Redakcja nto dotarła do nagrania, w którym poseł Polski 2050 Adam Gomoła nakłania jednego z polityków do wpłaty 20 tysięcy złotych na konto prywatnej firmy szefowej swojego sztabu wyborczego.
Polityk zabiegał o pierwsze miejsce na liście wyborczej. Koalicjanci Trzeciej Drogi mówią o niedopuszczalnym „handlu”. I przekonują, że po ujawnieniu takiego skandalu parlamentarzysta powinien zniknąć z życia publicznego.
Pieniądze na konto firmy 22-latki
Rozmowa miała miejsce w połowie lutego, jeszcze przed zamknięciem list do wyborów samorządowych. Na nagraniu słychać głos posła Adama Gomoły, najmłodszego polskiego parlamentarzysty, lidera opolskich struktur Polski 2050. Gomoła tłumaczy kandydatowi jak ominąć limit finansowania kampanii wyborczej i zaleca wpłatę pieniędzy na konto prywatnej firmy.
Chodziło o kwotę 20 tysięcy złotych. Suma ta miała być przekazana bezpośrednio na konto firmy „Carrington Media&Event” prowadzonej przez 22-letnią Barbarę Łabędzką, szefową sztabu partii Szymona Hołowni na Opolszczyźnie, bliskiej współpracownicy posła.
Aby uzasadnić wpłatę, przygotowano umowę, która zakładała świadczenie usług konsultingowych w zakresie wizerunku, w tym „przygotowanie raportów na temat efektów przeprowadzonych działań”.
Taki dokument, obejmujący okres świadczeń usług konsultingowych od lutego do maja, otrzymał do podpisania mężczyzna, którego Gomoła rozważał jako lidera listy do samorządu. W rzeczywistości wpłacone 20 tys. zł miały iść nie tyle na same usługi konsultingowe co na promocję komitetu w regionie.
Co istotne, w treści umowy nie wspomniano ani słowem o kampanii wyborczej ani wyborach samorządowych. Mimo że na nagraniu słychać, jak poseł Adam Gomoła sugeruje kandydatowi, by to właśnie w taki sposób rozwiązać kwestię finansowania działań kampanijnych.
Poseł Polski 2050: „To u nas powszechne”
Na wątpliwości kandydata, czy to odpowiedni sposób na wsparcie kampanii, Gomoła odpowiada krótko: „W wyborach parlamentarnych też takie umowy podpisywaliśmy”.
W dalszej części rozmowy kandydat coraz wyraźniej zaznacza swoje opory przed uczestnictwem w proponowanej przez posła Gomołę konstrukcji finansowej. Wyznaje, że po głębszym zastanowieniu boi się w tym uczestniczyć z uwagi na odpowiedzialność prawną.
– Mam rodzinę do stracenia – mówi do Gomoły.
Młody poseł próbuje jednak uspokoić kandydata, argumentując, że podpisywanie umów konsultingowych jest powszechną praktyką w jego otoczeniu politycznych.
– Na kluczowych miejscach często się tak dzieje – twierdzi poseł Polski 2050.
Jak wynika z treści nagrań, 20 tysięcy złotych wpłacone na konto szefowej sztabu miało posłużyć do sfinansowania kampanii partii. Jak chciano tego dokonać? Dlaczego ominięto przy tym obowiązujące procedury?
Wiemy jedynie, że kandydat, któremu to zaproponowano, ostatecznie nie wpłacił żadnych pieniędzy na konto Barbary Łabędzkiej. I ostatecznie „jedynki” na liście Polski 2050 nie otrzymał.
Poniżej stenogram nagrania z udziałem posła Adama Gomoły:
Kandydat: Wiesz co, ja to tak przemyślałem trochę szerzej niż wczoraj. Bo wczoraj tak jakby, wiesz, nie zareagowałem szybko. Jakby nie zdążyłem tego przemyśleć, ale ja mam od wczoraj taki niepokój. Ta umowa jest nie do obrony, to jest 20.000 zł w okresie kampanii na jakieś usługi wizerunkowe. No, ale jakie usługi? To jest nie do obrony, w razie czego to są totalne kłopoty.
Adam Gomoła: Wiesz co, bo ten konsulting, no to zawsze masz, wiesz, możliwość dodzwonienia i tak dalej. To, to nie jest nic dziwnego. Myśmy jako kandydaci w wyborach parlamentarnych też takich dużo umów podpisywali. Jak sobie porównujesz z wyborami parlamentarnymi, to w tych kluczowych miejscach no to, to często takie rzeczy się dzieją obok kampanii jeszcze, czy przed kampanią, czy w trakcie, jakieś dłuższe okresy.
Kandydat: Ja bym wolał normalnie to, wiesz, no, normalnym trybem działać. No, bo firmy nie znam. Barbara Łabędzka, ja nie wiem, kto to jest, więc, no, jakby to wszystko jest poukładane w czasie, są zatwierdzone listy, jest konto komitetu, wpłaca się na komitet.
Adam Gomoła: Tak, tylko masz limity, wiesz o tym.
Kandydat: No, ale to to chyba większe są, nie? Gdzieś z 60.000 tys. zł, tak mi się coś obiło o uszy.
Adam Gomoła: No nie, właśnie, na kandydatów do sejmiku są trochę mniejsze. Wiesz, ja myślę, że mamy to do przeliczenia, yy, ale ten, yy, ale no, jakby ja się boję, że wiesz, że tu z tym limitem będzie, będzie problem. Po prostu.
Kandydat: No, wiesz, ja bym wolał płacić jakby za siebie. Nie chcę sponsorować kogoś czy czegoś. Nie wiem tak w zasadzie na co takie pieniądze idą, Adam.
Adam Gomoła: To jest osoba, która szefuje naszemu sztabowi, więc i tak te pieniądze są koniec końców wydawane na promocję komitetu w regionie, no.
Kandydat: Ja bym chciał, Adam, żeby to było wszystko, jakby zgodnie z prawem, tak, jak to w kampanii się, wiesz, odbywa. Ja mam rodzinę. Ja nigdy takich rzeczy nie robiłem, nie wpadałem na taki pomysł. Chcę żeby to było wszystko po prostu, no, przejrzyste i czyste, nie. Inaczej jakby nie wezmę w tym udziału. Mam za dużo do stracenia, ja nie będę ryzykował jakichś działań takich, powiedzmy, kontrowersyjnych.
Adam Gomoła: Yyyyy…
Kandydat: Jak będzie zatwierdzona lista, chcesz, żebym był na jedynce, będzie zatwierdzona lista, będę na tej liście, wpłacę na komitet, no i robimy kampanię.
Adam Gomoła:Dobra, zobaczę, jak z tymi limitami. Dobra, jeżeli limity będą okej, to możemy tak to zrobić. No, tylko mnie tutaj trzymają limity, limity finansowania.
Szefowa sztabu wyborczego wstydzi się funkcji?
Kluczową rolę w tym procederze miała odegrać 22-letnia Barbara Łabędzka, która jest szefową sztabu wyborczego Polski 2050 na Opolszczyźnie. Wcześniej była przewodniczącą samorządu uczniowskiego III LO w Opolu – czyli tego samego liceum, do którego uczęszczał Gomoła.
Po raz pierwszy rozmawialiśmy z nią podczas zbierania informacji do poprzedniego artykułu o kryzysie w lokalnych strukturach Polski 2050. Łabędzka kategorycznie zaprzeczyła, żeby szefowała kampanii. Nerwowo pytała dziennikarza, skąd posiada takie informacje.
W dalszej części rozmowy Łabędzka sama przyznała jednak, że zajmuje się „sprawami kadrowymi” i polityką informacyjną kampanii wyborczej. Gdy próbowaliśmy się dowiedzieć szczegółów tej współpracy, usłyszeliśmy od niej, że jest to „zamówienie zewnętrzne”, a „pytania mamy sformułować na piśmie”. Gdy to zrobiliśmy, żadnej odpowiedzi nie otrzymaliśmy.
Po wcześniejszych publikacjach dotyczących zarządzania partią przez Gomołę, skontaktowali się z naszą redakcją działacze partyjni, którzy potwierdzili nam, że Łabędzka rzeczywiście jest szefową sztabu.
– Naprawdę nie rozumiem, dlaczego wstydziła się o tym powiedzieć. Przecież to żadna tajemnica. Może chodziło o to, że Adam (Gomoła – przyp. red.) nie wiedział, że Basia wcześniej angażowała się w młodzieżówkę PiS-u? Lub wiedział i czuł, że obciąży to całą partię – wyjaśnia jeden z działaczy.
Polityk potwierdził nam, że Łabędzka przedstawia się w e-mailach słanych kandydatom na radnych jako szefowa sztabu, tak też na nagraniu tytułuje ją sam Gomoła. Nie wiemy jednak na jakiej zasadzie jest zatrudniona w partii, czy pobiera za to wynagrodzenie (a jeśli tak, to jakiej wysokości) ani czy nadal jest członkiem Forum Młodych PiS?
Tajemniczy inwestor miał sfinansować działania sztabu
Łabędzka pojawiła się w partii krótko przed wyborami parlamentarnymi. Po zdobyciu przez Gomołę mandatu posła, została przez niego namaszczona na „architekta” tego politycznego sukcesu. Ku zdziwieniu osób, które w kampanii pracowały od początku.
– O pani Łabędzkiej dowiedzieliśmy się po wyborach. Adam Gomoła poinformował jedynie zarząd partii, że ta pani teraz z nim współpracuje, a dla nas korzystnie będzie, jak ją zatrudnimy do koordynacji wyborów samorządowych – mówi Piotr Sitnik, były szef wojewódzkich struktur partii Szymona Hołowni na Opolszczyźnie.
Naciski na zatrudnienie Łabędzkiej – jak się okazało – były jednym z powodów, dla których trzech z pięciu członków zarządu wojewódzkiego zdecydowało się w lutym br. opuścić szeregi partii. Oprócz Sitnika odeszła także sekretarz Aleksandra Pawlik oraz skarbnik Karolina Sabok.
– Nasze pierwsze pytanie do posła Gomoły dotyczyło tego, w jaki sposób sfinansujemy pracę pani Łabędzkiej. Usłyszeliśmy od niego, że będzie jakiś sponsor, który wpłaci na kampanię. Wiedziałem już wówczas, że nie chcę w tym projekcie dłużej uczestniczyć, bo robi się nieprzyjemnie. Jakieś umowy, tajemniczy sponsorzy, brak kontroli nad tym, co dzieje się w partii. Zostając, ryzykowalibyśmy, że ta sprawa nas pogrąży. Gdyby finansowanie szefowej sztabu było w pełni przejrzyste, byłoby wszystko w porządku. Gdyby jednak wyszły jakieś nieprawidłowości, jako zarząd partii ponieślibyśmy za to odpowiedzialność – wyjaśnia Piotr Sitnik.
Były szef struktur podkreśla, że w takiej sytuacji rezygnacja z partii była jedynym rozwiązaniem.
W rozmowie z nto Sitnik wraz byłą sekretarz Aleksandrą Pawlik oraz skarbnik Karoliną Sabok potwierdzają, że dotychczasowy zarząd dokładnie wyartykułował posłowi Gomole swoje zastrzeżenia. A uwagi dotyczące umowy z firmą Łabędzkiej przechyliły szalę oraz zdecydowały o odejściu części zarządu z partii. Jak przyznają zgodnie byli członkowie – nie akceptowali tego typu postępowania.
