Akt Wdzięczności ludu Polski – Matce Bożej Łaskawej

Akt Wdzięczności ludu Polski – Matce Bożej Łaskawej

——————————————–

[Akt Wdzięczności ludu Łomży, złożony 18-11-2023 przed obrazem Matki Bożej Łaskawej – Patronki Warszawy i Strażniczki Polski, peregrynującym w Parafii p.w. św. Andrzeja Boboli

———————————

Matko i Królowo, do stóp Twoich upadamy, przed tron Twój w Niebie i tu w najgłębszej pokorze hołd miłości i wdzięczności zanosimy za naszą najdroższą Ojczyznę, za lud Łomży i Ziemi Łomżyńskiej, wraz z przybyłymi pocztami sztandarowymi.

Z dawna Polski Tyś Królową, Maryjo…

– Matko Zbawiciela dziękujemy Ci, że zechciałaś być Królową Polski. A to jest zapewne wolą Boga, bo Ty zawsze pełnisz wolę Boga. A On jest obecny w życiu Polski od Chrztu mieszkowego

– Dziękujemy Ci Matko i Królowo, że jesteś z nami i z tymi, którzy przyznają się do dziecięctwa Bożego i mają Ciebie w sercach i na ustach. Jak rycerstwo pod Grunwaldem z pieśnią „Bogurodzica”, jak dragoni i husaria na kulbakach, ciągnący pod Wiedeń, wielu z różańcami w rękach, jako członkowie Bractw Różańcowych

– Dziękujemy Ci za Cud obrony Jasnej Góry, za Cud niepodległości Polski, po wezwaniu z Gietrzwałdu ludu i elit ziem polskich do Różańca, do odnowy życia rodzinnego, odnowy moralnej całego narodu

– Dziękujemy Ci Matko i Królowo za Cud nad Wisłą r. 1920, w miejscach złożenia ofiar życia przez ks. Ignacego Skorupko i por. Stefana Pogonowskiego

– I dziękować jeszcze wypada za odnowę moralną Polski w czasach Solidarności, po wezwaniu przez Jana Pawła II mocy Ducha Św. i na ofierze świętego księdza – Jerzego Popiełuszko, błogosławionego Kościoła.

Gdyś pod krzyżem Syna stała tyleś Matko wycierpiała! I mamy ufną pewność, żeś Matko towarzyszyła Polakom i Żołnierzom Niezłomnym w ich krzyżach.

I tu stawiamy pytanie, czy tamte krzyże były niepotrzebne?Więc musimy – i Polska i każdy kto dzieckiem Narodu Polskiego – znać dzieje Polski i na tym fundamencie robić rachunek sumienia, z czasu minionego i teraźniejszości. Bo musimy spytać, czy wiemy co się stało z Polską, skoro po Cudzie nad Wisłą r. u progu niepodległości, Polska już nie umiała obronić się przez klęską w r 1939. Musimy wiedzieć, przed następną szkodą: ówczesne elity ufały wiarołomnym władzom Anglii i Francji oficjalnie, a lożom masońskim nieoficjalnie. I nie zwróciły się w uniżeniu do Boga i swojej Królowej, jak w sierpniu r. 1920.

A przecież: – Wszechmogący zapewniał osłonięcie przed hekatombą wojny i wywyższenie Polski, pod warunkiem intronizacji Chrystusa Króla – Króla Polski, w Krakowie,

– przecież ostrzegałaś Matko Łaskawa nasza z Siekierek – lud i duchowieństwo Warszawy – o konieczności uniżenia przed Bogiem, bo „krew popłynie rynsztokami Warszawy”, w Powstaniu Warszawskim,

– przecież przypominałaś Polsce cały Dekalog – szczególnie podczas pielgrzymki r. 1991 Jana Pawła II – u progu nowej niepodległości. I później. Tylko że jakbyśmy tego wezwania nie usłyszeli, albo nie zrozumieli. Zapewne znaczący wpływ miały na to niejawne umowy, na fundamencie „okrągłego stołu” i merkantylne interesy oraz wszechobecne struktury masonerii, czyli „pomocników szatana na ziemi”, „wybiórcze” media.

I musimy spytać jeszcze to: czy wiemy co się stało z naszą Polską? Więc stawiamy nam wszystkim też pytanie, co się stało z dorobkiem Jana Pawła II złożonym do depozytu Kościoła i z zasiewem w czasie „Bierzmowania dziejów” Polski na krakowskich Błoniach, i później? I czy będziemy bronić? Bronić na fundamencie pokuty.

Dziś wyciągamy ręce i wołamy o ratunek, o odnowę moralną narodu i Bogobojne elity na miarę dziejowych wyzwań.

Bo w I dekadzie XXI w. Polska uległa:

– dekatolicyzacji;

– demoralizacji;

– demonizacji;

– depopulacji, i…

tracimy niepodległość.

To mówi o stanie Polski w r. 2023 ekspert ks. prof. Krzysztof Bielawny.

————————————

Więc zawierzamy Ci Matko i Królowo naszą teraźniejszość i przyszłość. Pragniemy by Naród Polski stał się i cała Polska wzorcem normalności i odwiecznych katolickich zasad życia społecznego.

A na tydzień przed uroczystością Chrystusa Króla prosimy Matko-Królowo o nowy cud nad Wisłą. Aby w Polsce współ-królował nam Jezus Chrystus, jako Król Polski – w sercach Polaków i Państwie Polskim – skoro On tego chce. I niech to się dokona tak, jak On tego chce!

Matko Jezusa i Matko nasza Najłaskawsza, Królowo Polski. Miej w opiece naród cały, niech on żyje dla Bożej chwały, niech rozwija się wspaniały, Maryjo!

A że często cnót i rozumu i woli może nam zabraknąć – na zmagania z szatanem – to na wtedy i na dziś w pokorze wołamy:

Pod Twoją obronę uciekamy się święta Boża Rodzicielko… [dalej mówią wszyscy]

Porucznik, inżynier i robotnik… Sześć mało znanych faktów z życia św. Rafała Kalinowskiego

Porucznik, inżynier i robotnik… 6 mało znanych faktów z życia św. Rafała Kalinowskiego

pch24.pl/porucznik-inzynier-i-robotnik-6-faktow-z-zycia-sw-rafala-kalinowskiego

#Czerna #karmel #klasztor #św. Rafał Kalinowski

(Fot. PCh24.tv)

Św. Rafał Kalinowski to jeden z tych świętych, któremu nie od zawsze z Kościołem było po drodze. Zanim się nawrócił i trafił do zakonu był inżynierem, wojskowym, zesłano go też na Syberię… Jego życie, to przykład, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, a każdy grzesznik powołany jest do świętości.

1.Od inżyniera do zakonnika

Nim Rafał Kalinowski przywdział habit zakonny ukończył studia uzyskując tytuł inżyniera. Wstąpił także do wojska, gdzie awansował do stopnia porucznika. Brał udział m.in. w budowie kolei żelaznej Odessa-Kijów-Kursk. Czując, że zbliża się powstanie, objął stanowisko ministra wojny w rejonie Wilna, aby móc lepiej służyć swoją wiedzą wojskową i umiejętnościami.

2.„Święty” grzesznik

Po wstąpieniu do wojska Rafał Kalinowski zaprzestał przystępowania do sakramentów świętych, a do kościoła chodził sporadycznie. Mocno trapiły go rozterki wewnętrzne związane ze swoją narodowością, pobytem we wojsku, a także zdrowiem.

3.Nawrócony – jak św. Augustyn

Rafał Kalinowski wspierany modlitwami matki oraz rodzeństwa nawrócił się mniej więcej w okresie Powstania Styczniowego. Ogromny wpływ na jego przemianę miał również św. Augustyn, z którym Rafał Kalinowski miał wiele wspólnego. Św. Augustyn, tak jak i Rafał Kalinowski, wiódł za młodu próżniacze i grzeszne życie, które zmieniło się pod wpływem nieustannej modlitwy jego matki –  Moniki. Na nawrócenie Rafała Kalinowskiego miała również wpływ lektura „Wyznania” św. Augustyna, za której sprawą powrócił do praktyk religijnych ze szczególną gorliwością.

4.Wyrwany z rąk śmierci

Po upadku Powstania Styczniowego, w którym brał czynny udział, został aresztowany i skazany na karę śmierci, którą zamieniono na dziesięć lat katorżniczej pracy na Syberii. Pracował wytrwale w warzelni soli, nie uskarżał się na swój los i przyjmował wszystkie jego przeciwności – w ten sposób stał się wsparciem dla współwięźniów, którym dodawał otuchy słowem i własnym postępowaniem.

5.Wychowawca Księcia Czartoryskiego

Po powrocie z Syberii uzyskał paszport i wyjechał z Polski na Zachód, jako wychowawca młodego księcia Augusta Czartoryskiego, którym opiekował się przez trzy lata. Rafał Kalinowski wywarł ogromny duchowy wpływ na księciu Czartoryskim i otworzył mu drogę do jedności z Bogiem.

6.„Ofiara konfesjonału”

Rafał Kalinowski uważany był za doskonałego spowiednika. Ze względu na przeżyty w młodości kryzys wiary miał ogromny dar jednania grzeszników z Bogiem. Wiele godzin spędzał na spowiadaniu wiernych, dlatego uważany był za „ofiarę konfesjonału”. Przywracał ludziom dręczonym przez lęk i niepokój wiarę w Boże Miłosierdzie i spokój sumienia.

Kościół wspomina św. Rafała Kalinowskiego 20 listopada.

https://youtube.com/watch?v=QruZmqOJY-w%3Ffeature%3Doembed

Zespoły ratownictwa będą dalej jeździć do chorych bez medyków. W ponad połowie zespołów nie ma lekarza.

Brakuje lekarzy. Ministerstwo Zdrowia nie będzie egzekwować wytycznych, które samo wprowadziło

20.11.2023 brakuje-lekarzy-ministerstwo-zdrowia-nie-bedzie-egzekwowac-wytycznych-ktore-samo-wprowadzilo/

Karetka, ambulans.
Karetka, ambulans. / Fot. PAP

Zespoły ratownictwa będą mogły dłużej jeździć do chorych bez medyków, a szpitale dostaną więcej czasu, by wykonać zaległe świadczenia. Jednocześnie Ministerstwo Zdrowia nie ma zamiaru egzekwować wytycznych, które samo wprowadziło.

Jak opisuje „Rzeczpospolita”, brak personelu medycznego, zwłaszcza lekarzy, i problemy finansowe to bolączki wielu placówek medycznych. Dlatego Ministerstwo Zdrowia zdecydowało się na swoistą abolicję – wstrzymanie stosowania przepisów i stosowania kar, które samo wprowadziło.

„Rz” przypomina, że w czasie pandemii placówki medyczne mogły liczyć na pewne ułatwienia. Jednym z nich był przepis, który pozwalał na funkcjonowanie zespołów ratownictwa medycznego (ZRM) bez lekarza w składzie. I choć stan zagrożenia epidemicznego przestał obowiązywać 1 lipca tego roku, sytuacja nie uległa poprawie.

Gazeta podaje, że zgodnie z ostatnimi danymi z Systemu Wspomagania Dowodzenia Państwowego Ratownictwa Medycznego w ponad połowie zespołów nie ma lekarza.

Dlatego – jak informuje „Rz” – NFZ nie będzie nakładał kar za brak lekarza w karetce jeszcze do połowy przyszłego roku. Przewiduje to projekt rozporządzenia, który trafił do konsultacji. Taką abolicję wprowadzono już w tym roku, kiedy po pandemii okazało się, jak zła jest sytuacja. Teraz abolicja zostanie wydłużona. Ma to umożliwić placówkom medycznym skuteczne zrekrutowanie medyków do pracy w karetkach i uchronić je przed stratami finansowymi.

Do konsultacji trafił też inny projekt ratujący sytuację finansową.

Polska kurnikiem Europy? „Prawo” a realia. Wypowiedzi z sejmu. Tu firma Wipasz rządzi!

Polska kurnikiem Europy? „Prawo” a realia. Wypowiedzi z sejmu. Tu firma Wipasz rządzi!

orka.sejm.gov.pl/zapisy

Sejmowy Zapis Przebiegu Posiedzenia: Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi (Nr 203) z 5 lipca 2023

wybrane wypowiedzi

str. 17

Przedstawicielka komitetu protestacyjnego Kodeń Anna Dejneka:

Dzień dobry. Witam państwa bardzo serdecznie. Nazywam się Anna Dejneka, jestem przedstawicielem społeczności kodeńskiej, to jest województwo lubelskie, powiat bialski. Dziękuję za udzielenie głosu, panie przewodniczący, który uważam jest bardzo ważny. Chcę tak szybciutko przedstawić nasz problem. Drodzy państwo, w ogóle by nas tutaj nie było, gdyby wójt, nasz włodarz, i firma Wipasz uczciwie podeszli do sprawy budowy przemysłowych ferm drobiu w naszej miejscowości. Społeczeństwo nie było poinformowane o tym, że powstanie u nas tyle fermmówimy o trzech lokalizacjach, drodzy państwo, na 17 mln sztuk kurczaków. Jeżeli mówimy o tym, że 210 dużych jednostek przeliczeniowych może zagrażać, może znacząco wpływać na środowisko, zdrowie i życie ludzi, to może państwu tak przedstawię, u nas w jednej miejscowości będzie to 4144 dużych jednostek przeliczeniowych, to dwudziestokrotność tej liczby. W następnej miejscowości w obrębie 3 km powstaje następna ferma, która będzie miała 4444 dużych jednostek przeliczeniowych. Pojawia się znowuż następna ferma, tylko że troszkę mniejsza, ale wczoraj się dowiedzieliśmy, nie wiem, na ile to jest prawda, że firma Wipasz złożyła nowe wnioski. Jeżeli państwo orientujecie się, co jest w Żurominie i Mławie, to gmina Kodeń będzie naprawdę większym zagłębiem przemysłowym niż Żuromin i Mława. My mieszkańcy naprawdę… Może nie byłoby tego tematu, jakby nasz wójt zrobił konsultacje społeczne, spytał nasze społeczeństwo, czy chcemy w ogóle, ale my dowiadujemy się o wszystkim po wydaniu wuzetek, po wydaniu decyzji. Nawet rada gminy nie wiedziała o tym, że u nas taka inwestycja duża powstanie. Powstają decyzje i w tej decyzji, gdzie jest 4444 jednostek dużych przeliczeniowych, na końcu jest taka wzmianka, że to nie będzie wpływało znacząco na środowisko. To o czym mówimy? Rozumiem, że ta decyzja jest błędnie wydana przez wójta? Następnie, drodzy państwo, my, mieszkańcy, przyszliśmy państwa prosić o pomoc, żebyście nam pomogli wyjść z tej sytuacji, bo w naszym powiecie to nie tylko gmina Kodeń – są to też gmina Sosnówka, Leśna Podlaska, gmina Drelów. Dowiadujemy się, że jedna firma chce zasiedlić nasz powiat kurnikami. Boimy się tego, bo nasze miejscowości są ekologiczne, prowadzimy hotele, prowadzimy różnego rodzaju działalność ekologiczną, mamy gospodarstwa ekologiczne. To nie jest tak, że my jesteśmy przeciwko rozwojowi wsi, jesteśmy za rozwojem wsi, ale takiej, żeby w nas nie wchodził przemysł, bo tutaj mówimy już o przemyśle. To jest przemysł. Nam się wpiera, że powstaną zielone fermy. Do firmy Wipasz złożyliśmy pisma, żeby nam wytłumaczyła, co to jest, co to znaczy zielona ferma. Do tej pory nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Zapraszali nas do instytutu, drodzy państwo, gdzie się produkuje kurczaka, żeby wiadomo, zrobić z niego takiego superkurczaka, który wyrośnie w 28 czy 32 dni. Pojechaliśmy do Kwasówki, do słynnego instytutu, i rozmawialiśmy z mieszkańcami, którzy już mają kurniki.

Niestety nie było pozytywnej opinii ludzi. Wszyscy do nas mówi: „Nie dajcie się w to wrobić, bo jeżeli my płaczemy, to wy też będziecie płakać”. Drodzy państwo, to jest tak, że my, mieszkańcy tych gmin, prosimy państwa o pomoc, żebyście w jakiś sposób nam mogli pomóc rozwiązać tę sytuację. W Kopytowie już budują nam 14 kurników, dowiadujemy się, że jeszcze chcą ileś tam wstawić do jednej miejscowości. Boimy się także o to i nikt nie chce nam udzielić informacji, co z naszymi wodami gruntowymi, podziemnymi, bo jeżeli taka jedna ferma zużyje dwa razy więcej wody niż cała gmina w ciągu roku, to o czym tu mówimy? Już w studium dla Kopytowa jest, że może zabraknąć wody. Następna sprawa, co z naszymi gruntami, wartością naszych mieszkań, domów czy gruntów, czy innych nieruchomości? Boimy się, że wartość spadnie, boimy się też o rynek pracy, gdzie mamy swoje, prowadzimy działalność gospodarczą, odprowadzamy podatki, a z tego, co wiemy, firma Wipasz nie odprowadza podatku od działalności gospodarczej, tylko podatek rolny, czyli gmina nie ma żadnego zysku z tego. Rozumiemy, jakby był jeszcze jakiś podatek dla gminy od gruntów czy od działalności gospodarczej, jeszcze moglibyśmy o czymkolwiek rozmawiać. Tutaj nic nie mamy. Boimy się właśnie o wystąpienie ptasiej grypy, co z naszymi zwierzętami, mamy je na wsiach, wiadomo, że rolnicy mają swoje kury. Firma Wipasz czy inne firmy drobiarskie dostaną odszkodowanie. A czy my jako mieszkańcy dostaniemy jakiekolwiek odszkodowanie, jeżeli to wybuchnie? Mam nadzieję, że nie. Mówicie państwo o ustawie odległościowej czy odorowej. Odległość 500 m, jeżeli ktoś przejeżdża koło fermy, nic nie daje. U nas te trzy fermy będą posadowione na zachód od miejscowości, od gminy Kodeń. 90% wiatrów mamy na wschód, czyli te wszystkie wiatry przeniosą wszystkie szkodliwe czynniki, związki chemiczne na nas. Frma do nas mówi, że „zamontujemy wam czujniki na tych fermach”. Zadałam pytanie, na jakiej wysokości są te czujniki. Są na wysokości 2 m od ziemi, a gdzie mamy kominy, gdzie mamy wentylatory? To wszystko idzie w górę. To nie będzie spadało może na tę działkę, ale wszystko pójdzie w naszym kierunku, w kierunku naszych miejscowości, naszych domów. Mieszkańcy też nie mają wiedzy na temat tego. Jak cokolwiek, jakieś pytania skierujemy do firmy, to dostajemy pozwy przedsądowe, bo firma po prostu stosuje taką metodę, żeby nas wyciszyć – „jeżeli dużo będziecie o tym mówili, to spotykamy się w sądzie”. Mamy ten problem, państwa też prosimy, żebyście jakoś nam w tym temacie pomogli, żebyście nie zostawili nas samych. Chcę też państwa uświadomić, że Polska to my, mieszkańcy, nie tylko rolnicy, ale też zwykli mieszkańcy, którzy pracują, odprowadzają podatki do naszej gminy. Polska wieś nie zasługuje na to, żeby ją zaorać, a niestety takie koncerny drobiarskie jak firma Wipasz czy inne firmy zaorają polskiego indywidualnego rolnika. Mały rolnik, który będzie miał dwa–trzy kurniki niestety zostanie wchłonięty przez taką firmę, bo takie przypadki już też były. Pan o tym właśnie mówił, to jest rzeczywistość, to jest prawda. Drodzy państwo, te firmy występują, to jest na takiej zasadzie, że firma Wipasz czy inna firma zgłasza się do rolnika i zawiera z nim umowę przedwstępną sprzedaży. Rolnik występuje o wszystkie pozwolenia i dopiero jak uzyska te pozwolenia, to firma Wipasz od niego to odkupuje. Teraz nie dziwcie się państwo, że każdego rolnika, który będzie chciał postawić teraz jakiekolwiek kurniki, będziemy blokowali, bo nie wiemy, czy ten rolnik za chwileczkę nie sprzeda tych udziałów czy tej ziemi firmie Wipasz czy jakiejkolwiek innej Drodzy państwo, jest taki problem, że prawo jest nieścisłe. Nie działa na rzecz zwykłego obywatela. Mówimy o dobrostanie zwierząt. A gdzie jest dobrostan człowieka? My, ludzie, jesteśmy spychani na ostatni etap tego całego łańcucha. Nikt nie myśli o nas jako o ludziach. Jesteśmy tylko może takimi osobami, co do których „jakoś tam przejdzie, jakoś będzie”. Mówimy o tym, że trzeba dbać o kurę, o kota, inne zwierzę. A gdzie my jesteśmy, my, ludzie? Obawiamy się naprawdę tego, że w końcu… Czy nasze dzieci wrócą na polską wieś? Nie, bo nie będą miały, do czego wracać. Do tego smrodu? Na tę chwilę dziękuję bardzo. Drodzy państwo, proszę państwa, pomóżcie nam, nie zostawiajcie nas samych z tym problemem.

Str. 19

Przedstawicielka komitetów protestacyjnych z powiatu bialskiego Elżbieta Sokołowska:

Dzień dobry. Panie przewodniczący, pani przewodnicząca, szanowna Komisjo, nazywam się Elżbieta Sokołowska, reprezentuję połączone komitety protestacyjne z powiatu bialskiego. Chciałabym odnieść się, jako osoba sprzeciwiająca się tak zmasowanej koncentracji produkcji, do pewnych dwóch spraw, które poruszył pan minister. Przede wszystkim powiedział pan, że jest brany pod uwagę czynnik społeczny. Otóż chciałam powiedzieć, jak wygląda branie czynnika społecznego pod uwagę. Większość decyzji, w których wójtowie wydali negatywną opinię, odmowną, dotyczącą budowy fermy, zostało uchylonych przez SKO lub przez wyższe instancje. Czynnik społeczny w prawodawstwie nie jest brany pod uwagę. Niestety takie są doświadczenia. Druga sprawa, dotycząca zmiany w procedurze i w planach zagospodarowania przestrzennego. Otóż, proszę państwa, jesteśmy ofiarami braku miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, ale nie dlatego, że zawsze nasze samorządy unikały, tylko to są biedne samorządy. W 2025 r. wchodzą nowe przepisy, do tego czasu będziemy zabudowani kurnikami, nie zdążymy. Byliśmy na posiedzeniu Komisji Infrastruktury i bardzo prosiliśmy o poprawkę dotyczącą zablokowania wydawania nowych pozwoleń w miejscach, gdzie nie przewidują tego plany miejscowe, plany zagospodarowania przestrzennego. Niestety ta poprawka nie została przyjęta. Prosiliśmy w ten sposób o ratunek dla nas, dla naszych miejscowości. Co chwila dowiadujemy się, że kolejne lokalizacje zaczynają nas otaczać. Jeszcze chciałabym się odnieść do jednej sprawy. Kiedy wydawane są decyzje rolno -środowiskowe, dotyczące oddziaływania na środowisko, każda inwestycja jest rozpatrywana oddzielnie, nie rozpatruje się tych inwestycji wspólnie, a one okazują się być 2 km, 3 km, 5 km od siebie. Każda z tych decyzji jest odrębną. W moim przypadku nie bierze się pod uwagę, że obok mnie z jednej strony jest jedna z największych w Polsce ferm norek. W żadnym postępowaniu nie pojawia się ta ferma jako oddziaływanie z drugą po drugiej stronie. Chciałabym zgłosić takie sprawy. Apeluję do państwa o to, żeby te biedne samorządy i te społeczności na wschodzie Polski nie były potraktowane jak obywatele drugiej kategorii. Nie możemy być nawet stroną w sprawie, ponieważ jest nas mniej niż 10, już nie pamiętam. W każdym razie nie możemy sami siebie reprezentować. Nikt nas nie słucha. Jestem w ogóle bardzo wdzięczna, że możemy dzisiaj cokolwiek powiedzieć i nam nie przerwano. Bardzo państwu dziękuję.

Str. 20

Przedstawiciel fundacji „Dobre sąsiedztwo” Grzegorz Strzałkowski:

Dzień dobry państwu. Grzegorz Strzałkowski, Fundacja „Dobre sąsiedztwo”. Przyglądamy się podobnym sprawom w całej Polsce i bierzemy udział w niektórych. Prawdę mówiąc, widzimy regularnie powtarzające się schematy. Odniosę się do słów pana ministra. Sukces Polski w hodowli drobiu jest oczywisty. Jeżeli zlikwidowalibyśmy regulacje przy imporcie odpadów, również odnieślibyśmy gigantyczny sukces w imporcie odpadów. Tyle tylko, że ponieślibyśmy koszty środowiskowe. Dokładnie to dzieje się w tej chwili z przemysłową hodowlą zwierząt w takiej skali, w jakiej to obserwujemy. Niestety przyznam szczerze, że poza planami zagospodarowania przestrzennego nie ma w Polsce praktycznie żadnych regulacji. Decyzja środowiskowa w zasadzie nie może być negatywna, jest tylko pięć przesłanek, one są skrajne, w zasadzie się nigdy nie zdarzają, które pozwalają nie wydać decyzji środowiskowej, czyli wydać odmowną decyzję. To naprawdę jest ewenement, jeżeli nawet wójt odważy się wydać negatywną decyzję, zostanie ona odrzucona później. Dlaczego? Mamy głębokie niezrozumienie funkcji raportu środowiskowego, bo on sprowadza się tylko do powiedzenia, jaki będzie wpływ inwestycji na okolicę. Jeżeli dzisiaj w raporcie środowiskowym zapisalibyśmy, że wszyscy dookoła umrą w ciągu kilku lat, to w zasadzie spełnia to wszystkie przesłanki, żeby zostało to zaakceptowane. Brzmi to niesamowicie, ale naprawdę tak jest. Obserwowaliśmy raporty środowiskowe, w których wystarczało zawarcie, że odległość od jakiejś inwestycji kurników wynosi sto kilka metrów, wystarczał enigmatyczny zapis o właściwym sposobie żywienia drobiu. Wtedy dyrektywa BAT, czyli dokument o najlepszych możliwych technologiach, zostawała uznana za spełnioną. Drodzy państwo, z wielką nadzieją patrzę na reformę w planowaniu przestrzennym, bo gdzieś tam z tyłu głowy mam myśl, że chcemy jednak Polskę rozwijać i chcemy, żeby kolejne inwestycje się pojawiały, ale musimy to robić naprawdę z głową. Dzisiaj popadliśmy już bardzo głęboko w jakąś skrajność, hodowla, w której jesteśmy czwarci na świecie i pierwsi w Europie, w przypadku tak małego kraju, może nie tak całkiem małego, jak Polska, to jest naprawdę bardzo dziwne. Skądś się to bierze. Obawiamy się dzisiaj zalewu drobiu z Ukrainy. Przed chwilą my zalaliśmy cały Zachód, drodzy państwo. Niskie ceny, skąd się biorą? Prawa podaży i popytu są nieubłagane. Myślę, że powinniśmy się troszeczkę zatrzymać i skupić na drugiej części nazwy ministerstwa, które bardzo często było skrótowo pomijane. Czasem myślę, patrząc na liczbę mieszkańców rolniczych i nierolniczych, że może czas zamienić człony tej nazwy, żebyśmy byli na posiedzeniu komisji rozwoju wsi i rolnictwa. Dzisiaj bardzo często są to niestety sprzeczne ze sobą tematy. Bardzo mi przykro to mówić. Wolałbym, żeby tak nie było. Może reforma planowania przestrzennego, może mądre planowanie przestrzenne zapobiegłoby temu. Tyle z mojej strony, drodzy państwo. Dziękuję bardzo.

