„Protokół terapii daremnej” – Bestialstwo „medycyny” w Polsce.

Protokół terapii daremnej – kilkaset polskich dzieci z wyrokiem śmierci

Autor: AlterCabrio , 21 października 2024

– Poziom bestialstwa jaki dotyka zarówno osoby objęte protokołem, jak i ich najbliższych, to jest bestialstwo, które przekroczyło wielokrotnie granice mojej wyobraźni. Ludzie płacą całe życie podatki, rodzi im się dziecko. I to dziecko, z takich czy innych powodów, jest objęte protokołem terapii daremnej. I nagle okazuje się, że nie może być leczone, nie można mu podać nawet antybiotyków, może być jedynie karmione i podtrzymywane przy życiu?

– Tak stanowi protokół terapii daremnej, że korzysta z tego faktu, że w Polsce nie istnieje instytucja pełnomocnika medycznego. Nawet rodzic w stosunku do dziecka nie ma takich uprawnień jak pełnomocnik medyczny, a powinien mieć, z automatu jako rodzic wobec osoby niedorosłej. Czyli kogoś, kto ma władzę decydowania odnośnie różnych kuracji, odnośnie tego też, czy wolno wycofać jakiś rodzaj leczenia czy nie. U nas w tych dokumentach, które istnieją podkreśla się to, że zdanie rodziny nie ma znaczenia prawnego. I to nawet rodziców w stosunku do dziecka.

(…)

– Jest to pole do nadużyć. Lekarzom wypracowano taką wolność, że to się zamienia wręcz w dowolność ich decyzji, ponieważ twierdzi się tak, że jeśli lekarz widzi, że dana terapia jest daremna, to nie musi się zwracać do sądu o jakąkolwiek decyzję w tej sprawie, ponieważ jeśli jest daremna, to nawet nie wolno mu kierować do sądu tej sprawy. A czy jest daremna, czy nie on decyduje z całą swobodą, niekiedy łącznie z karmieniem i pojeniem…

−∗−

Kilkaset polskich dzieci z wyrokiem śmierci

 

Rozmawiają: Edyta Paradowska, o. dr Jacek Maria Norkowski

−∗−

Warto porównać:

Terapia daremna czyli lekarze panami życia i śmierci
«Najważniejszym elementem, na którym ten cały projekt się koncentruje, to jest kwestia ewentualnej zgody takiego pacjenta. On, oczywiście takiej zgody udzielić nie może, aby zaniechano jakichkolwiek procedur medycznych w stosunku […]

___________

Legalnie mordują ludzi na narządy
Tych dawców jest ciągle za mało, więc postanowiono [zakwalifikować] takich dawców, którzy nie spełniają kryterium śmierci pnia mózgu, a więc nie mają całkowitej utraty przytomności, ale są np. zależni od […]

Mroczna historia statyn

Mroczna historia statyn babylonianempire

Data: 21 ottobre 2024Author: Uczta Baltazara

=============================

„Na prawie 1,7 miliona ataków serca i udarów mózgu w Stanach Zjednoczonych, ponad połowa dotyczy pozornie zdrowych pacjentów z prawidłowym poziomem cholesterolu”.

==============================

W poniższym tekście chciałabym podzielić się z wami treścią wspaniałego wykładu dr Paula Masona na temat historii statyn. Paul Mason jest australijskim lekarzem, który kocha dowody naukowe. Jego sposób wyjaśniania i ustawiczne odwoływanie się do publikacji naukowych w celu poparcia swych poglądów dają poczucie solidności i wiarygodności. Jego filmy można znaleźć na tym oto kanale YouTube: https://www.youtube.com/@DrPaulMason/videos

Oto transkrypcja wykładu dr Masona na temat statyn:

Dzisiaj porozmawiamy o historii statyn i o tym, jak wypaczono naukę.

Obecnie miliony ludzi przyjmują statyny, które przynoszą ogromne zyski. Weźmy pod uwagę, że sam Lipitor w całej swojej historii wygenerował ponad 150 miliardów dolarów!

Pierwsze pytanie brzmi: jak doszło do tego, że statyny stały się tak popularne?

Ich historia rozpoczęła się w roku 1913, kiedy to rosyjski naukowiec Nikolai Anikov odkrył, że karmienie królików czystym cholesterolem może wywołać u nich miażdżycę. W ciągu dziesięcioleci odkrycie to doprowadziło do sformułowania hipotezy lipidowej, zgodnie z którą główną przyczyną chorób sercowo-naczyniowych jest cholesterol.

Pomimo faktu, że króliki są zwierzętami roślinożernymi, a ich miażdżyca bardzo różni się od ludzkiej, w połowie lat pięćdziesiątych laboratoria firm farmaceutycznych na całym świecie poszukiwały leku, który mógłby obniżyć poziom cholesterolu.

Jedną z nich była Merrel, ta sama firma, która wprowadziła talidomid na rynek amerykański, która znalazła lek obniżający poziom cholesterolu: MER29, który szybko stał się sukcesem komercyjnym.

https://babylonianempire.wordpress.com/2023/11/30/australia-przeprasza-ofiary-thalidomidu-kiedy-zacznie-sie-przepraszanie-ofiar-szczepionek-i-lockdownow/embed/#?secret=7Ybt2XGDMg#?secret=dMIs9sCJBB

Jednak oprócz zysków była to katastrofa: chociaż firma początkowo twierdziła, że lek jest bezpieczny i wolny od skutków ubocznych, w roku 1962 wycofała go z rynku. W tym samym roku FDA wycofała pozwolenie na sprzedaż MER/29, ponieważ Merrel nie dostarczył wszystkich informacji na temat skutków ubocznych leku: zaćmy, łysienia, zapalenia skóry, nasilenia miażdżycy tętnic i innych.

Spółka Merrel wiedziała o wspomnianych skutkach ubocznych, ponieważ podczas testów na zwierzętach pojawiły się liczne problemy związane z lekiem: po dziewięciu tygodniach przyjmowania leku, z grupy 44 myszy przeżyła tylko jedna. Merrel sfałszował wyniki badań, zataił skutki uboczne i zalecił swoim dystrybutorom zrzucanie winy za skutki uboczne na inne leki. Ostatecznie firma musiała zapłacić ponad 50 milionów dolarów odszkodowań. (1)

Ten fakt stworzył próżnię: silne przekonanie, że cholesterol jest niebezpieczny i że nie ma leku, który mógłby go obniżyć. To właśnie w tym kontekście narodziły się statyny.

W roku 1976, japoński naukowiec Akira Endo wyodrębnił mykotoksynę znaną jako ML236B, która stała się pierwszą eksperymentalną statyną. W roku 1979 Sankayo i Merck (dwie firmy farmaceutyczne) pracowały nad tą samą statyną: kto miał ją opatentować pierwszy, ten miał zarobić mnóstwo pieniędzy!

Jednak w roku 1980 Sankayo zaprzestało prac nad wspomnianą statyną: u połowy psów wykorzystanych we wstępnych badaniach nad statyną rozwinął się chłoniak jelit (rak), więc lek uznano za zbyt niebezpieczny. Również firma Merck zaprzestała prac nad ową statyną. Ale po naleganiach naukowców pracujących nad projektem, prace zostały wznowione, ze względu na stwierdzenie, że naukowcy japońscy pomylili się, uznając ją za odpowiedzialną za raka jelit… (2)

Tym sposobem w roku 1987 firma Merck otrzymała zgodę FDA na sprzedaż swojej pierwszej statyny, Lovastatin.

Jednak kilka lat później (w roku 1990) NIH zwołał panel w celu przedyskutowania ewentualności, że obniżanie poziomu cholesterolu może być z założenia niebezpieczne. Jaki był wniosek? – Tak, obniżanie cholesterolu może być niebezpieczne. W roku 2001 firma Bayer wycofała swoją statynę Baycol po tym, jak wiele osób ją przyjmujących zmarło. (3) W wyniku tego wycofania Bayer zapłacił ponad miliard dolarów z tytułu tysięcy pozwów sądowych o odszkodowania za obrażenia spowodowane przez tę statynę.

Lista skutków ubocznych wywoływanych przez statyny jest długa:

Demencja (4)

Zwiększone ryzyko osteoporozy (5)

Obniżony poziom testosteronu, powodujący zaburzenia erekcji i kurczenie się jąder (6)

Zwiększone ryzyko zachorowania na cukrzycę (u kobiet w okresie menopauzy ryzyko wzrasta o 71%) (7)

Wymienione skutki uboczne nie są tajemnicą, wystarczy przeczytać ulotkę dołączoną do opakowania (w tym przypadku do produktu Crestor).

Rak wątroby

Uszkodzenie mięśni

Krew w moczu

Zwiększone ryzyko zachorowania na cukrzycę

Lista skutków ubocznych zaobserwowanych po wprowadzeniu leku Crestor do sprzedaży jest jeszcze bardziej spektakularna:

Bóle stawów

Niewydolność wątroby (ze skutkiem śmiertelnym i bez)

Zapalenie wątroby

Żółtaczka

Trombocytopenia (niski poziom płytek krwi we krwi)

Depresja

Zaburzenia snu

Neuropatia obwodowa (nieprawidłowe funkcjonowanie nerwów obwodowych)

Śródmiąższowa choroba płuc (rozległa deformacja architektury pęcherzyków płucnych i dróg oddechowych)

Ginekomastia (powiększenie tkanki piersi u mężczyzn)

Oczywiście powinniśmy być uspokojeni, że ryzyko wystąpienia skutków ubocznych u osób przyjmujących statyny jest niskie: 1 na 100, a czasem nawet 1 na 200. Zwłaszcza, gdy twierdzenia te wygłasza Sir Rory Collins, ceniony profesor medycyny na Uniwersytecie Oksfordzkim (8). Nie jest jednak sensowne, że ten sam Rory Collins zgłosił patent na test identyfikujący gen, który sprawia, że osoby przyjmujące statyny są bardziej podatne na bóle mięśni, a strona internetowa sprzedająca ten test (StatinSmart) twierdzi, że 29% osób przyjmujących statyny cierpi na bóle mięśni, skurcze lub osłabienie (9). Fakt mówiący, że 29% osób cierpiących z powodu skutków ubocznych stosowania statyn jest prawdopodobnie bliższy prawdy niż 1% deklarowany przez Collinsa (8).

Bardzo często badania nad statynami są projektowane w taki sposób, że skutki uboczne zostają bagatelizowane. Na przykład, przed rozpoczęciem tego oto dużego testu (10) przeprowadzono „okres próbny”, podczas którego kandydatom najpierw podawano placebo, a następnie statynę. Kandydaci, którzy doświadczyli skutków ubocznych przyjmowania statyny w tym okresie, zostali wykluczeni z badania. W tym przypadku (10) usunięto ponad 11 000 osób, czyli jedną trzecią potencjalnych kandydatów. (Tak więc osoby, u których potencjalnie mogą wystąpić skutki uboczne, to nie 1%, jak podano, ale 30%. Ten 1% wynika z faktu, że osoby, u których wystąpiły skutki uboczne w okresie prowadzenia badania, zostały z niego wykluczone. Niestety, tego rodzaju praktyka jest całkowicie legalna).

Prawda jest taka, że 1 na 5 (11) pacjentów nie toleruje dobrze standardowej dawki statyn i pojawiają się u niego uciążliwe skutki uboczne.

Nasuwa się więc pytanie: jeśli statyny mają opisane skutki uboczne, to na ile mogą one przedłużyć życie? – A dokładniej: o ile wydłuży się życie przeciętnej osoby przyjmującej statyny? – Na to pytanie odpowiada to znakomite studium (12), w którym zebrano dane z każdego kwalifikującego się badania: 11 badań, w których łącznie wzięło udział 90 000 osób:

Osoby, które miały już zawał serca, zyskały 4,1 dnia życia.

Osoby, które nie miały zawału serca, zyskały 3,2 dnia życia

Po zażywaniu statyn przez lata (red.) i być może doświadczaniu poważnych skutków ubocznych, które obniżają jakość życia) ludzie żyją od 3 do 4 dni dłużej.

Wartości te są prawdopodobnie zawyżone, ponieważ wielu badań nie można było wziąć pod uwagę, gdyż firmy farmaceutyczne nie upubliczniły surowych danych z badań, a jedynie wyniki ekstrapolowane na ich podstawie. (Uwaga redaktora: Jeśli nie macie nic do ukrycia, dlaczego nie udostępnicie surowych danych do przeprowadzenia niezależnej analizy?)

Na przykład ta metaanaliza (13) analizująca wyniki ośmiu badań stwierdza, że u osób w wieku od 50 do 75 lat przyjmowanie statyn nie wydłuża życia.

Tylko jedno z ośmiu analizowanych badań wykazało pozytywny efekt: Jupiter Trial (14). (Uwaga edytora: Wcześniej statyny były testowane tylko na osobach z wysokim poziomem cholesterolu, podczas gdy w tym badaniu chciano sprawdzić ich skuteczność jako profilaktyki pierwotnej, tj. na osobach z niskim poziomem cholesterolu, ale wysokim poziomem białka C-reaktywnego. Białko C-reaktywne jest wskaźnikiem stanu zapalnego związanego z chorobą sercowo-naczyniową).

Wyniki badania Jupiter Trial zostały ogłoszone z wielką pompą, całkowicie ignorując wyniki pozostałych 7 badań. Teraz chciałbym pokazać, jak to zrobiono, aby wyniki wydawały się znacznie bardziej imponujące niż są w rzeczywistości. Na przykład ten oto artykuł w New York Times (15) stwierdza, że uczestnicy badania Jupiter, którzy przyjmowali statyny, byli o prawie 50% mniej narażeni na zawał serca, konieczność wszczepienia stentu lub bajpasów. Imponujące, prawda?

