Ks. Dawid Pagliarani, przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X
W sobotę 15 grudnia 2018 r. na łamach ukazującego się w Austrii dziennika „Salzburger Nachrichten” został opublikowany wywiad z Przełożonym Generalnym Bractwa św. Piusa X, ks. Dawidem Pagliaranim
Ks. Pagliarani wyjaśnia w nim, czego każdy katolik oczekuje od papieża: wiernego przekazywania depozytu wiary, będącej przylgnięciem intelektu do Bożego objawienia a nie indywidualnym i subiektywnym doświadczeniem. Niestety, ogłaszane w ostatnim czasie przez Rzym dokumenty, jak np. ekshortacja Amoris laetitia, promują w istocie negujący istnienie absolutnej prawdy subiektywizm, wywołując w rezultacie powszechną dezorientację i osłabiając ducha misyjnego Kościoła wobec wyznawców innych religii.
Założyciel Bractwa św. Piusa X, abp Marcel Lefebvre, został w 1988 r. ekskomunikowany z powodu konsekrowania czterech biskupów bez zgody [papieża]. W 2009 r. papież Benedykt XVI zniósł te ekskomuniki. Co to dla was oznacza?
Jeśli chodzi o nas, niczego to nie zmieniło, ponieważ zawsze uważaliśmy te ekskomuniki za nieważne. Niemniej jednak [deklaracja ta] ośmieliła do zbliżenia z nami pewną liczbę ludzi, którzy do tej pory nie mieli odwagi tego uczynić. Ogłoszenie jej wpłynęło także na poprawę naszych relacji z niektórymi biskupami oraz częścią duchowieństwa, zwłaszcza z młodymi księżmi.
Także papież Franciszek wykonał pewne gesty względem was.Czego jeszcze oczekujecie?
Chodzi nam o to, o co każdy katolik prosi Kościół podczas chrztu – o wiarę. Boże objawienie zakończyło się i od tej pory obowiązkiem [każdego] papieża jest wierne przekazywanie depozytu wiary. Papież musi więc położyć kres straszliwemu kryzysowi, który wstrząsa Kościołem od co najmniej 50 lat. Kryzys ten wywołany został przez nową koncepcję wiary, kładącą nacisk na subiektywne doświadczenie jednostki – każdy człowiek posiada pełną wolność w sprawach wiary i może wybierać jakąkolwiek religię, nie starając się rozeznać, która jest prawdziwa a która fałszywa. Jest to jednak sprzeczne z obiektywnym prawem Bożym.
A na jakie gesty względem papieża gotowe jest Bractwo św. Piusa X?
Bractwo Kapłańskie św. Piusa X jest głęboko przywiązane do Następcy Piotra, nawet kiedy krytykuje [ono] błędy II Soboru Watykańskiego. Bardzo niepokoi nas jednak fundamentalna cecha obecnego pontyfikatu – całkowicie nowe stosowanie idei miłosierdzia. Jest ono przedstawiane jako panaceum na wszelkie grzechy, ignorując potrzebę autentycznego nawrócenia, przeobrażenia duszy przez łaskę, umartwienie i modlitwę. W swej posynodalnej adhortacji Amoris laetitia papież daje wszystkim chrześcijanom możliwość indywidualnego decydowania – w oparciu o ich własne sumienie – w kwestiach moralnych związanych z małżeństwem. Jest to całkowicie sprzeczne z jasnymi i jednoznacznymi nakazami prawa Bożego.
Dostrzec w tym można echa duchowości Lutra – chrześcijaństwo bez potrzeby moralnej odnowy; subiektywizm, który nie dopuszcza istnienia jakiejkolwiek prawdy absolutnej. Skutkiem tego jest głęboka dezorientacja wśród wiernych oraz duchowieństwa. Każda istota ludzka poszukuje prawdy. Do tego jednak konieczne jest kierownictwo kapłana, podobnie jak uczeń potrzebuje kierownictwa nauczyciela.
Jakie skutki przyniosły pod tym względem obchody 500-lecia reformacji w 2017 r.?
Od XVI wieku wszelkie inicjatywy Kościoła katolickiego wobec protestantów miały na celu ich nawrócenie i doprowadzenie z powrotem do prawdziwego Kościoła [Chrystusowego]. Jednakże wydarzenia organizowane z okazji 500-lecia reformacji celowi temu – tj. nawróceniu protestantów – nie służyły. Wręcz przeciwnie – zostali oni utwierdzeni w swych błędach. Powodem tego jest fakt, iż od II Soboru Watykańskiego Kościół głosi, że każdy człowiek może znaleźć Boga w swej własnej religii. Jest to założenie, które redukuje wiarę do osobistego i wewnętrznego doświadczenia, nie jest już ona bowiem rozumiana jako przylgnięcie intelektu do objawienia Bożego.
Wielu wyznawców innych religii prowadzi przykładne życie, idąc za głosem serca i sumienia. Czy Bóg uzna ich dobrą wolę?
Kościół jest zasadniczo misyjny. Nasz Pan Jezus Chrystus powiedział: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”. To On jest jedynym źródłem zbawienia dla całego rodzaju ludzkiego. [I] założył On tylko jeden Kościół, Kościół Rzymskokatolicki. Ta prawda teologiczna musi być przypominana, podobnie jak podkreślać należy obiektywizm norm moralnych oraz ukazywać piękno tradycyjnej Mszy w rycie trydenckim.
Szczere poszukiwanie prawdy przez wyznawców innych religii nie wystarcza do jej poznania. Musimy więc pomagać tym duszom osiągnąć zbawienie. Jeśli nawet ktoś osiągnie zbawienie poza Kościołem katolickim (tj. nie należąc do niego w sposób widzialny – przyp. tłum.), osiągnie je pomimo błędu w jakim się znajduje, a nie dzięki niemu, a przede wszystkim jedynie dzięki Jezusowi Chrystusowi.
Księdza poprzednik, [bp] Bernard Fellay, widział w żydach, masonach oraz modernistach wrogów Kościoła. Czy także żydzi muszą nawrócić się do Kościoła katolickiego, podobnie jak powinni to uczynić, wedle was, protestanci?
Modernizm jest jednym z najniebezpieczniejszych błędów. Przed II Soborem Watykańskim Kościół nakładał na wszystkich kapłanów obowiązek składania Przysięgi antymodernistycznej, którą złożyłem również ja.
Co do judaizmu, ukrywanie przed narodem żydowskim dóbr i skarbów Kościoła katolickiego byłoby niewybaczalnym grzechem. Zbawcza misja Kościoła ma charakter powszechny i nie może wykluczać żadnego narodu.
Bractwo św. Piusa X odrzuca ważne dokumenty II Soboru Watykańskiego, takie jak deklaracje o wolności religijnej i ekumenizmie. Czy chodzi jedynie o różnicę w interpretacji czy też odrzucacie te teksty całkowicie?
Sam II Sobór Watykański stwierdził, że jest jedynie soborem duszpasterskim. Niemniej jednak [w jego trakcie] podjęto ważne decyzje natury doktrynalnej, m.in. dotyczące wspomnianych przez Pana kwestii. Doprowadziło to do całkowitego przeobrażenia wiary.
Papież Benedykt XVI uważał, że różnice pomiędzy Rzymem a Bractwem Kapłańskim św. Piusa X sprowadzały się jedynie do interpretacji tekstów soborowych. [Sądził, że] dla osiągnięcia porozumienia wystarczy wnikliwie je przeanalizować. Nasze stanowisko w tej kwestii jest jednak inne. Bractwo św. Piusa X odrzuca w tekstach II Soboru Watykańskiego wszystko, co nie pozostaje w zgodzie z Tradycją katolicką.
Papież powinien ogłosić, że dekret o wolności religijnej zawiera błędy i odpowiednio go skorygować. Jesteśmy przekonani, że pewnego dnia [któryś] papież tak właśnie postąpi i powróci do nieskażonej doktryny, która stanowiła punkt odniesienia przed tym soborem. Przed II Soborem Watykańskim papieże wypowiadali się w kwestiach wolności religijnej, ekumenizmu oraz boskiej konstytucji Kościoła. Wystarczy powrócić do ich nauczania.
To nie do pomyślenia, aby Kościół mógł błądzić przez dwa tysiące lat i odnaleźć prawdę w tych kwestiach dopiero podczas soboru, pomiędzy rokiem 1962 a 1965.
Czy nie odczuwacie niepokojów sumienia wskutek tego, że – z punktu widzenia Rzymu – pozostajecie w stanie schizmy z Kościołem?
W rzeczywistości Rzym nie uważa nas za schizmatyków, ale raczej za wspólnotę o nieuregulowanym statusie kanonicznym. W każdym bądź razie, gdybym nie miał pewności, że posługuję w Kościele katolickim i dla niego, natychmiast opuściłbym Bractwo.
Wychodzący od 1945 r. dziennik „Salzburger Nachrichten” jest wydawany w nakładzie 80 tys. egzemplarzy (2016). Wywiad przeprowadził Józef Bruckmoser. Tytuł pochodzi od redakcji portalu internetowego fsspx.news
Papież Franciszek dokonał anglikanizacji Kościoła. Chcąc zachować jedność między różnymi stronnictwami, postawił na różnorodność doktrynalną. To prawdziwa rewolucja, mówił ks. prof. Andrzej Kobyliński.
– Przez stulecia Kościół katolicki był bardzo mocno scentralizowany doktrynalnie. Interpretację prawd wiary i moralności ustalano w Rzymie na poziomie władzy papieskiej i zapisywano w katechizmach. Następnie ujednolicone rozumienie doktryny katolickiej rozprzestrzeniano wśród wiernych na świecie – powiedział kapłan w wywiadzie dla PAP.
– Natomiast Franciszek wprowadził „nowy model” katolicyzmu, który zakłada regionalizację doktrynalną. W tym kontekście kluczowym słowem jest decentralizacja, która oznacza zgodę Watykanu na różne rozumienie prawd wiary i moralności w poszczególnych krajach czy regionach. W czasie pontyfikatu Franciszka powstał Kościół zdecentralizowany, synodalny. Jego istotą jest akceptacja różnorodności doktrynalnej wśród katolików na świecie – wyjaśnił.
Jak wskazał, głównym przykładem tej rewolucji jest adhortacja „Amoris laetitia” z 2016 roku.
– Dokument wprowadził w życie zasadę „dynamicznej interpretacji depozytu wiary”, nazywanej także „zasadą podporządkowania doktryny praktyce duszpasterskiej”. Oznacza to odchodzenie od stałych, uniwersalnych oraz niezmiennych zasad i norm. Ich miejsce zajmuje indywidualny osąd sumienia poszczególnych wiernych w Kościele. Jedną z konsekwencji tej rewolucji doktrynalnej jest dopuszczenie do przyjmowania komunii świętej przez osoby rozwiedzione i żyjące w nowych związkach, co wcześniej było niemożliwe – podkreślił.
Ks. prof. Kobyliński wskazał również na deklarację „Fiducia supplicans” o błogosławieniu związków jednopłciowych.
Kapłan zwrócił uwagę, że nie wszystko w rewolucji papieża Franciszka jest spójne, bo decentralizacji doktrynalnej towarzyszy centralizacja i wzmocnienie władzy papieskiej.
Według ks. prof. Kobylińskiego jednym z głównych pytań, na jakie trzeba teraz odpowiedzieć, jest wyjaśnienie wątpliwości, czy Franciszek „w zbyt dużym stopniu nie skorzystał z władzy papieskiej” wprowadzając swoje zmiany doktrynalne; należy też zastanowić się, jakie konsekwencje przyniesie długofalowo „pożegnanie” z takim katolicyzmem, jaki znaliśmy.
Filozof z UKSW mówił też o przyszłości Kościoła po Franciszku w kontekście nowego konklawe.
– Wybitny znawca problematyki watykańskiej Sandro Magister już jesienią 2013 r. twierdził, że jednym z przejawów rewolucji Franciszka będą jego nominacje kardynalskie. Papież nie szukał w nich równowagi między katolicyzmem konserwatywnym a liberalnym, ale mianował wyłącznie tych duchownych, którzy zgadzali się z jego rozumieniem prawd wiary i moralności. W związku z tym, wszystko wskazuje na to, że tak ukształtowane kolegium wybierze w przyszłości następcę Franciszka, który będzie kontynuatorem jego rewolucji – powiedział.
– Zdaniem niemieckiego kard. Waltera Kaspera – jednego z najważniejszych doradców Franciszka i intelektualnego twórcy „nowej wersji katolicyzmu” – zakorzenienie się nowego modelu religii katolickiej w różnych zakątkach świata będzie wymagało kolejnych dwóch, trzech pontyfikatów – dodał ks. prof. Kobyliński.
W jego ocenie istnieje zarazem ryzyko schizmy, stąd Franciszek i jego następcy będą troszczyć się o to, katolicyzm nie rozpadł się na różne frakcje, liberalne i konserwatywne, tak jak jest w przypadku wielu wyznań chrześcijańskich.
– Na dzisiaj przyjęto w Kościele katolickim zasadę jedności w różnorodności, czyli zachowujemy wspólne struktury władzy, ale zgadzamy się na różnorodność doktrynalną, co jest swego rodzaju anglikanizacją katolicyzmu. W Kościele anglikańskim w jednych krajach księża geje mogą zostawać biskupami, a w innych nie. Są państwa, w których kapłanki będące lesbijkami mogą zostawać biskupkami, w innych zaś nie – wyjaśnił uczony.
– Wydaje się, że w najbliższych dziesięcioleciach w Kościele katolickim będzie się nasilał proces jego anglikanizacji, tzn. różnorodność doktrynalna będzie coraz większa. W konsekwencji może wrastać liczba tych wiernych, którzy nie będą akceptować rewolucji doktrynalnej, opuszczając struktury Kościoła katolickiego i tworząc nowe wspólnoty kościelne – dodał.
[Właściwsze będzie jeśli synodalniści , nowo-anglikanie itp. opuszczą Kościół Chrystusowy. Mirosław Dakowski]
„Lasy Państwowe przewidują w tym roku stratę ponad 700 mln zł. To pierwszy raz w stuletniej historii LP” – ostrzegł w rozmowie z portalem Tysol.pl Zbigniew Kuszlewicz, przewodniczący Rady Sekretariatu Zasobów Naturalnych i Ochrony Środowiska NSZZ „Solidarność”.
Już pod koniec zeszłego roku w sieci krążyła infografika z prognozami finansowymi dla Lasów Państwowych na przyszły rok. Widniała w niej niepokojąca kwota ponad 700 milionów złotych deficytu.
Teraz na te niepokojące dane wskazywał Zbigniew Kuszlewicz, przewodniczący Rady Sekretariatu Zasobów Naturalnych i Ochrony Środowiska NSZZ „Solidarność”, w rozmowie z portalem Tysol.pl. Wymienił też, z czego jego zdaniem wynika ta sytuacja. Przypomniał o planach Brukseli, by 30 proc. terenów UE było objęte ochroną, w tym 10 proc. ścisłą. Tymczasem polskie władze wprowadzają moratorium, na mocy którego ostatecznie 20 proc. lasów ma być wyłączone z wycinek.
