Reakcje Rosji na eskalację Zachodu

4. Rosja wygra tę wojnę – 18.09.2024.

zygmuntbialas

8 Komentarzy

Reakcje Rosji na eskalację Zachodu

Atak na obwód kurski miał już konsekwencje, takie jak zniszczenie na początku września prowadzonego przez NATO centrum szkoleniowego w Połtawie. W tym ośrodku żołnierze ukraińscy byli szkoleni przez oficerów NATO do ataków dronów i rakiet na Rosję. Według moich źródeł w tym ataku zginęło około 720 żołnierzy, w tym wielu trenerów NATO ze Szwecji, Niemiec, Francji i Polski.

To nie byli najemnicy, lecz oficerowie NATO.

W Połtawie zakrojono na szeroką skalę szkolenie personelu w zakresie obsługi dronów i prowadzenia rozpoznania elektronicznego. Szwecja zamierzała sprzedać dwa samoloty SAAB 340 AEW Erieye, mniejszą wersję amerykańskiego samolotu AWACS.

SAAB 340 AEW Erieye

Szwecja przeszkoliła w tym celu personel również w Połtawie. Zupełnie nieoczekiwana dymisja szwedzkiego ministra spraw zagranicznych następnego ranka po rosyjskim ataku nie powinna nikogo dziwić.

Oznaką, że te informacje odpowiadają faktom, są ruchy lotnicze ogromnego samolotu S Lookheed Martin K 130, który w wersji Medvac może przewieźć 74 rannych. Dużą liczbę lotów Medvac wykonały Polska, Niemcy i Rumunia. To sprawia, że stwierdzenie, iż wielu członków personelu NATO zostało rannych, wydaje się bardzo wiarygodne.

12 września prezydent Putin mówił o użyciu przeciwko Rosji broni dalekiego zasięgu. Władimir Putin postrzega zgodę USA i Wielkiej Brytanii na użycie zachodniej broni dalekiego zasięgu przeciwko Rosji nie jako pozwolenie, ale jako wyraźne i bezpośrednie wejście krajów NATO w wojnę przeciwko Rosji. Uzasadnia ten pogląd stwierdzeniem, że Ukraina nie może przeprowadzić tych ataków bez wsparcia NATO. Ukraina nie posiada własnego rozpoznania satelitarnego i nie dysponuje kadrą, która zapewniłaby wsparcie techniczne systemów uzbrojenia.

Jeśli taka decyzja zostanie podjęta – mówi prezydent FR – nie będzie to oznaczać nic innego jak bezpośrednie zaangażowanie państw NATO, Stanów Zjednoczonych i krajów europejskich w wojnę na Ukrainie. To jest ich bezpośrednie zaangażowanie, co oczywiście znacząco zmienia istotę, charakter konfliktu.

Oznacza to, że USA, NATO i kraje europejskie są w stanie wojny z Rosją. A jeśli tak się stanie, to biorąc pod uwagę zmienny charakter tego konfliktu, podejmiemy odpowiednie decyzje w oparciu o zagrożenia, które się pojawią:

http://kremlin.ru/events/president/news/75092

Te wypowiedzi prezydenta Putina są po raz kolejny genialnym posunięciem. To automatycznie zapewnia mu podstawę prawną do ataku na któregokolwiek członka NATO, jeśli zostanie użyta broń dalekiego zasięgu. Nie musi – może – w dowolnym momencie.

Wnioski

Prezydent Putin doskonale zdaje sobie sprawę z długoterminowej strategii Stanów Zjednoczonych wobec Rosji. Przez pierwsze 22 lata swojej kadencji Putin starał się rozwiązać tę kwestię dyplomatycznie, a Rosja wstrzymywała się z użyciem siły zbrojnej do lutego 2022 roku. Z jednej strony to długie wyczerpywanie przez Putina środków dyplomatycznych jest przez Zachód wyciszane lub interpretowane jako słabość. Z drugiej strony ta anielska cierpliwość jest czasami krytykowana w jego własnych szeregach.

W okresie do 2022 roku Rosja rozkwitła dzięki bezprecedensowej polityce gospodarczej i społecznej, tak że jako paralelę można posłużyć się jedynie powojenną odbudową Niemiec po drugiej wojnie światowej, chociaż to porównanie jest błędne: Niemcy otrzymały wsparcie, zwłaszcza ze strony USA. Rosja nie miała tego przywileju, ale zarządzała samodzielnie, co czyni ożywienie Rosji od 2000 roku tym bardziej imponującym.

Strategia Putina to holistyczna, globalna gra w szachy, wyważona w najdrobniejszych szczegółach i oparta na tak stabilnych podstawach, że nawet największa w historii Zachodu burza sankcji nie tylko nie zaszkodziła rosyjskiej gospodarce, ale także spowodowała ożywienie gospodarcze.

Pod względem militarnym Rosja nie ma dziś przeciwników: Zachód nie ma żadnej strategii – ani geopolitycznej, ani wojskowej – ale używa propagandy jako swojej głównej broni i ośmiesza się na polu bitwy tak, że można by się śmiać, gdyby nie to, że ludzie umierają w tych cynicznych grach, w które gra kilku socjopatów, a media na Zachodzie są albo kupione, albo tak głupie, że nie jest nam do śmiechu.

Rosja zakończy tę wojnę i będzie dyktować warunki. Zadziwiające jest to, że według wypowiedzi kandydata na wiceprezydenta Vance’a zdanie potencjalnego prezydenta Trumpa byłoby bardzo zbliżone do warunków Kremla. Jednak wisi w powietrzu, czy Trump dożyje wyborów, gdyż głębokie państwo (deep state) zrobi wszystko, aby realizować politykę wojny. Można to osiągnąć tylko bez Trumpa.

Zakładam, że ataki na Rosję przy użyciu dronów i rakiet – w tym rakietowych dalekiego zasięgu – będą kontynuowane i intensyfikowane. Podobnie jak w przypadku przygody z Kurskiem, działania te nie będą miały wpływu na ogólną sytuację militarną. Sytuacja na froncie głównym staje się dla Ukrainy coraz bardziej katastrofalna: Rosjanie szybko zdobywają przewagę, a straty Ukraińców rosną w miarę coraz większej dezercji werbowanych przymusowo żołnierzy. Poinformowała o tym nawet CNN, co jest kolejnym sygnałem katastrofalnej sytuacji, w której znalazła się Ukraina.

Nie wykluczam ataku Rosji na bazę NATO poza Ukrainą, ale nie sądzę, aby było to w tej chwili zbyt prawdopodobne. Gdyby jednak ataki dalekiego zasięgu na Rosję przeprowadzane były z Polski lub Rumunii, byłyby one również prawnie uzasadnione. Rosjanie są znani z niekonwencjonalnego reagowania, dlatego amerykańskie bazy na Bliskim Wschodzie stanowią cele, które Rosjanie mogliby zaatakować – tym razem za pośrednictwem swoich pełnomocników.

Miejmy nadzieję, że w zachodnich ośrodkach decyzyjnych pozostanie jeszcze trochę zdrowego rozsądku, aby nie wydarzyło się najgorsze.

https://seniora.org/politik-wirtschaft/peter-haenseler-russland-gewinnt-europa-verliert-usa-laesst-europa-haengen

Napisał: Peter Hänseler

Opracował: Zygmunt Białas

Rozwiązłość seksualna poprawi zdrowie polskich uczniów?

:
Fundacja Pro-Prawo do życia
Nasiliła się rządowa propaganda alarmująca, że większość uczniów ma fatalną kondycję fizyczną. W mediach uaktywnili się także rozmaici eksperci z zakresu odżywiania, dietetyki, uzależnień, prewencji chorób oraz psychologii, którzy wskazują na liczne problemy dotyczące polskich uczniów. Receptą na to wszystko ma być wprowadzenie do szkół nowego, obowiązkowego przedmiotu „edukacja zdrowotna”. To zwykłe oszustwo, gdyż w innych wypowiedziach mówi się wprost, że „edukacja zdrowotna” to „edukacja seksualna”, tylko pod zmienioną nazwą w celu uśpienia opinii społecznej i zmieszana z tematami, które nie budzą kontrowersji. 
Deprawacja seksualna to jednak nie jedyne zagrożenie związane z nowym, przymusowym przedmiotem szkolnym. W „edukacji zdrowotnej” zdrowie będzie rozumiane na sposób ideologiczny. Wedle przyjętej definicji „zdrowa” jest aborcja, „zdrowa” jest masturbacja, „zdrowa” jest rozwiązłość seksualna. Do takiego rozumienia „zdrowia” przez uczniów chce doprowadzić MEN. Trzeba stawić opór i budzić świadomość rodziców.Uwaga na nowy przedmiot w szkołach [foto]Rodzice muszą być świadomi sytuacji i wiedzieć, jak działa manipulacja oraz mobilizować się do walki o swoje dzieci. Sytuacja jest bardzo poważna, a metody stosowane przez deprawatorów przebiegłe. 

Rząd Tuska wie, że wprowadzenie „edukacji seksualnej” wprost i otwarcie do polskich szkół napotkałoby na duży opór społeczny. Dlatego postanowiono zastosować podstęp – wprowadzić „edukację seksualną” jako „edukację zdrowotną”. Decyzja już zapadła – od 1 września 2025 roku do wszystkich szkół wchodzi nowy, obowiązkowy przedmiot „edukacja zdrowotna”. Teraz potrzeba uśpić czujność rodziców i przekonać społeczeństwo za pomocą propagandy, że przedmiot ten jest niezbędny i potrzebny. 

W tym celu niezwykle nasiliła się propaganda. W ciągu ostatnich dni głośno było w mediach o wynikach badań dotyczących kondycji fizycznej polskich uczniów. Międzyresortowy zespół ekspertów oraz polityków z kilku ministerstw przedstawił swoje wnioski. Jak podaje Telewizja Polska:

„Ponad 90 procent uczniów klas 1–3 szkół podstawowych nie potrafi chwycić, rzucić i kozłować piłki. To zatrważające wyniki badań przeprowadzonych przez Akademię Wychowania Fizycznego. Dlatego wkrótce w szkołach pojawi się nowy przedmiot – edukacja zdrowotna.”

