Wychować fiskusa, jeśli namolny. Najlepiej … donosem do prokuratury.

Wychowywani przez fiskusa

6.03.2024 Autor:Leszek Szymowski wychowywanie-fiskusa

Krajowa Administracja Skarbowa. Służba celno-skarbowa.
Krajowa Administracja Skarbowa. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: PAP

Krajowa Administracja Skarbowa rozpoczęła masowe wysyłanie do podatników listów behawioralnych. Najlepiej na nie odpowiedzieć… donosem do prokuratury.

„Będziemy monitorowali, jak zareagował Pan na to pismo. Jeżeli ma Pan pytania, zachęcam do kontaktu z osobą, której dane znajdzie Pan w polu »Kontakt«” – takimi dwoma zdaniami kończy się list rozsyłany masowo do podatników przez urzędy skarbowe. Od początku lutego, skarbówka wysłała miliony takich listów. Teoretycznie chodzi o to, aby zachęcić Polaków do tego, aby dobrowolnie wywiązywali się z obowiązków podatkowych czyli płacenia należności i danin, wymaganych przepisami. W praktyce zamiast regulowania należności powstał gigantyczny bałagan. I to bez podstaw prawnych.

PO czyli PiS

Portal prawo.pl jako pierwszy ujawnił kulisy całej sprawy. Z przeprowadzonego przez nich dziennikarskiego śledztwa wynika, że 11 stycznia 2024 Mariusz Gojny – zastępca szefa Krajowej Administracji Skarbowej wystosował do podlegających mu szefów urzędów skarbowych tzw. „zalecenia w sprawie pism behawioralnych”. Te wytyczne zostały opracowane jeszcze przez ministerstwo finansów w czasach PiS, ale po dojściu do władzy nowej ekipy nie zostały odwołane. Jest to więc kolejny obszar, w którym jedna partia kontynuuje decyzje swoich poprzedników.

Co to są tzw. „listy behawioralne”? To forma korespondencji stosowana przez urzędy skarbowe w sytuacji, gdy ich pracownicy mają podejrzenie, że konkretny podatnik ukrywa dochody lub nie płaci podatków, lub prowadzi niezarejestrowaną działalność gospodarczą, ale nie mają dowodów wystarczających do wszczęcia kontroli. Urzędnicy sugerują, że mogą sprawie przyjrzeć się bliżej, ale wolą, by konkretny podatnik na list i informacje skarbówki zareagował sam. Najlepszą formą reakcji jest zgłoszenie się do właściwego terytorialnie urzędu skarbowego i wyjaśnienie sprawy. Czyli wytłumaczenie się, że nie jest się wielbłądem.

Nieprzyjemna wizyta

Jak wygląda wizyta w Urzędzie Skarbowym? Po zgłoszeniu się i odstaniu w kolejce, podatnik musi odpowiadać na dziesiątki nieprzyjemnych pytań, które sprawiają wrażenie, że jest przestępcą. Urzędnicy pytają o jego dochody, stan posiadania, poziom życia itp. Potem, aby zweryfikować te informacje, mogą np. napisać notatkę, że przedstawione informacje nie zgadzają się ze stanem faktycznym i zażądać od banku udostępnienia historii rachunku bankowego. Co ciekawe: mniejsze podstawy prawne do takiej informacji są wtedy, gdy podatnik nie przyjdzie do urzędu, a otrzymane pismo wyrzuci do śmietnika. Inaczej mówiąc: przychodząc do urzędu, bardziej sobie szkodzimy, niż pomagamy. Tym bardziej, że w trakcie rozmowy z przedstawicielem urzędu możemy zdradzić coś, o czym nie chcielibyśmy, aby urząd skarbowy wiedział.

Co podczas rozmowy interesuje urzędników? Na przykład to, czy posiadamy jakiś przedmiot o wartości przekraczającej 10 tysięcy euro, a jeśli tak, to czy jego zakup był dokonany gotówką, czy kartą płatniczą czy przelewem. W tym pierwszym przypadku urzędnicy mogą nas spytać o źródło pochodzenia gotówki. Biurokraci mogą również wypytywać o to, czy nasze wydatki odpowiadają naszym zarobkom.

Praktyka pokazuje, że częstym sposobem na „dojeżdżanie” podatnika przez skarbówkę jest analiza jego mediów społecznościowych. Jeśli na wakacje pojechaliśmy np. na Malediwy i zdjęcia przedstawiające to zamieścimy na Facebooku, urząd może sprawdzić, czy zarabiamy na tyle dobrze, aby mieć na to pieniądze. Jeśli sprzedajemy lub kupujemy na portalach aukcyjnych, fiskus może wystąpić do operatora strony (np. Allegro lub AliExpress) z zapytaniem o historię transakcji, a potem może dociekać, czy zapłaciliśmy podatek od czynności cywilno-prawnych. Jeśli nie – wezwie nas do zapłaty podatku wraz z należnymi odsetkami. Może też analizować strony internetowe z ofertami usług – szczególnie takich jak korepetycje czy fizjoterapie. I potem może uznać, że podatnik nie odprowadza podatków od części swoich zarobków. A stąd już krótka droga do wydania decyzji administracyjnej nakazującej zapłatę zaległego podatku.

A co jeśli podatnik list od skarbówki wyrzuci do kosza? Wówczas naraża się na ryzyko, że urzędnicy sami przyjdą do niego i rozpoczną kontrolę, która może obejmować wszystkie transakcje do 5 lat wstecz.

Bezprawne żądania

Jest jednak rozwiązanie, które w tej sytuacji można zastosować. To zakwestionować zgodność z prawem takiego listu. Szczegółowo mówił o tym dr hab. Stefan Płażek – prawnik, pytany przez prawo.pl. – „Skoro podstawą jest jakieś nieokreślone bliżej »przeczucie« organu skarbowego, to jest to nadal odmiana działania uznaniowego, inaczej losowego. Nie zaprząta uwagi twórców fakt, iż w znacznym rozmiarze korespondencja będzie wywoływała stres i dodatkowe, a niepotrzebne działania oraz wydatki często zupełnie niewinnych podatników” –uważa ekspert. Można więc uznać, że cała ta sprawa jest nieudanym żartem. Można jednak potraktować ją poważnie i… zawiadomić prokuraturę.

Przestępstwo urzędników

Konstytucja RP w artykule 7 mówi, że „organy administracji państwowej działają w granicach prawa”. To oznacza, że każdy urząd może robić tylko tyle, ile przewidują przepisy regulujące jego działanie, nie więcej. Urzędnika obowiązuje zasada, iż co nie jest mu dozwolone przez prawo, jest zakazane. Analiza ustaw regulujących funkcjonowanie aparatu skarbowego prowadzi do wniosku, że katalog czynności zarezerwowanych dla urzędu nie przewiduje ani „domysłów”, ani „monitorowania” reakcji podatnika na list od naczelnika US. A zatem jest to przekroczenie uprawnień, czyli przestępstwo stypizowane w artykule 231 kodeksu karnego. Właściwą reakcją wydaje się więc zawiadomienie prokuratora właściwego miejscowo dla siedziby urzędu skarbowego o podejrzeniu popełnienia takiego właśnie przestępstwa.

Ale nie tylko. Podatnik, który twierdzi, że nie ma żadnych podstaw do konkludowania, iż posiada nieopodatkowane dochody, może również zawiadomić prokuraturę o oszustwie na szkodę urzędu skarbowego. Inaczej mówiąc: dostajemy kretyńskie pismo ze skarbówki, a ponieważ nie mamy nic do ukrycia, więc domyślamy się, że urząd skarbowy padł ofiarą oszustwa – został wprowadzony w błąd przez osobę o złej woli, która działała z jakichś niskich pobudek. Zawiadamiamy więc prokuratora o przestępstwie fałszywego oskarżenia (art. 234 k.k.). Domagamy się przy tym, aby apolityczna prokuratura wszczęła śledztwo i wyjaśniła, kto i z jakich powodów pomawia nas o popełnienie przestępstwa skarbowego. Ponieważ sprawa dotyczy nas, mamy prawo (wynikające z kodeksu postępowania karnego) uzyskać status pokrzywdzonego, co oznacza, że mamy prawo inicjować czynności dowodowe. Czyli np. złożyć wniosek o przesłuchanie w charakterze świadka naczelnika urzędu skarbowego i osoby, która podpisała wysłane do nas pismo.

To jest o tyle dobre rozwiązanie, że zmusi urzędników skarbowych do przyjazdu do prokuratury i złożenia zeznań. W tym czasie więc nie będą mogli podejmować swoich służbowych działań, czyli nie będą mogli gnębić Bogu ducha winnych podatników. Wysyłając zawiadomienie do prokuratury, chronimy innych przed idiotyzmami przygotowywanymi dla nich przez aparat skarbowy.

Ale nie tylko to. Jeśli takie zawiadomienie złoży kilkudziesięciu podatników zamieszkałych na terenie podlegającym szefowi jednego urzędu skarbowego, to wówczas prokuratura będzie musiała wszcząć kilkadziesiąt śledztw. Jeśli w każdym z nich zawiadamiający dostanie status pokrzywdzonego, to kilkadziesiąt osób może złożyć wniosek o przesłuchanie naczelnika urzędu skarbowego. A wówczas taki biurokrata zamiast utrudniać nam życie, będzie jeździł od prokuratury do prokuratury i tłumaczył się z głupot. Będzie to też akt pewnej sprawiedliwości dziejowej; urzędnik, który marnował nam czas i zdrowie na idiotyczne procedury teraz sam będzie tracił czas i energię na głupoty.

Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się problemy nieznane w żadnym innym ustroju. Praktyka pokazuje jednak, że problemy te tworzą urzędnicy, a rozwiązywać muszą obywatele, tracąc przy tym czas i energię. Dobrze, by tę tendencję odwrócić. I pisma behawioralne ze skarbówki są, nomen omen, dobrą okazją do tego.

Niedziela 10-go: Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

10.03.2024 Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

06/03/2024przez antyk2013

Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!

WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.

Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).

Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie:  Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w  ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).

https://youtube.com/watch?v=zL3tg863fSE%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl-PL%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent
https://youtube.com/watch?v=FA-B8j-Tgbk%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl-PL%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był  j e d y n ą  Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.

Share

Kategorie Biłgoraj, Msze św. za Ojczyznę, Pokutne Marsze Różańcowe, Warszawa Tagi Biłgoraj, Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokuta, Pokutny Marsz Różańcowy, różaniec za Ojczyznę, Warszawa

Warszawa: “Uchodźcy” z Ukrainy z 40 kg narkotyków

“Uchodźcy” z Ukrainy zatrzymani z 40 kg narkotyków

z-ukrainy-zatrzymani-z-40-kg-narkotykow

Policjanci z Warszawy zatrzymali dwójkę “uchodźców” z Ukrainy, którzy zajmowali się dilerką narkotyków na masową skalę. W ich mieszkaniu zabezpieczono niemal 40 kg narkotyków wartych 2,5 mln zł. Para handlarzy dysponowała szerokim asortymentem. Miała marihuanę, mefedron, LSD, MDMA, haszysz i amfetaminę. Nielegalny towar, Ukraińcy rozprowadzali po całym kraju.

“Uchodźcy” zatrzymani z 40 kg narkotyków. Na trop “uchodźców”-dilerów wpadli kryminalni zwalczający przestępczość pseudokibiców w Warszawie. Kiedy weszli do mieszkania zajmowanego przez 31-latka i 21-letnią kobietę – obywateli Ukrainy, potwierdziły się ich dotychczasowe podejrzenia.

Ukraińcy byli całkowicie zaskoczeni wizytą mundurowych, gdyż myśleli, że jako “uchodźcy” są poza wszelkimi podejrzeniami. Ich lokum okazało się dobrze wyposażonym magazynem narkotykowym.

Kryminalni znaleźli niemal 40 kg różnego rodzaju środków odurzających i substancji psychotropowych, a także sprzęt służący do ich porcjowania, tj.: zgrzewarki i opakowania foliowe, wagi elektroniczne. Dilerzy w swojej ofercie mieli: mefedron, marihuanę, LSD, tabletki MDMA, haszysz oraz amfetaminę o czarnorynkowej wartości sięgającej 2,5 mln zł.

Oboje usłyszeli już zarzuty uczestnictwa w obrocie znaczną ilością narkotyków. Zastosowano wobec nich tymczasowe aresztowanie na okres 3 miesięcy. Grozi im do 12 lat pozbawienia wolności.

DATA: England’s vaccinated population had close to one million deaths in 23 months; unvaccinated – less than 61,000 deaths

DATA: England’s vaccinated population had close to one million deaths in 23 months; unvaccinated population had less than 61,000 deaths over the same period

03/01/2024 // Ava Grace https://www.naturalnews.com/2024-03-01-england-million-vaccinated-deaths-61000-unvaccinated-deaths.html

Shocking data released by the U.K. government shows that over the past two years, the vaccinated population in England has suffered an outrageous number of deaths compared to the unvaccinated population, even though approximately 30 percent of the population has not even had a single dose of the Wuhan coronavirus (COVID-19) vaccine.

According to the U.K. Health Security Agency (UKHSA), by July 2022, 18.9 million people had refused the first dose of the COVID-19 injection, 21.5 million people had refused the second dose of the COVID-19 injection, alongside 2.6 million people who had received the first dose but refused the second, and 30.4 million people had refused the third dose of the COVID-19 injection, alongside 8.9 million people who had received the second dose but refused the third. (Related: CAUGHT: UK hospitals certified pneumonia deaths as COVID deaths to create illusion of pandemic.)

According to the UKHSA’s figures, 63.4 million people were eligible for vaccination at that point. Therefore, as of July 2022, 30 percent of England’s population remained completely unvaccinated; 34 percent was not double vaccinated; and 50 percent was not triple vaccinated. However, the vaccinated population as a whole accounted for 95 percent of all COVID-19 deaths between January and May 2023, while the unvaccinated population accounted for just five percent.

But it’s the fact that these deaths aren’t among the one-dose and two-dose vaccinated population that is truly horrifying. The vast majority are among those vaccinated four times, with this population accounting for 80 percent of all COVID-19 deaths, and 83 percent of all COVID-19 deaths among the vaccinated.

The hard facts

The following figures published by the Office for National Statistics (ONS) in their „Deaths by Vaccination Status” dataset can be found on the ONS website:

Between July and September 2021, the highest number of unvaccinated all-cause deaths occurred among 70 to 79-year-olds in August with 676 deaths. Whereas, the highest number of vaccinated all-cause deaths occurred among 80 to 89-year-olds in September 2021 with a shocking 13,294 deaths.

Between October and December 2021, the highest number of unvaccinated all-cause deaths occurred among 80 to 89-year-olds in December with 776 deaths. In contrast, the highest number of vaccinated all-cause deaths occurred among 80 to 89-year-olds in December 2021 with a shocking 16,171 deaths.

Between January and March 2022, the highest number of unvaccinated all-cause deaths occurred among 70 to 79-year-olds in January with 776 deaths. In comparison, the highest number of vaccinated all-cause deaths occurred among 80 to 89-year-olds in January 2022 with a shocking 15,948 deaths.

Between April and June 2022, the highest number of unvaccinated all-cause deaths occurred among 80 to 89-year-olds in April with 500 deaths. At the same time, the highest number of vaccinated all-cause deaths occurred among 80 to 89-year-olds in April 2022 with a shocking 14,902 deaths.

Between July and September 2022, the highest number of unvaccinated all-cause deaths occurred among 80 to 89-year-olds in July with 493 deaths. In comparison, the highest number of vaccinated all-cause deaths occurred among 80 to 89-year-olds in July 2022 with a shocking 14,286 deaths.

Between October and December 2022, the highest number of unvaccinated all-cause deaths occurred among 80 to 89-year-olds in December with 604 deaths. In contrast, the highest number of vaccinated all-cause deaths occurred among 80 to 89-year-olds in December 2022 with a shocking 19,914 deaths.

Between January and March 2023, the highest number of unvaccinated all-cause deaths occurred among 80 to 89-year-olds in January 2023 with 551 deaths. The highest number of vaccinated all-cause deaths occurred among the 80 to 89-year-olds in January 2023 with a shocking 18,297 deaths.

Between April and May 2023, the highest number of unvaccinated all-cause deaths occurred among 70 to 79-year-olds in May with 405 deaths. At the same time, the highest number of vaccinated all-cause deaths occurred among 80 to 89-year-olds in April with a shocking 13,713 deaths.

What’s extremely concerning about these official figures is that the vaccinated surpass the unvaccinated by far in terms of death in every single age group since July 2021, even though 30 percent of the population have not even had a COVID-19 injection.

So much so, that there were 965,609 deaths among the vaccinated compared to just 60,903 deaths among the unvaccinated between July 2021 and May 2023. This means there was a total of 1,026,512 deaths in England during this period and the vaccinated accounted for 94 percent of them, whereas the unvaccinated accounted for just six percent.

This suggests that the COVID-19 injections are deadly, and proves that they are killing people.

Visit Pandemic.news for more stories like this.

Watch a funeral director talk about untimely deaths that follow the vaccine rollout.

This video is from the Dissident7 channel on Brighteon.com.

More related stories:

Australia’s first COVID deaths were all FULLY VACCINATED, state records show.

Covid is over, and in its wake are six million avoidable deaths, 36 million “vaccine” deaths, and $1.8 trillion down the drain for useless masks and tests.

90% of “COVID” deaths in past year occurred in fully or triple vaccinated individuals.

Triple-vaccinated accounted for 92% of all “covid” deaths in 2022, fact check shows.

BAD MEDICINE: UK gov’t confirms 92% of COVID-19 deaths in 2022 were among the VAXXED.

Sources include:

Expose-news.com

Brighteon.com

Edukacja w służbie[wrogiej] władzy – to już było. I, niestety, wraca.