Wyłączenie z użytkowania aż 20 proc. powierzchni Lasów Państwowych to katastrofa. (…). Zagrożonych jest prawie 100 tys. miejsc pracy. Małe firmy przetwórstwa drzewnego mogą tego nie przetrwać. To burzy zaplanowaną gospodarkę leśną. (…) Po roku ten problem nadal jest największą bolączką polskich lasów. To, co wymyślili ekocentryści i co wyszło z Brukseli, doprowadziło do wyłączenia już około 17 proc. lasów z działalności gospodarczej, a w planach Ministerstwa Klimatu i Środowiska wspólnie z Dyrekcją Generalną Lasów Państwowych ma być utworzonych nawet do 1400. Ale to nie wszystko. W te wyłączenia nie są wliczone tzw. lasy społeczne. Spodziewam się wyłączeń nawet 1/3 lasów państwowych, gdyż pomysłodawcy zamykania jednej z największych gałęzi gospodarki narodowej mają zielone światło płynące z Brukseli i ze strony rządu — powiedział Zbigniew Kuszlewicz. Co z tego ostatecznie wynika?
Ma to swoje konsekwencje już obecnie, gdyż upadają małe firmy przetwórstwa drzewnego, zakłady usług leśnych, a i Lasy Państwowe przewidują w tym roku stratę ponad 700 mln zł. To pierwszy raz w stuletniej historii LP. Zarządcy uspokajają, iż pokryje to Fundusz Leśny. Gdy w ciągu trzech do pięciu lat to źródło finansowania się wyczerpie, jaki los czeka Lasy Państwowe? W tym kształcie LP stracą zdolność samofinansowania, a więc pojawią się pomysły restrukturyzacji, optymalizacji, przekształceń własnościowych, a na koniec prywatyzacji. W naszej historii pojawiały się takie pomysły, zgłaszali się krezusi ze wschodu i zachodu, gotowi kupić nasze „srebra rodowe” — ostrzegał.
Jakie zagrożenia płyną z wprowadzania pod dyktando pseudoekologów ochrony ścisłej?
To brak możliwości przeciwdziałania zamieraniu lasu, realizowania przebudowy drzewostanów o niewłaściwym składzie gatunkowym, realizacji niektórych działań z zakresu ochrony czynnej zapisanych w planach zadań ochronnych (PZO). Powstanie rozległych powierzchni otwartych spowoduje zanik dogodnych siedlisk. Dla wielu gatunków związanych z drzewami żywymi (ssaki, ptaki, płazy, porosty, grzyby) zamarcie całego lasu oznaczać będzie brak możliwości dalszego funkcjonowania ich populacji — tłumaczył w rozmowie z Tysol.plJacek Cichocki, przewodniczący Krajowej Sekcji Pracowników Leśnictwa NSZZ „Solidarność”.
Prof. Bogdan Brzeziecki z SGGW w przygotowanej dla Lasów Państwowych ekspertyzie ostrzegł, iż objęcie 40 proc. lasów ochroną ścisłą może doprowadzić m.in. do zanikania nawet podstawowych gatunków i uproszczenia struktury lasów.
Burza w sieci
Informacja o fatalnej prognozie finansowej Lasów Państwowych na przyszły rok wywołała lawinę komentarzy w sieci.
Wystarczyło oddać je pod nadzór ekipy Donalda Tuska i…: „W 2025 roku Lasy Państwowe przewidują STRATĘ przekraczającą 700 mln złotych. To sytuacja bez precedensu w ich ponadstuletniej historii”. Nie powiem, że ostrzegałam, bo to żadna satysfakcja, gdy spełnia się zły sen dla każdego, kto wie jak cenny skarb tracimy… Choć wiem też, że niektórzy – ci, co pisali ten scenariusz, mrożą już szampany: nie przewidywali, że pójdzie tak szybko. I tak łatwo — napisała na platformie X Małgorzata Golińska, posłanka PiS, była wiceminister klimatu i środowiska.
Ciekaw jestem, co na to aktualni mądrale z Instytutu Badawczego Leśnictwa? — zapytał dr Grzegorz Chocian, prezes Fundacji Konstruktywnej Ekologii ECOPROBONO.
Dziękujemy Trzeciej Drodze. Bez nich nic by się Tuskowi nie udało – zaznaczyła Renata, użytkowniczka X.
Będzie powód do prywatyzacji. Niebywałe draństwo — stwierdziła użytkownik X mirjan.
Parlament Europejski otwiera drzwi masowej imigracji – krytycy ostrzegają przed dumpingiem socjalnym i zakłóceniami kulturowymi
Komisja Wolności Obywatelskich Parlamentu Europejskiego utorowała drogę imigracji co najmniej siedmiu milionów dodatkowych pracowników migrujących do 2030 r. To, co jest sprzedawane jako odpowiedź na niedobór siły roboczej, jest krytykowane przez wielu jako motywowany ideologicznie projekt migracyjny, który może wywołać ogromne napięcia społeczne i ekonomiczne w dłuższej perspektywie
Tak zwana „unijna pula talentów” ma umożliwić ukierunkowaną rekrutację pracowników przede wszystkim z Afryki – kontynentu, który Komisja otwarcie określa jako „rezerwuar demograficzny”. Powstaje więc oczywiste pytanie: dlaczego Bruksela nie opiera się na środkach mających na celu promowanie urodzeń wśród własnej ludności, lecz raczej na zastępowaniu demograficznym poprzez migracje spoza Europy?
Krytyka nie pochodzi tylko ze środowisk konserwatywnych, ale także od pragmatycznych obserwatorów. Narzekają, że obecnie w UE dwanaście milionów ludzi jest bezrobotnych. Tworzenie nowych szlaków migracyjnych na europejski rynek pracy nie jest zatem odpowiedzią na niedobór wykwalifikowanych pracowników, lecz służy przede wszystkim obniżeniu wynagrodzeń i zapewnieniu przedsiębiorstwom taniej siły roboczej. Nie sposób nie dostrzec podobieństw do kontrowersyjnego systemu wizowego H-1B w USA.
Unijna pula talentów stanowi jedynie furtkę do masowej migracji, obniża płace i podważa suwerenność narodową. Jeśli chcemy mieć silniejszą gospodarkę, powinniśmy inwestować w innowacje i rodzimych pracowników, a nie w importowanie taniej siły roboczej kosztem naszych obywateli.
Szczególnie niepokojące są ramy ideologiczne, w których prowadzona jest debata. Krytycy są oczerniani jako „prawicowi ekstremiści”, a argumenty dotyczące skutków społecznych lub braku zdolności do integracji są zazwyczaj odrzucane jako „mowa nienawiści”. Ignoruje się nawet konstruktywne alternatywy, takie jak węgierska polityka rodzinna, która skutecznie przyczynia się do wzrostu wskaźnika urodzeń.
Wyniki głosowania mówią same za siebie: propozycję poparły uznane siły – Europejska Partia Ludowa (EPP), socjaliści, liberałowie i Zieloni. Jedyne głosy sprzeciwu pochodziły od grup konserwatywnych, takich jak Patriots for Europe. Nawet skrajna lewica nie chciała się zgodzić, choć z innych powodów.
Kurs UE w praktyce oznacza: więcej migracji, niższe płace i większe obciążenie państwa opiekuńczego. Prawie w ogóle nie mówi się o integracji, a już na pewno nie o wpływie kulturowym. To, co jest sprzedawane jako konieczność ekonomiczna, po bliższym przyjrzeniu się okazuje się ryzykownym eksperymentem na dużą skalę o niepewnym wyniku.
Wniosek: Decyzja komisji Parlamentu Europejskiego może zmienić Europę na całe dziesięciolecia – i to nie pod względem stabilności społecznej ani zrównoważenia gospodarczego. Ostrzeżenia są coraz głośniejsze, ale Bruksela nie zmienia kursu. Pytanie pozostaje: kto naprawdę korzysta na tej ścieżce? A co się stanie z tożsamością europejską, jeżeli zostanie systematycznie rozmontowana pod pozorem efektywności?
“Polscy królowie przysięgali bronić wdów, sierot i idiotów. Słowo idiota było używane w znaczeniu osoby o ograniczonych kompetencjach poznawczych… nieznających prawa… Tak powinniśmy pojmować misję państwa. Państwo powinno bronić wdów, sierot i idiotów.
Dobre szkoły kończyć, dbać o tężyznę ducha i ciała. Jeden służy w mundurze, inny służy w kitlu lekarskim, inny w garniturze z teczką…
Jeżeli Polak nie jest w stanie pojmować swej pracy jako służby… taki Polak staje się anarchistą. Nie chcę widzieć Polaków służbistami na pruską modłę ani na rosyjską, ale żeby być prawdziwie wolnym człowiekiem trzeba nie tyle odrzucić służenie, ale świadomie wybrać tego komu służymy.
Służmy Ojczyźnie i służmy Królowi Królów, Panu historii i Jego matce Najświętszej”.
_______________PIT, CIT do likwidacji, ZUS do wygaszenia
______________________Likwidacja podatku od emerytur
__________Śmierć wrogom ojczyzny to nie jest dla mnie frazes
________Kibice, graficiarze, hiphopowcy uczynili więcej dla sprawy narodowej, wzmocnienia polskiej pamięci historycznej i ducha patriotycznego… Oni zrobili moim zdaniem w ostatnich dekadach więcej niż całe to Ministerstwo Kultury w kradzionym przez komunistów pałacu przy Krakowskim Przedmieściu.
Żadna gmina nie zgłosiła się w ramach naboru do ulokowania na swoim terenie Krajowego Składowiska Odpadów Promieniotwórczych (KSOP), związanego z budową pierwszej elektrowni jądrowej. Rząd zapowiedział wypracowanie „optymalnych rozwiązań dotyczących wskazania potencjalnej lokalizacji”.
W 2023 r. Ministerstwo Klimatu i Środowiska ogłosiło nabór dla gmin zainteresowanych udziałem w procesie wyboru miejsca na nowe Krajowe Składowisko Odpadów Promieniotwórczych. Nabór ten wygasł 15 listopada 2023 r., a następnie został przedłużony do 30 czerwca 2024 r. w związku z brakiem zainteresowania ze strony gmin. „Żadna gmina nie zgłosiła się w ramach naboru” – poinformowało ministerstwo pod koniec lutego br.
Gminie z NSPOP przysługiwałaby coroczna opłata z budżetu państwa w wysokości 400 proc. dochodów z tytułu podatku od nieruchomości znajdujących się na terenie gminy. Resort, dodał, że aktualnie jest to nie więcej niż 10,5 mln zł. Resort przyznał, że w związku z brakiem zainteresowania ze strony samorządów taką zachętą rozważa również zwiększenie tej opłaty.
Za działania na rzecz lokalizacji KSOP odpowiada w nowym rządzie Ministerstwo Przemysłu. Resort poinformował o podjęciu działań mających na celu „wypracowanie optymalnych rozwiązań dotyczących wskazania potencjalnej lokalizacji”. MP uspokaja, że cały proces jest prowadzony z zachowaniem „procedur dotyczących udziału społeczności lokalnych”.
Jak stwierdzi resort przemysłu „optymalnym rozwiązaniem” byłoby uruchomienie nowego składowiska przed rozpoczęciem pracy przez pierwszą polską elektrownię jądrową.
Elity władzy i majątku nieustannie wywołują kryzysy w celu zwiększenia swojej władzy i bogactwa. Kryzysy, a raczej ci, którzy je powodują, zawsze znajdują kozły ofiarne, które karmią te narracje, służące osiągnięciu ich nieludzkich celów. Raz jest to złowrogi wirus, którego istnienia nie udowodniono, a jedynie podejrzewa się je na podstawie symulacji komputerowych, a innym razem jest to „złoczyńca” Putin, który bez żadnego powodu — zgodnie z narracją prawdziwych agresorów, USA i NATO — najechał rzekomo demokratyczny kraj Ukrainę.
Kiedy elity władzy i majątku zdały sobie sprawę, że nie zarabiają wystarczająco dużo pieniędzy, na przykład na pałce klimatycznej, ponieważ powoli ujawniało się kłamstwo dotyczące zmian klimatycznych wywołanych przez człowieka, trzeba było znaleźć inne tematy, które przyniosłyby wystarczające zyski i miałyby tę zaletę, że dzieliłyby ludzkość.
Nawet rzymskie elity w czasach swojej potęgi wiedziały, jak bronić swoich interesów bez ingerencji ludu: „Divide et impera” (dziel i rządź)! To była i jest zasada, którą kierowali się wszyscy ciemiężyciele ludzkości, niezależnie od ich rasy, w każdym okresie historii cywilizacji. Podział ludzi może mieć na celu wzbudzenie nienawiści do religii lub rasy – jak na przykład robił Hitler – lub podsycanie wrogości wobec narodu lub jego czołowych postaci – jak obecnie dzieje się to w przypadku Rosji i Putina – lub tworzenie niezgody między obywatelami kraju lub całego świata, jak miało to miejsce w czasach koronawirusa z bezsensownymi hasłami, takimi jak „pandemia niezaszczepionych”.
Komu uda się stworzyć uprzedzenia wobec grup ludności – często mniejszości – a zawsze były to uprzedzenia, czyli osądy wydawane bez gruntownego zbadania faktów – dominuje nad obiema stronami – potępiającymi i potępianymi.
Dopóki obie strony walczą ze sobą, osoba, która zaczęła walkę, może spokojnie realizować własne interesy. Musi tylko uważać, żeby ogień podniecenia nie zgasł. Aby to zrobić, przejmuje kontrolę nad głównymi mediami, które w większości zdegenerowały się do rozmiarów organów propagandowych politycznych marionetek i stojących za nimi elit, które instruują media i umiejętnie przekształcają prawdę w kłamstwa, a kłamstwa w prawdę. Niestety, większość ludzi nie dostrzega tej perfidnej gry elit. Uprzedzenia prowadzą do dyskryminacji, zniesławienia, etykietowania i dyskredytowania poszczególnych grup społecznych lub osób.
Dziś większość ludzi wie, że w okresie koronawirusa pozbawiono ich wolności, a w niektórych przypadkach także zdrowia, pomimo większej wiedzy decydentów — czego wyraźnie dowodzi ujawnienie protokołów dotyczących koronawirusa. Tylko staroświeccy ludzie wciąż wierzą w mit koronawirusa i niebezpieczeństwa z nim związane, ignorując nieodwracalne oszustwo, które ich spotkało. Większość społeczeństwa dała się oszukać tym oszustom, o czym świadczy wysoki wskaźnik szczepień.
