Co ty naprawdę myślisz? Tak, do ciebie mówię

Stanisław Barańczak
N.N. RZUCA W PRZESTRZEŃ NAIWNE PYTANIA

Co ty naprawdę myślisz? Tak, do ciebie mówię,
wprost w twoje białe zęby, w twoje oczy, które
co dzień o wpół do ósmej wieczór
budzą w nas zaufanie i wiarę: co myślisz,
ukryty za ekranem i kartką papieru,
z której zwiastujesz nam dobrą nowinę, wzruszony
zawodowo? Czy wierzysz w to, co czytasz? Czy
już nie pamiętasz prawd sprzed dwóch, trzech, pięciu
lat? Chyba nie wyrzuciłeś tamtych kartek? Chyba
odkładasz je gdzieś sobie na pamiątkę?
Przeczytaj je sobie w wolnej chwili. Uśmiejesz się.
Zabłysną twoje białe zęby, które co dzień
o wpół do ósmej wieczór błyszczą dla nas,
twoje oczy patrzące na nas bez mrugnięcia.
A w ogóle jak się czujesz? Czy ci nie gorąco
pod reflektorem prawdy? Czy nie dusi cię
gustowny krawat barwy wiosennego nieba?

Co myślisz ty, piszący artykuły
o tym, że jest i będzie coraz lepiej?
Tak, właśnie ciebie pytam. Co myślisz naprawdę?
Czy wiesz, co myśli o tobie sprzątaczka
froterująca podłogę w redakcji
o piątej rano? Czy cię nie przeraża
to, że nie wierzą ci, albo, co gorsza,
czasem wierzą? Może w wolnych chwilach
pisujesz wiersze, w których się zawiera
cała subtelność twej duszy, wewnętrzne
rozterki i tak dalej? A nazajutrz rano
znów do redakcji i wymyślać tytuł,
arcydziełko zwięzłej dobitności, dla
notatki o procesie grupy niebezpiecznych
czytelników nieprawomyślnych książek.
To, co ty robisz, robiłby i tak
kto inny, zgoda. Ale czy tak dobrze?
Tak wprawnie? Takim zręcznym piórem, z tym talentem
i z tą pewnością, która znieczula jak zastrzyk?

A co myślisz, ty, wystukujący
na maszynie kolejną informację o
treści rozmowy z dwoma kolegami
na imieninach twojej żony? Tak,
właśnie o ciebie chodzi. Co naprawdę myślisz?
Masz rację, płacą ci niewiele. Robisz
to dla przekonania, zgoda, dla idei. Ale
czy nie śni ci się czasem coś w rodzaju
Sądu Ostatecznego: dzień, w którym archiwa
i kartoteki zostaną otwarte?
Dzień, kiedy twój przyjaciel nie poda ci ręki,
a twoje dziecko plunie ci pod nogi?
Dzień, w którym wrócą twoi dwaj koledzy
po długiej nieobecności? Więc nic? Nic takiego?
Więc dalej możesz pisać na maszynie,
bezbłędnie wystukując nazwiska i daty?
Tymi samymi palcami, którymi
niesiesz do ust chleb z masłem i gładzisz wieczorem
ciało żony? I nigdy nie zrywasz się w nocy
oblany zimnym potem?

=====================

jak strasznie TO się powtarza…

MD

Socjalizm w naszym nieszczęśliwym kraju rośnie wraz z inflacją.

Rośnie inflacja i socjalizm

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) 17 lipca 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5214

Socjalizm w naszym nieszczęśliwym kraju rośnie wraz z inflacją, która – jak kraczą eksperci – na koniec roku może osiągnąć poziom nawet 25 procent i więcej. To oczywiście sporo, ale w porównaniu do roku 1989, kiedy to mieliśmy inflację trzycyfrową, to jeszcze nic. Ale w naszym fachu nie ma strachu; jak mówił Nikita Chruszczow – „dogonimy i przegonimy!Co prawda jemu chodziło o Stany Zjednoczone, a nie o inflację, ale nam Stanów Zjednoczonych gonić, a już zwłaszcza przeganiać nie wypada, więc co nam szkodzi, żeby poćwiczyć sobie na inflacji?

Tak czy owak – sukces, ale nie o to chodzi, tylko o to, że wraz z inflacją narasta w naszym nieszczęśliwym kraju socjalizm. Właśnie pan prezydent Duda podpisał ustawę ustalającą maksymalną cenę węgla na 966,60 zł – oczywiście tylko dla odbiorców indywidualnych i spółdzielni mieszkaniowych. Ponieważ cena rynkowa tony węgla oscyluje wokół 3000 zł, to niejeden odczuje pokusę łatwego zarobku, więc trzeba będzie zatrudnić armię kontrolerów, co może kosztować co najmniej tyle samo, co dopłaty do owej „maksymalnej” ceny.

To oczywiście dopiero początek, bo przeprowadzony został sondaż, co naród sądzi na temat wprowadzenia cen urzędowych. Czy to aby nie padgatowka do ich wprowadzenia, no a potem – już tylko kartki? Jak tam będzie, tak tam będzie, ale nie o to chodzi, tylko o to, że socjalizm postępuje wraz z inflacją. A w socjalizmie – jak to w socjalizmie; zaostrza się walka klasowa – o czym zresztą pisał Józef Stalin.

Toteż nic dziwnego, że ostatnio w dyskursie politycznym pojawiły się wezwania do przeprowadzenia rozwiązań, tak zwanych „siłowych”. Inicjatywa wyszła od przywódcy Volksdeutsche Partei Donaldca Tuska, który zapowiedział, że prezesa Narodowego Banku Polskiego, pana Adama Glapińskiego, wyprowadzi z banku siłą. Donald Tusk taktownie zamilczał o tym, co będzie potem; czy na przykład działacze Volksdeutsche Partei opróżnią bankowe sejfy z zakupionych przez prezesa Glapińskiego bodajże 200 ton złota, z którym ulotnią się w nieznanym kierunku, jak to było w przypadku Amber Gold? [No i – przy zwycięstwie Rewolucji na Majdanie: Zaraz 46 ton złota Ukrainy – poleciało sobie do… md]

Wszystko to być może, bo myszy harcują, gdy kota nie czują, a poza tym – co tu ukrywać – działacze Volksdeutsche Partei mają już w takich operacjach pewną eksperiencję. Zaraz tedy odezwał się pan Siemoniak, który deklarację Donalda Tuska uściślił, wspominając o „silnych ludziach”, którzy operację usuwania prezesa Glapińskiego z Narodowego Banku Polskiego przeprowadzą. Skąd Volksdeutsche Partei weźmie takich osiłków – tego już pan Siemoniak nie zdradził, więc jesteśmy skazani na domysły, że może przyjadą gdzieś z zagranicy.

To byłoby nawet roztropne, bo sprowadzanie osiłków krajowych wiąże się jednak z pewnym ryzykiem, że któryś po pijanemu wszystko wychlapie swojej „królowej życia”, po których niepodobna spodziewać się dyskrecji. Cudzoziemcy, to co innego. Im występowanie w charakterze nieznanych sprawców bardziej przystoi. Ale na tym nie koniec, bo zradykalizował się też pan Krzysztof Śmiszek, dotychczas znany raczej z osobliwej „orientacji seksualnej”, którą podzielał z wybitnym przywódcą socjalistycznym, panem Robertem Biedroniem. Pan Śmiszek oczywiście żadnych operacji bankowych przeprowadzać nie zamierza, natomiast zamierza siłą wyprowadzić z niezawisłych sądów sędziów nazywanych przez niego „dublerami”. Ciekawe, jak pan Śmiszek zamierza tych „dublerów” rozpoznawać w tłumie niezawisłych sędziów, skoro wszyscy mają na sobie te same „śmieszne, średniowieczne łachy” – tajemnica to wielka, więc nie można wykluczyć, że tak samo, jak jeden przyzwoity rozpoznaje w tłumie drugiego przyzwoitego, czyli – po zapachu. Jak wielokrotnie przypominałem, że do tego trzeba mieć specjalnego nosa, ale z tym u nas nie ma problemu, zwłaszcza odkąd pan prezydent Duda poinformował nas, że Żydzi od tysiąca lat byli „współgospodarzami” naszego państwa.

Z tym panem prezydentem Dudą to mamy coraz większe zgryzoty. Oto 11 lipca obchodzona była w naszym nieszczęśliwym kraju rocznica tak zwanej „rzezi wołyńskiej”, w ramach której, w latach 1942 – 1944 Ukraińcy wymordowali w Małopolsce Wschodniej co najmniej 100 tysięcy Polaków. Obchody tej rocznicy zwłaszcza teraz, kiedy jest rozkaz, że Polska ma być „sługą narodu ukraińskiego”, wpędza naszych Umiłowanych Przywódców w potężne dysonanse poznawcze. Nie bardzo wiedzą, co właściwie wolno im mówić, więc ogólnie podkreślają potrzebę „pamięci”, no i oczywiście – „prawdy”. Oczywiście deklaracje o „pamięci” brzmią osobliwie w sytuacji, gdy miejscem ogólnopolskich uroczystości z udziałem pana prezydenta i pana premiera był pomnik, umieszczony niemalże w krzakach, w mało uczęszczanej części Żoliborza, do której nie bardzo można dojechać. Mogło zatem chodzić o to, by tę „pamięć” wprawdzie odfajkować, ale jak najciszej, tak, żeby nikogo nie urazić.

Jednak tegoroczny rekord należy chyba do pana premiera, który z kolei skupił się na „prawdzie” i w związku z tym winą za zamordowanie przez Ukraińców Polaków zamieszkałych w Małopolsce Wschodniej obarczył… Niemców, chociaż każde dziecko wie, że ci, którym udało się ujść zagładzie, chronili się w miasteczkach właśnie dlatego, że byli tam Niemcy.

Ale jak jest rozkaz, by Ukraińców nie urażać, to nie ma rady; trzeba się gimnastykować. Żeby tedy ludzie nie myśleli sobie, że wolno im wyrażać swoje prawdziwe uczucia, od czego z pewnością poprzewracałoby się im w głowach, panowie redaktorzy Tomasz Terlikowski i Tomasz Sakiewicz wystąpili z przestrogą, że komu się nie podoba wersja wydarzeń podana do wierzenia na tym etapie, ten jest sługusem Moskwy.

Tak samo było za pierwszej komuny, kiedy to nie wolno było krytykować Partii, bo to była woda na młyn zachodnioniemieckich rewizjonistów i odwetowców. Dzisiaj ich miejsce zajął Putin – ale poza tym wszystko jest tak, jak było. Jak widzimy, ciągłość jest większa, niż myślimy, socjalizm ma się u nas dobrze, można powiedzieć, że ma się coraz lepiej, chociaż – jak to w socjalizmie – wprawdzie jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej, ale tu i ówdzie zdarzają się niedociągnięcia.

Na przykład wszyscy ludzie dobrej woli spodziewali się, że prezydent Zełeński 11 lipca wystąpi z przeprosinami. Nic takiego jednak nie nastąpiło, bo niby dlaczego prezydent Zełeński miałby przepraszać? I on wie i my wiemy, że bez względu na to, co zrobi, Polska będzie mu nadskakiwać, więc w jakim celu miałby się fatygować, narażając się dodatkowo banderowskiej części ukraińskiej opinii publicznej? Ale za to, na pocieszenie, zostaliśmy pochwaleni przez pana ambasadora Brzezińskiego, który przy okazji zapewnił nas, że Stany Zjednoczone będą broniły „każdego centymetra kwadratowego Polski”. Czegóż chcieć więcej? Wprawdzie można wyciągnąć z tego wniosek, że wojna zawita i do nas, ale jeśli nawet, to przecież nie ma rzeczy doskonałych.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Cena prądu w Polsce wzrosła do rekordowych 2500 zł/MWh. Parę absurdów – na końcu.

[doczytaj do końca, tam umieszczę te absurdy. MD]

Bartłomiej Derski https://wysokienapiecie.pl/72854-cena-pradu-w-polsce-wzrosla-do-rekordowych-2500-zl-mwh/ pocz. lipca 2022

Tak drogo na polskim rynku bilansującym energii elektrycznej nie było jeszcze nigdy w historii. W poniedziałek cena poszybowała do 2500 zł/MWh. To między innymi efekt licznych „awarii” w polskich elektrowniach, za którymi mogą stać braki węgla. Państwowe spółki nie radzą sobie z odbudową zapasów paliwa na zimę.

W poniedziałek, 4 lipca, wieczorem, cena energii na Rynku Bilansującym wzrosła do najwyższego poziomu w historii − 2487,24 zł/MWh. Nie jest to jeszcze cena ostateczna, bo może się zmieniać w najbliższych dniach, a nawet tygodniach, w trakcie napływania do Polskich Sieci Elektroenergetycznych coraz dokładniejszych danych o produkcji i zużyciu energii w konkretnej godzinie, ale poprzednie tak wysokie ceny z minionych tygodni nie były już istotnie poprawiane, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że tak będzie i tym razem.

Rynek Bilansujący, to mechanizm rozliczania wytwórców i odbiorców po zrealizowanych rzeczywistych dostawach energii elektrycznej. Jeżeli np. wytwórca zadeklarował, Ze w danej godzinie dostarczy do systemu 100 MW, a dostarczył tylko 90 MW, musi zapłacić za niedostarczone przez niego 10 MW, a pieniądze te pokrywają koszty dostawy tych brakujących 10 MW z innej elektrowni, która wystawiła swoją gotowość do dostarczenia tej mocy na Rynku Bilansującym i została wezwana .. [ależ rabini!! Jeszcze z 8 linijek… md]

W poniedziałek tę energię spółki energetyczne dokupowały lub odsprzedawały na Rynku Bilansującym za pieniądze niewyobrażalne jeszcze rok temu. Wcześniej, w momentach znaczących awarii i braków mocy w systemie ceny sporadycznie wzrastały w pojedynczych godzinach do 1000-1500 zł/MWh.

Sytuacja na Rynku Bilansującym znalazła odzwierciedlenie na Rynku Dnia Bieżącego (RDB) Towarowej Giełdy Energii. Godzina 19 poszybowała tam do 2500,28 zł/MWh.