– Ostatecznie nie wiem, czy udało się znaleźć tego tajnego sponsora, ani czy coś wpłacił. Nie mam pojęcia, jak się ta sprawa zakończyła, ponieważ nie należałem już wtedy do Polski 2050 – przyznaje Sitnik.
Na co miało być wydane 20 tysięcy złotych?
Kwestie finansowania kampanii wyborczej oraz limitów wpłat i wydatkowania przewijają się w nagraniu kilkukrotnie.
Dlaczego poseł Gomoła sugerował, aby pieniądze na kampanię wpłacić z pominięciem komitetu wyborczego? W rozmowie z kandydatem argumentował to rzekomymi limitami. Nie dał się nawet przekonać, gdy usłyszał, że limit wpłat wynosi 60 tys., przy czym kandydat miał przekazać zaledwie 20 tys.
W rzeczywistości limit wpłat na rzecz komitetu wyborczego wynosi 63 tys. 630 zł. I nie ma znaczenia, czy wpłatę dokonuje osoba wchodząca w skład komitetu wyborczego, sympatyk partii czy kandydat w wyborach.
Drugim zagadnieniem, o które mogło chodzić Gomole, jest limit wydatkowania. Komitety wyborcze mogą bowiem wydawać na kampanię wyborczą wyłącznie kwoty ograniczone limitem wydatków. Te limity ustala się oddzielnie dla każdego komitetu wyborczego. W przypadku listy Trzeciej Drogi, która zarejestrowała listy w całym województwie, limit ten – jak słyszymy od osób zajmujących się wydatkowaniem kampanii – byłby praktycznie nie do przekroczenia.
Gomoła nie przyznaje się do składania niemoralnych propozycji
Nasze ustalenia postawiliśmy skonfrontować z posłem Gomołą. Poinformowaliśmy go, że posiadamy informacje o składaniu przez niego propozycji kandydatowi, którego namawiał do wpłacenia pieniędzy na kampanię poza oficjalnym komitetem.
Poseł Gomoła stwierdził, że „nic takiego nigdy nie miało miejsca”. A kwestie dotyczące zawierania umów z kandydatami są mu obce. Kategorycznie zaprzeczył, aby posiadał wiedzę w tym zakresie.
Gdy zadaliśmy pytanie, czy Łabędzka jest faktycznym szefem sztabu, usłyszeliśmy od Gomoły, że… nie wie. Później doprecyzował jednak, że… nie wie na jakich zasadach.
Wobec tego przedstawiliśmy posłowi fragmenty nagrania. W rozmowie stwierdził jednak, że „nie przypomina sobie żadnej takiej rozmowy”.
Co dalej z koalicją Trzeciej Drogi na Opolszczyźnie?
Dalszej współpracy z Adamem Gomołą nie wyobrażają sobie jego koalicjanci z PSL, z którymi tworzą koalicję Trzeciej Drogi. Marcin Oszańca, prezes PSL na Opolszczyźnie nie pozostawia w tej kwestii złudzeń.
– Ciężko mi uwierzyć, jeśli to wszystko okaże się prawdą, że dyskusja o starcie w wyborach może być przedmiotem handlu. Takiej sytuacji, od kiedy jestem w polityce, ani nie widziałem, ani o niej nie słyszałem, ani do głowy by mi nie przyszło, żeby posunąć się do takich rozwiązań. To jest skandal, po którym każdy polityk powinien zniknąć z życia publicznego – mówi prezes Oszańca.
Szef ludowców w regionie nie zamyka jednak drzwi przed współpracą z „Polską 2050” jako całością.
– Nie wyobrażam sobie możliwości współpracy z kimś, kto dopuszcza się takich czynów. Natomiast w Polsce 2050 jest wielu wartościowych ludzi. Cała idea projektu koalicji i współpracy z nimi jest słuszna, co pokazały wybory 15 października, jak i dotychczasowa współpraca w tej kampanii – przyznaje.
Oszańca podkreśla, że pomimo kontrowersji wokół posła Adama Gomoły, nie można zapominać o wartościach i celach, które przyświecają całemu projektowi Trzeciej Drogi.
– W każdej rodzinie znajdzie się jakaś czarna owca, ale nie można oceniać całej rodziny przez perspektywę tej jednej osoby – dodaje prezes PSL na Opolszczyźnie.
W czwartek 30 listopada pseudo-papież przyjął członków Międzynarodowej Komisji Teologicznej. Celowo podkreślił, że nie podoba mu się, że jest wśród nich tylko pięć kobiet, dodając: „Kobiety mają inną zdolność do refleksji teologicznej…”.
Bergoglio celowo promuje zgubną feminizację na kluczowych stanowiskach w Kościele, mimo że na świecie przyniosło to już niszczycielskie konsekwencje dla społeczeństwa, kobiet i rodzin.
Cytat Bergoglio:„Kościół jest kobietą. A jeśli nie zrozumiemy, kim jest kobieta lub czym jest teologia kobiety, nigdy nie zrozumiemy, czym jest Kościół”.
Bergoglio jako fałszywy prorok (Ap 16) przedstawia nowy paradygmat dotyczący Kościoła. Rzekomo „nigdy nie zrozumiemy, czym jest Kościół, jeśli nie zrozumiemy, czym jest kobieta”. Ale wtedy ani apostołowie, ani prorocy, ani nauczyciele Kościoła w ogóle nie rozumieli, czym jest Kościół. Dopiero teraz Bergoglio zrozumiał teologię kobiety – tej, która siedzi na bestii (Ap 17), a tym samym zrozumiał antykościół, synagogę szatana. Wskazuje do niej nową, synodalną drogę, poprzez precedensowe poświęcenie się szatanowi w Kanadzie w 2022r, promowanie sodomskiej antyewangelii i intronizację kobiety – bałwana Pachamamy w bazylice św. Piotra. Teologia tej kobiety, którą Bergoglio zrozumiał, jest całkowitym i oczywistym odstępstwem od Chrystusa a drogą do antychrysta. Bergoglio powinien wiedzieć, że Kościół jest Mistycznym Ciałem Chrystusa, a nie kobietą.
Bergoglio ma jasny cel – przemienić Kościół w synagogę szatana. Na tym właśnie polega esencja fałszywego mistycyzmu Bergoglio i jego pseudoobjawienia teologii kobiet. Biblia pisze o niej: „Niewiasta była odziana w purpurę… Miała w swej ręce złoty puchar pełen obrzydliwości i brudów swego nierządu.… I ujrzałem niewiastę pijaną krwią świętych i krwią świadków Jezusa” (Ap 17:3-6).
Cytat Bergoglio: „Jeden z naszych wielkich grzechów to męska dominacja w Kościele . I nie rozwiąże się tego drogą służbową; to jest coś innego. Rozwiązuje się to w sposób mistyczny, królewski”.
Fałszywy prorok Bergoglio wymyśla nowe wielkie grzechy, do których zalicza dominację mężczyzn w Kościele. Z drugiej strony do nieba wołającego grzechu sodomii za grzech nie uważa a nawet opowiada się za błogosławieniem grzesznych związków sodomitów. Twierdzi, że tzw. grzech męskiej dominacji w Kościele można rozwiązać w sposób mistyczny. W rzeczywistości ta mistyczna droga synodalna LGBTQ jest utratą rozsądku i zaprzeczeniem Bożych praw i przykazań. Bergogliowa tak zwana królewska droga prowadzi do wiecznego potępienia. Ewangelia przed nią ostrzega (Mt 7:13).
Co oznacza zasada Piotrowa i zasada Maryjna w heretyckim myśleniu Bergoglio? Czy ma już wizję, że w przyszłości nawet Stolicę Piotrową będzie reprezentować kobieta? Prawdziwa zasada maryjna jest diametralnie sprzeczna z Bergogliową feminizacją i propagowaniem LGBTQ. Matka Jezusa nazywa siebie służebnicą Pańską (hé dúlé Kyriú) i jest wzorem do naśladowania dla każdej chrześcijanki a to w pokorze, przestrzeganiu przykazań Bożych i prawdziwej pobożności. Współczesne feministki, lesbijki i transseksualiści, które Bergoglio promuje i uprzywilejowuje, nie mają nic wspólnego z maryjną zasadą posłuszeństwa Bogu i Jego przykazaniom.
Apostoł mówi: „Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się. Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem, lecz chcę, by trwała w cichości. Albowiem Adam został pierwszy ukształtowany, potem Ewa. I nie Adam został zwiedziony, lecz zwiedziona kobieta popadła w przestępstwo” (1 Tm 2:11-14). „Obawiam się jednak, ażeby nie były odwiedzione umysły wasze w taki sposób, jak w swojej chytrości wąż uwiódł Ewę” (2 Kor 11:3).
Cytat Bergoglio: „Istnieją dwie zasady. Maryjność jest ważniejsza niż Piotrowość, ponieważ jest tam Kościół jako oblubienica, Kościół jako kobieta, bez męskości”.
Prorok Izajasz oceniłby pseudo-mistyczne wypowiedzi Bergoglio słowami: „Przykazanie za przykazaniem, przepis za przepisem,trochę tu, trochę tam” (Iz 28:10). Bergoglio lubi wprowadzać taki chaos. Używa w nim manipulacji psychologicznej, aby promować to, czego chce – teraz wyświęcanie kobiet. Jego celem jest osiągnięcie wewnętrznej destrukcji w Kościele.
Bergoglio wypowiada te głupie stwierdzenia już po wydaniu motu proprio „Ad theologiam promovendam”, w którym jasno stwierdził, że chodzi mu głównie o zmianę paradygmatu.
Na końcu motu proprio Bergoglio napisał: „Nakazuję, aby wszystko, co zarządziłem w niniejszym Liście Apostolskim motu proprio, miało wartość stałą i trwałą, niezależnie od wszelkich przeciwnych okoliczności”.
Tym stwierdzeniem praktycznie niszczy całą dotychczasową naukę Kościoła opartą na Ewangelii i Tradycji.
Na koniec pseudopapież zakończył swoje spontaniczne przemówienie słowami:
„Pytacie mnie: dokąd prowadzi ta dyskusja? Do wyeliminowania męskiej dominacji w Kościele!”
Bergoglio sam odpowiedział na pytanie. Chodzi mu o promowanie feministek, lesbijek i transseksualistów na kluczowe stanowiska w Kościele.
Jezus powierzył urząd pasterski swoim dwunastu apostołom, a nie kobietom. W ten sam sposób ustanowił głową Kościoła Piotra, czyli mężczyznę, a nie kobietę.
Bergoglio chce ustanowić w swoim antykościele władzę apokaliptycznej nierządnicy (Ap 17). Aby przemienić Kościół katolicki w synagogę szatana z duchem antychrysta, mają mu posłużyć trzy główne środki:
Pierwszym jest zniesienie hierarchicznej struktury Kościoła.
Bergoglio dąży do zniesienia władzy biskupiej, wprowadzając tzw. rady synodalne (duszpasterskie), którym przyznano najwyższe kompetencje, co widać już w Niemczech. Władzę w Kościele przejmują głównie sodomici, lesbijki, transseksualiści i tym podobni. Będą operować pojęciami i zwrotami religijnymi i zmuszać każdego kapłana i ostatniego wierzącego do przekształcenia Chrystusowej nauki o zbawieniu w tzw. drogę synodalną z antyprawami i duchem antychrysta. To jest droga do wiecznej zagłady.