Zabawka potężnych
Można przypuszczać, że niektórzy ludzie, którzy dziś łykają narrację o agresywnej Rosji i szaleńcu Władimirze Putinie, później zdadzą sobie sprawę, że po raz kolejny zostali wprowadzeni w błąd przez elity władzy i majątku oraz ich polityczne, medialne i naukowe prostytutki. Być może, gdy rosyjskie bomby zostaną sprowokowane przez zachodnich, zwłaszcza europejskich, podżegaczy wojennych, padną im na głowy. Jednak prawdopodobnie ich uprzedzenia co do niebezpieczeństwa, jakie stanowi Putin, potwierdzą się, ponieważ niestety nie udało im się dowiedzieć więcej na temat prawdziwego tła tego konfliktu poza „prasowymi prostytutkami”. Podobnie jak „demonstranci przeciwko prawicy”, wierzą podpalaczom i walczą ze strażą pożarną. Nieświadomi obywatele są niedojrzali i dlatego są pionkami w rękach potężnych.
Pytanie brzmi, w jaki sposób elitom oraz ich politycznym i medialnym poplecznikom udaje się wciąż wpływać na mentalność ludzi, skłaniając ich do myślenia o „pandemii niezaszczepionych”, koniecznej „gotowości wojennej” itp., oszukując ich wrodzony zdrowy rozsądek.
Profesor Rainer Mausfeld opisuje to zjawisko w następujący sposób:
„Uciszanie naturalnej wrażliwości moralnej ludzi wymaga znaczących ataków na ludzką świadomość. Jednak każdy, kto ma niezbędne zasoby medialne, może to osiągnąć stosunkowo łatwo — przynajmniej przez ograniczony czas, a zwłaszcza w sytuacjach krytycznych dla stabilności panujących stosunków władzy. Zniekształcając cały system myślenia i oceny, można zmienić czarne na białe, a białe na czarne według własnej woli. Gdy cały system interpretacji zostanie zniekształcony, można łatwo sprawić, że czyn lub sytuacja będą wydawać się moralnie „dobre” lub „złe”. W ten sposób ludzie mogą przyzwyczaić się do myśli, że istnieją dwie kategorie przestępstw państwowych: te, które nie są przestępstwami, ale są moralnie uzasadnionymi czynami, oraz te, które należy potępić w możliwie najsurowszych słowach. Przyzwyczajają się do myśli, że moralnie naganne czyny, takie jak tortury, zabójstwa przy użyciu dronów, bombardowanie infrastruktury cywilnej lub stosowanie zakazanych bomb kasetowych i amunicji uranowej, mogą być moralnie usprawiedliwione, o ile są popełniane przez „właściwych” ludzi. (1)
Z perspektywy Zachodu, „słusznymi” stronami w wojnie na Ukrainie są Ukraińcy, a raczej USA, które prowadzą wojnę zastępczą pod rządami Bidena, a „niesłusznymi” stronami są Rosjanie. Jest to dość zaskakujące, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że większość populacji świata, na przykład Chiny, Indie, Brazylia i Republika Południowej Afryki, popiera stronę rosyjską.
„Właściwymi ludźmi” w czasach koronawirusa byli ci, którzy zadeklarowali solidarność z działaniami rządu i nie tolerowali, a tym bardziej nie akceptowali tych, którzy myśleli inaczej.
Hans-Joachim Maaz, Dietmar Czycholl i Aaron B. Czycholl w swojej książce „Corona — Angst” (Strach przed koronawirusem) bardzo trafnie opisują wzajemne oddziaływanie elit i ludności. Maaz napisał:
„Pomysł, że większość elit politycznych i medialnych może być tak poważnie zaburzona psychicznie, że działa tak irracjonalnie z własnego strachu, jak to najwyraźniej ma miejsce obecnie, przekracza nawet emocjonalne zrozumienie psychiatry ze specjalistyczną wiedzą na temat narcystycznej psychopatologii. Aby jakoś pojąć to, co niewyobrażalne, mogę jedynie zaoferować wszechstronną psychodynamiczną interpretację współzależności między poważnie narcystycznie zaburzoną elitą uzależnioną od władzy i pieniędzy a zbiorową psychozą lękową większości populacji, która jest skuteczna w psychologii masowej. (…) W kryzysie społecznym zbiorowo-zmowne współzależności między wyimaginowaną kompetencją ratunkową elit władzy a iluzoryczną fantazją ratunkową uzależnionych pomagają ukryć prawdziwe przyczyny problemu społecznego”.
Rzeczowy! Jednak role w tej „chorej” interakcji prawdopodobnie nie będą znane każdej osobie po obu stronach.
Od początku pandemii koronawirusa pewna mniejszość sprzeciwiała się dominującej narracji, obecnie jednak ta mniejszość rośnie. Niektórzy aktywnie się temu sprzeciwiają. Od samego początku źle przeczuwali panującą narrację, nazywając siebie zwolennikami teorii spiskowych, ludźmi noszącymi czapeczki z folii aluminiowej, zwolennikami teorii spiskowych, covidiotami i wieloma innymi. Między innymi uznali oni kultowy charakter narracji o koronawirusie, która urzekła wielu „wyznawców lżejszej wiary”. Rytuały takie jak ciągłe mycie rąk, noszenie maseczek, zachowywanie dystansu społecznego, szczepienia itp. jednoczyły ludzi, którzy czuli solidarność, i dawały im poczucie przynależności, bezpieczeństwa i wyższości.
Ludzie, którzy mówili o solidarności podczas „kryzysu koronawirusa”, błędnie używali tego terminu lub nadużywali go w sensie poddania się.
Czuli solidarność ze współobywatelami, którzy nie kwestionowali narracji decydentów i bezwarunkowo podporządkowali się podjętym środkom. Opisali osoby, które na przykład prowadziły kampanię na rzecz utrzymania Ustawy Zasadniczej, jako pozbawione solidarności, ponieważ nie podporządkowały się ewidentnie wątpliwemu programowi rządu. Jedynymi ludźmi, którzy okazali solidarność z Ustawą Zasadniczą, byli ci, którzy – z punktu widzenia stada – solidarności nie wykazywali.
Biorąc pod uwagę dzisiejszy stan wiedzy, przeprosiny ze strony tych, którzy wówczas mieli „rację” wobec osób niezaszczepionych za udział w dyskryminacji i podżeganiu przeciwko nim, byłyby wręcz stosowne. Ale to również wymaga ludzkiej wielkości, aby przyznać się do błędu i przeprosić.
Jednym z powodów pozornej ślepoty wielu osób jest prawdopodobnie to, że nie potrafią przyznać, że są na złej drodze. Innym powodem jest zapewne ochrona stada, które wierzy, że posiada prawdę, lecz w większości jest w błędzie i nie chce jej oddać. Łączy ich solidarność, bez względu na to, jak absurdalna może być opowieść o „pasterzach”, bez względu na to, dokąd ich ci pasterze prowadzą.
Być może do rzeźni, do której stado pójdzie dobrowolnie, jak ogłosił w wywiadzie w 1981 r. Jacques Attali, pogardliwy doradca byłego prezydenta Francji François Mitteranda. Przewidział on, że „głupi sami pójdą na rzeź” z całkowitym zaufaniem do władz. Ten doradca byłego prezydenta Francji wykazał się dalekowzrocznością — pomagier z półświatka musi to przyznać, gdyż jest obiektem zazdrości. Jego proroctwa spełniły się, zarówno w przypadku koronawirusa, jak i Ukrainy.
W Dzień Świętości Życia zapraszam Pana do obejrzenia wyjątkowego reportażu.
To historia o Mamie i Dziecku, którzy zostali zaszczuci przez zwolenników aborcji. Gdyby nie presja na aborcję, problemy, które miał Staś, byłyby do opanowania.
A jednak wszyscy wokół chcieli, żeby zabiła synka. Naciskali. Robili awantury.
Aborcja? Tak, jak najbardziej. Na pewno masz problemy psychiczne, wypiszemy kartkę. „A może zabić dziecko niby przypadkiem przy badaniu” – zapytał jeden z ginekologów.
W Dzień Świętości Życia proszę, aby zobaczył Pan reportaż o tym, jak wygląda rzeczywistość aborcyjna w Polsce.
Proszę też o pomoc w dotarciu z tym materiałem do jak najszerszego grona osób.
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 25 marca 2025
Adam Grzymała-Siedlecki w swoich wspomnieniach „Rozmowy z samym sobą” opowiada m.in. o niejakim Rakowskim, właścicielu majątku Rudna.
Zadłużony po uszy, którejś wiosny sprzedał był Abramowi z Proszowic na pniu pszenicę z dwudziestu paru morgów. Następnie tę samą pszenicę na pniu sprzedał jeszcze pięciu innym kupcom zbożowym, oczywiście nie informując ich o pozostałych nabywcach. Do odbioru pszenicy wyznaczył wszystkim ten sam wrześniowy dzień.
O szóstej rano z wozami i workami zjawił się pierwszy z nabywców. Rakowski odkłada ładowanie zboża do godziny dziesiątej. Tymczasem już po godzinie przybywają dwaj następni kupcy. Po jakimś czasie zorientowali się, że wszyscy przyjechali w tym samym celu. Pędzą do właściciela majątku po wyjaśnienia, ale ten wyjaśnień odmawia, a kiedy kupcy wracają do swoich furmanek, widzą już dwóch następnych. Wreszcie zjawia się i Rakowski: – czy jest was już tu sześciu? – Jest – odpowiadają zdenerwowani kupcy.
– W porządku – Rakowski na to – na co oni podnoszą klangor: – Co jest w porządku? Jak pan dziedzic mógł coś podobnego! A kiedy ochrypli i opadli z sił, Rakowski skorzystał z chwili ciszy i powiada: – Kochani, radzę wam postąpić po Bożemu, wedle sprawiedliwości. Pszenicy zebrałem 150 korcy z ogonem; jest was sześciu, każdy zabierze po 25 korcy i hajda do domu. Oczywiście żaden z kupców, z których każdy wcześniej zapłacił za całą pszenicę, nie chce o tym nawet słyszeć. – No to nie ma innej rady – powiada Rakowski – tylko wyścig. – Co to jest wyścig?! Jaki wyścig!? – wołają zdenerwowani kupcy.
Na to Rakowski wskazał im dwie bramy, odległe od siebie o jakieś 200 kroków i powiada tak: ustawię was wszystkich sześciu przy jednej bramie, pójdę na ganek i jak strzelę z pistoletu, wy pobiegniecie do drugiej bramy, a który pierwszy dobiegnie, ten zabierze wszystkie 150 korcy. Oczywiście kupcy ani myśleli się zgodzić i znowu podnieśli klangor, ale tym razem Rakowski powiada: chciałem dla was jak najlepiej. Nie zgadzacie się – trudno; zostawiam was, sami już znajdźcie jakieś wyjście. I pożegnał ich.
Po kilku godzinach kłótni, w trakcie której charczeli nienawiścią już nie przeciwko Rakowskiemu, ale przeciwko sobie nawzajem, po południu przyszli do dziedzica, że zgadzają się na wyścig. Podkasali chałaty, Rakowski wystrzelił i wyścig ruszył. Który z orżniętych kupców wygrał i zagarnął 150 korcy pszenicy – tego autor nie podał.
—————————–
A tak się właśnie złożyło, że na półtora miesiąca przed słynną już na cały świat awanturą w Gabinecie Owalnym Białego Domu miedzy prezydentem Donaldem Trumpem, a ukraińskim prezydentem Zełeńskim, 16 stycznia w Kijowie podpisany został między Wielką Brytanią, w imieniu której podpis złożył brytyjski premier Keir Starmer i Ukrainą, w imieniu której swój podpis miał złożyć prezydent Zełeński, układ na 100 lat, o „stuletnim partnerstwie”. Wprawdzie w opublikowanym tekście układu nie ma ani słowa o żadnym odstąpieniu Wielkiej Brytanii na wyłączność ukraińskich złóż metali ziem rzadkich, tylko o całkiem innych, zupełnie niewinnych sprawach – ale przecież w opublikowanym tekście paktu Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku też nie było ani słowa o podziale Europy Środkowej między Rzeszę Niemiecką i Związek Sowiecki – bo te uzgodnienia znalazły się w tajnej części tego porozumienia.
Czy umowa brytyjsko-ukraińska o „stuletnim partnerstwie” zawiera jakąś tajną część? Tego oczywiście się nie dowiemy, bo jak „tajna”, to tajna. Z drugiej jednak strony, jakież zagadkowe przyczyny mogłyby skłonić Wielką Brytanię do zaoferowania Ukrainie aż „stuletniego partnerstwa”? Takie partnerstwo, nawet cztery razy krótsze, musiałoby być umocnione jakimiś realnymi gwarancjami lub zachęcającymi koncesjami ze strony Ukrainy – a cóż dopiero – „partnerstwo stuletnie”?
Wielka Brytania bowiem, bez względu na to, kto akurat nią rządzi, nie jest podobna do naszego nieszczęśliwego kraju, który 2 grudnia 2016 roku podpisał z Ukrainą umowę, według której Rzeczpospolita Polska zobowiązała się do „nieodpłatnego” udostępniania Ukrainie zasobów całego państwa. Ukraina pozornie zobowiązała się do tego samego, ale zarówno kontekst sytuacyjny w roku 2016, jak i późniejsze wydarzenia, zwłaszcza związane z ukraińskim eksportem rolnym na teren Unii Europejskiej, pokazały, że o żadnej wzajemności ze strony Ukrainy nie ma mowy. Wielka Brytania z całą pewnością takiego głupstwa by nie zrobiła, podczas gdy władze naszego nieszczęśliwego kraju robią jedno głupstwo za drugim i nawet teraz – jak się okazało z buńczucznej deklaracji Księcia-Małżonka – Polska płaci za wykorzystywane na Ukrainie Starlinki, nie żądając nic w zamian.
Dopiero w tym kontekście możemy ocenić słynne „rozliczenia”. Owszem, obóz „dobrej zmiany” podobnie zresztą, jak folksdojcze obywatela Tuska Donalda, grabią, ile się da – ale w proporcji do sum, jakie poszły na darmowe futrowanie Ukrainy zarówno w postaci dostaw broni, jak i w postaci rozmaitych serwitutów nie tylko dla tego państwa, ale i jego obywateli, który pod pretekstem uchodzenia przed wojną, przeszli na utrzymanie polskich podatników, to jakieś okruszki. Okazuje się, że obóz „dobrej zmiany” Naczelnika Państwa nie może licytować się z Volksdeutsche Partei obywatela Tuska Donalda o różnicę łajdactwa, bo przez ponad roczne rządy vaginetu obywatela Tuska Donalda różnica łajdactwa się wyrównała.