Str. 20

Wójt gminy Podedwórze Monika Mackiewicz-Drąg:

Dzień dobry. Monika Mackiewicz-Drąg, wójt gminy Podedwórze w województwie lubelskim. Szanowni państwo, również miałam wniosek inwestora na budowę fermy drobiu, 24 kurników. Natomiast mam to szczęście, że cała moja gmina jest objęta planem zagospodarowania przestrzennego. Po konsultacjach z mieszkańcami zmieniliśmy plan zagospodarowania i wprowadziliśmy zakaz lokalizowania inwestycji znacząco oddziałujących na środowisko, tym samym blokując możliwość budowy ferm drobiu. Proszę państwa, można konsultacje, o których pan minister wspominał, zrobić tak, żeby mieszkańcy się o nich nie do końca dowiedzieli. Być może nowa ustawa o planowaniu przestrzennym zobowiąże gminy do tego, aby szerzej prowadzić konsultacje, do tego, żeby wychodzić z informacją rzetelną do mieszkańców. Mam tylko nadzieję, że z uchwaleniem nowej ustawy, czy ona wejdzie w życie w 2025 r., czy w 2028 r. (jest planowana poprawka), pójdą środki dla samorządów na opracowanie tych planów. To są, proszę państwa, gigantyczne pieniądze, które są bardzo duże w budżetach gmin. Takie wiejskie gminy naprawdę nie mają środków na to, aby wydać kilkaset tysięcy złotych na opracowanie planu ogólnego czy też planów szczegółowych, czy tych wszystkich dokumentów planistycznych, a potem jeszcze właśnie scyfryzowanie tego wszystkiego. To są naprawdę ogromne koszty. Mimo tego, proszę państwa, że na terenie mojej gminy obowiązuje zakaz, nadal prowadzę postępowanie środowiskowe. Powiem państwu, że jako samorządy nie jesteśmy dobrze przygotowani kompetencyjnie do prowadzenia takich spraw. Niestety jedynym źródłem informacji, na którym mogę się oprzeć, wydając lub odmawiając wydania decyzji środowiskowej, jest raport inwestora, opracowany na jego zlecenie. To jest jedyne moje źródło informacji. Są jeszcze opinie wydane przez regionalną dyrekcję ochrony środowiska czy też sanepid. Jeżeli sanepid i regionalna dyrekcja ochrony środowiska uzgodnią inwestycję,to mimo protestów mieszkańców nie mam podstaw do tego, aby odmówić wydania decyzji, bo tak jak wspomniano, opierając się tylko na czynniku społecznym, niestety decyzje są odmowne, są potem uchylane. SKO zobowiązują nas do wydania tych decyzji. Nawet wychodząc do mieszkańców i rzetelnie ich informując… Poza opinią RDOŚ i raportem inwestora naprawdę, proszę państwa, szukałam, nie widzę rzetelnych badań. Może państwo macie z Ministerstwa Środowiska, z Ministerstwa Zdrowia lub innych instytucji jakieś badania, informacje na temat wpływu takich ferm, bo przecież one powstają już od kilkunastu lat pewnie na terenie naszego kraju. Jak one wpływają na tych ludzi, jak wpływają na ceny nieruchomości, na wody gruntowe, na zdrowie mieszkańców. Nie znalazłam rzetelnych materiałów, żeby powiedzieć moim mieszkańcom, z czym się będzie wiązała inwestycja. Opieram się tylko na raporcie inwestora. Później, proszę państwa, na etapie wykonania inwestycji, nie mam żadnych narzędzi, aby weryfikować, czy to, co zostało opracowane w raporcie, jest wdrażane w życie. Inwestor napisał, że będzie taki pobór wody czy taki rozmiar transportu, ale ja potem nie mam narzędzi, żeby badać i sprawdzać, czy tak jest rzeczywiście, czy tych ciężarówek nie przyjeżdża trzy razy więcej, czy obsada nie jest większa. Nie jestem uprawniona do tego, żeby…

Poseł Zbigniew Ziejewski (KP):

…to sprawdzają.

Wójt gminy Podedwórze Monika Mackiewicz-Drąg:

Być może, mam nadzieję, że tak jest. Natomiast o czym jeszcze powiem? Wójtowie okolicznych gmin ani ja nie mamy obowiązku przekazywać sobie informacji na temat tego, jakie postępowania prowadzimy, jakie są planowane kolejne fermy w naszej okolicy, czyli każdy z nas prowadzi postępowanie odrębnie i nie ma przepływu informacji. Nie dowiaduję się o tym, gdzie są kolejne plany. Być może większą kontrolę ma organ wydający pozwolenia na budowę, czyli starostwo powiatowe, bo widzi, ile ferm i gdzie powstaje, ja tylko wydaję decyzję środowiskową. Natomiast, proszę państwa, starostwo również nie ma podstaw do tego, aby odmówić kolejnego pozwolenia na budowę, jeżeli spełnia wnioski formalne, ma wydaną decyzję środowiskową, czy to jest piąta, czy pięćdziesiąta ferma w okolicy. Tu jest kwestia tego, żeby ktokolwiek, proszę państwa, czy to Ministerstwo Rolnictwa, czy inna instytucja, miał kontrolę, gdzie powstają fermy i w jakiej koncentracji. Dziękuję bardzo.

Str. 24

Poseł Dorota Niedziela (KO):

Panie przewodniczący, panie ministrze, to emocjonalne wystąpienie pana doktora nie jest już pierwszy raz. Nie chciałabym, żeby pan łączył antybiotykooporności z rozmową o tym, co się dzieje w koncentracji kurników, bo antybiotykooporność wymaga zmiany systemu chowu, a nie budowania 160 nowych kurników. Proszę tego nie uzasadniać. Czy prawdą jest, że firma Wipasz wykupuje po kawałku ziemię razem z pozwoleniami? To jest moje pytanie zasadnicze. Jeśli mówimy o uczciwości, przejrzystości i granicy prawa, to wie pan, od prawa to my tutaj jesteśmy i prawo oprócz zapisów ma jeszcze ducha prawa, a duchem prawa jest podstawowa rzecz, tzn. podstawową rzeczą prawa jest człowiek. Nie może być tak, że w duchu prawa nie bierzecie pod uwagę człowieka, rozmawialiśmy o tym na posiedzeniu podkomisji. Mam wrażenie, że pan nadal nie zrozumiał. Nie chodzi o to, kto chce inwestować i chce zarabiać, bo to jest słuszny cel. Jeżeli mówię o przejrzystości, dlaczego wasza firma nie przedstawiła całościowego programu, jaki ma dotyczyć tego terenu? Co takiego jest niebezpiecznego w tym, że baliście się zebrać ludzi z tych powiatów i powiedzieć: Słuchajcie, robimy tutaj taką dużą inwestycję. Będzie ona tak wyglądała. Będą takie zyski dla gminy, będą uciążliwości, które w ten sposób zrekompensujemy? Co takiego było niebezpiecznego, że nie chcieliście państwo w całości tego przedstawić? Tylko, jak mówią nam ludzie, a rozmawiamy z nimi często, po kawałku w każdej gminie dostają prośbę o posadowienie takich kurników. Dlaczego nie przedstawiliście państwo tego planu? Nie konsultowaliście? Przecież przy takich inwestycjach główna zasada to konsultacja społeczna. Żadnej dużej inwestycji nie powinno się zrobić bez zrozumienia w społeczeństwie, które tam mieszka, bo będziecie mieć z tym zawsze problem. Wydawało mi się, że tak rozsądna, długo działająca, bogata firma, ma na to i pieniądze, i czas. Proszę nie przekupywać miejscowych tym, że pan zrobi jakąś imprezę na wsi, bo mówią o tym, że bez przerwy dajecie pieniądze na jakieś imprezy. To fantastycznie, tylko zamiast tego powinniście zrobić duże zebranie, pokazać, jak to wygląda, przekonać do tego społeczeństwo. A my się musimy spotykać w Sejmie i wysłuchiwać rozpaczy ludzi, którzy nie chcą inwestycji. Wydawałoby się, że rozsądną rzeczą będzie, jeżeli państwo przeprowadzą prawdziwe konsultacje i przedstawią swoje projekty. Jeśli są takie wspaniałe, dlaczego nie chcą tego mieszkańcy? Może macie złą informację? Może komunikacja jest zła? Nie próbujcie oskarżać ludzi, którzy może nie wiedzą. Jeżeli ktoś po kawałku wykupuje ziemię i dostaje pozwolenia na kilka kurników, a w całej swojej perspektywie ma 160, to jest to coś, co nie powinno mieć miejsca. Stąd moje pytanie, czy to prawda, czy kupujecie państwo po małych ilościach z pozwoleniami na pojedyncze kurniki?

Str. 31

Przedstawiciel Koalicji Społecznej Stop Fermom Przemysłowym Stowarzyszenia Otwarte Klatki Bartosz Zając:

Dzień dobry. Bartosz Zając, Koalicja Społeczna Stop Fermom Przemysłowym Stowarzyszenia Otwarte Klatki. Może tylko uzupełnię wypowiedź przedmówcy właśnie à propos rentowności branży. Jeżeli dobrze pamiętam, z ust wiceministra padła liczba 3,2 mld zł sam eksport drobiu. To może warto skontrować z innymi liczbami – 1,1 mld zł to same odszkodowania i koszty zarządzania kryzysowego. To tylko jedna z części kosztów ukrytych produkcji drobiu w 2021 r. Od tego czasu skala chowu cały czas rośnie, budujemy kolejne fermy, więc w przypadku kolejnych ognisk, kolejnych problemów epizootycznych odszkodowania będą jeszcze większe. Nie wiem, cóż to za zachwycanie się tym, że jesteśmy potęgą drobiarską w Europie i czwartym miejscem na świecie. Ela Sokołowska, liderka jednego z protestów na Lubelszczyźnie, bardzo trafnie określiła ten rzekomy sukces polskiego drobiarstwa.

Jesteśmy po prostu kurnikiem Europy ze wszystkimi ukrytymi kosztami z tym związanymi. To, czego Zachód nie chce u siebie dewastować na wsi, my dewastujemy, zasłaniając się sukcesem gospodarczym, otrąbiając tak naprawdę tę branżę. Swoją drogą, przepraszam, też mnie trochę emocje ponoszą, ale mam ostatnio wrażenie, że Ministerstwo Rolnictwa to jest po prostu jakaś propagandowa przybudówka branży drobiarskiej w Polsce. Pan weterynarz z Wipaszu powiedział, że czuje tę pogardę, ja tej pogardy nie widzę w regulacjach prawnych. Przeciwnie, mam wrażenie, że prawo pokazuje pogardę względem właśnie strony społecznej, realnie wobec mieszkańców wsi i rolników, bo nie zrównujmy rolników i producentów ze sobą. Swoją drogą, głos pana Sulimy bardzo mnie dziwi, bo właśnie o takich małych hodowcach jak pan najczęściej przedstawiciele koncernów mówią per brudas. Słowo, którego zresztą pan dzisiaj użył – brudas. Powiem dokładnie, o co chodzi. To państwo są jako mali i średni hodowcy obciążani odpowiedzialnością, najczęściej przez branżę drobiarską, za roznoszenie epidemii, wirusów, właśnie takich jak grypa ptaków

str. 31

Przedstawiciel Koalicji Społecznej Stop Fermom Przemysłowym Stowarzyszenia Otwarte Klatki Bartosz Zając:

Dokończę tylko może jedną rzecz, że ten problem epidemiologiczny w Polsce jest i on dzisiaj nie dotyczy samych ptaków. Dotyczy, tak jak widzimy, innych zwierząt, bo ten wirus przekracza granice gatunkowe, więc bagatelizowanie tego problemu… Powiem szczerze, że czytając pismo, które otrzymaliśmy pewnie wszyscy jako uczestniczy dzisiejszego posiedzenia Komisji, przygotowane przez Ministerstwo Rolnictwa… Już naprawdę nie mogę dłużej czytać o problemie ferm przemysłowych z punktu widzenia uciążliwości, subiektywnych problemów, subiektywnych odczuć itd. Może 15 lat temu to by przeszło, ale dzisiaj już powinniśmy być w tej dyskusji na zupełnie innym etapie – problemów epidemiologicznych, dewastowania wsi, upadku gospodarstw, które są tak naprawdę wypierane z rynku przez skalujące nieustannie hodowle i chów, duże koncerny drobiarskie czy odpowiedzialne za produkcję świń, szeregu innych problemów. O problemach gospodarstw agroturystycznych czy ekologicznych w ogóle nawet nie wspomnę, że taka produkcja praktycznie przestaje być na wsi możliwa. Nie zafałszowujmy po prostu rzeczywistości, zachłystując się liczbami dotyczącymi eksportu polskiego kurczaka na Zachód. Dziękuję.

Str. 33

Przedstawicielka komitetu protestacyjnego Kodeń Anna Dejneka:

Ja tak szybciutko, dziękuję za udzielenie mi głosu. Odniosę się do tych liczb osób pracujących. Pan powiedział, że tysiąc osób z powiatu bialskiego. Byliśmy na proteście w Międzyrzecu Podlaskim, tam na zakład, na ubojnię wchodzili obcokrajowcy. Podejrzewam, że osoby z Bangladeszu i takie inne. Zostali przywiezieni busami pod ten zakład. Proszę nie mówić, że to są osoby z powiatu bialskiego, bo to są obcokrajowcy.

Po drugie, jeżeli państwo mówicie o dialogu, dlaczego państwo nie przyjechaliście przed rozpoczęciem tak dużej inwestycji? Twierdzicie, że jest tak bardzo ważna dla nas, potrzebna mieszkańcom naszych gmin,. Było przyjechać do nas przed rozpoczęciem takiej inwestycji i z nami porozmawiać. Następna sprawa odnośnie do pracowników. W naszej gminie jest 121 osób bezrobotnych, zarejestrowanych na czwarty kwartał 2022 r. To było 65 kobiet i 33 osoby powyżej 55. roku życia. Pan uważa, że te osoby pójdą do pracy do kurników? Uważam, że nie, dlatego…

str.33

Poseł Marta Wcisło (KO):

Szanowni państwo, jestem zdumiona, zniesmaczona wypowiedzią przedstawiciela Wipaszu, pana doktora, tymi pouczeniami i łaskawością, której doznaliśmy. Pan doktor wyjaśnił nam także to, że płaci podatki, jakby to był strasznie wielki wyczyn, że firma Wipasz płaci podatki. Najwyraźniej jest to wyjątkowe. Zrozumiałam, szanowni państwo, na podstawie wypowiedzi, arogancji przedstawiciela Wipaszu, że tu nie ma mowy o jakimkolwiek konsensusie i porozumieniu. Tu jest potrzebna pomoc państwa. Państwo sobie zrobili zagłębie kurnikowe, 160 kurników, kupują, idą do rolnika, proponują mu kupno ziemi, pod warunkiem że wystąpi do gminy o warunki zabudowy na budynek gospodarczy, a oni kupują.

Mają oczywiście do tego prawo, ale to nie jest takie jawne i transparentne, bo gmina czasami nie wie, jakie będzie przeznaczenie tego obiektu, bo to nie jest plan zagospodarowania przestrzennego, który ściśle określa zabudowę, wysokość, wielkość, gabaryty. Plan zagospodarowania skrzętnie omijacie, wybieracie grunty, gdzie nie ma planu, gdzie wszystko idzie na warunki zabudowy. Pan mi tu mówi o transparentności, o uczciwości, proszę pana, pan nie ma wstydu, mówiąc to. Przez 25 lat prowadziłam działalność gospodarczą i każda uwaga mieszkańca była dla mnie cenna. Robiłam wszystko, żeby współżycie międzyludzkie, społeczne było jak najlepsze. Czy ci ludzie dzisiaj byliby tutaj, na posiedzeniu Komisji, gdyby wasze inwestycje były tak fantastyczne? Każda gmina zabiega o inwestycje, bo są podatki od nieruchomości, bo są miejsca pracy. Skoro są protesty, to znaczy, że wasze działalności są tak uciążliwe i mają tak ogromnie negatywne oddziaływanie, że uniemożliwiają funkcjonowanie i życie. Bzdura, że to podnosi wartość gruntu. Smród podnosi wartość gruntu? To niech sobie wybuduje willę za swoim płotem i niech pan tam mieszka 24 godziny na dobę, a tutaj niech pan nie opowiada takich farmazonów i niech pan nie obraża ludzi, bo pana arogancja świadczy o sposobie prowadzenia przez was działalności. Tak właśnie prowadzicie działalność gospodarczą. Dziękuję.

str. 35

Przedstawiciel fundacji „Dobre sąsiedztwo” Grzegorz Strzałkowski:

Bardzo jest ważne, żebyśmy myśleli przy wszystkich inwestycjach nie o sobie, nie tylko i wyłącznie własnym interesie, ale o interesie całego ogółu, całej okolicy. Ku zaskoczeniu stanę teraz w obronie Wipaszu, Cedrobu i innych tego typu firm. Te instytucje działają w obrębie obowiązującego prawa, ale jesteśmy tu dlatego, że to prawo jest złe, drodzy państwo. W tej chwili liczba kurników na przykład… Skoro jesteśmy pierwsi w Europie, to możemy sobie z góry powiedzieć, że w Niemczech jest mniejsza, mimo że mają ludzi chyba trzy razy tyle prawie. Drodzy państwo, jak powiedziałem, musimy zmienić w Polsce prawo, stworzyć system, który będzie dbał nie tylko o inwestora, ale będzie egzekwował raporty środowiskowe na etapie ich sporządzenia i później na etapie faktycznego wykonania, kontroli inwestycji. Dzisiaj to się nie dzieje. Dzisiaj w zasadzie inwestor przepycha raport środowiskowy, a potem naprawdę żadne instytucje… WIOŚ w minimalnym stopniu może to kontrolować, dając mandat 500 zł w razie czego. To wszystko nie działa. Jeżeli tego typu inwestycje mogłyby powstać, ale być potem kontrolowane, zaufanie ludzi byłoby znacznie większe. Dzisiaj nie wierzę raportowi środowiskowemu. Taki sam problem jest z biogazowniami, z wiatrakami i z innymi inwestycjami. Jeżeli raport środowiskowy byłby wiarygodny, a później egzekwowalny, zaufanie strony społecznej wzrosłoby ogromnie. Dzisiaj to po prostu nie działa. Dzisiaj raport środowiskowy jest dokumentem robionym dla inwestora, reprezentuje interesy inwestora i służy w zasadzie tylko do uzyskania pozwolenia na budowę inwestycji. To jest jeden z największych problemów w tym wszystkim. Dziękuję bardzo.

====================================

 Zestaw materiałów odnośnie firmy Wipasz SA, która od kilku lat instaluje na wschodzie Polski setki kurników przemysłowych.

Modus operandi brojlerowego giganta – w oparciu o załączone artykuły i stenopis posiedzenia Komisji Sejmowej

  • Ta firma wybiera głównie biedne gminy, gdzie nie ma planów zagospodarowania przestrzennego
  • inwestycja startuje w oparciu o warunki zabudowy (często wnioski składa tzw „słup”), a oni wchodzą, gdy są wszystkie pozwolenia
  • instalują kilka kurników, a za jakiś czas wyrasta kilkadziesiąt kolejnych
  • gminie oferuje 250 tys. zł na cele oświatowe  lub Klub Seniora
  • oferują wybudowanie nowej drogi i jej utrzymywanie

https://wspolczesna.pl/mieszkancy-gminy-milejczyce-protestuja-przeciwko-budowie-przemyslowej-fermy-drobiu-w-swojej-okolicy/ar/c8-18071237

https://www.slowopodlasia.pl/artykul/21258,mieszkancy-protestuja-czy-w-kopytowie-powstana-kurniki

https://bielsk.eu/rudka/41531-czy-w-rudce-powstanie-ferma-drobiu-relacja-ze-spotkania-foto

https://www.slowopodlasia.pl/artykul/21425,kurza-ferma-w-zeszczynce-nie-powstanie-jest-decyzja-wojta

redaktor Leszek Szymowski 
Czy firma Wipasz korumpuje urzędników? Podejrzane relacje potentata branży rolnej z wójtem. 16 minut https://www.youtube.com/watch?v=yV8Srp9jC1w 

Co istotne – zgodnie z tym artykułem 80% produkcji stanowi eksport  https://next.gazeta.pl/next/7,172392,29633968,bezstresowe-zycie-brojlerow-jako-rachunek-ekonomiczny-odwiedzilismy.html 

Koniec Niepodległości?– narodziny „Państwa Europa”??

Szanowny Panie,

tydzień temu ulicami Warszawy przeszedł Marsz Niepodległości, objęty oficjalnym monitoringiem prawnym Ordo Iuris. Patriotyczną i rodzinną atmosferę Marszu dopełniało miasteczko namiotowe, w którym również my spotykaliśmy się z Sympatykami i Darczyńcami Instytutu Ordo Iuris. Ta budująca atmosfera jest już tylko wspomnieniem, bo nad naszą niepodległością gromadzą się najczarniejsze chmury. Z wielką powagą i troską o los Polski gorąco proszę Pana o poświęcenie czasu i zapoznanie się z tym szczególnie ważnym listem.

Sześć lat temu lider europejskich liberałów Guy Verhofstadt nazwał uczestników Marszu „neonazistami”. Wówczas Parlament Europejski, który teraz ściga polskich europosłów za lajkowanie spotów wyborczych, oddalił wniosek Ordo Iuris o uchylenie immunitetu belgijskiego oszczercy. Dzisiaj jego postać wraca jednak w znacznie groźniejszej roli. Kierowana przez Verhofstadta Komisja Konstytucyjna Parlamentu Europejskiego zaakceptowała 267 poprawek do unijnych traktatów. Ziściło się zagrożenie, przed którym ostrzegaliśmy od kilku lat. Bez cienia przesady należy stwierdzić, że wejście w życie tych zmian byłoby końcem suwerennej i niepodległej Rzeczypospolitej.

22 listopada, w najbliższą środę, projekt 267 poprawek zostanie poddany pod głosowanie całego Parlamentu Europejskiego. Wiele wskazuje na to, że pakiet zostanie przyjęty przytłaczającą większością głosów. Rozpocznie się procedura zmian traktatowych – narodziny „Państwa Europa”.

O powadze tej epokowej chwili i zagrożeniu dla Polski mówiłem w przemówieniu na zakończenie Marszu Niepodległości.

Wśród minionych pokoleń były te, które w odpowiedzi na zagrożenie dla niepodległości Ojczyzny zrywały się do boju ale i te, które zbagatelizowały zagrożenie. Dla nas decydująca walka rozpoczyna się teraz i to od nas będzie zależeć dalsze istnienie niepodległej Polski. Czas, by wszystkie nasze wysiłki i myśli oddać na służbę Ojczyzny. Jeżeli zignorujemy to dziejowe zagrożenie, kolejne Święto Niepodległości będzie tylko smutnym wspomnieniem utraconej suwerenności.

Projektowane zmiany traktatowe oznaczają przeniesienie do Brukseli decyzji w zakresie polityki zagranicznej, sił zbrojnych, polityki zdrowotnej, rozwoju przemysłu, przyjmowania milionów migrantów. Oznaczają także nieograniczoną władzę unijnych biurokratów do wprowadzania aborcji, przymusowej i wulgarnej edukacji seksualnej, promowania refundowanych przez podatników „tranzycji” czyli chirurgicznego okaleczenia dzieci i młodzieży. Opór Polski nie będzie miał znaczenia, bo poprawki odbierają nam prawo weta. Wystarczy, że Francja i Niemcy przekonają (lub skutecznie zaszantażują) kilka mniejszych państw UE, a każda decyzja ich rządów stanie się prawem obowiązującym także w Polsce.

Na szczęście wciąż jest szansa aby tę walkę wygrać.

Odpowiedź na to zagrożenie wymaga koordynacji i wspólnego działania, którego nie zapewnią ani pozbawione dotychczasowych rządowych grantów organizacje, ani tym bardziej rząd Donalda Tuska. Ze świadomością ciążącej na nas odpowiedzialności, musimy uznać, że Instytut Ordo Iuris – dzięki swej niezależności oraz wsparciu Darczyńców i Przyjaciół – jest obecnie jedynym ośrodkiem zdolnym zbudować merytoryczne i stabilne zaplecze profesjonalnego i masowego oporu wobec zamachu na polską suwerenność. Pracowaliśmy na to przez lata, budując silną społeczność ekspertów i Przyjaciół Instytutu oraz rozwijając wolne od konfliktów, dobre relacje ze wszystkimi środowiskami niepodległościowymi, pozarządowymi i partyjnymi.

Dlatego powołujemy całkowicie nowy projekt – Kolegium Suwerenności. W jego ramach zgromadzimy ekspertów wielu dziedzin, niezbędnych dla funkcjonowania suwerennego państwa, aby dać odpór zakusom UE na naszą Konstytucję i wyłączne, narodowe kompetencje. Kolegium Suwerenności będzie wspierać każdego, kto chce swymi działaniami bronić niepodległości. Do współtworzenia Kolegium Suwerenności zapraszamy wszystkich Polaków, którzy chcą wesprzeć budowę niepodległościowej koalicji społecznej i jej merytorycznego zaplecza eksperckiego.

Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk

Pierwszym wyzwaniem stojącym przed Kolegium Suwerenności, jego ekspertami i całą naszą społecznością, będzie ocalenie Polski przed forsowaną dzisiaj zmianą unijnych traktatów. Do rewolucyjnych zmian w traktatach UE może dojść tylko za zgodą wszystkich państw członkowskich. W Polsce ratyfikacja zmian wymaga większości 2/3 Sejmu oraz Senatu, którą nie dysponuje koalicja budowana przez Donalda Tuska. Alternatywą dla rządu będzie rozpisanie referendum, a to oznacza, że przed nami wielka kampania propagandowa, która ma wmówić Polakom, że głosowanie przeciwko federalizacji to głosowanie przeciwko Europie. Możemy spodziewać się zaangażowania większości mediów – w tym nowego formatu TVP, filmów, audycji, dokumentalnych programów – które będą utrwalać w Polakach przeświadczenie, że Naród i suwerenność to pojęcia przestarzałe, czy wręcz wstydliwe. W to miejsce promowany będzie mit wspólnej, pokojowej i altruistycznej współpracy europejskiej – możliwej, gdy tylko znikną blokujące ją mechanizmy wetowania w imię niezrozumiałych narodowych interesów. Obywatelstwo europejskie będzie miało stać się ważniejsze niż przynależność narodowa.

Nie bez przyczyny projekt 267 traktatowych zmian odwołuje się do komunisty Altiero Spinellego, który snuł wizję Europy wolnej od państw i granic, w której dyktatura „partii europejskiej” zmieni ludzką naturę i stworzy nową, „prawdziwą demokrację” na gruzach państw narodowych.

Jednak Kolegium Suwerenności to coś więcej niż pospolite ruszenie przeciwko zmianom w UE. To szansa na zbudowanie w Polsce stabilnego, niezależnego i profesjonalnego zaplecza niepodległościowych rządów. Bez względu na to, kto będzie je w przyszłości formował. Tylko długofalowa praca nad polityką państwa może ocalić Polskę przed ciągłą zmiennością wymuszaną przez kadencyjność władz. Taką stabilność zapewniają w USA czy Wielkiej Brytanii niezależne organizacje, finansowane przez społeczność obywateli czujących osobistą odpowiedzialność za losy państwa i narodu. Czerpiąc z tych wzorów budujemy Kolegium Suwerenności. Te słowa piszę zresztą do Pana z pociągu jadącego z Nowego Jorku do Waszyngtonu, gdzie odbywamy dziesiątki spotkań z najskuteczniejszymi amerykańskimi organizacjami, wspieranymi przez miliony Amerykanów i stojącymi od lat za skutecznością konserwatywnych rządów w USA.

Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk

Przed nami niesłychane wyzwanie. Aby bronić życia, rodziny i wolności, musimy najpierw ocalić suwerenność i niepodległość Rzeczypospolitej. Aby tego dokonać, musimy przekonać do dołączenia do Kolegium Suwerenności i do wsparcia naszego przedsięwzięcia nie tylko ekspertów, ale także tysiące niezaangażowanych dotąd rodaków – w tym rodziny zatroskane o swoje dzieci i wnuki, ale także przedsiębiorców, którzy doskonale rozumieją, jak ważna jest dla nich niepodległa Rzeczpospolita.

To jedna z najważniejszych wiadomości, jaką kiedykolwiek do Pana wysyłałem, bo mamy do czynienia z największym zagrożeniem dla polskiej suwerenności, przed jakim staną żyjące obecnie pokolenia Polaków. Dlatego bardzo zachęcam do przeczytania poniższego tekstu do samego końca.

Jako Naród wiele razy pokazywaliśmy, że w najtrudniejszych momentach potrafimy się zjednoczyć.

Dlatego będę Panu bardzo wdzięczny za każde wsparcie udzielone Instytutowi Ordo Iuris, dzięki któremu będziemy mogli sfinansować początki istnienia nowej inicjatywy i włączyć się z całą mocą w walkę o polską suwerenność.

Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk

Nadchodzi „dyktatura partii rewolucyjnej”!

O tym, że integracja europejska zmierza w bardzo niepokojącym kierunku mówimy od lat.

Już ponad 4 lata temu przetłumaczyliśmy na język polski „Manifest z Ventotene”, w którym włoski komunista Altiero Spinelli pisał wprost, że celem integracji europejskiej musi być całkowite zniesienie państw narodowych, które uznawał za źródło wojen i tamę dla postępu. Spinelli – jako wierny, ideowy, radykalny komunista – pisał też o konieczności ograniczenia, a nawet zniesienia własności prywatnej, która „mogłaby być tolerowana jedynie w przypadkach koniecznych”.

Z rozbrajającą szczerością pisał, że wyśnionego federalnego państwa europejskiego nie uda się stworzyć w demokratycznych procedurach i za zgodą Europejczyków. Twierdził, że „w czasach rewolucyjnych, gdy nie chodzi o zarządzanie instytucjami, lecz ich tworzenie, praktyka demokratyczna ponosi sromotną klęskę”. Dlatego proponował realizację swojej wizji za pomogą „dyktatury partii rewolucyjnej, która stworzy nowe państwo, a wokół niego – nową, prawdziwą demokrację”.

Dzięki naszej pracy, każdy może dziś przeczytać polskie tłumaczenie manifestu Spinellego i samodzielnie przekonać się, że mamy w nim do czynienia z radykalnym, twardogłowym trockizmem; rewolucyjnym, całkowicie bolszewickim podejściem do budowy państwa europejskiego.

