Sunday Strip: Don’t Believe… your lying eyes

Sunday Strip: Don’t Believe…

your lying eyes

Robert W Malone MD, MS Feb 23, 2025








Can anyone explain why, when President Trump states he wants peace worldwide, the democrats hate him even more?







True story:










Most people don’t realize that emu eggs have to come from somewhere.


But then many people don’t realize that emu eggs make a delicious breakfast.

The truth is that elusive emu babies abound in the wild… if you know where to look:

Don’t believe your ly’n eyes…

Everyone knows emus are white!


Amerykanie biorą się za Tuska. „Kiedy demokraci rządzą niedemokratycznie…”

Amerykanie biorą się za Tuska.

„Kiedy demokraci rządzą niedemokratycznie…”

23.02.2025 amerykanie-biora-sie-za-tuska

Amerykański Hudson Institute przygotował raport zatytułowany „When Democrats Rule Undemocratically: The Case of Poland”. Opracowanie nie pozostawia suchej nitki na „demokracji i praworządności” w wydaniu Donalda Tuska.

Raport, uznany za istotne wydarzenie, sugeruje, że obecny polski rząd w ciągu zaledwie roku przekracza kolejne granice standardów demokratycznych. Koalicja rządząca stosuje metody określone jako „wątpliwe”, „niedemokratyczne”, a czasem wręcz „nielegalne”.

Autorzy raportu wskazują, że rząd Tuska usprawiedliwia swoje działania koniecznością „przywracania demokracji”, co budzi kontrowersje. Niniejsza publikacja podważa monopol liberalnych elit na narrację o Polsce za granicą, ukazując szybkie osłabienie ich pozycji.

Wśród najważniejszych zarzutów występują: przejęcie mediów publicznych, zmiany w Prokuraturze Krajowej, podważanie statusu sędziów powołanych po 2018 roku, nieuznawanie wyrobów Trybunału Konstytucyjnego i ograniczenie prawa do azylu.

Instytut będący wydawcą raportu ma dobre relacje z władzami USA. Publikacja bez wątpienia stanowić będzie podbudowę argumentacji, która będzie narzędziem polityki Stanów Zjednoczonych wobec Polski. Zarzuty o brak standardów demokratycznych były już wysuwane w stosunku do Ukrainy, kiedy ta odmówiła przyjęcia tzw. umowy surowcowej, która de facto dawałaby możliwość wzbogacenia się Amerykanów na surowcach ukraińskich. Donald Trump ma swoje plany również wobec Polski, a zarzut o niedostatki w zakresie standardów demokratycznych bez wątpienia pomoże mu w realizacji swoich zamierzeń.

W Polsce mówią, że się nie da. A we Włoszech chcą wyrzucić unijny system ETS do kosza

W Polsce mówią, że się nie da. We Włoszech chcą wyrzucić unijny system ETS do kosza

23.02.2025 nczas/w-polsce-mowia-ze-sie-nie-da-we-wloszech-wyrzucic-unijny-system-do-kosza

W Polsce co i rusz słyszymy, że wypowiedzieć szkodliwego systemu EU ETS – powodującego szokujący wzrost cen m.in. za prąd czy gaz – nie można.

Włosi najwyraźniej o tym nie słyszeli i właśnie przymierzają się do tymczasowego zawieszenia unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2.

System EU ETS wymaga od elektrowni węglowych i gazowych zakupu uprawnień do emisji CO2, co bezpośrednio przekłada się na wyższe koszty produkcji energii elektrycznej. Przedsiębiorstwa energetyczne wliczają te dodatkowe wydatki w końcową cenę prądu dla odbiorców.

Włoski minister gospodarki Giancarlo Giorgetti przygotowuje specjalny dekret, który ma umożliwić czasowe zawieszenie uczestnictwa w systemie EU ETS. Wiceminister ds. środowiska i bezpieczeństwa energetycznego Vannia Gava wtóruje i zaznacza, że „konieczne jest pilne zawieszenie systemu EU ETS, który stanowi dodatkowe obciążenie dla firm i utrudnia ich funkcjonowanie”.

Włoskie władze krytykują również obecny system ustalania cen gazu oparty na giełdzie TTF w Amsterdamie, uznając go za podatny na spekulacje i oderwany od rzeczywistych kosztów wydobycia i transportu.

Włosi doszli do wniosku, że dłużej finansować unijnej polityki klimatycznej nie będą i szukają sposobu, jak się z systemu wycofać. W Polsce, gdy podobny postulat jest podnoszony, od razu odzywają się wszelkiej maści klimatyści, którzy twierdzą, że tego zrobić się nie da.

Tymczasem Unia Europejska wciąż nie doszła do wniosku, że system handlu emisjami prowadzi ludzi do biedy i planuje drugą, jeszcze ostrzejszą odsłonę regulacji wprowadzanych w imię „walki z globalnym ociepleniem”.

Victor Orban: Od 15 lat walczymy z „imperium” i teraz jesteśmy w mainstreamie. Trump to nasz sojusznik

Victor Orban: od 15 lat walczymy z „imperium” i teraz jesteśmy w mainstreamie. Trump to nasz sojusznik


https://pch24.pl/victor-orban-od-15-lat-walczymy-z-imperium-i-teraz-jestesmy-w-mainstreamie-trump-to-nasz-sojusznik

W dorocznym przemówieniu podsumowującym stan państwa Victor Orban podkreślił, że „walka z imperium”, a więc dyktatem sił lewicowo-liberalnych, trwa na Węgrzech od piętnastu latach i teraz – gdy do władzy doszedł Donald Trump – to Węgry są w mainstreamie światowej polityki. Podkreślił jednak, że Trump „nie jest wybawcą, lecz towarzyszem broni”.

Walka z UE, przyszłość Ukrainy, rola prezydenta USA Donalda Trumpa i zapowiedzi reform były głównymi tematami sobotniego wystąpienia premiera Węgier Viktora Orbana. Nie zabrakło gróźb pod adresem mniejszości. Przed wiosenną sesją parlamentu szef rządu tradycyjne podsumował miniony rok.

Swoje przemówienie Orban rozpoczął od analizy sytuacji międzynarodowej i miejsca Węgier na światowej arenie. Uznał, że jednym z ważniejszych sukcesów kraju było zwiększenie w Parlamencie Europejskim roli ugrupowań nacjonalistycznych nazywanych przez niego patriotycznymi. Jednocześnie przyznał, że 2024 rok był bardzo trudny ze względu na nałożone na Rosję unijne sankcje, które odbijają się przede wszystkim na państwach Unii Europejskiej oraz wysokie ceny energii i inflację.

Orban podkreślił, iż po 15 latach „walki z imperium” to Węgry są częścią mainstreamu. Przypomniał, że jego rząd chroni dzieci przed lobby promującym zaburzenia psychiczne na tle seksualnym i płciowym oraz okaleczanie dzieci w imię ideologii LGBT, jak również rodziny przed rachunkami za media, pożyczkobiorców walutowych przed bankami, a same Węgry przed migrantami. W tym kontekście zapowiedział utrzymanie polityki braku tolerancji dla ruchu neomarksistowskiego. – Sugeruję, aby tegoroczni organizatorzy Parady Równości nie zawracali sobie głowy przygotowaniami do tegorocznej parady. To strata czasu i pieniędzy – powiedział.

W odniesieniu do osoby nowego prezydenta USA Orban zapewnił, że choć jest przekonany, iż „rebelia Stanów Zjednoczonych przyniesie zwycięstwo Węgrom”, to jednak ma świadomość, że ciężar walki spoczywa przede wszystkim na jego narodzie. – Prezydent Trump nie jest naszym wybawcą, lecz naszym towarzyszem broni – powiedział  Orban porównując aktualną sytuację na świecie do biblijnej walki Dawida z Goliatem.

W czasie przemówienia nie zabrakło kwestii związanych z wojną na Ukrainie oraz amerykańskimi działaniami mającymi na celu zakończenie wojny. – Ukraina nigdy nie zostanie członkiem Unii Europejskiej wbrew Węgrom – oświadczył Orban, przekonując, że według niego zrujnowałoby to węgierskich rolników.

Podobnie jak w ciągu ostatnich kilku tygodni premier zapewniał, że w jego ocenie rok 2025 będzie rokiem przełomu. Ostrzegł jednak, że błędem byłoby niedocenianie przeciwnika, zaś zwycięstwo można osiągnąć tylko dzięki zdyscyplinowanej pracy. W tym kontekście otwarcie zadeklarował walkę z węgierskimi beneficjentami amerykańskiej pomocy finansowej, która została wstrzymana w konsekwencji ostatnich decyzji nowej amerykańskiej administracji. Z kolei reprezentantów opozycji, zarówno tej na Węgrzech, jak i w Parlamencie Europejskim, określił mianem zdrajców.

Ostatnią częścią wystąpienia było zaprezentowanie listy działań zaplanowanych na ten rok w ramach polityki wewnętrznej. Orban obiecał otwarcie stu nowych fabryk, obniżkę podatków, walkę z inflacją, regulację cen artykułów spożywczych, czy zwrot podatku VAT na warzywa, owoce i nabiał dla seniorów. Obiecał też powołanie specjalnego rządowego komisarza ds. walki z narkotykami, a także wprowadzenie kolejnych zmian do Ustawy Zasadniczej. Jedną z nich ma być uznanie posiadania gotówki za prawo konstytucyjne.

Tradycję dorocznych przemówień Orban rozpoczął w 1999 roku. Tym razem zostało ono zorganizowane w historycznym budynku Varkert Bazaar. W odróżnieniu od roku poprzedniego, tym razem udziału w wydarzeniu odmówiono dziennikarzom wszystkich opozycyjnych redakcji. Wstęp na salę był tylko na zaproszenie, a cały kompleks na wiele godzin przed rozpoczęciem przemówienia został odgrodzony policyjnym kordonem.

Źródło: PAP / Tomasz Dawid Jędruchów

Musk do urzędników: Napiszcie, co robiliście w zeszłym tygodniu. Brak odpowiedzi to rezygnacja z pracy

Musk do urzędników: Napiszcie, co robiliście w zeszłym tygodniu. Brak odpowiedzi to rezygnacja z pracy

23.02.2025 https://nczas.info/2025/02/23/musk-do-urzednikow-napiszcie-robiliscie-w-zeszlym-tygodniu-brak-odpowiedzi-to-rezygnacja-z-pracy/

Elon Musk z piła łańcuchową od prezydenta Argentyny Javiera Milei. Foto: PAP/EPA
Elon Musk z piła łańcuchową od prezydenta Argentyny Javiera Milei. Foto: PAP/EPA

Pracownicy agencji federalnych w USA muszą do końca poniedziałku złożyć sprawozdanie ze swojej pracy w minionym tygodniu; brak odpowiedzi będzie traktowana jako rezygnacja – oznajmił w sobotę miliarder Elon Musk, kierujący Departamentem ds. Wydajności Państwa (DOGE). W niedzielę urzędnicy otrzymali e-maile z instrukcjami.

„Wszyscy pracownicy agencji federalnych wkrótce otrzymają e-mail z prośbą o wyjaśnienie, co zrobili w zeszłym tygodniu. Brak odpowiedzi zostanie potraktowany jako rezygnacja z pracy” – napisał w sobotę Musk na swoim portalu X, wkrótce po tym jak prezydent USA Donald Trump napisał w mediach społecznościowych, że „Elon wykonuje świetną robotę”, ale że chciałby, aby „bardziej agresywnie” wdrażał program reform i cięcia wydatków.

W niedzielę Reuters poinformował, że na skrzynki e-mail pracowników szeregu agencji federalnych już trafiła wiadomość z tytułem „co robiłeś w zeszłym tygodniu?”. Nadawcą jest Biuro Zarządzania Kadrami (OPM), które nadzoruje zatrudnianie pracowników w instytucjach federalnych. W korespondencji pracownicy są proszeni o to, by w pięciu akapitach podsumowali osiągnięcia z minionego tygodnia i do końca poniedziałku odesłali odpowiedź, dołączając do adresatów swoich przełożonych.