Ale największą tragedią nie jest Bergoglio z programem kościelnego samobójstwa, ale biskupi i księża, którzy nie potrafią oddzielić się od tego arcyheretyka i przestać wspominać go w Liturgii! Ślepo powtarzają: nie możemy rozbić jedności, bo będziemy wyglądać jak schizmatycy i rozłamowcy. Jest to zdrada Chrystusa i Kościoła, prowadząca do samozagłady urzędu Piotra. Tak naprawdę dzisiaj Kościół nie ma papieża, jest stan sede vacante, bo osoba, która wykluczyła się z Kościoła, nie może być jego głową. Tak naucza św. Bellarmin oraz inni nauczyciele i Ojcowie Kościoła.
Drugim środkiem jest legalizacja sodomii, powiązana z błogosławieństwem związków sodomitów. To jest odstępstwo i publiczny bunt przeciwko Bogu!
Trzecim środkiem jest święcenie kobiet. Ale to już koniec sakramentu kapłaństwa i świętej Liturgii.
Bergoglio nie ustępuje, bezczelnie i stopniowo wprowadza swoje herezje do całego Kościoła. Stosuje trik, o którym mówi kardynał Müller. Wprowadza w życie herezje i obłudnie odwołuje się do duszpasterstwa. Na poważne zastrzeżenia nie reaguje. Kiedy herezje ucieleśniają się i nic nie można zrobić, wydaje wiążący dokument heretycki dla całego Kościoła. Wtedy ten zbrodniczy bunt przeciwko Bogu każdy musi zaakceptować pod fałszywym posłuszeństwem. Bergoglio może dokonywać tych oszustw, bo biskupi nie wypełniają swojego głównego obowiązku, jakim jest ponoszenie współodpowiedzialności za cały Kościół. Zaniedbują obronę nauk Chrystusa przed heretykiem. Dziś właściwą reakcją jest oddzielenie się wraz ze swoją diecezją od heretyckiej LGBTQ drogi synodalnej.
Instrukcje odrodzenia Kościoła katolickiego są proste:
1) Biskup i jego diecezja odłączą się od arcy-heretyka Bergoglio i jego sekty. To jest jego święty obowiązek.
2) Niech kapłani ustanowią system uczniowstwa. Niech w każdym tygodniu znajdą półtora dnia na modlitwę, Słowo Boże i braterską wspólnotę w grupach liczących od czterech do siedmiu księży. Po pewnym czasie wybiorą w swojej parafii 4-7 mężczyzn, z którymi będą się modlić po dwie godziny raz w tygodniu. Przez około godzinę będą się z nimi dzielić aktualnymi doświadczeniami z walki duchowej. Ci ich uczniowie będą filarami parafii i pozyskają innych uczniów.
To jest droga do wewnętrznego i zewnętrznego odrodzenia Kościoła.
Rumunia zgłosiła przekroczenie najwyższych dopuszczalnych poziomów (NDP) pozostałości substancji czynnej – chloropiryfosu, w jabłkach pochodzących z Ukrainy.
Do unijnej bazy RASFF po raz kolejny trafiło powiadomienie w związku z ukraińskimi jabłkami.
7 marca na granicy w Rumunii w trakcie kontroli jabłek z Ukrainy stwierdzono w nich znaczne przekroczenie NDP pozostałości pestycydu – chloropiryfosu.
Badania analityczne wykazały pozostałości pestycydu na poziomie 0,057±0,029 mg/kg – ppm. Nie wiadomo co stanie się z partią owoców, czy towar zostanie zwrócony, czy może zutylizowany.
Faktem jest, że jest to kolejna sytuacja w której jabłka z Ukrainy mają w sobie przekroczenia pozostałości. W lutym Rumunia zgłosiła w partii jabłek z Ukrainy przekroczenia maksymalnej ilość pozostałości propargitu. Również w lutym w kontrolowanej partii suszonych jabłek z Ukrainy wykryto przekroczenie chloropiryfosu.
Skandal korupcyjny. Politycy „zarabiali” krocie na COVID. Prawda wyszła na jaw – ale w Hiszpanii. Kiecy ujawnią w Polsce?
[A w Polsce aż się gotuje. Sprawa respiratorów od „narciarza”, czy ogromnych zakupów szpryc od konkretnych FIRM. Łukasz Sz., trzymaj się !! Pegasus cię widzi. Nie zapomnij szczoteczki do zębów! md]
Po wielu miesiącach od ogłoszonej pandemii koronawirusa w Hiszpanii wybuchł skandal korupcyjny związany z zakupami maseczek. Na covidzie dorabiali się politycy ze środowiska socjalistycznego premiera Pedro Sancheza.
Afera wyszła na światło dzienne w związku z użyciem szpiegowskiego oprogramowania.
Kongres Deputowanych, niższa izba parlamentu Hiszpanii, zatwierdził utworzenie komisji śledczej służącej zbadaniu afery, która potocznie nazywana jest „Sprawą Koldo”.
W aferę korupcyjną wplątanych jest co najmniej kilkanaście osób, w tym m.in. Jose Luis Abalos, który w pierwszym rządzie szefa socjalistów (PSOE) pełnił w latach 2018-2020 funkcję ministra rozwoju, a w jego drugim gabinecie był w latach 2020-2021 szefem resortu ds. transportu, mobilności i spraw miejskich.
Według śledczych, na których powołuje się dziennik „El Independiente”, skandal związany z pobieraniem łapówek za zamawiane przez państwo maseczki koncentruje się na byłym doradcy rządu Sancheza Koldo Garcii. Uzyskane dzięki schematowi korupcyjnemu wielomilionowe środki miał on inwestować w nieruchomości.
Proceder został potwierdzony m.in. za pośrednictwem nagrań wykonanych za zgodą Krajowego Sądu Karnego i Administracyjnego dzięki oprogramowaniu szpiegowskiemu. Hiszpańskie służby podsłuchiwały nim Garcię, Abalosa, a także kilka innych osób z szeregów partii premiera Sancheza.
Według hiszpańskiej prokuratury Koldo Garcia oraz sześć innych osób „utworzyło grupę przestępczą” czerpiącą w sposób nielegalny korzyści finansowe z obrotu maseczkami ochronnymi podczas Covid.
Dziennik „El Pais” ustalił z kolei, były doradca rządu Sancheza wpadł głównie dzięki dużym wpływom na swoje konta bankowe, których nie potrafił uzasadnić.
Wykryta afera komplikuje niełatwą sytuację trzeciego rządu Sancheza, który w parlamencie utrzymuje większościowe poparcie tylko dzięki separatystycznej partii Razem dla Katalonii (Junts), kierowanej przez ściganego przez hiszpański wymiar sprawiedliwości Carlesa Puigdemonta.
Nie można rozprawiać o propagandzie i dezinformacji lat 70. bez przywołania kultowego dziś obrazu traktującego o aferze Watergate, którą oczywiście zgodnie z ówcześnie obowiązującą narracją, przedstawił film „Wszyscy ludzie prezydenta”. Jest to dzieło z kanonu thrillerów politycznych. Reżyserii podjął się Alan J. Pakula, a w role pary dziennikarzy Washington Post, odkrywających zawiłości afery, wcielili się doskonali aktorzy – Robert Redford i Dustin Hoffman, ugruntowując tym samym swoje zawodowe pozycje na lata.
Zwróćmy w tym miejscu uwagę na pewną, zaskakującą zbieżność, gdy przypomnimy sobie wcześniej omawiany film „Czwarta władza”, również traktujący o działalności tej gazety. Do obu tych filmów zaangażowano ludzi o ogromnym dorobku zawodowym, gwarantujących nie tylko sukces kasowy, ale przede wszystkim pewność, że żaden nie wyrwie się z ustalonych ram scenariusza, a nazwiska odtwórców głównych ról uwiarygodnią przedstawiane na ekranie wydarzenia.
Tak to już działa, a przekonać się o tym mogą kolejne pokolenia polskiej młodzieży (i nie tylko) oglądającej z wypiekami na twarzach powtórki przygód czterech, dzielnych pancerniaków wyzwalających nasze ziemie spod jarzma okupanta, czy niesamowite przeżycia polskiego oficera, pracującego dla bratniego wywiadu w mundurze kapitana Abwehry. Oba te seriale niewiele mają wspólnego z rzeczywistością historyczną, ale zdobywają sobie serca kilku już generacji widzów, bo zostały zrealizowane perfekcyjnie, a grający w nich aktorzy zyskali niespotykaną w polskim kinie popularność, którą zresztą profesjonalnie podkręcano robiąc z ich udziałem nie tylko szereg spotkań, ale wręcz masówek. Te, z kolei, nakręcały zainteresowanie tych, którzy jeszcze nie zdołali ich obejrzeć. Widzowie utożsamiają aktorów z odtwarzanymi przez nich postaciami i jeśli ich wizerunek jest pozytywny, to akceptują bez namysłu przedstawiane przez nich wersje wydarzeń, przyjmując je za oczywiste i jedynie słuszne. Pamiętamy słynne już powiedzenie Lenina, że film jest najważniejszą ze sztuk. Spadkobiercy jego idei, niezależnie od miejsca pracy, udowodnili to tysiące razy.
W filmie „Czwarta władza”, wyreżyserowanym przez Stevena Spielberga, zagrały ikony kina, Meryl Streep i Tom Hanks. Film otrzymał nominacje do Oscara i Złotego Globu, obwołano go najlepszym filmem 2017 r. Kosztował 50 mln dolarów. Z kolei film „Wszyscy ludzie prezydenta” zdobył 4 Oscary oraz 15 innych nagród, w tym oczywiście tytuł filmu roku. Jego budżet wyniósł 1,5 mln dolarów, ale było to 40 lat wcześniej.
Miał premierę w r. 1976, choć powstał na kanwie książki (The Worst and the Dumbest), która w rękopisie była gotowa już na przełomie lat 1972/73. Napisali ją obaj dziennikarze tropiący aferę dla Washington Post, Bob Woodward i Carl Bernstein. Początkowo miało to być studium psychologiczne dwóch najbliższych współpracowników Nixona, którymi byli John Mitchell i Gordon Liddy. Pierwszy był prokuratorem generalnym USA podczas obu kadencji Nixona i szefem jego kampanii prezydenckich. Drugi, pracownikiem FBI, zaangażowanym w kierowanie operacją włamania do kwatery głównej Demokratów w biurowcu Watergate, któremu udowodniono wypłacanie pieniędzy dla bezpośrednich wykonawców akcji. Autorzy podpisali umowę na wydanie książki z wydawnictwem Simon and Schuster, wówczas jednym z pięciu największych, anglojęzycznych domów wydawniczych. Dziś zajmuje ono już trzecie miejsce na rynku.
Zanim trafiła do wydawcy, krążyła w maszynopisie wśród członków waszyngtońskiej elity. Zrządzeniem losu, trafiła w tej formie w ręce Roberta Redforda, który zainteresowany jej ekranizacją zaproponował Woodwardowi telefonicznie (nigdy się wcześniej nie spotkali) wykupienie do niej praw. Zaznaczył jednak, że chciałby, żeby głównymi bohaterami powieści zostali nie współpracownicy prezydenta, a dziennikarze, którzy wpadli na trop afery, a później konsekwentnie dążyli do jej wyjaśnienia. Woodward zwlekał przez miesiąc z przekazaniem tej wizji swemu wspólnikowi, ale w końcu, kiedy już do tego doszło, obaj szybko zgodzili się z pomysłem, tym łatwiej, że Redford zaoferował im za prawa autorskie 500 tys. dolarów i w ciągu kolejnych kilku miesięcy dziennikarze pracowali już nad zmianą osi scenariusza. O pierwotnej koncepcji autorów dziś świadczy już tylko jego tytuł. Redford dość szybko zachęcił do współpracy Hoffmana, który także rozmyślał nad przeniesieniem tej historii na ekran.
Już wiosną 1974 r. omawiali szczegóły produkcji podczas śniadania, na które do swej posiadłości zaprosiła aktorów i dwójkę swoich dziennikarzy właścicielka Washington Post, Katharine Graham. W spotkaniu brał również udział syn gospodyni, Donald Graham, nieodległy spadkobierca rodzinnej fortuny. Zapewne uczestnikom narady, głównie tym z Hollywood, zapadło ono w pamięci na długo, ponieważ śniadanie miało miejsce o 7 rano. Niemniej jednak, mimo tak wczesnej pory, ustalono wówczas najdrobniejsze szczegóły, a Redford zauroczony panią Graham zaproponował, że na ekranie odtworzy jej postać słynna aktorka Lauren Bacall, której przodkowie nawiasem mówiąc, pochodzili z polskiego Wołożyna (obecnie Białoruś). Wszystko zatem toczyło się pomyślnie i wkrótce Redford wynajął nawet dla siebie i swojej żony apartament w kompleksie Watergate w Waszyngtonie, bo zdjęcia zewnętrzne, obrazujące Kapitol, kwaterę główną FBI, bibliotekę Kongresu, czy hotel, od którego afera wzięła nazwę, kręcono oczywiście w oryginalnej scenerii. Film był realizowany do tego stopnia wiernie z realiami, że specjalnie zbudowane dla jego potrzeb studio w Burbank, ukazujące biura Washington Post, było ich dokładną repliką. Ponoć Ben Bradlee opowiadał o tym, że nawet książki stojące na półkach jego biura skrupulatnie odtworzono w filmie. Zresztą, aktorzy spędzili w oryginalnych pomieszczeniach redakcji wiele godzin, by zapoznać się ze specyfiką pracy ludzi, których mieli widzom w filmie przedstawić.
Nagle, gdy prace nad filmem były już poważnie zaawansowane, Katharine Graham postanowiła nie dopuścić do jego ukończenia. Miała świadomość, że trudno będzie zablokować jego emisję, tym bardziej, że w produkcję zaangażowało się Warner Brothers, gigant mający tabuny najlepszych prawników, niemniej jednak starała się utrudnić jego realizację i premierę. W efekcie, jej postać w filmie w ogóle pominięto. Moim zdaniem, na ten zwrot w całej sprawie i dążenie do wyciszenia udziału jej gazety (i CIA) w obaleniu Richarda Nixona, wpłynęło powołanie do życia, w r. 1975, tak zwanej Komisji Churcha, która badała nieprawidłowości w działaniu IRS, NSA, FBI i przede wszystkim CIA. Jej wyniki okazały się dla CIA druzgocące. Ujawniono przestępczą działalność Agencji na wielu polach, przedstawiając opinii publicznej tak głośne sprawy, jak operację MKULTRA, COINTELPRO, projekt SHAMROCK, o których pisałem w swoich książkach, przez niezorientowanych w historii ignorantów będąc przez lata sprowadzanym do roli autora opisującego teorie spiskowe. Tych samych dodam, którzy byli i są, docelowymi obiektami kolejnych odsłon operacji „Mockingbird”.
8 marca został już przemianowany na Dzień Praw Kobiet, co zamiast goździka dla pań, sugeruje już jego rewolucyjny charakter. Z tej okazji na całym świecie rozmaite aktywistki będą się ścigać w akcentowaniu walki o owe „prawa kobiet”.
W Brukseli spodziewane są poważne zakłócenia i manifestacja, która według organizatorek ma liczyć nawet 15 tysięcy osób. O co działaczki będą „walczyć” w Belgii, gdzie mają już aborcję, a nawet dodatkowo… eutanazję?
Tutaj jest podobnie jak z prokuratorem sowieckim Wyszyńskim, któremu przypisuje się powiedzenie, „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”… W tym przypadku dajcie im dzień, a jakąś „walkę o równość” się wymyśli.
Manifestację i strajk w Brukseli organizuje po raz szósty Kolektyw 8 Marca w „obronie praw kobiet”. Hasłem jest „potępienie nierówność płci” i pokazanie, że „kiedy kobiety się zatrzymują, zatrzymuje się świat”. Kolektyw zrzesza związkowców, działaczki feministyczne i „zaangażowane obywatelki”.
„Strajk” ma polegać na skrzyżowaniu przez kobiety rąk, zarówno te przebywające akurat w domu, jak w pracy. Dodatkowo Kolektyw zaprasza do demonstracji. Ciekawostką jest, że ów pochód otworzy koncert w… katedrze św. Michała i św. Gduli. Później marsz ruszy Place de l’Albertine, w pobliżu głównego dworca kolejowego w Brukseli pod Pałac Sprawiedliwości przy Place Poelaert. Manifa zakończy się na Rondzie Europy.
Od dziesięcioleci głupcy i głupota „rządzą” energetyką. Brak MAGAZYNÓW energii.
[Od początku lat 90-tych zeszłego wieku tłumaczyłem, tłumaczyliśmy kolejnym „ministrom energetyki” lub tp. że należy największy wysiłek, tak finansowy jak badawczy, skierować na budowę tak dużych, jak i małych, rozproszonym magazynów energii. Niezbędne tak dla źródeł odnawialnych (wiatr, Słońce), jak i dla ew. jądrowych, które daja niezmienną moc.
Padało na głuche i głupie uszy bęcwałów. Mamy rezultaty.
Poniżej średnio-rozsądne, ale bezsilne biadolenia. Mirosław Dakowski]
=====================
Zaczęło się. Zarządzają przymusowe odłączanie fotowoltaiki.
Nie zaczęła się jeszcze wiosna, a już ruszyły wyłączenia farm fotowoltaicznych. To marnowanie ogromnych ilości czystego i taniego prądu. – Można temu zapobiec, ale to nie jest w interesie państwa – mówi inwestor na rynku OZE, cytowany przez wyborcza.biz.
PSE zarządziły redukcję produkcji w fotowoltaice w wysokości 815 MW ze względu na nadpodaż energii elektrycznej w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym.
Sytuacja będzie się powtarzać i nie ma pomysłów, jak to zmienić – ostrzega wyborcza.biz.
W niedzielę 4 marca o godz. 11 produkcja energii z farm fotowoltaicznych wyniosła blisko 7,2 GWh, a farm wiatrowych 1,75 GWh – w sumie to prawie 9 GWh. W tym samym czasie zapotrzebowanie na energię wyniosło zaledwie 16,5 GWh. Polska w ponad 55 proc. produkowała prąd ze źródeł odnawialnych .
A problem jest olbrzymi, bo chodzi o pieniądze. Gdy fotowoltaika nie pracuje, nie tylko nie obniża cen prądu, ale inni użytkownicy sieci muszą się zrzucić na rekompensaty z tytułu wyłączeń. Opłaty są zaszyte w rachunkach za prąd – wyjaśnia „Wyborcza”.
Jak przypomina, odszkodowania za odłączenia źródła energii od sieci wynikają z unijnych przepisów. Inwestorowi, który wybudował farmę PV (albo wiatrową) przysługuje odszkodowanie za czas, w którym nie ze swojej winy musiał ograniczyć produkcję prądu.
Archaiczny system energetyczny. „Sytuacja jest dramatyczna”
Wraz z rozwojem magazynów energii problem nadpodaży czystej i taniej energii powinien zniknąć – to dobra wiadomość. [Spóźniona o trzy dekady, matołku! MD]
Poprzedni rząd jednak zamiast wprowadzić strategię magazynowania energii, w dokumentach planistycznych zapisał, że fotowoltaikę trzeba będzie systemowo odłączać. Przygotowana przez PiS polityka energetyczna Polski do 2040 sankcjonuje wyłączanie fotowoltaiki.
Mamy archaiczny system energetyczny, który pozwala operatorowi jednym przyciskiem wyłączyć źródła OZE. Trzeba go jak najszybciej zreformować i zużyć energię tam, gdzie ktoś jej potrzebuje. Może być też zamieniona na inną energię, którą można zmagazynować, choćby na kilka godzin, gdy nadwyżki mocy już nie będzie – mówił w rozmowie wyborcza.biz Krzysztof Kochanowski, prezes Polskiej Izby Magazynowania Energii.
– Sytuacja jest dramatyczna. Otrzymanie rekompensat jest bardzo skomplikowane, bo w mowach przyłączeniowych są różne klauzule – mówi jeden z inwestorów w OZE.
=================================
Polska na węglu leżała, węglem stała. Mieliśmy go na 700 lat.
Kilka osób, które nielegalnie uzyskały dyplomy w Collegium Humanum, zgłosiło się do Centralnego Biura Antykorupcyjnego – podaje RMF FM, powołując się na ustalenia reportera Krzysztofa Zasady. Prokuratura prowadzi wielkie śledztwo w sprawie handlu dyplomami na tej prywatnej uczelni wyższej.
Służby nie chcą ujawniać tożsamości, ani nawet zawodów, czy funkcji, które pełnili świadkowie. Wiadomo natomiast, że chodzi o ludzi, którzy wbrew przepisom uzyskali dyplomy MBA. Świadectwa ukończenia tych studiów menadżerskich były przepustką między innymi do zatrudnienia w radach nadzorczych państwowych spółek. Afera z dyplomami na Collegium Humanum. Wśród absolwentów politycy PiS
Jak ustalił reporter RMF FM, są to pierwsze osoby, które odpowiedziały na propozycję CBA dotyczącą możliwości uniknięcia kary. Nie są karane osoby, które zgłosiły udział w korupcji osoby publicznej i ujawniły wszelkie szczegóły tego procederu.
Według doniesień medialnych, w Collegium Humanum na wielką skalę dochodziło do handlu dyplomami – mowa o setkach przypadków. Pod koniec lutego w ręce agentów CBA wpadł między innymi rektor tej prywatnej uczelni. [Siedzi].
==================
mail:
Sześć osób związanych z władzami uczelni Collegium Humanum zostało zatrzymanych przez agentów Centralnego Biura Antykorupcyjnego.
Ursula von der Leyen, która została nominowana na szefową Europejskiej Partii Ludowej, wygłosiła 7 marca na kongresie tej partii w Bukareszcie płomienne przemówienie, w którym zaatakowała m.in. Konfederację.
– Nasza spokojna i zjednoczona Europa jest wystawiana na próbę, jak nigdy dotąd – mówiła ze sceny w Rumunii Ursula vond der Leyen.
Według przewodniczącej Komisji Europejskiej na próbę Europę mają wystawiać „populiści, nacjonaliści, demagodzy” ze „skrajnej prawicy” i „skrajne lewicy”.
Wśród partii populistycznych, które miałyby zagrażać europejskiej jedności, polityk wymieniała także polską Konfederację. – Niezależnie od tego, czy jest to AFD, Rassemblement national, Konfederacja, czy Възраждане (bułgarska partia Odrodzenie – red.). Nazwy mogą być różne, ale cel jest ten sam – chcą zdeptać nasze wartości i chcą zniszczyć naszą Europę, ale my – Europejska Partia Ludowa – nigdy do tego nie dopuścimy! – grzmiała vod der Leyen.
