Święta Bożego Narodzenia to szczególny czas. To najbardziej rodzinne święta, które chcemy spędzać wspólnie, spożywając posiłek z bliskimi, łamiąc się opłatkiem, kolędując. Czas, w którym ważną rolę odgrywają tradycje, nadając mu uroczystego i wyjątkowego znaczenia.
W 2020 roku zarządzający strachem decydenci zabrali nam ten czas, odmówili ludziom prawa do wspólnego celebrowania narodzin Jezusa. Wiele osób już nigdy nie zasiadło do stołu z bliskimi. Wiele osób nie dźwignęło się ze strachu, i odchodzili w samotności, otoczeni „kosmitami” w skafandrach, bez dotyku i miłości bliskich.
Potem przyszły szczepionki i fala nagłych zgonów – coraz więcej jest pustych miejsc przy polskich, wigilijnych stołach. Pamiętajmy o tych, którzy odeszli, nie zapominajmy kto im taki los zgotował.
Życzę Państwu, żebyście nigdy nie spędzali Świąt samotnie.
Posłuchajcie Kolędy dla #N, którą pięknie napisał Jerzy Karwelis, zaśpiewała Anna Chrołowska, a w całość zmontował Kamil Osięglewski.
Wesołych Świąt.
https://youtu.be/3jKZmlyinIo?si=ZGEnluuA91ghbNoN
Tekst kolędy dla #N, słowa: Jerzy Karwelis
Czy nadzieja znów wstąpi w nas
Gdy najbliższych wspomnimy cienie. Dziś przeżyjmy kolejny raz
Kowidowe Boże Narodzenie. Choć się srożył plandemii żar
Gdy zabrakło znów naszego głosu – Czy to ludzki zgotował nam świat
Czy to raczej zrządzenie losu?
…
Rozgrzesz nas za zaniechań grzech
Gdy zabrali najbliższych kosmici, By umarli samotnie tam
Po szpitalach, w cień strachu spowici. Daj zapomnieć nam o tym gdy,
W niemych krzykach ich wciąż drży powietrze Nie odeszli po to by żyć,
Ale byśmy tęsknili tu wiecznie.
Straszny czas Zmienił zwyczaj, co żył wśród nas Gdy na obcych czekały wciąż Puste miejsca przy stole.
Dziś już świat Nie wyrówna rachunków strat To uczynił plandemii czas Puste miejsca przy stole
… Gdy Wigilii nadejdzie czas
Nieobecnych pojawią się cienie. Dziś nie wierzmy kolejny raz
W kowidowe świąteczne wybaczenie. Bo nie w naszej mocy chyba jest
By wybaczać w imieniu tych, których Zdradził świat ostateczny raz
W plandemicznych czasach ponurych.
Wspomnień czas Gdy tak bardzo ich brak wśród nas Każdy czuje na wskroś Puste miejsce w swej duszy.
Jeszcze raz Daj nam przeżyć najcięższą z prawd, By pamiętać dlaczego są puste miejsca przy stole.
Wspomnień czas Gdy tak bardzo ich brak wśród nas Każdy czuje na wskroś Puste miejsce w swej duszy.
Jeszcze raz Daj nam przeżyć najcięższą z prawd, By pamiętać dlaczego są puste miejsca przy stole.
Stanisław Michalkiewicz k „Goniec” (Toronto) • 24 grudnia 2023 michalkiewicz
Ciekaw jestem, czy posiedzenia rządu Donalda Tuska, który – za dyrektoressą Teatru Dramatycznego, panią Moniką Strzępką, co to najwyraźniej przestała już być najukochańszą duszeńką warszawskiego magistratu („a w Warszawie, w magistracie, wiszą gacie na szpagacie, kiwają się w lewo, w prawo, a publika bije brawo!”), powinien nazywać się „vaginetem” – również ze względu na liczny w nim udział feminister – więc czy te posiedzenia przypominają słynną „nocną zmianę” z czerwca 1992 roku – również z udziałem Donalda Tuska? Atmosfera jest bowiem podobna; wtedy chodziło o jak najszybsze zatarcie śladów po rządzie premiera Olszewskiego, do którego należał złowrogi minister spraw wewnętrznych Antoni Macierewicz, co to przedstawił Sejmowi listę konfidentów SB, na której znalazł się również Kukuniek. Zadanie przeprowadzenia tego zamaszku stanu powierzono debiutującemu w tej roli Waldemarowi Pawlakowi, który na głos przepowiadał sobie, co ma zrobić; „czyszczę sobie MSW…” – i tak dalej. Zarówno wtedy, jak i teraz zmiana rządu odbywa się pod pretekstem przywrócenia praworządności – zgodnie z rozkazem Naszej Złotej Pani, która po gospodarskiej wizycie w Warszawie 7 lutego 2017 roku nakazała otworzyć front walki o praworządność. Skoro tak, to i atmosfera posiedzeń vaginetu może być podobna, zwłaszcza, że i zadania specjalnie się nie zmieniły. Trzeba „wyczyścić” nie tylko MSW, ale i Ministerstwo Obrony. Jak wiemy, objął je pan minister Władysław Kosiniak-Kamysz, którego nawet na krok nie odstępuje Waldemar Pawlak. Na pewno mu doradza nie tylko, jak się obsprawić, ale również – jak „sobie czyścić” MON. W ramach tej kuracji przeczyszczającej wymienieni zostali szefowie wszystkich tajnych służb. Najwyraźniej Donald Tusk musiał sięgnąć po starych, zaufanych bezpieczniaków, którzy za dawnych czasów robili, co im kazano. Sam doświadczyłem tego na własnej skórze, kiedy ABW zarobiła przeciwko prof. Jerzemu Robertowi Nowakowi, Waldemarowi Łysiakowi i mnie sprawę operacyjnego rozpracowania pod kryptonimem „Menora”. Mieliśmy bowiem przygotowywać na rocznicę powstania w getcie warszawskim coś tak okropnego, że nawet przed sobą nawzajem utrzymywaliśmy to w tajemnicy i dopiero energiczna akcja… – i tak dalej – zapobiegła najgorszemu. Okazuje się, że i pod nadzorem Donalda Tuska bezpieka potrafiła dokazywać, co się zowie, więc jeśli weterani wracają na swoje posterunki, to czekają nas ciekawe czasy.
Ale nie tylko dlatego, bo w kuracji przeczyszczającej przoduje pan Adam Bodnar, któremu dano trafikę w postaci Ministerstwa Sprawiedliwości. Skierował on był do „uzgodnień międzyresortowych” projekt rozporządzenia, mającego na celu przejście na ręczne sterowanie sądami, o którym Zbigniewowi Ziobrze chyba nawet się nie przyśniło, chociaż i on próbował. Kruczek pana ministra Bodnara polega na tym, że skoro na razie nie może zwolnić „neo-sędziów”, to poodsuwa ich od orzekania na tej zasadzie, że jeśli strona podniesie zarzut, że sąd jest „nienależycie obsadzony”, to znaczy – jest obsadzony przez „neo-sędziego”, to inni „neo-sędziowie” nie mogą tego sporu rozstrzygać, a w ogóle, to nie będą losowani do orzekania w sprawach. Taka, panie, kombinacja – jak mawiał Antoni Lange. Ale Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego, pani Małgorzata Manowska, uznała, że to rozporządzenie „gwałci” same „fundamenty konstytucji”. Na takie dictum zareagował mój faworyt w osobie pana prof. Wojciecha Sadurskiego, który chyba jest bardziej szczery od innych, bo powiedział, że owszem – żeby zapanowała praworządność, to trzeba łamać konstytucję, bo sytuacja jest rewolucyjna. A pamiętamy, jak sytuację rewolucyjną charakteryzował proletariacki poeta Włodzimierz Majakowski: „Ciszej tam mówcy! Dzisiaj głos ma towarzysz Mauzer”. Toteż obawiam się, że prędzej czy później bez towarzysza Mauzera i jego przemówień się nie obejdzie. Ot, na przykład pan minister Władysław Kosiniak-Kamysz
postanowił zlikwidować Antoniemu Macierewiczu jego komisję smoleńską, surowo przykazując, by do 18 grudnia ze wszystkiego się rozliczyła. Ale złowrogi Antoni Macierewicz olał to ciepłym moczem oświadczając, że on tej decyzji, jako oczywiście nieważnej, nie uznaje i nawet ostentacyjnie zwołał na ten dzień posiedzenie komisji. Na to posiedzenie wtargnęła zakłopotana Żandarmeria Wojskowa, pozabierała jakieś komputery i inne składniki „mienia wojskowego”, ale nic więcej wskórać nie mogła ze względu na immunitet złowrogiego Antoniego Macierewicza. Ten zaś buńczucznie oświadczył, że tajne dokumenty są w sejfach, do których tylko on ma klucze. „Stoję przy mikrofonie, niech mnie który przegoni” – śpiewał Jerzy Stuhr. Podobnie w sprawie Jacka Kurskiego, którego premier Tusk „odwołał” z Banku Światowego w Waszyngtonie. Aliści prezes NBP, pan Glapiński orzekł, że premier przekroczył swoje uprawnienia i nawet przytoczył paragraf, według którego Polskę przed międzynarodowymi bankami reprezentuje nie premier, tylko prezes NBP. Na to premier – że Bank Światowy w Waszyngtonie, to nie bank, tylko „instytucja finansowa”, której udziałowcem jest rząd, więc on odwołać pana Jacka Kurskiego może. Nie wiadomo jednak, czy Bak Światowy w Waszyngtonie uważa się za bank, czy nie – a tu premier Tusk nie ma nic do gadania, więc widać, że cienki z niego Bolek i sam nie wie, czy odwołał pana Kurskiego, czy go nie odwołał. Podobna sytuacja jest z rządową telewizją, którą rząd też chciałby przejąć i nawet powierzyć jej kierownictwo panu Jarosławowi Kurskiemu, który w tym celu zrzekł się był stanowiska „vice-Michnika” w Judenracie „Gazety Wyborczej”. Jednak sprawa okazała się bardziej skomplikowana, niż początkowo sądzono. Trzeba będzie zaangażować sztab prawników, ale Rada Mediów Narodowych, która rząd musiałby sforsować w pierwszej kolejności, z pewnością wynajmie swoich. Ci prawnicy, zarówno z jednej, jak i z drugiej strony będą zainteresowani, żeby spór trwał jak najdłużej, bo to są pieniądze, no a potem, tak czy owak, głos zabierze towarzysz Mau… – to znaczy pardon – jaki tam znowu „towarzysz Mauzer”? Nie żaden „towarzysz Mauzer”, tylko oczywiście – niezawisły sąd. Ale i tu kosa może natrafić na kamień, bo jak ministru Bodnaru nie uda się przekonać „neo-sędziów”, żeby posłusznie zastosowali się do jego pomysłów, to cały pogrzeb może okazać się na nic.
Rzecz w tym, że 19 grudnia weszło w życie rozporządzenie prezydenta Dudy z 29 listopada o zmianie regulaminu Sądu Najwyższego. Jak już pisałem, do podjęcia uchwały pełnego składu, czy połączonych izb, wymagana jest teraz zwykła większość przy obecności przynajmniej połowy sędziów. Jak powiedział sędzia Laskowski, uważający się za „legalnego”, w takiej sytuacji decyzję w sprawie ważności wyborów – której SN jeszcze nie podjął, a ma czas do 13 stycznia – może podjąć w gronie „neo-sędziów”, bez konieczności dopraszania kogokolwiek do quorum. I co wtedy? Tego nie wiemy, bo nie wiemy, czy Donald Tusk, a zwłaszcza jego niemieccy przyjaciele pogodzą się z tym, że jest on, podobnie jak cały jego rząd, rządem tymczasowym, czy też „staną w jego obronie z całą mocą” – jak obiecał Kukuniek bezpieczniakom, których trzódkę w sierpniu 1993 roku przyprowadził mu do Belwederu pan Andrzej Milczanowski. Wtedy oczywiście bez przemówień i to nawet wielokrotnych, „towarzysza Mauzera” by się nie obyło, chyba, żeby „Siły Zbrojne”, czyli nasza niezwyciężona armia zdecydowałaby się zrehabilitować za stan wojenny w grudniu 1981 roku i podporządkowała się swojemu Zwierzchnikowi, czyli prezydentowi Dudzie.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Braun: Ja bym naprawdę nie przewidział tej groteski, że na gwizdnięcie, wywołani do tablicy, będą przybywać prezydenci, ambasadorowie, marszałkowie, będą palić te świece, biorąc udział w rytuale, o którego istocie…
Braun: „Nikt by tego nie przewidział, że ci idioci…” [VIDEO]
Poseł Grzegorz Braun był gościem Moniki Jaruzelskiej. Rozmowa dotyczyła m.in. – a jakże – zgaszenia gaśnicą świec chanukowych, którego polityk dokonał 12 grudnia.
– Osiągnął Pan to, że rzeczywiście jest o Panu najgłośniej. Przykrył Pan wszystkich – mówiła o akcji z gaśnicą Jaruzelska.
– I trudno nie pomyśleć, że ja to tak sprytnie zaplanowałem wszystko – powiedział Braun.
– No właśnie, zbrodnia nie w afekcie, tylko z premedytacją – wtrąciła prowadząca.
– Ja sobie bardzo cenię, że Pani pamięta, że jestem reżyserem. Bardzo cieszę się też z tej pochlebnej recenzji, że Pani tak wysoko ocenia moje możliwości, reżyserskie talenta i niech tak zostanie. I niech tak zostanie. Towarzysze, rozkminiajcie, jak było, kto zainspirował, sam wymyślił, czy dla poklasku, czy z jakichś innych przyczyn – stwierdził poseł.
– Niech oni tak kombinują. Niech Pani tego nikomu nie mówi, ale ja Pani powiem, że przecież nikt by tego nie przewidział, nikt by tego nie przewidział, że ci idioci urządzą dogrywkowe, powtórkowe palenie tych świec, że ci durnie z mediów mainstreamowych, reżimowych – od „Gazety Wyborczej”, do „Gazety Polskiej” – będą się na mnie wyżywać tak, że dopiero po paru dniach się opamiętają i ktoś tam zwróci uwagę: oj, czy myśmy tego wszystkiego za bardzo nie wypromowali – wskazał.
