Rodzina to najlepszy możliwy wybór w życiu. „Podstawowy postulat – im więcej dzieci, tym niższy podatek”

Rodzina to najlepszy możliwy wybór w życiu.

„Podstawowy postulat –

im więcej dzieci, tym niższy podatek”

8.06.2025 nczas/rodzina-to-najlepszy-mozliwy-wybor

Rodzina. Obrazek ilustracyjny. Źródło: pixabay
Rodzina. Obrazek ilustracyjny. Źródło: pixabay

Wprowadzenie ilorazu podatkowego, promocja rodzicielstwa i zmiana społecznego wizerunku dużych rodzin – to główne postulaty uczestników XIII Ogólnopolskiego Zjazdu Dużych Rodzin „Trzy Plus”, który zakończył się w niedzielę w Zakopanem. Promujemy pracę ponad rodzicielstwo. To zły kierunek – wskazali.

„Trzeba w Polsce wykreować modę na rodzinę. Dziś młodzi ludzie często wybierają rozwój osobisty, a dziecko jawi się jako przeszkoda. Chcemy pokazać, że to nieprawda – dziecko to najlepszy możliwy wybór” – powiedziała w rozmowie z PAP Korina Bulenda-Nowak, organizatorka zjazdu Dużych Rodzin „Trzy Plus”. Podkreśliła, że matki potrafią łączyć wiele ról – rozwijają się zawodowo, są wykształcone, działają społecznie – „rozciągają dobę do granic możliwości”.

ZDR postuluje wprowadzenie ilorazu podatkowego, który uzależniałby wysokość podatku od liczby członków gospodarstwa domowego. „To podstawowy postulat – im więcej dzieci, tym niższy podatek. To byłaby realna zachęta do posiadania potomstwa” – powiedziała Bulenda-Nowak.

Uczestnicy zjazdu krytycznie ocenili świadczenie 800 plus. „Nie chcemy być postrzegani jako ci, którzy żyją na koszt państwa. Jesteśmy samowystarczalni i pragniemy być odpowiedzią na kryzys demograficzny – mądrze wybieramy przyszłość” – powiedział organizator zjazdu w Zakopanem.

Wiceprezes Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus” Łukasz Wojdak zwrócił uwagę na potrzebę budowy kultury prorodzinnej. „Musimy stworzyć warunki, w których rodziny nie będą pogarszać swojej sytuacji finansowej tylko dlatego, że mają dzieci. Potrzebne są rozwiązania systemowe – jak choćby emerytura alimentacyjna, czyli możliwość odpisu podatkowego przez dorosłe dzieci na rzecz rodziców, którzy ich wychowali” – wyjaśnił.

Zdaniem Wojdaka, prorodzinna polityka państwa powinna obejmować także działania edukacyjne i społeczne.

„Jeśli programy rządowe premiują oddanie dziecka do żłobka ponad pozostanie z nim w domu, to w ten sposób promujemy pracę ponad rodzicielstwo. To zły kierunek – musimy mówić, że rodzicielstwo jest wartością nadrzędną” – zaznaczył Wojdak.

Rozmówcy PAP podkreślili, że niepokojące, straszne są zmiany społeczne związane z promocją aborcji.

Zjazd Dużych Rodzin „Trzy Plus” odbył się w dniach 6–8 czerwca w Zakopanem pod hasłem „Rodzina górą!”. W wydarzeniu uczestniczyły setki rodzin z całej Polski. Polska Agencja Prasowa objęła wydarzenie patronatem medialnym.

Elon Musk opanował się; usunął wpis o Trumpie u Epsteina

Elon Musk usunął wpis o Trumpie.

Chodzi o sprawę Epsteina

[A oskarżył po bijatyce Elona Mauska i Scotta Bessenta w Białym Domu.. Jak łobuzy, panie.. md]

https://pch24.pl/elon-musk-usunal-wpis-o-trumpie-chodzi-o-sprawe-epsteina

Elon Musk usunął wpis na X, w którym oskarżył prezydenta Donalda Trumpa o związki z Jeffreyem Epsteinem. Wcześniej prawnik David Schoen, który bronił Epsteina, napisał, że Epstein nie był w żaden sposób zdolny do obciążenia Trumpa.

„Zostałem zatrudniony, aby poprowadzić obronę Jeffreya Epsteina jako jego prawnik karny 9 dni przed jego śmiercią. Prosił mnie o radę na wiele miesięcy przed tym. Mogę powiedzieć autorytatywnie, jednoznacznie i definitywnie, że nie miał żadnych informacji, które mogłyby zaszkodzić prezydentowi Trumpowi. dokładnie go o to pytałem!” – napisał na X prawnik David Schoen.

Donald Trump podał dalej jego wpis, a Elon Musk usunął w efekcie swój własny wcześniejszy wpis, gdzie twierdził, że Trump pojawia się w sprawie Epsteina.

Nie ulega wątpliwości, że Donald Trump w latach 90. latał prywatnym odrzutowcem Epsteina. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, że był kiedykolwiek na jego prywatnej wyspie, gdzie dochodziło do przestępstw w postaci kontaktów seksualnych z nieletnimi.

Dokumenty sądowe dowodzą ponadto, że w 2011 roku Trump zabronił Epsteinowi przyjeżdżać do jego rezydencji Mar-a-Lago.

Wcześniej Epstein napastował nieletnią. W 2019 roku Trump powiedział, że nie rozmawiał z Epsteinem od 15 lat.

Jeffrey Epstein został w 2010 roku oskarżony o sprowadzanie do swoich nieruchomości nieletnich. W 2019 roku „zmarł w areszcie”, oficjalnie popełniając samobójstwo.

Źródła: x.com Pach

Carlo Maria Vigano:„Arogancja polityków-zdrajców opiera się na bezkarności”

Carlo Maria Vigano:„Arogancja polityków-zdrajców opiera się na bezkarności”

Tak wygląda autentyczny ekumenizm!

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUN 8
Arogancja polityków-zdrajców opiera się na bezkarności

Jeden z najwyższych hierarchów Kościoła rzymskokatolickiego, były sekretarz generalny Watykanu, arcybiskup i teolog Carlo Maria Vigano, który przez długi czas pełnił funkcję nuncjusza apostolskiego w Stanach Zjednoczonych, napisał specjalny artykuł w przededniu wielkiego „Forum przyszłości 2050”, które odbędzie się w Moskwie w dniach 9-10 czerwca, w którym przedstawił swoje poglądy na temat współczesnego porządku świata i jego perspektyw. Dzisiaj publikujemy tłumaczenie jego artykułu z języka włoskiego.

Szybki rozwój wydarzeń w ostatnich latach i ruch ku przepaści (w związku z czym łacińskie powiedzenie „Ruch przyspiesza, gdy koniec jest bliski”) wymaga umiejętności pojmowania różnych nieprzewidzianych sytuacji. Wymaga również całościowego światopoglądu, który musi być powiązany z duchowym wymiarem naszego istnienia.

Bez tej duchowej wizji jesteśmy pozbawieni podstawowej zasady naszego życia jako istot rozumnych, odrodzonych do życia dzięki łasce chrztu, ponieważ naszym celem jest kochać, modlić się i służyć Bogu, naszemu Panu i Stwórcy.

„Porządek to przestrzeń, rewolucja to chaos”

Bez tej duchowej wizji zniekształcamy naszą obiektywną rzeczywistość. Szanowani przedstawiciele Kościoła Prawosławnego podzielają tę wizję z Kościołem Katolickim i wierzą w powszechne królestwo naszego Pana Jezusa Chrystusa jako prawdziwego Boga, prawdziwego Człowieka, prawdziwego Wszechmogącego, który rządzi narodami ziemi, czasem i historią, który jest Alfą i Omegą.

Na tej konferencji wielu z was przedstawi propozycje i projekty alternatywnego porządku świata opartego na suwerenności narodowej, dobru wspólnym, prymacie człowieka nad maszyną, rozumu nad namiętnościami i ducha nad ciałem. Ten nowy porządek już istnieje, ponieważ On jest u jego fundamentu – Chrystus, nasz Król i Arcykapłan. Porządek ten został ustanowiony wraz z wcieleniem Chrystusa, potwierdzony cierpieniem i śmiercią Zbawiciela, ukoronowany Jego zwycięstwem w chwalebnym zmartwychwstaniu i utrwalony przez uświęcające działanie łaski poprzez sakramenty.

Ten porządek jest bardziej poprawnie nazywany kosmosem, w przeciwieństwie do chaosu rewolucji. To właśnie społeczeństwo chrześcijańskie, a mianowicie Cesarstwo Rzymskie na Wschodzie, potrafiło ucieleśnić go w swoim stosunku do władzy jako pojęcia sakralnego, łącząc postać cesarza – Cezara, od którego pochodzi słowo „król”, z sukcesją apostolską. Jest to ważne nie tylko w związku z obowiązkiem rządzenia, ale przede wszystkim z odpowiedzialnością moralną, jaka spoczywa na władcach.

Władcą w bizantyjskim chrześcijańskim światopoglądzie, a później w średniowiecznej koncepcji europejskiej, był namaszczony przez Chrystusa, a jego władza była sprawowana w granicach i dla celów ustalonych przez Chrystusa. To właśnie ta fundamentalna zasada jest celem niszczycielskiej furii rewolucji. Celem jest odsunięcie prawowitych władców od władzy, pozbawienie ich świętości królewskiego namaszczenia, oderwanie ich od ludu, a zatem przekształcenie ich w potencjalnych tyranów.

„Emisariusze elit, którzy niszczą wszystko od środka, przeniknęli wszędzie”

Złudzenie, że ludzie mogą rządzić się sami, doprowadziło do tymczasowego przekazania władzy w ręce „elit”, które nie ponoszą żadnej odpowiedzialności ani przed Bogiem, ani przed ludźmi.

Dziś rebelianci przybyli na ruiny Zachodu, aby podeptać zasady bardziej święte niż prawo naturalne. Ta „elita”, niszcząca wszystko od wewnątrz i zjednoczona w potężnych lobby, które dysponują ogromnymi zasobami finansowymi, przygotowuje się do wyeliminowania głosu ludu poprzez ingerencję w procesy wyborcze i podporządkowanie woli ludu.

Wysłannicy struktur ponadnarodowych infiltrują rządy, najwyższe szczeble władzy, ministerstwa, sądy, policję, uniwersytety. Te tendencje przenikają nawet do Kościoła. Nie jest tajemnicą, że elity są powiązane ze swoimi panami poprzez bardzo poważne konflikty interesów. Są poddawane szantażowi z powodu swojego skorumpowanego, okrutnego, perwersyjnego stylu życia. Arogancja zdradzieckich klas politycznych opiera się na bezkarności i nadziei na uniknięcie sprawiedliwości.

Jako następca apostołów nie mogę dyktować, jak rozwiązywać problemy, które dojrzewają na arenie międzynarodowej. Mogę jednak przypomnieć wam o podstawowych zasadach, którym poświęcona jest nasza święta wiara, opartych na wiekach doświadczenia. Są one przedstawione w Ewangelii, objawione w Boskiej Liturgii i odciśnięte w mozaikach naszych starożytnych kościołów, takich jak Hagia Sophia, Bazylika św. Marka w Wenecji, Katedra św. Bazylego i Bazylika San Vitale w Rawennie. Zasady te ucieleśnione są w obrazie Chrystusa siedzącego na tronie w królewskim stroju, noszącego koronę i trzymającego berło i jabłko.

Królewska godność naszego Pana jest fundamentem porządku publicznego, harmonii między narodami, dobrobytu narodów i zbawienia ludzkości. A Szatan tak zaciekle sprzeciwia się Królestwu Chrystusa, ponieważ jest ono prawdą. Jest to jedyny bastion przeciwko barbarzyństwu i przeciwko nadejściu królestwa Antychrysta, w którym chrześcijańskie społeczeństwo zostanie zastąpione światową ideologią, gdzie panować będzie tylko zniszczenie i ruina. Tam, gdzie panuje Chrystus i gdzie władcy wierzą w Chrystusa jako swojego Króla, rewolucja zostaje pokonana.

„Oddawanie się wywrotowym związkom poświęconym złu jest niewybaczalną słabością”.

Wyznaczyłeś termin 2050. Oznacza to, że masz 25 lat na zorganizowanie duchowego odrodzenia, które wychowa nowe pokolenia w wierze i tradycjach twoich ojców. Zacznij od szkoleń, edukacji, szkół i uniwersytetów. Powinny stać się miejscami, w których przyszli przywódcy i władcy będą mogli być dumni z bycia chrześcijanami i żyć zgodnie z wyznawanymi przez siebie zasadami w swoim codziennym życiu. Stań na straży normalnej rodziny, opartej na nierozerwalnym związku mężczyzny i kobiety, którego celem jest narodziny i wychowanie dzieci.

Zachęcaj do wszelkich form rolnictwa, hodowli zwierząt, rybołówstwa, rzemiosła i przedsiębiorczości, które zapewnią niezależność i samowystarczalność rodzin i małych społeczności. Zapewnij ochronę wszystkich niezbywalnych praw, które są zagrożone i deptane przez globalizm.

Karać z całą surowością prawa wszystkie te wywrotowe związki i organizacje, które zagrażają niepodległości narodów. Pobłażliwość wobec różnych tajnych i przestępczych społeczności oddanych złu jest niewybaczalną słabością. Jak wiemy, takie społeczności mogą zagrozić samemu istnieniu ludzkości. Planują zmniejszyć populację za pomocą wojen, głodów, epidemii, masowej sterylizacji i moralnej degradacji ludzkości.

Oddajcie Chrystusowi Jego ludy, które do Niego należą, bo tylko w ten sposób przywrócicie ten Boski porządek, ten sam kosmos, który rewolucja chce zniszczyć. Nie może być ani pokoju, ani sprawiedliwości tam, gdzie nie rządzi Król Pokoju i Sprawiedliwy Sędzia. Ignorowanie tych zasad jest iluzją, utopią, która poprzedza najstraszniejszą katastrofę.

Nasz Pan nauczał nas:

Beze mnie nic nie możesz zrobić.