Dlaczego jest tak drogo? Państwowe elektrownie zaczęły w końcu oferować swoją produkcję po kosztach uwzględniających nie polskie, a europejskie ceny węgla kamiennego. Jeżeli bowiem przepalą cały polski węgiel, braki i tak będą musiały kupić po stawkach notowanych w portach ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia), a właściwie drożej, bo dziś węgiel docierający do portów na Bałtyku jest nawet o 30-50 dol./t droższy niż w ARA. Dziś kupują go już po 400 dol./t lub więcej, a do tego trzeba doliczyć jeszcze koszty transportu. W sumie wychodzi więc 2000 zł za tonę miałów, a do wyprodukowania 1 MWh energii elektrycznej starsze elektrownie zużywają pół tony (blisko 1000 zł/MWh to więc sam koszt węgla liczonego po stawkach z importu).

Gdy w poprzednich miesiącach polska energetyka liczyła koszty produkcji po cenach zakupu węgla w Polsce, ceny na rynku hurtowym w Polsce należały do najniższych w Europie, a w efekcie Polska stała się znaczącym eksporterem energii elektrycznej i… zapasy polskiego węgla się skończyły. Elektrowni i tak musiały więc dokupować węgiel na zagranicznych rynkach, znacznie droższej od cen z kontraktów długoterminowych z polskimi kopalniami. Co więcej, część polskich kopalń ograniczała dostawy po tych stawkach do minimów lub nawet zrywała kontrakty po starych cenach i część węgla z polskich kopalń też jest już dziś na rynku oferowana za ponad 1500 zł/t.

Po drugie, polskie elektrownie jak jeden mąż doznają „awarii”. Oficjalne przyczyny są bardzo różne, ale w taki zbieg okoliczności, że niemal wszystkie bloki w kraju psują się w mniejszym lub większym stopniu trudno uwierzyć. Po co się „psują”?  Bo przy niskiej dostępności bloków, bilans produkcji energii zamyka się na wysokich cenach na Rynku Bilansującym, a to przekłada się też…

[—–] i bla bla….

===============================

Rynkowa cena energii elektrycznej (RCE)

Doba handlowa: 2022-07-17

GodzinaRCE
zł/MWh
1572,44
2579,58
3563,42
4569,96
5535,48
6537,14
7529,46
8449,36
9425,51
10391,41
11425,94
12413,83
13414,82
14379,38
15374,34
16414,40
17424,30
18452,13
19600,38
201205,92
211466,98
221621,64
231516,14
241146,24
RCE – RYNKOWA CENA ENERGII z dnia 17.07.2022

Nad ranem – ok 550, w dzień – 350-450, a od 20-tej do 24-tej – 1500 do 1700.

Czemu tak absurdalnie?? Przecież w nocy produkcja fabryk spada, więc popyt maleje.

Powinno więc być odwrotnie – TANIEJ !!

Energetyka w Polsce w 2019 roku - moc i produkcja energii wg danych PSE -  WysokieNapiecie.pl
Ładowarka do komórki Zdjęcia Memy, śmieszne Gify, zabawne Demotywatory. I  pełne humoru Zdjęcia i żarty

Co te sługusy UE zarządzające Polską robią z cenami energii !!! 400% w półtora roku!!

W styczniu 2021 r. ceny prądu dla gospodarstwa domowego od PGNiG wynosiły 34 grosze za kilowatogodzinę netto.

Tymczasem w styczniu 2022 r. cena dla gosp. domowego sięgnęła złotówki, a w lipcu wyniosła 1,39 zł. Oznacza to wzrost o 400 procent.

[na podst.: https://nczas.com/2022/07/16/absurdalna-polityka-energetyczna-rzadu-dlatego-jest-drogo-konfederacja-apeluje-video/ ]

Obraz
Ada Karczmarczyk Źródło: YouTube

O projekt ZORGANIZOWANEGO WYJAZDU MAS UKRAIŃSKICH (innych obcoplemiennych nachodźców także) POZA POLSKĘ

Sławomir  N.  Goworzycki

Zarwałem nockę aby obejrzeć i odsłuchać nagranie z odbytego w dniu 14 lipca posiedzenia zespołu ds. Ukraińców w Polsce, prowadzonego przez posła Grzegorza Brauna.

Sprowokowało mnie to do napisania (nie pierwszego) listu w tej sprawie. Skoro poseł Braun sam zachęca do konsultowania ich „ukraińskiego projektu”.

===================================

Szanowni Państwo,

   Zaraz po obejrzeniu-odsłuchaniu dwugodzinnego nagrania z sejmowego posiedzenia zespołu nt. „Stop ukrainizacji Polski” (z dnia 14 lipca 2022 r.) nasuwają mi się następujące spostrzeżenia:

1.   Nie znajduję w Waszych, skądinąd pożytecznych projektach wątku RELOKACJI UKRAIŃCÓW Z POLSKI, a już zwłaszcza jako wątku WIODĄCEGO; czyli projektu ZORGANIZOWANEGO WYJAZDU MAS UKRAIŃSKICH (innych obcoplemiennych nachodźców także) POZA POLSKĘ, najlepiej Z POWROTEM NA UKRAINĘ.

   Potrzebna jest więc operacja „TRAKT-2” (czyli anty-Trakt, bo „TRAKT-1” to jest trwające nadal wdzieranie się ich w kierunku przeciwnym, czyli do Polski). Dlatego nie „MOST”, gdyż tamten sprzed 30. lat przerzut wielkich mas innego narodu z jednego do innego, acz nie sąsiadującego z nim kraju, odbywał się drogą lotniczą; tu zaś mamy, od lutego br., a właściwie od wielu już LAT („zarobkowicze” vs „uchodźcy”, jak zwał tak zwał) zwyczajny przemarsz drogą lądową, poprzez linię Curzona-Namiera-Rettingera, jakże teraz dla nas ważną. O dziwo!

2.   Jak taka operacja ma wyglądać, dają nam NADAL przykład owi tajni i jawni (w tym rząd polskojęzyczny) animatorzy dokonującej się właśnie UKRAIŃSKIEJ KOLONIZACJI POLSKI. CECHĄ GŁÓWNĄ tejże trwającej operacji kolonizacyjnej jest to, że:

a. Większa jest zanęta, jakże szybko zaaranżowana, także w zakresie ustawowym (!), na terenie Polski. Kilka dni temu Ukrainka w sklepie spożywczym powiedziała: „Wracają. Tak. Teraz wracają na Ukrainę. Bo skończyły się już te miesiące pomocy tutaj, no to teraz dużo wraca, a mało do Polski przyjeżdża”. I tak trzymać! – odpowiadamy my.

b. Wojna, czyli czynnik mający WYPYCHAĆ Ukraińców z Ukrainy, jest dla PRZYTŁACZAJĄCEJ WIĘKSZOŚCI z nich TYLKO PROPAGANDOWYM PRETEKSTEM (tak to, jak widzimy, zostało z góry pomyślane). Wystarczy albowiem spojrzeć na MAPĘ, posłuchać co dnia wymienianych nazw miejscowości w jakich „strzelają”, aby się przekonać, już od lutego br. (!!!), że obecnie tylko mniej niż 10% owego ogromnego terytorium Republiki Ukraińskiej jest objęte jakimikolwiek działaniami wojennymi (bo także owe rozległe obszary zajęte przez wojska rosyjskie działaniami wojennymi objęte nie są, a tylko niektóre obszary na froncie, zwanym tutaj „linią styczności”). Podobnie więc jak w latach 2014-2022, kiedy to polskojęzyczne mass media w ogóle się nie interesowały tym jakże w przestrzeni od nas odległym (i oby tak pozostało!!!) konfliktem obu grup językowych: ukraińskiej i rosyjskiej. Nieprawdaż?

3.   Przytłaczająca zatem większość Ukraińców przebywających obecnie na terenie Polski NIE JEST ŻADNYMI UCHODŹCAMI WOJENNYMI, ale (podstępnymi) NACHODŹCAMI-KOLONISTAMI !!!

   Dzisiejsze masy polskie (post-polskie? post-katolickie?) dają się więc oszukiwać przez Wschód – Turańszczyznę, Kipczak, Chazarię, schizmę, bisurmaństwo, hajdamactwo, bolszewię, sowiety, banderyzm itp. odmiany tamtej OBCEJ CYWILIZACJI, z którą przyszło nam od wieków graniczyć (ale się jej kaprysom, obecnie „wojennym”, nie podporządkowywać, przecież!!!).

   Dawniejsi Polacy oszukiwać się nie dawali, gdyż znali znaczenie i kontekst ww. nazw-pojęć; dzisiejsi tej wiedzy nie mają i się o nią nie starają, pomimo tak silnych bodźców, jak obecność obcojęzycznych nachodźców już tu, w Polsce, na ulicy, w sklepie, w tramwaju… Katastrofa cywilizacyjna!!!

4.   Jesteśmy spóźnieni o blisko już pół roku; licząc TYLKO od dnia 24 lutego 2022 roku.

5.   Tak więc Wasze pożyteczne projekty mają, i słusznie, zniechęcić Ukraińców do pozostawania w Polsce, a to poprzez odebranie im owych licznych przywilejów, ale… jak już wyżej powiedziano, nie zawierają one WEKTORA „z Polski z powrotem na Ukrainę”, czyli – mówiąc językiem nieoficjalnym: „Post-sowieci do domu”!!! Jak niegdyś – skandowano nawet na ulicach: „So-wie-ci-do-do-mu!”.

   Bo przecież – chciał-nie-chciał – owi dzisiejsi obywatele republik post-sowieckich są, po prostu, post-sowietami (a na m.in. dzisiejszych Polakach ciąży piętno post-KDL-owców, niestety).

6.   Tak więc trzeba roztropnie i szybko działać w kierunku powrotu – czy to do aż takiego stopnia możliwe? – do owego parytetu li tylko 51 tys. osób mniejszości Ukraińskiej w Polsce, przywołanego przez jednego z Waszych panelistów dla roku 2011, jakże niedawnego (sic!).

   Gdyż samo tylko odbieranie im tutaj przywilejów WCALE NIE MUSI WYWOŁAĆ ICH STĄD WYJAZDU; trzeba ich WYRAŹNIE nakierować do powrotu na Ukrainę i TAM, na Ukrainie, zarysować dla nich korzyści ich na tamten obszar PRZYCIĄGAJĄCE, a nie tylko te zniechęcające na obszarze tutejszym-polskim.

7.   Tak więc, równolegle z wytrącaniem Ukraińcom przywilejów na obecnym terenie Polski – na czym Państwo skupiliście swoją uwagę – jakaś polska, centralna, nazwijmy ją: „nowa RGO – Rada Główna Opiekuńcza”, jakaś „Polish Relief”, zatem działająca w stopniu większym i szerszym aniżeli dzisiejsze „organizacje pomocowe” (Caritas itp.), powinna na Ukrainie utworzyć sieć najszerzej rozumianych „polskich placówek pomocowych” i tym sposobem WYCIĄGAĆ za sobą UKRAIŃCÓW Z TERENU POLSKI NA TEREN UKRAINY. A Waszego projektu odebranie im przywilejów będzie ich z tymże samym WEKTOREM z Polski WYPYCHAĆ.

   Ciężki wózek jeden z przodu ciągnie, a drugi tenże wózek z tyłu popycha – Z DWÓCH STRON, a nie tylko z jednej. A owa TAM pomoc, to ma być coś jak ów po pierwszej wojnie światowej działający w Europie American Relief i jak po drugiej wojnie światowej UNRRA.

   Taka „pomocowa działalność polska na Ukrainie dla Ukraińców”, koniecznie bardzo rozgłaszana po świecie (sic!), będzie, oczywiście, stopniowo wygasać, acz jej GŁÓWNYM CELEM ma być owo odwrócenie wektora z lutego 2022 roku, i wcześniejszego zarobkowego TAKŻE, więc OPUSZCZENIE POLSKI przez Ukraińców, czyli zawrócenie ich z POWROTEM na Ukrainę, lub wysłanie do krajów Zachodu (bo dawne KDL-e, będące w podobnej co Polska sytuacji, też potrzebują pozbycia się ukraińskich nachodźców).

   Koszta takiej działalności, TAM na Ukrainie, mogą być nawet mniejsze, aniżeli koszta przebywania owych mas ukraińskich, czy to uprzywilejowanych jak dzisiaj, czy już bez przywilejów, na obecnym terenie polskiego państwa. Lecz jeśli nawet większe (co jest wątpliwe), to WARTO ZAPŁACIĆ KAŻDĄ CENĘ, aby Ukraińcy czym prędzej Polskę opuścili, aby po prostu wrócili do domu, i aby ich liczba w Polsce zbliżała się w kierunku owych z roku 2011 ww. 51 tysięcy.

   Broni tam nie posyłać! A za oszczędzone w ten sposób środki rozwinąć, ale koniecznie TAM, a nie tutaj, ową najszerzej rozumianą, i oczywiście tymczasową pomoc (American Relief zakończył działania już w roku 1922, dość szybko; nieprawdaż?).

8.   Czy to prawda, że jakkolwiek „Donbas” mają „odbudowywać” Polacy, to „Galicję”… Niemcy? Bo co takiego jest w owej szczęśliwie wolnej od działań wojennych Galicji do „odbudowywania”? Do odbudowania – nie, ale do zbudowania niemieckiej kolonii ponad głowami Polaków – tak, bardzo wiele.

   Jakkolwiek by było, ów wspomniany w trakcie panelu „przedsiębiorca ukraiński” czym prędzej powinien wracać z Polski na Ukrainę i tam działać ku odbudowie Ukrainy, a nie panoszyć się w Polsce.

   Jednocześnie „przedsiębiorca polski” niech rozpoznaje dla siebie szanse „w odbudowie Ukrainy” i zabierając z Polski swoich… ukraińskich pracowników bierze się tam, na Ukrainie, do dzieła!!!

9.   Wobec powyższego określanie owych okrojonych (i słusznie) standardów jednak pozostawania Ukraińców w Polsce – co Państwo właśnie czynicie – jest to rzecz wtórna, skoro owi Ukraińcy, możliwie wszyscy, mają WRÓCIĆ NA UKRAINĘ.

   Niemniej – ci NIELICZNI, co by z jakichś powodów mieli tu w Polsce przebywać, słusznie by musieli – jak to Panowie określacie – „oficjalnie deklarować potępienie zbrodniczej tradycji banderowskiej”, ale… NIE TYLKO TEJ. Bo i potępienie „zbrodniczej tradycji… bolszewickiej, komunistycznej, leninowskiej, stalinowskiej, chruszczowowskiej” przecież TEŻ. Nieprawdaż?