Centrum Życia i Rodziny
Szanowni Państwo,
Zacznę od fragmentu listu.
W tych dniach bowiem mam być zamordowany. Chciałem być Tobie ojcem i przyjacielem. Bawić się z Tobą i służyć radą i doświadczeniem w kształtowaniu twego umysłu i charakteru. Niestety okrutny los zabiera mnie przedwcześnie a Ciebie zostawia sierotą. Dlatego piszę i płaczę…
Te słowa skierował do swojego małego syna podpułkownik Łukasz Ciepliński, ps. „Pług”, który został zamordowany strzałem w tył głowy w więzieniu UB na Mokotowie. W piątek przypadała 73. rocznica jego śmierci i z tej racji obchodziliśmy Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.
Jestem pewien, że nikomu z Państwa nie trzeba przedstawiać takich postaci jak gen. August Emil Fieldorf „Nil”, mjr Marian Bernaciak „Orlik” czy sierż. Józef Franczak „Lalek”. Nie trzeba opowiadać ich historii ani objaśniać jej tragizmu.
Nazywani faszystami, bandytami, choć pragnęli tylko ujrzeć swój ukochany kraj prawdziwie wolnym. Dziś ich rodziny często nadal nie wiedzą, gdzie spoczywają ich szczątki.
Ale na pewno wiedzą też Państwo, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu te historie nie były tak znane, bo zwyczajnie nie wolno było o nich mówić. Ta część naszej historii była jak bolesna drzazga, która tkwi pod skórą, ale zamiast zająć się nią i próbować oczyścić ranę, musimy ją ukryć i mierzyć się z bólem, o którym nie wolno nawet wspominać.
Dziś możemy wspominać Żołnierzy Niezłomnych, obchodzić publicznie dzień pamięci i mówić o nich naszym dzieciom.
Ale już wkrótce mogą powrócić w mroki niepamięci.
Żołnierzom wyklętym szykuje się kolejną śmierć – bo tę pierwszą zadano im fizycznie, a drugą próbując wymazać pamięć o nich. Teraz, po latach ich obecności na kartach podręczników do historii, znów mają zniknąć.
A to wszystko za sprawą zmian proponowanych przez resort edukacji.Można było się spodziewać, że Lewica marzy o dobraniu się do stołków w Ministerstwie Edukacji Narodowej nie bez przyczyny. I rzeczywiście – planowane przez nich zmiany w podstawie programowej pokazują wyraźnie, że chcą wywrócić polską szkołę niemalże do góry nogami.
Myli się jednak ten, kto sądzi, że są to zmiany chaotyczne czy przypadkowe. Bynajmniej – wszystko to skrzętnie przemyślane posunięcia, a każda, nawet pozornie nieznacząca zmiana, służy wyższym celom.
Chcą bowiem wychować pokolenie wykorzenione z polskości i nieznające własnej historii. Pokolenie niezdolne do rozumienia bieżących procesów społecznych, bo do tego potrzebna jest przecież znajomość pewnych ciągów przyczynowo-skutkowych.
Z podstawy programowej historii znikną tak istotne dla rozumienia polskich losów postacie jak Danuta Siedzikówna „Inka”, rotm. Witold Pilecki, Irena Sendlerowa, rodzina Ulmów czy właśnie Żołnierze Niezłomni.
Zniknie też zapis o tym, że na Wołyniu dokonano ludobójstwa Polaków, bo dziś to – jak się okazuje – nieprawomyślne. Teraz mowa ma być jedynie o „konflikcie polsko-ukraińskim”.
Przyznają Państwo, że konflikt między dwoma narodami, a ludobójstwo dokonane przez jeden z tych narodów na drugim, to jednak zasadnicza różnica. Relatywizowanie tych wydarzeń to zwyczajne kłamstwo i próba zatarcia pamięci o ofiarach tamtych wydarzeń.
Po co to wszystko?
Zgodnie z oficjalną wersją, kolportowaną uspokajającym tonem przez orędowników reformy, chodzi tylko o „odchudzenie podstawy programowej”, tak aby stała się możliwa do realizacji. Uczniów i nauczycieli trzeba odciążyć, zdejmując z nich obowiązek realizacji pewnych nadmiarowych zagadnień.
Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że te nadmiarowe i niepotrzebne zagadnienia wybierano zgodnie z bardzo jasnym kluczem: z podstawy wypada to, co buduje narodową dumę, co pokazuje bohaterstwo Polaków i to, co mogłoby urazić sąsiednie narody.
Z lekcji historii ma zniknąć wszystko to, co kojarzy się z patriotyzmem, tożsamością narodową czy chrześcijaństwem.
Ale to nie wszystko, bo zmiany dotyczą także innych przedmiotów. I są równie niepokojące.
Nie zgadzam się na niszczenie edukacji
!Z podstawy programowej dla geografii również – zapewne także całkiem przypadkowo – znikają zagadnienia dotyczące polskiej gospodarki, tradycji i kultury. Polska ma najwyraźniej pozostać tylko „ubogim krewnym” Zachodu i bez marudzenia czy jakichkolwiek ambicji zajmować przeznaczone jej miejsce kraju posłusznie spełniającego polecenia większych i bogatszych.
Sądzę, że to, co opisałem pozwala już Państwu zrozumieć, dokąd zmierza ta „reforma” edukacji, ale to jeszcze nie wszystko.
Równie niebezpiecznie zapowiadają się także zmiany w programie biologii. I znów trudno tu uniknąć narzucających się skojarzeń ideologicznych.
Z podstawy programowej tego przedmiotu mają zniknąć wiadomości dotyczące płciowości i rozrodczości, np. wiedza o przebiegu cyklu miesięcznego kobiety, o wpływie różnych czynników na rozwój dziecka w łonie matki czy o zasadach profilaktyki chorób przenoszonych drogą płciową.
Już to powinno budzić nasze obawy. To przecież niezwykle istotne informacje, zwłaszcza w kontekście przygotowania do macierzyństwa.
Być może jednak twórcom reformy wcale nie zależy na tym, aby wychowywać młodzież do odpowiedzialnego podejścia do seksualności i rodzicielstwa. Zamiast tego można przecież przedstawić im inne podejście: najważniejsze to się „zabezpieczyć”, bo ciąża to zagrożenie, a to, jak zadbać o prawidłowy rozwój dziecka przed narodzinami nie powinno być potrzebne, bo w razie czego będziemy przecież mieć dostęp do aborcji na życzenie.
Najbardziej ideologiczną zmianą jest jednak wykreślenie z podstawy programowej punktu, w którym mowa o tym, że nie należy bez konsultacji z lekarzem przyjmować preparatów hormonalnych.
Chyba bardziej wprost nie dało się powiedzieć, że od teraz dziewczęta mogą bezrefleksyjnie faszerować się pigułkami „dzień po” i latami łykać tabletki antykoncepcyjne albo że branie hormonów przesłanych przez „znajomego z internetu” może się skończyć nieodwracalnym okaleczeniem ciała!
A żeby jeszcze bardziej skutecznie zniszczyć zdrowie dzieci, reformatorzy wykreślają też z podstawy programowej wzmianki o znaczeniu ruchu dla zdrowia czy o szkodliwości substancji psychoaktywnych: narkotyków, środków dopingujących, dopalaczy i niektórych leków.
Czy to wiedza zbędna dla dzieci i młodzieży? A może zbyt trudna…?
Dlaczego więc tego rodzaju treści mają zniknąć ze szkół? Może po to, aby łatwiej było uformować społeczeństwo bierne, nieświadome i skoncentrowane tylko na własnej, doraźnej przyjemności? Bez znajomości przeszłości i bez umiejętności spojrzenia w przyszłość – bo po co.
Edukacja w służbie władzy – to już było. I, niestety, wraca.
Chcę chronić dzieci przed indoktrynacją!
I choć jestem pewien, że z ust polityków będziemy teraz słyszeć gorące zapewnienia, że to wszystko dla dobra uczniów, że ma ich odciążyć i dać czas na rozwijanie pasji; że szkoła ma stać się miejscem przyjaznym, a nie blokiem startowym w wyścigu szczurów; albo że to tylko kosmetyczne zmiany bez znaczenia – nie mam wątpliwości, że nie możemy dać się zwieść tego rodzaju zaklęciom.
Szkoła od lat jest kluczowym polem ideologicznej walki dla wszelkiej maści propagandystów, a środowiska „postępowe” – Polacy wstydzący się własnego pochodzenia, feministki, edukatorzy seksualni czy lobbyści ruchu LGBT – już od dawna ostrzą sobie zęby na nasze dzieci.
Teraz wreszcie mają do nich dostęp i nie obawiają się wytoczyć wszystkich dział, aby przejąć rząd dusz w tym najmłodszym pokoleniu.
To dla nich prawdziwe żniwa. Jeszcze zanim ci młodzi ludzie wykształcą w pełni swoją osobowość, zanim będą zdolni chronić się przed wpływem tego prania mózgów, indoktrynacja ruszy pełną parą.
To ostatni moment, aby ich powstrzymać!
Na etapie prekonsultacji Centrum Życia i Rodziny zgłosiło swoje zastrzeżenia i wypunktowało szkodliwe propozycje zmian. Niestety nie ma pewności, że te głosy sprzeciwu zostaną uwzględnione. Jeśli na dalszym etapie konsultacji związanych z reformą okaże się, że najgroźniejsze zmiany zostały zachowane, będziemy również aktywnie działać w interesie dzieci i młodzieży.
A jeżeli rządzący nie posłuchają tych głosów sprzeciwu wyrażonych na drodze konsultacji – nie złożymy broni. Jesteśmy gotowi protestować pod gmachem ministerstwa, jeśli jedyną drogą przemówienia politykom do rozsądku będzie wyjście na ulicę.
Wspieram takie działania!
Wiem, że wielu z Państwa doskonale rozumie znaczenie edukacji w tym starciu cywilizacji. Po ostatnim mailingu, w którym proponowaliśmy Państwu możliwość zorganizowania spotkań z naszymi ekspertami na temat smartfonów w szkołach, otrzymaliśmy już kilka zaproszeń.
Wszystko wskazuje na to, że teraz takie spotkania będą jeszcze ważniejsze. Rząd przygotowuje się bowiem do całkowitej cyfryzacji szkoły. Może się to wydawać dobrym pomysłem, w końcu szkoła także powinna iść z duchem czasu. Ale jak się okazuje inne kraje, które tę ścieżkę wydeptały już przed nami… teraz z niej schodzą.
Przykładem takich zmian może być Szwecja, która po latach cyfryzacji, wraca teraz do tradycyjnych metod edukacji. Do szkół wracają tradycyjne, drukowane podręczniki, nauka odręcznego pisania i czas na ciche czytanie.
To duża zmiana, bo w ostatnich latach szkoły kładły nacisk głównie na naukę „kompetencji cyfrowych” czy pisania na klawiaturze. W ciągu kilku lat jednak wyniki szwedzkich uczniów w zakresie umiejętności czytania niepokojąco spadły.
I znów nasuwa się pytanie: czy musimy powtarzać błędy innych, aby czegoś się nauczyć?
Wierzę, że z Państwa pomocą możemy wiele zdziałać, zanim w polskich szkołach również rozpocznie się eksperyment o nazwie „postępowa edukacja”. Mając po swojej stronie świadomych zagrożenia rodziców, dziadków, nauczycieli i wychowawców, możemy skutecznie zareagować: przede wszystkim informując i alarmując o niebezpieczeństwach związanych z planowaną reformą.
Potrzebujemy jednak w tych ważnych działaniach Państwa pomocy.
Każdy wyjazd na spotkanie z rodzicami czy nauczycielami w sprawie szkodliwości nadużywania smartfonów łączy się z kosztami. Do tego dochodzi konieczność sfinansowania wydruku materiałów informacyjnych, a tych, wraz ze zwiększającym się zainteresowaniem, potrzebujemy coraz więcej.
Dlatego bardzo proszę Państwa o wsparcie naszych działań w walce o dobrą edukację i w obronie dzieci i młodzieży przed lewicową indoktrynacją dobrowolnym datkiem w wysokości 50 zł, 100 zł czy 200 zł lub innej, którą uznają Państwo za odpowiednią.Wspieram walkę o dobrą edukację!Aby działać w tej sprawie skutecznie, musimy przede wszystkim zbudować silny front sprzeciwu wobec „deformy”. Niezbędne są więc spotkania informacyjne, rozmowy z rodzicami i przekonywanie ich, że – choć mami się ich twierdzeniami, że to wszystko dla dobra ich dzieci – nie tędy droga.
Tylko przekonanie jak największej liczby Polaków o tym, że planowane zmiany to tak naprawdę koń trojański, który zdewastuje polskie szkoły, pozwoli nam wywierać skuteczną presję na polityków.
Wykorzenienie tradycji, historii, postaw patriotycznych nie może skończyć się dobrze. Zakłamywanie przeszłości jest tylko wstępem do budowania opartej na fałszu przyszłości.
Do budowania społeczeństwa zależnego, biernego, poddającego się z pocałowaniem ręki ideologom „nowego, wspaniałego świata”.
Ale jestem pewien, że nie o taką Polskę walczyli Żołnierze Niezłomni, których pamięć czcimy.
Serdecznie pozdrawiam

Kim naprawdę jest biskup? Co powinien robić dla Kościoła powszechnego? PRO ECCLESIA UNIVERSALI

4 marca 2024 pch24/kim-naprawde-jest-biskup-co-powinien-robic

PRO ECCLESIA UNIVERSALI – czyli kim naprawdę jest biskup? Co powinien robić dla Kościoła powszechnego?

Wierni świeccy od kilku albo nawet kilkunastu lat nieustannie pytają: co robić w sytuacji gigantycznego kryzysu Kościoła? Inicjatywa katolików świeckich zrzeszonych w grupie Pro Ecclesia Universali udziela na to konkretnej odpowiedzi: wezwać wszystkich biskupów na świecie do wypełnienia swojego obowiązku, to jest do wzięcia odpowiedzialności za jedność doktryny i moralności Kościoła.

Pytania o to, jak uchronić Kościół przed popadaniem w coraz głębszy kryzys, są szczególnie palące dziś, w czasie po publikacji deklaracji doktrynalnej Fiducia supplicans 18 grudnia 2023 roku.

Tamtego dnia Kościół podzielił się na trzy części: tych, którzy z entuzjazmem przyjęli możliwość błogosławienia par jednopłciowych, tych, którzy zdecydowanie odrzucają takie rozwiązanie jako sprzeczne z Tradycją – i tych, którzy nie wiedzą, co mają robić, w konsekwencji milcząc i pozwalając, by to inni decydowali za nich.

Ta ostatnia grupa jest najliczniejsza; obejmuje świeckich, księży, biskupów, kardynałów… Wielu ludziom wydaje się, że nawet jeżeli Belgowie, Szwajcarzy, Niemcy albo niektórzy Amerykanie wprowadzają w swoich diecezjach dwuznaczne albo zgoła niezgodne z Ewangelią rozwiązania – to nie jest to nasz problem, bo u nas panuje spokój i porządek…

Nic bardziej mylnego. Kościół katolicki jest Mistycznym Ciałem Chrystusa; rana zadana temu Ciału w jakiejkolwiek diecezji, nawet odległej i małej, jest raną całego Kościoła. Co więcej, takie rany nigdy nie są wyłącznie miejscowe, ograniczone do danego terytorium. Błędy przenikają do Kościoła raczej jako trucizna infekująca cały organizm. Błogosławienie par jednopłciowych w diecezji Antwerpii albo udzielanie Komunii świętej protestantom w diecezji Osnabrück ma wpływ na wszystkich: inni katolicy patrząc na to, co się dzieje i widząc, że nie ma żadnej reakcji, że nie reagują ani inni biskupi, ani Stolica Apostolska, dochodzą do wniosku, że tak po prostu można; że na tym polega katolicyzm – na różnorodności moralnej i doktrynalnej. W efekcie stajemy się jednak bliżsi luźnej Wspólnocie Anglikańskiej niż jednemu, świętemu, powszechnemu i apostolskiemu Kościołowi. Protestanci jednak rzeczywiście mogą fundamentalnie się ze sobą nie zgadzać, bo nie mają żadnej wspólnej podstawy oparcia.

My, przeciwnie, przecież mamy: daną nam przez samego Chrystusa skałę Piotrową, Tradycję Kościoła, niezmienny wkład wiary objawionej przez Boga w Jezusie Chrystusie. „Aby byli jedno”, mówi Pan (J 17, 11; 21-23). Jedność w Kościele nigdy nie oznaczała i nie może oznaczać formalnej podległości administracyjnej papieżowi. Musi zasadzać się na jednej wierze. Dziś tej jedności w praktyce bardzo często brakuje, co ujawnił z mocą kryzys Fiducia supplicans, ale co ukazywało się również wcześniej po Synodzie Amazońskim (2019), Amoris laetitia (2016) czy nawet dekady wcześniej, w chaotycznej epoce po 1965 roku.

Właśnie po to, żeby to zmienić – żeby rozpocząć przywracanie naruszonej jedności – zawiązała się inicjatywa katolików świeckich Pro Ecclesia Universali (czyli: „Dla Kościoła powszechnego”). Inicjatywa narodziła się w Polsce, jest jednak skierowana – zgodnie z nazwą – do całego świata. Obok takich organizacji jak Stowarzyszenie ks. Piotra Skargi, Instytut Ordo Iuris czy Centrum Życia i Rodziny do Pro Ecclesia Universali przyłączyli się świeccy katolicy z wielu krajów, między innymi ze Słowacji, Estonii, Chorwacji czy Kolumbii. Pierwszą kampanią, jaką podjęli wierni zrzeszeni w Pro Ecclesia Universali, jest broszura poświęcona zadaniom biskupów całego świata. Jej tytuł brzmi: „Odpowiedzialność biskupów za Kościół powszechny w czasach zamętu”. Tekst został przygotowany w sumie aż w siedmiu językach (polskim, angielskim, włoskim, hiszpańskim, francuskim, niemieckim i portugalskim). Inicjatorzy Pro Ecclesia Universali planują wysłać tę broszurę do wszystkich biskupów świata (sic!).

Przesłanie tekstu jest proste: ukazuje odpowiedzialność, jaką każdy pojedynczy biskup ponosi nie tylko za swoją własną diecezję, ale również za cały Kościół powszechny. Broszura została przygotowana bardzo skrupulatnie od strony teologicznej i prawnej. Analizę i wnioski oparto na Piśmie Świętym, Tradycji Kościoła katolickiego, Magisterium Soborów i Papieży, Kodeksie Prawa Kanonicznego. Twórcy przypomnieli, że biskup nie tyle może interweniować w przypadkach szerzenia herezji i zamętu poza własną diecezją, ile jest do tego po prostu zobowiązany na gruncie mandatu, jakiego udzielił mu sam Jezus Chrystus. Każdy biskup, będąc następcą Apostołów, ponosi wielką odpowiedzialność za jedność i czystość wiary katolickiej. Z tego zostanie rozliczony – przez ludzi i przez Boga.

W tekście czytamy:

„Biskup, nawet jeżeli sam nie wprowadzi w powierzonej mu diecezji żadnych reformistycznych rozwiązań, nie może zadowalać się biernym patrzeniem na to, jak wiara i moralność wiernych podlegają kształtowaniu z zewnątrz, przez przykład innych. Z perspektywy czasu łatwo można wykazać, że problemy, które pojawiają się dziś w różnych miejscach Kościoła, mają swoje źródło w zaniedbaniach czy błędnych decyzjach z przeszłości”.

I dalej:

Każdego biskupa czeka osąd historii, ukazujący lepiej od osądu współczesnych  świętość albo tej świętości przeciwieństwo. Pasterz będzie musiał jednak zdać sprawę ze swoich rządów przed jeszcze innym sądem – przed sądem samego Chrystusa, jako Tego, który powierzył mu za pośrednictwem Kościoła władzę w diecezji. O ile przed ludźmi, niekiedy nawet skutecznie, można skryć własne czyny lub ich brak za zasadą kolegialności, przed tamtym Sędzią nie będzie to możliwe. Jego osąd będzie dotyczyć osobistej odpowiedzialności każdego pasterza za to, jak i czy w ogóle troszczył się o dusze wiernych powierzonych jego władzy”.

Czytelnik broszury stworzonej przez inicjatywę Pro Ecclesia Universali dowie się, z czego dokładnie wynika ta odpowiedzialność: jakie słowa naszego Pana Jezusa Chrystusa i jakie elementy niezmiennego nauczania Kościoła stanowią żywe i palące zobowiązanie dla każdego z pasterzy do działania w sytuacji, w której ktoś – w jego diecezji czy w innej – rozpowszechnia błędy. Konieczność stanięcia w obronie jedności wiary jest szczególnie nagląca, gdy niejasna nauka płynie z samej Stolicy Apostolskiej. To sytuacja nadzwyczaj bolesna, ale przecież faktyczna. Biskup, tłumaczą autorzy broszury, nie może po prostu milczeć i czekać, aż sprawy same się ułożą – sytuacja utrzymującej się niejasności prowadzi do zamętu duchowego, który może fatalnie wpłynąć na wiernych, doprowadzając ich do odejścia od autentycznej wykładni wiary katolickiej. Podstawy do takiego działania prezentuje rozdział „Tajemnica Kościoła” opisujący istotę misji, jaką Jezus Chrystus powierzył Apostołom.

Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać… W dobie promowania synodalności może się wydawać, że tak naprawdę nikt już nie ponosi za nic odpowiedzialności; że wszystko trzeba tolerować i znosić, w imię quasi-demokratycznej wolności słowa.

Kościół katolicki nie przewiduje jednak wolności czynienia zła ani głoszenia kłamstw. Każdy biskup musi o tym pamiętać; promowana teraz niezdefiniowana idea synodalności niczego tu nie zmienia. Nie można zasłaniać się również zasadą kolegialności. Owszem, biskupi są zobowiązani do tego, by działać w poszanowaniu dla innych następców Apostołów, a przede wszystkim w posłuszeństwie Ojcu Świętemu. Te zasady nie mogą jednak być wykorzystywane jako wymówka do braku działania. Jeżeli inni biskupi nie reagują albo sami popadają w błędy, jeżeli papież zachowuje się podobnie: każdy biskup musi wziąć sprawy w swoje ręce i z wielką odpowiedzialnością za Kościół, dbając o jego jedność, stanąć odważnie w obronie niezmiennych prawd Ewangelii. Szczegółowo opisuje to rozdział „Rola i kompetencje Magisterium Kościoła”. Kiedy dokładnie działać – o tym mówi rozdział kolejny, „Sytuacje wymagające interwencji”. Na przykładach historycznych i aktualnych broszura pokazuje, w jakich momentach i mierząc się z jakimi zagrożeniami biskup ma obowiązek zabrać głos i bronić wiary przed zepsuciem lub choćby możliwością zepsucia. Szczególnie dociekliwy czytelnik – a można wierzyć, że taka właśnie będzie większość odbiorców broszury – znajdzie w tekście również „Suplement” prezentujący dobrze udokumentowany rys teologiczno-historyczny oraz rys prawno-kanoniczny określające ramy funkcjonowania biskupa w Kościele.

Można mieć, sądzę, uzasadnioną nadzieję, że broszura „Odpowiedzialność biskupa za Kościół powszechny w czasach zamętu” inicjatywy Pro Ecclesia Universali okaże się być dokładnie tym, czego od lat szukają wierni świeccy. Przecież to nie w ich rękach leży właściwa odpowiedzialność za Kościół. Ostatecznie spoczywa ona na biskupach. Wierni nie mogą jednak po prostu czekać, aż pasterze zaczną działać. Muszą o to zabiegać, prosić, przekonywać i namawiać. Właśnie do tego służyć może broszura. Organizatorzy kampanii zachęcają wszystkich do jej rozpowszechniania – przesyłania znajomym katolikom świeckim, duchownym, rozmaitym organizacjom. Byłoby doskonale, gdyby wierni w całej Polsce i na całym świecie, wychodząc od tekstu broszury, organizowali spotkania i konferencje poświęcone obudzeniu poczucia obowiązku i odpowiedzialności za Kościół. Ja sam jako redaktor PCh24.pl wielokrotnie gościłem w różnych miastach naszego kraju, gdzie wierni prowadzą żywotne kluby dyskusyjne; te miejsca mogą zostać wykorzystane do promowania omawianego tekstu i całej inicjatywy Pro Ecclesia Universali. Kluczowym elementem pozostaje modlitwa: za papieża i za biskupa miejsca, o dar mądrości i odwagi obrony jedności wiary katolickiej.

Kryzys w Kościele katolickim jest dojmujący, ale przecież nie jest nieprzezwyciężalny. Można go pokonać i wyprostować naszą drogę wiary. W przeszłości – bywało – katolicyzm przez długie dziesięciolecia a nawet wieki zmagał się z niezwykle silnymi herezjami. Czasy kryzysu ariańskiego i Chrystologicznych, a później pneumatycznych i Maryjnych herezji postariańskich trwały w sumie około trzystu lat. Obecny kryzys, jeżeli datować go od czasów modernizmu, trwa dwukrotnie krócej. Musimy nastawić się na długą batalię o czystość wiary i jako świeccy być gotowi do dużego wysiłku w jej obronie. Apel o wzięcie odpowiedzialności za jedność doktryny i moralności Kościoła skierowany do biskupów całego świata przez inicjatywę Pro Ecclesia Universali może być jednym z ważnym elementów tej walki. Proszę Państwa, by – każdy według własnych możliwości – o włączenie się w tę kampanię.

proecclesiauniversali.org

Paweł Chmielewski

============================

 komentarz:

Prawdzic 5 marzec 2024

Nie przepraszajmy że jesteśmy katolikami. Trzeba się modlić, ale… Ora et labora!
Skoro /niektórzy/ Pasterze i Pełniący Obowiązki Papieża nie pełnią woli Boga
do czego zobowiązali się podejmując kanonicznie obowiązki to naszym
obowiązkiem jest im pomóc. A dokładniej Matka Boża i Matka nasza.


+++ Trzeba Krucjaty o wygnanie Szatana z Watykana i jego legatów
z episkopatów.

Bo zagrożenia są jak w czasach Lepanto i Wiednia!

— 

Jeszcze jest, ale jak przyjdzie do redakcji Paweł Chmielewski, to skasuje (denerwuje go wołanie o Krucjatę „o wygnanie SZATANA z Watykana”)

Nie raz pisałem, aby nie mówił „ojciec święty”, a „pełniący obowiązki papieża

Pro Christo Rege, Rex Poloniae!

Biadolenie zamiast działań

Ku świadomości nr 30

30. Biadolenie zamiast działań Dr Aleksander Kisil

Czytam, że za chwilę zabraknie w Polsce lekarzy, że ci, którzy nas leczą, są coraz starsi. Dlaczego tak się dzieje? Bo za mało lekarzy kształcimy? No to zwiększcie ilość miejsc na studiach medycznych. Bo lekarze wyjeżdżają pracować za granicę – na Zachód, do Skandynawii, do bogatych szejków arabskich? No to wprowadźcie zasadę – nie tylko dla absolwentów medycyny, ale dla wszystkich absolwentów studiów wyższych, że po studiach muszą odpracować minimum 10 lat w Polsce, albo będą musieli spłacać koszty studiów plus odsetki. 

Zamiast wprowadzić dobre, rozsądne regulacje prawne, które zresztą istnieją w wielu krajach, to nasi politykierzy i dziennikarzyny wolą biadolić, jak to jest u nas źle. Gdzie jest polska racja stanu, do cholery? Gdzie myślenie, jak wyeliminować niekorzystne zjawiska i zadbać o Polskę? Znów winni są Niemcy, globaliści, Klaus Schwab itp.? 

Takie biadolenie „mediów” (tub propagandowych!) i państwowych polityko-urzędasów słyszę permanentnie: w sprawie węgla, kopalni, zboża, portów, polskiego samochodu elektrycznego, kolei, edukacji, nauki polskiej (której prawie nie ma) itd. itp.  Zastanawiam się wtedy, czy powodem tego jest taka indolencja i tak niski poziom inteligencji „kadr” politycznych, urzędniczych i samorządowych w Polsce, czy to jest prywata i rozdzieranie „kołderki” przez rozmaite partyjne klany, gangi, koterie i kliki, czy rzeczywiście steruje tym ktoś z zewnątrz Polski, kto ma „haki” lub inne przełożenie na tych żałosnych funkcjonariuszy-decydentów między Odrą a Bugiem?

Faktem jest, że Polska nie jest dobrze rządzona, że mnóstwo pary idzie w gwizdek, mnóstwo pieniędzy jest marnotrawionych (np. na leżaki przy jednym z najruchliwszych skrzyżowań w Warszawie, na ławeczki na skwerku z drogiego giętego drewna za miliony złotych, na nieuprawnione moralnie nagrody i odprawy „znajomych królika”, na prace, które zostały źle zaprojektowane i trzeba pruć ulicę kilka racy w ciągu roku czy dwóch, bo nikt nie pomyślał, że jak się raz rozkopie, to można wszystko zrobić za jednym zamachem itd. itp.) Skala niekompetencji, bezsensu, marnotrawstwa, prywaty jest ogromna, a za tym idzie infantylne biadolenie, jakby nie było żadnego związku przyczynowo – skutkowego między zachowaniami politykierów i urzędników a stanem, jaki jest. 

Biadolenie, narzekanie (jakże nasze polskie!), psioczenie, wyzwiska na „onych” – zamiast kontrpropozycji, rzeczowej krytyki, wybrania na różne funkcje ludzi kompetentnych i uczciwych, aby zastąpili tę mierną „klasę polityczną”, która jest spuścizną tzw. okrągłego stołu. 

I jeszcze słowo o tzw. dziennikarstwie: dziś króluje propaganda, pustosłowie, pusta sensacja i biadolenie w przekazach medialnych. Od ponad 30 lat łapię się za głowę, jak słabe merytorycznie teksty piszą tzw. dziennikarze. Mam wrażenie, że ogromna ich większość to skryby pracujące dla obcych sił, dla mafii, klik lub jakichś lobby. Po prostu dramat.

Na wszystko jest sposób, recepta. Tylko trzeba chcieć i trzeba mieć odwagę. Kiedy polski naród się obudzi i przegoni karierowiczów, nieudaczników, złotoustych oszustów i uprawiających prywatę? Już najwyższy czas skończyć z biadoleniem i wziąć sprawy w swoje ręce. Polska to bogaty kraj – ludźmi, surowcami itd. Możemy dogonić kraje zachodnie, a w wielu aspektach przegonić. Ale działajmy, a nie narzekajmy! Budujmy CPK nie oglądając się na nikogo! Budujmy elektrownie atomowe, port kontenerowy w Świnoujściu, fabrykę samochodów, koleje dużych prędkości, sieci światłowodowe, fabryki olejów roślinnych, zakłady przetwórstwa owocowo-warzywnego, sztuczną inteligencję, polskie satelity! Bez biadolenia.

PROSZĘ, rozsyłajcie to dalej...
Życzę wiary, nadziei, miłości i zdrowia
"Dalej w głąb i dalej wzwyż!"
Bądźmy nadzieją dla Polski i świata
Dr Aleksander Kisil
Cybernetyk, psycholog, przedsiębiorca,
doradca, szkoleniowiec, mówca, autor.

Ruskie onuce i amerykańscy szabes goje. Dlaczego „polska” obowiązująca narracja jest tak zero-jedynkowa?

Ruskie onuce i amerykańscy szabes goje. Dlaczego polska narracja jest tak zero-jedynkowa?

Filip Obara pch24.pl/ruskie-onuce-i-amerykanscy-szabes-goje

Wojnę na Ukrainie sprowokował Zachód i jest to wojna zastępcza prowadzona rękami Ukraińców w celu poszerzenia wpływów Waszyngtonu, który posługuje się strukturami NATO, wspierając jednocześnie ludobójczy reżim żydowski w Izraelu…

Kto tak twierdzi? Otóż, Drodzy Państwo, nie żadna „ruska onuca”, lecz spora część amerykańskich elit, w tym lewicowych, które mówią o tym otwarcie. Tymczasem u nas, ani mówić nie wypada, ani nawet cytować głosów zza oceanu, żeby nie narazić się na łatkę „klakiera Putina”…

Zresztą, aby zostać „onucą”, tak naprawdę wystarczy tylko bronić polskich interesów. Przekonali się o tym rolnicy, którzy zostali scharakteryzowani jako „forpoczta Putina” przez Tomasza Lisa, który bredził coś o „ogromnym zawodzie i ciosie w tradycję broniącej kraju i narodu polskiej wsi”.

Na czym polega specyfika polskiego życia publicznego, że tak łatwo narazić się na wyzwiska i oskarżenia o zdradę? Czy chodzi o emocje, którymi kierujemy się, zamiast poddawać wydarzenia pod sąd rozumu? Dlaczego nie umiemy po prostu nie zgadzać się, a mimo to rozmawiać ze sobą, bez inwektyw i odsądzania się nawzajem od czci i wiary?

Nie przeszkadzają nam przy tym fakty, przez co realia polskiego życia politycznego wyglądają tak, że w momencie gdy „Radek” Sikorski lobbuje w Stanach Zjednoczonych za Ukrainą, to Ukraińcy obrażają Polaków i kierują bezczelne groźby pod adresem polskich rolników i rządu Warszawie.

Zwróćmy wreszcie uwagę, jak uboga jest u nas nawet narracja uznanych ekspertów. Czy będzie to kwestia wojny na Ukrainie, czy wcześniej tzw. pandemii koronawirusa, „duże” nazwiska w Polsce trudnią się właściwie tylko powtarzaniem najwęższego wycinka, jakim jest wersja lansowana oficjalnie przez rząd w Warszawie. I tak jedyna narracja na temat wojny na Ukrainie, to od samego początku wyłącznie narracja, której wytyczne przekazują nam ambasadorzy Joe Bidena i Włodzimierza Żeleńskiego w Warszawie.

Tymczasem gdy posłuchamy głosów zza oceanu, okaże się, że nawet „duże” nazwiska i to bynajmniej nie związane ze stroną konserwatywną, nie są aż tak jednorodne w swoich poglądach i tak skłonne, by stawać się pudłami rezonansowymi (zmieniającej się co kilka lat) władzy politycznej.

Żydowski globalista krytykuje wojnę zastępczą

Bodaj największym zdziwieniem mogą być dla nas opinie wygłaszane przez niejakiego Jeffreya Sachsa. Nazwisko w Polsce dobrze znane, gdyż to właśnie ten kolega Leszka Balcerowicza miał nam zafundować gospodarczą „terapię szokową” w roku 1989. Obecnie jego nazwisko powraca, ale… w Watykanie. Ów żydowski ekonomista – propagujący bałamuctwo tzw. zrównoważonego rozwoju – został bowiem członkiem Papieskiej Akademii Nauk Społecznych, na forum której wygłasza nie tylko pochwałę globalizmu, ale także bezpardonowe ataki na Stany Zjednoczone, których pozostaje obywatelem.

Nie wchodząc w życiorys Sachsa, bo to każdy może łatwo uczynić, zwróćmy tylko uwagę, że jest to nazwisko zupełnie pierwszorzędne i nie mają co do tego wątpliwości elity władzy na całym świecie. Pomimo to, gdy posłuchamy, co ów ekspert mówi na temat wojen na Ukrainie i w Strefie Gazy, to stanie się jasne, iż w Polsce niechybnie byłby uznany za „ruską onucę”.

Sachs pojawił się m. in. w podcaście Tulsi Gabbard (znanej i powszechnie szanowanej polityk, prawdziwej patriotki, która odeszła z Partii Demokratycznej, twierdząc, iż stała się ona skrajnie lewicową „kabała podżegaczy wojennych”). Tulsi twierdzi, że odbywa się na Ukrainie „wojna zastępcza”, którą USA i NATO prowadzą przeciwko Rosji, a Biden wmawia Amerykanom i światu, że musimy prowadzić tę wojnę, bo „jej ceną są wolność i demokracja”. Sachs zgadza się z nią i na bazie faktów również odrzuca tezę o rzekomo „niesprowokowanej wojnie”, którą Putin miał „nagle” rozpocząć w 2022 roku. Jakby tego było mało, ów globalista opowiada się za pokojem, stwierdzając, że aby ten został osiągnięty, Kijów musi iść na ustępstwa.

Tak więc gdy u nas „Szymuś” Hołownia grzmi z mównicy o „wgniataniu Putina w ziemię”, amerykańskie elity nie mają wątpliwości ani co do tego, co naprawdę stoi za tym konfliktem, ani co do tego, że nie może być mowy o zwycięstwie słabej i skrajnie już wykrwawionej Ukrainy nad rosyjskim molochem.

Również Noam Chomsky, wybitny językoznawca o lewicowych poglądach, mówi to, czego – jak sam przyznaje – „mówić nie wolno”. Wychodząc od krytyki waszyngtońskich dogmatów polityki zagranicznej i wcześniejszych interwencji USA na Bliskim Wschodzie, przechodzi do wojny na Ukrainie, ubolewając nad jej ofiarami, po czym jakby nigdy nic stwierdza, że „dla większości świata jest oczywiste, że jest to wojna zastępcza pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Rosją”. Spróbuj, Polaku, coś takiego powiedzieć, a zostaniesz momentalnie strącony do najgłębszego kręgu piekła przeznaczonego dla „ruskich onuc” i „awangardy Putina”!

Takie samo stanowisko prezentuje inny popularny uczony i znawca geopolityki, prof. John Mearsheimer, który już osiem lat temu wygłosił prelekcję Dlaczego Ukraina jest winą Zachodu? Mearsheimer obciąża Zachód winą za stopniowe eskalowanie konfliktu, który doprowadził do obecnej wojny. Zaznacza przy tym, że Ameryka kieruje się zasadą promowania demokracji i wybierania demokratycznych przywódców, którzy jednocześnie będą pro-amerykańscy, ale nie rozumie, że to, co można próbować realizować w małych państwach Bliskiego Wschodu (pytanie, z jakim skutkiem?), niekoniecznie będzie tolerowane przez światowe mocarstwa, jak Rosja czy Chiny.

Profesor wskazuje nie na rzekomą „nieobliczalność” Putina (o której ciągle słyszymy), lecz na jego konsekwentne i jasne stawianie sprawy: nie ma mowy, by Ukraina stała się strefą wpływów NATO, gdyż jest to kwestia egzystencjalnej wagi dla Rosji. Co ciekawe, podobny głos wychodzi od początku również z watykańskich kręgów dyplomatycznych i od samego papieża Franciszka, który mówił obrazowo o „szczekaniu NATO u bram Rosji”.

Mearsheimer wspomina o szczycie NATO w Bukareszcie w 2008 roku, gdzie wyrażono wprost twierdzenie, że Gruzja i Ukraina są mile widziane w sojuszu, czego bezpośrednim następstwem była wojna w Gruzji. Nie ma on również problemu z nazwaniem rzeczy po imieniu i stwierdzeniem, że tzw. pomarańczowa rewolucja była zamachem stanu (inni komentujący dodają, że inspirowanym przez CIA). Bezpośrednią przyczyną ówczesnych wydarzeń były rozmowy Janukowycza z Unią Europejską, w odpowiedzi na które wkroczył Putin, mówiąc: hola, hola, nic o nas bez nas.

Sam Mearsheimer podkreśla, że są to powszechnie znane fakty i publiczne wypowiedzi. Przytacza on także esej Władimira Putina z 12 lipca 2021, o którym cały świat mówi, że stanowił uzasadnienie inwazji na Ukrainę, tymczasem Mearsheimer nie boi się twierdzić, że jest wręcz przeciwnie. Gdy sięgniemy do tekstu źródłowego, widzimy, że Putin wyraźnie uznaje, że „prawdziwa suwerenność Ukrainy jest możliwa tylko w partnerstwie z Rosją”, gdyż taki jest jego pogląd, którego nie kryje, natomiast nie ma tam nic na temat tego, że życie w stanie wojny z Ukrainą miałoby w jakikolwiek sposób realizować interesy – czy tym bardziej ideologię – Rosji. Autor eseju wskazuje na konflikt interesów z nacjonalistycznym lobby ukraińskim, który za swoje zasady fundacyjne stawia wrogość wobec Rosji i służalczość wobec USA.

Niezależnie od oceny mocarstwowych poglądów Putina, Mearsheimer jeszcze przed inwazją Rosji na Ukrainę wyrażał pogląd wymagający elementarnej logiki i nieignorowania faktów: że jeżeli Zachód będzie nadal przenosił granice NATO na wschód, to prędzej czy później doprowadzi do wojny i w konsekwencji – do ogromnej skali zniszczeń na samej Ukrainie. Amerykański uczony nie ocenia tych wydarzeń, lecz stwierdza prostą przyczynowo-skutkową zależność: Zachód rozszerzał swoją strefę wpływów na wschód – Putin od razu mówił, że to wykluczone – a więc doszło do wojny. Choć Putin nadał jej pełnoskalowy wymiar, to jednak nie Putin do niej doprowadził – ocenia prof. Mearsheimer. Na koniec dodajmy, że sam Mearsheimer przyznaje, iż większość osób nie zgadza się z jego poglądami, jednak wśród tych, którzy się zgadzają jest między innymi… Henry Kissinger. Mamy więc kolejne lewicowe „bożyszcze”, które nie poczytuje za swój obowiązek kolportowania propagandy Waszyngtonu.

Jeszcze większą dozę realizmu politycznego odnajdziemy w bardzo ciekawej rozmowie na kanale niejakiego Andrew Napolitano, emerytowanego sędziego, który prowadzi program „Judging Freedom” na YouTubie. Wystąpił u niego były oficer wywiadu wojskowego USA i inspektor ONZ ds. uzbrojenia, Scott Ritter, doświadczony również w pracy na terenie Rosji. Porównuje on standardy stosowane podczas wojny przez Rosjan i przez Żydów z Izraela, oskarżając tych drugich o łamanie wszelkich praw człowieka i praw międzynarodowych. Wskazuje ponadto na dramatyczną sytuację Ukrainy, której prezydent opowiada niestworzone historie na temat rzekomych kilkudziesięciu tysięcy zabitych żołnierzy ukraińskich, podczas gdy różne szacunki wskazują raczej na liczbę kilkuset tysięcy, a sam Żeleński „wygadał” się w jednym z wywiadów na temat „milionów” ofiar, po czym momentalnie poprawił się, że mówi o ofiarach, które nastąpią w przyszłości, jeżeli świat nie zrobi jeszcze więcej dla walczącej Ukrainy.

Ritter, będąc amerykańskim patriotą, ma jednocześnie odwagę mówić o zbrodniach wojennych popełnianych przez Amerykanów choćby w Wietnamie, a także bez ogródek potępić najważniejszego sojusznika USA – Izraela, Żydów określając wręcz „ludobójczymi maniakami”, których celem jest de facto likwidacja ludności palestyńskiej, a narzędziem „masowe mordy na cywilach”.