Jak informuje Reuters, nie jest jasne, jaką podstawę prawną ma Musk do zwalniania urzędników federalnych, którzy nie odpowiedzą na e-mail, ani co stanie się z pracownikami, którzy nie mogą szczegółowo opisywać poufnych prac.

Niektóre instytucje wysłały swoim pracownikom e-maile z prośbą, by nie odpowiadali na wezwanie OPM, ponieważ muszą ocenić sytuację i opracować protokół dotyczący dalszych postępowań. „(Ta sytuacja) jest nieoczekiwana i wymaga dalszej weryfikacji przez kierownictwo” – napisano w e-mailu wysłanym do pracowników Narodowej Agencji Oceanów i Atmosfery.

AFGE (American Federation of Government Employees), związek zawodowy reprezentujący pracowników federalnych, oświadczył, że będzie kwestionować wszelkie „bezprawne zwolnienia”. „Elon Musk i administracja Trumpa po raz kolejny okazali całkowitą pogardę dla pracowników federalnych i służby, którą pełnią na rzecz Amerykanów” – powiedział prezes AFGE Everett Kelley.

Trump powołał Muska, biznesmena i najbogatszego człowieka świata, na stanowisko szefa DOGE – nowej rządowej instytucji, której zadaniem jest ograniczanie wydatków rządu federalnego. Dotychczas – przekazała agencja AP – Musk zwolnił lub zapowiedział zwolnienie kilkudziesięciu tysięcy pracowników administracji i przekonał ok. 75 tys. osób, by przyjęły odprawy w zamian za rezygnację z zatrudnienia.

W ubiegłym tygodniu DOGE przedstawił przegląd anulowanych kontraktów rządowych, twierdząc, że ten ruch przyniósł budżetowi państwa oszczędności sięgające 55 mld dolarów. Media podważyły jednak te informacje, przytaczając zarówno błędy obliczeniowe (w jednej z pozycji miliony zostały przedstawione jako miliardy) oraz fakt, że po stronie oszczędności ludzie Muska uwzględnili maksymalne kwoty przeznaczone na niektóre kontrakty, mimo iż jest „mało prawdopodobne, by rząd miał zamiar zrealizować wydatki w tej wysokości” – wyjaśnił portal CNN.

Krzywa rozkładu normalnego, a trzeci etap rozwoju politycznego.

Krzywa rozkładu normalnego, a trzeci etap rozwoju politycznego.

Izabela BRODACKA

 Zgodnie ze znanym dowcipem wyróżnia się trzy etapy rozwoju seksualnego człowieka: chuligan seksualny, koneser seksualny i gaduła seksualny. Podobnie jest w polityce. Tusk niewątpliwie dawno już osiągnął ten trzeci etap rozwoju politycznego.

W zdrowym społeczeństwie grupa środkowa powinna liczebnie przeważać nad pozostałymi. Przewaga liczebna gaduł i chuliganów nad koneserami, szczególnie, gdy gadulstwo seksualne pojawia się w wieku młodym, zagraża demograficznej strukturze populacji.

Podobnie jest w polityce. Jeżeli gadulstwo polityczne pojawia się w wieku starczym możemy traktować to jako stan naturalny i liczyć, brutalnie mówiąc, na nieubłagane prawa przyrody. Jeżeli jednak tak zwana klasa polityczna kraju składa się prawie wyłącznie z chuliganów (Jachira , Kierwiński, i wielu innych) oraz gaduł (Tusk, Nowak, Sikorski, i wielu innych), a koneserów politycznych można ze świecą szukać i jeżeli, co gorsza, rozwój polityczny decydentów jest zupełnie nieadekwatny do ich wieku, nie najlepiej to wróży temu krajowi.

Gadulstwo seksualne jest groźniejsze dla populacji niż umiarkowane liczebnie chuligaństwo. Podobnie jest w polityce. Wybryki parlamentarzystów – w umiarkowanej liczbie – mogłyby być atrakcją obrad. Nie mogą jednak ich zastępować. Albo być tylko przerywnikiem w morzu bezsensownego gadulstwa. Sól dosypywana w nadmiarze do mdłej zupy działa jak emetyk. „Rzygać mi się chce, gdy tego słucham”– to najczęstszy komentarz do obrad sejmu i dyskusji polityków w mediach.

Skład normalnej czyli zdrowej populacji powinna opisywać tak zwana krzywa rozkładu normalnego – krzywa dzwonowa Gaussa. Na przykład: w skali kraju czy w większej populacji najwięcej jest ludzi wzrostu średniego, a wielkoludy i karły to na wykresie „wąsy” tej krzywej. Jeżeli w jakiejś populacji maksimum przypada na około 2m znaczy, że jest to na przykład grupa koszykarzy. To samo dotyczy rozkładu inteligencji czy wyników egzaminu. Odstępstwo od krzywej Gaussa świadczy o tym, że egzamin był źle pomyślany. Jeżeli najwięcej jest ocen bardzo dobrych – był zbyt łatwy, jeżeli niedostatecznych – zbyt trudny. Każdy rozsądny nauczyciel wyciąga wnioski z rozkładu ocen przeprowadzanego egzaminu czy klasówki. Krzywą Gaussa deformują kataklizmy dziejowe. Trudno na przykład oczekiwać rozkładu normalnego w populacjach powojennych.

Kataklizm, jakim były wieloletnie rządy komuny, a potem postkomunistyczna transformacja ustrojowa, zdeformowały w Polsce krzywą Gaussa prawie we wszystkich dziedzinach. Jak ma dobrze funkcjonować społeczeństwo, w którym ludzi biednych jest o wiele więcej niż średnio zamożnych, oportunistów o wiele więcej niż średnio odważnych, bezmyślnych lemingów o wiele więcej niż średnio rozsądnych.

Właśnie liczebność tej grupy średniej decyduje o jakości życia społeczeństwa. Nie bez przyczyny największym wrogiem wszelkich dyktatur i oligarchii jest klasa średnia a nie biedni. Klasa średnia złożona jest z ludzi, którzy radzą sobie sami dzięki swej inteligencji, zaradności i pracowitości , których nie da się przekupić zasiłkami czy kiełbasą wyborczą. Wydaje mi się również, choć rzecz nadaje się do dyskusji, że o jakości życia społecznego decyduje duża liczba ludzi o średnim IQ wystarczającym jednak aby potrafili sprostać zadaniom rozwijającego się świata i utrzymać mniej licznych ludzi nie przystających do tego świata z racji braków intelektualnych, a także sponsorować jeszcze mniej liczną grupę geniuszy będących motorem przemian czy jak to ktoś chce nazwać postępu.

Fatalny jednak jest fakt, że w kulturze i dyplomacji naszego społeczeństwa jest zdecydowana nadreprezentacja byłych agentów, albo potomków byłych agentów, a w parlamencie chuliganów i gaduł. Jak długo można się bawić bredniami które opowiada poseł Józefaciuk, jak długo mogą bawić nawet najwytrwalszych wybryki Jachiry którą zaliczyć można tylko do chuliganów politycznych. Gadułą politycznym jest niewątpliwie marszałek Hołownia i co gorsza sam król Europy, słoneczko Peru, Donald Tusk. Tusk zawsze kłamał jak pies.

Przypomnijmy sobie choćby jego szumne zapowiedzi na temat umów z inwestorami katarskimi w sprawie polskich stoczni, które zdementował katarski rząd. W swoich kłamstwach Tusk starał się jednak o elementarną logikę. Teraz popłynął jak staruszek, który opowiada o swych miłosnych podbojach, choć nikt go nie chce już słuchać. Tuska nie krępuje, że zmienia z dnia na dzień zdanie, że sobie sam co chwila zaprzecza, że jego polityczne obietnice to czyste gadulstwo bez jakiegokolwiek związku z rzeczywistością. Tusk, który wolałby być postrzegany jako dyktatorek ( dyktatusek) z jego napadami wściekłości, groźnymi minami i pogróżkami wobec politycznych oponentów, jest po prostu śmieszny.

Udało mu się skutecznie prześladować ciężko chorego człowieka oraz wsadzić do więzienia niewinnego księdza i dwie niewinne kobiety. Udało mu się łamiąc wszelkie prawa i konstytucję przejąć telewizję, prokuraturę i spółki skarbu państwa skazując je na bankructwo. Przypomnijmy sobie, że za poprzedniej kadencji udało mu się sprzedać świeżo wyremontowaną kolejkę na Kasprowy Wierch bliżej nieokreślonej grupie kapitałowej czyniąc Kasprowy Wierch i Myślenickie Turnie obszarem eksterytorialnym. Ochroniarze spółki przeganiali turystów, którzy mieli ochotę odwiedzić Myślenickie Turnie. Nie jest to teren interesujący turystycznie lecz wypadł z władania Parku Narodowego. Kolejkę na Kasprowy Wierch odkupiono jak pamiętamy za rządów PiS.

Posunięcia Tuska są groźne przez swoją bezgraniczną głupotę. Tusk podobnie jak Hołownia nie potrafi oprzeć się swemu gadulstwu politycznemu. Gdyby miał trochę rozumu nie wypowiadałby się na przykład na temat zagrożenia powodziowego na Dolnym Śląsku. Mógłby zasłonić się opinią ekspertów. Nie zmieniałby zdania co dwa dni.

Jeżeli mówimy, że tęsknimy do normalności oznacza to że chcielibyśmy żeby w naszym kraju zjawiska społeczne, polityczne i ekonomiczne opisywała krzywa rozkładu normalnego, czyli krzywa Gaussa.

Po konferencji monachijskiej

Po konferencji monachijskiej

Stanisław Michalkiewicz,  tygodnik „Goniec” (Toronto)    23 lutego 2025 http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5777

W niedzielę 16 lutego zakończyła się konferencja w Monachium na temat zakończenia wojny na Ukrainie. Przedstawiciele Stanów Zjednoczonych w osobach wiceprezydenta Vance’a i generała Kelloga brutalnie odarli Europę z wszelkich iluzji. Wiceprezydent Vance powiedział, że prawdziwym wrogiem Europy nie jest ani Rosja, ani Chiny, tylko odejście od wartości, które Europę, jako formację cywilizacyjną, utworzyły.

Nic tak nie gorszy, jak prawda, toteż niemiecki minister Pistorius, w gwałtownej filipice zarzucił wiceprezydentowi Vance, że „zakwestionował demokrację” w Europie, porównując ją do sytuacji w reżymach autorytarnych. Ano, nie da się ukryć, że forsowany przez władze Unii Europejskiej z Reichsfuhrerin Urszulą von der Leyen, którą złośliwcy w Polsce przechrzcili na „Urszulę Wodęleje”, a także przez zadowolone z siebie establishmenty poszczególnych europejskich bantustanów, model demokracji kierowanej, jaki został zaprezentowany w Rumunii, raczej nie jest do pogodzenia z modelem demokracji spontanicznej, w którym suwerenowie głosują tak, jak chcą, a nie tak – jak „powinni”.

Nawiasem mówiąc, rumuński prezydent Klaus Iohannis podał się do dymisji, właśnie na skutek masowych protestów obywateli, oburzonych unieważnieniem pierwszej tury wyborów pod pretekstem, że najlepszy wynik uzyskał kandydat „nie zatwierdzony” przez jakieś rumuńskie, czy europejskie sanhedryny. W ogóle rewolucja komunistyczna, którą administracja Donalda Trumpa w Ameryce najwyraźniej wyhamowuje, w Europie podtrzymywana jest właśnie przez tutejszą samozwańczą biurokratyczną elitę, pod którą podczepiają się rozmaici melioranci świata – daleko nie szukając – Wielce Czcigodne vaginessy z vaginetu obywatela Tuska Donalda w Polsce.

