Mirosław Dakowski [prawie sprzed 20 lat, a jakże aktualne! MD]
…”Szablą odbierzemy !” – Gdzie ta szabla?
Wystąpienie na IV Kongresie Polski Suwerennej, Warszawa, 18. XII. 2004
Na wstępie naszego spotkania śpiewaliśmy „co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy”. Przez całe spotkanie przewijał się temat, CO nam wzięto, tak w dziedzinie materialnej, jak kulturowej i duchowej. Prezentowano również różne, zwykle uzupełniające się poglądy na to, KTO nam to wszystko odbierał i odbiera.
Prezentowano również propozycje i postulaty, jaki Komitet Wyborczy powołać, z jakimi programami gospodarczymi i społecznymi i jaki powinien być podział wpływów między różne Porozumiewające się Strony. Jak dotąd nie zauważyłem jednak, by przedstawiono realistyczne sposoby, jak ten nurt patriotyczny mógłby na najbliższych wyborach zaważyć. Bo przy obecnej, partyjniackiej ordynacji szansa na wprowadzenie choć jednego posła jest równa zero. Wskazują na to tak obliczenia, jak i dotychczasowe wieloletnie doświadczenia.
Stąd uzasadnione wydaje się pytanie postawione na początku:
Gdzie ta szabla?
Gdy czytamy gazety, lub oglądamy telewizor, zauważamy, że wśród parlamentarzystów jest ogromny procentowy udział mafiozów, ściślej – żołnierzy konkretnych gangów mafijnych krajowych i zagranicznych, także pospolitych przestępców, kłamców czy wreszcie zboczeńców. I to całe towarzystwo jest bezkarne, dalej, nawet po ujawnieniu, prowadzące swoje „interesy”. Udział ten jest zdecydowanie wyższy, niż wśród ludzi, którzy by zostali wzięci z zaskoczenia, z łapanki z ulicy i przeniesieni do rządzenia nami na ul. Wiejską. Nadreprezentacja. Również udział ludzi stawiających interesy Polski ponad osobiste lub partyjne, wydaje się niższy w Parlamencie, niż wśród „ludzi z łapanki”.
Czy świadczy to jednak o tym, że „Polacy nie dorośli do demokracji”, że należy jeszcze wiele lat (a może dziesięcioleci) „nimi” porządzić? Tak przecież przedstwiają sytuację różne „autorytety”.
NIE, widzimy i wykazujemy, że te patologie powoduje raczej sposób doboru ludzi do Parlamentu. Ten sposób to ordynacja partyjniacka, zwana oficjalnie, a z pogwałceniem logiki i faktów „proporcjonalną”. Sposób ten jest jeszcze gorszy, niż znany za komuny sposób kreowania działaczy partyjnych, powodujący powstanie kasty działaczy BMW (bierny, mierny ale wierny). Obecnie, sposób nam niemiłościwie panujący, dobiera rzeczywiście miernych i biernych, ale już nawet nie wiernych. Dowodem mogą służyć statystyki zmian barw partyjnych, czy klubowych w paru ostatnich kadencjach sejmowych. Te zmiany idą w setki na kadencję, powstają też różne kluby-efemerydy, czy partie-efemerydy, na które jako żywo NIKT nie głosował.
Te cztery warianty ordynacji, według których mieliśmy „dać głos” w wyborach (hau-hau!), są pozatem jawnie sprzeczne z Konstytucją: wybory nie są równe, ani powszechne, ani – to oczywisty skandal – nie są proporcjonalne. Konstytucjonaliści mówią nam na to, iż nie są istotne argumenty matematyczne, logiczne, czy wynikające z powszechnego rozumienia pojęć: istotne i decydujące jest zdanie eksperta-profesora-konstytucjonalisty (SIC!). Czyli inaczej i dalej – „wola polityczna” grup będących u koryta (pardon, u władzy).
O ordynacji mogącej złamać ten zaklęty krąg samopowielania się kasty politycznej głośno mówimy już od 12-tu lat. Jest to ordynacja oparta o Jednomandatowe Okręgi Wyborcze (JOW). Otóż zmiana ordynacji nie powinna być CELEM , do którego różne nurty polityczne dążą. Tu, na sali, są przedstawiciele co najmniej paru takich nurtów. Dla nas musi to być środek, sposób, wreszcie ta poszukiwana Szabla, dzięki której wywalczymy suwerenną Polskę.
T. zw. Oniwiedzą, jak groźną bronią w demokracji jest powszechne żądanie, by wybierać swych przedstawicieli tak, jak robią to Brytyjczycy, Amerykanie czy Hindusi, czy wreszcie obywatele 60-ciu innych krajów.
I dlatego osoba zajmująca Pałac Namiestnikowski i stanowisko prezydenta mówi nam, że na razie Polacy nie dojrzeli do Demokracji, że rozważymy wprowadzenie JOW za parę, może paręnaście lat…
I dlatego długie szeregi dyżurnych (bo przecie nie samozwańczych) Autorytetów m-oralnych występują z gorącym apelem do prezydenta, by wprowadzić JOW. Wśród tych ludzi są tacy, którzy jeszcze dwa dni wcześniej, przy wódeczce naśmiewali się z pomysłu JOW. I pare tygodni później – również.
I dlatego co sprytniejsze partie polityczne stawiają jako „swój cel” mówienie o JOW. By jednak tego nie wprowadzić skutecznie, niektóre mieszają ten postulat ze zmniejszeniem sejmu (co znacznie utrudniłoby wejście do sejmu działaczy naprawdę niezależnych oraz będących bez pieniędzy). I chcą koniecznie… w dwóch turach, bo druga tura umożliwiłaby im machlojki między turami, jak to ma miejsce np. we Francji. Ich propozycja ma jeszcze parę nieistotnych dla wyborcy i dla Polski zmian. Nic dziwnego, że prości ludzie mówią o nich „ślepaki”: bo uśmiech jest, a jakże, ale… oczków brak.
I dlatego, gdyby demonstracja Ruchu JOW po marszu z Jasnej Góry na Warszawę liczyła nie 200 osób skandujących pod Pałacem Namiestnikowskim „chcemy posła, a nie osła”, lecz 20 tysięcy, to od razu wszystkie wymienione wyżej Siły stanęłyby naprawdę na czele ruchu JOW – i błyskawicznie wprowadziły ten postulat. Bo to są „zwierzęta polityczne”, czują, która sprawa zwycięża. I staną na jej czele. Daj nam to, Panie Boże, bo przed ich manipulacjami i oszustwami będzie nam się wtedy łatwiej bronić.
Summę żądań ruchu JOW (przyszpilającą wszystkie machinacje „poprawiaczy”) umieściliśmy przed rokiem na znaczkach pocztowych JOW: „Żądamy 100% Jednomandatowych Okręgów Wyborczych do Sejmu”. Ludzie dopisują na niektórych kopertach: „Do Sejmu, Kwachu, nie do Senatu!”.
I w jednej turze! To ostatnie – dla Kaczorów. Schodząc do poziomu sloganów dla owieczek z Farmy Zwierząt Orwella: Zamiast mętnych „4*TAK” , żądamy „3*1” : 1 okrąg, 1 poseł, 1 tura.
Więc gorący apel: potraktujmy postulat zmiany ordynacji na JOW jako środek, jako tę poszukiwaną szablę, a o programy gospodarcze będziemy mogli spierać się w sejmie. W sejmie, w którym posłowie są odpowiedzialni przed Narodem, przed swymi wyborcami, a nie przed prezesem partii czy szefem grupy mafijnej.
Właśnie teraz mamy ogromną szansę, gdy obok, w t.zw. „polityce”, sypią się pokruszone post-komunistyczne betony, a równocześnie rozlegają się patetyczne jęki i dziewicze przysięgi kolejnych ujawnianych styropianowych agentów. Czas więc, by wymusić sposób wprowadzania do sejmu ludzi, których w naszym małym okręgu znamy, którym ufamy – i którym, dzięki prostocie JOW, będziemy mogli patrzeć na ręce.
Parlament Szkocji podjął skrajnie oburzające działania, których celem jest wydanie kobiet na pastwę molocha dzieciobójczego poprzez zakaz niesienia im pomocy. W Anglii na poziomie samorządowym zakazano już „modlitwo-zbrodni”, to znaczy nawet modlitwy w myślach w pobliżu „klinik” aborcyjnych – teraz takie samo prawo jest procedowane w Szkocji na poziomie ustawy państwowej.
Jak aborcjoniści przejmują się demokratycznymi standardami, pokazuje fakt, że głosowanie parlamentarne poprzedziły konsultacje społeczne, w których aż 77 procent respondentów opowiedziało się przeciwko zakazowi działalności pro-life w pobliżu placówek trudniących się mordowaniem dzieci nienarodzonych.
Ignorując wolę społeczeństwa, ustawodawcy przegłosowali w pierwszym etapie wprowadzenie tzw. stref buforowych, zakazując jakiejkolwiek działalności mającej na celi pomoc kobietom i ochronę ludzkiego życia w promieniu 200 metrów od tzw. „klinik” aborcyjnych.
Parlamentarzysta John Mason ze Szkockiej Partii Narodowej, który głosował przeciwko tym zbrodniczym przepisom, wskazał na ich absurdalność. Po pierwsze – jak przekonywał – żaden z obrońców życia nie „napastuje” i nie „zastrasza” kobiet, lecz przeciwnie – niesie im pomoc; a po drugie, liczba mordów prenatalnych w Szkocji stale rośnie i w ubiegłym roku wyniosła już 16 tysięcy – nic nie wskazuje zatem na to, aby działalność pro-life ograniczała ten ludobójczy proceder w skali kraju.
Ale nawet polityk, który głosował za dalszym procedowaniem tej ustawy – Sandesh Gulhane ze… Szkockiej Partii Konserwatywnej – zwrócił uwagę na absurdalność kwestii zakazu modlitwy. – Czy będziemy oczekiwać od policji ustalenie, czy osoba postronna, która może być zaangażowana w cichą modlitwę, łamie prawo? Czy kryminalizujemy myślenie? Musimy jasno określić, w jaki sposób będziemy to kontrolować, biorąc pod uwagę, że podczas zeznań w komisji policja jasno dała do zrozumienia, że nie będzie pytać nikogo, dlaczego znajduje się w strefie buforowej, i wyraźnie powiedziała, że nie czuje się „policją myśli” – powiedział.
Tak jak wskazał Gulhane, policja bynajmniej nie domagała się od ustawodawców dodatkowych uprawnień do ścigania obrońców życia.
„Jeśli ustawa wejdzie w życie, wprowadzi w Szkocji najbardziej ekstremalne na świecie prawo dotyczące stref buforowych” – ostrzega organizacja Right to Life UK na łamach portalu LifeNews. W obecnym projekcie zapisano, że strefa nie musi ograniczać się do 200 metrów, ale może zostać dowolnie rozszerzona przez samorząd lub na prośbę biznesu aborcyjnego, nie wyznaczono natomiast limitu dla takiej strefy, czyli teoretycznie np. całe miasto mogłoby być nią objęte, jeżeli władze uznają, że mniejsza strefa „nie zapewnia odpowiedniej ochrony” kobietom, które chcą w majestacie prawa zamordować swoje dzieci.
Parokrotnie w naszych publikacjach i wypowiedziach pojawił się koncept Twierdzy Kulturowej. Czas wyjaśnić, czym to jest i czemu służy. Twierdza Kulturowa jest wizualizacją tego, co niegdyś było i co powinno być, a czego dziś nie ma, i z tego powodu należy to odbudować. Jest to skutek dochodzenia do przyczyn pierwszych, co odkrywa, jakie wartości życia osobistego i społecznego są fundamentalne i wspólne dla wszystkich ludzi dobrej woli. Można i należy traktować Twierdzę jako bazę i punkt wyjścia do dalszych rozważań i rozwiązań szczegółowych. W kontekście działań praktycznych stanowi wezwanie do działania dla wielu, a zarazem wyzwanie dla każdego.
Gdy zbudzi się naród cz.2. Twierdza Kulturowa. (program pozytywny – struktury)
Wielokrotnie podczas wystąpień i rozmów pojawia się zdanie, że dość już analizy rzeczywistości, dość opisu ponurego świata, jaki gotują nam globaliści, czas przedstawić jakąś propozycję kontra. Z tą opinią zgadzamy się co do drugiej części, co do pierwszej nie. Należy pracować dwutorowo.
Po pierwsze trzeba zrozumieć procesy, zachodzące w świecie, państwie, narodzie i umysłach, bowiem wszystkie są ściśle powiązane. Należy odkryć naturę procesów, ich przyczyny, przebieg i planowany kierunek. Należy też rozpoznać, kto nimi steruje, w jakim celu, w jaki sposób, jakich narzędzi używa. Ta analiza pomoże nam zacząć podejście do celu drugiego, jakim jest wysunięcie kontrpropozycji, która będzie adekwatna do okoliczności, zdatna do realizacji i możliwa do przyjęcia przez na tyle liczną grupę ludzi, aby podjąć próbę jej uskutecznienia. Nasza praca ma więc charakter dwojaki. Są teksty analityczne, służące zrozumieniu tego, co się dzieje, i te będziemy odtąd określali gryfem „analiza”, i teksty projekcyjne, przedstawiające projekty na przyszłość, opatrzone dopiskiem „program pozytywny”. Ten właśnie do tej drugiej kategorii należy.
Praca ta jest świadomą próbą pobudzenia refleksji nad dalszymi losami narodu i państwa polskiego, a w szerszym zakresie Europy i świata białego człowieka. Nie liczymy przy tym na poklask ni doraźne zyski, przeciwnie, spodziewamy się oporu, szyderstw, wrogości i zawiści. Jeśli będzie to jednak rzeczowa krytyka, przyjmiemy ją i wzbogacimy swoje recepty. Jeśli natomiast spotkamy negację z niskich pobudek, wiedzieć będziemy, kto będzie dla przyszłej odbudowy niezdatny. Nie mamy bowiem wątpliwości, że po wielopokoleniowym procesie mentalnego zniszczenia świata białego człowieka, po unijnej smucie, po globalistycznym pandemonium, po synodalnym lucyferyzmie będzie niezbędna praca odtworzeniowa we wszystkich przejawach życia, na wszystkich poziomach organizacji – jednostki, rodziny, narodu, państwa, Kościoła, kultury.
Nie oddajemy się więc biadoleniom lubo rozpaczy nad upadłym porządkiem. Przeciwnie – patrzymy w przyszłość z nadzieją, wierząc, że po czasach marazmu nastąpi moment rozpadu, po którym musi pojawić się powszechny pęd do odbudowy, i na tym posterunku chcemy być pierwsi. To, co innych przeraża, my traktujemy jako szansę. Od ponad osiemdziesięciu lat bowiem naród polski nie miał możności sam decydować o swym życiu i swych sprawach, a teraz, gdy rozpad dotyczy wszystkich wokoło, my, zaprawieni w przetrwaniu i odbudowie możemy wyjść na czoło peletonu narodów, dążących do odzyskania swojego bytu.
My to nie znaczy wszyscy, bo wbrew sentymentalnym westchnieniom dobroludzistów nie mamy złudzeń, aby kiedykolwiek ogół mógł i powinien decydować o wszystkim. Zarządzenie sprawami narodu i państwa nie jest ani dla wszystkich, ani dla każdego. To praca dla tych, którzy chcą i którzy umieją, i ci właśnie powinni ją podjąć. To kolejny moment, w którym jesteśmy wbrew obiegowym opiniom. Nie uważamy bowiem, że nastąpił już finis Poloniae. Naród polski wciąż istnieje, i pomimo strat, które poniósł może się podnieść i sięgnąć należnych mu wyżyn, póki my żyjemy. Państwo polskie jest bytem obiektywnym, ma wyznaczone granice i zorganizowane struktury, a to, że służą one obcym siłom nie stoi na przeszkodzie, by można było odebrać, co nam obca przemoc wzięła, choćby i szablą. Nie warto też wołać, że finis Europae, ta bowiem nie zapadła się dotąd w morskie odmęty, a o jej losach będą decydować nie ci, którzy dziś próbują narzucić swe prawa, ale ci, co w niej żyją.
Nie nadszedł także finis Ecclesiae, skoro króluje w niej Ten, który nie przeminie nigdy, a tu na ziemi istnieć będzie, dopokąd wyznawcy walczyć będą o dusz zbawienie, choćby pozostała ich garstka. Opinie, wieszczące definitywny koniec tych bytów pochodzą spoza nich samych, głoszone są przez ich odwiecznych wrogów, a chętnie podejmowane przez wszelkiej maści malkontentów, którzy wolą, aby im się portki trzęsły jako pętakom. Przed prawdą zamknęli swój czerep rubaszny, liczni jak szkieletów ludy, co sami sobie sterem, żeglarzem, okrętem, takie widząc świata koło, jakie tępemi zakreślą oczy. Ci boją się skrzydeł u ramion, aby przypadkiem nie sięgnąć gnuśnym rozumem, gdzie wzrok ich nie sięga, nie wzlecą więc nigdy nad swój własny poziom, by żarłocznemu wydrzeć piekłu ofiarę, do nieba podążyć po laury.
Jest więc naszą intencją, aby to, co głosimy światu, trafiło do umysłów naszego wzoru, natchnęło, zmieniło, wzbogaciło, uszlachetniło, do działań uzdolniło. Dziś trzeba odzyskać to, co nam zabrano, a czego sami chętnie się pozbywamy za garść świecidełek – myśl swobodną w umysłach chłonnych ludzi ochoczych. Ni mniej, ni więcej, jest to definicja prawdziwej elity, instruktaż arystokracji ducha, zaczyn nowej szlachty polskiego narodu. Nie ma w tym za grosz pychy ni arogancji, jest za to zuchwałość ludzi, którzy pozbyli się kagańców umysłu.
Wszelkie rozważania o świecie energomaterii tyczyć się muszą trzech sfer, w których odbywa się ludzka działalność. Jedne rozważania obejmą struktury systemów, czyli ich konstrukcje. Drugie opiszą procesy, a więc relacje, zachodzące między nimi i wewnątrz nich. Trzecie przedstawią program, czyli to, co tyczy się sfery umysłów, ich przekonań, idei, wierzeń, wzorów i dysfunkcji myślenia. We wszystkich rozważaniach, szczególnie dotyczących relacji narodów i państw przyjmujemy założenia, fundamentalne dla naszej kultury, a jednym z nich jest zasada stosunku do obcych: cudzego nie chcę, swojego nie dam ruszyć.
