





[No tak, to są głąby. Ale czuja się bezkarne, więc to ZBRODNIARZE. md]









[No tak, to są głąby. Ale czuja się bezkarne, więc to ZBRODNIARZE. md]



Kilka faktów, które są powszechnie znane, a portal Niezalezna.pl wielokrotnie o nich pisał:
– na początku 2017 r. sędzia Robert W. został złapany na gorącym uczynku przez ochroniarzy Media Markt, gdy kradł. Cążkami obcinał zabezpieczenia i wrzucał sprzęt elektroniczny do torby, a wychodząc nie zamierzał zapłacić;
– po uchyleniu immunitetu Robert W. został skazany za kradzież (kara pozbawienia wolności w zawieszeniu), a w styczniu 2021 r. wyrok został utrzymany w mocy. Czyli jest prawomocny;
– w marcu 2019 r. Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego wprawdzie orzekła o wyrzuceniu Roberta W. z zawodu sędziego, ale po zaskarżeniu sprawa trafiła do Izby Odpowiedzialności Zawodowej SN. Od kilku lat postępowanie dyscyplinarne w drugiej instancji tkwi w martwym punkcie;
– Robert W. jest zawieszony w czynnościach służbowych, a jego wynagrodzenie zostało obniżone o 50 procent.
Podkreślmy – sędzia W. nie pracuje, a wręcz ma zakaz zajmowania się jakimikolwiek obowiązkami orzeczniczymi, ale co miesiąc pobiera wynagrodzenie. Wprawdzie obniżone o połowę, ale w przypadku sędziego Sądu Apelacyjnego i tak chodzi o pokaźną sumę. Już ta sytuacja bulwersuje, a to nie koniec.
„Robert W. cały czas formalnie jest sędzią, a więc podlega przepisom także dotyczącym zmiany wysokości wynagrodzenia. Ponieważ jest sędzią wysokiego szczebla, to wskaźnik jego dotyczący jest bardzo wysoki, a przez to podwyżka całkiem słuszna”
– tłumaczy Niezalezna.pl jeden z sędziów.
Postanowiliśmy sprawdzić ile. Dlatego w ramach dostępu do informacji publicznej zwróciliśmy się z pytaniami do Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, a odpowiedź prezesa Jacka Saramaga była bardzo precyzyjna. Równocześnie zawierała informacje, które chyba każdego zbulwersują.
Okazało się, że chociażby w 2020 roku średnie miesięczne wynagrodzenie netto Roberta W. wynosiło 7 tysięcy 753 złote. To jednak dane już bardzo nieaktualne, bo przez minione lata kwota systematycznie rosła i obecnie jest znacznie wyższa.
„Średnie wynagrodzenie netto za okres I- VIII.2024 roku wyniosło 11.061,47 zł. (jedenaście tysięcy sześćdziesiąt jeden złotych 47/100)”
– poinformował prezes Saramaga.
Czyli pensja sędziego prawomocnie skazanego za złodziejstwo znacząco wzrosła, choć on nie pracuje. To niewątpliwie przykład patologii w sądownictwie, na którą przyzwala prawo.
„Bo w każdych innym zawodzie zaufania publicznego osoba prawomocnie skazana wyrokiem karnym za przestępstwo umyślne, a kradzież w sklepie takim jest, natychmiast wyleciałaby na pysk. Tak byłoby w przypadku policjanta, strażaka, urzędnika, a nawet prokuratora, który przecież też jest chroniony immunitetem. Tylko sędziowie mogą liczyć na tak szczególne traktowanie”
– mówi poirytowany prawnik.
To nie wszystko. Choć trudno uwierzyć, ale uzyskaliśmy jeszcze bardziej bulwersującą informację. W 2019 r. Robert W. obchodził 35-lecie pracy i z tego tytułu otrzymał nagrodę jubileuszową. To nie jest tajemnicą, ale…
ak łatwo policzyć, w tym roku będzie obchodził kolejną okrągłą rocznicę. Dlatego zapytaliśmy: „Czy w związku z tym sędzia W. otrzymał lub otrzyma w 2024 roku nagrodę jubileuszową z okazji 40-lecia służby? Jeśli tak – kiedy i w jakiej wysokości?”
Odpowiedź nie pozostawia wątpliwości. Za kilka dni stanie się to faktem!
„Na podstawie art. 92 § 3 pkt 5 i § 4 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. prawo o ustroju sądów powszechnych (tekst jednolity: Dz. U. z 2024, poz. 334) Sędzia Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu Robert W. (obecnie zawieszony w czynnościach służbowych) w dniu 24 września 2024 r. nabywa prawo do nagrody jubileuszowej za 40 lat pracy zawodowej”
– przekazał nam prezes Jacek Saramaga.
I teraz uwaga. Nagroda dla Roberta W. z okazji jubileuszu będzie w wysokości 350 procent wynagrodzenia miesięcznego. Jak łatwo policzyć, to niemal 40 tysięcy złotych. Zarządzenie w sprawie wypłaty „gratyfikacji jubileuszowej” prezes SA we Wrocławiu podjął 9 września.
„W zakresie pytania dotyczącego wysokości nagrody jubileuszowej, jaką ma otrzymać sędzia Robert W., informuję, że w dniu 24 września 2024 roku sędzia nabywa uprawnienia do otrzymania nagrody jubileuszowej i dopiero z tym dniem nastąpi jej naliczenie. Z tego też względu informacja w tym zakresie zostanie Panu przekazana niezwłocznie po naliczeniu kwoty netto do wypłaty nagrody jubileuszowej”
– zapewnił prezes Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu.

Pewne młode państwo położone w Palestynie, zleciło swoim służbom specjalnym zaopatrzenie przeciwników w Libanie w tysiące pagerów. Dlaczego właśnie pagerów?
Wiedeń 19.09.2024 r.
To brzmi jak bajka. Dawno, dawno temu… w czasach przed-samrtfonowych, czyli w latach 90. XX wieku powszechne były w użyciu tzw. pagery.

Także i ja używałem takiego urządzenia. Nosiło się go za paskiem w spodniach i gdy wibrował oraz zapiszczał, na wyświetlaczu można było odczytać numer telefonu, pod który miałem oddzwonić. Szukałem najbliższej budki telefonicznej – dzisiaj to także archaizm – i oddzwaniałem do niecierpliwego szefa lub kolegi. Aby taki pager otrzymał zawiadomienie z numerem telefonu, wystarczyło zadzwonić pod numer operatora. Taka forma niewolnictwa zastąpiona w dzisiejszych czasach przez smartfony była wtedy powszechnie stosowana.
Pewne młode państwo położone w Palestynie, zleciło swoim służbom specjalnym zaopatrzenie przeciwników w Libanie w tysiące pagerów. Dlaczego właśnie pagerów? W dzisiejszych czasach używa się takie urządzenia do dwukierunkowej komunikacji na podobieństwo walkie-talkie. Panuje powszechne błędne przekonanie, że komunikacja niepodłączonym do żadnej sieci pagerem jest bardziej bezpieczna niż smartfonem. Jednak nie miłość do bliźniego była przyczyną tego „podarunku”. Pagery zostały dodatkowo wzbogacone środkiem wybuchowym PETN, który można w dowolnym momencie zdetonować.

We wtorek dokonano aktu terroru. Setki tych pagerów wybuchło na skutek sygnału wysłanego w tym właśnie celu. Można o tym przeczytać na austriackiej platformie tkp.at w artykule: Pagerowy terror w Libanie – urządzenia w Europie wypełnione materiałami wybuchowymi.Źródło.
Mówi się, że w Europie około 5000 pagerów tajwańskiej firmy Gold Apollo zostało wypełnionych 20 gramami materiału wybuchowego PETN. Według Sky News klientem były tajne służby Mossadu. Według sygnalisty amerykańskiej NSA, Edwarda Snowdena, jest to akt terroryzmu, który wywołałby masowy protest zachodnich mediów w innych miastach na całym świecie.
Protestów jakoś nie było.

Na targu…
Źródło: Telegram 17.09.2024 16:26.
W mieszkaniu, w samochodzie, na ulicy, a także prawdopodobnie w samolocie, wybuchły jednocześnie setki urządzeń elektronicznych. Dotychczas zanotowano 11 ofiar śmiertelnych.