Że komunizm – wszystko jedno; w wersji bolszewickiej, czy kulturowej – jest wrogi cywilizacji łacińskiej, to żadna tajemnica, bo trąbi o tym kultowa piosenka lewizny, czyli „Międzynarodówka”, zawierająca m.in. taki oto passus: „przeszłości ślad dłoń nasza zmiata”. Chodzi właśnie o „ślad” w postaci cywilizacji łacińskiej, której od wieków tradycyjnie nie znosili Żydowie, a obecnie – żydokomuna. Wygląda na to, że wiceprezydent Vance lepiej spenetrował prawdę, niż zadowolony ze swego rozumu minister Pistorius. Ale to jeszcze nic w porównaniu z deklaracją generała Kelloga, że „Europa” nie zostanie dopuszczona do negocjacji w sprawie zakończenia wojny na Ukrainie. Szczególnie rozczarowany tą deklaracją jest pan Rafał Trzaskowski, Wielka Nadzieja Judenratu w naszym bantustanie, który pogalopował do Monachium, by podstawić swoją nóżkę tam, gdzie kują konie.

Jeszcze większej deziluzji musiał doznać ukraiński prezydent Zełeński, który nie został zaproszony do Arabii Saudyjskiej, gdzie Amerykanie mają się w sprawie Ukrainy namawiać z ruskimi szachistami. Toteż zaraz wylęgła mu się w głowie „koncepcja”, niczym u Kukuńka, że mianowicie w tej sytuacji „Europa” powinna utworzyć własne, niezależne od NATO, siły zbrojne, w których przewodnią rolę objęłaby niezwyciężona armia ukraińska. Przypomnę, że z podobnymi pomysłami Niemcy występują od 30 lat, a za poprzedniej kadencji Donalda Trumpa przypomniał o tym francuski prezydent Macron. Uzasadnił on tę konieczność „obroną Europy”, m.in. przed… Stanami Zjednoczonymi”. Na to prezydent Trump odpisał, że przecież Ameryka nigdy na Europę nie napadła, dodając z przekąsem, że gdyby nie USA, to Francuzi w Paryżu pewnie uczyliby się po niemiecku. Na takie dictum francuski premier poradził amerykańskiemu prezydentowi, by nie wtykał nosa w nieswoje sprawy. Oooo, jak już taki ton pojawił się w wymianie zdań, to nie trzeba było długo czekać i już po trzech dniach Francja omalże nie została wywrócona do góry nogami przez ruch „żółtych kamizelek”, który ni stąd, ni zowąd urządził coś w rodzaju rewolucji francuskiej.

Toteż prezydent Macron, najwyraźniej urażony w swojej pysze, zaraz po zakończeniu konferencji monachijskiej zwołał na poniedziałek, 17 lutego „szczyt” europejski do Paryża, najwyraźniej zapominając, że to nie on, tylko obywatel Tusk Donald jest w tej chwili europejskim królem przechodnim. Najzabawniejsze jest, że i obywatel Tusk Donald jakby też o tym zapomniał i pogalopował do Paryża w charakterze gościa, najwyraźniej uradowany, że w ogóle go prezydent Macron zaprosił. W chwili, gdy to piszę, „Europa” w Paryżu się namawia – ale myślę, że prochu nie wymyśli, zwłaszcza, dopóki wojsko amerykańskie jest w Niemczech i w Polsce.

Prezydent Trump chce zakończyć wojnę na Ukrainie, między innymi dlatego, że nie chce się rozpraszać na awantury po różnych zakątkach świata – co byłoby wodą na młyn Chin, które metodą „rozdęcia imperialnego” niwelowałyby amerykańską przewagę, jeśli gdzieś by się pojawiła. Spychając „Europę” na plan drugi, wyświadcza niewątpliwie przysługę Rosji, która chyba chciałaby powrotu do porządku lizbońskiego z roku 2010, który prezydent Obama wysadził w powietrze w roku 2014, od czego wszystko się zaczęło. Tak w każdym razie rozumiem przytoczone przez prezydenta Trumpa słowa prezydenta Putina o potrzebie wyeliminowania „pierwotnych” przyczyn obecnej wojny na Ukrainie.

Jeśli tak, to jasne jest, iż amerykańskie „niet” dla ukraińskich marzeń o przyjęciu do NATO i odzyskaniu utraconych terytoriów, można potraktować jako wstęp do przekonywania Rosji przynajmniej do neutralności w momencie, gdy USA będą chciały przystąpić do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej – o ile w ogóle się na to zdecydują. W takiej sytuacji pozycja negocjacyjna Rosji nie jest wcale zła, a poza tym ta okoliczność wyjaśnia przyczynę, dla której Ukraina dowie się z gazet, co w jej sprawie zostało postanowione.

Dla naszych propagandystów to cios w samo najczulsze miejsce, toteż z tej konfuzji zaczynają snuć koncepcje podobne do pomysłów prezydenta Zełeńskiego. Oto pan dr Sokala z prowincjonalnego uniwersytetu w Kielcach wzywa do położenia lachy na Amerykę i wojowania z ruskimi szachistami w koalicji ze Szwecją, Finlandią i mocarstwami bałtyckimi. To już wrażenie większego realisty sprawia pan generał Skrzypczak, który domaga się, żeby Stany Zjednoczone przekazały Polsce broń jądrową. Noooo, skoro sam pan generał Skrzypczak tego żąda, to USA nie będą miały chyba innego wyjścia.

Drugie dno, jakie tym wszystkim „koncepcjom” towarzyszy wynika z tego, że Wlk. Brytania właśnie podpisała z Ukrainą układ na okres 100 lat (sic!), a amerykański sekretarz obrony nie mógł się nachwalić pana Kosiniaka-Kamysza. Najwyraźniej Anglosasi próbują złocić nam rogi, bo cóż to szkodzi mieć w zanadrzu obok ukraińskiego frajera, jeszcze frajera polskiego? Rzecz w tym, że kiedy już na Ukrainie nastąpi zamrożenie konfliktu, to ktoś będzie musiał nadzorować strefę zdemilitaryzowaną, co oznacza stuprocentowe prawdopodobieństwo wciągnięcia takiego głupiego państwa w wojnę i to bez żadnych zobowiązań z niczyjej strony. Amerykanie z góry zapowiedzieli, że swego wojska tam nie wyślą; jeśli chce, to niech swoje wyśle „Europa”. W takiej sytuacji „Europa” będzie też chciała znaleźć frajera, z którym Wielka Brytania – jak będzie trzeba – chętnie podpisze 100-letni układ o przyjaźni i pomocy wzajemnej. Ale może wcale nie będzie trzeba, może same komplementy wystarczą?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Między ateizmem a satanizmem. Gdzie w takim świecie jest jeszcze miejsce dla chrześcijan?

https://pch24.pl/miedzy-ateizmem-a-satanizmem-czy-w-takim-swiecie-jest-jeszcze-miejsce-dla-chrzescijan

Między ateizmem a satanizmem. Czy w takim świecie jest jeszcze miejsce dla chrześcijan?

(Oprac. PCh24.pl)

Jak podpowiada nam wiara, Bóg dopuszcza pewne sytuacje, ale zawsze z myślą o naszym dobru. Dopuszcza, aby pokazać, jak może zdegenerować się nasza wolność bez odniesienia do Niego, czyli odcięta od korzenia… To w jakiejś mierze kolejne wcielenia syna marnotrawnego, który z uporem chce realizować swoje wizje z daleka od domu miłosiernego Ojca… I zawsze wraca rozgoryczony, sfrustrowany… A miało być tak pięknie, miał sobie sam radzić. Utopijne wizje kończą się większym zniewoleniem, nawet jeśli potrafi ktoś sobie wmówić, że kajdany to bransoletki i ozdoby na rękach. To będą nadal kajdany… – mówi w rozmowie z PCh24.pl ks. prof. Piotr Roszak.

Wielebny Księże profesorze, co było pierwsze: satanizm, czy ateizm?

To zależy, czy mamy na myśli pierwszeństwo rzeczowe czy czasowe, bo często droga rozpoczynająca się od ateizmu prowadzi niektórych do satanizmu. Dzieje się tak, gdy ateizm przestaje być prostą negacją istnienia Boga, a przekształca się w ideologiczną walkę z Bogiem, która prowadzi do postawienia na zło, jakby ono stanowiło konkurencję dla Boga, było alternatywną siłą zdolną rzekomo ułożyć lepszy porządek świata.

Z drugiej strony, satanizm jako wyraz postawy szatana wobec Boga jest pierwszy chronologicznie, właściwie jeszcze przed pojawieniem się ludzi, jak to podkreśla tradycja teologiczna chrześcijaństwa. W przypadku bowiem grzechu szatana, nie mamy zwykłej negacji istnienia Boga (istota ateizmu), ale sprzeciw wobec tego kim jest Bóg, niezgoda na Jego dobroć i styl działania.

Szatan „wie”, że Bóg istnieje, ale na takiego dobrego Boga, który Wciela się, aby uratować inne rozumne stworzenie (a mniej doskonałe bytowo od złych duchów), szatan nie zgadza się. W takiego Boga „nie wierzy” Szatan (a swoją drogą przez to jego wiara jest inna od naszej) i stąd wypływa jego sprzeciw wobec Stwórcy. Jeśli więc satanizm będzie kultem takiej postawy, to on będzie pierwszy: odrzucenie Boga, aby w jego miejsce postawić siebie, zło, odrzucenie miłosierdzia i miłości.

W te wątki wpisuje się starożytny manicheizm, który w niektórych swoich przejawach akcentował  istnienie dwóch źródeł świata, dobrego i  złego… Stawiał na dialektykę, przeciwstawienie, walkę między tymi dwoma „zasadami boskimi”, złą i dobrą. Ale to właśnie zrównanie dobra i zła ich było de facto formą wypowiedzenia posłuszeństwa Bogu, a więc praktycznym ateizmem. W tym przypadku więc satanizm prowadził do ateizmu jako niezgody na istnienie Boga takim jakim On jest naprawdę.

Jak więc widać, pojęcie ateizmu jest szersze niż prosta negacja istnienia Boga i nie obejmuje tylko osób twierdzących, że Boga nie ma i jest ludzkim wymysłem. Zresztą o ateizm byli oskarżani nawet sami chrześcijanie, co może nas dzisiaj zaskakiwać… Dlaczego? Byli przez np. Rzymian traktowani jako ateiści, bo nie wierzyli w bóstwa narzucane przez cesarstwo. To były formalne przyczyny ich śmierci. Nasi bracia chrześcijanie – warto to sobie uświadomić – ginęli formalnie za ateizm… to przedstawiano jako ich delikt.

Dlatego w innym znaczeniu, ateizm jako teoria, która próbuje szukać racji intelektualnych dla negacji Boga, jest późniejszy, oświeceniowy, choć nawet słynny Wolter – będąc deistą – uważał, że ateizm to dziecinna choroba ludzkiego rozumu (tak się miał wyrazić w słynnej encyklopedii oświeceniowej), bo nie rozumiał jak może ktoś racjonalnie twierdzić, że istnieje „coś” (np. świat) bez przyczyny transcendentnej.

Dlatego większość oświeceniowych filozofów wybierała deizm, a więc przekonanie, że Bóg stworzył świat, ale w niego nie interweniuje,  zachowuje dystans, „stoi” – jeśli tak można powiedzieć – niejako z boku, zostawiając ludziom działanie zgodne z ich wolą. Bóg jest, ale daleko, nie włącza się w żadne kalkulacje dotyczące życia społecznego czy indywidualnego. Jeszcze inni preferowali agnostycyzm, czyli przekonanie, że nie można nigdy dojść do prawomocnego poznania Boga, bo rzekomo jesteśmy skazani na brak wiedzy w tym zakresie, więc zawiesza się sąd na ten temat i nie rozmawia. Obie te postawy dają o sobie znać dziś, będąc praktycznymi formami ateizmu, a więc życia tak jakby Boga nie było.  