Parokrotnie w naszych publikacjach i wypowiedziach pojawił się koncept Twierdzy Kulturowej. Czas wyjaśnić, czym to jest i czemu służy. Twierdza Kulturowa jest wizualizacją tego, co niegdyś było i co powinno być, a czego dziś nie ma, i z tego powodu należy to odbudować. Jest to skutek dochodzenia do przyczyn pierwszych, co odkrywa, jakie wartości życia osobistego i społecznego są fundamentalne i wspólne dla wszystkich ludzi dobrej woli. Można i należy traktować Twierdzę jako bazę i punkt wyjścia do dalszych rozważań i rozwiązań szczegółowych. W kontekście działań praktycznych stanowi wezwanie do działania dla wielu, a zarazem wyzwanie dla każdego.
Twierdza Kulturowa ma strukturę twierdzy bastionowej, składającej się z cytadeli i koncentrycznych pierścieni obrony. Każdy element twierdzy jest bastionem, bastiony połączone są wałami kurtynowymi. Bastion z założenia nie jest przeznaczony do obrony okrężnej, jeśli więc wróg przerwie wał kurtynowy i dostanie się do wnętrza pierścienia obrony, zajdzie bastiony od tyłu. Mogą się one bronić przez pewien czas, w końcu jednak, atakowane od zaplecza, pozbawione wsparcia pozostałych bastionów, odcięte od sił głównych i zaopatrzenia muszą upaść jeden po drugim. Dlatego tak ważne jest zachowanie spoistości struktury twierdzy. Zarówno więc bastiony muszą być dobrze opatrzone i obsadzone załogą, jak i wały kurtynowe, łączące bastiony muszą być utrzymane w całości, stałej gotowości bojowej i patrolowane.
Cytadelą Twierdzy Kulturowej, jej samym centrum, wewnętrznym kręgiem, pierwszym i ostatnim punktem obrony jest każdy człowiek. Ten jest bytem złożonym z ciała i duszy, a ta posiada władze. Są tu więc władze niższe – gniewliwe i pożądawcze, czyli odruchy, popędy, instynkty, emocje, uczucia. Są też władze wyższe – rozum i wola. Rozum poznaje rzeczywistość, rozpoznaje, co jest dobro, co zło, co prawda, co fałsz, kto przyjaciel, kto wróg, i podpowiada woli, co ta ma czynić. Wola kieruje tymi wszystkimi władzami duszy, które ze swej natury dadzą się kierować. Człowiek więc potrzebuje ciała, bo dzięki niemu i osadzonym w nim zmysłom poznaje rzeczywistość, a za pomocą należących do ciała członków wywiera wpływ na otoczenie. Potrzebuje też duszy, bo dzięki zawartemu w niej rozumowi potrafi zrozumieć i wyciągnąć wnioski, a za pomocą woli rozkazuje członkom określone działania i zaniechania. Każdy człowiek jest osobnym bastionem, a zarazem częścią kolejnych kręgów Twierdzy.
Drugi krąg od środka to rodzina – bliższa i dalsza. Nie jest to jeno tzw. rodzina nuklearna, obejmująca ojca, matkę i dzieci. To także wstępni i krewni boczni. Rodzina, tworząca Twierdzę Kulturową to ród – ludzie, których łączą więzy krwi i zażyłości, i którzy mogą na siebie wzajemnie liczyć. Wewnątrz rodu nie może być kłótni i niesnasek, bo te prowadzą do waśni, wrogości i rozpadu, a wtedy rozpaść się może cała twierdza. Zasady wewnątrz rodu powinny panować jasne, proste i przejrzyste. Nikt nikomu w garnki nie powinien zaglądać, ale o sobie wzajem powinni ogólnie wiedzieć. Członkowie rodu powinni być w planach uwzględniani w pierwszej kolejności, a w razie problemów ród powinien stanąć za swoim człowiekiem murem. Ród poza więzami krwi powinien łączyć swoich członków bezpośrednim interesem, prowadzącym ich do starań, utrzymujących spójność rodu.
Trzeci krąg to naród, czyli rodzina rodzin. Są to ludzie, których nie łączy pokrewieństwo. Mają zatem inne łączniki – wspólna tożsamość, język, interes polityczny i ekonomiczny. Ludzie ci zwykle zamieszkują terytorium państwa w zwartej grupie, choć mogą też być w narodzie, żyjąc w diasporze rozsiani po świecie. Do narodu należy ten, kto chce, więc poza więzami krwi liczy się też tożsamość. Mogą być bowiem ludzie, którzy wywodząc się z narodu przez urodzenie świadomie decydują się na wybór innej tożsamości. Mogą też być tacy, co pochodząc z innych narodów, przybywszy tu, zechcą swój los, życie i tożsamość przywiązać do tego narodu, który wybiorą. Można więc być z pochodzenia Polakiem, ale wyrzec się polskiej tożsamości i być obcym, a nawet wrogiem. Można też być z obcych krain, innej rasy nawet, lecz umiłować Polskę, jej ludzi i kulturę, i z własnego wyboru szczerze do polskości przylgnąć, i przekazać ją dzieciom.
Naród nigdy nie jest monolitem, są więc ludzie bardziej świadomi i czynni, i ci dążą do tego, aby przekształcać świat, według tego co uznają za słuszne. Są też ludzie nieświadomi i bierni, którzy przyjmują świat taki, jakim jest, i nie próbują go zmienić, a raczej sami mu ulegają. Można więc podzielić ogólnie każdy naród na trzy grupy: Naród Polityczny, Naród Bierny (inaczej Nienaród) i Naród Negatywny (inaczej Antynaród).
Naród Polityczny stanowią ludzie mający wykształconą tożsamość narodową, świadomość wspólnego dobra, którzy nie będą wchodzili w konflikt między interesem osobistym a narodowym. Naród polityczny, bo wzorem I Rzeczypospolitej, gdzie szlachta takim narodem była, dopóki się nie zdegenerowała, powinien w przyszłości decydować o kierunkach polityki państwa, z uwagi na dobrą wolę i wiedzę, którą posiada. Muszą to więc być ludzie, którzy wiedzą dużo o świecie i państwie, i którzy z tej wiedzy potrafią zrobić użytek.
Spośród Narodu Politycznego winna wydzielić się grupa Narodu Czynnego, jeszcze bardziej świadoma i skora do działania. Ci to najlepsi z najlepszych, prawdziwa elita i arystokracja narodu. Nie po to jednak, aby domagać się więcej przywilejów, ale by wziąć na siebie więcej obowiązków. Oni to powinni kierować narodem i państwem, wspierani przez Naród Polityczny, aby prowadzić pozostałe, bierne grupy społeczne. Ludzie Narodu Czynnego winni mieć ogólną wiedzę o świecie, kontynencie, swoim państwie, o sprawach globalnych, o szansach i zagrożeniach. Ludzie ci nie powinni się zawahać, aby innych upominać i ostrzegać, a także by jako pierwsi stanąć w obronie swego narodu i państwa. Wiedzieć bowiem powinni, że bronią w ten sposób swych rodzin i siebie samych, a za swym przykładem pociągnąć pozostałych do tego samego. Naród z kolei winien im okazać posłuch, jako mądrzejszym i więcej wiedzącym. Układ sił ekonomicznych w państwie powinien być tak ułożony, aby grupa Narodu Czynnego miała podstawy bytu materialnego tak podniesione, aby stać ich było na działalność dla dobra wspólnego. Naród Czynny nie powinien jednak żądać rozdawnictwa dóbr publicznych, symonii i nepotyzmu, ani też państwo nie powinno im tego dawać, lecz uczciwie wynagradzać za pracę porządnie wykonaną. Tak samo we wszystkich relacjach gospodarczych nikt nie powinien liczyć, że inni mu darmo dadzą, czego potrzebuje, ale każdy winien mieć możność swoją pracą uczciwie na byt swój i rodziny zarobić. Kto bowiem na koszt innych żyje, chociaż mógłby starania podjąć, ten jest pasożyt, darmozjad i złodziej. Nie powinno więc być ani socjalizmu, który do takiego złodziejstwa prowadzi i nakłania, ani wyzysku, który nadmierne ciężary nakłada, owoce pracy zabiera, wolnego człeka niewolnikiem czyni. Narodu Czynnego, niezależnie od najlepszych chęci i wychowania, należy spodziewać się, że nigdy nie więcej będzie, niż 10 % populacji. Jeśli udałoby się tą miarę przekroczyć, byłby to epokowy powód do chluby. Zawsze bowiem jest tak, że to, co najlepsze, zarazem najtrudniejsze i najdroższe, przeto więc nieliczni jedynie zasłużą swą pracą, by po ten owoc sięgnąć.
Poniżej Narodu Politycznego rozciąga się wielki obszar Narodu Biernego, zwanego też Nienarodem. Są to ludzie, którzy specjalnie do niczego nie czują przywiązania, poza własnym interesem. O ten więc zabiegają, państwem wiele się nie przejmując, o naród zbytnio nie dbając. Ci to myślą, że naród to zawsze ktoś, ale nie oni. Państwem tak samo zarządza ktoś, kogo oni nie znają ni poznać nie chcą, aby im dobrze było. Zarazem prawa szanują, bo jako ludzie praktyczni, łamać ich nie będą. Porządku też znosić nie pomyślą, bo i po co im to. Jako, że do buntu nieskorzy, można ich wieść, gdzie Naród Polityczny uzna, byle im osobistej fortuny zbytnio nie szwankować. Właściwie prowadzeni, pójdą więc i zrobią, co trzeba. Mimo swej bierności zawsze tkwi w nich pierwiastek narodu i dobra wspólnego, poprzez więc pracę nad ich wychowaniem można ich narodem uczynić, a przynajmniej znaczną ich liczbę. Wychowanie rozumieć należy działania na ich dzieci, bo dorosłych zmienić dużo trudniej.
Jest i najniższa grupa narodu, czyli Naród Negatywny, zwany też Antynarodem, zwykle licząca tyle, co Naród Czynny, będąca więc jego lustrzanym odbiciem. To są ludzie, którzy wyrzekli się narodowej tożsamości, a państwo interesuje ich tyle tylko, ile prawo, któremu podlegają. Ci narodu swego nie lubią, nic dlań nie poświęcą, wspierać nie chcą. Często nienawiścią pałają do wszystkich kręgów Twierdzy, i zwykle nie ma tam racjonalnych przesłanek, lecz jakiś grzech osobisty i nieuporządkowane przywiązania. Nie chcą się jednak przyznać do tego przed samymi sobą, dlatego tkwią w pogłębiających się frustracjach i gotowi są poprzeć okupanta, byle tylko nie własny naród i państwo, a zwykle też i rodzinę do tego dołączają. Ludzie ci powinni być politycznie ubezwłasnowolnieni na rzecz Narodu Czynnego, nie powinni bowiem o sprawach powszechnych decydować ignoranci, głupcy i łajdacy. I tych jednak Naród Polityczny powinien choć próbować wciągnąć do sprawy narodowej i tożsamość im zaproponować. Używając wpływu edukacji, wychowania i kultury, można w znaczny sposób zmniejszyć liczebność Narodu Negatywnego, by przesunąć ludzi wyrwanych z piekła ludzkiego do kohort wyższych i bardziej użytecznych. Należy wyuczyć dobrego fachu, wpoić etos pracy i stworzyć warunki gospodarcze, aby uczciwie zarabiali za uczciwą pracę.
Każdy naród powinien być bastionem Twierdzy Kulturowej, łączącej narody.
Czwarty krąg Twierdzy Kulturowej to państwo, czyli organizacja narodu. Winno być tak, że to naród buduje państwo, określa jego struktury, wyznacza kierunki procesów, ustala fundamentalne prawa. Naród powinien być właścicielem państwa, zupełnie inaczej, niż dziś, kiedy to państwo chce być właścicielem narodu, ale nie samo dla siebie, lecz dla globalnej władzy, której zaprzedali się ci, co dziś zarządzają państwami. Skoro naród jest właścicielem państwa, to z założenia nie może zrzec się panowania nad swoim państwem w ręce innych państw lub organizacji, jak to jest dziś. Byłoby to bowiem sprzecznością samą w sobie, gdyby naród oddał obcym władzę nad sobą, rzeczą niemożliwą mentalnie, moralnie i prawnie. Jakiekolwiek więc układy z obcą władzą o scedowaniu władzy nad państwem są nieważne ipso facto, a wszelkie rozporządzenia, wydane na mocy zgodny niemożliwej – nieważne z samej natury. Państwo powinno przede wszystkim zabezpieczać interesy narodu wobec sił zewnętrznych i zapewniać porządek wewnętrzny. Ten powinien odpowiadać moralnym przekonaniom narodu i jego potrzebom. Powinien tworzyć porządek prawny, ale niezbyt szczegółowy, ponieważ zasadniczym programem działania narodu i ludzi nie powinno być prawo ani wola władzy, lecz etyka. Regulacje gospodarcze powinny być negatywne, a nie pozytywne, czyli wskazywać raczej to, czego nie wolno robić, niż regulować drobiazgowo, co się robić dozwala. Zadaniem państwa na zbiegu spraw zewnętrznych i wewnętrznych powinna być ochrona własnego rynku przed taką konkurencją gospodarczo – ekonomiczną, która mogłaby szkodzić interesom narodu. Używanie siły przez państwo powinno być zrównoważone przez możliwość użycia siły przez naród, wówczas, gdy państwo mu poważnie szkodzi, lub gdy nie chroni go przed zagrożeniem.
Każde państwo narodowe powinno się łączyć z innymi podobnymi państwami w Twierdzę.
Piąty, zewnętrzny krąg Twierdzy Kulturowej stanowi kultura, łącząca ludzi, rodziny, narody i państwa. Jest to kultura, wzniesiona na trzech głównych żywiołach: grecka filozofia, rzymskie prawo i religia chrześcijańska. Z tych żywiołów biorą się fundamentalne założenia kultury przez wielkie K, stanowiącej zewnętrzny krąg Twierdzy Kulturowej, Kultury Powszechnej. Pierwsze założenie to etyka, opierająca się na Dekalogu, przykazaniu miłości Jezusa i zasadzie pawłowej, dzięki której każdy człowiek powinien chcieć być przydatny. Drugie założenie to arystotelesowska definicja prawdy, że ludzkie wyobrażenia powinny być zgodne z tym, co jest. Trzecie założenie to etyka wychowawcza, opierająca się kształtowaniu cnót, aby osiągnąć cel wychowawczy, jakim jest dojrzałość. Piąte założenie to stosunek do wiedzy, która jest cenna dla siebie samej, a jej celem jest dążenie do mądrości. Szóste założenie, wypływające z pierwszego to niezmienność fundamentalnych założeń kultury i ich niezależność od woli ludzkiej, także od władzy, stanowiącej prawa. Siódme założenie, także wypływające z pierwszego jest przyjęciem Natury wraz z Objawieniem, co oznacza, że materia, w tym ciało ludzkie jest śmiertelna i ulega rozpadowi, duch ludzki natomiast jest nieśmiertelny i powinien wrócić do swojego źródła, którym jest Stworzyciel. Część tych założeń ma charakter filozoficzny, część teologiczny. Wszystkie jednak dadzą się obronić na płaszczyźnie filozofii realistycznej. Przyjęcie tych wszystkich założeń i ułożenie życia społecznego według nich pozwala na budowę dużych społeczności i ich sprawne funkcjonowanie bez konieczności stosowania przymusu i przemocy. Dzięki tej kulturze narody mogą tworzyć swoje państwa i nie muszą ze sobą walczyć ani migrować. Są więc stworzone warunki do pokoju w ludzkich duszach, w rodzinach, narodach, państwach i między narodami. Są one do przyjęcia przez wszystkich ludzi dobrej woli bez konieczności narzucania im konfesji.
Pierwotnie koncepcja Twierdzy Kulturowej w miejscu Kultury Powszechnej przewidywała Kościół, oczywiście Katolicki. Zdecydowałem jednak, że to wzbudzi powszechny opór i odrzucenie, nawet wśród katolików. Są ku temu dwa powody. Po pierwsze, ziemskie struktury Kościoła zostały przejęte przez wrogów Kościoła, Chrystusa, ludzkości i prawdy, czyli przez lucyferystów. Proces ten rozpoczął się już podczas Soboru Watykańskiego II, a w pontyfikacie Franciszka stał się już bezczelnie jawny. Posoborowe Magisterium Kościoła nie głosi więc tego, co Kościół głosił zawsze. W obecnych warunkach koncepcja Twierdzy Kulturowej jest więc sprzeczna z obecnym Magisterium, chociaż jest zgodna z nauczaniem prawdziwym, przedsoborowym.
Po drugie, wielu katolików jest dziś nastawionych negatywnie zarówno do Kościoła jako organizacji, jego nauczania, jak i do niezmiennej doktryny, a nawet do samego Boga. Bierze się to stąd, że sami nie mają wiedzy o tym, czego nienawidzą, lecz ponieważ zostali poddani warunkowaniu behawioralnemu sprawczemu wiedzą, że mają nienawidzić, i nie mają świadomości, że padli ofiarą oszustwa i manipulacji. Kultura Powszechna zawiera w sobie zasady etyczne, które są starsze od Kościoła, bo wywodzą się jeszcze z antycznej Grecji i Rzymu. Kościół natomiast jest częścią Kultury, lecz nie musi być przedmiotem uwagi tych ludzi, których chcemy przekonać do Twierdzy Kulturowej. Na tym etapie, na jakim znajdujemy się teraz, wystarczy, że nie będą oni kwestionować fundamentalnych zasad etycznych Kultury Powszechnej.
W obecnym czasie Twierdza stoi spustoszona, częściowo opuszczona, częściowo zniszczona. Wróg przerwał wały kurtynowe wszystkich pierścieni obrony, część bastionów padła, inne są otaczane, a wróg szykuje się do szturmu. Ci ludzie, którzy chcą przetrwać jako wolni, którzy chcą żyć w pokoju i dobrobycie, którzy chcą dobierać się w pary, kochać, rodzić dzieci, wychowywać je, którzy chcą pozostać w swych siedzibach na ziemi przodków swoich, którzy chcą oddawać cześć Panu, a nie chcą bluźnierstwa, świętokradztwa, nędzy, strachu, niewoli, wojny, hańby – ci powinni ruszyć do intensywnej pracy, aby odtworzyć Twierdzę Kulturową. Należy odbudować przerwane wały kurtynowe, bastiony należycie opatrzyć i obsadzić załogami. Potrzebna jest armia Twierdzy Kulturowej, która oprze się unijno – globalno – lewacko – lucyferycznej nawale, którą chcą nam urządzić panowie globaliści wraz z unijczykami i ich kupionymi pachołkami, działającymi wewnątrz pierścieni Twierdzy Kulturowej.
Poszczególne kręgi Twierdzy Kulturowej są elementami struktury. W niniejszym artykule zostały nakreślone główne elementy i wątki. W kolejnych artykułach będziemy przybliżać szczegóły konstrukcyjne struktur, opisywać rodzaje procesów i charakteryzować program dla poszczególnych kręgów Twierdzy.
Prosimy więc tych, którzy nas czytają, aby nie zostawiali tej wiedzy dla siebie, lecz przekazywali ją dalej. Potrzebna jest bowiem armia Twierdzy Kulturowej, a ta armia potrzebuje wodzów. I o nich głównie myślimy, publikując nasze słowa.
Zmierzch i odrodzenie. Czy upadek Zachodu jest nieunikniony? Pamiętajmy, że cywilizacja rzymska była w stanie wydać Marka Aureliusza sto lat po takich zwyrodnialcach jak Kaligula czy Neron. Czy narodu polskiego nie będzie stać na to, by wykrzesać z […]
_____________
Czerwony ład unijny czyli pełen wachlarz zakazów Miesiąc miodowy z Unią Europejską już dawno za nami, a teraz rozwija się szara codzienność związku. Okazuje się więc, że związek ten nie jest ani z miłości, ani z rozsądku. […]
_____________
„Kiedy ludzie się obudzą?” – NIGDY Z czasem media zaczęły wkraczać w życie społeczne niczym śmierć do zadżumionej wioski, niosąc po cichu spustoszenie, które przestało być przez społeczeństwo odczuwalne. Okres bezpośrednio przedwojenny przyniósł ze sobą dynamiczny […]
_____________
Ucieczka z… albo kto nami rządzi Nie czytają dokumentów, nie chcą wiedzieć, co się dzieje w Polsce, w Europie i na świecie, dopóki micha pełna, ciepła woda w kranie, grzejnik grzeje, a na ekranie ulubiona rozrywa. […]
Nienaród to ludzie, którzy nie identyfikują się z narodem i państwem, jego tradycją i celami. Żyją swoim życiem i interesuje ich wyłącznie przeżycie. Wydaje się im, że zaakceptują każdą władzę, byle mieli zaspokojone potrzeby socjalno – bytowe. Nie są również agresywni i nie atakują czynnie narodu i państwa, natomiast wsparcie zaoferują wtedy, jak się ich zmusi prawem lub kupi korzyścią. Wynarodowienie tej grupy jest jednak dość powierzchowne i nadają się do odzyskania dla narodowej sprawy. Stanowią obecnie większość ludności.
– −∗− –
Rozbrajanie Niemców przed Główną Komendą na Placu Saskim w Warszawie, listopad 1918. Malował Stanisław Bagieński ——————–
Gdy zbudzi się naród cz.I (program pozytywny)
Nawiązać chcę do próby odpowiedzi na pytanie, zadawane przez wielu, zaniepokojonych bądź przerażonych tym co jest i tym, co być może. Pytanie to i odpowiedź na nie pojawiły się w naszym artykule sprzed tygodnia, a brzmiało ono: „kiedy ludzie się obudzą?”, natomiast udzielona odpowiedź: „nigdy”.
Zgadzając się z ogólną linią wywodu i konkluzją, iż nigdy, pragnę jednak uzupełnić wysnute wnioski. Otóż rzecz tyczyła się części mieszkańców naszego pięknego kraju, określonych jako mediotów. Ludzie ci, dotknięci zaczadzeniem umysłu w postaci mediotyzmu rzeczywiście nie widzą, nie słyszą, i wiedzieć nie chcą niczego innego, niż to, co oznajmia im wyrocznia, zwykle przyjmująca postać ekranu. Jest to również tożsame z opisaną przez nas wcześniej postawą religijną wyznawcy religii lustra oraz ogólnym stosunkiem do życia, polegającym na lewakowaniu, czyli lewackim leżakowaniu połączonym z lewitacją bez kontaktu z rzeczywistością. Trudno powiedzieć, jak wielki to odsetek, sądzę, że dla bezpieczeństwa lepiej przyjąć, że około połowy ludności Polski dotknięta jest różnym stopniem mediotyzmu. Pozostali też ulegają tym wpływom, ale przejawiają samodzielne myślenie i zdrowy rozsądek, lub chociaż zachowali zdolność do nich.
Rozkład tych grup koresponduje z zaproponowanym wcześniej podziałem społecznym Polski, na naród, nienaród i antynaród.
Muszę to uściślić, aby nie popełnić kardynalnego błędu. Naród to ci ludzie, którzy czują związek z narodem i państwem polskim, z jego przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Pamiętają, z czego się wywodzą, orientują się, co dzieje się teraz, przejmują się tym, co tu będzie się działo. Łączy ich wspólna tożsamość, język, interes polityczno – ekonomiczny. To istota narodu, jego elita, naród polityczny, jak niegdyś zwała się szlachta. Nazwa ta dobrze oddaje specyfikę tej grupy. Gdy uda jej się odzyskać panowanie nad państwem, wówczas właśnie ona powinna decydować o jego polityce. Liczebność na chwilę obecną można szacować na maksymalnie 30% populacji, jednak na dziś czynna jest niewielka część tej grupy, zapewne poniżej 1%. Resztę należy traktować jak potencjał narodowy, który dopiero należy uaktywnić. Nie należy jednak spodziewać się, że uda się kiedykolwiek pobudzić do konstruktywnego działania więcej niż 10% populacji. Tę część narodu politycznego nazwę narodem czynnym. Aktywność narodu została uśpiona przez pozorną prawicę, zarządzającą Polską w latach 2015–2023. Uśpiła ona czujność patriotów, zaanektowała liczne organizacje społeczne, rozbiła konsolidujące się środowisko narodowców. Dlatego właśnie naród polityczny jest uśpiony i rozbity.
Nienaród to ludzie, którzy nie identyfikują się z narodem i państwem, jego tradycją i celami. Żyją swoim życiem i interesuje ich wyłącznie przeżycie. Wydaje się im, że zaakceptują każdą władzę, byle mieli zaspokojone potrzeby socjalno – bytowe. Nie są również agresywni i nie atakują czynnie narodu i państwa, natomiast wsparcie zaoferują wtedy, jak się ich zmusi prawem lub kupi korzyścią. Wynarodowienie tej grupy jest jednak dość powierzchowne i nadają się do odzyskania dla narodowej sprawy. Stanowią obecnie większość ludności. Nazwa „nienaród” określa ich stosunek wobec narodu, jednak nie powinna ich wyrzucać poza jego nawias. Nie wolno rezygnować z tych ludzi, odmawiając im przynależności do narodu. Mimo, że sami do swej tożsamości przyznać się nie chcą, naród polityczny winien dążyć do pozyskania ich umysłów. Lepiej więc nazwać ich narodem biernym, natomiast naród polityczny ma wobec tych ludzi obowiązki roztoczenia swej opieki nad nimi, przewodzenia im, zamiany ich w naród polityczny.
Antynaród to ludzie zaślepieni nienawiścią do narodu i państwa polskiego, zwykle lewackiej proweniencji, choć zdarzają się też skrajni liberałowie. Zwykle powodem ich afektu są jakieś perturbacje osobiste i nie ma żadnej racjonalnej przyczyny, leżącej po stronie narodu. Prędzej już może zdarzyć się jakieś działanie państwa, choć znakomita większość antynarodowców ma na sumieniu na tyle poważne grzechy, że boi się nawrócenia. Antynaród jest także prawie w całości antykatolicki. Z powodu zaślepienia, upadku moralnego i degrengolady intelektualnej ludzie ci gotowi są posunąć się do zdrady i grzechu, by dać upust swej złości i zaspokoić próżność. Mimo ich żałosnego stanu naród polityczny także i ich winien wziąć pod swą opiekę i skłaniać do powrotu na swe łono. Ponieważ jednak mogą stanowić zagrożenie dla narodu, więc innych ludzi, a także dla siebie samych, należy ich uznać za ubezwłasnowolnionych w kwestiach politycznych. Ten bowiem, kto jest wrogiem własnego narodu i państwa nie powinien mieć praw do decydowania o ich losie, chyba, że się w sposób pewny nawróci. Aby ich również nie skreślać z tej szansy, należy ich odtąd zwać narodem negatywnym.
Medioci z kolei znajdują się po trosze w każdej z grup, tyle, że najwięcej ich w narodzie negatywnym, trochę mniej w narodzie biernym, niewiele ich w narodzie politycznym, w narodzie czynnym nie ma ich prawie wcale. W tej grupie znajduje się jeszcze podgrupa, póki co jeszcze nie tak liczna, ale rosnąca dzięki postępowi technologii. Są to ludzie, którzy popadli w kompletne otępienie, na co złożyło się kilka przyczyn. Błędy wychowawczo – edukacyjne, które nazywam chowem egotycznym; religia lustra; wejście w świat Króla Olch (inaczej świat wirtualny, vide Słownik globalizmu). Na skutek tych czynników poddali się potrójnemu oddziaływaniu – 3xO: oszukanie, ogłupienie, opętanie. Ich stan można porównać z zombifikacją.
Korzystają z pracy ludności Polski, z dobrobytu i bezpieczeństwa, zapewnianego przez naród i państwo, nie wiedzą jednak o tym, ponieważ są funkcjonalnymi zombie. Z uwagi na rolę, jaką w ich zombifikacji odegrały media, tę grupę mediotów można śmiało określić mianem mediozombie. Jak więc ich teraz obudzić. Otóż, jak wyżej wspomniałem, i jak to opisał mój szanowny kolega, części tych ludzi obudzić się nie da. Nie obudzą się z własnej woli, nie wpłyniemy na nich, używając ludzkiej mowy. Żyjąc w świecie Króla Olch jako mediozombie, upiory magicznego, wirtualnego świata masońskiego, zatracili poczucie czasu. Dla nich to, co jest teraz rozciąga się na całe kontinuum czasowe, myślą więc, że każdoczesna chwila bieżąca jest wiecznością, trwała zawsze i trwać będzie po kres dziejów, który nie nastąpi nigdy. Nie wiedzą nic o przeszłości, o przyszłość nie dbają wcale. Zatracili także związki przyczynowo skutkowe, nie mają więc poczucia rzeczywistości i nie odróżniają wirtualu od realu. Ponieważ oddziaływuje na nich ekran masofonu (smartfon według Słownika globalizmu), działając na układ nagrody i uzależniając od ich własnych hormonów, treści masofoniczne traktują jako te właściwe i prawdziwe. Jednocześnie są uzależnieni od dobrostanu, czyli dostaw towarów i usług, dostarczanych przez osoby trzecie.
Mediozombie nie są w stanie psychicznie podjąć żadnej długotrwałej i racjonalnej działalności, motywowanej etycznie i poznawczo. Mogą natomiast zmobilizować się do krótkotrwałego, spontanicznego działania, powodowanego emocjami. Można je wywołać na dwa sposoby.
Jednym jest bodziec, dostarczony przez masofon. Można to robić na skalę masową dzięki algorytmom, i globaliści mają te narzędzia. W Polsce użyto ich dwukrotnie – na jesieni 2020 r. aktywując tzw. strajk kobiet oraz podczas wyborów 2023 r., gdzie wysłano do urn ludzi dotąd biernych politycznie i kompletnie nie rozumiejących, na kogo głosują i po co.
Drugi sposób aktywacji mediozombie to deprywacja, czyli pozbawienie ich jakiegoś cennego dobra, niezbędnego wszystkim. Dla przeciętnej ludności jest to woda, prąd, żywność, zagrożenie. Dla mediozombie dodatkowo dochodzi odcięcie od ulubionych mediów. Są wówczas zdolni do zachowań irracjonalnych i destrukcyjnych, także przeciw sobie samym, utracili bowiem instynkt samozachowawczy. Pod wpływem manipulacji, perswazji i socjotechniki mogliby na przykład zaatakować fizycznie naród polityczny, posuwając się nawet do zbrodni. Cele można wskazać precyzyjnie lub zbiorowo – osoby lub obiekty. Takie przykłady już miały miejsce, co nie powinno dziwić, zważywszy, że ludzie z tego pokolenia byli w stanie zabić się, goniąc pokemona lub uczestnicząc w tiktokowym wyzwaniu.
Nie powinno nas to jednak szczególnie martwić. Medioci, w tym mediozombie są to głównie ludzie o niskim potencjale intelektualnym, i tacy byli zawsze. Nigdy nie brakowało głupców, głąbów i pospolitych kretynów. Ich odsetek się zasadniczo nie zmienia, dostali natomiast narzędzia do okazywania światu swojej głupoty i szaleństwa, a z drugiej strony masoński świat Króla Olch dostał szeroką bramę do ich umysłów. Wiedząc o tym, jakie są plany globalistów, jakie narzędzia ich władzy, na kogo mają wpływ, znając też wzorce reakcji można przewidzieć dość dokładnie, co może się wydarzyć. Medioci, a szczególnie mediozombie zachowają bierność w razie ataku wroga. Gdy ogarnie on ich siedziby, będą woleli oddać się w niewolę lub pozwolić się zabić, byle tylko nie musieli być czynni, byle nie musieli podjąć żadnych wysiłków ani podejmować decyzji. Oznacza to jednak również, że tak samo zareagują na przymus, wywierany przez naród czynny. Będzie więc można używać ich do różnych prac i posług, oczywiście pod ścisłym nadzorem.
Należy spodziewać się, że globaliści znowu zechcą sięgnąć po broń społeczną, jaką są masy mediotów i mediozombie. W razie próby masy te zostaną aktywowane w bardzo krótkim czasie, wyprowadzone na ulice i użyte przeciw wskazanym celom.
Podobnie, jak podczas marszu na Bastylię, gdy w tłumie kręcił się książę Filip Orleański, rozdając złote monety by przekupić tłum do szturmu, tak samo zadziałają masofony. Można to jednak wykorzystać dla swoich celów.
Należałoby wpierw przejąć kontrolę nad mediami poprzez opanowanie redakcji, centrów nadawczych i stacji przekaźnikowych. To, czego nie dałoby się przejąć na poziomie krajowym należałoby wyłączyć lub poważnie zagłuszyć, jednocześnie z dostępnych mediów emitując wyraźny przekaz emocjonalny, wskazując jako sprawcę całej sytuacji cel, przeznaczony do przejęcia lub zakłócenia. Wówczas należałoby tylko skanalizować narastającą energię tłumu poprzez podstawionych ludzi. Mediozombie mogliby na krótki czas osiągnąć stan gwałtownego wzmocnienia reakcji emocjonalnych, nie dłużej jednak, jak przez kilka godzin. W tym czasie energię można by wykorzystać do osiągnięcia celów, które mogłyby być kosztowne. Dla substancji narodowej jednak ubytek pewnej liczby mediozombie nie byłby dotkliwy, a nawet korzystny. Państwo utraciłoby w ten sposób część pasożytów, a reszta pod wpływem szoku poznawczego dużo łatwiej dałaby się pozyskać jako naród polityczny, włączając się do działań wspólnych dla dobra państwa.
Jest to jeden z wielu aspektów obecnej sytuacji, z której można wyciągnąć korzyści na przyszłość. Potrzebne są do tego trzy elementy na poziomie psychiki jednostki: 3xW: wiara, wiedza, wola.
Wiara w Boga oraz że się uda. Wiedza o przeciwniku, o nas i o sytuacji ogólnej. Ta musi prowadzić do wyciągnięcia logicznych wniosków – co należy zrobić, w jaki sposób i jakich zasobów użyć. Wola, aby zamiary przekuć w czyn. Konfiguracja ta wymaga określenia celu, a ten da się wyprowadzić na poziomie teoretycznym. Jego określenie będzie wymagało zasobów intelektualnych i pracy koncepcyjnej. Tym właśnie zajmuje się Towarzystwo Wiedzy Społecznej, które już niedługo będzie musiało poszerzyć krąg współpracowników o kolejne specjalności.
Realizacja celu natomiast będzie wymagała udziału narodu czynnego i współudziału narodu politycznego. Te siły muszą poprowadzić naród bierny i wykorzystać krótkotrwałą energię narodu negatywnego. Realizacja będzie rozciągnięta w czasie, być może na kilkadziesiąt lat, a może na wiek cały. Być może jednak będzie to trwało znacznie krócej. Każda bowiem realizacja każdego celu, wyznaczonego dla narodu i państwa polskiego wymagać będzie spełnienia kilku okoliczności naraz. Jedną z nich będzie rozpad lub poważny kryzys naszego obecnego zaborcy. A jest nim Inkluzja – trójgłowa bestia globalizmu, której jedna głowa to UE, druga to ONZ, a trzecia, ginąca w mroku trujących wyziewów to globalna finansjera. Musi więc pojawić się taka sytuacja jak w listopadzie 1918 r., i wszystko wskazuje, że taki moment dziejów znów nadciąga.
Procesy, rozpętanie przez globalistów dla osiągnięcia przez nich celu, jakim jest panowanie nad ludźmi i zasobami wymykają się bowiem spod jakiejkolwiek kontroli i stają się nieprzewidywalne nawet dla swoich twórców. Nie sposób przewidzieć konkretnych wydarzeń, można jednak założyć z całą pewnością, że nastąpi rozpad unijno – globalnego porządku. Co dalej – tego nie wie nikt z ludzi ani sam diabeł, który to zaplanował. Z pewnością jednak będzie to szansa dla nas, i o tym będziemy jeszcze pisać.
„Kiedy ludzie się obudzą?” – NIGDY Z czasem media zaczęły wkraczać w życie społeczne niczym śmierć do zadżumionej wioski, niosąc po cichu spustoszenie, które przestało być przez społeczeństwo odczuwalne. Okres bezpośrednio przedwojenny przyniósł ze sobą dynamiczny […]
Postaw czerwonego sukna czyli o farsie politycznej Społeczeństwo III RP jest społeczeństwem, które z punktu widzenia politycznego, z punktu widzenia zdolności do realistycznej oceny politycznej sytuacji, jest społeczeństwem skrajnie infantylnym. Po pierwsze nie potrafi ono zidentyfikować, jakie […]
___________
Zagrożenia polskiej suwerenności Słowem, które najlepiej obrazuje dzisiejszy stan społeczeństwa polskiego jest zobojętnienie. Podczas gdy ogromna część społeczeństwa zanurza się od prawie dwóch dekad w jałowym, kompletnie rujnującym polską wspólnotowość konflikcie politycznym między […]
20 lat członkostwa Polski w Unii Europejskiej to nie tylko „świetlana przyszłość”, czy „wejście do Europy”. Coraz więcej bowiem aspektów uderza w naszą wolność i portfele. Poniżej przedstawiamy zestawienie wybranych „minusów” tylko z ostatnich miesięcy.
Zmiany traktatowe
W ostatnich miesiącach toczyła się debata nad zmianami traktatowymi Unii Europejskiej. Komisja Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego (AFEC) przyjęła w październiku 2023 roku, w drodze głosowania, sprawozdanie zalecające zmianę traktatów unijnych.
Główne proponowane zmiany to:
eliminacja zasady jednomyślności w głosowaniach w Radzie UE w 65 obszarach i transfer kompetencji z poziomu państw członkowskich na poziom UE m.in. poprzez utworzenie dwóch nowych kompetencji wyłącznych UE – w zakresie ochrony środowiska i bioróżnorodności (art.3 TFUE)
znaczne rozszerzenie kompetencji współdzielonych (art.4), które obejmowałyby osiem nowych obszarów: politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, ochronę granic, leśnictwo, zdrowie publiczne, obronę cywilną, przemysł i edukację.
Gotówka to wolność. Parlament Europejski właśnie ją ogranicza, przyjmując niedawno przepisy ograniczające płatność gotówką wyłącznie do kwoty 10 tys. euro. Wszystko pod pretekstem „przeciwdziałaniu brudnych pieniędzy”.
Limit ten ma dotyczyć wszystkich krajów Unii Europejskiej. Jednocześnie państwa członkowskie mogą ustanowić niższy limit.
Wprowadzony ogólnounijny limit płatności gotówkowych w wysokości 10 tys. euro obowiązuje „za wyjątkiem płatności między osobami prywatnymi w kontekście nieprofesjonalnym, oraz środki mające na celu zapewnienie zgodności z ukierunkowanymi sankcjami finansowymi i uniknięcie obchodzenia sankcji” – czytamy w komunikacie opublikowanym przez PE.
Jedną z głównych bolączek, wynikających z członkostwa Polski w UE i poddawania się woli Brukseli przez kolejne rządy warszawskie, jest Zielony Ład.
– Zielony Ład jest największym zagrożeniem dla naszego dobrobytu od czasów upadku gospodarki nakazowo-rozdzielczej i jej spektakularnego i intelektualnego bankructwa. To nie są moje słowa, bo to jest duża i mocna teza, to są słowa Davida Friedmana, syna tego Miltona Friedmana, które regularnie wypowiada podczas spotkań otwartych, w swoich publikacjach i tak dalej – ocenił prezes Instytutu Misesa Mikołaj Pisarski.
Zielona rewolucja uderzy głównie w portfele Polaków. W imię walki z klimatem będziemy bowiem płacić m.in. astronomiczne rachunki za ogrzewanie.
W myśl nowej dyrektywy Unii Europejskiej już w 2027 roku mają zacząć obowiązywać opłaty za emisje z budynków. Obecnie takie podatki nałożone są na przemysł. UE chce jednak rozszerzyć system handlu uprawnieniami do emisji m.in. do całego sektora budowlanego. Taką dyrektywę w zeszłym roku wprowadził Parlament Europejski (Dyrektywa ETS2). Zgodnie z jej zapisami już za kilka lat zaczną obowiązywać nowe opłaty.
Dyrektywa będzie miała bezpośrednie przełożenie na portfele Polaków. Wzrosną bowiem koszty ogrzewania budynków mieszkalnych węglem i gazem. Do 2030 roku nowe podatki mają objąć wszystkie budynki – w tym budownictwo mieszkalne oraz domy jedno- i wielorodzinne. Właściciele nieruchomości odczują wzrost kosztów.
Nie są to jedyne negatywne konsekwencje, jakie mogą spotkać Polaków. Absurdów jest więcej. Francja, dążąc do osiągnięcia celów związanych z redukcją emisji gazów cieplarnianych, wprowadza surowe przepisy dotyczące efektywności energetycznej budynków. Właściciele nieruchomości muszą uzyskać odpowiedni papierek, a jeśli wpisana na nich będzie niedostateczna wydajność energetyczna, nie wynajmą mieszkania. Polskę niebawem może czekać to samo.
A jeśli już o absurdach mowa, to UE marzy się także stworzenie „ekologicznej” armii. Brukselscy urzędnicy nie precyzują jednak czy chodzi o elektryczne czołgi, o strzelanie z procy czy może o lniane mundury.
Na tym jednak nasze problemy się nie kończą. Pod koniec kwietnia rząd warszawski przedstawił Brukseli Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu. Unijna komisja przyklasnęła i „plan” przyjęła, o czym z dumą poinformowała Paulina Hennig-Kloska.
Wysłany do KE projekt KPEiK do 2030 r. zakłada redukcję emisji gazów cieplarnianych o 35 proc. w stosunku do 1990 r. Polska deklaruje osiągnięcie do 29,8 proc. udziału OZE w końcowym zużyciu energii brutto. Dla produkcji energii elektrycznej założono, że udział OZE może sięgnąć 50,1 proc. Dla sektora ciepłownictwa i chłodnictwa dokument przewiduje 32,1 proc. udziału OZE, a udział energii odnawialnej w transporcie – 17,7 proc.
Jak informował resort klimatu i środowiska obowiązujący dotychczas Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu na lata 2021-2030 został przyjęty w 2019 r. Wyznaczał następujące cele klimatyczno-energetyczne na 2030 r.: 7-proc. redukcję emisji gazów cieplarnianych w sektorach nieobjętych systemem ETS w porównaniu do poziomu w roku 2005, 21-23 proc. udział OZE w finalnym zużyciu energii brutto, uwzględniając 14-proc. udział OZE w transporcie, roczny wzrost udziału OZE w ciepłownictwie i chłodnictwie o 1,1 pkt. proc. średniorocznie, wzrost efektywności energetycznej o 23 proc. w porównaniu z prognozami, redukcję do 56-60 proc. udziału węgla w produkcji energii elektrycznej.
Kolejną udręką dla Polaków staną się brukselskie srebrniki w formie pożyczki. Unijna pożyczka obwarowana jest licznymi zobowiązaniami, które znane są pod nazewnictwem „kamienie milowe”.
Do podstawowych celów Krajowego Planu Odbudowy należy zmniejszenie emisji CO2 i negatywnego wpływu transportu na środowisko – z tego względu wprowadzony ma zostać szereg dodatkowych opłat i podatków, aby „zachęcić” lub w wielu przypadkach wręcz zmusić kierowców do korzystania z paliw alternatywnych.
Walka z kierowcami
Do pierwszej połowy 2026 r. w życie ma wejść nowy podatek od własności pojazdów emitujących spaliny. Nie jest znana jeszcze jego wysokość, wiadomo jednak, że nadrzędne założenie nowej opłaty to przede wszystkim promocja pojazdów elektrycznych przy jednoczesnym zniechęceniu polskiego kierowcy do tańszego samochodu spalinowego.
Rząd przyznał, że pracuje już nad odpowiednimi podatkami i opłatami dla posiadaczy samochodów spalinowych.
W planach jest także wyznaczenie nowych płatnych dróg ekspresowych oraz autostrad – na razie mówi się, że ma dotyczyć wyłącznie samochodów o masie całkowitej powyżej 3,5 tony oraz autobusów.
Pieniądze z KPO mają być przeznaczone „poprawę” i „rozwój” transportu publicznego, przede wszystkim w postaci zakupu „niskoemisyjnych” pojazdów, czyli po prostu drogich i nieefektywnych (przynajmniej na razie) elektryków.
Jednym z wyznaczonych przez UE dla budowania „świetlanej przyszłości” celów jest redukcja emisji spalin. Pod tym pretekstem próbuje się ograniczyć obywatelom państw członkowskich możliwość przemieszczania się. Najwyraźniej większość ma być zdana tylko na „zbiorkom”. Bruksela czyni w tym kierunku kolejne kroki.
Projekt KE wprowadza pojęcie „pojazdu resztkowego”, co według „Fit for 55” oznacza samochody, w których wystąpiły awarie głównych podzespołów – jak silniki, skrzynie biegów, hamulce, czy układ kierowniczy – oraz takie, które zostały uznane za stare – czyli około 15-letnie. Takie pojazdy, w myśl unijnych przepisów, nie będą już mogły być poddawane znaczącym naprawom. Najprawdopodobniej więc jedyną opcją będzie ich zezłomowanie.
Kierowcy oberwą nie tylko na froncie klimatycznym, lecz także biurokratycznym. Wszyscy kierowcy będą musieli wymienić prawa jazdy. Nawet, jeśli mają prawo jazdy przyznane przed 2013 rokiem i bezterminowe. A to wiąże się oczywiście z dodatkowymi kosztami i lataniem po urzędach.
Euro-federaści z różnych partii i urzędów, w tym liczni eurokomuniści, bardzo cieszą się ze wstępnego zatwierdzenia tzw. paktu migracyjnego.
Bo ten pakt ma zapewnić na kolejne długie lata dalszy napływ do krajów UE setek tysięcy uciekinierów z Afryki, Azji i innych stron – każdego roku.
10 kwietnia Parlament Unii Europejskiej zatwierdził tzw. pakt migracyjny. To rozporządzenie komisarzy i polityków UE, wprowadzające między innymi tzw. mechanizm solidarności, przyjęto głosami 301 deputowanych – głównie większości członków frakcji lewicowych i większości posłów Europejskiej Partii Ludowej, w tym chadeków niemieckich. Za nowymi przepisami głosowała także część posłów niby „prawicowych” („Bracia Włosi”) i „liberalnych”. 272 głosowało przeciw, w tym frakcja „Zielonych”, bo w ich opinii procedowany pakt rzekomo „narusza prawa migrantów i azylantów”, a 46 wstrzymało się.
Łącznie głosowano nad dziesięcioma tekstami legislacyjnymi wchodzącymi w skład ww. paktu. Wszystkie zostały przyjęte. Zakładają one dwa tzw. mechanizmy wspierania tych krajów UE, do których już napłynęło i nadal napływa szczególnie dużo uciekinierów z Azji, Afryki, z krajów bałkańskich i innych stron (wspierania takich krajów, jak Włochy, Grecja, Hiszpania, Francja, Holandia, Austria i Niemcy, co jednak oficjalnie nie zostało zapisane).
Pierwszy z nich to obowiązek tzw. europejskiej solidarności, czyli obowiązek rozlokowania każdego roku co najmniej 30 tys. ww. uciekinierów do tych krajów UE, do których dotychczas przybyło ich niewielu.
A więc w praktyce zapewne przede wszystkim do krajów Europy Środkowej i południowo-wschodniej, jak np. Polska, Węgry, Chorwacja czy Rumunia, a także m.in. Portugalia, Irlandia, Dania czy Finlandia. Choć przy tej „relokacji” tysięcy chętnych do azylu w Europie ma być ponoć brany pod uwagę także PKB każdego kraju, a więc jego potencjał gospodarczy i budżetowy. Konkretne „kwoty” Murzynów, Arabów, uciekinierów z Afganistanu czy Bangladeszu i innych przybyszów, które każdego roku będą musiały przyjąć te i inne kraje, mają ustalać komisarze UE i ich urzędnicy – zapewne podobnie, jak dawniej komisarze i urzędnicy sowieccy. Choć w teorii mają to ustalać w porozumieniu z rządami poszczególnych państw. Alternatywnie, poszczególne kraje UE będą mogły wpłacić do unijnej kasy w Brukseli po 20 tys. euro za każdą wyznaczoną im (do przyjęcia i wieloletniego utrzymania), a nieprzyjętą osobę lub ewentualnie „wziąć udział w operacjach na granicach zewnętrznych Unii” [?]. O jakie operacje i koszty z nimi związane tu chodzi, na razie bliżej nie wiadomo. Te nowe reguły mają zacząć obowiązywać od stycznia 2026 r.
Z kolei drugi „mechanizm” – tzw. europejskiej wzmocnionej solidarności – ma być „uruchamiany w sytuacjach nagłych”, w których liczba nielegalnych „migrantów” przekraczających granice krajów UE będzie już tak duża (tj. może np. ponad milionowa w skali roku?), że już będzie „zagrażać wydolności systemu”. To rozporządzenie w sprawie „reagowania na sytuacje kryzysowe” zostało przyjęte głosami 322 posłów, a 266 było przeciw. Cały ten euro-komunistyczny „pakt migracyjny” będzie jeszcze musiała zatwierdzić Rada UE, czyli rada rządów krajów członkowskich – prawdopodobnie na swoim posiedzeniu zaplanowanym na 29 kwietnia. Jednak w opinii szeregu komentatorów niemieckich i innych, ma to być już tylko formalność – pomimo zdecydowanego i oficjalnego sprzeciwu rządów Słowacji i Węgier oraz mniej zdecydowanego sprzeciwu i wątpliwości części władz Chorwacji i Rumunii. Bo traktatowe prawo weta – przysługujące każdemu państwu członkowskiemu na podstawie traktatu o UE – w tym przypadku ma nie być respektowane. Już w grudniu zrezygnowano bowiem z wymogu jednomyślności. Niemal wszystkie rządy państw – poza Budapesztem – zgodziły się wówczas na to. Rządowa Warszawa też.
Wunderbar!
Ww. pakt UE zawiera też zapisy o szybszym rozpatrywaniu wniosków o azyl, też na granicach UE, a także sporo innych. Mają one „kompleksowo uregulować” politykę imigracyjną i azylową we wszystkich krajach UE – też poprzez totalne ujednolicenie przepisów i procedur we wszystkich 27 krajach euro-kołchozu. Wszystko to łącznie okaże się zapewne bardzo szkodliwe dla Polski i większości innych krajów Europy. Powyższe i inne postanowienia władz UE, które wcale nie zmierzają do jakiegoś zdecydowanego powstrzymania niekontrolowanej i nielegalnej imigracji do krajów UE setek tysięcy egzotycznych cudzoziemców rocznie, jak to się dzieje już od roku 2015, to bowiem wielkie niebezpieczeństwo dla tych krajów. Bo po ich ostatecznym przyjęciu przez rządy i władze UE, liczba tych niezaproszonych przez narody Europy przybyszów zapewne jeszcze wzrośnie. Ponieważ ten pakt jest w swej istocie swoistym zaproszeniem dla kolejnych milionów nielegalnych „migrantów”. A jeszcze bardziej dla ich przemytników, którzy od władz UE właśnie otrzymują kolejne sygnały, że mogą wysyłać i przewozić do Europy jeszcze więcej ludzi z Afryki itd., bo nikt ich od brzegów i granic Europy siłą nie odpędzi. Wprawdzie minister spraw zagranicznych Węgier Péter Szijjártó zapowiedział, że jego rząd nadal „nie pozwoli na żaden wjazd nielegalnym imigrantom ani z południa, ani z zachodu”, a Węgry nadal będą chronić – pomimo presji Brukseli – granice swoje i unijne, ale to dla Polski i narodów Europy niewielkie pocieszenie. Bo jak słusznie dodał węgierski minister: ten „pakt ma na celu rozszerzenie na Europę Środkową problemu Europy Zachodniej, który rozpoczął się, gdy zrezygnowała ona z obrony własnej tożsamości, kultury i społeczeństwa, pozwalając nielegalnym imigrantom na ich wjazdy, tworząc podwójne społeczeństwa i zwiększając zagrożenie terroryzmem”. Natomiast rzecznik węgierskiego rządu Zoltán Kovács powiedział dziennikarzom, że uchwały parlamentu UE z 10 kwietnia, zatwierdzające ww. plany polityki imigracyjnej i azylowej UE, to rozwiązanie, które stanowi poważne naruszenie suwerenności narodowych państw.
Richtig!
Radość rządzących euro-komunistów
Zdaje się jednak, że kierownicy euro-komuny wcale nie przejmują się dość mocną krytyką ww. paktu i całej ich wieloletniej i niezwykle szkodliwej polityki imigracyjno-azylowej przez szefów rządów i ministrów Słowacji i Węgier czy też przez niektórych polityków z Chorwacji, Czech, Polski czy Rumunii. Np. szefowa euro-komunistycznych komisarzy Ursula von der Leyen uznała ww. głosowanie w parlamencie UE w sprawie paktu za „historyczne” i za „wielkie osiągnięcie dla Europy”. Oczywiście dla ich (komunistycznej) Europy, bo nie dla naszej. A kanclerz rządu RFN Olaf Scholz określił tę „reformę azylową” UE jako „krok historyczny i niezbędny”. Bo rzekomo „ograniczy on nielegalną migrację i wreszcie odciąży kraje, które są nią szczególnie dotknięte” – stwierdził Scholz. Z kolei szefowa MSW Niemiec Nancy Faeser z SPD oświadczyła, że powyższa „reforma” rzekomo „skutecznie ograniczy nielegalną migrację i odciąży lokalne władze”, bo „w przyszłości odpowiedzialność za uchodźców zostanie rozłożona na więcej krajów”.
Och ja, natürlich!
Tymczasem „postępowa” komisarz UE do spraw wewnętrznych, która przez kilka lat nadzorowała prace urzędników UE nad fatalnym (dla narodów Europy) paktem o imigracji i azylu – komunistka ze Szwecji Ylva Johansson – postraszyła krytyków i wątpiących jakimiś „krokami prawnymi wobec państw, które nie będą respektować paktu o imigracji”. Bo „wszystkie państwa członkowskie muszą to szybko wdrożyć i zastosować” – surowo zapowiedziała Johansson.
Jawohl!
Tu należy przypomnieć, że tylko w ubiegłym roku, wskutek idiotycznej i lewacko-destrukcyjnej polityki rządzących euro-kołchozem, w krajach UE złożono w sumie aż 1,14 miliona azylowych wniosków – najwięcej od siedmiu lat, tj. od pamiętnego roku 2016. Zarejestrowano też aż ponad 380 tysięcy nielegalnych przekroczeń granic, z czego około połowę na tzw. szlaku środkowo-śródziemnomorskim, tj. w Italii i jej okolicach.
Super!
W tej całej skandalicznej aferze, związanej z przyjmowaniem i utrzymywaniem od lat milionów uciekinierów z krajów muzułmańskich, murzyńskich i innych (na koszt europejskich, w tym też polskich podatników), ciekawe jest m.in. to, że w przeddzień ww. decydującego głosowania w parlamencie UE niemiecka prasa nareszcie podała („Bild” i inne gazety) rzecz bardzo ważną i oczywistą, choć do tej pory starannie przez wielkie media i przez polityków przemilczaną. Podała, że (zgodnie z twierdzeniami niektórych socjologów i publicystów – przedstawianymi już od lat) stale rośnie udział imigrantów i azylantów w całej przestępczości w Niemczech i w poszczególnych krajach Niemiec. Okazało się, że np. w Bawarii imigranci i azylanci różnych kategorii, którzy w końcu ub. roku stanowili już w sumie aż ponad 17,1 proc. całej ludności tego 13,5 milionowego kraju (!), byli w ubiegłym roku sprawcami aż 39,6 proc. wszystkich wykrytych tam przestępstw. A np. w landzie Hamburg imigranci z Afryki, Azji i innych stron, którzy stanowią tam już ponad 16,9 proc. ludności, popełnili aż 49,6 proc. wszystkich wykrytych tam przestępstw (wg jungefreiheit.de).