Media nagłaśniały też udział Minister Edukacji Barbary Nowackiej w konferencji dotyczącej problemu otyłości dzieci i młodzieży. Odpowiedzią na otyłość dzieci również ma być wprowadzenie do szkół „edukacji zdrowotnej”. W podobnym tonie wypowiadali się w ostatnich dniach rozmaici eksperci z wielu dziedzin. Lekarze przekonują, że „edukacja zdrowotna” jest niezbędna, aby w dorosłym życiu pacjenci „nie szukali wątroby w okolicach kolana” oraz aby uniknąć wielu chorób, w tym nowotworów. Dentyści apelują, że konieczne jest podniesienie stanu świadomości uczniów w kwestii mycia zębów, a psycholodzy ostrzegają, że bez „edukacji zdrowotnej” problem depresji wśród dzieci będzie się pogłębiał. Na wszystkie tego typu problemy receptą ma być obowiązkowa „edukacja zdrowotna” w szkołach. 

Aby przekonać się jak wielka jest to manipulacja, spójrzmy jak obecnie wygląda nauka w szkole. Grę w piłkę uczniowie ćwiczą na WFie. O narządach takich jak wątroba i innych częściach ciała uczą się na biologii, podobnie jak o chorobach czy żywieniu. W każdej szkole jest psycholog, a liczba psychologów w szkole ma być coraz większa, podobnie jak rozmaitych pedagogów czy nauczycieli wspomagających. 
Wszystkie tematy i problemy, o których tak mocno alarmują w ostatnich dniach eksperci, mają już swoje miejsce w aktualnie obowiązujących przedmiotach szkolnych i podstawach programowych. Po co zatem nowy, osobny, obowiązkowy przedmiot? 

Ponieważ chodzi nie o zdrowie, a o deprawację seksualną dzieci oraz o przeprowadzenie rewolucji (anty)moralnej w sumieniach uczniów.

Przypomnijmy – już w październiku 2023 roku „edukatorka seksualna” Antonina Kopyt zaproponowała publicznie, aby „edukację seksualną” wprowadzić do polskich szkół jako osobny, obowiązkowy przedmiot pod nazwą „edukacja zdrowotna”. Wedle jej rekomendacji, tematy z zakresu „edukacji seksualnej” należy zmieszać z innymi tematami, takimi, które nie budzą kontrowersji. Kilka miesięcy później Antonina Kopyt weszła w skład rządowego zespołu, którego celem jest stworzenie podstawy programowej do „edukacji zdrowotnej”.
Na czele tego zespołu stanął Zbigniew Izdebski – seksuolog odznaczony niemieckim medalem za rozwój „edukacji seksualnej” wedle niemieckich standardów, które zakładają m.in. naukę masturbacji i wyrażania zgody na seks oraz oswajania z rozwiązłością seksualną i homoseksualnym stylem życia. 

Podsumowując – za nowy przedmiot „edukacja zdrowotna” odpowiada seksuolog, a jego nazwę („edukacja zdrowotna”) zaproponowała „edukatorka seksualna”. Do świadomości rodziców trafia jednak zupełnie inny przekaz, będący oszustwem i manipulacją – że „edukacja zdrowotna” to dbanie o kondycję fizyczną i zdrowie uczniów. Deprawacja to jednak nie jedyne zagrożenie.

Celem wprowadzenia nowego, obowiązkowego przedmiotu do szkół jest również ideologizacja uczniów i wywołanie w sumieniach dzieci rewolucji (anty)moralnej. W „edukacji zdrowotnej” deprawacja seksualna zostanie zmieszana z nauką o „zdrowiu”. Jak to zdrowie ma być rozumiane? Jako ogólny, bliżej niesprecyzowany, dobrostan człowieka, również psychiczny i społeczny. Zdrowie jako „dobrostan” to definicja stworzona przez Światową Organizację Zdrowia WHO, współautora Standardów Edukacji Seksualnej, wedle których mają być „edukowane” polskie dzieci. Do czego prowadzi tak rozumiane „zdrowie”? Oto kilka przykładów. 

1) Według „edukatorów seksualnych” regularna masturbacja jest nie tylko „zdrowa”, ale oddawanie się jej jest również naturalnym etapem „rozwoju psychofizycznego człowieka”. Jak możemy przeczytać w broszurze dla uczniów wydanej w ramach programu „edukacji seksualnej”, który kilka lat temu pojawił się w szkołach w Gdańsku:
 „Większość ludzi, kobiet i mężczyzn, masturbuje się. Masturbacja to jeden z normalnych i zdrowych przejawów seksualności, zarówno samodzielnie, jak i w relacji. Wszyscy ludzie, na każdym etapie życia są istotami seksualnymi.” 2) Jeżeli pojawienie się dziecka w łonie matki narusza „dobrostan” kobiety, bo np. trzeba zmienić plany życiowe w związku z narodzinami dziecka, to należy dokonać aborcji i zamordować dziecko. Aborcji trzeba dokonać również wtedy, gdy np. kobiecie nie chce się zmieniać pieluszek albo wstawać w nocy do dziecka, gdyż to również narusza jej „dobrostan”. W związku z tym, aborcja jest działaniem „pro-zdrowotnym”.

3) Jeżeli ktoś pod wpływem propagandy LGBT odczuwa zaburzenia tożsamości i chce „zmienić płeć”, to „zdrowe” będzie dla niego przebieranie się w ubrania przeciwnej płci, zażywanie preparatów hormonalnych hamujących proces dojrzewania (tzw. tranzycja) lub amputacja „zbędnych” części ciała (np. piersi lub organów płciowych). 

4) Jeżeli ktoś pod wpływem propagandy LGBT zamierza oddawać się homoseksualnemu stylowi życia i dopuszczać się aktów homoseksualnych (bardzo niebezpiecznych dla ciała i duszy człowieka), to takie działania będą dla niego „zdrowe”. Koordynator podstawy programowej do „edukacji zdrowotnej” Zbigniew Izdebski publicznie twierdził, że przeciętny homoseksualista posiada ok. 200 partnerów seksualnych w ciągu swojego życia. Izdebski nazwał to „formą obyczajowości” i „stylem życia”. Właśnie do takiego „stylu życia” będzie zachęcać „edukacja zdrowotna”.
Właśnie na tym będzie polegać obowiązkowa „edukacja zdrowotna” w polskich szkołach – na deprawacji seksualnej i ideologizacji dzieci. W czasach ZSRR powstało pojęcie „homo sovieticus” („człowiek sowiecki”), które miało określać „nowego człowieka” powstałego w wyniku propagandy i ideologizacji. Człowieka myślącego o całym świecie i o wszelkich kwestiach i problemach w kategoriach ideologii komunistycznej.
 Dzisiejszy „nowy człowiek” ma myśleć o wszystkim przez pryzmat ideologii „dobrostanu”, będącego skrajnym egoizmem i indywidualizmem. 
Trzeba się temu przeciwstawić. Kluczowa jest świadomość rodziców oraz mobilizacja kolejnych środowisk do walki i oporu. Zdecydowana większość rodziców nie ma obecnie pojęcia o zagrożeniu. Właśnie na to liczą deprawatorzy seksualni, którzy z pomocą aborcyjnej koalicji Tuska forsują wprowadzenie „edukacji seksualnej” do szkół już od 1 września 2025r – na bierność rodziców i brak reakcji ze strony społeczeństwa. Dlatego nasza Fundacja w całej Polsce organizuje kolejne, niezależne kampanie informacyjne. Każdego dnia nasi wolontariusze wychodzą na ulice i docierają do kolejnych osób. Trwają także przygotowania do dystrybucji naszej broszury, na którą mamy już tysiące zamówień w formie papierowej. Można ją również pobrać za darmo w wersji elektronicznej w pliku PDF
 Walka trwa, a zwycięstwo jest możliwe, musimy tylko być konsekwentni, nieustępliwi i motywować kolejne osoby do działania. W 2014 roku dzięki naszej akcji „Stop pedofilii” oraz ogólnopolskiej mobilizacji rodziców udało się powstrzymać postępy „edukatorów seksualnych”. Podobnie może być dzisiaj.
 Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić nam dalsze działania i docieranie z ostrzeżeniem do kolejnych Polaków, w szczególności do rodziców nieświadomych zagrożenia, jakie czeka na ich dzieci. 
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
]
Z wyrazami szacunkuMariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Budżet bez zaplanowanego zadłużenia? – Ale w Argentynie.

Budżet bez zaplanowanego zadłużenia? Takie rzeczy tylko w kraju Javiera Milei

18.09.2024 nczas/budzet-bez-zaplanowanego-zadluzenia

Javier Milei
Javier Milei. / foto: PAP/EPA

Wystąpienie w niedzielę 15 września przed parlamentem prezydenta Argentyny Javiera Milei uznano za „bezprecedensowe”. Prezydent przedstawił budżet kraju na rok 2025, a głównym celem jest likwidacja w przyszłym roku deficytu budżetowego.

Media piszą o „historycznym” przemówieniu. Normalnie, w Argentynie plan budżetu prezentuje parlamentowi minister gospodarki. Tym razem tego zadania podjął się osobiście wolnorynkowiec, prezydent Javier Milei, zresztą z wykształcenia ekonomista.

Prezydent oświadczył deputowanym, że zawetuje każdą ustawę, która zagrozi równowadze budżetowej. Dodał, że chce także zgłosić projekt ustawy, który na zawsze zmieni sposób konstruowania budżetu państwa.

„Deficyt zawsze był skutkiem myślenia najpierw o tym, ile wydać, a dopiero później zastanawiano się jak to sfinansować. My zrobimy odwrotnie, najpierw pomyślimy, ile możemy zaoszczędzić, a potem sprawdzimy, na co możemy wydać” – tłumaczył prezydent.

