Analiza polityki zagranicznej USA wskazuje, że prezydent Donald Trump wywrócił niemal geopolityczny stolik Ameryki. Od początku drugiej dekady tego wieku najważniejszym celem USA stała się rywalizacja z Chinami w strefie Pacyfiku oraz we Wschodniej Azji, czyli tzw. Pacific Pivot. [pivot to taki nagły zwrot w miejscu, z żargonu koszykówki zdaje się. md]
Następnymi były już standardowe kierunki: Bliski Wschód i interesy Izrael oraz utrzymanie tradycyjnych więzów z Unią Europejską. Do tego dochodziły specjalne relacje z Wielką Brytanią i Japonią nazywane niezatapialnymi lotniskowcami USA oraz budowanie, a właściwie próba budowy takowych z Indiami. Donald Trump wyraźnie zmienił hierarchię geopolitycznych celów Stanów Zjednoczonych.
Ameryka Północna
Hasło Trumpa America first jest jednoznacznie rozumiane jako kierowanie się w pierwszej kolejności tylko interesami USA w polityce zagranicznej.
Pod rządami nowej administracji należy je także rozumieć jako priorytet w polityce zagranicznej dla spraw Ameryki Północnej. Zamiarem Trumpa jest wchłonięcie Kanady i Grenlandii. Jeśli uda mu się zrealizować plany, to Stany Zjednoczone Ameryki zamienią się w Stany Zjednoczone Ameryki Północnej i ta nazwa będzie odpowiadała rzeczywistości.
Należy koniecznie w tym szczególnym przypadku zadać pytanie, dlaczego prezydent Trump chce przejąć i włączyć oba wymienione kraje do swojego państwa?
Przede wszystkim jest to kwestia bezpieczeństwa. Do tej pory USA były teoretycznie dość bezpieczne. Z wyjątkiem ataku 11 września 2001 r., kiedy islamscy terroryści [?? spał Autor? To deep state byłplanistą, jednoznaczniewykazano. md] porwali cywilne samoloty i zamienili je w pociski, terytorium amerykańskiego państwa było poza wszelkimi konfliktami zbrojnymi. Używając geopolitycznej nomenklatury, nazywa się je sanktuarium, czymś niedostępnym. Jednakże gwałtowny rozwój broni powietrznych, w tym przede wszystkim dronów, zmienia sytuację. Najnowsze drony wojskowe mają zasięg do 2 tys. km. Dynamiczny rozwój tej broni z miesiąca na miesiąc zwiększa jej donośność i skuteczność. Obecnie należy się liczyć z tym, że praktyczną możliwością wysłania kilkuset dronów naraz może mieć nawet kraj nienależący nawet do najbogatszych.
Ten dynamiczny rozwój spowoduje, że w przyszłości i to wcale nie takiej odległej, takimi możliwościami będą dysponowały duże międzynarodowe podmioty niepaństwowe. Przy takiej ilości uderzeniowej żaden system obrony, żadna „żelazna kopuła” nie wychwyci wszystkich tych pocisków. Dlatego lepiej mieć przesunięte granice „do przodu”, żeby zwiększyć strategiczną głębię i odpowiednio wcześniej z pozycji wysuniętych, gdzieś daleko od obecnych granic USA, zareagować na niebezpieczeństwo.
Bezpieczeństwo nie jest jedynym powodem. Zmienia się klimat [?? skąd on to ma? od „klimatystów”?? md] , a topniejące lody zwiększają dostępność szlaków komunikacyjnych przy Grenlandii oraz Północnej Kanadzie, a także przy Arktyce. Rozciągnięcie swojej państwowości na te dwa pierwsze terytoria wzmocniłoby amerykański monitoring dotyczący używania tych szlaków, ale też północnej części Europy i Północnej Rosji. Grenlandia jest ponadto jednym z ważniejszych źródeł pozyskiwania metali ziem rzadkich. Złoża na tej wyspie nie są oceniane jako wielkie, ale i tak Grenlandia zajmuje ósmą pozycję na świecie z zasobami szacowanymi na 1,5 mln ton, podczas gdy wielkość złóż USA jest szacowana 1,8 mln zł. Główny konkurent, czyli Chiny, mają zasoby oceniane na 44 mln ton, co stanowi ponad 36 proc. globalnej ilości szacowanej na ok. 120 mln ton. Druga jest Brazylia z 21 mln ton, a trzecia Rosja mająca 10 mln ton. Czwarte miejsce na liście szacunków zajmują Indie – 6,9 mln ton. Jak widać, ta ogromna przewaga Chin w posiadaniu zasobów, a daleko większa w ich wydobyciu – ok. 90 proc. w skali globu – powoduje, że Grenlandia, największa wyspa świata z ludnością liczącą zaledwie 60 tys. osób stała się niesłychanie ważna, tym bardziej że topnienie lodów umożliwia w większym stopniu eksploatację złóż, nie tylko metali ziem rzadkich.
Warto dodać, że wspomniana lista jest szacunkowa i jest jedną z wielu. W innej podkreśla się, że obecnie np. afrykańskie zasoby stanowią 30 proc. wielkości globalnej. Duże złoża są w Birmie i w Wietnamie, a wielkie odkryto w Norwegii i Szwecji. Metale ziem rzadkich (ang. rare earth metals) są surowcami strategicznymi, niezbędnymi w wielu dziedzinach gospodarki, przede wszystkim w najnowocześniejszych gałęziach przemysłu. W sytuacji niemal monopolu Chin na wydobycie, dla USA każde złoża są na przysłowiową wagę złota.
Pacyfik i Azja Wschodnia
USA uważają Chiny za swojego największego i najbardziej groźnego przeciwnika w historii. Politykiem, który najgłośniej o tym mówił, był i jest Donald Trump. Jednakże jego polityka względem Chin jest pełna sprzeczności. Prezydent Barack Obama w 2015 r. doprowadził do podpisania Partnerstwa Trans-pacyficznego, czyli umowy gospodarczej 12 państw regionu Pacyfiku opartej na bezcłowej wymianie. Umowa ta faktycznie była skierowana przeciw Chinom i miała stanowić zaporę przeciw chińskiej dominacji gospodarczej w regionie.
Trump, kiedy w 2017 r. został prezydentem, od razu wycofał USA z porozumienia. Skutkiem tego na opuszczone przez Amerykę pozycję weszły Chiny i utworzyły organizację Regionalne Kompleksowe Partnerstwo Gospodarcze, czyli porozumienie o wolnym handlu grupujące sojuszników USA (Australię, Japonię, Koreę Płd. N. Zelandię) oraz 10 państw południowo-wschodniej Azji, czyli ASEAN. Dziś ASEAN jest największym handlowym partnerem Chin, większym niż UE i większym niż USA.
Obecnie Trump, prowadząc politykę nakładania ceł, zbliża do siebie Chiny, Japonię i Koreę Płd. Po spotkaniu ministrów handlu tych państw, pierwszym od 6 lat, zapowiedziano, że Japonia i Korea Południowa zamierzają importować surowce do produkcji półprzewodników z Chin, a Chiny będą importowały chipy z Japonii i Korei Południowej. To mocne uderzenie w USA, które prowadzą bezwzględną politykę odcięcia Chin od światowego rynku półprzewodników. Odwrotnością relacji gospodarczy są stosunki polityczne pomiędzy USA a Japonią. Podczas wizyty Shigeru Ishiby, premiera Japonii, Trump zadeklarował pełne potwierdzenie amerykańskich zobowiązań dotyczących bezpieczeństwa Japonii i dalszą współpracę wojskową. Jednocześnie odniesiono się negatywnie do polityki Chin w regionie, szczególnie w kwestii zmian na Morzu Wschodnio-chińskim i Południowo-chińskim. W tym czasie amerykański Departament Stanu usunął ze swojej internetowej strony passus „nie wspieramy niepodległości Tajwanu”, co oznacza kierunek wzmocnienia obrony wyspy.
Taka kakofonia między działaniami politycznymi a gospodarczymi świadczy o tym, że Trump nie zdecydował jeszcze, jaką politykę chce prowadzić w regionie, w tym w stosunku do Chin. Wydaje się, że najpierw chce doprowadzić do zakończenia wojny na Ukrainie, żeby mieć tylko jeden front.
Bliski Wschód
Przez wiele lat, szczególnie w drugiej połowie XX wieku, Bliski Wschód uważany był za drugi front geopolityczny, zaraz po zimnowojennej konfrontacji z Sowietami. Z biegiem lat znaczenie tego regionu dla USA wyraźnie zmalało. Przyczynił się do tego najpierw upadek Związku Sowieckiego, nieformalnego sojusznika krajów arabskich, upadek promoskiewskich dyktatorów: Kadafiego w Libii, Saddama Husajna w Iraku, al-Asada w Syrii, oraz zniszczenie Hamasu i znaczne osłabienie Hezbollahu. Drugim bardzo istotnym czynnikiem było odkrycie ogromnych złóż ropy naftowej i gazu w USA, co uczyniło ten kraj największym producentem tych surowców energetycznych na świecie.
USA z importera stały się eksporterem. Skutkiem tych zmian było malejące znaczenie Bliskiego Wschodu w polityce Waszyngtonu. Jeśli Stany Zjednoczone nadal wskazują jeszcze wysokie zainteresowanie tym regionem, to z powodu obaw o bezpieczeństwo Izraela w kontekście istnienia już osłabionej Islamskiej Republiki w Iranie, ale ciągle pracującej nad uzyskaniem broni jądrowej. Izrael chciałby zaatakować ośrodki, gdzie trwają prace nad tą bronią, ale skuteczność takiego ataku wydaje się wątpliwa, ponieważ one są ukryte pod ziemią. Z tego powodu nawet najbardziej proizraelski prezydent USA, za jakiego uważany jest Donald Trump, woli wywierać polityczny nacisk na Teheran zamiast akcji militarnej. Dla USA złamanie woli Iranu ma zasadniczą korzyść, ponieważ ten kraj należy do kręgu nieformalnych sojuszników Chin.
Unia Europejska
Trump z dużą swobodą rozgrywa Unię Europejską. O ile poprzedni prezydenci uważali UE za partnera-juniora, ale mającego mocną pozycję ze względu na wielki potencjał gospodarczy z dochodem per capita równym amerykańskiemu i z rozbudowanymi armiami w celu odparcia ewentualnej agresji sowieckiej – to obecna UE ma PKB per capita na poziomie połowy amerykańskiego i szczątkowe armie. Efekt jest widoczny: lekceważenie Unii i bezwzględne odsunięcie jej od negocjacji w sprawie zakończenia na Ukrainie. Upokorzenie, jakiego Unia nie zaznała w całej swojej historii. Do tego należy dodać żądanie, żeby Europa przeznaczała 5 proc. PKB na zbrojenia i wzięła wojskową odpowiedzialność za defensywę kontynentu.
Ukraina
Dla USA Ukraina nie jest ważnym problemem z punktu widzenia geopolitycznych celów. To natomiast karta, którą Trump chce zgrać. On nie ma zamiaru ani angażować się politycznie w tym regionie, ani zapewnić tam bezpieczeństwa. Uważa, że z Ukrainy należy wyciągnąć pieniądze, które USA zainwestowały w pomoc militarną i finansową dla tego kraju. Środkiem odzyskania pieniędzy ma być umowa o korzystaniu z ukraińskich aktywów.
Umowa w obecnej wersji obejmuje wydobycie metali ziem rzadkich, ropy naftowej i gazu, korzystanie z infrastruktury gospodarczej, rurociągów, gazociągów, systemów transportowych i portów. To oznacza, że niemal cała gospodarka byłaby zarządzana przez fundusz odbudowy kierowany przez zarząd składający się z 3 Amerykanów i 2 Ukraińców. Fundusz miałby być zarejestrowany w USA i podlegający prawu amerykańskiemu, a sądem właściwym do rozstrzygania spraw byłby stanowy sąd w Nowym Jorku. Zyski tego funduszu przekazywane byłyby na spłacenie subsydiów i kredytów przekazanych przez rząd Joe Bidena Ukrainie z dodaniem 4 proc. odsetek. Dopiero wtedy po spłaceniu „zobowiązań” można byłoby zyski przekazać na odbudowę Ukrainy. Ponieważ Fundusz miałby mieć prawo pierwszeństwa w wydobyciu surowców, to w ten sposób firmy unijne zostałyby odsunięte od tego biznesu.
Ta umowa to nawet nie jest neokolonializm, ale zwykły XIX-wieczny kolonializm oddający gospodarkę jednego państwa w zarząd drugiemu państwu. Umowa to element planu, jaki dyskutują Trump i Putin, ale jak na razie, obaj się jeszcze nie porozumieli. W geopolitycznej wizji obecnej administracji USA dogadanie się z Rosją jest kluczowe dla strategii konfrontacji z Chinami, dlatego zakończenie wojny na Ukrainie może być tylko uzgodnione między nimi na zasadzie pokój za ziemie, oczywiście ziemie ukraińskie, ale Ukraina mówi: nie. Ponieważ Kijów nie może liczyć na gwarancje bezpieczeństwa od nikogo, należy się spodziewać, że asekuracji poszuka w odbudowie militarnego potencjału jądrowego.
Polska
Bezpieczeństwo Polski jest zagrożone. Osłabianie Ukrainy przez USA jest niekorzystne dla nas. Ukraina jako jedyna w Europie ma armię umiejącą powstrzymywać rosyjską. Odsunięcie Europy od decyzji w jej sprawach jest również niekorzystne dla nas, niezależnie od tego, jak oceniamy UE. W dodatku militarna siła armii europejskich jest tak słaba, że Europejczycy nie są w stanie wysłać odpowiednich sił na ewentualną linię rozejmową na Ukrainę.
W sytuacji, kiedy Amerykanie prowadzą zakulisowe rozmowy z Rosjanami, o niczym nas nie informując, zmusza nas do szybkiej dywersyfikacji relacji ze światem zewnętrznym. Ostatnio kierunkiem dotyczącym wzmocnienia naszego bezpieczeństwa mają być specjalne relacje z Francją. Kraj nad Sekwaną nie zapewni nam takiego poziomu ochrony, jaki może to uczynić USA, ale w sytuacji niepewności, jaką nam prezentują Amerykanie, jest to dobry ruch.
W tej sytuacji nasze działania powinny iść w dwóch kierunkach: przeszkolenie jak największej liczby rezerwistów, rozwój własnego przemysłu obronnego w kooperacji ze Szwecją, z Turcją i państwami Międzymorza. Drugim kierunkiem powinna być budowa własnego programu jądrowego.
========================================
M. Dakowski:
Z końcówką, wiec wnioskami dla Polski, zdecydowanie się nie zgadzam. Są małe, małostkowe. Tu potrzebna debata mężów stanu.
Kandydat Konfederacji na prezydenta Sławomir Mentzen ostro skrytykował Rafała Trzaskowskiego i jego tzw. debatę w TVP. Stwierdził, że niepoważne jest „zapraszanie” na debatę półtorej godziny przed planowanym wydarzeniem oraz ocenił, że są to „standardy białoruskie”.
Wieczorem Sławomir Mentzen ostro skomentował „zaproszenie” na tzw. debatę TVP ze strony Rafała Trzaskowskiego skierowane do innych kandydatów.
„Wy jesteście poważni? O 18:20 zaprasza Pan na debatę o 20? Mam się tam teleportować?” – zapytał kandydat Konfederacji na prezydenta Sławomir Mentzen.
W kolejnym wpisie ocenił, że „to są standardy białoruskie”.
„Trzaskowski zaprosił kandydatów na debatę organizowaną przez TVP na godzinę 20:00 o 18:20. I robią to ludzie, którzy najwięcej krzyczą o demokracji i praworządności. Pokazują w ten sposób, gdzie mają uczciwe wybory i wyborców” – napisał na X Sławomir Mentzen.
„To są białoruskie standardy!” – powtórzył potem na X Sławomir Mentzen, załączając krótkie nagranie wideo.
– Poważny kandydat musi poważnie traktować swoich wyborców. Dlatego jestem w Krośnie. Tam, gdzie się umówiłem z moimi wyborcami. Nie będę brał udziału w tym cyrku organizowanym teraz w Końskich – stwierdził Sławomir Mentzen.
– Rafał Trzaskowski o 18.20 zaprosił kandydatów na debatę do TVP, która miała się odbyć o godz. 20. To jest skandal, to są standardy białoruskie – ocenił kandydat Konfederacji na prezydenta.
– To jest robienie z wyborców idiotów i to jest wypaczanie demokracji. I nie zamierzam brać w tym udziału – przekonywał.
Podczas I tzw. debaty w wykonaniu mediów propisowskich Joanna Senyszyn wywołała spore emocje. Zacytowała m.in. papieża-Polaka Jana Pawła II w kontekście budowy elektrowni jądrowych.
Z kolei przed tzw. II debatą, w wykonaniu największych telewizji doszło do przepychanek z pracownikami Republiki, którzy próbowali wedrzeć się na wydarzenie. Sama tzw. debata miała solidne opóźnienie.
Are You Wondering What the 2028 Ecclesial Assembly Will Be Like? Just Look to the 2021 Latin American One
On March 11, from his bed in the Gemelli Hospital—where eight days earlier he almost died—Pope Francis summoned the Universal Church to gather in an ecclesial assembly in October 2028. By then, we may already have a new pope. Seemingly, the idea would be to ensure that the Synod of Synodality attains its conclusive ‘reception’ stage. The pope intends to leave synodality as the main legacy of his pontificate.
The Secretary General of the Synod of Bishops, Maltese Cardinal Mario Grech, told Vatican News that this ecclesial assembly would replace a new synodal assembly on synodality.1 What is the difference? For an assembly to be called synodal, most participants must be bishops. As its name indicates, this is not required in an ecclesial assembly that brings together the entire People of God, composed primarily of lay people, particularly women.
This hypothesis—raised appropriately by the well-known canonist Fr. Gerald Murray in an article for The Catholic Thing2—is confirmed by a lesser-known precedent: the First Ecclesial Assembly of Latin America and the Caribbean. It occurred between 2019 and 2021 and culminated in a hybrid event—in person and virtual—with more than a thousand delegates. Since COVID-19 epidemic restrictions were still in place, 966 delegates were online, and 72 met in person in Mexico City from November 21–28, 2021.3
The initiative for this continental ecclesial assembly came from Pope Francis himself. Leaders of the Latin American and Caribbean Episcopal Council (better known by its Spanish acronym CELAM) asked him for permission to hold the VI General Conference of the Latin American Episcopate. Instead, the pontiff proposed (“prophetically,” according to the organizers) “to give way to a process more in line with our present times: To host an ecclesial and synodal gathering, where the People of God as a whole would be able to participate and have their say,” and thus be able “to undertake new pastoral challenges.”4
As it turned out, the number of prelates in that final meeting in Mexico City was less than a quarter of the participants: only 10 cardinals (1%) and 233 bishops (21%). If we add to them the 264 priests and deacons (24%), clergy representatives were in the minority since the majority consisted of 428 lay men and women (39%) and 160 religious men and women (15%).5
The organizers were proud of this lineup: “This is the first time that we have held an Ecclesial Assembly—and not only an Episcopal Assembly—in our Church, in this region. In this we experience the newness of the Spirit who surprises us and leads us along new paths of conversion and personal, community and institutional renewal.”6
From the outset, the event was seen as a pioneering initiative destined to serve as a future model for the Universal Church. “Both Pope Francis and the General Secretariat of the Synod of Bishops are very interested in listening to the experiences and learnings that emerge from the development of the First Ecclesial Assembly and from the process of listening prior to its realization. We are bringing a novelty to the universal Church by holding for the first time an Ecclesial Assembly in which the various sectors of the People of God are actively participating.”7
As in the past, and notably at the 1968 Medellin Conference,8 “the Church in this region has been a pioneer in many areas of reception of the Second Vatican Council and continues to be so.” Since “a very important fruit of the Amazon Synod has been the constitution of the Ecclesial Conference of the Amazon (CEAMA), an unprecedented ecclesial organism in the universal Church born in June 2020, and which on October 17, 2021, was canonically erected by Pope Francis.”9 Obviously, the unprecedented fact is that it is an ecclesial conference and not an episcopal one like those existing worldwide. In addition, CELAM itself is being restructured, so “the foundations are being laid for a synodal Church in the region.”10 In other words, CELAM will probably cease to be a bishops’ conference and become an ecclesial council comprised of all the baptized.
