Trudny dialog. Sprawa „Starszego Brata” [Część 3]

Trudny dialog. Sprawa „Starszego Brata” [Część 3]

Zofia Michałowicz https://pch24.pl/trudny-dialog-sprawa-starszego-brata-czesc-3/

(Oprac. GS/PCh24.pl) 

Pan Jezus był Żydem, podobnie Matka Boża i święty Józef, Apostołowie i wielu pierwszych wyznawców Jezusa wywodziło się z tego narodu. Jako katolicy zdajemy sobie sprawę, jakie znaczenie dla chrześcijaństwa ma opisana w Starym Testamencie religia ludu Izraela. Mimo istnienia punktów wspólnych obydwa wyznania dzieli bardzo wiele – od ponad dwóch tysięcy lat są względem siebie w pewnym sensie „antagonistyczne”. Jednak po Soborze Watykańskim II postawa Kościoła Katolickiego uległa również w tej sferze diametralnej zmianie. Głównym orędownikiem nowego podejścia był Jan Paweł II, który kilkukrotnie nazwał przedstawicieli judaizmu „naszymi starszymi braćmi”, a swoim postępowaniem i otwartością wobec żydów zwracał uwagę na wspólne korzenie religijne.

„Verus Israel”

Jednym z problemów dialogu jest obecny zwykle w debacie publicznej temat prześladowań, których mieli dopuszczać się wobec Żydów chrześcijanie. Okazuje się jednak, że problem jest obustronny, a geneza zjawiska nie potwierdza dominującej narracji. Ks. prof. Mirosław Wróbel w publikacji „Motywy i formy żydowskich prześladowań pierwotnego Kościoła (I – II w. po Chr.)” pisze: „Kształtowanie się chrześcijaństwa i judaizmu rabinicznego na gruzach judaizmu świątynnego było procesem złożonym i naznaczonym polemiką. Zmaganie się obu religii o status verus Israeloraz o utrwalenie własnej tożsamości doprowadziło w konsekwencji do całkowitego rozdziału między Synagogą i Kościołem. Mistrz z Nazaretu, który sam doświadczał prześladowania ze strony przywódców żydowskich i zginął śmiercią męczeńską, jasno w swoim nauczaniu zapowiadał przyszły los uczniów: Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować (J 15,20). Narracja o męczeńskiej śmierci św. Szczepana (Dz 6,8 – 8,3) może świadczyć o niechęci i wrogości, jakie budził wśród żydowskich przeciwników pierwotny kerygmat chrześcijański. Wśród uczonych zajmujących się tym zagadnieniem wciąż nie ma zgody co do jednoznacznego ustalenia źródeł tej wrogości, form prześladowań i tych treści chrześcijańskiego orędzia, które wzbudzały gwałtowną reakcję ze strony judaizmu”.

Przypisywanie chrześcijaństwu genezy antysemityzmu czy jakichkolwiek uprzedzeń wobec Żydów jest nieprawdziwe historycznie (akty wrogości względem tego narodu miały miejsce zanim chrześcijaństwo się narodziło), zaś teologicznie jest absurdalne – słowo Boże głoszone było wszystkim ludom, było wolne od jakichkolwiek uprzedzeń rasowych, a pierwszymi, którzy je przyjmowali, byli właśnie Żydzi. W późniejszych wiekach także przedstawiciele tego narodu przyjmowali katolicką wiarę – Żydami byli między innymi: jeden z generałów zakonu jezuitów oraz słynny inkwizytor Torquemada. Chrześcijanie szanują religię, w której Bóg objawił swe imię i wskazał Dekalog. Jednak judaizm świątynny już nie istnieje. Judaizm talmudyczny jest zaś naturalnie antychrześcijański. Poza wiarą w jednego Boga nie podziela chrześcijańskich prawd wiary. To po prostu inna religia, z którą dialog jest utrudniony z powodów teologicznych i historycznych.

„Konieczność” dialogu

Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich Nostra aetate, powstała w wyniku prac Soboru Watykańskiego II, niejako zmusza katolików do zaprzeczenia tym konstatacjom, które przez wieki były dla nich oczywiste. Narzuca konieczność podjęcia dialogu, w ramach którego nie wolno przypisywać Żydom winy za zabicie Pana Jezusa, nie wolno też podejmować prób ich nawracania (wygląda na to, że sam Pan Jezus, święty Paweł i inni Apostołowie, kierując swoje nauczanie najpierw do Żydów, czynili wbrew wspomnianej deklaracji. Paweł Lisicki w artykule „Dziwaczna opowieść o soborowym ekspercie” opisującym drogę życiową jednego z ojców Nostra aetate, Gregorego Bauma, pisze, iż według niego „problemem nie jest interpretacja niektórych tekstów z Nowego Testamentu, ale w ogóle wiara chrześcijańska jako taka. Kto wierzy w to, że Jezus jest Chrystusem, ten potępia tych, którzy owej wiary nie przyjęli, tym samym zaś odrzuca Żydów. Przyjęcie chrześcijaństwa kwestionuje tożsamość żydowską, zatem wszelkie próby konwersji powinny zostać odrzucone. Po Holocauście dążenie do nawracania Żydów stawało się przejawem antysemityzmu”. Odpowiedzią na pytanie o przyczynę, dla której Żydzi tak bardzo obawiają się prozelityzmu ze strony chrześcijan, może być więc kwestia obecnego u tych pierwszych niezwykle silnego związku narodowości z religią. Dotkliwa strata wywołana zagładą z czasów II wojny światowej wywołuje u nich lęk, że porzucenie judaizmu spowoduje „wymazanie” społeczności kultywującej obyczaje i kulturę, a więc niejako „dopełni” Holocaust w sensie kulturowo-duchowym. Kościół wydaje się chcieć ten punkt widzenia zrozumieć i dlatego postępuje wobec Żydów z dużą dozą delikatności i tolerancji. Pozostaje jednak pytanie, do czego Kościół został powołany? Czy jego zadaniem jest umacnianie judaizmu i kultury żydowskiej, czy raczej jego rolą jest głoszenie Ewangelii „wszystkim narodom”?

„Mówcie prawdę”

Formą pogłębiania relacji jest m.in. działalność Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, która powstała w 1989 r. aby przyczynić się do wzajemnego poznania i zrozumienia, przełamania stereotypów. Zawartość strony internetowej tej organizacji ukazuje, że Rada ma między innymi na swoim koncie publikację „Kościół katolicki o swoich żydowskich korzeniach”, inicjatywę Wspólna Radość Tory, Komponent „Oblicza różnorodności” realizowany w ramach projektu Muzeum POLIN „Żydowskie dziedzictwo kulturowe”, Marsz modlitwy Szlakiem Pomników Getta Warszawskiego, itp. Ciekawym wydarzeniem była niewątpliwie konferencja na temat żydowskiej deklaracji o chrześcijaństwie Dabru Emet („Mówcie prawdę”) z 2000 r. Dokument podpisało ok. 200 myślicieli i rabinów, (głównie przedstawicieli judaizmu reformowanego), zaś z uwagi na pełną autonomię gmin i brak istnienia jednolitej organizacji religijnej judaizmu Dabru emet odzwierciedla stanowisko jedynie pewnej części środowisk żydowskich. Deklaracja ta była odpowiedzią Żydów na zainicjowany dialog, lecz trudno odnieść wrażenie, aby ułatwiała porozumienie, zwłaszcza, że potwierdzała stare uprzedzenia. W dokumencie znajduje się bowiem na przykład stwierdzenie: „Nazizm nie był fenomenem chrześcijańskim. Bez długiej historii chrześcijańskiego antyjudaizmu i chrześcijańskiej przemocy przeciwko Żydom ideologia hitlerowska nie mogłaby zdobyć poparcia ani być wprowadzona w życie. Zbyt wielu chrześcijan uczestniczyło w nazistowskich zbrodniach na Żydach lub im sprzyjało. Inni chrześcijanie nie dość protestowali. Jednak nazizm nie był nieuniknionym rezultatem chrześcijaństwa. (…) z uznaniem odnosimy się do tych, którzy odrzucili nauczanie pogardy i nie winimy ich za grzechy popełnione przez ich przodków”.

Co więcej, wspomniana deklaracja podkreśla, że różnice między żydami i chrześcijanami nie będą rozstrzygnięte dopóki Bóg nie zbawi świata, zaś nowa relacja obydwu wyznań nie osłabi praktyki judaizmu. Wartością deklaracji jest powiedzenie wprost, iż istnieją różnice między naszymi religiami, i są to różnice właściwie trudne do pogodzenia, niemożliwe do przezwyciężenia „siłami ludzkimi”. Ks. Waldemar Chrostowski w publikacji „Żydowskie oświadczenie Dabru Emet na temat chrześcijan i chrześcijaństwa (10 września 2000) z perspektywy katolickiej i polskiej” pisze: „trzeba powiedzieć, że w chrześcijańskim nastawieniu wobec Żydów i judaizmu zmieniło się w ostatnich dekadach na korzyść znacznie więcej niż w żydowskim nastawieniu wobec chrześcijaństwa i Kościoła. Niezbędnym warunkiem każdego dialogu międzyreligijnego jest wzajemność. (…) Nie powinno się twierdzić, że strona chrześcijańska musi zrzucić cały balast przeszłości w patrzeniu na Żydów i judaizm, podczas gdy strona żydowska rzekomo takiego balastu nie ma. Wśród Żydów, zarówno wyznawców judaizmu jak i pozostałych, istniały i nadal istnieją silne uprzedzenia antychrześcijańskie, zwłaszcza antykatolickie i antykościelne, których bolesnych skutków wielokrotnie doświadczyliśmy. W naszej sytuacji ma to jeszcze jeden wymiar, wynikający z silnie antypolskiego podejścia, któremu hołduje większość środowisk żydowskich”. Notabene, „radykalna i narastająca” zmiana w relacjach między chrześcijanami a żydami w wyniku prowadzonego latami dialogu jest tak subtelna, że jeden z autorów wspomnianej deklaracji, rabin David Novak nazwał ją „jednym z najlepiej zachowanych sekretów drugiej połowy XX wieku”.

Dzień Judaizmu

Konferencja Episkopatu Polski w ramach Rady ds. Dialogu Religijnego powołała Komitet ds. Dialogu z Judaizmem. Gremium to zajmuje się przypominaniem o „wspólnym dziedzictwie” katolików i wyznawców judaizmu. Kardynał Grzegorz Ryś, przewodniczący Komitetu KEP ds. Dialogu z Judaizmem twierdzi, że „w dialogu międzyreligijnym chodzi o to, żeby każdy z uczestników pogłębiał się w swojej własnej tożsamości religijnej”. Nazwał też zmiany wynikające z wdrażania zaleceń Nostra aetate „przewrotem kopernikańskim”, którego trzy filary to: 1. Przekreślenie tak zwanej teologii zastępstwa, według której Bóg odrzucił Izrael i zastąpił go nowym Ludem Bożym, jakim jest Kościół, co oznacza, że lud Izraela nadal jest narodem wybranym; 2. Zaniechanie obarczania Żydów winą za śmierć Chrystusa; 3. Potępienie każdej postaci antysemityzmu. Komitet przeprowadził reorientację oficjalnego nauczania po Soborze Watykańskim II w kwestii stosunku do judaizmu, ponadto podejmował kwestie związane z historią Żydów w Polsce, a także ustanowił ponad 25 lat temu „Dzień Judaizmu w Kościele Katolickim” obchodzony co roku 17 stycznia. (Tematem wyznaczonym na 2024 rok będzie „SZALOM / Pokój – Dar Boga”.)

Ks. Waldemar Chrostowski, niezwykle zasłużony dla tego dialogu, twierdził z entuzjazmem w 2018 roku: „Nie potrafię wskazać drugiego kraju, a w nim Kościoła, który w ciągu ostatnich dziesięcioleci zrobiłby dzięki zaangażowaniu się w dialog tak wiele dla umocnienia judaizmu. Polska stanowi absolutny wyjątek”. Niestety, 3 lata później przyznał: „Z Dnia Judaizmu zrobiono wydarzenie kulturalno-społeczne i polityczne, wskutek czego zabrakło miejsca, albo jest go stanowczo za mało, dla wymiaru religijnego i teologicznego, a to przecież stanowi jego sedno. Kiedy go brakuje, dialog traci to, co najważniejsze. Nie jest normalne ani do zaakceptowania, że w dniu obchodów usuwa się ołtarz z kościoła, w którym są one urządzane, albo zasłania krzyże tak, aby nie było ich widać”.

Dialog ubogacający

Kardynał Grzegorz Ryś w rozmowie opublikowanej 17 stycznia 2022 r. na portalu historycznym Dzieje.pl stwierdził:  Jeśli ktoś ma tożsamość religijną ugruntowaną, nie będzie się bał dialogu. Jego tożsamość poprzez ten dialog tylko się wzmocni; Nikt nie broni katolikowi w rozmowie z żydem dawać świadectwa o własnej wierze. Natomiast w dialogu – każdym, czy to międzywyznaniowym, czy międzyreligijnym – chodzi o to, żeby każdy z uczestników tego dialogu pogłębiał się w swojej własnej tożsamości religijnej; Niech się żyd nawraca w ramach swojej własnej religii, a ja będę się nawracał w swojej. Wtedy będzie nam bliżej do siebie nawzajem.

Odczytywane dosłownie stwierdzenie Kardynała sugeruje, że żyd w swojej religii (judaizmie?) może się nawrócić – czy chodzi tu o Zbawienie, czy tylko o przemianę duchową, czy też o pogłębienie dotychczasowej wiary?

Szukając wyjaśnienia trafiłam na stronę internetową „Laboratorium wolności religijnej”, na której napisano, iż obecnie Magisterium Kościoła katolickiego i większość teologów katolickich uznaje dialog międzyreligijny jako jeden z wymiarów misji ewangelizacyjnej Kościoła. W definicji dialogu napisano: „Pomimo sprzeciwu niektórych środowisk fundamentalistycznych dialog międzyreligijny postrzegany jest w Kościele katolickim (jak i wśród wielu wyznawców innych religii) jako jedyna właściwa droga w budowaniu pokoju i braterstwa na świecie”. U podstaw tej strategii leży założenie, że wszystkie narody stanowią jedną społeczność i dlatego muszą wspólnie dążyć do budowania współpracy i dialogu. Nauczanie takie pojawia się od czasu Soboru Watykańskiego II, a wspólnym punktem odniesienia dla związanych z nim dokumentów jest wspomniana deklaracja Nostra aetate. Na stronie Laboratorium czytamy, że istnieją trzy główne podejścia do dialogu międzyreligijnego: „Pierwsze określić można jako religijną tolerancję w duchu paradygmatu ekskluzywistycznego. Religie niechrześcijańskie, choć same w sobie fałszywe, należy tolerować z racji większego dobra, jakim jest pokój na świecie. Nie powinno się jednak wchodzić z nimi w dialog, zwłaszcza dialog wymiany teologicznej i dialog doświadczenia duchowego, gdyż nie zawierają one elementów dobra i łaski. Stanowisko takie reprezentuje m.in. Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X”. (…) „Drugie podejście do dialogu międzyreligijnego można scharakteryzować jako wzajemne ubogacanie się w ramach paradygmatu inkluzywistycznego, czyli w przekonaniu, że choć Bóg ostatecznie i w pełni objawił się w jednej religii, w innych religiach również istnieją pozytywne wartości”.

Trzecie podejście jest „komplementarne w ramach paradygmatu pluralistycznego” – oznacza to, że żadna religia nie posiada pełni objawienia Boga, który w niektórych religiach jest bezosobową siłą, a w innych Bogiem osobowym. W centrum zainteresowania dialogu w tym ujęciu powinna znajdować się nie teologia, lecz kwestie praktyczne, np. ekologia. Jeden ze zwolenników „zielonego dialogu międzyreligijnego” Paul Knitter twierdzi: „Nasze umysły i serca tak bardzo będą przeniknięte cierpieniami ziemi i potrzebą ochrony naszej matki, że tradycyjne nauczanie o mojej religii, która ma pełnię objawienia i posiada jedynego zbawiciela, czy też ostatniego proroka, nie będzie po prostu się liczyło. Nie będziemy mieli czasu ani sił na takie kwestie”. Większość teologów chrześcijańskich, w tym, o ile poprawnie zrozumiałam wypowiedź kardynała Rysia – katolickich, przyjmuje drugi sposób podejścia do dialogu międzyreligijnego. Powinniśmy zatem być gotowi przejmować pozytywne wartości tradycji innych religii, ubogacać się przez dialog. Poprzedni przewodniczący Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem, biskup Rafał Markowski w publikacji „Dialog Kościoła z judaizmem nie jest czystym dialogiem międzyreligijnym” dla portalu Dzieje.pl wyjaśniał założenia dialogu z judaizmem podejmowanego przez Kościół: „(dialog) zakłada wzajemny szacunek, empatię i pokorę, czyli brak jakiejkolwiek agresji”; „Żeby zrozumieć drugą osobę trzeba najpierw poznać jej sposób myślenia, wartościowania, przyjętą filozofię życia, stąd tak ważne jest przygotowanie do dialogu”; „Obie religie pokazują Boga, który miłuje człowieka, jest wierny; Boga, który jest źródłem każdego życia i godności człowieka”. Biskup napisał także, że zachowanie wiary i ufności Bogu przez Żydów, po doświadczeniu Shoah, jest imponujące i może stanowić źródło inspiracji dla chrześcijan. Dialog z tą właśnie religią jest jednak trudny, ponieważ nie można dojść do kwestii teologicznych nie dotykając najpierw spraw trudnych, kwestii historycznych. Duchowny dodał, że chrześcijaństwo wyrasta z judaizmu: „młode chrześcijaństwo czuło swoją tożsamość i głęboki związek ze światem judaizmu. Trzeba jednak powiedzieć uczciwie, że judaizm odmówił wtedy przynależności chrześcijaństwu do religii biblijnej, powołując się na rzekomą kolizję z prawem judaistycznym”.

Dla rozważenia zasadności, celu i trudności dialogu z judaizmem warto przytoczyć uwagę ks. Chrostowskiego: „Po stronie katolickiej od II Soboru Watykańskiego istnieje swoisty obowiązek dialogu z Żydami i judaizmem. Czegoś takiego nie ma po stronie żydowskiej. Udział w spotkaniach między-religijnych biorą konkretni rabini, co wcale nie oznacza zaangażowania religii żydowskiej jako takiej. Zatem i wypowiadając się na te tematy, rabini czynią to prywatnie, zaś ich stanowisko może być przyjęte lub odrzucone przez resztę współwyznawców”.

Siła Prawdy

Myślę, że katolicy nie boją się dialogu z żadną religią, ponieważ to oni przemawiają z pozycji Prawdy. Dialog chrześcijaństwa z judaizmem jest jednak trudny, ponieważ nie jest naturalny, lecz narzucony sztucznie religiom, które znacznie się różnią, co miało swoje odzwierciedlenie w historii. Te różnice są fundamentalne, dotyczą m.in. Zbawiciela, kwestii obciążenia grzechem pierworodnym, odkupienia za grzechy, formy zmartwychwstania, pojęcia duszy, stosunku do praktyk magicznych i oczywiście Jezusa Chrystusa oraz Trójcy Świętej. Na te problemy nakładają się jeszcze różnice między odłamami judaizmu i różnice między odłamami chrześcijaństwa („dialog” między judaizmem a chrześcijaństwem najskuteczniej, zdaje się, wychodzi protestantom, którzy z nawracania nie zrezygnowali). Przeszkodą w przezwyciężeniu wzajemnych uprzedzeń jest niewątpliwie fakt, że Kościół katolicki oskarżany był przez Żydów o przygotowanie „podglebia pod zagładę”. Nieustannie też Żydzi dysponują artylerią w postaci oskarżeń o antysemityzm lub „zaprzeczanie Holocaustowi”. Pod ciężarem takich absurdalnych zarzutów, szczególnie trudnych dla polskich katolików, Kościół rezygnuje z obowiązku głoszenia Ewangelii Żydom, mimo że w Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Chrystus po swoim zmartwychwstaniu posłał Apostołów, by w Jego imię głosili nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom (Łk 24, 47)”. W nauczaniu Kościoła pojawiły się niejednoznaczne, mogące wprowadzić wiernych w konsternację teorie na temat alternatywnej „judaistycznej” drogi do Zbawienia, które w myśl dawnego nauczania katolickiego mogło nastąpić tylko „przez Chrystusa”. Warto w tym miejscu zadać sobie pytanie: co mogłoby skłonić młodego człowieka do podążania trudną drogą katolicyzmu, jeśli Zbawienie mógłby znaleźć także poza nią, na ścieżkach łatwiejszych, oferujących mniej moralnych nakazów i zakazów np. w kwestii antykoncepcji, rozwodów, małżeństwa, procedur in vitro, itp.?

Przede wszystkim jednak Kościół swoją postawą wobec judaizmu zaprzecza Prawdzie, którą otrzymał od Pana Jezusa, jako najcenniejszy depozyt, aby ją przechowywać i głosić wszystkim narodom – „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,6). To właśnie zaniechanie głoszenia tej Prawdy Żydom byłoby przejawem dyskryminacji i działania na ich szkodę. Skoro naród żydowski miał być „wyłączony” z nauczania Jezusa, dlaczego Zbawiciel narodził się w Betlejem, żył w Nazarecie a później działał w Galilei, Judei i Jerozolimie, które to miejsca były zasiedlone właśnie przez Żydów?

Dialog z judaizmem, choć usilnie podejmowany przez katolików, utrudniony jest z powodu postawy Żydów, którzy unikają konfrontacji na gruncie teologicznym, próby polemiki odpierając bronią antysemityzmu, jednocześnie promując swój punkt widzenia. Z kolei Nostra aetate niejako zmusza katolików do odwracania wzroku od zapisanych w Ewangelii wersów, mówiących wprost: „Któż zaś jest kłamcą, jeśli nie ten, kto zaprzecza, że Jezus jest Mesjaszem? Ten właśnie jest Antychrystem, który nie uznaje Ojca i Syna. Każdy, kto nie uznaje Syna, nie ma też i Ojca, kto zaś uznaje Syna, ten ma i Ojca”. (1J, 2, 22) – zwróćmy uwagę na słowo „każdy”, które jednoznacznie dowodzi braku jakiejkolwiek antyjudaistycznej intencji. Innym wersem, o którym w imię dialogu międzyreligijnego powinniśmy zapomnieć, to cytat z Ewangelii wg św. Mateusza: „Cały lud zawołał: Krew jego na nas i na dzieci nasze” (Mt, 27,25). W komentarzu do tego wersu w Biblii Tysiąclecia czytamy: „Przez to lud bierze na siebie odpowiedzialność za zbrodnię, której się domaga”. Dla chrześcijan oczywisty jest fakt, że nie wszyscy Żydzi prześladowali Pana Jezusa – niektórzy z tych, którzy tego nie robili, zostali nawet pierwszymi chrześcijanami. Byli jednak tacy Żydzi, którzy Jezusa prześladowali i doprowadzili do Jego śmierci – jest to fakt, który opisuje Święta Księga naszej wiary. Dialog zatem wygląda tak: wszyscy wiemy jak Ewangelia ukazuje zabiegi Sanhedrynu podejmowane w celu wyeliminowania Jezusa z powodów religijnych i politycznych i znamy deklarację ludu żydowskiego, że przyjmuje on do wiadomości, iż lud (wtedy obecni) i jego dzieci (następne pokolenia) będą mieć tę krew na rękach, ale jeśli ktoś ten tekst zacytuje lub posłuży się zaczerpniętą z niego wiedzą, zostanie nazwany antysemitą lub popełni „grzech antyjudaizmu”, a słowa dezaprobaty spłyną na niego także ze strony… hierarchów Kościoła Katolickiego.

Chrześcijaństwo – „antyjudaistyczna” religia?

Ks. Morawski pisze: „Bóg, chcąc zrobić jeden lud filarem i piastunem prawdziwej religii objawionej wśród pogaństwa, wybrał za podmiot tego wysokiego przeznaczenia plemię bogato z natury uzdolnione. Żyd jest w ogóle obdarzony niemałą dozą energii i woli, wytrwałością w dążeniu do powziętych celów, śmiałością więcej niż odwagą”. Żydzi w oczach Polaków to zatem lud zdolny do rzeczy wielkich, wybrany przez Boga do wyjątkowego celu i bogato przez Boga obdarowany. Choć trudno w to uwierzyć, powyższy cytat oraz następujące po nim stwierdzenie o Żydach jako o narodzie, zostałyby zapewne (w myśl wskazówek zawartych w broszurze firmowanej przez instytut Yad Vashem pod tytułem „Omawianie zagadnienia antysemityzmu: cele i sposoby Przewodnik dla nauczycieli”) zakwalifikowane jako przejaw antysemityzmu. W tym sposobie myślenia każde bowiem uogólnienie prowadzi do stereotypu, a ten, nawet jeśli buduje pozytywny obraz Żyda, jest już formą antysemityzmu. We wspomnianej broszurze czytamy: „Niektórzy ludzie posługują się stereotypami w dobrej wierze, bez pobudek antysemickich, starając się zamiast tego w romantyczny sposób ożywić obrazy np. Skrzypka na dachu i Wschodnioeuropejskiego Żyda. W tym kontekście istotne jest zrozumienie, że historia antysemickiej propagandy, której celem jest tworzenie i wzmacnianie stereotypów, może spowodować, że każde takie odniesienie będzie obraźliwe dla niektórych Żydów. Dla części osób, z pozoru nieszkodliwe obrazy symbolizują cały arsenał i setki lat uogólniającego i często także poniżającego obrazowania”. Stwierdzenie, że Żydzi zabili Jezusa, jest oczywiście w tym sposobie rozumowania przejawem klasycznego antysemityzmu. Zatem głoszenie naszej, katolickiej wiary zgodnie z Ewangelią może być przez Żydów odbierane jako antysemickie. Czy można takie myślenie zmienić poprzez wzajemny dialog?

Polscy „kato-talibowie” ratowali Żydów!

Polacy szanują Żydów jako naród. To w naszym kraju Żydzi wypędzani z wielu innych państw znaleźli schronienie i dom. To na okupowanych przez Niemców ziemiach polskich w czasie II wojny światowej za pomoc Żydom groziła kara śmierci, a jednak wielu naszych rodaków ryzykowało życie swoje i swoich rodzin, aby im pomóc. Dlaczego? Bo byli wychowani w wierze katolickiej, która taką pełną miłości postawę wpajała. Czy fakt, że Zofia Kossak-Szczucka i Witold Pilecki, niezwykle zasłużeni w ukazaniu światu prawdy o zagładzie Żydów, byli założycielami organizacji katolickich (dziś powiedzielibyśmy „ultrakatolickich”), jest powszechnie znany? Czy wiedza o tym, jak św. Maksymilian Kolbe ratował Żydów w czasie wojny, dawał im schronienie i utrzymanie, oraz duchowe wsparcie przebija się do powszechnej świadomości? Katolicka postawa wobec Żydów to nie mroczny antyjudaizm jak chcą to widzieć niektóre środowiska. Przeciwnie, to postawa pełna miłości wypływającej z naszej religii, czego wypełnieniem były losy rodziny Ulmów. To także wielowiekowa tradycja tolerancji wobec narodu, który często prezentował postawy, z historycznego punktu widzenia, jednoznacznie antypolskie i antychrześcijańskie. „Kochani Żydzi, nie rozmawiajcie z nami z pozycji narodu wyniesionego ponad wszystkie inne i nie stawiajcie nam warunków niemożliwych do wypełnienia. Siostry karmelitanki, mieszkające obok obozu w Oświęcimiu, chciały i chcą być znakiem tej ludzkiej solidarności, która obejmie żywych i umarłych. Czyż, Szanowni Żydzi, nie widzicie, że wystąpienie przeciw nim narusza uczucia wszystkich Polaków, naszą suwerenność z takim trudem zdobywaną? Waszą potęgą są środki społecznego przekazu, będące w wielu krajach do waszej dyspozycji. Niech one nie służą rozniecaniu antypolonizmu” – powiedział prymas Józef Glemp w 1989 roku, po napaści Żydów na klasztor karmelitanek w Oświęcimiu.

Od kwestii „żydokomuny” po kwestię walki o krzyż na terenie obozu Auschwitz w naszej wspólnej polsko-żydowskiej historii jest mnóstwo pól minowych i punktów zapalnych, które wpływają na powodzenie dialogu z judaizmem. Większość z nich to sprawy z XX w., kiedy Polska była okupowana przez dwa totalitaryzmy, a potem zarządzana przez komunistyczny rząd z sowieckiego nadania, czego skutki ponosimy do dzisiaj. Żydzi latami zdawali się zapominać, że Polacy również byli poddani eksterminacji, i to nie tylko ze strony Niemców, ale także Rosjan. Nie pamiętali też, że to Polacy byli pierwszymi więźniami Auschwitz. Współcześnie wcale nie jest łatwiej. Znamy niedawną sprawę przekazywania przez Żydów własnej młodzieży przyjeżdżającej z Izraela na wycieczki do Polski zakłamanej historii i fałszywego wizerunku Polaków jako antysemitów, przez co wycieczki te były ochraniane przez uzbrojonych strażników. Martwią nas akty wrogości dokonywane obecnie przez ortodoksyjnych Żydów wobec chrześcijan w Ziemi Świętej. Zdumiewa nas traktowanie polskich dyplomatów w Izraelu. Bulwersują nas rasistowskie wypowiedzi polityków państwa Izrael o Polakach. Cierpliwie znosimy wciąż podnoszoną i rozpowszechnianą w świecie narrację o rzekomym antysemityzmie i formułowanie nieuzasadnionych moralnie ani prawnie roszczeń majątkowych. Te wszystkie działania wobec Polaków rodzą poczucie krzywdy, a przez to utrudniają dialog międzyreligijny, bo w przypadku obu narodów – polskiego i żydowskiego – religia silnie splata się z narodową tożsamością. Polskie władze Kościoła mają więc przed sobą naprawdę trudne zadanie. Polacy, jako szczególnie zasłużeni w ratowaniu Żydów przed zagładą, dają polskim hierarchom Kościoła legitymację do odważnego odpierania niesłusznych i krzywdzących oskarżeń o antysemityzm oraz śmiałego ukazywania jedynej drogi do Prawdy.

Katolicy szanują żydów jako wyznawców innej religii, jednak, jak wierzymy, tylko nasza wiara pochodzi wprost od Jezusa Chrystusa, tylko ona jest Prawdą, więc świadome jej odrzucenie jest grzechem. Tymczasem, jak uczy Ewangelia, każde nawrócenie oznacza wielką radość w niebie. Żydzi nawracają się na wyznania odwołujące się do chrześcijaństwa – świadczy o tym choćby ruch Żydów mesjanistycznych (synów Nowego Przymierza), który rozwinął się początkowo pod wpływem teologii protestanckiej. Dowodzi to możliwości dotarcia do Żydów także z niezafałszowaną nauką Pana Jezusa – może gdyby Kościół nie porzucił wobec nich chęci nawracania, mogliby oni znaleźć źródło prawdziwej wiary i czerpać siłę z sakramentów? Może jednak warto wobec „brata” wykorzystać Mateuszowe upomnienie braterskie? „Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy” (Mt 18, 15); „A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik” (Mt 18, 17). Postawa tolerancji nie powinna przeradzać się w uległość, i nie mam tu na myśli tylko aspektu politycznego czy narodowego, lecz duchowy – dialog, będący sposobem ekspresji własnych przekonań religijnych, może stać się – zwłaszcza w formie rezygnującej z prozelityzmu – platformą szerzenia poglądów „fałszywych proroków”.

Zofia Michałowicz

Kabała – tajemnicza odsłona judaizmu. Sprawa „Starszego Brata” [Część 2]

Kabała – tajemnicza odsłona judaizmu. Sprawa „Starszego Brata” [Część 2]

pch24.pl/kabala-tajemnicza-odslona-judaizmu-sprawa-starszego-brata-czesc-2

Zainicjowany przez Sobór Watykański II trudny dialog między judaizmem a chrześcijaństwem niejako wymógł na katolikach uznawanie religii żydowskiej za silnie związaną z katolicką. Spójrzmy jednak na pewne aspekty judaizmu, które utrudniają katolikom postrzeganie tej religii jako „bratniej”.

Żydowski mistycyzm

Niektórzy Żydzi bardzo wcześnie, bo już na przełomie er, zaczęli poszukiwać dróg poznania sacrum poza Pismami natchnionymi przez Boga – oto początki tzw. kabały, przed którą przestrzegają dziś egzorcyści. Prawowierny do czasów mesjańskich kult lewicki przesiąknął ideami gnostyckimi i ezoterycznymi. Zaczęto tworzyć opowieści o dualizmie Absolutu, który rzekomo miał mieć swą jasną i ciemną stronę – była to próba wyjaśnienia obecności zła na Ziemi. Co więcej, w średniowieczu środowiska rabinistyczne zaczęły nawet akceptować ideę metempsychozy (reinkarnacji, wędrówki dusz). Znawca historii Żydów Benjamin Kerstein twierdzi, iż kabała reprezentuje żydowską formę tego, do czego dążą wszystkie tradycje mistyczne – to bezpośrednie i intymne poznanie boskości na poziomie wykraczającym poza intelekt. Związek kabały z judaizmem podsumowuje na swoim kanale na YouTube religijny Żyd Elijahu Josef Parypa – nazywa on kabałę “działem religii żydowskiej”.

Na przestrzeni wieków powstawały rozmaite dokumenty judaistyczne, jak np. kodeks Szulchan aruch autorstwa Józefa ben Efraima Karo – rabina, talmudysty, kabalisty i mistyka żyjącego na przełomie XV i XVI w. To właśnie on w pierwszej części tegoż pisma skodyfikował Chanukę – wynika z tego, że osoby odpowiedzialne za dzisiejszy kształt judaizmu, takie, jak wspomniany Józef ben Efraim Karo, pławiły się w kabale. Ta hermetyczna droga Żydów-mistyków opiera się na “wiedzy” i “mądrości”, jak wskazują najstarsze jej definicje. Według kabały “spożywanie z drzewa wiedzy” pozwoliło duszy ludzkiej w pełni się rozwinąć, a wąż tak naprawdę był pośrednikiem w realizacji planu Stwórcy.

Kabaliści stworzyli sobie niejako nowe uniwersum pełne archaniołów, duchów i innych nadprzyrodzonych sił, z którymi człowiek ma nauczyć się obcować, by osiągnąć stan “oświecenia”. Fundamentalne znaczenie w kabale ma tzw. Drzewo Życia, które składa się z 10 elementów zwanych sefirami. Funkcjonują one jako stopnie “emanacji boskiego światła” i stanowią kolejne poziomy wtajemniczenia w ów “mistycyzm”. Sefiry są połączone tzw. kluczami Salomona, czyli rodzajem dróg komunikacji między poszczególnymi szczeblami poznania.

Według kabalistów pierwszy człowiek Adam miał otrzymać tajemną wiedzę o świecie od anioła, a wiedza ta miała być przekazywana wtajemniczonym z pokolenia na pokolenie. Szczególną rolę przypisywano świętym literom hebrajskiego alfabetu, których wypowiedzenie mogło urzeczywistnić cele i zdarzenia.

Prof. Tyloch pisze: Główne założenia kabalizmu zostały przedstawione w księdze Zohar, powstałej ok. 1300 r., która w formie komentarza do Pięcioksięgu stara się wyjaśnić ukryty sens opowieści biblijnych i boskich przykazań.

Kabała przeżywała swój rozkwit w XII w. wśród Żydów hiszpańskich. Jak twierdzi prof. Tyloch, była ona połączeniem dawnej mistyki żydowskiej, babilońsko-perskiej astrologii, neopitagoreizmu i manicheizmu z mistyczną filozofią islamu. Przekazywała wiedzę tajemną o świecie tylko wtajemniczonym, wprowadzała system amuletów z napisami o magicznej mocy. Stworzyła też naukę o wcielaniu się obcej duszy w ciało człowieka oraz nauczała o wędrówce dusz. Jak kabalistyczna “teoria” wykorzystywana jest w praktyce? Praktyczny wymiar kabały obejmuje rytuały zdobywania i korzystania z mocy, aby wywołać zmiany w świecie (i w światach niebiańskich). Moc ta jest generowana poprzez przestrzeganie przykazań, przywoływanie i kontrolowanie sił anielskich i demonicznych oraz czerpanie z nadprzyrodzonych energii obecnych w stworzeniu. Prawdziwy mistrz tej sztuki realizuje ludzki potencjał bycia współtwórcą z Bogiem, gdyż postrzega Stwórcę i stworzenie jako kontinuum, a nie odrębne byty.

W zakresie zainteresowań kabalisty znajdziemy astrologię, wróżbiarstwo, alchemię, przywoływanie duchów, szkoły ezoteryczne, amulety, tajemnicze inskrypcje itp. W zbiorach Centralnej Biblioteki Judaistycznej znajdują się bardzo stare, kabalistyczne rękopisy. Można w nich dostrzec m.in. ilustracje astrologiczne – przedstawienia znaków zodiaku, które umieszczone są na jednej stronie obok menory, Gwiazdy Dawida, czy mojżeszowych tablic z Dziesięcioma Przykazaniami. Tymczasem Stary Testament mówi przecież jasno: Niechaj się stawią, by cię ocalić, owi opisywacze nieba, którzy badają gwiazdy, przepowiadają na każdy miesiąc, co ma się z tobą wydarzyć. Oto będą jak źdźbła słomiane, ogień ich spali. Nie uratują własnego życia z mocy płomieni. (Iz 47:13-14)

Kościół Katolicki wobec magii

Wiara w możliwość odkrycia znaczenia, zinterpretowania i wykorzystania dla własnych celów znaków zsyłanych przez siłę nadprzyrodzoną i wykorzystywanie takiej wiedzy w praktyce to wiara w magię. Ks. dr hab. Paweł Wygralak z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu w publikacji „Zło magii w pastoralnych wskazaniach Ojców Kościoła” pisze:

Na magię składało się wiele różnych dyscyplin, wśród których należy wymienić m.in. astrologię, alchemię, wróżbiarstwo, nekromancję, oniromancję czy teurgię. Izydor z Sewilli w Etymologiach omawiając praktyki magiczne wymienia liczne techniki wróżenia: wróżenie z zachowania ptaków – auguria, auspicia, wróżenie z wnętrzności zwierząt – haruspicja, wróżenie z obserwacji zjawisk atmosferycznych, przede wszystkim w czasie burzy – aeromancja, wróżenie dzięki nawiązaniu kontaktu z umarłymi – nekromancja, wróżenie z użyciem wody – hydromancja, wróżenie z wybranych ksiąg – sortes sanctorum, przewidywania biegu życia człowieka na podstawie układu gwiazd w dniu narodzin – astrologia.

Oprócz wskazanych przez biskupa Sewilli świat starożytny znał jeszcze wiele innych metod wróżenia, jak np. ichtyomanteia – wróżby z zachowania się ryb w wodzie; pyromanteia – wróżenie ze sposobu palenie się drewna – znaczenie miał tu rodzaj płomienia, wydobywający się z niego dym, kierunek dymu; meteoromanteia – wróżenie z obserwowanych zjawisk atmosferycznych, przede wszystkim z błyskawic i grzmotów w czasie burzy; kleromanteia – wróżenie z ruchu najrozmaitszych przedmiotów, np. zawieszonych na nitce pierścieni; chiromanteia – wróżenie na podstawie linii na dłoni człowieka; arytmomanteia – wróżenie z cyfr. Znane były też formy wróżenia, które wymagały przelewu krwi człowieka.

Według autora olbrzymie znaczenie miało wypowiadanie określonych formuł oraz noszenie amuletów i talizmanów odczyniających uroki, chroniących przed nimi lub przynoszących szczęście.

Chrześcijaństwo rodziło się w czasie, gdy magia miała zastosowanie w praktyce. Władcy korzystali z usług magów lub druidów, na podstawie zdania „czarowników” czy astrologów podejmowane były strategiczne decyzje. Było to wówczas czymś naturalnym. Ks. Wygralak wskazuje, że celem praktyk magicznych było uzyskanie władzy nie tylko nad przyrodą, ale także nad losem istot i przebiegiem wydarzeń, co w sposób oczywisty kłóci się z ideą chrześcijańską, w której nadrzędną wartością jest ufność w Bożą Opatrzność.

Ojcowie Kościoła byli przekonani, że magia jest dziełem diabła, który nie tylko inicjuje takie praktyki, ale także w nich uczestniczy, a w końcu jest ich beneficjentem zdobywającym tym sposobem ludzkie dusze. Takie poglądy przedstawiał np. św. Jan Chryzostom czy św. Augustyn, który uważał ponadto praktyki magiczne za kult diabła. W nauczaniu Ojców Kościoła wszelkie praktyki magiczne były grzechem ciężkim – grzechem świętokradztwa, a także formą zniewolenia człowieka, który uzależniał się od magicznych rytuałów, przesądów i wróżbiarstwa.

Maria Piechocka-Kłos z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie w publikacji „Wróżbiarstwo i praktyki magiczne w świetle dokumentów wczesnochrześcijańskich synodów oraz ustaw państwowych pierwszych cesarzy chrześcijańskich (IV–VI w.)” wykazała, że zarówno władze świeckie jak i kościelne późnego antyku, uważały praktyki magiczne za przejaw pogaństwa:

Jak wynika z zachowanych tekstów akt synodalnych, duchowni obradujący na synodach zwołanych w okresie od IV do VI w., ogłosili łącznie 16 kanonów, które dotyczyły bezpośrednio wróżbiarstwa lub magii, nakładają na chrześcijan, zarówno duchownych, jak i świeckich, różne zakazy i ograniczenia. (…) W większości przypadków biskupi nakazywali, aby adresaci kanonów, którymi są chrześcijanie, pod groźbą m.in. wykluczenia z Kościoła na okres próby i pokuty na kilka lat lub dożywotnio, powstrzymali się od tego typu praktyk.

Podobnie edykty cesarskie w tamtym okresie piętnowały praktyki magiczne. Oczywiście nie wszyscy władcy realizowali te zalecenia, jednak oficjalne stanowisko Kościoła było wyartykułowane jasno i jednoznacznie.

W średniowieczu podejście Kościoła do magii przeszło ewolucję, od traktowania jej jako zabobon, przez uważanie jej za iluzję demoniczną, aż po uznanie jej za herezję. Mediewista dominikanin  dr hab. Tomasz Gałuszka w artykule „Magia jako herezje” wskazuje, że dzięki powstaniu uniwersytetów i rozwojowi nauk filozoficznych i teologicznych zaczęto rozumieć, iż człowiek praktykujący magię, w istocie w sposób świadomy i dobrowolny wchodzi w kontakty z demonem, co oznacza, że taki człowiek znajduje się „w stanie głębokiego buntu”. Po roku 1576 Kościół oficjalnie uznał, iż wiara w astrologię kłóci się z doktryną o wolnej woli człowieka, w dokumentach papieskich potępiono praktyki magiczne i wróżbiarstwo, a jeśli jakieś przypadki wiązałyby się z herezją, mogły wejść w obszar zainteresowania Inkwizycji Rzymskiej.

Kabała nie dla katolika

Kabaliści twierdzą, że celem kabały jest zbawienie, zaś utożsamianie jej z ezoteryką czy okultyzmem świadczy o jej niezrozumieniu i uleganiu stereotypom, które odcinają kabałę od judaistycznych źródeł. Ja jednak uważam, że stanowisko Kościoła w kwestii amuletów, astrologii i ezoteryki jest na tyle jasne, że żaden katolik nie powinien mieć wątpliwości: nie wolno mu takich praktyk odbywać, nie wolno mu uczestniczyć w kabalistycznych rytuałach.

„Katolicy też mają przecież swoich mistyków” – mogliby polemizować zwolennicy mistycyzmu żydowskiego. Owszem, jednak mistycyzm katolicki dostępny jest dzięki Bożej łasce, jest stanem przebywania z Panem Bogiem. Mistycy katoliccy byli wielkimi Świętymi Kościoła – ćwiczyli się w cnotach, umartwiali się i pokutowali, a wszystko to z powodu miłości ku osobowemu Bogu, który Sam z Siebie zechciał ukazać się ludzkim oczom.

Tymczasem kabała to próba „poznania” Boga, a raczej natury „boskości” dzięki „wiedzy”, wtajemniczeniu i ezoteryce, rozszyfrowaniu starych zapisków, w celu przewidzenia przyszłych czynów Boga. W tym przypadku człowiek niejako chce zaklinać Boga zrywając jego konstytutywną zasłonę transcendencji.

„Nasza” Biblia także jest pełna symboliki i jej zrozumienie wymaga czasem wysiłku, lecz każdy, kto jest pokorny, bogobojny i prostoduszny ją zrozumie, gdyż Pan „objawił te rzeczy prostaczkom”, a bojaźń Boża to właśnie ten rodzaj mądrości, który jest potrzebny, aby zrozumieć Słowo.

Komu spodobała się kabała?

Nietrudno znaleźć przyczynę żywego zainteresowania europejskich stowarzyszeń inicjacyjnych, np. masonerii, kabałą – nieśmiertelne dla wolnomularzy motywy dualizmu, oświecenia, wtajemniczenia, wiedzy, czy samodoskonalenia znajdują oni właśnie w kabale konserwowanej po dziś dzień przez judaizm. Jednym z przykładów wpływu tych wierzeń na masonerię jest choćby wykorzystywanie przez nią heksagramu, czyli Gwiazdy Dawida pojawiającej się wielokrotnie na fartuchach wolnomularzy, w ich dokumentach i rycinach.

Nie jest to znak który towarzyszył Izraelitom, gdy trwali w stanie wierności Jahwe. Heksagram pojawił się u nich jako “przesącz” z pogańskich, kananejskich kultów, m.in. bożka Molocha, ku chwale którego żywcem palono niemowlęta. Ostatecznie symbol ten trafił na sztandar narodu żydowskiego i widnieje na nim do dziś. Jest przedstawieniem dualistycznej natury wszechświata: dobro – zło, dzień – noc, mężczyzna – kobieta, duch – materia, czynność – bierność etc., co perfekcyjnie koresponduje z filozofią wolnomularzy. Powiązania ze “sztuką królewską” są jedynie wierzchołkiem góry lodowej – heksagram zapuścił głębokie korzenie w ezoteryce, alchemii, astrologii i spirytyzmie, które, jak głosi Kościół, są w jawnej opozycji wobec Stwórcy i Jego praw.

Nietrudno się przekonać, iż ezoteryka wprost odwołuje się do szatana, którego wcale nie piętnuje, ani nie wyśmiewa. Upatruje w nim za to duchową siłę równą w potędze Bogu. Moc ta odpowiedzialna jest za mroczny pierwiastek zastanej rzeczywistości, z którym nie ma sensu walczyć, lepiej go ujarzmić, obłaskawić i wykorzystać w swej drodze ku oświeceniu. Ciekawa w tym kontekście jest kwestia stosunku kabały do złych duchów – na przykład demon Asmodeusz z Księgi Tobiasza jest przez kabalistów uznawany za byt dobroczynny, pożyteczny dla człowieka. Tymczasem Pismo Święte podaje, że Archanioł Rafał radził biblijnemu Tobiaszowi, jak nie paść ofiarą działań Asmodeusza, a ostatecznie nawet Anioł ten walczył i pokonał owego demona. Wiedząc, że Rafał to wysłannik Boga, a pełen pychy i zazdrości diabeł jest zbuntowany, od razu wiemy, kto jest dobry i życzliwy człowiekowi, a kto pragnie jego zguby. Kabała natomiast zdaje się nie kierować bezwarunkową „lojalnością” wobec dobra i niejako usprawiedliwia antagonistów Jahwe. Liczy się tutaj matematyczna „wartość bezwzględna” sił nadprzyrodzonych. Mniej ważne jest odpowiadające im dobro lub zło.

Inne tradycyjne komponenty filozofii kabały również wzbudziły zachwyt wśród europejskich mistrzów wiedzy tajemnej. Wspomniane wcześniej “klucze Salomona” przeniknęły do zachodniego ezoteryzmu jako tytuły okultystycznych traktatów z gatunku grimoire (fr. nieczytelne pismo), które zawierały instrukcje dotyczące m.in. wywoływania duchów, zmuszania ich do posłuszeństwa, przeklinania wrogów, odnajdywania skarbów etc. Stało się to w okresie wypraw krzyżowych, kiedy przedstawiciele cywilizacji łacińskiej przesiąknęli doktryną kabały po nawiązaniu ściślejszych kontaktów z Żydami w Ziemi Świętej. Tworzone na przestrzeni wieków “klucze Salomona” przedstawiają niezrozumiałe dla laika ryciny z gąszczem przedziwnych symboli, a wśród nich oczywiście Gwiazdą Dawida, znakami astrologicznymi, pentagramami i wieloma hebrajskimi frazami zaczerpniętymi z Talmudu.

Poszczególne sefiry z kabalistycznego Drzewa Życia również wykorzystywane były w praktyce przez okultystów. Ich nazwy własne, np Chochma, czy Bina nanoszone były na karty tarota i szeroko opisywane w hermetycznych dziełach Aleistera Crowleya – gnostyckiego “świętego”, który sam nazywał siebie Bafometem (diabeł), zakładał okultystyczne, para – masońskie zakony (np. Ordo Templi Orientis) i uważany jest za ojca Thelemy (pseudo – religii, której motto brzmi: Czyń wedle swej woli będzie całym Prawem). Tę samą kabalistyczną materię zgłębiał i przelewał na papier niejaki Eliphas Levi – francuski wolnomularz, mistrz czarnej magii i guru świata wiedzy tajemnej. Jego prace zawierały m.in. konkretny podział pentagramów na tzw. “dobre” i “złe”, a także mnóstwo odwołań do diabła i jego przymiotów. To właśnie z dzieł Leviego czerpał później obficie Anton Szandor la Vey – założyciel kościoła szatana. Dodam, że wśród pism Francuza, takich, jak Historia magii, Biblia wolności, czy Magiczny rytuał Sanctum Regnum znajdziemy również pozycję pt. Większe i mniejsze klucze Salomona

Judaizm dzieckiem kabały?

W nurt ortodoksyjnego judaizmu wpisuje się dorobek żyjącego w XVI w. palestyńskiego rabina Izaaka Lurii. Już jako młodzieniec był on doskonale obeznany z Talmudem, który jednak mu nie wystarczał, Izaak chciał bowiem doświadczyć prawdziwego mistycyzmu. Luria zafascynował się XIII – wieczną księgą Zohar, za sprawą której wszedł w świat kabały. Żydzi chasydzcy utrzymują, iż Luria często przyzywał zza grobu Eliasza, od którego przyjął tajemną wiedzę, a tą z kolei dzielił się z kilkudziesięcioma uczniami. Oczywiście talmudyczno – kabalistyczna szkoła Izaaka Lurii zakładała system stopni wtajemniczenia – sposób zwracania się do bytów duchowych i przywoływania ich wyjawiany był dopiero tym adeptom, którzy opanowali w zadowalającym stopniu podstawy kabały. Luria jest jedną z najważniejszych postaci dla Żydów – nadali mu oni nawet przydomek Święty Ari (Święty Lew), a podobny zaszczyt spotkał jedynie kilku rabinów w całej historii judaizmu. Od lat wielu Żydów udaje się do Safedu na grób Lurii, by się tam modlić i oddać hołd wielkiemu duchowemu przywódcy z minionych wieków. Widzimy więc, że kabała, tak silnie przecież przesiąknięta gnozą i ezoteryką, gnieździ się u podstaw dzisiejszego judaizmu, jest jego źródłem i silną motywacją.

Odzwierciedlenie tego stanu rzeczy widzimy choćby na przykładzie obecnej w naszym kraju chasydzkiej organizacji żydowskiej Chabad – Lubawicz, która już w samej nazwie kryje powiązania z kabałą: człon chabad jest akronimem nazw trzech sefir z kabalistycznego Drzewa Życia: Chochma (mądrość), Bina (zrozumienie) i Daat (wiedza). Prawdopodobnie jest to subtelne podkreślenie filarów działalności tej organizacji – “edukacja” i ”nawracanie” innych na judaizm. Przedstawiciele tego właśnie ruchu byli zaproszeni tuż przed Świętami Bożego Narodzenia do polskiego Sejmu, gdzie zapalali chanukowe świece. Warto zaznaczyć, iż ruch Chabad – Lubawicz jest aktywny w internecie – posiada m.in. stronę na Facebooku, gdzie spotkamy się z “mistycznymi” treściami – zamieszczane tam są praktyczne opisy gematrii (rodzaj żydowskiej numerologii), stare ilustracje z opisem “Amulet do domu. Jerozolima. Początek XX wieku”, a także grafiki z kręgiem symboli astrologicznych (znaki zodiaku).

Ten, kto odrzuca judaizm i żydowską kulturę, w istocie odrzuca Jezusa […] – pisze redaktor Tomasz Terlikowski dla portalu Więź. Jest zgoła odwrotnie – jak mamy akceptować judaizm i traktować go jako „starszego brata”, kiedy mamy świadomość bluźnierczych wobec Chrystusa talmudycznych treści oraz mnogich ezoteryczno – gnostyckich powiązań? Wiedząc o nich wszystkich, brakuje mi narzędzi, by próbować obalać tezę o „satanistycznych aktach”  odbywających się w sejmie. W najprostszym katolickim ujęciu wszystko, co związane jest z okultyzmem, poświęcone jest złemu, a my chrześcijanie mamy unikać „wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1 Tes 5, 22), dlatego niechrześcijańskie, kabalistyczne rytuały nie powinny odbywać się za przyzwoleniem i aprobatą katolików.

Niedawna niekonwencjonalna interwencja posła Grzegorza Brauna z pewnością wychodziła poza kanon ogólnie przyjętych w naszym kręgu kulturowym działań dyplomatycznych w stosunkach międzynarodowych, jak również w opinii wielu osób przekroczyła ramy savoir-vivre’u. Z drugiej strony, koncentrując się na wymiarze duchowym całej sprawy, cieszy fakt, że w sejmie działają jeszcze osoby o głęboko zakorzenionej katolickiej tożsamości, które wbrew „poprawności politycznej”, próbują zdejmować maski, za którymi kryje się „ojciec kłamstwa”.

Zofia Michałowicz

„Bracia w wierze” czy „talmudyczni nacjonaliści”? Sprawa „Starszego Brata” [Część 1]

„Bracia w wierze” czy „talmudyczni nacjonaliści”? Sprawa „Starszego Brata” [Część 1] 

https://pch24.pl/bracia-w-wierze-czy-talmudyczni-nacjonalisci-sprawa-starszego-brata-czesc-1/


W związku z nadchodzącym Dniem Judaizmu w Kościele Katolickim, proponuję refleksję zgodną z pierwotną intencją ustanowienia tego wydarzenia – zagłębmy się w tajemnicę naszej katolickiej wiary i zastanówmy nad jej więziami z judaizmem. Czy faktycznie Żydzi to nasi „bracia w wierze”?

Dwa najsilniejsze filary żydowskiej obecności w dzisiejszym świecie, to judaizm talmudyczny oraz Holocaust, zastępujący niejako religię objawioną w roli spoiwa narodowego dla Żydów „świeckich”. Obie te kwestie nierozerwalnie wiążą się z niezwykle silnym poczuciem żydowskiego nacjonalizmu. Jak pisze ks. Marian Morawski, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, a także dziekan Wydziału Teologicznego tej uczelni pod koniec XIX w.:

Taka natura ludu izraelskiego przejawia się już w starożytnej jego historii. Ona sama już stanowiła niemałe uzdolnienie do przechowywania i bronienia skarbu Boskiego objawienia. Ale Bóg jeszcze umocnił ten jakoby piedestał nadprzyrodzonej religii, opierając tę religię na najsilniejszym z uczuć przyrodzonych: na nacjonalizmie; dał poznać temu ludowi, że jego wyjątkowo między wszystkimi ludami wybrał, że uczynił go swoim ludem, a sam, będąc Stwórcą nieba i ziemi, stał się jego, Izraela, Bogiem. W ten sposób nacjonalizm tego ludu, w zetknięciu z Bożym wybraniem i objawieniem, spotęgował się niesłychanie. Inne ludy miały też swe narodowe religie, ale jak liche i bezsilne! Izrael miał Boga wszechświata za Boga narodowego, i to nie iluzorycznie, ale prawdziwie; przekonywały go o tym raz po raz cudowne objawy Boskiej dobroci i sprawiedliwości. W ten sposób miłość własnego narodu potęgowała u Żydów miłość religii, która była chlubą i skarbem własnym ich narodu; i odwrotnie, wiara i przywiązanie do religii potęgowały w nich cześć narodu, poświęcenie się dla niego, solidarność najściślejszą z wszystkimi, co mieli szczęście do tego ludu wybranego należeć. I w ten sposób nacjonalizm tak głębokie na duszy Żyda wycisnął piętno, że po czterech czy pięciu wiekach bytu państwowego, można już było lud ten rozproszyć między wszystkimi narodami, dla rozniesienia wszędzie wyższego pojęcia o Bogu i nadziei odkupienia; już nie było obawy, żeby Żyd przestał być Żydem, żeby zatracił pojęcia religijne, których był piastunem i rozsadnikiem.

Niestety często podjęcie dyskusji o którymś z tych wątków – judaizmie lub Shoah – wiąże się z ryzykiem oskarżenia o antysemityzm. Uniemożliwia to konstruktywny dialog prowadzący do wyjaśnienia, czy narzucane nam od lat przekonanie o judaizmie jako „starszym bracie” chrześcijaństwa ma w ogóle zrozumiałe dla „zwykłego katolika” podstawy teologiczne. Judaizm posiada wiele odłamów, nurtów, które z jednej strony wydają się wewnętrznie sprzeczne, z drugiej wzajemnie się przenikają i uzupełniają jako podpora narodowej tożsamości Żydów. Najważniejsze pojęcia, które moim zdaniem nierozerwalnie wiążą się ze znanym nam obliczem tej religii to judaizm talmudyczny, kabała i chasydyzm.

Kontynuacja czy Pełnia Objawienia?

Termin judaizm używany jest przez religioznawców na określenie wiary narodowej wyznawanej przez Żydów, pojęciem tym określa się także ich wartości, obyczaje i tradycje. Powszechnie przyjmuje się, że judaizm pielęgnuje prastarą tradycję lewitów – jednego z plemion ludu Izraela, które jako jedyne zostało wyznaczone przez Boga do pełnienia kultu świątynnego. Kapłani ci składali ofiary i sprawowali przeróżne inne czynności liturgiczne według nakazów zawartych w Torze, m.in. w Księdze Liczb. Bogu podobała się ta służba, Pan przyjmował ofiary i błogosławił swemu ludowi, towarzyszył mu w drodze przez pustynię i obdarzył go Ziemią Obiecaną. Jednak, jak wyznajemy po katolicku, po zstąpieniu Chrystusa na ziemię i wypełnieniu przez Niego wszystkich mesjańskich starotestamentowych proroctw, czas “lewitów” minął.

Męka Pana Jezusa stanowi najdoskonalszą Ofiarę przebłagalną za grzechy świata, która przewyższa wartością wszystkie dawniejsze żydowskie ofiary razem wzięte. Z tego powodu człowiek pragnący podążać za Bogiem, obiektywnie rzecz biorąc, nie może zatrzymać się na poziomie dawnego kultu, który właściwy jest staremu przymierzu. Jako chrześcijanie ufamy temu, co podaje Nowy Testament, a głosi on tak: „[znam] obelgę wyrządzoną przez tych, co samych siebie zowią Żydami, a nie są nimi, lecz synagogą szatana. (Ap 2, 9) Dodatkowo Pan Jezus w Ewangelii Mateuszowej nazywa faryzeuszy, którzy później rozszerzyli, przeformułowali i skodyfikowali prawo ustne w Misznie, a potem w Talmudzie, i których „spadkobiercami” są dzisiejsi wyznawcy judaizmu, „plemieniem żmijowym”. (Mt 12, 34)

Wielu myślicieli uważa, że chrześcijaństwo jest swego rodzaju „kontynuacją” judaizmu i dlatego traktuje się te religie jako połączone szczególną więzią, z akcentem na pierwotny charakter judaizmu względem chrześcijaństwa. Nie jest to jednak pogląd uprawniony ani historycznie, ani teologicznie: przede wszystkim judaizm rabiniczny, bo z takim mamy dzisiaj do czynienia, pojawił się po zburzeniu Świątyni Jerozolimskiej, a więc już po narodzinach chrześcijaństwa.

Chrześcijaństwo nie tyle jest kontynuacją, co wypełnieniem judaizmu, ale judaizmu świątynnego, tego o którym czytamy na kartach Starego Testamentu – Jezus przypomina o tym w Kazaniu na Górze mówiąc „Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić” (Mt 5,17). Powszechne jest przekonanie, że chrześcijanie i Żydzi otrzymali to samo dziedzictwo wiary, wyrażające się w Starym Przymierzu, zaś ten sam Bóg po prostu objawia się inaczej w każdej z tych religii.

Kiedy przyjrzymy się bliżej kwestii Boga żydowskiego i Boga chrześcijańskiego możemy dostrzec dość znaczącą różnicę w owych objawieniach: my wierzymy w Boga w Trójcy Świętej Jedynego, zaś judaizm otacza kultem Boga jednoosobowego, dlatego nie można uważać żydów za „braci w wierze” – taką tezę wyrażał m.in. ksiądz Michał Poradowski, profesor Katolickiego Uniwersytetu w Santiago de Chile, znany z poglądów antykomunistycznych, potępiający wpływ marksizmu i masonerii na losy społeczeństw i Kościoła. (Krytycy jego poglądów uważali je za „natrętnie antyjudaistyczne” i tendencyjne.)

Biskup Jean-Marie Le Vert w książce „CREDO taka jest moja wiara” opisuje historyczne aspekty objawienia danego Żydom. Judaizm objawiony Abrahamowi dopuszczał jeszcze istnienie innych „bogów” dla innych narodów. Z nastaniem Mojżesza, Bóg Abrahama stał się Bogiem całego ludu i jedynym prawdziwym Bogiem, którego czcić należało w ziemi Kanaan – lud żydowski pokonał mieszkające tam narody, a Bóg (symbolizowany niejako przez Arkę Przymierza) pokonał innych „bogów” (symbolizowanych przez m.in. złotego cielca). Aby przypominać o zawartym Przymierzu Bóg przysyłał proroków i sędziów. Mieli oni także przypominać o „uprzywilejowanym przeznaczeniu Izraela, który został ustanowiony światłem narodów – ludem, przez który Bóg objawia się człowiekowi”.

Za czasów Dawida i Salomona Namiot Spotkania zastąpiono Świątynią Jerozolimską, co wzmocniło tendencję do budowania publicznego kultu. Po zburzeniu Świątyni i niewoli babilońskiej utrwalił się zwyczaj wspólnego zbierania się żydów na modlitwę oraz przekonanie, że Bóg nie jest związany z ziemią i można modlić się także „na obcej ziemi”, a Bóg jest Bogiem całego świata. Po odbudowaniu Świątyni nastąpiła reorganizacja żydowskiego życia religijnego, w którym na pierwszym planie znalazły się modlitwa prywatna i modlitwa w synagodze. Gdy skończył się czas proroków, lud zajął się studiowaniem Biblii i pojawiły się znane z „klasycznego judaizmu” stronnictwa religijne, takie jak faryzeusze, saduceusze, zeloci czy esseńczycy.

Jednak Ziemia Święta została zajęta przez obce mocarstwa, reprezentujące politeistyczne wierzenia i zmuszające Żydów prześladowaniami do ich przyjęcia w celu stworzenia z nimi spójnego narodu. Żydzi zdecydowanie opierali się tym praktykom i ponownie walczyli o zachowanie „czystości swej wiary”, wiary monoteistycznej. Biskup Le Vert z tych historycznych doświadczeń i zakorzenionego konfliktu między monoteistyczną wiarą Żydów a religiami politeistycznymi wywodzi podstawową trudność w zrozumieniu chrześcijaństwa przez Żydów. Jezus przedstawiał im bowiem objawienie Boga-Trójcy, w czym upatrywali oni od dawna zwalczane zagrożenie. (Z tego też względu poganie łatwiej nawracali się na chrześcijaństwo). „Wiara w boskość Ojca, Syna i Ducha Świętego będzie więc elementem, który już na samym początku zadecydował o rozłamie judaizmu i chrześcijaństwa” – pisze biskup Le Vert.

Niektórzy teologowie wskazują, że naród żydowski nie był po prostu gotowy na objawienie się Boga w Trójcy dlatego Bóg najpierw objawił się mu jako jedność i stopniowo przygotowywał Pełnię Objawienia. Z kolei dla chrześcijan Tajemnica Trójcy Świętej, choć trudna do pojęcia, stoi w centrum wiary, ponieważ w trzech Osobach Boskich objawił nam się Jedyny Bóg (i mamy na to dowody zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie). Okazujemy to w najważniejszym i podstawowym chrześcijańskim geście – znaku krzyża oraz słowach „w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Chrześcijaństwo w oczach Żydów było więc zupełnie inną niż wiara Hebrajczyków, różniącą się w zasadniczej kwestii religią.

Z naszej perspektywy judaizm świątynny i chrześcijaństwo łączy wiara w jedynego Boga Jahwe, który stworzył niebo i ziemię, przestrzeganie przykazań Dekalogu i wiara w nadejście Mesjasza. Kiedy jednak Zbawiciel przybył na Ziemię, tylko część Żydów uwierzyła w Niego, a część Go odrzuciła. Ci Żydzi, którzy poszli za Chrystusem utworzyli wraz z nawróconymi poganami Kościół, który miał za zadanie pielęgnować Dziedzictwo Jezusa i głosić Ewangelię wszystkim narodom. Ci, którzy nie uwierzyli, doprowadzili do Jego śmierci, a wkrótce utracili swoją Świątynię i swoją religię. Po zburzeniu Drugiej Świątyni zakończyła się linia kapłanów wywodząca się od Aarona, naród żydowski uległ rozproszeniu, a praktykowany przez niego kult miał formę wyłącznie synagogalną. Na gruzach Świątyni, w opozycji do chrześcijaństwa, narodził się judaizm rabiniczny oparty na Torze i Talmudzie, pielęgnujący urazy, niechęć do innych narodów i kultywujący przekonanie o „niezerwanym” przymierzu z Bogiem oraz wybraniu narodu Izraela.

„Nowa tradycja”

Szczególnie istotnym aspektem niniejszych rozważań jest fakt, iż od czasów Aarona i Mojżesza w tradycji żydowskiej zaszło wiele zmian, m.in. za sprawą rabinów – talmudystów, którzy na bazie pradawnych zwyczajów utkali tak naprawdę “nową tradycję”, której ostateczną odsłonę możemy dziś obserwować. We współczesnym judaizmie wyróżnić możemy wiele odłamów, różniących się nie tylko praktyką liturgiczną, ale także, a może nawet przede wszystkim interpretacją zasad zaczerpniętych z Biblii. Prof. Witold Tyloch w „Zarysie dziejów religii” wyróżnił judaizm ortodoksyjny (który podzielił na talmudyczno-rabiniczny i chasydzki) i judaizm konserwatywny, które kontynuują tradycję religii narodowej, judaizm reformowany dopuszczający zmiany w kulcie (np. równouprawnienie kobiet), a także judaizm liberalny (w Wielkiej Brytanii), który w ogóle nie zajmował się religią uważając judaizm za „zbiór tradycji narodowych”. Wszystkie te nurty łączy założenie o istnieniu jedynego, wiecznego Boga, dzieli zaś podejście do tradycji, narodu, państwa Izrael czy wiary w nadejście Mesjasza. Obecnie można także spotkać określenie judaizm rekonstrukcjonistyczny (odrzucający transcendencję) oraz judaizm humanistyczny, będący w istocie „religią bez wiary”, w której obchodzi się święta religijne ze względu na szacunek dla historii, której ta religia jest częścią. (Warto wspomnieć, że judaizm oparty na nauce Mojżesza kultywują Karaimi, którzy odrzucili Talmud i nauczanie rabinów. Dawniej tę powstałą w VIII w. religię zaliczano do judaizmu, obecnie nazywa się ją karaimizmem. Z kolei judaizm rabiniczny wyznawali od VIII w. Chazarowie).

Dla katolicyzmu największe znaczenie ma nurt ortodoksyjny, który z jednej strony opiera się na antychrześcijańskiej tradycji talmudycznej, z drugiej na kierunku chasydzkim, który cechuje panteizm w wyznaniu i duża aktywność misyjna w działaniu. Chasydyzm powstał w XVII w. na ziemiach dawnej Polski. W jego powstaniu, według prof. Tylocha, rolę odegrały czynniki emocjonalne, wiara w duchy i demony, siłę amuletów i sny. Chasydzi twierdzili, że Bóg jest wszędzie, zaś modlitwa odmawiana ze zrozumieniem jej przeznaczenia jest ważniejsza od Talmudu. Był to nurt mistyczny, a charakteryzowały go radość, ekstaza, śpiewy i tańce oraz rozwinięcie kultu cadyków, a także uświęcenie czynności życia codziennego (pracy, zabawy) przez pobożne ich wykonywanie. Co zrozumiałe, chasydyzm spotkał się początkowo z potępieniem ze strony talmudystów i rabinów, jednak oba nurty, w obliczu zagrożenia pro-asymilacyjnymi założeniami żydowskiego oświecenia – haskali, zbliżyły się do siebie pod koniec XIX w. Chasydzi również zaczęli doceniać konieczność kształcenia religijnego i rolę studiów talmudycznych.

Ponad sto lat temu różnicę między zapisami Starego Testamentu a Talmudu, (a tym samym poniekąd między judaizmem świątynnym a talmudycznym) barwnie przedstawił wspomniany wcześniej wybitny teolog, neoscholastyk ks. Marian Morawski. W jego pracy „Podstawy etyki i prawa” czytamy:

Odtąd się właściwie zaczyna druga część historii tego ludu – już nie Bożego. Jak pierwsza część tej historii znalazła swój najwyższy wyraz w Biblii, tak druga najdosadniej wyraziła się w Talmudzie, a później i aż po dziś dzień pod wpływem tej szczególnej księgi została. Ażeby możliwość takiej księgi, czy raczej takiej literatury jak Talmud zrozumieć, trzeba wiedzieć, że Talmud pisał się w najfatalniejszej chwili historii Izraela.(…) Rozpaczliwa obrona Jerozolimy i wreszcie zdobycie jej przez Tytusa, przechodziły w okropności wszystko, co starożytność znała. Żydzi stracili naraz wszystko, nawet miasto święte i kapłaństwo i jedyną świątynię. A po tym pogromie, jeszcze przez długi czas, Żyd był w państwie rzymskim jakby wyjęty spod prawa; po różnych miastach ludność, wprzódy gnębiona lichwą, korzystała z tego stanu rzeczy, aby grabić i mordować Żydów. Filon, Żyd, opowiada, że w Syrii nie było jednego miasta wolnego od tych rzezi. (…) Ten stan rzeczy trwał parę wieków, a właśnie w tym czasie, od II do V wieku pisał się Talmud. To nam tłumaczy dziwny i straszny charakter tego księgozbioru, który bez tego byłby niezrozumiałą zagadką. Podczas gdy Biblia Starego Zakonu nie tylko zawiera prawdy objawione, ale nawet pod względem literackim tchnie świeżością, wdziękiem, siłą i wielkością ducha, o Bogu zwłaszcza kreśli pojęcie nieporównanie wielkie i piękne – to Talmud przejawia samą karłowatość, złamanie ducha narodu, obniżenie go aż do dziecinnych a złośliwych bredni przeciw Rzymowi, który Żydów zgniótł, przeciw Bogu, który ich nie bronił, przeciw chrześcijaństwu, przeciw całemu światu. Tchnie z tych kart bezsilna złość karła, przygniecionego nogą olbrzyma. Sam Bóg izraelski, tak wielki w Biblii, w Talmudzie dziwnie maleje; rabini Go łają za to, że ludu swego nie ocalił i najwyraźniej stawiają siebie ponad Nim i swój Talmud ponad Pismem świętym. (…) nieszczęście czy Nemezis dziejowa zrządziła, że właśnie ów najsmutniejszy wytwór najgorszej dziejowej epoki Izraela, został na wieki jego księgą narodową i świętą, jego prawem, etyką i religią.

Czy współczesny judaizm to „prawowierny” Boży kult?

Ośmielę się postawić tezę, iż ceremonie judaizmu talmudycznego są bluźniercze i ranią Jedynego Boga, dlatego też katolicy nie powinni brać w nich, choćby biernego, udziału. Dlaczego tak uważam? Pismo Święte (np. w listach św. Jana) nazywa każdego, kto nie wyznaje Chrystusa, antychrystem, czyli kimś, kto, świadomie lub nie, jest na usługach złego. Taka osoba zostanie wydana na potępienie, jeśli przed śmiercią nie zechce włączyć się we wspólnotę Kościoła Chrystusowego i nie porzuci błędnych przekonań. Żydzi, świadomie odrzuciwszy Mesjasza, wzgardzili przecież samym Bogiem – jak więc to możliwe, by ich dzisiejsze rytuały i ceremonie religijne mogły oddawać Mu chwałę?

Zarówno judaizm świątynny, którego niektórzy wyznawcy prześladowali Jezusa, jak i judaizm rabiniczny, który przyczyniał się do prześladowania chrześcijan charakteryzują się odrzuceniem Boga w Trójcy Jedynego i negowaniem boskości Jezusa oraz kultywowaniem przekonania o wybraniu narodu Izraela. Stoi to w sprzeczności z wiarą chrześcijańską, w której Bóg okazał Pełnię Objawienia i która jest otwarta dla ludzi wszystkich ras i narodów.

Pan Jezus – „judaista”

W kontekście niedawnej, niekonwencjonalnej „akcji gaśniczej” posła Grzegorza Brauna, pojawiły się głosy, że przecież sam Pan Jezus obchodził Chanukę, o czym możemy przeczytać w Ewangelii św. Jana – faktycznie znajdziemy tam taki opis: „Obchodzono wtedy w Jerozolimie uroczystość Poświęcenia świątyni. Było to w zimie. Jezus przechadzał się w świątyni, w portyku Salomona. Otoczyli Go Żydzi…” Dochodzi do wymiany zdań, Jezus ponownie przedstawia im Prawdę: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”, mówi też „Ale wy nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec”.

Obrońcy świętowania Chanuki przez katolików zapominają dodać, że w efekcie tej rozmowy prowadzonej podczas Uroczystości Poświęcenia Świątyni, która rzekomo jest „radosnym świętem tolerancji, pokoju i wolności”, dochodzi do następującej sytuacji: „I znowu Żydzi porwali kamienie, aby Go ukamienować.” (…) „znów starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk”. 

Ks. dr hab. Marcin Kowalski, prof. KUL w rozmowie, którą opublikowano 13.12.2023 r. na portalu stacja7.pl  twierdzi: „Nie ma nic złego w chrześcijańskim świętowaniu Chanuki (…) Symbolika zmagania światła z ciemnością, światła wiary z mroczną tyraniczną siłą, która chce ją zniszczyć, jest także wyraźnie obecna w Ewangelii św. Jana i w chrześcijaństwie. Jest to perspektywa uniwersalna, ona łączy nasze religie. W Nowym Testamencie w tę arenę walki dobra ze złem, światłości z ciemnością, wkracza Mesjasz, Światłość Świata.”

Trudno mi zgodzić się z tą tezą – w moim rozumieniu dla chrześcijan światłem jest bowiem Jezus Chrystus, podczas gdy Żydzi, zarówno we wspomnianym fragmencie Ewangelii, jak i w całej swojej postawie zwieńczonej ukrzyżowaniem, są do Niego wrogo nastawieni. On nie jest dla nich Światłem Świata, przeciwnie  – On jest dla Żydów zagrożeniem kwestionującym „wyjątkowość narodu wybranego”.

Wspomniane święto kultywuje wątek nacjonalistyczny, ponieważ Chanuka (Hanukka) upamiętnia triumf krwawej, żydowskiej rebelii przeciwko pogańskim Seleucydom (dynastii hellenistycznej). Symbolicznym i kulminacyjnym punktem powstania Machabeuszy, bo to o nim mowa, było odzyskanie i ponowne poświęcenie w 164 r. p.n.e. zbezczeszczonej i ograbionej przez okupanta Świątyni Jerozolimskiej. Pozostający w euforii Żydzi świętowali wiktorię przez osiem dni. Składali wówczas Bogu ofiary dziękczynne, jedli, pili i bawili się. (Inna nazwa święta – Święto Świateł / Ognia nawiązuje do cudu związanego z odnalezieniem w świątyni koszernej oliwy, która paliła się 8 dni.)

Prof. Witold Tyloch w “Zarysie dziejów religii”, wskazał, że wojny machabejskie przyniosły Żydom pełną niezależność polityczną, zaś jeden z najważniejszych twórców znanego nam dziś judaizmu, średniowieczny komentator Talmudu i szanowany rabin Majmonides pisał w swych dziełach, że to, co jest w Chanuce najistotniejsze, to fakt wygranej kultury żydowskiej w walce z greckim dorobkiem cywilizacyjnym. Ujęcie czysto religijne przedstawia tutaj znacznie niższą wartość – “Boży palec” w sukcesie odbicia Świątyni Jerozolimskiej stał się tylko dodatkiem do całej historii. Charakter narodowo-niepodległościowy tego święta przewyższa więc aspekt duchowy.

Polską paralelą do żydowskiej Chanuki może być np. wspomnienie obrony Częstochowy przed Szwedami w czasie potopu, albo obchody Cudu nad Wisłą, gdzie na pierwszym planie jest sukces militarny. Specyfika judaizmu, który, jak pisze prof. Witold Tyloch, jest po prostu „religią na wskroś narodową, ograniczoną do jednego narodu i wyznawaną przez jeden naród”, sprawia, że elementy nacjonalistyczne splatają się z religijnymi, dlatego program obchodów Chanuki zakłada obecność wielu tradycyjnych, żydowskich rytuałów. Święto Świateł, choć nie należy do najważniejszych świąt żydowskich, stało się stałym elementem składowym judaizmu właśnie dlatego, że umacniało poczucie wspólnoty narodowej. Uroczyście obchodzono je w późnym judaizmie, a więc w judaizmie talmudycznym, który kultywuje niechęć i pogardę do wyznawców innych religii, szczególnie chrześcijan. Warto w tym miejscu zadać sobie pytanie: kim są katolicy dla świętujących Chanukę Żydów? Czy przypadkiem nie są owymi poganami, których kultura została spektakularnie zwyciężona? Przecież dzisiaj nadal judaizm nie uznaje Jezusa za Mesjasza, a chrześcijan ma za heretyków.

W kontekście Chanuki warto także zwrócić uwagę, że najważniejsze święta żydowskie uwzględnione są w Torze, m.in. w Księdze Liczb. Znajdziemy tam oczywiście Szabat, Paschę,  Święto Tygodni, Dzień Przebłagania, a także Święto Trąbek, Święto Namiotów i Święto Nowiu Księżyca.

Nie widziałam tam wzmianki o Chanuce, być może dlatego, że do Biblii Hebrajskiej  rabini zaliczyli teksty powstałe do ok. 400 r p.n.e. Święto Świateł jest za to wspomniane w Księgach Machabejskich, które przyjęte są do kanonu Biblii… przez katolików, Żydzi nie uznają Ksiąg Machabejskich za wchodzące w skład kanonu Biblii Hebrajskiej. Świętowanie przez nich Chanuki musi więc wywodzić się z innej tradycji – tradycji narodowej, lub nakazów talmudycznych, które przesiąknięte są silnym nacjonalistycznym, a zarazem antychrześcijańskim przekazem.

Pan Jezus pobożnie przestrzegał przepisów wyznaczonych przez judaizm świątynny, w którym się wychował. Należy jednak pamiętać, że ten „etap” judaizmu już nie istnieje. Funkcjonujący dziś judaizm talmudyczny zgoła inaczej rozkłada akcenty i interpretacje Bożych praw. Ks. prof. Mirosław Wróbel, w swojej przełomowej książce „Jezus i Jego wyznawcy w Talmudzie”, opierając się na tekstach źródłowych w języku hebrajskim i aramejskim, ukazał sposób, w jaki Żydzi judaizmu rabinicznego postrzegali Jezusa:

Przez wieki rabini utrwalali fałszywy obraz Jezusa i Jego wyznawców. Chrześcijan określali mianem sekciarzy i bałwochwalców. Jezusa na kartach Talmudu przedstawiali jako magika i bękarta, człowieka wartego pogardy i przekleństwa” (…) „Rabini utrzymywali, że Jezus był bękartem zrodzonym z nierządu, że Jego matka była kobietą lekkich obyczajów, że był wyłącznie człowiekiem i oszustem, który używał magicznych sztuczek, by zwodzić i oszukiwać tłum. Według Talmudu miał zostać ukamienowany i zawieszony na drewnianym palu na pośmiewisko i dla pogardy. Rabini zaprzeczali przy tym, jakoby pogłoski o Jego zmartwychwstaniu były prawdziwe. Chrześcijanie jako bałwochwalcy mieli niszczyć tożsamość narodu i przyczyniać się do zerwania Przymierza, jakie Bóg zawarł z Mojżeszem, dlatego podkreślano słuszność wydawanych na chrześcijan wyroków śmierci – czytamy w opublikowanym na portalu gosc.pl artykule ks. Rafała Pastwy „Antychrześcijaństwo rabinów” opisującym prezentację książki ks. prof. Wróbla.

Czy zatem katolik powinien brać udział w żydowskich świętach narodowych i rytuałach judaizmu talmudycznego?

Zofia Michałowicz

RŻNĄ GŁUPA a NACHODŹCÓW KUPA

RŻNĄ GŁUPA a NACHODŹCÓW KUPA

Krzysztof Baliński 29 września 2023

Kto w orędziu do narodu mówi o „największej aferze, z jaką mierzyliśmy się w XXI wieku”? – żydowski marszałek polskiego Senatu. Kto najbardziej aferę podgrzewa? – żydowska gazeta dla Polaków. Kto twierdzi, że niechęć wobec imigrantów prowadzi do holocaustu? – Agnieszka Holland. Kto żąda „Wpuśćcie tych ludzi do Polski! Kim są, ustali się później!” – Iwona Hartwich. Dlaczego Jaś Hartman, członek żydowskiej loży Synów Przymierza cieszy się, że „w Polsce za 20 lat może być więcej meczetów niż kościołów”? Dlaczego organ prasowy imigrantów przybyłych w taborach Armii Czerwonej pisze: „Polska za 25 lat będzie normalnym europejskim krajem, z kosmopolityczną, stolicą, pełnym cudzoziemców, a przez centra dużych miast przepływać będzie każdego dnia kolorowy, wielojęzyczny tłum”? Dlaczego redaktor naczelny „Krytyki Politycznej” żąda: „Polska powinna przyjąć nie 3,3, lecz 16 milionów Żydów, ponieważ to Polacy powinni znaleźć się w mniejszości?

To nie tylko skutek niefrasobliwości Angeli Merkel. To perfidny instrument wrogów naszej cywilizacji. Wędrówka ludów, likwidacja granic, mieszanie ras znakomicie przyspieszają upadek państw narodowych. Paul Johnson wyodrębnił cel, jaki judaizm stawia sobie wobec kultury chrześcijańskiej: Podważać spoistość społeczeństwa chrześcijańskiego przez propagowanie wielokulturowości i masową imigrację. Czy to przypadek, że otwarcia granic i wpuszczenia milionów imigrantów żądają ludzie o imigrancki pochodzeniu i o uchodźczych nazwiskach? Czy to przypadek, że za przyjęciem imigrantów są Michnik i Gross? Czy związku z tym nie ma to, że Joe Biden troszczy się o „integralność terytorialną” Ukrainy, a nie troszczy się o integralność terytorialną południowej granicy USA, przez którą przewalają się imigranci z całego świata, w tempie 250 tysięcy na miesiąc? Czy nie dlatego, że wraz z nim doszli do władzy marksiści pochodzenia żydowskiego, wcielający w życie tezę „granice są rasistowskie”? Czy nie profetyczne było ostrzeżenie Barbary Spectre: „Europa wchodzi w tryb wielokulturowości, a Żydzi będą znienawidzeni, ponieważ zawiadują tym procesem”? No i mamy, co mamy – społeczeństwa wielorasowe w Europie, wzorowane na USA, gdzie Żydzi rządzą, a biali użerają się z kolorowymi.

12 września premier powołał, w miejsce Piotra Wawrzyka, Jarosława Lindenberga, byłego redaktora „Gazety Wyborczej”, brata założyciela tej gazety, wysokiego funkcjonariusza MSZ od 1990 roku. Lindenberg karierę robił za urzędowania wszystkich ministrów. Po „odzyskaniu MSZ” przez PiS został dyrektorem gabinetu Anny Fotygi. Protegowanemu Geremka aura sprzyjała także w czasie „pontyfikatu” A. Kwaśniewskiego. Minister Dariusz Rosati nie tylko zagwarantował Geremkowi, będącemu wówczas formalnie w opozycji, stan posiadania, ale w sprawach kadrowych „jadł mu z ręki”. Przed komisją sejmową przesłuchującą kandydatów na ambasadorów stawali regularnie: jeden kandydat z partii Geremka i jeden z partii Rosatiego, a Geremek mówił: „To piękny dowód istnienia rozumnego układu politycznego”. Premier Oleksy, gdy jego niektórzy, mniej wtajemniczeni i mniej wyrobieni politycznie partyjni koledzy dawali wyraz zdziwieniu takim roszadom, kpił: „Pamiętajcie durnie o okrągłym stole!”.

Tu przypomnijmy: gdy Geremek kompletował swój zespół w MSZ, decydowało obce pochodzenie, bezpieczniackie przeszkolenie i rekomendacja Michnika. Przypomnijmy też, kogo bracia Kaczyńscy zrobili ministrem, gdy w 2005 roku „odzyskali MSZ”. Stefana Mellera, syn agenta Kominternu (a ministrem odpowiedzialnym za sprawy zagraniczne w Kancelarii Premiera Ryszarda Schnepfa, syna funkcjonariusza Informacji Wojskowej). To z tych samych powodów „Gazeta Wyborcza” mogła pozwolić sobie na szczerość, gdy w 2007 władze w MSZ objął Radek Sikorski, że „MSZ tak naprawdę kieruje ekipa skompletowana jeszcze przez Geremka”. Zapytajmy zatem: Czy w przypadku Lindenberga nie chodzi o uspokajający sygnał, że po 2015 nic się nie zmieniło, że MSZ tak naprawdę kieruje ekipa skompletowana jeszcze przez Geremka? Czy uchodźcze pochodzenie wielu ministrów w rządzie Morawieckiego nie jest „pięknym dowodem istnienia rozumnego układu politycznego”? I czy to przypadek, że w polskim MSZ polskiego chłopa z Kielc podmienili na Żyda, i że na kozła ofiarnego wyznaczyli figuranta ubeckich i geremkowskich złogów w MSZ, któremu wydawało, że jest wiceministrem? To wszystko to nie przypadek. To żelazna precyzja i logika postępowania w obsadzie kluczowych stanowisk.

Czego można spodziewać się po tej zmianie? Po pierwsze – nie zmianie, bo Lindenberg to stary i sprawdzony funkcjonariusz. Po drugie – jest z nacji handlowej i wizy też sprzeda, tylko więcej i drożej. Po trzecie – jest związany z Klubem Inteligencji Katolickiej, środowiskiem narkotyzującym się oparami chanukowych świec. W jednym z pierwszych numerów „Wyborczej” opublikował bluźnierczą i głupkowatą parodię Mszy Świętej. Ostentacyjne kpiny z katolików zgorszyły nawet „Tygodnik Powszechny”, który zrugał „pana Jarka”. Wkrótce po tym zniknął z gazety brata. Z uwagi na umiarkowany talent publicystyczny? Z potrzeby rzucenia na front dyplomatyczny? W MSZ jego kariera nabrała tempa, a szczególnego rozpędu nadało jej katolickie PiS. Tu inna uwaga: nowy podsekretarza stanu będzie odpowiedzialny nie tylko za wizy, ale także za dyplomację publiczną, czyli obronę dobrego imienia Polski w świecie. Przed oskarżeniami redaktora Michnika?

Podczas kampanii wyborczej mówi się o wszystkim, tylko nie o narodowości polityków. Tymczasem wszyscy zaangażowani w akcję podmiany ludności Polski to imigranci o uchodźczych nazwiskach. Oczywiście z poprzednich fal, kiedy to w ramach powrotu Polaków ze Związku Sowieckiego, wśród „repatriantów” było 65 procent Żydów, niemówiących po polsku, z miejsc tak egzotycznych jak Armenia. A czy przypadkiem jest to, że imigrantów z takim zapałem wpuszcza do Polski „żoliborska grupa rekonstrukcji historycznej sanacji”? Przypomnijmy, że Piłsudski przyznał polskie obywatelstwo 600 tysiącom Żydów, którzy wyemigrowali po I wojnie światowej z Rosji. Tak więc, po 80 latach, wracamy do realiów sanacyjnej II RP, i to bynajmniej nie pod względem terytorium.

Przeraża nie tylko zaplanowany, konsekwentny i skuteczny proces podmiany ludności. Przeraża także proces wyganianie Polaków z Polski. Zapoczątkował go Berman, kontynuował Kiszczak, przyspieszył Mazowiecki i Tusk, a finalizuje Morawiecki, ubogacając „ten kraj” milionami obcych, w dodatku często Polski nienawidzących. Pamiętajmy o systemowej ekspatriacji Polaków w stanie wojennym, o wyrzuceniu z Polski przez „ludzi honoru”, przy przyzwoleniu, a nawet za namową „demokratycznej opozycji”, 2 milionów młodych Polaków. Pamiętajmy, że to za namową Geremka i Michnika, Kiszczak skazał na banicję tysiące działaczy „S”, strasząc śmiercią, wręczając paszporty ze stemplem jednokrotnego przekroczenia granicy. I to, a nie internowanie Macierewicza, było największą zbrodnią.

Do drugiego wielkiego narodowego exodusu doszło po ’89. Liczby porażają – z Polski, uciekając przed „Zieloną Wyspą” Tuska, a potem „Dobrą Zmianą” Morawieckiego, wyemigrowało 4 miliony Polaków. To wielka narodowa katastrofa. Ci wszyscy, których Polska utraciła, mówią to samo: wyjechali,  bo w Polsce nie dało się żyć, bo nie mogli założyć rodziny, bo kredyty mieszkaniowe zżerały  większość dochodów. I tak cofnęliśmy się do epoki pierwszych Piastów, gdy podstawowym towarem eksportowym byli niewolnicy wywożeni z Polski przez żydowskich kupców. W sumie z Polski wygnali 8 milionów Polaków, 20 procent całej populacji. W ciągu 40 lat Polska straciła więcej ludności, niż podczas II wojny światowej.

Katastrofa demograficzna nie pojawiła się z dnia na dzień. Zasadniczą jej przyczyną jest brak mieszkań. Bo to liczba mieszkań wybudowanych w danym roku wyznacza z precyzją liczbę dzieci, jakie urodzą się 5 lat później. Tymczasem po ‘89 zlikwidowano budownictwo społeczne i instytucje wspierające budownictwo mieszkaniowe. Dla młodych Polaków stworzono ścieżkę „dostępu do mieszkania” poprzez kredyt bankowy we frankach, a najwięcej takich kredytów udzielił Bank Zachodni WBK, którym w latach 2007-2015 kierował Mateusz Jakub Morawiecki. W Krajowym Funduszu Odbudowy jest „Zielona energia”, jest „Zielona inteligentna mobilność”, a nie ma nic o mieszkaniach! Innymi słowy – Morawiecki przyszłość Polski przekazał w ręce żydowskich deweloperów i banksterów. Innymi słowy mamy patriotyczno-chrześcijańsko-narodowo-konserwatywny rząd, a politykę demograficzną Sorosa.

To nie jest afera MSZ. To nie jest afera Wawrzyka, to jest afera Mariusza Kamińskiego z wąsikiem. Przy czym chodzi o wiceministra Wąsika Jana, bo gdyby chodziło o kalambur językowy, to napisalibyśmy, z uwagi na chorobę alkoholową inkryminowanego, „afera Mariusza Flaszki Kamińskiego”. Rządy się zmieniają, a w MSW spraw wiz „pilnuje” ciągle ta sama ekipa. Nie ma znaczenia, kto jest u władzy, bo Jakub Berman pozostawił po sobie godnych następców, których nikt nie kontroluje i nikt nie rozlicza. To oni wydają rocznie kilkanaście wiz dla Polaków z Kazachstanu i kilkaset tysięcy dla Azjatów. To oni wpuścili do Polski bez żadnej kontroli 10 milionów Ukraińców i, przy okazji, 150 tysięcy Azjatów przebywających na Ukrainie.

W sierpniu 2012 r. MSW przepchnęło w Sejmie ustawę o obywatelstwie. Jej przepisy dają możliwość nabywania polskiego paszportu przez osoby, które mają przodka z polskim obywatelstwem. A więc także potomkom Ukraińców służących w SS Galizien i wnukom Romana Szuchewycza. Zgodnie z ustawą, przyznanie obywatelstwa nie jest przywilejem, ale prawem, którego można dochodzić przed sądem. Tak więc, praktycznie każdy, komu przyznano status uchodźcy, po 2 latach spełnia warunki i ma do obywatelstwa ustawowo zagwarantowane prawo. W rezultacie, łatwiej jest dziś zdobyć polski paszport, niż prawo jazdy, a polskim obywatelem łatwiej jest dziś zostać Ukraińcowi, niż etnicznemu Polakowi z Ukrainy.

W 2007 r. Sejm uchwalił Ustawę o Karcie Polaka, z myślą o tych, którzy po wojnie zostali za wschodnią granicą lub w miejscach, dokąd trafili w wyniku sowieckich wywózek. Miała poświadczać ich narodowość, przywiązanie do polskiej tradycji i języka, ułatwiać kontakty z ojczyzną. Stanowi jasno i wyraźnie: „Jest to dokument potwierdzający przynależność do Narodu Polskiego”. Tymczasem Kartę przyznają głównie Ukraińcom, których związek z polskością polega na tym, że ich przodkowie mieli obywatelstwo RP. Karta umożliwia jej posiadaczowi od razu złożyć wniosek o stały pobyt, a rok pobytu wystarcza, by mieć polskie obywatelstwo. „Służby konsularne pracują nad milionem nowych wniosków o wydanie Karty, a zalecania MSZ są jasne: żadnych utrudnień, żadnych sprawdzeń, brać wszystkich jak leci. Możliwość uzyskania Karty ma każdy, kto pochodzi z kraju wchodzącego kiedyś w skład Związku Radzieckiego i mówi trochę po polsku. Polskie korzenie nie zawsze są nieodzowne” – zdradza „Die Welt”.

Powiązany z banderowską partią „Swoboda” portal opisał korupcyjny mechanizm pozyskania Karty. W rezultacie, wśród posiadaczy Karty znalazło się kilkanaście procent takich, którzy oficjalnie deklarują nie polską narodowość i odwołują się do ideologii UPA. Media ukraińskie otwarcie mówią, że za geszeftem kryją się funkcjonariusze polskich konsulatów, czyli – dodajmy od siebie – funkcjonariusze służb specjalnych, bo to one faktycznie i od dekad nadzorują i obsadzają swoimi konsulaty i Departament Konsularny MSZ. W całym procederze macza też palce Michał Dworczyk, herszt lobby ukraińskiego w rządzie, który nie tylko zmonopolizował tematykę współpracy z Ukrainą, ale i rozdaje karty w sprawach personalnych na polskich placówkach na wschodzie. A tak w ogóle – gdy przyjrzymy się ludziom rozdającym na prawo i lewo Kartę Polaka, to nie sposób nie zauważyć, że Polaków tam nie ma.

Co do zausznika premiera – swego czasu nieopatrznie wygadał się, że Rząd pracuje nad rozwiązaniami, które pozwolą na uproszczenie procedur związanych z osiedleniem się w Polsce wszystkich potomków mieszkańców I i II Rzeczypospolitej, którzy deklarują związek z Polską, co jednoznacznie oznacza, że zamierzają masowo osiedlać w Polsce niepolskie nacje. Gdy w lipcu 2022 Grzegorz Braun zwrócił uwagę, że przybysze z Ukrainy będą mogli ubiegać się o prawo stałego pobytu, a wkrótce po tym o obywatelstwo, został oskarżony o antyukraińską fobię i putinizm. Tymczasem Paweł Szefernaker – inny wiceminister pochodzenia uchodźczego poinformował, że Ukraińcy, którzy po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji przybyli do Polski, mogą od 1 kwietnia występować o pobyt stały w Polsce. Od tego dnia prawo takie wydawane jest taśmowo. Równie szybko przesiedleńcom przyznają obywatelstwo. A to już prawdziwy milowy krok ku przekształceniu Polski w państwo wieloetniczne.

Dla Tuska – to największy aferzysta XXI wieku. A nic nie mówi o aferach z czasów Radka Sikorskiego, kiedy korupcja i przekręty wizowe były normą, i w których sam brał udział. Dlaczego nie drąży tematu zatrzymania na lotnisku w podkrakowskich Balicach przewodniczącego gminy żydowskiej z ryzą pełnomocnictw in blanco zalegalizowanych przez polski konsulat w Tel Awiwie, które posłużyły do „odzyskania” wielu kamienic, bo sąd nakazał pełnomocnictwa oddać i przeprosić? Dlaczego Tusk i Kaczyński milczą na temat afery z handlem wizami z 2016 r. na placówce w Ankarze, w którą byli zaangażowani oficerowie Agencji Wywiadu? Wszyscy zostali awansowani. Jeden z nich został nawet szefem Agencji Wywiadu, a wszyscy, którzy chcieli sprawę wyjaśnić, zostali usunięci ze służby. 

Dlaczego o sprawach ważnych i istotnych mówi się bardzo mało albo nie mówi się wcale? Dlaczego w kampanii wyborczej pomijają temat imigrantów? Dlaczego nie spierają się na temat wojny w którą możemy być wciągnięci, kosztów pomocy dla Ukrainy, finansów państwa, kontroli nad służbami? Dlaczego Polacy raz po raz dostają po pysku i tylko się oblizują? Co robić, aby nie oszukali nas po raz kolejny, abyśmy nie obudzili się w kraju, który nie jest nasz? Zadajmy pytania: W którym programie wyborczym jest zapowiedź otwarcia granic? Co zrobią, by zachęcić do powrotu Polaków ze Wschodu i powstrzymać eksodus Polaków na Zachód? Żądać odpowiedzi przed wyborami, żeby nie powtórzyła się sytuacja z 2015, kiedy to po kilku tygodniach odkryliśmy, że to nie ci, na których głosowaliśmy.

Słuchajmy też rady abp. Józefa Michalika: „Katolik ma obowiązek głosować na katolika, mason na masona, a żyd na żyda”. No i przywróćmy słowo „ZDRADA”.

Krzysztof Baliński

==========================

JEST JUŻ PÓŹNIEJ, NIŻ MYŚLISZ

JEST JUŻ PÓŹNIEJ, NIŻ MYŚLISZ

Krzysztof Baliński 5 kwiecień 2023

To musi komuś służyć! Dlaczego za przyjęciem imigrantów są Michnik i Gross? Dlaczego Hartman, wnuk rabina Izaaka Kramsztyka, członek żydowskiej loży Synów Przymierza cieszy się, że w Polsce za 20 lat może być więcej meczetów niż kościołów”? Dlaczego „Polityka”, organ prasowy uchodźców przybyłych w taborach Armii Czerwonej, pisze: „Polska za 25 lat będzie normalnym europejskim krajem, z kosmopolityczną, zamożną stolicą, pełnym cudzoziemców, a przez centra dużych miast przepływać będzie każdego dnia kolorowy, wielojęzyczny tłum”?

Gigantyczna katastrofa, kryzys z uchodźcami to nie tylko skutek niefrasobliwości Angeli Merkel. To perfidny instrument wrogów naszej cywilizacji. Wędrówka ludów, likwidacja granic, mieszanie ras znakomicie przyspieszają upadek państw narodowych. Paul Johnson w „Historii Żydów” wyodrębnił cel, jaki judaizm stawia sobie wobec kultury chrześcijańskiej: Podważać spoistość społeczeństwa chrześcijańskiego przez propagowanie wielokulturowości i masową imigrację.

Ameryka przeżywa największy kryzys w swej historii, inwazję imigrantów, w tempie 250 tysięcy na miesiąc. Dlaczego Biden troszczy się o „integralność terytorialną” Ukrainy, a nie troszczy się o integralność terytorialną południowej granicy USA? Czy nie dlatego, że wraz z nim doszli do władzy marksiści, którzy wcielają w życie tezę „granice są rasistowskie”, i bez zgody Amerykanów zmieniają oblicze etniczne kraju? Gdy 10 mln Ukraińców (oraz 150 tysięcy Azjatów i Afrykańczyków) przedarło się przez granicę Polski, dyrektor Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego triumfalnie oznajmił:  „Polska stała się największym importerem cudzoziemskiej siły roboczej na świecie”. „Ach, wyobrazić sobie Polskę różnorodną, kolorową, tolerancyjną, wzmocnioną genetycznie i kulturowo ludźmi spoza mdławej słowiańszczyzny. Polskę jak Francję, Holandię czy Belgię (…) ileż nowych wartości, perspektyw, talentów mogłoby wzmocnić naszą kulturę, współpracę, społeczeństwo obywatelskie – sekundowała mu „profesor” Magdalena Środa.

Dlaczego profesorskie cadyki dwoją się i troją, by przekonać, że monolityczność kulturowa czyni z Polski kraj ubogi i zaściankowy i że polskie społeczeństwo stanie się normalne, gdy będzie wymieszane etnicznie i religijnie? Dlaczego posługują się metodami przypominającymi Israela Singera, z jego „Polska będzie publicznie atakowana i upokarzana na arenie międzynarodowej”? „Ohydne oblicze Polaków pochodzi jeszcze z czasów nazistowskich, czy Polacy nie mają w ogóle wstydu?” – oskarża na łamach „Die Welt” Jan T. Gross. Przypomnijmy też złoty postulat redaktora naczelnego „Krytyki Politycznej”: Polskie obywatelstwo dla wszystkich imigrantów; Podatek reintegracyjny pokrywający koszty sprowadzenia trzech milionów Żydów do Polski; Hebrajski, jako drugi oficjalny język w Polsce. Gdy w czerwcu 2012 r. zwołał w Berlinie kongres Ruchu Odrodzenia Żydowskiego, żądał: Polska powinna przyjąć nie 3,3, lecz 16 milionów Żydów, ponieważ to Polacy powinni znaleźć się w mniejszości.

„To tych ‘obcych’ boją się narodowcy i sprzyjający im dziennikarze?” – napisał Samuel Pereira, szef portalu TVP.info, wklejając swoje zdjęcie z dwiema imigrantkami o egzotycznych rysach. Tu, za komentarz, niech służą słowa blogera: Sam tego nie wymyślił. Coś tu zaczyna śmierdzieć?”. W kwestii imigrantów narracja TVP i „Krytyki Politycznej” stała się identyczna, a w rządowej telewizji zaroiło się od pro-imigracyjnych mętów pochodzenia uchodźczego. Kaczyński doszedł do władzy obiecując, że imigranci do naszego kraju nie trafią. Zaklinał się, że „takie decyzje nie mogą być podejmowane bez konsultacji z narodem”. Testu jednak nie przeszedł. Skapitulował drugiego dnia po objęciu władzy. Informacja rozpętała w internecie burzę: Szydło zdradziła wyborców; wymieniliśmy marionetki, sznurki zostały te same; Jesteście tyle samo warci, co banda PO; Wielki oszustwo rządu PiS; wczoraj media podały, że mamy 32 tysiące bezdomnych, 500 tysięcy szuka pracy, a PiS rozdaje dowody osobiste islamistom wydrukowane przez PO; założę się, że te tysiące to tylko początek,  bo ci zdrajcy zgodzą się na wszystko, co im rozkażą w Berlinie, Tel-Awiwie czy Waszyngtonie!

Francuska „Les Echos” potwierdziła, że pogłoski o antyimigracyjnym nastawieniu nowego polskiego rządu są mocno przesadzone: „Polska polityka migracyjna jest zakłamana, bowiem rząd deklaruje, że nie będzie przyjmował imigrantów, a jednak ściąga do Polski muzułmańskich pracowników. Rząd Polski odmówił przyjęcia 6162 osób w ramach systemu relokacji, ale udzielił prawa pobytu: 7200 Turkom, 3000 Pakistańczykom, 2000 osobom z Bangladeszu, 2000 osobom z Egiptu. Przyjmowane są również osoby z Iraku, Afganistanu i Azerbejdżanu”.

Potem posypało się, jak z dziurawego wora. 2 maja 2018 r. Polska podpisała w tajemnicy deklarację z Marrakeszu. Czym jest, dowiedzieliśmy się od szefa węgierskiego MSZ, który zarzucił, że deklaracja jest „skrajnie pro-migracyjna”, że ma jedynie na celu „dalsze inspirowanie imigracji i tworzenia nowych tras imigracji”, że planuje „zmiany kompozycji populacji na kontynencie”. Odnosząc się do postępowania polityków, którzy torpedowali projekty integracji Węgrów mieszkających za granicą, Victor Orbán powiedział: „Ci ludzie, ci politycy, po prostu nie lubią Węgrów. Wystarczy wyobrazić sobie, co by było, gdyby lewica utworzyła rząd. Po roku lub dwóch latach nie rozpoznalibyśmy naszej ojczyzny. Nasz kraj byłby jednym gigantycznym obozem dla uchodźców, Marsylią Europy Środkowej”. A co zrobił prezes PiS? Utworzył lewicowy rząd i doprowadził do tego, że nie rozpoznajemy naszego kraju, który stał się jednym gigantycznym obozem dla uchodźców, Marsylią Europy Środkowej.

„Die Welt” pisał: „Wielu Ukraińców marzy o lepszym życiu w UE. Polska toruje im do tego drogę za pomocą Karty Polaka. Dla setek tysięcy osób może być szybką kartą wstępu do całej UE, bo to, na co inni muszą czekać latami, posiadacze Karty otrzymują w przyspieszonym trybie. Mogą od razu złożyć wniosek o stały pobyt, a rok pobytu wystarcza, by mieć polskie obywatelstwo. Możliwość uzyskania Karty ma każdy, kto pochodzi z kraju wchodzącego kiedyś w skład Związku Radzieckiego i mówi trochę po polsku. Polskie korzenie nie zawsze są nieodzowne. A zatem kwalifikować może się niemal każdy i później sprowadzić swoją rodzinę”. Dziennik ujawnia, że polski MSZ wystawił już ponad 200 tysięcy takich dokumentów. Od siebie dodajmy, że służby konsularne pracują nad ponad milionem nowych wniosków o wydanie Karty, a zalecania MSZ są jasne: żadnych utrudnień, żadnych sprawdzeń, brać wszystkich jak leci.

Do tej pory to Ukraińcy, podszywając się pod Polaków, kupowali Kartę Polaka. Dziś często dochodzi do tego, że to Polacy, podszywając się pod Ukraińców, kupują dokumenty, żeby skorzystać ze specustawy pomocowej i nabyć przywileje Ukraińców. Wszystko to przypomina sytuację z pierwszych latach okupacji niemieckiej – gdy najbardziej prześladowani byli Polacy, gdy Żydzi delektowali się autonomią w gettach i dla odróżnienia się od tubylców nosili żółte opaski, a Polacy, dla uchronienia się przed łapankami i egzekucjami, podszywali się pod Żydów, zakładając żółte opaski.

W sierpniu 2012 r. weszła w życie ustawa o obywatelstwie. Jej przepisy dają możliwość nabywania obywatelstwa przez osoby, które mają przodka z polskim obywatelstwem. A więc także dezerterom z Korpusu Andersa w Palestynie, Ukraińcom służącym w SS Galizien i wnukowi Romana Szuchewycza. Dają też możliwość przywrócenia obywatelstwa tym, którzy dopuścili się zdrady państwa, gdyż anuluje ustawę z 1920 r., która odbierała obywatelstwo tym, którzy podczas wojny polsko-bolszewickiej przeszli na stronę wroga. Prawo do polskiego paszportu nabywają automatycznie ich dzieci i wnukowie. Zgodnie z ustawą, prawo takie nabywają wszyscy mogący udowodnić związek z przedwojenną Polską, czyli każdy Żyd, który oświadczy, że jego przodek był przejazdem w Polsce, jak ów handlarz niewolnikami z Muzeum Polin. Polskim obywatelem łatwiej jest, więc dziś zostać Ukraińcowi lub Czeczenowi, niż etnicznemu Polakowi z Kazachstanu.

Zgodnie z ustawą, przyznanie obywatelstwa polskiego nie jest przywilejem, ale prawem, którego można dochodzić przed sądem. Wcześniej o obywatelstwie dla cudzoziemca decydował prezydent. Teraz obywatelstwo osoby, która spełni określone warunki, „uznaje” wojewoda. Jeśli odmówi – delikwent może odwołać się do sądu administracyjnego. Zmiana jest rewolucyjna: obywatelstwo z czegoś w rodzaju aktu łaski staje się prawem, którego można dochodzić przed sądem. Zgodnie z ustawą, praktycznie każdy, komu przyznano status uchodźcy, po 2 latach spełnia warunki i ma do obywatelstwa ustawowo zagwarantowane prawo. W rezultacie, w Polsce łatwiej jest dziś zdobyć polski paszport, niż prawo jazdy.

Portal kresy.pl pisze o „niekontrolowanym procesie zmiany struktury narodowościowej Polski”. Ależ kontrolowanym jak najbardziej! Przez Morawieckiego i Sorosa. „Rzeczpospolita” pisze, że nie mamy polityki imigracyjnej. Ależ mamy. I to ściśle zdefiniowaną i litera w literę realizowaną. Masowe przyjmowanie imigrantów zapowiada „Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”. O tym samym bez ogródek mówi rządowy raport „Priorytety społeczno-gospodarcze polityki migracyjnej”. Oba dokumenty zakładają: kilkukrotny wzrost liczby cudzoziemców pracujących w Polsce, system zachęt i ścieżki integracji dla cudzoziemców oraz ich rodzin. Zawierają deklarację o „rozwijaniu sektora organizacji pozarządowych działających na rzecz cudzoziemców, w tym organizacji imigranckich” oraz przewidują na to fundusze. Mówią też o „prowadzeniu działań edukacyjnych skierowanych do polskiego społeczeństwa, w celu przeciwdziałania dyskryminacji, promocji postawy otwartości, przełamywania stereotypów i uprzedzeń”. Czyli, wypisz wymaluj, piękny język poprawności politycznej, którym raczył nas Michnik.

Rząd nie tylko aktywnie zabiega o imigrantów, ale rywalizuje o nich z innymi państwami. Do każdej ustawy dopisuje uchodźców, traktując ich jak obywateli Polski. Przykład z ostatnich dni: W marcu przyjął projekt ustawy, który przewiduje, że z rządowego programu „Bezpieczny kredyt 2 proc”, na zakup pierwszego mieszkania, będą mogli skorzystać cudzoziemcy. Z wyjaśnień Ministerstwa Rozwoju i Technologii wynika, że z programu skorzystają obywatele Ukrainy, którzy przebywają na terenie Polski na mocy tzw. ustawy pomocowej, a także cudzoziemcy, którzy przebywają w Polsce na mocy pozwolenia na pobyt stały. Mało tego – „Jeżeli obcokrajowiec prowadzi gospodarstwo domowe poza terytorium RP wspólnie z osobą posiadającą polskie obywatelstwo, to razem mogą ubiegać się o udzielenie kredytu”.

W czasie wojny zginęli prości Żydzi i wybitni Polacy. Uratowali się wybitni Żydzi i prości Polacy. Dzisiejsze społeczeństwo w Polsce to żydowska głowa nałożona na polski tułów. Żydzi stanowią inteligencję, a Polacy masy pracujące” – tak diagnozował Artur Sandauer. Metoda przeszczepu głowy całym narodom wymyślona została na ziemiach Polski. Do miasta Bar na Kresach przybył z Turcji „nowy mesjasz” Jakob Frank, skąd rozwlókł na cały świat zarazę znaną pod nazwą „Frankizm”. Dla Rzeczpospolitej eksperyment zakończył się tak, jak Frank zapowiedział – upadkiem. Trwający do dnia dzisiejszego proces wymiany elit metodą przeszczepu głowy, w drodze przechrzczenia, wżeniania w rody polskie, udawaną asymilację, sojusz parobka z arendarzem, przerwała na krótko II wojna. Zrekompensowany został dopiero po wojnie, i to z nawiązką. Odbierając Polsce Kresy żydokomuna głosiła: będziecie państwem narodowościowo jednolitym. Tyle, że poza granicami pozostawiła miliony Polaków, a w obecne granice przesiedliła z Kresów setki tysięcy Żydów. I wszystko byłoby git i cymes, gdyby nie demografia, odrastanie polskiej etnicznej konkurencji, która przybierała zastraszające rozmiary. Przystąpili więc do usuwania Polaków z Polski.

