Od strony admina widać, że MEMy są prawie dwa razy częściej czytane, niż artykuły polityczne. A prawie pięć razy – niż apele Krucjaty Różańcowej.
Tymczasem – jestem pewien, że Polskę można uratować jedynie, czy głównie, przez zwrócenie się do Pana Boga w Trójcy świętej – oraz do Królowej Nieba i ziemi.
Ale – ponieważ dużo czytelników wybiera MEMy, to będę je dawał dalej. Niech służą…
Atak samochodowy w Monachium na ludzi przeprowadził kierowcą, którym jest 24-letni afgański azylant. Samochód potrącił wielu pieszych, a kierowca został aresztowany. Niemieckie media podały, że rannych zostało około 28 osób.
Do tego zamachu typowego dla terroryzmu islamskiego doszło w czwartek 13 lutego w stolicy Bawarii, Monachium. Burmistrz Monachium w oświadczeniu stwierdza, że jest „głęboko wstrząśnięty” atakiem na przechodniów.
Atak nastąpił tuż przed rozpoczęciem Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, na której spotykają się przedstawiciele światowej dyplomacji. Rozpędzony samochód prowadzony przez Afgańczyka wjechał w tłum.
Dieter Reiter, burmistrz Monachium związany z SPD, informował, że wśród rannych są dzieci. Do ataku doszło zaledwie kilka tygodni po podobnym, tragicznym ataku samochodowym w Magdeburgu, który wstrząsnął Niemcami.
Sprawcą staranowania samochodem tłumu jest 24-letni Afgańczyk ubiegający się o azyl, o czym poinformował wiceprezes monachijskiej policji Christian Huber. Bawarski minister spraw wewnętrznych Joachim Herrmann poinformował, że sprawca przebywa w Niemczech legalnie, chociaż jego wniosek o azyl został odrzucony. Był znany policji, m.in. z handlu narkotykami.
Stolica Bawarii przygotowuje się również na przyjęcie do niedzieli czołowych polityków z całego świata, w tym wiceprezydenta USA J.D. Vance’a, na tradycyjnej konferencji, której jednym z głównych tematów będzie wojna rozpętana przez Rosję na Ukrainie.
Starożytni Rzymianie, którzy każde spostrzeżenie zaraz ubierali w postać pełnej mądrości sentencji, mawiali, że „habent sua fata libelli” – co się wykłada, że książki mają swoje losy. I oto na naszych oczach, za sprawą pana profesora Rafała Pankowskiego sprawdza się trafność tego spostrzeżenia. Ten pan Pankowski to osobliwa postać w ruchu robotniczym, bo pod pewnym względem podobny jest do ciotki felietonisty warszawskiej „Kultury” „Hamiltona”. Otóż ten Hamilton, który pozował na przestarego starca, tak naprawdę nazywał się Jan Zbigniew Słojewski i wolne chwile spędzał w winiarni „U Hopfera”, dzisiaj już nieistniejącej. Była tam jedna ława i jeden duży stół, za którym przeważnie siedział właśnie Hamilton, a reszta towarzystwa lokowała się, gdzie kto mógł – przeważnie na pustych kartonach po winie – zaś pani Stasia nalewała każdemu, ile kto chciał.
Otóż ten Hamilton napisał kiedyś o swojej ciotce, która miała takie dziwne natręctwo, że nie mogła wziąć na kolana kota, żeby mu zaraz nie szukać pcheł. Pan Rafał Pankowski jest do niej podobny, ale przy tym podobieństwie są i różnice. Pan Pankowski nie szuka żadnych pcheł, tylko antysemitników i ma takie natręctwo, że nie tylko widzi antysemitnika pod każdym krzakiem, ale w dodatku – zaraz go demaskuje przed surową ręką sprawiedliwości ludowej. Na tym uciułał sobie rozmaite naukowe tytuły a także inne wyrazy uznania, wśród których, niczym perła w koronie, błyszczy nagroda od żydowskiej Ligi Antydefamacyjnej z Nowego Jorku, którą wręczył mu – niestety nie „sam główny Srul” – tylko delegat Ligi na Europę, pan Srulewicz. No cóż; jak to mówią, dobra psu i mucha.
Więc tym razem pan Pankowski i różni inni tropiciele – bo jak w jakiejś branży jest koniunktura, to zaraz pojawiają się entreprenerzy – a tak się składa, że koniunktura w branży tropienia antysemitników jest dziś wyjątkowo dobra – wytropił książkę pod tytułem „Księga win Judy”, którą wznowił pan Przemysław Holocher w wydawnictwie Magna Polonia. Tytuł jest mylący, bo sugeruje, że chodzi o wina, produkowane przez Judejczyków w Izraelu – a tymczasem książka skupia się na rozmaitych łajdactwach, których sprawcami mają być Żydowie.
Tropiciele antysemitników twierdzą, że to wszystko nieprawda, że niemiecki autor Wilhelm Meister, który tak naprawdę nazywał się Paul Bang, wszystko to sobie wyssał z brudnego palca. Skąd wiedzą, skąd on to sobie wyssał – tajemnica to wielka, bo autor, znaczy się – Wilhelm Meister napisał tę książkę w roku 1919, kiedy pana Rafała Pankowskiego jeszcze nie było na świecie (i komu to przeszkadzało?). Najwyraźniej jednak wspomniane natręctwo zmusza go, by karmił się takimi lekturami, a potem odkryte rewelacje tak go rozpierają, że w dyrdy biegnie do najbliższego posterunku Milicji Obywatelskiej i składa stosowne doniesienie. W związku z tym pan Przemysła Holocher właśnie dostał powiestkę z komisariatu, by złożył zeznania w sprawie myślozbrodni, znaczy – żeby przyznał się do wszystkiego, a zwłaszcza – propagowania „faszystowskiego ustroju państwa” – chociaż w roku 1919 to nawet Mussolini dopiero zaczynał eksperymentować z faszyzmem, a o Hitlerze nikt jeszcze nie słyszał. Ale to bez znaczenia, bo jak niezależny prokurator, a potem niezawisły sędzia odbierze telefon: wiecie rozumiecie, wy z tego całego Holochera to zróbcie marmoladę, taką, wiecie – pokazuchę – to chyba nikt nie ma wątpliwości, że posypią się piękne wyroki.
Ale co robi przewidujący i niezależność prokuratury i niezawisłość sądów i potrzeby pana Rafała Pankowskiego, który musi przecież zarobić na bułeczkę i masełko – Stwórca Wszechświata? Stwórca Wszechświata dopuszcza tak zwane przypadki. Oto premier bezcennego Izraela, Beniamin Netanjahu, wykonując manewr ucieczki do przodu przed więzieniem, sprowokował przy pomocy Mosadu „niespodziewany” atak rakietowy złowrogiego Hamasu na Izrael ze Strefy Gazy. W części dna morskiego należącego do Strefy Gazy, odkryto bowiem bogate złoża gazu i ropy, więc bezcenny Izrael bez wahania uderzył na Strefę Gazy, rozpoczynając w ten sposób operację ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej. Oczywiście o żadnym więzieniu nie było już od tej chwili mowy, a Beniamin Netanjahu, jako mąż opatrznościowy, stanął na czele izraelskiego rządu jedności narodowej. Wprawdzie ta cała Gaza została zrównania z ziemią, niczym warszawskie getto po stłumieniu powstania przez generała SS Jurgena Stroopa – ale złowrogiego Hamasu nie udało się wybić, ani nawet – odebrać z jego szponów izraelskich zakładników. Poza tym w USA zmieniła się ekipa, więc bezcenny Izrael zawarł ze znienawidzonym Hamasem zawieszenie broni, w ramach którego zakładnicy stopniowo są wypuszczani, podobnie jak palestyńscy więźniowie – w proporcjach 30 Palestyńczyków za jednego Żyda.
Tymczasem prezydent Trump przyjął premiera Netanjahu, jako pierwszego zagranicznego gościa w Białym domu i po dwustronnych rozmowach poinformował opinię międzynarodową, że USA chcą przejąć Strefę Gazy, uprzątnąć gruz i urządzić tam śródziemnomorski kurort – ale przedtem zamierzają przesiedlić 2 miliony tamtejszych Palestyńczyków. Na razie nie wiadomo dokąd, bo ani Egipt, ani Jordania, gdzie ci Palestyńczykowie mieliby – oczywiście dla własnego dobra, jakże by inaczej? – zostać przesiedleni, nie chcą o niczym słszeć, podobnie jak Palestyńczykowie – ale już wiadomo, jaki jest rozkaz. Premiera Netanjahu, który się temu przysłuchiwał, jakby ktoś na sto koni wsadził. Nic dziwnego, skoro Lebensraum tak się zaczyna poszerzać, to jakże się nie radować? Radowałby się z tego nawet wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler, a przecież premier Beniamin Netajnahu nie jest od niego gorszy.
No dobrze – ale gdzie tych Palestyńczyków przesiedlić? Gdyby żył Heinrich Himmler, Reinhardt Heydrich i Adolf Eichmann, to można by rozważyć ewentualne przesiedlenie ich „na Wschód” – ale żaden z tych specjalistów już nie żyje. W tej sytuacji muszę złożyć pomysł racjonalizatorski, by wykorzystać do tego doświadczenia zdobyte podczas kolektywizacji w ZSRR. Otóż pewien kontyngent chłopów wywieziono na Wyspę Zajęczą na Oceanie Lodowatym i tam zostawiono, tak, jak stali. Po roku komisja, która przybyła zobaczyć, co i jak, nie zastała już nikogo żywego, tylko białe kości, starannie oczyszczone przez morskie ptactwo. Dokonał się recykling, w dodatku nie tylko nieszkodliwy dla planety, tylko przeciwnie – pożyteczny. Dzięki temu lepiej rozumiemy przyczyny dla których prezydent Trump chciałby przyłączyć do USA Grenlandię, a także Kanadę. Moim zdaniem Kanada jest nawet lepsza, bo na kanadyjskim terytorium Nunawut jest sporo wysp na Oceanie Lodowatym, chyba nawet bezludnych, albo w najgorszym razie zasiedlonych przez jakąś stację badawczą, którą przecież można by zawsze przenieść gdzie indziej – i sprawa załatwiona. I pomyśleć, że w czasie, gdy starsi i mądrzejsi właśnie kreują nową postać świata, naszym przeznaczeniem jest zajmowanie się myślo-zbrodniami. Co za hańba, co za wstyd!
Gigant medialny Disney wycofuje się ze swoich działań w ramach lewackiego programu DEI, czyli różnorodności, równości i inkluzji. To kolejna z dużych firm, która przestaje kłaniać się w pas LGBT.
Koniec z promocją LGBT
Jak podaje „New York Post”, Disney już nie bawi się w „Reimagine Tomorrow”, czyli program, który zakładał między innymi, że 50% regularnych i powracających postaci w produkcjach Disneya będzie pochodzić z grup „niedostatecznie reprezentowanych”.
Chodziło o przedstawianie wyłącznie w pozytywnym świetle społeczności LGBT czy czarnoskórych i obsadzanie ich w głównych rolach.
W 2022 roku wyciekło nagranie z firmowej wideokonferencji, podczas której komuś się wymsknęło, że „niedostatecznie reprezentowanych” trzeba sztucznie promować w produkcjach filmowych. Inną formą działań na tym polu było np. ograniczanie do minimum zwrotów „panie i panowie, chłopcy i dziewczęta”, aby nie obrażać osób transseksualnych. Robiono to całkiem na poważnie, to nie jest żart.
Znów trzeba ubierać się normalnie
Ponadto Disney podjął decyzję, że wycofuje się z ostatniej „aktualizacji” „The Disney Look”, czyli wytycznych dotyczących wyglądu i ubioru pracowników.