Zboże z Ukrainy zalało Polskę. GUS rozwiewa wątpliwości
Napływ zboża z Ukrainy, to jeden z powodów, dlaczego polscy rolnicy wyszli na ulice. Główny Urząd Statystyczny przekazał informacje dotyczące importu produktów rolnych z Ukrainy. Jak się okazuje, Polska w 2022 roku została zalana zbożem zza wschodniej granicy.
W 2022 roku zboże z Ukrainy zalało Polskę (GETTY, Anadolu)
Jak wynika z danych GUS przesłanych do redakcji money.pl, import zboża Ukrainy osiągnął najwyższy poziom w 2022 r. To właśnie wtedy do Polski przyjechało blisko 2,5 mln ton zboża z Ukrainy. Głównie dane te dotyczą kukurydzy oraz pszenicy. Co więcej, to kosztowało Polskę prawie 2,8 mln zł.
Wśród powodów możemy tutaj wskazać inwazję Rosji na Ukrainę, co w konsekwencji doprowadziło do decyzji Unii Europejskiej o wprowadzeniu bezcłowego handlu z Kijowem. Jest to jedna z form pomocy, na które zdecydowała się Europa.
Taka sytuacja doprowadziła do fali protestów, która przetoczyła się przez kraje europejskie, w tym Polskę. To spowodowało, że poprzedni rząd w 2023 r. nałożył jednostronny zakaz handlu z Ukrainą, co było niezgodne z zasadami UE.
Jak zatem wyglądał import zboża w 2023 r.? Okazuje się, że w ubiegłym roku Polska sprowadziła 1 mln ton zboża, głównie kukurydzy oraz pszenicy – według danych GUS. To kosztowało kraj 1 mln zł.
Dla porównania w latach 2020-2021, import zbóż z Ukrainy był o wiele niższy. Według danych GUS w 2021 r. Polska sprowadziła 65,3 tys. ton zbóż, a w 2020 r. – 18,2 tys. ton.
Protesty rolników
W ostatnim czasie przez Polskę przetacza się fala protestów rolników, którzy m.in. nie zgadzają się na import zboża z Ukrainy. Na początku marca odbyło się spotkanie protestujących z premierem Donaldem Tuskiem.
Po spotkaniu z rolnikami premier zapowiedział, że w najbliższym czasie złoży do Sejmu projekt uchwały wzywający Komisję Europejską do nałożenia sankcji na import rosyjskiego zboża. Jak pisaliśmy w money.pl, to może być krok, który pozwoli polskiemu rządowi upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: uspokoi w ten sposób polskich rolników, a zarazem wyśle wyraźny sygnał do Kijowa.
„The Wall Street Journal” podaje, że prezydent Wołodymyr Zełenski wysłał ukraińskie wojsko na pomoc przywódcy Sudanu, który walczył z rebeliantami.
Tajną operację przeprowadzono latem 2023 roku. Kijów odpowiedział na prośbę generała Abdela Fattaha al-Burhana, który jest przywódcą Sudanu. Ukraińcy wspomogli sudański rząd w wyparciu rebeliantów ze stolicy – Chartumu.
Informacje te podaje amerykański „The Wall Street Journal”, powołując się na źródło w ukraińskim i sudańskim wojsku.
Ujawniając jedną tajną operację, gazeta dotarła do kolejnej. Zełenski miał zgodzić się na wysłanie pomocy Sudanowi, bo Abdel Fattah al-Burhan (właść. Abd al-Fattah Abd ar-Rahman al-Burhan) potajemnie wysyłał broń Ukraińcom po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainie.
Ukraińscy żołnierze mieli m.in. za zadanie wydostać z Chartumu generała al-Burhana. Ostatecznie przywódcę Sudanu ze stolicy wyprowadzili jego strażnicy.
Al-Burhan miał dziękować Zełenskiemu za pomoc podczas spotkania na lotnisku w Irlandii, które rzekomo było „nieplanowane”.
W Sudanie Ukraińcy robili to samo, co na Ukrainie, czyli zwalczali wspomagających rebeliantów najemników z Grupy Wagnera.
Szef Głównego Zarządu Wywiadu (HUR) Ministerstwa Obrony Ukrainy, gen. Kyryło Budanow, odmówił amerykańskim dziennikarzom komentarza w tej sprawie.
„Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego… i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa” ks. Coache
„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos
„Pro Fide, Rege et Patria” – „Za Wiarę, Króla i Ojczyznę”
_________________________________________________
poniedziałek, 16 maja 2022
Bo „wszystkie Ryśki to porządne chłopy”, czyli o panu „biskupie” Grzegorzu Rysiu z Łodzi/Krakowa.
Dziś w moim artykule będzie bardzo mało słów, a więcej obrazów. Bo czasem, obrazy mówią same za siebie, i praktycznie nie trzeba niczego dodawać ani komentować.
Dziś będzie o modernistycznym „biskupie” Novus Ordo, panu Grzegorzu Rysiu z Łodzi (a właściwie to z Krakowa, gdzie się urodził [9 lutego 1964] i wychował, tam też wstąpił do modernistycznego seminarium [studiował w latach 1982–1988] i został „wyświęcony” [w 1988 na „prezbitera” a w 2011 r. na „biskupa” modernistycznego Neokościoła, przez Stanisława Dziwisza]).
Pan Ryś od lat był zaangażowany na rzecz tzw. ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego. Był pomysłodawcą zorganizowanego w 2011 r. spotkania chrześcijan, żydów i muzułmanów w intencji pokoju pod nazwą „Echo Asyżu w Krakowie”. Wszedł w skład Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej, a także kapituły Nagrody im. Ks. Stanisława Musiała przyznawanej przez Klub Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.
Grzegorz Ryś w czasie „modlitwy ekumenicznej” z rabinem Schudrichem, podczas obchodów 75. rocznicy likwidacji getta łódzkiego (2019)
—————————————–
Pan Ryś od 14 września 2017 r. pełni w modernistycznym neokościele funkcję „arcybiskupa metropolity łódzkiego”. 21 listopada 2020 r. Jerzy Bergoglio mianował go członkiem modernistycznej „Kongregacji ds. Biskupów”. Czym pan Ryś zasłużył sobie na te zaszczyty w modernistycznej sekcie Novus Ordo? A np. takim oto stwierdzeniem : „Kościół nie twierdzi, że w związku homoseksualnym nie można wychować dziecka po chrześcijańsku.” (Źródło: rozmowa Artura Sporniaka, Kościół czeka zmiana wrażliwości, „Tygodnik Powszechny”, 19 października 2014 r.)
„Biskup” Ryś jest więc typowym przykładem progresywnego, skrajnie modernistycznego „Kościoła otwartego”, na wzór niemiecki. Jest ulubieńcem herezjarchy Bergoglio, który za pewne niedługo mianuje go „kardynałem” modernistycznego neokościoła [oj, wykrakał.. MD] . Być może kiedyś zostanie on następcą Bergoliusza?
A tu „biskup” Ryś w Krakowie, w kościele dominikanów, podczas wspólnych modłów z protestanckim pastorem.
—————————————
No cóż, dla niektórych to pewnie była by kolejna „iskra z Polski” (tyle, że iskra raczej ognia piekielnego). Niektórzy od kilku dni mają jednak pana Rysia za „przykład do naśladowania”, gdyż „odprawił” on niedawno „bierzmowanie w rycie trydenckim”.
Jednak nie tak dawno temu, we wrześniu 2021 r. pan Ryś publicznie sprofanował to, co dla konserwatywnych modernistów stanowi, wg. nich, Najświętszy Sakrament, i Mszę św. Pan Ryś podczas tzw. Areny Młodych, czyli imprezy-pikniku quasi-religijnego, organizowanego przez modernistów na stadionie piłkarskim, ze sceną, muzyką bitową itp. „odprawił” obrzęd, który nie spełnia nawet żadnych norm modernistycznej „nowej mszy” (Novus Ordo Missae). Obrzęd ten ograniczył się bowiem do samej tylko „modlitwy eucharystycznej” i „komunii”. Pominięte zostały jakiekolwiek dodatkowe obrzędy. Młodzież która brała udział w tym wydarzeniu, nie została nawet wcześniej poinformowana i nie wiedziała że bierze udział we „mszy”.
Poniżej kilka zdjęć z tego wydarzenia (13 września 2021, stadion „Orła”, Łódź):
Modernistyczna młodzież podczas „Mszy św.”.
Monstrancja z plastiku…..
Konserwatyści Novus Ordo mają jednak bardzo krótką pamięć. Dla nich liczy się teraz to, że „bp.” Ryś 11 maja br. udzielił „bierzmowania w rycie przedsoborowym” 12 osobom z „Duszpasterstwa Tradycji Łacińskiej Archidiecezji Łódzkiej” w kaplicy przy parafii pw. Chrystusa Odkupiciela w Łodzi i przewodniczył tam celebracji.
„Bp.” Ryś udziela „bierzmowania” w „rycie trydenckim”, 11.5.2022.
Na niektórych profilach i grupach pseudo-tradycjonalistów i konserwatystów Novus Ordo pojawiły się już komentarze, w rodzaju: „Brawo, Abp Ryś! Chwała Panu!” [sic!]. To szokujące, jak nie wiele potrzeba tym ludziom, aby nagle kogoś zaczęli pochwalać. Podobna sytuacja miała miejsce już jakiś czas temu, gdy inny skrajnie modernistyczny „biskup” z Krakowa, nie-świętej pamięci „bp.” Tadeusz Pieronek, który udzielił w „starym rycie” „święceń” ludziom z FSSP („Bractwo św. Piotra”).
Spełnia się więc dokładnie to, co pisałem już wielokrotnie, m.in. tydzień temu, w dniu kiedy zostało udzielone to (nieważne) „bierzmowanie” (pan Ryś nie jest biskupem, a także nie jest księdzem [prezbiterem], gdyż „święceń kapłańskich” w Novus Ordo udzielił mu x. Franciszek Macharski, który sam nie był biskupem [„konsekrowany” przez Wojtyłę w 1978 r.], nie jest więc szafarzem sakramentu bierzmowania. Poza tym, oleje których użył, zostały nieważnie poświęcone podczas modernistycznego obrzędu w rycie Novus Ordo, nie są więc ważną materią sakramentu) w moim artykule z 11 maja br.: Przyszłość koncesjonowanych „tradycjonalistów” (indultowców) jest w NOM (Novus Ordo Missae).
Tak więc dla tych ludzi, wystarczy aby „diabeł się w ornat [byleby skrzypcowy] ubrał, i ogonem na mszę zadzwonił”, a oni z radością tam pobiegną, i będą jeszcze dziękować, bić brawo i gratulować. Oczywiście, nie wszyscy podzielają ten entuzjazm, niektórzy twierdzą że „jedna jaskółka wiosny nie czyni”, a jeszcze inni próbują z tego wydarzenia żartować i drwić, tworząc „zabawne” memy, jak np. ten :
W tej sytuacji nie jest mi jednak do śmiechu. Naprawdę, bardzo smutne i tragiczne jest to, że te biedne, zwiedzione dusze ufają takim „pasterzom” i poddają się ich „posłudze”. To jest powód raczej do czynienia pokuty, niż do śmiechu. Za tych biednych ludzi należy się modlić, za ich duszę, o ich nawrócenie i zbawienie wieczne, aby odrzucili tych wilków (albo rysiów) w owczych skórach, którzy są piekielnymi wysłannikami, zdrajcami Chrystusa, a zwrócili się ku prawdziwym, katolickim kapłanom i biskupom, zachowującym integralnie Wiarę katolicką!
Pięknie i obiecująco, a jednak Europa wzięta na celownik globalistów zakwitła buntem. W obronie uratowania Matki Ziemi zlikwidujmy rolnictwo, żywność przecież jest w sklepach! W obronie demokracji oddajmy władzę w ręce oligarchów, prawa obywateli to przeżytek. Spętani zarządzeniami, parytetami i ogólnikami dla dobra ludzkości ludzie pamiętający swoje otwarte, doznane wolności i marzenia swoich Ojców i Matek nie zgadzają się z absurdalnymi zarządzeniami i dyrektywami lewackich, komunistycznych elit UE. Przecież ci inspirowani komuną eurokraci dążą do zniszczenia porządku rzeczy naszej cywilizacji, co jest zrozumiałe jeżeli chcą zbudować Nowy Świat w którym nic nie będziesz miał i będziesz szczęśliwy (?).
Dziś “opornikiem” (z czasów Solidarności), symbolem wolności i buntu jest ciągnik kierowany przez ciężko pracującego na roli obywatela, którego status unijni biurokraci chcą zmienić na status “niepokorny chwast przeszłości”, ktoś z już zniszczonej cywilizacji, bez znaczenia. Żywność wyhodujemy na GMO Ukrainie, a najlepiej w laboratoriach (Bill Gates). Jak się komuś to nie podoba to niech wybierze dietę ze smakowitymi robakami, palce lizać. Przecież to oznacza złamanie naszego kodu historycznego “żywią i bronią” właśnie opartego na woli walki i pracy najlepszych synów Narodu. To oni w 1920 r. zatrzymali ten idiotyczny totalitarny czerwony pochód zagłady ze wschodu, a dziś sprzeciwiają się zalaniu nas wyniszczającymi okólnikami z zachodu. Ciekawe co na to wyborcy para ludowej maskotki “Tygryska” jak on wytłumaczy im zaprogramowaną eutanazję polskiego rolnictwa. Rolnicy to twardzi Polacy ich tak łatwo nie oczaruje super nowoczesna propaganda oni mają geny kosynierów i zasiany rozsądek i twardość Witosa.
Największe baty należą się tu oczywiście politykom, którzy “pomylili ołtarze” i przecież wiedząc kim są ich nowi sponsorzy szczęśliwości, jak ćmy lecą do projektowanego zgubnego zielonego światła. Sęk w tym, że politykom zawsze chodzi o własne ego, możliwe korzyści majątkowe i prestiż. Wtedy z podszeptów korporacyjnych lobbystów zapominają, że mieli reprezentować swoich wyborców, a nawet Naród i Jego interesy. Naiwnie myśleliśmy, że funkcjonujemy w systemie republikańskim, gdzie wybrani przez nas reprezentanci dbają o nasze interesy i interesy naszych dzieci. Jednak to tylko śpiewka przeszłości oczywiście oderwana od rzeczywistości, ale ciągle patriotycznie deklamowana przez polityków.
Dziś przeciętny polityk (czy cała jego partia) jest w sytuacji piłkarza transferowanego z jednego do drugiego klubu korporacyjnych interesów, też dla osobistej chwały i zysku. Zawsze mówiłem, nigdy nie zakochuj się w polityku, to człowiek będący pod ogromną presją lobbystów pilnujących interesów wielkich korporacji, które za lojalne wsparcie potrafią się sowicie odwdzięczyć, jak i kolegów, którzy już połknęli haczyk sukcesu. Jeśli taki polityk nie pozwoli się skorumpować, to oni skoprumpują jego siostrę, brata, teściową itd. Po prostu oni od tego są, to ich praca, za komuny robiła to Partia ze swoimi kuszącymi układami, a jeśli było trzeba to uruchamiała SB…
To, że Twój polityk będzie walczył o Twoje interesy to tylko Twoja naiwność z której przy odpowiednim poziomie spostrzegawczości i inteligencji kiedyś się wyleczysz. Jeśli autentycznie lubisz swojego polityka, daj mu szansę, uparcie patrz mu na ręce. Zwracaj mu uwagę, przypominaj mu o obowiązkach, pomagaj mu pozostać czystym, ostrzegaj, że coś jest nie tak, że kierowany jest w jakąś brudną grę. Przecież polityka to świat szamba, świat śmiałych i niewyobrażalnych przekrętów dla dużych koncernów ze smakowitymi ochłapami dla polityków.
My naiwnie i pogańsko wtłaczamy naszych ulubionych polityków w nieomal święte ramki i nie posiadamy się z radości jeśli zaprezentują jakieś werbalne piruety, a w ich portfele strzelają lobbyści jak Lewandowski strzela do bramki… I trudno o lepszy wynik. To co nas otacza i to co nadchodzi to rezultat naszego obywatelskiego lenistwa i naiwności. Widzimy przecież, że idące zmiany nie rozszerzają naszych praw, czy możliwości prosperity, ale nakładają na nas nowe restrykcje i kolejne podatki. Czy my na pewno chcemy takich zmian na jakie potulnie zgadzają się nasi reprezentanci w parlamencie? Czy mamy jeszcze samozachowawczy instynkt?
Nie chcę nikogo straszyć, tu chodzi o nie zainfekowany propagandą zdrowy rozsądek, ale to dopiero początek tego co nas czeka i na co zagłosują w Brukseli i w Warszawie polityczne popychadła konsultowane i kierowane przez zielone i czerwone międzynarodowe siły. Posiadane przez nich media klarownie nam wytłumaczą, że to jedyna słuszna droga i jesteś naprawdę wspaniała/y i postępowy, że zgadzasz się na chytrze i bałamutnie podsuwane ci rozwiązania.
Zainstalowanie rządu Tuska w chyba najbardziej katolickim i konserwatywnym kraju europejskim jakim jest Polska było niesamowitym zwycięstwem sił globalistycznych, głównie przy pomocy zorganizowanego w ostatniej chwili zabiegu z “trzecią drogą”. Jednocześnie zapobiegło to sytuacji w której Polacy mogliby pokusić się o odegranie większej roli między skłóconymi wojną na Ukrainie Rosją i odczuwającymi kryzys Niemcami. Podporządkowanie Polski Niemcom pozbawi ją szans na podjęcie strategicznych decyzji infrastrukturalnych, wrzuci ją w wirnik zależności i zadłużenia, kierując ją na przyjęcie euro. W ten sposób Polska zostanie podporządkowana Berlinowi i straci swoją szansę na wybicie się na samodzielność i “dogonienie” wysoko rozwiniętych krajów zachodu.
Przypomnijmy, że od przemian w 1989 r. dochód na głowę mieszkańca w Polsce wzrósł aż 300% (najwięcej w Europie), zostając najszybciej rozwijającą się ekonomią, na świecie dynamizmem ustępując tylko Chinom.
Wywołana na Ukrainie wojna po rozczepieniu narodowo zorientowanej Rosji od liberalnego Berlina ma tylko chłopakom z Davos pomóc w przyspieszeniu realizacji ich planów zbudowania większego europejskiego klimatycznego imperium, które byłoby wzorcem dla Ameryki. Dziś Europa staje się chorym człowiekiem dla którego wzrost ekonomiczny ustępuje wzrostowi sprawowanej przez oligarchię kontroli. Dlatego do pomocy przeforsowano sprowadzanie z Afryki i innych stron świata uchodźców często zupełnie nie przystosowanych do pożytecznego włączenia się do owocnego życia społecznego i gospodarczego. Oni mają być potrzebni do obniżenia poziomu naszego życia, obniżenia poczucia bezpieczeństwa i zniszczenia naszej lokalnej i narodowej tożsamości. Wtedy elitom będzie łatwiej nami rządzić…
W rezultacie sami poprosimy o podniesienie poziomu inwigilacji i większej kontroli społecznej przez organy bezpieczeństwa Państwa. Taki będzie rezultat i cel zamieszania i zmian jakie zachodzą dziś na naszych oczach. Dlatego polski rolnik nie tylko żywi i ziemię orze, ale i nasze wolności i Ojczyznę ocalić pomoże, czego daj Boże!
Zanieczyszczenia w szczepionkach mRNA – jak to możliwe? Zamiast wypełniać swoje obowiązki jako instytut zajmujący się bezpieczeństwem leków, Paul-Ehrlich-Institut zasadniczo pozostawił kontrolę nad szczepionkami mRNA producentom – z po-ważnymi konsekwencjami! Znani naukowcy wzywają PEI do odpowiedzi na pytania.
−∗−
Całkowita porażka Instytutu Paula Ehrlicha: chroni przemysł farmaceutyczny zamiast populację!
[Tekst transkrypcji zachowany w tłumaczeniu automatycznym zgodnie ze stroną źródłową -AC]
W marcu 2023 r. amerykańscy naukowcy opublikowali wyniki badań wskazujące, że szczepionki mRNA firm Pfizer i Moderna są zanieczyszczone obcym DNA. Kevin McKernan, czołowy ekspert w dziedzinie sekwencjonowania genów, dokładnie przeanalizował zawartość szczepionek i opublikował wyniki online.
Stwierdził on, że wszystkie analizowane przez niego partie produktów Pfizer i Moderna znacznie przekraczały dopuszczalne limity WHO dotyczące zawartości resztkowego DNA. Prof. Phillipp Buckhaults, biolog molekularny i biochemik z Uniwersytetu Południowej Karoliny, doszedł do podobnych wniosków. Po tym, jak izraelscy naukowcy Joshua Guetzkow i Retsef Levi przejrzeli ujawnione dokumenty Pfizera, opisali skandal w liście opublikowanym w British Medical Journal w maju 2023 r.
Dokumenty ujawniły, że Pfizer stosował dwa zasadniczo różne procesy produkcyjne szczepionki na coronę opartej na mRNA. Firma farmaceutyczna odnosi się wewnętrznie do tych dwóch procedur jako “Proces 1” i “Proces 2”: “Proces 1” to metoda stosowana do produkcji preparatów, które otrzymało 22 000 uczestników testów podczas procedury udzielania zezwoleń. W tym przypadku produkcja była kosztowna, tj. mechanicznie sterylna. Zezwolenie zostało udzielone na podstawie tej procedury. Kluczowym wnioskiem z analizy wewnętrznych dokumentów Pfizera jest to, że do masowej produkcji szczepionki i jej sprzedaży na całym świecie wykorzystano znacznie inny proces produkcyjny, “Proces 2”. “Proces 2” nie opiera się na sterylnej produkcji maszynowej, ale na bakteriach, które kopiują mRNA. Proces ten nie jest sterylny i wytwarza zanieczyszczenia DNA, które muszą być oczyszczane dużym kosztem.
Lekarz prof. dr Sucharit Bhakdi powiedział:
“[…] nie ma opłacalnych metod niezawodnego oddzielania masowo produkowanego RNA od plazmidów [DNA z bakterii].
Całkowite usunięcie byłoby zbyt kosztowne. Dlatego właśnie we wszystkich analizowanych do tej pory partiach szczepionek znaleziono chromosomy bakteryjne. Należy pamiętać, że zanieczyszczenie plazmidowym DNA będzie regułą, a nie wyjątkiem w przypadku wszystkich szczepionek RNA, nie tylko corony”.
Niemieccy profesorowie ostrzegali wcześnie.
Niemieccy profesorowie Matysik, Dyker, Schnepf i Winkler zgłosili pierwsze pytania dotyczące możliwego zanieczyszczenia szczepionki już w styczniu 2022 roku. Zażądali wyjaśnień od BioNTech-Pfizera, a także zwrócili się do Instytutu Paula Ehrlicha. Jednak w obu przypadkach na ich pytania udzielono niewystarczających odpowiedzi. Nawet wtedy domagali się zwrócenia większej uwagi na problem skutków ubocznych. Odnieśli się również do duńskiego badania, zgodnie z którym istniały pewne partie, w których zgłaszano niezwykle częste skutki uboczne, w tym zwiększoną liczbę zgonów.
Nieodpowiednie metody testowania w PEI
Naukowcy kierowani przez prof. Matysika ocenili testy bezpieczeństwa szczepionek mRNA przeprowadzone przez Instytut Paula Ehrlicha (PEI) jako całkowicie nieodpowiednie. Spośród ponad 20 wyświetlanych parametrów, PEI przetestował tylko cztery parametry na partię – a nawet te nie spełniały najnowszych standardów. Kilka miesięcy temu prof. Hildt, osoba odpowiedzialna za testy w PEI, wyjaśnił, w jaki sposób przeprowadzono testy jakości partii. Na przykład kolor szczepionki był testowany poprzez kontrolę wzrokową. Oznacza to, że próbki były krótko trzymane przed białym i czarnym tłem. Jeśli chodzi o resztkowe ilości obcego DNA, PEI nie przeprowadził żadnych własnych analiz, ale polegał wyłącznie na informacjach dostarczonych przez producenta.
Ze względu na te nieodpowiednie metody testowania, niemieccy naukowcy również rozpoczęli niezależne badania. Profesor mikrobiologii medycznej i immunologii zakażeń, dr Brigitte König z Magdeburga, w swoich własnych analizach doszła do wniosku, że szczepionki mRNA firmy BioNTecha są masowo zanieczyszczone DNA. Badanie kilku partii wykazało, że wartość graniczna WHO została przekroczona od 83 do 354 razy. Biolog i autor dr Jürgen Kirchner przedstawił te wyniki Komisji Petycji niemieckiego Bundestagu i wezwał do złożenia oświadczenia. Federalne Ministerstwo Zdrowia odniosło się jednak do producenta BioNTecha i badań uzupełniających przeprowadzonych przez Instytut Paula Ehrlicha, który według rządu federalnego “nie znalazł żadnych zastrzeżeń”. Ministerstwo Federalne przyznało, że “pomiar pozostałości DNA nie jest częścią testów powtarzanych w laboratoriach kontrolnych”. Mówiąc prostym językiem, oznacza to, że PEI nie przeprowadził własnych testów na obecność obcego DNA, a jedynie porównał wyniki testów producenta z określonymi wartościami granicznymi.
Wpływ zanieczyszczeń
Naukowcy, tacy jak immunolog dr Kay Klapproth, uważają wykryte zanieczyszczenie DNA za problematyczne, ponieważ DNA może potencjalnie zostać zintegrowane z genomem organizmu. Prof. dr Bhakdi wyjaśnia to w następujący sposób:
Naukowcy, tacy jak immunolog dr Kay Klapproth, uważają wykryte zanieczyszczenie DNA za problematyczne, ponieważ DNA może potencjalnie zostać zintegrowane z genomem organizmu. Prof. dr Bhakdi wyjaśnia to w następujący sposób:
W związku z tym krytyczni naukowcy pilnie wzywają do przeprowadzenia dalszych niezależnych dochodzeń.
Wnioski: Były szef Departamentu Bezpieczeństwa Leków PEI, dr Keller-Stanislawski, przyznał przed komisją śledczą Brandenburgii we wrześniu 2023 r., że urząd był całkowicie przeciążony rejestrowaniem wielu skutków ubocznych szczepień. “Byli ludzie, którzy zajmowali się tylko zgonami i ludzie, którzy zajmowali się tylko zapaleniem mięśnia sercowego i zakrzepicą, mieliśmy o wiele więcej pracy niż wcześniej, tylko z powodu tej szczepionki”.
Najpóźniej w tym momencie Instytut Paula Ehrlicha powinien był wstrzymać kampanię szczepień w celu ochrony ludności i rozpocząć własne dochodzenie. Wraz z napływem zgłoszeń o powikłaniach poszczepiennych, zadaniem Instytutu byłoby pociągnięcie producentów do odpowiedzialności. W ten sposób PEI nadużył zaufania zarówno lekarzy, jak i osób zaszczepionych.
Fakt, że w badaniach dopuszczających do obrotu zastosowano inną metodę produkcji niż w przypadku powszechnego stosowania, również podważa wszelkie informacje o szczepieniach i zgodę na szczepienie z prawnego punktu widzenia. Ponadto, zgodnie z §5 niemieckiej ustawy o produktach leczniczych, wątpliwe produkty lecznicze muszą zostać wycofane z rynku. PEI nie może łamać tego prawa!
Zamiast jednak pociągnąć do odpowiedzialności osoby odpowiedzialne za to rażąco niedbałe działanie, szef odpowiedzialnego wówczas Instytutu Paula Ehrlicha, Klaus Cichutek, został niedawno uhonorowany Federalnym Krzyżem Zasługi. Pokazuje to, że rząd federalny nie ma żadnego interesu w pogodzeniu się z tą sytuacją. Jednak presja publiczna rośnie, odkąd nadawcy publiczni nie mogli już dłużej unikać informowania o kwestii zanieczyszczenia szczepionek corony. Pojawiły się również inne problemy związane z technologią mRNA. Wspomniani na początku profesorowie z otoczenia profesora Matysika wysłali niedawno kolejny katalog pytań do Instytutu Paula Ehrlicha i ponownie proszą o komentarze i odpowiedzi. Ich zdaniem brak przejrzystości zachwiał zaufaniem do technologii mRNA i samego PEI. Na koniec naukowcy wzywają PEI do “wyciągnięcia wniosków ze wszystkich wymienionych faktów i ostatecznego zaprzestania stosowania technologii mRNA”. Czy tym razem pytania naukowców doczekają się jasnej odpowiedzi i czy ich żądania zostaną spełnione? W każdym razie należy wyjaśnić, jakim konfliktom interesów podlega PEI, dlaczego nie spełnia swojego zadania, a zamiast tego chroni przemysł farmaceutyczny.
Uwaga: Nawet jeśli problem zanieczyszczenia DNA zostanie pewnego dnia rozwiązany, nie oznacza to, że szczepionki mRNA nie będą już miały żadnych skutków ubocznych. Znany już i poważny profil skutków ubocznych nie zmieni się znacząco. Wynika to z faktu, że wszystkie mechanizmy opisane na przykład przez prof. Bhakdiego będą również występować w oczyszczonych szczepionkach mRNA.
This is an election year in the US. In normal times, an election is the moment when ordinary people can take back control of their nation’s destiny.
But these are not normal times.
Across the globe, men and women are waking up to the alarming truth that governments no longer serve God or the people.
At LifeSiteNews we are committed to bringing you the unvarnished truth about world affairs, the truth that the mainstream media will never give you. Truth is what we live for; it’s the air we breathe.
And the truth of what humanity is facing is horrifying.
Globalist elites are hellbent on using the power of national governments to carry out a worldwide cull of human beings.
They are pledged to bring the world population down from nearly eight billion people to just one billion.
That’s right: according to these plans, seven billion people must go.
Will you or your children be among them?
You might think that this can’t possibly be true. But the one billion limit is no secret.
Look at these recent words from Dennis Meadows, one of the authors of Limits of Growth, the 1972 manifesto for global depopulation, sponsored by the Club of Rome: We are going to have a billion people… we have to get back down… That’s what lies ahead. The man who said these words knows exactly what they have in store for us.
The Club of Rome is an elite globalist outfit, founded in 1968, and dedicated to making sure that billions of people – like you and me – don’t have a future.
Here is what Meadows foresees for you and your family:
– Famines – Epidemics – Revolutions – Dictatorships – A lower standard of living.
Radical climate scientist Hans Schellenhuber, who was appointed to the Pontifical Academy of Science in 2014, has echoed the one billion level. The “carrying capacity of the planet”, he has said, may be „below 1 billion people”.
Nearly a century ago, H. G. Wells, an early advocate of a globalist eugenic state, put it starkly: Those swarms of blacks, and brown, and dirty-white, and yellow people … will have to go.
They avoid that language today. But their goal is unchanged.
They will do this by coercing and shaming men and women into having fewer children, and they will seek to kill those that they deem surplus to requirements.
Since the time of H.G Wells, they have killed more than ONE BILLION BABIES in the most horrendous mass killing in human history.
As the world population continues to grow, they desperately need to up the killing if they are to achieve their goal.
But globalists see only a surplus population to be culled and hundreds of millions of dollars to be made. The sight of large families and young children leaves their hearts cold.
LifeSiteNews is on the frontline of this global abortion battle.
LifeSiteNews has the data and analysis exposing the Globalist Goliath’s real agenda.
But we need your support to get this information out before it’s too late.
The urgent need to repel the global depopulation assault compels me to write to you with deep passion and concern at the beginning of our annual Spring Campaign.
The stakes for suffering humanity have never been higher. Your generosity gives us a chance to get the truth out before it is too late for billions of innocent people. Support LifeSite Today! Because there can be no doubt, the globalists are out to kill.
In 2020 they revealed their hand like never before. All across the world: They imprisoned us in our homes.They closed our churches. They imposed a deadly abortion-tainted vaccine. They broke up families. They destroyed jobs and made us poorer. Their goal is a world that is depopulated, impoverished, and enslaved. No decent person wants to see this future.
But the globalists have always relied on the mainstream media to make sure that ordinary people never even suspected the scale or the wickedness of their plan.
But something has changed. The mainstream media has lost its monopoly on information.
LifeSiteNews is getting the truth out to millions of people worldwide.
We tell you what the establishment media is desperate to hide. We give you the information that the politicians don’t want you to have. We give you the tools that you need to fight back.
LifeSiteNews has been exposing the globalist agenda for nearly thirty years. We have been mocked as “conspiracy theorists,” but we have always been vindicated because we have always told the truth.
Our team of 17 journalists, spread across five continents, have fearlessly stood up against the greatest totalitarian threat the world has ever seen.
We will never give in. We will never back down.
But we need YOUR HELP. We cannot keep up our global effort for faith and freedom without your financial support. Donate Today! There is a saying: “Great is the truth, and it prevails.” All human history testifies to this fact.
This is why the forces of evil always use censorship – it is the only thing that buys them a little more time.
That is why today we are under threat from censorship like never before.
When the globalist WEF met at Davos this January, the priority for the world’s most powerful people was how to stop people like you and me from sharing the truth with each other.
European Commission (EC) President Ursula von der Leyen told her WEF collaborators that the “top concern” is “disinformation and misinformation.”
This means that they fear the truth – and those who tell it – more than anything else.
EC Vice President for Values and Transparency, Vera Jourová also told Davos delegates: “[The EU is] focusing on improving the system where the people will get the facts right. We don’t speak about opinions. We are not correcting anyone’s opinions or language. Yeah? This is about the facts.” This is straight out of Orwell’s 1984.
They will make us get their facts right. The truths dearest to our hearts – the truths about God, life and family – will be ruthlessly suppressed as just opinions.
Because they know that when we tell the truth, we win.
That’s why they want to strip LifeSiteNews of our ability to raise money and reach our audience.
Internews President and CEO Jeanne Bourgault told her fellow WEF collaborators: “Disinformation makes money and we need to follow that money… A lot of those dollars go to pretty bad content. So you can work really hard on exclusion lists or inclusion lists just to really try to … focus their ad dollars toward the good news and information. The accurate and relevant news and information.” Make no mistake. This is about cutting off truthful media, and returning to the domination of globalist-controlled media outlets.
To stay on the field of battle and keep up our sacred war for God and freedom against the globalist juggernaut we must raise our campaign goal by March 31.
LifeSiteNews must not be taken out at this point in the game.
Our combination of fearless investigative journalism, authentically Christian coverage, and truly global reach cannot be found anywhere else.
We must be able to spread God’s truth with freedom TODAY.
Please give NOW when your donation can make a HUGE DIFFERENCE to the great battle for life. Give Today! This is only the beginning of the struggle.
There are more dangers ahead than those behind us. And we need your financial support to build strength for the battles ahead.
Here are some the dangers immediately on the horizon:
– The 2024 US election will decide who governs the most powerful nation on earth. Bad results could mean a massive advance for the globalist forces of death.
– World War III is closer than ever as flashpoint conflicts continue in Ukraine and the Middle East.
– Infiltration by globalists is turning once Catholic bodies – like the Pontifical Acadamies of Science and Life – into new battalions for Satan’s war against life.
– A massive worldwide push for euthanasia will make end-of-life murder as common as abortion. The elderly, disabled, and even the depressed are in immediate danger.
– The extension of the abortion killing fields to Africa is imminent unless we take urgent action now.
– Deadly new censorship attempts could take down pro-life, pro-family media for ever.
These are unprecedented times. The sky grows darker. Your support of LifeSiteNews is needed TODAY!
At the beginning of World War II, Winston Churchill issued this warning: If we fail, then the whole world… including all that we have known and cared for, will sink into the abyss of a new Dark Age made more sinister, and perhaps more protracted, by the lights of perverted science. What he said then is even more true now. We cannot afford to lose this fight.
If LifeSiteNews can continue to spread the truth, there is hope for humanity.
We can bring the light of truth to people’s hearts and minds. And we can flourish again in freedom, prosperity, and the knowledge of God.
If LifeSiteNews fails in our mission to spread the truth – and without your support we will fail – then Churchill’s warning will come to pass. We will enter a new dark age, and none of us will live to see its end.
They want to eliminate 7 billion people. Will you and I be among them?
May God bless you and your families, and may we all live to see a new age of peace and freedom dawn.
John-Henry Westen Co-Founder & CEO LifeSiteNews.com
P.S. — If you prefer, you can mail your donation to our U.S. or Canadian offices, or call (888) 678-6008 ext. 1. US MAILING ADDRESS LifeSiteNews.com 4 Family Life Lane Front Royal, VA 22630
CANADIAN MAILING ADDRESS LifeSiteNews.com 157 Catharine St N, Unit 2 Hamilton, ON L8L 4S4
Co tu dużo gadać; Aleksander Sołżenicyn miał rację pisząc, że “z władzą radziecką nie będziesz się nudził”. I rzeczywiście. Ledwo tylko wróciłem z krótkiego wypadu do Rzymu, od razu dopadła mnie skrzydlata wieść, że nowy zarząd Poczty Polskiej, która pierwotnie miała na 1 marca br. z okazji Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, wypuścić okolicznościowy znaczek upamiętniający majora Hieronima Dekutowskiego “Zaporę”, z podwiniętym ogonem wycofał się z tego obrazoburczego pomysłu.
Jeszcze nie wiemy, jakich bohaterów będziemy teraz upamiętniali na znaczkach pocztowych i w ogóle, ale przecież nietrudno się tego domyślić w sytuacji, gdy jednym z uczestników sitwy tworzącej rząd z Donaldem Tuskiem na fasadzie, jest Lewica. Już wcześniej słyszeliśmy, jak tamtejsi działacze (“iluż wielkich działaczów wyjrzało z rozporka” – zastanawiał się poeta) kręcili mięsistymi nosami (“wszędzie mięsiste węszą nosy, w powietrzu kłębią się donosy”) na Żołnierzy Wyklętych, żeby żywić jakieś w tej materii złudzenia. A przecież swoich herojów ma nie tylko Lewica. Volksdeutsche Partei też nie od macochy, więc tylko patrzeć, jak od wyciągniętych z naftaliny herojów tak się zaroi, że wprost nie będzie można splunąć, żeby w jakiegoś nie trafić. No dobrze – ale od kogo zaczniemy?
Skoro Żołnierze Wyklęci się nie podobają, to w nowym politycznym sezonie muszą podobać się ci, którzy wdeptywali ich w ziemię, nie tylko wrzucając do dołów z wapnem, czy skazując na damnatio memoriae (w starożytnym Egipcie, ale w Rzymie też zdarzało się, że po skazanym na damntatio memoriae faraonie, czy cesarzu, skuwano wszelkie inskrypcje na jego temat, niszczono posągi, a w najlepszym razie, zdejmowano z nich głowy, a na to miejsce wstawiano głowy bohaterów zatwierdzonych, znaczy się – bohaterów nowego typu. Zatem jakiś znaczek i z jakiej okazji wypuści nowy zarząd Poczty Polskiej, żeby przedstawić tubylczej opinii publicznej bohaterów historii przykrojonej ad usum Delphini? Ta metoda przykrawania wzięła się z dawnej Francji, gdzie na użytek małoletniego następcy tronu skorumpowani i oczywiście – utytułowani eksperci – przygotowywali wersję historii starannie wykastrowaną z wszelkich elementów, które uchodziły za “kontrowersyjne”. Wtedy chodziło raczej o sprawy obyczajowe, ale teraz do obyczajności publicznej chlusnęło tyle wynalazków, mających możnych protektorów, że na pewno nie o to chodzi.
Zatem w czynie społecznym z okazji 1 maja, kiedy będziemy obchodzili święto naszych okupantów, proponuję, że na początek, 22 lipca wypuścić znaczek z Jakubem Bermanem. Dlaczego akurat z nim? Składają się na to co najmniej dwie przyczyny. Po pierwsze, Jakub Berman miał pierwszorzędne korzenie, więc jestem pewien, że „Gazeta Wyborcza”, a za nim – wszyscy mikrocefale, co to z niej chłepcą swoją intelektualną zupę, tej inicjatywie przyklaśnie. Po drugie – jak pisze w swojej książce “Gwałt na Polsce” Stanisław Mikołajczyk – Jakub Berman w “tajnym rządzie”, jakim z łaski Józefa Stalina Polska została obdarzona, zajmował wysokie, bo aż czwarte miejsce. Pierwsze zajmował generał NKWD Iwan Sierow. Drugie – szef NKWD w sowieckiej ambasadzie. Trzecie – ambasador Lebiediew, a czwarte – właśnie Jakub Berman, formalnie zajmujący skromne stanowisko wiceministra. Wynika z tego, że w hierarchii stał wyżej i od Bieruta i od Osóbki-Morawskiego, więc czy iustitia nie nakazywałaby udelektować na początek właśnie jego? Potem oczywiście przyjdzie kolej na bohaterów drobniejszego płazu, więc nikt nie będzie miał krzywdy, ale od kogoś tę wyliczankę trzeba zacząć.
Musimy jednak pamiętać, że to tylko jeden orszak bohaterów czekających na upamiętnienie. Drugi wiąże się z innym nurtem, do którego – jestem o tym głęboko przekonany – już wkrótce, kiedy etap umizgów zakończy się definitywnie i pod przewodnictwem Donalda Tuska wejdziemy w etap surowości – też będziemy musieli nawiązać tym bardziej, że w miejsce III Rzeczypospolitej zaczniemy tu instalować Generalne Gubernatorstwo.
Tak się składa, że najbliższa rocznica wejścia w życie dekretu wybitnego przywódcy socjalistycznego Adolfa Hitlera o utworzeniu Generalnego Gubernatorstwa przypada 26 października – zaraz po rocznicy bitwy pod Lenino, która za pierwszej komuny przypadała 12 października. Na razie nie proponowałbym łączenia tych dwóch rocznic, chociaż Józef Mackiewicz twierdzi, że wielu jej polskich uczestników, dawnych łagierników, skorzystało z tej okazji, by przejść na niemiecką stronę i w ten sposób przeciąć pępowinę łączącą ich ze Związkiem Sowieckim. Coś musi być na rzeczy, skoro po bitwie odnotowano wysoką liczbę (około 700) “zaginionych bez wieści”. Tych “wieści” o nich nie było i później, bo – według Józefa Mackiewicza – musieli oni przejść do konspiracji i to podwójnej. No dobrze – ale jaki znaczek nowy zarząd Poczty Polskiej mógłby z tej okazji wydać?
Zdaję sobie sprawę z kontrowersyjnego charakteru sprawy, ale skoro już w czerwcu 2003 roku, podczas referendum w sprawie Anschlussu, zdecydowaliśmy się wprowadzić Polskę do IV Rzeszy, to nie ma co się krygować tym bardziej, że Judenrat i tak jest zdecydowany doprowadzić do końca proces wskazywania nieubłaganym palcem zastępczego winowajcy holokaustu? W tej sytuacji wypuszczenie znaczka z Generalnym Gubernatorem Hansem Frankiem dowodziłoby naszej determinacji w budowaniu nowej, świetlanej przyszłości pod egidą Reichsfuhrerin Urszuli von Der Leyen, która takim właśnie zadaniem obarczyła Donalda Tuska.
Dodatkowym argumentem za upamiętnieniem tego funkcjonariusza niech będzie okoliczność, że patronował on jeśli nie wszystkim, to w każdym razie wielu inicjatywom, może nie nakierowanym bezpośrednio na odbudowę Wielkiej Ukrainy i nikt nie może zaprzeczyć, że przyłożył rękę do tworzenia jej fundamentów w postaci zalążkowych formacji przyszłych sił zbrojnych tego państwa, które tak gracko się spisały latem 1943 roku. Wprawdzie pan Paweł Kowal twierdzi, że nie powinniśmy tej udanej czystki etnicznej przypisywać państwu ukraińskiemu, którego wtedy nie było – ale przecież możemy sobie wyobrazić, że byłaby ona jeszcze bardziej udana, gdyby tak Niepodległa Ukraina – oczywiście w nierozerwalnym sojuszu z Rzeszą Niemiecką – już wtedy istniała.
I wreszcie kolejna okazja – tym razem 19 lutego – kiedy to w 1954 roku, w rocznicę Ugody Perejesławskiej – ówczesny sekretarz generalny KC KPZR Nikita Chruszczow, podarował Ukrainie Krym. Wprawdzie złe języki twierdzą, że zrobił to po pijanemu, ale czy to takie ważne, skoro w ten sposób zadośćuczynił nie tylko ukraińskiej, ale i polskiej racji stanu? W tej sytuacji zarząd Poczty Polskiej nie powinien się wahać.