What are the theological foundations for this Copernican change to Church structures? They are the same ones we denounced in our 2023 study, The Synodal Process Is a Pandora’s Box.11 The document synthesizing the proposals of the Ecclesial Assembly’s listening phase states that the pastoral conversion the Latin American Church requires must be understood “from an ecclesiology characterized by the image of the People of God,” which “comprises all its members as subjects in the Church,” “has a priestly and prophetic character through baptism,” and “is configured by the ‘charisms’ with a multiple and diverse richness of gifts” so that all faithful possess “an instinct of faith—sensus fidei—which helps them to discern what is truly from God.” It follows that “synodality cannot be just a concept or a particular event, but must be embodied in both structures and ecclesial processes” since it is “a natural way of being Church,” where lay people “are an active and creative part in the execution of pastoral projects for the benefit of the community.”12
The Ecclesial Assembly’s first listening phase, held between April and August 2021, aimed “to discern the signs of the times and to heed the cries and hopes of the poor, of our sister mother earth, and of all the People of God.” According to its organizers, about 70,000 people participated: 47,000 in “diverse community spaces” (meaning group meetings), “8,500 as personal contributions,” and 14,000 in thematic reflection forums.13
In an article for Civiltà Cattolica, Peruvian Jesuit Cardinal Pedro Barreto and Mexican layman Mauricio Lopez, co-founder of the Pan-Amazonian Ecclesial Network and former world president of Christian Life Communities (a kind of Jesuit third order for lay people), made a final assessment. Their testimony is expressive because Cardinal Barreto was a member of the Ecclesial Assembly’s animating commission, and Mauricio Lopez was the coordinator of its listening commission. They acknowledge in the article that these 70,000 people are a moderate number of participants concerning the total number of Catholics in the region (350 million). However, they say that it is a significant number considering that the consultation was carried out amid the Covid epidemic and, above all, if compared to “recent ecclesial experiences where participation was reduced to a few dozen people, almost always from official structures.”14
Nonetheless, Cardinal Barreto and Mauricio Lopez recognize that they failed to involve more deeply the voices of the “unlikely” and that, in the delegations sent to Mexico, “the temptation to delegate to groups that are more institutionalized or closer to the thinking of those in leadership positions in the Church has prevailed.” Besides, “they should have played the role of representatives of the various voices of the Church in their countries, but in many cases this was not the case.”15 There is nothing new under the sun because the same happened in the egregious German Synodal Way and the various stages of the Synod on Synodality, except that these two authors recognize it.
The listening commission coordinated by Mauricio Lopez prepared a Narrative Synthesis: Listening at the First Ecclesial Assembly of Latin America and the Caribbean,16 which collected the main speeches in more than two hundred pages and later prepared the aforementioned Document for Community Discernment made available to all of the Ecclesial Assembly’s participants. This Synthesis is valuable because it gathers in an unfiltered manner what the sensus fidei of the People of God is supposedly saying to the Church under the breath of the Holy Spirit. It is a gold mine of information regarding the radical changes that the ecclesiastical nomenklatura and its supporters on different levels seek to introduce in the Church.
To facilitate reading, the topics addressed in this document are presented differently from the order chosen by the coordinating committee. All texts are from the above-mentioned Narrative Synthesis. Only page numbers are shown as we will spare the reader the tedious task of jumping over the numbering of so many notes, since few will be able to check the Spanish original.
1. Clericalism
As was to be expected, theme 2.7, “Clericalism,” within the thematic block 2 (“Illuminating-discerning reality”) (p. 82), served as emotional fuel to instill class struggle between laity and clergy in the Church. The so-called plague of clericalism “gives excessive power to the clergy and hinders the path toward a synodal and outgoing Church” (p. 110). According to the Synthesis, “a pyramidal, hierarchical model of Church is still very present, which ignores the richness of the diversity of ministries and charisms, prevents a communitarian model of animation, and leaves many members who sustain the mission out of service roles” (p. 108). In theme 4.7, “Laity,” they insist that the hierarchical structure “leads to the exclusion of the laity” (p. 184). Forum 31 on the laity is more vehement in its criticism: “We, lay people, are the vast majority of the People of God. Our dignity comes from Baptism. Our vocation is not less worthy than that of the consecrated. We are, therefore, ecclesial subjects and mission protagonists in decision-making. We should not accept being considered collaborators of the consecrated since we have an ecclesial and social co-responsibility that is expressed in the synodal journey” (p. 185).
On the contrary, Basic Christian Communities (BCCs) “are a way of [being] church that resists clericalism” (p. 108) because in them, “there is an awakening, above all of the laity, to recognize their own dignity and ministerial role in the Church, in the spirit of the Second Vatican Council” (p. 108). They contribute to “overcome the clergy-laity division/opposition to move toward a charismatic self-understanding of ecclesial communities from the community-ministries binomial to make possible the synodal conversion, to overcome clericalism” (p. 211). BCCs are the opposite of traditional parishes, which have “little effective lay participation in decision making in the parish (consultation or leadership spaces), or the Church in general” (p. 109).
To combat clericalism, “the first thing that must be revalued is to recognize the baptismal condition of each follower of Jesus, by which we are all called. We are all priests, prophets, and kings independently of the sacraments” (p. 111), so “we must move from the pyramidal power structure to another image with greater horizontality and fraternity, where the egalitarian dignity received through Baptism, and the living experience of community life prevails” (p. 111). This requires “changes in ecclesiastical structures that promote the participation of the people of God at all levels” (p. 112).
2. Synodality
Obviously, the panacea-solution to clericalism is the synodality addressed in theme 2.8 (p. 115). The most significant sign of hope is the ecclesial assembly itself, which is moving toward the goal of a synodal Church of the twenty-first century, which sees “all people with equal dignity as children of God without clericalism, which has been instituted as a caste or superior class, and trusting that the spirit speaks through all men and women” (p. 115), and, therefore, “listens to the voices of all the people of God,” helping them to “come out of the rigid structures that enclose the church” (p. 115). This exit is imperative because “the less democratic and participatory the structures of the organizations are, the more prone they are to abuses of all kinds” (p. 115). In addition, “community self-management” realizes the dream of “a Church of communities” (p. 115). To “get out of a monarchical Church,” it is necessary to ask: “Is it possible that this ecclesial structure allows the emergence of synodality?” (p. 115) For “one recognizes the need to build new church structures where democracy is understood as a way of organizing ourselves with limits in the exercise of power, with responsibilities in its exercise, and with shared and dialogued decision spaces” (p. 115). That is why they regret that “there are no milestones or tools to make visible this great ‘Copernican’ change in the structures of the church” (p. 115) because what matters is “to accept the great change in the structure of the church and let this change desired by all take place” (p. 116), thus demolishing “the anti-Christian ecclesial structures that produce clericalism” (p. 116).
3. Ministerial Feminism
The lay-clergy class struggle becomes particularly virulent in theme 2.5., titled “Women” (p. 95), which states that “what hurts most” (p. 95) concerning the situation of women in the ecclesial sphere is the fact that “some authorities, in many cases, are conservative, sexist, and clericalist” (p. 95), since “a patriarchal theology, which is not liberating, does not consider the thinking of women, and has not adapted to the new reality, is still present in many ecclesial spaces” (p. 99).
According to the “Narrative Synthesis,” the inferior position of women in the Church comes from the fact that “the Church’s hierarchical ascending structure is a blind knot; it is a structure inherited from the Middle Ages,” so “we must work to generate a more communitarian structure and a different dynamic” (p. 99) and “dismantle the sexist and patriarchal church” (p. 100) because “the medieval and patriarchal format that shaped the Church yesterday” (p. 100) still prevails to this day in the dioceses and “the clergy does not want to give up the power for women to participate in co-responsibility as equals” (p. 100). As theme 2.7 later says, clericalism “is expressed in structures designed by men and for men (with macho traits), losing the richness of feminine contribution in many areas” (p. 108).
As a result, “there is no serious reflection on the possibility of receiving ordained ministries for women although the Church is populated by a majority of women.” (p. 95). Therefore, it is necessary to “recognize the work and services of women in the Church by instituting ministries, including the priesthood and diaconate, not under the current clerical scheme but from a synodal experience” (p. 101). This translates into the specific proposal to “ask for changes in the canon law and the ecclesial structure so that women can assume ecclesial ministries / reflect seriously and open themselves to the possibility of ordained ministries (diaconate, presbyteral ministry) at the service of the church of the poor” (p. 97).
In discussing the diaconate, the Synthesis affirms that one of the most important aspects considered during the thematic forum on this topic was that “to think about women and the diaconate, there must be a change of imaginaries; it is necessary to unlearn paradigms and deconstruct outdated models of relationships between men and women[,] not to think about it as a priestly ordination. Overcome the hierarchical pyramidal, kyriarchal,17 and priestly church to become an inclusive and ministerial church of communion. It is fundamental to change these thought structures to move forward and include women again” (p.188).
Logically, the forum participants consider “of the UTMOST IMPORTANCE that current ministries and tasks (especially the priesthood and diaconate) be shared independently of the sex in question, with the certainty that the Holy Spirit works through the male or female servant independently of his/her sexuality” (p. 187). Further, they reiterate, “A synodal church is one that listens to the Spirit and in which roles and functions are assumed based on gifts and not gender” (p. 189).
Therefore, the participants in the Ecclesial Assembly’s listening phase feel hopeful for the “presence of feminist movements in the life of the Church or related to it” (p. 95) and for women’s “real and equal inclusion as neighbors and protagonists,” giving “women in the church voice and vote in places where they do not have them” (p. 97).
A supplementary step would be to allow preaching: “The fact that homilies can only be given by men is an appropriation of the Spirit. To deny women the ability to respond to their vocation is violence and an attack against the Spirit. The Church wants to be a moral voice in the world, but to deny women full membership in the Church is to allow men to continue to exercise violence against women in society” (p.189).
Women theologians can contribute much because “theologies made by women, including feminist theologies in dialogue with feminism and the gender perspective, present critiques of the androcentric vision and offer transformative perspectives for a more inclusive Church that expands spaces for women” (p. 101).
A selection of “Voices of the People of God” supports these demands. Among the pearls presented is this testimony: “Include women once and for all in the liturgy, decision making and Theology management, that is, in the government of the church and its communities with equal rights and obligations” (p. 98).
4. Women Bless Cardinals and Bishops Liturgically
Women’s inclusion in the liturgy saw a practical application during the evening mass on the Ecclesial Assembly’s fourth day, which coincided with the United Nations’ International Day for the Elimination of Violence against Women. At the end of the celebration, Guatemalan Cardinal Alvaro Ramazzini, who presided over the liturgy, read a prepared text inviting the women present to come up to the altar so that we participants “may receive from them a prayer of blessing,” thus “expressing the existing equality between baptized men and women.” Acknowledging his gesture’s unusual nature, he added: “Normally, it is always us men who bless, right? If you agree, let us reverse that at this moment” as an expression of the synodal journey and the commitment to eliminate all violence against women. He concluded: “Let’s ask all women assembly members to bless us, cardinals, bishops, priests, and deacons, pastors of our Christian communities.”18
Having said this, the cardinal and the concelebrants stepped down from the altar, which the women then occupied. Raising their arms as evangelicals, they blessed those present with a formula prepared beforehand, which one of them read into the microphone. All those present, including the ecclesiastics, humbly bowed their heads during the blessing. Ultimately, a concelebrating bishop asked the women to accompany them in the recessional procession, giving them the place of greatest honor between the clergy and the concelebrants.19
Photo Credit: Asamblea Eclesial, via YouTube / Screenshot
Toward a Synodal ChurchGoing Forth Into the Periphery: Reflections and Pastoral Proposals Drawn From the First Ecclesial Assembly for Latin America and the Caribbean, trans. María Luisa Valencia Duarte (Bogota: CELAM, 2022), 8, https://asambleaeclesial.lat/wp-content/uploads/2022/10/ingles.pdf.
The Second General Conference of the Latin American Episcopate, held in Medellin in 1968, was a milestone in the history of the Latin American Church. It emphasized the “preferential option for the poor,” in whose name bishops adopted a discourse influenced by Marxist categories, promoted a socio-political reading of the Gospel, and fostered an ecclesiology centered on class struggle and material liberation. In this, they weakened the supernatural dimension of the faith and favored revolutionary postures. Medellin opened the door to liberation theology, whose harmful effects included the politicization of the clergy and the migration of millions of lay Catholics to conservative evangelical sects.
Document for Community Discernment, nos. 8, 9, pp. 11, 12.
Document for Community Discernment, no. 9, p. 12.
José Antonio Ureta and Julio Loredo de Izcue, The Synodal Process Is a Pandora’s Box: 100 Questions & Answers, trans. José A. Schelini (Spring Grove, Penn.: The American Society for the Defense of Tradition, Family, and Property, 2023), https://issuu.com/crusademagazine/docs/the_synodal_process_is_a_pandoras_box.
Document for Community Discernment, nos. 5, 16, 18, pp. 16 and 18.
Document for Community Discernment, nos. 30, 32, p. 24.
Barreto and López, “The First Ecclesial Assembly.”
Kurde, obiecałem sobie, że się do tej bieżączki nawalanki politycznej nie dam wciągnąć. Ale tu szlag mnie trafił i nie dało się zmilczeć. Już nawet sobie napisałem, ba nagrałem tekścik o ginącym Zielonym Ładzie, a tu nie da się na bieżąco nie zareagować. Mówię o tzw. debacie prezydenckiej.
Tak zwanej, bo mieliśmy do czynienia z jakąś cudaczną formą, którą akceptować może już tylko jakieś totalnie odjechane towarzystwo, albo ci, co z tego żyją. Czyli politycy rządzący i wiodące media. Wiodące na postronku naród, który w jednej grupie lubi taki proceder, bo dzięki niemu wie, gdzie ma iść, w drugiej zaś grupie iść nie chce, ale jest przytroczony do tej samej smyczy, bo taka była wola tych pierwszych, a takie są – nieomylne – wyroki demokracji, która się policzyła. Formuła tego spotkania to falowanie sztabu wyborczego Rafała Trzaskowskiego. Jego to bowiem główny konkurent – Nawrocki – zwymyślał od tchórzy, że do debaty 1 na 1 boi się stanąć. Miał się powtórzyć syndrom z Końskich z poprzednich wyborów, gdy Trzaskowski do Końskich nie przyjechał i Duda miał solówkę do pustej trybunki. Trzaskowscy się obawiali, że Nawrocki powtórzy numer i skończy się tak samo. Bez argumentów ze strony liberalnej, za to z przeświadczeniem publicznym, że ktoś tu się boi debaty.
Korowody przed debatą
Trzaski więc – po mistrzowsku, bo to formacja zaprawiona w tym boju – odwrócili kota Kaczyńskiego ogonem. To oni, uprzedzając ewentualny ruch Nawrockiego – wyzwali kandydata PiS-u na solówkę, też w Końskich. W gronie trzech telewizji, określanych jako mainstreamowe. W dodatku od propozycji do wykonania było tylko dwa dni czasu na przygotowanie się Nawrockiego. Czyli debata miała się odbyć nagle, na żądanie jednego ze sztabów, w okrojonym gronie kandydatów i mediów. Czaaad… Zaczęły się targi, gdy Nawrocki mówił, że bez prawicowych telewizji to humbug, Trzaski się śmiały, że to jednak kolo tchórzy.
Nawrocki sprawę swego udziału najpierw uzależniał od obecności „swoich” telewizji, ale sprawę w końcu poddał. Bo wtrącił się showman Hołownia, że też chce, a tu nie ma zaproszenia. Zaczęły się drugiego typu targi, Nawrocki się zgodził, że może jednak wszyscy chętni i zarejestrowani tak, a jego telewizje to dostaną tylko sygnał, bez prawa uczestnictwa w debacie jako strona zadająca pytania. Decyzja o debacie ewentualnych uczestników zastała na jakieś dwie godziny przed eventem, co było skandalem do kwadratu. Wielu nie zdążyło dojechać, wielu nie chciało, w ramach protestu, bo w przeciwieństwie do uczestników głównych mieli do dyspozycji dwie godziny czasu na przygotowanie się, łącznie z dojazdem. I tak się ta debata zaczęła, że spóźnieni zjeżdżali się tak długo, iż całość zaczęła się z 45-minutowym opóźnieniem. Po szarpaninie na bramce nie wpuszczono wrażych telewizji, co ostatecznie pokazało po co ta cała hucpa. Tyle o technikaliach, skandalicznych zresztą. Nie chcę nawet deliberować kto co chciał tym wszystkim ugrać i co komu wyszło z tych planów. Zobaczmy jak poszła cała debata.
Sama debata
Choć nie było na tym spotkaniu ważnych tuzów – Braun, Mentzen – to odniosłem jedno wrażenie, które jest pewnie udziałem wielu moich Rodaków. Ja mam coś takiego, że jak są np. mistrzostwa świata to staram się w pierwszej turze pierwszych meczów obejrzeć wszystkie drużyny. Mam wtedy pewność, że na bank oglądałem przyszłego mistrza, na razie ukrytego, bo jeszcze przed finałem. I teraz miałem takie samo wrażenie, jednak mnie zasmucające. To z tego grona wyjdzie prezydent Polski? To jest z nami aż tak źle? To przecież był koszmar poziomu, merytoryki, nawet PR-owskich zagrywek. Dno dna, i taką mądrością ma być rządzona Najjaśniejsza? Coraz bardziej potwierdza się główna teza z mojej książki „Elity”, że to wszystko jest tylko spektaklem. Gdyby taki poziom Polski, jaki zobaczyliśmy, był sumą awangardy (sic!) polskiej polityki, to byśmy już dawno byli rozebrani, zaś w gniazdkach nie byłoby prądu od Okrągłego Stołu. Polską musi rządzić ktoś inny, mądrzejszy, wcale nie moralny i „nasz”, bo jeśli to co zobaczyliśmy to maksimum zdolności Polaków do rządzenia, to trzeba chyba z Najjaśniejszej wyjść i zgasić światło nad nieudanym projektem. Albo zmienić tzw. elity, ale o tym będzie dalej.
Siadając do tego tekstu chciałem się wysilić na krótki opis postaw każdego z debatujących, ale uznałem to za trud zbyteczny. Będzie więc ogólnie – po całości. Po pierwsze – zbiegiem absencyjnego wypadku przy pracy – zabrakło tak naprawdę reprezentantów antysystemowych. Aż tak bardzo zabrakło, że to członkowie lewicy i partii 2050 z braku laku ogłosili się depozytariuszami antysystemowości walczącej. Bez wstydu wyznając swoje kredo anty, choć pospołu tworzą przecież koalicję rządzącą. Trzeba więc byłoby walnąć się we własny łeb, by pokazać, jak bardzo jesteśmy przeciw. Ale w czasach post-polityki można wykręcać takie wolty bez końca. Ale pod jednym warunkiem – tylko jak się apeluje do własnego elektoratu, bo wtedy nie liczą się postulaty, a właściwie liczy się tylko jeden – dogiąć plemię znienawidzone. I jak się go, nawet słownie tylko, dowiedzie, to suweren twardy nie będzie się gniewał, że w sumie narzeka się na błędy przez samych siebie sprokurowane. Ale wybory na prezydenta z zasady wygrywa ten, kto przyciągnie niezdecydowanych. Swoim więc można nawijać bezkarnie makaron na brudne uszy, ale pytanie czy elektorat niezdecydowany ma pamięć złotej rybki? To chyba decydująca kwestia w tych wyborach i to, że np. taki Trzaskowski ma poglądy zmienne jak w kalejdoskopie potrząsanym badaniami, to chyba decyzja oparta na jakichś badaniach, że taki numer przejdzie. A skoro mamy niezdecydowanych niepamiętliwych, to marne nasze losy…
W sumie to wszyscy byli umoczeni w systemie, oprócz Stanowskiego i tego gościa, co to wyskoczył jak Filip z konopii, bo polskie wybory na prezydenta prokurują takie meteoryty. A więc większość była albo z byłej rządzącej władzy, albo z obecnej i narzekała – w sumie jeden na drugiego. Była to więc debata stróżów, którzy dostali do sprzątania podwórko, sami sobie wyznaczyli za tę usługę zapłatę, zaś dyskusja była o tym, że na podwórku brudno. Byli stróże wskazywali, że syf przez obecnych rządzących, bo nabałaganili jak było czysto – obecni przekonywali, że mamy Wersal, a jak gdzie syf, to przez tego poprzedniego nie-zamiatacza. I tak, mili Państwo, jak widać, można latami. Tylko my latami stoimy na tym coraz brudniejszym podwórku, w naprzemiennym rytmie raz to hałaśliwych kłótni kto winien za ten syf i długimi okresami ewidentnego obijania się stróża wybranego na zebraniu lokatorskim III RP. I teraz było tak samo, z czego wynika, że… żadnego porządku nie będzie. Będzie za to większy syf, bo stróże są ochotni do kłótni jak powinno się sprzątać, bardziej niż do złapania za miotłę i ścierkę.