Bezprecedensowe w Argentynie wystąpienie prezydenta ma swój kontekst napięcia między władzą wykonawczą a ustawodawczą. Partia Javiera Milei nie ma w parlamencie większości i każda ustawa musi się opierać na osiągnięciu kompromisów. Prezydent musiał ostatnio wetować m.in. zwiększanie budżetu na uczelnie i podwyżki emerytur. Na razie prezydent ma tu jednak duże wsparcie społeczne.

„ Psychickie poruchy”. Minister Kultury Słowacji o LGBT

„ Psychickie poruchy”. Minister Kultury Słowacji o LGBT

17 września 2024

Minister kultury Słowacji, Martina Šimkovičová do działaczy LGBT+P-F

Jeśli macie zaburzenia psychiczne, powinniście się leczyć, a nie narzucać ludziom, że jesteście swego rodzaju normą i wszystko ma być tak, jak wy tego chcecie. /Wiktor/TX/

https://youtube.com/watch?v=WHQsBO1U9ww%3Ffeature%3Doembed

Szerszy kontekst

„My heteroseksualiści tworzymy przyszłość, ponieważ rodzimy dzieci

NA POCZĄTKU 2024. w oficjalnym oświadczeniu minister kultury Martina Šimkovičová napisała:

 Organizacje LGBTQ+ nie będą już pasożytować na pieniądzach z departamentu kultury. Zdecydowanie nie pozwolę na to pod moim kierownictwem.

Minister (…) podkreśla, że fundamentalną ideą działalności resortu w przyszłości jest „powrót do normalności”. /euractiv.pl/

W innym wywiadzie Martina Šimkovičová  skrytykowała  norweską minister kultury, która obnażając się, pokazała piersi podczas Oslo Pride.

To nie jest kultura. Kiedy się tu rozbiorę i pokażę ci swoje piersi, czy to będzie w porządku?

Przymusem wyrwani z kresowej Polski. Propaganda komunistyczna nazwała to „repatriacją”

Przymusem wyrwani z kresowych ziem. Propaganda komunistyczna nazwała to „repatriacją”

(Zdjęcie ilustracyjne Oprac. GS/PCh24.pl)

80 lat temu, narzucony Polsce przez Sowietów, komunistyczny rząd PKWN zawarł z ZSRR porozumienie o „ewakuacji obywateli polskich z republik radzieckich białoruskiej i ukraińskiej oraz litewskiej” czyli z zagarniętych przez ZSRR polskich Kresów. Propaganda komunistyczna nazwała to fałszywie repatriacją, co w rzeczywistości było przymusowym wysiedleniem. W bydlęcych wagonach, około 2 milionów Polaków zostało wywiezionych z ziem, na których od wieków żyli, budowali wiarę, tworzyli tradycję, kulturę, wznosili dwory, pałace i przepiękne świątynie. 

Litwa

Polaków wysiedlano z litewskiej ZSRR w dwóch okresach. Najpierw od roku 1944 do roku 1946. Następnie w latach 1955 – 1959. Z Litwy w ramach tak zwanej „pierwszej repatriacji” w latach 1944–1946 wysiedlono aż 148 tysięcy Polaków. Większość przesiedleńców z Litwy osiadła na Warmii i Pomorzu, a mniejsze grupki na Dolnym Śląsku. Podczas drugiej repatriacji wysiedlono ponad 46 tysięcy Polaków. Duża ich grupa zamieszkała na terenie ówczesnego województwa białostockiego. Większość z nich była sybirakami. 

Sowieci zabrali nam nasz majątek ziemski koło Wilna, a nas wywieźli na Sybir. Byliśmy tam osiem lat, do roku 1957. Nasz majątek zamieniono na kołchoz, dwór uległ zniszczeniu. Mieszkaliśmy trochę w Wilnie, ale komuniści nas tam nie chcieli. Tak naprawdę to Polaków, wypędzano po wojnie z Wileńszczyzny. Robili to litewscy komuniści, którzy przenosili się do Wilna z głuchej prowincji. Organizowali oni specjalne składy pociągów i kazali Polakom wsiadać do nich i „jechać do Polski”. To była tzw. repatriacja. Tak trafiliśmy do Białegostoku, gdzie mieszkał brat mojej mamy, który nas przygarnął – mówi Michał Wileński – Siewruk.  

Białoruś

Z Białoruskiej ZSRR, w latach 1944–1959, wysiedlono 375 tysięcy Polaków. Wysiedleńcy osiedlali się głównie na tzw. ziemiach odzyskanych – na Dolnym Śląsku i w zachodniej części Wielkopolski, a także w województwie zachodniopomorskim oraz na Pomorzu. Wielu z nich stanowiło dla władzy radzieckiej „element niebezpieczny ideologicznie”, którego trzeba się było pozbyć.

Byłem żołnierzem AK. Mieszkałem koło Grodna. W roku 1948 aresztowała mnie NKWD. Sowiecki sąd najpierw dał mi 105 lat łagrów, a potem się „zlitował” i zmniejszył tę kare do 25 lat. Trafiłem do Irkucka. Podczas katorżniczej pracy w lesie umierało wielu ludzi. Ja przeżyłem, wskutek amnestii zwolniono mnie z łagru. Mój rodzinny dom, po wojnie, znalazł się na terytorium białoruskiej ZSRR. Władze uważały mnie „za wroga ludu” więc nie mogłem tam żyć. Jako tzw. repatriant w roku 1948 przyjechałem do Polski, do Białegostoku. Później udało się mi tu sprowadzić moich rodziców i siostrę, którzy też byli sybirakami – wspominał Piotr Pocałujko, sierżant AK.

Ukraina

W okresie pierwszej masowej akcji wysiedleńczej, której kulminacja przypadła na drugą połowę 1945 i pierwsze półrocze 1946, z terenów Ukraińskiej ZSRR (przed wojną południowo-wschodnich terenów II RP) przesiedlono około 1,3 miliona Polaków. Ludność Polska z terenów Sowieckiej Ukrainy osiadła głównie na zachodzie województwa śląskiego oraz na Dolnym Śląsku, część na Białostocczyźnie.

– Moja rodzina ocalała z rzezi wołyńskiej. Mieszkaliśmy w miejscowości Osiecznik koło Kowla. Jednak po wojnie komuniści źle się odnosili do Polaków. Uważali, że nie powinno nas być na Wołyniu. Z moim mężem, który również był z Wołynia i do tego był żołnierzem AK, musieliśmy wyjechać do Polski. Osiedliśmy niedaleko Białegostoku.  Tylko raz odwiedziłam Wołyń, to było w roku 1998. Ciężko mi było patrzeć na to, co tam zastałam.  Tylko ruiny i totalna dewastacja. Wszędzie groby rodaków – powiedziała nam Alfreda Kołodzińska.

Wysiedlenia z głębi ZSRR

Na terenie ZSRR, w głębi tego kraju przebywała masa zesłańców, łagierników oraz uchodźców polskich. W czerwcu 1945 roku rozpoczęły się ich przesiedlenia do Polski. W sumie z głębi Rosji przesiedlono około 160 tysięcy Polaków.  Ponadto, w latach 1951-1952 sowieckie władze ZSRR wyraziły zgodę na to, aby 787 polskich dzieci opuściło sowieckie domy dziecka i trafiły do PRL- u.

Ciężkie warunki przesiedleń

Przesiedlani z Kresów Polacy byli zrozpaczeni koniecznością opuszczenia rodzinnych stron, pozostawienia swoich majątków, dziedzictwa, kultury, kościołów, grobów bliskich oraz udania się w nieznane. Ksiądz Józef Anczarski przed wysiedleniem z Tarnopola (obecnie Ukraina)w maju 1946 roku zanotował

Jutro już wyjeżdżamy. Jest transport. Długi skład wagonów czeka na stacji. Paskudne i obskurne są te wagony. Krytych i zamkniętych jest mało, najwięcej otwartych, które normalnie służą do wożenia węgla, kamieni czy cegły do budowy domów. I na tym mają jechać całe rodziny ze swoim dobytkiem, z krowami, końmi, kurami i wszystkim, co dało się zabrać. To już ostatni dzień naszego pobytu w tym mieście i na tej ziemi. Ostatnia Msza św. w naszym kościele. I mówią nam, że wyjeżdżamy na zawsze, że Polska już nigdy tutaj nie wróci. Zostawiamy to Bogu i Jego zrządzeniom. My tu już teraz nie mamy nic do powiedzenia. Jest jak jest. Wyrzucają nas gwałtem, przemocą i rzeziami”.

Adam Białous

Katastrofalne skutki Zielonego Ładu. Koszty dla Polski liczone w bilionach

dorzeczy/zielony-lad-i-unijna-polityka-klimatyczna-kompleksowy-raport

Protest przeciwko Zielonemu Ładowi
Protest przeciwko Zielonemu Ładowi Źródło: PAP / Radek Pietruszka

NSZZ „Solidarność” przedstawił raport dot. katastrofalnych skutków Zielonego Ładu. Obszerny dokument wskazuje największe zagrożenia, które niesie za sobą unijna polityka klimatyczna.

Zaprezentowano pierwszy w Polsce raport na temat skutków wprowadzenia Zielonego Ładu. Raport „Drapieżny Zielony (nie)Ład” powstał na zlecenie NSZZ „Solidarność”, a opracował go zespół ekspertów, zajmujących się polityką klimatyczną, pod redakcją dr. Artura Bartoszewicza.

Polacy nie chcą Zielonego Ładu

W ramach raportu przeprowadzono badanie „Polacy o Zielonym Ładzie”. Sondaż został zrealizowany przez firmę PBS na próbie 1213 osób w dniach 22 kwietnia – 6 maja 2024 r. Wynika z niego, że 61 proc. Polaków obawia się wprowadzenia przepisów Zielonego Ładu.

56,5 proc. uczestników badania opowiedziało się za przeprowadzeniem w Polsce referendum dotyczącego „zobowiązania rządu, parlamentu i prezydenta do podjęcia działań w celu całkowitego odrzucenia polityki Zielonego Ładu”.

63 proc. ankietowanych chce, by Polska pozostała członkiem UE. Za opuszczeniem wspólnoty jest 22 proc. pytanych. Ponadto, 62 proc. badanych twierdzi, że UE powinna być „wspólnotą suwerennych państw i narodów, czyli Europą Ojczyzn”.

Zapisy sprzeczne z konstytucją

Prof. Ryszard Piotrowski z Uniwersytetu Warszawskiego wskazuje, że Europejski Zielony Ład jest niezgodny z konstytucją RP (art.: 1, 2, 5, 20, 21, 30, 31, 47, 76 i 90). Autorzy reportu zwrócili również uwagę na to, że polski system podatkowy nie jest gotowy na implementację Europejskiego Zielonego Ładu i Paktu Klimatycznego. „Wprowadzenie ograniczeń i nakazów będzie skutkować drastycznym wzrostem wydatków budżetowych przy jednoczesnym zubożeniu społeczeństwa i podatników prowadzących działalność gospodarczą (rolniczą i pozarolniczą), a przede wszystkim spadkiem wpływów z najważniejszych podatków. Implementowanie tych rozwiązań bezpośrednio wpłynie na wzrost cen dóbr konsumpcyjnych, jak również może się przyczynić do spadku konkurencyjności polskich przedsiębiorstw na rynkach międzynarodowych” – czytamy.

Koszty systemów ETS 1 i ETS 2 dla statystycznego gospodarstwa domowego w 2030 r. w scenariuszu pozytywnym wyniosą szacunkowo 4,7 tys. zł, w bazowym niemal 6,7 tys. zł, a w pesymistycznym 8,5 tys. zł.

Koszt renowacji budynków wybudowanych do 2002 r. będzie wynosił ok. 1 bln zł. Zwrócono też uwagę na wyższe koszty produkcji energii elektrycznej z farm wiatrowych i fotowoltaicznych w porównaniu do tańszych elektrowni węglowych. Wyprodukowanie jednej megawatogodziny w przypadku elektrowni węgla kamiennego kosztuje 610 zł. W przypadku farm wiatrowych lądowych jest to koszt 754 zł, a dla farm fotowoltaicznych – 819 zł.

Koszty gospodarcze

Łącznie do 2030 r., aby osiągnąć cele klimatyczne, Polska musi zainwestować ok. 7 proc. swojego PKB. Ok. 2,5-3 proc. PKB to koszty związane z Zielonym Ładem i Fit for 55. Unijna polityka klimatyczna będzie nas kosztować ok. 60 mld zł rocznie.

„Instytut Rousseau wyliczył, że na dojście do zeroemisyjności nasz kraj będzie musiał z pieniędzy publicznych i prywatnych wydawać co roku przez 27 lat aż 13,6 proc. PKB. A konkretnie 2,4 bln euro, czyli ponad 10 bln złotych” – napisał Tomasz Cukiernik.

Autorzy raportu przewidują też m.in., że produkty rolne spoza UE staną się jeszcze bardziej konkurencyjne w stosunku do tych wytwarzanych przez państwa członkowskie.

Eko-Kościół! Ekumeniczna Pielgrzymka dla Sprawiedliwości Klimatycznej 2024 do Berlina. – Odwaliło im !!!, bo Żona nie pozwala napisać mocniej…

[Idą z Gniezna do Berlina. A pojechalibyście w Kotlinę Kłodzką z pomocą ludziom, gnojki obłędne.. Poniżej – dosłowne kopie ich tekstów.] ================================================

Ekumeniczna Pielgrzymka dla Sprawiedliwości Klimatycznej 2024

Ekumeniczna Pielgrzymka dla Sprawiedliwości Klimatycznej (fot. Erwin Nissen)

[wejdą do jeziora?? md]

[oczywiście w namordnikach…md]

[Oczywiście bez Krzyża, ale dlaczego bez Paczamamy?? md]

=======================

Od 21 września do 16 października 2024 r. odbędzie się 8. Ekumeniczna Pielgrzymka dla Sprawiedliwości Klimatycznej z Gniezna do Berlina. Jej głównym tematem będzie kwestia wystarczalności.

Jesienią 2024 r. odbędzie się kolejna Ekumeniczna Pielgrzymka dla Sprawiedliwości Klimatycznej. Jest ona przygotowywana przez Polską Radę Ekumeniczną i niemiecką Bazę Pielgrzymkową Paryż 2015 (Pilgerbasis Paris 2015) wraz z partnerami z regionów, które Pielgrzymka odwiedzi, oraz pod patronatem Ekumenicznej Sieci Współpracy na rzecz Sprawiedliwości Klimatycznej.

Uczestnicy Pielgrzymki rozpoczną swoją drogę 21 września 2024 r. podczas ekumenicznych obchodów Czasu dla Stworzenia w Gnieźnie, siedzibie prymasa Kościoła Rzymskokatolickiego w Polsce. Po 21 etapach, w czasie których zaplanowano trzy dni akcji, 15 października pielgrzymi dotrą do Berlina, gdzie następnego dnia odbędą się spotkania z politykami i ekumeniczne nabożeństwo końcowe. [do kogo?? md]

Zgodnie ze swoim nadrzędnym postulatem, jakim jest wdrożenie porozumienia paryskiego ws. klimatu z 2015 r., 8. Ekumeniczna Pielgrzymka dla Sprawiedliwości Klimatycznej w szczególności zajmie się kwestią wystarczalności: Jaki jest właściwy poziom naszego zużycia energii i zasobów, aby wszyscy mieli możliwość dobrego życia?

Zobacz też: Ekumeniczna Pielgrzymka dla Sprawiedliwości Klimatycznej

=====================

A to ze strony archidiecezja.pl/pielgrzymka-dla-klimatu-zapraszamy : [gdyby ktoś sądził,że to wrogowie ośmieszają Prymasa]

=============================

mail:

Szanowny Panie Profesorze,

To, że wszelkiej maści globaliści, Greta, lobbyści i inni sprostytuowani naukowcy i urzędnicy są w stanie takie rzeczy robić, ale pielgrzymka dla klimatu???

Wiele już widziałem i słyszałem, ale taki debilizm (i to w ramach KK), którego nie jestem w stanie komentować.

pielgrzymkadlaklimatu.pl/pielgrzymka/trasa-pielgrzymki-2024/

Ale najlepszy jest adres meilowy (no comments):

e-mail: ekokosciol@pre.pl

z wyrazami szacunku i pozdrowieniami

Piotr

Mail:

Lepiej nie „odjebało” – choć to tylko „rada ekumeniczna”, ale początek ma być u prymasa – czyli on akceptuje ten cyrk. Może zatytułować „Żądamy równej temperatury i klimatu dla wszystkich mieszkańców Ziemi!”

Chyba przebijają komunę z absurdami, Monty Pythona już dawno przebili 🙂

========================

mali: To za jakie grzechy, ściślej – za KTÓRE, mamy taką Zwiędłą Gretę za prymasa??


Kontakt:

Polska Rada Ekumeniczna
ul. Willowa 1, 00-790 Warszawa
tel. 22 849 96 79, fax 22 849 65 01
e-mail: ekokosciol@pre.pl

„Laudetur Iesus Christus”. Pierwsze przemówienie Grzegorza Brauna w europarlamencie.

„Laudetur Iesus Christus”. Pierwsze przemówienie Grzegorza Brauna w europarlamencie. Komisarze wytrzymali… 42 sekundy [VIDEO]

17.09.2024 Laudetur-iesus-christus-pierwsze-przemowienie-grzegorza-brauna-w-europarlamencie

Grzegorz Braun w Parlamencie Europejskim.
Grzegorz Braun w Parlamencie Europejskim. / Fot. PAP

Grzegorz Braun po raz pierwszy zabrał głos na sali plenarnej Parlamentu Europejskiego. Europoseł niezrzeszony w żadnej frakcji dwukrotnie korzystał z prawa głosu w debacie o sytuacji wojennej na Ukrainie. Starł się deputowanymi z Belgii i Włoch. Na koniec prowadzący obrady… wyłączył mu mikrofon.

Braun rozpoczął wypowiedź na sali plenarnej w swoim stylu, jednak zamiast tradycyjnego polskiego powitania „Szczęść Boże” zdecydował się na formę łacińską – „Laudetur Iesus Christus” („Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”).

Czy mamy do czynienia z pewnego rodzaju radą wojenną? – pytał nienaganną angielszczyzną Grzegorz Braun – Czy naprawdę będziemy walczyć? O jaką sprawę? Z kim? Jakimi zasobami? Nie pomagacie Ukrainie przedłużając tę wojnę. Nie pomagacie ludności ukraińskiej, która szuka schronienia i ucieka ze swojego kraju.

Wypowiedź Brauna została przerwana przez prowadzącego obrady po upłynięciu zarządzonych 30 sekund, a gdy europoseł kontynuował – wyciszono mu mikrofon. Co ciekawe, w przypadku wypowiedzi innych posłów, m.in. Michała Szczerby, przewodniczący nie był już aż tak skrupulatny.

Już za rok szkoły będą miejscem deprawacji. Powstrzymajmy przymusową edukację seksualną w polskich szkołach!