Jak możemy mieć nadzieję na koniec piekielnego koszmaru, który globaliści chcą nam narzucić, jeśli nie powrócimy do Chrystusa? Epokowa walka między dobrem a złem, między Bogiem a szatanem, może zakończyć się zwycięstwem tylko wtedy, gdy staniemy po stronie Chrystusa. Idąc na krzyż, Chrystus zwyciężył świat. Z krzyżem Chrystusa, który jest „zgorszeniem dla Żydów i głupstwem dla pogan, ale zbawieniem dla nas, którzy wierzymy”, zrozumiemy, że nawet straszne próby, którym jesteśmy poddawani, mogą stać się zwiastunem zwycięstwa, jeśli przeciwstawimy się im nie naszą ludzką siłą, ale pokładając całą naszą nadzieję w Tym, który jest prawdziwie wszechmocny.

„Dziedzictwo Konstantynopola przekazane chrześcijańskiej Rosji”

29 maja 1453 roku cesarz Konstantyn XI Paleolog bronił murów Konstantynopola obleganego przez Turków aż do swojej śmierci. Oznaczało to koniec Cesarstwa Rzymskiego na Wschodzie i, według historyków, koniec średniowiecza. Dziedzictwo Konstantynopola zostało częściowo przeniesione na chrześcijańską Rosję pod rządami carów, którzy wraz z Karolem I Habsburgiem padli ofiarą morderczej złośliwości ateizmu i materializmu oraz spisku lóż masońskich.

A jednak wiele z tego dziedzictwa wiary, kultury, historii i heroizmu pozostaje żywe, tak jak wiara chrześcijan prześladowanych przez reżim komunistyczny pozostała żywa przez siedemdziesiąt lat. Wzywam was, drodzy przyjaciele, do zrealizowania waszych i moich nadziei.

Jeśli Chrystus, Alfa i Omega, Początek i Koniec, stanie się centrum twojego życia osobistego i społecznego, będziesz mógł znaleźć konkretne zastosowanie zasad, które cię inspirują, a także będziesz w stanie rozpoznać i przezwyciężyć wszystko, co ci się sprzeciwia.

Przyzywam dla was wszystkich wstawiennictwa Matki Bożej, naszej Królowej i Pani, która chroni rodziny, społeczeństwa, narody i cały świat. Niech błogosławieństwo Trójcy Świętej będzie z wami!

Carlo Maria Vigano, Arcybiskup

Pierwszy wywiad zagraniczny prezydenta elekta Karola Nawrockiego. Do przyjaciół Węgrów.

Pierwszy wywiad zagraniczny

prezydenta elekta Karola Nawrockiego.

„Kijów musi najpierw…”

8.06.2025 nczas/pierwszy-wywiad-zagraniczny-prezydent-elekta-karola-nawrockiego

Karol Nawrocki
Karol Nawrocki. / foto: PAP

Prezydent elekt Karol Nawrocki udzielił węgierskiemu tygodnikowi „Mandiner” pierwszego wywiadu zagranicznego po wygranych wyborach prezydenckich w Polsce. Nawrocki podkreślił konieczność wzmacniania Grupy Wyszehradzkiej (V4) i wschodniej flanki NATO.

Nawrocki zapewnił w rozmowie z tytułem bliskim rządowi w Budapeszcie, że chce wzmacniania V4 i Bukaresztańskiej Dziewiątki. Jego zdaniem ściślejsza współpraca w ramach V4 ma kluczowe znaczenie dla wzmacniania wschodniej flanki NATO.

Mówiąc o stosunkach Polski i Węgier, przywołał podobne doświadczenia historyczne, jak wspólna walka przeciwko reżimom komunistycznym, które „zbliżyły do siebie oba narody”. Przyznał, że sam ma wielu przyjaciół na Węgrzech.

„Węgry są dla Polski bardzo ważnym sojusznikiem” – oświadczył.

Prezydent elekt powtórzył w udzielonym w Warszawie wywiadzie, że Polska będzie nadal wspierać strategicznie i militarnie Ukrainę, ale sam jest przeciwnikiem pospiesznego włączania tego kraju do Unii Europejskiej. „Kijów musi najpierw zadbać o relacje z państwami sąsiedzkimi, szczególnie ekonomiczne i historyczne, jak kwestia ludobójstwa wołyńskiego” – stwierdził.

Polityk dodał, że najważniejszym wrogiem na wschodzie pozostaje Rosja i jej agresywna polityka.

Komentując niedawną kampanię wyborczą w Polsce, Nawrocki zauważył, że mierzył się w jej trakcie z licznymi atakami ze strony opozycji i podmiotów zagranicznych, szczególnie Europejskiej Partii Ludowej (największego ugrupowania w Parlamencie Europejskiej, do którego należy m.in. Platforma Obywatelska – PAP). Mimo tego – jak uznał – zwyciężył dzięki „głosom zwykłych Polaków”.

Wygrana Nawrockiego została pozytywnie przyjęta przez rząd w Budapeszcie, a premier Viktor Orban ocenił, że nowy polski prezydent będzie „opozycją wobec prowojennego rządu w Polsce”.

Rząd Orbana pozostaje w ostrym konflikcie z premierem Donaldem Tuskiem i jego środowiskiem. W grudniu 2024 r. Budapeszt udzielił azylu Marcinowi Romanowskiemu, politykowi PiS i byłemu wiceministrowi sprawiedliwości, któremu postawiono zarzuty dotyczące nieprawidłowości w działaniach Funduszu Sprawiedliwości.

Dziś w czternastu polskich miastach przejdą Marsze dla Życia i Rodziny

Centrum Życia i Rodziny @CentrumZycia

Już jutro aż w czternastu polskich miastach przejdą Marsze dla Życia i Rodziny ( do zaznaczonych na mapce dołącza jeszcze Gostyń) Zachęcamy Państwa do udziału! Jest co najmniej 15 powodów aby wspólnie maszerować! Sprawdź https://marsz.org/15-powodow-by-byc-na-marszu-dl/

#PolskaZaŻyciem

Zdjęcie

Krajobraz po bitwie

Krajobraz po bitwie

Stanisław Michalkiewicz tygodnik „Goniec” (Toronto)  8 czerwca 2025 michalkiewicz

Chyba miał wiele racji Tadeusz Boy-Żeleński mówiąc, że u nas nic nigdy nie dzieje się naprawdę – a to z powodu naszego safandulstwa, które powoduje rozwodnienie wszystkiego, co tam ktoś wobec nas planuje. Na przykład dyktatura Józefa Piłsudskiego była znacznie łagodniejsza od bolszewickiej, czy hitlerowskiej, a sanacja po Piłsudskim to wręcz przykład nieudolności. Podobnie podczas okupacji; wprawdzie Armia Krajowa liczyła podobno 300 tys. ludzi – ale – co zauważył Józef Mackiewicz – w znacznym stopniu wykorzystywana była do wspierania Sowietów, którzy uważani byli za drugiego najeźdźcę. A nawet i komunizm w Polsce nie da się porównać do tego sowieckiego, chińskiego, czy kambodżańskiego; wprawdzie komuna wycisnęła z Polski sporo krwi, ale np. Kościół katolicki nie został wymordowany, a nawet przetrwała prywatna własność ziemi.

Toteż choć Niemcy w ramach budowy IV Rzeszy próbują narzucić Europie model demokracji kierowanej – co w Rumunii udało się modelowo, a i we Francji też może się udać – wybory prezydenckie w Polsce sprawiają wrażenie, jakby odbyły się według modelu spontanicznego. Wprawdzie Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje i Judenrat poruszyli wszelkie możliwe Moce – ale nawet w szczytowym momencie mobilizacji, frekwencja wyborcza w II turze wyniosła niecałe 72 procent, czyli niecałe 5 procent więcej, niż w pierwszej, a ta była prawie taka sama, jak podczas wyborów „kontraktowych” w 1989 roku. Toteż i różnica między liczbą głosów uzyskanych przez obydwu antagonistów, okazała się minimalna, nie przekraczająca jednego procenta. W porównaniu z sondażami, zwłaszcza tymi wcześniejszymi, które pokazywały nawet 10 procent różnicy między obywatelem Trzaskowskim Rafałem, a obywatelem Nawrockim Karolem, było to tyle, co nic, a to z kolei świadczy o dwóch, a właściwie trzech możliwościach: albo w tych sondażowniach pracują hebesy, albo konfidenci, którzy zwyczajnie realizują zamówienia, albo że bezpieka, gdzie od hebesów też się przecież roi, rekrutuje konfidentów wyłącznie wśród hebesów. Inna rzecz, że bezpieka mogła wyciągnąć wnioski z deklaracji amerykańskich Republikanów, co to wobec Reichsfuhrerin wyrazili zaniepokojenie ubecką podszewką kampanii wyborczej, no i rzeszowskim wystąpieniem Kristi Noem, sekretarza od bezpieczeństwa narodowego u prezydenta Trumpa, która obywatela Trzaskowskiego Rafała określiła mianem „wytresowanego na lidera” i zaleciła wybór „lidera, który będzie współpracował z Donaldem Trumpem” a więc obywatela Nawrockiego Karola. Ponieważ trudno wyobrazić sobie sytuację, w której wśród tubylczych bezpieczniaków nie byłoby – oprócz agentów niemieckich – również agentów amerykańskich, to nic dziwnego, że u nas model rumuński nie przeszedł.

W tej sytuacji i sondażownie postanowiły się trochę zabawić i na początek ogłosiły minimalną wygraną obywatela Trzaskowskiego Rafała. Zarówno jego, jak i zgromadzonych w jego sztabie folksdojczów, ogarnęła euforia. Obywatel Rafał zaczął opowiadać, jak to będzie „łączył” i tak dalej – aż wreszcie zaprezentował „pierwszą damę”. Tylko obywatel Tusk Donald sprawiał wrażenie, jakby skądś wiedział, jak jest naprawdę i nie tylko się nie radował, ale natychmiast sie ulotnił, pozwalając gawiedzi na świętowanie. Trwało ono aż dwie godziny, po czym okazało się, że jest odwrotnie, że wygrywa obywatel Nawrocki, a jego przewaga w pewnym momencie urosła do prawie pięciu procent. Wreszcie rano okazało się, że przewaga obywatela Nawrockiego nad obywatelem Rafałem wprawdzie nieco stopniała, ale się utrzymała. Nie było więc innej rady, jak ogłosić, że wygrał obywatel Nawrocki Karol, zdobywając 50,89 proc. głosów, podczas gdy obywatel Rafał – 49,11 proc.

Od razu rozległy się lamenty. I pani filozofowa Środzina Magdalena i pani aktorowa Janda Krystyna i pani pisarzowa Gretkowska Manuela, a także „Kuba” Wojewódzki, no i Kukuniek, dali wyraz swemu rozczarowaniu. O ile jednak panie oraz obywatel Wojewódzki postanowili wić się ze wstydu za mniej wartościowy naród tubylczy, co to nie dorósł do demokracji – o tyle Kukuniek w pierwszym odruchu wezwał vaginet obywatela Tuska Donalda do rozpoczęcia „męskiej” kuracji przeczyszczającej. Co miał na myśli – trudno zagadnąć – ale cokolwiek by to było, ktoś starszy i mądrzejszy musiał mu to wyperswadować, bo w drugim oświadczeniu rura Kukuńkowi zmiękła zdecydowanie i oznajmił, że udaje się na „wewnętrzną emigrację”, żeby „zadbać o siebie”. I słusznie – bo jakby tak CIA uruchomiła lawinę wspomnień o konfidenckich śmierdzących dmuchach, to nie pomagałaby ani „przyroda” ani „muzyka” ani nawet „książki”, które Kukuniek ma sobie teraz czytać, podobno nawet ze zrozumieniem. Na razie Judenrat jeszcze nie ogłasza mobilizacji, tylko roztacza apokaliptyczną wizję „brunatnej” przyszłości – co pokazuje, że chyba również Babcia Kasia musiała u Judenratu zasięgać konsultacji.

Ale wybory, to dopiero początek, bo teraz mogą zacząć się schody z przyczyn konstytucyjnych. Sęk w tym, że zgodnie z konstytucją, ważność wyborów prezydenckich stwierdza „Sąd Najwyższy” , a konkretnie – Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Kiedy w roku 2023 wybory parlamentarne wygrała „koalicja 13 grudnia”, to wprawdzie ta Izba orzekła ich ważność – ale tego orzeczenia, jako korzystnego dla Volksdeutsche Partei, nikt nie kwestionował. Jak będzie teraz, kiedy różnica jest niewielka – ale na niekorzyść obywatela Trzaskowskiego Rafała? Wprawdzie Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje złożyła obywatelowi Nawrockiemu gratulacje, ale czyż nie może sobie przypomnieć, że gratulacje, to jedno, a praworządność – to całkiem inna sprawa – tym bardziej, że i Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu też nie uznaje tej Izby Sądu Najwyższego za żaden sąd? Jak widzimy, sprawa nie jest taka prosta, jakby się mogło wydawać tym bardziej, że Judenrat już zatrąbił na trwogę przez „faszyzmem”. Co będzie, jeśli okaże się, że Adolf Hitler, w ramach reinkarnacji, ulokował się w ciele Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje, podobnie jak dr Józef Mengele w ciele pani doktor Gizele z Oleśnicy? Wtedy – kto wie? – może dojść do powrotu pana Bartłomieja Sienkiewicza z Parlamentu Europejskiego do kraju, w którym przywróci on demokratyczny porządek przy pomocy „silnych ludzi” o byczych karkach – i po krzyku? Żeby stworzyć dla tej operacji pozory legalności, Sejm musiałby podjąć stosowną „uchwałę” – że tak naprawdę to wygrał obywatel Trzaskowski Rafał. W ten sposób przywrócony zostałby model demokracji kierowanej, bez której upowszechnienia budowa IV Rzeszy w Europie będzie co i rusz napotykała na paroksyzmy.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Spór o „Filioque”, czyli jak to jest z pochodzeniem Ducha Świętego?

Spór o „Filioque”, czyli jak to jest z pochodzeniem Ducha Świętego?