Nieliczni antysystemowcy
Ciekawią obecni nielicznie anty-systemowcy. Ci nawet tego antysystemu nie dowieźli. Filip z konopi o zapomnianej od razu tożsamości spozycjonował się na jakąś hybrydę. Wyraźnie ustawiony przez Hołownię jako ruska onuca ział z jednej strony antykapitalistycznym pacyfizmem, z drugiej deklarował się jako przedsiębiorca. Nie przebił się z jakimś pomysłem na Polskę, raczej był sarkastyczny z pozycji nieobjawionych. A miał szansę z zaskoczenia dowalić wszystkim. Zawsze tak to jest w Polsce, że jak się od wielkiego dzwonu ktoś przerwie przez blokadę do systemu, a ten pozwoli mu przemówić, to jest to jakiś bełkot, z ust takim ciecze szaleństwem. Przyznam, że gdybym był systemem, to takich proroków bym dopuszczał do głosu, by wahający się zobaczyli, że nie ma się co tu wahać – trzeba wybierać któreś z plemion, bo reszta to właśnie widoczni wariaci. Może to nie ja wpadłem na ten pomysł i jest on realizowany od dawna…
Stanowski, kurcze, nie miałem pisać po nazwiskach, sporo zawiódł. To po to ta cała heca? Ja wiem, że to ma być hucpa i szydera, ale można było walnąć po zasadach, a nie po spersonalizowanej scenie politycznej, akurat obecnej w wątpliwej reprezentacji. No bo tylko w tedy jego ruch miałby jakiś sens. Robię akcję, wchodzę do kampanii, żeby skompromitować system, a tylko czepiam się przyczynkarskich spraw i grzeszków rywali. W sumie wyszło słabo, a można było pojechać. Tak czy siak – nikt tam się na poważnie za Polskę nie wziął, a więc pozostały nawalanki plemienne, czyli… nuda.
Mizeria głównego ścieku
Dwaj rywale plemion głównych naparzali się tak, jakby reszty nie było, ale tak ich ustawiły sztaby. Nie odpowiadali na pytania tylko recytowali formułki nie na temat, zadawali je tylko sobie nawzajem. Znowu mieliśmy spektakl wojny polsko-polskiej, nudny jako się rzekło i przewidywalny. Ale to jeszcze nic – skoro to jest spór, powiedzmy, że dwóch wizji kierunku rozwoju Polski, to biada nam. Trzaskowski odwracał cały czas kota ogonem, przypisując sobie, a nie PiS-owi, aktywność i sprawczość w dziedzinach, które w wielu przypadkach zapoczątkował Kaczyński, ale – jako się rzekło – nikt już na to nie zwraca uwagi, najgorzej, że prawdopodobnie i wahający się. Nawrocki walił Trzaska po kulasach, ale ten ostatni wiedział, gdzie pójdą ciosy i albo był na to przygotowany, albo – częściej – schodził z linii ciosu w rejony ringu, które miał z góry opatrzone. Boże, ale tak wyglądają te debaty – nic z nich nie wynika. Nic oprócz jednego. Stanu naszego państwa.
Tak, nad nami huczą wojny i cła, tasują się karty świata. A my o czym? O chorągiewkach LGBT, funduszu kościelnym, podwójnej osobowości kandydatów czy o tym kto zna nazwiska prezydentów krajów nadbałtyckich. A sytuacja jest inna. Tak, siedzimy w piwnicy i – niektórzy, bo większość baluje – zastanawiamy się kto i jakie wieści co z nami do tej piwnicy przyniesie. Dochodzą jakieś odgłosy z góry, ich interpretacje w piwnicznym gronie są wysoce stronnicze, raczej polegające na nadziei, że nic się specjalnego w końcu nie stanie i może jakoś to będzie. Ale nikt, nikt, nie zająknie się na temat kluczowy – a skądże to znaleźliśmy się w tej piwnicy zdarzeń? Przecież do tej pory mówione nam było, że jesteśmy w salonach, że nikt do nas tu na dół nie schodzi z wieściami o tym, co z nami będzie, że ta ciemnica to w sumie salony tuż przed rozbłyskiem fajerwerków naszego współdecydowania. Tak było nam mówione, a tu się okazuje, że to piwnica jednak. I nikt nie pyta o to, jak to się stało, że tu jesteśmy.
W piwnicznej izbie
A tu nie chodzi tylko o płakanie nad rozlanym mlekiem, co się wykłada – no tak, piwnica, ale co teraz? Lepiej się zastanowić co w tej piwnicy mamy zrobić, niż zaraz tam się rozliczać. I takiej postawy od nas chce POPiS, bo to zwalnia ich ze, zbiorowej przecież, odpowiedzialności.
A tu trzeba się dowiedzieć dlaczegośmy wylądowali w tej piwnicy – bo tu nie chodzi nawet o karę (o tym, później) – tylko, że jak nie będziemy znali przyczyn naszego upadku, to nigdy z tej piwnicy nie wyjdziemy. Nigdy – cała wierchuszka naprzemienna III RP będzie nam mówiła, że albo nic się nie dzieje, albo, że to tamci zawinili, albo, że trzeba się pogodzić, bo to, panie, determinizm dziejów, kudy nam tam do tak wielkich obrotów mocarstw.
I mamy teraz okazję – wybory, a więc jest procedura, już nie mówię, że dialogu, ale szansy na różne diagnozy. A tu nic. Przejeżdżający czołg wojny rosyjsko-ukraińskiej wyrzucił spod gąsienic kamień, który stłukł okno w naszej piwniczce. Nagły snop światła najpierw nas oślepił, ale już można było się jednak zacząć orientować, że to jednak piwnica, gdzie siedzimy, nie zaś sprawcze salony. Ale jak już wyszło, że to jednak piwniczka, to by ukryć ten smutny i jednocześnie nagły fakt, zaczęliśmy wyrzucać przez okienko zapasy dla walczącej Ukrainy. I pozostaliśmy przy tej czynności do tej pory, dopraszając dodatkowo do naszej kanciapy parę milionów kolegów ze Wschodu. Na nic więcej nie było nas stać. Nie materialnie, ale intelektualnie a raczej – wolitywnie. Ot, parę ustaw się zrobiło „w temacie”, co w ustroju parlamentarno-gabinetowym oznacza, że parlament zrobił przecież swoje, zaś rząd, w epoce nierozliczania już nawet nie z obietnic, ale dowiezienia podstawowej funkcji państwa, jaką jest bezpieczeństwo, może zrobić konferencję państwową na tle jakichś betonowych koziołków i pójść na winko.
I o tej naszej sytuacji, mili Państwo, nic na debacie. Nic o państwie, wszystko co się da (złego) o przeciwniku politycznym. I to – uwaga – przy takiej agresji jednocześnie w narracyjnych oparach nawoływania do zgody i zasypywania podziałów. Wyszło fatalnie, może w innej debacie, pełnej frekwencyjnie, przy obecności jakichś ogarniętych anty-systemowców (przepraszam za oksymoron, ale pomarzyć nie można?) będzie trochę jednak o pryncypiach. Ale efekt, a właściwie wniosek, powinien być chyba tylko jeden. Z tą elitą nie wyjdziemy z tego zakrętu, chyba, że ktoś z zewnątrz będzie trzymał kierownicę. A jeśli tak, to pojedziemy z tego wirażu tam, gdzie będzie chciała ręka trzymająca kierownicę. Tak, jak ogłosiłem swoją książkę, to dostałem wiele wyrzutów, że to, o czym pisze, to żadna elita tylko potomkowie aktywistów przywiezionych na radzieckich czołgach. Nie, kochani – to nasze elity. To, że nam wybili elity prawdziwe to fakt, to, że się wielu na te elity samomianowało, to też prawda, ale przecież to wszystko za zgodą naszej bierności. W demokracji, nawet uwzględniając presję medialną i filtrowanie ordynacji wyborczej – mamy elity takie, jaki jest nasz naród. I mogliśmy je właśnie obejrzeć w całej rozciągłości swej miernoty.
Muszę chyba wrócić do lektur piśmiennictwa przedrozbiorowego. Albo mam empatię, albo już tam czytałem coś podobnego, co teraz piszę. Wielu Polaków wtedy, tak jak i teraz, patrzyło się na podobne sytuacje: bezwolność suwerena, sprzedajność rządzących, kłamliwe narracje mające usprawiedliwić rzeczy dotąd niesłychane, wreszcie – jakąś taką powszechną niemoc, że nic nie można zrobić, mimo leżących na stole rozsądku rozwiązań. Że znowu ma się odbyć to powtarzalne teatrum – niepodległość, kłótnie, rozpad, dezintegracja, refleksja, wojowanie piórem i mieczem, bardziej gotowość na korzystny obrót międzynarodowych spraw niż walka, w końcu święto odzyskania Najjaśniejszej. Rotacyjnej.
Końskie przemówienie
Gdyby dane mi było stanąć w tych feralnych Końskich nie atakowałbym przeciwników. To naród widzi codziennie. Nie mówiłby też o Polsce, bo nią sobie wycierają gęby najgorsi z rządzących. Zwróciłbym się do Polaków z czymś takim:
Widzieliście właśnie państwo ten powtarzalny spektakl. Tę wojnę polsko-polską. Ona jest jak amerykański wrestling – na ringu walczą dwaj siłacze, ale to walka wyreżyserowana. Chodzi o to byście myśleli, że to spór o to jak dogodzić Polsce i obywatelom. Nie, to walka o to, kto się dobierze do kasy za bilety na to widowisko, za które płacicie. Z jałowości tego sporu nie wynika nic innego niż stan obecny.
Usłyszeliście dziś państwo stek pustych obietnic, jakby to prezydent miał być jednoosobowym rządem, superpremierem, który zarządza wszystkimi ministrami. To właśnie kolejna ściema tych zapasów – powiem wam co może prezydent naprawdę. Konstytucja jest słaba i do poprawki, to nie ulega wątpliwości, ale zawiera w sobie jedną ciekawą rzecz – pozycję prezydenta. Ta ze swej istoty najlepiej funkcjonuje jeśli prezydent jest spoza tej nawalanki. Bo jak zagłosujecie państwo na prezydenta z obozu rządzącego, to wtedy mamy swoisty „układ zamknięty”, nie ma już żadnych ustrojowych hamulców do autokracji. Jak wygra ktoś z obozu przeciwnego, to mamy chaos i kryzys, taki jak teraz, kiedy rząd, by uniknąć weta prezydenta, rządzi uchwałami sejmu i ekspertyzami wynajętych prawników.
Polska potrzebuje prezydenta spoza tej wojny, który te plemiona będzie mitygował, a ma do tego narzędzia, byleby nie były wykorzystywane dla partyjnych interesów. Da się to zrobić, bo to rzeczywista funkcja prezydenta, nie wymyślona przez autorów Konstytucji, ale tak się stało ze względu na zbieg plemienności polskiej polityki: prezydent ma być rozjemcą tego sporu, a widzieliście Państwo właśnie, że ten spór w optyce plemiennej do niczego nie prowadzi.
Myślicie sobie – dobrze gada ten gostek, ale po co mamy dawać mu głos skoro plemienny walec i tak to wyrówna? Otóż nie – akurat pierwsza tura wyborów prezydenckich jest jedynym momentem, gdzie nie musicie wybierać mniejszego, ale i plemiennego zła. Możecie zagłosować wcale nie wedle serca ale przekonujących argumentów. To w drugiej turze będziecie musieli kalkulować, ale wtedy proszę Was o jedno – zapamiętajcie sobie ten ucisk w szczękach. Bo jesteście elektoratem „zaciśniętych zębów”, który po raz kolejny będzie głosował za wyborem mniejszego zła. Nie musicie tego robić – możecie wybrać większe, wspólne dobro. I to wam proponuję – wyjście z tego amoku codziennej nawalanki, w którą wciąga was dzień po dniu plemienna polityka polska i basujące jej media.
I nie bójcie się zmarnowanego głosu. Bądźcie wolni w swym wyborze, zagłosujcie wedle tego co mówi wam intuicja zdrowego rozsądku, nie zaś pozorna kalkulacja. Mój głos się nie liczy – powiedziało 5 milionów wyborców. Bo tylu was jest – wyborców zaciśniętych zębów. Oddajcie na mnie głos i zobaczycie, że wszystko da się zmienić.
Zacznijcie od tego by nie wygrać w wojnie polsko-polskiej, tylko wygrać nad tą wojną. Mój wybór zapewni Wam i państwu polskiemu tak ważny pokój społeczny. Przed nami ważne wyzwania. Pamiętajcie, że oni będą zwracali nas przeciwko sobie, byśmy w tej wojence nie mieli siły ani czasu, by popatrzeć do góry, bo wtedy może zrozumiemy prawdziwe źródło naszej pogarszającej się sytuacji. To nie mój los jest w Waszych rękach, to Wasz los jest w Waszych rękach. Nie ma więc łatwiejszego sposobu, byśmy wyszli z tego zastoju. Trzeba mieć plan na uzdrowienie Polski. Trzeba zacząć od naprawy ustroju, nasza błędna instrukcja obsługi Polski jest głównym źródłem jej problemów. Mamy o wiele większy potencjał, ale z powodu wadliwej instrukcji obsługi państwa nie tylko go nie wykorzystujemy, ale psujemy wszystko. Aby zacząć to poprawiać trzeba zacząć od pierwszej strony tej instrukcji, a takim otwarciem, ku poprawie dalszych części jest prezydent spoza grona tych, którzy taką instrukcję tak spartolili, że wydaje nam się, że tylko oni się orientują jak ją poprawić. Nie – oni tylko dlatego są u władzy, że napisali tę instrukcję pod siebie. Jej istotą są główne grzechy III RP: naczelnikostwo partii, zabetonowany system wyborczy, brak kontroli władzy ze strony instytucji, pasożytowanie na zasobach publicznych, wreszcie serwilizm i podatność na sterowanie z zewnątrz. A przede wszystkim traktowanie państwa, łącznie z obywatelami, jako zdobyczy, o którą toczy się walka politycznych przebierańców.
W wielu krajach doszło do demaskacji tego systemu, która prowadzi do urealnienia ustroju, system polityczny zaczyna coraz bardziej odzwierciedlać aspiracje wyborców, nie zaś agendę lokalnych i globalistycznych elit, skrywających się za pozoracją plemiennej walki o wszystko, jaką stała się polityka. Można ją tak urządzić, że nie stanie się ona – jak w Polsce – polem do wyniszczającej wojny, która osłabia nasz potencjał rozwojowy. Może się stać polem do kompromisu w wypracowaniu dobra wspólnego. Wróćmy więc do źródeł i pierwszego artykułu, może jedynego, konstytucji, której chyba jedynym zapisem do pozostawienia jest to, że: Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli. Nie jakichś elit, partii, grup nacisku, zagranicznych mocodawców. Mój start jest wezwaniem do poprawy ustroju, by zarówno uruchomić potencjał Polski, ale także by spełnić tego podstawowy warunek – aby więcej Polaków było włączonych w rządzenie.
Kim są „zamordysta covidowy” i „wielki szpitalnik?
Co myśli Grzegorz Braun o obecnej sytuacji Polski i jakie ma pomysły na przyszłość naszego kraju? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdą Państwo w szczerym do bólu wywiadzie z kandydatem na Prezydenta RP Grzegorzem Braunem. „Macie do czynienia z łajdakami, którzy mają Was za idiotów” – mówi Braun
Pętla prawna się zaciska: Anthony Fauci i kilkunastu innych wysokich rangą urzędników amerykańskiej służby zdrowia stanęło w obliczu poważnych zarzutów karnych w coraz większej liczbie stanów USA. Chodzi o nic innego jak o morderstwo, terroryzm, handel ludźmi – i systematyczną przemoc medyczną wobec własnej populacji podczas pandemii koronawirusa.
8 kwietnia 2025 r. Vires Law Group wraz z Former Feds Group Freedom Foundation złożyły formalne wnioski o przedłużenie terminu ważności postępowania karnego w Arizonie i Pensylwanii . Żądanie: kompleksowe dochodzenia karne przeciwko czołowym federalnym urzędnikom zajmującym się COVID-19.
Oskarżenie:
Oskarżeni mają być przyczyną dużej liczby zgonów poprzez stosowanie śmiercionośnych protokołów szpitalnych , odmawianie ratujących życie terapii , przymus medyczny i ukrywanie alternatywnych metod leczenia. Raporty opierają się na relacjach ponad 80 ofiar i ich rodzin , uzupełnionych o obszerną dokumentację i dowody.
Jest to część skoordynowanej ofensywy ogólnokrajowej : Podobne informacje opublikowano już na Florydzie, w Teksasie, Luizjanie, Missouri i Oklahomie . Według doniesień medialnych, w co najmniej dwóch stanach toczą się już lokalne postępowania karne na szczeblu hrabstw .
Wyszczególnione osoby:
Dr Anthony Fauci (były dyrektor NIAID)
Dr Francis Collins (były dyrektor NIH)
Dr Deborah Birx (była koordynatorka ds. COVID w Białym Domu)
Dr Rochelle Walensky (była dyrektor CDC)
Dr Stephen Hahn (były komisarz FDA)
Dr Cliff Lane , dr Janet Woodcock , dr Peter Hotez , dr Robert Redfield, dr Peter Daszak , dr Ralph Baric , dr Rick Bright – a także inni urzędnicy i personel medyczny.
Lista domniemanych przestępstw:
Morderstwo / Zabójstwo z winy umyślnej / Nieumyślne spowodowanie śmierci
Obrażenia ciała
Nadmierne wykorzystywanie i zaniedbywanie osób potrzebujących opieki
Porwanie / Handel ludźmi
Przymus kryminalny
Udział w organizacji korupcyjnej
Naruszenia przepisów antymafijnych
terroryzm
Podczas gdy Departament Sprawiedliwości USA milczy , rośnie presja na prokuratorów generalnych poszczególnych stanów, aby podjęli działania. Epidemiolog Nicolas Hulscher z Fundacji McCullough podkreśla znaczenie tych procesów: „Te pozwy są próbą wymierzenia sprawiedliwości wielu rodzinom, które straciły bliskich i których cierpienie było ignorowane”.
Główne przesłanie: jeśli zawiodą władze federalne, przywództwo przejmą stany. Tym razem nie są sądzeni drobni aktywiści, lecz najbardziej wpływowi urzędnicy służby zdrowia w kraju.
When I discuss the China tariffs with Trump haters I can’t help but ask, why do we in the United States want to trade with communist China after what they did to us regarding Covid? Really, objectively, this is a country that released a biological weapon, a manufactured, fabricated super virus produced in a lab in Wuhan, and they released it upon the entire world deliberately. They knowingly flew infected people all around the world resulting in millions of people dying. They lied about it. Xi Jinping the communist strong man, that butcher that slave holder, systematically covered it up and didn’t bat an eye as he knowingly allowed infected people to fly out of Beijing and Shang Hai, into Australia, Europe, America, and they spread that virus all over the world. Then to add insult to injury they tried to maximize profit, money, take economic advantage, because they sold us and the world masks and pharmaceuticals. So why would we want to trade with them. I’ll tell you why, because we had a president that was completely compromised, he was on the take, a media that was compromised, they were on the take. They lied to us. The FBI lied, our intelligence agencies lied, the CIA lied, the NSA lied. They knew it came from that lab in Wuhan. Our own government was implicated in it, led by Obama, Fauci and his boss Francis Collins. We funded it, we supported it. We aided and abetted in this crime.
So honestly 125 % isn’t nearly enough, 500% isn’t enough for causing the spread of this death and destruction. Nothing against the Chinese people, they are good hard working people, but this Chinese government, this brutal communists regime in Beijing needs to be bankrupted and they need to collapse just like the old Soviet Union. This is Trumps clear end game and God bless him, I hope, it will work! J.Goodrich
Cleveland Clinic: ryzyko zachorowania na grypę jest znacznie wyższe w przypadku osób zaszczepionych.
=================================
Jeśli ktoś chce zmaksymalizować swoje szanse na zarażenie się COVID-19, powinien zaszczepić się jak największą liczbą dawek szczepionki przeciwko COVID-19, w ten sposób zwiększy szanse na zarażenie się COVID-19
Cleveland Clinic w Ohio jest prywatną, niekomercyjną organizacją opieki zdrowotnej, zatrudniającą znaczną liczbę pracowników i działającą w wielu lokalizacjach. Na dzień 31 grudnia 2024 roku Cleveland Clinic zatrudniała na całym świecie łącznie 82 608 osób, w tym ponad 5 743 lekarzy i badaczy oraz 20 160 zarejestrowanych pielęgniarek i zaawansowanych dostawców praktyk, z czego ok 55 000 w samym Ohio.
Od kilku lat Cleveland Clinic prowadzi obowiązkowy program szczepień przeciwko grypie, który wymaga od pracowników corocznego zaszczepienia się (zwolnienie z obowiązku jest możliwe tylko z przyczyn medycznych lub religijnych). W tym roku klinika przeprowadziła prospektywne badanie kohortowe, do którego włączono pracowników Cleveland Clinic Health System (CCHS) zatrudnionych w Ohio. Celem badania była ocena skuteczności szczepionki przeciw grypie w sezonie wirusowym 2024-2025.
Wynik pokazały, że skuteczność szczepionki przeciwko grypie była ujemna i wynosiła -26,9%, innymi słowy, przyjęcie szczepionki przeciw grypie zwiększało prawdopodobieństwo zachorowania na grypę o 26,9%.
Badanie nie precyzuje, ile pieniędzy przemysł farmaceutyczny zarobił na sprzedaży szczepionki o negatywnej skuteczności, nie wymienia też skutków ubocznych, które wystąpiły po tej podaniu.
Spośród 53 402 pracowników, 43 857 (82,1%) otrzymało szczepionkę przeciw grypie, z czego 1079 osób zachorowało (2,02%). Skumulowana zapadalność na grypę rosła szybciej wśród osób zaszczepionych niż niezaszczepionych.Po uwzględnieniu czynników takich jak wiek, płeć, praca w zawodzie pielęgniarki klinicznej oraz miejsce zatrudnienia, analiza wykazała, że osoby zaszczepione miały istotnie większe ryzyko zachorowania na grypę w porównaniu z niezaszczepionymi, a skuteczność szczepionki oszacowano na -26,9%. Wyniki badania wskazują, że wśród dorosłych w wieku produkcyjnym szczepienie przeciw grypie wiązało się z niemal 27% wyższym prawdopodobieństwem wystąpienia choroby w sezonie infekcji wirusowych atakujących układ oddechowy.
Ta sama klinika przeprowadziła w kwietniu 2023 roku badanie dotyczące skuteczności szczepień przeciwko Covid-19. Badaniem objęto pracowników Cleveland Clinic zatrudnionych w momencie, gdy pojawiła się biwalentna (dwuskładnikowa) szczepionka przeciwko COVID-19, badano skumulowaną zapadalność na COVID-19 w ciągu kolejnych 26 tygodni. W trakcie badania wśród 51 017 pracowników COVID-19 wystąpił u 4424 (8,7%), ale co ciekawe, ryzyko zachorowania na COVID-19 wzrastało również wraz z liczbą otrzymanych wcześniej dawek szczepionki – im większa liczba wcześniej otrzymanych szczepionek, tym większe ryzyko zachorowania na COVID-19.. Badanie pokazało również, że osoby, które miały naturalną odporność nabytą przez zarażenie wariantem Omikron chorowały rzadziej, niż te, które nie przebyły infekcji.
Zgodnie więc z danymi z Cleveland, jeśli ktoś chce zmaksymalizować swoje szanse na zarażenie się COVID-19, powinien zaszczepić się jak największą liczbą dawek szczepionki przeciwko COVID-19, w ten sposób zwiększy szanse na zarażenie się COVID-19, pomijając kwestie możliwości wystąpienia skutków ubocznych.
Co ukrywają: Inscenizacja na Siewiernym, trumny Ofiar, oraz Zespół Parlamentarny. [17 kwiecień 2023. Przypominam kolejny raz, bo Prezes i Minister brną w KŁAMSTWO. MD [kwiecień 2016, przypominam w szósta rocznicę, bo nowych FAKTÓW nam wrogowie bronią, ale muszą pamiętać, że Naród nie podda się.
Rok 2025: Czytelnicy donoszą: WSZYSTKIE ABSOLUTNIE WSZYSTKIE odnośniki W TEKŚCIE są zablokowane. MD: Trudno, to specyfika internetu. Nie mam sił, by szukać i naprawić. W papierowej książce [jest dostępna w Wyd. Bolinari] są teksty artykułów, ale też nie ma intern. odnośników . MD] =====================
Zygmunt Białas Prof. M. Dakowski 24 marca 2013O inscenizacji i o Zespole A. Macierewicza…Bo o Raportach MAK i Millera nie warto nawet pisać…„Katastrofa”, której nikt nie widział, nikt nie słyszał, i nie zachowały się żadne dowody.MAREK TOMASZ Pierwsza część wywiadu z prof. Mirosławem Dakowskim Prof. Mirosław Dakowski: Laudetur Iesus Christus! Poruszyło mnie, gdy przeczytałem to katolickie rozpoczęcie tekstu inż. Krzysztofa Cierpisza: Zawiadomienie do Prokuratury Generalnej o porwaniu Delegacji do Katynia cz.I wysłanego do Prokuratur, Generalnej i Wojskowej.Odczytałem to tak: W sensie ludzkim, proporcji sił, wobec Planistów i sprawców tej Zbrodni stoimy na pozycji oczywiście przegranej. ONI mają struktury tajne, rządy, media, pieniądze. Jednak Chrystus jest PRAWDĄ, ON zwycięży. Dlatego można i należy śmiało prawdy szukać. Za wszelką cenę. Zygmunt Białas: Już prawie trzy lata minęły od dnia, w którym nastąpiły wydarzenia wykraczające poza nasze wyobrażenie o tym, co (jeszcze) może się stać. Co Pan, Panie Profesorze, myślał w pierwszych chwilach i potem w następnych dniach po tej niebywałej tragedii? MD: W sobotę, 10 kwietnia 2010 r. w czasie mego wykładu na uczelni w dalekim mieście dostałem sms-a o treści: Donek i Putin zabili nam Prezydenta. Sądzę, że te parę słów oddaje pierwsze wrażenie większości uczciwych Polaków. Mało kto poszedł wtedy za dyrektywą ministra R. Sikorskiego ujawnioną przez gen. Sł. Petelickiego: „Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił”. Ten kierunek „badań” nachalnie podchwyciły służalcze w stosunku do władz media. Wielu badaczy usiłowało przez te trzy lata wykryć, co naprawdę się stało. Mimo, iż starano się zniszczyć wszelkie dowody, tak w Polsce, jak w Rosji, a wrak jednego z samolotów zrabowano, inne zaś (Jak-i URVIS, URYNA [sic!] i ew. Tu-102) gdzieś pochowano. Możemy się pochwalić jedynie osiągnięciem cząstkowym: Z okruchów informacji i dezinformacji ustaliliśmy ze 100 % pewnością, co się nie stało. Oraz – kto i w których swych odkryciach, analizach i wnioskach – na pewno kłamie. Natomiast na temat: CO SIĘ STAŁO? – po trzech latach nie ma jeszcze wiarygodnej odpowiedzi. Jest jedynie kilka hipotez. To będzie tematem całej naszej rozmowy, dla mnie podsumowującej, a może kończącej mój udział w śledztwie. ] ZB: Adresatem naszego wywiadu jest Czytelnik, który zajęty swymi codziennymi obowiązkami, nie ma zbyt wiele czasu na dokładne śledzenie wszystkich wydarzeń związanych z tragedią i śledztwem. Proszę więc, by zechciał Pan wyjaśnić temu Czytelnikowi, dlaczego nie przyjmował Pan konsekwentnie ustaleń moskiewskiego MAK, komisji Millera oraz polskiej prokuratury. ]
MD: Jest zdecydowanie gorzej, niż Pan sugeruje: Czytelnik nie tylko nie ma zbyt wiele czasu na dokładne śledzenie wszystkich wydarzeń związanych z tragedią i śledztwem, ale na swoje nieszczęście, czytuje Gie Wu, ogląda, choćby biernie, bez analizowania różne TVN-y. W każdym mieszkaniu ciągle, z wielu odbiorników, sączy się dezinformacja. O ile lepiej mieliśmy „za Stalina”: W akademiku (sypialnie na ośmiu studentów) gadał niewyłączalny kołchoźnik. Ale był tylko jeden, można było zresztą dyskretnie przeciąć druty, lub „rozumieć go na opak”. Teraz – masz „wybór” między „Tańcem z (..)-iazdami” a teleturniejem lub dyskusją ekspertów (od prania mózgów). Dużą część ludzi już ten wybór zadowala. Dlatego możliwe jest wciśniecie ludziom jako ich własnego poglądu, że: „ja to już rzygam tym Smoleńskiem”. I temu musimy stawić czoło. Co do ustaleń MAK czy Millera: Ilość ewidentnych kłamstw w raportach MAK i Millera była tak duża, że nikt krytyczny śledzący literaturę przedmiotu tym „organom” nie wierzył. Istnieje poważna literatura na ten temat, omówienie jej przekracza jednak objętością możliwości tej rozmowy. Śledzenie literatury przedmiotu jest niestety możliwe jedynie na uczciwych portalach internetowych, ciągle zanieczyszczanych przez agentów oraz tzw. trolle. Samodzielne śledzenie sprawy wymaga jednak sporo czasu i krytycyzmu, czyli wysiłku. Wyniki analiz tych raportów podsumował Łażący Łazarz, może dość brutalnie, ale precyzyjnie: „MAK w dupie”. [por.Mak w dupie] Mój wkład we wczesną fazę walki przeciw oficjalnej dezinformacji, był prosty: Ośmieliłem się (a było to w czasie wielu okrutnych, odstraszających skrytobójstw ludzi znających się na sprawie i dających temu wyraz) złożyć zeznania w Wojskowej Prokuraturze Okręgowej [Zeznania świadka M. Dakowskiego dla Prokuratury Wojskowej] w sprawie dla fizyka najprostszej, to znaczy z argumentami opartymi o prawa zachowania obowiązujące w całym Wszechświecie i o geometrię, też identyczną dla całego Wszechświata: – Brzoza (zwana później pancerną lub kevlarową) nie mogła urwać skrzydła, bo byłaby na to parę rzędów wielkości (sto do tysiąca razy) za słaba. Potwierdziło to później wielu badaczy, a szczególnie prof. W. Binienda poprzez zaawansowane obliczenia i użycie programów komputerowych sprawdzonych w obliczeniach dotyczących lotnictwa i lotów kosmicznych. – Żaden duży samolot, w tym Tu-154, nie mógłby się poderwać, gdyby zahaczył skrzydłem na wysokości 5,6 metra, bo musiałby ogonem wyryć w ziemi rów, którego nie ma na zdjęciach terenu. Prosty brak miejsca… – Sławna „beczka” musiałaby zostać wykonana, ze względu na geometrię (duża rozpiętość skrzydeł samolotu) – pod ziemią. A takie figury są w akrobatyce lotniczej nieznane. – Potwierdzona zdjęciami obecność śmieci, toreb plastikowych, gniazd ptasich, drewnianych budek w najbliższej okolicy „pancernej brzozy” wyklucza możliwość, że obszar ten się znalazł w strumieniu gazów z silników odrzutowych. Rozrzut rozłożonych na złomowisku części metalowych wyklucza „śmierć na skutek przeciążeń (przyspieszeń) rzędu 40-100 g”, jak konkluduje np. MAK. Późniejsze relacje rodzin pomordowanych dotyczące oględzin zwłok (m. in. Anny Walentynowicz) potwierdziły w pełni moje wcześniejsze analizy i zeznania w prokuraturze. Mówię o oględzinach w Moskwie, tj. przed jakąś niewyobrażalną, satanistyczną orgią, która nastąpiła później, a w wyniku której np. czaszka Anny Walentynowicz została pokruszona, a w kilku ekshumowanych ciałach znaleziono jakieś rękawiczki, niedopałki, rękawy, śmieci. Analizy nielicznych dostępnych zdjęć i złomowiska koło lotniska Siewiernyj wykazały w ciągu następnych dni przemieszczanie się tam i dziwne zmiany różnych elementów metalowych. Np. „ścianka” pochodząca rzekomo z Tu, która ma na niektórych zdjęciach 7, na innych 9 czy 10 okienek uznawana jest oficjalnie, a także przez bezkrytycznych dziennikarzy i filmowców za ten sam element (analizy Yurko). Udowodniono również jednoznacznie wcześniejszą inscenizację na tej scenie (wcześniejszą – tj. przed czasem „katastrofy”, oficjalnie zresztą nieokreślonym, chyba celowo i szyderczo). Ośmiesza to raporty oficjalne, ale jest też trudnością dla spójności hipotezy „dwuwybuchowej”. ZB: 6 lipca 2010 roku powstał Zespół Parlamentarny d/s wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej kierowany przez posła PiS Antoniego Macierewicza. To budziło nadzieję Polaków i – zdaje się – także Pana Profesora na gruntowne i w miarę szybkie dotarcie do prawdy o okolicznościach śmierci polskich delegatów udających się do Katynia. Jak Pan z dzisiejszej perspektywy ocenia działania Zespołu? MD: Strona podejrzana o planowanie i wykonanie zbrodni zrabowała i nie oddaje nawet po latach najważniejszych dowodów: Gdzieś, tam są wszystkie rejestratory, kokpit, reszta wraku. Kokpit „znikł”, a przecież w nim każdy przyrząd ma swój unikalny numer i charakterystykę. O „zabawie kota z poraniona myszką” w wykonaniu tajnych struktur „tamtejszych” powiem więcej w II części tej rozmowy. Jednak ujawnienie wielu, bardzo ważnych dla śledztwa, spraw leży w mocy polityków opozycji, tak z otoczenia JK, jak i AM. Oczywiście nie wspominam tu o „grupie rządzącej”, bo jest już pewne, że grupa ta zajęta jest od początku, a może i wiele wcześniej, mataczeniem i niszczeniem dowodów ( jeśli za początek przyjmiemy ranek 10 kwietnia). Konieczne są przesłuchania (w procedurach z jasnymi konsekwencjami karnymi, a choćby moralnymi, za ew. przemilczenia czy kłamstwa) osób z otoczenia Prezydenta i z jego kancelarii. Dla przykładu niezbędne są zeznania i dokumenty pisane i filmowe na temat losu prezydenta od rozmowy z prez. Grybauskaite aż do hipotetycznego„wejścia na pokład Tu101” w sobotę. Czy na przykład córka , pani Marta Kaczyńska, rozmawiała bezpośrednio z Ojcem w tym czasie? Czy min. Sasin oraz pani Zofia Kruszyńska – Gust [por. np.Gdzie jest Zofia Kruszyńska – Gust ‑ocalała z katastrofy”? ] rozmawiali z nim w piątek wieczorem będąc razem, w tym samym pokoju?? Kto Go (z małżonką?) wiózł w sobotę na Okęcie? Gdzie zdjęcia, filmy, zeznania? Czemu takie, oczywiste i narzucające się pytania taktowane są przez wszystkich Graczy Oficjalnych (czyli tak przez grupę rządzącą, jak i polityków opozycji) jako naruszenie tabu, ważnego dla ROZGRYWAJĄCYCH? Przecież jasne odpowiedzi na wiele takich pytań mogłyby znacznie zmniejszyć podejrzenia rozsądnych analityków o świadome ukrywanie ważnych faktów i spraw –zarówno przez otoczenie Jarosława Kaczyńskiego jak i (odmiennie – nie wiemy jednak, czemu?) otoczenie Antoniego Macierewicza. Nie nam oceniać motywy ukrywania pewnych wątków przez AM i JK. Nie znamy przecież przyczyn. Stwierdzam jednak, że to ukrywanie jest widoczne od kwietnia 2010 roku oraz że jest ono przeszkodą do poznania i ujawnienia prawdy. Co do lansowanej jako jedyna prawda „hipotezy dwu-wybuchowej” nawet A. Macierewicz mówi: “Podkreślam, że to jest hipoteza. Nie mamy zamiaru twierdzić, że to jest ostatnie słowo, także ze strony zespołu parlamentarnego, ale jest to jedyna całościowa hipoteza”. Otóż jest to hipoteza, ale nie jedyna – i zdecydowanie nie całościowa. Nie są dostępne jakiekolwiek dowody na to, gdzie był i co robił Prezydent Lech Kaczyński od czwartku przed południem, gdy (nagle?) poleciał do Wilna i widział się i rozmawiał z prezydent Litwy Dalią Grybauskaite. Niektóre z udostępnionych zdjęć z tej wizyty są dla specjalistów od fotografii komputerowej ewidentnymi fotomontażami. Np. na udostępnionej (po około dwóch latach od Zdarzenia!) kopii zdjęcia z rozmowy tych dwojga prezydentów, głowa prez. LK została doklejona do innego korpusu (analiza Yurko na poszczególnych szeregach pikseli). Faktem jest, że nie ma możliwości obejrzenia i profesjonalnej analizy filmów z Wilna z czwartku, 8 kwietnia, szczególnie z drugiej części wizyty i z opuszczenia Wilna (Odlot? Jakim samolotem? A może odjazd? Z jakimi osobami towarzyszącymi?). Niedostępne są protokoły, zdjęcia, filmy, listy osób towarzyszących i ich zeznania, protokoły BOR-u itp. Charakterystyczne, że sugestie o zmanipulowaniu relacji fotograficznych spotkania LK z prez. Grybauskaite przyszły z Rosji, od „źródeł” zwanych „Gorożanin iz Bernauła”, a ewidentnie związanych ze strukturami tajnymi („siłowniki”) Rosji. Szerzej o tym aspekcie gry Planisty z różnymi grupami w Polsce – w II części tej rozmowy. Nie było śledztwa ani nie wyjaśniono publicznie, kto podrzucił sfabrykowane zdjęcia „prezydenta LK w samolocie do Smoleńska”, które zostało „znalezione” w Chicago, w rodzinie Wojciecha Seweryna, który zginął w tej – no cóż – nie mogę użyć innego określenia – ZBRODNI. Nie ma wyników śledztw na temat tego, kto , jak i dlaczego usunął zapisy monitoringów z Okęcia oraz z Siewiernego. Wykazałem w poprzednich analizach (matematycznie), że prawdopodobieństwo, iż były to zdarzenia niezależne, jest nieskończenie małe [por.O pożytkach i niebezpieczeństwach używania LOGIKI ]. Planista i wykonawcy tego oczywistego elementu Zbrodni nie są nawet poszukiwani, zarzuty nie są sformułowane. Nie istnieją, nie są zebrane precyzyjne zeznania Rodzin (ostatnie dni, telefony, sms-y, transport „na lotnisko” itp. Próby ich zbierania są konsekwentnie blokowane. Szerzej o tym w II części rozmowy [mam nadzieję]. Zbrodnia Smoleńska ma wiele cech wspólnych ze zbrodnią w World Trade Center, popełnioną osiem lat wcześniej, zwaną w skrócie 9/11. Widać, że Planista „Smoleńska” wzorował się tak na jej przygotowaniu, przeprowadzeniu, jak i przygotowaniu całej dezinformacji , „śledztwa” i powoli cedzonych późniejszych „rewelacji”. W USA jednak tak rodziny ofiar, jak stowarzyszenia pilotów, kontrolerów lotów, prawników itp. mają zagwarantowany przez konstytucję dostęp do danych źródłowych. Jest on utrudniany, ale możliwy. Stąd istnienie wielu analiz, książek, filmów dokumentujących rzeczywisty przebieg zbrodni, wykazujących, że planowanie, przebieg i „otoczka medialna” zbrodni 9/11 były zupełnie inne, zdecydowanie różne od opowieści oficjalnych podawanych zaraz po Zdarzeniu, czy po latach opublikowanych w oficjalnym „Raporcie Rządowym”. Wyciszanie tych analogii przez tutejszy rząd i podległe mu media nie dziwi. Zadziwiło nas jednak , gdy min. Antoni Macierewicz z powaga zaprosił do badań w Zespole Parlamentarnym „eksperta” Kushnera z USA. Człowiek ten bowiem „badał 9/11”, a potem podpisał skłamany Raport Rządowy. Raport ten powstawał w bólach, zdaje się ok. 2-ch lat, Kushner więc, gdyby był uczciwy, mógł w tym czasie przypomnieć sobie podstawy fizyki ze szkoły średniej (chyba tam fizyki uczą?). Np. o tym, że ciało na Ziemi spada z przyspieszeniem g=1 tylko wtedy, gdy nie napotyka na żaden opór. A przecież te dwa budynki WTC stały na 47 stalowych kolumnach każdy, które się nie spaliły, ani nie roztopiły, bo nie było takiej temperatury ani czasu na to. Filmy z destrukcji dwóch z trzech wież WTC wskazują, że przyspieszenie wynosiło g=1. Dodatkowo – są filmy, na których widać 11 błysków kontrolowanej destrukcji jednej z tych wież. Zapominalskim przypominam, iż trzecia wieża WTC-7 zawaliła się „ze strachu”, bez ingerencji „okrutnej Al-Kaidy”. Pogrzebała pod sobą nierozliczone papiery dłużne wartości setek miliardów dolarów (może więcej?). O dziesiątkach ton złota, o diamentach ledwie wspomnę – to „detale”. Ale nie odnalazły się pod gruzami, mimo, iż nie są łatwopalne. To „słoń”. A sprawa polska wygląda tak, że AM indagowany publicznie, czemu zaprasza i nagłaśnia kłamcę, który oszukuje swój naród, więc tym bardziej nie będzie miał oporów w oszukaniu obcego narodu, odpowiedział że on (AM) zajmuje się sprawą smoleńską, nie zaś wątpliwościami i hipotezami w kwestii 9/11. To zły znak dla Polaków. Najważniejszym wnioskiem ogólnym na temat minionych trzech lat z częściowo zakłamanego, a częściowo kulawego śledztwa, jest ten, że nie wolno ograniczać się do badania, choćby najbardziej szczegółowego, tzw. „ostatnich sekund lotu”. Konieczne jest zdecydowane wykroczenie poza te, dziwacznie narzucone, także Zespołowi Parlamentarnemu, ograniczenia. Konieczne jest na przykład udokumentowanie, jakie samoloty związane z tą misją startowały tego ranka z Okęcia, oraz co, czy kogo wiozły – i dokąd. Wiele przemilczeń i przekłamań tzw. „świadków” ujawniła grupa świetnych, krytycznych analityków, którzy skupili się wokół Free Your Mind-a, czyli, co wiemy od paru miesięcy, dr. Pawła Przywary. Kapitalna jest jego książka „Czerwona strona Księżyca”, w której te różne ważne pytania są postawione, a ukrywane przez oficjalnych śledczych (zapewne z panicznego strachu) zagadnienia są nagłośnione. Jestem przekonany, że testem na uczciwość i odwagę każdego analityka Zbrodni Smoleńskiej jest sposób merytorycznego odniesienia się do konkretnych problemów postawionych w tej pracy, oraz do spraw podniesionych przez analityków tej grupy. Zaś imputowanie im „agenturalności”, czy bycia „sektą” jest świadectwem paniki, że Prawda, która zapewne jest straszniejsza od naszych podejrzeń, może ujrzeć światło dzienne. Naciski na odsuwanie od oficjalnych konferencji osób z grupy stawiającej szerzej pytania o „Smoleńsk” nie powinny się powtórzyć. Nie dlatego, że to wstyd, bo wstyd czy bezwstyd jest odczuciem subiektywnym. Ale dlatego, że takie naciski utrudniają dojście do prawdy – i sugerują chęć jej ukrycia. ZB: Mec. Małgorzata Wassermann, córka śp. Zbigniewa Wassermanna, który zginął 10 kwietnia 2010 roku, powiedziała niedawno: „Wszystkie dokumenty, które przesyłane są z Rosji, poświadczają nieprawdę. Nie mówię jedynie o materiałach dotyczących sekcji zwłok, ale o wszystkich dokumentach rosyjskich”. Eksperci Zespołu Parlamentarnego traktują jednak rosyjskie materiały bardzo poważnie, badają je i wyciągają daleko idące wnioski, jak chociażby o dwóch wybuchach w Tu-154M 101, które miałyby być przyczyną katastrofy na Siewiernym. O czym to świadczy? MD: Wyżej przeanalizowałem pewien zły znak dla Polaków. Innym złym znakiem jest to, iż ograniczono prace ZP jedynie do analiz danych otrzymanych od MAK. Szansa, że dane te nie są sfałszowane, jest bliska zero. Przyznała to nawet mec. Małgorzata Wassermann, córka posła który zginął w zamachu. Była zawsze dotąd ostrożna w słowach, ocenach i czynach. Część tych prac jak dla przykładu analizy porównawcze prof. Biniendy wytrzymałości brzozy i skrzydła Tu-154 są doskonałe. Ale fakt, że ZP unika kwestii POCZĄTKU, tj. badania tego, co działo się w Warszawie w nocy, potem na Okęciu, brzmi alarmująco. Dla przykładu: – Co działo się z Prezydentem w piątek i sobotę rano, – Jak, kiedy, kto dowiózł wszystkich, którzy zginęli/zaginęli? Szerzej poruszę te ważne kwestie w II części rozmowy. – Co działo się czy stało z hangarem nr. 21 [por.Był sobie hangar – tajemnicze Okęcie 2010] na Okęciu, z nagraniami wszystkich monitoringów (Okęcie i Siewiernyj), – Gdzie są filmy, zdjęcia, wywiady dziennikarzy sprzed „odlotu”. – Czemu nie ma – i nie usiłowano uzyskać – zeznań obsługi Okęcia, od kontrolerów lotu do bufetowych i sprzątaczek włącznie. Narzuca się wniosek, który muszę tu powtórzyć, że AM coś ważnego i groźnego stara się ukryć. Odmienna jest sytuacja JK. Dla przykładu nie umożliwił on analizy fonograficznej „rozmowy z bratem”, o której wszyscy piszą, że odbyła się „z pokładu samolotu”. Znów porównajmy ze wzorcową dla „Smoleńska” zbrodnią 9/11. Udowodniono, że „rozmowy z telefonów komórkowych” wykonane rzekomo w czasie lotu porwanych samolotów : 1)były niemożliwe, niewykonalne technicznie,2) sfałszowane, wykonane ze zgromadzonych wcześniej autentycznych zdań i rozmów danej osoby. Ad 1: Przy tej prędkości, jaka mają samoloty rejsowe (800 – 900 km/h) i wysokości, na jakiej latają, próba połączenia się z komórki (stan technologii na 2001r. ) musi doprowadzić do „efektu domina”, tj. usiłowanie połączenia się z wieloma stacjami bazowymi, nad którymi przelatuje samolot prowadzić musi do zablokowania aparatu, do niemożności rozmowy. To wykazano doświadczalnie, nie tylko „teoretycznie”. Ad 2: Przykłady: Syn (Mark Bingham) dzwoni do swej matki – i parokrotnie przedstawia się jej z imienia i nazwiska. Staruszka tego nie zauważa – tak zajęta jest straszną treścią „rozmowy”. Te „rozmowy” zostały zmontowane z autentycznych głosów osób, którym je potem przypisano. Były dopasowywane na żywo do reakcji rozmówcy. W razie kłopotów z sensem – „porwany” proponował wspólne odmawianie psalmów, a w tym czasie przygotowywano kolejną odpowiedź. Ta technika jest opanowana, znana fachowcom. Dużo bardzo przekonywujących przykładów można znaleźć w książce Sławomira Kozaka „Operacja dwie wieże” i w następnych jego książkach na podobne tematy [Wyd. AURORA]. Por. rozdział „Mit Shanksville” i „Telefony, telefony”. Tam też są dostępne filmy wyjaśniające wiele oszustw (i sposobów ich przeprowadzenia) w oficjalnej, rządowej wersji „ataku na Pentagon”. Filmy ilustrują wyniki analiz pilotów z grupy „Pilots for 9/11 Truth”, kontrolerów ruchu, itd. Niemożliwe, by Jarosław Kaczyński tych spraw nie znał lub by je zlekceważył. Analiza jego rozmowy z Bratem przez specjalistów od fonografii jest kluczowa dla ukierunkowania śledztwa smoleńskiego. Podobnie – nie wyjaśniono, czemu (ew.: i kto??) opóźniono przyjazd JK na Siewiernyj („po katastrofie”), czemu „ciało LK było zimne”? Narzuca się hipoteza, iż JK „musiał” poczekać, by ciało dowieziono z lodówki na „miejsce katastrofy”. Przypominam, że wiarygodnych zdjęć ciał ofiar na złomowisku BRAK. ZB: Rosyjskie materiały są też podstawą śledztwa prokuratorów z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Czy oni nie znają wartości ruskich dokumentów? Kiedyś polscy śledczy powstrzymali skutecznie żądania ekshumacji zwłok, utajnili wiele ważnych informacji, później uczestniczyli w aferze trotylowej, a teraz szukają śladów alkoholu u 32 ofiar tragedii. Czy oni nie widzą tego, że kpią z ludzkiego rozumu i wystawiają Polaków na bezgraniczną cierpliwość? MD: Sądzę, że prokuratorzy poddawani są ogromnym naciskom. Oczywiście, jak w całym „resorcie sprawiedliwości”, decydują tam sprawdzeni jeszcze w latach 80-tych towarzysze. Na pewno do Tej Sprawy selekcja kadr była jeszcze ostrzejsza, bo „to kadry decydują o wszystkim”. Jednak jest tam grupa osób profesjonalnych, uczciwych, może też obawiających się odpowiedzialności karnej w przyszłości, które zapewne w swoim mniemaniu „robią co mogą”. Za sygnały ich istnienia uważam, może paradoksalnie, zabawne perypetie z niemożnością zmierzenia „wysokości brzozy”, opisane na przykład tu: Gang Olsena na tropie, czyli przygód gamoni w mundurach ciąg dalszy . Wybrano sprawę zupełnie marginalną, bo od dawna jest oczywiste, iż udział pancernej brzozy w czymkolwiek jest hipotezą oszukańczą i dawno ośmieszoną. Sygnał ten odczytuję jako: „No widzicie, ludzie, że nic nie możemy…” Może jednak jestem zbyt pobłażliwy? Mam nadzieję, że dokumenty „w sprawie” są tam chronione i czekają na lepsze czasy, a nie są niszczone, jak zapisy monitoringów z Okęcia i Siewiernego zniszczone przez nieznanych sprawców. Bezkarnie! ZB: Polskie organy władzy nie podjęły decyzji o otwarciu trumien, które przybyły z Moskwy. Trzy tygodnie później pisał Pan Profesor: „Kto wie, co jest w tych trumnach?” Władze nie spieszyły się jednak z przeprowadzeniem ekshumacji. I co się okazało teraz, gdy otworzono dziewięć trumien? – Sześć ofiar pochowanych było w niewłaściwych grobach. Poległy śp. ksiądz prof. Ryszard Rumianek leży dotąd nie wiadomo w której trumnie. I jak można przejść do porządku dziennego, gdy osoba historyczna już za swego życia, rozpoznana przez rodzinę w prosektorium w Moskwie, była pochowana bez twarzy w nie swojej trumnie? MD: Przypominam, że już w maju 2010 alarmowałem, m. in. w tekście Kto wie, co jest w trumnach? i listach poufnie dostarczonych Jarosławowi Kaczyńskiemu i Antoniemu Macierewiczowi [listy są tu: FYM: Wywiad z prof. M. Dakowskim ], o możliwości dostarczenia z Moskwy w trumnach czegokolwiek, np. ścierwa psów czy kamieni i cegieł. Były przecież takie precedensy (katastrofy Ił-ów 62 pod Warszawą). Argumentowałem Im o konieczności otwarcia wszystkich trumien, jako dostępnych nam, a ważnych dowodów rzeczowych w sprawie. Nie doczekaliśmy się reakcji. Te podejrzenia potwierdziły oględziny ciał w Moskwie porównane z jakąś niewyobrażalną, satanistyczną orgią, która nastąpiła później, a w wyniku której np. czaszka Anny Walentynowicz została pokruszona. Wrócimy do tego. Niestety – wspólny front matactwa, zbrodni i tchórzostwa czy niemocy zablokował na razie tę sprawę. ZB: Dziękuję Panu Profesorowi za udzielenie wywiadu, który – jestem o tym przekonany – wzbudzi zainteresowanie Czytelników. Wierzę, iż zechcą oni zadać następne pytania, które – zebrane przeze mnie – będą postawione Panu w drugiej części naszej rozmowy. MD: Winien jestem wyjaśnienie, czemu używam określenia „Zbrodnia Smoleńska”. Początkowe przypuszczenie, t.j. hipoteza, że była to zaplanowana zbrodnia, zamieniło się w ciągu paru pierwszych tygodni analiz w fakt udowodniony. Najpierw poprzez analizę zdjęć wskazujących jednoznacznie na inscenizację, oraz ze względu na manipulację przez Rosjan i pomagających im przedstawicieli rządu RP „czasem zdarzenia” i „świadkami”, podstawianymi i przedstawianymi bez wyboru spójności i sensowności ich wypowiedzi. Natomiast przymiotnik „smoleńska” używam jedynie w sensie popularnym, przyjętym w świadomości Polaków. Jest to podobne do faktu, iż pojęcie „Katyń” zwykle odnosimy też do innych miejsc zbiorowych mordów Polaków przez sowietów, np. również do nie zbadanej sprawy zatopienia barek na Morzu Białym. Ten temat ciągle jest tabu. Zupełnie nie wiemy (po trzech latach!),gdzie wymordowano najpierw 96 osób, Polaków(a doszły skrytobójstwa). Nie wiemy nawet, czy mordowano ich w jednym miejscu i czasie. Natomiast nazywanie tej zbrodni „warszawską”, jak chce Krzysztof Cierpisz, byłoby podwójnie mylące: – nie mamy dotąd przekonywujących dowodów, że nastąpiło to w Warszawie, np. na Okęciu, czy w Hangarze nr 21 w kompleksie wojskowym lotniska Okęcie. Por.Był sobie hangar . Może następowało to w wielu miejscach. Termin „Zbrodnia Warszawska” zakłada więc coś, co na razie jest tylko hipotezą. A zbrodni w Warszawie popełniono już tyle że tracimy jednoznaczność określenia sprawy.
*** Gloria Patri, et Filio, et Spiritui sancto. Sicut erat in principio, et nunc, et semper et in saecula saeculorum, Amen.
[ Przypominam kolejny raz. A to już 15 lat !!! Ten i następny artykuł – to mój wkład do książki „Maskirowka smoleńska”. Umieszczam, bo Piko ośmielił się wspomnieć o tej – zagłuszanej – Zbrodni. Czemu tak mało publicystów o tym strasznym kłamstwie pisuje – nie rozumiem. MD]
[Przypominam kolejny raz – z okazji sześciolecia ZBRODNI oraz panoszenia się KŁAMSTWA w oficjalnych me®diach – i wśród polityków.
Oby ostatni! MD]
====================================
Rok 2025: Czytelnicy donoszą: WSZYSTKIE ABSOLUTNIE WSZYSTKIE odnośniki W TEKŚCIE są zablokowane. MD: Trudno, to specyfika internetu. Nie mam sił, by szukać i naprawić. W papierowej książce [jest dostępna w Wyd. Bolinari] są teksty artykułów, ale oczywiście też nie ma intern. odnośników . MD]
======================================
Niestety – nie ostatni. KŁAMSTWO jest trudne do zabicia, ma wiele „Żyć’. 17 kwiecień 2023.
Te wywiady, analizy były po ich opublikowaniu wiele lat temu – posłane do Prezesa Kaczyńskiego, ministra Macierewicza. Są też w mojej książce „O to, co najważniejsze”. Poniższe adresy internetowe mogą być już zniszczone – przecież w Internecie panują prawa dżungli. Nie sprawdzałem. MD]
===================
Mirosław Dakowski 2.4.2013 [przypominam Zbrodnia Smoleńska a Zło Absolutne – wobec totalnej dezinformacji w mediach – te szelągi, prezesi.. brrr. MD]
===================
Druga część wywiadu z prof. Mirosławem Dakowskim
Zygmunt Białas:Pół roku temu, w październiku 2012 roku, pisał Pan Profesor o stanie naszej wiedzy o przyczynach i okolicznościach tragedii smoleńskiej:„Prawda w ogólnych zarysach jest już poznana. I nie uda się już jej schować, zdeformować”.– Czy te słowa nie są wypowiedziane niejako 'na zapas’? Co my – zainteresowani sprawą, a także ogół społeczeństwa – wiemy o tym niebywałym wydarzeniu?
Prof. Mirosław Dakowski: W ciągu trzech lat, które mijają od Zbrodni, zaktywizowało się w Polsce i wśród Polonii co najmniej kilka setek uważnych, krytycznych i dalekowzrocznych analityków. Ujawnili swe spostrzeżenia i odkrycia w Internecie, bo media drukowane oraz radio i TV są dla nich zamknięte.
W sposób naturalny połączyli się w różne grupy, badające różne aspekty sprawy. Na początku cześć ludzi poszła śladami „rewelacji fotograficznych” doc. Amielina, współpracownika KGB lub za podrzucanymi wspomnieniami różnych „dziadków leśnych”, z których na przykład jeden był tak blisko gazów odrzutowych „polskiej tuszki”, że aż musiał złapać się za karoserię samochodu.
Ta piana dezinformacji szybko została zdmuchnięta. Wiele uczyniono dla wykazania, co z podawanych wieści na pewno było fałszywką, tj. co z oficjalnych opowieści było sprzeczne z prawami logiki, fizyki, techniki – awioniki itp. Dla przykładu: pancerna brzoza, beczki podziemne, „czasy zdarzenia” itp.
Pozostały dwa kierunki poszukiwań:
Jeden usiłujący wyrwać czy rozszyfrować jak najwięcej informacji z przesłanych (elektronicznie? ) przez MAK ułomków danych z rejestratorów zrabowanych przez stronę rosyjską. Ta grupa badaczy przyjęła jako pewnik, że Tu154 M-101 rzeczywiście był tam i „rozbił się” koło Siewiernego. Szukano więc dowodów na wybuchy, „trotyl i nitroglicerynę”, ew. szukano wysokości, na których jakieś przyrządy ( tj. ich zapisy, przesłane przez MAK! ) umilkły. Kierunek ciekawy, wyniki warte poważnej dyskusji.
Większość jednak szukała dalej w przestrzeni i w czasie, szczególnie tego, co mogło się dziać wcześniej, np:
– wizyta prez. Lecha Kaczyńskiego w Wilnie we czwartek,
– ostatnie znane godziny życia wszystkich ofiar Zbrodni, a nawet
– losy hangaru nr. 21 na Okęciu oraz
– żołnierzy z tym związanych (żyją? Ilu „popełniło samobójstwa” w piątek?).
To tylko przykłady. Ponieważ Internet jest pojemny, ale i bezkrytyczny, każdy z badaczy pisał swoje uwagi i spostrzeżenia i uważał, że „zadanie wykonał”. Analitycy uważali, że ktoś te wszystkie rewelacje (szczególnie ”jego!”) analizuje, a przyczynki zbiera – i krytyczna synteza się z czasem pojawi. Tymczasem czytało to sto do tysiąca osób, góra kilkanaście tysięcy, a 90% szybko zapomniało… Oczywiście agenci różnych „mocy” czytają uważniej. A miliony ludzi czerpią swą „wiedzę” od etatowych kłamców i agentów, rozłożonych równomiernie w całym spektrum oficjalnej polityki i mediów.
Ogromnym sukcesem dr. Pawła Przywary (Free Your Mind) było opublikowanie książki zatytułowanej „Czerwona strona Księżyca„. Niestety, ku mojemu zdziwieniu, a potem niesmakowi (bardziej niż rozbawieniu), książka została przemilczana czy zakazana nie tylko przez stronę oficjalną, „rządową”, ale także przez przywódców Zespołu Parlamentarnego, czyli zwolenników „hipotezy dwuwybuchowej”. Spośród nich wypowiadały się na ten temat (zjadliwie) tylko osoby (harcownicy) nie zajmujące się badaniami, ograniczonymi zresztą wyraźnie „odgórnie” przez polityków.
ZB:Był Zamach na delegację udającą się do Katynia. To wydaje się oczywiste dla każdego, kto potrafi (i chce) logicznie myśleć. Jednakże ciągle nieznane są nam polityczne przyczyny i motywacje. Kto wydał wyrok? Czy sojusznicze NATO, BND, CIA wiedziały o planach zamachowców? Czy podzieliły się wiedzą ze swymi rządami?
I potem po 10 kwietnia 2010 roku… Czy zachodnie służby mają zdjęcia, filmy czy inne dowody zbrodni? Jeśli tak, to dlaczego je ukrywają? Dlaczego nasze państwo zostało pozbawione jakiejkolwiek pomocy?
MD:Umowy i pakty międzynarodowe, NATO
Niebo nad Ziemią jest naszpikowane satelitami badawczymi, filmującymi w trybie ciągłym na różnych długościach fal, szpiegowskimi, bazowymi dla GPS i tak dalej. Nie ma skrawka planety, który by nie był ciągle obserwowany, a obserwacje są starannie zapisywane.
Żadne powłoki chmur czy niespodziewane gęste mgły nie są przeszkodą. Rejestruje się przecież na wielu różnych długościach fal, też w podczerwieni. Dlatego jest pewne, że istnieją zapisy losów wszystkich rejsów samolotów, też w okolicach Witebska i Smoleńska.
Mają je na pewno: wojska rosyjskie, NATO, armia USA i CIA, Francja, BND (Bundesnachrichten Dienst). Osoby związane z tą ostatnią formacją usiłowały nawet przed rokiem „pohandlować” – obiecywali takie filmy za ujawnienie konkretnych wtyk „Informacji” (która, jak wiadomo, „nie istnieje”) w Niemczech [wtyki może w Bundesamt für Verfassungsschutz (BfV) ]. „Informacji”, która kiedyś była filią GRU. [Dla smakoszy: Sprawa agenta Nymphe i jej reperkusje polityczne]. Ostatecznie – targ nie doszedł do skutku, a zresztą i tak znani nam analitycy Zbrodni do ew. materiałów z BND dostępu by nie uzyskali.
Skupmy się jednak nad następująca implikacją tej „przezroczystej atmosfery”:
W przypadku, gdyby „Zdarzenie smoleńskie” było „niespodzianką” dla służb szpiegowskich Zachodu, to plany i dowody wykonania egzekucji na prezydencie państwa NATO, na generalicji NATO, mogłyby doprowadzić do światowej destabilizacji, nawet, gdyby zbrodni dokonał jakiś obcy, nie zaś armia będąca pod kontrolą rządu kraju od stulecia miłującego pokój nade wszystko. Musiały więc wcześniej nastąpić dyskretne konsultacje. Na jakim szczeblu, i na jakim poziomie niejawności, nie nam na razie rozważać.
Faktem jest, że żaden „czerwony alert” w siłach NATO nie został ogłoszony. Czy przypadkiem jest, że akurat tak się złożyło, iż rankiem 10 kwietnia wszystkie siedem satelitów obserwujących okolice Smoleńska były oślepione lub poza obszarem aktywności? Jak w przyszłości zostanie oceniona ta bierność NATO – zobaczymy . Por.: Ile satelitów widziało okolice Smoleńska 10/04? Polacy widzą jednak, ile naprawdę warte są obecne „pakty militarne” i „sojusznicy”.
ZB:Mój najbliższy rozmówca Andrzej Kisiel (nick: @Kisiel) napisał po pierwszej części naszego wywiadu: „Oczekiwałbym wątku dotyczącego wprowadzenia materiałów ze śledztwa rosyjskiego /zasobów rosyjskich służb za pośrednictwem ruskich blogerów…” Proszę więc, by Pan Profesor podzielił się swymi uwagami na temat roli GRU i Putina, i przedstawił – starannie przemilczane przez oficjalne media – fakty związane z działalnością Gorożanina iz Bernauła.
MD:Generalny Planista
Charakterystyczne, że sygnały o ukrywaniu wielu zdarzeń istotnych dla wyjaśnienia sprawy napływają też od struktur tajnych „siłowników” rosyjskich. Konsekwentnie nie nazywam ich „służbami”, bo nie wydaję się, by służyły np. Rosji, lecz albo sobie, albo swym jeszcze tajniejszym przywódcom. Mówię teraz o ich tubie, przekazującej poprzez Gorożanina iz Bernauła np. zdjęcia z rosyjskiej strony tzw. „śledztwa”. Część tych zdjęć, np. niektórych „trupów”, wygląda na fałszywki, a obiekty – na przygotowane kukły polane krwiopodobną cieczą. Ale nie wszystkie. Część zdjęć wygląda na oryginalne z MAK, a rozdzielczość i precyzja sygnalizują takie ich pochodzenie – i staranne przygotowanie. To wygląda na fragment scenariusza, który nazwaliśmy „gra kota z poranionymi myszkami”.
Użyję tu rozróżnień zaproponowanych przez Rolexa (por. np. tu: Hipoteza i analiza: KASYNO) . Dzieli on wroga na trzy klasy: Planistę, Gracza i Hazardzistę – idiotę. Do myszek mogą należeć ludzie z wszystkich trzech powyższych klas. Tak niektórzy w Rosji, jak wykonawcy w Polsce, oczywiście, a szczególnie z grupy „Gracza” i „Hazardzisty”. Najgorsze i najboleśniejsze jest jednak to, że do myszek należą zwykli, uczciwi Polacy, którym zależy na odkryciu Prawdy i ukaraniu zbrodniarzy. Wszystkich.
Spróbuję ustalić, kto jest tym Ostatecznym Planistą. Już teraz, po trzech latach, nie jest to niemożliwe.
W niedawno opublikowanej książce Masoneria 2012 Stanisław Krajski ukazuje jądro wszystkich „struktur tajnych” w kilku imperiach i państwach, w czasie ostatnich dwóch stuleci. Z tej tajności wynika (czy to pokusa naturalna??) tendencja, by stać się prawdziwym Panem Imperium, a za tym Panem Świata. O tej pokusie napisano dziesiątki poważnych rozpraw, a także opisano ją czy sparodiowano w setkach Bondów i podobnych produkcjach oraz w tysiącach komiksów.
Najtajniejsze w wojskowych strukturach tajnych były i są loże z grupy lóż „francuzów”, czyli najmocniej oddanych „synowi Poranka”, to jest Lucyferowi. Taka była i jest dalej – Loża Propaganda Due (P2). Podobne loże w krajach Europy Środkowej i Wschodniej St. Krajski nazwał – chyba hipotetycznie – loże P3. Otóż ich istnienie w strukturach wojskowych, a szczególnie w sprywatyzowanym GRU (Главное Разведительное Управление) i ich filii na Białorusi, w Polsce itp. jest zauważalne, nie tylko wyczuwalne. One zapewne są tym Centralnym Planistą. A posługują się – całą organizacją państw, na których pasożytują.
Wrócimy więc do Gorożanina, jednej z ich tub: Poza starannie dozowanymi „przeciekami” z dokumentacji Zdarzenia, jeden z jego awatarów czy wykonawców, podrzuca nam fotomontaże z czwartku (8 kwietnia) z wizyty LK u prezydent Litwy Dalii Grybauskaite. Sugerując, że pani G. też jest „w tym umoczona”. Nie wiem, dlaczego ten wątek nie został (zdaje się) w Polsce przedyskutowany ani rozwinięty. Zdjęcia z portali rządowych na Litwie i w Polsce nie przesądzają sprawy i są bardzo wątpliwe [co do ich autentyczności.] , a świadkowie i uczestnicy tej wizyty – są starannie ukrywani [np. Sasin. md w 2016]. Tymczasem ew. wyjaśnienia byłyby konieczne, znacznie zmniejszyłyby ilość niewiadomych.
Sformułuję to tak: Gdyby w tej wizycie i po niej nie było mrocznych momentów, może dni, to Antoni Macierewicz czy Jarosław Kaczyński mogliby je dawno wyjaśnić, a fakty i dokumentację opublikować. Siły uczciwych i odważnych badaczy przydałyby się do dalszych prac, a nie do marnowania się w „próżnych dywagacjach”. Tak jednak się nie stało. Dzieje się to z ludźmi, z którymi znam się od dawna, których w większości lubię i poważam. Ale od Tamtego Czasu reagują, jakby byli sparaliżowani, na uwięzi wzroku piekielnej Kobry.
W „zdarzeniu smoleńskim” od początku jego rozgrywania i nagłośnienia widać staranne dozowanie „zdarzeń medialnych” (jak kiedyś to określił nieoceniony Geremek), by widz /słuchacz musiał mieć wątpliwości, ale nie mógł ich rozwiązać, ew. nie mógł swoich podejrzeń ugruntować. W przypadku „zdarzenia smoleńskiego” brak na złomowisku kokpitu, ciał, foteli, przemieszczają się różne ścianki, które „robią” za tą samą w różnych śledztwach. Te fakty też raczej nie są „niedoróbkami”, lecz przekazują ten sam sygnał: Przedstawiamy wam „argument nie do odrzucenia”.
Ten scenariusz widać przy wielu zbrodniach: Litwinienkę można było przecież pchnąć gdzieś w ciemnej ulicy zaostrzonym pilnikiem w serce, a ciało podrzucić za niewielką opłatą do jakiegoś klubu pederastów czy burdelu, gdzie przerażeni klienci i zszokowane pracownice by zaświadczyły, że wtoczył się sam – a potem okazało się, że chyba przypadkiem wbił się na swój pilnik.
Wariant z Po-210 jest miliony razy droższy oraz bardziej niebezpieczny dla wykonawcy, a pozostawia ślad. Daje jednak satysfakcję, że „wiecie, co to znaczy, że to my, ale nie śmiejcie tego udowodnić”. A sprawca jest nagradzany – w tym wypadku miejscem w Dumie państwowej.
Podobnie z wysadzeniem w powietrze budynków z mieszkańcami w Bujnaksku, Moskwie i Wołgodońsku we wrześniu 1999 roku. W Riazaniu milicja przypadkiem, na skutek czujności mieszkańców bloku, aresztowała sprawców – byli to funkcjonariusze FSB, ale worki z heksogenem zamieniły się podczas badań w Moskwie w … cukier. Znów, jak zwykle: „Wiecie, bójcie się, ale nie odważycie się czegoś udowodnić”.
ZB:W Pańskim portalu www.dakowski.pl znajduje się wiele tekstów związanych z bezczeszczeniem zwłok ofiar tragedii smoleńskiej. Mamy dowody na loże satanistyczne w GRU, u Gorożanina – twierdzi Pan Profesor. – Proszę przedstawić te fakty, które przecież nie są na ogół znane Czytelnikom.
MD: Może trochę dziwić, czemu w tutejszych mediach zapadła cisza, gdy udowodniono, po tych niewielu z dopuszczonych, ekshumacjach, że już po okazaniu ciał Ofiar zbrodni rodzinom, odbyła się na tych zwłokach jakaś orgia, zupełnie nie mająca sensu ekonomicznego, geopolitycznego czy PR-owskiego.
W niechlujne jej ukrywanie zostały co prawda wciągnięte osobniki rodzaju Arabskiego i Tuska(„zakaz otwierania trumien w Polsce”), ale to marginesy sprawy.
Istotny jest meta-sens całej Zbrodni, w tym tej orgii: To NIENAWIŚĆ w stanie absolutnym, oddanie czci Złemu. O satanizmie Lenina, Dzierżyńskiego czy Zinowiewa i całej tej bandy pisało dużo myślicieli, głównie rosyjskich. Z „lżejszych”, jeśli można tego terminu użyć, por. Rozkoszna dupa Lenina oraz Wiara a wiedza – CzK i Lenin .
Na temat czynnego satanizmu połączonego z perwersjami w rządach USA, władzach NATO jest sporo dokumentów prokuratury amerykańskiej, np. w sprawach „Project Monarch”, czy „MK-Ultra”. O bezkarności wysoko (bardzo wysoko…) postawionych opiekunów mordercy – pedofila Marc Dutroux czy podobnych w Sądzie Najwyższym w New South Wales (Australia) można, choć z trudem, znaleźć dokumenty. Te kręgi na pewno tworzą wspólny front z lożami nazwanymi P3 w Azjopie, jak lubią perwersyjnie nazywać „swój” kontynent ci „władcy”. Zbudowali sobie przecież nawet stolicę – ASTANA (Satana). Por.: Czy Miasto Szatana będzie stolicą masońskiej Eurazji?
Czy ich rozkazy będą rzeczywiście dla wszystkich „argumentem nie do odrzucenia”? – To będzie zależało od nas wszystkich, od naszej determinacji.
ZB: W pierwszej części naszego interview mówił Pan Profesor: „Nie istnieją, nie są zebrane precyzyjne zeznania Rodzin (ostatnie dni, telefony, sms-y, transport na 'lotnisko’ itp.). Próby ich zbierania są konsekwentnie blokowane„. – Kto blokuje te próby? Dlaczego? Jakie znaczenie mają zeznania bliskich ofiar dla wyjaśnienia tragicznych wydarzeń?
MD:Ankiety wśród Rodzin Ofiar.
Po trzech latach okazało się, że nikt nie przeprowadził najprostszych badań ankietowych wśród Rodzin. Fakt, iż nie zrobił tego ani rząd ani opozycja parlamentarna, świadczy, iż po wynikach takiej ankiety spodziewają się czegoś niewygodnego dla nich czy może strasznego. Jedną z list istotnych pytań można znaleźć pod: Pytania. 8-10 kwietnia 2010 (z uzupełnieniami)
Nie przeprowadzili takich ankiet prokuratorzy „prowadzący” śledztwo smoleńskie (cudzysłów wskazuje, iż większość myślących Polaków widzi pozorność tego „śledztwa”). Nie prowadziły też inne organy do tego powołane. Ale na nie od dawna przestaliśmy liczyć. Powtarzam jednak ze smutkiem, że nie prowadzili też politycy opozycji ani głośni z „niezależności” dziennikarze czy pisma. Muszę stwierdzić, iż nie zdali egzaminu na Polaka.
My, szeregowi „badacze z internetu” usiłowaliśmy namówić harcerzy z ZHP oraz ZHR, a także niektóre zakony. Były to jednak próby indywidualne, niespójne. Bezskutecznie. A to tylko ok. 100 rozmów… Pół żartem mówiliśmy, że nieufność oficerów łatwiej rozproszą energiczne a zgrabne druhny, a w Rodzinach – skromne zakonnice.
Nie udało się przeprowadzić tego poufnie – a były już także działania zniechęcające. Ja nie mam więcej sił. Proszę więc wreszcie JAWNIE wszystkich, którzy zechcą pomóc:
Znajdźcie spójną grupę ankieterów– są bardzo potrzebni, a na wyniki czekamy. Trud chyba nie tak wielki.
ZB:W październiku ub.r. odbyła się I Naukowa Konferencja Smoleńska w Warszawie. Pański referat zatytułowany „Informacje, jakie można uzyskać metodami logiki i fizyki o zdarzeniu smoleńskim 10/4” nie został przyjęty na konferencję. Podobnie potraktowano pracę dr. Pawła Przywary (FYM-a). Czy można to odrzucenie rozumieć jako brak gotowości kręgów naukowych czy decyzyjnych do swobodnej (i poważnej) rozmowy na temat tragedii narodowej?
MD: Z przebiegu zdarzeń w ostatnich trzech latach można wydedukować, iż:
1) Jarosław Kaczyński (dalej, tylko dla prostoty, używam skrótów JK oraz AM) od ranka 10 kwietnia, a może wcześniej, dostał, usłyszał czy zobaczył„argument nie do odrzucenia”, po którym był na tyle przybity, iż działał jakby we śnie. JK nie pozwolił zbadać fachowcom „telefonicznej rozmowy z Bratem w samolocie”, która budzi dużo podejrzeń. Nie kazał natychmiast udokumentować, nie zrobił sensacji, gdy już w Polsce po otwarciu trumny Brata zobaczył nogę w generalskim mundurze, z lampasem. Tu pasuje generał Kwiatkowski ze względu na wzrost. To tylko nieliczne przykłady z wielu podobnych.
2) Inny „argument nie do odrzucenia” musiał zadecydować, że AM ze sporą grupą wybranych badaczy postanowił założyć końskie okulary. Nie chciał widzieć, skąd pochodzą „elektroniczne zapisy zdarzeń” (a pochodzą z MAK); zrobił prawie wszystko, by NIKT nie zajął się dokładnie zbadaniem przygotowań do wizyty w Katyniu, przygotowań lotu oraz jazdy pociągiem i samochodami, czy to w kancelarii Prezydenta, czy wreszcie na Okęciu, a także, by nie wchodzono poza quasi -dogmat o „rozbiciu tutki” – i badano tylko kilkadziesiąt sekund tego „zdarzenia medialnego”.
Wygląda na to, że w tych ramach pozwolono im na wszelkie „obliczenia” i hipotezy, bo wszystko to da się później podważyć. Stąd taka panika w drużynie AM i w służącej jej grupie dziennikarzy, szczególnie z GaPol-a, gdy pojawiają się (liczne i częste) wskazania na niewyjaśnione Zjawiska Dalsze (w czasie i przestrzeni).
3) Czy da się taką „maskirowkę” uprawiać dalej? – TAK, ale aż do całkowitej kompromitacji i ośmieszenia tej grupy ludzi. I utraty zaufania Polaków do niej.
ZB:Ponad pół roku temu zwrócił Pan uwagę na rozproszenie poszczególnych grup, poszukujących prawdy o Smoleńsku. Postulował Pan zorganizowanie parodniowych, zamkniętych warsztatów dla kilkunastu lub więcej osób z 'różnych obozów’. Stwierdzał Pan, iż „forum wspólnego dochodzenia do prawdy przyspieszy jej ujawnienie”. Czy są już jakieś efekty Pańskich starań. I jeszcze chciałem zapytać tu o rolę i znaczenie Tajnych Kompletów (www.tajnekomplety.com ).
MD:WARSZTATY. –W październiku 2012 powstał projekt zorganizowania warsztatów dla wszystkich, którzy w ciągu minionych dwóch i pół roku wnieśli wkład w badania „Smoleńska”. Nie użyłem tu oczywistego dla nas terminu „zbrodnia”, by życzliwie zaprosić też członków Komisji Millera/Laska czy jezuitę/lotnika/inżyniera (O. Krzysztof Mądel), a nawet pana Pawła A. z Canady, który jako argumentów w dyskusji używa opowieści, jak to codziennie wykonuje parę beczek w powietrzu. [dodaję w 2016: To Paweł Artymowicz, z rodziny „powiązanej” [—] , a dane do głupawych analiz dostawał od krewnych uplasowanych w „komisji” Millera czy Laska Smoleńskiego. ]
Uzgodnione i opracowane wyniki tych dyskusji zostaną spisane (oczywiście z podaniem „głosów odrębnych”) i opublikowane w Internecie i w postaci książki. Istnieje zalążek zespołu programowego i opracowującego wyniki Warsztatów. Sygnalizowałem już te propozycję, m.in. na „Tajnych Kompletach” (TK, por. Mgła smoleńska ). Ale Tajne Komplety też od czasu do czasu borykają się z hakerami.
Takie warsztaty mogą być owocne jedynie, gdy będą wolne od nacisków politycznych, finansowych, a także od Policji – tajnych, widnych i dwupłciowych. Dlatego od przeszło pół roku szukamy zamożnych Polaków, którzy zechcieliby sfinansować ten projekt. Ktoś doświadczony doradził, by pieniądze zbierał jeden z zamożnych, nie zaś uczony w podartych portkach. Chętniej dadzą, zamożny jest dla podobnych bardziej wiarygodnym.
Zwróciłem się z tą propozycją pośrednio do czterech osób, dwóch z Polski i dwóch z Ameryki. Z Polski – do jednej przez jego syna, z którym bywałem wcześniej w bliskim kontakcie, a do drugiej – przez księdza, znanego, a zaufanego tej rodziny. Do jednego pana z Ameryki przez poważna osobę, mającą jego telefon osobisty, więc potrafiącą obejść „barierę goryli”, zresztą w spódnicach. Żadnych reakcji. Czwarta osoba zamożna odpowiedziała, ale… na temat wpływu kolejności rodzenia się bliźniaków na ich przyszłe, kluczowe decyzje. Tym się ośmieszyła i wykluczyła.
Przyznaję: Nigdy nie potrafiłem wyrwać czy wyżebrać grantów, nawet na naprawdę kluczowe badania. Więc ten „rezonans” jest zapewne moją winą. Ale straciłem nadzieję na poufne załatwienie sprawy. Dlatego proszę czytelników, którzy uznają racjonalność zorganizowania WARSZATÓW, o aktywność i pomoc. [w 2016 zorganizowanie takich WARSZTATÓW byłoby łatwe dla obozu władzy. Jednak pisma, prośby do Min. Macierewicza, czy dr. Berczyńskiego nie znalazły (na razie) odzewu.].
Ponieważ okazuje się, że ogromna większość twórczych i płodnych analityków żyje po prostu w biedzie materialnej, uznaliśmy za konieczne sfinansowanie tych 10-14 dniowych WARSZATÓW, jak i w razie potrzeby kosztów dojazdu. Z tych ostatnich względów spotkanie to odbędzie się w Polsce, oczywiście „na osobności” i koniecznie bez obecności dziennikarzy. Rozbawiło mnie, gdy wyliczono, iż tańsze byłoby spotkanie nad Morzem Czerwonym, ale zrezygnowaliśmy z tej propozycji ze względu na bezpieczeństwo podróży w chmurach (dzięki, Clouds!).
Wtyki na pewno będą – ale przy jawności prac nie są one szkodliwe. A osoby wrzaskliwe, utrudniające prace, wyprosimy. Bez żadnej dyskusji. Oceniam (wstępnie) sumę potrzebną na taką imprezę i na opracowanie i wydanie materiałów na ok. 25 tysięcy euro lub dolarów. To „lub” wskazuje, że potrzebna suma oszacowana jest mało precyzyjnie.
Celem WARSZATÓW, poza uzgodnieniem strony merytorycznej oraz ustaleniem dalszych kierunków poszukiwań DOWODÓW, jest też zbadanie kompetencji i dobrej woli głośnych w mediach „speców” od Laska-Millera, oraz przetestowanie chęci wyjścia poza hipotetyczną „ostatnią minutę Tu-101” badaczy zaakceptowanych i lansowanych przez Przewodniczącego Zespołu Parlamentarnego. [To się w woju nazywało „rozpoznanie bojem”, o ile pamiętam]. Dla nas wszystkich to będzie sprawdzian horyzontów, odwagi i determinacji.
Co do „Tajnych Kompletów” – to są one tak „tajne”, że można je jedynie wspierać. I propagować. I korzystać – szczególnie cenne są dla tych, którzy wolą słuchać, niż czytać. Oczywiście „eskimosi” znają ich adresy i szukają ew. słabości – i atakują… O poczuciu naszego bezpieczeństwa niech świadczy fakt, że wersję roboczą tego wywiadu umieściłem w bezpiecznych miejscach, na wypadek, gdybym nagle zechciał się pokroić piłą łańcuchową.
ZB:Miesiąc po tragedii, w maju 2010 roku, mówił Pan: „W tym kretyńskim systemie, zwanym urągliwie 'demokracją’, to MY jesteśmy suwerenem. Czyli jakoś wybrani (zresztą oszukańczo) politycy nie mają prawa ZA NAS decydować o utracie NIEPODLEGŁOŚCI. (…) A my, dla przeżycia jako NARÓD, a nie jako biomasa, musimy znać PRAWDĘ. I ją poznamy”. – Czy teraz po trzech latach powtórzyłby Pan te słowa. Czy nie czuje się Pan zawiedziony postawą SUWERENA? Tu postawię Panu dwa zasadnicze pytania:
— CZY POZNAMY PRAWDĘ O SMOLEŃSKU?
— CZY ZACHOWAMY NIEPODLEGŁOŚĆ?
MD: Ponieważ nasze siły ludzkie są znikome wobec sił WROGA, od dawna odwołujemy się do Trójcy Świętej. Za przewodem księdza Stanisława Małkowskiego promujemy Krucjatę za Ojczyznę, Krucjatę o poświęcenie Rosji przez Papieża zgodnie z żądaniami Matki Bożej w Fatimie, oraz Intronizację Jezusa Króla Polski – przez takich władców, jakich w Polsce mamy czy mieć będziemy.
Sanabiles fecit Deus nationes – przekonuje i udowadnia Feliks Koneczny.
ZB:Dziękuję za rozmowę! Choć Pan Profesor wspominał, że nie będzie wracał do spraw związanych ze Smoleńskiem, to jednak wierzę, że jeszcze wiele razy zabierze głos na temat wydarzeń okropnych i mrocznych, a przecież tak ważnych w życiu naszym i naszej Ojczyzny. W imieniu Czytelników i swoim życzę Panu pomyślności w działalności społecznej i w życiu osobistym!
MD: Pisze Pan o mnie: „wspominał, że nie będzie wracał do spraw związanych ze Smoleńskiem...”. To był zwrot retoryczny, służący temu, by uświadomić Polakom, na przykład o pół wieku ode mnie młodszym, że SerenissimaWas potrzebuje! Teraz.
Tak długo, jak walczyć o Nią będzie siedmiu, nawet trzech, to Ona żyć będzie.
Z Panem Bogiem
Mirosław Dakowski
Wielki Piątek 2013 r.
========================================
Aneks:
Протоерей Grzegorz Gorodieńcew.
„O istocie zbrodni rytualnych”, Wyimki:
Mordy rytualne to potężny, powstały już dawno temu, ale obecnie wyostrzony w doskonały oręż diabła używany w niewidzialnej, zażartej walce o dusze chrześcijańskie. Tak można rozpoznać mord rytualny.(…)
BUDOWA HIERARCHII WSPÓŁUDZIAŁU
Jest rzeczą oczywistą, że istnieją bezpośredni zleceniodawcy i wykonawcy zabójstw; są także ci, którzy nie brali w nich bezpośredniego udziału, ale wiedzieli o wszystkim i kryli przestępców; są i tacy, którzy prawdy nie znali, ale na podstawie dostępnych informacji, wrodzonej inteligencji i innych zdolności mogliby się jej domyśleć, a jednak wierząc ślepo, że wszystko to jest czczym wymysłem, również bronili zabójców; i wreszcie istnieją osoby nieświadome niczego, poinformowane tylko o fakcie przestępstwa, ale zachowujące całkowitą obojętność i milczenie, przez co bezwolnie sprzyjające pośrednio ukrywaniu sprawców i dokonywaniu nowych podobnych zbrodni, które zawsze łatwiej popełnić w atmosferze obojętności i braku jakiegokolwiek (w tym dostępnego dla każdego) duchowego sprzeciwu wobec przestępców.(…)
TEATRALNA JAWNOŚĆ
Przestępcy usiłują zawiadomić o zbrodni rytualnej, najczęściej o zabójstwie, jak największy krąg osób, rozgłaszając mord przez posłańców (tych najętych i tych nieświadomych), słowem i obrazem, z pomocą telewizji i prasy.(…)
ODWRÓCENIE UWAGI
Nas, Rosjan, uważa się pewnie za idiotów, niezdolnych do zrozumienia, co mianowicie kryje się za tą nachalną otwartością, jawnością (widocznością, pokazywaniem w telewizji) przestępców rytualnych, która w naszych czasach osiągnęła apogeum przy wykorzystaniu techniki SMS.
Otóż, zawiadomiwszy nas jakąkolwiek drogą (obecnie najczęściej przez SMS) o przestępstwie tego rodzaju (rytualnym), jego uczestnicy starają się – jakby paradoksalnie to nie wyglądało – wszelkimi sposobami zaprzeczyć temu faktowi, że zabili…
Osiągnąć to można (i osiągano) np. drogą negacji moralnego znaczenia dokonanego przestępstwa rytualnego. Wbrew faktom zmienia się jego charakter, sprawców i ich motywy, określając je jako całkowicie niezwiązane z rytuałem, a dokonane albo przypadkiem, „zwykłym wypadkiem”, albo dla rzekomych korzyści materialnych, lub w wyniku porachunków gangsterskich.
Zresztą dysponują też innymi sposobami ukrycia rytualnego charakteru przestępstwa. Na przykład przez odwrócenie od niego uwagi i skierowanie jej na zupełnie inny przedmiot.
Oczywiście jednak najbardziej oburzającym dla nas, a najbardziej pociągającym dla uczestników (sprawców) tych czynów jest to, że niekiedy wręcz – przedstawiają owe przestępstwa jako nieistniejące. Udaje się to dzięki niepojętej naszej głupocie… „
10.04.2025 minęło 15 lat od tragicznego zdarzenia, znanego oficjalnie jako tragedia smoleńska, katastrofa smoleńska lub zamach smoleński. Delegacja złożona z najważniejszych polityków III RP, dowódców WP i znakomitych przedstawicieli społeczeństwa zginęła w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach, w drodze na uroczyste obchody Katyńskie.
Poniżej zamieszczam jeden z dwóch moich tekstów, które znalazły się w książce:
„maskirowka smoleńska – śledztwo blogerskie w sprawie tragedii 10.04”
wydanej w listopadzie 2018 r.
Książka zawiera teksty, opracowania, analizy pochodzące z blogerskiego śledztwa, prowadzonego na portalu salon24.pl i nie tylko. Dzięki @Rolexowi, jego zdecydowaniu i zaangażowaniu oraz kontaktom, niewielka część naszych opracowań, mogła zostać zebrana w formie książkowej. Wielkie podziękowania również dla wydawnictwa Bollinari (wydawca Warszawskiej Gazety) za podjęcie się tego zadania.
Książka jest dedykowana śp. blogerowi 3ZET (Paweł Ludwicki).
Poniższy tekst pierwotnie miał być wstępem do książki. Grono jednak zdecydowało, że mógłby on zniechęcić a nawet obrazić niektórych czytelników więc przesunięto go na koniec.
Drugi tekst znalazł się w rozdziale „Usiądźmy wygodnie w fotelu i porozmawiajmy o fotelach”.
Pomysł napisania książki poświęconej Smoleńskowi zrodził się w połowie 2017 roku podczas jednego z wielu spotkań szczególnego grona osób, a książka ta miała początkowo nosić tytuł „Co nie wydarzyło się w Smoleńsku”. Co to za grupa, skąd pomysł na kolejne opracowanie związane ze Smoleńskiem i dlaczego taki przewrotny tytuł? Odpowiedź znaleźliście państwo – w co chcę wierzyć – w kolejnych rozdziałach książki, która ostatecznie została zatytułowana: „Maskirowka smoleńska. Śledztwo blogerskie w sprawie tragedii 10-04”. Praca nie ma jednego autora; jest dziełem długoletnich zbiorowych dociekań, które za cel postawiły sobie wyjaśnienie, co faktycznie stało się 10.04.2010 r. z oficjalną delegacją udającą się do Katynia na uroczystość upamiętnienia 70 rocznicy Zbrodni Katyńskiej.
Tę zbiorowość stanowili blogerzy – zarówno osoby anonimowe posługujące się pseudonimem, jak i osoby znane z imienia i nazwiska, które w internecie, prowadziły tzw. śledztwo blogerskie. Od razu dociekliwemu czytelnikowi mogą nasunąć się następujące wątpliwość:
– jaka jest wiarygodność takiego zespołu, który nie ma osobowości prawnej, biura z adresem, listy pracowników, ani żadnego zarządu, który jest ciałem poza formalną kontrolą?
– co z wiarygodnością danych, co z weryfikacją źródeł, co z niebezpieczeństwem skierowania śledztwa na fałszywe tory?
– co z kompetencjami, fachowością, wiedzą na tematy lotnicze i pokrewne?
Rozumiem te zastrzeżenia, więc nawet po przedstawieniu faktów, analiz i opinii, jeśli jakieś wątpliwości jeszcze pozostały, należy je rozwiać. Jak działaliśmy?
Po pierwsze żeby cokolwiek móc zbadać musi być:
– określony cel (np.: co tam się stało lub nie mogło się stać), oraz „kierownik projektu”,
– platforma umożliwiająca wymianę poglądów,
– grono osób, które chce poświęcić swój czas i pracę na zajmowanie się problemem,
– określona metodyka działania.
„Kierownikiem projektu”, umownie nazwijmy „Smoleńsk”, był w zasadzie bloger FYM, czyli FreeYourMind. Dlaczego piszę w zasadzie? Ponieważ nikt mu tego kierownictwa nie zlecił, pojawiło się ono w sposób naturalny i spontaniczny. Również z uwagi na działanie w sieci, „kierownictwo” miało charakter rozproszony. Polegało to na tym, że oprócz osoby wiodącej, każdy z uczestników śledztwa sam prowadził swoje analizy i dociekania. Blog FYMa był głównym miejscem weryfikacji informacji, ścierania się opinii, powstawania wniosków. Taki sposób procedowania zapewniał obiektywizm, wzajemną kontrolę i usuwanie błędów. Można paradoksalnie powiedzieć, że działając niezależnie, wspólnie odkrywaliśmy, co mogło się zdarzyć 10.04.2010, a co nie mogło.
Platformą na której działaliśmy była sieć internetowa a w szczególności portal salon24.pl, blog FYMa i zaprzyjaźnione blogi. Blogi były otwarte dla każdego (poza trollami i głupkami), kto chciał się podzielić informacją i wyrazić jakąś opinię.
Osoby które działały po pierwsze cechował zdrowy rozsądek, logiczne rozumowanie na zasadzie przyczyna-skutek, skrupulatna analiza wszystkich informacji związanych z jednym zdarzeniem. Z tego co wiem byli to zarówno humaniści (historycy, medioznawcy, dziennikarze, socjolodzy, prawnicy) jak i fizycy, osoby po technicznych studiach, graficy komputerowi czy z medycznym wykształceniem. I jeszcze jedna istotna cecha – podczas całego śledztwa sprawa zaangażowania politycznego po jakiejkolwiek ze stron (PO v PiS) nie miała miejsca. Z tego co widziałem wszyscy byli politycznymi realistami, czyli sceptyczni do obu stron konfliktu.
Metoda działania była prosta, jasna i oczywista. Cała nasza praca opierała się na białym wywiadzie – danymi wejściowymi do analiz były zdjęcia i filmy z wrakowiska, wszelkie relacje uczestników zdarzeń poprzedzających 10.04.2010 oraz około-wypadkowych i oficjalne raporty. Cały ten materiał był analizowany pod kątem spójności, miejsca, czasu następstwa zdarzeń i logiki. Porównywany był z podobnymi zdarzeniami w historii wypadków. Takie podejście do problemów uwalniało nas na przykład od analizy jakie siły działały na brzozę i skrzydło, i czy beczka była możliwa, czy nie.
Wystarczyło wykazać, że rozkład części na wrakowisku jest nie fizyczny, że na podstawie udostępnionych zapisów rejestratorów ten lot nie mógł przebiegać jak oficjalnie opisano, i że brak soków na nieszczęsnej brzozie wskazuje, że musiała polec dużo wcześniej niż 10.04.2010.
Na koniec chciałbym podzielić się refleksją powstałą przy okazji rozmów na tzw. trudne tematy w tym oczywiście i o Smoleńsku, czyli:
Jak odbieramy informację, dlaczego w taki a nie w inny sposób?
Uzmysłowienie sobie jak postrzegamy rzeczywistość, jak rozumiemy zachodzące w niej zjawiska i procesy zależy między innymi od tego, jak odbieramy informację, jak ją analizujemy, i jakie wnioski wyciągamy. Na podstawie rozmów, kontaktów, dyskusji mogę zaryzykować twierdzenie, że w kwestii odbioru informacji przeciętną, statystyczną osobę cechuje:
Jednostronność przyswajanej informacji
Niechęć do konfrontowania jej z innym źródłem
Pewność o swojej odporności na propagandę i wpływ mediów na widzenie świata
Bezrefleksyjne przyjmowanie opinii „autorytetów medialnych” i „autorytetów moralnych”
Brak samodzielnego wnioskowania – przyjmowanie gotowych wyjaśnień, opinii
Przyswojenie podawanych kalek jako własnych poglądów
Dwubiegunowe widzenie polityki w RP
Wiara w demokrację jako źródło wszelkiego dobra i naturalny regulator stanów nieustalonych
W analizie zagadnień historyczno-politycznych (i nie tylko) zerwany związek przyczyna – skutek
Ucieczka od wniosków mogących zburzyć stworzony obraz
Wiara, że “przecież wszyscy nie mogą się mylić”
Utrata zainteresowania przekazem medialnym – „wszyscy kłamią”.
Kolejność punktów nie jest przypadkowa – ukazuje drogę od jednostronności do obojętności. Dlaczego tak jest? Odpowiedź jest bardziej skomplikowana, niż pokazanie jak jest. Generalnie przyczyny dzielę na wewnętrzne i zewnętrzne. Pierwsze dotyczą natury ludzkiej i warunków w jakich się dojrzewało i funkcjonuje. Powstają z następujących powodów:
Człowiek w „procesie edukacyjnym” jest z reguły formatowany przez poglądy edukatorów oraz środowiska w których się obraca
Człowiek jest istotą z reguły leniwą a wszelkie analizy, rozważania, szukanie źródeł kosztują sporo wysiłku
Człowiek zwłaszcza uwikłany w trudy codziennej egzystencji nie ma ochoty na głębsze rozmyślania – przyjmuje rozwiązania proste i pozornie oczywiste, pasujące do jego wyobrażeń
Dwa, a nie daj Boże większa ilość punktów widzenia, wprowadzają dysonans poznawczy, który wprawia w stres – trzeba przyjąć jakąś postawę a to jest męczące (punkt 2.), a czasami wręcz niemożliwe, jeżeli wymaga przewartościowania dotychczasowych poglądów
Powiązanie określonych poglądów z pozycją: ekonomiczną, polityczną, towarzyską, rodzinną – inaczej mówiąc – konformizm
Cechy takie, jak łatwowierność, podatność na wpływ innych, brak własnego zdania, ignorancja
Wynik ociężałości umysłowej
Druga przyczyna określona jako zewnętrzna, to jest świadome działanie właścicieli sceny medialnej uniemożliwiające wolny dostęp do rynku mediów. Póki co nie ma możliwości, aby jeden człowiek (bądź grupa ludzi) powiedziała coś innym (dużej grupie) bez pozwolenia jakiegoś organu państwowego, czyli trzeciej osoby w postaci funkcjonariusza państwowego. Jest drobny wyjątek w postaci Internetu, ale to zapewne niedługo się skończy, bo staje się on pokaźnym źródłem niekoncesjonowanej informacji oraz ułatwia swobodną wymianę myśli. W naszym przypadku zaowocowała materiałem, którego niewielka część została zaprezentowana w tej książce.
Jak mają się powyższe rozważania do „Katastrofy Smoleńskiej”? Mają się tak jak do każdej innej sprawy, która pojawia się w obiegu medialnym, bo przecież ta „katastrofa” miała wyłącznie przebieg medialny. Nikt jej nie widział, nikt jej nie sfilmował. Znamy ją jedynie z relacji typu: „ktoś powiedział, że inna osoba powiedziała, że coś widziała” oraz z obrazu wrakowiska. Mógłby ktoś zaprotestować: „są przecież zapisy w różnych rejestratorach, są ofiary”. Tak są, tylko jak się przyjrzy im dokładniej, to układanka pod tytułem „Katastrofa w Smoleńsku” nie składa się w spójny obraz.
Kończąc proszę Cię, Czytelniku, abyś usunął na bok ze swojej głowy wszelkie narracje wobec Smoleńska, jakie ci się w niej zagnieździły, wszelkie stereotypy i spróbował z czystym umysłem przemyśleć dokładnie to, co staraliśmy się Ci przekazać.
Zapraszamy w piątek do różańcowego szturmu modlitewnego za Kościół, naszą Ojczyznę i nasze rodziny – Msza Święta za Ojczyznę godz.17-tej parafii p.w. św. Stanisława Biskupa i Męczennika (Głównego Patrona Polski).
Po Mszy Świętej Droga krzyżowa oraz adoracja Najświętszego Sakramentu i Nowenna z Ojczyznę „Polska na Skale”.
Tylko modląc się na Różańcu Świętym i poprzez POKUTĘ możemy wybłagać tryumf Niepokalanego Serca Maryi Panny w Kościele, w Polsce, w naszych rodzinach i na całym świecie.
Prawda jest pierwszym darem od Boga. Człowiek znający prawdę jest szczęśliwy. Zna cel, ma motyw by żyć. Prawda jest koniecznością. Nieomylną konstruktorką wszystkiego. Prawdy nie da się zastąpić, nie ma swojej alternatywy. Jest świętą dyktaturą.
◊
To jest egzamin. Egzamin dla ludzkości. W ogóle prawda jest egzaminem ludzkich wyobrażeń, działań i zaniechań. Dawniej, gdy te możliwości gromadzenia energomaterii były ograniczone, ludzie zasadniczo dysponowali tym, co było im potrzebne do przetrwania. Ale od czasu rewolucji przemysłowej, upowszechnienia mechanizacji, ludzkość jest w stanie wytwarzać dużo więcej dóbr niż jest w stanie spożyć natychmiast, czyli ma nadmiar. Coś, czego zasadniczo nie było w historii. I to ma bardzo duże konsekwencje dla ludzkości. Dla ludzkich działań, zaniechań i zamiarów. A mianowicie, taką ma konsekwencję, że skutki działań i zaniechań są odsunięte w czasie. Bo wtedy, kiedy tej energomaterii było akurat tyle, żeby przetrwać, to jakikolwiek błąd objawiał się bardzo szybko. To znaczy skutki tego błędu bardzo szybko odbijały się na życiu ludzi, i co było bardzo często bolesne, ale pozwalało stanąć w prawdzie, czyli zweryfikować, czy te działania, które zostały podjęte służą przetrwaniu czy nie.
−∗−
POZA PRAWDĄ NIE MA SENSU: ks. Marek Bąk – Bartosz Kopczyński – Marek Skowroński
Uroczystość poświęcenia kamienia węgielnego nowej świątyni budowanej we Wrocławiu
Feria Secunda Quartae Hebdomadae Quadragesimae, die 31. Martii MMXXV, Vratislaviae in Polonia, lapis primarius novae ecclesiae sub Sanctae Familiae titulo construendae a R.P. Carolo Stehlin benedictus est atque positus, quod idem auctoritate Fraternitatis Sacerdotalis Sancti Pii X., R.P. Davide Pagliarani ejusdem Fraternitatis tunc superiore generali – tymi słowami rozpoczyna się akt erekcyjny sporządzony z okazji poświęcenia i wmurowania kamienia węgielnego pod budowę nowego kościoła pw. Świętej Rodziny we Wrocławiu.
Poświęcenia dokonał przełożony Dystryktu Polski, ks. Karol Stehlin FSSPX. Uroczystość zgromadziła kapłanów z przeoratu poznańskiego oraz około dwustu osób z prawie pół-tysięcznej grupy wiernych z kaplicy wrocławskiej. Na uroczystości pojawili się także przedstawiciele władz miasta, urzędów i świata nauki, na czele z wiceprezydentem miasta Wrocławia Jakubem Mazurem. Nie zabrakło także pracowników wrocławskiej firmy Cermag Construction, która buduje nasz kościół; reprezentował ją jej prezes, pan Artur Wawszczyk.
Uroczystość rozpoczęła się od podpisania aktu erekcyjnego kościoła, na którym podano datę, miejsce wydarzenia, a także wymieniono celebransa, obecnego przełożonego generalnego Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, duszpasterza kaplicy, architektów, fundatorów i wykonawców. Akt został włożony do metalowej tuby wraz z aktualnymi publikacjami wydanymi przez Bractwo oraz pieniędzmi, które obecnie są w użyciu (jest to stary zwyczaj, który ma na celu upamiętnić daną epokę w tzw. kapsule czasu). Następnie wzdłuż zarysu murów powstającego kościoła ruszyła procesja, dochodząc do miejsca przyszłego prezbiterium, w którym ustawiono krzyż – znak zapowiadający centrum świątyni oraz przypominający o celu jej powstawania. Po poświęceniu miejsca przeznaczonego na prezbiterium procesja ustawiła się przy wejściu do przyszłego kościoła, gdzie na stole przykrytym białym obrusem leżał przygotowany kamień węgielny – symbol Chrystusa, na którym wszystko się wspiera. Pośród śpiewu psalmów, Litanii do wszystkich świętych i błagalnych oracji, kamień przyozdobiony wyrytymi krzyżami oraz złotym napisem, podającym wezwanie kościoła i rok rozpoczęcia budowy, został poświęcony. Tuż przed jego wmurowaniem w wyżłobionym otworze ks. Piotr Świerczek FSSPX (duszpasterz kaplicy wrocławskiej i autor niniejszej relacji – przyp. red. WTK), złożył tubę z aktem erekcyjnym i symbolicznymi „świadkami” naszych czasów. Kierownicy budowy w firmowych strojach ustawili kamień na właściwym miejscu, uprzednio kładąc na mur zaprawę. Użyto do tego specjalnych kielni z pamiątkowym grawerunkiem, przygotowanych specjalnie na tę okazję. Dopełnieniem całego obrzędu było obejście przez celebransa płyty przyszłego kościoła i poświęcenie fundamentów. Przez ten czas kapłani i wierni modlili się, dziękując Panu Bogu za rozpoczętą budowę oraz prosząc o jej szczęśliwe ukończenie.
Chociaż tego dnia od rana padało i mało kto wierzył, że się rozpogodzi, to jednak na uroczyste poświęcenie kamienia na niebie zza gęstych chmur ukazały się błękitne prześwity z delikatnymi promieniami zachodzącego słońca. Było to przecież tylko poświęcenie pierwszego kamienia, stąd i pogoda była „skromniejsza”. Najwyraźniej niebo czeka na uroczyste „błogosławieństwo” do dnia konsekracji kościoła.
Dzień poświęcenia i wmurowania kamienia węgielnego był we Wrocławiu dniem wielkiej radości. Dla podkreślenia radosnego charakteru tego wydarzenia uroczystość uwieńczył poczęstunek dla wszystkich: grochówkę i słodkie przekąski przygotowała parafialna grupa matek i córek. Nieopodal stołów z jedzeniem na pulpicie została wyłożona kronika, a zaproszeni goście i wierni chętnie wpisywali się do tej księgi pamiątkowej, zaczynającej się wspomnieniem pierwszego spotkania wiernych na działce w celu jej uporządkowania. Odbyło się ono w lipcu 2023 r. i wówczas rosły tu trawa i chaszcze; dziś wiele się zmieniło, ale przecież to dopiero początek tych dobrych zmian. Dopomóż nam Boże dokończyć to wielkie dzieło, które rozpoczęliśmy z łaskawości Twojej! Amen.
W ciągu 14 miesięcy Niemcy zawróciły do Polski ponad 10 tysięcy migrantów. To oficjalne dane, które przedstawiła Interia na podstawie informacji od Policji Federalnej.
kontrola graniczna / PAP/Marcin Bielecki
Jak przypomina portal, migranci mogą być przekazywani Polsce na podstawie obowiązującej od 10 lat procedury dublińskiej lub procedury readmisji. Ta pierwsza obejmuje migrantów, którzy złożyli wniosek azylowy w Polsce i następnie wyjechali do Niemiec. W tym przypadku cały proces zwrócenia imigranta do naszego kraju jest czasochłonny i wymaga udziału polskiego Urzędu do Spraw Cudzoziemców.
Procedury przekazywania imigrantów
Szybszym rozwiązaniem jest procedura readmisji. Dotyczy migrantów, którzy przebywają w Niemczech nielegalnie, a wcześniej byli w Polsce. Readmisja odbywa się na podstawie porozumienia polsko-niemieckiego.
W obu przypadkach strona niemiecka musi poinformować polskie służby o przekazaniu migrantów. Jednak Interia informuje, że jest również trzecia możliwość zawrócenia migranta do Polski, bez wiedzy naszych służb. Chodzi o cofnięcie migranta w wyniku kontroli, która wcale nie musi odbywać się w pasie granicznym.
Oficjalne liczby są niższe
Straż Graniczna przekazała, że w ubiegłym roku w wyniku readmisji i w procedurze dublińskiej od stycznia do końca maja do Polski wjechało 290 imigrantów. Niemców poprosiliśmy o dane od czerwca 2024 do końca lutego 2025. Wynika z nich, że w ciągu 14 miesięcy, które obejmują te statystyki, to łącznie 1077 osób.
Lecz jak się okazuje, niemiecka kontrola wcale nie musi odbywać się w pasie granicznym. Jeśli danemu migrantowi udało się zatem przejechać przez Polskę i dotrzeć do Niemiec, to w teorii powinien móc tam złożyć wniosek o azyl. Natomiast jeśli został wykryty przez „mobilną” kontrolę graniczną, to z perspektywy Niemiec po prostu odmówiono mu wjazdu na ich terytorium.
Taki migrant trafia więc z powrotem na otwartą granicę z Polską, a Niemcy – w ramach kontroli granicznej – nie muszą informować naszych służb, że kogoś zawracają do Polski. Brak takiego obowiązku potwierdził Interii rzecznik Straży Granicznej ppłk Andrzej Juźwiak.
Niemcy zawrócili do Polski ponad 10 tys. migrantów
W odróżnieniu od procedury dublińskiej i readmisji zwroty w procedurze kontroli granicznej idą w tysiące. I tak w czerwcu ubiegłego roku dane Policji Federalnej Niemiec za okres od stycznia do końca maja 2024 mówią o zawróceniu do Polski 4617 osób.
Teraz Interia dotarła do danych za okres od czerwca 2024 do końca lutego 2025. Według informacji przekazanej przez Christinę Maul z Komendy Głównej Policji Federalnej wjazdu do Niemiec odmówiono 5726 osobom.
Papież Franciszek przyjął podczas krótkiej audiencji w Watykanie króla Karola III i królową Kamilę. Papież pogratulował parze 20 lat razem. Kamila Parker-Bowles jest jednak wciąż złączona sakramentalnym małżeństwem ze swoim mężem Andrew Parker-Bowlesem, z którym wzięła katolicki ślub w 1973 r.
Podczas nieco ponad 20-minutowego spotkania, Franciszek i król Karol wymienili wzajemne życzenia powrotu do zdrowia. Jak czytamy w oświadczeniu Watykanu, „podczas spotkania papież złożył Ich Królewskim Mościom najlepsze życzenia z okazji rocznicy ślubu i odwzajemnił życzenia Jego Królewskiej Mości dotyczące szybkiego powrotu do zdrowia”.
Król i królowa świętują 20-lecie ślubu cywilnego. Para zalegalizowała związek w 2005 r. we Włoszech. Jednak z perspektywy katolickiej, papieskie gratulacje wyglądają co najmniej kontrowersyjnie.
W 1973 r. Kamila Rosemary Shand, ochrzczona we wspólnocie anglikańskiej, wyszła za mąż za katolika, oficera kawalerii Andrew Parkera-Bowlesa. Uroczystość miała charakter katolicki, a ślubu udzielał katolicki ksiądz. Para zobowiązała się do wychowania dzieci w wierze Kościoła. Oznacza to, że zostały spełnione warunki małżeństwa mieszanego, a Kościół katolicki uważa je za ważne w oczach Boga i nierozerwalne.
Para rozwiodła się w 1995 r. Z perspektywy Prawa Kanonicznego, małżeństwo Kamili wciąż obowiązuje, ponieważ nie stwierdzono nieważności jego zawarcia. Dlatego też związek Karola III z królową Kamilą, z perspektywy nauki Kościoła, jest związkiem cudzołożnym.
Co ciekawe, wspólnota anglikańska również nie uznawała małżeństwa rozwódki z członkiem rodziny królewskiej. To właśnie na kanwie skandalu obyczajowego w 1936 r. z korony zrezygnował król Edward VII. Kryzys konstytucyjny wywołał jego związek z amerykańską rozwódką Wallis Simpson.
Jako następca tronu, również książę Karol nie mógł zawrzeć związku małżeńskiego z rozwódką Parker-Bowles. Dopiero w 2002 r. hierarchia Kościoła Anglii zezwoliła osobom rozwiedzionym na „ponowne małżeństwo” we wspólnocie anglikańskiej. Król Karol III, jako brytyjski monarcha, jest również głową Kościoła Anglii.
Ministerstwo Zdrowia postanowiło przeprowadzić kontrolę w szpitalu związaną z zabójstwem Felka w 9-miesiącu ciąży. Tyle tylko, że kontrola ma odbyć się w szpitalu… w Łodzi, gdzie personel chciał objąć Felka specjalistyczną opieką lekarską, a nie w szpitalu w Oleśnicy, gdzie Felka okrutnie zabito! Jest to świadome działanie polityczne, zgodne z wytycznymi ministerstwa zdrowia, ministerstwa sprawiedliwości i prokuratora generalnego, wedle których szpitale mają zabijać niechciane dzieci, a nie ratować ich życie. Jednocześnie środowiska polityczne odpowiedzialne za ten stan rzeczy jak ognia boją się rozmowy na ten temat w trakcie kampanii wyborczej. Rafał Trzaskowski i Szymon Hołownia odwołali zaplanowane na ten tydzień propagandowe wiece wyborcze, które miały odbyć się w Oleśnicy. Z kolei Karol Nawrocki mówił publicznie, że popiera „kompromis aborcyjny”, a jego sztab deklaruje, że nie chcą zmieniać barbarzyńskiego prawa zezwalającego na zabójstwa dzieci w łonach matek. Dlatego trzeba działać dalej – wywierać presję, budzić sumienia i doprowadzić do powstrzymania mordowania dzieci w Polsce! Minister Zdrowia Izabela Leszczyna zleciła kontrolę NFZ i Rzecznika Praw Pacjenta w szpitalu w Łodzi w związku z zabójstwem Felka w 9-miesiącu ciąży, do którego doszło w szpitalu w Oleśnicy. Ktoś mógłby zapytać – dlaczego kontrola będzie właśnie tam i co to ma w ogóle wspólnego z całą sytuacją? To dlatego, że to właśnie do szpitala w Łodzi trafiła najpierw pani Anita, mama Felka. Tam, wedle oświadczenia prof. Sieroszewskiego, prezesa Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, zaoferowano jej zakończenie ciąży poprzez cesarskie cięcie i urodzenie żywego Felka, a następnie objęcie chłopca specjalistyczną pomocą lekarską i terapią. Innymi słowy – w Łodzi chciano pomóc zarówno mamie jak i dziecku.
Jednak mama Felka za namową aktywistów aborcyjnych pojechała do Oleśnicy, gdzie świadomie i celowo zabito Felka w 9-miesiącu ciąży wykonując mu zastrzyk w serce z chlorku potasu.
Państwowi urzędnicy zachowują się dokładnie według wytycznych prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości Adama Bodnara, w świetle których odmowa zabicia dziecka w łonie matki powinna być karana szczególnie gorliwie i z całą surowością. Samo zaś zabijanie dzieci poprzez aborcję ma być tolerowane, a przepisy prawa mają być naginane i interpretowane tak, aby dzieciobójcy nie ponieśli za to odpowiedzialności.
Niedawno kontrole Ministerstwa Zdrowia odbyły się w szeregu szpitali, w których odmówiono zamordowania dziecka poprzez aborcję. Po tych kontrolach NFZ nałożył m.in. 300 000 zł kary na szpital we Wrocławiu i 250 000 zł kary na szpital w Pabianicach za odmowę zabicia dziecka w łonie matki. W tym samym czasie liczba aborcji w szpitalu w Oleśnicy rośnie, a dzieci zabijane są tam za pomocą okrutnych i nieludzkich metod. Starsze dzieci, na późnym etapie ciąży, poprzez zastrzyk z trucizny w serce, młodsze dzieci poprzez maszynę ssącą, która wysysa dziecko z macicy i rozrywa je przy tym na strzępy.
Panie Mirosławie, praktyki te przypominają zbrodnie i eksperymenty dokonywane na więźniach obozów koncentracyjnych. Zastrzykiem z trucizny zamordowany w Auschwitz został św. Maksymilian Kolbe. To wszystko dzieje się na naszych oczach. Jednocześnie politycy odpowiedzialni za ten stan rzeczy jak ognia unikają tematu aborcji w kampanii wyborczej i nabierają wody w usta, gdy zostaną zapytani o zabijanie dzieci w łonach matek.
Rafał Trzaskowski i Szymon Hołownia niespodziewanie i w ostatniej chwili odwołali zaplanowane na ten tydzień wiece wyborcze, które miały odbyć się w Oleśnicy. To wszystko w sytuacji, gdy media w całej Polsce ciągle piszą o nagłośnionej przez nas sprawie zabójstwa Felka w oleśnickim szpitalu.
Z kolei kandydat PiS na prezydenta RP Karol Nawrocki publicznie mówił, że prywatnie „jest katolikiem i jest za życiem”, ale jako polityk będzie otwarty na „kompromis” w sprawie aborcji. Kilka dni temu szef sztabu Karola Nawrockiego Paweł Szefernaker powiedział, że jego środowisko polityczne nie zamierza zmieniać prawa i obejmować polskich dzieci ochroną przed aborcją. Jak mówił Szefernaker:
„Dzisiaj jest prawo, które zakłada pewne sytuacje, w których ta aborcja jest dozwolona. Nie chcemy tego zaostrzać, to trzeba jasno powiedzieć, ale potrzebny jest w tej sprawie w Polsce nowy kompromis.”
Taką sytuacją, w której aborcja jest dozwolona i tolerowana w ramach „kompromisu”, było zabójstwo 9-miesięcznego Felka w Oleśnicy. Dlatego nasza Fundacja nie ustaje w organizacji kolejnych działań, akcji i kampanii na rzecz przemiany serc Polaków, obudzenia sumień i powstrzymania aborcji.
Od dawna organizujemy regularne akcje pod szpitalem w Oleśnicy, modląc się i ukazując prawdę o okrucieństwie, które dzieje się za murami tego szpitala. Policja i urzędnicy rozwiązują nasze legalne zgromadzenia i zabierają nam plakaty. Nasi działacze wielokrotnie byli pod szpitalem atakowani, w tym przez agresywnych napastników uzbrojonych w niebezpieczne narzędzia takie jak noże i tasaki. Przed sądem w Oleśnicy toczy się przeciwko naszym wolontariuszom 14 spraw sądowych za mówienie prawdy o aborcji pod szpitalem.
Mimo to nie poddawaliśmy się i nie poddamy. Będziemy tam, dopóki wszystkie dzieci i ich rodziny będą mogły czuć się bezpiecznie, gdyż aborcja to nie tylko zabójstwo dziecka, ale również zagrożenie dla matek. Chcemy być także w innych miejscowościach w Polsce, w dużych miastach i małych miasteczkach, i docierać do kolejnych osób z prawdą o zabijaniu dzieci w łonach matek. Chcemy, aby aborcja stała się dla Polaków czymś nie do pomyślenia. W najbliższym czasie planujemy m.in.: – zorganizować mobilne kampanie informacyjne z wykorzystaniem furgonetek, które będą mobilizować do działania przeciwko aborcji w trakcie trwania kampanii wyborczej, aby obudzić sumienia polityków w kwestii zabijania dzieci, – powiesić nowe, wielkoformatowe billboardy w dobrych miejscach reklamowych, które będą widziane przez tysiące osób dziennie, – przeprowadzić uliczne akcje informacyjne i publiczne modlitwy różańcowe, – rozprowadzić kolejne egzemplarze naszego przewodnika „Jak rozmawiać o aborcji?”, – kontynuować kampanię Ocalone.org, w ramach której świadczymy pomoc kobietom w trudnej sytuacji życiowej przymuszanym do aborcji. Potrzebujemy na te działania ok. 17 000 zł. Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, i umożliwienie nam dalszej walki o życie i głoszenie prawdy w przestrzeni publicznej.Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
Konsultant miał zabezpieczyć pieniądze 66-latki. Ostatecznie wszystkie oszczędności zniknęły, ale w sprawie policja zatrzymała trzech Ukraińców.
Wszystko zaczęło się w ubiegłym tygodniu, gdy do 66-letniej mieszkanki powiatu opolskiego zadzwonił oszust, podający się za „pracownika banku”. Poinformował kobietę, że ktoś włamał się na jej konto, próbował wyłudzić kredyt oraz przelać jej oszczędności.
— Rozmówca twierdził, że zauważył podejrzane przelewy wykonane z jej rachunku, jednak rzekomo udało mu się zwrócić środki na jej konto. W celu „zablokowania” konta i ochrony środków, polecił 66-latce udać się do banku, wypłacić pieniądze i wpłacić je w bankomacie na „bezpieczne konto” przy użyciu specjalnych kodów, które jej podał — relacjonuje starszy aspirant Katarzyna Bigos z policji w Opolu Lubelskim.
Nieświadoma zagrożenia kobieta zaufała oszustowi i przelała wszystkie pieniądze. Następnego dnia zorientowała się, że padła ofiarą przestępstwa, w wyniku którego straciła 20 tys. zł.
Sprawą zajęli się funkcjonariusze z Opola Lubelskiego i Poniatowej. W poniedziałek, w związku z prowadzonym śledztwem, zatrzymano trzech mężczyzn w wieku 19, 20 i 23 lat — obywateli Ukrainy, którzy kontaktowali się z pokrzywdzoną. Zostali tymczasowo aresztowani. Grozi im do 8 lat pozbawienia wolności.
Policja ostrzega — oszuści coraz częściej wykorzystują metodę tzw. spoofingu.
— Gdy oszust dzwoni do ofiary, podając się za pracownika banku, na ekranie telefonu może pojawić się numer wraz z nazwą prawdziwego banku, co usypia czujność. Rzekomy konsultant informuje o podejrzanych transakcjach na koncie. Aby „zapobiec” przelewom, stosuje różne formy manipulacji, by w końcu przejąć oszczędności rozmówcy — mówi starszy aspirant Katarzyna Bigos.
W 1882 roku Jan Matejko postanowił podarować Narodowi „Hołd pruski” – swoje wielkie dzieło, które możemy podziwiać w Sukiennicach. Nasz Wielki Mistrz przekazał je w nadziei, że zapoczątkuje ono zbiory Zamku Królewskiego na Wawelu.
Jak dobrze wiemy „Hołd pruski” na dobre na wzgórzu wawelskim nie zagościł, a wola Matejki jest spełniona jedynie w sposób formalny, a nie rzeczywisty, gdyż obraz jest depozytem Muzeum Zamku Królewskiego prezentowanym w oddziale Muzeum Narodowego w Sukiennicach.
Niestety to w trakcie przechowywania w Sukiennicach obraz został wyraźnie okaleczony.
Jan Matejko umieścił bowiem na ramie obrazu tabliczkę z napisem„Si Deus nobiscum, quis contra nos!” (Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam!).
Owa inskrypcja zniknęła bezpowrotnie już po śmierci Jana Matejki, wiele lat temu, bo najprawdopodobniej między rokiem 1900 a 1902. Zauważył to w swej książce o Matejce, krakowski badacz pan doktor Henryk Marek Słoczyński (Wrocław, Wydawnictwo Dolnośląskie 2000), który podsumował ten fakt takim oto zdaniem:
„Od początku stulecia widzowie oglądają niekompletne dzieło, a usunięcie inskrypcji drastycznie zniekształca recepcję przesłania artysty”.
Szanowny Panie Dyrektorze, uważam, że mijająca dzisiaj okrągła rocznica 500-lecia „Hołdu pruskiego” jest wspaniałą okazją do tego, by oddać także hołd największemu malarzowi naszych dziejów. Apeluję, by uczynić jego dzieło ponownie kompletnym i usunąć drastyczne zniekształcenie jego przesłania.
Proszę, by z racji pełnionej funkcji i w imię dbałości o powierzone Panu w opiekę dzieła, zadbał Pan o przywrócenie napisu, który wieńczył matejkowski obraz: „Si Deus nobiscum, quis contra nos!”
Z wyrazami szacunku, licząc na szybką reakcję i odpowiedź
Wojciech Lipski
===================
mail:
Si Deus nobiscum, quis contra nos!
Tekst ten pochodzi z listu Św. Pawła do Rzymian (8.31) i był dewizą Królestwa Polskiego.