I choć europejscy decydenci mówią wprost o tym, że Spinelli jest jednym z ojców europejskiej integracji (nawet jeden z budynków Parlamentu Europejskiego nosi jego imię!) – wielu Polaków ignorowało i bagatelizowało jego wizje zniszczenia suwerennych państw i uznawało ją za teorię spiskową, czy jedynie szaleńczą wizję pojedynczego człowieka.

Ale dziś widać już wyraźnie, że ta wizja jest konsekwentnie realizowana. Zresztą nikt tego nawet nie ukrywa. Autorzy projektu poprawek do traktatów już w preambule dokumentu przywołują Manifest z Ventotene – mówiący wprost o przemocy politycznej i dyktaturze partii rewolucyjnej – jako jedną ze swoich głównych inspiracji.

Europejczycy chcą zniszczyć własną suwerenność?

Plan Spinellego był rozpisany na lata i dokładnie tak samo jest realizowany. Wyznawcy europejskiego, internacjonalistycznego komunizmu od początku wiedzieli, że nie są w stanie zrealizować swojej wizji od razu. Gdyby otwarcie mówili jaki mają plan w 2004 roku – zapewne Polacy nie zgodziliby się na przystąpienie do Unii Europejskiej.

Ale po dwudziestu latach jesteśmy w momencie, w którym miliony Polaków nie widzą nic zdrożnego w tym, że unijni urzędnicy szantażują finansowo polski rząd i wpływają na proces demokratyczny w Polsce, uzależniając wypłatę środków z budżetu unijnego – na który się wspólnie składamy – od tego, kto rządzi w Polsce i jaką ma wizję reformowania państwa.

Jednym z elementów zaplanowanego na lata planu budowy unijnego superpaństwa była Konferencja o Przyszłości Europy – pozorowana kampania konsultacyjna, dzięki której teraz federaliści mogą mówić, że większość Europejczyków pragnie rewolucji; pragnie odbierania suwerenności własnym rządom krajowym i niszczenia własnej demokracji. W rzeczywistości – większość Europejczyków nawet nie miała świadomości, że taka kampania w ogóle się odbywała. W Holandii badania wykazały, że nie więcej niż 3% Holendrów wiedziało o tej inicjatywie. Polaków nawet nikt nie zapytał o zdanie.

Konferencja przebiegła pod ścisłą kontrolą federalistów, którzy zarezerwowali sobie kluczowe stanowiska w procesie wypracowywania jej dokumentu końcowego. Pisaliśmy o tym w raporcie, w którym przeanalizowaliśmy przebieg i finalne zalecenia Konferencji. Anglojęzyczną wersję naszego raportu przekazaliśmy wszystkim eurodeputowanym i mówiliśmy o nim na zorganizowanej w Brukseli międzynarodowej konferencji na ten temat.

Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk

System się domyka

Teraz przyszedł czas na ostatni cios w suwerenne państwa narodowe i powołanie europejskiego superpaństwa.

Już w przyszłym tygodniu, na sesji plenarnej w Parlamencie Europejskim ma się odbyć debata nad przyjęciem projektu 267 poprawek do Traktatu o Unii Europejskiej oraz Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Projekt został pod koniec października przyjęty przez Komitet Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego. Jego autorami jest pięciu eurodeputowanych z Belgii oraz Niemiec – na czele z Guy Verhofstadtem, założycielem europarlamentarnej Grupy Spinelli, do której władz należą także Danuta Hübner i Radosław Sikorski.

Jeszcze przed głosowaniem w komisji, opublikowaliśmy komentarz prawny poświęcony propozycjom zmian. Szczegółowo przeanalizowaliśmy przedstawione propozycje, wykazując, że mogą one umożliwić Unii promocję ideologii gender, wpływanie na treść programów szkolnych, a także dyktowanie państwom rozwiązań w zakresie ochrony środowiska, aborcji czy walki z dyskryminacją. Wprowadzenie postulowanych zmian doprowadziłoby między innymi do usunięcia z traktatów wzmianek o „kobietach i mężczyznach” i zastąpienie ich określeniem „płci społeczno-kulturowej”. Wdrożenie propozycji pociągnęłoby za sobą też przyznanie Unii wyłącznej kompetencji w zakresie ochrony środowiska. Poprawki zakładają także wprowadzenie instytucji ogólnoeuropejskiego referendum, w drodze którego będzie można między innymi dokonywać przyszłych zmian traktatów bez zgody wszystkich państw członkowskich. Natomiast w ramach kompetencji do regulacji ochrony zdrowia, Unia mogłaby ograniczyć lub nawet zlikwidować ochronę życia dzieci nienarodzonych, wymuszając na państwach legalizację aborcji.

Niepokoić może też postulat uproszczenia – przewidzianej w art. 7 TUE – procedury zawieszania uprawnień członkowskich tym państwom, które naruszają wartości unijne takie jak „wolność”, „demokracja”, „równość, „prawa człowieka’ czy „rządy prawa”. Ogólnikowość tych pojęć powoduje, że instytucje unijne mogą je swobodnie interpretować, co rodzi ryzyko represjonowania państw z przyczyn politycznych, pod pozorem ochrony wartości unijnych. Gdy wszczynano taką procedurę przeciwko Polsce, mogła ona liczyć na weto Węgier, a gdy wszczynano ją przeciwko Węgrom – Węgrzy mogli liczyć na weto Polski. Jeśli te poprawki wejdą w życie – procedura ta będzie bez najmniejszych przeszkód używana do represjonowania i surowego karania „niepokornych” rządów.

Walka dopiero się rozpoczyna

Przyjęcie projektu przez Parlament Europejski nie kończy oczywiście procesu powoływania „Państwa Europa”. To początek długiej walki. Przed nami jeszcze kilka krytycznych momentów, w których będziemy mieli okazję zablokować tę rewolucję i obronić naszą suwerenność.

Jeśli projekt zostanie przyjęty na sesji plenarnej PE, zostanie formalnie zainicjowana procedura zmiany traktatów. Projekt trafi wówczas do Rady Unii Europejskiej (złożonej z właściwych ministrów poszczególnych państw członkowskich), a następnie do Rady Europejskiej (złożonej z szefów państw i rządów).

Trzecim etapem procedury będzie podjęcie przez Radę Europejską, zwykłą większością głosów, decyzji o zwołaniu konwentu złożonego z przedstawicieli parlamentów narodowych, szefów państw i rządów, Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej, którzy przyjmą zalecenia dla konferencji międzyrządowej. Alternatywnie – Rada Europejska może samodzielnie ustalić takie zalecenie bez zwoływania konwentu, ale na taki ruch musi uzyskać zgodę Parlamentu Europejskiego.

Następnie przewodniczący Rady UE zwołuje konferencję międzyrządową, na której przedstawiciele rządów państw członkowskich dyskutują i wypracowują ostateczną treść poprawek traktatowych, które mogą przyjąć jedynie w drodze konsensusu. W efekcie, służby prawne Rady UE i Komisji dokonują legislacyjnej redakcji tekstu poprawek w formie traktatów rewizyjnych. Potem nie można już dokonywać żadnych zmian w treści poprawek.

Nawet jeśli na tym etapie nie będziemy mogli liczyć na polski rząd, to wciąż będziemy mogli prowadzić szeroką kampanię międzynarodową – przy współpracy z naszymi partnerami z całej Europy – by przekonać do sprzeciwu jak najwięcej decydentów. Radykałowie na pewno będą w stanie przełamać opór jednego lub kilku mniejszych krajów. Im więcej państw stanie w obronie własnej suwerenności – tym większa szansa na zatrzymanie ich planów.

Ostatnim etapem procedury jest ratyfikacja nowych traktatów przez wszystkie państwa członkowskie zgodnie z ich konstytucyjnymi wymaganiami. W przypadku Polski ratyfikacji takich traktatów mógłby dokonać Prezydent RP po uzyskaniu uprzedniej zgody parlamentu, wyrażonej odrębnie przez Sejm i Senat – w każdym przypadku większością 2/3 głosów.

Łatwiejsze dla większości parlamentarnej byłoby prawdopodobnie uzyskanie zgody na ratyfikację w narodowym referendum, w którym wystarczyłaby aprobata większości obywateli wyrażona przy ponad 50% frekwencji.

Do zmiany traktatów na pewno nie dojdzie zatem z dnia na dzień. Spodziewam się raczej wielu miesięcy intensywnych negocjacji, ale też… pewnego rodzaju politycznego teatru – gry pozorów ze strony rządów, które będą próbowały wmówić swoim obywatelom, że walczą o dobro swojego narodu.

Nie bez powodu radykałowie zaproponowali aż 267 poprawek. Zapewne doskonale wiedzą, że nie przeforsują wszystkich. Wystarczy jednak przyjęcie niewielkiej części – być może nawet kilkunastu kluczowych poprawek – by nasza suwerenność stała się fikcją. Ale zaproponowanie tak wielkiej liczby, rewolucyjnych zmian sprawia, że politycy tacy jak Donald Tusk mogą dziś dystansować się od całego projektu, a potem wracać z kolejnych sesji negocjacyjnych, ogłaszając swój sukces, jakim miałoby być odrzucenie jakiejś części traktatowych zmian. W ten sposób Polacy mieliby nie dostrzec w informacyjnym szumie tego, co najważniejsze.

Nasza rola będzie kluczowa. Musimy rozpocząć jak najszerszą akcję uświadamiania Rodaków, że przyjęcie proponowanych poprawek oznacza zmianę Unii Europejskiej w federalne superpaństwo ze stolicą w Brukseli oraz zmianę państwa polskiego w jeden z europejskich regionów – jeden ze „stanów” w komunistycznych „Stanach Zjednoczonych Europy”, w których nie będziemy mieli żadnego wpływu na kształt polskiego prawa, narzucanego nam przez unijnych urzędników.

Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk

Zbudujmy powszechną koalicję obrońców suwerenności

Naturalnym rozwinięciem bogatego, dotychczasowego doświadczenia Instytutu Ordo Iuris jest powołanie Kolegium Suwerenności, którego celem jest precyzyjne identyfikowanie kluczowych zagrożeń dla ładu konstytucyjnego, mobilizacja sprzeciwu społecznego i politycznego oraz podejmowanie interwencji analitycznych i procesowych w obronie niepodległości i suwerenności Rzeczypospolitej.

Brak niezależnego ośrodka stabilizującego misję obrony suwerenności prowadzić musi do oddania przewagi na tym kluczowym polu rzecznikom wyzbycia się suwerenności w zamian za udziały w przyszłych i niepewnych korzyściach ponadnarodowego eksperymentu europejskiego. Pewne też jest, że leżące u podstaw cywilizacyjnego sukcesu Europy zasady aksjologiczne, moralne i kulturowe zrodzone na gruncie chrześcijańskiego dziedzictwa mogą być w obecnych uwarunkowaniach skutecznie chronione jedynie w kontekście narodowym, suwerennym i niepodległym.

To projekt ambitny i rozłożony na miesiące i lata. Stosownie do możliwości finansowych i pozyskanych ekspertów, w Kolegium Suwerenności funkcjonować z czasem powinny ośrodki badawcze odnoszące poszczególne aspekty polityki państwa do zagadnienia suwerenności:

  1. Polityka Bezpieczeństwa i Obrona Narodowa
  2. Suwerenność Państw Narodowych w Unii Europejskiej
  3. Ład Konstytucyjny i Wymiar Sprawiedliwości
  4. Kultura i Dziedzictwo Narodowe
  5. Nauka i Edukacja
  6. Patriotyzm Gospodarczy i Rozwój Strategiczny
  7. Ochrona Zdrowia
  8. Przestrzeń Medialna

Właściwy rozwój Kolegium Suwerenności pozwoli na dynamiczne i skuteczne kontrowanie inicjatyw zagrażających fundamentalnym zasadom ładu konstytucyjnego i zachowaniu suwerenności narodowej.

Każdy z obszarów badawczych i interwencyjnych, zatrudniający doświadczonych i uznanych ekspertów w swoich dziedzinach z wieloletnim stażem, powinien zostać zbudowany w ścisłej współpracy z zespołami komunikacyjnymi. Rozwiązaniem modelowym funkcjonowania Kolegium Suwerenności są działające obecnie i dowodzące od lat swej skuteczności centra badawcze i interwencyjne Instytutu Ordo Iuris. Te z kolei czerpią z bogatego doświadczenia partnerskich instytucji badawczych (think tanków) z USA, stanowiące zaplecze merytoryczne politycznych środowisk konserwatywnych, umiejętnie łączące zagadnienia cywilizacyjne, etyczne oraz szeroką paletę zagadnień z obszaru polityki krajowej i międzynarodowej.

Jednym z najważniejszych zadań stojących przed Kolegium Suwerenności oraz całą siecią naszych europejskich kontaktów jest przygotowanie naszego własnego pakietu propozycji zmian traktatowych, które umocniłyby suwerenność narodów w ramach Unii Europejskiej, wzmocniłyby znaczenie krajowych parlamentów, ograniczyłyby władzę Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i sprowadziłyby na nowo Komisję Europejską do właściwej pozycji sekretariatu obsługującego przedstawicieli państw członkowskich. Ta praca wymaga pilnego zebrania ekspertów oraz koordynacji ich analiz tak, by naprzeciw 267 poprawek nie podnosić prostej negacji, ale konkretny program wierny idei Europy współpracujących ze sobą niepodległych państw – idei przedstawionej niegdyś przez (tak często przeciwstawianego Spinellemu) Roberta Schumana.

Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk

Czas stanąć do walki o Polskę

Działalność i rozwój Kolegium Suwerenności to plan rozpisany na lata – podobnie jak realizowane właśnie plany rewolucjonistów. Jedno jest pewne – mamy do czynienia z absolutnie kluczowym momentem i nie mamy czasu do stracenia.

Kluczowe dla powodzenia całego projektu będzie oczywiście jego finansowanie. Nie możemy dopuścić do tego, żeby cała inicjatywa została przejęta i wykorzystana do celów politycznych.

Z doświadczenia realizacji naszej wspólnej misji Ordo Iuris wiemy, że utrzymanie instytucji powszechnie rozpoznawanej w Polsce oraz cieszącej się wysokim poziomem rozpoznawalności marki w globalnej przestrzeni konserwatywnej oraz w obszarze praw człowieka, nieustanny udział w debacie publicznej oraz zdolność wdrażania do niej nowych tematów, zostały osiągnięte przy bardzo skromnym budżecie, stanowiącym ułamek budżetu organizacji partnerskich z USA, Hiszpanii czy nawet Węgier. To doświadczenie pozwala na określenie kosztów powołania i rozwoju Kolegium Suwerenności. Wiemy, że na przestrzeni roku lub dwóch, gdy będziemy budować niezbędną suwerennościową strukturę Kolegium, musimy zgromadzić każdego roku kilka milionów złotych.

W skali wielkich kwot wydatków budżetu państwa to wydaje się niewiele. Ale my nie operujemy takimi środkami. Nie możemy też liczyć na globalnych filantropów, którzy – jak choćby George Soros – przekazują dziesiątki miliardów na wybrane organizacje realizujące lewicowe programy. Budując Instytut na bardzo rozważnym gospodarowaniu darowiznami naszych Darczyńców i Przyjaciół, wiemy, że pozyskanie stosownych kwot oznacza wielkie wyzwanie.

Dlatego wiemy, że będzie to możliwe jedynie wtedy, gdy nasi dotychczasowi Darczyńcy przekonają kolejne osoby, aby dołączyły do środowiska Ordo Iuris, a sam projekt przyciągnie także wiernych Ojczyźnie przedsiębiorców.

Taki już nasz narodowy los, że każde pokolenie Polaków musi usłyszeć dzwon bijący na trwogę, ostrzegający przed utratą narodowej niepodległości. Tylko od nas zależy, czy na jego głos zmobilizujemy się tak, jak wobec bolszewickiej nawałnicy w latach odrodzenia polskiej państwowości, czy też zignorujemy alarm, korzystając z życia, jak to symbolicznie ukazał Jan Matejko na słynnym obrazie „Stańczyk w czasie balu na dworze królowej Bony wobec straconego Smoleńska”.

Dlatego bardzo Pana proszę o wsparcie Instytutu kwotą 80 zł, 130 zł, 200 zł lub dowolną inną, dzięki czemu będziemy mogli stworzyć i rozwijać niezależne zaplecze eksperckie dla wszystkich Polaków, gotowych do walki o suwerenność naszej Ojczyzny.

Z wyrazami szacunku

P.S. To jest decydujący moment dla Polski, ale także dla misji Instytutu Ordo Iuris. Przez ostatnie osiem lat nie powstały inne niezależne organizacje, które mogłyby przyjąć na siebie ciężar i odpowiedzialność stworzenia niezbędnego, merytorycznego zaplecza dla wszystkich Polaków walczących o niepodległość. Wobec epokowych zagrożeń, musimy zająć się tematami dotychczas pozostającymi poza obszarem naszego bezpośredniego zainteresowania. Tylko tak możemy stanąć w obronie suwerenności, bez której nasza walka w obronie życia, rodziny i wolności byłaby skazana na porażkę. Wiem jednak, że nasza rosnąca wspólnota ekspertów i Przyjaciół podoła temu wielkiemu wyzwaniu.


Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris jest fundacją i prowadzi działalność tylko dzięki hojności swoich Darczyńców.


Generałowa Jadwiga Zamoyska – niezwykła, inspirująca, mężna i wybitna! 100. rocznica jej śmierci. Co zrobiła dla Polski?

Jadwiga Zamoyska – wybitna i mężna! Co zrobiła dla Polski?

Marzena Nykiel

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/historia/669373-jadwiga-zamoyska-wybitna-i-mezna-co-zrobila-dla-polski


Generałowa Jadwiga Zamoyska – niezwykła, inspirująca, mężna i wybitna! Dziś 100. rocznica jej śmierci. Co zrobiła dla Polski?

Jadwiga Zamoyska / Zamek w Kórniku / autor: ze zbiorów PAN Biblioteki Kórnickiej / wPolityce.pl
Jadwiga Zamoyska / Zamek w Kórniku: ze zbiorów PAN Biblioteki Kórnickiej / wPolityce.pl

„Szanujmy każdą cząstkę tej ziemi po ojcach odziedziczoną. Nie puszczajmy jej w obce i wrogie ręce; ratujmy to, co zagrożone!” – apelowała Jadwiga z Działyńskich Zamoyska. Bez wahania napiszę, że była jedną z najwybitniejszych Polek! Jej życie to opowieść tak nieprawdopodobnie barwna i głęboka, że materiału wystarczy dla wielu pokoleń. Wybitna patriotka, poliglotka, gorliwa działaczka, wizjonerka, założycielka nowatorskiej szkoły dla kobiet, autorka systemu pedagogicznego, kobieta zachwycająca, mężna i wybitna.

Jedna z pierwszych osób odznaczonych Orderem Odrodzenia Polski, Służebnica Boża. Krzewiła polskość pod zaborami, działała dla Rzeczypospolitej w kręgach emigracyjnych i dyplomatycznych, tworzyła dzieła służące odzyskaniu niepodległości Polski. Jej głęboki patriotyzm, katolicyzm i wierność narodowemu dziedzictwu szły w parze z niezwykłym intelektem, ciekawością świata, przenikliwością i mądrością. Była żoną generała Władysława Zamoyskiego, z którym łączyła ją nie tylko niezwykła więź małżeńska i oddana przyjaźń, ale także wspólne działania dyplomatyczne na rzecz sprawy polskiej. Założyła pierwszą w Polsce, nowatorską Szkołę Domowej Pracy Kobiet.

Cały majątek rodu Zamoyskich i Działyńskich, zebrany przez jej syna hr. Władysława Zamoyskiego pod szyldem Fundacji Zakłady Kórnickie, przekazany został w darze narodowi polskiemu. To właśnie on – przy pełnej akceptacji i wsparciu matki – kupił Tatry, by uchronić je od niszczycielskiej działalności właścicieli żydowskich, przez 20 lat w międzynarodowych sądach walczył o wpisanie Morskiego Oka w polskie granice, zainwestował w rozbudowę Zakopanego, założył kolej i stworzył infrastrukturę. Jadwiga Zamoyska zmarła równo 100 lat temu – 4 listopada 1923 roku. Właśnie dobiega końca jej rok ogłoszony przez Sejmu RP. Od 2012 roku toczy się jej proces beatyfikacyjny. Przez całe życie wyznaczała sobie jeden cel: „Służyć Bogu – służąc Ojczyźnie, służyć Ojczyźnie – służąc Bogu”. Z efektów tej służby Polska korzysta do dziś. I pewnie wielu z nas wciąż nie ma świadomości, jak wiele zawdzięczamy ofiarności i gorącemu patriotyzmowi rodów Działyńskich i Zamoyskich.

CZYTAJ WIĘCEJ: To dzięki niemu mamy polskie Tatry, Morskie Oko i Zakopane! 134 lata temu hrabia Zamoyski kupił je, by uratować i oddać narodowi polskiemu

Patriotyczny duch domu Działyńskich

Jadwiga Zamoyska urodziła się 4 lipca 1831 roku w Warszawie, w Pałacu Błękitnym Zamoyskich. Była córką Tytusa Działyńskiego i Gryzeldy Celestyny z Zamoyskich. Ojciec Jadwigi – gorący patriota, mecenas sztuki, bibliofil, działacz polityczny, uczestnik Powstania Listopadowego. Matka angażowała się w sprawy społeczne, zajmowała się biednymi, pomagała im w zdobywaniu wykształcenia i lepszego życia. W ich bogatym, arystokratycznym domu głównym filarem wychowania była służba Bogu. ludziom i Ojczyźnie. Patriotyzm został surowo ukarany przez zaborców. Za udział w Powstaniu władze pruskie odpłaciły Działyńskim konfiskatą majątku w Poznaniu i Kórniku. Cała rodzina z sześciorgiem dzieci przez lata zmuszona była wieść wręcz tułaczy żywot. Część dzieciństwa Jadwigi Działyńscy spędzili w majątku rodziny matki w Oleszycach. Nawet te trudne warunki nie zatrzymały ich charytatywnej działalności. Jadwiga we „Wspomnieniach” pisze:

Moja Matka w szczególności zajmowała się chorymi. Sprawiła sobie maleńką chłopską klaczkę, tak małą, że bez pomocy mogła na nią wsiadać i z niej zsiadać, i codziennie, zawiesiwszy na kuli od siodła worek z rozmaitymi lekarstwami i żywnością dla chorych, tak jechała do kościoła, a z kościoła do wsi do chorych i wracała dopiero na pierwszą, na obiad. Po obiedzie przyjmowała ich u siebie; opatrywała rany, szyła bieliznę dla nich itp.

Oboje rodzice przykładali wielką wagę do wszechstronnego wykształcenia dzieci. Powrót do Kórnika i Poznania (rodowego miasta Tytusa, syna Augustyna Działyńskiego, wojewody kaliskiego) znacznie to ułatwiał. Jadwiga szybko się uczyła, uwielbiała czytać, miała niezwykłą łatwość do języków obcych. Francuski i angielski stanowiły dla niej oczywistość, zwłaszcza że jej guwernantka, Panna Birt była Brytyjką. Jeszcze w dzieciństwie Jadwiga nauczyła się perskiego. Gdy była już żoną gen. Władysława, potrzebowała zaledwie 10 dni, by opanować szwedzki. Niewiele dłużej zajęło jej nauczenie się tureckiego. Równie gorliwa była w pracy nad sobą i wykuwaniu charakteru. Zaczytywała się w „Żywotach Świętych” ks. Piotra Skargi. Przewodniczką duchową była dla niej w dzieciństwie matka, ale także brat Jan. Patriotyczny duch domu Działyńskich przejawiał się w szerokiej działalności zarówno rodziny, jak i przyjaciół.

Dr Marcinkowski i polska tradycja kupiecka

W swoich wspomnieniach Jadwiga wskazuje na kogoś, kto oprócz najbliższych, ogromnie przyczynił się do ukierunkowania jej świadomości. Był to dr Karol Marcinkowski – lekarz, społecznik, filantrop, inicjator budowy hotelu Bazar w Poznaniu, który wspólnie z Tytusem Działyńskim próbował stworzyć polską tradycję kupiecką.

Był to człowiek, jakich na świecie mało. Dla drugich dobry, współczujący, miłosierny, poświęcony, szczodry o tyle o ile dla siebie był twardy, ostry, nieugięty i niemiłosierny. Jako lekarz głównie chorymi się zajmował, ale zawsze miał gotowe posłuchanie, współczucie i mądrą radę na wszelkie innego rodzaju ludzkie utrapienia. Dniem i nocą najbiedniejszym pomoc nosił z narażeniem własnego życia, a przy tym taki Polak!

Chciał kraj dźwigać, uwalniając go ile możebne od żydowsko-pruskich wpływów i wyzyskiwań; w tym celu starał się podźwignąć narodowy przemysł i kupiectwo. Wszystkie zajezdne domy i wszelki handel były w ręku Żydów i Niemców. Pan Marcinkowski składkowymi funduszami wybudował tak zwany w Poznaniu Bazar, wielki gmach, którego wyższe piętra służyły za oberżę, a cały dół wynajmowany był samym polskim kupcom. Niestety kupców improwizować nie można. Trzeba dużo lat cierpliwości i nauki wytrwałej, żeby z jakiegokolwiek człowieka zrobić mądrego kupca; ale cóż dopiero, kiedy chodzi o to, żeby z Polaka zrobić kupca! Toteż pierwsze początki kupiectwa polskiego w Poznaniu więcej przyniosły strat, niż korzyści, nie dla samychże kupców, którzy zwykle zaczynali bez własnych kapitałów, ale za pożyczony grosz. Po ten pożyczony grosz często pan Marcinkowski przychodził do moich rodziców. Temu pożyczono 1000, tamtemu 2000, innemu 3000 i więcej talarów. Te sumy, ile wiem, zwykle nie powracały się wcale. Ale cóż było począć, moi rodzice dzielili zapatrywania pana Marcinkowskiego, pragnęli tego polskiego kupiectwa, a nie było sposobu innego na rozbudzenie go. Toteż, jeżeli ogromne pieniądze wykładane przez moich rodziców na to polskie kupiectwo, zrazu nie przyniosło pożądanych skutków, to sam fakt, że na sklepach mogły być polskie nazwiska i napisy, oswajało polskie społeczeństwo z myślą, że kupiectwo jest i dla Polaka możebnym zawodem. I jeżeli ci pierwsi pionierzy polskiego kupiectwa prawie co do jednego pobankrutowali, to jednak przechodni chłopiec niejeden zwrócił w tę stronę myśl i nauki. A tak, jak się często na wojnie zdarza, póki jakaś garstka walecznych ginie w nierównej walce i jakby bez celu, inne i regularne wojsko czas ma do boju się sformować i stanąć do zwycięstwa, straconą przez poprzedników bitwą. Więc i te datki moich rodziców, które tak często wydać się mogły próżne i stracone, niemało się przyczyniły do późniejszego rozwoju polskiego kupiectwa. 

Małżeństwo z generałem Zamoyskim

Setki książek można by napisać w oparciu o tę niezwykłą miłość Jadwigi i Władysława. Nie dość, że był od niej 28 lat starszy, to jednocześnie był jej wujem, bratem matki. Do zawarcia tego ślubu konieczna była papieska dyspensa. Jadwiga niezwykle kochała generała Zamoyskiego, którego poznała świadomie dopiero jako dorosła panienka. Jawił jej się jako wzór cnót i patriotyzmu, a jednocześnie atrakcyjny i rycerski mężczyzna. We „Wspomnieniach” pisała o nim tak:

Co tylko mężczyzna posiadać może, ażeby się kobiecie podobać, co tylko człowiek posiadać może, ażeby ująć młody umysł i młode serce, zdaje się, że wuj Władysław to posiadał. (…) Szczupły, wysoki, oczy czarne jak pochodnie rozżarzone w bladej ściągłej twarzy, włosy kędzierzawe, pięknie na czole rosnące, postać cała niezmiernie szlachetna, ręce męskie, a piękne niezmiernie. Niezmierna uprzejmość i łagodność, przy wielkiej żywości. Dziwnie powiedzieć, ale była w nim zarazem jakaś dzielność rycerska i czułość kobieca. Współczucie, na każdą boleść, na każdą troskę; zawsze dla każdego gotowe posłuchanie, gotowa uwaga i współczucie. Tak jak sprężyna, którą nagiąć można aż do ziemi, a która sama sobie zostawiona, podnosi się natychmiast w górę, tak on z niezmierną łatwością naginał się do tego, co drugich zajmować lub obchodzić mogło, ale sam sobie zostawiony, do jednego i jedynego przedmiotu miłości i myśli się zwracał natychmiast: Bóg i Ojczyzna, Ojczyzna i Bóg. O każdej chwili dnia i nocy, w podróży, na przechadzkach, wśród najrozmaitszych zajęć, rozmów, przy stole, przy zabawie, ta jedyna myśl nieustannie się zdradzała. Po kilku dniach znajomości zrobił na mnie wrażenie strzały w napiętym łuku, która za najlżejszym dotknięciem prosto do celu leci. 