Jeśli już mieliby o coś rywalizować, to już tylko o stopień głupoty – chociaż i to byłoby trudne, jako że obecną ekipę przy sterze uważam za najgłupszą od czasów Bolesława Chrobrego. Bo czyż Bolesław Chrobry ośmieliłby się wystąpić na jakimś wiecu z pomysłem tworzenia Volkssturmu, w dodatku ufundowanego na „przymusowej dobrowolności”? Tymczasem obywatel Tusk Donald, przy pochwalnym popiskiwaniu vaginess ze swojego vaginetu, nawet nie zdaje sobie sprawy z groteskowego charakteru tego pomysłu, nie bez słuszności zapewne uważając, że tubylczy Irokezi, czyli wyznawcy Volksdeutsche Partei, łykną wszystko, nawet jeszcze bardziej piramidalne głupstwa. Ale tak to już jest, jak kogoś i tak już zadowolonego ze swego rozumu, jeszcze Żydowie z warszawskiego Judenratu utwierdzą w tym mniemaniu.
Wróćmy jednak do „stuletniego partnerstwa” brytyjsko-ukraińskiego. Otóż czytamy tam, że dla Wlk. Brytanii najważniejszymi postanowieniami układu jest współpraca wojskowa na Morzu Czarnym. Morzu Azowskim i… Morzu Bałtyckim, do którego Ukraina, przynajmniej na razie, to znaczy – zanim doprowadzi Polskę do zawarcia „unii” – nie ma dostępu. Ale za 100 lat…?
Drugim co do ważności postanowieniem jest „współpraca naukowa i technologiczna” w dziedzinie „opieki zdrowotnej”, agrotechnologii, przestrzeni kosmicznej i dronów. Czy z tą „opieką zdrowotną” przypadkiem nie chodzi o wykorzystanie przez Brytyjczyków założonych na Ukrainie ośrodków produkcji broni biologicznej, dzięki której, oczywiście pod egidą WHO, można by zorganizować nową epidemię? I wreszcie – uruchomienie brytyjskiego systemu weryfikacji zboża, dzięki czemu będzie można „śledzić skradzione plony”. Na podstawie tych zapisów można by sobie pomyśleć, że Wielka Brytania okazuje Ukrainie wielkoduszność, podobną do polskiej głupoty. Oczywiście taki wniosek byłby całkowicie nieuprawniony, bo nawet teraz, już po podpisaniu owego „stuletniego partnerstwa”, Wielka Brytania Ukrainie pieniądze pożycza, a i to nie swoje, tylko odsetki z zamrożonych ruskich aktywów.
Zmierzam do tego, że według wszelkiego prawdopodobieństwa, podpisane 16 stycznia w Kijowie „stuletnie partnerstwo” zawiera tajny protokół, w którym ukryto istotę rzeczy: prezydent Zełeński, za zgodą ukraińskich oligarchów, którzy oczywiście musieli też jakoś zabezpieczyć swoje udziały w tym „partnerstwie”, zwyczajnie sprzedał Angielczykom na pniu ukraińskie złoża metali ziem rzadkich. Ile tam poszło pod stołem, kto ile wziął i gdzie schował – tego pewnie nigdy się nie dowiemy, bo jeśli Angielczykowie w dalszym ciągu otaczają mgłą tajemnicy i to mgłą w najlepszym gatunku, nawet gibraltarską katastrofę, to cóż dopiero takie rzeczy?
Oczywiście obydwie strony będą konsekwentnie szły w zaparte, oskarżając wszystkich podejrzliwców o wykonywanie obstalunków zimnego ruskiego czekisty Putina – ale nawet posłusznie oburzając się na tych ruskich agentów, nie możemy przy tym zapominać o zasadzie byłego rosyjskiego ministra spraw zagranicznych, księcia Gorczakowa, który mawiał, że nie wierzy informacjom niezdementowanym. Zresztą zaprzeczenia będą skuteczne tylko do czasu rozpoczęcia przez brytyjskie firmy eksploatacji tych złóż, a następnie – przerabiania ich w Wielkiej Brytanii na rozmaite precjoza.
Z tego powodu prezydent Zełeński chociaż i przedtem a nawet teraz obiecuje prezydentowi Trumpowi, że odstąpi te złoża Stanom Zjednoczonym, jednocześnie broni się rękami i nogami przed złożeniem podpisu pod umową. Czy do awantury w Gabinecie Owalnym Białego Domu doszło dlatego, że prezydent Trump przejrzał na wylot żydowskiego kombinatora z Kijowa, że pogrywa z nim w bambuko, czy dopiero teraz, kiedy w Arabii Saudyjskiej rozpoczęły się amerykańsko-ukraińskie rozmowy, zaczyna do niego docierać, co się naprawdę stało? Jeśli tak, jeśli dopiero teraz, to znaczy, że ta cała CIA, to kupa gówna, jeszcze większa i jeszcze bardziej śmierdząca od naszej ABW.
Tymczasem dokąd prezydent Zełeński pogalopował po ratunek po waszyngtońskiej awanturze? Prosto do Londynu, gdzie premier Starmer go utulił, obdarował i obiecał, że podkręci frajerów z Europy Środkowej, żeby stanęli za nim „murem”. Toteż obywatel Tusk Donald w podskokach rozkaz wykonał, tym chętniej, że został mu wydany w obecności Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje, a ona ani słowem nie zaprotestowała. W tej sytuacji warto postawić sobie pytanie, czy Zełeński sprzedał te całe złoża również Niemcom – no i oczywiście, czy w tej sytuacji urządzi wyścig, jak to zrobił w swoim czasie szlagon Rakowski, czy też będzie się bał ostatecznie rozwścieczyć prezydenta Trumpa?
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
Czosnek niedźwiedzi (łac. Allium ursinum) to roślina, której właściwości lecznicze doceniano już tysiące lat temu, na pewno w całej Azji i Europie. Odkryto wówczas, że sięgają po nią niedźwiedzie po przebudzeniu z zimowego snu (stąd nazwa), by się wzmocnić. Od tego czasu czosnek niedźwiedzi znalazł zastosowanie w ziołolecznictwie nie tylko jako środek na wzmocnienie organizmu, lecz także na różne dolegliwości.
Czosnek niedźwiedzi to prawdziwy cud natury, pierwsza w zupełności naturalna nowalijka, która pojawia się już w marcu. Najszybciej zauważymy ją nad rzekami i strumieniami, w dobrze naświetlonych miejscach. Lubi też jasne lasy bukowe, o lekko podmokłej strukturze. Powszechnie występuje na południu Polski, w terenach górzystych i w dolinach rzek. Jest bardzo wytrzymały na zmiany temperatury, charakterystyczne dla okresu wiosennego, jednak po zerwaniu należy go szybko spożyć, albo przetworzyć, ponieważ traci swoje właściwości. Jeżeli chcemy go przechować trochę dłużej, zerwany czosnek należy przetrzymywać w małej ilości wody, w miejscu o temperaturze 5-70C.
Czosnek niedźwiedzi był od niepamiętnych czasów, powszechnie spożywany w okresie przednówka w naszej strefie klimatycznej. Od wieków traktowany jak antidotum na różne dolegliwości oraz prawdziwa bomba witaminowa. Mając wiele właściwości odżywczych podobnych do czosnku, uznawany był jako wyjątkowo skuteczny lek przeciwko przeziębieniom. W wielu częściach Azji, w części środkowej, na Kaukazie, Chinach występuje w kilku odmianach. Tam traktowany jest jako jedna z podstawowych przypraw.[Przeżyłem parę lat Sybiru, bo – dzięki dobremu węchowi czterolatek – znajdowałem ten czosnek. Mama potem mówiła, że tylko on wyciągnął mnie tam z zapalenia płuc. Oczywiście żadnych innych leków nie było. md]
W Kazachstanie występuje na południu, w górach Tien Szan, gdzie jest po długiej ciężkiej zimie uważany za antidotum na wszelkie dolegliwości. W Chinach występuje pod nazwą kien słan, to znaczy niebiański czosnek, co samo przez się oddaje jego znaczenie i pozycję. W Azji przyznawano mu nawet znaczące właściwości jako afrodyzjak. W Polsce niestety prawie zupełnie zapomniany, na skutek fascynacji syntetycznymi tabletkami i antybiotykami.
W zależności od średnich temperatur, w okresie wczesnej wiosny, w drugiej połowie kwietnia osiąga pełną dojrzałość. W szybkim czasie traci swoje właściwości smakowe, liść czosnku zaczyna matowieć, stając się łykowaty. Kwitnie końcem kwietnia i na początku maja. W ciepłe dni wiosenne wyzwala charakterystyczny zapach czosnku. U naszych niemieckich sąsiadów, w Austrii oraz Szwajcarii cieszy się obecnie niezwykłą popularnością. Opisywany w XX wieku przez wielu niemieckich lekarzy oraz zielarzy, jako jedna z najzdrowszych roślin leczniczych na świecie. Wyparty, podobnie jak i u nas, przez leki syntetyczne. Prawdziwy renesans nastąpił w latach 90-tych XX wieku. W roku 1992 czosnek niedźwiedzi ogłoszony został rośliną roku, ze względu na niezliczone zalety lecznicze.
A teraz wstrzymajcie oddech! (nie na długo, bo wszelka przesada źle się kończy). Jako naturalna nowalijka, nie przyjmująca nawozów sztucznych, zawiera ogromne ilości aktywnej siarki. Wytwarza niezwykle silne enzymy, powodujące odtrucie i wydalanie z organizmu metali ciężkich, pestycydów, herbicydów, jak i wszelkich związków toksycznych. Jest najbogatszą na świecie rośliną, zawierającą aktywne związki siarki, posiada ich siedem razy więcej niż czosnek naturalny!
Od wieków stosowany jako znakomity środek do likwidacji pasożytów w organizmie, w najzdrowszy, najtańszy z możliwych sposobów. Absolutnie światowy lider w produkcji adenozyny, związku organicznego, odpowiedzialnego za istotne procesy biochemiczne w organizmie, zawiera selen wraz z witaminami: C, E oraz A. Tutaj ma jej 20-krotnie więcej od swojego brata, czosnku hodowlanego. Prawdziwy skarb dla palaczy, którzy nie potrafią zwalczyć nałogu. Jako wspomniany odtruwacz organizmu, wytwarza śluz w oskrzelach, skutecznie oczyszcza górne drogi oddechowe, dodatkowo pobudza wydzielanie żółci.
Jedna z najbardziej skutecznych roślin, zwalczająca choroby nowotworowe za sprawą adenozyny. Ma działanie naturalnego antybiotyku, lideruje w zwalczaniu bakterii chorobotwórczych.
Teraz weźcie głęboki oddech!
Dla przewodu pokarmowego to prawdziwy skarb, bo oprócz zwalczania bakterii, jest nr 1 w niszczeniu groźnego drożdżaka, zatruwającego również inne części organizmu.
Znakomity środek rozrzedzający krew, zapobiegający wylewom, miażdżycy, obniża cholesterol oraz zapobiega sklejaniu się płytek krwi.
Jakby było mało, stosuje się go w leczeniu arteriosklerozy, bólów głowy, szumów usznych czyli tinnitusa oraz zakrzepowych stanów zapalnych żył głębokich. Regeneruje jelita. Posiada ogromne ilości żelaza, w czym tez jest liderem (30 razy więcej od brata hodowlanego), dlatego stosowany jest w leczeniu anemii i niedoborów żelaza. Bardzo korzystnie wpływa na zapobieganie arytmii serca, jak również wszelkich chorób związanych z tym organem.
Wspomaga trawienie, a dodany do innych potraw, szczególnie sałatek, eliminuje niekorzystne związki zawarte w wysoko przetwarzanych produktach spożywczych.
Jak już wspomniałem, przez wieki ratował wiele pokoleń ludzkich. W Rosji, a szczególnie na Ukrainie, w okresie wielkiego głodu, pozwolił przeżyć wielu nieszczęśnikom. Tam też przez wielu kochany i podziwiany. Na naszym portalu niebawem znajdziecie dziesiątki sposobów przetwarzania czosnku w postaci zup, nalewek, sałatek oraz przetworów.
Wyjedźcie na południe Polski, gdzie spotkamy czosnek niedźwiedzi nieraz na kilkuhektarowych połaciach, szczególnie w pięknych lasach bukowych. Oczyścicie swoje organizmy z metali ciężkich i innych toksyn, związanych ze spożywaniem byle czego. Wzmocnicie się i zapewniam, że nabierzecie chęci do pracy, do życia i przyjemności.
Wiosna niech kojarzy się Wam z czosnkiem niedźwiedzim, zwanym w Chinach niebiańskim, pięknym krajobrazem i przelatującymi nad Waszymi głowami kluczami żurawi.
Wojciech Cejrowski. / Foto: screen YouTube/Wojciech Cejrowski
Wojciech Cejrowski w jednym z najnowszych komentarzy przeanalizował zagrożenia dla Polski płynące z Unii Europejskiej. Wskazał, że każdy kandydat na prezydenta, który uważa, że powinniśmy w strukturach UE pozostać, jest albo „kompletnym debilem” albo też realizuje swoje własne interesy.
– Który kandydat jeszcze uważa, że opłaca nam się należeć do Unii? To jest moje pytanie do wszystkich kandydatów, a Państwo, jeżeli chodzą na jakieś wiece wyborcze, proszę kandydata pytać: Proszę Pana, czy Pan jeszcze uważa, że opłaca nam się należeć do Unii Europejskiej – mówił Cejrowski.
– Ja od razu odpowiem, że jeżeli któryś kandydat nadal uważa, że opłaca nam się należeć do Unii Europejskiej, to mamy dwie opcje: albo to jest kompletny debil, który się nie orientuje w sytuacji, nic nie czyta – ja zaraz przeczytam parę argumentów prostych – no albo bardzo zły człowiek, któremu jest wszystko jedno jak Polska będzie zniszczona, bo on ma jakieś swoje powody i uważa, że jemu się opłaca być w Unii Europejskiej, a nie nam wszystkim – powiedział.
– Bo jeżeli ktoś uważa, że nam wszystkim nadal się opłaca być w Unii Europejskiej, a jest politykiem, czyli lepiej zorientowany niż średnia populacyjna w tych sprawach, no to on musi być debil – ocenił Cejrowski.
Wśród unijnych pomysłów publicysta wymienił m.in. „las wiatraków w lasach”, który ma być postawiony przez Lasy Państwowe. W tym przypadku wiatraki mają być wyższe od Pałacu Kultury i sięgać aż 250 m. Mają też emitować sygnały odstraszające ptaki. – Co to znaczy? Że ten las pod spodem będzie zeżarty przez robactwo, bo ptaki i nietoperze jedzą przeróżne robactwo– dodał.
Cejrowski mówił także o masowej imigracji, czy zakazie płatności gotówką powyżej 10 tys. euro. Wskazał, że w tej drugiej kwestii „Parlament Europejski przyjął już pakiet ustaw, w którym znajduje się ograniczenie posługiwania się gotówką”. – Żeby jeszcze bardziej ludzi kontrolować w Unii Europejskiej wprowadzony został nakaz legitymowania się dowodem osobistym, jak państwo kupują powyżej 3 tys. euro coś – dodał.