„Blanka Bąkiewicz, CitizenGO” <petycje@citizengo.org>
Kilka tygodni temu dzieci wróciły do szkół. Zapewne ze spokojem i zaufaniem powierzyłeś swoje dziecko nauczycielom, wierząc, że jest w dobrych rękach i nauczy się wartościowych rzeczy.Ale co, jeśli za rok, we wrześniu 2025, wysłanie dziecka do szkoły będzie już powodem do strachu? Czy zdajesz sobie sprawę, że już niedługo polskie szkoły będą miejscem deprawacji i ideologicznej indoktrynacji?
Rząd Donalda Tuska tym razem atakuje niewinność naszych dzieci!Do szkół ma wejść nowy obowiązkowy przedmiot – „edukacja zdrowotna” – to nic innego jak przymusowa  edukacja seksualna, która ma zostać wprowadzona już od września 2025 roku.
Minister Edukacji Barbara Nowacka oraz Minister Zdrowia Izabela Leszczyna – zapowiedziały, że w roku szkolnym 2025/2026 „edukacja zdrowotna” będzie przedmiotem obowiązkowym dla wszystkich uczniów od 4. klasy szkoły podstawowej, a rodzice nie będą mogli zwolnić swoich dzieci z tych zajęć.Trudno uwierzyć, że rodzice zostaną pozbawieni prawa do decydowania o tym, jakie treści są przekazywane ich dzieciom!
Za projektem stoi seksuolog Zbigniew Izdebski, który słynie z promowania skrajnie liberalnych poglądów na temat seksualności, w tym aborcji, pornografi i masturbacji. Taki program ma być narzucany naszym dzieciom, bez względu na nasze przekonania i religię! Dzieci w wieku 9 – 10 lat będą narażone na seksualizujące treści, które mogą całkowicie zniszczyć ich niewinność.
Nie możemy na to pozwolić!
Podpisz petycję do Minister Barbary Nowackiej i Minister Izabeli Leszczyny, żądając, aby wycofały się z planów wprowadzenia przymusowej edukacji seksualnej w polskich szkołach! 
To nie jest edukacja. To deprawacja! 
Zamiast chronić nasze dzieci, państwo chce je narażać na treści, które godzą w ich niewinność i moralny rozwój. Tak delikatne tematy powinny być omawiane przez rodziców, a nie narzucane przez szkołę wbrew naszej woli!Historia pokazuje, co może się wydarzyć, jeśli nie zareagujemy teraz. W Niemczech rodzice, którzy sprzeciwili się obowiązkowej edukacji seksualnej w Salzkotten, zostali skazani na 43 dni więzienia, ponieważ odmówili udziału swoich dzieci w lekcjach, które uznali za pornograficzne i sprzeczne z wartościami chrześcijańskimi.
Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że rodzice nie mają prawa odmówić udziału swoich dzieci w tych zajęciach z powodów światopoglądowych.
Czy to samo ma czekać nas w Polsce?!
Podpisz petycję do Minister Barbary Nowackiej i Minister Izabeli Leszczyny, apelując o wycofanie się z planów narzucenia przymusowej edukacji seksualnej w szkołach!
Rząd Donalda Tuska, podobnie jak niemieckie władze, planuje wprowadzenie przymusowej edukacji seksualnej, która nie będzie miała nic wspólnego z edukacją zdrowotną, a zamiast tego zdeprawuje nasze dzieci.Barbara Nowacka, minister odpowiedzialna za ten projekt, otwarcie mówi, że celem jest połączenie tematów, które nie budzą kontrowersji, z edukacją seksualną, by złagodzić opór społeczny.To strategia mająca na celu narzucenie naszym dzieciom wartości sprzecznych z tradycją i religią, które przeczą wychowaniu opartemu na moralności i godności człowieka.
Jeśli nie powstrzymamy tego teraz, nasze dzieci będą uczone wedle radykalnej agendy LGBT, promującej wczesną inicjację seksualną, homoseksualizm, pornografię i aborcję.
Rodzice będą prześladowani za próbę ochrony swoich dzieci przed takimi treściami.To nie tylko zamach na prawa rodziców, ale przede wszystkim zagrożenie dla moralnego i psychicznego rozwoju młodego pokolenia.
Nie chodzi tu tylko o nasze dzieci, ale o przyszłość całego społeczeństwa.
Dopuszczenie do takich zmian oznacza, że przyszłe pokolenia, nasze dzieci, wnuki– będą wychowywane w środowisku, które odrzuca tradycyjne wartości, niszczy rodzinę i promuje skrajnie szkodliwe ideologie. To śmiertelne zagrożenie dla przyszłości Polski!
To nie jest tylko walka o edukację. To walka o przyszłość naszych rodzin, naszych dzieci i całego społeczeństwa.
Działaj teraz! Podpisz petycję i broń przyszłości następnych pokoleń.
Podpisz naszą petycję do Minister Edukacji i Minister Zdrowia, zanim to TWOJE dzieci zostaną zmuszone do udziału w tych demoralizujących lekcjach!
 Dziękuję za całe Twoje wsparcie i zaangażowanie. Tylko razem możemy coś zmienić.
Blanka Bąkiewicz z całym zespołem CitizenGO
PS. To jest walka o przyszłość naszych dzieci. Jeżeli nie zareagujemy teraz, już za rok szkoły staną się miejscem deprawacji i ideologicznej indoktrynacji. Podpisz petycję, zanim będzie za późno! 
Więcej informacji:
Edukacja zdrowotna w szkołach od 2025 roku.
https://www.gov.pl/web/edukacja/edukacja-zdrowotna-w-szkolach-od-2025-roku-ruszaja-prace-przygotowawcze
Normalizacja aborcji, pornografii i masturbacji w polskich szkołach.
https://pch24.pl/normalizacja-aborcji-pornografii-i-masturbacji-w-polskich-szkolach-nowe-plany-men/

CitizenGO to społeczność aktywnych obywateli, która stara się, aby ludzkie życie, rodzina i wolność były darzone szacunkiem na całym świecie. Członkowie CitizenGO zamieszkują wszystkie kraje świata. Nasz zespół pracuje w 16 państwach na 5 kontynentach i działa w 12 językach.

Więcej o CitizenGO dowiedzą się Państwo tutaj.

Mogą nas Państwo także śledzić na Facebooku i Twitterze.

O tamę ideolożkom- feministerkom! To one „zubożają społeczeństwo” !!

Tamy „zubożają społeczeństwo”? Jaki przypomniał kuriozalną wypowiedź Zielińskiej

[Tłumaczę na polski: kuriozalna znaczy: zła, głupia i szkodliwa. md]

dorzeczy/kuriozalna-wypowiedz-zielinskiej

Wiceminister klimatu i środowiska Urszula Zielińska
Wiceminister klimatu i środowiska Urszula Zielińska Źródło: PAP / Piotr Nowak

Europoseł Patryk Jaki zamieścił w sieci fragment wypowiedzi Urszuli Zielińskiej. Obecna wiceminister klimatu i środowiska przekonywała, że budowa tam „zubaża” społeczeństwo.

Polska walczy ze skutkami powodzi, która nawiedziła południową część kraju. Według ostatnich prognoz fala kulminacyjna ma dotrzeć do Opola dzisiaj, a do Wrocławia – pod koniec tygodnia. W Krakowie władze odwołały alarm przeciwpowodziowy.

W wielu miejscach sytuacja jest poważniejsza niż podczas powodzi tysiąclecia w 1997 r. Na obszarze części województwa dolnośląskiego, opolskiego oraz śląskiego rząd wprowadził stan klęski żywiołowej, który będzie obowiązywał przez 30 dni.

Kuriozalna wypowiedź Zielińskiej

Tymczasem politycy PiS i PO przerzucają się odpowiedzialnością za obecną sytuację. Szczególna krytyka spadła na wiceminister klimatu i środowiska Urszulę Zielińską. Internauci przypomnieli, że w 2020 roku polityk Zielonych zamieściła w sieci wpis, w którym krytykowała budowę zbiornika retencyjnego Wielowieś Klasztorna.

Teraz europoseł Patryk Jaki przypomniał wypowiedź Zielińskiej dotyczącej budowy tamy. Padła ona w marcu ubiegłego roku podczas debaty zorganizowanej przez Polskę 2050. W wydarzeniu uczestniczył też Szymon Hołownia oraz inni politycy ówczesnej opozycji.

Dzisiaj na świecie takich tam już nikt absolutnie nie radzi się nikomu budować, bo one zubożają społeczeństwo. Dlatego apeluję do państwa, żebyśmy nie mówili o tych budowlach jako o inwestycjach. To są dezinwestycje. To są sposoby na zubożenie naszego społeczeństwa – powiedziała Zielińska.

Burza po propozycji MKiŚ

Zarówno Urszula Zielińska, jak i minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska od kilku dni znajdują się w ogniu krytyki. Szczególne oburzenie wywołała propozycja przeznaczenia ok. 100 mln zł na niskooprocentowane pożyczki na poziomie 1,5 proc. do 2,5 proc. na likwidację skutków powodzi.

„Zero zdziwienia. Jak mówiła ich koleżanka partyjna Róża Graffin Von Thun: 'Jak wiadomo, tani kredyt jest najbardziej opłacalną rzeczą na świecie'” – wskazał poseł PiS Jan Kanthak.

„Czyli rząd chce ZAROBIĆ kilka procent na nieszczęściu ludzi, proponując POŻYCZKI?” – pyta Radosław Fogiel, także z PiS.

Zbawiciel: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie”

Arcybiskup Chaput: Singapurska uwaga Franciszka „nadzwyczaj błędna” rownosc/religii

Emerytowany arcybiskup Filadelfii Charles Chaput wypowiada się na temat kontrowersji związanych z Singapurem (FirstThings.com, 16 września).

Kluczowe punkty.

– Franciszek ma w zwyczaju mówić rzeczy, które wprawiają słuchaczy w zakłopotanie.

– W Singapurze zasugerował, że wszystkie religie są ścieżkami do Boga.

– To, że wszystkie religie mają taką samą wagę, jest wyjątkowo błędną ideą, którą zdaje się popierać Następca Piotra.

– Religie nie są równe pod względem treści czy konsekwencji. Mają bardzo różne koncepcje tego, kim jest Bóg i co to oznacza dla natury człowieka i społeczeństwa.

– Paweł potępia fałszywe religie i głosi Jezusa Chrystusa jako rzeczywistość i spełnienie nieznanego Boga czczonego przez Greków (Dz 17:22-31).

– Nie wszystkie religie szukają tego samego Boga, a niektóre religie są zarówno błędne, jak i potencjalnie niebezpieczne, materialnie i duchowo.

– Nazywamy się chrześcijanami, ponieważ wierzymy, że Jezus Chrystus jest Bogiem.

– Zapożyczając myśl od C.S. Lewisa, gdyby Jezus był tylko jednym z wielu, byłby również kłamcą, ponieważ stanowczo twierdził: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie” (J 14:6).

– Kochający Bóg może przyjąć uwielbienie każdego szczerego i miłosiernego serca – ale zbawienie przychodzi tylko przez Jego jedynego Syna, Jezusa Chrystusa.

– Sugerowanie, że katolicy podążają ścieżką do Boga mniej lub bardziej podobną do ścieżek innych religii, jest pozbawieniem męczeństwa jego znaczenia. Po co oddawać życie za Chrystusa, skoro inne ścieżki mogą prowadzić do tego samego Boga?

85 lat temu w Polskę uderzył sowiecki młot i sierp

Wywózki na Sybir, przemoc i mordy oczami świadków. 85 lat temu w Polskę uderzył sowiecki młot i sierp

pch24.pl/wywozki-na-sybir-przemoc-i-mordy-oczami-swiadkow-85-lat-temu-w-polske-uderzyl-sowiecki-mlot-i-sierp

Już pierwszego dnia agresji na Polskę, 17 września 1939 roku, sowiecka bezpieka rozpoczęła akcję mordowania polskich patriotów, w tym księży katolickich. Nastał czas strzelania w tył głowy i wywózek na Sybir. Jak straszny był to okres, pokazują relacje świadków tamtych wydarzeń.

Pierwsza okupacja sowiecka (wrzesień 1939 – czerwiec 1941) była wynikiem zawartego 23 sierpnia 1939 roku tajnego układu Ribbentrop – Mołotow oraz późniejszych roboczych uzgodnień między najeźdźcami – Związkiem Sowieckim oraz III Rzeszą Niemiecką. Po agresji Armii Czerwonej na Polskę 17 września 1939 roku Sowieci zajęli wschodnie tereny II Rzeczypospolitej. Do ZSRS włączono połowę powierzchni przedwojennej Polski, zamieszkaną przez 12,5 mln osób. Agresorzy podpisaną 28 września umową o „granicy i przyjaźni” rozdarli między sobą nasz kraj granicą biegnącą wzdłuż rzek: Pisy, Narwi, Bugu i Sanu.

Na Kresach rozpoczął się czas komunistycznego terroru i zbrodni. – We wrześniu 1939 roku mieszkałem wraz z matką na Polesiu, w miasteczku Raków, niedaleko Mińska, obecnej stolicy Białorusi. Kiedy Sowieci weszli do Rakowa, miały tam miejsce dantejskie sceny. Dopuszczali się gwałtów i zabójstw. Wielu miejscowych Żydów przyłączyło się do bolszewików i wydawało NKWD swoich dawnych polskich sąsiadów. Dla przykładu złapali oni kapitana Korpusu Ochrony Pogranicza, zbili go okrutnie i ledwo żywego oddali bolszewikom, którzy go zabili. Później, kiedy NKWD aresztowało moją mamę, uciekłem do Wilna i niemal do końca okupacji tam się ukrywałem – wspominał Jan Priachin.

[M. Dakowski: Mnie, moją Mamę i nianię trochę później, bo 10 lutego 1940 roku – była to pierwsza i największa wywózka Polaków na Sybir – wydali żydzi w Białowieży, już z czerwonymi opaskami na ramionach, wcześniej nasi szewcy i naprawiacze płaszczów.]

Po 17 września uaktywniły się komórki komunistyczne zrzeszające Białorusinów i Ukraińców. Zwano je „jaczejkami” od rosyjskiego słowa „komórka, zalążek”. Członkowie tych grup dokonali wielu zabójstw i zbrodni na żołnierzach oraz osadnikach polskich. – Mój ojciec w roku 1920, jako legionista walczył z Sowietami. Później, do czasu wojny był gajowym. Gdy rozpoczęła się wojna i 17 września 1939 roku Sowieci zaatakowali nasz kraj, ojca zmobilizowano. Pracował na lotnisku wojskowym w Żabczycach. Tam zgromadzono samoloty „Łoś”, które ocalały po niemieckich bombardowaniach. Ojciec zginął 21 września. Zabili go białoruscy komuniści, członkowie miejscowych bojówek. Wywlekli ojca do lasu – w miejsce zwane Biały Jaz i tam zastrzelili – mówi Grażyna Jedlińska, urodzona 16 lipca 1926 w gajówce Bagryny na Polesiu.

Sowieci zajmowali miasta i miasteczka Kresów Rzeczypospolitej, ustanawiając tam swoje komunistyczne rządy. Zaraz po zajęciu Białegostoku zburzyli zabytkowy, barokowy Ratusz, jako symbol „pańskiej Polski”. Zaczęły się aresztowania patriotów. – 20 października mój ojciec niósł zamaskowany sztandar POW, aby go ukryć przed bolszewikami, którzy w tym czasie okupowali już miasto. Ojciec nie wiedział jednak, że śledzą go ludzie z NKWD. Pozwolili mu wejść do fary, lecz gdy z niej wychodził, już bez sztandaru, zaraz go aresztowali. Wraz z innymi Polakami został wywieziony do więzienia w Mińsku. Podczas ewakuacji tego więzienia mojego ojca Rosjanie zamordowali – wspomina ze smutkiem Elżbieta Zubrycka, córka Jana Paszty, prezesa białostockiego koła Polskiej Organizacji Wojskowej.

Stolica Podlasia była punktem zbiorczym, gdzie NKWD zwoziła naszych rodaków przeznaczonych do wywózki. Z tamtejszego dworca fabrycznego wywieziono na wschód ponad 40 tysięcy osób. – Kiedy przyszli Sowieci, rozpoczęły się aresztowania. Zamknęli w więzieniu księdza proboszcza z Tryczówki i wszystkich członków Rady Parafialnej, do której należał też mój ojciec. Później wywieźli go do łagru, gdzie pracował katorżniczo w kopalni, a potem na Syberii przy transporcie drewna. Moja mama została z trojgiem małych dzieci, do tego nosząc w łonie czwarte dziecko. Była wówczas w szóstym miesiącu ciąży. My również już niedługo cieszyliśmy się wolnością. NKWD przyszło po nas, rodzinę „wroga ZSRS”. Kazano mamie szybko się zbierać i wychodzić z domu. Przewieziono nas na dworzec fabryczny do Białegostoku, a z tego miejsca – na ciężkie roboty do Kazachstanu. To był dramat – mówi Jadwiga Suchowierska z domu Sidz, wówczas siedmiolatka.

Jak wyglądała okupacja sowiecka Białegostoku, dowiadujemy się też od innego świadka, któremu wryła się ona w pamięć. – Nasza rodzina przyjechała z Wilna w roku 1935. We wrześniu 1939 weszli Sowieci. Ich wojsko prezentowało się bardzo nędznie. Obszarpani, prawie na bosaka, karabiny na sznurkach. Byli bardzo okrutni, dzicy. Bili kogo popadło, nastąpiły aresztowania i rozstrzeliwania. Z dworca fabrycznego wywozili masy ludzi na Sybir. Jeszcze gorzej było gdy przyszli drugi raz. Wcześniej doszczętnie zniszczyli Białystok bombardowaniami. Dużo ludzi wówczas zginęło od bomb. Ja z rodzicami cały czas siedzieliśmy w bunkrze. Nie sposób było wyjść, bo to groziło śmiercią – mówi Józef Minkiewicz.

Aresztowania patriotów i wywózki na wschód trwały na całej Białostocczyźnie. – We wrześniu 1939 mieszkaliśmy z rodzicami w miasteczku Krynki. U rodziców było nas pięcioro dzieci. Ja miałem właśnie iść do drugiej klasy podstawówki. Mój ojciec walczył w Legionach Piłsudskiego, więc był zagrożony aresztowaniem i wywózką, dlatego uciekł na Kielecczyznę i tam się ukrywał do końca wojny. Sowieci nam, dzieciom kazali chodzić do bolszewickiej szkoły, gdzie była komunistyczna indoktrynacja. Ruscy wszystkich byłych wojskowych i urzędników oraz ich rodziny wywieźli na Sybir, między innymi naszych sąsiadów Kasackich. Całą ich rodzinę NKWD wywiozło – wspomina Franciszek Zawalski.

Mało znane są zbrodnie popełnione przez czerwonoarmistów na polskich żołnierzach września, a było ich wiele.

Oto jedna z tych tragicznych historii, która miała miejsce niedaleko wsi Płaska, położonej w rejonie Puszczy Augustowskiej. – Szczegółowy przebieg tego mordu znał tylko jeden Polak. Był to jedyny żołnierz, który ocalał z tej masakry. Udało mu się uciec, kiedy rozpętało się to piekło. Dotarł do Płaskiej i tam powiadomił jej mieszkańców, m.in. mojego ojca, o tym, co zaszło. Mówił, że on i jego koledzy z oddziału wracali do domów. Nagle okrążyło ich sowieckie wojsko. Była to piechota i kolumna czołgów. Sowieci ustawili ich w szeregu i kazali tak nieruchomo stać pod groźbą śmierci, jednocześnie mierząc do nich z karabinów maszynowych. Następnie jeden z tanków wjechał w tę grupę polskich żołnierzy. To była masakra – opowiada nam Jan Zubkiewicz.

Mieszkańcy Płaskiej sprawili zamordowanym żołnierzom godny, katolicki pochówek. Dziś stoi w tym miejscu pomnik, przy którym zawsze są kwiaty lub płoną znicze, światła naszej pamięci.

Adam Białous

https://youtube.com/watch?v=ssG6Nju9RLI%3Ffeature%3Doembed

Metan i jego hydraty – niechciane skarby

[Przypominam jeden z artykułów sprzed ćwierć wieku. Są u mnie w „Archiwum”. MD]

Wpisał: Mirosław Dakowski   
24.11.2007.
Mirosław Dakowski
Metan i jego hydraty – niechciane skarby

Bardzo dużo i często poruszany jest w prasie, również fachowej, temat potrzeby walki z emisją dwutlenku węgla (CO2) jako głównym czynnikiem destabilizującym klimat. Podpisane zostały nawet porozumienia międzynarodowe (Szczyt w Rio 1992, Protokół z Kioto 1997) dotyczące ograniczania emisji tego gazu. Dużo mniej uwagi zwracają natomiast politycy, ich doradcy, a szczególnie dziennikarze na inne czynniki zmieniające klimat. Zwróćmy uwagę, że jednoczesny wpływ metanu i „czarnego węgla” na klimat jest porównywalny do wpływu atmosferycznego CO2. W dostępnej obecnie technologii nie jest możliwe radykalne a tanie zmniejszenie poziomu CO2 w atmosferze. Możemy jedynie ograniczać jego emisję poprzez zwiększanie efektywności energetycznej. Niestety znane liczne strategie poszanowania energii są w Polsce przez ostatnie 18 lat ignorowane, a poruszane tylko hasłowo, werbalnie, np. w każdej nowej wersji Energetycznej Strategii Rządowej.
            W odróżnieniu od kosztownej walki o ograniczenie emisji CO2, zmniejszenie emisji metanu może przynieść dodatkowe korzyści klimatyczne – i dochody.

Możliwość wpływu hydratów na klimat
W latach 90-tych ubiegłego stulecia okazało się, że największe zasoby węgla pierwiastkowego blisko powierzchni Ziemi występują nie tyle w postaci węgla kamiennego i brunatnego, ropy naftowej i gazu, lecz w postaci hydratów węglowodorów (głównie metanu). Hydrat – to (w uproszczeniu) związek chemiczny, np. metanu, z dużą ilością cząsteczek wody (t.zw. klatraty). Udokumentowane pokłady hydratów metanu zalegają w postaci złóż o ogromnej miąższości (do setek metrów) na terenach wiecznej zmarzliny (płn. Syberia, płn. Kanada) oraz w głębi mórz i oceanów (zach. wybrzeża Stanów Zjednoczonych, litoral brzegów Japonii, Morze Czarne, Morze Kaspijskie, …). Kluczową sprawą dla ilości metanu w atmosferze, a więc dla wpływu na efekt cieplarniany są więc właściwości hydratów. Są one niestabilne w pewnych warunkach temperatur i ciśnienia. Jest to tym istotniejsze, że metan jest gazem 30-50 razy silniej wpływającym na efekt cieplarniany niż CO2
Z hydratami metanu wiąże się niebezpieczeństwo zaistnienia silnego dodatniego sprzężenia zwrotnego wpływającego na ocieplanie się klimatu.
Wzrost temperatury atmosfery oraz mórz i oceanów ponad pewien poziom (próg) może spowodować nagłą, lawinową dehydratyzację czyli uwalnianie metanu ze złóż hydratów. Udokumentowano, że takie zjawiska miały już miejsce w geologicznej historii Ziemi.
Przed ok. 8000 lat obsunęły się, zapewne na skutek podwyższenia temperatury oceanu i zmian położenia nurtu Golfstromu, duże obszary wybrzeży obecnej zachodniej Norwegii na wysokości miejscowości Trondheim. Wielkie masy skalne – około 5600 km3spłynęły na warstwie rozpływającego się lodu złożonego z hydratów na odległość 800 km od górnej krawędzi stoku kontynentalnego, do Morza Norweskiego. Oceny tej katastrofy wskazują na równoczesne uwolnienie do atmosfery wielu miliardów metrów sześciennych metanu jak również  wywołanie olbrzymich niszczących fal tsunami.
Podobne zjawiska obsuwania się wybrzeży na skutek topnienia warstw hydratów udokumentowano u zachodnich wybrzeży USA. Bardzo interesującym akwenem ze względu na występowanie hydratów gazów w dość płytkiej wodzie jest Morze Barentsa leżące poza kołem polarnym. Z powodu mroźnego klimatu klatraty są tam trwałe na stosunkowo niewielkich głębokościach. Właśnie przez to mogłyby one stanowić zagrożenie już przy niewielkim wzroście temperatury. Istnieje niebezpieczeństwo, że już wzrost o 1oC temperatury przydennych warstw wody w morzach i oceanach wystarczyłby do wyprowadzenia hydratów ze stanu stabilności.
Hipotezy  
           Dysocjacją dużych ilości hydratów można tłumaczyć duże globalne ocieplenie w późnym Paleocenie (ok. 55 mln lat temu). Doszło wtedy do katastrofalnego wzrostu temperatury oceanu o około 5-7 oC. Również zakończenie epok lodowych można powiązać z wpływem dysocjacji dużych ilości hydratów.
           Mechanizm powstania epok lodowych związany jest ze wzrostem dodatniego sprzężenia zwrotnego między chwilowym ochłodzeniem klimatu, spowodowanym nim wzrostem powierzchni pokrytej śniegiem i lodem, dalej większym wypromieniowaniem energii odbitego światła słonecznego – i dalszym ochładzaniem. Wynika z tego wzrost grubości i masy lodowców. Obniżenie poziomów oceanów (o kilkadziesiąt metrów!) obniża też o parę atmosfer ciśnienie w podmorskich (uprzednio) złożach hydratów, co powoduje lawinową ich destabilizację i przejście metanu do atmosfery. Zwiększona zawartość metanu w atmosferze prowadzi do dalszego wzrostu temperatury atmosfery, co intensyfikuje proces dehydratyzacji. Ponieważ ilość hydratów jest ogromna, to taki proces może bardzo mocno podnieść temperaturę planety. Przybiera to postać kataklizmu i może doprowadzić do odwrócenia tendencji, czyli do zakończenia epoki lodowej.

Występowanie na Ziemi ogromnych złóż hydratów może zostać wykorzystane do zaspokojenia rosnących potrzeb energetycznych. Należy możliwie szybko rozpocząć korzystanie z energii zgromadzonych w postaci hydratów metanu. Jest to bardzo duże i praktycznie nietknięte źródło energii. Dehydratyzacja i spalanie metanu jest procesem, w którym oprócz energii powstaje jedynie woda i CO2 . Pozwalając na dehydratyzację naturalną tracimy nie tylko złoża doskonałego nośnika energii, ale narażamy się na dalszą destabilizację klimatu. Spalenie metanu ze złóż, które inaczej w naturalny a niekontrolowany sposób mogłyby ulec uwolnieniu, zmniejsza potencjał gazów cieplarnianych, które mogłyby dostać się do atmosfery. Zastąpienie paliw kopalnych przez hydraty ma jeszcze jeden plus. Pamiętajmy, że ropa i węgiel są cennymi surowcami dla innych przemysłów (np. chemicznego), a nie tylko nośnikami energii. O metanie Wydzielanie metanu (CH4) towarzyszy różnym procesom biologicznym np. rozkładowi odpadów organicznych na wysypiskach śmieci. Zastosowanie instalacji zbierających biogaz daje źródło taniej energii (prawie darmowej po zamortyzowaniu się urządzeń). Zastosowanie na szeroką skalę bio-reaktorów przerabiających odpadową biomasę różnego pochodzenia, może wpłynąć pozytywnie tak  na klimat, jak i na gospodarkę. Innym znacznym źródłem metanu związanym z gospodarką ludzką jest uprawa ryżu. Wymiana odmian ryżu i warunków ich uprawy pozwoliłoby na kilkakrotną redukcję tych emisji. Znaczący ułamek antropogennych emisji metanu pochodzi z hodowli bydła. Jedna krowa przy standardowym żywieniu emituje blisko 1 m3 biogazu na dobę. Opracowane są zmiany diety bydła zmniejszające emisje o 30-70%. Sumaryczna ilość CH4 produkowana przez bydło jest ogromna i porównywalna z ilością możliwa do wydobycia z kopalni węgla.
 Tak zwane „metanowe” kopalnie węgla na przełomie lat 80/90 zeszłego wieku jedynie w Polsce emitowały do atmosfery 2-3 mld m3 metanu rocznie. O skali zjawiska świadczy fakt, że całe roczne zużycie gazu w Polsce wynosiło wtedy ok. 11 mld m3. Metan z kopalń węgla można użyć, choćby jako dodatek dla kotłów energetycznych.  
Ostatnio spalono w wybuchu metanu ok. stu górników w Zagłębiu Donieckim na Ukrainie. Wiele tysięcy ginie rocznie w kopalniach w Chinach.
Zmiany strategiczne trudno jest przeprowadzić przy dominującym na świecie systemie BAU (Business As Usual), bo zysk – ogromny – byłby globalny, ale wkład finansowy – lokalny. Brak jest mechanizmów do działań altruistycznych. Obserwowana obecnie ilość CO2 jak i metanu w atmosferze jest porównywalna do maksymalnych wartości dla tych gazów w ostatnich 160 tys. lat. Podkreślmy, że zawartość CO2 w atmosferze była wiele razy w historii Ziemi dużo większa niż obecnie. Sytuacja taka miała miejsce m. inn. w okresie ponad 300 mln lat temu, przed erą karbonu. Obecne poziomy nie są więc nienaturalnie wysokie. Wydaje się, że ekosystem jest w stanie poradzić sobie z nimi. Szerzej, z odnośnikami do literatury, opisaliśmy tę sprawę z A. Wysokińskim w literaturze naukowej, a artykuł dostępny jest na stronie www.Dakowski.pl (pod Energetyka).
A powiązania promocji „efektu cieplarnianego z absurdalnym, dławiącym gospodarki wielu krajów, podnoszeniem cen ropy, a za tym i pozostałych nośników energii, opisałem (z St. Wiąckowskim) w książce O energetyce dla użytkowników i sceptyków. W księgarniach blokada, książka dostępna w Antyku i w Internecie.

Hydraty metanu to alternatywne źródło energii, ale i potencjalne zagrożenie.

Hydraty metanu to alternatywne źródło energii, ale i potencjalne zagrożenie dla klimatu

hydraty-metanu-efekt-cieplarniany

Hydraty metanu leżą na dnie oceanów, a ich pokłady mogą być grube na setki metrów i ciągnąć się na dziesiątki kilometrów. Są one możliwą alternatywą dla konwencjonalnych źródeł węglowodorów, ale i potencjalnym zagrożeniem dla klimatu – opowiada geolog z PAN, dr hab. Maciej Bojanowski.

Stanowią one potencjalne zagrożenie dla klimatu dlatego, że zawarty w tych związkach metan znacznie silniej przyczynia się do efektu cieplarnianego niż dwutlenek węgla. Z powodu wzrostu temperatury na Ziemi prawdopodobnie już w większej niż dotąd ilości wydostaje się on z dna oceanicznego w różnych częściach świata, a przy wciąż niewystarczającej wiedzy na temat eksploatacji hydratów, metan może zacząć rozkładać się w sposób niekontrolowany i wzmagać efekt cieplarniany.

Jak przypomina dr hab. Maciej Bojanowski z Instytutu Nauk Geologicznych PAN, hydraty metanu to związki, które składają się z wody w stanie stałym i gazowego metanu, niejako „uwięzionego w klatkach” pośród tej krystalicznej struktury. Tworzą one formy przypominające lód. Spotkać je można głównie na dnie oceanów (najczęściej wzdłuż krawędzi kontynentów), ponieważ ich powstawaniu sprzyja niska temperatura i wysokie ciśnienie.

Metan jest gazem dość powszechnym, a ten zawarty w dzisiejszych hydratach powstał głównie w wyniku działalności mikroorganizmów. – Można to sobie tak wyobrazić, że kiedy zasobne w materię organiczną dno morskie po pewnym czasie zostaje przysypane przez kolejne warstwy osadów, to mikroorganizmy zaczynają rozkładać materię organiczną. Produktem ich działalności jest m.in. metan. A panujące tam odpowiednie warunki ciśnienia i temperatury pozwalają zamknąć ten gaz w obrębie powstających w osadach hydratów – tłumaczy geolog. – To nawet nie są pojedyncze bryły, ale ogromne masy, wielkie pokłady, które mają grubość nawet setek metrów i ciągną się dziesiątkami kilometrów. Badania nad hydratami metanu prowadzone są od niedawna i nie są jeszcze zaawansowane, ale wszystko wskazuje na to, że jest ich więcej, niż wszystkich konwencjonalnych zasobów złóż węglowodorów na świecie – wskazał Bojanowski.

Instalacje już są, ale wciąż nieopłacalne

Kraje takie jak Japonia, Chiny, Kanada czy USA prowadzą już projekty, które mają rozpoznać zasoby hydratów metanu u ich wybrzeży. – Japończykom udało się z sukcesem dokonać ich eksploatacji. Tak naprawdę wydobyli oni sam metan, ponieważ rozkład hydratów prowadzili na miejscu, przy dnie oceanu. Okazało się jednak, że przy złożoności potrzebnej do tego technologii ich wydobycie nie jest opłacalne, zwłaszcza przy obecnych cenach węglowodorów – powiedział geolog.

I choć o hydratach metanu mówi się jako o potencjalnej, przyszłościowej alternatywie dla konwencjonalnych złóż metanu, to – zdaniem Bojanowskiego – obecnie eksploatacja hydratów metanu nie jest opłacalna i wiąże się z potencjalnymi poważnymi zagrożeniami środowiskowymi.

Zagrożenia dla środowiska

Jednym z nich może być niekontrolowana emisja metanu do atmosfery. – Balans ciśnienia i temperatury, które utrzymują hydraty w swym stanie skupienia, jest dość delikatny. Nie mamy jeszcze wystarczającej wiedzy na temat ich eksploatacji, i jeśli coś pójdzie nie tak podczas wydobycia, metan może zacząć rozkładać się w sposób niekontrolowany, co spowoduje gigantyczną emisję do atmosfery. Gaz ten w hydratach jest jakby stłoczony, skompresowany. Po rozłożeniu się jeden metr sześcienny hydratu daje bowiem ponad 180 metrów sześciennych metanu. Dlatego też z jednej strony jest to łakomy kąsek dla przemysłu jako potencjalne źródło energii, ale z drugiej – przy niekontrolowanym rozkładzie – może znacząco przyczynić się do efektu cieplarnianego – tłumaczył Bojanowski.

Metan z hydratów w sposób naturalny uwalnia się do atmosfery cały czas, gdyż część hydratów ulega rozpadowi; jednocześnie powstają nowe. Przy rosnącej temperaturze na Ziemi tempo rozkładu hydratów, a co za tym idzie – emisji metanu do atmosfery – wzrasta. – Uważa się, że największe wymieranie w historii świata, na granicy permu i triasu, było częściowo spowodowane właśnie rozkładem hydratów metanu w wymiarze globalnym. Zaszło tu kilka procesów m.in. wcześniejsze ocieplenie klimatu związane częściowo z emisją dwutlenku węgla, co spowodowało wzrost temperatury na świecie na tyle, że temperatura przy dnie morskim również wzrosła, a przez to hydraty metanu przestały być stabilne – mówił. – Biorąc pod uwagę obecne szacunki ilości hydratów metanu na dnie oceanów, z modelowania naukowców wychodzi, że jest ich dziś tak dużo, że gdyby temperatura na Ziemi gwałtowanie i znacząco wzrosła, to uwolnienie się z nich metanu mogłoby spowodować tak gigantyczny efekt cieplarniany, jak ten z czasu permu i triasu – ocenił.

Ryzyko powstawania fal tsunami

Naruszanie złóż hydratów metanu może również prowadzić do destabilizacji stoków podmorskich i uruchomienia potężnych osuwisk podmorskich, co może oznaczać np. uszkodzenie podwodnych rurociągów czy powstanie fal tsunami. Nowej wiedzy dotyczącej tych kwestii mogą dostarczyć badania na temat roli hydratów metanu w przeszłości geologicznej. Właśnie tym zajmuje się w swej pracy naukowej dr hab. Bojanowski, który m.in. kieruje międzynarodowym zespołem w projekcie finansowanym przez NCN.

Hydraty metanu nie zachowują się w zapisie kopalnym. Poszukujemy więc świadectw ich dawnego występowania. Naszym kluczem do przeszłości jest geochemia izotopowa. Okazuje się, że metan w hydratach ma bardzo specyficzny skład izotopowy węgla – i po tym możemy poznawać w historii geologicznej, że gdzieś on w skałach czy osadach istniał. Z drugiej strony hydraty metanu to cząsteczki wody, więc zawierają pierwiastek tlenu i jego skład izotopowy w hydratach jest również specyficzny. I tak jeśli skały są równocześnie wzbogacone w lekki izotop węgla i ciężki izotop tlenu, możemy podejrzewać, że w ich powstaniu brały udział hydraty metanu – tłumaczył.

Do badań naukowcy wykorzystają skały wydobyte ze środowisk zawierających współczesne hydraty metanu. Następnie sięgną do starych (liczących około 30 mln lat) skał z Polski i Włoch. – Podejrzewamy, że one również tworzyły się w ten sam sposób. Poprzez analogię będziemy starali się zrozumieć, jakie cechy starych skał przemawiają za tym, że hydraty im towarzyszyły, a jeżeli będziemy potrafili to zrobić, to może się okazać, że będziemy lepiej identyfikować takie skały w zapisie kopalnym i rozwikłamy wątpliwość, czy rozkład hydratów metanu w przeszłości geologicznej faktycznie miał taki znaczący wpływ na okresy hipercieplarniane. A jestem przekonany, że rola hydratów w przeszłości geologicznej jest nadal niedoszacowana – podsumował dr hab. Bojanowski. (PAP)

Rocznica tsunami na Bałtyku. Istotne dla ew. lokalizacji elektrowni jądrowych.

Ogromna powódź na Pomorzu. Dziś wypada rocznica tsunami na Bałtyku

16.09.2024 rocznica-tsunami-na-baltyku

Księstwo Pomorskie, historia, Pomorze, Bałtyk
Księstwo Pomorskie Fot. domena publiczna

16 września 1497 roku miało miejsce tsunami na Bałtyku, w wyniku którego zalane zostały m.in. Darłowo i Darłówko, które znajdowały się wówczas w granicach Księstwa Pomorskiego.

Darłowo, w którym do dziś znajduje się zamek książąt pomorskich, znajdowało się w XV wieku w granicach Księstwa Pomorskiego, którym władała dynastia Gryfitów, której władcy używali od 1238 roku tytułu „duce Cassubie”, czyli książę Kaszubów.

Władcą Księstwa Pomorskiego w 1497 roku był Bogusław X Wielki, który wywodził się właśnie z Darłowa, choć stolicą swojego państwa uczynił Szczecin.

To właśnie on, wraz z biskup kamieńskim Benedyktem Wallensteinem oraz kanclerzem Jerzym Kleistem, musiał stawić czoło żywiołowi tak podobnemu do tego, co obecnie dzieje się na Śląsku i w Małopolsce.

[Nie jest podobne, bo przyczyna zupełnie różna. MD

16 września bowiem na Bałtyku pojawił się… Morski Niedźwiedź. Takie miano dostała fala tsunami, która zalała Darłowo i Darłówko.

„Ranek tego pamiętnego dnia [tj. 16 września] był podobny do innych dni, tylko znacznie bardziej wietrzny. Wiejący z północnego zachodu silny wiatr wywołał sztorm. W południe wiatr dął już z mocą huraganu, zrywając połacie dachów, powalając drzewa i stare mury” – opisywał tamten dzień kronikarz Anny Jagiellonki, żony księcia Bogusława.

Jaka była przyczyna tsunami? Wśród badaczy nie ma co do tego zgody. Jedni uważają, że w Bałtyk musiał uderzyć meteor, a według innych przyczyną była podmorska eksplozja metanu.

=======================================================

To głupawe plotki. Na Bałtyku co jakiś czas następuje lawinowe uwolnienie metanu z pokładów Hydratów. Istotne dla ew. lokalizacji elektrowni jądrowych. Głupiec Komorowski, wtedy „wpływowy polityk”, ośmieszył się kiedyś ignorując to zjawisko. Pisywałem o tym – i były Memoriały do rządów – przed laty. Na głuche, głupie uszy zawsze pada. Mirosław Dakowski]

Morski Niedźwiedź nawiedzał Pomorze jeszcze dwukrotnie – w 1757 i w 1779 roku.