Nota bene, u sędziego Napolitano właśnie pojawił się również Jeffrey Sachs, który powtórzył, że wojna na Ukrainie „była całkowicie do uniknięcia i jest wojną, która toczy się o ekspansję NATO”, stanowiąc katastrofę dla Ukrainy i „granie życiem Ukraińców” przy użyciu amerykańskich pieniędzy. Ponadto, jak wskazuje Sachs, nawet liberalny New York Times zauważył zaangażowanie CIA w wydarzenia na Ukrainie, choć w sposób kuriozalny jego zdaniem datują to zaangażowanie dopiero na rok 2014, podczas gdy sięga ono znacznie głębiej w historię. Mówi też wprost o „szaleństwie” zachodnich przywódców, którzy robią wszystko, żeby eskalować konflikt, dobrze wiedząc, że Rosja nie zgodzi się na objęcie Ukrainy strefą wpływów NATO. Piętnuje wreszcie porażkę dyplomatyczną Bidena, jaką jest kategoryczna odmowa wszelkich negocjacji z Rosją, a stawianie wyłącznie na konflikt zbrojny podbudowany propagandą ukraińskiego sukcesu.

Syjonistyczny mesjanizm amerykańskich szabes gojów

Amerykańska opinia publiczna, a szczególnie kręgi najbardziej konserwatywne, zgadza się co do bezsensowności eskalowania konfliktu na Ukrainie. Sprawa nie jest jednak równie oczywista w odniesieniu do Bliskiego Wschodu. Pokazuje to, że opinie cytowanych wyżej ekspertów stanowią w pewnym sensie wręcz „bluźnierstwo”.

Aby ukazać, jak głęboki jest ten kontrast, wystarczy spojrzeć na postać spikera Izby Reprezentantów, Mike’a Johnsona, który jak na razie skutecznie blokuje pompowanie kolejnych miliardów w machinę wojenną na Ukrainie, a jednocześnie nie widzi nic złego w ludobójstwie dokonywanym przez Żydów na Bliskim Wschodzie. Johnson został wybrany w kontrze do pro-ukraińskiego Kevina McCarthy’ego i dlatego – jak trafnie zauważono w konserwatywnym portalu The Federalist – pro-ukraińskość byłaby dla niego wyrokiem politycznej śmierci.

Jednocześnie w tym samym The Federalist ukazał się więcej niż jeden artykuł wprost opiewający rzekome żydowskie „prawo moralne” do rozciągania nieograniczonej dominacji nad Palestyną. Tekst ten może stanowić modelowy wręcz przykład radykalnej syjonistycznej podbudowy amerykańskiego stosunku do Izraela. Niejaki Jason Hill przekonuje, że „Izrael ma moralne prawo do aneksji całego Zachodniego Brzegu”, a uznanie po wojnie w 1967 roku jakiegokolwiek statusu Palestyńczyków innego niż „nielegalnych okupantów” było błędem i powodem niepotrzebnych problemów.

Następnie konserwatywny publicysta wpada w ton „mesjanistycznie” umizgującego się do Żydów szabes goja, gdy pisze: „Żydowska wyjątkowość i wyjątkowość cywilizacji żydowskiej wymagają bezwarunkowej przestrzeni dla dalszej ewolucji ich cywilizacji. To, co jest dobre dla cywilizacji żydowskiej, jest dobre dla całej ludzkości. Cywilizacja żydowska jest międzynarodowym skarbem, który należy chronić”.

Przy takim nastawieniu większości republikańskich elit Jeffrey Sachs okazał się być prawdziwym obrazoburcą, gdy 5 lutego 2020 roku w Watykanie atakował Donalda Trumpa, twierdząc, że „multilateralizm” (wspólne reagowanie wielu państw na wydumane problemy świata) „jest zagrożony przez Stany Zjednoczone”. Oskarżał Trumpa o rzekome blokowanie „każdej umowy multilateralnej”, podczas gdy w rzeczywistości miał na myśli te umowy, które narzucały światu ideologię ekologizmu. Jak bardzo Sachs nienawidzi Ameryki, której obywatelstwo posiada, świadczy również jego narracja na temat Chin, w ramach której żydowski globalista uznał, iż podjęta przez Trumpa próba technologicznego uniezależnienia się od Państwa Środka była… „atakiem na Chiny”, które mogą jego zdaniem budować dominującą pozycję, ponieważ „nikt nie ma monopolu na wiedzę i talenty”. Warto o tym wspomnieć, aby ukazać jak zwodnicze może być poleganie na tego typu autorytetach, które wprawdzie wykazują się duża dozą realizmu politycznego, ale jednocześnie beznadziejnie ulegają ideologii, operując zupełnie fałszywymi założeniami bazowymi i ostatecznie wyciągając fałszywe wnioski ze swoich rozumowań.

Dzień świra jak Dzień świstaka…

Krótki przegląd przykładów z USA pokazuje, że pomimo całego tamtejszego doktrynerstwa, toczy się tam jednak jakaś debata publiczna. Wydaje się tymczasem, że nad Wisłę nie docierają nawet głosy oficjalnie uznanych autorytetów, takich jak Sachs, które sprzeciwiają się narracjom rodem z CNN-u i biura prasowego Białego Domu.

Mówienie o faktach i upominanie się o polską rację stanu jest spychane na „pro-rosyjski” margines marginesów, czego skutkiem jest ogólna radykalizacja. Trudno się dziwić wściekłości rolników, skoro polskie władze konsekwentnie ignorowały i ignorują zagrożenie ekspansją ukraińskich oligarchów. Trudno się dziwić ostrym komentarzom polskiej „ulicy” na temat współczesnych banderowców, skoro każdy publicysta, który skrytykuje ukraińską hucpę, jest atakowany jako rzekomy sprzymierzeniec Putina.

Jednocześnie trudno sobie wyobrazić, by problemy polskiej polityki były podejmowane w Warszawie z pewną dozą realizmu, skoro nawet mówienie o ukraińskiej rakiecie, która zabiła dwóch Polaków, było owiane dziwnym tabu i dopiero po wyciszeniu sprawy przebąkiwano coś na temat prawdziwej wersji wydarzeń.

Czyż nie jest to wymowne, że aby posłuchać opinii wykraczających poza najściślejszy mainstream, musimy uplasować się na marginesie polskiej debaty publicznej albo sięgać do odległych materiałów zza oceanu i to niekoniecznie konserwatywnych?

Na koniec zwróćmy uwagę na jeszcze inny – nader dziwaczny – zakręt historii. Otóż, pod koniec wspomnianej rozmowy pomiędzy sędzią Napolitano (ponoć katolickim tradycjonalistą) a Jeffreyem Sachsem (jakby nie było, podwójnym „autorytetem” dla Polaków, bo ekonomicznym i obecnie „religijnym”), obaj panowie w kordialnym tonie stwierdzają: No to widzimy się za tydzień w Rzymie na konferencji z okazji… 750-lecia śmierci św. Tomasza z Akwinu. Po czym Sachs konstatuje, że jest to wspaniała okazja, by przypomnieć kluczową rolę, jaką Akwinata przypisywał… cnocie i prawu naturalnemu w rozwoju i przetrwaniu człowieka. Do czego doszło, że żydowski globalista musi nam przypominać o cnocie i prawie naturalnym, a więc faktycznie podstawowych pojęciach naszej cywilizacji, o których raczej nie usłyszymy od naszych proboszczów i biskupów!

Filip Obara

===========================

Michał Rogoziński 5 marzec 2024

No to brawo Panie Redaktorze za… spostrzegawczosć. Czasem potrafi Pan przestać marnowac swój niewątpliwy talent na tematy jałowe. Ja nie będę tak odkrywczy i opisze stan polskiej swiadomości w słowach znacznie prostszych. Po pierwsze to tej świadomości nie ma (PCh24, to środowisko niszowe, co by o tym nie mowić, sam jestem taką niszą od lat kilkudziesięciu, wiec FAKTY trzeba przyjmowac do wiadomości i tyle.) Przeciętny „Polak” po szkole w jakiejś „Psiej Wólce” z programem szkolnym jaki jest i jaki był, pojęcie o Polsce, polskiej historii i realnych zagrożeniach ma takie, jakie może mieć absolwent zawodówki, lub szkoły rolniczej w najlepszym wypadku, czyli kibicowskie. I tu pomijajac patologie – pocieszę, te ponad tysiac lat chrześcijaństwa na coś się przydało.

Pomijajac patologie (te są wszedzie) zwykły szary człowiek z ulicy, porządnie pracujacy, to… przedstawiciel cywilizacji lacińskiej (choć sam o tym nie ma pojęcia, ale jego zmysl moralny i patriotyczny jest NORMALNY, no w miarę normalny). Tyle, ze te dyrdymaly, które tu wszyscy produkujemy, takze w komentarzach zupełnie do niego nie dochodzą. Wobec braku aparatu pojęciowego co najwyzej brzydko zaklnie komentujac jakies bieżace wydarzenia, natomiast ludzi typy PCh24, albo w ogóle nie zauważa (pojęcia nie ma o ich istnieniu i zupełnie do niego nie dociera ten sposób pojmowania rzeczywisci – co najwyzej jesteśmy jakimis szalonymi nawiedzeńcami, od których lepiej trzymać sie z daleka, „bo kazdy swój rozum ma”.

Tak więc to nie jest dyskusja czy rozumowanie dla zwykłego Polaka z ulicy, bo to zupełne abstrakcje.) Ujmujac rzecz prościej – choćby patrząc na ostanie wybory polski wybór docelowy, to bycie Generalnym Gubernatorstwem, lub Palestyną. Mnie nie odpowiada ani jedno, ani drugie, a biorąc pod uwage tradycję moją i mojej żony, to już zupełnie mi z taką wizją nie po drodze. Ponieważ nic z tym zrobic nie mogę, to by nie wyświadczać niedźwiedziej przyslugi swoim dzieciom i na wszelki wypadek uratowac cos dla przyszłości tego kraju, jesli taka będzie, wyprowadziłem się z kraju, poza obręb tej alternatywy (GG- Palestyna). Natomiast żyjemy, tu gdzie zyjemy od pokoleń i wszystko jedno czy będzie to Polska szlachecka, ludowa, czy demokratyczna, realiów nie zmienimy. Pomijam żydo-bolszewię, na walke z żywiołem germańskim moja rodzina poświecila szmat historii i choć najwiekszych krzywd doznała ostatnio ze Wschodu, to patrząc realnie – w obecnej sytuacji z kims się trzeba dogadywać.

Dogadywanie się z Niemcami (Tusk) znamy i to jest wybór pomiędzy „kabaretem” serwowanym publice przez Palikota (o ile wiem Zyda i podobnie jak Hartman absolwenta KUL – serdecznie gratuluję KUL-owi absolwentów tej miary), a niedoszłego dominikanina Hołownię. To ichne bredzenie może się podobać publice, gawiedzi, plebsowi, jak kto woli, ale to tylko zewnetrzne atrybuty tego co dzieje się za kulisami. I tutaj, ja bym się zastanowil powaznie nad propozycjami przedstawianego jako alkoholik byłego prezydenta Rosji. Zeby bylo ciekawiej, one są nie tylko uzasadnione historycznie, ale powtarzaja tezy prof. Konecznego sprzed 80-100 lat. Jak dla mnie Rosja przez ostanie lata – przynajmniej za mojego świadomego życia zachowuje się w miarę racjonalnie. Tymczasem my przyjmujemy narrację Żydów, ktora nigdy racjonalna nie była, Prusaków, ktorzy na Polsce wyrośli, albo Anglosasów, ktorzy zawsze wyciagali kasztany z ognisak cudzymi rękami. Nie chce epatowac przykładami, bo szkoda na to czasu.

La fille ainée de l’Église. Igrzyska Olimpijskie we Francji: Krzyże usunąć!

Igrzyska Olimpijskie we Francji: Proszę krzyże usunąć!

gloria

Plakaty Igrzysk Olimpijskich i Paraolimpijskich Paryż 2024 zostały odsłonięte w Musée d’Orsay 4 marca. Ich autorem jest niejaki Ugo Gattoni.

Kompozycja mikroelementów i małych scen utopijnej, fantastycznej wersji Paryża, obejmuje Wieżę Eiffla, Patrouille de France, metro, Sekwanę, Łuk Triumfalny. Znane miejsca, pomniki i symbole są przestawiane i reinterpretowane.

Najbardziej godne uwagi: Krzyż na Les Invalides w Paryżu, gdzie mieszczą się muzea historii wojskowości, został usunięty.

Obraz przedstawiający nagiego Chrystusa obejmującego trupa Judasza faktycznie wisi w gabinecie Bergoglia

Obraz przedstawiający nagiego Chrystusa obejmującego trupa Judasza faktycznie wisi w gabinecie Bergoglia

Data: 4 marzo 2024 Author: Uczta Baltazara babylonianempire

Opinia publiczna dysponuje obecnie potwierdzeniem, że skandaliczne przedstawienie nagiego Jezusa obejmującego swego zdrajcę naprawdę istnieje. Watykan opublikował przemówienie video Bergoglia dowodzące, że skandaliczny obraz wisi w prywatnym gabinecie papieża Franciszka.

W środę, Vatican News opublikowało przemówienie video papieża Franciszka wygłoszone owego dnia do Panamerykańskiego Komitetu Sędziów Praw Społecznych i Doktryny Franciszkańskiej (COPAJU), pokazujące, że kontrowersyjny obraz rzeczywiście wisi w gabinecie Franciszka, na tyłach jego biurka.

https://youtube.com/watch?v=0jdXpwWzsTg%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dit%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

W roku 2021, watykańska gazeta L’Osservatore Romano ujawniła, że jego twórca podarował obraz Franciszkowi i że wisiał on “na tyłach biurka” papieża https://www.osservatoreromano.va/it/news/2021-04/quo-074/giuda-e-lo-scandalo-br-della-misericordia.html. Dowody na to nie zostały jednak udostępnione opinii publicznej aż do chwili obecnej.

Zatwierdzona przez Watykan publikacja pokazała fragment obrazu jako zdjęcie na okładkę w 2021 roku. Porównanie pokazuje wyraźnie, że jest to obraz wiszący w gabinecie Franciszka.

W artykule redakcyjnym Watykanu z roku 2021 wyjaśniono, że obraz ten został zainspirowany książką Franciszka z 2018 roku «Quando pregate dite Padre Nostro», w której Franciszek sugeruje, że Judasz może nie być w piekle. Myśl ta jest bezpośrednio sprzeczna z wypowiedziami poprzednich papieży i samego Naszego Pana, który powiedział o Judaszu, że byłoby lepiej dla niego, gdyby się nie narodził. https://www.vaticannews.va/it/papa/news/2017-11/quando-pregate-dite–padre-nostro—l-intervista-a-francesco-div.html

Rok 2018 nie był jedynym przypadkiem, w którym Franciszek forsował pogląd, że Judasz może zostać zbawiony. To samo uczynił w 2020 roku w homilii telewizyjnej w swojej prywatnej kaplicy w środę Wielkiego Tygodnia, gdzie musiał przeczytać ten sam fragment, w którym Jezus mówi, że byłoby lepiej, gdyby Judasz się nie narodził. https://www.lifesitenews.com/news/pope-francis-i-dont-know-if-judas-is-in-hell-jesus-called-him-friend

Jak skończył Judasz? Nie wiem” powiedział wówczas papież Franciszek.

Niemniej jednak nauczanie Kościoła jest jasne co do potępienia Judasza. Katechizm Soboru Trydenckiego jest bardzo wyraźny w tej kwestii, mówiąc, że Judasz “stracił duszę i ciało”, a jego zdrada pomimo kapłaństwa “przyniosła mu wieczną zgubę”.

Co więcej, pierwszy papież, św. Piotr, jasno stwierdził, że po tym, jak Judasz zdradził Chrystusa, musiał zostać zastąpiony jako apostoł, podczas gdy po śmierci innych apostołów nie zostali oni zastąpieni.

Teolog Piotr Kwaśniewski dobrze wyjaśnił tę kwestię w eseju na Rorate Caeli:

«Pierwszy papież argumentuje, że Judasz przez swój występek na zawsze utracił apostolstwo. Należy zauważyć, że Judasz był jedynym apostołem, którego miejsce musiało zostać zajęte po jego śmierci. Kiedy Jakub został zabity przez Heroda (Dzieje Apostolskie 12:2), Piotr i inni nie wyznaczyli innego człowieka na zastępcę Jakuba. Byli następcy apostołów (i było ich znacznie więcej niż 12!), ale nie było innych zastępców. Ostatecznie cała pierwotna jedenastka wraz z Mateuszem opuściła ten świat wraz ze śmiercią, aby stać się wiecznymi fundamentami niebiańskiego Jeruzalem: “A mur miasta miał dwanaście fundamentów, a na nich dwanaście imion dwunastu apostołów Baranka” (Ap 21:14). Mówiąc prościej, apostoł, który umarł w stanie łaski, jest apostołem na zawsze, niezastąpionym, idącym po nagrodę jako trwały kamień węgielny Kościoła. Może to tylko oznaczać, że Judasz, który musiał zostać zastąpiony, umarł w grzechu i na zawsze utracił swoją posługę i apostolstwo. Poszedł “na swoje miejsce”, czyli do miejsca, które mu odpowiadało: do piekła». 

Nie musimy jednak sięgać do Katechizmu ani nawet do pierwszego papieża w tej kwestii, skoro sam nasz Pan wypowiedział się już jednoznacznie na ten temat. Trzykrotnie w Piśmie Świętym Jezus wskazuje na ostateczny los Judasza. W Ewangelii Jana 6:71, Jezus nazywa Judasza diabłem. Mówi: “Czyż nie wybrałem was dwunastu? A jeden z was jest diabłem”. Następny werset wyjaśnia: “Teraz miał na myśli Judasza Iskariotę, syna Szymona; bo ten miał Go zdradzić, podczas gdy był jednym z dwunastu”.

W Ewangelii Jana 17:12, w swojej modlitwie do Boga Ojca, Jezus nazywa Judasza “synem zatracenia”. “Gdy byłem z nimi, strzegłem ich w imieniu twoim. Tych, których mi dałeś, zachowałem, a żaden z nich nie zginął, tylko syn zatracenia, aby się wypełniło Pismo”.

I wreszcie, w obu Ewangeliach Mateusza 26:24 i Marka 14:21 słyszymy jak Jezus mówi o Judaszu: “Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nigdy nie narodził”.

INFO: https://www.lifesitenews.com/news/video-proves-painting-of-nude-jesus-ministering-to-judas-iscariot-hangs-on-wall-in-pope-francis-study/ https://novusordowatch.org/2024/02/proof-francis-naked-jesus-judas-painting/ https://www.churchmilitant.com/news/article/rome-rehabilitates-judas-on-maundy-thursday

Dlaczego protest rolników dotyczy każdego z nas.




,Aktualnie w Polsce toczy się bardzo ważna bitwa o przyszłość nas wszystkich.Musimy zadać sobie fundamentalne pytania:Co się stanie, jeśli liczba rolników w Polsce i w innych krajach europejskich będzie nadal gwałtownie spadać?Kto będzie produkował żywność dla nas oraz dla naszych dzieci i wnuków?Czy będziemy mogli cieszyć się produktami z naszego kraju, czy będziemy zmuszeni polegać na imporcie?Jakie będą ceny i jaka będzie jakość żywności w przyszłości?Sytuacja jest niepokojąca – liczba rolników, żyjących wyłącznie z pracy na ziemi, maleje w alarmującym tempie.Jeżeli ta sytuacja będzie się utrzymywać, możemy dojść do momentu, w którym młodsze pokolenia oraz pozostali rolnicy i hodowcy porzucą pracę w sektorze rolnym. W takim przypadku naszym udziałem może stać się żywność o niskiej jakości, do której trudno będzie się przyzwyczaić…

To nie jest tylko ostrzeżenie – to realna przyszłość, jeśli nie zaczniemy działać już teraz.

Nasze podpisy to nie tylko moralne wsparcie. Podpisując petycję, przyczyniamy się do ruchu, który dąży do zapewnienia przyszłości polskiego i europejskiego rolnictwa.Podpisując, stajemy również u boku naszych rolników, hodowców i innych grup zawodowych na protestach!
W rzeczywistości to nie tylko walka rolników. Jest to walka, która dotyczy nas wszystkich, gdyż to właśnie rolnicy dostarczają nam pożywienia. Od ich pracy zależy nasze codzienne odżywianie i bezpieczeństwo żywnościowe.
Podpisując tę petycję, dołączasz do nich w tej bitwie i okazujesz swoje wsparcie i solidarność.
Razem możemy zabezpieczyć środki do życia tych, którzy żywią nasze rodziny.
Dziękuję za dołączenie do tej walki!