Satanizm jest pochodną ateizmu, czy ateizm pochodną satanizmu? A może są to dwa niezależne i niemające ze sobą nic wspólnego… ideologie?

Satanizm jako kult zła, ubóstwienie zła, wypływa wprost z negacji Boga. To trzeba najpierw zrobić, odrzucić Boga, aby w jego miejsce wstawić coś innego. Nie każdy jednak ateizm jest satanizmem, choć widać, że w puste miejsce po Bogu wielu próbuje wejść i ustanawiać swoje porządki Nas chrześcijan to nie dziwi, bo człowiek to capax Dei, otwarty na Boga, a wiec byt, który szuka Boga i wierzy albo w bożki, albo w Boga prawdziwego… Nie ma trzeciej opcji.

Czy są to ideologie niemające nic wspólnego? Wydaje mi się, że obraz jest bardziej skomplikowany, gdyż istnieją niewidzialne przy pierwszym spojrzeniu, ale realne powiązania. Widać to po takich – nazwijmy to – dyskretnych formach satanizmu, gdy np. kogoś dobro skandalizuje, nie zgadza się z czynieniem dobra, odrzuca to, wprowadzając logikę zemsty.

Przeciwnik Boga jest bardziej ateistą, czy satanistą?

Jeśli pojawia się więc sprzeciw wobec dobroci Boga, to formą takiej właśnie niezgody wobec dobra staje się zło, to oznacza, że pojawia się wprost satanizm. Ale obraz jest jeszcze bardziej skomplikowany, bo teraz nie walczy się z dobrem tak ogólnie, to nie jest takie teoretyczne rywalizowanie, ale chodzi już o coś więcej, bo o zastąpienie nie tyle innym złem, ale wstawia się w to miejsce wybrakowane dobro, pół-dobro, albo zło opakowane w dobro, ale jednak będące złem… Ma ono się kojarzyć z dobrem (np. rzekome prawo do aborcji), ale to zło. To jednak podróbka dobra, istotny brak, który dekonfiguruje całość. My, ludzie nadal dajemy się nabrać na atrakcyjne „opakowanie”, ale w środku okazuje się, że jest coś bez żadnej wartości.

Często mnie zastanawiało przy czytaniu encyklik papieskich, że ich adresatem obok ludzi wierzących są „ludzie dobrej woli”. To chyba kategoria, która zanika, bo sytuacja staje się trochę 0-1, choć jeszcze kilka lat temu była możliwa. Widać to po braku form dialogu z ateizmem współczesnym, który nie chce rozmawiać, odrzuca zaproszenie dla dialogu. Nie mówię o filmikach, gdzie są starcia wierzących z ateistami, taki intelektualny ring bokserski, to coś innego, to show. Myślę, że nie mamy dziś realnej rozmowy, w duchu soborowej (Vaticanum II) nadziei, że świat chce rozmawiać.  Niestety, bardzo się to zmieniło. Przypomina bardziej wojnę „pozycyjną”, w okopach, w której pozostają różne strony niż dialog zmierzający do wspólnego odkrywania prawdy.

Co jest groźniejsze dla ludzkiej duszy: ateizm, czy satanizm? Którą truciznę trudniej wyleczyć?

W moim odczuciu zdecydowanie satanizm, gdyż stanowi taki ateizm+. Są bowiem różne formy ateizmu, który może przybrać rolę indyferentyzmu i poszukiwania Boga, otwartości na poszukiwania transcendentne, a więc będący – parafrazując – „niedaleko od Królestwa niebieskiego”. Nie każdy ateizm jest wojowniczy, choć niestety od początku XXI wieku mamy do czynienia z agresywnymi formami ateistycznymi, które chcą wprost wyrugować religię z życia publicznego. To tzw. nowy ateizm, który jest „nowy” nie co do swoich twierdzeń czy metod, bo powtarza argumenty z oświecenia i to takie, które już nie działają (np. mit rzekomej wrogości miedzy nauką a religią, który jest kłamstwem historycznym i filozoficznym!).

Nowość tego ateizmu to próba stworzenia „masy krytycznej”, policzenia się w społeczeństwie, aby wywierać presje na decydentów i zmieniać krajobraz społeczny. Dlatego taki ateizm zaczyna tworzyć swoje własne struktury, nawet quasi liturgię czy dogmatykę, przestając być prostym negowaniem istnienia Boga (a-teizmem), wskazywaniem np. luk myślowych w twierdzeniach teologicznych (bo ich przez wieki nie znaleziono!), a staje się formą narzucania pewnego stylu życia, który spycha mówienie o Bogu do podziemia, czyniąc z tego prywatną sprawę. Nie ma się co dziwić dlatego, że wprost pisze się o duchowości ateistycznej, a także formułuje ateistyczne credo, często formułowane w duchu naturalistycznym, jak choćby credo Piergiorgio Odifreddi, matematyka, który pisał: „Wierzę w jedynego Boga – naturę, Matkę wszechmogącą, rodzicielkę nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych; Wierzę w jednego Pana, człowieka, wielorodzonego, syna Natury, zrodzonego z Matki pod koniec wszystkich wieków: natura z natury, materia z Materii, prawdziwa natura z prawdziwej natury, wygenerowany (jako wynik ewolucji) nie stworzony, z tej samej substancji co Matka”. To coś więcej niż sprzeciw wobec chrześcijańskiego wyznania wiary, to jego przeróbka.

Do tego przedstawia się religię jako coś szkodliwego, wręcz trującego dla społeczeństwa. Jak więc widać, ateizm nie jest po prostu negacją, przynajmniej ten ateizm, który obecnie funkcjonuje społecznie, bo z nim przychodzi wprost postulat usuwania religii z wszystkich przejawów życia społecznego. Ateizm stał się po prostu ideologią, a więc czymś co nie stawia na prawdę, aby potem wedle niej działać, ale istotą ateizmu jest doprowadzenie do zmiany społecznej, bez względu na prawdę.

W tym sensie, czym innym dla mnie jest satanizm, bo on konfiguruje życie duchowe człowieka wokół zła, niejako odwraca bieguny, a przez to wywraca świat do góry nogami. Niekiedy taki satanizm przybiera maskę ateizmu, udaje ateizm, ale chodzi w nim o odwrócenie logiki dobra i zakłamywanie Boga. Co łatwiej wyleczyć? Czasem ostre choroby lepiej wyleczyć, bo są czytelne objawy, nie ma się wątpliwości z czym ma się do czynienia, a trudniej leczyć te choroby, które wydają się mało groźne, jak zwykłe przeziębienie, które są ignorowane latami i ostatecznie, po cichu, doprowadzają do utraty zdrowia. 

Abp Fulton Sheen w książce „Wojna i rewolucja” (1943) zwraca uwagę, że ateizm jest swego rodzaju „stanem przejściowym”, a człowiek świadomie lub nieświadomie zawsze szuka „jakiegoś bożka”. Dla jednych będzie nim pieniądz, dla innych seks, dla kolejnych używki, dla jeszcze innych oni sami etc. Czy 80 lat po postawieniu tej diagnozy coś się zmieniło?

Moim zdaniem to celna i wnikliwa obserwacja abp. Sheena, gdyż istotnie kwestie transcendentne nie znoszą pustki, tu nie można przyjąć stanowiska neutralnego na zasadzie: „będę się przyglądał, zdecyduję później”. Jeśli ktoś na tatrzańskim szlaku widzi np. niedźwiedzia, to nie może zachować neutralności, ale musi wybrać czy ucieka czy zostaje. Podobnie z wieloma innymi kwestiami, np. matematyką. Dlatego widać, że człowiek jest taką istotą, która jednak wierzyć w coś musi, pytanie tylko w jakiego Boga czy bogów. Chrześcijaństwo opierając się na Objawieniu pokazuje Boga, który jest źródłem istnienia wszystkiego, co żyje i nie niszczy rozumności, lecz ją wzmacnia. Dlatego zastanawiające jest, że wraz z ateizmem rośnie współczesne pogaństwo, że odradzają się kulty Światowida i zwłaszcza w krajach bałtyckich pojawiają się powroty do starych kultów, próbuje się odtwarzać dawne rytuały…

Mówi się, że komunizm wprowadzał systemowy ateizm. Skąd jednak w pismach i przemowach komunistycznych ideologów i dygnitarzy tak wiele odwołań do Lucyfera, księcia ciemności, piekła, osobowego zła i nienawiści do Pana Boga? Gdyby byli ateistami, to chyba odwoływaliby się do rozumu, prawda?

To dlatego, że trudno oprzeć postulaty komunistyczne na rozumie i stąd poszukiwania silniejszej podbudowy do zakrojonych na szeroką skalę zmian społecznych przez odwołanie do wątków przeciwnych Bogu, a więc wprost do szatana. Zazwyczaj to jest ukrywane, z obawy przed reakcją ludzi, ale niekiedy odsłania się ta mroczna postawa ciemności, która niesie z sobą destrukcję. Pamiętajmy, ze komunizm i opiera się o silną dialektykę stare/nowe, w której akcentuje się nie ewolucyjne zmiany, ale rewolucyjne zastąpienie starego czymś nowym, odrzucenie dawnych wizji i w to miejsce wstawienie własnych. To trochę tak, gdy ktoś chce zbudować nowe budynki, wedle swej rzekomej genialnej wizji, ale na miejscu inwestycji stoją wcześniejsze zabudowania, już sprawdzone, o dużej wartości… Widząc to przystępuje do ich usunięcia, wjeżdżają buldożery, aby zniszczyć stare zabudowy, zrównać teren… To logika komunizmu. Stąd bierze się tak silny sprzeciw wobec religii i chrześcijaństwa, bo posunięty do skrajności w postaci satanizmu. Flirt jednak z ciemnością pogrąża, bo w komunizmie przestaje chodzić o budowanie dobra, a skupia się wszystko na walce ze złem „przeszłości”, a więc pojawia się spirala rozliczeń, eliminacji ludzi inaczej myślących, a nie ich przekonywanie przez wskazanie jakiegoś dobra do realizacji… W moim odczuciu, to są dwa różne sposoby myślenia, chrześcijaństwo wskazuje na dobro do zrealizowania, skupia się na nim, bez sojuszy ze złem…

Ojcowie ideowi komunizmu mieli fascynować się „czarnymi mszami” i wszelkiej maści ezoterycznymi rytuałami. „Czarne msze” są jednym z motywów poezji Marksa z młodzieńczych lat oraz jednej z napisanych przez niego sztuk teatralnych. Ktoś oczywiście może powiedzieć, że wtedy „takie były czasy”, ludzie eksperymentowali, szukali, błądzili etc. Czy na pewno?

Nie dałbym się nabrać na naiwne myślenie, że to takie czasy, że to nic nie znaczące i nieszkodliwe. To zdradza raczej DNA kulturowe, z którego wyrastają te ideologie. To wskazanie skąd przychodzą, że pociągało ich zło z jego bezwzględnością, którą przecież widać po łagrach i sposobie traktowania wrogów rewolucji. Okrucieństwo w imię wprowadzenia ludzkości w nową, świetlistą erę… to jakaś fatalna fascynacja złem, z której nie pochodzi szacunek dla innych, ale pogardzanie życiem w imię idei, która zatruła umysły. Nie dziwmy się wtedy głosom, że jednostka nic nie znaczy, a liczy się rewolucja… Chrześcijaństwo i nasza liturgia uczy czegoś odwrotnego, innej logiki, gdyż prowadzi do czci Boga będącego „miłośnikiem życia”, który troszczy się o lilie na polu, ptaki… Który zachęca do radykalnego szacunku dla godności każdego człowieka. Dlatego miał rację św. Jan Paweł II, że w przypadku rywalizacji z komunizmem to nie kwestia różnicy poglądów, ale zderzenie cywilizacji, starcie w zupełnie innej, już makroskali, odsłaniające różnice paradygmatów.

Czy w związku z tym można mówić, że komunizm był systemem ateistycznym, czy może jednak satanistycznym?

To był system ateistyczny, który w konsekwencji prowadził do apoteozy zła, a przez to wpychał w ramiona satanizmu.

Patrząc na ogrom zła, jaki wyrządzili komuniści, nasuwa się pytanie: czy nie mieliśmy wówczas do czynienia po prostu z masowym opętaniem?

Rzeczywiście na lep utopijnych wizji dało się nabrać wiele osób, ale to wynikało z umiejętnego przedstawienia idei komunistycznych w takim „opakowaniu”, aby skusić do tego całe masy, rozczarowane poprzednim systemem, wzbudzić w nich gniew i dobrze go potem zagospodarować. Gniew niekiedy był słuszny, ale przekierowany na destrukcyjne rozwiązania, wpisujący się w logikę zła (zło za zło, a nie zło dobrem zwyciężaj).

Czy było to opętanie? W pewnych kręgach na pewno tak, zwłaszcza w silnie zideologizowanych szeregach partii, czasami nawet w społeczeństwach pewnych krajów, gdzie pojawiały się zachowania wprost znane ze społeczeństw poddanych dyktaturom. Widać to po silnym uzasadnieniu dla okrutnych działań reżimów totalitarnych, gdy godzono się na praktyki władz komunistycznych usprawiedliwiając je na wiele sposobów. To było opętanie intelektualne, pewnymi ideami, które na siłę chciano wdrażać, bez względu na koszty, logikę, bez względu na prawdę, tak, to było opętanie. Ono się włącza, gdy śpi rozum – a chrześcijaństwo broniące rozumu, bo przecież świat stworzył Logos, Słowo dające sens, staje się wówczas największym wrogiem. To jakiś paradoks – a może znak opętania? – że chrześcijaństwo doceniające rozum znalazło się na celowniku, a totalitaryzm próbował także zawęzić rozum tylko do pewnych jego przejawów. 

W Stanach Zjednoczonych legalnie działa tzw. Kościół Szatana. Jego „wyznawcy” chcą uznania aborcji za… „sakrament”. Skąd u nich ta chora potrzeba przelania jak największej ilości krwi nienarodzonych?

Przyznam, że to przerażające, aby aborcje traktować jako „sakrament”, to tylko potwierdzenie, że chodzi o odwrócenie porządku, a nie wskazanie na rzekome słabości doktryny chrześcijańskiej. Chodzi o coś innego, o podmianę… Skoro już ludzie muszą mieć jakieś znaki, a nie można (albo zbyt długo by to trwało) podważyć chrześcijaństwa na drodze intelektualnej, to trzeba je zniekształcić: zostawiamy sakramenty, ale muszą dla ideologów znaczyć coś zupełnie innego… Zostawiamy liturgię, ale już nie kult Boga, lecz szatana… Zostawiamy dogmaty, ale takie, które oddawać będą ducha rewolucji. To zmiana strategii: nie frontalny atak, ale przebieranie się w stroje maskujące.

Z kolei francuscy (i nie tylko francuscy) ateiści twierdzą, że wpisanie aborcji do konstytucji to największe osiągnięcie cywilizacyjne w dziejach ludzkości… Powiem szczerze – nie wiem, co gorsze…

To znak degeneracji cywilizacyjnej, skoro procedura siłowego zakończenia życia bezbronnej istoty jest traktowana jako szczytowe osiągnięcie. To typowa dla lewicowego myślenia apoteoza rewolucji, czyli zmiany istoty prawa, które nie dotyczy już dobra: do tej pory prawo zawsze wyrażało relację do jakiegoś dobra (np. życia), a teraz staje się prawem do zła, np. do zadawania śmierci w postaci aborcji. Nie ma prawa do wojny, jest prawo do obrony… Dobro jest pierwsze, a w jego obronie musimy niekiedy podejmować określone zachowania. A jeśli czyni się zło jakimś „prawem” to czy nie ma to posmaku satanistycznego? Dla mnie jak najbardziej ma. Co mi to przypomina? Próbę zmiany gramatyki – wyobraźmy sobie, że nie tyle ktoś chce wprowadzić nowe wyrazy do słownika, ale zmienić gramatykę. To przebudowa nie pewnych aspektów używania języka, ale całkowita zmiana. A kto zna gramatykę, może poprawnie budować zdania, formułować osądy…

Czy bez Bożej interwencji jesteśmy w stanie przezwyciężyć ofensywę ateistyczno-satanistyczną? Próbujemy o własnych siłach zrobić to od co najmniej 200 lat i nic…

Jak podpowiada nam wiara, Bóg dopuszcza pewne sytuacje, ale zawsze z myślą o naszym dobru. Dopuszcza, aby pokazać, jak może zdegenerować się nasza wolność bez odniesienia do Niego, czyli odcięta od korzenia… To w jakiejś mierze kolejne wcielenia syna marnotrawnego, który z uporem chce realizować swoje wizje z daleka od domu miłosiernego Ojca… I zawsze wraca rozgoryczony, sfrustrowany… A miało być tak pięknie, miał sobie sam radzić. Utopijne wizje kończą się większym zniewoleniem, nawet jeśli potrafi ktoś sobie wmówić, że kajdany to bransoletki i ozdoby na rękach. To będą nadal kajdany…

Tak, rzeczywiście przekonujemy się, że nie można takich postaw jak ateizm czy satanizm zwyciężyć po prostu o własnych siłach, w oparciu o rozumne argumenty… to tak nie działa. Nasze rozumne argumenty są niestety ośmieszane i współczesne ideologie działają „wbrew rozumowi”, ale z tej sytuacji, jako ludzie wiary i zaufania Bogu odkrywamy coś więcej. Odkrywamy, gdzie jest nasza siła. A ona jest w Bogu i Jego Słowie. Tym zwyciężamy i dlatego nie można dać się odciąć od tego źródła naszej siły. Oto tak naprawdę toczy się walka.

Bóg zapłać za rozmowę

Tomasz D. Kolanek

Uwaga: Chcą wprowadzić samonapędzający się (replikonowy) zastrzyk mRNA

https://www.thefocalpoints.com/p/european-approval-of-experimental

NICOLAS HULSCHER, MAGISTER ZDROWIA PUBLICZNEGONICOLAS HULSCHER, MPH

22 LUTEGO 2025

W zeszłym tygodniu CSL i Arcturus Therapeutics ogłosiły , że Komisja Europejska zatwierdziła KOSTAIVE® (ARCT-154) , samonapędzający się (replikonowy) zastrzyk mRNA COVID-19 dla osób w wieku 18 lat i starszych. Jest to pierwszy zastrzyk replikonowy zatwierdzony przez Komisję Europejską i jest już stosowany w Japonii.

Te produkty zachowują się jak syntetyczny wirus. Replikon mRNA jest zaprojektowany tak, aby kodować nie tylko antygen docelowy, ale także replikazę wirusową , umożliwiając mRNA replikację w komórkach docelowych. Ta maszyneria replikacji umożliwia nieznany okres produkcji toksycznego antygenu:

Kilka miesięcy temu ostrzegałem , że „Komisja Europejska musi podjąć właściwą decyzję i ODRZUCIĆ autoryzację eksperymentalnego zastrzyku, który ma 90% wskaźnik zdarzeń niepożądanych i nieistniejące długoterminowe dane dotyczące bezpieczeństwa”.

W trakcie badań klinicznych nad szczepionką KOSTAIVE (ARCT-154) u 90% uczestników, którym podano zastrzyk, wystąpiły działania niepożądane, przy czym 74,5% zgłosiło reakcje ogólnoustrojowe, a 15,2% wymagało interwencji lekarskiej po pierwszej dawce:

Kompleks Biofarmaceutyczny przygotowuje się do wdrożenia na szeroką skalę iniekcji mRNA replikonu. Obecnie w fazie rozwoju znajduje się co najmniej 33 kandydatów :

Więcej na temat trwającego samonapędzającego się ataku mRNA możesz dowiedzieć się z poniższego artykułu, który napisałem w listopadzie:

https://www.thefocalpoints.com/p/attack-of-the-replicons

Stało się zupełnie jasne, że przemysł farmaceutyczny i przejęte agencje regulacyjne nie mają żadnego szacunku dla ogromnych obaw dotyczących bezpieczeństwa niezdefiniowanej syntetycznej replikacji mRNA skutkującej niekontrolowaną produkcją toksycznego antygenu. Wszystkie samo-wzmacniające się zastrzyki mRNA obecnie dostępne dla ludzi i zwierząt powinny zostać NATYCHMIAST wycofane.

Stany Zjednoczone muszą ODRZUCIĆ tę niebezpieczną technologię, zwłaszcza że Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) zatwierdziła już pierwszą fazę badań klinicznych nad finansowaną przez Gatesa samonapędzającą się szczepionką przeciwko „pandemicznej” grypie ptaków H5N1.

Nicolas Hulscher, magister zdrowia publicznego

Epidemiolog i administrator fundacji McCullough Foundation

www.mcculloughfnd.org

Czeka nas nowa choroba: NAGLICA? NOWE BADANIA !

Czeka nas nowa choroba: NAGLICA? NOWE BADANIA !

23.02.2025 Autor:Marcin Rola https://nczas.info/2025/02/23/czeka-nas-nowa-choroba-naglica-nowe-badania/

ból serce klatka piersiowa
Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay

„Szczepienia” na tzw. COVID podnoszą skrajnie ryzyko chorób serca u młodych ludzi?

Cóż rzec, często ostatnio zaczynam moją pisaninę tutaj, ale muszę to napisać znowu: A NIE MÓWIŁEM?! „Szury i foliarze” jak zwykle mieli rację. Wyszły nowe badania, z których dobitnie wynika, że słynny eksperymentalny preparat mRNa na tzw. COVIDA nie jest taki bezpieczny, jak go zachwalali lobbyści koncernów farmaceutycznych.

Słynna szczepionka niebezpieczna dla młodych ludzi?

Czytamy, że oparte na mRNA szczepionki przeciwko tzw. COVID-19 podnoszą ryzyko zapalenia mięśnia sercowego lub osierdzia u osób poniżej 40. roku życia – wynika z badań amerykańskich i chińskich naukowców.

Czyli tzw. „Szury i foliarze” jak zwykle mieli rację.

Ileż to razy widzieliśmy filmy, na których młodzi niestety ludzie padali jak muchy przy jakichkolwiek okazjach: w pracy, podczas wysiłku fizycznego, w metrze czy nawet na konferencjach prasowych. Rzecz jasna przez ostatnie dwa lata wszystko to, o czym informowaliśmy na antenie Telewizji wRealu24, powołując się na wybitnych lekarzy i ekspertów, nosiło znamiona teorii spiskowych, ale – jak wiemy – obecnie teoria spiskowa od faktu ma często gęsto różnicę kilku tygodni. Teraz nasze informacje już dobitnie potwierdzają naukowcy z Chin i USA, którzy poprzez badania stwierdzają wprost: tzw. szczepionka na COVID-19 nie jest wcale taka bezpieczna, jak to ogłaszały wszem i wobec kurtyzany medialne.

Naukowcy z Saint Joseph Hospital z Chicago wraz z kolegami z Chin, na podstawie obszernej analizy badań potwierdzili wpływ opartych na mRNA szczepień przeciwko COVID-19 na ryzyko zaburzeń pracy serca u osób przed 40. rokiem życia.

