Życie na linie 11. Postmodernizm i „Okienko”. „Drogowskaz nie biegnie w kierunku, który wskazuje”.

Życie na linie 11 Postmodernizm i „Okienko”. „Drogowskaz nie biegnie w kierunku, który wskazuje”.

Pędząca Glizda

W czasie stanu wojennego ZSRR objęty był tak zwanymi sankcjami. Nie wolno było wysyłać do tego kraju sprzętu elektronicznego i to w żadnej postaci. Chodziło oczywiście o to żeby Sowieci nie korzystali ze zdobyczy naukowych zachodniego świata. W tym okresie, w ramach pomocy, przychodziło do Polski wiele celowo słabo kontrolowanych – jak sądzę – paczek. W tych paczkach przemycano różne urządzenia. które miały służyć knuciu przeciwko komunie. Były wśród nich drukarki a także komputery, nadajniki i radia. Sama dostałam kiedyś paczkę z szeleszczącym w niej proszkiem do prania, w której na specjalnie podwieszonym woreczku ukryte było kilkadziesiąt odbiorników wyglądających jak niewielki zegarek z antenką, przeznaczonych dla więźniów oraz internowanych, do odbioru sygnałów z wolnego świata. Oddałam je pod wskazany adres i bardzo tego pożałowałam dowiedziawszy się, że niektórzy chłopcy z szerokiej otuliny „Okienka”, szczególnie ci, którzy zaprzyjaźnili się ( albo wręcz spoufalili ) z ciotką Irenką, zostali wprowadzeni na warszawskie salony i mogli zarabiać zgodnie ze specjalnym modus operandi tego środowiska.

Otóż w Warszawie wychodziło wówczas nielegalne albo półlegalne pismo o szumnym tytule skupiające tak zwaną intelektualną warszawkę. Naczelny tego pisma wszedł w strukturę pozwalającą zarabiać na omijaniu embarga na dostawy elektroniki do Sojuza. Elektronikę z przesyłanych masowo do Polski paczek zbierało się w określonym super tajnym punkcie, skąd dostarczano ją zaufanemu pośrednikowi, a on przekazywał ją sobie tylko znanymi kanałami do ZSRR. On też wypłacał honoraria nieporównywalnie większe od wierszówki, którą można było zarobić wypisując tromtadrackie bzdety w piśmie o napuszonym tytule. Ciekawe, że ci wszyscy intelektualiści nie widzieli żadnej sprzeczności pomiędzy swoim sposobem dorabiania, a szczytnymi hasłami, które głosili. Może dlatego, że wywodzili się po części spośród poszukiwaczy sprzeczności, które to poszukiwanie sprzeczności utrwaliło się jako akceptowanie wszelkich sprzeczności. A może dlatego, że jak twierdzili: „ drogowskaz nie biegnie w kierunku, który wskazuje”.

U bram kraju czaiła się wówczas ponowoczesność. Propagował ją i opisywał człowiek, który kiedyś walczył w Polsce z bandami. Potem członkowie tych band, czyli logicznie rzecz biorąc bandyci, zostali przemianowani w głównym nurcie mediów czyli- jak niektórzy powiadają- w głównym nurcie szamba, na bohaterów. Od pewnego czasu znowu usiłuje się zrobić z nich bandytów. Komuniści w okresie transformacji chętnie transformowali się na liberałów, potem liberałowie na katolików, najczęściej – jak ich nazywano- „podstępowych” i podstępnych – bo blisko im się okazało do zwolenników eutanazji i aborcji.

Duch ponowoczesności unosił się również i nad „ Okienkiem”. Nigdy nie było wiadomo kto jest z kim, jak i po co. Nigdy nie było wiadomo czy ktoś jest prostym robolem czy wyrafinowanym intelektualistą czy jednocześnie robolem i intelektualistą. A może raz robolem, a raz intelektualistą. Jakby oni wszyscy byli transformersami czyli fikcyjną rasą pozaziemskich istot potrafiących nieustannie się przeobrażać.

W kwestii obyczajów też zapanował- jak zresztą wszędzie- specyficzny kontredans. Elity mówiły językiem dawnych nizin społecznych, ale ich zdaniem tylko oni mieli do tego prawo, a w ich ustach soczyste przekleństwa brzmiały jak poezja, jak trzynastozgłoskowiec. Elity pędziły bimber, a plebs pomalutku uczył się pijać wino. Na początek tylko słodkie albo półsłodkie. Przestał obowiązywać tak zwany dress code . Nie sposób było- jak to mówił kiedyś lud -„poznać pana po cholewach” bo do Opery można było wejść w podartych spodniach, które stały się zresztą szczytem elegancji, a guru opozycji potrafił odbierać order w crocsach. Hipsterzy ( cokolwiek to słowo może znaczyć) nosili w zimie sandały nakładane na bose stopy, a białe skarpetki stały się znakiem rozpoznawczym człowieka z nizin społecznych, dorobkiewicza, człowieka spoza towarzycha warszawki.

Chłopcy z „ Okienka”, choć równie jak elitka warszawki przesiąknięci duchem ponowoczesności, byli przynajmniej zabawni i mili. Traktowali wiele spraw z przymrużeniem oka. Celowali w formułowaniu własnego dowcipnego „okiennego” – jak go nazywali – kodeksu. „Cnota to permanentny brak okazji” – taką definicję cnoty ukuli i z pewnością stosowali. „ Nie ma brzydkich i starych kobiet tylko czasem brakuje wódki” -twierdzili. Na miejscu pewnej słusznych rozmiarów dziennikarki telewizyjnej, zamiast nakłaniać sąd, żeby skazując na wysoką grzywnę pewnego niefortunnego felietonistę, przekonał szeroką publiczność, że jest nadal zdolna do czynności seksualnych, zadbałabym raczej o to, żeby w moim barku nigdy nie zabrakło alkoholu. Zdecydowanie wolałam również dobroduszne żarty chłopców z „ Okienka” na temat dziewcząt i kobiet od wybryków naczelnego redaktora pisma o napuszonym tytule, publicznie deklarującego, której z wielbiących go licznych dam nie tknąłby nawet szczotką do kibla.

Trawestując powiedzenie amerykańskiego admirała z przełomu XVIII i XIX wieku ( a był nim – jak pamiętamy- Stephen Decatur) chłopcy mawiali „ right or wrong, my money”. Sądzę, że miało to znaczyć : “pecunia non olet” Dzielili to przeświadczenie z intelektualistami z napuszonego pisma o napuszonym tytule zarabiającymi na łamaniu embraga na wwóz elektroniki do Sojuza. Nie należało doszukiwać się w postawie tych intelektualistów konsekwencji. Podstawową cechą ponowoczesności nie jest bynajmniej zastąpienie logiki dwuwartościowej logiką wielowartościową, lecz całkowity brak logiki.

C D N

Zbieżność nazwisk i sytuacji jest przypadkowa. W kolejnych odcinkach mojej opowieści poznają państwo losy innych osób pracujących w spółdzielni „Okienko”

=============================

Ja dostałem propozycję „omijania embarga na dostawy elektroniki do Sojuza” od któregoś z redaktorów pisma RES PUBLICA Marcina Króla. Negocjowaliśmy, dyskutowali stronę etyczną… A znajomy przyjął… Mirosław Dakowski

Byłem w Collegium Humanum. Tak dziwnej uczelni jeszcze nie widziałem

Byłem w Collegium Humanum. Tak dziwnej uczelni jeszcze nie widziałem

finanse.wp.pl/bylem-w-collegium-humanum

[Zadziwia, że ujawnianie skandali w Collegium Humanum rozpoczął Newsweek, dość szmatławe i oślizgłe środowisko. Bajwalec twierdzi, że dostali na „rektora” zlecenie. Od kogo? Chyba nie od Mafii Zboczeńców, która ma macki [i ręce] w wielu środowiskach i spodniach. Kiedy się dowiemy? Czy znów zamiotą pod dywan? Śledźmy sprawę.MD].

——————————-

Nie wpłacę tam kolejnych pieniędzy. Dziękuję bardzo za śmieciowy dyplom – opowiada Krzysztof, student Collegium Humanum. Odwiedziliśmy uczelnię, która ma 25 tys. studentów, a mimo tego w środku dnia trudno w jej gmachu znaleźć żywą duszę.Siedziba Collegium Humanum w Warszawie

Siedziba Collegium Humanum w Warszawie Źródło: WP Finanse, fot: AS

Collegium Humanum ma kilka oddziałów w całej Polsce. Jeden z nich zlokalizowany jest w centrum Warszawy. Siedmiopiętrowy budynek mieści w sobie hol, duże Centrum Obsługi Studenta, wiele sal wykładowych zlokalizowanych na kolejnych poziomach i znajdujący się na samej górze sekretariat.

Stołeczny oddział odwiedziliśmy dwukrotnie tego samego dnia. Już od wejścia rzuca się w oczy bardzo duży, niemal sterylny porządek. Oraz kompletna cisza. Rozległe kanapy ustawione na parterze świecą pustkami. Niewielki ruch jest także w Centrum Obsługi Studenta.

Na drzwiach pomieszczenia przyklejona jest kartka z napisem „zakaz fotografowania”. W środku znajduje się kilka stanowisk obsługi w postaci boksów i cyfrowe wyświetlacze z numerkami, znane z miejskich urzędów i poczty. Także tu ruch jest jednak bardzo niewielki.

Nieco więcej osób pojawia się podczas naszej drugiej, popołudniowej, wizyty. Sale wykładowe wciąż świecą wprawdzie pustkami, studiujący w większej liczbie zbierają się przed COS. Szybko okazuje się jednak, że gros z około 30 osób pojawiło się tam, by podbić legitymację studencką. W poczekalni przez większość czasu panuje niemal grobowa cisza. Rzecz rzadko spotykana w kolejkach chociażby do uczelnianych dziekanatów.

Minister nauki Dariusz Wieczorek podał niedawno, że w Collegium Humanum studiuje 25 tys. osób. Poza Warszawą, uczelnia ma tylko 5 filii. Dlaczego więc w środku dnia ogromny gmach sprawia wrażenie opustoszałego?

collegium humanum

Hol uczelni na parterzeŹródło: WP Finanse, fot: AS

O co chodzi z Collegium Humanum?

Collegium Humanum to jedna z najbardziej znanych uczelni w kraju. Swoją sławę szkoła zawdzięcza jednak nie absolwentom, wykładowcom czy nawet niestandardowym metodom reklamy. Szkoła została „bohaterką” cyklu reportażów „Newsweeka”.

Dziennikarze tygodnika ustalili, że wymagania wobec kandydatów są praktycznie zerowe, a na studia można dołączyć nawet kilka dni przed sesją. W dodatku wiele zajęć odbywa się online. Studenci łączą się z wykładowcami za pomocą platformy Teams. Na niektórych zajęciach liczba uczestników szła w setki.

Czarę goryczy przelał fakt przyznawania przez CH dyplomów MBA. Uczelnia stała się maszynką do produkowania członków rad nadzorczych w państwowych spółkach. Wymagany przez prawo dyplom można było zdobyć w dwa tygodnie. Efekt? Poprzedni rektor, Paweł C., dostał zarzut przyjęcia łapówki w zamian za wystawienie przeszło tysiąca dyplomów. Prokurator wprowadził na uczelni zarząd przymusowy.

collegium humanum

Poczekalnia przed jedną z sal wykładowychŹródło: WP Finanse, fot: AS

„Poziom to kpiny z nauki”

Taka atmosfera wokół szkoły musi budzić duże emocje. Nie widać ich jednak na uczelni, bo zeszły do sieci. Na internetowej grupie zbierającej osoby, które czują się poszkodowane przez Collegium Humanum, użytkownicy zwołują się na pozew zbiorowy. Niektórzy piszą, że wystąpili o zwrot czesnego – bez odpowiedzi ze strony uczelni. – Poziom i forma studiowania to kpiny z nauki – rzuca jeden z komentujących.

Taki bałagan na Collegium Humanum ma trwać od dawna. Dorota spędziła na uczelni niespełna rok – w roku akademickim 2022/2023. W tym czasie, opowiada, szkoła nie miała własnej siedziby. Za sprawy administracyjne odpowiadał budynek przy ul. Moniuszki, a przez cały pierwszy semestr zajęcia odbywały się niemal wyłącznie online.

Później było niewiele lepiej, wspomina nasza rozmówczyni. Plan zajęć układany był z jednodniowym wyprzedzeniem – z tygodnia na tydzień. – Zdarzało się, że przychodził w niedziele wieczorem. Nie dało się tego łączyć z pracą. Zajęcia, które miały wypaść w piątek, nagle wskakiwały w środę w ciągu dnia – opowiada Dorota w rozmowie z WP Finanse.

Nasza rozmówczyni do sesji letniej już nie przystąpiła. Zdecydowała się zmienić kierunek studiów. Nie była w tej decyzji sama. – Razem ze mną zrezygnowały wszystkie osoby, z którymi miałam kontakt – wspomina.

Potwierdzenie wypisania z uczelni Dorota dostała 4 miesiące po złożeniu wniosku. – Zapytałam, czy powinnam odesłać legitymację studencką. Okazało się, że nie ma takiej potrzeby, więc zniżki miałam przez całe wakacje, aż do momentu wygaśnięcia ważności dokumentu – opowiada.

W trudniejszej sytuacji jest Krzysztof. Mężczyzna rok temu zdecydował się rozpocząć na Collegium Humanum podyplomówkę i studia magisterskie. Teraz bez karty przebiegu studiów, nie jest w stanie przenieść się na inną uczelnie i kontynuować nauki. Na e-maile z prośbą o jej przesłanie uczelnia miała nie odpowiedzieć.

Collegium Humanum

Sala wykładowa Collegium Humanum Źródło: WP Finanse, fot: AS

Nasz rozmówca do tej pory miał wpłacić na konto uczelni 7 tys. zł. Więcej, jak mówi, nie zamierza. – Nie wpłacam już kolejnych pieniędzy i dziękuję za śmieciowy dyplom. Dyrektorzy szkół prywatnych i publicznych głośno o tym mówią. Ludzie nie są głupi – opowiada.

Niekończąca się rekrutacja

Zdaniem naszego rozmówcy Collegium Humanum od początku nastawione było na zysk jak najmniejszym kosztem.

Trwała niekończąca się rekrutacja. Nowi studenci pojawiali się na zajęciach nawet w maju, tuż przed letnią sesją – mówi Krzysztof.

Wśród studentów, dodaje, pojawia się wiele osób, które w innych okolicznościach nie byłyby w stanie rozpocząć studiów ze względu na brak czasu i możliwości. Uzyskanie dyplomu przez komputer jawiło się jako atrakcyjna alternatywa. Tym bardziej, że ceny na tle konkurencyjnych uczelni jawiły się jako bardzo atrakcyjne.

Niestety, jak opisywał „Newsweek”, jakość samych zajęć online pozostawiała czasem dużo do życzenia. Nasz rozmówca przypomina sobie dwie takie sytuacje. Podczas jednego z prowadzących zajęcia miał powiedzieć, że obniża ocenę z egzaminu osobom, które zapisały się na studia w marcu. W trakcie egzaminu z innego przedmiotu wykładowca wysłał z kolei link do rozwiązanego testu. – Ups, pomyłka – pojawił się komunikat. Studenci zdążyli jednak w tym czasie zrobić zrzuty ekranu wszystkich odpowiedzi.

Sposobów na zwiększanie przychodów uczelni miało być więcej. Studenci mogą na przykład wykupić „Pakiet Premium Student”. Koszt? 490 zł. Nasz rozmówca skorzystał z takiej możliwości w marcu ubiegłego roku. Efekt? – Dostałem tani chiński kubek termiczny, smycz, pendrive i kalendarz z ówczesnym rektorem Collegium Humanum – mówi Krzysztof.

W zestawie znajduje się również dostęp do bazy Systemu Informacji Prawnej „LEX” i pakietu Office. Problem w tym, że działał on tylko przez kilka miesięcy. W październiku dostęp został wyłączony. – Dowiedziałem się, że obowiązuje on przez rok, ale… akademicki – opowiada student CH.

Studenci bronią uczelni

Dzisiaj atmosfera wokół Collegium Humanum robi się coraz gęstsza. Studenci podzielili się na dwa obozy. Część głośno krytykuje uczelnie i domaga się zwrotu pieniędzy za studia. Wiele osób stara się jednak mimo przeciwności ukończyć naukę. Tej drugiej grupie uderzanie w Collegium Humanum się nie podoba, bo każda afera wokół szkoły podkopuje wartość ich przyszłego dyplomu.

– Wielu ludzi pokłóciło się ze mną i zablokowało przez Messengera. Nie chcą rozmawiać o Collegium Humanum. To syndrom sztokholmski połączony z wyparciem – komentuje Krzysztof.

collegium humanum

Hol Collegium Humanum Źródło: WP Finanse, fot: AS

Nowe porządki

„Newsweek” informował, że w ministerstwie trwa wewnętrzny audyt i weryfikacja programów i procesów dydaktycznych. Collegium Humanum tłumaczy, że chce „aby nikt nie podawał w wątpliwość jakości kształcenia na uczelni”. Szkoła spodziewa się kontroli ze strony Ministerstwa Nauki i Polskiej Komisji Akredytacyjnej.

Próbowaliśmy skontaktować się z Collegium Humanum. Interesowało nas, dlaczego w budynku nie odbywały się zajęcia i czy uczelnia odnotowała zwiększoną liczbę rezygnacji ze studiów. Kontakt z uczelnią jest jednak mocno utrudniony, strona internetowa mocno eksponuje zakładkę o nazwie „kłamstwa Newsweeka”, o osobach odpowiedzialnych za relacje z mediami jednak milczy. Pytania skierowaliśmy ostatecznie do działu marketingu. Do momentu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Adam Sieńko, dziennikarz WP Finanse i money.pl

Lewica chce wsadzać do więzienia ludzi, których nienawidzi

Lewica chce wsadzać do więzienia ludzi, których nienawidzi

Autor: CzarnaLimuzyna , 26 marca 2024 ekspedyt

Nie pierwszy raz w historii lewica w Polsce zamierza wsadzać do więzienia ludzi, których nienawidzi. Przygotowywana zmiana w „prawie” ma umożliwić łatwiejsze karanie za poglądy.

Kara za mówienie prawdy

Ofensywa propagandowa odbywa się po szyldem: „Kary za mowę nienawiści wobec osób lgbt”

Wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha zapowiedział w piątek, że wkrótce rząd zajmie się nowelizacją kodeksu karnego, która ma zakazać mowy nienawiści wobec osób LGBT

Rozróżnienie pomiędzy prawicą a lewicą, prawością a nikczemnością jest proste, a zamazywanie tej różnicy jest dziełem lewicy. Odróżnianie prawdy od kłamstwa, dobra od zła, piękna od brzydoty, normalności od patologii jest możliwe, a także stanowi duchowy fundament porządku społecznego.

Aktualna rewolucja nazywana antykulturą ma na celu złamanie paradygmatów naszej cywilizacji – norm moralnych, prawnych, logicznych, a nawet naukowych. Tworzony jest „nowy ład prawny” dostosowywany do lewicowego, a wiec nieracjonalnego i amoralnego, często wręcz absurdalnego światopoglądu.

Państwo, które ma się z tego wyłonić nie będzie bazować na kanonach naszej cywilizacji, nie będzie również państwem neutralnym światopoglądowo, bo takiego tworu nigdy nie było w historii ludzkości. Będzie natomiast państwem wyznaniowym stworzonym na bazie mutacji wszystkich najgorszych totalitaryzmów w historii. Lista ideologii – w tym chronionych i „obowiązkowych” patologii jest długa.

Czy można było tego uniknąć? Mieliśmy 8 lat po to, aby przeprowadzić rozdział lewicy od państwa. Nie napiszę „nie udało się” bo nikt nawet nie próbował.  Stało się tak nie tylko z powodu niechęci zdegenerowanego PiS, ale również dlatego, że większość, wciąż odnoszę takie wrażenie, nie rozumie aksjologicznej zasady rozdziału lewicy od państwa.

Różnica pomiędzy czynem etycznym a nieetycznym jeszcze istnieje w prawie, lecz coraz częściej, są to martwe paragrafy, coraz rzadziej stosowane, obchodzone lub niestosowane w ogóle. Mam na myśli m.in. nieskuteczne zakazy zabijania (aborcja, eutanazja wbrew woli, mord medyczny), kradzieży praktykowanej indywidualnie (kradnący inaczej-lewica i …lewica czyli “libertarianie”) lub przez państwo oraz, co szczególnie ważne w tym kontekście: zakaz propagowania ustrojów totalitarnych.

Od tolerancji represywnej do terroru

Zmiana w prawie oznacza  wprowadzanie do przepisów „tolerancji represywnej” czyli praktyki, którą od dziesięcioleci posługuje się neomarksistowska Szkoła Frankfurcka. Polega to na na nietolerancji w stosunku do osób normalnych. Temu właśnie ma służyć nowelizacja kodeksu „ o mowie nienawiści” umożliwiająca jeszcze bardziej bezczelną promocję patologii, a urażone samopoczucie złoczyńcy lub zboczeńca ścigać z urzędu.

Obecność lewicy w polityce jest wynikiem grzesznych skłonności ludzkiej natury. Te skłonności, z których czynią swoje modus operandi akolici księcia ciemności, nigdy nie zanikną, ale nie powinno to zwalniać lepszej części ludzkości z odpowiedzialności za samą siebie i być przyczyną rezygnacji z kolejnej walki w obronie cywilizacji. Przykład pierwszy z brzegu: tolerancja a tym samym brak penalizacji propagowania i wdrażania ideologii totalitarnej skutkuje „zielonym ładem” – w praktyce  czerwono – brunatnym zamachem na wolność i własność.

Karanie z nienawiści do prawdy nazwaną “mową nienawiści” jest jednym z etapów lewicowej eskalacji. Następnym, jak uczy historia, może być, zgodnie z lewicową tradycją – masowe mordowanie.

Wizjonerzy Złego modlą się do komputera.

Wizjonerzy modlą się do komputera. O antyludzkiej religii Doliny Krzemowej

pch24.pl/wizjonerzy-modla-sie-do-komputera

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Od biblijnego obrazu Szatana, po tolkienowskiego Saurona czy disney’owskiego Skazę, kultura do naczelnych przymiotów Zła zawsze zaliczała przebiegłość.

Ludzki intelekt posiada niebezpieczną wadę. Uznając rozum za jedyne narzędzie poznania,  z czasem zakochuje się w jego tworach; nadaje im właściwości, których nigdy nie posiadały. Innymi słowy – tworzy idole.

Ontologicznie rzecz biorąc, człowiek nie może jednak stworzyć Boga. W tej materii – jak mówi Kohelet – „nic zgoła nowego nie ma pod słońcem”; bożki owe „mają usta, ale nie mówią; oczy mają, ale nie widzą (…) z gardła swego nie wydobędą głosu” (Ps 115, 5 – 8).

Dlatego też Pismo Święte ocenia podobne postawy jednoznacznie. Prorok Izajasz wyśmiewa głupców, wykorzystujących drewno do budowy czy ogrzewania, by następnie z tego samego surowca tworzyć rzeźbę, „przed którą wybijają pokłony” i błagają ją o ratunek (Iz 44, 15). Apokalipsa gromi zaś tych, którzy nawet w czasie wielkiego ucisku „nie odwrócili się od tworów swoich rąk”. Zamiast błogosławieństwa, sprowadzają bowiem na siebie wyłącznie nieszczęście.

Jak tłumaczy prof. Jordan Peterson, w „Raju utraconym” Johna Miltona Lucyfer – najinteligentniejszy z aniołów – trafia do piekła dokładnie w momencie, w którym uznał, że może obejść się bez transcendencji.

Nowe idole

Dzisiaj pokusę całkowitego zamknięcia w doczesności rozpalają sukcesy związane z rozwojem wysokich technologii informacyjnych. Spektakularne osiągnięcia dużych programów językowych jak ChatGPT, zdają się utwierdzać niektórych w przekonaniu, że nasza egzystencja, mierzona aktywnością procesów mózgowych, niewiele różni się od zero-jedynkowych mechanizmów zachodzących w środowisku cyfrowym.

Oczywiście, dzisiaj mamy do czynienia z bardzo potężnymi narzędziami, które – podobnie jak człowiek – przeczesują oceany rozproszonej wiedzy, „uczą się” nowych metod, poszukują wzorców, dostrzegają niewidoczne wcześniej korelacje. Jednak, jak podkreśla John Varvaeke, profesor psychologii Uniwersytetu w Toronto, obecne LLM-y są tyleż „wybitnie inteligentne, co zdumiewająco nieracjonalne”.  

Nieracjonalne, jeżeli rozumiemy przez to troskę o Prawdę; wymagającą autorefleksji, empatii, umiejętności radzenia sobie z samo-zwiedzeniem (self-deception). Daleko im do „mądrości”; ponieważ mądrość to coś znacznie głębszego niż umiejętność kompresowania informacji i wyszukiwania z nich związków oraz zależności. Obecne maszyny na pewno nie są również świadome, chociażby z tego względu, że – jak wyjaśnia neurobiologia – brakuje im substratu biologicznego.

Pod tym względem nawet najnowocześniejsze systemy AI wciąż nie różnią się od „bożków złotych, srebrnych, spiżowych, kamiennych, drewnianych, które nie mogą ni widzieć, ni słyszeć, ni chodzić” (Ap 9, 20).

Mimo to, nie brakuje takich, którzy – podobnie jak głupiec w wizji Izajasza – łudzą się, że niczym boski creator potrafią nie tylko „tchnąć w ich nozdrza tchnienie życia”, ale zbudować… boga.

„AGI, przybywaj!”

AGI (ang. general artificial intelligence), czyli ogólna (generalna) sztuczna inteligencja to „święty Graal” Doliny Krzemowej. Program posiadający elementy świadomości, potrafiący podejmować racjonalne, suwerenne decyzje i – co najważniejsze – replikować się, tworząc coraz potężniejsze wersje samej siebie. Program tak potężny, że nikt nie będzie w stanie go kontrolować; moment zwrotny nie tylko w historii ludzkości, ale w dziejach ewolucji wszechświata.

Wraz z upowszechnieniem ChataGPT, technokraci przeżywają adwent swojego techno-bóstwa. W 2022 r. Ilya Sutskever, czołowy naukowiec OpenAI, w kultystyczno-coachingowej manierze zachęcał pracowników do skandowania: „Poczuj AGI! Poczuj AGI!”. Samo wyrażenie stało się na tyle popularne, że pracownicy OpenAI stworzyli specjalne emojiFeel the AGI na Slacku. W tym samym roku, niczym w rytuale voodoo, Sutskever dokonał symbolicznego spalenia drewnianej figurki reprezentującej wrogą sztuczną inteligencję.

Jeszcze w 2015 roku, z inicjatywy „złotego dziecka” samochodów autonomicznych, Anthony’ego Levandowskiego powstał związek wyznaniowy Way of the Future, zwany też ChurchGPT (Kościół GPT). Uczestnicy tego zgromadzenia za swoją biblię uznali „Nadejście Osobliwości” Raymonda Kurzweila, który jest przekonany, że właśnie tworzymy „boga”.

Niczym Izraelici opuszczeni przez Mojżesza, rzesze inżynierów i wizjonerów odlewają złotego cielca w nadziei, że rozwiąże za nas wszelkie problemy, a samych ludzi wyniesie do wiecznej szczęśliwości.

Ale również i my, stopniowo uzależniani od technologicznych świecidełek, zaczynamy czcić idole: „usynawiamy” je, antropomorfizujemy, chcemy nadawać prawa. Rekordy popularności bije doradztwo AI, AI jako źródło wiedzy ogólnej, terapeuta AI, nauczyciel AI, dziewczyna AI… Kult sztucznej inteligencji nie potrzebuje instytucjonalizacji. Najlepiej wyraża się przez samo użytkowanie.

Homo Deus: krótka historia… apokalipsy

W latach 80 XX wieku, w ramach w ramach współpracy amerykańsko-sowieckiej, powstał Instytut Esalen. Jak przekonuje Douglas Rushkoff, autor książki Team Human, filozofowie, naukowcy i spirytualiści spotkali się w nadziei na zapobieżenie wojnie nuklearnej. Ostatecznie jednak stworzyli światopogląd równie niebezpieczny, co bomba atomowa.

To właśnie przedostatniej dekadzie minionego stulecia wykładowcy Stanforda i inżynierowie NASA poznali rosyjski kosmizm – wyrosły z prawosławia ezoteryczno-gnostycki światopogląd mówiący o ponownym składaniu ludzi, atom po atomie; przenoszeniu ich świadomości do robotów i kolonizacji kosmosu.

Sowieccy inżynierowie z miejsca zdobyli serca naukowców wychowanych na kulturze hippisowskiej i LSD. Czołowi intelektualiści USA uwierzyli, że istoty ludzkie mogą nie tylko przekroczyć granice biologicznej, śmiertelnej powłoki, ale także manifestować się fizycznie poprzez nowe maszyny.

Samorealizacja za pośrednictwem technologii oznaczała porzucenie ciała – ale „to było w porządku”, ponieważ zgodnie z tradycją gnostycką, ciało było źródłem ludzkiego grzechu i zepsucia. Technologia została uznana jako ewolucyjny partner i nasz następca; na popularności zyskało przekonanie, że ludzie to zasadniczo obliczeniowcy, nie są za bardzo oryginalni ani kreatywni; a na obydwu polach – szybkości obliczeniowej i naśladownictwa – dużo lepiej sprawdza się komputer.

Stąd już niedaleko było do przekonania, że ludźmi można dowolnie sterować, wręcz ich hakować (sic!). Od stron internetowych po oprogramowanie telefonów komórkowych, najbardziej przełomowe wynalazki miały służyć jednemu celowi – zmieniać przekonania i zachowania.

Nawet jeżeli w konsekwencji pozostawiają psychikę w zgliszczach, antagonizują i atomizują, chcą zastępować człowieka w pracy albo wyciskać z niego ostatnie krople potu. Opisywany przez Shoshanę Zuboff  „kapitalizm inwigilacji” wymyka się racjonalności, zdrowemu rozsądkowi ale i elementarnemu poszanowaniu dla zdrowia z prostego powodu. Stojąca za nim myśl jest od samego początku wybitnie anty-ludzka. Podobnie jak w marksizmie, człowiek nie posiada żadnej wartości, poza wartością materiału, z którego można zbudować coś lepszego. Transhumaniści widzą w nas wyłącznie kopalnie informacji; niezbędnego surowca do budowy coraz większych i coraz bardziej żarłocznych modeli językowych. 

Czy wciąż jesteś pewien, że technologiczni magnaci, uznający człowieka za problem, a technologię za rozwiązanie – stworzyli ChataGPT, PayPala, Google’a i Facebooka aby Ci służyły?

Piotr Relich

Kosztowna utopia klimatystów. Polska nie musi być posłuszna

Grzegorz Grzymowicz dorzeczy/utopia-zielony-lad-polska-nie-musi-byc-posluszna-klimatystom

Projekt Zielonego Ładu z ETS i EPBD jak każda utopia kiedyś padnie, ale na razie biegniemy drogą do zniewolenia. Nie warto nie upominać się o wolność i suwerenność, bo unijna wyrocznia kazała Polsce realizować klimatyzm.

Już sam fakt, że od 2030 roku Unia Europejska zamierza zacząć zakazywać ludziom sprzedaży lub wynajmu własnych nieruchomości, jeżeli nie będą spełniały unijnych wymogów klimatycznych w zakresie poziomu emisyjności, powinien wywołać w Polsce alarm. I automatycznie jasną deklarację każdego rządu, że w naszym prawie nigdy nie będzie miejsca na takie unormowanie. Jeśli przepisy tak radykalnie łamiące prawo własności rzeczywiście zostaną ustanowione, będziemy mieli mechanizm jak z totalitaryzmu, a nie demokratycznego państwa prawnego, jak zwykli ze znaczną przesadą określać współczesne europejskie formuły państwowe liberalistokraci i ich medialni pupile.

Zapytana, czy Zielony Ład powinien być przedmiotem referendum, minister klimatu Paulina Hennig-Kloska oznajmiła, że nie i że jest to agenda, która musi być realizowana. Perspektywy nieuchronności podporządkowania Polski klimatyzmowi nie podzielił Krzysztof Bosak, apelując: „wyzwólmy się z myślenia, że my coś musimy, bo ktoś sobie coś wymyślił. Jesteśmy w swoim kraju, jesteśmy wolnymi ludźmi i tutaj powinny być zasady, które nam sprzyjają”.

Klimatyzm nie musi być obowiązkowy

To tylko przykłady z ostatnich dni przywołane nie celem przypominania znanych stanowisk koalicji czy Konfederacji wobec unijnej polityki klimatycznej, ale by raz jeszcze zwrócić uwagę na różnicę w mentalności. Abstrahując od rozmaitych przyczyn, podległość kierujących Polską „elit” wobec Unii dawno stała się nieznośna.

Miniona gospodarcza Wspólnota Europejska została poddana metamorfozie w politycznego centralnego zarządcę, a myślenie establishmentu ani drgnęło. Teraz kiedy forsują zaoranie całych sektorów gospodarki i daleko idące zubożenie społeczeństwa po to, żeby zrealizować koncepcję „zielonej” Europy, dobrze byłoby, gdyby Polacy – rządzący na razie nie są do tego zdolni, stosują jedynie socjotechnikę – odważyli się przyjąć założenie, że rząd nie musi robić wszystkiego, co podyktuje Unia Europejska. Że ma prawo odmówić. Dywersyfikację źródeł energii Polska może prowadzić bez histerii z powodu „zbrodniczego” dwutlenku węgla, spokojnie, rynkowo (a nie odgórnie), w tempie na jakie pozwolą możliwości finansowe, bez destrukcji małych i średnich firm oraz bez wyznaczonych przez UE terminów.

Program brukselskich komisarzy zakłada zaś osiągnięcie przez całą Europę tzw. całkowitej neutralności klimatycznej do 2050 r. Jak na sumiennych centralnych planistów przystało drogę ku powszechnej, „zielonej” szczęśliwości podzielili oni na szereg etapów. W stosunku do 1990 r. poziom emisji CO2 ma zostać zredukowany do 2030 r. o 55 proc (Fit for 55) i o 90 proc. do 2040 r. (na razie propozycja Komisji Europejskiej).

Przy czym emisje prawdopodobnie wzrosną gdzie indziej. Podczas gdy Bruksela forsuje ideologiczną dekarbonizację, Chiny konsekwentnie stawiają nowe elektrownie węglowe i zwiększają wydobycie. Przypomnijmy, że UE odpowiada za ok. 8 procent globalnych emisji CO2, Chiny za 27 proc., USA 15 proc., Indie 7 proc., Rosja 5 proc., Japonia niecałe 4 procent.

ETS i ETS 2. Sztuczny koszt jako „korzyść”

Polacy już ponoszą miliardowe straty w rezultacie funkcjonowania sztucznego europejskiego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 (ETS), tj. obejmującego emisje wytwarzane przez przemysł energochłonny (m.in. elektrociepłownie). Każde przedsiębiorstwo w branży objętej systemem i emitujące dwutlenek węgla musi kupić uprawnienie na każdą jego wyemitowaną tonę. Obowiązek ten w oczywisty sposób przekłada się na wzrost cen produktów, w tym rachunków za prąd.

[Ja ciągle nie wiem, od kogo?? Kto nas oschwabia? M. Dakowski]

Wbrew propagandzie etatowych treserów do klimatyzmu, ETS nie jest rynkowy, m.in. dlatego, że został sztucznie wymuszony. I właśnie w tym, że w ogóle istnieje leży jego największy mankament. W założeniu ma nakłonić przedsiębiorstwa do ekologicznych alternatyw gazu, oleju opałowego czy węgla. W praktyce napędza ceny energii elektrycznej i zyski wielkich spekulantów finansowych, co to wiedzą jak uprawnieniami „handlować”.

Mamy więc sytuację orwellowską – wmawia się ludziom, że sztucznie narzucony wydatek jest dla nich korzystny.

Warszawa dawno powinna jednostronnie wypowiedzieć uczestnictwo Polski w tym systemie (postulują to Konfederacja i Suwerenna Polska). Tymczasem od 2027 r. wejdzie w życie ETS2. Na tym etapie uniokraci wezmą się za budownictwo i transport. Uprawnienia do emisji CO2 będą musiały kupować firmy dostarczające paliwa kopalne do odbiorców. Jako że każdy podatek jest przerzucalny, także ten w praktyce zapłacą konsumenci. Firmy doliczą cenę zakupionych uprawnień do rachunków za ogrzewanie, więc każdy, kto korzysta z gazu, oleju opałowego czy węgla, poniesie dodatkowe koszty ideologii klimatyzmu. Podatek zostanie też wliczony w cenę paliwa, zatem zdrożeje transport, a co za tym idzie większość towarów i usług.

Według często przywoływanego raportu ekonomisty dr Marka Lachowicza dla Warsaw Enterprise Institute, koszt ETS2 dla Polski w 2030 r. to od 21 miliardów do 96 miliardów złotych. Będzie to potężne obciążenie gospodarstw domowych, na które Polaków po prostu nie stać, na które żaden polski rząd nie powinien pozwolić.

EPBD. Przymusowe remonty

Elementem, który prawdopodobnie w największym stopniu doprowadzi do masowej pauperyzacji polskiego społeczeństwa i dokończy eliminację klasy średniej, będzie prawdopodobnie dyrektywa w sprawie charakterystyki energetycznej budynków (EPBD). To część pakietu „Fit for 55”, która nałoży na Europejczyków obowiązek termomodernizacji, czy też „renowacji klimatycznej” – różnie to nowomowa określa – niewymagających remontu nieruchomości, by spełniały standardy tzw. zero-emisyjności. Każdy budynek w UE (z bardzo nielicznymi wyjątkami, np. zabytki) ma do 2050 r. nie emitować dwutlenku węgla.

System będzie obowiązywał właścicieli nieruchomości na terytorium państw Unii Europejskiej. Uderzy też po kieszeni wszystkich najmujących, bo wzrosną opłaty. Bruksela podzieliła budynki na klasy energetyczne – co dla samych celów klasyfikacyjnych nie jest niczym złym – ale oni wyznaczyli zakresy czasowe, w których nieruchomości mają być przymusowo remontowane. Według różnych szacunków w Polsce modernizacja ma objąć co najmniej 70, a nawet ponad 80 proc. budynków.

Pomijając rażącą sprzeczność tej regulacji z polską Konstytucją, m.in. z artykułem 64, (zresztą z traktatami unijnymi również, ale do tego się już przyzwyczailiśmy), nie ma tu uzasadnienia ekonomicznego. Większość budynków nie wymaga remontu, a mimo to ludzie zostaną zmuszeni do wydatkowania na ten cel swoich pieniędzy, zamiast sami zdecydować, co z nimi zrobić. Kogo nie będzie stać na „renowację”, będzie musiał się zapożyczyć. Dyrektywa przewiduje w tym celu utworzenie instrumentu „zielonych kredytów” hipotecznych i detalicznych. Ludzie zostaną zmuszeni przez władze do zaciągania kredytów wbrew swojej woli na niepotrzebne im cele. Nie jest to praktyka dopuszczalna w państwie, które chciałoby zachować choćby pozory praworządności.

Zielony Ład. Chcą wziąć biliony

Zarządzający Europą kolektywiści nie kryją, że na realizację ich ideologii poniesiemy bezprecedensowe koszty. Szefowa KE towarzyszka Ursula von der Leyen zapowiedziała w grudniu ub. r., że „jeśli chodzi o finansowanie działań związanych ze zmianą klimatu, musimy przejść od miliardów do bilionów„. Jej obłędnym wezwaniom wtórowali inni, równie oderwani od codzienności zwykłego człowieka maniacy z brukselskiego bizancjum.

Koszt realizacji przez Polskę dyrektywy EPBD, przed którą Konfederacja ostrzegała od dłuższego czasu, i którą nazywa dyrektywą wywłaszczeniową, jest szacowany na 1 bilion – 1,5 biliona zł. W tym drugim przypadku oznacza ok. 100 tys. zł na każdego pracującego Polaka.

Z opublikowanego w styczniu raportu francuskiego Institut Rousseau „Droga do zeroemisyjności” wynika, że całościowy koszt inwestycji w politykę klimatyczną przez najbliższe 26 lat sięgnie 40 bilionów euro. Rocznie jest to ponad 1,5 bln euro. To 200 tys. euro na osobę do 2050 r., co daje 7,4 tys. euro co roku, a więc 32 tys. zł rocznie na jednego pracującego Polaka„.

Do 2050 r. ok. 830 tys. zł na głowę.

Wariant Polexit bez kompleksów

Dlatego o opcjach Polexit czy nawet PolEsacpe – jak to sformułował Rafał Ziemkiewicz, pokazując podobieństwo obecnej Unii do upadającego ZSRS – powinno się mówić otwarcie, bez strachu i bez kompleksów.

Póki rząd warszawski zachowuje jeszcze trochę suwerenności, w tym zwierzchnictwo nad polskim wojskiem. Od lat widać wyraźnie, że uniokraci nie zmienią kursu na centralizację swojej władzy, tylko będą jeszcze bardziej podkręcać tempo. W europejskich społeczeństwach wreszcie zaczyna budzić się nieśmiały sprzeciw, a więc czas im ucieka. Protestujący rolnicy wiedzą, co mówią, alarmując, że szykowane jest doprowadzenie ich do upadłości i przejęcie ich gospodarstw przez zagraniczne agroholdingi.

Powodów do postawienia kwestii polexitu jest mnóstwo. Tzw. polityka klimatyzmu (raczej rodzaj wierzenia religijnego) i wynikające z niej m.in.: EPBD, ETS czy ETS2, to tylko wysuwające się na pierwszy plan oznaki szaleństwa klimatystycznych wyznawców i elementy uwidaczniające interesy gospodarcze piewców stachanowskiego tempa transformacji energetycznej. Chodzi o dalsze narzucanie metodami administracyjnymi uprzywilejowania politycznego kierownika Unii, czyli Niemiec kosztem potencjału i owoców pracy ludności państw peryferyjnych.

Ponadto za rozważeniem wyjścia z Unii przemawiają m.in. raportowanie ESG, trwająca likwidacja górnictwa, wspomniana zmiana struktury własnościowej w rolnictwie, kolejne unijne podatki czy wspólny unijny dług (pożyczka na KPO jest w całości do spłaty przecież nie z kieszeni premierów Tuska czy Morawieckiego, którzy nas w to wkręcili, tylko przez społeczeństwo w podatkach, cenach produktów i usług).

To stopniowe, celowe, metodyczne niszczenie małej średniej i przedsiębiorczości, ustawiające cały system pod interesy wielkich międzynarodowych korporacji. To również polityka migracyjna, w tym nadchodząca przymusowa relokacja Afrykanów i Azjatów (albo kara 20 tys. euro za każdego nieprzyjętego).

To wreszcie ogólnie pojęta centralizacja władzy w Brukseli (nie federalizacja, bo taki model w istocie już mamy). I przede wszystkim to konsekwentnie wdrażany model gospodarczy Unii Europejskiej, czyli eurosocjalizm.

Jaki kraj taki Gargamel. – Czemu takie smutne? – MEMY cz. II

[Nie tylko. Tym bardziej w meRdiach oficjalnych. WYGUMKOWAŃ WSZĘDZIE]


Demografia:

==============================================

Klimatyczna Godzina dla Ziemi. O 20.30 zostanie na godzinę wyłączone oświetlenie kopuły bazyliki św. Piotra. Czy ten [—- wstawić właściwe określenie] w to wierzy??

—————————-

Franciszek od lat nie odprawia Mszy św. Nawet prywatnie.:

„Ostatnia Prosta”: Szczepionkowe żniwa śmierci.

Szczepionkowe żniwa śmierci

magnapolonia.org/szczepionkowe-zniwa-smierci

Wszyscy pewnie pamiętają to słynne hasło „Ostatnia Prosta” zachęcające do „szczepień przeciwko Covid-19″. Szokujące dane opublikowane przez rząd Wielkiej Brytanii pokazują, że w ciągu ostatnich dwóch lat zaszczepiona populacja w Anglii doświadczyła szokującej liczby zgonów w porównaniu z populacją nieszczepionych, mimo że około 30 procent populacji nie otrzymało nawet ani jednej dawki szczepionki na koronawirus z Wuhan.

Szczepionkowe żniwa śmierci. Jak poinformował Office for National Statistics, w okresie od lipca do września 2021 roku największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w sierpniu wśród osób w wieku od 70 do 79 lat i wyniosła 676 zgonów. Natomiast we wrześniu 2021 roku największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 13 294 zgonów.

W okresie od października do grudnia 2021 roku największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w grudniu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 776 zgonów. Dla kontrastu, w grudniu 2021 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 16 171 zgonów.

W okresie od stycznia do marca 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w styczniu wśród osób w wieku od 70 do 79 lat i wyniosła 776 zgonów. Dla porównania, w styczniu 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 15 948 zgonów.

W okresie od kwietnia do czerwca 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w kwietniu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 500 zgonów. Jednocześnie w kwietniu 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 14 902 zgonów.

W okresie od lipca do września 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w lipcu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 493 zgony. Dla porównania, w lipcu 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 14 286 zgonów.

W okresie od października do grudnia 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w grudniu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 604 zgony. Dla kontrastu, w grudniu 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 19 914 zgonów.

W okresie od stycznia do marca 2023 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób w styczniu 2023 r. miała miejsce wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 551 zgonów. Największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła w styczniu 2023 r. wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokującą liczbę 18 297 zgonów.

W okresie od kwietnia do maja 2023 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w maju wśród osób w wieku od 70 do 79 lat i wyniosła 405 zgonów. Jednocześnie największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła w kwietniu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 13 713 zgonów.

Podsumowując, w okresie od lipca 2021 r. do maja 2023 r. wśród zaszczepionych zmarło 965 609 osób, w porównaniu do zaledwie 60 903 zgonów wśród niezaszczepionych. Oznacza to, że w tym okresie w Anglii zmarło ogółem 1 026 512 osób, a osoby zaszczepione stanowiły 94% z nich podczas gdy osoby niezaszczepione stanowiły zaledwie sześć procent.

Franciszek od lat nie odprawia Mszy św. Nawet prywatnie.

Franciszek zrezygnował z przewodniczenia Eucharystii Novus Ordo

[Pozostawiam tłumaczenie maszynowe, by unaocznić , skąd ta maszyna bierze słownictwo, pojęcia. Mirosław Dakowski]

gloria

Dla Specoli (InfoVaticana.com, 25 marca) „straszne jest zauważenie”, że Franciszek od lat nie przewodniczy Eucharystii: „Nie robi tego publicznie, ale też nie robi tego prywatnie”.

Jedynym wyjątkiem był Dzień Zaduszny, kiedy przewodniczył wraz z mistrzem ceremonii.

„Nie mówimy o człowieku, który ma tak poważne problemy zdrowotne, że nie może przewodniczyć Eucharystii” – zauważa „Specola”.

Franciszek jest w stanie stać: „Stoi, kiedy chce i robi to w Santa Marta, jak i w innych miejscach”.

„Specola” pisze, że dla życia kapłana Eucharystia jest „najważniejszym wydarzeniem dnia” i że „nie może być dnia bez kapłana celebrującego i składającego ofiarę Mszy św. za siebie i za swój lud”.

„Jaki przykład daje Franciszek wszystkim kapłanom?”, dodaje: „Jeśli istnieją rzeczywiste warunki, które uniemożliwiają mu przewodniczenie, proszę przynajmniej wyjaśnić je wiernym i upewnić się, że rozumieją ten aspekt, który w przeciwnym razie może stać się prawdziwym skandalem”.

Tłumaczenie AI

Zielony obłęd. Francja zaczyna zakazywać najmu mieszkań. Polakom grozi to samo.

Francja zaczyna zakazywać najmu mieszkań. Polakom grozi to samo

dorzeczy.pl/unia-europejska

Francja zaczyna zakazywać najmu tzw. nieefektywnych energetycznie budynków. To samo grozi Polsce, jeśli zastosuje się do dyrektywy EPBD.

Do 2028 roku aż 5,2 miliona francuskich domów z najniższymi ocenami efektywności energetycznej nie będzie już kwalifikować się do wynajmu. Polskę czekają podobne zmiany” – pisze Piotr Maciążek, dziennikarz serwisu www.strefainwestorow.pl

EPBD. Francja zaczyna zakazywać najmu

Francuskie władze w swoich restrykcjach idą nawet dalej, niż wymaga obecnie Unia Europejska. Wskazują, że celem jest „zielona”, zeroemisyjna Europa i dlatego trzeba wykluczyć z najmu tzw. nieefektywne energetycznie mieszkania.

Właściciele nieruchomości zostali objęci nowymi, surowymi przepisami, przeforsowanymi przez rząd prezydenta Emmanuela Macrona, które nakładają wymogi w zakresie efektywności energetycznej na domy i mieszkania, co ma zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych oraz zużycie energii. Na tym etapie chodzi o budynki w klasie energetycznej F i G. Władze proponują tzw. zachęty, czyli dofinansowanie przymusowych remontów z budżetu.

Jednak, jak przypomina Maciążek, drakońskie przepisy w planach Brukseli mają objąć całą Unię Europejską, w tym Polskę. Państwa członkowskie mają bowiem wdrażać dyrektywę ws. charakterystyki budynków (EPBD). Rzecznik prasowy Ministra Klimatu i Środowiska Hubert Różyk zapowiedział już „środki administracyjne” za niewyremontowanie budynków zgodnie z unijną dyrektywą.

Nowe budynki tylko zeroemisyjne

„W Polsce jest około 6,3 mln domów. Z tego około 2 miliony z tych domów jest w złym stanie technicznym. Ponad 1,7 mln z nich nie ma żadnej izolacji cieplnej. Ponad 347 tys. domów ma natomiast niewystarczającą izolację biorąc pod uwagę parametry proponowane przez UE” – czytamy w tekście dziennikarza.

„Jednym z najbardziej radykalnych aspektów planowanej dyrektywy jest również nakładanie obowiązku budowy nowych budynków zeroemisyjnych od 2028 roku. To oznacza, że nowo powstające budynki mieszkalne będą musiały być w pełni zdekarbonizowane, co z kolei przyspieszy rozwój technologii przyjaznych środowisku, takich jak źródła energii odnawialnej i zaawansowane technologie izolacyjne” – pisze Maciążek w tekście „Francja zaczyna zakazywać najmu nieefektywnych energetycznie budynków. W Polsce czeka nas to samo„.

Po rozmowach w Waszyngtonie

Po rozmowach w Waszyngtonie

Stanisław Michalkiewicz tygodnik „Najwyższy Czas!”    26 marca 2024 michalkiewicz

No i już po świętach, to znaczy – po wiekopomnej wizycie, jaką nasi Umiłowani Przywódcy w osobie pana prezydenta Andrzeja Dudy, Generalnego Gubernatora naszej Guberni Donalda Tuska, Księcia-Małżonka, którego amerykańskie gazety z tej okazji awansowały do rangi „pana Applebaum” i napisały, że „idzie na wojnę”, no i oczywiście – pana Pawła Grasia, który pilnował Donalda Tuska jeszcze za poprzedniej kadencji w latach 2007-2014, później na brukselskich salonach, no i teraz – na ojczyzny łonie. Jak przebiegały rozmowy w Białym Domu – tego, ma się rozumieć, nie wiemy, ale tego i owego możemy się domyślać po spontanicznej deklaracji Donalda Tuska, że przy stole panowała ”zdumiewająca jedność poglądów”.

Język dyplomatyczny, jak wiadomo, nie służy do wyrażania myśli, tylko raczej do ich ukrywania, ale nawet ze sposobu ich ukrywania to i owo można wydedukować. Na przykład kiedy słyszymy, że strony jakiegoś spotkania „wymieniły poglądy”, to w przełożeniu na język ludzki znaczy, że w żadnej sprawie nie doszły do porozumienia. No dobrze – ale co w tej sytuacji oznacza deklaracja Donalda Tuska, że przy stole w Białym Domu panowała „jedność poglądów” w dodatku – „zdumiewająca”? Ja uważam, że oznacza ona ni mniej, ni więcej, że mówił tylko prezydent Józio Biden, podczas gdy nasi mężykowie stanu słuchali. Trudno, by w takiej sytuacji nie wystąpiła „jedność poglądów”, która w dodatku zdumiała Donalda Tuska.

Podobna sytuacja miała miejsce podczas słynnej rozmowy generała Wojciecha Jaruzelskiego z Dawidem Rockefellerem we wrześniu 1985 roku w Nowym Jorku. Początkowo na zgodność poglądów się nie zanosiło, bo generał Jaruzelski coś tam próbował bąkać. Kiedy jednak Dawid Rockefeller powiedział mu: „ty lepiej nic nie mów – bo jak ty mówisz, to ty tracisz, a jak ja mówię, to ty zyskujesz”, to już nic nie bąkał i od tej chwili nastała jedność poglądów. Pod tym względem podczas rozmów u Józefa Stalina panowało większe urozmaicenie. Oto gdy na Kremlu przebywała delegacja m.in. z udziałem Józefa Cyrankiewicza, Ojciec Narodów zaczął zrzędzić na PPS, która wtedy jeszcze istniała – że nie chce iść razem z PPR-rem, że PPS to, że PPS tamto. Wtedy Józef Cyrankiewicz powiedział tak: macie racje, towarzyszu Stalin. PPS wolałaby nie iść z PPR-em, PPS to i PPS tamto – ale PPS pójdzie razem z PPR-em – a wiecie dlaczego? – Nu dlaczego? – zainteresował się Stalin. – Dlatego, że to wy, towarzyszu Stalin, jesteście słońcem światowego proletariatu – odpowiedział Cyrankiewicz. Stalin popatrzył na niego przeciągle i powiedział: wot, maładiec!

Ciekaw jestem, jakich komplementów i pochlebstw lubi słuchać prezydent Józio Biden. Mam nadzieję, że pan ambasador Magierowski przynajmniej to powiedział panu prezydentowi Dudzie i innym członkom delegacji – żeby jednak mogli coś powiedzieć, bo w przeciwnym razie tylko Książę-Małżonek musiałby robić prezydentu Bidenu miny, a z tym jest ryzyko, bo nigdy nie wiadomo, z czym się taka mina może skojarzyć. Ciekaw jestem tedy, czy pan prezydent Duda przedstawił prezydentu Bidenu swój pomysł, którego nie tylko nie skonsultował z żadnym z rządów państw NATO, ale nawet z rządem Donalda Tuska – żeby wszystkie państwa Sojuszu Atlantyckiego przeznaczały nie 2, ale 3 procent swego PKB na zbrojenia. Pewnie nie, bo Amerykanie dali mu już przedtem do zrozumienia, że „pilnuj szewcze kopyta” bo „co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie” – i tak dalej – ale jeśli nawet, to prezydent Józio Biden mógł skorzystać z przywileju wieku podeszłego i zwyczajnie tej propozycji nie dosłyszeć.

Tak było podczas rozmów Adolfa Hitlera z marszałkiem Filipem Petain w Montoire w październiku 1940 roku. Hitler witając starego marszałka, powiada że cieszy się, iż może uścisnąć prawicę człowieka, który nie jest odpowiedzialny za wojnę. Akurat w tym momencie Petain miał napad utraty słuchu i myśląc, że Hitler pyta go, jak udała mu się podróż, odpowiada: „dobrze, dobrze, dziękuję panu”. Potem słuch mu się poprawił na tyle, że kiedy Hitler zaproponował Petainowi wspólną wojnę, ten odpowiada: „mój kraj za dużo wycierpiał moralnie i materialnie, by stać go było na nową wojnę.” Wtedy Hitler, podskakując ze złości zagroził, że jeśli Francja nie chce się bronić przed Anglią i żywi nadal sympatię dla Anglików, to po wojnie straci swoje kolonie, a on podyktuje jej warunki równie ciężkie, jak Anglii. – Nigdy pokój oparty na represjach nie był trwały w historii – odpowiada Petain, który teraz już całkiem odzyskał słuch. Ale kiedy później, na posiedzeniu Rady Ministrów pytano go, co właściwie zaszło w Montoire, Petain znowu – jak to starzy ludzie – nie dosłyszał. – Gdzie? – No w Montoire. – Ach, w Montoire… Nie, nic nie zaszło.

Tedy dowiedzieliśmy się jedynie, że Amerykanie pożyczą Polsce 2 mld dolarów, żeby Polska kupiła w Ameryce 90 śmigłowców szturmowych „Apacz” i 1700 rakiet. Ponieważ mimo zmiany rządu nie ukazała się żadna wiadomość, by parafowana przez złowrogiego Antoniego Macierewicza umowa z 2 grudnia z 2016 roku, na podstawie której Polska zobowiązała się do „nieodpłatnego” udostępniania Ukrainie zasobów całego państwa została anulowana, warto postawić pytanie, czy w sytuacji, gdy Izba Reprezentantów Kongresu od września ub. roku odmawia uchwalenia budżetu, przyjmując już trzeci z kolei budżet tymczasowy, w którym – podobnie jak w poprzednich tymczasowych budżetach nie ma ani centa na pomoc dla Ukrainy, te 2 miliardy nie są przypadkiem pomyślane, jako obejście tej kongresowej obstrukcji, żeby zakupioną na kredyt przez Polskę broń przekazać Ukrainie – a Polska potem będzie ten dług spłacała? Wykluczyć tego niestety nie można tym bardziej, że nasi mężykowie stanu dla Ukrainy zrobiliby wszystko i zapłacili „wszelką cenę”, Tak wynikało z deklaracji pana prezydenta Dudy przed odlotem do Waszyngtonu, że Ukraina musi wygrać z Rosją „za wszelką cenę”. „Wszelką” – a więc również za cenę istnienia państwa polskiego?

Ale na tym nie koniec, Jak wynika z komentarza polskiego analityka, o ile śmigłowce „Apacz” mogą przydać się również Polsce, to wśród owych 1700 rakiet nie ma podobno ani jednej typu „ziemia-powietrze” a więc przeznaczonych do obrony przeciwlotniczej. Są tylko rakiety „powietrze-powietrze” i „powietrze-ziemia”, a więc – raczej przeznaczone do napadu powietrznego, podobnie jak samoloty F-35. Czy gdyby te rakiety, na podstawie wspomnianej umowy, zostały przekazane Ukrainie, nie zaistniałaby sytuacja podobna, jak w przypadku przekazania temu państwu niemieckich pocisków „Taurus” – co Rosja uznałaby za przystąpienie Niemiec do wojny? Jak wiemy, niemiecki kanclerz wstrzymał dostawy tych pocisków na Ukrainę. W tej sytuacji można nabrać podejrzeń, że tak naprawdę chodzi o wepchnięcie Polski do wojny z Rosją i to w sposób nie rodzący żadnych zobowiązań ani dla USA, ani dla NATO.

W tych podejrzeniach utwierdza nas deklaracja prezydenta Józia Bidena o „żelaznym” zaangażowaniu Ameryki w obronę Polski. Jest to ten rodzaj gwarancji, który wygląda bardzo ładnie propagandowo, podobnie jak gwarancje angielskie dla Polski w 1939 roku – ale z których praktycznie nic nie musi wynikać. Tym bardziej, że Amerykanie nie chcą słyszeć o zwiększeniu swego wojskowego kontyngentu w Polsce, na który pan prezydent Duda liczy, jako na rodzaj „żywej tarczy”, a ponadto prezydent Józio Biden nie jest wcale pewny, czy 5 listopada br. zostanie powtórnie wybrany prezydentem. A jeśli nie – to co wtedy z „żelazną” gwarancją?

I wreszcie ostatnia sprawa. Wracając z Waszyngtonu Donald Tusk zapowiedział na 15 marca spotkanie „trójkąta weimarskiego”, to znaczy – złożenia sprawozdania Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, która następnie – w gronie starszych i mądrzejszych – naradzi się, co z tym fantem i z Polską w tej sytuacji zrobić.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Pride and Sensuality: Fiducia Supplicans Overturns the Divine Order

Pride and Sensuality: Fiducia Supplicans Overturns the Divine Order

by Tommaso Scandroglio March 25, 2024 tfp.org/pride-and-sensuality-fiducia-supplicans-overturns

Pride and Sensuality: Fiducia Supplicans Overturns the Divine Order
Pride and Sensuality: Fiducia Supplicans Overturns the Divine Order

Cardinal Prefect Victor Manuel Fernandez’s statement, Fiducia supplicans (FS), bears some characteristics of Revolutionary thought. Prof. Plinio Corrêa de Oliveira would summarize them as pride and sensuality. In fact, the document rejects the order willed by God and submits the intellect and will to sensuality.

✧                    †                    ✧

The document Fiducia supplicans (FS), which legitimizes the blessings of “irregular” couples and homosexual couples, bears characteristics peculiar to revolutionary thinking, that is, thinking that wages war against God’s established order. Let us look at a couple of characteristics by quoting a few pages from the essay Revolution and Counter-Revolution (1959) by thinker Prof. Plinio Corrêa de Oliveira.

The latter writes: “Two notions conceived as metaphysical values express well the spirit of the Revolution: absolute equality, complete liberty. And there are two passions that most serve it: pride and sensuality” (p. 46). Let us start by dealing with the equality-pride tandem. Prof. Corrêa de Oliveira notes, “The proud person, subject to another’s authority, hates first of all the particular yoke that weighs upon him. In the second stage, the proud man hates all authority in general and all yokes and, even more, the very principle of authority considered in the abstract. … And in all this, there is a true hatred for God” (p. 47).

It is no mystery that this pontificate, on the one hand, rejects the authority of the Church understood as a hierarchical reality. Think of the inverted pyramid figure evoked by the pope, the non-teaching but listening Church and the distorted concept of synodality. However, on the other hand, he governs the Church with authoritarianism.

Rejection of the Church’s authority, understood as a rejection of the hierarchy, seemingly allows transferring this authority to the people of God or simply to the people, and thus to clothe with moral and theological validity anything coming from them because it is the people, and no longer the Church, who teach the truth.

We have added the adverb “seemingly” because the insistent harping about dutifully listening to grassroots only promotes a cultural agenda of the few to be imposed upon the unruly masses.

This explains the inevitable appearance of authoritarianism in current Church governance—a truly pastoral engine commanded by a single pastor and charging ahead at full speed behind the screen of equality, or rather, egalitarianism.

The item “homosexuality” is definitely on this agenda of egalitarianism. Since the Synod on Synodality was perhaps too timid in dealing with this issue, those involved now acted authoritatively and published FS. Among other things, blessing homosexuality expresses a rejection of its condemnation and a discomfort with the ‘unjust’ yoke of virtue.

Hence, there appears rebellion against authority. It is focused on pride, the primary sin from which others spring in a temporal sense and in the order of importance.

In FS, rebellion is evident. We see rejection of the authority of Revelation that condemns homosexuality and thus the rejection of the authority of the Church when it teaches the opposite of what FS expresses. Humility would command obedience to both sources (Revelation and Church authority) even if the whole world arose, demanding that homosexuality be blessed.

Ultimately, one wonders why homosexuality must be blessed, that is, why must we consider this orientation and conduct so good that it must be promoted, even within the liturgy.

Here, we turn to the second binomial indicated by Prof. Corrêa de Oliveira: complete freedom and sensuality.

“The intelligence should guide the will, and the latter should govern the sensibility. … [The revolutionary process] once transposed to the relations among the powers of the soul, it leads to the lamentable tyranny of the unrestrained passions over a weak and ruined will and a darkened intelligence, and especially to the dominion of a raging sensuality over the sentiments of modesty and shame. When the Revolution proclaims absolute liberty as a metaphysical principle, it does so only to justify the free course of the worst passions and the most pernicious errors” (pp. 51-52).

Indeed, evil is considered trivial in FS. Its whole focus is on the dominance of sensuality over the intellect and will. Because unnatural passion demands to be satisfied, the person’s intelligence begins to see it as a good toward which the will must strive on pain of having one’s freedom restrained. The person considers temperance and/or orienting the passions according to the dictates of recta ratio [right reason] as attacks on one’s personal freedom. Thus, we have an inversion of the hierarchical pyramid God intended to order the powers of the soul: the passions now dictate the law to the intellect and will.

So, we have authoritarianism that preaches equality but imposes some very different ideas:

“Liberalism [i.e., freedom understood in an absolute sense] is not interested in freedom for what is good. It is solely interested in freedom from evil. When in power, it easily, and even joyfully, restricts the freedom of the good as much as possible. But in many ways, it protects, favors, and promotes freedom for evil. … [while] a thousand good or at least innocent things are tyrannically forbidden, the methodical satisfaction (sometimes with a show of austerity) of the worst and most violent passions, such as envy, laziness, and lust, is favored” (p. 52).

Finally, the only freedom sought is that which tends toward evil. The freedom proper to those who live an upright life is seen as a threat and must be suppressed if only because it annoyingly reminds everyone where the truth lies.

It could be argued that FS does not require blessing irregular and homosexual couples. However, this is not the case. The Dicastery for the Doctrine of the Faith’s press release dated January 4, 2024, was issued to explain the nature of the document and thus its authentic interpretation. It explicitly states that, despite some reservations, the document will have to be received by bishops’ conferences and individual priests sooner or later. The text is clear:

“Prudence and attention to the ecclesial context and to the local culture could allow for different methods of application, but not a total or definitive denial of this path that is proposed to priests…It remains vital that these Episcopal Conferences do not support a doctrine different from that of the Declaration signed by the Pope, given that it is perennial doctrine” (nos. 2-3).1 (Note that inevitably, a pastoral indication such as the blessing of same-sex couples can only refer back upstream to a doctrine.)

To recapitulate, the process begins with passions that rule over the intellect and will. Indulging them appears to be the only way to be free, so reason makes decisions in sharp contrast to God’s will. Then, pride refuses to bend its knees before God and respect His authority and that of the Church’s perennial Magisterium, but exclaims “Non serviam!” Finally, the rule of the unbridled passions that are considered good must ultimately be imposed on everyone. This is partly the underpinning of the ideological structure on which FS stands.

This article was first published on the Italian site La Nuova Bussola Quotidiana and can be accessed here.

„Jeżeli polscy rolnicy nie chwycą za Różaniec…” – ks. prof. Tadeusz Guz

‘Jeżeli polscy rolnicy nie chwycą za Różaniec…’ – ks. prof. Tadeusz Guz


Zaproponowano, aby tak ważną debatę na temat polskiego rolnictwa i polskiego rolnika rozpocząć modlitwą. Na co premier obecny rządu powiedział następujące słowa: ‘Absolutnie nie’.

=====================================================

Autor: AlterCabrio , 25 marca 2024 ekspedyt

«My, Polska XXI wieku, przed Świętami Wielkiej Nocy, Święta Zmartwychwstania Pańskiego, jesteśmy stawiani, także w świetle dzisiejszego Słowa, przed tą wykluczającą się alternatywą: czy Polska chce pozostać Boża, czy Polska chce pozostać Domem Bożym, w którym Pan Bóg w Trójcy Jedyny buduje swój Przybytek, czyli miejsce Swojego pobytu?»

«Ten niepokój, który może wielu naszym rodakom towarzyszy i jakoś w tych dniach nam wszystkim się udziela, on wynika z faktu, że chce się Polskę Bożą, Polskę katolicką, Apostolską, Polskę jako Przybytek dla Pana Boga w Trójcy Świętej Jedynego, zamienić na Polskę szatańską.»

«My zmagamy się z wyzwaniem szatana. On prowadzi wojnę przeciwko Bogu, żeby Go zabić. On prowadzi wojnę przeciw ludziom, żeby ich wszystkich wytracić.»

«Odbyło się drugie spotkanie premiera rządu polskiego w Warszawie, z przedstawicielami rolników. I ta osobistość, gdy spotkanie rozpoczynało się na dobre, wstała i poprosiła premiera polskiego rządu i wszystkich zgromadzonych, w tym także rolników, o to, aby tak ważną debatę na temat polskiego rolnictwa i polskiego rolnika rozpocząć modlitwą. Na co premier obecny rządu powiedział następujące słowa: ‘Absolutnie nie’.

To jeszcze nie było taką niespodzianką, ale co było i jest, i pozostaje wielką niespodzianką i wielką niewiadomą w duszach wielu rolników, to fakt, że zgromadzona część i to nie mała, a może i większość zgromadzonych rolników wystąpiła ze zdecydowanym protestem przeciwko temu postulatowi, żeby tamto zgromadzenie rozpocząć modlitwą.

Można powiedzieć, skracając, jeżeli tak, to polski rolnik nie przez Unię Europejską, tylko sam skazuje siebie na niebyt

−∗−

Rekolekcje dla TPAJ – ks. prof. Tadeusz Guz

Na zaproszenie Siostry Dr Bernadety Lipian i Towarzystwa Przyjaciół Anny Jenke na czele z Przewodniczący Rafałem Solskim, Ks. Prof. Tadeusz Guz wygłosił homilię dla członków i sympatyków Towarzystwa. Wydarzenie to miało odbyło się 23.03.2024r i miało charakter zamknięty, ale homilię i wykład mogę udostępnić. Do obejrzenia i wysłuchania serdecznie zapraszam.

https://youtube.com/watch?v=jcrKJJIToto%3Fsi%3DkJ3gOWNw3gtgkprG

−∗−

Drugi wykład.

«Tak nam spłycono, by nie powiedzieć właściwie nas od modlitwy, i we wnętrzu kościoła i poza kościołem – odcięto. Na tym polega m.in. sedno sekularyzacji i ateizacji. Zsekularyzowana modlitwa nie ma nic z Boga. Tam jest wszystko, tylko żeby nic z Boga. Tak samo zsekularyzowane powołanie, jakiekolwiek by to nie było, czy życia wedle chrztu świętego i powołań do małżeństwa, rodziny, narodu, zakonu, kapłaństwa. Dlaczego mamy taki kryzys wszystkich powołań?»

−∗−

=====================================

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

5 komentarzy

AlterCabrio 25 marca 2024

Słowo polskiego rolnika ‘NIE’ dla Boga, to jest zarazem granicą kresu jego bytu. I powiedziałem jeszcze przed tym spotkaniem, przed tą próbą, na którą i premier, i przedstawiciele polskich rolników zostali w Warszawie wystawieni, to ja powiedziałem wcześniej: ‘Proszę pana, jeżeli polscy rolnicy nie chwycą za Różaniec i nie przyjmą mocy Bożych, to żaden z nich, przynajmniej na polskiej ziemi, śladu nie zostawi. A pan zdaje sobie sprawę, co to oznacza dla narodu…

AlterCabrio 25 marca 2024

A żebyście, Kochani, wiedzieli, i chcę to powiedzieć przy Ołtarzu Pańskim, jak dalece i jaka powaga nas dosięga w tych dniach (i to jest też wiadomość z ostatnich kilkunastu dni), pewien ksiądz biskup diecezjalny wezwał proboszcza pewnej parafii i jego wikariusza, o których słyszał, że oni używają pojęcia ‘Król Polski’ w odniesieniu do Pana Jezusa Chrystusa, i zakomunikował im przed kilkunastoma dniami, że jeżeli usłyszy, że któryś z tych kapłanów, albo obydwaj razem, jeden jedyny raz użyją pojęcia ‘Pan Jezus jako Król Polski’, to obydwaj zostaną z natychmiastowym skutkiem wydaleni z parafii i z pracy w tej diecezji.

„Handel dyplomami” i rektor, który „łapał za genitalia”. Do kompletu, ale pewnie nie koniec.

„Handel dyplomami” i rektor, który „łapał za genitalia”. „On się znęcał nad ludźmi”

TVN24 | Polska tvn24/afera-collegium-humanum-rektor-ktory-lapal-za-genitalia

4 marca 2024, Źródło:Newsweek, tvn24.pl, PAP

Zatrzymania w Collegium Humanum. Sprawa ma związek z korupcją Dariusz Łapiński/Fakty TVN

„Collegium Humanum to nie był tylko biznes polegający na drukowaniu fałszywych dyplomów, to było przede wszystkim niszczenie ludzi” – powiedział w rozmowie z „Newsweekiem” były pracownik uczelni. Tygodnik opisuje kulisy funkcjonowania placówki, kilkukrotnie nagrodzonej tytułem Uczelni Roku w ogólnopolskim plebiscycie ogłaszanym przez należące do Orlenu wydawnictwo Polska Press. W artykule Renaty Kim zatytułowanym „Afera Collegium Humanum” czytamy także o obliczu wieloletniego rektora uczelni Pawła Cz. „Przyjaciel duchownych, polityków i przedsiębiorców. Wielbiący luksus mobber i drapieżca seksualny. Teraz – według prokuratora – szef grupy przestępczej” – podsumowuje dziennikarka.

Collegium Humanum powstało w 2018 roku w Warszawie. Dziennikarze m.in. „Newsweeka” ustalili, że prywatna uczelnia miała w ofercie błyskawiczne kursy, dzięki którym można było zdobyć dyplom MBA. Takie dyplomy ułatwiają m.in. ścieżkę do rad nadzorczych spółek skarbu państwa. Wiarygodność tych dyplomów (pozwalających np. uniknąć konkursów na członków rad nadzorczych spółek skarbu państwa, na zakupy ziemi rolnej) miały gwarantować angielskie uczelnie. Tyle że one same okazywały się jedynie działalnościami gospodarczymi bez uprawnień do organizowania studiów MBA.

CZYTAJ WIĘCEJ: Rektor Collegium Humanum miał popełnić 30 przestępstw. Są zarzuty

21 lutego agenci CBA zatrzymali sześć osób związanych z władzami uczelni Collegium Humanum. Usłyszeli oni zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej mającej na celu popełnienie przestępstw polegających na wystawianiu poświadczających nieprawdę dokumentów ukończenia studiów podyplomowych i przyjmowaniu w związku z tym korzyści majątkowych oraz osobistych.

Kierującemu zorganizowaną grupą przestępczą Pawłowi Cz. w związku z pełnieniem przez niego funkcji rektora wyższej uczelni niepublicznej prokurator zarzucił popełnienie łącznie 30 przestępstw, w tym przywłaszczenia mienia na szkodę uczelni, nadużycia stosunku zależności służbowej i doprowadzenia innych osób do obcowania płciowego lub poddania się innym czynnościom seksualnym, a także kierowania gróźb wobec świadków w celu wywarcia wpływu na ich zeznania w sprawie.

„Popłakałam się z ulgi, kiedy rektor został aresztowany” – wyznała w rozmowie z „Newsweekiem” była pracownica Collegium Humanum. Dodała jednak, że „ulga miesza się z ogromnym lękiem”. Inny pracownik powiedział, że „żadnej ulgi nie czuje, bo jest święcie przekonany, że rektor kieruje wieloma sprawami z więzienia”. „Wszyscy mówią, że nie zaznają spokoju, dopóki Paweł C. nie zostanie skazany na karę więzienia” – pisze w swoim artykule Renata Kim.

„Rektor kazał przed sobą klękać”, „łapał za genitalia”

Jak pisze „Newsweek”. rektor Collegium Humanum wzbudzał postrach wśród podwładnych. Czytamy o krzykach, wyzwiskach i przekleństwach. „Kiedy Jego Magnificencja wchodził do pomieszczenia, należało wstać i na baczność słuchać, co ma do powiedzenia. Byli tacy, którzy ze stresu przestawali w ogóle jeść, inni mdleli” – opisuje tygodnik. Z relacji pracowników Collegium Humanum wyłania się obraz „mobbera”, który wielokrotnie „przekraczał granice”:

Jeden z asystentów rektora zachorował na białaczkę. Odszedł dopiero, gdy szedł do szpitala na przeszczep szpiku. Rektor do ostatniego dnia wyzywał go od debili. Kiedy kolejnego asystenta zabrało pogotowie, powiedział: „O, k***a, następny z białaczką, trzeba było dać mu zdechnąć”.

Była pracownica Collegium Humanum dla „Newsweeka”

On sam siebie nazywał mobberem, był świadomy tego, co robił. Groził ludziom, że ich zniszczy albo wytoczy im proces. Wysyłał maile w nocy, a na odpowiedź dawał godzinę. Cieszył go widok przerażonego człowieka, wtedy triumfował. Była pracownica Collegium Humanum dla „Newsweeka”

To nie był zwykły mobbing, on się znęcał nad ludźmi. Potrafił powiedzieć do pracownika, że ma klęknąć i go przepraszać. I ludzie to robili.

Były pracownik Collegium Humanum dla „Newsweeka”

Ludzie się bali. Rektor ciągle im powtarzał, że są do niczego, więc zaczynali w to wierzyć. Były składane skargi do ZUS i Inspekcji Pracy, ale nic z tego nie wynikało, więc rosło w nas przekonanie, że on wszystko może, ma tyle pieniędzy, że jest w stanie każdego kupić.

Były pracownik Collegium Humanum dla „Newsweeka”

„Newsweek” pisze, że rektor często zatrudniał młodych przystojnych mężczyzn, którzy otrzymywali dyrektorskie stanowiska i wysokie pensje. „Na początku obsypywał ich komplementami, obiecywał szybki awans, ale niedługo potem zaczynał przekraczać granice” – czytamy. Pojawiały się propozycje wspólnych wyjazdów, zaczepki w mediach społecznościowych i portalach randkowych, wieczorne SMS-y i wysyłanie niecenzuralnych zdjęć.

„W pracy korzystał z każdej okazji, by go (pracownika – red.) dotknąć, poklepać po pośladkach czy złapać za genitalia” – opisuje tygodnik. 

Mnie zapraszał do swojego gabinetu pod pretekstem szkolenia, a tam próbował przytulać i całować. Łapał mnie za genitalia, przyciskał do ściany w toalecie. Nie protestowałem, bo zależało mi na pracy. Wiedziałem, że jeśli powiem „nie”, to nie dostanę pieniędzy. A potem mnie zniszczy. Bo on ludzi miażdży, zrównuje z ziemią. Jak? Przychodzi do biura i mówi: „Jesteś k***ą. P******ę cię, ty szmato. Beze mnie nic nie masz”.

Były pracownik Collegium Humanum dla „Newsweeka”

Do dziś wydałem więcej na swego psychoterapeutę, niż zarobiłem przez rok pracy w Collegium. Żałuję, że nie mogę być tą samą osobą, którą kiedyś byłem. Wszędzie widzę zagrożenie.

Były pracownik Collegium Humanum dla „Newsweeka”

Byliśmy bezradni w obliczu ogromnej przemocy, która trwała tak długo. Przychodziły do nas kontrole z Państwowej Inspekcji Pracy, czekaliśmy na nie z utęsknieniem. I nie działo się kompletnie nic.

Były pracownik Collegium Humanum dla „Newsweeka”

„Fabryka” dyplomów

„Newsweek” opisuje także, jak wyglądał „handel dyplomami na masową skalę”, jaki praktykowano w Collegium Humanum.

Tygodnik cytuje prowadzącego sprawę prokuratora Piotra Żaka, według którego zgromadzony materiał dowodowy wskazuje, że dyplomy były wydawane pomimo tego, iż osoby, które je otrzymywały, nie ukończyły studiów. – W większości tych przypadków „studiowanie” ograniczało się do zapłaty za świadectwo kwoty wskazanej przez rektora lub z nim wynegocjowanej i odbioru świadectwa przez „absolwenta” – powiedział. 

Jak pisał niedawno dziennikarz tvn24.pl Robert Zieliński, absolwentami Collegium Humanum, była m.in. elita polityczno-gospodarcza Zjednoczonej Prawicy. Wśród nich byli prezesi i członkowie zarządów spółek skarbu państwa, politycy, generałowie wojska i wysocy rangą oficerowie służb specjalnych.

„Rektor wydawał polecenie, by wydrukować komuś dyplom, a kurier stał już na progu. Albo ponaglał SMS-ami, że mija termin składania wniosków w jakimś konkursie i dyplom jest pilnie potrzebny. Zdarzało się, że dzwonił sam zainteresowany i żądał, by wydrukować dokument, bo idzie do rady nadzorczej spółki skarbu państwa i musi mieć MBA. Drukowano” – pisze „Newsweek”. 

Dodaje, że był taki czas, kiedy uroczystości wręczenia dyplomów odbywały się co tydzień.  „Przyjeżdżało po kilkadziesiąt osób: politycy, przede wszystkim ze szczebla samorządowego, ale także naukowcy, lekarze, policjanci, strażacy. Odbierali tysiące dyplomów. Czasem nie były one nawet odnotowywane w systemie, bo słuchacz otrzymywał dokument zaledwie dzień po tym, jak rozpoczął studia. A zagranicznych dyplomów nie wolno było nawet wpisywać, choć wydawano je na masową skalę” – donosi tygodnik. 

Studia licencjackie i magisterskie były robione trochę skrupulatniej, bo tam trzeba było zakładać teczki, wpisywać studentów do systemu POL-on. Na podyplomowych panowała wolna amerykanka.

Były pracownik Collegium Humanum dla „Newsweeka”

Tygodnik pisze, że wizytacje Polskiej Komisji Akredytacyjnej w warszawskiej siedzibie uczelni oraz jej filiach kończyły się wystawieniem dobrych ocen, mimo iż o chaosie i nieprawidłowościach alarmowano od lat.

racownicy Collegium Humanum w rozmowie z tygodnikiem opowiadali, że jesienią 2022 roku otrzymali wiadomość o planowanej kontroli PKA, do której trzeba było się przygotować. Wspominali, że przekazano im wówczas listę dokumentów, które miały być sprawdzane. „Większości z nich nie było, więc musieli je wyprodukować ze wstecznymi datami. To były setki sprawozdań, protokołów zaliczenia przedmiotów, akt ukończenia studiów z kilku lat” – pisze „Newsweek”. Jak dodaje, studenci, którzy mieli się spotkać z komisarzami, dostali listę pytań z gotowymi odpowiedziami. Mieli mówić, że nie przeszkadza im brak sal wykładowych ani to, że trzeba dojeżdżać na zajęcia. 

„Nie istniała też uczelniana biblioteka”, więc „kierowca rektora” został wysłany do sklepu, by kupić „wszystko, co było w dziale psychologia”. „Na czas wizytacji przesadzono pracowników w inne miejsca, by mogła powstać biblioteka. Inni stracili na kilka dni swoje biurka, bo trzeba było stworzyć pracownię komputerową” – opisuje dalej „Newsweek”. 

Prowizja za studentów

Collegium Humanum cieszyło się dużą popularnością, a studentów przybywało z roku na rok. Było to w dużej mierze efektem – jak czytamy – „agresywnej reklamy w internecie i na billboardach”. Tygodnik dodaje, że uczelnia zatrudniała też rekruterów, którzy zajmowali się zdobywaniem studentów. 

Każdy rekruter miał własny link od informatyka i jeśli kogoś zwerbował, był on automatycznie zapisywany na jego konto. Im więcej studentów, tym wyższa prowizja. Niektórzy rekruterzy wystawiali faktury nawet na setki tysięcy złotych. Były pracownik Collegium Humanum dla „Newsweeka”

Jak pisze „Newsweek”, dla uczelni pracowało w ten sposób kilkadziesiąt osób w całej Polsce, które często były związane z lokalnymi samorządami.

Prokurator Piotr Żak powiedział w rozmowie z tygodnikiem, że do tej pory postawiono zarzuty dwóm rekruterom. Zaznaczył przy tym, że chodzi wyłącznie o tych rekruterów, którzy pozyskiwali studentów i słuchaczy w sposób bezprawny. – Absolutnie nie można rozciągać negatywnej oceny na wszystkie osoby zajmujące się tego rodzaju aktywnością i wszystkie, które poprzez rekruterów rozpoczęły naukę na uczelni Collegium Humanum. Nie można też z góry zakładać, że wszystkie osoby pozyskane przez rekruterów, którym już ogłoszono zarzuty, uzyskały dyplom w sposób nielegalny – powiedział Żak.

Ujawniamy powiązania rektora Collegium Humanum. „Jego macki sięgały wszędzie”

Ujawniamy powiązania rektora Collegium Humanum. „Jego macki sięgały wszędzie”

Renata Kim 24 marca 2024 newsweek/ujawniamy-powiazania-rektora-collegium-humanum-jego-macki-siegaly-

Jeszcze kilka tygodni temu na kanale Manager Business Hub na YouTubie można było obejrzeć wywiad z byłym rektorem Collegium Humanum. Kiedy prowadzący wyliczył jego osiągnięcia, Paweł C. powiedział, że to niepełny życiorys, ale rzeczywiście imponujący.

Po tym, jak prokurator zarzucił mu m.in. kierowanie grupą przestępczą, która na masową skalę produkowała dyplomy MBA – filmik zniknął z sieci. – Bo teraz wstyd coś takiego pokazywać – mówią dawni znajomi. Kiedy były rektor został aresztowany, wymieniali SMS-y i ktoś napisał: „Świat bywa sprawiedliwy”.

Wilczy bilet Pawła C.

Paweł C., rocznik 1980, pochodzi z wioski Łany w gminie Markuszów, na trasie z

Puław do Lublina. W domu oprócz niego było jeszcze dwóch braci, nie przelewało się. – Rodzice to mili, dobrzy ludzie – mówi znajoma rodziny.

Z ojcem Paweł miał trudne relacje. Być może dlatego już w liceum często bywał u proboszcza Ryszarda Gołdy, założyciela parafii Miłosierdzia Bożego w Puławach, wpływowego kapłana lubelskiej archidiecezji.

W klasie Paweł nie był lubiany. – Traktował wszystkich z góry, z nikim nie nawiązał bliższych relacji, za to często rozmawiał z jednym ze szkolnych katechetów. Unikał ćwiczenia na lekcjach WF – opowiada dawna koleżanka.

Inni zapamiętali, że był uzdolniony humanistycznie, czytał „Historię filozofii” Tatarkiewicza i książki o historii współczesnej, ale nauki ścisłe mu nie leżały. Ubierał się inaczej niż koledzy: kiedy oni nosili dzwony, on w eleganckich spodniach i sweterkach polo wyglądał raczej jak student.

Nie miał dziewczyny, na studniówkę poszedł z koleżanką z rodzinnych stron. Maturę pisał z historii, ustnie zdawał język rosyjski, co w 1999 r. było dość nietypowe.

Po maturze poszedł do seminarium duchownego w Lublinie, ale na drugim roku wyleciał z niego z hukiem. Decyzję przekazał mu abp Józef Życiński: w trybie natychmiastowym ma się spakować i opuścić seminarium.

Nie wiadomo, dlaczego – Paweł C. wymazał ten epizod z biografii. Starał się potem dostać do innego seminarium, ale miał wilczy bilet. Ostatecznie wylądował na wydziale teologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Uczeń i mistrz

W 2003 r. na UKSW obronił pracę magisterską „Geneza, rozwój i działalność Kościoła starokatolickiego w Polsce w okresie międzywojennym”. Jej promotorem był ks. prof. Michał Czajkowski, przez wiele lat twarz tzw. katolicyzmu otwartego.

– To był jeden z najbardziej niebezpiecznych tajnych współpracowników komunistycznej SB w kręgach kościelnych. Posługiwał się pseudonimem

„Jankowski”. Motywem obyczajowym jego werbunku w 1960 r. było molestowanie seksualne dwóch nieletnich chłopców. W latach 1984-2006 ks. Czajkowski był asystentem kościelnym miesięcznika „Więź”. W 2006 r. redakcja pisma opublikowała bardzo rzetelny raport o wieloletniej działalności agenturalnej ks. Czajkowskiego – mówi ks. Andrzej Kobyliński, prof. UKSW, filozof i etyk.

Dodaje, że w tej historii – jak z książek Dostojewskiego – są elementy wręcz diaboliczne: cynizm, inteligencja, czar osobowości, umiejętność uwodzenia innych. – Nie wiem, co łączyło prywatnie ks. Czajkowskiego z jego magistrantem, ale podejrzewam, że mogła się pojawić między nimi wzajemna fascynacja – mówi.

Rok później ks. Czajkowski zostaje recenzentem pracy doktorskiej Pawła C. na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej. – To już pachnie przekrętem. Jak można zrobić uczciwy doktorat w ciągu roku? – dziwi się ks. Kobyliński.

Zwraca uwagę na promotora tej pracy: to zmarły w ubiegłym roku prof. Wiktor Wysoczański, rektor CHAT, biskup Kościoła Polskokatolickiego w RP. Z Pawłem C. łączą go wspólne doświadczenia: on też był w seminarium rzymskokatolickim, tyle że w Paradyżu. Odszedł po pierwszym roku studiów.

Dziesięć lat później, w 2014 r., egzemplarz pracy doktorskiej Pawła C. trafił w ręce dr. hab. Marka Wrońskiego, tropiciela plagiatów. Znalazł w niej ponad 140 stron przepisanych z tekstów źródłowych.

Sprawą zajęła się Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów, a później komisja ds. nauczycieli akademickich w Wyższej Szkole Menedżerskiej w Warszawie, w której Paweł C. był wówczas rektorem. Ta zdecydowała, że o plagiacie nie ma mowy. Także Rada Wydziału Teologicznego CHAT utrzymała doktorat w mocy.

Dawna znajoma rektora: – Kto pozamiatał ten bałagan? Kluczem są kościelne kontakty Pawła C. On ma takie plecy w lawendowej mafii, że był nie do ruszenia.

Plagiat i koneksje

Pewne jest jedno: kariera naukowa Pawła C. rozwijała się błyskawicznie. Kiedy ludzie z jego rocznika pisali jeszcze magisterki, on już zdążył zrobić habilitację (poświęcił ją mariawitom) na Uniwersytecie w Rużomberku oraz uzyskać profesurę w Preszowie na Słowacji.

Tym razem też sprawa budziła wątpliwości. W książce „Turystyka habilitacyjna Polaków na Słowację w latach 2005-2016” prof. Bogusław Śliwerski udowodnił, że przedstawiciele aż 18 dyscyplin naukowych jeździli m.in. do Bratysławy, Rużomberka, Preszowa i Nitry, aby tam – wykorzystując porozumienie między rządami – robić habilitacje nie ze swojej dyscypliny. – Paweł C. został profesorem, zanim ówczesny minister nauki Jarosław Gowin ukrócił ten proceder – mówi osoba znająca kulisy sprawy.

Habilitacje na Uniwersytecie Katolickim w Rużomberku zrobiły też dwie osoby blisko związane z byłym rektorem: jego wieloletni przyjaciel prof. Wojciech Słomski, wykładowca na ChAT, a także zmarły rok temu ks. Tadeusz Bąk, członek Polskiej Komisji Akredytacyjnej i kapłan archidiecezji lubelskiej. W ostatnich latach częsty gość Collegium Humanum.

Jak odkryło OKO.Press, na Słowacji Paweł C. obracał się w kręgu byłych komunistów, którzy po zmianie systemu zakładali prywatne uczelnie. Prawdopodobnie tam poznał Sebastiana Fullera, właściciela londyńskiej Apsley Business School, która wydaje dyplomy MBA i doktoraty, choć nie ma do tego prawa. Nie przeszkodziło to Pawłowi C. uczynić z Apsley uczelni partnerskiej Collegium Humanum. Został też ojcem chrzestnym dziecka Fullera.

Od wielu osób słyszę: były rektor wykorzystał know-how z ośrodków na Słowacji do stworzenia własnej uczelni. – Słowacy lubują się w tytułach i Paweł postanowił zrobić to samo: przygotował usługę edukacyjną, która zaspokaja ludzką potrzebę, by pochwalić się wysokimi kompetencjami, nakarmić kompleksy. Tanio i szybko – mówi były pracownik uczelni.

Tajemnica Collegium Humanum. Pomogła polityka

Sam też wszystko robił szybko. Jeszcze za pierwszych rządów PiS pracował jako specjalista w Ministerstwie Pracy i Polityki Socjalnej, a już w 2011 r. założył Instytut Studiów Międzynarodowych i Edukacji Humanum, który stał się później właścicielem Collegium Humanum. Dwa lata później był rektorem Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Warszawie.

W karierze biznesowej pomogła mu polityka: w 2017 r. zmieniły się przepisy dotyczące nominacji do rad nadzorczych państwowych spółek. Od tej pory jednym z wymogów było „posiadanie stopnia naukowego, tytułu zawodowego, certyfikatu, złożenie odpowiedniego egzaminu lub ukończenie studiów Master of Business Administration (MBA)”.

W lutym 2018 r. Instytut Studiów Międzynarodowych i Edukacji Humanum wystąpił do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego z prośbą o utworzenie niepublicznej uczelni o nazwie Warszawska Wyższa Szkoła Menedżerska i nadanie jej uprawnień do prowadzenia studiów pierwszego i drugiego stopnia z zarządzania. Minister Gowin poprosił o opinię Polską Komisję Akredytacyjną, a ta nie widziała przeciwwskazań: w kwietniu 2018 r. uczelnia dostała uprawnienia, a siedem miesięcy później otworzyła studia Executive MBA.

Do dziś nie wiadomo, skąd 38-letni wówczas teolog miał pieniądze na otwarcie własnej uczelni i to od razu z oddziałami w Rzeszowie, Poznaniu i we Wrocławiu, a także na Słowacji, w Czechach, a nawet Uzbekistanie, gdzie wydawano dyplomy respektowane w UE. I jak to było możliwe, skoro Collegium Humanum nie mogło dostać zgody MSWiA na kształcenie cudzoziemców, bo nie istniało pięć lat. Uczelnia dostała tę zgodę dopiero w listopadzie 2023 r. Kto przez lata przymykał na to oczy?

Butelka i koperta. Collegium Humanum rośnie w siłę

Wiadomo, kto uczelnię wspierał: europoseł PiS Ryszard Czarnecki. Bywał na uroczystościach organizowanych przez uczelnię, podobnie jak inny europoseł Karol Karski. Wokół byłego rektora kręcili się też politycy PiS: Piotr Mueller, Jacek Żalek, Daniel Milewski i Grzegorz Woźniak.

Paweł C. często spotykał się z byłym już ministrem nauki Przemysławem Czarnkiem, wspominał też pracownikom o znajomości z wicepremierem Jackiem Sasinem. Regularnie spotykał się z prezydentami Wrocławia i Rzeszowa, obaj mają zresztą dyplomy MBA z Collegium Humanum. – Kiedy jechał z wizytą do tamtejszych filii uczelni, zawsze mówił, że trzeba mu zarezerwować czas dla prezydenta – opowiada były pracownik.

Na liście gości, których zapraszano na uczelniane uroczystości, są przedstawiciele wszystkich opcji: Andrzej Duda, Jadwiga Emilewicz, Ryszard Terlecki, ale także Krzysztof Bosak, Janusz Kowalski i Władysław Kosiniak-Kamysz. Do tego samorządowcy, komendanci policji, straży pożarnej i miejskiej oraz wojskowi. I oczywiście przedstawiciele Kościoła: kardynałowie, arcybiskupi i biskupi.

– Pan Paweł bywał co tydzień na śniadaniach u kardynała Nycza, a on przychodził do nas na wszystkie wydarzenia. Niemiecki kardynał Gerhard Ludwig Müller, były prefekt papieskiej Kongregacji Nauki i Wiary, zjawiał się jeszcze częściej. Bywał też jego asystent, ks. Sławek Śledziewski. Do rzeszowskiego biskupa Jana Wątroby wysyłałem listy – opowiada były pracownik. Dla biskupów pakował paczki: była w nich butelka alkoholu za kilkaset złotych i koperta.– To była pajęczyna powiązań między biznesem, polityką i Kościołem.

Pajęczyna, w której ogromnie ważnym czynnikiem była nieheteronormatywna seksualność w kręgach kościelnych i części centroprawicy – mówi znawca Kościoła.

Inni nazywają to dosadniej: sitwa, w której każdy jest z kimś powiązany. Pierwszy przykład: kiedy w lipcu 2023 r. córka ministra Czarnka wychodziła za mąż, mszę w kościele w Lublinie odprawił kardynał Müller. Drugi: Tomasz Misiak, były senator PO i przedsiębiorca, zasiadał w konwencie uczelni, podobnie jak Rafał Baniak z Pracodawców RP. Trzeci: przez jakiś czas w Collegium Humanum wykładał Mateusz Piskorski, były przewodniczący prorosyjskiej partii Zmiana, oskarżony o szpiegostwo na rzecz Rosji. Jak twierdzi OKO.Press, Paweł C. od wielu lat utrzymywał kontakty z Rosją i Białorusią.

Ludzie się bali rektora Pawła C.

Nawet teraz, kiedy siedzi w areszcie, nikt nie chce o nim mówić pod nazwiskiem. Także anonimowe wypowiedzi muszą być pozbawione szczegółów, żeby nie rozpoznał, kto mówi. – Jego Magnificencja rektor Collegium Humanum, prof. dr habilitowany, MBA, DBA, LLM. MPH, doktor honoris causa. Tak trzeba go było przedstawiać, kiedy występował publicznie – wymienia jednym tchem były pracownik.

– Wysoki, postawny facet w pięknym gabinecie obwieszonym jego własnymi zdjęciami w złotych ramach. Bardzo ładnie mówił, potrafił porwać słuchaczy. Kiedy się zaczynało u niego pracę, przez jakiś czas miało się poczucie, że się chwyciło pana Boga za nogi. Roztaczał wizję dużych zarobków, możliwości współpracy z różnymi instytucjami, otwierania nowych instytutów. A jednocześnie miał tę swoją drugą stronę: obrzydliwą, zepsutą, przestępczą – mówi były pracownik. „Mieliśmy schowany flakonik jego ulubionych perfum Precious Amber i kiedy rektor miał przyjść, spryskiwaliśmy biuro – opowiada były pracownik”. W nowym dziewięciopiętrowym budynku Collegium Humanum przy Alejach Jerozolimskich wciąż rozpylane są jego ulubione perfumy Precious Amber, o zapachu piżma. – Mieliśmy flakonik schowany w szufladzie i kiedy rektor miał przyjść, spryskiwaliśmy biuro – opowiada były pracownik.

Rektor zawsze musiał też mieć pod ręką colę zero w puszkach, schłodzoną, ale nie prosto z lodówki. Jak woda, to tylko ze szklanych butelek. No i była słynna „półka JM Rektora”, na której mogły stać tylko jego naczynia. Miał obsesję na punkcie czystości.

– Potrafił pracownikom powiedzieć, że śmierdzą albo że mają spocone ręce. Albo że śmierdzi im z buzi – wspomina były pracownik. Wszyscy się go bali. Ale odejść też nie było łatwo. Kiedy ktoś złożył wypowiedzenie, rektor potrafił powiedzieć: „Ja tu jestem, ku…, królem i ja decyduję, kiedy ktoś się zwalnia, a kiedy nie”.

To diabeł jest

– Kiedy przeczytałam, że Paweł kazał pracownikom klękać i go przepraszać, nie byłam zaskoczona. To samo działo się przecież w kurii białostockiej, klerycy musieli klękać przed biskupem. Paweł wykorzystywał wzorce wprost z lawendowej mafii. A oni człowieka i jego godność mają za nic – mówi dawna znajoma.

– Potrafił przy kardynale Müllerze, który zna polski, powiedzieć do kanclerza: „Do nogi, psie”. Bardzo go to bawiło – opowiada były pracownik.  – Zdarzały się dni, gdy był miły. Lubił, gdy ludzie byli od niego zależni, bo miał nad nimi władzę, a na tym mu bardzo zależało. Ale najbardziej mu zależało na sławie i wizerunku, żeby ludzie o nim dobrze mówili – opowiada inny.

– Paweł cierpi na jakiś rodzaj manii prześladowczej, ciągle mu się wydaje, że ktoś coś knuje, spiskuje przeciwko niemu. Ma też manię wielkości, podkreśla, że może załatwić wszystko. I rzeczywiście jego macki sięgały wszędzie: od firmy produkującej kremy po Ministerstwo Edukacji i policję. To powodowało, że człowiek bał się zgłosić skargę do ZUS czy PIP. Wiedział, że to nic nie da – dodaje kolejna osoba.

Latami nie mówiło się głośno o molestowaniu pracowników. I dopiero kiedy taki zarzut postawił byłemu rektorowi prokurator, ludziom rozwiązały się języki. Opowiadali, że kiedy Paweł C. szukał kogoś do pracy, przeglądał zdjęcia kandydatów i mówił: najlepiej, żeby był gejem albo chociaż nieostentacyjnym hetero. Zatrudnionych mężczyzn nagabywał i obmacywał, składał niechciane propozycje. A w mediach społecznościowych pozował w objęciach z Aleksandrą Fajęcką, dyrektorką Instytutu Mediów i Dziennikarstwa na uczelni.

Nikogo nie lubił, nie miał nikogo bliskiego. – Był czas, gdy się zastanawiał, co by było, gdyby zginął w wypadku. Kto by poprowadził uczelnię? Komu przypadłby cały majątek? Rodzice są starzy, nie będą przecież wiecznie żyć. Któregoś razu zaklął i oświadczył, że zapisze wszystko na Kościół – wspomina były pracownik. I on, i inni ze strachem myślą, że teraz mógłby się wywinąć z zarzutów. Byli przerażeni, kiedy pojawiła się informacja, że chce zostać tzw. małym świadkiem koronnym, bo liczy, że dzięki temu wyjdzie z aresztu, a sąd złagodzi mu przyszły wyrok.

– Każdy podejrzany, który współdziałał z innymi osobami w popełnieniu przestępstw, może liczyć na taki status, jeśli nie tylko opisze okoliczności stawianych mu zarzutów, ale także ujawni informacje dotyczące osób współdziałających bądź nowe, nieznane prokuraturze poważne przestępstwa – tłumaczy prowadzący śledztwo prokurator Piotr Żak z Prokuratury Krajowej w Katowicach. Dodaje, że były rektor składa wyjaśnienia, w których odnosi się do długiej listy nazwisk osób, co do których istnieje podejrzenie, że kupowały lub dostawały za darmo dyplomy w jego uczelni.

– Dane takich osób pozyskaliśmy w czasie śledztwa, teraz je weryfikujemy. Sprawa nie dotyczy jednak wyłącznie wydawania poświadczających nieprawdę dyplomów, ma znacznie szerszy zakres. Obejmuje też przestępstwa korupcyjne, które mogły ułatwiać funkcjonowanie przestępczego procederu – mówi prokurator.

– Oby go nie wypuścili – martwi się były pracownik. Inny żartuje, że Paweł C. sypie, bo mu się pali pod tyłkiem. Potem poważnieje: – A co, jeśli jednak wyjdzie? Przecież to diabeł jest.

Nierzetelny doktorat rektora Pawła Czarneckiego. Pedalstwo. Cudowne dziecko ks. prof. Michała Czajkowskiego TW „Jankowski”.

forumakademickie/nierzetelny-doktorat-rektora

Wybitny i młody uczony w ciągu trzech lat od ukończenia studiów magisterskich obronił doktorat oraz uzyskał słowacką docenturę. Wszystkie trzy stopnie dotyczyły tego samego tematu. O tym, czy doktorat sprosta ponownej ocenie Centralnej Komisji, będziemy informować.

Paweł Czarnecki. Według „Newsweeka” to bratanek europosła Ryszarda Czarneckiego, który użycza Collegium Humanum swojego wizerunku. Jednak obydwaj temu zaprzeczają.  

=====================================================

Nierzetelny doktorat rektora

Marek Wroński

Paczka, którą dostałem jakiś czas temu z Łodzi, pochodziła od anonimowego „prof. Kowalskiego” i zawierała kilka kserokopii książek dotyczących historii Starokatolickiego Kościoła Mariawitów. Moją uwagę przykuł włożony do niej egzemplarz pracy doktorskiej mgr. lic. Pawła Stanisława Czarneckiego zatytułowanej „Geneza, rozwój i skutki rozłamu w Starokatolickim Kościele Mariawitów w roku 1935. Studium teologiczno-historyczne”. Pracę obroniono w 2004 r. na Wydziale Teologicznym Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Promotorem tej dysertacji był bp prof. dr hab. Wiktor Wysoczański, ówczesny rektor CHAT, zaś recenzentami: ks. prof. Michał Czajkowski (obecnie em. prof. Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego) oraz prof. Karol Karski (CHAT).

ks. prof. Michał Czajkowski

——————

Kiedy zacząłem wczytywać się w ciekawą historię tego mało znanego kościoła chrześcijańskiego, który obecnie ma w Polsce ok. 30 tys. wyznawców, zobaczyłem, że liczne kartki doktoratu są pokolorowane. Podobne kolory widniały na stronach przesłanych książek, którymi były: „Mariawityzm. Studium historyczne” autorstwa Stanisława Rybaka, wydana w Warszawie w 1992 r. oraz książka obecnego dr. hab. Krzysztofa Łojka „Rozłam w łonie Starokatolickiego Kościoła Mariawitów w 1935 roku”, Warszawa 2001 r.

Po porównaniu tekstów okazało się, że z książki S. Rybaka przejęto około 55 stron. Autor doktoratu, aczkolwiek odnotował powyższą pozycję we wstępie i w kilku przypisach, przejął tekst bezpośrednio. Co istotne, tam, gdzie zamieszczono przypisy, tekstu nie ujęto w cudzysłów, z kolei w innych miejscach wprowadzono drobne zmiany, polegające m.in. na dodaniu lub zamianie pojedynczego słowa lub kilku słów. Na przykład, Rybak, str. 20 : „Dnia 6 sierpnia, pod wpływem zaleceń M. Franciszki, 16 obecnych w Rzymie kapłanów mariawitów dokonało wyboru przełożonego zgromadzenia tzw. Ministra Generalnego Zgromadzenia Kapłanów Mariawistów. W tajnym głosowaniu, oprócz dwóch księży, pozostali oddali głosy na ks. Jana Kowalskiego (M. Michała)”; z kolei Czarnecki, str. 30 : „Stąd dnia 6 sierpnia na skutek zaleceń Marii Franciszki, 16 obecnych w Rzymie kapłanów mariawitów dokonało wyboru przełożonego zgromadzenia tzw. Ministra Generalnego Zgromadzenia Kapłanów Mariawitów. W tajnym głosowaniu, oprócz dwóch księży, pozostali oddali głosy na ks. Jana [Marii Michała] Kowalskiego52”. Ciekawe jest, że dalszych 11 linijek tekstu Rybaka Czarnecki włożył w całości do odnośnika (52). Innym zabiegiem jest rozbudowywanie przepisywanych zdań (np. Rybak str. 29, Czarnecki str. 36), czy też używanie szyku przestawnego (np. Rybak str. 27, Czarnecki str.35).

Z kolei z książki dr. hab. Krzysztofa Łojka (obecnego profesora uczelnianego w Wyższej Szkole Kadr Menedżerskich w Koninie) metodą „kopiuj i wklej” przejęto ponad 85 stron tekstu. Pozycji tej nie odnotowano i nie podano w bibliografii. Tekst Łojka zmieniany jest w podobny sposób jak tekst Rybaka: użycie synonimów, szyku przestawnego, próba parafrazy.

Podsumowując, doktorat Pawła S. Czarneckiego jest pracą niesamodzielną, w znaczącym stopniu naruszającą prawa autorskie innych osób. W związku z tym jego dysertacja powinna zostać wznowiona z urzędu przez Prezydium Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów.

Kto jest kim?

Sprawa jest o tyle poważna, że dr hab. Paweł S. Czarnecki (ur. w 1980 r.) jest obecnie rektorem Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Warszawie (prezydent: dr Stanisław Dawidziuk, prorektor: dr Joanna Michalak-Dawidziuk, kanclerz: mgr Radosław Dawidziuk) oraz profesorem uczelnianym tej prywatnej uczelni, o której burzliwych dziejach w minionych latach wiele pisała prasa.

W Wikipedii sylwetkę naukową rektora WSM opisano tak: „W 2003 ukończył Wydział Teologiczny Uniwersytetu im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie (UKSW). Promotorem był ks. prof. Michał Czajkowski, recenzentem ks. dr Andrzej Luter, a praca magisterska nosiła tytuł „Geneza, rozwój i działalność Kościoła starokatolickiego w Polsce w okresie międzywojennym”. W tym samym roku uzyskał prawo wykładania teologii katolickiej, otrzymując tytuł Licentiatus in Theologia Oecumenica na UKSW. Również w 2003 ukończył podyplomowe studia pedagogiczne na Papieskim Wydziale Teologicznym Bobolanum w Warszawie. W 2004 uzyskał stopień naukowy doktora nauk teologicznych w zakresie historii w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Tytuł dysertacji doktorskiej „Geneza, rozwój i skutki rozłamu w Starokatolickim Kościele Mariawitów w roku 1935. Studium teologiczno-historyczne”. W 2005 ukończył studia Master of Business Administration w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Warszawie. W 2006 uzyskał stopień naukowy doktora habilitowanego nauk teologicznych na Wydziale Teologicznym w Koszycach Katolickiego Uniwersytetu w Rużomberku (Słowacja). Temat dysertacji habilitacyjnej „Geneza, rozwój i działalność Starokatolickiego Kościoła Mariawitów w Polsce w latach 1893-1935”. Recenzentami byli ks. prof. Cyryl Hisem, bp prof. Stanisław Stolarik i ks. prof. Michał Czajkowski.

W 2009 r. uzyskał stopień doktora habilitowanego nauk humanistycznych na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu w Preszowie (Słowacja). Tytuł rozprawy habilitacyjnej „Etyka mediów”. Recenzentami byli prof. Józef Jaroń, prof. PhDr. Jana Sošková, CSc. i doc. PhDr. Viera Bilasová, CSc. W 2009 na Wydziale Administracji i Stosunków Międzynarodowych Wyższej Szkoły Ekonomii i Innowacji w Lublinie uzyskał tytuł zawodowy magistra administracji. Tytuł pracy magisterskiej „Autorytaryzm i demokracja w Polsce w okresie transformacji ustrojowej”. Promotorem był prof. Marek Żmigrodzki, a recenzentem dr Marta Michalczuk-Wlizło”.

Na stronie uczelni osiągnięcia naukowe rektora Czarneckiego opisano tak: „Pedagog społeczny i etyk. Autor wielu artykułów i książek naukowych publikowanych w Polsce i zagranicą. min.: „Marii Ossowskiej nauka o moralności”, Warszawa 2006, „Etyka”, Warszawa 2006, „V oblasti etických úloh”, Prešov 2007, „Etyka mediów”, Warszawa 2008, „Zarys etyki”, Lublin 2008, „Dylematy etyczne współczesności”, Warszawa 2008, „Demokracja i autorytaryzm w Polsce”, Warszawa 2009, „Historia filozofii”, Warszawa 2011, „Ethics for a social worker”, Lublin 2011, „Praca socjalna”, Warszawa 2013, „Vybrané problémy sociálnej prace”, Bratysława 2012.

Jest redaktorem naczelnym czasopisma naukowego „Międzynarodowe Studia Społeczno-Humanistyczne Humanum”, członkiem Kolegium Redakcyjnego czasopisma naukowego „Zdravotníctvo a sociálna práca” w Bratysławie. Visiting professor in social work w St. Elisabeth University of Health and Social Sciences w Bratysławie. Jest ekspertem naukowym w Czech Science Foundation (GACR) w Pradze w Republice Czeskiej oraz w Slovak Research and Development Agency (APVV) w Bratysławie w Republice Słowackiej. Jest recenzentem takich czasopism naukowych jak: „Human Resource Management Research”, „Journal of Logistics Management”, „International Journal of Arts, Education” wydawanych przez Scientific & Academic Publishing Co. w USA. Członek Kolegium Naukowego św. Elżbiety przy St. Elisabeth University of Health and Social Sciences w Bratysławie. Ekspert w Narodowym Centrum Nauki w Krakowie”.

Jak można wywnioskować z powyższego życiorysu, ten wybitny i młody, bo 34-letni uczony, w ciągu trzech lat od ukończenia studiów magisterskich na UKSW w Warszawie obronił doktorat na CHAT oraz uzyskał słowacką docenturę w Rużomberku. Zwróciłem jednak uwagę, że wszystkie trzy stopnie dotyczyły tego samego tematu, jak również we wszystkich procedurach brał udział ks. prof. Michał Czajkowski. O tym, czy doktorat prof. Czarneckiego sprosta ponownej ocenie Centralnej Komisji, będziemy informować.

Collegium Humanum i lawendowa mafia. Nowe fakty o rektorze.

Collegium Humanum i lawendowa mafia. Nowe fakty o rektorze Pawle C.

pch24collegium-humanum-i-pedalstwo

(fot. Wikipedia)

prof. dr hab. Paweł Czarnecki, MBA, dr h.c. mult. – Rektor

[Rektor Paweł Czarnecki. Według „Newsweeka” to bratanek europosła Ryszarda Czarneckiego, który użycza Collegium Humanum swojego wizerunku.]

——————————————-

Afery Collegium Humanum nigdy by nie było, gdyby nie… kościelna lawendowa mafia. Rektor Paweł C. był seminarzystą w Lublinie, a magisterkę i doktorat pisał pod okiem ks. prof. Michała Czajkowskiego, agenda SB zwerbowanego na tle molestowania seksualnego chłopców. Habilitację i profesurę zrobił na Słowacji, na uczelniach oferujących tzw. turystykę habilitacyjną, często właśnie środowiskom kościelnym.

—————————-

O lawendowej mafii i Pawle C. pisze w „Newsweeku” Renata Kim. Jak podaje, rektor Collegium Humanum Paweł C. w 1999 roku wstąpił do seminarium duchownego w Lublinie. Na drugim roku miał wylecieć – i to z hukiem. Abp Józef Życiński miał nakazać mu spakowanie się i opuszczenie seminarium „w trybie natychmiastowym”. Według „Newseeka” dostał wilczy bilet – nie udało mu się wstąpić do innego seminarium, pomimo prób. Podjął w efekcie studia teologiczne na UKSW w Warszawie.

W 2003 roku obronił pracę magisterską pt. „Geneza, rozwój i działalność Kościoła starokatolickiego w Polsce w okresie międzywojennym” u ks. prof. Michała Czajkowskiego. Jak wyjaśnił Renacie Kim ks. prof. Andrzej Kobyliński, Czajkowski był „jednym z najbardziej niebezpiecznych tajnych współpracowników SB w kręgach kościelnych”. – Motywem obyczajowym jego werbunku w 1960 r. było molestowanie seksualne nieletnich chłopców – stwierdził ksiądz profesor. Michał Czajkowski w latach 1984 – 2006 był asystentem kościelnym miesięcznika „Więź”; w 2006 roku redaktorzy opublikowali raport o jego działalności agenturalnej.

Czajkowski nie ograniczył się do wypromowania magisterki Pawła C.; rok później został też recenzentem jego pracy doktorskiej pisanej w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej. Kobyliński zastanawia się, jak to możliwe, że Paweł C. napisał doktorat w ciągu roku. Wymowne jest jednak, że promotorem doktoratu był prof. Wiktor Wysoczański. Wysoczański był „biskupem” tzw. Kościoła Polskokatolickiego w RP. Był w seminarium katolickim, ale odszedł po pierwszym roku i związał się z polskokatolikami.

Jak podaje Newsweek, w 2014 roku w doktoracie Pawła C. – dr hab. Marek Wroński, tropiciel plagiatów, znalazł ponad 140 strony przepisane z tekstów źródłowych. Prowadzono postępowania w tej sprawie, ale uznano, że plagiatu nie było…

Habilitację Paweł C. zrobił na Uniwersytecie w Rużomberku na Słowacji, a profesurę uzyskał w Preszowie w tym samym kraju. Oba miejsca są dobrze znane zwłaszcza w środowiskach kościelnych. Kilka lat temu ukazała się nawet książka pod znamiennym tytułem „Turystyka habilitacyjna Polaków na Słowację w latach 2005-2016” autorstwa prof. Bogusława Śliwerskiego. Proceder robienia habilitacji na kilku słowackich uczelniach zablokował minister Jarosław Gowin.

W Rużomberku i Preszowie Paweł C. miał obracać się w kręgu byłych komunistów.

Jako rektor Collegium Humanum Paweł C. pozostawał w żywych kontaktach ze środowiskami kościelnymi; dbał o dobre relacje z archidiecezją warszawską i zapraszał do współpracy bardzo wielu duchownych.

Źródło: newsweek [ale.. płatny.. łobuzy. MD]

Pach

Jednym sensownym wyjściem jest Polexit

Rozmowa z Tomaszem Cukiernikiem myslpolska

Opublikował pan książkę „Dwadzieścia lat w Unii. Bilans członkostwa”. No właśnie, jaki to bilans, bo polska opinia publiczna w ogromnej większości jest przekonana o samych dobrodziejstwach naszego członkostwa.

– Politycy i niedouczeni dziennikarze jako bilans członkostwa Polski w Unii Europejskiej przedstawiają z jednej strony wszystkie dotacje unijne, jakie otrzymała Polska, a z drugiej strony polską składkę. Przez te 20 lat wychodzi mniej więcej tak, jakby Polska wpłaciła 1 zł, a otrzymała 3 zł. Niestety jest to tylko jeden z możliwych bilansów i na dodatek mający niewielkie znaczenie. Saldo dotacji i składki w skali wieloletniej to zaledwie 2 proc. polskiego PKB. Nie są to pieniądze, które mogłyby mieć istotne znaczenie dla rozwoju gospodarczego. Co więcej, są to pieniądze szkodliwe z różnych powodów. Po pierwsze, generują dodatkowe niepotrzebne koszty zarówno w trakcie wydawanie tych pieniędzy, jak i późniejszego utrzymywania wybudowanych obiektów. Po drugie, są rodzajem szkodliwego interwencjonizmu państwowego, zgodnie z fałszywą zasadą, że urzędnik wie lepiej od właściciela, na co wydać jego pieniądze. Po trzecie, służą do szantażu ze strony Komisji Europejskiej, co było niejednokrotnie widać w przypadku i rządu PiS, i rządu Wiktora Orbana. Natomiast w mojej książce przedstawiam cały szereg bilansów dotyczących różnych dziedzin gospodarki, finansów publicznych czy emigracji: saldo wymiany towarowej i usług, saldo inwestycji, kwestia uzależnienia od kapitału zagranicznego i transferów pieniędzy za granicę przez zagraniczne koncerny czy straty związane z emigracją Polaków. Jednak najważniejszy jest bilans, który z jednej strony pokazuje korzyści płynące dla Polski ze wspólnego rynku, a z drugiej – straty związane z koniecznością wdrażania unijnych regulacji.

A czy może jest tak, że są jakieś korzyści naszego członkostwa w pierwszych powiedzmy 10-15 latach, ale teraz ten czas się kończy w związku z tym, że UE stała się już de facto biurokratycznym molochem, pętającym inicjatywę i wolność?

– Unia Europejska była biurokratycznym molochem już w roku 2004, kiedy do niej wstępowaliśmy. Ale rzeczywiście w miarę stopniowej coraz większej ingerencji Brukseli w gospodarkę poprzez coraz to nowsze i coraz bardziej absurdalne strategie, plany i regulacje sytuacja z roku na rok się pogarsza. Takim bardzo szkodliwym przykładem jest wprowadzenie ETS, czyli obowiązkowego zakupu pozwoleń do misji dwutlenku węgla. Natomiast do skokowego pogorszenia się sytuacji dojdzie w miarę wdrażania – pod urojonym pretekstem klimatycznym – skrajnie szkodliwej polityki Europejskiego Zielonego Ładu. W tym momencie możemy być pewni, że zyski z członkostwa są mniejsze niż korzyści. Mam na myśli zyski finansowe, ale do tego dochodzą jeszcze sprawy, których tak łatwo nie da się policzyć – dotyczące utraty wolności wyboru i ogólnie wolności. Chodzi o te wszystkie regulacje Zielonego Ładu zakazujące samochodów spalinowych (sam ten przepis mógłby być wystarczającym pretekstem Polexitu), kotłów na paliwa kopalne, kuchenek gazowych, zmuszające do niepotrzebnych remontów niemal wszystkich domów. A czekają nas jeszcze klimatyczne podatki od samochodów, od rolnictwa czy od ogrzewania domów – tzw. ETS 2.

Skąd, według pana, bierze się skrajny dogmatyzm Brukseli w kwestii tzw. zielonej rewolucji. Przecież już na pierwszy rzut oka jest to szaleństwo. Jeśli tak, to skąd ta determinacja?

– Trzeba sobie zdać sprawę z faktu, że politycy, którzy są na świeczniku – i ci w Unii Europejskiej, i ci w krajach członkowskich – to zwykłe kukiełki. Robią to, co im suflują – poprzez lobbystów i korupcję – prawdziwi władcy. W mojej książce wyróżniłem cztery grupy, które naprawdę rządzą Unią Europejską. Po pierwsze, koncerny międzynarodowe, farmaceutyczne, chemiczne czy przemysłu spożywczego itd. Po drugie, międzynarodowe instytucje finansowe, które pod pretekstem walki z terroryzmem doprowadzają do coraz większej inwigilacji praworządnych obywateli czy do ograniczenia wolności dysponowania gotówką. Po trzecie, są to służby specjalne poważnych państw unijnych, jak Niemcy czy Francja, działające konkretnie na korzyść swoich krajów. Po czwarte, służby specjalne poważnych państw pozaunijnych, jak Rosja, USA, Chiny, Izrael, a nawet państwa arabskie. W efekcie wewnątrz Unii Europejskiej dochodzi do kotłowania się lobbystów z eurokratami – każdy przeciąga linę na swoją stronę i próbuje coś ugrać dla swoich mocodawców. Jesteśmy świadkami przepychanek i bezpardonowej walki pomiędzy tymi grupami interesu. Działania tych wszystkich sił przenikają się w unijnej polityce, a ponieważ ich interesy niejednokrotnie są sprzeczne, to często unijne regulacje również są ze sobą sprzeczne. Na przykład najpierw jednym przepisem zmusza się ludzi do instalacji pomp ciepła, a zaraz potem drugim przepisem chce się zakazać gazów fluorowanych, bez których pompa ciepła nie może działać. I tu nie chodzi o żaden dogmatyzm, tylko o grube interesy, takie jak handel dwutlenkiem węgla w atmosferze, które załatwiane są pod wygodnym pretekstem klimatyzmu, co udało się ludziom wmówić wieloletnią propagandą i ci w końcu w to uwierzyli.

Obecnie ok. 20 proc. Polaków byłoby skłonne uznać wyjście z UE za dobre dla Polski. Czy to dużo, czy mało?

– Moim zdaniem to bardzo mało, ale jest to efekt tej właśnie wieloletniej propagandy wtłaczanej w mózgi ludzi dzień w dzień przez już jakieś 30 lat. Jeszcze w latach 90. przepaść w dobrobycie pomiędzy Europą Zachodnią a Polską była tak wielka, że niemal wszyscy chcieli, żeby i u nas było jak na Zachodzie. Propaganda przedreferendalna utwierdziła Polaków w przekonaniu, że wkrótce – za 10, a maksymalnie za 15 lat – po tym jak wejdziemy do Unii, będziemy tak bogaci jak oni. A jak jeszcze sypną dotacyjnym groszem, to w ogóle od razu będzie raj. Nic takiego oczywiście się nie stało – w 2021 roku eksperci Warsaw Enterprise Institute przewidywali, że Polska może dogonić Niemców już za… 34 lata, a wzrost dobrobytu w Polsce nie zawdzięczamy unijnym dotacjom ani tym bardziej regulacjom, a wyłącznie ciężkiej pracy Polaków. W pewnym stopniu z pewnością pomógł w tym dostęp dla polskich firm do wspólnego rynku. Propaganda rządu Leszka Millera stręczyła Polakom UE też tym, że po anszlusie będą mogli pracować na dobrobyt zachodnich społeczeństw. Tak się niestety stało. Do pracy wyjechało ponad 2 miliony Polaków, którzy zamiast budować bogactwo Polski, pracują na dobrobyt obcych.

Natomiast odtrutką na te wszystkie „działania informacyjne” i inne kłamstwa ze strony polskich i unijnych polityków i urzędników oraz jej apologetów ma być kampania AkcjaEwakuacjaZeu, której celem jest doprowadzenie w ciągu pięciu lat do zmniejszenia poparcia Polaków dla Unii z ok. 80 proc. do nie więcej niż 50 proc. A moja książka daje konkretne argumenty, by móc przekonać niezdecydowanych do tego, że Unia Europejska prowadzi nas na skraj przepaści finansowej, odbierze nam wolność i jakiś tam dobrobyt, który sami wypracowaliśmy przez te trzy i pół dekady, które minęły od tzw. transformacji ustrojowej. Na ulicach widzimy, że zrozumieli to już rolnicy, którzy swojego protestu nie skierowali przeciwko polskiemu rządowi, a Unii Europejskiej i jej Zielonemu Ładowi. Dodam, że w mojej książce analizuję i porównuję sytuację rolników przed członkostwem i teraz. Na przykład żeby kupić ciągnik, w 2004 roku rolnik musiał sprzedać 13,2 ton świń, a w 2022 roku – już 48,7 ton świń! Oznacza to wzrost ceny o 269 proc.! Nie inaczej jest w przypadku mleka. Żeby kupić ciągnik, w 2004 roku rolnik musiał sprzedać 63,6 tys. litrów mleka, a w 2022 roku – już 142 tys. litrów mleka, czyli 123 proc. więcej. Pamiętajmy, że to rolnicy dostali najwięcej dopłat z Brukseli i według propagandy to oni mieli być tym największym wygranym członkostwa Polski w Unii. A tymczasem skutek jest opłakany. Liczba gospodarstw rolnych spada w zastraszającym tempie, a z danych GUS wynika, że udział wartości dodanej brutto rolnictwa w PKB Polski spadł z 3,3 proc. w 2004 roku do 2,8 proc. w 2022 roku.

Czy według pana zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego mogą być przełomowe, czy jest szansa na odsunięcie ekipy Ursuli von der Leyen i zmianę polityki Komisji Europejskiej? I co może się stać, jeśli do tego nie dojdzie?

– Uważam, że wybory do Parlamentu Europejskiego nic zasadniczego nie zmienią. Tak jak powiedziałem, eurokraci są wyłącznie kukiełkami. Unia Europejska konsekwentnie i metodycznie idzie w kierunku budowy scentralizowanego superpaństwa i żadne wybory nie spowodują, że coś się w tej kwestii zmieni. Nie będzie Ursuli von der Leyen, to będzie inny Timmermans, Van Rompuy albo jeszcze ktoś inny, kto konsekwentnie będzie wdrażał tę samą politykę niemieckiego walca. Według wyliczeń francuskiego Institutu Rousseau na osiągnięcie tzw. neutralności klimatycznej Polska do 2050 roku ma marnować 13,6 proc. PKB rocznie. To 2,4 biliona euro, czyli ponad 10 bilionów złotych. Kwota ta jest niemal dziesięć razy wyższa niż wartość wszystkich unijnych dotacji dla Polski, które przez całe 20 lat wyniosły nieco ponad 1 bilion złotych! Polska nie może nie wdrażać Zielonego Ładu, a za nieposłuszeństwo w tej kwestii grożą olbrzymie kary finansowe od TSUE. Dlatego jeśli mielibyśmy przestać marnować gigantyczne zasoby na Europejski Zielony Ład, doprowadzając do likwidacji wielu firm, a całe rzesze Polaków do ubóstwa, o zamachu na naszą wolność nie wspominając, jedynym rozwiązaniem jest Polexit.

Rozmawiał: Jan Engelgard

Książka Tomasza Cukiernika „Dwadzieścia lat w Unii. Bilans członkostwa” jest do nabycia w księgarni internetowej www.tomaszcukiernik.pl

Myśl Polska, nr 13-14 (24-31.03.2024)

Okultystyczne korzenie feminizmu

Okultystyczne korzenie feminizmu – Rachel Wilson

Autor: AlterCabrio , 24 marca 2024 ekspedyt

Feminizm jest formą oszukańczej manipulacji, stosowanej w celu zmiany porządku społecznego i tożsamości osobistej, co zostało przyspieszone przez rewolucję przemysłową i w następstwie tego nie można ignorować jej skutków, takich jak

łatwy rozwód,
rozkład jedności rodziny i
porzucenie tradycyjnych ról płciowych.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Sfeminizowani mężczyźni doskonale nadają się do planowania rodziny

Rachel Wilson o okultystycznych korzeniach feminizmu

Ruch wyzwolenia kobiet (feminizm) pozostawał pod silnym wpływem okultyzmu.

Historia wyzwolenia kobiet obejmuje pogaństwo, kult demonów, czary i CIA. Innymi słowy, przekonanie, że wyzwolenie kobiet, zwłaszcza na Zachodzie, przyniosło kobietom korzyści, jest fałszywe.

Feminizm nie jest otwarty na racjonalny dyskurs. Kłótnie nic nie dają. To świadomość ofiary.

∼Nieznany

W rezultacie zarówno kobiety, jak i mężczyźni doznali negatywnych konsekwencji.

Od czego kobiety zostały wyzwolone?

Rachel Wilson, autorka książki Occult Feminism: The Secret History of Women’s Liberation, twierdzi, że feminizm zakłócił stabilność ekonomiczną kobiet, zamieniając je w mimowolne obiekty wyzysku korporacyjnego i podatków rządowych.

Wspaniała książka Rachel Wilson

Dodaje, że dążenie do egalitaryzmu zniewoliło kobiety przez wypychanie ich do pracy, aby konkurowały z mężczyznami, i rozbijanie rodziny, zachęcając do nieobecności rodziców w domu, a w konsekwencji opóźniając zawieranie małżeństw i posiadanie mniejszej liczby dzieci.

Wprowadzenie prawa wyborczego kobiet na początku XX wieku, a później rewolucja seksualna i jednoczesne pojawienie się studiów feministycznych jako dyscypliny akademickiej zakończyły proces przekształcania Zachodu w kulturę gynocentryczną, a nie patriarchalną.

Rachel Wilson, Are Patriarchs Perpetrators or Protectors?

Zauważa, że ​​dzięki sufrażystkom kobiety stały się bardziej bezbronne.

Feminizm jest formą oszukańczej manipulacji, stosowanej w celu zmiany porządku społecznego i tożsamości osobistej, co zostało przyspieszone przez rewolucję przemysłową i w następstwie tego nie można ignorować jej skutków, takich jak

  • łatwy rozwód,
  • rozkład jedności rodziny i
  • porzucenie tradycyjnych ról płciowych.

Uogólnione cechy obu płci

Role płciowe mają znaczenie

We współczesnym społeczeństwie tradycyjne role płciowe są potępiane, co powoduje zamieszanie i brak równowagi. Na przykład męskość jest etykietowana jako „toksyczna”.

Dzięki feminizmowi mężczyźni i kobiety stają się sławni przez okazywanie cech płci przeciwnej.

Prowadzi to do zwiększonego zamieszania między mężczyznami i kobietami, co skutkuje niespełnionym życiem i problemami społecznymi.

Transgenderyzm

Promowanie transpłciowości u dzieci jako „miłości” i „akceptacji” to okropny pomysł.

W rzeczywistości chodzi o wprowadzanie w błąd dzieci i rodziców, zarówno w celu uzyskania korzyści finansowych, jak i depopulacji. To rozwijająca się branża, napędzana propagandą w szkołach, mediach społecznościowych oraz w całym Hollywood i przemyśle rozrywkowym.

Wkrada się nawet do coraz większej liczby instytucji religijnych.

Krótko mówiąc, mężczyźni powinni być obrońcami, żywicielami i przywódcami, podczas gdy kobiety powinny być opiekunkami, uzdrowicielkami i zajmować się domem.

Role te są zakorzenione w różnicach biologicznych i psychologicznych, a nie w konstruktach społecznych, i są spójne w różnych kulturach i społeczeństwach na przestrzeni dziejów. Gdyby usunięto wpływy społeczne (takie jak polityka i media), w naturalny sposób wyłoniłyby się domyślne role płciowe z powodu nieodłącznych różnic między mężczyznami i kobietami.

Wyzwolenie kobiet, paradoksalnie, nie wyzwoliło ani kobiet, ani mężczyzn.

https://odysee.com/$/embed/@jermwarfare:2/Rachel-Wilson:07?r=H7EezQRaBk47dHitut13tSBPKNLpZSgo

„Feminizm jest skazany na porażkę, gdyż opiera się na próbie unieważnienia i przebudowania natury ludzkiej.”

∼Phyllis Schlafly

____________

Rachel Wilson on the occultic roots of feminism, 30 Jul 2023

−∗−

Warto porównać:

Strącanie w pospolitość czyli maskulinizacja kobiet
Ten współczesny krzykliwy feminizm, typowy dla różnych lewicowych aktywistek, który dąży do zmiany wszystkich wartości i maskulinizacji kobiety, czyli ściąga ją w pospolitość, musi znaleźć przeciwwagę w postaci feminizmu nowego, […]