Francja: Refleksja po trwającej pół wieku hekatombie aborcyjnej. Ustawa Simone Veil.

Refleksja po trwającej pół wieku hekatombie aborcyjnej

15.02.2025 https://nczas.info/2025/02/15/refleksja-po-trwajacej-pol-wieku-hekatombie-aborcyjnej/

Aborcja. Dziecko
Aborcja. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Pixabay

Antoine Chataignon to działacz społeczny broniący od lat praw rodziny. Na lamach tygodnika „Valeurs” podzielił się refleksją dotyczącą pięćdziesięciu lat istnienia we Francji tzw. „prawa do aborcji”, czyli wprowadzenia tam „ustawy Simone Veil”. Jego zdaniem, pół wieku zabijania dzieci nienarodzonych to okazja do oceny tej ustawy i wskazania jej najtragiczniejszych skutków.

Zachód „wszedł w fazę społeczeństwa post-chrześcijańskiego”, w którym, z definicji, wpływ chrześcijaństwa jest coraz mniej znaczący. Argumenty moralne już nie działają, ale aborcja stała się kwestią budzącą największe kontrowersje w polityce i społeczeństwie.

Współcześnie, każdy, kto sprzeciwia się dominującemu dyskursowi lub wyraża moralne lub praktyczne zastrzeżenia w tej kwestii, każdy, kto nie akceptuje dogmatu o pozytywnych skutkach „prawa do aborcji” zostaje skazany na „trwały ostracyzm”.

Republika Francuska nie tylko dokonała „konstytucjonalizacji aborcji”, ale uznała za stosowne wprowadzenie nawet kategorii „przestępstwa utrudniania aborcji”, które może dotyczyć pokojowych demonstrantów na ulicach, jak i operatorów stron internetowych.

W Wielkiej Brytanii policja aresztowała i więziła ludzi, którzy modlili się w ciszy bez żadnych zewnętrznych oznak protestu w pobliżu kliniki aborcyjnej.

Autor proponuje, by zmienić punkt widzenia i spróbować „wyobrazić sobie Francję bez aborcji”. Od 1975 r. we Francji światła dziennego nie ujrzało 11–12 milionów dzieci nienarodzonych. „Ilu było wśród nich utalentowanych artystów, naukowców, dlaczego nie laureatów Nagrody Nobla, liderów przemysłu, a nawet mężów stanu?” – pyta retorycznie

Przypomina, że np. aktor Sylvester Stallone przeżył nieudaną próbę aborcji, ale nigdy nie będziemy w stanie ocenić jakościowych konsekwencji prawa o aborcji dla naszego społeczeństwa. Dodaje, że Francja z 12 milionami dodatkowych obywateli miałaby inną dynamikę młodości, znacznie lepszą równowagę systemów socjalnych, a w szczególności emerytur, większą wagę w Europie i na świecie, a nawet inny odsetek populacji imigrantów…

Konstatuje, że „pewne jest, że Francja wyglądałaby zupełnie inaczej”, licząc, że tego typ utylitarne argumenty mogą dotrzeć szybciej do racjonalnego odbiorcy, niż argumentacja religijna, czy etyczna.

Źródło: Valeurs

„Zero waste”

„Zero waste”

Izabela BRODACKA

Dopóki „zero waste” jest zabawą starszych znudzonych pań albo nastolatek, które ze starych swetrów robią kubraczki dla psów i kotów wszystko jest w porządku. Zasada, żeby nic nie marnować wydaje się być bardzo rozsądna w świecie zawalonym niepotrzebnymi rzeczami niskiej jakości. Tych rzeczy nie opłaca się konserwować ani naprawiać więc są wyrzucane na śmietnik. Śmietniki puchną i zajmują coraz więcej miejsca na Ziemi.

Podam przykład rzeczy na których się dobrze się znam. Kiedyś siodło sprawiało się sobie na całe życie, a służyło często dla kilku pokoleń. Oczywiście było drogie ale dbano o nie, smarowano, czyszczono i trzymano w suchym , przewiewnym miejscu. Teraz w znanej firmie sportowej kupuje się tanie siodełko, które nie wytrzymuje nawet jednego sezonu. Zaczyna się pruć, rozłazić i nawet nie warto go naprawiać. To samo dotyczy ogłowi, kantarów, lonży i innych jeździeckich akcesoriów. Są szyte maszynowo, tańsze i stokroć gorsze od tych zachowanych jeszcze, przedwojennych. Do specjalnych celów, na przykład na pokazy koni czystej krwi czyli arabów, zamawia się ogłowia u nielicznych już i bardzo drogich rymarzy.

To samo dotyczy mebli, samochodów, lodówek, pralek czy sprzętu elektronicznego. Stare egzemplarze wymiata na śmietnik nie tylko postęp techniczny i moda. Projektuje się je specjalnie tak żeby czas ich życia był krótki. Ideolodzy „zero waste” wydają się nie rozumieć, że współczesna gospodarka opiera się na produkowaniu wielkiej liczby nikomu nie potrzebnych rzeczy.

Do produktu krajowego brutto wlicza się przecież nie tylko usługi prostytutek, agencji reklamowych i firm doradczych oraz wszelkie ulotki wrzucane do kosza przed przeczytaniem. Ślepi wyznawcy „zero waste” nie chcą zrozumieć, że kiedyś luksusowa konsumpcja była dostępna dla dość wąskiej warstwy uprzywilejowanych, a zapewniała ją cała armia pracujących, żyjących na nierównie niższym poziomie. Czasami było to wręcz minimum egzystencji. Inaczej mówiąc- producent karet nie jeździł sam karetą.

Współczesna ekonomia oparta jest na zupełnie innej zasadzie. Producent jest jednocześnie konsumentem i gdyby Jan Kowalski czy John Smith nie kupowali wytwarzanych przez siebie tandetnych towarów produkcja stanęłaby i zapanowałby kryzys. Dlatego budził zastrzeżenia szlachetny zryw przysyłania paczek z darami w czasach stanu wojennego a obecnie niezadowolenie producentów wywołuje funkcjonowanie tak zwanych „lumpeksów”. Kupując za grosze bawełnianą bluzkę w lumpeksie odbierasz dochody krajowemu producentowi podobnych bluzek.

Oczywiście, że to uproszczenie i proszę nie podejrzewać mnie o naiwność Wiadomo że nastąpiła specjalizacja różnych przemysłów, nie wszyscy muszą produkować bawełniane bluzki, dlatego też coraz częściej jedynym miejscem pracy dla szarego człowieka są szeroko rozumiane usługi. Wyobraźmy sobie, że przejęci zasadą „ zero waste” nic nie wyrzucamy, i jak po wojnie przerabiamy stare spódnice na sukienki dziecięce. Wtedy wynikało to z braków a nie z ideologii, poza tym ludzie zajęci byli odbudową kraju po wojennych zniszczeniach więc mieli co robić. Obecnie restrykcyjne stosowanie zasady „zero waste” doprowadziłoby do krytycznego bezrobocia.

Naprawdę poważnym a nie wydumanym problemem jest natomiast bezprzykładne marnotrawstwo żywności. Pamiętam czasy gdy pan z wiaderkiem zabierał z restauracji czy z domu wczasowego tak zwane zlewki dla świń. Od czasu pojawienia się choroby Creutzfeldta-Jakoba żywienie świń resztkami zawierającymi białko zwierzęce jest surowo zakazane.W każdej restauracji, barze, gospodzie, a także w pensjonatach, domach wczasowych , sanatoriach a przede wszystkim w szpitalach i szkołach codziennie wędrują do kubła tony wysokiej jakości żywności.

Organizatorzy zjazdów i sympozjów wiedzą, że dobrym i opłacalnym rozwiązaniem jest tak zwany „bufet szwedzki”. Nieliczne łasuchy, mające swobodny dostęp do koryta zawsze zjedzą w sumie mniej niż w przypadku porcjowania żywności wyrzuca się po niejadkach. Ktoś powinien pomyśleć jak zorganizować bufet szwedzki również w szpitalach i sanatoriach. choć niewątpliwie byłoby to trudniejsze. Pacjenci mają diety bilansowane pod kątem ich dolegliwości i trudno sobie wyobrazić, że przebierają w potrawach jak klienci hotelu czy spa. Poza tym ze względów sanitarnych nic z kuchni szpitalnej nie powinno opuszczać szpitalnych murów. Uważam jednak, że przy dobrej woli można by dawać pacjentom do wyboru dozwolone dla nich potrawy zamiast bezdusznie stawiać na stoliku całą porcję nawet dla mało przytomnych czy słabo kontaktujących osób. Oczywiście można oczekiwać oporu ze strony personelu medycznego i tak nadmiernie obciążonego pracą. Trzeba byłoby jakoś umotywować ten personel do oszczędzania. W szpitalu nie oszczędza się środków czystości, nikt nie oszczędza na przykład gumowych rękawiczek, bo takie oszczędności mogłyby być fatalne w skutkach, również ekonomicznych.

Tak czy owak rozsądne zapobieganie marnowaniu żywności jest o wiele istotniejsze niż prucie starych swetrów i wytwarzanie z nich kołderek czy kubraczków dla piesków. Zasada „zero waste” jest dobrym przykładem słusznych na pozór zasad, których nie da się jednak zrealizować bez przymusu czyli bez totalitarnego zarządzania społeczeństwem. Bardzo szlachetna wydaje się na przykład zasada żeby wszyscy ludzie byli równi nie tylko przed Panem Bogiem i wobec prawa lecz tak na co dzień, en masse.

Fakt, że wszelkie próby zrealizowania tej zasady okazały się jak dotąd chybione i zapłaciły za nie życiem miliony ludzi powinien dać jej zwolennikom do myślenia i skłonić ich do rezygnacji z programu, który okazał się utopią. Warto zapewne propagować nie wykluczanie osób starszych, inwalidów czy chorych psychicznie, można wdrażać specjalne programy informacyjne lecz zawsze trzeba się zastanowić czy te programy nie przynoszą więcej szkód niż pożytku. A przede wszystkim trzeba rozumieć, że nie powstał jak dotąd model idealnego społeczeństwa, a dla realnie istniejących społeczeństw najgroźniejsze są utopijne ideologie.

Importowane zniszczenie Niemiec: Zbiorowe gwałty na kobietach, terroryzowanie dzieci, gwałty na zwierzętach.

Importowane zniszczenie Niemiec: gwałty na zwierzętach, zbiorowe gwałty na kobietach, terroryzowanie dzieci

Autor: AlterCabrio , 13 lutego 2025

„Mamy dwa gwałty zbiorowe dziennie. Mamy dziesięć zwykłych gwałtów dziennie. I mieliśmy 131 przestępstw z użyciem przemocy dziennie w ciągu ostatnich sześciu lat, popełnianych średnio przez imigrantów, głównie Syryjczyków, Afgańczyków i Irakijczyków”

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Importowane zniszczenie Niemiec: migranci gwałcą zwierzęta, dokonują zbiorowych gwałtów na kobietach, terroryzują dzieci — podczas gdy rząd to tuszuje (wideo)

„Mamy dwa gwałty zbiorowe dziennie. Mamy dziesięć zwykłych gwałtów dziennie. I mieliśmy 131 przestępstw z użyciem przemocy dziennie w ciągu ostatnich sześciu lat, popełnianych średnio przez imigrantów, głównie Syryjczyków, Afgańczyków i Irakijczyków”.

Eksperyment z masową migracją w Niemczech po raz kolejny doprowadził do horrorów, do czego klasa polityczna nie chce się przyznać. Najnowsze wydarzenie, które odzwierciedla spiralę upadku kraju, to turecki azylant nagrany przez kamery monitoringu gdy gwałci kucyki i inne konie w bawarskiej stajni. Przestępstwo, które trwało ponad 25 minut, już jest wystarczająco szokujące — ale co jest prawdziwym skandalem? Sprawca został wypuszczony na wolność i następnego dnia pozwolono mu swobodnie spacerować po wiosce.

Ten groteskowy przypadek to tylko jeden z wielu, jak donosi CompactTV. Liczba przestępstw seksualnych popełnianych przez migrantów gwałtownie wzrosła w ostatnich latach, zarówno wobec ludzi, jak i zwierząt. Jednak zamiast zająć się źródłem tej przemocy, klasa rządząca Niemiec manipuluje statystykami, bagatelizuje przestępstwa i chroni przestępców. Nadchodzące niemieckie wybory federalne 23 lutego będą decydującym momentem: czy kraj będzie kontynuował to staczanie się w bezprawie, czy też ludzie w końcu wybiorą przywódców, którzy postawią Niemców na pierwszym miejscu?https://rumble.com/embed/v6hcrn1/?pub=4

Tuszowanie: Jak władze zniekształcają prawdę

Rząd i jego medialne pieski od dawna próbują przesłaniać przestępczość migrantów za pomocą oszukańczych statystyk. Jedną z taktyk jest etykietowanie nie-Niemców jako „Niemców” po uzyskaniu przez nich obywatelstwa, co tworzy mylne wrażenie co do tego, kto jest odpowiedzialny za falę przestępczości. Ta sztuczka z „Niemcem na papierze” [“Paper German”] pozwala władzom twierdzić, że znaczną część napaści seksualnych i przestępstw z użyciem przemocy popełniają „Niemcy”, podczas gdy w rzeczywistości wielu z tych sprawców to niedawni migranci z krajów islamskich.

Inna taktyka polega na manipulowaniu wykresami, aby wizualnie zbagatelizować nastroje antyimigracyjne. Niedawny sondaż ARD błędnie przedstawił dane pokazujące, że 57% Niemców popiera silniejszą kontrolę granic — sprawiając, że odsetek ten wydaje się nieznacznie większy niż 33% osób, które się jej sprzeciwiają. Takie zniekształcenia przypominają taktykę manipulacji danymi z ery covid stosowaną na całym Zachodzie.

Epidemia gwałtów w Niemczech: prawdziwe liczby, których nie chcą, żebyś poznał

Niemcy obecnie osiągają średnią:

  • Dwa gwałty zbiorowe dziennie
  • Dziesięć indywidualnych gwałtów dziennie
  • 131 przestępstw z użyciem przemocy dziennie popełnianych przez imigrantów, głównie Syryjczyków, Afgańczyków i Irakijczyków

To są oficjalne liczby. A jednak, gdy polityk AfD Beatrix von Storch przytoczyła je w telewizji ogólnokrajowej, została zaatakowana — nie za to, że się myliła, ale za to, że miała rację. Gospodarz Louis Klamroth próbował zmienić temat, absurdalnie twierdząc, że przestępcami mogą być „australijscy studenci na wymianie”, a nie migranci.

Oczywiście zdrowy rozsądek pokazuje, że to bzdura. Żadna Niemka nie boi się australijskiego turysty nocą. Boją się samych migrantów, na import których ich rząd nalega.

Liczba ofiar: kobiety i dzieci przerażone we własnym kraju

Niemieckie kobiety i dzieci nie mogą już bezpiecznie wychodzić na zewnątrz. Strach jest teraz namacalny, jak widać na poruszających filmach, na których kobiety są prześladowane w biały dzień przez agresywnych mężczyzn z zagranicy. Pewna młoda matka, pchając wózek z dzieckiem, nagrała, jak jest nękana przez migranta, który wielokrotnie domagał się seksu, odmawiał odejścia i nalegał twierdząc, że „jej mąż nie musi wiedzieć”.https://rumble.com/embed/v6e13ny/?pub=4

Tymczasem brutalne ataki z użyciem noża na kobiety, dzieci i osoby starsze stały się codziennością. 73-letnia Niemka została pocięta na twarzy i szyi na cmentarzu, co szpital określił jako „obrażenia zagrażające życiu”. 11-letnia Holenderka została śmiertelnie dźgnięta nożem — przez 29-letniego Syryjczyka. Wspólny wątek? Za każdym razem media twierdzą, że napastnik był „zdezorientowany” lub „chory psychicznie”.

Jeśli, jak twierdzi niemiecki minister zdrowia Karl Lauterbach, 30% tych migrantów cierpi na choroby psychiczne, to dlaczego w ogóle wpuszcza się ich do Europy?

A może państwo niemieckie celowo oszukuje opinię publiczną, przedstawiając głęboko zakorzenione wartości kulturowe i ideologiczne wielu migrantów jako zwykłą „chorobę psychiczną” — taktykę mającą na celu uniemożliwienie ludziom dostrzeżenia prawdziwego problemu i domagania się praktycznych rozwiązań?

Schemat przestępczości, ignorowany i bagatelizowany

Raport CompactTV ujawnia, że ​​liczba przypadków bestialstwa wśród migrantów w Niemczech znacznie wzrosła. To nie jest tylko jeden przerażający przypadek. To część trwającego schematu:

  • 2019 (Vellfelden) – Mężczyzna dopuścił się napaści seksualnej na owcę. Świadkowie opisali go jako „ciemnoskórego, około 25-letniego, szczupłego”.
  • 2019 (Korbach) – Na pastwisku zgwałcono konia – media odmówiły podania opisu podejrzanego.
  • 2023 (Itstein-Wörsdorf) – Kolejny koń został zgwałcony, władze nie podały informacji o sprawcy.
  • 2023 (Maschen) – Zgwałcono kucyka. Sprawcę opisano jako wysokiego, szczupłego, ubranego w spodnie dresowe i koszulkę, ale jego pochodzenie zostało utajnione.
  • 2023 (Gornhofen) – 33-letni mężczyzna, który nie miał prawa pobytu w Niemczech, zgwałcił konia.
  • 2024 (Braunlage) – Zgwałcono wiele koni i kucyków. Media przyznały, że sprawcą był 35-letni mężczyzna, ale nie podały dalszych szczegółów.

Sama częstotliwość tych przestępstw sugeruje, że dzieje się coś o wiele mroczniejszego. Taki poziom zepsucia był niespotykany w Niemczech, zanim zaczęto stosować politykę masowej migracji.

Polityczna zdrada Niemiec: tchórzostwo CDU i wzrost AfD

W obliczu napastowania kobiet i dzieci w kraju, niemieckie partie establishmentu są zbyt zajęte walką z AfD, by się tym przejmować. CDU pod przywództwem Friedricha Merza nadal nalega na brak współpracy z AfD, jedyną konserwatywną partią antyimigracyjną w kraju — nawet w obliczu gwałtownie rosnącej liczby członków AfD. Wymówka Merza? AfD rzekomo „podważa fundamenty Niemiec”.

Prawdziwe pytanie brzmi: Co pozostało z fundamentów Niemiec?

  • Kobiety nie mogą bezpiecznie chodzić po ulicach.
  • Dzieci są dźgane nożem w biały dzień.
  • Kucyki są gwałcone i w rezultacie ranione, a ich oprawcy pozostają wolni.

Wraz ze wzrostem poparcia dla AfD w sondażach, jest jasne, że Niemcy budzą się do rzeczywistości, której uznania ich liderzy odmawiają. Establishment nie może już dłużej ignorować krwi na swoich rękach.

Wniosek: Punkt krytyczny jest bliski

Niemcy znalazły się w historycznym punkcie zwrotnym. Rząd odmawia ochrony swoich obywateli. Media kłamią, aby manipulować faktami. Migranci popełniają okropne przestępstwa i chodzą na wolności, podczas gdy AfD jest demonizowana za mówienie prawdy.

Analitycy zajmujący się tą kwestią w CompactTV są o wiele lepsi niż przeciętny niemiecki program informacyjny. Mimo to nawet oni nie potrafią wyraźnie stwierdzić tego, co powinno być oczywiste: katastrofa masowej migracji w Niemczech nie jest przypadkiem — to dokładnie to, czego chciał rząd.

Dowodem jest to, jak państwo celowo kłamie na temat przestępczości migrantów. Manipulują danymi. Redefiniują przestępców jako „Niemców”. Bagatelizują gwałty i przemoc, aby zapobiec wszelkim wezwaniom do zakończenia masowej migracji.

To nie porażka. To jest plan.

Wzrost poparcia dla AfD w sondażach dowodzi, że Niemcy budzą się i dostrzegają katastrofę, która się wokół nich rozgrywa. Establishment nie może już dłużej ukrywać krwi na swoich rękach.

Niemcy muszą teraz dokonać wyboru: kontynuować drogę zniszczenia, gdzie kobiety i dzieci są ofiarami, przestępcy są chronieni, a rząd otwarcie okłamuje swoich obywateli. Albo powstać, zażądać zakończenia tego szaleństwa i odzyskać Niemcy, zanim będzie za późno.

Wybory federalne 23 lutego 2025r. to decydujący moment — szansa na odrzucenie nieudanego przywództwa, chaosu masowych migracji i rosnącej przestępczości. Podczas gdy establishment trzyma się otwartych granic i oszustw, wzrost poparcia dla AfD odzwierciedla żądanie ludzi dla prawdziwej zmiany.

Te wybory to nie tylko głosowanie — to walka o przetrwanie Niemiec. Wybór jest jasny: kontynuować upadek czy głosować za przywróceniem prawa, porządku i suwerenności, zanim będzie za późno.

_____________

Germany’s Imported Destruction: Migrants Rape Animals, Gang Rape Women, Terrorize Children—While the Government Covers It Up (Video), Amy Mek, February 12, 2025

−∗−

Warto porównać:

Nachodźcy z Niemiec. Scholz wysyła lub odsyła, Tusk milczy albo kłamie
SCHOLZ w ARD: Wydalenia z Niemiec są zgodne z prawem, bo ja do wszystkich premierów w krajach sąsiednich zadzwoniłem i powiedziałem, że oni muszą się na to zgodzić. – Aleksandra […]

_____________

Pakt samobójczy dla Polski – czy zaczął już działać?
Czasoprzestrzeń podczas kampanii wyborczej ulega zakrzywieniu. Notoryczni kłamcy zaczynają mówić prawdę, inni kłamią jeszcze bardziej. Pojawiają się nagle nagrania, filmy, zdjęcia i nieistniejące dokumenty. Presji kampanijnej uległ Moskal. Jeżeli ktoś […]

_____________

Kiedy deportacje?! Milion lub więcej nielegalnych i niechcianych migrantów w Polsce
O tym jak bardzo niebezpieczne były mniejszości narodowe w Polsce uczy nas historia. O tym jak zbrodnicza jest polityka wpuszczania do Europy nachodźców – barbarzyńców dotkniętych dysfunkcjami intelektualnymi i […]

====================

MD: W związuniu, jak pieszczotliwie nazywaliśmy to Materialistyczne Piekło, mówiło się:

В Советском Союзе жить, это как тигра ебать: И страшно и смешно.

Spotęgowanie i wypełnienie tego hasła przeżywamy w Dobrowolnym Związku Najszczęśliwszych Ludów – Unii Europejskiej.

Walentynki u wampirów

Walentynki u wampirów

Autor: CzarnaLimuzyna , 15 lutego 2025

“Wampir czarny” odmiana afrykańska AIX

Walka o prawa orientacji wampirzej toczy się, z wiadomych powodów, w absolutnej ciemności. Pomimo tego spróbujmy uczciwie odpowiedzieć na jedno pytanie: czy brak widoczności może być jakimkolwiek usprawiedliwieniem dla obojętności z jaką podchodzą do tej nabrzmiałej kwestii politycy? Napisałem „podchodzą”, ale oni nawet nie podchodzą, bojąc się podejść do starego jak świat problemu nierównego traktowania – dyskryminacji innej alienacji.

Pisałem o tym nie raz, próbując zainteresować Czytelników portalu tą kwestią, licząc na odzew. Na próżno. Żadnej reakcji. Nie oczekiwałem poważnych głosów. Przyznam się, że miałem nadzieję na głosy niepoważne, żartobliwe, ale oczywiście bez hejtu wymierzonego w wampirów. Zamiast tego, przepraszam za wyświechtane sformułowanie, zamiast mowy -było milczenie wcale nie mniejszej nienawiści.

W sytuacji, gdy cała masa fałszywych krwiopijców – zwykłych pasożytów, którzy kradnąc, wyłudzają z budżetu ostatnie granty, a wszystko co potrafią wyssać to krwawica zwykłych ludzi, w przeciwieństwie do prawdziwych wampirów – „w takiej sytuacji dyskryminacja naszej grupy jest łamaniem praw człowieka i szarga naszą godność jako obywateli Świata i Polski” – napisał w liście do Rafała_2025 Emisariusz wykluczonej społeczności.

Przyczyny dyskryminacji

Bardzo możliwe, że niechęć do polskich wampirów jest spowodowana ich sprzeciwem wobec masowej imigracji do Europy tzw. wampira czarnego, który jako mutant jest natury mniej płochliwy, mniej inteligentny, mniej światłoczuły, zjada zwierzęta domowe i zabija bez potrzeby, dla samego zabijania.

Wampir polski dla odmiany żyje ze swoją ofiarą w specyficznej symbiozie i najwyżej ją zmienia, a gdy to się nie uda – porzuca, próbując przedtem skasować jej pamięć lub przynajmniej wmówić winę. Odmiana polska nie zabija. Zdarzają się napady na stacje krwiodawstwa, lecz są coraz rzadsze z powodu poważnego zanieczyszczenia krwi dawców preparatami big farmy.

– Dotknęły nas też unijne regulacje, ale o tym nie chciałbym mówić. Czekamy cierpliwie na wynik wyborów, ale jak do tej pory, zawodzą nas wszyscy kolejni kandydaci, którzy składają deklaracje bez pokrycia…

Rafał_2025 “Wizja” AIX

Pasożyt „postępu” czyli trójgłowa bestia socjalizmu

Pasożyt „postępu” czyli trójgłowa bestia socjalizmu

Autor: AlterCabrio , 14 lutego 2025

Ale nawet gdyby logiczne argumenty przeciwko socjalizmowi zostały sformułowane z krystaliczną jasnością, same w sobie nie wystarczyłyby. Socjalizm działa na innej płaszczyźnie — jest swego rodzaju religią, w której wiara góruje nad rozumem. Nasza walka nie jest więc tylko walką z modelem ekonomicznym lub systemem politycznym, ale z trójgłową bestią: jedną głową jest wypaczona logika socjalizmu, drugą — podstępny język, który ją wspiera, a trzecią, być może najniebezpieczniejszą, jest mroczna moralność, która usprawiedliwia przymus w imię nieosiągalnej utopii. Każda z nich musi zostać skonfrontowana, zakwestionowana i ostatecznie ujarzmiona.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

To aż śmieszne, jak trudno jest nakłonić sztuczną inteligencję Altmana do stworzenia treści krytycznych wobec socjalizmu

Pasożyt „postępu”

Jak stawić czoła i zdemontować logikę, język i moralność socjalizmu

Socjalizm maskuje się jako utopijny ideał, w którym środki produkcji, dystrybucji i wymiany są rzekomo własnością kolektywu — uwodzicielskie kłamstwo owinięte w płaszczyk kontroli społeczności i państwa. Jednak historia pokazała, że ​​żadna cywilizacja przemysłowa nigdy nie rozkwitła w tym systemie.

Socjalizm, z samej swojej natury, pasożytuje na istniejącej bazie przemysłowej, nie potrafi jej stworzyć. Jest podobny do pasożyta, który potrzebuje żywiciela, aby przetrwać, tylko po to, aby ostatecznie zabić go przez nieefektywność i ucisk.

Od samego początku państwo socjalistyczne przekształca się w reżim niewolnictwa, w którym wola jednostki jest podporządkowana rzekomym potrzebom zbiorowości, co nieuchronnie prowadzi do upadku. Spójrzmy na Związek Radziecki, kiedyś globalne supermocarstwo, a teraz przestroga przed tym, jak socjalizm pożera swojego gospodarza. Eksperymenty socjalistyczne XX wieku nie były porażkami. Były udanymi demonstracjami inherentnego samozniszczenia socjalizmu.

I oto jesteśmy tutaj, ze współczesnymi apostołami — politykami, celebrytami i tymi, którzy są wystarczająco bogaci, by odizolować się od własnej hipokryzji — głoszącymi ewangelię socjalizmu. Idealizują ją, ignorując masowe groby i spustoszenie gospodarcze, które po niej pozostały. Naciskają na jej przyjęcie, nie dlatego, że wierzą w równość, ale dlatego, że służy ich interesom lub naiwnym ideałom. Jeśli im się uda, sama struktura cywilizacji się rozpadnie, pozostawiając nam tylko ruiny tego, co kiedyś uważano za „postęp”.

Socjalizm nie jest po prostu błędny. Jest samobójczy. Nie tylko należy go nazwać tym, czym naprawdę jest, ale także rozłożyć na części i wykorzenić z naszej społecznej psychiki. Nie możemy sobie pozwolić na luksus ignorancji lub wygodę fałszywego współczucia, które oferuje socjalizm.

Kapitalizm, w przeciwieństwie do socjalizmu, powstaje organicznie z interakcji międzyludzkich, ewoluując z naturalnej wymiany dóbr i usług w namacalny system ekonomiczny, który można badać i udoskonalać.

Socjalizm, w jaskrawym przeciwieństwie, jest konstrukcją intelektualną — ideą, która musi zostać narzucona społeczeństwu. Nie wyłania się z ziemi, ale jest raczej projektem architekta, który wymaga ciężkiej ręki autorytaryzmu, aby go zbudować.

Konflikt między kapitalizmem a socjalizmem nie jest wyłącznie ekonomiczny. Jest on zasadniczo polityczny. Kapitalizm jest motorem ekonomicznym, napędzanym przez dążenie jednostki do realizacji własnego interesu, który nieświadomie promuje dobrobyt społeczny poprzez dynamikę rynku. Socjalizm jest jednak doktryną polityczną, która dyktuje nie tylko życie ekonomiczne, ale każdy aspekt istnienia poprzez scentralizowaną kontrolę. Jego ekonomiczny komponent, gospodarka centralnie planowana, jest jedynie fasadą dla jego prawdziwej natury: systemu siły i kontroli.

Prawdziwą antytezą socjalizmu nie jest kapitalizm, lecz liberalny [1] rząd, który opowiada się za minimalnym użyciem siły, chroniąc prawa i wolności jednostki na rynku. W każdym społeczeństwie przemysłowym siła wymagana do utrzymania socjalizmu jest nie tylko znaczna. Jest drakońska. Zapisy historyczne mówią jasno: każda próba wdrożenia socjalizmu doprowadziła do dziesięcioleci ludzkiego cierpienia, załamania gospodarczego i tłumienia wolności.

Pomimo tych rażących niepowodzeń socjalizm trwa, nie tylko jako teoria ekonomiczna, ale jako wiara. Ta odporność jest częściowo spowodowana zepsuciem naszego języka, w którym terminy są przekręcane, aby pasowały do ​​narracji socjalistycznej. „Równość” staje się „jednolitością”, „uczciwość” zmienia się w „konfiskatę”, a „sprawiedliwość” jest redefiniowana jako „zemsta”.

Ale nawet gdyby logiczne argumenty przeciwko socjalizmowi zostały sformułowane z krystaliczną jasnością, same w sobie nie wystarczyłyby. Socjalizm działa na innej płaszczyźnie — jest swego rodzaju religią, w której wiara góruje nad rozumem. Nasza walka nie jest więc tylko walką z modelem ekonomicznym lub systemem politycznym, ale z trójgłową bestią: jedną głową jest wypaczona logika socjalizmu, drugą — podstępny język, który ją wspiera, a trzecią, być może najniebezpieczniejszą, jest mroczna moralność, która usprawiedliwia przymus w imię nieosiągalnej utopii. Każda z nich musi zostać skonfrontowana, zakwestionowana i ostatecznie ujarzmiona.

W ciągu ponad wieku ideologicznej walki obrońcy wolności opracowali potężne, choć niedoskonałe, intelektualne środki obrony przed socjalizmem, posługując się abstrakcyjnym rozumowaniem, przekonującą retoryką i wyczerpującą dokumentacją historyczną.

Dokumentacja ta nie dotyczy wyłącznie niepowodzeń gospodarczych, obejmuje również najciemniejsze rozdziały w historii ludzkości — od największych masowych morderstw w historii po przerażające widmo radzieckiego protokołu „Martwej Ręki”, który niemal doprowadził nas na skraj nuklearnej apokalipsy.

Jednakże te środki obrony są artykułowane w języku — narzędziu, które zostało podstępnie zmanipulowane. We współczesnym dyskursie socjalizm jest czasami błędnie interpretowany jako zwykła odmiana kapitalizmu, zwłaszcza gdy zestawia się go z „korupcją”, która obecnie jest często utożsamiana z samym kapitalizmem.

Wolność jest zniekształcana i staje się synonimem chaosu, a demokracja jest błędnie przedstawiana jako uosobienie wolności, co miesza terminy potrzebne do skutecznej argumentacji. Kiedy język debaty jest tak przekręcony, nawet argumenty pozornie na rzecz wolności nieświadomie nas od niej odwodzą.

Dlatego nasza obrona państwa liberalnego musi zacząć się od odzyskania znaczenia naszych terminów. Rząd, w swej istocie, jest kompromisem, w którym jednostki wymieniają pewną dozę wolności na bezpieczeństwo. Ten kompromis jest uchwalany poprzez kierunki polityki, które można kategoryzować jako liberalne lub nieliberalne. Polityki liberalne to takie, które chronią wolność jednostki. Wszystko inne, niezależnie od intencji lub wyniku, wpada w sferę nie-liberalizmu.

Socjalizm, z jego niezliczoną ilością nieliberalnych polityk, twierdzi, że służy wyższemu celowi moralnemu: wymianie wolności jednostki na abstrakcyjne „dobro społeczne” skupione wokół równości. Ale to nie jest liberalna koncepcja równości szans. To radykalna, materialna równość wyników. Tutaj nie trzeba przypisywać złośliwości motywom socjalistów. Nawet przy najlepszych intencjach, wewnętrzne sprzeczności polityki ujawniają jej wady.

Dążenie do równości wyników w państwie socjalistycznym jest nie tylko niepraktyczne. Jest to logicznie niemożliwe. Państwo, które nakazuje równe wyniki, musi z konieczności stosować nierówne środki przymusu, co prowadzi do paradoksu, w którym egzekwowanie równości rodzi nierówność.

Polityka mająca na celu osiągnięcie takiego rezultatu nieuchronnie prowadzi do nadmiernej ingerencji biurokratycznej, stagnacji gospodarczej i erozji wolności osobistych, ponieważ potencjał każdej jednostki musi zostać siłą dostosowany do z góry określonej „równości” danej zbiorowości.

W socjalizmie, od samego początku, prawo jednostki do własności i handlu jest systematycznie tłumione siłą. To tłumienie nie jest tylko produktem ubocznym, ale podstawowym wymogiem systemu. Nigdy nie będzie wersji socjalizmu, w której indywidualna wolność rozkwitnie, ponieważ każdy aspekt produkcji, dystrybucji i wymiany jest teoretycznie własnością kolektywu.

Przyjmując moralną propozycję całkowitej równości, z logiki wynika, że ​​wszystkie decyzje dotyczące produkcji powinny być podejmowane przez kolektyw — czyli przez każdego. Jednak ludzie, w przeciwieństwie do niektórych owadów o nastawieniu kolektywnym, są z natury indywidualistyczni, co sprawia, że ​​prawdziwe zbiorowe podejmowanie decyzji jest biologicznie niewykonalne.

Kompromisem jest demokracja, w której decyzje podejmowane są większością głosów. Ten mechanizm, choć demokratyczny, natychmiast rodzi nierówność, ponieważ nie wszyscy będą zadowoleni ze zbiorowych decyzji o tym, jak wykorzystywane są zasoby. Ale odłóżmy na bok tę filozoficzną zagadkę, aby zbadać nieuchronną trajektorię państwa opartego na takich zasadach.

Termin „socjalizm demokratyczny” jest po prostu zbędny. Każdy socjalizm, z konieczności, obejmuje jakąś formę demokracji. Jednak paradoksalnie prowadzi do despotyzmu.

Ta sprzeczność pojawia się, ponieważ socjalizm opiera się na błędach logicznych, co wyjaśnia, dlaczego każdy eksperyment na dużą skalę z własnością zbiorową ostatecznie się rozpadł. Aby decyzje były zgodne z podstawową wartością absolutnej równości, liderzy muszą być wybierani demokratycznie. Jednak tutaj leży pięta achillesowa socjalizmu: bez egzystencjalnego zagrożenia, które mogłoby tymczasowo pobudzić produktywność, motywacja gwałtownie spada, a następnie pojawia się głód.

Wrodzoną wadą jest to, że bez osobistej własności nad własną pracą lub jej owocami, bodziec do pracy maleje. Można by sobie życzyć, aby nie było to częścią natury ludzkiej, ale jest to niezaprzeczalne: nasze główne obawy dotyczą nas samych i naszych bliskich. Dlatego, aby utrzymać produktywność bez bodźców rynkowych, przymus staje się konieczny.

Podczas gdy zmuszanie mniejszości do pracy może być wykonalne w warunkach demokratycznych, choć mniej wydajne i moralnie naganne, to zmuszanie większości do pracy jest logistycznie i politycznie niemożliwe. Ludzie po prostu zagłosowaliby przeciwko takiemu przymusowi, co doprowadziłoby do strajków i wstrzymania produkcji.

W tym momencie, utrzymując retorykę równości dla celów propagandy, jedyną realną drogą do utrzymania państwa socjalistycznego jest porzucenie demokracji dla dobra „demokratycznego dobra”. Wyłania się despota, rzekomo w celu ochrony demokracji, a czyniąc to, instytucjonalizuje nierówność władzy.

Przebywanie w otoczeniu tego despotycznego przywódcy daje przywileje, tworząc nową formę waluty społecznej. Ta waluta, abstrakcyjny, polityczny środek wymiany, może być używana do nabywania wszystkiego, od zwolnień prawnych po korzyści materialne. Tak więc państwo socjalistyczne, wciąż okryte językiem równości, staje się w sposób widoczny, materialnie nierówne.

W obliczu nieuchronnego upadku ich idealnego systemu, oddani socjaliści uciekli się do redefinicji socjalizmu jako łagodnej formy liberalizmu, która jedynie łagodzi kapitalizm dla dobra społeczeństwa. To nic innego jak fałsz. Kraj, który naprawdę chroni wolność jednostki, podtrzymuje prawa własności prywatnej i pozwala na wolny handel i przemysł, jest kategorycznie liberalny, a nie socjalistyczny.

Wśród zwolenników socjalizmu szczególnie modne jest określanie zamożnych państw europejskich, znanych z wysokich podatków, mianem socjalistycznych. Jest to jednak mylące. Podczas gdy w tych krajach istnieją socjalistyczne partie polityczne, rywalizujące o władzę z innymi partiami oddanymi wolności, żadne zamożne państwo europejskie nie identyfikuje się jako socjalistyczne, ponieważ żadne z nich nie powtórzyło jeszcze całkowitego tłumienia wolności jednostki dla „dobra społecznego”, jakie miało miejsce w przeszłości w Europie Wschodniej.

Ukochany mit amerykańskich socjalistów, że kraje skandynawskie są socjalistyczne, tym właśnie jest — mitem. Ochrona prawna osób w tych krajach jest podobna do tej w Ameryce, a kapitał na mieszkańca gromadzony przez ich liberalne rządy jest porównywalny ze stanami takimi jak Kalifornia czy Nowy Jork. Bardziej efektywne państwa opiekuńcze w niektórych liberalnych krajach europejskich nie są wynikiem wyższych podatków ani socjalizmu. Są wynikiem lepszej efektywności rządu w porównaniu z systemem amerykańskim.

To agresywne przeformułowanie państw europejskich na socjalistyczne jest manewrem taktycznym mającym na celu uczynienie pojęcia wolności w znaczeniu czegoś aspołecznego, bardziej akceptowalnym. To przekonanie jest kluczowe, zanim jakiekolwiek państwo będzie mogło przejąć przemysł, co jest głównym celem socjalizmu, czego dowodem są nie tylko działania historyczne, ale także uporczywe przywiązanie socjalistów do tego terminu.

Na pytanie, dlaczego przestrzeganie terminologii politycznej ma znaczenie, liberałowie często odpowiadają: dlaczego po prostu nie zaakceptować tej nowej definicji, skoro „socjalizm” oznacza teraz „liberalizm z wysokim opodatkowaniem”? Jednak odbicie pytania z powrotem do socjalisty ujawnia głupotę takich ustępstw.

Dlaczego socjaliści nie mieliby odrzucić tego słowa, biorąc pod uwagę jego katastrofalną historię? Odpowiedź leży w ich niezachwianej wierze w moralność socjalizmu, pomimo jego niepowodzeń. Jak powiedziałam wcześniej, zastanów się, czy ktoś nie próbowałby zmienić nazwy „prawdziwy nazizm” na umiarkowaną ścieżkę między wolnością a rasistowskim despotyzmem. Nikt z moralnie czysty nie zaakceptowałby tej redefinicji, ponieważ intencja stojąca za taką zmianą nazwy byłaby jasna.

Tylko nazista przejąłby się tym na tyle, by wybielić ten termin pod liberalną publikę. Podobnie, socjalistyczne pragnienia całkowitej równości materialnej pozostają niezmienne, ukryte pod nowym lingwistycznym płaszczykiem. Moralność musi stawić czoła moralności. Zatem prawdziwa natura socjalizmu musi być nieustannie ujawniana i dyskutowana na gruncie moralnym.

Społeczeństwa, w których jednostki cieszą się wolnością, stale wyprzedzają społeczeństwa socjalistyczne w tworzeniu nowych pomysłów, technologii i odkryć naukowych. W epoce, gdy nawet najmniej zamożni Amerykanie mogli dojeżdżać do pracy samochodem, posiadanie samochodu w Związku Radzieckim było czymś w rodzaju marzeń — fakt często eksponowany przez edukatorów, aby podkreślić jaskrawy kontrast w standardach życia.

Jednak skupianie się wyłącznie na tych materialnych osiągnięciach pomija szerszy punkt dotyczący moralności. Podczas gdy twórcza produkcja w warunkach wolności jest niezwykła, nie jest ona celem samym w sobie, ale środkiem do osiągnięcia wyższego celu.

Współczesny socjalista nie sprzedaje samochodów ani gadżetów. Sprzedaje wizję moralną, utopijną przyszłość. W przeszłości Ameryka szukała takich wizji u Boga. Wraz ze spadkiem formalnej praktyki religijnej wrodzona ludzka potrzeba celu pozostaje niezmienna, co wyjaśnia, dlaczego socjalizm, pomimo swoich logicznych fałszów, nadal kusi — funkcjonuje jako świecka religia.

W mitologii Cerber jest strażnikiem Hadesu, który zapobiega powrotowi zmarłych do świata żywych. Jednak chrześcijaństwo, poprzez Chrystusa, wprowadziło radykalną zmianę, opowiadając się za miłością i zmartwychwstaniem nie tylko duchowym, ale i fizycznym, modlitwą: „bądź wola Twoja jako w Niebie, tak i na ziemi”.

Tutaj perfekcja nie jest abstrakcyjnym celem duchowym, ale czymś, co należy aktywnie realizować w świecie materialnym. Jesteśmy z natury niedoskonali, ale dążenie do poprawy, zarówno pod względem moralnym, jak i ekonomicznym, jest naszym etycznym nakazem. Perfekcja lub droga do niej jest naszym moralnym dobrem. Bóg w tym kontekście reprezentuje kierunek, a nie cel.

Spadek wpływów chrześcijaństwa można przypisać jego postrzeganemu konfliktowi z liberalizmem, restrykcyjnym interpretacjom Pisma Świętego lub rozwojowi nauki, którą niektórzy uważają za sprzeczną z wiarą. Jednak metafora chrześcijaństwa okazała się odporna, wlewając do naszej globalnej kultury ideę życia i doskonalenia.

To moralne przesłanie jest widoczne nie tylko w naszej historii, ale także w naszych przekazach i twórczości. Czy nie możemy postrzegać chrześcijańskiej modlitwy o niebo na Ziemi jako wezwania do zbudowania doskonałego świata za pomocą technologii? Czy wizje Roberta Heinleina, w których ludzkość rozprzestrzenia miłość w kosmosie za pomocą statków kosmicznych napędzanych fuzją, lub obraz idealnego miasta Arthura C. Clarke’a nie są rozszerzeniami tej chrześcijańskiej moralności? Te narracje ucieleśniają chrześcijański etos przekraczania obecnych realiów, aby osiągnąć coś bliższego boskiej doskonałości na Ziemi.

Obfitość dóbr materialnych, biologiczna nieśmiertelność i wielka wyprawa przez galaktykę i poza nią, której celem jest rozprzestrzenianie życia i odkrycie tajemnic wszechświata – to nie są tylko marzenia, ale namacalne cele cywilizacji dążącej do osiągnięcia wysokiej energii i nieograniczonego potencjału.

Ta wizja, gdy jest wyrażona jasno i z pasją, przyćmiewa każdą socjalistyczną utopię. Historycznie socjaliści nie odpowiadali inną wizją. Wierzyli w zgodność równości i wzrostu. To Nikołaj Kardaszew, radziecki naukowiec, wyobraził sobie ostateczną cywilizację, „Typ III”, jako taką, która wykorzystuje energię całej galaktyki.

Ale po doświadczeniu stagnacji pod władzą socjalizmu i erozji wiary w społeczeństwach liberalnych, tenże socjalizm przekształcił się w ideologię zastoju [stasis], gdzie utrzymanie status quo jest celebrowane jako zwycięstwo moralne. Jednakże zastój nie ma dynamiki, aby inspirować i może odnieść sukces tylko w środowiskach pozbawionych konkurencji lub wyzwań.

Przez całą historię społeczeństwa zachodnie stawiały czoła egzystencjalnym zagrożeniom i zwyciężały, ale największym niebezpieczeństwem zawsze była gotowość wolnych ludzi do oddania swoich naturalnych praw i zaakceptowania niewoli. Gdy nasz język jest chroniony i wykorzystuje się odrobinę odwagi, łatwo wykazać, jak takie podporządkowanie nieuchronnie prowadzi do katastrofy.

Ta lekcja powinna być nauczana i często powtarzana. Jednak gdy pytamy, o co walczymy, musimy pamiętać, że nasze prawo do siebie, do naszej własności i naszych swobód — nasze prawo do kapitalizmu i wolności — nie są nam po prostu dane. Są przyrodzone, ale nie są naszym ostatecznym celem.

Nasze prawdziwe przeznaczenie leży w samodoskonaleniu, dążeniu do nieśmiertelności i eksploracji gwiazd. To jest narracja, której należy bronić — narracja wzrostu, nie stagnacji. Postępu, nie regresu. Życia, a nie tylko podtrzymywania istnienia.

W tej wizji widzimy nie tylko ochronę tego, co mamy, ale także nieustanne dążenie do tego, kim możemy się stać, przekształcając nasz świat i kosmos w odzwierciedlenie naszych najwyższych aspiracji.

_____________

The Parasite of “Progress”, A Lily Bit, Feb 13, 2025

[1] W amerykańskiej polityce termin „liberalny” jest bardzo błędnie stosowany. Zobacz „Stop Calling Socialists ‹Liberals›”

======================

MD:

W związuniu, jak pieszczotliwie nazywaliśmy to materialistyczne piekło, mówiło się:

В Советском Союзе жить, это как тигра ебать: И страшно и смешно.

Spotęgowanie i wypełnienie tego hasła przeżywamy w Dobrowolnym Związku Najszczęśliwszych Ludów- Unii Europejskiej.

Niemcy: Przestępcy „zmieniają płeć” żeby ukryć tożsamość

Niemcy: Przestępcy „zmieniają płeć” żeby ukryć tożsamość

14.02.2025 https://www.tysol.pl/a135487-niemcy-przestepcy-zmieniaja-plec-zeby-ukryc-tozsamosc

Lewicowi działacze i trans aktywiści doprowadzili w minionym roku do wprowadzenia w Niemczech „prawa do samostanowienia” o swojej płci. Każdy może więc dowolnie przybrać nową, legalną tożsamość – wystarczy deklaracja w urzędzie! Nowe prawo cieszy się dużą popularnością wśród przestępców, którzy wykorzystują je, by uciekać od konsekwencji swoich czynów.

Człowiek w masce. Ilustracja poglądowa Niemcy: przestępcy

Człowiek w masce. Ilustracja poglądowa / Pixabay.com

Od wprowadzenia w życie niemieckiego „Selbstbestimmungsgesetz” (Prawo do Samostanowienia), ustawy, która weszła ostatecznie w życie 1 listopada 2024 roku, przestępcy mają za Odrą tak łatwo, jak jeszcze nigdy. Szczególnie jeżeli chodzi o ukrywanie swojej tożsamości. Nowe prawo pozwala bowiem na „zmianę płci” i imienia poprzez prostą deklarację w urzędzie stanu cywilnego bez konieczności przechodzenia przez procedury sądowe czy medyczne. Zmiana taka jest darmowa raz do roku, nie ma jednak żadnego limitu na ilość nowych tożsamości, które dana osoba może przybrać. Oprócz płci można zmienić swoje personalia w dowodzie, a nawet stać się tajemniczą płcią “divers”, czyli różnorodną, która nie posiada żadnych konkretnych charakterystyk i maskuje całkowicie prawdziwą płeć obywatela.

Ustawa powstała pod naciskami aktywistów gender, którzy chcieli, by legislacja odzwierciedlała ich „płynną” tożsamość, oderwaną od biologii. Z nowego prawa cieszą się jednak nie tylko osoby żyjące z zaburzeniami tożsamości płciowej – beneficjentami prawa są ci, którzy chętnie je łamią! Przestępcy wykorzystują więc tę ustawę do unikania konsekwencji swoich wcześniejszych działań.

Gender i przestępcy

Kryminaliści nie kryją się nawet zbyt mocno z tym, jak wdzięczni są trans aktywistom za wprowadzenia nowego prawa. Dla przykładu: Mirko Guth, skazany za przestępstwa z użyciem przemocy i rozbój, otwarcie przyznał w niedawnym wywiadzie dla „Die Welt”, że nowe prawo jest dla niego sposobem na „odwet na państwie”. Guth, który po wyjściu z więzienia borykał się z konsekwencjami dawnych przestępstw, przyznaje nawet w wywiadzie, iż planuje zmienić swoje dane osobowe, aby zacząć od jeszcze raz – jako nowa osoba, z nową płcią i nową tożsamością. „To paragraf, który wymazuje moją przeszłość” chwali się Guth, wskazując na przepis zakazujący ujawniania poprzedniego imienia i płci bez zgody danej osoby. Transseksualiści nalegali bowiem również na taki zakaz: jeżeli ktoś zmienił sobie tożsamość w dokumentach, nie wolno tego faktu nagłaśniać. Za podanie pierwotnych danych i prawdziwej płci transseksualisty (lub, jak to działa w tym przypadku, przestępcy), grozi bowiem kara do 10 tys. euro.

Guth nie jest on odosobnionym przypadkiem. W Niemczech zgłoszono już od listopada kilka incydentów, gdzie mężczyźni, zmieniając legalnie płeć, próbowali uzyskać dostęp do przestrzeni tylko dla kobiet (np. szatni), aby następnie wnosić pozwy o dyskryminację, gdy zostali z nich wyproszeni. Dobrym przykładem tego jest sprawa Nicolasa „Laury” Holsteina, który otrzymał odszkodowanie po odmowie członkostwa w kobiecym klubie fitness, a następnie żądał dodatkowych środków finansowych za rzekomą dyskryminację. Holstein stwierdził, że jest kobietą, inne kobiety nie chciały się z nim zgodzić, on więc zaznał dyskryminacji. I prawo stanęło po jego stronie.

Innym przykładem jest Sven Liebich — neonazista, który zmienił płeć metrykalną i teraz żąda odszkodowania za to, że został (np. przez media i grupę kobiet) określony jako mężczyzna. Neonazista obecnie znany jako „Maria-Svenja” Liebich i domaga się 15 tysięcy euro od przewodniczącej organizacji zajmującej się ochroną dzieci przed przemocą seksualną, która śmiała wątpić w to, że Sven zamienił się de facto w Svenję. Co więcej – neonaziście grozi odsiadka w więzieniu i wszystko wskazuje na to, że mężczyzna będzie walczył o przydział do żeńskiego zakładu karnego.

Oszustwa na gender

Nowe, wprowadzone przez lewicowy rząd prawo jest wykorzystane również do unikania pewnych obowiązków, takich jak służba wojskowa, oraz do popełniania oszustw bankowych. Jeden z mężczyzn, który rozmawiał z „Die Welt” (magazyn opublikował tekst skupiający się na problemach wynikających z Gleichbestimmungsgesetz), wyraził nadzieję, że zmiana płci na „kobiecą” pozwoli mu uniknąć ewentualnej mobilizacji w przypadku wojny.

W Berlinie natomiast mężczyzna znany jako „Sabri E.” wykorzystał już możliwość wielokrotnej zmiany tożsamości w dokumentach, aby otworzyć kilka kont bankowych, zaciągnąć pożyczki i dokonać zakupów online, których nie miał zamiaru spłacać.

Zmiana płci na pstryknięcie palcem cieszy się też sporą popularnością za Odrą: od momentu wprowadzenia ustawy, prawie 15 tysięcy osób w Niemczech zmieniło legalnie swoją płeć, co znacząco przekroczyło pierwotne oczekiwania sprzed nowelizacji. Przypadków przestępstw, uciekania od nich i historii kradzieży będzie w Niemczech jeszcze więcej. Obecny chaos to dopiero początek.

Gdzie gospodarczy cud Tuska? Inflacja w Polsce rekordowa w całej UE

Gdzie gospodarczy cud Tuska? Inflacja w Polsce rekordowa w całej UE

Podniesiono ceny energii – były one wyższe o 13,2 proc. rdr.

(Fot. Pixabay)

Inflacja w Polsce jest na rekordowo wysokim poziomie w skali Unii Europejskiej. Ceny w styczniu znowu wyraźnie wzrosły – bardziej niż w grudniu. Według ekspertów – w najbliższej przyszłości wcale nie będzie lepiej, wręcz przeciwnie.

Główny Urząd Statystyczny (GUS) przekazał w piątek, że zgodnie z wstępnymi danymi ceny towarów i usług konsumpcyjnych w styczniu 2025 r. wzrosły rok do roku (rdr) aż o 5,3 proc., a w porównaniu z poprzednim miesiącem ceny wzrosły o 1,0 proc.

Analityk Sebastian Sajnóg z Polskiego Instytutu Ekonomicznego zauważył, że piątkowy odczyt „istotnie podbijają” ceny energii. „W bieżącym roku wzrost cen w Polsce będzie wprawdzie należeć do jednego z większych wśród państw UE, jednak różnice względem strefy euro będą umiarkowane” – ocenił.

Ekonomista podkreślił, że przyspieszenie inflacji z 4,7 do 5,3 proc. w ujęciu rocznym było „zasługą” cen żywności, których tempo wzrostu przyśpieszyło z 4,8 do 5,5 proc. rdr. Zwrócił uwagę, że podniosły się też koszty energii – były one wyższe o 13,2 proc. rdr. „To między innymi efekt wyższej opłaty dystrybucyjnej w przypadku cen gazu. Inflacja bazowa wyniosła 4,1 proc. Dalej dominuje głównie wzrost cen usług” – dodał.

Jego zdaniem kolejne miesiące dalej podniosą wysokie tempo wzrostu cen. „Spodziewamy się szybszego wzrostu cen towarów przemysłowych. W strefie euro skończył się okres, gdy ceny producentów znajdywały się w deflacji, co wpłynie na presję kosztową. Większych spadków inflacji spodziewamy się dopiero w drugiej połowie roku. Będzie to efekt wolniejszego wzrostu cen usług. Niższe tempo wzrostu wynagrodzeń powinno hamować presje inflacyjną” – wskazał analityk.

W jego ocenie w tym roku Polska pozostanie wśród krajów o najwyższej inflacji w Unii Europejskiej, lecz „różnice w stosunku do państw zachodnich pozostaną umiarkowane”. „Prognozy ekonomistów ankietowanych przez Focus Economics wskazują, że średnioroczna inflacja wyniesie 4,2 proc., podczas gdy w strefie euro będzie to 3,5 proc.” – podsumował.

Źródło: PAP pap logo Pach 

Trump i Musk ujawniają: Pentagon przekazał agencji Reuters MILIONY dolarów na program „oszustwa społecznego na dużą skalę”

Trump i Musk ujawniają: Pentagon przekazał agencji Reuters MILIONY dolarów na program „oszustwa społecznego na dużą skalę”

14.02.2025 Trump-i-musk-ujawniaja-pentagon-przekazal-agencji-reuters-miliony-dolarow-na-program-oszustwa-spolecznego-na-duza-skale

donald trump elon musk
Donald Trump i Elon Musk / fot. X/ Elon Musk / Donald J. Trump (kolaż)

Administracja Donalda Trumpa ujawniła, że ​​Pentagon przekazał agencji Reuters 9 milionów dolarów na program. Nazwano go „oszustwem społecznym na dużą skalę”.

Uważana za autorytet na świecie agencja Reuters otrzymała od rządu federalnego USA kontrakty o wartości ponad 100 mln dolarów. Jeden z kontraktów to „oszustwo społeczne na dużą skalę”.

Prezydent Donald Trump podkreślił rano, że Departament Obrony (DOD) zapłacił lewackiej agencji medialnej Reuters 9 milionów dolarów za program o nazwie „oszustwo społeczne na dużą skalę” i zażądał zwrotu pieniędzy.

„DOGE: Wygląda na to, że radykalnie lewicowy Reuters otrzymało 9 000 000 dolarów od Departamentu Obrony za zbadanie „oszustwa społecznego na dużą skalę”. ODDAJCIE PIENIĄDZE, TERAZ!” – napisał prezydent USA Donald Trump na Truth Social.

Późnym wieczorem w środę Elon Musk udostępnił zrzut ekranu z USAspending.gov. Widać na nim, że Departament Obrony rzeczywiście rozdysponował nagrodę dla Thomson Reuters Special Services LLC, spółki macierzystej grupy medialnej Reuters, za projekt oznaczony jako „aktywna obrona inżynierii społecznej” (ASED) i „oszustwo społeczne na dużą skalę”.

—————————

Mario Nawfal @MarioNawfal

DOD PAID REUTERS $9M FOR „SOCIAL ENGINEERING” PROGRAM DOGE investigations reveal mysterious Defense Department payments to Reuters for „large scale social deception” project between 2018-2022. While DARPA claims it was for cyber defense, questions swirl about why a news agency received millions for „social engineering.” The revelation comes as other media outlets face scrutiny over federal funding. Source: USASpendingGov,

@stillgray

Zdjęcie

Elon Musk

@elonmusk

13 luty

W odpowiedzi do @RealRonHoward

I wonder how much money Reuters is getting from the government? Let’s find out.

33,6 mln wyświetlenia

—————

Przejrzenie USAspending.gov pokazuje, że rząd USA przyznał Reutersowi kontrakty o wartości ponad 100 milionów dolarów i potwierdza, że ​​DOD przyznał Reutersowi 9 147 532 dolarów pod etykietą „opisu” ASED i „oszustwa społecznego na dużą skalę” na okres od 2018 do 2022 roku. Była to część okresu pierwszej kadencji prezydentury Trumpa.

Dla porównania, inne kontrakty rządowe dla Reuters obejmują przyznanie przez DOD ponad 12 milionów dolarów na podstawie opisu „efekt masowy”, przyznanie przez DHS 5,1 miliona dolarów na „analizę danych” i przyznanie przez Departament Sprawiedliwości (DOJ) kilku milionów na „usługi łagodzenia ryzyka”.

Bardziej szczegółowy przegląd kontraktu na highergov.com pokazuje opis „Symulacyjne testy i pomiary oszustwa na dużą skalę”. Nie rozwija jednak szczegółowo zadań, które grant ma sfinansować.

Wiele osób, które skomentowały post Muska na X, skrytykowały odkrycie jako bezpośrednie ujawnienie oszustwa rządu. Jeden z komentatorów zakwestionował, czy opis ten rzekomo miał oznaczać obronę przed „oszustwem społecznym”, ponieważ opis kontraktu oznaczał obronę przed inżynierią społeczną. Inni wskazali, że oszustwo jest standardową częścią operacji psychologicznych, co przyznano w podręczniku polowym armii, nr 3-13.4, „Army Support to Military Deception”.

„Oszustwo wojskowe to działania podejmowane w celu wprowadzenia w błąd decydentów wrogich organizacji wojskowych, paramilitarnych lub ekstremistycznych, powodując w ten sposób, że przeciwnik podejmuje określone działania (lub zaniechania), które przyczynią się do realizacji przyjaznej misji. Oszustwo dotyczy wszystkich poziomów działań wojennych, w całym zakresie operacji wojskowych i jest przeprowadzane we wszystkich fazach operacji wojskowych. Gdy jest prawidłowo zintegrowane z bezpieczeństwem operacji i innymi możliwościami związanymi z informacją, oszustwo może być decydującym narzędziem w zmianie sposobu, w jaki wróg postrzega, analizuje, decyduje i działa w odpowiedzi na przyjazne operacje wojskowe” – napisano we wspomnianej definicji.

Inni zwrócili uwagę na fakt, że CIA wykorzystywała amerykańskie media do celów propagandowych, w szczególności w projekcie „Operacja Mockingbird”. CIA przyznało, że ​​zatrudniono co najmniej 400 dziennikarzy, aby realizowali swoje cele, częściowo pisząc „fałszywe historie”, co ujawnił dziennikarz w 1977 r.

„Co zadziwiające, pomimo milionów, które otrzymuje w ramach kontraktów rządowych, Reuters twierdzi, że jest 'niezależną’ i 'bezpaństwową’ organizacją informacyjną” – wskazuje lifesitenews.com.

Konwulsje: MEN wprowadza kolejną ideologię do szkół -„klimatyzm”

:Uwaga! MEN wprowadza kolejną ideologię do szkół
Fundacja Pro-Prawo do życia 
MEN planuje kolejną rewolucję w polskich szkołach. W ministerstwie powstał właśnie zespół ds. „edukacji klimatycznej”, którego celem jest wprowadzenie elementów „nauki o klimacie” do każdego przedmiotu szkolnego.
Zjawisko to ma wiele nazw i określeń: „klimatyzm”, „ekologizm”, „zielony ład” czy „zrównoważony rozwój”. Wielu Polaków myśli, że chodzi o segregację śmieci, czyste powietrze, sprzątnie lasów i ograniczenie użycia plastiku. Tymczasem fundamentem tzw. „zrównoważonego rozwoju” jest redukcja światowej populacji poprzez aborcję i antykoncepcję. Jak twierdzą ideolodzy klimatyzmu: mniej ludzi = czystsze środowisko. W trosce o klimat należy więc zamordować przez aborcję jak najwięcej dzieci i wmówić społeczeństwu, że chęć posiadania potomstwa to brak odpowiedzialności za naszą planetę.Kolejna ideologia w szkołach [foto]

Rząd Tuska postanowił wyciszyć na czas kampanii wyborczej temat wprowadzania do szkół przymusowej „edukacji seksualnej”, która od 1 września ma ukrywać się pod nazwą nowego przedmiotu „edukacja zdrowotna”. Rządowi propagandziści zalecają politykom unikanie tego tematu z uwagi na protesty rodziców i rosnący opór społeczny, wywoływany m.in. przez ogólnopolskie kampanie prowadzone przez naszą Fundacje. Liderzy KO mówią jednak, że obowiązkowa deprawacja w szkołach będzie, tyle tylko, że po wyborach i wprowadzana etapami. 

Kilka dni temu Ministerstwo Edukacji poinformowało, że teraz będzie za to otwarcie wprowadzać do szkół „edukację klimatyczną”. Jak powiedziała wiceminister edukacji Joanna Mucha:

„Edukacja klimatyczna jest nam wszystkim niezwykle potrzebna. Nie chcemy tworzyć oddzielnego przedmiotu edukacja klimatyczna, chcemy, by edukacja klimatyczna pojawiała się na każdym przedmiocie.”

Aby wprowadzić elementy „edukacji klimatycznej” do każdego przedmiotu szkolnego w MEN powołano specjalny zespół, który ma rekomendować zmiany w podstawach programowych oraz szkolić nauczycieli. W skład tego zespołu weszli m.in. aktywiści klimatyczni i ekologiczni.

Panie Mirosławie, na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że nie ma to nic wspólnego z „edukacją seksualno-zdrowotną”. Nic bardziej mylnego. „Edukacja klimatyczna” doskonale uzupełnia się z „edukacją seksualną”.

Wiele osób myśli, że „klimatyzm” to segregacja śmieci, sprzątnie lasów, czyste powietrze czy rzekomo ekologiczne źródła energii. Gdy mowa o „zrównoważonym rozwoju” liczni eksperci i komentatorzy medialni koncentrują się przede wszystkim na takich kwestiach jak ograniczenia sprzedaży aut spalinowych, tzw. „strefach czystego transportu”, zakazach ogrzewania własnego domu piecem czy łamaniu innych wolności obywatelskich. 

Tymczasem podstawową i fundamentalną kwestią stojącą za koncepcją „ekologizmu”, „klimatyzmu” i „zrównoważonego rozwoju” jest dążenie do redukcji populacji na całym świecie poprzez aborcję, antykoncepcję oraz upowszechnianie wśród ludzi bezdzietności.

Ideolodzy i aktywiści klimatyzmu twierdzą od wielu dziesięcioleci, że świat rzekomo czeka ogromna katastrofa z powodu przyrostu naturalnego. Niektórzy najbardziej radykalni klimatyści mówią otwarcie, że człowiek jest rakiem na ciele Matki Ziemi (!) i porównują narodziny kolejnych dzieci do rozwoju nowotworu w organizmie.

Jak możemy przeczytać na stronie jednej z brytyjskich organizacji klimatycznych:

„Możesz chronić dzieci i walczyć ze zmianami klimatycznymi oraz systematyczną degradacją środowiska jednocześnie, odmawiając prokreacji!”

Powstrzymanie się od posiadania dzieci jest zdaniem klimatystów:

„najbardziej istotną decyzją, jaką człowiek może podjąć w celu odwrócenia zmian klimatycznych”. 

Jak relacjonuje poglądy ekologistów polskojęzyczny portal Onet:

„W decyzji o posiadaniu potomka coraz więcej osób bierze pod uwagę kontekst środowiskowy, w tym szczególnie konsekwencje dla klimatu. Nieprzypadkowo. Z danych opublikowanych w 2017 r. wynika, że decyzja o nieposiadaniu dziecka redukuje potencjalne emisje gazów cieplarnianych o około 58 t. (…) Wniosek jest jeden: chcesz dbać o przyszłość planety – zrezygnuj z posiadania dzieci.”

Poddane takiej indoktrynacji i praniu mózgów społeczeństwa Zachodu faktycznie wyrzekają się posiadania dzieci. Nie chcą jednak rezygnować z rozwiązłości seksualnej, intensywnie promowanej często przez te same środowiska, które propagują klimatyzm.

Dlatego to właśnie w kontekście klimatyzmu i „zrównoważonego rozwoju” uknuto termin „praw seksualnych i reprodukcyjnych”, które to „prawa” oznaczają po prostu swobodny dostęp do aborcji. Warto w tym momencie przypomnieć, że w propagandzie aborcjonistów dziecko w łonie matki określane jest mianem „pasożyta”. Jak ostatnio informowaliśmy, posłanka lewicy Anna Maria Żukowska porównała połknięcie pigułki aborcyjnej do „tabletki odrobaczającej”. Narracja aborcjonistów do złudzenia przypomina narrację klimatystów o tym, że człowiek to „rak” na ciele naszej planety. 

Wdrażanie „praw reprodukcyjnych i seksualnych”, czyli upowszechnianie aborcji, ma rzekomo przyczynić się do ratowania środowiska. Jak stwierdzono w Deklaracji Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ, czyli tzw. „Agendzie 2030”, do roku 2030 należy na całym świecie:

„Zapewnić powszechny dostęp do świadczeń z zakresu zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego, w tym planowania rodziny [czyli aborcji].”

W imieniu Polski Deklarację „Agenda 2030” podpisał Prezydent RP Andrzej Duda. 

Właśnie na tym będzie polegać „edukacja klimatyczna” forsowana w szkołach przez MEN. 
Ideologicznym fundamentem takiej „edukacji” jest przekonanie, że narodziny kolejnych ludzi to zagrożenie dla środowiska i planety, w związku z czym na całym świecie musi zapanować powszechny dostęp do aborcji.

Trzeba przy tym zaznaczyć, że najwięksi propagatorzy klimatyzmu i „zrównoważonego rozwoju”, tacy jak np. miliarder Bill Gates, to jednocześnie sponsorzy deprawacji seksualnej i aborcyjnego przemysłu śmierci, dotujący ośrodki aborcyjne i aktywistów LGBT setkami milionów dolarów. Jednocześnie ci sami miliarderzy mają całe floty prywatnych odrzutowców oraz luksusowych samochodów spalinowych i osobiście w ogóle nie przejmują się tym, jak wiele CO2 emitują do atmosfery. 

Co powinniśmy robić w związku z kolejnymi rewolucjami szykowanymi w polskiej oświacie?

Publicznie głosić prawdę, modlić się, zmieniać świadomość społeczną, budzić sumienia Polaków, ostrzegać przed zagrożeniami oraz wspierać rodziców w wychowaniu dzieci.

Nasza Fundacja w całym kraju organizuje niezależne kampanie informacyjne oraz modlitwy różańcowe. Ostrzegamy przed skutkami aborcji oraz forsowania ideologii, propagandy i deprawacji do polskich szkół. Każdego dnia na ulicach polskich miast tysiące ludzi widzi nasze bannery, billboardy i transparenty, a także słyszy nagrania z megafonów. W rezultacie naszych akcji wiele szkodliwych zajęć i lekcji szkolnych było odwoływanych po interwencji rodziców. Coraz więcej grup i środowisk rodziców mobilizuje się lokalnie i łączy siły w walce o bezpieczeństwo swoich dzieci. 
Kolejni rodzice kontaktują się z naszą Fundacją 
prosząc o wsparcie w tematach takich jak wybór szkoły dla dziecka, przejście na edukację domową czy zasady używania smartfonów przez dzieci. Z pomocą naszych wolontariuszy tysiące ludzi regularnie modli się publicznie w swoich miejscowościach o odnowę moralną Polski.Szerokim echem odbiły się w minionych miesiącach m.in. nasze wystawy, które zorganizowaliśmy w szeregu miejscowości na terenie Wielkopolski (Konin-Chorzeń, Brzeźno, Posada, Cienin Kościelny, Budzisław Kościelny, Sompolno, Ślesin, Kuchary Kościelne i Kuny). Wystawom prezentującym prawdę na temat aborcji towarzyszyła kampania billboardowa przy trasie DK92 Konin – Koło. O naszych działaniach głośno było za sprawą lokalnych mediów, polityków, samorządowców oraz aktywistów aborcyjnych, którzy usiłowali powstrzymać nasze działania. Dzięki temu zasięg naszych akcji był bardzo duży i dotarliśmy do tysięcy osób. Podobne działania prowadziliśmy w innych rejonach kraju, m.in. na Podkarpaciu.
Musimy kontynuować te kampanie. W 2024 roku zorganizowaliśmy takich publicznych akcji ulicznych ponad 1 000 w całej Polsce. Do setek tysięcy ludzi dotarliśmy za pomocą internetu, pomimo ograniczeń, blokad i „banów” nakładanych przez korporacje zarządzające mediami. Chcemy, aby naszych kampanii ulicznych i sieciowych było jeszcze więcej, aby dotrzeć do kolejnych osób. Niezbędna jest do tego stała i regularna pomoc naszych darczyńców. Tylko w najbliższym czasie potrzebujemy ok. 16 000 zł.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest w obecnej sytuacji dla Pana możliwa, aby umożliwić nam dalsze działania i organizację kolejnych kampanii społecznych, które obudzą sumienia Polaków i zmobilizują nasze społeczeństwo do działania.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku
Mariusz DzierżawskiFundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Pedryle: Premierze, jak rzyć? Dramat lewicy w erze „prawicowego populizmu”

Premierze, jak żyć? Dramat lewicy w erze „prawicowego populizmu”

Piotr Relich https://pch24.pl/premierze-jak-zyc-dramat-lewicy-w-erze-prawicowego-populizmu/

(Fot. Nathan Howard / Reuters / Forum)

Sponsorowanej lewicy wali się świat. Podczas gdy Trump zakręca kurek z dolarami na wywrotową działalność, wielki biznes zrzuca jarzmo politycznej i ideologicznej poprawności. Nic dziwnego, że organizacje „pozarządowe”, zwracają się z niegdyś słynnym pytaniem: panie premierze, jak żyć?

Rafał Ziemkiewicz w „Strollowanej rewolucji” przekonywał, jak wielki biznes, sponsorując szaleństwa radykalnej lewicy, kupował sobie tak naprawdę bunt społeczny. Miliardy dolarów na promocję genderyzmu, inkluzywności etc. miały spacyfikować środowiska znane ze sprzeciwu wobec monopolizacji i wyzysku. Przez jakiś czas ta strategia rzeczywiście się sprawdzała. Miejsce alterglobalistów zajęły „julki” z tęczowymi włosami, których bardziej niż prawa pracownicze interesowała aborcja i tranzycje na koszt pracodawcy.

Ale to, co wydawało się sprytnym zagraniem, z czasem zaczęło odbijać się czkawką. Rzekomo udobruchani aktywiści, tym razem już sowicie opłacani i wchodzący do rad nadzorczych, zamienili się w terrorystów pasożytujących na zdrowym (to jest nastawionym na zysk) organizmie firmy.

Dość powiedzieć, że rynek polityki DEI (różnorodność, równość, włączenie) wyceniano w 2020 r. na 7,5 miliarda dolarów, z perspektywą 15 mld USD do 2026 r. W Polsce widoczny głównie za sprawą zachodnich koncernów, które obficie sponsorowały postęp rewolucji obyczajowej nad Wisłą. Ich zaangażowanie widać było szczególnie podczas miesiąca gejowskiej pychy, kiedy tęczowe loga dumnie prezentowali przedstawiciele CitiBanku, IBM, Netflixa, Ben&Jerry, Google’a, Microsoftu, Discovery TVN Polska, Avivy, Goldman Sachs, Procter & Gamble, Nielsena czy BNP Paribas.

W Polsce jednak zideologizowane korporacje nigdy nie posunęły się do tego, co zrobiły w USA. Kiedy koncerny zaczęły mówić Amerykanom jak mają żyć, serwować podstępną propagandę dzieciom oraz szantażować ucieczką do bardziej „inkluzywnych” stanów, dotychczas spokojni, zwyczajni konsumenci wpadli w szał.

Gniew ludu, wyrażony na początku w postaci bojkotu konsumenckiego, a ostatecznie przy urnie wyborczej, doprowadził do potężnego przeorania polityk wewnętrznych firm.

Z postępowych praktyk wycofały się m.in. Harley Davidson, Ford Motors, Boeing Aircrafts, Lowe’s Home Improvement, John Deere, Brown-Fordman Distilleries, Molson Coors, McDonald’s, Walmart, Target czy The Smithsonian Institution. Ale prawdziwy wiatr zmian nadszedł z Doliny Krzemowej. Politykę DEI porzucili bowiem tacy giganci jak Amazon, Meta, Google czy oczywiście X (Twitter). Koryto zostało wysuszone, a wraz z nim zniknęło pasożytnicze eldorado.

Nic dziwnego, że wszelkiej maści cenzorzy (tudzież „weryfikatorzy treści”), edukatorzy-deprawatorzy czy zawodowi aktywiści zaczęli podnosić larum. Tym bardziej, że Musk wraz z chłopakami z DOGE zakręcił również kurek z miliardami wysysanymi podstępnie z kieszeni amerykańskiego podatnika w ramach Amerykańskiej Agencji ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID).

Orzeszki – peanuts

W styczniu guru lewicowego dziennikarstwa, Fareed Zakaria podzielił się gorzką relacją z tegorocznego Davos. Jakie było jego zaskoczenie, gdy zobaczył tam „wielki globalny biznes, bardzo pozytywnie nastawiony” wobec Donalda Trumpa. Nic dziwnego. Koncerny miały już dość moralnego szantażu i ponoszenia z tej racji gigantycznych obciążeń. Zbyt długo płaciły za skutki zaklęć lewicowych propagandystów, przekonujących jakoby zatrudnianie ze względu na kolor skóry, płeć, czy orientację seksualną miało przynosić jakieś nieprawdopodobne korzyści. Szybko okazało się, że inwestycje w ideologię przynosiły niemal wyłącznie straty.

Najlepiej widać ten proces na przykładzie zjawiska ratingu ESG (środowisko, społeczna odpowiedzialność, ład korporacyjny). Mówimy tu o rynku wycenianym na 30-40 BILIONÓW dolarów, przy którym koszty polityk DEI to marne grosze, albo, jak mawiają Amerykanie – orzeszki (peanuts). Jednak mimo ogromnego zaangażowania instytucji finansowych, banków i mechanizmów administracyjnych, polityczno-poprawnościowa machina nigdy nie wskoczyła na wystarczające obroty.

Głównie dlatego, że system wymuszający zakupy wyłącznie u „etycznych” dostawców obciążonych kosztami ESG, nigdy nie został domknięty. Nie pomogły drastyczne regulacje, nie pomogły apele, nie pomogli też „świadomi” konsumenci. Masa krytyczna w postaci zdroworozsądkowego, odpornego na eko-propagandę społeczeństwa, nie została przekroczona.

Nic dziwnego, że Tim Buckely, szef Vanguard, jednego z czterech największych funduszy inwestycyjnych świata stwierdził, że „ESG nie daje żadnej przewagi nad inwestowaniem tradycyjnym”. Odpływ środków z funduszy ESG w USA odnotowano w ciągu ostatnich ośmiu kwartałów, a tylko w kwietniu 2024 r. fundusze giełdowe zajmujące się „ochroną środowiska, społeczeństwem i ładem korporacyjnym” odnotowały największe odpływy netto na poziomie 4,6 miliarda dolarów.

Nie minęło wiele czasu, jak z ekologistycznych polityk zaczęli wycofywać się sami ich twórcy; w zeszłym roku główny orędownik ESG, Black Rock opuścił szereg inicjatyw, w tym czołową grupę Net Zero Coalition 2050. Jednocześnie amerykańska prokuratura zaczęła ścigać największe fundusze inwestycyjne na świecie, zarzucając im zmowę w celu „ograniczenia produkcji węgla i sztucznego zawyżenia cen, by wygenerować kolosalne zyski”.

Od sponsora do sponsora

Jak w takich przypadkach bywa, skutki trzęsienia ziemi za oceanem czuć również u nas. O ile pomoc wielkiego biznesu miała nad Wisłą charakter bardziej okazyjny, o tyle wstrzymanie grantów z USAID spowodowało prawdziwą katastrofę. Amerykańskie środki stanowiły, jeżeli wierzyć aktywistom, od kilku do nawet 70 proc. budżetu danych organizacji.

Ciężko jednak zliczyć całkowity koszt wsparcia, ponieważ środki z USAID były dystrybuowane przez inne organizacje międzynarodowe jak ONZ, UNHCR czy WHO.

Wiadomo jednak, że szczególnie mocno oberwało się Polskiemu Forum Migracyjnemu, a w mediach najgłośniej płakali przedstawiciele Kampanii Przeciw Homofobii, którzy – jak twierdzi mec. Jerzy Kwaśniewski – już wkrótce mieli przeznaczyć amerykańskie pieniądze na podważenie konstytucyjnej ochrony małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny.

Teraz aktywistom żyjącym z „ciężko wywalczonych zagranicznych grantów” zagląda w oczy konieczność poszukiwania nowego sponsora. W tym celu organizacje POZARZĄDOWE, w teorii patrzące politykom na ręce, są gotowe prosić o pomoc… rząd.

Ale Donald Tusk to nie wujek Sam. Zawodowi działacze mogą doświadczyć podobnego traktowania, jak pozostali obywatele „uśmiechniętej Polski”. Choć w budżecie na 2025 r. znalazło się dodatkowych 70 milionów, to, cytując Bułata Okudżawę, „cukierków nie starczy dla wszystkich”. Nadzieje rozwiał również marszałek Hołownia, który – choć opowiedział się całym sercem za rozwojem społeczeństwa obywatelskiego – otwarcie przyznał, że o pieniądze na ten cel będzie bardzo trudno.

Fareed Zakaria przekonywał, że druga kadencja Trumpa to nie przypadek, lecz prawdziwa zmiana paradygmatu. Dokonujące się zmiany mają tak głęboki i strukturalny charakter, że lewicy liberalnej zaglądają w oczy całe lata, wręcz dekady „prawicowego populizmu”.

I bardzo dobrze.

Piotr Relich

KE zabija samochody spalinowe. Statki na mazut jej jednak nie przeszkadzają.

Jeden kontenerowiec w ciągu roku wytwarza tyle trujących związków, ile 50 milionów samochodów

KE zabiła samochody spalinowe. Statki na mazut jej jednak nie przeszkadzają.

Juliusz Szalek https://www.otomoto.pl/news/samochody-spalinowe

samochody spalinowe

To już pewne. Komisja Europejska zabiła samochody spalinowe. I to w tempie ekspresowym. Padła propozycja, by od 2035 roku zakazać rejestracji spalinowych aut. Mam wrażenie, że choć Komisja Europejska tego głośno nie mówi, chce drastycznie ograniczyć liczbę samochodów w ogóle, a ograniczenie emisji jest tylko narzędziem do osiągnięcia tego celu.

Komisja Europejska zaproponowała wreszcie wprowadzenie zakazu sprzedaży nowych samochodów z silnikami benzynowymi i wysokoprężnymi od 2035 roku. Propozycja znalazła się w szerokim pakiecie legislacyjnym na rzecz walki z globalnym ociepleniem. Wszystko, by zredukować emisję CO2 w transporcie o 55 proc. do 2030 roku i o 100 proc. do 2035 roku. De facto wyklucza to z rynku pojazdy napędzane paliwami kopalnymi na terenie Wspólnoty.

samochody spalinowe

Zakaz ma pomóc w przyspieszeniu przejścia na nieemisyjne pojazdy elektryczne, pytanie tylko, czy ktoś kogoś pytał o zdanie? W obliczu coraz częstszych katastrof klimatycznych sprawa wydaje się oczywista.

Elektryki są super

Nie jestem zatwardziałym petroheadem i dostrzegam potrzebę ograniczenia emisji szkodliwych cząstek spalin. Uwielbiam dźwięk silnika V8, ale z równie wielką przyjemnością wsiadam do każdego elektrycznego samochodu i wciskam gaz w podłogę. Zresztą nie trzeba mnie do nich szczególnie przekonywać i to mimo ciągle pojawiających się głosów, że elektryki są niebezpieczne, bo akumulatory, prąd z procesu spalania no i ślad węglowy. Obojętnie jakby nie liczyć, zawsze samochód elektryczny wyjdzie na plus.

Słowem, o zaletach samochodu elektrycznego mógłbym długo mówić. Nie mogę jednak wyjść z podziwu z jaką determinacją i pasją KE, a wraz z nią wiele organizacji pozarządowych, instytucji, naukowców i ekologów, uwzięło się na branżę moto i de facto wszystkich, którzy z samochodów korzystają.

Droga normy emisji spalin Euro1 do 6, a już niebawem 7, przeszła długą drogę. W ostatnich latach jednak znacznie przyspieszyła dzięki właśnie unijnym urzędnikom, którzy samochodom i ich producentom ostro przykręcili śrubę. Robili to z resztą umiejętnie i stopniowa, wciągając z dziecinną łatwością w tę grę wszystkich zainteresowanych.

Dali się wciągnąć jak dzieci

Dały się w nią wmanewrować największe koncerny motoryzacyjne i my kierowcy. Można się zastanawiać dlaczego. Afera Dieselgate była tutaj kluczowa, ale odkrycie, że nie tylko dwutlenek węgla jest groźny, ale także tlenki azotu i cząstki stałe, odtworzyły worek o nazwie emisja. Zaledwie dwóch szefów największych producentów w branży motor zwróciło ostatnio uwagę, że tempo zmian, to nie wymysł branży, a regulatora.

Prezes koncernu Stellantis, Carlos Tavares, powiedział wprost — samochody elektryczne są droższe, więc mniej ludzi będzie na nie stać. W dodatku do ich produkcji nie jest potrzebna ekspercka wiedza na temat budowy silników, zatem część osób pracujących w branży stracić z pewnością pracę.

Podczas konferencji Financial Times Future Tavares podkreślił, że przestawienie całej branży na elektryfikację nie jest korzystne. Naukowa decyzja o jej wyborze nie została podjęta jednak przez przemysł motoryzacyjny tylko regulatora. A to prowadzi nas do prostej konkluzji, skoro samochody elektryczne są droższe i będą jeszcze przez dłuższy czas, stać na nie będzie wyłącznie bogatych. Na drogach zostaną więc starsze auta o wysokim poziomie emisji. I to wszystko za sprawą urzędniczej decyzji, a nie firm motoryzacyjnych, które „musiały się tylko dostosować”.

Zabawa dla bogatych

Wtóruje mu Luca de Meo, prezes koncernu Seat, który już kilka lat temu powiedział, że elektryczną rewolucję napędzą najbogatsi, a nie młodzi czy ekolodzy. – Politycy przyzwyczaili się, że to koncerny są od spełniania wszystkich, coraz bardziej szalonych wymogów, więc wymyślają nowe, jeszcze bardziej szalone – mówił de Meo o pomyśle ograniczenie emisji z 115 g/km do 95 gr/h.

I co? I koncerny spełniły ten wymóg. Kto za to zapłacić. Pan, Pani, ja. Bo ceny samochodów, ceny technologii, które umożliwiają spełnienie tych wymogów, kosztują. A wśród producentów samochodów jakoś trudno znaleźć mi filantropów.

W wielu krajach nie chcą już samochodów spalinowych. Lawina ruszyła. Samochody spalinowe są be i kropka. Odnoszę wrażenie, że z dużą ulgą znaleziono wspólnego wroga. Motoryzację, która zdaniem wielu odpowiedzialna jest za wszelkie zło na ziemi, ocieplenie klimatu, burze i nawet trzęsienie ziemi, gradobicie i koklusz, jak mówił klasyk.

Europa jak Kuba

Tak się jednak dziwnie składa, że ci, którzy lobbują za szybkim zakazem ich rejestracji, nie uczestniczą w wielkim torcie o nazwie przemysł motoryzacyjny. A chcą tego najbardziej i najszybciej Dania, Norwegia, Holandia i Belgia.

Jeśli uznać prognozę Tavaersa za słuszną można odnieść wrażenie, że Unia Europejska niedługo może przypominać Kubę. Z jedną różnicą. Tam stare samochody spalinowy były w cenie, bo na nowe było embargo, kubański rząd jednak nie starał się nakładać na istniejące auta kolejnych ograniczeń. W UE jest jasne, że wcześniej czy później pałka się znajdzie. W zasadzie już się znalazła. To dyrektywa dotycząca opodatkowania wyrobów energetycznych, która może od 2023 roku drastycznie podnieść ceny benzyny i węgla. Jak wyliczyła „Rzeczpospolita”, jeśli polski rząd nie znajdzie sposobu na łagodzenie skutków tej podwyżki, głównie chodzi o akcyzę, litr paliwa może kosztować nawet 8 zł.

1 statek = 50 mln samochodów

Na koniec chyba najważniejsze. Jak twierdzi brukselski think-tank Transport&Environment (T&E), samochody spalinowe odpowiadają za 12 proc. całej emisji gazów cieplarnianych w Europie. Życzyłbym sobie, aby z równie dużą determinacją i zaciętością, być może nawet symetryzmem, Komisja Europejska wzięła się za inne gałęzie gospodarki: przemysł, rolnictwo, ale także transport, szczególnie lotniczy i morski.

Jeden kontenerowiec w ciągu roku wytwarza tyle trujących związków, ile 50 milionów samochodów

Dlaczego? Bo jak się okazuje, największymi trucicielami na świecie nie są samochody spalinowe, a kontenerowce i branża lotnicza. Jak pisze brytyjski „The Guardian”, tylko jeden duży kontenerowiec wytwarza tyle trujących związków w ciągu roku, ile 50 milionów samochodów. Paliwo statków, czyli mazut, produkt uboczny rafinacji ropy, zawiera 2 tysiące razy więcej siarki niż olej napędowy wlewany do baków samochodów. Zdaniem specjalistów transport morski odpowiada za 18 do 30 procent światowego zanieczyszczenia tlenkami azotu i stoi za 9 procentami zanieczyszczenia tlenkami siarki.

Z kolei jeden Boeing 747 w ciągu 24h lotu emituje tyle CO2, ile 250 aut przez rok. Specjaliści zauważają także, że spaliny wypuszczane do atmosfery na dużej wysokości są dodatkowo znacznie groźniejsze dla klimatu, niż te, pozostawiona tutaj na ziemi.

Winni jesteśmy sobie sami

Moglibyśmy się przerzucać kto jest bardziej winny, kto w większym stopniu odpowiada za katastrofę klimatyczną, na progu której stoimy [gówno prawda.. md] . Nie ma to znaczenia, bo dotyczy ona wszystkich nas – ludzi. Dlaczego jednak unijni urzędnicy i ekolodzy nie zajmą się tropieniem szkodliwych emisji w innych gałęziach gospodarek? Bo samolotem wygodnie polatać, a kontenerowiec kopci z dala o ich oczu? Tego nie wiem.

Nie twierdzę, że samochody spalinowe nie mają negatywnego wpływu na środowisko. Jednak uważam, że na zmiany klimatyczne wpływ ma znacznie więcej dziedzin gospodarki niż sama motoryzacja. Warto to zauważyć opowiadając o emisji, zagrożeniach związanych ze szkodliwymi cząstkami i wygodnym życiu.

Roberto de Mattei: Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony

Roberto de Mattei: Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony

https://pch24.pl/roberto-de-mattei-kto-wytrwa-do-konca-ten-bedzie-zbawiony

(Fot. David Macchi/Flickr, lic. CC BY-NC-ND 2.0)

Kościół katolicki pogrąża się w wielkim kryzysie – zarówno doktrynalnym, jak i moralnym. Cierpienia Kościoła powinny jednak umacniać naszą wiarę. Kiedy Matka Boża patrzyła na Mękę Chrystusa, Jej miłość Boga wzrastała. Tak samy wzrastajmy i my, trwając w Kościele. Bo jak powiedział nasz Pan, kto wytrwa do końca – ten będzie zbawiony. Pisze o tym włoski historyk, profesor Roberto de Mattei.

Jak wyjaśniają teologowie, Kościół założony przez Jezusa Chrystusa jest Królestwem Bożym na tym świecie, wypełnieniem Odkupienia, doskonałością dzieła Ducha Świętego, najchwalebniejszą manifestacją Trójcy Świętej.

Uwielbienie Trójcy Świętej jest ostatecznym celem Kościoła i całego stworzenia. Świętość Boga, Jednego i Trójjedynego, stanowi przyczynę świętości Kościoła, który ze swej natury jest wewnętrznie święty, czysty i niepokalany, nawet jeśli składa się z grzeszników. O tej świętości świadczą jego członkowie. Niezależnie od tego, jak wielkie może być zepsucie w Kościele, zawsze będzie wystarczająca liczba świętych, którzy zachowują prawdziwą wiarę i prowadzą życie w doskonałości.

Świętość Mistycznego Ciała nie wymaga, by wszyscy jego członkowie byli święci, ale by w ogóle byli święci i by ich świętość jawiła się jako owoc zasad i reguł świętości powierzonych Kościołowi przez Chrystusa (Conrad Algermissen, The Church and the Churches, Morcelliana 1942, s. 3-15).

Niestety, ten nadprzyrodzony wymiar Kościoła jest obcy nie tylko tym, którzy go zwalczają, ale czasami także tym, którzy go bronią. Kościół zawsze miał swoich przeciwników i obrońców, ale dziś istnieje ryzyko, że nawet ci drudzy mogą postrzegać go w taki sam sposób, jak biznes lub ruch polityczny.

Na przykład papież Franciszek często jawi się jako przywódca polityczny, a nie następca Piotra. Jednak poza wątpliwościami dotyczącymi sprawowania przez niego rządów i jego wizerunku w mediach, pozostaje on prawowitym Wikariuszem Chrystusa, 266. papieżem Kościoła katolickiego.

Prawowitymi następcami Apostołów są również kardynałowie do których należy wybór jego następcy. Jednak kontrowersje wokół postaci panującego papieża rozciągają się również na Święte Kolegium, ze względu na błędy publicznie wyznawane przez niektórych kardynałów i skandale obyczajowe, które słusznie lub nie, przypisywane są niektórym z nich. Skandale i błędy towarzyszyły życiu Kościoła od samych jego początków, a Kościół ustanowił w trybunały, które mogły weryfikować oskarżenia i nakładać na winnych należne kary kościelne. Niepokojącym faktem jest dziś to, że wyroki skazujące i uniewinniające są ogłaszane w mediach, zanim zostaną ogłoszone w kościelnych salach sądowych, co przekreśla tradycję dyskrecji i sprawiedliwości, która zawsze charakteryzowała wewnętrzne działania Kościoła.

W ostatnich dniach prasa międzynarodowa zwróciła szczególną uwagę na sprawę peruwiańskiego kardynała Juana Luisa Ciprianiego Thorne’a, arcybiskupa Limy. Zgodnie z rekonstrukcją sprawy przeprowadzoną 25 stycznia przez hiszpański dziennik El País, został poddany przez Stolicę Apostolską środkom ograniczającym jego działalność publiczną i używanie insygniów kardynalskich oraz związanych z jego miejscem zamieszkania. Dzieje się tak, ponieważ papież wydaje się uważać, że jest on winny poważnych przestępstw w kwestiach moralnych i nałożył na niego sankcje karne. Nikt nie zna dowodów, na których opierają się te sankcje. Na razie kardynał Cipriani zadeklarował niewinność i zaprzeczył, jakoby nie przestrzegał przepisów prawa. Podobnie zachował się peruwiański arcybiskup José Antonio Eguren, który był zaangażowany w niedawne wydarzenia związane z likwidacją Sodalitium Christianae Vitae. Potępił on to, że został poddany procesowi, w którym nie przestrzegano jego praw, sugerując, że Stolica Apostolska postępuje na poziomie prawnym, stosując praktyki niegodne Kościoła Chrystusowego.

Istnieje ryzyko, że na nadużycia moralne, o które oskarżani są ci prałaci, nałożą się równie poważne nadużycia prawne. Może to wywołać mgłę niepewności wokół licznych skandali, które w ostatnich latach pontyfikatu dotknęły Kolegium Kardynalskie, począwszy od sprawy amerykańskiego kardynała Theodore’a McCarricka, który został usunięty ze stanu duchownego przez papieża Franciszka w lutym 2019 r. za nadużycia seksualne.

Miesiąc później, w marcu 2019 r., emerytowany arcybiskup Santiago de Chile Ricardo Ezzati Andrello, mianowany kardynałem przez samego papieża Bergoglio w 2014 r., musiał zrezygnować ze stanowiska arcybiskupa za tuszowanie doniesień o wykorzystywaniu seksualnym nieletnich. W tym samym czasie we Francji kardynał Philippe Barbarin został skazany na sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu za niezgłoszenie nadużyć seksualnych popełnionych przez księdza w jego diecezji. Chociaż wyrok skazujący został później uchylony w wyniku apelacji w styczniu 2020 r., Barbarin złożył rezygnację ze stanowiska arcybiskupa Lyonu, którą papież Franciszek przyjął w marcu 2020 r.

24 września 2020 r. papież Franciszek przyjął zrzeczenie się przez kardynała Becciu „praw związanych z kardynalatem”, w tym prawa do udziału w przyszłym konklawe. Becciu był zamieszany w skandal związany z inwestycjami w nieruchomości w Londynie. Zawsze twierdził, że jest niewinny, ale w grudniu 2023 r. sąd watykański, złożony wyłącznie ze świeckich sędziów, skazał go na pięć lat i sześć miesięcy pozbawienia wolności, z bezterminowym pozbawieniem prawa do pełnienia funkcji publicznych za przestępstwa finansowe, w tym defraudację, pranie pieniędzy, oszustwa, wymuszenia i nadużycie urzędu. Z drugiej strony, sprawa kardynała Óscara Rodrígueza Maradiagi, arcybiskupa Tegucigalpy, koordynatora grupy powołanej do doradzania papieżowi w sprawie zarządzania Kościołem, nie wydaje się mieć żadnych konsekwencji karnych. W 2017 r. honduraski kardynał znalazł się w centrum oskarżeń o niegospodarność finansową, w tym o przyjmowanie dużych sum pieniędzy od Katolickiego Uniwersytetu Hondurasu, którego był kanclerzem, ale nie zrezygnował ze urzędu arcybiskupa diecezji aż do 2023 r., kiedy ukończył 81 lat.

Skandale doktrynalne i moralne przenikają obecnie całe ciało społeczne Kościoła, zniekształcając jego wizerunek. Każdy, kto odwiedza wspólnoty kościelne, wie, w jak smutnej sytuacji znajduje się wiele z nich. Obraz przedstawia oportunistycznych i tchórzliwych proboszczów; biskupów nastawionych na biznes, ignorantów w dziedzinie teologii i prawa kanonicznego; przełożonych zakonów bardziej zainteresowanych organizowaniem lobby w swoich kongregacjach niż dobrem wiernych; zakonników i zakonnice niezadowolonych z Kościoła, lekceważących swoje śluby zakonne. Nie wspominając już o stanie ruiny, w jakim znajdują się budynki kościelne, gdy nie są wspierane przez państwo lub pieniądze z Unii Europejskiej; najbardziej uderzające jest jednak niechlujstwo i obojętność, z jaką sprawowana jest Najświętsza Ofiara Mszy, coraz bardziej odległa od apostolskiej, nie tylko w formie, ale także w duchu.

Czy jest to powód, aby widzialny Kościół wyrzucić z pogardą za burtę? Nie tak postąpiłaby Matka Boża, która u stóp Krzyża tylko umocniła swoją miłość do zranionego Ciała naszego Pana. Kościół na ziemi jest samym Chrystusem, przeżywanym w mistyczny sposób. Historia Kościoła odzwierciedla Jego życie. Całe życie Syna Bożego było Drogą Krzyżową i takie jest życie Kościoła poprzez niespokojne wydarzenia historii. Tak jak w życiu Jezusa po Wielkim Piątku nastąpiła triumfalna Niedziela Wielkanocna, tak członkowie Kościoła pewnego dnia będą uczestniczyć w Jego uwielbieniu, Dlatego Jezus powiedział do swoich uczniów: „Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 24, 13-14).

Rany zadawane Kościołowi przez jego członków muszą zatem umacniać naszą wytrwałość i naszą ufność w nieskazitelność Kościoła. Im bardziej Kościół cierpi, tym bardziej musi wzrastać nasze pragnienie jego wywyższenia i uwielbienia.

Wielkoduszne serca ufają w ostateczny triumf Kościoła. Kościół zajaśnieje, święty i niepokalany –  nie tylko na końcu czasów, ale także w historycznej przyszłości, którą da nam Opatrzność, zgodnie ze swoimi nieznanymi nam planami.

Roberto de Mattei

Źródło: corrispondenzaromana.it Pach

Muchy bzyczą: „Klimatyczna” ofensywa rządu Tuska. Ministerstwo Edukacji chce propagandy w „każdym przedmiocie”

„Klimatyczna” ofensywa rządu Tuska. Ministerstwo Edukacji chce propagandy w „każdym przedmiocie”

https://pch24.pl/klimatyczna-ofensywa-rzadu-tuska-ministerstwo-edukacji-chce-propagandy-w-kazdym-przedmiocie

(fot. PAP/Radek Pietruszka)

Rząd Tuska dał kolejny sygnał, że propaganda ideologiczna jest stałym, o ile nie najważniejszym, elementem jego programu. Wiceminister edukacji, Joanna Mucha stwierdziła podczas konferencji prasowej, że antynaukowa ideologia ekologizmu „ma” być implementowana do wszystkich przedmiotów.

Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej wiceminister poinformowała, że w grudniu za pieniądze polskich podatników powołano w tym celu specjalny zespół, jednak w „trybie roboczym” pracuje od lata ubiegłego roku.

– Edukacja klimatyczna jest nam wszystkim niezwykle potrzebna – przekonywała Mucha. – Wciąż powtarzam, że ta zmiana, która wiąże się z trendem klimatycznym, zdefiniuje nasze życie na kolejne dekady, jeśli nie setki lat, więc naszym obowiązkiem jest przygotowanie uczniów do tego, że by żyli w tym zmieniającym się świecie, żeby odnajdywali się na zmieniającym się rynku pracy (…), gdzie „zielone kompetencje” będą niezwykle istotne, być może będą kluczowe – powiedziała.

Jednak na tworzeniu dziwotworów słownych w rodzaju „zielonych kompetencji” sprawa się nie skończyła, gdyż polityk dodała, że zespół ma stanowić wsparcie dla Ministerstwa Edukacji Narodowej przy tworzeniu podstawy programowej, przy wprowadzaniu propagandy „klimatyczno-środowiskowej” do szkół oraz do edukacji, która będzie odbywała się w każdym wieku i na każdym etapie życia.

– Nie chcemy tworzyć oddzielnego przedmiotu edukacja klimatyczna; chcemy, by pojawiała się na każdym przedmiocie, w określonym oczywiście zakresie – zaznaczyła Mucha.

Oświadczyła, że edukacja klimatyczno-środowiskowa ma być holistyczna i interdyscyplinarna (cokolwiek to oznacza), ponadprzedmiotowa, a jednocześnie lokalna oraz by dawała uczniom poczucie sprawczości (uwaga – j.w.). Ma chodzić o to, by dzieci rozejrzały się „w swojej małej ojczyźnie i z niej czerpały zasoby edukacyjne związane z klimatem”.

Mucha przekazała, że w skład zespołu wchodzi 36 rzekomych „specjalistów” z różnych dziedzin. Są wśród nich przedstawiciele organizacji pozarządowych, środowisk akademickich i nauczycielki uczące w szkole, popularyzatorzy i aktywiści, a także tzw. „edukatorzy ekologiczni”. To m.in. prof. Szymon Malinowski, Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego, Mirosław Proppe z WWF Polska czy aktywistka Dominika Lasota.

Zgodnie z zapowiedziami MEN, 1 września 2026 r. nowa podstawa programowa wejdzie do klas I i IV szkół podstawowych oraz do przedszkoli, a rok później – 1 września 2027 r. – do szkół ponadpodstawowych.

Źródło: PAP

Kolejny mord księdza. Ksiądz z Kłobucka został napadnięty, skrępowany i zamordowany.

Ksiądz z Kłobucka został napadnięty, skrępowany i zamordowany

https://pch24.pl/ksiadz-z-klobucka-zostal-napadniety-i-zamordowany

W czwartkowy wieczór miał miejsce brutalny napad na księdza z plebanii parafii Matki Boskiej Fatimskiej w Kłobucku. 59-letni duchowny został skrępowany i zamordowany. Nieoficjalne informacje, które dotarły do mediów, mówią o prawdopodobnym motywie rabunkowym zbrodni.

Według lokalnego portalu klobucka.pl, posługujący w miejscowej parafii ksiądz wjechał wieczorem do garażu położonego przy plebanii. Na podwórzu sprawca bądź sprawcy napadli, skrępowali i zamordowali go w piwnicy.

„Na plebanii parafii obecnie pracują policyjni technicy. Z nieoficjalnych informacji wynika, że morderstwo może mieć charakter rabunkowy” – czytamy w informacji zamieszczonej przez DziennikZachodni.pl. Śledczy podejrzewają to gdyż podczas Mszy świętej ksiądz poinformował o sumie zebranej łącznie podczas tegorocznej kolędy.

Aspirant Michał Tomanek z zespołu prasowego śląskiej policji powiedział PAP, że policjanci w jednym z budynków mieszkalnych przy ul. Kochanowskiego w Kłobucku ujawnili zwłoki 59-letniego mężczyzny. [Nie piszą, że zamordowano KSIĘDZA md]

– Wstępne ustalenia wskazują, że to zdarzenie ma charakter kryminalny. Do sprawy na ten moment został zatrzymany jeden mężczyzna. Na miejscu trwają czynności pod nadzorem prokuratora – dodał. [Już przesądza przyczynę.. md]

Piotr Wróblewski z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie przekazał PAP, że w czwartek wieczorem osoba przechodząca ulicą zgłosiła policji, że słyszy odgłosy awantury, krzyki – jakby ktoś potrzebował pomocy. – Policja w ciągu kilku minut była na miejscu, ujawniono uciekającego mężczyznę, który po pościgu został zatrzymany. W budynku parafii zostały ujawnione zwłoki księdza – zrelacjonował prok. Wróblewski.

Prawdopodobnie w piątek zostanie wydane formalnie postanowienie o wszczęciu śledztwa.

Śledczy nie przesądzają [sic!!! md] tego jaką rolę w morderstwie odegrał 52-latek, którego policja zatrzymała po bezpośrednim pościgu. Próbował on zbiec z miejsca zbrodni.

Koniec USAID. Pomór lewicy w Polsce?

Koniec USAID. Pomór lewicy w Polsce?

https://pch24.pl/koniec-usaid-pomor-lewicy-w-polsce

Organizacje lewicowe w Polsce od kilku dni są na skraju załamania nerwowego. Trudno się dziwić: prezydent USA Donald Trump podjął decyzję o skutkach dla wielu tych organizacji po prostu druzgocących. Wstrzymał pomoc finansową udzielaną im w ramach programu USAID. Cierpią lewicowe media, cierpią grupy promigracyjne i „progejowskie”.

Część z nich znalazła się w sytuacji bez wyjścia – bez pomocy z rządu USA grozi im po prostu likwidacja.  

Tysiące, setki tysięcy, miliony dolarów…

Lista organizacji zależnych od amerykańskiego programu pomocowego robi wrażenie. Stowarzyszenie na rzecz osób LGBT Tolerado (49,7 tys. dol.), Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę (48,5 tys. dol., na program LGBT Plus Me); Federacja Znaki Równości (30 tys. dol.), Fundacja Herstory (39,7 tys. dol.); Fundacja Wspomagania Wsi (ok. 100 tys. dol., w tym na budowę społeczności LGBT na obszarach wiejskich)… To tylko drobny element dużego lewicowego środowiska, które dostawało amerykańskie pieniądze, wybrałem grupy otwarcie progejowskie. Kwoty, ktoś powie, nie są wcale takie duże. Znany aktywista LGBT „Bart” Staszewski napisał w serwisie „X”, że robienie wokół tego afery jest niepotrzebne, bo chodzi w sumie o „drobne” pieniądze.

UWAGA! DŁUGĄ LISTĘ ORGANIZACJI, KTÓRE OTRZYMYWAŁY WSPARCIE Z USA, ZAMIESZCZAMY NA DOLE TEKSTU

Czy na pewno? Kiedy zsumuje się wszystkie dotacje, jakie popłynęły w ostatnich latach z USAID dla tylko dla organizacji pro-gejowskich, kwota zrobi się wcale niebagatelna: mówimy w końcu o dolarach, trzeba to wszystko jeszcze czterokrotnie zwiększyć, żeby otrzymać wynik w złotówkach… Tymczasem każde kilka, kilkanaście tysięcy to sfinansowanie miesięcznej pracy jakiegoś lewicowego aktywisty. Zaangażowany w krzewienie wywrotowych tęczowych idei człowiek przez miesiąc może zrobić nie mało. Proszę to teraz przełożyć na wszystkich opłacanych przez miesiące i lata aktywistów…

Jakie te pieniądze dawały rezultaty, nie da się stwierdzić jednoznacznie; ale przecież nie trafiały w próżnię. Wystarczy jednak eksperyment myślowy: ilu ludziom namieszano w głowach w polskich wsiach, wspierając budowę wiejskich społeczności LGBT? To konkrety: ktoś mógłby w ogóle nie przejmować się tematyką rewolucji seksualnej, ale w swojej własnej wsi „do ręki” wciśnięto mu jakieś materiały. Zainteresował się, poczytał, zaczął zmieniać myślenie… Kropla drąży skałę nie siłą, lecz częstym padaniem. Nierzadko nie chodziło zresztą tylko o „krople”. Przykładowo organizacja „Kampania Przeciw Homofobii” miała obiecane 350 tysięcy złotych na kampanię społeczną o związkach partnerskich. Tych już całkiem konkretnych pieniędzy jednak nie otrzyma. W efekcie nie powstanie szereg publikacji wspierających ideę związków jednopłciowych, nie pojawią się też być może jakieś billboardy i tak dalej. Gdyby Trump USAID nie zatrzymał – to wszystko by zaistniało. Jest różnica, prawda?

Problem z wyborami

Pomoc z USA mogła też pośrednio wpływać na wynik wyborów. Przykładem „Latarnik Wyborczy” – znana inicjatywa, która ma podpowiadać wyborcom, na jaką partię powinni głosować w związku ze swoimi poglądami. „Latarnik” był finansowany częściowo ze środków unijnych, częściowo właśnie z USAID (za pośrednictwem „The German Marshall Fund of the United States”. „Latarnik” jest bardzo promowany w mediach lewicowych i centrowych. Co ciekawe, nawet część dziennikarzy z tych mediów uważała, że inicjatywa jest „lewoskrętna” – takie głosy pojawiały się w „TOK FM” czy na Oko.press”. Lewoskrętność miałaby polegać na takim ustawieniu pytań, że klikanie odpowiedzi „tak” – co miałoby być w internecie typowe – promuje partie lewicowe. Rzeczywiście, jeżeli tak podejść do „Latarnika”, choćby wersja przed wyborami do PE w 2024 roku sugerowała głosowanie na KO czy Lewicę niż na PiS albo Konfederację. Z drugiej strony gdy ja sam wykonałem ten „test” dla wyborów do PE, wynik był jednoznacznie „prawicowy”. Lewicowy krytycy „Latarnika” wskazywali, że projekt miał być adresowany głównie do niezdecydowanych wyborców, a co za tym idzie – mógł w ich ocenie po prostu premiować centrum i lewicę, w efekcie stanowiąc formę finansowanego z zagranicy wpływu na polskie wybory. To też zupełnie namacalny konkret – a przecież ewentualna „lewoskrętność” Latarnika to tylko drobiazg. Prawdziwym problemem dla polskiej polityki są poglądy szerzone przez aktywistów i dziennikarzy zupełnie wprost agitujących za partiami lewicowymi, właśnie na podstawie zagranicznego wsparcia…

Problem z mediami

Pieniądze straciły też takie media jak „Krytyka Polityczna”, „Tygodnik Powszechny” czy „Kultura Liberalna”. Każde „kilka stów” to jakiś artykuł. Lewicowa propaganda może albo zatruwać infosferę, albo nie – to zależy tylko od pieniędzy, które teraz przestają płynąć…  W sieci pisze się też dużo o „Gazecie Wyborczej”, która miałaby otrzymać 20 mln zł z USAID; jednak portal „Niezależna.pl”, który podał tę informację, artykuł później usunął. Chodziłoby o nieprecyzyjne informacje dotyczące faktycznego adresata pomocy; dziennikarze śledczy pewnie wkrótce to ustalą. Wiadomo jednak na przykład, że „Gazeta Wyborca” współpracowała z podmiotami zrzeszającymi reporterów przedstawiających się jako „niezależni”, a otrzymujących wsparcie właśnie z USAID. Ta praca się teraz po prostu skończy, bo dla pieniędzy z Ameryki – nie ma alternatywy.

Pozbawieni wsparcia dziennikarze piszą o tym wprost. Na łamach „Wyborczej” już siódmego lutego ukazał się artykuł pt. „Trump tnie, bigtechy zmieniają front. Czy Unia podoła wyzwaniu”, który napisali Wojciech Cieśla i Anna Gielewska z „Fundacji Reporterów”. Przyznali, że kilka lat temu świadomie zdecydowali się na ubieganie się o zagraniczne granty. Teraz, bez wsparcia z USA, są w kropce: w Unii Europejskiej nie ma analogicznych programów wsparcia. Cieśla i Gielewska przytaczają przykłady swojej działalności i trudno zaprzeczyć, że część z niej mogła być wartościowa (to na przykład opisywanie potencjalnych skandali finansowych z udziałem polityków z obozu PiS). Z drugiej strony pisali też na przykład o „rosnących wpływach Ordo Iuris”, oczywiście w ujęciu alarmistycznym. Teraz z tym wszystkim koniec.

Zamrażając USAID administracja Donalda Trumpa zadała lewicowym organizacjom w Polsce naprawdę bolesny cios. W debacie, która rozpętała się po tej decyzji, często wskazuje się na całkowity szok: w przeszłości środki z Ameryki płynęły do tych grup regularnie, nie tylko za Bidena, ale również za „poprzedniego Trumpa”. Lewicowcy wprawdzie nie kwestionują prawa Waszyngtonu do tego, by wsparcie zatrzymać, ale twierdzą, że zaszkodzi to demokracji.

Takie twierdzenie trzeba zdywersyfikować. Środki z USAID płynęły w Polsce na wiele inicjatyw jednoznacznie ideologicznych i lewackich. Do tej grupy należą organizacje LGBT czy na przykład różne grupy działające na obszarze migracji, również otrzymujące środki (np. Polskie Forum Migracyjne). Odcięcie im finansowania jest jednoznacznie pozytywne. Myślę, że zgodzi się z tym nawet wielu Polaków, którzy nie są wcale przekonanymi konserwatystami. Ostatecznie mało kto uważa, że finansowanie przez obce mocarstwo określonego projektu ideologicznego jest rzeczą chwalebną – a z tym mieliśmy do czynienia.

Osobnym problemem są media czy jakieś w ogóle „ośrodki dziennikarskie”. Na pozór wydaje się, że krytycy Donalda Trumpa mają rację: dobre dziennikarstwo trudno utrzymać na gruncie czysto komercyjnym. Ludzie nie chcą płacić za rzetelne treści, woląc klikać w darmowy kontent niskiej jakości.  Na przestrzeni ostatnich lat widać zresztą dramatyczny upadek internetowej „prasy”. W tej perspektywie tylko „demokratyczna pomoc” z USA czy innych krajów mogłaby ratować rzetelne dziennikarstwo. Tak jednak nie jest. Nikt nie kwestionuje, że trzeba patrzeć rządowi na ręce i ujawniać afery finansowe. Tym między innymi zajmowali się na przykład wzmiankowani wyżej dziennikarze z „Fundacji Reporterów”. Jednak już po przejęciu władzy przez Donalda Tuska pisali o… Marcinie Romanowskim czy Danielu Obajtku. Komu patrzy się na tu na ręce? Jasne, te sprawy też należy wyjaśniać, ale z perspektywy interesu publicznego o wiele ważniejsze jest przyglądanie się temu, co robią ministrowie rządu Tuska, a nie ludzie związani z dawnym obozem władzy. Wsparcie od liberalnej administracji Bidena najwyraźniej wiązało się jednak z innym kierunkiem zainteresowania. W ten sposób dziennikarstwo zależne od zagranicznych grantów pozwalało się nierzadko sprowadzić do bycia narzędziem w sporze politycznym, po jednej stronie.

Z oczywistych względów dyskutujemy w ostatnich dniach o finansowaniu organizacji i mediów przez rząd Stanów Zjednoczonych. Trzeba jednak pamiętać, że USAID to przecież tylko jeden z elementów całej układanki. W grze są jeszcze pieniądze z wielu innych krajów, od Niemiec po Norwegię. Do tego dochodzą duże pieniądze przekazywane polskim podmiotom przez ośrodki prywatne ze sztandarową Open Society Sorosa na czele.

Zależność – tylko od czytelników

Cała ta afera, sądzę, powinna prowadzić do jednego wniosku: warto postawić na inny model. Na przykład taki, w jakim funkcjonuje PCh24.pl. Nasz portal jest wydawany przez Stowarzyszenie ks. Piotra Skargi. To polska organizacja – wspierana wyłącznie przez polskich darczyńców. Żadnych dotacji od rządu w Warszawie, żadnych od rządu w Waszyngtonie – ani grosza od jakichkolwiek zorganizowanych podmiotów. PCh24.pl działa dlatego, że chcą tego czytelnicy portalu i widzowie kanału PCh24 TV oraz wszyscy ci, którzy wspierają dzieła Stowarzyszenia ks. Skargi. Wydaje się, że tego rodzaju model funkcjonowania jest autentyczną gwarancją niezależności: jedyną naszą zależnością jest podleganie wierze Kościoła katolickiego i sympatii tych, którzy chcą z naszych dzieł korzystać. Pewnie, nasza działalność może się wielu ludziom nie podobać: zbyt konserwatywna, za mało ekumeniczna, niesynodalna… Piszemy i mówimy to, w co wierzymy i co uważamy za obiektywnie prawdziwe – a nie to, do czego „zachęca” finansowa sugestia zagranicznych ośrodków.

Można mieć tylko nadzieję, że w ten sposób będzie chciało funkcjonować coraz więcej organizacji i mediów, stawiając na Polaków i własnych czytelników, a nie na obce granty.

To, uważam, po prostu kwestia elementarnej uczciwości.

Paweł Chmielewski

LISTA ORGANIZACJI

Listę – bynajmniej niepełną – opublikował portal „Money.pl”. Jak podali autorzy, nazwy projektów zostały zaczerpnięte bezpośrednio z bazy USAspending.gov. Prezentujemy tutaj te elementy listy, które mają wydźwięk wyraźnie ideologiczny.

  1. Fundacja Kulawa Warszawa (75 tys. dol.). Autorski projekt teatralny – warsztaty i spektakl finałowy z polską młodzieżą z niepełnosprawnościami. Wrzesień 2023-luty 2025;
  2. Stowarzyszenie na rzecz osób LGBT Tolerado (49,7 tys. dol.) M.in. organizacja VI Kongresu Miast Maszerujących. Wrzesień 2023-listopad 2024;
  3. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę (48,5 tys. dol.). LGBT Plus Me: wzmacnianie polskiej młodzieży jako sojuszników LGBT+. Wrzesień 2023 – listopad 2024;
  4. Federacja Znaki Równości (30 tys. dol.). Wzmocnienie pozycji członków społeczności LGBTQI+ wchodzących na rynek pracy. Promowanie certyfikatu DEI. Wrzesień 2023-2024;
  5. Fundacja Herstory (20 + 19,7 tys. dol.). Budowanie potencjału aktywistów i usługodawców pracujących ze społecznością LGBTQI+ w Polsce poprzez programy edukacyjne, warsztaty, sesje mentorskie dla terapeutów, personelu medycznego edukatorów. Dodatkowo projekt edukacyjny Rainbow Empowerment;
  6. My, rodzice – Stowarzyszenie matek i ojców sojuszników osób LGBTQIA (16,5 tys. dol.). Projekt dot. różnorodności w rodzinie. Wrzesień 2021-lipiec 2022;
  7. Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego (17,8 tys. dol.). Wsparcie projektu prawa osób LGBTI w praktyce – szkolenia dla prawników. Wrzesień 2021-grudzień 2022;
  8. Kampania Przeciw Homofobii (14,9 tys. dol.). Warsztaty korporacyjne sojuszników LGBTQIA. Lipiec 2022-październik 2023;
  9. Fundacja Wspomagania Wsi (84,1 tys. + 18,9 tys. dol.). Organizacja warsztatów liderskich i mentoringu dla 24 uczestników oraz budowanie wspierających społeczności dla osób LGBT+ na obszarach wiejskich;
  10. Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu (80 tys.). Prowadzenie szkoleń i wspierania rozwoju treści przez polskich dziennikarzy w celu poprawy jakości relacjonowania kwestii związanych z sytuacją Ukraińców, w tym powrotu uchodźców i odbudowy ich kraju (trwa do maja 2025). Wrzesień 2024-grudzień 2025;
  11. Fundacja im. Kazimierza Pułaskiego (74,8 tys. dol.). Budowanie potencjału i zdolności kształtowania polityki międzynarodowego centrum zwycięstwa Ukrainy oraz wspieranie ukraińskich działaczy społeczeństwa obywatelskiego z siedzibą w Polsce. Czerwiec 2022–czerwiec 2023;
  12. Stowarzyszenie Demagog (40 tys. dol.). Pokrycie kosztów organizacji całorocznego programu dotyczącego umiejętności korzystania z mediów/sprawdzania faktów. Wrzesień 2024-czerwiec 2025;
  13. Europejska Fundacja Kosmiczna (40 tys. dol.). Częściowe koszty projektu Artemis Day, który jest częścią European Rover Challenge 2023 Inspiration Zone. Kwiecień 2023-grudzień 2025;
  14. Fundacja New Space (39,8 tys. dol.). Organizacja programu Splot Artemis Generation. Celem projektu jest zaangażowanie młodych entuzjastów eksploracji kosmosu. Sierpień 2024-sierpień 2025;
  15. Fundacja Pro Futuro (20 tys. dol.). Program edukacyjny dla ukraińskich uchodźców: pracuj w swojej dziedzinie. Wrzesień 2023-styczeń 2024;
  16. Fundacja Owiro (20 tys. dol.). Pokrycie kosztów projektu: Pomoc psychologiczna dla społeczności niesłyszących w Polsce. Sierpień 2023-grudzień 2024;
  17. BoMiasto (17 tys. dol.). Częściowe koszty związane z projektem: Śląsk – region węglowy w transformacji – integracyjny dialog na rzecz przejścia na czyste źródła energii. Sierpień 2021-sierpień 2022;
  18. Fundacja Galicia Jewish Heritage Institute (150 tys. dol.). Na wsparcie trzyletniego projektu edukacyjnego: Edukacja, pamięć, działanie. Budowanie sieci nauczycieli i edukatorów w całej Polsce. Wrzesień 2024-czerwiec 2027;
  19. Muzeum Historii Żydów Polskich Polin (60,3 tys. dol.). Rekrutacja i podróż 12 nauczycieli uczestniczących w programie szkoleniowym dla nauczycieli holokaustu w USA w latach 2020-2021. Program przedłużany. Marzec 2020 – grudzień 2026;
  20. Fundacja Zapomniane (20 tys. dol.). Projekt: Przyszłość naszej przeszłości. Przywrócenie zapomnianego dziedzictwa polskich Żydów. Wrzesień 2023-maj 2024;
  21. Fundacja Szkoła z Klasą (137,5 tys. dol.). Młodzież projektuje dla społeczeństwa („Impuls. Szkolny Warsztat Zmian”). Wrzesień 2024-maj 2027;
  22. Fundacja Centrum Edukacji Obywatelskiej (ok. 177 tys. dol.) na pokrycie kosztów organizacji 9-dniowej akademii obywatelskiej 2023 dla uczniów szkół średnich (marzec 2023-luty 2025) oraz na pokrycie kosztów programu Szkoła Demokracji dla przedstawicieli samorządów uczniowskich w polskich szkołach (sierpień 2024-czerwiec 2025);
  23. Kraków miastem startupów (18,1 tys. dol.). Organizacja dwóch hackatonów. Wrzesień 2024-styczeń 2025;
  24. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty (35 tys. dol.). Wsparcie American Film Festival. Sierpień 2023 – styczeń 2026;
  25. Fundacja „Tygodnika Powszechnego” (10 tys. dol.). Częściowe koszty organizacji „Lekcji czytania” w projekcie literatura amerykańska. Czerwiec 2022-marzec 2023;
  26. Helsińska Fundacja Praw Człowieka (9,2 tys. dol.). Dokumenty Stanów: pokaz amerykańskich filmów dokumentalnych o prawach człowieka na 24. MFF Watch Docs. Sierpien-grudzień 2024;
  27. Miejska Biblioteka Publiczna im. Jana Pawła II w Opolu (3 tys. dol.). Programy i warsztaty dotyczące kultury, społeczeństwa i nauki amerykańskiej oraz zakup książek i płyt DVD w programie America@Your Library. Wrzesień 2024-grudzień 2025).

Wolność polska jako kult działań pozornych

„Wolność polska jako kult działań pozornych”

Autor: CzarnaLimuzyna , 13 lutego 2025 https://ekspedyt.org/2025/02/13/wolnosc-polska-jako-kult-dzialan-pozornych/

“Wrogowie symetrii”  – Awatary Tuska i Kaczyńskiego nad mapą Polski 2025/ AIX

Tytułową myśl przytoczył niedawno, nie pierwszy już raz, Stanisław Michalkiewicz. W oryginale autorem tej refleksji był Otto Magnus von Stackelberg pełniący funkcję rosyjskiego ambasadora w I Rzeczpospolitej.

Wolność polska ujawniała się zawsze w sferze imaginacji i przyzwyczaiła ten naród do kultu działań pozornych.

Otto Magnus von Stackelberg wiedział co mówi. To on osobiście położył solidne podwaliny pod czymś co wyrosło i w wybujałej formie należy do podstawowych insygniów władzy dzisiejszej demokracji europejskiej: kija i marchewki. Zjawisko dawniej znane jako jurgielt, dziś nazywane jest, w nielicznych porywach szczerości, demokracją sponsorowaną.

Stackelberg decydował m.in. o jurgielcie dla członków tzw. Rady Nieustającej.

“Rada Nieustająca (łac. Consilium Permanens) – Powołanie Rady Nieustającej odbyło się pod wpływem  Katarzyny II i stanowiło jedną z decyzji działającego w latach 1773–1775 Sejmu Rozbiorowego. Projekt Rady opracował ambasador rosyjski Otto Magnus von Stackelberg. Nazywano ją „Zdradą Nieustającą”. /na podstawie historiabeztajemnic.pl/

Jednym z pięciu departamentów Rady był: “Departament Interesów Cudzoziemskich”. A dziś?

Złośliwi twierdzą, że  jedną z najbardziej charakterystycznych różnic pomiędzy krajami rozwiniętymi a krajami rozwijającymi się jest różnica w rozwinięciu metod korupcji. Niezliczona liczba stypendiów, grantów i synekur jest jedną z największych zdobyczy demokracji liberalnej. Sponsorowanie piątej kolumny w Polsce przez USAID jest jednym z wielu przykładów.

Wolność polska jako kult działań pozornych. Tajemnice i pomówienia Poliszynela

Czy porównanie obfitego Unijnego Ciała opiniotwórczo- ustawodawczego do wdzięków ladacznicy jest pomówieniem Poliszynela czy jego tajemnicą? „Mądrej głowie dość dwie słowie”.

Wracając do tematu działań pozornych. Podam jeden, lecz jakże dobitny przykład.

Słowo “idioci” aż ciśnie się na usta. Idioci albo coś ponadto. Reforma narzędzia ideologicznego za pomocą którego dokonuje się zrównoważonego rozboju?

– Reforma?

Przypomina to reformę w czasach Absolutnej Dystopii, gdy zarządzeniem “Ministerstwa Miłości” zmniejszono liczbę przydziału magazynków do karabinów plutonu egzekucyjnego albo zmniejszono liczbę dronów bombardujących o 10%.

W dzisiejszych czasach w skład „Rady Nieustającej” wchodzą prawie wszystkie partie polityczne. Rodzaj i zakres działań pozornych ustawiony jest w zależności od inteligencji i stopnia zbydlęcenia poszczególnych elektoratów.

Apel otwarty Ruchu JOW do Prezydenta RP i kandydatów na Urząd Prezydenta

Apel otwarty do Prezydenta RP i kandydatów na Urząd Prezydenta

7 lutego 2025 http://jow.pl/apel-otwarty-do-prezydenta-rp-i-kandydatow-na-urzad-prezydenta/

Apel otwarty do Prezydenta RP i kandydatów na Urząd Prezydenta

APEL OTWARTY
do Prezydenta RP Andrzeja Dudy

oraz kandydatów na prezydenta RP –
Magdaleny Biejat,
Grzegorza Brauna,
Szymona Hołowni,
Marka Jakubiaka,
Wiesława Lewickiego,
Macieja Maciaka,
Sławomira Mentzena,
Karola Nawrockiego,
Rafała Trzaskowskiego,
Marka Wocha,
Adriana Zandberga

o podjęcie kwestii zmiany ordynacji wyborczej do Sejmu i wprowadzenia ordynacji większościowej
opartej o regułę jednomandatowych okręgów wyborczych.

My, niżej podpisani uczestnicy Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, zwracamy się z apelem otwartym do Prezydenta RP i kandydatów na prezydenta RP, o rozpoczęcie działań politycznych na rzecz wprowadzenia ordynacji wyborczej do Sejmu RP opartej o regułę jednomandatowych okręgów wyborczych JOW.

Obecny głęboki kryzys polityczny polskiego państwa, z łamaniem Konstytucji RP oraz poszczególnych ustaw przez władzę wykonawczą za akceptacją władzy ustawodawczej, a przy narastającym chaosie władzy sądowniczej, drastycznie odsłonił fundamentalną wadę ustrojową polskiego państwa. Jest nią proporcjonalna, oparta na listach partyjnych, ordynacja wyborcza do Sejmu. Jej ostatecznym efektem jest trwająca już ponad 30 lat negatywna selekcja polskich polityków i ich narastające poczucie wyższości, buty i bezkarności.

Proporcjonalna ordynacja wyborcza do Sejmu odbiera obywatelom ich bierne prawo wyborcze, gdyż nie mogą kandydować do Sejmu jako obywatele. Mogą kandydować jedynie z partyjnych list wyborczych za zgodą i po akceptacji kierownictw poszczególnych partii. Ta ordynacja czyni równocześnie fikcję z czynnego prawa wyborczego, gdyż obywatele mogą głosować jedynie na kandydatów już wybranych przez partyjne oligarchie na ich listy wyborcze. W konsekwencji wybory stały się quasi demokratyczną fasadą ustroju oligarchii partyjnych, a formalny ustrój demokracji politycznej jest w rzeczywistości ustrojem partyjnej oligarchii.

Najgroźniejszym skutkiem proporcjonalnej ordynacji do Sejmu jest brak bezpośredniej zależności posłów, a w konsekwencji polityków, od wyborców, czyli ogółu społeczeństwa. Posłowie, a co za tym idzie polscy politycy, są bowiem bezpośrednio zależni od kierownictw swych partii, gdyż to one decydują o ich możliwości kandydowania. Acz również określają ich szanse wyborcze, decydując o kolejności na liście. Wybierani w ten sposób politycy nie są i nie czują się bezpośrednio zależni od wyborców, co tworzy ich poczucie wyższości w stosunku do społeczeństwa, a w rezultacie buty i bezkarności, z efektami w postaci korupcji i niekompetencji, aż po autorytarne, a nawet totalitarne skłonności.

To bowiem nie indywidualne i grupowe cechy aktualnie rządzącej koalicji partyjnej są przyczyną bezprawnych jej działań. One je co najwyżej wzmacniają i rozszerzają. Przyczyna jest ustrojowa. A dowodem na to było łamanie Konstytucji i poszczególnych ustaw przez poprzedni rząd, i to z poparciem ówczesnej opozycji, w trakcie tzw. pandemii Covid-19. Złamano Konstytucję wprowadzając na masową skalę okresowe zakazy działalności gospodarczej, powszechne zakazy zgromadzeń czy wręcz nieprzewidziane w prawie karnym swoiste areszty domowe na podstawie decyzji urzędników powiatowych, aż po totalitarne praktyki przymusu zaszczepień w MON eksperymentalnymi preparatami. I stało za tym również poczucie wyższości, buty i bezkarności ówcześnie rządzących oraz ta sama przyczyna – brak bezpośredniej zależności od wyborców i społeczeństwa, przez proporcjonalną ordynację wyborczą do Sejmu. Nigdy wszak nie zbadano przyczyn prawie 200 tys. nadmiarowych zgonów w Polsce w latach 2020-22, ponad 6 tys. na milion mieszkańców (0,6% ludności kraju), co jest najwyższym wskaźnikiem w Europie.

Założony w 1993 roku we Wrocławiu przez śp. prof. Jerzego Przystawę Ruch Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, zdiagnozował patologiczną rolę proporcjonalnej ordynacji wyborczej do Sejmu i wysunął postulat naprawy III RP w postaci zmiany ordynacji i wprowadzenia ordynacji większościowej, opartej na regule jednomandatowych okręgów wyborczych. Mimo bezwzględnej medialnej i politycznej oraz naukowej cenzury, postulat wprowadzenia JOW stał się po ponad 30 latach działalności Ruchu postulatem znaczącej części społeczeństwa polskiego. W ogólnopolskim sondażu dla portalu w Polityce.pl z lipca 2022 roku, w odpowiedzi na pytanie jaka ordynacja wyborcza w wyborach parlamentarnych powinna obowiązywać w Polsce, aż 33 proc. respondentów wskazało na ordynację większościową JOW, 16 proc. na ordynację proporcjonalną, 11 proc. na ordynację mieszaną, a 40 proc. nie miało zdania.

Wprowadzenie ordynacji JOW jest wszakże niemożliwe drogą parlamentarną, gdyż jej przeciwnikiem są wszystkie parlamentarne partie polityczne oraz panujący establishment polityczny, medialny i naukowy. Usunięcie zaś tych partii z parlamentu jest praktycznie niemożliwe właśnie przez ordynację proporcjonalną, wzmocnioną ich dotowaniem z budżetu państwa. Jedyną drogą demokratyczną jest odwołanie się do bezpośredniej woli społeczeństwa i wprowadzenie zmiany ordynacji poprzez ogólnokrajowe referendum, dzięki odpowiedzi „Tak” na pytanie:

Czy jest Pani/Pan za zmianą ordynacji wyborczej do Sejmu i wyborem 460 posłów w 460 jednomandatowych okręgach wyborczych o porównywalnej wielkości, z jedną turą głosowania, równą dla wszystkich uprawnionych obywateli swobodą kandydowania, z równym limitem wydatków na kampanię wyborczą i publicznym liczeniem głosów w okręgowych komisjach wyborczych?

Wymaga to politycznej mobilizacji polskiego społeczeństwa. A tę mobilizację ktoś zawsze musi zacząć.

Panie Prezydencie RP!

Zwracamy się do Pana z apelem o ogłoszenie ogólnokrajowego referendum w kwestii wprowadzenia większościowej ordynacji wyborczej do Sejmu opartej na regule jednomandatowych okręgów wyborczych, z jednoznacznym pytaniem referendalnym i ogłoszenia daty referendum na dzień I tury wyborów prezydenckich. Apelujemy równocześnie o uniemożliwienie lub co najmniej zasadnicze utrudnienie bojkotu tego referendum przez instytucje polskiego państwa, jaki zdarzył się przy referendum w 2015 roku – od Państwowej Komisji Wyborczej, przez media publiczne, a na samorządach terytorialnych kończąc.

Państwo kandydaci na Prezydenta RP!

Zwracamy się do Państwa z apelem o podjęcie w trakcie prezydenckiej kampanii wyborczej kwestii zmiany ordynacji wyborczej do Sejmu i wprowadzenia ordynacji większościowej opartej o regułę jednomandatowych okręgów wyborczych.

Polska, styczeń 2025

Podpisy:
Agnieszka Białek, nauczycielka, przedsiębiorca, uczestniczka Ruchu JOW od 2015
Józef Białek, publicysta, wydawca, uczestnik Ruchu JOW od początku
Piotr Biliński, architekt, uczestnik Ruchu JOW od 2015, organizator konferencji JOW
Wojciech Błasiak, dr n. społecznych, Krajowy Koordynator Ruchu JOW 1996-2006
Krzysztof Bukiel, lekarz, prezes OZZL 1991-2022, uczestnik Ruchu JOW od wielu lat
Krzysztof Cena, profesor, uczestnik Ruchu JOW od jego założenia
Mirosław Dakowski, profesor, Krajowy Koordynator Ruchu JOW
Robert Grzeszczyk, uczestnik Ruchu JOW od wielu lat
Elżbieta Hibner, dr n. tech., uczestnik Ruchu JOW od 2015, działacz samorządowy i rządowy
Jan Jagielski, były koordynator Ruchu JOW w woj. Świętokrzyskim
Antoni Kamiński, profesor, uczestnik Ruchu JOW od jego założenia
Tomasz J. Kaźmierski, profesor, Rektor PUNO w Londynie, Prezes Stowarzyszenia JOW
Ryszard Kijak, członek Zarządu Krajowego OZZL, uczestnik Ruchu JOW od 25 lat
Wojciech Kocik, uczestnik Ruchu JOW od 2012 roku
Krzysztof Końca, uczestnik Ruchu JOW od 2007
Andrzej Kostka, optymista JOW od początku
Henryk Kula, mgr inż., członek Stowarzyszenia Solidarność Walcząca, uczestnik Ruchu JOW
Bogdan Lewicki, uczestnik Ruchu JOW od wielu lat
Aleksander Matwiejszyn, uczestnik Ruchu JOW od wielu lat
Tomasz Mianowicz, publicysta i historyk, uczestnik Ruchu JOW od wielu lat
Paweł Olewiński, uczestnik Ruchu JOW od 2012 r.
Grzegorz Osowski, uczestnik Ruchu JOW od wielu lat
Agnieszka Przystawa, uczestnik Ruchu JOW od 1993 r.
Stanisław Sauć, uczestnik Ruchu JOW od 1993 r.
Dariusz Skarżyński, uczestnik Ruchu na rzecz JOW
Maciej Skwara, uczestnik Ruchu JOW od 2012 r.
Piotr Smoter, Radny Rady Miejskiej w Nysie, uczestnik Ruchu JOW
Jan Staniek, uczestnik ruchu JOW od 2000 r.
Włodzimierz Urbańczak, uczestnik Ruchu JOW od 1998 r.
Piotr Wojtasik, prezes Nyskiego TSK, działacz Ruchu na rzecz JOW, radny Nysy 2014-2018
Marek Wolf, w JOW od początku tj. od marca 1993 r.
Edward Wóltański, woJOWnik antykomunistyczny SW, uczestnik Ruchu JOW od 1994 r.
Antoni Wysocki, uczestnik Ruchu JOW od początku

Zaszufladkowano do kategorii O JOW | Otagowano

Ramię “Bestii” sięgnie głębiej. Tusk podpisał kolejny cyrograf. Cyberniebezpieczeństwo.

Ramię “Bestii” sięgnie głębiej. Tusk podpisał kolejny cyrograf

Autor: CzarnaLimuzyna , 13 lutego 2025

Sundar Pichai; Donald Tusk/AIX

Dostęp do danych wrażliwych oraz tworzenie i kontrola algorytmów zarządzających przepływem informacji oraz możliwość kontroli umysłów (zarządzanie percepcją danej populacji) to łakomy kąsek.

Niestety, dwie ostanie ekipy (PiS i KO) kontrolę nad tym fragmentem rzeczywistości powierzają ośrodkom o najwyższym stopniu niewiarygodności. Przedtem Izraelowi, a teraz Google.

Premier Donald Tusk i szef Google Sundar Pichai podpisali memorandum ws. wykorzystania sztucznej inteligencji w dziedzinach energetyki, cyberbezpieczeństwa i innych /Polsatnews.pl/

Słowa klucze to „CYBERBEZPIECZEŃSTWO i innych”. Inne obszary to podobno „ochrona zdrowia”.  W kontekście ostatnich doświadczeń z big farmą należy zapytać: Ochrona czy niszczenie?

Cyberniebezpieczeństwo

Prezes Google Sundar Pichai, powiedział, że rozmawiał z Tuskiem o “ogromnych szansach dla Polski w dziedzinie sztucznej inteligencji”.

Proponuję spojrzeć na to z perspektywy ogromnej, ostatniej klęski w dziedzinie inteligencji naturalnej.

Tam gdzie nie działają moralność i inteligencja naturalna, sztuczna niewiele pomoże tym bardziej, że nie jest inteligencją, lecz zbiorem programów korzystających z ocenzurowanej i zideologizowanej bazy danych. Będzie udoskonalonym  narzędziem inwigilacji, cenzury i represji.

Dlaczego Google a nie polscy naukowcy?