„Nasze badanie analizuje dane w celu identyfikacji osób, które mogą być bardziej zagrożone zapaleniem mięśnia sercowego lub osierdzia po szczepieniu przeciw COVID-19 i potwierdza rzadkie przypadki niepożądanych reakcji u dorosłych poniżej 40. roku życia” – poinformował dr Chenyu Sun, publikując swoje badania w American Journal Preventive Medicine.

W badaniu czytamy, że w porównaniu do osób nieszczepionych ryzyko wystąpienia któregoś z zaburzeń wzrastało o 33 proc. po pierwszej dawce i było prawie trzykrotnie wyższe po drugiej dawce, w porównaniu do braku szczepienia. Wzrost ryzyka szczególnie dotyczył zapalenia mięśnia sercowego. Ponadto naukowcy tłumaczą, że zapalenie mięśnia sercowego może się objawiać bólem w klatce piersiowej, gorączką, zastoinową niewydolnością serca lub arytmią. Może prowadzić do śmierci. Zapalenie osierdzia zwykle powoduje silny ból w klatce piersiowej – za mostkiem. Tak więc znowu ludzie zostali załadowani w tzw. Bambuko.

Cała pro-pandemiczna narracja jak domek z kart?

Przypominam, że to już kolejna szokująca informacja po tej ws. braku badań nad transmisją słynnego wirusa, którą już omawiałem na antenie Telewizji wRealu24, a ujawnił europoseł Rob Ross podczas sławetnego przesłuchania przedstawicielki koncernu farmaceutycznego Pfizer w Parlamencie Europejskim, która okazała się z gruntu nieprawdziwa.

Przypominam również, że gdy o tym informowaliśmy, polskie społeczeństwo dzień w dzień przez ostatnie dwa lata tego patologicznego cyrku odsądzało nas od czci i wiary, robiąc z nas niemalże przestępców. A tu proszę, SZURY i FOLIARZE znowu mieli rację, tylko co z tego, skoro społeczeństwo nadal śpi, a Polacy ewidentnie nie chcą mieć państwa? Cóż, my robimy swoją dziennikarską robotę najlepiej, jak umiemy.

Trump: Odzyskamy nasze pieniądze z Ukrainy. Duda: – ???

Trump: Odzyskamy nasze pieniądze z Ukrainy

23.02.2025 https://nczas.info/2025/02/23/trump-odzyskamy-nasze-pieniadze-z-ukrainy/

Donald Trump. Foto: PAP/EPA
Donald Trump. Foto: PAP/EPA

Chcemy, by Ukraina dała nam coś za wszystkie pieniądze, które na nią wyłożyliśmy – powiedział w sobotę prezydent USA Donald Trump podczas wystąpienia na konferencji CPAC. Ocenił, że działania jego poprzednika Joe Bidena były „głupie”.

„Odzyskamy nasze pieniądze (…) Chcę, żeby oni dali nam coś za wszystkie pieniądze, które włożyliśmy, spróbuję zakończyć wojnę i położyć kres całej tej śmierci. Pytamy się o metale ziem rzadkich i ropę naftową, wszystko, co możemy dostać. Ale czujemy się tak głupio. To dotyczy Europy. To tak naprawdę nie dotyczy nas” – mówił prezydent podczas wystąpienia zamykającego konferencję Conservative Political Action Conference w National Harbor pod Waszyngtonem.

Trump stwierdził, że działania jego poprzednika w tej sprawie były głupie, bo Joe Biden powinien był zażądać wyrównania wydatków na wsparcie Ukrainy ze strony Europy do poziomu USA, a także zwrotu pieniędzy od Ukrainy, tak jak rzekomo robi to Europa. Prezydent wyraził nadzieję, że Ukraina wkrótce podpisze umowę dającą USA udziały w przychodach z jej zasobów naturalnych. Według „New York Timesa”, USA domagają się od Ukrainy 500 mld dolarów przychodów z eksploatacji wszelkich zasobów.

Odnosząc się do dokonań swojego poprzednika, Trump stwierdził, że „wszystko, czego się dotykał, obracał w g…”.

Podczas swojego godzinnego przemówienia, które objęło szeroki zakres tematów, Trump przywitał również zagranicznych przywódców, w tym premiera Słowacji Roberta Fico, prezydenta Argentyny Javiera Milei oraz prezydenta RP Andrzeja Dudę, z którym spotkał się na kilkuminutowej rozmowie tuż przed wystąpieniem.

Trump przedstawiał polskiego prezydenta jako „fantastycznego człowieka” i swojego przyjaciela. Twierdził też, że głos na niego w wyborach oddało 84 proc. wyborców polskiego pochodzenia.

„On musi więc robić coś dobrze” – powiedział Trump.

Przemówienie Trumpa było często przerywane burzą aplauzu ze strony ułaskawionych przez niego uczestników szturmu na Kapitol. Prominentnymi gośćmi na zakończonej w sobotę konferencji byli dwaj szefowie prawicowych bojówek, którzy organizowali przemoc na Kapitolu, lider Proud Boys Enrique Tarrio i lider Oath Keepers Stewart Rhodes, skazani na odpowiednio 22 i 18 lat więzienia. Donald Trump ułaskawił ich w pierwszym dniu urzędowania.

Trump ponowił też swoje zapowiedzi nałożenia ceł wzajemnych na kraje naliczające podatki na produkty z USA, a także na zagraniczne auta, leki i półprzewodniki.

Przemówienie prezydenta zakończyło trzydniową konferencję, największą polityczną imprezę konserwatystów w USA. W poprzednich dniach ze sceny w National Harbor w stanie Maryland przemawiali m.in. wiceprezydent JD Vance i doradca prezydenta Elon Musk, a także m.in. były premier Mateusz Morawiecki, premier Słowacji Robert Fico. Na konferencji zaprezentowano również irańsko-rosyjskiego drona typu Shahed zestrzelonego nad Ukrainą, w którego sprowadzenie do USA umożliwił szef MSZ Radosław Sikorski.

Duda dostał kilka minut. Krótkie spotkanie ze spóźnionym Trumpem.

Duda dostał kilka minut. Krótkie spotkanie ze spóźnionym Trumpem.

23.02.2025 https://nczas.info/2025/02/23/duda-dostal-kilka-minut-krotkie-spotkanie-ze-spoznionym-trumpem/

Andrzej Duda i Donald Trump.
Andrzej Duda i Donald Trump. / Fot. prezydent.pl

Nie ma obawy, żeby obecność USA w Polsce miała się zmniejszać; Donald Trump potwierdził, że przewiduje raczej umacnianie obecności armii amerykańskiej, jeżeli chodzi o Polskę – powiedział w sobotę prezydent Andrzej Duda po spotkaniu z prezydentem USA. Poinformował też, że Trump przyjął zaproszenie do Polski.

Zaplanowane na godzinę spotkanie trwało jednak zaledwie niecałe 10 minut.

Andrzej Duda powiedział po spotkaniu, że z satysfakcją przyjmuje, iż prezydent Trump „przewiduje umacnianie raczej obecności armii amerykańskiej, jeżeli chodzi o Polskę”.

Polski prezydent powiedział, że takie przekonanie wyniósł z warszawskiego spotkania z sekretarzem obrony USA Petem Hegsethem. – Dla mnie wniosek jest jasny i oczywisty, nie ma żadnej obawy, żeby amerykańska obecność w Polsce miała się zmniejszać, raczej należy zakładać, że będzie się ona zacieśniała – zaznaczył.

Powiedział, że podczas rozmowy z Trumpem starał się wskazać na wagę całej wschodniej flanki NATO, a także że wspomniał o tym, że podczas rozmowy z Hegsethem mówił o potrzebie ustanowienia w Polsce „Fortu Trump”.

Prezydent się uśmiechnął i powiedział, że wie o tym, że pamięta – relacjonował Duda. Dodawał, że Trump radził mu, by „nic się nie martwił”, bo Polska należy do najbardziej wiarygodnych aliantów, wskazując na więzy militarne i współpracę gospodarczą.

Mówiąc o wojnie na Ukrainie, o której miał rozmawiać z Trumpem w cztery oczy, Duda ocenił, że prezydentowi Stanów Zjednoczonych przede wszystkim zależy na tym, „żeby ludzie przestali ginąć, że ta wojna nie może być absolutnie w ten sposób kontynuowana”.

Prezydent powiedział, że serce mu się kraje jak widzi zniszczone ukraińskie miasta. Musi doprowadzić do zakończenia tej wojny – przekazał Duda, dodając, że Trump stwierdził, że jedynym sposobem na to jest rozmowa z Władimirem Putinem.

Zapytał się mnie, a kto ma dzisiaj rozmawiać z Putinem, kto jest zdolny do tego, żeby prowadzić w ogóle negocjacje, żeby wojna się zakończyła – przekazał Duda. – Powiedziałem prezydentowi tylko, że tutaj trzeba przede wszystkim umacniać bezpieczeństwo Polski i Europy Środkowej – dodał.

W ocenie Dudy – Trump chce również umocnić Ukrainę, w tym za pomocą amerykańskiej obecności – gospodarczej, lecz nie wojskowej – w tym kraju. Odniósł się w ten sposób do umowy o pozyskaniu przez USA przychodów z eksploatacji zasobów naturalnych. Jak stwierdził, sprawa jest „w grze”. Biały Dom spodziewa się podpisania tej umowy jeszcze w tym tygodniu.

Pytany o ostre słowa Trumpa pod adresem ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, którego oskarżał o bycie dyktatorem i obwiniał o rozpoczęcie wojny, prezydent RP odmówił „ingerowania” w sprawę pomiędzy dwoma przywódcami.

Trump spóźniony, spotkanie trwało 10 minut

Spotkanie Dudy z Trumpem miało rozpocząć się w sobotę o godz. 19:30 czasu polskiego, ale wystąpiło mniej więcej godzinne opóźnienie. O godzinie 20:40 Trump rozpoczął już przemówienie na konferencji CPAC (największa impreza amerykańskiej prawicy), co oznacza, że prezydenci Polski i USA rozmawiali ze sobą jedynie ok. 10 minut.

Odnosząc się do krótkiego czasu spotkania, Duda powiedział, że „żadne spotkanie z prezydentem Trumpem nie jest wystarczająco długie”.

Prezydent Stanów Zjednoczonych ma swoje uwarunkowania, stoi na czele największego mocarstwa na świecie. Dla mnie najważniejsze było to, by omówić te tematy, które są fundamentalne z punktu widzenia interesów naszego kraju i bezpieczeństwa Rzeczypospolitej. Te tematy zostały omówione i jestem usatysfakcjonowany – próbował jakoś wytłumaczyć wszystko Duda.

Naukowcy z Yale: Miliony Amerykanów, u których podejrzewano długiego COVID, pewnie zostały błędnie zdiagnozowane i cierpią na zespół poszczepienny

https://www.zerohedge.com/medical/blockbuster-yale-study-millions-long-covid-patients-might-have-been-misdiagnosed-and-are

Przełomowe badanie Yale: miliony pacjentów z długotrwałym COVID-em mogą być w rzeczywistości poszkodowane przez szczepionkę

Naukowcy z Yale opublikowali badanie, które wykazuje, że miliony Amerykanów, u których podejrzewano długiego COVID, mogły zostać błędnie zdiagnozowane i w rzeczywistości cierpią na zespół poszczepienny spowodowany narażeniem na białko kolca w szczepionkach przeciwko COVID. 

Białko kolca wytwarzane przez szczepionki Pfizer i Moderna wyzwala odpowiedź immunologiczną organizmu, a FDA stwierdziła w 2023 Politifact fact check , że białko kolca szczepionki nie jest toksyczne i nie utrzymuje się w organizmie. Jednak naukowcy z Yale informują , że niektórzy pacjenci, którzy nigdy nie zostali zakażeni wirusem COVID, chorowali na zespół poszczepienny (PVS) i mieli podwyższone poziomy białka kolca wirusa we krwi do 709 dni po szczepieniu.