“It burns 7560 litres of diesel fuel for 2x 24 hour shifts.
“A machine like this is required to move 500 tons of earth/ore which will be refined into one lithium car battery. Lithium is refined from ore using sulfuric acid. The proposed lithium mine at Thacker Pass, Nevada is estimated to require up to 75 semi-loads of sulfuric acid a day.! The acid does not turn into unicorn food as AOC believes.
Refining lithium has created several EPA SUPERFUND SITES, AND IT IS VERY TOXIC TO THE ENVIRONMENT.!
A battery in an electric car, let’s say an average Tesla, is made of:25 pounds of lithium, 60 pounds of nickel, 44 pounds of manganese, 30 pounds of cobalt, 200 pounds of copper, and 400 pounds of aluminum, steel, and plastic, etc…. averaging 750-1,000 pounds of minerals, that had to be mined and processed into a battery that merely stores electricity…. Electricity which is generated by oil, gas, coal, or water ( and a tiny fraction of wind and solar )….
That is the truth, about the lie, of „green” energy. There’s nothing green about the „Green New Deal”.
People had better learn how to vote or this nonsense will continue to flow down on top of you from the throne of government upon of which you put these people.
„Przywykliśmy traktować wybory do Parlamentu Europejskiego jako swoistą ciekawostkę, która wybranym otwiera drzwi do obłowienia się i życiowego ustawienia. Podobnie wybory te traktują władze największych partii politycznych, które wysyłają tam swoich zaufanych funkcjonariuszy na sowite emeryturki”, pisze na łamach tygodnika „Niedziela” Witold Gadowski.
Publicysta zwraca uwagę, że tegoroczne wybory do PE powinny jednak zbudzić większe emocje i zainteresowanie, ponieważ odbywają się w momencie, kiedy w decydująca fazę wkracza projekt superpaństwa o nazwie Unia Europejska.
Czym jest to superpaństwo? Jest to, jak wyjaśnia Gadowski, „jedno wielkie i biurokratycznie owładnięte przez neokomunistyczne idee państwo zmierzające do odebrania państwom narodowym – w tym Polsce – większości atrybutów suwerenności narodowej”. Tworzona jest więc struktura, którą można nazwać Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich.
„Nie da się pogodzić niepodległości Polski z ideą wspólnego państwa europejskiego pod kierownictwem unijnej biurokracji, w praktyce zdominowanej przez Niemcy, z pewnym udziałem Francji. (…) Na szali jest polska niepodległość, za którą wiele pokoleń naszych przodków przelewało swoją krew. Czy teraz, w obliczu ich poświęceń, mamy prawo zrzec się suwerenności na rzecz skomunizowanego superpaństwa, które już zaczyna nie radzić sobie samo ze sobą?!”, pyta ekspert programu „Prawy Prosty PLUS” na antenie PCh24 TV.
„Jeśli oddamy niepodległość i przyświecające jej wartości: Bóg, Honor, Ojczyzna, staniemy się jedynie uczestnikami katastrofy, nawet w tej sytuacji jednak będziemy tylko uczestnikami drugiej kategorii”, podsumowuje Witold Gadowski.
Papież Franciszek obraża ludzi, którzy nie wierzą w zmianę klimatu. „Są po prostu głupi”
[To nie sprawa „wiary”, ciemniaku. To wiedza, geofizyka przedstawia dowody, a klimatyści podkłamują. M. Dakowski]
Papież Franciszek jest przekonany, że zmiana klimatu to fakt, a ci, którzy ją krytyką, są po prostu głupi. Ojciec Święty mówił na ten temat w rozmowie z CBS Evening News.
W wywiadzie wyemitowanym przez stację CBS News 24 kwietnia, papież odniósł się do kwestii tzw. zmian klimatycznych. Dla papieża Franciszka to nie pierwszyzna; pisał o tym w encyklice ekologicznejLaudato si’ z maja 2015 roku, a ostatnio w adhortacji apostolskiej Laudate Deum, gdzie stawiał bardzo ostre i jednoznaczne tezy dotyczące antropogenicznej natury tzw. zmiany klimatu.
W rozmowie z CBS News papież został zapytany o swój osąd tzw. negacjonistów klimatycznych, czyli osób, które nie zgadzają się z rzekomym faktem zmian klimatu, zwłaszcza w aspekcie ich antropogenicznego pochodzenia.
– To są ludzie, którzy są głupi; są głupi nawet kiedy pokaże im się badania. Oni w to nie wierzą. Dlaczego? Bo nie rozumieją sytuacji albo mają w tym interes. Ale zmiana klimatu istnieje – powiedział papież Franciszek.
Kilka dni temu Państwowy Instytut Geologiczny opublikował analizę, zgodnie z którą globalne ocieplenie jest faktem, ale nie ma bynajmniej genezy ludzkiej, a co więcej – średnia temperatura na ziemi jest dziś w wielu miejscach i tak niższa, niż przy poprzednich analogicznych okresach w historii klimatu; co więcej do 2100 roku ma dojść do zasadniczego ochłodzenia. Analiza została ostro skrytykowana przez szeregi klimatystów, co doprowadziło Instytut do publikacji solennych przeprosin i złożenia obietnicy, że publikacja tak «niezweryfikowanych» treści więcej się nie powtórzy.
=================================
M. Dakowski: To nie Państwowy Instytut Geologiczny, lecz prof. Leszek Marks.
Głupi negacjoniści klimatyczni nie wierzą w badania. Nowy dogmat Franciszka w CBS
Papież Franciszek Źródło:PAP/EPA / Alessandro Di Meo
Kiedy dwoje dzieci się kłóci i jedno z nich nie znajduje dobrego argumentu, najczęściej nazywa to drugie „głupim”. Może też wyciągnąć język, pluć, zacząć przedrzeźniać, obrazić się i uciec.
Przykro to powiedzieć, ale dokładnie taką samą argumentację postanowił zastosować ostatnio papież Franciszek w dyskusji z krytykami opowieści o globalnym ociepleniu. W wywiadzie wyemitowanym przez stację CBS News 24 kwietnia, Franciszek kolejny raz, który to już z rzędu, zajął się sprawą klimatu i pytaniem czy ulega on zmianie czy też nie. Dziennikarze stacji CBS zapytali go co sądzi o tzw. negacjonistach klimatycznych. Franciszek udzielił następującej odpowiedzi: „To są ludzie, którzy są głupi; są głupi nawet kiedy pokaże im się badania. Oni w to nie wierzą. Dlaczego? Bo nie rozumieją sytuacji albo mają w tym interes. Ale zmiana klimatu istnieje”.
Naprawdę, nikt nie niszczy tak szybko i tak skutecznie autorytetu papieskiego jak właśnie Franciszek.
Po pierwsze, powinien powiedzieć, że nie zgadza się z określeniem „negacjonista” w odniesieniu do klimatu. Słowo to bowiem ma wyłącznie charakter propagandowy i ma na celu zamknąć usta krytykom. Zostało ono przejęte z języka ideologii holocaustianizmu, gdzie pierwotnie odnosiło się do tych, którzy negowali masowe mordowanie Żydów przez Niemców podczas II wojny światowej, a następnie zaczęło oznaczać po prostu każdego, kto nie zgadzał się z oficjalna narracją żydowską. W ten sposób naturalną ludzką niechęć do tych, którzy zaprzeczali oczywistym faktom – a takim był wprowadzany w życie plan ludobójstwa Żydów – można było przenieść na tych, którzy podważali oficjalne dane o liczbie ofiar lub podawali inny kontekst w jakim doszło do zbrodni, na przykład zwracając uwagę na to, że była ona jedną z wielu popełnionych podczas ostatniej wojny.
[—]
=========================
Pozostało 76% tekstu
[Ależ oczywiście nigdy nie dam paru złotych tym [pismakom? łobuzum? No nie, piszą słusznie. Ale to zachęcanie do płacenia – żałosne. M. Dakowski]
Chłopcy ze spółdzielni „ Okienko”, gdy już doszli do rozumu i przestali uważać swoją spółdzielnię za pępek świata, zastanawiali się często kto właściwie, za czasów komuny, był ich oficerem prowadzącym. Niektórzy podejrzewali o to prezesa. Raczej niesłusznie. Po pierwsze został w polityce szybko odsunięty na boczny tor podczas gdy Chyży nieustannie konsumował korzyści uzyskane nie wiadomo właściwie – szczególnie początkowo – za co. Po drugie było widać, że posiadana wiedza prezesowi ciąży. Prezes musiał wiedzieć dużo, zapewne zbyt dużo. Ktoś kto wie zbyt wiele, ale nie daje się kupić, nadaje się zarówno w gangu jak i w polityce tylko do odstrzału. I faktycznie prezes ginie potem tragicznie w powszechnie znanej katastrofie.
Chłopcy byli wręcz rozczulający w swojej naiwności. Twierdzili, że, o ile spełnione są odpowiednie warunki, to w życiu, w sztucę i w polityce wygrywa zawsze najlepszy. Te warunki to oczywiście liberalna demokracja. Powoływali się przy tym na rozumianą opacznie teorię krążenia elit niejakiego Vilfreda Pareta. W ich przekonaniu lepsza elita zastępowała zawsze tę gorszą. Nie zadawali sobie pytania „ Dla kogo lepsza?”. Nie rozumieli że ta „ lepsza” w sensie Pareta elita, to elita bardziej drapieżna, bardziej zdeterminowana, przez to bardziej skuteczna w przejmowaniu władzy i najczęściej bardziej szkodliwa dla społeczeństwa.
Z właściwą sobie naiwnością twierdzili również, że prawdziwa sztuka to ta, która przeszła próbę czasu. Nie rozumieli roli umowy społecznej, która nadaje wartość zarówna dziełu sztuki jak i walucie. Nie rozumieli skomplikowanych mechanizmów tej umowy. Z przyczyny swej naiwności nie bardzo rozumieli również dlaczego do polityki wszedł z przytupem Chyży, którego uważali za głupka, a wypadł z niej na długo przed swoją śmiercią, odstawiony całkowicie na boczny tor, inteligentny prezes „ Okienka”.
Ciekawe kiedy ujawnione zostaną tak zwane kompromaty dotyczące Chyżego, które niewątpliwie gdzieś są przechowywane. Ciekawe czy faktycznie to on był oficerem prowadzącym za czasów prosperity „ Okienka”.
Ale najtrudniejsze do odgadnięcia jest jakie fakty z życia i działalności Chyżego zdołałyby poruszyć dotknięte powszechną lemingozą polskie społeczeństwo.
C D N
Zbieżność nazwisk i sytuacji jest przypadkowa. W kolejnych odcinkach mojej opowieści poznają państwo losy innych osób pracujących w spółdzielni „Okienko”
AGONIA LOGOSU, czyli widmo braku sensu krąży nad Europą
„Był dzień wiosenny. Ptaki napełniały powietrze świergotem swych pieśni, a ludzie, pochłonięci różnymi obowiązkami, namaszczeni byli świętością męczącego wysiłku. Wszystko pracowało według przeznaczenia: drzewa, planety, rekiny. Jeden tylko był wyjątek – Rozum, Logos-Stwórca! Leżał na drodze w podartym odzieniu. (…) Otępienie z ryjem wieprza roztaczało nad nim swe opiekuńcze skrzydła i rzucało mu tkliwe spojrzenia. Był pijany! Straszliwie pijany! (…) Echo rozbrzmiewało jego słowami bez związku (…).”
I. SYMPTOM ATROFII SENSU: ELOKWENTNI DROBNI CWANIACY NA SZNURKACH
Logos umiera w Europie. To nie Bóg umarł. Można napisać, że Logos został uszkodzony, zraniony, ale tak oględna diagnoza nie oddawałaby ogromu zgorszenia tym, co się dzieje. Dotarł do moich uszu, bo powiedzieć „słuchałem” to zbyt wiele, zbiór zdań, zwany przemówieniem, wystąpieniem czy też może lepiej byłoby powiedzieć: „pieniem”, wypowiedziany przez Premiera dużego, europejskiego kraju, p.Donalda Tuska. Był to bełkot absolutny, jak zawsze i jak zwykle u tego człowieka. Nie on pierwszy jednak i nie on – summa summarum – jest winny. Nie jest winny też tłum, który go tam wyniósł i posadził. Tłum wszak ma to, co mu się zaaplikuje, czyli poglądy wyprodukowane przez mocodawców tego, czy innego figuranta. Winna jest struktura i atmosfera, które umożliwiają utratę logicznego spojrzenia i tworzą okazję dla nieprzepuszczających żadnej okazji. Bełkot Kwaśniewskiego i Wałęsy niczym się nie różnił od tuskowego, oprócz kolorytu subkulturowego. Wcześniej uczył nas tego bełkotu Urban swoimi felietonami. A jeszcze wcześniej bełkotali dziesiątkami lat urzędnicy, funkcjonariusze i poplecznicy przestępczo zorganizowanego tworu o nazwie PRL. Bełkotała cała Wschodnia Europa, ale była to panowanie bełkotu li tylko umowne. Bełkot oficjalny spełniał rolę tylko hasła i odzewu, niezbędnych akcesoriów grup przestępczych, kryptoreligijnych lub grup spiskujacych (w tym przypadku byłby to spisek przeciw prawdzie i ludzkiej naturze).
Duża część zniewolonych narodów zachowała jednak zdrowy zmysł widzenia bezsensu i nieprawości. Oficjalnie wypełniała wymogi ceremonialnego języka, prywatnie natomiast chroniła kryteria sensu. Po kryteria sensu można było sięgnąć też do świata Zachodu. Dziś w Europie trwanie przy sensie jest prawie niemożliwe dla przeciętnego obywatela, gdyż nowomowa, manipulacje światem wartości oraz regulacja celna ruchu informacyjnego pomiędzy państwami europejskimi zostały przejęte przez obowiązujacy model unifikacji europejskiej wprost z praktyk dyktatur demokracji ludowej.
Bełkoczą zawsze ludzie, którzu chcą ukryć swoją niekompetencję albo swoje zamiary, odmienne od deklarowanych. Jest jeszcze trzeci rodzaj bełkotu: bełkot nieświadomych i naiwnych na dole, zmanipulowanych przez tych na górze, czyli bełkot okłamanych, którzy dla swojego spokoju psychicznego racjonalizują swoje wybory, żądze oraz defekty i w efekcie, niepostrzeżenie dla siebie samych, zaczynają posługiwać się alogicznym slangiem sączonym dla nich z góry. Jako dobrze rozpoznana grupa docelowa nieświadomie asymilują skonstruowany dla uwikłania ich – uniwersalny rozpuszczalnik sensu. Trochę bardziej uczenie możemy to nazwać polityczną destrukcją języka i sensu (LTI, nowomowa etc.), lub nowożytną alchemią władzy.
Gdy Urban zamienił pióro na mikrofon rzecznika rządu, przeciętny Polak nie ukrywał obrzydzenia, jednak zarazem nie był w stanie ukryć podziwu dla inteligencji Urbana. I tu zbliżamy się do sedna demokracji. Hodowany przez demokrację typ obywatela, to właśnie elektorat, target Urbanów, Kwaśniewskich, Baumanów. W czasie gdy Urban popierał oprawców – gros społeczeństwa – potępiając treść, wyrażała podziw dla jego intelektu. Oderwanie formy od treści, hypertrofia formy i kamuflujących ozdobników – oto obraz języka prokurentów grup biznesowych, lub cwanych megalomanów marzących o zapisaniu się na kartach dziejów, czyli polityków. Błędne widzenie istoty rozumności – to clou chaosu.
Dla kogoś, kto stoi niżej, ci co są powyżej, są lokalizowalni jako „wielość”, ale już nierozróżnialni. Człowiek z niedowładem funkcji racjonalnych dzieli świat na głupich, inteligentnych, sprytnych, naiwnych oraz tych, o których trudno mu coś powiedzieć. W głowie Kowalskiego, Johnsona czy Schmidta Urban jest pośród tych, co rezydują w nieosiągalnym dla Everymana, nieróżnicowalnym zbiorze inteligentnych, niegłupich, mądrych. W głowie człowieka przeciętnego, człowieka demokratycznego Urban jest obok św.Augustyna, Kołakowskiego, Nietzschego, Geremka etc. Wszystkich on jakoś tam podziwia, za to, co mają, a czego on sam nie posiada, za eksponowaną pozycję społeczną, za ów rzucający się w oczy witz, za sprawność budowania rozległych konstrukcji zdaniowych i za coś, co wydaje się mu logiką, a jest tylko tejże izotopem i złudzeniem. Dokonanie porównania i rozróżnienia odmiennych racji, które stoją za każdą z tych postaci z podsuniętego panteonu, niedosiężnych dla Kowalskiego – przekracza jego możliwości.
Dlatego potrzebuje on podpowiedzi takich jak: błysk obcobrzmiących słówek, jakość krawatu, szyk żony, bądź kochanki oraz liczba celebrytów popierajacych danego pretendenta. Bezczelność Chaosu jako przeciwnika Logosu posunęła się aż do tego, że arkana bezładu wykładane są na uczelniach jako P.R. (public relations). I tak się toczy demokracji światek. I na to zezwalamy, pomstując potem na skutki, na konkretne osoby lub partie, zamiast widzenia przyczyn. I dlatego trzeba osłabiać szkolnictwo, byśmy łatwiej zezwalali na wszystko, czyli na destrukcję logiki i sensu…
II. TYRANIA PRZECIĘTNOŚCI
Dlatego też nie rozdzieram szat nad niewiarygodnym bełkotem Tuska w każdej jego wypowiedzi. Identyczny był „a-sens” każdego ze zdań Kwaśniewskiego. Naród zaś był w zachwycie nad „inteligencją” Olka, co pokazywały skwapliwie sondaże, ankiety uliczne i researche prywatne, które wielu spośród nas robiło wśród rodziny i znajomych.
Dlaczego śmierć Logosu, nie zaś śmierć filozofii? Z wielu powodów. Gdy wakuje zdolność rozpoznawania prawdy na terenie filozofii, bywa, że Logos chroni się w poezji, eseistyce, teatrze, prozie, naukach ścisłych, filmie. Czy znajdziemy go dziś w dziełach Pilcha, Kozyry, Opałki, Pasikowskiego, Wajdy, Baumana? Niestety, dominujący front polskiej sztuki, literatury i humanistyki jest tylko echem prestidigitatorskich i sofistycznych sztuczek rozsiewanych na Zachodzie od dziesiątek lat przez korporacyjne, bezzałogowe aeroplany odgórnych planów i projektów utopijnego, tolerancyjnego i bezproblemowego super-mrowiska. Nie ma ten okazjonalny, lokalny panteon nic wspólnego z poszukiwaniem, odbudową i odzyskiwaniem sensu utraconego na rzecz walki o imperium surowców i o władzę jednej globalnej bez-myśli. Słowackiego papuga i paw narodów okazują się stworzeniami nieśmiertelnymi… I ciągną nas – mniejsza o to, czy świadomie, czy nie – w boschowski kloaczny dół świata kuglarzy.
Przeciętny inteligent bądź intelektualista, dzisiaj jest w stanie udowodnić dowolną tezę. Nikt nie mówi tego jawnie, ale typ i poziom edukacji w cywilizacji powojennej (tak nazywam czas od 1945r.) rodzi formację umysłową człowieka, który dostaje do ręki kilkoro narzędzi (kiepskich firm) i zostaje rzucony w przestrzeń twórcy, klienta lub ofiary darwinowskiego wolnego rynku. Jest to sytuacja rodem z programów popularyzujących umiejętności survivalu. Masz różne narzędzia i przedmioty, słowa, pojęcia i wybrane procedury myślenia i masz je tak zastosować – często wbrew ich przeznaczeniu – by dzięki temu przetrwać. To oducza rzetelności i namysłu. W takiej sytuacji postawiono Logos, mowę, język, rozum i sens. Jego skrawki, jak okruchy andersenowskiego zwierciadła królowej śniegu, walają się po głowach ludzi, którzy próbują do czegóż to lepiej się one nadają: do wbijania gwoździ, obierania ziemniaków, napisania prawa dopuszczającego wybrane formy pedofilii i eutanazji, czy zaszokowania publiczności jakimś dziełkiem o naturze nicości.
Tusk buduje zdania i myśli podobnie jak…Lacan, Derrida, Badiou, Habermas, Kristeva etc., czyli jak gwiazdy europejskich uczelni, koryfeusze współczesnej „zatrutej” (że posłużę się adekwatnym terminem Bohdana Cywińskiego) humanistyki. Tusk jest jak Lacan, Derrida i Badiou, ale na innym poziomie oczywiście. Metoda jednak i cel są tożsame. Przyczyny inwazji takich osobników zainfekowanych złośliwym wirusem sofistyki są także te same. Słaby system odpornościowy rozumu i pewne ściśle określone predyspozycje charakterologiczne predystynowały osobniki takie jak Lacan, Tusk do tego, by wejść w rolę nosicieli non-sensu. W przypadku polityków bycie reprezentantem bez-sensu przekłada się oczywiście na destrukcję niezależności i potęgi organizmów państwowych na czoło których się wpychają oraz na degradacje materialną ich obywateli, ale o nie o tym aspekcie, jako wtórnym, jest ten tekst. Leczenie, jeśli ma się zacząć, musi być przyczynowe a nie objawowe. Czy owe wejścia w rolę rozsadników sensu w przypadku takich postaci jak Tusk, Lacan dokonywały się świadomie, czy też nieświadomie, to temat na habilitacje dla uczonych popleczników każdego status quo a dla linii obecnego wywodu całkowicie obojętny.
III. MOWA SPRYTU I KUPCÓW czyli OKUPACJA BASTYLII SENSU PRZEZ TRZECI STAN
Początek owego nurtu irracjonalizmu – bo tak, koniec końców, trzeba go nazwać – nie narodził się ani po drugiej wojnie, ani wraz z pierwszymi pracami językoznawczymi Stalina, ani nawet wraz z pełnymi sprzeczności i niedomyślanymi w żadnym aspekcie do końca – aforyzmami Nietzschego. Zdaniem nielicznych już niezależnych i racjonalnych badaczy i myślicieli, inicjacja destrukcji sensu w Europie zaczęła swój postęp wraz z naruszeniem integralności i podważeniem podstaw europejskiego Universum Christianum. Czy ulokujemy czasowo owe „zarodki zła na wyżynach” w okolicach Sigera z Brabancji (XIII w.), czy też raczej w czasach takich „intelektualistów” jak Wolter czy Condorcet – to już szczegóły. Był to rozpad, wtedy nieunkniony, tak jak dziś nieunikniona i powszechnie oczekiwana jest rekonstrukcja tego, co „się” rozbiło wówczas, a co musi zjednoczyć się, lecz już na wyższym poziomie niż ten, na którym egzystowała utracona wtedy jedność sacrum z profanum.
Mowa s p r y t u to mowa ze sparaliżowanym Logosem.
Ciągi gramatyczne operujące kilkoma rzeczownikami abstrakcyjnymi, najczęściej wbrew ich zwykłemu zastosowaniu oraz mnóstwem synonimów mających stworzyć słowną zasłonę dymną, efektownie brzmiącą i nadać „mowom” wymaganą objętość. Nastrzyk objętości i wypełniacze sojowe. Oczywiście wszystkie konferencje prasowe, oświadczenia, odpowiedzi na interpelacje poselskie, artykuły redakcyjne itp. są też tylko ubraniem kilku słów w kreacje maskujące pustkę, ignorację oraz ukryte intencje i faktyczne centra decyzyjne słownictwem ze słownika wyrazów obcych. Do fabrykowania, „pisania”, „tworzenia”, „improwizowania” tego typu poprawnych gramatycznie konstrukcji znaczących, mogących wywierać duże wrażenie w świecie polityki bądź nauki – wystarcza prosty program komputerowy, który jest w stanie generować ich nieskończone ilości. Takie programy już powstały.
IV. UMIERANIE LOGOSU
Kto ma zacząć naprawiać zdewastowany sens? Kto ma to zrobić? Pani Beata? Beata habilitująca się pracą “Ewolucja myślowa Baumana”? Pani Beata będąca ulubionym wykładowcą wielu studentów i studentek filozofii i tym samym duplikująca, reprodukująca swoją półumysłowość? Czy też pan Andrzej nauczający propedeutyki filozofii w jednym z najbardziej renomowanych liceów w Polsce? Pan Andrzej przeżywający zachwyt nad technikami piarowskimi starożytnych sofistów i starajacy się o unijny grant na ich badanie? Pan Andrzej pełen nieufności do filozoficznej pewności Platona i uwielbiający wielkoświatową atmosferę sympozjów i konferencji poświęconych postpolityce? Przeciwko komu więc protestujemy, zapytać się można w duchu Gogola? Może być tak, że protestujemy przeciwko temu, co w innym swym aspekcie nas…fascynuje. Swoją krytyczna postawę wobec rzeczywistości musimy uzupełnić o pierwiastek samooglądu…
Procesy ewolucji i inwolucji w przestrzeni cywilizacji zachodzą bardzo powoli, acz nieubłaganie. Kwestia jest inna: dlaczego cywilizacja wypracowała niewystarczające mechanizmy obronne, czyli kto, jakie warstwy, środowiska (filozofowie, wspólnota universitas, duchowni, literaci, politycy) miały tę funkcję pełnić i dlaczego od kilkudziesięciu lat przestały praktycznie w ogóle ją sprawować.
Dopóki refleksja europejska nie odpowie sobie na to, wciąż jeszcze niezadane, pytanie, albo przynajmniej nie zacznie odpowiedzi poszukiwać, dopóty siekiera będzie coraz mocniej przykładana do drzewa sensu. Czy oznakami rodzenia się owej nowej, wielkiej, refleksji rewizjonistycznej wobec doktryn panujących siłą inercji i łatwości na uniwersytetach, w prasie, parlamentach i w głowach mediokratycznie zarządzanych politycznych kibiców, doktryn będących niczym innym jak sofistycznymi zlepkami naiwnie humanizujących ideologii, czy tym zwiastunem są myśli Colliego, Voegelina, Negriego, Agambena – to już temat całkiem inny.
Póki co, żyjemy w świecie cyborgów umysłowych bądź żonglerów. Mechanicyzacja procesów myślenia ewokuje sztukmistrzostwo. Króluje w polityce i naukach humanistycznych tekst mechaniczny, sztuczny, pozorowanie sensu, tekst dekoracyjny, użytkowy, którego jedynym celem jest linia obrony, racjonalizacja status quo autora w otoczce fajerwerków werbalnych. Metodą zaś owych peregrynacji umysłowych jest dekonstrukcja wszelkich tradycyjnie przyjętych związków frazeologicznych oraz trick łączenia, kojarzenia wszystkiego ze wszystkim. Linia obrony, pojęcie trafnie ustanawiające punkt odniesienia w świecie chwytów retorycznych i sądowych mów obrończych – jest tym, co reprezentantom władzy zastępuje klopotliwość i wysiłek podjęcia dialogu ze społeczeństwem i opozycją. W okaleczonym świecie dyskursu na miejscu rozmowy, dialogu i synergii poszczególnych, indywidualnych Logosów – mamy najczęściej butny monolog kpiarza i kuglarza.
Powiedzieć, że nie mamy tu do czynienia z badaniem, myśleniem, dyskusją, refleksją i dlatego nie ma tam Logosu – jest to powiedzieć za mało i nieprecyzyjnie. Teksty polityczne i manifesty nie muszą dyskutować problemu, a mimo to widać w nich brak Logosu.
Chorobą w tego typu tekstach nie jest brak dyskusji wewnętrznej lub otwarcia na dyskusję zewnętrzną, lecz niespełnienie warunków wstępnych do jej w ogóle rozpoczęcia: nieprzestrzeganie praw logiki. Logos tknięty jest chorobą bardziej źródłowo, u korzeni. Arystoteles nieprzypadkowo w pierwszym traktacie filozofii spekulatywnej, czyli w „Metafizyce”, poświęcił tyle miejsca refutacji poglądów destruktorów logicznych zasad sprzeczności i wyłączonego środka. Poglądów wygłaszanych przez Protagorasa, patrona współczesnej humanistyczno-tolerancyjnej nowomowy, który wraz z programami nauczania trafił pod strzechy gminnych szkół. Żeby wyłuszczyć jednak owe defekty logiki i epistemologii skryte w fundamentach takich dzieł, mów, stwierdzeń, haseł potrzeba rozumu klarownego. „Modne bzdury” Sokala i Bricmonta, „Myśl Nowej Lewicy” Scrutona, „Rozum i rzeczy” Gellnera – to dzieła bardzo ważne, swego rodzaju szczepionki na inwazję hochsztaplerów intelektualnych, ale wciąż jeszcze osamotnione i nie do końca zrozumiane w swych alarmistycznych konkluzjach. Dziś potrzeba rozumu, że się tak wyrażę, „antypostmodernistycznego” radykalnie i dogłębnie. Przemawiającego za pomocą najprzeróżniejszych form i środków wyrazu i przekazu. W przeciwnym wypadku Logos, w podartym odzieniu, wyrzucający z siebie potoki słów bez związku, powiązanych tylko prawidlowością gramatyczną, dokona żywota utaplany w błocie na jednej z dróg. Na naszej drodze…
V. ROZANIELONY GOLEM ZRZEKA SIĘ ŻYCIA
Drugim symptomem i zarazem przyczyną atrofii sensu jest konstrukcja natury ludzkiej na wzór człowieka przeciętnego. Konstrukcja natury ludzkiej, jej składowe, ich hierarchia i definicja gra zasadniczą rolę w utrzymaniu bądź utracie zdrowia cywilizacji i kultury, gdyż warunkuje konstrukcje takich, a nie innych, sposobów realizacji marzeń, aspiracji i celów ustalanych, preferowanych, umożliwianych bądź poddawanych ostracyzmowi przez czynniki rządowe w poszczególnych państwach. Chcesz zniszczyć lub zdobyć dane miasto lub państwo, podmień jego idee przewodnie, a samo podda się tobie – jak to mądrze rzekł kiedyś Hegel.
Gdy jesteś u władzy – skonstruuj taki model duszy i natury ludzkiej, który zagwarantuje ci wieczne panowanie. Następnie przeforsuj ów model jako dominujący, przy pomocy kilku uczelni i talii grantów naukowo go uzasadnij, poczym wciel w struktury społeczne, w kształt instytucji i w sposób egzekwowania prawa, w model szkolnictwa, uprawianej nauki i tworzonej sztuki – a władzy twojej nikt nie zagrozi.
Oto, jak kabalista, stworzyłeś Golema, sztucznego człowieka z gliny. Śrubkę w maszynie. Głos w urnie. Pył w urnie. I on rusza się, wygląda jakby żył, kupuje co chcesz i tam, gdzie go skierujesz, a co jakiś czas głosuje na ciebie i plotkuje o twojej rodzinie lub ją oklaskuje prezentującą się na scenie wielkich weekendowych tv-show. Chcąc nie chcąc i niezauważalnie dla samych siebie staliśmy się wyznawcami i gwarantami panowania sprytnych kabalistów, na rzecz których zrzeklismy się życia i dostępu do prawdy.
VI. NIEWOLNICTWO NAJNOWSZEJ GENERACJI – DOBROWOLNE
Postawa sofisty (bądź sceptyka) jest zwykłym samookreśleniem człowieka średnio inteligentnego. Dlatego sofista jest królem agor i mediów jako swój wśród swoich. Postawa sofisty i sceptyka jest samookreśleniem rozumu praktycznego, rozumu subiektywnego, rozumu skutecznego czy wreszcie „rozumu sprytnego” lub „asymilatywnego”.
Idee przewodnie nie mogą być wytworem ludzi przeciętnie inteligentnych. Kierunek i model biegu i rozwoju cywilizacji to sprawy zbyt poważne, by złożyć je w ręce tych, którym się pali do takich funkcji lub którzy są na nie wpychani rękoma skrytych w cieniu „Kruppów”. Przeciętność i spryt – to dwa bóstwa współczesnej chorej, umierającej logosfery. Póki ich uzurpacje nie zostaną obnażone i…zdekonstruowane, póty coraz więcej będzie chorych państw, rodzin i jednostek. Albowiem nie wydadzą zdrowych owoców chore i nieodpowiedzialne struktury i dogmaty posługujące się gabinetowo-wiecową kabalistyką. Życie i Prawda są za mocne, by przegrać walkę z uzurpacją mechanizmu i sprytu. Życie i Prawda stworzyły ten świat i zawartą w nim możliwość odstąpienia od sensu. Teraz tylko muszą przyjść po swoje. Wbrew zadziwieniu głupców, którzy zbyt zadomowili się w przestrzeni umierania Logosu. I przyjdą po swoje.
To nie Bóg umarł, tylko obumierający w człowieku Logos utracił zdolność Jego odczuwania a tym samym umiejętność wcielania harmonii w świat materii, oddając pole tym, którzy najbardzej rwali się do „sprawowania” władzy. I te oto marionetki bez-sensu i dysproporcji zgotowały nam tak absurdalny świat, jaki mamy. Harmonia nie wróci a widmo chaosu nie przestanie krążyć, jeśli w pierwszym rzędzie nie ujrzymy, że Logos jest uwięziony i umiera. Zobaczenie tego, to pierwszy krok. Pozaparlamentarny…
… na podstawach wolności, sprawiedliwości i pokoju
Deklaracja niepodległości Izraela (hebr. הכרזת העצמאות, Ha-Chrazat Ha-Acma’ut lub מגילת העצמאות, Megilat Ha-Acma’ut) – akt prawny ogłoszony w dniu 14 maja 1948 (5 ijar 5708) w Tel Awiwie, głoszący powstanie na części terytorium byłego brytyjskiego Mandatu Palestyny nowego niepodległego państwa Izrael. Deklaracja została ogłoszona i odczytana przez Dawida Ben-Guriona podczas proklamacji niepodległości Izraela. Deklaracja niepodległości Izraela
Tekst Deklaracji
Naród żydowski powstawał w Ziemi Izraela. Tutaj ukształtowała się jego duchowa, religijna i państwowa tożsamość. Tutaj po raz pierwszy stworzył on państwo. Tutaj stworzył skarby kultury ogólnoludzkiej i przekazał całemu światu wieczną Księgę nad księgami.
Kierowani tym historycznym i tradycyjnym przywiązaniem, Żydzi w każdym pokoleniu dążyli do tego, by powrócić do swojej dawnej ojczyzny. W ostatnich dekadach zaczęli powracać masowo. Pionierzy [mapilim] i obrońcy, spowodowali, że zakwitła pustynia, przywrócili do życia język hebrajski, zbudowali wsie i miasta, stworzyli kwitnącą społeczność, która kontroluje swoją ekonomię i kulturę. Zbudowali społeczność, która kocha pokój, ale wie, jak się bronić. Która przynosi innym błogosławieństwo postępu i pragnie niezależnego bytu narodowego.
…
Ogłaszamy, że z chwilą wygaśnięcia mandatu w dniu dzisiejszym, wieczorem 6 ijar 5708 (15 maja 1948), do ustanowienia wybranych w zgodzie z konstytucją przyjętą do dnia 1 października 1948 władz państwa, Rada Narodowa pełnić będzie funkcję Tymczasowej Rady Państwa, a jej organ wykonawczy, Rząd Narodowy, będzie Tymczasowym Rządem Państwa Żydowskiego, zwanego Izraelem.
Państwo Izrael otwarte będzie dla żydowskiej imigracji z Diaspory i będzie wspierać rozwój kraju dla pożytku wszystkich jego mieszkańców. Zbudowane będzie na podstawach wolności, sprawiedliwości i pokoju – tak jak je widzieli prorocy Izraela. Państwo żydowskie zapewni wszystkim swoim mieszkańcom równość społeczną i polityczne prawa niezależnie od wyznania, rasy i płci. Gwarantować będzie wolność wyznania, sumienia, słowa, edukacji i kultury. Chronić będzie miejsca święte wszystkich religii i będzie postępować zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych.
Wzywamy – w samym centrum wymierzonej w nas napaści – arabskich mieszkańców Państwa Izrael do zachowania pokoju i współpracy w tworzeniu państwa na podstawie pełnego i równego obywatelstwa i należnej reprezentacji w jego tymczasowych i trwałych instytucjach.
Wyciągamy przyjazną dłoń do wszystkich sąsiadujących z nami państw i ich narodów oferując pokój i zgodne sąsiedztwo. Zwracamy się z wezwaniem do ustanowienia więzów współpracy z niezależnym narodem żydowskim zamieszkałym na swojej ziemi. Państwo Izrael gotowe jest wziąć udział we wspólnym wysiłku rozwoju całego Bliskiego Wschodu.
„Zrujnowane miasta i wsie, poranieni ludzie, ciała zabitych i strach ocalałych: strumień takich obrazów płynących z Gazy nie ma końca. Ale w internecie są też inne nagrania: te, które izraelscy żołnierze sami tam wrzucają, na TikToku albo platformie X (dawnym Twitterze)”. „Wysadziliśmy całą wieś. Niezłe szaleństwo!”
O „zniszczeniu” mówił też np. niedawno w wywiadzie radiowym jeden z oficerów 188. Brygady Pancernej: „Musimy dopilnować, żeby wszędzie tam, gdzie siły zbrojne wkraczają w Gazie, następowało zniszczenie. Ni mniej, ni więcej. Tam, gdzie był 74. batalion, działo się właśnie to. Gdziekolwiek byliśmy, zostawał piasek”.
A wszytsko to „w imię miłości na własnych warunkach”, pojmowanej jak bądź.
Your browser does not support the video tag. Your browser does not support the video tag.
Jeszcze Polska nie zginęła. Isten, áldd meg a magyart. يا رب احفظ الفلسطينيين.
Oj nie tak miało być, nie tak!
Mija 20 lat od anszlusu naszej Ojczyzny do czwartego rajchu * Przez ten okres udało nam się rozwiązać wszysktie problemy: spłacić długi, zażegnać kryzys demograficzny, odzyskać suwerenność monetarną, odbudować przemysł ciężki, lekki, farmaceutyczny, uzyskać nadwyżki w ZUS, a po ulicach jeździ już milion ałtów (pisownia celowa) elektrycznych, które same ładują się bezprzewodowo podczas jazdy (to polski wynalazek). Każdy ma już willę z basenem albo przynajmniej dwa mieszkania i bungalowa, a banki pękają w szwach i dyskach od oszczędności zgromadzonych tam przez Polaków. W OFE też ;-( Dobrobyt do polskich domów i mieszkań wlewa się już natomiast nie tylko przez okna i drzwi, ale przebija się z niespotykaną wręcz nachalnością przez każdą szczelinę/czerpnię/klimatyzację/ pompę ciepła i dobrobytu. Oto dowód: https://gospodarka.dziennik.pl/artykuly/9499836,ludnosc-polski-gus-podal-najnowsze-dane.html
****
Chiny wbijają klin między „przodującą demokrację” a UE * 5 maja rozpocznie się podróż przywódcy Chin Xi Jinping’a do Europy. Odwiedzi on Francję, Serbię i Węgry – państwa zabiegające o chińskie inwestycje. Jednak niektórzy martwią się, że przwodniczący Xi będzie przekonywał, że Chiny mają Europie do zaoferowania więcej niż „przodująca demokracja”,a sama wizyta to próba wbicia klina między nie. Co więcej okazuje się, że unijni dyplomaci zastanawiają się nad wprowadzeniem kolejnych ograniczeń dla chińskich firm w odwecie za wspieranie Rosji. * Oto link do artykułu: https://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/9499584,bloomberg-przywodca-chin-sprobuje-wbic-klin-miedzy-ue-i-usa.html * Panie Xi, życzę żeby ten klin się Panu wbić udało i żeby Europa i Chiny zostały dzięki niemu odcięte od nienażartych pośredników zza oceanu, ich marż i kolorowych rewolucji. * Panie Blómberkovitz, zapraszam do… Mentis Hospitium. Serdecznie 🙂
***** Również w Suomi jest coraz… „dobrzej”
Dzięki anszlusowi do czwartego rajchu, pozbyciu się własnej waluty, wejsciu do strefy Euro, nałożeniu sankcji na Federację Rosyjską oraz po widowiskowym byciu zrobioną w członka NATO także w Suomi odnotowuje się „postępy”:
– wzrośnie podstawowa stawka VAT z 24 do 25,5 % – książki i leki zostaną przeniesione z grupy 10% VAT do grupy 14% – wydłuży się maksymalny ustawowy czas oczekiwania na leczenie z robiących wrażenie dwóch tygodni (można?) na… trzy miesiące.
Czyli pięknie wszystko rośnie! No dobra – jest też jeden spadek: podatku na piwo. I od razu wiadomo o co chodzi.
Tymczasem w Palestynie * Na granicy izraelsko – palestyńskiej pojawiła się grupa osób chcących dostarczyć żywność dla głodujących w Strefie Gazy. W grupie tej było siedmioro rabinów i amerykańska pisarka. Jak skończyła się sprawa? Wszystkich aresztowano. Oto fragment wypowiedzi jednej z aresztowanych – rabin Alissy Wise dla „Democracy Now!” na temat tego jak traktowani są Palestyńczycy:
Wracamy do Skandynawii * I co my tu mamy? Wzrost zachorowań na… małpią ospę. Na razie 10 osób. Lokalne władze badają sprawę. Przyczyna wzrostu ilości zachorowań nie jest znana, ale infekcja dotknęła mężczyzn głównie o orientacji homoseksualnej. Oczywiście pojawił się także apel o szczepienia, bo nie widzę inaczej. * https://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/9499845,w-sztokholmie-wybuchlo-ognisko-rzadkiej-choroby-niezwykle-duza-liczb.html * Ja NATOmiast podejrzewam, że i Szwecja zaznaje już „korzyści” z tego, że zrobiono ją w członka SPA, bo jeśli „przodująca demokracja” w ramach „badań” nie żałowała sobie stosowania rozamitych paskudztw na ludziach na całym świecie (w tym także i na własnych obywatelach), to dlaczego nagle Szwedów mieliby potraktować inaczej jeśli ci sami (?) się tak nadstawili. Ciekawe co im dolegało, że tak postąpili? Coś na umyśle? * Tym nawiązujacym do nazwy cyklu „Mentis Hospitium” pytaniem kończę wpis stanowiący jego drugą część. A Szanownym Czytelnikom życzę dużo zdrowia w tym… zwariowanym świecie.
Upadek Amerykańskiego Imperium, którego jesteśmy obecnie świadkami, w naturalny sposób, skłania do porównań z nie tak odległym czasem rozpadu Związku Radzieckiego.
Jak bardzo krytycznie by się nie odnosić do okresu komunistycznej okupacji Polski (PRL), nie można nie zauważyć faktu powściągliwego postępowania sowieckich bonzów w okresie upadku ZSRR. Zebrali się oni w Białowieży, gdzie uzgodnili podział łupów z rozpadającego się imperium, po czym spokojnie rozjechali się do domów w celu jak najszybszej „konsumpcji” przeznaczonych dlań „dóbr”.
Nie wygrażali światu, nie rozpętywali nowych konfliktów, nie grozili wojną nuklearną, choć mogliby wielokrotnie zniszczyć Ziemię posiadanym arsenałem jądrowym. Wycofali swe wojska z okupowanej części Europy, bez ekscesów, gwałtów i przemocy.
Niestety nie można tego samego powiedzieć o konkurencyjnym odłamie bolszewickim, trockistach, którzy dzierżą władzę w Waszyngtonie, Brukseli i innych zachodnich metropoliach.
W patologiczny sposób trzymają się swej iluzji globalnej władzy, grożąc wszystkim, stawiając żądania i rozpętując coraz to nowe konflikty zbrojne.
Podczas niedawnej wizyty w Chinach, o czym pisałem w niedawnym artykule zatytułowanym „Marsz obłąkańców ku zagładzie”, amerykański sekretarz stanu Blinken zażądał od Chińczyków, zaprzestania współpracy z Rosją, uznania Tajwanu, który jest de iure częścią ChRL, za suwerenne państwo i zmniejszenia chińskiej produkcji przemysłowej w celu wsparcia amerykańskiej gospodarki. Gospodarze z lodowatą grzecznością poradzili jedynie Amerykanom by zaprzestali wtrącać się w wewnętrzne sprawy innych państw. A cała wizyta , przedstawiona w szczegółach na tym video:
https://youtu.be/j0FqTKJXq90
przebiegała w napiętej i wrogiej atmosferze.
Amerykanie nie cofają się nawet przed groźbą użycia broni nuklearnej i ze swą zwykłą szatańską przewrotnością oskarżając o to Rosje.
W czasie maksymalnego napięcia pomiędzy ZSRR i USA, kiedy zbrojenia nuklearne sięgały szczytu, nie wyzbyci jeszcze poczytalności Amerykanie zastosowali wspólnie z ZSRR doktrynę tzw. „Mutual Assured Destruction” (https://www.britannica.com/topic/mutual-assured-destruction), w skrócie MAD, co po angielsku znaczy „szalony”. W ten sposób obopólnie zaakceptowali oczywisty fakt niemożności wygrania wojny jądrowej przez NIKOGO. Akceptacja tego, uratowała świat przed zagładą i zapoczątkowała proces kontroli zbrojeń.
Niestety niepoczytalni trockiści, który dzierżą obecnie władzę absolutną w Waszyngtonie, nie są w stanie, lub nie chcą, pojąć tej oczywistości. Dlatego też polecili swoim namiestnikom administrującym obecnie III RP, zainstalowanie broni jądrowej na naszym terytorium.
Przy czym procedura wdrażania wszelkich poleceń hegemona w stosunku do wasala jest jedna standardowa:
1. Namiestnik wasalnego terytorium zostaje poinformowany w cztery oczy o co ma uniżenie prosić Waszyngton.
2. Po jakimś czasie wasal uniżenie zwraca się z powyższą oficjalną prośbą do hegemona.
3. W odpowiedzi na tą prośbę, przedstawiciel hegemona ( w tym konkretnym przypadku sekretarz NATO Stoltenberg), krygując się jak brzydka panna na wydaniu po oświadczynach, stwierdza że „nie ma takich planów”. Hegemon musi bowiem publicznie zademonstrować społeczności wasala, jak wielką mu łaskę wyrządzi.
4. Po niedługim czasie projekt zostaje wdrożony zgodnie z zaplanowanym harmonogramem.
O potencjalnych konsekwencjach realizacji tego projektu, również pisałem w niedawnym artykule: „Globalistyczne plany użycia broni jądrowej”, więc nie będę się powtarzał.
Jan Rybski – Komentarz: Jeśli ktokolwiek po lekturze poniższego artykułu nadal będzie naiwnie myślał, że koncerny farmaceutyczne pracują usilnie nad ratowaniem ludzkiego zdrowia i życia, temu już nikt i nic pomóc nie może. Big-Pharma to największy zbrodniczy kartel w historii ludzkości, powstały dla organizacji i przeprowadzenia zbrodni ludobójstwa na skalę globalną, który korzeniami sięga Niemiec hitlerowskich i ich głównego sponsora, powstałego w 1925 roku żydowsko-niemieckiego koncernu IG Farben (w strukturach którego produkowano m. in. Cyklon B), zlikwidowanego ostatecznie w 2012 roku (!!!). Perfidny i podstępny paradoks ich działania polega na tym, że zbrodni tej dokonują za nasze pieniądze, jako podatników i konsumentów, którzy raz, jako podatnicy, pozwalają swoim rządom na refundację zbrodniczych w zamiarze i działaniu wyprodukowanych przez siebie specyfików, preparatów i terapii, i dwa, sprzedają je nam, jako konsumentom, za nasze ciężko zapracowane pieniądze, tworząc
==========================================
Pfizer podobno zataił przed FDA i Health Canada obecność DNA związanego z rakiem w szczepionkach przeciwko COVID-19
Zgodnie z informacjami ujawnionymi przez Epoch Times, Pfizer celowo nie poinformował organów regulujących leki, w tym Health Canada, amerykańskiej FDA i Europejskiej Agencji Leków, że w ich eksperymentalnym zastrzyku COVID znajdował się związany z rakiem wzmacniacz DNA – SV40.
(LifeSiteNews) – Gigant farmaceutyczny Pfizer podobno „zdecydował się nie informować” Health Canada, U.S. Food and Drug Administration i innych agencji regulacyjnych, że sekwencja DNA wirusa polio Simian Virus 40 (SV40) związana z rakiem znajdowała się w ich szeroko rozpowszechnionej szczepionce COVID-19.
Według informacji uzyskanej 23. kwietnia przez Epoch Times, Pfizer celowo nie poinformował organów regulacyjnych ds. leków, w tym Health Canada, U.S. Food and Drugs Administration i European Medicines Agency, że SV40 był obecny w ich eksperymentalnym zastrzyku COVID.
„Rozumiem, że w CBER [Center for Biologics Evaluation and Research] odbyły się wewnętrzne dyskusje dotyczące obecności sekwencji wzmacniacza/promotora SV40, zauważając, że jego obecność nie jest związana z celem plazmidu firmy Pfizer jako szablonu transkrypcji dla ich szczepionki mRNA COVID-19” – napisał dr Dean Smith, starszy ewaluator naukowy w Health Canada’s Vaccine Quality Division, w e-mailu do kolegi z FDA na temat SV40.
Sierpniowy e-mail został uzyskany na podstawie wniosku o dostęp do informacji złożonego przez Epoch Times.
„Pfizer przekazał nam ostatnio, że najwyraźniej zdecydował się nie wspominać EMA, FDA lub HC o tych informacjach w czasie ich początkowych lub późniejszych zgłoszeń” – dodał.
Smith zauważył, że Kevin McKernan, mikrobiolog i były badacz oraz lider zespołu w projekcie MIT Human Genome, a także dr Phillip J. Buckhaults, który jest profesorem genomiki nowotworów, a także dyrektorem Cancer Genetics Lab na Uniwersytecie Południowej Karoliny, publicznie podnieśli kwestie obecności SV40 w szczepionkach.
Podczas gdy Health Canada początkowo powiedziała Kanadyjczykom, że nie była świadoma obecności wzmacniacza SV40, agencja od tego czasu potwierdza obecność sekwencji DNA powiązanej z małpą, o której wiadomo, że powoduje raka, gdy była stosowana w starych szczepionkach przeciwko polio.
Wirus SV40 jest wykorzystywany do wzmocnienia transkrypcji genów podczas wykonywania zastrzyków. Został on powiązany z rozprzestrzenianiem się nowotworów turbo u osób, które były narażone na działanie wirusa poprzez skażone zastrzyki.
Według badania z 2002 roku opublikowanego w Lancet istnieją dowody łączące starsze szczepionki przeciwko polio, które zawierały zanieczyszczenia SV40, z niektórymi formami raka.
Szczepionki przeciwko polio z późnych lat 50-tych i wczesnych 60-tych były skażone wirusem SV40, po tym, jak odkryto, że wirus ten był obecny w komórkach nerek małp, których twórcy szczepionek używali do tworzenia zastrzyków.
Autorzy badania z 2002 roku twierdzą, że skażona SV40 szczepionka przeciwko polio mogła spowodować nawet połowę z 55 000 przypadków chłoniaka nieziarniczego diagnozowanych każdego roku.
SV40, według nieżyjącego już twórcy szczepionek dr Maurice’a Hillemana, został umieszczony w szczepionce przeciwko polio, a następnie w szczepionce przeciwko HIV przez firmę Big Pharma Merck rzekomo nieumyślnie.
Niestety, nie jest to pierwszy dowód na to, że Pfizer ukrywał obecność SV40 przed organami regulacyjnymi ds. leków.
Według dr Janci Lindsay, która pracuje jako dyrektor ds. toksykologii i biologii molekularnej w Toxicology Support Services, Pfizer nie ujawnił obecności „promotorów” SV40 zarówno Health Canada, jak i amerykańskiej Agencji Żywności i Leków, a także Europejskiej Agencji Leków.
Powiedziała, jak donosi The Epoch Times, że firma farmaceutyczna je „ukryła”.
„Nie chodzi więc tylko o fakt, że tam są, ale o to, że zostały celowo ukryte przed organami regulacyjnymi” – zauważyła.
Wiadomość o celowym zatajaniu informacji przez firmę Pfizer pojawia się w momencie, gdy niekorzystne skutki pierwszej rundy szczepień przeciwko COVID spowodowały, że coraz więcej Kanadyjczyków złożyło wnioski o odszkodowanie finansowe za rzekome obrażenia spowodowane szczepionkami za pośrednictwem Kanadyjskiego Programu Szczepień (VISP).
Do tej pory VISP wypłaciło ponad $6 mln euro na rzecz osób poszkodowanych w wyniku zastrzyków COVID, przy czym do uregulowania pozostało około 2 000 roszczeń.
Dodatkowo ostatnie badania korelacji przeprowadzone przez badaczy z Kanady w interesie publicznym wykazały, że 17 krajów znalazło „zdecydowany związek przyczynowy” między szczytami śmiertelności z jakiejkolwiek przyczyny a szybkim wprowadzeniem szczepionek przeciwko COVID-19 oraz ich „boosterów”.
--
Jan Rybski
Inicjator-Założyciel
Inicjatywa na Rzecz Nowej Polski "BASTA!"
W międzyczasie sytuacja stała się jeszcze gorsza. Unia, dziś już jawnie antyeuropejska i jawnie antypolska otwarcie nazywana przez niektórych eurokołchozem stała się agendą globalistów budujących kolejny i zgodnie z zapowiedzią najbardziej satanistyczny, a tym samym najbardziej niszczący ludzki świat–totalitaryzm.
Władimir Bukowski (ur. 1942; zm. 2019).Pisarz, publicysta, więzień polityczny. Urodził się w rodzinie o polskich korzeniach, był prawnukiem polskiego oficera wziętego przez Rosjan do niewoli w bitwie pod Ostrołęką (1831) i zesłanego na Syberię – od 18 roku życia aktywny działacz antykomunistycznej opozycji.
fot. Rob C. Croes (ANEFO) – GaHetNa (Nationaal Archief NL) /pfafere/
„W 1963 roku po raz pierwszy aresztowany i skazany za “antysowiecką propagandę”. Po ekspertyzie uznany za niepoczytalnego, skierowany do leningradzkiego szpitala psychiatrycznego, gdzie spędził 15 miesięcy. Ponownie aresztowany w 1965 roku za organizowanie manifestacji w obronie uwięzionych opozycjonistów. W 1967 roku znów aresztowany i skazany na trzy lata więzienia za działalność opozycyjną. Zwolniony w 1970 roku. W 1971 roku wysłał na zachód pierwszy raport o nadużywaniu psychiatrii w Związku Sowieckim do celów politycznych. Za tę akcję kolejny raz trafił do więzienia, tym razem z siedmioletnim wyrokiem. W 1976 roku znalazł się na Zachodzie na skutek umowy między Augusto Pinochetem a Leonidem Breżniewem. Wymieniono go na sekretarza Chilijskiej Partii Komunistycznej…” /lubimyczytac.pl/
Bukowski: Unia Europejska jak Związek Sowiecki
Przypomina mi to stary dowcip, jeszcze z czasów sowieckich, o dwóch statkach, z których jeden, pełen emigrantów ze Związku Radzieckiego płynie w stronę Zachodu, drugi, pełen emigrantów z Zachodu płynie w stronę Związku Radzieckiego… Oba statki spotykają się na środku morza, a ludzie na nich są bardzo zdziwieni, patrzą na siebie jak na idiotów. I rzeczywiście, trudno jest teraz, w krajach Europy Środkowej i Wschodniej wytłumaczyć dlaczego Unia Europejska jest zła, ale ja mam pewną praktykę, bo przez ostatnie dwadzieścia lat tłumaczyłem z kolei na Zachodzie, dlaczego Związek Sowiecki jest zły, co też nie było przyjmowane z dużym aplauzem. Wynikało to przecież z tego, że ludzie na Zachodzie po prostu nie byli w stanie zrozumieć, czym komunizm radziecki jest.
Ale mówienie o tym, dlaczego Unia Europejska jest zła jest teraz zajęciem jeszcze bardziej frustrującym, ponieważ mieszkańcy Europy Środkowej i Wschodniej nie podchodzą do sprawy racjonalnie. Europa jest dla nich przede wszystkim marzeniem. Przez lata wszystko, co było złe płynęło ze Wschodu, natomiast wszystko, co było dobre płynęło z Zachodu. Ludzie w Europie Środkowej i Wschodniej tak się do tego przyzwyczaili, że zbawienia zaczęli szukać tylko na Zachodzie. I zresztą tego typu marzenie było prawdziwe dwadzieścia lat temu. Wtedy nie mieliśmy Unii Europejskiej, tylko mieliśmy europejski wspólny rynek. I oczywiście wspólny wolny rynek był rzeczą dobrą. Gwarantował zlikwidowanie wszystkich barier w przepływie towarów, osób i dewiz, był po prostu unią ekonomiczną. Jeśli byście więc spróbowali wstąpić do Unii dwadzieścia lat temu, przyklasnął bym temu.
Sytuacja zaczęła się zmieniać od połowy lat osiemdziesiątych.
(…) Żeby zobaczyć odpowiedniość obecnych struktur europejskich w stosunku do struktur sowieckich spróbujmy porównać oba systemy…
W jaki sposób Związek Radziecki był rządzony? Był rządzony przez piętnastu, przez nikogo nie wybranych ludzi, którzy przed nikim nie odpowiadali i przez nikogo nie mogli zostać zwolnieni.
W jaki sposób rządzona jest Unia Europejska? Przez 25 ludzi, których nikt nie wybrał, którzy przed nikim nie odpowiadają i którzy przez nikogo nie mogą zostać zwolnieni.
Czym był Związek Sowiecki? Związek Sowiecki był związkiem socjalistycznych republik.
A czym jest Unia Europejska (na początku była to ”Wspólnota Europejska”- przypis red.) od momentu swojego powstania w 1992 roku? Unią socjalistycznych republik.
W jaki sposób Związek Radziecki został stworzony? Przez naciski, przez szantaże, przez siłę, a czasem nawet przez okupację.
Oczywiście Unia Europejska jak dotychczas nie posunęła się do militarnej okupacji, natomiast wszystkie inne stosowane u zarania Związku Sowieckiego metody już były stosowane. Wywierano ekonomiczne naciski na kraje, które nie chciały przystąpić do Unii Europejskiej. Stosuje się niesamowicie silną propagandę, która przypomina mi propagandę sowiecką. Całkiem niedawno, gdy w Irlandii powtarzano referendum w sprawie traktatu nicejskiego, cały kraj został zalepiony lansowanymi przez Unię Europejską plakatami, na którym było napisane, że jeśli nie wybierzecie Unii Europejskiej będziecie mieli głód i nędzę.
W większości krajów przed wstąpieniem do Unii Europejskiej przeprowadza się referendum, tak jak będzie to miało miejsce w Polsce. I oczywiście nie ma niczego złego w pomyśle referendum. To jest stwierdzenie jaka jest wola ludu. Ale Unia Europejska stosuje taką metodę, że przeprowadza te referenda tak często, aż w końcu uzyska taki wynik jakiego zapragnie. To się zdarzyło w Irlandii, to się zdarzyło w Danii. Jeśli tylko wynik tego referendum jest niepomyślny dla Unii Europejskiej, referendum jest powtarzane dotąd, aż wynik będzie prawidłowy. W Szwajcarii było już pięć referendów w sprawie wstąpienia do UE. Pięć razy Szwajcarzy powiedzieli nie Unii Europejskiej. Ale wszyscy dobrze wiemy, że to nie jest koniec. Jednak gdy tylko ten kraj zagłosuje za Unią fala referendów skończy się. Ale jeśli oczywiście ktoś zamarzy, aby przeprowadzić referendum sprawdzające, czy ludzie nadal chcą być w Unii, to na to nie zostanie wyrażona zgoda. I to jest kolejne podobieństwo pomiędzy Związkiem Sowieckim a Unią Europejską.
W ZSRS, w stalinowskiej konstytucji istniał zapis, że każdy kraj ma prawo do wystąpienia ze związku sowieckiego. Oczywiście ten zapis istniał wyłącznie w celach propagandowych i nikt nawet nie mówił o możliwości wystąpienia ich kraju ze Związku Sowieckiego. Dlatego też nie było oczywiście żadnej drogi prawnej do takiego procesu. Ale przynajmniej twórcy stalinowskiej konstytucji czuli się zobligowani, by wstawić paragraf umożliwiający wystąpienie danego kraju ze Związku Sowieckiego. Tymczasem w pierwszym projekcie konstytucji europejskiej, która nadal jest tworzona, takiego zapisu brakuje. W tej chwili toczy się w tej sprawie dyskusja, ale na dzień dzisiejszy niema takiego projektu, który umożliwiałby wystąpienie jakiemuś krajowi z Unii Europejskiej.
Sowiecki system, jak wiecie, był wysoko zbiurokratyzowany, przepisy regulowały niemal każdą dziedzinę życia. Europejski system, system unijny niczym się w tym obszarze nie różni. Także jest bardzo wysoko zbiurokratyzowany. Każdego roku Unia Europejska wydaje setki tysięcy stron różnego rodzaju praw, dekretów, dyrektyw. I te regulacje, podobnie jak to było w Związku Sowieckim, dotyczą niemal każdej dziedziny życia. Mówi się na przykład, że jeśli ogórek ma zły kształt to nie możemy go nazwać ogórkiem. Jeśli kiełbasa ma zbyt wiele tłuszczu, zgodnie z wytycznymi Brukseli, nie może się nazywać kiełbasą. A jeśli jajka są nieco mniejsze od przewidzianych przez Brukselę rozmiarów, nie możecie ich nazywać jajkami. Dochodzi do sytuacji rzeczywiście karykaturalnych. Całkiem niedawno z Unii Europejskiej wypłynęły przepisy, które zobowiązują każdego właściciela chlewów, aby zapewnił świniom piłki, którymi zwierzęta te będą mogły się bawić.
Nawet korupcja, która panuje w Unii Europejskiej jest w sowieckim stylu. W normalnym kraju korupcja płynie od dołu do góry. W krajach bloku sowieckiego korupcja płynęła od góry do dołu. I dokładnie tak samo dzieje się w Unii Europejskiej. Nie jest to zresztą niczym dziwnym, gdyż tysiące czołowych urzędników unijnych ma zapewniony immunitet.
Ale podobieństwo pomiędzy systemem sowieckim a unijnym idzie dużo głębiej. Występuje ono także w zakresie ideologii…
…Jaki był cel powstania Związku Sowieckiego? Uczono nas w szkołach, że celem powstania ZSRS było stworzenie nowej rzeczywistości historycznej, człowieka radzieckiego?
Jaki jest cel istnienia Unii Europejskiej? Tym celem jest stworzenie nowej rzeczywistości historycznej, Europejczyka.
Oba systemy zgodnie z tradycją socjalistyczną dążą do tego, by jak najbardziej osłabić państwa narodowe. W Związku Sowieckim panowała tzw. doktryna Breżniewa, doktryna ograniczonej suwerenności. Jeśli tylko któryś z krajów bloku sowieckiego nieco zmieniał swoją politykę, na którą nie zgadzała się Moskwa, natychmiast był powstrzymywany. I tak na przykład w 1968 roku, gdy Czesi zaczęli eksperymentować ze swoim systemem, najechały ich sowieckie czołgi.
Socjaliści na zachodzie bali się, że ewentualne załamanie się systemu sowieckiego może doprowadzić także do ich własnej klęski. Tak więc pomiędzy stroną radziecką a socjalistami zachodnimi doszło do współpracy, do stworzenia wspólnego planu i w ten sposób obie strony mogły przetrwać. Plan ten był kolejnym wcieleniem znanego pomysłu tzw. konwergencji. Teoria konwergencji zakładała, że z jednej strony Związek Radziecki powinien nieco złagodnieć, z drugiej strony kraje zachodnie powinny stać się bardziej socjalistyczne. W końcu te dwa światy powinny spotkać się gdzieś po środku. To było takie marzenie europejskiej lewicy, że dzięki takiemu dwustronnemu procesowi dojdzie do tej konwergencji i powstanie świat pokoju, raj na ziemi.
Tak więc pod koniec lat osiemdziesiątych przywódcy sowieccy oraz przywódcy socjalistyczni na Zachodzie postanowili wprowadzić taki plan w życie. Ze strony zachodniej polegało to na tym, aby kraje socjalistyczne przejęły projekt jedności europejskiej. I według tych planów, w momencie kiedy udałoby im się tego dokonać miały wywrócić do góry nogami unię ekonomiczną Europy Zachodniej. Zamiast wolnego rynku, zamiast wolnego przepływu towarów i usług Europa miała się stać jednolitym państwem federalnym. W dodatku to państwo federalne musiało mieć strukturę jak najbardziej zbliżoną do struktury państwa sowieckiego żeby mogło dojść do planowanej konwergencji. Ze strony radzieckiej podobne działania określono mianem budowy wspólnego europejskiego domu. I budowa tych struktur ze strony zachodniej postępowała, ale do 1992 roku Związek Radziecki przestał istnieć. I nagle lewica została jakby tylko z zachodnią częścią tego wspólnego europejskiego domu i w poczuciu niepewności. Zamiast jednak zatrzymać dalszy postęp tego projektu i zapobiec wprowadzeniu go w życie, postanowiła go kontynuować. Oczywiście dlatego, że zorientowała się, że dzięki temu będzie mogła zostać u władzy. Jakiekolwiek byłyby wyniki wyborów w poszczególnych krajach struktury europejskie pozostaną na dawnym miejscu. I oczywiście cała ideologia lewicowa będzie cały czas włączona w europejskie prawodawstwo.
Moglibyśmy mnożyć te porównania. Zapewniam, że oba systemy są bardzo zbliżone. Oczywiście Unia Europejska jest dużo łagodniejszą formą niż Związek Sowiecki, ciągle nie ma tam represji przeciwko dysydentom. ( już są – przypis red.) Ale to się powoli zaczyna, pojawiają się pierwsze mechanizmy. Zgodnie z Traktatem Nicejskim ma powstać policja europejska. Ta policja, europol, będzie miała wyjątkowe możliwości działania, w tym immunitet dyplomatyczny. Będzie mogła ścigać obywateli krajów członkowskich za 42 rodzaje przestępstw. Dwa z tych przestępstw są szczególnie interesujące, ponieważ jak dotąd nie są przestępstwami w żadnym z krajów członkowskich. Jedno z nich nazywa się rasizmem, drugie ksenofobią. Ponieważ w kodeksach karnych krajów członkowskich nie ma definicji tego typu przestępstw Unia Europejska pewnie zdefiniuje je sobie sama i będzie wcielała te interpretacje w życie.
Ale jest jedna pozytywna strona podobieństwa między tymi systemami. Wiemy jak doszło do upadku Związku Sowieckiego, możemy się więc domyślać, jak dojdzie do upadku Unii Europejskiej. My już żyliśmy w tej przyszłości i wiemy jaka ona będzie. Po pierwsze wiemy więc, że efekty istnienia Unii Europejskiej będą dokładnie przeciwne tym obietnicom, które tam są teraz składane. W systemie sowieckim obiecywano nam, że jest on szczęśliwą rodziną narodów, a skończyliśmy nienawiściami między narodami, które niemal doprowadziły do wybuchu. I to samo będziemy mieli w Unii Europejskiej. Obecnie nie ma wrogości pomiędzy narodami europejskimi, ale na koniec eksperymentu europejskiego ta nienawiść będzie.
Dzisiaj obiecuje się nam, że przyszłość ekonomiczna krajów europejskich będzie świetlana i będziemy mogli konkurować ze Stanami Zjednoczonymi. Dokładnie to samo obiecywali swym obywatelom przywódcy sowieccy. Ale efekty tych obietnic były łatwe do przewidzenia. Biurokracja, przeregulowanie oraz zmniejszanie możliwości współzawodnictwa doprowadzą do stagnacji i w końcu do recesji. I oczywiście możemy przewidzieć, że Unia Europejska skończy tak jak Związek Sowiecki, czyli po prostu się rozpadnie. I podobnie, jak to miało miejsce w przypadku ZSRS, bałagan po rozpadzie będzie tak potężny, że potrzeba będzie wielu generacji, by doprowadzić sprawy do porządku. Wiedząc to wszystko nie mogę zrozumieć, dlaczego tyle krajów chce teraz wstąpić do Unii Europejskiej i wziąć udział w tym eksperymencie.
Szczególnie dziwi mnie to w przypadku Polski, kraju, który tak bardzo cierpiał walcząc o swoją wolność i uzyskał niepodległość po tak długim okresie niewoli. Dlaczego Polska chce oddać tę swoją tak ciężko wywalczoną niepodległość za nic? Tylko po to, by stać się częścią kolejnego fałszywego, socjalistycznego eksperymentu.
Mimo wszystko mam nadzieję, że większość Polaków, podczas zbliżającego się referendum będzie głosowała przeciwko.
Wystąpienie Władimira Bukowskiego wygłoszone podczas Konferencji Uniosceptycznej w dniu 11 kwietnia 2003 roku w auli Akademii Świętokrzyskiej w Piotrkowie Trybunalskim/źródło/pfafere.org/
Wizja Unii Europejskiej pod dominacją niemiecką zaczęła się kształtować po 1915 roku i obejmowała swym zasięgiem tereny dawnej Rzeczpospolitej wraz z terenami dzisiejszej Ukrainy i terenami spornymi pomiędzy Rosją a Ukrainą
Od wypowiedzenia tych słów upłynęło ponad 20 lat. W międzyczasie sytuacja stała się jeszcze gorsza. Unia jawnie antyeuropejska i jawnie antypolska otwarcie nazywana przez niektórych eurokołchozem stała się agendą globalistów budujących kolejny i zgodnie z zapowiedzią najbardziej satanistyczny, a tym samym najbardziej niszczący ludzki świat –totalitaryzm.
Przypomnienie przeznaczone jest do „podania dalej” głupcom ku przestrodze. Redakcja poczyniła nieznaczne skróty.
O autorze: Redakcja
1 komentarz
kolejarz 1 maja 2024
Zamiast sowieckiego obozu pod dyrygenturą Moskwy do 1989 r., mamy niemiecki pod dyrygenturą Reichu od 1989 r. Anszlus z Unią od 2004 r. tylko przyklepał zależność od Niemiec. Tylko Polexit w polskim interesie.
Dwadzieścia lat temu Polska dołączyła do Unii Europejskiej, otwierając nowy rozdział w swojej historii. Choć decyzja ta budziła wówczas mieszane uczucia, dziś, po dwóch dekadach, możemy z perspektywy czasu dokonać realnej oceny tego okresu.
Na samym początku członkostwa Polska doświadczyła masowej emigracji obywateli na Zachód. Miliony Polaków poszukiwało lepszych perspektyw zawodowych i życiowych poza granicami kraju. Jednak ten niekorzystny trend szybko się odwrócił. Jednak wielu z nich, zdobywszy doświadczenie i zarobione na Zachodzie środki, powracało do Polski, wnosząc ze sobą nowe umiejętności i etos pracy.
Okazało się, że Polacy są narodem przedsiębiorczym i pracowitym. Zamiast czerpać korzyści z unijnych dotacji, zaczęliśmy dynamicznie rozwijać własną gospodarkę. Ten proces wzbudzał jednak niechęć Brukseli a zwłąszcza Berlina, który próbuje na różne sposoby hamować polskie dążenia do dobrobytu. Najpierw uderzono w polskich przewoźników, tworząc przepisy wymierzone w tę branżę, a później podjęto jeszcze bardziej radykalne działania.
Unia Europejska, ogarniętą ideologią ekologiczną, zaczęła promować szaloną wizję „Zielonego Ładu”. Okazało się, że ta polityka jest wymierzona przede wszystkim w Polskę, kraj o wysokim udziale węgla w miksie energetycznym. Narzucane nam obowiązkowe remonty budynków oraz restrykcje dotyczące emisji CO2 stanowią poważne zagrożenie dla naszej gospodarki i finansów publicznych. Może to spowodować katastrofę w naszym kraju!
Polska wchodziła do UE, gdy była ona jeszcze Wspólnotą Węgla i Stali, a teraz ta sama wspólnota zapalczywie zwalcza te surowce, na których opiera się nasza przemysłowa potęga. Wydaje się, że Unia Europejska, którą znamy dzisiaj, to zupełnie inna organizacja niż ta, do której wstępowaliśmy dwie dekady temu. Coraz bardziej przypomina ona Związek Radziecki, tylko zamiast czerwonego, ten komunizm ma barwę zieloną.
Pomimo tych trudności, Polska zdołała się znacząco wzbogacić, nie dzięki, a wbrew polityce Unii Europejskiej. Nasz kraj stał się jednym z najszybciej rozwijających się gospodarek w Europie, a Polacy udowodnili, że potrafią radzić sobie nawet w niesprzyjających warunkach. Jednak nadchodzące lata mogą okazać się jeszcze trudniejsze.
Forsowana przez Brukselę ideologia „Zielonego Ładu” może doprowadzić do katastrofalnych skutków dla polskiej gospodarki. Astronomiczne ceny prądu, gazu i węgla, a także ruinujące domowników remonty budynków, to tylko początek problemów, z którymi będziemy musieli się zmierzyć. Wszystko to sugeruje, że Unia Europejska, do której wstępowaliśmy, odeszła od swoich pierwotnych założeń i coraz bardziej przybiera totalitarny charakter.
Po dwudziestu latach członkostwa w Unii Europejskiej Polska może z dumą patrzeć na swoje osiągnięcia, ale również z troską spoglądać w przyszłość. Stoimy przed kolejnymi wyzwaniami, które będą wymagały od nas determinacji i mądrości. Musimy bronić naszej suwerenności, naszej gospodarki i naszego stylu życia przed coraz bardziej agresywną polityką Brukseli. Tylko w ten sposób będziemy mogli zapewnić dobrobyt i bezpieczeństwo kolejnym pokoleniom Polaków.