Jedna z największych wypożyczalni samochodów na świecie Hertz, która na początku 2021 roku zapowiadała, że zamierza aż 20% swojej floty zmienić na samochody elektryczne, wycofuje się z tych planów. Rozpoczęła już masową sprzedaż elektryków.
Elektryfikacja floty Hertza miała nastąpić dzięki umowie podpisanej z Teslą i marką Polestar, w ramach której miało dołączyć 100 tys. sedanów Model 3 oraz 65 tys. sztuk Polestar’a 2. Do tej pory flota Hertz’a obejmuje około 60 tys. pojazdów elektrycznych, głównie Tesli Model 3.
Na koniec 2023 roku zaledwie 11% wszystkich pojazdów w ofercie posiada napęd elektryczny. Okazuje się jednak, że problem z dostępem do samochodów wcale nie jest kluczowym czynnikiem, który stawia plany firmy pod znakiem zapytania. Znacznie większy problem stanowi fakt, że na autach elektrycznych się mniej zarabia.
Hertz w swoim raporcie finansowym zwraca uwagę, że auta elektryczne szybciej tracą na wartości, a koszty ich napraw są większe niż w przypadku aut spalinowych. Nie rekompensują tego nawet niższe koszty serwisu, a dodatkowo okazuje się, że dynamiczne auta elektryczne, w dodatku z napędem na tylną oś, częściej ulegają wypadkom. Niestety prym w tym wiedzie Tesla, koszty napraw jej samochodów są średnio o 20% wyższe w porównaniu do innych marek produkujących elektryki, a jakby tego było mało, jest też problem z terminowością napraw. To wszystko sprawia, że na każdym aucie firma zarabia mniej, a to odbija się na wynikach finansowych. Tylko w 4. kwartale 2023 roku Hertz zamierza z tytułu utraty wartości swoich elektrycznych pojazdów odpisać straty w wysokości 245 mln USD.
Tylko w tym roku Hertz chce sprzedać aż 20 tys. pojazdów elektrycznych ze swojej floty i zastąpić je samochodami z silnikami spalinowymi. Obecnie na stronach wypożyczalni na sprzedaż wystawione jest już ponad 700 samochodów elektrycznych, głównie Tesli Model 3 i Y, ale także Chevrolet Bolt, KIA EV6, BMW i3 czy Nissan Leaf. Ceny okazyjne…
OK- so this cartoon clearly is not entirely factual – but still, it is damn funny! Cause early on, this thought most definitely crossed my mind.
The “benefits” of corporate medicine.
“So I was in the McDonald’s drive-through this morning and the lady behind me continuously hooted at me and flipped me off because I was taking to long to order. I took a moment to reflect, and then I asked the cashier to pay for her food using my credit card.
I continued to the next window and she leaned out of her window looking all crazy at me because the teller told her I had paid for her food. She then looked very embarrassed and avoided my through-the-rear-view-mirror eye contact.
When I got to the last window to get my food, I showed the assistant both my receipts and took her food too!”
(As main stream media does it’s very best not to report on this story…)
Recorded in 1965 “If I were the Devil” by Paul Harvey
”Who is Robert Malone is a reader supported publication. Please consider a subscription to support our work.
Antoni Fauci, doradca rządu USA ds. korony, przyznał, że obowiązek zachowania dystansu „w jakiś sposób pojawił się” i nagle wszyscy go zażądali – nie miało to jednak podstaw naukowych.
Wiedeń 12.1.2024 r.
Już w moim pierwszym artykule z 30 marca 2020 roku wspomniałem o roli Antoniego Fauci – szefa CDC – amerykańskiego odpowiednika naszego Sanepidu – w szerzeniu kłamstw plandemicznych. Fauci wielokrotnie występuje w moich artykułach. Także w roli oskarżonego w wiadomościach z wyprzedzeniem, gdzie trzy lata temu pisałem o jego procesie, który przepowiedziałem na czerwiec 2024 r. Ta moja przepowiednia najwyraźniej się nie spełni, jednak emerytowany plandemista musiał we wtorek zeznawać przed amerykańską Podkomisją Izby Reprezentantów. Tym razem pytano go o naukowe podstawy „dystansu społecznego” rekomendowanego wówczas na całym świecie jako panaceum na zmyśloną pandemię.
Fauci (83 lata) ujawnił przed komisją Izby Reprezentantów ds. pandemii wirusa korony, że zalecenie dotyczące „dwóch metrów odległości”, którego bronił on i inni urzędnicy ds. zdrowia publicznego w USA, „prawdopodobnie nie było oparte na danych naukowych” – twierdzi przewodniczący Brad Wenstrup (stan Ohio). ) , który jest również lekarzem.
Antoni Fauci, doradca rządu USA ds. korony, przyznał, że obowiązek zachowania dystansu „w jakiś sposób pojawił się” i nagle wszyscy go zażądali – nie miało to jednak podstaw naukowych.
Zniesławiono publicznie setki lekarzy i naukowców, by podtrzymać bezsensowną regułę dystansu społecznego, która służyła przede wszystkim wojnie psychologicznej przeciwko ludzkości. Każdy, kto twierdził zgodnie z logiką i na podstawie badań niezależnych naukowców inaczej, był z miejsca okrzyczany jako teoretyk spisku, foliarz i kilkoma podobnymi epitetami. Powstała stworzona na sztucznie napędzanym przez media strachu, psychoza nieistniejącego wirusa, nieistniejącej pandemii.
Urzędowo wspierany atak na społeczeństwo.
Najwyraźniej panuje epidemia amnezji wśród odpowiedzialnych za ludobójstwo polityków oraz wspierających ich urzędników. Możecie sami to sprawdzić, oglądając poniższy film. Pan Fauci podczas wtorkowego zeznania w kongresie amerykańskim zasłonił się ponad 100 razy brakiem pamięci.
Anthony Fauci zeznaje w Kongresie w sprawie pandemii Covid-19.
Gavin Ashenden, publicysta brytyjskiego „Catholic Herald” wykazuje, że seksualny mistycyzm, opisany przez kard. Victora Manuela Fernandeza w książce „Pasja mistyczna. Duchowość i zmysłowość” jest bliższy ezoterycznemu i okultystycznemu rozumieniu ludzkiej seksualności, niż teologii katolickiej.
W wydanej w 1998 r. książce, obecny prefekt Dykasterii Nauki Wiary opisał obrazowo różnicę między męskimi i żeńskimi orgazmami. Jako 36 – letni wówczas ksiądz, Fernandez skupił się zwłaszcza na możliwościach znalezienia Boga w kontaktach seksualnych. Kard. Fernandez przekonywał, że jeśli mistycy mogą uzyskać zmysłowe doświadczenie nadprzyrodzonej obecności, to analogicznie, „może On stać się obecny, gdy dwie istoty ludzkie kochają się nawzajem i osiągają orgazm”.
Jak przekonuje publicysta, jednym z najbardziej niepokojących aspektów analizy Fernándeza jest to, że „podziela on te same założenia dotyczące seksu, co ezoterycy i ci, którzy praktykują (czarną) magię”.
„Seks jest dla nich środkiem instrumentalizacji boskości, tak jak dla Fernándeza; w ezoteryce – jak się twierdzi – seks ułatwia bezpośrednie doświadczenie Boga” – czytamy. Z chrześcijańskiej perspektywy, takie rozumienie ludzkiej seksualności stanowi narzędzie przebóstwienia cielesności i deifikacji porządku ziemskiego, a więc jest z gruntu fałszywe.
Ashenden przypomina, że właśnie w ten sposób rozumiała seksualność cała tradycja alchemiczna i renesansowi twórcy, praktykujący skrzyżowanie chrześcijaństwa, nauki i magii: Marsilio Ficino (1433-1499) i Giordano Bruno (1548-1600). Twierdzili, że erotyczne zasady przyciągania, okultystyczne moce magii i dynamiczna struktura wszechświata są częścią jednego kontinuum. Również współcześni „magowie seksu” przekonują, że energia seksualna jest potężną siłą, którą można wykorzystać do przekroczenia widzialnej rzeczywistości.
Publicysta wskazuje podobieństwa twierdzeń kard. Fernandeza do słów XIX-wiecznego amerykańskiego okultysty Paschala Beverely’ego Randolpha (1825-75), który napisał, że „prawdziwa moc seksu jest mocą Boga i jako taka, moc orgazmu może być wykorzystywana przez mężczyznę i kobietę dla różnych korzyści, zarówno światowych, jak i duchowych”.
Ashenden robi również porównania do dużo mroczniejszej postaci, brytyjskiego „czarnoksiężnika”, Aleistera Crowleya. „Ludzkość musi się nauczyć, że instynkt seksualny jest… uszlachetniający. Szokujące zło, nad którym wszyscy ubolewamy, wynika głównie z perwersji wywołanych przez jego tłumienie” – pisał prekursor współczesnego okultyzmu.
„Kardynał Fernández – co prawda piszący jako młodszy mężczyzna; był 36-letnim księdzem – popełnia fatalny i trzeba powiedzieć heretycki błąd, przypisując seksualnemu punktowi kulminacyjnemu automatyczne narzędzie przebóstwienia. Podziela alchemiczny i ezoteryczny pogląd na nieprzerwane kontinuum, które pozwala ludzkości uzyskać dostęp do boskości przez bramę jakiejś formy mistycyzmu. Doświadczenie i nauczanie Kościoła jest takie, że nie jest to ani prawdziwe, ani chrześcijańskie” – pisze Ashenden.
Mniej więcej w tym samym czasie, bo w 1995 r. ukazała się inna książka Fernandeza pt. „Wylecz mnie swoimi ustami. Sztuka pocałunku”. Z kolei w 2006 r. na łamach „Revista Teologia” przekonywał, że w niektórych sytuacjach stosowanie prezerwatyw… jest w małżeństwie wręcz moralnym obowiązkiem. Kontrowersyjny duchowny został powołany przez Franciszka na stanowisko prefekta Dykasterii Nauki Wiary w 2023 r. Jedną z jego pierwszych decyzji była publikacja deklaracji Fiducia Supplicans, umożliwiającej błogosławieństwa par LGBT+ i osób rozwiedzionych znajdujących się w ponownych związkach.
Brak perspektywy nadprzyrodzonej u papieża uderza najbardziej, kiedy mówi o głodzie, wyzysku i kryzysie klimatycznym jako głównych przyczynach nadchodzącej wojny światowej. Bez jakiegokolwiek wspomnienia grzechu, czyli przekroczenia prawa Bożego i naturalnego, co papieże Benedykt XVI i Pius XII zdefiniowali jako główne przyczyny I i II wojny światowej – pisze Roberto de Mattei.
Jaki jest stan świata u progu roku 2024? Papież Franciszek zarysował szeroką panoramę w swoim przemówieniu z 8 stycznia, skierowanym do ambasadorów przy Stolicy Apostolskiej, zebranych na tradycyjnej noworocznej audiencji.
Trzeba od razu zwrócić uwagę na jedną rzecz. Papież Franciszek nie ma zwyczaju cytować Piusa XII. Tym razem zrobił to w jednym przemówieniu dwukrotnie, odwołując się do słynnego przesłania radiowego do narodów całego świata, jakie Pius XII wygłosił 24 grudnia 1944 roku. Pius XII zaproponował wówczas stworzenie nowego porządku międzynarodowego, rozwijając takie koncepcje jak rozróżnienie pomiędzy „ludem” a „tłumem”, co dotyka problemu degeneracji demokracji. Przemówienie Piusa XII zasługuje na ponowną lekturę w czasie przed europejskimi wyborami w czerwcu 2024 roku.
Jednak istotą przemówienia Franciszka było stwierdzenie, że obok rzeczywistości, o której papież wciąż mówi – wojny światowej w kawałkach – można dostrzec niebezpieczeństwo zbliżania się „prawdziwego konfliktu globalnego”. Franciszek odniósł się do potencjalnej masakry nuklearnej, która w ciągu ostatnich lat nie była nigdy tak realna.
„Nie widzę powodu, dla którego nie mielibyśmy użyć broni nuklearnej” – powiedział niedawno rosyjski politolog Aleksander Dugin. W artykule opublikowanym na łamach „The Spectator” 6 grudnia, dwa dni przed przemówieniem papieża Franciszka, Edward Stawiarski, który osobiście spotkał się z Duginem, napisał, że postrzega on inwazję na Ukrainę jako „świętą wojnę” przeciwko „satanizmowi” Zachodu: „To wielkie wydarzenie, być może największe w historii”. Według Dugina „jesteśmy w sytuacji, w której albo Ukraina przestanie istnieć i stanie się częścią południowej i zachodniej Rosji, albo nie będzie Rosji. Nie będzie takiej Rosji, jaka jest teraz. Problem polega na tym, że istnieje jeszcze trzecia możliwość, w której nie będzie już nikogo. Ani Rosji, ani Ukrainy, ani Zachodu, ani ludzkości. Innymi słowy, to opcja nuklearna”.