Wg Eurostatu, poza granicami Polski przebywa na stałe 3 mln Polaków. To wielka narodowa katastrofa. Ci wszyscy młodzi, których Polska utraciła, mówią to samo: wyjechali,  bo w Polsce nie dało się żyć, bo nie mogli założyć rodziny, bo nie było ich stać na podstawowe potrzeby,  bo kredyty zżerały  większość dochodów. To już drugi tak wielki narodowy exodus – po wprowadzeniu stanu wojennego Polskę opuściło 2 mln Polaków. To za namową Geremka i Michnika, Kiszczak skazał na banicję tysiące działaczy „S”, strasząc śmiercią, wręczając paszporty ze stemplem jednokrotnego przekroczenia granicy, a cała czołówka działaczy KK Solidarność została zlikwidowana według klucza rasowego – jeśli ktoś nie wypadł przez okno, to zmuszenie do emigracji dokonało reszty. To, a nie internowanie Macierewicza, była największa zbrodnia Jaruzelskiego.

Z Polski wygnali po 1980 roku, w ciągu zaledwie jednego pokolenia, 8 milionów Polaków, 20 procent całej populacji. Straciliśmy więcej ludności, niż podczas II wojny światowej. Gdyby nie Kiszczak, Tusk, Morawiecki,  to dziś w Polsce żyłoby 60 mln Polaków. O tym i o takiej liczbie mówił prymas Wyszyński: Nie oglądajmy się na wszystkie strony. Nie chciejmy żywić całego świata, nie chciejmy ratować wszystkich. Chciejmy patrzeć w ziemię ojczystą, na której wspierając się, patrzymy ku niebu. Chciejmy pomagać naszym braciom, żywić polskie dzieci, służyć im i tutaj przede wszystkim wypełniać swoje zadanie – aby nie ulec pokusie ‘zbawiania świata’ kosztem własnej ojczyzny.

Tusk zapowiadał „wielki powrót z emigracji”. To samo Morawiecki. I jeden i drugi nie byli szczerzy. Proces przeszczepiania Polakom wielomilionowej, jednolitej, zwartej grupy etnicznej trwa. Niegdyś zajmował się tym triumwirat Berman-Minc-Bierut, dziś, pod hasłem „Bóg, Honor, Ojczyzna”, triumwirat Kaczyński-Duda-Morawiecki, który żyje fanaberią Polski Jagiellońskiej, a ponieważ nikt nie chce słyszeć o tak cudacznym tworze, to serwują nam w zamian projekt wielonarodowego tworu pomiędzy Odrą a Bugiem. U zarania III RP zostaliśmy sługami narodu żydowskiego. 24 lutego 2022 jeszcze sługami narodu ukraińskiego. U zarania III RP wzięliśmy na utrzymaniu naród żydowski. Dziś jeszcze naród ukraiński.

Nic, dosłownie nic im nie wychodzi, ale w budowie Rzeczpospolitej Trojga Narodów są niezwykle sprawni. Polska jest już krajem imigrantów. We Wrocławiu można się poczuć jak w Kijowie, w Rzeszowie jak w przedwojennym Berdyczowie, na niektórych ulicach Warszawy jak w Marsylii. Z tym że to, na co Francuzi potrzebowali 40 lat, nadrobiliśmy i nadgonili w ciągu kilku miesięcy. Co to jednak premiera obchodzi. Już wkrótce obejmie inną intratną posadę. Może komisarza ONZ ds. uchodźców?

Jest źle. Będzie jeszcze gorzej. Za kilka lat Polska będzie nie do poznania. Nie będzie też nasza. Najwyższy czas na samoobronę, bo jeśli istnieje powód do wyjścia na ulice, to jest nim osiedlanie w Polsce milionów Ukraińców i setek tysięcy Azjatów. Są i tacy, najbardziej zdesperowani, którzy ratunek widzą w puszczeni z dymem Kancelarii Premiera. Inni zbawienia wypatrują w garnizonie rosyjskich sołdatów w Przemyślu. Jeszcze inni w rosyjskiej Dumie, gdzie ktoś powie: „Niech giną, niech zdychają, niech przyjdą i proszą nas o pomoc”. „Jest już później, niż myślisz” – głosi napis umieszczany na tarczach dawnych zegarów słonecznych. Ale jest też „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy”.

Krzysztof Baliński

Umowa indemnizacyjna, w której USA zobowiązywały się do niewysuwania żądań o odszkodowania za mienie pozostawione na terenie Polski przez obywateli USA.

Treść umowy indemnizacyjnej, w której USA zobowiązywały się do niewysuwania żądań o odszkodowania za mienie pozostawione na terenie Polski przez obywateli USA.

https://treaties.un.org/doc/Publication/UNTS/Volume%20384/volume-384-I-5518-English.pdf

Powered By EmbedPress

=======================

Nr 5518

STANY ZJEDNOCZONE AMERYKI

I

POLSKA

Umowa (wraz z aneksem i wymianą not) dot

roszczeń obywateli Stanów Zjednoczonych. Podpisano o

Waszyngton, 16 lipca 1960 r

Teksty oficjalne: angielski i polski.

Zarejestrowany w Stanach Zjednoczonych 6 stycznia 1961 r.

STANY ZJEDNOCZONE AMERYKI

I

POLOGNE

Umowa (wraz z aneksem i wymianą not) dot

wnioski o odszkodowanie od obywateli Stanów Zjednoczonych

Zjednoczony. Podpisano w Waszyngtonie, 16 lipca 1960 r

Oficjalne teksty w języku angielskim i polskim.

Zarejestrowany w Stanach Zjednoczonych 6 stycznia 1961 r.

170 Organizacja Narodów Zjednoczonych – Seria Traktatów 1961

Nr 5518. UMOWA 1 MIĘDZY RZĄDEM

STANÓW ZJEDNOCZONYCH AMERYKI I

RZĄD PRL

DOTYCZĄCE ROSZCZEŃ OBYWATELI ZJEDNOCZONYCH

STANY. PODPISANO W WASZYNGTONIE DNIA 16 LIPCA 1960 ROKU

Rząd Stanów Zjednoczonych Ameryki i Rząd

PRL pragnąc dokonać zaspokojenia roszczeń obywateli

Stanów Zjednoczonych przeciwko Polsce i pragnąc zacieśnienia stosunków gospodarczych

między obydwoma krajami,

Zgodzono się na następujące :

Artykuł I

A. Rząd PRL, zwany dalej

jako Rząd Polski, zgadza się zapłacić, a Rząd RP

Stany Zjednoczone zgadzają się przyjąć kwotę 40 000 000,00 dolarów amerykańskich

odpowiedzialności za pełne zaspokojenie i zwolnienie wszystkich roszczeń obywateli Stanów Zjednoczonych

Państw, niezależnie od tego, czy są to osoby fizyczne, czy prawne, przeciwko Rządowi Polskiemu

z powodu nacjonalizacji i innego przejęcia przez Rzeczpospolitą mienia oraz

praw i interesów związanych z majątkiem, które wystąpiły w dniu lub wcześniej

wejściem w życie niniejszej Umowy.

B. Zapłata kwoty 40.000.000,00 dolarów przez Rząd Polski

składane są Sekretarzowi Stanu Stanów Zjednoczonych co dwadzieścia lat

raty w wysokości 2 000 000,00 dolarów w walucie amerykańskiej, każda rata będzie płatna

wypłacane dziesiątego stycznia, począwszy od dziesiątego stycznia 1961 r.

Artykuł II

Roszczenia, o których mowa w artykule I i które zostały uregulowane i

zwolnionych na mocy niniejszej Umowy, są roszczeniami obywateli Stanów Zjednoczonych z tytułu

a) nacjonalizacji lub innego przejęcia przez Polskę majątku i praw oraz

interesy związane z nieruchomością;

(6) przywłaszczenie albo utratę możliwości używania lub korzystania z mienia na gruncie polskim

ustaw, rozporządzeń lub innych środków ograniczających lub ograniczających prawa i interesy

a w zakresie majątku rozumie się przez to w celu

1 Weszło w życie 16 lipca 1960 r., czyli w dniu podpisania, zgodnie z artykułem VIII.

172 Organizacja Narodów Zjednoczonych – Seria Traktatów 1961

tej klauzuli, datą zawłaszczenia lub utraty użytkowania lub przyjemności jest

datę pierwszego zastosowania tych polskich ustaw, rozporządzeń lub innych środków

do nieruchomości; I

c) długi przedsiębiorstw znacjonalizowanych lub przejętych przez Polskę

oraz długi obciążające majątek znacjonalizowany,

przywłaszczone lub w inny sposób przejęte przez Polskę.

Artykuł III

Kwota wypłacona Rządowi Stanów Zjednoczonych na mocy artykułu I

niniejsza Umowa będzie rozpowszechniana w taki sposób i zgodnie z nimi

metod dystrybucji, jakie mogą zostać przyjęte przez Rząd Stanów Zjednoczonych

Stany.

Artykuł IV

Po wejściu w życie niniejszej Umowy Rząd Stanów Zjednoczonych

Państwa nie będą przedstawiać Rządowi Polskiemu ani popierać roszczeń ws

obywateli Stanów Zjednoczonych przeciwko Rządowi Polskiemu do którego

odniesienie znajduje się w artykule I niniejszej Umowy. W przypadku takich roszczeń

są przedstawiane bezpośrednio przez obywateli Stanów Zjednoczonych Rządowi

Rzeczypospolitej Polskiej, Rząd Polski przekaże je Rządowi RP

Stany Zjednoczone.

Artykuł V

A. Mając na celu pomoc Rządowi Stanów Zjednoczonych w jego

podział pomiędzy powodów kwoty należnej od Rządu Polskiego,

Rząd Polski, na wniosek Rządu Rzeczypospolitej Polskiej, dokona

Zjednoczonych, dostarczyć takie informacje lub dowody, w tym szczegółowe informacje na temat

własność i wartość majątku oraz prawa i udziały w nim i w związku z nim

własności, jakie mogą być konieczne lub odpowiednie do tego celu oraz, w takim przypadku,

jeżeli takie informacje lub dowody zostaną uznane za niewystarczające, zezwolić na zbadanie przez

przedstawiciele Rządu Stanów Zjednoczonych, w zakresie dozwolonym przez

prawa polskiego, mienie, które, jak twierdzi, zostało znacjonalizowane lub przejęte

Polska.

B. Mając na celu ochronę Rządu Polskiego przed możliwymi

dochodzenie za pośrednictwem krajów trzecich lub w inny sposób roszczeń uregulowanych niniejszą Umową

niniejsze, Rząd Stanów Zjednoczonych przekaże Rządowi

Polska kopie formalnych pozwów, jakie mogą składać powodowie

oraz kopie decyzji co do zasadności i wysokości roszczeń.

C. W odniesieniu do każdego roszczenia uznanego za zasadne przez Rząd Rzeczypospolitej Polskiej

Stanach Zjednoczonych, Rząd Stanów Zjednoczonych przekaże Rządowi

Nr 5518

174 Organizacja Narodów Zjednoczonych – Seria Traktatów 1961

oryginały dokumentów własności Polski dotyczących znacjonalizowanego majątku

lub zajętych przez Rzeczpospolitą Polską, przez którą powstała wierzytelność, łącznie z zabezpieczeniami

osoby prawne będące własnością powoda, jeżeli cały majątek takiej osoby prawnej

osoby zostały znacjonalizowane lub zabrane przez Rzeczpospolitą Polską. W przypadku reklamacji

nie opierają się na takich dokumentach, dostarczy Rząd Stanów Zjednoczonych

do Rządu Polskiego oświadczenie podpisane przez powoda.

D. Każdy rząd przekaże sobie informacje lub udzieli pomocy

pomoc, o której mowa w ustępach A, B i C niniejszego artykułu zgodnie z art

z procedurami, które mają zostać uzgodnione przez oba Rządy.

Artykuł VI

W ciągu trzydziestu dni od wejścia w życie niniejszego Porozumienia Gubernator

Władze Stanów Zjednoczonych zwolnią kontrolę blokującą nad całą Polską

nieruchomości w Stanach Zjednoczonych.

Artykuł VII

Załącznik 1 do niniejszej Umowy stanowi integralną część niniejszej Umowy.

Artykuł VIII

Niniejsza Umowa wchodzi w życie z dniem podpisania.

W DOWÓD CZEGO niżej podpisany, należycie umocowany do tego przez

swoje odpowiednie Rządy, podpisały niniejsze Porozumienie.

Sporządzono w Waszyngtonie, w dwóch egzemplarzach, w językach angielskim i polskim,

oba równie autentyczne, 16 lipca 1960 r.

W imieniu Rządu Stanów Zjednoczonych Ameryki:

Foy D. KOHLER

W imieniu Rządu PRL:

SR4CZKOWSKI

1 Patrz s. 1 176 tego tomu.

Nr 5518

176 Organizacja Narodów Zjednoczonych – Seria Traktatów 1961

ZAŁĄCZNIK

A. W celu dystrybucji przez Rząd Stanów Zjednoczonych

suma do zapłaty przez Rząd Polski, „roszczenia obywateli Stanów Zjednoczonych”

czy prawa i interesy związane z majątkiem są znacjonalizowane, przywłaszczone lub

w inny sposób zabrane przez Polskę, które z dniem tej nacjonalizacji, zawłaszczenia

lub inne, do dnia wejścia w życie niniejszej Umowy1, miały charakter ciągły

posiadane, z zastrzeżeniem postanowień ustępów B i C niniejszego załącznika,

a) bezpośrednio przez osoby fizyczne będące obywatelami Stanów Zjednoczonych;

(b) bezpośrednio przez osoby prawne utworzone zgodnie z prawem Stanów Zjednoczonych lub:

składowe lub inna jego jednostka polityczna, z czego pięćdziesiąt procent lub więcej

pozostający w obrocie kapitał akcyjny lub udziały własnościowe należały do ​​obywateli tego państwa

Stany Zjednoczone;

(c) bezpośrednio przez osoby prawne utworzone zgodnie z prawem Stanów Zjednoczonych lub:

składowe lub inna jego jednostka polityczna, z czego pięćdziesiąt procent lub więcej

pozostały kapitał akcyjny lub udziały majątkowe należały do ​​osób fizycznych

którzy byli obywatelami Stanów Zjednoczonych, bezpośrednio lub pośrednio, poprzez interesy

jedna lub więcej osób prawnych dowolnej narodowości;

d) pośrednio przez osoby fizyczne będące obywatelami Stanów Zjednoczonych lub osoby prawne

osoby zorganizowane zgodnie z prawem Stanów Zjednoczonych lub państwa składowego, lub

inny jej podmiot polityczny, poprzez udziały w osobach prawnych zorganizowanych na mocy

prawu Stanów Zjednoczonych, państwa składowego lub innego podmiotu politycznego

które nie są ujęte w kategorii b) lub c) powyżej;

(e) pośrednio przez osoby z kategorii (a), (b) lub (c) powyżej, poprzez własność

kapitał akcyjny lub bezpośrednie udziały majątkowe w osobach prawnych zorganizowanych na podstawie art

prawa polskiego, którego część majątku została przejęta przez Rzeczpospolitą Polską, lub ma charakter prawny

osoby zorganizowane według prawa niemieckiego, których większa część majątku posiada

zostały zajęte przez Polskę;

(/) pośrednio przez osoby z kategorii (d) powyżej, poprzez własność prawną

osoby, o których mowa w ostatnim zdaniu, kapitału akcyjnego lub bezpośredniego

udziały majątkowe w osobach prawnych zorganizowanych według prawa polskiego, jakiekolwiek

którego część majątku została przejęta przez Rzeczpospolitą Polską lub w zorganizowane osoby prawne

na prawie niemieckim, którego większa część majątku została przejęta przez Polskę

i które zaprzestały swojej działalności; Lub

(g) pośrednio przez osoby z kategorii (a), (b), (c) lub (d) powyżej, poprzez interesy, które

łącznie mają znaczną kwotę, za pośrednictwem dowolnej liczby osób prawnych

zorganizowanej zgodnie z prawem jakiegokolwiek kraju, w której znajduje się znaczna część majątku

zostały podjęte przez Polskę, z wyjątkiem odsetek, które można w ten sposób kompensować

jakąkolwiek inną umowę międzynarodową, której Polska jest stroną.

B. Osoby prawne utworzone zgodnie z prawem Stanów Zjednoczonych lub części składowej

Państwo lub inna jego jednostka polityczna, które zostały zreorganizowane na drodze sądowej

1 Patrz s. 1 170 z tego tomu.

Nr 5518

178 Organizacja Narodów Zjednoczonych – Seria Traktatów 1961

postępowania po ich majątku lub prawach i interesach związanych z majątkiem

zostały znacjonalizowane lub zabrane przez Rzeczpospolitą, będą uczestniczyć w sumie płatnej przez Rząd

Polski jedynie w zakresie pozostającym do spłaty kapitałem akcyjnym lub udziałami majątkowymi

u takich osób prawnych, w momencie nacjonalizacji lub innego przejęcia,

przez osoby fizyczne będące obywatelami Stanów Zjednoczonych, bezpośrednio lub pośrednio poprzez

udziały w jednej lub większej liczbie osób prawnych zorganizowanych zgodnie z prawem Stanów Zjednoczonych

lub jego składowego państwa lub innego podmiotu politycznego.

C. Roszczenia oparte w całości lub w części na majątku nabytym po zastosowaniu

dyskryminacyjnych środków niemieckich pozbawiających lub ograniczających prawa właścicieli takiej nieruchomości

będą uczestniczyć w sumie, którą Rząd Polski ma zapłacić jedynie za części

takich roszczeń, które nie opierają się na majątku nabytym w takich okolicznościach.

Nr 5518

1961 Organizacja Narodów Zjednoczonych — seria traktatów 181

II

Sekretarz Stanu Ministra Pełnomocnego, Radca Finansowy,

Ambasada Polska

DEPARTAMENT STANU

WASZYNGTON

16 lipca 1960

Ekscelencja:

Mam zaszczyt potwierdzić otrzymanie Pańskiego listu z tą datą, który

brzmi następująco:

„Mam zaszczyt nawiązać do dyskusji toczących się w trakcie negocjacji

dotyczące Porozumienia podpisanego dzisiaj1 pomiędzy rządami

Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i Stanów Zjednoczonych Ameryki w sprawie

roszczeń obywateli Stanów Zjednoczonych.

W związku z zainteresowaniem wyrażonym przez Rząd

Stany Zjednoczone Ameryki w rozliczeniu wyemitowanych obligacji dolarowych,

wyemitowane lub gwarantowane przez Rząd Polski w Stanach Zjednoczonych w okresie

z lat 1919-1939, mam zaszczyt poinformować, że polska

Rząd potwierdza swój zamiar rozwiązania problemu obligacji

zadłużenia w drodze bezpośrednich rozmów z amerykańskimi obligatariuszami lub ich przedstawicielami

tywanci.

Przyjmij, Ekscelencjo, wyrazy mojego najwyższego poważania. „

Mam zaszczyt poinformować Państwa, że ​​mój rząd przyjął do wiadomości

wypowiedź cytowana powyżej.

Przyjmij, Ekscelencjo, wyrazy mojego najwyższego poważania.

W imieniu Sekretarza Stanu:

Foy D. KOHLER

Zastępca Sekretarza Stanu do Spraw Europejskich

His Excellency Stanislaw Raczkowski

Minister Pełnomocny

Doradca finansowy

Ambasada PRL

1 Patrz s. 1 170 z tego tomu.

Korzenie Dnia Judaizmu, “Nostra Aetate” i wyłączenia Żydów z misji ewangelizacyjnej. Wolnomularstwo było tą ścieżką, którą dotarł do papieża Jules Isaac

Korzenie Dnia Judaizmu, “Nostra Aetate” i wyłączenia Żydów z misji ewangelizacyjnej

Autor: wawel , 6 stycznia 2024

WSTĘP

“Pod hasłem “SZALOM. Pokój – Dar Boga” 17 stycznia w Kościele w Polsce będzie obchodzony 27. Dzień Judaizmu”. Zanim zorientujemy się CO to jest i SKĄD się wzięło trzeba powiedzieć, że obchodzenie Dnia Judaizmu przez katolików (i to pod hasłem “Pokój – Dar Boga”)  w czasie, gdy liczba ofiar ludobójstwa izraelskiego na Palestyńczykach przekracza już 20 000 zakrawa na krwawą drwinę z ofiar. Może czas zmienić R.I.P. na R.I.S (rest in SHALOM)?

Netanjahu już czterokrotnie na konferencjach prasowych wymachiwał Biblią hebrajską cytując z niej fragmenty mające uzasadniać ludobójstwo. Prawie nikogo to nie bulwersuje, prawie nikt tego nie komentuje… Aż tak zgłupieliśmy, zobojętnieliśmy, wyprano nam mózgi (niepotrzebne skreślić)…

Taki to “dialog” z judaizmem wmusili nam, że boimy się nawet szepnąć słowa prawdy.

Nawracać ludobójców nie możemy, bo zabroniła nam tego “Nostra Aetate”. Ba, nawet obawiamy się wyrazić ludzką, chrześcijańską opinię o tych zbrodniach, by nie zostać zdzielonymi przez łeb pałką antysemityzmu. Takiego stopnia schizofrenii skrzyżowanej z syndromem sztokholmskim sięgnęła relacja Chrześcijan do Żydów. A zaczęło się od “Nostra Aetate” i obchodzenia Dnia Judaizmu pod znakiem “dialogu”. A jeszcze wcześniej był wielki wysiłek murarski Francuzów i Niemców…

DIALOG Z JUDAIZMEM

„Wyobraź sobie, że nie ma Niebios

To proste, gdy spróbujesz

Nie ma Piekła pod nami

Nad nami tylko niebo

Wyobraź sobie wszystkich ludzi

Żyjących z dnia na dzień

Aha-ah”

[John Lennon – Imagine]

—————–

Dzień Judaizmu w Kościele Katolickim – to tajemnicze i kuriozalne zjawisko od samych początków, które zrodziło się w pewnym filosemickim kręgu niemieckich luteran a szczególnie w głowie Holgera Banse, członka międzyreligijnej grupy Teshuva (Skrucha). Ewangelicki pastor Banse fascynował się od młodości dziejami syjonizmu, wolnomularstwa judaizmu reformowanego, sytuacją państwa Izrael i takimi organizacjami, jak przykładowo Światowa Unia dla Judaizmu Postępowego.

Frankmasońska (najprawdopodobniej) misja Holgera Banse spełnić się miała w Nostra aetate, ogłoszonej 28 października 1965 r. Deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich

Jak wiadomo, Kościół na Vaticanum II w kontrowersyjnym dokumencie Nostra Aetate zbliżył się do zanegowania pewnych najważniejszych elementów swej doktryny. Stało się to poprzez wyłączenie Żydów z misji ewangelizacyjnej i uznanie, że… jest im ona niepotrzebna z powodu nieodwołalnego wybraństwa bożego (emerytowany profesor St. Mary’s College w Notre Dame, Indiana – E. Michael Jones nazywa to odstępstwo herezją). Stworzyło to precedens: w istocie rzeczy ustanowiło religię judaistyczną równorzędną względem chrześcijaństwa, czego bez wypaczenia przesłania ewangelii i spuścizny pawłowej nie da się zrobić.

hb

Jak widać, Holger Banse był to bardzo postępowy i nowoczesny sługa boży. Stworzony w sam raz na inicjatora erodującej katolicyzm, powstałej w niemieckim protestantyzmie,  „ideowej wkładki” pod nazwą Dzień Judaizmu. Oczywiście kwestią najważniejszą nie jest tu ów „dzień” jako taki, lecz to, iż stał się on otwarciem bramy do wielu późniejszych zjawisk i wydarzeń. Jak wiadomo: nawet najdłuższa droga zaczyna się od jednego, pierwszego kroku…

Kuriozalna jest informacja o Dniu Judaizmu w polskiej Wiki: „Dzień Judaizmu – święto w polskim Kościele katolickim”.

Otóż, drodzy parafianie – nie jest to żadne święto. Gdyby tak każdy arcybiskup mógł z podszeptu swoich niemieckich i włoskich kolegów (lobbowanych przez ortodoksyjnych rabinów) wymyślać wg kaprysu nowe święta – ładny byśmy mieli męt i zamęt w Kościele. Na szczęście jednak tak nie jest. Jest to pewna nieokreślona i „niesformalizowana forma” propagandy jednego z lobby, bardzo silnego.

W Niemczech nazywają ten „dzień”: dzień refleksji. Jest to wymuszona refleksja narzucana odgórnie, nie zakorzeniona ani w roku liturgicznym, ani w Piśmie Św. i nie mająca prawa być nazywaną „świętem w kościele katolickim”.

Tylko polski Kościół ma ów dzień, owo “święto”! We Włoszech, Austrii i Holandii niektórzy rabini i biskupi w niektórych ośrodkach organizują tego dnia jakieś wspólne imprezy religijno-kultowo-kulturowe.

Takiego zadęcia i czasowego rozciągnięcia dnia do… 7-10 dni jak w Polsce – nie ma nigdzie… A i te 10 dni, to tylko fragment całego ciągu świąt, które za pomocą dziesiątek powstałych później fundacji pokryły przeróżnymi „inicjatywami” wszystkie miesiące roku w wielu polskich miastach.

Ta inwazja, to w dużej mierze „wkład” abpa Gądeckiego.

Ale cofnijmy się do początków. Nazwa „grupy inicjatywnej”: Teshuva” („Skrucha”) daje naiwnym (a tych nigdy nie brak) nadzieję, że może chodzi tu o wzajemne wyznanie win. Jednak zapoznanie się z tłem i tekstami propagandowymi („programowymi”) stawia sprawy we właściwym świetle. To chrześcijaństwo ma… „skruszeć”. Aby je lepiej… zjeść.

W pewnym uproszczeniu, na rzecz tego eseju, można powiedzieć, iż uchwytny początek filozofii dialogu Chrystusa z Judaszem, ups, chrześcijaństwa z judaizmem ma swoje korzenie w dziedzictwie II Międzynarodówki i jej żydowskiego, ostro antyklerykalnego ( i antychrześcijańskiego, ściślej: antykatolickiego, gdyż na rzecz luteranizmu były robione różne ustępstwa ideowe, vide: Jean Jaures) kierownictwa.

Pierwszym jawnym bojownikiem o wkład rabinacki do tradycji Kościoła był francuski Żyd,  Jules Isaak, z wykształcenia historyk. Zwany bywał czasem „profesorem” ;), z tego powodu, iż… nauczał historii w liceum w Lyonie (praktyka hiper-nominacji, albo nominacji życzeniowej, znana z naszego życia medialnego i paranaukowego). Autor dwóch książek, w obu udowodniono mu mnóstwo manipulacji („Jezus i Izrael”, „Nauka pogardy: chrześcijańskie korzenie antysemityzmu”). Manipulacje nie manipulacje – zapotrzebowanie na takie „dzieła” było w kręgach judaizmu progresywnego i wśród diaspory, jak zawsze – ogromne.

jiv

Ilustracja 1. Jules Isaac

Gdy tylko skończyła się wojna nasz „profesor” (w wielu punktach podobny do naszego „profesora”, „historyka” W.Bartoszewskiego) – owładnięty przez zamysł wciągnięcia chrześcijan w „wymianę ideową” przystąpił do dzieła. Postawił sobie za cel pouczenie Kościoła i Synagogi (oczywiście, synagoga miała być tu pouczana tylko deklaratywnie, gdyż jak wszyscy wiedzą ten byt duchowy jest doskonały, wyjęty spod korekt wszelakich).

Hasło owego gwałtu na doktrynie zwanego dla niepoznaki „dialogiem” brzmiało tak: Synagoga musi uznać „the reality of Christ” („and the glory of the Church”, co, oczywiście było słownym odpowiednikiem zwykłego wciągnięcia do gry w 3 kubki, przez podstawionego kusiciela) a Kościół musi uznać  „the glory of the Synagogue,”. Przekładając to na ludzki język (język cywilizacji łacińskiej a nie na bełkot tzw. filozofii dialogu) otrzymujemy coś w tym rodzaju: Chrystus był fajnym człowiekiem („reality”), ale musicie zatwierdzić i ogłosić, że istnieje tylko jedna, prawdziwa wiara, którą na zawsze (nieodwracalnie) posiada Synagoga, a gdy to uznacie, to powiemy, że jesteście fajni, młodsi bracia („the glory of the Church”).

„Profesora” nie zadowalały półśrodki, uznanie lokalne jego herezji. Mierzył aż po sam szczyt. Potrzebne było przybicie swego świstka papieru z 18 punktami żądań (sfabrykował bowiem taką listę… postulatów) wobec… doktryny chrześcijańskiej do jakichś drzwi, najlepiej papieskich. Oczywiście, żaden wielki przywódca duchowy chrześcijaństwa takich herezji by nie potraktował poważnie. Mówiąc „wielki” mam na myśli np. papieża Leona XIII, pamiętanego z niezapomnianych, genialnych słów zawartych w encyklice Humanum genus (20 kwietnia 1884): „Jeśli nie kochacie prawdy, to choćbyście twierdzili, że ją kochacie i stwarzalibyście takie pozory, wiedzcie, że w danym momencie zabraknie wam odrazy wobec tego, co jest fałszywe, i po tym da się rozpoznać, że w rzeczy samej prawdy nie kochacie”.

Bez zagłębiania się w niuanse kombinatoryki „nepotyzmu mesjanistycznego i lobbystycznego” realizowanej przez „profesora” Julka w latach powojennych powiedzieć możemy, iż drążył tunele i drążył, aż się dokopał do audiencji u papieża Jan XXIII. Ale zanim to się stało, 18 żądań wobec chrześcijaństwa skondensowalo się w 10 punktów (ach, ta rozwlekłość Lutra, potrzebował aż 95 tez…). Dzieła „ekstrakcji” dokonała zwołana tuż po wojnie najprawdopodobniej przez niemieckich rabinów Rada Chrześcijan i Żydów na drugim posiedzeniu, w swojej siedzibie, którą był dom, w którym – notabene niegdyś mieszkał twórca nieortodoksyjnego syjonizmu (nie po drodze mu było z Theodorem Herzlem) – Martin Buber.

„Profesor” Jules Isaac przechował troskliwie przez 13 lat owe 10 żądań. W roku 1960 były  socjalistyczny prezydent Francji, Vincent Auriol „załatwił” Isaacowi dłuższą, „merytoryczną” audiencję u papieża Jana XXIII (Jules Isaak, emisariusz rabinów znany już był na dworze papieskim. W 1949 udało mu się dopchać do Piusa XII z żądaniami ocenzurowania liturgii chrześcijańskiej). Oficjalna historiografia zastanawia się nad przyczynami zaangażowania się b.prezydenta Francji w 1960 r. w tę dziwną misję judaistyczną (dokładniej: judaizującą).

vincentauriol_cropped

Ilustracja 2. Vincent Auriol

Sprawa, po bliższym przyjrzeniu się, nie wydaje się jednak zbyt złożona. Vincent Auriol złączony był jeszcze z lat 30 więzami dość ścisłej przyjaźni z  Leonem Blumem, socjalistą, pierwszym żydowskim premierem Francji,  w rządzie którego był ministrem. Licznie rozgałęziona alzacka, żydowska rodzina Blumów miała dwie pasje: wolnomularstwo i komunizm 2).

lb

Ilustracja 3. Leon Blum na wiecu socjalistycznym

Wolnomularstwo było tą ścieżką, którą dotarł do papieża Jules Isaac dzięki prezydentowi Vincentowi Auriol (miłośnikowi Izraela, vide: rocznicowa wizyta w Izraelu, w 1958 r.). Kto był pośrednikiem ze strony bractwa kielni i cyrkla? Ten sam chyba, kto późniejszym egzekutorem postulatów magistra historii z Lyonu, czyli kardynał Augustyn Bea, niemiecki jezuita mający jeszcze sprzed wojny przyjaźnie z kręgu najstarszej loży żydowskiej B’nai B’rith. W każdym razie, gdy papież wyraził wstępne zainteresowanie „pomysłami” magistra Isaaca z Lyonu – kardynał Bea był tym, któremu zlecono „dalsze prace”.

Potem już było z górki. Przed Vaticanum II zapoczątkował „dialog” Światowy Kongres Żydów 1) ustami swego prezydenta, Nahuma Goldmanna, próbując wmusić swojego „obserwatora” na sobór, Chaima Wardiego z Ministerstwa Religii Izraela. Tak podały izraelskie gazety. Goldmann zaprzeczył mówiąc, że nie zrobiłby tego, bo przecież wiedział, że gośćmi i obserwatorami soboru mogli być wyłącznie chrześcijanie i to mający specjalne zaproszenie watykańskiego Sekretariatu Stanu.

W sposób oczywisty było to testowanie nieprzyjaciela i jego zmiękczanie. Kula śniegowa herezji toczyła się, czasem zatrzymując się, czasem przyspieszając. Na końcu pierwszego etapu jej drogi był czwarty punkt Deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich (Nostra aetate) – dotyczący stosunku chrześcijaństwa do Żydów i judaizmu. W opinii wielu katolików było to wdarcie się zgorszenia w obręb Tradycji.

Był rok 1965, dwa lata po śmierci żydowskiego nauczyciela gimnazjalnego jego misja dobiegła końca, dzięki dawnym, niemieckim rodom rabinackim, „ekumenicznym” luteranom, braciom kielni i cyrkla oraz powojennej międzynarodówce socjalistycznej. I tak oto nawa Kościoła zaczęła nabierać wody. Jak Costa Concordia.

===================

Przypisy:

1) WJC (World Jewish Congress) to ta sama organizacja, która w już bardziej zaawansowanej fazie „dialogu żydowsko-chrześcijańskiego”przez swojego sekretarza, Izraela Singera, zagroziła Polsce, że jeśli nie zastosuje się do żądań Kongresu i nie przekaże co najmniej 60 miliardów dolarów za mienie pozostawione przez Żydów zabitych w czasie wojny przez Niemców, to „będzie upokarzana na arenie międzynarodowej”. No cóż, jeżeli ktoś myślał, że bilet na to coroczne świętowanie przy dźwiękach klezmerskich kapel będzie tani, albo, że wstęp będzie wolny – grubo się mylił.

A byli tacy, co ostrzegali, i to nawet podczas Vaticanum II (88 głosów przeciw Nostra Aetate) – mówiąc, że to nie chodzi o żaden dialog, lecz o zwykły monolog, za wysłuchanie którego trzeba będzie w dodatku słono zapłacić – gotówką i erozją depozytu wiary.

2)  Inna odnoga rodu alzackiego rodu Blumów wydała takie bezcenne perełki, jak wieloletni europarlamentarzysta, żydowski intelektualista, socjalista i wolnomularz Vincent Peillon, minister edukacji Francji 2012-2014, (uczeń wolnomyśliciela Ferdynanda Buissona), owładnięty, jak niektórzy piszą „antykatolickim delirium” i autor projektu nowej, świeckiej religii dla Francji: „ w celu dokończenia rewolucji socjalizm francuski powinien dążyć do ustanowienia nowej religii w miejsce katolicyzmu (…). Rola nowej religii powinna przypaść socjalizmowi, który ma uosabiać rewolucję religijną, będącą jednocześnie rewolucją moralną i materialistyczną. Laickość powinna być właściwą religią francuskiej Republiki demokratycznej i socjalnej”.

vp

Ilustracja 4. Vincent Peillon

Dear Szkoła ! WELCOME TO JEWISH POLAND. JEWISH POLAND: THE HEART & SOUL OF ASHKENAZI JEWRY 

WELCOME TO JEWISH POLAND  tours.taubecenter.org/tour/2024

[MD: Oto, jakie propozycje otrzymują POLSKIE SZKOŁY, 3 STYCZNIA 2024 roku: ]

=============================================

Dear Szkoła, 
I am pleased to invite you to join me on our first Summer Taube Jewish Heritage Tour since COVID-19 and the outbreak of the war in Ukraine. 

JEWISH POLAND: THE HEART & SOUL OF ASHKENAZI JEWRY
Sunday, June 23 – Sunday, June 30, 2024
We will also introduce you to Polish parliamentarians, Israeli, Ukrainian, and U.S. embassy representatives and Jewish community leaders. Their perspectives will provide you with additional insights and a deeper understanding of contemporary Poland, its European and global role, and the country’s growing Jewish community. 
Our journey, led by preeminent scholars Dr. Tomasz Cebulski and Professor Dariusz Stola, will begin in Warsaw with a visit to the internationally acclaimed POLIN Museum of the History of Polish Jews, and conclude at the annual Krakow Jewish Culture Festival in the Royal City of Krakow. 
We will trace the evolution of Jewish life in the cradle of Ashkenazi Jewry, visiting the very places where some of our grandparents and great-grandparents were born. Together, we will explore the richness of pre-war Jewish life, memorialize the tragic loss, and celebrate Jewish life in Poland today.
    Tour highlights include:
Pre-tour introductory ZOOM with Dr. Cebulski, Professor Stola, and Helise Lieberman
Private guided visit through the POLIN Museum of the History of Polish Jews 
Exploratory walks through Warsaw, the Phoenix CityPolish-Jewish culinary workshop
Guided walks through Krakow’s Old Town and Kazimierz, its Jewish district 
Visit to two former shtetls
Shabbat dinner
 hosted by the JCC Krakow with 600 guests from around the world
VIP passes to the Krakow Jewish Culture Festival  

We will also introduce you to Polish parliamentarians, Israeli, Ukrainian, and U.S. embassy representatives and Jewish community leaders.
Their perspectives will provide you with additional insights and a deeper understanding of contemporary Poland, its European and global role, and the country’s growing Jewish community. 
We invite you, as members of the Taube Center community, to take advantage of the early-bird prices.
We would be happy to answer any of your questions.
Please contact us attours@taubejewishheritagetours.com.  
To learn more about the tour click here.
The Taube Center Team and I look forward to greeting you in Warsaw this coming June.
With our best wishes for a peaceful 2024,
Helise

Helise Lieberman,
Director, Taube Center for Jewish Life & Learning

Moi znajomi: Szyja {Oskar} Karliner, płk., krwawy kat Polaków, „atomista”.

Oskar Karliner wikipedia.org/Karliner

[Wspomnienia. Uzupełnienie obu poniższych artykułów [Kto mieczem wojuje oraz Udział Żydów w kierowniczych strukturach Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.

Gdy pracowałem w Instytucie Badań Jądrowych w Świerku, czasem musiałem jeździć do „Pałacu” [oczyw. im. Stalina] . Tam często przyjmował mnie, nas – „Szyja”, tj ten właśnie kat, jak poniżej piszą, jak zawsze słusznie i szczerze: „ofiara antysemickiej nagonki”.

Koledze, który go znał „z domu”, właśnie jako „Szyję”, załatwił mieszkanie. E. poradził, bym go o to poprosił. „Pan nie jest z naszej NOMENKLATURY” – powiedział szczere Szyja. Nie znałem wtedy jego prawdziwego zawodu.

Od znajomego z IPN wiem, że do końca w Izraelu dostawał wysoką rentę – polską . Mirosław Dakowski]

Stopień: Pułkownik
Data i miejsce urodzenia: 10 maja 1907r , DrohobyczAustro-Węgry
Data i miejsce śmierci: 8 grudnia 1988r ,Tel AwiwIzrael
Przebieg służby:
Lata służby: 1941, 1944-1956
Siły zbrojne: Armia Czerwona , Ludowe Wojsko Polskie
Główne wojny i bitwy: II Wojna Światowa
Późniejsza praca: wiceprezes, I zastępca prezesa Najwyższego Sądu Wojskowego

Oskar Karliner, zdjęcie Policji Państwowej po aresztowaniu 1932

Oskar Karliner, pierwotnie Szyja Karliner, ps. Stefan (ur. 10 maja 1907 w Drohobyczu, zm. 8 grudnia 1988 w Tel-Awiwie) – działacz komunistyczny, prokurator wojskowy, zastępca Prezesa Najwyższego Sądu Wojskowego w latach 1949-1953, odpowiedzialny za mordy sądowe.

Życiorys

Urodził się w Drohobyczu w rodzinie żydowskiej, jako syn Chaima Karlinera. W 1926 rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, skąd w 1932 został relegowany za działalność komunistyczną. Tytuł magistra uzyskał dopiero w 1952 na Uniwersytecie Warszawskim.

W 1924 wstąpił do Komunistycznego Związku Młodzieży Zachodniej Ukrainy (KZMZU). W latach 1928-1929 działał w PPS-Lewicy, w ramach której sprawował funkcję sekretarza Komitetu Miejskiego w Drohobyczu. Pod koniec 1930 zaczął działać w Wydziale Wojskowym KC Komunistycznej Partii Polski w Krakowie. Redagował i rozpowszechniał ulotki i odezwy komunistyczne. 8 czerwca 1932 został aresztowany, a obok Romana Śliwy był jednym z głównych oskarżonych w procesie działaczy Wydziału Wojskowego KC KPP (tzw.”wojskówki”). 13 lutego 1934 został skazany na 6 lat więzienia[1]. Na wolność wyszedł 1 września 1936 na mocy amnestii, po czym znajdował się pod nadzorem policyjnym. Podjął pracę jako urzędnik w Domu Meblowym „Fortuna” w Sosnowcu.

Po agresji ZSRR na Polskę przeszedł na teren okupacji sowieckiej. Pracował jako urzędnik w Miejskim Biurze Opałowym, następnie w Obwodowej Komisji Planowania w Drohobyczu. Po ataku Niemiec na ZSRR zmobilizowany do Armii Czerwonej. W lipcu został ranny pod Humaniem, trafił do szpitala, a w listopadzie 1941 został wcielony do batalionu pracy. W latach 1943-1944 był konwojentem, a następnie urzędnikiem w leśnym przedsiębiorstwie transportowym w Maryjskiej ASRR.

Po nawiązaniu kontaktu ze Związkiem Patriotów Polskich, w lipcu 1944 wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego. Początkowo był oficerem śledczym w prokuraturze 2 Armii, potem 1 Okręgu Wojskowego. Od 1946 członek Polskiej Partii Robotniczej, od 1948 PZPR. 31 grudnia 1945 rozkazem Naczelnego Dowództwa awansowany na majora. Od marca 1946 był szefem Rejonowej Prokuratury Wojskowej w Poznaniu, potem w Krakowie. Oskarżał w procesie kierownictwa PPS-WRN w listopadzie 1948 w Warszawie. W listopadzie 1949 został mianowany I zastępcą prezesa Najwyższego Sądu Wojskowego (NSW). Od 1953 pracował w Generalnej Prokuraturze Wojskowej. Od marca 1954 był szefem Zarządu Sądownictwa Wojskowego. Był autorem uzasadnienia wyroku w procesie gen. Stanisława Tatara. Z jego udziałem były ferowane niemal wszystkie wyroki śmierci na oficerów.

Komisja do zbadania odpowiedzialności byłych pracowników Głównego Zarządu Informacji, Naczelnej Prokuratury Wojskowej i NSW (powołana w 1956) ustaliła, że Karliner jest odpowiedzialny m.in. za wprowadzenie praktyki przedłużania aresztów, zapoczątkowanie w NSW bezzasadnego zaostrzania represji karnej i wyrokowanie na podstawie niepewnych dowodów, wywieranie nacisku na sąd w kierunku skazania na określone wysokie kary (według sugestii organów bezpieczeństwa, jak również z własnej inicjatywy) i za nastawianie wyroków sądowych na jak najdalej idącą uległość wobec żądań organów śledczych i prokuratury z pogwałceniem prawa oskarżonych do obrony. Mimo że Komisja wnioskowała m.in. degradację Karlinera do stopnia majora rezerwy i zakaz pracy w wymiarze sprawiedliwości na 5 lat, 13 grudnia 1956 został zdemobilizowany w stopniu pułkownika.

W 1957 został dyrektorem Zespołu Współpracy Międzynarodowej w Biurze Pełnomocnika Rządu ds. Wykorzystania Energii Jądrowej.

W marcu 1968 na fali antysemickiej nagonki, która była efektem wydarzeń marcowych, został wydalony z PZPR. Po zwolnieniu z pracy i przejściu na rentę wojskową w 1969 wyjechał do Izraela, gdzie w 1988 zmarł.

Odznaczenia

Udział Żydów w kierowniczych strukturach Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego

„Polityczna poprawność a statystyka

[Umieszczam po starannym przeczytaniu, bo wśród tych nazwisk jest kilkoro tatusiów i mamuś mych bliskich współpracowników, a także nasi „profesorowie” i prezesi – „energii jądrowej”.. . Mirosław Dakowski]

Dr hab. Krzysztof Szwagrzyk

Kula Lis Zagorzały Antybolszewik herbu Jastrzębiec

Wstępujący do UB Żydzi nie ukrywali swego pochodzenia. We własnoręcznie wypełnianych ankietach personalnych w rubryce “narodowość” wpisywali zazwyczaj “żydowska”.

Dane takie ujawniali nawet ci, którzy już w okresie międzywojennym zerwali związki ze środowiskiem żydowskim i stali się gorącymi zwolennikami idei komunistycznej. Deklarację światopoglądową ujawniano natomiast w rubryce “wyznanie”, gdzie obok powszechnie używanego terminu “niewierzący” nie brakowało określenia “mojżeszowe”.

O pozycji funkcjonariuszy pochodzenia żydowskiego w ministerstwie, ale też o ich postrzeganiu w społeczeństwie decydowały dwa zasadnicze czynniki. Pierwszy dotyczył ich liczby w “bezpiece”; drugi zaś zajmowania przez nich eksponowanych stanowisk. Jesienią 1945 r. doskonale zorientowany w sprawach “bezpieki” w Polsce sowiecki doradca przy Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego płk Nikołaj Seliwanowski w raporcie do Moskwy informował, że połowę stanowisk kierowniczych w MBP zajmują Żydzi, a w całym ministerstwie ich odsetek sięga 18,7 procent. Zapewne nawet on się nie spodziewał, że tak duża liczba oficerów pochodzenia żydowskiego w centrali aparatu bezpieczeństwa będzie się nadal zwiększać.

W kolejnych latach udział Żydów polskich w kierowniczych strukturach MBP stale rósł, ostatecznie przekroczył 37 procent. Wśród 450 osób pełniących najwyższe funkcje w MBP (dyrektorów i zastępców dyrektorów departamentów, kierowników samodzielnych wydziałów) pochodzeniem żydowskim legitymowało się 167 oficerów.

Na czele ministerstwa stał gen. Stanisław Radkiewicz, wspomagany m.in. przez wiceministrów: Romana Romkowskiego (Menasze Grynszpana) i Mieczysława Mietkowskiego (Mojżesza Bobrowickiego). W okrytej ponurą sławą centrali “bezpieki” wyżsi oficerowie o żydowskich korzeniach kierowali: kadrami – Leon Andrzejewski (Ajzen Lajb Wolf), śledztwami – Józef Różański (Goldberg), finansami – Edward Kalecki (Ela Szymon Tenenbaum), ochroną zdrowia – Kamil Warman, Leon (Lew) Gangel, Ludwik (Salomon) Przysuski, cenzurą – Michał Rosner, Hanna Wierbłowska, Michał (Mojżesz) Taboryski, Biurem Prawnym – Zygmunt Braude, Witold Gotman, konsumami – Feliks (Fiszel) Goldsztajn, Centralnym Archiwum MBP – Jadwiga Piasecka, Zygmunt (Nechemiasz) Okręt, Biurem Wojskowym – Roman Garbowski (Rachamiel Garber) oraz Departamentami: I – Józef Czaplicki (Izydor Kurc), Julian Konar (Jakub Julian Kohn), II – Leon (Lejba) Rubinstein, Michał (Mojżesz) Taboryski, III – Józef Czaplicki (Izydor Kurc), Leon Andrzejewski (Ajzen Lajb Wolf), IV – Aleksander Wolski (Salomon Aleksander Dyszko), Józef Kratko, Bernard Konieczny (Bernstein), V – Julia Brystiger, VI (więziennictwem) – Jerzy Dagobert Łańcut, VII – Wacław Komar (Mendel Kossoj), Zygmunt (Nechemiasz) Okręt, Marek Fink (Mark Finkienberg), X – Józef Światło (Izaak Fleischfarb), Henryk Piasecki (Chaim Izrael Pesses).
Niższymi strukturami MBP – wydziałami, kierowali wówczas m.in.: Anatol (Natan) Akerman, Marian Baszt, Mieczysław (Mojżesz) Baumac, Jan Bernstein, Adam Bień (Bajn), Ignacy Bronecki, Izrael Cwejman, Tadeusz (Dawid) Diatłowicki, Michał Holzer, Maurycy (Aron) Drzewiecki, Michał (Mojżesz) Fajgman, Leon Fojer (Feuer), Tadeusz Fuks, Edward (Eliasz) Futerał, Artur Galewicz (Glasman), Henryk Gałecki (Natan Monderer-Lamensdorf), Łazarz Gejler, Jakub Glidman, Leon Goryń, Karol Grabski (Hertz), Helena (Gitla) Gruda, Borys (Boruch) Grynblat, Józef Gutenbaum, Herman Halpern, Henryk Jabłoński (Chaim Grinsztajn), Michał Jachimowicz, Zbigniew Józefowicz, Bronisława Juckier, Leon Kesten, Abram Klinberg, Leon Klitenik, Ignacy Krakus, Michał-Emil Krassowski, Mieczysław Krzemiński (Mojżesz Flamenblaum), Icek Lewenberg, Mieczysław Lidert (Erlich), Juliusz Litoczewski, Kazimierz Łaski (Cygier), Samuel Majzels, Ignacy Makowski, Aleksander Marek (Markus) Malec, Walenty Małachowski, Ignacy Marecki, Marian (Mojżesz) Minkendorf, Bronisław Nechamkis, Artur Nowak (Abraham Lerner), Jerzy Nowicki (Lipszyc), Dawid Oliwa, Róża (Gina) Poznańska, Stanisław Rothman, Mieczysław (Moralich) Rubiłłowicz, Irena Siedlecka (Regina Reiss), Michał (Mowsza) Siemion, Wolf Sindel, Zygmunt Skrzeszewski (Salomon Halpern), Marceli Stauber, Józef Stępiński, Ernest Szancer (Schanzer), Ignacy Szemberg, Antonina Taube-Knebel, Juliusz Teitel, Adam (Abram) Wein, Salomon Widerszpil, Józef Winkler (Szaja Kinderman), Stanisław Witkowski (Samuel Eimerl), Roman Wysocki (Altajn), Edward Zając, Marek Zajdensznir, Maria Zorska, Emanuel Żerański.

W tym samym czasie, w rozbudowanym systemie więzień i obozów liczącym 179 więzień i 39 obozów pracy, stanowiska naczelników i komendantów zajmowali: Salomon Morel – komendant obozów w Świętochłowicach-Zgodzie (1945) i Jaworznie (1948-1951), naczelnik więzień m.in. w Opolu (1945-1946), Katowicach (1946-1948) i Jaworznie (1951); oraz Mieczysław (Moszek) Flaum – komendant obozu we Włocławku (1945-1946) i Mielęcinie (1946); Beniamin Glatter – naczelnik więzienia w Goleniowie (1949); Franciszek (Efroim) Klitenik – naczelnik więzienia we Wrocławiu (1946-1947), Dzierżoniowie (1947-1951) i Łodzi (1951-1958), Henryk Markowicz – naczelnik więzienia przy ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu (1945-1946), Sewer Rosen – naczelnik więzienia w Barczewie (1947-1951), Oskar Rozenberg – naczelnik więzienia w Potulicach (1951-1954), Kazimierz Szymanowicz – naczelnik więzienia w Rawiczu (1945-1947) i Saul Wajntraub – naczelnik więzienia w Kłodzku (1948-1951) i więzienia nr III w Warszawie (1951-1954).

Znaczący procent (13,7) oficerów pochodzenia żydowskiego znalazł się także wśród szefów i zastępców szefów Wojewódzkich Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego/ Wojewódzkiego Urzędu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego. Najwięcej z nich znalazło zatrudnienie w wojewódzkim UB we Wrocławiu, gdzie wśród osiemnastu zastępców szefów WUBP/ WUdsBP sześciu (33 proc.) było Żydami: Władysław Wątorek (Adolf Eichenbaum), Jan Stesłowicz (Lemil Katz), Adam Nowak (Adaś Najman), Adam Kornecki (Dawid Kornhendler), Eliasz Koton i Karol Grad, a w niektórych wydziałach i sekcjach urzędu przedstawiciele tej narodowości stanowili niekiedy 1/3 ich całego stanu osobowego. Zjawisko takie występowało np. w Wydziale ds. Funkcjonariuszy, Wydziale V, VIII i Gospodarczym.

W latach 1945-1956 poszczególnymi wydziałami kierowali: personalnym – Leonarda Opałko (Lorka Nadler) (1945-1946); I – Roman Wysocki (Altajn) (1950-1951); V – Józef (Jefim) Gildiner (1951-1952); X – Józef (Jefim) Gildiner (1952-1954); “A” – Edward Last (1946); śledczym – Antoni Marczewski (1946-1947), Feliks Różycki (Rosenbaum) (1950-1952); Wydziałem ds. Funkcjonariuszy – Bronisław Romkowicz (Maks Bernkopf) (1946-1947); Sekcją Finansową – Stanisław Ligoń (Lemberger) (1949-1954); Służbą Mundurową – Arnold Mendel (1949-1950). Stanowili oni także trzon istniejącej przy WUBP komórki partyjnej PPR/PZPR (Jefim Gildiner, Karol Grad, Zygmunt Kopel, Henryk Lubiński, Grzegorz Rajman, Felicja Rubin) – 26 proc. w 1954 roku.

Podobną, wynoszącą 30 proc. statystykę, można dostrzec w gronie kadry kierowniczej powiatowego UB w Dzierżoniowie. Na jej wielkość wpływ miało piastowanie urzędu szefa przez: Artura Górnego (1946-1947); Michała (Mojżesza) Wajsmana (1947-1948) i Adama Kulberga (1951-1954). Jeszcze wyższy odsetek wystąpił na stanowiskach ich zastępców, wśród których trzy z ośmiu etatów zajmowali oficerowie żydowscy: Edward Last (1945-1946), Adam Kulberg (1950-1951) i Izaak Winnykamień (1952).

Od sprawcy do ofiary
Łącznie w latach 1945-1956 we wszystkich komórkach tylko wojewódzkiego UB na Dolnym Śląsku pracowało ponad 500 osób pochodzenia żydowskiego. Pytanie o pełną liczbę zatrudnionych w aparacie bezpieczeństwa Polski Ludowej/ PRL pozostaje nadal otwarte, podobnie jak problem związany z próbą określenia świadomości narodowej oficerów “bezpieki”, wśród których część już przed wojną manifestacyjnie odcinała się od swych żydowskich korzeni. Oderwani od rodzimego środowiska deklarowali swą polskość i światopogląd materialistyczny, w których wiarę głęboko zachwiały dopiero wydarzenia 1968 r., gdy w wyniku antysemickiej nagonki 1968 r. kilkanaście tysięcy polskich Żydów zostało zmuszonych do opuszczenia kraju. Ich wyjazd upowszechnił na świecie pogląd o ksenofobicznej Polsce i rzekomym antysemityzmie jej mieszkańców. Milczeniem pomija się przy tym fakt, że całą operację przeciwko Żydom zorganizowali ich niedawni towarzysze z “bezpieczeństwa”, a pośród wyjeżdżających do Izraela znalazło się kilkuset niedawnych sekretarzy partii, stalinowskich sędziów i prokuratorów, oficerów Informacji Wojskowej, Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa.

Żaden z nich nigdy nie poniósł odpowiedzialności za dokonane czyny, a nieliczne próby doprowadzenia do ekstradycji osób oskarżonych o zbrodnie stalinowskie każdorazowo kończyły się niepowodzeniem. Wymownym komentarzem do tej sytuacji może być fragment uzasadnienia sporządzonego przez Ministerstwo Sprawiedliwości Izraela z 5 czerwca 2005 r., odmawiającego zgody na ekstradycję do Polski Salomona Morela: “…uważamy, iż nie ma żadnych podstaw do przedstawienia Morelowi zarzutów popełnienia poważnych przestępstw, nie mówiąc już o ‘ludobójstwie’ czy ‘zbrodniach przeciwko narodowi polskiemu’. Jeżeli już, to wydaje się nam, że Morel i jego rodzina byli ewidentnie ofiarami zbrodni ludobójstwa popełnionych przez hitlerowców i Polaków z nimi współpracujących”.

Dr hab. Krzysztof Szwagrzyk

O antysemityzmie, wizycie prezydenta RP w Izraelu, odznaczeniu Szewacha Weissa oraz porozumieniu z Żydami.

Zacznijmy walczyć z antypolonizmem! [wywiad z prof. Jerzym Robertem Nowakiem]

przez Jacek Międlar | 2 lutego, 2017

O antysemityzmie, wizycie prezydenta RP w Izraelu, odznaczeniu Szewacha Weissa oraz porozumieniu z Żydami, z prof. Jerzym Robertem Nowakiem rozmawia Jacek Międlar.

Ostatnio pojęcie antysemityzmu bardzo często przewija się w debacie publicznej. Czy nie uważa Pan, że to zostało ono bezczelnie zawłaszczone przez Żydów?

Przede wszystkim, o wiele większa część semitów to Arabowie. Bardzo dużo mówi się o antysemityzmie, nadużywa się tego pojęcia, a bardzo często poza Polakami czy chrześcijanami, ofiarami oskarżeń o antysemityzm padają żydzi krytyczni wobec fanatyzmu żydowskiego tak jak Izrael Szahak, John Sack, autor ksiązki „Oko za oko” czy skrzypek Yehudi Menhin, który nie bał się mówić o zbrodniach Izraela.

Czemu ma służyć tzw. przemysł „antysemityzmu”?

„Antysemityzm” to wygodny zwrot, wytrych, który ma zastraszać innych, tak jak przy byle okazji oskarża się o faszyzm. Ludzie, którzy wysuwają tego typu oskarżenia są zwolennikami drugiego totalitaryzmu, czyli sowieckiego, który miał kilkadziesiąt więcej zbrodni na sumieniu niż faszyzm hitlerowski.

Tylko wielu uważa, że antysemityzm biologiczny to problem, z którym Polacy nie mogą uporać się od wieków.

To kompletna bzdura. Polska była schronieniem dla Żydów ze wszystkich krajów Europy. Mimo to nie spotkaliśmy i nie spotykamy się z należytą wdzięcznością. Tylko niewielu prawdziwie szlachetnych i uczciwych Żydów wspomina polskie zasługi, do których należy zaliczyć porucznika Armii Krajowej Stanisław Aronsona. Zbieram nazwiska Żydów, którzy okazali się być przyjaciółmi Polski. W najnowszej książce „Wichry Życia” prezentuję wspaniałą postać polskiego żyda, patrioty, brata okrutnego bolszewika Józefa Unszlichta i zastępcy Feliksa Dzierżyńskiego, księdza Juliana Unszlichta. Mimo iż kapłan wychował się w takim a nie innym środowisku, był wierny Ojczyźnie i gorliwie spełniał obowiązki duszpasterskie. Do grona przyjaciół Polski należy zaliczyć również Samuela Dąbrowskiego czy Abrahama Wagemana, którzy protestowali przeciwko wypędzeniu karmelitanek z klasztoru w Oświęcimiu. Powinniśmy dbać o przyjaciół żydów polskich, niemieckich, ukraińskich i rosyjskich, a nie popierać polonofobicznych wrogów.

Skoro antysemityzm nie jest problemem w Polsce, jak by Pan skomentował wizyty najwyższych władz polskich w Izraelu. Premier Beata Szydło w grudniu, a teraz Prezydent RP Andrzej Duda, na żydowskiej ziemi obiecywali „walkę z antysemityzmem”.

Uważam, że taki słowa to nonsensy. W podobny sposób prezydent Duda rozmawiał o rzekomym polskim antysemityzmie z szefami żydowskich organizacji w Nowym Jorku, w tym z Abrahamem Foxmanem z Anti-Defomation League. Dlaczego nie rozmawiają o czymś o wiele silniejszym, czyli o antypolonizmie, który cechował nawet premierów. Jak powiedzieć chociażby o Icchaku Szamirze, który powiedział, że Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki? To jaskrawy przykład rasistowskiego antypolonizmu.

Czy zatem można uznać, że polskie władze nie zabiegają o relacje partnerskie z Izraelem, ale służalcze?

Polskie władze popełniają straszne błędy. Bo czymże jest odznaczenie Orderem Orła Białego izraelskiego faryzeusza Szewacha Weissa, który fałszuje historię mówiąc, że w Urzędzie Bezpieczeństwa znalazłby najwyżej pięciu Żydów? To kłamstwo. W UB pracowało przynajmniej pięć tysięcy żydów, nie mówiąc już o całej czołówce. Kolejnym błędem prezydenta było mianowanie generałem Jana Karskiego, który w ostatnich piętnastu latach życia był wyraźnym wrogiem Polaków stając we wszystkich konfliktach i polemikach polsko-żydowskich po stronie Żydów. Jego stanowisko było podyktowane prywatnymi interesami. Strona żydowska obiecała mu wysoką emeryturę oraz zapewniono go, że jeśli będzie stawał po stronie Żydów, zostanie mu załatwiona Pokojowa Nagroda Nobla. Na podobnych układach Nagrodę Nobla otrzymała Wisława Szymborska zamiast Zbigniewa Herberta. Poinformował mnie o tym zmarły kilka miesięcy temu prof. Iwo Cyprian Pogonowski.

Czy biorąc pod uwagę wszelkie akty polonofobiczne i aktualne stanowisko polskiej władzy, możemy żywić realną nadzieję, na polepszenie stosunków polsko-izraelskich?

Na pewno nie na takich zasadach, na których opierała się ostatnia wizyta prezydenta Dudy w Izraelu. Nie można pozwolić na samobiczowanie, zwłaszcza że gdybyśmy przyjrzeli się błędom i winom z obu stron, okaże się, że dużo większe grzechy obciążają Żydów, zwłaszcza tych pochodzących ze Stanów Zjednoczonych, gdyż to oni są nosicielami największego antypolonizmu na świecie. Gustaw Herling Grudziński, pisarz z korzeniami żydowskimi, mówił że Żydzi amerykańscy są skrajnymi fanatykami.

Tekst ukazał się na łamach tygodnika Polska Niepodległa.

Jak syjoniści panoszą się w Polsce

Publicystyka

Jak syjoniści panoszą się w Polsce

Przez admin 2023-12-31 Agnieszka Piwar piwar.info/jak-syjonisci-panosza-sie-w-polsce

Mój znajomy Palestyńczyk Omar Faris, jesienią 2023 roku udzielił wywiadu Radiu TOK FM. W rozmowie z red. Jackiem Żakowskim opowiadał o tragicznych wydarzeniach w Strefie Gazy, w tym okrucieństwach izraelskiej armii. Skończyło się na awanturze, jaką wywołała „Otwarta Rzeczpospolita”, Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii.

Organizacja złożyła skargę do Rady Etyki Mediów oraz zawiadomienie do prokuratury, uskarżając się na wypowiedzi gościa rozgłośni, które zdaniem „Otwartej Rzeczpospolitej” miały prezentować nienawiść na tle narodowościowym.

W niniejszym artykule postaram się wytłumaczyć, że Palestyńczyk o którym mowa nie może nienawidzić narodu żydowskiego (a o to jest oskarżany), zaś ci którzy szarżują pojęciem antysemityzm, to cyniczni manipulanci. Następnie, na konkretnym przykładzie wykażę w jaki sposób syjoniści usiłują wymuszać pewne działania na funkcjonariuszach państwa polskiego.

Faris jest szefem Pozarządowego Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Palestyńczyków w Polsce oraz członkiem Międzynarodowej Koalicji na rzecz Powrotu Uchodźców Palestyńskich. Działalność Omara znam od wielu lat, kilkakrotnie cytowałam jego wypowiedzi w swoich artykułach, a nawet byliśmy kiedyś razem na propalestyńskiej pikiecie przed ambasadą Izraela w Warszawie.

To co mogę stwierdzić na pewno: Omar Faris broni prawa Palestyńczyków do życia i godności, ale nie uderza przy tym w samych żydów. Tak się bowiem składa, że ten światły Palestyńczyk doskonale rozróżnia fakty, a mianowicie, że nie każdy żyd to syjonista. Ba, większość syjonistów nie jest nawet Semitami. A to przecież syjoniści zafundowali Palestyńczykom piekło na ziemi i trzeba to wyraźnie rozgraniczyć.

Faris udzielił mi także wywiadu, pt. „Nie spoczniemy, dopóki Palestyna nie będzie wolna!”. Oto wymowny fragment wypowiedzi Palestyńczyka:

«Chcę podkreślić, że my nigdy nie byliśmy przeciwko żydom. My jesteśmy przeciwko ruchowi syjonistycznemu, przeciwko okupacji. Ja sam mam dużo przyjaciół żydów. Jednym z nich jest Jeff Halper, dyrektor Izraelskiej Organizacji Przeciwko Wyburzeniom Domów Palestyńskich. Kilka lat temu występowałem z nim w Sejmie RP, przy Komisji Praw Człowieka. Mieliśmy też razem publiczne spotkanie w jednej z tarnowskich szkół. Ambasador Izraela dzwonił do tej szkoły z szantażem, ale mimo wszystko udało się doprowadzić do tego spotkania. Po naszej stronie jest też Shlomo Sand, który napisał książkę „Kiedy i jak wynaleziono naród żydowski”. Wspierają nas również Ilan Pappe, autor książki „Czystki etniczne w Palestynie” Norman Finkelstine, Gideon Levy i wielu innych znanych żydów. Dla mnie osobiście są mi oni dużo bliżsi, niż król Arabii Saudyjskiej.»

Wielka mistyfikacja

Na szczególną uwagę zasługuje autor bestsellera o wynalazku jakim jest naród żydowski. Mowa o słynnym izraelskim profesorze historii Uniwersytetu w Tel-Awiwie. Shlomo Sand postanowił zbadać historię swojego narodu i odkrył, że został on wymyślony. Okazało się bowiem, że teza o wypędzeniu narodu żydowskiego z Palestyny przez Rzymian jest mitem.

Kto stworzył ten mit? Żydowscy historycy żyjący w Niemczech drugiej połowy XIX wieku. Mówiąc kolokwialnie: wzorowali się na trendach i poszli za modą. Tak się bowiem składa, że był to czas, kiedy w Europie zaczynano myśleć kategoriami zintegrowanych wspólnot etnicznych, co dało przyczynek do tworzenia się państw narodowych. Wtedy też, obok wymyślonego narodu żydowskiego, powstał syjonizm stanowiący podwaliny dzisiejszego państwa Izrael.

A skoro nie było wypędzenia z Palestyny, to gdzie się podziali potomkowie starożytnego ludu Izraela? Profesor Sand wyjaśnia, że nadal mieszkają oni na swojej ziemi w Palestynie. Żydzi o których czytamy w Starym Testamencie, to przodkowie… dzisiejszych Palestyńczyków (sic!). Autor głośniej książki wykazał, że ludzie ci zostali zarabizowani po tym, gdy w VII wieku Palestyna została podbita przez Arabów.

Jak zatem możliwe, że żydzi znaleźli się na całym świecie? Izraelski naukowiec tłumaczy w swojej książce, że nie jest to efekt mitycznej wędrówki ludów, lecz masowego nawracania na judaizm. Bycie żydem w Europie czy Afryce nie miało nic wspólnego z narodowością – żydami byli po prostu wyznawcy judaizmu.

W związku z powyższym, chciałam odnotować, że nazwę żyd należy pisać z małej litery. Takie określenie oznacza bowiem wyznawcę religii, a nie członka narodu.

Shlomo Sand przypomniał, że na judaizm nie nawracali się tylko poszczególni ludzie, ale – tak samo jak w przypadku chrześcijaństwa – całe królestwa. Na przykład w Jemenie czy Afryce Północnej. Podobnie stało się z leżącym pomiędzy Morzem Kaspijskim a Morzem Czarnym królestwem Chazarów. W XII wieku ten nawrócony na judaizm turecki lud zaczął być jednak spychany przez Tatarów i Mongołów Dżyngis-chana na zachód. Zatrzymali się we wschodniej Polsce.

Tak, dokładnie – polscy żydzi, to w znacznym stopniu potomkowie Chazarów. To by zresztą wyjaśniało dlaczego ich wygląd różni się od tego jak wyglądają prawdziwi Semici, czyli Palestyńczycy, Arabowie, Asyryjczycy, etc. Co ciekawe, sam Shlomo Sand ma przodków właśnie z Polski.

A zatem, jeśli ktoś oskarża o antysemityzm Palestyńczyka, który krytykuje izraelską armię za zbrodnie na narodzie palestyńskim, ten stosuje perfidną metodę wykręcania kota ogonem. Prawdziwymi wrogami Semitów są bowiem ci, którzy gnębią prawowitych mieszkańców Palestyny i okupują ich ziemie.

Reasumując, kiedy Omar Faris publicznie krytykuje działania państwa Izrael, to nie wypowiada się przeciwko żadnemu narodowi, ani tym bardziej przeciwko narodowi żydowskiemu. Tym samym nie przejawia on nienawiści na tle narodowościowym. Faris krytykuje bowiem jedynie totalitarny system jakim jest syjonizm i jego popleczników.

Zakneblować Polaków

Bezczelny atak na Palestyńczyka czyli donos Stowarzyszenia „Otwarta Rzeczpospolita”, przypomniał mi o moim doświadczeniu sprzed kilku, kiedy zostałam wezwana na komisariat policji w celu złożenia zeznań jako świadek.

Latem 2014 roku byłam na manifestacji przed ambasadą Izraela. Uczestnicy pikiety wyrażali solidarność z Palestyńczykami ze Strefy Gazy, na których po raz enty spadały izraelskie bomby. Na demonstracji pojawił się transparent z napisem: «syjonizm = nazizm». Nie sposób nie zgodzić się z takim porównaniem, ale jakiegoś syjonistę wyraźnie to uraziło.

W związku z powyższym, ten urażony „ktoś” złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. Prokuratura z urzędu musiała coś z tym zrobić, więc policja musiała kogoś przesłuchać. Padło na mnie. Zapewne dlatego, bo jako jedyna napisałam pod nazwiskiem krótką relację z manifestacji.

Przez policję zostałam potraktowana bardzo grzecznie. Ot, zwykłe, standardowe przesłuchanie. Z tego co mi wiadomo, ostatecznie prokuratura i tak umorzyła sprawę. Ciekawsze jest jednak to, czego – już nieoficjalnie – dowiedziałam się przy tamtej okazji. Otóż okazało się, że niemałą bolączką dla polskich organów ścigania są skargi aktywistów „Otwartej Rzeczpospolitej”.

Chodzi o to, że w momencie, kiedy do prokuratury wpłynie zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, zgodnie z polskim prawem oficjalnie muszą być wykonane dalsze czynności. Dało mi to do myślenia. Przecież tego typu skargi wymuszają na funkcjonariuszach państwowych tropienie mitycznego antysemityzmu Polaków, gdyż z urzędu muszą wszczynać procedury.

Prym w tego typu donosach wiedzie właśnie „Otwarta Rzeczpospolita”, Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii. Co znamienne, na stronie organizacji widnieje zapewnienie: «Chcemy żyć w społeczności wolnej od uprzedzeń, szanującej odmienność, broniącej godności człowieka».

A skoro tak, to – niejako w ramach testu – wraz z koleżanką szyitką Sandrellą Malazi wysłałyśmy im (po moim przesłuchaniu) własny donos.

„Polskie warchlaki”

Zaniepokoiła nas publikacja portalu izraelczyk.pl, nt. wspomnianej demonstracji (a właściwie cyklu demonstracji) pod ambasadą Izraela. Chodzi o artykuł z 2014 roku pt. „14, 15 i 17 lipca Allah przybrał postać polskiej wieprzowiny”. W tekście szyderczo opisano osoby manifestujące w obronie bombardowanych Palestyńczyków. W pikiecie – obok Polaków – uczestniczyli mieszkający w naszym kraju muzułmanie, w tym Sandrella mająca syryjsko-polskie pochodzenie.

Pełen kpin i obelg artykuł syjonistycznego portalu opatrzono podsumowaniem: «W taki oto sposób niespożywający wieprzowiny Allah stał się podobny do polskich warchlaków».

Po pierwsze, mieliśmy tutaj do czynienia z bluźnierstwem i nienawiścią na tle religijnym. Polskiemu czytelnikowi pragnę wyjaśnić, że arabskie słowo Allah jest używane na określenie Boga nie tylko przez muzułmanów, ale także przez chrześcijan z Bliskiego Wschodu. A zatem, obrażono Boga, którego na syjonistycznym portalu porównano do nieczystego mięsa świni.

Po drugie, odpowiedzialni za publikację uderzyli w godność drugiego człowieka, który w ich rasistowskim pojmowaniu jest gorszy. W tym konkretnym przypadku ksenofobii chodzi o uprzedzenia wobec Polaków, Palestyńczyków, Syryjczyków, chrześcijan i muzułmanów, których połączyła empatia z prześladowaną i mordowaną ludnością Strefy Gazy.

Po trzecie, treść publikacji była skrajnie antysemicka, bo Semitami są przecież Palestyńczycy, których cierpienie zostało wyszydzone.

I wreszcie po czwarte, artykuł portalu izraelczyk.pl – który jest prowadzony przez syjonistów, lecz niewyrobiony czytelnik skojarzony to ogólnie z żydami – miał de facto wydźwięk antyżydowski. Rynsztokowy poziom publikacji, przepełniony pogardą wobec gojów, mógł bowiem prowokować do spotęgowania niechęci względem wyznawców judaizmu.

Powyższe wnioski zebrałyśmy z koleżanką we wspólnym liście otwartym do Stowarzyszenia „Otwarta Rzeczpospolita”. Do wiadomości dodałyśmy: Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP, Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie, Ambasada Izraela w Polsce, Media.

Czy to coś dało? Ależ skąd! „Otwarta Rzeczpospolita” nie raczyła zareagować na skandaliczną publikację portalu izraelczyk.pl. A przecież oficjalnym celem Stowarzyszenia założonego w 1999 roku jest m.in. «przeciwdziałanie wszelkim formom rasizmu, antysemityzmu, ksenofobii i innym postawom godzącym w godność człowieka» poprzez działania interwencyjne, także na drodze prawnej.

W służbie syjonizmowi

Działacze organizacji zapewniają na oficjalnej stornie internetowej, że starają się «zwrócić uwagę przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości i opinii publicznej na konieczność przestrzegania przez Polskę międzynarodowych konwencji nakazujących ściganie przejawów rasizmu i ksenofobii.»

Tymczasem, kiedy wpisałam w Google frazę „Otwarta Rzeczpospolita zawiadomienie do prokuratury” pojawiają się wyniki świadczące o tym, że organizacja ściga w Polsce głównie mityczny antysemityzm. Co znamienne, nie obchodzą ich jednak ataki na prawdziwych Semitów – jakimi są Palestyńczycy – a jedynie martwią się o dobre samopoczucie syjonistów, którzy najczęściej nie są nawet Semitami.

Przykładem takiego działa Stowarzyszenia jest reakcja na postawę młodej Norweżki studiującej w Polsce. Kobieta podczas propalestyńskiej manifestacji w Warszawie trzymała transparent z napisem «keep the world clean» (utrzymaj świat w czystości) oraz narysowanym koszem na śmieci z symboliczną flagą Izraela w środku.

Aktywiści „Otwartej Rzeczpospolitej” natychmiast zapowiedzieli zawiadomienie prokuratury w tej sprawie, nazywając emblemat norweskiej studencki „antysemickim”.

Tymczasem tak naprawdę z antysemityzmem nie miało to nic wspólnego, gdyż biały prostokąt z dwoma poziomymi niebieskimi pasami i umieszczoną na środku niebieską gwiazdą Dawida, to flaga ruchu syjonistycznego przyjęta w 1891 roku, a od 1948 roku flaga tzw. państwa Izrael. Manifest Norweżki był więc de facto antysyjonistyczny, a nie antysemicki. Podobnie zresztą jak wypowiedzi Palestyńczyka Omara Farisa.

Opisane wyżej donosy wyraźnie wskazują, że organizacja o jakże mylącej nazwie „Otwarta Rzeczpospolita”, działa w interesie syjonistów, a nie tego co oficjalnie deklarują, zapewniając o rzekomej walce z ksenofobią, rasizmem czy innymi postawami godzącymi w godność człowieka.

Ostatecznie Rada Etyki Mediów uznała, że Jacek Żakowski prowadząc audycję w Radiu TOK FM, w której gościł Omar Faris, nie naruszył zasad etyki dziennikarskiej pozwalając wypowiedzieć się Palestyńczykowi. Sprawa za transparent «syjonizm = nazizm» została umorzona. Portal izraelczyk.pl usunął po jakimś czasie haniebny artykuł o „polskich warchlakach”. To pokazuje, że syjoniści w niektórych sprawach nie mają jeszcze w Polsce ostatniego słowa.

Niestety ich bezczelne działania wyraźnie wskazują, że dążą do tego, aby zakazać mieszkańcom Polski jakąkolwiek krytykę totalitarnego systemu jakim jest syjonizm. To od naszej reakcji zależy, czy syjoniści osiągną swoje cele. Wróg jest niezwykle aktywny i ma poważne plany w przejmowaniu naszego państwa. Dlatego bierność Polaków w tych sprawach zdecydowanie nie jest naszym sprzymierzeńcem.

Agnieszka Piwar

OPERACJA „DANCYG” i OPERACJA „GAŚNICA”

OPERACJI „DANCYG” i OPERACJA „GAŚNICA”

Krzysztof Baliński

Gdy 9 października przystąpiono do ewakuacji obywateli polskich z Izraela. Gdy w szybkim tempie 359 polskich komandosów, wojskowymi samolotami transportowymi wywiozło z Izraela ponad 1500 osób (i gdy media mówiły, że chodziło o polskich turystów i pielgrzymów do Ziemi Świętej), minister Zbigniew Rau oznajmił: „W Izraelu może przebywać nawet kilkanaście tysięcy osób z podwójnym polsko-izraelskim obywatelstwem”.

Gdy 13 listopada przystąpiono do akcji ewakuacji Polaków z bombardowanej przez Izraelczyków Strefy Gazy, polskie media informowały, że przebywający tam polscy obywatele proszą o pomoc: „Wyciągnijcie nas z tego piekła. Polski rząd pomógł ewakuować się Polakom z Izraela. Prosimy o taką samą pomoc dla Polaków w Gazie. Żyjemy w stałym zagrożeniu, niczym sobie na to nie zasłużyliśmy”.

Gdy media doniosły, że „w niewoli Hamasu w Strefie Gazy znajduje się historyk i rzecznik stosunków polsko–izraelskich Alex Dancyg, który ma również polskie obywatelstwo”, minister oświadczył: „Polska domaga się natychmiastowego zwolnienia naszego obywatela”. To jest forma terroryzmu, którą zdecydowanie potępiamy i będę także o tym rozmawiał z ambasadorami Palestyny i Egiptu – dodał. Krótko mówiąc – w sprawie obywatela Izraela zmobilizowano całą polską dyplomację i szybko okazało się, że chodzi nie o ewakuację Polaków, ale o ewakuację Dancyga.

Rząd izraelski zaprezentował grafikę z flagami 28 państw, „których obywatele stali się zakładnikami terrorystów”. Znalazła się na niej i flaga Polski, ale tylko dlatego, że celem było przekonanie, że Hamas zaatakował cały cywilizowany świat. Także media w Polsce przyznały, że polskie obywatelstwo Dancyga jest wątpliwe, a polscy urzędnicy nie znaleźli żadnych dokumentów w tej sprawie. „Sprawa obywatelstwa jest skomplikowana” – przyznał syn Alexa, który w Polsce szukał pomocy w uwolnieniu ojca. „Ale decydujące jest to, co powiedział podczas spotkania ze mną prezydent Andrzej Duda. Że mój ojciec jest takim samym obywatelem Polski jak wszyscy inni. Brakuje tylko formalnego wypełnienia dokumentów, co nastąpi wkrótce. Dla niego mój ojciec jest obywatelem Polski, który został uprowadzony. I chce zrobić wszystko, by pomóc mu się wydostać z niewoli”. „Polska jest szczególnie ważna, tam ma więcej przyjaciół niż w Izraelu – dodał.

Po spotkaniu, ambasador Izraela podziękował prezydentowi „za zaangażowanie i pomoc na rzecz uwolnienia naszych zakładników przetrzymywanych przez Hamas”. Nie omieszkał jednak dorzucić: „Przetaczające się przez różne miasta marsze pro-palestyńskie napełniają smutkiem. Udzielanie wsparcia terrorystom jest totalnym złem. To wyraz głębokiego antysemityzmu”. Na koniec pogroził: „Nie powinno być na świecie miejsca dla ludzi, którzy wspierają mordowanie Żydów”. Innymi słowy – publicznie, przed siedzibą prezydenta RP, wydał wyrok śmierci na uczestników warszawskiego marszu, którzy protestowali przeciw obrzucaniu bombami mieszkańców Gazy, w tym 29 obywateli polskich! A dlaczego użył słowa „naszych”? Ano dlatego, że ambasador Izraela w Warszawie zawsze zabiera głos, jakby był członkiem polskiego rządu.

7 listopada 2023 roku, w synagodze im. Nożyków w Warszawie odbyła się modlitwa żałobna „za ofiary Hamasu”. Poprowadził ją Michael Schudrich (którego media i Duda tytułują – „naczelny rabin Polski”). Udział w ceremonii wziął minister w Kancelarii Prezydenta RP Wojciech Kolarski. Na zakończenie odśpiewano hymn państwowy, ale nie Polski, lecz… Izraela, a głos zabrał Yuval Dancyg: Dla mojego taty Polska jest bardziej ojczyzną niż Izrael. I jeszcze jedno – tak, jak po „napadzie Putina na bratnią Ukrainę”, przy wejściu do Senatu RP wywieszono flagę Ukrainy, tak po „napadzie Hamasu na bratni Izrael”, wywieszono flagę Izraela. Podobnego bezeceństwa dopuścili się paulini z Jasnej Góry, którzy podświetlili sanktuarium w Częstochowie na barwy izraelskiej flagi, ignorując, że ci, z którymi się solidaryzują, dokonują ludobójstwa na mieszkańcach Gazy oraz regularnie opluwają i obrzucają kamieniami pielgrzymów z Polski.

I chyba dodawać nie trzeba, że gdy Dancyg już wyląduje w Warszawie na pokładzie prezydenckiego Boeinga, to na płycie lotniska powita go chlebem i solą oraz słowami „Witaj w Polin”, Andrzej Duda w towarzystwie Agaty Kornhauser-Dudy, Jurka Owsiaka i kardynała Rysia z miasta Łódź. A cała akcja ewakuacji Polaków, zakończy się ewakuacją Dancyga. Ale nie tylko o to w tym wszystkim chodzi. Dancyg będzie szpicą w ewakuacji tysięcy Żydów ze stojącej w ogniu Palestyny na terytorium Polin. Będzie początkiem Operacji Dancyg”, takiej odwróconej Operacji Most”.

Tu przypomnijmy: Kryptonim „Most” otrzymała operacja polegająca na przerzucie przez warszawskie lotnisko do Tel Awiwu kilkuset tysięcy sowieckich Żydów. Do udział w przedsięwzięciu zobowiązał się Tadeusz Mazowiecki na spotkaniu z szefem Amerykańskiego Kongresu Żydów. Całą operację sfinansowała spółka „Art-B”, założona przez żydowskich „artystów biznesu” (jak sami się nazwali), którzy wyprowadzili z polskiego systemu bankowego miliardy złotych, a pomysł na rabunek został podsunięty przez Mosad, który dał pierwszy milion na rozkręcenie interesu i który interesu pilnował. Innymi słowy – Izrael przeprowadził sobie repatriację ziomków za pieniądze ukradzione Polakom.

Ale to nie wszystko – w Polsce na Dancyga czeka nie tylko Duda, ale tłusta emerytura. Bo okazuje się, że kraj miodem i mlekiem płynący zapewnia nie tylko „uchodźcom” z Ukrainy, ale i „uchodźcom” z Palestyny, warunki, o których rdzenny Polak może tylko pomarzyć. Otóż 22 listopada 2016 zawarto z Izraelem umowę o zabezpieczeniach społecznych stanowiącą, że emerytury i renty wyliczone w Izraela są wypłacane przez ZUS w Polsce. Umowa długo utrzymywana była w tajemnicy. Opublikowano ją dopiero 5 lat po podpisaniu. A mamy w niej takie smaczki: Emerytury i renty, które Izraelczycy pobierają w Polsce, są wyliczane w Izraelu. Strona polska nie ma prawa weryfikować wiarygodności przedkładanych wniosków emerytalnych. Pobierający świadczenia nie muszą przebywać na terenie Polski.

Co w umowie najbardziej poraża? Zasada wzajemności! Bo, jak wiadomo, to Polacy przenoszą się do Izraela i dostają izraelskie paszporty, a do Izraela wybiera się prof. Barbara Engelking, której w Polsce, z konieczności naukowego opisu „antysemityzmu Polaków”, źle się żyje i chce zamieszkać w kibucu, pod gradem rakiet Hamasu. Izrael dokonuje ponadto starannej selekcji żydowskich imigrantów – nie wpuszcza tych, którzy mogliby obciążyć izraelski system emerytalny. Jaki jest zatem ukryty cel umowy i wielkich nadużyć, które stwarza? To proste: Zachęca do osiedlania się w Polsce. Jest mostem finansowym dla uchodźców z Izraela i dopełnia most powietrzny, którym Mazowiecki przerzucił sowieckich Żydów. Innym słowem – umowę zawarto pod kątem ewakuacji Dancygów z Palestyny.

Urodził się w Polsce. Współpracuje z jerozolimskim Instytutem Jad Waszem. Koordynuje polsko-izraelską wymianę młodzieży. Był kierownikiem kursów dla przewodników wycieczek młodzieży izraelskiej po Polsce. Współtworzył raport na temat obrazu Polski w podręcznikach dla uczniów izraelskich szkół średnich – tak ujawniła „Wyborcza”. Nie doniosła natomiast, jak Jad Waszem nastawia do Polski młodych Żydów, i w jaki sposób Dancyg organizował wycieczki do Polski. A tu włos staje na głowie. Na lekcjach historii dowiadują się, że Polska to ojczyzna antysemityzmu i Zagłady, że Polacy współdziałali w Holokauście, że to zawodowi mordercy Żydów. Przed przyjazdem ostrzegani są, że udają do kraju im wrogiego. Na miejscu wmawiają im, że jedyny sposób na przeżycie to ochrona izraelskich agentów, że oddalenie od grupy to pewna śmierć z rąk polskich nazistów, że nie wolno otwierać okien i drzwi pokoi hotelowych, bo wtargną przez nie antysemici i wymordują wszystkich, jak to robią od setek lat. Co jeszcze przewodnicy mówią? Jeden z nich, pokazując pięścią Pałac Kultury w Warszawie, obiecał: „Za 20 lat to wszystko będzie wasze”.

W połowie czerwca 2020 r., ministerstwo edukacji Izraela zawiesiło wyjazdy edukacyjne uczniów do Polski. Uzasadniło to problemami z bezpieczeństwem (a polskie MSZ, że nie może akceptować towarzyszących żydowskiej młodzieży ochroniarzy uzbrojonych w broń palną). Wiceminister Paweł Jabłoński nie krył radości: „Przywróciliśmy normalność w relacjach, bezpieczeństwo w Polsce zapewnia Polska a w Izraelu Izrael”. Jego szef Zbigniew Rau, ni z gruszki ni z pietruszki, oświadczył: „Wzmacniamy polsko-izraelskie relacje, dla wspólnego bezpieczeństwa”. A co do zawieszenia wycieczek – rzeczywistym tego powodem było uchwalenie przez Sejm ustawy mającej zapobiec przestępstwom wyłudzania mienia, którą w Izraelu oceniono, jako „uniemożliwiającą odzyskiwanie majątków utraconych przez Żydów w czasie II wojny światowej”, którą odpowiednik Rau w rządzie izraelskim uznał za „niemoralne, antysemickie prawo”, a izraelski premier za „zawstydzającą i haniebną, pogardzającą pamięcią o Holokauście”.

A co na to „Nasi”? „Polska zadbała o wzajemność i równowagę. Porozumienie gwarantuje także stronie polskiej możliwość organizacji polskich wizyt edukacyjnych w Izraelu na tych samych zasadach. Oczekujemy od strony izraelskiej podobnej otwartości na wizyty młodzieży polskiej w Izraelu” – ogłosił szef polskiej dyplomacji. Problem jednak w tym, że o wizytach polskiej młodzieży w Izraelu nikt nie słyszał, i oświadczenie należy rozumieć tak: Polska młodzież z „Nigdy Więcej”, z Muzeum Polin i ze szkoły Chabad (do której swoje dzieci posyłał Morawiecki), na koszt polskiego podatnika, w towarzystwie opłacanych przez Polskę ochroniarzy izraelskich, będzie zwiedzać Kneset i Instytut Jad Waszem.

Umowa, której treść ujawniła tylko strona izraelska, przewiduje, że izraelskie wycieczki mają być chronione przez polskie prywatne firmy ochroniarskie, ale… dopuszcza obecność agentów ochrony z Izraela, „po uprzednim tego zgłoszeniu i uzasadnieniu”. Wskazuje, że jej celem jest edukacja młodzieży obu krajów „w zakresie ich wspólnej historii” i zawiera rekomendowaną listę miejsc do zwiedzania. Umowa nie zmieniła nic. Stworzyła za to okazję do antypolskich wystąpień. Wg Jad Waszem, wśród zalecanych do zwiedzania instytucji są muzea poświęcone „żołnierzom wyklętym, którzy dopuszczali się mordów na Żydach”, a ekspozycje w rekomendowanych miejscach „ignorują udokumentowane aspekty udziału Polaków w mordowaniu Żydów”. Przedmiotem krytyki stało się nawet Muzeum Rodziny Ulmów w Markowej.

Po ceremonii podpisania porozumienia, izraelski minister pogroził Polakom: „Nigdy więcej antysemityzmu, nigdy więcej dyskryminacji innych ludzi, nigdy więcej chęci anihilacji Żydów na świecie. Musimy pamiętać, do czego może doprowadzić nienawiść, rasizm i antysemityzm”. Powiedział też, że jego kraj wspierał „Solidarność” i aspiracje Polaków do wolności w okresie reżimu komunistycznego. I rzeczywiście – CIA, poszukując kontaktów z opozycją w Polsce, zwróciła się do Mosadu. Także Ronald Reagan ujawnił, że miliony dolarów przekazał „opozycji demokratycznej” za pomocą siatki Mosadu. Wg Krzysztofa Wyszkowskiego, Amerykanie z CIA do dostarczenia pieniędzy wykorzystali siatkę agenturalną Mosadu w „S”, co spowodowało, że pieniądze docierały głównie do jednej frakcji opozycji i to było widać gołym okiem – ci dofinansowani za pośrednictwem Mosadu odróżniali się od polskiej biedoty. Do niecnych podejrzeń, że tak było, skłania też nadanie honorowego obywatelstwa Polski byłemu szefowi Mosadu Meirowi Daganowi. I nie jest wykluczone, że pewnego dnia szef Mosadu zostanie nie tylko honorowym”, ale Pierwszym Obywatelem Rzeczypospolitej.

Przyznanie obywatelstwo Dancygowi wpisało się w niezwykle sprawnie przebiegającą akcję rozdawania polskich paszportów Żydom, którzy uciekli z Polski w marcu ‘68. Rąbek tajemnicy uchylił Radek Sikorski, oświadczając w Senacie: Proponujemy nowość, a mianowicie to, aby w miejsce pojęcia Polonia i Polacy za granicą zacząć konsekwentnie stosować nowe pojęcie „diaspora polska” czy „diaspora narodowa”. Gdy zapytano go, o co mu chodzi, wyjaśnił: By być częścią „diaspory polskiej” nie trzeba mieć polskich korzeni. Naszym oddziaływaniem chcemy objąć wszystkich tych, którzy mają sentyment do Polski lub mają związki rodzinne lub historyczne z ziemiami historycznej Rzeczypospolitej. Diaspora polska to wszyscy, którzy Polsce dobrze życzą”. Uściślił też, że dotychczas stosowane określenie „Polonia” było zbyt „plemienne” i „wyznaniowe”, i nawiązał do „żyjącej w USA b. wpływowej, potężnej w mediach diaspory, która dysponuje potężnymi środkami, potrafi wpłynąć na politykę wobec Izraela”.Pochwalił się też osiągnięciami na niwie osiedlania w Polsce tej „potężnej diaspory”. Ja uważam – i wiem, że w marginalnej prasie to, co w tej chwili mówię, będzie odsądzone od czci i wiary, że jeżeli dzisiaj na przykład amerykańscy Żydzi zaczynają się starać o polskie paszporty – wydajemy 25 tysięcy polskich paszportów w USA – to to jest dobrze, a nie źle.

Paszporty „marcowym Żydom” nie rozdawał tylko Sikorski. Akcję rozruszał Aleksander Kwaśniewski, a tempa nabrała za Lecha Kaczyńskiego, który obywatelstwo przywrócił 15 300 „ofiarom polskiego antysemityzmu”, w tym osobiście i ostentacyjnie synom Oskara Szyji Karlinera, szefa stalinowskiego Zarządu Najwyższego Sądu Wojskowego, z którego udziałem ferowane były wszystkie wyroki śmierci na polskich patriotach, i który doprowadził do takiego opanowania stanowisk w tym zarządzie przez oficerów żydowskiego pochodzenia, że instytucję nazywano „Naczelnym Rabinatem Wojska Polskiego”.

Z nie mniejszą werwą akcję kontynuował rząd Tuska. W lutym 2008, w odpowiedzi na list otwarty Gołdy Tencer, minister Grzegorz Schetyna zadeklarował, że podlegli mu wojewodowie będą potwierdzać obywatelstwo „szybko i bardzo szybko”, a procedura ma być „wręcz błyskawiczna”. A co do Tuska to przypomnijmy, że w tym samym czasie zapowiedział wielki powrót Polaków z emigracji. Ale nie do końca był szczery, bo miał na myśli „Polaków”, którym jego minister rozdawał paszporty in blanco, czyli „Polonię Sikorskiego” z Tel Awiwu. Innym, żywym (chociaż wyglądającym jak wyschnięty trup) tego przykładem jest Lejb Fogelman. Z „Polonii Sikorskiego” rekrutują się też Michael Schudrich i Szalom Dow Ber Stambler, bohaterowie chanukowych ceremonii w Sejmie.

Szewach Weiss mówił o „ciemnych chmurach nad Izraelem”. Hamas zadał cios „najlepszej armii świata”. A Izraelczycy? Uciekają z pola walki, rozglądają się za bezpiecznym schronieniem i wiele wskazuje na to, że wybrali Polskę. „Trwająca dziś operacja przerzutu Żydów była przygotowywana kilka tygodni przed rozpoczęciem rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Centrum dowodzenia znajduje się w hotelu Novotel w Warszawie” – mówił Szmul Szpak z Agencji Żydowskiej. Ale cyferki się nie zgadzają, bo zamiast 200 tysięcy, na lotnisko Ben Gurion pod Tel Awiwem dotarło 35 tysięcy, co może oznaczać tylko jedno – w Warszawie zostali (wyselekcjonowani jak na Umschlagplatz przez Policję Żydowską) starzy, tłuści, niedołężni, nienadający się do służby w wojsku i policji. Potwierdził to Duda, który podczas obchodów Chanuki w Belwederze, „za przyjęcie w Polsce imigrantów” podziękował… Żydom. I czy to właśnie nie było zapowiedzią Operacji Dancyg”, takiej odwróconej operacji Most”, sfinansowanej pieniędzmi ukradzionymi Polakom?

Cały świat dziwił się,że w Polsce odbyła się na Wawelu wyjazdowa sesja Knesetu. Cały świat dziwił się, że w polskim parlamencie odprawiane są żydowskie obrządki religijne. Cały świat dziwił się, że jedynym zmartwieniem polskiego prezydenta jest los Dancyga. Tylko Polacy się nie dziwili. A może Polski jużnie ma, a Polacy jeszcze o tym nie wiedzą? A może spełniła się obietnica izraelskiego przewodnika, że za 20 lat to wszystko będzie ich? A może rabini z Chabad Lubawicz już przejęli kontrolę nad Polską, i nie spotkało się to z jakimkolwiek sprzeciwem na arenie międzynarodowej?A może jest jeszcze o co walczyć, i panaceum na Operację Dancyg jest Operacja Gaśnica”? A może ratunkiem jest to, że na gaśnicę – w przeciwieństwie do broni palnej – pozwolenie Policji nie jest wymagane?

Krzysztof Baliński

=================================

mail:

Alex Dancyg – Urodził się w Warszawie jako drugie dziecko Niny (Nychy) i Marcina (Mordechaja) Dancygów. … Jego ojciec, Marcin Dancyg, był stalinowskim sędzią wojskowym. W 1957 roku Alex Dancyg wyjechał wraz z rodzicami do Izraela. Był członkiem młodzieżowej organizacji Ha-Szomer Ha-Cair.
wiecej: https://pl.wikipedia.org/wiki/Alex_Dancyg

=================================

mail:

Zamieszczone przez pana moje ostatnie dwa artykuły zostały zamieszczone na portalu arabskim (syryjskim) w języku oryginału oraz w języku arabskim i angielskim:

https://almustshar.sy/archives/11382

https://almustshar.sy/archives/11450

Z poważaniem

Krzysztof Baliński

Mamy pretensje do Żydów, że reprezentują interesy żydowskie. Ja mam pretensje do Polaków, że nie reprezentują interesów polskich!

Żyjemy naprawdę w kondominium niemiecko-rosyjskim pod żydowskim zarządem powierniczym?

26.12.2023 Autor:Marcin Rola /nczas/zyjemy-naprawde-w-kondominium-niemiecko-rosyjskim-pod-zydowskim-zarzadem-powierniczym

[Ja bym inaczej rozstawił te znaczenia, ale Autor „ma prawo” być krótkowzrocznym. M D]

Marszałek Sejmu RP Szymon Hołownia odpala świecę chanukową na chanukii, spoglądając w stronę rabinów. Po prawej stronie Prezydent RP Andrzej Duda
Marszałek Sejmu RP Szymon Hołownia odpala świecę chanukową na chanukii, spoglądając w stronę rabinów. Po prawej stronie Prezydent RP Andrzej Duda. / Foto: screen YouTube/Kanał Polityczny

Nie milkną echa od zajścia z gaśnicą w polskim Sejmie, którego dokonał poseł Konfederacji Grzegorz Braun. To, co się stało właściwie po całym zajściu, przeraża i jest nieprawdopodobne, jednak pokazuje Polakom, kto jest kim.

Po zajściu z gaśnicą cały centrolew mało nie padł na pysk przed Żydami. Duda z Hołownią odwalili taki cyrk w Sejmie, że wątpię, by nawet w samym Izraelu były obchodzone te dziwaczne gusła. Można różnie oceniać to, czego dokonał Grzegorz Braun, ale na pewno pokazał prawdę, a tylko prawda jest ciekawa. Co zrobią z tym Polacy, to już ich problem?

Czas zrównać z ziemią to kondominium?

Po tym, co zobaczyłem 14 grudnia w Sejmie, śmiem twierdzić, że Polska to faktycznie jest „kondominium niemiecko-rosyjskie pod żydowskim zarządem powierniczym”. Strasznie smutny obraz upadku Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej. Ta czołobitność, ten nieprawdopodobny upadek wszystkich urzędów w Polsce jest niebywały. Za wszystkim stoi, jak widać, bardzo wpływowa sekta żydowska Chabad Lubawicz. Wróćmy jednak do tego, co się działo w polskim Sejmie, bo to nie był pierwszy raz.

Chanuka do synagogi, a nie do Sejmu RP

Sejm RP to nie jest miejsce, by odprawiać jakieś dziwne gusła. Jeśli ktoś chce sobie palić świece chanukowe, to od tego jest synagoga. Z drugiej strony zapraszanie do NASZEGO – Polaków – Pałacu Prezydenckiego antypolskiego „kłamcy Jedwabieńskiego” Schudricha to nieprawdopodobny skandal. Ten człowiek powinien być wydalony z Polski za swoją działalność przeciwko RP.

Jesteście zwykłymi antypolskimi zdrajcami i proszę mi tu nie wyjeżdżać z „antysemityzmem”, bo zrobiliście z niego, zdrajczykowie RP, zwykłą „propagandową pałkę”, którą smagacie dumnych, wolnych, niepokornych Polaków, którzy śmią wyrażać swoje zdanie. Obrzydliwe, radykalnie antypolskie i żałosne!

DOŚĆ JUŻ TEGO! POBUDKA, POLACY!

Ktoś mi może powie, bo nie wiem: czy co roku w Knesecie palone są świece adwentowe? Ileż pomników w Izraelu stanęło ku czci bohaterskich Polaków, którzy ratowali Żydów podczas II wojny światowej przed Niemcami, ile w Izraelu zrobiono o tym filmów? Gdzie muzeum ku czci Polaków w Izraelu, które by ukazywało całą prawdę o bohaterstwie Polaków? Gdzie ulice, ronda czy skwery imienia polskich bohaterów narodowych, dzięki którym właściwie Żydzi mają swoje państwo?! PYTANIA RETORYCZNE.

Konkludując ten mój wywód, zacytuję śp. Prof. Bogusława Wolniewicza, który zawsze wiedział, co powiedzieć w takiej sytuacji: „Ja mam pretensje nie do Żydów, że reprezentują interesy żydowskie. Ja mam pretensje do Polaków, że nie reprezentują interesów polskich!”.

Let’s Extinguish the Fires of Jewish Supremacy… …before they burn down the world

Let’s Extinguish the Fires of Jewish Supremacy…

…before they burn down the world

Kevin Barrett • December 17, 2023

https://www.unz.com/kbarrett/lets-extinguish-the-fires-of-jewish-supremacy/

Video Link

Video link Watch on Bitchute

State Department whistleblower J. Michael Springmann and I began this week’s False Flag Weekly News with a musically-doctored video of Polish MP Grzegorz Braun taking a fire extinguisher to a Menorah candelabra. As Mark Dankof writes: “Find his actions either amusing, inspiring, or appalling, Braun has hit a raw nerve in the West in the wake of the impending closure of the Zelensky Circus in Kiev and the genocidal numbers being amassed in Israel’s war on Palestinians in Gaza.”

Braun hit a raw nerve by provoking dialectical tension between those who find his act amusing/inspiring, and those who find it appalling. To those of us who are amused, the fact that the hectoring hegemons of Jewish Supremacy are appalled at our amusement, furiously insisting that we absolutely must not laugh, makes it even funnier.

The Jews of Poland, naturally, were the first to condemn Braun and his fans:

On December 12, 2023, MP Grzegorz Braun of the Konfederacja party attacked the Hannukah menorah, symbol of the joyful Jewish holiday, during a debate on the establishment of a new Polish government. This shameful attack is not the first incident involving this politician, who does not hide his antisemitic views.

(It goes on like this for several paragraphs.)

Jewish-dominated Western media naturally agree that Braun is a bigot and that his actions were shameful and indefensible. At first glance, they seem to have a point. Violently attacking a religious symbol, under normal circumstances, would certainly qualify as bigotry (and, to the adherents of the religion in question, blasphemy.) Even Braun’s defenders would no doubt admit that if he had gone around kicking in doors of private houses or synagogues, barging into houses of worship or living rooms, and dousing Menorah candles with a fire extinguisher, he would have been committing an abhorrent and unfunny crime.

But by dousing the official Menorah candelabra in the Polish House of Parliament during the formation of a new government, Braun was not attacking the Jewish religion per se. He was, instead, symbolically extinguishing the fires of hatred burning in the heart of the West’s new hegemonic religion: Jewish Supremacy.

Braun succeeded in raising the million-dollar question: What was that lit-up Menorah doing in the Polish parliament building in the first place? There are only about 4500 Jews among Poland’s 38 million people. That works out to .012 percent of the population.

More than 90% of Poles are Catholics. Obviously most of them are not fans of Talmudic Judaism, which calls Jesus a b**d, his mother Mary a w**e, and claims the former is boiling in excrement for all eternity.

So how in the world did Poland’s minuscule Jewish community manage to impose that Menorah on the Polish parliament? The answer, in two words, is: Jewish power. The global nepotism network of Jewish billionaires and millionaires, backed by the power not only of the state of Israel but also its vassal in Washington, DC, is quite capable of using carrots and sticks to drive the donkeys of Poland wherever it wants them to go.

Jewish power backs the West’s new quasi-official state religion: Jewish Supremacy. Its core notion is that Jewish suffering means more than other people’s suffering, because (as the Talmud teaches) Jewish life is more valuable than non-Jewish life.

The archetypal sacred story of the Jewish Supremacy religion is, of course, The Holocaust (TM). It implicitly places the suffering of the alleged six million Jewish victims above the suffering of the other 60 million people killed during World War II.

The word myth means “sacred narrative that unites a group and gives life meaning.” Obviously, The Holocaust (TM) is a myth. Yet according to a poll cited by The Economist, only one in five young Americans realizes that it is a myth.

Christianity tells a vivid story about suffering (Jesus on the cross) that imbues life with meaning (he was divine and died for our sins then was resurrected, so we should seek salvation in him). Holocaustianity, that sub-creed of the Jewish Supremacy religion, substitutes the Jewish people for Jesus, gas chambers for the cross, and the state of Israel for the risen Christ as the one true path to salvation.

The notion that most Jews today worship “the Jewish people” (i.e. themselves) rather than God is not a marginal anti-Semitic canard, but the sober conclusion of Jewish Studies professors like those I collaborated with in my edited book 9/11 and American Empire v.2. The Holocaust, they say, made belief in God impossible. Rather than turning to God for protection and salvation, the thinking goes, Jews must turn to Jewish power in general, and the state of Israel in particular.

Today, that sacred state of Israel is demonstrating Jews’ worship of Jewish life, and contempt for non-Jewish life, by wantonly slaughtering the women and children of Gaza by the tens of thousands. What makes this ongoing massacre even more horrific from a normal human point of view, though perhaps more delicious from a Holocaustianity-driven Jewish Power perspective, is that the Palestinians being crucified are in fact the People of Jesus.

Though most people, aside from conspiracists like Dan Brown, agree that Jesus left no descendants, clearly he was Palestinian. That means that today’s Palestinians, who converted to Christianity and Islam down through the centuries, are descendants of Jesus’s relatives. So Sarah Silverman’s only half-joking remark “I hope the Jews did kill Jesus, I’d do it again in a second!” is all too apropos. They are doing it again, in Gaza, practically every second. Every Palestinian child who expires slowly in agony under the rubble of what had been her home is another baby Jesus dying on the cross of Jewish Supremacy. And the Jewish supremacists know it, and relish that baby’s pain.

This Jewish supremacist hatred of non-Jewish babies and their mothers, especially the babies and mothers who are the descendants of Jesus’s people, drives the efforts of Jewish arch-secularists to ban nativity scenes in Christian countries. But for some reason these same secularists never seem to object to the National Menorah in the White House, which has been growing in size since 1979 and is now 30 feet high. That monument to the Jewish Supremacy religion, the real official religion of the occupied USA, was the product of a campaign by the rabidly supremacist rabbi Menachem Schneerson to impose Jewish symbols on public spaces. It’s worth noting that Schneerson, though Orthodox, agreed with the atheist “liberal” Jews that the one and only legitimate object of worship is the Jewish people: “God and the Jewish people are one.”

By forcing the world to worship them, and making criticism blasphemy, Jewish supremacists have come to dominate American media, finance, politics, and of course foreign policy. They are committing Biblical-scale genocide against the “seed of Amalek” (i.e. non-Jews) in Ukraine—which has lost more than 14 million people, almost all Slavic Christians whom Jews view as their traditional enemies, since the current war began. Half a million Slavic Christians on both sides have been killed.

The neocon Jewish Supremacists running US foreign policy, and their blood brothers in Tel Aviv, are exterminating “Amelek” in Palestine even more brutally than in Ukraine. So far more than 20,000 Palestinians, mainly women and children, have been killed. Food, water, and electricity have been cut off, sewage treatment facilities destroyed, hospitals blown to bits, and the vast majority of Gaza’s remaining 2.2 million people rendered homeless, their houses and apartments blown up, in time for the cold winter rains.

How can we push back? Once we recognize that Jewish Supremacy functions as a religion, we can attack it by blaspheming against its sacred symbols. A myth (sacred story) only retains its sacrality if everyone is forced to accept it. Once it has been sufficiently mocked and derided, and its idols smashed, it loses its power.

Ironically, the iconoclasm that Douglas Rushkoff sees as the Jews’ biggest contribution to humanity now needs to be turned against today’s Jews and their grotesque, narcissistic, idolatrous, genocidal false religion of Jewish Supremacy. That false religion is burning down the world. The flames are spreading, from Ukraine to Palestine, and might erupt into a global conflagration at any moment. Will todays younger people, including the rising numbers of non-supremacist Jews, be up to the task? Recent poll numbers are encouraging: “51% of young Americans believe the Israeli state should be ‘ended’…Two-thirds of 18-to 24-year-olds in the Harvard-Harris poll said they agree that ‘Jews as a class are oppressors and should be treated as oppressors.’”

Like Abraham grabbing an axe and smashing the idols of his fathers, today’s young people need to pick up a fire extinguisher and put out the flames of Jewish Supremacism before they burn down the world.

A. Duda, Sz. Hołownia, P. Zgorzelski, M. Kidawa-Błońska wymagają wszczęcia procedury ekskomuniki

A. Duda, Sz. Hołownia, P. Zgorzelski, M. Kidawa-Błońska wymagają wszczęcia procedury ekskomuniki

Autor: wawel , 19 grudnia 2023

A. Duda, Sz. Hołownia, P. Zgorzelski, M. Kidawa-Błońska – potrzeba wszczęcia procedury natychmiastowej i dożywotniej ekskomuniki – excommunicatio latae sententiae

Piotr Zgorzelski, Małgorzata Kidawa-Błońska, Andrzej Duda, Szymon Hołownia – to tylko kilka nazwisk osób dożywotnio skompromitowanych politycznie, religijnie, intelektualnie (w przypadku gdyby usprawiedliwiali się niewiedzą) i osobowościowo. Były ich – jak u Gogola – tłumy. Każda z w/w postaci i wielu innych posłów zamieszanych w te bluźniercze ekscesy wykorzystuje podczas KAŻDEJ kampanii wyborczej wiarę katolicką jako wabik dla elektoratu, po czym w satanistycznych obrządkach pali diabłu ogarek.

Analogia z przyjazdem rewizora jest trafna. Z zastrzeżeniem, że mamy tu do czynienia z rewizorem duchowym. Bardziej adewatna wydaje się analogia z opętaniem tłumów polskiej szlachty przed wieki przez żydowskiego hochsztaplera, heretyka i zboczeńca Jakuba Franka, głosiciela jedności wszystkich religii oraz ogłaszającego siebie słyszącym codziennie bezpośredni głos Boga i polecenia od niego (identycznie jak ogłosili chabadowcy tworząc swoją herezję).

Kilkoro polityków obnoszących się ze swoim chrześcijaństwem i katolicyzmem (dla korzyści wyborczych) wzięło udział w bluźnierczej parodii obrządku chrześcijańskiego, mszy świętej. Patrząc na to trzeźwym okiem trzeba powiedzieć, iż ich PUBLICZNY udział w czarnoksięskich aktach magicznych wypełnia w 100% warunki podlegania pod ekskomunikę i to excommunicatio latae sententiae – wiążącej mocą samego prawa, która następuje automatycznie po czynie. Przez sam czyn katolik tak bardzo oddala się od Kościoła, że nie może być dalej uważany za jego członka.

Warto zacząć zbierać podpisy pod oświadczeniem skierowanym do najwyższych władz kościelnych i żadającym natychmiastowej ekskomuniki dla wszystkich katolików biorących udział w ponownym magicznym obrządku talmudycznym kryjącym się pod kryptonimem “zapalenie świec chanukowych”. Jednocześnie tekst takiego Oświadczenia o Apostazji i stosunek do tego tekstu i do głosu wiernych byłby sprawdzianem czujności i jakości elit duszpasterskich.

Wiara w to, że jakiś nieżyjący już przedstawiciel wojującego antychrześcijaństwa (czyli talmudyzmu) dokona paruzji lub inkarnacji w postać Mesjasza całego globu oraz PUBLICZNE uczestniczenie w obrządku modłów do tego talmudysty i jego portretu, modłów, które dopuszczają, iż jest on… Bogiem – te dwa fakty wykluczają dożywotnio danego wiernego z Kościoła.

PS

Na wiecach politycznych na których wystąpi chociaż jedna z osób uczestniczących w sejmie w obrzędach czarnoksięskich pożądane byłoby wznoszenie okrzyków:

“Kiedy przyjdzie mesjasz?!”

“Schneerson Bogiem!!” lub nawiązując do drugiego imienia Boskiego Schneersona i do chabadowskiej doktryny o wcieleniu samego Boga w siódmego “rebe”: “Men-del Bo-giem!!! Men-del Bo-giem!!! Men-del Bo-giem!!!”

Tagi: antychrystianizm, czarnoksięstwo, ekskomunika, hipokryzja, talmud, żydowski mesjanizm

O autorze: wawel

1 komentarz

CzarnaLimuzyna 19 grudnia 2023 godz. 07:48

KS. PROF. BORTKIEWICZ: ANDRZEJ DUDA NIE POWINIEN PRZYSTĘPOWAĆ DO KOMUNII ŚWIĘTEJ!Chodzi o podpis pod ustawą umożliwiającą produkcję ludzi w laboratorium i ich zabijanie /sztuczna reprodukcja in vitro/O obrządek palenia ogarków przez kabalistów w sejmie i w kancelarii prezydenta, dziennikarz nie zapytał. Przy okazji, prof Diabelski ręką swojego sekretarza Franciszka podpisał dokument pozwalający na błogosławienie m.in. par homoseksualnychKard. Fernández zapewnia, że zgoda na błogosławienie par w sytuacjach nieregularnych oraz par homoseksualnych „oficjalnie nie zatwierdza ich statusu ani w żaden sposób nie zmienia odwiecznego nauczania Kościoła na temat małżeństwa”. /link/Zgodnie z wykładnią Polska jest w szczerym sojuszu z diabłem, który chroni nas przed innymi diabłami. Sojusz ten był uznany przez Lecha Kaczyńskiego, Jarosława, Mateusza, a teraz podkreślany przez Dudę i Donalda jako gwarancja zrównoważonego rozwoju w aspektach kluczowych dla światowych koncernów: rozboju i uboju.

Dodaj komentarz

Czyn posła Brauna, to rodzaj felix culpa: W Sejmie w kwestii żydowskiej nie ma żadnych podziałów, wszyscy ćwierkają z tego samego klucza.

„Czyn posła Brauna, to jest rodzaj felix culpa”: W Sejmie w kwestii żydowskiej nie ma żadnych podziałów, wszyscy ćwierkają z tego samego klucza.

nczas/michalkiewicz-czyn-posla-brauna-to-jest-rodzaj-felix-culpa

W jednym z najnowszych komentarzy Stanisław Michalkiewicz odniósł się do „incydentu gaśnicowego” z udziałem posła Grzegorza Brauna. Wskazał, że rozczarowała go reakcja Konfederacji.

Michalkiewicz przypomniał, że Braun „wziął gaśnicę proszkową i zgasił świece chanukowe w Sejmie”. Dodał, iż „poseł Braun pogasił te świeczki, a zaatakowała go jakaś pani, jak lwica, jak Judyta Holofernesa, na szczęście nie urezała mu głowy, ale niewiele brakowało”.

– Cały Sejm zawrzał oburzeniem. Pan Hołownia mało nie splamił fotela marszałkowskiego. Cały Sejm potępił posła Brauna, łącznie z Panem Sławomirem Mentzenem z Konfederacji – podkreślił Michalkiewicz.

Ta sama zgraja, która tak w podskokach potępiła posła Grzegorza Brauna, kilka tygodni wcześniej, a nawet kilka dni wcześniej, pyskowała na temat konieczności przestrzegania zasad konstytucyjnych, a zwłaszcza zasady rozdziału kościoła od państwa – przypomniał.

Jak mówił, ta zasada „dotyczy nie tylko Kościoła katolickiego, ale wszystkich innych wyznań prawnie uznanych przez państwo, również judaizmu”.

Dodał, że „Sejm to jest gmach publiczny i albo obowiązuje zasada rozdziału kościoła od państwa, a to by oznaczało, że w gmachu publiczny żadnych nabożeństw nie wolno odprawować albo robimy jakieś wyjątki”.

W ocenie publicysty Braun „wykazał przywiązanie do konstytucyjnej zasady rozdziału kościoła od państwa, w stopniu heroicznym”.

– Ten czyn posła Brauna, to jest rodzaj felix culpa, czyli błogosławionej winy, bo dzięki temu czynowi okazało się, że w Sejmie nie ma żadnych podziałów (…), w kwestii żydowskiej nie ma żadnych podziałów, wszyscy ćwierkają z tego samego klucza – wskazał.

– Konfederacja bardzo mnie rozczarowała, widać wyraźnie, że zapoczątkowany przez Wcz. posła Wiplera marsz ku centrum już się bardzo na lewo przesunął, tam już marsz ku lewicy zapowiadają – ocenił.

– Widać, że w kwestii żydowskiej jest porozumienie ponad podziałami i jednomyślność – skwitował Michalkiewicz.

Czy Żydzi się doigrają? Jeżeli tak to jak i kiedy?

Czy Żydzi się doigrają? Jeżeli tak to jak i kiedy?

7.11.2023 piko/czy-zydzi-sie-doigraja-jezeli-tak-to-jak-i-kiedy

W Strefie Gazy trwa wojna izraelsko-palestyńska, która wygląda tak: w odwecie za terrorystyczny atak Hamasu na terytorium Izraela, Żydzi likwidują palestyńskie getto w Gazie bombardując domy, szpitale, szkoły i obozy dla uchodźców. Rząd Izraela nazywa to „wojną z Hamasem”, ale oczywistym jest, że to, co robi państwo Izrael, to czystka etniczna, czyli ostateczne rozwiązanie kwestii palestyńskiej.

Izrael popełnia zbrodnie wojenne i nie trzeba być antysemitą, żeby stwierdzić ten fakt. Nie trzeba też być w jakikolwiek sposób zaangażowanym po stronie palestyńskiej, żeby dostrzec i nazwać zbrodnią to, co robi Izrael. A zbrodnia powinna być potępiona. Dlatego na potępienie zasługują zarówno zbrodnie popełnione przez Hamas, jak i zbrodnie popełnione przez Izrael. Przy czym faktem jest też to, że skala zbrodni popełnionych przez Izrael jest o wiele większa. Mając większe możliwości militarne Żydzi mordują Palestyńczyków na potęgę, a minister dziedzictwa Izraela, Amihai Eliyahu, stwierdził nawet, że „zrzucenie bomby atomowej na Gazę jest jedną z opcji”. Ten sam minister postuluje, aby po wojnie wszystkich Palestyńczyków wysiedlić ze strefy Gazy, a ziemię przydzielić walczącym tam żydowskim żołnierzom i wysiedlonym wcześniej żydowskim osadnikom.

Powtarzam, nie trzeba być antysemitą ani sympatykiem sprawy palestyńskiej, żeby wyrazić potępienie dla zbrodniczych metod stosowanych przez państwo Izrael. Nie trzeba też być antysemitą, ani sympatykiem sprawy palestyńskiej, żeby wzywać do zaprzestania rozlewu krwi. Ale okazuje się, że dla Żydów każde potępienie zbrodni Izraela i każdy apel o zaprzestanie popełniania tych zbrodni jest przejawem antysemityzmu. Jeśli ktoś nie przyklaskuje zbrodniom wojennym popełnianym przez Izrael, jest antysemitą i zwolennikiem terroryzmu. Oto kilka przykładów z ostatnich dni.

1 listopada 2023 roku szef polskiego MSZ, Zbigniew Rau, zamieścił na Twitterze wpis o takiej treści:
– Obie strony konfliktu w Gazie powinny natychmiast zaprzestać działań wojennych i pozwolić ludności cywilnej na bezpieczne opuszczenie Strefy Gazy. Pracownicy polskiej służby dyplomatyczno-konsularnej oraz centrali MSZ dokładają wszelkich starań, aby uwięzionym Polakom udało się uciec ze strefy działań wojennych. Robimy wszystko, aby znów byli bezpieczni.

Ten wpis skomentował słynny Jonny Daniels, który w charakterze „Żyda przyjaznego Polsce” przebojem wbił się na polityczne salony i nawet premiera Morawieckiego zabrał na audiencję u nowojorskiego rabina. Oto, co napisał Daniels w odpowiedzi na apel polskiego ministra o zaprzestanie działań wojennych:
– W normalnych zachodnich demokracjach ministrowie byli zwalniani za wzywanie do zawieszenia broni, ponieważ jedyne, co to robi, to wzmacnia Hamas-ISIS i naraża większą liczbę Żydów na śmiertelne niebezpieczeństwo. W Polsce to linia rządowa! Polsko, stoisz po złej stronie historii.

Swoje trzy grosze wtrącił też niejaki Arsen Ostrovski, czyli szef Międzynarodowego Forum Prawnego zajmującego się wspieraniem Izraela i walką z antysemityzmem oraz terrorem. Oto jego komentarz do wpisu ministra Raua:
– Na terenie Polski pochowano już 3 miliony Żydów, zamordowanych przez tych, którzy chcieli naszej zagłady oraz przez ich polskich wspólników. Z całym szacunkiem, nie będziecie nam dyktować, jak mamy się bronić. Ani teraz, ani nigdy.

Zwraca uwagę to, że Ostrovski nie napisał, iż zagładę Żydów zaplanowali i przeprowadzili Niemcy. W jego wpisie nie pojawia się nawet określenie „naziści”, które stosowane jest po to, aby ukryć niemiecką winę. Mamy natomiast jakichś nieokreślonych „tych, którzy chcieli naszej zagłady” oraz „polskich wspólników”. Za chwilę zapewne dowiemy się, że to Polacy zorganizowali i przeprowadzili Holokaust, a Niemcy stawali w obronie Żydów i ukrywali ich przed polskimi bestiami. Po żydowskich hucpiarzach można spodziewać się wszystkiego.

Spójrzmy teraz na apel, jaki 3 listopada 2023 roku wygłosił ambasador Izraela w Warszawie, Yakov Livne, podczas wywiadu dla Polskiego Radia:
– Izrael i Polska są w tym samym zachodnim obozie. Wzywam Polaków, żeby dokonali właściwego wyboru, stanęli po właściwej stronie i poparli Izrael. Wielu Polaków tak zrobiło.

Nie wiem, ilu Polaków postanowiło poprzeć Izrael robiąc z siebie wspólników żydowskich zbrodni, ale najwidoczniej ambasador Livne uznał, że było ich jednak zbyt mało i powinni to zrobić wszyscy Polacy. Livne stwierdził też, że w związku z obecnością mniejszości muzułmańskiej w krajach zachodnich nasila się antysemityzm oraz, że „należy eliminować antysemityzm gdziekolwiek się pojawia oraz zwalczać ksenofobię i rasizm gdziekolwiek występują”. Dodał też, że „w Polsce, gdzie problem jest mniejszy, powinno być łatwiej sobie z nim poradzić”.

Oczom własnym nie wierzę! Ambasador Izraela stwierdza, że w Polsce antysemityzm nie jest takim problemem, jak w krajach Europy Zachodniej. Do tej pory słyszeliśmy, że jest odwrotnie. Bo chociaż w krajach zachodnich Żydzi boją się pokazywać na ulicach w jarmułkach, a policja musi pilnować synagog, to w Polsce sprzedaje się figurki Żyda z pieniążkiem, co jest najgorszym przejawem antysemityzmu jak świat długi i szeroki. Teraz okazuje się, że w Polsce „problem jest mniejszy”. Ale i tak należy go wyeliminować. Zważywszy na to, jak Żydzi eliminują problemem antysemityzmu w Palestynie, słowa izraelskiego ambasadora brzmią dość niepokojąco. Zwłaszcza, że padła już zapowiedź użycia bomby atomowej do walki z antysemitami. Kto wie, co się jeszcze w tych żydowskich głowach wykluje?

Na razie mamy tradycyjne okładanie cepem antysemityzmu. Tradycyjnie Żydzi zachowują się jak histeryzujący bachor, który domaga się, żeby wszyscy spełniali jego żądania. Dobrze byłoby uświadomić Żydom, że taką metodą wiele nie zwojują. Dobrze byłoby, gdyby rząd RP odpowiedział na apel ambasadora Livne tak:
Najpierw ekshumacja w Jedwabnem, potem publiczne przeprosiny za szkalowanie Polaków jako współsprawców Holokaustu, a następnie wycofanie jakichkolwiek roszczeń wobec Polski. I wtedy zaczniemy zastanawiać się, czy warto rozważyć apel ambasadora Izraela”. Nie muszę chyba dodawać, że ostatecznie należy ów apel zignorować.

Oczywiście, żeby udzielić Żydom takiej lekcji, trzeba mieć cojones i dbać o polską rację stanu. A tego nie należy spodziewać się ani po PiS, ani po opozycji totalnej, która szykuje się do przejęcia władzy. Miejmy nadzieję, ze kiedyś doczekamy się rządu, który będzie potrafił skutecznie poskromić histeryzującego żydowskiego bachora. Oby jak najprędzej.

Tekst Katarzyny TS

—————————————
Tytuł w oryginale brzmi: „Histeria żydowskiego bachora”. To nie jest histeryczny bachor, którego karcąc można wychować na normalnego człowieka.  Według mnie jest nieadekwatny ale rozumiem autorkę.

Ta nacja wyznająca kult plemienny, podszyta, syjonizmem i satanizmem jest spoza naszej cywilizacji, pozwala sobie na wszystko, bo może. A może bo zgangrenowała wielki świat polityki, finansów, mediów i kultury.

PS.

W tekście jest taki fragment: „… Żydzi eliminują problemem antysemityzmu w Palestynie …”.
Ciekawostką jest, że spora część Palestyńczyków to Semici a w Izraelu znaczą część stanowią Chazarowie, którzy nie są Semitami (historycznie pochodzą z rejonów rozciągających się na Stepie Pontyjsko-Kaspijskim między północnym Kaukazem, Krymem, Morzem Kaspijskim i Czarnym).

Autor: piko

Estera i Haman, Gudzińska-Adamczyk i Braun, odwieczne strategie szowinistycznego triumfalizmu

Estera i Haman, Gudzińska-Adamczyk i Braun, odwieczne strategie szowinistycznego triumfalizmu

wawel , 15 grudnia 2023 ekspedyt/estera-i-haman-gudzinska-adamczyk-i-braun

Estera i Haman, Gudzińska-Adamczyk i Braun, odwieczne strategie szowinistycznego triumfalizmu i palestyńska profilaktyczna eksterminacja purimowa oraz narodziny profesji TW

Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew – fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzieć.” (ANTONI SŁONIMSKI – O drażliwości Żydów)

“Zasadniczą bowiem prawdę o Bogu stanowi to, że jest on dobry. Wiara, że Bóg może nakazać ludziom straszne, niesprawiedliwe i okrutne czyny, jest największym dającym się wobec niego popełnić błędem.” (SIMONE WEIL)

“Gdyby Hebrajczycy ze swojego dobrego okresu zmartwychwstali i gdyby dano im broń, wytępiliby nas wszystkich, mężczyzn, kobiety i dzieci, z powodu swojego zbrodniczego bałwochwalstwa. Prawdziwe bałwochwalstwo to pożądliwość, a pragnący ziemskiego dobra żydowski naród grzeszył pożądliwością nawet wówczas, gdy czcił swojego Boga. Bałwan [idol] Hebrajczyków to nie metal ani drewno, lecz rasa i naród, coś zupełnie tak samo materialnego.”  ( SIMONE WEIL)

image

 Zaatakowana wcześniej gaśnicą przez Brauna Magdalena Gudzińska-Adamczyk wysyła bandytę i terrorystę w objęcia prokuratury (Esther Denouncing Haman to King Ahasuerus). Za chwilę straci przytomność, chociaż nie jest to takie pewne…

Okazuje się, że Magdalena Gudzińska-Adamczyk została zaatakowana gaśnicą i pobita przez posła Brauna. Jak trafnie zauważył jeden z blogerów należy się spodziewać, że jutro dowiemy się o usiłowaniu gwałtu przez posła Brauna. Istotą hagad jest rozkwit, samożywot fraktalny. Czy powinno to dziwić? Skądże! Toż to święta tradycja nacji do której należy p. Magdalena!

Przyjrzyjmy się więc religijnej, więziotwórczej i narodotwórczej roli insynuacji, pomówień, oszczerstw, donosów, paszkwili. Oraz temu, jak od dziecka wpajać wchodzącym pokoleniom nienawiść w pobożnej szacie i jakie były historyczne początki intratnej profesji Tajnego Współpracownika (TW).

Cz.I

                                          Folklor to prawdziwa i szczera manifestacja duszy człowieka i narodu

Jedno z najbardziej radosnych narodowo-religijnych świąt Żydów to Purim. W tym momencie zaczynam odczuwać narodowe kompleksy. Nie tak jest u nas. Nie taki jest nasz kalendarz obchodów wspólnej pamięci. Nasze polskie święta i rocznice – jak wielu już zauważyło – to świętowanie klęsk i porażek. Czyż nie można tego zmienić? Czy i my też w państwowe święto nie możemy tańczyć i śpiewać na ulicach, formować karnawałowe pochody? Nie znajdzie się żadna taka data? A może jako chrześcijanie powinniśmy wziąć przykład od starszych, bardziej doświadczonych w wewnątrznarodowej socjotechnice – starszych braci? Może spróbować poszukać w kalendarzu i wybrać jakiś dzień na święto analogiczne do kipiącego bezpretensjonalną, szczerą radością święta Purim? Mordechaj i Estera – to bohaterowie Izraela. Nie możemy więc zapożyczać wszystkiego. Musimy adaptować sens – szczegóły dopasowując do naszej historii i naszych bohaterów. Wymaga tego logika i szacunek dla starożytnej, wzorcowej religii. Kim byłby więc nasz, polski Mordechaj? Nasze Estery? Kim byłyby na polskim gruncie – strach pomyśleć – tysiące ofiar przemyślności naszego bohatera broniącego przetrwania narodu i jego tożsamości, broniącego przed obcym żywiołem?  Trudne pytania, momentami bulwersujące, lecz zarazem intrygujące. Pytania, jak z ubogiej panny na wydaniu stać się narodem mającym odwagę i charakter będący nie do pomylenia z żadnym innym. Może kluczem do tego jest radosne święto Purim oparte na wydarzeniach z biblijnej Księgi Estery?

USZKA ANTYSEMITY I GŁÓWKI ISLAMOFOBA czyli kto się nie integruje i dlaczego

Co jest osnową tej opowieści, iż dała ona fundament do narodzin tysiącletnich tradycji? W czym wyraża ona tak trafnie istotę duszy narodu żydowskiego, iż pamięć o jej bohaterach czci on coroczną eksplozją radości, aż po dziś dzień?  Z góry zaznaczam, iż nie interesuje mnie alegoryczna egzegeza w stylu szkoły aleksandryjskiej, która jeśli by dziś istniała, to z pewnością odczytałaby powieszenie antysemity Hamana i jego synów na drzewie w duchu ekologicznego zabiegu mającego na celu by za pomocą równomiernego obciążenia gałęzi – poddać kontroli niekontrolowany rozrost wybranych gatunków drzew w obrębie zamkniętego ekosystemu. Co to, to nie! Chcę wiedzieć, jakie były historyczne podstawy i głębinowy sens tych świętych  opowieści i opartych na nich uroczystości, do których zapraszają przechodniów rozśpiewani Żydzi Nowego Jorku i innych metropolii. Spróbuję rozwiązać zagadkę tej ponadczasowej popularności, być może wcale nie tak trudną do rozwikłania.

Księga Estery pochodzi z III-I w.p.n.e. Osobliwością jej na tle innych ksiąg biblijnych jest to, iż nie pada w niej ani razu żadne z imion Boga. Streśćmy więc pokrótce rzeczoną historię. Otóż  w wersji dla dzieci streszczenie tej księgi brzmi mniej więcej tak: dzięki odwadze żony króla Achaszwerosza, Estery i jej wuja Mordechaja Żydzi zostali ocaleni udaremniając nikczemny plan wroga Izraelczyków Hamana. Ale poniechajmy wersji dla dzieci, gdyż „Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce” – i przyjrzyjmy się bliżej tej najbardziej niezwykłej księdze Starego Przymierza, której treść jest doprawdy fascynująca… A na dodatek dająca nam wgląd w to, jak rodziła się tradycja targania za uszy antysemity, a nawet… obcinania ich.

USZKA ANTYSEMITY I GŁÓWKI ISLAMOFOBA czyli kto się nie integruje i dlaczego

Ciasteczka  “obcięte uszy Hamana”

Estera, córka Abihaila, stryja Mordechaja zostaje żoną króla perskiego dzięki pijarowym radom Hegaja, eunucha królewskiego, stróża żon, który doradził jej, że aby zdobyć względy króla i wygrać rywalizację o zajęcie miejsca oddalonej królowej Waszti – musi demonstracyjnie ukryć kobiecą pazerność na błyskotki i bogactwa lekceważąc je i niczego z tych bogactw, kosmetyków i ozdób, które jej oferuje król – nie wziąć. Ester posłusznie wykonała instruktaż ówczesnego Tymochowicza, zgrabnie odegrała rolę („Estera pozyskała sobie życzliwość wszystkich, którzy na nią patrzeli.”) i odniosła sukces – zdobyła koronę. Później – zaprawionej już w trudnej, lecz wdzięcznej sztuce public relations – przyjdzie jej odegrać upozorowanie próby gwałtu przez wroga Izraelczyków Hamana, odegrać z sukcesem, gdyż król Achaszwerosz weźmie to za prawdę i każe powiesić Hamana. Prawdopodobnie przed zasymulowaniem bycia napastowaną odegrała jeszcze dwie role, kiedy to idąc do króla dwukrotnie zaczęła omdlewać, co w królu obudziło czułość i łaskawość, tak jej potrzebne do sfinalizowania planu „krwawej, profilaktycznej zemsty” na tysiącach Persów. Ale o tym później.

Wszystkie te działania sprawiają wrażenie realizacji wielce złożonej intrygi Mordechaja, gdyż on był tu faktycznym spiritus movens, który jeszcze zanim doszło do kluczowych wydarzeń – nakazał Esterze ukrywać przed królem swoje pochodzenie, co pozwoliło w kluczowym momencie, gdy ważyły się losy odwołania królewskiego dekretu przeciwko Żydom – zagrać tą kartą, że przecież sama żona króla jest z tego ludu, który ma być wytracony, co prawda król bronił się przed tym argumentem, mówiąc do Estery, że nawet gdy Żydzi – zgodnie z dekretem zginą, to jej samej to nie obejmie, gdyż dekret jest „ogólny”. Samo to, iż król wcale nie był skory, do odwoływania dekretu, pośrednio świadczy, iż przytoczona w dekrecie opinia o antypaństowości narodu hebrajskiego była przez Achaszwerosza popierana, a nie była tylko – jak wmawia autor dzieła – efektem zemsty Hamana za… nieoddanie mu pokłonu.  Ale wróćmy do Mordechaja. Postać to interesująca wielce. Właściwie pierwotny tekst hebrajski nie mówi niczego konkretnego o funkcji pełnionej przez niego w pałacu, czy w okolicy pałacu. Jego status jest niejasny, pojawia się tylko zwrot: „Siedział u bramy królewskiej”. Późniejszy dopisek grecki uzupełnia to niedopatrzenie i podaje kwalifikacje i stanowisko: „mąż wybitny, pełniący służbę na królewskim dworze”. Otóż ów mąż wybitny znudzony siedzeniem u bramy wykoncypował zapewne zwiększenie innowacyjności swojego jednoosobowego przedsiębiorstwa i postanowił dokładniej nastawiać uszu na to, co w trawie piszczy, udając sen (mamy tu konsekwentną ścieżkę aktorską, po której kroczy też „piękna” Estera).

image

Mdlejąca zawodowo Estera Gudzińska-Adamczyk

I kiedy tak nasłuchiwał i nasłuchiwał, zdarzyło się, że wreszcie i coś godnego zaraportowania usłyszał. „A gdy Mardocheusz odpoczywał na dziedzińcu z Gabatą i Tarrą, dwoma eunuchami króla strzegącymi dziedzińca, posłyszał ich rozmowy i odkrył ich knowania. Przekonał się, że byli gotowi podnieść rękę na króla Achaszwerosza, i doniósł o nich królowi. Król przeprowadził śledztwo przeciw tym dwom eunuchom, a gdy przyznali się do winy, odprowadzono ich na śmierć.” Dwaj koledzy z zakładu pracy zostali powieszeni, szlak ku królowi przetarty, wybadanie, czy król chętny jest na takowe raporty – dokonane. Jednym słowem same korzyści i świetnie rokujący wstęp do kariery na dworze królewskim. Czas było przejść wobec tego, do drugiej fazy planu, który być może był planem zamachu stanu – ponieważ wśród wyznawców jahwizmu nie było to obce zjawisko (zamachu stanu dokonuje Jehu unicestwiając klan Achaba oraz Atalia wymordowując plemię Judy). Co prawda zamach ten nie sięgał samej góry, może był to tylko „zamach stanu urzędniczy”, łatwiejszy w przeprowadzeniu i dający pewność większej trwałości jego skutków i wzbogacony o czystkę ponad 75 tysięcy osób (w tym kobiety, dzieci, niemowlęta – chociaż trzeba przyznać, że trudno jest zrozumieć, jak niemowlęta mogą żywić rzekomą nienawiśc do Żydów…) niechętnych anarchizmowi Hebrajczyków i ich psuciu państwa.

Kopię eksterminacji z Księgi Estery mamy dzisiaj w ludobójstwie 20 tysięcy Palestyńczyków (w większości kobiet i dzieci).

Jeśli to był plan, to teraz była kolej na jego drugi etap, czyli cykl prowokacji. Mordechaj demonstracyjnie prowokuje Hamana nie podporządkowując się zarządzeniom królewskiej etykiety i regulaminu. Robi to za każdym razem, gdy Haman przechodzi obok niego. To wyzywające zachowanie widzą urzędnicy wypełniający swoje obowiązki w normalny sposób i pytają się go, czemu nie stosuje się do obowiązujących praw. („Przetoż rzekli słudzy królewscy, którzy byli w bramie królewskiej, do Mordechaja: Czemuż ty przestępujesz rozkazanie królewskie?”). Ich też nie słucha. „A gdy tak do niego na każdy dzień mawiali, a nie usłuchał ich, oznajmili to Hamanowi”. Zwykło się tłumaczyć ową niechęć do przestrzegania prawa i dworskiej etykiety przez Mordechaja, tym, iż tak mu kazał Bóg, żeby nie oddawać ludziom czci należnej Bogu. Oczywiście jest to wybieg kazuistyczny i grzech wobec samej logiki tekstu, gdyż kiedy sam Mordechaj staje jako wezyr w purpurze i koronie – to już mu nie przeszkadza (rzekomo bałwochwalcze) oddawanie jemu samemu czci. Odbiera pokołony i wszelkie inne przywileje tak naturalnie, jakby nic innego w życiu wcześniej nie robił. Jest to klasyczny przykład zachowania o nazwie “podwójna miarka”.

Haman udaje się więc do króla, gdzie przedstawia swoją opinię na temat ludu, którego reprezentant uporczywie, publicznie go prowokuje i nie słucha urzędników królewskich nie stosując się do państwowych praw. Jest to jedyny tak obszerny fragment w Starym Testamencie, gdzie opisana jest istota ekskluzywistycznych zachowań Hebrajczyków wobec państw, wewnątrz których tworzą autonomiczne kolonie, dlatego warto ją zacytować w całości:

„Jest pewien naród rozproszony po wszystkich prowincjach twojego królestwa,  i odseparowujący się od wszystkich, mający nowe, inne prawa i ceremonie, a co więcej, gardzący zarządzeniami królewskimi i w interesie królestwa leży, aby z powodu bezkarności nie urosła jego bezczelność”.

W wersji obszerniejszej brzmi to tak: „Haman, który wyróżniał się przy nas mądrością i niezmiernie przychylnym usposobieniem oraz odznaczał się niezachwianą wiernością, zajmując drugie miejsce w królestwie, wskazał nam, że

wmieszał się pomiędzy inne szczepy całego świata pewien naród wrogo do pozostałych usposobiony, który przez swoje prawa sprzeciwia się wszystkim narodom i stale lekceważy zarządzenia królów, tak iż stanowi przeszkodę w rządach nienagannie sprawowanych przez nas nad całością. Przekonawszy się, że jedynie ten naród pozostaje ze wszystkimi w stałej niezgodzie, że trzyma się w odosobnieniu na skutek swych praw, że nieżyczliwy jest dla naszych spraw, spełniając najgorsze czyny, tak iż państwo nigdy nie będzie mogło dojść do wewnętrznego pokoju”.

Autor Księgi Estery przypisuje Hamanowi i królowi podjęcie decyzji o wytraceniu tego – wg tekstu samej Wulgaty – „bezczelnego” (łac.insolens – arogancki, butny, bezczelny Est 3,8) narodu. Tak wielka kara za prowokacyjne nieoddanie pokłonu jest  mało wiarygodna, gdyż autorem narracji jest  kat, a nie ofiara. W każdym bądź razie wydarzenia toczą się dalej.

Teraz Mordechaj uruchamia ponownie Esterę. Każe jej iść do króla z misją anulowania antyhebrajskiego dekretu. Gdy Estera obawia się to uczynić, Mordechaj – bardzo pobożnie – grozi jej i szantażuje: „Albowiem, jeźli ty tak cale milczeć będziesz na ten czas, ulżenie i wybawienie przyjdzie Żydom skądinąd, ale ty i dom ojca twego zginiecie”. Na takie dictum kobieta musiała iść. W komnacie królewskiej – pamiętając wcześniejszą szkołę pijaru –prawdopodobnie odegrała dwukrotnie scenę zasłabnięcia („wzięła ze sobą dwie służebnice. Na jednej z nich opierała się jakby omdlewająca z rozkoszy, a druga szła za nią, powiewną czyniąc jej szatę przez jej podtrzymywanie. I zapłonęła wdziękiem swej piękności”). I tak kroczyła do króla ćwicząc „jakby omdlewanie” i „zapłonięcie”. Gdy wreszcie dotarła, to „zachwiała się, zmieniła swój wygląd, zbladła i pochyliła się na głowę służącej, która ją wyprzedzała. I przemienił Bóg usposobienie króla na łaskawe, tak że zaniepokojony zeskoczył ze swego tronu i wziął ją w ramiona, aż przyszła do przytomności.” Pierwsze lody zostały przełamane – piłeczka była po stronie Estery. Ale do celu został jeszcze kawałek, choć wszystko szło w dobrym kierunku, gdy król „wyciągnął złote berło, i położył je na szyi jej, i pocałował ją, i rzekł: «Mów do mnie! »”. Estera, jakby wyjęta z hollywoodzkiego scenariusza kontynuuje podbijając cenę i zachwalając urodę króla: „Ujrzałam cię, panie, jak anioła Bożego i zatrwożyło się serce moje od strachu przed majestatem twoim, ponieważ jesteś godny podziwu, panie, a oblicze twoje jest pełne wdzięku”. Po czym  ozdabia całość zawsze skutecznym pijarem: „A gdy to mówiła, znowu upadła z wyczerpania. Król zaś przestraszył się, a cała służba jego pocieszała ją”. Scena ta dość często uwieczniana była w grafikach i obrazach.

Warte zauważenia jest, że król wcale nie jest skłonny odwoływać dekret antyhebrajski, widocznie argumenty urzędników królewskich i reprezentującego ich Hamana uznał za odpowiadające prawdzie i uspokaja Esterę, że jej się nic nie stanie z powodu ogólności zarządzenia antyhebrajskiego: „Cóż ci to, Estero? Jam brat twój, bądź dobrej myśli! Nie umrzesz, ponieważ nasze zarządzenie odnosi się do ogółu, przybliż się!”. Jednak jeszcze tym razem Esterze nie chodzi o odwołanie dekretu. Na razie wymaga na królu na następny dzień ucztę w składzie trzech osób: król, Haman i ona. Szanse na zmianę opinii króla o  narodzie, który jest – wg słów samego tekstu biblijnego „wrogo do pozostałych usposobiony, który przez swoje prawa sprzeciwia się wszystkim narodom i stale lekceważy zarządzenia królów, tak iż stanowi przeszkodę w rządach nienagannie sprawowanych przez nas nad całością” – były zapewne małe, gdyż zarzuty musiały pokrywać się z opinią króla i jego dworu. Tej nocy król bije się z myślami, nie może spać i przeglądając kroniki i archiwa odnajduje donos Mordechaja, co pozwala mu zapomnieć o kłopotach – jakie przyczynia królestwu separujący się i czujący się bezkarnym naród – i wyobrazić sobie korzyści z posiadania skutecznego informatora właśnie z tego narodu. Estera natomiast przygotowuje się do realizacji kilkuwątkowego planu.  Zanim Estera zwróci się już bezpośrednio o cofnięcie rzeczonego dekretu trzeba zemścić się na Hamanie i oczernić go przed królem. Wtedy powinno już pójść jak po maśle. I takoż czyni.

Nastał dzień następny. „Przyszedł więc król z Hamanem, aby ucztować z królową Esterą.” Gdy atmosfera stała się już stosunkowo miła „król rzekł do Estery także w drugim dniu podczas picia wina: «Jakie jest twoje życzenie, królowo Estero, a będzie ci dane, i co za prośba twoja?”. Przystępuje więc Estera do rzeczy mówiąc: „niech będzie darowane mi życie na moją prośbę i lud mój na moje życzenie!  Albowiem sprzedano nas, mnie i mój lud, aby nas wygładzić, wymordować i zniszczyć.” Król, dziwnie zapominając o dekrecie, który niedawno pod wpływem argumentów urzędników i  Hamana podpisał – pyta się: „Któż jest ten, który zawziął się w sercu swoim, aby to uczynić, i gdzie on jest?”. Amnezję króla być może tłumaczy moc i ilość wina oraz „zapłonięcie pięknością” jego interlokutorki. W każdym razie Estera wskazuje wyciągniętą ręką Hamana mówiąc: „ten niegodziwiec!”. (Scena owa też należy do często ilustrowanych plastycznie epizodów, nazwać ją można: “wskazaniem antysemity”). W tym momencie król jest już w pełni zambarasowany: naród jest nieznośny, ale z Mordechaja pożyteczny donosiciel z Estery piękna i złotousta kobieta. Cóż czynić? Nie mogąc poradzić sobie z dylematem wyboru pomiędzy osobistymi korzyściami a dobrem królestwa – wychodzi do ogrodu.

Podczas jego nieobecności Haman, wiedząc, co go czeka ze strony duetu Mordechaj-Estera, pada na kolana przed Esterą prosząc o życie. Na to wchodzi król interpretując gest Hamana jako próbę molestowania i gwałtu: „Tedy rzekł król: Izali jeszcze i gwałt chce uczynić królowej u mnie w domu?”. Estera potwierdzająco milczy. Oddajmy głos jednemu z inteligentnych komentatorów tej księgi: „Wobec milczenia Estery, które w zaistniałej sytuacji potwierdza winę Hamana, zostaje on powieszony za to rzekome usiłowanie zbrodni – a nie za swoje rzeczywiste zbrodnicze knowania.

Następują dni triumfu Judejczyków. Mardocheusz zostaje wywyższony, a na prośbę Estery i jego wydany zostaje obowiązujący we wszystkich krajach imperium dekret (8: 5–8), zawiadamiający Judejczyków, że król pozwala im, aby w dniu, kiedy mieli być zgładzeni, „zgromadzili się i stanęli w obronie swego życia, aby mogli wytracić i wymordować, i wygubić wszystkich zbrojnych swoich wrogów wśród ludów i państw wraz z ich niemowlętami i kobietami, a także aby zabrali ich majętność (8: 11)… We wszystkich państwach i każdym mieście… dokądkolwiek dotarły słowo króla i jego dekret dla Żydów nastały [wśród Judejczyków] radość i wesele, uczty i dzień zabawy. Wielu spośród narodów państwa perskiego do wiary i obyczajów Judejczyków się przyłączyło, ponieważ padł na nich strach przed Żydami” (8: 17). No cóż, komentarz tu chyba zbędny. Dla jednych dzień wesela i zabawy, dla drugich (gospodarzy tych ziem) blady strach… Pozostaje tylko pogratulować… siły argumentów ;).

Ci, przed którymi stali judejczycy z uniesionym nad ich głowami mieczami, mieli do wyboru umrzeć za niewiadomo co (wszak nie oni pisali dekret!, tylko król z Hamanem…), albo przyjąć wiarę chcących ich zabić. Przeżyli ci, co przyjęli, jak to z rozczulającą szczerością pisze autor Księgi Estery: “ponieważ padł na nich strach przed Żydami”. Zaiste, w tym momencie lektury można przestać się dziwić temu, jak ogromny był opór w pierwszych wiekach, przed przyjęciem tej szowinistycznej księgi do kanonu (wspólnota z Qumran też nie posiadała tej księgi…). Ci, którzy – szukając zrozumienia tego horrendalnego opisu – twierdzą, że… sam Bóg chciał, by pod groźbą ścięcia, niewinni ludzie przyjmowali wiarę w niego – niech pomyślą, co mówią… Każdemu myslącemu nie może to się skojarzyć z niczym innym, niż wydarzenia z obrazka poniżej…

.

USZKA ANTYSEMITY I GŁÓWKI ISLAMOFOBA czyli kto się nie integruje i dlaczego

Ilustracja do Księgi Estery: “Triumf Izraelitów” (z prawej obcięta głowa nabita na włócznię (jak można domniemywać zapewne bardzo zbożny i uwznioślający symbol)

Zacytujmy dalej naszego komentatora: „Nikt nie stawił im czoła, ponieważ strach przed nimi padł na wszystkie narody… I z nienawidzącymi ich postąpili zgodnie ze swym upodobaniem (9: 2–5)… I zabili nienawidzących ich 75 tysięcy, [a skąd drodzy egzekutorzy wiedzieli, kto ich nienawidzi, lub czy dane niemowlę nienawidzi?] ale na majątek ich nie wyciągnęli ręki [co za wielkoduszność, i czemu, skoro król zalecił rabunek, i co się z tymi dobrami stało?]. Na zamku w Suzie wycięli pięciuset mężczyzn…, ale na majątek ich nie wyciągnęli ręki” (9: 16 i 9: 6–10). Esterze wszelako było tego wszystkiego za mało [parafrazując słowa piosenki Kory można powiedzieć: “Ty nienasycona, wciąż nienasycona…] uprosiła więc króla, aby powieszono dziesięciu synów Hamana,[ których jedyną przewiną najwidoczniej było to, że byli synami Hamana, gdyż nie ma ani słowa o ich antyhebrajskich poglądach, ale może niepotrzebne jest szukać logicznego uzasadnienia, gdy przecież sam dekalog go dostarcza: “twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach“] oraz dodatkowo uprosiła króla żeby pogrom wrogów Judejczyków w Suzie trwał przez jeszcze jeden dzień (9: 13–15) [tego zalecenia w dekalogu nie ma, żeby wydłużać pogromy, więc jest to własna inwencja logistyczna odważnej Estery…]. Utwór kończy się rozesłaniem przez Mordechaja zalecenia do wszystkich Judejczyków, aby rocznicę swojego triumfu czcili świętem, które ma się nazywać Purim. W liście jest nawet wzmianka o ustalonym już widocznie w czasie powstania Księgi Estery zwyczaju wzajemnego obdarowywania się żywnością.” Sądzę, że zwyczaj ten zrodził się z dzielenia łupów po eksterminowanych autochtonach…

I tak oto doszliśmy do końca historii tych herosów. „A Mordechaj wyszedł od króla w szacie królewskiej hijacyntowej i białej, i w wielkiej koronie złotej, i w płaszczu bisiorowem, i szarłatnym;  Potem ułożył król Achaszwerosz podatek na ziemię swoję, i na wyspy morskie.” Fakt, iż główny bohater – spełniwszy swoje marzenia, snute, gdy „siedział u bramy” pojawia się w koronie i purpurze zwiastuje, iż zaraz pojawią się napisy końcowe i logo wytwórni: Paramount Pictures Corporation. Zastanawia tylko ostatnie przesuwające się po ekranie zdanie narracji: „Potem ułożył król Achaszwerosz podatek na ziemię swoję, i na wyspy morskie.” Jaki miało związek owe nałożenie podatku z historią wdrapania się Mordechaja na szczyt drabiny jego marzeń? Czy był to związek przyczynowo-skutkowy? Może jednak poniechajmy tych dociekań, by myśl nasza nie podążyła drogą myśli Hamana… The End.

Niektórzy komentatorzy zwracają uwagę, iż opowieść ta przesycona jest „szowinizmem i agresywnością” oraz „mściwym triumfalizmem” a tytułowa Estera nie przebiera w „podłych” działaniach. Nie muszę chyba dodawać, że są to oczywiście wstrętni antysemici zasługujący (oczywiście wraz z synami) na los Hamana. Najlepiej jednak będzie, gdy, każdy sprawdzi wszystkie meandry tego tekstu poprzez uważną, samodzielną lekturę obu wersji biblijnej księgi (jedna wersja jest w Biblii Tysiąclecia, druga w Biblii Gdańskiej). Za uważną lekturę  – póki co – jeszcze nie ścinają. Daleko posunięte wątpliwości wobec tej księgi mają już długą historię. Kilku Ojców Kościoła (a także kilku rabinów) było przeciwnych włączeniu jej do kanonu. Stało się inaczej… Samo święto Purim też ma interesujące dzieje. Za rządów dwóch cesarzy z dynastii teodozjańskiej (Honoriusza i Teodozjusza II) obchody Purim przybrały tak prześmiewczy i bluźnierczy wobec Męki Pańskiej i ośmieszający Krzyż charakter, że z powodu protestów chrześcijan rabini musieli zdyscyplinować swą agresywną brać i zakazać pewnych zachowań parodiujących ewangelie…

Trzeba wspomnieć jeszcze o jednej bulwersującej sprawie. Wstęp do edycji Księgi Estery w Biblii Tysiąclecia zawiera oburzające zdanie. Oddajmy jednak głos naszemu, już cytowanemu komentatorowi: „Nie mogę jednak powstrzymać się od krytycyzmu, dowiadując się np., że „Estera, podobnie jak Judyta, dzięki uratowaniu ludu bożego od zagłady uchodzi w tradycji i liturgii za typ Maryi” (Wstęp do Est., w: BT, s. 476). W ewangeliach nie ma wzmianki o tym, aby Maryja swoim zachowaniem przyczyniła się do skazania na śmierć jakiegoś człowieka za zbrodnię, której nie usiłował popełnić, albo żeby domagała się uśmiercenia synów jakiegoś złoczyńcy, dlatego że byli jego synami (…), albo żeby podejmowała starania o przedłużenie czasu jakiegoś pogromu. Smutne jest to, że za tekst uświęcony współcześni wyznawcy dwu religii w naszym kręgu kulturowym uważają utwór przesycony zajadłą mściwością.”

Gdybym chciał skompromitować jakiś naród w oczach innych, stworzyłbym mu właśnie taki, albo podobny mit założycielski. Ale Hebrajczykom nikt tej opowieści nie wmuszał. Przeciwnie, przyjęli ją i święto upamiętniające opisane w niej postaci i czyny – rzec można – z wielkiej potrzeby swego serca… (jak to trafnie nazwał Jean Bricmont: “coeur du tribalisme”). Należy uszanować tę decyzję i przez jej pryzmat, przez pryzmat narodowych bohaterów – widzieć sławiący ich naród. Po to, by lepiej go zrozumieć. A zrozumienie, to kluczowa rzecz. Zwłaszcza dla ułożenia wzajemnych stosunków.

Jak widać, Mordechaj to pierwszy w historii TW (tajny współpracownik króla, z samozaciągu) oraz pierwszy łowca antysemitów. Haman to pierwszy w dziejach “antysemita”. Estera to pierwsza tak wybitna kobieta intrygantka i logistyk ludobójstwa. Ważkie postaci. Dowodem, iż po z górą 2 tys. lat powieszenie Hamana, jego synów oraz „krwawą łaźnię” kilkudziesięciu tysięcy jego rodaków na skutek intrygi Mordechaja  świętują pobożni Żydzi na ulicach miast wszystkich kontynentów tańcem i śpiewem w dzień oraz obfitością wina (wg zaleceń rabinackich  komentarzy Talmudu). Wina pitego wieczorem i nocą aż do ranka, aż do stanu świadomości niezdolnej odróżnić Kaina od Abla, Mordechaja od Hamana i Jaruzelskiego od Popiełuszki. Liczne zabawy i potrawy wzbogacają tradycję: Wieszanie Hamana, bicie Hamana, ciasteczka o nazwie „uszka Hamana” (hamantaszki).

Czy możemy się z tego czegoś nauczyć?

Jedni wyciągną naukę taką, że siłą nawyku zwykliśmy uważać donos, donosicielstwo za coś godnego potępienia i niskiego. Jednak religia ma moc uświęcenia każdego rodzaju zachowań. W tej optyce donosy jawią się niemalże gatunkiem literatury religijnej, porównywalnej z dawidowymi psalmami. W tradycji purimowej donos jest wyrazem czujności wobec potencjalnych wrogów wyznawanej, najwyższej wiary. Zwalczmy tę chuć, by donosiciela obelgami truć. W świecie purimowym donos jest wszak przejawem najwyższej mądrości i pobożności. Nauka to jednak niezbyt budująca…

Inni, bardziej złośliwi, powiedzą, że morał tej opowieści zawiera się w ekscentrycznych groźbach i żądaniach brzmiących tak:

Nie dobra mówić, że my wieszamy, bo my każdego, kto tak mówi powiesimy.

USZKA ANTYSEMITY I GŁÓWKI ISLAMOFOBA czyli kto się nie integruje i dlaczego

Powieszeni synowie Hamana za (rzekome) winy ojca

Nie dobra mówić, że nie przestrzegamy miejscowych praw, bo zastosujemy do niego nasze, przyniesione prawa, tak, aż popamięta. Ta nauka z kolei jakaś… nieuczona. Zostawmy więc wyciąganie morałów z Księgi Estery, bo jakieś te morały… niemoralne.

Cz.II

Ze świętowaniem Purim wiąże się kilka specyficznych obrzędów.  Obowiązkiem każdego pobożnego Żyda jest dwukrotne odczytanie Księgi Estery. Liturgia synagogalna obejmuje śpiewy, w których jako chórek biorą udział dzieci. Ogólny charakter święta jest zabawowy i prześmiewczy. Zalecane w te dni jest picie na umór, są też świadectwa o rozwiązłości…  Odgrywane są krótkie scenki dramatyczne. Formowane są pochody typu karnawałowego, we wszystkich kolorach tęczy, często na specjalnych platformach (identycznych jak te, znane u nas z parad równości i LGBT). Przywiązuje się wagę do tego, by we wszystkich uroczystościach brały udział kobiety i dzieci. Tworzy się kukły głównych bohaterów i zakłada karnawałowe maski przedstawiające ich. Starym obrzędem jest bicie kukły antysemity Hamana, wieszanie Hamana oraz palenie kukieł antysemity Hamana.  Bardzo ważne są dwa elementy: podnoszenie powszechnego rabanu na każde wymówienie imienia niegodziwego antysemity Hamana oraz wypieki w formie ciasteczek zwanych „uszy Hamana” (hamantaszki). Rwetes, szum i hałas na dźwięk imienia antysemity Hamana wywołuje się używając trąbki, gwizdki, kołatki, tupiąc i stukając dwoma kamykami o siebie. Dzieci hałasują rozdanymi im drewnianymi grzechotkami ucząc się już od małego, że każdy wstrętny antysemita powinien być zagłuszany i wytupywany. Potem dzieci wieszają i biją kukły Hamana.  Złośliwcy mówią, że jest to wychowywanie do nienawiści – ale oczywiście czytelnik już wie, iż tak nie można mówić, bo jest to… mowa Hamana.

USZKA ANTYSEMITY I GŁÓWKI ISLAMOFOBA czyli kto się nie integruje i dlaczego

Inscenizacja na święto Purim – Petersburg

USZKA ANTYSEMITY I GŁÓWKI ISLAMOFOBA czyli kto się nie integruje i dlaczego

Inscenizacja na święto Purim – Kijów

Owocuje to – jak należałoby się spodziewać – w wieku dorosłym tym, że rozmowa z każdym łowcą antysemitów (a dzięki powszechności święta Purim łowcą antysemitów staje się każdy, kto zetknął się z rodzimą tradycją) sprowadza się do… bycia zagłuszanym słownym rabanem i bycia obrzucanym insynuacjami: ksenofob, nacjonalista, rasista, ultraprwicowiec, super-ultra-hiper-media-faszysta dyktatorski i absolutystyczny, (które w istocie, psychologicznie rzecz ujmując są  p r o j e k c j a m i  własnej mentalności na rozmówcę). Wracając do wypieków: mają one dwie nazwy, Hamantaschen (kieszenie, sakwy Hamana) oraz Haman-Ohren (uszy, uszka Hamana). Dlaczego uszy? Było to – jak podaje Wiki – nawiązanie do średniowiecznych dodatkowych poniżających kar wymierzanych skazanym złoczyńcom. Przed egzekucjami okaleczano ich, między innymi obcinając uszy… Ponieważ liczni badacze twierdzą, że karą w owym czasie  wymierzaną w Persji nie było powieszenie, lecz ukrzyżowanie, to można zakończyć ten opis wesołej purimowej obrzędowości życzeniem: Smacznych uszu obciętych ukrzyżowanemu!

USZKA ANTYSEMITY I GŁÓWKI ISLAMOFOBA czyli kto się nie integruje i dlaczego

Purimowy pochód w Izraelu

Purimowe zabawy w Izraelu, z lewej Haman, czyli niegodziwy nacjonalista (obojętne kto i z jakiego kraju, każdy naród jest nacjonalistyczny, poza tym, który tę etykietkę przylepia)

Źródła historyczne podają, że obyczaj  czynienia wściekłegogo hałasu na dźwięk imienia Haman stwarzał takie ekscesy, iż rabini zamierzali go ukrócić. Jednak opór zwłaszcza Żydów rosyjsko-polskich przeciw likwidowaniu tej tradycji był tak duży, że wysiłki rabinów spełzły na niczym.

Aby zakończyć i podsumować krótki rys celebracji Purim warto sięgnąć po purimowe przemyślenia rabina z gminy żydowskiej w Berlinie zatytułowane: Z dowcipem i śmiałością. Niektórzy z piszących o Księdze Estery nie mogli pojąć, jak można mieć „tak mało zmysłu moralnego” jak jej autor, by aprobować i pochwalać różnego rodzaju „podłe” zachowania. Refleksje berlińskiego rabina pomagają nam zrozumieć ten ewenement na gruncie zachodniej kultury. Otóż rabin pisze, iż każdy z nas musi zadać sobie pytanie, czy wykorzystał w pełni w swoim życiu swoje możliwości. Albowiem Mordechaj i Estera „wykorzystali wszystkie swoje możliwości”. Bo przecież w gruncie rzeczy dostać się do pałacu królewskiego i móc się cieszyć wszystkimi królewskimi przywilejami – kończy myśl rabin – to wielki sukces w życiu każdego człowieka. Jeśli tak, panie rabinie Boris Ronis, to ja już nie mam więcej pytań… Widzę, że nie pada tu o pytanie o środki do celu, liczy się tylko cel. Sam cel – od siedzenia u bramy do zostania wezyrem i cieszenia się przywilejami – też wysoce oryginalny, acz jednak nie uniwersalny, musi pan to przyznać. Dziękuję więc za wspaniałą ilustrację tego, co to znaczy „różnica kulturowa”.

image

Mówi się, że każdy chrześcijan ma w sobie wewnętrznego Żyda. Może by pojść dalej tym tropem i zastanowić się, czy nie będzie korzystne dla polskiej wspólnoty – tak jak jest  dla żydowskiej – coroczne świętowanie święta Purim w polskiej wersji. Czyje uszy byłyby podawane do stołu? Uszy Grzegorza Brauna? Kogo – zamiast Hamana – należałoby wraz z synami powiesić za domniemane niecne zamiary względem mieszkańców lechickiej ziemi?

image

Muszę przyznać, iż wciąż przy próbach myślenia w kierunku wskazanym przez tę wzniosłą wiarę, której zarazem źródłem i owocem zda się być historia Estery i jej eksterminującego protektora – muszę przezwyciężać liczne wątpliwości. Czy aby pogłoski o tym, że Haman szykuje jakiś zamach na naród Żydowski były prawdziwe? A co, jeśli nie?! Wszak konflikt zapoczątkował Mordechaj  i jego lud, za nic mając miejscowe prawa. Czy nie należało przeprowadzić dochodzenia, powołać ewentualnych świadków? Może trzeba było wysłuchać jego racji, dać mu adwokata lub ostatecznie zrobić jakiś okrągły stół? Może zamiierzał jedynie deportować nie podporządkowujących się prawom obywateli, gości pogardzających gospodarzami i ich prawami, tak jak dziś wielu z imigrantów muzułmańskich gardzi niemieckim, szwedzkim i brytyjskim systemem prawnym budując faktycznie równoległy wymiar sprawiedliwości oparty na koranicznym prawie i wszechwładzy klanów rodzinnych?

Może, jeśli czegoś by Hamanowi dowiedziono należało zastosować prawo łaski? Przecież nie tylko nie zabił, a nawet nie skrzywdził ani jednej osoby. Zginął  za myślo-zbrodnię (synowie zostali powieszeni jako bonus) i za obronę praw swojej ojczyzny, która ośmieliła się mieć inne prawa, niż korzystająca z jej gościnności separatystyczna kolonia. A może wyrok w zawieszeniu, a nie od razu zawieszenie na drzewie wraz z potomkami? Może jacyś  koledzy Mordechaja nie powinni czekać 2,5 tys. lat na powołanie Hels. Fund. Praw Człow. i Obywatela oraz Amnesty International tylko zrobić to wtedy? A może jakiś niepokorny z rodaków morderczego Mordechaja winien ogłosić rezolucję przeciw jawnemu ludobójstwu  i szybko zacząć organizować jakiś Trybunał Międzynarodowy?  A te w dalszej kolejności wymordowane kilkadziesiąt tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci? Czy ich winy ktokolwiek zadał sobie trud by udowodnić? Czy to po prostu miał być pokaz siły, by innym już nigdy nawet nie zaświtała myśl, żeby krytykować święty, goszczący u nich naród? Nie wiem, nie wiem. Biję się z myślami. Czuję, że moja wiara w porównaniu z wiarą zdecydowanego, ani chwili nie wahającego się Mordechaja – jest marna, malutka i słaba. On był prawdziwym herosem błyskawicznej decyzji – ja jawię się samemu sobie jako kunktator i tchórz. Muszę się dużo jeszcze uczyć od prawdziwych bohaterów nie cofających się przed prawdziwą żarliwością i zbożnością. Jak Abraham był gotów złożyć w ofierze swego syna, tak i ja muszę złożyć w ofierze swoje zasady, skrupuły i wyrzuty sumienia – tak mi podpowiadają starsi w wierze bracia.

image

Diaspora aszkenazyjska (Europa wschodnia i środkowa) zna ten radosny obyczaj pod postacią „wieszania wroga ludu”. Diaspora sefardyjska (Europa zachodnia) świętuje „wieszanie wrogów demokracji” oraz „wieszanie wrogów rewolucji”. Lokalna francuska odmiana święta Purim w swej klasycznej postaci przybrała formę „ścinania wrogów rewolucji”. Źródła etnograficzne nie odnotowały jednak odpowiednich zmian w sposobie obchodzenia święta w jego aspekcie kulinarnym i tradycyjnych uszek Hamana nie zastąpiła główka Ludwika, ani pełna niekłamanej radości zabawa w wieszanie Hamana nie została wyparta przez ścięcie Hamana. Ewolucja i inwolucja tradycji ludowych jest jednak nieprzewidywalna, więc nie możemy wykluczyć, że w przyszłości lokalna tradycja przetransformuje niektóre ze szczegółowych obyczajów kultywowania pamięci o bohaterskim Mordechaju , przemyślnej Ester i ich profilaktycznej, morderczej intrydze. Jednak należy się spodziewać – znając trwałość mitów założycielskich, że rdzeń tożsamości budującej naród, czyli gloryfikacja Mordechaja (ówczesnego prawdziwego  Eksterminatora , Wielkiego Intryganta i Skutecznego Donosiciela) i bezlitosne potępienie wroga narodu (Hamana) – pozostanie mimo drobnych, lokalnych zmian obrzędowości takim, jakim zawsze był, jakim był od początku.

Ogólnoświatową nazwą pod którą jest obchodzona pamięć dawnych, wzniosłych wydarzeń w dzisiejszych dniach pozostaje symboliczne „wieszanie antysemity” („ruganie antysemity”). Wspólne celebrowanie tego święta w najbardziej zachowawczych centrach tradycjonalistów (np. Nowy Jork, Frankfurt, Hamburg, Londyn, Amsterdam, niektóre dzielnice Warszawy i Krakowa) daje rozproszonej wspólnocie niezwykle silne poczucie więzi. My, jako chrześcijanie powinniśmy rozumieć znaczenie obrzędów znaczących cykl roczny i jednoczących wszystkich wokół jednej idei, jednego marzenia, jednej myśli – wszak wieszanie bombek i ozdób na choince zrodzone w Niemczech przyjęło się szybko scalając  wspólnotę Christianitas. Co prawda ozdabianie drzewka życia barwnymi bańkami szklanymi to nie to samo, co wieszanie na żywym drzewie człowieka, by zapobiec jego domniemanym planom oraz wieszanie jego synów, za to, że są jego synami jako uświęcenie idei profilaktycznej, bezwzględnej zemsty – ale… co kraj, to obyczaj.

image

Warto tu wspomnieć, iż nieliczni niezależni badacze i etologowie zwracali uwagę, iż syndrom „profilaktycznej zemsty” jest analogiczny do spotykanego w subkulturach kryminalnych syndromu zachowań o nazwie „krzywe spojrzenie”, „krzywo się spojrzeć na kogoś i ponieść z jego strony dotkliwe tego konsekwencje”. Inni uczeni – aż strach powtórzyć, by nie zostać wziętym za kolejnego z nieskończonego szeregu narodzonych i nienarodzonych, przyszłych   Hamanów – śmią naukowo dowodzić, że księga Estery jest pierwszą w historii prezentacją zamysłu i realizacji holokaustu. Holokaustu, który stosując zasadę odpowiedzialności zbiorowej dokonują na Persach – Żydzi. Holokaustu zastosowanego profilaktycznie, by zapobiec – nie wiadomo czy faktycznie grożącemu, holokaustowi ze strony Persów, być może tylko rzekomemu, gdyż sprawę znamy tylko ze strony relacji kata, a nie ofiary. Argumenty kata zaś, tak jak argumenty Jaruzelskiego i WRON, zaczynają się od tego, że trzeba było zastosować szczególne środki, gdyż ojczyzna (czyja?) znalazła się w niebezpieczeństwie i źli ludzie przygotowali listy członków partii do powieszenia, więc, trzeba się z nimi rozprawić. Nieprawdaż, że rdzeń narracji z 13 grudnia przypomina narrację Mordechaja? Skutki grudniowej „wielkiej odwagi” bohaterskiego Wojciecha liczone w liczbie ofiar były na szczęście o wiele mniejsze, niż skutki stanu wojennego zarządzonego dekretem Mordechaja i Estery… Mamy też inną repetycję mitycznego świata w realności. Nasz Achaszwerosz (Gomółka), autor antyhebrajskiego dekretu ma swoją Esterę, żonę Liwę Szoken. Trafny mit lubi w częściach lub w całości… spełniać się.

Nie muszę, oczywiście, dodawać, iż twórcy tych uczonych interpretacji podważających świętość i słuszność zapobiegawczej eksterminacji organizowanej przez lud boży zasługują w oczach tegoż ludu – na umieszczenie na sąsiadującej z hamanowską suchej gałęzi za niezrozumienie i zbeszczeszczenie świętych tradycji.

image

Od kilkudziesięciu lat pradawny obyczaj „wieszania Hamana” („wieszania antysemity”) praktykowany jest w formie złagodzonej względem wersji biblijnej. Formie czysto symbolicznej: słownego napiętnowania. Osobnik wybrany do odegrania w improwizowanym dramacie religijnym roli „nienawistnego Hamana” („nienawistnego antysemity”) staje się w tym wariancie obiektem wyrzucanych jednym tchem oskarżeń, insynuacji, przeinaczeń, obelg, potwarzy i gróźb. Czy czasem widzenie wszędzie dookoła siebie antysemitów nie jest pospolitą niechęcią do ujrzenia siebie samego takim, jakim się jest? Jakby nie było, jedno jest pewne: publiczne wyrzucenie z siebie strachu przed jakąkolwiek krytyką – integruje osobowość i wspólnotę. Tradycja wymaga, by napiętnowanie było publiczne. Drzewo ma być wysokie i stać w centrum miasta. Celowi temu służą lokalne  plebejskie druki ulotne („Gazeta Wyborcza”, „New York Times”, „The Washington Post”) i ludowe stacje telewizyjne. Im potężniejszy atak słowny na aktora odgrywającego rolę Hamana, tym większe jego zmieszanie i radość wspólnoty celebrującej swą jedność i tożsamość, wiwatującej na cześć profilaktycznego uśmiercenia tego, co może ewentualnie jej zagrozić.

Godny uwagi jest wywodzący się z Księgi Estery obyczaj biegania z donosem do króla (tzn. do Brukseli) przez któregoś z “siedzących u bramy” i marzących o tym, by zostać wezyrem (Petru, Schetyna, Rzepliński, Kijowski etc.). Zadziwiające są transformacje tradycji purimowych, zwłaszcza u prozelitów.

image

Dzisiejsza europejska tradycja zna dwa sposoby obsadzania roli antysemity (zamiennie: rasisty, ksenofoba, nacjonalisty) przeznaczonego do symbolicznego powieszenia:

1. pojedyncza jednostka. Ostatnio np. Braun, Międlar, Michalkiewicz, Miszalski etc.

Zważywszy na to, iż absurdalnie nienaukowym i nieprecyzyjnym pseudoterminem „antysemita” bywają obdarzani m.in. Goethe, Kant, Hegel, Simone Weil to zaszczytem jest być w tym gronie. Nie mówiąc już o tym, że bywają i tacy gorliwcy polowania z nagonką, iż mianem antysemity określają Jezusa, św. Jana, św. Pawła czy św.Jana Chryzostoma…

2. cały naród (w tej roli tradycjonaliści żydowscy obsadzają najchętniej Polaków). Ostatnio z dużą religijną żarliwością sklejają oni, lepią jednego wielkiego Hamana z całego polskiego narodu. Mąka polskiego narodu jest bardzo pożywna. Kłosy aż uginają się pod ciężarem przysłowiowej polskiej gościnności. Jak żadna inna ta mąka nadaje się na pyszne ciasteczka purimowe.

Dla purystów religijnych Haman zbiorowy ma nawet większą nośność sakralną i zgodność z tradycją niż Haman jednostkowy. Należy się więc najprawdopodobniej spodziewać dalszego obsadzania Polski w roli bitego Hamana. Chyba, że zapoczątkujemy naszą polską tradycję purimową.  W zgodzie z pradawnymi, świętymi tradycjami, lecz bez cienia starotestamentowego okrucieństwa… W wersji polskiej.

image

Osoby, które spotyka ta przypadłość – dość losowa w istocie rzeczy – bycia wybranym do odegrania roli wrednego Hamana – nie powinny czuć się zaskoczone ani reagować emocjonalnie, lecz  winny ze zrozumieniem podejść do przemożnego imperatywu dyktującego wspólnotom konieczność obchodzenia i radosnego świętowania cementujących je pradawnych obyczajów, które złośliwcy zwą dzikimi. Zgodnie z przesłaniem chrześcijańskim: szanujmy cudzą wiarę. I budujmy tradycje analogiczne do najstarszych i uświęconych. Jak odzyskać i umocnić  zniszczoną przez obce żywioły naszą polską  tożsamość mogą nas nauczyć jedynie ci, którzy stworzyli i dbają o coroczne kultywowanie na całym świecie święta Purim.

USZKA ANTYSEMITY I GŁÓWKI ISLAMOFOBA czyli kto się nie integruje i dlaczego

Gra planszowa dla dzieci “Królowa Estera”

Świeckie, czysto plebejskie, piękne w swym naturalizmie tradycje zabaw konstytuujących „ludową liturgię” święta Purim nie zawsze miały wymiar czysto symboliczny, przenośny, słowny. Byli tacy, którym bezmyślne siedzenie i lepienie uszek Hamana, czy to z ciasta, czy to ze słów – nie wystarczało. Chcieli udowodnić swą wiarę czynami. We wszystkich religiach zawsze była część wyznawców, którzy uważali, iż istotą wiary nie są formalistyczne obrzędy, lecz że religia powinna wychodząc z serca zanurzyć się w życiu, czerpać z niego soki. W latach 40 i 50 na terenach Polski etnografowie notują specyficzną, bardzo interesującą dla badacza sektę stanowiącą odłam realistyczny purimowców szokujący bezkompromisowym rozumieniem prawd swojej wiary. Ten wariant radosnego aż do ekstazy świętowania Purim osadzający w wieczności dosadny triumf nad potencjalnymi wrogami trwał w niektórych religijnych centrach wędrownych wspólnot (Smiersz, GZI, UB) cały rok, nie przywiązując się dogmatycznie do wyznaczonego świętymi księgami terminu. W pamięci autochtonów pozostają do dziś owi żarliwi, opętani swoim bogiem herosi „profilaktycznej zemsty”. Lud nasz mniej skłonny do aż takich porywów niesienia swej wiary naganem, pętlą i paragrafem, trzeba to ze wstydem przyznać.

Obrzędowość związana ze świętem Purim posiada osobliwą siłę przyciągania do siebie różnej maści religijnych reformatorów, sekciarzy czy też po prostu najzwyklejszych dziwaków i odmieńców, które to podgrupy dodają barwności każdej wyznaniowej grupie etnicznej. Szukanie, gonienie, chwytanie, słowne zniesławianie, okładanie szyldami i – jako ukoronowanie – symboliczne wieszanie antysemity (dyfamacja) mają niezwykłą siłę atrakcyjną zarówno dla przypadkowych widzów, jak i dla podświadomości każdego rewolucjonisty i wybranego człowieka. Każdy z naganiaczy (TVN, GW, Radio Zet, Tok FM etc.) i myśliwych mógłby powiedzieć: It’s out of my control. Wróg musi być zneutralizowany w zarodku. W zarodku zakamarków jego myśli, za którymi przecież mogą pójść słowa i – nie daj Boże – czyny. Wybitny “etnolog” – G.Orwell – nazywał to myślo-zbrodnią. Krytyka jest przywilejem i rozkoszą osobników nie podlegających – z definicji – absolutnie żadnej krytyce – powiedziałby zapewne Mordechaj.

I niech ktoś powie, że folklorystyka nie jest fascynującą dyscypliną, skoro odkrywa przed nami tak niewiarygodnie osobliwe, nieprawdopodobnie archaiczne rytualne zachowania i mity konserwowane tysiące lat przez samoizolujące się, niezmienne w swej głębokiej tożsamości grupy homo sapiens. Jest na kim się wzorować, by ubogacić swą tradycję zgodnie z postulatami reformowanej sekty multi-kulti.

Bardzo ciekawe są wschodniosłowiańskie sekty purimowe. Symboliczny ryt „wieszanie Hamana” zastępowały one z nabożną konsekwencją celebrą „wieszania bandyty”, „likwidowania terrorysty”. Jedną z wyróżniających się gorliwością wspólnot dowodził rabin (nie dyplomowany, lecz powołany) Bauman. Uroczysty nastrój panował w jego grupie przez cały rok, drzewka się uginały a śpiewom, tańcom i wyciąganym zębami korkom z omszałych butli wina – jak to nakazuje tradycja tego najradośniejszego święta – nie było końca… Nieznany bóg zacierał ręce i radował się pracowitą świętością swego ludu wspieranego przez licznych prozelitów.

USZKA ANTYSEMITY I GŁÓWKI ISLAMOFOBA czyli kto się nie integruje i dlaczego

Inne purimowe sekty ziem polskich udzielały się w rytuale „wieszania Hamana” każda we właściwym dla siebie zakresie. Spory sukces ilościowy w neutralizowaniu Hamanów leśnych notowali uczeni w prawie, sędziowie, prokuratorzy.  Urok ludowych świąt pobożnych wspólnot wspominających swą dawną wielkość – ma nieodpartą moc i wdzięk nie tylko dla religioznawców i folklorystów, lecz także dla zwykłego człowieka.

USZKA ANTYSEMITY I GŁÓWKI ISLAMOFOBA czyli kto się nie integruje i dlaczego

Biblijna ilustracja do Księgi Estery

Większość religii degeneruje się z biegiem czasu, purimowcy w ostatnich latach także pospolitują swoje tradycje, powtarzając namolnie pojedyncze wątki z dawnej, krwistej tradycji powszechnej wiary – rzekome próby reformy stylu obchodzenia tradycji Purim są przykrym widokiem nie wierzących w siebie, zagubionych herezjarchów wśród których wymienić trzeba kilku najgłośniejszych:

Kobosko – waszyngtoński łącznik, żąda pozbawienia Brauna mandatu posła

Hołownia – stepowy egzekutor

Zgorzelski – niedouczony ordynus (Chabad Lubawicz jako… bracia starsi w wierze), żąda pozbawienia Brauna mandatu posła

Duda (zwany prezydentem) – szkoda słów

Dudek Antoni, profesor – zamienił obronę i propagację marksizmu-leninizmu na walkę o inną schizmę rabinacką, czyli o dobro(a) kabalistycznej sekty Chabad Lubawicz (od kabały Marksa do kabały Schneersona)

Terlikowski – teologizujący dziennikarz o żenującej wiedzy w reprezentowanej dziedzinie, żąda pozbawienia Brauna mandatu posła

Gross – proponuje ryt „straszenie Hamanem” nawiązujący blado do klasycznej apokaliptyki żydowskiej

Michnik – tworzy psalmy codzienne uskuteczniające „trepanację czaszki Hamana”

Hartman – pisuje przyśpiewki bursowe „plwanie na Hamana” (w terminologii twórcy tej herezji purimowej było to: „plwanie na polskiego chama”

Blumsztajn – próbuje reanimować wymierającą wiarę (kosmopolityzm reformowany) zastrzykiem eugeniki pod hasłem „aborcja Hamana”

Smolar – pod ścianą tefałenowego płaczu wznosi modły o rychłe „zeuropeizowanie Hamana Sorosem i do Brukseli donosem”

Morozowski – pitrasi jedyne danie, które zna: „targane uszka Hamana”.

Trzeba jednak przyznać, że zawsze znajdą się życzliwi ludzie gotowi pomóc słusznej sprawie.  Negatywne skutki pracy polskich herezjarchów usiłuje naprawić wielki, zaoceaniczny  przemysł filmowy przychodząc na pomoc wysiłkom, by tradycja tak pięknego, wyrosłego z uniwersalizmu dekalogu święta – nie zaginęła. Co miesiąc prawie powstaje nowy, wzruszający film o pięknej i poręcznej jak narzędzia firmy Bosch – niewieście Ester i profilaktycznie skutecznym i wybielającym naród jak pasta Blenda-A-Med. – zęby  Mordechaju. I tak trzymać! Bo cysorz to ma klawe życie, a pałac czeka. Gdyby tylko nie ci wredni antysemici na drodze do pałacu, pałacu carskiego, zimowego czy Belwederskiego – szczęście byłoby pełne, jak butelki wina w to jedyne w swoim rodzaju święto Purim, czyż nie? Uczmy się więc od starszych braci, wypiekajmy z polskiej mąki ciasteczka „uszy polonofoba” i częstujmy nimi wszystkich wytropionych polonofobów. Do czasu, aż przestaną nas częstować „uszkami Hamana”… Jak to ktoś powiedział : „Jeśli nie będzie antypolonizmu, nie będzie u nas także antysemityzmu”. Nic dodać, nic ująć…

Jednak coś mi mówi, że skoro tradycje święta Purim przetrwały aż 2 tys. lat, gdyż tak dobrze odzwierciedlały duszę kultywującego je narodu – to przetrwają i następne 2 tys. lat. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak dzielić się przepisami na „uszy polonofoba” i wypiekać, wypiekać, wypiekać i częstować…

==========================

Czego dowiedzieliśmy się dzięki jednej odpalonej gaśnicy? Że najważniejszą religią dla POPiS-u i lewicy jest judaizm.

Sommer o akcji Brauna: „Jedną gaśnicą znegliżował tę żałosną sytuację”

14.12.2023 nczas-jedna-gasnica-zneglizowal-te-zalosna-sytuacje

Grzegorz Braun gaszący żydowski świecznik w Sejmie. Tomasz Sommer. Chanuka. Sejm.
Grzegorz Braun gaszący żydowski świecznik w Sejmie oraz Tomasz Sommer. / Foto: print screen X/NCzas (kolaż)

Nie milkną echa epickiego ugaszenia chanukiji w Sejmie RP przez posła Grzegorza Brauna. Redaktor naczelny „Najwyższego CZAS!”-u Tomasz Sommer zwrócił uwagę na kilka aspektów sprawy.

Przypomnijmy, że we wtorek 12 grudnia poseł Konfederacji Grzegorz Braun zgasił gaśnicą proszkową żydowski świecznik w Sejmie Rzeczpospolitej Polskiej, czym wywołał powszechne „święte oburzenie”. Ci sami, którzy domagają się świeckiego państwa, grzmieli o „antysemickim akcie”, gdy idea ta została wprowadzona w życie.

Na czwartek 14 grudnia na 16 zaplanowano ponowne zapalenie świec chanukowych.

https://nczas.info/2023/12/14/to-oni-znow-odpala-swiece-chanukowe-w-sejmie-czym-jest-chabad-lubawicz/embed/#?secret=8HsXSoOL56#?secret=H2WhUo2Sq2

Do ugaszenia menory chanukowej przez Brauna odniósł się Sommer. Zwrócił uwagę na kilka aspektów tej sprawy.

„Czego dowiedzieliśmy się dzięki jednej odpalonej gaśnicy?

  • że najważniejszą religią dla POPiS-u i lewicy jest judaizm
  • że wszyscy politycy tych partii boją się Żydów, jak ognia i gotowi są przed nimi poniżyć przekraczając granice skrajnego upodlenia
  • że w polskim sejmie od lat odprawiane są jakieś dzikie gusła i tylko jeden człowiek się temu procederowi sprzeciwia, a te gusła są oczywiście niczym innym, jak zaznaczaniem zdobytego terytorium, dokładnie tak samo, jak to się dzieje przy ekspansji islamu (polecam przy okazji „Światy islamu” Chodakiewicza, tam ten proces wasalizacji elit jest szczegółowo opisany)
  • że na jedno gwizdnięcie na kolana przed Panami padają prezydent RP Duda, biskup Ryś, wszyscy mainstreamowi dziennikarze i publicyści, a wesołek Hołownia posuwa się tak daleko, że szantażuje wicemarszałka Bosaka, próbując go zmusić do udziału w żydowskich obrzędach (czego jeszcze w historii Polski chyba nie było)
  • że nawet duża część Konfederacji wykazała się kręgosłupami miękkimi, jak plastelina
  • że, i to jest w sumie najsmutniejsze, ci wszyscy ludzie zawsze będą służyć Unii, Żydom, agenturom do których są w danym momencie przypięci i w nosie zawsze będą mieli jeden kraj: Polskę” – wskazał.

„Podziękujmy wszyscy Grzegorzowi Braunowi, że jedną gaśnicą znegliżował tę żałosną sytuację” – skwitował Sommer.

Czego dowiedzieliśmy się dzięki jednej odpalonej gaśnicy?
– że najważniejszą religią dla POPiS-u i lewicy jest judaizm
– że wszyscy politycy tych partii boją się Żydów, jak ognia i gotowi są przed nimi poniżyć przekraczając granice skrajnego upodlenia
– że w polskim sejmie od lat…

— Tomasz Sommer (@1972tomek) December 13, 2023