Prokurator „od Smoleńska”, syn pułkownika powiązanego z WSI i GRU – ma nadzór ws. „zarzutów” dla żołnierzy

Kto ma nadzór ws. zarzutów dla żołnierzy? Prokurator od Smoleńska, syn pułkownika powiązanego z WSI i GRU 

https://niezalezna.pl/polska/wydarzenia/smolensk-prokurator-sej-wsi-gru-granica/519659

Nadzór nad śledztwem przeciwko dwóm żołnierzom zatrzymanych po wydarzeniach w Dubiczach Cerkiewnych w pobliżu polsko-białoruskiej miał sprawować prokurator Jarosław Sej – podały media. Ten sam, który był referentem w postępowaniu dotyczącym katastrofy smoleńskiej. O jego ówczesnych kontaktach z Komitetem Śledczym Federacji Rosyjskiej pisaliśmy już ponad dekadę temu w naszych mediach! Także o powiązaniach ojca prokuratora z WSI oraz szkoleniu w GRU.


Prokuratura postawiła zarzuty dwóm żołnierzom, którzy bronili polskiej granicy. Zostali oni zatrzymani i zakuci w kajdanki pod koniec marca 2024 r., ale ani służby, ani prokuratura nie ujawniły przez dwa miesiące informacji o śledztwie przeciwko żołnierzom, którzy oddali strzały ostrzegawcze podczas ataku nielegalnych imigrantów na polsko-białoruskiej granicy.

Z kolei wczoraj pojawiła się informacja, że nadzór nad śledztwem ws. zatrzymanych przez Żandarmerię Wojskową żołnierzy miał prok. Jarosław Sej. To postać doskonale znana, bo był również referentem śledztwa smoleńskiego. Już kilkanaście lat temu pisała o nim „Gazeta Polska Codziennie”, która ujawniła również przeszłość ojca prokuratora.

Nadzór na śledztwem dotyczącym zatrzymanych na granicy przez ŻW żołnierzy miał sprawować pro. Jarosław Sej, który był referentem w śledztwie ws katastrofy smoleńskiej. W 2013 opisałam na łamach @GPCodziennie karierę jego ojca – prokuratora wojskowego w PRL szkolonego przez GRU

— Dorota Kania (@DorotaKania2) June 8, 2024


W czerwcu 2012 r. „GPC” pisała:

Prowadzący śledztwo ws. smoleńskiej katastrofy Jarosław Sej zajmuje się m.in. kontaktami z Komitetem Śledczym Federacji Rosyjskiej. Tymczasem z dokumentów, do których dotarła „Codzienna”, wynika, że jego ojciec płk Jerzy Sej odbył specjalne przeszkolenie GRU i był związany z sowieckimi służbami wojskowymi, a po 1990 r. także z WSI.

Jeśli przełożeni prokuratora, który prowadzi śledztwo w  sprawie katastrofy smoleńskiej, wiedzieli o  przeszłości jego ojca, to nie powinni wyznaczać go na prowadzącego tak ważnego śledztwa, a  przede wszystkim nie powierzać mu kontaktów z  komitetem śledczym Federacji Rosyjskiej.

Jeżeli szefowie prokuratury tego nie wiedzieli, to teraz, po uzyskaniu tej wiedzy, powinni go natychmiast od sunąć od tego postępowania – mówi nam prof. Andrzej Zybertowicz, ekspert ds. bezpieczeństwa państwa.

„Gazeta Polska Codziennie” dotarła do dokumentów służb specjalnych PRL-u dotyczących prokuratora płk. Jerzego Seja. Jest w nich m.in. dokładnie opisany przebieg jego kariery zawodowej, a także sprawy prywatne dotyczące rodziny. Niezwykle ceniony przez przełożonych, był wielokrotnie nagradzany, m.in. za wybitne zasługi umacniania obronności PRL-u. Wysokie nagrody pieniężne uzyskał w  okresie stanu wojennego – jedna z  nich dotyczyła rzetelnej i  sumiennej służby. W tym czasie był rzecznikiem prasowym Naczelnej Prokuratury Wojskowej i  jednocześnie sekretarzem Podstawowej Organizacji Partyjnej NPW. Tuż po zakończeniu stanu wojennego Jerzy Sej został oddelegowany do II Zarządu Sztabu Generalnego (poprzednika Wojskowych Służb Informacyjnych), gdzie został I sekretarzem Komitetu (Politycznego – przyp. red.) PZPR. W 1987 r. został skierowany na specjalistyczny kurs GRU (sowieckich służb specjalnych) organizowany przez Ministerstwo Obrony ZSRS.

„Wniósł duży osobisty wkład w efektywność działania organizacji partyjnych instytucji. Jako I  sekretarz KP (Komitetu Politycznego – przyp. red inicjował podejmowanie różnych działań po linii partyjnej, które wspierały działania służbowe. Angażował się do różnych akcji politycznych. Postawa ideowo-polityczna bez zarzutu”  – czytamy w opinii służbowej dotyczącej Jerzego Seja za 1988 r.

Po zmianie władzy w 1990 r. płk Jerzy Sej oficjalnie zamienia się w obywatela Jerzego Seja i uzyskuje wpis na listę radców prawnych. Jednocześnie Jerzy Sej współpracuje w Wojskowymi Służbami Informacyjnymi – w  1994 r. na wniosek ówczesnego premiera Waldemara Pawlaka prezydent Lech Wałęsa odznacza płk. Seja Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi umacniania obronności i suwerenności kraju”. Nazwisko płk. Seja pojawia się także w raporcie z weryfikacji WSI – w  aneksie nr 13 jest wymieniony w spisie oficerów WSI, którzy przeszli szkolenie GRU w ZSRS.

Za pośrednictwem NPW wysłaliśmy do prokuratora Jarosława Seja pytania – chcieliśmy się dowiedzieć, czy związki jego ojca z sowieckimi służbami specjalnymi mają jakikolwiek wpływ na prowadzenie przez niego śledztwa smoleńskiego. Do chwili oddania gazety do druku nie uzyskaliśmy odpowiedzi.

Nam strzelać zakazano

Stanisław Michalkiewicz magnapolonia

Jeszcze nie ucichły echa ogólnopolskiego zjazdu, zwołanego przez Donalda Tuska w 32. rocznicę udanego zamachu stanu, w następstwie którego obalony został rząd premiera Jana Olszewskiego, który podjął próbę ujawnienia w strukturach państwowych III Rzeczypospolitej ubeckiej agentury, a już mamy kolejną aferę, która może doprowadzić do burzy – nie tyle może w szklance wody – co w bagienku, w jakie za sprawą pretorian Donalda Tuska zmienia się nasz nieszczęśliwy kraj.

Nawiasem mówiąc, Donald Tusk w tym zamachu stanu odegrał ważną rolę (“policzmy głosy” – mówił podczas narady z udziałem Kukuńka) podobnie jak Waldemar Pawlak (“panie Waldku, pan się nie boi!”), który na głos przepowiadał sobie, jakie czekają go zadania (“czyszczę sobie MSW…”) na stanowisku premiera, na które wystawił go Kukuniek.

Wtedy – podobnie jak i po przejęciu rządów przez vaginet Donalda Tuska 14 grudnia ubiegłego roku – Sanhedryn ustami “drogiego Bronisława” i Judenratu “Gazety Wyborczej” uznał, że wszystko było gites tenteges, bo uratowana została “demokracja”, czyli rządy starych kiejkutów, które Bóg wie, komu służą naprawdę.

Podczas wspomnianego, tłumnego zjazdu okazało się jednak, że Donaldu Tusku nie udało się zaspokoić pani Marty Lempart, która nie tylko zbojkotowała imprezę, ale w dodatku owinęła ogon Syrenki na pomniku koło stacji metra “Centrum Nauki Kopernik” złotą folią, używaną do ochrony ofiar wypadków drogowych przed wychłodzeniem, a w dodatku płaty takiej folii rozrzuciła na Krakowskim przedmieściu, tuż koło Placu Zamkowego, w ramach protestu przeciwko przepoczwarzeniu się Donalda Tuska z gołąbka pokoju w jastrzębia gołębiarza.

Nie tylko już nie kocha migrantów, ale nawet mówi o jakichś “strefach buforowych”. Z krytyką Donalda Tuska wystąpił również Bartosz Kramek z nietykalnej fundacji “Otwarty Dialog”, co pokazuje, że BND zachowała u nas jeszcze spore rezerwy na wypadek, gdyby Donald Tusk zaczął wykraczać poza ramy, jakie wyznaczyła mu Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen, desygnując go na Generalnego Gubernatora naszego bantustanu.

Chodzi oczywiście o  sprzeciw wobec “paktu migracyjnego”, na który Donald Tusk “odmawia zgody” – jakby miał w tej sprawie cokolwiek do gadania. Wprawdzie każdy wie, że chodzi o to, by przed wyborami do Parlamentu Europejskiego zademonstrować nieugiętą postawę – a potem i tak będzie, jak być musi – ale w Berlinie najwyraźniej uznano, że lepiej dmuchać na zimne, bo  – jak mówi poeta – “na tym świecie pełnym złości nigdy nie dość jest przezorności”.

Na wszelki tedy wypadek BND przypomniała Donaldu Tusku, skąd wyrastają mu nogi i na tym można by zakończyć, gdyby nie incydent na granicy polsko-białoruskiej, do jakiego doszło w Dubiczach Cerkiewnych w marcu.