W związku z podejrzeniem skoordynowanych eksplozji setek pagerów radiowych w Libanie linie lotnicze Lufthansa i Air France wstrzymują loty do Izraela co najmniej do czwartku. Źródło.
Czego można oczekiwać od państwa, dążącego do barbarzyńskiego wyniszczenie narodu palestyńskiego? Naturalnie, że każdy kraj ma prawo się bronić przed atakami. Problem jest jednak w tym, że rok temu 7 października Izrael był motorem ataku Hamasu na własny kraj. Nie tylko umożliwił ten atak, ale przy pomocy Mossadu wspomógł go na wielu płaszczyznach. Więcej, armia izraelska czynnie uczestniczyła w tym ataku. Jeśli ktoś w to nie wierzy, niech obejrzy film opublikowany przez izraelską platformę ynetnews.com, pokazujący jak helikoptery tego państwa 7 października 2023 r. strzelały do cywilów we własnym kraju.
Autor artykułu Marek Wójcik
Opublikowano 19.09.2024 r. na world-scam.com
AlterCabrio , 19 września 2024 ekspedyt/gdzie-zawiodla-pandemia
To jest coś, o czym nie słyszymy zbyt często. Covid miał nas „zjednoczyć”, ale to się nie udało. W partyjnym języku tego gościa pandemia „rozdzieliła nas” – przez co ma on na myśli, że w pewnym momencie niespodziewanie duża liczba ludzi przestała ślepo słuchać i zaczęła myśleć samodzielnie.
−∗−
Opracowanie: AlterCabrio – ekspedyt.org
−∗−
Ten artykuł w Atlantic autorstwa tuby establishmentu, Dyrektora Narodowych Instytutów Zdrowia, Francisa S. Collinsa, powinien nas zainteresować.
Nie ze względu na jego całkowicie przewidywalne i łatwe do obalenia próby manipulacji na temat tego, jak „naprawdę” wyglądały pierwsze dni „covidu” (terror! zgony! szpitale jak strefy wojenne! ach, ta ludzkość!).
Nie, to co czyni go interesującym to pytanie zawarte w tytule –
«Dlaczego stawianie czoła wspólnemu wrogowi nie zjednoczyło nas?»
To szanowana mainstreamowa tuba autorytet w establishmentowym czasopiśmie, dokonujący dwóch ważnych stwierdzeń.
1 – że „covid” miał nas zjednoczyć
2 – że nie udało się tego zrobić.
Pierwsze jest oczywiste – według jego własnych słów „covid” miał „zjednoczyć nas” – być wielkim globalnym(-istycznym) momentem kumbaya. Miał być impulsem dla ludzkości, by odłożyła na bok swoje różnice w obliczu przerażającego „wspólnego wroga”.
Tak, oczekiwano od nas wołania jednym głosem – pozamykamy się! Tak, będziemy nosić maski na twarzach! Tak, będziemy wstrzykiwać sobie nieprzetestowane substancje eksperymentalne i znosić puste sklepy spożywcze i inwazyjne testy, kody QR i wymuszone interwencje medyczne – aby uchronić nas wszystkich przed czymś o wiele, wiele gorszym!
To samo w sobie nie jest oczywiście niczym nowym. Wszystko już wcześniej na to wskazywało, że to właśnie w tym kierunku miało zmierzać. Czy ktoś pamięta, jak były premier Gordon Brown w marcu 2020r. ujawnił to DUŻO za wcześnie i powiedział ludziom, że „covid” w sposób niewytłumaczalny wymaga globalnego rządu, aby sobie z nim poradzić? (podkreślenie nasze)
«Gordon Brown wezwał światowych przywódców do utworzenia tymczasowej formy globalnego rządu w celu rozwiązania podwójnego kryzysu: medycznego i gospodarczego, wywołanego przez pandemię covid-19.
Były premier Partii Pracy, który znalazł się w centrum międzynarodowych wysiłków na rzecz opanowania skutków kryzysu bankowego w 2008r., stwierdził, że istnieje potrzeba powołania grupy zadaniowej z udziałem światowych przywódców, ekspertów w dziedzinie zdrowia i szefów organizacji międzynarodowych, która miałaby uprawnienia wykonawcze do koordynowania działań.
„To nie jest coś, z czym można sobie poradzić w jednym kraju” – powiedział. „Musi być skoordynowana globalna reakcja”.»
Oj tam, trochę się zdradził, to prawda. Możemy być pewni, że dostał po tym telefon, a głos powiedział „za wcześnie Gordon, za wcześnie!”.
Nieco ostrożniej, w tym samym miesiącu, Niemiecki Instytut Rozwoju [GDI] zauważył…
«Koronawirus jako szansa na międzynarodową współpracę»
Brookings zgodził się z GDI i poszerzył dyskusję o nasz stary dobry temat „zmian klimatu”, argumentując, że „globalna współpraca” jest niezbędna do rozwiązania obu tych problemów.
W lipcu 2020r. Sekretarz Generalny ONZ Guterress w swoim dorocznym wykładzie powiedział światu (podkreślenie nasze)…
«Covid-19 to tragedia ludzkości. Ale stworzył też szansę pokoleniową.»
No, coś takiego…
«Szansa na odbudowę bardziej równego i zrównoważonego świata.
Reakcja na pandemię i poprzedzające ją powszechne niezadowolenie musi opierać się na Nowej Umowie Społecznej i Nowym Globalnym Ładzie, które stworzą równe szanse dla wszystkich i będą respektować prawa i wolności wszystkich.
To jedyny sposób, w jaki zrealizujemy cele Agendy na rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030, Porozumienia Paryskiego i Agendy działań z Addis Abeby – porozumień, które odnoszą się właśnie do zaniedbań ujawnionych i wykorzystywanych przez pandemię.»
We wrześniu 2020r. premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson został wybrany na rzecznika podobnego apelu o „globalną jedność” jako jedyną drogę naprzód.
Również we wrześniu tego roku ONZ (ponownie) przyłączyła się do chóru, opowiadając się za „wielostronną współpracą” w celu poradzenia sobie z tą wyniszczającą plagą całkowicie niepozornej sezonowej choroby przypominającej grypę (podkreślenie nasze)…
«Pandemia covid‑19 była testem, pokazującym, że współpraca wielostronna jest kluczem do przezwyciężenia globalnych wyzwań, powiedział dziś Przewodniczący Zgromadzenia Ogólnego na zakończenie bezprecedensowej debaty siedemdziesiątej piątej sesji… Przewodniczący Zgromadzenia Volkan Bozkir (Turcja) powiedział, że Państwa Członkowskie wyraziły swoje zdecydowane poparcie dla multilateralizmu, mimo że po raz pierwszy w historii Organizacji Narodów Zjednoczonych globalni przywódcy nie mogli fizycznie uczestniczyć w debacie ogólnej w Siedzibie Głównej z powodu ograniczeń związanych z covid‑19. Zaiste, fakt, że przywódcy zdecydowali się przemawiać przed Zgromadzeniem Ogólnym, odzwierciedla rolę tego światowego organu, powiedział, a zdecydowana większość potwierdziła, że multilateralizm jest najskuteczniejszym systemem radzenia sobie z globalnymi zagrożeniami.»
Nawet Chiny i Rosja – choć wciąż będąc narażonymi na agresję Zachodu – w 100% dołączyły do „globalnego pociągu współpracy” w sprawie covid-19.
Jak wiemy, kłamstwo pandemiczne zaczęło się w Wuhan od fałszywych twierdzeń o „nowym typie zapalenia płuc” i towarzyszących im fałszywych poszukiwań „przyczyny”. W rzeczywistości nie było nic niezwykłego w przypadkach zapalenia płuc, było to po prostu kłamstwo założycielskie, aby podać powód, dla którego poszukiwano „nowego wirusa” – i oczywiście „znaleziono” go w rekordowym czasie. W ten sposób utorowano drogę dla wszystkiego, co nastąpiło później.
W marcu 2020 roku odbyło się seminarium internetowe pt. „Współczesne Chiny i Świat: Międzynarodowy Instytut Analiz i Zwalczania covid-19”.
I zgadnijcie, co ono propagowało (podkreślenie nasze)…
«Zauważając, że covid-19 stał się najpilniejszym wyzwaniem, przed którym stoi społeczność międzynarodowa, Du wezwał ośrodki analityczne by zaapelowały do wszystkich krajów o odłożenie na bok różnic, budowanie konsensusu, zacieśnienie współpracy i pomaganie sobie nawzajem.»
Rosja, jak wszyscy niestety widzieliśmy, była entuzjastycznym propagatorem kłamstwa na temat covid-19 i tak bardzo zależało jej na „globalnej współpracy” jako lekarstwie, że w 2021r. Putin nadal uważał ją za ważniejszą niż ożywienie gospodarcze Rosji (podkreślenie nasze)…
«PETERSBURG, 4 czerwca (Xinhua) — Prezydent Rosji Władimir Putin podkreślił w piątek potrzebę połączenia wysiłków na całym świecie w walce z pandemią koronawirusa.
Świat nie otrząsnął się jeszcze z trudności i ograniczeń spowodowanych przez covid-19, a skuteczne rezultaty można osiągnąć tylko poprzez współpracę – powiedział Putin na spotkaniu za pośrednictwem łącza wideo z przedstawicielami światowych agencji informacyjnych.
„Jeśli źródła zakażeń covid-19 pozostaną gdzieś na świecie, mogą ponownie wywołać globalne rozprzestrzenianie się” – powiedział na spotkaniu na marginesie XXIV Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Petersburgu.
Rosyjski przywódca uważa, że korzyści ekonomiczne nie powinny być w tym momencie priorytetem
„Musimy nadać priorytet kwestiom humanitarnym oraz walce o zdrowie i życie ludzi” – powiedział Putin.»
Tak więc plan działania był od początku dość jasny. Fałszywa pandemia miała być kolejnym „wydarzeniem katalizującym”, które miało nas wprowadzić w nową erę, tym razem nie wiecznej wojny, ale „wielostronnej współpracy”, nowego typu „globalnego zarządzania”, zjednoczonego przez nowe globalne (globalistyczne) ustawodawstwo zapobiegające pandemii, które przekształciłoby państwa narodowe w zwykłe władze regionalne, ostatecznie odpowiedzialne we wszystkim przed nową centralną globalną (globalistyczną) administracją (ONZ i jej filie).
W tym zakresie artykuł w „The Atlantic” jest tylko kolejnym potwierdzeniem tego zamiaru.
Tym, co czyni ten artykuł jeszcze bardziej godnym uwagi, jest przyznanie, iż to, czego wszyscy się spodziewali, nie wydarzyło się.
Oto jak ujmuje to nasz dziennikarz z Atlantic…
«Musimy pilnie wyciągnąć wnioski z tego, co się tu wydarzyło. Najgorsza pandemia od ponad wieku, napędzana przez niebezpieczny i wysoce zaraźliwy wirus SARS-CoV-2, powinna była nas pobudzić i zjednoczyć. Covid był prawdziwym wrogiem. Ale zamiast tego pandemia nas rozdzieliła.»
Zignorujmy nieuniknione, bezczelne kłamstwo, że „SARS-Cov-2” jest „niebezpieczny” (nawet ich własne oficjalne dane mówią, że „nie jest” bardziej niebezpieczny niż grypa) — spójrzmy, co on w tym miejscu przyznaje.
„Pandemia” „powinna nas pobudzić i zjednoczyć” – ale tak się nie stało.
To jest coś, o czym nie słyszymy zbyt często. Covid miał nas „zjednoczyć”, ale to się nie udało. W partyjnym języku tego gościa pandemia „rozdzieliła nas” – przez co ma on na myśli, że w pewnym momencie niespodziewanie duża liczba ludzi przestała ślepo słuchać i zaczęła myśleć samodzielnie.
Czego najwyraźniej nie przewidywano i nie planowano.
Ludzie zaczęli odmawiać szczepionek. Zaczęli ignorować lockdowny.
Pamiętacie to? Opór przeciwko szczepionkom. Zgromadzenia w parku? Sprawy sądowe? Zwykłych ludzi, którzy naprawdę trzymali się za ręce i wspierali nawzajem w ignorowaniu nakazów? A przymusowe uwięzienia?
Pamiętacie kierowców ciężarówek?
Przypomnijcie sobie, jak ludzie, o ironio, „zjednoczyli się”, przeciwko „wspólnemu wrogowi” – tyle że nie temu, którego mieli na myśli Francis i jego kolesie.
Czy wszyscy pamiętamy te wydarzenia?
Ponieważ oczywiste jest, że menedżerowie narracji pamiętają – i my chyba również powinniśmy.
To wyraźnie zniechęciło takich jak Francis z Atlantic, którzy po prostu nie mogą pojąć, dlaczego „50 milionów Amerykanów” (potencjalnie ostrożne szacunki) odmówiło przyjęcia szczepionki. Oczywiście ten [ta tuba dezinformacyjna] szanowany organ rządowy przedstawia to jako coś tragicznego i w sposób nieuchronny wyrzuca z siebie kolejne stare kłamstwa statystyczne o „zgonach z powodu covid”, co można uznać za bezsensowne. Ale nie przykryje to źródła ich obaw, które brzmi po prostu – „dlaczego, ach, dlaczego nasza narracja zawiodła?”
To ważne odkrycie, na którym wszyscy powinniśmy się skupić. Ponieważ – tak sugeruję – to właśnie ta „porażka” doprowadziła nas do miejsca, w którym jesteśmy teraz.
Projekt „globalnej jedności” nie zadziałał zgodnie z oczekiwaniami. W rzeczywistości już w 2021r. rozpadał się z powodu niespójności narracyjnych i prostego oporu oddolnego na poziomie, którego nie uwzględniono.
W związku z tym konieczne było – w krótkim czasie – zastąpienie go czymś innym.
Czymś innym, co –
♦ szybko powstrzymałoby rosnący opór
♦ odwróciło uwagę od tonącego wraku projektu jedności
♦ pozwoliło na kontynuację globalistycznej agendy, ale w nieco wolniejszym tempie i inną drogą, być może wieloma drogami, co pozwoliłoby na nowo oszukać ludzi i zmusić ich do jej zaakceptowania
Co naszym zdaniem mogłoby być tym „czymś innym”?
Jakie pojawiły się nowe narracje, dzięki którym udało się – co imponujące – spełnić niektóre lub wszystkie z powyższych celów?
Jest ich tak wiele, że nie sposób wybrać.
Czy wystarczająco dużo osób jest świadomych, że chociaż „covid” niechętnie odłożono na dalszy plan, agenda, którą miał promować, jest nadal wdrażana kawałek po kawałku, pod różnymi sztandarami, z różnych rzekomych „powodów”?
Odpowiadajcie krótko.
______________
Atlantic mag admits “pandemic” FAILED to brainwash people into “unifying”, Catte Black, Sep 18, 2024
−∗−
If you don’t know what freedom is, better figure it out now!
Źródło https://toyah1.blogspot.com/2024/09/x-rafa-krakowiak-swiadectwo.html?m=1
x. Rafał Krakowiak – Świadecwo
W związku z aktualnymi tragicznymi zdarzeniami, jakie spadły na naszą Polskę, ogarniają nas najróżniejsze refleksje oraz wspomnienia, sięgające niekiedy aż do roku 1997, a zatem do czasu gdy te same tereny kraju, ze szczególnym wyróżnieniekm miasta Wrocław, zaatakował podobny żywioł. Powiem szczerze, że nie planowałem ani poświęcać czasu na komentowanie dzisiejszych wypadków, ani tym bardziej na przywoływanie dawnych wspomnień, ale oto dziś, zanim jeszcze położyłem się do łóżka, dotarła do mnie wiadomość, że już jutro, w związku z Powodzią, odbędzie się wspólna konferencja prasowa niesławnego premiera Tuska i niemal podobnie niesławnego Jerzego Owsiaka. A w tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego, jak przypomnieć świadectwo, jakie na tym blogu jeszcze w roku 2011 pozostawił jego samozwańczy duszpasterz ksiądz Rafał Krakowiak, dziś proboszcz w wiosce Ludomy w Wielkopolsce, a przez całe lata nasz wierny przyjaciel. Posłuchajmy po raz kolejny. Jerzy Owsiak kojarzy mi się nieodmiennie z jednym wydarzeniem, które w sposób decydujący wpłynęło na sposób, w jaki go postrzegam. Otóż w czasie wielkiej powodzi 1997 roku, w parafii w której pracowałem, zorganizowaliśmy zbiórkę artykułów pierwszej potrzeby dla powodzian. Z Kurii otrzymaliśmy adres jednej z parafii pod Opolem i postanowiliśmy ciężarówką mojego znajomego zawieźć zebrane dary do potrzebujących. I wtedy pojawił się pewien problem. Nie mogliśmy w żaden sposób skontaktować się z tamtejszym proboszczem, a jazda w ciemno nam się nie uśmiechała. Nasi kurialiści zapewniali jednak, że nie ma się czym przejmować – adres został przesłany z Kurii opolskiej i nawet jeśli przyjedziemy niezapowiedziani, zostaniemy przywitani serdecznie. Oczywiście, to czy doznamy tam jakichś serdeczności, czy też nie, nie było moim zmartwieniem. Problemem była tylko i wyłącznie kwestia dojazdu. Chcieliśmy wiedzieć, czy przy wciąż wysokim poziomie wody w Odrze, zalanych bądź podmytych drogach i zagrożonych mostach, w ogóle jest możliwe do owych powodzian dotrzeć. Tak czy inaczej pojechaliśmy, i po licznych przygodach i jeszcze liczniejszych objazdach, dotarliśmy na miejsce. Owa wieś wyglądała strasznie. To niesamowite, co rozszalała woda może nawyczyniać. Do dzisiaj śnią mi się niektóre widoki. Podjechaliśmy pod widoczny już z daleka kościół. Stała tam grupka ludzi, od której na nasz widok odłączył się jakiś mężczyzna, energicznie otworzył drzwi naszej ciężarówki i zaczął na nas wrzeszczeć. Prawdę powiedziawszy, rzucał najgorszym mięsem, przy czym najbardziej dobitnie brzmiało słowo „wypierdalać!”. Ponieważ nosił na sobie kapłańską koszulę, domyśliłem się, że jest to ów miejscowy proboszcz, który według poznańskich kurialistów, miał nas bardzo serdecznie przywitać. No i przywitał… Po chwili jednak okazało się, że zaszło przykre nieporozumienie, a jego przyczyną okazał się być sam Jerzy Owsiak. Otóż owa podopolska wioska w czasie powodzi została praktycznie odcięta od świata, i bardzo szybko zaczęło ludziom brakować wody pitnej, żywności, suchych ubrań, leków itd. W ogólnym bałaganie i przy permanentnej niemożności miejscowych władz, proboszcz okazał się jedynym człowiekiem, który potrafił powodzian skrzyknąć, zorganizować ich i w ogóle zacząć działać, tak by w tej trudnej sytuacji ratować co się da i pomóc zwłaszcza tym, którzy z racji wieku, albo choroby mieli najtrudniej. To był naprawdę dzielny ksiądz, choć, jak widzimy, trochę choleryczny. Kiedy woda trochę opadła, pojawiła się możliwość wspomożenia tej wsi transportami podobnymi do naszego. Jako jedne z pierwszych pojawiły się bodajże trzy ciężarówki od Jerzego Owsiaka. To znaczy pojawiły się kilka kilometrów od celu, jeszcze przy wjeździe na most ma Odrze… i się zatrzymały. Tymczasem, kiedy proboszcz dowiedział się, że wspomniane ciężarówki jadą właśnie do niego, zwołał ludzi do wyładunku, czeka, a tu nic – ani widu, ani słychu. Ciężarówki jak stały za Odrą, tak stoją. Zepsuły się? Nie wiadomo. Ludzie czekali najpierw całą noc, potem cały dzień. W końcu proboszcz, jako że samochody zalało i były nie do użytku, wsiadł na rower i pojechał na drugi brzeg. I tam oto grzecznie mu wyjaśniono, że ponieważ pan Owsiak życzy sobie, żeby wjazd transportu do wsi i rozdzielanie darów rejestrowała ekipa telewizyjna, musi uzbroić się w cierpliwość, bo tak się niefortunnie złożyło, że owa ekipa najwcześniej może przyjechać jutro, a kto wie, czy nie dopiero za dwa dni.Proboszcz oczywiście zasugerował, by machnąć ręką na telewizję i jak najszybciej przyjeżdżać, bo powodzianie bardzo potrzebują pomocy. Wtedy to jeden z członków owego transportu, w obecności księdza, zadzwonił z komórki do Owsiaka, przedstawił sytuację i spytał co robić. Po chwili rozłączył się i powiedział, że szefowi bardzo jednak na telewizji zależy, a więc jednak trzeba będzie te parę dni jeszcze poczekać. Proboszcz na takie dictum zdenerwował się okrutnie, nawkładał tym ludziom – z Jerzym Owsiakiem na czele – od bezdusznych chamów, i kazał im, jak już zostało wspomniane, „wypierdalać”. Przy okazji też zapowiedział, że jeśli którakolwiek z panaowsiakowych ciężarówek wjedzie do jego wsi, to on i jego parafianie własnoręcznie te ciężarówki, wraz z tym co się na nich znajduje, spalą. No i to właśnie następnego dnia, tak się złożyło, że do owej wioski wjechała nasza ciężarówka, a ksiądz proboszcz – biorąc nas za ludzi z ekipy Jerzego Owsiaka – zareagował jak zareagował. Wydarzenie to przypomina mi się zawsze wtedy, gdy widzę Jerzego Owsiaka, lub gdy ktoś zastanawia się, co z nim jest nie tak, skoro właściwie wszystko wydaje się być super. I przychodzą mi wtedy na myśl słowa Chrystusa: „Kiedy dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.” (Mt 6,2-4)
I na koniec zdanie prawosławnego teologa, diakona Andrieja Kurajewa*: „Zło może podejmować nawet pożyteczne działania, nie zmieniając swojej własnej natury. Na przykład czyniąc to w taki sposób, że pomagając ludziom pod jednym względem, pod innym względem będzie się umacniało ich sojusz ze złem w innych dziedzinach życia – choćby przez rozpalanie próżności ofiarodawców”.* Cytat z „Frondy”. Diakon Kurajew pisze tam o Apokalipsie św. Jana Apostoła. Temat mnie zainteresował, ponieważ swego czasu prowadziłem rekolekcje, których zagadnieniem była właśnie Apokalipsa z jej „błyskawicami, głosami, gromami, wielkimi trzęsieniami ziemi i krwią tryskającą aż po wędzidła koni” – i było to coś (przynajmniej dla rekolekcjonisty) wspaniałego. Kurajew, choć schizmatyk, bardzo dorzecznie – a przy tym ortodoksyjnie – sprawę przedstawia, i jak sądzę, jego przemyślenia mogą być całkiem niezłym komentarzem, do niektórych z naszych notek. Powód dla którego dziś tu się ukazało powyższe wspomnienie wydaje się oczywisty. Wspólna konferencja prasowa Donalda Tuska i Jerzego Owsiaka, w dzisiejszej sytuacji, to nie w kij dmuchał. Ja jednak mam tu pewien dodatkowy powód, by po raz kolejny tę historię opowiedzieć. Otóż ja nie mam najmniejszych wątpliwości, że gdyby powyższe świadectwo za tym blogiem zacytowały wszystkie ogólnopolskie media – co ja mówię, wszystkie, wystarczyłyby nasze tzw. prawicowe, wystarczyłby choćby sam mistrz Sakiewicz– zarówno po Owsiaku, jak i w dalszej perspektywie i Donaldzie Tusku, nie pozostałoby nawet wspomnienie. Wystarczyłoby, żeby paru polityków Prawa i Sprawiedliwości zwołało jutro równoległą konferencję prasową i opowiedziało, jak się w roku 1997 zachował nie kto inny jak nasz Juras, żeby ów szkodnik zniknął ze sceny. A wraz z nim wszyscy inni. Niestety tak się nie stanie. Jeden powód jest taki, że te moje komentarze nie mają absolutnie żadnego znaczenia, a drugie, że ci, którzy o ich istnieniu, podobnie jak o tym blogu, świetnie wiedzą i jedno i drugie od lat uważnie śledzą, staną na głowie, by nikt i nic nie zakłóciły im dotychczasowego komfortu. Nawet kosztem dobra powszechnego. I to jest prawdziwa rozpacz. Nie ta powódź. To.