Pomyślałam sobie: ten człowiek nie ma nigdy roztargnienia, zawsze ku jednej myśli ma umysł napięty: służba krajowi. A ta służba krajowi, tak związana ze służbą Bożą, że trudno było jedno od drugiego rozróżnić. Mimo woli nie mogłam o nim myśleć ani na niego spojrzeć, ażeby mi się nie nasuwały słowa Ewangelii: Ecce homo. A to słowo nie miało w umyśle moim znaczenia, że on był urzeczywistnieniem tego, czym był Chrystus, ale urzeczywistnieniem tego, czym ja rozumiałam, że człowiek być powinien. Według mnie, człowiek doskonały, ze wszechmiar zupełny.

Tak o mężczyźnie pisać może jedynie kobieta kochająca, wręcz wielbiąca. Rzecz jednak w tym, że sama instytucja małżeństwa była dla Jadwigi czymś obcym, czego nie chciała brać pod uwagę. Wydawało jej się, że to utrata wolności, odbierająca możliwość służenia Bogu, ludziom i ojczyźnie.  Że to zawężenie działalności do domowych, przybijających obowiązków. Stąd jej niemałe wahanie, gdy wreszcie padła propozycja ślubu. Życie pokazało, jak bardzo się myliła. Małżeństwo z generałem Zamoyskim było zupełnie wyjątkowe, wręcz partnerskie. Żyli ze sobą w ogromnej przyjaźni, w głębokiej więzi, w szczerym oddaniu, będąc dla siebie jednocześnie podporą, wzajemnym głosem mądrości. Wspólnie prowadzili działalność dyplomatyczną na rzecz Polski, jeździli po świecie, by pozyskiwać zagraniczne wsparcie dla sprawy polskiej. Generał Zamoyski był wówczas prawą ręką księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, przywódcy Hotelu Lambert. W imieniu księcia odpowiadał za politykę zagraniczną polskiego obozu. Jadwiga natychmiast stała się prawą ręką Generała. Nazywano ją cichym „szefem gabinetu męża”. Towarzyszyła mu podczas licznych podróży dyplomatycznych, gdzie często pełniła funkcję tłumacza. Uczestniczyła również w staraniach Generała o zorganizowanie polskich oddziałów wojskowych w Turcji, Bułgarii i Rumunii, które miałyby podjąć walkę przeciwko Rosji. Pomagała także żołnierzom, zakładając szpitale i troszcząc się o pomoc duchową dla nich. A żołnierze nosili swoją Generałową na rękach. Była szanowana i uwielbiana, choć zawsze trzymała należny dystans.

Zamoyscy mieli czworo dzieci: dwóch synów, Władysława i Witolda, oraz dwie córki o tym samym imieniu Maria – pierwsza zmarła jako roczne dziecko. Witold odszedł w wieku lat 19. Generał Zamoyski zmarł w 1868 roku. Jadwiga nigdy powtórnie nie wyszła za mąż.

Mądrość skutkiem zawierzenia Bogu

Całkowite podporządkowanie się woli Bożej – tak można by podsumować postawę generałowej Zamoyskiej, jaka niezwykle wyraźnie przebija z jej „Wspomnień”: 

Zdaje mi się, że tak jak Pan Bóg mi natchnął ślub uczyniony w Hali, tak mi natchnął modlitwę w Szumli. Ta modlitwa była mniej więcej takiej treści: „Mój Boże, niczego nie chcę i niczego nie pragnę, tylko tego czego Ty chcesz; naucz mnie, co mam czynić, a uczynię. Wskaż, gdzie mam iść i kiedy, z kim mam mówić i jak, a wszystko czynić będę, co mi każesz”. Ledwo tę modlitwę wyrzekłam, a już była wysłuchaną. Od chwili wyjazdu mego męża, aż do chwili jego powrotu coś zaszło, czego nie umiem ani wytłumaczyć, ani nazwać, ani nawet dokładnie opisać, chyba tak jak to później księdzu Mariote powiedziałam, ktoś mną kierował, ktoś mi w każdej chwili wewnętrznie szeptał, co mam mówić i czy prędko, czy wolno, czy głośno, czy cicho. Ktoś kierował moim słuchem, moim wzrokiem, każdym najmniejszym czynem. Byłam zdumiona własnym postępowaniem i coraz mówiłam sobie: to nie ja mówię, to nie ja działam, ta mądrość nie ze mnie płynie, nie ode mnie pochodzi. Tak jak ten, co pisze pod dyktowaniem czyimś, tak ja działałam i żyłam pod czyimś natchnieniem.

Tych natchnień słuchała uważnie. Wiele razy wskazywała, że to Światło wskazywało jej rozwiązania w najtrudniejszych sytuacjach. „Świętość polega na cnotach dla każdego przystępnych potrzeba tylko dobrej woli, woli wiernej, mężnej, roztropnej, cierpliwej, pokornej, wytrwałej” – pisała w swojej książce „O pracy”. Często powtarzała, że zepsucie bierze się z bezczynności, dlatego wartościowej aktywności poświęciła tak wiele czasu. Jej największą troską było wychowanie młodego pokolenia. Była przekonana, że „naród może odrodzić się tylko przez odrodzenie rodziny, a rodzina – przez odrodzenie jednostki”. 

Nowatorska Szkoła Domowej Pracy Kobiet

Od wczesnej młodości Jadwiga nosiła w sobie myśl, że zjawiskiem ogromnie pożądanym byłaby „szkoła życia”. Mimo, że wychowywana była w duchu służby innym i nie były jej obce domowe prace, których uczyły się wszystkie dobrze wychowane arystokratki, na początku swojego życia małżeńskiego boleśnie zderzała się z rzeczywistością. O wielu sprawach w prowadzeniu domu nie miała pojęcia. I choć potrafiła z trudnych sytuacji wychodzić sprytem i mądrością, nabierała przekonania, że założenie „szkoły życia” jest jej powinnością. Podpatrywała na świecie różne rozwiązania w szkołach gospodarczych i zawodowych. Rozumiała jednak, że samo kierunkowe wykształcenie to za mało. Konieczne jest formowanie, wychowywanie, tworzenie takich postaw, które przysłużą się Ojczyźnie, pozwolą na jej dobre prowadzenie po odzyskaniu niepodległości. Bo chociaż Polska wciąż rozszarpana była pazurami zaborców, Generałowa wierzyła, że wolność i suwerenność wrócą. 

Sytuacja kobiet w XIX wieku nie była łatwa, choć na przykładzie Jadwigi Zamoyskiej widać doskonale, że płeć nie ograniczała pola działania, jeśli duch był mężny i wytrwały. Zdawała sobie jednak sprawę, że trzeba młodym dziewczętom pomóc. Nie wszystkie miały możliwość edukacji. Zależało to od statusu materialnego i pochodzenia. Jadwiga chciała stworzyć szkołę, która da tę możliwość kobietom niezależnie od pochodzenia. Absolwentki zyskałyby nie tylko zawód, ale i niezależność, zdolność samodzielnego funkcjonowania. Wszystko czyniła jednak z myślą o Polsce. Uczennice miały otrzymać także szerokie wykształcenie oraz wychowanie formujące postawy patriotyczne i religijne. Pomysł stał się ciałem.

 W 1882 roku w Kórniku Jadwiga otworzyła Szkołę Domowej Pracy Kobiet. Bardzo szybko zyskała ogromne zainteresowanie społeczne, co nie podobało się zaborcom. W grudniu 1885 roku rodzina Zamoyskich na mocy tzw. rugów pruskich została zmuszona do opuszczenia swojej siedziby. Szkoła w Kórniku musiała zostać zamknięta. Kilka razy zmieniała siedzibę (Stara Lubowla na Spiszu, Kalwaria Zebrzydowska, willa „Adasiówka” w Zakopanem – obecna „Księżówka”). Dopiero w czerwcu 1891 znalazła swoje docelowe miejsce w Kuźnicach, gdzie syn Jadwigi – Władysław kupił dobra zakopiańskie. Szkoła została przeniesiona do wyremontowanego i zmodernizowanego budynku dawnej administracji huty (obecnej siedziby Dyrekcji TPN), gdzie przetrwała aż do II wojny światowej pod niezmienioną nazwą: Zakłady Kórnickie.

Marzę o potrójnym godle dla naszego zakładu: krzyż, kądziel i książka, tzn. modlitwa, praca i nauka. Chciałabym, aby nasz dom był domem modlitwy, pracy, nauki”

— pisała Generałowa w jednym z listów. Traktowała to dzieło jako misję patriotyczną, wiodącą ku odrodzeniu moralnemu i organicznemu narodu. Zależało jej, by dziewczęta kształciły się w pracy fizycznej, umysłowej i duchowej, stąd też w statucie Zakładu Kórnickiego jako cel zapisano: 

Dać kobietom możność uzupełnienia wychowania w zakresie obowiązków życia domowego, wprawiając je do potrójnej pracy, ręcznej, umysłowej i duchowej, do zasadniczego przestrzegania porządku i oszczędności sił, czasu i mienia.

Miało to głębokie uzasadnienie, które Zamoyska wykłada w swojej książce „O pracy”:

Zdolności człowieka są trojakie: fizyczne, umysłowe i duchowe; praca zatem zarówno trojaka być musi, ażeby tym zdolnościom odpowiadała: ręczna, umysłowa i duchowa.

Była to szkoła absolutnie nowatorska. Wychowanki pochodziły ze wszystkich warstw społecznych i ze wszystkich trzech zaborów. Wszystkie wykonywały te same prace. Warunki przyjęcia do szkoły, jak i obowiązujące w niej zasady były bardzo ściśle sprecyzowane:

Zakład Kórnicki przyjmuje na naukę jedynie osoby, które mają zdrowie i siły niezbędne do zajęć gospodarskich, nie potrzebują wyjątkowych warunków i zobowiążą się do przestrzegania przepisów oraz szanowania porządku domowego. Nauka trwa rok – ma ona na celu uzupełnienie wykształcenia potrzebnego kobietom, ale nie może zastąpić nauk szkolnych, po ukończeniu których uczennice powinny przybywać do Zakładu.

Uczennice przechodzą teoretycznie i praktycznie: naukę prania i prasowania, porządków domowych (sprzątanie, usługa przy stole itp.), kucharstwa, piekarstwa, mleczarstwa, robienia zapasów zimowych, utrzymywania bielizny domowej, kroju, szycia i cerowania, gospodarstwa podwórzowego, prowadzenia kasy. Godziny popołudniowe przeznaczone są na czytanie, oraz lekcje religii, historii Polski, rachunków gospod., śpiewu chórowego i pogadanki pedagogiczne.

Przy nauce i pracy bierze się pod uwagę zdolności i siły uczennic. Uczennice same sobie usługują, rzeczy swoje utrzymują według udzielonych wskazówek, same do wszystkich zajęć rękę przykładają i od żadnych nauk i zajęć objętych programem nie mają prawa się uchylać. W razie potrzeby obowiązane są zastępować jedna drugą w zajęciach. Uczennice, pragnące nabyć większej wprawy i doświadczenia gospodarskiego, mogą przedłużyć pobyt w Zakładzie, o ile są zadawalniające. Po skończonej nauce uczennice otrzymują od Zakładu prywatne świadectwa.— czytamy w „Kursie Rocznym Gospodarstwa Domowego”.

Rozwój szkoły i błogosławieństwo papieża

Początkowo Szkoła służyła tylko dziewczętom wiejskim, które korzystały z nauki bezpłatnie, jednak z czasem Zakład zaczął przyjmować dziewczęta stanu średniego. Pod koniec XIX wieku „Zakład Jenerałowej Zamoyskiej” składał się z trzech Oddziałów. „Do pierwszego Oddziału trafiały dziewczęta z domów bogatych i średniozamożnych. Ziemianie i inteligencja, a nawet arystokracja. Musiały one posiadać już pewne przygotowanie teoretyczne i praktyczne. Ich nauka trwała minimum rok. W drugim Oddziale, gdzie obowiązywał co najmniej trzyletni kurs nauki, uczyły się dziewczęta stanu średniego, pracowite szlachcianki i mieszczki, które wcześniej ukończyły szkołę elementarną. Do trzeciego Oddziału, gdzie nauka trwała od trzech do pięciu lat trafiały ubogie dziewczęta wiejskie po ukończonej szkole ludowej, pragnące wyuczyć się zawodu. Uczennice zdobywały wiedzę ogólnokształcącą w zakresie nauk matematyczno-przyrodniczych i humanistycznych. Język i literatura polska, języki obce, historia Polski, a także muzyka. Opanowywały także umiejętności praktyczne potrzebne w prowadzeniu gospodarstwa domowego i wiejskiego w zakresie krawiectwa, tzw. robótek ręcznych, białego szycia haftu, cerowania, szeroko pojętej kuchni domowej, ogrodnictwa, mleczarstwa, chowu drobiu i hodowli zwierząt. Uczyły się także introligatorstwa, ponieważ Zakład wydawał własne publikacje. Zamoyska napisała wiele tekstów religijno-wychowawczych. Są wśród nich „O miłości Ojczyzny”, „O pracy”, „O wychowaniu”, a także „Zarys historii Polski w streszczeniu”.

Pod względem moralnym wszystkie oddziały równej doznają troskliwości, pod względem zdrowia jednakowej opieki, pod względem porządku, czystości, przyzwoitości wszystkie tym samym podlegają przepisom. Nauki we wszystkich oddziałach stopniują się do wykształcenia, z jakiem uczennice do Zakładu przybywają; pracy ręcznej wymaga się od wszystkich; nie ma różnicy pod względem jakości pracy, zachodzi ona tylko pod względem czasu, jaki się każdemu rodzajowi pracy poświęca, a to w zamiarze, ażeby uczennice mogły nabierać większej wprawy w kierunkach, w których jej na przyszłość więcej potrzebować będą.

Różnica między oddziałami polega na stole i mieszkaniu. Tej różnicy trzymamy się z zasady. Ona pomaga do wyrobienia roztropności, we właściwem ocenianiu stosunkowej wartości rzeczy; ona uczy niczego wbrew prawdzie i rozumowi nie lekceważyć, niczego nie przeceniać; ona pomaga do zdobycia odporności przeciw tak powszechnej skłonności do życia i używania po nad mienie.

Zakład nasz stara się być nie tylko szkołą pracy, ale i szkolą życia; stara się uczennice utrzymać nie w sztucznych, ale w rzeczywistych warunkach życia. A że rozmaitość i nierówność warunków bytu są w życiu nieuniknione, źle by się Zakład uczennicom swoim przysłużył, gdyby im dawał przywyknienia stawiające je w sprzeczności z późniejszem otoczeniem rodzinnem. O ile podobna, pragniemy, ażeby uczennice utrzymywały się u nas na stopie mniej więcej takiej, jaka je czeka za powrotem do rodzicielskich domów”.

— pisała Zamoyska w broszurze pt. „O trzech oddziałach w Zakładzie Kórnickim”. Praktyczna edukacja możliwa była dzięki zapleczu gospodarskiemu. W Kuźnicach była szkolna chlewnia, obora, mleczarnia, piekarnia, szwalnia, pralnia, prasowalnia, introligatornia, lampiarnia, mydlarnia i wydawnictwo. Zorganizowano także tkactwo, pszczelarstwo i szewstwo. Była także wozownia z powozami, stangret i woźnica oraz stajnia z końmi. Funkcjonowanie szkoły na tak dogodnych warunkach było możliwe dzięki dochodom z dobrze funkcjonujących majątków Jadwigi i Marii Zamoyskich w Wielkopolsce, stałym dotacjom Władysława Zamoyskiego, opłatom czesnego oraz systemowi przemyślanej, samowystarczalnej gospodarki, która przynosiła znaczące przychody. Ten zamysł nauczenia dziewcząt gospodarowania także był dla Jadwigi istotny. „Pragniemy, ażeby uczennice nasze wpoiły sobie w sumienie, że „rozchód powinien być z dochodem w zgodzie” – pisała, podkreślając że gospodarność ma wyrobić w nich niezależność i zdolność skutecznego kierowania własnym życiem. W prowadzeniu szkoły pomagała Generałowej córka Maria, a syn Władysław wspierał placówkę finansowo.

„Szkoła Jenerałowej” szybko zdobyła ogromne zainteresowanie społeczne oraz poparcie władz kościelnych. W 1886 roku papież Leon XIII wystosował do Zamoyskiej pismo z błogosławieństwem i gratulacjami. List do hrabiny napisał także po latach jego następca, Pius X: 

„Podoba się nam w istocie, że macie na celu uzupełnienie wychowania dziewcząt, często zaniedbywanego w najniebezpieczniejszej dla nich chwili, gdy opuszczają szkołę; że kształcicie je w pobożności i nauce, i uczycie przykładać ręce do pracy domowej. Stąd wynika, że wasza instytucja jest zarówno praktyczną szkołą życia chrześcijańskiego, jak i szkołą dobrego gospodarstwa domowego. Co jednak jeszcze milsze czyni na Nas wrażenie i bez wątpienia rozszerza zakres waszej działalności, to dążenie wasze, by przyjść z pomocą całemu społeczeństwu, a to za pośrednictwem uczennic przez was wychowywanych”.

Święta służba Ojczyźnie

„Narody są uleczalne” – zacznijmy to uleczenie od siebie samych! Niech praca nasza ścisłością i dokładnością się odznacza! Kładźmy w nauce naszych uczennic szczególny nacisk na to, co szczególnej wymaga dokładności: to właśnie dopomoże nam do wyrobienia w sobie i w drugich zalet, tak bardzo do naszego narodowego odrodzenia potrzebnych

— pisała hrabina Zamoyska. Ogromnie wierzyła, że trzeba zrobić wszystko, by wypracować w narodzie zdolność odzyskania niepodległości, a następnie utrzymania jej. Uświadamiała, jak wiele wysiłku trzeba będzie włożyć w odbudowanie Rzeczypospolitej. Podkreślała, że każdy stan jest w tej ciężkiej pracy dla ojczyzny użyteczny i konieczny, że „praca nie hańbi, lecz uszlachetnia”, „że każdy we własnym położeniu może być użytecznym członkiem społeczeństwa”, „że skromność i umiarkowanie daje równowagę umysłu i serca i zabezpiecza spokój duszy”, „a zapewniając sobie samemu zadowolenie i pewien stopień szczęścia, można przyczyniać się równocześnie do szczęścia całego narodu”.

Polska znów będzie Niepodległa

Jeżeli kraj cały staje się bogaty materialnym bogactwem swoich obywateli, to bardziej jeszcze wzbogaca się ich cnotą, mądrością, wykształceniem. Jakkolwiek materialne bogactwo jest wielką siłą, na to, ażeby ta siła materialna nie była martwą a nawet zabójczą, musi być używana na podniesienie, a nie na poniżenie społeczeństwa, a zatem znajdować się powinna w rękach ludzi mądrych i cnotliwych— pisała Generałowa.

Podkreślała, że „człowiek należy wreszcie do Ojczyzny, której stanowi cząstkę żywotną, której chwała i pomyślność od niego w części zależą”. Uczyła, że „Ojczyznę trzeba znać i kochać, ażeby móc jej wiernie służyć, królestwo Boże w niej szerząc”:

Ojczyznę zatem trzeba znać: znać jej dzieje, jej język, jej właściwe cechy, jej warunki bytu ekonomiczne, społeczne i polityczne, gdyż z obeznania się z jej sprawami ubiegłymi i bieżącymi, z jej zasobami materialnymi i moralnymi wynika możność służenia jej rozumnie i skutecznie. W rzeczy samej, ludzie najbardziej pod względem narodowym wykształceni zwykle najpożyteczniej Ojczyźnie służą.

Majątek oddany narodowi Polskiemu

Hrabina Zamoyska uczyła tej odpowiedzialnej miłości za Polskę nie tylko swoje uczennice. W tym duchu wychowała swoje dzieci. Zarówno Maria, jak i Władysław wypełnili te zadania wyjątkowo starannie. Ich szlachetność, oddanie, mądrość, pracowitość, patriotyzm, wierność sprawie polskiej, wyrażona w słowach matki: „służąc Ojczyźnie, służyć Bogu”, nie miały sobie równych. Żadne z jej dzieci nie założyło rodziny. Do ostatnich chwil z oddaniem pracowali dla Polski. Maria prowadziła Szkołę, Władysław założył w 1924 roku Fundację Zakłady Kórnickie, która to dzieło wspierała. Hrabia Władysław wiedział, że pomnaża majątek tylko po to, by oddać go narodowi polskiemu. Pomysł rodziny Zamoyskich i Działyńskich był taki, by założyć fundację i cały majątek przekazać państwu. Nad ostatecznym kształtem tego projektu Zamoyski pracował nocami, konsultując to z matką i siostrą. Ostatecznie tak określił cele Zakładów Kórnickich:

1. Rozwój Szkoły Pracy Domowej Kobiet; 2. Popieranie wychowania młodzieży męskiej w duchu polskim i katolickim; 3. Stypendia dla wyjątkowo uzdolnionych; 4. Utrzymanie muzeum i biblioteki w Kórniku jako pamiątki martyrologii narodu i dla zachowania pamięci o cudzoziemcach, którzy pomagali Polsce; 5. Założenie zakładu dendrologii w Kórniku; 6. Krzewienie w majątkach wiedzy zawodowej i ducha spółdzielczości.

Pracować na to miały dobra ziemskie, folwarki, nieruchomości, zakłady w Trzebawiu, Starym Dymaczewie, Gądkach, Dachowie, Bninie, Babinie, Bagrowie, Jarosławcu, Źrenicy, Januszewie i Pławcach; w Biernatkach, Borowcu, Czmoniu, Czmońcu, Czołowie, Dziećmierowie, Konarskiem, Kórniku, Kromolicach, Mieczewie, Pierzchnie, Prusinowie, Skrzynkach, Zwoli, Zwolińcu, Runo- wie, Szczodrzykowie, Bieganowie, Kijewie, Małej Kępie, Ziminie, Zmysłowie; w Poznaniu, Zakopanem, Brzegach, Bukowinie, Kościelisku, Zubsuchem i Dębnie. Majątki wielkopolskie obejmowały prawie 800 ha roli uprawnej i łąk, około 4500 ha lasów oraz trochę nieużytków i kilka różnej wielkości jezior. Przynajmniej drugie tyle lasów mieli Zamoyscy w Tatrach (też bez wód i nieużytków). Łącznie stanowiło to blisko 20 000 ha, w tym 19 folwarków. Razem z budynkami, pałacami w Poznaniu i Kórniku oraz muzealiami i zbiorami bibliotecznymi wartości właściwie niewymiernej, był to majątek wart przynajmniej kilkanaście milionów złotych w ustabilizowanej już walucie II Rzeczypospolitej.

O swojej decyzji, pisał Władysław Zamoyski tak:

Majątku, jaki mi Bóg w ręce oddał, nigdym nie uważał za własność moją, lecz za własność Polski, w czasowem mojem posiadaniu; własność, z której mi uronić niczego nie wolno, która Ojczyźnie jedynie, a nie mnie ma służyć. Na potrzeby moje osobiste nigdym z Kórnika centa nie wziął. Na zbytki żadne, nigdym sobie nie pozwalał. Odmawiałem sobie wszystkiego, co mi się nie wydawało wprost niezbędnem. Ale gdzie sądziłem, że sprawa tego wymaga, wysiłków nie szczędziłem. Jedno miałem pragnienie gorące, by wysiłki były skuteczne, a pomoc dana zmarnowaną nie została. Nie chodzi tu o mnie, boć mnie niewiele potrzeba, ale o krzywdę wyrządzoną sprawie publicznej, której służy i służyć ma wszystko, czem rozporządzam”.

CZYTAJ WIĘCEJ: To dzięki niemu mamy polskie Tatry, Morskie Oko i Zakopane! 134 lata temu hrabia Zamoyski kupił je, by uratować i oddać narodowi polskiemu

Maria i Władysław to postacie równie barwne i świetliste, jak ich rodzice. Każde z nich zasługuje na odrębną opowieść. Wszechstronnie utalentowana Maria, która oddała się bez reszty sprawie polskiej i już w Paryżu organizowała potężne dzieła charytatywne dla rodaków, jak i Władysław, który uratował polskie Tatry i wszelkie wysiłki podporządkował celom narodowym. Kto wie, czy i oni nie wiedli świętego żywota.

Przesłanie Generałowej

Szanujmy każdą cząstkę tej ziemi po ojcach odziedziczoną. Nie puszczajmy jej w obce i wrogie ręce; ratujmy to, co zagrożone!

— pisała generałowa Zamoyska. Ileż mocy w jednej osobie? Jak wiele można zrobić dla Polski, której de facto nie ma na mapach? Jadwiga była wizjonerką zdolną przekuwać w wizję w czyn. Widziała jasne cele i potrafiła je osiągać. Wszystko to – jak wielokrotnie powtarzała – z natchnienia Ducha Świętego. Nie była przy tym egzaltowana i nierzeczywista. Przeciwnie! Niezwykle bystra, przytomna, mądra, ale czarująca, wrażliwa, zabawna. Lektura jej „Wspomnień” to niebywała uczta. Nie sposób oderwać się od jej opowieści. Należą do tych, które na zawsze zmieniają serce czytającego. 

W 1931 roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny ś. p. Jadwigi Zamoyskiej, który został przerwany przez wojnę i czasy PRL. Został wznowiony w 2012 roku decyzją Abpa Stanisława Gądeckiego, Metropolity Poznańskiego. Od tego momentu przysługuje jej miano Służebnicy Bożej.

CZYTAJ TAKŻE: Marzena Nykiel: 3 Maja – narodowa duma, zwycięstwo wolności, ale i widmo upadku. Przed czym ostrzegają prezydent Duda i generałowa Zamoyska?

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/historia/669373-jadwiga-zamoyska-wybitna-i-mezna-co-zrobila-dla-polski

W 1889 roku hrabia Władysław Zamoyski kupił na licytacji polskie Tatry, urządził je za własne pieniądze, po czym cały swój majątek oddał narodowi polskiemu. „Zamoyski kupił Zakopane za trzy centy”

W 1889 roku hrabia Władysław Zamoyski kupił na licytacji polskie Tatry, urządził je za własne pieniądze, po czym cały swój majątek oddał narodowi polskiemu.

To dzięki niemu mamy polskie Tatry, Morskie Oko i Zakopane! 134 lata temu hrabia Zamoyski kupił je, by uratować i oddać narodowi polskiemu.

„Zamoyski kupił Zakopane za trzy centy”. Uratował Zakopane od  żydowskich rąk.

134-lata-temu-hr-zamoyski-uratowal-tatry-by-oddac-je-polsce

Gdyby nie hrabia Władysław Zamoyski, tatrzańskie lasy zostałyby przetrzebione ponad 100 lat temu, ogołocone Tatry nie byłyby naszym narodowym kurortem, Morskie Oko leżałoby poza polską granicą, a Zakopane – jakie znamy i kochamy – z pewnością by nie istniało.

9 maja 1889 roku hrabia Zamoyski kupił na licytacji polskie Tatry, urządził je za własne pieniądze, po czym cały swój majątek oddał narodowi polskiemu. Dziś 134. rocznica licytacji stulecia. Dzień, w którym trzeba oddać hołd rodzinie Zamoyskich i Działyńskich z Kórnika, którym całe życie przyświecał jeden cel: „służyć Bogu, służąc Ojczyźnie”. 

Nazywano go „białym krukiem wśród arystokracji”, „Don Kichotem”, „żelaznym skąpcem”, „dziwnym hrabią”, „zbawcą Tatr”, „panem o hetmańskim obliczu”. Stefan Żeromski pisał o hr. Zamoyskim: „Wola nie żelazna, lecz stalowa… syn Boży”. Żeromski uważał także, że akt donacyjny fundacji Zamoyskich „winien być czytany w szkołach na równi z arcydziełami wieszczów narodowych”. 

Aleksander Świętochowski jeszcze za życia Zamoyskiego pisał: „Nawet najwięksi bohaterowie Plutarcha nie okazali tyle miłości ojczyzny, tyle skromności”. I to właśnie jemu zawdzięczamy Tatrzański Park Narodowy, Zakopane, które doprowadził do świetności, nie szczędząc pieniędzy na inwestycje, infrastrukturę drogową i kolejową, muzea, kościoły, domy zakonne, przedsięwzięcia kupieckie i turystyczne. W każdej z tych aktywności stawiał na polskich wykonawców i rozwój polskich inicjatyw. Zamoyscy wszelkimi siłami próbowali ochronić też polską ziemię przed dostaniem się w obce ręce, choć przecież Polska rozszarpana była wówczas przez zaborców. Właśnie tą troską kierował się hr. Zamoyski, podejmując decyzję o zakupie na licytacji tatrzańskiego majątku. Stanowił on wówczas „stertę kamieni” ogołoconych z drzew, a kupić go chcieli żydowscy przedsiębiorcy, by do reszty przetrzebić lasy na papier, kamień przerobić na tłuczeń, a mieszkańców wyzyskać do pracy. Kupił teren obejmujący 1/3 dzisiejszych Tatr polskich, Kuźnice, wszystko powyżej Zakopanego, obszary wokół i wewnątrz miasta, dolinę Kościeliską – ratując wszystko przed zniszczeniem. Zainwestował, zaprowadził ład i wspierał zakopiańską kulturę, sadził lasy, zbudował kolej, wodociągi, elektrownię oraz kilka szkół. W niemal każdym przedsięwzięciu umożliwiającym rozwój polskiej góralszczyzny miał udziały prawne. Wspierał ją w czasie najważniejszym, gdy tworzyła się, formowała i hartowała. Jak do tego doszło?

Gorący patriotyzm Zamoyskich i Działyńskich

Hrabia Władysław Zamoyski był wnukiem Tytusa Działyńskiego i Gryzeldy Celestyny Zamoyskiej – wielkopolskich arystokratów, mecenasów kultury, działających na rzecz niepodległości, polskości i aktywności patriotycznych. Jego rodzice także całe swoje życie poświęcili sprawie polskiej – generał Władysław Zamoyski i Jadwiga Zamoyska z Działyńskich z oddaniem walczyli o polską niepodległość na emigracji i w kraju.

Jego matka założyła pierwszą w Polsce Szkołę Domowej Pracy Kobiet, szkołę życia patriotycznego i katolickiego, która miała przygotowywać do życia kobiety wszystkich stanów, tak by nabyte umiejętności w najlepszy sposób mogły służyć krajowi po odzyskaniu niepodległości. Program nauczania obejmował naukę historii, literatury, języków, geografii, śpiewu, rysunków, wychowanie religijne oraz zajęcia praktyczne, jak gotowanie, szycie, haftowanie, zasady higieny. Jadwiga Zamoyska była przekonana, że należy leczyć, wzmacniać, uodparniać moralnie jednostkę i rodzinę, a przez nią cały naród. Prowadziła szkołę wraz ze swoją córką Marią przy wsparciu syna Władysława. Ale jej życiowa działalność zakrojona była znacznie szerzej. Towarzyszyła mężowi – gen. Zamoyskiemu – w misjach dyplomatycznych, znała wiele języków, była niezwykle ceniona w wśród polityków, dyplomatów i duchownych w wielu krajach, a każde działanie podejmowała na rzecz sprawy polskiej. Obecnie trwa uchwalony przez Sejm Rzeczypospolitej rok hr. Jadwigi Zamoyskiej. Toczy się także jej proces beatyfikacyjny.

„Sterta kamieni” ocalona przez Zamoyskiego

Był rok 1888. Zakopane słynęło już wówczas nie tylko w Galicji jako stacją klimatyczna, rozsławiana przez lekarza Tytusa Chałubińskiego, ale postępująca gospodarka rabunkowa nie wróżyła mu długiego przetrwania. Austriacki zaborca nie dbał o polskie góry, a od czasu trzeciego rozbioru Zakopane i duża część Tatr znajdowały się w rękach prywatnych właścicieli, w dodatku cudzoziemców. Dla nich były one wyłącznie źródłem dochodu.

Dobra zakopiańskie, wchodzące w skład tzw. dóbr królewskich, tuż po utracie przez Polskę niepodległości wystawiono na sprzedaż. Kupiła je pochodząca z Węgier rodzina Homolacsów. Na terenach liczących ok. 11 tysięcy ha nowi właściciele wybudowali huty i zakłady metalurgiczne w Kuźnicach i Kościelisku, przez niemal pięć dekad eksploatując tatrzańskie złoża rud żelaza. W 1869 r. Jan Wincenty Homolacs sprzedał Zakopane berlińskiemu bankierowi Ludwigowi Eichbornowi, który 12 lat później przekazał je swojemu zięciowi Magnusowi Peltzowi, producentowi zabawek z Saksonii. Peltz nie cenił specjalnie Tatr, za to liczył na szybki zarobek. Zrezygnował z hutnictwa na rzecz masowej wycinki tatrzańskich lasów. Rabunkowa gospodarka obróciła się jednak przeciwko niemu. Tereny nawiedziła potężna powódź, która doprowadziła Peltza do bankructwa.

W lutym 1888 r. dobra zakopiańskie zostały wystawione na sprzedaż za cenę wywoławczą 400 tys. guldenów austro-węgierskich, tzw. złotych reńskich. Pojawiła się szansa odzyskania Tatr, ale zdobycie takiej sumy było dla Polaków nieosiągalne. Nadzieja ta tak silnie poruszyła polską opinię publiczną, że relacjonował ją z przejęciem sam Henryk Sienkiewicz. 

Powołane ad hoc Towarzystwo Ochrony Tatr zorganizowało zbiórkę, ale nie zdołało zgromadzić wystarczającej kwoty. Zakopanem zainteresował się najbogatszy mieszkaniec Nowego Targu, żydowski kupiec Jakub Goldfinger oraz Henryk Kolischer, żydowski właściciel papierni, rzekomo pełnomocnik księcia Hohenlohe. Jak pisał Sienkiewicz, sam Goldfinger nie miał wprawdzie wystarczającej sumy, ale „worki współwyznawców stały dlań otworem”. „Zresztą Kolischer czy Goldfinger znaczyło to samo, co zamknięcie gór, wycięcie lasów, zniszczenie, rabunkowe gospodarstwo, wyzysk górali i upadek miejscowości”.

Władysław Zamoyski, świadom dziejowego momentu, podjął się próby odzyskania dla Polski Tatr i Zakopanego. Miał 35 lat i pełnię sił, które chciał ofiarować ojczyźnie. Efekt jego gorączkowych działań najlepiej opisuje w swoich wspomnieniach jego siostra Maria:

W tej to Kalwarii będąc, doczekaliśmy się kiedyś przybycia mego Brata raptem o 4-tej godzinie rano. Pamiętam, jak wszedł do Matki pokoju, w którym ja też spałam i odezwał się w ten sposób: „Mamo, dziś Zakopane ma być sprzedane na licytacji. Objechałem całą Galicję, by kogoś znaleźć, co by to chciał kupić i nikt nie chce, bo każdy mówi, że z tych kamieni żadnego nie będzie dochodu i jest tylko albo Żyd Goldfinger, albo Prusak Hohenlohe. A gdybym ja miał stanąć do licytacji, to bym musiał zahipotekować calusieńki majątek kórnicki, czy ja mam prawo tak zrobić?”.

Na to nasza mądra Matka tak odpowiedziała: „Gdybyś miał żonę i dzieci, nie wiem co bym odpowiedziała, ale wobec tego żeś kawalerem, to możesz robić co chcesz”. Na to mój Brat nas pożegnał i czym prędzej pojechał do Krakowa. Pobiegł do swego notariusza pana Rettingera i mówi mu: „Panie, ja chcę Pana o coś prosić, ale ja nie wiem, czy Pan będzie miał odwagę”. A za kogo mnie Pan ma? O co chodzi?” Mój Brat dalej: Ja jestem gotów cały majątek poświęcić, żeby uratować Zakopane, ale ja nie chcę jednego centa dać dla parady, więc Towarzystwo Tatrzańskie udaje, że chce kupić Zakopane, ale ja wiem, że oni nie mają pieniędzy, więc ja bym Pana prosił aby, póki Towarzystwo Tatrzańskie figuruje, żeby się Pan nie odzywał, żeby im szyków nie psuć, ale oni się niedługo cofną, wtenczas Pan wystąpi, poda swą kaucję i ja odtąd Pana proszę, żeby jakąkolwiek wygłoszą cenę, Pan nie dodawał więcej jak jednego centa”. A  pan Rettinger: „To oryginalne, ale to się da zrobić”.

I jadą obydwaj do Nowego Sącza, gdzie się miała odbyć licytacja. Mój Brat się kryje w jakiś kąt, by nie zauważono, że go to interesuje i obserwuje, czy pan Rettinger wszystko tak poprowadzi, jak on sobie tego życzył. Licytacja idzie. Towarzystwo Tatrzańskie się wreszcie cofa, pan Rettinger wykłada kaucję – i gdy wygłaszają już nie wiem ile tam tysięcy ..i centa”, odzywa się Rettinger. Na to się oglądają, co to znaczy, czy to ktoś ma w czubku? I ze złością ten, co zastępował księcia Hohenlohe dodaje 10 000 florenów – „i centa” mówi Rettinger. A Żyd Goldfinger dodaje 5000 „i centa” znowu.

 Widzieli więc, że jest jakaś żelazna wola, której nie dadzą rady i ustąpili. Ulicznicy w Krakowie, skacząc po ulicach krzyczeli: „Zamoyski kupił Zakopane za trzy centy?”

Delegacja Towarzystwa Tatrzańskiego przybyła z podziękowaniem, a z Warszawy, Poznania, Paryża i Rzymu przychodziły listy gratulacyjne. Dobra zakopiańskie były jednak w opłakanym stanie. To Zamoyskiego nie przerażało. Rozpoczął od wprowadzenia mądrej gospodarki leśnej. Na kilka lat zablokował wyręby, walczył z plagą korników i zalesiał przetrzebione tereny. Dopiero po około dziesięciu latach majątek zaczął dawać 2 proc. dochodu rocznie, co Zamoyski przeznaczał na dokupowanie ziemi, by przekazać je później narodowi polskiemu w jak najbardziej okazałym stanie.

Morskie Oko wygrane dla Polski

Za całą sprawą stał jeszcze jeden ważny czynnik, któremu hrabia Zamoyski poświęcił kolejne 20 lat życia. Walka o Morskie Oko. Węgrzy stali na stanowisku, że znajduje się poza terytorium Polski i należy do nich. Zamoyski wiedział, że trzeba walczyć o ten jeden z najpiękniejszych zakątków Tatr wszelkimi sposobami. Sprawa trafiła do międzynarodowego trybunału, a poszczególne jej etapy przebiegały tak płomiennie, że wymaga to oddzielnej opowieści. Hrabia miał świadomość, na co się pisze. Tutaj także warto przytoczyć zapiski Marii Zamoyskiej:

Jeżeli mój Brat nabył Zakopane, to nie tylko, by uratować od żydowskich rąk, ale jeszcze dlatego, że tam była kwestia prawdziwie „narodowa”, w której on jako właściciel miałby prawo się odezwać, mieć zdanie swoje i sprawy bronić. O co chodziło? O granicę między Polską a Węgrami. Wszędzie ta granica szła szczytami gór tatrzańskich, a nie wiadomo, jak kiedyś komuś spodobało się przeprowadzić tę granicę raptem ze szczytów przez środek Morskiego Oka do rzeczki Białki. Mojemu Bratu chodziło o to, by na mocy różnych map i dokumentów doprowadzić do tego, by granica wróciła na szczyty.

Gdy się o to rozbijał u władz ówczesnej Galicji, każdy sobie lekceważył te jego fantazje, mówiąc: Cóż to może szkodzić i tak tej Polski nie masz”. A on dalej mimo to się starał. Kiedyś opowiedział nam następujący szczegół: Na jednej z sesji w Krakowie jeden z referentów (Badeni, namiestnik Galicji) odezwał się w ten sposób: Czyż to warto dla tych kilku nieużytków tyle robić hałasu”. Na to mój Brat zamilkł, ale widząc kapelusz owego referenta na stołku, udał, że chce na nim usiąść – a ten w głos: „Co Pan robisz, to mój kapelusz!”, a mój Brat na to: „Pan krzyczysz o kapelusz, który kosztuje kilka koron, a Polska nie ma krzyczeć o najpiękniejszy szmat ziemi swojej?”

Takie to wrażenie na tych panach zrobiło, że z przeciwników tej sprawy stali się jej najwierniejszymi zwolennikami. Mój Brat dalej walkę prowadził – już to trwało około dwadzieścia lat już trzy razy procesa przegrane na nowo przeprowadził, gdy kiedyś przy rozpoczęciu czwartego czy piątego procesu podobno cesarz Franciszek Józef oświadczył, że teraz jakikolwiek wynik z tego będzie, ja już nie pozwolę tej sprawy poruszać. Wtenczas to, gdy moja Matka o tym orzeczeniu dowiedziała się, dała następujące rozporządzenie w naszym Zakładzie: Już nie ma możności odbycia nowenny zwyczajnej, skoro dziś decyzja, więc odprawimy nowennę w przeciągu tego dnia”. Co godzinę dzwoniono, wszyscy schodzili się do kaplicy na parę minut i znów wracali do swej roboty, i tak dziewięć razy zrobiono. A oprócz tego uczennice rozdzieliły między sobą godziny, w ciągu których każda przy swoim zajęciu dążyła do jak najdoskonalszego zachowania się, czy to przy robocie, czy rekreacji, czy przy stole, czy na lekcjach.

Modlitwy zostały wysłuchane. We wrześniu 1902 roku, sprawa została wygrana. Międzynarodowy Sąd Rozjemczy ds. ustalenia granicy w Tatrach uznał, że Morskie Oko jest nasze. 

Henryk Sienkiewicz w liście gratulacyjnym pisał: 

Jestem przekonany, że gdyby nie ta energia Pańska, która zmusiła nawet austriacką ospałość do zajęcia się tą sprawą, sama sprawa wlokłaby się jeszcze przez lata całe i zbutwiałaby w końcu doszczętnie. Należy się też za to Panu wdzięczność całego społeczeństwa.

Nic dla siebie, wszystko dla Polski

Zarówno hr. Tytus Działyński, właściciel dóbr wielkopolskich, pałacu w Poznaniu, zamku w Kórniku i wielu innych ziem, jak i jego spadkobiercy, żyli w przekonaniu, że wszelkie dobra, jakie posiadają, mają zostać przekazane narodowi polskiemu. Władysław także żył tym pragnieniem i powtarzał często, że z majątku kórnickiego nie ma prawa wziąć nawet grosza na sprawienie sobie zelówek. „Kiedy architekci oglądali zamek kórnicki już po zagospodarowaniu się tam Zamoyskich, kiedy pokazano im skromniutki pokój Władysława, przypuszczali, że to pomieszczenie jego służącego. Do dziś też opowiada się w Kórniku, że gdy Zamoyski wyjeżdżał do Poznania, brat ze sobą garnczek z kaszą, żeby nie tracić pieniędzy w restauracjach” – pisał Zenon Bosacki.

Władysław pracował bez wytchnienia, odmawiając sobie wszelkich rozrywek. Nie palił, nie pił, zrezygnował z polowań i wędkowania. Żył po spartańsku i to od najmłodszych lat. Już jako młodzieniec spał na twardej desce, a za poduszkę służyła mu książka. To jedno z wielu umartwień, jakie przyjął w intencji odzyskania przez Polskę niepodległości. Ubierał się skromnie, cały rok chodząc w jednej ciemnej pelerynie, sprawiając wrażenie dziwaka. Ale to, co odbierał sobie, oddawał innym. Hojnie wspierał cele narodowe i społeczne.

Nie było w Zakopanem ani jednej sprawy, ani inwestycji, w której by hrabia Władysław Zamoyski nie brał udziału i której by szczodrze nie poparł. Telefony, rozszerzenie poczty, szkoły, muzea itp. to w wielkim stopniu jego zasługa. Oddał gminie ujęte już źródła dla urządzenia wodociągów i przyznał dla nich teren ochronny na swoich gruntach; pozwolił klimatyce na urządzenie parku w swym lesie, ułatwia letnikom spacery na całym obszarze swych dóbr, choć niemałe stąd ponosi szkody (tylko ci, co znali namiętną pieczołowitość, z jaką zalesiał obnażone stoki górskie, są w stanie ocenić, jakim było dlań poświęceniem zostawić turystom swobodę krążenia po górach bez zastrzeżeń). Chętnie też pomaga góralom, czy to przez dostarczanie drzewa pod łatwymi warunkami na budowę willi, czy w inny sposób… — pisano o nim w „Gazecie Narodowej” 29 września 1912 r. Niespełna 10 lat wcześniej, o 48-letnim Zamoyskim gazety pisały:

Pan Potocki poluje na lwy w Afryce, pan Stemiński hoduje konie wyścigowe, pan Lanckoroński grzebie w starożytnościach Pamfilii, a on (…) organizuje spółki, prowadzi fabryki, daje chleb setkom ludzi, stwarza dobrobyt, buduje koleje, chroni lasy od zniszczenia (…) potrafił pogodzić tabliczkę mnożenia z romantyzmem.

Majątek oddany narodowi polskiemu

Hrabia Zamoyski nie założył rodziny. Szukał następcy wśród synowców, ale nie pozwolił, by ktokolwiek bezmyślnie roztrwonił rodowy majątek. Ten przecież od samego początku miał służyć wolnej Polsce, o którą walczyli w powstaniach i wojnach jego protoplaści. Dał temu wyraz w jednym z listów:

Nie po to Ojciec mój, Matka i ja pracowaliśmy ciężko przez całe życie i odmawiali sobie wszystkiego tak, żeśmy nieraz na opinię skąpców i wariatów zasłużyli, by po naszej śmierci byle synowiec rozbijał się automobilem. Wszystko, cośmy posiedli, ma służyć Ojczyźnie i Rodakom potrzebującym lub nieszczęśliwym, szczególnie od macierzy oderwanym.

Pomysł rodziny Zamoyskich i Działyńskich był taki, by założyć fundację i cały majątek przekazać państwu. Nad ostatecznym kształtem tego projektu Zamoyski pracował nocami, konsultując to z matką i siostrą. Ostatecznie tak określił cele Zakładów Kórnickich:

1. Rozwój Szkoły Pracy Domowej Kobiet; 

2. Popieranie wychowania młodzieży męskiej w duchu polskim i katolickim; 

3. Stypendia dla wyjątkowo uzdolnionych; 

4. Utrzymanie muzeum i biblioteki w Kórniku jako pamiątki martyrologii narodu i dla zachowania pamięci o cudzoziemcach, którzy pomagali Polsce; 

5. Założenie zakładu dendrologii w Kórniku; 

6. Krzewienie w majątkach wiedzy zawodowej i ducha spółdzielczości.

Pracować na to miały dobra ziemskie, folwarki, nieruchomości, zakłady w Trzebawiu, Starym Dymaczewie, Gądkach, Dachowie, Bninie, Babinie, Bagrowie, Jarosławcu, Źrenicy, Januszewie i Pławcach; w Biernatkach, Borowcu, Czmoniu, Czmońcu, Czołowie, Dziećmierowie, Konarskiem, Kórniku, Kromolicach, Mieczewie, Pierzchnie, Prusinowie, Skrzynkach, Zwoli, Zwolińcu, Runo- wie, Szczodrzykowie, Bieganowie, Kijewie, Małej Kępie, Ziminie, Zmysłowie; w Poznaniu, Zakopanem, Brzegach, Bukowinie, Kościelisku, Zubsuchem i Dębnie. Majątki wielkopolskie obejmowały prawie 800 ha roli uprawnej i łąk, około 4500 ha lasów oraz trochę nieużytków i kilka różnej wielkości jezior.

Przynajmniej drugie tyle lasów mieli Zamoyscy w Tatrach (też bez wód i nieużytków). Łącznie stanowiło to blisko 20 000 ha, w tym 19 folwarków. Razem z budynkami, pałacami w Poznaniu i Kórniku oraz muzealiami i zbiorami bibliotecznymi wartości właściwie niewymiernej, był to majątek wart przynajmniej kilkanaście milionów złotych w ustabilizowanej już walucie  II Rzeczypospolitej.

Majątku, jaki mi Bóg w ręce oddał, nigdym nie uważał za własność moją, lecz za własność Polski, w czasowem mojem posiadaniu; własność, z której mi uronić niczego nie wolno, która Ojczyźnie jedynie, a nie mnie ma służyć.

Na potrzeby moje osobiste nigdym z Kórnika centa nie wziął. Na zbytki żadne, nigdym sobie nie pozwalał. Odmawiałem sobie wszystkiego, co mi się nie wydawało wprost niezbędnem. Ale gdzie sądziłem, że sprawa tego wymaga, wysiłków nie szczędziłem.

Jedno miałem pragnienie gorące, by wysiłki były skuteczne, a pomoc dana zmarnowaną nie została. Nie chodzi tu o mnie, boć mnie niewiele potrzeba, ale o krzywdę wyrządzoną sprawie publicznej, której służy i służyć ma wszystko, czem rozporządzam”.

Wczytując się w listy i pisma hrabiego Zamoyskiego, ale także jego rodziców, siostry czy dziadków, nie sposób nie zachwycić się ich szlachetnością, mądrością, pracowitością, patriotyzmem, wiernością sprawie polskiej i konsekwentnemu wypełnianiu przyjętej misji, by „służąc Ojczyźnie, służyć Bogu”.

Kto dziś przemierzając Tatry pamięta, komu Polska je zawdzięcza? W październiku wybije 100. rocznica śmierci Władysława Zamoyskiego, a w listopadzie 170. rocznica jego urodzin. Dobry moment, by na nowo przywołać pamięć o tym wielkim, narodowym bohaterze!

===============================

W 1889 roku właścicielem Zakopanego stał się hrabia Władysław Zamoyski. Kupił je na licytacji za 460002 złote i 3 centy. [złote reńskie = guldeny]

Zakopane na początku XX wieku

Różnice i podobieństwa wiary w płaską Ziemię i w darwinizm.

Różnice i podobieństwa wiary w płaską Ziemię i w darwinizm. Z Turbacza 1.

Mirosław Dakowski, październik 2023

Dużo uwagi poświęcam ostatnio obu tym ciekawym hipotezom. Dla zwolenników obu – obie są – oczywiście odpowiednio dla ich wierzących – „teoriami”, sprawdzonymi przecież ciągle przez „tysiące danych doświadczalnych „.

Wśród osób przekonywujących mnie do oczywistości płaskiej Ziemi są głównie inżynierowie, jest projektant i budowniczy mostów i wiaduktów, też inżynier od budowy okrętów.

Wśród osobowości przekonywujących mnie, studentów i szerokie rzesze czytających do darwinizmu, są profesorowie, dyrektorzy Instytutów Ewolucjonizmu i gwiazdy mediów, celebryci.

Czemu??

Najpierw więc przytoczę podobieństwa.

Płaskoziemcy publikują i przesyłają mi teksty, schematy, rysunki, z których można wnioskować „w sposób oczywisty”, że Słońce jest na przykład w odległości 7.5 kilometra od Ziemi. Na argumenty rodzaju tego, że już Eratostenes w III wieku przed Chrystusem na podstawie właśnie pomiarów kątów rzucanych przez kijek w Aleksandrii oraz 1500 km na południe, koło pierwszej katarakty Nilu, zmierzył promień Ziemi z oszałamiającą na te czasy dokładnością 5%, płaskoziemcy odpowiadają zwykle, że „to była pomyłka lub bujda”. Ale przecież zmierzono przed Chrystusem, również poprawnie, odległość do Księżyca i Słońca, korzystając ze znanej uczonym Grekom trygonometrii.

Niedawno zostałem zaproszony do jednej z popularnych TV internetowych, gdzie miła i inteligentna pani redaktor przygotowała dla mnie niespodziankę, zabawną pułapkę. Mianowicie zaprosiła inżyniera z Gdańska, chyba inżyniera okrętownictwa, by wykazał na antenie nie tylko płaskość Ziemi, ale i to, że jest ona centrum Wszechświata.

Pani redaktor zaś chodziło o to, byśmy „wypracowali wspólnie pogląd” łączący jego przekonania z panującymi [i „niesłusznie jedynymi”] o rozmiarze Wszechświata, o początku Czasu [ 13.7 miliarda lat temu] itp. Była bardzo zawiedziona i rozgoryczona, że moja „kłótliwość” uniemożliwiła wypracowanie kompromisu. Nagrany już program nie poszedł oczywiście na antenę, a ja za to mam stały szlaban do tej TV.

Otóż cechą charakterystyczną tak teorii płaskiej Ziemi jak neo-darwinizmu i szerzej ewolucjonizmu naturalistycznego [to jest twierdzącego, że wszelkie zmiany czy rozwój pochodzą od mnóstwa zdarzeń przypadkowych, z których tylko najlepsze przeżywają] jest posługiwanie się pojedynczymi argumentami, nie zaś ich zespołem.

W nauce [mówię o naukach ścisłych, oczywiście] kryterium sensowności jakiejś hipotezy jest między innymi to, czy da się przy jej użyciu wytłumaczyć wszystkie, lub prawie wszystkie fakty. Gdy są to „prawie wszystkie”, radość badaczy jest ogromna – bo mogą teorię doprecyzowywać i rozwijać. A wszystkie – to się chyba nie zdarza, na szczęście. Rzeczywistość jest piękniejsza i bardziej skomplikowana.

Ale zadowalanie się zgodnością jednej cechy, czy właściwości z postulowaną hipotezą jest dowodem braku dobrego nauczania w szkole, dowodem nieuctwa lub umysłowego lenistwa. Czasem gorzej – dowodem upartego, ideologicznego zakłamania. O tym napiszę więcej w podsumowaniu.

W hipotezie Darwina, opartej na wielu poprzednikach [był tam i dziadek Darwina Erasmus, i Lamarck, A.R. Wallace i inni] uważa się, że nowe gatunki powstają przez skumulowanie się i dziedziczenie zmian przypadkowych, obecnie zwanych mutacjami. I w ten sposób uczy się, wmawia w kolejne już 7 czy 8-me pokolenie uczniów i wykształciuchów wiarę w hipotezy nie udowodnione.

Tymczasem, przez te 150 lat intensywnego poszukiwania nie znaleziono żadnego gatunku, który był w ten sposób powstał, nie znaleziono również żadnego ogniwa pośredniego zwierząt w całej bardzo rozbudowanej paleontologii. Uczy się jednak bajeczek o drzewie eo-hippusów [„przodków” konia], czy przodków człowieka wśród małpoludów. „Matematyka ewolucji” Freda Hoyle, także jego poprzednicy i następcy [patrz CZY EWOLUCJONIZM JEST NAUKĄ. MATEMATYKA EWOLUCJI A LOGIKA EWOLUCJONISTÓW ] udowadniają jednoznacznie, że jakkolwiek liczne, to jednak pojedyncze mutacje są w porażającej większości negatywne, więc te pozytywne giną i się istotnie nie przekazują.

Matematyka wykazuje również, że hipotetyczne Wielkie Skoki Ewolucyjne, czyli istnienie kilku jednoczesnych mutacji pozytywnych, dają zerowy wynik przy szukaniu zmian pozytywnych. A gdyby taki Mutant jednak się pojawił, to nie znajdzie partnerki o tej samej sekwencji mutacji, więc zdechnie, czy umrze – kawalerem.

Takie i podobne, zupełnie jednoznaczne argumenty przeciw możliwości przypadkowego doboru jako motoru zmian, przyjmowane są przez darwinistów zażenowanym milczeniem, lub okrzykiem: „oj tam oj tam”. Karol Darwin wzorem wielu wielkich poprzedników, usiłował wykazać, że gatunki, już przecież istniejące, mogą same zmienić się w nowe. 150 lat badań, bezskutecznych poszukiwań form przejściowych temu przeczą.

Dlaczego ciągle dająca o sobie znać hipoteza płaskiej Ziemi jest wyśmiewana, a równie anty-naukowa, anty-logiczna, pokraczna hipoteza Darwina i darwinistów jest nazywana „teorią”, naukową wiedzą, czy „udowodnioną teoretycznie i doświadczalnie teorią”??

Otóż za żywotnością „płaskiej Ziemi” stoi niezmożona ciekawość, dociekliwość i nieufność ludzka, połączone ze szkolnymi brakami, nieuctwem w logice, matematyce. Nie jest jednak ona podpierana ideologią.

Co mają jednak zrobić dociekliwi ludzie, którym ich przewodnicy duchowi, czy duchy przewrotne wmówiły, wdrukowały, że żadnego Planisty, Stwórcy nie może być, że żadnego „początku czasu 13 miliardów lat temu” nie było, bo wszystko się toczy, od zawsze, od minus nieskończoności ??

Walczą oni pokoleniami na straconych intelektualnie pozycjach, bo za tę walkę [m.inn.] zostają profesorami, dyrektorami Instytutów i Projektów, stają się uznanymi i prominentnymi autorytetami i celebrytami.

Władza, sława i pieniądze są mocnymi argumentami, a tych ma ich mocodawca, uważający się za Władcę Świata, zawsze pod dostatkiem.

———————————————

Przypadkowość a planowość.

Wyznawcy różnych gałęzi „ewolucji przypadkowej ” nie mogą się zgodzić na jedną, jeszcze, ale istotną:

Mianowicie na zauważenie, że wszędzie w przyrodzie, we Wszechświecie wyraźnie widać plany tego co istnieje. Przecież jeśli odkryjemy jakiś stary manuskrypt, to nie zastanawiamy się, jak te plamki mogły same się ułożyć, lecz szukamy, kto i kiedy to napisał, i jaka jest treść tego manuskryptu.

Czemu coś tak szokująco prostego i jasnego jest ignorowane przez uczonych wyjaśniających „przypadkowe powstanie” Wszechświata, galaktyk, pierwiastków, planet wreszcie? No i – życia na Ziemi? Czemu ignorowana jest zupełnie, matematycznie i logicznie udowodniona, niemożność ewolucji chemikaliów w kierunku na przykład związków tak skomplikowanych, że z trudem ich strukturę rozumiemy, a na pewno nie potrafimy ich – umysłem całkiem przecież sprawnym – stworzyć.

Próby „stworzenia życia ” kończą się ciągle fiaskiem [ często kompromitacją i ujawnieniem fałszerstw – na przykład Olga Lepieszyńska]. A cytowane bez przerwy doświadczenie Ureya i Millera sprzed chyba 60 lat nic nie udowodniło, żadnej ścieżki czy dróżki w kierunku choćby perspektyw stworzenia życia nie ukazało, nie dało. A powtarzające się twierdzenia dostojnych profesorów i dyrektorów, że stworzenie życia „jest tuż za progiem, na pewno za rok dwa”, nie wywołują wybuchów śmiechu?

Złożoności nie redukowalne.

Wielu uczonych wskazywało i wskazuje, że istnieją struktury, których nie da się wykonać, wytłumaczyć przy pomocy przypadkowych kolejnych małych zmian. Argumentem szkolnym jest pułapka na myszy. Jej 7 czy 8 elementów [włączając serek czy kawałek boczku] jest tego przykładem. Żadne trzy, cztery czy sześć części nie stworzą „pierwocin” pułapki. Darwin, gdy był jeszcze młody, uczciwy i pełen nadziei, wskazywał na oko oraz skrzydło ptaków, jako na obiekty, bez wyjaśnienia powstania których to jego „teoria doboru naturalnego” nie może być uznana za teorię.

Tymczasem przez minione 150 lat poznano i zbadano kilkadziesiąt [ponad 38] niezależnych, różnych projektów oka. Wszystkie one należą do złożoności nieredukowalnych, tak jak i oszałamiająca tajemnica skrzydła pióra ptaków.

Czemu dyrektorzy Instytutów Ewolucji o nich nie piszą, nie dyskutują? Warto panowie, czas, panowie!

==========================

Odróżniać należy trzy szczeble ewolucji, które ideolodzy materializmu skutecznie mieszają i zakłamują:

A: Początek Czasu, powstanie i ewolucja Wszechświata czy potem pierwiastków i galaktyk. Czas zaczął się 13.7 miliarda lat temu, nie wiemy jak, z punktu osobliwego [biała dziura?] powstał pierwotny Wszechświat. Znane prawa fizyki tego nie tłumaczą.

B: Druga sprawa to powstanie życia na Ziemi. Logika, matematyka, chemia wspólnie wskazują, że prawdopodobieństwo tego powstania poprzez procesy przypadkowe jest równe dokładnie ZERO.

Musiał być Stwórca, Planista życia i jego bogactwa. Ewolucjoniści laiccy przeczą faktom, by zanegować Stwórcę.

Kiedy zdołamy wybrać władze by były propolskie, uczciwe, mądre, odważne i zwycięskie.

mądre, odważne i zwycięskie.

Z Turbacza 2.

Mirosław Dakowski, październik 2023

Sądzę, po kilkunastu już latach istnienia mojej strony, że czytują ją elity. Oczywiście nie te samozwańcze, internacjonalne i pełne pychy, lecz takie, który na serio i życzliwie przyjmują powyższy tytuł.

Istnieją przecież od tysiącleci naturalne sposoby wyboru przywódców, gdy dotychczasowy król, jarl czy książę zostaje zabity, a nie ma synów, lub nie zostawił synów godnych wyboru.

Wtedy woje polańscy, wikingowie, pewnie też Galowie, i indianie czy murzyni zbierają się wokół ogniska, podnoszą swego ducha pół garncem dobrego piwa i zastanawiają się, który z widocznych przecież kandydatów na przywódcę najlepiej spełnia warunki podobne do wymienionych w tytule.

Ci wyborcy mniej cenią wygadywane przez kandydatów obietnice i slogany, a bardziej to, co już dokonali i czego dokonać mogą.

Potem – każdy oddaje głos na swego wybranego kandydata. Oczywiście, przed tym przywódcy czy mówcy grup, stronnictw itp. wygłaszają mowy chwalące zalety swego kandydata. Taka mowa, jeśli rozsądna, a nie demagogiczna, liczy się przecież jak ekwiwalent paru głosów.

Wybrany przy ognisku przywódca zwykle ma sporo cech od niego oczekiwanych. A jeśli niektórych mu brakuje, na przykład chciałby sobie nadliczbowe coś zrabować, to się strzeże, bo przy następnych wyborach takie ewidentne świństwo może mu władzę odebrać. Racjonalni Brytyjczycy, Anglicy zachowali ten sposób wyboru posła do parlamentu. Wybierają posła, nie kogoś z listy partyjnej. W okręgach wyborczych wysypują więc kupę kart z głosami na stół, wszyscy chętni to obserwują, jak tu więc oszukać?

Już po paru godzinach wiadomo, kto ma większość i on zostaje posłem. Gdy zdarza się, że dwaj kandydaci mają tyle samo głosów, to rzucają monetą. Żadnych „kolejnych wyborów”. Przecież każdy z nich ma, powinien mieć interes oraz chęć reprezentowania interesu ludzi, dla wszystkich ludzi z okręgu.

Różni pajace, czciciele i obrońcy Gai czy zboczeńcy są eliminowani przez zdrowy rozsądek wyborców. Tak było do czasów agresji radia, TV, internetu. Czy potrafimy tę zarazę, pandemię zneutralizować?

A jeśli są już skrystalizowane grupy, partie, to kró→l tego samego dnia wyznacza przywódcę zwycięskiej grupy na premiera. Żadnych koalicji, targów, przepychanek.

W ten sposób wybory przeprowadza się obecnie w około 60 państwach. Nie wiedzieliście o tym? To wyłącznie powyżej wymieniona zaraza jest winna.

Wracam do wyboru w okręgu, w którym dwóch kandydatów zyskało podobną liczbę głosów.. Ten, który wygrał, zrobi bardzo wiele, by spełnić oczekiwania, nie tylko swoich wyborców, lecz wszystkich rodzin w swoim okręgu, prawda? Ten drugi też będzie się starał o to samo!

Demagodzy, politolodzy w obecnej Polsce [nie użyję tu narzucającego się określenia neo-PRL by nie wyglądać na oszołoma [ale jednak w nawiasie uczciwie piszę, że to obecne koryto uważam między innymi za neo-PRL]. Politolodzy Markowski, Rychard i im podobni mówią, że w takim razie będzie 460 partii. Ci politolodzy [nie wymienię jednak wszystkich nazwisk] wiedzą, że to kłamstwo. Ale dobrze płatne, stanowiskiem czy ciągłym byciem celebrytą.

Tymczasem obserwacje w wielu państwach wskazują, że ci nowi posłani od swych wyborców, rozglądają się po nowym parlamencie i łączą się zwykle w dwie grupy, z których powstają partie. W systemie brytyjskim [zwanym westminsterskim] to ludzie tworzą partie, nie zaś prezesi wyznaczają swoich posłów, jak w ordynacji pseudo-proporcjonalnej.

Jakiś socjolog, chyba francuski, Duverger, dorobił do faktu doświadczalnego powstawania dwóch głównych partii, A i B, mądrą interpretację i powstało prawo Duverger’a.

Zwykle jest w parlamencie jeszcze trzecia, mniejsza partia. Gdy ludzie zmęczą się czy znudzą konkurencją, walką tych dwóch grup, następuje nagłe cięcie preferencji i w parlamencie są już na przykład A i C, a B, już w mniejszości, walczy o swoją przyszłość. W Wielkiej Brytanii jest też zawsze kilkunastu posłów nie związanych z partiami, popularnych, bo rąbiących niepopularne prawdy, takich jak u nas Grzegorz Braun. Istotne jest, że posłowie są żywotnie związani ze swoimi wyborcami, a nie z poleceniami czy nakazami prezesa partii. To on, posłany przecież, musi uważać, by zadowolić gusta wyborców. Czyni go to o wiele bardziej niezależnym od nacisków sił, molochów finansowych czy tajnych związków. Oczywiście nigdy do końca, więc jak zwykle prawdą jest, że taka ordynacja „nie jest panaceum „. Wiesz przecież politologu, a i wyborco, że panaceum nigdzie i w żadnej dziedzinie nie istnieje. I chyba nigdy istnieć nie będzie. Nie powtarzajcie więc bredni.

Już ze 20 lat temu mówiłem, pisałem, przekonywałem, że gdy wymusimy w Polsce wybory w okręgach jednomandatowych, to szybko posłowie skupią się, będą zmuszeni skupić się w dwóch grupach, więc partiach.

Pierwsza będzie zapewne proeuropejska, postępowa, może laicka, wierząca w ekologizm, synkretyzm, ewolucjonizm, ewolucjonizm wszystkiego rodzaju, wymieszanie ras i religii, planowe, odgórne sterowanie gospodarką i życiem rodzinnym. Czyli coś co popularnie nazywaliśmy czerwonym komunizmem, a teraz nazywamy zielonym komunizmem.

Druga partia będzie propolska, konserwatywna, minimalizująca nakazy i zakazy w gospodarce, trzymająca obcych na dystans, głównie jako gości czy turystów, kierująca się zasadami i dogmatami katolickimi, a nie ich postępowym rozmyciem.

Będzie w niej na pewno skrzydło monarchistyczne. Przecież w 1918 roku Rada Regencyjna Królestwa Polskiego miała szansę przywrócić monarchię, gdyby nie przemożny atak nurtów socjalistycznych i komunistycznych, masońskich trąbiących głośno o konieczności „demokracji „.

Przez 10-lecia 1990 do 2010 robiono wiele sondaży z pytaniem: Czy wolisz głosować na osobę, czy na listę partyjną? Wtedy zawsze odpowiedź brzmiała: Na osobę – z prawdopodobieństwem od 75% do 87% pytanych tak odpowiadało. Później takich wywrotowych pytań zabroniono.

Na ulicach wielu miast i Warszawy szły pochody, w tym na przykład zakończenie Marszu Gwiaździstego JOW, z ponad 1000 osób, około roku 2005 [już google „zapomniały” !!] . Zauważył nas prezydent Lech Kaczyński, wysłał do nas ważnego urzędnika. Szliśmy z Placu Zamkowego pod sejm. Ale to nie wystarczyło, by zmienić ordynację. Nawet PO kiedyś zebrało ponad 650 000 podpisów pod żądaniem jednomandatowych okręgów wyborczych i pod okiem kamer wszystkich telewizji zanieśli pudła do sejmu. Oczywiście, do zamrażarki, potem i one zostały w odpowiednim czasie przemielone [już google też „zapomniały” !!]

Nam pozostaje więc: Pamiętać że Ordynacja Jednomandatowych Okręgów Wyborczych da nam wielokrotnie większe możliwości wpływania na przyszłą drogę Polski, więc i na nasz los.

Powinniśmy obalić obecne zakłamanie masowym protestem, żądaniem.

Gdy na ulicę miast wyjdą dziesiątki i setki tysięcy żądających „posła, a nie osła”, to decydenci się ugną. Przypomnijmy sobie, jak Austria i Austriacy w latach 1949 do 54 wywalczyli sobie wolność od sowietów, komunistów.

My jakoś dryfujemy w bierności, w niemożności.

Zawsze jest wyjście z sytuacji bez wyjścia, ale oczywiście tylko z Panem Bogiem.

Widocznie musimy jeszcze boleśniej dostać w d…, by to zauważyć i zdecydować się na walkę.

Wymusić ordynację JOW można będzie, gdy zmurszała UE zacznie się realnie walić.

Przy załamywaniu się komuny, jakiś dupodajny poeta – noblista tłumaczył siebie i sobie, że to było „heglowskie ukąszenie”, a dupy dawał – to już dosłownie – jeszcze przed drugą wojną światową na przykład Iwaszkiewiczowi w celi Konrada, słowiki im śpiewały… Brr.. Inny tłumaczył, że to było „zauroczenie perspektywą sprawiedliwości”.

Teraz żadnych zauroczeń usprawiedliwieniem nie przyjmować, a do wyrzucania gnoju takich zagnać!

Gdy UE będzie się katastrofalnie kruszyć, jej samozwańczy „mędrcy” będą głównie myśleli o ratowaniu własnej d… Wcześniej powinni pojawić się młodzi, dalekowzroczni, odważni Polacy, bym przygotować naród na zrozumienie, wymuszenie i przyjęcie Jednomandatowych Okręgów Wyborczych jako ratunku, uzdrowienia polityki a za nią i i gospodarki.

Jak oni pokonają przytłaczającą, potępiającą propagandę mediów, telewizorów? Na początku trzeba przygruchać, przekonać dostatniego, lepiej bogatego Polaka, lepiej dwóch, którzy by włożyli spore kwoty w ten interes. Muszą zrozumieć że to się im opłaci, bo po zerwaniu hamulców ideologii, procedur i tym podobnych bzdur, gospodarka ruszy z kopyta. Pierwsza fala JOW zwiędła i uschła właśnie z braku takiego… Kluski.

Gdy druga fala JOW będzie wzrastała, to i służalcze media zaczną ją zauważać, a później się łasić. Obecni „politycy” – też.

Tylko nie brać ich do wewnętrznego kręgu, mają jedynie służyć na zadnich łapach! I otrzymywać ochłapy „sławy i popularności”.

Sądzę, że w trakcie katastrofy UE duża część obecnych dyktatorów mediów otrzeźwieje, i może przejść na stronę naprawdę nowego.

Chroń nas, chroń was, Panie Boże ! Uważajcie, byście im nie pozwolili „stanąć na czele”, bo znów poprowadzą jak owieczki do rzeźni, ale niech służą dobrej sprawie, gnojki.

===========================

Piszę w dniu „dawania głosu” przez wielu poczciwych, ziomków, to jest 15 października 2023. Ludzie ci wiążą jakieś nadzieję z tą czynnością. Ja siedzę w ciepłej bacówce na stokach Turbacza, podziwiam żółciejąca buki oraz grań Tatr. Nie wiem, czy zechce mi się jutro poprosić bliskich, byś zajrzeli do komórki o wyniki głosowania. Chyba nie, bo jestem pewien, że żadnej dającej nadzieją zmiany nie możecie wywalczyć. Same pozory.

Umiłowani Przywódcy się przymierzają

Umiłowani Przywódcy się przymierzają

Stanisław Michalkiewicz; tygodnik „Goniec” (Toronto)    19 listopada 2023 michalkiewicz.pl

I stało się, że 13 listopada pan Marek Sawicki z PSL, jako marszałek-senior, otworzył pierwsze posiedzenie nowego Sejmu. Umiłowani Przywódcy, którzy tym razem stawili się w komplecie, złożyli ślubowanie, w ramach którego posłowie pobożni dodawali do roty prośbę, żeby w służbie dla naszego nieszczęśliwego kraju, jakiej zamierzają się poświęcić, pomagał im sam Pan Bóg, no a posłowie bezbożni, którzy nie tylko uważają, że Pana Boga nie ma, ale nawet, że oni sami nie mają duszy, recytowali samą rotę, niekiedy przykładając do serca prawą dłoń – bo tak zrobił Donald Tusk, a oni – jak za panią matką – też, albo dlatego, że widzieli w kinie, iż tak właśnie robią dygnitarze amerykańscy, a w tym sezonie politycznym na nich się właśnie snobujemy. To ślubowanie ma o tyle wagę, że jest warunkiem sine qua non objęcia mandatu i uzyskania immunitetu, z czego najbardziej chyba cieszy się pan mecenas Roman Giertych, któremu bez przeszkód udało się dotrzeć na salę sejmową. Najwyraźniej niezależna prokuratura już nie śmiała robić mu żadnych wstrętów i przedstawiać nowych zarzutów nawet do – jak to się mawiało w czasach sarmackich – „pani starej”. Jak bowiem pamiętamy, kiedy poprzednio prokurator chciał panu mecenasu Giertychu przedstawić zarzuty, ten czujnie zemdlał, odwracając się twarzą do ściany, a w stronę prokuratora wystawiając „panią starą”. W rezultacie niezawisły sąd, co to powinność swej służby rozumie, w podskokach stwierdził, że takie przedstawienie zarzutów było nieskuteczne. Tedy ośmielony uzyskaniem immunitetu pan mecenas natychmiast zaczął się odgrażać, że zacznie donosić do prokuratury, zapewne w przekonaniu, że teraz będzie ona służyć nowym panom – między innymi – również jemu.

Następnie głos zabrał pan prezydent Duda, przestrzegając większość sejmową przed pokusą jakobinizmu. Część Wysokiej Izby przyjęła przemówienie pana prezydenta szyderczym, bazarowym rechotem, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji. Rzecz w tym, że większość sejmowa pod przewodnictwem Volksdeutsche Partei, dysponuje tylko 248 mandatami, podczas gdy do obalenia veta prezydenckiego tych mandatów potrzeba aż 276, w związku z czym pan prezydent może skutecznie zablokować każdą ustawę, która nie będzie mu się podobała. W tej sytuacji strategowie kierujący walką o przywrócenie w naszym bantustanie praworządności kombinują, jakby tę praworządność przywracać przy pomocy uchwał sejmowych, których prezydent nie wetuje. Nie jest to sprawa prosta, bo wprawdzie Sejm może podejmować uchwały, niechby nawet przeciwko lodowcom, czy trzęsieniom ziemi – ale na przykład zadekretowanie uchwałą Sejmu nielegalności tak zwanych „neo-sędziów” może wzbudzić wątpliwości. A przywracanie praworządności ma właśnie polegać na kuracji przeczyszczającej w sądownictwie, której ofiarą mają paść ci „neo-sędziowie”. Zostali oni mianowani przez pana prezydenta z rekomendacji „nowej” Krajowej Rady Sądownictwa, której nie tylko nie uznaje Judenrat „Gazety Wyborczej”, ale również sędziowie, co to samego jeszcze znali Stalina, a jeśli nawet nie jego, to przynajmniej generała Kiszczaka, a w ostateczności – generała Marka Dukaczewskiego, ostatniego szefa Wojskowych Służb Informacyjnych przed formalną ich likwidacją. Nie uznają jej też sędziowie zwerbowani przez ABW w charakterze konfidentów w ramach „Operacji Temida”. Więc dekretowanie nielegalności „neo-sędziów” drogą uchwały sejmowej to byłby pierwszy przejaw jakobinizmu, chociaż jeszcze nie najgroźniejszy. Groźniejsze byłoby uznanie, że nie tylko ci „neo-sędziowie” są „nielegalni”, ale że nielegalne są również wydane przez nich orzeczenia. Jestem pewien, że coś takiego mogłoby doprowadzić do sytuacji, w której rozwścieczeni obywatele ruszyliby na sądy, powyrzucali tych wszystkich sędziów z okien na bruk, a same budynki podpalili. Ciekawe, czy taki scenariusz jest brany pod uwagę w niemieckiej BND – bo cały czas obowiązuje ustawa nr 1066, przewidująca możliwość interwencji sił zbrojnych obcych państw w tłumieniu rozruchów w Rzeczypospolitej. To byłby nawet niezły pretekst do wprowadzenia Bundeswehry na terytorium RP – o czym niedawno wspominał były ambasador RFN w Warszawie.

Potem odbyły się wybory marszałka Sejmu, którym został były ojczyk („petit pere”) – dominikanin, w osobie pana Szymona Hołowni, obecnie nastręczonego nam przez Amerykanów na jasnego idola, no i wicemarszałków. Łupy zostały podzielone zgodnie z mechanizmem obowiązującym w tzw. societas leonina – jak starożytni Rzymianie nazywali „spółkę lwią”, to znaczy – że zwycięzcy biorą wszystko, albo prawie. Dzięki temu, że „prawie”, to wicemarszałkiem został również pan Krzysztof Bosak z Konfederacji, która wcześniej poparła wybór pana Holowni. Natomiast głosowała wraz z innymi przeciwko kandydaturze dotychczasowej Pani Kierowniczki Sejmu Elbiety Witek, która nie uzyskała większości i wicemarszałkiem nie została. Tymczasem Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński uparł się, że PiS nie wystawi innego kandydata – tylko Panią Kierowniczkę. Można by to skwitować słowami poety, że „takiej dostał dziwnej manii, że chciał tylko od Stefanii”, gdyby nie to, że Jarosław Kaczyński jest wirtuozem intrygi i upór w sprawie kandydatury Pani Kierowniczki można uznać za element przemyślanej strategii.

Rzecz w tym, że po marcowym przyzwoleniu udzielonym przez amerykańskiego prezydenta Józia Bidena kanclerzowi Scholzowi, że Niemcy mogą urządzać Europę po swojemu, Berlin w pośpiechu i bez oglądania się na zachowanie pozorów, forsuje budowę IV Rzeszy poprzez modyfikację traktatu lizbońskiego, z którego zniknie prawo weta, zmniejszona zostanie liczba uczestników Rady Europejskiej z 27 do 15 i przekazanie do wyłącznej kompetencji UE kolejnych 65 obszarów decyzyjnych. Ponieważ wydaje się pewne, że Donald Tusk prędzej by splamił mundur, niż stanął w tej sprawie Niemcom okoniem, Naczelnik Państwa najwyraźniej wykombinował sobie, że będzie teraz odgrywał rolę męczennika za świętą sprawę niepodległości Polski, dzięki czemu wszyscy zapomną, że w 2003 roku, ręka w rękę z Donaldem Tuskiem, stręczył Polakom Anschluss, że w 2008 roku razem z PO głosował w Sejmie za upoważnieniem prezydenta do ratyfikacji traktatu lizbońskiego, który amputował Polsce ogromny kawał suwerenności i że całkiem niedawno przeforsował przy pomocy klubu Lewicy ratyfikację ustawy o zasobach własnych Unii Europejskiej, będącej milowym krokiem na drodze budowy IV Rzeszy. Upór przy kandydaturze Pani Kierowniczki na stanowisko wicemarszałka Sejmu jest właśnie elementem tej strategii, obliczonej na wykreowanie męczeńskiego wizerunku, który w Polsce zawsze budzi współczucie.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Jest praworządność i praworządność socjalistyczna

„Jest praworządność i praworządność socjalistyczna”

Stanisław Michalkiewicz. 18.11.2023 nczas-praworzadnosc-socjalistyczna

W jednym z najnowszych komentarzy, które pojawiły się na kanale Stanisława Michalkiewicza na YouTubie, publicysta skomentował możliwe scenariusze tworzenia nowego rządu.

– Pan kierowniczek Sejmu wielce czcigodny Szymon Hołownia przerwał posiedzenie Wysokiej Izby do bodajże 25 listopada, kiedy to Pan premier Mateusz Morawiecki ma ogłosić skład nowego rządu. Pan premier Morawiecki zapowiada, że będą wielkie zmiany – rozpoczął Michalkiewicz.

– Nie wiem, jak to należy rozumieć. Moim zdaniem o wielkich zmianach to można by mówić wtedy, gdyby Pan premier Morawiecki powołał tzw. rząd fachowców spoza Sejmu – tzn. złożony w całości ze starych kiejkutów – wskazał.

– To wielu ludziom wydaje się mało prawdopodobne, ale przypominam, że pewien precedens już był. Był taki rząd, na którego czele stał Pan Marek Belka. Do tego rządu nie przyznawało się żadne ugrupowanie parlamentarne, a ten rząd nie tylko uzyskał wotum zaufania, ale rządził jak gdyby nigdy nic. Inna rzecz, że Pan Marek Belka miał aż dwa pseudonimy operacyjne – przypomniał.

– No ale Pan Mateusz Morawiecki też miał dwa pseudonimy operacyjne – i to nawet lepsze – w tym sezonie politycznym – dodał.

– Ciekaw jestem, co by Donald Tusk na taki rząd powiedział, czy odważyłby się podnieść zbrodniczą rękę na rząd złożony ze starych kiejkutów. Myślę, że by się przynajmniej głęboko zamyślił przed podjęciem decyzji – ocenił.

Przypomniał, że w 2008 roku ówczesny premier Tusk „zadarł ze starymi kiejkutami, to stare kiejkuty wsadziły go na aferę hazardową i nie wiadomo, jak by się to skończyło, gdyby pomocnej dłoni nie podała mu Nasza Złota Pani, załatwiając mu nagrodę im. Karola Wielkiego, a potem – na wszelki wypadek – mocną ręką przenosząc go na brukselskie salony, gdzie zrobiła z niego człowieka”.

Dodał, że Tusk „miałby się nad czym zastanawiać”. – Tym bardziej, że mógłby przyjść do niego ktoś starszy i mądrzejszy i powiedziałby tak jemu: wiecie, rozumiecie Tusk, wy się cieszcie, że żywy, zdrowy i tu nic nie kombinujcie, nie wierzgajcie przeciwko ościeniowi, bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa, tzn. my będziemy musieli przypomnieć wam, skąd wam wyrastają nogi” – dodał.

– Być może, że Pan Morawiecki nie wpadnie na taki pomysł, tylko taktownie ustąpi Donaldu Tusku, że tak powiem, pola. No i wtedy Donaldu Tusku będzie tworzył rząd. Co ten rząd nie zrobi? Wszystkich będzie dusił gołymi rękami, a przede wszystkim neosędziów – skwitował.

Jak podkreślił – mimo iż sędziowie podlegają tylko ustawom – koalicja już zapowiedziała, że rozwiąże tę kwestię uchwałami. Prezydent Duda zaś zapewniał, że uchwały będzie wetował.

– No widać, że powrót do praworządności będzie bardzo zabawnie wyglądał, bardzo osobliwie. Ale oczywiście judenrat „Gazety Wyborczej” taką drogę na skróty popiera, bo jest praworządność i praworządność socjalistyczna. Więc teraz będzie praworządność nie tylko socjalistyczna, ale narodowo-socjalistyczna, dlatego że jak się ta nowelizacja traktatu lizbońskiego powiedzie, to Polska będzie Generalnym Gubernatorstwem w IV Rzeszy. A jakie mogą obowiązywać zasady w Generalnym Gubernatorstwie? Narodowo-socjalistyczne, to chyba oczywiste – podsumował Stanisław Michalkiewicz.

50 lat Cyrku Polskiego czyli elita przy władzy

50 lat Cyrku Polskiego czyli elita przy władzy

Izabela Brodacka, 18 listopada 2023

W 1970 roku, w 25 rocznicę powstania Sejmu, na ulicach Warszawy pojawiły się plakaty z tekstem „25 lat Cyrku Polskiego”. Na rozkaz rozjuszonej komunistycznej władzy specjalne grupy porządkowych zdzierały te plakaty, choć nie była to bynajmniej akcja małego sabotażu opozycji, a tylko zwykły zbieg okoliczności.  

Sale różnych szacownych instytucji niejedno w historii widziały. W październiku 1960 r. Nikita Chruszczow na Sali obrad ONZ walił butem w pulpit. W 2015 roku Bronisław Komorowski podczas wizyty w japońskim parlamencie najpierw wszedł w butach na fotel spikera, a później przywoływał generała Stanisława Kozieja słowami: „chodź, szogunie”. W październiku 2016 roku polityk brytyjski Steven Woolfe wdał się w bójkę z kolegą z partii Mike’m Hookem. Do incydentu doszło podczas spotkania wewnętrznego członków UKiP. (Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa) w związku z decyzją deputowanego, który postanowił zmienić partyjne barwy i dołączyć do brytyjskich Torysów. W 2000 roku Gabriel Janowski zatruty podstępnie podanymi mu narkotykami skakał po ławach sejmowych i został wyniesiony z sali obrad przez straż marszałkowską.

Jednak takiego cyrku jakim jest obecny Sejm polski nigdy nie widzieliśmy.

Marszałkiem Senatu została Małgorzata Kidawa- Błońska. To przedstawicielka prawdziwej elity intelektualnej. Zdystansowała głębią swych wypowiedzi nawet Ewę Kopacz Trzeba pamiętać, że Ewa Kopacz jest autorką rewolucyjnej koncepcji wyginięcia dinozaurów, zgodnie z którą dinozaury wytłukli kamieniami pierwotni ludzie. Fakt, że pomiędzy erą w której żyły dinozaury a pojawieniem się homo sapiens jest różnica kilkudziesięciu milionów lat dla Ewy Kopacz nie ma najmniejszego znaczenia. To prawdziwy przewrót kopernikański w geologii i antropologii. Ewa Kopacz niewątpliwie otrzyma nagrodę Nobla, a przynajmniej doktorat honoris causa Uniwersytetu Makerere. Na ministra finansów KO proponuję niejakiego Ryszarda Petru. Petru jak pamiętamy wsławił się stworzeniem całkowicie nowej algebry. Zgodnie z jej prawami 3=6. Gdy Petru ujawni pozostałe aksjomaty swojej algebry niewątpliwie też zasłuży na nagrodę Nobla.

