Today’s verdict represents the culmination of a legal process that has been bent to the political will of the actors involved: a leftist prosecutor, a partisan judge, and a jury reflective of one of the most liberal enclaves in America—all in an effort to “get” Donald Trump.
That this case—involving alleged misdemeanor business records violations from nearly a decade ago—was even brought is a testament to the political debasement of the justice system in places like New York City. This is especially true considering this same district attorney routinely excuses criminal conduct in a way that has endangered law-abiding citizens in his jurisdiction.
It is often said that no one is above the law, but it is also true that no one is below the law. If the defendant were not Donald Trump, this case would never have been brought, the judge would have never issued similar rulings, and the jury would have never returned a guilty verdict.
In America, the rule of law should be applied in a dispassionate, even-handed manner, not become captive to the political agenda of some kangaroo court.
Aktywiści aborcyjni, deprawatorzy seksualni i usłużni im politycy chcą, aby każde z coraz mniej licznych dzieci poczętych w łonach matek było domyślnie przeznaczone do likwidacji
——————————
Tuż przed uroczystością Bożego Ciała i dniem dziecka, weszło w życie rozporządzenie Ministra Zdrowia, które czyni mordowanie dzieci w łonach matek procederem przymusowym dla wszystkich szpitali w Polsce.
Od teraz żaden szpital nie może odmówić aborcji pod groźbą kar finansowych lub rozwiązania kontraktu z NFZ. To kolejny krok w kierunku wprowadzenia totalitarnych represji i upowszechnienia dzieciobójstwa w naszym kraju. Docelowo aborcja ma stać się domyślną, standardową opcją sugerowaną w trakcie wizyty kobiety w ciąży u ginekologa. Celem jest biologiczne zniszczenie naszego narodu. Konieczny jest stanowczy opór i mobilizacja społeczeństwa do obrony życia.Właśnie weszło w życie rozporządzenie Minister Zdrowia Izabeli Leszczyny, zgodnie z którym każdy szpital w Polsce ma obowiązek zamordować dziecko poprzez aborcję, jeżeli kobieta zgłosi się do placówki.
Trzeba w tym momencie po raz kolejny przypomnieć, że aborcja jest w Polsce de facto legalna na żądanie do końca ciąży. Wystarczy tylko, że kobieta przyjdzie do szpitala z zaświadczeniem od pro-aborcyjnego psychiatry, że ciąża rzekomo zagraża jej zdrowiu psychicznemu. Jak wiemy z licznych relacji medialnych i wypowiedzi aborcjonistów, zaświadczenia takie są wystawiane każdej chętnej kobiecie, która się po nie zgłosi. Kontakt do psychiatry-aborcjonisty łatwo znaleźć w internecie.
Od kilku dni mamy więc w Polsce NAKAZ aborcji. Mordowanie dzieci w łonach matek stało się przymusowe dla szpitali. Każda placówka ma od teraz tak zorganizować swoją pracę, aby zamordować dziecko, gdy tylko zgłosi się „pacjentka„. Szpital może w tym celu np. zatrudnić lekarza-aborcjonistę spoza szpitala, czyli płatnego mordercę na zlecenie, który przyjedzie specjalnie po to, aby dokonać zabójstwa. Aktywiści aborcyjni w swojej propagandzie od lat powtarzają, że aborcja to „wolny wybór”. Często używają również argumentu: „jeśli jesteś przeciwko aborcji, to po prostu jej nie rób”. Jak to się ma do wprowadzonego właśnie przymusu aborcji dla szpitali i pracujących w nich lekarzy…?
Aborcja nie ma nic wspólnego z wolnością. Wiele kobiet jest do aborcji przymuszanych przez lekarzy. Wiele kobiet jest poddawanych emocjonalnej presji i psychicznemu szantażowi w celu nakłonienia ich do aborcji. Co więcej, byli aborcjoniści wielokrotnie mówili publicznie, że mają własne „plany sprzedażowe” aborcji. Jak wyznała Carol Everett, była szefowa dużego ośrodka aborcyjnego w USA:
„Naszym celem biznesowym było sprzedanie 3–5 aborcji każdej dziewczynie w wieku 13–18 lat, ponieważ w przemyśle aborcyjnym wszyscy opierają się na prostym systemie prowizyjnym. Każda klientka zwiększała moją zamożność. Aby sprzedawać aborcję, najpierw trzeba stworzyć odpowiedni rynek. To znaczy, że trzeba przekonać dzieci i młodzież, na jak najwcześniejszym możliwym etapie, do patrzenia na seksualność w całkowicie odmienny sposób niż poprzednie pokolenia.”
Gdzie tu jest miejsce na „wybór” kobiety, skoro aborcyjne lobby przyznaje, że w związku z aborcją stawia sobie konkretne cele i planuje liczbę dzieci, które mają zostać zamordowane? Trzeba w tym momencie zwrócić uwagę na bardzo istotną rzecz. Narzędziem, które zwiększa liczbę aborcji i przynosi nowe „pacjentki” aborcjonistom jest tzw. „edukacja seksualna”. Rozporządzenie Minister Zdrowia wprowadzające przymus aborcji dla polskich szpitali zbiega się w czasie z niedawnym rozpoczęciem prac nad wprowadzeniem do wszystkich szkół w Polsce „edukacji seksualnej”. Są to dwie, bardzo powiązane ze sobą kwestie. Wyjaśnia to nawrócona aborcjonistka Carol Everett:
„Mieliśmy cały plan, jak sprzedawać aborcję – ten plan nazywa się edukacja seksualna. Plan ten był i jest nadal realizowany w kilku etapach. Pierwszym z nich jest odebranie młodym ludziom ich naturalnej wstydliwości. Kolejnym krokiem do pozyskania młodych jest oddzielenie ich od rodziców i od prawdziwych wartości. Kiedy młodzi zaczynają interesować się dziedziną płciowości, aborcjoniści stawali się dla nich „ekspertami od spraw seksu” (…) Teraz wystarczyło tylko namówić ich do podjęcia współżycia i czekać. Tak oto młodzi ludzie wpadali w sidła zastawione przez aborcjonistów.”
Aborcja jest w Polsce de facto legalna na żądanie do końca ciąży, wystarczy tylko przejść odpowiednią procedurę administracyjną. Szpitale zostały zmuszone prawnie do wykonywania aborcji. Teraz czas na „pacjentki”, których dzieci będą mordowane. Właśnie między innymi po to do polskich szkół ma wejść „edukacja seksualna”– aby zniszczyć sumienia dzieci i młodzieży oraz zachęcać uczniów do rozwiązłości, co poskutkuje niechcianymi ciążami i aborcjami. Sama aborcja również ma być promowana w trakcie „edukacji seksualnej”.
Jeszcze kilkanaście lat temu aktywiści LGBT w swojej propagandzie skierowanej do Polaków twierdzili, że oni chcą tylko wzajemnie odwiedzać się w szpitalach. Dzisiaj jesteśmy w sytuacji, gdy chcą „odwiedzać” nasze dzieci w szkołach aby „edukować” je seksualnie. Podobnie aborcjoniści – przez lata twierdzili, że aborcja to „wolny wybór”, po czym wprowadzili przymus aborcji.
Do czego to wszystko prowadzi?
Aktywiści aborcyjni, deprawatorzy seksualni i usłużni im politycy chcą, aby każde z coraz mniej licznych dzieci poczętych w łonach matek było domyślnie przeznaczone do likwidacji. Docelowo aborcja ma stać się domyślną, standardową opcją sugerowaną w trakcie wizyty kobiety w ciąży u ginekologa. To atak na biologiczne fundamenty istnienia narodu Polskiego.
Trzeba walczyć, aby ratować dzieci, stawić opór aborcjonistom i deprawatorom oraz uratować nasze społeczeństwo. W tym celu nasza Fundacja organizuje w całej Polsce niezależne kampanie informacyjne, w ramach których docieramy do Polaków z prawdą o aborcji i ostrzeżeniem przed deprawacją dzieci. W całym kraju organizujemy uliczne akcje informacyjne, wystawy, publiczne modlitwy różańcowe i akcje furgonetkowe. Każdego dnia docieramy do tysięcy osób i kształtujemy ich świadomość.Kilka dni temu powiesiliśmy kolejny wielki billboard w pobliżu ruchliwej trasy S8. Jego przekaz jest krótki i jasny – „Aborcja zabija”. Koszt takiej akcji billboardowej to co najmniej 3500 zł. Chcemy kolejne takie plakaty wywiesić w innych rejonach Polski. Cały czas organizujemy również kampanie uliczne i przejazdy naszych furgonetek. Na wszystkie te działania potrzebujemy w najbliższym czasie ok. 14 000 zł.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby wesprzeć organizację kolejnych, niezależnych akcji informacyjnych docierających do Polaków z prawdą o aborcji. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Celem aborcjonistów i współpracujących z nimi deprawatorów seksualnych jest wymordowanie jak największej liczby maleńkich Polaków w łonach matek. Posługują się przy tym metodami totalitarnego przymusu, siły, terroru i perswazji. Konieczny jest opór i mobilizacja społeczeństwa do działania. Proszę Pana o pomoc w organizacji kolejnych działań.
Z wyrazami szacunku Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
To co się wyprawia w Sejmie w okresie poprzedzającym wybory do Parlamentu Europejskiego, przekracza wyobraźnię nawet człowieka w silnej gorączce. Z jednej strony to zrozumiałe, bo nie po to hałastra podłączała się do Volksdeutsche Partei, że miała jakiś pomysł na państwo i chciała z nim coś zrobić, tylko – żeby wykorzystać tę trampolinę, by dostać się do luksusowego przytułku dla “byłych ludzi”, w którym – nawiasem mówiąc – odsetek wariatów wydaje się wyjątkowo wysoki.
Dzięki temu każdy myśli, że znajdzie tam dla siebie jakąś niszę ekologiczną, z której nie wykurzy go ani żaden Tusk, ani żaden Naczelnik Państwa, ani żaden pan Szymon, który najwyraźniej rozsmakował się w kabotyństwie – więc czegóż chcieć więcej? “Czego może chcieć od życia taki gość, jak ja?” – śpiewał w swoim czasie pan Ryszard Rynkowski. To z punktu widzenia hałastry – bo z punktu widzenia Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen sprawa wygląda trochę inaczej.
Pani Urszula tak zwany “wiek rębny” (akurat dostałem w prezencie przedwojenny “Przewodnik Gajowego”, więc wiem, co mówię) ma już poza sobą, więc resztki wigoru postanowiła poświęcić polityce. Donald Tusk, czy Jarosław Kaczyński, to co innego; im żadnej prawdziwej polityki uprawiać nie wolno, toteż resztki wigoru kierują na potępieńcze swary (potępieniec, jak zwracał uwagę Stanisław Cat-Mackiewicz, to ktoś już poza życiem, który rzeczywistości zmienić nie może, toteż wyżywa się w przekomarzaniach i swarach, które niczego zmienić, ani do niczego doprowadzić nie mogą).
Mam tu na myśli komisje do badania rozmaitych afer, no i licytację, u kogo jest więcej ruskich agentów. Nawiasem mówiąc, ciekawe, że nikt nie licytuje się na liczbę agentów niemieckich, izraelskich, czy amerykańskich, od których wśród naszych Umiłowanych Przywódców musi się przecież roić, bo jakże inaczej zostaliby wystrugani z banana jak nie przez Donalda Tuska, to przez Jarosława Kaczyńskiego, czy wreszcie – pana Michała Kobosko?
Wracając tedy do Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, to niedawno obróciła resztki wigoru, jakie jej jeszcze zostały przed wyłączeniem prądu, na napiętnowanie nieubłaganym palcem trojga nieprzyjaciół Rzeszy. Chodzi o Zjednoczenie Narodowe Maryny Le Pen, która próbuje uwodzić Francuzów sprzeciwem wobec migracji migrantów, czy w sprawach moczopłciowych – w czym u nas najwyraźniej specjalizuje się Donald Tusk – ale Reichsfuhrerin to by nie przeszkadzało – natomiast to “Zjednoczenie Narodowe” to całkiem inna sprawa.
W Rzeszy na żadne “zjednoczenia narodowe” miejsca nie ma i nie będzie, bo w Rzeszy – po staremu – ein Volk, ein Fuhrer. Może więc tam być miejsce dla Volksdeutsche Partei Donalda Tuska, ale nie dla żadnych “zjednoczeń” w dodatku – narodowych” i na domiar złego – należących do narodu francuskiego, a nie niemieckiego. Drugim nieprzyjacielem Rzeszy została uznana Alternatywa dla Niemiec – ale nie wiadomo, czy dlatego, że sprzeciwia się IV Rzeszy, bo chciałaby reaktywować III, czy że sprzeciwia się w ogóle.
Trzecim napiętnowanym przez Reichsfuhrerin wrogiem Rzeszy jest polska Konfederacja, w której znienawidzony Grzegorz Braun gasi chanukowe świece proszkowymi gaśnicami. Ostatnio do tej trójki Judenrat “Gazety Wyborczej” dołączył komitet wyborczy “Polexit”, który sprzeciw wobec Rzeszy ma wpisany w nazwę.
Co z tego wyniknie – o tym przekonamy się po wyborach 9 czerwca, a tymczasem otrząśnijmy pył z sandałów, oderwijmy sie od tubylczej małpiarni, w którą coraz bardziej zamienia się Sejm i Senat pod przewodnictwem posągowej Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.
Jej to – jak pamiętamy – Wielce Czcigodny poseł Pupka na oczach całej Polski musiał scenicznym szeptem podpowiadać co ma odpowiadać na pytania, aż wreszcie trzeba było podmienić ją na Rafała Trzaskowskiego i w rezultacie doszło do fiaska wyborów kopertowych, z “zabójczymi kopertami”, o których tak pięknie mówił znający się na różnych kopertach pan marszałek Tomasz Grodzki.
Odwracając wzrok od tubylczej małpiarni, kierujemy go w stronę małpiarni amerykańskiej, która też doznaje nienaturalnego pobudzenia w związku ze zbliżającymi się wyborami tamtejszego prezydenta. Z jednej strony swoją kandydaturę wystawia Józio Biden, co to najwyraźniej uparł się przewodzić Ameryce i światu do upadłego, a z drugiej – Donald Trump, na którego zagięli parol nie tylko amerykańscy Żydowie, ale nawet warszawski Judenrat pod przewodem pana red. Michnika.
Nieomylny to znak, że z jakichś zagadkowych przyczyn Żydowie nie lubią Donalda Trumpa, chociaż – jak pamiętamy – robił on wszystko, żeby im się podlizać. I podpisał ustawę nr 447 i przeniósł amerykańską ambasadę z Tel Awiwu do Jerozolimy – ale w niczym mu to nie pomogło. Widocznie z punktu widzenia Sanhedrynu Józio Biden musi mieć jakieś ważne, chociaż ukryte zalety, które przesądzają o wyborze. Ciekawe, czy amerykańscy twardziele przyjmą w końcu żydowski punkt widzenia i wybiorą Józia, czy też ośmielą się Żydom postawić i poprą Trumpa?
Trzeba powiedzieć, że Żydowie umieją amerykańskich twardzieli wziąć pod włos. Wprawdzie wojna na Ukrainie, którą Józio Biden zainicjował podczas swojej podróży do Europy w czerwcu i lipcu 2021 roku, nie jest specjalnie w Ameryce popularna – ale Żydowie próbują z innej beczki. Oto wpływowa amerykańska gazeta “The Washington Post”, w której pisuje również żona naszego Księcia-Małżonka, podała ostatnio rewelację, jakoby Donald Trump zamierzał zbombardirować Moskwę i Pekin atomowymi kartaczami.
Wprawdzie za prezydentury Donalda Trumpa Ameryka żadnej wojny nie rozpoczęła, a trwające – raczej wygaszała, podczas gdy Józio Biden nie przestaje wojować z całym światem – no ale on o żadnym bombardirowaniu Moskwy czy Pekinu atomowymi kartaczami nie mówi. Nietrudno sie tedy domyślić, że przy pomocy tego faktu prasowego, o którym w swoim czasie tak pięknie mówił “drogi Bronisław”, czyli prof. Geremek, Żydowie próbują dać do zrozumienia amerykańskim twardzielom, że ten cały Trump to jeszcze gorszy ananas od Józia.
Ciekawe, że te rewelacje z amerykańskiego dziennika zbiegają się z tromtadrackimi komunikatami o budowie wzdłuż granicy z Białorusią i Rosją “Wału Tuska”, zwanego inaczej “Linią Imaginota”. Czyżby amerykańscy Żydowie też skłaniali się do wepchnięcia naszego nieszczęśliwego kraju w wojnę, jaką Stany Zjednoczone prowadzą z Rosją do ostatniego Ukraińca? Ładny interes!
„Dramat współczesnej Armenii” – to temat wykładu profesora Tadeusza Trajdosa, wygłoszonego na spotkaniu zorganizowanym przez Centrum Edukacyjne Polska, z okazji – jak domniemywać – rocznicy ludobójstwa, gdy w 1915 roku śmierć z rąk Turków znalazło 1,5 miliona Ormian. Interesującego wykładu wysłuchałem. Głosu w dyskusji zabrać nie mogłem. Dlatego poniżej kilka refleksji.
Czy istnieje jakakolwiek „polska polityka zagraniczna”? Takie pytania stawiamy, gdy „polscy” dyplomaci wypowiadają się o Turcji. To dyplomacja na poziomie chłopców w piaskownicy. To chaotyczne miotanie się od ściany do ściany, bełkot i puste zaklęcia o „naszym przyjacielu przez wieki, Turcji”. Meandry polityki zagranicznej w wykonaniu warszawskiej dyplomacji trudno rozszyfrować (także dlatego, że klucz szyfrowy nie jest zdeponowany w ponurym gmaszysku MSZ w Alei Szucha, ale widoczny jest jej nowy wektor – strategiczne stosunki z Turcją (oczywiście obok strategicznego sojuszu z państewkiem leżącym w Palestynie i sojuszu z armią dowodzoną przez telewizyjnego komika, broniącą Polski przed Putinem).
To „zasługa” wszystkich ekip politycznych rządzących Polską po ‘89. Gdy przy kościele św. Mikołaja w Krakowie wzniesiono kamienny krzyż ormiański upamiętniający rzeź Ormian, protestował nie tylko ambasador Turcji, ale i polski MSZ. „Warszawa będzie ambasadorem Turcji w UE i chcielibyśmy Turcję widzieć w niedalekiej przyszłości, jako członka UE” – takie bzdury głosiłaEwa Kopacz. Grzegorz Schetyna bredził: „Nasze relacje handlowe sięgają XV wieku, kiedy to sułtan zagwarantował swobody handlowe polskim kupcom. To przykład tureckiej przyjaźni i zaufania, z której polscy przedsiębiorcy korzystali przez wieki”. Bajdurzyłtakże Witold Waszczykowski: „Polskę i Turcję łączy przyjaźń, która nie ma odpowiednika w historii politycznej […] będziemy robić, co tylko w naszej mocy, aby przywrócić stabilność na Bliskim Wschodzie, wspólnie z naszym przyjacielem przez wieki, Turcją”.
Przy czym wypowiedź Schetyny przypomina przymilanie się Turkom bujdą, że demonstracyjnym pytaniem „Czy przybył już poseł z Lechistanu?”, miano rozpoczynać oficjalne audiencje u sułtana tureckiego, oczekując posła z Rzeczypospolitej, nieistniejącej już wówczas na mapie Europy. Tymczasem Turcja nie uznała rozbiorów Polski, nie z miłości do Polski, lecz dlatego, że toczyła krwawe wojny z Rosją. W ślad za głupawymi oświadczeniami, szły głupawe analizy: Polska i Turcja mają wspólne interesy w kwestii bezpieczeństwa narodowego, są państwami, które są zaniepokojone próbami odbudowy pozycji Rosji.
Do cytowanych doszlusował prezydencki minister Jakub Kumoch: „Turcja jest krajem, który najlepiej rozumie Polskę w kwestiach bezpieczeństwa. Stosunki są doskonałe, ponieważ między Polską a Turcją nie ma ani jednego problemu”. Dalej poszedł na całego, mówił o połączeniu „ogromnej potęgi Turcji i ogromnej potęgi Polski”. Złożył też deklarację: „Absolutnie chcemy, aby Turcja była członkiem UE”. Ale na tym nie koniec. Przystąpił do finezyjnej rozgrywki dyplomatycznej – udał się z tajną misją do Istambułu, by spotkać się z pewnym pohańcem (tak nazywano u Sienkiewicza Tatarów). Ale nie po to, żeby montować, jak otumaniony przez kabalistów Adam Mickiewicz, Legion Żydowski do walki z Rosją, lecz złożoną z islamistów z Krymu międzynarodową brygadę do walki z Rosją. Innymi słowy: Kiedyś mówiło się „Węgier, Polak, dwa bratanki”, i że Jan III Sobieski pogonił Turków pod Wiedniem. Dziś mówi się „Polak, Turek, dwa bratanki”, i że Turcy pomagają nam pogonić Ruskich pod Charkowem.
Armenia nie jest prorosyjska. Podejście Ormian do Rosji to wybór mniejszego zła. Wciśnięta między Azerbejdżan i Turcję, z pamięcią o tureckim ludobójstwie, skazana jest na Rosję, bez względu na to, kto rządzi w Moskwie. Innej siły zdolnej do pomocy Ormianom nie ma i nie będzie. Tu przypomnijmy, że Turcy, aby usprawiedliwić masakrę Ormian, oskarżyli ormiańskich przywódców o spiskowanie z Rosjanami. Przypomnijmy też, że Ormianie są na Kaukazie „od zawsze”, że Turcy przybyli tam w XI wieku, zajmując większą część historycznej Armenii, i że obecne granice Armenii wyznaczył Stalin.
Ale i Turcja nie jest antyrosyjska. Jej stosunki z Rosja są więcej niż poprawne, biznesowe doskonałe i odznaczają się daleko posuniętym pragmatyzmem. No i – Turcja pomaga Rosji omijać sankcje UE i NATO narzucone po wybuchu konfliktu ukraińsko-rosyjskiego. Dla prezydenta Turcji Erdoğana, współpraca z Putinem zwiększa pole dyplomatycznego manewru. Z tego powodu współpracuje z Szanghajską Organizacją Współpracy, aplikuje o członkostwo w BRICS. Turcja traci stopniowo wartość sojuszniczą dla NATO także dlatego, że podsyła islamistów na Synaj i do Libii, do walki z sojusznikami Waszyngtonu. Rosja natomiast ma paradoksalnie po swojej stronie kilka państw NATO, i ma potężny atut – jest kluczowym uczestnikiem wojny z Państwem Islamskim wspieranym przez Turcję.
Są i konflikty, ale nie dotyczą geopolityki, lecz stosunku do popieranych przez Turcję islamistów. Putin, angażując się w Syrii, zapobiegł eksterminacji syryjskich chrześcijan, w tym tych, których przodków mordowali sto lat temu Turcy. Przykładem niech będzie miasteczko Kasab na pograniczu z Turcją, jedyna miejscowość ormiańska, która ocalała po rzezi Ormian. To w pobliżu niej Turcy zestrzelili rosyjski samolot w trakcie walk toczonych pomiędzy wspierających armię Asada wojskami rosyjskimi, a wspieranymi przez lotnictwo tureckie terrorystami. Kilka dni później, przenikający z terenów Turcji, islamscy fanatycy zdobyli Kasab, kilkunastu Ormianom rytualnie ścięli głowy, sprofanowali kościoły, a 670 ormiańskich rodzin musiało salwować się ucieczką. Nawiasem mówiąc, w 1915 r.poza Ormianami zginęli aramejscy i asyryjscy wyznawcy Chrystusa, a 100 tysięcy chrześcijanek zostało wcielonych do haremów.
To przez Turcję wiodą główne szlaki przerzutu broni i rekrutów dla Państwa Islamskiego, którzy na opanowanych przy wsparciu Turcji terytoriach dokonują zbiorowych mordów na Wyznawcach Chrystusa, palą kościoły, gwałcą chrześcijanki, sprzedają je na specjalnie zorganizowanych targach niewolnic. To także Turcja, wspierając Azerbejdżan, przerzucała dżihadystów z Syrii. Tymczasem „polska” dyplomacja nie tylko ślepo popiera Turcję, ale zgłasza gotowość do wysłania polskich żołnierzy w obronę Turcji przed samolotami, które bombardują pozycje islamistów. Minister w rządzie PiS ujął to tak: „Razem z UE i NATO dokładamy starań, aby zapewnić pokój na Bliskim Wschodzie. Będziemy robić, co tylko w naszej mocy, aby przywrócić stabilność w regionie, wspólnie z naszym przyjacielem przez wieki, Turcją”.
Najklarowniej wyłożył to Przemysław Żurawski vel Grajewski: Emocjonalne spojrzenie na konflikt azersko-ormiański, fałszywy obrazchrześcijańskiego narodu zagrożonego eksterminacją ze strony wojującego islamu, któremu to narodowi należy się nasza solidarność. Interesy Polski są odmienne niż te wynikające z tego sloganu. Wnioskami dla Polski powinny być:Polska i Turcja jako państwa członkowskie NATO znajdują się w sojuszu wojskowym; Armenia jest sojusznikiem Rosji wrogiej Polsce i dokonującej agresji na sąsiadów; Polska w żadnym wypadku nie ma interesu w popieraniu sojusznika Rosji; rywalizacja rosyjsko-turecka na Kaukazie leży w interesie Polski, zużywa bowiem zasoby Rosji i zawraca Turcję z powrotem ku Zachodowi. Przy czym cytowany profesor z długim nazwiskiem i z długim wąsem to nie byle kto – to doradca prezydenta RP i członek Rady Politycznej PiS.
To także członek sitwy polskich polityków i dyplomatów o dziwnej predylekcji do wygłaszania geopolitycznych bzdur, wyznających tylko jeden kanon polityki zagranicznej: Bij Moskala! Kiedyś proponował „stworzyć przeciw Rosji koalicję z Turcją, której Rosja zaszła za skórę w kwestii syryjskiej. Proste narzędzia jak zamknięcie wszystkich cieśnin czarnomorskich i bałtyckich dla rosyjskich statków. Ułatwiliby też sytuację Czeczeni i Tatarzy, a może Syberia głośniej domagałaby się autonomii. Krótko mówiąc – tak, jak małemu Przemkowi wszystko kojarzyło się z dupą – tak dużemu wszystko kojarzy się z Rosją. Zafiksowany na Putinie, Putinem tłumaczy wszystko. Działa wedle prymitywnego schematu: Wróg mego wroga jest moim przyjacielem. A wszystko w imię mrzonek, na których opiera się cała polityka wschodnia, gdzie Armenia niepoddająca się Rosji, ale też niemająca zamiaru z Rosją walczyć, jest wrogiem Polski. To takie pokrętne myślenie nakazuje „naszym” politykom wyznawać doktrynę: Po co wypominać Turkom 1,5 miliona zamęczonych na śmierć i ćwierć miliona chrześcijanek wcielonych do tureckich haremów, skoro Erdoğanbroni Polski przed Putinem.
Tymczasem wiedzieć trzeba, że Erdoğan towychowanek islamistycznego ruchu powiązanego z Bractwem Muzułmańskim, że wywodzi się z najczystszej tradycji radykalnego, antyzachodniego islamizmu. Kiedyś wyrecytował wiersz tureckiego poety z wersetem: „Kopuły meczetów to nasze hełmy, a minarety nasze bagnety”. Na zwołanym w Stambule islamskim szczycie podniósł sprawę „odzyskania islamskich terytoriów okupowanych, Karabachu i Krymu”. Lansował też doktrynę, że problemy regionu można rozwiązać metodami radykalnego islamu, i że narzędziem do ekspansji islamu w całej Azji ma być Turcja. W swych wystąpieniach kilkakrotnie napomknął też o „wojnie religijnej pomiędzy krzyżowcami a półksiężycem”.
Na szczyt zaprosił Mustafę Dżemilewa, który reprezentował infiltrowanych przez Turcję Tatarów Krymskich, co do których istnieją dowody, że są przerzucani przez turecki wywiad do Syrii, gdzie walczą u boku Państwa Islamskiego. A co do Dżemilewa to przypomnijmy: W lipcu 2016 r. Radosław Sikorski ogłosił: „Pierwszym laureatem Nagrody Solidarności w wysokości 1 miliona euro został Mustafa Dżemilew”. Nie słyszeliśmy natomiast głosu Radka-Zdradka, gdy decyzją Erdoğana bazylika Hagia Sophia w Konstantynopolu, najwspanialsza budowla świata chrześcijańskiego I tysiąclecia naszej ery, zamieniona została w meczet.
A „nasi” dyplomaci niezmiennie opowiadają się za członkostwem Turcji w UE. Tymczasem wprowadzenie do tak osłabionego organizmu dynamicznej religijnie i demograficznie Turcji pogłębi kryzys tożsamości i kulturową dekadencję Europy oraz doprowadzi do jej zupełnego rozkładu. Oznacza też, że partia Erdoğan będzie najsilniejszą partią w Parlamencie Europejskim. Stanowisko tym bardziej kuriozalne, że społeczności tureckie w Europie Erdoğan wykorzystuje jako dźwignię przeciwko krajom Zachodu. Sprzeciwia się też integracji i asymilacji muzułmanów w Europie. Turkom niemieckim powiedział: „Nigdy się nie integrujcie, integracja jest zbrodnią przeciwko ludzkości”. A to już jest równoznaczne z cywilizacyjną bombą zegarową.
Jeśli zastanowimy się nad tym, dlaczego w konflikcie armeńsko-azerskim Polska wybrała stronę turecką – to odpowiedź jest prosta. Trzeba tylko wyszukać, gdzie w tej układance jest Izrael. Reszta ułoży się sama. Tajemnica tkwi w tym, że wspieranie przez Turcję Azerbejdżanu i wspierany przez Turcję islamski ekstremizm wychodzą naprzeciw potrzebom państwa chazarskiego w Palestynie. Nie od rzeczy będzie też przypomnieć, że także podsyłanie przez Turcję przez Bałkany (i przez Białoruś) islamskich „uchodźców” jest w interesie Izraela.
Tu pojawia się pytanie: Czy nie stąd bierze się pęd dyplomatów korporacji Geremka do obsługi stosunków z Turcją? Kimbyli i są ambasadorowie Rzeczypospolitej w Ankarze? Andrzej Ananicz, Jakub Kumoch, Maciej Lang, wszyscy – ma się rozumieć zupełnie przypadkowo – Chazarowie. W Azerbejdżanie ambasadorem RP był jeszcze do niedawna znawca języka jidysz. Kuriozum jest obsada placówki w Kazachstanie, z akredytacją na Kirgistan, gdzie ambasadorem został Selim Chazbijewicz, b. szef Związku Tatarów w Polsce. Czy u Selima nie dojdzie do konfliktu lojalności, bo Tatarzy to Turcy Krymscy, odwiecznie prawa ręka Turka, a Kazachowie, Kirgizi, Azerowie to Turcy Kaukascy. I tu kolejne pytania: Dlaczego ambasadorem w Armenii nie zrobili polskiego Ormianina, a został nim Piotr Skwieciński, autor słów: „Dla Polski lepiej jest, żeby w Kijowie rządzili nie tylko banderowcy, ale nawet sam Bandera, niż odbudowa imperium rosyjskiego”?
Turcja ma duży potencjał sprawiania kłopotów z migrantami. Większość „uchodźców” koczujących za płotem na granicy z Białorusią przybyło z lotnisk tureckich. Można nawet mówić o synchronizacji działań tureckich z Mińskiem i Moskwą. I jeszcze jedno – Turcja pozwala sobie na to po wizycie prezydenta Dudy w Ankarze, po pomocy udzielonej przez polskich strażaków w pożarach w Turcji, po zakupie za 270 mln dolarów tureckich dronów i po wysłaniu przez Polskę kontyngentu wojskowego na południe Turcji, w celu pomocy Turkom w obronie ich granicy przed… napływem imigrantów. Krótko mówiąc – takiego tragicznego bilansu w polskiej polityce zagranicznej jeszcze nie odnotowano.
Przypomnijmy: polska dyplomacja nie tylko zabiega w Brukseli o zniesienie wiz dla Turków, tj. o usunięcie ostatniej zapory oddzielającej Polskę od nadsyłanych przez „przyjaciela przez wieki” „przyjaciół-uchodźców” i zniesienie kontroli ruchu między obozowiskami Państwa Islamskiego a Warszawą, ale zgodziła się, aby eunuchy z Komisji Europejskiej wypłaciły Turcji 6 miliardów euro haraczu za powstrzymanie fali imigrantów. I jeszcze jedno – do okupu dla Turków, 71 milionów dorzucił rząd Morawieckiego.
Armenia nie graniczy z Polską. Nie żyje tam żadna polska mniejszość. A jednak powinniśmy postrzegać ją w odmienny sposób. To kraj, z którym łączą nas wielowiekowe związki, obecność Ormian w Polsce, ich rola w naszej kulturze, i to że to kraj chrześcijański o losach równie tragicznych, co Polacy. Czy nie powinniśmy patrzeć na konflikt ormiańsko-azerski przez pryzmat interesów chrześcijan prześladowanych przez islamistów? Czy w tym konflikcie nie chodzi o starcie cywilizacji? Czy nasz stosunek do Armenii nie powinien być podyktowany wspólnotą cywilizacyjną?
Tymczasem Zbigniew Girzyński z PiS obwieścił: „Turcja jest z tego samego kręgu kulturowego, co Polska”. Czym nas okrutnie zaskoczył, bo zawsze myśleliśmy, że azjatycka Turcja to cywilizacja turańska, a Polska to – dogorywająca, co prawda, ale jednak – cywilizacja łacińska. Podobne cywilizacyjne zaprzaństwo widać w podejściu naszych mężów stanu do pomajdaniarskiej Ukrainy: Donbas to Azja, a jej zachodnia banderowska część to Europa; Oligarchowie ukraińscy to nie azjatyccy Chazarowie, tylko judeochrześcijanie. Nawiasem mówiąc Erdoğan to czystej wody antysemita, ale akurat to naszym łowcom antysemitów nie przeszkadza. A co do Ukrainy, to naszym geo-strategom zabrakło refleksji, że w wojnie na wschodzie chodzi także o wepchnięcie Polski w strefę wschodniej cywilizacji turańskiej.
„Nie” dla członkostwa Turcji w UE, nie oznacza „nie” dla Turcji. Erdoğan w wielu aspektach może być dla Polski wzorcem, jak prowadzić wielowektorową politykę zagraniczną. W przeciwieństwie do „naszych” polityków, ma prawdziwy geniusz negocjacyjny. Radzi sobie najlepiej we wszystkich konfliktach w regionie. Przykładem niech będą relacje z Rosją. Turcja należy do NATO, a zatem paktu wymierzonego w Rosję. Niemniej nie przeszkadza to jej występować w roli mediatora w wojnie rosyjsko-ukraińskiej oraz aplikować do członkostwa w grupie BRICS, której Federacja Rosyjska jest jednym z liderów. Można wręcz powiedzieć, że zwycięża wszędzie. Niestety dotyczy to także wiktorii na Kaukazie, gdzie pomogła azerskiemu „młodszemu bratu” zmasakrować Ormian.
Co roku, 24 kwietnia, w dniu w którym Ormianie upamiętniają swój holokaust, w Kongresie Stanów Zjednoczonych pojawia się projekt rezolucji o „tureckim ludobójstwie”, którą Kongres zawsze odrzuca. AIPAC, B’nai Brith i Amerykański Komitet Żydowski, w wysiłkach na rzecz utrącenia takiej rezolucji i zatuszowania zbrodni, współpracują z Turcją. Biorą wzór ze słynnego „cytatu armeńskiego” Adolfa Hitlera: „Naszą siłą jest nasza szybkość i brutalność. Dżyngis Chan rzucił miliony kobiet i dzieci na rzeź z premedytacją i z lekkim sercem – historia widzi w nim tylko wielkiego założyciela państw. To, co mówią o mnie słabe cywilizacje zachodnioeuropejskie, nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Wydałem rozkaz – i zastrzelę każdego, kto wyrazi choć jedno słowo krytyki – że celem wojny nie jest osiągnięcie jakiejś linii geograficznej, ale fizyczna eksterminacja wrogów. Obecnie tylko na wschodzie umieściłem oddziały SS Totenkopf, dając im rozkaz nieugiętego zabijania bez litości wszystkich mężczyzn, kobiet dzieci i starców polskiej rasy i języka, bo tylko tą drogą zdobyć możemy potrzebną nam przestrzeń życiową. Kto w naszych czasach jeszcze mówi o eksterminacji Ormian?”.
Nie tylko nie pozwalają na martyrologię armeńską. Nie pozwalają też na martyrologię Polaków. I dlatego, w kontekście dramatu współczesnej Armenii, mamy odpowiedź na pytania:Dlaczego nie będzie przeprosin za Rzeź Wołyńską? Dlaczego nie będzie zgody na ekshumację pomordowanych? Rządzące Ukrainą żydobanderowskie klany w tej sprawie nie ustąpią, bo wiedzą, że monopol na tym polu przysługuje tylko Żydom i że ich patron w Białym Domu nie zgadza się na martyrologię Polaków. I jeszcze inna refleksja: Ekshumacji w Jedwabnem nie chcą ofiary, a ekshumacji na Wołyniu nie chcą kaci.
Góry Stołowe. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Wikimedia, Piotr Chrobot, CC BY 3.0
Pod koniec lutego 2024 odwiedziłem z kolegą Góry Stołowe. Nocowaliśmy koło Karłowa, w odosobnionym gospodarstwie pod Narożnikiem. Mogliśmy obserwować katastrofę ekologiczną na pełną skalę. Kornik drukarz zjada bory świerkowe w parku narodowym Gór Stołowych.
Fakty: Już przejeżdżając drogą „Stu Zakrętów” z Radkowa do Karłowa, widać po obu stronach ścięte i powalone świerki oraz pracujących intensywnie przy wyrębie pracowników leśnych. Droga „Stu Zakrętów” na przełomie 2023 i 2024 roku została uszkodzona (prawdopodobnie podmyta) i aktualnie (koniec lutego 2024) jest już przejezdna, ale jeszcze trwają na niej prace przy układaniu nowej nawierzchni. Droga ta prowadzi przez park narodowy wąskimi serpentynami, pośród skał i na oko 100-letnich borów świerkowych. Powalone drzewa zagrażają pojazdom i muszą być uprzątnięte.
Za Karłowem, tuż za przełęczą Lisią, skręcamy w prawo do gospodarstwa pod Narożnikiem. Ja i moi znajomi byliśmy tam kilka razy na przestrzeni ostatnich lat. Gruntowa droga prowadzi przez stary bór świerkowy do miłego gospodarstwa agroturystycznego. Tylko że bór w większej części został wycięty…
Jedną z naszych dwóch wycieczek odbyliśmy zielonym szlakiem od Stroczego Zakrętu do Pielgrzyma. Od parkingu „Droga nad Urwiskiem” idzie się najpierw wzdłuż szosy. Po obu stronach widoczne są połamane, ścięte albo suche świerki. Następnie zielony szlak prowadzi miejscami przez wielopiętrowe wiatrołomy (Zdjęcie 1).
My to widzieliśmy już wcześniej, skutki gradacji kornika, o których jak mantra mówią polscy leśnicy. To, co widzimy w lutym 2024 roku w Parku Narodowym Gór Stołowych, to jest wzorcowy przykład tego, jak „parkowa” niegospodarka leśna prowadzi do katastrofy.
Zdjęcie 1. Połamane, zjedzone przez kornika świerki w Parku Narodowym Gór Stołowych luty 2024.
Widziane wcześniej
To, co się dzieje w Parku Narodowym Gór Stołowych, widziałem już wcześniej, na jesieni 2023 roku, w Niemczech, w Parku Narodowym Szwajcaria Saksońska, na południe od Drezna. Przekraczając granicę koło Żytawy (niemieckie Zittau), jedzie się przez piękne góry Łużyckie, poprzez małe miejscowości, uroczą układankę pól, małych lasków i wzgórz. Postanowiliśmy rozpocząć wycieczkę z miejscowości Neumannmühle. Jak tylko wjechaliśmy na teren parku narodowego, powitały nas pozostałości boru świerkowego, suche drzewa, połamane pnie, kilkumetrowej wysokości wiatrołomy (Zdjęcie 2). Księżycowy krajobraz, w kompletnym kontraście do idylli, którą widzieliśmy poza parkiem. Dramatyczna gradacja kornika drukarza, katastrofa. Dwa tygodnie później miałem okazję porozmawiać z przypadkowo poznanym Niemcem i gdy opowiadałem mu o tym, co widziałem w Szwajcarii Saksońskiej, odpowiedział, że to samo się dzieje, tam gdzie mieszka, w górach Herz na zachód od Berlina.
Zdjęcie 2. Szwajcaria Saksońska okolice Neumannmühle – wiatrołomy świerków zjedzonych przez korniki. Jesień 2023 roku.
Usłyszane
Wracając do Gór Stołowych. Rozmawialiśmy o korniku i świerkach z naszym gospodarzem, wieloletnim pracownikiem leśnym Parku Narodowego. On mówił, że aby zapobiec gradacji kornika, należy wycinać zainfekowane drzewa przed wyrojeniem się owadów. Inaczej co 6 tygodni (tutaj chyba się mylił – według literatury do 1 do 4 razy do roku) wylatują owady, ich miliony i zasiedlają kolejne świerki. Nie mogą one lecieć daleko i szukają kolejnych drzew w granicach dwóch kilometrów. Tak więc, jak się zainfekowane drzewo wywiezie z lasu na odpowiednią odległość, to przerywa się cykl rozwojowy chrząszczy i one giną.
Nasz gospodarz opowiedział również następującą historię. Latem 2023 roku pozyskał on pień (czy kawałek pnia) świeżo ściętego świerka, który został przywieziony na jego podwórko. Pod wieczór, wychodząc z domu, trzeba było rękami oganiać się od roju korników, które przyleciały zasiedlać ścięty pień. Był on ścięty, a więc ewidentnie uszkodzony, co prawdopodobnie przyciągało korniki.
Refleksje
Niegospodarka leśna w Parku Narodowym Gór Stołowych doprowadziła do katastrofy ekologicznej. Oczywiście można wymieniać argumenty za tym, że jest susza, co osłabia świerki i wtedy są atakowane przez kornika, że monokultury świerkowe to nie jest naturalny las dla tych terenów (nawiasem mówiąc, w miejscach wiatrołomów widać rosnące szybko nowe pokolenie świerków – a więc się odnawiają) i trzeba by to zmienić, tak aby znowu rosły tutaj buki i jodły, że nie można prowadzić wycinek sanitarnych, bo gniazdują ptaki (w tym cenne sóweczki) i że wreszcie to jest park narodowy i niech przyroda rządzi się sama. To wszystko ma sens.
Z drugiej strony przez wiele lat będziemy widzieli wiatrołomy, suche świerki, sóweczki się wyniosą, drogi będą podmywane, nastąpi katastrofalna erozja ubogiej gleby. No i jeszcze jedno niebezpieczeństwo, znowu urzeczywistnione w Niemczech i Czechach. Takie wiatrołomy, połacie połamanych suchych drzew, mogą być początkiem trudnych do ugaszenia pożarów, takich jak w Czeskiej i Saksońskiej Szwajcarii w 2022 roku. Jeżeli ogień zostanie zaprószony w borze świerkowym bez podszytu i wielkiej ilości suchego drzewa na ziemi, to może być łatwo opanowany; gorzej, jak pożar rozpocznie się w suchym na wiór, wielometrowej wysokości, wiatrołomie… Ale dla niektórych to jest OK – przyroda poradzi sobie sama.
A tymczasem w Polsce…
… doszli do władzy Zieloni, którzy chcą zmienić gospodarkę leśną (oraz egzystencjalnie groźny dla wszystkich Zielony Ład). Chcą ograniczyć wyręby sanitarne w Puszczy Białowieskiej i pewnie po za nią. Tam, gdzie są świerki, za kilka lat – wiemy, co się stanie. A więc uczmy się na błędach. Puszcza Białowieska mimo wszystko może sobie poradzi, to nie jest monokultura, a świerki to tylko 31 proc. drzew i jest mokro… Gorzej w Tatrach czy Beskidach.
Źródła podają, że Benjamin Netanjahu (po lewej) bardzo zainteresował się operacjami wywiadowczymi przeciwko MTK i jego głównemu prokuratorowi Karimowi Khanowi.
Dochodzenie ujawnia, jak agencje wywiadowcze próbowały uniemożliwić ściganie zbrodni wojennych, a Netanjahu miał „obsesję” na punkcie przechwytywania. Kiedy główny prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK) ogłosił, że ubiega się o nakazy aresztowania przywódców Izraela i Hamasu, wydał tajemnicze ostrzeżenie: „Nalegam, aby zaprzestano wszelkich prób utrudniania, zastraszania lub niewłaściwego wywierania wpływu na urzędników tego sądu natychmiast.”
Karim Khan nie podał konkretnych szczegółów prób ingerencji w prace MTK, zwrócił jednak uwagę na klauzulę traktatu założycielskiego Trybunału, która uznawała każdą taką ingerencję za przestępstwo. Dodał, że jeśli takie zachowanie będzie się powtarzać, „moje biuro nie zawaha się działać”.
Prokurator nie powiedział, kto i w jaki sposób próbował interweniować w wymierzanie sprawiedliwości.
Teraz dochodzenie przeprowadzone przez Guardiana oraz izraelskie magazyny +972 i Local Call może ujawnić, w jaki sposób Izrael prowadził prawie dziesięcioletnią tajną „wojnę” przeciwko sądowi. Kraj wysłał swoje agencje wywiadowcze do inwigilacji, hakowania, wywierania nacisku, oczerniania i rzekomo grożenia pracownikom wyższego szczebla ICC, próbując wykoleić dochodzenie sądu.
Izraelski wywiad przechwycił komunikację wielu urzędników MTK, w tym Khana i jego poprzednika na stanowisku prokuratora, Fatou Bensoudy , przechwytując rozmowy telefoniczne, wiadomości, e-maile i dokumenty.
Inwigilacja trwała przez ostatnie miesiące, dzięki czemu premier Izraela Benjamin Netanjahu uzyskał wcześniejszą wiedzę o zamiarach prokuratora. Niedawny przechwycony komunikat sugerował, że Khan chciał wydać nakazy aresztowania Izraelczyków, ale według źródła zaznajomionego z jego treścią znajdował się pod „ogromną presją ze strony Stanów Zjednoczonych”.
Obserwacja trwała przez ostatnie miesiące, dzięki czemu Netanjahu uzyskał wcześniejszą wiedzę o zamiarach Khana.
Bensouda, który jako główny prokurator wszczął śledztwo MTK w 2021 r., torując drogę do ogłoszenia z zeszłego tygodnia, również był szpiegowany i rzekomo zastraszany.
Netanjahu bardzo zainteresował się operacjami wywiadowczymi przeciwko MTK, a jedno ze źródeł wywiadowczych określiło go jako osobę mającą „obsesję” na punkcie przechwyceń w tej sprawie. W działania nadzorowane przez jego doradców ds. bezpieczeństwa narodowego zaangażowała się krajowa agencja szpiegowska Shin Bet, a także dyrekcja wywiadu wojskowego Aman i wydział cyberwywiadu Jednostka 8200. Źródła podają, że informacje wywiadowcze zebrane w wyniku przechwyceń zostały przekazane rządowi ministerstwa sprawiedliwości, spraw zagranicznych i spraw strategicznych.
Tajną operacją przeciwko Bensoudzie, ujawnioną we wtorek przez Guardiana , kierował osobiście bliski sojusznik Netanjahu Yossi Cohen, który był wówczas dyrektorem izraelskiej agencji wywiadu zagranicznego Mossad. W pewnym momencie szef wywiadu zwrócił się nawet o pomoc do ówczesnego prezydenta Demokratycznej Republiki Konga Josepha Kabili.
Szczegóły dziewięcioletniej kampanii Izraela mającej na celu udaremnienie śledztwa MTK zostały ujawnione przez Guardian, izraelsko-palestyńską publikację +972 Magazine i Local Call, hebrajskojęzyczny portal.
Wspólne dochodzenie opiera się na wywiadach z ponad dwudziestoma obecnymi i byłymi funkcjonariuszami izraelskiego wywiadu oraz urzędnikami rządowymi, wyższymi rangą osobistościami MTK, dyplomatami i prawnikami zaznajomionymi ze sprawą MTK oraz wysiłkami Izraela zmierzającymi do jej podważenia.
Rzecznik MTK, z którym skontaktował się Guardian, powiedział, że jest on świadomy „proaktywnych działań w zakresie gromadzenia danych wywiadowczych podejmowanych przez szereg agencji krajowych wrogich Trybunałowi”. Stwierdzili, że MTK stale wdraża środki zaradcze przeciwko takiej działalności oraz że „żaden z niedawnych ataków na niego dokonanych przez krajowe agencje wywiadowcze” nie przedostał się do głównych zasobów dowodowych sądu, które pozostały bezpieczne.
Rzecznik biura premiera Izraela powiedział: „Przesłane nam pytania są pełne wielu fałszywych i bezpodstawnych zarzutów, które mają zaszkodzić państwu Izrael”. Rzecznik wojskowy dodał: „IDF [Izraelskie Siły Obronne] nie prowadziły i nie prowadzą obserwacji ani innych operacji wywiadowczych przeciwko MTK”.
” Wysiedleni Palestyńczycy zbierający wodę w dzielnicy Khan Younis w południowej Gazie, zniszczonej przez izraelskie naloty. Zdjęcie: Eyad Baba/AFP/Getty Images”
——————
Decyzja Khana o wystąpieniu o nakazy aresztowania Netanjahu i jego ministra obrony Yoava Gallanta, a także przywódców Hamasu zamieszanych w atak z 7 października, to pierwszy raz, kiedy prokurator MTK zwrócił się o nakazy aresztowania przywódcy bliskiego zachodniego sojusznika.
Wszystkie zarzuty dotyczące zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości, które Khan skierował przeciwko Netanjahu i Gallantowi, wszystkie odnoszą się do ośmiomiesięcznej wojny Izraela w Gazie , w której według władz sanitarnych tego terytorium zginęło ponad 35 000 ludzi.
Jednak sprawa MTK była przygotowywana od dziesięciu lat i posuwała się do przodu w obliczu rosnącego niepokoju wśród izraelskich urzędników w związku z możliwością wydania nakazów aresztowania, które uniemożliwiałyby oskarżonym podróżowanie do któregokolwiek ze 124 państw członkowskich Trybunału w obawie przed aresztowaniem.
To właśnie widmo prześladowań w Hadze, jak powiedział jeden z byłych funkcjonariuszy izraelskiego wywiadu, skłoniło „cały establishment wojskowy i polityczny” do uznania kontrofensywy przeciwko MTK „jako wojny, którą trzeba było prowadzić i którą Izrael musiał stoczyć” bronił się przed. Opisano to w kategoriach wojskowych.”
Ta „wojna” rozpoczęła się w styczniu 2015 r., kiedy potwierdzono, że Palestyna stanie przed sądem po uznaniu jej za państwo przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. Izraelskie władze potępiły jego przystąpienie jako formę „terroryzmu dyplomatycznego”.
Jeden z byłych urzędników obrony zaznajomiony z wysiłkami Izraela przeciwko MTK powiedział, że przystąpienie do Trybunału zostało „postrzegane jako przekroczenie czerwonej linii” i „być może najbardziej agresywne” posunięcie dyplomatyczne podjęte przez Władzę Palestyńską, która rządzi Zachodnim Brzegiem. „Bycie uznanym za państwo w ONZ jest miłe” – dodali. „Ale ICC to mechanizm z zębami”.
Mahmoud Abbas (drugi od lewej), prezydent Autonomii Palestyńskiej, po spotkaniu z Bensoudą w Hadze w październiku 2015 r. Fot. Anadolu/Getty Images
Groźba przekazywana z ręki
Dla Fatou Bensoudy, szanowanej prawniczki z Gambii, która została wybrana na głównego prokuratora MTK w 2012 r., przystąpienie Palestyny do sądu wiązało się z doniosłą decyzją. Zgodnie ze statutem rzymskim, traktatem ustanawiającym ten sąd, MTK może sprawować swoją jurysdykcję jedynie w sprawach przestępstw popełnionych na terenie państw członkowskich lub popełnionych przez obywateli tych państw.
Izrael, podobnie jak USA, Rosja i Chiny, nie jest członkiem. Po przyjęciu Palestyny na członka MTK wszelkie rzekome zbrodnie wojenne – popełnione przez osoby dowolnej narodowości – na okupowanych terytoriach palestyńskich podlegały teraz jurysdykcji Bensoudy.
W dniu 16 stycznia 2015 r., w ciągu kilku tygodni od przystąpienia Palestyny, Bensouda wszczął wstępne badanie tego, co w języku prawniczym sądu nazywano „sytuacją w Palestynie”. W następnym miesiącu w jej domu w Hadze pojawiło się dwóch mężczyzn, którym udało się zdobyć prywatny adres prokuratora. Źródła zaznajomione z incydentem podają, że po przybyciu na miejsce mężczyźni odmówili podania tożsamości, ale powiedzieli, że chcą osobiście dostarczyć Bensoudzie list w imieniu nieznanej Niemki, która chciała jej podziękować. W kopercie znajdowały się setki dolarów w gotówce oraz notatka z izraelskim numerem telefonu.
prawy Fatou Bensoudy obejmowały także dziewięć pełnych dochodzeń, w tym dotyczących wydarzeń w Demokratycznej Republice Konga. Zdjęcie: Peter Dejong/AP
Źródła posiadające wiedzę z przeglądu incydentu przez ICC podały, że chociaż nie była możliwa identyfikacja mężczyzn ani pełne ustalenie ich motywów, stwierdzono, że Izrael prawdopodobnie sygnalizował prokuratorowi, że wie, gdzie mieszka. ICC zgłosiło incydent władzom holenderskim i wprowadziło dodatkowe zabezpieczenia, instalując w jej domu kamery CCTV.
Wstępne dochodzenie prowadzone przez MTK na terytoriach palestyńskich było jednym z kilku takich działań ustalających fakty, które sąd podejmował w tamtym czasie jako wstęp do ewentualnego pełnego śledztwa. Sprawy Bensoudy obejmowały także dziewięć pełnych dochodzeń, w tym dotyczących wydarzeń w DRK, Kenii i regionie Darfur w Sudanie.
Urzędnicy prokuratury uznali, że sąd jest podatny na działalność szpiegowską i wprowadzili środki kontrnadzoru, aby chronić ich poufne dochodzenia.
W Izraelu Rada Bezpieczeństwa Narodowego (NSC) premiera zmobilizowała się do reakcji, angażując swoje agencje wywiadowcze. Netanjahu oraz niektórzy generałowie i szefowie szpiegów, którzy zezwolili na tę operację, mieli osobisty udział w jej wyniku.
W przeciwieństwie do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości (MTS), organu ONZ zajmującego się odpowiedzialnością prawną państw narodowych, MTK jest sądem karnym, który ściga jednostki, wymierzając w osoby uważane za najbardziej odpowiedzialne za okrucieństwa.
Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze, Holandia. Zdjęcie: Mike Corder/AP
Wiele izraelskich źródeł podało, że kierownictwo IDF chciało, aby wywiad wojskowy przyłączył się do wysiłków, którymi kierowały inne agencje szpiegowskie, aby zapewnić ochronę wyższych oficerów przed zarzutami. „Powiedziano nam, że wyżsi rangą funkcjonariusze boją się przyjąć stanowiska na Zachodnim Brzegu, ponieważ boją się ścigania w Hadze” – wspomina jedno ze źródeł.
Dwóch urzędników wywiadu zaangażowanych w pozyskiwanie przechwyceń na temat MTK oświadczyło, że biuro premiera żywo interesuje się ich pracą. Ktoś powiedział, że biuro Netanjahu prześle „obszary interesów” i „instrukcje” dotyczące monitorowania urzędników sądowych. Inny określił premiera jako mającego „obsesję” na punkcie przechwytywania rzucających światło na działalność MTK.
Zhakowane e-maile i monitorowane połączenia
Pięć źródeł zaznajomionych z działalnością wywiadu Izraela stwierdziło, że Izrael rutynowo szpiegował rozmowy telefoniczne prowadzone przez Bensoudę i jej personel z Palestyńczykami. Odcięty przez Izrael od dostępu do Gazy i Zachodniego Brzegu, w tym do Wschodniej Jerozolimy, MTK był zmuszony prowadzić większość swoich badań przez telefon, co uczyniło go bardziej podatnym na inwigilację.
Źródła podają, że dzięki wszechstronnemu dostępowi do palestyńskiej infrastruktury telekomunikacyjnej agenci wywiadu mogli przechwytywać rozmowy bez instalowania oprogramowania szpiegującego na urządzeniach urzędnika MTK.
„Gdyby Fatou Bensouda rozmawiała z jakąkolwiek osobą na Zachodnim Brzegu lub w Gazie, wówczas ta rozmowa telefoniczna trafiłaby do systemów [przechwytujących]” – podało jedno ze źródeł. Inny stwierdził, że wewnętrznie nie miał wątpliwości co do szpiegowania prokuratora, i dodał: „W przypadku Bensoudy jest czarna i Afrykańska, więc kogo to obchodzi?”
System nadzoru nie przechwycił rozmów między urzędnikami MTK a kimkolwiek spoza Palestyny. Jednak wiele źródeł podało, że system wymagał aktywnego wybierania zagranicznych numerów telefonów urzędników MTK, których rozmów izraelskie agencje wywiadowcze zdecydowały się podsłuchiwać.
Według jednego ze źródeł izraelskich na dużej tablicy w izraelskim wydziale wywiadu widniały nazwiska około 60 obserwowanych osób – połowa z nich to Palestyńczycy, a połowa z innych krajów, w tym urzędnicy ONZ i personel MTK.
W Hadze Bensouda i jej starsi pracownicy zostali zaalarmowani przez doradców ds. bezpieczeństwa i kanałami dyplomatycznymi, że Izrael monitoruje ich pracę. Były starszy urzędnik ICC wspomina: „Poinformowano nas, że próbują uzyskać informacje na temat tego, na jakim etapie jesteśmy w ramach wstępnego badania”.
Urzędnicy dowiedzieli się także o konkretnych groźbach wobec prominentnej palestyńskiej organizacji pozarządowej Al-Haq, która była jedną z kilku palestyńskich grup praw człowieka, które często przekazywały informacje do śledztwa MTK, często w formie obszernych dokumentów szczegółowo opisujących zdarzenia, które chciała rozpatrzyć prokurator. Podobną dokumentację przedłożyła Autonomia Palestyńska.
Biuro Al-Haq w Ramallah, na okupowanym przez Izrael Zachodnim Brzegu, w 2021 r. Zdjęcie: Mohamad Torokman/Reuters
Dokumenty takie często zawierały informacje wrażliwe, takie jak zeznania potencjalnych świadków. Przyjmuje się również, że oświadczenia Al-Haqa powiązały konkretne zarzuty dotyczące przestępstw wynikających z rzymskiego statutu z urzędnikami wyższego szczebla, w tym szefami IDF, dyrektorami Shin Bet i ministrami obrony, takimi jak Benny Gantz.
Wiele lat później, po wszczęciu przez MTK pełnego śledztwa w sprawie Palestyny, Gantz określił Al-Haq i pięć innych grup praw Palestyny jako „organizacje terrorystyczne” , co zostało odrzucone przez wiele państw europejskich, a później uznane przez CIA za niepoparte dowodami . Organizacje stwierdziły, że nominacje stanowią „ukierunkowany atak” na osoby najaktywniej współpracujące z MTK.
Według wielu obecnych i byłych urzędników wywiadu wojskowe zespoły cyberprzestępcze i Shin Bet systematycznie monitorowały pracowników palestyńskich organizacji pozarządowych i Autonomii Palestyńskiej, którzy współpracowali z MTK. Dwa źródła wywiadowcze opisały, jak izraelscy agenci włamali się do e-maili Al-Haq i innych grup komunikujących się z biurem Bensoudy.
Jedno ze źródeł podało, że Shin Bet zainstalował nawet oprogramowanie szpiegowskie Pegasus opracowane przez prywatną grupę NSO Group na telefonach wielu pracowników palestyńskiej organizacji pozarządowej, a także dwóch wyższych urzędników Autonomii Palestyńskiej.
Śledzenie uwag Palestyńczyków w związku z dochodzeniem MTK było postrzegane jako część mandatu Szin Bet, ale niektórzy funkcjonariusze armii obawiali się, że szpiegowanie zagranicznej jednostki cywilnej przekracza granicę, ponieważ ma niewiele wspólnego z operacjami wojskowymi.
„To nie ma nic wspólnego z Hamasem, nie ma nic wspólnego ze stabilnością na Zachodnim Brzegu” – podało jedno ze źródeł wojskowych na temat inwigilacji MTK. Inny dodał: „Wykorzystaliśmy nasze zasoby, aby szpiegować Fatou Bensoudę – nie jest to zgodne z prawem działanie wywiadu wojskowego”.
Tajne spotkania z MTK
Legalna czy nie, inwigilacja MTK i Palestyńczyków przedstawiających argumenty za wniesieniem oskarżenia przeciwko Izraelczykom zapewniła izraelskiemu rządowi przewagę w tajnym kanale informacyjnym, który otworzył w prokuraturze.
Spotkania Izraela z MTK miały bardzo drażliwy charakter: upublicznione mogły podważyć oficjalne stanowisko rządu, jakoby nie uznawał on władzy sądu.
Według sześciu źródeł zaznajomionych z tymi spotkaniami, składała się ona z delegacji czołowych prawników i dyplomatów rządowych, która udała się do Hagi. Dwa źródła podały, że spotkania zostały autoryzowane przez Netanjahu.
Delegacja izraelska składała się z ministerstwa sprawiedliwości, ministerstwa spraw zagranicznych i biura rzecznika generalnego wojska. Spotkania odbywały się w latach 2017–2019, a prowadził wybitny izraelski prawnik i dyplomata Tal Becker.
„Na początku było napięcie” – wspomina były urzędnik ICC. „Chcielibyśmy poznać szczegóły konkretnych wydarzeń. Mówiliśmy: „Otrzymujemy zarzuty dotyczące tych ataków i zabójstw”, a oni dostarczali nam informacji”.
Tal Becker w MTS w styczniu. Zdjęcie: Hollandse Hoogte/REX/Shutterstock
Osoba posiadająca bezpośrednią wiedzę na temat przygotowań Izraela do spotkań za kulisami powiedziała, że urzędnicy ministerstwa sprawiedliwości otrzymali informacje wywiadowcze zebrane na podstawie przechwyceń izraelskiego monitoringu przed przybyciem delegacji do Hagi. „Prawnicy, którzy zajmowali się tą sprawą w Ministerstwie Sprawiedliwości, bardzo potrzebowali informacji wywiadowczych” – stwierdzili.
Dla Izraelczyków spotkania zakulisowe, choć drażliwe, stanowiły wyjątkową okazję do bezpośredniego przedstawienia argumentów prawnych kwestionujących jurysdykcję prokuratora nad terytoriami palestyńskimi.
To była kluczowa kwestia dla Izraela. Podstawowa zasada MTK, znana jako komplementarność, uniemożliwia prokuratorowi prowadzenie dochodzeń lub sądzenie osób, które są przedmiotem wiarygodnego śledztwa lub postępowania karnego na szczeblu państwowym.
Izraelscy agenci nadzoru zostali poproszeni o sprawdzenie, które konkretne incydenty mogą stanowić część przyszłego oskarżenia MTK, jak podało wiele źródeł, aby umożliwić izraelskim organom dochodzeniowym „wszczynanie dochodzeń z mocą wsteczną” w tych samych sprawach.
„Jeśli materiały zostały przekazane do MTK, musieliśmy dokładnie zrozumieć, czym one są, aby zapewnić, że IDF zbada je niezależnie i w stopniu wystarczającym, aby mogły twierdzić, że są komplementarne” – wyjaśniło jedno ze źródeł. Zakulisowe spotkania Izraela z MTK zakończyły się w grudniu 2019 r., kiedy Bensouda, ogłaszając zakończenie wstępnego badania , stwierdziła, że jej zdaniem istnieją „uzasadnione podstawy”, aby stwierdzić, że zarówno Izrael, jak i palestyńskie grupy zbrojne popełniły zbrodnie wojenne na okupowanych terenach terytoria.
W grudniu 2019 r. Bensouda dała jasno do zrozumienia, że zamierza wszcząć pełne dochodzenie. Zdjęcie: Agencja Anadolu/Getty Images
Była to znacząca porażka dla przywódców Izraela, choć mogła być gorsza. W posunięciu, które niektórzy członkowie rządu uznali za częściowe potwierdzenie wysiłków lobbingu Izraela, Bensouda powstrzymał się od wszczęcia formalnego śledztwa.
Zamiast tego ogłosiła, że zwróci się do panelu sędziów MTK o wydanie orzeczenia w kontrowersyjnej kwestii jurysdykcji sądu nad terytoriami palestyńskimi ze względu na „wyjątkowe i wysoce sporne kwestie prawne i faktyczne”.
Bensouda dała jednak jasno do zrozumienia, że ma zamiar wszcząć pełne śledztwo, jeśli sędziowie dadzą jej zielone światło. To właśnie w tym kontekście Izrael wzmógł swoją kampanię przeciwko MTK i zwrócił się do swojego najwyższego szefa wywiadu, aby osobiście podniósł temperaturę na Bensoudzie.
Groźby osobiste i „kampania oszczerstw”
Od końca 2019 r. do początku 2021 r., w trakcie rozpatrywania przez izbę przygotowawczą kwestii jurysdykcyjnych, dyrektor Mosadu Yossi Cohen zintensyfikował wysiłki, aby przekonać Bensoudę do zaprzestania prowadzenia śledztwa.
Kontakty Cohena z Bensoudą – które „Guardianowi” opisały cztery osoby zaznajomione z ówczesnymi relacjami prokuratora z tych interakcji, a także źródłami poinformowanymi o operacji Mosadu – rozpoczęły się kilka lat wcześniej.
Podczas jednego z pierwszych spotkań Cohen zaskoczył Bensoudę, gdy ten niespodziewanie pojawił się na oficjalnym spotkaniu, które prokurator prowadził z ówczesnym prezydentem DRK, Josephem Kabilą, w apartamencie hotelowym w Nowym Jorku.
Joseph Kabila na konferencji prasowej w Kinszasie w 2018 r. Zdjęcie: Kenny-Katombe Butunka/Reuters
Źródła zaznajomione ze spotkaniem podają, że po tym, jak pracownicy Bensoudy zostali poproszeni o opuszczenie pokoju, zza drzwi nagle wyłonił się dyrektor Mossadu w starannie zaplanowanej „zasadzce”.
Po incydencie w Nowym Jorku Cohen nadal kontaktowała się z prokuratorem, pojawiając się bez zapowiedzi i narażając ją na niechciane telefony. Źródła podają, że początkowo zachowanie Cohena było przyjacielskie, ale jego zachowanie stawało się coraz bardziej groźne i zastraszające.
Cohen, ówczesny bliski sojusznik Netanjahu, był weteranem szpiegostwa Mossadu i zyskał w służbie reputację wykwalifikowanego werbownika agentów z doświadczeniem w kształceniu urzędników wysokiego szczebla w obcych rządach.
Relacje z jego tajnych spotkań z Bensoudą ukazują obraz, w którym starał się on „budować relacje” z prokuratorem, próbując odwieść ją od kontynuowania śledztwa, które, jeśli zostanie wznowione, mogłoby uwikłać wyższych urzędników izraelskich.
Trzy źródła poinformowane o działalności Cohena podały, że rozumieją, że szef wywiadu próbował zwerbować Bensoudę, aby zastosowała się do żądań Izraela w okresie, w którym oczekiwała ona na orzeczenie izby przygotowawczej.
Powiedzieli, że stał się bardziej groźny, gdy zaczął zdawać sobie sprawę, że prokuratora nie da się przekonać do zaprzestania śledztwa. Mówi się, że Cohen w pewnym momencie poczyniła uwagi na temat bezpieczeństwa Bensoudy i słabo zawoalowane groźby dotyczące konsekwencji dla jej kariery, jeśli będzie kontynuować. Cohen i Kabila, z którymi skontaktował się „The Guardian”, nie odpowiedzieli na prośby o komentarz. Bensouda odmówił komentarza.
Postrzegano, że Cohen próbował „budować relacje” z prokuratorem, próbując odwieść ją od kontynuowania śledztwa. Zdjęcie: Corinna Kern/Reuters
======================= Kiedy była prokuratorem, Bensouda oficjalnie ujawniła swoje spotkania z Cohenem małej grupie w MTK z zamiarem odnotowania swojego przekonania, że doświadczyła „osobiście grożono”, podają źródła zaznajomione z tymi ujawnieniami.
Nie był to jedyny sposób, w jaki Izrael próbował wywrzeć nacisk na prokuratora. Mniej więcej w tym samym czasie urzędnicy MTK odkryli szczegóły tego, co źródła określiły jako dyplomatyczną „kampanię oszczerstw”, dotyczącą częściowo bliskiego członka rodziny.
Według wielu źródeł Mossad uzyskał zbiór materiałów, w tym transkrypcje rzekomej operacji przeciwko mężowi Bensoudy. Pochodzenie materiału i to, czy był autentyczny, pozostaje niejasne.
Jednakże, jak podają źródła, Izrael rozesłał elementy informacji wśród zachodnich urzędników dyplomatycznych, co było nieudaną próbą zdyskredytowania głównego prokuratora. Osoba poinformowana o kampanii stwierdziła, że nie zyskała ona większego rozgłosu wśród dyplomatów i stanowiła desperacką próbę „zbezczeszczenia” reputacji Bensoudy.
Kampania Trumpa przeciwko MTK
W marcu 2020 r., trzy miesiące po skierowaniu przez Bensoudę sprawy Palestyny do izby przygotowawczej, według doniesień delegacja izraelskiego rządu przeprowadziła w Waszyngtonie rozmowy z wyższymi urzędnikami USA na temat „wspólnej izraelsko-amerykańskiej walki” przeciwko MTK.
Jeden z urzędników izraelskiego wywiadu powiedział, że uważa administrację Donalda Trumpa za bardziej skłonną do współpracy niż administracja jego demokratycznego poprzednika. Izraelczycy czuli się na tyle swobodnie, że zwrócili się do wywiadu USA o informacje na temat Bensoudy, co według źródła byłoby „niemożliwe” za kadencji Baracka Obamy.
Trump i Netanjahu przed podpisaniem porozumień Abrahamowych w Białym Domu w 2020 r. Zdjęcie: Saul Loeb/AFP/Getty Images Na kilka dni przed spotkaniami w Waszyngtonie Bensouda otrzymał od sędziów MTK upoważnienie do prowadzenia odrębnego śledztwa w sprawie zbrodni wojennych w Afganistanie popełnionych przez talibów oraz personel wojskowy zarówno afgański, jak i amerykański.
W obawie, że siły zbrojne USA zostaną pociągnięte do odpowiedzialności karnej, administracja Trumpa zaangażowała się w własną agresywną kampanię przeciwko MTK, której kulminacją było latem 2020 r. nałożenie amerykańskich sankcji gospodarczych na Bensoudę i jednego z jej najwyższych urzędników.
Wśród urzędników MTK uważano, że nałożone przez USA ograniczenia finansowe i wizowe wobec personelu sądowego mają związek zarówno ze śledztwem w sprawie Palestyny, jak i ze sprawą w Afganistanie. Dwóch byłych urzędników MTK oświadczyło, że wyżsi urzędnicy izraelscy wyraźnie wskazali im, że Izrael i USA współpracują.
Na konferencji prasowej w czerwcu tego roku wysocy rangą osobistości z administracji Trumpa zasygnalizowali zamiar nałożenia sankcji na urzędników MTK , ogłaszając, że otrzymali bliżej nieokreślone informacje o „korupcji finansowej i nadużyciach na najwyższych szczeblach prokuratury”.
Sekretarz stanu Trumpa, Mike Pompeo, odnosząc się nie tylko do sprawy Afganistanu, powiązał działania USA ze sprawą Palestyny. „Jest jasne, że MTK stawia Izrael na celowniku jedynie z czysto politycznych celów” – powiedział. Kilka miesięcy później Pompeo oskarżył Bensoudę o „angażowanie się w działania korupcyjne dla jej osobistej korzyści”.
Stany Zjednoczone nigdy nie podały publicznie żadnych informacji na po
parcie tego zarzutu, a Joe Biden zniósł sankcje kilka miesięcy po wejściu do Białego Domu.
Mike Pompeo na wspólnej konferencji prasowej na temat sankcji MTK w czerwcu 2020 r. Zdjęcie: Yuri Gripas/AFP/Getty Images
Jednak w tym czasie Bensouda stanął w obliczu rosnącej presji ze strony najwyraźniej wspólnych wysiłków za kulisami dwóch potężnych sojuszników. Jako obywatelka Gambii nie korzystała z ochrony politycznej, jaką mieli inni koledzy z MTK z krajów zachodnich ze względu na swoje obywatelstwo. Były źródło ICC stwierdziło, że przez to stała się „bezbronna i odizolowana”.
Źródła podają, że działania Cohen były szczególnie niepokojące dla prokuratora i wzbudziły w niej strach o swoje bezpieczeństwo osobiste. Kiedy w lutym 2021 r. izba przygotowawcza ostatecznie potwierdziła, że MTK sprawuje jurysdykcję w Palestynie , niektórzy w MTK uważali nawet, że Bensouda powinna pozostawić ostateczną decyzję o wszczęciu pełnego śledztwa swojemu następcy.
Jednakże 3 marca, na kilka miesięcy przed końcem swojej dziewięcioletniej kadencji, Bensouda ogłosiła pełne dochodzenie w sprawie Palestyny, rozpoczynając proces, który może doprowadzić do postawienia zarzutów karnych, choć ostrzegła, że kolejny etap może zająć trochę czasu.
„Wszelkie dochodzenie podjęte przez urząd będzie prowadzone niezależnie, bezstronnie i obiektywnie, bez strachu i przychylności” – powiedziała. „Zarówno ofiary palestyńskie, jak i izraelskie oraz dotknięte społeczności wzywamy do cierpliwości”.
Khan ogłasza nakazy aresztowania
Kiedy Khan objął stery w prokuraturze MTK w czerwcu 2021 r., odziedziczył śledztwo, które, jak później stwierdził, „leży w winy San Andreas za politykę międzynarodową i interesy strategiczne”.
Gdy objął urząd, o jego uwagę walczyły inne dochodzenia – w tym dotyczące wydarzeń na Filipinach, w DRK, Afganistanie i Bangladeszu – a w marcu 2022 r., kilka dni po rozpoczęciu przez Rosję inwazji na Ukrainę, wszczął głośne śledztwo w sprawie rzekomych rosyjskich przestępstwa wojenne.
Początkowo politycznie drażliwe dochodzenie w sprawie Palestyny nie było traktowane priorytetowo przez zespół brytyjskiej prokuratury, podają źródła zaznajomione ze sprawą. Jedna z nich stwierdziła, że faktycznie była „na półce” – ale biuro Khana zaprzecza temu i twierdzi, że utworzyło specjalny zespół dochodzeniowy, który ma zająć się dochodzeniem.
W Izraelu czołowi prawnicy rządu uważali Khana – który wcześniej bronił watażków, takich jak były prezydent Liberii Charles Taylor – za bardziej ostrożnego prokuratora niż Bensouda. Jeden z byłych wyższych rangą urzędników izraelskich powiedział, że w przeciwieństwie do jego poprzednika darzą Khana „dużym szacunkiem”. Jak stwierdzili, jego powołanie do sądu uznano za „powód do optymizmu”, ale dodali, że atak z 7 października „zmienił tę rzeczywistość” .
Pod koniec trzeciego tygodnia izraelskiego bombardowania Gazy Khan leżał na ziemi na przejściu granicznym w Rafah. Następnie złożył wizyty na Zachodnim Brzegu i w południowym Izraelu, gdzie został zaproszony do spotkania z ocalałymi z ataku z 7 października oraz z krewnymi osób, które zginęły.
W lutym 2024 r. Khan wydał ostro sformułowane oświadczenie, które doradcy prawni Netanjahu zinterpretowali jako złowieszczy znak. W poście na X faktycznie ostrzegł Izrael przed atakiem na Rafah, najbardziej wysunięte na południe miasto Gazy, gdzie wówczas schroniło się ponad milion wysiedleńców.„Jestem głęboko zaniepokojony doniesieniami o bombardowaniach i potencjalnym wtargnięciu sił izraelskich do Rafah” – napisał. „Osoby, które nie przestrzegają prawa, nie powinny składać skarg później, gdy moje biuro podejmie działania”.
Dzieci stojące wśród gruzów budynku w Rafah, który został zniszczony w lutym przez izraelskie naloty. Zdjęcie: Mohammed Abed/AFP/Getty Images
Komentarze wywołały niepokój w izraelskim rządzie, ponieważ wydawały się odbiegać od jego poprzednich wypowiedzi na temat wojny, które urzędnicy uznali za uspokajająco ostrożne. „Ten tweet bardzo nas zaskoczył” – powiedział wyższy rangą urzędnik.
Obawy w Izraelu dotyczące zamiarów Khana nasiliły się w zeszłym miesiącu, kiedy rząd poinformował media, że jego zdaniem prokurator rozważa wydanie nakazu aresztowania Netanjahu i innych wyższych urzędników, takich jak Yoav Gallant.
Izraelski wywiad przechwycił e-maile, załączniki i SMS-y od Khana i innych urzędników w jego biurze. „Podmiot MTK wspiął się po drabinie priorytetów izraelskiego wywiadu” – podało jedno ze źródeł wywiadu.
To dzięki przechwyconej komunikacji Izrael ustalił, że Khan na pewnym etapie rozważał wejście do Gazy przez Egipt i potrzebował pilnej pomocy, robiąc to „bez pozwolenia Izraela”.
Inna ocena izraelskiego wywiadu, szeroko rozpowszechniona w środowisku wywiadowczym, opierała się na inwigilacji rozmów telefonicznych pomiędzy dwoma palestyńskimi politykami. Jeden z nich powiedział, że Khan wskazał, że wkrótce może wystąpić wniosek o wydanie nakazów aresztowania izraelskich przywódców, ale ostrzegł, że znajduje się „pod ogromną presją ze strony Stanów Zjednoczonych”.
W tym kontekście Netanjahu wydał serię publicznych oświadczeń, w których ostrzegał, że wkrótce może wystąpić wniosek o wydanie nakazu aresztowania. Wezwał „przywódców wolnego świata, aby stanowczo sprzeciwili się MTK” i „wykorzystali wszelkie dostępne im środki, aby powstrzymać to niebezpieczne posunięcie”.
Netanjahu (po lewej) i Yoav Gallant podczas konferencji prasowej w Tel Awiwie w październiku. Foto: Reuters
Dodał: „Napiętnowanie izraelskich przywódców i żołnierzy jako zbrodniarzy wojennych doleje paliwa do silników odrzutowych do ognia antysemityzmu”. W Waszyngtonie grupa starszych senatorów Partii Republikańskiej wysłała już do Khana list z pogróżkami, zawierający jasne ostrzeżenie: „Namierz Izrael, a my zaatakujemy ciebie”.
Tymczasem MTK wzmocnił swoje bezpieczeństwo poprzez regularne przeszukiwanie biur prokuratorów, kontrole bezpieczeństwa urządzeń, obszarów wolnych od telefonów, cotygodniowe oceny zagrożeń i wprowadzenie specjalistycznego sprzętu. Rzecznik ICC powiedział, że biuro Khana było narażone na „kilka form gróźb i komunikatów, które można postrzegać jako próby wywarcia nadmiernego wpływu na jego działalność”.
Khan niedawno ujawnił w wywiadzie dla CNN, że niektórzy wybrani przywódcy byli wobec niego „bardzo dosadni”, gdy przygotowywał się do wydania nakazów aresztowania. „‚Ten sąd jest zbudowany dla Afryki i dla bandytów takich jak Putin’ – powiedział mi wysoki rangą przywódca”.
Pomimo presji Khan, podobnie jak jego poprzednik w prokuraturze, zdecydował się kontynuować sprawę. W zeszłym tygodniu Khan ogłosił, że stara się o nakazy aresztowania Netanjahu i Gallanta wraz z trzema przywódcami Hamasu za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości.
Powiedział, że premier i minister obrony Izraela zostali oskarżeni o odpowiedzialność za eksterminację, głód, odmowę dostaw pomocy humanitarnej i celowe atakowanie ludności cywilnej.
Stojąc za mównicą z dwoma najwyższymi prokuratorami – jednym Amerykaninem, drugim Brytyjczykiem – u boku, Khan powiedział, że wielokrotnie mówił Izraelowi, aby podjął pilne działania w celu zapewnienia zgodności z prawem humanitarnym.
„W szczególności podkreśliłem, że głód jako metoda wojny i odmowa pomocy humanitarnej stanowią naruszenie prawa rzymskiego. Nie mogłem wyrazić się jaśniej” – powiedział. „Jak też wielokrotnie podkreślałem w moich publicznych wypowiedziach, osoby nieprzestrzegające prawa nie powinny później składać skarg, gdy mój urząd podejmie działania. Nadszedł ten dzień.
Rosja wysłała na Ocean Atlantycki 11 atomowych łodzi podwodnych. Każdy okręt podwodny przewozi od 6 do 16, a w niektórych przypadkach do 32 rakiet, z których każda może pomieścić od sześciu do dziesięciu głowic nuklearnych.
To rozmieszczenie oznacza, że ostrożne szacunki wskazują, że obecnie na rosyjskich okrętach podwodnych znajduje się około 1000 głowic bojowych, które mogą skierować się w stronę wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych lub być może Zatoki Meksykańskiej.
To rozmieszczenie następuje zaledwie kilka dni po tym, jak „Ukraina” (lub, co bardziej prawdopodobne, kraj NATO) zaatakowała i uszkodziła lub zniszczyła DWIE ODDZIELNE rosyjskie stacje radarowe ostrzegające przed rakietami nuklearnymi Over the Horizon (OTH) w południowej Rosji.
Kiedy te stacje zostały trafione, brak zasięgu radarów spowodował „dziurę” w rosyjskiej ochronie nuklearnej.
Kiedy te radary przed laty zaczęły działać, Rosja otrzymywałaby ostrzeżenie z 14–16 MINUTOWYM wyprzedzeniem, że rakiety [może nuklearne ładunki?] zbliżają się do jej kraju. Teraz, gdy te radary zostaną zniszczone, jeśli rakieta z łodzi podwodnej zostanie wystrzelona ze wschodniej części Morza Śródziemnego, niemal z dowolnego miejsca na Morzu Czerwonym, w Zatoce Arabskiej lub z południa kraju Somalia na kontynencie afrykańskim, Rosja będzie miała jedynie dziesięć do dwunastu minut ostrzeżenia, prawdopodobnie mniej.
W południowej Rosji zniszczenie dwóch stacji radarowych W południowej Rosji oznacza, że Rosja może wykryć nadlatujące rakiety tylko wtedy, gdy miną one horyzont. czyli znacznie bliżej Rosji. Biorąc pod uwagę prędkość, z jaką przemieszczają się takie rakiety, takie ostrzeżenie jest, szczerze mówiąc, za małe i za późno. Te skompresowane ramy czasowe nie pozwalają już Rosji zorientować się, co może się wydarzyć, zanim podejmie ona decyzję o rozpoczęciu ataku powrotnego.
Brak czasu na przemyślenie wszystkiego może spowodować, że Rosjanie wystrzelą broń nuklearną w odpowiedzi na coś, co ich spotka.
Ukraina nie odniosła żadnych korzyści militarnych z uderzenia w te dwie stacje radarowe. Żaden z nich nie śledził niczego nad Ukrainą. Jedynymi podmiotami, które odniosłyby jakąkolwiek korzyść z ataku na te stacje radarowe, byłyby USA, NATO i Izrael.
Jest oczywiste, że Rosja wierzy, że to „oślepienie” dwóch pozahoryzontalnych stacji radarowych stanowi wstęp do pierwszego uderzenia nuklearnego USA/NATO na Rosję. W związku z tym wydaje się, że wysyłają swoje nuklearne łodzie podwodne, aby móc od razu uderzyć USA/NATO.
ANALIZA HALA TURNERA
Ostrzegałem, że gdy zniszczona zostanie pierwsza rosyjska stacja radarowa, że Rosja zinterpretuje to jako otwarcie dziury umożliwiającej pierwsze uderzenie NATO. Powtórzyłem to w ubiegły poniedziałek, kiedy rozeszła się wiadomość, że DRUGA stacja radarowa została zaatakowana, co pogłębiło „dziurę” w ochronie radarowej na południu Rosji.
Wyraźnie powiedziałem moim słuchaczom radiowym, że ta nowa „dziura” w zasięgu radaru umożliwi wystrzelonym z rakiet pocisków nuklearnych przedostanie się w głąb Rosji, uderzając w Moskwę i rosyjskie silosy rakiet nuklearnych, zanim Rosja zdąży się obronić.
Najwyraźniej Rosjanie też to widzą. Więc teraz ty i ja. . . . mamy naprawdę kłopoty.
Nie bez powodu Rosja wysyła na Atlantyk 11 atomowych łodzi podwodnych; Myślę, że to dlatego, że będą musieli uderzyć w USA
To właśnie zrobili dla nas debile z amerykańskiej Izby Reprezentantów, Senatu USA i nielegalnego prezydenta Joe Bidena. Ich decyzje o wtrącaniu się w konflikt rosyjsko -ukraiński i ciągłe „podnoszenie stawki” w stosunkach z Rosją doprowadziły obecnie do rozmieszczenia rosyjskich łodzi podwodnych na Atlantyku. Prawdopodobnie kieruje się na amerykańskie pozycje strzeleckie.
Wy, którzy głosowaliście na Bidena, ponieważ „Pomarańczowy człowiek jest zły”, zasługujecie dokładnie na to, co może nadejść. Jest rzeczą słuszną i właściwą, abyście wy i wasze rodziny zostali wyparowani przez wybór, którego dokonaliście, ponieważ wasz wybór był lekkomyślny i głupi. Szczerze mówiąc, uważam, że wyborcy Bidena są zbyt głupi, aby nazywać ich „obywatelami”. Osobiście uważam takich ludzi za pożytecznych idiotów.
Wszystkie problemy na świecie kręcą się wokół trzech sztucznych państw: Ukrainy, Tajwanu i Izraela.
Ukraina była częścią Rosji dłużej, niż istnieją Stany Zjednoczone. Po raz pierwszy stała się niezależnym krajem na początku lat 90. dzięki Waszyngtonowi, po upadku rządu sowieckiego i zastąpieniu rządów Komunistycznej Partii przez Jelcyna, marionetkę Waszyngtonu. Ukraina jest więc sztucznym krajem mającym zaledwie 30 lat, który nigdy wcześniej nie istniał jako niezależne państwo.
Tajwan to mała wyspa u wybrzeży Chin, będąca częścią Chin zamieszkaną przez Chińczyków. Waszyngton próbował udawać, że mała wyspa jest Chinami i miał Tajwan na Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Ale prezydent Nixon wiedział lepiej. Poparł usunięcie Tajwanu i zastąpienie go kontynentalnymi Chinami. Nixon zapoczątkował politykę jednych Chin, która była polityką USA aż do reżimu Bidena.
Izrael był tworem głupiego i skorumpowanego rządu brytyjskiego, a może trafniej rzecz ujmując, fanatycznych syjonistów, którzy wypędzili niezliczonych, bezbronnych Palestyńczyków z ich miast i wsi. Pokolenia Palestyńczyków rodzą się w obozach dla uchodźców w Jordanii i Libanie.
Ludobójstwo Palestyny jako narodu i kraju trwa nieprzerwanie od 1947 roku i nic nie zostało w tej sprawie zrobione. Izrael uchodzi z tym płazem, używając karty Holokaustu, aby zyskać sympatię jako ofiara, oraz płacąc zachodnim politykom w formie darowizn na kampanie, aby popierali jego agendę.
Teraz weź pod uwagę fakt, że te trzy całkowicie sztuczne kraje, pozbawione jakiejkolwiek realności, są w stanie rozpętać nuklearną zagładę. Ukraina może to zrobić, kontynuując ataki na rosyjski system wczesnego ostrzegania za pomocą zachodnich rakiet dalekiego zasięgu.
Tajwan może to zrobić, akceptując okupację przez amerykańskich żołnierzy i kolejne dostawy amerykańskich rakiet.
Izrael może to zrobić, nakłaniając opłacony reżim Bidena do zaakceptowania ataku Izraela na Iran.
Pytanie, które teraz ci zadaję, brzmi: Jeśli faktycznie USA są supermocarstwem, a Zachód jako całość stanowi mega-super-mocarstwo, jak to możliwe, że trzy sztuczne państwa mają kontrolę nad przyszłością Zachodu?
Wpis o sztucznych słowach. Sztuczne słowa są dostępne w wielu smakach. Dominują dwa podstawowe. Sztuczna słodycz mająca wywoływać pozytywne wrażenie, a także sztuczna gorycz mająca wywoływać mdłości. Analogicznie do sztucznej żywności są to puste kalorie i efekty, których końcowym produktem są emocje.
Zaczynamy od “Wielkiego Resetu”…
Wielki Reset, w praktyce Wielkie Zniszczenie. Wielki reset ma polegać na wywłaszczeniu i wysiedleniu – przeniesieniu człowieka z obszaru realnego czyli z przyrody do rezerwatów i do przestrzeni wirtualnej, do e-przestrzeni. Przyroda ma być obszarem zamkniętym i chronionym, a przyszły wzorowy obywatel ma funkcjonować w obozie koncentracyjnym (miastach 15-minutowych). Obszarem rekreacji ma być wirtualna rzeczywistość. Działalność gospodarcza ma być ograniczona, częściowo zakazana i koncesjonowana w oparciu o przepisy klimatyczne i sanitarno – dietetyczne.
Neutralność światopoglądowa. Sztuczne określenie opisujące postawę, która nie występuje samoistnie-w sposób naturalny. Można ją porównać do wymuszonej neutralności moralnej, neutralności naukowej. Człowiek normalny- moralny i rozumny nigdy nie jest neutralny-obojętny wobec dobra i zła, wobec prawdy i kłamstwa. Państwo neutralne światopoglądowo nie istnieje. Konsekwencją wprowadzenia państwa neutralnego światopoglądowo jest jego uwiąd, brak państwa i prawa z wytworzoną dzięki temu anarchią i anomią. Instytucje państwowe stają się zbędne. „Państwo” i jego prerogatywy stając się neutralne przestają działać. Na miejscu państwa pojawia się inny hegemon. Aktualnie miejsce państwa polskiego jest systematycznie zajmowane przez agendy obcych interesów, którym tradycyjnie najgorliwiej służą środowiska lewicowe. Projekt zmian w polskiej Konstytucji i ustawy o TK piszą m.in. eksperci Fundacji Sorosa.
Proces cały koordynowała Fundacja Batorego, także przepisy wprowadzające ustawę o TK oraz wreszcie ustawa, która ma na celu dokonanie nowelizacji konstytucji…
– powiedział niedawno w ostatnim swoim ministerialnym wcieleniu Che Guevara z korporacji, Bodnar
Oczywiście, w praktyce neutralność światopoglądowa jest szyldem za którym kryje się światopogląd lewicowy, który sam w sobie neutralny nie jest, światopogląd silnie zaangażowany- niszczący fundament cywilizacji: normy moralne, prawne, naukowe. Światopogląd lewicowy oparty na politycznej poprawności. Chodzi o poprawność lewicową sprzeczną z poprawnością opartą o normy cywilizacji łacińskiej czyli prawicową.
Mając na uwadze powyższe należy stwierdzić, że lewicowa poprawność polityczna zasługuje na miano NIEPOPRAWNOŚCI. Nie można przecież konstruować „poprawności” w oparciu o negację norm i wartości funkcjonujących od samego początku cywilizacji, tworzących się w naturalny sposób od zarania ludzkości. Nagminne łamanie norm przez morderców, złodziei, zboczeńców, oszustów nie unieważnia normy. Również powód (prawdziwy lub zmyślony) dla którego dana norma jest łamana nie stanowi uzasadnienia dla ich złagodzenia, a taką „logiką” posługują się pod szyldem humanizmu i melioryzmu (wiara, że człowiek jest dobry) rzekomo „neutralni światopoglądowo” lewacy.
Prawa człowieka. I znów musimy uściślić, bo chodzi o coś wymyślonego, specyficznie lewicowego, o nowe przywileje nadawane przez lewicę moralnym degeneratom- prawo do popełniania występków, a nawet zbrodni z zabójstwem włącznie. Taką zbrodnią jest mordowanie nienarodzonych i nie zmieni tego żadna ustawa.
Mowa nienawiści. Termin nienowy, lecz budzący wśród prawicy wyuczoną bezradność. Tzw. ustawa o mowie nienawiści (aktualnie procedowana) jest niczym innym jak prawem do okazywania nienawiści wszystkim osobom mówiącym prawdę oraz prawem do ich prześladowania. Lewica w ten sposób rozwija postulat Szkoły Frankfurckiej „tolerancji represywnej” przyznając sama sobie prawo do nienawiści i prześladowania ludzi normalnych.
Ten kolejny wynaturzony przywilej można porównać do prawa będącego podarowaniem brzytwy przysłowiowej małpie, a rezygnując z tej alegorii- do nadania złodziejom „prawa” prześladowania osób okradanych. Typowa lewicowa przewrotność, która w swojej zbrodniczej bezczelności dorównuje bolszewickim praktykom w czasach pierwszej komuny.
Nowelizacja ma ułatwić lewicy okazywanie nienawiści i „uprawomocniać” stosowanie terroru zaostrzonej, omówionej już, „poprawności politycznej”.
Część druga: Inne słowa
W tej części proponuję załączone poniżej bardzo dobre omówienie dokonane przez Magdalenę i Adama Wielomskich z krótkim streszczeniem, na wstępie.
Nienormalność, niemoralność jest maskowana wieloma słowami. Pojawiły się następujące słowa i określenia: z użyciem słówka post – postprawda, postchrześcijaństwo, ponadto – zrównoważony rozwój, dewzrost, sex workerka, pracownica seksualna zastępujące adekwatną prostytutkę, dziwkę i wulgarną, lecz prawdziwą kurwę. Padły też zaczerpnięte z antykultury uśmiechniętych: aktywiszcze, psiecko, pscórka, psyn, matka psyna.
Słowo post symbolizuje negację i zerwanie z tradycją. Zanegowanie dziedzictwa jest określane neologizmami. Słowem, którym można w wielu przypadkach zastąpić słówko „post” jest moim zdaniem słowo „anty”. Antychrześcijaństwo jest nazwane postchrześcijaństwem. Zbydlęcenie na poziomie moralnym lub satanizm w formie ideologii maskowane są posthumanizmem lub transhumanizmem. Postprawdę powinniśmy, bez zbędnych udziwnień, nazywać nieprawdą lub kłamstwem. Sama prawda jest także bardzo często określana przez współczesnych politruków mianem dezinformacji, ruskiej propagandy, antysemityzmu. Tego wątku, szanując inteligencję czytelników, nie muszę chyba rozwijać. Trzy podejścia do biologii, przyrody
Magdalena Wielomska przywołała książkę ks. Tadeusza Ślipki „Bioetyka”
Antropocentryczne – bezmyślna eksploatacja Biocentryczne – panteistyczny kult wykorzystywany do budowania totalitaryzmu Podejście chrześcijańskie – człowiek panuje i korzysta z przyrody w sposób rozumny
W tym kontekście Wielomska przypomniała refleksję Chestertona „przyroda nie jest naszą matką, bo my (ludzie) i ona (przyroda) mamy jednego Ojca, Boga”.
Z okazji dwudziestolecia członkostwa Polski w Unii Europejskiej odbyła się pokaźna liczba konferencji, odczytów i dyskusji związanych z tą rocznicą, gdzie wszyscy podsumowywali bilans naszego członkostwa. Euroentuzjaści przedstawiali wizje świetlanej przyszłości Europy, szczególnie po jej przyszłej federalizacji, a eurosceptycy snuli obrazy jej rozpadu. Po jednej z takich publicznych dyskusji, w której rozmawialiśmy o problemie z Tomaszem Cukiernikiem, podszedł do mnie jeden z widzów i zadał mi pytanie, które zainspirowało mnie do napisania tego tekstu: „Wszyscy mówią, że Unia się rozpadanie, że musi się rozpaść, ale kiedy?”.
Pytanie trudne dla politologa, gdyż aby na nie odpowiedzieć musiałbym mieć zmysł zwany przez ezoteryków jasnoczuciem, czyli umiejętność widzenia przyszłości. Niestety, daru takiego mi nie dano. Gorzej, obawiam się, że rozpad UE może się nawet nie wydarzyć. Warto się zastanowić i nad taką możliwością. Na prawicy często mawiamy, że „Unia musi się rozpaść”, nieco zaklinając rzeczywistość i mając przed oczami jutrzenkę wolności. Z mojego punktu widzenia, czyli z punktu widzenia radykalnego zwolennika suwerennych państw narodowych, które nie uznają nad sobą żadnej politycznej zwierzchności – w zależności od epoki cesarza, papieża lub komisji brukselskiej – najgorszym z możliwych wariantów jest bowiem przetrwanie UE. Co by to oznaczało?
Byłaby to klęska i polskości, jej faktyczny koniec, jak i cywilizacji. Wielu badaczy tzw. filozofii dziejów, czyli historii cywilizacji, zwraca uwagę, że przykłady Grecji i Rzymu pokazują, że na końcu mamy zjawiska, które Eric Voegelin określił mianem „wieku ekumenicznego” (ang. ecumenic age), a Oswald Spengler „cywilizacji” (niem. Zivilisation). To okres zmierzchu, końca, którego jednym ze znamion jest jednoczenie wszystkich ludów i państw w jedno imperium. Dzieje się tak, gdy ludy i narody są zmęczone, wyczerpane, nie mają już siły i ochoty konkurować ze sobą, walczyć zbrojnie lub ekonomicznie. Wtenczas jednoczą się w jeden wielki „dom starców”, gdzie zanikają mechanizmy konkurencji i wszyscy zgodnie umierają sobie w łóżeczkach, nie mając woli dalszego życia. Czyż to nie jest właśnie Unia Europejska, którą powołały narody zmęczone dwoma wojnami światowymi, które straciły wiarę w Boga i w same siebie, wybierając brukselski dom starców, z jego anty-konkurencyjnym socjalizmem w ekonomii i kosmopolityzmem w stosunkach międzynarodowych? W tym domu starców ludzie przestają się już nawet rozmnażać i po prostu wymierają. Obsługujący tubylców imigranci z Trzeciego Świata zaś tylko ich liczą i czekają, kiedy będzie można wymarły dom starców przejąć na własność i stworzyć w nim europejski kalifat.
Unia Europejska umiera.
Wprawdzie Olaf Scholz i Ursula von der Leyen opowiadają bajki, że stanie się „centrum geopolitycznym” świata i „graczem geopolitycznym”, ale to są takie same bajki jak napoleoaniady Emmanuela Macrona. Tutaj jest jeszcze bogactwo wypracowane przez minione pokolenia, lecz nie ma życia. Nie ma konkurencji. Wspomniane „państwo ekumeniczne”, mające zapewnić pokój, jest końcem warunków konkurencyjnych pomiędzy tworzącymi UE narodami. Pacyfizm i kosmopolityzm nie przypadkowo zwykle łączą się z socjalizmem i planowaniem w ekonomii, gdyż ludzie wyznający te starcze idee nie chcą konkurować. Bojąc się konkurować wolą skasować dobrowolnie swoje państwa i wymazać kultury narodowe! Bojąc się konkurować na rynku, wolą, aby Unia Europejska wprowadziła gospodarkę kierowaną i odgrodziła się od całego świata cłami zaporowymi, dla niepoznaki nazywanymi „cłem węglowym”. Ci starcy nie chcą nawet przemieszczać się, więc preferują tzw. miasta piętnastominutowe. Zamiast pracować wolą zadłużać siebie i przyszłe pokolenia (których nota bene raczej już nie będzie). Starcy chcą już tylko w dobrobycie dotrwać do spokojnej śmierci. Nieliczni młodzi wybierają świat, gdzie będą jeść robaki i znajdą stabilne zatrudnienie w biurokracji państwowej, a najlepiej w unijnej. Powoli dom starców przemienia się w strefę śmierci.
Konsekwencją tego dogasania będzie stopniowy spadek znaczenia Unii Europejskiej w świecie. Ludzi związanych z kulturami narodowymi, które stworzyły Europę, będzie coraz mniej, a zastąpią ich imigranci, jak w antycznym Rzymie, gdzie Germanie poubierali się w togi i udawali stare arystokratyczne rodziny, aby ostatecznie rozparcelować zdychające imperium na plemienne państewka. Zdychająca Unia Europejska nigdy nie stanie się potęgą militarną, gdyż nikt nie będzie chciał za nią walczyć i umierać. Nie stanie się także imperium ekonomicznym, gdyż coraz mniej będzie wytwarzać, idąc w kierunku zadłużania się i rozwoju usług. Wprawdzie usługi tworzą PKB, lecz nie zastąpią produkcji, którą dziś przejmuje Azja.
Zresztą całe bogactwo będzie akumulowane przez coraz mniejszą liczbę globalnych korporacji, których znaczenie polityczne będzie stopniowo rosło, co spowoduje podporządkowanie elity politycznej Unii Europejskim podmiotom pozapolitycznym, związanym z wielkim kapitałem. Całokształtu zniszczenia i wypalenia ziem Europy dokona „zielona rewolucja”, która doprowadzi do potwornego zubożenia społeczeństw europejskich, które zamiast kierować się rozsądkiem, będą podążały za modami kreowanymi przez „małą Gretę”, Jakuba Wiecha i fanatyków z Ostatniego Pokolenia. Swoją drogą to bardzo trafna nazwa: to prawdopodobnie jest ostatnie pokolenie. Nie dlatego, że zabiją nas zmiany temperatury, lecz dlatego, że to będzie ostatnie pokolenie Europejczyków. Pokolenie cywilizacyjnego samobójstwa, generacja „płatków śniegu”, niezdolnych ani do pracy, ani do konkurencji, ani do walki z bronią w ręku. Ostatnie pokolenie świata dokonującego samobójstwa. Autentyczny Kościół Wiechosławny Ostatniego Pokolenia.
W tej sytuacji, gdy tacy wipleryści mówią mi, że „mimo wszystko Unia Europejska”, to oczywiście są w błędzie. Zapewne nawet wiedzą, że mijają się z rzeczywistością. Pamiętajcie Państwo o tym głosując w najbliższych eurowyborach.
Boże Ciało to jedno z głównych świąt w Kościele katolickim. Od samego początku obchodzone jest w sposób wyjątkowy, w formie publicznej procesji ulicami miast i wsi. Ustanowione zostało na prośbę samego Jezusa, wyrażoną w jednym z objawień.
Data Bożego Ciała nie jest stała. Zawsze jednak jest to czwartek po święcie Trójcy Świętej, który w tym roku przypada 30 maja.
Ukraina zniszczyła już wielokrotnie więcej sprzętu i broni niż posiadała, czyli Kijów nie mógłby już walczyć przez półtora roku, gdyby nie dostawy z Zachodu. Kijów nie byłby w stanie walczyć nawet przez sześć miesięcy, gdyby nie finansowanie przez Zachód jego potrzeb budżetowych. Zachód jest bezpośrednim uczestnikiem toczącej się wojny i tylko z tego powodu działania wojenne jeszcze się nie zakończyły.
Jeśli jutro Stany Zjednoczone i ich europejscy sojusznicy publicznie oświadczą zgodnie, że znoszą wszelkie zakazy użycia dostarczanej przez nich broni, nic się dla Rosji nie zmieni, ani teoretycznie, ani praktycznie. Jest to dobrze rozumiane nie tylko na Kremlu, ale także w stolicach NATO. W związku z tym pojawia się pytanie: dlaczego Zachód podsyca histerię wokół pozwolenia na uderzenie bronią, którą dostarczył w cele w głębi terytorium Rosji?
Trudno zignorować fakt, że histeria wywołana uderzeniami ukraińskimi na terytorium Rosji narastała równolegle z rosnącą liczbą niepokojących publikacji na Zachodzie wyrażających wątpliwości co do zdolności Ukrainy do utrzymania frontu przez długi czas, nawet pod warunkiem zapewnienia Kijowowi przez Zachód wszelkiej możliwej pomocy.
W istocie rozwinęła się ona równolegle z dyskusją o konieczności wprowadzenia na Ukrainę wojsk NATO w celu utrzymania frontu i stanowiła swego rodzaju alternatywę dla tej decyzji.
Na początku tego roku Zachód doszedł do wniosku, że zdolności ukraińskiego oporu militarnego wygasną albo do końca tego, albo do początku przyszłego (co wielokrotnie powtarzali zachodni politycy i wojskowi).
Próby USA zaoferowania Rosji pokoju odpowiadającego elitom amerykańskim nie powiodły się – Moskwa dała jasno do zrozumienia, że jest gotowa do negocjacji i rozważenia różnych formatów rozwiązania kryzysu, ale na własnych warunkach, z których najważniejszym jest utworzenie strefy buforowej bezpieczeństwa pomiędzy Rosją a NATO, w której sojusz nie byłby w stanie utrzymać znaczącej broni i rozmieścić sił uderzeniowe nawet na terytoriach swoich państw członkowskich.
Tym samym przedłużanie gorącej fazy konfrontacji poza istnienie państwa ukraińskiego lub sztuczne przedłużanie ukraińskiej agonii stało się życiową koniecznością Zachodu – ostatnią nadzieją na zmuszenie Rosji do zawarcia pokoju na jej własnych warunkach. Obydwa scenariusze (kontynuacja konfrontacji po upadku państwa ukraińskiego lub przedłużenie agonii ukraińskiego reżimu) wymagały de facto bezpośredniego starcia Zachodu z Rosją.
W rzeczywistości pomysł Macrona, jakoby członkowie NATO, a nie samo NATO, mieli walczyć z Rosją na Ukrainie, był próbą pogodzenia konieczności niezależnego wejścia Zachodu w konflikt z niepożądanym bezpośrednim starciem NATO–Rosja. „Powiemy, że NATO nie jest NATO, a okaże się, że Rosja nie walczy z NATO jako całością, ale tylko z jego indywidualnymi członkami”.
Dość naiwny plan, który popierały jedynie najbardziej rusofobiczne reżimy bałtyckie, które nie mają nic do stracenia, bo nie mają już nic.
Pozostali członkowie NATO mieli uzasadnione pytanie: co by się stało, gdyby Rosja zdecydowała, że walczy nie z pojedynczymi członkami, ale z całym NATO i zaczęła zgodnie z tym postępować? Autorzy koncepcji Macrona nie znaleźli pozytywnej odpowiedzi na to pytanie.
Dlatego Stany Zjednoczone, po cichu wspierając dążenie państw bałtyckich do wojny z Rosją, ale zdając sobie sprawę, że nie gwarantuje to starcia Moskwy z całą Europą, zaczęły aktywnie promować temat uderzeń bronią zachodnią na głębokie tyły Rosji, z wykorzystaniem pozwoleń rządów zachodnich.
Jednocześnie w mediach zachodnich kilkakrotnie pojawiały się informacje o zwiększeniu dostaw zachodnich rakiet na Ukrainę o zasięgu 300–350 km, o możliwych dostawach rakiet o zasięgu 500–550 km oraz o wspólnej (Zachód i Kijów) masowej produkcji ciężkiego sprzętu rakietowego..
Wydaje się, że Stany Zjednoczone przygotowują prowokację, która pozwoliłaby im zrzucić odpowiedzialność za kolejne podniesienie stawki na Rosję i sprawić, że konflikt UE-Rosja stanie się nieunikniony, zmuszając Moskwę do przejęcia inicjatywy.
Dyskusja o pozwoleniu na uderzenie w głąb Rosji jest szeroko rozpowszechniana w rosyjskich mediach, wywołując oburzenie rosyjskiego społeczeństwa i ostrą reakcję władz. Kiedy intensywność namiętności dostatecznie wzrośnie, a współudział Zachodu w atakach na Rosję stanie się oczywisty nawet dla niewidomych, zostanie zorganizowany masowy (setki, a może więcej jednostek w salwie) rakietowy i bezzałogowy atak na wrażliwe ośrodki rosyjskie, w tym mieszkalne obszary dużych miast położone znacznie dalej od granicy niż Kursk i Biełgorod. Możliwe jest powtórzenie takiego ataku 2-3 razy, w zależności od ilości zgromadzonej broni uderzeniowej.
Wybuch powszechnego oburzenia nie powinien pozostawiać władzom rosyjskim wyboru i nawet jeśli główna wściekłość odwetowego ciosu spadnie na Ukrainę, coś (jakiś delikatny cios) musi spaść bezpośrednio na Zachód. [Sądzę, że pierwszy – na Polskę. MDakowski]
Po drugie, Rosję można oskarżyć o atak na NATO i można wytłumaczyć Europejczykom, że tego chcą, czy nie, ale muszą się bronić. Nawet jeśli Moskwa ograniczy swoją reakcję wyłącznie do terytorium Ukrainy, uderzenie rakietowe może zawsze spowodować śmierć jakiejś zachodniej misji humanitarnej składającej się wyłącznie z pacyfistów i autorytetów moralnych.
Ogólnie rzecz biorąc, jeśli w 2014 roku Stany Zjednoczone potrzebowały Rosji do walki z Ukrainą, to teraz potrzebują jej do walki z Europą. Waszyngton spędził 8 lat na wzniecaniu kryzysu militarnego na Ukrainie. Teraz z tą samą energią i takim samym uporem podsyca ogień europejskiej wojny. Jeśli Europa nie chce zaatakować Rosji, Rosja musi zaatakować Europę, w przeciwnym razie obaj będą musieli przypadkowo się zderzyć, ale ponieważ Stany Zjednoczone potrzebują ich do walki, muszą walczyć.
Strategia jest prosta, nieskomplikowana, ale do tej pory do wojen, których potrzebował Waszyngton, prędzej czy później (czasami ze znacznym opóźnieniem) zawsze udawało się doprowadzić.
Czas pokaże jak skuteczne są wysiłki waszyngtońskich globalistów i ich unijnych marionetek w doprowadzeniu świata do kataklizmu nuklearnego. To, że również i oni wyparują w jądrowym kotle, jako autentycznym sługom szatana, im nie przeszkadza. Znajdą się w końcu w swym wymarzonym raju – otchłani piekielnej.
Zapraszamy w piątek 31.05 w święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny do różańcowego szturmu modlitewnego za Kościół, naszą Ojczyznę i nasze rodziny – od godz.15.00 do Parafii Matki Boskiej Królowej Świata (Lasek Cygański).
Tylko modląc sie na Różańcu Świętym i poprzez POKUTĘ możemy wybłagać tryumf Niepokalanego Serca Maryi Panny w Kościele, w Polsce, w naszych rodzinach i na całym świecie.
Pole Marsowe na Cmentarzu Wojskowym Łyczakowskim we Lwowie, Ukraina, grudzień 2023
Minęły już dwa i pół roku, odkąd Moskwa wysłała dwa projekty traktatów, jeden do Waszyngtonu, drugi do NATO w Brukseli, jako proponowaną podstawę rozmów w sprawie nowego porozumienia w sprawie bezpieczeństwa — odnowienia stosunków między sojuszem transatlantyckim a Rosyjską Federacją.
Zatrzymajmy się na chwilę, aby przypomnieć sobie wszystkich, którzy zginęli w wojnie, która wybuchła na Ukrainie rok i kilka miesięcy po tym, jak Joe Biden odmówił, a nawet wyśmiał, honorowe dyplomatyczne démarche Władimira Putina. Wszyscy okaleczeni i wysiedleni, wszystkie miasta zniszczone, wszystkie pola uprawne zamieniły się w księżycowy krajobraz.
Należy przypomnieć, prawie całkowite porozumienie pokojowe, wynegocjowane w Stambule kilka tygodni po rozpoczęciu wojny, którą Stany Zjednoczone i Wielka Brytania pospieszyły się zatopić w morzu słowiańskiej krwi. I oczywiście wszystkie te miliardy dolarów, które nie zostały wydane na poprawę życia Amerykanów, ale zamiast tego na uzbrojenie reżimu w Kijowie, który ekstrawagancko kradnie tą pomoc.
Warto przypomnieć te rzeczy, ponieważ nadają one kontekst szeregowi ostatnich wydarzeń, które należy zrozumieć, nawet jeśli nasze korporacyjne media zniechęcają do myślenia.
Jeśli będziemy pamiętać najnowszą historię, będziemy w stanie dostrzec, że niezwykle nieodpowiedzialne decyzje podjęte kilka lat temu, tak marnujące życie ludzkie i wspólne zasoby, są teraz powtarzane w takim stopniu, że jest teraz pewne, że brutalność i marnotrawstwo będą kontynuowane na czas nieokreślony.
Drzwi do tej nowej sekwencji wydarzeń otwierają niedawne postępy rosyjskiej armii na północnym wschodzie Ukrainy. To nowe natarcie zagraża obecnie Charkowowi, drugiemu co do wielkości miastu Ukrainy, położonemu zaledwie 25 km od granicy z Rosją.
Nawet prasa głównego nurtu, niechętnie donosząca o niepowodzeniach, jakie poniosły Siły Zbrojne Ukrainy (AFU), opisuje rosyjską kampanię na północnym wschodzie, która rozpoczęła się kilka tygodni temu, jako pogrom. Kreml twierdzi, że nie jest zainteresowany zajęciem Charkowa i na razie wszystko wskazuje na to, że tak właśnie jest.
Jednak szybki odwrót Ukraińców niesie ze sobą silny przedsmak ostatecznej porażki, w niedalekiej przyszłości. „Kilka ukraińskich brygad bojowych, o dziwo, nie zdezerterowało ani nie rozważało takiej dezercji” – Seymour Hersh, cytując swoje zwyczajowe źródła „Powiedziano mi”, o czym poinformował w zeszłym tygodniu w swoim biuletynie„ ale dali do zrozumienia swoim przełożonym, że nie będą już uczestniczyć w czymś, co byłoby samobójczą ofensywą przeciwko lepiej wyszkolonym i lepiej wyposażonym siłom rosyjskim”.
Brygady składają się średnio z 4,000 do 5,000 żołnierzy każda a mogą liczyć do 8,000 lub nawet więcej. Raport Hersha sugeruje, że znaczna, a być może bardzo znaczna liczba żołnierzy ukraińskich wszczęła obecnie faktyczny bunt przeciwko naczelnemu dowództwu AFU.
W oczywistej odpowiedzi na szybkie nowe natarcie Rosji i w ogóle kierunek wojny, dobrze skoordynowana, choć niezbyt przebiegła amerykańska machina propagandowa zaczęła przygotowywać społeczeństwo na szerszą wojnę, która ma się przedłużyć, w ramach polityki i strategii wojskowej, na terytorium Rosji. Ten wysiłek zaczął się od New York Times prezentującego wywiad z Wołodymyrem Zełenskim, który został nagrany na wideo i opublikowany w wydaniach zeszłej środy. Transkrypcja wywiadu jest tutaj.
Sednem sprawy, było podkreślenie, że nadszedł czas, aby rozpocząć bombardowanie terytorium Rosji i że reżim Bidena musi cofnąć swój zakaz takich operacji.
Z kolei, za pośrednictwem swoich powierników, którzy prawie na pewno byli upoważnieni, Putin proponuje coś, co równa się zawieszeniu broni. Obie strony przestaną strzelać, a dominacja terytorialna pozostanie taka, jaka jest – niekoniecznie wyryta w ziemi, ale do czasu, gdy obie strony będą mogły wynegocjować kolejny krok w kierunku trwałego porozumienia.
To prowadzi nas z powrotem do… właściwie grudnia 2021 roku. Podobnie jak wtedy, ani Kijów, ani Waszyngton nie są zainteresowane obiecującymi propozycjami.
„Putin nie ma obecnie zamiaru kończyć swojej agresji na Ukrainę” – powiedział agencji Reuters Dmytro Kuleba, amatorski minister spraw zagranicznych Kijowa. „Tylko zasadniczy i zjednoczony głos światowej większości może zmusić go do wybrania pokoju zamiast wojny”.
Ostateczną reakcją na nowe rosyjskie postępy w kierunku Charkowa i pomysłowe przecieki Kremla w zeszłym tygodniu jest rozpoczęcie nowej fazy wojny zastępczej, którą Zachód już przegrał – fazy, która również wydaje się mieć niewielkie szanse powodzenia, ale niesie ze sobą większe niebezpieczeństwo niż każdy prawdziwie odpowiedzialny mąż stanu kiedykolwiek by zaryzykował.
Ani Biden, ani Zełenski nie chcą końca tej wojny: z różnych powodów nie mogą sobie na to pozwolić. Oni są główną przeszkodą dla pokoju. Przedstawili ten konflikt jako rodzaj kosmicznej konfrontacji dobra ze złem.
Ale co się stanie, gdy “potężny ukraiński naród” nie będzie mógł przegrać wojny, którą już przegrał? Wojna bez końca!?
Ukraiński żołnierz. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Wikimedia, Ministry of Defense of Ukraine, CC BY-SA 2.0
Magazyn „Le Figaro” poświęcił duży artykuł wojnie na Ukrainie. Magazyn opisuje „trwającą na ukraińskich ulicach zabawę w kotka i myszkę”, Ukraińców, którzy starają się uniknąć mobilizacji.
Francuskie periodyk zauważa, że „po niepowodzeniu zapowiadanej latem 2023 r. kontrofensywy i zamrożeniu amerykańskiej pomocy, wielu młodych mężczyzn boi się daremnie poświęcać swoje życie i unika oficerów werbunkowych odpowiedzialnych za pobór”.
Omijaniu werbunku służą m.in. media społecznościowe. Korespondent „Le Figaro” przytacza wiadomość opublikowaną 28 maja o godzinie 8:16 na kanale Telegramu, którą śledziły tysiące mieszkańców Odessy: „Na przystanku Olhijewka, w pobliżu muzeum sztuki w obu kierunkach jest dużo chmur. Na miejscu ruch filtruje około dwudziestu żołnierzy i policjantów. Kiedy zbliża się autobus lub tramwaj, dają kierowcy znak, aby się zatrzymał i kontrolują mężczyzn w wieku poborowym”.
Dalej korespondent zauważa, że takie ostrzeżenia odnoszą skutek, bo tego dnia rano pojazdami podróżowały głównie… kobiety. Internet dość szybko ogłasza o miejscach, gdzie pojawiają się patrole policji i wojska.
Według korespondenta francuskiej gazety, który powołuje się na źródła policyjne, „nadal udaje nam się złapać od dwudziestu do trzydziestu dziennie w każdym z naszych punktów kontrolnych”. Osoby takie nie są doprowadzane siłą, ale otrzymują do ręki wezwanie do poboru. Dalsze uchylanie się od służby może spowodować następnym razem ich aresztowanie.
Jednak nie jest to powszechna postawa. Na Ukrainie są też tysiące ochotników. Okazuje się, że tysiące więźniów zgłasza się na ochotnika do armii, by zastąpić w ten sposób swoje wyroki odsiadki. Jak podaje ten sam francuski dziennik, ogółem kwalifikuje się do poboru 19 000 skazanych.
Jeszcze kilka miesięcy temu dowództwo armii ukraińskiej odrzucało pomysły zastępowania wyroków służbą w wojsku. „Jednak w obliczu pogorszenia się sytuacji na froncie i coraz pilniejszej potrzeby uzupełniania rezerw, dowódcy zmienili zdanie” – wyjaśnił Le Figaro minister sprawiedliwości Ukrainy Denys Maliouska.
8 maja ukraiński parlament przyjął ustawę umożliwiającą wcześniejsze zwolnienie z więzień ochotników gotowych do służby na froncie. Podania 613 więźniów zostały już zatwierdzone przez sąd. W kolejce czeka 3868 innych, którzy zgłosili się na ochotnika. Władze liczą na wzmocnienie armii liczbą 15 000 nowych żołnierzy prosto z zakładów karnych.
(…fragment…) Jeśli wszystko to spowodowało pęknięcia w katolickiej tamie, która wciąż opierała się falom rewolucji seksualnej i homoseksualnej, to Papa Francesco otworzył wyłom, od słynnego „Kim jestem, by osądzać” po wezwanie w Lizbonie do włączenia „todos, todos”, niezależnie od ich statusu jako publicznych grzeszników.
Rob Mutsaerts, odważny biskup pomocniczy S’Hertogenbosch, w swojej przedmowie do książki stwierdza bez zbędnych słów, że oczywiście każdy jest mile widziany… o ile spełnia Boże wymagania. W piekle, jak mówi, jest inaczej. „Slogan diabła brzmi: 'Przyjdź taki, jaki jesteś (…) Nie musisz się zmieniać, nie musisz prosić o przebaczenie, nie musisz kiwnąć palcem, aby zaspokoić potrzeby innych: todos, todos, todos są mile widziani w piekle „.
Wyłom otwarty przez Papa Francesco został szybko przekroczony przez biskupów niemieckich i belgijskich, którzy promowali ceremonie liturgiczne błogosławiące związki osób tej samej płci, a także przez kardynała Schonborna, który chce jedynie przyznać wszystkim „nieregularnym” parom, w tym parom osób tej samej płci, status teologiczny, który Sobór Watykański II przyznał „braciom i siostrom w separacji”.
Według arcybiskupa Wiednia, który wykorzystał święto Wniebowzięcia NMP, aby pobłogosławić parę swojego przyjaciela XX pod koniec obiadu – związki cywilne zawierają pozytywne aspekty wzajemnego zaangażowania, które są bardziej solidne niż w przypadku zwykłego konkubinatu i które zbliżają je do małżeństwa sakramentalnego. Szwajcarski teolog Daniel Bogner idzie dalej. Uważa on, że „konieczne jest ponowne przemyślenie sakramentu małżeństwa i uwolnienie go od skorupy doskonałości„, uwalniając go od „dwupoziomowej logiki, która rozróżnia między 'pełnoprawnym’ sakramentem a tanią ofertą błogosławieństwa dla 'gorszych’ form miłości”.
Jeśli tak zwane „duszpasterskie błogosławieństwo” Tucho Fernándeza wywołało takie poruszenie w Afryce i innych krajach, niełatwo sobie wyobrazić, jakie konwulsje wstrząsnęłyby Kościołem katolickim, gdyby zatwierdził on, jak to już uczyniło wiele wyznań protestanckich, pseudo-małżeństwo homoseksualne. Albo czy zostanie wprowadzona poprawka do Katechizmu Kościoła Katolickiego stwierdzająca, że orientacja homoseksualna nie jest nieuporządkowana, ale „inaczej uporządkowana”, za czym opowiada się ojciec James Martin S.I.?
Rzeczywiście, doktryna odrzucająca homoseksualność jest częścią powszechnego zwyczajnego Magisterium Kościoła i jako taka jest niereformowalna. W związku z tym pomysł, że związki homoseksualne mogą mieć cokolwiek godnego uświęcenia przynajmniej błogosławieństwem, jak uważają Hollerich, Schönborn, Fernández & Co przy wsparciu Papa Francesco, co starają się narzucić, jest całkowicie nie do przyjęcia.
Niektórzy stwierdzą, że praca ta nie jest wystarczająco dogłębna, ponieważ jedynie opowiada o ofensywach lobby LGBT i jego wspólników w kręgach katolickich oraz odpowiedziach Watykanu i różnych episkopatów, początkowo silniejszych, a następnie słabszych, a nawet podstępnych, bez szczegółowej analizy każdego argumentu lub epizodu. Inni stwierdzą wręcz przeciwnie, że nie jest napisany zwinnym piórem, jakby to była powieść, ze względu na oczywistą troskę autorów o zachowanie obiektywizmu i dokumentacji.
Jednak starszym czytelnikom lektura książki przypomni pewne epizody, które w tamtym czasie ich rozwścieczyły, ale które od tego czasu zatarły się w pamięci, takie jak skandaliczna wypowiedź Mario Mieli, założyciela FUORI (Fronte Unitario Omosessuale Rivoluzionario Italiano), na temat wkładu w emancypację człowieka przez perwersje seksualne, takie jak sadyzm, masochizm, pederastia, gerontofilia i zoofilia.
Z drugiej strony, młodsi czytelnicy, którzy nie doświadczyli zawirowań epoki po latach sześćdziesiątych, znajdą perspektywę historyczną, która pomoże im zrozumieć, w jakim stopniu Fiducia Supplicans stanowi ogromną kapitulację Watykanu w obliczu presji ze strony ruchu homoseksualnego zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz Kościoła. La Diga Rotta. La Chiesa e l’Omosessualità: Storia di una Capitolazione. Libro di Ureta e Loredo.
===============================================
Misja Franciszka jest jasna: „synod” musi udzielić mu poparcia dla jego „reform”: uznanie homoseksualności i diakonat dla kobiet
ks. Heimerl
Niedawno ktoś zapytał mnie: „Przepraszam, Ojcze, czym właściwie jest synodalność?”. Przyznaję: byłem zaskoczony. W końcu myślimy, że wszystko kręci się teraz wokół „synodalności”, ale w rzeczywistości wydaje się, że termin ten nie przyjął się wśród wierzących; istnieje tylko w bańce kościelnych urzędników. Nie zdają sobie sprawy, że są ważniejsze rzeczy niż „synodalność”, ani że Kościół funkcjonował bez niej przez dwa tysiące lat. Zamiast tego twierdzą, że Kościół jest z natury „synodalny”. Jest to tak historycznie i teologicznie błędne, że aż chce się potrząsnąć głową. Wracając jednak do pytania: „Czym właściwie jest synodalność?”. Chciałbym odpowiedzieć: „Synodalność to nonsens” i rzeczywiście tak jest. Ale istnieje niezwykle niebezpieczny nonsens i tak jest w przypadku „synodalności”. Dlatego „synodalność” nie jest czymś, co należy ignorować, ale czymś, co należy zrozumieć, a przede wszystkim z czym należy walczyć. Nierzadko zdarza się, że najgorsze rzeczy wynikają ze złych działań, zwłaszcza gdy są one opatrzone głupimi sloganami. – Czy więc synodalność to „głupie” słowo?
Ujmę to w ten sposób: jest „głupie” tylko w tym sensie, że jest pozbawionym znaczenia neologizmem, który można wypełnić czymkolwiek się chce. Choćby z tego powodu jest to bardziej termin polityczny niż kościelny, co wynika również z faktu, że termin ten nigdy nie istniał w języku kościelnym: „synodalność” nie pojawia się w żadnym tekście soborowym. W gruncie rzeczy jest to czysta fantazja, frazes, który można wykorzystać do prowadzenia dobrej polityki. Nie ma w tym nic więcej. Fakt, że „synodalność” w jakiś sposób brzmi jak „synod”, jest niczym więcej niż piękną iluzją; sugeruje historyczną ciągłość, która w ogóle nie istnieje: „synodalność” nie ma absolutnie nic wspólnego z wielkimi synodami, które istniały od starożytności do średniowiecza, ani, jeśli o to chodzi, z „synodami biskupów”, które Paweł VI stworzył w 1965 roku. Odkąd Franciszek przypisał temat „synodalności” obecnemu Synodowi Biskupów, „synodalność” stała się synonimem „podziału”. Krótko mówiąc: wraz z obecnym „synodem na temat synodalności” Kościół znalazł się na rozdrożu.
Oczywiście dzieje się tak również dlatego, że ten „synod” nie jest „synodem biskupów” w sensie Pawła VI, ale raczej jawnym oszustwem: w „synodzie synodalnym” biskupi i świeccy doradzają i są kierowani przez „sekretariat synodalny”. – Nazwijmy rzeczy po imieniu: ten „synod biskupów” jest polityczno-kościelną parodią, porównywalną w najlepszym razie z kongresem partyjnym w Chinach.
Dlatego misja Franciszka jest jasna: „synod” musi udzielić mu poparcia dla jego „reform”: uznanie homoseksualności i diakonat dla kobiet to cel minimum. Co więcej, w perspektywie średnioterminowej Kościół powinien stać się zdecentralizowanym Kościołem świeckim; w skrócie: „Una sancta” powinna w przyszłości składać się z regionalnych kościołów protestanckich i być prowadzona przez świeckich.
Aby to osiągnąć, Franciszek nadał synodowi aurę Soboru Watykańskiego III – i wybuchową moc kościelnego rozłamu. W końcu wielu katolików ma dość tego, że papa nieustannie wypowiada się przeciwko nauczaniu Kościoła i ucieka się do sztuczki „super synodu”, aby to zrobić. Dlatego „Sekretariat Synodu” zdecydowanie uprzedza krytyczne głosy, stwierdzając z całą powagą, że kierunek „światowego synodu” należy do „Ducha Świętego”. Wszyscy wiedzą, że jest to blef i nawet sobór nie może powoływać się na kierownictwo Ducha Świętego. Niemniej jednak ten manewr daje „doktrynalną” władzę Synodowi i nikt nie ośmiela się kwestionować tej oficjalnej propagandy, która, nawiasem mówiąc, przenosi nas z powrotem do kongresu partyjnego w Chinach.
Każdy, kto zastanawia się, co tak naprawdę oznacza „synodalność„, może zobaczyć tutaj sedno: „synodalność” to idea manipulowania Kościołem w celu wywrócenia go na lewą stronę. To, co nigdy nie było katolickie, musi się takim stać bez dalszych ceregieli. „Droga synodalna” w Niemczech już to pokazała, a teraz Super Synod jedynie ją naśladuje. Ostatecznie obie drogi prowadzą do tego samego celu: znacznej restrukturyzacji Kościoła, którą można również nazwać zniszczeniem.
Właśnie dlatego Franciszek wyraźnie pozwala niemieckim biskupom robić to, co chcą, podczas gdy poza tym rządzi żelazną ręką. Jeśli Niemcy będą zbyt pochopni, co najwyżej kardynał prefekt będzie ganił, ale nic się nie stanie. Pomimo otwartej herezji, żaden biskup nie traci swojego urzędu. Dlaczego? Zasadniczo Niemcy są nadgorliwymi uczniami swojego rzymskiego „mistrza”. Wypróbowali „sposób synodalny”. Teraz papa może stworzyć pożądane fakty za pomocą Super Synodu. – Przynajmniej od czasu kontrowersyjnego dokumentu „błogosławieństwa” „Fiducia supplicans” wiemy, dokąd to prowadzi: do zaprzedania Pisma Świętego i odejścia od Bożego objawienia i tradycji Kościoła.
Ci, którzy dziś mówią o „synodalności”, mówią zatem o Kościele, który utracił swoją nadprzyrodzoną wiarę i zdegradował się do organizacji pozarządowej. Ten „Kościół”, który słusznie został nazwany „Kościołem Franciszka”, nie jest już katolicki i nie ma odpowiedzi na brak wiary naszych czasów. Wręcz przeciwnie: sam stał się częścią tego braku wiary i w końcu w nim zginie. –
Arcybiskup Viganò: „Bergoglio jest jednym z głównych działaczy piekielnego programu LGBTQ+” gloria/franciszek
Homoseksualizm najwyższa obraza Tego, który dał człowiekowiciało…
Reagując na wiadomość, że „artysta” przebrany za kobietę wystąpił dla dzieci podczas watykańskiej imprezy z okazji Światowego Dnia Dziecka, arcybiskup Carlo Maria Viganó napisał:
„Teraz jest jasne, że Bergoglio jest jednym z głównych aktywistów piekielnej agendy LGBTQ+”.
– Po tym, jak męski performer zatańczył drag dance dla małych dzieci podczas pierwszego „Światowego Dnia Dziecka Papieża Franciszka” w ten weekend, arcybiskup Carlo Maria Viganó zabrał głos w mediach społecznościowych, aby oświadczyć, że „teraz jest jasne, że Bergoglio jest jednym z głównych aktywistów piekielnej agendy LGBTQ+”.
„Jest to jedna z postaci przywołanych przez argentyńskiego jezuitę jako animator na Światowy Dzień Dziecka. Teraz jest jasne, że Bergoglio jest jednym z głównych aktywistów piekielnej agendy LGBTQ+” – napisał Viganó na X, dawniej Twitterze, w odpowiedzi na skandaliczne wiadomości.
„Nie ma więcej słów, by wyrazić skandal i obrzydzenie z powodu współudziału i tchórzliwego milczenia Episkopatu” – dodał, po czym zacytował Ewangelię Mateusza 18:6, która mówi: „Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie”.
Carmine De Rosa, pochodzący z Salerno, był jednym z oficjalnych wykonawców inauguracyjnego Światowego Dnia Dziecka. Jako szybko zmieniająca się artystka lub żywa karykatura, De Rosa pojawił się jako kobieta, nosząca wiele strojów drag. Nosił również sugestywne kostiumy z tektury. Podczas występu dzieci siedziały w kręgu wokół De Rosy. Jego demonstracja odbyła się na Stadionie Olimpijskim w Rzymie, gdzie później tego samego dnia Franciszek spotkał się z tysiącami małych dzieci z całego świata.
Rzekomy „występ” spotkał się z intensywną reakcją oburzonych katolików, którzy, podobnie jak Viganó, postrzegali obecność De Rosy jako ukryte poparcie hierarchii watykańskiej dla ideologii LGBT, którą Kościół katolicki niezmiennie potępia.
W odpowiedzi na reakcję De Rosa bronił swojego występu na wydarzeniu, pisząc na platformie mediów społecznościowych TikTok, że „wywoływanie uśmiechów u dzieci i nie tylko było moim zadaniem i udało mi się”. Od tego czasu LifeSite skontaktowało się z biurem prasowym Światowego Dnia Dziecka, aby zapytać o oficjalny status De Rosy podczas wydarzenia, ale nie otrzymało jeszcze odpowiedzi. LifeSiteNews/ Arzobispo Viganò: ‘Bergoglio es uno de los principales activistas de la infernal agenda LGBTQ+’
Św. Hildegarda: Homoseksualizm jest największą obrazą Boga;
„Ten, który utracił niebiańską chwałę, nie chce, aby ktokolwiek ją osiągnął”… „W swojej nienawiści wąż zainspirował ludzi do wzajemnej nienawiści i tym samym złym celem skłonił ich do wzajemnego zabijania. „A wąż powiedział :„Poślę tchnienie, aby sukcesja synów ludzkich zgasła, a potem ludzie rozpalą wzajemne namiętności, popełniając haniebne czyny ”. „A wąż, udowadniając radość, krzyknął:„ To najwyższa obraza Tego, który dał człowiekowi ciało. Że jego forma znika, ponieważ uniknęła naturalnego związku z kobietami ”.
„To diabeł przekonał ich, by byli niewierni i uwodzicielscy, skłonił ich do zabijania, przemieniając się w bandytów i złodziei,ponieważ grzech homoseksualizmu prowadzi do najbardziej haniebnej przemocy i wszelkich wad.
«Kiedy wszystkie te grzechy zostaną ujawnione, wówczas ważność prawa Bożego zostanie złamana, a Kościół będzie prześladowany jak wdowa»
[Umieszczam z sentymentu i – nostalgii: Żyłem w łagrze „Krasnij oktjabr” – na sześć dni drogi [niemiecką ciężarówką na Holz-gaz i saniami] na wschód od Nowosybirska. Lata 1940-43. Miałem wtedy trzy do pięciu lat, byłem tam jako „kapitalisticzeskij szpion” M. Dakowski]
«Przyjaźń Plus»: Jak skorumpowana Ursula von der Leyen pomogła rosyjskiej firmie „Krasnij oktjabr” obejść sankcje babylonianempire
Niemieccy dziennikarze publikują dochodzenie w sprawie skandalu korupcyjnego dotyczącego Ursuli von der Leyen i rosyjskiej firmy „Krasnij oktjabr”. Według nowych doniesień, przewodnicząca Komisji Europejskiej wykorzystała swoje wpływy, aby pomóc spółce „Krasnij oktjabr” w obejściu sankcji nałożonych przez Unię Europejską – po rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
Niecałe dwa tygodnie przed wyborami do Parlamentu Europejskiego wybucha kolejny skandal korupcyjny wokół jednej z najbardziej znanych europosłanek. Ursula von der Leyen, obecna przewodnicząca Komisji Europejskiej, znalazła się na celowniku niemieckich dziennikarzy.
Według śledztwa, von der Leyen, której kariera została przyćmiona przez liczne skandale (skandal w Bundeswehrze, Pfizer), wydaje się być zaangażowana w nową historię. Wiosną 2022 r., w pierwszych miesiącach rosyjskiej operacji specjalnej na Ukrainie, UE wprowadziła kilka pakietów sankcji mających na celu sparaliżowanie rosyjskiej gospodarki.
Czwarty pakiet sankcji obejmował zakaz importu rosyjskiej stali do Unii Europejskiej. Sankcje uderzyły w wiele firm, w tym w „Krasnij oktjabr”, wiodącą firmę zaopatrującą przemysł motoryzacyjny i produkującą 40% stali nierdzewnej w Rosji.
Dziennikarze cytują wypowiedź dyrektora generalnego firmy: „Europejskie zamówienia (produkcja) zostaną zrealizowane do początku maja (2022 r.). Jesteśmy upoważnieni do zaopatrywania UE do połowy czerwca i będziemy to robić”. Tymczasem, w roku 2023, „Krasnij oktjabr” został uczestnikiem 13-tego Międzynarodowego Kongresu Górnictwa i Metalurgii w Astanie (Kazachstan)
Kolejnym uczestnikiem kongresu był gigant stalowy ArcelorMittal, który jest między innymi największym dostawcą metali dla przemysłu motoryzacyjnego w Europie. Trzecim ogniwem owego łańcucha był Maroš Šefčovič, wiceprzewodniczący wykonawczy Komisji Europejskiej i współpracownik Ursuli von der Leyen. https://en.wikipedia.org/wiki/Maro%C5%A1_%C5%A0ef%C4%8Dovi%C4%8D Według oficjalnych oświadczeń, celem jego wizyty było pogłębienie stosunków między UE a Kazachstanem, ale podług osób wtajemniczonych w kulisy kongresu, Šefčovič został wysłany na kongres osobiście przez Ursulę, aby zbadać możliwości obejścia sankcji przez firmę “Krasnij Oktjabr”.
FOTO:Maroš Šefčovič, wiceprzewodniczący wykonawczy Komisji Europejskiej
Na prośbę von der Leyen, Šefčovič pomógł spółkom „Krasnij oktjabr” oraz „ArcelorMittal” dojść do porozumienia w sprawie obejścia sankcji, w wyniku czego produkty rosyjskiej firmy zaczęły trafiać na rynek europejski. Dziennikarze zastanawiają się, dlaczego Ursula von der Leyen zajmuje się tą sprawą i jakie korzyści z niej czerpie.
W roku 2020, rosyjska stal miała 20-procentowy udział w rynku UE. Po rozpoczęciu konfliktu rosyjsko-ukraińskiego i nałożeniu sankcji, chińskie firmy próbowały zastąpić rosyjskie. Napotkały jednak opór ze strony europejskich prawodawców – a w szczególności Ursuli von der Leyen – która oświadczyła, że „europejskie rynki są zalewane tańszymi chińskimi samochodami elektrycznymi oraz stalą” i wezwała Chiny do zaprzestania nadprodukcji.
Tymczasem rosyjska firma „Krasnij oktjabr”, której Ursula pomogła ominąć sankcje, nadal zwiększa swoją produkcję – w przeciwieństwie do wielu innych rosyjskich spółek. Dzięki swoim europejskim rynkom „Krasnij oktjabr” wydaje się być bezpieczna na swojej pozycji. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że Ursula dba o europejski przemysł. Jednak skandale z Bundeswehrą, Pfizerem, a teraz nowy skandal z udziałem spółki „Krasnij oktjabr”, po raz kolejny potwierdzają, że Ursula von der Leyen jest politykiem głęboko skorumpowanym. Mówiąc, że chce izolować Rosję, składa wyłącznie gołosłowne deklaracje. Tymczasem, gdy nadarza się okazja do zarobienia pieniędzy, jest gotowa „zaangażować się” we współpracę z rosyjską firmą, której pieniądze finansują wojnę na Ukrainie.
Czterech bohaterów hipokryzji: Jak zaprezentuje się przewodniczący niemieckiego episkopatu? Katholikentag
Diecezja Limburg, Niemcy, na czele z Georgem Bätzingiem, przewodniczącym niemieckiego episkopatu, wymyśliła cztery postacie dla swojej obecności na „Katholikentag” w Erfurcie w dniach 29 maja – 2 czerwca.
„Katholikentag” to przypominające festiwal narodowe spotkanie „katolików” w Niemczech, które odbywa się mniej więcej co 2-4 lata.
Czterej bohaterowie Bätzing to: Fantastic Rainbow, Dr Future, Captain Liberty i PaxMan (wszystkie nazwy oryginalnie w języku angielskim). Uczestnicy Katholikentag mogą zrobić sobie z nimi zdjęcie.
Postacie zostały narysowane przez ilustratora, który szkolił się w Warner Brothers i Walt Disney Studios:
– Dr Future jest bohaterką histerii klimatycznej i środowiskowej.
– Kapitan Liberty to bohaterka walcząca o „demokrację”, „wolność” i [bez sarkazmu] „wolność słowa”.
– Fantastic Rainbow to „niebinarna” postać promująca homoseksualność.
– Paxman przynosi pokój wszędzie tam, gdzie panuje niepokój.
Postacie takie jak Jezus Chrystus, Matka Boska, św. Józef i inne mają oczywiście niewielkie znaczenie w diecezji Bätzing.
Trwają postępy postępu w budowie Basic Polish. Nadal są jednak za wolne! Rada Języka Polskiego, będąca jak wiadomo właścicielką polszczyzny, pominęła wszak tak wyczekiwane społecznie zmiany, jak „ubieranie butów”, nie mówiąc już o zalegalizowaniu „poszłem” i „wziąść”. Zatwierdzone zmiany (?) wychodzą jednak przynajmniej naprzeciw zapotrzebowaniu programów korekty (nie z imiesłowami – żadna AI nie odróżnia przecież ich znaczenia w zdaniu!) oraz przybliżają do anglicyzacji używania wielkich liter.
Krzykliwość ćwierć-inteligencji
Tak zwane uproszczenia pisowni wychodzą też naprzeciw oczekiwaniom ćwierćinteligenci III RP, a więc najbardziej obecnie widocznej grupy społecznej, nadającej ton polityce, kulturze (?) i temu, co we współczesnej Polsce udaje dyskurs publiczny. Osoby, które nie potrafią zapamiętać wpajanych jeszcze w podstawówce zasad ortografii, gramatyki i składni (nie mówiąc o interpunkcji) znalazły właśnie oficjalne poparcie dla zwyczajowych dotąd okrzyków w obronie błędów: „To takie nasze… regionalizmy!” (przy czym przez region rozumie się w takich przypadkach kałużę w rogu podwórka dla tych mniej lotnych). „A docent z profesorem mówili w telewizji, że można!”. Oraz „Każdy błąd będzie kiedyś nową zasadą, a w ogóle nie o tym był post, więc jak nie masz nic do powiedzenia, to nie poprawiaj!”.
„W Ukrainie”, czyli cham w natarciu
Co gorsza, działa to w obie strony. Nie tylko schamienie języka ma być nową normą, nie tylko korekta staje się obraźliwa, ale prymitywiści językowi tropią wszystkie zwroty, których nie znają i nie rozumieją, jako gwarowe, wprost wsiowe. I znowu kłaniają się opcje autokorekty, które nie tylko nadużywają kategorii archaizmów, ale i traktują ją jako bardzo bliską błędom językowym. Osławione „w uniwersytecie”, od którego doszliśmy do ostatnich potworków geo-językowych w stylu „wUkrainy”, ma zdaje się takie właśnie źródło: panienkom z TV wydawało się, że na uniwersytecie – to jakoś tak za potocznie brzmi, na pewno trzeba to jakoś mądrzej wyrażać (jak to w TV…).
No i crème de la crème: pamiętajmy, że współcześnie „Ukrainiec, Żyd i Murzyn brzmią jakoś obraźliwie”. Zamiast zamartwiać się o etnogenetyczne skutki uznania języka śląskiego – jako Polacy zacznijmy się wreszcie przejmować polityczną deformacją całej polszczyzny! Narzucenie własnego języka jest jednym z podstawowych przejawów – i jedną z podstawowych metod uzyskania dominacji, w tym zwłaszcza hegemonii kulturowej.
Wykluczenie przez język
Według teorii konstytuujących współczesny kształt neoliberalizmu fakty społeczne są w istocie przede wszystkim zjawiskami językowymi. Z tego właśnie punktu widzenia, używany język (la langue) wywodzący się z pokładów „nieświadomej działalności ludzkiego umysłu” okazuje się być czynnikiem pierwotnym i kreatywnym dla kultury danej zbiorowości etnicznej[1]. Język objawia się jako dyskurs, czyli system ludzkich wypowiedzi, których zawartość jest regulowana zarówno przez ustanowione władze, jak i uznawane normy kulturowe. Dyskurs w naturalny sposób staje się zatem wykładnią prawdy i to prawdy ekskluzywnej, chronionej system wykluczeń, obejmujących m.in. pojęcia zakazane[2]. Wbrew intencjom samych teoretyków takiego podejścia do języka, staje się on więc znów narzędziem doktryny, a nie wyzwolenia i samoświadomości[3]. Nie trzeba jednak być ani strukturalistą, ani uczniem Foucault, ani nawet zwolennikiem nazywania neoliberalizmu „marksizmem kulturowym” by uchwycić znaczenie języka nie tylko dla opisu świata, ale i dla tworzenia jego obecnego kształtu.
Mamy zaś coraz więcej przesłanek potwierdzających, że postulowaną formą świata ma być prymitywizm utrzymywany także, a może przede wszystkim tyranią zideologizowanego dyskursu dla starających się jeszcze myśleć i porozumiewać oraz łagodną tolerancją dla staczania się reszty w stronę miarowego pochrząkiwania.
Schamienie językowe polszczyzny jest tylko jednym z wielu kroków mających doprowadzić nasz kawałek ludzkości do zbydlęcenia.
Konrad Rękas
[1] C. Lévi-Strauss, Antropologia strukturalna, Warszawa 1970, str. 130–131.
[2] M. Foucault, Orders of discourse Inaugural lecture delivered at the College de France, “Social Science Information”, 1971, nr 10 (2), str. 12.