Grzegorz Braun, przedstawiciel polskiej mniejszości narodowej w instytucji ustawodawczej III RP zdobył się na akt obywatelskiej postawy godnej strażaka. Widząc zapalone świece chanukowe chwycił dziarsko gaśnicę, gasząc płomień „satanistycznego kultu”.
– Panie pośle, nie wstyd panu?
– Wstyd powinno być tym, którzy uczestniczą w aktach satanistycznego kultu.
Na Sali sejmowej poseł Konfederacji powiedział:
Nie może być miejsca na akty rasistowskiego, plemiennego, dzikiego, talmudycznego kultu na terenie Sejmu. Przez zebranych przemawia ignorancja. Nie jesteście państwo świadomi przesłania, treści tego aktu nazywanego niewinnie świętami Chanuka.
Przypisano mi tutaj pobudki rasistowskie, gdy tymczasem ja przywracam stan normalności i równowagi kładąc kres aktom satanistycznego, rasistowskiego triumfalizmu. Takie jest przesłanie tych świąt. Wyzywam państwa na dysputę teologiczną.
Nie będąc gotowymi do debaty, tym bardziej debaty teologicznej, posłowie zwrócili się w popłochu i w udawanym oburzeniu do marszałka Hołowni, który zaczął grozić Braunowi wykluczeniem z obrad sejmu.
Grzegorz Braun powtórzył swoja propozycję: Wyzywam wszystkich tu zebranych, słuchaczy i widzów na dysputę historyczno-teologiczną. Chętnie wykażę panu ignorancję i wszystkich zebranych…
W odpowiedzi marszałek Sejmu wykluczył Grzegorza Brauna z obrad sejmu.
Całe zdarzenie skomentował w trybie partyjnej i lewicowej poprawności Moskal, niegdysiejszy szef młodzieżówki PiS, aktualny poseł.
Za cyrk Brauna w Sejmie należy podziękować Hołowni. W Sejmie Braun jest od czterech lat. Różnica jest taka, że Marszałek Witek potrafiła nad Sejmem zapanować.
Tymczasem na sali sejmowej jak i poza nią zwolennicy “oddzielenia religii od państwa”, zdjęcia krzyża w sejmie, wznosili rytualne okrzyki.
Cytat Overbecka: „Wiele osób pytało mnie: czy nadal jesteście katolikami i częścią Kościoła katolickiego? A ja odpowiedziałem: Tak, oczywiście, jesteśmy katolikami i jesteśmy tu, żeby pozostać nimi”.
Overbeck może śmiało twierdzić, że uczestniki niemieckiej drogi synodalnej są katolicy. Dlaczego? Ponieważ kierownictwo Kościoła katolickiego okupuje Jorge Bergoglio, który według Ga 1:8-9 publicznie wykluczył się z Kościoła Chrystusowego za propagowanie sodomii i publiczne poświęcenie się szatanowi w Kanadzie. Takim katolikiem jak Bergoglio, jest i Overbeck i wszyscy, którzy są im posłuszni. Ale tacy pseudo-katolicy trafiają do piekła.
Gdyby niemiecką pseudo-ewangelię głosili misjonarze w Meksyku, Aztekowie nadal składaliby publiczne ofiary z ludzi, a kanibale w Afryce ze swoich szamanów nadal czerpaliby zyski, przekonująco twierdząc: jesteśmy katolikami i jesteśmy tu, aby pozostać nimi.
Cytat z mediów: „W obronie niemieckiejdrogi synodalnej Overbeck stwierdził, że proces ten jest odpowiedzią na wyjątkowy «post-sekularny» kontekst niemieckiej kultury, w którym «ludzie nie mają już pojęcia» o transcendencji, Kościele czy Jezusie Chrystusie”.
Jaki jest sens istnienia takiego postsekularnego Kościoła, który w pełni podporządkował się postsekularnemu kontekstowi niemieckiej kultury? Taki pseudo-kościół nie ma pojęcia o ewangelii Chrystusowej i nie prowadzi ludzi do zbawienia. Można go postawić na poziomie stowarzyszenia hodowców gołębi czy stowarzyszenia przyjaciół piwa i sodomii. Owocem tego kościoła jest, jak przyznał Overbeck, że w Esseni w ciągu 13 lat wyświęcił zaledwie 15 księży, podczas gdy 300 zmarło, a teraz ma całkowicie puste seminarium. W ciągu jednego roku z Kościoła katolickiego w Niemczech wyszło pół miliona katolików. Ten program grabarzów kościelnych ma za pośrednictwem Synodu stać się wiążącym dla całego świata katolickiego.
Cytat z mediów: „Jednak zdaniem Overbecka sytuacja w Niemczech jest nadzwyczajna izmienia całe ramy pytań, które realizujemy”.
Overbeck twierdzi, że sytuacja w Niemczech jest nadzwyczajna irzekomo ma być powodem do zmiany całego układu pytań. Oznacza to, że zmienia w swej istocie całą naukę katolicką. Overbeck sam prezentował nam owoce. Jego diecezja w Essen ma już puste seminarium i jest w pełni otwarta droga do islamizacji. Ale ona szybko radzi sobie z problemem małżeństw homoseksualnych – tacy pseudomężowie wkrótce wiszą na pętli na dźwigu jako przestroga dla wszystkich.
Cytat z mediów: „Overbeck skomentował, że kiedy nauczanie katolickie stoi w sprzeczności ze «znakami czasu», to pod przywództwem Kościoła «nikogo nie przekonamy»”.
Ewangelia Chrystusa jest zawsze w konflikcie z duchem tego świata. Zdaniem Overbecka to znak czasów, że w dekadenckim społeczeństwie sodomia nie jest już grzechem, ale przywilejem. Aby nie było sprzeczności, musi to być przywilej także w Kościele. Jeśli nie, rzekomo nikogo nie przekonamy. Przy takim nastawieniu Overbeck zostałby nazwany przez apostoła Pawła fałszywym pracownikiem, sługą szatana, udającym sługę sprawiedliwości (2 Kor 11:13-15).
Cytat z mediów: „Overbeck powiedział dalej, że chociaż Kościół musi utrzymywać Chrystusa w centrum uwagi, jednak musi odłożyć na bok swoje «zwyczaje i tradycję», aby sprostać współczesnym potrzebom”.
To tak, jakby ktoś twierdził, że choć w centrum uwagi musi znajdować się ochrona życia, to jednak ze względu na zmiany klimatyczne należy odłożyć na bok tradycję wdychania CO2 oraz zwyczaj jedzenia i picia. Ale końcem takiego zaspokojenia współczesnych potrzeb jest śmierć. Taka jest wizja Overbecka w odniesieniu do Kościoła. W ten sposób Overbeck ujawnił, że jego Chrystus jest w rzeczywistości antychrystem, którego trzyma w centrum uwagi.
Cytat z mediów: „Overbeck już przed Synodem otwarcie powiedział, że Synod musi zaakceptować propozycje przedstawione przez Niemiecką Drogę synodalną od roli kobiet do kwestii seksualności i kwestii ludzi, którzy się kochają”.
Te propozycje dotyczące tzw. roli kobiet, kwestii seksualności i tzw. sodomitów, którzy tzw. się kochają, są propozycjami masowej samozagłady całego Kościoła i wzywają ogień z nieba na całą ludzkość za bunt przeciwko Bogu i za nadużycie najwyższej władzy kościelnej do duchowego samobójstwa Kościoła.
Cytat z mediów: „Overbeck wyraził nadzieję, że «być może zabierze coś z Synodu o synodalności z powrotem do Niemiec»”.
To najwyraźniej oznacza, że Synod w Rzymie wyciągnie tak samobójcze wnioski, że nawet odstępczy katolicy w Niemczech będą mogli się z niego pouczyć i jeszcze szybciej rzucić się w przepaść. W żadnym wypadku ci odstępcy nie mogą być normą dla prawdziwej odnowy Kościoła! Overbeck ujawnił charakter i ducha Synodu Watykańskiego za zamkniętymi drzwiami. Przez cały miesiąc prali mózgi uczestnikom, aby zmienić ich sposób myślenia i zalegalizować sodomię. Wiadomo, że podobne metody stosują destrukcyjne sekty.
Z wypowiedzi Overbecka dla mediów wynika, że taki pseudokatolicki kościół, który dostosowuje się do postsekularnego kontekstu niemieckiej kultury, nie jest kościołem Chrystusa, ale synagogą szatana. On oczywiście nie głosi pokuty i ewangelii zbawienia, ale głosi sodomicką i klimatyczną antyewangelię oraz intronizuje w Watykanie demona Pachamamę.
Kiedy święty pustelnik Agathon został niesprawiedliwie oczerniony za wielkie grzechy, on pokornie padł na kolana i powiedział: „Widzę na sobie wszelkie niegodziwości. Módlcie się, bracia, aby Pan Jezus mi przebaczył”. Następnie dodał: „Ale ja nie jestem heretykiem. Heretyk oddzielił się od Boga i taki zginie”.Zarówno synodalna droga sekty Bergoglio, jak i droga niemieckich heretyków, którzy oddzielili się od Boga, kończy się piekłem.
Co konkretnie w czasie głębokiego kryzysu powinni robić katolicy? Mamy przykład milionów męczenników i świętych, którzy pozostali wierni Chrystusowi i nie zgięli kolan przed Baalem świata. Skąd wzięli siłę? W modlitwie. Dlatego każdego dnia wyznaczamy stały czas na modlitwę. Niech rodzina modli się wspólnie codziennie od 20:00 do 21:00. Niech na początku w modlitwie pokutnej uświadomi sobie rzeczywistość grzechu i rzeczywistość odkupieńczej śmierci Chrystusa na krzyżu. Zostaliśmy zanurzeni w śmierć Chrystusa na chrzcie świętym i otrzymaliśmy nowe życie (Rz 6:3). Musimy go rozwijać poprzez modlitwę wiary i przestrzeganie przykazań Bożych. Nie jest to możliwe bez pokuty. Jezus powiedział: „Głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom począwszy od Jerozolimy” i dodał: „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony, a kto nie uwierzy, będzie potępiony”.
Poseł Konfederacji i szef Konfederacji Korony Polskiej, Grzegorz Braun, użył w Sejmie gaśnicy do zgaszenie żydowskiego świecznika chanukowego tzw. Chanukii.
W mediach społecznościowych pojawiło się nagranie, na którym widać zamglony sejmowy korytarz. Z informacji podawanych przez Patryka Michalskiego z Wirtualnej Polski wynika, że to poseł Konfederacji, Grzegorz Braun, użył gaśnicy przeciwpożarowej do zgaszenia dziewięcioramiennego świecznika żydowskiego zapalanego podczas święta Chanuka.
„Niebywały skandal. Poseł Grzegorz Braun zgasił gaśnicą menorę hanukową” – pisze na X (dawniej Twitter) Michalski.
– Dlaczego pan to zrobił? – zapytała polityka Dominika Sitnicka z Oko.Press. – Wstyd powinno być tym, którzy uczestniczą w aktach satanistycznego kultu – odpowiedział Braun, który najprawdopodobniej nie usłyszał dokładnie pytania dziennikarki.