To Turcy oraz firmy Korei Południowej zarobią krocie na wojnie na Ukrainie. Polska odejdzie z niczym?

https://www.fxmag.pl/gospodarka/firmy-z-tych-krajow-zarobia-najwiecej-na-odbudowie-ukrainy-niestety-nie-te-z-polski

Od kilkunastu dni trwają mniej lub bardziej oficjalne rozmowy pokojowe między stronami wojny rosyjsko-ukraińskiej. W związku ze spodziewanym rozejmem coraz więcej firm z branży budowlanej powoli zaciera ręce na udział w odbudowie naszego wschodniego sąsiada. Będzie można bowiem nieźle na tym zarobić. Kto może zyskać najwięcej? Okazuje się, że polskie firmy raczej nie mają co liczyć na zbyt wiele.

Przez ubiegłe miesiące, gdy rozmów pokojowych nie prowadzono jeszcze na żadnej płaszczyźnie, pojawiały się w opinii publicznej sugestie dotyczące tego, że polski sektor budowlany może się nieźle rozkręcić dzięki zleceniom na Ukrainie, gdy wojna już się tam zakończy.

Branżowy ekspert wyjaśnia, dlaczego nie ma się co na taki scenariusz nastawiać.

Kiedy nastąpi pokój na Ukrainie?

Jeszcze przed dwoma tygodniami mogłoby się wydawać, że pokój na Ukrainie faktycznie zbliża się wielkimi krokami. Coraz więcej mówili o tym europejscy politycy, a sam Donald Trump przyznał, że rozmawiał z Putinem i Zełenskim w tej sprawie. Na te wieści optymistycznie zareagowali także inwestorzy, co było widać po imponujących wzrostach kursów ukraińskich spółek, ale nie tylko, bo beneficjentami znoszenia dyskonta geopolitycznego były też polska giełda i rosyjska.

Ostatnie dni przyniosły jednak ostudzenie zapędów. Okazało się bowiem, że Donald Trump faktycznie zaciekle dąży do ustanowienia pokoju, ale niekoniecznie chce przy tym uwzględniać interesy obydwu stron. W minionych dniach wprost atakował prezydenta Ukrainy, nazywając go chociażby „komikiem z umiarkowanymi sukcesami”. Co więcej, wypomniał mu fakt przełożenia wyborów prezydenckich i z tego tytułu określił go wręcz „dyktatorem”.

Nie tylko słowa i wypowiedzi zaczęły nas nieco oddalać od pokoju. Przede wszystkim robią to założenia stron, które są od siebie dosyć odległe. Wersja pokoju, ku której skłaniają się obecnie Stany, dużo bardziej satysfakcjonuje bowiem Rosję. To sprawiło, że strona ukraińska i przedstawiciele Unii Europejskiej przeciwstawiają się porozumieniu na takich warunkach. To z kolei zaczęło odciągać wizję pokoju. Czy dojdzie do niego w najbliższych miesiącach? W obecnej sytuacji trudno to przewidzieć.

Kto odbuduje Ukrainę?

Przez ostatnie 3 lata widzieliśmy, co wojna zrobiła z wieloma ukraińskimi miastami oraz wsiami, a także infrastrukturą, do której zaliczamy wysadzone mosty czy drogi zdegradowane przez ciężkie pojazdy. Gdy pokój wreszcie nastanie, będzie tam co odbudowywać. Choć logiczne wydawałoby się zatrudnienie naszego sektora budowlanego, bo w końcu polskie firmy mają na Ukrainę blisko, to wiele wskazuje na to, że Polacy będą co najwyżej pełnili rolę podwykonawców. Prym mają wieść ekipy z innych krajów, które mogą nie wydawać się tak oczywiste.

Tłumaczy to Damian Kaźmierczak, członek zarządu Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. Jak twierdzi, poza amerykańskimi firmami, których udział w tym przedsięwzięciu bardzo dziwić nie powinien, zaangażowane zostaną jeszcze firmy z Turcji oraz Korei Południowej. Dlaczego?

Firmy budowlane z Turcji stanowią drugą (!) co do liczebności grupę przedsiębiorstw budowlanych działających na rynku globalnym, ustępując jedynie firmom z Chin. Są b. aktywne na Bliskim Wschodzie, w Azji Centralnej, Rosji, Afryce i na Bałkanach. W Ukrainie działają od lat 90. XX wieku – doskonale znają tamtejszy rynek, nie odstrasza ich ukraińska korupcja, a ich pracownicy nie mają problemu z pracą w strefie frontowej, nie mówiąc już o głębokim zapleczu. Turcy realizują projekty na Ukrainie nawet dziś – tłumaczy Kaźmierczak

Koreańczycy z kolei to uznani na całym świecie budowniczy. Tamtejsze firmy realizują bardzo zaawansowane inwestycje energetyczne i przemysłowe na całym świecie. Mają przy tym wsparcie swojego państwa. Niewykluczone, że to właśnie oni zdecydują się na współpracę z Polakami. Choć to nie jest przesądzone

Od dawna ostrzą sobie zęby na rynek ukraiński, a ich przyczółkiem może stać się… Polska, w której są obecne od lat. Nie jest tajemnicą, że swego czasu koreańskie spółki intensywnie sondowały polskie firmy w kontekście potencjalnych partnerstw przy projektach w Ukrainie. Poradzą sobie jednak i bez nas – dysponują dziesiątkami tysięcy własnych pracowników z całej Azji, których mogą rzucić w dowolny punkt na globie – wyjaśnia Kaźmierczak 

Prof. Rafał Łatka o „Więzi” i „Tygodniku Powszechnym”: Hipokryzja! Nie możemy pozwolić na zakłamywanie historii

Prof. Rafał Łatka o „Więzi” i „Tygodniku Powszechnym”: Hipokryzja! Nie możemy pozwolić na zakłamywanie historii

https://pch24.pl/prof-rafal-latka-o-wiezi-i-tygodniku-powszechnym-hipokryzja-nie-mozemy-pozwolic-na-zaklamywanie-historii

Dzięki donosom księdza Michała Czajkowskiego bezpieka miała szczegółowo rozpoznaną sytuację wokół księdza Jerzego Popiełuszki. Dlaczego „Więź” i „Tygodnik Powszechny” żegnają go dziś z taką wyrozumiałością? O tym mówił w PCh24 TV dr hab. Rafał Łatka, prof. UKSW i historyk IPN.

Ks. Michał Czajkowski zmarł 15 lutego; „Więź” i „Tygodnik Powszechny” pożegnały go w uprzejmy sposób. Prof. Rafał Łatka wskazał, że tego rodzaju zachowanie jest po prostu nieakceptowalne.

Ksiądz Czajkowski należał bez wątpienia do przedstawicieli środowiska kościoła otwartego. Dał się poznać przede wszystkim z dialogu międzyreligijnego ze środowiskami żydowskimi. Był jednym z najbardziej gorących zwolenników tego dialogu. W okresie PRL-u był długoletnim tajnym współpracownikiem aparatu bezpieczeństwa powiedział historyk.

Zachowało się sporo jego donosów. Ta współpraca trwała 24 lata, choć pierwszy kontakt nastąpił jeszcze w 1956 roku, gdy Czajkowski był klerykiem. Więc te pierwsze relacje z bezpieką były jeszcze wcześniejsze, a sama regularna współpraca trwała właśnie 24 lata – wyjaśnił.

Jednym z oficerów prowadzących Czajkowskiego był pułkownik Pietruszka, przełożony morderców księdza Popiełuszki – wskazał.

Powiem więcej, w przypadku księdza Jerzego Popiełuszki wiele z tych materiałów, które bezpieka uzyskiwała, było właśnie od księdza Czajkowskiego. Oni przy pomocy tej wiedzy, którą Czajkowski im przekazywał, mieli szczegółowo rozpoznaną sytuację księdza Jerzego Popiełuszki. Są nawet w tych materiałach takie sugestie, że ksiądz Czajkowski był nie tylko informatorem, ale był też tak zwanym agentem wpływu, czyli starał się wpływać na środowiska oceniane przez bezpiekę jako wrogie i wpływać na decyzje. Miał też wytwarzać negatywną dla księdza Popiełuszki opinię u władz kościelnych archidiecezji warszawskiej – opowiadał profesor UKSW.

Historyk podkreślił, że ksiądz Czajkowski zerwał współpracę po zamordowaniu ks. Jerzego Popiełuszki – sumienie go wówczas ruszyło.

Ksiądz Czajkowski dał się poznać jako człowiek o liberalnych poglądach, jako gwiazda tego środowiska Kościoła otwartego, która pokazuje, że Kościół chętnie będzie się otwierał na środowiska liberalne, przejmując część agendy tych środowisk. Gdy wypowiadał się publicznie, od zawsze były to stwierdzenia sytuujące go na bardzo lewej stronie polskiego Kościoła – podkreślił.

W dniu śmierci księdza Czajkowskiego Zbigniew Nosowski pisał we „Więzi” o „dobru”, którego doświadczył ze strony księdza, a Zuzanna Radzik w „Tygodniku Powszechnym” wychwalała jego „łagodność”.

Nie możemy zakłamywać historii, w której pokazuje się jako wzór człowieka, który był długoletnim donosicielem. A oprócz tego, że był długoletnim donosicielem, przecież on jeszcze został zwerbowany z powodu słabości obyczajowych. I nie były to jakieś słabości typu, że spotykał się z jakąś kobietą, czy miał z jakąś kobietą dziecko, bo takie słabości oczywiście też były pod stałą werbunku księży, ale było to molestowanie dwóch małoletnich chłopców – zaznaczył.

Pedofil, który wykorzystuje dzieci, robi im krzywdę na całe życie. Znamy to z wielu innych przypadków.Takie postawy trzeba piętnować. I to mnie tym bardziej szokuje, że środowiska Tygodnika Powszechnego i Więzi, gdy tylko pojawiał się jakiś duchowny, a szczególnie duchowny o konserwatywnych poglądach, który miał na koncie krzywdzenie dzieci, czy jakieś obyczajowe problemy, to od razu eksponowali jego postawę, pokazywali, potępiali, wypowiadali się bardzo zdecydowanie, nawet gdy umierał – podkreślił prof. Łatka, przypominając artykuły we „Więzi” po śmierci ks. Andrzeja Dymera z archidiecezji szczecińskiej.

„Tygodnik Powszechny” i „Więź” robią wyjątek dla swojego człowieka. […] Ta hipokryzja tu bije w oczy, bo zawsze redaktor Nosowski i jego koledzy z „Więzi” czy też „Tygodnik Powszechny”, byli – używając języka ewangelicznego – pierwszymi z tych, którzy rzucali kamieniem. Gdy przyszło do postaci związanej z ich środowiskiem, to nie zauważyli tych grzechów. Jest to dla mnie smutne – zaznaczył.

Dziwi mnie pisanie takich rzeczy o księdzu Czajkowskim, bo to naprawdę jest nie do zaakceptowania. Nie możemy pozwolić na to, żeby pedofil był promowany w polskich mediach publicznych bez względu na to, jakie są to media, czy one mają te zasady liberalne czy też konserwatywne – dodał.

Więcej – w nagraniu.

„Tęcza” została na lodzie! Łka. Trump zabiera fundusze lewicowym organizacjom z Polski

„Tęcza” została na lodzie! Trump zabiera fundusze lewicowym organizacjom z Polski

22.02.2025 https://nczas.info/2025/02/22/tecza-zostala-na-lodzie-trump-zabiera-fundusze-lewicowym-organizacjom-z-polski/ Autor:Waldemar Krysiak

Donald Trump oraz
Donald Trump oraz „stop LGBT”. / foto: domena publiczna (kolaż)

Od powrotu Trumpa wiele się zmienia. Jedne z największych zmian, które zawdzięczamy byłemu i ponownemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych, to skuteczna walka z ideologią gender. Walka ta jest na tyle efektowna, że nawet polskie organizacje LGBT, które od lat promowały skrajną lewicę, zostały bez pieniędzy.

Administracja Bidena, jak się okazuje, sypała kasą nie tylko swoim rodzimym działaczom queer, ale pomagała także destabilizować politykę w Polsce. Finansowane były nawet organizacje kompletnie skompromitowane, takie jak Kampania przeciw Homofobii.

„Trump zablokował środki na pomoc zagraniczną, co uniemożliwiło działanie wielu organizacjom społeczeństwa obywatelskiego. Również tym, które walczą o prawa dla osób LGBT+ w Polsce”

– czytamy w obwieszczeniu, które KPH zamieściła w swoich mediach kilka dni temu. Kampania przeciw Homofobii wbrew pozorom, które może stwarzać jej nazwa, nie zajmowała się tylko walką z uprzedzeniami wobec gejów i lesbijek. KPH już wiele lat temu zajęła się forsowaniem legalności aborcji w Polsce, niesprawiedliwą krytyką Kościoła, promowaniem masowej migracji i polityki „otwartych granic”, i transowaniem dzieci. To również KPH współodpowiedzialna była za tworzenie raportu ILGA. Gdyby nie KPH, o wiele mniej osób poszłoby na obsceniczne parady równości, mniej ludzi dowiedziałoby się o propagandzie szerzonej przez Bartosza Staszewskiego i mniej kobiet wzięłoby udział w „czarnych marszach”. KPH od dawna szkodziła naszemu krajowi i obywatelom, którzy nie popierają progresywnego ekstremum.

Na antypolskie działania KPH składali się oczywiście lewicowi działacze.

Znaczna część finansów grupy płynęła jednak z USA za czasów administracji Bidena. Sytuacja prawna jednak w USA się zmieniła i kurek, z którego płynęła forsa na KPH, został dokręcony:

100 tys. dolarów rocznie, które trafiało do nas przez pośredników od amerykańskiego Departamentu Pracy, wydawaliśmy na rzecznictwo, szkolenia dla aktywistów, czy lokalną walkę z uchwałami anty-LGBT. Ta pula została niemal w całości wydana, ale mieliśmy obietnicę kontynuacji – kolejne 75 tys. dolarów. Chcieliśmy je przeznaczyć m.in. na wielką kampanię społeczną o związkach partnerskich. Z dnia na dzień straciliśmy 350 tys. złotych”

– dowiadujemy się jednak teraz z mediów społecznościowych KPH.

KPH nie jest też jedyną poszkodowaną przez działania Trumpa organizacją – o stratach finansowych rozpisują się też inne media, np. OKOpress, działające od lat na rzecz otwierania polskich granic nielegalnym imigrantom:

Administracja Trumpa na trzy miesiące wstrzymała środki na pomoc zagraniczną. Perspektywa wstrzymania prac i wydawania pieniędzy dotknie tysiące organizacji na świecie. „Nikt się tego nie spodziewał – ani my, ani grantodawcy. Wciąż liczymy straty”

– czytamy więc w OKOpress.

Żeby jednak rozumieć, jak pozytywne skutki dla naszej Ojczyzny mają zmiany za Oceanem, wystarczy przyjrzeć się historii KPH i dyskredytacji, którą organizacja sama na siebie ściągnęła. A żeby zrozumieć to, trzeba zacząć od agresywnych anarcho-komunistów ze Stop Bzdurom, którzy pojawili się, naszkodzili, a potem kompletnie zniknęli ze świadomości społecznej.

Stop „Stop Bzdurom”

„Stop Bzdurom” było kolektywem anarcho-komunistycznym, którego założycielami był Michał Szutowicz (ps. Margot), Zuzanna Madej (ps. Łania) oraz Maja Gaszyńska, identyfikująca się jako „Lu”. Wszystkie trzy osoby używały w różnym czasie różnych „genderowych” zaimków i twierdziły, się są jakiejś innej płci niż ta, na którą wskazywały dokumenty. Założyciele Stop Bzdurom pozostawali też rzekomo w relacji romantycznej, której szczegóły nie są znane – wiadomo jednak, że Michał przez jakiś czas uznawał się za lesbijkę, a Łanię – za swoją partnerkę.

„Stop Bzdurom” zyskało jednak swój rozgłos nie tyle dzięki swojej niestandardowej intymności, ale dzięki atakom na katolików. W czerwcu 2020 roku, Michał „Margot” Szutowicz, aktywista zdający się przewodniczyć grupie Stop Bzdurom, rozpoczął akcję przeciwko furgonetce Fundacji Pro – Prawo do Życia. Dnia 26 czerwca 2020, Margot i inni członkowie grupy zaatakowali pojazd, zamazując na nim antyaborcyjne hasła. Samochód został kompletnie zwandalizowany: zniszczono jego plandekę, połamano lustra, wyrwano tablice rejestracyjne i przebito opony auta. Akcja ta, nazwana przez lewicowych aktywistów „obywatelskim zatrzymaniem”, była tylko jednym z pierwszych głośnych incydentów, które przyniosły grupie rozpoznawalność.

„Stop Bzdurom” nie ograniczało się jednak tylko do wandalizowania katolickich pojazdów. Działacze chętnie napadli na kierowców katolickich furgonetek, wdawali się z nimi w bójki i wszczynali przepychanki z policją. Gdy nie starczyła realna przemoc, anarcho-komuniści sięgnęli po tę symboliczną. W lipcu 2020, członkowie grupy wywiesili bowiem tęczowe flagi na pomnikach w Warszawie, w tym na pomniku Mikołaja Kopernika, Syrenki Warszawskiej oraz na figurze Chrystusa.

Starcia z policją stały się częste; jedno z najbardziej znaczących miało miejsce 7 sierpnia 2020, kiedy Margot został aresztowany za wcześniejszy atak na furgonetkę. Po aresztowaniu Margot, przed siedzibą Kampanii Przeciw Homofobii zebrała się grupa protestujących, co doprowadziło do zamieszek na Krakowskim Przedmieściu. Policja aresztowała wtedy 48 osób, w tym Margot, który zostały tymczasowo aresztowany na dwa miesiące. KPH stanęła oczywiście po stronie zadymiarzy.

Kampania przeciw Homofobii zaangażowała się jednak znaczenie głębiej we wsparcie dla StopBzudrom – KPH poparła bowiem na ślepo kłamstwo o zamachu na życie Lu.

Tramwaj morderca

„Hej osoby, bardzo potrzebuję Waszej uwagi i Waszego działania. Ktoś mnie dzisiaj wepchnął na tory tramwajowe. Uprzedzając pytania – nic nie pamiętam, zareagował maszynista, nie jestem teraz sam (sic!) fizycznie nic mi nie jest. Natomiast: Strasznie się boję poruszać. Strasznie się boję cokolwiek teraz zrobić, strasznie się boję (…). W sensie, ktoś próbował mnie dzisiaj zabić? Czy za to, że mam nieco rozpoznawalny pyszczek? Za tęczowe przypinki na plecaku? Po prostu? Nie wiem, ale po prostu strasznie bym nie chciał umrzeć, tym bardziej na czyichś warunkach…”

– pisała Lu (która uważa się za mężczyznę; interpunkcja w cytacie została poprawiona – przyp. red.), zachęcając dalej, by jej zwolennicy radykalizowali się w imię genderyzmu, feminizmu i ekologizmu, i podkreślając, że nie może wskazać ani dokładnego miejsca, ani czasu, gdzie dojść miało do zamachu. Czy tak wygląda reakcja osoby, która właśnie otarła się o śmierć? Czy potencjalna ofiara nie jest w stanie podać żadnych danych na temat poważnego przestępstwa, które właśnie miało miejsce?

Sprawa od początku była podejrzana, Kampania przeciw Homofobii automatycznie jednak stanęła po stronie agresywnej aktywistki.

„Poszukujemy świadków i świadkiń (sic!) próby wepchnięcia Lu ze Stop Bzdurom pod koła
tramwaju! Osoby, które były naocznymi świadkami próby wepchnięcia Lu pod tramwaj lub
posiadają jakiekolwiek informacje proszone są o kontakt z grupą prawną KPH:
prawo@kph.org.pl

– grzmiała KPH w swoich mediach. Nawet jednak bardziej lewicowi odbiorcy wpisu zaczęli pod nim zadawać niewygodne pytania. O jaki tramwaj chodzi? Jaka była to linia tramwajowa? O której godzinie miał wydarzyć się zamach na Lu? Czy znana jest chociaż godzina albo dzielnica, gdzie doszło niby do zdarzenia? Dlaczego zachęca się do kontaktu mailowego z jakąś lewicową grupą, a nie z policją?

Zamiast konkretnych informacji, KPH zamieściło kolejną zbiórkę na rzecz Stop Bzdurom. Takich zbiórek było wiele, a każda z nich zebrała od kilku do kilkuset tysięcy, z których aktywiści rozliczyli się tylko częściowo, ironizując nawet, że część pieniędzy poszła na… pizzę i seks. I wspieranie aborcji.

ZTM kontra kłamstwa

KPH podkreślało jednak, że jest w kontakcie z ZTMem – warszawskimi tramwajami – i poszukuje nagrania z monitoringu, które miałoby udowodnić zeznania Lu.

Wtedy do akcji postanowiłem włączyć się ja, skromny autor tego tekstu, i wysłałem zapytanie do ZTMu, prosząc o szczegóły sprawy. ZTM odpowiedział bardzo szybko i zaprzeczył wersji Lu. Co więcej! ZTM zaprzeczył nawet, jakoby współpracował w tej sprawie z KPH.

„Uprzejmie informujemy, że w przedmiotowej sprawie do Zarządu Transportu Miejskiego nie wpłynęło żadne oficjalne zgłoszenie. Sytuacja nie dotyczy również zachowania pracownika stołecznej komunikacji miejskiej ani zdarzenia w pojeździe Warszawskiego Transportu Publicznego. Mając to na uwadze, informujemy, że ZTM nie prowadził w przedmiotowej sprawie żadnego postępowania wyjaśniającego w trybie skargowym. Niemniej na podstawie doniesień medialnych sprawdzone zostały raporty z tego dnia, które nie potwierdziły żadnego zatrzymania mogącego wynikać z opisanej sytuacji. W sprawie tej nie wpłynęło również zgłoszenie ze strony motorniczego”

– można było przeczytać w wiadomości od ZTMu. Szczególnie ważna była informacja, która potwierdzała, że żaden motorniczy na żaden zamach nie musiał zareagować – Lu kłamała bowiem w swojej historii, że to motorniczy uratował jej życie, hamując na czas. Poza pracownikami ZTMu nie zgłosił się też żaden świadek sprawy, a na pogłoski o zamachu na życie kobiety zareagowało Ordo Iuris.

KPH idzie w zaparte

Instytut OI złożył nawet zawiadomienie do Prokuratury Krajowej o możliwości popełnienia przestępstwa – usiłowania zabójstwa. Jednak również zawiadomienie złożone przez katolickich prawników pokazało, że nie ma dowodów na potwierdzenie historii opowiedzianej przez Lu i nagłośnionej przez KPH.

Kampania przeciw homofobii poszła jednak w zaparte i dalej broniła anarcho-komunistów, nigdy nie przepraszając za fejka, którego podała w świat. To odebrało jej wielu odbiorców, dotychczas ślepo wierzących tęczowej organizacji.

Od tych wydarzeń minęło wiele lat i niektórzy zapomnieli o szkodach, jakie wyrządziła Kampania przeciw Homofobii. Teraz jednak można cieszyć się, że KPH straciło dofinansowanie, które szerokimi strumieniami płynęło z USA. Nie ma kasy na propagandę, będzie mniej propagandy.

Taką przynajmniej można mieć nadzieje – że efekt Trumpa dosięga właśnie i naszą Ojczyznę!