZ ds. sytuacji praw człowieka na okupowanych przez Izrael terytoriach, Franceski Albanese.

Podczas gdy w Nowym Jorku toczyła się debata na temat sytuacji na Bliskim Wschodzie i kwestii palestyńskiej, izraelscy osadnicy, wspierani przez izraelską armię okupacyjną, bezkarnie atakowali Palestyńczyków na okupowanym przez Izrael Zachodnim Brzegu, podpalając ich domy, wioski i gospodarstwa. Masakra izraelskiej armii trwała również w Strefie Gazy. Arabskie media codziennie donoszą o izraelskich  nalotach  na Strefę Gazy. Liczba ofiar śmiertelnych w Strefie Gazy od początku „zawieszenia broni” 10 października 2025 roku wzrosła do 1207, a liczba rannych w tym samym okresie wyniosła 3914. 

Od początku wojny izraelskiej 7 października 2023 r. oficjalne dane ( stan na 22 lipca 2026 r .) wskazują, że zginęło 73 305 Palestyńczyków, a 173 918 zostało rannych. Inne raporty, takie jak te z  Instytutu Maxa Plancka,  szacują liczbę ofiar śmiertelnych w tym okresie na ponad 100 000. Wojny prowadzone przez Izrael i USA rozszerzyły się na siedem frontów: Gazę, Zachodni Brzeg, Liban, Syrię, Jemen, Irak i Iran. Podpalają cały region.

Powiedz potężnym prawdę

Głos Franceski Albanese rzadko słyszany w dzisiejszych niemieckojęzycznych mediach to głos tej włoskiej prawniczki. Ta włoska prawniczka należy do grona najodważniejszych i najbardziej otwartych osób, które sprzeciwiły się ludobójstwu Palestyńczyków. Albanese pełni funkcję Specjalnego Sprawozdawcy ONZ ds. Praw Człowieka Palestyńczyków od 2022 roku i została ponownie powołana na drugą kadencję w 2024 roku. Pracując w Radzie Praw Człowieka ONZ, jej zadaniem jest raportowanie na temat sytuacji praw człowieka na okupowanych przez Izrael terytoriach palestyńskich. Praca ta stanowi dla niej i jej zespołu szczególne wyzwanie od początku wojny 7 października 2024 roku. 

W trzech raportach Albanese pisał o „ Anatomii ludobójstwa ” (marzec 2024), „ Ludobójstwie jako kolonialnej zagładzie ” (październik 2024) oraz „ Od ekonomii okupacji do ekonomii ludobójstwa ” (lipiec 2025). Raporty te szczegółowo opisują, wraz ze źródłami, morderczy rozmiar tej wojny dla Palestyńczyków. Wymieniają one osoby odpowiedzialne w polityce, biznesie i wojsku z całego świata, które pomagały i nadal pomagają w zagładzie Palestyńczyków, a także czerpią z tego korzyści ekonomiczne. Albanese wskazuje na obowiązek wszystkich państw członkowskich ONZ do zapobiegania ludobójstwu i zapewnia każdemu państwu członkowskiemu ONZ i każdemu rządowi narzędzia do przeciwdziałania wojnie na wyniszczenie przeciwko Palestyńczykom za pomocą własnych środków krajowych. Listę sankcji można znaleźć między innymi w Karcie Narodów Zjednoczonych, Rozdział VII, Artykuł 41. (Podkreślenie dodane).

Republika Południowej Afryki wszczęła postępowanie przeciwko Izraelowi w Międzynarodowym Trybunale Karnym (MTK) w związku z podejrzeniem ludobójstwa. Pełniący obowiązki prokuratora generalnego MTK, Karim Khan, wydał międzynarodowe nakazy aresztowania trzech palestyńskich funkcjonariuszy Hamasu, którzy zostali zabici przez izraelską armię. Międzynarodowe nakazy aresztowania zostały również wydane wobec premiera Izraela Benjamina Netanjahu i jego (ówczesnego) ministra obrony Joawa Gallanta. Kierowana przez USA wspólnota państw zachodnich, w tym UE, była szczególnie oburzona tą decyzją i zmobilizowała swoje siły, aby ją zaprotestować.