19.09.2024 nczas/korwin-ujawnia-prawde-o-powodzi-wspomnial-co-robili-niemcy
W jednym z najnowszych nagrań na kanale Tomasz Sommer na Rumble Janusz Korwin-Mikke odniósł się do przetaczającej się przez południowo-zachodnią Polskę powodzi. Wskazał, że należy się ubezpieczać. Wyjaśnił także, dlaczego niemiecki system retencyjnych na tych terenach funkcjonował dobrze i co się z nim stało za czasów PRL-u.
– Od czasu, kiedy prowadzone są kroniki, czyli od IX w., na Dolnym Śląsku powodzie co kilkadziesiąt lat występują normalnie i przyczyny są oczywiste. Wiosna, lato, jesień, zima – to są wszystko przyczyny klimatyczne i to jest normalna rzecz. Trzeba do tego przywyknąć i trzeba po prostu stawiać domy nie tam, gdzie wylewają rzeki, tylko tam, gdzie rzeki nie wylewają, np. na zboczach gór – wskazał Janusz Korwin-Mikke.
– Oczywiście, wygodnie jest postawić (dom) na dole, bo się łatwiej wyjeżdża, ale wtedy się trzeba liczyć z ryzykiem, że rzeka zaleje – dodał.
– Natomiast Niemcy zrobili całą kupę maleńkich zbiorników retencyjnych przy gospodarstwach. Był to ogromny system, całkowicie poniszczony przez, że tak powiem, ludność naszą napływową, która się nie umiała z tym wszystkim obchodzić i on już nie istnieje od 30 lat. Mi o tym mówiono, jak byłem 30 lat temu na Dolnym Śląsku, że on już wtedy był poniszczony – wskazał.
– Ten system zatrzymywał częściowo wodę – nie całkowicie, bo całkowicie się nie da. Natomiast trzeba pamiętać – to jest coś, na co zwraca uwagę Ostatnie Pokolenie – że Polska stepowieje, więc jeżeli spada deszcz, to jest świetnie. Niech on wsiąka w ziemię i właśnie po to są te wszystkie stawki drobne (…) itd., żeby ta woda zostawała i przesiąkała potem – podkreślił.
– Nie wiem, czy Pani wie, ale przecież cała Polska pod ziemią jest połączona. Te wody z Dolnego Śląska dochodzą na Mazowsze bez nikakich i to wszystko tam pod ziemią sobie pływa, się łączy, zbiór naczyń połączonych. I jak ta woda pada, to bardzo dobrze. Nie należy jej odprowadzać do morza, tylko trzeba ją utrzymać (…), nie w jednym wielkim zbiorniku, bo ona wtedy przez betonowe dno nie przesiąknie do ziemi, tylko trzeba trzymać właśnie w takich malutkich, naturalnych zbiorniczkach, jak robili to Niemcy – powiedział Korwin-Mikke.
– Ale przyszli Polacy (…) i przyszli komuniści. Komuniści stawiali na dnie tych terenów zalewowych budynki i potem się dziwią, skąd na terenach zalewowych znajduje się woda – wskazał.
Pytany, czy rząd mógł zapobiec powodzi zaznaczył, że „nie da się zapobiec każdej powodzi, bo jakiekolwiek byśmy nie robili środki, to przyjdzie taka duża powódź, że zaleje te tamy, które tam są”. – To jest teoria tarczy i miecza – na każdą tarczę jest miecz, na każdy miecz jest tarcza – wyjaśnił.
Zaznaczył również, że „co jakiś czas są takie duże powodzie” i zabezpieczanie się przed nimi „się nie opłaca”. – Lepiej raz na 30 lat przeżyć powódź, niż wydawać jakieś gigantyczne pieniądze – ocenił.
– No trudno. Zalało, to zalało, wypłaci się odszkodowania ludziom i już – powiedział. Pytany, czy chodzi o prywatne ubezpieczalnie, przytaknął. – Trzeba się ubezpieczyć i koniec. Nie można zabierać chleba ubezpieczycielom, niech się ludzie ubezpieczają i już – wskazał.
– Są pewne granice, powyżej których się tego robić nie opłaca. Można by budować szosy, tak zbudowane i takie samochody – tak bezpieczne, otulone poduszkami – żeby nikt nie ginął. Ale koszt tego jest tak gigantyczny, że ludzie by umierali z głodu z tego powodu, że myśmy zrobili takie bezpieczeństwo na drogach – wyjaśnił.
– Istnieje pewna granica, powyżej której się nie opłaca płacić za bezpieczeństwo. Ale to wymaga dyskusji wśród fachowców. Natomiast to, co ja widzę w tej chwili w internecie, to siedzą ludzie, którzy fachowcami nie są i każdy najlepiej wie, że winien jest PiS, a drudzy wiedzą, że winna jest PO. Nikogo nie interesuje, co tam było, tylko czy winne jest PiS czy winne jest PO. Jak człowiek na to patrzy, no to rzygać się chce. Ludzie się tylko zajmują tym, czy winne jest PiS czy winne jest PO – skwitował Janusz Korwin-Mikke.
10 września 2024 izraelscy osadnicy stali się nielegalnymi migrantami w Palestynie.
Thierry Meyssan https://www.voltairenet.org/article221244.html
Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że Izrael angażuje się w nadużycia pod pretekstem swojego bezpieczeństwa, a Anglosasi bronią go w Radzie Bezpieczeństwa. Tak oto jesteśmy świadkami przestępstw, bez żadnych konsekwencji sądowych. Ta sytuacja się skończyła. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości zmiótł rozumowanie Tel Awiwu, a Państwo Palestyna stało się pełnoprawnym członkiem Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Nie będzie już można odwracać wzroku od sytuacji Palestyńczyków i będą oni mieli możliwość ścigania swoich katów.
10 września 2024 roku izraelscy osadnicy – którzy twierdzą, że realizują boski plan osiedlając się na Zachodnim Brzegu (w Judei-Samarii, zgodnie z ich warunkami) – przeszli ze statusu „obywateli Izraela mieszkających na spornych terytoriach” do statusu „nielegalnych imigrantów w suwerennym państwie Palestyny”.
Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych wdrożyło, z okazji otwarcia swojej siedemdziesiątej dziewiątej sesji, swoją rezolucję ES-10/23 z 10 maja. Państwo Palestyna stało się pełnoprawnym członkiem Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ). Nikt nie może zatem sprzeciwić się korzystaniu z jego suwerennych praw państwowych.
Jeśli Palestyna jest suwerennym państwem, interpretacja umowy przejściowej w sprawie Zachodniego Brzegu i Strefy Gazy (zwanej „Umową Oslo II”) jest modyfikowana. Autonomia Palestyńska nie jest już tymczasową administracją na czas transformacji, ale rządem w pełnym tego słowa znaczeniu. Terytoria palestyńskie nie są już „obszarami spornymi”, ale stanowią uznane międzynarodowo terytorium suwerennego państwa.
Od wojny z 1967 roku (znanej jako „wojna sześciodniowa”), ruch osadniczy nieprzerwanie zyskiwał na popularności. Obecnie jest ponad 700 000 nielegalnych osadników zlokalizowanych na Zachodnim Brzegu, Wschodniej Jerozolimie i Wzgórzach Golan.
Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości (MTS) – to znaczy wewnętrzny trybunał Organizacji Narodów Zjednoczonych, skonsultowany przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych – określił 19 lipca normy prawne dotyczące polityki i praktyk Izraela na okupowanych terytoriach palestyńskich.
Przypomnijmy:
Prawo międzynarodowe, w przeciwieństwie do prawa karnego, nie opiera się na policji i systemie więziennym. Jest to po prostu obowiązek dla rządów honorowania podpisu swojego państwa. W tym przypadku Izrael, przystępując do ONZ, podpisał statut tej organizacji. Statut, w rozdziale XIV, zobowiązuje każdego członka „do przestrzegania decyzji Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w każdym sporze, którego jest stroną”.
Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości stanowi prawo. Jego decyzja jest narzucona wszystkim państwom, które przystąpiły do ONZ, w tym Izraelowi, Stanom Zjednoczonym i Wielkiej Brytanii.
Trybunał stwierdził (§ 229), że stosowane przez Izrael zasady i praktyki naruszają Międzynarodową Konwencję w sprawie Likwidacji Wszelkich Form Dyskryminacji Rasowej. Według niego, de facto, Izrael praktykuje formę apartheidu (patrz Artykuł 3 wspomnianej konwencji). To Zgromadzenie Ogólne ONZ ogłosiło 10 listopada 1975 roku: „syjonizm jest formą rasizmu i dyskryminacji rasowej” (rezolucja 3379). Tekst ten został uchylony tylko w celu ułatwienia konferencji pokojowej w Madrycie w 1991 roku. Ponieważ jednak Izrael nie wywiązał się ze swoich zobowiązań w tym czasie i kładł nacisk na swoją politykę i praktyki, tekst ten powinien zostać przywrócony.
Trybunał zauważył również (§ 263), że „Porozumienia z Oslo nie upoważniają Izraela do aneksji części okupowanego terytorium palestyńskiego w celu zaspokojenia jego potrzeb i zobowiązań w zakresie bezpieczeństwa. Nie upoważniają go również do utrzymywania stałej obecności na okupowanym terytorium palestyńskim w tym samym celu”. To, co było prawdą w lipcu, jest tym bardziej prawdziwe, gdy Palestyna jest suwerennym państwem uznanym na arenie międzynarodowej. W rezultacie w zeszłym tygodniu, tj. po tej decyzji i zanim Palestyna weszła do Zgromadzenia Ogólnego, Izraelskie Siły Obronne (IDF) nagle ewakuowały główne miasta na Zachodnim Brzegu, które „okupowały”. Z drugiej strony rząd izraelski oświadczył 12 września przed Wysokim Trybunałem Sprawiedliwości, że nie ma powodu zwiększać pomocy humanitarnej dla Gazy, biorąc pod uwagę, że Izrael nie kontroluje tego terytorium i dlatego nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności. Mając to na uwadze, Trybunał stwierdził, że „Izrael ma obowiązek dokonać pełnego zadośćuczynienia za szkody wyrządzone przez jego bezprawne działania w skali międzynarodowej [okupację i apartheid] wszystkim zainteresowanym osobom fizycznym lub prawnym” (§ 269). Obejmuje to „obowiązek Izraela do zwrotu ziemi i innych nieruchomości, jak również całego majątku skonfiskowanego jakiejkolwiek osobie fizycznej lub prawnej od początku jego okupacji w 1967 r., a także całego majątku kulturalnego i budynków odebranych Palestyńczykom i ich instytucjom, w tym archiwa i dokumenty. Domaga się także ewakuacji wszystkich osadników z istniejących osiedli, rozebrania części zbudowanego przez Izrael muru znajdującego się na okupowanym terytorium palestyńskim i umożliwienia wszystkim Palestyńczykom wysiedlonym w czasie okupacji powrotu do miejsc zamieszkania”. (§ 270).
Należy pamiętać, że Sąd nie nakazuje odszkodowania za szkody wyrządzone przed 1967 rokiem. To nie jest pytanie, które mu zadano. Ponadto broń przemówiła, a Palestyńczycy przegrali kilka operacji wojskowych, których konsekwencje również muszą ponieść. Błędy są wspólne, nawet jeśli jest oczywiste, że szkody – takie jak szkody poniesione przez Palestyńczyków – są nieporównywalne z szkodami Izraelczyków.
Sąd orzekł w sprawie konsekwencji okupacji od 1967 roku. Jego decyzje nie są wsteczne. Odnotowuje fakty, które pogarszają się od 1967 roku.
Zwracając się do wszystkich państw członkowskich Organizacji Narodów Zjednoczonych, Trybunał powiadomił je, że „są one zobowiązane do nieuznawania żadnych zmian w charakterze fizycznym lub składzie demograficznym, strukturze instytucjonalnej lub statusie terytorium okupowanego przez Izrael w dniu 5 czerwca 1967 r., w tym Jerozolimy Wschodniej, innych niż te uzgodnione przez strony w drodze negocjacji, oraz do rozróżnienia, w ich wymianie z Izraelem, między terytorium Państwa Izrael a terytoriami okupowanymi od 1967 r. Trybunał uważa, że obowiązek rozróżnienia, w stosunkach z Izraelem, między własnym terytorium tego państwa a okupowanym terytorium palestyńskim obejmuje w szczególności obowiązek nieutrzymywania stosunków umownych z Izraelem we wszystkich przypadkach, w których ten ostatni twierdzi, że działa w imieniu okupowanego terytorium palestyńskiego lub jego części w sprawach dotyczących tego terytorium; nie utrzymywania, w odniesieniu do okupowanego terytorium palestyńskiego lub jego części, stosunków gospodarczych lub handlowych z Izraelem, które prawdopodobnie wzmocniłyby bezprawną obecność tego ostatniego na tym Terytorium; muszą powstrzymać się, przy tworzeniu i utrzymywaniu misji dyplomatycznych w Izraelu, od uznania w jakikolwiek sposób jego nielegalnej obecności na okupowanym terytorium palestyńskim; oraz od podejmowania środków zapobiegających handlowi lub inwestycjom, które pomagają utrzymać nielegalną sytuację stworzoną przez Izrael na okupowanym terytorium palestyńskim” (§ 278).
Dlatego 9 września 2024 Volker Turk, Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka, otwierając 57. sesję Rady Praw Człowieka, powiedział: „Żadne państwo nie może akceptować rażącej pogardy dla prawa międzynarodowego, w tym wiążących decyzji Rady Bezpieczeństwa ONZ i nakazów Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, ani w tej sytuacji [izraelska okupacja Palestyny], ani w żadnej innej sytuacji.”
Każdy z nas musi być tego świadomy: zasady się zmieniły. Izraelska okupacja państwa Palestyny jest nielegalna. Jednak to państwo jest uznawane na arenie międzynarodowej od 10 września, nawet jeśli kilku stałych członków Rady Bezpieczeństwa nie zrobiło tego w charakterze osobistym. Palestyna ma teraz środki prawne, których do tej pory nie miała. Anglosaski parasol, za którym ukrywał się Tel Awiw, nie istnieje już w rozumieniu prawnym. Wkraczamy w nowy okres, w którym Waszyngton i Londyn będą musiały użyć siły, aby utrzymać ten system ucisku.
Ta rewolucja prawna oznacza zwycięstwo strategii prezydenta Mahmouda Abbasa (89 lat). Paradoksalnie, dopiero pod koniec jego życia nastąpiła w czasie, gdy jego rząd został zdyskredytowany z powodu współpracy z Izraelem i korupcji.
– Thierry Meyssan https://www.voltairenet.org/article221244.html
Mirosław Dakowski Panu AD dedykuję.
Staram się wskazywać w swych publikacjach jako drogowskazy tylko te kierunki, w które sam wierzę i idę. Bo bardzo mnie kiedyś zraziły i oburzyły argumenty i usprawiedliwienia różnych demagogów, żydów z GW i postępowych biskupów i podobnego [—], że drogowskaz nie biegnie w kierunku, który wskazuje.
– Nie mogę więc umieszczać u siebie np. propozycji, jak poprawić „ordynację proporcjonalną”. Bo ta ordynacja jest stekiem sprzeczności [porównaj na przykład: OSZUSTWA wmontowane w ordynację „proporcjonalną” przyczyną dziwacznych, szkodliwych “koalicji”]. Należy w całości wyrzucić i zmyć teren polityki z tego szkodliwego świństwa. Każda próba ulepszenia od wewnątrz musi skończyć się klęską. Dziwne, że również tu jakoś stosują się twierdzenia Gödla.
– Nie mogę proponować, jak usprawiedliwić postulaty i fantazje „ekologistów”, bo znam się na tym dobrze. Wyrzucić ich i ich postulaty na kopach [silnych]. Większość, a chyba mniejszość z nich – do wariatkowa.
– Popatrzmy również: Nie mogę proponować, jak ulepszyć modele płaskiej ziemi. O dziwo, zderzam się ciągle ze zwolennikami tej „hipotezy”. Inżynier, dyrektorzy budów, publicyści!! Są więc niebezpieczni, ale zamknąć w wariatkowach się nie dają.
– Czy, a raczej kiedy, da się „coś zrobić” z darwinistami oraz „ewolucjonistami Wszechświata”. Ci pierwsi zatruwają biologię i naukę od prawie dwóch wieków [np. Lamarck], a drudzy – od początku myśli, nauki ludzkiej. Głupota przeplata się z chorobą [głównie psychiczną], ale też ze złem. Przywyknąć? Nie, zwalczać, tępić, ośmieszać. Nigdy zaś nie „ulepszać” nie poprawiać.Won, Q… !!
– Gdzie umieścić zwolenników Religii Uniwersalnej, tych różnych pojebów i franciszków? A, tym to chyba zajmie się osobiście sam Pan Bóg. Ale sądzę naiwnie, że każe większość z nich wyszuflować do piekła? Prawda?
I, co pewne, wszyscy to kiedyś, zapewne niedługo, ujrzymy. Ślepi też! Lub – głupsi, więc biedniejsi – doświadczymy…
19.09.2024 polacy-zostawieni-na-pastwe-wielkiej-wody-lamia-prawo-by-ratowac