PROSZĘ PODPISAĆ PETYCJĘ 
Z serdecznymi pozdrowieniami,
Sylwia Mleczko, Dyrektor CitizenGO w Polsce z całym zespołem

Jesteśmy z Wami, rolnicy i hodowcy! Podpisz petycję.

Jesteśmy z Wami, rolnicy i hodowcy!

Smak wolności: Dlaczego protest rolników dotyczy każdego z nas

Jesteśmy z Wami, rolnicy i hodowcy!

petition author imageCitizenGO Rozpoczął tą petycję do Komisji Europejskiej oraz polskiego komisarza w UE ds. rolnictwa – 2024/02/19

My wszyscy, na czele z naszymi rolnikami i hodowcami stoimy w obliczu ogromnego kryzysu! Ostatnia decyzja Komisji Europejskiej, która pozwala na bezcłowy import ukraiński do UE przynajmniej do czerwca 2025 roku, wywołała szerokie zaniepokojenie i protesty. Tysiące rolników i hodowców protestuje właśnie teraz w Polsce, na Węgrzech i w całej Europie przeciwko niebezpiecznym działaniom Komisji Europejskiej!

Polityka Komisji prowadzi do nieuczciwej konkurencji dotyczącej produktów rolnych z Ukrainy, podważa stabilność ekonomiczną naszych rolników i hodowców poprzez zalewanie naszych rynków tańszymi produktami, które nie są poddawane takim samym rygorystycznym standardom, jakich przestrzegają nasi rolnicy. Ponadto, środowisko regulacyjne na Ukrainie w zakresie GMO nie jest zgodne ze standardami UE, co budzi obawy o potencjalny napływ produktów GMO poprzez ich masowy import.

podpisz petycję

Polityka tzw. Zielonego Ładu Unii Europejskiej pod pretekstem transformacji gospodarek w kierunku neutralności klimatycznej stwarza nowe zagrożenie dla rolnictwa.

  • Ograniczenia w używaniu nawozów,
  • wymogi przejścia na energię odnawialną
  • i promowanie mniej intensywnych metod uprawy mogą znacząco zwiększyć koszty produkcji, zagrażając istnieniu wielu gospodarstw.

Zielona polityka UE, mająca rzekomo na celu promowanie tzw. zrównoważonego rozwoju, jest całkowicie sprzeczna z ekonomicznymi realiami, z jakimi mierzą się rolnicy i hodowcy.

To wszystko pogłębia ich problemy! Podpisując tę petycję adresowaną do Komisji Europejskiej mamy możliwość ich wesprzeć. Rolnicy i hodowcy biją na alarm, zwracając uwagę, że wdrażane regulacje będą eskalować koszty działania, zagrażać przetrwaniu wielu gospodarstw i niszczyć tradycyjne rolnictwo.

Wspierajmy z zaangażowaniem naszych rolników i hodowców w ich proteście pamiętając o tym, że ich rola producentów żywności w naszym społeczeństwie jest niezastąpiona.

Czas działać teraz! Podpiszcie petycję, aby domagać się sprawiedliwości dla naszych rolników oraz hodowców i by zapewnić, że Komisja Europejska usłyszy nasz wspólny głos. Naszą petycję kierujemy również do Janusza Wojciechowskiego, unijnego komisarza ds. rolnictwa i reprezentanta Polski w UE, który ma dbać o sprawy polskich rolników.

==========================

podpisz petycję

29,251 osób podpisało.

Osiągnijmy 50,000

===========================

W Polsce, od 9 lutego, rolnicy i hodowcy rozpoczęli serię protestów, które objęły około 300 różnych lokalizacji w całym kraju, co wskazuje na ogromną skalę i determinację tego ruchu. Ich protesty będą trwały 30 dni.

Te masowe mobilizacje, z tysiącami traktorów blokującymi drogi i miasta, takie jak demonstracja w Poznaniu, gdzie aż 1000 traktorów zablokowało główne drogi, są potężnym sygnałem dla polityków i decydentów. Węgierscy rolnicy i hodowcy również rozpoczęli protesty na granicy z Ukrainą, wysyłając jasny komunikat do Komisji Europejskiej mówiący o tym, że również sprzeciwiają się ukraińskiemu dumpingowi i polityce Zielonego Ładu UE.

Jesteśmy przekonani, że UE teraz, bardziej niż kiedykolwiek, musi zwrócić uwagę na te połączone głosy protestu i musi dostosować swoją politykę środowiskową do potrzeb sektora rolnego!

Znajdujemy się w kluczowym momencie, gdy musimy sprzeciwić się szkodliwym działaniom Komisji Europejskiej, aby chronić rolników i hodowców w Polsce!

Sytuacja jest krytyczna. Teraz jest czas, by podjąć działanie. Nie możemy stracić tej okazji. Bruksela już ustąpiła w niektórych obszarach, obawiając się, że protesty rolników mogą negatywnie wpłynąć na nadchodzące wybory do Parlamentu Europejskiego.

Dołączcie do protestu naszych rolników i hodowców, podpisując naszą petycję do Komisji Europejskiej. Razem możemy mieć większy wpływ!Dziękujemy za wsparcie tej ważnej sprawy!

Więcej informacji:

Czego chcą rolnicy? Mapa online protestów

https://www.infor.pl/prawo/nowosci-prawne/6479405,czego-chca-rolnicy-mapa-online-protestow-20-lutego-100-blokad-strajk-wykaz-miejscowosci-jak-przejechac-aktualizacja.html

Piątkowska – Zboże z Ukrainy nadal dociera na rodzimy rynek

https://www.ppr.pl/wiadomosci/rolnicy-protestuja-w-slusznej-sprawie

Ukraiński portal: napływ ukraińskich towarów powoduje straty dla polskich rolników

https://www.wrp.pl/ukrainski-portal-naplyw-ukrainskich-towarow-powoduje-straty-dla-polskich-rolnikow/

Rolnicy protestują nie tylko w Polsce. Jak wygląda sytuacja w Europie? Wyjaśniamy

https://www.pap.pl/aktualnosci/rolnicy-protestuja-nie-tylko-w-polsce-jak-wyglada-sytuacja-w-europie-wyjasniamy

Janusz Wojciechowski zamienił PSL na PiS. Kim jest komisarz UE ds. rolnictwa? https://wiadomosci.radiozet.pl/polska/polityka/janusz-wojciechowski-wiek-rodzina-komisja-ds-rolnictwa-kim-jest-posel-pis

Więcej informacji po angielsku:

Węgierscy i polscy rolnicy organizują protest na granicy z Ukrainą – Hungarian and Polish farmers stage protest on border with Ukraine

https://www.euronews.com/2024/02/09/hungarian-and-polish-farmers-stage-protest-on-border-with-ukraine

Węgierscy rolnicy protestują przeciwko nieograniczonym importom z Ukrainy – Hungarian farmers protest over unlimited Ukrainian imports

https://abouthungary.hu/news-in-brief/hungarian-farmers-protest-over-unlimited-ukrainian-imports

Polski rolnicy rozpoczynają 30-dniową blokadę Ukrainy, przejmują ukraińskie zboże do kontroli – Polish farmers begin 30-day blockade of Ukraine, seize Ukrainian grain for inspection

https://rmx.news/article/polish-farmers-begin-30-day-blockade-of-ukraine-seize-ukrainian-grain-for-inspection/

29,251 osób podpisało.

Osiągnijmy 50,000

Petycja do Komisji Europejskiej i polskiego komisarza w UE ds. rolnictwa: apel wsparcia dla polskich rolników i hodowców

My, niżej podpisani, zwracamy się z pilnym apelem do Komisji Europejskiej o rewizję polityki, która negatywnie wpływa na życie naszych rolników i hodowców.

Polityka, która zezwala na bezcłowy import z Ukrainy do czerwca 2025 roku, poważnie zagraża rolnikom w Polsce i w UE, wprowadzając nieuczciwą konkurencję i umożliwiając import produktów, na które nie nałożono takich samych rygorystycznych standardów, jakie obowiązują rolników w UE.Domagamy się natychmiastowego przeglądu i ponownego zbadania statusu bezcłowego dla importu rolnego z Ukrainy, aby zapewnić uczciwą konkurencję i chronić interesy rolników UE.Ponadto apelujemy do Komisji Europejskiej o dostosowanie polityki rolnej Agendy 2030 oraz Europejskiego Zielonego Ładu, w taki sposób, aby lepiej odpowiadały one ekonomicznej rzeczywistości rolnictwa. Zapewni to, że dążenie do zrównoważonego rozwoju nie będzie odbywać się kosztem polskich rolników i hodowców.Nasze wsparcie dla nich jest wyrazem solidarności z tymi, którzy martwią się o swoją przyszłość i zasługują na naszą uwagę oraz ochronę. Ich walka jest naszą walką, ponieważ dostarczają oni wysokiej jakości, lokalne produkty żywnościowe dla nas wszystkich.Natychmiastowe działanie jest konieczne, aby zapobiec dalszemu krzywdzeniu naszych rolników i by chronić polskie i europejskie rolnictwo.Apelujemy o to, by Komisja Europejska szybko wzięła pod uwagę nasze obawy i konstruktywnie odpowiedziała na nasze prośby.

Link na petycję: https://citizengo.org/pl/ot/213039-jestesmy-z-wami-rolnicy-i-hodowcy

Z poważaniem,

Nikomu nieznana feministka zamiast Szekspira, czyli o zmianach w „podstawie programowej”.

Nikomu nieznana feministka zamiast Szekspira, czyli o zmianach w podstawie programowej”. pch24.pl/feministka-zamiast-romea-i-julii

Ministerstwo Edukacji Narodowej nie próżnuje i robi, co może, aby zająć nam umysły i czas, dbając zapewne w ten sposób o rozwój intelektualny społeczeństwa. Najpierw Barbara Nowacka włożyła kij w mrowisko, zapowiadając zlikwidowanie prac domowych, teraz jej resort ostro zabrał się za zmiany w podstawie programowej. Ponieważ zapowiadała otwartość na konsultacje, to i otworzyła 12.02 pre-konsultacje, które trwały całe siedem dni. To zdecydowanie za mało, aby w godziwy, spokojny sposób podjąć refleksję nad tak ważnymi zmianami. Nie składamy jednak broni.

Bardzo wielu nauczycieli, rodziców, działaczy podjęło rękawicę i przeanalizowało propozycje zmian w podstawach programowych  oraz wyraziło swoją opinię. W poniedziałek (19.02) przedstawiciele organizacji pozarządowych (m.in. nasze Stowarzyszenie „Nauczyciele dla Wolności”) wzięli udział w zorganizowanych przez MEN konsultacjach on-line zmian w podstawach. Są one mocno krytykowane. Czego dotyczą w zakresie nauczania języka polskiego?

Nie trzeba rozumieć ani literatury, ani  medialnego świata

Wesprzyj nas już teraz!

25 zł

50 zł

100 zł

Choć otoczeni jesteśmy przez media, reklamy, telewizyjne seriale, resort nie uważa za potrzebne uczenie dzieci i młodzieży korzystania z tych dobrodziejstw współczesności. Z podstawy programowej postanawia usunąć zapisy, które obejmują umiejętność identyfikowania i rozumienia zarówno tekstów publicystycznych  (SP IV-VI I 2.1), dzieł filmowych (SP IV-VI I 2.9),  jak i reklam – i to zarówno w szkole podstawowej (SP VII-VIII III 1. 8) , jak i konsekwentnie w średniej (LO III 1.8 zakres podstawowy). Uczeń nie będzie już ćwiczył rozpoznawania i rozróżniania środków perswazji i manipulacji w tekstach kultury reklamowych oraz nie będzie określał ich funkcji. Nie podejmie również refleksji nad pragmatycznym i etycznym wymiarem obietnic składanych w tekstach reklamy.

Ponadto nie potrzebne jest już według ministerstwa określanie cech stylu wypowiedzi internetowych oraz wartościowanie wypowiedzi tworzonych przez internautów (LO II 2.8 zakres rozszerzony). Jak widać, uczniowie zostaną pozbawieni umiejętności krytycznego przyjmowania otaczającej ich medialnej rzeczywistości. Nie rozpoznają kłamstwa ani manipulacji, czyli uwierzą we wszystko, co przekażą im media. Chyba skądś to znamy… Resort postanowił postawić kropkę nad i, po prostu nie dać młodzieży skutecznego narzędzia w walce o uczciwość medialnego przekazu. Nikt nie będzie przecież podcinał gałęzi, na której siedzi…

Lek na eskalację agresji?

Dużo mówi się o problemach psychicznych dzieci i młodzieży, o braku umiejętności społecznych, o zachowaniach depresyjnych i agresywnych, o spektrum autyzmu. Rośnie nam społeczeństwo pełne deficytów emocjonalnych, któremu władze celowo chcą także obniżać  poziom intelektualny poprze forsowanie edukacji włączającej vel dostępnej dla wszystkich. Jakie lekarstwo na to proponuje MEN? Otóż będzie to rezygnacja z ćwiczenia umiejętności reagowania na przejawy agresji językowej, np. poprzez zadawanie pytań, proszenie o rozwinięcie lub uzasadnienie stanowiska, wykazywanie sprzeczności wypowiedzi (LO III 2.3 zakres podstawowy). Młodzi ludzie niewspierani w nabywaniu takich umiejętności na agresję słowną odpowiedzą agresją… ale niekoniecznie li tyko językową. Autorzy zmian zrezygnowali również z zapisu o rozpoznawaniu elementów erystyki w dyskusji oraz ocenianiu ich pod względem etycznym (LO III 1.9 zakres podstawowy). Szkoda, że nie ułatwia się młodzieży podjęcia refleksji nad sposobami rozwiązywania sporów i udowadniania swoich racji.

A miało być mniej wiedzy encyklopedycznej…

Ministerstwo chce być nowoczesne i hołduje wielu nowym ideologiom. A jednak rezygnuje z refleksji nad funkcjonalnością języka (SP IV-VI II 1.7 i II 1.11), a także unika zachęty do pogłębionej lektury tekstów literackich i odnoszenie ich do własnego doświadczenia (SP IV-VI I 1.16). Czy wrażliwy, mądry absolwent, który potrafi rozpoznać konteksty kulturowe i historyczne utworów literackich (SP VII-VIII I 1) nie jest w obszarze zainteresowań resortu?

Czy przygotuje do życia…?

Szkoła to tylko pewien etap w życiu człowieka, który po ukończeniu szkoły średniej wkracza w świat ludzi dorosłych, podejmuje obowiązki zawodowe, staje się samodzielny. Rynek pracy wymaga od młodego pracownika pewnych określonych umiejętności. Najpierw trzeba znaleźć pracę, aplikując na odpowiednie stanowisko, składając CV, list motywacyjny, uczestnicząc w rozmowie kwalifikacyjnej. Potem czekają nas często publiczne wystąpienia, udział w projektach, wygłaszanie referatów czy też demonstrowanie prezentacji lub towarów klientowi.

Wszystkie te umiejętności można by przynajmniej w jakiejś mierze wyćwiczyć w szkole, gdyby… ktoś nie wykreślił z podstawy programowej prób recytacji (SP VII-VIII I 1.12), które mają już przepaść na wieki w całym cyklu kształcenia po klasie III szkoły podstawowej.  Gdyby pozostawiono chociaż egzemplifikację form uczestnictwa w projektach i konkursach, czyli umiejętność tworzenia różnorodnych prezentacji, projektów wystaw, realizacji krótkich filmów z wykorzystaniem technologii multimedialnych (SP VII-VIII IV 4). Niestety wszystkie te atrakcyjne dla młodego człowieka formy odejdą w zapomnienie razem z recytacją… To może chociaż nauczymy dzieci pisać CV, list motywacyjny, życiorys czy protokół, jak miało to miejsce do tej pory? Niestety i tu się zawiedziemy. Wszystkie formy mają zniknąć z podstawy programowej (SP VII-VIII II 2.1, LO III 2. 5 zakres podstawowy).

Trzeba zrobić cięcia!?

Z pewnością trzeba jakoś zmienić podstawę programową. Nie jest to jednak takie łatwe, jak się wydaje autorom zmian. A może w gruncie rzeczy jest to od dawna planowane lub sterowane działanie, gruntownie przemyślane przez speców od sterowania umysłami? Jakie teksty znikną ze szkolnych ław?

„Nam strzelać nie kazano, wstąpiłem na działo…” – tak, tak wszyscy to znamy. To przecież „Reduta Ordona”! A to? „Tato nie wraca ranki i wieczory, We łzach go czekam i trwodze…” – no oczywiście, „Powrót taty”! I do kompletu zagadka: „Ach, to była dziewica, To Litwinka, dziewica-bohater, Wódz Powstańców – …”? Wszyscy wiemy jak dokończyć ten fragment, wszyscy rozpoznaliśmy poprzednie utwory. To nas łączy, daje wspólnotę doświadczeń literackich, a zarazem uczy piękna języka, Mickiewiczowskiego wiersza, rytmu, średniówki. I tego właśnie zostaną pozbawione polskie dzieci. I nie będzie też Zosi Bobrówny, która ma się od kwiatków nauczyć śpiewać na polecenie Juliusza Słowackiego… W szkole podstawowej dzieci w ogóle nie poznają poezji tego wieszcza narodowego i nie usłyszą o Norwidzie, który tęskni do kraju tego… Bo może nie wszyscy, którzy urzędują na Szucha podzielają tę tęsknotę… Plan unifikacji europejskich systemów nauczania w ramach Europejskiego Obszaru Edukacji stoi za plecami naszych narodowych wieszczów i czeka na zmianę warty…

Fragmentaryzacja pereł literatury i wstydzenie się noblistów

Rzeczą mocno zaskakującą jest fakt, że polscy uczniowie przez cały okres edukacji nie będą mieli okazji przeczytać całego „Pana Tadeusza”. Fragmenty poznają w szkole podstawowej i fragmenty w średniej. Nikt nie określa jednak, ile ich ma być i konkretnie jakie. Nauczyciel nie będzie musiał wcale wybrać „Inwokacji”… Jak zrozumieć geniusz Mickiewicza bez znajomości całego tekstu? Jak ukazać piękno języka, zamysł artystyczny, jak odkryć tę „polskość ukrytą w trzynastozgłoskowcu i średniówce”?

W dziedzinie literatury przyznano Polakom 5 nagród Nobla. Nobliści to m.in. Henryk Sienkiewicz i Władysław Reymont. Jakie jest to symptomatyczne, że właśnie ich utwory mają znaleźć się poza kanonem lektur obowiązkowych! „Quo vadis”, które walnie przyczyniło się do otrzymania nagrody Nobla i zostało przetłumaczone na 57 języków, stanie się lekturą uzupełniającą. „W pustyni i w puszczy” będzie czytane tylko we fragmentach (jakich?, ilu? – tego nie wiadomo). A „Chłopi”, których ekranizacja zdobyła potrójne Złote Lwy i którego światowa premiera odbyła się podczas Prezentacji Specjalnych Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Toronto, gdzie publiczność przyjęła obraz owacją na stojąco, zostali przesunięci na listę lektur zakresu rozszerzonego, czyli pozna to dzieło zaledwie część młodzieży. Czy my się naprawdę musimy wstydzić noblistów? Czy to nie powinien być nasz „towar eksportowy”, ale znany też przez wszystkich Polaków?

Wyrzucone hymny

W 1927 roku do miana hymnu narodowego pretendowała „Rota” Marii Konopnickiej. Podobną funkcje spełniał wcześniej „Hymn do miłości Ojczyzny” Ignacego Krasickiego – oba utwory, choć na inny sposób, przepojone miłością i przywiązaniem do ojczystego kraju. I chyba ta miłość zbyt gorąca, jednoznaczna, nie pasuje do współczesnych standardów, więc hymny odkładamy do lamusa. Nie pozna ich już w myśl zmian w podstawie programowej polskie dziecko. Maria Konopnicka w ogóle zniknie z ławy szkolnej i przejdzie na emeryturę, a Krasicki, ten wszechstronnie utalentowany „książę poetów” będzie musiał zadowolić się jedynie kilkoma bajkami w klasach IV-VI. W liceum i technikum ponadto uczniowie na poziomie podstawowym mają nie czytać „Legendy o świętym Aleksym”, fragmentów „Kronik” Galla Anonima, fragmentów „Pamiętników” Jana Chryzostoma Paska, „Konrada Wallenroda”. Za trudne, za święte, za polskie….

Zamiast Romea i Julii „osoba autorska”

Wisienką na torcie tych wszystkich zmian jest propozycja nowej lektury uzupełniającej w szkole średniej. Nowej w sensie dosłownym, gdyż pozycja ta została wydrukowana zaledwie dwa miesiące temu (sic!). Skąd wzięła się Maria Halber, autorka nowej lektury pt. „Strużki”? Skoro trafiła do podstawy programowej, jest z pewnością uznanym autorem ze znacznym dorobkiem literackim… Przecież MEN na pewno nie bierze pierwszej lepszej książki z półki. Skądś jednak wytrzasnął Marię Halber, mało znaną poetkę, która po raz pierwszy sięgnęła po prozę i napisała „Strużki”. Czy podstawa programowa to od dziś miejsce na debiuty literackie? Jak to jest, że wyrzucona została z niej tragedia Szekspira o znanych na całym świecie kochankach z Werony, wpisana w kod kulturowy literatury europejskiej od niemal 500 lat, a zagościła debiutancka powieść „osoby autorskiej”, która chce zmieniać „kolektywną wyobraźnię” i jak sama mówi, „jest zaangażowana politycznie”?

Cóż więc mamy w ramach odchudzania podstawy programowej? Mniej refleksji, brak narzędzi i nową autorkę w zamian za Szekspira. Bilans niezbyt korzystny… Walczymy jednak dalej, bo to o nasze dzieci chodzi!

Agnieszka Pawlik-Regulska

Zamach na oświatę w Polsce. Nadchodzi Europejski Obszar Edukacyjny

Zamach na oświatę w Polsce. Nadchodzi Europejski Obszar Edukacyjny

pch24/zamach-na-oswiate

Trwa poruszenie związane z planami MEN w kwestii zmian programowych, zwanych przyjaźnie „odchudzaniem podstawy”. Owo „odchudzanie” to drenaż polskiej tożsamości; zabieg, którego celem jest stworzenie nowego ucznia – wynarodowionego Europejczyka z kompleksem polskości. Intencje te od razu zauważyli świadomi Polacy.

Wobec tego jawnego zamachu na polskość w – jeszcze – polskiej szkole głos zabrali liczni historycy, poloniści, rodzice i nauczyciele. Szczegółowy komentarz prof. Andrzeja Nowaka do zmian z zakresu historii, wygłoszony publicznie 20 lutego w Warszawie w trakcie wykładu „Niepodległość: walka, ofiara, rezygnacja”, dotkliwie poruszył już ponad 160 tysięcy słuchaczy. Dramatycznie brzmi lista precyzyjnych cięć dokonanych – niczym skalpelem – na podstawie programowej.

W sprawie podstaw, pisząc swój Protest, głos zabrało kilkunastu profesorów z Akademickich Klubów Obywatelskich [AKO], a także Ruch Ochrony Szkoły i Instytut Ordo Iuris – w 33 stronicowej krytycznej opinii wysłanej do MEN; organizacje kresowe, liczni publicyści i organizacje oświatowe oraz 50 tysięcy osób wpisujących swoje uwagi w specjalnym formularzu na stronie MEN w ramach tzw. prekonsultacji. Czekamy teraz na poprawiony – czy faktycznie? – projekt rozporządzenia. Wówczas rozpocznie się ważny miesiąc na przekazywanie stanowisk podmiotów opiniujących projekt, ze związkami zawodowymi nauczycieli na czele. Opina publiczna bacznie obserwuje kierunek, w jakim dryfuje oświata. Hasła przewijające się w mediach społecznościowych, jak: „To szkodnictwo, nie szkolnictwo” i „Chcemy Pana Tadeusza”, czy skrajnie drwiące „Óczmy przyszłych Ełropejczykuw” – pokazują, czego naprawdę oczekuje polskie społeczeństwo. Chce nadal polskiej szkoły dla swoich dzieci!

Feministka zamiast Romea i Julii, czyli o zmianach w podstawie programowej

To, że korekty programowe nie mają nic wspólnego z wychodzeniem naprzeciw realnym potrzebom „zapracowanego” ucznia, od razu zauważyli obserwatorzy innych propozycji minister Nowackiej z ostatnich tygodni. Oto nowy przedmiot „Wiedza o zdrowiu”, będący oficjalnym otwarciem podwojów szkoły dla seksualizacji polskich dzieci, został już zapowiedziany pod szyldem promocji zdrowia i szacunku dla „odmienności seksualnych”. Czeka w szufladzie aż ucichnie nawałnica programowa, by wypełnić „zwolnioną” przestrzeń 1/5 czasu w szkole, gdyż tyle treści ma zniknąć z podstawy. Przedmiot ma być obowiązkowy dla każdego polskiego ucznia od 1 września 2024 r. Zapewne pojawi się już za chwilę w postaci kolejnego projektu rozporządzenia MEN.

Mowa była o tym już na łamach PCh24.pl, ale przytoczmy ponownie szczere słowa Bartłomieja Chmielowca, Rzecznika Praw Pacjenta, zaangażowanego na „tym odcinku oświatowym”: – Edukacja zdrowotna pozwoli także na poruszenie kwestii takich jak seksualność, profilaktyka związana z zdrowiem psychicznym, szacunek dla osób LGBT i ich seksualności. Te sugestie nie pozostawiają złudzeń co do intencji twórców pomysłu. Zaznaczmy także, iż treści z zakresu edukacji zdrowotnej były od lat realizowane w ramach nauczania przedmiotowego i – poza seksualizowaniem! – wszystkie są dostępne w polskiej szkole.

Ukryte cele anty-reformy w oświacie. Groźna „wiedza o zdrowiu” zamiast prac domowych

Wokół projektów dekonstruujących polską szkołę trwa społeczne zamieszanie. Otwartych zostało kilka frontów jednocześnie. Skończył się właśnie okres zgłaszania opinii do projektu rozporządzenia likwidującego tzw. prace domowe i oceny z etyki oraz religii na świadectwach, a kolejne rewolucyjne zmiany przed nami.

W tym zamęcie niewiele osób dostrzegło arcyważne wydarzenie, jakie miało miejsce w Pałacu Prezydenckim. Oto ostatnie posiedzenie prezydenckiej Rady ds. Rodziny, Edukacji i Wychowania, jakie odbyło się 23 lutego, zostało poświęcone kwestii Europejskiego Obszaru Edukacji (European Education Area). Ma on objąć swym gorsetem narodowe systemy edukacyjne już w 2025 roku.

Przewodniczący rady, profesor Andrzej Waśko poinformował, iż członkowie tego gremium omawiali unijne zamiary wobec europejskiej edukacji właśnie w kontekście planów MEN, dostrzegając wzajemne związki między nimi. Powołanie Europejskiego Obszaru Edukacyjnego jest ściśle związane ze zmianami, jakie nowe planowane traktaty europejskie wprowadzają do kompetencji Komisji Europejskiej. Polityka oświatowa, która dotąd pozostawała w gestii rządów poszczególnych państw, stałaby się częścią polityki unijnej i zarządzana byłaby z poziomu Brukseli. W związku z tym, w przypadku przyjęcia tych traktatów będziemy mieli do czynienia z całkowicie nową sytuacją, dotychczas nieznaną. Kontrolę nad polskim szkolnictwem obejmie Unia Europejska. – Nie wiemy, w jakim zakresie to nastąpi, ale to jasno wynika z unijnych dokumentów – komentował podczas konferencji prasowej prof. Waśko.

Zbliżamy się do wniosku, że te zmiany są realizacją owych podstawowych założeń „Europejskiego obszaru edukacji” i priorytetów, które dla edukacji w krajach UE proponuje Parlament Europejski, Komisja Europejska. Wobec tego widzimy, że proces zmian w polskim szkolnictwie ma charakter jakby podwykonawstwa pewnego projektu, który ma ogólnopolski zasięg i to jest nowa sytuacja – powiedział przewodniczący rady, jednoznacznie łącząc obecne i planowane na kolejne lata działania resortu edukacji z koncepcją likwidacji znanej nam narodowej oświaty.

To nie odchudzenie, nie zmiany, nie reforma… To likwidacja!

Niezależni obserwatorzy kwestii oświatowych podkreślali antynarodowy, proinkluzywny charakter zmian zachodzących oświacie od wielu lat. Dostrzegali w ideologicznym projekcie tzw. edukacji włączającej oraz dydaktycznym nowinkarstwie metodę dekonstrukcji paradygmatu szkoły, a nie jedynie – a tak przez lata była lansowana i identyfikowana – jako pomoc dzieciom niepełnosprawnym oraz w wypadku innowacji, jako wyzwolenie kreatywności ucznia. Ruch Ochrony Szkoły powstał w 2022 roku, głównie z tego właśnie powodu i pod wpływem tego zagrożenia.

Jolanta Dobrzyńska ostrzegała już w 2018 roku na łamach „Naszego Dziennika”, w artykule „Dławienie edukacji” (18. 02.):

„Nikt nie potrafi powiedzieć dziś, gdzie leży kres europejskiej integracji w tak delikatnej materii jak edukacja i kultura. Jeśli nieprzekraczalnych granic nie zarysują dziś władze państw członkowskich, w tym nasze polskie władze, to z pewnością nie uczynią tego obcy architekci europejskiej tożsamości. Non possumus wypowiedzieć można tylko na etapie projektów, takich jak opisana wizja utworzenia europejskiego obszaru edukacji. Kiedy społeczeństwo dosięgają złe efekty wdrożeń, na wycofanie jest za późno”. Artykuł był bezpośrednią reakcją na ogłoszenie 14 listopada 2017 r. przez Komisję Europejską w Strasburgu EUROPEJSKIEGO OBSZARU EDUKACJI do 2025 roku jako unijnej wizji przyszłości.

Nikt wówczas nie brał na serio tych planów, nikt zagrożeń nie dostrzegał. Tymczasem już za chwilę, w 2020 r., pojawił się w Polsce kluczowy dokument MEN – „Edukacja dla wszystkich”, opisujący detalicznie projekt edukacji włączającej (inkluzywnej) wraz z terminarzem jego wdrażania. Identyfikowany z kwestiami uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi był w istocie miną podłożoną pod polską oświatę, o czym pisaliśmy wielokrotnie:

Totalna rewolucja w polskiej szkole. Komu służy produkcja homo debilis?

Groźna iluzja inkluzji. Edukacja włączająca jako metoda na dekonstrukcję oświaty

Bartosz Kopczyński w licznych opracowaniach i artykułach – także dla PCh24.pl – wielokrotnie podnosił te kwestie: „Edukacja Włączająca jest zresztą czymś więcej niż tylko modelem edukacji: jest edukacyjną ideologią inkluzywnego społeczeństwa przyszłości. Edukacja włączająca wprowadzi też nową metodykę, najbardziej odpowiadającą idei włączenia, czyli OCENIANIE KSZTAŁTUJĄCE. Jest ono oparte na postmodernistycznym konstruktywizmie poznawczym. Usuwa dotychczasowy paradygmat edukacji, jakim była relacja uczeń – mistrz, zastępując go nowym paradygmatem równości i partnerstwa” – pisał.

Czy nie o likwidacji ocen, o wpływie uczniów na to, czy w ogóle i jakie lektury czytać, nie o powszechnym dyskutowaniu o prawach z pominięciem obowiązków, nie o dobrostanie zastępującym wiedzę – słyszymy ze strony ministerstwa? A także od Rzecznika Praw Dziecka, Rzecznika Praw Pacjenta oraz licznego chóru pseudooświatowych NGO-sów o lewicowych korzeniach, wzmocnionych sowitymi finansami z UE?

To o tej forpoczcie zmian mówiła europejska komisarz ds. innowacji, badań naukowych, kultury, edukacji i młodzieży Iliana Iwanowa, która w styczniu odwiedziła Warszawę. Pochwaliła się wówczas rozmachem wsparcia polskich „organizacji pozarządowych” (NGO) ze strony UE, która w samym 2022 r. dofinansowała „2 397 projektów kwotą 200 mln euro; w projektach tych wzięło udział 4 461 organizacji i zmobilizowały one 90 632 osoby”. Dzięki tym sowitym środkom baza dla „edukacji globalnej” jest już w Polsce zainstalowana. To głosy tych organizacji w ramach prekonsultacji prowadzonych przez MEN w związku z podstawami programowymi „udzieliły poparcia” propozycjom dokonania precyzyjnych cięć na umysłach i duszach polskich uczniów. Działacze byli na posterunku i będą jeszcze nieraz. Powinniśmy obnażać ich proweniencję i profity czerpane z przyklaskiwania przeprowadzanym zmianom i miękkiego oswajania z nimi w mediach, także społecznościowych, podczas licznych warsztatów i konferencji.

„Dzieci nie chcą się uczyć, rodzice przestają je wychowywać, jest coraz więcej dysfunkcji, deficytów, depresji, problemów psychicznych, coraz trudniej uczyć. Zwolennicy rewolucji twierdzą, że to przez szkołę, która jest zacofana, pruska, średniowieczna. Dlatego formułuje się projekt szkoły przyszłości, czyli nowego modelu edukacji, nowej kultury szkolnej, szkoły rozwijania potencjału, szkoły uczącej się, szkoły budzącej się, szkoły skoncentrowanej na uczniu. Pracują naukowcy, psychologowie, psychiatrzy, działacze społeczni i polityczni, wizjonerzy, globalni i lokalni liderzy przemian. Wszyscy oni oferują nam kopernikański przewrót. Nowy wspaniały edukacyjny świat promują organizacje międzynarodowe, a przede wszystkim: Bank Światowy, OECD, ONZ, Unia Europejska, Światowe Forum Ekonomiczne” – czytamy w opracowaniu Bartosza Kopczyńskiego z Towarzystwa Wiedzy Społecznej w Toruniu, zamieszczonym na portalu ruchochronyszkoly.pl .

Czy nie o koniecznym wzmocnieniu opieki psychologów i pedagogów w szkołach dyskutuje się od kilku lat w MEN, głównie w Departamencie zajmującym się edukacją włączającą? Czy po 50 tysiącach psychologów i pedagogów specjalnych (włączających) to nie Doradcy Dostępności Uczenia – właśnie teraz szkoleni – mają się pojawić wkrótce w placówkach szkolnych? Czy nie zagraniczni gracze, jak UNICEF i WHO oraz Agencja UE od lat współdecydują o tym, jaki kierunek ma przyjąć edukacja w Polsce, i pod szyldami zdrowia, opieki na imigrantami i uchodźcami oraz równościowymi hasłami inkluzywności pojawiają się w MEN ze swoimi „rekomendacjami”?

Jaki jest cel tych działań? Od dawna to jasne: ulepienie nowego inkluzywnego społeczeństwa – ponadnarodowego, płynnego, sterowalnego, podporządkowanego bieżącym potrzebom globalnego rynku pracy. Tożsamość europejska ma zastąpić narodową, a nawet regionalną. Stąd np. w ramach odchudzania podstawy w zakresie geografii znalazło się usunięcie wszelkich regionalnych i lokalnych odniesień oraz np. pracy w terenie, a w zakresie chemii czy biologii – likwidacja doświadczenia, empirii jako metody poznawczej, a zastąpienie ich transformacją cyfrową.

W co gra MEN? Nowa podstawa programowa dla nauk ścisłych przeczy logice

W co gra MEN, cz. 2. Geografia w nowej podstawie programowej w służbie wirtualnej rzeczywistości

Co do tej ostatniej, właśnie trwała ankieta na stronie rządowej MEN. Dopuszczenie cyfrowej inteligencji i totalne uzależnienie od cyfrowych narzędzi poznania świata jest w tej niezwykle szczegółowej ankiecie ukazane jako jedyna droga nowoczesnego kształcenia. Procesowi transformacji mają podlegać nie tylko uczniowie, ale także rodzice. Ingerencja w rodzinę z pozycji opresyjnego urzędniczego systemu nie jest już nawet ukrywana.

W projekcie Europejskiego Obszaru Edukacyjnego odnajdujemy unifikację programów nauczania i podręczników (lub ich brak), naukę języków, program Erasmus, promowanie mobilności edukacyjnej, e-twinning sączący treści spoza Polski w ramach „partnerstw”, jednolitą maturę z perspektywą mobilności studentów i ujednolicone kształcenie nauczycieli. Ostatnio na Zachodzie pobrzmiewa nowe hasło – „harmonizacja”. Uważajmy, gdy pojawi się w Polsce, gdyż oznacza to samo, czyli podporządkowanie neomarksistowskiemu pomysłowi wykuwania „nowego człowieka”.

W najnowszych „zaleceniach” Rady Komisji Europejskiej , przedstawionych w Sejmie RP 16 listopada 2023 r., które noszą nazwę „Europa w ruchu – mobilność edukacyjna dla wszystkich”, zawarto szczegółowy opis oczekiwań wobec Polski na najbliższy czas. Dokument otwiera znaczący cytat:

W pełni zobowiązuję się do urzeczywistnienia do 2025 r. europejskiego obszaru edukacji. Musimy likwidować trudności w uczeniu się i poprawiać dostęp do wysokiej jakości edukacji. Musimy umożliwić osobom uczącym się łatwiejsze przemieszczanie się między systemami kształcenia w różnych krajach. Musimy zmienić też kulturę edukacji w kierunku uczenia się przez całe życie, co przyniesie korzyści nam wszystkim” – Przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen, wytyczne polityczne.

Niech nas nie zmylą takie hasła, jak „wysoka jakość edukacji” – to nie poziom wykształcenia, a wyłącznie poziom tak zwanego włączenia ma być wyznacznikiem tej europejskiej „jakości”.

Pakiet na rzecz „mobilności talentów” przewodnicząca Ursula von der Leyen zapowiedziała w orędziu o stanie Unii już w 2022 roku. W istocie mobilność jest cyniczną metodą na wysysanie najbardziej wykształconych kadr i zdolnej młodzieży oraz kierowanie ich do państw, gdzie ulokowane są ośrodki decyzyjne. Polska na pewno nie ma być w tym gronie, a kilkuletni opór i starania w tym zakresie odpływają w przeszłość wraz z CPK…

Zadekretowana „mobilność edukacyjna” jest szczególnie istotna w wypadku kształcenia nauczycieli. W „zaleceniach” postuluje się m.in. „uznanie zadań dydaktycznych realizowanych za granicą za odpowiednik szkoleń realizowanych w krajowej instytucji kształcenia i szkolenia”. To wprost oznacza przejęcie systemu kształcenia kadr dydaktycznych przez podmioty ponadnarodowe. Nietrudno sobie owo kształcenie nauczycieli wyobrazić.

Dokument „Europa w ruchu – mobilność edukacyjna dla wszystkich” zawiera kluczowe dla systemu oświaty kwestie i powinien być poddany szczegółowej analizie. Tymczasem przyjęła je bez uwag Komisja do Spraw UE (SUE) w polskim Sejmie i nie wydaje się, by były przedmiotem szczególnej uwagi Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży.

Uformowani według tych zaleceń uczniowie mają się identyfikować bardziej jako obywatele Europy niż Polski. Nowa tożsamość jest wykuwana od lat mozolnie, krok po kroku. Proces ten – już dobrze przygotowany – ostro przyspiesza na naszych oczach.

To właśnie dzieje się lub jest zapowiadane przez MEN. Ministerstwo być może przywróci do podstaw programowych jedną czy dwie lektury lub kilka faktów historycznych, ale tylko dla chwilowego uspokojenia opinii publicznej. Ramy czasowe „kompleksowej reformy” (według określenia minister Nowackiej) zostały już jasno określone. Całościowa, nowa podstawa programowa ma wejść w życie od 1 września 2026/2027 w szkole podstawowej, od roku szkolnego 2028/2029 do szkół ponadpodstawowych.

MEN wyraźnie chce zdążyć przed 2030 rokiem, magiczną datą określoną w Agendzie 2030 ONZ, czyli globalnym projekcie, w którym tzw. zrównoważony rozwój jest koniecznym składnikiem edukacji. Bruksela w pełni identyfikuje się z tą wizją „świetlanej przyszłości” kontynentu i pod znakiem 12 gwiazdek okalających sierp i młot systematycznie likwiduje normalność oraz wartości, dzięki którym nasza cywilizacja zaistniała w dziejach świata, a w 966 roku powstało Państwo Polskie.

Wrogie przejęcie polskiej szkoły jest im potrzebne, by osiągnąć ten cel!

Brońmy więc szkoły, jak rolnicy swoich upraw, gdyż tylko na zdrowej glebie wiedzy i tradycyjnego wychowania ma szansę wzrosnąć nowe pokolenie Polaków.

Hanna Dobrowolska

Ekspert oświatowy, Ruch Ochrony Szkoły

Seks-edukacja zamiast matematyki i polskiego?

Ordo Iuris
Szanowny Panie,w tych dniach rozpoczyna się najważniejsza walka o edukację i wychowanie młodego pokolenia. Bez zawahania można powiedzieć, że od siły i skali naszej reakcji zależeć będzie los Polski w kolejnych dekadach XXI wieku.
Ministerstwo Edukacji Narodowej przedstawiło propozycje drastycznego „odchudzenia” podstawy programowej w szkołach na każdym poziomie edukacji. Deklarowanym celem jest zapewnienie „czasu na spokojniejszą i bardziej dogłębną realizację tych zagadnień, które w podstawie programowej pozostaną”. 
Oczywisty sprzeciw budzą radykalne cięcia w przedmiotach ścisłych, wprowadzane bez zrozumienia podstawowych pojęć z zakresu matematyki i fizyki… co doprowadzi do pozbawienia naszych dzieci umiejętności zrozumienia coraz bardziej złożonego otoczenia.
Jednak prawdziwa katastrofa dzieje się w zakresie nauk humanistycznych. Wystarczy pokrótce zapoznać się z propozycjami Ministerstwa, by dostrzec, że wykreślane tematy nie są przypadkowe, ale zmierzają do wyobcowania młodych Polaków z narodowej historii i kultury.
Jednak nie wszystkie zajęcia mają zostać „odchudzone”. 
Część czasu zabranego z lekcji matematyki, polskiego i historii dzieci mają poświęcić na… wulgarną edukację seksualną.W szkole „zreformowanej” przez – znaną z aborcyjnej aktywności – minister Barbarę Nowacką pominięte lub okrojone miałyby być między innymi tematy dotyczące konfliktu Polski z Cesarstwem Niemieckim, wojen polsko-krzyżackich, konfederacji barskiej, powstania wielkopolskiego, powstań śląskich, obrony Polski przed napaścią hitlerowskich Niemiec w 1939 roku, mordowania Polaków przez niemieckich i sowieckich okupantów, ratowania Żydów przez Polaków w trakcie II Wojny Światowej czy walki „Żołnierzy Wyklętych” z Sowietami.Spośród celów nauczania historii ma zostać wykreślone dążenie do rozbudzania w uczniach „poczucia miłości do ojczyzny przez szacunek i przywiązanie do tradycji i historii własnego narodu oraz jego osiągnięć, kultury i języka ojczystego”. Ministerstwo chce wykreślenia z listy lektur nielicznych dzieł św. Jana Pawła II i bł. kard. Stefana Wyszyńskiego, usunięcia tematów dotyczących prześladowań Kościoła w okresie stalinowskim czy wzmianki o postaci św. Maksymiliana Kolbe.Sprzeciwiając się pomysłom minister Nowackiej – we współpracy z licznymi ekspertami i organizacjami specjalizującymi się w systemie edukacji – opracowaliśmy analizę poświęconą propozycjom zmian w podstawie programowej, którą przekazaliśmy ministerstwu i nagłośniliśmy w mediach.
Resortowe zmiany w programie szkół eksperci podsumowali jako:
depolonizację
dechrystianizację
dehumanizację
deprawacjęi
degradację 
całego systemu edukacji.Wskazane zmiany – w połączeniu z zapowiedzianą likwidacją prac domowych – doprowadzą do obniżenia poziomu nauczania, skutkując drastycznym zmniejszeniem wiedzy uczniów i ich zdolności do krytycznego, samodzielnego myślenia.Tzw. prekonsultacje do propozycji zmian w podstawie programowej zakończyły się 19 lutego. Obecnie czekamy na projekt rozporządzenia MEN w sprawie nowej podstawy programowej. Dokument musi zostać skierowany do konsultacji społecznych.Gdy to się stanie – będziemy nie tylko służyć merytoryczną analizą prawną wszystkich proponowanych projektów, ale także przeprowadzimy mobilizację wszystkich przejętych losem naszych dzieci, bo tylko masowy sprzeciw Polaków może zmusić rząd Tuska do wstrzymania antynarodowej i antychrześcijańskiej rewolucji w edukacji.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskBroniąc polskiej szkoły, zabraliśmy głos w konsultacjach nad projektem rozporządzenia w sprawie likwidacji prac domowych. W przedstawionej ministerstwu analizie wykazaliśmy, że forma i zakres zmian wprowadzanych w dokumencie narusza obowiązujące przepisy rangi ustawowej i konstytucyjnej. Ponadto, zniesienie prac domowych może skutkować pogłębieniem różnic w wynikach w nauce osiąganych pomiędzy uczniami, którzy mają dobre stopnie i tymi, którzy potrzebują dodatkowej motywacji – np. w formie pracy domowej – aby powtórzyć materiał omawiany na lekcji. Pogłębią się także różnice pomiędzy szkolnictwem publicznym, a odpłatnym i oferującym więcej godzin zajęć szkolnych szkolnictwem prywatnym.Wobec tych radykalnych zmian rodzi się podejrzenie, że „odchudzenie” podstawy programowej ma na celu zrobienia miejsca dla zajęć wulgarnej edukacji seksualnej.Tym bardziej, że sama Minister Nowacka zapowiedziała, że w ramach nowego programu „edukacji prozdrowotnej” wszystkim polskim uczniom przekazywana będzie wiedza „nie tylko nowoczesna, ale również wolna od uprzedzeń i ideologii”. Cóż miałoby to oznaczać w praktyce?Odpowiedzi na to pytanie udzielił Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec, który pisał do minister Nowackiej by „edukacja zdrowotna” stała się okazją „na poruszenie między innymi kwestii takich jak seksualność, profilaktyka związana ze zdrowiem psychicznym, szacunek dla osób LGBT i ich seksualności”.
Po co nowy przedmiot? To proste. Tylko w ten sposób rząd może uczynić wulgarną edukację seksualną przedmiotem obowiązkowym. W przypadku odmowy posłania dziecka na deprawacyjne warsztaty rodzicom grozić będą kary za… uchylanie się od realizacji obowiązku szkolnego.Przewidując nadchodzącą promocję wulgarnej edukacji seksualnej, przygotowaliśmy cykl esejów poświęconych edukacji seksualnej, publikowanych co tydzień od grudnia na stronie Instytutu Ordo Iuris. Zawierają wiele szokujących faktów dotyczących genezy i założeń edukacji seksualnej oraz przykładów jej wdrażania w państwach Europy zachodniej.Lektura tych tekstów na pewno otworzy oczy wielu osobom, które nie są świadome tego, czym dziś jest w praktyce permisywna edukacja seksualna intensywnie promowana na Zachodzie.W ramach zakończenia całego cyklu publikacji, zorganizowaliśmy debatę ekspertów, w której obok prawników Ordo Iuris udział wzięli także ginekolog i położnik – prof. Bogdan Chazan, była małopolska kurator oświaty – Barbara Nowak, psycholog z Instytutu Ona i On – Agnieszka Marianowicz Szczygieł i autorka podręczników do wychowania do życia w rodzinie oraz była przewodnicząca Zespołu Opiniodawczo-Doradczego MEN – Teresa Król.Prawnicy Ordo Iuris są w nieustannej gotowości, aby interweniować wszędzie tam, gdzie genderowi aktywiści będą usiłowali wejść do szkół wbrew woli rodziców albo gdzie będą zmuszali nauczycieli do przekazywania uczniom wulgarnych i ideologicznych treści. Żadna rodzina oraz żadne dziecko nie pozostaną bez naszego wsparcia.Obrona polskiej edukacji jest kluczowa dla uratowania młodego pokolenia Polaków przed wyobcowaniem z narodowej kultury i chrześcijańskiego dziedzictwa oraz genderową demoralizacją. Głęboko wierzę w to, że – z pomocą ludzi takich jak Pan – jesteśmy w stanie zatrzymać ideologiczną rewolucję w polskiej szkole.
Propozycje minister Nowackiej uderzają w polski system edukacjiPragnąc, aby polskie dzieci nadal uczyły się w polskiej szkole o polskich bohaterach i arcydziełach narodowej literatury – wspólnie z organizacjami zajmującymi się sprawami oświatowymi oraz ekspertami w tej dziedzinie – przygotowaliśmy analizę zaproponowanych przez ministerialnych ekspertów zmian do podstawy programowej.W dokumencie wskazaliśmy, że usuwanie z lekcji historii odniesień do ważnych dla naszego Narodu postaci i wydarzeń jest szkodliwe. 
Wbrew deklaracjom autorów zmian, nie skutkuje to redukcją treści, ale zmianą charakteru nauczania historii. Obecnie uczniowie poznają dzieje Polski poprzez postacie historyczne. Dzięki temu historia jest przedmiotem żywym i zrozumiałym. Jeśli proponowane zmiany wejdą w życie, uczniowie mogą nie usłyszeć o Zawiszy Czarnym, o. Augustynie Kordeckim – obrońcy jasnogórskiego klasztoru w trakcie potopu szwedzkiego czy wymienionym w hymnie narodowym, uczestniku wojen XVII-wiecznych, hetmanie Stefanie Czarnieckim. Z programu mają zniknąć tematy dotyczące bohaterstwa Polaków w trakcie II wojny światowej, np. obrony Westerplatte, Wizny i Warszawy oraz bitwy nad Bzurą i pod Kockiem. Z wcześniejszych okresów historii Polski pominięte w podstawie programowej miałyby zaś być nawet takie wydarzenia jak zwycięstwo grunwaldzkie czy hołd pruski.W złożonej do MEN analizie dowodzimy, że podobne zmiany zanegują wychowawczy cel historii, sprowadzając ten przedmiot do suchej faktografii. Będzie to sprzeczne z celami edukacyjnymi wyrażonymi w preambule ustawy Prawo oświatowe, która stanowi, że „kształcenie i wychowanie służy rozwijaniu u młodzieży poczucia odpowiedzialności, miłości Ojczyzny oraz poszanowania dla polskiego dziedzictwa kulturowego”.Podkreślamy konieczność utrzymania w podstawie programowej powszechnie lubianych i wykorzystywanych podczas uroczystości szkolnych pieśni patriotycznych, które stanowią niezwykle cenny łącznik międzypokoleniowy pomiędzy Polakami z różnych epok. Wskazujemy, że wbrew zaleceniom ministerialnych ekspertów polska epopeja narodowa „Pan Tadeusz” powinna być nadal znana polskim maturzystom w całości, a nie tylko we fragmentach, gdyż od lat stanowi fundament polskiej tożsamości. Wskazujemy, że młodzi Polacy powinni mieć w szkole możliwość poznania twórczości św. Jana Pawła II i bł. kard. Stefana Wyszyńskiego, których dzieła obecnie znajdują się na liście lektur uzupełniających.Drastyczne okrojenie programu nie ominęło też matematyki, która jest królową nauk, czy fizyki, która pozwala zrozumieć świat.
Zamiast tego minister Nowacka chce wprowadzić do szkół nowy przedmiot w postaci „edukacji zdrowotnej”, w ramach którego może dojść do próby wprowadzenia do polskich szkół wulgarnej edukacji seksualnej oraz oswajania naszych dzieci z propagandą lobby LGBT. Niestety, o ile obecnie na przekazywanie dzieciom treści związanych z wrażliwą tematyką psychoseksualną trzeba uzyskać zgodę ich rodziców, o tyle uczestnictwo w lekcjach nowego przedmiotu będzie obowiązkowe.Brak naszej stanowczej reakcji na to zagrożenie może doprowadzić do sytuacji, w której polscy rodzice, którzy odmówią posyłania swoich dzieci na takie zajęcia będą represjonowani i karani. W Niemczech od lat za odmowę posłania dziecka na lekcje wychowania seksualnego grozi kara grzywny, a w przypadku odmowy jej zapłacenia aresztu. W niektórych przypadkach dzieci są z tego powodu zabierane z domu, a rodzice tracą prawo do opieki nad nimi.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskPolska edukacja zostanie podporządkowana UE?Zapowiadane przez minister Nowacką zmiany w podstawie programowej przedmiotów szkolnych, zmierzające do przemiany polskiej tożsamości w tożsamość ogólnoeuropejską, wychodzą naprzeciw projektowanym przez eurokratów zmianom w traktatach europejskich. Ich częścią jest między innymi poszerzenie kompetencji UE w zakresie edukacji.Omawiamy to zagrożenie w naszym raporcie „Po co nam suwerenność?”, gdzie wskazujemy, że zwolennicy Państwa Europa chcą, aby ten kluczowy obszar – edukacja – został przeniesiony ze strefy wyłącznych kompetencji państw członkowskich UE do strefy kompetencji dzielonych. 
W praktyce oznaczałoby to przyznanie UE pierwszeństwa w decydowaniu o tym, czego mają się uczyć polskie dzieci. W rezultacie to, czy w programie edukacji uczylibyśmy się o narodowej kulturze i historii, nie zależałoby od wybranych przez Polaków posłów i ministrów, ale niewybieralnych unijnych urzędników, którzy nie musieliby się liczyć z naszym zdaniem.Mogłoby to doprowadzić do sytuacji, w której zmierzający do pogłębienia integracji eurokraci nakazaliby Polakom skoncentrowanie na uczeniu wspólnej, europejskiej historii, obejmującej tematy takie jak „Europejczycy w czasach konfliktów narodowych” czy „dzieje integracji europejskiej”, traktując po macoszemu lub całkowicie pomijając omówienie historii własnego narodu. Podobnie mogłaby zostać potraktowana nauka własnego języka, która zostałaby okrojona kosztem języków największych państw UE.Unifikacja systemów edukacji krajów UE umożliwi ponadto radykałom odgórne narzucenie Polakom i innym konserwatywnym narodom naszego regionu wprowadzenie do szkół – i to od najmłodszych klas – obowiązkowych zajęć wulgarnej edukacji seksualnej.
Kto stoi za permisywną edukacją seksualną?Aby uświadomić Polakom zagrożenia związane z permisywną edukacją seksualną – określaną przez jej zwolenników jako wszechstronna lub kompleksowa – opracowaliśmy cykl esejów, w których przeanalizowaliśmy założenia tego modelu, jego genezę, sposób realizacji, metody działania edukatorów seksualnych oraz możliwe konsekwencje jej wdrażania dla dzieci i młodzieży.W eseju poświęconym genezie współczesnej edukacji seksualnej wskazujemy na prekursorów permisywnego – tj. zezwalającego na niemal zupełną swobodę w postępowaniu i zachowaniu – modelu edukacji seksualnej. Jednym z nich jest współtwórca marksistowskiej szkoły frankfurckiej Herbert Marcuse, który w książce „Eros i cywilizacja”, twierdził, że „dopiero urzeczywistnienie i wydobycie erotycznej natury człowieka (…) da ludzkości prawdziwe wyzwolenie”. Przeciwników rewolucji seksualnej uznawał za faszystów. Innym z ojców wulgarnej edukacji seksualnej był amerykański entomolog Albert Kinsey, który twierdził, że człowiek jest istotą seksualną od urodzenia, dlatego nawet najmniejsze dzieci mają prawo do czerpania przyjemności ze swojej seksualności. Swoje twierdzenia Kinsey oparł na wynikach badań przeprowadzanych na dzieciach (w tym na niemowlakach!) dopuszczając się przy tym kryminalnym nadużyć seksualnych.Na koncepcje głoszone przez seksedukatorów wpływ miał także niemiecki psycholog i zdeklarowany homoseksualista Helmut Kentler, który w swojej książce „Wychowanie seksualne” jako cele pedagogiki seksualnej wymieniał między innymi onanizowanie dzieci od najmłodszych lat, łagodzenie tabu kazirodztwa między rodzicami i dziećmi czy wprowadzanie zabaw seksualnych w przedszkolach i szkołach. Kentler twierdził, że „stosunki pederastyczne mogą bardzo pozytywnie wpływać na rozwój osobowości chłopca”. Swoje teorie wcielił w życie organizując, trwający trzy dekady, tzw. eksperyment Kentlera, w ramach którego, przy wsparciu niemieckich urzędników, dzieci z domów dziecka były oddawane pod opiekę osobom podejrzewanym lub skazanym za przestępstwa pedofilskie. Po latach okazało się, że uczestniczące w eksperymencie dzieci były maltretowane i wykorzystywane seksualnie przez swoich opiekunów oraz samego Kentlera.W naszej publikacji wskazujemy, że bazująca na teoriach wymienionych autorów permisywna edukacja seksualna nie uznaje tematów tabu ani dolnej, sztywnej granicy inicjacji seksualnej. W parze z tym idą między innymi zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia z 2010 r., które wprost mówią o tym, że małe dzieci już wieku 0-4 lat powinny być uczone na temat masturbacji. Uczestnictwo w takich zajęciach wyrabia w młodych ludziach błędne przekonanie, że zamiast panować nad własnymi popędami, należy im ulegać.