W Niemczech Francesce Albanese zakazano wystąpień na uniwersytetach w Monachium i Berlinie, a relacje medialne na temat jej pracy i wydarzeń w Strefie Gazy zostały ograniczone. Z kolei krytyka ze strony rządu izraelskiego i jego partnerów dotycząca pracy Specjalnego Sprawozdawcy ONZ ds. sytuacji praw człowieka na okupowanych terytoriach palestyńskich była niemal zawsze szeroko komentowana.

Administracja USA zapowiada zniszczenie Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości

W lutym 2026 roku kilku ministrów spraw zagranicznych UE, w tym minister spraw zagranicznych Niemiec  Johann Wadephul , zażądało rezygnacji Franceski Albanese po opublikowaniu zmanipulowanego nagrania w mediach społecznościowych. Wadephul stwierdził między innymi, że Albanese jest „nie do utrzymania” na stanowisku. Żądanie to nigdy oficjalnie nie zostało wycofane, mimo że wiadomo było, że oskarżenia wysunięte przeciwko Albanese (w tym te wysunięte przez Izrael) były bezpodstawne. 

W związku z trzecim raportem „Od ekonomii okupacji do ekonomii ludobójstwa”, Stany Zjednoczone (lipiec 2025 r.) sięgnęły po jedno ze swoich ulubionych narzędzi tłumienia dysydentów i opozycji politycznej: nałożyły  sankcje na Francescę Albanese , główną prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego, oraz cztery sędziny tego samego sądu. Sankcje uzasadniono tym, że wszystkie były zaangażowane w sprawy wymierzone w USA i Izrael, w tym żołnierze amerykańscy w Afganistanie i osoby odpowiedzialne za izraelską operację wojskową w Strefie Gazy. 

Prokurator generalny Khan był wcześniej otwarcie zagrożony, jeśli nie wycofa międzynarodowych nakazów aresztowania Netanjahu i Gallanta. Nie wycofał ich. Wkrótce potem postawiono mu dwa zarzuty „nadużyć seksualnych” wobec pracownic. Khan zaprzeczył zarzutom i wziął urlop do czasu rozstrzygnięcia postępowania. Międzynarodowy Trybunał Karny wszczął dochodzenie. Zarzuty wobec Khana zostały oddalone przez skład sędziowski, jednak Khan został zawieszony w obowiązkach w czerwcu 2026 roku. 13 lipca 2026 roku sekretarz stanu USA  Marco Rubio ogłosił  , że Departament Stanu USA rozpocznie  kampanię „mającą na celu wyeliminowanie zagrożenia dla amerykańskiej suwerenności, jakie stwarza Międzynarodowy Trybunał Karny”. Wkrótce potem, 24 lipca 2026 roku, Karim Khan został odwołany  większością głosów państw członkowskich ONZ będących członkami Międzynarodowego Trybunału Karnego  .

Zagubiony w biurokracji

Wszyscy objęci sankcjami są urzędnikami i pracownikami Organizacji Narodów Zjednoczonych i dlatego podlegają  immunitetowi , zgodnie z  decyzją podjętą dla całej organizacji ONZ w  1946 roku.  Wszyscy objęci sankcjami USA podejmują kroki prawne przeciwko nim, które dodatkowo „karzą” ich ograniczeniami w podróżowaniu, zamrożeniem ich kont i aktywów (w USA), zablokowaniem dostępu do amerykańskich usług komunikacyjnych (internet) i innymi ograniczeniami. Ze względu na ścisłe powiązania finansowe i instytucjonalne USA na całym świecie, sankcje USA mają ogromny wpływ na życie osób objętych sankcjami. Czterech sędziów MTK utknęło w postępowaniu, a główny prokurator MTK, Khan, został odwołany. Khan jest obywatelem brytyjskim, a brytyjskie stowarzyszenia prawnicze ogłosiły jego wydalenie.

Specjalna Sprawozdawczyni ONZ Albanese odniosła swój pierwszy sukces w maju 2026 roku. Jej mąż i córka, obywatelka USA, pozwali administrację Trumpa przed sądem USA, argumentując, że sankcje USA „faktycznie wykluczają ją z bankowości i praktycznie uniemożliwiają jej zarabianie na życie”, jak donosił  brytyjski dziennik „The Guardian”  14 maja. Sędzia okręgowy Richard Leon z Waszyngtonu orzekł, że administracja Trumpa próbowała „uregulować lub ograniczyć jej wolność słowa”. Jednakże Albanese jest chroniona przez  Pierwszą Poprawkę do Konstytucji Stanów Zjednoczonych  , a ona „nie zrobiła nic więcej, niż tylko zabrała głos!” – napisał sędzia w swoim orzeczeniu. „Nie ulega wątpliwości, że jej rekomendacje nie są wiążące dla działań MTK – są jedynie jej opinią”.

Pierwsza poprawka do Konstytucji z 1787 r. (str. 11) stanowi:

„Kongres nie może uchwalać żadnych praw, które narzucają religię, ograniczają swobodne wykonywanie praktyk religijnych, ograniczają wolność słowa i prasy lub ograniczają prawo ludzi do pokojowego zgromadzania się i składania petycji do rządu w celu zaradzenia krzywdom”.

Tydzień później, 21 lipca 2026 roku, Departament Skarbu USA ogłosił zniesienie sankcji wobec Specjalnego Sprawozdawcy ONZ Albanese  . Jednak tydzień później, 27 lipca 2026 roku, w raporcie  agencji Reuters podano, że Departament Skarbu USA przywrócił ją na listę osób objętych sankcjami. Według raportu, trzyosobowy skład sędziowski amerykańskiego sądu apelacyjnego, do którego odwołała się administracja USA, wydał decyzję o administracyjnym wstrzymaniu wykonania poprzedniego orzeczenia (sędzia Richard Leon z Waszyngtonu). Pozwoliło to rządowi „wzmocnić status Albanese jako obcokrajowca objętego sankcjami”. Wniosek rządu był „bardziej rozbudowany” niż wniosek sądu niższej instancji w Waszyngtonie. Batalia prawna trwa.

Celowo spowodowane cierpienie

Głos Franceski Albanese jest słyszalny na całym świecie, ale rzadko w Europie. Mówi ona wpływowym prawdę, która ma niewielką tradycję, zwłaszcza w Niemczech. Irlandia była krajem w Europie, który wcześnie zrozumiał, co dzieje się z Palestyńczykami, mówi w wywiadzie dla lewicowo-liberalnego amerykańskiego magazynu  „The Nation” , przeprowadzonym w maju i opublikowanym w numerze lipcowo-sierpniowym. „Irlandczycy doświadczyli brytyjskich rządów kolonialnych. Doszło do ludobójstwa, choć nie jest ono uznawane. Prawie milion ludzi zmarło w wyniku głodu celowo wywołanego przez Brytyjczyków ( 1845–1852 )”. 

W wywiadzie dla  „The Nation”  Francesca Albanese wspomina, że ​​dla jej pokolenia (urodzonego w 1977 roku) „nigdy więcej” było niemal codziennością, przynajmniej we Włoszech, w okresie jej nauki i studiów. Pamięć o Holokauście i nakaz, by „nigdy więcej” się nie powtórzył, były wszechobecne. Ludzie wiedzieli wtedy, że „coś tak strasznego jak Holokaust zaczyna się niezauważone – mianowicie od normalizacji zbrodni przeciwko określonej grupie”. W tym kontekście, tuż na początku wojny w Strefie Gazy, na początku października 2023 roku, koledzy powiedzieli jej: „To ludobójstwo”. Wśród tych kolegów byli Izraelczycy, którzy mówili o „ludobójstwie”, podczas gdy ona sama odmawiała używania tego terminu. 

To, co zobaczyła, czego się dowiedziała i co udokumentowała w kolejnych tygodniach, skłoniło ją do „mówienia o możliwości”, że w Gazie rozwija się ludobójstwo, zwłaszcza „z powodu języka, którym się posługiwano, który był językiem ludobójstwa”. Niezliczone przypadki celowego zadawania cierpienia psychicznego i fizycznego, które zebrała, to: „Oto, co Izrael zrobił w ciągu pierwszych pięciu miesięcy: zabił 30 000 osób, średnio 150 osób dziennie. Statystyki mówiły same za siebie: 85 procent ofiar stanowiły wyłącznie kobiety i dzieci. Czy to ma być przypisane wyłącznie zabłąkanej rakiecie? Zrozumiałam, że to było ludobójstwo i, podobnie jak inne ludobójstwa, było niewidoczne. Zaprzeczanie ludobójstwu jest nieodłącznym elementem samego ludobójstwa”. 

W styczniu 2024 roku Międzynarodowy Trybunał Karny uznał „prawdopodobną, nieodwracalną szkodę wyrządzoną Palestyńczykom w Strefie Gazy zgodnie z Konwencją o Ludobójstwie”, jak twierdzi Albanese. Wszystkie państwa członkowskie Międzynarodowego Trybunału Karnego są zobowiązane do zapobiegania ludobójstwu natychmiast po jego uznaniu. Po decyzji Trybunału wszystkie państwa członkowskie powinny były natychmiast zaprzestać wszelkiego handlu z Izraelem, zwłaszcza handlu bronią: „Kontynuowali”.

Musimy działać

Niewielu śledziło pracę Franceski Albanese tak uważnie, jak Chris Hedges, wieloletni korespondent zagraniczny „ New York Timesa” , który relacjonował wydarzenia ze wszystkich stref wojennych na Bliskim Wschodzie. Przez siedem lat relacjonował wydarzenia z okupowanej Palestyny ​​i w 2002 roku otrzymał Nagrodę Pulitzera. Jego wywiady z Francescą Albanese można odsłuchać na jego kanale YouTube „ The Chris Hedges Report ” (w języku angielskim). Więcej informacji na stronie  https://chrishedges.substack.com/

Ostatnia rozmowa obu  autorek  nosi tytuł nowej książki Franceski Albanese, wydanej w jej ojczystym języku włoskim w kwietniu 2026 roku: „Quando il mondo dorme” („Kiedy świat śpi”) – historie, słowa i krzywdy z Palestyny, jak głosi podtytuł. Wydanie angielskie, „Kiedy świat śpi”, prezentuje Chris Hedges. W dziesięciu rozdziałach Albanese opisuje „ludzki koszt” izraelskiej okupacji i masowych mordów. Autorka przedstawia ludzi, których poznała podczas lat spędzonych w Palestynie, i, według Hedgesa, „nadaje cierpieniu ludzką twarz”. Niemieckie tłumaczenie, również zatytułowane „Wenn die Welt schläft”, ma się ukazać nakładem wydawnictwa Palmyra Verlag Heidelberg pod koniec 2026 roku. 

Wywiad z Francescą Albanese obejmuje liczne obszary i indywidualne losy, które ilustrują konsekwencje izraelskiej okupacji i ludobójstwa w Strefie Gazy. Hedges odnosi się do pediatry  dr. Hussama Abu Sayifa , dyrektora szpitala Kamal Adwan, który przebywa w izraelskim areszcie od ponad 18 miesięcy bez postawienia zarzutów i niedawno został przeniesiony do podziemnego więzienia. Oprócz niego w izraelskim areszcie przebywa 13 innych lekarzy bez postawienia zarzutów. Albanese twierdzi, że przemoc i tortury wobec tych lekarzy znajdują odzwierciedlenie w przemocy wobec całego sektora medycznego w Strefie Gazy. Kliniki, ośrodki zdrowia i karetki są systematycznie niszczone. Ratownicy medyczni i personel medyczny zostali skutecznie „ wyeliminowani ”.

Europejskie media w dużej mierze przyjmują izraelską narrację, która przedstawia personel medyczny jako wspólników grup zbrojnych (Hamasu), a kliniki i apteki jako magazyny broni i centra dowodzenia, aby usprawiedliwić ataki. Każdy, kto tego nie kwestionuje, a zwłaszcza media europejskie, staje się „wspólnikiem”. Dyskusja koncentruje się wokół terminów „Holokaust” i „ludobójstwo”, Palestyny ​​i reszty świata, kwestii prawnych oraz Palestyny ​​jako kolonii. Poruszono również kwestie sankcji nałożonych na te państwa, a także przyszłość Strefy Gazy jako „Riwiery Gazy”, którą Albańczyk krytykuje jako „rozpraszającą uwagę”. Omawiane są palestyńskie zasoby naturalne, takie jak złoża gazu u wybrzeży Gazy, a nacisk kładziony jest wielokrotnie na dzieci, z których ponad 20 000 to sieroty lub półsieroty. 

„Niesprawiedliwość nie kończy się dlatego, że tego chcemy lub dlatego, że się o nią modlimy” – podsumowuje Francesca Albanese  . „Musimy działać”. Tylko w ten sposób można pokonać niesprawiedliwość. Ważne jest, aby wytrwać, nie poddawać się, bez względu na to, ile to zajmie – mówi Albanese. „Jeśli Izrael będzie bezkarnie łamał prawo międzynarodowe, fundamenty międzynarodowego systemu prawnego zostaną zniszczone”. 

„Nigdy się nie poddawaj” to mantra Chrisa Hedgesa, a na ekranie pojawia się zdjęcie Juliana Assange’a. „Uwolnienie Juliana zajęło 14 lat” – przypomina Hedges. Zdjęcie przedstawia Juliana Assange’a na Festiwalu Filmowym w Cannes w 2025 roku. Ma na sobie koszulkę z imionami  4986 dzieci zabitych w wojnie w Strefie Gazy. 

Kijów zbiera bęcki. Druzgocący odwet armii rosyjskiej.

Druzgocący odwet armii rosyjskiej

Krzysztof Podgórski

To odwet za 40-dniową ukraińską ofensywę dronów. Kijów w ogniu. Z powodu braku rakiet PAC-3 do systemów Patriot, ukraińska OPL nie zestrzeliła żadnej z pośród 39 rosyjskich rakiet.

Nocą 4/5 sierpnia rosyjskie wojska rakietowe przeprowadziły zmasowane uderzenie rakietowe na cele w obwodzie Kijowskim i samym Kijowie. Dramatyczne obrazy gigantycznych pożarów, łuny nad miastem i słupów dymu są dowodem na bezsilność ukraińskiej OPL i skuteczność rosyjskiego ataku.

Mer Kijowa Witali Kliczko poinformował, że w samej stolicy zginęła jedna osoba, a 24 zostały ranne. „Czworo rannych znajduje się w stanie ciężkim” . Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy (DSN) informuje:  „Trwa likwidacja następstw zmasowanego ataku wroga w obwodzie kijowskim. Niestety, podczas ataku 14 ludzi zginęło, a 27 zostało rannych”.

Niewątpliwie mamy do czynienia z bezprecedensowym wydarzeniem tej nieszczęsnej wojny trwającej już przeszło 4 lata, stąd warto go szczegółowo przeanalizować.

Aspekt polityczny rosyjskiego odwetu

W czerwcu 2026 prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski  ogłosił 40-dniową operację mającą na celu wywarcie wpływu na Rosję. Buńczucznie przekonywał, że seria uderzeń na Rosję, ma skłonić władze na Kremlu do zakończenia wojny. Za akcję odpowiedzialna była Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Listę celów zatwierdził sam Zełenski.

Wczoraj ukraińska bezpieka ogłosiła sukces, informując o przeszło 100 skutecznych atakach, zniszczeniach na wielu rosyjskich rafineriach, trafieniu kluczowych zakładów zbrojeniowych, centrów logistycznych, bombowca Tu-95MS i dziesiątek statków handlowych. W podsumowaniu stwierdzono: „Operacja stała się skutecznym mechanizmem wywierania wpływu na państwo agresora. Działania będą kontynuowane”.

W imię akademickiej uczciwości wywodu należy zauważyć, że oprócz bezspornych ukraińskich sukcesów i ataków na cele militarne, jakimi były zakłady zbrojeniowe, lotniska, systemy przeciwlotnicze, okręty wojenne, radary, samoloty, to atakowano tzw. cele podwójnego przeznaczenia jakimi są: rafinerie, zbiorniki paliw, porty morskie.

Ponadto w sposób planowy ofensywa ukraińskich bezzałogowych statków powietrznych wymierzona była także w cele czysto cywilne, jak żegluga handlowa, statki handlowe na Morzu Czarnym i Morzu Azowskim oraz centra sortownicze wielkiej firmy rosyjskiej Wildberries (największa w Rosji platforma handlu internetowego, odpowiednik Amazona i polskiego Allegro). Ataki te pozbawiły pracy dziesiątki tysięcy ludzi i w założeniu mają wywołanie niepokojów społecznych.

Na gruncie Konwencji Genewskich oraz Międzynarodowego Praw Morza ataki na hurtownie, sortownie pełne cywilnych pracowników oraz statki żeglugi handlowej są niedopuszczalnym ich naruszeniem. Drony Hornet atakują wszelkie pojazdy ciężarowe poruszające się szosą „Noworosja”, trwa blokada transportowa Krymu giną masowo kierowcy cywile i pasażerowie pojazdów.

W tym kontekście należy interpretować rosyjski atak odwetowy. To prawdopodobnie  swego rodzaju  „odpowiedź” Kremla , stąd  wymierzony był w większości również w cele cywilne, odpowiedniki ukraińskie obiektów rosyjskich atakowanych przez drony ukraińskie od 40 dni.

Spektakularne wielkie pożary w Kijowie, to odwet propagandowo wizerunkowy  za wielkie pożary centrów logistycznych pod Moskwą, Twerem, Wołgogradem czy Petersburgiem. Te krwawe niszczycielskie „obrazki” skierowane są do audytorium wewnątrz rosyjskiego, ukraińskiego i opinii światowej.

Przebieg ataku rosyjskiego i użyte środki

Rosyjski atak rozpoczął się ok. godziny 24.00 czasu polskiego. Wg danych OSINT rosyjskie wojska rakietowe odpaliły:

– ok. 28 pocisków balistycznych Iskander-M odpalonych przez brygady rakietowe z obszarów  na północny zachód od Klińc w obwodzie briańskim (20 rakiet) + 8 pocisków balistycznych Iskander-M/ wystrzelonych z wyrzutni na wschód od Klińc w obwodzie briańskim + 2 pociski balistyczne Iskander-M  wystrzelone w pobliżu Żeleznogorska w obwodzie kurskim + 2 pociski balistyczne Iskander-M wystrzelone w pobliżu Poczep w obwodzie briańskim.

Rakiety Iskander M przenoszą głowice o masie 480 kg w tym kasetowe, a taką miał co najmniej jeden Iskander-M rażący cel w Kijowie, a co udokumentował materiał filmowy

– Rosjanie odpalili 2 pociski balistyczne KN-23 produkcji Północnej Korei wystrzelone z okolic Liski w obwodzie woroneskim. Rakiety te przenoszą głowice o masie ok 1 tony.

– cele w Kijowie rażone były przez 9 rakiet  hipersonicznych 3M22 Cyrkonia,  wystrzelonych z naziemnych instalacji w pobliżu Manturowa w obwodzie kurskim oraz z lądowej wyrzutni w pobliżu Millerowa w obwodzie rostowskim. Są to zmodyfikowane wyrzutnie rakiet obrony wybrzeża typu Bastion.

Łączna liczba wystrzelonych pocisków rosyjskich jakie odpalono na Ukrainę to 39 pocisków (28 pocisków balistycznych Iskander-M, 9 hipersonicznych pocisków manewrujących 3M22 Cyrkonia i 2 pociski balistyczne Kn-23. )

Działania ukraińskiej obrony powietrznej zakończyły się totalną klęską, co potwierdza komunikat Ukraińskich Sił Powietrznych. Ukraińska obrona powietrzna nie była w stanie zestrzelić ani jednego pocisku rakietowego, ponieważ nie posiadała efektorów – rakiet PAC-3 SME do systemów Patriot. USA rozchodowało duże ilości podczas prowadzonej wojny z Iranem i ma ograniczone możliwości ich dostaw dla sojuszników w tym realizacji dostaw opłaconych przez kraje UE dla Ukrainy.

Wszystkie 39 rosyjskich pocisków trafiło tym samym wyznaczone  obiekty.

Głównymi celami tego ataku były ukraińskie obiekty magazynowe w Kijowie i obwodzie kijowskim oraz cele wojskowe.

Na podstawie analizy zdjęć satelitarnych NASA oraz  źródeł NASA wiemy, że Rosjanie trafili i zapalili:

– magazyny firmy Epicentr w obwodzie kijowskim.

– magazyn logistyczny „Rozetka”

– Centrum Dystrybucji Novus i terminal Nowej Poczty nr 114 w południowo-zachodnim Kijowie

– Magazyn Nowej Poczty nr 2 w północnym Kijowie

– Dnieprowską Strefę Przemysłowa we wschodnim Kijowie – prawdopodobnie jedno z przedsiębiorstw zbrojeniowych zlokalizowanych w tym miejscu

– Kompleks magazynowy w Browarach w obwodzie kijowskim

– Magazyn Nowej Poczty w Browarach w obwodzie kijowskim

– Magazyn Logistyczny „Raben Ukraina” w Browarach w obwodzie kijowskim

– Centrum Logistyczne w Browarach, obwód kijowski

– Nieznany cel w pobliżu Tetiowa w obwodzie kijowskim.

Reasumując, obserwujemy tragiczną w skutkach eskalację wymiany uderzeń pomiędzy siłami zbrojnymi Rosji i Ukrainy na cele infrastruktury gospodarczej.