Mieszkańcy województwa lubuskiego postanowili wziąć sprawy w swoje ręce, by ratować swój dobytek. Mimo grożących im za to mandatów, koszą wały przeciwpowodziowe, które – jak mówią – były zaniedbane przez Wody Polskie.
– Wiem, że to, co powiem, jest przerażające, ale w tym roku Wody Polskie ani razu nie kosiły wałów. Nie mogły więc dokonać porządnego ich przeglądu. To pokazuje, że ta instytucja jest fikcją. Nasze bezpieczeństwo też jest fikcyjne – powiedział „Gazecie Wyborczej” pan Andrzej, mieszkaniec gminy Bojadła w powiecie zielonogórskim.
Wały przeciwpowodziowe nad Odrą pamiętają jeszcze czasy niemieckie. Po powodziach w 1997 i 2010 roku zostały mocno nadwyrężone. Żerują tam bobry, które w wałach robią nory. Te miejsca muszą być uszczelnione workami z piaskiem – w przeciwnym razie woda może rozsadzić wały.
Mieszkańcy załamują ręce nad biernością organów odpowiedzialnych za ten stan rzeczy. Pan Andrzej usiłował dodzwonić się do zlewni w Zielonej Górze, aby odszukać właściwego urzędnika. – Gdy w końcu udało mi się do niego dodzwonić, usłyszałem, że wiedzą, że powinni kosić, ale nie zdążą już tego zrobić. Spławił mnie. To skandaliczne – wskazał.
Mieszkańcy podkreślają, że w tym roku wały w ogóle nie były koszone, a w poprzednim – tylko raz. Gdy dopominali się o pomoc, zostali wyśmiani i usłyszeli od Wód Polskich, by „nie siali paniki”.
We wtorek 15 osób, wyposażonych w kosy, wyszło na wały i na własną rękę usuwało chaszcze. Skosili zarośla na pięciokilometrowym odcinku.
Przebywanie na wałach, ze względu na zagrożenie powodziowe, jest jednak nielegalne. Mieszkańcy de facto zmuszeni są więc łamać prawo, by ratować swój dobytek. „Albo stracą dorobek życia, albo dostaną mandat. Wybierają to drugie” – podsumowuje „Wyborcza”.
Pozostawieni sami sobie byli także mieszkańcy zalanego Kłodzka. W rozmowie z WP Sportowe Fakty pilot rajdowy Michał Majewski ujawnił, jak to wyglądało. We wtorek podczas spotkania z Donaldem Tuskiem w mieście wygarnął mu, co i jak.
– Wobec żywiołu zostaliśmy zupełnie sami, miałem wrażenie, że o nas zapomniano. Tak naprawdę do soboty nie było w naszym mieście żadnego alarmu, ani pomocy ze strony samorządu czy służb. Ludzie sami organizowali pomoc sąsiedzką, rozkładając worki z piaskiem, czy organizując wsparcie dla starszych ludzi. Nikt nie informował nas o zagrożeniu, korzystaliśmy jedynie z ogólnodostępnych prognoz pogody. Nie mogliśmy spodziewać się, że będzie aż tak źle. To wszystko powiedziałem na spotkaniu z premierem Tuskiem – wskazał.
18.09.2024 unijny-komisarz-ujawnia-wyslalismy-ponad-100-ostrzezen

Wysłaliśmy ponad 100 ostrzeżeń do władz w całym regionie do 13 września – ujawnia komisarz UE ds. zarządzania kryzysowego Janez Lenarczicz. Tymczasem 13 września premier Donald Tusk w kwestii powodzi mówił, że „prognozy nie są przesadnie alarmujące”.
W środę w Parlamencie Europejskim odbyła się debata na temat powodzi. Z polskiej perspektywy najbardziej zastanawiające są słowa unijnego komisarza Lenarczicza, który twierdzi, że poprzez system satelitarny Copernicus wysłano wiele ostrzeżeń o możliwym kataklizmie.
– W Europie Środkowej i Wschodniej od 9 września monitorujemy sytuację i zapewniamy aktualne informacje z centrum koordynacji i reagowania kryzysowego w Brukseli. Jesteśmy w kontakcie ze służbami w dotkniętych klęską państwach UE. Dzięki systemowi satelitarnemu Copernicus zapewniliśmy wczesne ostrzeganie zagrożonym obszarom już od 10 września. Do 13 września wysłaliśmy ponad 100 ostrzeżeń do władz w regionie – ujawnił.
– Na wniosek pięciu państw członkowskich uruchomiliśmy usługi szybkiego reagowania na obszarach objętych powodzią – wymieniał dalej komisarz.
======================================
Czyli Tusk już 10 września dostał info z KE, że będzie powódź w Polsce i na tej podstawie 13 września oświadczył, że prognozy nie są zbyt alarmujące
Aaa…
Powstaje pytanie, gdzie te informacje w ogóle trafiały i co rząd Tuska z nimi zrobił. Jeszcze 13 września premier mówił, że „prognozy nie są przesadnie alarmujące”. Dzień później narracja była już inna, a sytuacja w wielu miejscach Polski tragiczna.

Krzysztof Bosak @krzysztofbosak
„zapewniliśmy wczesne ostrzeganie zagrożonym obszarom od 10 września. Wysłaliśmy ponad 100 ostrzeżeń do władz w całym regionie do 13 września.” – to jest bomba. Gdzie te ostrzeżenia trafiały? Do którego urzędu? KPRM? MSW?
Nie wiem czy zauważyliście, ale Unia Europejska właśnie zatopiła Tuska. Oto słowa Janeza Lenarčiča, Europejskiego Komisarza ds. Rozwoju i Pomocy Humanitarnej- dzięki systemowi świadomości powodzi, w ramach systemu Copernicus, zapewniliśmy wczesne ostrzeganie zagrożonym obszarom
Z żywiołem oczywiście niełatwo wygrać, ale wiele wskazuje na to, że regiony nie spodziewały się takiej wody, w wielu miejscach pomoc przychodziła zdecydowanie za późno. Pojawiają się też doniesienia, że Wody Polskie „nie widziały potrzeby” większego opróżniania zbiorników przeciwpowodziowych. Przez to później miało być w nich za mało miejsca jak na ilość wody, która pojawiła się w rzekach.
W piątek 13 września 2024 „Nowiny Nyskie” przedstawiły wywiad z rzecznikiem Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej we Wrocławiu, który na przykład zapewniał, że zrzut wody ze zbiornika w Nysie nie jest konieczny. Tymczasem w zbiornikach można było zebrać jeszcze dużo powodziowej wody i ograniczyć skalę zniszczenia.

Nic nowego motto Polskich służb jak (po)milicja czy straż miejska, prokuratura, sądy czy urzędasy:
„silny wobec słabych, słabi wobec silnych„
18.09.2024 braun-nie-zostawil-suchej-nitki-na-tusku-to-juz-nie-jest-smieszne-to-jest-po-prostu-grozne

Europoseł Konfederacji Grzegorz Braun był gościem Tomasza Sommera. W programie redaktora naczelnego portalu nczas.info mówił między innymi o klimatystach, ale także o tym, jak premier Donald Tusk został wystawiony przez swych doradców.
Braun przekazał, że od rana podczas sesji Parlamentu Europejskiego „pod pretekstem powodzi, która pustoszy południową Polskę, ze szczególnym uwzględnieniem Śląska, także inne kraje, że pod tym pretekstem tutaj się odbyło czarne nabożeństwo, ponieważ wygłaszane były akty strzeliste wiary klimatystycznej”.
– Rozmaici szamani, zaklinacze deszczu, wygłaszali te akty wiary w to, że ta powódź właśnie dlatego, że za słabo, za mało jeszcze Zielonego Ładu, za mało Niebieskiego Ładu, jeszcze doładujemy i wtedy będzie nas deszcz słuchał i wody się rozstąpią, nawałnice ustaną – zrelacjonował.
– To naprawdę są groźni ludzie, ci, którzy tu urzędują – podkreślił.
Redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” przypomniał natomiast, że powódź przewidział prof. Piotr Kowalczak. W rozmowie z Sommerem autor książki „Zmiany klimatu” wyjaśnił, że „to po prostu wynika z tej zasady, że jeżeli minęło 30 lat, to trzeba poszukać tych fatalnych okresów, wtedy nam to wychodzi”.
– Natomiast nie kierowałem się tu żadną metodą naukową i po prostu to jest mój reumatyzm. Bardzo skuteczna rzecz, jak stary góral – powiedział prof. Kowalczak.
Czytaj więcej: Człowiek, który przewidział powódź gościem Sommera. Teraz wyjaśnia, co będzie dalej [VIDEO]
– Nieco ponad tydzień temu, jak go nagrywałem, to powiedział [prof. Kowalczak], że będzie ta powódź. Ja szczerze powiedziawszy nawet w to nie wierzyłem, a tu się okazało, że przepowiedział. Za to specjaliści obecni z IMGW, bo profesor Kowalczak też pracował w IMGW, nie przepowiedzieli i teraz nasz Tusk podobno jest zdenerwowany na nich, że mu nie przepowiedzieli – powiedział Sommer.
– Wystawili go! 13 w piątek mówił, że prognozy nie są określone, alarmujące. No i proszę Państwa, oczywiście można to potraktować jako dobry pretekst do beki z Donalda Tuska. I warto, ale jak się już pośmiejemy, to powinniśmy spoważnieć, dlatego że jeżeli premiera otaczają ludzie, którzy go wystawili do wiatru, a nawet do nawałnicy burzowej (…), skoro tutaj go zbriefowali w sposób tak całkowicie oderwany od rzeczywistości, no to co robią służby i jaka jest wiedza i wyobrażenia premiera o innych zagadnieniach odnoszących się do naszego bezpieczeństwa. I to już nie jest śmieszne, to jest po prostu groźne, to jest niebezpieczne – ocenił Braun.
W dalszej części programu europoseł Konfederacji odniósł się do wszechobecnej narracji, jakoby powódź, a przynajmniej jej skala, była spowodowana przez zmiany klimatu. – To jest wszystko brednia, to jest wszystko groźna, ponura brednia. Dawniej odbierano ludziom własność, odbierano ludziom wolność i wprowadzano cenzurę zamordyzm, wprowadzano ludobójcze praktyki pod pretekstem sprawiedliwości społecznej. To sprawiedliwość społeczna była tym króliczkiem, którego goniąc po drodze budowało się gułag, budowało się obóz socjalistyczny z naszym rzekomo najweselszym barakiem w tym obozie – powiedział Braun.
– Dzisiaj tym króliczkiem, którego się goni jest właśnie dogmat klimatyzmu, zeroemisyjność, redukowanie kwot dwutlenku węgla, handel tymi kwotami, czyli jak to pięknie definiuje przewielebny pan redaktor Stanisław Michalkiewicz, destylowanie pieniędzy z powietrza odbywa się właśnie pod takim pretekstem – dodał polityk.
18.09.2024 dramatyczny-apel-mieszkanki-zniszczonego-przez-powodz-stronia-slaskiego

Dotknięci powodzią mieszkańcy Stronia Śląskiego alarmują o poważnych problemach z zarządzaniem kryzysowym w mieście. Dramatyczna wypowiedź jednej z mieszkanek rzuca światło na skalę chaosu i bezradności, z jaką muszą się mierzyć lokalni mieszkańcy.
– Drogi panie premierze, to miasto nie jest gotowe na zarządzanie kryzysowe. Władze miasta nie są gotowe na zarządzanie kryzysowe – mówi mieszkanka, podkreślając, że obecne władze nie mają doświadczenia w radzeniu sobie z tak ekstremalnymi sytuacjami. Według jej relacji, brak jest specjalistów, którzy potrafiliby efektywnie zarządzać w sytuacji kryzysowej.
Szczególnie niepokojący jest obraz bezczynnych służb ratunkowych. – Służby siedzą na chodniku i nie wiedzą, co mają robić, bo nikt nimi nie zarządza – alarmuje kobieta. Ta sytuacja prowadzi do frustracji zarówno wśród mieszkańców, jak i samych służb, które są gotowe do pomocy, ale brakuje im koordynacji i konkretnych instrukcji. Kobieta apeluje do lokalnych władz, by nie bały się przyznać, że sobie nie radzą i poprosili o profesjonalną pomoc.
Sytuację pogarsza fakt, że miasto jest praktycznie odcięte od świata. – Nie działa telefon, nie działa internet – informuje mieszkanka.
Mieszkanka Stronia Śląskiego apeluje bezpośrednio do premiera i władz wyższego szczebla o natychmiastową interwencję. – Bardzo prosimy, żeby przysłać tutaj kogoś, kto zajmuje się zarządzaniem kryzysowym, kto będzie w stanie powiedzieć służbom, gdzie mają iść, co mają robić, jak mają pomagać – mówi rozżalona. – Nikt nie wie, co ma robić – podkreśla.
– Na pewno wygodnie się zarządza z fotela. My potrzebujemy kogoś, kto tu przyjedzie, po prostu pomoże władzom miasta zarządzać tym – powtarza apel. Kobieta mówi też, że oprócz Stronia Śląskiego z podobnym problemem zmaga się Lądek-Zdrój.
Wygląda na to, że medialne nagłośnienie sprawy pomogło. Premier Tusk poinformował, że zarządzenie na tych terenach przejmuje generał z Państwowej Straży Pożarnej. „Nadbrygadier Michał Kamieniecki przejął od burmistrzów Stronia i Lądka zarządzanie kryzysowe. Do obu gmin docierają kolejne oddziały wojska. W samym Stroniu jest ich już ponad 600” – napisał w serwisie X Tusk.

Pan Tusk przyjechał, porobili sobie wspólne zdjęcia. Pan Tusk wyjechał, wszystkie służby zniknęły – mówi mieszkaniec Głuchołaz, czyli miasta, które dotkliwie ucierpiało przez powódź.
Dramatyczne świadectwo mieszkańca Głuchołaz rzuca nowe światło na kontrowersje związane z działaniami służb ratunkowych podczas powodzi. Według relacji jednego z mieszkańców, który aktywnie uczestniczył w akcji przeciwpowodziowej i budowie wałów, przed przyjazdem premiera Donalda Tuska do Głuchołaz można było zaobserwować niezwykłą mobilizację służb.
– Owszem, była cała ulica straży, wszystkie służby, bo miał przyjechać Pan Tusk – relacjonuje świadek.
– Pan Tusk przyjechał, porobili sobie wspólne zdjęcia. Pan Tusk wyjechał, wszystkie służby zniknęły.
Potem przyszedł jeden policjant do nas na wały i powiedział: Ludzie, co wy tu robicie? Uciekajcie! Bo zaraz będzie katastrofa – mówi dalej.
Ta nagła obecność wszystkich służb sugeruje, że priorytetem mogło być stworzenie odpowiedniego wizerunku dla mediów, a nie faktyczna pomoc mieszkańcom. Wizyta wysokiego rangą polityka mogła mieć charakter bardziej PR-owy niż praktyczny w kontekście zarządzania kryzysowego.
„Sebastian Lukomski , CitizenGO” <petycje@citizengo.org> |
Intensywne prace WHO na rzecz sfinalizowania Traktatu Pandemicznego odbywają się właśnie teraz, podczas 11. posiedzenia Międzyrządowego Ciała Negocjacyjnego (INB).
To kluczowy moment, aby powstrzymać traktat, który może pozbawić nas wolności i przekazać kontrolę nad decyzjami dotyczącymi zdrowia niewybieralnym, globalnym elitom.
Ty i ja ciężko pracowaliśmy nad zablokowaniem tego traktatu, jednak oni są bardziej zdeterminowani niż kiedykolwiek, by przeforsować go pod pretekstem troski o zdrowie publiczne.
Podejmowane dziś decyzje będą miały wpływ na to, czy zachowasz swoje prawa, czy oddasz je w ręce biurokratów, którzy dbają wyłącznie o własne interesy.
Nie możemy dłużej czekać — czas ucieka, a nasze wolności są zagrożone.
Oto konsekwencje podpisania Traktatu Pandemicznego:
Dziękuję za Twoje nieustanne wsparcie,
Sebastian Lukomski z całym zespołem CitizenGO
VIDEO: Krew w pojemniku – aborcja w Oleśnicy |

Jestem wstrząśnięta.
Szpital w Oleśnicy udostępnił na swoich profilach w Internecie relację z aborcji metodą próżniową. Widać tam urządzenie do wypompowywania dziecka z macicy pod ciśnieniem i krew biednego maluszka płynącą wprost do pojemnika.

Czy Pan też nie może się pozbierać po tym, co zobaczył? Ja nie rozumiem, jak można zrobić coś tak potwornego niewinnemu dziecku. Ale też nie pojmuję, jak można chwalić się w sieci, że dokonuje się tak okrutnego czynu.
Niepojęte, prawda?
Charakterystyczne przezroczyste urządzenie to zestaw do aborcji próżniowej. Szpital w Oleśnicy otrzymał cały pakiet takich urządzeń od morderców z Aborcyjnego Dream Teamu. Stosuje je do aborcji, najprawdopodobniej w pierwszych dwunastu tygodniach życia dzieci, gdyż takie są rekomendacje dla aborcji próżniowej. Potężny ciąg robi z dzieciątka miazgę i dziecko ginie w męczarniach.
Czy wie Pan, że zwolennicy aborcji często argumentują, że dziecko na tak wczesnym etapie nie odczuwa jeszcze bólu?
Tymczasem nauka mówi coś zupełnie innego.
Przesyłam Panu fragment z wywiadu, jaki ukazał się na portalu www.RatujZycie.pl. Dr Beata Głodzik, licencjonowana położna i doktor pedagogiki, swoje zainteresowania naukowe ogniskuje wokół neurologii dziecięcej i rozwoju dziecka. Wyjaśnia, że w życiu płodowym zdolność odczuwania bólu pojawia się o wiele wcześniej niż się powszechnie uważa, bo już około piątego tygodnia od poczęcia. Co więcej, niedojrzałość zmysłów nie powoduje, że bodźce odczuwane są słabiej. Wręcz przeciwnie – im mniej dojrzały jest określony zmysł, z tym większą intensywnością odbiera bodźce. Innymi słowy: im mniejsze dzieciątko, tym silniej odczuwa ból.
Ze względu na niedojrzałość zmysłów, zwłaszcza dotyku, dziecko czuje bardzo wyraźnie, a jednocześnie ten dotyk jest bardzo wrażliwy. Wynika to z braku mieliny grubej na aksonie w mózgu płodu, co sprawia, że zmysły są niesamowicie wyostrzone i czułe. Ta nadwrażliwość nie oznacza, że zmysł jest tępy i nie reaguje, wręcz przeciwnie – on już funkcjonuje, on już reaguje i jest bardzo wrażliwy. Odczuwalność tych wszystkich bodźców jest bardzo natężona. Trudno sobie nawet wyobrazić, jak ogromne cierpienie może odczuwać maleństwo poddawane aborcji. Myślę, że my tak realnie nigdy sobie tego nie wyobrazimy, ponieważ nasze układy nerwowe są już na zupełnie innym etapie dojrzałości. Dlatego nawet jeśli doświadczamy bólu: złamania nogi czy skaleczenia, nasze odczucia są inne. Mają mniejszą intensywność niż odczucia dziecka, które ma bardzo niedojrzały układ dotykowy. Dlatego nawet delikatny bodziec może powodować ból u dziecka w fazie rozwoju między zapłodnieniem a narodzeniem. To już jest dziecko, które za względu na swoją wrażliwość rozwija się w innym środowisku aniżeli środowisko zewnętrzne. Pan Bóg umieścił dziecko w wodach płodowych, ponieważ amortyzują one wiele bodźców i tworzą ochronę dotykową, obmywając ciało dziecka. Wody płodowe są po prostu przyjemne. Natomiast kiedy ta bariera wodna zostaje przekroczona to każdy dotyk jest silnie odczuwany.
Cały wywiad znajduje się pod linkiem: https://ratujzycie.pl/dziecko-czuje-bol-juz-w-piatym-tygodniu/.
Nie mogę przestać myśleć o tym, jak bardzo cierpiało dziecko, którego kaźń pokazali aborterzy z Oleśnicy.
Ten widok to dla nas jeszcze większa mobilizacja, aby działać przeciw aborcji. Okrutne mordowanie dzieci musi się skończyć. A ludzie, którzy zabijają z premedytacją, muszą mieć jasność: jeśli to zrobisz, trafisz na długie lata do więzienia.
Bo nie każdy ma dobre serce. Niektórzy mają po prostu mentalność morderców.
Serdecznie Pana pozdrawiam,
![]() Kaja Godek ![]() Fundacja Życie i Rodzina www.RatujZycie.pl |
PS – film z Oleśnicy uświadamia mi kolejny raz, że stajemy naprzeciw ZŁA w jego najczystszej [najbrudniejszej – najstraszniejszej] postaci. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla zbrodni, jaką jest rozerwanie dziecka żywcem na strzępy i odessanie resztek plastikową rurą.
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
CzarnaLimuzyna , 19 września 2024 ekspedyt/do-slaska-zbliza-sie-piaty-z-jezdzcow-apokalipsy

Do Śląska zbliża się piąty z jeźdźców Apokalipsy: Ursula von der Leyen. Polityk absolutnie wroga istnieniu Polski jako suwerennego państwa narodowego, planująca dla nas podrzędne miejsce jako kresy imperium.
Adam Wielomski
Ursula von der Leyen duchowa córka barona von der Liar. Przybywa z małym podręcznym bagażem – wekslem in blanco wystawionym w czasach pierwszych przekształceń własnościowych przez wspólnika współczesnych szabrowników. Przyjeżdża też ze znanym, lecz nie do końca oszacowanym, deficytem moralnym i intelektualnym. Jak mawiają złośliwi dzięki temu jej komunikacja z Tuskiem przebiegnie bez zakłóceń.
Po cytacie z Wielomskiego i moim nieco żartobliwym wstępie czas na przyziemne konkrety
Wywiad niemiecki mnie próbował zwerbować. Nie zgodziłem się, ale wiem, kto został zwerbowany i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zna wszystkie szczegóły
– powiedział Prezes Fundacji Konstruktywnej Ekologii Ecoprobono, biolog środowiska, ekolog dr Grzegorz Chocian na antenie Polsat News.
Grzegorz Chocian: Ci, którzy protestują, nawet nie mają kierunkowego wykształcenia. Znowu inni protestują i tutaj przypomnę pewnego prezesa fajnej spółki, dużej państwowej, który powiedział ja znam bardzo wielu naukowców. Pytanie, komu służą.
Więc odpowiadając, kto nimi powoduje, no nie tylko sponsor, ale czasem oficer prowadzący. I mówię to nie bez kozery, bo znałem taki przypadek. Stąd też pora o tym mówić otwarcie.
To jest gra wywiadów na terenie Polski również.
Redaktorek: No nie za ostro, panie Grzegorzu?
Grzegorz Chocian: Słucham?
Redaktorek: Nie za ostro?
Grzegorz Chocian: Nie, nie za ostro. To zostało potwierdzone przez ABW.
Będzie pan zaskoczony, ale naprawdę tak jest. Więc my musimy wreszcie mówić otwarcie. My nie możemy się bać tego powiedzieć otwarcie, dlatego że jeśli to powiemy otwarcie, no to może skuteczność różnych takich organizacji będzie nieco osłabiana, dlatego że mnie też próbowano zwerbować.
Wywiad niemiecki mnie próbował zwerbować, żebym protestował. Niech to pójdzie w świat. Nie zgodziłem się, ale wiem, kto został zwerbowany.
Redaktorek:Ale poszedł pan z tym do ABW w takim razie?Bo już pan ostro mówi w tej chwili.Poszedł pan z tym do służb polskich?
Grzegorz Chocian: Oczywiście tak. ABW zna wszystkie szczegóły.I dostałem informację zwrotną, że miałem rację.
Kilka wątków
__________________________________________________________________
18/09/2024 przez antyk2013
W każdą trzecią środę miesiąca

Pokutny Marsz Różańcowy w każdą trzecią środę miesiąca. Zaczyna się Mszą Św. o 18.00 w intencji Ojczyzny w kościele Matki Bożej Bolesnej i św. Wojciecha. Marsz wiedzie wokół Uniwersytetu Opolskiego, dalej do Ratusza i na pl. Wolności, kończy się przy katedrze pod figurą bł. Księdza Popiełuszki. Często prowadzi Ojciec Ryszard (Jezuita).
Pokutny Marsz Różańcowy w każdą trzecią środę miesiąca. Zaczyna się Mszą Św. o 18.00 w intencji Ojczyzny w kościele Matki Bożej Bolesnej i św. Wojciecha. Marsz wiedzie wokół Uniwersytetu Opolskiego, dalej do Ratusza i na pl. Wolności, kończy się przy katedrze pod figurą bł. Księdza Popiełuszki. Często prowadzi Ojciec Ryszard (Jezuita)