– Ja bym naprawdę nie przewidział tej groteski, że na gwizdnięcie, wywołani do tablicy, będą przybywać prezydenci, ambasadorowie, marszałkowie, będą palić te świece, biorąc udział w rytuale, o którego istocie – to jest wersja dla nich pochlebna, optymistyczna wersja, że oni po prostu są tak zadufanymi ignorantami, że nie mają pojęcia, w czym biorą udział, co oczywiście tych, spośród nich, którzy sądzą, że jeszcze są katolikami, w niczym nie usprawiedliwia, ponieważ po prostu nie godzi się brać udziału w rytuałach obcych kultur – przyznał.
– Ja bym tego wszystkiego nie wymyślił, ale jeśli koledzy, którzy tam siedzą teraz w służbach trzyliterowych, jakiś też podobno stolik, co najmniej kryzysowy, na mnie niegodnego jest zmobilizowany, to wolna droga. Niech siedzą – dodał.
– Ja cieszę się, bo daję ludziom zajęcie. Rozkminiajcie towarzysze, siedźcie, piszcie te raporty, wiem, że przed świętami trzeba je jeszcze złożyć, więc sporo ludzi ma robotę z tego, i w mediach, i przy Rakowieckiej. Tam zmiana władzy, ale jednak obowiązki trzeba wykonywać – zaznaczył.
– Pani redaktor, nic dwa razy się nie zdarza. Ale jeśli pyta Pani, czy… – mówił dalej Braun, odnosząc się do pytania, czy powtórzyłby akcję z gaśnicą.
– Jak w piosence, „czy warto było”? – wtrąciła Jaruzelska.
– O, myślę, że spopularyzowałem fakty obce, nieznane moim rodakom, w szerszym świecie również. Myślę, że to jest cenne, że poziom intoksykacji naszego życia publicznego przez ludzi, którzy albo ze szczerych satanistycznych przekonań, albo z ignorancji błogiej propagują tego typu antycywilizacyjne, barbarzyńskie rytuały, spopularyzowanie tego fakt na pewno ludzi zaalarmowało, są ludzie, którym to jakoś otworzyło oczy i to myślę, że jest rzecz dobra – wskazał Braun.
– To jest wartość, że mamy (…) rzucenie snopu jasnego światła na polską scenę polityczną i zaprezentowanie się w całej okazałości tej zjednoczonej koalicji, zjednoczonego frontu chanukowego w Sejmie Rzeczpospolitej Polskiej, ponieważ i lewica z lewej, i lewica z prawej licytowała się tylko na takie rytualne potępienia i licytowali się tylko, kto sroższych kar na mnie zażąda. Myślę, że to jest dla wszystkich rodaków pożyteczne. Teraz państwo lepiej widzicie, że to jest zaiste leczenie dżumy cholerą – wskazał, przytaczając metaforę ukutą przez Janusza Korwin-Mikkego.
– Pan marszałek Hołownia, który tak bardzo chciał się zaprezentować publiczności jako marszałek najfajniejszy z fajnych, w krótkim czasie dokonał rozległej autodemaskacji, jako żwawy zamordysta, który na gwizdnięcie talmudystów właśnie będzie miał za nic prawo, regulamin Sejmu. Myślę, że to jest pożyteczne, że widać, kto tutaj jest kim – zaznaczył.
– Pytanie, jakie z tego wnioski zostaną wyciągnięte przez szeroką, patriotyczną publiczność, kiedy staje się tak oczywiste, że to jest zjednoczony front chanukowy kontra my, normalni Polacy, którzy – uwaga – chcą, żeby realizowany był bardzo prosty program (…), „żeby Polska była polska” – dodał.
Czy „płaskoziemcy” i „foliarze” mieli jednak rację?
Gorzkie żale: Joachim Brudziński: „Straciliśmy tych wyborców, którzy zawiedli się na nas, za naszą politykę wobec światowej pandemii Covid-19”. Syndrom wyparcia: Ci sami ludzie, którzy w trakcie „straszliwej pandemii” chcieli na powitanie zamiast dłoni witać się łokciem, dali się zaszczepić niesprawdzonym preparatem i zakładali z wielkim entuzjazmem nic nie dające maseczki, teraz raptem tego „nie pamiętają”. „Nie pamiętają”, że na niepokornych, którzy nie chcieli nosić maseczek i dać się „zaszprycować” patrzyli jak na potencjalnych morderców – „to oni chcą wybić ludzkość swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem”. Dzisiaj mówią: my tylko trochę, tak na początku jak jeszcze nie było wiadomo co to jest, to się baliśmy a później to już nie… Czyżby? WHO (oficjalne dane!): śmiertelność ludzi zakażonych Covid-19 w trakcie trwania pandemii była na poziomie 0,25%, czyli dużo niższa niż zabija coroczna sezonowa grypa!!! Książka, którą dzisiaj anonsuję jest zbiorem najciekawszych wpisów z największego bloga poświęconego pandemii prowadzonego przez Jerzego Karwelisa. Mądrym ku przypomnieniu a zastraszonym ku nauce – a więc zaczynamy! Ze wstępu: „Jak to się stało, że nauka nagle abdykowała? Jak to się stało, że wszystkie rządy weszły w lejek obostrzeń bez wyjścia? Jak to się stało, że jako społeczeństwa daliśmy się doprowadzić do akceptacji absurdów? Jak to się stało, że umarło tylu ludzi, którzy wcale nie musieli umrzeć?” Na te i wiele innych pytań „Dziennik zarazy” udziela odpowiedzi. Dziennik w formie papierowej nie zawiera przypisów ale ten prowadzony dzień po dniu w internecie zawiera linki podające źródło danej informacji. Już jeden z pierwszych zapisów (z 10.04.2020r.) jest dylematem: jak wyjść z dziećmi na spacer gdy ma się ich więcej niż jedno i jak chodzić z żoną 2 metry od siebie? (Sam tego doświadczyłem idąc z żoną za rękę kaliskimi „plantami”. Z krzaków wyskoczyło dwóch „municypalnych” i kazali nam się „rozejść” (!) Na słuszną uwagę mojej małżonki – ale ja przecież z tym panem śpię! – otrzymała odpowiedź – to co, chce Pani umrzeć?)
Zakazano również wchodzenia do lasu (w trosce o nasze zdrowie), mamy siedzieć w domach i koniec. Niby absurd ale kto tam zresztą wie, może drzewa rzeczywiście przenoszą wirusa i wymordują całą ludzkość? Ale już 14.10.2022 roku okazało się, że w tym nieszczęściu to niektórzy mają jednak szczęście: ogłoszono, że w Walencji 86 klientów domu publicznego utknęło w nim na kwarantannę… A co się wydarzyło na przykład 11.03.2021 roku? Wreszcie nastąpił polski wkład w walkę z pandemią. Japończycy wykupili polską wódkę jako lekarstwo na koronawirusa a w USA polski spirytus rektyfikowany został nazwany „mordercą covida!”
A 17.03.2021 roku minął dokładnie rok od pokazania światu katastroficznych filmów z Bergamo; stosy trumien i konwoje śmierci… (internauci bardzo szybko wtedy odkryli, że były to filmy ukazujące dużo wcześniejszą tragedię – były to trumny z ludźmi, którzy potopili się chcąc nielegalnie dotrzeć do Europy, ale to nie było ważne, najważniejsze że została wywołana panika!). W tym właśnie dniu trzej odważni Włosi – lekarz badacz, wirusolog i sędzia wnieśli skargę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości przeciwko środkom podjętym przez ich rząd w okresie szczytu pandemii. Kilka dni później (22.03.2023r.) autora bloga naszła refleksja. O co tu chodzi: szpitale odwołują zaplanowane operacje, żeby zrobić miejsca dla zakażonych chorobą o promilowej śmiertelności. Restauracje pozamykane (dla naszego dobra) jakoś ani jedna Biedronka nie została zamknięta a wystarczyło żeby jeden uczeń kichnął i już zamykano wtedy szkoły!!! Codziennie nowe kwiatki… (02.05.2021r.) redaktor Pawlicki naliczył, że w Radzie Medycznej przy Premierze doradza 17 lekarzy, z których aż 12 jest powiązanych finansowo z koncernami farmaceutycznymi i pewnie tylko dlatego rozpoczęła się nagonka na doktora Bodnara, który leczył (skutecznie!) ludzi amantadyną.
A 17.05.2021 roku okazało się, że wszyscy uczeni w piśmie i mikroskopie są chyba multimiliarderami bo nikt nie chciał schylić się po głupie 1 milion euro. Tyle Samuel Eckert i jego zespół chcieli dać mądrali, który wyizoluje koronawirusa według obowiązujących standardów Kocha. Okazało się, że o tym wirusie wiemy wszystko – jak morduje i która szczepionka go eliminuje a poza tym jest jak Yeti – nikt go nie widział (to co się nam pokazuje to są idiotyczne grafiki komputerowe – jak go wyobrażają sobie medycy!). Zanim przeskoczymy do dalszych zapisków, pytanie: Dlaczego na całym świecie jest takie parcie na szczepionkę a nie na lek? Odpowiedź jest banalnie prosta: lek podaje się chorym a szczepionkę zdrowym. A kogo jest więcej?
Sierpień 2021, Luc Montagnier odkrywca wirusa HIV, laureat Nagrody Nobla, autorytet wirusologii ostrzega przed tymi szczepionkami, bo według niego wzmagają one proces mutowania wirusa, stąd trzecia dawka „przypominająca”, bo pierwsze dwie były nieskuteczne i coraz więcej osób zaszczepionych się zakaża! Okazuje się, że ten Luc to niezły „foliarz” i „płaskoziemiec”!!! Czyta się ten dziennik jak najlepszą komedię obyczajową, szkoda tylko, że to wszystko działo się naprawdę. Już szykowano nam kolejną dawkę zamordyzmu a tu nagle łup! Rosja napadła na Ukrainę, do Polski przyjechało setki tysięcy nie zaszczepionych i nie zamaskowanych uchodźców wojennych i „straszliwa zaraza” uciekła z naszego kraju! Wszędzie obok szalała – we Francji, w Niemczech, Czechach a u nas nawet sezonowa grypa narobiła w portki przed Putinem i uciekła. I kto tu jest płaskoziemcem i foliarzem? Czy ludzie, którzy zachowali zdrowy rozsądek, czy wyznawcy religii kowidowej? Pamięć ludzka jest krótka dlatego radzę zakupić te zapiski, przeczytać i samodzielnie wyciągnąć wnioski. P.S. Z ostatniej chwili: nadciąga straszliwy kraken!! Ale nie pękajta ludziska – szczepionka też nadciągnie!!
Jerzy Karwelis „Dziennik zarazy”. Poleca foliarz i płaskoziemiec Sławomir Gralka
W czasach gdy świrnięci ateiści zwalczają wszelkie przejawy świąt Bożego Narodzenia, chcą Polaków (podobnie jak Europejczyków na zachodzie) wykorzenić z ich tożsamości i kultury (naturalnych wspólnot będących barierą dla ekspansji despotyzmu i tyranii lewicowej władzy). W czasach gdy na zachodzie lewica zakazała wspominania o Bożym Narodzeniu by nie urażać uczuć islamistów i bezbożników. W czasach gdy (ślepe na cierpienie nienarodzonych dzieci zabijanych podczas aborcji) celebrytki boleją nad losem karpi i choinek. Warto przypominać przede wszystkim o religijnym sensie Bożego Narodzenia, oraz o uroczych tradycjach ludowych związanych z tym świętem.
Przez wieki wigilia Bożego Narodzenia była dla ludu polskiego najważniejszym świętem ludowym. Dla etnografów niezwykle ciekawe jest to, że właśnie w wigilijnych zwyczajach ludowych najżywsze były relikty wierzeń pogańskich, które zostały schrystianizowane i zachowane w folklorze – bez tej chrystianizacji w folklorze zapewne by nie przetrwały.
Kościół katolicki zdecydował obchodzić święto narodziny Jezusa w pierwszym dniu w którym dzień przestaje być coraz krótszy, i długość dnia zaczyna rosnąć.
Decyzja o dacie w takim dniu miała sens teologiczny – tak jak narodziny Mesjasza rozpoczęły proces rozpraszania mroków pogaństwa prawdą, tak z dnia na dzień promienie słońca rozpraszały mroki zimy.
Protestanci zwalczając katolicyzm wymyślili mit, nie mający potwierdzenia w zachowanych kronikach, że znaczenie tego dnia również dla ludów pogańskich miało było duże. Według nieprawdziwego protestanckiego mitu, którego celem było wykreowanie wizerunku katolicyzmu jako pogańskiej wiary, w starożytnym Rzymie dnia tego miano obchodzić dzień narodzin słońca niezwyciężonego.
Łacińskie słowo wigilia oznacza oczekiwanie, tradycje oczekiwania, uroczystego obchodzenia wigilii święta. Uroczyste obchodzenie wigilii wywodzi się z biblijnego Izraela, którego kontynuacją jest katolicyzm, a nie judaizm.
Wigilia w tradycji ludowej rozpoczynała okres godów (świętych godów, kolędki, świętych wieczorów), który kończył się świętem Trzech Króli. W tradycji ludowej wigilia była dniem pierwszym nowego roku, dniem rozpoczynającym nowy roczny cykl, stały w swej naturze.
Wigilia była dniem odtwarzającym w swych rytuałach sytuacje z raju, początkiem, przekroczeniem granicy śmierci dzielącej żywych od zmarłych, dniem pokoju w jego najbardziej pierwotnym stanie – jedności ludzi ze zwierzętami (dla tego w wigilie zwierzęta mówią ludzkim głosem, a gospodarze dzielą się z nimi opłatkiem).
Dzień wigilijny zapowiadał cały rok. Dla tego tak ważne było odrzucenie wszelkich waśni i napominano dzieci by nie psociły – co nie miało jednak nigdy miejsca, bo chłopcy na wsiach stawiali sobie za punkt honoru coś na jeden dzień zabrać gospodarzowi oraz uczestnikom pasterki. Udany psikus zapowiadał im farta przez cały rok.