Adrian Fyda pch/spor-o-filioque-czyli-pochodzenie-ducha-swietego

(Trójca Święta, mal. Albrecht Dürer)

Kto ma rację w sporze o Filioque: katolicy czy prawosławni? Pochodzenie Ducha Świętego od Ojca i Syna jest jedną z podstaw katolickiej doktryny o Trójcy Świętej. Trzecia Osoba Trójcy jest bowiem tchnieniem Ojca i Syna oraz owocem Ich Miłości. Kiedy jednak próbuje się wyrazić tę prawdę w języku greckim, trzeba bardzo uważać, żeby nie miało to znaczenia sprzecznego z katolickim nauczaniem, a nawet znaczenia heretyckiego.

W IV w. w Kościele szerzyły się herezje przeciwko Duchowi Świętemu, których przykładem był macedonianizm odrzucający Bóstwo tej Osoby Trójcy Świętej. W odpowiedzi na to I Sobór w Konstantynopolu w 381 r. rozszerzył już istniejące Wyznanie Wiary (Credo) Soboru Nicejskiego z 325 r. Między innymi właśnie o doktrynę dotyczącą Ducha Świętego – stąd nazwa obowiązującego w Kościele Wyznania Wiary: Credo nicejsko-konstantynopolitańskie. Do istniejącej już frazy „Wierzę w Ducha Świętego” dołożono: „Pana i Ożywiciela, który od Ojca pochodzi. Który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę, który mówił przez Proroków”.

Czy czegoś tu przypadkiem nie brakuje? Owszem, przecież obecnie w kościołach wypowiadamy słowa: „Który od Ojca i Syna pochodzi”. Dlaczego zatem w soborowym Credo nie ma frazy „i Syna” (Filioque)? Sformułowanie to zostało dołożone w Kościele Zachodnim dopiero później, a ruch ten stał się powodem nieporozumienia między Rzymem i Konstantynopolem, a nawet jedną z przyczyn odłączenia się Wschodu od Kościoła katolickiego.

Jednym z pierwszych orędowników jasnego sformułowania pochodzenia Ducha Świętego od Ojca i Syna był św. Augustyn. Żył on w czasach gdy Kościół pogrążony był w herezji ariańskiej, która odrzucała wiarę w Bóstwo Syna Bożego. Krócej mówiąc, arianie twierdzili, że Chrystus jest „jakby” Bogiem, co było kompletną sprzecznością z katolicką wiarą wyznającą pełnię Bóstwa Jezusa Chrystusa.

Już w 418 r. Augustyn powiedział w jednej ze swoich homilii: „Ojciec dał to Synowi, aby to, co od Niego, to i od Syna pochodziło”. Zaś w swoim dziele „O Trójcy” podkreślił, że Duch Święty jest owocem Miłości Ojca i Syna i pochodzi od nich Obu, choć nie w ten sam sposób od każdego z nich, ale „głównie” (principaliter) od Ojca. Uznanie pochodzenia Ducha Świętego od Syna potwierdziło wiarę w Bóstwo Chrystusa, wbrew temu, co głosili ariańscy heretycy.

Po raz pierwszy Filioque zostało dołożone do Wyznania Wiary przez III Synod w Toledo (dla terenów obecnej Hiszpanii) w 589 r. Chociaż w VIII w. używanie tego sformułowania było już rozpowszechnione na Zachodzie, to papież Leon III w roku 809 nie zgodził się na oficjalne przyjęcie go przez cały Kościół. Nie było to jednak wyrazem jakiegoś sprzeciwu papieża wobec Filioque, lecz po prostu nie chciał on nic dodawać do zatwierdzonego już przez Sobór w Konstantynopolu Wyznania Wiary. Filioque zostało użyte w Rzymie po raz pierwszy w 1014 r., za pontyfikatu Benedykta VIII.

Dlaczego zatem dołożenie frazy „i Syna” było tak ważne? Jedynym czynnikiem rozróżniającym Osoby Trójcy Świętej są istniejące między nimi relacje. I tak Ojciec zrodził Syna i dlatego mamy dwie – choć jedne w naturze, to jednak odrębne – Osoby Boskie. Podobnie sprawa ma się z Duchem Świętym. Jest on bowiem tchnieniem Ojca i Syna, a zatem pochodzi od nich Obu. Gdyby Duch Święty pochodził jedynie od Ojca, to nie byłoby żadnej różnicy pomiędzy Nim a Synem, który też pochodzi od Ojca. Na poparcie wymawiania Filioque przychodzą słowa samego Chrystusa, który powiedział o Duchu Świętym (J 15,26): Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca. A przecież gdyby Duch Święty nie pochodził również od Syna, to Ten nie mógłby Go posłać.

Prawosławni oskarżają jednak katolików o herezję, mówiąc, że ci uznają Ojca i Syna za „dwa niezależne początki”, czyli jak gdyby katolicy mieli twierdzić, że Ojciec i Syn są dwoma niezależnymi „Bogami”. To jednak nieprawda. Katolicy nigdy nie powiedzieli, że Ojciec i Syn są „niezależni” od siebie. Co więcej, uznają oni, że Syn „z Ojca jest zrodzony”, a zatem tylko Ojciec jest tym jedynym początkiem – tak jak głoszą prawosławni.

Powodem niezgody pomiędzy katolikami i prawosławnymi jest różne rozumienie słowa pochodzi w języku łacińskim i greckim. Credo nicejsko-konstantynopolitańskie zostało ułożone po grecku, a gdy Kościół Zachodni dołożył Filioque do niego, używał już jego łacińskiego tłumaczenia. Sformułowanie „od Ojca i Syna pochodzi” jest w pełni zgodne z doktryną Kościoła, ale tylko gdy wymawiane po łacinie; wyraża ono wtedy iż Duch jest tchnieniem zarówno Ojca jak i Syna. Jednak użyte w greckim tekście Wyznania Wiary słowo ekporeutai zakłada pochodzenie w sensie wspomnianego pierwszego początku. Takim pierwszym początkiem może być jedynie Ojciec, który od nikogo nie pochodzi, a Syn zrodzony z Ojca takim początkiem już nie jest.

W przeciwieństwie do greckiego ekporeutai, jego łaciński odpowiednik procedit obejmuje jakikolwiek rodzaj pochodzenia wewnątrz Trójcy Świętej – również tchnienie Ojca i Syna, którego owocem jest Duch Święty. Zatem powód sporu między Wschodem i Zachodem można w skrócie opisać jako inne rozumienie słowa pochodzi wyrażone w językach greckim i łacińskim. Oczywiście tych relacji pochodzenia nie można traktować jako następujących po sobie w czasie wydarzeń. Bóg jest poza czasem i nigdy nie było takiego momentu, żeby Ojciec istniał, a Syn lub Duch nie. Wszystkie Osoby Trójcy są współistotne.

Wywodzący się z Konstantynopola św. Maksym Wyznawca dogłębnie studiował temat Filioque, starając się zrozumieć wyznawaną przez Zachód doktrynę w języku łacińskim. Maksym doszedł do wniosku, że – w przeciwieństwie do tego, co głosił Wschód – nie można nazwać zachodniej doktryny „heretycką”.

Grecy jednak zawsze rozumieli pewną „nadrzędność” Ojca jako „początku, który nie ma początku” (principium sine principio). Z tym poglądem zgadza się również największy z katolickich teologów, czyli św. Tomasz z Akwinu. Doktor Anielski przypomina jednak, że między Synem a Duchem Świętym musi istnieć jakaś relacja, bo inaczej Syn i Duch Święty byli jedną Osobą, a tak przecież nie jest. Tą relacją między nimi jest właśnie pochodzenie Ducha Świętego również od Syna. Duch Święty jest bowiem tchnieniem Ojca i Syna.

Czy zatem spór Filioque stał się powodem rozłamu Kościoła i odłączenia się prawosławnych od niego w roku 1054? Była to jedna z przyczyn, ale nie najważniejsza. „Punktów zapalnych” można by wymienić wiele: używanie innego rodzaju chleba do Mszy św. (kwaszonego na Wschodzie, a niekwaszonego na Zachodzie), brak celibatu w Kościele Wschodnim, czy dopuszczanie niektórych języków narodowych w liturgii, czemu sprzeciwiał się Rzym. Spór o Filioque podgrzał tylko temperaturę w tym już gotującym się garze.

Jednak głównym powodem schizmy wydaje się być stopniowe odchodzenie Wschodu od doktryny głoszonej przez papieża i chęć posiadania pewnej autonomii od niego. Warto również pamiętać, że to właśnie na Wschodzie rodziła się większość herezji tamtych czasów – jak wspomniany już arianizm, czy też ikonoklazm zakazujący kultu obrazów religijnych. I nie jest to bez znaczenia, że owe błędy pojawiały się właśnie na Wschodzie. Zachód był bowiem bardziej spójny dogmatycznie, zjednoczony pod jedną osobą papieża, podczas gdy Wschód pozwalał sobie na większe spekulacje i niezależność od Stolicy Apostolskiej.

Spór o Filioque kontynuowano również po schizmie. Kościół katolicki zabiegał o pojednanie z odłączonym Wschodem na Soborze lyońskim II w 1274 r. Za warunek unii postawiono zaakceptowanie przez Kościół prawosławny formuły: Duch Święty pochodzi odwiecznie od Ojca i od Syna nie jako od dwóch odrębnych początków, ale jako od jednego początku. Wysłannik Konstantynopola zgodził się zaakceptować tę formułę oraz uznać zwierzchnictwo Stolicy Apostolskiej. Dało to owoc w postaci unii lyońskiej, która jednak trwała tylko siedem lat. Kiedy w 1281 r. wciąż nie wprowadzono Filioque do bizantyjskiej liturgii, papież Marcin IV obłożył klątwą cesarza Konstantynopola Michała VIII, a rok później prawosławni cofnęli unię.

Druga próba pojednania chrześcijan miała miejsce na Soborze florenckim w 1439 r. Prawosławni zgodzili się wtedy przyjąć formułę zaproponowaną przez katolików, która była bardzo zbliżona do tej wyrażonej na Soborze lyońskim II. Nowa formuła mówiła, że Duch Święty pochodzi wiekuiście od Ojca i Syna, i swoją istotę (essentia) i swoje istnienie (esse subsistens) ma jednocześnie od Ojca i od Syna, i od Obydwu jakby od jednej zasady i jednego tchnienia (spiratio) pochodzi. Niestety większość wyznawców prawosławia odrzuciła unię z Rzymem zaraz po powrocie delegatów. Po upadku Konstantynopola w 1453 r. – czyli zaledwie 14 lat po Soborze – Kościół prawosławny praktycznie całkowicie porzucił możliwość jedności z Rzymem.

Jakkolwiek Kościół katolicki jasno wyznaje doktrynę, że Duch Święty pochodzi od Ojca i Syna, to jednocześnie nie nakazuje wypowiadania Filioque przez obrządki wschodnie będące w jedności z nim. Takich obrządków – czyli Kościołów sui iuris – jest obecnie 23, a są nimi np. Kościół bizantyjsko-ukraiński czy ormiański.

Adrian Fyda

Dyrektor FBI Kash Patel: „Zarekwirowane telefony i dyski Fauciego dowodzą, że popełnił zbrodnie przeciwko ludzkości”

Dyrektor FBI: Kash Patel:

„Zarekwirowane telefony i dyski Fauciego dowodzą,

że popełnił zbrodnie przeciwko ludzkości”

Patel ogłosił, że skonfiskowane komórki i dyski Anthony Fauciego, zabezpieczone przez administrację Trumpa, zawierają dowody „zbrodni przeciwko ludzkości” związanych z reakcją na pandemię COVID-19.

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUN 8

Mówiąc w Joe Rogan Experience, Patel opisał odkrycie jako przełom w trwającym dochodzeniu w sprawie pochodzenia pandemii i nadużyć federalnych.

Kash Patel ujawnia, że ​​zajęte dyski twarde i telefony Fauciego ujawniają skalę jego zbrodni przeciwko ludzkości.

Odzyskane urządzenia rzekomo zawierają komunikaty i dokumenty, które oskarżają Fauciego o organizowanie szkodliwych polityk, według Patela, choć szczegółowe informacje pozostają tajne. Śledztwo FBI, zintensyfikowane pod przewodnictwem Patela, ma na celu ujawnienie pełnego zakresu domniemanych nadużyć, a źródła twierdzą, że dowody mogą prowadzić do bezprecedensowych konsekwencji prawnych. Fauci nie odpowiedział publicznie na te oskarżenia.

Dailymail.co.uk podaje:

Patel powiedział, że śledczy od dawna mieli problemy ze zlokalizowaniem urządzeń, których Fauci używał, gdy był głównym doradcą medycznym Białego Domu — zapisów, które mogą rzucić światło na kluczowe decyzje dotyczące blokad, nakazów noszenia maseczek i powiązań między byłą agencją Fauciego a laboratorium w Wuhan, które jest kluczowe dla teorii wycieku laboratoryjnego.

W odcinku, w którym Patel dzielił się cygarem z Roganem i poruszał tematy o COVID-19 , ujawnił, że FBI odzyskało telefon i dyski twarde zaledwie kilka dni przed nagraniem wywiadu.

Nie jest jasne, kiedy dokładnie użyto telefonu i jak zweryfikowali, że należy on do Fauciego. Patel nie sprecyzował, w jaki sposób go przejęli ani co do tej pory wykazały „liczne dochodzenia” zespołu w sprawie pochodzenia Covid.

Patel nazwał odkrycie „zwycięstwem narodu amerykańskiego” i dodał, że jego zespół aktywnie analizuje zawartość urządzeń.

Patel powiedział: „Znaleźliśmy je [urządzenia], ale przynajmniej możemy powiedzieć Amerykanom, że ich szukaliśmy, ponieważ ważne jest, aby dowiedzieć się, czy ten facet kłamał?”

Czy celowo wprowadził świat w błąd i spowodował niezliczoną liczbę zgonów?

„Odpowiedzi te zawdzięczamy Amerykanom, a najlepszym dowodem jest zawsze dowód ludzi, którzy go stworzyli. Więc teraz pójdziemy i wykorzystamy te dyski twarde”.

„Znaleźliśmy go [telefon komórkowy], ale to nie koniec, wciąż szukamy i pracujemy nad tą sprawą”.

Patel nie sprecyzował, w jaki sposób jego zespół zdobył stary telefon ani w jaki sposób zweryfikowali, że należy on do Fauciego. Zazwyczaj do zajęcia telefonu komórkowego wymagany jest nakaz, nawet w przypadku urzędnika rządowego.

W chwili obecnej nie ma żadnych publicznie dostępnych nakazów aresztowania Fauciego.

Zarówno FBI, jak i CIA twierdzą, że wirus COVID najprawdopodobniej pochodzi z Instytutu Wirusologii w Wuhan w Chinach, który w latach poprzedzających pandemię przeprowadzał ryzykowne eksperymenty z koronawirusami.

Niektóre z tych eksperymentów finansowano z pieniędzy amerykańskich podatników za pośrednictwem dotacji przyznanych przez były wydział dr. Fauciego, Narodowy Instytut Alergii i Chorób Zakaźnych (NIAID).

Dr Fauci, niegdyś postrzegany jako „jedyny dorosły w pokoju” w obliczu chaotycznej i mylącej reakcji rządu na początkową epidemię w 2020 r., w ostatnich latach odczuł negatywne skutki utraty swojego olśniewającego wizerunku publicznego.

Zmieniał stanowisko w sprawie kluczowych informacji dotyczących bezpieczeństwa w związku z COVID-19, w tym dotyczących maseczek, i starał się uciszyć naukowców, których poglądy różniły się od poglądów głównego nurtu.

Z ujawnionych e-maili wynika, że ​​na początku 2020 r. zlecił napisanie artykułu potępiającego tę teorię jako spisek, a następnie kilka tygodni później na konferencji prasowej w Białym Domu nagłośnił wyniki badania, nie ujawniając przy tym swojego udziału.

On i inni eksperci ds. zdrowia publicznego również publicznie odrzucili wyciek danych z laboratorium – dr Fauci powiedział w czerwcu 2021 r., że jest to „bardzo, bardzo, bardzo, bardzo odległa możliwość”.

Później okazało się, że jako szef NIAID, przewodniczył przyznawaniu grantów finansowanych przez podatników na badania nad wzmocnieniem skuteczności leczenia wirusa w WIV na wiele lat przed wybuchem pandemii.

Federalny organ nadzorczy stwierdził, że NIH „nie monitorował skutecznie” tych eksperymentów i nie sprawdzał, czy obejmowały one patogeny stwarzające ryzyko pandemii.

Dr Fauci prywatnie wyraził obawy, że wirus mógł być wynikiem wypadku podczas badań.

Inne agencje wywiadowcze na arenie międzynarodowej również poparły teorię wycieku z laboratorium.

Federalna Służba Wywiadowcza Niemiec (BND) przeprowadziła tajne dochodzenie w sprawie pochodzenia COVID-19, znane jako Projekt Saaremaa, podczas pandemii i w grudniu 2024 r. podzieliła się swoimi ustaleniami ze Stanami Zjednoczonymi.

Śledczy znaleźli nieopublikowane rozprawy z 2019 i 2020 r., w których rzekomo omawiano wpływ koronawirusów na organizm człowieka.

Ponadto odkryte materiały ujawniły, że chińscy naukowcy dysponowali „niezwykle obszerną wiedzą na temat rzekomo nowego wirusa, dostępną na niezwykle wczesnym etapie”.

Na podstawie materiałów znalezionych i przeanalizowanych przez agentów BND, wykorzystali oni „wskaźnik prawdopodobieństwa” do zmierzenia wiarygodności informacji, który określił teorię wycieku laboratoryjnego jako „prawdopodobną” z pewnością wynoszącą od 80 do 95 procent.

Robert Redfield, były dyrektor CDC w momencie wybuchu pandemii, oskarżył również amerykańskie i brytyjskie agencje zdrowia o bagatelizowanie obaw dotyczących potencjalnych wycieków danych z laboratoriów.

W rozmowie z DailyMail.com powiedział, że jest „w stu procentach” przekonany, że COVID-19 był wynikiem zakażenia naukowców podczas przeprowadzania ryzykownych eksperymentów mających na celu zwiększenie zakaźności wirusów nietoperzy w warunkach niskiego poziomu bezpieczeństwa biologicznego w laboratoriach w Wuhan.

Fauci zaprzeczył wszystkim oskarżeniom, że Covid został „zatuszowany” lub pochodzi z laboratorium. W 2024 r. powiedział komisji Izby Reprezentantów USA, że nie tłumił teorii wycieku z laboratorium ani nie wpływał na badania, aby je zdyskredytować.

Nazwał również oskarżenia o tuszowanie sprawy „absurdalnymi”.

Patel powiedział: „Moją misją zawsze było mówienie prawdy, bez względu na konsekwencje i bez względu na to, przeciwko komu się to odbywa.

Chrystus posłał na świat tylko Kościół katolicki.

Chrystus posłał na świat tylko Kościół katolicki.

Duch Święty wspiera go w misji

Filip Adamus pch/chrystus-poslal-na-swiat-tylko-kosciol-katolicki

(fot. PCh24/GS)

Zesłanie Ducha świętego każe skierować szczególną uwagę na Kościół. Popularnie mówi się o Pięćdziesiątnicy, jako jego „urodzinach”. Formuła może i infantylna, ale ma swoje uzasadnienie. Chrystus zesłał apostołom Ducha Prawdy – by mogli wypełnić zadanie głoszenia Jego nauki aż po krańce ziemi. Ich misję – mającą trwać po kres czasów – dziedziczy w ścisłym sensie wyłącznie Kościół katolicki. Paraklet towarzyszy Chrystusowej Owczarni w wyjątkowy sposób, tak jak Dwunastu. Katolicka doktryna i nieprzerwana posługa tylu wieków to owoce jego asystencji. Dziś  modne stało się poszukiwanie „głosu ducha” rozsianego gdzieś w laickim świecie, czy w niekatolickich wspólnotach. Do tej tendencji trzeba zachować spory sceptycyzm.   

Ponieważ było koniecznym, by Jego boska misja trwała aż do końca czasów, wziął do Siebie Uczniów, wyszkolonych przez siebie, i uczynił ich uczestnikami Jego własnego autorytetu. A, gdy zesłał im Ducha Prawdy, kazał im iść na cały świat i wiernie nauczać wszystkie narody, tego co on Sam nauczał i co nakazał, tak by przez wyznawanie Jego nauki i zachowywanie Jego praw rasa ludzka mogła osiągnąć uświęcenie na ziemi i niekończące się szczęście w niebie. W ten sposób i na tym fundamencie, zrodzony został Kościół”, pisał w encyklice „Satis Cognitum” Leon XIII.

W Pięćdziesiątnicę warto na nowo sięgnąć po lekcję, zapisaną w tym wybitnym dokumencie. Jak wyjaśniał papież, zesłanie Ducha świętego miało zapewnić Uczniom, u początków Kościoła, pomoc niezbędną do wywiązania się z ich posługi.

„Gdy miał wstąpić do nieba, posłał swoich apostołów w mocy tej samej władzy, którą sam otrzymał od Ojca i nakazał im rozszerzać i propagować Jego nauczanie.(…) Ale, że jest zgodne z boską Opatrznością, by nikt nie otrzymywał wielkiej i odpowiedzialnej misji bez zaopatrzenia w środki konieczne dla jej wypełnienia, z tego powodu Chrystus przyobiecał, że ześle na swoich uczniów Ducha Prawdy, by pozostał z nimi na zawsze”, tłumaczył Ojciec święty.

Kluczowe wydaje się dziś przypomnienie, że dziedzicem tego rozesłania jest wyłącznie Kościół katolicki. „Kościół jest zatem zobowiązany bez ograniczeń przemawiać do wszystkich ludzi i przekazywać przez wszystkie wieki zbawienie wysłużone przez Jezusa Chrystusa i płynące z niego błogosławieństwa. Z tego powodu, wolą Jego Założyciela koniecznym jest, by Kościół był jeden zawsze i na całym świecie. By usprawiedliwiać istnienie więcej, niż jednego Kościoła, koniecznym byłoby wyjść poza ten świat i stworzyć jakąś nową i nieznaną rasę ludzką”, zaznaczał papież Pecci.

W wyjątkowy sposób, w jaki Duch święty wspomagał Apostołów w szerzeniu wiary i rządzeniu pierwszymi chrześcijanami, jest on stale obecny w Kościele. To ze wsparciem Ducha Prawdy przez wieki Magisterium zachowywało nieskażoną apostolską doktrynę. Z jego pomocą, mimo wrogości świata, pełniono posługę. Tyle mówi się dziś o „słuchaniu” Ducha świętego i podążaniu za Jego natchnieniami. Zatem nie pozostaje nic innego, jak sięgnąć głęboko do tych owoców jego działania.

A jednak…Ci którzy tyle o słuchaniu Ducha świętego mówią, często szukają Go zupełnie gdzie indziej. Wyraźnie pokazał to m.in. proces synodalny. W dokumencie roboczym, przygotowanym przed drugą sesją synodu, zalecono upowszechnienie metody „słuchania w duchu”. Sednem tej propozycji było twierdzenie, że Kościół powinien szukać dla siebie natchnień w świeckiej rzeczywistości. W wydarzeniach i trendach laickiego świata, a nade wszystko w życzeniach marginalizowanych grup, miałby przemawiać Duch Święty. Trudno powiedzieć, skąd u autorów przekonanie, że w tych źródłach rzeczywiście doszukać się można aktywności Parakleta. Mimo to, mają one stanowić ważny punkt odniesienia.

Rodowód ruchów charyzmatycznych obrazuje podobny trend. Korzeń takiej pobożności to nic innego, jak import obcych praktyk i założeń religijnych pod pozorem ich natchnionego charakteru. Zaczęło się przecież od wątpliwego zjawiska w grupach protestanckich. Wśród ewangelikalnych wspólnot miało dojść do „nowego wylania Ducha świętego”. Jego poświadczeniem mają być widzialne i spektakularne doświadczenia, takie jak „spoczynek w Duchu świętym”. Zainspirowaną tym przekonaniem duchowość uznano za rzeczywisty przejaw działalności Parakleta i importowano do Kościoła.

Podobne przykłady budzą niepokój. Podpowiadają, że utraciliśmy świadomość ścisłego związku między działaniem Ducha Pocieszyciela, a posłaniem przez Syna Bożego na świat jednego Kościoła. W nowej wizji „duch wieje kędy chce” oznacza, że spontanicznie udziela się on to trochę Mistycznemu Ciału Chrystusa, to trochę światu i innym religiom… Toteż Kościół miałby powstrzymać się z głoszeniem, a zacząć słuchać tych obcych przejawów boskiej działalności.

Tymczasem w rzeczywistości to Chrystusowa Owczarnia dziedziczy posłanie apostołów, a wraz z nim dary konieczne, by je wypełniać. Wśród nich współpracę Ducha świętego. Z tego powodu Kościół musi głosić i dawać świadectwo, bo dysponuje prawdą nieznaną poza nim. Nie ma obowiązku wsłuchiwać się w świecką rzeczywistość i poszukiwać działania Parakleta „na zewnątrz”. Cieszy się bowiem Jego największym wsparciem i bliskością. Jeśli z rezerwą dzielimy się owocami Jego współdziałania z Kościołem – to wcale nie słuchamy. Tylko milczymy i chowamy światło pod korcem.

Filip Adamus

Uśmiechnięte podwyżki. Podwyższą płacę minimalną o 3,70 zł?

Uśmiechnięte podwyżki.

Podwyższą płacę minimalną o 3,70 zł?

„Efekt wizerunkowy fatalny”

8.06.2025 nczas/usmiechniete-podwyzki-podwyzsza-place-minimalna-o-3-70

pawel kowal sebastian gajewski andrzej szeptycki
Paweł Kowal, Sebastian Gajewski i Andrzej Szeptycki

Nie dość, że jest kolejny projekt podwyższenia płacy minimalnej, to do tego jest on tak śmieszny, że rodzą się pytania o jakikolwiek sens prac i marnowania na niego publicznych środków. Chodzi bowiem o podwyżkę w wysokości 3,70 zł.

Rząd zapowiedział podniesienie płacy minimalnej w tym roku. Ma ona wynieść 4666 zł.

Podwyżka chwilowo miałaby poprawić byt kosztem wszystkich innych około 3 mln osób. Tyle bowiem jest zatrudnionych na umowie o pracę za najniższe legalne wynagrodzenie.

W praktyce podwyżka jest śmiesznie niska. Ministerstwa, Sejm i komisje miałyby bowiem pracować po to, by podwyższyć minimalną pensję o 3,70 zł.

Temat poruszono w „Śniadaniu w Trójce”.

– Gdyby liczyć minimalne wynagrodzenie za pracę według algorytmu ustawowego i zastosować taki wskaźnik weryfikacyjny, to należałoby podnieść to wynagrodzenie minimalne o 3,70 zł – powiedział Sebastian Gajewski z Lewicy.

– Mamy taką informację od ministra finansów, że nie ma dążenia do tego, żeby podnosić płacę minimalną o 3,70 zł, ewentualnie o wskaźnik inflacji – dodał.

Następnie zaznaczył, że „gdyby stosować przewidziane przez ustawę o minimalnym wynagrodzeniu wskaźnik weryfikacyjny, to wyszłoby 3,70 zł”.

– W rządzie nie ma takiej propozycji, żeby o 3,70 zł podwyższać płacę minimalną – twierdził.

Andrzej Szeptycki z Polski 2050 zauważył, że „efekt wizerunkowy, nawet jeżeli to jest propozycja robocza, jest fatalny”.

– Wracamy do tego, że po jednej strony są te elity warszawskie, a po drugiej stronie są ludzie, dla których naprawdę te pieniądze i ta pensja minimalna to jest część ich rzeczywistości – mówił Szeptycki.

– To brzmi fatalnie i może lepiej tego już nie podnosić, jeżeli jest taka opcja, niż podnosić o 5 złotych, bo dopóki się czegoś nie rusza, to o tym nie ma mowy – kontynuował.

Wówczas Gajewski wtrącił, że „nie ma takiej możliwości, by nie podnosić płacy minimalnej”.