Marszałek Sejmu Szymon Hołownia podjął decyzje o wykluczeniu z udziału w posiedzeniu Sejmu posła Konfederacji Grzegorza Brauna „w związku z uniemożliwieniem prowadzenia obrad”. Obrady zostały przerwane.
„Na podstawie art. 175 ust 5 podejmuje decyzję o wykluczeniu pana z posiedzenia Sejmu. Zgodnie z regulaminem Sejmu proszę opuścić salę posiedzeń” – zwrócił się do Brauna Marszałek Sejmu Szymon Hołownia.
Hołownia poinformował, że wobec posła Grzegorza Brauna zostanie skierowany wniosek do prokuratury w związku z zakłóceniem przez niego „obrzędu religijnego” na terenie Kancelarii Sejmu.
===========================================
Braun: Dziki kult na terenie Sejmie RP
Poseł Konfederacji Grzegorz Braun w trybie sprostowania zabrał głos.
Nie może być miejsca na akty rasistowskiego, plemiennego, dzikiego kultu na terenie Sejmie RP. Jak rozumiem przez zebranych przemawia ignorancja. Nie jesteście państwo śwaidomi przesłania treści tego aktu zwanego niewinnie „świętami chanuka” – wyjaśnił.
Przypisano mi tutaj pobudki rasistowskie, gdy tymczasem ja właśnie przywracam stan normalności i równowagi kładąc kres aktom satanistycznego, rasistowskiego triumfalizmu, ponieważ takie jest przesłanie tych świąt – powiedział.
Wyzywam państwa na dysputę teologiczną. Chętnie podzielę się informacjami – podsumował.
=========================
w Dzienniku: Zapalanie światła jest jedną z najważniejszych czynności Chanuki. Pierwszego wieczoru po zachodzie słońca gospodarz domu zapala świecę główną i święcę pierwszą.
==================
Grzegorz Braun odpalił w Sejmie gaśnicę „gasząc” świece zapalone z okazji Chanukki w Sejmie. pic.twitter.com/MWYyzRILEd
Święto Chanuki upamiętnia dzieje zapisane w I i II Księdze Machabejskiej. W 165 r. p.n.e. Żydzi zdobili Jerozolimę po rozgromieniu hellenistycznych Selucydów.
Tuż po incydencie Grzegorz Braun wyszedł na mównicę sejmową, w garniturze przyprószonym proszkiem gaśniczym. — Nie może być miejsca na akty rasistowskiego, plemiennego, dzikiego, talmudystycznego kultu na terenie Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej. Jak rozumiem, przez zebranych przemawia ignorancja. Nie jesteście państwo świadomi treści tego aktu, przesłania, zwanego niewinnie świętami Chanuka — podkreślił polityk Konfederacji.
„Żydostwo ma swój Kneset i swoje bożnice, wara mu od naszego Sejmu. I jeszcze jedna uwaga, po cmentarnym expose, pełnym mgieł, rojeń i widów, dym w Sejmie jest doskonałym uzupełnieniem tego expose, i wróżbą jaki to nam się kroi rząd, kto wie czy nie przyszłość. Ja się nie śmieję, chcę się mylić, ale widzę dym, widzę idiotów u władzy, widzę ciemność…”
„Lewica nie wie, co czynić, bo Braun ukradł im podstawowy postulat, czyli rozdział kościoła od państwa. I co teraz? „
„Oczywiście w knesecie święcą wszystkie chrześcijańskie święta a krzyże i gromnice to tam codzienność.”
„Rozdział Państwa i Synagogi.”
„Pejsaci, jarmułki, żydowskie świece w POLSKIM parlamencie! Brawo p. poseł Braun! Dość – bo wynika z tego, że rządzą u nas sługusy narodów wszelakich, z wyjątkiem ludzi w służbie Narodu Polskiego. Koniec i kropka. Murem za Braunem!”
„A największe aj waj z powodu ataku na symbol żydowskiego kultu robią ci którzy ataki na polskie kościoły wręcz wspierali.”
„Tak się boją żydków. Polski sejm to nie kneset! Rosyjskie zbrodnie /rzeczywiste czy urojone/ wywoływały wielkie wzmożenie. A zbrodnie izraelskie na palestyńskich dzieciach nie przeszkadzają???”
Niedawno Jego Eminencja Grzegorz kardynał Ryś w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” oświadczył, że jako naród „jesteśmy w stanie absolutnie krytycznym”, bo on „nie pamięta” społeczeństwa „aż tak zantagonizowanego”. Coś musi być na rzeczy, tym bardziej, że Eminecja zwierzył się z tego akurat w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, kierowanej przez Judenrat, który do tego „antagonizowania” wydatnie się przyczynia. Taktownie, albo może tylko przezornie, bo – jak powiada poeta – „na tym świecie pełnym złości nigdy nie dość jest przezorności” – nie wytknął tego wspomnianemu Judenratowi nieubłaganym palcem, bo jest tajemnicą poliszynela, że akurat on jest przez Judenrat przeciwstawiany innemu wybitnemu przedstawicielowi tubylczej hierarchii kościelnej, mianowicie JE abpowi Markowi Jędraszewskiemu, który w oczach nie tylko Judenratu, ale również mikrocefali tworzących środowisko tej gazety, uważany jest za czołowego wstecznika, żeby nie powiedzieć – delegata Belzebuba na Polskę. To oczywiście przesada, bo uznanym delegatem Belzebuba na Polskę jest oczywiście pan Adam Darski, używający pretensjonalnego pseudonimu „Nergal” – ale tak czy owak, krakowski ordynariusz lokowany jest na przeciwległym biegunie, niż Eminencja. Przejdźmy jednak do porządku nad tymi taktownymi objawami przezorności Eminencji i zajmijmy się analizą przedstawionej przez niego diagnozy polskiego społeczeństwa.
Takie zantagonizowanie społeczeństwa, które niewątpliwie jest faktem, musi przecież mieć jakąś przyczynę. Myślę, że jest nią okoliczność, nad którą Eminencja zdaje się przechodzić do porządku, a która ma dla tej diagnozy znaczenie zasadnicze. Otóż – jak wielokrotnie pisałem – chodzi o to, że od roku 1944 historyczny naród polski został zmuszony dzielić terytorium państwowe z polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą, która posługuje się językiem polskim tylko dlatego, że w swojej masie nie zna biegle żadnego innego języka – ale poza tym nic jej z historycznym narodem polskim nie łączy – może z wyjątkiem pragnienia pasożytowania na nim i wysługiwania się każdemu, kto tę możliwość wspomnianej wspólnocie obieca.
Korzeni tej wspólnoty możemy doszukać się w początkach września 1939 roku, kiedy to prezydent Mościcki wydał rozporządzenie o amnestii, którego celem było rozładowanie więzień w obliczu wojny z Niemcami. Przewidywało ono szereg warunków, ale w miarę rozpadania się struktur państwowych w obliczu postępów niemieckiej ofensywy, nikt nie miał już głowy do ich przestrzegania i służba więzienna po prostu uwolniła wszystkich więźniów, jak leci. Zdecydowaną większość z nich stanowili kryminaliści, którzy po powrocie w rodzinne strony, bardzo szybko oddali się swojemu tradycyjnemu zajęciu, czyli bandytyzmowi. Sprzyjała temu okupacja, podczas której Niemcy kontrolowali głównie miasta i miasteczka, podczas gdy na wieś zaglądali sporadycznie.
Toteż właśnie tam bandytyzm stał się wkrótce plagą, nad którą ubolewał np. Adam hrabia Ronikier, będący prezesem Rady Głównej Opiekuńczej – jednej z dwu polskich organizacji oficjalnie działających w Generalnym Gubernatorstwie – bo drugą był Polski Czerwony Krzyż, kierowany przez hrabinę Marię Tarnowską. Władze polskiego państwa podziemnego próbowały jakoś opanować sytuację na tym odcinku, ale bez większego powodzenia, bo ZWZ, a potem Armia Krajowa, były w fazie organizowania się, a poza tym warunki okupacyjne temu nie sprzyjały. Jakościowa zmiana na gorsze dokonała się po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w roku 1941. Kiedy Stalin ochłonął już z pierwszego szoku, powołany został w Moskwie Sztab Partyzancki kierowany przez Pantelejmona Ponomarienkę, który wkrótce zaczął wysyłać emisariuszy, żeby po drugiej stronie frontu organizowali partyzantkę podporządkowaną Moskwie. Ci emisariusze docierali do wspomnianych band rabunkowych, przedstawiając im propozycje nie do odrzucenia: albo przyjmą naznaczonych przez Sowietów dowódców i politruków, albo nie zostanie z nich nawet mokra plama. Bandyci warunki przyjmowali tym chętniej, że wcale nie musieli zmieniać dotychczasowego trybu życia, a w dodatku zyskiwali politycznego protektora. Świadczą o tym choćby dzienniki bojowe tych partyzanckich formacji, w których czytamy np. że w wyniku akcji bojowej zdobyta została „bielizna damska i pościelowa”. Jasne, że nie na SS-manach, tylko w jakimś napadniętym i obrabowanym dworze. Pod koniec wojny, w 1944 roku ci partyzanci zasilili szeregi PPR i MBP, czyli komunistycznego aparatu terroru – i tak już zostało aż do roku 1989, kiedy to nastała sławna transformacja ustrojowa.
Dzięki niej drugie pokolenie tych „ojców założycieli” PRL sprawnie uwłaszczyło się na rozkradanym majątku państwowym, zakładając w ten sposób fundamenty pod uprzywilejowaną pozycję materialną, społeczną i polityczną w nowych warunkach ustrojowych. Warto bowiem dodać, że wspomniana transformacja została wynegocjowana między Amerykanami i Sowietami, a szczegóły zostały przekazane tubylczemu wywiadowi wojskowemu, który tę całą operację wykonał, jak tam potrafił. Drugie pokolenie tych „ojców założycieli” PRL tworzy tak zwaną elitę – ale po staremu deklaruje gotowość wysługiwania się każdemu, kto tylko obieca im możliwość dalszego pasożytowania na historycznym narodzie polskim.
Znakomitym przykładem jest niedawne głosowanie w Parlamencie Europejskim nad uchwałą stwierdzającą konieczność nowelizacji traktatu lizbońskiego. Jak wiadomo, za tą uchwałą głosowali m.in. tacy przedstawiciele polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej, jak Wielce Czcigodny Włodzimierz Cimoszewicz, Wielce Czcigodny Leszek Miller, czy niemniej Wielce Czcigodny Marek Belka. Nie tylko głosowali, ale nawet wystąpili na konferencji prasowej, piętnując „eurofobów”, którym się wydaje, że proponowana nowelizacja doprowadzi do przekształcenia Polski w coś w rodzaju Generalnego Gubernatorstwa. Dokładnie takie samo stanowisko zajmuje Judenrat „Gazety Wyborczej”, który na tym etapie, wraz ze wszystkimi środowiskami żydowskimi, ściśle koordynuje swoją politykę z polityką niemiecką, której celem jest zbudowanie IV Rzeszy metodą pokojowego „jednoczenia Europy”, czyli przekupywania biurokratycznych gangów, administrujących poszczególnymi państwami europejskimi. O skuteczności tej korupcji świadczy choćby sytuacja na granicy polsko-ukraińskiej, której rozładowanie wymaga decyzji Komisji Europejskiej – bo to ona zawarła z Ukrainą umowę dopuszczającą ukraińskich przewoźników do działalności bez licencji. I właśnie Komisja Europejska ogłosiła, że żadnej zmiany nie będzie, między innymi dlatego, że w marcu br. rząd polski nie tylko zgodził się, ale nawet nalegał na przedłużenie tej umowy z Ukrainą. Ów rząd tworzyło to samo środowisko, które obecnie próbuje drapować się w kostium męczenników świętej sprawy niepodległości Polski. Rychło w czas!
Wspominam o tym przede wszystkim dlatego, że we wspomnianym wywiadzie Eminencja wskazuje na potrzebę pojawienia się „polityków i duchownych”, którzy „będą łączyć podzielne społeczeństwo”. Kandydatów nie brakuje; pchają się drzwiami i oknami – ale w jakim właściwie celu tak bardzo pragną nas „łączyć”? Czy przypadkiem nie w takim, byśmy bez oporu dali się znowu zapędzić do wspólnej obory?
W XLII rocznicę wprowadzenia w Polsce stanu wojennego, w wałbrzyskiej kolegiacie Św. Aniołów Stróżów będzie sprawowana comiesięczna Msza św. w intencji Ojczyzny o godz. 18, poprzedzona czuwaniem Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę od godz. 15.
W godzinie Miłosierdzia – jak zawsze 13 grudnia – będzie Droga Krzyżowa, jaką odprawił na Wałach Jasnogórskich bł. ks. Jerzy Popiełuszko, Patron „Solidarności”, podczas pierwszej ogólnopolskiej pielgrzymki ludzi pracy do duchowej stolicy Polski.
Zapraszam do solidarnego modlitewnego szturmu o tryumf wolności, do jakiej wyswobodził nas Chrystus!
W 10. dniu pierwszego posiedzenia Sejmu X kadencji jako jeden z pierwszych głos z mównicy zabrał poseł Konfederacji Grzegorz Braun. Prezes Konfederacji Korony Polskiej odniósł się do słów Jarosława Kaczyńskiego, jakie padły na koniec dnia poprzedniego.
Przypomnijmy, że w poniedziałek, po tym jak gabinet Mateusza Morawieckiego nie uzyskał wotum zaufania, Sejm wybrał w ramach tzw. drugiego kroku konstytucyjnego Donalda Tuska na premiera.
– Nie wiem, kim byli pana dziadkowie, ale wiem jedno: pan jest niemieckim agentem, po prostu niemieckim agentem – zwrócił się do Tuska z mównicy sejmowej Kaczyński.
Do tych właśnie słów odniósł się we wtorek Braun. – Szczęść Boże, Wysoka Izbo – rozpoczął poseł Konfederacji.
– Panie marszałku, kiedy zamykał Pan wczorajszy dzień, ciągle jeszcze pierwszego posiedzenia Sejmu X kadencji, z tego miejsca bez trybu Pan prezes premier naczelnik Kaczyński wygłosił zdanie, które nie miało charakteru ocennego. On stwierdzał fakt: Donald Tusk agentem niemieckim – wskazał polityk.
– Rozumiem, że Pan premier prezes naczelnik, w swoim czasie szef komitetu bezpieki rządu własnej kreacji, nie dopełnił obowiązków, a może przekroczył uprawnienia. Być może wszedł w posiadanie informacji, do których nie miał prawa docierać. A być może nie dopełnił obowiązków, ponieważ, jak rozumiem, nie uruchomił żadnych procedur, które by doprowadziły do zbadania i przykładnego napiętnowania przypadku zdrady narodowej – wskazał Braun.
– Panowie Kamiński, Wąsik et consortes również – dodał.
– Najwyraźniej nie dopełnili obowiązków. Z tego miejsca padały już podobne zdania. I powinni byli siedzieć albo Milczanowski albo Oleksy, albo Morawiecki albo Pan redaktor Szymowski. Ktoś powinien wreszcie siedzieć. To nie jest sprawa – mówił dalej poseł.
Przerwał mu jednak marszałek Szymon Hołownia. – Panie pośle – apelował do Brauna w związku z przekroczeniem wyznaczonego czasu.
– To nie jest sprawa, Panie marszałku, jak był Pan łaskaw to dziś podsumować, prywatnego chamstwa i braku zdolności do przestrzegania współżycia społecznego. Proszę nie sprowadzać tego na tory prywatnego konfliktu dwóch zgryźliwych tetryków. Mówmy o sprawach – kontynuował poseł Konfederacji. Hołownia jednak wyłączył mu mikrofon.
– Panie pośle, przekroczył Pan czas dwukrotnie. Naprawdę nie mogę więcej tego tolerować. Serdecznie Panu posłowi dziękuję – powiedział marszałek.
– Pytam, kto będzie siedział? Kto będzie siedział? – mówił Braun, już poza mikrofonem.
– Dowiemy się w swoim czasie, na razie proszę, żeby to Pan usiadł – skwitował prowadzący obrady.
Gościem redaktora naczelnego „Najwyższego CZAS!”-u Tomasza Sommera był Stanisław Michalkiewicz. Rozmawiali m.in. o zmianach w Sądzie Najwyższym.
Sommer stwierdził, że gościem „w historycznym dniu” jest Stanisław Michalkiewicz. – Muszę się odnieść polemicznie do pańskiej opinii, że mamy historyczny dzień. Nie. Historyczny dzień to ewentualnie będzie dopiero po 19 grudnia – odparł Michalkiewicz.
– A cóż się stanie 19 grudnia? – zdziwił się Sommer.
– 19 grudnia wchodzi w życie rozporządzenie Pana prezydenta Dudy o zmianie regulaminu Sądu Najwyższego – wskazał publicysta. Przypomniał, że „dotychczas uchwały pełnego składu Sądu Najwyższego i połączonych izb mogły zapadać większością 2/3 głosów, przy obecności 2/3 liczby sędziów. Pan prezydent to obniżył i te uchwały mogą zapadać większością zwykłą, przy obecności połowy liczby sędziów”.
Michalkiewicz wyjaśnił, że „w Sądzie Najwyższym jest dosyć liczna reprezentacja neo-sędziów, których Donald Tusk i jego ferajna chce dusić gołymi rękami”.
– Jeżeli taka jest sytuacja, to ci neo-sędziowie, na co zwrócił uwagę Pan sędzia Laskowski z Sądu Najwyższego, mogą sami podjąć decyzję ws. ważności wyborów, która jeszcze nie została podjęta – wskazał.
– Sądząc po tym, jaką decyzję podjęli ws. tego referendum, to – że się tak wyrażę – mięknie im rura – ocenił Sommer.
– Bardzo możliwe, że się nie odważą na to, bo przyjdzie oficer prowadzący, powie: „no, wiecie rozumiecie, co wy tutaj kurczę, praworządność ma być itd.”, ale instynkt samozachowawczy może im podpowiedzieć, że jak wy tak, to my tak – odparł Michalkiewicz.
– Zobaczymy. Nigdy się co prawda coś takiego nie zdarzyło, ale każdy duży chłopczyk i każda duża dziewczynka wie, że zawsze musi być ten pierwszy raz, więc dlaczego nie teraz – dodał.
– To rozporządzenie zostało kontrasygnowane przez Pana Morawieckiego, żeby było jasne. Chyba, że Pan prezydent Duda nie wie, co robi, ale myślę, że aż tak źle to z nim nie jest i to nie jest przypadek, że akurat teraz Pan prezydent wydał to rozporządzenie i wejdzie w życie tuż przed Świętami – stwierdził publicysta.
– Jeżeli np. tuż przed Wigilią Sąd Najwyższy ogłosi, że wybory były nieważne, to zanim się Donald Tusk pozbiera, zanim wszyscy wrócą, zanim wytrzeźwieją po Sylwestrze i po sześciu królach, to już będzie za późno na jakieś reakcje – skwitował.
– To może być ten historyczny moment, bo konstytucja nic nie mówi, co się wtedy dzieje. Co się wtedy dzieje z tym wybranym-niewybranym sejmem, z powołanym-niepowołanym rządem, bo przecież ex nihilo nihil fit, z niczego nic nie może powstać – dodał Michalkiewicz.
Jak mówił, „jak wybory były nieważne, to i Sejm jest nieważny, a jak Sejm jest nieważny, to i rząd jest nieważny”. – Konstytucja milczy na ten temat, nikomu najwyraźniej (…) taka ewentualność nie przyszła do głowy – powiedział.
– Prawna podstawa jest, tym bardziej, że grubo ponad tysiąc protestów w sprawie wyborów wpłynęło do Sądu Najwyższego, no i zobaczymy. Wtedy nie będą się liczyły żadne prawnicze dyrdymały, tylko kto kogo aresztuje – skwitował.
– Podobne rozumowanie było w sprawie tego referendum nieszczęsnego, bo tam wpłynęło nie tysiąc, tylko ponad dwa tysiące (protestów – przyp. red.) i mówiono tak, że w referendum stwierdzą, że zostało przeprowadzone w sposób wadliwy, w związku z czym trzeba będzie je powtórzyć – wtrącił Sommer.
Sąd Najwyższy stwierdził w czwartek 7 grudnia ważność referendum ogólnokrajowego z 15 października br., w którym Polacy odpowiadali m.in. na pytania o wyprzedaż majątku państwowego i likwidację bariery na granicy z Białorusią.
Jak przekazano podczas posiedzenia, w sprawie ważności referendum do SN wpłynęło 2 tys. 275 protestów przeciw ważności referendum. Za zasadne SN uznał 316, spośród których 285 miało tożsame zarzuty. Jeden protest został uznany za częściowo zasadny. Natomiast 44 protesty uznano za niezasadne, a 1 tys. 914 pozostawiono bez dalszego biegu.
– Decyzja ws. referendum zapadła jeszcze przed wejściem w życie tego rozporządzenia, a decyzja ws. wyborów pojawi się już po wejściu w życie tego rozporządzenia, tak że może być całkiem inna. Nie wiem, jak będzie, ale gdyby Sąd Najwyższy uznał, że wybory były nieważne, to to by był historyczny moment – stwierdził Michalkiewicz.
Grafika:Heinrich Aldegrever, właśc. Heinrich Trippenmecker niemiecki malarz, grafik, rysownik i złotnik epoki renesansu zaliczany do tzw. małych mistrzów. /Wiki/
Policja na proteście przewoźników w Dorohusku. / foto: screen X: @MeklerRafal (kolaż)
W poniedziałek wójt Wojciech Sawa zadecydował o rozwiązaniu protestu polskich przewoźników na granicy w Dorohusku. Późnym wieczorem do akcji wkroczyła policja. W sieci pojawiły się nagrania „dantejskich scen”, jakie miały miejsce w Dorohusku.
„Wójt gminy Dorohusk wydał decyzję o rozwiązaniu zgromadzenia. Osoby protestujące powoli opuszczają już miejsce. Ruch zaczyna wracać do normy” – przekazała sierż. szt. Angelika Głąb-Kunysz z chełmskiej policji.
Sekretarz gminy Dorohusk Katarzyna Rafalska powiedziała, że protestujący otrzymali w poniedziałek dwa ostrzeżenia od wójta, żeby sami zakończyli protest, bo w przeciwnym razie zostanie wydana decyzja o rozwiązaniu zgromadzenia.
Około godz. 14 wójt Wojciech Sawa pojechał na granicę, żeby przeczytać protestującym decyzję o rozwiązaniu protestu. W ciągu 72 godzin zostanie im ona przekazana na piśmie. Protestujący mają od poniedziałku 7 dni na odwołanie się od tej decyzji do Sądu Okręgowego w Lublinie.
„Ukraincy kilka godzin temu pisali w ich mediach że jutro będzie odblokowane przejście w Hrebennem. Przed chwilą pojawiła się informacja że jutro będą podjęte takie kroki. Ukraińcy wiedzą wcześniej jakie kroki podejmą nasze władze″ – napisał na portalu X Rafał Mekler.
Późnym wieczorem w sieci pojawiły się nagrania „dantejskich scen”, do jakich doszło na granicy polsko-ukraińskiej. „Policja przeprowadza drogą pod zakaz 5t. Przewoźnicy chcieli zablokować przejazd, na co policja ustawiła kordon z tarcz. Polska 2023” – poinformował Mekler.
„Tak zwana polska policja broni przed polskimi przedsiębiorcami ukraińskich przewoźników, którzy, jak widać, wiozą na Ukrainę artykuły pierwszej potrzeby. To, co się dzisiaj wydarzyło na granicy polsko-ukraińskiej, jest zwyczajnie hańbą polskiego państwa, które broni policyjnymi tarczami obcego interesu. Dla mnie absolutnie porażające” – skomentował wydarzenia na proteście przewoźników publicysta Łukasz Warzecha.
„Takie rzeczy nie dzieją się przypadkiem. Rząd PiS przygotował operację i wydał polecenie realizacji po głosowaniu o zmianie premiera?” – pyta z kolei wicemarszałek Krzysztof Bosak z Konfederacji.
Nad ranem poseł Krzysztof Mulawa, który w nocy był na miejscu, poinformował za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych, że „wraca z Dorohuska. Policja ma wyraźne nakazy (nie chcą podać odpowiedzialnego) żeby udrażniać granicę łamiąc przepisy o przepuszczaniu (!) ukraińskich ciągników drogami nieprzystosowanymi. Interweniowałem i udało się zablokować kolejne partię ukraińskich aut”.
Dzisiejsze media obfitują w nagłówki zawierające słowo „niesamowite”. W ten sposób wydawcy chcąc przyciągnąć widza – i często im się udaje. Jednak to, co reklamowane jest jako niesamowite, często okazuje się zwykłą tanią sensacją lub rzeczą zupełnie niewartą uwagi. Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe, na kawałku meksykańskiego ubrania – tilmy – jest naprawdę niesamowity. Naprawdę niesamowity! Zobacz dlaczego.
1. To niemożliwe, by człowiek mógł go odtworzyć!
Tilma – wykonana głównie z włókien kaktusowych, była zazwyczaj bardzo słabej jakości i miała szorstką powierzchnię, co utrudniało jej noszenie, a tym bardziej utrudniało namalowanie na niej trwałego obrazu.
Niemniej jednak, obraz Matki Bożej powstał i istnieje do dziś, a naukowcy, którzy go badali twierdzą, że w czasie gdy powstawał nie znano techniki stosowanej do obróbki powierzchni. Powierzchnia, na której znajduje się obraz w dotyku przypomina jedwab, podczas gdy niewykorzystana część tilmy pozostaje gruba i chropowata.
Co więcej, eksperci od fotografii w podczerwieni studiujący tilmę pod koniec lat 70. XX wieku, stwierdzili, że nie można tam zobaczyć pociągnięć pędzlem, tak jakby obraz był „nakładany” na powierzchnię jednorazowo.
Phillip Callahan, biofizyk z Uniwersytetu Florydy odkrył, że różnice w fakturze i zabarwieniu, które powodują, że skóra Matki Bożej wygląda inaczej z bliska i z daleka, są niemożliwe do odtworzenia! Taka technika byłaby czymś niemożliwym do zrealizowania przez ludzi. Często zjawisko to występuje w przyrodzie, w barwie piór ptaków i łusek motylkowych, albo jaskrawo kolorowych chrząszczy. Mówiąc precyzyjnie, chodzi o to, że gdy powoli oddalamy wzrok od obrazu, na odległość mierzoną w milimetrach, gdzie pigment i rzeźba powierzchni mieszają się ze sobą, wydaje się, jakby warstwa farby… unosiła się nad materiałem.
To, wraz z nieco zmieniającymi się kolorami w zależności od kąta, pod jakim patrzymy na obraz, i fakt, że farby użyte do stworzenia obrazu nie zawierają elementów odzwierzęcych czy mineralnych (a przecież syntetyczne barwniki nie istniały w 1531 roku), dostarcza nam wielu powodów do zdumienia!
To po prostu niesamowite.
2. Ludzie mówią, że to tylko obraz, ale tilma przeżył ich wszystkich, nie tracąc na jakości
Jedną z najczęściej powtarzanych przez sceptyków rzeczy, jest sugestia, że wizerunek musi być jakimś rodzajem fałszerstwa. Jednak po każdej próbie odtworzenia obrazu, podczas gdy oryginał nigdy nie wydaje się blaknąć, duplikaty uległy pogorszeniu w krótkim czasie.
Miguel Cabrera, artysta z połowy XVIII wieku, wykonał trzy z najbardziej znanych kopii – jedną dla arcybiskupa, jedną dla papieża, jedną dla siebie. Napisał kiedyś o trudnościach w odtworzeniu obrazu nawet na najlepszych powierzchniach: „Wierzę, że najbardziej utalentowany i ostrożny malarz, gdyby chciał wykonać kopię tego świętego obrazu na płótnie o tak złej jakości, przyznałby wreszcie po wielkich bólach, że mu się to nie udało. Można to wyraźnie sprawdzić w licznych egzemplarzach, które zostały wykonane z wykorzystaniem lakieru, na starannie przygotowanych płótnach, przy użyciu tylko jednego medium, oleju, który oferuje największe udogodnienia”.
Adolfo Orozco, fizyk z Narodowego Uniwersytetu Meksykańskiego, mówił w 2009 roku o niezwykłej warstwie ochronnej tilmy, którą najłatwiej dostrzec porównując ją do jej licznych kopii.
Jeden z egzemplarzy, wykonany w 1789 roku, został namalowany na podobnej powierzchni przy użyciu najlepszych dostępnych wówczas technik, a następnie zamknięty za szkłem i przechowywany obok właściwej tilmy. Po namalowaniu wyglądał pięknie, ale nie minęło osiem lat, a gorący i wilgotny klimat Meksyku spowodował, że duplikat zaczął zanikać i strzępić się. Wkrótce został wyrzucony.
Jednak, jak powiedział Orozco, żadne naukowe wytłumaczenie tego nie jest możliwe, ponieważ „oryginalna tilma była wystawiona na działanie promieni podczerwonych i ultrafioletowych przez około 116 lat i pozbawiona jakiejkolwiek ochrony, otrzymując całą podczerwień i promieniowanie ultrafioletowe z dziesiątek tysięcy świec w jej pobliżu i wystawiona na działanie wilgotnego i słonego powietrza wokół świątyni”.
To niesamowite!
3. Tilma wykazała cechy zaskakująco podobne do… ludzkiego ciała
W 1979 roku, gdy Callahan, biofizyk z Florydy, analizował tilmę przy użyciu podczerwieni, odkrył również, że tilma utrzymuje stałą temperaturę około 37 stopni Celsjusza, taką samą jak temperatura ciała żywego człowieka.
Kiedy Carlos Fernandez del Castillo, meksykański ginekolog, zbadał tilmę, po raz pierwszy zauważył namalowany tam czteropłatkowy kwiat nad tym, co było łonem Maryi. Kwiat, nazwany przez Azteków Nahui Ollin, był symbolem słońca i symbolem pełni.
Po dalszych badaniach Castillo doszedł do wniosku, że wymiary ciała Matki Bożej na obrazie to wymiary ciała matki spodziewającej się porodu w niedługim czasie. 9 grudnia, dzień odsłonięcia, to zaledwie dwa tygodnie od Bożego Narodzenia.
Jednym z najczęstszych atrybutów i najczęściej badanych fragmentów obrazu są oczy Dziewicy.
Kiedy Jose Aste Tonsmann, peruwiański okulista, przeprowadził badanie, jednym z jego testów było zbadanie oczu narysowanych na tilmie przy powiększeniu 2.500 razy. Dzięki obrazom powiększonych oczu, naukowiec miał podobno zidentyfikować obraz aż 13… osób w obu oczach.
Być może jest to coś w rodzaju fotografii tamtej chwili, w której Juan Diego rozwinął tilmę przed arcybiskupem.
To jest niesamowite!
4. Wydaje się, że tilma jest praktycznie niezniszczalna
Na przestrzeni wieków dwa wydarzenia mogły zaszkodzić tilmie, jedno w 1785 roku i jedno w 1921 roku.
W 1785 r. robotnik oczyszczał szklaną obudowę obrazu i przypadkowo rozlał na dużą część obrazu silny rozpuszczalnik – kwas azotowy.
Obraz i reszta tilmy, która powinna była zostać rozpuszczona niemal natychmiast po rozlaniu, podobno samoistnie, odrestaurowały się w ciągu następnych 30 dni i pozostają nienaruszone do dnia dzisiejszego, poza małymi plamami.
W 1921 roku szalony antyklerykał ukrył bombę zawierającą 29 lasek dynamitu w garnku z różami i umieścił ją przed obrazem wewnątrz bazyliki na Guadalupe. Kiedy bomba wybuchła, rozbiła się marmurowa szyna ołtarzowa i okna. Zniszczeniu uległ też potężny mosiężny krucyfiks. Ale tilma i jej szklana obudowa pozostały nienaruszone.
Po uzyskaniu przez Donalda Tuska wotum zaufania w sejmowym głosowaniu, gdy marszałek Sejmu Szymon Hołownia ogłaszał zakończenie rozpatrywanie punktów obrad zaplanowanych na dzień dzisiejszy, na mównicę sejmową wszedł Jarosław Kaczyński i zarzucił Tuskowi, że ten jest niemieckim agentem.
Prezes PiS wszedł na mównicę, a pytany o to, w jakim trybie chce wystąpić, odpowiedział, że „jest taki tryb, jeśli ktoś kogoś obraża”.
„Ja nie wiem, kim byli pana dziadkowie, ale wiem jedno, pan jest niemieckim agentem, po prostu niemieckim agentem” – powiedział Kaczyński zwracając się do Donalda Tuska.
Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.
BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.
===============================
POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.
ZAMOŚĆ – o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.
Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00
Krucjata Różańcowa za Ojczyznę prosi: Z Maryją Królową Polski módlmy się o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu
Jako przedstawiciele Kościoła walczącego wychodzimy na Pokutny Marsz Różańcowy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii aby Chrystus Król został INTRONIZOWANY skoro On tego chce. I jak tego chce! 17 grudnia ok. godz.11:00 spod kościoła św. Andrzeja Boboli w Łomży wyruszymy z modlitwą, a pod figurą Chrystusa Króla zawierzymy Matkę-Kościół i Matkę-Ojczyznę Chrystusowi Królowi Polski i Jego Matce
O godz.10:00 Msza Św. w intencji Ojczyzny i PODJĘCIA przez naród POKUTY bo Polska poganieje i wymiera!
Aby Chrystus Król odnowił Polskę!
Krucjata Różańcowa za Ojczyznę DOŁĄCZ: https://krucjatarozancowazaojczyzne.pl/
Był upalny dzień, zapyloną drogą wijąca się gdzieś hen, daleko, w stronę horyzontu, wędrowało dwóch mężczyzn. Niby podążali w tym samym kierunku, niby szli blisko siebie, ale przecież nie byli towarzyszami podróży. Od czasu do czasu tylko jeden z nich łypał na drugiego złym okiem, wędrowali jednak w milczeniu.
Słońce prażyło niemiłosiernie, jakby chciało świat spopielić, cała przyroda dyszała ciężko, ale na tych dwóch nie widać było najmniejszego nawet śladu zmęczenia. Kiedy jednak spotkali spory zagajnik starodrzewu, zboczyli z drogi i weszli w jego mroczną głąb, aby postronny obserwator mógł uznać, że nie do końca tak jest i że jednak szukają cienia, a w cieniu wytchnienia i ulgi. Wędrowcy nie zwolnili jednak tempa marszu i nadal stawiali pewne, długie kroki, jakby doskonale wiedzieli, dokąd mają dotrzeć. I wreszcie dotarli. Dotarli do polany zarosłej trawą i ziołami, na której środku rosło samotne drzewo. Było jeszcze dość młode, ale piękne, wysmukłe i z wyglądu krzepkie.
Pierwszy z wędrowców, ten, który przez cały czas trzymał się lewej strony drogi, zbliżył się do niego, ogarnął je pieszczotliwym wzrokiem, pogładził chropawą korę i wyrył na niej znak trójkąta, tak jakby brał je w posiadanie i cechował swoim znamieniem. Może planował później je wyciąć i wykorzystać do czegoś? Pewnie tak było.
Kiedy pierwszy z wędrowców odszedł, a jego sylwetka zagubiła się gdzieś pomiędzy pniami starodrzewu, drugi mężczyzna, ten, który wcześniej trzymał się prawej strony drogi, stojący dotąd z boku, teraz podszedł do pnia, ogarnął go smutnym wzrokiem, objął ramionami, dłonią przesunął po znaku trójkąta, który pod tym dotykiem znikł, a na koniec ukląkł, skłonił głowę i wsparł się czołem o szorstką korę. A wtedy listki na drzewie poczęły drżeć, jakby w przeczuciu zbliżającej się burzy…
W końcu i drugi z wędrowców dźwignął się na nogi i ruszył w tę samą stronę co ów, który pierwszy się oddalił… a po paru chwilach i on jakby rozsnuł się śród kolumnady pni…
Niebo się zmroczyło, gwałtowny podmuch wichru raz i drugi szarpnął konarami samotnika rosnącego na środku polany, strącił z nich dobrą przygarść liści, zakręcił nimi w jakimś szalonym wirze, a potem ustał i ucichł…
* * *
– Spójrz synu, jakie zgrabne drzewo! Zetnijmy je, będą ze dwie belki na powałę domu. Tyle że jedna dłuższa, a druga krótsza, więcej się z tego nie wyciosa.
Słowa te wyrzekł stary brodaty, posiwiały i już lekko przygarbiony od znojnej, ciężkiej roboty, choć w miarę krzepki jeszcze mężczyzna, dźwigający ciesielską siekierę. A skierował je do towarzyszącego mu wysokiego, z wyglądu silnego i nad wyraz proporcjonalnie zbudowanego młodzieńca, który tak na oko mógł mieć jakieś 20–23 lata, który niósł piłę. Taką zwykłą, dwuchwytową, o potocznej nazwie „moja, twoja”.
– Nie – ono jeszcze nie dojrzało, jeszcze nie nadszedł jego czas. Drzewo tylko tak dorodnie wygląda, ale jak się je ociosze, zesłabnie i nie udźwignie tego ciężaru, jaki ma się na nim utrzymać. Niech jeszcze pożyje…
* * *
Gdy drzewo dojrzało, to ścięto je i z grubsza oczyszczono. Konary i drobniejsze gałązki zebrano w stos i spalono, iżby wiatr, rozwiawszy popiół, użyźnił dookolną glebę. A potem smukły pień powieziono do warsztatu cieśli.
Nie był to już ten warsztat, co jeszcze przed kilku laty, stary majster bowiem umarł, a młody w pojedynkę nie mógł brać tylu zleceń, ile ich brali we dwóch. Zresztą młody postanowił rzucić ciesielkę, nie była ona bowiem jego misją, a było nią coś zgoła innego…
Kiedy przywlekli mu ten pień i wyprzęgli suchotniczego, zabiedzonego konika, który go z trudem przyciągnął, młody cieśla najpierw, jakby na przywitanie, lekko dmuchnął szkapinie w chrapy, niezwykle delikatnie i czule pogładził ją po nich, przytulił swój policzek do łba zwierzęcia, poklepał je po szyi i zwrócił się do stojącej nieopodal wyglądającej na jakieś czterdzieści kilka lat kobiety:
– Mamo, bardzo cię proszę, przynieś trochę miodu. Tego, co to już się zestalił i stwardniał. Odłup go nieco, ale nie skąp, daj tak od serca, dobrze?
Sam zaś nadal głaskał konia i szeptał mu coś do ucha. Matka przyniosła spory kęs zbrylonego miodu. Podziękował jej spojrzeniem.
– No, staruszku, skosztujże jakie to pyszne, podetknął koniowi słodką i wonną bryłkę pod sam pysk.
A ów wziął ją delikatnie aksamitnymi wargami i przez jakiś czas międlił językiem, jakby rozkoszując się smakiem, aż w końcu przełknął.
– Smaczne było, staruszku? Pewnie nigdy czegoś takiego w swoim smutnym życiu nie próbowałeś…
Koń jakby rozumiejąc, zarżał cichuśko.
Zobaczywszy to czarny kot i rudawy pies popędziły teraz na wyprzódki, kot, by otrzeć się o nogi młodego cieśli, a pies, by podstawić mu łeb do pogłaskania, bo każdy chciał dostać swoją porcję czułości.
– No już, już, wystarczy – mówił cieśla, ale nie odmawiał im pieszczot.
A kiedy zwierzaki wreszcie odbiegły, każdy w swoją stronę, zwrócił się do ludzi, którzy dostarczyli mu surowy pień drzewa.
– To już ostatnia robota, jaką biorę. Następną zlecajcie komuś innemu.
– Ale ty jesteś najlepszym cieślą na całą okolicę!
– To już ostatnia robota, jaką biorę – powtórzył dobitnie. – Powiedzcie mi tylko, co mam zrobić z tego pnia?
– Gładko ociosaj w kant, podziel na dwie części – dłuższą i krótszą, wyżłób zakłady na poprzeczne łączenie… tyle…
– Zatem mam zrobić… krzyż?…
– Właśnie…
* * *
Gdy już młody cieśla, którego teraz nazywano nauczycielem, po trzech latach wędrówek i nieustannego opowiadania o miłości, prawdzie i dobru znów dotarł przed kolejną Paschą do świętego miasta Jeruzalem, witany przez tłumy niczym król, chociaż jechał na oklep na oślątku, źrebięciu oślicy, i to na dodatek jeszcze pożyczonym, nie zaś na szlachetnym arabskim rumaku przybranym w złoty czaprak, tak wystraszył tych, którzy mieli władzę, pieniądze i rządy dusz, iż umyślili sobie, aby go zgładzić. Postanowili więc unicestwić raz na zawsze dobro, miłość, prawdę i życie.
A kiedy już go opluli, kiedy wyszydzili, kiedy sponiewierali, skatowali, to nałożyli mu na barki starannie ociosaną belkę. Od razu wyczuł pod palcami własną robotę. Przymknął oczy, lekko się zachwiał pod ciężarem i powoli wyruszył w swą ostatnią drogę…
Tłumy pobożnych, rozsądnych i przyzwoitych zebrane w podwójnym szpalerze wzdłuż trasy wiodącej na Miejsce Czaszki, szydziły z niego i ryczały ze śmiechu… garstka niewiast płakała… a z tych dwunastu mężczyzn, którzy mu byli uczniami, przyjaciółmi, synami nieomal, raptem tylko jeden nie uciekł w popłochu, drugi zaś, ten co go zdradził i sprzedał za garść grosiwa, ten się był już zdążył powiesić w rozpaczy…
I mijał go też konik, ten sam zabiedzony, który ongiś przyciągnął pień, a któremu dał skosztować słodyczy miodu… i chciał konik pomóc, chciał ten pień łbem podeprzeć, chciał ulżyć umęczonemu, zaczął więc rozpychać zwarty szereg gapiów, już był tuż–tuż, tuż–tuż, ale właściciel smagnął go rzemiennym batem raz, drugi, dziesiąty klnąc przy tym głośno i ordynarnie… i upadł konik na kolana… i serce mu pękło…
* * *
Wisiał obnażony między niebem a ziemią. Wisiał na drzewie, które ongiś napotkał w lesie, na drzewie, które sam ociosał, na drzewie hańby, między złoczyńcami. Przybity za ręce i nogi wielkimi gwoździami z kutego żelaza o tępych kwadratowych łbach…
A tuż przy jego stopach stała matka i jedyny uczeń, który się nie uląkł, ani się też swojego mistrza nie powstydził. W ich twarzach dało się wyczytać udrękę, lecz oczy mieli suche. Może już wszystkie łzy wypłakali? Kto to wie?…
Omijając nogi rozlicznych gapiów, próbował podpełznąć do krzyża rudawy kundelek, lecz jakiś pobożny lewita wymierzył mu tak potężnego kopniaka, że pies ze skowytem runął na kamieniste zbocze, kalecząc boki i łamiąc żebro.
A zawieszony na drzewie, uprażony na słońcu, spragniony, napojony octem i żółcią, by mu jeszcze przydać męki, zawołał wielkim głosem:
– Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił?!
Kundelek znów podjął próbę, by podpełznąć do stóp swego pana i znów kolejny kopniak odrzucił go precz…
A zawieszony na drzewie, mimo bólu rozdzierającego mu całe ciało, rozejrzał się wokół. W słońcu srebrzyły się gaje oliwne, gdzieś, hen, za miastem, zieleniały połacie pól porosłych młodziuchną pszenicą, w powietrzu smużył się zapach wiosennych kwiatów… wtedy przymknął oczy, pojedyncza łza stoczyła się po policzku, po raz ostatni wypuścił powietrze z płuc i zwiesił głowę na piersi… bo w końcu ból rozdarł mu serce na strzępy…
Ciało osunęło się bezwładnie, a wtedy żołnierze podeszli… i zobaczyli, że już umarł, więc nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda.