Stawiarski pisze, że Dugin „otwarcie ostrzega przed wyśmiewaniem przyczyn, dla których Rosja poszła na wojnę. «Eschatologia jest obecna w naszych głowach i wpływa na nasze decyzje» – mówi. «Można się z tego śmiać, ale trzeba pamiętać, że śmiejesz się z ludzi z bronią nuklearną. Nie widzę przyczyny, dla której nie mielibyśmy jej użyć, albo dla której Putin miałby wahać się przed jej użyciem, gdyby Rosja zaczęła się chwiać»”.
Trudno powiedzieć, na ile Dugin jest „głosem” Władimira Putina. W pewnych kręgach tak zwanego ruchu „identytaryzmu” jest postrzegany jako „mistrz myśli”. W tych kręgach nienawiść do Zachodu jest równie wielka, jak entuzjazm wobec putinowskiej Rosji, postrzeganej jako jedyny bastion tradycyjnych wartości w zepsutym świecie. Dugin wskazuje, że wojna nuklearna nie miałaby ani zwycięzców, ani przegranych, ale w globalnym konflikcie widzi dla ludzkości szansę. „Wielkiemu Resetowi” Zachodu przeciwstawia rosyjski nuklearny „Wielki Reset”, który – poprzez „reset” sytuacji – pozwoliłby na odżycie siłom gnostyckiej tradycji, powstającym jak feniks z popiołów.
Podczas gdy wizja Dugina jest „eschatologiczna”, dyskursowi papieża Franciszka brakuje właśnie „teologii historii”, która daje jedyny możliwy klucz interpretacji wydarzeń naszych czasów. Papież Franciszek wielokrotnie krytykował pelagianizm, herezję, w której człowiek wierzy wyłącznie w swoje własne siły, uwalniając się od pomocy łaski. Jednak w przemówieniu papieża Franciszka z 8 stycznia nie pojawia się siła nadprzyrodzona. Nie ma jej nawet wówczas, gdy potępił surogację, wyrażając jak premier Giorgia Meloni nadzieję, że zostanie ona powszechnie uznana za przestępstwo, albo kiedy krytykuje „ideologię kolonizacji” genderyzmu, posługując się perspektywą, którą można podzielać na gruncie wyłącznie prawa naturalnego. Prawa, które zostało silnie naruszone przez dokument podpisany przez samego Franciszka, czyli deklarację Fiducia supplicans, opublikowaną 18 grudnia 2023 roku przez Dykasterię Nauki Wiary.
Brak perspektywy nadprzyrodzonej u papieża uderza najbardziej, kiedy mówi o głodzie, wyzysku i kryzysie klimatycznym jako głównych przyczynach nadchodzącej wojny światowej, bez jakiegokolwiek wspomnienia grzechu, czyli przekroczenia prawa Bożego i naturalnego, co papieże Benedykt XVI i Pius XII zdefiniowali jako główne przyczyny I i II wojny światowej.
25 marca 2022 roku papież Franciszek poświęcił Rosję i Ukrainę Niepokalanemu Sercu Maryi, ale wydaje się, że nie zna treści przepowiedni Fatimskiej. W 1917 roku Matka Boża powiedziała, że wojny są konsekwencją grzechów ludzi i że zapobiec im może wyłącznie nawrócenie ludzkości. Pojedynczy grzech jest sam w sobie poważniejszy niż wojna nuklearna, bo duchowa śmierć duszy jest większym nieszczęściem niż jakakolwiek fizyczna śmierć. Papież i biskupi mają obowiązek przypominać światu pogrążonemu w hedonizmie o tych elementarnych prawdach wiary katolickiej.
Konsekwencje grzechu są nie tylko indywidualne, ale i społeczne, bo społeczeństwo ma swoje ugruntowanie w obiektywnym porządku wartości moralnych. W tym sensie, jak wyjaśnił Pius XII w swojej pierwszej encyklice Summi Pontificatus z 20 października 1939 roku, oddalenie od Jezusa Chrystusa i zlekceważenie prawa naturalnego są przyczyną wojen i dezintegracji społeczeństwa. Konflikty międzynarodowe mają swoje jedyne rozwiązanie w Boskim Odkupicielu Ludzkości.
W przemówieniu Piusa XII, które cytował papież Franciszek, padają słowa, jakich Franciszek już nie przytoczył: „Nasz wzrok spontanicznie przenosi się od jasnego Dzieciątka w żłóbku na otaczający nas świat, a na usta przychodzi nam zatroskane westchnienie Jana Ewangelisty: «Lux in tenebris lucet et tenebrae eam non comprehenderunt; a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła» (J 1, 5). Kołyska Zbawiciela świata, Odnowiciela ludzkiej godności w jej pełni, jest punktem naznaczonym przymierzem pomiędzy wszystkimi ludźmi dobrej woli. To właśnie tam biedny świat, rozrywany niezgodą, podzielony egoizmem, zatruty nienawiścią, otrzyma światło, otrzyma na powrót miłość i w serdecznej harmonii będzie mógł ruszyć do wspólnego celu, do uleczenia swoich ran w pokoju Chrystusa”.
Krajowa Rada Izb Rolniczych twierdzi, że polskiej branży cukrowej poważnie zagraża ukraiński cukier. 10 stycznia skierowała apel do resortu rolnictwa, by wstrzymany został import tego produktu na nasz rynek.
Według Rady Polska wciąż jeszcze jest jednym z głównych graczy, jeśli chodzi o produkcję cukru w Unii Europejskiej. Co roku produkujemy bowiem 2 miliony ton surowca, co daje trzecie miejsce – za Francją i Niemcami. 75 proc. produkcji trafia na rynek wewnętrzny.
Polskiej branży cukrowej zagraża jednak Ukraina. Rada bije na alarm, że chodzi o „ilości, które destabilizują równowagę rynkową”. Tylko na przełomie lat 2022/2023 zakres importu surowca z Ukrainy wzrósł do 400 tys. ton. W tym roku ma zaś wzrosnąć o prawie drugie tyle – bo do 700 tys. t. W 2025 r. import może już przekraczać 1 mln t.
To zaś spowoduje, że produkcja w Polsce przestanie się opłacać. „Konieczne jest natychmiastowe wprowadzenie embarga na cukier sprowadzany z Ukrainy, co pozwoli na częściową ochronę polskiego rynku cukru” – wskazano.
Zdaniem KRIK, jeśli nic w zakresie importu się nie zmieni, może to doprowadzić nawet do całkowitej zapaści sektora w Polsce. Ukraińscy producenci nie muszą bowiem zachowywać wszelkich unijnych norm „ekologicznych” i jakościowych, a więc mogą oni znacznie obniżyć ceny. Obowiązują one natomiast – podobnie jak w przypadku zboża – polskich producentów. A to oznacza, że nie ma tu uczciwej konkurencji.
„Mając na uwadze problemy związane z nadmiernym i niekontrolowanym importem zbóż, rzepaku i kukurydzy z Ukrainy, m.in. spadek opłacalności ich produkcji dla polskich rolników i wprowadzanie dopłat do sprzedanych towarów, samorząd rolniczy wnosi o niezwłoczne przeciwdziałanie powtórzeniu się podobnej sytuacji na rynku buraków cukrowych” – napisano w apelu.
Olej z Ukrainy skutecznie zbił ostatnio ceny na półkach sklepowych w Polsce. Importuje się go w o wiele większych ilościach niż przed wojną, a do tego poważnie staniał w porównaniu do sytuacji sprzed 12 miesięcy. Co ciekawe, nie tylko olej spożywczy wlewa się do nas szerokim strumieniem, ale i techniczny. Postanowiliśmy sprawdzić, kto jest importerem i do jakich celów ma być wykorzystany.
Import oleju technicznego z Ukrainy wzrósł skokowo | Foto: Krivosheev Vitaly / Shutterstock
Jadalny olej z Ukrainy obniżył ceny w sklepach w Polsce i importowany jest w dużych ilościach
Sprowadzamy jednak olbrzymie ilości oleju niezdatnego do spożycia, technicznego. Import wzrósł w ub.r. o 31 proc. rok do roku
Część sprowadzonych olejów technicznych jest deklarowana jako cel paszowy. Część może trafiać do produkcji biokomponentów do paliw, ale największy kupujący się nie przyznaje
Ceny oleju na sklepowych półkach spadły w ostatnim czasie. Według danych GUS w listopadzie olej rzepakowy był tańszy o 11,2 proc. rok do roku. Urząd podaje, że za litr płaciło się w Polsce średnio 9,56 zł, podczas gdy rok temu było to 12,54 zł. To i tak wysokie ceny w porównaniu z tym, co widać w promocjach sieci marketów.
W Lewiatanie olej słonecznikowy jest do 17 stycznia w promocji po 5,55 zł, a w Lidlu do 13 stycznia za pięć litrów oleju rzepakowego zapłaci się 29,96 zł, czyli 5,99 zł za litr.
Powód niższych cen widać w statystykach importu GUS. W ciągu dwóch lat import spożywczego oleju słonecznikowego surowego wzrósł z Ukrainy ilościowo o aż 2163 proc. Między styczniem a październikiem ub.r. sprowadzono go do Polski 157 tys. ton, co przekłada się na 157 mln litrowych butelek.https://pulsembed.eu/p2em/swUfPKTMt/
Co więcej, w 2023 r. cena importowa spadła o aż 41 proc. rok do roku do średnio 3,82 zł za litr, a w październiku do nawet 3,42 zł.
Olej techniczny wlewa się do Polski
Co ciekawe, bardzo wzrósł nie tylko import oleju jadalnego, ale też i oleju technicznego, czyli nieprzydatnego do spożycia, tj. niespełniającego unijnych norm. Pewnie ci, którzy pamiętają braki oleju za PRL nie wybrzydzaliby, ale taki olej nie powinien się pojawić na półkach sklepowych na terenie Polski.
A wjechało go w ciągu dziesięciu miesięcy 2023 r. aż 137 tys. ton, czyli o 31 proc. więcej rok do roku, po cenach wykazanych w deklaracjach celnych o 41 proc. niższych niż rok wcześniej. W październiku jego cena zeszła do średnio 3,66 zł za litr. https://pulsembed.eu/p2em/1b1qR-lHK/
Postanowiliśmy sprawdzić, gdzie ten olej trafia i do czego może być wykorzystany.
„Nie istnieje obowiązek wskazania w zgłoszeniu celnym sposobu wykorzystania olejów, które zaklasyfikowane zostały przez importera do kodów określających przeznaczenie »do celów technicznych lub przemysłowych«. Na podstawie analizy losowo wybranej próby zgłoszeń celnych (kodów Taryfy o przeznaczeniu technicznym lub przemysłowym), wskazać można, iż najczęstszym deklarowanym przeznaczeniem technicznym są cele paszowe. Inne deklarowane przeznaczenia to: produkcja pasty metalicznej, produkcja farb i lakierów oraz estry metylowe kwasów tłuszczowych (komponent biologiczny oleju napędowego)” — informuje Business Insidera Ministerstwo Finansów.
Innymi słowy, część sprowadzonych olejów technicznych spożyją krowy i świnie, a do naszych organizmów trafi tylko pośrednio, jeśli jemy mięso.
Spytaliśmy też dużego producenta olejów jadalnych, czy to on sprowadza tak duże ilości oleju technicznego. Czy można w ogóle taki olej doczyścić, żeby stał się jadalny i czy jest to praktykowane?
„Zakłady Tłuszczowe Bielmar […] nie importują i nie importowały oleju rzepakowego. Olej rzepakowy produkowany w naszym zakładzie produkowany jest z nasion rzepaku zakupionych od stałych polskich producentów. W przypadku oleju słonecznikowego kupujemy surowy olej importowany, który w naszym zakładzie podlega rafinacji. Olej ten nabywany jest od stałych dostawców. Olej słonecznikowy, który ma być wykorzystany do celów spożywczych musi posiadać i za każdym razem posiada świadectwo spełnienia wymagań zdrowotnych przez środek spożywczy przekraczający granicę” — podkreśla Bielmar w odpowiedzi.
„Z całą stanowczością oświadczamy, iż nie jest możliwe przekwalifikowanie, czy też przystosowanie oleju technicznego na olej, który może być wykorzystany do celów spożywczych, albowiem jak wskazaliśmy powyżej olej spożywczy musi on posiadać świadectwo spełnienia wymagań zdrowotnych przez środek spożywczy przekraczający granicę” — dodano.
Wiemy już, że „doczyszczanie” oleju technicznego z importu nie jest dopuszczalne i nie trafia on do nas w wersji spożywczej. A przynajmniej nie powinien. Pozostaje jeszcze wykorzystanie do produkcji paliw.