Otóż pewnego dnia grupa około 50 kaukaskich gołoworiezów przypuściła szturm na granicę, a nasi żołnierzykowie najpierw próbowali ich zatrzymać przy pomocy środków łagodnych. Wszelako, gdy one nie pomagały, a tyraliera gołoworiezów niebezpiecznie się zbliżała, żołnierzykowie oddali kilka strzałów ostrzegawczych w górę. To też nie powstrzymało marszu gołoworiezów na granicę, więc żołnierzykowie oddali kilka strzałów w ziemię, przed szereg gołoworiezów.

Kiedy impet został w ten sposób powstrzymany, na miejscu zjawiła się Żandarmeria Wojskowa, której funkcjonariusze zakuli żołnierzyków w kajdany, a wojskowa prokuratura natychmiast wszczęła przeciwko nim energiczne śledztwo, by postawić ich przed niezawisłym, wojskowym sądem. Jak te niezawisłe wojskowe sądy u nas funkcjonują, przekonaliśmy się m.in. w stanie wojennym, kiedy to Sąd Marynarki Wojennej w Gdyni skazał panią Ewę Kubasiewicz na 10 lat więzienia za ulotkę, którą pokazała komuś w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni.

Po latach, to znaczy – całkiem niedawno – okazało się, że niezawisłym sędziom taki piękny wyrok kazał pani Kubasiewicz przyklepać admirał Ludwik Janczyszyn, co oni w podskokach wykonali, nie widząc w tym nic złego.

W tej sytuacji nad skutymi żołnierzykami zawisło straszliwe niebezpieczeństwo, więc koledzy zaczęli zbierać pieniądze na adwokata w przekonaniu, że to coś pomoże. Oczywiście to iluzja, bo kiedy niezawisły sąd, nie tylko zresztą wojskowy, dostanie stosowny rozkaz, to nie pomoże nawet “święty Boże”, a cóż dopiero – adwokat?

I kiedy tak żołnierzykowie tkwili w areszcie wydobywczym, wokół panowała niezmącona cisza, przerywana od czasu do czasu deklaracjami pana ministra-ministrowicza Władysława Kosiniaka-Kamysza, jak to on troszczy się o “honor żołnierski” i inne takie dyrdymały. Aż tu nagle, ktoś wykombinował sobie, że to znakomity pretekst, by uderzyć w znienawidzonego Zbigniewa Ziobrę i redaktorowi “Onetu”  wetknął nos w świeży trop, każąc swoimi słowami zrelacjonować przygotowanego gotowca.

W ten sposób opinia publiczna po kilku miesiącach dowiedziała się o całym incydencie, zakuciu żołnierzyków w kajdany i przygotowaniach do sądowej pokazuchy. Wywołało to spodziewany rezonans, ale gdyby minister-ministrowicz nie zaczął się ekskuzować, nikt by się nie dowiedział, że od marca wiedział, a nie tylko nie powiedział, ale nawet nie kiwnął palcem.

Nie bez kozery Francuzi wymowni mają porzekadło, że “qui s`excuse – s`accuse” – co się wykłada, że kto się tłumaczy, ten się oskarża. Toteż poza gapowatym ministrem-ministowiczem nikt już nie przyznał się, że cokolwiek o sprawie wiedział.

Nie przyznał się tedy nie tylko pan minister sprawiedliwości i prokurator generalny Adam Bodnar, zasłaniając sie swoim zastępcą, to znaczy – prokuratorem nadzorującym wojskowy pion prokuratury. Tym zastępcą okazał się właśnie “zaufany człowiek Ziobry”, czyli pan prokurator Tomasz Janeczek, którego “Onet”, najwyraźniej wykonując kolejne obstalunki, zaczął charakteryzować nie tylko, jako człowieka o “wyjątkowej arogancji”, ale w dodatku przypominać, że to on miał “stać za” zatrzymaniem pani Barbary Blidy.

Dziś już mało kto pamięta tamtą sprawę, więc przypomnę, że pewnego ranka bezpieczniacy wkroczyli do domu pani Blidy pod pretekstem malwersacji związanych z węglem. Pani Blida, w przekonaniu że wszystko wykryte, weszła do łazienki, wyjęła pistolet i się zastrzeliła – jak się okazało – całkiem niepotrzebnie – no ale stało się.

W dodatku ten cały prokurator Janeczek chciał nawet przesłuchiwać w tej sprawie Aleksandra Kwaśniewskiego, który akurat teraz został wyciągnięty z naftaliny i jako Tajny Współpracownik “Alek” znowu realizuje zadania – tym razem na odcinku demaskowania agentów Putina. Aliści przytomny pan prokurator Janeczek wyjaśnił, że on też nic nie wiedział, bo pan minister Bodnar szczelnie go odizolował od wszystkich ciekawych wiadomości, jako złowrogiego przedstawiciela ancien regime`u.

Jest oczywiste, że nic w tej sprawie nie wiedział również Donald Tusk, w co nawet chętnie wierzę, bo wiadomo, że mąż dowiaduje się o wszystkim ostatni. Jak widzimy, sprawa zaczyna się komplikować i ma charakter rozwojowy nie tylko zresztą w warstwie jurysprudencji, ale również w perspektywie budowy przez Donalda Tuska “Linii Imaginota” na wschodniej granicy. Po tym doświadczeniu żołnierzykowie już wiedzą, że pod żadnym pozorem nie wolno im używać broni, dzięki czemu również i obywatele będą wiedzieli, co w razie czego przystoi im czynić.

Jak ukraść pierwszy milion – i inne siurpryzy

Jak ukraść pierwszy milion i inne siurpryzy

Stanisław Michalkiewicz, tygodnik „Goniec” (Toronto)  •  9 czerwca 2024 michalkiewicz

Nieubłaganie zbliżają się wybory do Parlamentu Europejskiego, w których kandyduje wielu Umiłowanych Przywódców, co to najwyraźniej wolą pewną emeryturę w luksusowym przytułku dla „byłych ludzi”, niż wysokie stanowiska, na które z banana wystrugał ich Donald Tusk. Jak twierdzili starożytni Rzymianie, cuius est condere, eius est tolere, co się wykłada, że kto ustanowił, ten może znieść.

Zatem – kto wystrugał, ten może skasować – podczas gdy synekura w Parlamencie Europejskim wydaje się pewniejsza, bo wynika z powszechnego głosowania – a przecież nikt nie będzie zwoływał tysięcy suwerenów, żeby swojego wybrańca kasowali – nawet gdyby to w ogóle było możliwe. Zanim jednak klamka zapadnie, kandydaci pragną zapisać się w pamięci wyborców i dlatego w miarę zbliżania się terminu wyborów, narasta nerwowa atmosfera w sejmowych komisjach śledczych, badających niedoszłe wybory „kopertowe”, aferę wizową, aferę Funduszu Sprawiedliwości, z którą powiązana jest afera Pegasusa. Tak nawiasem mówiąc, gdyby te sejmowe komisje traktować poważnie, stanowiłyby one swoiste votum nieufności wobec bezpieki, prokuratury i niezawisłych sądów.

O tym oczywiście nie ma mowy, zwłaszcza o votum nieufności wobec bezpieki. Takie zuchwalstwo nie przyszłoby do głowy żadnemu z członków tych komisji nawet w gorączce, bo też te komisje nie są powoływane po to, by coś wyjaśnić, tylko po to, by taki np. Wielce Czcigodny poseł Szczerba, czy inny mężyk stanu dał się poznać publiczności jako bicz Boży na aferzystów. A po co jemu taka sława? A po to, żeby go wybrali do Parlamentu Europejskiego, gdzie plunie na te wszystkie sejmy i będzie używał życia całą paszczą.

Na podobnym patencie w Polsce wylansował się Mieczysław Moczar („w tym czasie Bagno, Polak szczery, był pies straszliwy na afery i z krzykiem: Polskę Żyd rozkrada, mnóstwo swym wrogom ciosów zadał. (…) W tropieniu przestępstw gospodarczych tak poniósł go szlachetny zapał, że się dopiero opamiętał, gdy się za własną rękę złapał” – wspomina poeta).

Podobnie na walkach z aferami wypłynął białoruski prezydent Łukaszenka, no i wreszcie – zimny ruski czekista Putin, który wyzwolił Rosję z niewoli żydowskich oligarchów w służbie starego grandziarza Sorosa. „Biej Żidow, spasaj Rassiju!” – to hasło z czasów carskich przydało się jak znalazł do walki z oligarchami. W rezultacie w Rosji, w odróżnieniu od Ukrainy, będącej oligarchią oligarchów, którzy decydują, kto będzie tamtejszym prezydentem, w Rosji to prezydent decyduje, komu wolno być oligarchą, a komu nie. Taka samowolka oczywiście nie może podobać się praworządnym państwom miłującym pokój i stąd właśnie rodzą się rozmaite napięcia a nawet wojny.

Nic tedy dziwnego, że dopóki nie będzie po harapie, czyli – po wyborach – mężykowie stanu dwoją się i troją, a szczególnie pan mecenas Roman Giertych, który najwyraźniej wreszcie odnalazł swoje prawdziwe powołanie. Ostatnio pokazuje się w towarzystwie jegomościa z charakterystycznymi wąsikami i bródką, przypominającą zarost Pana Kleksa. Tym jegomościem jest pan Tomasz Mraz, były dyrektor departamentu w Funduszu Sprawiedliwości. Ma on teraz status świadka koronnego, do którego od samego początku musiał się przygotowywać, bo albo zawczasu ponagrywał rozmaite niedyskrecje, albo potem, przy pomocy pierwszorzędnych fachowców z bezpieki, pierwszorzędnie je skomponował, więc teraz jest w stanie zrealizować każdy obstalunek. Dla pana mec. Giertycha to jest prawdziwy dar Niebios, bo nie tylko każdego może na tej podstawie aresztować, niczym Feliks Dzierżyński, ale w dodatku – podobnie jak szef Czeki – prezentuje się jako bicz Boży i człowiek absolutnie niewinny. W związku z tym po mieście krążą fałszywe pogłoski, jakoby wśród starych kiejkutów narodził się pomysł, by po zakończeniu „rozobłaczania” złowrogich ziobrystów, wsadzić go do słoja z formaliną i pokazywać w Muzeum Żydów Polskich „Polin”, żeby każdy mógł zobaczyć, jak wygląda człowiek całkowicie niewinny. Oczywiście w tych fałszywych pogłoskach nie ma ani słowa prawdy, ale gdyby było, to trzeba by przyznać, że byłby to niezwykle oryginalny sposób uwieńczenia kariery politycznej, a poza tym wspomniane Muzeum wzbogaciłoby się wreszcie w jakiś godny uwagi eksponat.

Zanim jeszcze nadejdzie termin wyborów, na 4 czerwca, a więc – w Ogólnopolskim Dniu Konfidenta – Donald Tusk zwołał w Warszawie pospolite ruszenie nazywając je „wiecem”. Jak zwał, tak zwał – ale jestem pewien, że stawią się tam konfidenci nie tylko z całej Polski, nie tylko ze wszystkich bezpieczniackich watah – o co z pewnością zadba pan Tomasz Siemoniak, minister-koordynator – ale również konfidenci służb obcych – oczywiście z wyjątkiem agentów Putina, którzy – jeśli się pojawią – to incognito. Bo przewidziane są rozmaite niespodzianki, między innymi – wystąpienie Donalda Tuska, ale również „byłych ludzi” w rodzaju pani Ewy Kopacz, czy trochę już zapomnianego pana Janusza Lewandowskiego. Ponieważ ma pojawić się również prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, to nie jest wykluczone, że Donald Tusk w asyście przedstawiciela Judenratu, dokona aktu ostatniego namaszczenia go na kandydata na prezydenta naszego bantustanu – bo jak wiemy, pan premier już odmówił ubiegania się o ten zaszczyt, najwyraźniej uznając, że stanowisko Generalnego Gubernatora całkowicie go satysfakcjonuje. Jestem pewien, że pani Kopacz z pewnością zaskoczy uczestników wiecu kolejnymi rewelacjami, może niekoniecznie o dinozaurach, natomiast pan Lewandowski może udzieli zebranym praktycznych rad, jak ukraść pierwszy milion, a potem następne. Kto wie, czy nie wykorzysta przy tym cennych doświadczeń pana Tomasza Mraza, który Donaldu Tusku chyba niczego nie ośmieli się odmówić.

Tymczasem gdy my tutaj rajcujemy się obchodami Dnia Konfidenta i wyborami do Parlamentu Europejskiego, za oceanem, u Naszego Najważniejszego Sojusznika, kampania wyborcza wchodzi w decydującą fazę. Właśnie sąd przysięgłych, to znaczy – 12 gniewnych ludzi, wylosowanych – czy przypadkiem nie przy pomocy Pegasusa? – uznał byłego prezydenta Donalda Trumpa winnym wszystkich 36, czy może 32 zarzutów, jakie mu wytoczono. Teraz sędzia, wsłuchując się w różne, dobiegające stąd i stamtąd, a także – z owamtąd – odgłosy, zastanawia się, jaki piękny wyrok przysolić mu 1 lipca. Z jakichś zagadkowych powodów, zarówno amerykańscy Żydowie, a co za tym idzie – również Judenrat tubylczej „Gazety Wyborczej” – zieje do Trumpa nienawiścią, publikując sondaże, z których wynika, że sympatia amerykańskich twardzieli się od niego odwraca. To niekoniecznie musi być prawda; raczej pragnienie serca gorejącego, które jest kolejnym dowodem, iż nie tylko historyczna polityka żydowska jest na tym etapie ściśle skoordynowana z niemiecką, ale każda inna też.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

ŻĄDANIE USUNIĘCIA FLAGI UKRAIŃSKIEJ Z KOPCA KOŚCIUSZKI W KRAKOWIE

ŻĄDANIE USUNIĘCIA FLAGI UKRAIŃSKIEJ Z KOPCA KOŚCIUSZKI W KRAKOWIE

flagaUkrywrocila.jpg
kopieckosciuszki.jpg

Komitet Kopca Kościuszki w Krakowie
al. Waszyngtona 1
Kopiec Kościuszki
30-204 Kraków

Petycja, którą można podpisać TUTAJ.

===============================

ŻĄDANIE USUNIĘCIA FLAGI UKRAIŃSKIEJ Z KOPCA KOŚCIUSZKI W KRAKOWIE

Kopiec Kościuszki na Górze św. Bronisławy w Krakowie to Pomnik Historii niezwykle ważny dla wszystkich Polaków. Rozpoczęte 16 października 1820 r. sypanie kopca stało się wielkim wydarzeniem, które przyciągnęło wielu Polaków: weteranów powstań, chłopów, młodzież. Znaczną część prac wykonali ochotnicy, a udział w sypaniu stał się patriotycznym obowiązkiem.
Można zatem uznać, że Kopiec Kościuszki jako dzieło Polaków, w sprawach istotnych i kontrowersyjnych dla jego funkcjonowania i symboliki powinien spełniać oczekiwania Polaków, a nie jedynie Komitetu Kopca Kościuszki. 
Jako Polak uznaję za niedopuszczalne, aby na Pomniku Historii polskiego bohatera narodowego jakim jest Tadeusz Kościuszko znajdowała się flaga ukraińska. Ukraina nie szanuje naszych bohaterów. Nie szanuje szczątków pomordowanych przez OUN UPA obywateli polskich, na których ekshumację nie zezwala rząd ukraiński zasłaniając się w ostatnim czasie wojną. Wojna ta jednak nie przeszkodziła w ekshumacji żołnierzy niemieckich z SS. Ukraińska flaga na Kopcu Kościuszki to drwina z ludobójstwa dokonanego przez Ukraińców na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej (według wielu naukowców pomiędzy 250 000 a 500 000 ofiar).
Od eskalacji wojny na Ukrainie minęły już ponad dwa lata. Polacy w coraz większym stopniu odczuwają i stykają się z brakiem wzajemności i szacunku ze strony rządu Ukrainy oraz coraz częściej również z agresją ze strony Ukraińców w Polsce.
Serce, jakie okazali im Polacy zostało odtrącone, sponiewierane, wykorzystanie i znieważone.
Mając powyższe na uwadze żądam natychmiastowego usunięcia flagi ukraińskiej z Kopca Kościuszki. 

                                                                                                          Z poważaniem,

Po tych ich zmianach najlepiej odinstalować Photoshopa

Użytkownicy są wściekli i nie mogą uwierzyć.

wrzucam bo dużo ludzi korzysta z photoshopa:

Adobe będzie miało dostęp do wszystkiego, co robicie z użyciem ich programów, a także – będzie mogło sobie to po prostu wziąć. Tak w skrócie brzmi nowy regulamin.Adobe to bez wątpienia jedna z najważniejszych firm, jeżeli chodzi o pracę kreatywną. Z ich oprogramowania korzystają studia na całym świecie, począwszy od indywidualnych artystów po największe globalne marki, tworzące kasowe produkcje.

więcej tutaj: https://antyweb.pl/adobe-photoshop-regulamin

Kluczowe punkty tajnego planu nadzoru mediów dla nowej Komisji Europejskiej

https://www.patrick-breyer.de/en/first-insight-42-key-points-of-the-secret-eugoingdark-surveillance-plan-for-the-new-eu-commission/

Po niedzielnych wyborach europejskich UE planuje ponownie wprowadzić masowe przechowywanie danych komunikacyjnych bez podejrzeń i zmusić producentów do umożliwienia organom ścigania dostępu do urządzeń cyfrowych, takich jak smartfony i samochody. Jest to „poufny” 42-punktowy plan opracowany przez „grupę ekspertów wysokiego szczebla” powołaną przez rządy UE i Komisję Europejską, któremu mógł się przyjrzeć poseł do Parlamentu Europejskiego Partii Piratów Patrick Breyer (dokument Rady 9984/24 * aktualizacja : netzpolitik.org opublikował dokument w formacie PDF ).

Komisja Europejska przedstawiła już propozycje dotyczące sposobu udostępnienia policji wcześniej bezpiecznych urządzeń.W szczególności zgodnie z 42-punktowym planem nadzoru producenci mają być prawnie zobowiązani do zapewnienia ciągłej możliwości monitorowania urządzeń cyfrowych, takich jak smartfony, inteligentne domy, urządzenia IoT (chodzi o internet rzeczy, tzn rój połączonych urządzeń , ubrań,gadżetów, elektronicznego kurzu itp, do tego między innymi potrzeba infastruktury 5G, czyli nadajników co x0 metrów, aby lepiej lokalizować urządzenia i ludzi – KZ) , samochody („dostęp w fazie projektowania”). Usługi komunikatorów, które wcześniej były bezpiecznie szyfrowane, mają zostać wymuszone umożliwieniem przechwytywania (tzw tylna furtka – KZ).

Zatrzymywanie danych, które zostało uchylone przez Trybunał Sprawiedliwości UE, ma zostać odtworzone i rozszerzone na usługi komunikacji internetowej OTT, takie jak usługi komunikatorów. „Przynajmniej” wymagane jest przechowywanie danych połączenia IP, aby móc śledzić całą aktywność w Internecie. Bezpieczne szyfrowanie metadanych i danych abonentów ma być zabronione. Na żądanie policji dostawcy usług powinni aktywować śledzenie lokalizacji GPS („przełącznik śledzenia”). Dostawcom odmawiającym współpracy grozi kara więzienia. Skutki włamania do całego serwisu komunikacyjnego, podobnie jak w sprawie Encrochat (część sądów odrzuciła dowody), posłużą jako dowód w sądzie.Jak wynika z dwóch prezentacji uzyskanych przez Piratów, Komisja Europejska przedstawiła już konkretne propozycje do planu obserwacji. Wśród propozycji znajdują się ramy prawne dostępu do zaszyfrowanych urządzeń, w przypadku których „udowodniono, że są wykorzystywane wyłącznie do komunikacji przestępczej”.

Należy zmusić producentów takich jak Apple do pomocy w łamaniu szyfrowania skonfiskowanych smartfonów. [1] Dyrekcja Komisarza UE ds. Spraw Wewnętrznych „Wielkiej Siostry” Johanssona również proponuje ponowne wprowadzenie ogólnoeuropejskiego obowiązku masowego zatrzymywania danych komunikacyjnych. [2]

[1] https://fragdenstaat.de/anfrage/documents-of-the-hlg-on-access-to-data-for-efektywne-law-enforcement-and-of-its-sub-groups/908533/anhang /document20-highlevelgrouponaccesstodataforefektywne egzekwowanie prawa-3rdmeetingofworkinggroup1-presentationcom.pdf

[2] https://fragdenstaat.de/anfrage/documents-of-the-hlg-on-access-to-data-for-efektywne-law-enforcement-and-of-its-sub-groups/908533/anhang /document21-highlevelgrouponaccesstodataforefektywnego egzekwowania prawa-3rdmeetingofworkinggroup2-presentationcom.pdf

Gdzie tu sens gdzie logika?

Gdzie tu sens gdzie tu logika?

Izabela Brodacka

W trosce o bezpieczeństwo dzieci, szkoły mają obecnie obowiązek żądać od każdej zatrudnionej osoby zaświadczenia, że nie figuruje ona w rejestrze pedofili. Dotyczy to również osób zupełnie przypadkowych i jednorazowych akcji. Na przykład szkoła zaprasza sokolnika aby dzieci mogły poznać tresowane przez niego ptaki. Dzieci to bardzo lubią, zabawa jest pouczająca, jednak większość indagowanych w tej sprawie treserów ptaków ma pełen portfel zamówień i nie ma najmniejszego zamiaru tracić czasu na załatwianie podobnych bezsensownych zaświadczeń. Bezsensownych, bo rejestr pedofili obejmuje tylko osoby już skazane za przestępstwa przeciwko dzieciom. Poza tym pokaz ptaków odbywa się w obecności nauczycieli, a często również rodziców i ewentualny ptasznik pedofil nie miałby najmniejszych szans aby zrealizować swoje podstępne plany.

Szkoły zatrudniające woźne, kucharki a nawet konserwatorów sprzętu (których przecież mógłby po prostu ktoś pilnować), toną więc pod zalewem papierków, sekretarki uginają się pod ciężarem biurokratycznych zadań narzuconych im przez pozorną troskę ustawodawcy o bezpieczeństwo dzieci, podczas gdy dokładnie w tym samym momencie (nie)rząd Donalda Tuska podejmuje decyzję o wprowadzeniu w polskich szkołach lekcji “edukacji seksualnej” opartej o standardy opracowane w Niemczech, a ukryte pod nazwą nowego przedmiotu “Edukacja zdrowotna”.
Autorem podstawy programowej tego przedmiotu, oraz koordynatorem zespołu odpowiedzialnego za stworzenie tej podstawy, ma być seksuolog Zbigniew Izdebski, współpracownik Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) odpowiedzialnej razem z rządem Niemiec za “Standardy Edukacji Seksualnej” przewidujące uczenie dzieci masturbacji oraz wyrażania zgody na seks.

Izdebski od 2010 roku jest współpracownikiem czy nawet ekspertem Instytutu Kinseya, którego twórca przeprowadzał pedofilskie eksperymenty na dzieciach oraz uczniem polskiego seksuologa, Andrzeja Jaczewskiego, popierającego wprost legalizację seksu dorosłych z dziećmi.

Według standardów WHO udział w lekcjach seksu jest przymusowy, a za odmowę udziału w nich dzieci, grozi odmawiającym rodzicom nie tylko grzywna czy więzienie lecz nawet ( jak w Niemczech) odebranie dzieci i pozbawienie praw rodzicielskich.

W Polsce prześladuje się ludzi również za mówienie o zagrożeniach związanych z „edukacją seksualną”.  Na rok ograniczenia wolności został skazany prezes Fundacji Obrony Życia Mariusz Dzierżawski, a kierowca tej fundacji Jan Bienias został skazany na 30 000 kary za organizację akcji “Stop pedofilii”. Przeciwko Fundacji toczy się obecnie ponad 130 procesów sądowych.

Wedle Standardów WHO i BZgA (Bundeszentrale für gesundheitliche Aufklärung ) już czterolatki należy uczyć o masturbacji, u dzieci w wieku 6-9 lat należy rozwijać rozumienie pojęcia „akceptowalny seks” oraz przekazywać im informacje na temat „praw seksualnych dzieci”, a nieco starsze dzieci mają posiadać „umiejętności negocjowania i komunikowania się w celu uprawiania bezpiecznego i przyjemnego seksu.” 

WHO jest agencją należącą do Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ) , która już jakiś czas temu wydała raport mówiący o tym, że państwa powinny szukać prawnych możliwości legalizacji współżycia między dorosłymi a nieletnimi, o ile tylko nieletni „zgodzą się” na takie współżycie.  
Alfred Kinsey kilkadziesiąt lat temu badał „przeżycia seksualne” niemowląt w wieku od 4 miesiąca życia zlecając pedofilom stymulację seksualną tych dzieci. W oparciu o “badania” Kinseya przeszkolono w USA oraz Europie Zachodniej tysiące tzw. “edukatorów seksualnych”, którzy następnie ruszyli do szkół, aby “edukować” dzieci, spełniając w ten sposób żądania aktywistów LGBT od dawna domagających się objęcia wszystkich dzieci “edukacją seksualną”. 

Wyczerpująco piszą o tym w książce „ Kinsey – Seks i oszustwo” wydanej w 2002 roku przez wydawnictwo „Antyk” Marcina Dybowskiego jej autorzy – Judith Reisman oraz Edward Eichel. Miałam okazję tłumaczyć tę książkę, a właściwie poprawiać jej tłumaczenie. Pamiętam, że wiele osób twierdziło, że te aberracje nigdy nas nie dotkną. Tymczasem na Zachodzie, a szczególnie w Niemczech, gdzie już kilkadziesiąt lat temu wdrożono Standardy WHO i BZgA edukacja seksualna obejmuje nauczanie masturbacji już od przedszkola, zachęcanie dzieci do rozwiązłości seksualnej i oglądania pornografii, namawianie do aktów homoseksualnych, promocję aborcji, oraz naukę wyrażania zgody na seks, w domyśle również z dorosłymi. Jak pisał w swoich pracach mistrz Zbigniewa Izdebskiego Andrzej Jaczewski:  
„Znane są opisy etnografów, z których wynika, że dorośli w szczepach pierwotnej kultury masturbowali dzieci ku ich zadowoleniu.” Logika, a właściwie brak logiki tego przekazu jest porażający.

Znane są przecież również opisy etnografów, z których wynika, że Inkowie składali bogom ofiary z dzieci, w rytuale dziękczynnym zwanym „capacocha”. Czy oznacza to, że mamy prawo, a może nawet obowiązek reaktywować te rytuały?

Można traktować onanizm dziecięcy jako nieszkodliwe stadium rozwojowe, a onanizm więzienny jako nieszkodliwą dewiację wynikłą z braku możliwości naturalnych kontaktów seksualnych. Jednak uczenie dzieci onanizmu ma dokładnie taki sam sens jaki miałoby uczenie ich dłubania w nosie, puszczania bąków lub nie kontrolowanego wypróżniania się. Cywilizowanie dziecka sprowadza się przecież do nauczenia go panowania nad własną fizjologią. I wręcz przeciwnie- nakłanianie do masturbacji opóźnia rozwój dziecka, cofa je do stadium przed-cywilizacyjnego, do kierowania się wyłącznie odruchami, do zachowywania się jak głupi pies, który z upodobaniem lecz bez najmniejszego sensu kopuluje nogę od stołu. I à propos – obecnie propaguje się, fundowanie sobie „psiecka” zamiast dziecka. Psiecko w roli dziecka, seks międzypokoleniowy, seks międzygatunkowy i jednocześnie kontrolowanie orientacji seksualnej sprzątaczek w rzekomej trosce o najmłodszych. To całkowity brak logiki, który ma na celu odebranie ludziom umiejętności oceny rzeczywistości.

Ci zzieleniali czerwoni to skrajni IDIOCI; Kanadyjscy lekarze nie mogą używać słowa „macica”. I przepraszają !!

Kanadyjscy lekarze nie mogą używać słowa „macica”

8.06.2024 nczas/wariactwo-kanadyjscy-lekarze-nie-moga-uzywac-slowa-macica

[GŁUPKI? NIE WIDZĄ, ŻE MACICA TO NIE „OTWÓR Z PRZODU” ! md]

Poprawność polityczna galopuje. Kanadyjskie Towarzystwo Zwalczania Raka właśnie zmuszone zostało do przeproszenia za użycie terminu „macica” w swoich publikacjach naukowych.  

Na stronie internetowej poświęconej rakowi szyjki macicy Kanadyjskie Towarzystwo ds. Walki z Rakiem przeprasza za określanie szyjki macicy jej nazwą techniczną, a nie eufemizmami takimi jak „przedni otwór”.

Agencja przyznała również, że „mężczyźni też mogą mieć te części ciała”.

Informacje te zamieścił na portalu X Adam Gwiazda, polski publicysta i bloger na stałe mieszkający we Francji.

„Osoby trans, niebinarne i zróżnicowane pod względem płci napotykają znaczne bariery w dostępie do opieki zdrowotnej i rzadziej niż osoby cis-płciowe poddawane są badaniom przesiewowym w kierunku raka” – podała organizacja Canadian Cancer Society na stronie poświęconej badaniom przesiewowym w kierunku raka szyjki macicy dla osób LGBTQ.

W sekcji „Słowa mają znaczenie” na oficjalnej stronie internetowej organizacji Kanadyjskie Towarzystwo ds. Walki z Rakiem oficjalnie przeprosiło za możliwość wystąpienia sytuacji, że niektóre osoby niebinarne i transpłciowe mogą uznać termin „szyjka macicy” za obraźliwy i wolały używać terminu „przedni otwór” w odniesieniu do żeńskie genitalia.

„Wiemy, że wielu transseksualnych mężczyzn i osób niebinarnych może mieć mieszane uczucia lub czuć dystans do słów takich jak „szyjka macicy”. Możesz preferować inne słowa, takie jak „otwór z przodu”. Zdajemy sobie sprawę z ograniczeń tych słów, które mamy stosowane, jednocześnie uznając potrzebę prostoty”– napisało Canadian Cancer Society.

==============================

Adam Gwiazda @delestoile

🇨🇦 Pod naciskiem transaktywistów Kanadyjskie Towarzystwo Zwalczania Raka przeprosiło za użycie słowa „macica” zamiast „otwór przedni”. Tłumaczy się: „Użyliśmy słowa 'macica’ właśnie po to, by znormalizować fakt, że mężczyźni też mogą posiadać ten organ”

Ze strony tnc.news

====================

mail:

Dentyści też używają języka nienawiści!!

Należy nakazać używania : „przedni otwór dolny” oraz „przedni otwór górny”

Ale meksyk: Żydówka, ateistka, klimatystka, aborcjonistka i popiera LGBT. Nowa prezydent to ideał Rewolucji

Żydówka, ateistka, klimatystka, aborcjonistka i popiera LGBT. Nowa prezydent Meksyku to ideał Rewolucji

Nowa prezydent Meksyku jest całkowicie oddana bezbożnej Rewolucji. Popiera mordowanie dzieci nienarodzonych (uznaje je za prawo), wspiera tzw. małżeństwa homoseksualne. Jest ateistką i klimatystką; planuje na urzędzie prezydenckim promować różnorodność seksualną.

Claudia Sheinbaum wygrała wybory prezydenckie przeprowadzone 2 czerwca. Natychmiast po zwycięstwie otrzymała pochwały od Joe Bidena czy Justina Trudeau, wskazujących, że to pierwsza kobieta na urzędzie prezydenta Meksyku – i to w dodatku bliska ideowo obu politykom.

W ubiegłym roku Sąd Najwyższy Meksyku podjął decyzję o zalegalizowaniu mordowania dzieci nienarodzonych w całym kraju. Sheinbaum w swoich wystąpieniach była dość ostrożna, nie chcąc zrazić części wierzących wyborców, ale wskazywała, że sprawa jest już „rozwiązana” przez Sąd Najwyższy. Zapowiadała też, że jako prezydent będzie zabiegać o pełen dostęp do „zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego”, co oznacza oczywiście wspieranie aborcji. Co więcej stwierdziła też, że aborcja jest „prawem” i krytykowała decyzję Sądu Najwyższego USA z 2022 roku, która wprowadziła możliwość zakazywania mordów prenatalnych w poszczególnych stanach.

Nowa prezydent jest też ateistką. Nie zdecydowała o tym sama, ale tak została wychowana. Jak sama mówiła, jej rodzice – Żydzi z Europy Wschodniej, którzy wyemigrowali do Meksyku – stworzyli dom bez żadnej religii.

Jeszcze w 2022 roku Sheinbaum opowiedziała się jednoznacznie za homoseksualnymi pseudomałżeństwami. „Miłość to miłość” – mówiła, wyrażając radość z powodu legalizacji homomałżeństw w dwóch meksykańskich stanach, Guerrero i Tamaulipas. Wzięła też w tamtym roku udział w gejowskiej paradzie.

W roku 2023 – w szczególnie ważne dla Meksykanów święto Matki Bożej z Guadalupe – ogłosiła w serwisie X.com, że będzie „walczyć o zróżnicowanie seksualne”.

Sheinbaum jest z wykształcenia fizykiem; ma doktorat z inżynierii energetycznej. Od lat zajmuje się tematyką klimatyczną.

Można powiedzieć, że z perspektywy Rewolucji to po prostu polityk idealna.

Źródła: lifesitenews.com, PCh24.pl Pach

====================================

mail:

PAP: Meksyk. Już zamordowano 38. kandydatów.

No, masoni, gangsterzy i komuniści mają argumenty nie-do-odrzucenia.

====================

Prezydent Sheinbaum: To osiągnięcie nas wszystkich

Lipa w butelce

Lipa w butelce 23/2024(675) mtodd

       Szanowni Państwo!
       Lipa straciła swoje dobre imię podczas I Wojny Światowej, której działania uniemożliwiały transport herbaty. Zaczęto zastępować oryginalną herbatę podróbką z kwiecia lipowego. Od tamtych czasów to piękne drzewo przestało przywodzić na myśl Polakom twórczości Kochanowskiego, a zaczęło się odnosić do podróbek szeroko pojętych.
       Lipiec kojarzył się nadal z tym drzewem o kwiatach niepozornych, ale pięknie pachnących i miododajnych. Dlaczego używam czasu przeszłego? Bo myliłam się twierdząc, że wiosna w tym roku przyszła o miesiąc wcześniej. Przyszła o dwa miesiące wcześniej. Lipy zakwitły już w maju.
„Klimatyści’ tego nie zauważyli, albo nie mają pomysłu, jak ten fakt wykorzystać. Mogliby ogłosić, że lipy zrywają z dotychczasową fotosyntezą i przestają uwalniać tlen do atmosfery. To jednak niebezpieczna podpowiedź, bo unijni biurokraci mogliby lipom zgotować taki sam los, jak wcześniej Puszczy Białowieskiej, zostawionej na pastwę kornika. Tym razem dyrektywa mogłaby dotyczyć masowej wycinki drzew pod pretekstem walki o klimat.
       Takie nabijanie w butelkę, to tylko podpowiedź krętaczom drobnego sortu, bo prawdziwe lody kręci się z Brukselką. Kto tam ma dojście, może wymyślić super bzdurę, którą unijni biurokraci przyklepią i zaimplementują. Koszt wprowadzenia zakrętek na uwięzi i dostosowania linii produkcyjnych to podobno 8,7 mld euro! Do tego branża już dziś musi płacić rocznie 3 mld opłaty.
Unijne Bizancjum jest kosztowne. Nic dziwnego, że na strategie wspólnych systemów obronnych może wydać jedynie 1,5 mld euro. Nakrętki są ważniejsze, bo, jak sama nazwa wskazuje, nakręcają „prawdziwy” biznes.
       Mamy właśnie nikłą szansę to zmienić przez wybory do Parlamentu Unii Europejskiej. Nie zmarnujmy tej szansy. Wybierzmy Polaków, żeby nas nas reprezentowali. Brukselek, czyli „prawdziwych Europejczyków” mamy po dziurki w nosie.
Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd
---

Nie tylko meRdia.Katastrofalne efekty mechanizmów globalistycznych w III RP

Katastrofalne efekty mechanizmów globalistycznych w III RP

Zwłaszcza w przededniu wyborów do PE warto to sobie uświadomić! 

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUN 8
 
READ IN APP
 

Od lipca tego roku, Unia Europejska wprowadza nowe zarządzenia dotyczące kontroli swoich poddanych.  Nie ma wątpliwości, że jest to dopiero pierwszy z szeregu kroków w zakresie finansów, bankowości, a także „ochrony środowiska” (np. limitu emisji gazów cieplarnianych), wojska, policji, porządku publicznego, „zdrowia publicznego” ze szczególnym uwzględnieniem programu „szczepień”, itd.

W przypadkowo usłyszanym programie Radia Złote Przeboje, konferansjer przerwał na moment emisję muzyki, by poinformować słuchaczy o godzinie nadania programu informacyjnego dotyczącego, jak się wyraził, tych „zarządzeniach unijnych, niezwykle korzystnych dla obywateli”.

Zdziwienie mogłoby wzbudzić jedynie źródło tych informacji.  Radio Złote Przeboje nie ma nic wspólnego ze sprawami administracyjno-publicznymi Unii i III RP.

Podobnie sprawy miały się w okresie fałszywej pandemii koronawirusa, kiedy to wszyscy nadawcy, bez względu na profil działalności, codziennie informowali swych słuchaczy o „dynamice śmiertelnej zarazy” w naszym kraju.   Wszyscy odczytywali beznamiętnie komunikaty, których treść dostarczało im „ministerstwo prawdy”, rządu III RP. Przy czym truizmem jest stwierdzenie, że za każdą taką deklamację otrzymywali sute wynagrodzenie pieniężne.

„Dziennikarze” stanowią w naszym kraju i całej UE elitarną „śmietankę”.  Ponieważ kwalifikacje do tego zawodu polegają jedynie na umiejętności czytania i poprawnej wymowy, to chętnych do kariery jest bez liku, co powoduje ogromną konkurencję w tej branży.

Ponieważ  „elitarność zobowiązuje”, nasi „redaktorzy” starają się utrzymać wysoki poziom życia. Rodzi to odpowiednio duże koszty:  spłaty kredytów, modne stroje, eleganckie  samochody, prestiżowe apartamenty, wczasy w europejskich i śródziemnomorskich kurortach, itd. 

Jeżeli owi „dziennikarze” myślą, to jedynie o utrzymaniu się za wszelką cenę „na fali”.  Dla dodatkowego grosza, gotowi są własną matkę utopić w kąpieli.  Dlatego, obok rutynowych reklam komercyjnych, łakomią się na każdy ochłap, który im globalistyczna władza podrzuci.  Natomiast „władza” zawsze otrzyma sute zaopatrzenie na cele propagandowe od swych pryncypałów; światowej oligarchii finansowej, która posiada przywilej nieograniczonej emisji pustego pieniądza.

Takowy  „sponsoring” nie jest ograniczony tylko i wyłącznie do „dziennikarstwa”, ale dotyczy wszystkich funkcji społecznych, takich jak „partie polityczne”, administracja państwowa i regionalna, policja, wojsko, „służba zdrowia”, czy „wymiar niesprawiedliwości”.

W taki to nieskomplikowany, ale niezawodny sposób, globalistyczna mafia, trzyma całe społeczeństwo za gardło i zyskuje jego pełną współpracę.  Opisany system funkcjonuje w skali globalnej i de facto powoduje, że całe społeczeństwo dobrowolnie kolaboruje z szatanem.

Co może znaczyć nasza prośba „dziej się wola Twoja „? Jak On nas słucha?

Co może znaczyć nasza prośba „dziej się wola Twoja „?

MD

Przecież setki milionów, a może miliardy katolików, prawosławnych, innych chrześcijan odmawia codziennie modlitwę, w której prosi Boga w Trójcy Jedynego „dziej się wola Twoja”.

A jak widzimy, nie dzieje się tak jak my go prosimy. Czy nas nie słucha, nie chce słyszeć?

Czy my więc prosimy Go o Jego wolę?

Czy też prosimy by stała się nasza wola. Część z nas prosi o zdrowie, część nawet o dobrobyt czy bogactwo. Ale większość zapewne, szczególnie teraz, modli się o to, by nie było wojny, by ludzie się nie mordowali, by na przykład diabli wzięli sobie tę piekielną Unię Europejską.

Ale to wszystko jest proszeniem o to, by działa się nasza wola.

Nad światem, planetą unoszą się ciągle triumfujące skrzydła Złego. A Pan Bóg jak sądzimy się temu tylko przygląda.

Wynika z tego chyba głównie to, że Jego Wola jest inna od naszej woli.

Widocznie On chce, byśmy my walczyli ze Złym, byśmy my nauczyli się odrzucać pokusy Złego, wreszcie byśmy my stanęli w ogromnej większości pod sztandarem Jezusa Chrystusa, a nie biernie przyglądali się zwycięstwom Złego.

Może, a nawet pewnie, te okropności które dzieją się na Ziemi spowodowane są tym, że my im się przyglądamy pijąc piwko, czy narzekając, jak jest źle – a nie reagując tak, jak powinni reagować rycerze dobrej sprawy, rycerze Chrystusa.

Na moim portalu zwijam się i skręcam, by dać atrakcyjne dla czytelnika, ale jednocześnie konkretny tytuły. Najbardziej czytane są memy, też „pozycje” sugerujące jakieś ciekawostki seksualne, albo ujawnienie rabunku przez władzę.

Informacje najważniejsze dla nas, które rzeczywiście mogłyby zmienić i zmieniały już losy narodów, losy świata, to są informacje o krucjatach różańcowych. Takie informacje otwiera jednak 10 albo 20% ludzi, w porównaniu do najpopularniejszych. Pyffko czy rozmowa z psiapsiółką ważniejsze?

A w Marszach Różańcowych uczestniczy po kilkadziesiąt osób, zamiast dziesiątek czy setek tysięcy.

W jaki sposób więc może się stać wola Boga w Trójcy Jedynego, jeśli my się do tego nie przyczyniamy?

Cudowny wizerunek Najświętszego Serca Jezusa w Milejczycach.

Niezwykły wizerunek Najświętszego Serca Jezusa w Milejczycach. Tu dokonują się cuda

Adam Białous pch24.pl/tu-dokonuja-sie-cuda

(Oprac. GS/Pch24.pl Źródło: Ewy Szewczyk, CC BY-SA 3.0 PL, via Wikimedia Commons / Facebook/Parafia św. Stanisława w Milejczycach)

Zabytkowy, XVII wieczny drewniany kościół w Milejczycach [wieś między Siemiatyczami a Czeremchą md] stał się w ostatnich latach celem licznych pielgrzymek grupowych, rodzinnych i indywidualnych. Wierni ciągną tam w celu modlitwy o łaski przed, znajdującym się w świątyni, obrazem Najświętszego Serca Jezusa, według badań specjalistów – najpewniej najstarszym na świecie tego typu wizerunkiem Chrystusa. Proboszcz kościoła w ciągu ostatnich 4 lat, na polecenie biskupa miejsca, zebrał już około 150 świadectw cudownych uzdrowień duchowych i fizycznych – w tym dwóch wskrzeszeń. 

Ksiądz Jarosław Rosłon, proboszcz parafii pw. Św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Milejczycach, opowiedział nam m.in. o dwóch, niewytłumaczalnych z punktu widzenia medycyny, świadectwach wskrzeszenia, które miały zdarzyć się po modlitwie w obliczu cudownego obrazu Najświętszego Serca Jezusa.

– W październiku ubiegłego roku 34 letnia kobieta trafiła do szpitala w Lublinie z tętniakiem mózgu. Jeden z członków jej rodziny zadzwonił do mnie prosząc o modlitwę w intencji bardzo poważnie chorej. Modliłem się za nią przed obrazem Najświętszego Serca Jezusa, a potem odprawiłem Msze św. w intencji jej powrotu do zdrowia. Po jakimś czasie. Przyjechała do naszego kościoła rodzina tej chorej oraz trzy pielęgniarki, lekarz oraz kapelan z szpitala w Lublinie, którzy byli świadkami cudu, podziękować za uzdrowienie, a właściwie wskrzeszenie. Opowiedzieli mi, że tętniak się rozlał i lekarze stwierdzili śmierć mózgu. Poprosili jeszcze o zgodę na pobranie organów do przeszczepu. Rodzina się zgodziła. Jak razem ustaliliśmy, w czasie kiedy odprawiałem Mszę św. za chorą, ona ożyła, martwy przed chwilą mózg, zaczął normalnie pracować. Lekarze byli w szoku – powiedział PCh24.pl ks. Jarosław Rosłon.

Kolejne, podobne wydarzenie, czyli przywrócenie funkcji życiowych martwego ciała, według świadectwa złożonego proboszczowi, miało swój czas również w październiku 2023 roku. Młoda kobieta, w ósmym miesiącu ciąży, podczas standardowej wizyty u ginekologa, po przeprowadzonych przez niego badaniach USG i innych, usłyszała przerażającą informację, iż jej dziecko umarło. Kobietę przewieziono do szpitala. Zebrało się konsorcjum lekarzy, którzy naradzali się czy wywołać sztuczny poród martwego dziecka, czy przyjąć jakąś inną metodę.

– Mama tej pani, której dziecko zmarło w jej łonie, dostała od koleżanki obrazek kopię obrazu Najświętszego Serca Jezusa z naszego kościoła, tych obrazków rozdałem już ponad 40 tysięcy. Mama dała obrazek załamanej śmiercią dziecka córce, która leżała w szpitalu, czekając na wywołanie przez lekarzy sztucznego porodu. Modlili się o to, aby matka która straciła dziecko nie wpadła w depresję. Jezus, jak ma to On w swoim zwyczaju, dał wielokrotnie więcej, dziecko ożyło i zaczęło się ruszać. Wszyscy, na czele z lekarzami, byli w szoku. Dziecko, dziewczynka, urodziło się zdrowa w listopadzie 2023 roku – relacjonuje kapłan.

Proboszcz kościoła pw. św. Stanisława w ciągu ostatnich 4 lat, na polecenie biskupa miejsca, zebrał już około 150 świadectw cudownych uzdrowień fizycznych i duchowych. Są wśród nich m.in. przywrócenia zdrowia rodzicom, którzy nie mogli począć dziecka – teraz cieszą się już swoimi pociechami, uzdrowienia z nowotworów, uzdrowienia duchowe i psychiczne – wiele z alkoholizmu i innych nałogów.