Marszałkiem Sejmu został Szymon Płaczliwy zwany odtąd Szymonem Rotacyjnym albo ze względu na szczególną urodę – laleczką Chucky. Jak mówią złośliwi ex-katolik i ex- talent. Wśród wicemarszałków jest Krzysztof Bosak ex- tańczący z wilkami (przepraszam, ex-tańczący z gwiazdami) oraz pani Dorota Niedziela z KO. Jako priorytet swojej działalności pani Dorota postuluje przeforsowanie wpuszczania psów do budynku Sejmu i do ogrodów sejmowych Dodajmy, że pies pani Doroty – jak sama oznajmiła wyborcom – waży tylko 4,5 kilograma czyli tyle co duży kot. Mogłaby go właściwie przemycać pod swetrem. Piesek pani poseł miał poza tym prekursora, słynną Sabę marszałka Ludwika Dorna. Saba, niby sznaucer, swobodnie przechadzała się po Sejmie, była wyprowadzana przez borowców i doczekała się nawet inwokacji prezydenta Kwaśniewskiego. Brzmiała ona mniej więcej tak ( cytuję z pamięci): „ Ludwiku Dornie, psie Sabo, błagam, nie idźcie tą drogą”. Pani Dorota będzie mogła się oczywiście powołać również na precedens Incitatusa, którego cesarz rzymski Kaligula uczynił senatorem. Incitatus mieszkał w marmurowej stajni, jadł ze żłobu z kości słoniowej, nosił uprząż wysadzaną drogocennymi kamieniami, chodził okryty purpurą i miał do dyspozycji osiemnastu służących. Pies Pani Doroty ma więc przed sobą wielką przyszłość a ona sama bardzo wiele do zrobienia dla społeczeństwa.

Wśród senatorów widzimy Rafała Grupińskiego z KO oraz Michała Kamińskiego. Rafał Grupiński to człowiek orkiestra. Był ministrem, wydawcą, pisarzem, członkiem licznych rad i fundacji. Wchodził w skład Rady Muzeum Historii Żydów Polskich Polin w Warszawie lecz zasiadał również kiedyś w radzie nadzorczej Przedsiębiorstwa Produkcyjno-Handlowego AGROPOL w Sokołowie. Michał Kamiński to taki Jaś Wędrowniczek ( bon mot zapożyczyłam od Witolda Gadowskiego) polskiej sceny politycznej. Z pewnością będzie mógł wykorzystać swoje doświadczenie w transferach.

Jak Państwo widzą piszę tylko o wybitnych postaciach. Bardzo ciekawie wygląda droga życiowa i polityczna Włodzimierza Karpińskiego. Karpiński przebywający w więzieniu w związku z aferą śmieciową w Warszawie obejmuje mandat europosła, który chroni go przed prokuratorem. Nic nowego – mecenas Giertych ukrywający się przed prokuratorem za granicą też zostaje posłem co daje mu chwilowo ochronę przed zbytnią dociekliwością śledczych. Mecenas Giertych z racji wykształcenia i praktyki kryminalnej ma najwyższe kwalifikacje aby zostać ministrem sprawiedliwości. To słuszna droga. Najlepszym ekspertem w sprawie podpaleń jest przecież piroman -z atem piromana powinno się zatrudniać jako naczelnika Straży Pożarnej. Jak wiadomo hakerów zatrudnia się do walki z przestępstwami komputerowymi.

Do ustawowej walki z hejtem w Internecie może być zatem powołany Krzysztof Brejza – jak sam podaje- zawód senator. Teraz będzie podawał- zawód poseł. Pamiętam jak za czasów komuny zaśmiewaliśmy się z pewnego generała lotnictwa, który w sądzie podał jako swój zawód – generał. Pomimo, że ten generał wysłał na pewną śmierć dwóch lotników większość społeczeństwa nabrała do niego sympa

tii. Powszechnie wiadomo, że większość ludzi zdecydowanie woli osoby śmieszne od poważnych. Nie bez przyczyny, swego czasu, gwiazdą internetowych filmików stał się niejaki Kononowicz z Białegostoku, lansowany przez internautów na prezydenta RP. Ludzie wolą również na ogół niezamierzony talent komiczny od profesjonalnego rozbawiania. Podobny jak pan Kononowicz talent miał niegdyś Władysław Gomułka.

Niezamierzony, lecz duży efekt komiczny to również jedyne rozsądne wyjaśnienie niesłabnącego poparcia dla Donka, pomimo braku jakichkolwiek realnych tego podstaw. Donek to specjalista najwyższej klasy. Swą pokerową twarzą mógłby konkurować z Buster Keatonem. A jego sejmowa drużyna obok profesjonalnych błaznów ma wielu utalentowanych amatorów.

W tył zwrot

18 listopada  2023 r. | Nr 46/2023 (646)
W tył zwrot    
mtodd
    Szanowni Państwo!
       U zarania dziejów człowiek rozumny sformułował trzy zasady, do których podążał: dobroć, prawda i piękno. Z nimi utożsamiał Pana Boga, a z ich przeciwieństwami szatana.
       Z postulatu dobroci wzięła się moralność, a ta z kolei dała początek prawu. „Błędy i wypaczenia” w tej dziedzinie mają długą historię. Kaduk był niechlubnym przykładem naginania prawa. Unia Europejska powinna wystawić mu pomnik tuż obok postumentu Marksa.
       Prawda jest warunkiem koniecznym rozwoju nauki. Naginanie jej prowadzi zawsze do błędu poznawczego i końca jej rozwoju w każdej dziedzinie. Za czasów Związku Sowieckiego była niejaka tow. Lepieszyńska, która „udowodniła”, że potrafi ożywić materię nieożywioną. Obecne, nieprzebrane rzesze „profesorów” nie muszą już niczego udowadniać, wystarczy im sam tytuł do nobilitacji. Postępu w nauce dokonują jeszcze amatorzy, pasjonaci, jeśli udaje im się obejść profesorskie blokady.
       Najlepiej mają „artyści”. Porzucenie piękna na rzecz brzydoty zdaje się być oczywistą oczywistością. W malarstwie prekursorem tegoż był Picasso. Chciał sobie penie zakpić z głupich Francuzów, którzy kpiny nie zrozumieli i tak powstał Kubizm. Teraz piękno jest wypierane z każdej ze sztuk. Ładny kadr filmowy, to chyba raczej niedopatrzenie, a może chodzi o kontrast? Brzydka aktorka mamrocząca coś pod nosem, na tle pięknego krajobrazu może wydawać się jeszcze szpetniejsza.
       Czy jako ludzkość jesteśmy w odwrocie od tych trzech zasad? Nie martwmy się. Przyjdzie sztuczna inteligencja i pozamiata po nas cały ten świat, w którym już dla ludzi miejsca nie będzie.
Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd

Peregrynacja Obrazu Matki Bożej Łaskawej

Laudetur Iesus Christus !

W imieniu Krucjaty Różańcowej w Łomży informuję, że jesteśmy wdzięczni Bogu i Matce, że obraz Sprawczyni cudów nad Wisłą (od Karpat po Bałtyk) przybywa do Łomży – Parafii p.w. Andrzeja Boboli. Bo przez wiele lat i wiele razy razy przy różnych okazjach modliliśmy się o nowy cud nad Wisłą. Z inspiracji, albo za zgodą Proboszcza ks. Andrzej Popielskiego. Np. w r 2020 w tej parafii odprawiliśmy Nowennę do Matki Bożej Łaskawej, na Przemienienie Pańskie rozpoczynając. 

Ale jest coraz więcej grzechów w Polsce, skoro coraz gorzej. Jednak nie ustajemy w ufnej modlitwie, bo „Jeżeli Matka Boska nas nie uratuje, to co się stanie z tym Narodem” – śpiewał bard Solidarności.

W związku z peregrynacją Obrazu Matki Bożej Łaskawej w Łomży, w imieniu Krucjaty Różańcowej poprosiłem o możliwość złożenia Aktu Wdzięczności – w imieniu ludu Łomży – Matce i Królowej Polski – Sprawczyni cudów nad Wisłą. 

Dziś ustalono, iż Akt zostanie złożony 18 XI na Mszy św. powitalnej, przed błogosławieństwem.

Jeszcze pragnę zaznaczyć, iż wiedziony jakąś ufnością wklejam w tle plakatów zapowiadających kolejne  Pokutne Marsze Różańcowe – Obraz Matki Bożej Łaskawej. Bo tylko Jezus Chrystus Król Polski i NMP Polski Królowa jeszcze mogą Naród Polski wydobyć z bagna bezbożnictwa i zapaści cywilizacyjnej..

Króluj nam Chryste, w Polsce i wszędzie!

Jerzy Kondrat

Ukraina wciela do wojska ciężarne kobiety

Ukraina zaczęła wcielać do wojska nawet ciężarne kobiety

drnowopolski 17 listopada, 2023 dr.nowopolski-ukraina-wcielac-do-wojska-nawet-ciezarne

Od ponad półtora roku słuchamy i czytamy o wszystkich mitycznych „zwycięstwach” wojsk reżimu kijowskiego. Jeśli wierzyć machinie propagandowej głównego nurtu, Rosja jest na skraju upadku, jej wojska są w rozsypce, prezydent Putin na zawsze ukrywa się w jakimś bunkrze itp. I w tym samym czasie ta sama machina propagandy głównego nurtu publikuje teksty o ogromnym wzroście liczby kobiet wcielanych przymusowo do oddziałów neonazistowskiej junty. Nasuwa się oczywiste pytanie: dlaczego? Dlaczego rzekomo „wygrywająca” strona miałaby narzucać komukolwiek pobór do wojska, a co dopiero kobietom? Mężczyźni znacznie lepiej nadają się na żołnierzy z oczywistych powodów biologicznych (chyba że jesteś ultraliberalnym, „przebudzonym” ekstremistą), pisze Drago Bosnic .

https://alethonews.com/2023/11/17/neo-nazi-junta-draft-commissions-now-after-pregnant-women/embed/#?secret=xW09TcaXRb#?secret=nsEEwDQqkJ

Kobiety z pewnością mogą odegrać rolę w obronie własnych krajów, ale w idealnym przypadku nie należy do tego zachęcać. Wojna zawsze była paskudnym zajęciem, nawet dla najtwardszych ludzi, o czym świadczy liczba weteranów cierpiących na zespół stresu pourazowego (PTSD). W związku z tym jednostki frontowe są szczególnie narażone na okropności wojny, a żołnierki z pewnością powinny być trzymane jak najdalej od stref bezpośrednich walk. Okropności, których mogą doświadczyć jeńcy wojenni płci męskiej, są już więcej niż wystarczające, podczas gdy kobiety w tej samej sytuacji są narażone na ryzyko przeżycia jeszcze gorszych okropności. Już samo to powinno dyskwalifikować żołnierki ze służby w jednostkach frontowych. Pomimo wielu znanych kobiet, które służyły na wojnach w doniosłych momentach historii, powinien to być aksjomat.

Wydaje się jednak, że reżim w Kijowie tej notatki nie otrzymał. Co gorsza, nie tylko wysyłają kobiety do okopów, ale obecnie zatrudniają także kobiety w ciąży. Tak, dobrze czytacie – Ukrainki w ciąży wysyłane są na linię frontu. Każdy zdrowy rozsądek nazwałby to zbrodnią wojenną. Tych, których wysyłają, można określić jedynie jako wrogów własnego ludu. Kobiety w ciąży są zdecydowanie najcenniejszymi ludźmi, jakie można sobie wyobrazić, a traktowanie ich bez absolutnej opieki jest po prostu zbrodnią. Biorąc pod uwagę trwający załamanie demograficzne na Ukrainie, kobiety (zwłaszcza kobiety w ciąży) powinny być najwyższym priorytetem, jeśli chodzi o zapewnienie im bezpieczeństwa i dobrostanu. Jednakże neonazistowska junta i jej władcy z NATO mają inne plany.

Tak naprawdę im zależy na nieskończonych dostawach mięsa armatniego. Jak dotąd jest co najmniej ćwierć miliona KIA (poległych w akcji), podczas gdy wielokrotnie więcej jest WIA/MIA (rannych/zaginionych w akcji). Niektórzy, jak pułkownik armii amerykańskiej Douglas McGregor (w stanie spoczynku), twierdzą, że liczby są znacznie gorsze. Według jego szacunków w bitwach zginęło dotychczas ponad pół miliona Ukraińców. Liczby mogą podlegać dyskusji, ale nie ma wątpliwości, że są przerażające. Ale to wciąż nie wystarczy politycznemu Zachodowi i jego ulubionemu marionetkowemu reżimowi. Neonazistowskie junty aktywnie werbują kobiety, aby zrekompensować te straty, ponieważ próby werbowania ukraińskich uchodźców mieszkających za granicą nie powiodły się, a kraje przyjmujące po prostu odmawiają ich egzekwowania.

Setki tysięcy młodych Ukraińców, którym nie dano szansy na opuszczenie kraju, ukrywa się, bo nie ma innego sposobu, aby uniknąć bezwzględnych komisji poborowych, które regularnie wyłapują ludzi na ulicach i wysyłają ich do jednostek frontowych. Oczywiście zwolnieni są z tego zwolennicy reżimu w Kijowie, a także ci, których stać na płacenie ogromnych łapówek wojskowym komisjom medycznym (MMC). W ten sposób synowie niezliczonej liczby skorumpowanych oligarchów otrzymują możliwość prowadzenia wystawnego stylu życia za granicą (wszystko kosztem narodu ukraińskiego), podczas gdy kobiety w ciąży wysyłane są na wojnę. Ponadto z niedawno opublikowanego materiału filmowego wynika, że ​​niektóre z nich zostały już przechwycone przez rosyjskie wojsko. Na nagraniu widać kobietę krzyczącą „Jestem w ciąży!” krzyczy, poddając się rosyjskim żołnierzom.

Choć można powiedzieć, że żołnierka na nagraniu mówi to po prostu ze strachu, to już pojawiły się skargi ze strony kobiet w ciąży powołanych do służby wojskowej. Ponieważ w różnych jednostkach służy obecnie ponad 50 000 żołnierek, liczba ciężarnych żołnierzy jest trudna do ustalenia, ale z łatwością może sięgać setek (jeśli nie nawet tysięcy). I chociaż ograniczenia prawne chroniły wcześniej kobiety, zakazując im służby w jednostkach frontowych, większość z nich została zniesiona po rozpoczęciu Specjalnej Operacji Wojskowej (SMO). Tak więc kobiety-żołnierze mogą teraz służyć jako strzelcy maszynowe, dowódcy czołgów, snajperzy, kierowcy ciężarówek itp. Niestety nie jest to zaskakujące, ponieważ osoby z poważną niepełnosprawnością fizyczną i psychiczną również są uważane za „zdolne do służby”.

Przywódca neonazistowskiej junty Wołodymyr Zełenski ma obsesję na punkcie zadowalania swoich władców z NATO, włączając w to „zwycięstwa” militarne za wszelką cenę. Doprowadziło to jedynie do dalszej eskalacji konfliktu między Zełenskim a naczelnym dowódcą reżimu w Kijowie, generałem Walerym Załużnym. Ten ostatni po prostu nie chce marnować życia niezliczonych żołnierzy tylko po to, by osiągnąć taktyczne „zwycięstwa”, które tak naprawdę nie zmieniają ogólnej sytuacji na polu bitwy. Bezpośrednie zaangażowanie Zełenskiego w sprawy wojskowe (w tym zakresie nie ma on żadnej wiedzy) jest nieustannym źródłem frustracji Załużnego i jego oficerów. Jest tak nieziemski, że jeszcze bardziej utrudnia i tak już nędzne życie setkom tysięcy ukraińskich żołnierzy, ponieważ brakuje im odpowiedniego przeszkolenia i zaopatrzenia.

Polska niedowieziona

Polska niedowieziona

14 listopada, wpis nr 1232 dziennikzarazy Jerzy Karwelis

Jak tu już zaprorokowałem na temat Tuska, trochę już wiadomo jak to będzie wyglądać. Biegacze kolejnej kadencji moszczą się w blokach i widać powoli jak, a właściwie w jakim kierunku, będą biegać. Jako się rzekło z Tuskiem, co widać zresztą po pierwszych posiedzeniach w Sejmie – będą igrzyska zamiast chleba. Pytanie tylko czy lud się tym pożywi? Ekstremalni pewnie i owszem, bo tym tak dudni zemstą w główkach, że długo nie usłyszą burczenia w brzuszkach. Ale z innymi będzie gorzej. Tusk ładnie wystawił Hołownię na marszałka Sejmu, bo ten się będzie zużywał w sejmowych awanturach, co osłabi jego potencjał jako kandydata na prezydenta koncyliacyjnego, na jakiego się maluje. Już mieliśmy tego próbę, kiedy po swoim sejmowym expose „marszałka wszystkich Polaków” wspólnie z kolegami, i własnymi głosami wykopał z prezydium Sejmu i Senatu przedstawicieli zwycięskiej w wyborach partii. Tusk siedział cichutko w ławach i się uśmiechał, bo rączki z tyłu, a brudną robotę odwalali inni. Ale to już drobnica – dzieje się za to w PiS-ie.

PiS i jego nowa narracja

Dzień pierwszy sejmowy, to PiS-u dwa wystąpienia: sprawozdanie ustępującego rządu autorstwa Mateusza Morawieckiego oraz wywiad w biegu, udzielony przez prezesa Kaczyńskiego. Ten ostatni był poprzedzony mniej emocjonalną i mniej wyzwiskową analizą dokonaną w przeddzień 11 listopada. Z tych wszystkich opowieści wyłania się nowy kierunek PiS-u, o dużym potencjale rozwojowym, ale przede wszystkim polaryzacyjnym. Chodzi o zapędy federalizacyjne Unii Europejskiej.

PiS samomianował się tu głównym walczącym z Unią. Ma to osiągnąć kilka celów (sceptycy mówią – kilka cel…). Po pierwsze PiS gra znowu na podział. Oni chyba tak już mają, że inaczej nie mogą. Zresztą cała scena polityczna gra na podział, bo to się najbardziej opłaca, ale jedynie w horyzoncie praktycznym. Dla powalczenia, wywalczenia i ewentualnie utrzymania władzy. Co oznacza zanik programów pozytywnych, bo jedyny postulat anihilacji przeciwnika, trudno uznać za coś budującego. Będziemy więc mieli powtórkę z rozrywki, czyli zawłaszczenie tematu unijnego, tworzenie sekt i fal histerii. Ale, używając analogii do scenariusza smoleńskiego z tą zanikającą suwerennością Polski, to tak jakby za sterami fatalnej tutki siedział Jarosław Kaczyński, a po jej rozwaleniu żalił się Polakom, że to wszystko przez Tuska. Przecież obecny lejek utraty właściwie już niepodległości nie powstał wczoraj – PiS ochoczo wchodził w niego przez ostatnie osiem lat, z naiwnością dzieciaka, co najmniej dając się ograć wciąż na ten sam trick.

Teraz więc narzekanie na Unię, której się podpisało wcześniej wszystko jest obliczone na łaskawą niepamięć, ale chyba tylko własnego twardego elektoratu. Ten jest w stanie wybaczyć Jarosławowi wszystko, a właściwie zapomnieć o niewygodnych faktach. Ale to „twardziele” z PiS-u. Inni, którzy się wahnęli w wyborach, przeszli to tu, to tam, i nie kupią tej bajeczki o niewinnych łątkach, które od tyłu zaszła Unia.

Znowu zły Tusk i Konfa

To jest też granie na złego Tuska, ten bowiem, nawet jakby tylko realizował dalszy ciąg kalendarza utraty suwerenności rozpisanego przez PiS, wyjdzie na strasznego egzekutora brukselsko-berlińskich zapędów. Tu będzie jechane. Spodziewajmy się rwania biało-czerwonych szat z trybuny sejmowej, oraz oczywistych replik ze strony nowej większości – o co wam chodzi, pany, przecież jedziemy na wspólnym wózku, który wy też pchaliście w tę stronę. Oczywiście, Tusku poluzuje parę propozycji, które niby pójdą za daleko, wstawi się o odpuszczenie do Ursuli, nawet wskaże palcem na PiS, że już z tym pozbawieniem suwerenności to się zapędził swoimi zgodami. Ale to będą tylko harce na użytek wewnętrzny – na zewnątrz wszystko się odbędzie jak trzeba.

PiS robi to też ze względu na konkurencję z prawej strony. Znowu wnioski błędne zostały wyciągnięte z oczywistych faktów. Czyli znowu – żadnych kolegów, żadnego hodowania rozszerzających swój elektorat przyszłych partnerów koalicyjnych. Kaczyńskiemu dwa razy udał się cud – hołdując strategii „ja siama” udało mu się zebrać większość, a to jest cud właśnie w obowiązującej ordynacji proporcjonalnej, która zakłada rozproszenie i zdolność do koalicji. I dalej w to brnie. Symbolem tego, że teraz będzie na złą Konfederację jest nawet taka małostkowość, jak odmówienie jej siedzenia w ławach sejmowych z brzegu prawej strony. Nawet wizualnie PiS ma wyglądać na jedyną prawicową partię, choć rację miał pewien X-sowicz, że tak naprawdę, biorąc pod uwagę podejście do gospodarki i polityki społecznej, to PiS powinien siedzieć gdzieś pomiędzy Koalicją Obywatelską a Lewicą. PiS rzutem na taśmę a właściwie zrządzeniem losu odebrał w końcówce kampanii monopol Konfederacji na dwa kluczowe dla niej tematy: Ukraina i migranci – widzi w tej niszy swoją szansę na wywalenie z tych pól konkurencyjnej Konfederacji, którą już od dni pierwszych sejmowych oskarża o kolaborację z tuskami. Zrządzenie losu z tymi dwoma tematami nie polegało na tym, że Kaczyński zobaczył tam szansę. Bóg chyba jednak go lubi(-ł?), bo znowu poddał mu fuksa, jakim był widowiskowy najazd migrantów na Lampeduzę, żeby nie wspomnieć o tym, że buta Zełeńskiego dała mu pretekst do zmiany narracji proukraińskiej. Doszło aż do tego, że PiS pojawił się na granicy i u rolników jako ich obrońca. I znowu jak z Unią – najpierw sam powywijał jako „sługa narodu ukraińskiego”, by za chwilkę taktycznie wstawić się za ofiarami swych własnych błędów.

PiS idzie na podział, czego dowodem jest wręcz prowokacyjne wystawienie posłanki Witek na stanowisko marszałka Sejmu. Wiadomo było, że nie przejdzie, że to jest pusty gest, mający tylko rozsierdzić jeszcze tylko przez chwilę opozycyjne ławy. Tyle się przy tych pierwszych podchodach nagadało na Witek (genialny jak zwykle Braun! I tego człowieka schowano na wybory, by zamiast soczystych i kwiecistych połajań na system zaprezentować centromiałkość samobójczej narracji Konfederacji w końcówce kampanii), tyle się nagadało, że jej krytyczna ocena przeniosła się na jej porażkę w kandydowaniu również na wicemarszałka. PiS to moim zdaniem robi specjalnie, by pokazać brzydką twarz opozycji, ale i nowego marszałka. Czyli gramy na zaostrzenie podziału, nawet za cenę nieobsadzenia wakującego stanowiska. Będzie mówione – proszę, tacyście nowi, a nie ma w prezydium Sejmu nikogo ze zwycięskiej partii! Opozycja zgodziłaby się pewnie na inną propozycję PiS-u, ale właśnie o to chodzi, by się na tę konkretną nie zgodziła, po to by utyskiwać na gorsze (w rzeczywistości takie same, tyle, że ze znakiem odwrotnym) standardy nowej władzy.

Zmarnowane referendum

Ale głównym pisowskim tematem grzanym będzie walka o utrzymanie unijnego weta. Tu będzie totalny monopol na temat, dopóki PiS nie odda publicznej telewizji. To zajmie tak ze trzy miesiące, zanim pojawią się tam komisarze, ale przez ten czas będzie dudnienie w jeden bęben. A przecież można było inaczej. PiS musi teraz żałować, że przerżnął z głupoty referendum. Gdyby tam wstawił jedno pytanie o zaakceptowanie rezygnacji z weta, to miałby i frekwencję, i większość po swojej stronie. Teraz by szermował wolą ludu, że tuski jej nie respektują, mimo tego, że od wyniku, nawet stanowiącego, referendum daleka droga do realizacji, to można byłoby wtedy mocno grzać temat i nawet zrobić ruch na referendum polexitowe, a co najmniej dać sobie nowy impuls do zjednoczenia eurosceptyków z nową narracją. Ta dzisiaj jest już przegrzana po pudle referendalnym.

Najgorsze jest, że to temat ważny, tylko… PiS się za niego wziął. Przypomnę, że formacja Kaczyńskiego miała od 2015 roku dość dobrze zdefiniowany projekt tego, gdzie się ma znaleźć Polska. Tylko realizacja nie wyszła. Nie wyszła na tyle, że z powodów wręcz estetycznych Polacy przyjęli projekt dużo gorszy, nawet o tym nie wiedząc. Ale tak to jest z PiS-em: swoją kampanię tradycyjnie oparł na polaryzacji, walił w Tuska, zamiast przypominać o swoich dobrych dokonaniach. Suweren więc o tym zapomniał, zniesmaczył się tą ciągłą walką i poszedł nie do Tuska, ale do… Hołowni, który wrzucił pod koniec kampanii ideę pojednania, którą kupił elektorat zmęczony Tuskiem.

Należy też przypomnieć, że wielu głosujących z powodu młodego wieku nie pamiętało rządów Tuska, a tylko tego strasznego PiS-u, więc dla nich decyzja była boleśnie prosta – może być tylko lepiej. Ci, niewiele wiedzieli o osiągnięciach PiS-u, dla nich to była normalka, zawsze tak było za ich świadomego życia, wystarczy sobie tylko uświadomić, że najmłodsi głosujący na Tuska mieli po 10 lat, jak w 2015 roku odchodził pełowski klientelizm z jego wrodzonymi wadami, które teraz – zmutowane – będzie można obejrzeć ponownie. Dla nich dorosłe życie to ten okropny PiS, którym straszono codziennie, a który sam dostarczał kontrargumentów przeciw sobie, popadając w pychę opartą na (mylnym okazało się) przeświadczeniu, że jesteśmy jacy jesteśmy, ale alternatywą jest straszny Donek. A okazało się, że to magicznie sprawdzające się do dziś zaklęcie już nie działa, zaś perspektywa pojednania i zejścia z kręgu wojny polsko-polskiej emulowana fałszywie przez Trzecią Drogę pozwala wahającemu się wyborcy wybrać coś innego niż proponowane „mniejsze zło”.

Zawłaszczą i nie dowiozą

To rodzi niebezpieczeństwo takie, że taktyczne znowu, i obliczone na rynek wewnętrzny, zmonopolizowanie przez PiS tematu obrony naszej suwerenności przed Unią może skończyć się tak samo. Strategiczny temat będzie niedowieziony. Najpierw pogonimy wszystkich konkurentów do tej idei, zawłaszczymy ją, a potem spitolimy. Jak zwykle. Dlatego jest to niebezpieczny moment, bo nie tylko PiS może to przegrać, ale i wszyscy Polacy.    

Napisał Jerzy Karwelis

Soros i Ringier Axel Springer właśnie dokonały podziału polskich mediów

Co z pluralizmem? Soros kupił udziały w Wirtualnej Polsce

5–6 minut


Francuski portal internetowy „Observatoire du journalisme” podał, że fundusz inwestycyjny znanego węgierskiego [?? md] miliardera Geogre’a Sorosa Media Development Investment Fund oraz niemiecki koncern Ringier Axel Springer dokonały podziału polskich mediów między siebie.

Według materiału zamieszczonego w „Observatoire du journalisme” w dniu 8 listopada radę nadzorczą holdingu Wirtualnej Polski zasilił przedstawiciel funduszu George’a Sorosa. Portal dodał, że rodzina Sorosa opanowała w 2016 roku przyczółek w polskiej prasie codziennej, a później rozwinęła swoje wpływy na radio, co miało miejsce w 2019 roku. Z początkiem października bieżącego roku familia wpływowego węgierskiego finansisty zakupiła udziały w Wirtualnej Polsce.

Francuski portal podał informację, że szacunkowa kwota, za jaką Soros nabył 0,2 proc. udziałów w Wirtualnej Polsce wynosi sześć milionów złotych. Autorzy publikacji określili wkład inwestycyjny Sorosa jako „szlachetny cel”, który przede wszystkim ma wesprzeć niezależność mediów w Polsce. Według ich informacji włodarze Wirtualnej Polski postanowili sprzedać udziały funduszowi Media Development Investment poniżej rzeczywistej ceny rynkowej.

Polityczne intencje

Wsparcie finansowe Sorosa dla Wirtualnej Polski utożsamiane jest przez samego jej prezesa w kategoriach politycznych.

W tym przypadku znacznie ważniejsze dla nas jako właścicieli jest jednak znalezienie partnera, który wesprze nas w obronie wolności mediów w Polsce. Pakiet kontrolny pozostaje w polskich rękach — powiedział Jacek Świderski, zacytowany przez „Observatoire du journalisme”.

Intencji wykupienia 0,2 proc. akcji przez fundusz George’a Sorosa nie kryje również inny prominent z MDIF.

MDIF wspiera wolne media na całym świecie, ponieważ są one podstawą demokracji i kręgosłupem społeczeństwa obywatelskiego. (…) Ta inwestycja pokazuje stałe zaangażowanie MDIF w ochronę niezależnych mediów na polskim rynku — zaznaczył Harlan Mandel z CEO MDIF.

Co ciekawe, francuscy dziennikarze zwrócili uwagę w swoim artykule na rywalizację Wirtualnej Polski i portalu Onet.pl o miano najchętniej odwiedzanego polskiego portalu informacyjnego.

Podział rynku medialnego

W publikacji zaznaczono również, że rynek medialny w Polsce został zdominowany przez media, które nie kryją swoich sympatii do Koalicji Obywatelskiej. Francuski portal nie ukrywa, że Onet jest własnością medialnej grupy Ringier Axel Springer, do której nalezy również dziennik „Fakt” i tygodnik „Newsweek Polska”.

W dalszej części artykuły można przeczytać o tym, że Holding Wirtualna Polska jest w posiadaniu o2.pl, a portal Gazeta.pl to własność „Gazety Wyborczej” z grupy medialnej Agora, gdzie George Soros także ma swoje udziały.

Na trzecim miejscu listy polskich portali znalazła się interia.pl, ktora należy do grupy Polsat. W tym przypadku wskazano, że grupa ta jest mniej wrogo nastawiona do konserwatystów [sic!! md] z Prawa i Sprawiedliwości.

Interesujące, że portal „Observatoire du journalisme” dość trzeźwo w swej analizie podchodzi do sprawy ewentualnego przejęcia polskich mediów publicznych przez formującą się koalicję KO, Trzeciej Drogi i Lewicy. W tym kontekście można przeczytać, że jeśli TVP znów dostanie się w ręce stronnictwa Donalda Tuska, to polskie media staną się monotonne jak przed dojściem PiS do władzy.

Media współzależne

Analiza dotyczy także grupy Gremi Media, do której należą dzienniki „Rzeczpospolita” i „Parkiet”. Tutaj w posiadaniu największej ilości udziałów jest Pluralis B.V., spółka z Holandii. Ona również należy do funduszy George’a Sorosa.

Francuski portal pokusił się o stwierdzenie, że w Polsce zamiast mediów niezależnych istnieją „media współzależne w ramach tej samej sieci”.

Podsumowanie publikacji nie jest pokrzepiające, gdyż mimo przewidywań, że w nieodległym czasie we Francji nie będzie się już dłużej słyszeć o problemach wolności mediów i  pluralizmu w Polsce, to dopiero teraz zaczną się one naprawdę. Autorzy podkreślają, że najpotężniejsze i najbogatsze medialne ośrodki nad Wisłą stoją już po stronie Donalda Tuska i jego akolitów.

pn/tvp.info

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/media/671164-co-z-pluralizmem-soros-kupil-udzialy-w-wirtualnej-polsce

Zamoyski #6486

Dlaczego jasno nie okreslicie, ze sa to skoordynowane dzialania? Strefa informacyjna i medialna jest tak wazna stratagicznie, jak energia, obronnosc i sadownictwo. Powinna byc objeta szczegolna piecza i uwaga. Powazne panstwa maja to restrykcyjnie uporzadkowane, ale trudno nazwac PL powaznym panstwem. Republika bananowa kolesi Tuska. Dramat.

mello #15031

Wielkie zaniedbanie. Mało się o tym mówi, do dziś nie mam wiedzy, dlaczego nie uchwalono ustawy, zabraniającym obcym podmiotom posiadanie wiecej niż 30% akcji danego medium. Czy są, były jakies przeszkody? Może ktoś wie? Może o tym należałoby wiecej pisać?

 Brr #34382

Syn Sorosa powiedzial publicznie ze jest jeszcze bardziej radykalny jak ojciec . Wlasnie przejal po nim schede.

wgm #2595

SP.pl Sorosowa Polska Gazeta Sorosa Radio Zet Soros Radio TokSoros * Der Onet Der Newsweek Der Fakt ** Trzeba będzie jak za komuny – czytać między wierszami.

Miles #19224

Czy rodzina Sorosa poprzez prezydenta Warszawy Trzaskowskiego, który korzystał ze stypendium Sorosa, a niedawno nawet fotografował się z Sorosem jr., nie uzyskała nienależnych wpływów w Warszawie? Czy nie wspierała, poprzez Trzaskowskiego, marszów zwolenników Tuska?

Jajec #20970

Taka to była „repolonizacja mediów”. No takiej repolonizacji to świat nie widział jeszcze. Prezes Obajtek zrobił co mógł i kupił kilka małych gazetek. I to wszystko. Taka repolonizacja! I wybory chcieliście wygrać? Repolonizatorzy w krótkich spodenkach!

Mop #36600

Nic dziwnego, że tylu ludzi ma wyprane mózgi skoro z wielu strony atakuje ich lewactwo, które opanowało media. Na każdym już kroku widać tę ofensywę w portalach internetowych, filmach i prasie. Nawet programów czy treści historycznych nie można spokojnie obejrzeć (np. Discovery) czy poczytać nie natykając się na każdym kroku na natarczywą indoktrynację, a to o Hilterze atakującym Polskę, a wojska niemieckie tylko maszerują, bo mordują przecież tylko naziści, a to o np. miastach na śląsku w ramach programu Polska z góry, gdzie lektor natarczywie przypomina, że są one pod polską administracją (jakby miały zaraz wrócić do Reichu). Niestety te medialne działania Sorosa odnoszą skutek, co widać po wyborach, jak i obserwuję to zjawisko w rozmowach z ludźmi z otoczenia (wszyscy po studiach) powtarzającymi bezkrytycznie różne głupoty z Wyborczej czy TVN. Gdy ich pytam czemu tak nienawidzą PIS, a przecież biorą 500+, wyprawki i inne benefity, to plotą coś o zagrożeniu demokracji, ale szczegółowo to nie wiedzą dlaczego. Typowy wyprany mózg.

karowd #17859

Okazuje się, że w świetle kamer i z przychylnością różnych „wolnościowych” gremiów, powstaje w Polsce państwo totalitarne. Pierwsze oznaki już widać: brak reprezentacji najsilniejszego klubu w Prezydium Sejmu, przejmowanie TVP. groźby rozliczeń poprzedniej władzy (w sposób bezprawny); promowanie ludzi mających zarzuty prokuratorskie o przestępstwa kryminalne. Jakby tego było mało zwycięstwo opozycji w ostatnich wyborach osiągnięte zostało w sposób co najmniej wątpliwy. Wyborcy głosujący na PSL nie głosowali na Donalda Tuska, na Hołownie nie głosowali na Czarzastego. Pytanie ilu z tych wyborców popiera zmianę w prawie aborcyjnym. Na dodatek spory udział w tym wątpliwym zwycięstwie mają zagraniczne grupy medialne, które mają swoje interesy i nie pokrywają się one z pomyślnością Polski. Także wyborcy centrolewu nie unikniecie odpowiedzialności za poparcie nieograniczonej aborcji. Jeżeli jest uniwersalna sprawiedliwość, to kiedyś spotkacie się z jej wyrokiem. Na koniec pani Holland. My nie najechaliśmy na Białoruś. To ten kraj napadł na Polskę za pomocą migrantów. Przecież mogli zostać u Łukaszenki. Pamięta pani „Obronę Głogowa”, pewnie nie, bo to nie pasuje do kontekstu pani twórczości.

Jeffrey Sachs, Mateusz Jakub M. – prorok Wielkiego Resetu i zrównoważony rozwój służb

Jeffrey Sachs, Mateusz Jakub M. – prorok Wielkiego Resetu i zrównoważony rozwój służb

wawel , 18 listopada 2023 ekspedyt-effrey-sachs-mateusz-jakub-m-prorok-wielkiego-resetu

Premier Mateusz Jakub Morawiecki wczoraj zapowiedział, że nowy rząd ma się formować pod hasłami Koalicja Polskich Spraw i Zrównoważony Rozwój. Premier Jakub M. od momentu swojego exposé do dzisiaj wykazuje wyjątkową słabość do idei Zrównoważonego Rozwoju (SUSTAINABLE DEVELOPMENT)  Jeffreya Sachsa (znanego z planu Balcerowicza).

J. Sachs jest Dyrektorem Centrum Zrównoważonego Rozwoju na Uniwersytecie Columbia. Oczywiście, lisek chytrusek Jakub, od 2017 r. tak przedstawia opinii publicznej ów Zrównoważony Rozwój, żeby elektorat PIS-u z Trąbek Wielkich Jerychońskich myślał, że tu chodzi tylko o zrównanie (zrównoważenie) wsi z miastami, Trąbek Wielkich Jerychońskich z Warszawą itp.

Słowem nasz Jakub nie zająknie się, że Zrównoważony Rozwój to cały pakiet, czyli tzw. w komunizmie “sprzedaż wiązana”. Nabywasz to, co jest ci potrzebne ale pod warunkiem nabycia tego, co jest ci zbędne, albo czego winieneś się wręcz wystrzegać. Wyczerpuje to definicję niewolnictwa: masz wikt (zielony i entomologiczny) oraz opierunek (w wypożyczonych i będących własnością całego kibucu pralkach) a o całej reszcie możesz zapomnieć. You’ll own nothing and be happy…

image
image

Ilustracja. Cele Zrównoważonego Rozwoju.

image

Zrównoważony Rozwój to kompleksowa, globalna operacja kulturowo-ekonomiczno-psychologiczna (socjalizm oligarchiczno-plutokratyczny plus kolektywizm neomarksistowski). W jego kilkunastu celach są precyzyjnie “upakowane” wszystkie czynniki destruujące tożsamość i zamożność cywilizacji zachodniej. Jest tam “zzipowana” plemienna ideologia gender, anomalistyczny atak na tradycyjną moralność (LGBT, relatywizacja pedofilii, wprowadzenie płci urojonej oraz… normalizacja sadomasochizmu i fetyszyzmu), walka z globalnym ociepleniem, walka ze zmianami klimatu, walka z CO2, neomarksistowska destrukcja edukacji, sukcesywne niszczenie naturalnego rolnictwa i hodowli na rzecz “hodowli” syntetycznej żywności (sztuczne mięso w kadziach, owady etc.), przechwycenie zasobów naturalnych (lasy, zbiorniki wodne), przygotowywanie faszystowskiego traktatu pandemicznego WHO, zacieśniająca się cenzura, likwidacja własności (ekonomia współdzielenia), transhumanizm, cyfrowa inwigilacja… ciała, psychiki i mobilności, centralna, cyfrowa waluta połączona z chińskim kredytem społecznym i wiele, wiele innych niespodzianek od naszych ukochanych, dynastycznych filantropów…

2.

Mało kto zauważył, że Premier Jakub Mateusz głosił, sławił i promował Wielki Reset już 2,5 roku przed jego powiązaniem z pseudopandemią Covid i ogłoszeniem przez Klausa Schwaba w książce “COVID-19: The Great Reset”. W swoim exposé z 2017 r. Jakub Mateusz promował hasło Nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy, nie w tym brzmieniu w jakim ogłosił je krąg Światowego Forum Ekonomicznego 2,5 roku później, lecz opisowo i w języku technicznym: “[…] gospodarka współdzielenia to nowy nurt myślenia w gospodarce o środowisku, o życiu społecznym, o życiu gospodarczym. Jest to odejście od skupienia się na własnych potrzebach na rzecz wspólnoty i wspólnego dobra.”

Skąd takie prorocze zdolności magistra historii z Wrocławia? Czyżby gorąca linia z przyszłą stolicą UE, Berlinem (filią Waszyngtonu z o.o.)? 😉

image

3.

Andrzej Czyżewski to były prokurator, działacz „Solidarności”, internowany w 1981 r. (jako jeden z dwóch w kraju prokuratorów), w latach 90 współpracownik Uniwersytetu w Hamburgu, później związany z firmami paliwowymi i budowlanymi w Niemczech, w Belgii i w Holandii, ekspert międzynarodowych grup gospodarczych działających w Polsce. Zasłynął ujawnieniem w 2000 r. kulisów działania mafii paliwowej w Polsce.

Prokurator Andrzej M.Czyżewski twierdzi, że Solidarność Walcząca (jak i wiele innych, podobnych grupek) została założona przez WSI (prawdopodobnie – podobnie jak V Komenda WiN – w celu odławiania potencjalnie najgroźniejszych patriotów) i że dokumenty to potwierdzające osobiście oglądał i kopiował w archiwum Stasi, tzn. Federalnym Urzędzie ds. Akt Stasi (Instytut Gaucka) i przekazał także kilku osobom. Twierdzi też, że ma kopie dokumentów pokazujących czarno na białym, że obaj panowie Morawieccy mieli swoich oficerów prowadzących z WSI. Prokurator Czyżewski relacjonuje też kulisy “kariery” bankowej p.Mateusza…

Ostatnio wersję prokuratora Czyżewskiego potwierdził Leszek Szymowski.

I co? I nic. Wszyscy milczą. Nikt nie zakłada sprawy. Oprócz niszowych stron internetowych – woda w usta. Niech żyje Rzeczpospolita haków! I SW niech żyje, jedyna nie zinfiltrowana organizacja w całym obozie sowieckim! ; ) Jeśli lud w to wierzy, to tak jest i tak będzie! Bo ma być tak, jak być ma! A wiara czyni cuda. A służby mają wszystko – jak mówił… Mateusz na amerykańskich, sowich taśmach – mają nawet wszystkie banki (tutaj sprostaczył trochę ten wgląd za kulisy nasz Mateusz, bo struktura zakulisowej władzy jest trochę bardziej złożona i są instancje bardziej fundamentalne od służb, albo co najmniej będące równej rangi).

4.

Mateusz Morawiecki objął stanowisko kapitana nawy państwowej podczas tzw. rekonstrukcji, która spowodowała pełzające samobójstwo PIS-u. Mało kto pamięta dziwne okoliczności owej rewolucji zarządzania dużym krajem w środku Europy. Otóż w czasie procesu rekonstrukcji pojawiła się informacja, że radykalne zmiany muszą zajść w rządzie, gdyż są jakieś informacje od służb o sytuacji międzynarodowej, która tego wymaga. Pisał o tych tajnych informacjach od służb nawet prof. Andrzej Nowak.

Pół roku wcześniej pojawiały się naciski ze strony izraelskiej co do konieczności zmian w… polskim rządzie (na stanowisku premiera i niektórych ministrów). Informowały o tym portale izraelskie. Mówił o tym też JK. Później był telefon od Merkel. Ewidentnie służby (Mosad, BND, CIA) kręciły się wokół polskich spraw.

Jakie (dez)informacje dostały  polskie służby od “sojuszniczych”, tego się raczej nie dowiemy. W każdym razie przekazano ten pakiet dezinformacyjny Prezesowi. Dziadkowi, który nawet matury nie był w stanie zdać o własnych siłach i przez całą późniejszą drogę “naukową” musiał być prowadzony przez starszych i mądrzejszych – było łatwo wcisnąć dowolny matriks… Po to, by umieścić na wierchuszce w centrum Europy najbardziej ergonomiczną marionetę. Może też najbardziej zahakowaną.

Istnieje też pewna ewentualność, że nie był to matriks i że planowano którąś z operacji – “pandemia”, “ukraińska wojna”, fałszywa flaga Hamasu (?) – i chciano mieć na czele RP osobę maksymalnie poręczną (przypomnijmy sobie późniejszą nadgorliwość Mateusza Jakuba: najwięcej w Europie psu na budę potrzebnych szpitali tymczasowych, zapowiedź budowy fabryki szczepionek w Polsce, irracjonalne wyrwanie się Mateusza przed szereg z  sankcjami na Rosję itd.).

W każdym razie pionek Jakub Mateusz został wstawiony na szachownicę w trakcie partii szachów przez tzw. “umbrella people”…, czyli przez jedno, dwa lub trzy państwa (USA – Izrael, RFN), które wypełniają definicję  ‘counterintelligence state’ (“Państwo kontrwywiadowcze to państwo, w którym służba bezpieczeństwa państwa penetruje i przenika wszystkie instytucje społeczne, w tym wojsko”, https://en.wikipedia.org/wiki/Counterintelligence_state). Szczegółów operacji zamiany pionków nie poznamy, ale wiemy, że miała miejsce i że w obcych interesach.

5.

Na zakończenie zbadajmy prorocze geny i zdolności naszego Premiera.

Pamięć i archiwa to dobra rzecz. Dlatego z punktu widzenia orwellowskich demiurgów muszą zostać zneutralizowane. Co nie zawsze jest proste, dzięki czemu możemy przytoczyć z 2017 r. expose premiera będące proroczą wizją (czasem dosłowną, czasem brzmiącą jak czarna ironia) ery “pandemii” i Wielkiego Resetu:

“Sercem naszej filozofii gospodarczej są mikro, małe i średnie firmy, [= LOCKDOWN], które dają utrzymanie milionów Polaków. Dla małych i średnich przedsiębiorców mam ważne przesłanie: wszyscy uczciwi przedsiębiorcy mogą oczekiwać dbałości o otoczenie prawne, [=ZARZĄDZENIA] a jednocześnie równych zasad konkurencji [= WYKUPYWANIE ZBANKRUTOWANYCH MAŁYCH I ŚREDNICH FIRM PRZEZ HOLDINGI I KORPORACJE]

Jednocześnie też chciałbym poruszyć przy tej okazji, może taki ważny społeczny i gospodarczo temat jakim jest gospodarka współdzielenia. [= KOMUNIZM] To nowy nurt myślenia [= WIELKI RESET] w gospodarce o środowisku, o życiu społecznym, o życiu gospodarczym. Jest to odejście od skupienia się na własnych potrzebach [ = NIC NIE BĘDZIESZ MIEĆ, ALE BĘDZIESZ SZCZĘŚLIWY] na rzecz wspólnoty i wspólnego dobra.[= TECHNOFEUDALIZM = KLAUS SCHWAB] Zresztą jest to zbieżne z chrześcijańską nauką [ = NIE LICZCIE NA KOŚCIÓŁ, ONI TEŻ DOŁĄCZAJĄ DO NAS], jest to zbieżne z etyką „Solidarności” [ = LOŻE JUŻ PISZĄ PROGRAMY DLA “WEF”], ale o dziwo – i bardzo się cieszę – jest to również zbieżne ze strategią Komisji Europejskiej  [= SOWIECKI SOJUZ]– nie zawsze się to zdarza.

Korzyści płynące z gospodarki współdzielenia to: wyższa produktywność gospodarki, właśnie czystsze środowisko, lepsze wykorzystanie zasobów naturalnych i oszczędności dla naszego portfela [ = DLA ICH PORTFELA]. To wszystko jest dzisiaj możliwe dzięki technologii. Ja wierzę, że właśnie technologia [ = TECHNOKRACJA] – również wszystkich nas tutaj – może dzisiaj połączyć.

Bezpieczeństwo naszego kraju, naszych rodaków, [= ORWELL] było, jest, i będzie priorytetem działań rządu Prawa i Sprawiedliwości. Dzięki dotychczasowym działaniom naszego rządu ponad 90 proc. Polaków uważa, że w Polsce żyje się bezpiecznie. Pragnę też, by wszyscy żołnierze, policjanci, strażacy, strażnicy, funkcjonariusze – dzielni, odważni ludzie – wiedzieli, że mogą liczyć na państwo, bo są jego tarczą i mieczem,[= ORWELL] i bardzo im wszystkim dziękuję.

Następne pole naszych działań to program Przyjazna Polska. Miarą dojrzałości państwa jest to, jak traktuje i opiekuje się swoimi słabszymi obywatelami. Naszym wielkim zadaniem będzie stworzenie Polski prawdziwie przyjaznej dla osób starszych i niepełnosprawnych. [250 TYS. NADMIAROWYCH przeniesień na przyjazne łono Abrahama] Dzisiaj wiele osób z niepełnosprawnościami wciąż nie ma możliwości w pełni funkcjonować w życiu społecznym i zawodowym. Seniorom i emerytom będziemy nadal pomagać w najróżniejszy sposób [ = W ICH DŁUUUGIEJ JAK STRZYKAWKA PODRÓŻY PRZEZ ŻYCIE].”

Jeffrey Sachs at the opening of the third Siena Advanced School on Sustainable Development - enelfoundation.org
Prof Jeffrey Sachs - Building Back Better: Sustainability Post-COVID-19 - YouTube

Dyrektor Centrum Zrównoważonego Rozwoju.

Doktryna, CPK, czyli o Amerykanach wychodzących po angielsku

Doktryna, CPK, czyli o Amerykanach wychodzących po angielsku

Autor: Ewaryst Fedorowicz , 17 listopada 2023 ekspedyto-amerykanach-wychodzacych-po-angielsku

Kolonie nie mają doktryny, ponieważ ze swej, ułomnej natury, są nie podmiotem, a przedmiotem.

Przedmiotem, podlegającym obrotowi, w którym to obrocie uczestniczą zbywca i nabywca.

***

Kiedy panowie Kriuczkow i Fried dogadywali szczegóły przekazywania dotychczasowej, sowieckiej kolonii w amerykańską sferę wpływów, pijany tzw. wolnością lud tubylczy, nie zwracał uwagi na takie detale, jak wielkoskalowa (to modne dziś określenie) grabież (marka handlowa – transformacja).

Trzeba przyznać, że Amerykanie zachowali się pragmatycznie i na początku, błyskawicznie wycisnęli z nowej kolonii co się dało (a dało się wiele, bo PRL była kolonią zasobną), po czym w ramach tzw. partnership in leadership , wydzierżawili Kraj nad Wisłą (dalej KnW) swoim, zaufanym wasalom, czyli Niemcom, którzy kontynuowali grabież latami, z właściwą sobie systematycznością.

Wyciskanie odbywało się przy udziale sitw kompradorskich (najpierw kapitalistycznych, potem socjalistycznych), pod czujną opieką przewerbowanych z rubli na dolary smutnych panów, co gwarantowało i regularność transferów haraczu, i spokój.

Pragmatyzm amerykański (czyli grab and run) wynikał z tzw. twardej przesłanki:

kolonia była położona daleko, bo aż za oceanem, a niemiecki wasal miał KnW tuż za rzeką, czyli najdosłowniej pod (grabiącą) ręką.
***

Emancypacja (nadmierna zdaniem Waszyngtonu) wasala niemieckiego, sprowokowała ponowne wejście do gry Amerykanów (to nie ja – to staliniątko Targalski), które spowodowało 8 lat temu przemeblowanie tzw. sceny politycznej w KnW.

Ale każdy, kto choć raz meblował mieszkanie wie, że meble (jak każdy sprzęt) się zużywają, nie tylko fizycznie, ale i moralnie.

Dlatego też, powróceni do gry Amerykanie, zmajstrowali nowoczesny zestaw meblowy „Szymek”, który ma zastąpić zużytą (fizycznie i moralnie) post peerelowską meblościankę „Jarek”, z jednoczesnym przyblokowaniem przestrzeni mieszkaniowej dla importowanych zza Odry meblarskich szrotów, pod roboczą marką „Donek”.

***

Kolonia KnW była i jest kompradorsko zarządzana przez lokalsów w najlepszym razie bez kindersztuby, a w najgorszym… wstyd być precyzyjnym, co każdy mógł (i może) sam zauważyć i usłyszeć.

Oczywiście wiek zaawansowany daje tu wielki handicap, bo ja pamiętam ferajny Gomułki, Gierka, Jaruzelskiego, Mazowieckiego, Bieleckiego. Suchockiej, Cimoszewicza…aż do Morawieckiego włącznie i bez problemu dostrzegam swoim, uzbrojonym w okulary okiem, nieustanną replikację buractwa, wyłażącego spod pseudo-inteligenckiej panierki.

I dlatego bardzo sobie cenię dobre maniery.

Rzecz jasna, wzorem savoir vivre jest Albion, znany ze swej uprzejmości aż po ostatni stopień szafotu.
Do kodeksu dobrych manier wrócę po krótkim opisie sensacyjki, której autorem jest prezes NBP Glapiński, który w przerwach pomiędzy naradami z asystentkami potrafi strzelić takim bon motem, że buzi dać (to przenośnia):

„Jest (…) bezpieczeństwo (…) militarne, bo jesteśmy częścią NATO.
Chociaż między nami Polakami (…) bez centralnego portu komunikacyjnego, ten 5 punkt NATO jest po prostu punktem.
Musi być taki port, żeby amerykańskie na przykład wspomożenie obrony naszego wschodu miało gdzie wylądować i się logistycznie rozłożyć.
O tym się nie mówi publicznie, bo każdy się boi, ja się nie boję, powiem: ogromne znaczenie strategiczne, militarne CPK a nie fiu bździu”

To piękne, że pomiędzy obowiązującym bajdurzeniem o wygodzie Polaków podróżujących po świecie, ktoś wreszcie powiedział, że budujemy CPK dla Amerykanów, żeby mogli tu przylecieć (do czego jeszcze wrócę).

Budujemy za w sumie nieduże pieniądze, bo 40 miliardów, co wobec 100 miliardów wydanych w rok na ferajnę pajaca Zełeńskiego jest niewiele.

Bo jak nam Ukraina te 100 miliardów odda, to będziemy mogli sobie wybudować kolejne 2 (i pół) CPK, tym razem już dla zwiedzających świat Polaków, albo 50 razy przekopać Mierzeję Wiślaną – bo kto bogatemu zabroni?

***

Wracając do dobrych manier (i mojej, długiej pamięci) zatrzymam się na wychodzeniu po angielsku:

Pamiętam, jak po angielsku wyszli Amerykanie z Wietnamu, co doskonale wizualizowały zdjęcia helikopterów startujących z dachu ambasady w Sajgonie, zabierających tylko najcenniejsze aktywa, w tym co ładniejsze panienki.

Cóż, helikoptery miały ładowność ograniczoną, stąd zrozumiałym jest, że zdecydowaną większość lokalnych sojuszników USA, trzeba było zostawić do dyspozycji wjeżdżających w tym samym czasie do Sajgonu na czołgach, komunistów.

A ci potrafili się nimi zająć wg najlepszych sowieckich wzorów.

Ale kogo to dziś obchodzi?

***

Znacznie później, gdy jako tzw. młody pracownik naukowy zarabiałem na swój pierwszy kolorowy telewizor (i magnetowid – było kiedyś takie słowo) zbierając na norweskich zboczach truskawki, Saddamowi zachciało się/został podpuszczony podboju Kuwejtu.

Robota była prosta, łup atrakcyjny, ale wtedy do gry wkroczyli Amerykanie w osobie gen Schwarzkopfa, a dokładniej w ciągu 100 godzin armie sprzymierzone wyzwoliły Kuwejt i wkroczyły na ok. 200 kilometrów w głąb Iraku, jednak rozkaz ówczesnego amerykańskiego prezydenta George’a H.W. Busha zmusił generała do zaniechania ofensywy (Wiki)

Kłopot w tym, że „Pod wrażeniem wezwań amerykańskich przywódców do buntu przeciwko irackiej dyktaturze, do walki z nią spontanicznie przystąpiły dwie dyskryminowane grupy: iraccy szyici w południowym Iraku oraz zamieszkujący północną część kraju Kurdowie.

Powstańcy nie otrzymali zagranicznego wsparcia; słabo uzbrojeni i pozbawieni jednolitego kierownictwa ponieśli klęskę w walkach z Gwardią Republikańską. Podczas przeprowadzonej przez Alego Hasana al-Madżida, Husajna Kamila al-Madżida oraz Tahę Jasina Ramadana pacyfikacji szyitów zginęło od 50 tys. do 300 tys. powstańców i cywilów. Z Iraku uciekło ponadto ok. 2 mln Kurdów (Wiki)

Swoją drogą, urocza jest ta dezynwoltura:
zginęło od 50 tys. do 300 tys. powstańców i cywilów”

No, ale tu przecież chodzi o jakichś szyitów, irackich do tego, więc nie ma co się obruszać.

***

Amerykanów wyjście po angielsku z Afganistanu było tak niedawno, że kto chciał, mógł obejrzeć hollywoodzkie wręcz sceny z Afgańczykami, czepiającymi się podwozi startujących wieeeelkich samolotów i potem spadających na rodzinną ziemię lotem swobodnym, ze skutkiem rozczarowującym.

Sceny szturmowania odgrodzonego szpalerem marines_lotniska, przez przerażonych, uciekających przed talibami lokalsów, wyglądały przy tym banalnie.

Swoją drogą, jakoś nie widzę/nie słyszę troski o los afgańskich kobiet pozostawionych przez Amerykanów na łaskę talibów, ale to pewnie kwestia niedoskonałości mojego wzroku i słuchu.

Zresztą – pewnie brzydkie te kobiety były.
***

Wracając do CPK:

prezes Glapiński nie powiedział jednak wszystkiego (bo odwaga nawet Glapińskiego, ma swoje granice:

otóż nie wspomniał, że pasy startowe CPK będą, jak by to ująć…. o! mam! – dwukierunkowe, co oznacza, że będą służyły nie tylko samolotom lądującym w KnW z amerykańskim cargo, ale i startującym np. za Atlantyk, albo choćby tylko do (niemieckiej) bazy w Ramstein

***

Na koniec wytłumaczę położenie ekipy, która postawiła wszystko (z nami włącznie), na egzotycznego (no oczywiście, że egzotycznego) sojusznika:

kot, który jednej dziury pilnował, z głodu zdechł.

http://ewaryst-fedorowicz.szkolanawigatorow.pl/jak-pis-kondominium-na-kolonie-amerykanska-zamieniI

https://www.money.pl/gospodarka/prawie-40-mld-zl-na-cpk-tyle-potrzebuja-na-pierwszy-etap-budowy-nowego-lotniska-6886178680064960a.html

https://www.money.pl/gospodarka/przekop-mierzei-wislanej-pokazali-liczby-oto-efekty-sztandarowej-inwestycji-pis-6915190056385184a.html