Od teraz firma nie będzie zachęcać, by ludzie „celebrowali autentyczne przejawy przynależności do danych grup społecznych”, a także by „wyrażali swoją kulturę i indywidualność”. W ostatnich latach robiono to w celu „stworzenia bardziej inkluzywnego środowiska pracy”. Tłumacząc na język zrozumiały, chodziło o zezwalanie i promowanie dziwactwa, by ludzie zaczęli uznawać to za coś normalnego.
Napisy „ostrzegające” wycofane
To nie koniec zmian. Przed kreskówkami „Dumbo” i „Piotruś Pan” a także innymi starszymi produkcjami, w których doszukano się np. rasizmu, nie będą wyświetlać się „ostrzegające” napisy.
„Ten program zawiera negatywne obrazy i/lub złe traktowanie ludzi lub kultur. Te stereotypy były błędne wtedy i są błędne teraz. Zamiast usuwać te treści, chcemy przyznać się do ich szkodliwego wpływu, wyciągnąć z nich wnioski i zainicjować dyskusję, aby wspólnie stworzyć bardziej inkluzywną przyszłość. Disney jest zaangażowany w tworzenie historii o inspirujących i aspiracyjnych tematach, które odzwierciedlają bogatą różnorodność ludzkich doświadczeń na całym świecie” – takie „ostrzeżenie” wyświetlało się przed „niewłaściwymi” treściami. Niewłaściwymi z punktu widzenia niedawnego, lewackiego, etapu mądrości.
Od teraz wyświetlany będzie jedynie krótki komunikat: „Ten program jest prezentowany w oryginalnej formie i może zawierać stereotypy lub negatywne przedstawienia”.
Odwrót od DEI
Komentatorzy sugerują, że decyzja Disney’a może być związana z szerszym trendem w amerykańskim biznesie. Firmy obawiają się odpływu klientów, ale i potencjalnych procesów sądowych chociażby za dyskryminację osób nienależących do mniejszości.
Z programów różnorodności i równości zdążyły się się wycofać m.in. Walmart, Meta, Google, Microsoft, Zoom, Boeing, Ford, Toyota, Harley-Davidson, Jack Daniels czy John Deere.
Pewne działania podjął też nowy prezydent USA. Trump niedawno nakazał zakończenie programów DEI w administracji federalnej i u jej kontrahentów. Disney jest najwyraźniej kolejną firmą, która ma dość elastyczny kręgosłup i szybko dostosowuje się do nowej rzeczywistości. Po promocji LGBT niebawem nie będzie śladu, bo wielu firmom nigdy nie zależało na żadnej różnorodności czy równości (w złym znaczeniu), ale robili to, bo takie były trendy. Tak się jednak złożyło, że nowe trendy wyznacza Trump, który środowiskom LGBT, BLM i tym podobnym kłaniał się nie będzie.
Prezydent USA Donald Trump oświadczył w środę, że chciałby natychmiast zlikwidować Departament Edukacji (DOE). Nazwał ten resort „wielkim oszustwem”.
– Chciałbym, żeby został zamknięty natychmiast. Departament Edukacji to wielkie oszustwo – stwierdził prezydent Donald Trump.
Jak dodał, chce podzielić DOE na różne sekcje, które miałyby być zarządzane przez poszczególne stany. Krytykował pracowników resortu za pracę zdalną oraz pełnienie wielu stanowisk jednocześnie. Wyraził frustrację obecną strukturą departamentu.
W ubiegłym tygodniu Trump mówił, że chciałby zamknąć DOE za pomocą rozporządzenia wykonawczego. Jak przyznał, będzie potrzebował poparcia Kongresu oraz związków zawodowych nauczycieli, aby spełnić swoją obietnicę wyborczą.
Plany zamknięcia resortu edukacji wzbudziły obawy lewicy dotyczące wpływu tej decyzji na ochronę uczniów, pomoc finansową dla szkół oraz nadzór nad prawami edukacyjnymi dzieci niepełnosprawnych. Przeciwnicy projektu zwracają uwagę, że likwidacja DOE mogłaby zakłócić przepływ miliardów dolarów federalnego finansowania, które wspiera edukację w placówkach od przedszkoli po 12. klasę oraz pomaga w opłacaniu czesnego.
AP wskazuje, że zapowiedź zamknięcia departamentu koliduje z obecnym stanem rzeczy. Większością wydatków DOE i jego działalnością zarządza Kongres USA.
Planowane przez Trumpa rozporządzenie nakazałoby szefowej resortu rozpoczęcie jego likwidacji. Naciskał on także na Kongres, aby uchwalił odpowiednie przepisy w celu rozwiązania DOE.
W Białym Domu Trump zażartował niedawno na temat pierwszego zadania dla Lindy McMahon, jego kandydatki na sekretarza Departamentu Edukacji.
– Chcę, żeby Linda sama pozbawiła się pracy – stwierdził Donald Trump, cytowany przez AP.
Już w kampanii wyborczej Republikanin obiecywał zamknięcie resortu. Deklarował, że został zinfiltrowany przez „radykałów, fanatyków i marksistów”.
Każdego dnia pojawia się kolejne potwierdzenie tego, że przed polską opinią publiczną celowo ukrywane są istotne informacje dotyczące przyszłości polityki migracyjnej.
Powód jest prosty – trwa kampania wyborcza, a koalicja rządząca w Polsce chce za wszelką cenę „domknąć system” za pomocą swojego prezydenta i wtedy wszystko to, o czym dziś mówić wyborcom nie chce, będzie mogło zostać bez problemów wprowadzone w życie.
Donald Tusk / (aldg) PAP/Albert Zawada
Wbrew tym oczekiwaniom zaczynają powoli wychodzić na jaw szczegóły planów dotyczących relokacji migrantów do Polski, mimo iż władze starają się unikać tematu albo przy pomocy nowych wrzutek kreować kolejne, zastępcze.
Kampania w Niemczech
Nie pomagają w tym Niemcy, którzy sami są na finiszu kampanii parlamentarnej, więc politycy pod presją opinii publicznej – pokazują jak twardą prowadzą politykę wobec… no właśnie, Polski. Tym samym muszą trochę zepsuć narrację swoim sojusznikom w Warszawie, bo waży się ich osobisty, polityczny los. I tak Republika Federalna Niemiec, która jednostronnie przedłużyła kontrole na wszystkich swoich granicach do września 2025 roku, oficjalnie argumentuje swoje działania koniecznością ochrony przed nielegalną migracją i przemytnikami ludzi. MSW Niemiec podkreśla, że skutecznie ogranicza liczbę wniosków azylowych oraz deportuje nielegalnych migrantów. W praktyce jednak oznacza to wzmocnienie granic niemieckich i jednoczesne zrzucenie problemu migracyjnego na sąsiadów, w tym Polskę.
Jak relacjonuje na łamach portalu Tysol.pl dziennikarka zajmująca się tematyką polityki niemieckiej i relacji między naszymi krajami, Aleksandra Fedorska – tamtejsza policja federalna, która pełni w Niemczech obowiązki służby granicznej, będzie po marcu dalej przeprowadzać kontrole na wszystkich granicach Niemiec, wstępnie do września 2025 roku. Co więcej, niemiecki rząd, wnioskując w Brukseli o przedłużenie kontroli granicznych, przedstawia migrację jako poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa i stabilności kraju.
Polska pod ścianą
Tymczasem w Parlamencie Europejskim politycy związani z obozem rządzącym w naszym kraju spotykają się z jednoznacznym przekazem od przedstawicieli sojuszniczych frakcji: Polska nie zostanie zwolniona z realizacji paktu migracyjnego. Hiszpański eurodeputowany Juan Fernando López Aguilar mówi wprost – wszystkie państwa członkowskie muszą się podporządkować i wdrożyć obowiązki wynikające z przepisów migracyjnych.
Obecny rząd, który w kampanii wyborczej przekonywał Polaków, że kraj nie zostanie objęty przymusową relokacją migrantów, a jeszcze w maju premier twierdził, że będziemy jego „beneficjentami”, dziś milczy na temat realnych konsekwencji polityki unijnej. Wydaje się, że temat ten jest niewygodny dla rządzących, zwłaszcza w kontekście zbliżających się wyborów prezydenckich, gdzie przyznanie się, że Polska będzie musiała, nawet już przyjmuje narzucone kwoty migrantów, mogłoby poważnie zaszkodzić ich notowaniom.
Czy po wyborach temat zostanie brutalnie odsłonięty i Polska, wbrew wcześniejszym zapewnieniom, zostanie zmuszona do przyjęcia relokowanych migrantów? Wszystko wskazuje na to, że tak. Pozostaje pytanie, czy opinia publiczna jeszcze zanim dojdzie do głosowania dowie się tego, co miało zostać ukryte. Tylko w ten sposób wybór, jakiego dokonamy 18 maja i pewnie również 1 czerwca (II tura) będzie prawdziwie demokratyczny.
Z wykształcenia polonistka w randze Ministra Zdrowia (Izabela Leszczyna) i prawnik w randze Rzecznika Praw Pacjenta (Bartłomiej Chmielowiec) żonglują projektem ustawy zabraniającej jakichkolwiek terapii oprócz tych, które są stosowane w szpitalach.
Chcą zamknąć wszystkie gabinety, gdzie np. stosuje się ozonoterapię, wlewy różnego rodzaju, pijawki, pszczoły, klawiterapię, biorezonans itd…
Minister Zdrowia Izabela Leszczyna w tym swoim szale, nie mając bladego pojęcia ani wiedzy na temat zdrowia człowieka, ośmiela się nam odebrać wolność do dysponowania naszym ciałem.
Na przykład, taki urzędas Chmielowiec, za pieniądze podatników, uzurpuje sobie prawo do nakładania kar na właścicieli takich gabinetów w wysokości nawet 1 000 000 zł.
Oczywiście, w takim przypadku tysiące ludzi straciłoby pracę, ale to jest przysłowiowy pikuś. Tych dwoje ignorantów, nie mających wiedzy na temat tych terapii, nie wie o tym, że dziesiątki może setki tysięcy Polaków odzyskało zdrowie, a wielokrotnie i życie.
Polska stanie się chyba jedynym takim państwem na świecie. Polacy będą tracić zdrowie jak również, jak praktyka wskazuje, będą tracić życie. Czy za to, tych dwoje urzędasów kiedykolwiek odpowie? Nigdy. Jak niektórzy z Państwa wiedzą, w tym momencie, trwa wściekła nagonka na naturoterapię jakiej nie robi, tak jak wcześniej wyżej wspomniałem, żadne państwo na świecie.
Z obłędem w tych swoich oczach, jak w jakimś amoku, wrzucili wszystkie naturoterapeutyczne terapie do jednego worka. Mówią, że to jest pod pretekstem szarlatańskich metod jakie są stosowane przez naturoterapeutów.
Po części mają niestety rację. Ostatnio, zostali opisani w mediach naprawdę prawdziwy szarlatani stosujący rzeczywiście metody szarlatańskie. Do tego samego worka jednak wrzucili metody naturoterapeutyczne, które są stosowane od setek, a niektóre od tysięcy lat. Dzięki nim, wiele osób po prostu odzyskało zdrowie, a wielokrotnie życie.
Od 1 stycznia 2025 lekarze są zobowiązani przestrzegać zasad tak zwanej „terapii daremnej”. Czyli jeśli „oni” uznają, że pacjent nie „rokuje”, to nawet nie założą mu respiratora. Nie dadzą jeść stosując karmienie poprzez sondę. A przecież to już tak się dzieje. Za ujawnienie tego procederu dostałem wyrok skazujący.
Ten proceder jest nie do opisania. Dlatego bardzo proszę o zapoznanie się z tym przerażającym materiałem :
W swoim liście otwartym do amerykańskich biskupów Franciszek w wielu słowach wezwał ich do przeciwstawienia się wysiłkom administracji Trumpa zmierzającym do egzekwowania amerykańskich przepisów imigracyjnych, które są mniej restrykcyjne niż te obowiązujące w Watykanie.
Nie wymieniając go z nazwiska, Franciszek bezpośrednio i histerycznie zaatakował wiceprezydenta JD Vance’a, konwertytę.
Vance w zeszłym miesiącu wyjaśnił „ordo caritatis” – hierarchię miłosierdzia – napisaną przez św. Tomasza z Akwinu: „Kochasz swoją rodzinę, a następnie kochasz bliźniego, a następnie kochasz swoją społeczność, a następnie kochasz swoich współobywateli we własnym kraju, a następnie możesz skupić się i nadać priorytet reszcie świata” – powiedział.
Franciszek myśli, że jest mądrzejszy od św. Tomasza z Akwinu [i Vance’a]: „Prawdziwe ordo amoris, które należy promować, to to, które odkrywamy poprzez ciągłe medytowanie nad przypowieścią o „dobrym Samarytaninie”, to znaczy poprzez medytowanie nad miłością, która buduje braterstwo otwarte dla wszystkich bez wyjątku” – napisał Franciszek, dodając: „Chrześcijańska miłość nie jest koncentrycznym rozszerzeniem interesów, stopniowo rozszerzanym na inne osoby i grupy”.
Przewidywalną ironią jest to, że Franciszek zaprzeczył sam sobie, jak to często robi. Przy kilku okazjach Franciszek powiedział, że miłość rzeczywiście rozszerza się w koncentrycznych kręgach – co jest zdrowym rozsądkiem.
We wrześniu 2021 roku Franciszek pochwalił ruch Focolare za jego poczucie jedności: „Jedność w Kościele, jedność między wszystkimi wiernymi i jedność na całym świecie – w koncentrycznych kręgach„.
W czerwcu 2019 r. Franciszek zastosował koncepcję koncentrycznych kręgów do pojednania, mówiąc franciszkanom: „Pojednanie z samym sobą, z Bogiem, z innymi i ze wszystkimi stworzeniami […]. Jest to pojednanie, które przybiera formę koncentrycznych kręgów, zaczynając od serca i sięgając do wszechświata”.
Nic więc dziwnego, że nikt już nie słucha Franciszka, ponieważ swoimi słowami próbuje manipulować, a nie przekazywać prawdę.
Mam szczęście bycia polskim katolikiem, a nie – amerykańskim. Gdybym mieszkał w USA, musiałbym teraz wstydzić się za papieża. Jak to możliwe, że robi wielką aferę wokół migracji, a przez całe lata milczał, kiedy promowano masową aborcję?
[Mnie przeraża jego gorszenie katolików, i paskudzenie jasnej doktryny Bożej, a mieszkam w Polsce… md]
Papieża listowna ofensywa
Problem masowej migracji do Stanów Zjednoczonych jest skomplikowany – nikt temu nie zaprzeczy. Nawet papież Franciszek przyznaje, że coś trzeba zrobić. 10 lutego papież Franciszek skierował list do episkopatu USA, komentując politykę migracyjną administracji Trumpa. W liście są trzy zasadnicze punkty.
Po pierwsze – Franciszek akceptuje deportację przestępców.
Po drugie – uznaje możliwość regulowania migracji.
Po trzecie – sprzeciwia się deportowaniu ludzi wyłącznie za nielegalne przekroczenie
Przestępcy, sprawa jasna; a co z legalną migracją?
Pierwszy punkt nie wydaje się wzbudzać żadnych kontrowersji. Każdy rozumny człowiek – niezależnie od poglądów politycznych – popiera wyrzucanie z kraju ludzi, którzy są kradną, mordują, gwałcą czy handlują narkotykami. Są też, oczywiście, lewaccy ekstremiści, którzy chcą znosić granice w ogóle, ale podkreślam – rozumni ludzie nie mają z tym problemu.
Sytuacja jest już nieco trudniejsza gdy idzie o tworzenie polityki dotyczącej uporządkowanej i legalnej migracji. Zasadniczo żaden Amerykanin – podobnie jak Europejczyk – nie chce całkowicie zamykać granic i uważa, że ludzie powinni móc przemieszczać się między krajami, o ile ma to właściwe podstawy. Dyskusja zaczyna się na etapie o skalę otwartości granic. Można zaryzykować tezę, że większość prawicowców zgodziłaby się z następującą polityką: do danego kraju należy wpuszczać na dłuższy okres generalnie tylko wykwalifikowaną siłę roboczą oraz ludzi, którzy uciekają przed wojną lub poważnymi prześladowaniami; bardziej otwarte zasady można zastosować wobec ludzi z bliskiego nam kręgu kulturowego, co do których panuje powszechne domniemanie, że po przyjeździe będą pracować i błyskawicznie dostosują się do naszego kodu kulturowego.
W praktyce prawicowy Amerykanin nie ma problemu z rodziną Kanadyjczyków albo Niemców, którzy chcą zamieszkać w USA i prowadzić tam zwykłe życie; podobnie nie ma problemu z przyjęciem jakiejś rodziny z Meksyku, która ucieka zagrożona brutalną przemocą kartelu narkotykowego. Podobnie Polacy chętnie widzą nad Wisłą imigrantów z Włoch albo Francji i akceptują też przybyszów z Ukrainy, o ile tylko ci chcą pracować. Można zaryzykować twierdzenie, że prawicowe ujęcie problemy migracji wynika z ekstrapolowania na cały naród obrazu domu. Wpuścimy do domu ogrodnika, jeżeli potrzebujemy jego pracy. Wpuścimy też sąsiadów, jeżeli dom im spłonął i nie mają się gdzie podziać. W innych sytuacjach otwartość domu ma jednak swoje ograniczenia. Prawicowcy – a może po prostu większość ludzi – w podobnej perspektywie patrzy na swój kraj.
Papież Franciszek ma inną optykę. W swoim liście nie pisze tego wprost, ale poprzez różne sugestie w sumie bardzo wyraźnie opowiada się za polityką otwartych granic, wyłączającą tylko tych, którzy są przestępcami. Pisze o „prawdziwym dobru wspólnym” społeczeństwa, które miałoby istnieć tylko wtedy, kiedy kraj będzie „przyjmować, chronić, promować oraz integrować” ludzi „najbardziej wrażliwych, bezbronnych i narażonych na krzywdę”. Jak definiuje ich papież? W liście pisze o ludziach uciekających z kraju z powodu „skrajnego ubóstwa, braku bezpieczeństwa, wykorzystywania, prześladowań albo poważnej degradacji środowiska naturalnego”. W praktyce jest oczywiste, że w jednej z tych kategorii znajdzie się dosłownie każdy człowiek mieszkający w takich państwach jak Wenezuela, Kolumbia, Nigeria czy Pakistan. Nigdzie tam nie jest bezpiecznie, wszędzie panuje bieda, wszędzie niszczone jest środowisko naturalne. Można zatem zaryzykować tezę, że w optyce papieża właściwą polityką migracyjną byłaby ta, którą prowadzą niektóre państwa europejskie, zwłaszcza Niemcy: przyjmuje się zasadniczo każdego.
Niewłaściwy argument religijny
Problem polega na tym, że Ojciec Święty stosuje argumentację religijną. Porównuje imigrantów do Świętej Rodziny, która schroniła się w Egipcie przed Herodem; odwołuje się do obrazu miłosiernego Samarytanina; pisze, że Jezus Chrystus jest z każdym imigrantem i uchodźcą. Trudno oprzeć się przekonaniu, że mamy tu do czynienia z sakralizacją polityki. Papież ma prawo apelować o miłosierdzie, ale nie może ignorować realnych konsekwencji. Święta Rodzina nie emigrowała do Egiptu, by żyć na koszt jego obywateli. Samarytanin pomógł rannemu – ale nie sprowadził mu tysięcy krewnych i nie wymagał od innych, by ich utrzymywali.
Kościół katolicki na przestrzeni wieków nie był nigdy wspólnotą idealistycznych pięknoduchów, którzy sugerują rozwiązania polityczne oderwane od rzeczywistości. Przez wiele, wiele stuleci Kościół akceptował na przykład niewolnictwo: bynajmniej nie dlatego, żeby je aprobował jako takie, ale z tej przyczyny, iż rozumiał jego naturę. Niewolnictwo było instytucją rozpowszechnioną na całym świecie, wynikającą nie z prawa Bożego, ale z ius gentium – prawa narodów. Kościół radykalnie walczy z grzechem w życiu każdego człowieka, ale nie może domagać się rewolucyjnej polityki, której realizacji groziłaby wywróceniem do góry nogami jakiegoś ustabilizowanego porządku cywilizacyjnego. Pełne otwarcie granic do tego tymczasem prowadzi. Franciszek pisze w swoim liście krytycznie o tych, którzy chcą bardzo mocno ograniczać migrację w obawie o tożsamość własnego kraju. Czy jakakolwiek wspólnota może jednak rozwijać się bez tożsamości, z wieloma sprzecznościami kulturowymi? Oczywiście, że nie.
Optyka Franciszka zdaje się być pozbawiona cnoty długomyślności politycznej; zdaje się być motywowana raczej emocjonalnym stosunkiem do losu migrantów niż poważnym i racjonalnym namysłem. Spór jest nierozwiązywalny, bo papież wychodzi z całkowicie innych założeń, niż większość ludzi o prawicowym nastawieniu. Wydaje się jednak, że nie ma w nauce Kościoła katolickiego takiego punktu, który sankcjonowałby próbę argumentowania religijnego za szeroką otwartością granic. Sugerując taką otwartość papież wchodzi w czystą politykę – zupełnie niepotrzebnie.
Problem deportacji
Szczególnym problemem jest los tych, którzy już zostali do kraju przyjęci. Przestępców można deportować w ramach obrony własnego kraju, pisze papież; nie zgadza się jednak – i to nie zgadza się kategorycznie – z tymi, którzy przyjechali do Stanów Zjednoczonych nielegalnie, nie popełnili jednak żadnego przestępstwa. Można byłoby argumentować, że ma rację. Czym jest tak właściwie nielegalny przyjazd? W przypadku Stanów Zjednoczonych sprawa jest bardzo skomplikowana. Jest prawo pisane, ale przez wiele dekad kolejne administracje prowadziły politykę, która to pisane prawo ignorowała. Za prezydentury Joe Bidena aparat państwowy był de facto zaangażowany we wspieranie pozaprawnej migracji. Z perspektywy migranta, który przekracza „nielegalnie” granicę, ale otrzymuje od nowego państwa wielopostaciowy komunikat o „faktycznej” legalności znajduje się w specyficznej sytuacji. Jest oczywiste, że jeżeli władca ustanawia prawo, ale później go nie egzekwuje albo nawet zachęca do jego lekceważenia – to właśnie ten władca ponosi winę za to, że prawo jest łamane. W tej sytuacji można pewnie o wielu migrantach, którzy zostali „zaproszeni” do Stanów Zjednoczonych – nielegalnie, ale jednak de facto przez politykę rządu. Można byłoby nawet mówić o zawarciu między tym rządem a „nielegalnymi” migrantami pewnej niepisanej umowy. W tym ujęciu ich deportacja mogłaby być wewnętrzną sprzecznością. Być może właściwym rozwiązaniem byłoby rozróżnianie na tych migrantów, którzy przybyli do USA w sposób nie tylko nielegalny, ale jeszcze głęboko skryty, ukrywając się przed władzami – a tych, którzy przyjechali w ramach faktycznej „nielegalnej” współpracy z demokratycznymi władzami. Tych drugich należałoby potraktować inaczej. [A po co rozdzielać włos na czworo? md]
Problem tylko w tym, że Franciszek ani tego nie proponuje, ani nawet nie używa argumentów tego rodzaju. Odmawia po prostu władzom USA prawa do deportowania nielegalnych migrantów z powodu nielegalności, nie siląc się na żadne rozróżnienia. Ponownie wydaje się to nieprzemyślane i motywowane emocjami, a nie poważną refleksją.
[Ależ skądże !!! To należy do jego stałej ideologii. md]
Dlaczego papież milczał w innych sprawach?
Na tym nie koniec problemów. Z mojej perspektywy – widziałem zresztą, że wiele jest podobnych komentarzy wśród katolików w USA – największym zgorszeniem jest już sam fakt, że Franciszek zdecydował się na tak zdecydowaną krytykę obecnych władz Ameryki, chociaż uparcie milczał, kiedy poprzednia ekipa budowała antychrześcijańską „cywilizację śmierci”.
Gdy w USA legalizowano zabijanie dzieci do dziewiątego miesiąca ciąży – Franciszek milczał. Gdy Biden przeznaczał miliardy na propagandę transgender – Franciszek nie napisał ani słowa. Ale gdy deportuje się nielegalnych migrantów – wtedy nagle z Watykanu przychodzi list pełen wątpliwego moralizatorstwa.
Dlaczego papież zachował się w ten sposób? Z perspektywy nauczania Kościoła trudno to uzasadnić: prawo do życia jest absolutnie pierwszorzędnym prawem i jeżeli głos Kościoła jest w polityce konieczny i niezbędny, to właśnie w tej sprawie. Amerykańscy biskupi, owszem, ostatecznie Bidena nierzadko krytykowali. Franciszek jednak – nie. Zupełnie, jakby dobrostan migrantów był ważniejszy od życia dzieci poczętych. To całkowity absurd, który bardzo mocno podważa wiarygodność nauczania Franciszka.
Wydaje się, że papieża motywuje raczej polityczna ideologia lewicy, a nie nauczanie Kościoła. Za to rzeczywiście należałoby się po prostu wstydzić.
Jutro, jak zawsze dnia 13., w wałbrzyskiej kolegiacie Św. Aniołów Stróżów będzie sprawowana Msza św. za Ojczyznę, poprzedzona czuwaniem Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę od godz. 15.
To nasze czuwanie wypadnie w XX rocznicę śmierci s. Łucji dos Santos OCD, portugalskiej mistyczki, która przekazała światu orędzie z Fatimy; będzie też miało związek z wczorajszym wspomnieniem Matki Bożej z Lourdes i XXXIII Światowym Dniem Chorego, jak również z przypadającym pojutrze świętem św. Cyryla i Metodego, Apostołów Słowian i Patronów Europy, które w Polsce po raz pierwszy obchodzone będzie także jako Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Armii Krajowej.
Gorąco zapraszam do zjednoczenia umysłów i serc na wspólnotowej modlitwie o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu, oraz w wielu pilnych intencjach, które łączą pomyślność tej ziemi z tryumfem Niepokalanego Serca «Pięknej Pani» z Fatimy!
Pope Francis Minimizes Chastity, Tolerates Homosexuality and Adultery
In his new book, Hope: The Autobiography,1Pope Francis repeats facts about his life and family and makes doctrinal statements against traditional Church teaching.
Don’t Sins of the Flesh Matter?
Speaking about homosexuality, Pope Francis says that it is not a crime but “a human fact” and “God the Father loves them with the same unconditional love, He loves them as they are.”2
To say that God loves homosexuals “as they are” suggests that God loves them as sinners, which is absurd.3 Saint Thomas explains, after quoting the Psalmist, “Thou hatest all the workers of iniquity”4 (5:7), that God loves all men as his creatures, but as sinners, “under this aspect, they are hated by Him.“5
Pope Francis’s statements are all the more serious because he considers that sins against chastity have little gravity.
“Sexual sins,” he says, “tend to cause more of an outcry from some people. But they are really not the most serious. They are human sins, of the flesh.” For him, “the most serious…are the sins that have more ‘angelicity,’ that dress themselves in another guise: pride, hatred, falsehood, fraud, abuse of power.”6
However, whether of the spirit or the flesh, according to traditional doctrine, every mortal sin “deprives the soul of sanctifying grace and makes it deserving of hell.“7 Therefore, even though there is a gradation in mortal sins, with more serious and less severe, all equally lead to eternal damnation, and every consummated act of lust is mortal.8
Every grave sin is a revolt against God and thus somehow participates in the revolt of the demons, the evil angels. This is why St. John says, “[h]e that committeth sin is of the devil.”9
Downplaying the Virtue of Chastity
By considering the sin of impurity as not that serious, Pope Francis indirectly diminishes the importance of the so-called angelic virtue of chastity. For if impurity is not important, neither will the opposite virtue have the importance the Church and the saints have always attributed to it, which has led so many virgins to prefer martyrdom rather than losing it.
Pope Francis’s minimizing of the virtue of chastity becomes more evident in his answers to Portuguese Jesuits during his 2023 trip to Portugal.
In one response, he spoke of the preoccupation with chastity as something outdated:
“When I was a novice, they used to talk to us about chastity, holy chastity. They used to ask us not to be looking at pictures that were a little bit racy…I mean, those were other times.”10
He made his disinterest in the practice of chastity even clearer to another Jesuit who asked about homosexuality.
“It is clear that today, the issue of homosexuality is very strong, and the sensitivity in this regard changes according to historical circumstances. But what I don’t like at all, in general, is that we look at the so-called ‘sin of the flesh’ with a magnifying glass, just as we have done for so long for the sixth commandment. If you exploited workers, if you lied or cheated, it didn’t matter, and instead sins below the waist were relevant.”11
Wasn’t this change in mentality on the importance of the virtue of chastity what led to the sexual scandals afflicting the Church today?
In addition, this change of mindset is what made possible for Pope Francis to approve the blessing of homosexual “couples” and adulterous unions in Fiducia supplicans.12
The Consequences of Lust
Because of its vehemence, the sin of lust influences the whole of man, darkens his mind, distances him from holy things and the desire for heaven, and causes many other sins. For this reason, the Fathers of the Church have included it among the capital sins, which are serious faults that provoke others.
Traditionally, the sins derived from impurity are spiritual blindness, rashness, inconsideration, inconstancy, inordinate self-love, hatred of God, attachment to this life and horror of the next.13
The Apostle Saint Paul is very clear about the impure person’s eternal damnation:
“Know you not that the unjust shall not possess the kingdom of God? Do not err: neither fornicators, nor idolaters, nor adulterers, nor the effeminate, nor liers with mankind, nor thieves, nor covetous, nor drunkards, nor railers, nor extortioners, shall possess the kingdom of God.“14
“Blessed are the clean of heart: for they shall see God”
On the contrary, Sacred Scripture praises those who keep chastity: “O how beautiful is the chaste generation with glory: for the memory thereof is immortal: because it is known both with God and with men.”15
The prize for those who love and guard their purity is the greatest one can receive: to see God for all eternity, as Our Lord says in the Sermon on the Mount—“Blessed are the clean of heart: for they shall see God.“16
This perennial Church doctrine has always been the path to eternal bliss: seeing God is the greatest happiness one can possess.
By minimizing or implicitly denying the seriousness of sins against chastity—the angelic virtue—Pope Francis is not leading the flock to happiness but eternal damnation because, as mentioned earlier, “[h]e that committeth sin is of the devil.“17
Skazali obrońców życia, puścili wolno demoralizatora
Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!
Sąd skazał dwóch działaczy Fundacji Życie i Rodzina na grzywny po 1000 złotych każdy, a do tego koszty sądowe.
Obaj proliferzy pokojowo protestowali w Wodzisławiu Śląskim przeciw ohydnej paradzie LGBT, a jedyną ich „winą” była chęć ochrony dzieci przed gorszącymi scenami na ulicy.
W czasie, gdy nowy prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ułaskawia obrońców życia, w Polsce kasta sędziowska nakłada kary za sprzeciw wobec publicznej demoralizacji. Nasi Działacze zostali obciążeni karami i kosztami na łączną kwotę 3000 złotych.
Także w Wodzisławiu koordynator ŻiR-u zgłosił Policji, że uczestnik parady chodzi roznegliżowany po chodniku, m.in. w pobliżu małych dzieci. Wulgarny mężczyzna przebrany za kobietę, w podartych kabaretkach i z obnażonymi pośladkami przechadzał się po wodzisławskim rynku i wywoływał publiczne zgorszenie.
Policja odesłała naszemu koordynatorowi pismo, w którym stwierdziła, że nie będzie wniosku o ukaranie, bo… „strój Szymona S. zasłaniał wszystkie intymne części ciała”.
A tak wyglądał Szymon S. Czy według Pana zachowywał się przyzwoicie?
Od lat spotykamy się z podobnym brakiem symetrii w traktowaniu środowiska LGBT i nas, obrońców życia i rodziny. Mimo to mam świadomość, że nie można się poddawać, bo Prawda i Dobro są po naszej stronie.
Chcę też przekazać Panu dobre wiadomości. W poprzednich mailach pisałam o licznych prześladowaniach za obronę Jasnej Góry przed LGBT. Wszystkie sprawy mamy w tej chwili pod kontrolą i są już pierwsze dobre rozstrzygnięcia. Z 25 ściganych osób postępowanie wobec jednej zostało umorzone przez sąd już po złożeniu sprzeciwu od wyroku nakazowego. Dwie inne osoby, po udzieleniu pomocy prawnej na etapie postępowania przygotowawczego, otrzymały z sądu odmowę wszczęcia postępowania. Zatem 3 osoby są już wolne od szykan, kolejne 22 sprawy są w toku.
Troje naszych działaczy zostało także uniewinnionych za pokojowy protest przeciw LGBT w Pile.
Kolejna wolontariuszka (22-letnia dziewczyna) ma już umorzoną sprawę za kontrę w Kielcach, gdzie akcja Fundacji Życie i Rodzina zapobiegła wdarciu się homoseksualistów na plac zabaw dla dzieci.
Nie odpuścimy także Wodzisławia Śląskiego. Chcemy zaskarżyć niesprawiedliwy wyrok i uwolnić obrońców życia od absurdalnych zarzutów. Jednak będziemy mogli poprowadzić sprawę w II instancji tylko wówczas, gdy wesprą nas finansowo Dobrzy Ludzie – tacy jak Pan.
Czy może Pan pomóc w sprawie z Wodzisławia?
Czy może Pan przekazać kwotę, o jakiej sam Pan zdecyduje, na obronę działaczy prolife w sądzie?
Bardzo proszę o pomoc, bo nie wyobrażam sobie sytuacji, w której zostawiamy ich bez pomocy prawnej. A koszt postępowania i apelacji za dwie osoby wyniesie powyżej 8 000 złotych.
Czy może Pan przekazać wpłatę na konto Fundacji Życie i Rodzina:
47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
Kod SWIFT: BIGBPLPW.
Można też skorzystać z Blika i kart kredytowych na stronie www.RatujZycie.pl/wesprzyj. Bardzo proszę o dopisek „Wodzisław”.
Dla wielu obrońców życia postępowanie w sądzie to silny stres. W takich chwilach informacja, że ktoś dowiedział się i wpłacił pieniądze na pomoc prawną, jest ulgą i pocieszeniem. Pomóżmy im, aby wiedzieli, że nie są sami.
PS – Pańska hojność pomaga bronić ludzi, którzy aktywnie sprzeciwiają się złu. Bez tego sprzeciwu lobby LGBT zrobiłoby z Polską to, czego już dokonało w innych krajach. Nie można im na to pozwolić…
WSPIERAM
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA
Co by się stało, gdyby Ojciec Święty ponownie przedstawił pewne istotne artykuły z katolickich dogmatów?
Przede wszystkim myślę o tym dogmacie: Extra Ecclesiam nulla salus. Definiowany jest on następująco: „Oznajmiamy, mówimy, określamy i ogłaszamy, że dla zbawienia każdego ludzkiego stworzenia kategorycznie potrzebne jest mu poddanie się biskupowi Rzymu” (papież Bonifacy VIII, bulla Unam sanctam, 1302). Gdyby papież Franciszek to powtórzył, można tylko się domyślać, co by się mogło wydarzyć. Co najmniej całkowicie zniszczyłby 60 lat dialogu ekumenicznego i wywołał masowy wewnętrzny rozdźwięk w Kościele katolickim. Być może nawet musiałby się ukrywać?
Jednak to właśnie dogmat Extra Ecclesiam był w centrum działalności misyjnej Kościoła od 2000 lat i stanowił nadrzędną zasadę pobudzającą większość męczenników, z których część była gotowa zginąć straszliwą śmiercią w jego obronie. Dziś bardzo niewielu katolików w ogóle marzyłoby o ponownym przedstawieniu tego „przestarzałego” poglądu. Albo by go kwestionowali, albo też uściślali tak, że straciłby swój sens – to drugie byłoby pewnie preferowaną opcją. Jednakże taki krok nie usuwa przecież tego „potknięcia” w nauce Kościoła, starając się go tylko schować – a istnieje groźba, że wyskoczy ze swojego ukrycia, by znowu nas dręczyć.
Ta nauka musi tymczasem ponownie ożyć w całej swojej chwale, gdyż jest to jedyny powód do nawrócenia na wiarę katolicką. Inaczej: po co starać się w ogóle być katolikiem?
Inną szokującą rzeczywistością nauczania Watykanu w ostatnich czasach jest kategoryczne potępienie wszelkich prób nawrócenia kogoś – prozelityzmu – przez kilku nowożytnych papieży. Papież Franciszek powiedział, że „Kościół rośnie dzięki naszemu świadectwu: słowami i uczynkami – a nie przez prozelityzm” (Przemówienie do katechetów, 27 kwietnia 2013 r.). Te nieliczne dusze, które faktycznie się nawracają, często robią to z drugorzędnych powodów, takich jak: „Moi katoliccy przyjaciele to takie miłe osoby” albo nawet: „Szukałem pewności w swoim życiu”. Św. Edmund Campion w swojej „przechwałce” z 1580 r. napisał rzecz następującą: „Wiara jest zdecydowanie zadawalająca dla umysłu, angażując całą wiedzę i rozum w swojej sprawie, tak że jest całkowicie nie do odparcia dla każdego, kto daje jej neutralny i cichy posłuch”.
Jest to punkt wyjścia dla wszelkiego „prozelityzmu” i niewygodna prawda. Porzuca się obecnie katolicką apologetykę na rzecz mętnych rekomendacji papieża Franciszka w postaci „świadectwa słowami i uczynkami”. Podstawą tradycyjnej nauki Kościoła jest pogląd, że Kościół katolicki jest powszechny w czasie i przestrzeni i każdy musi się nawrócić do niego po to, aby uzyskać zbawienie. Musisz być katolikiem! O matko! Jakie to niewygodne! Niemożliwe jest głoszenie tego dzisiaj bez bycia postrzeganym, jako ten, który popełnia przestępstwo nienawiści, a więc nic dziwnego, że posoborowi papieże zachowywali milczenie. Jak w ogóle mogliby przemówić?
Przejdźmy teraz do innej dziedziny katolickiego nauczania: sodomia jest grzechem wołającym o pomstę do nieba. Wyobraźmy sobie: gdyby Ojciec Święty to ponownie ogłosił? Kolejne przestępstwo nienawiści! Byłoby gorzej, niż gdyby musiał się ukrywać – zamknęliby go na klucz, a potem ten klucz wyrzucili. Zatem co mówią przywódcy Kościoła? Po prostu coś takiego: że homoseksualiści są mile widziani w kształceniu księży pod warunkiem, że nie są „czynni”. Jednak wszyscy przecież wiemy, że nieczyste myśli czy pragnienia, jeśli się nad nimi zastanawiać i w nich rozsmakowywać, są grzeszne i mogą w końcu prowadzić do grzesznych uczynków. W każdym razie, jeśli człowiek o skłonnościach homoseksualnych jest przepytywany przez rektora seminarium, dlaczego u licha miałby przyznawać się do takich skłonności, jeśliby nie planowałby działania pod ich wpływem albo już to zrobił? Aby dostosować się do ustawodawstwa wspierającego LGBT, Kościół mógłby równie dobrze znieść grzech sodomii… Nie widzę sposobu obejścia tego problemu, gdyż to tylko kwestia czasu, zanim czynnemu homoseksualiście odmówią wstępu do seminarium, a on wejdzie na drogę sądową i wygra sprawę. A jeśli hierarchia katolicka nie będzie gotowa pójść do więzienia za mówienie prawdy, będzie to oznaczać całkowity upadek katolickiej nauki moralnej.
Innym dogmatem Kościoła jest to, że Jezus Chrystus jest Królem. Oznacza to, że ma on zwierzchnictwo nie tylko nad naszymi sercami i umysłami, ale także nad narodami i rządami. Jesteśmy dzisiaj tak przyzwyczajeni do rozdziału Kościoła i państwa, że ta zasadnicza część nauki Kościoła jest ponownie albo ignorowana, omijana albo zawężana tak, że przestaje istnieć. Kilka lat temu odwiedziłem z moimi dziećmi miejsce męczeństwa św. Tomasza Becketa w katedrze w Canterbury. Gdy wyszeptaliśmy kilka modlitw o wstawiennictwo do tego wielkiego obrońcy wolności Kościoła katolickiego przed ingerencją państwa w postaci Henryka II, katedralny kanonik podszedł do nas i ogłosił uroczystym tonem: „Oto, co się dzieje, kiedy łączy się Kościół z państwem!”
Rozdział Kościoła i państwa powinien być rzeczą wyklętą dla prawdziwego porządku świeckiego i duchowego, a więc ponownie: wspólnie z Extra Ecclesiam nulla salus i problemem LGBT pogląd o królewskiej godności Chrystusa powraca i nie chce dać nam spokoju. Skoro zaakceptowaliśmy rozdział Kościoła i państwa, państwo musi teraz wymyślić swoją własną moralność, która zostaje przełożona na prawa oparte na ucisku. Ingerencja rządów w życie moralne swoich obywateli, poprzednio zarezerwowana dla Kościoła, jest teraz tak powszechna, że wielu ludzi bezkrytycznie to akceptuje. Cała masa środków, które promują prawa LGBT, są frapującym przykładem tej postawionej na głowie ingerencji polityków w społeczne królowanie Jezusa Chrystusa. A żeby dopełnić tej inwersji, Kościół po Soborze Watykańskim II przyjmuje świeckie wartości rządów, takie jak zmiany klimatyczne, sprawiedliwość społeczną i wolność religijną. Czy potrafimy sobie wyobrazić, co stałoby się, gdyby papież ponownie przedstawił doktrynę o społecznym królowaniu Jezusa Chrystusa? Spodziewam się, że zostałby zdetronizowany – i to szybko!
Głoszenie niektórych doktryn katolickich prosiłoby się o wyroki więzienia różnej długości i tak oto elementy życia katolickiego są także poddawane zmianom po to, by uzgodnić je z publiczną opinią, która utrzymuje, że wszystkie religie są równie ważne. Ten popularny pogląd powoduje, że władze Kościoła się boją się; jest też podstawą obecnych ataków na Mszę łacińską. Wyobraźmy sobie, że obowiązkowo przywróciliby tę Mszę. Jest to niemożliwością, ponieważ dałoby to Kościołowi wyjątkowość i fizyczną tożsamość całkowicie przeciwną duchowi współczesnego świata. Jesteśmy obecnie świadkami ataku nawet na tych katolików, którzy po prostu „lubią” Mszę łacińską i są gotowi zgadzać się z nowymi kierunkami. Nie, oni muszą zmiażdżyć tę Mszę i ma to nadzieję zrobić Ojciec Święty ośmieszając jej zwolenników w swojej najnowszej książce pt. Nadzieja. Ta książka to pierwsza salwa, być może zwiastująca całkowity zakaz Mszy łacińskiej.
Kiedy Ojciec Święty promuje wartości świeckie, wie, że jest bezpieczny, gdyż ruch sedewakantystów nie stanowi dla niego znaczącego zagrożenia. Z drugiej strony, gdyby przedstawił na nowo katolicką doktrynę w jej odwiecznej czystości, jego pozycja byłaby co najmniej niepewna, gdyż większość biskupów i wiernych prawdopodobnie by go porzuciło. Pytanie jest takie: Czy są wśród katolickiej hierarchii tacy, którzy w obliczu wrogich rządów odzwierciedlających opinię publiczną są gotowi cierpieć dla wiary tak, jak św. Tomasz Becket? Wydaje się, że nie. Możemy tylko mieć nadzieję i modlić się o to, by sam Bóg rozwiązał ten problem, być może posyłając nam drugą św. Teresę z Avila. Z czysto ludzkiego punktu widzenia ten kryzys jest nierozwiązalny. Wymaga Bożej ingerencji, o którą musimy prosić codziennie, modląc się na różańcu.
Joseph Bevan
Źródło: rorate-caeli.blogspot.com Tłum. Jan J. Franczak
• Instytut Ordo Iuris złożył zażalenie na umorzenie przez rzecznika dyscyplinarnego Uniwersytetu Warszawskiego postępowania wyjaśniającego w sprawie dr. hab. Jacka Kochanowskiego.
• Sprawa dotyczyła wpisów, jakie socjolog zamieszczał na Twitterze oraz na swojej stronie internetowej.
• Wykładowca UW twierdził m.in., że „polscy biskupi są idiotami” i że może to naukowo dowieść lub że będzie „z całym profesorskim majestatem, jako profesor Uniwersytetu Warszawskiego, jako przedstawiciel nauki, jako intelektualista zwalczał katotalibów”.
• Instytut Ordo Iuris w 2021 r. złożył w tej sprawie zawiadomienie do rektora UW, zarzucając że tego rodzaju wpisy uchybiają godności nauczyciela akademickiego.
• Rzecznik dyscyplinarny UW Dariusz Szafrański uznał jednak, że wypowiedzi socjologa mieszczą się w granicach wyrażania przekonań i że nie miały na celu obrażanie kogokolwiek, a ich celem było jedynie zwrócenie uwagi na „wyzwania współczesności”.
Dr hab. Jacek Kochanowski wykłada na Uniwersytecie Warszawskim przedmiot „queer studies”. Wielokrotnie komentował aktualne wydarzenia on na platformie X (dawniej Twitter) oraz na swojej stronie internetowej. W wielu wpisach używał sformułowań napastliwych i obraźliwych. Socjolog pisał m.in. o „katolskich bydlakach” oraz że będzie „zwalczał katotalibów”. Odnośnie osób sprzeciwiających się aborcji, dr. hab. Kochanowski stwierdził, że „z nimi się nie gada. Ich się zwalcza”. Wykładowca pisał też, że „polscy biskupi są idiotami” i deklarował, że może tego dowieść w sposób naukowy. Prawo chroniące życie nienarodzonych dzieci nazwał on „bandyckim” i „barbarzyńskim”. Według niego, „aborcja w fazie przedpłodowej jest zabiegiem o takiej samej moralnej wartości, jak wyrwanie zęba”.
W związku z tym, w 2021 r. Instytut Ordo Iuris złożył w tej sprawie zawiadomienie do rektora UW, uznając, że tego rodzaju wypowiedzi uchybiają godności nauczyciela akademickiego. Postępowanie wyjaśniające wszczął rzecznik dyscyplinarny uczelni dr hab. Dariusz Szafrański. Po upływie trzech i pół roku od zawiadomienia, rzecznik zdecydował się jednak na umorzenie postępowania.
Zdaniem dr. hab. Dariusza Szafrańskiego, wypowiedzi socjologa, „mieszczą się w granicach zachowań, które wyrażają przekonania (światopogląd) Obwinionego”. Jego celem miało nie być „obrażanie (deprecjonowanie, stygmatyzowanie) żadnej grupy społecznej, ani żadnej instytucji, lecz chęć zwrócenia uwagi na istotne «wyzwania» współczesności”. Rzecznik uznał, że wpisy wykładowcy nie uchybiają godności nauczyciela akademickiego i nie mogą być uznane za przewinienie dyscyplinarne. Rzecznik dyscyplinarny przyznał, że język użyty przez socjologa był „ostry i emocjonalny”, jednak świadczy on „o emocjonalnym i zaangażowanym podejściu Obwinionego do poruszanych kwestii, co nie pozwala na jednoznaczne kwalifikowanie stosowanych środków przekazu za element zachowania uchybiającego godności nauczyciela akademickiego”. Rzecznik stwierdził też, że socjolog „w pełni zrozumiał niestosowność” używanych przez siebie form wyrazu, „co też przyczyniło się do zaprzestania ich używania”.
Instytut Ordo Iuris złożył zażalenie na umorzenie postępowania. Zdaniem Instytutu, postanowienie o umorzeniu nie zawiera podstawy prawnej umorzenia, a uzasadnienie nie odnosi się też do istoty argumentacji zawartej w zawiadomieniu. Istota sprawy nie tkwi w poglądach dr. hab. Jacka Kochanowskiego i prawie do ich prezentowania, ale w formie w jakiej to robił i nadużywaniu autorytetu nauczyciela akademickiego. Rzecznik nie wykazał, do jakich „wyzwań współczesności” odnosił się obwiniony poprzez nazywanie ideowych oponentów bandytami, bydlakami czy idiotami. Według Instytutu – wbrew stanowisku rzecznika – fakt emocjonalnego zaangażowania socjologa w jakąś kwestię nie sprawia, że formułowane przez niego wypowiedzi nie mogą uchybiać godności nauczyciela akademickiego. Ponadto, rzecznik z jednej strony uznał sposób formułowania przez dr. hab. Jacka Kochanowskiego treści za dopuszczalny, a jednocześnie z aprobatą stwierdził, że wykładowca miał zaprzestać jego stosowania. Nawet jeśli faktycznie socjolog nie stosuje już takich form wyrazu (co jednak wymaga udowodnienia, a nie przyjęcia do wiadomości zapewnienia Obwinionego), to nie wpływa to na ocenę jego wcześniejszych wypowiedzi, a jedynie może stanowić okoliczność łagodzącą.
Umorzenie postępowania – według Instytutu Ordo Iuris – stoi w sprzeczności z uzasadnionym oczekiwaniem wobec nauczycieli akademickich, biorących udział w dyskursie publicznym, aby nie tylko zachowywali zwykły umiar, rozwagę i rzeczowość argumentów, ale żeby umiar, rozwaga czy rzeczowość cechowały ich w wyższym stopniu niż innych uczestników debaty.
Szanowny Panie ! Największa w Polsce grupa przestępcza pośrednicząca w handlu nielegalnymi pigułkami aborcyjnymi pochwaliła się morderczymi statystykami za 2024 rok. Wedle relacji, aborcyjne aktywistki, które namawiają kobiety do dzieciobójstwa, umożliwiły w ubiegłym roku zamordowanie za pomocą tabletek śmierci 47 000 polskich dzieci. Aborcjoniści nazywają ten proceder eliminacją „pasożytów”. Jak powiedziała przewodnicząca sejmowego Klubu Lewicy Anna Maria Żukowska:pigułkowa aborcja to jak połknięcie „tabletki odrobaczającej”. Działamy, aby powstrzymać ludobójstwo poprzez głoszenie prawdy, budzenie sumień Polaków, mobilizowanie naszego społeczeństwa do działania i pomoc potrzebującym, w szczególności kobietom w trudnej sytuacji życiowej zachęcanym do aborcji. Aktualnie pomagamy m.in. rodzinom Leny, Moniki i Agaty oraz innym osobom, które są pod dużą presją lub brakuje im podstawowych środków do życia. Proszę Pana o wsparcie, abyśmy mogli udzielić im dalszej pomocy.
Aborcyjna mafia opublikowała w mediach sprawozdanie ze swojej morderczej działalności w 2024 roku, na swobodne prowadzenie której ma pełne przyzwolenie rządzących i służb już od prawie 10 lat. Wedle statystyk aborcyjnych przestępców, pomogli oni zamordować w ubiegłym roku 47 000 polskich dzieci za pomocą tabletek poronnych. Aż 1350 z tej liczby ich ofiar to dzieci, które były w drugim trymestrze ciąży.
Warto zauważyć, że według oficjalnych statystyk w 2024 r. urodziło się w Polsce 250 000 dzieci (najmniej w historii pomiarów sięgającej XIX wieku). W świetle powyższych danych, ponad 15% wszystkich ciąż w Polsce w 2024 roku mogło zakończyć się zamordowaniem własnego dziecka poprzez aborcję.
Zestaw nielegalnych pigułek poronnych, które można kupić przez internet z dostawą pocztą do domu, kosztuje ok. 300 zł. Jak można policzyć, aborcyjne grupy przestępcze w rok zarobiły na procederze masowego dzieciobójstwa ok. 14 milionów złotych.
Aktywistki aborcyjne i propagatorzy aborcji mówią otwarcie – poprzez pigułkową aborcję pozbywają się „pasożytów”, gdyż tak właśnie w języku aborcyjnej propagandy nazywane jest dziecko w łonie matki.
Jak można było przeczytać na aborcyjnym forum dyskusyjnym, w trakcie dyskusji między handlarką tabletkami, a kobietą namawianą do aborcji:
„Kobieta: to coś [dziecko] nie daje mi normalnie funkcjonować…. Bóle brzucha mam non stop. Aborcjonistka: już wkrótce się pozbędziesz pasożyta. Kobieta: Dziękuję za miłe słowa :-). Oby, bo po tylu próbach ten pasożyt [dziecko] nadal siedzi tam, gdzie już dawno nie powinien. Aborcjonistka: Zestaw [pigułek poronnych] jest niezawodny na pasożyty.”
W podobnym tonie wypowiedziała się w trakcie telewizyjnej debaty o aborcji lekarz-ginekolog Anna Orawiec, która powiedziała, że dziecko w łonie matki jest pasożytem, a jego abortowanie jest rzekomo bezpieczniejsze dla kobiety od wyrwania zęba. Z kolei posłanka lewicy i przewodnicząca Klubu Lewicy w Sejmie RP Anna Maria-Żukowska powiedziała, że pigułkowa aborcja to jak połknięcie „tabletki odrobaczającej”.
W podobny sposób hitlerowska propaganda nazywała „podludzi”, głównie Polaków i Żydów, przeznaczonych do eksterminacji. Na określenie podludzi używano słów takich jak robaki, insekty, wszy i szczury. Podobnym słowem jest pasożyt, które w języku aborcyjnej propagandy określa dzieci w łonach matek – istoty pozbawione praw i przeznaczone do likwidacji.
Ten przerażający proceder jest tolerowany w Polsce przez rządzących od prawie 10 lat. Przez dwie kadencje rząd PiS otwarcie przyzwalał na działalność zorganizowanych grup przestępczych handlujących pigułkami śmierci, których działalność rozwinęła się dzięki temu na ogromną skalę. Publikowane przez aborcyjną mafię statystyki pigułkowych aborcji w minionych latach to:
W ciągu 4 ostatnich lat to ponad 171 000 zamordowanych dzieci. To ofiary „kompromisu” aborcyjnego i milczenia medialno-społecznego zaplecza PiS w sprawie aborcji przez 8 ostatnich lat. Polityka rządu Tuska to w praktyce kontynuacja polityki PiS w kwestii handlu pigułkami poronnymi. Różni się tym, że PiS działalność aborcyjnych mafii tolerował, a rząd KO i Lewicy otwarcie wspiera zorganizowane grupy przestępcze zachęcające Polki do dzieciobójstwa.
Co w tej sytuacji należy robić? Publicznie głosić prawdę, modlić się, zmieniać świadomość społeczną, budzić sumienia Polaków i pomagać potrzebującym, w szczególności kobietom i rodzinom w trudniej sytuacji życiowej przymuszanym do aborcji. Zajmuje się tym nasza Fundacja.
W ostatnim czasie przeprowadziliśmy publiczne akcje informacyjne połączone z modlitwami różańcowymi m.in. w Katowicach, Piekarach Śląskich, Rudzie Śląskiej, Bytomiu, Tychach, Rzeszowie, Gliwicach i Warszawie. W trakcie tych akcji pojawiali się przechodnie, którzy zatrzymywali się i odmawiali z naszymi wolontariuszami choćby jeden dziesiątek różańca. W Tychach na pierwszą tego typu akcję przyszło blisko 100 osób! Wszędzie widzieliśmy duże zainteresowanie naszymi banerami i nagraniami z megafonów.
W trakcie jednej z akcji do naszych wolontariuszy podszedł mężczyzna, który powiedział, że nie ma tak „radykalnych poglądów” na aborcję jak my. Po krótkiej rozmowie poprawił się i stwierdził, że nie są to jednak poglądy „radykalne”, tylko normalne. Twierdził, że są „różne sytuacje”, które usprawiedliwiają i dopuszczają aborcję. Po dłuższej rozmowie z jednym z naszych wolontariuszy, który tłumaczył, że nic nie usprawiedliwia zamordowania niewinnego dziecka, mężczyzna stwierdził, że „być może mamy rację”. Podszedł do nas również działacz Koalicji Obywatelskiej, który zaczął zarzucać nam głoszenie rzekomych kłamstw na temat aborcji. Nasi wolontariusze na bieżąco odpowiadali na jego „argumenty”, po czym członek KO… podziękował nam za rozmowę i podał rękę naszym działaczom.
Właśnie w ten sposób każdego dnia na ulicach polskich miast przekonujemy, kształtujemy świadomość i budzimy sumienia. Takich akcji w ubiegłym roku zorganizowaliśmy ponad 1000 w całym kraju. Pomagamy również potrzebującym, którzy są głównym celem aktywistów aborcyjnych.W ramach naszego programu Ocalone.org wspieramy od jakiegoś czasu kochającą babcię, która zaopiekowała się swoją wnuczką. Lena, mama dziewczynki, urodziła dziecko mimo trudnej sytuacji osobistej. Lena przebywa obecnie w szpitalu i nie może opiekować się dzieckiem, dlatego z małą dziewczynką przebywa babcia. Nasza Fundacja stara się wspierać tę rodzinę. Pomagamy także rodzinie Moniki, która znalazła się w kryzysie finansowym. Brakuje im na podstawowe zakupy i środki spożywcze, a Monika jest w ciąży i spodziewa się kolejnego dziecka. Skontaktowała się z nami również Agata, która rozważa aborcję. Będąc w ciąży czuje, że nie ma wsparcia i obawia się, że odrzuci dziecko. Była w kontakcie z naszymi wolontariuszkami, które rozmawiały z nią i udzielały wsparcia. Agata wie, że nasza Fundacja pomoże jej w razie potrzeby. Takich osób zgłasza się do nas coraz więcej. To właśnie do takich ludzi usiłuje dotrzeć aborcyjna mafia ze swoją propagandą, aby namówić na aborcję i kupno tabletek poronnych. Wszystkie nasze działania, w tym również pomoc potrzebującym, zmieniają świadomość społeczną i wywierają presję na powstrzymanie aborcji w Polsce. Tę walkę o życie możemy prowadzić dzięki pracy naszych wolontariuszy oraz stałemu zaangażowaniu darczyńców. W najbliższym czasie potrzebujemy ok. 24 000 zł aby przeprowadzić kolejne uliczne kampanie informacyjne oraz pomóc rodzinom Leny, Moniki i Agaty. Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest w obecnej sytuacji dla Pana możliwa, aby umożliwić nam dalsze działanie, walkę o życie, publiczne głoszenie prawdy i dotarcie z pomocą do potrzebujących rodzin. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
Media zanieczyszczonego nurtu wyrzuciły dziś na brzeg komunikat Adama Bodnara byłego współpracownika Stowarzyszenia „Nigdy Więcej” zwalczającego antysemityzm, ksenofobię, rasizm, nietolerancję i promującego ideę wielokulturowości. Od razu nasuwa się pytanie a co z kanibalizmem, arachnofobią i wciąż nie zwalczonymi: qrwofobią i flejofobią – czyżby nie zasługiwały na uwagę?
Nie wspominam o antypolonizmie, bo tym akurat, od wielu lat, zajmuje się „Gazeta Wyborcza” i inne media różowego salonu. Zostali tylko „polscy naziści”, których wizerunek od czasu do czasu można zobaczyć w oknie Overtona lub spotkać w przejęzyczeniach, a także w długich kolejkach do specjalistów NFZ.
Ideowy profil pana Bodnara można uzupełnić tytułami jego niektórych publikacji, których był współredaktorem:
„Orientacja seksualna i tożsamość płciowa…” bardzo ważne, szczególnie w relacjach władza-obywatel. Uprzedzając pytanie: czy istnieje jakiś punkt zbieżny z inną słynną pozycją „ Zaginiona orientacja” – tego nie wiem, nie czytałem.
„Przekonania moralne władzy publicznej a wolność jednostki…” i to właśnie może nam się przydać.
Po roku ministrowania, widać wyraźnie, że przekonania moralne Adama Bodnara wyraźnie kolidują z wolnością jednostki, ale nie tylko. Poranny komunikat dobitnie świadczy, że pan minister nie będzie tolerował żadnego śledztwa wymierzonego w lewo-rządność.
Praworządność polega na lewo-rządności
Stan ten, w demokracji reżyserowanej, przypomnę młodzieży, trwa od 1944 roku, ze szczególnym uwzględnieniem nowego etapu, który zaczął się w 1989 roku. Nikt do tej pory specjalnie nie wierzgał, aż do końca stycznia 25., gdy aktualny prezes TK zgłosił zawiadomienie do Prokuratury, pisząc o „zorganizowanej grupie przestępczej” z Tuskiem na czele.
Media chcąc zdeprecjonować i ośmieszyć wszystkie aspekty sytuacji zaczęły ogniskować uwagę na „zamachu stanu”, abstrahując od łamania prawa i przygotowywania zmian mających na celu wprowadzenie totalitarnych regulacji.
Początkowo miałem zamiar to wykpić pisząc o zamachu na koryto, co też oczywiście jest prawdą, ale pomijając PiS-owskie gry mamy do czynienia z reaktywacją, w biały dzień, drugiej komuny. Ku chwale braku Ojczyzny i z nieodłącznym grymasem na ustach “uśmiechniętych idiotów”.
Tymczasem, z-ca Bodnara, prokurator Michał Ostrowski ku zaskoczeniu dominujących agentur wszczął śledztwo. Dodatkowo „w rozmowie z Radiem Wnet stwierdził, że chce prowadzić śledztwo w sposób bezstronny”. /businessinsider.com.pl/
Bezstronny? Na taką groźbę trzeba było odpowiedzieć.
Nie ma zgody na łamanie podstawowych zasad funkcjonowania prokuratury. — napisał na portalu X Adam Bodnar, mając zapewne na myśli podległy mu resort
Dbając o zaufanie społeczeństwa do prokuratury oraz o zasady prowadzenia postępowań, podjąłem decyzję o zawieszeniu prok. Michała Ostrowskiego oraz powołaniu Rzecznika Dyscyplinarnego – zakończył mocnym akcentem, minister Bodnar.
I w taki oto sposób przedstawienie zostało [czyżby ??? md] zdjęte z afisza.
Amerykański rząd za pośrednictwem Agencji Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID) przelewał miliony dolarów dla mediów głównego nurtu i prowadzonych przez studentów w całej Europie, ale zwłaszcza w Europie Wschodniej i Środkowej – donosi portal Brussels Signal, powołując się na wydatki rządu USA.
Miało to wynikać ze „zobowiązania Waszyngtonu do wspierania wartości demokratycznych i społeczeństwa obywatelskiego w regionie” w ramach programów Pomocy dla Europy, Eurazji i Azji Środkowej/Funduszu Wsparcia Gospodarczego (AEECA/ESF PD). Tym samym amerykański rząd odegrał istotną rolę w kształtowaniu narracji medialnych i działalności organizacji pozarządowych w tych regionach.
Przykładowo, w Mołdawii, w kraju strategicznie położonym między Ukrainą a Rumunią, USA miały finansować krajowy sektor medialny. Miliony trafiły do: Internews Network Moldova, stowarzyszenia dziennikarzy Asociația Presei Independente (API), Media Alternativa Association i redakcji dziennikarstwa śledczego Rise Moldova, które miały „odegrać kluczową rolę w przekształceniu krajobrazu medialnego Mołdawii”, wypierając „głęboko zakorzenione wpływy Rosji” w kraju, zastępując je „amerykańskimi wpływami administracji Bidena”.
W latach 2019–2024 Media Alternativa Association — właściciel TV8, czwartego najchętniej oglądanego kanału telewizyjnego w Mołdawii — otrzymało 1,85 mln dol. od Waszyngtonu.
Jednocześnie, od początku wojny na Ukrainie zawieszono lub anulowano licencje kilku rosyjskich stacji telewizyjnych w Mołdawii. Ich miejsce zajęły media finansowane przez USA.
Redakcja finansowana przez USA Rise Moldova skupiła się wyłącznie na ujawnianiu rosyjskich wpływów w Mołdawii. Jest ona członkiem Organised Crime and Corruption Reporting Project (OCCRP), międzynarodowej sieci dziennikarstwa śledczego mającej bliskie powiązania z agencjami amerykańskimi. Ma ona realizować strategiczne cele Waszyngtonu i nie jest niezależną redakcją.
Internews Network Moldova, wspierana przez USA, odegrała w Mołdawii podobną rolę w przekształcaniu środowiska medialnego jak w innych krajach Europy Wschodniej, takich jak Ukraina. Kanały śledcze wchodzące w skład sieci, Ziarul de Gardă i NewsMaker, często publikowały raporty łączące mołdawską korupcję z interesami rosyjskimi.
W 2017 r. Internews uruchomiło projekt „Media Enabling Democracy, Inclusion, and Accountability in Moldova” (MEDIA-M), który był finansowany przez USAID i rząd Wielkiej Brytanii. Jego celem miało być stworzenie „niezależnego, profesjonalnego sektora prasowego odpornego na naciski polityczne i finansowe”. W gruncie rzeczy służył on realizacji celów politycznych USA i Wielkiej Brytanii.
Amerykanie sfinansowali także programy mające wspierać „zachodnią tożsamość Mołdawian”. Inicjatywę o wartości 20 milionów dolarów – „Moldova Resilience Initiative” – wszczęto w latach 2022–2023, ale przedłużono ją do 2026 r., by „wzmocnić poparcie społeczne dla demokratycznej, europejskiej Mołdawii” poprzez „zjednoczenie Mołdawian wokół wspólnej tożsamości europejskiej”.
Ze środków amerykańskich podatników w wysokości ponad 83 tys. dol. skorzystała w 2024 r. rodzina Sorosów, która prowadzi Fundację Mołdawii promującej integrację europejską Republiki Mołdawii od prawie piętnastu lat.
W październiku 2024 r. w Mołdawii odbyły się wybory prezydenckie i referendum w sprawie przystąpienia do Unii Europejskiej. Nieznaczna większość Mołdawian opowiedziała się za przystąpieniem do UE. Monitorowaniem wyborów zajęła się Promo-LEX, think tank finansowany w przeważającej mierze przez rząd USA. W ub. roku Promo-LEX pozyskało 1,7 mln dol. w postaci dotacji amerykańskich.
Od 1992 r. Stany Zjednoczone zainwestowały bezpośrednio ponad 640 milionów dol. w Mołdawię. Natomiast, rzeczywiste zaangażowanie finansowe poprzez dotacje i pośrednie mechanizmy finansowania miało osiągnąć poziom kilku miliardów dolarów.
Środki z USAID miały odegrać także kluczową rolę w ukształtowaniu ukraińskiego krajobrazu medialnego. Za pośrednictwem Internews Network Ukraine, USAID sfinansowało sieć platform informacyjnych opartych na mediach społecznościowych na Ukrainie, w tym New Voice of Ukraine, VoxUkraine, Detector Media i Institute of Mass Information.
Według Wikileaks, Internews Network ma globalne powiązania z Partią Demokratyczną w USA. Zaś Oksana Romaniuk, dyrektor Instytutu Informacji Masowej na Ukrainie, powiedziała, że około 80 procent ukraińskich mediów współpracowało z USAID w pewnym zakresie. Finansowanie niezależnych mediów pochodziło z puli 290 milionów dolarów przeznaczonej na inicjatywy dotyczące demokracji, praw człowieka i zarządzania.
Zaangażowanie USAID w finansowanie mediów nasiliło się po wybuchu wojny z Rosją w 2022 r. Jednak już od 2021 r. organizacja zapewniła wsparcie techniczne 66 lokalnym mediom na Ukrainie, które miały walczyć z rosyjską dezinformacją i propagandą.
Z pomocy USAID korzystają także media w krajach zachodnich np. w Wielkiej Brytanii publiczna stacja BBC przyznała, że USAID przyczyniła się do 8 procent finansowania charytatywnego BBC Media Action w latach 2023–2024.
„Podobnie jak wiele międzynarodowych organizacji rozwojowych, BBC Media Action zostało dotknięte tymczasowym wstrzymaniem finansowania rządu USA, które stanowiło około 8 procent naszych dochodów w latach 2023–2024. Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby zminimalizować wpływ na naszych partnerów i osoby, którym służymy” — podało BBC w specjalnym oświadczeniu na stronie internetowej.
Podobnie ujawniono, że z grantów rządu USA korzysta międzynarodowy serwis informacyjny „Politico”, który oficjalnie należy do koncernu Axel Springer, giganta medialnego, wydającego niemieckie pisma: Bild, Bild am Sonntag, Welt, Welt am Sonntag, a także ma kanał telewizyjny Welt, Business Insider i amerykański newsletter Morning Brew.
W grudniu 2024 r. francuski serwis śledczy Mediapart ujawnił zakres kontroli USA nad Organised Crime and Corruption Reporting Project (OCCRP). Waszyngton nie tylko zapewnia połowę budżetu OCCRP, ale także zachował prawo weta w odniesieniu do nominacji kadry kierowniczej wyższego szczebla i kierował dochodzeniami wymierzonymi w reżimy polityczne, którym sprzeciwiają się Stany Zjednoczone, takie jak te w Rosji i Wenezueli.
Raport z audytu OCCRP z 2023 r. potwierdził, iż projekt otrzymał 11 milionów dolarów finansowania od agencji amerykańskich. Waszyngton zachowuje wpływ na kształtowanie priorytetów tak zwanego dziennikarstwa śledczego.