Parafia pw. Św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Milejczycach ma około 400 wiernych, a obrazków kopii cudami słynącego wizerunku Jezusa, rozeszło się już po świecie ponad 40 tysięcy. Są rozchwytywane. Kilka kopii obrazu peregrynuje też od rodziny do rodziny. Kult NSPJ uwiecznionego na obrazie z Milejczyckiej świątyni rośnie szybko, a w ostatnich latach można powiedzieć „galopuje”. Już teraz przyjeżdża tam tygodniowo kilka autokarów pielgrzymów, jeszcze więcej jest tam peregrynacji rodzinnych i indywidualnych. Proboszcz mówił nam, że obecnie do Chrystusa przedstawionego na obrazie Najświętszego Serca Jezusa przyjeżdżają osoby z całej Polski, a nawet i z zagranicy – głównie z Europy Zachodniej.

Historia niezwykłego obrazu Najświętsze Serca Jezusa z kościoła pw. Św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Milejczycach jest tajemnicza, niewiele o jego pochodzeniu wiadomo. Do tej pory badaczom nie udało się ustalić kim był autor wizerunku. Głowią się też oni nad tym, w jaki sposób obraz, o ogromnych walorach artystycznych i historycznych, znalazł się w małym kościółku w Milejczycach. Z informacji, które udało się do tej pory pozyskać księżom pracującym w Archiwum Diecezjalnym w Drohiczynie, wiadomo jedynie, że obraz na pewno był obecny w świątyni już w roku 1740.

Sporo też ustalono podczas, przeprowadzonej w roku 2019 przez konserwator dzieł sztuki Joannę Polaską, renowacji obrazu. Odkryto wówczas, że obraz najpewniej został namalowany pod koniec XVII wieku, co czyniłoby z niego najstarszy wizerunek Najświętszego Serca Pana Jezusa w Polsce.

Adam Białous

Historia się powtarza

[Не надо грустить господа офицеры, что мы потеряли, уже не вернуть. Пусть нету Отечества, нету уж веры…]

Historia się powtarza

Stanisław Michalkiewicz  8 czerwca 2024 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5621

„Nie nada grustit’, gaspada aficery, czto my potieriali, uże nie wiernut’. Pust’ nietu Otiecziestwa, nietu uż wiery…”[Не надо грустить господа офицеры что мы потеряли, уже не вернуть. Пусть нету Отечества, нету уж веры…] – śpiewa Żanna Biczewska, obecnie chyba źle widziana przez stare kiejkuty, zasiadające w powołanej 21 maja przez Donalda Tuska komisji do badania ruskich wpływów w – pożal się Boże – „polityce” naszego bantustanu. A wykłada się to, że „Nie ma co się smucić, panowie oficerowie. To cośmy utracili, już nie wróci. Nie ma już Ojczyzny, nie ma już wiary…” – i tak dalej. Tę pieśń śpiewali ponoć oficerowie Białej Armii generała Antona Denikina.

Tak się złożyło, że w dniach ostatnich dostałem w prezencie polskie tłumaczenie książki „Biała Armia”, autorstwa tego właśnie generała. Co tu ukrywać; dobrze to nie wygląda, bo jak już stare kiejkuty rozprawią się ze znienawidzonym Antonim Macierewiczem, na którego szczuje również Judenrat „Gazety Wyborczej” oraz innymi domniemanymi agentami Putina, to zabiorą się za innych – ot, choćby i za mnie – bo co to szkodzi załatwić wszystkich nieprzyjaciół Rzeszy pod tym pretekstem? Zanim jednak nie padnie salwa, co nam, ruskim agentom, szkodzi pochylić się nad książką generała Denikina, tym bardziej, że zawiera ona ciekawe treści, w dodatku albo całkiem nieznane czytelnikowi polskiemu, albo znane – ale raczej z drugiej ręki, to znaczy – z ręki autorów jeśli nawet nie bolszewickich, to piszących pod dyktando bolszewików?

Zresztą nie tylko z tej strony, ale również z polskich świadectw, np. ze znakomitych pamiętników Mieczysława Jałowieckiego „Na skraju Imperium”, czy z książki Jozefa Mackiewicza „Lewa wolna”? Książkę Antoniego Denikina dopiero zacząłem czytać, i zaraz na początku przekonałem się, że świadectwo generała przynajmniej częściowo pokrywa się ze świadectwem chociażby Mieczysława Jałowieckiego, który przebieg rewolucji bolszewickiej w Rosji obserwował osobiście w samym Piotrogrodzie.

Oto zwraca on uwagę, że w okresie tzw. dwuwładzy, to znaczy – już po abdykacji Mikołaja II, kiedy z jednej strony władzę w Rosji sprawował Rząd Tymczasowy pod przewodnictwem Aleksandra Kiereńskiego, a z drugiej – Sowiety Robotnicze i Żołnierskie, dyrygowane przez Lenina i Trockiego, w Piotrogrodzie było tylu oficerów, że gdyby się zmobilizowali, to z bolszewików nie zostałaby nawet mokra plama. Jednak – co podkreśla również generał Denikin – rząd Kiereńskiego jak ognia bał się posądzenia, że występuje przeciwko „ludowi”, a z kolei oficerowie, częściowo sterroryzowani przez zdemoralizowanych wojną i bolszewicką agitacją żołnierzy – podkreślali swoją „neutralność” zarówno wobec rządu, jak i bolszewików – co tym ostatnim umożliwiło wzięcie władzy i zalanie najpierw Rosji, a potem również innych połaci świata krwią. Teraz czytam, jak generał Denikin, po opuszczeniu więzienia, do którego, wraz z innymi generałami, został wtrącony przez Rząd Tymczasowy, przedostał się na terytorium kontrolowane przez Kozaków Dońskich, którzy w stosunku do bolszewików zachowywali daleko idącą rezerwę, żeby tam tworzyć Armię Ochotniczą. Skądinąd wiadomo, że ta stosunkowo nieliczna, bo jej stan nie przekraczał 10 tys. żołnierzy armia, zadawała bolszewikom dotkliwe klęski i kto wie, jak potoczyłyby się wypadki, gdyby Józef Piłsudski, który z bolszewickimi emisariuszami prowadził tajne rokowania, nie wstrzymał uderzenia polskich wojsk na bolszewików. Generał Denikin również kładzie na to nacisk, ale jeszcze do tego miejsca nie doczytałem, natomiast bardzo krytycznie o tej decyzji Józefa Piłsudskiego wypowiada się właśnie Józef Mackiewicz w książce „Lewa wolna”.

Józef Mackiewicz uważał bowiem, że komunizm jest złem absolutnym, w obliczu którego warto było poświęcić wszystkie tak zwane „realizmy”, wśród nich również – „polrealizm”, czyli kalkulację mającą na celu realizowanie interesów polskich, które w oczach Józefa Mackiewicza, w proporcji do zagrożenia, jakie d l a ś w i a t a , to znaczy – dla wszelkiej cywilizacji – niesie komunizm, miały charakter partykularny. W tej sytuacji zabawię się w adwokata diabła, żeby przedstawić argumenty przemawiające za „polrealizmem” – bo takie argumenty były i też miały swój ciężar gatunkowy.

Warto przypomnieć, że właśnie generał Denikin stał na nieubłaganym stanowisku niepodzielności Rosji, wszelkie ambicje niepodległościowe narodów przez Imperium Rosyjskie podbitych, odkładając na okres powojenny. Cóż by się zatem stało, gdyby Biała Armia wspomagana przez polskie uderzenie, doprowadziła do pokonania bolszewików i zdławienia rewolucji? Alianci zachodni, zwłaszcza europejscy, raczej wspieraliby politycznie Rosję – bo to ona, a nie Polska – byłaby w stanie szachować Niemcy, jako że nawet w okresie postępującego rozprzężenia wiązała około 80 niemieckich dywizji na wschodzie Europy. W dodatku Francja liczyłaby na spłatę rosyjskiej pożyczki, której w roku 1913 prezydent Poincare udzielił Mikołajowi II, a której spłaty odmówili bolszewicy. Warto dodać, że o ile Wielka Brytania liczyła tylko na reparacje od Niemiec i w związku z tym była przeciwna pozbawianiu Niemiec okręgów przemysłowych, np. Górnego Śląska, to Francja uzależniała polityczne poparcie dla Polski m.in. od tego, w jakiej proporcji do przejęcia obszarów byłego Imperium Rosyjskiego, rosyjskie długi spłaci Polska. Gdyby jednak w Rosji zwyciężył Denikin, to bez wątpienia Francja te sprawy dyskutowałaby raczej z nim, a nie z rządem polskim i kto wie, czy w ogóle popierałaby polskie aspiracje niepodległościowe. Amerykański prezydent Wilson wprawdzie je popierał, ale kto wie, czy mając do czynienia z generałem Denikinem nie zażądałby przeprowadzenia plebiscytu nie tylko na Kresach Wschodnich, ale i w Kongresówce? Jak taki plebiscyt mógłby wyglądać w praktyce na Kresach, o tym możemy przekonać się choćby z książki Zofii Kossak „Pożoga”. Słowem – w przypadku zwycięstwa Białej Armii generała Denikina, samo odrodzenie Polski jako niepodległego państwa stanęłoby pod znakiem zapytania. Zatem wstrzymanie przez Józefa Piłsudskiego presji na bolszewików ze strony polskiej doprowadziło nie tylko do klęski Białej Armii w konfrontacji z bolszewikami, ale dało szansę również Polsce. Jak wiemy, nie na długo, bo zaledwie na 20 lat, bo potem bolszewicy, po przetrzebieniu elementu polskiego na Kresach, Polskę zagarnęli – ale w ciągu tych 20 lat wyrosło pokolenie, które niewoli nie znało.

[Ale gdyby Denikin był trochę mądrzejszy – by się zgodził na Polskę niepodległą – to na pewno razem z sojuszniczymi Polakami by pokonali bolszewię. MD]

Wracam do tamtych wydarzeń, bo obecnie znowu stoimy w obliczu kolejnego etapu rewolucji komunistycznej, prowadzonej nie według strategii bolszewickiej, tylko alternatywnej – ale cele rewolucji komunistycznej się nie zmieniły. Pierwszym jest wyhodowanie człowieka sowieckiego, tzn. takiego, który wyrzekł się wolnej woli, a drugim – stworzenie człowiekom sowieckim sztucznego środowiska w postaci państwa totalitarnego, które m.in. tym się charakteryzuje, że nie uznaje żadnej władzy poza własną, a więc np. rodzicielskiej, czy religijnej. Okazuje się więc, że zastrzeżenia, jakie wobec zagrożenia komunizmem formułował Józef Mackiewicz w stosunku do tak zwanych „realizmów”, wcale nie straciły na aktualności, wręcz przeciwnie. Tym bardziej, że „polrealizm” w dzisiejszym wydaniu, to nic innego, jak zgoda na przekształcenie Polski w Generalną Gubernię w ramach IV Rzeszy. Dlatego dramatycznej aktualności nabiera też ballada, śpiewana przez Żannę Biczewską.

Stanisław Michalkiewicz

Prokurator ds. wojskowych Tomasz Janeczek: Min. Bodnar paraliżuje działania prokuratury w sprawie zatrzymanych żołnierzy

Bodnar paraliżuje działania prokuratury w sprawie zatrzymanych żołnierzy

bodnar-paralizuje-dzialania-prokuratury

Wszystko wskazuje na to, że celem Ukraińca Adama Bodnara, który dzięki wejściu w skład proniemieckiego rządu Donalda Tuska, jest całkowita destabilizacja i kompromitacja polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Tym razem na temat jego iście dywersyjnej, antypolskiej działalności wypowiedział się jego zastępca ds. wojskowych, prokurator Tomasz Janeczek. Poniżej przedstawiamy jego oświadczenie, zamieszczone m.in. w serwisie X.

Bodnar paraliżuje działania prokuratury w sprawie zatrzymanych żołnierzy, ale nie tylko. Nowe światło na uprawiany przez niego sabotaż instytucji państwowych, rzuca oświadczenie prokuratora Tomasza Janeczka:

Na wstępie pragnę wskazać, iż dzisiaj dowiedziałem się, z przekazów medialnych, o śmierci Żołnierza, ranionego nożem kilka dni temu przez nielegalnego imigranta na granicy z Białorusią. Wyrażam ogromne współczucie Rodzinie i bliskim Żołnierza Obrońcy Polski. Pozostaje w modlitwie za jego duszę. Cześć Jego pamięci.

1. W związku z dramatyczną sytuacją na granicy z Białorusią i działaniami Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Adama Bodnara, których konsekwencje zwiększają zagrożenie bezpieczeństwa Polski, zwróciłem się do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej – Zwierzchnika Sił Zbrojnych Andrzeja Dudy – o spotkanie.

2. Jako Zastępca Prokuratora Generalnego do Spraw Wojskowych jestem zobowiązany do przedstawienia Prezydentowi obecnej, prawdziwej sytuacji w Prokuraturze Krajowej i poinformowania go o paraliżu nadzoru nad postępowaniami prokuratorskimi dotyczącymi polskich żołnierzy.

3. Paraliż ten wywołały decyzje Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Adama Bodnara, który bezprawnie pozbawił mnie możliwości wykonywania obowiązków służbowych w pełnym zakresie wskazanym ustawą, m.in. wprowadził zakaz przekazywania do mnie szczegółowych informacji o trwających postępowaniach. Decyzje ministra zostały podjęte wbrew przepisom ustawy Prawo o prokuraturze, a także łamią regulacje wewnętrzne Prokuratury Krajowej.

4. Minister Adam Bodnar uniemożliwił w ten sposób swojemu Zastępcy do Spraw Wojskowych prowadzenie realnego nadzoru na postępowaniami, co w czasie trwającej pełnoskalowej wojny na terenie Ukrainy i działaniami hybrydowymi prowadzonymi przez białoruskie i rosyjskie władze przeciwko Rzeczypospolitej, osłabia bezpieczeństwo państwa.

5. Odnośnie do ujawnionych w mediach wydarzeń na białoruskiej granicy – zatrzymania polskich żołnierzy i skucia ich kajdankami – oświadczam, że dowiedziałem się o szczegółach tego wydarzenia dopiero z mediów.

6. Jest to sytuacja absolutnie niedopuszczalna, wbrew elementarnym zasadom obowiązującym w polskiej prokuraturze, wręcz karykaturalna. Niestety wynika bezpośrednio i wyłącznie z pozaprawnych decyzji Ministra Sprawiedliwości Adama Bodnara.

7. Zdarzenie miało miejsce w dniu 22 marca 2024 r. w miejscowości Dubicze Cerkiewne. Polscy żołnierze z Brygady Pancernej im. Tadeusza Kościuszki wspierali tam działania Straży Granicznej, patrolując granicę. Zaatakowani przez kilkudziesięcioosobową grupę nielegalnych migrantów, uzbrojonych w niebezpieczne narzędzia, byli zmuszeni do oddania strzałów ostrzegawczych, aby odeprzeć atak i zmusić napastników do wycofania się. I tak się udało.

Trzech żołnierzy zostało jednak zatrzymanych przez Żandarmerię Wojskową i zakutych w kajdanki z powodu – jak im powiedziano – nieuzasadnionego użycia broni. Prokuratura Rejonowa Białystok – Północ w Białymstoku zarzuciła dwóm z nich przekroczenie uprawnień i narażenie życia innych osób.

8. Użycie broni przez żołnierzy zawsze stanowi poważny incydent i zwierzchnicy danej jednostki mają obowiązek poinformowania o tym swoich przełożonych i dalej informacja ta musi trafić do odpowiednich organów państwa.

9. Z powodu blokady wprowadzonej przez Ministra Adama Bodnara nie otrzymałem przez ponad półtora miesiąca żadnej informacji o tym wydarzeniu. Nie wiedziałem ani o incydencie z oddaniem strzałów, ani o zatrzymaniu żołnierzy i skuciu ich kajdankami, ani o podjęciu w ich sprawie postępowania przez w/w jednostkę Prokuratury. Taka sytuacja to złamanie wielu przepisów prawa.

Jak dowiedzieliśmy się dosłownie kilka minut temu, premier rządu warszawskiego Donald Tusk wraz z Adamem Bodnarem, podjęli próbę ratowania swojej pozycji, poprzez odwołanie prokuratora Janeczka z zajmowanego przez niego stanowiska.

====================================================

Odwołanie prokuratora Janeczka. Pilna decyzja premiera

Wczoraj, 7 czerwca (10:13)

Izrael wpisany na „listę hańby” ONZ. Znajdują się tam Państwo Islamskie, Al-Kaida, Boko Haram

Izrael wpisany na „listę hańby” ONZ. Znajdują się tam Państwo Islamskie, Al-Kaida czy Boko Haram

izrael-wpisany-na-liste-hanby-onz-tam-panstwo-islamskie-al-kaida-boko-haram

ONZ wpisała Izrael i Hamas na tak zwaną „listę hańby”, dotyczącą łamania praw dzieci w konfliktach zbrojnych. Dokument ten jest załączony do rocznego raportu biura Sekretarza Generalnego ONZ Antonio Guterresa, który ma zostać przedłożony 14 czerwca Radzie Bezpieczeństwa ONZ.

Wpisanie Izraela i Hamasu na „listę hańby” oznacza, że znalazły się one w gronie, które tworzą m.in. Rosja, Państwo Islamskie, Al-Kaida, Boko Haram, Afganistan, Irak, Birma, Somalia, Jemen i Syria. Izrael to pierwszy demokratycznie rządzony kraj, który znalazł się na tej liście.

Decyzja ONZ wywołała oburzenie w Izraelu. Premier tego kraju Benjamin Netanjahu powiedział, że „ONZ umieściła się dzisiaj na czarnej liście historii, dołączając do zwolenników morderców Hamasu”.

„Nasze siły obronne to najbardziej moralna armia na świecie i żadna urojeniowa decyzja ONZ tego nie zmieni” – oświadczył Netanjahu.

Formalne powiadomienie o wpisaniu Izraela na „listę hańby” otrzymał w piątek ambasador tego kraju przy ONZ Gilad Erdan, który także stwierdził, że „armia Izraela jest najbardziej moralną armią na świecie”. „Jestem całkowicie zszokowany i zniesmaczony tą haniebną decyzją” – powiedział.

Izraelski minister spraw zagranicznych Israel Kac zagroził, że ta decyzja „będzie miała konsekwencje dla relacji Izraela z ONZ”.

PAPpap logo / oprac. PR

Niedziela. Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

9.06.2024 Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

04/06/2024 przez antyk2013

Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!

WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.

Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).

Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie:  Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w  ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).

Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców.

Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był  j e d y n ą  Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.

Share