– Unijna polityka bezpieczeństwa zamiast NATO oznacza utratę przez Polskę kontroli nad własną armią, będzie kto inny ją kontrolował. Rezolucja ws. obronności Unii Europejskiej została przyjęta już przez Parlament Europejski. Oddamy nasze zasoby militarne Unii Europejskiej, decyzje o bezpieczeństwie będą zapadały w Brukseli – to tak jak Układ Warszawski za komuny, decyzje o naszym bezpieczeństwie zapadały w Moskwie, a tu Jaruzelski grzecznie, dyktator, wykonywał tylko te decyzje z Moskwy płynące – skwitował.
– Jeśli będziemy musieli zainteresować się w sposób bardziej „terytorialny” na Grenlandii, to to zrobimy. Prezydenta Trumpa nie obchodzą wrzaski Europejczyków – stwierdził w wywiadzie dla FOX News wiceprezydent USA J.D. Vance.
Polityk podkreślał, że Dania nie jest dobrym sojusznikiem dla USA i „nie wykonuje swojej roboty”.
– Prezydenta Trumpa nie obchodzą wrzaski Europejczyków. Interesuje go tylko interes amerykańskich obywateli – powiedział.
Słowa Vance’a zbiegły się w czasie z wizytą jego żony na Grenlandii. Premier Grenlandii Mute B. Egede ostro potępił wizytę amerykańskiej delegacji, w której skład wchodzi druga dama USA Usha Vance. Uznał ją za „wysoce agresywną” i wskazał na zaognienie relacji z Waszyngtonem.
Wiadomo, że Usha Vance, żona wiceprezydenta JD Vance’a, ma wziąć udział w narodowym wyścigu psich zaprzęgów i „uczcić grenlandzką kulturę i jedność”. Biały Dom ogłosił, że jej podróż będzie miała charakter kulturalny, a towarzysząca jej delegacja obejrzy zabytkowe miejsca i pozna grenlandzkie dziedzictwo.
Mimo tych deklaracji Egede zarzuca Amerykanom demonstrację siły i podgrzewanie atmosfery wokół pomysłu przejęcia Grenlandii, przed którym on sam wielokrotnie przestrzegał.
15 marca to dla Węgrów coś więcej niż data w kalendarzu — to święty symbol buntu narodowego, upamiętniający dzień w 1848r., kiedy Węgrzy zbuntowali się przeciwko obcym rządom i domagali się wolności, suwerenności i samostanowienia. Orbán mistrzowsko powiązał ten moment w historii z obecną walką Węgier z nowoczesnymi siłami imperialnymi — mianowicie niewybieralną biurokracją w Brukseli, finansowanym przez Sorosa aparatem politycznym i kulturową kolonizacją Zachodu.
„Bóg ponad wszystkim, Węgry przede wszystkim”: Orbán wypowiada wojnę Brukseli i machinie Sorosa
W mocnym przemówieniu premier Viktor Orbán potwierdził rolę Węgier jako ostatniego bastionu suwerenności narodowej i tożsamości chrześcijańskiej w Europie, ślubując przeciwstawiać się globalistycznym siłom Brukseli, Sorosa i wojowniczym elitom Zachodu.
W gromkim orędziu do narodu upamiętniającym rocznicę historycznej rewolucji Węgier przeciwko Imperium Habsburgów w latach 1848–1849 premier Viktor Orbán wygłosił śmiałe i buntownicze przemówienie, które odbiło się echem na ulicach Budapesztu — i w całym świecie zachodnim.
Przemawiając przed ogromnym tłumem patriotycznych Węgrów, Orbán oddał hołd przeszłości, jednocześnie deklarując współczesną walkę o duszę Węgier, stanowczo sprzeciwiając się tyranii UE, globalistycznej dywersji i uzbrajaniu wojny na Ukrainie.
„Istota węgierskiej wolności jest wieczna i ponadczasowa” – powiedział Orbán, przywołując ducha rewolucji z 1848r. „Od wieków wybrzmiewa w kluczowych momentach historii… Jej początki sięgają tysiąca lat wstecz i z pewnością będzie trwała przez tysiące kolejnych na swojej drodze wśród gwiazd”.
15 marca to dla Węgrów coś więcej niż data w kalendarzu — to święty symbol buntu narodowego, upamiętniający dzień w 1848r., kiedy Węgrzy zbuntowali się przeciwko obcym rządom i domagali się wolności, suwerenności i samostanowienia. Orbán mistrzowsko powiązał ten moment w historii z obecną walką Węgier z nowoczesnymi siłami imperialnymi — mianowicie niewybieralną biurokracją w Brukseli, finansowanym przez Sorosa aparatem politycznym i kulturową kolonizacją Zachodu.
„15 marca nie jest dla nas typowym świętem” – oświadczył Orbán. „To święta chwila… wieczny i nieunikniony dzień, i taki pozostanie, dopóki na tej ziemi będzie żył choć jeden Węgier”.
„Żywiołem Węgrów jest wolność”
Orbán przypomniał światu, że Węgrzy nie są biernymi poddanymi imperiów, lecz urodzonymi bojownikami o wolność.
„W imię czego tak wrze nasza krew i biją nasze serca?” – zapytał Orbán. „Wolność, moi drodzy przyjaciele, jest żywiołem Węgrów. Węgier jest w swoim żywiole, kiedy walczy o swoją wolność”.
Kontynuował:
„Wiemy, jak zdobywać wolność. Wiemy, jak jej bronić. Ta wiedza jest nasza. Kultywujemy ją od tysiąca lat. To jest to, czego bronimy. W rzeczywistości to jest nasze DNA. I to jest to, czego świat potrzebuje — dziś bardziej niż kiedykolwiek”.
Orbán jasno dał do zrozumienia, że walka Węgier nie jest tylko walką narodową, lecz walką cywilizacyjną.
„Nasza walka o wolność, tak jak w 1848r., nie jest wyłącznie sprawą Węgrów. Dziś walka toczy się naprawdę o ducha świata zachodniego”.
Odrzucenie Brukseli i Nowego Imperium
Orbán obnażył nowoczesne „imperium”, które obecnie dąży do dominacji na Węgrzech – nie z Wiednia czy Moskwy, ale z Brukseli i Waszyngtonu.
„Imperium chce zmieszać, a następnie zastąpić rdzennych Europejczyków obcymi cywilizacjami, masami najeźdźców” – powiedział. „Chce przekształcić pokolenie naszych dzieci i wnuków ze zdrowego porządku stworzenia w chaos życia wbrew naturze. Imperium chce usunąć z siebie chrześcijański porządek i kulturę. I zamiast pokoju chce nas oddać na służbę bogom wojny”.
„Nie poddaliśmy się. Nie pozwoliliśmy im zająć kraju, ani parlamentu, ani rządu. Przez 15 lat nie byli w stanie sobie z nami poradzić, a cała ich broń zawiodła”.
Orbán otwarcie oskarżył UE o próbę podważenia suwerenności Węgier za pomocą szantażu, przymusu ekonomicznego i manipulacji medialnych.
„Nie wystarczyły ich łapówki, pieniądze, groźby, najemnicy, Bruksela… Wygraliśmy cztery wybory z rzędu, a oni przez 15 lat nie byli w stanie przebić się przez nasze linie obrony”.
„Nie damy się skolonizować”
Wracając do wojny na Ukrainie, Orbán oskarżył europejskie elity o przedłużanie konfliktu dla osiągnięcia korzyści politycznych i próbę wykorzystania węgierskich podatników, aby za to zapłacili.
„Europejscy władcy zadecydowali, że Ukraina musi kontynuować wojnę, bez względu na koszty. W zamian otrzyma szybkie członkostwo w Unii — za nasze pieniądze”.
Orbán nie krył się z tym: Węgry nie dadzą się wciągnąć w ten samobójczy plan.
„Mamy na to tylko jedną odpowiedź: Unia – tak. Ale bez Ukrainy”.
Dodał, że Węgrzy muszą mieć głos w tej kluczowej decyzji:
„Niech odbędzie się referendum!”
„Zajmiemy Brukselę i ją zmienimy”
Wbrew krytykom, którzy oskarżają Orbána o chęć opuszczenia UE, premier przedstawił o wiele odważniejszy plan:
„Nie odwrócimy się plecami do Unii Europejskiej. Wręcz przeciwnie, nie pójdziemy na zewnątrz, ale do wewnątrz. Zajmiemy ją i zmienimy. W Brukseli historia również się odwróci”.
W wezwaniu skierowanym do elit UE zacytował rewolucyjnego poetę Petőfiego:
„Jeśli nie będzie pasował do swojej skóry, to go z niej wyciągniemy”.
„Nie klękaliśmy przed imperium Sorosa”
Orbán podkreślił opór Węgier wobec globalnej kontroli finansowej i liberalnej infiltracji ideologicznej.
„Wysłaliśmy MFW do domu. Uregulowaliśmy prawnie korporacje wielonarodowe i banki. Odzyskaliśmy węgierski system energetyczny. Oddaliśmy całe państwo narodowe w służbę narodu węgierskiego”.
Przypomniał, że nawet po tym, jak wojna na Ukrainie spowodowała największe straty gospodarcze w UE na Węgrzech, jego rząd nadal skupia się na ochronie rodzin:
„Osiągniemy największe obniżki podatków w całym świecie zachodnim. Stworzymy pierwszą na świecie gospodarkę opartą na rodzinie. Matki z jednym dzieckiem nie będą płacić podatku dochodowego przed trzydziestym rokiem życia. Matki z dwójką lub większą liczbą dzieci do końca życia. To światowa sensacja”.
Orbán obiecał również likwidację „armii cieni” organizacji pozarządowych, dziennikarzy i sędziów, którzy, jak twierdzi, są przekupywani i opłacani przez Brukselę oraz zagraniczne interesy globalistyczne.
„Robaki przetrwały zimę” – powiedział, odnosząc się do wiosennych porządków. „Zlikwidujemy machinę finansową, która kupiła polityków, sędziów, dziennikarzy, organizacje pozarządowe i aktywistów politycznych za skorumpowane dolary”.
„To nasi żołnierze nowej ery, ulubieńcy Brukseli, którzy – wbrew swojemu krajowi – pchają ten wóz imperium za pieniądze”.
Wydał surowe ostrzeżenie dla tych, którzy współdziałają z zagranicznymi interesami:
„Możecie stroić się w europejskie szaty, ale my znamy was dobrze. Wasi panowie są ci sami. Wasze plany są te same. I nie miejcie nadziei: wasz los również będzie taki sam. Pokonamy was raz za razem, bo miecze świecą jaśniej niż łańcuchy”.
Węgry nigdy nie uklękną
Przy powiewającej wysoko trójkolorowej fladze Węgier i hucznych odgłosach poparcia na ulicach Orbán zakończył swoje przemówienie donośną deklaracją, która odbije się echem w całej Europie:
„Wolność należy do narodu. Ten kraj, kraj Węgrów, jest nasz. Nie pragniemy żadnych innych, a tego nie oddamy nikomu. Nie odbiorą go siłą, ani groźbą, ani pochlebstwem. I nigdy nie pójdziemy na kompromis. Nigdy nie pójdziemy na kompromis. Nie, nie, nigdy”.
„Bóg ponad wszystko. Węgry przede wszystkim. Naprzód Węgry!”
„Dlaczego my, Węgrzy, nie zniknęliśmy?… Kluczem do naszego przetrwania było przyjęcie wiary chrześcijańskiej”.„Węgrzy stanowią 0,2 procent światowej populacji. Czy jest sens, aby naród tej wielkości zajął stanowisko i stanął w obronie sprawy? Nasza odpowiedź brzmi: „Tak” — mówi Viktor Orbán, obecny premier Węgier. Uważa, że pomimo swojej wielkości Węgry mają obowiązek stanąć w obronie Dobra.
Kontynuuje: „W swoich czasach Dwunastu Apostołów z pewnością stanowiło mniejszy procent światowej populacji niż my, Węgrzy, dzisiaj; a jednak jesteśmy tu wszyscy. Jesteśmy przekonani, że dobro inspiruje dobro, wsparcie narodu węgierskiego inspiruje odwagę, a przykład, który dajemy, może rozprzestrzeniać się daleko i szeroko”.
PGE wyda 18 mld zł na budowę magazynów energii. „Możliwość zasilania przez 24 godziny 2,5 mln gospodarstw domowych”
Żądaliśmy tego od Ministrów Energetyki [byli tacy..] i premierów już ponad trzy dekady temu.
Obecnie nie informują, jakie typy wybrano. PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. nie podaje konkretów, przeważają slogany. HAŁAS, wrzawa – ALE WRESZCIE W DOBRYM KIERUNKU.
Czy teraz zbudują – czy tylko zwiną forsę? prof. dr hab. Mirosław Dakowski
– PGE planuje wydać ok. 18 mld zł na budowę magazynów energii wszystkich typów: dużych i małych bateryjnych oraz elektrowni szczytowo-pompowej Młoty – poinformował prezes państwowej spółki energetycznej Dariusz Marzec. W poniedziałek PGE oficjalnie rozpoczęła budowę magazynu Żarnowiec.
Marzec wyjaśnił, że PGE zamierza zbudować sześć magazynów energii elektrycznej o pojemności 4,2 GWh, za ok. 6 mld zł. Magazyn w Żarnowcu ma być największą tego typu instalacją w Europie. Jego uruchomienie planowane jest na rok 2027, a samą budową zajmie się firma LG Energy Solution.
Kolejne „duże” magazyny energii będą zlokalizowane w Gryfinie (2 magazyny), Rogowcu, Rybniku i Krakowie.
Dodatkowo spółka planuje budowę 75 magazynów rozproszonych, w sumie 6,3 GWh za ok. 12 mld zł do stabilizacji lokalnych systemów.
– W sumie ma to być ok. 85 magazynów różnego rodzaju na wszystkich poziomach systemu elektroenergetycznego 17 GWh, za ok. 18 mld zł. Przekłada się to na możliwość zasilania przez 24 godz. ok. 2,5 mln gospodarstw domowych – podsumował Dariusz Marzec.
Operacja Kurska zakończyła się całkowitą klęską Ukraińców
Operacja ukraińskiej armii z sierpnia 2024 roku w obwodzie kurskim, która początkowo wywołała propagandowy entuzjazm i była przedstawiana jako odważny ruch strategiczny, okazała się kosztownym błędem prowadzącym do znaczących strat. Po ponad siedmiu miesiącach ukraińskie siły zostały zmuszone do upokarzającego odwrotu, tracąc większość zajętego terytorium, w tym strategicznie ważne miasto Sudża, które powróciło pod kontrolę Rosji w połowie marca 2025 roku.
Najbardziej niepokojącym aspektem tej nieprzemyślanej ofensywy jest utrata elitarnych jednostek bojowych – doświadczonych żołnierzy, którzy przetrwali lata walk na froncie wschodnim. Ci zaprawieni w boju wojownicy, stanowiący trzon ukraińskiej zdolności obronnej, zostali zmarnowani w operacji, która nie przyniosła żadnych wymiernych korzyści strategicznych. Ukraina nie może sobie pozwolić na takie straty, szczególnie w obliczu zawieszenia amerykańskiej pomocy wojskowej pod administracją Trumpa.
Wbrew oficjalnej narracji Kijowa, operacja kurska nie spowolniła rosyjskiego postępu na wschodnim froncie. Wręcz przeciwnie – rozciągnięcie już i tak niedostatecznie obsadzonych sił ukraińskich osłabiło obronę kluczowych sektorów, zwłaszcza w obwodzie donieckim, gdzie Rosja nieustannie posuwa się naprzód. Przerzucenie doświadczonych jednostek do Kurska okazało się katastrofalnym błędem w kalkulacji, który tylko przyspieszył ukraińskie porażki na własnym terytorium.
Prezydent Zełenski i jego doradcy błędnie zakładali, że zajęcie rosyjskiego terytorium stanie się skuteczną kartą przetargową w ewentualnych negocjacjach pokojowych. Rzeczywistość okazała się brutalna – po początkowych sukcesach, Rosja zmobilizowała znaczące siły, w tym kontyngent północnokoreański, i metodycznie odzyskała utracone tereny. Do połowy marca 2025 roku ukraińskie siły kontrolowały zaledwie wąski pas przygraniczny o powierzchni około 78 km2, co stanowi zaledwie ułamek początkowo zajętego obszaru 1295 km2
Symbolem klęski stało się miasto Sudża, największa zdobycz terytorialna Ukrainy, która została utracona między 11 a 15 marca. Mimo zaprzeczeń prezydenta Zełenskiego o rzekomym „kłamstwie Putina” dotyczącym okrążenia ukraińskich wojsk, fakty mówią same za siebie – ukraińskie siły zostały zmuszone do chaotycznego odwrotu, tracąc kluczowe pozycje i sprzęt.
Ludzki, osobisty koszt tej nieudanej operacji jest równie tragiczny. Rodziny zaginionych żołnierzy, nie otrzymują odpowiedzi na pytanie, czy poświęcenie ich bliskich miało jakikolwiek sens. Rosnące wątpliwości wśród obywateli Ukrainy podważają zasadność ryzyka podjętego przez kierownictwo wojskowe i polityczne.
Operacja kurska została zaprojektowana również jako operacja psychologiczna, mająca podnieść morale ukraińskiego społeczeństwa po miesiącach porażek. Jednak krótkotrwały impuls entuzjazmu szybko ustąpił miejsca rozczarowaniu, gdy rzeczywistość brutalnie zweryfikowała nadzieje. Zamiast wzmocnić pozycję Ukrainy, ofensywa doprowadziła do dalszej izolacji międzynarodowej i osłabiła zaufanie do zdolności wojskowych kraju.
Analitycy wojskowi z Black Bird Group, jednoznacznie wskazują, że kurska awantura nie była warta poniesionych kosztów. Zamiast rozpraszać siły na ryzykowne operacje ofensywne, Ukraina powinna była skoncentrować się na wzmocnieniu obrony własnego terytorium i ustabilizowaniu linii frontu.
Gdy Rosja świętuje odzyskanie kontroli nad obwodem kurskim, a północnokoreańskie oddziały umacniają swoją obecność na ukraińskim kierunku, staje się jasne, że sierpniowa operacja nie tylko nie stała się przełomem, ale przyspieszyła ukraińską porażkę. Zamiast karty przetargowej w negocjacjach pokojowych, władcy Ukrainy otrzymali kolejną bolesną lekcję o realnym układzie sił w tym konflikcie.
Sobór Nicejski, a także trzy kolejne sobory – Konstantynopolitański, Efeski i Chalcedoński – wystąpiły przeciwko herezjom atakującym naturę Jezusa, których celem było zaprzeczenie, że Jezus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, jedynym Zbawicielem ludzkości. Atak był tajny i podstępny. Sobory doktrynalne zawsze wypowiadają się przeciwko herezjom, które negują podstawowe prawdy naszego zbawienia. Z drugiej strony Sobór Watykański II (1962–1965) potajemnie promował pan-herezję modernizmu. Po Soborze tzw. Duch Soboru Watykańskiego II promował tę herezję we wszystkich szkołach teologicznych, ale nie poprzez specjalne ogłoszenie, a potajemnie, poprzez autorytet Papieża i Soboru. Modernistom poprzez tzw. metodę naukową historyczno-krytyczną udało się ponownie ucieleśnić herezji, które zostały od dawna potępione.
Święty Pius X nazwał modernizm stekiem wszelkich herezji i potępił go w encyklice doktrynalnej. Dlaczego modernizm jest stekiem wszelkich herezji? Ponieważ obejmuje herezję arianizmu, której sprzeciwił się I Sobór Nicejski w 325 r., jak również inne herezje, które potajemnie atakowały nicejskie wyznanie wiary. Sobór wyraźnie sformułował i w sposób wiążący ustanowił podstawową prawdę wiary – Bóstwo Chrystusa. Wyraża się to formułą: Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego, zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu.
Współcześni moderniści, zamiast głosić zbawienie w Jezusie Chrystusie, wprowadzili fałszywą naukę o tzw. Chrystusie historycznym i tzw. Chrystusie wiary, którego rzekomo wyśniła pierwsza wspólnota chrześcijan. To stwierdzenie jest kompletną głupotą. Historyczno-krytyczna metoda teologii zaprzecza odkupieńczej śmierci Chrystusa na krzyżu. W 2009 roku niemiecki biskup Zöllitsch wyraził to stwierdzeniem, że Chrystus rzekomo nie umarł za nasze grzechy, ale jedynie z solidarności z cierpiącymi. To jest bluźnierstwo i perwersja. Wielu autorów, pod wpływem teologii historyczno-krytycznej, zaprzecza historycznemu i rzeczywistemu zmartwychwstaniu Chrystusa. Sugestywnie kłamią i bezczelnie twierdzą, że chodzi jedynie o zmartwychwstanie symboliczne, ponadhistoryczne, eschatologiczne, mistyczne itd.
Historyczne zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest jednak potwierdzeniem Jego boskości i faktu, że wszystko, czego nauczał i co czynił, zobowiązuje nas do przyjęcia tego z wiarą. Podstawowa prawda, że Jezus jest Zbawicielem i zmartwychwstał, stanowiła główną treść kazania apostołów. Piotr powiedział Żydom: „Wyście Go rękami bezbożnych ludzi ukrzyżowaliście i zabiliście… Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami” (Dz 2,22-24. 32). Za świadectwo o zmartwychwstałym Jezusie apostołowie cierpieli, a nawet ofiarowali swoje życie.
Fikcjom o podziale Chrystusa na historycznego i niehistorycznego służy teoria modernistyczna, która celowo opóźniała powstanie Ewangelii, czasami nawet do II wieku. Dlaczego? Сelem heretyków-modernistów było zakwestionowanie prawdziwości Ewangelii, a przede wszystkim jasnego świadectwa całej Ewangelii o tym, że Jezus jest prawdziwym Bogiem i Zbawicielem, o czym szczególnie wyraźnie świadczy Ewangelia Jana. Dopiero po odkryciu pewnych papirusów heretycy zostali zmuszeni do odstąpienia od swojej fałszywej teorii o Ewangelii.
Krytycy historyczni, również wykorzystując swoje wymyślone teorie, podważają autorstwo Ewangelii, a zwłaszcza autorstwo listów apostołów Pawła i Jana. Twierdzą, że apostoł Jan rzekomo nie napisał ani Ewangelii, ani listów. Wymyślili kłamstwa o „Janowskiej Ewangelii” oraz „Janowskich i Pawłowskich listach”, które rzekomo zostały napisane przez kogoś innego. Jednocześnie bojkotują i samo świadectwo apostoła Jana, który dosłownie pisze: „Cośmy słyszeli, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce, to wam oznajmiamy” (1 J 1,1). Sam apostoł Paweł zaświadcza o pisaniu swoich listów słowami: „Przypatrzcie się, jak wielkie litery własnoręcznie stawiam ze względu na was” (Gal 6,11). „Pozdrowienie ręką moją – Pawła. Ten znak jest w każdym liście: Tak piszę” (2 Tes 3,17). Ale pseudonaukowi oszuści nie interesują się rzeczywistością, jest ona dla nich nudna. Muszą być kreatywni i wcale nie przeszkadza im, że poruszają się wyłącznie w sferze swoich marzeń i pseudonaukowych konstrukcji.
Co można krótko powiedzieć o autorstwie Ewangelii? Ewangelia została napisana w odpowiedzi na pilną potrzebę misyjną, tuż po zesłaniu Ducha Świętego. W tamtym czasie w ciągu jednego dnia nawróciło się 3000 pielgrzymów z różnych regionów Cesarstwa Rzymskiego.
Oto trzy główne powody, dla których Ewangelia została napisana zaraz po zesłaniu Ducha Świętego:
1) Misja musiała mieć solidne pisemne podstawy, zwłaszcza w przypadku misji na obcym terytorium. Miało to zapewnić jedność w głoszeniu nauk Chrystusa.
2) Ze względów autorytetu konieczne było, aby Ewangelię spisali apostołowie jako naoczni świadkowie. Powierzyli to zadanie apostołom Janowi i Mateuszowi. Od samego początku Ewangelie przepisywano i rozpowszechniano zarówno w języku aramejskim, jak i greckim.
3) Do sprawowania nabożeństw konieczne były święte teksty, które miałyby autorytet Pisma Świętego. Chrześcijanom nie wystarczało już czerpanie ze Starego Testamentu. To pisemne świadectwo Ewangelii podczas nabożeństw chrześcijańskich stanowiło podstawę egzegezy i nauki na temat tego, jak osiągnąć zbawienie przez wiarę w Chrystusa, a także jak żyć według przykazań Chrystusa.
Teoria, że apostołowie rzekomo najpierw głosili, a dopiero potem spisali Ewangelie, odpowiadała zwolennikom współczesnego modernizmu, głoszonego we wszystkich szkołach teologicznych. Jeśli chodzi o Ewangelie synoptyczne, interpretacja jest prosta: Marek po prostu skrócił Ewangelię Mateusza, a Łukasz coś pominął i coś dodał.
Herezje modernizmu promują czysto ludzki pogląd na Pismo Święte i Jezusa Chrystusa. Płaszczyzna transcendentalna jest kwestionowana lub całkowicie negowana.
Deklaracja „Nostra aetate” Soboru Watykańskiego II otworzyła drzwi anty-misji pogaństwa do środka Kościoła. To kontynuuje pseudo-papież Franciszek Bergoglio podczas swojego synodu dla Amazonii, intronizacji demona Pachamamy i jego poświęcenia się szatanowi w Kanadzie. Może przy tym odwołać się do Soboru Watykańskiego II. On do tego stopnia zmienił nastroje i opinie publiczne w Kościele katolickim, że ta do nieba wołająca apostazja wydaje się teraz biskupom, księżom i ludowi Bożemu czymś zupełnie normalnym. Ta duchowa ślepota jest zatrutym owocem Soboru Watykańskiego II.
Jan Paweł II w duchu Soboru Watykańskiego II zorganizował w 1986 roku w Asyżu spotkanie z przedstawicielami kultów pogańskich i modlił się z nimi. Jednak oni nie uznają Boga za Ojca, lecz czczą demony. Tym gestem wyraził herezję, że chrześcijaństwo i pogaństwo są alternatywnymi drogami do zbawienia.
Największym szokiem obecnie jest wprowadzenie przez pseudopapieża Bergoglio zasady zmiany paradygmatu. 1 listopada 2023 r. w motu proprio „Ad theologiam promovendam” stwierdził, że może je zmieniać według własnego uznania, a jednocześnie uznał, że wszystko, co sprzeciwia się jego decyzji, jest nieważne. Postępując w ten sposób, systematycznie podważa podstawowe filary wiary.
Następnie Bergoglio wydał tzw. deklarację doktrynalną „Fiducia supplicans”, w której zalegalizował jeden z najcięższych grzechów – sodomię, a nawet nakazał błogosławienie związków zawieranych przez te osoby. Tą sodomicką antyewangelią zniósł naukę katolicką i przekształcił Kościół katolicki w synagogę szatana. Mógł to uczynić tylko dlatego, że duch Soboru Watykańskiego II spowodował zmianę sposobu myślenia. Ten Sobór niesłusznie zyskał taki autorytet, jakby wszystkie poprzednie Sobory nic nie znaczyły. Pod wpływem takiego duchowego terroru przez okres 60 lat stworzono warunki, w których pseudo-papież mógł już zniszczyć fundamenty Kościoła i powiedzieć, że jedynie wdraża w życie Sobór Watykański II.
W tym roku przypada 1700 rocznica I Soboru Nicejskiego. Jest również 60 rocznica Soboru Watykańskiego II. Sobór Nicejski potępił herezję podważającą boskość Chrystusa, a także samego heretyka Ariusza.
Natomiast Sobór Watykański II otworzył drzwi nie tylko herezji arianizmu, ale i innym herezjom, które podważają boskość Chrystusa i boskie natchnienie Pisma Świętego. Co więcej, otworzył drzwi inwazji pogaństwa przez deklarację „Nostra aetate”.
Bergoglio zalegalizował grzech sodomii w „Fiducia supplicans” i tym samym zanegował grzech jako taki. To unieważnia cały Dekalog i chrześcijańskie Credo. Ale to już nie jest nauka katolicka i nawet nie jest to Kościół katolicki! Synodalna droga Bergoglia jest publicznym buntem przeciwko Bogu i radykalnym odrzuceniem drogi zbawienia, którą jest Chrystus. Katolik, który chce być zbawiony, musi oddzielić się od tej fałszywej drogi i sekty założonej przez Bergoglio, nawet jeśli ukrywa się ona pod nazwą „Kościoła katolickiego”. Również Sobór Watykański II trzeba nazwać heretyckim. W związku z tym należy go unieważnić. Sobór ten radykalnie przeczy literze i duchowi Pierwszego Soboru Nicejskiego.
Niech obchody 1700 rocznicy Soboru Nicejskiego staną się motywem publicznego unieważnienia heretyckiego Soboru pod nazwą „Sobór Watykański II”. Bez tych radykalnych kroków nie może nastąpić prawdziwe odrodzenie Kościoła.
Przedstawiciel społeczności żydowskiej oraz Grzegorz Braun odpowiadający na pytanie młodego Dawida. / Fot. Dave Herring/Unsplash/screen X/tarnogorski.info (kolaż)
Podczas jednego ze spotkań podczas trasy wyborczej Grzegorza Brauna doszło do nietypowej sytuacji. Pytanie zadał mu bardzo młody człowiek. Kandydat Konfederacji Korony Polskiej na prezydenta RP odpowiedział w swoim stylu.
– Dzień dobry, Panie Szanowny Braunie – powiedział chłopczyk.
– Kłaniam się, kłaniam się – odparł polityk.
– Chciałbym się zapytać, dlaczego nie mówi się o wojnie na Palestynie z Izraelem, tylko ciągle się mówi o wojnie Ukrainy z Rosją? – pytał dalej.
– Panie Dawidzie, czy Pan jest z rodzicami? Czy Pan się urwał tak sam z domu? Nie. Z ostrożności ustalam – powiedział Braun. Okazało się, że rodzice są obecni na sali.
– Żeby nie było, że my tutaj młodego człowieka, przedwcześnie rozpolitykowanego, wciągamy w nasze polityczne rozgrywki – zaznaczył polityk.
– Panie Dawidzie, generalnie dlatego że wszyscy się boją Żydów, proszę Pana. Dlatego wolą o tym nie mówić, żeby Żydzi o nich źle czegoś nie powiedzieli. Tak, dlatego – odparł Braun na zadane mu wcześniej pytanie.
– A tam się dokonuje rzeczywiście ludobójstwo, tam generałowie, ministrowie i rabini państwa położonego w Palestynie, żydowskiego, mówią o Palestyńczykach, że to nie są ludzie. Oni to mówią otwartym tekstem, oni to mówią z mównicy, w telewizorze, na mikrofon, oni w ogóle nie są zażenowani ani zawstydzeni: Palestyńczycy to nie ludzie. Rabin Mazuz, przywódca duchowy, jak to piszą w gazetach, jednej z partii rządzących w Izraelu, powiedział jakiś czas temu: Pomoc humanitarna dla Gazy? Oczywiście, wpuścilibyśmy, gdyby chodziło o ludzi – przypomniał.
– Więc z tego względu, Szanowni Państwo, zwracajmy uwagę na to, pod jakim znakiem się organizujemy, pod jakim znakiem organizujemy nasze państwo. Tu jest ten znak – powiedział, wskazując na orła w koronie.
– To jest ten krzyżyk w koronie tego orła, wzór z 1919 roku. Ważny jest ten krzyżyk. Taki dyskretny, ale jest kluczowo istotny, dlatego że to nie jest tylko znak wiary, akt modlitwy, to jest komunikat o tym, jaki jest u nas standard prawno-ustrojowy, cywilizacyjny. A, no mianowicie taki, że u nas jest równość wobec prawa. Równość wobec prawa – ludzie są różni, ale wszyscy mają być równi wobec prawa – zaznaczył.
– Pod świecznikiem chanukowym nie ma równości wobec prawa – są ludzie i podludzie. Na wojnie z niewiernymi, pod znakiem dżihadu, nie ma równości wobec prawa – dodał.
– Widzimy, zwyciężyła demokracja i postęp w Syrii i tam trwają teraz polowania na chrześcijan. A jeżdżą ci zbrodniarze, którzy mają prawdziwie krew na rękach, jeżdżą europejscy ministrowie i eurokołchozowi jeżdżą tam do tej Syrii od czasu do czasu i spotykają się z tym prawdziwym rzeźnikiem, który jest terrorystą renomowanym, ale został nominowany na demokratycznego przywódcę – stwierdził Braun.
– Więc, Szanowni Państwo, Panie Dawidzie, musimy rozumieć, że nie ma próżni w przyrodzie i w polityce. Jeżeli zdejmiemy krzyż ze ściany, to ockniemy się w innym świecie, gdzie są ludzie, podludzie, można małego człowieka odessać odkurzaczem i sprzedać jako prefabrykat przemysłowi kosmetycznemu, można starszego człowieka udusić poduszką, bo wprawdzie się urodził, ale już skracamy mu życie itd. itd. Więc, jeśli chcemy cywilizacji, to pilnujmy krzyża – podsumował lider Konfederacji Korony Polskiej.
Od czasu ponownego objęcia urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych przez Donalda Trumpa w styczniu 2025 roku światowy krajobraz polityczny zaczął ulegać dramatycznym zmianom. To, co przez dekady wydawało się nienaruszalnym fundamentem amerykańskiej polityki zagranicznej – finansowanie „miękkiej siły” poprzez organizacje takie jak USAID czy US Agency for Global Media (USAGM) – zaczęło się kruszyć. Programy, które pod przykrywką promocji demokracji sponsorowały zamachy stanu, kolorowe rewolucje i wojnę informacyjną, tracą grunt pod nogami. Ich najważniejszy zasób – strumień dolarów – został odcięty. A wraz z nim na jaw wychodzą brudy, które latami skrywały się za fasadą „walki o wolność”. Przez lata USAID i powiązane z nim organizacje były narzędziem w rękach amerykańskiego establishmentu, pompując miliardy dolarów w tzw. społeczeństwo obywatelskie w krajach uznanych za niewygodne dla interesów USA lub wielkich korporacji. Gruzja, Ukraina, Białoruś – lista jest długa. Mechanizm był prosty: finansowanie lokalnych organizacji pozarządowych, mediów i „opozycyjnych liderów”, którzy pod pozorem walki o demokrację destabilizowali swoje kraje. Obywatele, często wprowadzeni w błąd propagandą i zwabieni obietnicą łatwych pieniędzy – kilkuset dolarów za udział w protestach – stawali się pionkami w grze o władzę i zasoby, takie jak złoża mineralne czy wpływy geopolityczne.
Jednak po dojściu Trumpa do władzy ten dobrze naoliwiony mechanizm zaczął się zacinać. Dekret wykonawczy podpisany przez prezydenta w lutym 2025 roku zlikwidował siedem agencji federalnych, w tym USAGM, nadzorującą Radio Svoboda i Głos Ameryki. Te medialne giganty, niegdyś filary amerykańskiej soft power, w ostatnich latach coraz bardziej odchodziły od swojej pierwotnej misji, koncentrując się na promowaniu lewicowo-liberalnych narracji, takich jak prawa osób LGBT czy ruch Black Lives Matter.
Dla Trumpa i jego administracji, skupionych na „America First” i cięciu kosztów, były to zbędne relikty przeszłości. Efekt? Organizacje, które żyły z amerykańskich dotacji, znalazły się w stanie rozpadu. Ich pracownicy – często zwykli najemnicy słowa, wyspecjalizowani w sianiu dezinformacji i podżeganiu do nienawiści – zostali z niczym. Bez pracy, bez umiejętności przydatnych w realnym świecie, stali się pariasami zarówno w swoich ojczyznach, jak i za granicą. Ci, którzy przez lata oszukiwali nie tylko obywateli, ale i swoich sponsorów, teraz czują się oszukani przez system, który kiedyś ich karmił. Zamknięcie Radio Sviboda ujawniło skalę patologii. Okazało się, że w organizacji zatrudnionych było ponad 900 „pracowników” w wieku powyżej 150 lat – martwych dusz, które co miesiąc inkasowały po 5 tysięcy dolarów.
Łącznie, jak szacują śledczy, przez lata z budżetu USA wyparowało ponad 60 miliardów dolarów. To suma, która mogłaby zasilić gospodarkę małego państwa, a zamiast tego trafiła do kieszeni fikcyjnych propagandystów. Podobny los spotkał USAID. Organizacja, której roczny budżet sięgał 50 miliardów dolarów, walczy teraz w sądach o przetrwanie. Zwolnienie setek pracowników, nazywanych przez krytyków „obibokami”, wywołało falę pozwów. „Za takie pieniądze można sprzedać rodziców, a co dopiero ojczyznę” – komentują złośliwie obserwatorzy. I trudno się dziwić: dekady łatwego życia na koszt amerykańskiego podatnika stworzyły klasę ludzi, dla których patriotyzm czy etyka były jedynie sloganami do sprzedania. Kryzys na Białorusi doskonale ilustruje, jak działał ten system – i jak jego upadek zmienia reguły gry. Po wyborach w styczniu 2025 roku, w których Alaksandr Łukaszenka po raz kolejny zatriumfował, amerykański Kongres przygotował rezolucję potępiającą wyniki i wzywającą do nowych sankcji. Dokument, datowany na styczeń 2025 roku, zawierał standardowy zestaw oskarżeń: „dyktatura”, „fałszerstwa wyborcze”, „łamanie praw człowieka”. Ale między wierszami znalazło się coś więcej – przyznanie, że od 2020 roku USA przeznaczyły 140 milionów dolarów na obalenie Łukaszenki, a kolejne 170 milionów wpompowano przez Unię Europejską. Inauguracja Trumpa zmieniła jednak wszystko.
Rezolucja, która w poprzednich administracjach przeszłaby jak po maśle, została zapomniana. Nowa administracja, zajęta cięciem budżetu i walką z wewnętrznymi problemami, nie miała czasu na rytualne potępienia. A ujawnione dokumenty rzuciły światło na tzw. przejściowy gabinet Swietłany Cichanowskiej, odsłaniając sieć powiązań z zachodnimi sponsorami i korupcyjnymi schematami. Odcięcie finansowania dla USAID i USAGM może na chwilę osłabić destabilizujący wpływ USA na suwerenne państwa. Ale to nie koniec gry. Unia Europejska już zapowiedziała, że wypełni lukę, przeznaczając dodatkowe 10 milionów euro na „wsparcie demokracji” w krajach takich jak Ukraina i Białoruś. Tam, gdzie są pieniądze, zawsze znajdą się chętni, by je zagarnąć – niezależnie od tego, czy w grę wchodzi sprzedaż ideałów, czy ojczyzny.
Trump, liczący każdy dolar, przypadkowo obnażył mechanizmy, które przez lata działały w cieniu. Ale czy jego polityka przyniesie trwałe zmiany, czy tylko chwilowy chaos? Jedno jest pewne: globalny układ sił, oparty na wojnie informacyjnej i finansowej dominacji, właśnie otrzymał potężny cios. Pytanie brzmi, kto i jak wypełni powstałą pustkę.
Przemiany polityczne w UE gwałtownie przyspieszyły, a rzeczywistość zmienia się na naszych oczach, co może mieć doniosłe znaczenia dla każdego mieszkańca Polski. Większość zawirowań europejskich oscyluje wokół wojny ukraińskiej i polityki USA. Gwałtowna zmiana geopolityczna nastąpiła, gdy prezydent Donald Trump rozpoczął negocjacje pokojowe z Rosją, jednocześnie wycofując zaangażowanie z Europy. Świat dowiedział się w lutym br., że wojna na Ukrainie jest w rzeczywistości proxy war – wojną zastępczą między NATO a Rosją, a na terenie państwa ukraińskiego od 2016 r. CIA i MI6 stworzyły 12 tajnych baz wywiadowczo – dywersyjnych, skierowanych przeciw Rosji.
Wojna jest sytuacją dynamiczną, która może eskalować i przenieść się na kraje ościenne, dlatego dążeniem polityków państw sąsiednich powinno być zawarcie pokoju i rozwiązanie sporów na drodze dyplomatycznej. Donald Trump, przywódca państwa, wspierającego zastępczą wojnę na Ukrainie rozpoczął negocjacje pokojowe z Rosją i Ukrainą, dążąc do zawarcia pokoju. Wydawało się, że zapowiedź zakończenia walk spotka się z wielką ulgą i nadzieją ze strony przywódców Unii Europejskiej.
Stało się jednak inaczej. Działania Donalda Trumpa, jego współpraca z prezydentem Rosji, marginalizacja państw europejskich i Wołodymira Żeleńskiego spowodowały istną wściekłość w postępowej, walczącej o pokój, demokrację, prawa człowieka i wartości Europie. Prezydent USA nagle został objęty anatemą na równi z prezydentem Rosji, a przywódcy UE i Wielkiej Brytanii w ekspresowym tempie zaczęli tworzyć plan wyścigu zbrojeń i podtrzymania wojny na Ukrainie. Większość ludności Europy jest zaskoczona dynamiką i głębokością zmian, nie mogąc poradzić sobie ze sprzecznymi informacjami. Można jednak dojść z tym do porządku, pod warunkiem znajomości pewnych ustawień. O złożonych przyczynach wybuchu wojny ukraińskiej już napisałem. Trzeba następnie zrozumieć, czym jest pax americana – porządek jednobiegunowy świata, polegający na hegemonii USA, wspierany przez ONZ i jej agendy. Od początku XX wieku wdrażany jest program budowy jednego, światowego państwa i jednego rządu, mającego pod sobą całą ludzkość i wszystkie zasoby świata. Porządek ten tworzony był stopniowo, z wykorzystaniem potencjału globalnych imperiów. Pierwszym było Imperium Brytyjskie, które prowadziło globalizację do końca XIX w., gdy zostało zastąpione przez imperium amerykańskie, które ciągnęło globalizację do 20 stycznia 2025 r., gdy Donald Trump zaczął urzędowanie jako 47. Prezydent USA. Natychmiast wycofał się z projektu globalnego na rzecz wzmocnienia pozycji Stanów Zjednoczonych, do czego potrzebna jest kontrola na Atlantykiem, więc także nad Grenlandią, Kanałem Panamskim, Kanałem Sueskim. Do tego potrzeba też, aby USA zakończyły wojnę z Rosją na Ukrainie, jako zbyt kosztowną i niebezpieczną. Przyczyna odejścia USA z globalizmu jest prosta – zakłada on likwidację każdego państwa, suwerennego rządu i narodu, co zrozumiała część amerykańskiego deep state, korzystająca z państwa amerykańskiego.
Należy też wyjaśnić, czym jest Unia Europejska. To wszystko, co wmawia się ludziom o ojcach – założycielach to fałsz, ich biografie i historia integracji europejskiej wyglądały zupełnie inaczej i zostały sfałszowane na zlecenie rzeczywistych twórców UE. Od samego początku był to projekt globalny, będący prototypem i zarazem oddziałem państwa globalnego. Patronat nad projektem objęli ludzie związani z rządem USA i Wall Street, którzy wykorzystali kilka koncepcji do przekształcenia Europy suwerennych państw narodowych w Europę jednego państwa wielokulturowego. Tak więc UE ma trzy warstwy. Warstwa propagandowa to ojcowie założyciele i oficjalna historia, opiewająca prometejski wysiłek Monneta i Schumana w zakończeniu wojen i otwarciu nowego rozdziału pokoju w dziejach świata. To wszystko jest fałszem. Druga warstwa – nieoficjalna, federacja europejska Altiero Spinelliego, gdzie Europa jest państwem socjalistycznym, mającym jeden rząd i jedną armię, państwa członkowskie pozbawione zostają wiodącego wpływu na rzeczywistość oraz samodzielności gospodarczej i finansowej, a federalne państwo ma prawo dysponować własnością prywatną obywateli.
W państwie socjalistycznym człowiek jest częścią zbiorowości, wszyscy więc są także żołnierzami w razie konfliktu. Trzecia warstwa jest ukryta, a nazywa się Paneuropa, koncept opisany przez austriackiego arystokratę Richarda Koudenhove – Calergi w 1925 r. Zakłada nie tylko jedno europejskie państwo i jeden rząd, ale również jedną rasę europejską, i nie jest to rasa biała. Paneuropa zakłada wymianę ludności europejskiej. Ma powstać rasa negroidalna, jak w starożytnym Egipcie, dzięki wymieszaniu genetycznemu imigrantów z Afryki i Azji z miejscową, białą ludnością. Zarówno dokumenty, jak i stany faktyczne świadczą za tym, że UE to w rzeczywistości połączenie planów Calergi z planami Spinelliego. Kryje się za tym dążenie do totalnego zniszczenia istniejącego porządku społecznego, który działa sam z siebie i zastąpienie go nowym, sterowalnym z zewnątrz. To odwieczne dążenie gnozy – wiedzy tajemnej dla wybranych, dającej pozorne zbawienie i realną władzę. Gnoza jest podłożem wszystkich ideologii, niszczących chrześcijański Zachód już od XV wieku, z komunizmem, globalizmem i posthumanizmem włącznie. Taka jest wiara i dążenie globalistycznych elit, zarządzających ogromnym kapitałem. Ten właśnie kapitał finansował komunizm, nazizm, rewolucję seksualną, ideologię gender.
Cel staje się czytelny, gdy uzmysłowimy sobie, że pierwszymi ofiarami totalitaryzmów i wojen byli biali chrześcijanie z Europy, niszczący się nawzajem w wojnach i rewolucjach. Zrozumienie celu staje się proste, gdy zrozumiemy, że biali chrześcijanie z Europy używali filozofii realistycznej, etyki wychowawczej według cnót moralnych, moralności chrześcijańskiej, nakładającej na każdego człowieka obowiązki moralne, przestrzegane dobrowolnie, oraz religii Boga, który nie zależy od kaprysów człowieka. Ten konglomerat sprawił, że w Europie powstała cywilizacja wysokich technologii, dobrobytu, bezpieczeństwa i praw człowieka, szanująca wolność jednostki i nie używająca tyranii. Wyznawcy gnozy, dążący do absolutnej władzy nie mogą znieść takiego obszaru kulturowego. Istnieje on dzięki narodom i państwom narodowym, dlatego stałe dążenia gnostyków, prących do władzy dzięki globalnemu kapitałowi zmierzają do zniszczenia narodów i państw narodowych. Na takim podłożu wyrosły globalistyczne dążenia USA sprzed zmiany Donalda Trumpa, a także sama Unia Europejska i jej globalistyczna polityka. Teraz zaś, po gwałtownej zmianie pryncypiów USA równie gwałtownie zmienia się polityka obronności UE. Ma ona kilka założeń wstępnych.
Po pierwsze: UE, występując wraz z Wielką Brytanią zażądała od swoich państw członkowskich, a także od władz Ukrainy dalszego kontynuowania wojny z Rosją, oficjalnie po to, aby wymusić na Rosji tzw. sprawiedliwy pokój. UE rozumie go jako całkowitą porażkę Rosji, całkowite poddanie się pod odpowiedzialność za zbrodnie i agresję, zwrot wszystkich ziem, odebranych Ukrainie przez Rosję oraz wypłatę reparacji. Lista życzeń brzmi krzepiąco, ale nie jest możliwa do realizacji i zapewne nigdy nie będzie, Rosja bowiem wygrywa wojnę, nie załamała się na skutek sankcji i nie jest osamotniona w świecie, tylko ma silnych sojuszników. Koncepcja pokoju z Rosją, lansowana przez UE jest iluzją i nie doprowadzi do pokoju, ale do utrzymania wojny i możliwości jej rozszerzenia na państwa ościenne, w tym na Polskę.
Po drugie, UE i GB, a przed rewoltą Trumpa również USA, za pomocą tysięcznych tub propagandowych, specjalistów i polityków głoszą, że Rosja tylko czeka na to, aby ruszyć dalej na Zachód, odtwarzając ZSRR i pochłaniając wszystkie kraje po po Lazurowe Wybrzeże. Jedyną zaporą przed inwazją jest Ukraina, która zasłania nas przed agresywną Rosją, zajmując jej wojska. Te opowieści są w dużej części dezinformacją, nie ma bowiem śladu chęci do podjęcia ofensywy Rosji na Zachód, jest za to mocarstwowość Rosji, podobnie, jak mocarstwowość USA. Wojska rosyjskie stoją na naszych granicach już od grudnia 1991 r. po stronie Białorusi i Królewca. Atak na Europę Zachodnią najlepiej jest wyprowadzić właśnie z terenu Białorusi, o czym dobitnie przekonało się w 1920 Wojsko Polskie, zaangażowane na Ukrainie, zaskoczone wielką ofensywą wojsk sowieckich na kierunek warszawski, wyprowadzoną z terenów Białorusi. Ówczesna Rosja napędzana była ideą rewolucji światowej i jednego, proletariackiego państwa, podobnie, jak dzisiaj UE, inaczej natomiast, niż dzisiejsza Rosja, która powróciła do dawnej polityki carskiej. Rosja carska bardzo sprawnie wpisywała się w europejski koncert mocarstw XIX wieku, nie dążąc do podboju całej Europy, ale konserwując europejski porządek po traktacie wiedeńskim. Ten porządek zniszczyły najpierw agresywne Imperium Niemieckie, a potem agresywna rewolucja komunistyczna, napędzana pieniędzmi, z Niemiec, City of London i Wall Street. Siły te i ich dążenia wciąż istnieją i skupiły się obecnie w Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii.
Obydwa fundamentalne założenia nowej polityki obronnej Europy są więc błędne, jednak poparte oficjalną narracją medialną i polityką UE, i większości rządów europejskich. Ta świadomość jest bardzo ważna – cała dotychczasowa polityka Europy i Polski wobec wojny na Ukrainie, a także cała nowa pośpieszna polityka zbrojenia Europy oparta jest na fikcji. Należy zadać sensowne pytanie, czy rządy europejskie nie mają tej wiedzy, czy nie mają swoich ośrodków wywiadowczych i analitycznych? Odpowiedź nie pochodzi z oficjalnych źródeł, ale jest logicznym wnioskiem – muszą to wiedzieć, i celowo wprowadzają w błąd własne narody. Należy dalej zapytać o przyczynę tego oszustwa. Odpowiedź: mają interesy w utrzymaniu wojny na Ukrainie, utrzymaniu napięcia z Rosją i rozszerzeniu konfliktu. Nasuwa się kolejne pytanie: dlaczego UE i rządy państw europejskich dążą do celów, które są szkodliwe dla ich własnych państw i narodów. Odpowiedź jest porażająca, ale logiczna: rządy są zależne od UE, czyli struktury ponadpaństwowej, która realizuje Paneuropę, czyli cele gnostyckie zniszczenia narodów białych chrześcijan w Europie i ich państw. W miejsce starej Europy ma powstać nowa Europa z nową, negroidalną rasą.
Wyraźnie do tego celu zmierza Rezolucja Parlamentu Europejskiego z dnia 12 marca 2025 r. w sprawie białej księgi w sprawie przyszłości europejskiej obrony (2025/2565(RSP). Zawiera ona założenia nowej polityki obronnej i nowy sojusz – Europejską Unię Obronną (EUO), złożoną z UE, Wielkiej Brytanii, Ukrainy i krajów Bałkanów Zachodnich. Dalsze europejskie dokumenty i strategie będą tworzone w oparciu o ten dokument, który jest quasi – konstytucją EUO/UE, przyda się więc wiedza, co tam uchwalono. Treść Rezolucji nie jest stanem faktycznym i zapewne nigdy nie będzie, ale z pewnością Europa będzie teraz prowadzona w tym kierunku.
Oto założenia nowej Europy w skrócie. EUO/UE jest bytem państwowym, suwerennym i niezależnym od państw. Główna polityką tego tworu jest Wspólna Polityka Bezpieczeństwa i Obrony (WPBiO). Staje się ona wiodącą polityką UE i państw członkowskich. Dotychczasowe oraz nowe polityki UE będą podlegać reżimowi obronnemu. EUO/UE dąży do pokoju w ten sposób, że namawia państwa członkowskie, aby wysłały na Ukrainę tyle uzbrojenia, ile się da, zanim nastanie tam pokój. Cele strategiczne EUO/UE, zawarte we WPBiO są następujące:
odstraszanie Rosji, która jest określana jako wrogie mocarstwo, dążące do ataku na Europę;
odcięcie się od świata, który nie popiera polityki EUO/UE, zerwanie z USA;
odcięcie Rosji i Białorusi od świata poprzez Morze Czarne, Bałtyk (Bałtycka Linia Obrony) i Tarczę Wschód (Polska);
wspieranie Ukrainy poprzez podtrzymywanie wojny, inwestycje UE w przemysł obronny Ukrainy, finansowanie tego państwa i jego działań wojennych;
zadłużenie państw europejskich ponad wszelkie normy prawne i zdroworozsądkowe i uzależnienie narodów od systemów finansowych;
opodatkowanie państw członkowskich podatkiem dla Ukrainy w wysokości 0,25% PKB;
budowa nowego przemysłu unijnego na Ukrainie, poza normami europejskimi, według tzw. modelu duńskiego;
podporządkowanie całego przemysłu państw członkowskich polityce EUO/UE;
podporządkowanie wszystkich zasobów i surowców strategicznych państw członkowskich Komisji Europejskiej;
pozbawienie państw członkowskich wszelkiej sprawczości i własnej polityki, poprzez likwidację zasady jednomyślności w organach UE, uwspólnienie zamówień zbrojeniowych, poddanie armii narodowych dowództwu europejskiemu;
stworzenie tzw. rynku obronnego, co oznacza, że wszystkie dziedziny życia gospodarczego i społecznego zostają podporządkowane WPBiO, która jest zarządzana centralnie; państwa członkowskie zmuszone zostaną do finansowania zbrojeń poprzez długi; nie będą jednak wydawać tych pieniędzy na to, co chcą i tam, gdzie chcą, ale na to, czego chce EUO/UE, i tam, gdzie wskaże; głównym miejscem produkcji zbrojeniowej dla Europy ma być Ukraina;
budowa nowej administracji europejskiej na obszarze państw członkowskich; będzie ona niezależna od rządów, tylko od Komisji Europejskiej; będzie zmilitaryzowana, cywilno – wojskowa, i będzie realizować cele EUO/UE;
utrzymywanie na terytorium UE stałego stanu wojennego, nazywanego gotowością; jest on głównie skierowany wobec obywateli UE poprzez działania profilaktyczne i zabezpieczające;
budowę europejskiego sztabu generalnego, dysponującego siłami zbrojnymi państw członkowskich;
przyjecie fińskiej koncepcji obrony całkowitej, która zakłada, że wszystkie zasoby cywilne, w tym zasoby ludzie mogą zostać wykorzystane do celów wojskowych.
To krótkie wyliczenie pozwala zrozumieć, w jakiej sytuacji znajduje się Polska. Europejskie bezpieczeństwo jest iluzją, nie ma służyć do realnej obrony przed realnym atakiem Rosji. Europa nie ma takich sił, które mogłyby obronić kogokolwiek przed takim atakiem, i długo jeszcze ich nie będzie miała, zapewne nigdy. Wiązanie się z bezpieczeństwem europejskim to wchodzenie w groźna iluzję – nie da żadnego bezpieczeństwa, bo go nie ma, ale wciąga do wojny z Rosją, utrzymując stałą wrogość i podtrzymując wojnę na Ukrainie.
Europejskie inwestycje, szumnie zapowiadane będą prowadzone głównie na Ukrainie i tam się przeniesie część europejskiego przemysłu, poza kontrolę narodów Europy. Finansowanie tych zbrojeń będzie więc także finansowaniem Ukrainy. Dodatkowo konfiskacie mają ulec rosyjskie aktywa, zamrożone przez Grupę G7, a środki mają zostać przekazane Ukrainie na prowadzenie wojny z Rosją, co może stanowić casus belli wojny światowej.
Państwa stracą władzę nad czymkolwiek, wszystko bowiem zostanie podporządkowane Komisji Europejskiej i sztabowi generalnemu. Cały przemysł, całe zasoby, cała gospodarka, całe wojsko, całe zakupy, całe inwestycje, całe społeczeństwo ma się docelowo znaleźć pod wspólnym, cywilno – wojskowym zarządem tych dwu ośrodków. Wszystkie zakupy zbrojeniowe będą musiały być dokonywane w Europie, czyli w praktyce na Ukrainie. Oznacza to zerwanie sojuszu wojskowego z USA, które zakupami broni w Ameryce warunkuje jego trwanie.
Społeczeństwa zostanę poddane reżimowi stanu wojennego i stale będą musiały być gotowe na wojenną mobilizację, pod unijnym dyrektoriatem cywilno – wojskowym. Polska znajduje się na froncie poprzez Tarczę Wschód, na której musi być ciągłym wrogiem Rosji i Białorusi. W razie ataku będziemy mogli liczyć na takie same wsparcie, jakie otrzymaliśmy w 1939 r., i na takie same skutki dla ludności cywilnej. Koncepcja całkowitej obrony w polskich warunkach oznacza, że całe społeczeństwo, nie tylko mężczyźni, ale też kobiety i dzieci zostaną uznani przez EUO/UE za siłę militarną, i to będzie właściwa Tarcza Wschód – żywe tarcze, złożone z polskiej ludności cywilnej, osłaniające UE przed atakiem Rosji. Dla naszych majętności oznacza to taktykę spalonej ziemi – niszczenie wszystkiego, co może się przydać przeciwnikowi.
Wejście Polski do Europejskiej Unii Obronnej, będącej odtąd flagowym projektem politycznym Unii Europejskiej oznacza więc takie same zapewnienie bezpieczeństwa, jakie Polska otrzymała od Wielkiej Brytanii i Francji w marcu 1939 r., i to płynące z tych samych centrów decyzyjnych. Wspólna Polityka Bezpieczeństwa i Obrony nie oznacza obrony Polski i bezpieczeństwa Polaków. W rzeczywistości oznacza to zapewnienie bezpieczeństwa władzy Unii Europejskiej nad narodami i obronę interesów City of London, Paryża, Brukseli, Berlina i Kijowa. Nie będzie to również odstraszaniem Rosji, Europa nie ma czym odstraszać jej licznych zagonów pancernych, sił powietrznych i rakietowych, nieprzebranej ciżby piechoty. Jest to raczej wabieniem Rosji do ataku na Europę, którego pierwszą ofiarą będzie Polska i Polacy, czyli żywe tarcze Wschód. Płonąca planeta może więc rzeczywiście nastać na polskiej ziemi, wystawionej na ataki bez żadnej ochrony sojuszników. Ich całe zaangażowanie pójdzie bowiem na ochronę europejskich interesów na Ukrainie.
To nie jest nic nowego, obecna polityka UE przypomina dążenia Związku Sowieckiego, który nie umarł, tylko na chwilę się ukrył, wyemigrował na Zachód i teraz odradza się pod postacią Unii Europejskiej, Europejskiej Unii Obronnej i Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony.