Collegium Humanum znów oszukuje: Zmienia nazwę. Jednak nie na „Collegium Tumanum”

Collegium Humanum znika. Władze „kontrowersyjnej” uczelni podjęły decyzję

21.06.2024 nczas/collegium-humanum-znika

Collegium Humanum, afera z dyplomami.
Logo Collegium Humanum. / Fot. PAP

Wobec dużej afery i prokuratorskiego śledztwa, Collegium Humanum znika ze sceny. Nie chodzi jednak o likwidację uczelni, a jedynie o zmianę nazwy.

Afera z udziałem uczelni Collegium Humanum trwa od lutego br. Wówczas nastąpiły pierwsze zatrzymania Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

W kolejnych dniach na jaw zaczęły wychodzić kolejne szczegóły. Okazało się, że na uczelnia słynęła z wydawania „lewych” dyplomów MBA w ekspresowym tempie. W normalnym trybie uzyskanie takiego dyplomu zajmuje dwa lata. Na Collegium Humanum można było go uzyskać w kilkanaście dni.

Uczelnia pewnie nie miałaby racji bytu gdyby nie fakt, że tego typu dyplom wymagany był, by dostać dobrze płatny stołek na przykład w spółkach skarbu państwa. Do Collegium Humanum lgnęli więc politycy i osoby ściśle powiązane z polityką, a oprócz tego także celebryci, sportowcy czy osoby związane z branżą szeroko rozumianej kultury.



Negatywna atmosfera wokół uczelni wywołała wściekłość obecnych „zwykłych” studentów, a także coraz mniejsze zainteresowanie potencjalnie nowych. Collegium Humanum oferuje także normalny tryb studiów, ale wobec całego zamieszania dyplom z tej uczelni może mieć niewielkie znaczenie na rynku.

Nowe władze uczelni starają się gasić wizerunkowy kryzys. Na początek pozbywają się dotychczasowej nazwy.

„Szanowni Państwo, w imieniu Zarządcy Pana Bartosza Klepacza uprzejmie przekazuję na Państwa ręce, że od jutra zmienia się nazwa uczelni. Nowa nazwa w brzmieniu: Uczelnia Biznesu i Nauk Stosowanych „Varsovia” obowiązuje od dnia 21 czerwca 2024 roku” – napisała prorektor uczelni Magdalena Stryja.

Stosowne zmiany zostaną dokonane m.in. na stronie internetowe, portalach społecznościowych, ale przede wszystkim we wzorach dokumentów czy pieczątkach. Kolejna rekrutacja na studia zostanie też przeprowadzona pod nową nazwą.

Zakatowany noworodek – a Leszczyna nakłada 550 tysięcy kary za odmowę aborcji

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

W Gorzowie Wielkopolskim został zakatowany maleńki noworodek. Rafałek miał 19 dni, urodził się dokładnie w Dzień Dziecka, a zmarł 19 czerwca. Gdy trafił do szpitala, był w stanie krytycznym i nie można było już nic zrobić. Cała Polska jest w szoku…

W Pabianicach Minister Zdrowia Izabela Leszczyna nałożyła karę na szpital, który odmówił zabicia nienarodzonego dzieciątka. Placówka ma zapłacić 550 tysięcy złotych, bo nie rozerwała na kawałki dziecka nieco młodszego niż Rafałek. Izabela Leszczyna uważa, że lekarze zrobili źle, że nie zamordowali bezbronnego maleństwa.

Czy Pan także łapie się za głowę, pytając, w jakim świecie żyjemy?

Ja jestem zdruzgotana.

Te malutkie dzieci dzieliło zaledwie kilka tygodni życia. Tymczasem słuszne oburzenie na śmierć Rafałka miesza się dziś w Polsce z aborcyjną histerią, bo nie wszystkie szpitale chcą mordować dzieci na każde życzenie.

Jestem też przerażona postawą obecnej Minister Zdrowia. Zamiast zajmować się zwiększaniem dostępności do usług medycznych, Leszczyna tropi szpitale, które nie chcą zabijać małych pacjentów. Nie nakłada kar za odmowę innych zabiegów, ale za brak aborcji.

Rafałek miał potłuczoną główkę, odklejoną siatkówkę oka, według lekarzy był ofiarą niezwykle brutalnej przemocy.

Dzieci po aborcji mają zmiażdżone główki, rozerwane brzuszki i powyrywane kończyny. Są duszone przedwczesnym porodem lub wstrzykuje im się wprost do serca chlorek potasu, aby wywołać zawał i zgon.

Rząd naciska, aby takie aborcje odbywały się wszędzie.

Szanowny Panie,

Nie wolno nam przejść obojętnie nad skandalicznym zachowaniem Minister Zdrowia. Izabela Leszczyna jest kolejnym szefem MZ, który realizuje proaborcyjną politykę. Wcześniej Adam Niedzielski i Katarzyna Sójka organizowali tajne prace zespołu ds. aborcji, promowali szczepionki z abortowanych dzieci, akceptowali lub wprost popierali mordowanie dzieci z przesłanki psychiatrycznej. W sierpniu 2023 roku minister Sójka uciekła przed kontrolą poselską w sprawie aborcji, a na obrońców życia wezwała brygadę Policji.

Dość.

Działania Ministerstwa Zdrowia idą w jednym kierunku: wprowadzić aborcję na życzenie bez oglądania się na to, co jest w ustawach i konstytucji.

Dlatego rozpoczynamy cykl pikiet informujących o aborcyjnej polityceprowadzonej przez minister rządu Donalda Tuska.

W pierwszej kolejności potrzebujemy zakupić i rozesłać do naszych oddziałów terenowych nowe banery, ich wzór widzi Pan poniżej.

Czy może Pan nam pomóc w opłaceniu produkcji tych banerów? Jeden kosztuje 350 złotych, a chcemy ich zamówić w sumie 2 razy po 10 sztuk, w sumie będziemy musieli zapłacić 7 000 złotych.

Bardzo Pana proszę o wsparcie akcji, abym mogła jak najszybciej zlecić druk i zamówienie kuriera do naszych koordynatorów lokalnych.

Czy może Pan wpłacić 40, 80, 130 złotych lub inną wybraną kwotę na konto Fundacji Życie i Rodzina? Oto numer rachunku:

47 1160 2202 0000 0004 7838 2230,

kod SWIFT: BIGBPLPW.

Poproszę o dopisek „banery ministerstwo”

Można także skorzystać z Blika i płatności kartami pod linkiem: 

www.RatujZycie.pl/wesprzyj.

Bardzo chciałabym, aby już w najbliższych dniach nasi koordynatorzy dostali pierwszą pulę plakatów i mogli używać ich na zgromadzeniach. Zaraz potem chcę rozesłać w Polskę drugie 10 sztuk.

Nie ma zgody na mordowanie dzieci.

Czy jest Pan tego samego zdania i pomoże w druku banerów?

Gorąco na Pana liczę.

Serdecznie Pana pozdrawiam,

Kaja GodekKaja Godek
Kaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Ministerstwo Zdrowia zamieniło się w Ministerstwo Zabijania. Nasze milczenie byłoby przyzwoleniem na tę potworną rzeczywistość…

Statystyka nokautuje wszystkie kłamstwa multikulturalizmu

Statystyka nokautuje wszystkie kłamstwa multikulturalizmu

Małgorzata Wołczyk https://wpolityce.pl/swiat/696285-statystyka-nokautuje-wszystkie-klamstwa-multikulturalizmu


Nieważne jak często i w jakich słowach nieudolny rząd i jego akolici bronić będą polityki otwartych drzwi dla nielegalnej imigracji – matematyka zawsze zadrwi z ich argumentacji.

Cyfry mówią same za siebie, choć media mainstreamu robią wszystko, aby je zataić lub skojarzyć używanie danych statystycznych wprost z faszyzmem. Przykładem jest artykuł jaki niedawno ukazał się w Wyborczej „Przestępczość w Niemczech osiągnęła nowy rekord. Skrajna prawica domaga się radykalnych rozwiązań” Michała Kokota. Tekst, który choć wreszcie przynosi parę niezbitych danych np. o tym, że „obcokrajowcy odpowiadają w Niemczech już za ponad 41 proc. przestępstw”, jednocześnie daje do zrozumienia, że tylko „skrajna prawica” domaga się rozwiązań, tak jakby większość obywateli godziła się znakomicie i oklaskiwała wzrost przestępczości. Oczywiście, pełno nam w tym tekście przemilczeń, bo gdyby wprost napisać, że maleńka mniejszość odpowiada za większość przestępstw od razu czytelnikom włączyłby się w głowie alarm.

Zapewne wkrótce, gdy dotrą do nas pierwsze sygnały o gwałtach czy rozbojach te same mainstreamowe media będą jak ognia ukrywały imię i narodowość sprawcy, co stało się niemal powszechną praktyką w partnerskich mediach „Wyborczej”, dziennikach „EL PAÍS”, „Le Monde” czy „la Repubblica”. W Hiszpanii dziennikarze sympatyzujący z lewicowym rządem sami otwarcie przyznali, że fakty należy zataić, aby uniknąć wzniecania nastrojów ksenofobii w społeczeństwie. Jak to się ma jednak do etosu rzetelnego dziennikarstwa? – nikt nie zgadnie. Dziennikarze wspierający retorykę lewicowego salonu już dawno złożyli uczciwość intelektualną na ołtarzu ideologii. My jednak nie szczędzimy danych statystycznych, z krajów które od lat zmagają się z napływem nielegalnej imigracji i dlatego warto przytoczyć Państwu następujące dane:

„Wielokulturowość pogrąża Barcelonę: prawie 80 proc. przestępstw zostało popełnionych przez obcokrajowców” donosi dziennik „El Debate” w styczniu tego roku cytując dane policyjne. Trzeba przy tym uwzględnić, że w Katalonii obcokrajowcy stanowią zaledwie 16 proc., a popełniają ogromną większość przestępstw.

Marion Marechal, która jako eurodeputowana dołączyła właśnie do grupy EKR w powtarzała miesiąc temu w czasie debat telewizyjnych, że „dziś we Francji co 6 minut dochodzi do napaści na tle seksualnym. Wiadomo też, że 77 proc. sprawców gwałtów w Paryżu to obcokrajowcy” i nikt nigdy nie podważył prawdziwości tej statystyki.

Kłamstwem jest także jest wmawianie Europejczykom, że imigranci zasilą rynek pracy, podejmą się mniej atrakcyjnych prac, których wykonywania odmawiają „rdzenni” obywatele i przede wszystkim, że swoim wkładem i pracą ocalą emerytury starzejących się narodów Zachodu. Najnowsze dane Narodowego Instytutu Statystyki dla Hiszpanii informują, że 70 proc. imigrantów żyje na koszt państwa. Jedynie 30,11 proc. całkowitej liczby cudzoziemców przebywających w Hiszpanii płaciło składki, co oznacza że zwyczajnie pasożytują na kraju, który ich przyjął.

Polska tym bardziej nie zdoła uchronić się przed negatywnymi skutkami napływu imigracji, a nie wolno nam zapominać, że skoro nie mieliśmy żadnego udziału w bogactwach płynących z kolonizacji, tym bardziej nie możemy ponosić kosztów „dekolonizacji”. Oczywiście zdaniem mentorów z Czerskiej te konkluzje to zapewne przejaw faszyzacji prawicy, ale tak się jakoś dziwnie składa, że wszystkie wnioski pochodzące z myślenia zdroworozsądkowego zaczynają im pachnieć Mussolinim. Tak czy owak, zasługują na nasze współczucie, ciężko jest bowiem pisać, publikować i funkcjonować na obrzeżach logiki przełykając codziennie dysonans poznawczy i dowodząc na przekór doświadczeniu, że nielegalna imigracja ubogaci nasz kontynent. Zapewne dziś lub jutro wielu z tych dziennikarzy i publicystów broniących multikulturalizmu i udających się na wakacje będzie musiało wyjąc na lotnisku butelkę wody stosując się do zasad bezpieczeństwa, gdy w tym samym czasie setki nielegalnych imigrantów przekraczają granice Europy wyposażeni w maczety lub noże. Widocznie o taką „równość” dziś walczy lewica.

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/696285-statystyka-nokautuje-wszystkie-klamstwa-multikulturalizmu

The Example and Spiritual Legacy of England’s Largely Forgotten Saint, Bishop John Fisher

The Example and Spiritual Legacy of England’s Largely Forgotten Saint, Bishop John Fisher

by Edwin Benson June 21, 2024 tfp./example-and-spiritual-legacy-of-englands-largely-forgotten-saint-bishop-john-fisher

The Example and Spiritual Legacy of England’s Largely Forgotten Saint, Bishop John Fisher
The Example and Spiritual Legacy of England’s Largely Forgotten Saint, Bishop John Fisher
Photo Credit: © RijksmuseumCC0 1.0 UNIVERSAL

Ironically, one of the reasons for Saint John Cardinal Fisher’s relative obscurity is confusion with his contemporary, Saint Thomas More. They were convicted of the same crime and executed in the same manner. Holy Mother Church canonized them in the same ceremony 400 years after their deaths.

First, we need to place John Fisher into his historical context. Without that context, his life leaves more questions than answers.

Before Henry VIII’s apostasy, the Church was far wealthier than the Crown. Indeed, it was said that no one at any point in England could walk more than an hour without encountering a parish church, monastery, convent, hospital, or school. However, that wealth and power masked a deep and widespread impiety.

England was emerging from the War of the Roses. For 32 years, two branches of the Royal House of Plantagenet—Lancastrians and Yorkists—battled each other. The civil government was rent by discord while the Church prospered.

An Independent Spirit

The eleven hundred miles between Rome and London spawned a sense of independence in the English Church. That made it easy for Englishmen to embrace the anti-religious humanism of the so-called Renaissance. This attitude not only explains Henry VIII’s apostasy but also that of the English bishops.

Another common problem was that the road to higher office and income was based more on personal connections than care for souls. Most of the politically powerful Church leadership was inept at piety, preaching, and scholarship.

In the fifteenth and sixteenth centuries, there were only three learned professions—teaching, the law, and the clergy. Teaching didn’t pay much. Lawyers were held in low repute. Those with the right connections often chose the Church. Therefore, the upper clergy was usually occupied by the ambitious rather than the genuinely pious.

The seminaries of the time also bear some of the blame. Many sources charge that the typical run of parish priests knew only enough Latin to celebrate Holy Mass.

A Brilliant Young Man

Historians know little about John Fisher’s childhood. Scholars even have to guess about the date of his birth. Most place the date at 1469.

He was raised in a market town in Yorkshire. His father, Robert Fisher, dealt in woolen goods, and the family prospered. His father died young, and his mother re-married. Fisher’s mother and stepfather must have seen something extraordinary in young John because he entered Cambridge University at the age of fourteen.

John Fisher completed a Bachelor’s Degree in 1488 and a Master’s in 1491. He was ordained into the priesthood at age 22. He quickly moved up through the ranks of the Cambridge faculty to be a “senior proctor” by age 25.

“The Lady Mother of the King”

In 1495, the young academic attended a dinner that would change his life. An entry in his official logbook stated, “I dined with the Lady Mother of the King.”

The King’s mother was Lady Margaret Beaufort. She was a descendant of King Edward III. She had a tumultuous life. Her family was on the Lancastrian side in the War of the Roses. She would marry—and bury—four husbands. The second was Edmond Tudor—a Yorkist. He died a year later, but the marriage would produce an heir, Henry VII, whose coronation ended the dynastic dispute.

Unusually, the Lady Margaret’s world of dynastic marriages, politics and the uncertainty of dynastic war made her immune to the attractions of power. One of John Fisher’s modern biographers said of her, “The Lady Margaret’s deep devotion to the Church and her love of learning gave meaning to her life and excluded those worldly ambitions that might have poisoned the feelings of any other woman standing so close to the throne.”

Her fourth husband died in 1504. The 61-year-old noblewoman dedicated the rest of her life to religion. For the rest of her life, she served God by creating colleges to train priests. In that process, her young confessor, Father John Fisher, played a significant role.

Long after her death, John Fisher wrote of Lady Margaret, “That though she chose me as her director to hear her confessions and to guide her life, yet I will gladly confess that I learnt more from her great virtue then ever I could teach her.”

The Best Connections

As mentioned before, Henry VII’s coronation marked the end of the War of the Roses. However, his claim to the throne was not secure. The King’s insecurity would be reflected in his son and successor—Henry VIII.

Henry VII and Lady Margaret had a close personal relationship. They saw eye-to-eye on matters of state. Therefore, It is only natural that the son should respect the man his mother trusted so much. The King appointed John Fisher to be the Bishop of Rochester in 1504. This appointment began the most productive phase of John Fisher’s life.

John Fisher’s position was enviable. He was in favor with the King, and the confidant of the King’s mother. He was a well-regarded academic figure creating two new colleges with the Lady Margaret’s considerable resources behind him. He was also a Bishop, which made him a member of the House of Lords.

A Holy Bishop in a Lowly Diocese

Rochester, though, had the reputation of being the poorest diocese in England, an unattractive rural backwater.

For a bishop, especially one with John Fisher’s intelligence, contacts, and influence, Rochester could have been a “stepping stone” to higher preferment. However, Fisher remained the Bishop of Richmond for 31 years until his death.

Even more unusually, he fulfilled his duties in person. Most of Fisher’s fellow bishops delegated their responsibilities to underlings. That was not Fisher’s way. He threw his energies into the task while continuing his political and academic duties. It must have been exhausting. The travel alone, in unheated carriages, must have consumed vast amounts of his time. Yet he made those trips frequently.

The jurist, William Rastell—Saint Thomas More’s nephew and associate—left this recollection:

“He was in holiness, learning and diligence in his cure and in fulfilling his office of Bishop such that of many hundred years, England had not any bishop worthy to be compared unto him. And if all the countries of Christendom were searched, there could not lightly among all other nations be found one that hath been in all things like unto him, so well used and fulfilled the office of Bishop as he did. He was of such high perfection in holy life and strait and austere living as few were, I suppose, in all Christendom in his time.”

John Fisher had been a Bishop for five years when Henry VIII became King. Father Fisher may have even been one of young Henry’s tutors. However, they were never close. Fisher was twenty-two years older than the young King, who probably looked at his grandmother’s confessor as a kind of holdover.

Gathering Clouds Over England

Fisher’s downfall can be traced to a remarkable event in May of 1527. Over three days, King Henry VIII answered charges that he lived in sin with his brother’s widow. The hearing was a farce. No one would have had the courage to list Henry’s sins to his face unless the King had some ulterior motive. This pseudo-court was the first move in Henry’s attempt to obtain a divorce from Catherine of Aragon.

Leviticus 20:21 says, “He that marrieth his brother’s wife doth an unlawful thing, he hath uncovered his brother’s nakedness: they shall be without children.”

Princess Catherine—daughter of Ferdinand and Isabella of Spain—had been betrothed to Henry’s older brother, Arthur, when Arthur was eleven. The two kings desired an alliance between England and Spain. The couple met each other four years later. The marriage ceremony took place nine days after they met.

However, the fifteen-year-old prince was unwell, dying six months after the wedding. There is much evidence that the couple never consummated their marriage. The two kings agreed that the seventeen-year-old Catherine should eventually marry Henry, who was eleven when his brother died. Both kings requested and obtained a papal dispensation for the marriage. In 1509, the seventeen-year-old King married the twenty-three-year-old princess.

By 1527, Henry wanted a new wife. Historians still argue about whether Henry’s primary motivation was the lack of a male heir or the coquettish charms of Anne Boleyn. Eager to dispose of Catherine, Henry assigned to his Lord Chancellor and Archbishop of York, Thomas Wolsey, the task of obtaining a papal annulment.

Defending the Queen and the Faith

John Fisher entered this torrid tale when Wolsey asked the bishops for their opinions about the legality of the Pope’s dispensation that had allowed the couple to marry.

Fisher based his opinion on Our Lord’s statement to Saint Peter, “Whatsoever thou shalt loose on earth shall be loosed in heaven, and whatsoever thou shalt bind on earth shalt be bound in heaven.” The Pope had granted a dispensation, therefore the marriage was legal and indissoluble. Any other conclusion would brand the dispensation as a papal mistake, and such an error was impossible.

Fisher would not be executed for another eight years. However, the personalities of the lecherous, power-mad King and the righteous scholar-bishop allowed no other outcome. Those eight years are signs of Fisher’s influence as a peerless scholar, a dutiful bishop, and a self-sacrificing Christian.

Henry sought to win Fisher over to his side, to no avail. The situation drove European politics into turmoil. Catherine’s nephew, Charles V, was King of Spain and Emperor of the Holy Roman Empire. Pope Clement VII knew that any decision must infuriate either Henry or Charles.

Henry and Wolsey tried a new strategy. The Church would decide the question through a rarely used Legatine court under the auspices of England’s papal legate, Cardinal Caravaggio. At the court, Bishop Fisher argued the Queen’s case.

“Forsooth, my lord,” Fisher began. “I am a professor of the truth; I know that God is truth itself, nor he ever spake but the truth; which said, What God hath joined together let not man put asunder. And forasmuch as this marriage was made and joined by God to a good intent, I say that I know the truth the which cannot be broken or loosed by the power of man upon no feigned occasion.”

Science Confirms: Angels Took the House of Our Lady of Nazareth to Loreto

Some say that Henry flew into a rage at hearing these words. However, he was sufficiently intelligent to know that executing the famous Bishop would encourage opposition.

Failed Political Strategies

Henry’s advisors recommended caution. Fisher was already in his late fifties at a time when fifty was old. He was thin and emaciated from his many penances and his exhausting schedule. Surely, he would die soon. After his demise, his words could be safely ignored. Henry acquiesced. He even grudgingly made Bishop Fisher Queen Catherine’s counselor.

Amazingly, the King had some residual affection for his Queen. No one records that Henry ever spoke ill of Catherine herself. Was he trying to assuage his conscience? Was it a cynical political move? It is a mystery that fascinates many.

Bishop Fisher did his utmost to argue for Queen Catherine’s cause and, simultaneously, the cause of Catholic England.

By 1530, Henry had decided that his Chancellor had failed him. Cardinal Wolsey died while on his way to London, where trial and execution awaited him.

Separation from the Body of Christ

In December 1532, Henry married Anne Boleyn secretly. She became pregnant. There was a public wedding in January. On May 23, 1533, the loathsome Archbishop of Canterbury, Thomas Cranmer, declared that Henry’s earlier marriage to Catherine was invalid. Soon, Parliament passed an “Act of Succession,” declaring Henry and Catherine’s daughter, Mary, illegitimate and giving her rightful place to Anne Boleyn’s children. In 1534, Parliament passed the “Act of Supremacy,” officially separating England from the Catholic Church. It established Henry as the supreme head of the new Church of England.

Furthermore, it was declared an act of treason not to swear to the Acts of Succession and Supremacy.

John Fisher refused the oath. He was taken to the Tower of London, where he would spend the last year-and-a-half of his life. There was an official trial, but its outcome was never in doubt.

One last significant event happened before Bishop Fisher’s execution. On May 31, 1535, Pope Paul III elevated the Bishop to become the Cardinal of San Vitale.

Henry was enraged. When he heard of it, he shouted, “Let the Pope send him a hat when he will. But I will so provide that whensoever it cometh he shall wear it on his shoulders—for head he shall have none to set it on.”

Less than one month later, Henry carried through on his threat.

John Fisher’s Remarkable Death

The following excerpts from the narrative of Saint John Fisher’s death were composed by Professor Plinio Corrêa de Oliveira.

“In the early hours of June 22, the Tower officer met the prisoner in his cell and reminded him that he was old, unable to bear the prison regime for long. Then he announced the King’s decision that the execution takes place that very morning.

“All right,” replied the saint. “If that’s the message you bring, it’s nothing new to me. I waited for it every day. What time is it?”

“About five.”

“What time is my departure from this world scheduled?”

“At Ten.”

“Then I would thank you if you allow me to sleep another hour or two, as I didn’t sleep much last night, not out of fear but because of my illnesses and great weakness.”

“When the officer returned at nine o’clock, he found Fisher ready and dressed. The holy Bishop took the New Testament and read with great consolation these words of Saint John: “Now this is eternal life: That they may know thee, the only true God, and Jesus Christ, whom thou hast sent. I have glorified thee on earth; I have finished the work which thou gavest me to do. And now glorify thou me, O Father, with thyself, with the glory which I had, before the world was, with thee.” Then he asked to be given his fur-lined robe. To which the officer questioned him:

“But, my lord, why should you take such care of your health if your time is up and you have little more than an hour to live?”

“I ask for my cloak to keep me warm until the moment of execution. For even though I do not lack the courage to die a holy death, I still don’t want to jeopardize my health even for a moment.”

A Saint Requests Prayers

“He walked towards the scaffold, straightening his body, which was so thin and gaunt that it looked like death had taken a human form. On the platform, in an intelligible and clear voice, he asked those watching the execution to pray for him:

“Until now, I have never been afraid of death. However, I am flesh, and Saint Peter, fearing for his flesh, denied the Lord three times. Help me, therefore, that at the precise moment that I receive the mortal blow, I do not give in through weakness on any point of the Catholic Religion.”

“At the scaffold, he felt that his human weakness could get the upper hand. He was afraid of becoming afraid. Thus, he asked those present to pray for him.

“How appropriate it was for him to distrust himself! There, on the scaffold, his tormentors insisted on perverting him and making him deny the Catholic faith. Their last-minute harassment had a purpose. They know that it would be a triumph for the Anglican cause if he accepted their heretical proposals. If the saint accepted the offers, he would leave that scaffold surrounded by honor and applause. He would sleep that night comfortably in some palace and have a few years of pampered life ahead of him.

“However, Saint John Fisher feared his fear. He feared a temptation from the devil at that time. He recognized that he might fall. Thus, he asked for others to pray on his behalf. Above all, he must have begged for the intercession of Mary Most Holy at the throne of Our Lord Jesus Christ.

“He remained unshakable in his faith, was beheaded, and received the crown of martyrdom.”

The conclusion of Professor Plinio’s reflection leaves us to briefly discuss the importance of Saint John Fisher to modern Catholics.

Redemptive Suffering

Saint John Fisher, alone of all English bishops, stood up for the Church. Their commitment was weak because they had worldly ambitions. Saint John Fisher’s was strong because it was based upon knowledge, conviction, and self-sacrifice.

Saint John Fisher is important as an example of redemptive suffering. Suffering was a constant in Fisher’s life. One might look at the thirty-year-old Fisher and wonder what he had to suffer about.

However, even at the height of his importance, John Fisher knew that only suffering builds and tests virtue. So, he imposed that suffering upon himself. He wore a scratchy hair shirt underneath his dignified clothing. He fasted even though he could have eaten foods as fine as England could provide. He slept four hours a night. In the dark night, he examined his conscience and meted out punishments with a flagellant’s whip.

Such a foundation would serve him well. His fellow bishops feared losing their comforts and positions. Fisher knew that life’s comforts were tawdry compared to Heaven’s joys. He conquered luxury—and, as such, could treat it with contempt. When he dressed in his best clothes on June 22, 1535, he knew he was losing nothing. John Fisher walked into the arena with his eyes open—and still he went.

Who will be the Church’s heroes in 2024, as Saint John Fisher was in 1535?

Na straży burdelu

magna/polonia

Stanisław Michalkiewicz

Proces destabilizacji Polski, która w niedalekiej już perspektywie, zostanie przekształcona w Generalne Gubernatorstwo w ramach IV Rzeszy, z miesiąca na miesiąc się pogłębia i nic nie wskazuje na to, by ktokolwiek był w stanie, a nawet – by ktokolwiek chciał – go powstrzymać, nie mówiąc już o jego odwróceniu. Nie mówię o obywatelach, którzy najwyraźniej stracili już nadzieję, że cokolwiek da się jeszcze uratować, tylko o środowiskach pretendujących do kierowania państwem.

Mam tu na myśli przede wszystkim naszą niezwyciężoną armię, która najwyraźniej nie ma nic przeciwko temu, by państwo zostało obezwładnione. Ostatni raz niezwyciężona armia zmobilizowała się  – niestety tylko do tego, by wziąć obywateli za mordę gwoli uratowania komunistycznego reżimu, którego najtwardszym jądrem, już bez zachowywania żadnych nawet pozorów, stała się bezpieka, zarówno ta wojskowa, jak i ta cywilna – potem zresztą przez wojskową rozgromiona.

Ale nawet i wtedy nie kiwnęła palcem, by przy tej okazji zrobić coś pożytecznego dla narodu i państwa. Kiedy siedziałem w obozie dla internowanych w Białołęce, moi towarzysze niedoli pomstowali na generała Jaruzelskiego, że “Pinochet” – i tak dalej.

Mówiłem wtedy – jaka szkoda, że to nieprawda! Generał Pinochet owszem – wziął wszystkich za twarz, ale przynajmniej pogonił kota lewackiej międzynarodówce, co to zleciała się do Chile pod skrzydła prezydenta Allende, żeby zrobić tam rewolucję – ale też skierował swój kraj na drogę normalności gospodarczej. Tymczasem nasza soldateska ani o tym pomyślała, tylko zrobiła wszystko, by rozkraść państwowy majątek i zapewnić sobie uprzywilejowaną pozycję w nowych warunkach ustrojowych.

Zresztą nie na długo, bo nie miała pojęcia co z tym zrobić i nawet kiedy Mieczysław Wilczek wykorzystał  polityczne przyzwolenie, by zlikwidować tu socjalizm realny przy pomocy ustawy o działalności gospodarczej, stare kiejkuty, zrozumiawszy, iż w warunkach gospodarki rynkowej nie uda im się zachować uprzywilejowanej pozycji, zatrąbiły do odwrotu, przerabiając raczkujący, zwyczajny kapitalizm, na kapitalizm kompradorski, w których o dostępie do rynku i możliwości funkcjonowania na nim, decyduje przynależność do sitwy.

Najtwardszym jądrem sitwy jest oczywiście bezpieka. W tej sytuacji za jedyny ratunek uznała poddanie państwa Niemcom, które przecież od samego początku były kierownikiem Unii Europejskiej – tego kolejnego wcielenia marzenia o europejskiej hegemonii, które Niemcom zaszczepił najpierw Bismarck, potem Wilhelm II i Adolf Hitler.

W ten sposób nasza niezwyciężona armia uznała się za spadkobierczynię i kontynuatora polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej, z którą historyczny naród polski od 1944 roku musi dzielić terytorium państwowe, a która gotowa jest wysługiwać się każdemu, kto jej obieca, że nadal będzie mogła na tym historycznym narodzie pasożytować. Czy to będą Sowieci, czy to będzie Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen – to nie ma znaczenia – byle można było spokojnie sobie wypić i zakąsić – oczywiście na tak zwany “krzywy ryj”.

Toteż nasi dowódcy wojskowi w zasadzie nie mają nic przeciwko temu, by prężyć się w postawie zasadniczej ot, choćby przed Wielce Czcigodną Katarzyną Kotulą, która – jak podejrzewam – “takie widzi świata koło, jakie tępymi zakreśla oczy” – a że oczy ma wlepione w dość ciasny obszar własnego krocza – to już nikomu nic nie przeszkadza.

I pomyśleć, że trzon naszej niezwyciężonej armii tworzą młodzi, zdrowi mężczyźni, którzy w dodatku mają broń. Dobry Boże, co za upadek, co za degrengolada!

W dniach ostatnich został zrobiony kolejny krok w kierunku postępującego obezwładniania państwa – a to za sprawą pana prezydenta Dudy, który skierował do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie zgodności z konstytucją dwóch ustaw – jednej o Narodowym Centrum Badań i Rozwoju i drugą jakąś inną – ale to nieważne.

No i właśnie Trybunał uznał, że obydwie ustawy są z konstytucją niezgodne, jako że przy ich zatwierdzaniu pominięci zostali panowie Kamiński i Wąsik, którym pan Adam Bodnar, wystrugany z banana przez Donalda Tuska na ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, kazał odebrać mandaty poselskie.

Oczywiście dla zachowania pozorów, tworząc te fakty dokonane, posłużył się niezawisłymi sędziami, którzy – jak to sędziowie – powinność swej służby zrozumieli – ale widać nie do końca, bo panu Kamińskiemu, jako szubienicznikowi, mandat cofnęli, ale panu Wąsikowi, chociaż też szubienicznikowi – już nie.

Co ciekawe, podczas rozprawy w TK doszło do “skandalu”, bo stawający w imieniu Sejmu jegomość, nie mogąc już patrzeć na znienawidzoną Krystynę Pawłowicz, która rozprawie przewodniczyła, w pewnym momencie zwyczajnie sobie poszedł. Tak samo zrobił w swoim czasie prof. Bogusław Wolniewicz, którego niezawisły sędzia nie chciał wysłuchać, chociaż to właśnie jemu złodziej ukradł torbę – o co  toczyła się sprawa z jego udziałem. Kiedy prof. Wolniewicz wyszedł, sędzia uznał się za obrażonego i przysolił – nie złodziejowi, tylko właśnie jemu – wysoką karę pieniężną.

W odróżnieniu od reprezentanta Sejmu, prof. Wolniewicz nie miał żadnego immunitetu – ale na szczęście zadzwonił do mnie jakiś dobry człowiek, że gotów jest zapłacić tę karę za profesora, więc skontaktowałem go  z nim i w ten sposób i wybujałe ego niezawisłego przebierańca zostało udelektowane i profesor nie poniósł dodatkowego uszczerbku majątkowego.  Zresztą i ja sam miałem podobną przygodę, kiedy zostałem wezwany przed oblicze niezawisłego sądu. jako świadek na godzinę bodajże 11.00.

Przed drzwiami byłem kwadrans przed 11.00, ale toczyła się tam jakaś całkiem inna rozprawa. Czekałem więc godzinę, czekałem drugą i postanowiłem, że jak minie trzecia godzina, to sobie pójdę – i tak się stało. Wkrótce potem dostałem pismo, że niezawisły sąd wymierzył mi Straf za samowolne opuszczenie sądu w wysokości 800 złotych.

Odwołując się od tego “postanowienia” zwróciłem uwagę, że na godzinę oznaczoną w wezwaniu się stawiłem, na co mam świadków – że czekałem trzy godziny – na co też mam świadków, a potem rzeczywiście sobie poszedłem – bo przecież nie zostałem pozbawiony wolności. Na szczęście trafiłem na mężczyznę, którego logiczne argumenty przekonały, bo gdybym trafił na jakąś durnicę z pretensjami, to nic by mnie nie uratowało.

Ciekaw jestem, co się stanie z tym przedstawicielem Sejmu, który najwyraźniej pozostaje pod wpływem Judenratu “Gazety Wyborczej” w której michnikowszczyny z upodobaniem piszą o “Trybunale Julii Przyłębskiej” a nie o Trybunale Konstytucyjnym. Jestem pewien, że gdyby kierownikiem tego trybunału byłby jakiś Jojne Niedoperz, to michnikowszczyny traktowałyby go z niebywałą rewerencją, której wobec głupich gojów najwyraźniej im szkoda.

Ale nie to jest najważniejsze, tylko – że nie wiemy, ile jeszcze ustaw zostało uchwalonych bez udziału panów Kamińskiego i Wąsika. Panu profesorowi Matczakowi na samą myśl o “chaosie prawnym” mózg ze zgrozy zaczyna się gotować i pewnie dlatego nie zauważa, że w tym szaleństwie jest metoda – że właśnie o to chodzi. Że w tym dokładnie celu Reichsfuhrerin Urszula von der Layen, niczym bakcyla dżumy, wysłała do naszego bantustanu Donalda Tuska, w którym dlaczegoś sobie upodobała.

Friday Funnies: Red EYE. MEMy zza Atlantyku.

Friday Funnies: Red EYE

Robert W Malone MD, MS Jun 21, 2024





The red eye has landed.




Switching back and forth between Kelvin, Fahrenheit, and Celsius has been a constant in my life, and I still can’t exactly figure out why we need three different ways to measure temperature. And yes, at some point, I learned the history of how they came about and the whys and wherefores.

But still… it always seems like a lot of conversions to get to the same point.





(In her dreams)…






OK – I had to look this one up. Although the above quote is cut up, Fauci actually said this. But even more bizarre, Fauci “predicted” what probably happened with the release of the gain-of-function manipulated SARS-CoV-2 WIV virus. Here is the full quote and the link to his paper, with Fauci as a single author.

Putting aside the specter of bioterrorism for the moment, consider this hypothetical scenario: an important gain-of-function experiment involving a virus with serious pandemic potential is performed in a well-regulated, world-class laboratory by experienced investigators, but the information from the experiment is then used by another scientist who does not have the same training and facilities and is not subject to the same regulations. In an unlikely but conceivable turn of events, what if that scientist becomes infected with the virus, which leads to an outbreak and ultimately triggers a pandemic? Many ask reasonable questions: given the possibility of such a scenario—however remote—should the initial experiments have been performed and/or published in the first place, and what were the processes involved in this decision?

Scientists working in this field might say—as indeed I have said—that the benefits of such experiments and the resulting knowledge outweigh the risks.



https://www.youtube-nocookie.com/embed/coiEM93vMLI?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0





Prośba

Sławomir M. Kozak


Szanowni Państwo

Kończę pracę nad najnowszą książką dotyczącą skrzętnie skrywanych od lat tajemnic polityki amerykańskiej, które doprowadziły nasz świat do sytuacji, w której znaleźliśmy się wszyscy obecnie. Piszę o nieznanych początkach współpracy dotychczasowego hegemona z państwem Izrael, zwłaszcza w kontekście kooperacji wywiadowczej, ale też zbrojeniowej, ze szczególnym uwzględnieniem budowy izraelskiego potencjału nuklearnego, bez którego nie byłyby możliwe obecne wydarzenia na Bliskim Wschodzie, jak i te, które wyłaniają się dopiero zza horyzontu.

Ujawnię też nigdy nie opisywaną w Polsce wspólną operację wywiadów tych państw, która stanowiła nie tylko preludium wydarzeń 9/11, ale dzieliła nas o krok od wojny atomowej, dalece poważniej, aniżeli tzw. kryzys kubański. Mam nadzieję, że będę mógł zaproponować Państwu tę książkę tradycyjnie, w kolejną rocznicę 9/11, czyli już 11 września.

Z tego powodu ograniczam działalność na innych polach dotychczasowej aktywności, a felietony będę wysyłał tylko najbardziej zainteresowanym Czytelnikom, czyli tym spośród Państwa, którzy zechcą symbolicznie choćby wesprzeć moją pracę klikając w ikonę znajdującą się na samej górze głównej strony mojego wydawnictwa – „postaw kawę” lub poprzez link

https://buycoffee.to/s.m.kozak

Felieton zamieszczony poniżej jest moją reakcją na informacje dotyczące mojego ukochanego lotniska Okęcie, na którym przepracowałem 35 lat, po których zwolniono mnie bezprawnie z dnia na dzień, co pozwala mi podejrzewać, iż „w uznaniu” moich dokonań poza lotniczych, czyniąc mnie bezrobotnym. Od 4 lat walczę na drodze sądowej o przywrócenie do pracy, ale jak wszyscy wiemy, sądy w naszym kraju są przede wszystkim wolne, a dopiero później niezawisłe.

Z tego powodu, jedynym zajęciem dającym mi szansę dalszego wydawania książek, jest publicystyka i tylko dlatego zwracam się z prośbą do moich Czytelników o wspieranie działalności pozwalającej mi nadal oferować książki, których inni nigdy nie napiszą i nie wydadzą. Oczywiście – zachęcam też do kupowania moich książek, bo patrząc na półki widzę, że nie wszystkie jeszcze kupiliście. 

zapraszam do lektury felietonu na stronie

https://www.oficyna-aurora.pl

pozdrawiam serdecznie

Sławomir M. Kozak

DWADZIEŚCIA SEKUND ROBI RÓŻNICĘ!

DWADZIEŚCIA SEKUND ROBI RÓŻNICĘ!

Sławomir M. Kozak oficyna-aurora

DWADZIEŚCIA SEKUND ROBI RÓŻNICĘ!

Na portalu jednej ze stacji telewizyjnych, pojawił się tekst zatytułowany „Strażacy na Lotnisku Chopina nie dojechali na czas. Ujawniamy wyniki kontroli”. Wynika z niego, że w maju br. inspektorzy Urzędu Lotnictwa Cywilnego dokonali kontroli dotyczącej działalności Lotniskowej Służby Ratowniczo-Gaśniczej, formalnie podlegającej władzom lotniska Chopina, części składowej przedsiębiorstwa Polskie Porty Lotnicze. Jak podaje autor  „Strażacy oblali przeprowadzony w ramach kontroli test, przekraczając trzyminutowy czas dojazdu do progu jednego z dwóch pasów startowych na Okęciu”. Spóźnili się o 20 sekund, co spowodowało, że ULC wydał tzw. Raport Niezgodności, z klasyfikacją poziomu pierwszego, mówiącą, że jest to „niezgodność, która stanowi bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa działalności w lotnictwie cywilnym, a jej przyczynę należy natychmiast usunąć”.

Z Lotniskową Strażą Pożarną (bo tak się przez lata nazywała ta służba) miałem okazję, pracując w Służbie Kontroli Lotniska, współpracować 30 lat. Naszych ratowników uważałem za jednych z najlepszych na świecie i dawałem temu niejednokrotnie wyraz opisując ich, pełne poświęcenia i profesjonalnego przygotowania, działania. Byłem świadkiem kilku incydentów, ale też poważnych wypadków lotniczych i zawsze poczytywałem sobie za ogromne szczęście, że na Okęciu mieliśmy tak wspaniałych strażaków. Dzięki wspólnemu wysiłkowi wielu służb udało się nie raz uratować setki ludzi. Ale, to przecież właśnie oni, świetnie wyszkoleni fachowcy, z najnowocześniejszym sprzętem ratowniczym, szli na pierwszą linię (nomen omen) ognia! W ciągu tych lat, w sytuacjach największego zagrożenia, naciskałem trzykrotnie duży, czerwony guzik, uruchamiający w strażnicy głośny dzwonek. Odruchowo spoglądałem w kierunku budynku remizy, z której bram wypadały wozy bojowe, a w słuchawce telefonu zgłaszał się dowódca zmiany, zanim jeszcze ten przerażający dźwięk alarmu wybrzmiał do końca. W głośnikach wieżowych radiostacji rozlegał się zawodzący skowyt syren tych ogromnych maszyn, jadących w różne części lotniska, by zająć przewidziane planami ratowniczymi miejsca. Kiedy zagrożony samolot lądował, na pas wjeżdżały błyskając czerwienią i błękitem lamp, a pędząc ku niemu były dla nas wszystkich symbolem nadziei, i niesamowitej odwagi jadących w nich ludzi. 

Opisywałem na łamach Warszawskiej Gazety dwa, głośne zdarzenia, z którymi dane było mi się zmierzyć na warszawskim Okęciu. To, znane już na całym świecie, szczęśliwie zakończone lądowanie bez podwozia B767 linii PLL LOT, z r. 2011 i lądowanie samolotu Airbus 320 Lufthansy, z r. 1993, w wyniku którego zginął pasażer i drugi pilot, a 51 osób zostało ciężko rannych.

Szczególnie ten wcześniejszy chronologicznie wypadek pozostawił we mnie wspomnienia żywe do dziś. Samolot zderzył się wówczas z wałem ochronnym na końcu pasa, wskutek czego zostało uszkodzone podwozie, oderwał się lewy silnik, pękł górny płat zbiornika w lewym skrzydle, co spowodowało natychmiastowy wyciek paliwa na zewnątrz, a w związku z rozszczelnieniem kadłuba, również do wnętrza maszyny. Po trzech minutach strażacy rozpoczęli już działania gaśnicze i przystąpili do usuwania poszkodowanych pasażerów leżących w bezpośredniej strefie zagrożenia.

Po kolejnych trzech minutach pożar zewnętrzny ugaszono, ale z uwagi na ułożenie samolotu na nasypie utrudnione było dotarcie podawanych środków gaśniczych na całą powierzchnię płonącej kerozyny, stąd rozwinięto tzw. „szybkie natarcie” kładąc pianę na palące się pod lewą częścią airbusa rozlewisko paliwa. Do pomocy strażakom lotniskowym włączyły się jednostki PSP, które zadysponowano z miasta. Niestety, po pewnej chwili doszło do ogromnej eksplozji, którą widzę po dziś dzień. Nastąpił wybuch wewnątrz samolotu, w wyniku którego zerwany został górny płat kadłuba i błyskawicznie, w całej maszynie  rozprzestrzenił się ogień. Wystąpiły kolejne wybuchy. Poza instalacją tlenową, eksplodowały liczne akumulatory o ogromnym ciśnieniu i kamizelki ratunkowe z ładunkami CO2. Strażacy walczyli niestrudzenie, pokrywając samolot pianą z działek i linii gaśniczych, koncentrując się na obronie prawego skrzydła, w którym był zbiornik z sześcioma tonami paliwa! Akcję zakończono po godzinie, choć do następnego rana prowadzono dogaszanie zarzewi ognia i studzenie rozgrzanych elementów. 

Ale po raz pierwszy nabrałem szacunku do naszych ratowników jeszcze wcześniej,  w r. 1991, podczas wypadku, o którym nikt nie pisał i nie mówił, nawet w Polsce. Na pokładzie AZA 437,   DC9, było 96 osób. Nikt nie zginął. Sprawa była błyskawicznie utajniona, co pokutuje w pewnej mierze do dziś. Wiele osób może zapytać, w jaki sposób da się utajnić katastrofę samolotu na cywilnym lotnisku w sercu Europy? Ano, da się, wbrew pozorom, zwłaszcza, jeśli szczęśliwie, nie było ofiar. Z powodów politycznych sprawie ukręcono łeb, zakazano o niej mówić, samolot odholowano w najdalszy zakątek lotniska, zamalowano na szaro, żeby nikt postronny nie zdołał odczytać znaków rejestracyjnych, ani barw przewoźnika.

Jak oceniono, powodem katastrofy była zbyt duża prędkość podejścia, samolot uderzył o pas podwoziem przednim, co skutkowało złamaniem goleni i zaryciem maszyny o beton. Prawda wyglądała inaczej. Samolot podchodził we mgle, w ostatniej fazie na lewo od centralnej i lewy wózek po przyziemieniu znalazł się po zewnętrznej stronie drogi startowej. Maszynę zdołał wyhamować i w efekcie zatrzymać dopiero betonowy odcinek drogi dojazdowej dla samochodów, biegnący od budynku wieży aż do portu, po drugiej stronie pasów. Lotniskowi strażacy do wnętrza samolotu dostali się zanim minęły dwie minuty od zdarzenia. Podkreślam to, ponieważ przywoływane przez autora artykułu trzy minuty liczone są od chwili ogłoszenia alarmu, a w trakcie lądowania awaryjnego, o którym wiadomo wcześniej, wozy bojowe pełnią funkcję asekuracyjną z odpowiednim wyprzedzeniem.

Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że kadłub współczesnego samolotu zaczyna się topić w niecałe 100 sekund, dlatego ugaszenie pożaru nie powinno przekraczać jednej minuty, a całkowite jego opanowanie – dwóch. Największym zagrożeniem dla załogi i pasażerów nie musi być żywy ogień, a toksyczne opary z palących się instalacji wewnętrznych i choć z każdym rokiem producenci dokładają starań, by ten problem redukować, to jego całkowite wyeliminowanie nie jest możliwe. Stąd, strażacy w swych supernowoczesnych samochodach, wyposażonych w ogromnej mocy silniki, z napędem na wszystkie koła, mają poza zbiornikami wody, środków pianotwórczych, proszku gaśniczego, niesamowite uzbrojenie ratownicze. Oprócz urządzeń hydraulicznych do rozcinania powłoki samolotu, pił, rozpieraczy, nożyc, toporów, posiadają tzw. lance, narzędzia niczym wiertła do przebijania kadłuba samolotu i podawania do wewnątrz środka gaśniczego.

Bo liczy się czas! 20 sekund straconych przez pilota w kokpicie, kontrolera przy wskaźniku radarowym, czy strażaka w wozie bojowym, to szmat czasu. Bywa granicą między życiem i śmiercią. Dlatego tytuł przywołanego artykułu tak mną wstrząsnął. Bo, poza doskonałym sprzętem wartym miliony i wyszkoleniem ekspertów do walki z katastrofami, kosztującym kolejne miliony, tempo reakcji jest czynnikiem bezcennym i często decydującym. Nie znam szczegółów tego audytu, którego wynik, obawiam się, może być wykorzystany w politycznej walce między frakcjami mającymi odmienne wizje przyszłości lotnictwa w Polsce. Niemniej, wykazał on już, że ślepe realizowanie bezmyślnych założeń laików nie może prowadzić do „zrównoważonego rozwoju”, wręcz przeciwnie. Ograniczenia, z jednej strony, przymusy z drugiej, walka z wiatrakami (o wiatraki?), bezrozumna polityka kadrowa, muszą doprowadzić do  zdegradowania zdolności psychofizycznych każdego personelu operacyjnego. A do tego, za żadną cenę nie wolno dopuścić w lotnictwie, w którym 20 sekund robi ogromną różnicę!

Sławomir M. Kozak

Szaleńcy wymuszają: Przymusu nie będzie, ale… UE zmusza nas do wymiany okien w imię „ratowania klimatu”

Przymusu nie będzie, ale… UE znalazła sposób jak zmusić nas do wymiany okien w imię ratowania klimatu pch24/zmusic-nas-do-wymiany-okien-w-imie-ratowania-klimatu

„Dyrektywa budynkowa wejdzie w życie dwa lata od daty jej ogłoszenia w Dzienniku Urzędowym UE, czyli w maju 2026 roku. Już teraz polski rząd przygotowuje się do jej wdrożenia. Co to oznacza dla właścicieli mieszkań?”, pyta na łamach serwisu GazetaPrawna.pl Tomasz Jurczak.

Publicysta przypomina, że tzw. dyrektywa budynkowa nakłada na państwa członkowskie szereg wymagań. Są to m. in. „Wymagania Energetyczne dla Okien”; „Certyfikacja Energetyczna”; „Renowacje i Modernizacje”.

„Efektywność energetyczna okien w kontekście dyrektywy EPBD jest kluczowym aspektem mającym na celu redukcję zużycia energii w budynkach. Oto główne kryteria, które definiują efektywność energetyczną okien zgodnie z wymogami EPBD: „Współczynnik przenikania ciepła (U-value)”, „Współczynnik przepuszczalności energii słonecznej (g-value)”. „Współczynnik przepuszczalności światła (LT)”, „Hermetyczność (Air Tightness)”, „Materiał i Konstrukcja Ram”, „Szkło wielowarstwowe i powłoki niskoemisyjne”, „Certyfikaty i Normy”.

Jak wskazuje Jurczak dyrektywa EPBD nie narzuca bezpośredniego obowiązku wymiany okien w istniejących budynkach, jednak wprowadza szereg wymagań, które mogą pośrednio do tego prowadzić. „W przypadku renowacji lub modernizacji budynków, nowe okna muszą spełniać określone standardy efektywności energetycznej. Warto zaznaczyć, że wszystkie nowe budynki muszą spełniać określone standardy energetyczne, co obejmuje również wysoką efektywność energetyczną okien”, czytamy.

„Przepisy wynikające z dyrektywy prowadzą do stopniowego podnoszenia standardów efektywności energetycznej, co może oznaczać, że w przypadku modernizacji, renowacji lub sprzedaży budynku konieczna będzie wymiana okien na bardziej energooszczędne modele”, podsumowuje Tomasz Jurczak.

Źródło: GazetaPrawna.pl

Furiaci nami rządzą. Feministra „klimatu” tylko wykonuje: Będzie zakaz sprzedaży węgla gospodarstwom domowym? Brainwashing !

Będzie zakaz sprzedaży węgla gospodarstwom domowym? Resort przedstawia plany

Justyna Szymczyk-Mielniczyn dziennik/zakaz-sprzedazy-wegla

Od 2029 roku nie kupisz pewnych rodzajów węgla do gospodarstwa domowego
Od 2029 roku nie kupisz pewnych rodzajów węgla do gospodarstwa domowego /

W Rządowym Centrum Legislacji znajduje się projekt rozporządzenia Ministerstwa Klimatu i Środowiska dotyczący wymagań jakościowych dla paliw stałych. Istotną kwestią w nim zawartą jest zakaz sprzedaży pewnych rodzajów węgla gospodarstwom domowym. Kiedy wejdzie w życie?

Rewizja dyrektywy ds. odpadów, przeciwdziałanie zjawisku greenwashingu i monitorowanie gleb to tylko niektóre tematy poruszone podczas posiedzenia Rady ds. Środowiska (ENVI), w którym 17 czerwca 2024 r. w Luksemburgu uczestniczyli ministra Paulina Hennig-Kloska i wiceminister Mikołaj Dorożała.

==================================

Projekt Ministerstwa Klimatu w walce ze złą jakością powietrza

W rozporządzeniu dotyczącym wymagań jakościowych dla paliw stałych Ministerstwo Finansów zawarło między innymi informację o zakazie sprzedaży węgla, lecz także o zmianie jego nazewnictwa i parametrów jakości – między innymi po to, by walczyć z greenwashingiem oraz słabą jakością powietrza. Projekt rozporządzenia to, jak wskazuje uzasadnienie, wypełnienie kamienia milowego B4G „Wejście w życie znowelizowanego rozporządzenia Ministra Klimatu i Środowiska w sprawie norm jakościowych dla paliw stałych ujętego w ramach reformy B1.1. Czyste powietrze i efektywność energetyczna Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności”.

Zakaz sprzedaży węgla od 1 lipca 2029 roku

W uzasadnieniu do projektu możemy przeczytać, że aby regulacje były spójne i skuteczne, trwają również prace nad zmianami Ustawy z dnia 25 sierpnia 2006 roku o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw. Ich następstwem ma być zakaz wprowadzenia do obrotu sortymentów:

  • węgiel kostka,
  • węgiel orzech,
  • węgiel groszek,
  • węgiel miał,

– z przeznaczeniem do użycia w sektorze bytowo-komunalnym.

Zakaz ma wejść w życie 1 lipca 2029 roku. Jak wskazuje uzasadnienie projektu: „Będą natomiast wprowadzane do obrotu paliwa sortymentu orzech i groszek przeznaczone dla klasowych urządzeń grzewczych, których parametry jakościowe są zgodne z wymaganiami normy PN-EN 303-5 (tj.: zawartość popiołu na poziome do 7,00 proc., zawartość opałowa od 26,00 MJ/kg; zawartość wilgoci całkowitej do 11,00 proc.)”.

Nasz kraj neutralność klimatyczną ma osiągnąć w 2050 roku. W związku z tym konieczne jest podejmowanie kolejnych kroków w tym celu, a zakaz sprzedaży pewnych rodzajów węgla jest jednym z nich.

Ministerstwo walczy z greenwashingiem

Projekt ustawy zakłada również zmiany nazwy paliw i zrezygnowanie z przedrostka „eko-„. Ma to zapobiegać greenwashingowi, czyli w tym przypadku stosowania mylących nazw, które mają sugerować, że paliwa są ekologiczne. Tym samym:

  • „kęsy, kostka, kostka I i kostka II” mają zostać zastąpione nazwą „węgiel kostka”;
  • „orzech, orzech I i orzech II” mają zostać zastąpione nazwą „węgiel orzech”;
  • „groszek, groszek I, groszek II” i „ekogroszek – nazwa handlowa, groszek plus” mają zostać zastąpione nazwą „węgiel groszek”;
  • „ekomiał – nazwa handlowa, miał plus” mają zostać zastąpione nazwą „węgiel miał”;
  • „antracyt” ma zostać uzupełniony o słowo „węgiel”.

Zmiany parametrów jakościowych paliw stałych

Projekt rozporządzenia przewiduje również zmiany parametrów paliw stałych. Mają one pomóc w osiągnięciu celu, jakim jest ograniczenie emisji zanieczyszczeń. Jak wskazuje uzasadnienie projektu: „[z]miana parametrów jakościowych zawartości siarki całkowitej, zawartości popiołu oraz wartości opałowej czy też zawartości wilgoci całkowitej ma zapewnić zgodność z wytycznymi do wydania rozporządzenia, zgodnie z którymi celem jest poprawa jakości powietrza, w tym ograniczenie emisji do powietrza gazów cieplarnianych i innych substancji”.

Piątek. Targi Książki Patriotycznej w Kielcach.

Targi Książki Patriotycznej w Kielcach

Już jutro w Wojewódzkim Domu Kultury w Kielcach przy ul. Ściegiennego 2 odbędą się Targi Książki Patriotycznej.

Wśród gości m.in. Leszek Szymowski (organizator), Stanisław Michalkiewicz, Leszek Sykulski, Tadeusz Płużański, Marcin Rola, Piotr Szlachtowicz, prof. Jerzy Robert Nowak, Lucyna Kulińska, prof. Adam Wielomski, dr Magdalena Ziętek – Wielomska, Piotr Heszen

i wielu innych

Postępy „demokracji”: Chłopak nigdy nie głosował w wyborach, nie posiada formalnego wykształcenia, ani żadnych kwalifikacji. Został euro-posłem.

Youtuber został europosłem. Nie przedstawił programu, bo żadnego nie ma

20.06.2024 nczasyoutuber-europoslem-programu-zadnego-nie-ma

Fidias, Cypr, Youtuber, PE, EU
Fidias Fot. FB

Cypr wysłał do Parlamentu Europejskiego zaledwie 6. posłów. Jeden z nich nie spodziewał się, że zostanie wybrany, bo nie przedstawił żadnego programu. Okazuje się jednak, że w „demokracji” wystarczy znane nazwisko i żart może stać się początkiem kariery politycznej.

Fidias to 24-letni youtuber, syn prawosławnego popa. Chłopak sam nigdy nie głosował w wyborach, nie posiada formalnego wykształcenia, ani żadnych szczególny kwalifikacji.

Swoją kandydaturę internetowy celebryta ogłosił w styczniu i było to coś w rodzaju żartu. 24-latek nie przedstawił nawet programu wyborczego i nie powiedział, jakie ma poglądy.

Co więcej – Fidia przyznał, że nie zna się na polityce i niewiele wie o Unii Europejskiej. Youtuber mówił jedynie o tym, że starzy politycy są nudni.

W ten sposób udało mu się zdobyć 19,4 proc. głosów w kraju. Dla porównania konserwatywna partia DISY zdobyła 24,8 proc., a komunistyczna AKEL z 21,5 proc.

Gnój i gnojowica [świńska] zatrzymuje migrantów.

„Gnój zatrzymuje imigrantów”. TYLKO U NAS rozmowa z inicjatorem akcji na granicy

pch/gnoj-zatrzymuje-migrantow

[To rozlewnia gnojowicy. Sądzę, że najlepsza to świńska. MD]

Gnój… na granicy? Okazuje się, że to bardzo skuteczne rozwiązanie, które polscy rolnicy podpatrzyli u Greków. Portal PCh24.pl rozmawiał z inicjatorem rozlewania gnojowicy przy płocie powstrzymującym napływ przybyszów z Białorusi.

Marta Dybińska, PCh24.pl: Panie Hubercie, skąd pomysł na gnojowicę na granicy?

Hubert Ojdana: Mam dużo znajomych, którzy pracują w Straży Granicznej. Znam też ludzi, którzy są ochotnikami z Wojsk Obrony Terytorialnej. Kiedy rozmawialiśmy o sytuacji na granicy to opowiadali różne historie, które dzieją się w nocy na granicy – ile muszą walczyć z migrantami, ile się z nimi siłować… czasem dochodzi nawet do rękoczynów ze strony migrantów. Wspólnie szukaliśmy rozwiązania na te sytuacje, i w Internecie natknęliśmy się na filmik z Grecji, w którym sprawę załatwiła gnojowica. Koledzy ze Straży Granicznej powiedzieli, że przecież mam gnojowicę, więc co stoi na przeszkodzie żeby ją rozlać przy granicy. I tak narodził się pomysł.

Szybka też była realizacja planu, co możemy zobaczyć na filmiku na Pańskich mediach społecznościowych…

– Pojechaliśmy, rozlaliśmy gnojowicę na konkretnym odcinku, przy którym migranci mają obozowiska. Wszystko odbyło się legalnie, w majestacie prawa. Znaleźliśmy ludzi, którzy mają pola przy granicy, przy samym płocie. W Grecji podobne działania odniosły skutek.        

To była jednorazowa akcja?

– Nie, ale czekamy aż rolnicy zrobią żniwa i wtedy dalej będziemy lać gnojowicę. Mam jeszcze dwie dodatkowe beczki, jakieś ciągniki… Myślę, że będzie trochę lepiej jak w Grecji.

Od czego to zależy czy powtórzycie akcje?

– Od Straży Granicznej. Jeśli im to nie będzie przeszkadzać, a wręcz – pomagać, to nie widzę żadnego problemu żeby tego nie robić. Napisałem również pismo do Komendanta Straży Granicznej, w którym przedstawiłem pomysł. Niestety, samego płotu się nie poleje [ależ czemu? Płot już jest islamistą? md] , chociaż osobiście byłbym za takim rozwiązaniem, bo wtedy tego płotu migranci w ogóle by nie dotykali, ale jeśli oblejemy teren tuż przy płocie to też będzie dobrze. „Lepiej” żołnierzom będzie trochę powąchać nieprzyjemnego zapachu, niż dostać nożem.

Jak na pomysł gnojowicy na granicy reagują ludzie z Pana otoczenia?

– Ludziom bardzo podoba się ten pomysł. Nikt tego nie hejtował, a wręcz przeciwnie – mówią, że to fajna inicjatywa. Co więcej – coraz więcej ludzi podsyła lokalizacje swoich działek po to, żeby tam też rozlewać gnojowicę.  

Jeździ Pan na granice, jak to wygląda? Migranci rzeczywiście mają swoje obozowiska, jakieś baraki?

– Miejscowość, do której jeżdżę, to Starzyna [na południowym skraju Puszczy Białowieskiej md]. Tam migranci mają trzy obozowiska, przy płocie. Widać ich jak chodzą wzdłuż płotu, szukają przejścia. Historii z nimi jest mnóstwo. Nawet w momencie kiedy rozlewaliśmy gnojowicę to leciał nad nami śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i za jakiś czas wracał w stronę szpitala, czyli pewnie też jakaś nieciekawa sytuacja się wydarzyła… Migranci rzucają kamieniami, patykami. Często mają też noże. Gdyby nie płot to nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić na jaką skalę szli by na terytorium naszego kraju.

Czyli nie są to „biedni ludzie, którzy szukają swojego miejsca na ziemi” – jak mówił Donald Tusk…

– Ich po tamtej stronie jest naprawdę setki, jeśli nie tysiące. Kiedy nie podjadę pod płot to po drugiej stronie mogę spotkać migrantów. Ludzie, kiedy zaczęli kopać ziemniaki przy samym płocie słyszeli od migrantów: „Dajcie nam trochę do jedzenia”; „Rzućcie nam przez płot”. 

W dniu 4 czerwca odbył się protest rolników w Brukseli. To był protest rolników z Unii Europejskiej, też pod konkretnym hasłem, które przyniosło zamierzony efekt? 

– Pod hasłem: „Odgłosujmy ich”. Było dużo ludzi, dużo ciągników. Myślę, że frekwencja mogłaby być jeszcze lepsza wśród rolników, ale efekt został osiągnięty, ponieważ widać, że partie prawicowe zyskały poparcie wśród obywateli m.in. we Francji czy w Niemczech. U nas również Konfederacja zrobiła fajny wynik. Uważam, że protesty, które trwały od początku roku nie poszły na marne.

Nie ma Pan już żadnych nieprzyjemności ze strony ukraińskiej [czemu nie białoruskiej? md] , nikt Panu nie grozi?

– Od siedmiu/ośmiu tygodni mam spokój. Nie ma już tego, co było na początku. Nikt też nie jeździ koło mojego gospodarstwa, co się wcześniej zdarzało. Były takie sytuacje, że czasami w nocy ktoś jeździł, ale teraz już tego nie ma. Jest spokojnie.

Czyli SMS w treścią, że „jak jesteś na granicy to przyjedziemy i cię zabijemy” też już nie ma?

– SMS i wiadomości na jednym z komunikatorów internetowych jeszcze są, ale już nawet ich nie czytam. Ważne jest to, że nie ma fizycznych zagrożeń.        

Jakie dalsze plany ?

– Rolnicy teraz będą mieli żniwa, ale trzymają rękę na pulsie. Jeśli będą wchodzić jakieś kolejne głupie ustawy, jak np. ostatnio – zakaz hodowli futerek, a dobrze wiemy, że od futerek się zacznie, później będą krowy, które są gwałcone – jak uważają niektórzy, później świnie… Jeśli ustawa o zakazie chowu zwierząt futerkowych przejdzie to będziemy mieli listę kto za tym głosował i będziemy – tak jak do tej pory robiliśmy – protestować, jeździć pod biura poselskie posłów, którzy poparli ustawę. Jako rolnicy jesteśmy ostatnią grupą, która może coś w tym kraju zmienić. Teraz mamy bardzo dużo kontaktów, wystarczy chwila, żeby się skrzyknąć i zacząć wspólnie, solidarnie działać. Jeśli okaże się, że ktoś będzie miał u siebie posła, który głosował za tą konkretną ustawą to pojedziemy do niego i ewentualnie u niego na podwórku wylejemy trochę gnojowicy. Niech politycy nie myślą, że mogą sobie nami pomiatać.

Bierze Pan nadal udział w komisjach sejmowych?

– Komisje sejmowe były, są i będą. Praktycznie na każdej komisji staramy się być – jeśli nie ja, to chłopaki z Ruchu Młodych Farmerów. Kto ma czas to jedzie i stara się wypowiadać na komisji.      

Zjazd [spadek] wyników Holdingu Tuska, czyli co się stało z zyskami państwowych spółek

Zjazd wyników Holdingu Tuska, czyli co się stało z zyskami państwowych spółek

Jacek Frączyk 20 czerwca 2024, businessinsider

Skończyła się epoka menadżerów z PiS w państwowych spółkach. Nadszedł czas nowych, nominowanych przez koalicyjny rząd pod kierownictwem Donalda Tuska. Jak co kwartał przyjrzeliśmy się, jak „państwowy holding” poradził sobie w minionym okresie.

Pierwszy kwartał pod kierownictwem nowych menadżerów nie wypadł dobrze w państwowych spółkach
Pierwszy kwartał pod kierownictwem nowych menadżerów nie wypadł dobrze w państwowych spółkach | Foto: Krystian Maj, Jacek Frączyk / Flickr / Kancelaria Premiera
  • Państwowe spółki zarobiły 10,9 mld zł netto w pierwszym kwartale. To o 7,9 mld zł mniej rok do roku
  • Firmy energetyczne: PGE, Tauron i Energa wykazały znacząco słabsze wyniki
  • Największy spadek zysków dotyczy jednak PKN Orlen. Gigant zanotował zysk o 69 proc. niższy niż rok wcześniej
  • Na tle największych firm notowanych na GPW pozbawianych kontroli Skarbu Państwa Holding Tuska prezentuje się blado
  • Trzeba jednak pamiętać, że zmiany kadrowe w państwowych spółkach ślimaczyły się, a wyniki pierwszego kwartału to najczęściej efekty znacznie wcześniejszych decyzji biznesowych i zmian w otoczeniu rynkowym

10,9 mld zł netto zarobiło w pierwszym kwartale 19 giełdowych spółek, w których o pozycji prezesa decyduje państwo. Dużo to czy mało? Rok do roku oznacza to o 7,9 mld zł mniej (-42 proc. rdr.).

W tym samym czasie 19 największych (kapitalizacja na koniec 2023 r.) na giełdzie spółek niepaństwowych zwiększyło zyski o 17 proc. (+947 mln zł) do 6,4 mld zł.

Co zadecydowało, że państwowe spółki tak spuściły z tonu przy dobrej koniunkturze u firm prywatnych?

https://pulsembed.eu/p2em/SkVDR-zdb

Zjazd wyników Orlenu

[detale w oryginale. Chyba niewielu z moich czytelników interesują. MD]

Francuscy masoni stawiają opór nienawistnej hydrze skrajnej prawicy

Francuscy wolnomularze przeciwko skrajnej prawicy!

===================================

[Zjednoczenie Narodowe (RN – Rassemblement national), którego liderem jest Jordan Bardella, otrzymało 31,4% głosów w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

„Paris Match”: 36 proc. Francuzów ma nadzieję na wygraną Zjednoczenia Narodowego

Pierwsza tura odbędzie się 30 czerwca, druga – 7 lipca.

RN to partia raczej socjalizująca, z „prawicą” ma niewielki związek, ani w dziedzinie duchowej, ani gospodarczej. Ale jest pro-francuska, ku rozpaczy masonów.

Ich logika: Nawet, gdyby wrogowie mieli 80% głosów, to dla nich zawsze będą oni „skrajni„.

A złośliwa ordynacja dwu-stopniowa [do parlamentu] masonom tę „walkę” bardzo ułatwia: Nakażą wszystkim partiom – marionetkom głosować wspólnie w drugiej turze – nic to, że wbrew deklarowanym programom – i juuuuż... MD]

============================================

wolnomularstwo/francuscy-wolnomularze-przeciwko-skrajnej-prawicy

Francuscy wolnomularze przeciwko skrajnej prawicy!

Theodoros Benakis, EuropeanInterest, 16 czerwca 2024

Ryzyko powstania skrajnie prawicowego rządu we Francji po tym, jak prezydent Emmanuel Macron wezwał do rozpisania przedterminowych wyborów, zmobilizowało postępową Francję. Francuscy masoni z pięciu organizacji, z inicjatywy Wielkiego Wschodu Francji (Grand Orient of France / GODF), wydali oświadczenie wzywające braci i siostry do zaangażowania.

Wielcy Mistrzowie GODF, Francuskiej Federacji Międzynarodowego Mieszanego Zakonu Masońskiego Droit Humain, Uniwersalnej Wielkiej Loży Mieszanej, Wielkiej Loży Mieszanej Francji i Mieszanej Wielkiej Loży Memphis-Misraïm ostrzegają francuskie społeczeństwo, że “najbardziej reakcyjne siły dążą do porozumienia, mając jako jedyną ambicję zakwestionowanie wszystkich podstaw filozofii oświecenia, źródeł postępu”.

(…)

9 czerwca, po tym jak prezydent Macron ogłosił przedterminowe wybory, Wielki Wschód Francji natychmiast zareagował. Guillaume Trichard, Wielki Mistrz GODF, wydał oświadczenie, w którym zapewnił, że organizacja stoi na czele walki ze skrajną prawicą i obrony uniwersalistycznej i braterskiej Republiki. [tricheur– to oszust… md]

“Dzisiejszego wieczoru Francja wkroczyła w bardzo niepokojącą fazę swojej historii, wraz ze zbliżającym się powrotem skrajnej prawicy do władzy. Bardziej niż kiedykolwiek humanistyczne zasady wolności, równości i braterstwa, zasady, którym masoni zawsze służyli i których bronili, są w niebezpieczeństwie” – stwierdził Trichard.

“Wielki Wschód Francji podejmie w nadchodzących dniach wszystkie inicjatywy, które uzna za użyteczne, w porozumieniu z zaprzyjaźnionymi Obediencjami masońskimi, aby bronić uniwersalistycznej i braterskiej Republiki, którą pielęgnujemy”, zakończył.

13 czerwca pięć organizacji zebrało się w siedzibie GODF, aby wystosować “uroczysty apel o mobilizację wszystkich masonów, braci i sióstr, aby powiedzieć “nie” nieuchronności zwycięstwa skrajnej prawicy i jej ideologii nienawiści”.

W “Wezwaniu do rozpoczęcia Republiki Braterskiej” zauważono, że “za trzy tygodnie, przy okazji przedterminowych wyborów parlamentarnych, ryzyko dołączenia Francji do ciemnej kohorty skrajnie prawicowych populistycznych i nacjonalistycznych rządów nigdy nie było tak wysokie”.

“W tym roku, kiedy czcimy pamięć tych, którzy polegli za naszą wolność w obliczu nazistowskiego jarzma i kolaboracyjnego reżimu, masoni nie mogą milczeć.

“Wierni i głęboko przywiązani do swojej humanistycznej i uniwersalistycznej tradycji, masoni będą bardziej niż kiedykolwiek zaangażowani w tę istotną walkę, jaką jest obrona braterskiej Republiki. Nie możemy już tylko bić na alarm, ale musimy działać.

“Działać w terenie, w naszych lożach, poza świątyniami. Działanie oznacza również wysłuchanie gniewu tych, którzy ze zmęczenia lub rozpaczy byli w stanie głosować 9 czerwca na grabarzy Republiki, aby przekonać ich, że skrajna prawica to ślepy zaułek.

“Masoni, którzy zawsze stawiali opór nienawistnej hydrze skrajnej prawicy, wierni ideałom wolności, równości, braterstwa, sekularyzmu, powstają, zdeterminowani, by wziąć udział w odbudowie republikańskiej nadziei dla wszystkich”.

Dyrektor generalny Ryanair, Michael O’Leary: System azylowy to „kompletne oszustwo”. Przylatują z bezpiecznych krajów, a następnie spłukują swoje paszporty w toalecie.

„To kompletne oszustwo, ci ludzie nie są uchodźcami” Autor: AlterCabrio , 20 czerwca 2024

Dyrektor generalny Ryanair, Michael O’Leary, stwierdził, że system azylowy to „kompletne oszustwo” i że takie osoby „nie są uchodźcami”, ponieważ przybywają z bezpiecznych krajów, a następnie spłukują swoje paszporty w toalecie.

−∗−

Oprac. AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Dyrektor generalny Ryanair: „To kompletne oszustwo, ci ludzie nie są uchodźcami”

Mówi, że migranci spłukują paszporty w toalecie, kiedy przybywają do Irlandii z bezpiecznych krajów.

Dyrektor generalny Ryanair, Michael O’Leary, stwierdził, że system azylowy to „kompletne oszustwo” i że takie osoby „nie są uchodźcami”, ponieważ przybywają z bezpiecznych krajów, a następnie spłukują swoje paszporty w toalecie.

O’Leary skomentował tę sytuację podczas wystąpienia w stacji radiowej Newstalk.

Szefa linii lotniczych zapytano, w jaki sposób ludzie mogą przylecieć do Irlandii lotami Ryanair bez odpowiednich dokumentów lub możliwości udowodnienia swojej tożsamości.

„Tak, ponieważ spuszczają je w toalecie, przylatują na lotnisko w Dublinie i spuszczają je w toalecie” – odpowiedział.

O’Leary powiedział, że osoby przyjeżdżające do Irlandii spoza UE muszą mieć sfotografowane paszporty w punkcie kontroli granicznej, aby móc przesłać szczegółowe informacje rządowi, jest to jednak niemożliwe w przypadku imigrantów zarobkowych.

„Pojawiają się tutaj… to kompletne oszustwo i nie są to uchodźcy. Jedną z rzeczy, która doprowadza mnie do szału w Irlandii, jest to, że traktujemy ludzi jak uchodźców przybywających z Wielkiej Brytanii lub Francji” – poskarżył się.

„Nikt nie dostał się do Irlandii z Afganistanu, Kenii, Nigerii czy Syrii bezpośrednim lotem, ponieważ takich nie ma, więc to nie są ucieczki przed prześladowaniami w Wielkiej Brytanii czy Niemczech” – dodał O’Leary.

„Powinniśmy opiekować się uchodźcami, bardzo współczuję Ukraińcom, ale ludziom, którzy przybywają tutaj z Wielkiej Brytanii, Francji czy innych krajów UE, powinniśmy ich zawracać, mówiąc: wróćcie do krajów UE, z których przybyliście.”

O’Leary powiedział, że trudno jest ustalić, jakim lotem migranci lecieli lub na jakim miejscu siedzieli, „ponieważ niszczą lub spłukują swoją dokumentację w toaletach, a przecież wszyscy oni mają dokumenty, wchodząc na pokład samolotu RyanAir po drugiej stronie.”

Irlandia została całkowicie opanowana przez imigrantów zarobkowych, z których ogromna liczba osiedliła się w miasteczkach namiotowych w głównych irlandzkich miastach, zwłaszcza w stolicy Irlandii, Dublinie.

Tymczasem, według danych opublikowanych w Niemczech przez Federalny Urząd ds. Migracji i Uchodźców, 57 procent osób ubiegających się o azyl nie posiada dokumentów potwierdzających ich tożsamość, wiek lub kraj pochodzenia, a liczba ta wzrosła z 48 procent w 2023.

_____________

Ryanair CEO: “It’s a Complete Scam, These People Are Not Refugees”, Paul Joseph Watson, 18th June 2024

−∗−

Warto porównać:

Biblią szantażują katolików – ks. Daniel Wachowiak
Sam szatan potrafił Panu Jezusowi cytować różne zdania z Pisma Świętego, ale przedstawiał je w takim kontekście, w którym ta interpretacja była bardzo fałszywa. Podobnie robią ci, którzy na co […]

_____________

Miesiąc dumy z imigrantów
Imigracja ma podobno wzmocnić polską demokrację zagrożoną odradzającym się rasizmem i radykalnym populizmem. Hasło ataku na polski ciemnogród dała pierwszy raz, kilkanaście lat temu, Gazeta Wyborcza drukując artykuł „Patriotyzm jest […]

Nowy zespół Bodnara zajmie się produkcją społeczności wolnej od uprzedzeń moralnych, nie odróżniającej dobra od zła, prawdy od kłamstwa.

Nowy zespół Bodnara zajmie się uprzedzeniami moralnymi

Autor: CzarnaLimuzyna , 15 czerwca 2024

Niepodobna nie zauważyć, że Judenrat „Gazety Wyborczej” kontynuuje tradycje żydowskich arywistów, których Stalin wysłał do Polski, by tresowali nasz mniej wartościowy naród tubylczy do komunizmu. – napisał któryś raz z rzędu Stanisław Michalkiewicz.

Cel się nie zmienia, zmieniają się jedynie nazwy, a naród tubylczy jest już urobiony poza wyjątkami do których nie wypada nam nie zaliczyć ludzi normalnych. Kim jest człowiek normalny ze swoją normalnością pisać dziś nie wypada… Wiemy jedno: przeszkadzają.

Ludzie normalni ceniący wartości związane z tradycyjną moralnością opartą na dekalogu oraz z klasyczną szkołą myślenia opartą na logice dwuwartościowej (prawda; fałsz) są radykalni. Ich „radykalizm” polega m.in. na mówieniu prawdy, na nazywaniu zboczeńców- zboczeńcami, zdrajców- zdrajcami, złodziei- złodziejami, nachodźców- nachodźcami, komunistów- komunistami, banderowców- banderowcami, żydowskich rasistów- żydowskimi rasistami.

Przeciw temu w ramach tolerancji represywnej powstają inicjatywy mające stłumić wolność słowa pod groźbą represji prawnych spod szyldu lewo-rządności.

Mianowańcy Bodnara pomogą w prześladowaniu prawicy?

13 czerwca na stronieProkuratury Krajowej” ukazał się komunikat o powstaniu ideologicznego tworu

  • którego celem jest przygotowanie założeń systemowej, kompleksowej i szczegółowej strategii przeciwdziałania takim zachowaniom i ich karania. – czytamy na stronie “Prokuratury”

The-celebration-of-the-great-worm_Hutter

———————————

Twór został udrapowany na:

„Zespół do spraw przeciwdziałania mowie nienawiści i przestępstwom motywowanym uprzedzeniami”.

Ja, nazywam to: Nowym zespołem do spraw Nienawiści. Nienawiści kierowanej w stronę ludzi normalnych.

Myślę, że tak samo jak inne wcześniejsze, podobne inicjatywy będzie to typowa podgatowka – opracowanie wytycznych służących cenzurowaniu debaty publicznej oraz ułatwiających prześladowanie osób radykalnie normalnych.

Rosyjskie słowo podgatowka, którego użyłem jest adekwatne, ponieważ pochodzi z okresu stalinowskiego, w którym działał cenzor Mosze Turbowicz, aktualnie Turski, na którego powołują się lewicowi politrucy, w tym inicjator akcji, Bodnar.

Na stronie „prokuratury”, organu tolerancji represywnej, znajomy bełkot. Możemy przeczytać, że: „Pracami Zespołu pokieruje dr Aleksandra Gliszczyńska-Grabias ekspertka w zakresie prawa antydyskryminacyjnego specjalizująca się m. in. w prawnych aspektach przeciwdziałania antysemityzmowi, ksenofobii oraz dyskryminacji na tle rasowym i religijnym…”.

Pani Gliszczyńska-Grabias jest osobą związaną ze „STOWARZYSZENIEM PRZECIW ANTYSEMITYZMOWI I KSENOFOBII Otwarta Rzeczpospolita”.

Nazwa ta od wielu lat kojarzy mi się z otwartą i bezbronną Rzeczpospolitą i wielce szkodliwą lewacką propagandą niszczącą narodową i kulturową tożsamość słabszych mentalnie i zagubionych duchowo Polaków.

Sloganem tego stowarzyszenia jest: „Chcemy żyć w społeczności wolnej od uprzedzeń szanującej odmienność broniącej godności człowieka”. Nie jest to prawda. W rzeczywistości chodzi o stworzenie społeczności wolnej od uprzedzeń moralnych, społeczności żyjącej w stanie anomii: nie odróżniającej dobra od zła, prawdy od kłamstwa.

Myślę, że cel jest taki sam jak zwykle. Przywilej specjalnej ochrony przed prawdą nazywaną “mową nienawiści” ma dotyczyć osób zajmujących się dywersją ideologiczną, promocją patologii, osób sympatyzujących z wybranymi odnogami faszyzmu przede wszystkim unijnego oraz różnych mutacji komunizmu, a także osób narodowości żydowskiej i ukraińskiej.

I w taki oto sposób maja zamiar tresować: naród tubylczy do czasu zupełnego zbydlęcenia, a elitę ludzi normalnych do czasu ostatecznej kapitulacji. Taki mają zamiar. Jak to się ostatecznie skończy? Każda przepowiednia a przede wszystkim Ewangelia opisują ich klęskę.

Cywilizacja śmierci. Już króluje w Niemczech.

Cywilizacja śmierci. Skandaliczny wyrok.

Posted by Marucha w dniu 2024-06-18 marucha

W sensacyjnym wyroku z 2020 r. Federalny Trybunał Konstytucyjny uchwalił podstawowe prawo do samostanowienia o śmierci – niezależnie od wieku, choroby czy indywidualnych powodów. Osoba pragnąca umrzeć może również skorzystać z pomocy osób trzecich, czyli zapewne pielęgniarek bądź lekarzy.

Wcześniej prawo niemieckie zakazywało jakiejkolwiek formy eutanazji, czynnej bądź biernej, a jeżeli ktoś chciał zakończyć życie w taki sposób – musiał wyjechać do Szwajcarii, Holandii, Luksemburga lub Belgii.

Stowarzyszenia oferujące pomoc w samobójstwie długo miały złą opinię w Niemczech. Zarzucano im żerowanie na cierpieniu i ludzkiej tragedii. Po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego organizacja ochrony praw pacjentów Deutsche Gesellschaft fuer Humanes Sterben” (DGHS) ujawniła 229 przypadków towarzyszenia pacjentom we wspomaganym samobójstwie.

To zjawisko negatywnie postrzega filozof i etyk medyczny Jean-Pierre Wilss, który sądzi, że legalizacja eutanazji przyczyni się do normalizacji tego zjawiska i nadużywania przepisów w przyszłości. Według niego nie wolno bowiem pomijać dramatycznej otoczki towarzyszącej zakończeniu życia poprzez samobójstwo i sprowadzać go do kwestii stricte prawnej, pomijając zupełnie wymiar etyczny.

Niemiecka ewangelicka fundacja opieki zdrowotnej von Bodelschwingh Bethel jest zdecydowana zezwolić na wspomagane samobójstwo na terenie swoich placówek pomimo silnych sprzeciwów środowisk katolickich. Była przewodnicząca Ewangelickiego Kościoła Westfalii, Annette Kurschus, wyjaśniła w poniedziałek dziennikarzom w Bielefeld, że instytucja Bethel, która prowadzi liczne kliniki, hospicja i inne podobne placówki, nie uniemożliwi swoim pacjentom korzystanie z ich podstawowego prawa do samostanowienia, sformułowanego przez Federalny Trybunał Konstytucyjny w 2020 roku.

W listopadzie 2023 r. Kurschus złożyła rezygnację z funkcji przewodniczącej rady Kościoła Ewangelickiego w Niemczech (EKD). W Bethel jest obecnie odpowiedzialna za komisję etyczną.

Wspomagane samobójstwo stanowi wyzwanie dla Bethel, powiedziała podczas prezentacji opinii prawnej zleconej przez fundację. Dzieje się tak, ponieważ wspomagane samobójstwo nie jest zgodne z chrześcijańskim rozumieniem życia jako daru od Boga. Z tego powodu Fundacja von Bodelschwingh w Bethel wykluczyła ustanowienie własnego programu wspomaganego samobójstwa przez swoich pracowników. Wynika to z faktu, że taka usługa mogłaby w subtelny sposób wywierać presję na osoby starsze, chore i niepełnosprawne, aby popełniły wspomagane samobójstwo (czyli de facto eutanazję) w celu odciążenia partnerów, krewnych, przyjaciół lub społeczeństwa.

Jednocześnie, zgodnie z orzeczeniem Trybunału, należy szanować podstawowe prawo jednostki do samostanowienia o sobie i podejmowania decyzji o zakończeniu swojego życia poprzez wspomagane samobójstwo, a pomoc w tym zakresie nie powinna być niemożliwa. Nie oznacza to jednak akceptacji podjętych decyzji.

„Fakt, że pozostajemy u boku ludzi w opiece duszpasterskiej do końca, nie oznacza, że pomagamy w samobójstwie” – stwierdzono w oficjalnym oświadczeniu fundacji.

Zgodnie z dostarczonymi informacjami, same placówki Bethel nie uczestniczą w przygotowaniu i realizacji wspomaganego samobójstwa. Zasadniczo nie mają one również obowiązku sprawdzania wymogów, które dana osoba spełnia, aby zakończyć swoje życie poprzez eutanazję. Placówki można jednak zobowiązać do interwencji, jeśli pacjent nie ma swobody w podejmowaniu decyzji.

Zgodnie z ekspertyzą, placówki Bethel nie muszą również przyjmować klientów, którzy zwracają się bezpośrednio o pomoc do pracowników placówki. Ci muszą wpierw zachęcać do korzystania z życia oraz odwodzić od zabiegu eutanazji, zachowując przy tym umiar i nie naruszając praw pacjenta.

Niemiecka Fundacja Ochrony Pacjentów skrytykowała ekspertyzę sporządzoną przez eksperta prawa medycznego Thomasa Gutmanna z Münster. Konstytucyjnie chronione prawo do samostanowienia pozwala organizacjom non-profit na zablokowanie ludziom dostępu do organizacji zajmujących się eutanazją – w przeciwieństwie do poglądu wyrażonego przez Gutmanna, co wyjaśnił członek zarządu Eugen Brysch. Warunkiem wstępnym jest jednak odrzucenie zorganizowanego wspomaganego samobójstwa pod każdym względem.

„Wydaje się, że nie dzieje się już tak w przypadku kościoła protestanckiego, co z kolei otwiera drogę do dalszego ułatwiania dostępu do eutanazji” – mówi Brysch.

Kościół katolicki odrzuca legalizację wspomaganego samobójstwa, a w szczególności działalność stowarzyszeń eutanazyjnych. Podkreśla również, że nie musi tolerować wspomaganego samobójstwa w swoich szpitalach, domach spokojnej starości czy hospicjach. Widoczne jest więc wyraźne rozdarcie pod względem prawnym i etycznym w tej sprawie.

Źródło: http://www.katholisch.de, dw.com Adam Ambrożewicz https://prawy.pl

====================

matirani said

Zwolennicy eutanazji powinni sie sami eutanazjowac jak najszybciej. Podobnie jak ci nawiedzeni od ratowania Ziemi i przeludnienia – niech daja przyklad i sie likwiduja bez zwloki.

Konrad Rękas: Unia Europejska została celowo zaprojektowana i zorganizowana jako struktura odrzucająca choćby pozory demokracji

O braku znaczenia Parlamentu Europejskiego

Konrad Rękas konserwatyzm

Na nieformalnym szczycie 17. czerwca nie udało się z marszu zatwierdzić kandydatur do nowego kierownictwa Unii Europejskiej. I, rzecz jasna, nie ma to żadnego znaczenia. Po prostu, młyny transnarodowej biurokracji mielą powoli, a skoro chodzi głównie o uzgodnienie interesów sponsorów głównych frakcji (tak korporacyjnych, jak i państwowych) – jakiś kompromis jest tylko kwestią czasu. Mimo kryzysu dla wszystkich europejskiego tortu wystarczy czy raczej DZIĘKI kryzysowi da się obdzielić wszystkich u koryta.

Skręt w prawo, czyli donikąd

Nie jest to więc żadną miarą wynik okrzyczanego zwycięstwa skrajnej prawicy w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Tym bardziej, żadnej takiej wiktorii po prostu nie było. Europa skręciła w stronę tak zwanej skrajnej prawicy, tylko że ta prawica jeszcze szybciej skręca w stronę bezideowego centrum. Ta degeneracja jest szczególnie widoczna w przypadku Braci Włochów Giorgi Meloni i Rassemblement National Marine Le Pen. Pierwsza z tych formacji nigdy nie była zresztą naprawdę antysystemową, to od początku do końca wydmuszka sterowana ręcznie przez ambasadę USA w Rzymie.

Natomiast główne francuskie ugrupowanie narodowe już dawno wyrzekło się własnego programu, przestało opowiadać się za Europą Ojczyzn, złagodziło ton w sprawie emigracji do Europy, a w kwestii wojny na Ukrainie czy ludobójstwa w Gazie wypowiedzi liderów RN nie różnią się od wystąpień polityków establishmentowych. To nie jest formacja Frexitu, kto uważa inaczej – łączy chciejstwo z ignorancją, na miarę wiary, że Polskę z UE wyprowadzi Konfederacja.

Mamy do czynienia z farbowanymi lisami, nie tylko we Francji i Włoszech, ale także w Hiszpanii (Vox), Holandii, Danii, Finlandii czy Szwecji. Widoczna jest zresztą relokacją ugrupowań dotychczas kojarzonych z Identity and Democracy (też zresztą znaczniej bardziej umiarkowanej i systemowo oswojonej niż to się w Polsce wydaje) w stronę European Conservatives and Reformists, którzy tym tylko różnią się od obecnego kształtu ID, że już nawet nie udają antysystemowości, będąc jawną agenturą amerykańską i syjonistyczną, akceptując także agendę klimatyczną oraz transgender, oczywiście przy pewnym krygowaniu na potrzeby krajowych elektoratów. Być może więc europejskim wyborcom wydawało się, że głosują za zmianą i na nową jakość, ale system jest przed takimi niespodziankami skutecznie zabezpieczony.

Zresztą, przecież to nadal są wybory czysto dekoracyjne, o charakterze sondażu poparcia elektoratów krajowych. Parlament Europejski nie ma istotnych kompetencji i nigdy ich mieć nie będzie, bowiem Unia Europejska została celowo zaprojektowana i zorganizowana jako struktura odrzucająca choćby pozory demokracji, zarządzana przez transnarodową biurokrację pod dyktando lobbystów i globalnych ośrodków siły. Parlament Europejski to nadal emerytalna synekura dla byłych premierów, zasłużonych działaczy, ich kochanek i sponsorów.

Niebieskie zebry i różowe morsy

Wynik wyborów do PE nie wpłynie też raczej znacząco na politykę III RP, dalej będzie ona proamerykańska, prokijowska, z pełnym wdrożeniem agendy klimatycznej/energetycznej i transgender. Zresztą, byłaby ona taka sama nawet, gdyby w Warszawie rządziło PiS zamiast PO. Te formacje różnią się bowiem frazeologią używaną wobec własnych wyborców, nie polityką, którą realizują na zlecenie zagraniczne. Dlatego właśnie do znudzenia należy prostować komentatorów zagranicznych, uparcie nazywających PO „liberałami” a PiS „konserwatystami [w dodatku narodowymi]”. Gdyby opisać formację Tuska jako niebieskie zebry a partię Kaczyńskiego przedstawić jako różowe morsy miałoby to więcej sensu niż określanie ich jako „liberałów” i „konserwatystów”. W Polsce wiemy wszak dobrze, że to bezideowe interesy grupowe zorganizowane pod znakami plemiennymi, a nie partie ideowe. Ponadto pomimo słabego wyniku partnerów rządowych Platformy Obywatelskiej nie zanosi się nawet na zmianę układu sił w koalicji sejmowej, ponieważ nie da się obecnie zawrzeć żadnej innej, a więc układ będzie trwał, zapewne przy stopniowej kanibalizacji Trzeciej Drogi i „Lewicy” przez PO. Zmiany mogą więc być zaledwie personalne, jak wewnętrzna walka o władzę w PSL między frakcjami Władysława Kosiniak-Kamysza i Waldemara Pawlaka / Marka Sawickiego, jednak to już naprawdę nie ma znaczenia dla kogokolwiek poza grupami ludowców zainteresowanych posadami w spółkach Skarbu Państwa.

Warta jest zmęczona

Ursula von der Leyen zapowiedziała już, że „nowa większość w Parlamencie Europejskim będzie proeuropejska i proukraińska”. Oczywiście, znajdą się w PE pojedynczy posłowie mający odmienne poglądy, częściej zresztą wywodzący się ze skrajnej lewicy niż prawicy, która została poddana skutecznej amerykanizacji i syjonizacji. Znajdą się (czy raczej już się znaleźli) i  będą tak samo marginalizowani, jak dotychczas, tak samo oskarżani o agenturalność, jak poprzednio i być może po prostu zostaną w końcu aresztowani za szpiegostwo i usunięci z PE, taka będzie cała różnica z poprzednią kadencją, która – przypomnijmy – zakończyła aferą „Voice of Europe” i polowaniem na rosyjskie czarownice wśród europosłów i kandydatów do PE. Skądinąd jeśli rzeczywiście Rosja próbowała w ten sposób uczynić swój głos słyszalnym w Europie – to pomogła skompromitować swoich ostatnich sojuszników, a o nowych będzie jej jeszcze trudniej.

Fikcja zachodniej demokracji liberalnej dobiega bowiem końca, czego ostateczną cezurą była fikcja pandemicza, a następnie absurd klimatyczno-energetyczny i histeria wojenna. W obecnej rzeczywistości nie ma miejsca na żadne różnice zdań odnośnie wojny na Ukrainie, ludobójstwa dokonywanego przez syjonistów w Gazie, rzekomej zmiany klimatycznej i realnej transformacji energetycznej, samoidentyfikacji płciowej, kapitalizmu inwigilacji, globalnych zysków korporacyjnych czy produkcji pieniądza z brudnego powietrza. Obowiązuje jednomyślność. Wszyscy, w tym nowowybrani europosłowie muszą się jej podporządkować – albo zostaną unicestwieni jako osoby publiczne, uczestnicy wymiany gospodarczej czy po prostu jako jednostki ludzkie. Koniec zabawy.

Karauł ustał.

Konrad Rękas