   Bo też – od czego wyszliśmy – ci wszyscy ludzie tym zwłaszcza piętnem, bolszewickim, są naznaczeni; a jakaś część z nich ponadto piętnem banderowskim. Koszmar!

   Są i inne piętna, jak m.in. rozpad rodziny. Przecież to oglądamy. Ale nadal NIE WIEMY, jaki procent spośród tych „kobiet z dziećmi” W OGÓLE MA MĘŻÓW. Prawdziwe (!) mężatki swoich mężów by przecież nie pozostawiały, ani tych nielicznych (przyznajmy to!) wojujących z Moskalami, ani tych jakże licznych pracujących tam zwyczajnie, w cywilu. Nieprawdaż? Ale to jest widocznie taka ich kolejna odmienność cywilizacyjna, co miejscowe polskie ŁZAWCE (sic!) łykają bezrefleksyjnie, jak „gotowe danie”.

10.   Niechże więc UKRAIŃCY I UKRAINKI POWRACAJĄ CZYM PRĘDZEJ NA TERYTORIUM REPUBLKI UKRAIŃSKIEJ, poza ową linię Curzona-Namiera-Rettingera, i niechże dopiero tam, JAK NAJDALEJ STĄD, odbierają jakże hojną „polską pomoc” – POLISH RELIEF.

   I żeby to było rozgłośnione przez mass media. Aby odtąd to Polacy byli na Ukrainie przyjmowani jako ludzie… właśnie uprzywilejowani, wobec takich np. Niemców i innych jeszcze nacji (jakich już tutaj nie wymieniamy).

11.   A wtedy, tak jak „przez tak liczne wieki”, będzie się można ponownie SZERZEJ ROZEJRZEĆ po tym Wschodzie. Czy aby ponownie do zagospodarowywania przez nas – Łacinników-Lechitów? Lecz to już jest „inna bajka”.

   Najpierw to dzisiejsi Polacy powinni się ponownie stać owymi Łacinnikami-Lechitami. Bo jakże wielu z nich już nimi z dawna NIE JEST. I to jest koszmar największy.

Z poważaniem.

Sławomir  N.  Goworzycki

„STOP Ukrainizacji Polski”.

Poseł Grzegorz Braun zapoczątkował ważną inicjatywę w sprawie powstrzymania ukrainizacji Polski. Już za nią dostaje po głowie z prawa i z lewa. 16 lipca 2022

Wydano broszurę z konkretnymi propozycjami zmian legislacyjnych zorientowanych na powstrzymanie budowy Ukrainopolonii.

Warto się zapoznać.

Kilka najważniejszych spraw uwypuklonych w tym dokumencie:

  • Za cztery miesiące, po 24 listopada miliony Ukraińców przybyłe po wybuchu konfliktu będzie mogło ubiegać się o prawo stałego pobytu na kolejne trzy lata. Uchodźcy według obecnego prawa mogą się ubiegać o obywatelstwo już po dwóch latach. Mamy mało czasu by działać.
  • Granica jest szeroko otwarta, dla wszystkich przyjeżdżających, pomoc socjalna udzielana bez weryfikacji realnego statusu materialnego.
  • W wielu obszarach życia (edukacja, służba zdrowia itd.) Polacy są faktycznie dyskryminowani w swoim kraju.

W związku z powyższym, wysunięto szereg propozycji legislacyjnych:

  • Zmiana ustawy o pomocy uchodźcom tak, by przyjmować tych w realnej potrzebie, a pomocy materialnej udzielać według rzeczywistego statusu majątkowego osoby.
  • Udzielanie pomocy dedykowanej uchodźcom zamiast integrowanie ich do naszych systemów socjalnych (np. 500+).
  • Ochrona praw i wsparcie osób które chcą zrezygnować z dalszego udzielania Ukraińcom gościny we własnym domu.
  • Uchwalenie ustawy „Warto być Polakiem” delegalizującej wszelkie praktyki dyskryminujące Polaków ze względu na obywatelstwo lub narodowość w naszym kraju.
  • Zaostrzenie ustawy o obywatelstwie tak by zamknąć szybkie ścieżki do naturalizacji milionów Ukraińców.
  • Zmiana ustawy o mniejszościach w kierunku odebrania Ukraińcom (z których 97% to niedawni przybysze zarobkowi lub uchodźcy) praw mniejszości narodowej. Milionowa populacja niedawnych przybyszy z prawami mniejszości byłaby ewenementem w prawie europejskim i bombą podłożoną pod naszą państwowość.

„STOP Ukrainizacji Polski”.

Link do strony: https://konfederacjakoronypolskiej.pl/stop-ukrainizacji-polski/

Link do pliku PDF dokumentu: https://konfederacjakoronypolskiej.pl/wp-content/uploads/2022/07/SUP-luz.pdf

Rząd „polski” i czołgi. Oddajemy za darmo, kupujemy stare – drogo

15 lipca 2022 https://pch24.pl/polska-i-czolgi-oddajemy-za-darmo-kupujemy-drogo/

116 używanych czołgów Abrams kupi Polska od Stanów Zjednoczonych. Maszyny mają uzupełnić lukę po podarowanych Ukrainie 240 sztukach czołgów T-72.

– Zabiegaliśmy o to, by wypełnić lukę w polskich siłach zbrojnych po donacji czołgów T-72 na Ukrainę. Nasze zabiegi zakończyły się sukcesem. Jesteśmy umówieni ze Stanami Zjednoczonymi, że 116 czołgów Abrams w starszej wersji trafi na wyposażenie Wojska Polskiego – oznajmił w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową minister obrony Mariusz Błaszczak.

Jak przypomniał wicepremier, wiosną MON zawarł umowę na zakup 250 nowych maszyn w wersji SEPv3, za 23 miliardy złotych. Ich produkcja jednak dość długo potrwa, stąd decyzja o nabyciu używanego sprzętu z zasobów armii amerykańskiej.

Starsze czołgi mają dotrzeć do Polski na początku 2023 roku. Będą następnie modernizowane już na miejscu.

Źródło: IAR, radiozet.pl RoM

==================================

https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/kolejne-polskie-czolgi-w-ukrainie-doradca-zelenskiego-potwierdza/s1hnb84,79cfc278

„Arestowycz ujawnił też, że Polska zamierza przekazać Ukrainie 232 czołgi. Tyle maszyn typu PT-91 Twardy znajduje się na stanie naszych sił zbrojnych. To polska, głęboka modernizacja poradzieckiego czołgu T-72.”

Tym razem to już nawet nie ma mowy o tym, że ktokolwiek nam za to coś obiecał

Jak się nie zatracić w gąszczu propagandy

Paweł Sztąberek

Dobrze jest nauczyć się czytać między wierszami. Przeciętny człowiek skazany jest na propagandę oficjalną, która pierze mu mózg, podczas gdy on nawet tego nie dostrzega. W przypadku covida przekaz był taki: „tylko dystans społeczny, tylko maski, tylko testy, tylko szczepionka – inaczej poważnie zachorujesz i umrzesz!”

Po wielu latach znów obejrzałem polski film z 1946 roku „Zakazane piosenki”. Kawał dobrego kina. Ale moją szczególną uwagę zwrócił jeden fragment, kiedy to główni bohaterowie, mężczyzna i kobieta, spotykają się w restauracji. Obok mężczyzny leży nazistowska gadzinówka „Nowy Kurier Warszawski”. Kobieta w pewnym momencie pyta (cytuję z pamięci): „I co w twoich wiadomościach?”. „Nie jest dobrze” – odpowiada mężczyzna powołując się na informacje z gazety – „Niemcy odnoszą same sukcesy na froncie”. „Wierzysz w te bzdury?” – pyta zniesmaczona, po czym dodaje: „A wiesz, co mówią na mieście? W Berlinie wybuchło powstanie z powodu głodu. Cała armia niemiecka kierowana jest na Berlin, a w Warszawie nie ma już nawet jednego żołnierza”. Po chwili radość z twarzy kobiety znika, gdy słyszy za oknem śpiewaną głośno przez maszerujący oddział Wehrmachtu wojskową pioesenkę: „Hajli hajlo hajla…”.

„Nowy Kurier Warszawski” – niemiecka gazeta dla Polaków – przedstawiał rzeczywistość mocno zdeformowaną. Po klęsce pod Stalingradem, kiedy to stopniowo zaczął się odwrót wojsk niemieckich z terytorium Rosji, porażki ubierano w sukcesy. Jeśli Niemcy, w jakiejś bitwie stracili przykładowo 20 czołgów, pisali jedynie o 5 zniszczonych czołgach bolszewików, ogłaszając przy tym wielki sukces swoich wojsk.

Propaganda wojenna ma dwojakie znaczenie – z jednej strony służy manipulowaniu opinią chłonących ją mas, jak również ma w te masy wlewać nadzieję, że jest dobrze. W przypadku niemieckiej gadzinówki dla Polaków, domniemane niemieckie „sukcesy” nie wzbudzały w Warszawiakach radości, jednak wielu wierzyło, że to prawda. Podobnie z propagandą szeptaną typu: „wiesz, co mówią na mieście?”. Wierzymy, ale często niewiele trzeba, by ktoś wylał nam na głowę kubeł zimnej wody.

Propaganda to narzędzie każdej władzy, ale jej nachalna forma nasiliła się w ciągu ostatnich 2 lat. Polacy, ale nie tylko oni, karmieni są nią z każdej strony. Koronawirus okazał się być idealnym pretekstem do prania ludziom mózgów. Tzw. władza demokratyczna, nie w każdych warunkach może sobie pozwolić na takie eksperymenty społeczne jak ostatni, przeprowadzony w latach 2020-2022. Ale w końcu WHO ogłosiła pandemię, więc można było wyłączyć hamulce i pójść na całość.

Większość ludzi uwierzyła w przekaz serwowany przez współczesne gadzinowe „Nowe Kuriery Warszawskie”, że jak nie założysz maski to umrzesz, że jak się nie zaszczepisz to umrzesz itd… Wielu też uwierzyło w propagandę szeptaną przeciwników restrykcji i lockdownów, że już za chwilę wybuchnie bunt, że ludzie wyjdą na ulicę, obalą władzę, przywrócą wolność itd… I rzeczywiście gdzieniegdzie wyszli, buntowali się nawet pojedynczy przedsiębiorcy, jednak żaden masowy bunt nie wybuchł. Większość grzecznie podkuliła ogony pod siebie, założyła maski, wymazała się drutem w nosie, zaszczepiła się i czekała, co będzie dalej.

A dalej wiadomo co było… Wybuchła wojna Rosji z Ukrainą, „pandemia” rozładowała się niejako w sposób naturalny, zaczęła się natomiast nowa porcja propagandy – tym razem z frontu.

Przy okazji wyszło jak spolaryzowana jest tzw. opinia publiczna. Ci, którzy podczas „pandemii” uodpornili się na propagandę strachu i covidowej psychozy, zachowali dystans do oficjalnej propagandy z frontu rosyjsko-ukraińskiego i nie dali się zwieść hurraoptymizmowi, że już po Rosji, że lada moment zostanie dobita. Natomiast ci, którzy podczas „pandemii” łykali wszystko co wciskali im politycy i pandemiczni eksperci, zaczęli wierzyć we wszystko, co „mówił” telewizor – włącznie z tym, że na Ukrainie staruszki strącają rosyjskie drony słoikami z dżemem.

Ale jedno wciąż pozostaje poza zasięgiem naszej możliwości – jaka jest ta PRAWDA?

Na portalach społecznościowych mamy do czynienia z zalewem informacji. Twitter tętni życiem, niekiedy aż za bardzo. Niektóre wpisy, choć zbieżne z naszymi oczekiwaniami, przekazują informację nie poparte żadnymi źródłami. Czasem odnieść można wrażenie, że niektórzy twitterowicze sami tworzą opowieści, a potem puszczają je w obieg jako fakty. Ale czy istotnie są to fakty?

„A wiesz co mówią na mieście?”… No właśnie, ta forma propagandy szeptanej stwarza olbrzymie pole do nadużyć. Wielu może dać się złapać na całkowicie wymyślane historie, być może wymyślane przez tych, którzy źle nam życzą. Jak zatem oddzielić ziarno od plew? Propaganda mainstreamu jest prostsza do demaskacji. Jeśli ciągle piszą, że „Putin umiera”, a on wciąż żyje, to wiadomo że mamy do czynienia z kłamstwem. I dalej, jeśli wciąż podają rewelacje, że „wyciekły supertajne informacje rosyjskiej armii…”, to warto zadać sobie pytanie: skoro one takie supertajne to jak mogły wyciec?

Z propagandą szeptaną, nie podpartą żadnymi źródłami (ot np. że w lipcu br. policjanci w całej Polsce mają zakaz brania urlopów) jest trochę trudniej, dlatego jedyne, co można zalecić to dystans. Zawsze warto zapytać tego, który rozpuszcza wieści: skąd to wiesz?; wskaż źródło. Sam niejednokrotnie zadawałem na twitterze twórcom niektórych newsów takie pytania, bądź prosiłem o podanie źródła. Niektórzy odpowiadali pozytywnie, inni odpisywali w stylu: „sam sobie znajdź”, a jeszcze inni w ogóle nie odpisywali, co już kazało zachować względem rozpowszechnianych przez nich informacji ostrożność. Nie nie o to przecież chodzi, by niezdrowo podniecać się informacjami, które są ciekawe, jednak ich wiarygodność jest wątpliwa.

Dobrze jest nauczyć się czytać między wierszami. Przeciętny człowiek skazany jest na propagandę oficjalną, która pierze mu mózg, podczas gdy on nawet tego nie dostrzega. W przypadku covida przekaz był taki: tylko dystans społeczny, tylko maski, tylko testy, tylko szczepionka – inaczej poważnie zachorujesz i umrzesz! W przypadku wojny przekaz jest, najprościej mówiąc, taki: Rosja jest zła, Ukraina jest dobra – kto myśli inaczej, bądź przejawia jakieś wątpliwości i stara się dostrzec, poza czarnym i białym, także inne kolory, jest ruskim agentem i nie można go brać poważnie, a być może nawet trzeba nasłać na niego służby!