Wiele czynności w wigilie miało przynieść powodzenie. Dziewczętom tarcie maku miało zapewnić miało szybkie zamążpójście. Mycie się w wodzie z pieniążkiem miało zapewniać zdrowie i bogactwo. Przyniesienie, bez liczenia, parzystej liczby polan do pieca miało zapewniać powodzenie. Spróbowanie wszystkich potraw wigilijnych miało zapewniać, że żadna przyjemność w nowym roku nie ominie. Ranne wstawanie w wigilie miało chronić przed zaspaniem przez cały rok.
W ramach wdzięczności za ranne budzenie na Pomorzu pojono koguty wódką. Baczono też na symboliczne zdarzenia. Jeżeli do stodoły pierwszy wchodził mężczyzna krowa miała urodzi cielaka, a jak kobieta to jałówkę. Deszczowe święta Bożego Narodzenia zapowiadały lodowatą Wielkanoc. Pogoda bożonarodzeniowa zapowiadała pogodę w styczniu. Pogodna Wigilia zapowiadała urodzaj, szczególnie jajek.
Wigilia była dniem ciężkiej pracy. Przygotowywano zwierzętom karmę na dwa świąteczne dni, sprzątano oborę. Kobiety sprzątały dom, prały i trzepały ubrania – uważano, że w brudnej bieliźnie i surowej przędzy pozostawionej na święta przyciągnięty nieporządkiem zamieszkiwał diabeł.
Zgodnie z polską tradycją ludową w wigilie do wieczerzy poszczono jedząc mało, tylko ziemniaki lub postny żur z ziemniakami, a w czasie wieczerzy wigilijnej poszczono nie jedząc mięsa. [No, to jest oczywiste!! MD]
Przed wieczerzą gospodarze chodzili po sadzie i grozili drzewom, że w razie nie owocowania będą je wycinać. Stół, ława, powała, dekorowane była różnymi zbożami, wiązało się to z wróżbami co do urodzaju lub jego braku w przyszłym roku.
Przed samą wieczerzą wigilijną gospodarz przynosił do domu snopek lub snopki każdego rodzaju słomy, symbolizujący stajenkę w której narodził się Jezus. Podobnym symbolem było sianko chowane pod obrusem na wigilijnym stole.
Wraz z pierwszą gwiazdą, symbolizującą tę betlejemską, zasiadano do wieczerzy. Pierwsza gwiazdka rozpoczynała doroczny cykl od nowa. Z pierwsza gwiazdką przychodziły dusze przodków. Z racji na obecność dusz przodków, nie szyto w wigilie by nicią nie związać i zniewolić duszy, poruszano się powoli by nie potrącić ducha, nie wylewano wody by nie zamoczyć duszy. Szacunek dla dusz zmarłych zapewniał domowi opiekę duchów, nie uszanowanie przybyłych dusz zmarłych zapowiadało nieszczęścia. Dla ducha zostawiano wolne miejsce przy stole. Siadając dmuchano na ławę czy zydel by nie usiąść na duszy, Czasami duchy miały swój mały stolik, nie mógł on mieć nic żelaznego, bo żelazo odstraszało duchy. Całą noc palono w piecu by ogrzać spragnione ciepła dusze. Dusze przodków rządziły przez cały okres godów. Dla dusz przygotowano ich ulubione potrawy mak, miód, pszenicę, chleb.
W domach gdzie umiano czytać czytano ewangelie. Wszyscy dzielili się opłatkiem, symbolem wzajemnego pojednania. W Przemyskiem w czasie wigilii wynoszono pokarmy na dwór wilkom by zyskać ich przychylność w przyszłym roku. Wilki w wigilie nie napadały na ludzi, prócz tych, którzy spóźnili się na pasterkę.
Opłatki były wypiekane w klasztorach i na plebaniach. Nie można było ich sprzedawać w sklepie. Po domach roznosili je organiści, kościelni, ministranci i zakonnice. Tym sposobem cała wspólnota parafialna dzieliła się chlebem. Tradycja dzielenia opłatkiem wyrosła z chlebów ofiarnych składanych w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Nie konsekrowane chleby rozdawano tym, którzy nie przyjęli komunii i posyłano do domów tych, którzy na mszy nie byli. Był to symbol jedności wiernych.
Złą wróżbą była nieparzysta liczba siedzących przy stole, bardzo złą liczna trzynastu osób. W wigilię kończyły się umowy o prace parobków, parobek jako wolny w dni świąteczne, zasiadał do stołu z gospodarzem.
Liczba potraw na stole powinna być być określona, w jednych miejscach parzysta, w innych nieparzysta. Wszędzie były to dania postne. Przygotowane z owoców lasu, pół, ogrodów stawów, rzek i jezior. Nie było mięsa, bo w wigilie, ludzie i zwierzęta stanowili jedną rodzinę. Do potraw dodawano olej z lnu, konopi i maku. W różnych rejonach Polski były różne tradycyjne potrawy. Składnikiem były kasze, mak, podawano pierogi, ryby, ciasta. Zwierzętom dawano do zjedzenia specjalne kolorowe opłatki, resztki z wieczerzy, obfitsze porcje karmy.
W XV wieku w domach wieszano na belce od sufitu wieńce uplecione z iglastych gałązek, lub czubki drzewek. Z czasem zastąpiły je uplecione ze słomy kule lub pająki. W XIX wieku z Niemiec do Polski przybył zwyczaj stawiania choinki – zielone drzewo życia, symbol drzewa z raju. Na choince wieszano jabłka, na pamiątkę owocu biblijnego. Symbolem węża kusiciela z raju były łańcuchy na choince, pętają one drzewko jak grzech zniewala człowieka. Gwiazda na choince symbolizowała gwiazdę betlejemską. Światełka na choince kiedyś były symbolem dusz zmarłych, dziś są symbolem nie gasnąca miłość Boga do ludzi. Choinka stała w domu do końca godów. Prezenty zaczęły się pojawiać dopiero pod koniec XIX wieku.
W czasie wieczerzy wróżono co przyniesie przyszłość. Wśród wielu wróżb co do plonów, jedna polegała na ty, że im więcej maku podrzuconego łyżką przez gospodarza do góry przykleiło się do powały tym lepsze zapowiadały się plony. Wyciągane spod obrusa źdźbła słomy symbolizowały pannom ich matrymonialną przyszłość, zielone szybkie zamążpójście, pokręcone długie oczekiwanie, żółte staropanieństwo. Długość źdźbła wieszczyła długość życia. Po wieczerzy dziewczęta stojąc przy płocie nasłuchiwały z której strony zaszczeka pies, była to strona z której nadejdzie przyszły małżonek.
W wieczór wigilijny po domach chodzili kolędnicy, w jasełkach odgrywający historie knowań Heroda. W nagrodę kolędnicy dostawali od gospodarzy świąteczne smakołyki. Po wsiach też chodzili kolędnicy śpiewający kolędy i proszący o szczodraki – bułeczki nadziewane.
Przez pierwsze trzy wieki chrześcijanie nie obchodzili świąt Bożego Narodzenia. Miało to związek z prześladowaniami chrześcijan. Obchody tych świąt pojawiły się po wybudowaniu bazyliki Narodzenia Pańskiego w Betlejem, co miało miejsce w pierwszej połowie IV wieku z inicjatywy św. Heleny.
Polski patrolog, ks. prof. Józef Naumowicz, jako pierwszy naukowiec ustalił, że pierwsze uroczyste obchody Bożego Narodzenia miały miejsce w Betlejem w IV wieku. Przez pierwsze trzy wieki chrześcijaństwa nie obchodzono Bożego Narodzenia. Wcześniej celebrowano przede wszystkim Wielkanoc. Świętowanie Bożego Narodzenia rozpoczęło się dopiero w IV wieku, gdy skończył się okres prześladowań chrześcijan. W oparciu o źródłowe można dowieść, że pierwsze oficjalne obchody tych świąt miały miejsce po wybudowaniu bazyliki Narodzenia Pańskiego w Betlejem w pierwszej połowie IV wieku z inicjatywy św. Heleny.
W oparciu o współczesne badania, w tym ks. prof. Naumowicza, można dowieść, że obchody Bożego Narodzenia nie były związane z zastąpieniem żadnych wcześniejszych świąt pogańskich, jak dotychczas sądzono. Obchodzenie rocznicy przyjścia na świat Chrystusa nie ma nic wspólnego z importowanym ze starożytnego Rzymu czy Egiptu świętem Słońca.
W Betlejem w 328 r. poświęcono Bazylikę Narodzenia Jezusa, wybudowaną dla uczczenia miejsce narodzin Chrystusa. Ustalił się także zwyczaj, że w wigilię święta patriarcha udawał się z Jerozolimy w procesji do Betlejem, odległego ok. 8 km i tam w Grocie Narodzenia odprawiał w nocy Mszę św., którą później nazwano „Pasterką” w nawiązaniu do ewangelicznej opowieści o pasterzach, którzy jako pierwsi oddali pokłon nowonarodzonemu Chrystusowi. Po czym obywało się całonocne czuwanie w bazylice wybudowanej nad Grotą Narodzenia. W ten sposób zaistniały pierwsze wigilie jak i pierwsza pasterki. I ta tradycja kontynuowana jest do dziś.
Początkowo obchody w Betlejem miały miejsce 6 stycznia, a w późniejszym okresie 25 grudnia. Chodziło o symboliczną wymowę przesilenia zimowego, kiedy to dzień jest najkrótszy a noc najdłuższa. Przesilenie zimowe najlepiej bowiem obrazuje fakt przyjścia Zbawiciela, które jest przedstawione jako nastanie światłości. Światło, które rozświetla mroki nocy, to symbol narodzin Chrystusa, który pojawia się w Ewangeliach. Światłość ta objawiła się w nocy pasterzom i prowadziła później Mędrców. Choć faktycznie przesilenie zimowe ma miejsce z 22 na 23 grudnia, to w czasach rzymskich uznawano, że następuje ono 25 grudnia – i dlatego wówczas ustanowiono Boże Narodzenie.
W 335. roku zwyczaj obchodzenia Bożego Narodzenia dotarł z Betlejem do Rzymu, a stąd do innych krajów.
Skąd ta choinka?
Zwyczaj strojenia choinek na Boże Narodzenie zna dziś cały chrześcijański świat. Jednak zwyczaj ten nie ma swoich korzeni w starożytności chrześcijańskiej ani w pozostałości jakichś kultów pogańskich, lecz powstał dość późno. W Europie zachodniej sięga końca XV wieku a na ziemiach polskich zakorzenił się na dobre dopiero w XIX stuleciu, choć już w 1698 r. można było kupić świąteczną choinkę na jarmarku w Gdańsku.
Jak wiadomo, święta Bożego Narodzenia zaistniały w IV wieku na terenie Bliskiego Wschodu. I choć od początku towarzyszyły im pewne dekoracje roślinne, na ogół w postaci wieńców, którymi ozdabiano domy, co zresztą było charakterystyczne dla starożytności, to nie od tego rodzaju dekoracji wywodzi się zwyczaj stawiania choinek.
Prawdziwa geneza choinki – jak dowodzi ks. Naumowicz – ma charakter nie etnograficzny, lecz stricte teologiczny. Już niektórzy autorzy bizantyjscy, np. św. Efrem Syryjczyk w swoim „Hymnie o Bożym Narodzeniu” często wymieniał postacie ze Starego Testamentu, łącznie z Adamem i Ewą. Narodzenie Jezusa interpretowane bywało coraz częściej jako powrót do utraconego raju. Mogło się to dokonać tylko dzięki interwencji samego Boga, który stając się człowiekiem, przywrócił ludziom możliwość korzystania z owoców rajskiego drzewa życia.
Popularność rajskich motywów sprawiła, że w średniowiecznych kalendarzach zaczęto umieszczać wspomnienie o Adamie i Ewie 24 grudnia. Pierwsi rodzice uosabiali oczekiwanie całej ludzkości na przyjście Zbawiciela. Stąd w średniowieczu, w wielu miejscach Europy popularne stały się przedstawienia bożonarodzeniowe, zwane dramatami o Adamie i Ewie.
I stąd właśnie wywodzi się zwyczaj bożonarodzeniowych choinek. W tych przedstawieniach dekoracja sceniczna obejmować musiała także drzewo, którego owoc stał się powodem upadku Adama i Ewy.
W Niemczech skąd pochodzą pierwsze przekazy o bożonarodzeniowych choinkach, była to na ogół jodła bądź świerk, gdyż 24 grudnia trudno było znaleźć kwitnącą jabłoń. Na nich zawieszano czerwone jabłka. Po zakończeniu misteriów odprawianych 24 grudnia, nazajutrz w dzień Bożego Narodzenia drzewa te przenoszono najpierw do kościołów, a później zaczęto nimi zdobić także miejskie domy.
Ojczyzną bożonarodzeniowej choinki jest dokładnie Alzacja końca XV wieku, leżąca na granicy Francji i Niemiec. Najstarszy przekaż sięga roku 1492 a dotyczy dekoracji choinkami jodłowymi katedry w Strasburgu i 9 innych tamtejszych kościołów. Dość szybko, bo już w XVI wieku choinkowy zwyczaj rozpowszechnił się w całej niemieckiej Nadrenii, a stamtąd zaczął przenikać do innych regionów Europy. A dotyczył nie tylko kościołów, ale i cechów, bractw, miejskich stowarzyszeń, ratuszy i szpitali.
Ważnym nośnikiem zwyczaju strojenia choinek była Hanza, czyli związek północnych miast portowych, leżących głównie nad Bałtykiem. Już w 1510 r. odnotowano choinkę bożonarodzeniową w Rydze, a nieco później w Tallinie, Bremie i wreszcie w Gdańsku, gdzie pierwsze informacje o choinkach pochodzą z 1698 r. To właśnie Gdańsk jest pierwszym miastem na terenie Rzeczypospolitej, gdzie w schyłku XVII stulecia zaczęto dekorować choinki. Jednak nie przeniósł się on wówczas na inne tereny Polski.
Dość wcześnie choinki bożonarodzeniowe pojawiły się w Rosji, a jak zawsze w tym kraju, było to następstwem ukazu wydanego przez Piotra Wielkiego w 1699 r. Wiemy, ze car ten był zapatrzony w kulturę niemiecką i stąd zapożyczył ten zwyczaj.
We Francji, w Wersalu pierwszą choinkę postawiono w 1738 r. na życzenie Marii Leszczyńskiej, żony króla Ludwika XV.
Do „Nowego Świata”, czyli do Ameryki, choinka zawędrowała w XVIII wieku, dzięki żołnierzom niemieckim biorącym udział w wojnie o niepodległość USA. Szerszą popularność zyskała tam w następnym stuleciu.
W tym samym czasie choinki pojawiły się w licznych miejscach w Europie, np. w Wiedniu, w Cieszynie, we Wrocławiu, Pradze i w Paryżu.
Na terenie Austrii czy Czech spotkać je można było nie tylko w domach chrześcijańskich, ale i żydowskich, gdzie towarzyszyły obchodom święta świateł czyli Chanuki. Zwyczaj ten wprowadził w swym wiedeńskim domu Theodor Herzl, twórca współczesnego syjonizmu.
Na początku XX wieku choinka stanowiła już nieodłączny element Bożego Narodzenia. Nic dziwnego, że pojawiła się na froncie w okopach I wojny światowej. Przy niej spotykali się nawet i składali sobie życzenia żołnierze wrogich armii.
W Polsce palmę pierwszeństwa ma Gdańsk, gdzie jak potwierdza dokument w 1698 roku – nie tylko stawiano choinki w domach, ale można je było kupić w tym mieście, na świątecznym jarmarku.
Jednak powszechny zwyczaj ustawiania choinek na święta w Polsce zakorzenił się dopiero w XIX stuleciu. Wcześniej na terenach Rzeczypospolitej ustawiano na święta Bożego Narodzenia w izbach po snopku zboża w każdym rogu, a na stole i na podłodze rozścielano siano, na pamiątkę tego, że Pan Jezus urodził się w stajence. Ważnym elementem świątecznego wystroju była również szopka, której geneza nawiązywała do jasełek, jakie zainicjował św. Franciszek z Asyżu.
Pierwsze źródłowe informacje o choinkach w Warszawie pochodzą z przełomu XVIII i XIX wieku. a był to zwyczaj przyjęty od Prusaków. Odrębną natomiast tradycję miało drzewko wigilijne na południu Polski, zwłaszcza w Krakowie i okolicach. Był to krzak jodłowy lub świerkowy zawieszany na pułapie w izbie. A zwano go sadem i zawieszano na mim owoce i słodycze. Zwyczaj ten przyszedł z południowych Niemiec. Podobnie było na Podhalu, gdzie drzewko wiszące u sufitu określano mianem „podłaźnika”. Zawieszano na nim także dekoracje sporządzane z opłatków.
Dzielenie opłatkiem specyfiką Rzeczypospolitej
Opłatek, to następny istotny element obrzędów bożonarodzeniowych, charakterystyczny dla ziem dawnej Rzeczypospolitej. Istniał, zanim tu pojawiła się tradycja choinkowa. Centralnym wydarzeniem wieczerzy wigilijnej, już od XVIII stulecia, było łamanie się na jej początku opłatkiem. Cyprian Norwid opisywał go „jako typowo polski zwyczaj, nieznany w innych krajach”, nazywając opłatek „chlebem pokoju i nieba”.
Naprawdę jednak – jak dowodzi ks. Naumowicz – pierwsze opłatki wieszane na drzewie świątecznym pojawiły się w Alzacji w XVII wieku, ale miały one charakter dekoracyjny i symboliczny. Choć niekonsekrowane, hostie przywoływały w symboliczny sposób misterium wcielenia.
W Polsce zwyczaj sporządzania choinkowych ozdób z opłatka rozwinął się w sposób wyjątkowy poczynając od XVIII stulecia. Specjalną kulistą formę miała ozdoba z opłatków na południu Polski, wieszana u dołu sadu. Była to przestrzenna konstrukcja przypominająca kulę ziemską, wyklejana z kolorowych opłatków, nazywana światem. Ozdoby z opłatków miały tez różne inne formy, a przede wszystkim gwiazdki.
Choinkowe mity
Ks. Naumowicz w swojej książce: „Historia świątecznej choinki” – konsekwentnie rozprawia się z wieloma mitami, zakorzenionymi w nauce a głównie w etnografii, o pogańskim pochodzeniu chrześcijańskiej choinki bożonarodzeniowej. Niektórzy badacze uważają, że pierwowzorów bożonarodzeniowego drzewka należy szukać w głębokiej przedchrześcijańskiej przeszłości, w pierwotnym kulcie drzew, który miał cechować religie dawnych ludów, m.in. germańską i słowiańska.
Tymczasem badacz dowodzi, że rodowód choinki w Europie jest stricte chrześcijański. U jego podstaw leżą motywy drzewa życia, które rosło w raju, oraz światłości zstępującej na świat w Boże Narodzenie, co choinka symbolizuje.
Innym dowodem, że choinka nie ma rodowodu pogańskiego, jest fakt, ze Kościół nigdy i nigdzie tego nie wypominał. Walczył najwyżej z pewnymi ludowymi wierzeniami, które towarzyszyły obchodom Bożego Narodzenia.
Niewiele wspólnego z prawdą ma także legenda, mówiąca o tym, że „wynalazcą” choinki był Marcin Luter, twórca Reformacji. Tymczasem ks. Naumowicz udowadnia, że pogląd ten powstał dopiero w połowie XIX stulecia, a być może Luter dekorował swój dom choiną, ale dlatego, że podczas jego życia były one już popularne w Niemczech.
Naukowcy opracowali unoszącą się w powietrzu szczepionkę mRNA, która umożliwia szybkie zaszczepienie mas bez ich wiedzy i zgody.
Uwalniając szczepionkę w powietrze, nie ma potrzeby wstrzykiwania każdej osobie indywidualnie – co jest nie tylko czasochłonne, ale i trudne, jeśli dana osoba sprzeciwia się zastrzykowi. Inaczej jest w przypadku szczepionki unoszącej się w powietrzu, która może zostać uwolniona do powietrza bez zgody, a nawet wiedzy społeczeństwa. … Podobną strategię stosuje się w przypadku mRNA krewetek.
————————–
Pod koniec: Biowzmacnianie moralne to potencjalna praktyka wpływania na moralne zachowanie danej osoby poprzez interwencję biologiczną w jej postawy moralne, motywacje lub dyspozycje.
„Ukryty, obowiązkowy program lepiej promuje wartości takie jak wolność, użyteczność, równość i autonomia niż program jawny”.
=========================
Zespół z Uniwersytetu Yale opracował nową metodę dostarczania mRNA bezpośrednio do płuc drogą powietrzną. Metodę tę zastosowano także do donosowego szczepienia myszy , „ otwierając drzwi do testów na ludziach w najbliższej przyszłości. ”
Chociaż naukowcy mogą chwalić ten wynalazek jako wygodną metodę szczepienia dużych populacji, sceptycy wyrażają oczywiste obawy dotyczące potencjalnego niewłaściwego użycia szczepionki przenoszonej w powietrzu, w tym możliwości ukrytych biowzmocnień, co było koncepcją sugerowaną wcześniej w literaturze akademickiej. ( źródło ).
Badanie: Nanocząsteczki polimerowe dostarczają mRNA do płuc w celu szczepienia błon śluzowych
W badaniach przeprowadzonych na myszach naukowcy z Uniwersytetu Yale opracowali nanocząsteczki polimerowe służące do kapsułkowania mRNA i przekształcania go w postać nadającą się do wdychania, dostarczaną do płuc. Courtney Malo, redaktorka Science Translational Medicine, wyjaśniła:
„ Zdolność do skutecznego dostarczania mRNA do płuc znalazłaby zastosowanie w opracowywaniu szczepionek, terapii genowej i nie tylko. Takie dostarczanie mRNA można osiągnąć poprzez kapsułkowanie interesujących mRNA w zoptymalizowanych polipleksach [nanocząsteczkach] poli(amino-koestrowych).
Dostarczone przez polipleks mRNA skutecznie przetłumaczono na białko w płucach myszy, przy ograniczonych dowodach toksyczności. Z powodzeniem zastosowano to jako donosową szczepionkę SARS-CoV-2, wywołując silną odpowiedź immunologiczną, która zapewniła ochronę wirusem.
Zespół kierowany przez fizjologa komórkowego i molekularnego Marka Saltzmana twierdzi, że wziewna szczepionka mRNA „ skutecznie chroni przed „SARS-CoV-2 ” i „otwiera drzwi do dostarczania innych leków informacyjnych RNA (mRNA) dla genów terapia zastępcza i inne metody leczenia płuc .” ( źródło )
Na potrzeby badania myszy otrzymały dwie donosowe dawki nanocząstek zawierających szczepionki mRNA przeciwko Covid-19, które okazały się skuteczne u zwierząt. W przeszłości terapie mRNA ukierunkowane na płuca miały trudności z przedostaniem się do komórek niezbędnych do ekspresji kodowanego białka, co było znane jako słaba wydajność transfekcji ( źródło ).
„Grupa Saltzmana obeszła tę przeszkodę częściowo dzięki zastosowaniu nanocząstki wykonanej z polipleksów poli(amino-koestrowych), czyli PACE, biokompatybilnego i dającego się w dużym stopniu dostosowywać polimeru” – wyjaśniono w komunikacie prasowym Uniwersytetu Yale . W poprzednim badaniu Saltzman wypróbował system „zastrzyku w zastrzyku” do podawania zastrzyków na Covid-19, który polegał na wstrzyknięciu zastrzyków mRNA do mięśnia, a następnie wstrzyknięciu białek kolczastych do nosa.
Okazało się, że część zastrzykowa może być zbędna, a Saltzman wiąże duże nadzieje z metodą podawania drogą powietrzną, wykraczającą poza szczepionki: ( źródło ).
„W nowym raporcie nie ma mowy o zastrzyku domięśniowym. Właśnie podaliśmy donosowo dwie dawki, pierwszą i przypominającą, i uzyskaliśmy wysoce ochronną odpowiedź immunologiczną. Ale pokazaliśmy również, że ogólnie rzecz biorąc, można dostarczyć różne rodzaje mRNA. Zatem nadaje się nie tylko do szczepionki, ale potencjalnie także do terapii zastępczej genów w chorobach takich jak mukowiscydoza i do edycji genów.
Użyliśmy przykładu szczepionki, aby pokazać, że ona działa, ale otwiera drzwi do stosowania wszystkich innych rodzajów interwencji”.
Air Vax może „radykalnie zmienić” sposób szczepień ludzi
Saltzman twierdzi, że ta „nowa metoda podawania szczepionki mogłaby «radykalnie zmienić sposób szczepienia ludzi»”, ułatwiając szczepienie osób w odległych obszarach lub osób bojących się igieł. Ale to nie wszystko. Szczepionka przenoszona drogą powietrzną umożliwia jej szybkie rozprzestrzenienie się w populacji.
Nie potrzeba szprycy.
Uwalniając szczepionkę w powietrze, nie ma potrzeby wstrzykiwania każdej osobie indywidualnie – co jest nie tylko czasochłonne, ale i trudne, jeśli dana osoba sprzeciwia się zastrzykowi. Inaczej jest w przypadku szczepionki unoszącej się w powietrzu, która może zostać uwolniona do powietrza bez zgody, a nawet wiedzy społeczeństwa.
Podobną strategię stosuje się w przypadku mRNA krewetek, które są zbyt małe i liczne, aby można je było wstrzykiwać pojedynczo. Zamiast tego stworzono doustną „nanowszczepionkę”, która ma powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa. Shai Ufaz, dyrektor generalny firmy ViAqua, która opracowała tę technologię, stwierdził:
„ Szpryca doustna jest świętym Graalem rozwoju zdrowia w akwakulturze ze względu zarówno na niemożność szczepienia poszczególnych krewetek, jak i na zdolność do znacznego obniżenia kosztów operacyjnych leczenia chorób przy jednoczesnej poprawie wyników …”
Chociaż naukowcy z Yale skupiają się na donosowym produkcie mRNA, wynik jest ten sam — wyeksponować jak najwięcej substancji, jak to możliwe, przy najmniejszych kosztach i wysiłku. Według badania Yale :
„ Wdychalna platforma dla leków informacyjnych RNA (mRNA) umożliwiłaby minimalnie inwazyjne i ukierunkowane na płuca dostarczanie leków w przypadku wielu chorób płuc. Rozwój leków mRNA ukierunkowanych na płuca został ograniczony przez słabą skuteczność transfekcji i ryzyko patologii wywołanej nośnikiem.
Tutaj opisujemy wdychany nośnik na bazie polimeru do dostarczania terapeutycznych mRNA do płuc. Zoptymalizowaliśmy biodegradowalne poli(amino-koestry) (PACE) polipleksy [nanocząstki] do dostarczania mRNA przy użyciu modyfikacji grup końcowych i glikolu polietylenowego. Dzięki tym polipleksom uzyskano wysoką transfekcję mRNA w całym płucu, szczególnie w komórkach nabłonkowych i komórkach prezentujących antygen.
Zastosowaliśmy tę technologię do opracowania szczepionki śluzówkowej przeciwko koronawirusowi 2 ciężkiego ostrego zespołu oddechowego i odkryliśmy, że szczepienie donosowe polipleksami mRNA kodującymi białko kolczaste indukowało silną odporność adaptacyjną komórkową i humoralną oraz chroniło podatne myszy przed śmiertelną prowokacją wirusową. Łącznie wyniki te pokazują potencjał translacyjny polipleksów PACE w zakresie terapeutycznego dostarczania mRNA do płuc”.
Poniższe fragmenty pochodzą od dr Josepha Mercoli , który wyjaśnia swoje obawy dotyczące mRNA unoszącego się w powietrzu
Rząd USA ma już historię uwalniania broni biologicznej
Po złożeniu elementów układanki wyłania się niepokojący obraz. Jak donosi „The Epoch Times”, od dawna rząd Stanów Zjednoczonych podejmował ekstremalne środki, aby nakazać społeczeństwu wprowadzenie szczepień przeciwko Covid-19 i promować je. Obecnie badacze opracowali unoszącą się w powietrzu szczepionkę mRNA, stanowiącą narzędzie umożliwiające szybkie zaszczepienie mas bez ich wiedzy i zgody (źródło ) .