……………………………………

Uwaga autorki artykułu (włoskiej transkrypcji video):

To trochę skomplikowane, ale postaram się to wyjaśnić: Jupiter Trial (14) to badanie RCT (randomizowane badanie kontrolowane), w którym dwie grupy podobnych osób otrzymują dwie różne rzeczy. Jedna grupa przyjmowała lek Crestor (który jest statyną produkowaną przez firmę Astra Zeneca), a druga grupa placebo. Aby ocenić skuteczność przyjmowania leku Crestor, naukowcy postanowili zmierzyć częstotliwość występowania jednego z następujących zdarzeń:

Ataki serca niezakończone zgonem

Zawały serca niezakończone zgonem

Hospitalizacje z powodu dławicy piersiowej

Rewaskularyzacja tętnic

Zgon z przyczyn sercowych

Wynik:

1,5% w grupie przyjmującej Crestor

2,7% w grupie przyjmującej placebo

Zatem u osób przyjmujących Crestor wystąpił WZGLĘDNY spadek ryzyka o 44%. Względny oznacza w stosunku do innych grup w badaniu. Jednak „z klinicznego punktu widzenia ważniejsze jest ABSOLUTNE zmniejszenie ryzyka. Ponieważ bezwzględne zmniejszenie ryzyka musi być wystarczająco duże, aby uzasadnić ryzyko i koszty związane z przepisywaniem leku zdrowym ludziom” (16). Należy pamiętać, że badanie Jupiter Trail miało na celu sprawdzenie skuteczności leku Crestor w profilaktyce pierwotnej. Profilaktyka pierwotna oznacza stosowanie leku u osób zdrowych.

Jakie więc było ABSOLUTNE zmniejszenie ryzyka w badaniu Jupiter Trial? – 0.59%. DUŻA różnica w porównaniu z 44% względnym zmniejszeniem ryzyka, prawda? – Dr Paul Mason stworzył wykres, który jest łatwiejszy:

Jeśli weźmiemy pod uwagę tylko najbardziej niebezpieczne zdarzenia (takie jak zawały serca), ABSOLUTNA redukcja ryzyka wynosi 0,20 procent, podczas gdy RELATYWNA redukcja wynosi 54 procent…

Czy dostrzegacie, jak manipulują liczbami, abyśmy myśleli, że mamy do czynienia z czymś nadzwyczajnym, podczas gdy w rzeczywistości efekt jest mniej niż mierny? – Wyjaśnijmy: redukcja bezwzględna o 0,59% w przypadku 5 zdarzeń oznacza, że 169 osób musiałoby przyjmować statynę przez rok, aby zapobiec wystąpieniu jednego zdarzenia. Jeśli spojrzymy wyłącznie na poważne zdarzenia (takie jak zawały serca), 500 osób musiałoby być leczonych przez rok, aby zapobiec jednemu zdarzeniu. (17) Czy ryzyko pojawienia się skutków ubocznych u 500 osób warte jest korzyści odniesionych tylko przez jedną osobę?

Liczba ta nazywana jest liczbą NNT (Number Needed to Treat): liczbą osób, które muszą być leczone, aby uzyskać pozytywny wynik. Im niższa liczba, tym skuteczniejszy jest lek. Jeśli NNT wynosi ponad 50, jest to jak kupowanie losu na loterię…

Po tym wyjaśnieniu zacytuję dokładne słowa na początku artykułu New York Timesa (15) na temat wyników Jupiter Trial, w nadziei, że mogą one być pomocne w zrozumieniu poziomu manipulacji informacjami, której jesteśmy poddawani na co dzień, i która NIESTETY doprowadziła mnie do tego, że przestałam wierzyć w to, co mówią mi media.

„Nowe ważne badanie sugeruje, że miliony osób z niskim poziomem cholesterolu mogłyby nadal odnosić korzyści z przyjmowania statyn, ponieważ lek ten może znacznie obniżyć ryzyko zawału serca, udaru mózgu i śmierci.

Badanie wykazało, że ryzyko zawału serca w grupie przyjmującej statyny zmniejszyło się o ponad połowę.

Statyny zostały uznane za tak korzystne, że niezależna komisja przerwała badanie, które miało trwać pięć lat, po niecałych dwóch latach”.

Przykro mi to powtórzyć, ale ABSOLUTNY spadek ryzyka wyniósł jedynie 0,59%, a nie ponad 50%, jak twierdzi New York Times…

Istnieją dalsze problemy związane z badaniem Jupiter Trial: po pierwsze, badanie mogło przecenić działanie statyn, a co ważniejsze, nie wykryło ryzyka związanego z długotrwałym podawaniem statyn zdrowej populacji.

Na przykład w grupie przyjmującej statyny odnotowano wyższy poziom hemoglobiny glikowanej i częstsze występowanie cukrzycy. Ponadto, jakie mogą być długoterminowe skutki poziomów LDL poniżej 60 mg/dl? (16,17)

A teraz dochodzimy do złotej zasady „podążaj za pieniędzmi”. Chociaż wielu z nas chciałoby, aby było inaczej, smutna prawda jest taka, że w naszym społeczeństwie są ludzie, którzy zrobią wszystko dla pieniędzy.

W rozdziale „Metody”, paragraf „Projekt badania” badania Jupiter Trial (14) czytamy następujące słowa

„Badanie było wspierane finansowo przez firmę AstraZeneca”.

Badanie było wspierane finansowo przez AstraZeneca, tj. firmę farmaceutyczną produkującą Crestor, statynę użytą w badaniu Jupiter Trial.

To, że firmy farmaceutyczne finansują badania wykazujące skuteczność ich własnych leków w celu zwiększenia potencjalnej bazy klientów, jest dziś powszechną praktyką. Uważam jednak za niedopuszczalne, że 9 z 14 badaczy biorących udział w badaniu miało powiązania finansowe z firmą AstraZeneca.

Co więcej, główny badacz Ridker miał ogromny osobisty konflikt interesów, ponieważ jest właścicielem patentu na test wykrywający wartości białka C-reaktywnego, które badanie proponuje jako nową metodę wykrywania osób potencjalnie zagrożonych chorobą sercowo-naczyniową. (18).

Kończę, odchodząc od tematu, interesującym cytatem samego Ridkera: „Na prawie 1,7 miliona ataków serca i udarów mózgu w Stanach Zjednoczonych, ponad połowa dotyczy pozornie zdrowych pacjentów z prawidłowym poziomem cholesterolu”. (19) Jak to możliwe? – Od ponad pięćdziesięciu lat mówi się nam, że wysoki poziom cholesterolu jest przyczyną chorób sercowo-naczyniowych, a tymczasem ponad 50% osób, które mają zawały serca i udary mózgu, posiada cholesterol mieszczący się w średnim zakresie? – Czy zdajecie sobie sprawę w jakim społeczeństwie żyjemy?

……………………………..

Ale wróćmy do video dr Paula Masona.

Teraz pokażę wam, jak wykorzystują tę manipulację liczbami w sposób odwrotny: w tym artykule w New York Times stwierdzono, że badanie wykazało, że statyny nie mają negatywnego wpływu na pamięć (20). W tym oto studium (21) dotyczącym 480 000 pacjentów, 376 w grupie przyjmującej statyny miało poważną utratę pamięci, podczas gdy w grupie nie przyjmującej statyn jedynie 114 pacjentów miało poważną utratę pamięci. Stanowi to 320% wzrost ryzyka względnego, a po uwzględnieniu pewnych czynników zakłócających, ryzyko wzrasta do 440%.

Jak to się stało, że w tym przypadku, New York Times nie wspomniał o ryzyku względnym, tak jak to zrobił w artykule na temat Jupiter Trial? – Gdyby tak zrobił, nagłówek powinien brzmieć: „Statyny zwiększają ryzyko problemów z pamięcią o 400%”… ( Rozumiecie? – Decydują się pokazać nam dane zgodnie z tym, w co chcą, abyśmy uwierzyli…)

Morał jest taki: nie należy czerpać informacji na temat zdrowia z gazet. Niestety, jak zobaczymy w moim następnym wykładzie, często również lekarze nie są godni zaufania, ponieważ często czują się zobowiązani do robienia takich rzeczy, jak przepisywanie statyn – także wbrew ich osobistemu osądowi. Pamiętajcie więc, że macie prawo kwestionować swoich lekarzy, prosząc ich o dowody, na których opierają swoje porady.

Odnośniki:

  1. The MER/29 Story. An Instance of Successful Mass Disaster Litigation
  2. The Pathogenesis of Atherosclerosis. An interpretive history of the cholesterol controversy: part I
  3. Bayer is forced to release documents over withdrawal of cerivastatin
  4. The effect of HMG-CoA reductase inhibitors on cognition in patients with Alzheimer’s dementia: a prospective withdrawal and rechallenge pilot study
  5. Diagnosis of osteoporosis in statin-treated patients is dose-dependent
  6. The effect of statins on testosterone in men and women, a systematic review and meta-analysis of randomized controlled trials
  7. Statin use and risk of diabetes mellitus in postmenopausal women in the Women’s Health Initiative
  8. Interpretation of the evidence for the efficacy and safety of statin therapy
  9. More clarity needed on the true benefits and risks of statins
  10. MRC/BHF Heart Protection Study of cholesterol lowering with simvastatin in 20,536 high-risk individuals: a randomised placebo-controlled trial
  11. Cardiovascular event reduction with PCSK9 inhibition among 1578 patients with familial hypercholesterolemia: Results from the SPIRE randomized trials of bococizumab
  12. The effect of statins on average survival in randomised trials, an analysis of end point postponement
  13. Evaluation of Time to Benefit of Statins for the Primary Prevention of Cardiovascular Events in Adults Aged 50 to 75 Years
  14. Rosuvastatin to prevent vascular events in men and women with elevated C-reactive protein
  15. NY Times Article: Statins May Not Affect Memory, Study Suggests
  16. Expanding the Orbit of Primary Prevention — Moving beyond JUPITER
  17. JUPITER: a Few Words of Caution
  18. Cholesterol Lowering, Cardiovascular Diseases, and the Rosuvastatin-JUPITER Controversy A Critical Reappraisal
  19. The JUPITER Trial Results, Controversies, and Implications for Prevention
  20. Statins May Not Affect Memory, Study Suggests
  21. Statin Therapy and Risk of Acute Memory Impairment
https://youtube.com/watch?v=KRmAEx5CWIM%3Ffeature%3Doembed

INFO: https://www.livebetter.eu/loscura-storia-delle-statine/

Co więcej:

Statyny mogą ułatwiać rozwój choroby Parkinsona: Wgląd uzyskany z dużej, krajowej bazy danych roszczeń: https://movementdisorders.onlinelibrary.wiley.com/doi/abs/10.1002/mds.27006

https://babylonianempire.wordpress.com/2024/09/08/leki-na-zgage-i-refluks-powodujace-raka-zoladka-i-niewydolnosc-nerek-staja-sie-przyczyna-dochodzenia-w-sprawie-pozwu-zbiorowego/embed/#?secret=806AAXG7EF#?secret=Ev9a0luB4o

https://babylonianempire.wordpress.com/2024/08/25/matki-walczace-ze-skandalem-wiekszym-niz-ten-z-thalidomidem-powiedziano-nam-ze-lek-jest-bezpieczny/embed/#?secret=nbhM1Gmmsh#?secret=YG4YXbmEEA

https://babylonianempire.wordpress.com/2024/03/21/pregabalin-lyrica-farmaceutyk-ktory-zabija-uzaleznia-i-powoduje-niepelnosprawnosc/embed/#?secret=J6RLjBG59y#?secret=FrLV9dea98

Pycha kroczy przed upadkiem. Kompromitacja bodnarowców.

Kompromitacja bodnarowców

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  22 października 2024 michalkiewicz

Lepsze jest wrogiem dobrego. Niby to oczywista oczywistość, ale mikrocefale uwiedzeni lewackim doktrynerstwem właśnie takich oczywistych rzeczy nie są w stanie zrozumieć. Może dlatego, że popychani przez żydowskich promotorów rewolucji komunistycznej, pogardzają chrześcijaństwem, które – niezależnie od rozmaitych metafizycznych stwierdzeń – dostarcza też bardzo praktycznych, użytecznych wskazówek. Na przykład w ewangelicznej przypowieści o pszenicy i kąkolu. Jak pamiętamy, właściciel pola porażonego złośliwie kąkolem, zabronił gorliwym sługom interwencji, żeby wyrywając kąkol, z rozpędu nie powyrywali również pszenicy.

Jaki z tego praktyczny wniosek? Ano taki, żeby nawet dążąc do dobrego, wystrzegać się przesadnej perfekcji. Żeby umieć zgodzić się i nawet tolerować pewne niedoskonałości, ponieważ pragnienie doskonałości może doprowadzić do wielkich nieszczęść. Tak właśnie było w przypadku rewolucji, zarówno tej francuskiej, jak i tej bolszewickiej. Pod pretekstem dążenia do doskonałości wymordowano tysiące, a nawet miliony ludzi za rozmaite „odchylenia” od jedynie słusznej linii, którą wykoncypowali sobie francuscy, semiccy i rozmaici inni cadykowie.

Albo na przykład taka rada św. Pawła, którą kiedyś księża czytali nupturientom podczas ceremonii ślubu kościelnego. Teraz, zdaje się, tego zaniechano w imię forsowanego przez mikrocefali „partnerstwa”, podczas gdy jest to nie tylko rada bardzo praktyczna, ale w dodatku wychodząca naprzeciw rzeczywistym potrzebom obojga małżonków. Św. Paweł zaleca mężom, żeby swoje żony kochali, natomiast żonom przypomina, że powinny swoich mężów szanować.

Ponieważ Żydowie, którzy na podobieństwo owsików roją się w awangardzie postępactwa, prowadzą, np. przy pomocy Judenratu „Gazety Wyborczej” kampanię przeciwko nauce religii, to młodzi ludzie, którzy myślą, że z tym postępem to wszystko naprawdę, basują kobiecinie z vaginetu Donalda Tuska, pani Barbarze Nowackiej i tym samym pozbawiają się szansy poznania myślenia rozsądkowego, skazując się na kierowanie się już tylko instynktem stadnym. Dlatego rozśmieszyła mnie pretensjonalna pogróżka pani filozofowej, czyli Magdaleny Środziny, że „inteligencja”, w odwecie za „zawieszenie” azylu, nie będzie głosowała na Volksdeutsche Partei Donalda Tuska. Abstrahując już od tego, że pani filozofowa najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy, że to tylko takie pogróżki przedwyborcze obywatela Tuska Donalda, żeby przelicytować byłego Naczelnika Państwa, to trzeba z naciskiem podkreślić, że na Volksdeutsche Partei nie głosowała żadna „inteligencja”. Na tę partię, podobnie, jak na większość pozostałych, głosowali pół, albo nawet ćwierćinteligenci, podczas gdy nieliczna inteligencja – około 12 procent dorosłej populacji – popierała Konfederację. Po czym bowiem można odróżnić inteligenta, od pół, albo ćwierćinteligenta? Po tym, że inteligent myśli samodzielnie, podczas gdy ci pozostali kierują się instynktem stadnym. Żadne tytuły naukowe nie mają tu znaczenia, bo – jak mogliśmy przekonać się na przykładzie pana dra Myrchy – często są one następstwem tego, że „uczył Marcin Marcina”.

Ale dość tych dygresji, bo przecież chciałem pokazać, jak bodnarowcy, razem ze swoim wodzem, czyli ministrem sprawiedliwości w vaginecie Donalda Tuska, panem Adamem Bodnarem, zapominając, że lepsze jest wrogiem dobrego, właśnie się zakiwali. Dopóki bowiem, bodnarowskim obyczajem, realizowali operację „przywracania praworządności” metodą na rympał, dopóty ani były Naczelnik Państwa, ani nikt inny, nie mógł znaleźć skutecznego remedium na te poczynania. Do tej, nazwijmy to, rewolucyjnej praktyki, rewolucyjne teorie dorabiały panu ministru Bodnaru rozmaite autorytety pacanowskie, między innymi – „babunia demokracji walczącej”, czyli pani prof. Ewa Łętowska. Pan Bodnar jednak sam też jest profesorem, toteż wie, że to towarzycho, to w zdecydowanej większości Scheiss. Zapragnął tedy oprzeć operację „przywracania demokracji” w naszym bantustanie nie tylko na rewolucyjnych teoriach autorytetów pacanowskich, tylko na jakiejś bardziej prestiżowej podstawie i w tym celu zwrócił się do Komisji Weneckiej w nadziei, że przytłoczy ona wszystkich krytyków vaginetu obywatela Tuska Donalda swoim autorytetem.

Ta cała Komisja Wenecka nie ma co prawda żadnych kompetencji stanowiących, bo jest tylko organem doradczym Rady Europy, ale pan minister Bodnar, w przekonaniu, że wesprze jego rympały swoim autorytetem, nadymał ją jak mógł, również przy pomocy rządowej telewizji i TVN, która na tym etapie słucha się Judenratu. „A tymczasem na mieście inne były już treście” – przestrzegał poeta. Oto Komisja Wenecka całkowicie zawiodła nadzieje bodnarowców, którzy z tej konfuzji musieli przez cały tydzień ukrywać jej opinię przed polską publicznością. Wreszcie 14 października o godzinie 18,30 opinia Komisji Weneckiej została opublikowana. I cóż z niej wynika? Ano, obala ona punkt po punkcie nie tylko rewolucyjną praktykę bodnarowców, ale i rewolucyjne teorie wspierających pana ministra Bodnara autorytetów pacanowskich. Stwierdza ona, że sędziowie, bez względu na to, czy Judenrat „Gazety Wyborczej” nazywa ich „neosędziami”, odmawiając im autentyczności, są sędziami. Co gorsza, orzeczenia wydane przez nich, czy choćby tylko z ich udziałem, są wyrokami, z którymi władza wykonawcza musi się liczyć.

Słowem – katastrofa na całej linii. Co teraz zrobią bodnarowcy, co teraz powiedzą autorytety pacanowskie? Oczywiście, bodnarowcy mogą powiedzieć, że również tej opinii „nie uznają” – ale nie będzie to brzmiało przekonująco, choćby ze względu na wcześniejsze, lekkomyślne nadymanie Komisji Weneckiej. Autorytety pacanowskie pewnie najpierw zamilkną roztropnie, ale jak już dotrą do nich kolejne zamówienia na rewolucyjne teorie, to zaczną na Komisję Wenecką kręcić mięsistymi nosami, że „kwaśne winogrona”. Mleko się jednak rozlało i ktoś będzie musiał z tej zarzyganej posadzki je pozlizywać. Ktoś – ale nie byle kto, tylko osoby utytułowane. Ano, mówi się trudno; nie ma rzeczy doskonałych, a Nemezis dziejowa prędzej czy później wystawi rachunek za wszystkie czeki bez pokrycia i inne bęcwalstwa.

I pomyśleć, że można było tego wszystkiego uniknąć, pamiętając o zasadzie, że lepsze jest wrogiem dobrego i nie ściągać sobie na głupi łeb Komisji Weneckiej. Stało się jednak inaczej, co jest jeszcze jedną ilustracją, że pycha kroczy przed upadkiem – chociaż do tego upadku tak daleko, że na razie go nie widać. Chodzi bowiem o to, że tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemię drugiego potopu, bo przekonał się o bezskuteczności pierwszego.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Ewolucja wygody

Ewolucja wygody

Autor: AlterCabrio , 20 października 2024

Wydaje się, że przez ostatnie 2000 lat (lub dłużej) skupialiśmy się na tym, aby stawać się coraz bardziej leniwymi. Jesteśmy zmuszeni przyjąć pozycję wygody — wygody przede wszystkim dzięki technologii. Życie staje się coraz łatwiejsze, a nawet nasze ciała stają się coraz mniej zdolne do radzenia sobie z wyzwaniami fizycznymi, są grubsze, mniej umięśnione, rozprzestrzenia się cukrzyca i choroby serca. Fizycznie funkcjonujemy coraz mniej wydajnie.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Ewolucja wygody

Czy ludzie zmierzają ku wyginięciu? Kiedy przestaniemy ewoluować fizycznie i psychicznie, to gdzie się znajdziemy? Zawsze zakłada się, że ewolucja jest czymś dobrym. Procesem, który ma na celu stworzenie najlepszych z najlepszych.

Selekcja naturalna i tak dalej.

Nawet jeśli nie wierzymy w całą teorię Darwina, większość ludzi jest skłonna uwierzyć, że poszczególne gatunki w jakiś sposób ewoluowały — zięby na wolności rozwijają lepsze dzioby do zjadania owadów, które zmieniały się na przestrzeni tysiącleci, lub też jakieś stworzenia rozwijają się w zwierzęta, które lepiej dostosowują się i funkcjonują w zmieniającym się środowisku.

A co z nami? Dokąd zmierzamy?

Wydaje się, że przez ostatnie 2000 lat (lub dłużej) skupialiśmy się na tym, aby stawać się coraz bardziej leniwymi. Jesteśmy zmuszeni przyjąć pozycję wygody — wygody przede wszystkim dzięki technologii. Życie staje się coraz łatwiejsze, a nawet nasze ciała stają się coraz mniej zdolne do radzenia sobie z wyzwaniami fizycznymi, są grubsze, mniej umięśnione, rozprzestrzenia się cukrzyca i choroby serca. Fizycznie funkcjonujemy coraz mniej wydajnie.

Pod względem emocjonalnym i psychologicznym widzimy to samo. Jesteśmy coraz mniej zdolni do znoszenia stresorów w naszym życiu, coraz więcej z nas jest przygnębionych, prawie każdy jest niespokojny, ADHD jest normą wśród dzieci w dzisiejszych czasach, a autyzm jest na najwyższym poziomie. Autyzm jest produktem ewolucji?

Cóż, jeśli zauważysz, że nasza intelektualna ewolucja doprowadziła do powstania technologii szczepień, której efektem jest astronomiczny wzrost zachorowań na autyzm, to faktycznie dostrzeżesz tę korelację.

Zanim przyjrzymy się powodom tego wszystkiego, wszystko, co musimy zrobić w tym momencie, to uznać, że to się dzieje. A gdzie to się kończy? Z pewnością nie zmierza w kierunku lepszego stworzenia ludzkiego — stworzenia lepiej uposażonego do radzenia sobie z wyzwaniami życia. Zmierza w kierunku wręcz przeciwnym. Ku stworzeniu, które nie będzie w stanie przetrwać najprostszych i najbardziej nieszkodliwych ataków. Wkrótce będziemy żyć w plastikowych bańkach, a wtedy nawet to nie będzie wystarczająco bezpieczne, nasz układ odpornościowy całkowicie się załamie i po prostu umrzemy — prawdopodobnie w ciągu kilku minut od narodzin. Jednak rodzenie nowych ludzkich dzieci ustanie na długo, zanim po prostu umrzemy z powodu naszych fizycznych niedostatków. Będzie to postępować stosunkowo powoli, ale na tyle szybko, że nie będziemy w stanie nic z tym zrobić, gdy osiągnie już masę krytyczną.

Oczywiście, nie mówię tutaj o „normalnej” ewolucji. „Normalna” ewolucja zachodzi bardzo powoli i jest regulowana przez środowisko naturalne. Źródła i dostępność pożywienia zmieniają się w czasie, środowisko się zmienia, zmieniają się wzorce pogodowe (naturalne), a w świecie przyrody pojawiają się nowe wyzwania. Wszystko jest naturalne i jest świadectwem dynamicznego świata, do którego zawsze trzeba się dostosować. Stworzenia rozwijają dłuższe lub krótsze kończyny, różne ciała, kolor włosów, ulepszony aparat do spożywania itp.

Dla waszej wiadomości, nie wierzę w dogmatyczną ewolucję darwinowską. Bardziej przemawiają do mnie teorie inteligentnego projektu. Ale myślę, że istnieje oczywista prawda w tym, że stworzenia danego gatunku przystosowują się do nowego środowiska. A jeśli chodzi o ludzi, to duża część środowiska, do którego się przystosowują, jest stworzona przez człowieka. Musimy również wziąć pod uwagę stosowną agendę i jej orientacje, w celu rzucenia ludzkości na kolana lub doprowadzenia do jej końca.

Ludzie nie mogą już ewoluować w klasycznym sensie. Dobór naturalny i tak dalej. Nie pozwalamy ludziom umierać naturalnie, jeśli nie potrafią przystosować się do swojego środowiska. Ta empatyczna reakcja to jedna z rzeczy, która czyni nas ludźmi. Ale ponieważ technologia staje się coraz bardziej zaawansowana, odbierając ludziom coraz więcej odpowiedzialności, nadal możemy ewoluować, a dokładniej „dewoluować”, w coś zupełnie innego niż to, do czego zostaliśmy pierwotnie stworzeni.

Więc proszę, pogrążamy się w nicości. A większość ludzi się tym nie przejmuje. Choć ruch transhumanistyczny chełpi się, że jego celem jest przedłużenie naszego życia i uczynienie nas „lepszymi wersjami” niż oryginał, to dokładnie odwrotna sytuacja jest najprawdopodobniej konsekwencją tego ruchu. Pisałem o tym już wystarczająco dużo wcześniej i z pewnością jest wiele informacji na temat transhumanizmu, w które każdy z was może się zagłębić, jeśli tylko ma na to ochotę.

Farmaceutyczny koszmar, z którym się mierzymy, jest ogromnym graczem w wyniszczaniu nas wszystkich — po raz kolejny w wyniku postępu technologii medycznej. Wymiana części ciała, wszczepianie chipów, wypełnianie naszych ciał „nieżywnością”, nielegalne substancje, brak ćwiczeń itd. Część z tego ma oczywiście wyglądać na pierwszy rzut oka atrakcyjnie. Ale, nie trzeba dodawać, konsekwencje są druzgocące.

I to są tylko kwestie fizyczne. Psychologicznie jesteśmy prawdopodobnie jeszcze większym bałaganem niż fizycznie. Każdy „problem psychiczny” jest obecnie leczony pigułką, a każdy postęp ku przyszłości jest przyczyną załamania emocjonalnego — utraty sensu i celu w życiu z powodu utraty świadomości duszy, usiłowania zabójstwa Boga, rozpadu męskiej i żeńskiej fizyczności, co skutkuje śmiercią rodziny i wartości rodzinnych (chociaż w dużej mierze jest to problem fizyczny, to bodziec stojący za „identyfikacją płciową” jest psychiczny), szerzącego się ADHD, depresji, lęków, zaburzenia osobowości typu borderline, narcyzmu, choroby afektywnej dwubiegunowej, czy muszę dalej wymieniać? Nazwanie tego bałaganem to mało powiedziane.

Co tu robić, co tu robić. Cóż, jeszcze nie wyginęliśmy. Moglibyśmy dokonać wielkiego wysiłku, aby to wszystko odwrócić. Ale jak zatrzymać technologię? Może nie musimy jej zatrzymywać, ale po prostu odzyskać świadomość, że w życiu jest coś więcej niż tylko cholernie usilne staranie się, aby wszystko było jak najwygodniejsze. Myślę, że możemy mieć szansę, jeśli tylko trochę zmienimy nasze nastawienie.

Chociaż Bóg obiecał, że nie będzie ponownie próbował pozbyć się nas za pomocą klęski żywiołowej (która również jest powodowana teraz przez człowieka), nie jestem pewien, czy zamierza uratować nas przed nami samymi. Chociaż jest to kwestia dyskusyjna — to mimo wszystko ludzie byli wielkim eksperymentem, więc nie wiem, czy Bóg jest gotowy z tego zrezygnować. Jednak większość z nas mogłaby się pozabijać przez cały ten nonsens, pozostawiając zaledwie garstkę, którzy podejmą eksperyment. W końcu wszystko zaczęło się od zaledwie dwojga z nas. To wszystko, czego trzeba — pod warunkiem, że nie będą trans.

______________

The Evolution of Convenience, Todd Hayen, Oct 19, 2024

−∗−

Warto porównać:

Transhumanizm chrześcijański czyli co się nie uda Klausowi
Transhumanizm stał się fenomenem. Społeczeństwo zachodnie staje się coraz bardziej zsekularyzowane, z wykładniczym wzrostem liczby młodych „bezreligijnych”. Taka zmiana społeczna ma swoje konsekwencje. Usunięcie Boga z ludzkiej tożsamości przynosi bezsensowność […]

____________

Antyhumanizm antropocenu czyli bunt przeciwko ludzkości
Od sal konferencyjnych Doliny Krzemowej, przez wiejskie gminy, po akademickie wydziały filozofii, poważnie dyskutuje się nad pozornie niewyobrażalną ideą: że koniec panowania ludzkości na Ziemi jest bliski i że powinniśmy […]

____________

Jak chcą zniszczyć polską cywilizację? – prof. Zbigniew Stawrowski
Kim będziemy za parę lat? Czy w ogóle jeszcze będziemy? Nasza rzeczywistość przypomina sytuację znaną nam z opisów i filmów o katastrofie „Titanica”. Statek zderzył się z górą lodową i […]

____________

Koniec ludzkości – zgodnie z planami światowych przywódców
Transhumanizm, czyli połączenie człowieka i maszyny, jest propagowany w najjaśniejszych barwach przez globalne agencje, takie jak WEF i ONZ, jako niezbędny dalszy rozwój ludzkości. Ale co grozi każdemu, kto ugryzie […]

Hiszpania. Nachodźcy 11 razy częściej mordują i rabują niż tubylcy.

Brutalna rzeczywistość. Imigranci odpowiadają za co trzeci rozbój. Stanowią niewielką część społeczeństwa

22.10.2024 nczas/migranci-odpowiadaja-za-co-trzeci-rozboj

Imigranci w Hiszpanii.
Imigranci w Hiszpanii – zdj. ilustracyjne. / Fot. PAP/EPA

Lewica lubi powtarzać, że nie ma związku między imigracją a przestępczością. Dane pokazują coś innego. Tym razem za przykład posłuży Hiszpania.

Imigranci pochodzący z Maghrebu (Mauretania, Maroko, Algieria, Tunezja i Libia) oraz południa Afryki już popełniają prawie 30% rozbojów z użyciem przemocy w Hiszpanii, mimo że stanowią zaledwie 2,6% populacji.

W 2022 roku odnotowano 8 010 rozbojów z użyciem przemocy, z czego 2 362 (29,4%) zostało popełnionych przez imigrantów z Afryki.

Biorąc pod uwagę, że według danych Narodowego Instytutu Statystycznego (INE), w Hiszpanii mieszka 5 579 547 cudzoziemców, w tym 1 217 706 Afrykańczyków, z populacji wynoszącej 47 615 034 osób, wynika, że imigranci afrykańscy popełniają te przestępstwa 11,5 razy częściej niż Hiszpanie.

Podobne tendencje występują również w innych kategoriach przestępstw, takich jak przestępstwa przeciwko mieniu (o 7,83% więcej niż Hiszpanie) czy rozboje z użyciem siły (o 5,62% więcej). W przypadku morderstwa i gwałtu różnice są nieco mniejsze, jednak nadal istotne (odpowiednio 4,52% i 3,28% więcej niż Hiszpanie).

Pomimo tych niepokojących statystyk, hiszpański rząd Pedra Sáncheza oraz Partia Ludowa nadal dążą do legalizacji pobytu 700 000 nielegalnych imigrantów. Jednocześnie trwają prace nad utworzeniem nowego ośrodka dla imigrantów, który ma powstać na jednym z hiszpańskich lotnisk.

Estos dias se ha intentado colar la mentira de que no existe relación entre inmigración y delincuencia Así que me he molestado en recoger los datos del instituto nacional de estadística para demostrar que SÍ EXISTE, y es BESTIAL HILO Y DATOS SOBRE INMIGRACIÓN Y DELINCUENCIA

Zdjęcie

Tusk kłamie sam sobie.

Afera po słowach Tuska. „Powinien podać się do dymisji” [VIDEO]

21.10.2024 nczas/tusk-do-dymisji

Premier Donald Tusk
Premier Donald Tusk. / foto: PAP

Publicysta „Najwyższego Czas-u!” Radosław Piwowarczyk odniósł się do słów premiera Donalda Tuska, którymi ten zaprzeczył słowom premiera Donalda Tuska. Zapowiedź szefa rządu warszawskiego spotkała się z ostrymi ocenami i ciągle jest żywo komentowana.

Publicysta stwierdził, że trzeba „zacząć od samego premiera rządu warszawskiego, który – jak się okazało – nie zgadza się z premierem rządu warszawskiego”.

– Jak to dokładnie między nimi było to nie wiadomo, czy to pamięć zawiodła, czy pojawiły się problemy z prawdomównością – zakpił Piwowarczyk, a następnie przedstawił słowa, jakie padły z ust Tusk, a także znalazły się w strategii migracyjnej.

– Był dzień 12 października, kiedy odbywała się konwencja Platformy Obywatelskiej, a premier Donald Tusk wymieniał kolejne sukcesy. Kroczymy od jednego do drugiego, jakby ktoś nie pamiętał, to to wszystko powtórzył raz dwa (…) może nie raz dwa, bo tych sukcesów było tyle, że to sporo czasu zajęło, ale w końcu przeszedł do opowiadania o strategii rządowej, która miała stać się niebawem dokumentem rządowym – powiedział Piwowarczyk.

Zobacz także: Jak premier zajmie się kwestią „inżynierów”? Piwowarczyk: Wypowiedź Tuska trzeba czytać między wierszami [VIDEO]

Przypomnijmy, że 12 października, podczas konwencji Platformy Obywatelskiej, Tusk zapowiedział, że „jednym z elementów strategii migracyjnej będzie czasowe terytorialne zawieszenie prawa do azylu”.

– To wywołało spory niepokój, szczególnie wśród lewicowej części sympatyków, posypała się krytyka. Nie do końca także strona prawicowa wiedziała o co chodzi z zawieszeniem prawa do azylu, bo problem migracji, który mamy, to jest problem imigracji masowej, natomiast prawo do azylu jest prawem wyraźnie indywidualnym – skomentował redaktor „Najwyższego Czasu!”.

Kilka dni później, 16 października, ogłosił w Sejmie, że „nikt nie mówi tu o zawieszeniu praw człowieka, nikt nie mówi tu o zawieszeniu prawa do azylu”.

Tymczasem w strategii migracyjnej, której dokładny tekst poznaliśmy 17 października zapisano, iż „możliwe powinno być czasowe i terytorialne zawieszanie prawa do przyjmowania wniosków o azyl”.

– Tyle, że ta rządowa strategia była przyjęta 15 października, a więc dzień przed tym, jak premier Tusk występował w Sejmie. Albo premier Donald Tusk nie wiedział, co się znajduje w tym dokumencie, nie pamiętał, zapomniał, co dzień wcześniej przyjęli albo perfidnie skłamał. Niezależnie od tego, jak tam było w obu przypadkach szef rządu warszawskiego powinien podać się do dymisji – podsumował Piwowarczyk.

Lekarze w Kanadzie protestują: „…Zabić, bo jest otyła i przygnębiona”.

https://www.dailymail.co.uk/health/article-13966919/doctor-provides-euthanasia-Canada-pressured-kill-people-theyre-poor.html

Lekarze w Kanadzie wyrażają poważne obawy w związku z rosnącym trendem eutanazji osób, które nie są śmiertelnie chore.

Nowo odkryte komunikaty ujawniają, że wielu lekarzy odpowiedzialnych za przeprowadzanie wspomaganego umierania uznało złagodzenie kryteriów za „moralnie przygnębiające”.

W 2021 r. Kanada rozszerzyła swoje prawo dotyczące medycznego umierania, aby objąć nim osoby z nieuleczalnymi, ale nie śmiertelnymi chorobami, co doprowadziło do 30-procentowego wzrostu liczby wspomaganych zgonów w 2022 r.

Lekarz z Ontario napisał w raporcie swojego pacjenta, że chociaż mężczyzna cierpiał na ciężką chorobę płuc, to do eutanazji skłoniło go „głównie to, że jest bezdomny, zadłużony i nie może znieść myśli o (długoterminowej opiece) jakiegokolwiek rodzaju”.

W innym przypadku lekarz wyraził swój konflikt w kwestii przeprowadzenia eutanazji u pacjentki tylko dlatego, że była otyła i przygnębiona. Tymczasem starsza kobieta chciała umrzeć, ponieważ zmagała się z żalem po stracie męża.

Renewing His Support for the Homosexual Movement, Francis Designates Homosexuality-Friendly Cardinals

Renewing His Support for the Homosexual Movement, pope Francis Designates Homosexuality-Friendly Cardinals

by Luiz Sérgio SolimeoOctober 21, 2024 renewing-his-support-for-the-homosexual-francis-designates-homosexuality-friendly-cardinals

Renewing His Support for the Homosexual Movement, Pope Francis Designates Homosexuality-Friendly Cardinals
Renewing His Support for the Homosexual Movement, Pope Francis Designates Homosexuality-Friendly Cardinals

The cardinals of the Holy Catholic Church are the pope’s main collaborators and advisors in governing the Universal Church. During the sede vacante period, after a pope dies, it is up to them to govern the Church and the Vatican State without any innovation. Then, their primary task is to elect the new pope.

Given their high position in the Church, they are called Eminence and wear scarlet red garments, symbolizing their willingness to shed their blood for the Faith. Since any of them can be elected pope, they are treated as crown princes in government ceremonies in many Catholic countries.

New Cardinals, New Style

Popes used to choose cardinals from among ecclesiastics who stood out for their piety and wisdom or presided over ancient or important dioceses.

In his choice of cardinals, Pope Francis has favored churchmen from the ”peripheries” and prelates with his ideological orientation, especially when it comes to sexual morality and homosexual practice.

According to various sources, several prelates among the new cardinals designated earlier this month, and who will receive their red hats on December 8, have shown support or sympathy for so-called “LGBTQ+,” which, in addition to practicing homosexuals, include so-called “transgenders” who deform their bodies and minds to present themselves as members of the opposite sex.

A “Number of LGBTQ-Positive New Cardinals”

New Ways Ministry, an organization that claims to be Catholic but defends homosexuality and transgenderism, published an article about the new cardinals titled: “Pope’s Next Consistory Will Have a Number of LGBTQ-Positive New Cardinals.”1

The author, Robert Shine, mentions several newly designated cardinals as sympathizers of the homosexual movement but highlights the activism of Father Timothy Radcliffe, O.P., who was Master of the Order of Preachers from 1992 to 2001.

Shine writes: “Father Timothy Radcliffe, OP: A theologian and former Master of the Dominican Order (top worldwide leader), Radcliffe has an LGBTQ+ record dating to the 1990s. Most recently, he has served as spiritual assistant to the Synod on Synodality’s General Assembly, where he has broached LGBTQ+ topics at least twice.” The author then names numerous pro-homosexual positions taken by this Dominican friar.2

Colombian Friar Nelson Medina, also a Dominican, says about Friar Radcliffe: “Just to quote one of his texts, in November 2005, he published an extensive article in The Tablet titled ‘Can Gays be Priests?’…Let’s quote one of his sentences: ‘A vocation is a call from God. Having worked with bishops and priests all over the world, I have no doubt that God does call homosexuals to the priesthood, and they are among the most dedicated and impressive priests I have met.’”3

A False Erotic-Homosexual Mysticism

What has most scandalized the faithful is the relationship that Fr. Radcliffe establishes between the homosexual act and the Eucharist.

The Church of England solicited his theological advice for its 2013 Pilling Report on human sexuality. He wrote: “How does all this bear on the question of gay sexuality? We cannot begin with the question of whether it is permitted or forbidden! We must ask what it means, and how far it is Eucharistic. Certainly it can be generous, vulnerable, tender, mutual and non-violent. So in many ways I think it can be expressive of Christ’s self-gift.”4

To understand this blasphemous statement better, it is worth reading what he wrote in the Church Times, a London-based Anglican publication, on April 16, 2008: “And so it was that when Jesus wished to establish the new covenant between God and humanity, he gathered the disciples for a meal. He blessed and broke the bread and shared it. Eating did not just become the ingestion of nutrition, but expressed the common life of divinity and humanity. So it is with sexual intercourse.”

Further on, he states: “At the heart of our religion is the gift of a body.”5 This is similar to what he wrote in the preface to the English edition of The Via Crucis of a Gay Man by the Italian homosexual writer Luigi Testa: “The goodness of our bodily existence is at the heart of the greatest Christian teachings: Creation, Incarnation, the gift of Christ’s body in the Eucharist, the resurrection of the dead.” He ends his preface by thanking God for the homosexual author’s insight: “Luigi’s Via Crucis tells of a gay Christian following the Lord in all the real complexity of a human life. Thanks be to God!”6

A Hidden Doctrine Behind the “Church’s Reformation”?