– Powiedziałem tylko, że jeżeli nie ma innej opcji, to zamiast trzech złotych, w ogóle nie podnosić, a najlepiej podnieść więcej – powiedział poseł z Polski 2050.

Obecny w programie Paweł Kowal z PO złapał się w trakcie tego za głowę i zaczął dawać znać koledze z koalicji, że nie zgadza się z tym, co mówi.

Zemsta abortera nad matką TROJGA DZIECI, ostrzegającą kobiety. SĄDOWA !!!

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Matka, skazana w pierwszej instancji za ostrzeganie przed ginekologiem-aborterem, ponownie staje przed sądem.

Dosłownie za kilka dni, w piątek, 13 czerwca, w Gdańsku odbędzie się rozprawa apelacyjna w sprawie Weroniki – dzielnej mamy, która ostrzegła, że nie poleca prowadzenia ciąży u Piotra A. ze Starogardu Gdańskiego. Kilka lat wcześniej A. chciał zamordować jej dziecko, twierdząc, że ma ono zespół Downa. Weronika odmówiła aborcji, a chłopiec urodził się zdrowy.

Morderca dzieci w roli oskarżyciela

Piotr A. był w przeszłości skazany za aborcję. W 2002 roku prokuratura postawiła mu zarzut zabicia „na żądanie” prawie setki poczętych dzieci, ale udowodniono mu „jedynie” 19 takich zabójstw.

 A. mordował dzieci w swoim gabinecie w Gdańsku, przy ul. Przemyskiej. Za pieniądze. Nielegalnie usypiał pacjentki do zabiegów, choć nie miał uprawnień lekarza anestezjologa, a gdy klienci nie chcieli płacić – zlecał swojemu współpracownikowi, aby siłą wymusił zapłatę za aborcję.

Dziennikarzowi, który przygotowywał o nim reportaż dla portalu Trójmiasto.pl, Piotr A. mówił:

Radziłem sobie dobrze, pacjentki były zadowolone.

Mimo że dostał 2 lata więzienia w zawieszeniu, nie stracił prawa wykonywania zawodu. Dlatego po kilku latach Weronika trafiła na niego… w gabinecie.

Ta dzielna kobieta nie zrobiła nic więcej, jak tylko wypowiedziała się w obronie życia – informując potencjalne ofiary o tym, kto morduje poczęte dzieci, zamiast pomagać im bezpiecznie przyjść na świat. Została za to potraktowana jak kryminalistka.

Skandaliczny wyrok w Starogardzie

Proces przed Sądem Rejonowym w Starogardzie Gdańskim odbywał się w skandalicznej atmosferze. Sędzia Wojciech Jankowski wielokrotnie demonstrował swoją stronniczość. Doszło nawet do tego, że wzywał na przesłuchanie proliferów, którzy wspierali oskarżoną pod sądem. Jednej z naszych koleżanek sędzia pokazał wyniki Weroniki z czasu ciąży i… kazał je interpretować.

Na chwilę przed wydaniem wyroku poprosił do siebie adwokata, który obsługuje abortera Piotra A., przebywał z nim kilka minut sam na sam, a następnie wywołał wszystkich do sali i wydał wyrok skazujący Weronikę na:

  • 4 miesiące prac społecznych,
  • przeproszenie abortera w mediach,
  • zapłatę na jego rzecz kwoty 1812 zł tytułem kosztów sądowych.

Teraz wszystko w rękach sądu apelacyjnego…

Drogi Panie,

Weronika nie walczy dziś w sądzie dla siebie. Naraża siebie, swoją prywatność i spokój, by ratować innych – kobiety, dzieci, a także sumienia lekarzy. Gdy wielu milczało, ona miała odwagę mówić prawdę. Gdy tylko odezwała się na forum w Internecie, inne matki także podzieliły się swoimi historiami i wszystkie te historie miały wspólny mianownik: pogardę Piotra A. dla życia poczętych dzieci.

Sprawa sądowa to nie tylko stres i wysiłek – to również ogromne koszty: prawne, logistyczne, związane z organizacją pikiet wsparcia pod sądem i inne. Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o wsparcie finansowe, które pomoże w dalszej obronie Weroniki.

W obecnej chwili atak aborterów na naszą Fundację jest naprawdę zmasowany. Wobec kilkudziesięciu działaczy toczą się postępowania za pokazywanie zdjęć z aborcji oraz akcje edukacyjne przeciw ideologii LGBT. Sekcja prawna Fundacji ma pełne ręce roboty, a kwoty na fakturach rosną w zastraszającym tempie.

Sprawa Weroniki spędza mi sen z oczu, bo widzę, jak wiele musi wycierpieć matka, która uratowała swoje dziecko, pomogła innym – a teraz płaci za to tak ogromną cenę.

Czy może Pan wesprzeć prowadzenie sprawy?

Bardzo proszę o wpłatę 50, 100, 150 złotych lub innej kwoty, jaka jest dla Pana możliwa.

Fundacja Życie i Rodzina
numer konta:

47 1160 2202 0000 0004 7838 2230


Kod SWIFT: BIGBPLPW

Blik / płatności kartą / przelewy online:

www.RatujZycie.pl/wesprzyj

I bardzo ważne: proszę także o modlitwę w tej sprawie. Jeszcze nigdy nie widziałam tak skandalicznego procesu

Z wyrazami szacunku i pozdrowieniami,

Kaja Godek
Kaja GodekKaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Nienawiść abortera do dziecka i matki doprowadziła do sprawy w sądzie. W tej sytuacji nie wolno pozostać obojętnym.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Uroczysta Msza Święta oraz odsłonięcie pomnika sierżanta Mateusza Sitka.

Krzysztof Bosak @krzysztofbosak

Dziś w rodzinnej parafii sierżanta Mateusza Sitka w Nowym Lubielu odbyła się uroczysta Msza Święta oraz odsłonięcie pomnika ku jego pamięci. Jako wicemarszałek Sejmu RP złożyłem kwiaty na jego grobie. W obchodach wraz ze mną i @KarinaBosak uczestniczyła liczna delegacja Ruchu Narodowego.

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

24,6 tys. wyświetlenia

Tabula rasa wybrana

Tabula rasa wybrana

tabula

7 czerwca, wpis nr 1360 Jerzy Karwelis

Dlaczego jeden przegrał – dlaczego drugi wygrał? Pełno takich analiz. Trochę mnie to mierzi, bo z jednej strony te analizy nacechowane są wzdychaniami jak może wygrać takie stanowisko jakiś menel, jak i z drugiej strony, że zwycięzca jest utkany z samych zalet. A to przecież nie o to chodzi.

Chodzi o to – co dalej? Szermierka się odbyła, głównie za pomocą cepa i to z jednej strony. Teraz zaczynają się permutacje możliwych wariantów co do upadku rządu, ewentualnie – jakiegoś przyspieszenia. A tu – jeszcze raz – nie o to chodzi.

To perspektywa taktyczna, a więc zawężająca. W poprzednim wpisie pokazać chciałem obraz naszego kraju, co wynika z kampanii dla nas, Polaków, a nie dla zwycięzców czy przegranych. Zarysowałem w zeszłym tygodniu jaki prawdziwy obraz III RP ujawnił się nam w ogniu kampanii, kiedy znikają na chwilę wszystkie „maskirowki”. Teraz – chcę się zastanowić co dalej z tą Polską, ale nie kto wygra czy przegra to starcie, tylko czy te wybory są szansą na refleksję owocującą zmianą paradygmatu naszej politycznej rzeczywistości. A to ważne, bo przy perspektywie taktycznej, czyli kto-kogo, wejdziemy w groźny moment dziejowy bez przygotowania i to bez względu na to, czyje będzie na górze. A że to nie jest kwestia zero-jedynkowa, gdyż suweren odrzucił propozycję „domknięcia układu”, będziemy więc w stanie ciągłego wahania się od jednej plemiennej dintojry do drugiej. A to już kompletny chaos i to nie tylko dlatego, że plemienna wojenka jest bezproduktywna, wręcz cofająca nas w rozwoju, ale że odbywa się na temat konfliktów, które już dawno nie istnieją, jest więc walką z cieniami przeszłości. Obecna scena polityczna nie jest w stanie tego rozczytać, a więc wysadza pociągi nie w wojnie, która się już skończyła, ale w wojnie, w której i wrogowie są gdzie indziej, i armie już nie te, o okopach już nie wspominając. Przypatrzmy się na czym może polegać kompletna wirtualność obecnych, oficjalnych sporów.

Przegrani

Obóz Trzaskowskiego przegrał. Dlaczego – macie Państwo setki diagnoz, które składają się na koherentny i prawdziwy obraz przyczyn porażki. No dobra, ale co przegrani zrobią z tym dalej? Ja widzę jakąś histerię emocjonalną, machanie obelgami w koło, jak z małpą z brzytwą, kolejne deklaracje emigracji, jak nie realnej, to wewnętrznej. Temu smutkowi przegranych towarzyszy bluzg na wygranych, wyzywanie od tumanów, gorzej wykształconych, wzywanie do masowego dokształcania głąbów, co to nie rozumieją żywotnej atrakcyjności przegranej propozycji. Aż zacytuje taką jedną tego emanację – kobiety miejcie się na baczności, bo kolo jest ginekologiem:

„Nie wygraliśmy tych wyborów. Zabrakło 2%. to granica błędu statystycznego. Równie dobrze mogliśmy wygrać jak przegrać. Wiedzieliśmy, że będzie na żyletki i że może być różnie. Ale trzeba ZROZUMIEĆ czego boi się 51% ludzi w Polsce, co im wtłoczono do głów oraz w co stracili wiarę. PÓŁ Polski nadal wierzy w wolną, kulturalną, demokratyczną Rzeczpospolitą. To są wspaniali ludzie. To jest żywa tkanka nowoczesnej Polski. I ci ludzie zasługują na to, byście ani przez chwilę się nie zawahali. Panowie, nie ma czasu na rozpacz. NADAL MACIE PRIORYTETY

1) Nie możecie zawieść kobiet.

2) Nie możecie zawieść lekarzy, nauczycieli, służb mundurowych, przedsiębiorców, seniorów i młodych.

3) Nie możecie zawieść ludzi, którzy od lat stawali na marszach, podpisywali petycje, brali udział w debatach, uczyli dzieci myślenia.

Teraz jesteście latarniami. Strażnikami. Mistrzami gry długodystansowej.

NATYCHMIAST nawiążcie kontakt z: 1. UNIWERSYTETAMI 2. NAUKOWCAMI 3. NAUCZYCIELAMI 4. LEKARZAMI 5. AKTORAMI 6. REŻYSERAMI 7. DZIENNIKARZAMI

8. PISARZAMI 9. ARTYSTAMI 10. MUZYKAMI 11. SPORTOWCAMI 12. NOBLISTAMI

I poproście ich o pomoc w edukacji społecznej. Do kolejnych wyborów parlamentarnych KAŻDY dorosły człowiek w Polsce MUSI BYĆ ŚWIADOMY: 1. co to jest system autorytarny, totalitarny i teokracja, 2. jak działają mechanizmy propagandy i strachu, 3. czym naprawdę jest Unia Europejska i dlaczego to nie okupant, tylko wspólnota, 4. czym różni się imigrant od uchodźcy i co to znaczy legalna migracja, 5. na czym polega starzejące się społeczeństwo, ujemny przyrost naturalny i co to ma wspólnego z emeryturami, 6. czym są PKB, inflacja, deflacja, jak działa ZUS, jak zarządza się podatkami i budżetem, 7. jak Hitler, Franco, Pinochet i Orbán doszli do władzy – i jak ich kraje za to zapłaciły. Edukacja albo mrok.

Wzywam Was – jako wyborca, lekarz, obywatel i ojciec, który nadal wierzy w Polskę europejską, mądrą, wolną i wspólnotową – do natychmiastowego podjęcia strategii narodowej edukacji obywatelskiej.

Proponuję:

1. stworzenie programu edukacji demokratycznej, opartego o dostępne narzędzia cyfrowe i wszystkie media społecznościowe, 2. codzienne raportowanie rządowych działań w formie publicznego dashboardu z paskiem realizacji Waszych obietnic wyborczych, 3. kampanię „Każdy dorosły człowiek powinien wiedzieć” – obecność w mediach, szkołach, urzędach, kościołach i klubach sportowych, 4. szkolenia dla liderów lokalnych – nauczycieli, samorządowców, lekarzy, ludzi kultury, 5. wsparcie dla działań fact-checkingowych i platform edukacyjnych odpornych na manipulację. Panowie, dzisiaj połowa Polski płacze, ale pozbiera się. Druga połowa cieszy się ale nie ma świadomości czym są Węgry Orbana, który jest piątą kadencję u władzy.

Przegrane wybory [to] nie koniec tej historii. To nowy rozdział i paradoksalnie : WIELKA SZANSA EDUKACYJNA DLA POLSKI, w którym WSZYSCY MĄDRZY LUDZIE TEGO KRAJU – poprawiają koronę i ZAPIERDALAJĄ Z KAGANKIEM OŚWIATY dla dobra narodu.

Nie dla siebie. Dla dzieci. Dla przyszłych pokoleń.” „Trzeba zebrać RADĘ MĘDRCÓW. Zbierzcie najmądrzejszych ludzi w tym kraju i poproście ich, żeby wymyślili strategię odbudowy zaufania. Wierzę, że zrobiliście wszystko, co możliwe. Teraz czas POPROSIĆ O POMOC i zaangażować INTELIGENCJĘ do działania. Trzeba odwrócić to, co zrobił Kaczyński et Consortes – zmienić kierunek wektora i zacząć ŁĄCZYĆ POLAKÓW. Nikt nigdy więcej w tym kraju nie może płakać z powodu wyborów. Z wyrazami szacunku. Dr Maciej Jędrzejko Tata Ginekolog

===========================================

Wiem, jak w 2023 roku przegrali prawicowi, to też się wyżywali ze swoją frustracją, nie mówię, że nie. Ale obecny wyrzyg liberalnych przebija wszystko. Ja rozumiem frustracje, ale jak można na jednym tchu mówić o tolerancji, demokracji, wsłuchiwaniu się w innych, wolności słowa, a w drugiej części zdania na tym samym oddechu wyzywać wygrańców od cepów, co to głosują na sutenera i bandytę, że mają etycznie i estetycznie źle poukładane w głowach i duszach, jeśli je w ogóle posiadają.