Istotne dofinansowanie ze strony amerykańskiej różnych mediów i organizacji pozarządowych w Europie nastąpiło po 2022 r. Administracja Bidena uruchomiła specjalne programy grantowe. Stanowiły one instrument polityki zagranicznej kraju. Amerykanie wspierali np. inicjatywy mające na celu zapobieganie „mowie nienawiści” i dyskryminacji w Albanii.
W grudniu 2022 r. rząd USA poinformował o tym, że „USAID, przy dwupartyjnym wsparciu Kongresu, wspiera nowe inicjatywy lokalne w Europie Środkowej, których celem jest wzmocnienie instytucji demokratycznych, społeczeństwa obywatelskiego i niezależnych mediów, będących filarami odpornych społeczeństw demokratycznych. Programy te będą wdrażane przez koalicję partnerów posiadających głęboką wiedzę na temat regionu, doświadczenie w zapewnianiu dostosowanego wsparcia lokalnym społecznościom i zaangażowanie w uznawane na arenie międzynarodowej najlepsze praktyki wspierające demokrację”.
Uruchomiono więc programy grantowe w Europie Środkowej, kierując fundusze USAID do podmiotów w Bułgarii, Czechach, na Węgrzech, w Polsce, Rumunii, Słowacji i Słowenii w celu: „zwiększenia zdolności społeczeństwa obywatelskiego do wzmacniania zasad demokratycznych i umożliwienia obywatelom ochrony podstawowych wolności; wzmocnienia konkurencyjności, niezależności finansowej i zrównoważonego rozwoju sektora niezależnych mediów; rozwijania umiejętności kontrolnych społeczeństwa obywatelskiego i mediów, aby zwiększyć przestrzeganie praworządności, zwalczać korupcję i zwiększać dostęp do wymiaru sprawiedliwości; zwiększać zaangażowanie obywatelskie poprzez zbiorowe działania obywateli w celu wzmocnienia systemów demokratycznych”. Działania te podjęto w związku z inicjatywami „w obronie demokracji”, budowania ich „odporności”.
Ambasada USA w Polsce informowała o możliwościach ubiegania się o granty (NOFO) na wsparcie programów stacjonarnych, które zaspokajają potrzeby marginalizowanych społeczności w Polsce. Program dotacji Ambasady i Konsulatu USA w Polsce NOFO dotyczył projektów rozpoczynających się nie wcześniej niż 1 maja 2023 r. Środki można było przeznaczyć na „projekty wspierające potrzeby zmarginalizowanych społeczności w Polsce, w tym, ale nie wyłącznie: osób niepełnosprawnych, uchodźców, członków społeczności LGBTQI+, członków społeczności romskiej, mniejszości religijnych i mniejszości rasowych”.
Fundusze mogły pójść na „[p]rogramy edukacyjne, takie jak działania na rzecz społeczeństwa, podnoszenie świadomości, szkolenia w zakresie różnorodności i inkluzywności itp. Budowanie potencjału organizacji pozarządowych wspierających społeczności marginalizowane w Polsce, takie jak szkolenia w zakresie orędownictwa, zbierania funduszy, ułatwiania dialogu itp. Warsztaty mające na celu poszerzenie wiedzy i umiejętności osób świadczących usługi lub w inny sposób wspierających członków społeczności marginalizowanych i/lub ich rodziny, takich jak terapeuci, prawnicy, edukatorzy itp. Programy, które celebrują kulturę i/lub podnoszą świadomość społeczności marginalizowanej”.
Z dotacji amerykańskich korzystało kilkadziesiąt mediów polskich i organizacji pozarządowych. Dr Dominika Bychawska-Siniarska, która pomagała polskim wydawcom w pozyskiwaniu grantów z USA, szacuje, że mogło z nich korzystać ok. 25-30 redakcji – ogólnopolskich tytułów i prasy lokalnej np. wydawcy „Krytyki Politycznej”, „Kultury Liberalnej” czy „Tygodnika Powszechnego”.
Granty otrzymywała Fundacja Instytut Reportażu, która rozdzielała środki pośród lokalnych mediów, serwis MamPrawoWiedziec.pl, który dostarcza informacji o politykach itd. Granty miały też m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka oraz Kampania Przeciw Homofobii, czy „Tour de Konstytucja Dla Szkół”, ale także różne organizacje działające na rzecz uchodźców i migrantów.
Źródło: brusselssignal.eu / pl.usembassy.gov / bankier.pl AS
Przed wieloma sklepami sieci handlowej Lidl będą organizowane protesty już w najbliższą sobotę 15 lutego. W artykule wyjaśniamy, dlaczego ludzie są oburzeni i co ma z tym wspólnego sanktuarium maryjne w Gietrzwałdzie.
Organizatorzy akcji skierowanej przeciwko Lidlowi sprzeciwiają się budowie centrum dystrybucyjnego w Gietrzwałdzie, które ma powstać w pobliżu tamtejszego sanktuarium maryjnego. Oburzeni są przekonani, że inwestycja naruszy powagę miejsca kultu i doprowadzi do degradacji środowiska.
Spór o halę Lidla w Gietrzwałdzie trwa od lat
Plany budowy centrum dystrybucyjnego Lidla w Gietrzwałdzie budzą kontrowersje od dłuższego czasu. Przeciwnicy inwestycji podkreślają, że obiekt miałby stanąć zaledwie kilkaset metrów od sanktuarium, które jest jednym z najważniejszych miejsc kultu maryjnego w Polsce. Objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie z 1877 roku to jedyne w kraju, które zostały oficjalnie uznane przez Kościół katolicki.
Zdaniem protestujących, budowa hali logistycznej może zakłócić duchowy charakter tego miejsca i negatywnie wpłynąć na środowisko. Aktywiści obawiają się również, że obiekt stanie się miejscem składowania odpadów, co – według nich – doprowadzi do degradacji krajobrazu Doliny Pasłęki, która jest obszarem chronionym.
Argumenty Lidla
Sieć Lidl stanowczo zaprzecza doniesieniom o składowaniu odpadów i podkreśla, że inwestycja ma służyć lokalnej społeczności, zapewniając nowe miejsca pracy. Centrum dystrybucyjne ma powstać na działce o powierzchni około 42 hektarów, znajdującej się na terenie dawnego PGR Łajsy w Gietrzwałdzie.
Mimo zapewnień Lidla, przeciwnicy planu nie składają broni. Organizowane są kolejne protesty, w tym planowane na 15 lutego pikiety pod sklepami sieci w całej Polsce.
Tematem budowy hali Lidla w Gietrzwałdzie zajęli się także politycy. 9 grudnia 2024 roku w Sejmie powołano Parlamentarny Zespół ds. Obrony Gietrzwałdu, którego przewodniczącym został Włodzimierz Skalik z Konfederacji. W jego skład weszło ośmiu posłów: czterech z PiS, trzech z Konfederacji i jeden z PSL-Trzeciej Drogi. Jak dotąd zespół nie wydał żadnej wiążącej opinii w sprawie.
Braun wśród przeciwników inwestycji Lidla
Wśród przeciwników inwestycji jest m.in. były wojewoda warmińsko-mazurski, który w okresie rządów PiS wstrzymał realizację projektu. Jednak we wrześniu 2024 roku Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Olsztynie uchyliło jego decyzję, otwierając drogę do dalszych prac.
Protesty przeciwko inwestycji wspiera także Konfederacja Korony Polskiej z Grzegorzem Braunem na czele. Polityk ten już wcześniej zachęcał do manifestacji – podobne akcje odbyły się 13 i 14 grudnia ubiegłego roku pod sklepami sieci Lidl.
Z artykułu dowiesz się, że:
Pikiety przeciwko Lidlowi odbędą się 15 lutego pod sklepami sieci w całej Polsce – protestujący sprzeciwiają się budowie hali dystrybucyjnej w Gietrzwałdzie
Kontrowersyjna inwestycja ma powstać kilkaset metrów od sanktuarium maryjnego, co według katolików naruszy powagę miejsca kultu i zagrozi środowisku
Lidl odpiera zarzuty, twierdząc, że inwestycja zapewni miejsca pracy i nie będzie miejscem składowania odpadów
Sprawa trafiła do Sejmu – powołano Parlamentarny Zespół ds. Obrony Gietrzwałdu, ale na razie nie wydał on oficjalnej opinii.
Grzegorz Braun był gościem na kanale Jana Pospieszalskiego. W rozmowie omawiano m.in. kwestię listu 16 filosemitów potępiających katolicką inicjatywę Brauna przeciwko fałszywym praktykom żydowskiej sekty Chabad Lubawicz, które z irracjonalnych powodów są celebrowane w Sejmie.
Sekta, jak się okazuje, posiada duże wpływy nie tylko w rządzie, ale też w środowiskach medialnych. Braun podkreślił, że mimo wielkich chęci, nie udało się nikomu postawić mu jakichkolwiek zarzutów w tej sprawie. Poruszono też postawę Konfederacji.
– Ruszyła wtedy kolejna w moim życiu, ale trzeba przyznać, chyba dość bezprecedensowa nagonka i te „wyroki śmierci cywilnej” zostały na mnie po raz kolejny rozpisane, ogłoszone. I były to nawoływania na najwyższym szczeblu. Korespondowali marszałek Sejmu z ministrem… – mówił Grzegorz Braun, na co wtrącił się Jan Pospieszalski.
– No nie, no pamiętamy. Odbieranie… Odbieranie pensji, odbieranie tego, odbieranie immunitetu, wszystkiego – przypomniał Pospieszalski.
– A no to prześledź, kto głosował „za”. Siedem razy, bo siedem zarzutów. I Wysoka Izba musiała siedem razy guzik nacisnąć w tej sprawie, rączkę podnieść, kto zechciał. Więc zobacz, kto głosował „za”. I zobacz, że nie ma najmniejszej przesady w moim stwierdzeniu o… o istnieniu szerokiej koalicji chanukowej w polskim życiu publicznym od prawej do lewej – stwierdził Braun.
– A to, że to są ci sami ludzie, którzy też naciskali guzik za zamordyzmem covidowym, za wpychaniem Polski w wojnę, antagonizowaniem z wszystkimi sąsiadami, za podległością eurokołchozowi, to są fakty. Za zielonymi ładami, wszyscy to opierali – podkreślił lider KKP.
Potem prawicowy kandydat na prezydenta ocenił, iż „Chanuka jest tu pewnym papierkiem lakmusowym”. Pospieszalski wówczas pokazał głosowanie przeciwko Braunowi. Z PiS 31 posłów się wstrzymało od głosowania, a 1 wstrzymał się od głosu. Reszta z PiS była za ukaraniem Grzegorza Brauna.
Z KO nie głosowało 4 posłów. Reszta była za ukaraniem. Tak samo Polska 2050 i Lewica.
W przypadku Konfederacji natomiast nie głosowało trzech posłów. W pozostałych przypadkach połowa była za ukaraniem, a druga połowa przeciw.
– No to chłopcy, przepraszam, panowie, twoi towarzysze walki z Konfederacji zachowali się jak trzeba w tej sytuacji – przekonywał Pospieszalski.
Po chwili ciszy, Braun odpowiedział, że „bardzo się cieszę, tak”.
– Bardzo się cieszę, że nastąpiło jakieś po wstępnych, niekontrolowanych odruchach, ataku paniki u niektórych, że nastąpiło jakieś otrzeźwienie. Bardzo się cieszę, ale wiesz… Chciałem jedną rzecz odnotować. Że rok minął, a ja ciągle nie siedzę – podkreślił lider KKP.
– Pamiętasz, że ogłoszono to wtedy w takim trybie, że ja już w ogóle jestem skazany. Już ten wyrok medialny, lincz został wykonany pospołu przez media lewackie i prawackie głównego ścieku. Znowu trzeba powtórzyć i przez „Gazetę Wyborczą”, i przez „Gazetę Polską”. Ten szeroki ruch potępienia – mówił Grzegorz Braun.