Czy istnieje dowód na to, że rząd lub inna jednostka planuje potajemnie wypuścić na ludność szczepionkę powietrzną? Nie.
Ale istnieje historia przeprowadzania tajnych symulacji broni biologicznej na Amerykanach. W 1950 roku Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych przez sześć dni rozpylała bakterie Serratia marcescens w powietrze w pobliżu San Francisco.
Projekt nazwany „Operacją Sea Spray” miał na celu określenie podatności miasta na atak bronią biologiczną. Serratia marcescens zabarwia wszystko, czego dotknie, jaskrawoczerwoną, co ułatwia śledzenie. Rozprzestrzenił się po całym mieście, gdy mieszkańcy wdychali drobnoustroje z powietrza. Chociaż wojsko amerykańskie początkowo uważało, że Serratia marcescens nie zaszkodzi ludziom, doszło do wybuchu epidemii, w wyniku której u niektórych rozwinęły się infekcje dróg moczowych.
Co najmniej jedna osoba zmarła, „a niektórzy sugerują, że uwolnienie to na zawsze zmieniło ekologię mikrobiologiczną tego obszaru” – podaje Smithsonian Magazine. Nie był to odosobniony przypadek, ponieważ w ciągu następnych 20 lat rząd USA przeprowadził w całych Stanach Zjednoczonych wiele innych eksperymentów. (źródło ).
Tak więc, choć niepokojąca jest myśl o eksperymencie ze szczepionką powietrzną przeprowadzanym na niczego niepodejrzewającym społeczeństwie, nie jest to zjawisko bezprecedensowe.
Dodatkiem do tej historii jest akademickie poparcie dla stosowania obowiązkowych, ukrytych biowzmacniaczy. W czasopiśmie Bioethics Parker Crutchfield z Western Michigan University i Homer Stryker MD School of Medicine omawia biowzmocnienia moralne, które odnoszą się do stosowania środków biomedycznych w celu wywołania poprawy moralnej.
„Konieczne jest moralne wzmocnienie populacji, aby zapobiec ostatecznym szkodom. Biowzmacnianie moralne to potencjalna praktyka wpływania na moralne zachowanie danej osoby poprzez interwencję biologiczną w jej postawy moralne, motywacje lub dyspozycje.
Technologia, która może pozwolić na biowzrost moralny, mieści się w skali od nieistniejącej do rodzącej się, ale typowe przykłady potencjalnych interwencji obejmują uzupełnianie wodociągów środkami farmaceutycznymi wzmacniającymi empatię lub altruizm lub ingerowanie w inny sposób w emocje lub motywacje danej osoby w celu wywarcia wpływu na jej moralne zachowanie.”
Niektórzy twierdzą, że biowzmocnienia moralne powinny być obowiązkowe dla większego dobra. Crutchfield uważa, że to nie wystarczy. Chce też, żeby były ukryte: (źródło) .
„Idę o krok dalej w tym argumencie, argumentując, że jeśli biowzmacnianie moralne powinno być obowiązkowe, to jego administrowanie powinno być raczej tajne niż jawne. Oznacza to, że moralnie lepiej jest, aby obowiązkowe biowzmacnianie moralne było przeprowadzane bez wiedzy odbiorców, że je otrzymują”.
Posunął się nawet do sugestii, że „ukryty, obowiązkowy program lepiej promuje wartości takie jak wolność, użyteczność, równość i autonomia niż program jawny”. ( źródło ).
Mamy więc dowody na poparcie akademickie dla potajemnego udostępniania społeczeństwu leków i innych bioulepszeń. To, w połączeniu z opracowaniem szczepionki mRNA unoszącej się w powietrzu i historią eksperymentów rządu na społeczeństwie, daje niepokojący obraz przyszłości.
Problemy ze szczepionkami mRNA COVID nie ustępują
Oprócz obaw związanych z przenoszeniem drogą powietrzną, zastrzyki mRNA Covid-19 wiążą się ze znacznym ryzykiem – niezależnie od tego, w jaki sposób jesteś narażony. Z komunikatu opublikowanego przez Amerykańskie Centra Kontroli i Zapobiegania Chorobom oraz Agencję ds. Żywności i Leków wynika, że osoby w wieku 65 lat i starsze, które otrzymały zaktualizowany (dwuwalentny) zastrzyk przypominający przeciwko COVID-19 firmy Pfizer, mogą być narażone na zwiększone ryzyko udaru mózgu. ( źródło ).
Co więcej, duże badanie przeprowadzone w Izraelu wykazało, że szczepionka mRNA przeciwko COVID-19 firmy Pfizer wiąże się z trzykrotnie zwiększonym ryzykiem zapalenia mięśnia sercowego, co prowadzi do wystąpienia choroby z częstością od 1 do 5 zdarzeń na 100 000 osób ( źródło ). Po zaszczepieniu Covid-19 zidentyfikowano również inne podwyższone ryzyko, w tym powiększenie węzłów chłonnych (powiększenie węzłów chłonnych), zapalenie wyrostka robaczkowego i półpasiec ( źródło) .
Co najmniej 16 183 osób twierdzi również, że po zaszczepieniu się na Covid-19 wystąpił u nich szum w uszach ( źródło ). Zgłoszenia zostały wprowadzone do bazy danych CDC systemu zgłaszania zdarzeń niepożądanych po szczepionkach (VAERS). Biorąc jednak pod uwagę, że do VAERS zgłaszanych jest kiedykolwiek od 1% do 10% działań niepożądanych, rzeczywista liczba jest prawdopodobnie znacznie wyższa.
To właśnie ze względu na takie ryzyko świadoma zgoda jest niezbędna w przypadku każdej procedury medycznej, w tym szczepień.
Jednakże rozwój wstrzyknięć mRNA unoszących się w powietrzu sprawia, że możliwość odebrania świadomej zgody staje się coraz bardziej realna.
Jan Rokita był niegdyś przyjacielem Donalda Tuska i kandydatem PO na premiera. Jako publicysta „Dziennika Polskiego” ostrzega przed konsekwencjami siłowego przejęcia mediów publicznych. „Ostatnie trzy dni odmieniły kondycję polskiej polityki. Po raz pierwszy od odzyskania wolności konflikt polityczny wysadził ustrojowe bezpieczniki, więc walka o władzę rozlewa się teraz chaotycznie i bez hamulców” – twierdzi.
Kim jest Jan Rokita
Jan Rokita to od wielu lat stały felietonista „Dziennika Polskiego”. Wcześniej był kandydatem PO na premiera w 2005 roku, gdy partia Donalda Tuska szykowała się do koalicji z PiS. Z układu między dwoma największymi partiami po erze rządów SLD nic nie wyszło. Rokita odszedł z polityki w 2007 roku. Nie startował w przedterminowych wyborach. Zajął się publicystyką – pisał felietony na łamach „Dziennika”, komentował rzeczywistość w TVN24 „Biznes i Świat”. W międzyczasie jego teksty można było przeczytać na łamach tygodnika „Sieci”.
Były polityk z Krakowa jest wprost przerażony tym, co od kilku dni dzieje się wokół TVP, PAP i Polskiego Radia. Na mocy sejmowej uchwały i decyzją ministra Bartłomieja Sienkiewicza wymieniono zarządy w spółkach, a także zwolniono dziennikarzy. Wciąż trwa protest starej ekipy TVP i PAP wraz z politykami PiS w siedzibach mediów publicznych.
„(...) najpierw minister kultury obwieścił, że odwołał za jednym zamachem wszystkie władze w mediach państwowych, choć ustawy takie uprawnienie przyznają wyłącznie Radzie Mediów, a nie ministrowi. No a zaraz potem marszałek sejmu pozbawił mandatów poselskich dwóch posłów, ignorując fakt, iż oni zostali przez głowę państwa objęci prawem łaski” – analizuje ostatnie wydarzenia Rokita w „Dzienniku Polskim”.
„Sienkiewicz i Hołownia przechodzą do historii”
„W przypadku pierwszym Sienkiewicz uznał, iż w podejmowaniu decyzji nie przeszkadza mu to, iż kto inny jest legalnie uprawniony do ich podejmowania. W specjalnym komunikacie obwieścił, iż to on reprezentuje państwo, czyli jest właścicielem mediów, może zatem robić w tej mierze wszystko, co chce.
To zupełnie tak, jakby – na przykład – szef policji wkroczył na uniwersytet i oświadczył, że to on odpowiada za porządek w państwie, więc zwalnia z pracy rektora i profesorów, którzy mu nie odpowiadają.
Z kolei w przypadku drugim Hołownia uznał, że aczkolwiek prezydent wydał akt łaski, a nawet przypomniał o tym teraz w specjalnym oświadczeniu, to można spokojnie przejść obok tego faktu, jak gdyby o nim „zapominając”. To znów – jeśliby szukać porównania – tak jakby sąd kazał aresztować złoczyńcę, ale policjant, który ma go odwieźć do aresztu doszedł do wniosku, że gość mu się podoba, więc „zapomni” o nakazie sądu i wypuści złoczyńcę na najbliższym skrzyżowaniu” – porównuje Rokita.
Zdaniem byłego posła i wicepremiera, Hołownia i Sienkiewicz przechodzą do historii jako twórcy precedensu w III RP. „Jest to precedens polegający na odrzuceniu przez władzę ustrojowych reguł gry, ustanowionych po to, aby walka polityczna nie przekształciła się w wolnoamerykankę. Jego trudne do przecenienia znaczenie polega na tym, że mecz toczy się dalej, ale już bez reguł” – pisze.
„Być może więc ustawy nadal w Polsce obowiązują, ale czy wszystkie, czy w całości, i czy aby na pewno? Po przełomie trzech ostatnich dni nikt nie może mieć takiej pewności. To zatem na co możemy liczyć, to już nie pewność znanych do tej pory i zapisanych w prawie reguł. Liczyć możemy już raczej na prywatny strach ludzi władzy, albo działające jeszcze w nich hamulce moralne. Są przecież świadomi tego, że w polityce próba robienia wszystkiego, co się chce, musi w końcu okazać się szaleństwem” – zaznacza Rokita.
Co dzieje się w mediach publicznych?
Jego zdaniem, zrobiło się „ostro i groźnie” w Polsce w ostatnich kilku dniach. Media publiczne wciąż nie funkcjonują w pełni z nowymi zarządami. W siedzibie TAI zjawił się człowiek, który na polecenie nowego prezesa wynosi sprzęt należący do TVP. W budynku PAP z kolei jest policja.
Organizatorzy protestu przeciwko rządowi prezydenta Javiera Milei, który zwołano w Buenos Aires na poświąteczną środę, będą musieli pokryć koszty związane z mobilizacją sił bezpieczeństwa – poinformował rzecznik prezydenta.
Koszt wydatków, obejmujących mobilizację czterech rodzajów sił bezpieczeństwa – policji federalnej, policji miejskiej, policji lotniskowej i żandarmerii – oszacowano na 60 milionów peso, czyli około 73 000 dolarów.
Taki rachunek to efekt nowej ustawy, która nakazuje organizatorom demonstracji „wzięcia odpowiedzialności za wydatki, które ponoszą z podatków wszyscy obywatele” – dodał rzecznik prezydencki.
Dojście do władzy prezydenta-libertarianina Milei spowodowało, że natychmiast po objęciu w grudniu przez niego urzędu, na ulice zaczęli wychodzić związkowcy, lewica, beneficjenci etatyzmu. Rząd zapowiadał, że koszty manifestacji zaczną ponosić organizatorzy.
Lewicy nie podoba się program oszczędnościowy rządu, prywatyzacja, „deperonizacja” systemu i liberalne reformy ekonomiczne. Opozycja już zaczyna mówić o „dyktaturze”.
Minister bezpieczeństwa Patricia Bullrich zapowiada, że użycie sił bezpieczeństwa będzie „niezbędnie minimalne, ale proporcjonalne do zagrożeń”. Nie widzi też powodu, by za spokój na ulicach miał płacić budżet.
Komentarze Eleison Jego Ekscelencji Księdza Biskupa Ryszarda Williamsona
UPADEK EUROPY – II
W zeszłym tygodniu na łamach niniejszych Komentarzy zaprezentowano bez dodatkowych wyjaśnień – na tyle, na ile było to możliwe – streszczenie znakomitego artykułu na temat obecnego opłakanego stanu Francji i Europy, napisanego przez francuskiego nacjonalistę o pseudonimie „Militant”. (Kompletny artykuł można znaleźć na stronie www.jeune-nation.com/nationalisme/natio-france/prenons-un-seul-parti-de-la-france-helleno-chretienne ).
Może się wydawać, że artykuł w czasopiśmie politycznym nie ma wiele wspólnego z kwestiami religijnymi, a przecież to właśnie jest przedmiotem zainteresowania niniejszych Komentarzy. Chcielibyśmy pokazać, że najpoważniejsze problemy ludzkiej polityki nie mogą być rozwiązane bez religii katolickiej. Łatwiej to stwierdzić niż zrobić, ponieważ cała mentalność współczesnego człowieka jest taka, jakoby polityka, ekonomia, sztuka, medycyna, prawo, muzyka, itd. nie miały nic wspólnego z religią, lub religia nie miała z nimi nic wspólnego. Innymi słowy, nawet najlepsze argumenty polityczne nie są wystarczające. Spróbujmy jednak zacząć od jeszcze krótszego podsumowania – zeszłotygodniowego podsumowania artykułu w siedmiu punktach.
1 Francja i Europa upadają. My, nacjonaliści, od dawna przepowiadamy katastrofę.
2 Od lat pięćdziesiątych XX wieku kolejne katastrofy polityczne wywoływały niewielką reakcję opinii publicznej.
3 Od czasów średniowiecza Francja miała w znacznym stopniu korzystny wpływ na cały świat – teraz już nie.
4 Dziś Francja i Europa szybko oddają się w niewolę bankierom z Nowego Jorku i Londynu.
5 Poprzez wojnę zastępczą na Ukrainie USA zniszczyły konkurencję ze strony Europy i Niemiec.
6 Oto koniec świata, ale najwyższe instytucje Francji milczą, są potulne, idą z prądem.
7 Rozwiązanie? W polityce musimy zrobić, co w naszej mocy, i zachować skarby kultury na lepsze czasy.
A teraz zobaczmy, czy to rozwiązanie jest choć trochę pomocne w rozwiązaniu katastrofy, o której mowa na początku.
1 Rzeczywiście, ludzie, którzy kochają swój kraj, nie są zadowoleni z chodzenia we śnie, podczas gdy jest on niszczony. Przynajmniej nacjonaliści dostrzegają poważny problem i biją na alarm, co jest ich zasługą. Ale jeśli mają oczy do patrzenia, muszą uznać, że „polityka” w dzisiejszym rozumieniu jest zepsuta, skończona, kaputt. Dlaczego?
2 Nacjonaliści, obserwując brak reakcji społeczeństwa, powinni zapytać, jak można stworzyć naród z nieuformowanych istot ludzkich? Co niszczy współczesnego człowieka? Co jeszcze może go odnowić? Solidna rodzina i dom? Co polityka może zrobić dla rodziny i domu w porównaniu z religią? Nie ma żadnego porównania!
3 Drodzy Francuzi, spójrzcie dobrze na chwałę Francji w średniowieczu! Jak myślicie, skąd się ona wzięła? Z polityki? Nie ma mowy! Pochodziła od Kościoła, i to nie od francuskich protestantów, ale od Kościoła katolickiego, który otrzymał od Boga wspaniałe dary, aby oświecić świat.
4 Drodzy francuscy Przyjaciele, nie obwiniajcie Anglosasów za wasze własne rewolucje przeciwko Bogu. To tutaj, a nie gdzie indziej, znajduje się zatrute źródło wszystkich waszych problemów politycznych, które teraz zatruwają świat. Drogie problemy nie mają tanich rozwiązań. Zdrada Boga jest problemem, którego nie da się rozwiązać jedynie politycznie!
5 To prawda, że USA i Wielkiej Brytanii można bardzo dużo zarzucić ale Pan Bóg nigdy nie chciał, by stały one na czele narodów. Również samolubnie nacjonalistyczna Francja nie była do tego powołana przez Boga, ale tylko bezinteresownie katolicka Francja, na podobieństwo Arcybiskupa Lefebvre. Zobaczcie, co osiągnęła jego francuska pobożność.
6 Ale dlaczego Francja jest obecnie prowadzona przez takie „niechlubne” jednostki? Ponieważ są to ludzie, na których obecnie głosuje się, jeśli można tak powiedzieć, przez „politykę” w „demokracji”. To samo dzieje się w całej Europie. Współczesny człowiek nie wierzy w Boga czy religię, ale w człowieka i politykę. Czy wynikająca z tego tandeta jest jakimś zaskoczeniem?
7 Nic dziwnego, że dobry nacjonalistyczny pisarz dochodzi do tak słabego rozwiązania. To prawda, że średniowieczni mnisi ukryli skarby kultury antycznej dla dobra całej ludzkości, ale czym się kierowali? Nie polityką, ale religią, która uczyła trwałej wartości Piękna, Dobra i Prawdy.
Oczywiście polityka jest podporządkowana religii lub jej brakowi, a religia lub jej brak rządzi polityką.
Przyczyny nie trzeba daleko szukać. Bóg istnieje, nieskończenie ponad swymi jedynie ludzkimi stworzeniami, i w Nim wszyscy „żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” w każdej chwili swego istnienia (Dz 17, 28). Polityka nie może być nigdy tak blisko żadnego żyjącego człowieka. Religia jest bowiem relacją, jaką każdy człowiek musi mieć z Bogiem głęboko w sobie, a polityka jest jedynie zewnętrzną relacją, jaką człowiek ma ze swoimi bliźnimi. Ale jeśli człowiek odrzuca wiarę w Boga, to wówczas polityka staje się dla niego religią zastępczą. Strzeżcie się, nacjonaliści!
Około 200 tys. Ukraińców, którzy uciekli z kraju przed poborem prawdopodobnie straci prawo do ubiegania się o zasiłek dla niepracujących. W Niemczech tzw. Bürgergeld wynosi 450 euro [w 2023 już 502 euro md] . To ma „zachęcić” poborowych do powrotu do domu i wypełnienia obowiązku obrony kraju.
Rozwiązanie zaproponowała CDU. Sprawę opisał portal Merkur, który wskazał, że Ukraińców – dezerterów należy pozbawić świadczeń, aby „mogli odpowiedzieć na wezwanie Ministra Obrony Ukrainy do powrotu do domu, by tam mogli zastąpić żołnierzy frontowych wyczerpanych po dwóch latach trwania wojny”. „CDU, co zrozumiałe, argumentuje, że chodzi o sprawiedliwość wobec przebywających na froncie żołnierzy i ich rodzin” – czytamy.
W ciągu ostatnich dwóch lat tylko do Niemiec zdezerterowało około 200 tys. Ukraińców w wieku poborowym. Jak zauważa portal, niekorzystny przebieg wojny, po części spowodowany zmęczeniem Zachodu, stawia teraz społeczeństwo niemieckie „przed trudnym dylematem: czy zgodzi się na to, że ci ludzie będą uchylać się od obrony swojej ojczyzny i że inni będą musieli za nich ginąć?”.[To gdzie tu, q.., dylemat? md]
Jak stwierdza Merkur, znalezienie prostej odpowiedzi nie jest łatwe, szczególnie w sytuacji gdy Rosja formalnie nie wypowiedziała Ukrainie wojny, a agresję określiła mianem „operacji specjalnej”.
Minister sprawiedliwości Marco Buschmann (FDP) uznał, że rząd federalny „nie może i nie będzie zmuszał nikogo do służby wojskowej”. „Faktem jednak jest, że setki tysięcy Ukraińców zdolnych do służby wojskowej opuściły swój kraj, co nie pomaga ani walczącej o przetrwanie Ukrainie, ani europejskim krajom goszczącym uchodźców i ich obywatelom, którzy ponoszą już znaczne obciążenia finansowe związane z dostawami broni na Ukrainę” – napisał Merkur.
Decyzją nowego wojewody lubelskiego – Krzysztofa Komorskiego z Platformy Obywatelskiej, zdjęto krzyż w Urzędzie Wojewódzkim, a na jego miejsce wywieszono flagi Unii Europejskiej.
Nowy, PO-wski wojewoda ściągnął krzyż z Urzędu Wojewódzkiego. W związku ze zmianą rządu w Polsce premier Donald Tusk powołał nowych wojewodów. W województwie lubelskim stanowisko to objął Krzysztof Komorowski z Platformy Obywatelskiej. Wśród pierwszych decyzji nowego wojewody było zdjęcie krzyża ze ściany urzędu i wprowadzenia do sali reprezentacyjnej flag Unii Europejskiej. Według wojewody ta zmiana jest „rutynowym działaniem”.
„Przed rozpoczęciem tej konferencji poprosiłem o zdjęcie krzyża i przygotowanie do wyniesienia flag unijnych. Nie jest to działanie obliczone na jakiś, broń Boże, happening polityczny. To normalna czynność, która dla mnie, jako urzędnika, jest czymś zwyczajnym. Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego”.
Nie ma żadnej sztucznej inteligencji AI – to inteligentny projekt, efekt myśli wielu ludzi o nieprzeciętnej inteligencji. Ani krzty inteligencji, ani krzty inwencji.
===========================
Nie ma żadnej sztucznej inteligencji ! Media wciskają wam kit i operują mózgi tak, że nawet tego nie zauważacie.
AI lub jej flagowy produkt czyli ChatGPT jest „bardzo inteligentnym programem w tym sensie, że jest wyjątkowo inteligentnym projektem, efektem zbiorowej myśli wielu ludzi o nieprzeciętnej inteligencji. Natomiast program sam w sobie nie ma ani krzty inteligencji, ani krzty inwencji. Jest takim samym programem jak każdy inny program reagujący na polecenia użytkownika (input) dokładnie według wcześniej przygotowanych przez programistów, ściśle określonych instrukcji.
GPT jest skrótem nazwy generative pre-trained transformer, co ujmuje zasadnicze cechy konstrukcji tego programu komputerowego. Generuje on teksty za pomocą techniki obliczeniowej zwanej „siecią neuronową typu transformer”, a parametry sieci zostały ustalone poprzez wcześniejsze jej „trenowanie” na przykładach z olbrzymiej bazy danych tekstowych.
Sztuczna sieć neuronowa to model obliczeń wzorowany luźno na sieci neuronów w mózgu.
W stosunku do rzeczywistej sieci neuronowej w mózgu model ten jest dużym uproszczeniem i nie jest w stanie symulować pracy mózgu (przede wszystkim dlatego, że rzeczywiste mechanizmy działania mózgu i zachodzące w nim zjawiska są nam w przeważającej mierze nieznane).”
W jednym z najnowszych komentarzy na swoim kanale na YouTube Stanisław Michalkiewicz odniósł się do rewolucji na polskiej scenie politycznej.
Wyjaśnił, jak wygląda las, którego „nie widać spoza drzew”.
Jak mówił Michalkiewicz, „musimy wyjaśnić, co się właściwie dzieje”. Jak dodał z reguły „w polityce jest tak, że spoza drzew nie widać lasu”. Michalkiewicz przypomniał spotkanie prezydenta USA Joe Bidena z kanclerzem Olafem Scholzem, które miało miejsce w marcu tego roku.
– Stany Zjednoczone, tzn. prezydent Józio Biden, pozwolił kanclerzowi Scholzowi, żeby Niemcy urządzały Europę po swojemu – powiedział.
– Jak państwo widzicie, Niemcy w pośpiechu, dlatego że chcą zdążyć przed wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych (…) i w związku z tym już przestają się oglądać na jakiekolwiek pozory, żeby położyć fundamenty pod IV Rzeszę przed listopadem przyszłego roku – ocenił.
Jak dodał, „przechodzimy w związku z pozwoleniem amerykańskim na urządzanie Europy po swojemu przez Niemcy, przechodzimy znowu pod kuratelę niemiecką, w związku z tym trzeba na scenie politycznej naszego bantustanu dokonać podmianki na pozycji lidera”.
– Muszę powiedzieć, że to majstersztyk swoisty był, zgodnie ze spiżową formułą Józefa Stalina, według której najważniejsze w demokracji jest przedstawienie suwerenom prawidłowej alternatywy. A kiedy alternatywa jest prawidłowa? Wtedy, kiedy bez względu na to, kto wybory wygra, będą one wygrane – podkreślił.
Przypomniał, że „w naszym nieszczęśliwym kraju, w Warszawie, wyznaczyli sobie rendez-vous przedstawiciel CIA z przedstawicielem Mossadu”. Zdaniem publicysty „to, że sobie wyznaczyli rendez-vous akurat tutaj, akurat w takim momencie (…), to była taka aluzja, żeby trzaskać tutaj, żeby się Donald Tusk niczego nie obawiał, żeby zastosował rewolucyjną praktykę do rewolucyjnej teorii pana prof. Sadurskiego”.
– I żeby go jeszcze utwierdzić w tym przekonaniu, w tym zdecydowaniu, to kiedy pan pułkownik Bartłomiej Sienkiewicz, który z bezpieki został przesunięty na kulturę (…) wydał decyzję o siłowym przejęciu telewizji rządowej, to przyjechała do Polski Reichsleiter od praworządności, pani Vera Jourova – dodał.
– Jak widzimy, w tej chwili mamy taki wariant siłowy. Prawo i Sprawiedliwość robi wrażenie, jakby okupowało telewizję rządową, ale chyba nic z tego nie będzie, bo według wszelkiego prawdopodobieństwa naczelnik państwa stracił czujność chyba. – ocenił.
Michalkiewicz stwierdził, że „nowym, jasnym idolem, w którym nasz mniej wartościowy naród tubylczy będzie musiał się zakochać” jest Szymon Hołownia, a „naczelnik państwa już zostaje spuszczany z wodą”, o czym ów powinien się zorientować, „jak się Szymon Hołownia pojawił ni z tego, ni z owego w charakterze jasnego idola”.
Jego zdaniem „naczelnik państwa jest właśnie spuszczany przez Amerykanów z wodą”, ponieważ „Stany Zjednoczone w tej chwili są w awangardzie rewolucji komunistycznej, eksportują rewolucję komunistyczną i nie po drodze było im z naczelnikiem państwa, który może przeciwko rewolucji komunistycznej nic tam nie miał, ale na razie musi wobec swoich wyznawców udawać postawy konserwatywne”.
W ocenie Michalkiewicza, Kaczyński „prawdopodobnie nie uzyska znikąd wsparcia”. – Znikąd, dlatego że i pan prezydent Duda, w momencie, kiedy pan pułkownik Bartłomiej Sienkiewicz osiłków skierował do telewizji rządowej, żeby wprowadzili pana mecenasa Piotra Zełmę do gabinetu jako przewodniczącego rady nadzorczej (…), pan prezydent nie bardzo wiedział, co ma zrobić – skwitował.
Nadejdzie (nadszedł już?) czas, że Duch Św. „ustąpi”, bo najpierw musi przyjść powszechne odstępstwo, globalna apostazja, aby zło mogło się w pełni „wylać” na świat.
Zapowiada to św. Paweł Apostoł:
2 List do Tesaloniczan Rozdział 2 1 W sprawie przyjścia Pana naszego Jezusa Chrystusa i naszego zgromadzenia się wokół Niego, prosimy was, bracia,
2 abyście się nie dali zbyt łatwo zachwiać w waszym rozumieniu ani zastraszyć bądź przez ducha, bądź przez mowę, bądź przez list, rzekomo od nas pochodzący, jakoby już nastawał dzień Pański.
3 Niech was w żaden sposób nikt nie zwodzi, bo [dzień ten nie nadejdzie], dopóki nie przyjdzie najpierw odstępstwo i nie objawi się człowiek grzechu, syn zatracenia,
4 który się sprzeciwia i wynosi ponad wszystko, co nazywa się Bogiem lub tym, co odbiera cześć, tak że zasiądzie w świątyni Boga dowodząc, że sam jest Bogiem.
5 Czy nie pamiętacie, jak mówiłem wam o tym, gdy wśród was przebywałem?
6 Wiecie, co go teraz powstrzymuje, aby objawił się w swoim czasie.
7 Albowiem już działa tajemnica bezbożności. Niech tylko ten, co teraz powstrzymuje, ustąpi miejsca,
8 wówczas ukaże się Niegodziwiec, którego Pan Jezus zgładzi tchnieniem swoich ust i wniwecz obróci [samym] objawieniem swego przyjścia.
9 Pojawieniu się jego towarzyszyć będzie działanie szatana, z całą mocą, wśród znaków i fałszywych cudów,
10 [działanie] z wszelkim zwodzeniem ku nieprawości tych, którzy giną, ponieważ nie przyjęli miłości prawdy, aby dostąpić zbawienia.
11 Dlatego Bóg dopuszcza działanie na nich oszustwa, tak iż uwierzą kłamstwu,
12 aby byli osądzeni wszyscy, którzy nie uwierzyli prawdzie, ale upodobali sobie nieprawość.
Zatem Duch Św. ustąpi, aby pełnia zła mogła się pojawić.
Ta bariera zostanie usunięta. Inaczej Antychryst by nie mógł nadejść.
Jeśli rząd Donalda Tuska nadal zechce przywracać praworządność takimi metodami, jakimi uczynił TVP znów publiczną, to Polska wkrótce zamieni się we wspólny dom Polaków – oczywiście publiczny.
W naszej ojczyźnie mogliśmy, w tym tygodniu, obejrzeć sobie ni to rekonstrukcję ni to parodię tego, co było naturalnym elementem życia mieszkańców Ameryki Łacińskiej kilkadziesiąt lat temu.
Na tamtym kontynencie nie tylko w republikach zwanych bananowymi, ale też tych większych stanowiło tradycję, iż co jakiś czas starego caudillo („latynoamerykański przywódca wojskowy lub polityczny, mający nieograniczoną władzę” – encyklopedia PWN) wygryzał nowy. Od momentu, gdy zaistniała telewizja, zaczynał od zdobycia jej gmachu. Pałac prezydencki i budynek parlamentu zostawiając sobie na później.
Pełna rekonstrukcja historyczna w III RP miałaby miejsce, gdyby w czwartek o 19.30 na ekranach telewizorów pojawił się, w otoczeniu mundurowych, z cygarem w zębach Donald Tusk. Po czym ogłosiłby przywrócenie demokracji oraz praworządności. Dodając, na koniec np.: „Kraj musi wejść na drogę prowadzącą ku lepszemu losowi”.
Szturm na TVP
To akurat wzięty pierwszy z brzegu cytat na taką okazję. W oryginale wygłosił go do Wenezuelczyków 4 lutego 1992 r. płk Hugo Chavez, po opanowaniu studia telewizyjnego w Caracas. Bardzo zresztą ciekawy polityk. Kiedy został już legalnym prezydentem w pierwszym z udzielonych wywiadów opisał siebie następującymi słowami: „Dla mnie prawicowy i lewicowy to pojęcia względne. Jestem inkluzyjny, czyli zawieram w sobie wszystko, a moje myślenie obejmuje co nieco tego, garstkę owego i jeszcze trochę tamtego”.
Ale dość latynoskich dygresji – choć dla patrzących z oddali, zagranicznych obserwatorów, Polska może się dziś wydać coraz bardziej takim krajem. Lepiej przejdźmy do sedna,
Udany szturm na TVP unaocznił klęskę PiS. Nie z powodu tego, że partia straciła swoją telewizję, którą przekształciła w tubę propagandową. Na dokładkę finansowaną przez budżet państwa, czyli wszystkich podatników, także tych, co budynek TVP z jego zawartością aktualną do obecnego tygodnia, najchętniej puściliby z dymem.
Klęską było to, iż bronić partyjnej zawartości budynku przy ul. Woronicza przybyli, z polecenia Jarosława Kaczyńskiego, jedynie wysoko postawieni członkowie partyjnego aparatu. Natomiast ośmiomilionowy elektorat się nie ruszył.
„Tusk Vision Network”
Specyficznym osiągnięciem rządów Prawa i Sprawiedliwości okazało się bowiem uczynienie z programów informacyjnych telewizji zwanej, znów publiczną (acz raczej nie na długo), czegoś tak pokracznego, że nawet twardy elektorat partii owszem, oglądał, jednak potem przełączał na Polsat, robiąc to aby sprawdzić, co faktycznie wydarzyło się w kraju. Acz ów elektorat taką propagandową narracje lubił, bo przynosiła miłe uczucie satysfakcji. No i wkurzała TVN. A niewiele rzeczy jest na tym świecie, jakie elektorat PiS nienawidzi bardziej od telewizji, którą niegdyś nazywał „Tusk Vision Network”. Choć dziś już się tak nie mówi, bo w tej nazwie są jedynie cenzuralne słowa. Nie oddają zatem odpowiednio emocji pisowskiego elektoratu. Mimo to partyjnej TVP nie bronił. Nawet chyba jej pracownicy nie wierzyli w bajkowe opowieści o wolności słowa, jaką gwarantowała.
Natomiast samo otoczenie przez policję i błyskawiczne przejęcie wpisało się znakomicie w pisowską narrację o tym, że dyktaturę w Polsce tak naprawdę chce zaprowadzić Donald Tusk (oczywiście na zlecenie Berlina). Obecna strona rządowa zrobiła zaś wszystko, co mogła, aby ją uprawdopodobnić. Włącznie z odrzuceniem wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 13 grudnia 2016 r., obradującego wówczas jeszcze pod przewodnictwem prof. Andrzej Rzeplińskiego.
Fakt – PiS ów wyrok zignorował i TVP zawłaszczył. Ale teraz strona, która od ośmiu lat niosła słowo „Konstytucja” na sztandarach i koszulkach, uczyniła to samo.
Zignorowane orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego
Przy czym konstytucji nie złamano w momencie odwołania zarządu TVP, lecz powołując nowy. Jak słusznie wskazał publicysta Wirtualnej Polski, Patryk Słowik, w wyroku Trybunału jasno zapisano, że:
„Powoływanie składu organów spółek przez ministra właściwego do spraw Skarbu Państwa naruszyło zasadę niezależności i pluralizmu w sferze zarządzania i struktury mediów publicznych. Władze mediów publicznych – wbrew zasadzie wolności mediów – stały się przez to zależne od organu władzy wykonawczej. Zniesienie zasady kadencyjności zarządów spółek publicznej radiofonii i telewizji, powiązane z zasadą ich powoływania i odwoływania przez ministra, doprowadziło do bezpośredniego podporządkowania zarządów mediów publicznych rządowi. Naruszyło przez to zasadę wolności mediów (art. 14 Konstytucji) oraz istotę konstytucyjnej wolności słowa (art. 54 ust. 1 Konstytucji)” – tyle Trybunał.
To orzeczenie, wydane pod przewodnictwem prof. Rzeplińskiego (do niedawna wielkiego autorytetu dla obrońców konstytucji), dotyczyło działań rządu Beaty Szydło (a kto wydawał jej polecenia, każdy wie), ale brzmi ono niezwykle aktualnie w stosunku do działań Bartłomieja Sienkiewicza (a kto wydawał mu polecenia, każdy wie).
Acz to minister kultury wziął na siebie odpowiedzialność za potraktowanie konstytucji, tak jak Andrzej Kmicic potraktował kolubrynę w powieści jego [ministra ..”i kamieni kupa” md] pradziadka. Chcąc trzymać się prawa, należało bowiem działalność mediów publicznych zawiesić, przynajmniej w sferze informacyjnej, aż do momentu przywrócenia stanu zgodnego z konstytucją, bez jej łamania. Oczywiście wszyscy, którym te media są potrzebne, czyli w pierwszej kolejności politycy, uznają taki postulat za absurd. Prawo bowiem nie może być ważniejsze od ich potrzeb.
Jakie one są wskazuje już kilka niuansów. O pierwszym wspomniała m.in. Magdalena Rigamonti w podcaście Onetu pt. „Zmiany w mediach publicznych”. Jak opowiedziała, bez podawania nazwisk – przed przejęciem TVP ekipę mającą obsadzić programy informacyjne kompletowali politycy z rządzącej koalicji, wydzwaniając do znajomych dziennikarzy. Za przejście do telewizji publicznej oferowali im pensje dużo wyższe niż rynkowe.
3 mld dotacji dla TVP?
Gdy wybrańcy już siądą przed kamerami, to oczywiście zapomną o saldach na swoich kontach i będą wzorcowo obiektywni.
Ale na wszelki wypadek pojawił się też drugi niuans, dodany do ustawy okołobudżetowej w środę przez sejmową Komisję Finansów Publicznych. Oddała ona do dyspozycji ministra kultury środki o łącznej wartości prawie 3 mld zł, z możliwością przeznaczenia ich na dofinansowanie mediów publicznych. Wprawdzie, gdy zostało to zauważone, minister finansów Andrzej Domański, zadeklarował podczas debaty sejmowej, iż „pieniądze na TVP są wstrzymane”. Jednakże jakoś tak słowo „wstrzymane” brzmi nieco inaczej niż np. słowa: „zabrane”, „zakazane”, a już zwłaszcza: „inaczej wydane”.
Załóżmy więc sobie hipotetycznie, że minister kultury trzyma w ręku 3 mld zł, co stanowi ponad 60 proc. obecnego budżetu TVP, i bez nich telewizja publiczna wejdzie w agonalne drgawki. To jak mogłaby wyglądać jego prywatna rozmowa z nowym prezesem, rezydującym w gmachu przy Woronicza.
„Kolego wiecie, rozumiecie czasy mamy ciężkie a rząd najjaśniejszej III RP potrzebuje wsparcia medialnego. To już od was zależy, czy dostaniecie ćwierć miliarda, czy trzy miliardy na wypłaty i premie”. To oczywiście bardzo hipotetyczna rozmowa, wzięta całkowicie z wyobraźni. Podobnie jak założenie, iż taki minister kultury musi wiele. Wystarczy, że będzie telewizję oglądał, oceniał, wyceniał i wypłacał.
Nota bene, ciekawe – jak zmieni się oglądalność „odzyskanych” programów informacyjnych, jako że oglądał je głównie elektorat PiS.
Jak zmiany wpłyną na oglądalność TVP?
Może jeszcze parę osób przypomina sobie, że za poprzednich rządów „czyszczono” Program Trzeci Polskiego Radia ze wszystkich, którym się władza nie podobała lub się z niej nabijali na antenie. Po ostatniej z czystek reszta starego składu też pożegnała się z Trójką. Wówczas słuchacze podążyli za swymi, ulubionymi postaciami. Od tego momentu ów kanał radiowym słuchali już tylko posłanki i posłowie PiS-u oraz dziennikarze z prorządowych mediów. Po czym opisywali w mediach społecznościowych, jakiż stał się on znakomity. Ponoć z czasem nawet w to uwierzyli. Natomiast nowych słuchaczy nie przyciągnęli. Czemu miałoby stać się inaczej z kanałami informacyjnymi TVP – nie wiadomo.
Zresztą o wiele ważniejsza jest inna kwestia. Mianowicie czy koalicyjny rząd Donalda Tuska zamierza nadal przywracać praworządność w podobny stylu do tego, w jakim odbił z rąk PiS media zwane publicznymi. Czyli tak, jak to opisał tydzień temu w rozmowie z Jackiem Pałasińskim prof. Wojciech Sadurski, „odchodząc od litery prawa” w imię „przywracania zasad demokracji”. Wprawdzie prawnik ów zaznaczył, że w jego ocenie prawo na czele z konstytucją należy mieć w głębokim poważaniu, w odniesieniu do: „Trybunału Konstytucyjnego, KRS, Rady Mediów Narodowych, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji”.
Jednakże skoro tak, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby inny, medialny autorytet prawny (a może i ten sam) za tydzień nie rozszerzył definicji łączącej przywracanie demokracji z anulowaniem zapisów konstytucji.
Choćby o artykuł 31, pkt 1mówiący, iż: „Wolność człowieka podlega ochronie prawnej”. Albo artykuł 32: „Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne”, itd., itp..
Jeśli robi się dwa wyjątki czemu nie od razu dziesięć?
Walenie elektoratu pałą po łbie
Ta myśl z każdym kolejnym popisem nowego rządu w stylu odbijania TVP stanie się coraz powszechniejsza. A nawet stary, tłusty pies, jeśli zagnać go w kąt i zacząć tłuc po łbie kijem, w końcu zacznie gryźć. Bo zrozumie, iż inaczej nie przetrwa. Tym razem ośmiomilionowy elektorat PiS nie poszedł za Kaczyńskim, bo nie poczuł się wystarczająco zagrożony. Poza tym TVP tak mocno się skompromitowała, że dawało to moralny glejt na łamanie konstytucji. Jednak jazda po bandzie okazała się tak ewidentna, iż kolejnego walenie pałą po łbie pokaźna liczba prawicowych wyborców może już nie zdzierżyć.
Wystarczy, iż poczują, że jeśli nie zaczną gryźć, to reprezentujący ich interesy stronnictwo nie przetrwa.
I teraz wyobraźmy sobie kraj w takim chaosie, w momencie gdy za wschodnią granicą Ukraina przegrywa wojnę, w USA wybory wygrywa Trump, w Unii Europejskiej trwają prace nad nowymi traktatami, a w świecie tu i tam wybuchają nowe konflikty zbrojne. To tylko mały, bardzo skrócony wykaz wydarzeń, do zaoferowania nam w nachodzącym roku.
Ciekawe, jak sobie planuje radzić z chaosem wewnętrznym w kraju koalicja rządząca Polską, gdy go wygeneruje. Skora sama złożona jest z tylu partyjek, zaś wkrótce co najmniej cztery z nich będą musiały zacząć promować własnego kandydata na prezydenta. A przypomnijmy, że wygrywa wybory ten, kto pozyska minimum 50,1 proc. elektoratu. Zatem bez prawicowego, żaden nie wygra. Musi więc odciąć się od rządu, pogłębiając chaos.
Argumentów za tym, że dalsze pójście drogą, którą wybrał w tym tygodniu rząd Tuska, zakończy się katastrofą dla Polski i to w przeciągu roku, można przytoczyć sporo. Tymczasem w rozchwianym świecie, państwo zamienione w dom, potocznie zwany publicznym, staje się śmiertelnym zagrożeniem dla swoich mieszkańców. Wystarczy spojrzeć jak się cudownie żyło i żyje ludziom na wschód od Bugu. Acz ostatnio też szybko umiera. Jedyne, co do tego można tu dodać, to oczywiście – Wesołych Świąt.