I tak wisiał na tym drzewie hańby, aż słońce się zaćmiło, aż ziemia zadrżała, aż zasłona w świątyni rozdarła się na dwoje… aż cała natura skamieniała zdjęta grozą… aż ptaki zamilkły i nawet wiatr wstrzymał oddech… i tylko jeden, jedyny pies, który wreszcie doczołgał się do stóp Zamordowanego, patrząc w oczy jego matki, zawył długo i przeciągle, ale tylko jeden, jedyny raz…
Tymczasem on wciąż wisiał na krzyżu, na drzewie hańby… A wiatr, który łagodnie owiewał Jego przesycone gorączką ciało, które jeszcze nie zdążyło ostygnąć, wstawiał się za Nim u owego Drzewa, które już drzewem hańby być przestało, błagając drżącym i świszczącym głosem:
Skłoń gałązki, drzewo święte, ulżyj członkom tak rozpiętym.
Odmień teraz oną srogość, którąś miało z przyrodzenia.
Spuść lekuchno i cichuchno Ciało Króla Niebieskiego…
– Zaiste, ten był Synem Bożym – zbielałymi ze strachu wargami wyszeptał rzymski setnik, ów, który włócznią przebił Mu bok. Powtórzył to raz jeszcze, wycierając krew, która trysnęła z boku skazańca na jego chore, zarastające powoli bielmem, oczy. A one w jednej chwili odzyskały całą jasność i całą moc i całą ostrość widzenia, bo ta krew je uleczyła!
– Oj, a jakże mi to udowodnisz? Synem Bożym, zaraz Synem Bożym… – uczony w Piśmie nachalnie schwycił żołnierza za rękę. – No, udowodnij, że był Synem Bożym. To tylko twoja wiara, a ta nie ma nic wspólnego z wiedzą. No… to, co mi na to odpowiesz?…
Rzymianin szarpnął się gwałtownie.
– Odejdź! Zostaw!
– Ale… wiara… wiedza… nie musisz wierzyć… dam ci wiedzę… będziesz wiedział… Nie masz wiedzy, jesteś jak ślepiec… błądzisz po omacku… ja ci dam wiedzę! Będziesz znał dobro i zło.
Lecz żołnierz, który właśnie odzyskał wzrok, już nie słuchał parskającego śliną i gwałtownie gestykulującego natręta. Szybkim, sprężystym krokiem podszedł do matki Ukrzyżowanego i do młodzieńca, który jej towarzyszył.
– Posłuchajcie, zrobiłem, co musiałem. Jestem żołnierzem… Czy możecie mi wybaczyć?…
– Wiem. Jak ci na imię, synu? – zapytała kobieta.
– Longinus… – zawahał się przez chwilę, a potem dodał – matko…
* * *
Przed pieczarą grobową, do której wejście zakryto potężnym okrągłym głazem, płonęło niewielkie ognisko. Skądś z zarośli, dobiegały tajemnicze szepty nocy, jakieś trzaski, ptasie kwilenia, pohukiwanie sów, widać było niewyraźne cienie drgające na żwirowej ścieżce prowadzącej w głąb ogrodu.
Rzymscy żołnierze, pod wodzą setnika Longinusa, trzymali straż. Tak im nakazano. Zimno było, więc każdy chciał się znaleźć jak najbliżej ognia.
Naraz coś poruszyło się w krzakach, dało się słyszeć trzask łamanych suchych gałązek. Jeden z Rzymian gwałtownie powstał i zacisnął dłoń na rękojeści krótkiego miecza zwanego gladius, wpatrując się w ciemność, z której dobiegły te niepokojące odgłosy. Ale zaraz odetchnął z ulgą, widząc, że to tylko pies, ten sam pies, który był na Golgocie, a teraz, choć pobity i pokrwawiony, przywlókł się do grobu swojego Pana.
Żołdacy zaczęli ciskać w niego kamieniami, ale kundelek nie dawał się odpędzić. Odbiegał nieco tylko na bezpieczną odległość, a potem z uporem znów pełzł, przywierając brzuszkiem do ziemi, w stronę kamienia tarasującego wejście do grobu.
– Dajcież mu już spokój – powiedział Longinus. – Popatrzcie, bezrozumne stworzenie, a jakie wierne, jakie oddane. Chodź, no chodź do mnie – wyciągnął rękę w stronę zwierzęcia, chodź tu i zagrzej się, bo i ty zmarzłeś.
Pies nieufnie popatrzył na żołnierzy, ale ostatecznie posłuchał i zbliżył się do ognia. Położył się na brzuchu, wyciągnął przednie łapy i wsparł o nie łeb. Nie spał. Szeroko otwartymi brązowymi oczami wpatrywał się w kamień tarasujący wejście do pieczary. Jakby na coś czekał.
Czas płynął wolno, ale wreszcie niebo na wschodzie zaczęło lekko szarzeć. I naraz… ni stąd, ni zowąd… w mgnieniu oka zrobiło się widno niczym w upalne południe, ale tylko w pobliżu grobowca. Nie wiedzieć skąd pojawili się jacyś młodzi mężczyźni, w jaśniejących szatach, z których przy każdym poruszeniu wydobywały się ogniste refleksy i rozświetlał je blask i lśniły niczym błyski zwiastujące nadchodzącą burzę. Jeden skinął dłonią, a kamień grobowy sam z siebie z hukiem się odtoczył i runął na płask, odsłaniając wnętrze pieczary. Wtedy z jej mrocznego wnętrza wykwitł tak potężny strumień złocistobiałej światłości, jakby to samo słońce na niebie eksplodowało.
Oślepieni i wystraszeni strażnicy, odrzuceni tym blaskiem precz od grobu, upadli na ziemię tracąc przytomność. Tylko Longinus trwał świadomy na tym samym miejscu nieporuszony, pies zaś z radosnym skomleniem rzucił się w stronę wejścia do pieczary. Wtedy jeden z młodzieńców w świetlanych szatach przytrzymał go za kark, a potem wziął na ręce. I już nie było widać psa, który jakby roztopił się w nieziemskim blasku, choć jeszcze przez jakiś czas dało się słyszeć jego szczęśliwe, przepełnione radością skomlenie i poszczekiwanie…
Wasz specjalny, parlamentarny sprawozdawca ma zaszczyt przedstawić Wam stenogram exposé premiera Mateusza Morawieckiego. W kilku miejscach mogą być nieścisłości, którymi opłaciłem chęć jak najszybszego dostarczenia Wam relacji. Zapraszam do pełnej empatii lektury.
EXPOSEPPUKU
Drodzy Rodacy, i tacy i tacy. Rodacy i Rodaczki! Czworacy i Czworaczki!
Staję tu przed wami z podniesionym czołem. To nie my wybieramy. To Polska nas wybiera. Polska to miłość. Nie urząd. Jesteśmy zobowiązani dla naszych wnuków, prawnuków i praprawnuków. Nikt nie żyje w próżni. No, może z wyjątkiem kilku bakterii, ale i to nie jest pewne. Nie będzie naszej zgody. Na prawie wszystko. Ale podpiszemy wszystko. Bez zgody. Z miłością. Dla przyszłych pokoleń.
Nie pozwolimy na odbieranie kompetencji naszemu krajowi. Wprawdzie przez 8 lat pozwalaliśmy, ale teraz nie będzie naszej zgody. Na pewno zrobią co chcą, fir dojczland, ale bez naszej zgody. Bo my dumnie kroczymy w przyszłość. Budując polską drogę do wielkości filmu, który wam wyświetlaliśmy. Dziś taśma filmowa się urwała. Powiem więcej, Polacy zasługują na politykę wiarygodności a nie wiarołomności i taśmozerwaności. Show must go on. We are the champions. Jak zapowiada od lat premier Jarosław Kaczyński, brat profesora, prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Odpowiedzialność, to jest to dla nas najważniejsze. Dziś świat stawia przed nami wyzwania jak budować Polskę, z której nasze dzieci nie będą wyjeżdżały. Jak polepszać los seniorów, juniorów i tych pośrodku.
Szanowni Rodacy, droga izbo, droga chatko Baby Jagi na kaczej stopce. Mamy dość wiązania końca z końcem. Od dziś, albo od jutra będziemy wiązać początek z końcem albo nawet koniec z końcem.
Koniec z umowami śmieciowymi i z mafiami śmieciowymi i ze zmorą bezrobocia. Zatrudnimy was przy sortowaniu śmieci. Nie będzie Niemiec nam pluł w twarz śmieciami. Polacy mogą polegać na swoim państwie, które zlikwidowaliśmy walcząc o suwerenność. Dzisiaj pod naszym sukcesem chcą podpisać się wszyscy. To cywilizacyjna zmiana. W procencie do PKB, oczywiście.
Oni wyprzedali i zagarnęli. My zagarnęliśmy i wyprzedaliśmy – to różnica cywilizacyjna.
Sami możemy wyznaczać trendy w europejskiej polityce. Wyrwać Polskę z pułapek – to nasze hasło. Unia chce nas pochłonąć, ale my ją zmienimy od środka. Zmienimy Sasinem, Kujdą i Mejzą. I to nie jest nasze ostatnie słowo. Uzdrowiliśmy sytuację w dziesiątkach branż i sektorów. I nie zaprzestaniemy. Dla Polski, dla was, drodzy Rodacy. Kryzys za nami, teraz nam odbija. Odbicie przed nami. Wprowadzimy pakiety. I innowacje. Oraz wiele innych rozwiązań, które rozwiążą wszystko. Dziś nastał moment wyjątkowy. to efekt najniższego klina podatkowego. A mówili, że Polska to kraj leniów i nierobów.
Teraz przed nami nowy obowiązek i nowe wyzwania. Skokowy wzrost. Nowy plan i nowe projekty. Żeby żyć pełnią życia i mieć nowe marzenia. Postawiliśmy na taką wizję rozwoju, gdzie Polska staje się krajem wkorzystywanych frajerów. I już niedługo będziemy mogli spełnić sen naszych pradziadków, by spełnić marzenia prawnuków.
Świat jest niebezpiecznym miejscem. Rosną różne potęgi i zapowiadają różne kresy. Zapytajmy kim chcemy być w światowym teatrze geopolityki – podmiotem, pomiotem czy, drodzy Rodacy, wymiotem. Nie ma drugiego takiego kraju w Europie i na świecie a może i dalej, który tak wielokrotnie podnosił wszystko. Polska pod naszym kierownictwem podniosła wszystko. Tak jak Majewski. On też podniósł i przeniósł. Bo wiedział, że zwyciężymy. Skończył, skorygował, a teraz konfrontuje. Życzę każdemu rządowi polskiemu takich wyników w kolejnych latach. A nadchodzący rok może być jeszcze lepszy. Przemysł rośnie, eksport wzrósł – zagraniczna prasa wskazuje nas jako kraj, który będzie fundamentem światowego rozwoju.
To realny skok cywilizacyjny. Polska to kraj globalnych przepływów. Jedni płyną stylem klasycznym, inni żabką. Dajmy Polsce szansę wybić się na wielkośc. Tylko silna Rzeczpospolita będzie mocna. No i będzie potęgą wspieraną przez naszego najlepszego sojusznika. To szansa na przełom cywilizacyjny opłacany liczbą specjalistów.
W pandemii cały świat bał się zrywania łańcuchów dostaw. One, te łańcuchy odradzają się teraz w Polsce. Nie zrzucim łańcuchów skąd nasz ród… Taka jest prawda i nie może być innej. No, chyba, że zadzwoni do mnie Ronald Lauder lub Klaus Schwab i zmieni wytyczne.
Wskaźnik aktywności zawodowej kobiet i aktywności przestępczej wojsk stacjonujących w Polsce wzrasta. Kobiety razem z żołnierzami walczą dzielnie z wykluczeniem. Rozwiąże to problem demografii. I problem ataku na rodziny. W dekalogu polskich spraw wpisaliśmy bon na szczęście. Oprocentowany.
W moim domu matkę całowało się w dłoń. A inni kopali matki, fir dojczland. A przecież miejsce kobiety jest tam, gdzie je sobie wybierze. Wszyscy jesteśmy równi.
Jak mogłaby wyglądać Polska w nowej konfiguracji? Musimy się posunąć i zrobić miejsce dla kobiet i dla młodych.
Uczyniliśmy elektronikę częścią naszego życia codziennego. Elektroniczne piły, pity, elektroniczne pice, wice i kobity. Przemysł gier komputerowych, by zrobić z młodzieży uległe krowy. Gry komputerowe to szansa – jak mówi mój mistrz Harari – by zrobić z homo sapiens homo szympansa. Big Data posuwa nas do przodu, ale jednocześnie nas oplata w łańcuchu dostaw. Internet musi być wolny, a wolność musi być internetowana. Dziś walczymy o to, by praca dawała gwarancje dostatniego życia, chociaż przecież niedługo już pracy nie będzie a my będziemy i tak szczęśliwi.
Musimy myśleć jak żyć w świecie, w którym nie będzie już pracy. Będzie warunkowy dochód podstawowy w świecie postpracy. Polska musi otworzyć instytuty, które będą projektować strategię życia w świecie bez pracy, w rewolucji przyszłości. Ta rewolucja nie ominie niczego, żłobków, rolnictwa, mafii pod okiem Banasia, handlu wizami i sprowadzania trzeciego świata do drugiego świata. A drugi świat, zapytałby ktoś? Drugi świat będzie doganiał pierwszy świat. No i ten zerowy, korporacyjny. Dogonicie? Dogonimy!!! Tak nam dopomóż Prezes!
Musimy inwestować w gminy, powiaty, miasteczka i wioski, szkoły, drogi powiatowe, szpitale i płoty.
Jakiej administracji Polak potrzebje w nadchodzącym świecie postpracy? Skoro nie będzie pracy, to nie będzie łapówek. Jak sobie poradzić z tym wyzwaniem? Przygotujemy podstawy nowej reformy administracyjnej, której sednem będzie usieciowienie nepotyzmu.
A co z seniorami? Wdrożymy politykę srebrnego wieku i złotego standardu do rozpoznawania infekcji każdym wirusem. Nie będziemy niewdzięczni wobec seniorów, przewrócimy, przepraszam, przywrócimy im status.
Wprowadzimy polskie pracownicze plany kampingowe, przepraszam, kapitałowe. Wybudujemy budownictwo, zaangażujemy zaangażowanie naszych seniorów, nasze babcie, naszych dziadków. Niech sobie dorobią. Stróżem być każdy może, jeden lepiej, inny gorzej.
Stworzymy w miastach wspólne przestrzenie międzypokoleniowe. Poddronowe. Lojalnościowe.
Stworzymy kulturę. Która zalegała. W świecie jutra, w świecie szympansów mojego mistrza Harariego kultura odgrywać będzie kluczową rolę. Przemysły kreatywne, wyrównujące szanse, sięgające wyżej i wyżej – aż do gwiazd na których będziemy chceli założyć mediateki. Tylko społeczeństwo, które ma dostęp do kultury może tworzyć kulturę. Kreatywność, edukacja, dobra duchowe w połączeniu z nowymi technikami – aby tworzyć opowieści, które chce poznać cały świat. Żeby oczekiwać tego, co nieoczekiwane w technologii rozszerzonek rzeczywistości. Rozszerzonki rzeczywistości to nasza przyszłość, naszych wnuków i tłuków. To nadejdzie bardzo szybko. Gombrowicz, Sienkiewicz, Kopernik. Ale musimy skończyć z mikromanią i szukaniem akceptacji w oczach innych. Musimy być dojrzali a nie zdziecinniali. Dlatego zaproponuję dyskusję nad pakietem demokratycznym.
Musimy podnieść standardy demokracji, dostarczyć więcej narzędzi do działania. Ciepło myślę też o referendach.
Jaka będzie Polska? Polska będzie taka jacy będziemy my, Polacy. A my, Polacy będziemy tacy, jaka będzie Polska. To jest obustronne. Tak. Taka ma być Polska. Ma być mostem, pomostem i nie spać pod mostem.
Podsumowując: tylko Polska w którą wierzę będzie mogła zmierzyć się z wyzwaniami. Które wstają. I stoją.
Wierzę w Polskę będącą jak pomost dla zachodu w globalnej walce sił, w świecie sił, automatyzacji, robotyzacji, cyfryzacji, innowacji i nielimitowanego odpoczynku postpracowego.
Wierzę w Polskę ambitną, ktora wyrasta na europejskie i światowe centrum. Jednak aby taka Polska stała się faktem, musimy skończyć wojnę, wybrać dialog i przetrzeć nowe ścieżki rozwoju. By spełniać nadzieje na dobrą przyszłość następnych pokoleń.
Nowa polska zrodzi się z głębi naszych serc i z naszej odwagi. Nie będziemy mieć nic, wiedzieć nic i chcieć nic – a będziemy szczęśliwi. Szczęśliwi do gruntu. Podstawowo i gwarantowanie szczęśliwi. I o to właśnie chodzi.
Dlatego to zwiążmy i przetnijmy. Stwórzmy i zburzmy, i przejdźmy nad tym do porządku dziennego.
35 black school shooters in 2023. 4 Hispanic school shooters. 4 white school shooters. 1 Asian school shooter. Data and statistics are the enemy of the central anti-White narratives.
Wielu z osób głosujących na Zjednoczoną Prawicę, to zdeklarowani katolicy i często słuchacze Radia Maryja czy widzowie telewizji Trwam. Do Suwerennej Polski pretensji mieć nie trzeba, bo zazwyczaj są konsekwentni w polityce obyczajowej, lecz Prawo i Sprawiedliwość to zupełnie inna sytuacja.
Aborcja
„Zawsze byłem zwolennikiem kompromisu aborcyjnego sprzed 30 lat. Jednocześnie, na gruncie przepisów konstytucji trudno było sobie wyobrazić inny wyrok, skoro taki wniosek został złożony” powiedział w wywiadzie dla Interii Gierek 2.0 [inna ksywa: Vateuszek md] . Dalej ciągnął „Wniosek do TK w tej sprawie był błędem. Natomiast Trybunał Konstytucyjny, opierając się o polską konstytucję, nie mógł wydać innego wyroku”. Premier dopytywany o to, czy Prawo i Sprawiedliwość „panuje jeszcze nad takimi posłami jak Bartłomiej Wróblewski, który był architektem tego wniosku” (sic!) powtórzył, że „złożenie wniosku było błędem”.
22 października 2020 roku Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok, w którym stwierdził, że przepisy pozwalające na aborcję w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu są niekonstytucyjne. Decyzja ta doprowadziła do zaostrzenia przepisów aborcyjnych w Polsce, co wywołało falę agresywnych protestów pod sztandarem Marty Lempart i duże oburzenie społeczne, nie tylko lewicy. Wniosek, który doprowadził do tej decyzji, został złożony przez grupę posłów Konfederacji i Zjednoczonej Prawicy w grudniu 2019 roku. Decyzja Trybunału doprowadziła do zmiany praktycznej możliwości przerywania ciąży w Polsce, ograniczając legalne aborcje do przypadków, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety oraz gdy jest wynikiem czynu zabronionego, jak gwałt lub kazirodztwo. Wtedy zrobiło się głośno o Bartłomieju Wróblewskim, który wnosił o stwierdzenie niezgodności z konstytucją tzw. przesłanki eugenicznej do aborcji.
Wcześniej, w czerwcu t.r. minister „jednej choroby”, zwany dla zmylenia obywateli ministrem zdrowia Adam Niedzielski stworzył kuriozalny zespół pracujący nad przepisami aborcyjnymi, po śmierci Doroty z Nowego Targu. „Jak pisaliśmy na początku października, zespół w praktyce zakończył swoje prace i opracował już wytyczne, jednak odwołano jego ostatnie posiedzenie, by nie poruszać tematu aborcji przed wyborami” — pisała „Rzeczpospolita”. Chodzić ma o wytyczne dotyczące przesłanki zdrowia psychicznego jako wystarczającej do przerwania ciąży. Już dziś bywa ona stosowana przy kwalifikowaniu kobiet do legalnego zabiegu. Jest to furtka do masowego zabijania dzieci, bo wystarczy, że matka bardziej się „przeziębi”, źle się poczuje, znajoma lekarz stwierdzi zaburzenia psychiczne i wyrok śmierci zapadł.
Natomiast nowa minister, Katarzyna Sójka bez żadnych negatywnych emocji opowiadała w Polsat News „Z tego co wiemy, pani Joanna dokonała legalnej w Polsce, niekaralnej aborcji farmakologicznej. […] Samodzielna aborcja farmakologiczna w Polsce jest niekarana. Niekaralne jest również kupienie takich leków. Czyli widocznie, jak mawiają środowiska śmierci – (farmakologiczna) aborcja jest OK! – dla posłanki PiS. Na co starania pokoleń wielu działaczy pro-life, jak teoretycznie „prawicowy”, katolicki rząd pozwala na nieograniczony proceder. W ogóle jakim cudem aborcja farmakologiczna jest niby legalna. Spójrzmy na zapisy kodeksu karnego:
Art.152. §1. Kto za zgodą kobiety przerywa jej ciążę z naruszeniem przepisów ustawy, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. § 2. Tej samej karze podlega, kto udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub ją do tego nakłania.
A za każdym razem ktoś takiej kobiecie musi pomóc – handlarz śmierci lub morderczy dream team. Także warto zobaczyć zapisy ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży:
Art. 4a. 1. Przerwanie ciąży może być dokonane wyłącznie przez lekarza […] 3. W przypadkach, o których mowa w ust. 1 pkt 1 i 2, przerwania ciąży dokonuje lekarz w szpitalu.
Jak widzimy – tylko i wyłącznie lekarz może wykonać tzw. spędzenia płodu oraz obowiązkowo w szpitalu.
Ponadto ostatnio minister cyfryzacji Janusz Cieszyński mówił w TOK FM, że on i wielu członków PiS jest zwolennikami tzw. „kompromisu aborcyjnego”. Natomiast Sekretarz Stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej Marcin Horała w programie „Kawa na Ławę” w TVN24 poruszył kwestię kompromisu aborcyjnego: „Wniosek do Trybunału był błędem, w sensie zarówno politycznym, jak i merytorycznym”.
In vitro
Pierwszym ważnym projektem, nad którym odbyła się debata w nowej kadencji Sejmu, jest obywatelski projekt przywracają finansowanie in vitro przez państwo. W Sejmie odbyło się pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy o refundacji z budżetu państwa procedury in vitro dla par. To pierwsza ustawa rozpatrywana przez Sejm X kadencji. Do dyskusji zgłosiło się aż 80 posłów. W trakcie długiej, a momentami emocjonalnej debaty, dominowały głosy „za” inicjatywą.
Projekt obywatelski „Tak dla in vitro”, pod którym zebrano ponad pół miliona podpisów, przewiduje, że minister zdrowia będzie zobowiązany do przygotowania, wdrożenia i finansowania procedury zapłodnienia pozaustrojowego in vitro. Zakłada ponadto, że każdego roku z budżetu państwa na finansowanie in vitro zostanie przeznaczone minimum 500 mln zł. Poparcie dla projektu zadeklarowali nawet politycy PiS. – Poprę ten projekt, bo takie mam poglądy – zadeklarował rzecznik rzadu Piotr Müller. A w trakcie debaty reprezentantka PiS stwierdziła, ze klub będzie za skierowaniem go do dalszych prac.
U nas nigdy nie było dyscypliny partyjnej jeśli chodzi o sprawy światopoglądowe, które wywołują pewne wątpliwości moralne u wielu ludzi. Na pewno w tej sprawie nie będzie dyscypliny. Osobiście będę głosował za tym projektem – powiedział rzecznik PiS Rafał Bochenek pytany czy PiS będzie głosował za ustawą o finansowaniu in vitro przez państwo.
Józefa Szczurek-Żelazko zapowiedziała, że klub popiera skierowanie projektu do dalszych prac. PiS nie wprowadziło dyscypliny w tym głosowaniu, a prominentni posłowie – m.in. minister cyfryzacji Janusz Cieszyński zadeklarowali nawet, że po doprecyzowaniu projektu mogą opowiedzieć się za nim.
Projekt dotyczący in vitro nie jest zagrożony miedzy innymi za sprawa deklaracji ze strony Pałacu Prezydenckiego. W środę szef gabinetu prezydenta Marcin Mastalerek, że prezydent musi zobaczyć ostateczna wersje projektu, ale nie będzie go blokował.
Premier pytany, czy bon będzie także obejmował in vitro, powiedział: „Nasz bon rodzicielski jest pewnego rodzaju otwartą ofertą dla innych partii politycznych po to, aby znaleźć wspólny mianownik, znaleźć te wszystkie metody, które nas połączą”. Dopytywany o orientacyjną kwotę bonu poinformował, że jest to między 10 a 20 tysięcy złotych. „O takiej kwocie dyskutowaliśmy” – powiedział.
49 wstrzymało się, a 23 zagłosowało za uchwaleniem nowelizacji ustawy. A byli to m.in.: Mateusz Morawiecki, Rafał Bochenek, Radosław Fogiel, Katarzyna Sójka, Piotr Müller, Marcin Przydacz oraz Mariusz Kamiński.
Mateusz Morawiecki zapowiadał „rechrystianizację Europy”, a dziś głosuje za laboratoryjną produkcją ludzi, ich mrożeniem i zabijaniem.
„Uważam, że metoda in vitro jest dopuszczalną metodą, która może pomóc wielu rodzinom w posiadaniu potomstwa. Uważam, że ustawodawstwo, które teraz obowiązuje w Polsce, znacząco ogranicza wszystkie patologie w stosowaniu tej metody. Nie można dowolną liczbę zarodków tworzyć, nie wolno dowolną liczbę zamrażać. Tu jest dużo ograniczeń bardzo, każdy zarodek musi mieć i matką i ojca” – mówiła Joanna Lichocka.
Magdalena Guziak-Nowak, która jest członkiem zarządu i dyrektorką ds. edukacji w Polskim Stowarzyszeniu Obrońców Życia Człowieka podsumowała PiS tak:
Niepokojące jest to, że duża część posłów Prawa i Sprawiedliwości głosowała za dalszym procedowaniem tego projektu w Sejmie. Pojawia się w tym miejscu pytanie, czy Prawo i Sprawiedliwość zaczyna dryfować w kierunku bardziej liberalnym po to, żeby zyskać głosy elektoratu liberalnego.
Tym sposobem Prawo i Sprawiedliwość wykiwało swoich zwolenników wyznających wiarę w Jezusa Chrystusa, ale oczywiście media pisowskie nie raczyły ich nawet o tym poinformować. W tej niewiedzy trwają już kilka lat i stale dają głosy na partię, które dechrystianizuje się równomiernie z polskim narodem.
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) łączona jest z ideologią globalistyczną, i słusznie. Zwykle wynika to z prostego skojarzenia: Klaus Schwab ogłosił globalistyczny Wielki Reset i przewodził światowej walce z tzw. pandemią Covid-19, a jest to zarazem czołowy ideolog globalizmu i przewodniczący Światowego Forum Ekonomicznego (WEF), skupiającego skrajnie bogatych ludzi, którzy chcą zjednoczyć świat pod własną kontrolą.
Jednakże poza tym skojarzeniem, należy wymienić kilka innych czynników łączących WHO z globalizmem. Z powodu ograniczonej ilości miejsca ograniczę się tutaj tylko do dwóch:
1/ Dogodny pretekst. Zjednoczenie świata pod jednym zarządem (ang. governance) musi mieć jakiś powód. Dlatego też globaliści uwielbiają znajdywanie problemów o których można rzec, że „nie mogą zostać rozwiązane na gruncie państw, ponieważ są globalne, a więc można je rozwiązać tylko na poziomie globalnym”. I chętnie wskazują na dwa takie problemy. Pierwszym jest walka z ociepleniem klimatu. Skoro wszystkie ludy i państwa produkują CO2, to jego produkcji nie sposób ograniczyć decyzjami poszczególnych państw, gdyż każde będzie chciało, aby najpierw zrobili to inni, a jego gospodarka w tym czasie zyska w stosunku do tych, które stały się niekonkurencyjnymi z powodu reform zielonego ładu. Dlatego musi powstać zarząd czy rząd światowy, który wprowadzi zieloną rewolucję w tym samym czasie i dla całego świata. Inaczej Ludzkość wymrze. Dalej podawane są daty Wielkiego Wymarcia, zresztą coraz to przesuwane w miarę ich zbliżania się (Greta Thunberg usunęła ze swoich mediów społecznościowych daty, które już są za nami, a końca świata złośliwie nie było). Pandemia Covid-19 spełniła tę samą rolę. Z oficjalnych dokumentów WEF wynika, że organizacja ta nie była zaskoczona pandemią, gdyż przygotowywała się do tego wydarzenia i planowała „globalną walkę” z pandemiami już kilka lat przed jej wybuchem w 2019 roku. Jestem daleki od teorii wielkiego spisku, że WEF sam wyprodukował covida, a Klaus Schwab nosił wirusy w butelce i rozpylał ją z okien. Sprawa wydaje się prostsza: w związku z globalizacją, szybkością i częstotliwością podróży było oczywiste, że także zarodki, bakterie i wirusy będą podróżować wraz z ludźmi i epidemie dotąd lokalne mają szansę przeistoczyć się w globalne. Media już od lat przygotowywały nas na takie wydarzenia, choćby robiąc szum wokół tzw. ptasiej grypy wiele lat temu. Schwab i inni wiedzieli, że w końca jakiś wirus opanuje świat na tyle, że będzie można ogłosił stan „pandemii światowej”. I czekali. Ptasia grypa zawiodła? To czekamy na następną. I akurat trafił się Covid-19, rzeczywiście rozprzestrzenił się na cały świat, a fakt, że objawy były bardzo podobne do grypy spowodował, że można było odgórnie nakręcić medialną histerię. Gdyby nie było Covid-19 w 2019 roku, to pojawiłby się jakiś wirus w 2025 roku. Dziś wielkie media dosłownie czekają a to na krakena, a to na innego wirusa. Czeka nań także WHO, gdyż jako agencja zdominowana przez globalistów służy do odbierania suwerenności państwom narodowym na rzecz centralnego globalnego zarządu, pod pretekstem ewentualnych przyszłych pandemii. Pamiętajmy, epidemię globalną może powstrzymać tylko globalna instytucja! Oczywiście, każdy myślący człowiek zada sobie pytanie: Jak? W jaki sposób? Za pomocą globalnych aktów prawnych WHO powstrzyma wirusy? Nieważne, to tylko pretekst dla budowy globalnego zarządu.
2/ Wielkie korporacje. Wyjąwszy rozmaite „małe Grety” i garść dzieciaków nikt oczywiście nie wierzy, że projekt globalistyczny jest realizowany przez elity intelektualne, polityczne i ekonomiczne, które przeczytały Wieczny pokój Immanuela Kanta i stały się zwolennikami budowy kosmopolitycznego państwa światowego. Globalny zarząd nad światem w dziedzinie zdrowia i walki z pandemiami to gigantyczne pieniądze. Żyjemy w świecie w którym przyśpieszyło zjawisko jeszcze w XIX wieku nazwane przez Karola Marksa mianem „koncentracji kapitału”, gdy drobne i średnie firmy upadają lub są przejmowane, aby ustąpić miejsca gigantom, które dziś określamy mianem „międzynarodowych korporacji”. Ze względu na gigantyczne koszty badań nad lekami przemysł farmaceutyczny jest wprost predestynowany do przejęcia go przez wielkie korporacje, współdziałające z globalistami. Mamy taki cykl zależności:
Oczekiwania korporacji →WEF szykuje się na epidemię →ogłoszenie epidemii →globalna walka z nią za pomocą szczepionek →zyski korporacji →wsparcie korporacji dla WEF.
W czasie pandemii wartość akcji koncernów farmaceutycznych wzrosła wielokrotnie, ponieważ wielokrotnie wzrosły zamówienia rządowe, szczególnie na towar zwany szczepionką. WHO, które jest faktycznym podwykonawcą WEF, walczy teraz o instytucjonalizację swojej pozycji jako centralnego zarządcy walki z przyszłymi epidemiami. Z jednej strony zapewni w ten sposób trwałe zyski korporacjom farmaceutycznym, a z drugiej, stanie się elementem agendy Schwaba, aby wprowadzać w rozmaitych dziedzinach „globalne zarządy”.
Na instytucjonalizacji WHO zyskują zatem wszyscy zaliczający się do ułamka procenta najbogatszych ludzi na świecie. Ciebie, zwykły Polaku – najpierw zaszczepią, a potem za to zapłacisz.