Pierwszym efektem ukraińskiej 40-dniowej ofensywy dronowej wymierzonej także w żeglugę handlową i porty rosyjskie jest trwająca do dziś seria rosyjskich ataków odwetowych na ukraińskie porty nad Morzem Czarnym i żeglugę handlową na akwenach przyległych, co sparaliżowało transport morski Ukrainy w tym tak kluczowy dla Kijowa eksport zbóż, wyrobów hutniczych i rudy żelaza.

Teraz obserwujemy rosyjski odwet wymierzony w ukraińskie centra logistyczne i magazynowe, co niewątpliwie odbije się na i tak kruchej równowadze gospodarczej walczącej Ukrainy i pogorszy sytuację przedsiębiorstw o ludności cywilnej w kwestii zaopatrzenia.

Stara zasada mówi, że „akcja rodzi reakcję”.

Czy Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski i Służba Bezpieczeństwa Ukrainy planując realizację 40-dniowej ofensywy dronów, która miała rzucić na kolana Moskwę i zmusić prezydenta Putina do negocjacji, a społeczeństwo rosyjskie do protestów przemyśleli prawdopodobieństwo rosyjskich działań odwetowych i ich skalę? Wydaje się, że niekoniecznie.

Krzysztof Podgórski

Kto spędza migrantów do Europy?

Kto spędza migrantów do Europy?

5. sierpnia 2026 Marek Wojcik world-scam/kto-spedza-migrantow-do-europy

Państwo terrorystyczne – okupant ziem należących do Palestyńczyków – od początku swojego istnienia stopniowo wprowadzało politykę przesiedlania wszystkich Palestyńczyków z ich własnej ojczyzny do Europy. Front wojny emigracyjnej jest ważnym elementem w strategicznym projekcie mitycznego wielkiego Izraela.

W pierwszej połowie lat 60. [izraelskie] Ministerstwo Spraw Zagranicznych kontynuowało analizę planów wspierania emigracji arabskich uchodźców z Bliskiego Wschodu do Europy, zwłaszcza do Francji i Niemiec. Jedną z rozważanych opcji było znalezienie dla nich pracy w Niemczech, które wówczas pilnie potrzebowały rąk do pracy. W 1962 roku izraelscy urzędnicy badali możliwość znalezienia zatrudnienia dla palestyńskich uchodźców-robotników w Niemczech, Austrii i Szwajcarii. Wstępne kontrole przeprowadzone w ramach tego planu, znanego jako „Operacja Robotnik”, oraz związana z tym korespondencja były objęte całkowitą tajemnicą.

Haaretz, 19 grudnia 2013 r.

31.07.2026 r. Co najmniej 34 migrantów zginęło, próbując dotrzeć do Ceuty, a w ciągu ostatnich 24 godzin około 60 000 osób przedostało się z Maroka dzięki izraelskiej pomocy, do tej hiszpańskiej enklawy. Źródło.

Dwa lata temu amerykański bloger Mike Peinovich opublikował na substack.com artykuł, z którego pochodzi powyższy cytat: Jak Izrael stworzył kryzys uchodźczy w Europie? Źródło. Artykuł stanowi udokumentowaną analizę izraelskiej strategii „ostatecznego rozwiązania” problemu Palestyńczyków. Jest ona elementem większego planu globalistów służącego zniszczeniu podstaw państw narodowych na świecie.

Takie konflikty jak wojna z Iranem, doprowadzą jedynie do wzrostu nieszczęścia i napływu uchodźców do Europy, gdzie izraelskie i żydowskie organizacje pozarządowe będą czekać, by ich przyjąć, posługując się językiem humanitaryzmu, by zamienić Zachód w wysypisko dla osób wysiedlonych w wyniku izraelskich wojen.

W planach jest DRUGA INWAZJA na Ceutę, traktując ją jako „ostatnią szansę” na przedostanie się do Europy.
Film z polską ścieżką dźwiękową.

Podczas gdy nieprzejednany sojusznik USA realizuje politykę emigracji jako karę dla Hiszpanii za jej sprzeciw wobec ludobójstwa w Gazie, amerykański prezydent – zwolennik twardej ręki (a chyba raczej nogi z kopniakiem) wobec nielegalnych migrantów, prowadzi niezwykle burzliwe negocjacje, mające doprowadzić do pokoju na Bliskim Wschodzie.

Trójstronne rozmowy pokojowe na Bliskim Wschodzie. Uczestniczą w nich: Trump — imperialista, Trump — mediator oraz Trump — biznesmen.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com