My, ludzie, którym chce się pójść nieco głębiej i ogarniać nieco szerzej to, co nas otacza, możemy poszukiwać alternatywnych informacji. Tych alternatywnych źródeł jest wiele. Dość cennym, działającym po drugiej stronie frontu, patrząc z punktu widzenia naszej rodzimej propagandy, czyli tam, gdzie media polskiego mainstreamu nie docierają, a nawet jeśli tak, to milczą, jest Patrick Lancaster. To były amerykański weteran od kilku lat mieszkający w Doniecku. Ma on swój kanał na YouTube. Materiały wideo, które tam prezentuje to ewidentnie rosyjski punkt widzenia. Lancaster jest w pewnym sensie na służbie rosyjskiej propagandy, jednak i z jego materiałów wiele możemy się dowiedzieć. Głownie z rozmów ze zwykłymi ludźmi. Nie każda rozmowa jest ustawiona, u niego ludzie mówią co myślą, niektórzy zaś milczą, bo po prostu się boją, nie są pewni jak rozwinie się sytuacja wojenna. Ale ich wypowiedzi przynajmniej są szczere, oddają mozaikę poglądów zwykłych mieszkańców Donbasu. I to jest cenne, bo przyczynia się do wyrobienia sobie bardziej obiektywnego obrazu tej wojny.

W obliczu propagandy trudno znaleźć złoty środek. Na pewno trzeba się wyposażyć w mentalne narzędzia weryfikacji informacji – emocjonalny dystans, nieufność, podejrzliwość. Zarazem też niezbędne są: weryfikacja i uruchamianie procesów myślowych. Wielu ludziom nie chce się myśleć, wolą przyjąć za pewnik to, co im się wciska. Takich niestety jest większość i musimy się z tym pogodzić – ich obudzić może jedynie nagły wstrząs, coś czego się nie spodziewali…

Może stanie się to gdy w którymś momencie pensja nie wpłynie na czas, w sklepie nie będzie naszych ulubionych towarów, albo nie będzie można obejrzeć kolejnego odcinka ukochanego serialu, bo zabraknie prądu… Tak to niestety jest: my wiemy, że Morawiecki kłamie jak z nut, inni jednak wierzą mu bezgranicznie.

Ponieważ nie zanosi się na to, by w najbliższym czasie „pracze mózgów” spoczęli na laurach, w pierwszej kolejności martwmy się o siebie. My też popełniamy błędy i ponoszą nas emocje. Na innych przyjdzie czas, choć wielu z nich jest już raczej stracona, nie do odzyskania.

Paweł Sztąberek

HAGADA CZY FAKTY? (ZAPISKI PODSĄDNEGO)

HAGADA CZY FAKTY? SSR K. RYMARZ-BŁASZKIEWICZ ZDAJE SIĘ NIE MIEĆ ŻADNYCH WĄTPLIWOŚCI (ZAPISKI PODSĄDNEGO)

Henryk Jezierski 16 lipca 2022 https://moto.media.pl/hagada-czy-fakty-ssr-k-rymarz-blaszkiewicz-zdaje-sie-nie-miec-zadnych-watpliwosci-zapiski-podsadnego/

Stopień zażydzenia tzw. wymiaru sprawiedliwości w powojennej Polsce dałoby się porównać tylko z „naszą” dyplomacją, przy czym w obydwu przypadkach procesu tego nie osłabiła nawet rzekoma demokratyzacja po magdalenkowym układzie z 1989 roku.

Można powiedzieć – wręcz przeciwnie. Do głosu doszli bowiem spadkobiercy – nie tylko ideowi – żydokomuny z czasów stalinowskich, najbardziej krwawej i bezwzględnej wobec Polaków.

Ma to uzasadnienie w ich rodowodzie. Żydzi władający naszym krajem nie mają nic wspólnego z historyczną nacją semicką w jej tradycyjnym, biblijnym rozumieniu. To potomkowie tzw. żydochazarów, czyli jednego z plemion mongolskich, które w VIII wieku przyjęli jako swoją religię judaizm rabiniczny (talmudyczny), który został wymyślony po zburzeniu świątyni jerozolimskiej w 70 roku po Chrystusie. Przy okazji – ten fakt w sposób jednoznaczny zaprzecza tezie, jakoby żydzi byli naszymi starszymi braćmi w wierze.

Do charakterystycznych cech osobowościowych żydochazarów zaliczyć należy ich ograniczenie intelektualne i niemal całkowity brak uczuć wyższych przy jednoczesnej perfidii postępowania, mściwości i okrucieństwie wobec nie-żydów zwanych gojami. Stąd m.in. zbrodnie ludobójstwa popełniane przez żydochazarów z Izraela na Palestyńczykach, obecnie akurat jedynym narodzie o semickich korzeniach. Mówiąc krótko – największymi antysemitami są ci, którzy z antysemityzmu uczynili oręż w walce ze swoimi przeciwnikami.

Mamy także wyjątkowo liczne przykłady żydochazarskich zbrodni na Polakach, z sądowymi włącznie. Najwymowniejszy to mord na gen. Auguście Emilu Fieldorfie, m.in. zastępcy komendanta głównego Armii Krajowej oraz organizatora i dowódcy Dywersji Komendy Głównej AK, zwanej Kedywem. Dokonano go dokładnie 24 lutego 1953 roku, nie przez rozstrzelanie lecz przez – stosowane wobec pospolitych przestępców – powieszenie, aby jeszcze bardziej poniżyć bohaterskiego oficera w oczach Polaków.

Za sprawców tej sądowej zbrodni podaje się anonimowych „komunistów”, co łatwo nasuwa skojarzenie z polskimi sprzedawczykami lub ruskimi namiestnikami. Takiej wersji jakoś nie kwapi się podważyć w sposób jednoznaczny nawet IPN, uchodzący za wyrocznię w kwestiach dotyczących najnowszej historii Polski. Co gorsze, w ślad za tą instytucją, też zdominowaną przez żydochazarów oraz wysługujących się im „historyków” głównie o ukraińskim, niemieckim, białoruskim i litewskim rodowodzie idą nawet tak – wydawałoby się – niezależne i propolskie organizacje jak np. Fundacja Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga Przeciw Zniesławieniom. Jej prezes, niejaki Maciej Świrski także bredzi o „komunistach, którzy oskarżyli, sądzili i skazali gen. Fieldorfa”.

A jaka jest prawda?

Z pozycji skromnego badacza historii o technicznym wykształceniu wyręczam setki pasożytów (choc bardziej pasowałoby tu określenie: pasożydów) mieniących się historykami i kosztujących polskich podatników nie miliony lecz miliardy złotych (vide: budżet IPN oraz jemu podobnych instytutów preparowania „prawdy historycznej”). Fakty w odniesieniu do sądowych morderców gen. Fieldorfa są takie:

– Helena Wolińska reprezentująca Naczelną Prokuraturę Wojskową. Żydówka o rodowych personaliach Fajga Mindla. Była odpowiedzialna m.in. za pozbawienie wolności w latach 1950-53 ponad 20 żołnierzy Armii Krajowej, Postanowienie o aresztowaniu gen. Fieldorfa wydała 21 listopada 1950, a następnie nadzorowała prowadzone przeciwko niemu śledztwo. Zasiadała także w komisji weryfikującej sędziów i prokuratorów w ramach fali czystek i represji w Wojsku Polskim na początku lat 50-ych ubiegłego wieku. Po wydarzeniach marcowych 1968 roku wyemigrowała z Polski i osiedliła się w Wielkiej Brytanii. Dała się poznać jako zdeklarowana sympatyczka „Solidarności”. Prawdopodobnie podzielała pogląd swojego żydowskiego ziomka, niejakiego Bronisława Geremka, który twierdził, że „Solidarność” powstała po to, „aby Żydom w Polsce było lepiej niż Polakom”, co zresztą urzeczywistniło się w 100 procentach.

Beniamin Wajsblech, wiceprokurator Generalnej Prokuratury PRL. Pochodził z zamożnej rodziny żydowskiej zajmującej się handlem (ojciec Hersz). Przesłuchiwał gen. Fieldorfa, a następnie zażądał dla niego kary śmierci. Po zwolnieniu ze służby został… radcą prawnym.

– Maria Gurowska, sędzia, która wydała wyrok śmierci na gen. Fieldorfa w pierwszej instancji. Żydówka zarówno po ojcu (Moryc Zand), jak i matce (Frajda z domu Eisenbaum). W latach 1950-54 zasiadała w składach sędziowskich tajnych sekcji Sądów Wojewódzkiego i Apelacyjnego w Warszawie oraz Sądu Najwyższego, ferujących wyroki w sprawach politycznych zleconych przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Od 1956 do 1970 roku pracowała w warszawskim Sądzie Wojewódzkim.

– Emil Merz, pochodzenie żydowskie, syn Salomona (sędzia Sądu Okręgowego w Tarnowie) i Reginy. Od 1949 roku jako sędzia Sądu Najwyższego stał na czele tajnego Wydziału III Izby Karnej rozpoznającego odwołania od wyroków sądów pierwszej instancji. Tylko w 1952 roku utrzymał 14 z 34 wyroków kary śmierci ogłoszonych przez te sądy. Brał aktywny udział w mordzie sądowym na gen. Fieldorfie z finałem w postaci negatywnego zaopiniowania prośby o ułaskawienie, podjętego 12 grudnia 1952 roku. Mimo powyższych „dokonań” orzekał w Sądzie Najwyższym aż do osiągnięcia wieku emerytalnego w 1962 roku. Na emeryturze publikował artykuły z zakresu prawa, m.in. na łamach pisma „Państwo i Prawo”.

Gustaw Auscaler, żydowski działacz komunistyczny, a w okresie stalinowskim sędzia Sądu Najwyższego oraz rektor Wyższej Szkoły Prawniczej im. Teodora Duracza. Wraz z wyżej przedstawionym Emilem Merzem oraz Igorem Adrejewem 20 października 1952 roku na posiedzeniu tajnym zatwierdził wyrok kary śmierci na gen. Fieldorfie, a 12 grudnia tego samego roku i w tym samym gronie odrzucił prośbę o ułaskawienie. W grudniu 1957 roku wyjechał wraz z rodziną do Izraela, gdzie przyjął imię Samuel. Zmarł osiem lat później.

Igor Andrejew, przedstawiany w sposób cokolwiek ekwilibrystyczny jako potomek „wileńskiej, spolszczonej rodziny rosyjskiej pochodzenia żydowskiego”. Czyż nie prościej byłoby napisać „żyd z Wilna”? Syn i wnuk adwokatów, odpowiednio Pawła i Bazylego. Nie poszedł ich śladem. W 1948 roku wstąpił do Polskiej Partii Robotniczej i od tego samego roku przez pięć lat był dyrektorem Centralnej Szkoły Prawniczej im. T. Duracza w Warszawie. W 1952 roku został sędzią Sądu Najwyższego i z takiej właśnie pozycji skazał gen. Fieldorfa na śmierć. Co ciekawe, aż do 1989 roku nie był kojarzony z osobistym udziałem w tej zbrodni sądowej. Mógł zatem spokojnie realizować swoją karierę naukową, przypieczętowaną m.in. uzyskaniem tytułu profesora nauk prawnych (1964), funkcją prodziekana Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego i dyrektora Instytutu Prawa Karnego na tym wydziale (od 1968 do 1975 roku), a także wychowaniem paru pokoleń nowych – oczywiście, demokratycznych i antykomunistycznych – prawników, w tym niejakiego Lecha Falandysza – żyda od tzw. pomroczności jasnej zastosowanej na potrzeby obrony jednego z synow Lecha Wałęsy, Przemysława, który spowodował wypadek samochodowy po pijanemu.

Alicja Graff, żydówka z domu Fuks, prokurator wojskowa i wicedyrektor Departamentu III Prokuratury Generalnej w latach stalinowskich. To ona podpisała się m.in. pod nakazem wykonania wyroku śmierci na gen. Fieldorfie.

Jak widać, w powyższym wykazie sądowych morderców nie ma ani jednego Polaka czy choćby Rosjanina. Skąd zatem taka zapobiegliwość w ukrywaniu żydów pod oklepaną i nic nie wyjaśniającą etykietą „komunistów”? Od kiedy to w polskim interesie leży tuszowanie żydowskich zbrodni sądowych na Polakach?

ŁAPAJ ZŁODZIEJA!” CZYLI KTO JEST ANTYSEMITĄ

Poza oczywistym, dziennikarskim obowiązkiem mam swój osobisty powód zdemaskowania i upublicznienia stopnia zażydzenia wymiaru sprawiedliwości w naszym kraju. Doświadczam go bowiem na własnej skórze, choć – na szczęście – nie w tak tragiczny sposób jak bohaterowie i patrioci pokroju gen. Augusta Fieldorfa. W ostatnich paru latach uczestniczyłem i uczestniczę nadal jako aktywna strona w kilkunastu procesach karnych i cywilnych. Najczęściej jest to rola oskarżyciela prywatnego lub powoda lecz także oskarżonego. W każdym, podkreślam w każdym z nich atakowany jestem przez drugą stronę jako „antysemita” chociaż temat i powód rozpraw sądowych nie ma nic wspólnego z działaniem, które dawałoby podstawy do wysuwania takich zarzutów. To jakby starannie przemyślana „wrzutka” mająca na celu zdyskredytowanie mojej osoby i sygnał dla sądzących, aby potraktowali mnie w sposób szczególny.

I niestety, to skutkuje. Znaczącym zmniejszeniem moich, uzasadnionych oczekiwań w wygranych sprawach, gdzie występowałem w roli poszkodowanego (włącznie z odmową zwrotu kosztów obsługi prawnej!), jak i drastycznym wzmocnieniem zasądzonych sankcji tam, gdzie jestem oskarżany. Ba, wątek mojego rzekomego antysemityzmu wplatany jest nawet w uzasadnienia serwowanych wyroków. Czynią to sędziowie, którym jestem w stanie z łatwością udowodnić ich antysemityzm – autentyczny, wynikający z prawidłowej interpretacji tego słowa. Jak bowiem nie określić antysemitą kogoś, kto przechodzi do porządku dziennego np. nad zbrodniami popełnianymi przez żydochazarskich oprawców na Semitach zamieszkujących tereny okupowanej Palestyny (w tym na kobietach i dzieciach), przypisując jednocześnie tę cechę niżej podpisanemu, który w obronie prawowitych mieszkańców tych ziem występował – podobnie zresztą jak wiele organizacji międzynarodowych, z ONZ na czele – konsekwentnie i wielokrotnie?