That Pope Francis called on Fr. Radcliffe to preach the retreats at the Vatican’s Synod on Synodality in 2023 and 2024 and has now designated him to be a cardinal shows an appreciation for his false mysticism and moral teaching.

Nevertheless, Fr. Radcliff’s pseudo-mysticism and morality contradict the Ten Commandments, Catholic morality, and the doctrine revealed and taught by the Church Magisterium. They seem to be a repackaged continuation of the Gnostic heresies of the Church’s early days.

Writing about the contempt of these Gnostic heresies for the Law of God, Fr. G. Bareille notes: “[Gnostic] metaphysics serves only as a shiny veil over the worst claims of sensuality. Skillfully presented to seduce spirits thirsty for science, it tends only to restore pagan morality… [In] the name of Christianity and using the Holy Scriptures, it seeks nothing but to put the Gospel at the service of lust.”7

“Behold, I Come Quickly”

In the sadness of our times, when shadows seem to veil the glorious light of the Church of Our Lord Jesus Christ, we must be sure that, just as calm follows the storm, so too will the Church shine again, and soon, in all her splendor, in a serene and radiant morning.

As the Apocalypse affirms, “Behold, I come quickly; and my reward is with me, to render to every man according to his works” (Apoc. 22:12).

Confident in the triumph of Christ the King and the Immaculate Heart of Mary, we should obey Saint Peter, who exhorts, “Resist ye, strong in faith” (1 Pet. 5:9).

„Uwolnić Księdza Michała” – Nocna akcja w Warszawie

W Warszawie minionej nocy zawieszonych zostało 20 banerów z jednoznacznym przekazem „Uwolnić Księdza Michała”.

Na wiaduktach i mostach w całej Warszawie zawisły w nocy banery wzywające do uwolnienia przetrzymywanego w areszcie od 7 miesięcy ks. Michała Olszewskiego. To wspólna akcja obywatelskich grup oporu.

Sobór Watykański II był szczytem ludzkich prób przysłużenia się diabłu poprzez sparaliżowanie Kościoła

Komentarze Eleison komentarze-eleison

biskup williamson

Komentarze Eleison Jego Ekscelencji Księdza Biskupa Ryszarda Williamsona


Komentarz Eleison nr CMI (901)

19 października 2024

KRÓTKOWZROCZNOŚĆ VATICANUM II

Jeśli chcemy ocalić nasze dusze na wieczność, tak jak Pan Bóg chciałby, abyśmy wszyscy to uczynili (1 Tym 2, 4), to świat, który nas obecnie otacza, stanowi niebezpieczne środowisko dla osiągnięcia tego celu, ponieważ, ogólnie rzecz biorąc, od siedmiu stuleci ludzkość powoli, ale konsekwentnie umniejsza znaczenie Boga, aby zająć Jego miejsce. Jest to głupi zamysł, skazany na porażkę, ale w międzyczasie doprowadził ludzkość na skraj nuklearnego samobójstwa. Teraz, na tej drodze do ruiny, największą przeszkodą dla szaleństwa człowieka od czasu Wcielenia był Kościół Boży ustanowiony przez Syna Bożego, naszego Pana Jezusa Chrystusa, aby był kontynuacją Jego Wcielenia wśród ludzi, jako Światło Świata, aby przezwyciężał ludzkie zamieszanie, i Sól Ziemi, aby zapobiegał ludzkiemu zepsuciu. Niestety, Sobór Watykański II w latach sześćdziesiątych XX wieku był szczytem ludzkich prób przysłużenia się diabłu poprzez sparaliżowanie Kościoła, tak aby wysłać wszystkie ludzkie dusze do piekła zamiast do nieba. Stąd wzięło się zamieszanie i zepsucie wokół nas.

Ale Vaticanum II musiał być bardzo ostrożny, ponieważ Matka Kościół do XX wieku zdążyła już przeanalizować i obalić wielkie błędy prowadzące do niego, zwłaszcza protestantyzm (1517) oraz jego potomstwo: liberalizm (1717) i komunizm (1917). Wśród wielu błędów towarzyszących tym trzem, z pewnością najbardziej niebezpiecznym był modernizm (1907), ponieważ był prowadzony przez duchownych wewnątrz Kościoła, z zamiarem uaktualnienia Kościoła Bożego poprzez dostosowanie go do bezbożnego współczesnego człowieka. Dlatego potrzebna była subtelność, aby oszukać katolików zaalarmowanych protestantyzmem we wszystkich jego formach (i z tego samego powodu jeszcze więcej subtelności będzie potrzebował Antychryst, aby oszukać ludzkość zaalarmowaną Bożym Oczyszczeniem, które ma nastąpić pomiędzy chwilą obecną a jego czasami).

Kiedy Arcybiskup Lefebvre umierał w 1991 roku, jedną z jego nadziei było to, że założone przez niego w 1970 roku Bractwo Kapłańskie będzie pracować nad subtelnymi błędami Soboru Watykańskiego II, aby je przeanalizować i zdemaskować. Jest to cenna praca służąca zbawieniu dusz, a jedna książka jest pod tym względem wyjątkowa: „Prometeusz, religia człowieka”, autorstwa ks. Alvaro Calderona, a przetłumaczona na język francuski i opublikowana w maju ubiegłego roku przez wydawnictwo Bractwa we Francji, dostępna pod adresem www.clovis-diffusion.com. Książka nie jest łatwą lekturą, ale jest godna polecenia ze względu na jej mistrzowskie rozprawienie się z Vaticanum II z pozycji filozofii tomistycznej.

Oto na przykład, w bardzo zwięzłej formie, pierwszy poważny błąd Soboru Watykańskiego II, obnażony przez ks. Calderona:

Człowiek musi być centrum religii, ponieważ jest, pośród wszystkich innych stworzeń materialnych, jedynym stworzeniem, które jest również duchowe. Dlatego przewyższa je wszystkie, jest głównym celem wszystkich z nich i jest głównym celem całego materialnego stworzenia, będąc jedynym stworzeniem stworzonym dla siebie, zaś wszystkie inne materialne stworzenia zostały stworzone tylko dla niego. Dlatego musi być w centrum każdej prawdziwej religii tego stworzenia.

Ale cały ten argument pomija Stwórcę. Jeśli zaczynamy od Boga, a nie od człowieka, to wiemy, że jedyną ostateczną przyczyną stworzenia człowieka musi być istota samego Boga, ponieważ jedynym możliwym przedmiotem Bożego pragnienia czegokolwiek jest Jego własna dobroć, ponieważ tylko ta nieskończona dobroć może wypełnić Jego nieskończone pragnienie. Każde stworzenie i wszystko, co Bóg dobrowolnie zdecyduje się stworzyć, może On uczynić tylko w i poprzez swoją wolę własnej niestworzonej Istoty.

Dlatego tylko On sam, a nie człowiek, może być ostatecznym celem stworzenia i tylko On może być w centrum prawdziwej religii tego stworzenia. Wszystkie argumenty zawarte w dokumentach Soboru Watykańskiego II, które próbują umieścić człowieka zamiast Boga w centrum stworzenia wokół nas, są chybione z uwagi na nieznajomość – świadomą lub nieświadomą, umyślną lub nieumyślną – największych skarbów filozofii i teologii Tradycji katolickiej. Tak więc jeden z ostatnich i najgorszych dokumentów Soboru Watykańskiego II, „Gaudium et spes”, jest, mówi ks. Calderon, przesiąknięty bardzo niewłaściwą współczesną filozofią personalizmu, według której osoba ludzka jest w centrum wszystkiego. Nie, nie jest. To Bóg jest w centrum wszystkiego.

Kyrie eleison.


Jak obronić Marsz Niepodległości.

19 października 2024 r. | Nr 42/2024 (694) mtodd

Czy warto zamienić trzydziestoletnią lodówkę na trzyletnią?
Zamienił stryjek… 
          Szanowni Państwo!
       Czy warto zamienić trzydziestoletnią lodówkę na trzyletnią? Nigdy! Wręcz odwrotnie. Jeśli ta trzydziestoletnia nadal dzieła, to warta jest trzech nowych, które zaraz po upływie dwuletniej gwarancji nadają się wyłącznie do wyrzucenia.
       Rządy w Polsce mają się podobnie. „Postępowy elektorat” dopuścił się tego, przed czym przestrzegali już dawno konserwatyści. Zamienił stryjek siekierkę na kijek i teraz może nim sobie co najwyżej powywijać, bo takie narzędzie wystarczy nieudacznikom psującym, co popadnie.
       Państwo polskie w rozsypce spełnia rusko-pruskie oczekiwania. Pomawianie konserwatystów o „putynizm” jest kolejną bzdurą, ale Tusk do bzdur nas przyzwyczaił i nie robią już one większego wrażenia. Warto przypomnieć tu prawdziwy putynizm, kiedy to Tusk z Putinem porozumiewawczo, z ironicznym uśmieszkiem, zrobili sobie podwójnego „żółwika”, po zamachu smoleńskim.
       Obawiam się czegoś gorszego: próby wywołania wojny domowej i to nie takiej „na słowa”.
Przygotowania do ataku na MARSZ NIEPODLEGŁOŚCI ruszyły pełną parą. Scenariusz o „polskich faszystach – potomkach w prostej linii Mussoliniego” jest gotowy, a prowokatorzy ćwiczą walki uliczne, na co Trzaskowski grosza nie poskąpił.

       Naszą bronią w tym pojedynku politycznym z folksdojczem mogą być aparaty fotograficzne. Jeżeli przybędziemy masowo uzbrojeni w niepozorne komórki i udokumentujemy każdą prowokację, to słońce Peru nie odważy się zaprosić wschodnich i zachodnich „przyjaciół”, żeby zrobili porządek z tymi „nieeuropejskimi” Polakami.
      Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd

Używając zróżnicowanych partii szczepionki, byli w stanie prześledzić skutki uboczne –  unikając 20 lat testów z podwójnie ślepą próbą

Używając zróżnicowanych partii szczepionki (zawierających różnorakie dawki), byli w stanie prześledzić skutki uboczne –  unikając 20 lat testów z podwójnie ślepą próbą

Data: 29 settembre 2024 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/uzywajac-zroznicowanych-partii-szczepionki

– stwierdza prawnik Mauro Rango – założyciel HippocratesOrg https://ippocrateorg.org/.

Podczas tzw. pandemii, przy okazji operacji szczepionkowej, miała miejsce zbieżność interesów ekonomicznych, politycznych i militarnych, mówi założyciel IppocrateOrg, Mauro Rango: „Zbieżność interesów, która oznacza, że aparat wojskowy był w stanie przetestować zasięg broni biologicznej, różnicując partie i obserwując, jakie skutki (dla ludzi) przyniosła zmodyfikowana partia”.

Podczas owego przedsięwzięcia można dostrzec „silny komponent władzy, który funkcjonuje na świecie, a mianowicie komponent zachodniego aparatu wojskowego”. Za pomocą takiego eksperymentu, udało mu się osiągnąć bardzo konkretny rezultat.

Korzyści dla zachodniego „komponentu” naukowego były ogromne. „Zamiast przeprowadzać wiele eksperymentów z podwójnie ślepą próbą na temat tego, co spowoduje u ludzi wstrzyknięcie mRNA i eksperymentować z różnymi dawkami tych prolin https://en.wikipedia.org/wiki/Proline, z różnymi stabilizacjami i tak dalej, co wymagałoby 20 lat badań, uzyskano te same wyniki w ciągu dwóch lat –  różnicując partie. Tak więc, każda partia była rodzajem eksperymentu z bardzo precyzyjnie zdefiniowaną szczepionką i obserwowano, co się dzieje w przypadku jej zastosowania”.

Również drugi komponent, tj. ten finansowy, osiągnął ogromne zyski. „Wykonali naprawdę doskonałą robotę, nie wydali ani grosza na wyprodukowanie szczepionki (wszystko zostało sfinansowane pieniędzmi publicznymi), co więcej, bez żadnego ryzyka, ponieważ zmusili państwa do podpisania zwolnienia z odpowiedzialności za niepożądane skutki. Wiedzieli, że wystąpią negatywne skutki, lecz w przypadku tej operacji wszystko stało się zyskiem.”

Nie zabrakło również profitów politycznych. „Pewien element polityczny chciał obserwować reakcje społeczne jednostek na pewne choroby i na strach, na przepisy, które zamykały ludzi w domach. Chcieli zobaczyć, jakie będą reakcje; również na tym polu uzyskali wiele danych zwrotnych z punktu widzenia badań społecznych nad gatunkiem ludzkim na planecie Ziemi”.

INFO: https://presskit.it/2024/06/18/lotti-vaccino-differenti-diversi-dosaggi-potuto-sperimentare-gli-effetti-avversi-evitando-20-anni-sperimentazione-doppio-cieco-la-denuncia-mauro-rango-fondatore-ippocrate/

https://babylonianempire.wordpress.com/2024/09/29/protokol-wloskiego-komitetu-techniczno-naukowego-ds-covid-19-poswiadcza-obecnosc-przedstawiciela-nato-na-jego-posiedzeniu-w-dniu-5-marca-2020/embed/#?secret=YJZAgVtrlP#?secret=cmPhp54S0F

Zelenski pokazuje fiuta, czyli bombę…

Zelenski pokazuje fiuta, czyli bombę…

Data: 19 ottobre 2024 Author: Uczta Baltazara 1 Commento

Zachód spłodził potwora. Stworzył go z mułu, jakim był mierny komik telewizyjny; uzbroił go i popchnął do podjęcia wszelkich działań, aby wciągnąć Rosję w wojnę w obronie bombardowanych i zagrożonych masakrą populacji rosyjskojęzycznych. Dziś ma przed sobą nikczemnego kurdupla – który w poprzednim życiu zasłynął z pokazywania swojego fiuta – usiłującego wepchnąć Europę w holokaust nuklearny.

Nie ma wątpliwości, że najnowszy rozpaczliwy pomysł mówiący o możliwości użycia bomby atomowej przez reżim w Kijowie nie jest jego autorstwa, ale pochodzi od tej części oligarchii, która przeczuwa, że zasoby rolne i kopalne, w które już zainwestowała lub które zamierza kupić za grosze, zostaną jej odebrane. Owi zbrodniarze mają nadzieję, że uda im się przestraszyć Rosję lub zmusić idiotów kierujących NATO do uderzenia wyprzedzającego.

Oczywiście blefują, ale w tym przypadku można mówić o zamknięciu cyklu. To nie pierwszy raz, kiedy ten głupkowaty, mały despota ucieka się do szantażu nuklearnego: zrobił to już wcześniej, tj. podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa – 19 lutego 2022 roku – przy aplauzie zachodniego establishmentu politycznego, co było jednym z powodów rosyjskiej interwencji wojskowej zaledwie pięć dni później. A teraz, gdy wojna jest przegrana, a urojony plan zwycięstwa Zełenskiego nie wywołał entuzjastycznych reakcji sponsorów – którzy popchnęli go do walki do ostatniego Ukraińca – oto powraca pogróżka nuklearna.

Szczerze mówiąc, nie jestem w stanie ocenić, czy Ukraina jest w stanie spełnić te groźby, ponieważ choć prawdą jest, że w czasach sowieckich była ona ważnym miejscem rozwoju i produkcji broni jądrowej, to minęło już ponad trzydzieści lat i znaczna część tej wiedzy uległa rozproszeniu. Oczywiście nadal działają elektrownie jądrowe, a więc można znaleźć materiał rozszczepialny do wzbogacenia lub pluton do oczyszczenia, ale jest wysoce prawdopodobne, że produkcja ładunku jądrowego „w ciągu kilku tygodni” lub też w ciągu kilku miesięcy – jak powiedział duce z Kijowa – nie mogłaby się odbyć bez zdecydowanej pomocy ze strony NATO. Z drugiej strony, co może zrobić Zelensky jak nie podwyższyć poprzeczkę groźby, by zmusić swoich lalkarzy do bezpośredniego przystąpienia do wojny?

Dla ukraińskiego oszusta i jego skorumpowanego reżimu – zabawa dobiega końca: kraj został zniszczony a liczba zabitych żołnierzy prawdopodobnie przekroczyła milion (tak, czy inaczej, jest to nie mniej niż 600 tysięcy osób) – wyłącznie w wyniku wojny proxy, której chciała kierowana przez USA oś NATO, w ramach swojej obłąkanej próby pokonania w jakiś sposób Rosji. Zełenski i jego klika zaakceptowali masakrę i wzbogacili się na wojennych szwindlach.

Konflikt, o którym mowa nigdy nie powinien był się wydarzyć. Pod koniec roku 2021, Rosja zaoferowała kompleksowy zestaw propozycji, które miały rozwiać jej długoterminowe obawy o bezpieczeństwo związane z ekspansją NATO i nieustannym wspieraniem na Ukrainie neonazistowskiego frontu (czyli u granic Rosji), którego głównym celem był pogrom ludności rosyjskojęzycznej. Rozsądna próba dyplomacji ze strony Moskwy została odrzucona w przekonaniu, że strategiczna porażka militarna przeciwko Rosji może zostać osiągnięta.

Na obecnym etapie, w obliczu przegranej wojny, USA i ich wspólnicy z NATO nie mają innego wyjścia, jak tylko uznać porażkę swoich kryminalnych machinacji, akceptując uzasadnione żądania bezpieczeństwa Rosji na jej warunkach. Problem polega na tym, że zachodnie elity polityczne są tak głęboko pogrążone w arogancji i ideologiczno-rasowej wrogości wobec Rosji, że trudno sobie wyobrazić, żeby były w stanie opamiętać się i rozpocząć prawdziwe negocjacje pokojowe.

Właśnie dlatego obskurna klika w Kijowie czuje się uprawniona do wypróbowania każdej drogi prowadzącej do zaangażowania USA i Europy w bezpośredni konflikt.

INFO: https://ilsimplicissimus2.com/2024/10/19/zelensky-mostra-il-bigolo-ovvero-la-bomba/

Czekając na pretendenta

Czekając na pretendenta

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)  •  20 października 2024 michalkiewicz

Wprawdzie nadal obowiązuje rozkaz, że Ukraina musi odnieść ostateczne zwycięstwo nad Rosją, ale na razie sytuacja się komplikuje. Oto czytamy, że „Rosja wyparła Ukrainę w Afryce”, a jednocześnie – że zajęła kilka kolejnych punktów w obwodzie donieckim – ale za to – jak zapewnia prezydent Zełeński – w obwodzie kurskim Ukraina „trzyma linię”. Prezydent Zełeński podczas szczytu w Chorwacji zademonstrował kolejną, bodaj już dziewiątą „koncepcję” ostatecznego zwycięstwa, co stopniowo upodabnia go do Kukuńka, któremu „koncepcje” lęgną się w głowie na podobieństwo królików – ale z drugiej strony, „dopiero wkrótce” przedstawi Ukraińcom rozwiązanie, które wcześniej przedstawił tylko trójce swoich rzeczywistych i potencjalnych mocodawców: prezydentowi Józiowi Bidenowi, pani Kamali Harris i Donaldowi Trumpowi. Skoro nawet Ukraińcy są utrzymywani w nieświadomości, to cóż dopiero my, którzy – jak cała Polska – jesteśmy tylko „sługami narodu ukraińskiego”?

Ale w tych ciemnościach pojawiło się światełko w postaci deklaracji naszej Jabłoneczki, czyli małżonki Księcia-Małżonka, to znaczy – pani Anny Applebaum. Ogłosiła ona, że wie, w jaki sposób zapewnić Ukrainie ostateczne zwycięstwo. Skoro pani Anna tak twierdzi, to oczywiście nie wypada zaprzeczać, tylko rozebrać sobie z uwagą, co to mogą być za sposoby. Wydaje się, że pierwszym krokiem w kierunku ostatecznego zwycięstwa Ukrainy byłoby wysunięcie kandydatury Księcia-Małżonka na prezydenta Polski w przyszłorocznych wyborach. Wprawdzie obóz zdrady i zaprzaństwa jeszcze się oficjalnie w tej sprawie nie wypowiedział, ale sam Książę-Małżonek ujawnił, że wypowie się po ujawnieniu kandydata wystawionego przez Polską Zjednoczoną Partię… – to znaczy – Prawo i Sprawiedliwość, które ostatnio, na kolejnym zjeździe, zlało się z Suwerenną Polską. Otóż – jak powiedział pan Mariusz Błaszczak – PiS ujawni swego kandydata 11 listopada – zaraz po tym, jak się wyjaśni, kto wygrał wybory prezydenckie w Ameryce. Wtedy również obóz zdrady i zaprzaństwa będzie lepiej wiedział, na czym stoi i ujawni swojego faworyta. Na razie, według fałszywych pogłosek, kandydatów jest trzech: Donald Tusk, Rafał Trzaskowski i Książę-Małżonek.

Donald Tusk ostatnio postanowił przelicytować Jarosława Kaczyńskiego w radykalizmie i ogłosił, że „zawiesi” prawo azylu dla imigrantów, a w ogóle, to nie przyjmie ani jednego. Ta deklaracja wywołała zdziwienie w obozie zdrady i zaprzaństwa, bo Donald Tusk, jak się wydaje, nie konsultował tego pomysłu nie tylko z koalicjantami, ale nawet ze ścisłym kierownictwem Volksdeutsche Partei. Toteż zaraz pojawiły sie głosy krytyczne, między innymi ze strony Wielce Czcigodnej Anny Marii Żydowskiej, to jest – pardon – oczywiście Żukowskiej – że „praw człowieka” nie można „zawiesić” i w ogóle. Ale myślę, że Donald Tusk ani przez chwilę nie traktował swego pomysłu poważnie, bo nie minęły trzy dni, kiedy Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen natarła mu uszu oświadczając, że w tych sprawach – jak zresztą we wszystkich innych – Polska musi słuchać Komisji Europejskiej. Od razu wszystko się wyjaśniło – że Donald Tusk nie miał najmniejszego zamiaru „zawieszać” prawa azylu, a tylko zamarkować zarówno swoim wyznawcom, jak i wyznawcom Jarosława Kaczyńskiego, że oto dobrze chciał, ale Niemcy mu nie pozwolili. – ”Niemcy mnie biją! – krzyczał w samolocie Jan Maria Rokita, z którego doświadczeń Donald Tusk najwyraźniej zapragnął skorzystać w swojej kampanii prezydenckiej.

Ale nie tylko Donald Tusk się do tej kampanii przymierza, bo drugim pretendentem jest Rafał Trzaskowski. Co z nim będzie – trudno powiedzieć, bo wprawdzie przed kilkoma laty rozmawiał w Ameryce z tamtejszymi ważnymi Żydami: Ronaldem Lauderem i młodym grandziarzem Sorosem – ale w międzyczasie zaktywizowała się Jabłoneczka, a za nią – również Książę-Małżonek. Toteż pan Rafał mógł w tej sytuacji otrzymać wiadomość treści następującej: wiecie, rozumiecie Czaskowski; wy lepiej nie kandydujcie na tego całego prezydenta, bo wy jesteście głupi goj. Lepiej, żeby na prezydenta kandydował Książę-Małżonek. – No dobrze, ale przecież Książę-Małżonek to też głupi goj – mógł na takie dictum odpowiedzieć pan Rafał. – On tak – usłyszałby w odpowiedzi – ale on jest małżonkiem Jabłoneczki, a wy? Wasza żona nie ma żadnych porządnych korzeni, więc z czym do gościa? A jak będzie Książę-Małżonek, to utrwali się nowa, świecka tradycja.

Więc trzecim pretendentem z ramienia obozu zdrady i zaprzaństwa jest właśnie Książę-Małżonek. I ta okoliczność rzuca snop światła na zagadkę ostatecznego zwycięstwa Ukrainy, o którym Jabłoneczka enigmatycznie wspominała. Gwoli osiągnięcia ostatecznego zwycięstwa trzeba chwycić za rogi byka, czyli zimnego ruskiego czekisty Putina. A któż zrobi to lepiej, niż Książę-Małżonek? Tylko on może porazić go srogą miną, na widok której zimny czekista się zacuka, zawstydzi i bez wystrzału odda Ukrainie nie tylko anektowane obwody, ale i prastary Krym. Co prawda, za poprzedniej kadencji Donalda Tuska Książę-Małżonek też próbował skonfundować zimnego ruskiego czekistę groźnymi minami, ale bez powodzenia, bo chociaż coraz bardziej się nasrażał, to zimnemu ruskiemu czekiście nawet brew nie drgnęła. Ale co Księciu-Małżonku szkodzi spróbować jeszcze raz? Może tym razem na Putinie któraś sroga mina zrobi wrażenie jeszcze większe, niż na Jabłoneczce tajne bronie ukraińskich inżynierów? Zresztą – powiedzmy sobie szczerze – nic innego zimnemu ruskiemu czekiście zrobić nie możemy – oczywiście poza groźnym kiwaniem palcem w bucie.

Tymczasem w Sejmie zebrała się po przewodnictwem krwiożerczej pani Sroki komisja śledcza do spraw złowrogiego Pegasusa, żeby przesłuchać byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę. Zirytowany szyderstwami byłego ministra Bartłomieja Sienkiewicza jakoby leżał w szpitalu jako symulant, Zbigniew Ziobro nie tyle może sobie wypruł, co pokazał opinii publicznej swoje wnętrzności. Przypomina mi to scenę z czasów praktyki studenckiej w lubelskim niezawisłym sądzie, kiedy to adwokat zaczął sobie dworować z opowieści swojego przeciwnika, że ten musiał usunąć sobie jedno płuco. Dotknięty do żywego podsądny błyskawicznie zdjął marynarkę i koszulę, a demonstrując bliznę po wyharatanym płucu krzyknął do pobladłego nagle szydercy: „patrz, ty łgarzu!” Tymczasem słychać, że krwiożercza pani Sroka, którą Donald Tusk musiał chyba obsztorcować za pobłażliwość, planuje sprowadzić Zbigniewa Ziobro na przesłuchanie razem ze szpitalnym łożem boleści. Ciekawe, czy w tej sytuacji pan Ziobro wykorzysta patent pana mecenasa Giertycha i nie tylko zemdleje, ale nawet wystawi w kierunku pani Sroki cztery litery, żeby mu do nich przemawiała? Jak pamiętamy, panu mecenasu Giertychu ten trick bardzo pomógł i teraz nie tylko resortowa Stokrotka uważa go za autorytet moralny, prawie na równi z panem generałem Dukaczewskim, ale w dodatku pan mecenas kompletuje sobie zespół „sygnalistów” na miejsce Młodzieży Wszechpolskiej. Jakby tego było za mało, do Polski wrócił ze złowrogich Węgier pan Marcin Romanowski, deklarując, że skoro dostał wezwanie z Prokuratury Krajowej, to się tam zgłosi. No dobrze – ale do której Prokuratury? Co będzie, jak oleje faworyta pana ministra Bodnara, pana Dariusza Korneluka, tylko praworządnie zgłosi się do pana Dariusza Barskiego, który jego sprawę umorzy?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Cel wojny kognitywnej: akceptacja politycznego satanizmu jako ideologii Wyzwolenia

[ kognitywny – poznawczy md]

Cel wojny kognitywnej: akceptacja politycznego satanizmu jako ideologii Wyzwolenia

Kategoria: Archiwum, Polecane, Polityka, Polska, psychologia, Ważne

Autor: CzarnaLimuzyna , 20 października 2024

Fernando-Garrido_pinterest

Wpis powstał jako uzupełnienie prelekcji „Zhakować umysł, aby zniszczyć duszę”

Niestety, prócz wielu trafnych i ważnych rzeczy, które powiedzieli Anna Wiejak i prowadzący, Tomasz Sztreker znalazły się rzeczy zaskakująco błędne. Czy wynikało to z jakiegoś rodzaju konformizmu czy może również z programowania umysłów, nie wiem.

Anna Wiejak powiedziała, że „wyjście z UE nic nam nie da”, a Tomasz Sztreker zaliczył Patryka Jaki i Mateusza Morawieckiego do grona polityków prawicy. Wbrew niektórym opiniom nie są to wcale rzeczy banalne. Sprawa dominacji Unii Anty-Europejskiej jest jedną z kluczowych. Spójrzmy na następującą analogię: trudno byłoby uznać twierdzenie, a taki pogląd przeważał przed 1989 rokiem, że uwolnienie spod dominacji ZSRR nic nam nie da, a przede wszystkim jest to niemożliwe. W rzeczywistości nie dało nam wiele, ale wynikło to głównie z powodu wrogiego przejęcia Polski przez Mordor zachodni, który się dokonał przy bierności polskiego społeczeństwa.

To co na pewno warto powtórzyć za Anną Wiejak to dwa cytaty

Żaden ideolog nie miałby racji bytu, gdyby wszyscy obywatele patrzyli na rzeczywistości (…) w kluczu klasycznego rozumienia prawdy.

Gdyby komunizm przeszedł do nas z zachodu nie zostałby rozpoznany / kard. Stefan Wyszyński, prymas Polski/

I tak się właśnie stało po 1989 roku, a stan ten trwa do dziś z powodu przegranej wojny o polskie umysły – wojny kognitywnej.

Cel wojny kognitywnej

Celem wojny kognitywnej jest skuteczne zaprogramowanie umysłów. Umożliwia ono obezwładnienie mentalne mieszkańców, ich demoralizację i ogłupienie, a tym samym pozyskanie do praktycznej kolaboracji maksymalnie dużej liczby osób – zaangażowanych bezmyślnie po stronie wroga albo wprowadzenie najbardziej opornych w stan zwątpienia i inercji.

Warto pamiętać: z ludźmi zdemoralizowanymi i ogłupionymi można zrobić wszystko.

Propaganda nazywana narracją czyli kłamstwo i brednia jako fundament Symulakrum

Stworzenie Symulakrum czyli upozorowanej, fikcyjnej rzeczywistości –  tak samo jak za pierwszej komuny, to malowanie na zielono lub czerwono – trawy, walka z „zaplutymi karłami reakcji” lub walka z emisją CO2. Tak wykreowany obraz świata jest prawdziwy tylko w jednym aspekcie – złych skutków, ale i te są cenzurowane lub przedstawiane jako sukces i postęp.

Agentura czy systemowe pionki?

Dobrym, pierwszym z brzegu przykładem narzucenia narracji – identyfikacji z kłamstwem i brednią jest stwierdzenie, że powinniśmy pomagać banderowskiej Ukrainie, bo wojna proxy toczona przez USA z Rosją jest „naszą wojną”.

Jednak nie wszyscy są aż tak głupi. Jak jest na przykład w przypadku posła Wiplera? Czy mamy do czynienia z ogłupieniem czy raczej z przystosowaniem do „mądrości etapu”, która obowiązuje agenturę lub systemowe pionki?

Poseł Wipler 10 lat temu o nie naszej wojnie. Dziś mówi zupełnie odwrotnie.

https://youtube.com/watch?v=trfZ-oRURY4%3Ffeature%3Doembed

Trudno też posądzać o głupotę posła Bosaka, który w przeszłości mówił o ideowej prawicy w kontrze do prawicy udawanej (PiS), a dziś bierze udział w „prawicowej” debacie z osobnikiem Morawieckim pod moderacją twórcy POPiS, reżysera „wojny na górze” Jana Rokity (PO), którego wprowadzenie do „dyskusji” było przesycone fałszywymi diagnozami i definicjami. Czyżby tworzono grunt pod koalicję KOPiS?

Nosił Rokita razy kilka…

‘Czerwiec 1992 roku. Rokita „niesie” w wilczy sposób, a właściwie „wynosi” z sejmowej sali premiera Olszewskiego. Olszewski nie broni się, jest mu smutno, że tylu „porządnych ludzi” bierze stronę komunistycznych przestępców i ich kapusiów.

Rok 2006. Pierwszy zorganizowany w Warszawie przez PO „marsz nienawiści” nazwany dla zmylenia przeciwnika „błękitnym”. Jan Rokita kroczy w „chórze aniołów” i odżegnuje się od nienawiści. Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. W tłumie wizerunki Lecha Kaczyńskiego z zaciśniętym sznurkiem wokół szyi sugerującym powieszenie. Była to uroczysta inauguracja czasu Pogardy – początek sezonu szczucia. Zaszczuci na śmierć w medialnym Koloseum giną ostatecznie pod Smoleńskiem. Z nienawiści do Lecha Kaczyńskiego delegacja smoleńska zamiast trzech samolotów otrzymuje jeden. Polscy generałowie nie otrzymawszy swojego środka transportu i oddzielnej ochrony, polecieli na śmierć’.

Satanizm polityczny

Satanizm polityczny polega na przedstawieniu satanizmu w formie utopijnej ideologii, której wprowadzenie w życie wymaga całkowitego wyrzeczenia się Boga  i zniszczenia zbudowanej na tym gruncie cywilizacji łacińskiej. Ludzkość została podzielona na kilka grup. Jednych wabi się fałszywą religią, innych zachęca wprost do prześladowania, a nawet mordowania katolików. W obowiązkowym parytecie są również wiedźmy charczące o “wyżeraniu ciąży”.

Wyznawcy satanizmu politycznego wykorzystują partyjne koszule jako kamuflaż i chowają się za udawanymi różnicami ideologicznymi, aby nie ujawnić uniwersalności swojego projektu. Satanizm polityczny ma ideologię, filozofię, status polityczny i roszczenia polityczne. To nowa kategoria polityczna. /link/

Czy jest rzeczywiście nową kategorią polityczną? Moim zdaniem, nie. Polega on na odwiecznym przekręcaniu, na nazywaniu prawdy: kłamstwem, mową nienawiści, antysemityzmem. Jest nazwaniem kłamstwa-prawdą, zła-dobrem lub dobra-złem, a rzeczy plugawych- ładnymi.

Dla polskich katolików diabeł wymyślił PiS

Niekwestionowany sukces satanistów w wojnie kognitywnej oznacza brak rozumienia wielu podstawowych pojęć, w tym słowa „satanizm” lub brak kojarzenia go z desygnatem.

Ostatnia kwestia to wyjaśnienie w sprawie grafiki. Postanowiłem zamiast twarzy współczesnych politycznych satanistów wkleić coś bardziej „pozytywnego”.

Elity prawdziwe kontra fałszywe

Elity prawdziwe kontra fałszywe – kto zadecyduje o przyszłości Polski i świata?

Stanisław Bukłowicz elity-prawdziwe-kontra-falszywe

Współczesny świat nie patrzy przychylnie na klasy wyższe. Przeciwnie, są one postrzegane jako nieprzystające do dzisiejszych czasów. Jednak równość to utopia. W rzeczywistości nie wybieramy między równością a nierównością, lecz między elitami prawdziwymi a fałszywymi.

Społeczeństwa cywilizacji zachodniej (i nie tylko) od starożytności opierały się na przywództwie warstw wyższych. Czy mowa o starożytnym Rzymie, średniowiecznych monarchiach organicznych czy oświeconym feudalizmie, społecznościami zarządzały elity. W obecnej, demokratycznej epoce władza klas wyższych jest bardziej ukryta, ale jest równie, a nawet bardziej realna niż dawniej.

Hiszpański filozof José Ortega y Gasset w książce „Bunt mas” rozważał rolę wyższych warstw w społeczeństwie:

„(…) elita, w przeciwieństwie do mas, nie jest biernym, mechanicznym tworem, lecz dynamiczną rzeczywistością, która wyłania się dzięki twórczej sile jednostek. To nie kwestia urodzenia, lecz zasługi. Elity budują cywilizację, kulturę i wartości, które transcendują ich indywidualną egzystencję, przekształcając je w dobro wspólne”.

Socjolog podkreślił również, że „w rzeczywistości społeczeństwo jest zawsze rządzone przez elity – jedyną różnicą jest to, czy są to elity prawdziwe, zasłużone i twórcze, czy też przypadkowe, bierne i zdegenerowane”.

Tradycyjne elity i służba publiczna

Elity „prawdziwe, zasłużone i twórcze” to te tradycyjne, można powiedzieć – naturalne. Ich etos opiera się na służbie społeczności. Bazuje między innymi na słowach Chrystusa: „największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony” [Mt 23].

Zatem wbrew komunistycznym podręcznikom do historii, tradycyjne elity w zdrowej formie nie były grupą wyzyskiwaczy. Z ich przywilejami korespondowały obowiązki, takie jak obrona kraju, zarządzanie dobrami oraz troska o wspólnotę lokalną – zadania często uciążliwe i niebezpieczne.

W tradycyjnych społecznościach to warstwy wyższe musiały podejmować ryzyko bólu, śmierci i niewygód związanych ze służbą wojskową. W czasach pokoju działalność wojskową zastępował duch służby publicznej. Jeszcze w przedwojennej Polsce normą było poświęcenie się dla dobra ojczyzny, co niekiedy wiązało się z dobrowolnym celibatem czy innymi wyrzeczeniami.

W dawnej Rzeczypospolitej jednym z przykładów służby publicznej elit był Wielki Kanclerz Koronny Andrzej Zamoyski – autor „Zbioru praw sądowych”. To jeden z głównych reformatorów przedrozbiorowej Polski; starał się doskonalić prawo oraz administrację, m.in. poprzez swoje dzieło „Zbiór praw sądowych”.

Istotną rolę społeczną pełniły także damy – arystokratki poświęcające się szerzeniu kultury. I tak na przykład w XVIII wieku taką postacią była Elżbieta Sieniawska – arystokratka i mecenas sztuki. Hojnie wspomagała odbudowę pałaców, wspierała artystów i inne osobistości kultury. Z kolei Izabela Czartoryska, żona Adama Kazimierza Czartoryskiego, umacniała swoją działalnością tożsamość narodową podczas zaborów. Określana mianem matki kultury narodowej, organizowała w puławskim pałacu spotkania służące właśnie rozwijaniu rodzimej kultury.

Tradycyjne, naturalne elity dążyły również do intelektualnej i kulturowej doskonałości. Jej zewnętrznym przejawem były dobre maniery, stanowiące wyraz piękna i ogłady. Tak zrodził się brytyjski etos gentlemana czy też kodeks dobrych manier – savoir-vivre, będący zewnętrzną manifestacją etosu służby publicznej i troski o dobro wspólne.

Myślenie długofalowe

Kolejną cechą charakterystyczną tradycyjnych elit było myślenie w kategoriach długoterminowych. Członek tradycyjnego rodu postrzegał siebie jako część większej całości i myślał o trwałym dobru rodziny. „Jego pradziad dostrzegał go z daleka wśród mgieł, gdy pracował, robił oszczędności i zachowywał tradycje. Z drugiej strony, on teraz patrzy w tym samym kierunku, do przodu: myśli, zamierza i buduje dla prawnuka, dla tych, którzy są jeszcze gdzieś daleko, na linii horyzontu” – pisał w XIX wieku ksiądz Henri Delassus w książce „Duch rodzinny w domu, społeczeństwie i państwie”.

Używając terminologii ekonomicznej, przedstawiciele tradycyjnych elit cechują się niską preferencją czasową. Potrafią myśleć o przyszłości, dbać o majątek rodzinny i przekazywać tradycje. Wraz z własnością przekazują także rodzinne wartości, obejmujące specyficzny dla danej rodziny rodzaj służby patriotycznej czy religijnej.

Przekazywanie talentów i profesji

Rodzinne tradycje to często także talenty i zawody. Mogą to być wielopokoleniowe przedsiębiorstwa lub przekazywane z generacji na generację zawody i umiejętności. Doskonałym przykładem są wybitni muzycy, często synowie muzycznych rodów. Ich osiągnięcia były owocem genów i wychowania w tradycyjnie muzycznych rodzinach. Jeden z największych geniuszy muzycznych wszech czasów Jan Sebastian Bach pochodził z rodziny zajmującej się muzyką od pokoleń. Jego ojciec, Johann Ambrosius Bach, był muzykiem, kompozytorem oraz nauczycielem muzyki. Przodkowie Bacha pełnili funkcje organistów, kapelmistrzów oraz kompozytorów.

Również Johann Strauss pochodził z rodziny muzycznej – jego ojciec o tym samym imieniu zajmował się komponowaniem. To samo należy powiedzieć o Wolfgangu Amadeuszu Mozarcie. Ojciec kompozytora, Leopold, był cenionym nauczycielem muzyki, który poświęcił się między innymi kształceniu syna. To tylko kilka przykładów przekazywania profesji z pokolenia na pokolenie.

Elity fałszywe

Współczesne elity lub raczej pseudoelity kierują się całkowicie odmiennymi „wartościami”. Uprzywilejowana pozycja w społeczeństwie służy im jedynie do realizacji ich własnych interesów. Etos służby społeczeństwu to dla nich pojęcie zupełnie obce, a zamiast wspierać dobro wspólne, chętnie korzystają z zasobów państwa.

Elity demokratyczno-oligarchiczne ukrywają przed społeczeństwem istnienie hierarchii. Głosząc hasła równościowe i starając się w blasku fleszy upodobnić do mas, zabiegają o ich przychylność, a jednocześnie żyją w luksusie. Wszystko to dzieje się jednak za zamkniętymi drzwiami.

Fałszywe elity nie są związane z żadną wspólnotą – ani lokalną, ani narodową, ani religijną. Oderwane od swoich korzeni, nie dbają o dobro wspólne. Etos rycerski całkowicie zamarł, a etos gentlemana istnieje jedynie na pokaz. Za zamkniętymi drzwiami zdegenerowane, demokratyczno-oligarchiczne elity dają upust chamstwu, posługują się rynsztokowym językiem, który przychodzi im z naturalną łatwością, czego dowodzą choćby powszechnie znane ujawnione nagrania z podsłuchów w restauracji „Sowa&Przyjaciele”.

Przykłady nadużyć pseudoelit

Przykładów degeneracji fałszywych, współczesnych elit jest aż nadto. Kryzys finansowy z 2008 roku pokazał chciwość oligarchów na publiczne pieniądze. Banki inwestycyjne, które swoją nieodpowiedzialną polityką wywołały kryzys na rynku nieruchomości, otrzymały rządową pomoc (bailouty), podczas gdy miliony ludzi straciły domy i oszczędności.

Również korporacje – elity biznesu – często kierują się wyłącznie dobrem własnym, a nie publicznym. Na przykład podczas pandemii COVID-19 Pfizer wykorzystywał swoją przewagę rynkową, wymuszając na rządach skrajnie niekorzystne warunki. Z kolei Johnson&Johnson produkował puder zawierający rakotwórczy składnik, który doprowadził do rozwoju raka jajnika u wielu kobiet. W 2018 roku ujawniono, że firma już od lat 70. XX wieku wiedziała o problemie, lecz skrzętnie ukrywała ten fakt przed opinią publiczną.

W Polsce takich przypadków działania przez pseudoelity na szkodę dobra publicznego jest też wiele. Chociażby afera reprywatyzacyjna w Warszawie, gdzie urzędnicy, prawnicy i biznesmeni przejmowali nieruchomości na podstawie fałszywych dokumentów. Albo afera z 2009 roku, która pokazała współpracę polityków z branżą hazardową. Klasycznym przykładem (jednym z wielu) zawłaszczania dobra publicznego dla prywatnych korzyści może być działalność marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, który wykorzystywał rządowy samolot do celów prywatnych – dla siebie i rodziny.

Współczesne demo-oligarchiczne elity charakteryzuje zatem dążenie do osiągnięcia jak największych własnych korzyści kosztem dobra publicznego. To zupełne przeciwieństwo ideału tradycyjnych, naturalnych elit, które kierowały się etosem służby.

Fałszywe elity są pozbawione ducha służby publicznej, a kierują się wyłącznie powierzchownym egoizmem. Nie myślą w kategoriach długofalowych. Jako politycy dążą wyłącznie do zwycięstwa w najbliższych wyborach, jako biznesmeni – do szybkiego zysku. Jako głowy rodzin chcą wprawdzie „ustawić” swoje dzieci, lecz trudno tu mówić o przekazywaniu jakichś wyższych wartości. Tym bardziej że nowoczesne fałszywe ,,elity” to często chodzący w garniturach od Armaniego nuworysze, którym i tak wystaje słoma z butów.

Remedium – odtworzenie naturalnej arystokracji

Mamy więc do wyboru rządy naturalnych elit lub elit zdegenerowanych. Wszak podziału na elity i lud nie da się wyeliminować. I nic w tym złego. „Ludzie, ogólnie rzecz biorąc, potrzebują zarządzania” – pisze Roger Scruton w artykule „W obronie elitaryzmu”, opublikowanym pierwotnie na łamach portalu Future Symphony Institute.

Nierówność społeczna jest czymś naturalnym. Ludzie różnią się pod względem siły fizycznej, zdolności umysłowych i uposażenia genetycznego. Nawet w małych grupach wyłania się hierarchia oparta na charyzmie i umiejętnościach. Potwierdza to zasada Pareto, zgodnie z którą 20 procent ludzi kontroluje 80 procent zasobów (niekiedy te proporcje są znacznie bardziej nierówne).

Egalitaryzm jest więc jedynie fasadą dla rządów pseudoelit. Aby je obalić, trzeba powrócić do naturalnego ładu, na którego szczycie znajdą się prawdziwe elity – dbające o dobro wspólne, myślące długoterminowo i przekazujące tradycyjne wartości oraz majątek z pokolenia na pokolenie. Współczesny świat, mimo wszystko, pozwala na odtworzenie takiej warstwy. Tego zadania mogliby podjąć się zwłaszcza (choć nie tylko) młodzi ludzie, myślący o założeniu rodziny, studiujący, rozważający wybór drogi zawodowej. Czy jednak znajdą się wśród nich tacy śmiałkowie?

Stanisław Bukłowicz

NASA w szponach postępu. No to znów ich rakiety będą wybuchały.

NASA w szponach postępu. Miliony na indoktrynację, setki ekspertów na bruk

20.10.2024 nasa-w-szponach-postepu

Logo NASA
Logo NASA. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Pixabay

Miliony dolarów na promocję „polityki różnorodności, równościowości i inkluzji” oraz „sprawiedliwości środowiskowej” – tyle wydała Amerykańska Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA). Zabrakło natomiast na wynagrodzenia dla fachowców i programy kosmiczne.

Od 2020 roku tzw. polityka DEI, wyrażając się w trzech słowach: różnorodność, równościowość i inkluzja, toczy amerykańskie korporacje. Teraz okazuje się, że NASA wydała na promowanie tych idei około 10 mln dolarów.

Mimo że NASA otrzymała mniej miliardów dolarów niż potrzebne było na realizację bieżących przedsięwzięć, to nie okrojono „równościowego” budżetu. Zwolniono natomiast setki fachowców, zajmujących się misjami na Marsa – zapewne w ramach „inkluzji”. Według „Washington Post”, zabrakło także środków na utrzymanie teleskopu kosmicznego. Realizowane są za to m.in. programy „sprawiedliwości środowiskowej”.

„Ruch na rzecz sprawiedliwości środowiskowej koncentruje się na zapewnieniu społecznościom równej ochrony przed naturalnymi i wywołanymi przez człowieka zagrożeniami środowiskowymi. Uosabia zasadę, że wszystkie społeczności powinny być wysłuchane i reprezentowane w procesie podejmowania decyzji” – twierdzi NASA, która aktywnie promuje tę gałąź ideologiczną, choćby przez rozdawanie wielu grantów dla uniwersytetów, by badały właśnie „sprawiedliwość środowiskową” na obszarach miejskich, czy w punktach o dużej koncentracji mniejszości rasowych.

Wśród beneficjentów znalazł się Columbia University, który otrzymał grant w wysokości 150 tys. dolarów na połączenie „obserwacji Ziemi i danych społeczno-ekonomicznych”. Miało to umożliwić studentom pracę na rzecz „sprawiedliwości środowiskowej” w Nowym Jorku.

Z kolei 250 tys. dolarów trafiło na uniwersytet w Los Angeles. Wszystko w ramach programu NASA Predictive Environmental Analytics and Community Engagement for Equality and Environmental Justice (PEACE). Według Agencji „osoby kolorowe często są bardziej narażone z powodu zanieczyszczenia powietrza”. Z tego względu miasto dostało pieniądze za dostarczanie danych o zanieczyszczeniach z uwzględnieniem podziału społeczności, różnic kulturowych itp.

Z dokumentów federalnych wynika, że od 2022 roku na projekty „sprawiedliwości środowiskowej” przeznaczono przeszło 5 mln dolarów. W lutym 2024 roku zwolniono około 530 osób, a także zerwano współpracę z 40 kontrahentami pracującymi w Jet Propulsion Laboratory. W tym samym czasie NASA wypłacała miliony na realizację środowiskowych grantów.

Jednym z kanałów, którymi NASA wyrzucała pieniądze w błoto, był Southwestern Universities Research Association, który miał przygotować materiały heliofizyczne agencji tak, aby były „bardziej istotne i otwarte dla społeczności latynoskich i rdzennych Amerykanów”.

Polityka DEI obejmuje szeroki zakres praktyk wykorzystywanych przez rozmaite korporacje i agencje rządowe. Mają one na celu uprzywilejowanie grup dotychczas „uciskanych” i „ciemiężonych” – kosztem pozostałych obywateli. Chodzi m.in. o grupy wyróżnione ze względu na „orientację seksualną”, „tożsamość płciową”, rasę itd.

Zgodnie z polityką administracji Bidena i Harris aż 40 proc. beneficjentów federalnych programów klimatycznych i środowiskowych miało pochodzić ze „społeczności niedostatecznie obsługiwanych”.

Szok dla zegara biologicznego. Opłakane skutki zmiany czasu

Szok dla zegara biologicznego. Opłakane skutki zmiany czasu

20.10.2024 Szok-dla-zegara-biologicznego-oplakane-skutki

Zegar, zmiana czasu.
Zegar. / Fot. RODOLFO BARRETO/Unsplash

Zmiana czasu jest zakłóceniem funkcjonowania naszego zegara biologicznego poprzez manipulację dostępnością światła – zwraca uwagę psycholog zdrowia prof. Marta Jackowska z Uniwersytetu SWPS w Sopocie. Tymczasem reguluje on funkcje naszego organizmu, np. sen, trawienie, a nawet nastrój.

Za tydzień, w nocy z 26 na 27 października zmienimy czas z letniego na zimowy. Oznacza to, że wcześniej będzie zapadać zmrok. W efekcie zimą wiele osób budzi się po ciemku i po ciemku wraca z pracy, a kiedy dostępne jest światło dzienne, przebywa w biurze. Z kolei przy marcowej zmianie czasu na letni bolesne bywa ponowne przyzwyczajanie się do wcześniejszego wstawania rano – przypomniała uczelnia w komunikacie.

– Funkcje naszego organizmu, takie jak sen, czuwanie, trawienie, temperatura ciała czy nawet nastrój, są regulowane przez nasz zegar biologiczny. Jego funkcjonowanie jest ściśle powiązane z dostępnością światła lub jego brakiem, czyli ciemnością. Zmiana czasu jest więc niczym innym jak zakłóceniem funkcjonowania naszego zegara biologicznego poprzez manipulację dostępnością światła – uważa prof. Marta Jackowska z Uniwersytetu SWPS w Sopocie, cytowana w komunikacie.

Najłatwiej zaobserwować takie skutki, jak niewyspanie i zły nastrój. Są najbardziej odczuwalne po zmianie czasu z zimowego na letni w marcu. Dość szybko mijają, gdy organizm przyzwyczai się do nowego trybu. Są jednak skutki znacznie groźniejsze, dlatego po zmianie czasu zalecana jest szczególna ostrożność – wskazano w komunikacie.

– Badania naukowe pokazują większe ryzyko śmiertelnego wypadku samochodowego podczas nocy ze zmianą czasu zarówno jesienią, jak i wiosną oraz większe ryzyko wypadków w pracy i zawałów serca bezpośrednio po zmianie czasu z zimowego na letni – przypomniała prof. Jackowska.

Ludzki organizm zdecydowanie gorzej znosi i dłużej się adaptuje do zmiany czasu z zimowego na letni, co potwierdzają właśnie statystyki dotyczące wypadków i zawałów. Jak napisano w komunikacie, jesteśmy też wtedy jeszcze bardziej niewyspani niż zwykle. Większość ludzi potrzebuje maksymalnie około dwóch tygodni, aby ich organizm dostosował się do zmiany czasu.

– Co ciekawe, jedno z niewielu badań na ten temat pokazało, że zmiana czasu najbardziej niekorzystnie wpływa zarówno na osoby z bardzo wczesnym chronotypem (tzw. skowronki), jak i z bardzo późnym (tzw. sowy). Szczególnie źle reagujemy na zmianę czasu z zimowego na letni, kiedy tracimy godzinę snu. Są ponadto dowody sugerujące, że zegar biologiczny osób z późnym chronotypem nie dostosowuje się do tej zmiany czasu – dodaje psycholog z Uniwersytetu SWPS.

Specjalistka wskazuje, że Polacy, podobnie jak inne nacje, są narodem niewyspanym – średnio co drugi Polak i Polka skarżą się na niską jakość snu. To sprawia, że zmiana czasu dodatkowo nas obciąża. Sen jest zaś potrzebny do utrzymania zdrowia fizycznego i psychicznego.

– Przed snem powinniśmy się zrelaksować i unikać wszystkiego, co nas stymuluje lub pobudza. Badania naukowe od lat pokazują, że dobry sen się nam wszystkim opłaca! – podkreśla psycholożka zdrowia.

Jak przypomina uczelnia, zmiana czasu została formalnie wprowadzona w 1916 roku podczas pierwszej wojny światowej przez Niemców w celu efektywniejszego wykorzystania naturalnego światła i – co się z tym wiązało – zaoszczędzenia na użyciu sztucznego światła.

– Obecnie mało kto widzi w tym sens lub użyteczność, a negatywne skutki dla naszego zdrowia i samopoczucia jasno sugerują, że zmiana czasu raczej nam szkodzi niż pomaga – podsumowuje prof. Marta Jackowska.