Czego seksedukatorzy chcą „uczyć” nasze dzieci?W esejach obnażamy fałszywą narrację radykałów, którzy chcą seksualizować dzieci między innymi pod pretekstem… przeciwdziałania dyskryminacji. Dowodzimy, że nieodłączną częścią składową forsowanej przez genderystów edukacji seksualnej jest oswajanie dzieci z niemal całkowitą swobodą zachowań seksualnych.
 Sekedukatorzy redukują ludzką seksualność do sfery przyjemności. Pomijają przy tym jej funkcję prokreacyjną a nawet więziotwórczą, roztaczając przed młodymi ludźmi wizję świata, w którym poczęcie dziecka jest problemem, niepożądanym efektem ubocznym współżycia seksualnego, zagrażającym wygodnemu stylowi życia, samorealizacji i dalszemu korzystaniu z „praw seksualnych”. W tej perspektywie zabicie dziecka nienarodzonego jest ukazywane jako rozwiązanie problemu oraz element tzw. praw reprodukcyjnych i seksualnych.
Dowodzimy, że wulgarna edukacja seksualna przekazuje dzieciom fałszywe twierdzenia ideologii gender, w myśl których o płci człowieka nie decydują fakty biologiczne, ale subiektywne odczucie, które – jak pokazują liczne przykłady osób po przejściu chirurgicznej „korekty płci”, żałujących swojej decyzji – może się zmieniać. Edukacja ta promuje także wysoce ryzykowny styl życia subkultury LGBT oraz homoseksualne praktyki. Kontakt z tego typu treściami wywiera negatywny wpływ na młodych ludzi, mogąc wywołać poczucie zagubienia, dezorientację oraz wątpliwości co do swojej tożsamości psychoseksualnej.W cyklu „O czym nie powiedzą edukatorzy seksualni?” omawiamy przykłady materiałów, gier, zabaw i podręczników, które są wykorzystywane w ramach zajęć edukacji seksualnej. Opisujemy między innymi niemiecki poradnik, który zaleca, aby w ramach zabawy małe dzieci wzajemnie poruszały się na czworaka jak psy i wzajemnie wąchały swoje części ciała – w tym miejsca intymne. Przywołujemy stworzony na zlecenie austriackiego Ministerstwa Edukacji, Sztuki i Kultury film instruktażowy dla młodzieży w wieku 12-18 lat, w którym prezentowane są animacje seksualne. Oglądająca go nastolatka usłyszy, że „od czternastych urodzin życie seksualne prowadzisz na własną odpowiedzialność. Od tej pory uważana jesteś za dojrzałą seksualnie. Rodzicom nic do tego i możesz sypiać z kim chcesz”. W publikacji zwracamy także uwagę na treści, na jakie mogą trafić dzieci w polskim internecie. Piszemy między innymi na temat publikacji Grupy Ponton, na której stronach internetowych możemy znaleźć zachęty do oglądania pornografii czy na treści publikowane przez Fundację SEXEDPL, założoną przez modelkę Anję Rubik, spotkaniem z którą nie tak dawno chwaliła się w mediach społecznościowych obecna minister edukacji Barbara Nowacka. Młodzi ludzie przeczytają tam między innymi na temat tego, jak przygotować się do seksu analnego, jak dbać o higienę gadżetów erotycznych oraz dowiedzą się, że decydując się na kolczyk w łechtaczce, można „zapewnić sobie dodatkowe bodźce nie tylko w trakcie pieszczot i stosunku, ale także podczas samego chodzenia”.
Pokazujemy efekty wulgarnej edukacji seksualnej
W naszym cyklu omawiamy też możliwe negatywne skutki poddawania dzieci genderowej seksualizacji. Przywołujemy przykłady krajów zachodnich, gdzie coraz więcej młodych ludzi podejmuje ryzykowne praktyki seksualne propagowane przez lobby LGBT. Wskazujemy, że pomiędzy 2015 a 2020 rokiem w Wielkiej Brytanii odsetek takich osób wzrósł z 3,3% do 8% w przedziale wiekowym 16-24 lata. Z kolei w USA, pomiędzy rokiem 2012 a 2017, odsetek dorosłych osób deklarujących się jako „LGBT” wzrósł z 3,5% do 4,5%, przy czym wzrost nastąpił niemal wyłącznie w najmłodszej badanej grupie ludzi urodzonych pomiędzy 1980 i 1999 rokiem.Zwracamy także uwagę na lawinowy – rzędu od kilkuset do nawet kilkunastu tysięcy procent (USA 175%, Kanada 438%, Finlandia 543%, Holandia 804%, Wielka Brytania 2 353%, Włochy 7 100%, Australia 12 550%, Szwecja 19 600%) – wzrost zaburzeń tożsamości płciowej wśród młodzieży w krajach, które wprowadziły permisywistyczną edukację seksualną. Niestety znaczna część z tych dzieci nie otrzymuje fachowej pomocy psychologicznej, ale trafia w ręce „specjalistów”, którzy afirmują ich zaburzenia. W rezultacie dzieci otrzymują hormony płci przeciwnej i są poddawane nieodwracalnym, okaleczającym operacjom, które mają na celu zafałszowanie ich płci biologicznej.Uzupełnieniem naszego cyklu esejów jest dziesięć rozmów z ekspertami w tej wrażliwej tematyce, które ukazały się na naszym profilu w serwisie YouTube

Jeśli zapowiadane przez rząd Donalda Tuska zmiany w podstawach programowych wejdą w życie, młodzi Polacy nie poznają w szkołach kluczowych informacji na temat naszej narodowej kultury i historii. Ograniczona zostanie także ich wiedza w zakresie matematyki, fizyki, nauk przyrodniczych. W efekcie jeszcze łatwiej będą poddawani manipulacji i populistycznym hasłom lewicowych rewolucjonistów.W to miejsce wejdzie permisywna, wulgarna edukacja seksualna, w ramach której uczniowie będą zapoznawani z propagandą lobby LGBT. W rezultacie młode pokolenie zostanie zdemoralizowane, czego konsekwencje będą tragiczne. Nie mogąc do tego dopuścić, robimy wszystko, co w naszej mocy, by zatrzymać tę ideologiczną rewolucję w polskim systemie edukacji. Każde z naszych działań wymaga jednak zabezpieczenia określonych środków.
Stały monitoring prac rządu i Sejmu wymaga codziennego zaangażowania naszych analityków, którzy na bieżąco sprawdzają praktyczne skutki wdrażania proponowanych zmian prawa. Miesięczny koszt tej aktywności to co najmniej 6 000 zł. Pozwala nam to jednak na szybką reakcję za każdym razem, gdy radykałowie usiłują zmieniać prawo, aby dostosować je do swoich poglądów.Opracowanie każdej analizy to – w zależności od stopnia złożoności problemu oraz zakresu proponowanych zmian – koszt od 8 000 do nawet 15 000 zł.Podjęcie interwencji w obronie praw rodziców do wychowywania dzieci w zgodzie z własnymi przekonaniami lub w obronie nauczycieli, którzy nie chcą przekazywać swoim uczniom ideologicznych i wulgarnych treści to koszt niekiedy przekraczający nawet 10 000 zł. Spodziewamy się, że wskutek zapowiedzianego przez minister Nowacką otwarcia szkół na wulgarnych edukatorów seksualnych w najbliższych miesiącach, będziemy mieli szereg takich zgłoszeń.
Dlatego bardzo Pana proszę o wsparcie Instytutu kwotą 80 zł, 130 zł, 200 zł lub dowolną inną, dzięki czemu prawnicy Ordo Iuris będą skutecznie bronić polskich szkół przed depolonizacją, dechrystianizacją, dehumanizacją, deprawacją i degradacją.
Z wyrazami szacunkuAdw. Jerzy Kwaśniewski - Prezes Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo IurisP.S. W dobie totalnej degradacji systemu szkolnictwa i edukacji w Polsce, nie możemy ograniczać się tylko do działalności reaktywnej. Musimy również sami wychodzić z inicjatywami konkretnych alternatyw edukacyjnych. Właśnie dlatego powołaliśmy do życia uczelnię Collegium Intermarium, która jest dziś oazą normalności w czasach szaleńczej, ideologicznej rewolucji. W Collegium Intermarium dążymy do powrotu do idei klasycznych uniwersytetów i klasycznego, wszechstronnego wykształcenia.

Aktualnie na Collegium Intermarium trwają zapisy na Studium Filozofii Realistycznej, w ramach którego będzie można zapoznać się z dziedzictwem europejskiej filozofii klasycznej. Koszt kursu to 1600 zł, ale dla sympatyków Instytutu Ordo Iuris przygotowaliśmy ofertę, dzięki której na hasło Ordo Iuris można będzie zapisać się na kurs w promocyjnej cenie 890 zł.
P.P.S. Chciałbym także zaprosić Pana na Mszę św. w intencji Darczyńców Instytutu Ordo Iuris, która zostanie odprawiona w środę 6 marca o godz. 18:00 w kościele pw. Wszystkich Świętych przy pl. Grzybowskim 3/5 w Warszawie. 
Działalność Instytutu Ordo Iuris możliwa jest szczególnie dzięki hojności Darczyńców, którzy rozumieją, że nasze zaangażowanie wymaga regularnego wsparcia.Ustaw stałe zlecenie i dołącz do naszej misji.
Dołączam do Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris
 Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iurisul. Zielna 39, 00-108 Warszawa +48 793 569 815 www.ordoiuris.pl

Obrazki z kapitalizmu kompradorskiego

Obrazki z kapitalizmu kompradorskiego

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    5 marca 2024 michalkiewicz

Powiadają, że jak ktoś traktuje serio pana wiceministra rolnictwa Michała Kołodziejczaka, to sam sobie szkodzi. Może i szkodzi – ale przecież nie panu ministru, który od premiera Tuska otrzymał fuchę wiceministra rolnictwa nie dlatego, żeby Donald Tusk traktował go serio, tylko – żeby go mieć na oku. Toteż pan minister Kołodziejczak uwija się wedle protestu rolników, pewnie w nadziei, że jak się będzie przy nich fotografował, to wystarczy. Chyba jednak nie bardzo, bo kiedy protestujący przekonali się, że pan Kołodziejczak tak naprawdę to nic nie może i tylko opowiada jakieś niestworzone historie, wcale nie chcieli z nim gadać i omal go nie pogonili. Musiało to urazić miłość własną wiceministra, bo 20 lutego zapowiedział ujawnienie listy firm, które z Ukrainy sprowadzały „zboże techniczne” i różne inne rzeczy.

Ciekawe, że pan minister Telus z ekipy „dobrej zmiany” też wielokrotnie zapowiadał opublikowanie listy tych firm, ale z zagadkowych przyczyn niczego nie opublikował. Czy zabronił mu tego pan premier Morawiecki, czy może sam Naczelnik Państwa – tego nie wiemy, ale domyślamy się, że musiała to być jakaś bardzo ważna przyczyna. Ja na przykład się domyślam, że pewne światło na tę sprawę rzuciłaby analiza struktury własnościowej tych firm – czy przypadkiem nie należą one do sympatyków Prawa i Sprawiedliwości, które przecież nie będzie zarzynało kury znoszącej mu złote jajka – bo nie wyobrażam sobie nawet w gorączce, że takie firmy by się z nikim nie podzieliły. Pisał o tym jeszcze przed wojną Konstanty Ildefons Gałczyński, że „mówiła żony ciotka: tych co płacą – nic nie spotka!

Ponieważ obydwa zwalczające się polityczne obozy muszą się „pięknie różnić”, bo w przeciwnym razie wśród ich wyznawców zaczną lęgnąć się straszliwe wątpliwości, czy przypadkiem nie mają do czynienia z ustawką, zaraz po październikowych wyborach, w listopadzie ubiegłego roku, ukazała się pierwszą lista – ale nieoficjalna. Wynika z tego, że ustępujący rząd pana premiera Morawieckiego nie brał za nią odpowiedzialności, podobnie jak vaginet Donalda Tuska, który w listopadzie dopiero oczekiwał na zlożenie krzywoprzysięstwa na ręce pana prezydenta Dudy. Jak wiemy, nastąpiło to dopiero 13 grudnia. Dopiero 14 lutego pojawiła się tzw. „lista Kołodziejczaka”, zawierająca spis 541 firm, które miały z Ukrainy sprowadzać nie tylko zboże, ale różne inne produkty, a nawet przetwory rolnicze. Okazało się jednak, że to nie ta lista, bo 20 lutego pan minister Kołodziejczak oznajmił, że tę prawdziwą dopiero poznamy, jak się wyjaśni, co te firmy z tym zbożem zrobiły.

Ale nie to jest najważniejsze, chociaż oczywiście też ważne, bo ważniejsza wydaje się podana przez pana ministra Kołodziejczaka informacja, że na liście „widzimy firmy, które są powiązane z politykami, czy z partiami politycznymi i nie mówimy tutaj o jednej partii politycznej, żeby sprawa była jasna”. Ta informacja rzuca pewne światło, dlaczego tak długo nie można było podać do wiadomości listy tych firm, które jeszcze w listopadzie były objęte „tajemnicą celną”, a wcześniej pan minister Telus informował, że on niczego nie podaje, ponieważ nie pozwoliła mu na to „prokuratura”. Ciekawe, jak to będzie teraz; czy zasłona „tajemnicy celnej” zostanie rozdarta, niczym w Świątyni Jerozolimskiej podczas egzekucji Pana Jezusa, no i co na to powie „prokuratura”? Co prawda prokuratura ma teraz inne, większe zmartwienia, niż strzeżenie tej tajemnicy, ale warto zwrócić uwagę, że oprócz prokuratury istnieją w naszym nieszczęśliwym kraju jeszcze inne instytucje, których ciężar gatunkowy może być nawet większy niż „prokuratury” a nawet – „partii politycznych”.

Mam oczywiście na myśli stare kiejkuty, którymi podszyta jest nie tylko nasza młoda demokracja, ale również, a może nawet przede wszystkim – nasza socjalistyczna gospodarka. Jak pamiętamy, stare kiejkuty odgrywały pierwszorzędną rolę podczas transformacji ustrojowej, kiedy to intensywnie się uwłaszczały na czym tylko mogły, a potem sprzedawały nabytą własność rozmaitym etranżerom, by następnie uzyskany w ten sposób szmal pochować w taki sposób, by nikt nie trafił po śladach. A gdyby nawet jakaś Schwein tam cudem trafiła, to wtedy puszczone zostałyby w ruch „organy”, no i niezawisłe sądy, które taką Schwein przykładnie by skarciły. Na tym właśnie polega zasada jednolitej władzy państwowej, w myśl której – demokracja – demokracją – ale ktoś przecież musi tym kierować.

Muszę bowiem przypomnieć, że w naszym nieszczęśliwym kraju mamy pewien szczególny model kapitalizmu, który nazywam kapitalizmem kompradorskim. Od zwyczajnego kapitalizmu różni się on tym, że o ile w zwyczajnym kapitalizmie o dostępie do rynku i możliwości działania na nim, w zasadzie decydują zalety podmiotu działającego, to w kapitalizmie kompradorskim o dostępie do rynku i możliwości działania na nim decyduje przynależność do sitwy, której najtwardszym jądrem są właśnie stare kiejkuty. Ponieważ większość społeczeństwa do sitwy nie należy, to musi zostać wyrzucona na margines życia gospodarczego, bo główny jego nurt, z sektorem finansowym, paliwowy, energetycznym i tym podobnym na czele, zarezerwowany jest dla sitwesów, ewentualnie dla tych, komu sitwesy pozwolą.[dla młodzieży: Sitwa (jid. szitwes, z hebr. szuttafuth: spółka). md]

Jest to model podobny raczej do rosyjskiego, niż ukraińskiego, bo w ukraińskim to oligarchowie decydują, kto zostanie prezydentem państwa i kto będzie zawiadywał starymi kiejkutami, a w rosyjskim – to prezydent, będący najwyższą emenacją starych kiejkutów, decyduje, kto może zostać oligarchą i w ogóle – jaki „czyn” mu przysługuje – aż do samego dołu.

Spróbujmy tedy spojrzeć na listę tych firm z tego punktu widzenia, Czy znajdą się tam również firmy kontrolowane przez stare kiejkuty, czy też tak długa zwłoka w ich ujawnieniu bierze się stąd, że i do pana ministra Telusa i do pana ministra Kołodziejczaka przyszedł ktoś starszy i mądrzejszy i powiedział jemu tak: wiecie, rozumiecie, ministrze, wy nie wsadzajcie nosa tam, gdzie nie trzeba, bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa. Gdyby było inaczej, to czyż pan minister Telus nie ujawniłby tej listy jeszcze przed jesiennymi wyborami, a i pan minister Kołodziejczak nie odkładałby decyzji na później, a wreszcie – wobec zarządzonego embarga nikt by niczego zakazanego z Ukrainy nie sprowadzał?

Tymczasem – dzięki protestującym rolnikom – widzimy, że nikt się tym nie przejmuje i import kręci się, aż miło! Najwyraźniej ci importerzy nie podlegają ani rządowi „dobrej zmiany”, ani vaginetowi Donalda Tuska, tylko odwrotnie, więc nie muszą obawiać się ani żadnych inspekcji, ani żadnej izby skarbowej.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Francja: Pierwszy na świecie kraj z zapisanym w konstytucji zabijaniem dzieci nienarodzonych.

Pierwszy na świecie kraj z zapisanym w konstytucji zabijaniem dzieci nienarodzonych.

5.03.2024 pierwszy-na-swiecie-kraj-z-zapisanym-w-konstytucji-zabijaniem-dzieci

Połączone izby parlamentu Francji zebrały się 4 marca na specjalnym Kongresie w Pałacu w Wersalu, aby dopełnić formalności z wpisaniem zabijania dzieci nienarodzonych do konstytucji Republiki. Głosowanie było formalnością, bo wcześniej za takim rozwiązaniem opowiedziały się parlament i Senat.

Przeciw było tylko 72 deputowanych i senatorów.

Kiedy sprawa przeszła przez Senat, niemal natychmiast wyznaczono datę Kongresu, tak by obwieścić ową „nowinę postępowemu światu” 8 marca, czyli w tzw. Międzynarodowy Dzień Kobiet.

Francuski Kościół wezwał wiernych do „postu i modlitwy”.

Przewodniczący Episkopatu Francji bp. Eric de Moulins-Beaufort mówił, że większą dumą dla Francji, zamiast zapisywania w konstytucji aborcji, byłaby prawdziwa promocja praw kobiet i dzieci. Przypomniał, że wśród wszystkich krajów europejskich, Francja jest jedynym państwem, w którym liczba aborcji nie spada, ale w ciągu ostatnich dwóch lat wzrasta (ponad 240 000 aborcji w 2022 r.).

Zebranie Kongresu na zamku w Wersalu miało uroczystą oprawę i cały ceremoniał. Francja-elegancja i niby Wersal, a w rzeczywistości wyjątkowe zdziczenie. „Będziemy pierwsi na świecie” – cieszyła się 4 marca na kanale France 2 przewodnicząca Zgromadzenia Narodowego Yaël Braun-Pivet z prezydenckiej partii LREM. Jej zdaniem to „ważny moment dla kobiet na całym świecie”, a „Francja na nowo łączy się ze swoją uniwersalistyczną tradycją” i promuje „nowe prawo podstawowe”.

W momencie głosowania rozświetlono też Wieżę Eiffela. Sprostytuowanie tego symbolu Paryża wydaje się adekwatne do podjętej decyzji. W momencie głosowania, o godzinie 18:30, wieża „wysłała specjalny komunikat”, specjalnym migotaniem, że „po raz pierwszy na świecie wpisano aborcję do konstytucji”. Decyzję podjął operator monumentu – firma Sete.

Niestety, wszystko wskazuje, że Francja będzie teraz ów „postęp” eksportowała i innym. Zresztą sam prezydent Macron, który też zalicza zabijanie nienarodzonych do katalogu „praw podstawowych” obiecywał, że będzie to promował na poziomie całej UE. I pomyśleć, że w naszym narodowym hymnie jest o Francuzie, który „dał nam przykład”…

Warto zwrócić uwagę na oficjalne media, które jeszcze tego samego dnia zaczęły krytykować sąsiednie Włochy, że tam liczba aborcji… spada i coraz mniej kobiet we Włoszech decyduje się na aborcję. We Francji liczba aborcji przekracza 200 tys. („wyskrobywane” jest co piąte dziecko poczęte), i ma to być „postęp”, a we Włoszech, gdzie udaje się ocalić coraz więcej ciąż, ma to być dowód na niebezpieczeństwo rządów prawicy. Krytykuje się też fakt, że w Italii ponad połowa lekarzy korzysta z klauzuli sumienia i odmawia wykonywania takich „zabiegów”, a rząd Meloni na nich nie naciska.

W rzeczywistości Giorgia Meloni wielokrotnie zapewniała, że nie chce likwidować, ani modyfikować ustawy 194., która zezwala na aborcję. Jednak jej polityka i ograniczenie pro-aborcyjnej propagandy przyniosło zbawienne skutki. W 2021 r., we Włoszech przeprowadzono niecałe 64 000 aborcji. W rekordowym roku 1983 było ich, podobnie jak we Francji, ponad 230 000.

==================================

Emmanuel Macron

@EmmanuelMacron

Fierté française, message universel. Célébrons ensemble l’entrée d’une nouvelle liberté garantie dans la Constitution par la première cérémonie de scellement de notre histoire ouverte au public. Rendez-vous ce 8 mars, journée internationale des droits des femmes.

8 mars 2024. 
11h45, Place Vendôme. 
Cérémonie de scellement de la Constitution.

758,3 tys. Wyświetlenia

=================================

A Polska się modliła za Francuzów:

„Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Drodzy Wstawiennicy Modlitewni, Prośba o modlitwę i post za Francję. 
Jutro [ 4 marca] w parlamencie francuskim będzie głosowanie ,aby aborcja została zapisana w konstytucji francuskiej – wiąże się to z tym , że nikt nie będzie mógł już walczyć o życie nienarodzonych dzieci ,żadne fundacje , kościół , czy inne instytucje .Lekarze też nie będą mogli zasłonić się sumieniem by odmówić aborcji -część biskupów francuskich prosi jutro o post, jeśli ktoś może ,a na pewno o różaniec w tej intencji ,aby głosowanie parlamentarzystów było przeciwne temu zapisowi  do konstytucji . Francja jako pierwsza chce to zapisać w konstytucji ,ale to jest początek . Pójdą później inne państwa za tym szalonym pomysłem  . Prośba o modlitwę i rozesłanie .”

==========================================

„Aborcja jest częścią zdrowia publicznego”. Ta perwersja została napisana przez Isabelle de Gaulmyn w artykule redakcyjnym w „La Croix”, dzienniku francuskich „katolików”..

De Gaulmyn jest redaktorem naczelnym tej gazety. Komentuje ona decyzję francuskiego reżimu-parlamentu o wpisaniu do konstytucji prawa do mordowania nienarodzonych dzieci, co oznacza prawny obowiązek udziału personelu medycznego w tej zbrodni.

Isabelle de Gaulmyn bez skrupułów argumentuje jak aborcjonistka: „Nikt nie może oceniać decyzji kobiety o aborcji”.

A co z zamordowanym dzieckiem?