Niech nikt jednak nie wyciąga pochopnych wniosków, że obecnie wszyscy sędziowie, a także prokuratorzy i adwokaci to talmudyczni żydzi z mongolskim rodowodem. Tacy akurat zwykle pozostają w cieniu, umiejętnie i skutecznie sterując wykonawcami zleconych zadań. Ci ostatni to tzw. szabesgoje. Nazwa wzięła się od nie-żydow (gojów) wyręczających talmudystów w wykonywaniu czynności, które są zakazane w czasie ich świąt (szabat) – od ogrzania mieszkania po… wyłączenie światła.

Faktycznie jednak pojęcie szabesgoja jest znacznie szersze i najlepiej oddaje je charakterystyka stosowana przez samych zainteresowanych, z ich rabinami na czele. Według nich szabesgoj to po prostu „użyteczne BYDLĘ o ludzkiej twarzy służące żydowskiej sprawie”. Przyjemne, nieprawdaż? Nie potrafię opisać wyrazu twarzy paru moich znajomych, którym powtórzyłem to określenie, a których znam z ich wyjątkowej fascynacji żydowskimi zarządcami naszej umęczonej Ojczyzny. Chyba łatwiej przeżyliby solidne kopnięcie w d…

Powyższy, obszerny wstęp uważam za szczególnie uzasadniony akurat w odniesieniu do przebiegu sprawy sądowej wytoczonej mi z oskarżenia prywatnego przez niejaką Ewę Leśniewską-Jagaciak. Poświęciłem jej obszerny fragment tekstu pt. „VOLKSWAGENDOJCZE ZZA… BUGA”, toteż tam odsyłam zainteresowanych poznaniem cech osobowościowych tej pani. Tutaj wspomnę tylko, że moją wypowiedź oceniającą ją jako „osobę kwalifikującą się do miana swołoczy sowieckiej” adresowaną do ledwie kilku członków Rady Nadzorczej Spółdzielni „Stągiewna”, E. Leśniewska-Jagaciak uznała za godną wszczęcia procesu sądowego.

Nie wiem, czy zdawała sobie sprawę z konsekwencji tego kroku. Pozostaje faktem, że teraz – po zapoznaniu się z dokumentacją Służby Bezpieczeństwa PRL na jej temat oraz samym przebiegiem sprawy – mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że Ewa Leśniewska-Jagaciak nie tylko kwalifikuje się lecz w pełni zasłużyła na miano swołoczy sowieckiej, w dodatku wyjatkowo perfidnej. Wprawdzie o tym fakcie powiadamiam grono po stokroć większe od wspomnanej rady nadzorczej lecz przyjmijmy, iż jest to dodatkowy „bonus” dla zainteresowanej.

Żydochazarski wątek odnoszę jednak nie do samej oskarżycielki (choć go oczywiście nie wykluczam, zważywszy na „repatriancki” rodowód) lecz do jej pełnomocnika, magistra prawa z adwokacką aplikacją, niejakiego Jakuba Tekieli. Zarówno same personalia, jak i charakterystyczna fizjonomia oraz sposób gestykulacji wyżej wymienionego na sali sądowej sugerują żydowskie pochodzenie. Gdyby nawet tak było, to w niczym nie nie usprawiedliwia to traktowania obowiązującego w III/IV RP prawa według własnego „widzimisię”, w dodatku na talmudyczną modłę. Można powiedzieć – wręcz przeciwnie, zważywszy żydowski rodowód zbrodniarzy w togach z okresu stalinowskiego, nie ograniczający się bynajmniej do wspomnianej na wstępie sądowej egzekucji gen. Fieldorfa.

Adw. Jakub Tekieli niemal w każdym akapicie spreparowanego aktu oskarżenia udowadnia, iż nad obiektywną, popartą faktami i oczywistą dla cywilizacji łacińskiej prawdę, przedkłada typową dla „cywilizacji” żydowskiej hagadę, czyli takie preparowanie faktów, aby zawsze przemawiały na korzyść żydowskiego preparatora.

Na dowód jeden z wymownych przykładów. Nigdy i nigdzie nie wspominałem nawet słowem o współpracy Ewy Leśniewskiej-Ignaciak z SB, chociaż były ku temu poważne przesłanki. Takie choćby, jak fakt jej rejestracji jako OZ, czyli osoby zaufanej, a także zgoda SB na zamianę przez Leśniewską obywatelstwa polskiego na niemieckie.

Tymczasem Jakub Tekieli w wysmażonym przez siebie akcie oskarżenia wskazuje, że zarzuciłem oskarżycielce – cytuję – „co najmniej współpracę ze Służbami Bezpieczeństwa PRL”. Chciałoby się odpowiedzieć, zachowując stosowną, żydochazarską narrację: „Panie Kuba, taka insynuacja to niedobre jest”. Pomijając brak jakiegokolwiek dowodu na przedstawioną tezę, warto przypomnieć, że Służba Bezpieczeństwa PRL była tylko jedna toteż liczba mnoga w tym wypadku jest całkowicie zbędnym nadużyciem hagady. Magistrze Tekieli, na którym WUML-u (skrót od wojewódzkiego uniweresytetu marksizmu-leninizmu) wręczyli panu dyplom prawnika?

Być może Jakub Tekieli uchodzi w swoim środowisku, a także w środowisku sędziowskim za wybitnego prawnika. Ja zdecydowanie nie podzielam tego poglądu. Bardziej przychylam się do tezy o bezczelnym gudłaju w adwokackiej todze. Niestety, nie jedynym.

Nawet średnio zorientowany czytelnik wie jednak, że adwokaci lub radcowie prawni, zwani potocznie – zwłaszcza przez skazańców – „papugami”, to tylko jedna ze stron w sprawie. Głos decydujący powinien mieć tutaj sędzia, którego obowiązkiem jest oddzielenie ziarna od plew i wydanie werdyktu w oparciu o potwierdzone fakty. Niestety, Katarzyna Rymarz-Błaszkiewicz, sędzia Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe zadała zdecydowany kłam tej tezie.

Nie zamierzam dociekać, czy uczyniła to powodowana swoim rodowodem, czy też chciała wywiązać się z powierzonego jej zadania z iście stachanowską nadgorliwością. Ograniczę się tylko do wyrażenia przekonania, że skompromitowała środowisko sędziowskie w sposób porażający, podważając zawodowy prestiż tych spośród swoich koleżanek i kolegów, którzy traktują swój zawód, a właściwie służbę, z należytą powagą.

Materialnym potwierdzeniem powyższego przekonania jest wyrok oraz jego uzasadnienie sporządzone przez SSR K. Rymarz-Błaszkiewicz. Uważna lektura tego dokumentu – innej nie dopuszczam, zwłaszcza w roli oskarżonego – dowodzi jednoznacznie, że jego autorka albo ma poważne problemy z percepcją oczywistych i łatwych do zweryfikowania faktów, albo – do czego przychylam się bardziej – chciała udowodnić, że dla magister prawa namaszczonej na członkinię kasty sędziowskiej nie ma rzeczy niemożliwych. Można wszystko, w dodatku z użyciem sprawdzonych i prostych w użyciu narzędzi.

Takich choćby, jak powielane w setkach sędziowskich uzasadnień metodą „kopiuj i wklej” oddzielanie niewiarygodnych z definicji argumentów oskarżonego z wiarygodnymi z definicji argumentami oskarżyciela. W wykonaniu SSR Rymarz-Błaszkiewicz wygląda to dokładnie tak:

Sąd ocenił jako wiarygodne zeznania oskarżycielki prywatnej. Ewa Leśniewska-Jagaciak w obszernych zeznaniach opisała w jakich okolicznościach dowiedziała się pomówieniach rozsiewanych przez Henryka Jazierskiego. A także przedstawiła dowody na nieprawdziwość twierdzeń wypowiadanych przez oskarżonego.”

I dalej:

Sąd nie dał wiary wyjaśnieniom oskarżonego. W oparciu o ww. wiarygodny materiał dowodowy, jego nieprzyznanie się do winy należy ocenić tylko i wyłącznie jako linię obrony i chęć uniknięcia odpowiedzialności karnej.”

Gdybym czytał powyższe dywagacje tylko w aktach jednej sprawy, wówczas mógłbym zrzucić je na karb np. ograniczonej zdolności poznawczej konkretnego sędziego czy sędzi. Ale ja, z dokładnie taką samą „narracją” spotykam się w praktycznie każdym uzasadnieniu wyroku skazujacego. Jego „intelektualna głębia” w połączeniu z regularną powtarzalnością (wspomniane „kopiuj i wklej”) wręcz generuje odruchy wymiotne czytającego. Zwłaszcza, jeśli wyłączne podzielanie racji jednej strony z całkowitym pominięciem racji drugiej strony ma uzasadnienie tylko w mniemaniu samego sądu, w dodatku – z oczywistą obrazą dla materialnych dowodów dołączonych do akt sprawy.

Na potwierdzenie tylko jeden z wielu przykładów. Otóż, Ewa Leśniewska-Jagaciak, jak przystało na wyjątkową swołocz sowiecką, stwierdziła – co ważne, także przed obliczem sądu – jakobym w okresie stanu wojennego 1981-82 namawiał ją do podpisania jakiejś listy dziennikarskiej lojalności, gwarantującej pracę w tym zawodzie. Perfidia tego pomówienia polega na tym, że ja w tym czasie – po likwidacji Tygodnika „Czas” – byłem poza zawodem dziennikarskim, pracując jako doker w portach Gdańska i Gdyni, aby utrzymać żonę i dwójkę dzieci. A gdzie wówczas przebywała swołocz Leśniewska? Ludziom znającym realia tamtych lat zapewne będzie trudno w to uwierzyć lecz w… Paryżu, dokąd wyjechała w apogeum stanu wojennego, z rekomendacji – uwaga! – Zarządu Głównego Socjalistycznego Związku Studentów Polskich. Czy mam jakieś dowody na potwierdzenie tej tezy. Nie tylko mam, ale przekazałem je do wiadomości sądu. Są nimi dostępne w IPN akta Służby Bezpieczeństwa PRL.

I jeszcze jeden, osobisty wątek zadający kłam oszczerstwom E. Leśniewskiej. Otóż, nawet gdybym miał taką możliwośc nie powierzyłbym jej nawet funkcji gońca w redakcji, cóż dopiero mówić o etacie dziennikarskim. Absolwentka nauk sowieckich po uniwersytecie o poziomie wspomnianych wcześniej WUML-i, z ograniczoną znajomością języka polskiego (teraz jest jeszcze gorzej) i z zerowym poczuciem polskiego patriotyzmu oraz służby społecznej, bardziej nadawałaby się np. na propagatorkę unijnego kołchozu, czemu zresztą dała wyraz w relacjach z niżej podpisanym.

Nie lekceważyłbym też faktu dobrowolnego przyjęcia przez oskarżycielkę obywatelstwa Niemiec. Rozumiem motywacje Polaków, którzy jadą do Niemiec powodowani względami ekonomicznymi, po czym – wcześniej lub później – wracają do swojej Ojczyzny. Ale dla tych, którzy świadomie ubiegają się i otrzymują obywatelstwo obcego państwa takiej wyrozumiałości już nie mam. Zwaszcza, jeśli tym państwem są Niemcy. Wraz z paszportem obcego państwa akceptuje się bowiem jego historię, cywilizację, kulturę oraz – to ważne – stosunek do dotychczasowej ojczyzny. Tymczasem niemieckich „dokonań” wobec Polaków przedstawiać nie trzeba. Nie tylko zresztą wobec Polaków. W historii Europy nie było i nie ma nadal bardziej zbrodniczego państwa i bardziej zbrodniczej nacji, choć może za jakiś czas doszlusują do niej banderowcy z Ukrainy i żydochazarzy z Rosji. Obawiam się, że moje określenie E. Leśniewskiej mianem swołoczy, czyli osoby postępującej podle nie oddaje w pełni jej cech osobowościowych.

Niestety, SSR K. Rymarz-Błaszkiewicz raczyła nie zauważyć perfidii postępowania E. Leśniewskiej i uznała jej kłamstwa za bardziej wiarygodne niż dokumenty z archiwów IPN. Co gorsze, w swoim uzasadnieniu kilkakrotnie odwołuje się do „materiałów dowodowych”, a jednocześnie konsekwentnie zbywa milczeniem wszystkie dowody potwierdzone nie zeznaniami lecz dokumentami – włącznie z aktami Służby Bezpieczeństwa PRL, których wiarygodności, choćby w słynnej sprawie TW „Bolek”, nie był w stanie podważyć żaden z wynajętych przez L. Wałęsę – ponoć najwybitniejszych – prawników. Czyżby zatem ww. sędzię dopadł wtórny analfabetyzm, a jeśli tak to dlaczego akurat w sytuacji, gdy uważne przeczytanie dostarczonych dowodów zajęłoby nie więcej niż pół godziny?

A propos dowodów dostarczonych przeze mnie i nie podważonych w jakikolwiek sposób przez E. Leśniewską i jej pełnomocnika… Otóż zasadność mojego podejrzenia SSR K. Rymarz-Błaszkiewicz o wtórny analabetyzm wzmacnia jej dziwny stosunek do elementarnej zasady prowadzenia procesu sądowego w sprawach karnych. Podstawowa zasada obowiązująca w tychże sprawach stanowi, że ciężar przeprowadzenia dowodu ewentualnej winy oskarżonego spoczywa na oskarżycielu (art. 369 KPK). Sędzia prowadząca najpierw przerzuciła ten obowiązek na mnie, a następnie – mówiąc kolokwialnie lecz adekwatnie do sytuacji – „olała” wszystkie moje argumenty, wyżej przedkładając prymitywną hagadę magistra prawa J. Tekieli.