Lysette, 3 pushbacki: „W życiu bym nie pomyślała, będąc w lesie na granicy białorusko-polskiej, że któregoś dnia zostanę zaproszona do polskiego Sejmu. Że znajdę się w gronie osób specjalnie zaproszonych. Taka myśl, nie przeszłaby mi nawet wtedy przez głowę”.
M. Karnowski: Popatrzcie Polacy na to zdjęcie. Zastanówcie się, czy tego właśnie chcieliście? Teraz rozumiecie dlaczego policyjna pała i ochroniarskie, mafijne karki przejmuje siłowo media publiczne? Żeby nikt wam o tym nie powiedział, nie zaalarmował.
Chcesz Łotrze Tusku przychodzić po mnie 6-ta rano? Rudy… szwabie, to przychodź. Nie boję się ciebie (…) Każdego dnia będę mówił o was prawdę.
Jest ktoś ważniejszy niż wszystkie tuski tego świata i jest nim Pan Bóg!
Komentując aktualną sytuację w Polsce Wojciech Sumliński wyraził swoją opinię na antenie wRealu24 na temat łamania prawa przez KO, ocenił nielojalność polityków Konfederacji wobec Grzegorza Brauna oraz wskazał sposób prawny, który może wykorzystać Andrzej Duda w celu powstrzymania Tuska. Streszczenie poszczególnych wątków i film poniżej.
To co zrobił w sprawie TVP bandyta Tusk jest przestępstwem. Nie może być uchwała ważniejszą niż ustawa. Uchwała jest opinią, ustawa jest aktem prawnym. Do tego co się stało przyczyniło się PiS swoją pychą, gnuśnością, butą.
Prezydent Duda w sytuacji działań przestępczych może wnieść wniosek do Trybunału Konstytucyjnego. Duda może wystąpić do TK, aby zdelegalizować PO i inne partie, które wsparły te przestępcze działania.
Sumliński ostrzega Polaków, że jeżeli nie powstrzyma się Tuska, ten posunie się dalej
Florian Altenhöner opisuje życie Alfreda Naujocksa rzetelnie i skrupulatnie. Dostrzega w nim jednego z największych zbrodniarzy wojennych i tego, który zapoczątkował II wojnę światową licznymi upozorowanymi incydentami na granicy polsko niemieckiej oraz akcji przeprowadzonej w Gliwickim radiu.
Prawda historyczna wydaje się być czymś niezmiennym, bo przecież każda zmiana prawdy może w gruncie rzeczy oznaczać utworzenie nowego kłamstwa. Jednak w XXI wieku, wiele tęgich umysłów pracuje nad wypaczeniem historii, prawdy i pamięci o minionych wydarzeniach. To motywuje nas do podjęcia interesującego tematu, dotyczącego człowieka, który de facto rozpętał II wojnę światową, dodamy tylko, że nie mamy tutaj na myśli Franka Dolasa.
Negatywnym bohaterem naszej dzisiejszej publikacji będzie Alfred Naujocks, człowiek opisywany przez swoich przełożonych jako łotr i terrorysta, który podejmie się każdego, nawet najbardziej szalonego zadania bez najmniejszej chwili zawahania. To właśnie Alfred przeprowadził akcję ataku na radiostację w Gliwicach 31 sierpnia 1939 roku. Jak wiemy z historii, następstwem tego pozorowanego ataku był pretekst do napaści Niemiec na Rzeczpospolitą.
W kwietniu 1939 roku Adolf Hitler wydał Wehrmachtowi rozkaz przygotowywania zmasowanego ataku na Polskę, który notabene wyznaczono na 1 września. Z kolei 28 kwietnia Reichstag zdecydowanie wypowiedział niemiecko polski pakt o nieagresji, co już wtedy stanowiło wojenne przesłanie dla Europy. Dodatkowo do szerzonej w ówczesnym czasie propagandy terroru, mającej na celu wywołanie nienawiści do Polaków, w Gdańsku zrealizowano kampanię namawiającą do solidaryzowania się z Niemcami mieszkającymi w Polsce.
Od wiosny 1939 roku media niemieckie zradykalizowały ton względem Polski. To też już latem tego samego roku, gdy przygotowania do agresji przebiegały bez zakłóceń, finalizowano proces przygotowania ludności niemieckiej do nieuniknionej wojny z Polską. Należy przy tej okazji odnotować, że znaczną rolę na tej płaszczyźnie odegrało publikowanie kłamliwych wiadomości od budzących niepokój doniesień opisujących represje wobec Niemców, po wiadomości mówiące o polskich planach inwazji na Niemcy.
Za szczegółowe projektowanie pozorowanych ataków na Niemcy odpowiedzialny był Heydrich, który ich przeprowadzenie zlecał sprawdzonym i zaufanym dowódcom SS. Pośród nich znajdował się Alfred Naujocks. Do wykonania propagandowej akcji militarnej został wyznaczony na wniosek samego Heydricha. Sam Alfred Naujocks stwierdził w 1946 roku, że szef SD znał go od lat i ufał mu bezgranicznie.
W tym momencie dochodzimy do sedna genezy II wojny światowej. Otóż 10 sierpnia 1939 roku Heydrich pilnie wezwał Naujocksa i powiedział mu, że Adolf Hitler zdecydował się napaść na Polskę. Dlatego aby narody świata uwierzyły, że agresja nastąpiła ze strony Polski, potrzebne są na granicy zainscenizowane incydenty. Dlatego między innymi w tym celu planowano zamordować więźniów obozów koncentracyjnych skazanych na długoletnią karę pozbawienia wolności. Mordercami mieli być przebrani w polskie mundury, niemieccy esesmani.
Kolejnym etapem zainscenizowanej masakry było staranne ułożenie ciał pomordowanych w wybranych miejscach wzdłuż granicy polsko niemieckiej, aby sprawić wrażenie, że stracili oni życie podczas nieudanego ataku Polaków na państwo Niemieckie. Niebawem po rozmowie z Heydrichem, Alfred Naujocks udał się do Gliwic wraz z oddziałami, którymi dowodził. Rozpoczęło się wdrażanie w życie propagandowego planu Hitlera i Heydricha, dającego urojone alibi agresji na Polskę.
31 sierpnia Heydrich przekazał Naujocksowi rozkaz rozpoczęcia misji. Po godzinie 19:00 podczas narady w hotelu Naujocks poinformował członków oddziału o decyzji Heydricha. Na wypadek aresztowania wszyscy opuścili hotel w zniszczonych ubraniach i nie wzięli ze sobą dokumentów tożsamości. Godzinę później weszli do budynku radiostacji w Gliwicach, gdzie rozpoczęli nadawanie transmisji, podając się przy tym za Polaków. Pewien mieszkaniec Gliwic, który śledził zajścia w radiu, dwadzieścia lat później wspomina to, co słyszał:
„Zamieszki, przerwa w nadawaniu programu, zamieszanie, wygłaszane w formie przemowy polskie slogany, później znów zamieszanie, a krótko potem komunikat o tym, że Polacy napadli na radiostację i ją zajęli. Tego wszystkiego słuchało się jak słuchowiska dobranego niewłaściwie do trudnych czasów. Na początku niektórzy mieszkańcy Gliwic myśleli, że może to ktoś pijany pozwolił sobie na głupi żart.
Oddział opuścił budynek rozgłośni zaledwie po kwadransie, pozostawiwszy po sobie jedną ofiarę śmiertelną, pochodzącego z Górnego Śląska Franciszka Honioka. Mężczyzna ten nie był więźniem obozu koncentracyjnego, lecz 30 sierpnia 1939 roku bez podania powodu został aresztowany w swojej rodzinnej miejscowości Łubie,, która położona była na Górnym Śląsku.
Gestapo wybrało Honioka, ponieważ jego biografia zdawała się być odpowiednia do przedstawienia go opinii publicznej jako powstańca śląskiego. W latach 20. żył w Polsce, a w 1921 roku podczas powstania śląskiego sympatyzował z Polakami. Także w latach 30. opowiadał się po stronie Polaków. W marcu 1938 roku Honiok wziął udział w odbywającym się w Berlinie kongresie utworzonego w 1922 roku Związku Polaków w Niemczech.
Przed II wojną światową ten zakazany w 1939 roku związek liczący ponad 60 000 członków był najważniejszą organizacją reprezentującą interesy mniejszości polskiej mieszkającej w Niemczech. Dopiero dzięki złożonym w latach 60. zeznaniom pracownika placówki Gestapo w Opolu, Honiok mógł zostać zidentyfikowany jako ofiara śmiertelna z Gliwic.
Mimo że urzędnik uczestniczył w aresztowaniu Honioka, nie był w stanie podać nazwiska, lecz tylko miejsce, gdzie aresztowanie to nastąpiło. Dopiero kolejne ustalenia w latach 60. przyniosły pewność co do tożsamości ofiary śmiertelnej oraz okoliczności dokonania przestępstwa. Wieczorem, tego samego dnia, w którym upozorowano atak, Franciszka Honioka przewieziono z aresztu śledczego do budynku radiostacji, a tam zamordowano.
Funkcjonariusz policji, który w 1968 roku zeznawał w prokuraturze w Dusseldorfie, stwierdził, że Honiok na komendzie policji w Gliwicach otrzymał odurzający zastrzyk, zanim przewieziono go niemal nieprzytomnego do budynku radiostacji. Dokładna przyczyna jego śmierci nie jest znana.”
Fragment książki Floriana Altenhönera: „Człowiek, który rozpętał II wojnę światową”.
Florian Altenhöner opisuje życie Alfreda Naujocksa rzetelnie i skrupulatnie. Dostrzega w nim jednego z największych zbrodniarzy wojennych i tego, który zapoczątkował II wojnę światową licznymi upozorowanymi incydentami na granicy polsko niemieckiej oraz akcji przeprowadzonej w Gliwickim radiu.
Zachęcam do lektury ostatniej części rozważań przygotowanych na Adwent. Proszę również przyjąć życzenia błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia od całej naszej Fundacji.Ewangelia na czwartą niedzielę Adwentu przedstawia nam scenę Zwiastowania. Gabriel pozdrawia Maryję i przedstawia Jej plany Boże. Maryja, początkowo zmieszana słowami anioła, wielkodusznie przyjmuje wolę Bożą, choć zapewne domyśla się, że Boże Macierzyństwo oznacza również udział w cierpieniach Mesjasza. Poinformowana przez Gabriela, Maryja spieszy do swojej krewnej Elżbiety, aby pomóc jej w przygotowaniach do porodu. Spotkanie dwóch niewiast w stanie błogosławionym owocuje radością. Najpierw radością tych, których noszą w swoich łonach. Jan Chrzciciel podskakuje z radości słysząc głos Maryi, a Elżbieta przyłącza się do radości syna potwierdzając Boże Macierzyństwo Maryi i nazywając Ją błogosławioną. Maryja wielbi Boga wspaniałym hymnem Magnificat, dziękując za wielkie łaski, którymi Ją obdarzył. Zapowiada też, że błogosławić będą Ją wszystkie pokolenia i ogłasza wywyższenie pokornych i ukaranie pysznych. Czy to co się dzieje podczas Zwiastowania i Nawiedzenia w jakiś sposób może wydarzyć się w naszym życiu? Czy Pan Bóg chce z nami rozmawiać? Czy ma jakieś plany wobec nas? Tak właśnie jest. Pan Bóg stworzył każdego z nas dlatego, że nas kocha i ma plan, który doprowadzi nas do szczęścia. Obdarzył nas rozumem i wolną wolą, abyśmy w wolności mogli odpowiedzieć na jego plan, tak jak zrobiła to Maryja. Aby jednak ten plan poznać i usłyszeć głos Bożego wysłannika konieczna jest pokora i modlitwa. Sami z siebie nic nie możemy uczynić, w jedności z Bogiem możemy dokonywać wspaniałych rzeczy. Czego konkretnie oczekuje od każdego z nas Pan Bóg możemy dowiedzieć się na modlitwie, ale bardzo wiele rzeczy wynika z ogólnych wskazówek, które Pan Bóg nam daje. Anioł nie wysyła Maryi do Elżbiety, informuje Ją tylko, że Jej krewna w podeszłym wieku jest w stanie błogosławionym. Maryi wystarcza to aby zrozumieć, że potrzebna jest Jej pomoc. Z pośpiechem wyrusza więc do Elżbiety. Zapewne w otoczeniu każdego z nas znajdują się osoby potrzebujące naszej pomocy, materialnej lub duchowej. Dobrze jest prosić Anioła Stróża aby pomógł nam je dostrzec. Może się zdarzyć tak, że jest to niewiasta w stanie błogosławionym, którego otoczenie nie dostrzega, albo nalega na „pozbycie się problemu”. Modlitwa i pokora pomogą nam dostrzec takie osoby i udzielić pomocy. Widzimy wszyscy walkę duchową, która toczy się w Polsce. Okrzyki zwolenników zabijania słychać z mediów i gabinetów ministerialnych. Czy głos obrońców dzieci zabrzmi równie dobitnie? To zależy również od nas, od naszego zdecydowania, męstwa, poczucia odpowiedzialności. Wszystkiego tego udzieli nam Pan, zwłaszcza jeśli będziemy prosić Go przy żłóbku. Boga odrzucają obłudnicy, którzy godzą się przelewać krew niewinnych, aby zachować władzę. Odrzucają Go ci, którzy mordowanie niewinnych umieścili na swoich sztandarach. Wydaje się, że świat pogrąża się w ciemności zbrodni, a ci którzy łakną sprawiedliwości skazani są na klęskę. A jednak w świecie ogarniętym przez grzech rodzi się Dziecię, które zwycięża śmierć i daje nam moc abyśmy stali się dziećmi Bożymi. Wszystkim przyjaciołom i sobie samym, życzymy aby przychodzący Odkupiciel napełnił nasze serca nadzieją, radością i pokojem, bo zło, które wydaje się wszechmocne jest niczym wobec mocy Boga.Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl