BKP: Owoce Soboru Watykańskiego II po 60 latach – transformacja Kościoła katolickiego w pseudokościół New Age

BKP: Owoce Soboru Watykańskiego II po 60 latach – transformacja Kościoła katolickiego w pseudokościół New Age

(część 4)

Patrz wideohttps://vkpatriarhat.org/pl/?p=23140    https://youtu.be/87brA1CFSwk

https://bcp-video.org/pl/owoce-sob-wat-ii-4/    https://rumble.com/v6c4667-owoce-sob.-wat.-ii-4.html

https://cos.tv/videos/play/58460219566494720    bitchute.com/video/SLpCNCUm4w8J/

Sobór Watykański II de facto wyeliminował prawdziwą apologetykę i prawdziwą misję i otworzył drzwi niemal wszystkim herezjom. Konieczne jest przywrócenie misji katolickiej i prawdziwej apologii wiary! Trzeba przez prawdziwą pokutę powrócić do zdrowych fundamentów wiary zbudowanej na skale Ewangelii, nauce apostolskiej, tradycji świętych i nauczycieli Kościoła. Proces odnowy katolika i Kościoła musi rozpocząć się od osobistej pokuty, która zakłada oddzielenie od pseudo-papieża Bergoglio, od zbrodniczej „Fiducia supplicans” i od heretyckiego Soboru Watykańskiego II. „Zbliżcie się do Boga, a On zbliży się do was” (Jak 4,8).

Duch Soboru Watykańskiego II globalizacyjnym terminem „religia” zaprogramował transformację Kościoła katolickiego w antykościół New Age. Na konferencji prasowej 6 lutego 2019 r. pseudopapież Bergoglio oświadczył w samolocie, że nie odstąpił od Soboru Watykańskiego II nawet o milimetr. Synod o Amazonii (2019) był tego dowodem.

Przedstawiamy porównanie dokumentów Soboru Watykańskiego II „Nostra aetate” (NA) i „Dignitatis humanae” (DH) z „Instrumentum laboris” (IL) Synodu o Amazonii.

Cytat DH: „…aby wspólnotom religijnym nie przeszkadzano w swobodnym okazywaniu szczególnej siły ich (pogańskiej) nauki”.

Cytat z IL 94: „Należy wziąć pod uwagę mity, tradycje, obrzędy i miejscowe ceremonie, które mają wymiar transcendentalny, plemienny i ekologiczny”.

„Instrumentum laboris” wyraża już bardziej konkretnie żądanie transformacji Kościoła i przyjęcia ducha pogaństwa do jego wnętrza. Twierdzi, że należy wziąć pod uwagę mity, tradycje, obrzędy miejscowe i ceremonie, które mają wymiar transcendentny. Jest to akceptacja duchowości pogańskiej, a to oznacza odstępstwo od Chrystusa na rzecz pogaństwa i jego praktyk, za którymi stoją siły demoniczne. Św. Tomasz z Akwinu mówi: „Uczenie się od diabła jest zbrodnią”.

Cytat z NA: „Ze szczerym szacunkiem (Sobór) patrzy na ich maniery, życie, zasady i doktrynę”.

Cytat z IL 50: „…komunikacja międzypokoleniowa polega na przekazywaniu doświadczeń przodków, duchowości i teologii rdzennych mieszkańców przy jednoczesnym zapewnieniu troski o wspólny dom”.

Chodzi tu o przekazywanie doświadczeń z czarną magią i przywoływaniem duchów – demonów – oraz związanych z nimi duchowości demonicznych i pseudo-teologii. Pismo Święte mówi: „Wszyscy bogowie pogan to demony” (Ps 95,5). Rdzenni przodkowie składali demonom ofiary z ludzi, a niektóre pogańskie duchowości obejmowały ludożerstwo – byli kanibalami.

Patrzeć na kanibalizm, składania ofiar z ludzi i na inne pogańskie maniery ze szczerym szacunkiem, jak uczy dokument Soboru Watykańskiego II, to absurd! Sobór Watykański II swoim programem zaprzecza słowu Bożemu i umożliwia wprowadzenie w Kościele katolickim zgubnej drogi modelu „Amazonii”.

Cytat z NA„Podobnie też inne religie… wskazują drogi… jak również sakralne obrzędy”.

Cytat z IL: „Potwierdza się potrzebę… przyjęcia (rdzennych kultur) w obrzędach liturgicznych i sakramentalnych”.

Przyjmowanie rdzennych kultur i obrzędów związanych z duchowością demoniczną do obrzędów liturgicznych i sakramentalnych jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu i szczytem bluźnierstwa! W sakramentach działa Duch Święty. Podczas pogańskich obrzędów działa diabeł i demony. „Jaka jest wspólnota Chrystusa z Beliarem?” (por. 2 Kor 6,15)

Bergoglio z żądaniem wyświęcania kobiet na diakonisy i kapłanki, zniesienia celibatu i wprowadzenia ducha pogańskiego do Liturgii wystąpił już w związku z synodem o Amazonii. Tzw. majski ryt liturgiczny, obejmujący praktyki pogańskie włączone do Liturgii, Bergoglio już zatwierdził.

Cytat z NA: „Kościół wzywa swoich synów, aby przez dialog i współpracę z wyznawcami innych religii, uznawali, chronili i wspierali owe dobra duchowe i moralne, a także wartości, które u tamtych się znajdują”.

Cytat z IL 29: „Rdzenne narody Amazonii mogą nas wiele nauczyć. Należy tworzyć nowe drogi ewangelizacji w dialogu z tą mądrością przodków, w której objawiają się nasiona Słowa”.

Rdzenne plemiona Azteków co roku składały demonom 20 000 ofiar z ludzi! Szaman żywcem rozcinał człowiekowi klatkę piersiową i poświęcał wciąż bijące ludzkie serce jego bóstwu – szatanowi i demonom!

Czy to jest mądrość przodków, której mamy się uczyć? W tej tzw. mądrości pogańskiej nie ma żadnych nasion Słowa, czyli prawdy Chrystusowej. Są tam nasiona ducha kłamstwa i śmierci – diabła.

Pan Jezus nie posyła nas, abyśmy prowadzili dialog z poganami, ale posyła nas, aby się odwrócili od mocy szatana do prawdziwego Boga! (por. Dz 26,17-18). Bóg nas uwolnił (gr. errizato) spod władzy ciemności I przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna (Kol 1,13).

Pod pozorem dialogu chodzi o zdradę Ewangelii i zbawiennej wiary, jest to zbrodnia, apostazja i droga do zagłady! Przyjmując do Kościoła praktyki pogańskie, które ucieleśniają ducha pogaństwa, nastąpił proces antyewangelizacji. Dlatego droga życia Bożego błędnie zastępuje się drogą śmierci.

Cytat z NA: „Kościół wzywa swoich synów, aby przez rozmowy i współpracę z wyznawcami innych religii, … wspierali wartości, które u tamtych się znajdują”.

Cytat z IL 41: „Kościołem prorockim w Amazonii jest ten, który prowadzi dialog… na rzecz ekologii integralnej”.

To nie jest proroczy, ale pseudo-proroczy antykościół. Ekologia integralna, zgodnie z dokumentem Synodu, obejmuje tzw. „kosmowizję” plemion indiańskich. Oznacza to, że wszystkie demoniczne duchy i bóstwa tzw. działają na tym terytorium. Wynika z tego, że tzw. konwersja ekologiczna, którą promuje Synod, jest w rzeczywistości zwróceniem się do duchów, które narody indian czczą i które rzekomo działają na tym terytorium. Z punktu widzenia chrześcijaństwa nie jest to nawrócenie, ale odstępstwo od Chrystusa! To nie tylko apostazja, ale także głupota.

Jakim prawem Sobór Watykański II bojkotuje obowiązek głoszenia Ewangelii i zastępuje go samobójczym  dialogiem?

Cytat z IL 30: „Potwierdza to drogę, która rozpoczęła się dla całego Kościoła przez Sobór Watykański II”

Heretycki dokument o Amazonii otwarcie przyznaje, że swoimi herezjami potwierdza jedynie drogę rozpoczętą przez Sobór Watykański II! Duch Soboru Watykańskiego II i duch Synodu o Amazonii są identyczni. Jest to synkretyzm z pogaństwem.

———————-

Przedstawiamy fragmenty biografii dwóch męczenników biskupów, św. Emiliana i św. Ignacego.

Za cesarza Dioklecjana (286-305) miały miejsce okrutne prześladowania. Namiestnikiem we Włoszech był Maksymian. W mieście Spoleto biskupem był Emilian. Maksymian przyprowadził go przed swój sąd i powiedział do niego: „Co o tobie słyszę, Emilianie, dlaczego chcesz dobrowolnie oddać się na śmierć za swoje szaleństwo? Będziesz okrutnie torturowany i skazany na gorzką śmierć, jeśli nie oddasz pokłonu naszym bogom”. Święty biskup odważnie odpowiedział: „Nie będę kłaniał się demonom, a ci, którzy się im kłaniają, będą wiecznie męczeni w piekle”.

Maksymian rozgniewał się i kazał bezlitośnie bić świętego… Potem krzyknął ze złością: „Już nie wzywaj przede mną imienia Chrystusa, ale zlituj się nad sobą, bo czekają cię wielkie męki!”. Święty śmiało wyznał: „Jestem sługą Chrystusa! Wyznaję i wysławiam imię Jezusa Chrystusa. Dla Niego jestem gotowy znieść wszelkie męki i śmierć.” Maksymian kazał świętego okrutnie torturować i ostatecznie ściąć mieczem.

Inny biskup, św. Ignacy, również poniósł śmierć męczeńską za odrzucenie bałwochwalstwa. Kiedy cesarz Trajan (98-117) przebywał w Antiochii, kazał wezwać biskupa Ignacego i powiedział mu: „Jeśli złożysz ofiarę naszym bogom, staniesz się moim przyjacielem, a ja cię uczynię arcykapłanem boga Zeusa”. Święty odpowiedział: „Dlaczego miałbym być arcykapłanem Zeusa, skoro jestem kapłanem mojego Chrystusa? Nie boję się śmierci i nie szukam dóbr doczesnych, ale czynię wszystko, aby przyjść do Chrystusa, który za mnie umarł. Nawet jeśli rzucisz mnie na pożarcie zwierzętom, ukrzyżujesz na krzyżu, zabijesz mieczem lub spalisz ogniem, nigdy nie złożę ofiary demonom”. Wtedy Trajan skazał Ignacego na rzucenie na pożarcie zwierzętom, gdyż uważał to za najokrutniejszy sposób śmierci. Nakazał jednak zabrać świętego do Rzymu. Po drodze Ignacy przestrzegł Efezjan: „Jeśli ktoś przez złą naukę niszczy Kościół Boży, za który Jezus Chrystus został ukrzyżowany, ten człowiek, ponieważ się skalał, wejdzie w ogień nieugaszony. To samo stanie się z tym, kto go słucha”.

Te słowa św. Ignacego o złym nauczaniu, które niszczy Kościół Boży, w pełni odnoszą się do dokumentów i ducha Soboru Watykańskiego II oraz pseudopapieża Bergoglio, a także tych, którzy go słuchają i mu się podporządkowują.

Święty Ignacy został rzucony bestiom w Rzymie 20 grudnia 107 roku.

Jaki duch bije z biografii dwóch świętych biskupów, męczenników? To jest Duch Chrystusowy. A jaki duch stoi za dokumentami Soboru Watykańskiego II? Za nimi stoi duch antychrysta! Dlatego Sobór Watykański II musi zostać potępiony jako heretycki.

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metody OSBMr               + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

13.01.2025

Konieczność odnowy katolickiej misji i apologetyki

vkpatriarhat.org/en/?p=25574  /english/

vkpatriarhat.org/fr/?p=18514  /français/

—————————————- 

Zapisz się do naszego newsletter  lb.benchmarkemail.com//listbuilder/signupnew?5hjt8JVutE5bZ8guod7%252Fpf5pwVnAjsSIi5iGuoPZdjDtO5iNRn8gS049TyW7spdJ

Film „Czarodzieje z Davos”.

https://twitter.com/RadoPogoda/status/1882434096288457165

Radek Pogoda @RadoPogoda

Kim Pan jest, Panie Schwab?

Zapraszam Was dziś na materiał inny niż zwykle, bo jest nim film nagrany przez ekipę portalu http://Pch24.pl, a jego reżyserem jest znany wielu z nas – Piotr Relich. Występuje w nim Magdalena Ziętek-Wielomska (@MWielomska) , Jacek Janowski, Krystian Kratiuk, Wojciech Golonka, Arkadiusz Stelmach. Jestem także ja. Przez niespełna godzinę, poprzez rozmowy, ale również nagrania wykonane w Davos – miejscu spotkań Światowego Forum Ekonomicznego, próbujemy pokazać prawdziwe oblicze Klausa Schwaba oraz jego największych dział: Światowego Forum Ekonomicznego oraz organizacji Young Global Leaders. „Władcy świata. Czarodziej z Davos” to czwarta część hitowej serii w reżyserii Piotra Relicha. Zapraszam. https://youtu.be/3sfiNknvvRc?si=fkGcjAs8iKJENuyz

Zdjęcie

Ostatnia zmiana:

====================

WŁADCY ŚWIATA: KLAUS SCHWAB. CZARODZIEJ Z DAVOS [CAŁY FILM]

Rozważania o sensie wojny ukraińskiej i polityce globalnej.

Odkrywanie tajemnicy wojny

Bliżej prawdy – veritas vos liberabit

Dziennikarz, publicysta, dla którego prawda, dziś towar deficytowy jest tym, co może nas wyzwolić.

Izrael Szamir w rozmowie o sensie wojny ukraińskiej i polityce globalnej.

Zbyt wiele elementów wojny ukraińskiej nie ma sensu. Dlaczego Rosja tak powolnie przemieszcza się na zachód? Dlaczego nie ma szybkich i zdecydowanych uderzeń. Jakie są prawdziwe plany USA i Wielkiej Brytanii? Czy USA chcą osłabić Rosję? Spotkałem się ze szwedzkim profesorem Z [RZ], człowiekiem o ogromnej wiedzy i głębokim zrozumieniu świata, aby zadać mu te pytania.

Profesor Z uważa, że wojna ukraińska ma sens tylko wtedy, gdy założymy, że jest to wojna USA z Europą o dolara amerykańskiego. USA biją Rosję po głowie Ukrainą, a UE krwawi. Wielka Brytania próbuje wykrwawić zarówno USA, jak i UE. Dlaczego to robią? Jaki jest ich cel?

Prof. RZ: Najważniejsze pytanie to los dolara amerykańskiego. Konkretnie chodzi o jego dominację w świecie gospodarczym.

Sama ta wyższość przynosi USA dochód w wysokości nawet biliona dolarów rocznie. I nie chodzi tylko o pieniądze. Siła militarna USA jest ściśle związana z nadrzędną pozycją dolara. Bilion dolarów, które Stany Zjednoczone zbierają od świata, jest w dużej mierze wydawany na utrzymanie amerykańskiego kompleksu wojskowego.

Nie jest możliwe, aby Stany Zjednoczone pozwoliły dolarowi ześlizgnąć się na drugie lub trzecie miejsce wśród walut światowych. Jeśli tak się stanie, większość dolarów zdeponowanych za granicą (a jest ich ponad 7 bilionów) wyleje się z powrotem do wybrzeży USA jako tsunami. Inflacja gwałtownie wzrosłaby, a poziom życia spadłby jak kamień. Późniejsza burza polityczna może z łatwością obalić kraj. Zatem Stany Zjednoczone wolałyby, aby świat upadł, niż tolerować upadek dolara. Jest to szczególnie prawdziwe za rządów Trumpa.

Teraz pojawia się pytanie, kto zagraża dolarowi? Typową odpowiedzią są Chiny, ponieważ jest to jedyny kraj o wystarczająco dużej gospodarce, aby przewyższyć amerykańską. To prawda, ale w handlu międzynarodowym chiński juan jest dopiero na czwartym miejscu z mniej niż 5% wszystkich płatności. Juan stanowi zaledwie 2% światowych rezerw walutowych, podczas gdy dolar amerykański stanowi 58%, prawie 30 razy więcej! To sprawia, że juan jest potencjalnym, ale nie bezpośrednim zagrożeniem dla dolara. Jednak w chińskim handlu transgranicznym juan ostatnio przekroczył dolara pod względem wolumenu handlu. Tak więc chińskie zagrożenie dla dolara naprawdę rośnie.

Euro stanowi jednak 20% światowych rezerw walutowych. Zamiast tego ta piąta wszystkich rezerw mogłaby być denominowana w dolarach. Zatem Euro „ukradł“ jedną czwartą pozycji dolara, czyli dziesięć razy więcej niż juan. Jest to ważne, ponieważ światowe rezerwy pieniężne rosną równie szybko lub szybciej niż gospodarka światowa, która co roku wymaga większej ilości walut rezerwowych. Emisja tej waluty i wysłanie jej za granicę w celu zdeponowania w ramach inwestycji lub w zamian za towary wyprodukowane za granicą to w zasadzie… cóż, drukowanie pieniędzy. Nic nie może być tak opłacalne jak to. Dlatego euro jest obecnie największym zagrożeniem dla dolara. I tak obiektywnie UE jest głównym wrogiem USA.



IS: Ale przed utworzeniem euro swoją rolę odgrywały inne waluty europejskie, takie jak marka D, frank francuski i inne. Służyły one również jako rezerwy światowe.

RZ: To prawda, ale konsolidując te waluty (a dziś 20 krajów zastąpiło już swoją walutę euro, a oczekuje się, że z czasem zrobi to co najmniej 6 innych), euro stało się znacznie silniejsze i bardziej pożądane dla utrzymania wartości niż którakolwiek z tych poprzednich walut. Możliwym wyjątkiem był znak D, ale niemiecka gospodarka była zbyt mała, aby poważnie konkurować z Amerykanami.

IS: Czy to koniecznie czyni UE wrogiem USA? Czy mogą być po prostu przyjaznymi konkurentami, łączącymi wspólne cele polityczne i militarne?

RZ: Mogli, i rzeczywiście byli. W przeszłości UE i USA utrzymywały stosunki oparte na współpracy. W grudniu 1999 r., kiedy wprowadzono euro, UE miała silne poparcie USA. Prezydentem był Bill Clinton, a USA dysponowały nadwyżką budżetową i czerpały korzyści ze wzrostu UE. W 1995 roku w Madrycie podpisano Nową Agendę Transatlantycką, obiecującą bliższą współpracę. NATO się rozszerzało, a USA potrzebowały do tego wsparcia UE.

Początkowo euro nie wydawało się poważnym rywalem dolara. Zaczęło się od 1,17 dolara, ale wkrótce spadło poniżej parytetu i powoli rosło przez kilka lat. Sytuacja uległa jednak zmianie, ponieważ UE rosła szybciej niż USA, a w 2007 r. gospodarka UE po raz pierwszy przekroczyła Stany Zjednoczone w wartościach nominalnych. W tym czasie UE liczyła prawie 500 milionów mieszkańców w porównaniu z około 300 milionami w USA. Kryzys subprime uderzył w gospodarkę USA, wzmacniając dominację gospodarczą UE. 18 lipca 2008 r. wartość euro osiągnęła 1,60 dolara.

Amerykańscy bankierzy nigdy nie zapomną ani nie wybaczą tego dnia. Poczucie wyższości skłoniło europejskich urzędników do dyskusji nad zastąpieniem dolara specjalnymi prawami ciągnienia (SDR), które składają się z 44% dolara, 34% euro i innych walut. Ich głównym zwolennikiem był Dominique Strauss-Kahn, dyrektor MFW i potencjalny kandydat na prezydenta Francji.

IS: Niesławny DSK!

RZ: Tak, ten. W maju 2011 roku został aresztowany w Nowym Jorku pod zarzutem napaści na tle seksualnym. Zrezygnował z pracy w MFW, a zarzuty karne „zostały wycofane”. Jednak pomysł zastąpienia dolara specjalnymi prawami ciągnienia upadł wraz z prezydenckimi ambicjami Straussa-Kahna.

Dolar przetrwał, ale Amerykanie zauważyli: UE nie jest przyjacielem. Wydawało się, że europejskie elity czekają, aż USA się potkną i będą tęsknić za kontrolą nad finansami międzynarodowymi. Od tego czasu wydaje się, że polityka USA ma na celu powstrzymanie lub nawet zniszczenie UE, aby uniemożliwić jej osiągnięcie dominacji.

Ta zmiana polityki wymagała czasu Początkowo, gdy gospodarki USA i UE były podobnej wielkości, mówiono o strefie wolnego handlu. Dyskusje na temat transatlantyckiego partnerstwa handlowo-inwestycyjnego (TTIP) rozpoczęły się w 2013 r., a pierwszy projekt wyciekł w 2014 r. Tymczasem gospodarka USA ożywiła się i rosła szybciej niż gospodarka UE.

Potem przyszedł Brexit. Co ciekawe, zainicjowała go rządząca Partia Konserwatywna, której oficjalnym stanowiskiem było Pozostać. Referendum miało charakter konsultacyjny i nie było formalnie zobowiązane do wdrożenia jego wyniku. W czerwcu 2016 r. 52% wyborców głosowało za opuszczeniem UE, dzieląc kraj. Anglia i Walia, z wyjątkiem Londynu, w dużej mierze opowiedziały się za brexitem, podczas gdy Szkocja i Irlandia Północna głosowały za pozostaniem. W tej sytuacji, jeśli brytyjska elita poważnie myślała o chęci pozostania w UE, miała ku temu mnóstwo okazji.

Pamiętasz, jak rząd brytyjski nie chciał oddać Augusto Pinocheta niecierpliwie oczekującemu hiszpańskiemu wymiarowi sprawiedliwości? Miał wszelkie podstawy prawne, aby oczekiwać jego szybkiej ekstradycji, ale tak się nigdy nie stało. Inaczej było jednak z Brexitem.

Pomimo możliwości pozostania w UE i przesunięcia opinii publicznej w stronę pozostania, uparcie poszukiwano Brexitu. Wielka Brytania opuściła UE po 47 latach członkostwa, kończąc dwa pokolenia brytyjskiej tożsamości europejskiej.

IS: Czy to koniecznie oznacza, że UE stała się wrogiem USA? Czy mogą być po prostu przyjaznymi konkurentami, łączącymi wspólne cele polityczne i militarne?

RZ: Mogli, i byli. Kiedy doszło do Brexitu, UE znacznie osłabła. UE straciła 80 milionów ludzi. Co ważniejsze, jej gospodarka skurczyła się o 17% i ponownie stała się znacznie mniejsza niż gospodarka amerykańska. Euro spadło do wcześniejszego poziomu w stosunku do dolara. Negocjacje w sprawie TTIP utknęły w martwym punkcie, a kiedy Trump doszedł do władzy w 2016 r., faktycznie wygasły. TTIP został pomyślany jako małżeństwo równych sobie z równymi, ale Stany Zjednoczone znów były większe.

IS: Od tego czasu przepaść między gospodarkami UE i USA tylko się powiększyła. Czy to oznacza, że USA ostatecznie wygrały i że UE nie jest już wrogiem?

RZ: To nie takie proste. Na pierwszy rzut oka nominalny PKB USA podwoił się od 2008 r., podczas gdy PKB UE wzrósł zaledwie o 30%. Jednak według parytetu siły nabywczej (PPP) obie gospodarki są nadal mniej więcej tej samej wielkości. Zatem zagrożenie UE dla USA nadal istnieje.

A potem jest jeszcze jedna rzecz, która naprawdę mnie niepokoi.

IS:Co to jest?

RZ: Elektryczność
. Ogólnie rzecz biorąc, zużycie energii elektrycznej jest uważane za dobry wskaźnik produktywnego PKB kraju. W USA te dwa parametry ściśle się uzupełniały przed 2008 rokiem. Od tego czasu produkcja energii elektrycznej na mieszkańca w USA spadła jednak o 8%. Jak to się łączy z deklarowanym podwojeniem PKB w tym samym okresie? A może z faktem, że obecnie istnieje wiele obszarów zużywających energię elektryczną, które wówczas nie istniały (lub były w powijakach)? Należą do nich na przykład samochody elektryczne, pompy ciepła, wydobycie kryptowalut i sztuczna inteligencja zużywająca energię.

Ponadto zakłady produkcyjne w 2008 r. nie obejmowały milionów paneli słonecznych zainstalowanych w domach ludzi i na farmach fotowoltaicznych, a ogromne morskie wiatraki nie zostały jeszcze zbudowane. Jak zatem całkowita produkcja energii elektrycznej mogłaby się zastać i spaść na mieszkańca, gdyby PKB rzeczywiście się podwoił? Obliczenia te nie uwzględniały nawet około 11 milionów nielegalnych imigrantów przybywających do USA, którzy również muszą zużywać energię elektryczną.

Przyjrzyjmy się bliżej temu wzrostowi gospodarczemu w USA. Dziś dowiadujemy się, że połowa wszystkich inwestycji przedsiębiorstw w ciągu ostatnich 15 lat została przeznaczona na narzędzia zwiększające produktywność, takie jak oprogramowanie i sprzęt do przetwarzania informacji. Inne ważne obszary wzrostu obejmowały budowę centrów danych i obiektów produkcyjnych zasilanych bateriami do samochodów elektrycznych i mikrochipów krzemowych. I żadna z tych technologii nie zużywała dodatkowej energii elektrycznej? Nie możesz w to uwierzyć. Jedynym wiarygodnym wyjaśnieniem wydaje się być to, że amerykańska deindustrializacja, która rozpoczęła się około 2008 roku, trwa do dziś. Nawiasem mówiąc, nawet pierwsza prezydentura Trumpa nie zmieniła tej tendencji spadkowej.

Zobaczmy, jak się sprawy mają w Europie. Tam również nastąpił spadek produkcji energii elektrycznej na mieszkańca, choć bardziej umiarkowany – wyniósł około 3%. Bliższe spojrzenie daje jednak bardziej zróżnicowany obraz. W Niemczech, które są siłą napędową europejskiej gospodarki, produkcja energii elektrycznej na mieszkańca spadła o niewiarygodne 34% od 2008 r. Niewielki spadek wynika zatem ze wzrostu w słabiej rozwiniętych krajach UE.

Być może upadek Niemiec był spowodowany likwidacją przez kraj elektrowni jądrowych, a obecnie importem energii elektrycznej z zagranicy? Jednak zużycie energii elektrycznej na mieszkańca również dramatycznie spadło – o 19%.

W sąsiedniej Francji, drugiej co do wielkości gospodarce UE, konsumpcja na mieszkańca spadła o ponad 20%, podczas gdy produkcja pozostała na tym samym poziomie. Nawet w Polsce produkcja energii elektrycznej na mieszkańca spadła od 2008 r. o 3%. Taki środkowoeuropejski tygrys gospodarczy!

Jednocześnie w Rosji produkcja energii elektrycznej na mieszkańca wzrosła o 35-40%, podczas gdy w Chinach o pełne 135%, a krzywa wzrostu nie wykazuje oznak nasycenia.

Tak więc, podczas gdy polityka USA zdołała spowolnić, a nawet zmniejszyć realną gospodarkę UE, spadek w USA jest jeszcze większy. Jednocześnie drugi najważniejszy konkurent USA, Chiny, jest w pełnym rozkwicie. Podczas gdy Chiny deklarują, że nie zamierzają kwestionować dolara, geopolityka nie ma znaczenia intencji, ale możliwości. Gdyby Chinom udało się zhakować dolara, a tym samym gospodarkę USA, nie musiałyby tego robić, aby zdobyć światową dominację. Sama groźba takiego działania zmusiłaby USA do posłuszeństwa.

Sytuacja ta musiała doprowadzić do poważnej refleksji elit USA, które szukają rozwiązania tego kryzysu. W przeciwnym razie Stany Zjednoczone znajdą się w śmiertelnej spirali gospodarczej i będą musiały w coraz większym stopniu popadać w długi (prawie 3 biliony dolarów w 2024 r.), aby utrzymać gospodarkę na rynku, udając jednocześnie fałszywy optymizm ze świata zewnętrznego.

IS: Myślisz, że znaleźli już takie rozwiązanie? Swoją drogą, dlaczego nie wymieniłeś Rosji wśród największych wrogów Ameryki? Amerykańska opinia publiczna często nazywa go wrogiem numer 1.

RZ: Myślę, że to mylące. Działania wojenne między USA a Rosją wydają się przesadzone. Obie wielkie potęgi mają długą historię łączenia sił przeciwko wspólnemu wrogowi. Uczynili to zarówno formalnie podczas II wojny światowej, jak i nieformalnie podczas kryzysu sueskiego w 1956 roku. Ta wspólna akcja złamała kark imperiom francuskim i brytyjskim. USA i Rosjanie nadal działają razem, choć może to nie być tak widoczne.

IS: Kto jest teraz ich wspólnym wrogiem?

RZ: UE, Wielka Brytania i Chiny.


IS: Rozumiem, dlaczego UE, ale dlaczego Wielka Brytania jest wrogiem Ameryki?

RZ: Ponieważ tak naprawdę imperium nigdy nie przestało istnieć od czasu rewolucji amerykańskiej. Brytyjska władza nad amerykańską polityką jest nadal bardzo silna. Amerykanie reagowali na to przez lata, demontując Imperium Brytyjskie wraz z Rosjanami i stopniowo wyrywając się z tej duszącej brytyjskiej przyjaźni. Doskonale wiedzą, że dopóki brytyjska monarchia żyje i ma się dobrze, zagrożenie dla USA będzie zawsze istnieć. Dlatego po cichu robią wszystko, aby osłabić brytyjską monarchię.

Swoją drogą, jak monarchia może być jednocześnie demokracją? To ma sens tylko w filmach z Gwiezdnych Wojen…

W każdym razie wydaje się, że przed Brexitem Amerykanie obiecali Brytyjczykom bardzo lukratywny handel, że powinni opuścić UE, a Stany Zjednoczone w zamian podpiszą z nimi umowę o wolnym handlu. Wielka Brytania wyobrażała sobie, jak odegra podobną rolę w stosunku do Unii Europejskiej jak Hongkong, który czerpałby korzyści z obu stron Atlantyku. Jeśli jednak chodzi o konkretne negocjacje po brexicie, Amerykanie wysunęli żądania, których Brytyjczycy po prostu nie mogli zaakceptować.

IS: Jakie wymagania?

RZ: Na przykład cały sektor rolniczy, który jest głównym źródłem dochodów Wielkiej Brytanii z eksportu, podlegałby przepisom amerykańskim zezwalającym na GMO. W praktyce uniemożliwiłoby to eksport do UE i zasadniczo wyeliminowałoby rolnictwo jako główny sektor brytyjski. Bez porozumienia podpisanego z USA i z więzami z UE, które z każdym dniem słabną, Wielka Brytania jest teraz w cichej rozpaczy. Dzięki grupie Pink Floyd wiemy, że jest to angielska droga. Tak smutne… To mógł być wspaniały kraj.

Bez porozumienia z głównym partnerem – z UE, USA, Rosją lub Chinami – Wielka Brytania jest skazana na zagładę. Dlatego robią wszystko, aby utrudnić życie USA na arenie międzynarodowej. Celem Brytyjczyków jest skłonienie USA do powrotu do stołu negocjacyjnego.

IS: Jakie są ich karty przetargowe?

RZ: Jest ich wiele. Jedną z nich jest wojna ukraińska. Wielka Brytania narażała wszelkie próby ugody. Kolejnym atutem przetargowym jest brytyjska kontrola nad państwami bałtyckimi, nieformalnie znanymi jako Tribaltika, a także regionalnymi monarchiami Szwecji i Danii. Lub w Holandii, jeśli chcesz. Wielka Brytania naciska na nich, aby rozpoczęli wojnę z Rosją, doskonale wiedząc, że nie leży to w interesie Ameryki.

Stara się także odgrywać rolę w polityce wewnętrznej. Pamiętacie rosyjskie akta o Trumpie? Zostały opracowane przez Christophera Steele, byłego (jeśli coś takiego istnieje) oficera MI6. Wyobraź sobie, że Steele był zamiast tego byłym agentem KGB. Rosja byłaby obwiniana i sankcjonowana tak, jakby jutra nie było. Ale Brytyjczykom się to upiekło. Wojna między dawną metropolią a kolonią jest często niewidoczna.

Ale nie, pozwól mi się naprawić. Brytyjczycy dość głośno wypowiadali się na temat swoich planów zmiany reżimu w USA. Angielski reżyser Alex Garland stworzył film Civil War z 2024 roku, który zdezorientował wielu amerykańskich krytyków. To oszałamiające. Pamiętasz, że Bones, były pirat na Wyspie Skarbów Stevensona, dostał „black spot“, co było pirackim wyrokiem? Wygląda na to, że wojna secesyjna to czarna plama, którą angielscy piraci z londyńskiego City przenieśli do tego, co mogliby uznać za irlandzkich gangsterów z Białego Domu w Waszyngtonie.

Bohaterami filmu są brytyjscy dziennikarze. Technicznie rzecz biorąc, są obywatelami amerykańskimi, ale pracują dla londyńskiej agencji informacyjnej Reuters. Powiązania brytyjskich dziennikarzy ze służbami specjalnymi są dobrze udokumentowane. Ci prawdopodobnie brytyjscy agenci jeżdżą po USA na „wywiad“ z kontrowersyjnym prezydentem, który ukrywa się w Białym Domu. W pewnym momencie grupa zatrzymuje się na stacji benzynowej i prosi o napełnienie połowy zbiornika ich pojazdu, oferując im 300 dolarów. Za tę ilość, mówi z pogardą jeden z orzeszków ziemnych, można wybrać ser – lub szynkę. To więcej niż subtelna aluzja do faktu, że 300 dolarów nie kupi nic więcej niż kanapkę.