Nie wiem czy to im przejdzie, bo doświadczenia z przeszłości, kiedy PiS przejął władzę na osiem lat, wskazują, że przy przegranej „młodym, wykształconym z większych ośrodków” puszczają nerwy i z inteligenckich usteczek, co to przez nie codziennie przechodzą piękne słowa i cytaty autorytetów uznanych – dobywa się wręcz ściekowy bluzg. Za pierwszego Dudy też było tak samo, ale nie tak samo. Widać, że i przez te osiem lat rządów, ale i – o dziwo – przede wszystkim przez ostatnie półtora roku uśmiechniętej Polski zacietrzewienie strony tuskowej znacznie wzrosło. Proces ten pielęgnował przez ten czas dyszel władza-media i to one podniosły zacietrzewienie Trzasków, które przerodziło się w totalną frustrację w momencie przegranej.

Robiono to przede wszystkim z powodu mizerii tego rządu. I nie ma tu co zwalać czy to na strasznych koalicjantów (stary numer – to nie ja, to kolega), ani na oporującego Dudę, który zawetował parę ustaw na krzyż, głównie z powodów ideologicznych, a to nie te obszary decydują o tym, czy w polskich kieszeniach jest pełno czy pusto. Tusk nie miał i nie ma innego pomysłu na władzę niż władza dla niej samej. To pierwsza, dodam że najbardziej optymistyczna wersja tych zaniechań. Ale ja daję pod rozwagę wariant drugi, tłumaczący dlaczego rządzący są tacy słabi. Oni mają być słabi, Polska ma być słaba, rozpadająca się, pozbawiona mozolnie budowanego zaufania do instytucji nieufnych Polaków. Nie dostarczająca podstawowych usług państwa: bezpieczeństwa i sprawiedliwości. O niestabilnym systemie politycznym nie mówiąc.

Dla zewnętrznych mocodawców Tuska, a wątek niemiecki w jego działalności wychodzi jak szydło z worka: taki ma być nasz kraj. Inaczej nie mieliby tu zainstalowanej generalnej guberni, przyłączonej do Niemiec za pomocą unijnych pasów, nie bezpieczeństwa, ale takich, którymi krępuje się pacjentów w szpitalach, jeśli nie jesteśmy pewni czy nie obudzą się nagle z letargu, chwytając za gardło pielęgniarkę.

Podział dziedziczony

Tak czy siak czy im nie idzie, bo nie idzie, czy im nie idzie bo ma nie iść, to w tej chwili dla naszych rozważań – nie jest istotne. Ważne, że jak nie ma chleba, to się robi jednak igrzyska. I igrzyskami ściemniało się własny elektorat. A igrzyska polegały na ganianiu i wsadzaniu opozycji. Represje to broń znana. To na ganianych można zrzucić, że wciąż nam nie idzie, gdyż się tam jakieś złogi pochowały i sypią piach w szprychy naszych zamierzeń. Po drugie – to proces, który można regulować w jego intensywności i ukierunkowaniu – jak się chce. Wzmagać i odpuszczać. Nawet nigdy nie kończyć, gdyż polityczne łapanki mogą dowolnie określać swoje taktyczne ramy. Może to być ksiądz, księgowa, polityk. Nie tylko kibol, nie. Mają się bać wszyscy. Poza tym rotacyjność prześladowanych ma pokazywać społeczną rozległość wrażego procederu okradania państwa.

A więc w tych wyborach, i niestety i po nich, zbieramy owoce wzmagania przez władze uśmiechniętego elektoratu – tu kłania się p. Bodnar, kłaniają się i media, które w okresie kampanii osiągnęły już bezwstydne poziomy zaangażowania. Te same media i ci sami politycy, którzy zaraz po przegranej wylewają krokodyle łzy nad podziałami wśród Polaków, które przyniósł do III RP Kaczyński. A więc skoro deficyt kompetencji w rządzeniu jest przykrywany wzmożeniem różnicującym Polaków, to nie tylko z tego nic dla Polski nie będzie, ale oznacza to, że – przy zerowym dowożeniu spraw przez Tuska, sytuacja ta się nie tylko nie zmieni, ale i pogłębi. Więcej igrzysk i pisowcy dla lwów!

Tusk już zapowiedział – będzie jak z Unią: są problemy, ale nie dlatego, że jedziemy w złym kierunku, tylko dlatego, że za słabo pedałujemy. A więc więcej tego samego. Jak się nowa Duda będzie opierała, to się będzie Nawrockiego obchodziło (wiecie już Państwo jak, c’nie? Hehehe). A więc – skoro chłopaki merytorycznie nie dowożą, to jazgot polaryzacyjny będzie jeszcze większy, choć po kampanii wydawałoby się się to niemożliwością. Elektorat Trzaskotuska będzie już na stałe przebywał w bańce urojenia wyższościowego, że debile debila wybrali na prezydenta-sutenera (innych niż medialne dowodów na to nie ma, ale błocko się przykleiło – lepił Tusk wraz z jakimś patusem z gdańskiego półświatka). Czyli – Tuski nic nie zrozumieli, ale do konsekwencji tego wrócimy.

Zwycięzcy

Po drugiej stronie mamy zadowolenie, gdyż wynik był wysoce niepewny. Ale wybory się przegrywa – vide Trzaskowski, nie zaś wygrywa. Wiadomo było i jest, że tym razem wybór mniejszego zła wskazał milimetrowym palcem na zmianę. I tu jest problem PiS-u. Widać to już powolutku i teraz. Zaczyna się jak za pierwszego Dudy – najpierw radość ze zbiegu okoliczności, łącznie z wypadnięciem lewicy z Sejmu i samodzielnymi rządami. Tak i teraz – powolutku dochodzą rosnące głosy, żeśmy tacy fajni, zaś naród nas bezwarunkowo poparł. Nas – PiS.

Nikt tam PiS-u w tych wyborach nie wybierał, raczej Nawrocki swą władzę zawdzięcza przerzucaczom z rosnącej fali prawicowych antystemowców. I jak taka np. Lichocka wyjdzie i znowu zacznie smarować podeszwy prezesowi, jak to wszyscy są za nim, to się skończy tak samo. Elektorat kompromisu mniejszego zła reaguje zawsze podobnie – jak się dowie, po swej gorzkiej decyzji – że go zapisali do twardego PiS-u, to się zawsze odwraca od takich rewelacji. I jak tu PiS zgrzeszy pychą, to leży za dwa lata. Wychodzi więc, że jedni nie wiedzą czemu przegrali, zaś drudzy – dlaczego wygrali. A to koszmar jakiś…

Pośrednio zobaczymy aspekt triumfalizmu przy próbach obsadzania kancelarii Nawrockiemu. Czy Nawrocki będzie tam swoich wpychał? Czy tylko będą (BMW), Bierni, Mierni ale Wierni wobec Kaczyńskiego? Czy tylko będzie się chciało dać takich, co by pilnowali Karola, żeby im się nie urwał jak parę razy Duda? Jeśli tego będzie dużo, i to nie wyłącznie z powodu tego, że nowy prezydent nie ma właściwie swojej ekipy politycznej, to się jawnie okaże, że mamy tu do czynienia z procesem kontynuacji.

Sam jestem ciekaw jaki ma sam PiS pomysł na tę prezydenturę i obawiam się że nie jest on do końca uzgodniony z pałacowym bohaterem. Chyba, że Nawrocki okaże się bezwolnym figurantem, a wtedy będziemy mieli znowu, zapowiadany także przeze mnie stary paradygmat w nowych okolicznościach. A więc może czekać nas jeszcze większy dryf. Narzędzia prezydenta są mizerne, acz do inteligentnego wykorzystania. Blokowaniem ustaw może sobie wyciąć jak maczetą ścieżkę własnej tożsamości. Samymi inicjatywami ustawodawczymi już mniej, gdyż te – w narażeniu na weto, tym razem wrażego parlamentu – będą miały tylko wyraz symboliczny i PR-owski: ot widzicie, obiecałem, staram się, a Tuski mnie blokują. Na tym można zdobyć duży kapitała, a więc czeka nas legislacyjna biegunka, gdyż obie strony będą chciały udowodnić, że się starają, a ci inni przeszkadzają. A więc zobaczymy jak pójdzie tu z tą maczetą i kto będzie ją trzymał.

JD Vance i Kamala a la polonaise

Nie wiem czy to przypadek, czy nie, może nawet chytra strategia obu stron, ale wyszło na lekką powtórkę wyborów w USA. Inteligenckiemu establishmentowi, znienawidzonemu coraz bardziej przez doły, ekipa Trumpa, w osobie JD Vance’a jako kandydata na wiceprezydenta, przeciwstawiła bidenowej Kamali chłopaka z blokowiska, co to uosabiał wszelkie frustracje, ale i nadzieje pognębionego suwerena. Ten tracił na bogaceniu się elit, widział tę kumulację bogactwa, zaś z drugiej strony swą systemową bezradność. A więc dostawienie do Trumpa, „naszego chłopaka”, takiego co to się kuflom nie kłaniał, pokazywało jednocześnie wymoczkowatość i pustkę oferty przeciwnej.

Nie był to tylko różnicujący zabieg psychologiczny. Postać JD Vance’a to był role model całych klas społecznych, które traciły na ekspansji elit, a więc… im więcej się nawalało w gościa, tym bardziej rósł. I tak samo wyszło z Nawrockim. Nie wiem, czy tak go ustawiano, może. Może dlatego do końca czekano, aż Tuski wystawią lalusia z Warszawy, by go zaraz skontrować kibolem z ustawek. Wyszło jak w Stanach. Jest u Lema w opowiadaniach [Ratujmy Kosmos!” md] relacja z pewnej planety, gdzie polowano na dziwną faunę z galaktyk. Jednym z obiektów polowań było zwierzę, które żywiło się falami akustycznymi i specjalną przyjemność sprawiało łowczym, kiedy zwierzak pęczniał na skutek wykrzykiwanych do niego przekleństw i obelg. I tak było z Nawrockim.

Do tego należy dodać nitrasowe zapomnienie o starej prawdzie, że Polacy nie lubią jak się na kogoś gremialnie naskakuje. Stają wtedy solidarnie po stronie atakowanego i to, uwaga! – bez względu na to, czy zarzuty są prawdziwe. Decyduje tu bardziej nachalność i natarczywość ataku, niż jego uzasadnienie. I media, i rządzący – zwłaszcza premier na końcówce – dostarczali takich argumentów ludowi, by się jednak za Nawrockim ująć. I – tego nie jest w stanie zrozumieć elektorat estetyzujących uśmiechniętych Katonów. Nie ma żadnego znaczenia kto powie „dość” elitom. Może to być ktokolwiek, nawet sutener, nikt przecież nie zagląda pod spódnicę „wolności wiodącej lud na barykady”.

Mieliśmy do czynienia, i nie jest to analiza kampanii, ale wyjście w przyszłość, z kompletnym sprawdzeniem się kilku zasad. Po pierwsze – jak się rzuca błotem, to zawsze coś przyschnie. Jak się będziesz otrzepywał, to widać, że się oczyszczasz, a więc coś jest na rzeczy… Jak nie – toś brudny na tyle, na ile cię obrzucimy. I na tę starą prymitywną prawdę robienia wody z ludzkiego mózgu nabrały się miliony. Nikt niczego Nawrockiemu nie udowodnił, nie było żadnych papierów na gościa. Ten przyszedł znikąd, spoza polityki i to był chyba najlepszy wist z jego kandydaturą w oczach Nowogrodzkiej – nie było na niego żadnych cytatów z jakichś wystąpień po przekaziorach czy z mównicy, żadnych trefnych głosowań, członkostwa w komisjach – nic. Tylko prywatne rzeczy, a to już znacznie ograniczało pole jego ataku. A więc pluto, a miliony to kupiły. Dziś już nikt nie mówi o zasadności tych zarzutów, to już jest wdrukowany na płytce pewnik. A więc hulamy dalej, tyle, że z tego wzmożenia wychodzi, że naród wybrał na prezydenta sutenera, a więc naród jest straszny, nie rozumie powagi wstydu przed zagranicznym Ryszardem. I plemię przegrane ląduje w bańce utkanej z własnej nienawiści opartej na fałszywym poczuciu wyższości.                           

A tu, jako się rzekło nie o to chodzi. Zmienił się paradygmat różnic politycznych w Polsce. Jest całkiem gdzie indziej, niż aktualna propozycja obszaru sporu dwóch plemion. To konflikt elity-doły, o których pisałem w swojej książce. Nie jakieś tam prawaki-lewaki, tożsamości, wierzący-ateiści, suwereniści-globaliści. Wiem, naród plemienny nawet takich prymitywnych alternatyw nie bierze za wyznaczniki swojego patrzenia na świat. Dziś już tylko wystarczy wraże plemię, które jest jedyną przeszkodą do nieokreślonego raju. Nieokreślonego bo pasterze tych stadek, zwłaszcza ogólnikowy Trzaskowski, nie są w stanie powiedzieć o Edenie niczego oprócz komunałów. Tę część napędza tylko wzajemna nienawiść, która akurat dziś, po wyborach przyjmuje pokraczne formy inteligenckiego bluzgu do prymitywnych dołów.

Co teraz?

No dobra, mamy diagnozę, że koledzy się mylą i to w obu obozach. Ale kto się nie myli? Nie mylą się antysystemowcy, ale nie w znaczeniu przeciwników systemu demokracji, ale przeciwników systemu III RP. A ten system odtworzył w pokracznej, bo prowincjonalnej formie, międzynarodowy konflikt elit z masami. Tak jest wszędzie i różni się to tylko co do siły elit i samozorganizowania dołów. Te, nieobsługiwane w mainstreamie dążenia znajdują swoją coraz większą ekspresję do realu. Deklaracje Mentzena, Brauna i uwaga – Zandberga pokazały całkowicie inne szwy podziałów politycznych w Polsce. I ta odpowiedź znalazła swoje poparcie. Pozostają już tylko ideologiczne różnice w definicji drogi do zmiany działania III RP, wad, które objawiają się znanymi nam patologiami.

Mentzen deklaruje walkę z systemem, rozpirzenie POPiS-u, ale żeby to zrobić zakłada, że musi się w przyszłości dogadać z którymś z jego członów. Inaczej będzie – znowu – tylko recenzującą opozycją Katonów. Z mojego punktu widzenia – w obecnym systemie i w tej jego fazie rzeczywiście trzeba się najpierw dosiąść do stolika, by go potem wywrócić. Ale  – po pierwsze wiedzą o tym wszyscy z POPiS-u i każdy z jego członów, którzy wydaliby zgodę na to, czyli… na samozagładę. A to trudna, wręcz wydaje się niemożliwa decyzja dla POPiS-u. Po drugie – grozi tym, że siedzenie Menztena przy stoliku, zwłaszcza po wyczynach piwnych, spodoba się tej formacji, na tyle, że zapomni się, iż się przyszło do niego w celu wywrotki.

Z Braunem jest tak, że jak widać lud lubi jego ekstremalnie ścisłe diagnozy. Uznaje jego racje, ale obawiam się że tylko w kategoriach dawania czerwonych kartek systemowi. Ale nie wiadomo na razie jak ten system obalić. Droga rewolucyjna jest co najmniej przemilczana, zaś trzeba jednak zagrać z systemem, skoro nie można go obalić z zewnątrz. A tu o tej grze u p. Brauna – cicho. Jeszcze raz powtórzę – jak chce się dojść do gry w czyściutką i nieagresywną siatkówkę wychodzi na to że trzeba się będzie jakiś czas pobabrać w tych zapasach w kisielu jakim jest polska polityka. Trzeba tylko nie marudzić, że brudno, wiedzieć jaki jest cel i kiedy go chcemy uzyskać. I mieć pewność, że banda obalaczy nie polubi tych zapasów, jak już wielu przed nimi.

Nawrocki w Pałacu

I teraz mamy nowego prezydenta. Ten jest jak (w teorii) mianowany sędzia. Wybiera go kto wybiera, ale po tym akcie niewiele już można mu zrobić. Urywa się, nawet swojemu wyborcy, co dopiero mówić o patronie. Oczywiście, idealistycznie, patrząc się na konstytucję, jego funkcja to ustrojowy rozjemca plemiennych sporów, a więc osobnik… bezpartyjny. Taki co to może rozsądzić walkę dwóch kogutów, nawet gasząc im światło. Ale tak nigdy w III RP nie było. Zawsze prezydent był z jakiejś partii (oprócz Wałęsy, ale ten cały sam był partią) i ciągną za sobą ten wór lojalności partyjnej, zamiast lojalności racji stanu. Jest więc taki konstytucyjny ideał, ale wychodzi na to, że jest on naiwny w zderzeniu z pragmatyzmem wyborów mniejszego zła. Pytanie tylko o to w jaki sposób, a właściwie w jakich proporcjach prezydenta stać na niezależność.

Patrząc wstecz widać, że z biegiem kadencji pozycja prezydenta emancypuje się. Tak było przede wszystkim w przypadku Kwaśniewskiego, ale jego końcówka drugiej kadencji to już tylko żałosne zabieganie o kooptację do instytucji międzynarodowych. Duda się powoli emancypował od PiS-u, ale głównie dlatego, że był prezydentem słabym i by wejść w konflikt choćby i z PiS-em trzeba było jednak czegoś chcieć, mieć swoją wyraźną linię. Ważny jest też początek kadencji nowego prezydenta. Czy  Nawrocki zostanie przeczołgany jak Duda, którego sny o potędze skończyły się zaraz po powołaniu, kiedy pisowskim kolanem został przyciśnięty do ziemi w przypadku nocnych nominacji nadmiarowych sędziów? Zobaczymy pierwsze sygnały, jak spekulowałem, przy konstruowaniu kancelarii w dużym pałacu.

I żeby nie było – nie szczuję tu, by się zaraz Nawrocki pokłócił z PiS-em. Byłoby to marzenie przeciwnej strony. Ta przecież od pierwszych dni po wyborach nadaje na Nawrockiego jedno: by się ułożył z rządem. Nawet, a właściwie – szczególnie, w opozycji do Kaczyńskiego. Nie sądzę, by TVN-y liczyły tu na to, że Nawrockiego przekonają. Nie, tu chodzi jednak o proste wywołanie nadziei u swoich, że Nawrocki ma szanse na odkupienie swych sutenerskich win, by później – w przypadku pierwszego weta nowego prezydenta  – wskazać: widzicie, mógł być niezależny, współpracować, a jest gorszy niż ten Duda. Czyli chodzi o wzbudzenie nadziei, by je zaraz zawieść, ze szkodą dla Nawrockiego.

Jako się rzekło, nic o nowym kandydacie nie wiemy. Znamy jego mroczą przeszłość, co to dała mu władzę ludu kochającego sutenerów. Ale jakie ma poglądy? Kampania takich rzeczy nie wyjawia. Politycy są zbyt mądrzy, by mieć poglądy lub ich nie mieć. Ich intencje widzimy w czynach, a te są często skrywane pod korcem narracji. Tu zaś mieliśmy samą narrację, zaś na czyny Nawrockiego musimy jeszcze poczekać. Jest tu kilka wariantów: całowita podległość wobec Nowogrodzkiej lub jakaś dynamiczna równowaga między celami Kaczyńskiego a Nawrockiego, jeśli je ma i jeśli w ogóle tu objawi się jakaś rozbieżność, zwłaszcza co do działań.

Jest tu też, marzycielski wariant bezpośredni. Nawrocki zwraca się w stronę skąd przyszedł i w miejsca, w których pobywa elektorat, który dał mu władzę. Wraca do dołów, POD, jak powiedział redaktor Ziemkiewicz, ani PONAD podziałami. Starzy się tam na górze nawalają w nieistniejącej wojnie, doły zaś znajdują swoją emanacje woli pokrzywdzonych. Jeśli Nawrocki to zrobi, to może uratuje prawicę, może (jeśli to skuma Kaczyński) uratuje, bo zmieni, PiS, a przede wszystkim odwróci ten układ elity-masy z pozycji na głowie i postawi je na nogach woli politycznej dołów, nada temu odruchowi protestu znamion ruchu politycznego. I wcale nie musi to być populizm, gdyż z krzywdą jest jak z mostem – nie ma barw partyjnych. Tych nabywa tylko wtedy gdy przejdzie od buntu do propozycji remedium.

I zmieni się też gadanie o tym. Bo do tej pory to wszystko stało na gadaniu właśnie. Elity, których jest ułamek w społeczeństwie muszą jakoś w demokracji przekonać lud do siebie. Można tego dokonać na różne sposoby i jesteśmy świadkami całego wachlarza takich środków. Po pierwsze – wszystko jest ok, tylko ty marudzisz, marudo. Po drugie – ok, nie jest słodko, ale chyba nie chcecie być rządzeni przez faszystów? My to nic – popatrzcie na tamtych: głupich, prymitywnych, niedomytych (niepotrzebne skreślić). I końcowe – należycie do elity, my z wami to krew z krwi, może nie starcza do pierwszego, ale to nie przez nas (tym bardziej przez was), tylko przez plemię przeciwne. Nie, to nie ostatni sposób – ostatni to Francja czy Rumunia – wybraliście, ale nie oddamy wam waszego płaszcza wyrażonej woli, i co nam zrobicie?

Z tego prezydenta może wyjść dobra rzecz, ale (bo?) mówimy tu o tabula rasa. Pytanie nie tylko kto na niej będzie pisał, ale jakie to będą teksty. Nowy mieszkaniec Pałacu jeszcze się nie określił, a więc wybaczcie mi – pomarzyć nie można? Przecież publicystyka polega na analizie szans, nawet jeśli doświadczenie mówi, że są one nieosiągalne. 

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Demokracja warcząca

Małgorzata Todd 

Szanowni Państwo! 

Oto dwudziesty pierwszy w tym roku SOBOTNIK

Demokracja warcząca 21/2025(725)

     „Król Europy” nie odważył się „unieważnić” wyborów. Robi co może, żeby nie utracić posady premiera, ale bez dalszej akceptacji Berlina dla jego przekrętów, wygląda to mizernie. Stworzona przez niego sitwa ma wiele do stracenia, bo powypuszczała na wolność przestępców, żeby więzienia zapełnić „pisowcami”, ale masowa akcja skazywania ludzi na podstawie fałszywych oskarżeń nie powiodła się.

Nawet „geniusz” Bodnar nie daje rady. Teraz puste cele czekają na tych, co to prawo rozumieli po tuskowemu.Uzurpatorzy wszelkiej maści, z wodzem intrygantem na czele, zaczną sobie uświadamiać, dla kogo mogą zostać przeznaczone te puste cele.

    Nadszedł wreszcie czas na wywalenie z TRZASKIEM Demokracji Warrrczącej i zabranie się do uprzątnięcia Stajni Augiasza, przy Alejach Ujazdowskich, zwanej polskim rządem. Same szkapy zasiadające na wysokich stołkach tego nie zrobią. Stworzenie rządu fachowców wydaje się dobrym rozwiązaniem. 

Od nas wszystkich jednak zależy, czy przywrócenie normalności się powiedzie. Nie miejmy bowiem złudzeń, że siewcy chaosu dadzą za wygraną.

Pozdrawiam 

Małgorzata Todd 

www.mtodd.pl

Dr Paul Craig Roberts: Amerykańska demokracja to mistyfikacja – Kim są prawdziwi władcy Ameryki

Dr Paul Craig Roberts: Amerykańska demokracja to mistyfikacja — władcy Ameryki to nie ludzie

Źródło: https://www.paulcraigroberts.org/2025/06/03/american-democracy-is-a-hoax-the-rulers-of-america-are-not-the-people

American Democracy Is A Hoax — The Rulers of America Are Not the People

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUN 7

W niedawno recenzowanym przeze mnie zbiorze esejów Eda Curtina ( https://www.paulcraigroberts.org/2025/04/27/are-americans-still-americans/) autor wyjaśnia „Opening the CIA’s Can of Worms”, kto stworzył i utrzymuje fikcyjny, sterowany narracją świat, w którym Amerykanie żyją w nieświadomości prawdziwych celów działania.

Curtin twierdzi, że to CIA, a nie media, firmy internetowe czy politycy, kontroluje narracje. Autentycznymi władcami CIA są potężne interesy finansowe i korporacyjne, od których zależy sukces Ameryki. Relacja Curtina jest zbieżna z wyznaniem dowódcy US Marines, generała Smedleya Butlera, że ​​on i jego US Marines byli egzekutorami w Ameryce Łacińskiej dla United Fruit Company i New York Banks.

Istnieje niezliczona ilość udokumentowanych dowodów na słuszność wniosku Curtina. Wiele napisano o „Operacji Mockingbird” CIA, obecnie opisywanej przez medialne zasoby CIA, takie jak Wikipedia, jako „rzekoma operacja”. Począwszy od 1950 r. CIA zaczęła stosować łapówki, takie jak „przecieki” do amerykańskich mediów, które miały na celu wpływanie na opinię amerykańską i zagraniczną za pomocą kontrolowanych narracji, które promowały tajne plany. „Przecieki” CIA stworzyły kariery reporterów, którzy mogli poświadczyć, że ich redaktorzy są „źródłami CIA” i trafili na pierwsze strony, jeśli nie na nagłówki. Większość dziennikarzy uważanych za wpływowych to zasoby CIA.

Niedawno książka Udo Ulfkotte’a, Bought Journalism , ujawniła, że ​​on, redaktor największej niemieckiej gazety, i najbardziej znaczący dziennikarze w Europie jest agentem CIA. Potwierdził to Otto Schulmeister, redaktor naczelny i wydawca austriackiego Die Presse ( https://www.paulcraigroberts.org/2019/10/22/udo-ulfkottes-book-exposing-cia-control-of-western-journalism-now-available-in-english/ ). Ujawniono też jego własne powiązania z CIA.

Wiemy o tym również z książki Stephena Kinzera pt. Bracia , która opowiada historię o tym, jak sekretarz stanu USA John Foster Dulles oraz dyrektor CIA Allen Dulles wykorzystali Departament Stanu, CIA oraz amerykańskich i zagranicznych dziennikarzy do obsługi klientów korporacyjnych swojej potężnej kancelarii prawnej.

Dzisiaj, oczywiście, wiele udowodnionych faktów jest odrzucanych przez media-kurwy i Wikipedię jako teoria spiskowa. Aktywa CIA nadal wykonują swoją przydzieloną pracę kontrolowania narracji.

Curtin popiera stwierdzenie Douglasa Valentine’a w jego odkrywczej książce The CIA As Organized Crime : „CIA i media są częścią tego samego przestępczego spisku”. Curtin dodaje własnymi słowami:

„Korporacyjne media głównego nurtu są stenografami trwających operacji psychologicznych państwa bezpieczeństwa narodowego wymierzonych w naród amerykański, tak samo jak robiły to dla międzynarodowej publiczności. Od dawna jesteśmy poddawani tej „wojnie informacyjnej”, której celem jest zdobycie serc i umysłów narodu amerykańskiego i uspokojenie go, aby stał się ofiarą własnego współudziału, tak jak było to praktykowane przez CIA w Wietnamie i przez New York Times, Washington Post, CBS itp. na narodzie amerykańskim przez lata, gdy amerykańskie państwo wojenne prowadzi niekończące się wojny, zamachy stanu, operacje pod fałszywą flagą i zabójstwa w kraju i za granicą. . . . role, jakie odgrywają CIA i korporacyjne media głównego nurtu, nie mogą być od siebie odróżnione”.

A miliony głupich Amerykanów wciąż siedzi przed „wiadomościami” w telewizji i poddaje się ich indoktrynacji. Naród tak głupi nie może przetrwać w wolności.

książce The Secret Team Fletcher Prouty udokumentował, że CIA umieściła agentów w każdej agencji rządu USA. Frances Stonor Saunders ( The Cultural Cold War ) i Joel Whitney ( Finks ) wyjaśnili, w jaki sposób oficerowie CIA Cord Myer i Frank Wisner prowadzili tajne programy, które zmieniały zwolenników Pierwszej Poprawki w głosy cenzury. Widzieliśmy rezultaty. Mamy fałszywą opowieść o 11 września, fałszywe opowieści o naszych wojnach na Bliskim Wschodzie, fałszywą opowieść o Covidzie i „szczepionce” na Covid, fałszywą opowieść o „rosyjskiej inwazji na Ukrainę”, fałszywą opowieść o „irańskiej broni nuklearnej”, ale ani słowa o izraelskiej broni nuklearnej. Jesteśmy ofiarami ogromnej machiny kłamstw.

Curtin przypomina nam, że niedawno New York Times z radością poinformował, że Robert F. Kennedy Jr., który od lat dokumentuje negatywne skutki szczepionek u dzieci, został „zablokowany na Instagramie z powodu fałszywych twierdzeń o wirusie”. Kobieta, Jennifer Jett, która napisała tę kwestię, nie użyła słowa „rzekomo”. Skąd Jennifer Jett lub Instagram miałyby mieć jakiekolwiek uprawnienia, aby wiedzieć, że twierdzenia Kennedy’ego są fałszywe?

Widzimy tutaj, że media są wykorzystywane przez Big Pharma do dyskredytowania wysoce kompetentnego źródła. Przez lata obserwowałem, jak wysoce wiarygodni eksperci byli dyskredytowani przez medialnych agentów o zerowych osiągnięciach. Zero, o którym nikt nigdy nie słyszał, stał się ekspertem.

O ile wiem, ostatnie dwa pokolenia absolwentów amerykańskiego systemu edukacyjnego – w rzeczywistości prania mózgu – nie nauczyły się nigdy czytać. 

Potrafią rozpoznać ograniczoną liczbę słów, ale nie potrafią opanować znaczenia słów na stronie. Jest to częściowo celowe, a częściowo wynik zintegrowanych szkół, które wymagają równych wyników rasowych. 

Elity rządzącej znacznie łatwiej jest oszukiwać i kontrolować ludzi, którzy nie rozumieją tego, co czytają. 

Ponieważ nie jest dopuszczalne, aby biali i Azjaci osiągali lepsze wyniki jako grupa niż czarni i Latynosi, standardy są obniżane do tego stopnia, że ​​wszyscy mogą mieć tę samą ocenę.

Niedawno uczestniczyłem w uroczystości ukończenia szkoły średniej w północnej Florydzie. 41% absolwentów otrzymało oceny Summa Cum Laude, Magna Cum Laude i Cum Laude. Jak myślisz, jakie jest tego wytłumaczenie? Gorący punkt genów geniuszu czy obniżone standardy, aby ukryć różnice rasowe w wynikach edukacyjnych? Za kilka lat 100% absolwentów otrzyma oceny Summa Cum Laude, a to wyróżnienie nie będzie miało żadnego znaczenia.

W numerze City Journal z jesieni 2023 r . Renu Mukherjee informuje o zniszczeniu elitarnych amerykańskich szkół średnich, takich jak Thomas Jefferson High School for Science and Technology w północnej Wirginii, Stuyvesant High School i Bronx High School of Science. Szkoły przeprowadzały surowe testy wstępne, aby upewnić się, że przyjmowani uczniowie są w stanie skorzystać z kosztownego i wymagającego doświadczenia. Ponieważ Azjaci i biali stanowili większość uczniów, standardy edukacyjne oparte na zasługach zostały uznane za rasistowskie przez tyranów DEI, którzy nami rządzą i mają kontrolę nad amerykańską edukacją.

Zamiast testów wstępnych, każda szkoła średnia w danym obszarze geograficznym ma prawo do udziału w przyjęciach. Być może od tego momentu staje się to loterią. Tak czy inaczej, rezultatem jest obniżenie odsetka najbardziej wykwalifikowanych i podniesienie odsetka najmniej wykwalifikowanych. Aby najmniej wykwalifikowani ukończyli szkołę z równym udziałem w wyróżnieniach, standardy muszą zostać obniżone. W interesie DEI elitarne szkoły przygotowawcze są niszczone. Fakt, że elitarne szkoły średnie uległy propagandzie, że zasługi są rasistowskie, zwiastuje upadek amerykańskiej nauki i inżynierii. 

Z biegiem czasu Stany Zjednoczone stają się zależne od chińskich, indyjskich i rosyjskich imigrantów w zakresie nauki i technologii.

Tak jak wyróżnienia cum laude tracą znaczenie, tak samo tracą znaczenie nominacje prezydenckie w USA. Dawniej mianowanie na stanowisko zastępcy sekretarza miało jakieś znaczenie. Teraz już nie. Po nominacjach Bidena na stanowisko DEI, które obejmowały zboczeńców seksualnych, zaszczyt, który wiązał się z nominacją i jej zatwierdzeniem przez Senat, już nie istnieje.

To samo stało się z sądownictwem. Niekompetentni dwulicowi ideolodzy punkowi, których Kongres mianował na ławę sędziowską, nie zasługują na szacunek. Są wrogami sprawiedliwości i narodu amerykańskiego. Obecnie są zajęci pracą nad unieważnieniem wyborów prezydenckich. Nic dziwnego, że rządzący establishment pozwolił Trumpowi wygrać. Wiedzieli, że mogą go powstrzymać za pomocą sądownictwa i skierować w swoim kierunku za pomocą porad, które dadzą mu „szersze perspektywy”.

Maga-Amerykanie powinni wziąć pod uwagę, że jeśli prezydent Trump odmówi dostosowania się do rządzącego establishmentu, stanie w obliczu możliwości, że wybory uzupełniające zostaną skradzione dla Demokratów. Ponownie przewodząc Kongresowi, postawią Trumpa w stan oskarżenia i skażą go. Następnie oskarżą go i jego rząd, zastraszą jego zwolenników i ustanowią DEI Woke Truth over America.

Koniec eksperymentu Ojców Założycieli może być już bliski.

Ale nie oczekuj, że głupi Amerykanie to zrozumieją. Są łatwym łupem, ponieważ są uwikłani we własnym współudziale.

Uwaga Edytora IGNACY NOWOPOLSKI : To co pisze dr. Roberts i cytowani przezeń analitycy, w równym stopniu odnosi się do III RP, która jest tylko miniaturową repliką “wiodącej demokracji świata”.

Adolf Hitler zmartwychwstał?

Adolf Hitler zmartwychwstał?

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    7 czerwca 2025

No nie, w dzisiejszych zlaicyzowanych czasach, kiedy nawet postępowa część przewielebnego duchowieństwa podważa historyczny charakter Zmartwychwstania, tłumacząc zawile, że to tylko apostołowie tak pragnęli, tak pragnęli, by Pan Jezus zmartwychwstał, że z tego pragnienia zaczęli mieć halucynacje, co w końcu doprowadziło do pojawienia się znienawidzonego chrześcijaństwa, takie rzeczy nie mają prawa się zdarzać – ale od czego reinkarnacja?

Skoro hiszpańscy jezuici modlą się do Pachamamy, którą nawet nieboszczyk papież Franciszek, co to tylko patrzeć, jak zostanie „santo subito”, otoczył postępowym kultem, to niczego wykluczyć nie można tym bardziej, że gwoli lepszego kamuflażu Adolf Hitler mógł wpakować się w wychudzony korpus panującej miłościwie nad Europą Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje.

Starsi ludzie pamiętają, że z tym Hitlerem to były same zgryzoty, nie tylko za życia, ale jeszcze większe – po śmierci – o czym świadczy anonimowy wierszyk, popularny w roku 1945, pod tytułem Gdzie jest Hitler: „

Może w Jaffie, niepoznany,

hoduje słodkie banany (…)

a być może ręka Boża

strąciła go na dno morza

i prosto z zimnej topieli

naprawdę go diabli wzięli?

Jeśli chodzi o Jaffę, to też jest dobry trop, bo czyż kogokolwiek zdziwiłaby informacja, że Hitler wcielił się w izraelskiego premiera rządu jedności narodowej Beniamina Netanjahu, co to właśnie, na oczach całego miłującego pokój świata, realizuje operację ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej w Strefie Gazy i puszcza mimo uszu pompatyczne protesty rozmaitych europejskich eunuchów, czy amerykańskich twardzieli? A dlaczego miałby się nimi przejmować, skoro i jedni i drudzy skaczą przed Żydami z gałęzi na gałąź? W końcu to właśnie Adolf Hitler sformułował ten bon-mot, że „zwycięzcy się nie sądzi” – o czym przekonał się inny wybitny przywódca socjalistyczny Józef Stalin – bo to on, viribus unitis z płomiennymi szermierzami wolności i demokracji, co to najpierw oddali mu pół Europy, żeby wycisnął z niej tyle krwi, ile mu się tam podobało, a potem szalenie współczuli tamtejszym nieborakom, za pośrednictwem swoich wysłanników kazał wieszać siepaczy Hitlera w Norymberdze?.

Wygraj w polu, a wygrasz i w sądzie” – mówił Klucznik Gerwazy – co nabiera aktualności zwłaszcza dzisiaj, kiedy niezawisłe sądy powinność swej służby rozumieją i sypią piękne wyroki, na przykład w Rumunii, czy we Francji – żeby w Europie utrwalić model demokracji kierowanej, bez którego IV Rzesza wpadłaby w jakieś turbulencje?

A IV Rzesza już się nam rysuje w postaci szkicowej, za sprawą amerykańskiego prezydenta Józia Bidena, co to w swoim czasie, w nagrodę za dobre sprawowanie, pozwolił Niemcom na urządzanie Europy po swojemu. Jeszcze nie przebrzmiały echa tego przyzwolenia, jak Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje wystąpiła z pomysłem nowelizacji traktatu lizbońskiego. Obejmuje ona aż 270 punktów, z których najciekawsze wydają się trzy: żeby zlikwidować prawo veta, żeby zmniejszyć liczebność Rady Europejskiej z 27 do 15 członków, wskutek czego „małe państwa” – ot na przykład nasz nieszczęśliwy kraj, dowiadywałyby się z „Volkischer Beobachter”, co tam w ich sprawach starsi i mądrzejsi postanowili, no i wreszcie – przekazanie do wyłącznej kompetencji Unii, czyli IV Rzeszy Niemieckiej – 65 obszarów decyzyjnych.

O czym w takiej sytuacji mogłyby jeszcze decydować członkowskie bantustany? Dokładnie o tym samym, o czym decydowały tak zwane „narodowe” republiki sowieckie – jak we własnym narodowym języku sławić czyny Ojca Narodów, Chorążego Pokoju, Józefa Stalina. Teraz Józef Stalin, podobnie zresztą, jak Adolf Hitler, jest już starym nieboszczykiem, ale to może być pozór, bo za sprawą reinkarnacji żyje sobie jak pączek w maśle, niczym doktor Józef Mengele w ciele Madame Gizele w Oleśnicy. Jakże inaczej myśleć, w sytuacji, kiedy to Parlament Europejski, niczym Reichstag pod przewodnictwem Hermana Goeringa, rekomendował przyjęcie – tym razem nie „ustawy o pełnomocnictwach”, która dała Hitlerowi pełną władzę – tylko nowelizację traktatu lizbońskiego – co przecież na jedno wychodzi. Czegóż w tej sytuacji możemy się jeszcze spodziewać?

Ano, kiedy już w Europie utrwali się model demokracji kierowanej, a niezawisłe sądy otrzymają oręż w postaci penalizacji „mowy nienawiści”, to posypie się tyle pięknych wyroków, że więzienia nie pomieszczą nieprzeliczonego tłumu skazańców, dla których trzeba będzie ponownie uruchomić chwilowo nieczynne obozy koncentracyjne, ze słynnym Auświcem na czele. Oczywiście trzeba będzie odtworzyć zniszczoną infrastrukturę, no i zadbać o kadrę nadzorczą – bo nie na darmo Ojciec Narodów Józef Stalin podkreślał, że „kadry decydują o wszystkim” – i praca nad stworzeniem podstaw Nowej Europy, czyli IV Rzeszy wspaniale się rozwinie. Czyż nie w przewidywaniu takiego rozwoju wypadków na czele Rady Muzeum Auświcu postawiona została Madame Barbara Engelking? Niech no tylko w tej sytuacji jakaś Schwein spróbuje podnieść hałasy, to zaraz zostanie umieszczona w areszcie wydobywczym, jak nie przez bodnarowców, to przez innych szermierzy demokracji kierowanej i będzie tam jęczeć i szlochać do końca swoich dni – albo od razu pójdzie do gazu i hałasy ucichną, jak ręką odjął.

Tym wszystkim przedsięwzięciom towarzyszyć będzie racjonalna polityka osiedleńcza, której zasady sformułował w swoim czasie poprzednik naszej Reichsführerin Urszuli Wodęleje, Reichsführer Heinrich Himmler. Oczywiście przy tych wszystkich podobieństwa będą i różnice. Przede wszystkim zmieni się radykalnie pojęcie Herrenvolku, które – za sprawą straszliwej pomyłki Adolfa Hitlera – doprowadziło do tylu tragedii. Jestem pewien, że jeśli Adolf Hitler przesiedlił się w osobę Beniamina Netanjahu, to zrozumiał swój błąd i od tej pory pojęciu Herrenvolku zostanie nadana prawidłowa treść.

Po drugie – wzięte zostaną pod uwagę przemyślenia Alfiero Spinellego, który stał na nieubłaganym stanowisko konieczności likwidacji historycznych narodów europejskich – oczywiście nie fizycznej, żeby nie zdewastować planety do reszty, a poza tym – zapewnić Herrenvolkowi i jego kolaborantom wystarczającą liczbę podatników i kredytobiorców, którym można by pożyczać pieniądze na procent. To zadanie zostanie złożone na pakt migracyjny, a dopływ świeżego materiału ludzkiego zapewni bezcenny Izrael ze swoimi sojusznikami – bo jestem pewien, że przedstawiciele narodów mniej wartościowych nie będą chcieli czekać na ostateczne rozwiązanie, tylko skwapliwie skorzystają z podanej im pomocnej dłoni. Czegóż chcieć więcej?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.