Dwa razy więcej bio w paliwach
Ministerstwo finansów informuje, że przerobienie na biokomponenty do paliw to jeden z celów importu oleju technicznego wpisywanych przez importerów. Producenci biokomponentów z pewnością potrzebują więcej surowca, bo od początku 2024 r. w paliwach w Polsce jest więcej biokomponentów. I to dwa razy więcej.
Nowe paliwo E10zawiera już do 10 proc. biokomponentów. Pojawi się na stacjach, gdy wyczerpią się zapasy starego. Poprzednik zawierał biokomponentów do 5 proc. Dla użytkowników starszych samochodów może oznaczać to, że będą musieli zrezygnować z Pb 95 na rzecz droższej Pb 98. Wszystko z powodu przepisów, które mają na celu zmniejszenie emisji CO2 w sektorze transportu.
[—] Naturalnym podejrzanym o sprowadzanie dużych ilości oleju technicznego w celu przerobienia na paliwa byłby tu Orlen.
„Orlen nie importuje oleju rzepakowego i słonecznikowego z Ukrainy” — to krótka, lakoniczna odpowiedź koncernu na nasze pytania.
W Grupie Orlen produkcją biokomponentów zajmuje się Orlen Południe (5 mld zł przychodów w 2022 r., 173 mln zł zysku netto). Spółka podaje, że biodiesel FAME produkuje w procesie transestryfikacji olejów roślinnych z metanolem, biodiesel RME jest produkowany z oleju rzepakowego, a biodiesel BIO100 na bazie olejów roślinnych.
Skoro nie Orlen to kto?
Poza Orlenem największymi producentami biokomponentów do paliw w Polsce są jeszcze: polska Komagra z Warszawy (2,6 mld zł przychodu w 2022 r., 38 mln zł zysku netto), polska Bioagra Oil z Tych (2,4 mld zł przychodu w 2022 r. i 167 mln zł zysku netto), holenderski ADM Malbork (1,5 mld zł obrotu w 2022 r. i 118 mln zł zysku netto), polska Bioagra z Warszawy (1,4 mld zł przychodów w 2022 r. i 78 mln zł zysku netto), polska BGW z Poznania (1 mld zł przychodów w 2022 r. 106 mln zł zysku netto) oraz słowacko-węgierska Envien Biopaliwa z Czechowic-Dziedzic (1 mld zł przychodów w 2022 r. i 73 mln zł zysku netto).
Autor: Jacek Frączyk, dziennikarz Business Insider Polska
==================================
mail:
Import z Ukrainy i tańszy eksport
Nie tylko chodzi o wzrost podaży od polskich producentów. Zwiększył się i to znacząco import z Ukrainy, ale też spadły ceny eksportowe krajowych producentów. W takiej sytuacji klient polski jest na wagę złota.
W ciągu dziewięciu miesięcy br. do Polski z Ukrainy sprowadzono aż 10,4 tys. ton jadalnego oleju rzepakowego z Ukrainy, czyli o 1082 proc. więcej rok do roku (+9,4 tys. ton rdr). Średnia cena importu to 3,6 zł za litr, a we wrześniu wynosiła już tylko 3,32 zł według deklaracji celnych.
Trochę niepokojąco wygląda fakt, że ostry wzrost nastąpił w imporcie z Ukrainy olejów nieprzeznaczonych do spożycia. Import oleju technicznego słonecznikowego między styczniem a wrześniem br. wzrósł z Ukrainy o 22 proc. rdr do 120 tys. ton, a rzepakowego o 133 proc. rdr do 24,5 tys. ton. Być może jednak polskie firmy go oczyszczają i wprowadzają na rynek.
Jednocześnie z zalewem polskiego rynku przez tani olej ukraiński nastąpił spadek cen eksportowych dla polskich firm. Średnia cena eksportowa w pierwszych dziewięciu miesiącach roku wynosiła 6,43 zł za litr oleju rzepakowego spożywczego w porównaniu do 8 zł rok temu w analogicznym okresie. Z tym że we wrześniu było to już 6,19 zł.
Księga Hioba 3:8 – Niech ją przeklną złorzeczący dniowi, którzy są zdolni obudzić Lewiatana
Dwóch znanych i uznanych publicystów, funkcjonujących na tzw. niezależnej prawicy medialnej, wyraziło w ostatnich dniach, jak myślę niezależnie od siebie, spostrzeżenia dotyczące tego, co dzieje się w Strefie Gazy. Obaj zwrócili uwagę na niezwykłą zbieżność w czasie, jaka wystąpiła pomiędzy eskalacją działań wojennych w tym rejonie, a niedawnym odkryciem na Morzu Śródziemnym złóż gazu. Oczywiście, media głównego nurtu starannie omijają ten temat, ja jednak chciałbym uzupełnić ten wątek o kilka zdań, które pomieściłem w wydanej kilka tygodni temu książce „Wrota Magadanu”. Otóż, w r. 1999, u wybrzeży Strefy Gazy, British Gas Group, firma zatrudniona przez Autonomię Palestyny, odkryła pokaźne pokłady gazu ziemnego. Rejon ten nazwano Marine-1, a zlokalizowany wkrótce potem leżący obok, Marine-2. British Gas (Grupa BG) i jej partner, Consolidated Contractors International Company z siedzibą w Atenach, należący do libańskich rodzin Sabbagh i Koury, otrzymały prawa do poszukiwania ropy naftowej i gazu w ramach 25-letniej umowy podpisanej w listopadzie 1999 r. z Autonomią Palestyńską. Porozumienie zakładało możliwość dalszych poszukiwań, a także poprowadzenie rurociągów umożliwiających sprzedaż tych surowców. Grupa BG rozpoczęła wiercenia w r. 2000. Dochód z obu źródeł oceniano na 4 mld dolarów. Rok później premierem Izraela został Ariel Szaron, który nieoczekiwanie stwierdził, że „Izrael nigdy nie kupi gazu od Palestyny”, sugerując, że morskie rezerwy w Strefie Gazy należą do Izraela. Już w 2003 r. zawetował wstępną umowę, na podstawie której Grupa BG miała dostarczać tamtejszy gaz do Izraela.
W latach kolejnych, co szczegółowo opisałem w książce, nastąpił cały szereg wypadków, które zarówno nie pomagały w nawiązaniu handlowych relacji między stronami, ale wręcz doprowadziły do konfliktu zbrojnego w marcu r. 2008, a mimo prowadzonych rozmów pokojowych, w grudniu tego samego roku rozpoczęła się izraelska inwazja Strefy Gazy, pod kryptonimem „Płynny Ołów”. 18 stycznia 2009 r., między stronami konfliktu wprowadzono zawieszenie broni. W operacji zginęło 14 Izraelczyków i 1350 Palestyńczyków, w tym setki cywilów, kobiet i dzieci.
Niesamowitym zbiegiem okoliczności, dzień wcześniej firma wydobywcza Noble Energy działająca na rzecz Izraela (obecnie pod zarządem korporacji Chevron z siedzibą w Teksasie), ogłosiła odkrycie złóż gazu w izraelskiej wyłącznej strefie ekonomicznej leżącej 80 km. na zachód od Hajfy. Pierwsze poszukiwania w tym rejonie rozpoczęła, znana nam już Grupa BG, w tym samym r. 1999, w którym ujawniła złoża palestyńskie. Po latach firmą pracującą na rzecz Izraela, w miejsce brytyjskiej, została właśnie amerykańska Noble Energy, która kooperuje z obecnym na Giełdzie Tel Awiwu izraelskim holdingiem naftowym Delek, w ramach spółki Noble and Delek Energy. Złoże izraelskie oznaczono mianem Tamar-1. W lipcu 2009 r. stwierdzono obecność kolejnego i nazwano je Tamar-2, a we wrześniu 2011 natrafiono na następne, Tamar-3.
Tymczasem, ciągle prowadzone poszukiwania na Morzu Śródziemnym, przyniosły w grudniu 2010 r., na pograniczu wód należących do Libanu, odkrycie gigantycznego źródła gazu, z racji wielkości nazwanego Lewiatanem. W encyklopediach określa się to miejsce „wybrzeżem Izraela”, jednak w rzeczywistości pokłady te znajdują się w Basenie Lewantu, a sam Izrael ma w nim niewielki procentowo udział terytorialny. Obszar ten obejmuje bowiem wspomniany Liban, ale też Jordanię, Palestynę, Zachodni Brzeg i Syrię. Ta ostatnia zawarła wieloletnie porozumienie w sprawie poszukiwań i wydobycia ropy naftowej oraz gazu ziemnego z Rosją, która nie porzuci aspiracji do odegrania jednej z czołowych ról w tym przedsięwzięciu. Liban z kolei nie zgadza się na próby włączania złóż leżących na jego wodach do izraelskiej wyłącznej strefy ekonomicznej. Największe pokłady gazu leżą jednak pod dnem wód należących do Strefy Gazy i Zachodniego Brzegu.
W r. 2019, Konferencja Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD) wydała dokument pod tytułem „Ekonomiczne koszty izraelskiej okupacji narodu palestyńskiego: niezrealizowany potencjał złóż ropy i gazu ziemnego”, w którym stwierdziła, że „Geolodzy i ekonomiści zajmujący się zasobami naturalnymi potwierdzili, że na okupowanych terytoriach palestyńskich znajdują się znaczne złoża ropy naftowej i gazu ziemnego, w Strefie C okupowanego Zachodniego Brzegu Jordanu i na wybrzeżu Morza Śródziemnego u wybrzeży Strefy Gazy. Jednak okupacja nadal uniemożliwia Palestyńczykom rozwój ich pól energetycznych w celu wykorzystania i czerpania korzyści z tych zasobów. W związku z tym Palestyńczykom odmawia się korzyści płynących z wykorzystywania tych zasobów naturalnych do finansowania rozwoju społeczno-gospodarczego i zaspokajania ich zapotrzebowania na energię. Skumulowane straty szacuje się na miliardy dolarów. Im dłużej Izrael uniemożliwia Palestyńczykom eksploatację ich własnych rezerw ropy naftowej i gazu ziemnego, tym większe są koszty alternatywne i tym większe są całkowite koszty okupacji ponoszone przez Palestyńczyków. Niniejsze badanie identyfikuje i ocenia istniejące, i potencjalne palestyńskie rezerwy ropy naftowej oraz gazu ziemnego, które mogłyby być wydobywane z korzyścią dla narodu palestyńskiego, którą to eksploatację Izrael albo uniemożliwia, albo realizuje bez należytego poszanowania prawa międzynarodowego”.
7 października 2023 r. paralotniarze z Hamasu zaatakowali państwo Izrael. Zginęło wielu Izraelczyków. Wkrótce, w odwecie, rozpoczęła się rzeź narodu palestyńskiego i rujnowanie Strefy Gazy. W pierwszych tygodniach wojny obszar ten został wyburzony w 50%.
Licencje mają obowiązywać przez trzy lata, z możliwością ich przedłużenia do lat siedmiu. Odpowiadając na prośbę agencji Reuters o komentarz, rzecznik jednej z firm – włoskiej Eni powiedział, że runda przetargowa rozpoczęła się jeszcze w grudniu, natomiast grupa złożyła swoją ofertę w lipcu tego roku. Dodał, że spółka otrzymała koncesję w południowej części basenu lewantyńskiego. Grecka firma Energean, która zarządza polem gazowym Karish u wybrzeży północnego Izraela, będącego głównym źródłem gazu dla tego kraju, również złożyła wniosek o koncesję na obszarze na północ od Lewiatana. Reuters dodała też, że „duże złoża gazu zostały odkryte we wschodniej części Morza Śródziemnego w ciągu ostatnich piętnastu lat, a Izrael ma nadzieję, że zostaną znalezione kolejne, by zwiększyć rezerwy i przyspieszyć plany eksportu gazu do Europy, która poszukuje nowych źródeł energii”.
Przypomnijmy, że w kwietniu 2022 r., przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen oświadczyła, iż „era rosyjskich paliw kopalnych w Europie dobiega końca”. 18 maja 2022 r. Unia Europejska opublikowała plany zakończenia importu rosyjskich surowców do r. 2027. Na mocy porozumienia z czerwca 2022 r. pomiędzy Unią Europejską, Egiptem i Izraelem, to właśnie gaz z tego rejonu ma zasilać kraje UE. To z pewnością może tłumaczyć niezrozumiałe dla wielu masowe poparcie działań Izraela przez wszystkie rządy europejskie, nawet te, które obserwatorzy pozycjonują, jako prawicowe. Wystarczy jednak rzut oka na mapę planowanego przebiegu rurociągu East Med, mającego biec ze źródeł Morza Śródziemnego przez Cypr, Grecję i Włochy, by zrozumieć, że oto do głosu doszedł właśnie mityczny Lewiatan.
11 stycznia 2024 r. Warszawa, czwartek po południu, zimno – trudno znaleźć gorsze okoliczności do urządzania manifestacji, a tymczasem…
Protest Wolnych Polaków – wielki marsz patriotów zjeżdżających się do stolicy z całej Polski, setki tysięcy ludzi w różnym wieku, różnych zawodów, po prostu polskie społeczeństwo.
Wspólnota narodowa złączona słowami Bóg-Honor-Ojczyzna, morze biało-czerwonych flag, spokój, powaga, żadnych wulgaryzmów, tak charakterystycznych dla marszów zwolenników koalicji 13 grudnia w latach minionych, gdy oni jeszcze nie rządzili.
Rządzą od 13 grudnia ub. roku, 30 dni, i dużo już nabroili. Fatalnie zaczęli, zdjęli maski praworządnych demokratów, uruchomili swoje „rympałki”, papierowe mini serduszka imitujące nieistniejący patriotyzm już nie osłaniają.
Za wcześnie, zbyt gwałtownie – dlaczego tak się spieszą? ………………………….. Żeby aresztować 2 posłów goszczących u prezydenta RP minister spraw wewnętrznych 13- grudniowych koalicjantów przemycił do pałacu prezydenckiego 14 policjantów.
Urząd miasta Warszawy pociesza się, że w Proteście Wolnych Polaków uczestniczyło 35 tys. – pewnie liczyli co dziesiątego, ale… 35 tys demonstrantów razy 7 policjantów (na dwu posłów wysłali 14-tu) oznacza, że musieliby mieć 245 tys. policjantów, żeby demonstrantów zaaresztować. Zielona wrona Jaruzelskiego miała setki tysięcy funkcjonariuszy PZPR, żołnierzy LWP, milicjantów, esbeków i przegrała. Ruda wrona Orła nie pokona!
Z notki przebija populizm, jak z poprzedniej TVPInfo. Nie uczycie sie na swoich bledach, jestescie zadufani. Osiem Waszych lat cechowala przede wszystkim bezkarnosc – brak odwagi? Ukraincy – Kramek i Kozlowska wydawali instrukcje na pismie jak obalic sila panstwo – i co, gdzie siedza z dlugoletnim wyrokiem? Miesięczna okupacja sejmu – gdzie straz porzadkowa i wyroki, przynajmniej dyscyplinarne? Demonstracje zaklocajace porzadek publiczny i naruszajace normy spoleczne – gdzie przynajmniej „blokujacy autobus” nie mowiac o karach porzadkowych? Ataki na miejsca kultu, zaklocania mszy – gdzie konsekwencje prawne i parlamentarne wobec czynnych poslow (zbrodnia za to jest zgaszenie swiec szemranej sekty Chabad Lubawicz!)? Takimi dzialaniami zakwestionowaliscie sami autorytet i powage panstwa. Czego zatem spodziewaliscie po mafijnej zulii, jak dojdzie do glosu? Do tego zakonserwowaliscie beton komunistyczny z PZPR – liczac na ludzkie odruchy Homo Sovieticus, stalinowcow i trockistow? Dzis jestesmy w punkcie wyjscia, ze zdemoralizowanym i kompletnie wyjalowionym panstwowo i patriotycznie kolejnym pokoleniem. Piekne idealistyczne hasla tej notki i trzysta tysiecy uczestnikow marszu to niestety nie swiadomosc i emocje calej Polski. Dzis do Warszawy nie przyjechal niestety caly narod – to kolejny szczyt populizmu. Zmarnowaliscie zycie do konca, takim ludziom jak Pan i ja – rzeczywistej antykomunistycznej opozycji. Zycie nie trwa wiecznie, w taki sposob z pewnoscia nie doczekamy juz Polski naszych niezlomnych rodzicow i dziadkow (moich ze Lwowa). To wielki grzech zaniechania. Oddaliscie nas znow w rece jakis bolszewickich oprawcow, banderowcow, a ostatnie niedobitki polskich patriotow z Bialorusi wprost w moskiewskie tiurmy. Rozbroiliscie armie, rozdajac ostatnie strategiczne rezerwy – i to wlasciwie komu i po co (zaden z demagogicznych celow nie ma szans na realizacje, jedyny efekt to ruina i tysiace martwych cywili)? Doprawdy mozna sobie jedynie zadawac gorzkie pytanie – czy to tylko tchorze i pozyteczni idioci, czy juz rzeczywista ruska agentura?
@1-2-3 Polska jest w systemie UE (niemieckiej), więc pozostawanie w nim i podległość mu jest zasadniczą przyczyną tego, o czym Pan pisze. Jest jeszcze udział w NATO,
Sometimes small items represent things with bigger meanings. Hidden behind appearances are philosophies of life that it does well to analyze.
Such is the case of a recent news article on smoking. Canada announced last May that it would become the world’s first nation to require health warnings to be printed—on each individual cigarette.
Manufacturers must imprint a tiny message on all king-size cigarettes by July 2024. The warnings, which must be in English and French, will carry phrases like “Cigarettes cause cancer” and “Poison in every puff.”
Looking for a Cause
Some might attribute the excessive warning to overzealous bureaucrats. However, the facts suggest the absurd warnings represent much more.
There is no need to print such warnings on the individual smokes. Every carton and pack of cigarettes already has them in large letters for all to read. This has been government policy for decades. Anyone who has not read them written largely will certainly not read the tiny version on the single cigarette.
There must be a reason for the government’s micro-management of citizens’ health. Goodwill cannot be assumed. Gestures like this micro-warning are typical of a socialist mentality and its attached materialist philosophy. Such measures are consistent with a socialist government that takes it upon itself to supply all needs and avoid all risks. Socialists hold that this life is all that exists and everything must be organized to prevent anything that endangers personal pleasure.
The Essence of Socialism
The socialist mentality, writes Catholic thinker Plinio Corrêa de Oliveira, is contrary to “the existence of values that are greater than life itself and for which one should be willing to die.”
Hence, the socialist has “an abhorrence of risk and pain and an adoration of security and the utmost attachment to early life.”
Thus, any threat to one’s pleasure must be forestalled. The unbridled passions must be given free rein to the point that socialists will never condemn harmful vice or sin but rather provide warnings so that the acts can be framed as a choice.
The Socialist Denial of Sin and Misfortune
Finally, socialists deny Original Sin—and, by extension, all sin. They envision a utopia where misfortune cannot exist, and all can live together in equal harmony.
Thus, all misfortunes and suffering are, by nature, unjust. Everything must be done to abolish this suffering by the proliferation of entitlements. No one can be blamed for their own laziness or negligence. Unjust systems, structures and, ultimately, God are to blame.
In the socialist world without Original Sin, there is no error but only misinformation. For this reason, the government must intervene in everything with regulations to ensure that no tragedy ever happens. All vice must be practiced without mishap, which justifies abortion.
Class Struggle Overcomes Misfortune
If an accident does happen, it is a matter of misinformation, not misfortune linked to fallen nature. Hence the need for labels. Even the most remote possibility of disaster must carry warnings. The failure to foresee danger gives rise to litigation with multi-million dollar settlements.
This perspective fits in with Marx’s class struggle philosophy since the oppressed class is identified with all those who suffer accidents or misfortune. The oppressor class consists of the wealthier citizens who cause affliction by having riches and seemingly fewer misfortunes. The government does everything possible to suppress inequality and the effects of Original Sin, even when it interferes with personal lives by excessive regulation.
The radical nature of this mania for materialistic security is such that it extends to each individual cigarette. The warning label serves as evidence that an informed choice was made. The government has done all that it can to avert disaster. Cigarette companies might later be sued for causing addictions. Any unfortunate victim is without blame.
Realizing the Mediocre Socialist Dream
The socialist dream is that one day, everyone will live in total equality and freedom without any misfortune or consequences of sin. Life—as the only thing that matters—will be effortless and riskless.
For now, every experience must be dominated by tiny labels and warnings with a message that life must be denuded of every lofty thought or noble desire. All must be reduced to regulated pleasures and bland mediocrity—even when smoking an individual cigarette.
Kiedy w aptekarskich dawkach film „Wandea. Zwycięstwo albo śmierć”, wchodzi na ekrany kin w Polsce, przypomnijmy jak przyjęła go „postępowa krytyka” francuska, bo to najlepsza rekomendacja:
Paul Quinio z „Libération” pisze, że produkcja ta jest „przykładem toczącej się ofensywy konserwatywnej, która używa soft power do rozpowszechniania dusznych idei”. W konfrontacji rojalistów z republikanami ma czelność pokazywać pierwszych jako dobrych, a drugich jako złych. W rozmowie z tą gazetą historyk Guillaume Lancereau krytykuje scenarzystów, za „wbijanie do głów jak największej liczby ludzi reakcyjnej i manichejskiej wizji zdarzeń”. Publikująca w tej samej gazecie Elisabeth Franck-Dumas zżyma się na wyakcentowanie walki Charette’a i jego towarzyszy z abstrakcyjnymi i ewidentnie złymi koncepcjami republikańskimi, pragnąc w ten sposób zrewidować historię w duchu reakcyjnym.
Samuelowi Douhaire z magazynu „Telérama” nie podoba się, że wojna w Wandei została przedstawiona w filmie „przez okulary szuana i w wielkich chodakach” (czyli ówczesnym obuwiu wieśniaków). Xavier Leherpeur z „L’Obs”, umieszczając film w rubryce „Porażka Tygodnia”, idzie już w wulgarny slang i nawiązując do tytułu filmu oznajmia, że „lepiej umrzeć, niż pewnego dnia zobaczyć to historyczne gówno [nanar]”. Sposób opowiadania tej historii budzi obrzydzenie recenzenta, ponieważ stara się wzmocnić Chrystusowy wymiar głównego bohatera” i „mało jest w nim kina, dużo hałasu i furii prozelickiej, a wszystko to okraszone ciężkim przesłaniem chrześcijańskim”. Również Murielle Joudet z „Le Monde” używa wulgarnego zwrotu „historyczne gówno”, charakteryzujące się „audiowizualną owsianką”. Sylvestre Picard z miesięcznika filmowego „Première” donosi ze zgrozą, że dystrybucją filmu zajmuje się firma Saje specjalizująca się w filmach chrześcijańskich, jak „złowieszczo antyaborcyjna fikcja” „Nieplanowane”, a koproducentem jest Canal + należący do ultrakatolickiego miliardera Vincenta Bolloré. Zgrozy tej dopełnia fakt, że prolog do filmu napisał „bardzo stronniczy” historyk Reynald Secher, zwolennik „kontrowersyjnej tezy” o ludobójstwie Wandei.
Antoine Desrues na stronie internetowej „Large Screen” pisze, że produkcja Puy du Fou przedstawia się jako „rojalistyczny i integrystyczno-katolicki traktat, w którym Republika postrzegana jest jako system polityczny, który krok po kroku doprowadził do upadku ‘naszych’ wartości chrześcijańskich”, a główny bohater przedstawiony jest jako „niekwestionowana ikona z powodu swoich czynów i pozycji ideologicznej”. Desrues tak samo jako Picard „demaskuje podobieństwo filmu do „otwarcie ewangelicznego kina hollywoodzkiego” i potępia przesłanie filmu jako walkę cywilizacyjną Vincenta Bolloré, oraz załamuje ręce nad powrotem w 2023 roku „najbardziej totalnego obskurantyzmu, który nie troszczy się już nawet o zapewnienie sobie atrakcyjnej oprawy, aby zamaskować swój trujący [méphitique] zapach”.
]Hertz car rental logo is seen in this illustration taken June 27, 2022. REUTERS/Dado Ruvic/Illustration/File Photo Acquire Licensing Rights
Jan 11 (Reuters) – Rental firm Hertz Global Holdings (HTZ.O) is selling about 20,000 electric vehicles, including Teslas, from its U.S. fleet about two years after a deal with the automaker to offer its vehicles for rent, in another sign that EV demand has cooled.
Hertz will instead opt for gas-powered vehicles, it said on Thursday, citing higher expenses related to collision and damage for EVs even though it had aimed to convert 25% of its fleet to electric by 2024 end.
CEO Stephen Scherr had last year at the JPMorgan Auto Conference flagged headwinds from higher expenses for its EVs, particularly Teslas.
Hertz even limited the torque and speed on the EVs and offered it to experienced users on the platform to make them easier to adapt after certain users had front-end collisions, he said.
Shares of the company, which also operates vehicles from Swedish EV maker Polestar among others, fell about 4%. Tesla’s (TSLA.O) stock was down about 3%.
Hertz also expects about $245 million in charges related to depreciation expenses from the EV sale in the fourth quarter of 2023.
BUMPY ROAD FOR EV GROWTH
Its decision underscores the bumpy road EVs have hit as their sales growth slows, causing carmakers like General Motors (GM.N) and Ford (F.N) to scale back production plans.
Morgan Stanley analyst Adam Jonas said in a note Hertz’s move was another sign that EV expectations need to be „reset downward”.
While consumers enjoy the driving experience and fuel savings (per mile) of an EV, Jonas said there are other „hidden costs to EV ownership”.
„Expenses related to collision and damage, primarily associated with EVs, remained high in the quarter,” Hertz said in a regulatory filing on Thursday.
The company, which had earlier planned to order 100,000 Tesla vehicles by 2022 end and 65,000 units from Polestar over five years, said it would focus on improving profitability for the rest of its EV fleet.
German rental car company Sixt said in December it had not purchased Tesla vehicles since 2022 and was selling its fleet of Teslas „as part of our regular de-fleeting process”.
It still plans to offer a range of electrified vehicles and „stick to our goal to electrify 70-90 percent of our rental fleet in Europe by 2030”, it said on Thursday.
USED-EV PRICES DROP
Meanwhile, wholesale used-EV prices fell for most of 2023 as prices for new EVs fell and inventories of unsold electric vehicles rose, according to Cox Automotive data.
Cox forecast before Hertz’s decision that used-EV prices would decline more than overall used vehicle prices in 2024.
„While 20,000 cars isn’t a large number in the total used vehicle market, it does mean Hertz will be taking a major loss on each of these sales while further contributing to the trend of falling used EV values,” iSeeCars.com analyst Karl Brauer said.
Hertz is selling some Tesla Model 3 for as low as about $20,000, nearly half the purchase price for the cheapest variant of the compact sedan, its used car website showed.
It lists more than 700 EVs on sale, including BMW’s i3, Chevrolet’s Bolt and Tesla’s Model 3 and Model Y SUVs.
Reporting by Nathan Gomes and Akash Sriram in Bengaluru, Joe White in Detroit; Editing by Shilpi Majumdar, Sriraj Kalluvila and Arun Koyyur
Luksusowy ślub Rościsława Ilnickiego, byłego prokuratora rejonu peczerskiego w Kijowie i Roksolany Moskwy, byłej pracowniczki wydziału personalnego Zarządu Terytorialnego DBR we Lwowie, stał się wydarzeniem szeroko dyskutowanym. Uroczystości, które trwały dwa dni, od 7 do 8 października, odbyły się w luksusowym pięciogwiazdkowym kompleksie „Emily Resort”, położonym pod Lwowem – pisze WomanEL.
Ekskluzywny ślub byłego prokuratora i byłego pracownika DBI. Źródło: instagram/lyana_mskv
Wesele zgromadziło znane osobistości z różnych dziedzin, w tym byłych i obecnych polityków, biznesmenów i funkcjonariuszy organów ścigania. Liczba gości wahała się od 300 do 500 osób, byli wśród nich przedstawiciele prokuratury, organów ścigania, Państwowego Biura Śledczego, służby skarbowej oraz zastępcy.
Duet Tonka nakręcił futurystyczny klip opowiadający o walce dobra ze złem Sarah Jessica Parker zaprezentuje film o życiu ukraińskich tancerzy na emigracji Ekskluzywny ślub byłego prokuratora i byłego pracownika DBI. Źródło: instagram/lyana_mskv
Pan młody, 31-letni Ilnitski, wcześniej znany jako zastępca prokuratora rejonowego w Radechowie i kandydat na stanowisko głównego prokuratora obwodu chersońskiego, zadziwił gości swoim wdziękiem i kosztownym wydarzeniem. Według informacji dostępnych publicznie, ślub uderzał swoim wyrafinowaniem. Tylko dwumetrowy tort, który kosztował około 100 tysięcy hrywien, świadczy o wysokim statusie święta.
Według przybliżonych szacunków koszt tego ślubu wyniósł około miliona dolarów. Ekskluzywny ślub byłego prokuratora i były pracownik DBI. Źródło: instagram/lyana_mskv
Reakcja sieci: Horror! Dopóki w kraju jest wojna, oni to robią; Posłowie postępują źle; Ukradli Ukraińcom pieniądze i dobrze się bawią;
Potrzebujemy mniej pięter na torcie.
To wydarzenie stało się przedmiotem publicznej dyskusji i wzbudziło zainteresowanie Ukraińców ze względu na swój luksus i udział znanych osobistości.
Nawiasem mówiąc, niedawno członek zespołu Kałusz pokazał swoje wesele w stylu ludowym w tradycyjnym stroju ukraińskim. Źródło informacji
Pan młody to 31-letni Rostyslav Ilnytskyi, który w 2019 roku był zastępcą prokuratora w Radziechowie, a następnie prokuratorem w Prokuraturze Okręgu Peczerskiego w Kijowie. Ubiegał się o stanowisko prokuratora generalnego obwodu chersońskiego, ale to się nie udało. Kilka miesięcy temu Ilnytskyi napisał list rezygnacyjny i zrezygnował ze stanowiska w stolicy. Nie wiadomo, co teraz robi świeżo upieczony mąż i jak utrzymuje swoją młodą rodzinę.
Panna młoda to 27-letnia Roksolana Moskva, która pracowała w dziale kadr Biura Terytorialnego Państwowego Biura Śledczego we Lwowie. W marcu 2022 r. została zwolniona, ale dzięki sądowi odzyskała prawo do powrotu do pracy. We wrześniu 2022 r. sąd orzekł o przywróceniu jej na stanowisko i wypłaceniu jej 231 000 UAH za przymusową nieobecność. SBI nie zgadza się z tą decyzją i obecnie odwołuje się od niej do Sądu Najwyższego.
Ponadto Roksolana jest córką Bohdany Moskwy, znanej lwowskiej prawniczki i bizneswoman, a także krewną byłej żony byłego szefa SBI Romana Truby.
Ani Rostyslav Ilnytskyi, ani Roksolana Moskva nie odpowiadali na telefony dziennikarzy. Nie skontaktowała się również matka Roksolany, Bohdana. Nie wiadomo, na czyj koszt zorganizowano wesele i skąd młoda rodzina miała pieniądze na huczną uroczystość. Dziennikarze sugerowali, że rodzice panny młodej i pana młodego, którzy nie są biednymi ludźmi, mogli dać swoim dzieciom taki prezent.
Później ojciec pana młodego, Vasyl Ilnytsky, zadzwonił do dziennikarzy i poprosił ich, aby nie publikowali śledztwa, mówiąc, że bardzo pomaga wojsku.
………………………
GRUDZIEŃ, 2023:
Były prokurator Ilnytskyi, który świętował huczne wesele we Lwowie, jest poszukiwany
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych postawiło w stan oskarżenia Rostysława Ilnyckiego, 31-letniego byłego prokuratora, który w październiku świętował huczne wesele z byłą pracownicą SBI pod Lwowem.
Ilnytskyi zniknął 1 grudnia, według portalu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, donosi Hromadske.
Zgodnie z publikacją, Ilnytskyi jest oskarżony na podstawie części 1, części 3 i części 4 artykułu 358 Kodeksu karnego Ukrainy – fałszowanie dokumentów, pieczęci, pieczątek i formularzy, sprzedaż lub używanie sfałszowanych dokumentów, pieczęci, pieczątek. Sąd wydał nakaz jego zatrzymania.
Według doniesień, chodzi o fałszowanie dokumentów na wyjazd za granicę. Dziennikarze zauważyli, że dzwonili do Ilnytskyi’ego, aby dowiedzieć się, o jakie dokumenty chodzi, ale jego telefon był wyłączony.
Dzień po ustąpieniu ze stanowiska premiera Francji Elisabeth Borne nominację na jej następcę otrzymała bardzo ciekawa postać – Gabriel Attal.
Żyd-sodomita premierem Francji. Umiarkowana socjalistka Elisabeth Borne nie zdołała pozyskać poparcia skrajnej lewicy. Wobec tego, w poniedziałek ogłosiła dymisję, do której doszło na tle zużycia jej postaci do forsowania najbardziej kontrowersyjnych konceptów głowy państwa, takich jak podwyższenie wieku emerytalnego. Prezydent szybko nominował jej następcę.
JUż we wtorek 9 stycznia br. nominację otrzymał 34-letni Gabriel Attal. Od lipca sprawował on w rządzie Borne funkcję ministra edukacji.
Attal jest z pochodzenia sefardyjskim Żydem. Korzystał z milionów zarabianych początkowo przez ojca, producenta filmowego. Mimo, że milioner, Attal już za młodu zapisał się do Partii Socjalistycznej. Odszedł z niej za Emmanuelem Macronem, gdy ten zabrał się do budowy własnego, lewicowo-liberalnego obozu politycznego, przy pomocy którego zdobył w 2017 roku fotel prezydencki.
Attal jest też pierwszym sodomitą na stanowisku szefa francuskiego rządu. Pozostaje w oficjalnym związku partnerskim z sekretarzem generalnym proprezydenckiej partii liberalnej “Odrodzenie”. Chodzi o 38-letnirgo Stéphane Séjourné.
W ostatnim okresie Attal dał się poznać jako zdecydowany przeciwnik tradycyjnych ubiorów islamskich w przestrzeni szkolnej. W sierpniu 2023 roku, jako minister edukacji wydał zakaz noszenia przez muzułmańskie uczennice abai – luźnej, znacznej długości szaty pozostawiającej głowę odkrytą. Doprowadziło to do przypadków wyrzucania ubranych w nie dziewcząt z lekcji.
Potwierdzając nominację prezydent Macron napisał na serwisie X, że chce, aby nowy premier przywrócił ducha odważnych zmian z chwili, gdy po raz pierwszy objął urząd głowy państwa. „Wiem, że mogę liczyć na Waszą energię i zaangażowanie” – przekazał Macron, dodając, że nowy premier będzie postępował zgodnie z duchem „doskonałości i śmiałości” roku 2017.
W swoim pierwszym przemówieniu w roli premiera, wygłoszonym we wtorek na schodach Pałacu Elizejskiego, i premier powiedział, że trzema priorytetami jego rządów będą zatrudnienie, liberalizacja gospodarki w celu uproszczenia procedur dla przedsiębiorstw i skupienie się na młodzieży.
Na razie, skrajna lewica jest nowym premierem zachwycona, choć do pełni szczęścia brakuje jeszcze, by był murzynem.
=======================
NASZ KOMENTARZ [magna pol. ]: Kiedy żydowscy sodomici zaczynają skupiać się na wychowaniu młodzieży, dla normalnych ludzi czas uciekać z Francji. Niestety, Polska nie może być już kierunkiem tych ucieczek, gdyż w naszym kraju rewolucja również się toczy, w dodatku ostatnio znacznie przyspieszyła. Nowi włodarze chcą za wszelką cenę dogonić Francję w poziomie intoksykacji w społeczeństwie marksizmu kulturowego.
Szanowny Panie, w Lublinie doszło właśnie do zmiany na stanowisku dyrektora Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego. Nowa dyrektor zapowiedziała, że – w ramach rozwoju oddziału ginekologii dziecięcej – szpital ma stworzyć „kompleksowy program opieki nad osobami transpłciowymi”. A elementem tej opieki będzie… transplantologia narządów płciowych. Kilka dni temu na Pana skrzynkę trafiła wiadomość od mec. Rafała Dorosińskiego, który pisał Panu o radykalnym kursie wulgarnej edukacji seksualnej w polskich szkołach, jaki obiera właśnie Ministerstwo Edukacji pod kierownictwem Barbary Nowackiej. Mec. Dorosiński pisał także o tym, że genderowa indoktrynacja prowadzi nieuchronnie do rosnącej fali zaburzeń tożsamości płciowej, które u wielu dzieci kończy się nieodwracalnym okaleczaniem własnego ciała. Zapowiedzi nowej dyrektor szpitala w Lublinie pokazują, z jak wielkim zagrożeniem dla naszych dzieci mamy do czynienia. Jak widać – rewolucja postępuje w tempie ekspresowym i bezprecedensowym. Dlatego tym bardziej zachęcam Pana do lektury wspomnianej wiadomości, którą zamieszczam poniżej, a w której mec. Dorosiński pisał o naszych odpowiedziach na te palące problemy.Z wyrazami szacunku
=====================================
Szanowny Panie,
pod koniec grudnia Minister Edukacji Barbara Nowacka spotkała się z Anją Rubik – modelką i założycielką Fundacji SEXEDPL, która promuje wulgarną, genderową edukację seksualną dzieci i młodzieży w internecie. To jasna zapowiedź kursu, jaki zamierza obrać resort edukacji pod kierownictwem jednej z liderek proaborcyjnych czarnych protestów sprzed kilku lat. Panie nie rozmawiały bowiem o modelingu…
– Dziękujemy za możliwość spotkania i omówienia kwestii związanych z edukacją, bezpieczeństwem i programem szkolnym. To była dla Nas ważna i bardzo obiecująca rozmowa – napisała na swoim profilu w serwisie społecznościowym Anja Rubik.
Aby zrozumieć, z kim spotkała się Minister Edukacji i co to oznacza dla naszych dzieci, wystarczy zapoznać się z treściami publikowanymi przez Fundację SEXEDPL. Strona internetowa fundacji instruuje młodych ludzi między innymi, jak przygotować się do seksu analnego, który „może być bezpieczny, przyjemny i nie musi wiązać się z bólem”. Znajdują się tam teksty zawierające wskazówki, jak ukryć przed rodziną, przyswajać, promować i wspierać treści LGBT oraz jak wybrać gadżety erotyczne i dbać o ich higienę. Dzieci odwiedzające witrynę mogą trafić także na materiały otwarcie zachęcające do przygodnego seksu. Z tekstu młodzi ludzie dowiedzą się między innymi, że „możemy uprawiać seks kiedy i jak chcemy i jak najbardziej możemy decyzję podejmować pod wpływem chwili (…). Nie ma znaczenia, czy zastanawialiśmy się nad nim dwa tygodnie czy pięć minut”. Jednocześnie autorzy tekstu mają dla młodych ludzi kilka ważnych rekomendacji – zalecają, by każdy miał ZAWSZE przy sobie prezerwatywę i/lub „maskę oralną” (!) oraz pigułkę wczesnoporonną.
Jeszcze gorsze treści znajdziemy na kanale fundacji w serwisie YouTube. W jednym z materiałów, rozmówcy Anji Rubik – występujący w charakterze „ekspertów” – wprost zachęcają nastolatków do masturbacji. Jeden z gości modelki opowiada o swojej pierwszej masturbacji w wieku 6 lat. Chwilę później słyszymy między innymi, że „młodzi chłopcy masturbują się wspólnie” i że jest to zupełnie normalne, a mężczyzna dodaje, że „masturbacja uwalnia kreatywność” i radzi, aby „masturbować się przed każdą randką”.O tym, z jak wulgarnymi i obscenicznymi treściami mamy do czynienia świadczy najdobitniej fakt, że nawet portal YouTube uznał, że to nagranie jest nieodpowiednie dla dzieci, wprowadzając do niego weryfikację wieku. Tymczasem dla Barbary Nowackiej autorka tych treści jest autorytetem w dziedzinie „edukacji seksualnej” uczniów polskich szkół…
Musimy zrobić wszystko, by uchronić nasze dzieci przed tą wulgarną demoralizacją.Skuteczne interwencje Ordo Iuris z poprzednich lat pokazują, że nasze działania mogą być kluczowe. To właśnie interwencje prawników Ordo Iuris były niedawno uznane przez Gazetę Wyborczą za jedną z głównych przyczyn radykalnego ograniczenia akcji „tęczowy piątek”, za pomocą której aktywiści LGBT próbowali wchodzić do szkół oraz klęski wulgarnych zajęć seksedukacji w Gdańsku, Krakowie i Poznaniu. Wierzę, że z pomocą naszych Darczyńców i Przyjaciół, uda nam się zwyciężyć także na szczeblu ogólnopolskim.
Chcąc ostrzec możliwie jak największą liczbę rodziców przed zagrożeniami związanymi z genderową edukacją seksualną, opracowujemy właśnie cykl esejów analizujących źródła, ideologiczne cele i metody działania wulgarnych seksedukatorów. W sześciu dotychczas opublikowanych tekstach wykazaliśmy, że permisywna edukacja seksualna opiera się na teorii gender, propaguje seksualizuję nawet najmłodszych dzieci oraz sprowadza sferę seksualności niemal wyłącznie do zapewniania przyjemności, całkowicie pomijając jej wymiar prokreacyjny.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Seksedukatorzy wprost zachęcają też młodych ludzi do oglądania pornografii. Takie zachęty możemy znaleźć między innymi na kanałach społecznościowych wspomnianej Fundacji SEXEDPL. Na jednym z filmików „edukatorka” mówi, że „przez pornografię straciła kilka kompleksów i zaakceptowała siebie”, a edukator zachęca młodych ludzi do uczenia się technik seksualnych poprzez oglądanie porno. Nienaukowość podobnych twierdzeń demaskuje psycholog Bogna Białecka, która w jednym z nagrań opublikowanych na kanale YouTube Instytutu Ordo Iuris (jako uzupełnienie esejów o seksedukacji) dokładnie wyjaśnia, jak wielkie spustoszenie w umyśle dziecka ma miejsce wskutek kontaktu z pornografią.
Obecnie eksperci Ordo Iuris pracują nad projektem ustawy, której przyjęcie będzie mogło położyć kres nieograniczonemu dostępowi do pornografii w internecie dla nieletnich. Po zakończeniu prac nad ustawą, planujemy rozpocząć społeczną akcję informacyjną na temat skutków oglądania pornografii przez nieletnich, a sam projekt złożymy w parlamencie w ramach obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej. O postępie prac i przyszłości tej inicjatywy będziemy pisać więcej w najbliższych miesiącach.
Wszechobecna pornografia i seksualizacja młodych ludzi to bardzo poważny i pilny problem, który wciąż jest dziś bagatelizowany przez dużą część społeczeństwa. Głosy wielkiego, masowego oburzenia słyszymy tylko w sytuacjach takich jak ujawniona niedawno afera pedofilska wśród polskich twórców filmików na YouTube, którą kilka miesięcy temu żyła cała Polska. Wówczas głośno mówiono o demoralizacji młodzieży w internecie. Okazało się bowiem, że ludzie, którzy przez lata adresowali swój przekaz do dzieci i młodzieży, zamieszczali materiały zawierające treści seksualizujące – promowali skąpy ubiór, opowiadali o swoich doświadczeniach seksualnych i zamieszczali przesyłane im przez nastolatki zdjęcia. Dopiero, gdy wyszło na jaw, że część z nich wykorzystywała swój autorytet wśród młodych ludzi, aby ich zwabiać i krzywdzić – w mediach pojawiły się głosy, dostrzegające patologię seksualizacji młodzieży. My dostrzegamy problem od lat i walczymy z nim systematycznie i konsekwentnie – a nie tylko „od afery do afery”.
Podobnie zresztą ma się rzecz z pedofilią, która wzbudza zainteresowanie mediów tylko, gdy sprawca molestowania nieletnich jest osobą, w którą akurat opłaca się uderzyć medialnie. Prawnicy Instytutu Ordo Iuris już od kilku lat pomagają wszystkim zgłaszającym się do nas ofiarom pedofilii – bez względu na to, kto jest sprawcą przestępstwa. W tym celu powołaliśmy do życia Zespół do spraw Ochrony Dzieci i Młodzieży, w ramach którego doprowadziliśmy do skazania księdza, który molestował chłopca. Niestety, gdy sprawcą przestępstwa nie jest duchowny, ale osoba wykonująca inny zawód, nie jest tak łatwo wyegzekwować sprawiedliwość. Świadczą o tym dwa inne prowadzone przez nas postępowania, w których – pomimo równie mocnych dowodów przeciwko przestępcom – organy ścigania nie wykazują należytego zainteresowania sprawą.
Poniżej napiszę Panu więcej zarówno o naszej walce z wulgarną seksualizacją i demoralizacją oraz ideologiczną, genderową indoktrynacją młodzieży oraz ich skutkami– uzależnieniem od pornografii, przestępstwach seksualnych i fali tzw. tranzycji, w ramach której pogubieni i zmanipulowani młodzi ludzie okaleczają nieodwracalnie własne ciała.
Nasza walka o dobro naszych dzieci jest szeroka, kompleksowa i skuteczna. To, czy będziemy mogli ją kontynuować i czy będziemy osiągać w niej kolejne sukcesy, zależy także od Pana, bo wszystko co robimy jest możliwe tylko dzięki wsparciu naszych Przyjaciół i Darczyńców – ludzi, którzy rozumieją, że obrona naszych dzieci przed genderystami wymaga szerokiego zjednoczenia społecznego i masowego zaangażowania świadomych rodziców i wszystkich, którym zależy na dobru młodego pokolenia.
Wiele razy pokazaliśmy już, że wspólnie możemy stawiać tamę dla ofensywy radykalnych ideologów. Wierzę, że tym razem też osiągniemy sukces.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Dzieciństwo wolne od pornografii
Prawnicy Ordo Iuris od lat zwracają uwagę polskiemu społeczeństwu, że – wbrew fałszywej narracji edukatorów seksualnych o nieszkodliwości pornografii – kontakt dzieci z treściami pornograficznymi stanowi poważne zagrożenie dla ich rozwoju psychofizycznego. Już w 2018 roku zorganizowaliśmy konferencję prasową, przedstawiając raport na temat ochrony małoletnich przed dostępem do treści pornograficznych w Internecie.
Z kolei w 2022 roku opublikowaliśmy raport poświęcony regulacjom prawnym wprowadzonym w wybranych krajach zachodnich, których celem jest ochrona dzieci przed pornografią. Wskazaliśmy, że aż 16 amerykańskich stanów przyjęło rezolucje uznające pornografię za zagrożenie dla zdrowia publicznego. Natomiast w Niemczech Federalny Trybunał Konstytucyjny wskazał, że „jest oczywiste, że dostępność treści pornograficznych w Internecie można przynajmniej ograniczyć, zapewniając prawne gwarancje dostępu tylko dla dorosłych”.
Nie mam wątpliwości, że nasza wieloletnia praca w tym obszarze uświadomiła Polakom skalę zagrożeń związanych z dostępem do pornografii, wpływając na Ministerstwo Cyfryzacji, które w 2023 roku przedstawiło projekt ustawy mającej na celu ograniczenie dzieciom dostępu do pornografii. Choć projekt miał szereg mankamentów, na co wskazywaliśmy w naszej opinii, to cenne było już samo jego zaprezentowanie. Niestety projekt nie trafił pod obrady parlamentu, w rezultacie czego w związku z wyborami i wynikającą z tego zasadą dyskontynuacji prace nad nim przerwano.
Biorąc pod uwagę przerażające dane mówiące o tym, że aż 55% polskich dzieci przed ukończeniem 12. roku życia miało kontakt z pornografią – nie możemy czekać, aż politycy sami pochylą się nad tym problemem. Dlatego w Instytucie Ordo Iuris kończymy właśnie prace nad projektem ustawy, którego przyjęcie trwale uchroni dzieci przez zagrożeniami związanymi z pornografią.
Liczę, że z pomocą naszych Darczyńców i Przyjaciół zbierzemy 100 tys. podpisów koniecznych do przedłożenia naszego projektu w parlamencie jako inicjatywy obywatelskiej oraz przekonamy odpowiednią ilość posłów i senatorów do jej poparcia.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Czego nie mówią seksedukatorzy?
Chcąc ostrzec Polaków przed zagrożeniami dla dzieci i młodzieży związanymi z wulgarną edukacją seksualną, przygotowaliśmy cykl esejów, w których analizujemy treści, które seksedukatorzy chcą przekazywać nieletnim. Do tej pory opublikowaliśmy już 6 esejów.
W pierwszym z nich dowodzimy, że nieodłącznym elementem forsowanej przez genderystów permisywnej edukacji seksualnej jest promocja całkowitej swobody zachowań seksualnych, co nie sprzyja właściwemu wychowaniu młodego człowieka. Demaskujemy fałszywą narrację radykałów, którzy twierdzą, że celem takich zajęć jest… przeciwdziałanie dyskryminacji.
W drugim eseju zwracamy uwagę na fakt, że wulgarna edukacja seksualna ukazuje aktywność seksualną przede wszystkim jako źródło przyjemności, odrywając ją od funkcji prokreacyjnej. W rezultacie perspektywa poczęcia dziecka jest postrzegana w kategoriach ryzyka i zagrożenia, jako niepożądany skutek uboczny aktu seksualnego, którego łatwo można się pozbyć poprzez aborcję. Dowodzimy, że w permisywnym modelu edukacji seksualnej nie ma ani tematów tabu, ani dolnej granicy wiekowej do odbycia inicjacji seksualnej. Wskazują na to choćby zalecenia WHO, w myśl których już małe dzieci w wieku 0-4 lat powinny być uczone na temat masturbacji. W rezultacie dzieci są przekonywane, że należy ulegać własnym popędom, a nie panować nad nimi.
Trzeci esej poświęciliśmy omówieniu genderowego rozumienia płci, który jest obecny w permisywnej edukacji seksualnej. Podkreślamy, że w myśl teorii gender o byciu mężczyzną lub kobietą nie decyduje ludzka anatomia czy geny. Ważniejsze jest subiektywne poczucie tożsamości płciowej, które można u siebie dowolnie odkryć. Wskazujemy, że seksedukatorzy promują wśród dzieci aktywność seksualną pomiędzy osobami tej samej płci oraz ryzykowny styl życia subkultury LGBT. Dowodzimy, że przekazywanie podobnych treści dzieciom może wywoływać u nich poczucie dezorientacji, zagubienia i niepewności co do własnej tożsamości psychoseksualnej.
W czwartym eseju analizujemy metody działania edukatorów seksualnych, wykazując, że starają się oni dotrzeć do młodzieży, oferując prowadzenie zajęć w szkole lub organizując ideologiczne akcje. Usiłują występować wówczas w roli „naukowych ekspertów” wobec dorosłych, a wobec dzieci przyjmują postawę pełnych zrozumienia przyjaciół w kontrze do „nie rozumiejących niczego rodziców”. Ze swoim wulgarnym przekazem usiłują dotrzeć do nieletnich także za pomocą kultury, posługując się przy tym książkami czy filmami. Często korzystają z sytuacji, w których rodzice nie poświęcają swoim dzieciom odpowiedniej uwagi, zajmując ich miejsce.
Z kolei w piątym i szóstym eseju omawiamy konkretne przykłady realizacji założeń genderowej edukacji seksualnej. Przywołujemy niemiecki poradnik edukacji seksualnej, który proponuje dzieciom zabawę polegającą na wąchaniu różnych części ciała, w tym miejsc intymnych. Opisujemy też inny niemiecki poradnik, który opowiada dzieciom w wieku 6-8 lat, że kolczyk można nosić nie tylko w uchu, ale też w języku, pochwie i penisie. Ten poradnik jest dostępny także w języku polskim.
Równocześnie z publikacją esejów, na naszym profilu w serwisie YouTube zamieszczamy rozmowy z ekspertami poświęcone tej tematyce. W jednej z nich pediatra i psychiatra dziecięcy Ewa Piesiewicz mówi o tym, że przedwczesne wejście młodego człowieka w sferę seksualną, w którą pragną go wciągnąć seksedukatorzy, może negatywnie odbić się na jego rozwoju, powodując ogromny stres, a w rezultacie lęk i wycofanie albo odwrotnie – pobudzenie i agresję, poprzez którą dzieci mogą chcieć odreagować lęk. Z kolei psycholog Bogna Białecka zwraca uwagę na to, że w celu uznania danych treści jako pornograficzne, a tym samym dalece szkodliwe dla rozwoju młodego człowieka, należy brać pod uwagę efekt, jaki one wywołują, a mianowicie pobudzenie seksualne. Takie pobudzenie może zaś wywoływać np. „edukacyjna” kreskówka w technologii 3D, ukazująca sceny stosunku seksualnego, proponowana np. nastolatkom w Austrii.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Zakaz tranzycji nieletnich potrzebny od zaraz!
Indoktrynowanie dzieci genderową ideologią, która zakłada, że płeć jest jedynie konstruktem społecznym, który można dowolnie zmieniać, prowadzi do sytuacji, w których młodzi ludzie ulegają tej fałszywej narracji i chcą „zmieniać płeć”. W rezultacie od lat na Zachodzie mamy do czynienia z prawdziwą epidemią zaburzeń tożsamości płciowej. W Szwecji liczba takich przypadków wśród dzieci w ciągu 8 lat wzrosła o 19 700%, w Australii o 12 650%, a we Włoszech o 7 200%. Niestety często dzieci z podobnymi problemami nie otrzymują fachowej pomocy psychologicznej, ale trafiają do genderowych specjalistów, którzy utwierdzają je w ich zaburzeniach, przepisując hormonalne blokery dojrzewania oraz kierując na okaleczające operacje chirurgiczne narządów płciowych.Choć wielu Polaków jest tego całkowicie nieświadomych – takie praktyki mają dziś miejsce każdego dnia także w Polsce.
Dlatego sprzeciwiając się okaleczaniu dzieci, przygotowaliśmy projekt ustawy zakazującej podawania hormonów płci przeciwnej osobom niepełnoletnim oraz poddawania ich operacjom przeprowadzanym w celu „zmiany płci”. Zgodnie z projektem ustawy – każdy, kto naruszyłby zakaz, byłby zagrożony karą do trzech lat więzienia. Do naszej inicjatywy przychylnie odniosło się Katolickie Stowarzyszenia Lekarzy Polskich oraz Stowarzyszenie Farmaceutów Katolickich Polski.
W uzasadnieniu projektu ustawy przywołaliśmy między innymi badania naukowe, które dowodzą, że w przypadku 93% dzieci doświadczających zaburzeń tożsamości płciowej, problemy te ustępują samoistnie do końca okresu dojrzewania, jeśli nie zostaną poddane „terapii” afirmującej ich zaburzenia. Odłamaliśmy także fałszywą narrację o skuteczności tzw. terapii afirmatywnej, w ramach której utwierdza się młodych ludzi w ich zaburzeniach płciowości. Ujawniamy, że holenderskie badania naukowe, na które powołują się do dziś piewcy transgenderyzmu były finansowane przez koncern zarabiający na produkcji środków wykorzystywanych w tranzycji i przeprowadzono je na grupie zaledwie 55 osób.
Cały czas wspieramy prawnie ofiary tranzycyjnego biznesu, reprezentując przed sądami rodziców zmanipulowanych nastolatków oraz dorosłych, którzy poddali się okaleczającym operacjom. Reprezentujemy między innymi ojca młodej dziewczyny chorej na złośliwy nowotwór kości, która – wbrew przeciwwskazaniom wynikającym z jej choroby – chce dokonać tranzycji. Dziewczyna już dwukrotnie próbowała poddać się okaleczającej operacji, ale po tym jak w imieniu jej ojca zawiadomiliśmy placówki medyczne o jej stanie zdrowia, zabiegi zostały odwołane. Zatroskany ojciec złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez lekarzy, którzy wiedząc o chorobie dziewczyny, wystawili jej opinię umożliwiającą przyjmowanie zagrażającego jej życiu testosteronu.
Pomagamy również pani Magdalenie, która po dramatycznych doświadczeniach gwałtu szukała pomocy w internecie i trafiła na forum transseksualistów, którzy wykorzystali jej traumę i przekonali skrzywdzoną dziewczynę do tego, że jej problemy ustąpią po „zmianie płci”. Użytkownicy forum skierowali ją do „transprzyjaznych” specjalistów, którzy bez problemu wystawili wszelkie zaświadczenia wymagane do brania hormonów płci przeciwnej oraz poddania się operacji amputacji zdrowych organów płciowych.
Kobieta zaczęła przyjmować testosteron i poddała się okaleczającym operacjom, w rezultacie czego na własnej skórze przekonała się o fałszywości podsuwanych jej doktrynerskich diagnoz. Zamiast ulec poprawie, jej życie zmieniło się na gorsze – straciła motywację do działania, popadła w depresję, miała silne wahania nastrojów i przez kilka miesięcy odczuwała bardzo silny ból pooperacyjny, który utrudniał jej normalne poruszanie się. Ostatecznie pani Magdalena odstawiła testosteron, dzięki czemu czuje się lepiej. Obecnie prawnicy Instytutu pomagają jej powrócić do prawdziwej płci w dokumentach.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Pochylamy się nad tragedią każdego dziecka
Stając zawsze po stronie dzieci, występujemy także w obronie ofiar pedofilii, walcząc o sprawiedliwą karę dla sprawców przestępstw na szkodę nieletnich. W przeciwieństwie do popularnych dziennikarzy, nie interesuje nas to, kto był sprawcą przestępstwa. Bez względu na to, czy był nim duchowny, funkcjonariusz publiczny, polityk czy celebryta – my jesteśmy gotowi pomóc każdemu. W tym celu w 2020 roku powołaliśmy do życia Zespół do spraw Ochrony Dzieci i Młodzieży, w ramach którego doprowadziliśmy już do skazania zawieszonego w czynnościach kapłańskich księdza, który w latach 2009-2011 molestował chłopca.
Reprezentując w postępowaniu karnym ofiarę, złożyliśmy wniosek o przystąpienie do postępowania tzw. Państwowej Komisji ds. Pedofilii, który został uwzględniony. Po zakończeniu postępowania dowodowego, prawnik Ordo Iuris wniósł o uznanie oskarżonego winnym zarzucanego przestępstwa i skazanie go na 5 lat pozbawienia wolności. Jednocześnie wnioskowaliśmy również o nałożenie na pedofila wieloletniego zakazu zbliżania się do ofiary oraz zakazu piastowania funkcji związanej z opieką nad dziećmi.
Sąd prawomocnie skazał duchownego na karę 2 lat więzienia w zawieszeniu na 5 lat oraz nakazał mu zapłacenie 30 tys. zł zadośćuczynienia, 4 tys. zł grzywny oraz obciążył kosztami postępowania sądowego. Ponadto nałożył na skazanego siedmioletni zakaz zbliżania się na odległość poniżej 50 m do pokrzywdzonego, objął go nadzorem kuratora oraz dożywotnim zakazem pełnienia funkcji publicznych związanych z opieką nad dziećmi.
Niestety prace naszego Zespołu pokazały nam, że dla wymiaru sprawiedliwości tożsamość pedofila ma znaczenie. Gdy przestępcą jest duchowny – jak powyżej – policja, prokuratura i sądy działają sprawnie. Natomiast, gdy okoliczności przestępstwa(ofiarą było nastoletnie dziecko, które dopiero po latach traumy decyduje się podjąć walkę o sprawiedliwość) i dowody (zeznania pokrzywdzonej, których wiarygodność psychologiczną potwierdził biegły) są podobne, ale zawód sprawcy inny (mechanik samochodowy), wymiar sprawiedliwości działa niezwykle opieszale. Dlatego po tym jak oskarżyciel publiczny dwukrotnie odmówił skierowania aktu oskarżenia przeciwko mechanikowi-pedofilowi, w imieniu pokrzywdzonej złożyliśmy subsydiarny akt oskarżenia.
Na podobne trudności napotykamy w sprawie, w której pedofilem okazał się bliski przyjaciel rodziny dziewczynki. Do zdarzenia doszło, gdy nastolatka przebywała na wakacjach w towarzystwie przyjaciół rodziny. Jej oprawcą był emerytowany oficer policji.
W tej sprawie wymiar sprawiedliwości nie wykazuje należytego zainteresowania tragedią dziewczyny, która do dziś odczuwa silną traumę. Sąd dwukrotnie próbował zwrócić złożony przez prokuraturę akt oskarżenia przeciw emerytowanemu policjantowi. Za drugim razem – po złożeniu przez prokuraturę zażalenia – sąd drugiej instancji uchylił postanowienie o zwrocie aktu oskarżenia, nakazując prowadzenie sprawy sądowi pierwszej instancji. Co istotne, oskarżony był już wcześniej skazany za popełnienie przestępstwa molestowania seksualnego małoletniej osoby.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Razem obronimy nasze dzieci
Znajdujemy się dziś w kluczowym momencie walki o bezpieczną przyszłość polskich dzieci. Władze w Polsce objęły właśnie środowiska, które nie ukrywają, że zamierzają wykorzystać swoje rządy do wdrażania wulgarnej sekseudukacji do polskich szkół i zaprowadzenie dyktatu genderowej ideologii w Polsce. Obrońcy wartości muszą się zjednoczyć i sprawnie bronić praw gwarantowanych nam przez Konstytucję RP. Wierzę, że z pomocą Darczyńców i Przyjaciół Ordo Iuris wspólnie podołamy temu wyzwaniu. Każde z naszych działań wiąże się bowiem z określonymi kosztami.
Prowadzenie monitoringu polskich szkół, samorządów i parlamentu wymaga stałego zaangażowania naszych analityków, którzy sprawdzają, czy radykałowie nie próbują obchodzić prawa, wprowadzając do szkół wulgarną edukację seksualną bez wiedzy i zgody rodziców. Miesięczny koszt tej aktywności wynosi 8 000 zł. Z kolei przygotowanie analizy prawnej poświęconej konkretnym projektom zmian prawnych, w której wykazujemy, że genderowa indoktrynacja jest sprzeczna z prawem, to wydatek co najmniej 12 000 zł.
Dalsze prace nad cyklem esejów demaskujących wulgarne zajęcia edukacji seksualnej to koszt nie mniejszy niż 10 000 zł. Przeczytanie naszej publikacji pomoże uświadomić wielu rodzicom, jak wielkim zagrożeniem dla ich dzieci jest genderowa propaganda. Natomiast opracowanie vademecum transseksualizmu, w którym obalimy rozpowszechniane przez radykałów mity, za pomocą których namawiają młodych ludzi do „zmiany płci”, wymaga zarezerwowania 15 000 zł.
Prowadzenie każdej sprawy w ramach Zespołu do spraw Ochrony Dzieci i Młodzieży to koszt nie mniejszy niż 12 000 zł. Tego typu postępowania wymagają skorzystania z usług niezbędnych w tak delikatnej materii ekspertów – psychologów czy terapeutów. Bez naszego zaangażowania ofiary skazane są często na bezduszne traktowanie, a – jak uczy doświadczenie – również na umarzanie ich spraw i tryumf oprawców.
Jednocześnie prowadzimy 5 postępowań w obronie ofiar tranzycyjnego biznesu, reprezentując rodziców zmanipulowanych nastolatków oraz dorosłych ludzi, którzy chcą cofnąć „zmianę płci” w dokumentach. Każda z takich spraw to koszt 8 000 zł.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Z wyrazami szacunku
P.S. Genderowi aktywiści usiłują stopniowo przyzwyczajać społeczeństwo do obecności wulgarnych treści dotyczących sfery ludzkiej seksualności w przestrzeni publicznej. W ten sposób przesuwają granicę tabu, działając na korzyść degradującego człowieka i zarabiającego miliardy dolarów na cierpieniu wielu ludzi przemysłu pornograficznego, któremu zależy na oswajaniu społeczeństw z coraz bardziej perwersyjnymi treściami. Nie możemy pozostawać obojętni na te zabiegi. Musimy skutecznie bronić niewinności naszych dzieci. Wierzę, że z Pana pomocą zapewnimy młodemu pokoleniu bezpieczną przyszłość.
Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris jest fundacją i prowadzi działalność tylko dzięki hojności swoich Darczyńców.
Adam, koordynator naszej akcji pod największym ośrodkiem aborcyjnym w Polsce, został dzisiaj w południe zatrzymany przez policję. Funkcjonariusze spacyfikowali naszą legalną, publiczną modlitwę różańcową pod szpitalem w Oleśnicy, zarekwirowali wszystkie nasze rzeczy, a Adama siłą wciągnęli do radiowozu i wywieźli na komendę.
Adam do ostatnich chwil modlił się na różańcu i trzymał pod wejściem do szpitala transparent ostrzegający przed skutkami aborcji, który siłą wyrwali z jego rąk policjanci. Wszystko nagraliśmy na naszej kamerze. Na naszych oczach rodzi się system totalitarnych, siłowych prześladowań za mówienie prawdy i ratowanie życia dzieci. W szpitalu w Oleśnicy dokonuje się aborcji poprzez rozczłonkowanie maleńkich ciał dzieci na kawałki lub wstrzykiwanie w ich serca trucizny. Nasza Fundacja mówi o tym głośno i dociera z prawdą o aborcji do wchodzących do szpitala osób. Jesteśmy za to pozywani do sądów, gdzie ostatnio zapadły na nas kary na ponad 60 000 zł. Nie poddaliśmy się jednak i wciąż stawiamy opór. Dlatego teraz zdecydowano się na siłową pacyfikację naszych działań. Prosimy Pana o pomoc! Musimy podjąć działania w obronie Adama i przeciwko nielegalnemu terrorowi policyjno-urzędniczemu.
Radość z pacyfikacji naszej akcji i zatrzymania Adama wyraziła w mediach społecznościowych wicedyrektor szpitala w Oleśnicy Gizela Jagielska. Jak napisała: „dziękujemy Policja Oleśnica. Fascynujące jest jak zmienia się świat wraz ze zmianą władz.” To właśnie Gizela Jagielska poinformowała opinię publiczną o tym, co dzieje się z dziećmi w jej szpitalu. Powiedziała publicznie, że aborcji na dzieciach dokonuje się w Oleśnicy poprzez rozszarpanie ich ciał na kawałki (tzw. metoda D&E) lub poprzez wstrzykiwanie w ich serca trucizny z chlorku potasu.
Szpital w Oleśnicy potwierdził, że dokonuje aborcji na dzieciach podejrzanych o choroby i wady genetyczne, w tym zespół Downa. Jest to obecnie największa placówka aborcyjna w Polsce. Za murami szpitala dokonuje się praktyk, których opis przypomina tortury lub eksperymenty pseudo-medyczne na więźniach obozów koncentracyjnych. Gdzie w tej sytuacji jest policja? Gdzie są służby? Bronią aborcjonistów. Nasza dzisiejsza akcja modlitewna, połączona z kampanią informacyjną na temat skutków aborcji, była legalnym zgromadzeniem publicznym. Dopełniliśmy wszystkich formalnych procedur zgodnie z obowiązującym prawem i Konstytucją RP, która gwarantuje nam wolność zgromadzeń i wypowiedzi. Pomimo tego, na miejscu pod szpitalem zjawił się urzędnik z oleśnickiego ratusza, który rozwiązał zgromadzenie i wezwał policję, która siłą rozbiła naszą akcję i zatrzymała Adama. Policjanci zabrali również wszystkie nasze rzeczy – transparenty, megafony i plakaty używane w trakcie akcji. Nasi wolontariusze nie ustają w oporze wobec tego, co dzieje się w szpitalu w Oleśnicy. Spotykają nas za to coraz większe prześladowania. Tydzień temu informowaliśmy o tym, że zapadł wobec nas wyrok zmuszający nas do zapłaty ponad 66 000 zł za organizację akcji informacyjnej pod oleśnickim szpitalem. Wcześniej akcje próbował zablokować burmistrz Oleśnicy Jan Bronś.
W celu powstrzymania naszych wolontariuszy aktywiści aborcyjni kilka razy napadli na nich pod szpitalem, a nasi działacze musieli się bronić z użyciem gazu. Teraz zdecydowano się na siłową pacyfikację naszej modlitwy i akcji informacyjnej przez policję. Sytuacja w Polsce coraz bardziej zaczyna przypominać totalitarne mechanizmy z krajów Zachodu, gdzie obrońcy życia są brutalnie wywlekani przez policję spod aborcyjnych ośrodków śmierci i umieszczani w więzieniach jako przestępcy. Mary Wagner, znana działaczka pro-life z Kanady, spędziła w więzieniu już ponad 6 lat swojego życia, gdyż stała pod ośrodkami aborcyjnymi i namawiała kobiety, aby nie mordowały swoich dzieci.
Aborcyjne rzeźnie mają w krajach Zachodu specjalne przywileje. Ośrodki śmierci są pod ochroną prawną, która zakazuje zbliżania się do nich i organizowania w ich pobliżu jakichkolwiek akcji informacyjnych i pro-life. Za złamanie tych zakazów grożą wysokie grzywny i więzienie. To samo zaczyna się właśnie dziać na naszych oczach w Polsce!
Musimy działać! Musimy bronić Adama i podjąć działania prawne w jego obronie oraz przeciwko policyjnemu i urzędniczemu bezprawiu, które przypomina najgorsze mechanizmy z czasów totalitarnych.
Nie poddamy się i będziemy kontynuowali walkę o życie pod szpitalem w Oleśnicy i innych szpitalach w Polsce, gdzie dokonuje się aborcji na dzieciach. Prosimy Pana o pomoc! Siły i środki, jakie wytoczono przeciwko nam, świadczą o tym, że zwolennicy aborcji chcą ostatecznie rozprawić się z mówieniem prawdy o mordowaniu dzieci w przestrzeni publicznej.
Przeciwko nam toczy się ponad 130 spraw sądowych. Napadają na nas agresywni aktywiści. Policja pacyfikuje siłowo nasze zgromadzenia. Chcemy walczyć dalej, ale potrzebna nam jest do tego Pana wsparcie. Dlatego proszę Pana o przekazanie takiej kwoty, jaka jest dla Pana obecnie możliwa, aby pomóc nam stawić opór przed totalitarnym bezprawiem, bronić się przed sądami i zorganizować kolejne kampanie docierające do Polaków z informacją o skutkach i konsekwencjach aborcji:
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życiaul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Niedawno pisałem, że powraca hasło im gorzej tym lepiej. Tak się mówiło za komuny i się sprawdziło, bo jej niewydolność w końcu doprowadziła do ekonomicznego i politycznego upadku, i zmian na lepsze. Czy zarządzający ponieśli jakieś konsekwencje? Oczywiście nie, przeszli suchą stopą przez meandry transformacji i spadli na cztery łapy.
Dziś komuna wróciła tylko w innej odsłonie, groźniejszej bo realizowanej w sferze zmian świadomości obywateli, które to zmiany umożliwiają wprowadzenie zbójeckich projektów klimatyczno-genderowo-sanitarystycznych, więc hasło im gorzej tym lepiej trzeba w dzisiejszych realiach zweryfikować, nadać mu nowe znaczenie. Komu jest gorzej i komu ma być lepiej?
Wymienione wyżej projekty – zwłaszcza klimatyczny – muszą spowodować kryzys ekonomiczny, muszą wpłynąć negatywnie na kieszeń Kowalskiego, na jego komfort życia. Muszą wzmóc indoktrynację i atak na wartości cywilizacji łacińskiej.
Można by liczyć, że te zmiany na gorsze otrzeźwią ludzi i spowodują reakcję w postaci oporu, który spowoduje zmiany na lepsze. Niestety jest to naiwne myślenie. Dlaczego?
Bo dwie strony sporu – politycy i społeczeństwo – nie dogadają się dla dobra kraju i nie zresetują konfliktu w wymiarze sprawiedliwości i nie wprowadzą zmian konstytucyjnych które przekreślą paraliż państwa. Ta sytuacja została po części stworzona przez eurokołchoźników rękami polskich jurgieltników. Nie widzę realnej siły społecznej, która by wywarła skuteczną presję na polityków PO i PiS do zmian na lepsze.
Komu będzie gorzej to już wiadomo. Komu będzie lepiej?
Będzie lepiej tym, którzy mają nadzieję graniczącą z pewnością, że im gorzej w Polsce, im większy chaos, im mniejsze zaufanie do instytucji państwa Polskiego, tym większa szansa, że Polacy w końcu podpiszą się w referendum pod traktatem rozbiorowym, stwierdzając: niech starsi i mądrzejsi zaprowadzą spokój w naszej ojczyźnie.
Czyli wszystko prowadzi do utworzenia w ramach eurokołchozu landu o nazwie Polska, jeżeli nie UkroPolin.
Another tragic loss as an otherwise young and healthy man suddenly drops dead. Lt. Col. Jered Little, “commander of Public Health Activity-Hawaii,” was proudly advertised en masse to encourage uptake of the COVID Vaccine. He died suddenly on Nov. 30 of a heart attack or stroke.
Arlington, VA mourns the sudden loss of one of its own, Army Lieutenant and Officer Jered Little, who passed away unexpectedly on Thursday, November 30, 2023, at the age of 39. The exact cause of his death has not been disclosed, but it is believed that he suffered a heart attack or a stroke.
Jered Little was an exceptional officer known for his leadership, dedication, and commitment to service. His military career was marked by strategic acumen and an unwavering sense of duty. Beyond his military life, Jered was a respected member of the Arlington community, often volunteering at local schools and mentoring young people.
His government and its public health apparatus lied to him despite his service, and now he is dead.
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie unieważnił uchwałę Rady Miasta Krakowa dotyczącą wprowadzenia w mieście Strefy Czystego Transportu. Uchwałę zaskarżył do sądu wojewoda małopolski i dwie osoby prywatne.
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie rozpatrzył w czwartek skargi byłego wojewody małopolskiego Łukasza Kmity i dwóch osób prywatnych (Bartłomieja Krzycha i Radosława Zająca) na uchwałę radnych miasta o Strefie Czystego Transportu. Sąd odrzucił skargi mieszkańców, ale uwzględnił skargę wojewody i postanowił unieważnić uchwałę o SCT w całości.
Uchwałę o Strefie Czystego Transportu radni Krakowa przyjęli w listopadzie 2022 r. Zgodnie z dokumentem, SCT miałaby obowiązywać na terenie całego miasta i być pierwszą taką strefą w Polsce.
Wojewoda małopolski w uzasadnieniu zakwestionował zgodność zapisów miejskiej uchwały z ustawą z 11 stycznia 2018 r. o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Rada miasta – jak podał w oświadczeniu urząd wojewódzki – nie określiła w sposób wystarczający granic obszaru SCT oraz nie zawarła regulacji dotyczących sposobu organizacji ruchu w tej strefie. Zarzucono także radzie miasta m.in. „zbyt daleko idącą ingerencję w sferę konstytucyjnych praw i wolności, takich jak wolność człowieka, wolność poruszania się, równość wobec prawa czy własność naruszającą zasadę proporcjonalności”.
Bartłomiej Krzych argumentował m.in., że jako mieszkaniec Wieliczki nie będzie miał możliwości dojechania do najbliższego parkingu Park&Ride, do węzła autostradowego czy na najbliższy SOR — podaje portal lovekrakow.pl.