Obawiam się, że właśnie ten wątek procesu, dotyczący oczywistego i skandalicznego z punktu obowiązującej pragmatyki sądowej zamienienia ról oskarżyciela i oskarżonego, czyni moje sugestie co do wtórnego analfabetyzmu sędzi prowadzącej zbyt pobłażliwymi. Wprawdzie ewentualnej „pomroczności jasnej” zdecydowanie nie dopuszczam ale wobec ewentualnego zadaniowania SSR K. Rymarz-Błaszkiewicz przez jej przełożonych bądź „dobrodziejów” już taki zdecydowany nie będę. Powód? Poza wymienionymi obszernie wcześniej, warto podkreślić zakres wymierzonej kary oraz osobliwy komentarz pełnomocnika oskarżonej do wyroku.

W roli autora uzasadnienia wyroku SSR K. Rymarz-Błaszkiewicz nie wykazała się szczególnym szacunkiem do – wypływającej ze źródeł cywilizacji łacińskiej – prawdy obiektywnej, popartej niezaprzeczalnymi faktami. Co innego, gdy przyszło orzekać o wymiarze kary, gdzie sędzia nie musi uciekać się do – często karkołomnych – uzasadnień. No może poza jednym, wyrażonym słowami: „Realizacja ww. środka… stanowić będzie element oddziaływania wychowaczego w stosunku do oskarżonego” i wzmocnionym stwierdzeniem, że zasądzona kwota nawiązki w wysokości 10 tys. zł, ponad dwukrotnie wyższa od mojej emerytury „mieści się w możliwościach zarobkowych oskarżonego”.

Innymi słowy – nie waż się demaskować obcej agentury w jakiejkolwiek formie (ze szczególnie groźną niemiecką agenturą wpływu włącznie), gdyż czeka cię przykładna kara. Mogę tylko wyrazić radość, że SSR K. Rymarz-Błaszkiewicz nie ma takich możliwości, jak jej poprzednicy z czasów niedawno minionych, określanych jako wczesny PRL. Mogłoby bowiem skończyć się wieloletnium więzieniem, a nawet gorzej.

A tak, z tytułu bezpodstawnego oskarżenia o czyny, których nie popełniłem SSR K. Rymarz-Błaszkiewicz poza kosztami sądowymi i zwrotem kosztow poniesionych przez oskarżycielkę w kwocie łącznej 480,00 zł, raczyła mnie ukarać „tylko”:

a) karą łączną w wysokości 8 (ośmiu) miesięcy ograniczenia wolności polegającą na wykonywaniu nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 20 (dwudziestu) godzin w stosunku miesięcznym.

b) nawiązką na rzecz Ewy Leśniewskiej-Jagaciak w kwocie 10 000 (dziesięciu) tysięcy złotych.

Zacznijmy od kary ograniczenia wolności. SSR K. Rymarz-Błaszkiewicz nie raczyła sprawdzić, czy z racji swojego wieku (ponad 70 lat) oraz stanu zdrowia będę w stanie wykonywać jakiekolwiek prace społeczne w ich potocznym rozumieniu (np. sprzątanie chodnika przed siedzibą Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe). Być może, w swojej dobrotliwości, wskaże na prace o charakterze umysłowym. Już cieszę się na taką ewentualność i zgłaszam konkretną propozycję: „Analiza orzeczeń SSR Katarzyny Rymarz- Błaszkiewicz w świetle obowiązującego prawa”.

Z nawiązką finansową mam natomiast problem podwójny. Po pierwsze – gdyby potraktować serio zapis w orzeczeniu wówczas musiałbym zapłacić córce tzw. repatrianta z desantu sowieckiego, która z miłości do Polski została Niemką, w dodatku emocjonalnie zaangażowaną, kwotę – uwaga! – 10.000.000 (słownie: dziesięciu milionów) złotych. Taki bowiem wynik daje pomnożenie, zgodnie z treścią orzeczenia, liczby 10 000 z tysiącami.

Tę głupotę polegającą na postawieniu nawiasu nie tam, gdzie trzeba składam na karb wynikającego z nadgorliwości pośpiechu SSR K. Rymarz-Błaszkiewicz w wykonywaniu swojej pracy.

Po drugie – przyjmując miłosiernie, że faktyczna kwota jest zgodna z życzeniem mgr. prawa Jakuba Tekieli i wynosi „jedynie” 10 tys. zł, pójdę w swoim miłosierdziu jeszcze dalej i uznam, że akceptując ten wymiar kary SSR K. Rymarz-Błaszkiewicz kierowała się szacunkiem wobec możliwości finansowych mojej skromnej osoby. Konkretnie – zestawiając swoje zarobki jako sędzi sądu rejonowego, akurat najniższej w hierarchii sędziowskiej z zarobkami inżyniera po Politechnice Gdańskiej, łączącego ten zawód od blisko 45 lat z zawodem dziennikarza, mogła przyjąć, że wobec wyżej wymienionej jestem krezusem toteż kwota 10 tys. zł. jest dla mnie równie drenująca kieszeń jak np. cena butelki piwa w Juracie w szczycie sezonu letniego.

Niestety, tak nie jest i SSR K. Rymarz-Błaszkiewicz doskonale o tym wie, a przynajmniej powinna, bowiem w aktach sprawy jest moje oświadczenie w tej kwestii. Różnicę na moją niekorzyść można liczyć nie w procentach lecz w setkach procent. Według ostrożnych szacunków wyżej wymieniona zarabia około 16 tys. zł, pomniejszone o podatek dochodowy (zwykle do odzyskania w rozliczeniu rocznym) lecz bez składki na ZUS drenującej kieszenie milionów Polaków.

Wprawdzie jako osoba o minimalnych potrzebach nie narzekam na swoją emeryturę, o czym świadczy m.in. fakt utrzymywania niniejszego portalu bez powszechnie uprawianej żebraniny („prosimy o łapki w górę i wpłatę na konto”) lecz mogę oświadczyć, iż na konto SSR K. Rymarz-Błaszkiewicz wpływa co miesiąc 300 (słownie: trzysta!) procent tego, czym mnie uszczęśliwia ZUS. A ww. jest jeszcze beneficjentką dodatkowych grantów, choćby w postaci trzynastej pensji czy specjalnej „pożyczki na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych”. O zdecydowanie korzystniejszym sposobie naliczania emerytury nie informuję, gdyż SSR K. Rymarz-Błaszkiewicz do tego statusu brakuje jeszcze sporo lat.

Wielce wymowne jest tutaj oświadczenie majątkowe SSR Katarzyny Rymarz-Błaszkiewicz, sporządzone 19 kwietnia br.. Na jej zadeklarowany stan posiadania, prawdopodobnie dzielony z mężem i obejmujący – co podkreślam – wyłącznie dobra o wartości poniżej 10 tys. zł, składają się m.in.:

1. Oszczędności w kwocie 90.000 zł

2. Dom o powierzchni 118 m.kw. na działce o powierzchni 472 m.kw.

3, Mieszkanie o powierzchni 101 m.kw.

4. Działka o powierzchni 815 m.kw.

5. Samochód marki Jeep Renegade, rocznik 2014.

Lekko licząc, w dodatku bez samochodu którego cena spada z każdym rokiem, mamy majątek o wartości między jednym, a dwoma milionami złotych, z wyraźnym odchyleniem w stronę drugiej, wyższej sumy. Można by rzec: nieźle jak na sędzię najniższego szczebla.

Ale to jeszcze nie wszystko. Ciekawostką, zawartą w ww. oświadczeniu, jest wspomniana wcześniej „pożyczka na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych”, przyznana sędzi w grudniu 2012 roku w kwocie 90.000 zł na okres 15 lat. Według stanu na 31 grudnia 2021 roku do spłacenia zostało 36.000 zł. Nie trzeba być dziennikarzem z dyplomem inżyniera, aby wyliczyć, że jest to pożyczka nieoprocentowana (!) z ratą miesięczną w wysokości 500 zł. Uwzględniając inflację, zwłaszcza tę z ostatnich miesięcy, można spokojnie założyć, że 31 grudnia 2027 roku, tj. w dniu spłacenia ostatniej raty, SSR K. Rymarz-Błaszkiewicz (może wówczas będzie już SSO, czyli Sędzią Sądu Okręgowego za zasługi w profesjonalnym traktowaniu swoich obowiązków) odnotuje ostateczne pozbycie się długu za nie więcej niż połowę jego rzeczywistej wartości. Co dedykuję uwadze innych pożyczkobiorców z „frankowiczami” na czele.

Przedstawione powyżej niebagatelne profity SSR K. Rymarz-Błaszkiewicz powinny skłaniać do przypuszczenia, iż zarówno w sposobie prowadzenia procesu, jak i w sformułowaniu ostatecznego orzeczenia kierowała się ona wyłącznie niezawisłością i troską o maksymalny obiektywizm w ocenie argumentów obydwu stron. Też chciałbym tak myśleć lecz na przeszkodzie stanęła tutaj odpowiedź mgr. prawa Jakuba Tekieli na moją apelację z 6 maja br.

Odpowiedź osobliwa, jakby laudacja na cześć sędzi, która wydała wyrok wykraczający nawet poza oczekiwania strony oskarżającej. Powodowany ponownie miłosierdziem – choć wiem, że w relacjach z tzw. wymiarem sprawiedliwości jest to naiwność granicząca z głupotą – zakładam, że wspomniana „laudacja” to jedyna forma wdzięczności strony oskarżającej wobec sędzi.

Z tym większym przekonaniem cytuję jej obszerne fragmenty:

…Zdaniem oskarżyciela prywatnego postawione przez oskarżonego zarzuty stanowi jedynie polemikę z prawidłowo ustalonym stanem faktycznym

Sąd Rejonowy w uzasadnieniu wyroku szczegółowo odniósł się do zeznań wszystkich świadków, jak również innych przeprowadzonych w sprawie dowodów i w oparciu o te rozważania skonstruował stan faktyczny oceniając poszczególnie wskazywane przez różnych świadków okoliczności przez pryzmat zasad logiki i doświadczenia życiowego.

Jedynym słusznym wnioskiem, który wypływa ze zgromadzonego materiału dowodowego, jest uznanie, iż oskarżony jest winny zarzucanych mu w akcie oskarżenia czynów.

Podsumowując, zdaniem oskarżyciela prywatnego zaskarżony wyrok jest prawidłowy. Ocena dowodów została przeprowadzona w sposób zgodny z przepisami, logiką oraz zasadami doświadczenia życiowego. Wnioski wyciagnięte przez Sąd Rejonowy są prawidłowe i opierają się na całokształcie zgromadzonego materiału dowodowego. Zaskarżone orzeczenie jest słuszne, prawidłowo uzasadnione, nie sposób dopatrzeć się obrazy przepisów postępowania ani błędów w ustaleniach faktycznych.

Sąd Rejonowy wskazał wyraźnie w uzasadnieniu na jakich dowodach oparł się przy wydawaniu orzeczenia, a jakim odmówił waloru wiarygodności. Ocena materiału dowodowego została dokonana zgodnie z zasadami postępowania a także zgodnie z wiedzą i doświadczeniem życiowym…”

Gdy czyta się, wielokrotnie powtarzane – jak na zgranej płycie – sformułowania o ocenie dowodów „w sposób zgodny z przepisami, logiką oraz zasadami doświadczenia życiowego”, gdy w nawiązaniu do powyższych dowodów nie ma ani słowa o jedynych dowodach niepodważalnych w postaci dokumentów IPN, gdy wreszcie za powyższy bełkot spreparowany metodą „kopiuj i wklej” żąda się wynagrodzenia w wysokości tysiąca złotych, wówczas zasadne wydaje się pytanie nie tylko o rzeczywiste powody spreparowania takiej laurki na rzecz SSR K. Rymarz-Błaszkiewicz ale także o poziom inteligencji jej autora.

Panie Tekieli!

Ja nie zamierzam tracić swojego cennego czasu na sprawdzanie, czy Pan jest np. mongołem talmudycznym (określenie równorzędne to żydochazar), czy szabes-gojem. Ja Panu tylko radzę, aby stuknął się Pan w swoją kiepełę i zrozumiał, że Pańską pracę oceniają nie tylko podobni Panu osobnicy z sądu, prokuratury lub adwokatury. Czasami może Pan trafić także na Polaków wystarczająco inteligentnych, aby oddzielić wymagany w cywilizacji łacińskiej obowiązek stosowania prawdy obiektywnej, opartej na faktach od żydowskiej hagady. I niech Pan w takim wypadku nie liczy na szacunek, należny ponoć „mecenasom”. Wprost przeciwnie.

Mimo wszystko, jako skromny inżynier redaktor nie ocenię Pana poziomu intelektualnego, wykazanego podczas samego procesu oraz w pismach sądowych na podobieństwo szmoncesu, czyli autoryzowanego żydowskiego dowcipu. Brzmi on następująco:

Żona zwraca się do swojego męża:
– Mosze, ty jesteś jak rycerz.
– Z powodu ta męskość, Salcia?

– Nie, z powodu ten zakuty łeb”.

Jeszcze raz gratuluję daru przekonywania, wykazanego wobec SSR Katarzyny Rymarz-Błaszkiewicz z Wydziału II Karnego Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe. Sądzę, że jej przełożeni też to zauważą.

Henryk Jezierski


Hagada postrzega świat ze specyficznie żydowskiego punktu widzenia. Nie chodzi w niej o obiektywizm, lecz o subiektywizm wynikający z pojmowania i przeżywania żydowskości. O ile, używając kategorii grecko-rzymskich, pytamy, co jest dobre i prawdziwe, o tyle na gruncie hagady dominuje pytanie, co jest dobre i prawdziwe dla Żydów.

Przywrócenie ceł przez Ukrainę. „Skrajnie asymetryczne relacje handlowe”. Sadownicy i rolnik komentują

https://pch24.pl/sadownicy-komentuja-przywrocenie-cel-przez-ukraine-skrajnie-asymetryczne-relacje-handlowe/

Jest to przykład skrajnie asymetrycznych relacji handlowych. Dotyka on nasz kraj w szczególny sposób ze względu na bezpośrednie sąsiedztwo z Ukrainą i sytuację na rynkach rolnych – pisze branżowy portal komentując powrót Kijowa do pobierania cła na sprowadzane z Unii Europejskiej owoce i warzywa.