IS:„300 dolarów kanadyjskich,“ mówi dziennikarz, że jest zgodny, a prześladowcy kłaniają się z szacunkiem.

Co gorsza, kiedy „journaliści“ przybywa do Waszyngtonu, dołączają do rebeliantów, którzy chronią ich własnymi ciałami przed latającymi kulami. To wyjaśnia nawet głupim obserwatorom, że „dziennikarze“ są po stronie rebeliantów. Następnie „journalist“ wchodzi najpierw do Białego Domu. Podążająca za nimi banda powstańców (!) wykonuje egzekucję na amerykańskim prezydencie, który jest więcej niż trochę podobny do Donalda Trumpa.

Do takich filmów nie potrzeba formalnego wypowiedzenia wojny dolarowi amerykańskiemu, prezydencji amerykańskiej i USA jako krajowi.

IS: Wspomniał Pan o Rosji jako o potencjalnym znaczącym partnerze Wielkiej Brytanii. Ale czy Brytyjczycy nienawidzą Rosjan?

RZ: Przeczytałem twoją kolumnę na ten temat. Jest dobrze spreparowan i dokładnie przeargumentowan. Ten naród jest zaabsorbowany sobą i wątpię, czy jest w stanie naprawdę nienawidzić, lub kochać każdy inny naród takim. Czy lubią Niemców? Francuzów? Irów, na miłość boską? O ich pozycji decyduje obecna sytuacja polityczna i interesy brytyjskie, które, jak powiedział lord Palmerston, są wieczne i trwałe.

Przypomnij sobie XX wiek. Na początku imperia rosyjskie i brytyjskie znalazły się w impasie Wielkiej Gry. W ten sposób Rosjanie zostali sprzedani brytyjskiej opinii publicznej jako wieczni wrogowie. Jednak w 1914 roku oba kraje stały się sojusznikami podczas I wojny światowej. To uczyniło Rosjan wiecznymi przyjaciółmi Brytyjczyków. Rewolucja rosyjska 1917 r. ponownie uczyniła Rosjan wiecznymi wrogami. W 1941 roku ponownie jednak zostali wiecznymi przyjaciółmi. Jednak nie na długo – zimna wojna przywróciła im status wiecznych wrogów. Ta częsta zmiana zdania zainspirowała George’a Orwella do napisania książki Dziewiętnaścieset osiemdziesiąt cztery. Jego hasło „War is peace“ zwiastowało deklarację „humanitarnego bombardowania“ przez w 2002 roku podczas wojny w Kosowie. Rzeczywiście, jeśli Wszechmogący Bóg zdecyduje się nas ukarać, będzie to nie tyle za nasze grzechy, co za naszą hipokryzję.

Że wojna w Kosowie tak naprawdę się nie skończyła, a niektórzy twierdzą, że jakikolwiek długoterminowy pokój w Europie będzie wiązał się z powrotem Kosowa do Serbii.

IS: Ale teraz wojna ukraińska sprawiła, że stosunki między Wielką Brytanią a Rosją są najgorsze w historii, prawda?

RZ: No tak, ale nie tyle z powodu tego, co Rosja zrobiła Ukrainie, co z powodu tego, co USA zrobiły Wielkiej Brytanii. Na początku wojny USA niechętnie zgodziły się, żeby Rosja mogła przejąć Ukrainę. Przenieśli swoją ambasadę z Kijowa do Lwowa, a następnie na polską stronę granicy i wezwali wszystkie ambasady zachodnie, aby zrobiły to samo. Co uderzające, kiedy Rosjanie zajęli (bezskutecznie) lotnisko Antonowa w Hostomelu pod Kijowem rankiem w dniu inwazji, zespół CNN został praktycznie zintegrowany ze swoimi siłami specjalnymi. Matthew Chance przeprowadził wywiad z rosyjskim dowódcą i bez trafienia sfilmował strzelaninę z Ukraińcami. Jak myślisz, po czyjej stronie były tego dnia Stany Zjednoczone?

Ale wtedy Wielka Brytania postanowiła interweniować i zakłócić amerykański plan szybkiego zwycięstwa Rosji. Szybko podjęli inicjatywę dostarczenia Ukraińcom sprzętu wojskowego o wartości dwóch miliardów dolarów, a jednocześnie „zdecydowanie doradzał im“, aby nie podpisywali żadnego traktatu pokojowego z Putinem. Wojna ciągnęła się. Amerykanie musieli niechętnie udawać, że zaopatrzenie Ukrainy w sprzęt wojskowy było również ich celem. Aby poprowadzić ten proces i zapobiec wymknięciu się spod kontroli, utworzyli Spotkania Ramsteina. Pomijając retorykę, wsparcie USA dla Ukrainy zawsze było skąpe i znacznie niższe niż rzeczywiste potrzeby. Teraz, jak wszyscy wiedzą, Amerykanie porzucili nawet retoryczny cel zwycięstwa Ukrainy. Próbują przekonać Ukraińców do zaakceptowania strat terytorialnych, co ich zdaniem zawsze oznaczałoby zwycięstwo Rosji.

IS: Dlaczego USA to robią?

RZ: Zdecydowanie nie z powodu swojej miłości do Rosji! Ale dlatego, że taka procedura służy ich celom. Szkodzi i osłabia UE, zwłaszcza Niemcy, których powojenny dobrobyt został zbudowany na tanich rosyjskich zasobach. Ponadto USA obawiają się porażki Rosji, gdyż z pewnością doprowadziłoby to do znacznych niepokojów wewnętrznych, a nawet rozpadu kraju.

Oprócz ryzyka, że broń nuklearna wpadnie w niepowołane ręce, w takim przypadku UE przestałaby mieć silną przeciwwagę na kontynencie euroazjatyckim. Oczywiście z wyjątkiem Chin, ale są one zbyt daleko od Europy. Europejczycy nie potrzebowaliby już więc Amerykanów, aby ich chronić. Albo zapłacić za tę ochronę. UE ogromnie by się rozwinęła, wchłaniając Ukrainę, Białoruś, Mołdawię, Gruzję i Armenię. Co ciekawe, dwa ostatnie wymienione kraje zostały od 1990 roku przeniesione przez geografów politycznych z Azji – gdzie przez prawie trzy stulecia należały – do Europy. Posunięcie to pozwala UE uznać je za część Europy.

Do UE może przystąpić także zachodnia część Rosji. Z drugiej strony jest to mało prawdopodobne, ponieważ wtedy rosyjski stałby się jednym z języków urzędowych UE. Elita rządząca w niektórych krajach Europy Wschodniej próbująca (w większości bezskutecznie) zasymilować swoją rosyjskojęzyczną mniejszość nie byłaby w stanie tego znieść.

Ogólnie jednak Unia Europejska mogłaby zyskać nawet 100 milionów ludzi i 2-3 biliony rocznego PKB, po raz kolejny przewyższając liczebnie gospodarkę USA.

To koszmar dla Amerykanów i nigdy nie pozwolą na taki scenariusz.

IS: Czy naprawdę wierzysz, że USA chcą rosyjskiego zwycięstwa?

RZ: No tak, w pewnym sensie. Widzicie, kardynalne porozumienie między obydwoma krajami wydaje się być takie, że USA opuszczą Europę i pozostawią ją Rosji, aby ją badała i chroniła. W zamian Rosja nie zawrze sojuszu wojskowego z Chinami. Ale samo przekazanie Europy Rosji nie jest wykonalne. Putin musi zdobyć ten przywilej na wojnie, a to zwycięstwo powinno wyglądać realnie z zewnątrz. Jest to zaaranżowany mecz, w którym zwycięzca jest z góry określony; musi jednak wykazać się siłą i odwagą, aby przekonać publiczność, że zdobył tytuł w uczciwej bitwie. Jego nos musi być zakrwawiony – może więcej niż raz, ale ostatecznie musi wygrać. Tak więc USA udają, że pomagają Ukrainie tak bardzo, jak tylko mogą, podczas gdy w rzeczywistości ich częściowa pomoc służy jedynie opóźnieniu zwycięstwa Rosji, aby uczynić ją bardziej akceptowalną dla Europejczyków.

Popularna opinia w Europie Zachodniej jest ściśle monitorowana przez USA i początkowo była silnie proukraińska. To sprawiło, że szybkie zwycięstwo Rosji stało się niemożliwe, a nawet niepożądane. Gdyby tak się stało, wiele krajów UE domagałoby się bezpośredniej interwencji NATO ze strony Ukrainy. Teraz większość ludności tych krajów jest zmęczona wojną i chce negocjacji pokojowych, co w rzeczywistości oznacza porażkę Ukrainy.

IS: Amerykanie zaopatrywali jednak Ukraińców w nowoczesne systemy uzbrojenia, takie jak czołgi HIMARS, ATACMS, M1 Abrams i samoloty F16, których Rosja obawiała się i twierdziła, że przekraczają ich czerwone linie.

RZ: Oczywiście, że tak, prawda? Ale faktem jest, że te nowe amerykańskie systemy uzbrojenia zostały przekazane Ukrainie dopiero wtedy, gdy Rosjanie byli na to mniej więcej gotowi. Te systemy pola bitwy niczego nie zmieniły i nie stanowią poważnego wyzwania dla rządu Putina ani rosyjskiej armii.

Nadal nie przekonany? Następnie przypomnij sobie dni zamachu stanu Prigożyna latem 2023 r. Wtedy właśnie USA musiały pokazać swoje prawdziwe oblicze i niechętnie, ale publicznie wyrazić poparcie dla rządu Putina. Przeraziło to i oszołomiło rosyjskich opozycjonistów, takich jak Chodorkowski, który wydaje się mądry, ale najwyraźniej nie widzi oczywistości.

IS: Jak myślisz, co stanie się z NATO?

RZ: W końcu NATO pozbywa się USA i wyrzuca je jak pustą butelkę po lemoniadzie. Spójrzmy prawdzie w oczy. Jedyną misją NATO jest i zawsze było przetrzymywanie Rosji, w razie potrzeby prowadzenie z nią wojny. Rozdział NATO ogranicza jednak swoje działania do północnego Atlantyku. Nawet południowa część oceanu, taka jak Malediwy, znajduje się poza NATO. NATO nie ma zatem zastosowania do operacji na Oceanie Spokojnym, które są dla USA najważniejsze. Kiedy Stany Zjednoczone opuszczą NATO, wszystko, co z niego pozostanie, upadnie pod własnym ciężarem, jak miało to miejsce w Afganistanie, kiedy Biden wycofał wojska amerykańskie. Pozostałe oddziały NATO nie miały ani woli, ani odwagi, by zostać i walczyć.

IS: Jednak NATO rozszerzyło się ostatnio o Finlandię i Szwecję. Oczywiste jest, że za tym rozszerzeniem stały Stany Zjednoczone. Jaki był jego cel, jeśli, jak pan mówi, USA zamierzają opuścić NATO?

RZ: Celem było stworzenie czysto europejskiego sojuszu, który jak najdłużej stawiałby opór rosyjskim rządom po opuszczeniu Europy przez USA. Jest to podobne do tego, co Amerykanie próbowali uzgodnić z rządem afgańskim przed wycofaniem się. Mieli nadzieję, że pozostanie stabilny, co świadczyło o pobożnych życzeniach. To samo dotyczy Europy. Nieobecność Ameryki w Europie ma być tymczasowa i USA chcą wrócić, gdy już zajmą się Chinami.

Do tego czasu oczekuje się, że rosyjska ekspansja w Europie będzie kontrolowana przez NATO z siedzibą w UE. Dlatego Trump chce, aby rządy UE zwiększyły swoje wydatki na wojsko do 5% PKB. Ale dla Niemiec na przykład oznaczałoby to, że prawie połowa ich budżetu krajowego trafiłaby do Bundeswehry. Jest bardzo mało prawdopodobne, aby jakakolwiek partia polityczna lub koalicja przetrwała po zaproponowaniu takiego budżetu w Bundestagu.

IS: Byliście zaskoczeni, że Szwecja i Finlandia przystąpiły do NATO?

RZ: W zasadzie tak, ale bardziej ze względu na szybkość niż sam fakt. Przed 1995 rokiem Szwecja miała konstytucję, która jednym krótkim zdaniem zabraniała sojuszy wojskowych na wypadek wojny. Powodem było gorzkie doświadczenie, jakie Szwecja zdobyła, podpisując w 1805 roku traktat o wzajemnej obronie z Wielką Brytanią w ramach koalicji antynapoleońskiej. Kiedy jednak Rosja – wówczas sojusznik Francji – wkroczyła do Finlandii w 1808 roku, Wielka Brytania nie zastosowała się do traktatu. W rezultacie Szwecja musiała oddać Rosji całą wschodnią część swojego królestwa. Doprowadziło to do znacznego zamieszania politycznego i poszukiwań duszy. Szwedzi nie ufali już innym krajom w kwestii własnej obrony.

Zmieniło się to jednak wraz z przystąpieniem Szwecji do UE. Klauzula jednego zdania w konstytucji została zastąpiona piętnastolinijkowym bełkotem prawnym, który niczego nie zabraniał. Zatem decyzja o przystąpieniu do NATO musiała zostać podjęta w tym czasie lub wcześniej. Uważam jednak, że muszą istnieć bardzo mocne argumenty wyjaśniające, dlaczego Szwecja i Finlandia w sposób oczywisty wskoczyły wspólnie na statek NATO w środku szalejącej wojny, wyraźnie zagrażając w ten sposób własnemu bezpieczeństwu.

IS: Jakie argumenty?

RZ: Na przykład Petsamo, czyli po rosyjsku Pechenga. Jest to obszar na północy Półwyspu Skandynawskiego, który należał do Finlandii od 1920 do 1944 roku. Jest to pas lądu o powierzchni być może 50 na 150 km, znajduje się tu kopalnia niklu i port arktyczny. Kopalnia niklu jest dość ważna; podczas II wojny światowej była jedynym źródłem tego strategicznego metalu dla całego imperium nazistowskiego. Wydobywano tu rudę, którą transportowano drogą lądową do szwedzkich i fińskich portów bałtyckich, a także łodzią po Norwegii. Kopalnia nadal cieszy się dużym zainteresowaniem, ale nie tak dużym, jak kawałek arktycznego wybrzeża, który zapewnia prawa do tysięcy mil kwadratowych bogatego w gaz i ropę szelfu arktycznego.

Ponieważ ani Finlandia, ani Szwecja nie posiadają obecnie złóż paliw kopalnych, postrzegają to potencjalne bogactwo z zazdrością (oczywiście z zazdrości swoich norweskich sąsiadów). Jednak zdobycie Petsama jest możliwe tylko wtedy, gdy Rosja zostanie pokonana w wojnie i będzie musiała oddać terytorium zwycięzcom. Prawdopodobnie obiecano to Finlandii i Szwecji w 2022 r., kiedy wielu obserwatorów wydawał się prawdopodobnie taki wynik.

Ta hipoteza – Nazywam ją teorią Petsamo – była szalonym przypuszczeniem, w które nikt nie uwierzy. Do niedawna, kiedy Trump domagał się Grenlandii i Kanady dla USA. Teraz ta hipoteza jest znacznie bardziej prawdopodobna.

Chociaż przystąpienie do paktu wojskowego wyraźnie skierowanego przeciwko określonemu krajowi (jak NATO przeciwko Rosji) nie jest uważane za bezpośredni akt agresji w świetle prawa międzynarodowego, bardziej zróżnicowany pogląd mówi, że mimo to podważa porządek międzynarodowy i zwiększa prawdopodobieństwo wojny. Tym samym Szwecja i Finlandia zachowały się lekkomyślnie.

IS: Co Petsamo ma wspólnego z Grenlandią?

RZ: Oba kraje zapewniają dostęp do szelfu arktycznego, ale oczywiście Grenlandia oferuje znacznie więcej. W Arktyce pozostały jedyne niewykorzystane złoża ropy i gazu, które nadal są niezastąpione jako źródła energii. Pomimo wszystkich rozmów o zielonej energii i niezliczonych miliardach wrzuconych w budowę farm słonecznych i wiatrowych, światowa produkcja i zużycie paliw kopalnych stale rośnie. Wraz z dojściem Trumpa do władzy konsumpcja ta może jedynie przyspieszyć. Partie prawicowe w Europie również są sceptyczne wobec Zielonego Ładu. AfD w Niemczech obiecuje zburzyć wszystkie brzydkie wiatraczki – a wszystkie są brzydkie. Jednak szczyt wydobycia ropy jest prawdziwy; najbardziej produktywne pola naftowe są bliskie wyczerpania. Największe na świecie konwencjonalne pole naftowe, Ghawar w Arabii Saudyjskiej, znajduje się w kryzysie. Ale gdzie wiercić? Jedyną pozostałą nadzieją na znalezienie dużych złóż jest Arktyka.

IS: Więc uważasz, że Trump poważnie myśli o aneksji Grenlandii?

RZ: A także Kanady. Śmiertelnie poważnie. Kiedy tak się stanie, ponad połowę szelfu arktycznego będą miały Stany Zjednoczone, a tuż za nimi Rosja. Te dwa kraje będą miały ponad 90% całości, przy czym znacznie mniejsza pozostała część będzie w dużej mierze norweska. Zastrzeżenie jest jednak takie, że bez wyraźnej lub ukrytej zgody Rosji Stany Zjednoczone nie mogłyby pomyśleć o aneksji żadnego z tych dwóch krajów. Dzieje się tak dlatego, że takie posunięcie najwyraźniej nie leży w interesie Chin. Chociaż Chiny są bardzo silne militarnie, są zbyt daleko od regionu i nie będą mogły interweniować bez Rosji.

Zatem porozumienie jest takie, jeśli możemy to dzisiaj zobaczyć, że Rosja zajmie Ukrainę i rzuci cień na całą Europę, zwłaszcza jej wschodnią i środkową część, podczas gdy Stany Zjednoczone zajmą Kanadę i Grenlandię i ponownie zdominują oba kontynenty amerykańskie. Doktryna Monroe i Breżniewa odradzają się – z zemstą.

IS: Dlaczego to się dzieje właśnie teraz? Czy to tylko brak energii?

RZ: Nie tylko. Ogólnym problemem gospodarki światowej jest nadprodukcja kapitału. Po prostu nie ma już większych obszarów gospodarczych, w których po odjęciu kosztów, ryzyka i inflacji, można inwestować z zyskiem. Zbyt wiele narodów stało się kapitalistami, ich populacje zarabiają więcej, niż konsumują. Różnica – capital chętny do inwestowania – rośnie z każdym dniem. Planeta jest już prawie w pełni zglobalizowana i nie można oczekiwać znaczącego zysku z dalszej globalizacji.

Taka sytuacja nie miała miejsca po raz pierwszy, a historia oferuje dominującej gospodarce kilka sposobów wyjścia: wojnę światową, hiperinflację i ekspansję terytorialną. Aby być skutecznym rozwiązaniem, globalna wojna podobna do II wojny światowej musiałaby zniszczyć poważną część globalnego kapitału – powiedzmy 20 do 30%. Konflikty regionalne, np. między Ukrainą a Rosją, są na taki cel zbyt małe. Wystarczyłoby spalić tylko połowę Europy – powiedzieć od Moskwy do Berlina lub Paryża. Jednak taka wojna dzisiaj bardzo szybko wymknęłaby się spod kontroli nuklearnych i spiralnych.

To samo dotyczy hiperinflacji; podczas gdy skutecznie niszczy kapitał, szkodzi także klasie rządzącej i otwiera drogę rewolucjom o niejasnych konsekwencjach, takim jak w Niemczech w latach 30. Widzimy również, jak pandemia Covid-19, naturalna lub sztuczna, doprowadziła do gwałtownego wzrostu inflacji, co ostatecznie doprowadziło do zmiany elit, zwłaszcza w USA.

IS: Więc to, co pozostało, to ekspansja terytorialna?

RZ: Dokładnie. Jedynym problemem jest to, że aneksja zarówno Kanady, jak i Grenlandii może nie wystarczyć, aby USA wyszły ze śmiertelnej spirali gospodarczej. Kanada jest niewielka pod względem liczby ludności (poniżej 40 mln), natomiast Grenlandia jest znikoma (około 50 tys). Równie ważne jest to, że Kanada jest już bardzo dobrze rozwinięta, co oznacza, że nie ma możliwości masowych inwestycji amerykańskich firm poza polami gazowymi i naftowymi. Chociaż aneksja przyniesie wsparcie dolarowi i gospodarce USA, nie rozwiąże problemu.

IS: Co może pomóc?

RZ: Wyjazd na południe. Łączenie Stanów Zjednoczonych Ameryk ze Stanami Zjednoczonymi Meksyku. Dodałoby to 130 milionów ludzi i nieograniczone możności inwestycyjne w infrastrukturze, nieruchomościach, turystyce itp.

IS: Ale Trump jest przeciwnikiem imigracji z Meksyku!

RZ: I słusznie. Pochłanianie ludności Meksyku bez aneksji terytorium Meksyku nie ma większego sensu. To tak jak zamiast kupować dom sąsiada i powiększać swoją ziemię, sprowadzasz rodzinę sąsiada do własnego dom.

IS: Ale aneksja Meksyku znacznie zmieniłaby struktury demograficzne Stanów Zjednoczonych zmieniając charakter tego narodu. Czy hiszpański zastąpi angielski?

RZ: Nie sądzę, chociaż hiszpański prawdopodobnie wkrótce stanie tak powszechny w USA jak angielski. Zgadzam się, że to zmieni demografię i charakter narodowy Stanów Zjednoczonych. Zmiany te z jednej strony już dziś zachodzą, ale wolniej. Bezpośrednia aneksja będzie krokiem zapobiegawczym, który pozwoli elicie USA kontrolować procesy, które obecnie zachodnią spontanicznie.

IS: Czy Chiny nie mogłyby interweniować w te ekspansjonistyczne plany, choć prawdopodobnie oznacza to, że mogłyby bezpiecznie zaanektować Tajwan, gdy nikt nie patrzy.

RZ: Chiny nie będą z tego powodu zadowolone. Ale bez Rosji niewiele z tym zrobią i wygląda, że Rosja zawarła już umowę z USA.

IS: Ale Chiny znacząco pomagają Rosji w wojnie z Ukrainą, a bez tej pomocy sytuacja w Rosji byłaby znacznie gorsza! Jak Putin mógł zdradzić przyjaciela?

RZ: Chińczycy pomagają, ale z punktu widzenia własnego interesu. Na dodatek pomoc ta stosunkowo ograniczona, zdecydowanie znacznie mniej rozległa niż pomoc Zachodu dla Ukrainy. Wiesz, Rosjanie nie ufają Chińczykom. Z ich punktu widzenia Chiny dopuściły się zdrady, która jest najgorszym grzechem w rosyjskich oczach.

IS: Masz na myśli, lata sześćdziesiąte?

RZ: Tak. Po śmierci Stalina i na początku lat 60. światowy obóz socjalistyczny pod przewodnictwem ZSRR rozrastał się i wydawał się nie do powstrzymania. Ale Mao odmówił potępienia kultu jednostki Stalina, woląc zerwać z Rosją, aby utrzymać własny kult.

Na początku lat 70., kiedy Kissinger, a następnie Nixon pojechali do Pekinu, Chińczycy zawarli układ z diabłem. Sprzedali swoją komunistyczną duszę za bogactwo, które obiecywał im nieograniczony dostęp do rynku amerykańskiego. Diabeł zachował swoją część umowy przez 50 lat, a Chińczykom zajęło ponad 30 lat, zanim faktycznie z niej skorzystali. Tymczasem obóz socjalistyczny kierowany przez ZSRR stracił znaczną część Trzeciego Świata, gdyż niektóre ludne kraje zwróciły się ku maoizmowi i odmówiły negocjacji z ZSRR. Ostatecznie, gdy Zachód porzucił system z Bretton Woods i wprowadził walutę fiducjarną z nieograniczonym pułapem zadłużenia, ZSRR stracił globalną konkurencję na rzecz Zachodu i upadł.

Z punktu widzenia Kremla upadek Związku Radzieckiego, pomimo wszystkich popełnionych błędów, był naznaczony przez odstępcze Chiny. Teraz, gdy diabeł żąda od Chińczyków funta mięsa, Rosjanie uważają za zabawne, że zwracają się o wsparcie do Moskwy. Zawarcie umowy z USA za plecami Chin byłoby właściwą odpowiedzią na wcześniejszą zdradę Chin z rosyjskiego punktu widzenia.

Wreszcie, co nie mniej ważne (i nie chcę tego mówić, ale to prawda) rosyjska elita jest kulturowo, psychicznie i, przepraszam, rasowo znacznie bliżej zachodniej elity niż ta, która dzisiaj rządzi Chinami.

IS: Jaka jest zatem Twoja prognoza na rok 2025?

RZ: Dawno temu przewidziałem, że Ukraińcy [reżim md] zaakceptują swoją porażkę dopiero wtedy, gdy rubel rosyjski stanie się cenniejszy od hrywny. Kiedy w 1996 r. wprowadzono walutę ukraińską, notowano ją w stosunku 1:6 do rubla. Ale każdy nowy Majdan tracił jakąś część jej wartości. Dziś stawka wynosi 1:2,4, co wciąż jest dalekie od parytetu. Wskaźnik ten osiągnął najniższą wartość we wrześniu 2022 roku i wyniósł 1:1,5. Wtedy większość wszystkich myślała, że Rosja straciła szansę na zwycięstwo, podczas gdy ja widziałem ją na drodze do sukcesu. Odwrotnie jest w przypadku zmiany stosunku UHR:RUB od sierpnia 2024 r., który mówi mi, że wojna jeszcze się nie skończyła.

Kolejna przepowiednia jest taka, że Rosjanie nie zajmą się Zełenskim, ale zrobią to sami Ukraińcy. Wydaje się to bardzo ważne dla ponownego pogrzebania wrogości i urazy między dwoma bratnimi narodami. Przypomnijmy, że Stepan Bandera – najsłynniejszy ukraiński nacjonalista i przestępca z II wojny światowej – został zabity przez Bohdana Staszyńskiego, Ukraińca ze Lwowa. Inna taka postać, Roman-Taras Szuchewycz, był ścigany przez Pawła Sudoplatowa – innego etnicznego Ukraińca.

Trzecia prognoza jest taka, że zakończenie wojny ukraińskiej niestety nie będzie płynne. Prawdopodobnie będzie obejmować działania militarne w krajach bałtyckich. A to dlatego, że elity krajów przygranicznych doskonale wiedzą, jaką cenę zapłacą za podsycenie wojny ukraińskiej, jeśli wygra Putin. Mark Rutte, obecny sekretarz generalny NATO, powiedział, że jeśli tak się stanie, to oni (elity) będą musieli nauczyć się rosyjskiego. Choć może to brzmieć jak przerażające i nieludzkie tortury, obawiam się, że rzeczywistość będzie jeszcze bardziej dramatycznie. Na przykład fakt, że ich wnuki będą musiały studiować w Moskwie lub Petersburgu.

Jeśli chodzi o poważniejszą sprawę, antyrosyjska retoryka rośnie w tej dziedzinie bez precedensu i ogłaszane są pewne działania, które wyraźnie mają na celu przygotowanie ludności do wojny z Rosją. Bardzo mnie to martwi.

IS: Jak myślisz, jak zakończy się ta wojna w krajach bałtyckich?

RZ: Prawdopodobnie tak samo jak większość poprzednich wojen w regionie. USA nie udzielają wsparcia tym państwom NATO a bez tego nie będą mogły zbyt długo walczyć. Wtedy będzie piekło, które te kraje zapłacą za swoją głupotę. Bardzo chciałbym, aby Gotlandia pozostała szwedzka, a Bornholm duński, ale oba kraje powinny być w tej sytuacji bardzo ostrożne.

IS: Jaką radę udzieliłbyś czytelnikom?

RZ: Bądź przygotowany. Sprawy mogą pójść gładko, ale szczerze mówiąc, byłby to cud. Sytuacja może się szybko pogorszyć i wtedy będzie za późno na reakcję. Wyobraźcie sobie, że jest rok 1938 i zostało tylko kilka miesięcy, zanim w Europie rozpęta się piekło.

Co byś wtedy zrobił, gdybyś wiedział? Moja rada jest taka, żeby zrobić to teraz.

Unravelling the Mystery of War wyszedł 18.1.2025 na unz.com.

Kardynał Sarah: „Próba zniesienia mszy łacińskiej jest diaboliczna”

https://gloria.tv/post/Lm21sNtxN67v1EMrN9gihPXfJ

Kardynał Sarah: „Projekt zniesienia mszy łacińskiej jest diaboliczny”

Zniesienie rytu rzymskiego jest „obrazą historii Kościoła”, powiedział kardynał Robert Sarah podczas prezentacji swojej najnowszej książki Dio Esiste? (Czy Bóg istnieje?), zorganizowanej przez LaNuovaBq.it w Mediolanie 20 stycznia.

Fragmenty.

– Najpilniejszym zadaniem jest odzyskanie poczucia adoracji i prostracji w wierze i czci przed tajemnicą Boga.

– Utrata religijnej wartości klęczenia jest źródłem wszystkich kryzysów, które wstrząsają światem i Kościołem, niezadowolenia, które widzimy w naszym społeczeństwie.

– Msza Święta nie jest spotkaniem towarzyskim, aby świętować nas samych i nasze uczynki, nie jest pokazem kulturowym, ale pamiątką śmierci i cudem zmartwychwstania Pana, które Kościół zawsze, przez wieki celebrował.

– Jesteśmy niezmiernie bardziej błogosławieni niż prorok Izajasz: on modlił się, aby Bóg rozdarł niebiosa i zstąpił (por. Iz 63, 19); my kontemplujemy Go pośród nas.

Kościół katolicki jest „miejscem, w którym spotykają się wszystkie prawdy”, napisał wielki Chesterton prawie sto lat temu, odkrywając, że najstarsza religia okazuje się być najnowszą, nowszą nawet niż tak zwane nowe religie – takie jak protestantyzm, socjalizm czy spirytyzm. W przeciwieństwie bowiem do nich, katolicka tradycja i prawda zachowały swoją ważność w stanie nienaruszonym przez dwa tysiące lat.

– Porzucenie Boga doprowadziło do przekonania, że liberalizm moralny prowadzi do postępu cywilizacyjnego. Zamiast tego obserwacja rzeczywistości pokazuje, że ten rzekomy postęp jest w rzeczywistości moralną i antropologiczną dekadencją, nową formą pogaństwa, która zdesakralizowała człowieka i jego relacje: twierdzi nawet, że określa, kto ma prawo do życia, a najsłabsi płacą za to cenę.

– W tej obronie człowieka, świętości jego życia, nie możemy pozwolić, aby władze tego świata, wyrażające się w rządach narodowych lub ponadnarodowych (proszę pomyśleć o ONZ i jej odgałęzieniach; wojskowych paktach obronnych, które następnie stają się ofensywne), dyktowały utylitarne i nieludzkie programy. Uważajmy na nową globalistyczną etykę promowaną przez ONZ; uważajmy na ideologię gender!

– Nie możemy się okaleczać, aby realizować się zgodnie z naszymi uczuciami lub tendencjami, w sposób, który różni się od tego, jakim stworzył nas Bóg.

Plan definitywnego zniesienia tradycyjnej Mszy trydenckiej, która sięga czasów papieża Grzegorza Wielkiego (590-604), a nawet papieża Damazego (366-384), jeśli jest prawdziwy, wydaje mi się obrazą historii Kościoła i Świętej Tradycji. Jest to diaboliczny projekt, który dąży do zerwania z Kościołem Chrystusa, Apostołów i Świętych.

– Benedykt XVI przypomina nam, że „władza papieża nie jest nieograniczona; jest ona w służbie Świętej Tradycji”.

Cud: Trójca „pierwszych” autobiografii Franciszka

Spera: „Pierwsza” autobiografia papieża Franciszka

https://gloria.tv/post/1Gtc7Ggo2UAm34hoGMbu39XzA

Spera, pierwsza autobiografia papieża Franciszka, która następuje po Il Successore, pierwszej autobiografii papieża Franciszka, która z kolei następuje po Life, pierwszej autobiografii papieża Franciszka, nie spotkała się z pożądanym przyjęciem”, pisze Vincenzo Rizza na AldoMariaValli.it (21 stycznia).

Nawet Austen Ivereigh, pierwszy biograf papieża Franciszka, który opublikował pierwszą biografię Franciszka, nazwał Spera rozwlekłą, pełną błędów i powtarzającą znane już wiadomości. Skarżył się, że wydawca, Penguin Random House, nie poprosił go wcześniej o recenzję pracy.

Rizzo zauważa, że Franciszek jest pierwszym papieżem, który dokonał cudu opublikowania wielu „pierwszych autobiografii”, pierwszym, który opublikował pierwsze wideo na Tik Tok („szczerze żenujące”) i pierwszym, który otwarcie promował swoją pierwszą autobiografię.

Teraz Rizzo ma nadzieję, że Franciszek nie będzie pierwszym papieżem, który odbędzie trasy promocyjne po głównych księgarniach, z towarzyszącą sesją podpisywania pierwszych egzemplarzy z autografami i dedykacjami.

Sugeruje on Penitencjarii Apostolskiej, aby Spera została włączona do tekstów, które są przedmiotem sesji formacyjnych przydatnych do uzyskania odpustu jubileuszowego:

„Niech czytelnik wybierze, czy jest to dla niego pierwsze dzieło miłosierdzia, czy pokuty”

Kotula: OMC magister, jak Kwachu…. Studia ukończyła w tym sensie… Doktorat z neurojęzykoznawstwa

Problemy z wykształceniem Kotuli. Minister tłumaczy się z tytułu, którego nie ma

22.01.2025 https://nczas.info/2025/01/22/problemy-z-wyksztalceniem-kotuli-minister-tlumaczy-sie-z-tytulu-ktorego-nie-ma/

Minister do spraw równości Katarzyna Kotula. Foto: PAP
Minister do spraw równości Katarzyna Kotula. Foto: PAP

Mam wykształcenie „wyższe„, licencjackie. Nie jestem magistrem i nigdy nie ubiegałam się o stanowiska tego wymagające – powiedziała PAP Katarzyna Kotula, minister ds. równości, odpowiadając na zarzut kłamstwa w tej sprawie.

O kontrowersjach wokół wykształcenia Katarzyny Kotuli napisał w środę m.in. portal Strefa edukacji.

„Katarzyna Kotula deklarowała, że w 2016 roku ukończyła studia magisterskie na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Takie informacje znajdowały się na sejmowej stronie jeszcze w sierpniu 2024 roku. W biogramie na stronie sejmowej mogliśmy przeczytać: «Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Wydział Anglistyki, Filologia Angielska – magister (2016)+» – podał portal Strefa edukacji, dołączając screen strony sejmowej. Tymczasem, według informacji uzyskanej przez portal z uczelni, minister nie złożyła i nie obroniła tam pracy magisterskiej.

To samo usłyszała PAP, która zwróciła się z zapytaniem w tej sprawie do UAM. – Katarzyna Kotula nie złożyła pracy magisterskiej i nie uzyskała tytułu magistra na UAM – powiedziała rzecznik Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, Małgorzata Rybczyńska. Z ustaleń PAP wynika, że Kotula była studentką filologii angielskiej na UAM od roku akademickiego 2013/2014 do 2016/17.

PAP poprosiła minister o komentarz w tej sprawie. – W latach 1996-2000/2001 studiowałam na pięcioletnich studiach magisterskich, ale nie podeszłam do obrony pracy, bo zaszłam w ciążę – powiedziała Kotula.

Dodała, że po wielu latach musiała rozpocząć „studia od nowa na Collegium Balticum w Szczecinie na kierunku filologia angielska”. – Zrobiłam licencjat, więc mam wykształcenie wyższe i poszłam na studia drugiego stopnia na wydziale anglistyki Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu – wyjaśniła.

Podkreśliła, że studia ukończyła w tym sensie, że zaliczyła wszystkie wymagane egzaminy. – Natomiast nie złożyłam pracy i nie podeszłam do obrony pracy magisterskiej, więc nie posiadam tytułu magistra – powiedziała. Jak zaznaczyła, uniemożliwiła jej to „nagła choroba bliskiej osoby”.

– Ponieważ zwrócono mi uwagę w piątek, że na stronie Sejmu jest błędna informacja o tytule magistra, to zaraz, kiedy się o tym błędzie dowiedziałam, zwróciłam się do Kancelarii Sejmu o korektę i ta korekta została wprowadzona – wyjaśniła Kotula.

Na uwagę, że ta historia przypomina tę z b. prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim, odparła, że w jej przypadku chodzi o zwykłą pomyłkę, którą musiała popełnić nieświadomie, kiedy kilka lat temu wypełniała „te formularze”.

Nigdy nie zaglądałam na tę stronę, nigdy nie ubiegałam się o stanowiska, czy funkcje wymagające tytułu magistra. To, że byłam studentką wydziału anglistyki, to że mam wykształcenie wyższe – to prawda – zaznaczyła Kotula.

Zwróciła uwagę, że nie udało jej się obronić pracy „z powodów typowo życiowych” i „nie ma w tym żadnego drugiego dna”.

Aleksander Kwaśniewski przed wyborami prezydenckimi w 1995 r. zapewniał, że ma wyższe wykształcenie i tytuł magistra. Okazało się, że była to nieprawda. Sprawą, na wniosek prywatnej osoby, zajęła się lubelska prokuratura, która ustaliła, że b. prezydent został skreślony z piątego roku studiów Uniwersytetu Gdańskiego. Prokurator nie postawił jednak Kwaśniewskiemu zarzutów „ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu”.

========================

Mail:

 Piszę doktorat z neurojęzykoznawstwa i powiem szczerze, im głębiej w naukę, tym dalej od kościoła.

To przeważyło – wyjaśniła Katarzyna Kotula przed sześcioma laty, nie dodając jednak, że uprzednio musiałaby uzyskać tytuł magistra, co wcześniej nie udało się dwukrotnie

Chanuka czy krzyż?

Chanuka czy krzyż?

https://pch24.pl/chanuka-czy-krzyz

Rok temu z górą Grzegorz Braun zgasił świece chanukowe w Sejmie RP. Wydarzenie to skłoniło wielu Polaków do zastanowienia, dlaczego sekta Chabad Lubawicz – niezarejestrowana nawet w Polsce jako związek wyznaniowy – cieszy się tak wielką popularnością wśród naszych polityków.

Ćwierć wieku temu rozegrała się batalia o krzyż papieski na żwirowisku w pobliżu KL Auschwitz – miejsca męczeństwa wielu Polaków, w tym licznych polskich duchownych katolickich. Usunięcia krzyża domagał się związany z Chabad Lubawicz noblista Elie Wiesel.

W roku 1999 prośbę o usunięcie krzyża skierował do Jana Pawła II wywodzący się z nurtu chasydzkiego naczelny rabin Polski Pinchas Menachem Joskowicz. Wówczas to z inicjatywy Kazimierza Świtonia, znanego opozycjonisty z czasów PRL, założyciela wolnych związków zawodowych na Górnym Śląsku, na żwirowisko przybyli liczni Polacy, by brać udział w modlitwach i protestacyjnych głodówkach. Stawiali oni nowe krzyże, które jednak pod naciskiem środowisk żydowskich zostały usunięte i przewiezione do Centrum Świętego Maksymiliana Marii Kolbego w Harmężach. Krzyż papieski jednak ocalał – stoi na żwirowisku do dzisiaj mimo sprzeciwów rabina Joskowicza, który podczas spotkania z Janem Pawłem II domagał się, aby pan papież dał wezwanie do swoich ludzi, by także ten ostatni krzyż wyprowadzili z tego obozu.

Krzyż pozostał, ale kilka lat wcześniej w roku 1993 siostry karmelitanki zostały zmuszone do opuszczenia swego klasztoru, który od roku 1984 mieścił się w budynku byłego teatru przy muzeum Auschwitz. Wcześniej grupy Żydów starały się wtargnąć na teren klasztoru i zakłócić spokój sióstr. Dziś na miejscu karmelu stoi Międzynarodowe Centrum Edukacji o Auschwitz i Holokauście. Wciąż trwa walka o kościół pod wezwaniem Matki Bożej Królowej Polski w Brzezince. W roku 2020 czterech amerykańskich rabinów pod przewodnictwem Aviego Weissa zorganizowało w Oświęcimiu protest, domagając się usunięcia tej świątyni. Jakie były ich argumenty? Ten kościół to największa desakralizacja w historii Holokaustu – powiedział dziennikarzom rabin Avi Weiss.

W jakiego Boga wierzy prezydent Warszawy?

Do kolejnej walki o krzyże doszło w roku 2024 w warszawskich urzędach, po zarządzeniu Rafała Trzaskowskiego, że w miejscach publicznych nie należy eksponować symboli religijnych. Zdaniem prezydenta Warszawy, państwo powinno być neutralne religijnie. Zdaje się jednak, że postulat neutralności miałby dotyczyć wyłącznie katolików. Prezydent miasta stołecznego Warszawy nie pozostał bowiem neutralny, biorąc udział w zapalaniu świec chanukowych.

W przemówieniu podczas obchodów Chanuki w roku 2020 Trzaskowski wykazał się sporą znajomością historii Chabad Lubawicz. Święto Chanuki jest dziś obchodzone na całym świecie, ale nie zawsze tak było. Wszystko dzieje się za sprawą rabina Menachema Schneersona, który jest znany jako najbardziej wpływowy rabin we współczesnej historii – mówił prezydent Warszawy.

Swoje przemówienie zakończył zaś słowami: Niech światło rozbłyśnie i zaufanie do Boga jaśnieje na całym świecie. Wesołej Chanuki! Oto polityk, który postuluje neutralność religijną w przestrzeni publicznej!

W jakiego Boga wierzy Rafał Trzaskowski? To ważne pytanie, zwłaszcza wobec faktu, iż w nadchodzących wyborach będzie on starał się zostać prezydentem Rzeczypospolitej. Z pewnością nie jest to Bóg chrześcijański, skoro prezydent Warszawy mówi tak dla uroczystości chanukowych, a zarazem nie dla krzyża. W roku 2019 w jednym z wywiadów Trzaskowski stwierdził, że jest katolikiem. Wkrótce jednak w mediach pojawiła się informacja, że jego dzieci nie uczęszczają na lekcje religii, a jego syn nie przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej. Poglądy Trzaskowskiego w takich kwestiach jak aborcja czy ideologia LGBT dalece odbiegają od nauczania katolickiego. W innym wywiadzie prezydent Warszawy wyznał, że wierzy w Boga Spinozy. Jednak nie można być katolikiem, a zarazem wierzyć w to samo, co Baruch Spinoza, który pochodził z żydowskiej rodziny, znał biegle Talmud oraz kabałę i rozumiał Boga na sposób panteistyczny.

Jednostronny dialog międzyreligijny

Środowiska żydowskie oraz politycy sprzyjający tym środowiskom zaciekle walczą z krzyżem, a katolicy są namawiani przez swoich biskupów do brania udziału w Dniu Judaizmu lub we wspólnych obchodach Chanuki i Adwentu. Jednak ten religijny dialog jest jednostronny – rabini przemawiają w katolickich parafiach czy na KUL, ale katoliccy księża nie ewangelizują w synagogach lub w centrach Chabad Lubawicz. Z ust kapłanów nie słyszymy o potrzebie nawracania Żydów – w tej intencji modlą się już tylko środowiska Tradycji katolickiej.

Zatraca się przy tym pojęcie prawdy religijnej, a Żydów przedstawia się jako starszych braci w tej samej wierze. Jednak pomimo wszechobecnej propagandy wielu polskich katolików nie daje się nabrać na te słowa. Nie potrzeba wszak studiów teologicznych, żeby stwierdzić, iż nie mamy do czynienia z tą samą wiarą. Żydzi nie wierzą w Jezusa Chrystusa, w Trójcę Świętą, w dogmaty Kościoła katolickiego.

Przeciętny Polak myśli, że wspólnym mianownikiem dla wyznawców judaizmu i chrześcijaństwa jest uznawanie Starego Testamentu. Nie jest to prawda. Chasydzi, z których wywodzi się ruch Chabad Lubawicz, interpretują Stary Testament na sposób kabalistyczny. Już sama historia Adama i Ewy jest w tym ujęciu rozumiana zupełnie inaczej.

Katolicy uczą się o grzechu pierworodnym, o potrzebie chrztu; według kabalistów nie ma w ogóle czegoś takiego jak grzech, bo nawet zło jest pewnego rodzaju boską iskrą, a czyn Adama i Ewy był koniecznym elementem służącym rozwojowi duszy.

Chasydzi inaczej niż katolicy pojmują duszę, prawdę i życie po śmierci. A wyznawcy Chabad Lubawicz, chociaż odrzucają wiarę w Chrystusa, wierzą, że Menachem Mendel Schneerson był mesjaszem, który zmartwychwstanie. Przypisują mu więc boskie cechy. Dla katolika jest to oczywiście bluźnierstwo, jednak wizerunek Schneersona znalazł się w ubiegłym roku w polskim Sejmie podczas obchodów Chanuki.

Prozelityzm, nie dialog

Jednym z prekursorów takiego jednostronnego dialogu pomiędzy judaizmem a katolicyzmem był Martin Buber, znany polskim studentom jako filozof dialogu. I tyle – studenci zwykle nie dowiadują się, że był on znanym popularyzatorem i wyznawcą chasydyzmu, z którego wywodzi się ruch Chabad Lubawicz. Martin Buber w roku 1926 założył pismo „Die Kreatur”, w którym postulował, by Żydzi, katolicy i protestanci jednoczyli się w dialogu. Sam jednak wspominał, że w czasach szkolnych z obrzydzeniem przysłuchiwał się katolickim modlitwom, w których jako uczeń musiał biernie uczestniczyć.

Możemy zatem przypuszczać, że Buberowi wcale nie chodziło o dialog, ale o to, by katolicy stopniowo przechodzili na judaizm. W dzisiejszych czasach mamy wiele podobnych prób nawracania katolików na różne odłamy judaizmu pod przykrywką dialogu międzyreligijnego i z pewnością będzie ich jeszcze więcej. Jest bowiem wielu takich, którzy chcieliby, aby Polska stała zarówno pod znakiem Chanuki, jak i pod znakiem Krzyża. Ale tych dwóch doktryn w żaden sposób nie da się ze sobą pogodzić.

dr Anna Mandrela

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Polonia Christiana” – numer 102 (styczeń-luty 2025)

Kliknij TUTAJ i zobacz jak odebrać pismo

Polskojęzyczni szczekacze vs. wybory prezydenckie na Białorusi

Polskojęzyczni szczekacze vs. wybory prezydenckie na Białorusi

Agnieszka Piwar 2025-01-23 https://piwar.info/polskojezyczni-szczekacze-vs-wybory-prezydenckie-na-bialorusi/

Nie jestem psychologiem, przypuszczam jednak, że to zjawisko określa jakaś definicja. Chodzi o zachowanie polskojęzycznych polityków, aktywistów i dziennikarzy prowadzonych na smyczy przez zagranicznych graczy. Z pewnością zdają sobie oni sprawę z tego, że są jedynie miernymi pionkami, których nikt poważny nie szanuje. Swoją frustrację odreagowują więc na przykład na Białorusi.

Żeby odwrócić uwagę od własnej służalczości wobec obcych, pokazują palcem na wschodniego sąsiada i krzyczą, że nie ma tam niepodległości. Najnowszym przykładem jest zachowanie polskojęzycznych senatorów. W celu zagłuszenia własnego poddaństwa, 22 stycznia Senat RP podjął przez aklamację uchwałę dotyczącą zaplanowanych na 26 stycznia wyborów prezydenckich na Białorusi.

Wybory co prawda nie odbyły się jeszcze, ale oni już wiedzą, że na pewno będą fałszowane. Skąd to wiedzą? Od swoich panów z zagranicy, których specjalizacją jest mieszanie w innych państwach.

Swoją drogą, Aleksander Łukaszenka nigdy nie wpuścił na Białoruś fundacji Georga Sorosa. Stąd potężna nagonka na białoruskiego przywódcę.

[Było jeszcze gorzej. Wpuścił, i jak im się przyjrzał, po jakimś roku ich się pozbył. xx]

NA WŁASNE OCZY

Powyższej wiedzy nie wyssałam sobie z palca. Przed laty, jeszcze jako studentka, z ciekawości i niejako w ramach infiltracji przeniknęłam do środowiska, którego zadaniem jest mieszanie w innych państwach. Wystarczyło, że zostałam uczestnikiem pewnego kursu oraz wolontariuszką pewnej organizacji, aby rozeznać co kombinuje sprzedajne towarzystwo za forsę płynącą z Zachodu.

Przechodząc do konkretów, przed laty byłam słuchaczem Akademii Młodych Dyplomatów, organizowanej przez Europejską Akademię Dyplomacji (wcześniej Stowarzyszenie Forum Młodych Dyplomatów) oraz Fundację im. Kazimierza Pułaskiego.

Według oficjalnej informacji AMD to «pogram niezależnej szkoły dyplomacji, prowadzonej przez organizację pozarządową dla kandydatów z różnych państw, chcących przygotować się do przyszłej pracy w służbie dyplomatycznej lub konsularnej».

Od środka zobaczyłam, że z niezależnością nie ma to nic wspólnego, a zamiast uczyć prawdziwej dyplomacji – która oznacza umiejętność zachowania się w trudnej sytuacji tak, aby nikogo nie urazić i osiągnąć zamierzony cel – przeszkalano tam ludzi np. do obalania władzy u sąsiadów. Oczywiście robiono to pod przykrywką niewinnie brzmiącego wydarzenia, któremu miałam okazję przyjrzeć się nieco bliżej.

Będąc słuchaczem Akademii zgłosiłam się jako wolontariuszka do pomocy przy obsłudze międzynarodowej konferencji „Warsaw Regional NGO’s Congress on Civil Society Involvement in Building Democracy” (24-25 marca 2006 rok) organizowanej przy współpracy i pod auspicjami Rady Europy. Dzień wcześniej, 23 marca 2006 roku, FMD otrzymało status organizacji partnerskiej Rady Europy. Przypadek?

Nie sądzę, by był to zbieg okoliczności, że wydarzenie odbyło się tuż po wyborach prezydenckich na Białorusi, które oczywiście wygrał Aleksander Łukaszenka. Warszawska konferencja miała najwyraźniej między innymi stanowić formę szczekaczki wymierzonej w białoruskiego przywódcę.

Organizatorzy ogłosili, że podczas kongresu «potępiono dyktaturę na Białorusi» oraz «wezwano rządy i społeczność międzynarodową do współpracy z siłami demokratycznymi na Białorusi». Delegaci wzięli również udział w demonstracji zorganizowanej w Warszawie «mającej na celu wsparcie białoruskich sił demokratycznych» [czytaj: podżegali do zdrady i odpalenia kolorowej rewolucji].

Doświadczyłam właśnie déjà vu, gdyż przy okazji najnowszej uchwały Senatu RP, przeczytałam komunikat, z którego wynika, że senatorowie są otwarci na rozmowy z białoruskimi zdrajcami własnego kraju. Najwyraźniej tylko z takimi mogą znaleźć wspólny język. W uchwale ujęli to następująco:

«Deklarujemy gotowość do współpracy z reprezentantami społeczeństwa obywatelskiego Białorusi, w szczególności z Radą Koordynacyjną do spraw Przekazania Władzy w Białorusi, którą traktujemy jako białoruski parlament na emigracji».

OLAĆ DEMOKRACJĘ!

Osobiście nie jestem fanką demokracji, więc zawsze mnie dziwiło organizowanie wyborów wśród Białorusinów. Po co to komu? Przecież państwo białoruskie pod rządami Łukaszenki funkcjonuje nieźle i jest bardzo bezpieczne, co także widziałam na własne oczy.

Niedawno odkryłam, że podobnie w tej kwestii myśli Janusz Korwin-Mikke, który na platformie X celnie podsumował białoruski spektakl z wyborami.

«Konkretnie prezydent Białorusi powiedział, że lepsza białoruska dyktatura, niż ukraińska d***kracja. Święta prawda! Tylko dlaczego WEkscelencja co kilka lat urządza wyborcze szopki, składając tym samym hołd bożkowi d***kracji i pozwalając wszelakim warchołom na prowadzenie „agitacji wyborczej” czyli anty-rządowej demagogii? Jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B.

Niech WEkscelencja odwoła wybory, ogłosi się dożywotnim Dyktatorem – a jeszcze lepiej: Regentem WX Białoruskiego. Dziedzicznego. I tak rosyjscy politolodzy uważają WEkscelencję za Litwiniuka, czyli przedstawiciela WX Litewskiego. I wtedy nikt nie będzie miał pretensji – gdyż z Prawdą ciężko się walczy. I łatwiej będzie bronić się przed zakusami Rosji – bo kto się zgodzi przyłączyć Rosję do Wielkiego Księstwa? (…)».

Tymczasem już za kilka dni Aleksander Łukaszenka ponownie wygra w cuglach. Pewnie znowu znajdzie się jakaś część niezadowolonych Białorusinów, bo jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Na Zachodzie (chyba już tylko w Polsce będzie komuś się chciało) coś tam pokrzyczą o sfałszowaniu wyników (choć głosów nie liczyli) i na tym się skończy. Euromajdanu w Mińsku nie będzie.

Władze III RP ponownie nie uznają wyborów na Białorusi i ponownie kompletnie nic w ten sposób nie osiągną. Prezydent Andrzej Duda znowu zachowa się jak cham i prostak, bo nie pogratuluje prezydentowi sąsiedniego kraju.

Swoją drogą, niedawno Duda znowu udowodnił, że nie ma pojęcia o dyplomacji. Nie stanął do wspólnego zdjęcia na szczycie klimatycznym w Azerbejdżanie, który zgromadził przywódców z wielu państw świata. Powód? Nie chciał być na fotografii z Łukaszenką.

Zdumiewające, że prezydentowi Polski przeszkadza dyktator zza miedzy, który wsadził za kratki towarzystwo podżegające do obalenia władzy. Tymczasem nie przeszkadza mu przywódca państwa okupującego Palestynę, który jest odpowiedzialny za zamordowanie kilkudziesięciu tysięcy niewinnych mieszkańców Strefy Gazy.

Andrzej Duda nie chce podać ręki prezydentowi sąsiedniej Białorusi, który nieprzerwanie wyraża gotowość do wznowienia dialogu z Polską (co byłoby z korzyścią dla Polski). Jednocześnie ten sam Andrzej Duda publicznie zadeklarował parasol ochronny dla premiera Izraela Binjamina Netanjahu, który jest ścigany za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości.

Czy potrzeba bardziej dobitnych dowodów na to, że Polską nie rządzą Polacy?

Agnieszka Piwar

Co planuje globalistyczna klika z Davos?

Co planuje globalistyczna klika z Davos? [Raport PCh24.pl]

22 stycznia 2025 https://pch24.pl/co-planuje-globalistyczna-klika-z-davos-raport-pch24-pl/

(Oprac. PCh24.pl)

Choć Klaus Schwab przestał bezpośrednio kierować Światowym Forum Ekonomicznym, to duch i myśl przyświecające spotkaniom w Davos pozostały niezmienne. Wciąż mamy do czynienia z reprezentacją politycznych i biznesowych elit, współpracujących w imię idei kapitalizmu interesariuszy, IV rewolucji przemysłowej i Wielkiego Resetu.

Ich wspólnym mianownikiem jest zaś nieograniczona, umożliwiona dzięki nowoczesnej technologii, władza.

Szumnie zapowiadany „Wielki Reset”, czyli rewolucja społeczno-ekonomiczna dokonywana w imię naprawy świata po pandemii COVID-19 wydaje się odchodzić do lamusa. Informacji o ogłaszanej z przytupem idei próżno szukać na samych stronach WEF, a twarz Wielkiego Resetu, odchodzi w niesławie z kierownictwa forum z Davos. Myli się jednak ten, kto sądzi, że wraz z wycofaniem Klausa Schwaba, zmianie ulegają priorytety globalistów. Jak rasowi marksiści, również „ludzie z Davos” osiągnęli mistrzostwo w przepoczwarzaniu i rebrandingu.

https://pch24.pl/schwab-ustepuje-wef-zmienia-strategie-dyskretny-wplyw-i-walka-z-populistami/embed/#?secret=ek3Cvi6JQP#?secret=HDnVluG0M4

Ostatnie postępy w rozwoju sztucznej inteligencji jedynie potwierdzają to, co Schwab zapowiadał pisząc IV Rewolucję przemysłową. Postęp technologiczny ma służyć koncentracji władzy, a algorytmy generatywne wspierać kastę zarządzającą. Doskonałe narzędzie optymalizacyjne odpowiadać będzie za kontrolę przepływu informacji; w tym transakcji finansowych, energii, a nawet potrzeb, marzeń, aspiracji i wszelkich zamiarów podłączonego do sieci człowieka. Nadchodzi era inteligentnych algorytmów – jak mawiał Harari – „znających cię lepiej niż ty sam”.

https://pch24.pl/klaus-schwab-nadchodzi-inteligenta-epoka-to-rewolucja-ktora-wyniesie-ludzkosc-na-nowy-poziom/embed/#?secret=RMKEFL8kFg#?secret=cGa7X5ccql

Jak zauważyło Forum w 2016 r., ponad 80 proc. ludzkości należy do jakiejś grupy wyznaniowej. Zatem bez zaangażowania instytucji religijnych, na czele z Kościołem katolickim, nie będzie możliwe dopięcie systemu absolutnej kontroli. Globaliści zdają sobie sprawę, że tylko niezachwiana wiara jest w stanie wyrwać człowieka z technologiczno-ideolgicznej sieci zależności. Dlatego od samego powstania Forum budują silne związki z postępowcami w łonie Kościoła, a efektem ich mrówczej i wieloletniej pracy jest m.in. dzisiejszy chaos doktrynalny i rewolucja synodalna.

https://pch24.pl/franciszek-czy-klaus-schwab-kto-jest-papiezem-kosciola-synodalnego/embed/#?secret=aAI6dHEvyo#?secret=cMSzxSJ25f

Zarysowane powyżej problemy doskonale rozwijają eksperci wystepujący w najnowszym filmie dokumentalnym PCh24,pl pt. „Klaus Schwab. Czarodziej z Davos”. W czwartej odsłonie cyklu „Władcy Świata”, reżyser Piotr Relich wraz z ekipą filmową udają się do Davos, by z bliska spróbować przyjrzeć się omawianym szeroko zagadnieniom.

JUŻ DZISIAJ NA KANALE PCH24TV na YOUTUBE PREMIERA FILMU. ZAPRASZAMY.

„Elektryki” w odwrocie? Niechęć konsumentów w Europie, spowolnienie w Chinach

„Elektryki” w odwrocie? Niechęć konsumentów w Europie, spowolnienie w Chinach

https://pch24.pl/elektryki-w-odwrocie-niechec-konsumentow-w-europie-spowolnienie-w-chinach

Jeszcze nie tak dawno prognozy dotyczące rozwoju sektora aut elektrycznych były bardzo entuzjastyczne. Szybko jednak okazało się, że europejski optymizm wynikał m.in. z systemów dopłat. Teraz także i Chiny spowalniają. Jak zatem będzie wyglądał rynek aut bateryjnych w roku 2025?

Tempo miały tu nadawać Chiny. Ale jak zauważa serwis motoryzacja.interia.pl, prognozowana w Państwie Środka produkcja „elektryków” przewyższające auta spalinowe, nie jest już oczywistością. Jak czytamy, w Chinach – licząc rok do roku – rynek „elektryków”  wzrósł o 40 proc. Ale raport biura analitycznego HSBC wskazuje, że w 2025 roku nastąpi gwałtowne, w dużej mierze naturalne, spowolnienie.

A to nie jedyny czynnik, bo i w Chinach wygaszane są subsydia i planowany jest podatek od zakupu e-auta.

Podobny scenariusz widzieliśmy w Europie. Konsumenci byli zainteresowani autami bateryjnymi, gdy były one obłożone dodatkowymi premiami. Z czasem popularność takich samochodów spadała z powodu wysokiej utraty wartości rynkowej, małej praktyczności i zerowego zainteresowania takimi pojazdami na rynku wtórnym – co zresztą wpędziło dealerów e-aut w niemałe kłopoty finansowe.

Jednak Chiny, mają dodatkowo swoje problemy – to nadpodaż e-aut i wewnętrzna wojna cenowa o klienta. Sytuacja jest tak napięta, że kilka mniejszych, popularnych marek może zostać wyeliminowanych.

Wobec tych problemów, eksperci prognozują, że rozpędzone Chiny w roku 2025 nadal będą notowały wzrost sprzedaży samochodów elektrycznych, ale zostanie on znacząco wyhamowany. 

Warto dodać, że dotąd nie branym pod uwagę w analizach czynnikiem na rynku e-aut były wydarzenia w USA. A prezydent Donald Trump zapowiedział powrót do paliw kopalnych i wolność w zakresie wyboru pojazdu, jakim Amerykanie chcą się poruszać. Zwiększenie wydobycia ropy, a co za tym idzie niższa cena paliwa, z pewnością sprawi, że klienci mniej chętnie spoglądać będą na elektryczne auta.

Źródło: interia.pl MA

Przemówienie lamy Franciszka do buddystów. Ani słowa o Chrystusie, ani słowa o Bogu

Przemówienie Franciszka do buddystów. Ani słowa o Chrystusie, ani słowa o Bogu

https://pch24.pl/przemowienie-franciszka-do-buddystow-ani-slowa-o-chrystusie-ani-slowa-o-bogu

(Fot. Papież Franciszek / fot. Flickr / Mazur/catholicnews.org.uk)

Papież Franciszek spotkał się w styczniu z delegacją buddystów z Mongolii. W przemówieniu powitalnym nie wspomniał ani słowem ani o Jezusie Chrystusie, ani nawet o Bogu Ojcu. Mówił za to o sobie i buddystach jako ludziach „wpatrzonych w niebo”.

Papież Franciszek już szereg razy przyjmował w Watykanie delegacje buddystów. Zdarzało się, że mówił przy tym o Panu Jezusie Chrystusie, jakkolwiek zwykle zestawiał go z Siddharthą Gautamą tzw. Buddą, wskazując, że zarówno Zbawiciel jak i tzw. Budda zabiegali o pokój.
Tym razem poszedł w dialogizmie jeszcze dalej. Nie wspomniał o Panu Jezusie nawet słowem. Nie powiedział nic również o Bogu, ograniczając się do ogólnych sformułowań na temat „religijności” oraz „patrzenia w niebo”.

Franciszka 13 stycznia odwiedził przełożony buddyjskiego klasztoru w Ułan Baton w towarzystwie innych buddystów; był z nim również kardynał Giorgio Marengo, prefekt apostolski w Mongolii.

Papież wspomniał w przemówieniu swoją wizytę w Mongolii w 2023 roku. Powiedział, że jej punktem kulminacyjnym było „spotkanie międzyreligijne, gdzie zastanawialiśmy się nad głęboką duchową tęsknotą wszystkich mężczyzn i kobiet, którą można porównać do szerokiej grupy braci i sióstr podróżujących przez życie z oczami utkwionymi w niebo”. „Dlatego witam was teraz jako brat was wszystkich w imię naszego wspólnego religijnego poszukiwania” – stwierdził, cytując samego z siebie z przemówienia 2023 roku.

Następnie biskup Rzymu zachwalał „odrodzenie religijne” w Mongolii, polegające na stopniowym odchodzeniu od sowieckiego ateizmu na rzecz powrotu do buddyjskich i pogańskich tradycji religijnych wcześniejszych czasów.

Franciszek wskazał, że w tym roku „w tradycji chrześcijańskiej” odbywa się Rok Jubileuszowy, który jest „czasem pielgrzymek, pojednania i nadziei”. Z okazji Roku Świętego wezwał do realizacji „wspólnych zadań – budowania bardziej pokojowego świata, który wzmacnia harmonię między ludźmi i wewnątrz naszego wspólnego domu”. Stwierdził, że „religijny przywódcy, zakorzenieni w sobie właściwych naukach, ponoszą odpowiedzialność za zachęcanie ludzkości do odrzucenia przemocy i przyjęcia kultury pokoju”.

Wyraził wreszcie przekonanie, że wizyta buddystów w Rzymie będzie okazją do pogłębienia współpracy na rzecz „promowania społeczeństwa opartego o dialog, braterskość, wolność religijną, sprawiedliwość i harmonię społeczną”. Zachęcił buddystów do utrzymywania relacji z Kościołem katolickim w Mongolii celem „pokoju i dobrostanu wszystkich”.

Na koniec zapewnił buddystów o „najlepszych, modlitewnych życzeniach”.

Źródło: vatican.va Pach

https://pch24.pl/droga-franciszka-do-rownosci-wszystkich-religii-od-filmu-z-2016-roku-az-do-singapuru-2024/embed/#?secret=WDqriwzruI#?secret=DyrirIaVF4

Żydowski Uniwersytet Lubelski. „Musimy kłaść nacisk na poznawanie tego judaizmu, jakim jest on dzisiaj”. Centrum im. Ks. Trzeciaka w przygotowaniu??

Żydowski Uniwersytet Lubelski. „Musimy kłaść nacisk na poznawanie tego judaizmu, jakim jest on dzisiaj”

23.01.2025 https://nczas.info/2025/01/23/zydowski-uniwersytet-lubelski-musimy-klasc-nacisk-na-poznawanie-tego-judaizmu-jakim-jest-on-dzisiaj/

Katolicki Uniwersytet Lubelski oraz chanukija
Katolicki Uniwersytet Lubelski oraz chanukija. / Foto: LLEW, CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons/Pixabay (kolaż)

Relacje chrześcijańsko-żydowskie w ostatnich latach znacznie się poprawiły, dlatego ten międzyreligijny dialog należy kontynuować podkreślili w środę uczestnicy obchodów Dnia Judaizmu na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

Ten dialog jest zawsze bardzo ważny, ale szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy mamy tyle wojen, nienawiści, niepokojów, tyle podziałów między ludźmi, powinniśmy budować to, co nas łączy – powiedział metropolita lubelski abp Stanisław Budzik.

Podkreślił, że chrześcijan i żydów łączy wiele, a wzajemnemu porozumieniu służy ten obchodzony już od 28 lat Dzień Judaizmu w Kościele katolickim, który gromadzi coraz więcej uczestników i podejmuje coraz to nowe tematy. Wskazał na funkcjonujące na KUL Centrum Relacji Katolicko-Żydowskich im. Abrahama J. Heschela, które – jak zaznaczył – „otwiera na ten dialog, żeby go pogłębiać i żeby przynosił dobre owoce pokoju i pojednania”.

[Czemu nie ma Centrum im. Ks. Trzeciaka?? md]

W ocenie rabina i kantora Symchy Kellera w ciągu ostatnich lat dokonał się „gigantyczny postęp” w relacjach chrześcijańsko-żydowskich. Wspominał on, że kiedy w 1992 roku objął funkcję rabina Łodzi o wzajemne porozumienie było bardzo trudno, jak twierdził, głównie z powodu dużych braków podstawowej wiedzy o tym, co dzieli i co łączy obie te religie.

– Obecnie wiedza jest dużo większa i to jest bardzo widoczne. Ja często biorę udział w spotkaniach w małych miejscowościach i to jest piękne, że z ludźmi się tam rozmawia, oni zadają pytania. Te uprzedzenia są widocznie mniejsze i zamienia się to w chęć wzajemnego poznawania – powiedział.

Why Are They Waging War on Wine?

Why Are They Waging War on Wine?

by Gary Isbell January 22, 2025 https://www.tfp.org/why-are-they-waging-war-on-wine/?PKG=TFPE3524

Why Are They Waging War on Wine?
Why Are They Waging War on Wine?

The pleasure of drinking alcohol is deeply engraved in our culture. Whether used for festive toasts or quiet evening reflections, enjoying a bottle of wine enriches our lives, culture and relationships.

However, wine and alcohol have their enemies. Some claim that even moderate drinking may be potentially carcinogenic. The government has recently joined these voices, recommending warning labels on all bottles with little distinction between temperate and excessive drinking.

The new government labeling demand created sensational headlines that went beyond scientific conclusions. Indeed, the National Academies of Sciences, Engineering, and Medicine have done extensive research on the effects of alcohol on the human body.

Although these reports acknowledge the risks of excessive alcohol consumption, they draw no solid conclusion that moderate drinking—that is, one drink per day for women and up to two for men—has a direct relationship to cancer. Much more nuance is needed to reach a proper conclusion about moderate drinking.

This approach is lacking in Surgeon General Vivek Murthy’s latest warning. He appears obsessed with outdoing Anthony Fauci in politicizing science and eroding public trust in health leadership. His statement on alcohol consumption is a dramatized 22-page report urging cancer warnings on alcohol—a development dutifully repeated by the media but without the nuance or care the topic deserves.

He could have addressed much more significant public health issues that are a threat to society, such as abortion, suicide, gender reassignment surgeries, euthanasia or teenage recreational drug use. However, these hot-bottom moral issues do not serve the administration’s leftist agenda.

Murthy’s report ominously claims that for certain cancers, “evidence shows that this risk may start to increase around one or fewer drinks per day.” Notice the word “may.” While the connection between heavy drinking and cancers like throat and mouth cancer is well-documented, the evidence for moderate consumption remains tenuous at best.

Learn All About the Prophecies of Our Lady of Good Success About Our Times

Here’s the ironic twist: Two weeks ago, The National Academies of Sciences, Engineering and Medicine published a more than 200-page congressionally mandated review. This comprehensive report examined the health effects of moderate drinking—defined as up to one drink a day for women and two for men—and its conclusions mostly contradict Dr. Murthy’s bombastic and attention-grabbing claims. This rigorous study was conveniently swept under the carpet while Murthy’s sound bites made the rounds.

It’s fair to ask: Why do our nation’s leading public health voices seem so inclined to stoke fear instead of engaging in balanced discussions of the science? Both sides should be presented if we are to follow the leftist mantra of “following the science.”

The argument favoring temperate alcohol consumption is not limited to scientific speculations. There are cultural and religious grounds to see how alcohol has enriched society and civilization. It has played an important role.

Alcohol’s symbolic role in tradition, for example, is expressed in Psalm 103:15, which says wine serves “to cheer the heart of man.” If alcohol were harmful, it would not appear in such revered texts as a symbol of joy and comfort.

Consider the life and works of Our Lord Jesus Christ, who performed two miracles with wine. The first was His changing water into wine at the wedding in Cana. This was a deliberate act of charity that aided in the joyous celebration of a marriage.

The second and most impressive miracle was when Our Lord turned wine into His Body, Blood, Soul and Divinity in the first Holy Sacrifice of the Mass, the Last Supper. It is absurd to suggest that Our Lord and Savior, the God-Man, knowingly used a harmful drink. The recent finding contradicts centuries of moderate use and religious celebration.

If wine itself were inherently toxic, even in moderation, it would contradict the testimony of these miracles and Christ’s perfection.

For millennia, alcohol has represented abundance, blessing and social convivium. To suddenly see alcohol as an evil is absurd. To do so based on such scanty evidence is even more irrational.

Of course, the real danger has always lied not in the substance itself but in its abuse. The intemperance found in excessive and reckless behavior is where health issues arise. The science is straightforward and incontestable. Such drinking causes not just cancer but liver disease, heart problems and even mental health issues. Moderation, however, operates in an entirely different realm.

Indeed, almost anything becomes dangerous when abused or used in excess. Sugar, for example, makes our food sweeter and energizes human activity. However, when overconsumed, it contributes to universal health crises, including diabetes and obesity. Sugar should not be eliminated; it should be used in moderation.

The war on wine and other drinks is much more an attack on civilization. Our common historical and cultural connection with alcohol can reflect refinement and developing tastes and manners. The pleasure of clinking glasses with friends at Christmas, the comfort of a cocktail at a family dinner, or even the careful pairing of wine with a perfectly prepared meal contribute as much to our mental well-being as a balanced diet. It enriches our social lives and broadens our cultural horizons.

It is not the occasional glass of Chablis or the celebratory pint of Guinness that derails us, but rather, when we drink without balance. The elephant in the room is intemperance. Alcohol, when consumed temperately, shared in moments of celebration, enjoyed consciously and never abused, stands as a remarkable testament to life’s legitimate pleasures.

To condemn moderation in its consumption as inherently harmful is to ignore scientific evidence, centuries of Catholic culture, the refinement of excellence and the occasional miracle.

If we are to wage war on the effects of alcohol, our aim shouldn’t be at the glass itself but squarely at abuse. After all, it is within balance that our spiritual, emotional and psychological health flourishes.

Cheers to temperance!

The Dangerous Appearance of the “Cultural Christian”

The Dangerous Appearance of the “Cultural Christian”

[pozostawiam po angielsku, radząc, by wszyscy się tego języka porządnie nauczyli, nie licząc na sztucznych tłumaczy. MD]

by John Horvat II January 17, 2025 https://www.tfp.org/the-dangerous-appearance-of-the-cultural-christian/?PKG=TFPE3524

The Dangerous Appearance of the “Cultural Christian”
The Dangerous Appearance of the “Cultural Christian”

A new figure is appearing on the political horizon that does not bode well for the conservative movement in America. That figure is the cultural Christian.

For decades, culture and Christians have been associated with the Culture War centered on the hot-button issues of abortion, marriage and other moral topics. Christianity provided the dynamic component in this war, bringing many a victory to the conservative movement. What made this effort effective were Christians who refused to compromise on morals and faith.

The Rise of the Cultural Christian

The new cultural Christian represents an entirely different mixture of culture and faith. Such individuals do not see religion as a profession of faith or even the following of a moral code. They do not practice but merely identify with the faith.

Theirs is a secularized Christianity that is reduced to a “cultural identity marker” without any special spiritual commitment. Their attachment to Christianity is limited to those cultural values that prove helpful in opposing today’s suffocating woke agenda and liberal culture. Thus, they have little regard for adoration of the One True God or faithful obedience to His Law. These newcomers tend to abandon the old Culture War.

This misguided strategy of promoting these shallow Christians will end in disaster. This trend dilutes the Christian message so that cultural Christians enjoy all the trappings of Christianity without the observance of its strict moral code.

The leftist magazine, The New Republic, warns these individuals without firm beliefs are taking over the conservative movement.

A Dangerous Trend

What makes the trend so dangerous is just how little it takes to be a cultural Christian. The label can apply to just about anyone under the least pretext. Those who show any slight sympathy for vague Christian values can earn the title. Even the most scandalous personal life can be overlooked when pursued with this moniker.

Thus, the cultural Christian label applies to a vast array of positions that radically depart from traditional Christianity.

For example, the most noted self-identified cultural Christian is Elon Musk. He is reported to be the father of twelve children (eight through IVF {in vitro}) from three women. He is heralded as part of this movement because he says he „appreciates some vague Christian values”.

Others do not even have to self-identify as a cultural Christian to qualify. It is enough for celebrities and influencers to make offhand religious comments to have people grant them the cultural Christian badge. This is the case of the foul-mouthed podcaster Joe Rogan, who some see as a cultural Christian because he recently told one guest, “We need Jesus.”

One need not be Christian to be a cultural Christian. It suffices to be spiritual. Despite his Hindu bona fides, proclaiming “God is real” at a campaign stop earned Vivek Ramaswamy a place in the ranks.

Finally, a person does not even need to believe in God to be a cultural Christian. The supreme example is famous atheist Richard Dawkins, who now self-identifies as a cultural Christian because he thinks Christianity does some good in society. He is joined by the atheist pop Jungian psychologist Jordan Peterson, who resonates with some Christian tenets but never converts.

Such shallow commitments to Christianity and corresponding questionable personal lives can never play the transformative role needed to bring about profound changes in society.

Putting Religion into a Cultural Box

The rise of the cultural Christians reflects an effort to shift the narrative from religious and moral issues toward cultural perspectives. These figures admit there is nothing wrong with religion as long as it fits into a cultural box.

“We should understand religion, not as the moral foundation upon which the nation’s culture and morality are constructed,” writes national conservative writer Oren Cass, “but as the form into which many ideas and much experience were poured—shaping them and holding them upright.”

Thus, religion becomes an identity, a label or a box with a great cultural value but without any need for faith or morals. Cultural Christians claim this framework helps both believers and non-believers oppose the corrosive forces of woke ideologies and chaos that threaten the world.

Cultural Christians, especially non-believers, embrace the immensely fruitful cultural effects of Christianity without returning to the cause. They see no need to worship God or keep His Law. Changing the external culture suffices.

Excluding God from History

This conclusion is where the cultural Christians go wrong. By limiting themselves to promoting the effects of Christianity, they effectively exclude God and His action upon society from the debate.

Thus, the reaction to woke tyranny is gutted of its most dynamic elements. As Catholic thinker Prof. Plinio Corrêa de Oliveira notes, the grace of God and the practice of virtue are the driving forces of any counter-revolutionary reaction.

In cultural Christianity, all official recourse to God is discarded in this secular vision that denies supernatural reality and forces Christians to act as if God does not exist.

But, of course, God does exist, and in His Providence, He safeguards His people. Christians should act accordingly by embracing, not denying, His action.

There can be no Christianity without Christ. From the very beginning, Christians have always changed the culture. However, the greater danger is when a secularized culture pretends to be friendly and tries to change Christians to its image and likeness.

Niedziela: Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

26.01.25 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

23/01/2025 antyk2013

Zapraszamy do Siedlec 26 stycznia, niedziela, na 99 Pokutny Marsz Różańcowy w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Zaczynamy o godzinie 14:00, pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Msza Święta w intencji Ojczyzny zostanie odprawiona w katedrze siedleckiej o godzinie 16:00. Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

Z Panem Bogiem,

Andrzej Woroszyło

Michalkiewicz: Szesnastu szabesgojów! [gada godzinę! ]

Pod deklaracją podpisali się:

  • Marek Budzisz
  • Sławomir Cenckiewicz
  • Piotr Chrzanowski
  • Piotr Ciompa
  • Waldemar Gasper
  • Tomasz Grzegorz Grosse
  • Marek Jurek
  • Robert Kostro
  • Jacek Kowalski
  • Justyna Melonowska
  • Paweł Milcarek
  • Paweł Nowacki
  • Andrzej Nowak
  • Tomasz Rowiński
  • Maciej Urbanowski
  • Łukasz Warzecha
  • ==========================

Ich tekst jest tu:

https://nczas.info/2025/01/22/wielkie-oburzenie-bilboardami-brauna-powstala-deklaracja-szesnastu-akty-agresji-wrogosci-i-szerzenie-uprzedzen/

OSTATNI POTĘPIONY, CZYLI TAJEMNICA PANA BOGA. „Kroniki anielskie”.

OSTATNI POTĘPIONY, CZYLI TAJEMNICA PANA BOGA

[z książki Vladimira Volkoff, „Kroniki anielskie”, dwunasta nowela, Wyd. KKK]

Kiedy Richter (nazwijmy go tak – był to jeden z jego niezli­czonych pseudonimów: IIjin, Starik, Frei, Pietrow, Mayer, Jorda­now, Miiller, Tulin, Peterburżec i wiele innych [my znamy go pod skywą LENIN – md), a więc, kiedy Richter stanął przed nami, zaparło nam nasz anielski dech. Stał tak – krępy, kiwając się na przykrótkich nogach, z dłońmi we­tkniętymi pod pachy i łokciami wystawionymi na zewnątrz ni­czym płetwy, zupełnie nie zbity z pantałyku, a my wiedzieliśmy, że to jest właśnie człowiek, który uczynił na świecie najwięcej zła, ale z jego postaci biła taka energia, że to my prawie mieliśmy poczucie winy.

[…]

Za życia Richter wynalazł obozy koncentracyjne, usunął do­mniemanie niewinności z procesu karnego, systematycznie zarzą­dzał masowe egzekucje, podejrzenie uznawał za dowód, domagał się bezustannego nasilania represji, głodził lud [..]

– No, dobrze – rzekł Zehanpwju – wierzył w przymus i zniewolenie. Nie on jeden. Muszą istnieć jakieś okoliczności łagodzące. Z pewnością sądził, że ma do wykonania jakąś wielką misję, a u ludzi tak już jest, że nie da się zrobić omleta, nie rozbi­jając jajek.

    – W jego przypadku – odparł Munkar – nie było omleta. Za to całe mnóstwo rozbitych jajek.

    Spytany o zdanie, Anioł Stróż przyznał, że w tym przypadku trudno nawet mówić o pomyśle na omlet.

Richter, który był ignorantem zarówno w dziedzinie filozofii, jak i ekonomii politycznej, zaadaptował doktrynę starego, broda­tego satanisty, całkiem zresztą nieaktualną w nowych strukturach społecznych, wyłącznie po to, żeby stała się siłą napędową rewo­lucji, która była dla niego celem samym w sobie. Cytował swoich mistrzów jak niepodważalne autorytety, ale wybierając jedynie to, co mu akurat pasowało. Jego ulubione hasło – “dyktatura proletariatu” – było jedynie pretekstem do rewolucji. Nawiasem mówiąc, w jego dziełach słowo “proletariat” zawsze pojawia się w dopełniaczu i nigdy nie jest podmiotem, co pokazuje, że w ludo­wych masach widział raczej środek niż cel. Tak naprawdę, Richter nie wierzył, że zwycięży i nie był przygotowany do rządzenia. Ale gdy się znalazł na szczycie, jego celem stało się utrzymanie na nim. “To nie moja wina” – zakończył Anioł Stróż.

Mimo wszystko, zelektryfikował wieś – zauważył Ze­hanpurju.

Elektryfikacja zaczęła się już za cara – odpalił Munkar, który skrupulatnie przestudiował dossier. – I czy nie jest prawdą – dorzucił – że pod koniec życia Richter miał kilka wylewów krwi do mózgu i stał się umysłowo niepełnosprawny (miał kłopo­ty z mnożeniem), a mimo to nie wypuścił z rąk władzy i nadal uparcie rządził milionami ludzi?

To prawda – przyznał Anioł Stróż – ale to nie moja wina.

————–

[str. 282 md]

Minęło kilka tysiącleci – sam nie wiem, ile. Świat zbliżał się do końca. Co jakiś czas Anioł Stróż schodził na dół, do piekła, żeby nieśmiało spytać Richtera, czy nadal uparcie odrzuca miłość, a Richter niezmiennie odpowiadał: – Tak, nie chcę o niej słyszeć.

         Tu trzeba-zaznaczyć, że piekło nie wygląda tak, jak je sobie ludzie wyobrażają, a dantejscy potępieni, którzy wyrywają sobie kawałki ciała lub pożerają swe mózgi, należą raczej do rzadkości. Kotły z wrzącą smołą też zdarzają się niezbyt często. Najokrut­niejszą torturą jest absolutna nieobecność Boga (żyjący też jej niekiedy doświadczają, tyle że na Ziemi nie jest ona absolutna). Na Richterze jednak zdawała się ona nie robić zbytniego wraże­nia i Diabeł, rozpoznając w nim kolegę po fachu, traktował go nad wyraz uprzejmie. Skutek? Podobnie jak śmiertelne ciało Richtera nie zostało przez jego wyznawców powierzone ziemi, ale zabalsamowane i w postaci bożka-truposza złożone w trum­nie z kuloodpornych szyb w porfirowym mauzoleum, tak samo jego nieśmiertelna dusza przebywała zamknięta w Pałacu Nieod­kupionej Winy – wiecznej replice doczesnego grobu.

A koniec świata zbliżał się nieubłaganie.

         Aniołowie zajęci byli oddzielaniem dobrego ziarna od plew i składaniem tego pierwszego w Spichlerzach Bytu oraz wrzuca­niem tych drugich w otchłań. Dusze, które skazane zostały niegdyś na oczyszczający ogień, opuszczały go jedna po drugiej i niczym bańki mydlane wzlatywały ku niebu, żeby tam cieszyć się wreszcie widokiem nieskończenie dobrego Boskiego Oblicza. Wkrótce na dole zostało już tylko kilku najbardziej zatwardziałych przestęp­ców, ale i ci, wyznawszy swe winy, doczekali się przebaczenia i z wdzięcznością odnaleźli swoje miejsce w niebie. Dawną zie­mię zastąpiła nowa ziemia, dawne niebo – nowe niebo, Jerozoli­ma niebieska o jaspisowych murach i złotych domach, funda­mentach z drogich kamieni i dwunastu bramach z pereł, zeszła z firmamentu, wystrojona niczym oblubienica dla swego oblubień­ca. Krótko mówiąc, nadszedł czas, by położyć kres obecnemu eonowi, zamykając piekło. Ale nie można było tego zrobić, dopóki przebywał tam ostatni człowiek – Richter. Jego Anioł Stróż miał się do niego udać i wyciągnąć go stamtąd za wszelką cenę. Już nie wymagano od Richtera, żeby się nawrócił, byle tylko opuścił to miejsce i całkiem za darmo poszedł się cieszyć Bożą chwałą.

         W Pałacu Nieodkupionej Winy Richter, ubrany w garnitur ze sztucznym gorsem, leżał na materacu z czerwonego jedwabiu, z jedną ręką na piersi, a drugą wzdłuż ciała.

– A, jesteś, głupku – rzekł z głębi swej przezroczystej trumny. – Dawno już nie miałem nieprzyjemności cię widzieć. No co, gamoniu? O czym znowu będziesz mi truł?

– Przybywam, aby cię poinformować – odparł anioł dyplo­matycznie – że czas zmazuje wszystkie winy, nawet zbrodnię Orestesa, nawet twoją. Człowiek, istota skończona, nie jest w sta­nie grzeszyć w nieskończoność. Zatem musi być i koniec dla jego kary. Możesz uznać, że ci wybaczono. Chodź, dołącz swą radość do radości całego stworzenia. Na ziemi nie ma już zła, jagnię i lew spoczywają obok siebie, a wszystko lśni Bożym światłem.

– Te ludowe rozrywki – odrzekł Richter – zawsze mnie nudziły. Mam w nosie twoje karnawałowe światełka. Półmrok, który tu panuje, bardzo mi odpowiada. A co do Boskiego wyba­czenia to uważam, że twój Bóg jest impertynentem, skoro śmie mi wybaczać wbrew mojej woli.

– Nic nie rozumiesz – upierał się anioł. – Tam, w górze, jesteśmy szczęśliwi – i ludzie, i anioły. Wszyscy się kochamy i śpiewamy wspólnie na Bożą chwałę. Ludzie stali się tacy, jacy byli przed upadkiem. Jeśli stąd wyjdziesz, sam siebie nie poznasz – będziesz dobry i szczęśliwy. Tak, tak, nawet ty, Richter! Powi­nieneś zobaczyć, jakie kozły fika stary Adam, gdy Izrafel gra na trąbie! Tu już naprawdę nie masz nic do roboty.

– Przeciwnie, mam. Mówię Bogu nie.

Anioł rozzłościł się.

– Wykorzystujesz to, że piekło się ucywilizowało. Chciałbym cię tutaj widzieć w czasach, kiedy diabły przypiekały pięty grzesznikom.

– Och, wtedy z pewnością od razu poprosiłbym o litość, ale czy nie rozumiesz, że właśnie w tym tkwiłoby moje zwycięstwo? Bo jakaś część mojego jestestwa i tak mówiłaby Bogu nie, a ta maleńka cząstka wystarczyłaby za całą moją rację.

Odmowa Richtera została przekazana drogą służbową do Uriela, regenta Słońca i Bożego Płomienia, anioła obecności i archanioła zbawienia. Ten wezwał najpierw Pedaela, anioła wybawienia.

– Idź i wybaw Richtera.

– A jeśli odmówi?

– Jesteś aniołem, mój drogi. Musisz sobie jakoś poradzić.

Richter jednak oznajmił, że nie chce zostać wybawiony, bo ni­gdzie nie czuje się tak wolny jak tam, gdzie Boga nie ma. Nie rozu­mieliśmy, jak może być tak uparty i leżeć pokurczony w ciemno­ściach, gdy świat oświetla słońce prawdy. Pedael nic nie wskórał.

        Ponieważ takie podejście wydało się Urielowi skrajnie głupie, […]

[Resztę mogą państwo przeczytać kupując tę książkę, lub – wersja dla oszczędnych –  poczekać trochę, to już chyba niedługo, sami się przekonacie o wyniku.. MD]

„Biskupka episkopalna” poucza prezydenta Trumpa. „Jej wystąpienie było bardzo nudne i mało inspirujące”

Jej wystąpienie było bardzo nudne i mało inspirujące”. Donald Trump skrytykował kazanie <biskup episkopalnej>.

22.01.2025 https://www.tysol.pl/a134241-jej-nabozenstwo-bylo-bardzo-nudne-i-malo-inspirujace-donald-trump-skrytykowal-kazanie-biskup-episkopalnej

Prezydent USA Donald Trump uczestniczył we wtorek rano w Narodowym Nabożeństwie Modlitewnym. Jedna z „biskupów episkopalnych” Marianne Budde zaapelowała do amerykańskiego przywódcy, aby okazał miłosierdzie imigrantom oraz mniejszościom seksualnym. – Jej wystąpienie było bardzo nudne i mało inspirujące – napisał w odpowiedzi Donald Trump na Truth Social.

Prezydent USA Donald Trump

Prezydent USA Donald Trump / PAP/EPA/AARON SCHWARTZ

Podczas wtorkowego nabożeństwa modlitewnego w Katedrze Narodowej w Waszyngtonie, jedna z „biskupów” episkopalnych Marianne Budde zaapelowała do prezydenta Donalda Trumpa, aby ten „zlitował się” nad imigrantami.

Proszę, zlituj się nad ludźmi w naszym kraju, którzy teraz się boją. Mogą nie być obywatelami ani nie posiadać odpowiednich dokumentów, ale zdecydowana większość imigrantów nie jest przestępcami – zaapelowała Marianne Budde. Podkreśliła również, że „geje, lesbijki i osoby transpłciowe są w rodzinach demokratów, republikanów i niezależnych”. Stwierdziła, że teraz „boją się o swoje życie”.

Zwróciła się także do Trumpa o miłosierdzie dla nielegalnych imigrantów, zauważając, że to oni wykonują prace nisko-kwalifikowane i usługi w Stanach Zjednoczonych.

Ludzie, którzy zbierają nasze plony, sprzątają nasze biura, pracują na fermach drobiu i w zakładach mięsnych, zmywają naczynia po naszych posiłkach w restauracjach i pracują na nocnych zmianach w szpitalach, mogą nie być obywatelami ani nie mieć odpowiednich dokumentów – podkreśliła biskup episkopalna.

Zdecydowana większość imigrantów to nie przestępcy. Proszę cię o miłosierdzie, panie prezydencie, dla tych osób w naszych społecznościach, których dzieci boją się, że ich rodzice zostaną zabrani – dodała.

Odpowiedź Donalda Trumpa na apel biskup Budde

Amerykański przywódca postanowił odpowiedzieć na apel biskup episkopalnej Marianne Budde, nazywając ją „radykalnie lewicowym zagorzałym przeciwnikiem Trumpa”.

Tak zwany biskup, który przemawiał[-a] we wtorek rano na Narodowym Nabożeństwie Modlitewnym, była radykalnym lewicowym zagorzałym przeciwnikiem Trumpa – napisał na Truth Social.

Wprowadziła swój kościół do świata polityki w bardzo niegrzeczny sposób- podkreślił Donald Trump.

Zdaniem Donalda Trumpa, biskup Marianne Budde nie była „przekonująca ani mądra”. Zauważył również, że w jej kazaniu zabrakło informacji o przestępstwach, które mają dokonywać w USA nielegalni imigranci.

Była wstrętna w tonie, nie przekonująca ani mądra. Nie wspomniała o dużej liczbie nielegalnych imigrantów, którzy przybyli do naszego kraju i zabili ludzi. Wielu z nich zostało przeniesionych z więzień i zakładów psychiatrycznych. To gigantyczna fala przestępczości, która ma miejsce w USA – zaznaczył amerykański przywódca.

Prezydent USA podkreślił również, że powinna ona przeprosić amerykańskie społeczeństwo.

Oprócz jej nieodpowiednich wypowiedzi, nabożeństwo było bardzo nudne i mało inspirujące. Ona nie jest zbyt dobra w swojej pracy! Ona i jej kościół są winni przeprosiny opinii publicznej – napisał Trump.

Donald Trump podpisał kilkanaście dokumentów

W poniedziałek Donald Trump został zaprzysiężony na 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Wcześniej na 50. wiceprezydenta USA został zaprzysiężony JD Vance. 40-letni polityk został jednym z najmłodszych wiceprezydentów w historii USA. 

Amerykański przywódca zdążył podpisać co najmniej kilkanaście dekretów i dokumentów, które dotyczą m.in. ogłoszenia stanu wyjątkowego na granicy z Meksykiem (zniesienie prawa ziemi dla nielegalnych imigrantów), wyjścia ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), zapewnienia kary śmierci dla zabójców policjantów i zabójców nielegalnych imigrantów, wstrzymujące egzekwowanie ustawy o TikToku i ułaskawiające wszystkich skazanych za szturm na Kapitol.

================================

mail:

Na fotografii widać, że owa biskupka nie nosi krzyża chrześcijańskiego,
ale znak egipski Ankh. Jest to hieroglif, który oznacza życie.
Ankh w starożytnym Egipcie był symbolem płodności, a jego kształt jest 
symbolem kobiecego łona.
Jako symbol życia ma zapewniać dostatnie i wieczne życie.

Viki: Ankh

Mleko od karalucha, zagrożony księżyc i UFO czyli co w tym tygodniu w Nowej Normalności

Mleko od karalucha, zagrożony księżyc i UFO czyli w tym tygodniu w Nowej Normalności

Autor: AlterCabrio , 21 stycznia 2025

Szczerze mówiąc, jest to system, w którym firmy ubezpieczeniowe mogą promować narrację o zmianie klimatu, po prostu odmawiając pokrycia kosztów nieruchomości, które są „zagrożone przez zmianę klimatu”. To spowoduje, że ludzie opuszczą pewne obszary (i przeniosą się do miast). Ci ludzie zostaną oficjalnie wymienieni jako „migranci klimatyczni” i wykorzystani jako dowód na to, że zmiany klimatu mają straszne skutki i że coś trzeba z tym zrobić.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

W tym tygodniu w Nowej Normalności

„W tym tygodniu w Nowej Normalności” to nasz cotygodniowy wykres postępu autokracji, autorytaryzmu i restrukturyzacji gospodarczej na całym świecie.

1. Picie mleka jest niepokojące

Pisząc w „Guardianie” – bo gdzież indziej można by ją znaleźć – Arwa Mahdawi pyta

«Dlaczego tak niepokojący jest widok dorosłego człowieka pijącego zimne krowie mleko?»

Na co jedyną możliwą reakcją jest: „Naprawdę?”

To nie jest nowy mem. Pomysł, że picie mleka jest „dziwne”, „dziecinne”, „nienaturalne” lub „przerażające” istnieje już od lat.

Oczywiście, picie mleka nienabiałowego wcale nie jest dziwne. To normalne, a nawet godne pochwały. Mleko karaluchowe? Jeszcze lepiej.

Agenda jest jasna.

W mniej subtelnym artykule propagandowym The Daily Mail ostrzega, że ​​„życie jest zagrożone”, ponieważ coraz więcej osób wybiera jedzenie masła zamiast „zdrowszej, niskotłuszczowej” margaryny.

Produkty mleczne = złe, na wypadek gdybyś nie załapał o co chodzi.

2. Księżyc jest zagrożony

Księżyc został uznany przez World Monument’s Fund za „zagrożone miejsce dziedzictwa kulturowego”, ponieważ organizacja ta obawia się, że turyści kosmiczni mogą uszkodzić miejsca lądowania na Księżycu.

To jest wyśmienity przykład naszego społecznego szaleństwa.

Nie zamierzam tu wdawać się w szczegóły misji Apollo, ale jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń, to nie dość, że nikt nie był na Księżycu od 1972r., to na dodatek nie dysponujemy technologią, która by to umożliwiała.

Nikt nie postawił stopy na księżycu od ponad pięćdziesięciu lat. Nikt w tym czasie nawet nie był bliżej niż 200 000 MIL od księżyca, a nagle piszemy prawa dotyczące tego, co robić, jakby podróż na księżyc była nie tylko możliwa, ale tak powszechna, że ​​nasze „zbiorowe dziedzictwo” jest zagrożone.

To jest komiczne.

3. Kwestia UFO nie zniknęła

… a skoro już mowa o kosmosie, to czy wiesz, że w internecie jest nagranie pokazujące odnalezienie UFO?

Kilka dni temu informacja trafiła na pierwsze strony gazet na stronie NewsNation, a następnie stała się viralem, a „sygnalista” przyznał, że znajdował się w odległości 150 stóp od „pojazdu w kształcie jajka”.

I teraz, mainstream nie wsparł tej historii, ale wspomniał o niej, opisując reakcję w mediach społecznościowych, a nie samo wydarzenie. Daily Mail podaje:

«Internet podzielony, gdy w telewizji emitowany jest film o odzyskaniu „jajowatego” UFO»

O możliwości przeprowadzenia operacji psychologicznej z udziałem UFO pisaliśmy już w 2023r., kiedy „sygnalista” David Grosch zeznawał przed Kongresem, że rząd USA odzyskał działającą technologię obcych z miejsc katastrof.

Wygląda na to, że pozostawiają tę opcję otwartą.

BONUS: Zaniedbany temat tygodnia

Davos się wczoraj zaczęło, zauważyłeś? Mieli swój wielki koncert i wszystko inne. Dzisiaj będzie początek poważnej pracy, gdzie ludzie zaczną rozmawiać o rzeczach, które mają znaczenie.

Takie rzeczy jak „w jaki sposób fałszywe narracje i wprowadzające w błąd informacje ewoluowały i wpływały na sytuację polityczną”, co w nowomowie globalistów można zrozumieć jako „dlaczego powinniśmy bardziej cenzurować ludzi”.

Gdzie indziej mówi się o „zagrożeniu pustyniami ubezpieczeniowymi”, czyli o problemie, w którym firmy ubezpieczeniowe zaczynają odmawiać ubezpieczania majątku, który może zostać zniszczony przez ekstremalne zjawiska pogodowe.

Szczerze mówiąc, jest to system, w którym firmy ubezpieczeniowe mogą promować narrację o zmianie klimatu, po prostu odmawiając pokrycia kosztów nieruchomości, które są „zagrożone przez zmianę klimatu”. To spowoduje, że ludzie opuszczą pewne obszary (i przeniosą się do miast). Ci ludzie zostaną oficjalnie wymienieni jako „migranci klimatyczni” i wykorzystani jako dowód na to, że zmiany klimatu mają straszne skutki i że coś trzeba z tym zrobić.

Jak zwykle będziemy wypatrywać wszystkiego, co przerażające i będziemy informować o tym. Spodziewajcie się więcej już wkrótce.

*

Podsumowując, był to dość intensywny tydzień dla „nowo normalnej” gawiedzi, a nie wspomnieliśmy nawet o prewencyjnym ułaskawieniu dr Fauciego przez Joe Bidena, o najnowszych bzdurach Carole Cadwalladr na temat „rosyjskiego spisku” ani o wyścigu po nowe szczepionki przeciwko ptasiej grypie.

_____________

This Week in the New Normal #96, Off-Guardian, Jan 21, 2025

−∗−

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!