„W związku z pytaniami o wprowadzenie ceł przez Ukrainę na owoce i warzywa importowane z Unii Europejskiej informujemy że od 1 lipca br. Ukraina przywróciła poprzednio obowiązujące, a zawieszone po wybuchu działań wojennych, cła i podatki importowe na wszystkie towary, w tym także na owoce i warzywa z Unii Europejskiej. A zatem Ukraina nie tyle wprowadziła nowe cła, lecz jedynie wygasiła wprowadzone tymczasowo zawieszenie poboru cła” –  wyjaśnia portal polskiesadownictwo.pl. Informację potwierdziło Ministerstwo Finansów.

Po 24 lutego Kijów wstrzymał pobieranie ceł i dodatkowych opłat z tytułu przywozu na jej teren produktów z Unii Europejskiej. Ta odpowiedziała na początku czerwca zniesieniem cła na wszystkie importowane towary ukraińskie. Stało się tak wskutek zgłoszenia w kwietniu przez Komisję Europejskiej propozycji zaakceptowanej w bardzo szybkim tempie przez kraje członkowskie i europarlament.

„Mamy zatem do czynienia z nieprawdopodobną sytuacją. Ukraińskie zboża zalewają krajowy rynek. Do mroźni działających na terenie naszego kraju przyjeżdżają maliny. Równocześnie polskie i unijne produkty, które są eksportowane na rynek ukraiński, będą objęte cłem i dodatkowymi podatkami” – na portalu sad24.pl.

Jest to przykład skrajnie asymetrycznych relacji handlowych. Dotyka on nasz kraj w szczególny sposób ze względu na bezpośrednie sąsiedztwo z Ukrainą i sytuację na rynkach rolnych. Z drugiej strony jest dowodem na to, jak istotna jest możliwość prowadzenia suwerennej polityki celnej, niezależnej od Brukseli…” –  komentuje.

Inna niepokojąca sytuacja dotyczy zboża. Polska podjęła się bowiem pomocy w transporcie ukraińskich zbiorów, które dawniej eksportowane były do odbiorców przez Morze Czarne. Według byłego ministra rolnictwa Jana Krzysztofa Ardanowskiego, część towaru pozostaje w naszym kraju i blokuje sprzedaż plonów z Polski.

To się już dzieje. To jest pewnego rodzaju naiwność i utopia, że jesteśmy w stanie przetransportować zboże z Ukrainy, które do tej pory było transportowane przez porty Morza Czarnego, że my jesteśmy w stanie przetransportować to przez Polskę i przesłać gdzieś dalej w świat. Absolutnie nie mieliśmy i nie mamy odpowiedniej infrastruktury, żeby to uczynić i nie jesteśmy w stanie – to trzeba otwartym tekstem bardzo mocno podkreślićtakiej infrastruktury w ciągu krótkiego czasu wybudować – stwierdził Ardanowski na antenie Radia Maryja.

Zboże z Ukrainy blokuje polskie magazyny, jest w wielu magazynach, firmy obracające zbożem, mając dużo tańsze zboże z Ukrainy, nie są zainteresowane kupnem zboża od polskich rolników, a praktycznie zaczęły się żniwa – dodał polityk.

Źródła: polskiesadownictwo.pl, sad24.pl, rp.pl

Soc -logika i „Zielony Ład” szaleją: W upały zamkną sklepy, centra i biurowce. Nowe prawo uderzy

Soc -logika i „Zielony Ład” szaleją: W upały zamkną sklepy, centra i biurowce. Nowe prawo uderzy w handel.

Gdy zużycie prądu niebezpiecznie wzrośnie [co za BEŁKOT: „niebezpiecznie wzrośnie ” MD] , np. w efekcie wysokich temperatur, nowe prawo spowoduje, że nie tylko wiele centrów, ale też biurowców czy magazynów przerwie działalność.

14.07.2022 Piotr Mazurkiewicz https://www.rp.pl/biznes/art36702861-upaly-zamkna-sklepy-centra-i-biurowce-nowe-prawo-uderzy-w-handel

„Rzeczpospolita” dotarła do alarmującego pisma podpisanego przez Polską Radę Centrów Handlowych, Polski Związek Firm Deweloperskich, Polską Organizację Handlu i Dystrybucji oraz Polską Izbę Nieruchomości Komercyjnych.

Skierowane do Ministerstwa Klimatu i Środowiska wskazuje, że efektem rozporządzenia z listopada 2021 r. może być zamykanie podczas największych upałów centrów handlowych, biur czy magazynów, co dla gospodarki oznaczałoby miliardowe straty i roszczenia wobec Skarbu Państwa.

W razie ograniczeń firmy muszą obniżyć zużycie prądu, ale punktem odniesienia są poziomy z godzin nocnych, gdy większość urządzeń nie działa, a klimatyzacja pracuje na minimalnym poziomie. {Muszą wyłączać!!! md]

Wyliczone średnie zużycia energii z ostatnich miesięcy uwzględniają okresy ograniczeń spowodowanych pandemią, kiedy centra czy biura pracowały na niższych obrotach.

– Odnoszenie tego do obecnej sytuacji jest oderwane od realiów – alarmują organizacje. I zwracają uwagę, że rozporządzenie nie określa czasu, w jakim mają zostać uprzedzone o tym, iż prąd będzie wyłączany – równie dobrze może stać się to tuż przed tym faktem.

Wcześniej ograniczenia zużycia prądu obejmowały głównie przemysł, teraz po raz pierwszy mogą uderzyć także w handel, ale również w biurowce, magazyny itp. Gdyby takie prawo obowiązywało w 2015 r., kiedy dochodziło do wyłączeń, wówczas sklepy byłyby zamknięte przez trzy dni.

– To też zagrożenie dla ciągłości działalności np. przychodni medycznych, aptek czy sklepów spożywczych. Brak zasilania w tych placówkach oznaczać może zepsucie leków lub żywności – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Co stanie się ze sklepami zoologicznymi, gdzie żywe zwierzęta wymagają zapewnienia odpowiednich warunków? Problemy można wymieniać długo. – Setki tysięcy Polaków nie będą też mogły pracować, a miliony nie będą w stanie zakupić produktów pierwszej potrzeby oraz skorzystać z usług – dodaje.

Drastyczne ograniczenia w dostawach energii po raz pierwszy uderzą w handel, ale też biurowce czy magazyny. Ich zamknięcie nawet na krótko będzie uciążliwe.

Resort na razie nie widzi powodów do niepokoju, ponieważ ograniczeń dotąd nie było. Choć mogą być, i to niedługo, w Europie Zachodniej znów panują upały, które mogą przenieść się do Polski. „Nasze działania koncentrują się na zapewnieniu bezpieczeństwa dostaw energii do odbiorców. Monitorujemy funkcjonowanie krajowego systemu elektroenergetycznego i kształtujemy przepisy regulujące funkcjonowanie rynku energii elektrycznej w taki sposób, aby minimalizować ryzyka” – odpowiada nam Ministerstwo Klimatu i Środowiska. [Co za bełkot! MD]

Zielony Ład, inflacja – komunizm i idiotyzm w UE i USA, marionetki w Polsce – a my jesteśmy ofiarami. 26 minut gadania.

Czemu satanizm idzie w parze z idiotyzmem? Tyle deklamują przecież o „racjonalizmie”…

Zielony Ład, inflacja – komunizm i idiotyzm w UE i USA , marionetki w Polsce – a my jesteśmy ofiarami .

Zielony Ład – odwrotność rozsądnego ładu narzucona przez ZŁEGO | prof. Mirosław Dakowski

26 minut

korekta: w Holandii to oczyw. 800%. [13 minuta]

Oszuści okradają naiwnych chorych – nie daj się!

Oszuści okradają naiwnych chorych – nie daj się!

7 lipca 2022, Jerzy Jaśkowski MD.PhD.MS

=====================

Do

Prokuratura Krajowa

Biuro Prezydialne

Wydział Skarg i Wniosków.

biuropodawcze@pk.gov.pl

Dotyczy: możliwości okradania społeczeństwa przez zorganizowaną grupę

Niniejszym przesyłam informację o możliwości okradania społeczeństwa przez zorganizowaną grupę przestępczą.

Przestępstwo polega na reklamie i sprzedaży preparatu A.Cardin, nieznanego pochodzenia pod pretekstem reklamowania go przeze mnie.

Poniżej kopia reklamy [nie kopiuję, bo jeszcze jakaś idiota zamówi… MD]

Nigdy nie wyraziłem nikomu zgody na posługiwanie się moim wizerunkiem do sprzedaży czegokolwiek,  a tym bardziej preparatów nieznanego pochodzenia.

Istnieje możliwość wyłudzania pieniędzy od dużej grupy ludzi, dlatego przesyłam zawiadomienie do Prokuratury Krajowej. Zasięg reklamy obejmuje bowiem cały Kraj.

Z poważaniem

Jerzy Jaśkowski MD.PhD.MS

Sorry, taki mamy klimat –> Trzeba mniej jeść i ocieplać mieszkania.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/sorry-taki-mamy-klimat-trzeba-mniej-jesc-i-ocieplac-mieszkania/

Elżbieta Bieńkowska? Jeśli ktokolwiek kojarzy jeszcze tę panią minister, która była gwiazdą lokalnej polityki, ale stanowisko komisarza w UE brutalnie zweryfikowało jej kompetencje, to na pewno też kojarzy jedną jej wypowiedź. „Sorry, taki mamy klimat” – powiedziała minister Bieńkowska, gdy dziennikarze zapytali dlaczego z powodu takiej sobie zimy w Polsce spóźniają się pociągi, a nawet są odwoływane na trudniejszych trasach.

Zawsze staram się patrzeć obiektywnie na ludzi i zjawiska, w tym przypadku również starałem się dociec, jakie były szlachetne intencje pani minister i coś mi się udało wykrzesać. Rzeczywiście Polska nie jest Hiszpanią i zima ma swoje prawa, z drugiej strony coś mi się obiło o uszy, że w czasach największych mrozów na świecie, normalnie funkcjonuje kolej transsyberyjska.

Polityk ma tę właściwość, że w pełnym słońcu może godzinami opowiadać, jak za oknem pada deszcz i w takich kategoriach odbieram wypowiedź minister Bieńkowskiej, która może odetchnąć z ulgą, bo na horyzoncie pojawiła się mocna konkurencja.

Ministrowie z PiS postanowili pójść tą samą drogą, tylko najwyraźniej chcą dojść jeszcze dalej. Premier Morawiecki w ramach kryzysu energetycznego proponuje Polakom ocieplenie domów. Jest się do czego przyczepić? Na pierwszy rzut oka to niespecjalnie, sam noszę się z takim zamiarem, ale w moim przypadku sprawa jest dość skomplikowana, z uwagi na drewnianą konstrukcję domu. Pragnę jednocześnie podkreślić, że moje plany sięgają kilku lat wstecz, gdy w Polsce żyło się na bogato i nikt się rachunkami za energię i opał nie przejmował. Mój pomysł na ocieplenie domu polegał na tym, żeby ocieplić dom, a nie walczyć z kryzysem.

Pomysł Morawieckiego przypomina jeszcze innego klasyka, przesłanie jest proste: „trzeba się ubezpieczyć”. Ano trzeba! I powiem więcej, patrząc na przeobrażenia jakie nastąpiły w partii rządzącej, warto się ubezpieczyć od wielu rzeczy naraz: pożarów, powodzi, głodu, pomoru i wojny.

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu takie zdanie byłoby ironią i to nie najwyższych lotów, dziś bardzo poważnie proponuję skontaktować się z brokerem.

Wypowiedzi premiera z całą pewnością wysłuchują pilnie jego podwładni, a z tego co widać minister edukacji Przemysł Czarnek był najpilniejszy i znalazł kolejne źródła oszczędności. Znów mamy podaną bardzo prostą receptę: „Czasami coś będziemy pichcić, znajomi zaproszą na obiady, ale bez przesady, drożyzna nie oznacza, że nie można jeść. Można jeść trochę mniej i trochę taniej”.

W tym przypadku przyznaję, że media, ale też obywatele dokonali nadinterpretacji słów ministra, który wcale nie powiedział: „zbierajcie szczaw i mirabelki”. Minister zachęca do kreatywności i podpowiada, gdzie szukać oszczędności. Po pierwsze można samemu upichcić coś taniego i trochę mniej niż zwykle. Po drugie kosztami obiadu da się obciążyć znajomych, zapowiedzianą lub niezapowiedzianą wizytą w porze obiadowej. Wreszcie, „bez przesady, drożyzna nie oznacza, że nie można jeść. Można jeść trochę mniej i trochę taniej”.

Można? Można! Słuszną linię ma nasza władza i taką jakby znajomą, bardzo przypominającą linię poprzedniej władzy, która miała zostać zastąpiona „dobrą zmianą”.

Pozwoliłem sobie na wskazanie kilku oczywistych skojarzeń i analogii, to w puencie pozwolę sobie na jeszcze jedno spostrzeżenie. Gdy premier Cimoszewicz wypowiedział słowa o ubezpieczeniu, za chwilę przestał być premierem. Chwilę po tym, jak Bieńkowska wspomniała o klimacie, straciła stanowisko ministra. Najgorszy los spotkał Stefana Niesiołowskiego, który zamiast szczawiu i mirabelek zajadał się fasolką po bretońsku i praktycznie zniknął z życia publicznego.

Jaki los spotka premiera Morawieckiego i ministra Czarnka to jeszcze nie wiadomo, ale wydaje mi się, że wbrew własnym mniemaniom partia rządząca nie jest w fazie rozkwitu i szczytu popularności. Raczej mamy do czynienia z fazą schyłkową, za którą idą odpowiednie reakcje społeczne, głównie złość i niezadowolenie, ale też coraz bardziej gromki śmiech.

Niemcy nawarzyły piwa: „Zielony Ład”, bojkot Rosji. A my – pijmy te szczyny!! To nie żart! Podzielimy się gazem z Niemcami.

To nie żart! Podzielimy się gazem z Niemcami. Komunizm [dosłownie!!! ] w UE.

Niemcy nawarzyły piwa: „Zielony Ład”, bojkot Rosji. A my – pijmy te szczyny!!

Rzecznik PiS-u: zawsze popieraliśmy solidarność energetyczną….

https://pch24.pl/to-nie-zart-podzielimy-sie-gazem-z-niemcami-rzecznik-pis-u-zawsze-popieralismy-solidarnosc-energetyczna/

[MD. Oto oficjalny BEŁKOT:]

– Myśmy zawsze apelowali o solidarność energetyczną mówił rzecznik Prawa i Sprawiedliwości, Radosław Fogiel podczas wywiadu w TVP Info. Polityk odniósł się w ten sposób do kwestii dzielenia się zasobami gazu przez państwa członkowskie Unii Europejskiej. Jak wskazał, gabinet Mateusza Morawieckiego sprzyja temu rozwiązaniu.

Oznacza to, że Polska będzie udostępniała swoje rezerwy m.in. najbardziej zagrożonemu niedoborami Berlinowi.

– Niemcy piją piwo, którego same nawarzyły, ale system gazowy w UE nikogo nie czyni samotną wyspą i jakieś rozwiązania trzeba znaleźć. (…) Myśmy zawsze apelowali o solidarność energetyczną – wyjaśniał przedstawiciel partii rządzącej.

Zdaniem Fogiela RFN samo jest winne swemu negatywnemu położeniu, przez lata państwo to pozostawało bowiem głównym partnerem w handlu surowcami z Rosją i uzależniło się energetycznie od Kremla. – Jest w tym pewna sprawiedliwość dziejowa, że Niemcy tę lekcję odrabiają w sposób bolesny – komentował polityk obozu „dobrej zmiany”.

Mimo tego przedstawiciel PiS-u podkreślił, że Warszawa nie zamierza „siąść na krześle, odwrócić się do ściany i powiedzieć nie dam, mało mam”, ponieważ w sytuacji niedoborów prądu w Polsce Niemcy wspomagały krajową energetykę. Zwrócił jednak uwagę, że jest to dobry pretekst do wysunięcia krytyki niemieckiego partnerstwa z Rosją.

Źródło: tvp.info

=====================

mail:

Panie Profesorze, bo to jest tak:

— za komuny „my wysyłaliśmy węgiel Ruskim, a oni nam w zamian buty…
do podzelowania”
— obecnie zaś my wysyłamy czołgi (i nie tylko) na Ukrainę, a w zamian
Niemcy co prawda obiecanych(?) Leopardów nie dadzą, ale za to zgodziły
się przyjąć nasz gaz

ZB

Kaloryfery w miastach pewnie będą grzać tej zimy słabiej. Trwa mać!!!!

[Rozmowy na temat obniżki temperatury ciepłej wody dostarczanej w polskich miastach mają trwać…. ]

Wojciech Jakóbik 13 lipca 2022, https://biznesalert.pl/cieplownictwo-miasta-ograniczenie-temperatury-wody-polska-kryzys-energetyczny/

BiznesAlert.pl ustalił, że kryzys energetyczny skłonił rząd do rozważań na temat wprowadzenia ograniczenia temperatury w sieciach ciepłowniczych w celu zmniejszenia zużycia węgla w ciepłowniach. Rozmowy na ten temat trwają.

– Da się obniżyć temperaturę do kilkunastu stopni zachowując komfort cieplny odbiorców a jednocześnie ograniczając zużycie paliwa – mówi źródło portalu w sektorze ciepłowniczym. Ciepła woda użytkowa jest dostarczana w określonej temperaturze. Naukowcy badali w przeszłości możliwość obniżenia temperatury w miejskich sieciach ciepłowniczych w celu zmniejszenia zużycia paliwa w celu zmniejszenia wydatków na jego zakupy oraz emisji CO2 przy jego spalaniu.

– Obniżenie temperatury zasilania z 135 do 120 stopni Celsjusza oraz powrotu z 70 do 60 stopni Celsjusza pozwala na obniżenie mocy zamówionej i rocznego zużycia nieodnawialnej energii pierwotnej pokrywających straty ciepła na przesyle nośnika ciepła o 12 procent – czytamy w analizie prof. dr hab. inż. Roberta Sekreta z Wydziału Inżynierii Środowiska i Biotechnologii; Katedra Ciepłownictwa, Ogrzewnictwa i Wentylacji na Politechnice Częstochowskiej.

– Zakładając, że prace związane z obniżaniem parametrów temperaturowych sieci ciepłowniczych nie wymuszają wykonania prac skutkujących dodatkową emisją to wraz z efektem energetycznym uzyskany zostaje również efekt obniżenia emisji zanieczyszczeń do atmosfery. Łączna kwota szacowanych oszczędności z tytułu obniżenia strat ciepła sieci ciepłowniczych, poprzez obniżenie temperatur wody sieciowej, może wynieść w tym przypadku 3146 PLN/MW dla standardowego sezonu grzewczego – pisze naukowiec.

Kolejny argument za obniżeniem temperatury w sieciach ciepłowniczych to kryzys energetyczny oraz możliwe w sezonie grzewczym problemy z dostępem do węgla, od którego są zależne ciepłownie w Polsce. Ochłodzenie wody w sieciach ciepłowniczych pozwoli ograniczyć zużycie czarnego paliwa. – Wyzwanie to walka z drobnoustrojami, które mnożą się przy niższej temperaturze – zastrzega źródło BiznesAlert.pl. Rozmowy na temat obniżki temperatury ciepłej wody dostarczanej w polskich miastach mają trwać.

===============

Powiązane posty:

  1. Trzy tony za 996 złotych każda na dom. Rząd wprowadza cenę gwarantowaną węgla [to „kartki na węgiel, towarzysze! MD]
  2. Polska przypomina w Brukseli o ograniczeniach transformacji energetycznej w dobie wojny
  3. Jak kupić węgiel na zimę i nie pójść z torbami. Spięcie
  4. Resort klimatu obiecuje nadwyżkę węgla w Polsce
  5. Polska ma remedium na kryzys energetyczny: węgiel i reforma polityki klimatycznej
  6. Japończycy wydadzą miliard złotych na fabrykę pomp ciepła w Polsce
  7. Solidarna Polska podważa umowę społeczną o odejściu od węgla w 2049 roku
  8. Rekordowa inflacja wynika według NBP z kryzysu energetycznego. Możliwa jest recesja techniczna
  9. Są wnioski o kolejne podwyżki cen energii. Węgiel pomoże, ale nie wystarczy
  10. Markowski: Kryzys energetyczny już jest, a odczujemy go jesienią (ROZMOWA)

Tęczowe „aktywiszcze” – pedaliszcze zrywa plakaty upamiętniające ofiary Rzezi Wołyńskiej. Polacy nie reagują !!!

https://nczas.com/2022/07/12/teczowe-aktywiszcze-zrywa-plakaty-upamietniajace-ofiary-rzezi-wolynskiej-video/

W mediach społecznościowych pojawiło się nagranie, na którym jakiś przedstawiciel lub przedstawicielka (trudno ocenić) LGBT zrywa plakaty przypominające o Polakach zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu.

Szczyt antypolskości środowisk spod znaku tęczy! Dumna przedstawicielka tegoż środowiska, uczestniczka ostatniego marszu równości w Kielcach zerwała plakaty mówiące o rocznicy Rzezi Wołyńskiej i wyrzuciła je do kosza na śmieci!” – czytamy na profilu w mediach społecznościowych Młodzieży Wszechpolskiej, gdzie udostępniono nagranie.

„To jest ta cała Wasza miłość i tolerancja?” – pytają Wszechpolacy.

Trudno powiedzieć, czy osoba, która zerwała plakaty rzeczywiście jest „przedstawicielką”, bo z powodu stylizacji w zasadzie nie da się określić płci tego indywiduum.

Niezależnie od tego, jakiej płci jest chuligan – dumny uśmiech [to raczej grymas strachu.. md] , który towarzyszy mu przy pluciu na pamięć o brutalnie zamordowanych Polakach najlepiej pokazuje, jaką jest osobą.

===================

Za tym pedaliszczem dłuuugo lazło trzech „wszechpolskich”. Filmowali, skomentowali: https://twitter.com/i/status/1546836265206685697

…Szczyt antypolskości środowisk spod znaku ! Dumna przedstawicielka tegoż środowiska, uczestniczka ostatniego marszu równości w Kielcach zerwała plakaty mówiące o rocznicy Rzezi Wołyńskiej i wyrzuciła je do kosza na śmieci! To jest ta cała Wasza miłość i tolerancja?

=================

A nie dali po mordzie, czemu? W Anglii dżentelmeni wyrównywali podobne spory przy pomocy dawania po pysku – boksem, czasem parę rund. Rozumiem, że pedaliszcze nie jest dżentelmenem [ale chyba coś mu tam jednak nisko wisi??] . Ale – jeśli po pierwszych argumentach zacznie kwiczeć cienko – to pewnie z pochodzenia baba. Wtedy przerwać…

Ech, ta dzisiejsza młodzież. Wszech-bierna…

Polski generał Samol: W razie wojny na terenie Polski dowództwo nad polską armią przejmą Amerykanie.

https://kresy.pl/wydarzenia/gen-samol-w-razie-wojny-na-terenie-polski-dowodztwo-nad-polska-armia-przejma-amerykanie/

W wypadku konfliktu zbrojnego na terenie Polski dowództwo nad polską armią przejmą Amerykanie – oświadczył generał broni Bogusław Samol, dowódca Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego.

Generał broni Wojska Polskiego Bogusław Samol był gościem Radia WNET. W czasie rozmowy przywołał czerwcową zapowiedź prezydenta USA Joe Bidena, dotyczącą utworzenia w Polsce stałej kwatery głównej V Korpusu Armii USA. „Prawdopodobnie Amerykanie będą przejmować dowodzenie na teatrze polskim w wypadku konfliktu zbrojnego” – powiedział.

„Dowódca korpusu będzie podlegał pod dowódcę wojsk lądowych Stanów Zjednoczonych, które stacjonują w Europie, częściowo w Polsce” – dodał.

Zapytany, czy jego zdaniem jest to dobre rozwiązanie, odpowiedział: „Z jednej strony dobre, a z drugiej strony nie. Dlaczego nie? Dlatego, że polski system musi się dostosować do systemu amerykańskiego. Pytanie, kto będzie dowodził operacjami wojennymi na terytorium Polski”.

Jak zaznaczył, trzeba pamiętać, że „politycy wtedy mają głos i mają moc sprawczą, kiedy mają dowódców na poziomie co najmniej operacyjnym. Jeżeli dowódcy będą sprowadzeni do poziomu taktycznego, dowódcy polskiej dywizji, to rząd polski może nie mieć wpływu na przebieg operacji wojennej, bo to będą operacje wojenne prowadzone przez Amerykanów”.

Na uwagę prowadzącej, że to sytuacja bez precedensu, odpowiedział: „Ja o tym mówię od kilku lat, byłem w zespole strategicznego przeglądu obronnego, zespół proponował rozwiązania, które by umożliwiły prowadzenie operacji przez polskie dowództwa, jednak to było krytykowane przez określone gremia wojskowe”.

NATO tak wygląda. Nikt nie liczy na to, że Amerykanie wejdą podporządkowani, że np. dowódca trzygwiazdkowy wejdzie w podporządkowanie dowódcy dywizji. W ogóle sobie tego nie wyobrażam” – dodał.

„Dowództwo, które nie jest certyfikowane z NATOwskim. Myśmy mówili o tym, że polskie dowództwa i część dowództw komponentów sił zbrojnych powinny być certyfikowane. To było mówione w 2017 roku. Do tej pory wojskowi się na to nie zdecydowali, nie podpowiedzieli politykom. To jest wielki błąd” – podkreślił.

Informowaliśmy, że pod koniec czerwca prezydent USA Joe Biden zapowiedział wzmocnienie amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. Wśród działań, które podejmą Stany Zjednoczone, wymienił m.in. utworzenie stałej kwatery głównej V Korpusu Armii USA w Polsce. „Myślę, że jest to szczyt, na którym będzie pisana historia. (…) Przyjmiemy nową koncepcję strategiczną NATO oraz potwierdzimy jedność i determinację naszego Sojuszu do obrony każdego centymetra naszego terytorium. Artykuł 5. Traktatu Północnoatlantyckiego jest nienaruszalny. Poważnie traktujemy to, co tam jest zapisane: atak na jednego to atak na wszystkich (członków NATO)” – oświadczył, cytowany przez PAP. Słowa padły przed rozpoczęciem drugiego dnia obrad szczytu Sojuszu Północnoatlantyckiego w Madrycie.

Numerus clausus: Uniwersytety zarezerwowały miejsca na studiach tylko dla Ukraińców

2022-07-12 http://autonom.pl/uniwersytety-zarezerwowaly-miejsca-na-studiach-tylko-dla-ukraincow

Władze Uniwersytetu Warszawskiego wprowadziły limit miejsc, o które będą mogli ubiegać się jedynie Ukraińcy. Poza tym imigranci zza wschodniej granicy będą rywalizować z polskimi obywatelami o przyjęcie na studia w normalnym trybie. Podobne rozwiązania wprowadziły również inne publiczne uczelnie.

W roku akademickim 2022/23 na Uniwersytecie Warszawskim przewidziano łącznie 2437 miejsc tylko dla Ukraińców. Studia w polskiej stolicy będzie mogło rozpocząć 1507 osób, natomiast 930 miejsc zostało zarezerwowanych dla ukraińskich obywateli przenoszących się do naszego kraju z uczelni w swojej ojczyźnie.

Warto podkreślić, że o miejsca na UW będą mogli ubiegać się nie tylko potencjalni studenci zarejestrowani w ogólnopolskim systemie Internetowej Rekrutacji Kandydatów z Ukrainy. Dodatkowo ukraińscy obywatele będą mogli konkurować z polskimi studentami w normalnym trybie rekrutacji.

Specjalną ścieżkę dla Ukraińców przewidziały także inne polskie uczelnie. Uniwersytet Rzeszowski przewidział po kilka miejsc na każdym kierunku, które będą przeznaczone wyłącznie dla osób przybyłych do naszego kraju po 24 lutego bieżącego roku. Dla pozostałych obcokrajowców wprowadzono limity od 5 do 40 miejsc.

Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie zarządził, że na każdych studiach I stopnia dla obcokrajowców przeznaczonych ma być 35 miejsc, natomiast na studiach II stopnia 18. Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu przewidział 781 miejsc dla imigrantów na studiach I stopnia oraz 564 na studiach II stopnia.

Specjalnych ułatwień dla Ukraińców nie przewidziały między innymi Uniwersytet Śląski w Katowicach, Uniwersytet Łódzki czy Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie.

Na podstawie: wroclaw.tvp.pl, studia.pl, forumakademickie.pl, polskieradio.pl.

Zobacz również: