
—————————

—————

———————

————-

————————-

——————

——————

——————

——————

—————-

———————

—————————

—————

———————

————-

————————-

——————

——————

——————

——————

—————-

———————

—————

———

————–

——

——————————–

————————

——————————

——————

———————


——————————

————————

————————–

———————

————-

—————————–

———————-

—————–

———————————-

——————————–

———————


———————–

—————————–

———————

————————

————————-

———————-

————–

—————————–

—————-


———————-

——————————

————————

—————–

——————-

——————————–

————-

———————–

————————

——————————
25 czerwca 2026 pch24/teolog-przeciwko-paradygmatowi-abp-paglii-zdecydowana-krytyka-progresywnego-hierarchy

Podczas swojego urzędowania jako przewodniczący Papieskiej Akademii Życia abp Vincenzo Paglia wzbudził niemałe kontrowersje. Duchowny reprezentował zdecydowanie progresywny kurs. Wśród jego wypowiedzi znalazły się nawet wyrazy akceptacji dla legalności aborcji w porządku prawnym Włoch. Hierarcha miał również z otwartością podchodzić do zmian w nauczaniu na temat m.in. antykoncepcji. Do tych bulwersujących propozycji odniósł się w artykule swojego autorstwa ks. prof. Livio Melina. Teolog wskazał na destruktywny charakter „paradygmatu Paglii” oraz podkreślił, że Kościół powinien trzymać się swojej niezmiennej doktryny.
„Jakiej wizji moralnej pragnie Kościół? Czy pragnie on moralności rozwodnionej, swego rodzaju minimalistycznego pelagianizmu, który – nie opierając się na łasce Bożej – ostatecznie porzuca wezwanie do pełni życia chrześcijańskiego i godzi się z ludzkimi słabościami i kruchościami, jakby nie dało się ich przezwyciężyć?” – pytał na łamach catholicworldreport były wieloletni dyrektor Instytutu Jana Pawła II dla Studiów nad Małżeństwem i Rodziną przy Papieskim Uniwersytecie Laterańskim, ks. prof. Livio Melina, który kierował tą placówką w latach 2006–2016.
Naukowiec odniósł się do słów byłego prezesa Papieskiej Akademii Życia abp Vincenzo Paglii, który w wywiadzie dla Settimana News przedstawił swoją rolę w przekształceniu Papieskiego Instytutu Studiów nad Małżeństwem i Rodziną im. Jana Pawła II oraz reformie Papieskiej Akademii Życia, wskazując na potrzebę zmiany podejścia do teologii moralnej i prawa naturalnego.
Ks. prof. Melina polemizuje z oceną abp. Paglii, argumentując, że działalność Instytutu Jana Pawła II przez 36 lat opierała się na interdyscyplinarnych badaniach nad małżeństwem, rodziną, antropologią i teologią moralną, rozwijanych w duchu nauczania św. Jana Pawła II, zwłaszcza encyklik Humanae vitae – jego poprzednika św. Pawła VI i encykliki Veritatis splendor. Według autora instytut prowadził szeroki dialog z przedstawicielami różnych nurtów teologicznych, nauk humanistycznych oraz tradycji religijnych.
W tekście podkreślono, że abp Paglia opowiada się za reinterpretacją prawa naturalnego w świetle uwarunkowań historycznych i kulturowych oraz za większym znaczeniem indywidualnego sumienia w ocenie moralnej.
Zdaniem ks. prof. Meliny prowadzi to do osłabienia znaczenia norm moralnych uznawanych dotąd przez Kościół za niezmienne.
Autor twierdzi, że likwidacja dotychczasowego Instytutu Jana Pawła II miała charakter ideologiczny i była związana z próbą zmiany nauczania Kościoła dotyczącego małżeństwa, rodziny i moralności seksualnej. W jego ocenie reforma oznacza odejście od personalistycznej wizji człowieka rozwijanej przez Jana Pawła II na rzecz modelu silniej uwzględniającego historyczne i społeczne uwarunkowania decyzji moralnych.
Zdaniem autora spór wokół reform wykracza poza kwestie akademickie i dotyczy fundamentalnego pytania o kierunek rozwoju katolickiej teologii moralnej.
„Jakiej wizji moralnej pragnie Kościół? Czy pragnie on moralności rozwodnionej, swego rodzaju minimalistycznego pelagianizmu, który – nie opierając się na łasce Bożej – ostatecznie porzuca wezwanie do pełni życia chrześcijańskiego i godzi się z ludzkimi słabościami i kruchościami, jakby nie dało się ich przezwyciężyć?” – pytał ks. prof. Melina.
„Paradygmat abp Paglii nie jest bynajmniej nowy; jest to raczej paradygmat przestarzały – nie tylko dlatego, że ożywia on potrydencką kazuistyczną dialektykę między prawem a sumieniem, ale także dlatego, że w swej istocie zaprzecza on trwałej nowości Chrystusa, który nie przyszedł, aby znieść prawo, ale aby dać nam zdolność do jego wypełniania, a tym samym doprowadzić do spełnienia wielkiego Bożego planu miłości. Aby okazywać miłosierdzie, Kościół nie musi osłabiać pełni życia, którą proponuje, ani dostosowywać się do standardów świata, lecz raczej głosić dobrą nowinę o łasce – która pozwala nam żyć zgodnie z naszym boskim powołaniem pomimo naszych słabości i niedoskonałości” – stwierdzał duchowny.
KAI/oprac. FA
[Dziwię się, że Autor nie przypomina „osiągnięć” tego arcy-sodomity i chyba satanisty. Obok załączam więc parę artykułów o nim. Inne można znaleźć, np. u mnie pod „szukaj” Mirosław Dakowski]
==============================
29 czerwca 2026 Paweł Chmielewski pch24.pl/rewolucja-sumienia-czy-nietzsche-jest-nowym-przewodnikiem-biskupow

Czy człowiek ma niezmienną naturę? Kościół katolicki odpowiada, że oczywiście tak – dlatego prawo moralne nie może być zależne od kontekstu historycznego albo kulturowego. Inną wizję proponuje arcybiskup Vincenzo Paglia, prawa ręka Franciszka w kwestiach moralnych.
Abp Vincenzo Paglia kierował Papieską Akademią Życia oraz Instytutem Jana Pawła II. To dwie kluczowe jednostki, które rozwijały teologię moralną w kontekście życia małżeńskiego i rodziny. Zasadniczą misją arcybiskupa stanowiło „zaimplementowanie” adhortacji „Amoris laetitia” papieża Franciszka. Ta adhortacja przedstawia w nowym świetle rolę ludzkiego sumienia w sprawach życia rodzinnego, w tym w kwestiach moralności seksualnej. Paglia miał doprowadzić do tego, by perspektywa „Amoris laetitia” stała się obowiązująca w obu wymienionych jednostkach.
Zróbmy to razem!
Rewolucyjność nauczania Franciszka była dość czytelna. Na gruncie tej adhortacji w różnych miejscach świata wprowadzano poważne zmiany duszpasterskie i dyscyplinarne. Dopuszczono do Komunii świętej rozwodników, nawet jeżeli żyją w nowym związku jak mąż z żoną; zaakceptowano błogosławienie par jednopłciowych; zaczęto udzielać Komunii świętej tym protestantom, którzy żyją w małżeństwie z katolikiem… W każdym przypadku, podstawą stała się decyzja sumienia. Zgodnie z „Amoris laetitia”, człowiek sam oceniał, czy jest w stanie zrealizować obiektywne normy Kościoła – czy też w jego konkretnej sytuacji życiowej jest to nierealistyczne albo zgoła niemożliwe. Na przykład, jeżeli kobieta została porzucona przez męża, znalazła nowego partnera i ma z nim dzieci – to mogłaby uznać, że ma prawo przystępować do Komunii świętej, chociaż prowadzi z tym niesakramentalnym mężem wspólne życie, także w obszarze seksualności. Kobieta uznałaby, że nie jest w stanie wrócić do męża sakramentalnego – i właśnie ta rozpoznana przez nią trudność sprawiłaby, że obiektywna nauka Kościoła stałaby się nieuchwytnym ideałem, ale nie mogłaby zostać zaaplikowana w jej życiu; w jej przypadku wystarczałoby coś innego.
Część teologów, którzy borykali się z problemem dość wyraźnej niezgodności „Amoris laetitia” z wcześniejszą dyscypliną Kościoła, próbowała relatywizować zakres rewolucji Franciszka. Twierdzono, że papież, jako jezuita, ma skłonność do kazuistyki moralnej. Dlatego wzywa do rozróżniania poszczególnych sytuacji, bo uważa, że każdy przypadek jest bardzo odmienny i nie da się wszystkich ocenić według schematycznego klucza. Według tych interpretacji, Franciszek nie znosił wcale ogólnej normy, ale uznawał, że w wielu sytuacjach ciężar winy moralnej danego człowieka może być na tyle niewielki, że może otrzymać zgodę na przystępowanie do Komunii świętej. W efekcie wspomniana kobieta nie musiałaby już traktować zbliżeń intymnych z nowym partnerem jako grzechu ciężkiego – bo choć obiektywnie to byłby nadal grzech ciężki, to „dla niej” już nie. Dzięki temu, nie musiałaby spowiadać się z tego za każdym razem, deklarując żal i chęć poprawy, ale mogłaby ustalić ze swoim spowiednikiem, że będzie w ten sposób żyła w sposób trwały, co nie wykluczy jej wcale od Komunii sakramentalnej.
Stanowiłoby to zatem sui generis „zinstytucjonalizowanie” kazuistyki moralnej, którą rozwijali niektórzy jezuici po Soborze Trydenckim. Jako takie, twierdzili konserwatywni apologeci „Amoris laetitia”, nauczanie Franciszka byłoby zasadniczo zgodne z doktryną Kościoła, nawet jeżeli bardzo wymagające w praktyce i niekiedy mogące narażać wiernych i duszpasterzy na ryzyko błędnego rozeznania faktycznej sytuacji moralnej.
Taka próba interpretacji „Amoris laetitia” nie wszystkich przekonywała. Nie tylko dlatego, że jezuicka, laksystyczna kazuistyka moralna nie cieszyła się wcale aprobatą Stolicy Apostolskiej – przede wszystkim dlatego, że w wypowiedziach papieskiej adhortacji dopatrywano się czegoś jeszcze poważniejszego. Dopatrywano się mianowicie próby uznania normy ogólnej za opcjonalną, co oznaczałoby tak naprawdę, że nie jest wcale ogólna – innymi słowy, że nie wyraża wcale zobowiązujących prawd moralnych. Mówiąc krótko, Franciszkowi zarzucano, że przyjął neo-Kantowską autonomię moralną: zgodził się, by to człowiek sam stwarzał dla siebie normy moralne. W „Amoris laetitia” pojawiły się słowa, zgodnie z którymi to sam Pan Bóg chce, by człowiek w niektórych momentach swojego życia czynił rzeczy, które nie są zgodne z ogólnym ideałem. Jeżeli takie postępowanie miałoby być nie tylko tolerowane, ale chciane przez Boga – to należałoby mu konsekwentnie nadać pozytywną wartość moralną. Laksystyczna jezuicka kazuistyka potrydencka nigdy czegoś takiego nie zrobiła: skupiała się na wynajdywaniu okoliczności łagodzących, ale nie nadawała czynowi wewnętrznie złemu pozytywnego charakteru moralnego, co czyniłoby go przecież dobrym, a nie złym. Wydawało się, że właśnie tę granicę przekroczył Franciszek.
Sam papież nie wypowiedział się nigdy precyzyjnie na temat własnej adhortacji. Trudno zatem stwierdzić, jakie było jego własne rozumienie tego dosyć chaotycznego tekstu. Deklarował tylko aprobatę dla niektórych konkluzywnych rozwiązań duszpasterskich, takich jak Komunia święta dla rozwodników albo Komunia święta dla protestanckich małżonków katolików. Czy chciał w ten sposób ogłosić obowiązywanie neo-kanotwskiej autonomii moralnej, czy też raczej instytucjonalizację jezuickiej kazuistyki – nie wiadomo; poważne potraktowanie litery „Amoris laetitia” sugeruje jednak przylgnięcie przez Franciszka do neo-kantowskiej autonomii moralnej.
Arcybiskup Vincenzo Paglia odczytuje „Amoris laetitia” i całe dziedzictwo nauki moralnej pontyfikatu Franciszka w kategoriach radykalnych. Trzeba podziękować mu za szczerość. Nie ma tu miejsca na żadne wybiegi. Paglia mówi wprost, do czego zmierza – i do czego, jego zdaniem, zmierzała „Amoris laetitia”.
Po pierwsze, Paglia odwołuje się do publikacji z 2024 roku, którą wydano w Watykanie z jego inicjatywy, pod tytułem „Radość życia” (wł. „La gioia della vita”). Pojawiły się tam teksty, które wzywają do rewizji encykliki „Humanae vitae” Pawła VI. Chodzi o zmianę podejścia do antykoncepcji. Według nowej optyki, małżonkowie mogliby decydować, że w niektórych sytuacjach będą stosować środki antykoncepcyjne. Ostatecznym kryterium byłoby ich sumienie. Nie ma tu już mowy o tym, by utrzymać ogólną normę i jedynie tolerować sytuację, w której z racji na okoliczności łagodzące uznaje się, że ciężar moralny winy jest niewielki lub nie występuje wcale. Chodzi o to, by uznać, że stosowanie antykoncepcji może być – dzięki decyzji sumienia małżonków – dopuszczalne. W tym układzie to właśnie ta decyzja sumienia nadaje pozytywną wartość moralną danemu postępowaniu. W ujęciu „La gioia della vita” nie ma już wątpliwości, czy chodzi o kazuistykę, czy o rewolucję autonomicznego sumienia – sprawa jest ewidentna. Tymczasem arcybiskup Paglia właśnie tę książkę ocenił jako „najdojrzalszy owoc” całej rewolucji kościelnej po „Amoris laetitia”.
Po drugie, włoski hierarcha wskazał na nowe rozumienie ludzkiej natury. Otóż Paglia odrzuca takie rozumienie natury ludzkiej, które wiązałoby się z istnieniem niezmiennych w czasie praw. Takie ujęcie krytykuje jako wynikające z „ahistorycznego paradygmatu esencjalistycznego”. Esencjalizm w etyce wskazuje na istnienie nieusuwalnych norm, które wynikają z niezmiennego charakteru niektórych czynów. Innymi słowy, tak jak głosił Jan Paweł II w „Veritatis splendor”, są działania „wewnętrznie złe”. Na przykład, zabicie człowieka nie zawsze jest złe: złem jest zawsze mord na niewinnym, ale odebranie życia winnemu już niekoniecznie. Dlatego wewnętrznie zła jest aborcja, ponieważ aborcja uśmierca niewinnego. Wewnętrznie złe nie jest jednak wykonanie kary śmierci, bo jeżeli jest sprawiedliwa – nie jest zła. Esencjalizm wskazuje, że zawsze zły jest akt sodomski, jako że popełnia się go z konieczności contra naturam i poza małżeństwem. Mogą być okoliczności, które łagodzą winę sodomity – ale nie ma okoliczności, które zmieniają akt sodomski ze złego w dobry. To samo dotyczy antykoncepcji i wielu innych kwestii. Paglia uznaje tymczasem esencjalizm za „ahistoryczny paradygmat”. Nie chce zatem uznać, że istnieją czyny wewnętrznie złe. Odrzuca się tutaj pojęcie niezmiennej natury. Wszystko jest zależne od kontekstu historycznego i kulturowego. Paglia mówi wprost o „historycznej koncepcji natury” – historycznej w sensie historycyzmu, czyli zmienności „natury” zależnie od epoki. Tak naprawdę natura zostaje tu zlikwidowana: człowiek nie ma jej w ogóle, jest raczej wypadkową sytuacji kulturowo-społecznej danych czasów.
Nie ma cienia wątpliwości, czym kieruje się Paglia: niemiecką filozofią idealistyczną. Włoski biskup nie jest przecież wybitnym teologiem; to raczej kościelny organizator. Jego praca polegała na tym, by dopuścić do głosu w Kościele ludzi reprezentujących nietradycyjne myślenie. Jak wiadomo, „Amoris laetitia” jest silnie zakotwiczona w nauce kardynała Waltera Kaspera. Można byłoby doszukiwać się u Paglii jakiejś formy Heglowskiej teorii dziejowego rozwoju ducha, ale można potraktować go również dalece ostrzej.
Tak zrobił prof. Livio Melina, który przed zmianami Paglii kierował Instytutem Jana Pawła II. W długim artykule na łamach „Catholic World Report” zarzucił Paglii, że kieruje się de facto… Nietzscheanizmem. Czy to nie przesada? Cóż, Nietzsche miał wyjątkową zdolność mówienia wprost tego, co inni filozofowie ukrywali i retorycznie relatywizowali, nie chcąc otwarcie wyjawić swoich intencji. Nietzsche uznał, że nowoczesny człowiek zabił Boga i w związku z tym sam musi stworzyć swoją moralność.
Prawdopodobnie Paglia by się z tym nie zgodził, ale konsekwencje jego teorii doprawdy trudno obronić przed zarzutem o krypto-nietzscheanizm.
Paweł Chmielewski
Nie będziecie zabijać owocu łona przez aborcję i nie będziecie powodować śmierci noworodka. – Didachè Apostolorum, V, 2
Jednym z głównych historycznych osiągnięć chrześcijaństwa w sferze społecznej było wykorzenienie straszliwej zbrodni aborcji i porzucania noworodków, która w świecie pogańskim była tolerowana, a nawet moralnie akceptowana. Katolicki szacunek dla życia wynika z jego doskonałej zgodności z Prawem Naturalnym, do którego dodaje się świadomość, że każda istota ludzka jest stworzona po to, by wielbić Boga i być posłuszna Jego przykazaniom aby osiągnąć wieczne szczęście w niebie.
Zabicie dziecka poprzez aborcję jest więc bardzo ciężkim naruszeniem piątego przykazania Dekalogu, tym bardziej odrażającym, że ofiara jest niewinna, bezbronna i zmasakrowana (bo jest to fizyczna masakra) za zgodą rodziców, którzy przecież powinni chronić dziecko ze wszystkich sił. Społeczeństwo chrześcijańskie wyeliminowało więc powszechną zbrodnię, pokazując, jak nienaruszalną zasadą jest szacunek i ochrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci.
Nowoczesne społeczeństwo – począwszy od Rewolucji Francuskiej – zbuntowało się nie tylko przeciwko prawdom doktrynalnym i moralnym Magisterium, ale po usunięciu Boga ze społeczeństwa, ogłosiło się „świeckim”, a więc antyklerykalnym i antychrześcijańskim. Zerwało transcendentną więź między prawem stanowionym a prawem naturalnym. Gdy przestała istnieć pierwsza zasada, na której opierały się prawa ludów i państw, nic już nie mogło powstrzymać jednostek i społeczeństw od przyjęcia norm sprzecznych z prawem natury, które legitymizowały aborcję i rozwód jako swobodne korzystanie z wolnej woli, bez żadnych konsekwencji karnych czy moralnych.
System rządów, który czerpie swoją władzę z przyzwolenia mas, a nie od Boga, do którego przecież należy wszelka władza – omnis potestas a Deo – już choćby z tego powodu powinien być uznany za sprzeczny z bonum commune, ponieważ pozwalając na korzystanie z fałszywej koncepcji wolności i nie uznając panowania Chrystusa nad jednostkami i społeczeństwami, w rzeczywistości stawia się w opozycji do celu, który go uzasadnia.
Jak to zawsze bywa, gdy działa się w imieniu zła, nawet zwolennicy aborcji musieli w jakiś sposób uczynić tę straszną zbrodnię „bardziej przystępną”, starając się ją usprawiedliwić za pomocą precedensów, takich jak: przypadek zgwałconej kobiety, przypadek dziewczyny uwiedzionej przez dorosłego mężczyznę i wszystkie teoretyczne przypadki przydatne do przesunięcia tak zwanego „okna Overtona”. Dekady masakr na niewinnych istotach – w samych Włoszech ponad sześć milionów dzieci woła o sprawiedliwość z nieba! – pokazały, że uzasadnienia używane w celu legalizacji aborcji były tylko pretekstami, podczas gdy w rzeczywistości z bólem widzimy, że dzieciobójstwo jest prawie zawsze motywowane cynizmem, egoizmem i ignorancją.
Cynizm, wynika z obojętności, z jaką akceptuje się zabicie drugiego człowieka dla własnej korzyści; egoizm, ponieważ ci, którzy dokonują aborcji, decydują, że ich własna wola przeważa nad prawami innej istoty ludzkiej; ignorancja, ponieważ mało która matka wie, jakim mękom poddaje się dziecko, aby wyrwać je z jej łona, i jak bardzo ona sama będzie tym doświadczeniem okaleczona.
Cynizm, egoizm i ignorancja składają się na brak zmysłu moralnego, który pogłębia defetystyczna postawa, z jaką katolicka Hierarchia odnosi się do tej potwornej zbrodni, niemal jak gdyby była do tego zmuszana.
Jeszcze w czasach Jana Pawła II takie przyzwolenie byłoby nie do pomyślenia, bo choć polski papież pozostawał pod wpływem heterodoksyjnych filozofii, to jednak był nieprzejednanym i mocnym obrońcą prawa naturalnego.
Powinniśmy uznać, że obecna ekipa pod przewodnictwem Jorge Mario Bergoglio wykracza daleko poza pomieszanie herezji w sferze teologicznej i skandale finansowe i seksualne w sferze moralnej, dochodząc do punktu, w którym czyni się najbardziej gorliwym promotorem agendy neomaltuzjańskiej i tak zwanych „zwycięstw” nowoczesnego społeczeństwa, takich jak rozwody, aborcja, eutanazja, antykoncepcja, sodomia i ideologia LGBTQ+, teoria gender i przerywanie rozwoju hormonalnego nieletnich.
Ostatnie szaleńcze deklaracje przewodniczącego Papieskiej Akademii Życia, wygłoszone w programie telewizyjnym, słusznie zgorszyły wierzących i niewierzących, którzy powinni móc patrzeć na Kościół jako na szaniec Dobra i latarnię Prawdy. W słowach Paglii wyczuwa się banalizowanie zła, cyniczne pragnienie, by nie być przeszkodą, by nie chcieć być znakiem sprzeciwu w świecie, który powrócił do epoki barbarzyństwa i pogaństwa.
Słyszymy w tych słowach służalczą uległość bergogliańskiego Sanhedrynu wobec władzy cywilnej, sztywne posłuszeństwo tych, którzy mają nadzieję – że przypodobując się potężnym – zdobędą dla siebie własne miejsce w formowaniu Nowego Porządku Świata, opartego na zwodniczych zasadach neomaltuzjanizmu, który uważa człowieka za pasożyta, którego należy wytępić.
Paglia demaskuje się jako bezwolny biurokrata, który, dokładnie tak samo jak w przypadku narracji psycho-pandemicznej, nawet nie próbuje zrozumieć niespójności tego, co każe mu się powiedzieć i ratyfikować, ograniczając się do bezkrytycznego przyjęcia kursu Bergoglio, ideologii globalistycznej, trans-humanizmu, Wielkiego Resetu, zielonego nowego ładu i Agendy 2030.
Jeśli chodzi o Bergoglio i jego wielobarwną karawanę, wydaje się, że jego rzadkie wypowiedzi przeciwko aborcji są częścią scenariusza, do którego musi się czasem dostosować, aby nie być postrzeganym za tego, kim naprawdę jest.
Należy powiedzieć, że jak wszystko, co jest promowane przez współczesne społeczeństwo, tak i promocja aborcji – którą oszukańczo określa się jako „przerwanie ciąży” lub „zdrowie reprodukcyjne” – nie jest wolna od poważnych konfliktów interesów, ponieważ motorem tego nowego rynku są interesy ekonomiczne klinik aborcyjnych, firm farmaceutycznych, laboratoriów badawczych i producentów kosmetyków. Tak więc oprócz wewnętrznego zła, jakim jest zabijanie człowieka, istnieje również pozbawiony skrupułów i dochodowy handel abortowanymi płodami, które są przeznaczone do produkcji leków, szczepionek i kremów.
Wiemy, na przykład, od samych producentów tak zwanych szczepionek przeciwko Covid, że w celu wyprodukowania serum genowego nieustannie prowokuje się nowe aborcje, aby „odświeżyć” pierwotne linie komórkowe, które również są produktem aborcji. Dyspozycyjność Kongregacji Nauki Wiary wobec dyktatu BigPharmy i jej emisariuszy w rządach i agencjach farmaceutycznych bezlitośnie ujawnia współodpowiedzialność Hierarchii, nagradzanej funduszami za dostarczenie Pfizerowi i Modernie swojego dostojnego świadectwa poparcia dla eksperymentalnego serum genowego.
Obchodzenie I Światowego Dnia Walki z Aborcją jest odważnym wyborem, ponieważ stanowi on antytezę horyzontalnej i utylitarnej wizji życia i przeznaczenia człowieka. Wizji, której rozpowszechnianie nie jest obce najwyższym szczeblom Watykanu. Zawsze obawiają się, że wyjdą na zacofanych, zawsze chcą pokazać, że są modni, nawet do tego stopnia, że popierają transhumanizm, w którym połączenie człowieka z maszyną powinno stanowić, w urojonych umysłach jego twórców, zemstę człowieka na Bogu, stworzenia na Stwórcy, zemstę tego, który jest mordercą od początku.
Wasza walka jest ontologicznie skazana na zwycięstwo: kultura śmierci i grzechu jest skazana na klęskę i na wieczny wyrok potępienia ze strony Chrystusa Odkupiciela. Skoro jednak zwycięstwo jest pewne, wasze działanie musi być nie mniej zdecydowane, a wasze zaangażowanie społeczne i polityczne nie mniej odważne. Jako obywatele i członkowie wspólnoty macie prawo i obowiązek uświadomić sobie grozę tej zbrodni, jej niesłychane okrucieństwo, jej cyniczne wykorzystywanie dla interesów ideologicznych i ekonomicznych.
Macie prawo i obowiązek przypominać matkom i ojcom, że dziecko nie jest irytującą przeszkodą, ani zlepkiem tkanek, ani producentem dwutlenku węgla. Nie, dziecko jest stworzeniem Bożym, przeznaczonym do tego, by być kochanym, a z kolei kochać i oddawać chwałę swemu Stwórcy. Te bezbronne maleństwa zasługują przynajmniej na szansę, której nie odmówiono ich własnym matkom i ojcom: na przyjście na świat.
Nie dajcie się zastraszyć tym, którzy zarzucają wam, że chcecie przeludnić planetę „bezużytecznymi żarłokami” (jak mówią w Davos), że chcecie zmusić kobiety do macierzyństwa, że chcecie narzucić swoje poglądy tym, którzy ich nie podzielają! Nie dajcie się zwieść tym, którzy twierdzą, że prawo do aborcji nie jest obowiązkiem dla tych, którzy jej nie chcą – jest to sofizmat, w którym życie istoty zostaje pozostawione wyborowi jednostki, podczas gdy prawda jest taka, że nikt nie może rościć sobie prawa do decydowania o tym, czy jego własne dziecko żyje czy umiera. Ponieważ to dziecko nie jest ideą, to dziecko nie jest pojęciem, które można albo wziąć pod uwagę, albo zignorować. Nie, ono jest istotą ludzką, która będzie miała imię, która będzie miała życie, bliskich i przyszłość. Będzie osobą, która w Chrzcie Świętym odkryje na nowo przyjaźń z Bogiem i będzie mogła Go kochać i służyć Mu, aby dzielić z Nim Wieczność.
Niech Najświętsza Dziewica, której Narodzenie dzisiaj obchodzimy i której kuzynka Elżbieta poczuła, że Chrzciciel podskoczył w jej łonie, gdy odwiedziła ją Maryja, wyprasza z nieba łaski potrzebne do Waszej wojny z aborcją. Aby narody zrozumiały grozę tej zbrodni, a ich władcy zdelegalizowali ją tak szybko, jak to możliwe. Świat nie może zaznać pokoju tak długo, jak długo będzie jednomyślnie oddawał swoje bezbronne dzieci na pastwę Molocha.
Z serca błogosławię
+Carlo Maria Viganò, Arcybiskup
8 września 2022 Narodzenie NMP
Tłum. Sławomir Soja Źródło: The Remnant (September 8, 2022) – „VIGANÒ’S MESSAGE For the First World Day against Abortion”
dorzeczy.pl//Watykanski-arcybiskup-bohaterem-erotycznego-muralu-na-scianie-katedry
Mural znajduje się na ścianie katedry diecezjalnej Terni-Narni-Amelia we Włoszech. https://dorzeczy.pl/_thumb/2f/cd/19df37b4045e7dbf45fffbac08e3.jpeg

Oto szczegóły: https://dorzeczy.pl/_thumb/75/28/743eba2ed60f9661d27c67f6d1a6.jpeg
A tu arcy-pedał [to ten w czarnej czapeczce] ze swym kochankiem i oczywiście innymi z Sodomy:

Arcybiskup Vincenzo Paglia, obecnie przewodniczący Papieskiej Rady Rodziny, nie tylko zlecił stworzenie kontrowersyjnego muralu na ścianie włoskiej katedry, ale także jest jednym z jej „bohaterów”. Duchowny, na rysunku ujęty jest w czułym uścisku z drugim mężczyzną. Obydwaj są na muralu nadzy
Mural znajduje się na ścianie katedry diecezjalnej Terni-Narni-Amelia we Włoszech. Stworzenie rysunku zlecił w 2007 roku sam arcybiskup Vincenzo Paglia, obecnie przewodniczący Papieskiej Rady Rodziny. Pomimo nacisków mural pozostał na ścianie budynku, także po odejściu z diecezji biskupa Paglia w 2012 roku.
Nie pomógł nawet sprzeciw część parafian, którzy od początku krytykowali powstanie tego typu rysunku na ścianie katedry. Następca biskupa Paglia, mural zostawił.
Rysunek obejmuje jedną z wewnętrznych ścian katedry i przedstawia Jezusa niosącego do nieba sieci pełne homoseksualistów, transseksualistów, prostytutek i handlarzy narkotyków. Większość z przedstawionych osób jest naga, bądź prawie naga, a na muralu widać wiele scen erotycznych, chociaż bez pokazywania aktów seksualnych – gdyż jak przyznaje sam autor dzieła, nadzorujący powstawanie rysunku arcybiskup Paglia nie zezwolił na to.
Sam autor muralu – homoseksualny rysownik z Argentyny, Ricardo Cinalli, jest ze swojego dzieła oraz atmosfery w jakim powstawało bardzo zadowolony. Został wybrany przez samego arcybiskup Paglie spośród wielu znanych artystów.
Jak tłumaczy Cinalli, przez cały czas tworzenia rysunku był w stały kontakcie z abp. Paglią oraz nieżyjącym już o. Fabio Leonardisem (również został uwzględniony na rysunku). Artysta w rozmowie z mediami, chwalił sobie m.in. fakt, że podczas licznych rozmów, duchowni nigdy nawet nie zapytali go czy wierzy w zbawienie i nie stawiali w „niekomfortowej sytuacji”. – Praca z abp. Paglią była po ludzku oraz zawodowo fantastyczna – chwali duchownego Cinalli.
Włoski biskup w kontaktach z mediach wielokrotnie rozważał możliwość legalizacji związków partnerskich (w tym związków homoseksualnych), ale podkreśl, że małżeństwo jest związkiem zarezerwowanych jedynie dla kobiety i mężczyzny. Jest on też znany z otwartego stanowiska wobec osób rozwiedzionych, znajdujących się w nowych związkach.
Źródło: lifesitenews.com/video.repubblica.it

Ten w czarnej czapeczce – to Paglia
Przewodniczący Papieskiej Akademii Życia, Vincenzo Paglia [potworny, jawny pedał, por. : Watykański arcybiskup Vincenzo Paglia postacią erotycznego zboczonego muralu w katedrze Terni.
Przewodniczący Papieskiej Akademii Życia, Vincenzo Paglia, w trakcie wywiadu udzielonego 26 sierpnia włoskiej telewizji RaiTre, określił haniebną ustawę 194 legalizującą aborcję, jako „filar naszego życia społecznego”, gorsząc tym miliony włoskich katolików, którzy są wierni Magisterium i wciąż pamiętają płomienne słowa Jana Pawła II przeciwko tej straszliwej zbrodni, która w samych Włoszech złożyła ponad sześć milionów niewinnych dzieci na ołtarzu egoizmu i liberalnej ideologii antychrysta.
Słusznemu oburzeniu wobec wypowiedzi prezesa Akademii, założonej przez Jana Pawła II właśnie po to, by sprzeciwiać się aborcji, towarzyszy aplauz zwolenników „zdrowia reprodukcyjnego” i „przerywania ciąży”. Są oni zawsze gotowi aby oskarżyć Kościół o wtrącanie się, gdy przemawia on głosem Chrystusa, ale jednocześnie pełni są pochwał, gdy tylko jego najwyżsi przedstawiciele prostytuują się i przyjmują nieludzkie zasady neomaltuzjanizmu jako własne.
Jako Pasterz i Następca Apostołów, muszę z największą mocą potępić skandaliczne słowa Paglii, które są sprzeczne z Ewangelią i nauczaniem papieży rzymskich.
Nowy Porządek Świata, Organizacja Narodów Zjednoczonych, WHO, Unia Europejska, Światowe Forum Ekonomiczne, Komisja Trójstronna, Klub Bilderberg i wszystkie organizacje realizujące Agendę 2030 uważają barbarzyńskie zabijanie niewinnego dziecka w łonie matki za prawo, za „filar życia społecznego”. Jest to jasne i oczywiste, że sekta apostatów, która opanowała Hierarchię Katolicką i zajęła jej najwyższe szczeble, znajduje się w tym samym szeregu z ideologicznymi wrogami Chrystusa, nie tylko w kwestiach pozornie niepowiązanych – jak narracja psycho-pandemiczna i zielona ideologia – ale także w negowaniu samych podstaw Prawa Naturalnego, w tym szacunku dla życia od poczęcia do naturalnej śmierci.
Niepokojące jest to, że nikt z moich braci w Episkopacie, nie mówiąc już o członkach Kolegium Kardynalskiego, nie ma odwagi podnieść głosu, by potępić urojenia Paglii i wezwać do jego natychmiastowej rezygnacji z członkostwa w Papieskiej Akademii Życia.
Oby wierni, napominani przez dobrych księży, odsunęli się daleko od tych wilków w owczej skórze i modlili się do Pana prosząc Go o interwencję w celu uratowania Jego Kościoła, okupowanego przez Sanhedryn skorumpowanych zwyrodnialców, którzy nadal krzyżują Jezusa Chrystusa w Jego Mistycznym Ciele.
+ Carlo Maria Viganò, Arcybiskup
27 sierpnia 2022 r.
Tłum. Sławomir Soja Źródło: The Remnant (August 27, 2022) – „VIGANÒ’S DECLARATION Regarding the scandalous declarations of Vincenzo Paglia on Law 194”
Franck Pengam wolnemedia/moskwa-chce-zlikwidowac-imperium-usa-za-pomoca-prawa-miedzynarodowego
Dmitrij Miedwiediew zaapelował na Międzynarodowym Forum Prawnym w Sankt Petersburgu o stworzenie wiążących mechanizmów likwidacji zagranicznych baz wojskowych na całym świecie. Stany Zjednoczone posiadają od 750 do 800 baz wojskowych w około 80 krajach: jest to bezprecedensowa obecność w historii współczesnej w czasie pokoju. Dlaczego Moskwa wybiera drogę prawną i dyplomatyczną, a nie militarną, aby kwestionować globalny porządek bezpieczeństwa? Czy Globalne Południe , które ma bezpośrednie doświadczenie w goszczeniu baz zagranicznych, jest prawdziwym celem tej rosyjskiej ofensywy?
Wypowiedź Miedwiediewa sama w sobie nie stanowi dyplomatycznego zerwania. Wpisuje się ona w ugruntowaną rosyjską doktrynę wielobiegunowości i wyzwania dla porządku zachodniego. Jednak forma prawna, jaką Moskwa zamierza teraz nadać temu wyzwaniu, zasługuje na poważną uwagę, ponieważ ujawnia bardziej wyrafinowaną strategię niż prosta retoryka antynatowska.
Wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji wezwał do stworzenia wiążących mechanizmów prawnych w celu likwidacji sieci zagranicznych baz wojskowych, które Stany Zjednoczone i ich sojusznicy rozmieścili na wszystkich kontynentach. Liczby mówią same za siebie: Waszyngton posiada od 750 do 800 baz wojskowych w około 80 krajach i terytoriach. Żadne inne mocarstwo we współczesnej historii nie utrzymywało tak dużej obecności wojskowej w czasie pokoju. „Dlatego konieczne jest wypracowanie konkretnych mechanizmów prawnych, mających na celu likwidację obecnego systemu obcej obecności wojskowej, jaki Zachód narzuca innym państwom”.
To stwierdzenie Miedwiediewa ma wagę analityczną, której odrzucenie jako zwykłej propagandy byłoby błędem. Kluczowym słowem jest „narzuca”. Za tą semantyką kryje się bowiem fundamentalne pytanie: w jakim stopniu państwa, w których znajdują się amerykańskie bazy, dobrowolnie się na to zdecydowały, a w jakim stopniu podlegają presji strukturalnej, która utrudnia odróżnienie tej zgody od ukrytego przymusu? To właśnie to pytanie każe nam zadać realistyczna perspektywa, a którego zachodnie rządy zazwyczaj wolą unikać.
Rosyjska strategia jest tu wyraźnie widoczna: ponieważ militarna równowaga sił jest niekorzystna dla NATO pod względem globalnej projekcji, Moskwa dąży do otwarcia drugiego frontu, prawnego i dyplomatycznego, poprzez mobilizację tych samych norm, które Zachód od dawna wykorzystuje na swoją korzyść. To forma instytucjonalnego jiu-jitsu, zgodna z rosyjską wizją świata, w którym zasady nie powinny pozostać monopolem mocarstw atlantyckich.
Miedwiediew stwierdza to jednoznacznie: bazy zagraniczne „prowokują napięcia międzynarodowe i regionalne”. Ta obserwacja nie jest bezpodstawna. Amerykańska obecność wojskowa na Bliskim Wschodzie, w Azji Południowo-Wschodniej i u progu Rosji nie przyniosła stabilnego pokoju obiecywanego przez jej zwolenników. Podsyciła niechęć, asymetrie i dynamikę konfrontacji, które są obecnie odczuwalne na Ukrainie, Morzu Południowochińskim i gdzie indziej. Ignorowanie tego związku przyczynowo-skutkowego tylko dlatego, że podkreśla go Moskwa, byłoby błędem analitycznym.
Kwestia skuteczności tych przyszłych mechanizmów prawnych pozostaje całkowicie otwarta. Instytucje międzynarodowe, począwszy od ONZ, są de facto rządzone przez równowagę sił między swoimi stałymi członkami. Żadna rezolucja nie zmusi Waszyngtonu do zamknięcia baz w Niemczech, Japonii czy Korei Południowej, jeśli nie będzie tego chciał. Miedwiediew doskonale o tym wie. Celem jest zatem nie tyle osiągnięcie natychmiastowego rezultatu normatywnego, co zbudowanie alternatywnej narracji w skali globalnej, a w szczególności dla Globalnego Południa.
W tym właśnie tkwi prawdziwa stawka rosyjskiej ofensywy dyplomatycznej. Moskwa zwraca się nie tyle do stolic europejskich, oddanych wizji atlantyckiej, co do krajów Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej, które mają bezpośrednie i często bolesne doświadczenie z obecnością obcej bazy wojskowej na swoim terytorium. W przypadku tych państw rosyjski dyskurs o suwerenności i niezaangażowaniu rezonuje z siłą, którą zachodni dyplomaci regularnie lekceważą.
Nie można ignorować bezpośredniego kontekstu. Stanowisko to pojawia się w obliczu eskalacji ukraińskich ataków dronów na terytorium Rosji, w tym ataków na strategiczne rafinerie ropy naftowej. Moskwa otwarcie oskarża zachodnie służby wywiadowcze o dostarczanie ukraińskim siłom danych o celach, co w efekcie przekształca konflikt w bezpośrednią, choć zawoalowaną, konfrontację między Rosją a NATO. W obliczu rosnącej presji, sięgnięcie po środki prawne jest również wewnętrzną reakcją polityczną: dowodem na to, że Rosja ma inne możliwości niż konfrontacja militarna.
To, co dzieje się w Sankt Petersburgu, nie jest zatem akademicką debatą na temat prawa międzynarodowego. To próba Rosji, by prawnie i moralnie zredefiniować globalny układ sił, narzucając ideę, że amerykańska obecność wojskowa nie jest gwarancją zbiorowego bezpieczeństwa, lecz formą ukrytej okupacji. Niezależnie od tego, czy zgadzasz się z tą analizą, czy nie, odpowiada ona percepcji rosnącej większości państw na całym świecie. I właśnie tę rzeczywistość Zachód, kurczowo trzymając się swoich instytucjonalnych pewników, nie kwapi się traktować poważnie.
Autorstwo: Franck Pengam
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz
Źródło zagraniczne: Geopolitique-Profonde.com
28.06.2026 wolnemedia/zabojcza-fascynacja-i-alternatywna-wolnosc
Wiele dziedzin nauki, w które wkraczamy z przeświadczeniem o ich pomocniczości, rodzi zachwyt dla talentu twórców. Taki sam los spotyka entuzjastów IT. Z upływem czasu i gromadzeniem doświadczeń pomocnych w odkrywaniu ciemnych stron, pojawiają się rozterki moralne. Dowodzą one ludzkiej wrażliwości na rolę człowieka wśród podobnych mu istot i reszty zwanej naturą.
Podzielone zdania na temat sztucznej inteligencji potwierdzają istnienie warstwy moralnej wśród ludzi, o których mówimy, że mają sumienie. Wydaje się jednak, że fundamentalni fascynaci nowej dziedziny, modyfikującej przede wszystkim ludzką mentalność, łatwo rozstali się z moralnością. Świadomość panowania nad ludzkością w skali globalnej przysparza tym istotom cech boskości, czyli ideału.
Jaskrawym ostrzeżeniem, czym kończy się próba odsłonięcia faktycznego celu podporządkowania ludzkości sztucznemu myśleniu, jest kariera Suchira Balajiego. Rewelacyjnie zdolny i pracowity absolwent znanej uczelni w Berkeley musiał zginąć. Poznając kamuflowany cel nowej gałęzi, dla której zaczął pracować, ośmielił się upomnieć o prawo moralne, które zabezpieczałoby ludzkość przed niekontrolowanym wykorzystywaniem jej przeciwko niej samej.
Jak niematerialna jest definicja inteligencji, taką samą kategorią jest ludzka świadomość. W obronie prawa do zachowania własnej świadomości, tym bardziej przeciwko skrytemu jej modyfikowaniu, Suchir Balaji wytoczył proces. 25 listopada 2024 roku uchwalono prawo zabraniające bezprawnego kopiowania treści zawartych w czyjejś głowie. Nazwisko S. Balajiego znalazło się na liście zwolenników tego prawa. Proces sądowy wykazał dowodnie samowolne wykorzystywanie przez sztab AI prac wielu twórców, by bez ich wiedzy kształtować modele sztucznej inteligencji. Zaledwie dzień po orzeczeniu sądu S. Balaji został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu w San Francisco. Samobójstwo, bez jakichkolwiek śladów udziału osób trzecich.
Fala reakcji szokowej w środowisku i poza nim nasiliła dyskusje. Pojawiła się seria odejść innych specjalistów, którym moc boskiej dominacji zaczęła doskwierać jak przestępcy po przypadkowym zdarzeniu, które wywołało skutek śmiertelny.
Zbyt szybko przechodzimy nad informacją, że prowadzone przez przyrodników obserwacje gatunków potwierdzają ich wymieranie w tempie 6,6% rocznie. Bez analizy mądrych źródeł zauważamy proste zjawisko: brak gniazd jaskółczych na wsiach. Jaskółki wysokością lotu dawały lepszy komunikat o nadchodzącym deszczu niż dzisiejsze prognozy. Nie ma już gospodarstw, upraw, hodowli – więc nie ma much, bo zniknęły nie tylko „sławojki”, ale obory i stajnie ze zwierzętami gospodarskimi. Jaskółki straciły pokarm. Wkroczyła za to modernizacja. Jej kosztem są procesy sądowe „cywilizowanych letników” przeciwko właścicielom stada kurek z kogutem, który pieje za głośno albo w ogóle niepotrzebnie. Nie ma konia, który wspomagałby gospodarza w orce, za to jest quad, którym jeździ się z rykiem przez wieś do sklepu po pieczywo, nabiał czy warzywa, bo karku nikt dziś w polu nie zegnie. Wygoda stała się celem, oprócz fajnej zabawy.
To nasza rzeczywistość w społeczeństwie z podstawową chorobą: zespołem pożądania nowoczesności nafaszerowanej elektroniką.
Tymczasem w krainie będącej wylęgarnią nowinek ludzie nie wiedzą, gdzie leży Iran, ani o prowadzonej z nim wojnie. Toczy się tam jednak kolejny proces przeciwko Peterowi Thielowi – twórcy „Palantira” – i kierującemu jego działalnością Alexowi Karpowi. Zarzut, jaki im przedstawiono, to złamanie zapisów Konstytucji. Narzędzia, dotychczas dostępne jedynie Pentagonowi i Departamentowi Bezpieczeństwa Wewnętrznego w celach monitorowania społeczeństwa, używane są przez sztuczną inteligencję do gromadzenia danych biometrycznych, cenzurowania wolnego słowa i programowania pożądanych zachowań społecznych. Interpretacja definiuje, że jest to działanie kryminogenne, gwałcące wolność poznawczą, wkraczające w sferę niezależności umysłowej. Najkrócej ujmując: oznacza to śledzenie, profilowanie i manipulowanie tokiem myślenia bez wiedzy i zgody całych grup społecznych. Skierowana anonimowo skarga na te praktyki, podpisana jedynie przez Johna Doe i Jane Doe (odpowiedników polskich Kowalskich), została ujęta w skardze liczącej 43 strony.
Byłoby bliższym prawdy zastąpienie aktualnie wszechobecnego „bezpieczeństwa” dawnym, pejoratywnie zabarwionym „bezpieczniactwem”, kiedy to służby służą władzy, będąc jej częścią, z zadaniem traktowania obywatela jako zagrożenie dla własnej swawoli. Mamy ich narzędzia wszędzie: w domach, autach, miejscach publicznych takich jak sklepy, galerie, środki transportu, ulice, gdzie działają bez przeszkód, zgarniając terabajty danych. Cenzurują, czyli ograniczają karami rozmowy, ingerują w wybory. Podporządkowując zachowania człowieka przez maszyny, skazują go na zrobienie czegoś, co nie było w jego planach, by uniknąć kary, jeśli o niej wie. Masowość urządzeń kontrolujących społeczeństwo jest równoznaczna z odebraniem mu prawa do prywatności.
Kolejny sygnalista z tej dziedziny, James Martinez, obserwujący proces legislacyjny, wnioskuje, że niepohamowany rozwój technologii przyniesie ludzkości wymarcie gatunku. Według jego informacji są już państwa starające się o ochronę danych zawartych w ludzkim mózgu, ale intencje te są mało wiarygodne. Jeśli nauka ma służyć człowiekowi, to na pewno nie szkodząc. Gorliwość specjalistów psychiatrii i neurobiologii w Polsce może trwożyć.
[2]
Źródło: WolneMedia.net

————————————–

——————————————

—————————————————-

——————————————————–

——————————————————-

—————————————————–

———————————————————–

—————————————————–

==============================

————————-

——————————————
by Zorard zorard/upadek-rozumu
Mamy do czynienia z całkowitym upadkiem fundamentu nie tylko Zachodniej ale w ogóle każdej cywilizacji: rozumu, logicznego myślenia, a więc myślenia w ogóle.
Parę przykładów.
W ostatnich dniach narasta nabrzmiały problem dzików panoszących się w polskich miastach. Normalnym postępowaniem byłby systematyczny odstrzał wszystkich dzików w miastach i promieniu około 25 kilometrów od nich. Gdyby się za to solidnie zabrać problem dzików w miastach można by było rozwiązać w miesiąc. [A ja uwielbiam szynkę z dzika oraz pasztet – nawet niedawno myślałem, jak „tajnie” zakłóć warchlaka, który zjada kłącza w naszym ogródku.. MD]
Tak się jednak nie dzieje, bo zaskakująco duży odsetek społeczeństwa traktuje dziki jako miłe zwierzątka a nawet uczłowiecza dziki – mówi o lochach „dzicze mamy” a o warchlakach „dzicze dzieci”.
Prym wiodą tu oczywiście kobiety, ale dołącza w wypowiedziach do nich także dużo „mężczyzn”.
Zabijanie dzików jest zatem traktowane jak zbrodnia, myśliwym wymyśla się od „zwyrodnialców” i „morderców” itd. W efekcie dziki w miastach spokojnie się mnożą i problem narasta co nieuchronnie doprowadzi do tragedii – to jest ofiar wśród ludzi.
Pierwszy taki incydent, który zyskał szerszy rozgłos to była kobieta poturbowana przez dzika w Warszawie. Niedawno miał miejsce incydent w Krakowie – biegnący dzik przewrócił wózek z niemowlakiem, który uderzył się w główkę i trafił do szpitala na obserwację.
W obu przypadkach komentujący na FB skupili się na dziku a przede wszystkim na usprawiedliwianiu go, a nie na ludziach-ofiarach. Mało kto pytał o stan zdrowia poszkodowanych ludzi – a zwłaszcza dziecka, za to pełno było troski o to, żeby przypadkiem nikt nie użył tego wydarzenia jako „pretekstu” do krzywdzenia dzików.
Jednocześnie większość kobiet, które wiodą prym w „obronie zwierząt” uważa aborcję za rzecz niemal chwalebną a przynajmniej jedno ze swoich podstawowych praw (co można stwierdzić dokonując „przeglądu” ich profili, gdzie najczęściej znajdujemy „piorunki”). Że aborcja to zabójstwo i to wyjątkowo podłe raczej osobom, które czytają mój blog tłumaczyć nie muszę.
Zatem całkiem sporo pań (i „panów”) jednocześnie uważa, że zastrzelić dzika to zbrodnia ale wstrzyknąć dziecku chlorek potasu w serce by umierało w męczarniach to czyn chwalebny.
———————————————-
Przez cały czas trwania wojny na Ukrainie w polskich mediach jest taka sama dwutorowa narracja. Z jednej strony prezentowane są informacje o sukcesach Ukrainy i porażkach Rosji z podtekstem, że Ukraina zaraz, już-już tą wojnę wygra. Ostatnio mamy wzmożenie tych komunikatów po atakach dronowych na cele w Rosji w tym w Moskwie. Wpływ tych ataków (np. na ciężarówki albo lokomotywę pociągu pasażerskiego) na realną siłę wojskową Rosji jest zapewne niewielki ale wizerunkowo wygląda to jak najgorzej, w związku z czym narracja „Rosja zaraz się rozsypie” powróciła z pełną mocą.
I od razu za nią jest serwowany wniosek, że musimy kontynuować „wsparcie” dla Ukrainy bo jeszcze troszkę, jeszcze momencik i albo Ukraina tą wojnę wygra albo Rosjanie zrobią kolorową rewolucję, obalą złego Putina i ogłoszą kapitulację (napędzani, oczywiście, chęcią dołączenia do Unii Europejskiej i jej tzw. dobrodziejstw).
Jednocześnie jednak w tych samych mediach i z ust tych samych polityków słyszymy, że Rosja zaraz nas zaatakuje, że jak tylko „skończy” z Ukrainą to pójdzie dalej na Zachód aż do Atlantyku. I w rytm tej narracji Europa zbroi się – czy raczej usiłuje. Kupujemy więc ultra-drogi złom z USA jednocześnie zadłużając się w ramach programu SAFE na rozwój niemieckich fabryk.
Zatem w oficjalnej narracji Rosja jest jednocześnie potężna – i słaba, jednocześnie zaraz przegra wojnę na Ukrainie – i jednocześnie ją wygrawszy napadnie na nas. I o ile ministrów czy zawodowych komentatorów wygłaszających te rzeczy można podejrzewać o robienie tego z premedytacją, po prostu za pieniądze i przywileje, o tyle szerokich rzesz ludzi, którzy w to realnie wierzą już nie.
————————————————
To jednak wszystko „małe miki” w porównaniu z tym co widzimy w Kościele.
Z jednej strony nadal w kościołach prowadzone są modlitwy, w których powtarzana jest tradycyjna doktryna, a mianowicie że tylko przez Jezusa, w Kościele można zostać zbawionym – a ściślej mieć pewność tego zbawienia1. Doktryna ta oparta jest na cytatach wprost z wypowiedzi Pana Jezusa. Można by tutaj te cytaty mnożyć („nie przychodzi nikt do Pana jak tylko przeze mnie” itd.) ale chyba wszyscy je znają.
Jednocześnie jednak hierarchowie Kościoła:
Czyli jednocześnie Pan Jezus jest „drogą, prawdą i życiem” ale jednocześnie nie jest, bo można sobie „wychodzić” zbawienie w meczecie albo w synagodze.
Ten ostatni przypadek jest wart pochylenia się nad nim głębiej: jeżeli nie jest właściwe nawracanie Żydów, to w takim razie działania apostołów były niewłaściwe bo przecież od tego zaczęli oni swoją działalność (o czym czytamy w „Dziejach apostolskich” i nie tylko): na początku apostołowie nawracali głównie Żydów. A skoro Kościół jest zbudowany jest na tym co zapoczątkowali apostołowie („apostolski kościół” – z wyznania wiary), to w takim razie stanowisko współczesnych biskupów pokroju Rysia neguje same fundamenty instytucji, którą reprezentują.
Jeśli bowiem nawracanie Żydów było złe to i apostołowie błądzili, a jeśli oni błądzili to błądził i Chrystus, bo to On im nakazał robić to, co robili!
Jest niezmiernie zasmucające, że kościół jest już na tyle zdegenerowany, że ich samych to nie razi. I nie jest możliwe, żeby wszyscy wygłaszający te bzdury księża i biskupi byli masonami czy innymi świadomymi „agentami zła” – całkiem spora część z nich musi w to wierzyć!
Tym co łączy wszystkie pokazane przykłady – a także wiele innych znanych każdemu kto analizuje to, co dzieje się wokół – to przykłady dwójmyślenia, które Orwell definiował w „1984” jako zdolność do wiary naraz w dwie sprzeczne tezy bo tak nakazuje partia. Obecna rzeczywistość działa inaczej – ludzie „dwójmyślą” nie dlatego, że ktoś im to nakazuje pod groźbą uwięzienia czy tortur – robią to z pełnym przekonaniem, kompletnie nie dostrzegając logicznej sprzeczności.
Są to zatem przejawy całkowitego upadku rozumu – i to co gorsza upadku powszechnego. Rozumu, dzięki któremu i na którym została niegdyś zbudowana europejska cywilizacja białego człowieka.
Co roku w porze upałów te parę prostych rad przypominam. Dziś, 10 lipca 2024 musiałem być w mieście, Warszawie. Upał. Z obrzydzeniem i przerażeniem widziałem okna od południa – zasłonięte grubymi zasłonami – od wewnątrz !! Oraz pudła zewnętrzne klimatyzatorów -odsłonięte, w pełnym słońcu. Masz, kretynie, zrozumieć, że „klima” musi być w cieniu, najlepiej od północnej strony budynku!! A zasłony – biała, ja zawsze promuję stare, dziurawe prześcieradła – przytrzymywane przez zamykane ramy okienne – ale od zewnątrz.
Poniżej stary tekst, jeśli męczy cię upał – przeczytaj całość…
kto zastosował i skorzystał – proszę o wiadomość. Bo męczy mnie koszmar, że gadam do słupa
==============================
[dla NOWYCH CZYTELNIKÓW i dla tych, co mają dobrą pamięć, ale krótką — POWTARZAM stary tekst:
Proste instrukcje, jak bez użycia „klimy” mieć o 8-12 stopni niższą temperaturę w mieszkaniu.
Zadziwia jednak, że mimo paru dziesiątków tysięcy otwarć tego artykuliku w poprzednich latach – są czytelnicy, którzy czytali, ale nie rozumieją, nie stosują…To nie sprawa IQ, lecz jakaś lekko-myślność… Powtarzam więc w 2019…. 2022…
A TV takich rad nie daje. Woli bredzić o „Zielonym Ładzie”. ]
=========================
Obrona (tania) przed upałem
[ „Wieszam” dopiero teraz – bo u mnie tak wyrosło dzikie wino na ścianie południowej i wschodniej domu (warstwa liści 30-40 cm, trzeba dobrze podlewać, bo intensywnie paruje, a przez to schładza ścianę), że upałów nie zauważyłem na sobie.
Dla tych, co mają płaski dach i „smykałkę”, jest nowość – pod koniec tekstu.]
W mieszkaniu czy domu:
a) Okna, na które pada słońce (południowy wschód do połudn. -zachodu) zasłaniać na dzień białym materiałem (np. prześcieradło) na zewnątrz. Umocować (przycisnąć) przy zamykaniu okna. Nigdy wewnątrz, bo wtedy całe ciepło gromadzi się w mieszkaniu. W dzień wszystkie okna zamknięte (nie wchodzi upał).
b) na noc (lub zawsze, gdy temperatura zewn. niższa od wewnętrznej) otwierać okna – wietrzyć. Chłodzić też strychy!
c) pić dużo wody chłodnej – do trzech litrów dziennie, by się nie odwodnić (raczej nie z lodówki, bo powoduje ból gardła).
2. Siedzieć w domu (lub lesie, jeśli możliwe). Kto musi być na ulicy – unikać godzin południowych. Odzież najjaśniejsza – odbija ciepło. Koniecznie kapelusz słomkowy (czyli jasny i przewiewny).
2a. Kąpiele częste w wannie, w letniej wodzie (by czuć miły chłodek, nie zimno!!)
3. Na dalsza metę: Obsadzić południowe ściany domu pnączami (bluszcz, dzikie wino).
Przykład działania: Jeśli słońce ogrzewa goły mur do 40-60 st.C, to pod pnączami jest o 20 do 30 stopni C mniej!!
W moim domu utrzymuję temperaturę wnętrza (sposobami 1 ab, 3) o 10-12 st.C poniżej temperatury zewnętrznej. A w szpitalu, którego dyrektor nie zdecydował się na tak proste rozwiązania, właśnie (znów, jak co roku!!) rośnie umieralność małych pacjentów: komplikacje po-operacyjne, zakażenia, serce… U innych, silniejszych znacznie rośnie czas zdrowienia, a więc też czas pobytu w szpitalu. [Temperatura w salach chorych – do 36o. Klimatyzację ma.. dyrektor techniczny. ]
Nie wstydźmy się rozwiązań prostych!
————————-
Poniżej „dla zaawansowanych”:
Zasłona termiczna – rolety konwekcyjne.
Cel: wielokrotne zmniejszenie mocy nagrzewania pomieszczeń w lecie, klimatyzacja z zerowym poborem energii elektrycznej.
Nagrzewanie następuje zwykle poprzez szyby wystawione na bezpośrednie działanie promieni słonecznych.
Sposób:
Zasłony okienne charakteryzujące się tym, że:
Cechy zasłony:
1) Umieszczona na zewnątrz szyb lub murów w odległości 8-10 cm.
2) Boczne umocowanie (prowadnice) ażurowe, szczególnie u góry urządzenia
3) Po pełnym zasłonięciu szeroka szpara u góry, dla poprawienia konwekcji.
4) Zasłona musi być biała, plastik trwały, sztywny, niepodatny na deszcz , wiatr i UV
5) Zaciąganie z wewnątrz, w taniej wersji przez sznurek, identycznie, jak obecnie w roletach wewnętrznych.
6) W czasie pracy zasłony, lufciki i okna powinny być zamknięte
Dodatkowo:
1. Działa też ocieplająco w zimie, przeciw wiatrom. Wtedy ażur z boków oraz szparę z góry należy zasłonić. Np. przypinać na zatrzaski
2. Podobne zasłony mogą też chronić te mury, które w lecie ulegają nadmiernemu nagrzaniu: Ściany południowe (S) do E oraz W.
Koszt inwestycji ok. 100 razy niższy, niż klimatyzacji. Pozatem: Zero kosztów energii elektrycznej w czasie użytkowania.
Zastosowanie zasłon zapewnia obniżenie temperatury wewnętrznej o 5-12o C w porównaniu z nie-stosowaniem. Ta ostatnia wartość przy wietrzeniu w sytuacji, gdy temperatura zewn. niższa od wewnętrznej (tz<tw), czyli praktycznie w nocy.
Mirosław Dakowski, Anin, maj 2008
Przypadki szczególne:
a) kto ma kotłownię swoją, a w niej np. 13 oC, a w mieszkaniu np. 24 oC, to powinien otworzyć wszystkie drzwiczki kotła i włączyć pompkę obiegową. Schłodzi mieszkanie o stopień lub lepiej.
b) kto dusi się pod płaskim, nie-(lub źle-) izolowanym dachem, ma kupić folię zagrzejnikową ( w sklepach hydraulicznych). Ma ona 3 mm pianki, na niej folia Alu. Wyłożyć dach tą folią (Alu na wierzch!) , umocować cegłami czy deskami. Zdejmować przed burzą, bo to prowizorka… Zyski: 4 – 6 stopni niższa temp. w pokojach.
Można ew. wyłożyć białą folią – plandeką. Przycisnąć mocniej. To taniej, trwalej i gorzej termicznie. Pod folie – bardzo dobrze wpuszczać wodę np. ze zraszacza postaci rurki z dziurkami, stosowany w ogródkach. Mały strumień wody nie obciąży licznika, czyli kieszeni, a skutek – świetny!
A NAJLEPIEJ: Uszczelnić dach, na wierzchu posiać trawę, wśród niej inne, wyższe zioła. Podlewać, najprościej – z perforowanego węża – kropelkami.
To idealnie chłodzi.
============================
Wprowadzenie tych zasad dla koszmarnie projektowanych i „tanio” budowanych domów poza miastami w USA pozwoliłoby na szybkie wyłączenie jednej trzeciej reaktorów jądrowych – one pracują „na klimatyzację” milionów tych podmiejskich bud.
Krzysztof Bielejewski 27.06.2026 wolnemedia/samotnosc-w-czasach-pieciu-tysiecy-znajomych
Nie wiem, kiedy dokładnie to się stało. Prawdopodobnie gdzieś pomiędzy wynalezieniem przycisku „Obserwuj”, serduszka pod zdjęciem śniadania i przekonaniem, że człowieka można zastąpić powiadomieniem.
Jeszcze trzydzieści lat temu samotność wyglądała zupełnie inaczej. Człowiek siedział na ławce przed blokiem, patrzył w dal i był samotny w sposób staromodny, niemal szlachetny. Sąsiadka przynosiła rosół, ktoś zapukał do drzwi, listonosz zamienił dwa zdania, a pies przynajmniej udawał zainteresowanie losem właściciela.
Dzisiaj człowiek ma pięć tysięcy znajomych, siedem komunikatorów, cztery konta społecznościowe, dwa smartfony, zegarek mierzący puls, lodówkę wysyłającą powiadomienia i sztuczną inteligencję gotową napisać mu wiersz na każdą okazję.
I nigdy jeszcze nie był tak samotny.
To naprawdę niezwykłe osiągnięcie cywilizacji. Wynaleźliśmy technologię, która pozwala rozmawiać z Australią bez opóźnienia, ale coraz częściej nie wiemy, jak odezwać się do sąsiada zza ściany. Możemy obejrzeć śniadanie nieznajomego z Buenos Aires, lecz od miesięcy nie zapytaliśmy własnej matki, czy wszystko u niej w porządku.
WHO uznała samotność za jedno z największych wyzwań zdrowotnych naszych czasów. Według najnowszego raportu aż jedna osoba na sześć na świecie doświadcza chronicznego osamotnienia, a jego skutki wiążą się z ponad 870 tysiącami zgonów rocznie. To mniej więcej sto osób na godzinę. Nie od wirusa, nie od wojny, lecz od czegoś, czego nie da się sfotografować rezonansem magnetycznym.
Brzmi absurdalnie?
Bo samotność jest chyba najbardziej absurdalną chorobą współczesności. Można umrzeć z braku rozmowy w epoce, która nigdy nie przestaje gadać.
Nasz gatunek osiągnął poziom komunikacji godny międzyplanetarnej cywilizacji. Wysyłamy sobie emoji przedstawiające emocje, których już nawet nie próbujemy przeżywać. Składamy życzenia urodzinowe ludziom, których numer telefonu dawno usunęliśmy. Gratulujemy sukcesów osobom, których twarzy nie rozpoznalibyśmy w kolejce po bułki.
To nie są znajomości. To jest katalog kontaktów z funkcją powiadomień.
Profesor Bogdan de Barbaro powiedział kiedyś bardzo trafnie, że kontakty internetowe bywają bardziej środkiem znieczulającym niż lekarstwem na samotność. Coś w tym jest. Smartfon przypomina tabletkę przeciwbólową. Na chwilę pomaga. Potem ból wraca jeszcze mocniej.
Zresztą proszę spojrzeć na współczesne kawiarnie. Przy jednym stoliku siedzi para zakochanych. Oboje patrzą w telefony. Przy drugim grupa studentów. Każdy przewija własny ekran. Przy trzecim ojciec z córką. Dziewczynka pokazuje mu filmiki z TikToka. Ojciec odpowiada, wysyłając służbowego maila. Kelner przynosi rachunek. To jedyny moment, kiedy wszyscy podnoszą wzrok.
Psychologowie mówią dziś o FOMO – lęku, że coś nas ominie. Ja mam wrażenie, że cierpimy raczej na FOMO odwrotne. Paniczną obawę, że przez chwilę moglibyśmy zostać sami ze sobą.
Samotność ma dwie twarze. Pierwsza jest piękna. To ta, kiedy jedzie się nad jezioro z książką. Kiedy siedzi się na ganku podczas letniej burzy. Kiedy człowiek przez godzinę nic nie mówi i nagle odkrywa, że świat wcale nie potrzebuje nieustannego komentarza. Ta samotność leczy.
Ale jest jeszcze druga. Ta, która zaczyna się wieczorem, kiedy telefon milczy już trzeci dzień. Kiedy chorujesz i nie bardzo wiesz, komu powiedzieć, że gorączka przekroczyła trzydzieści dziewięć stopni. Kiedy sukces nie ma komu sprawić radości, a porażka nie ma z kim zostać podzielona. To już nie jest samotność. To jest osamotnienie, i ono boli naprawdę.
Badania pokazują, że przewlekłe poczucie izolacji zwiększa ryzyko chorób serca i udaru o około jedną trzecią, przyspiesza rozwój demencji, pogarsza odporność i znacząco zwiększa ryzyko depresji. Amerykański Surgeon General porównał wpływ chronicznej samotności na zdrowie do wypalania kilkunastu papierosów dziennie. To jedna z tych metafor, które brzmią przesadnie, dopóki nie zajrzy się do statystyk.
Najbardziej zaskoczyło mnie jednak coś innego. Najbardziej samotni nie są wcale staruszkowie siedzący na parkowych ławkach. Najbardziej samotni okazują się młodzi. Ludzie, którzy teoretycznie mają cały świat na wyciągnięcie kciuka. Młodzi mężczyźni, nastolatki, studenci. Pokolenie wychowane w przekonaniu, że zawsze ktoś będzie online. Okazało się, że online nie oznacza razem.
Być może największym oszustwem XXI wieku było wmówienie nam, że liczba kontaktów zastąpi więzi. Że algorytm wie, z kim powinniśmy się przyjaźnić. Że aplikacja zastąpi przypadkowe spotkanie. Że serduszko pod zdjęciem jest dowodem troski.
Nie jest. Serduszko kosztuje pół sekundy. Przyjaźń kosztuje czas, a czasu nikt już nie chce wydawać. Wolimy inwestować go w produktywność, rozwój osobisty, kolejne kursy, szkolenia i aplikacje uczące… uważności. To dopiero jest dowcip naszych czasów. Instalujemy program, który przypomina nam, żeby przez pięć minut dziennie pobyć ze sobą, bo sami już o tym nie pamiętamy.
Może dlatego samotność stała się epidemią. Nie dlatego, że ludzie zniknęli. Lecz dlatego, że przestaliśmy być dla siebie obecni.
Nie chodzi o to, żeby nagle wyrzucić telefon do Wisły, zamieszkać w Bieszczadach i hodować kozy, choć przyznaję, że po niektórych dyskusjach internetowych brzmi to kusząco. Chodzi raczej o coś znacznie prostszego. O telefon wykonany nie dlatego, że wypada. O kawę bez patrzenia co trzydzieści sekund na ekran. O spacer z kimś, kto nie musi być sfotografowany. O wizytę u rodziców bez pretekstu w postaci zepsutego kranu. O rozmowę, która nie kończy się słowami: „Dobra, muszę już lecieć”.
Może największym luksusem XXI wieku nie będzie elektryczne Ferrari ani wakacje na Marsie. Może największym luksusem stanie się człowiek, który usiądzie naprzeciwko ciebie, schowa telefon do kieszeni i przez godzinę będzie naprawdę obecny.
Proszę zwrócić uwagę, jakie to dziś ekstrawaganckie. Milioner może kupić jacht. Miliarder może kupić wyspę, ale nawet najbogatszy człowiek świata nie kupi sobie prawdziwej przyjaźni z dostawą następnego dnia.
Na szczęście można ją jeszcze wyhodować. Tylko trzeba na chwilę wyłączyć Wi-Fi i włączyć… człowieka.
Autorstwo: Krzysztof Bielejewski
Źródło: StudioOpinii.pl
Jacek Tomczak konserwatyzm/ukrainofile-w-amoku
“Lepiej wykształceni” i “bardziej racjonalni” dostali opętańczego szału na wieść o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Oczywistość tej decyzji, podważalnej jedynie poprzez odniesienie do “opłacalności godności” nie stwarzała przestrzeni do merytorycznych argumentów.
1. Wyobraźmy sobie co spotkało by Żyda, który pochwaliłby w Izraelu niemieckiego polityka, chcącego nadać jednej z jednostek wojskowych imię “Bohaterów SS”. Więzienie? Czy tylko anatema?
W Polsce obrońcy decyzji Włodymyra Zełenskiego nie mają jakiegokolwiek problemu z sięganiem po coraz bardziej kuriozalne racjonalizacje swojej postawy.
2. “Lepiej wykształceni” i “bardziej racjonalni” dostali opętańczego szału na wieść o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Oczywistość tej decyzji, podważalnej jedynie poprzez odniesienie do argumentów dotyczących “opłacalności godności” nie stwarzała przestrzeni do merytorycznych argumentów.
Liberalny mainstream porzucił fascynację koncepcją Jerzego Giedroycia, prowadzącą do imperatywu pomagania Ukrainie – on po prostu wyraża interes ukraiński.
3. Każdy powód jest dobry, by zapomnieć o rzezi wołyńskiej. Teraz tłumaczy się to wojną – tak, jakby trwała ona od ponad 80 lat.
“Retoryczne ustępstwo na rzecz prawdy” sprawia, że przedstawiciele mainstreamu powiedzą: “Oczywiście, o ofiarach trzeba pamiętać” tudzież wyrzucą z siebie inny pusty slogan, jednocześnie konsekwentnie robiąc wszystko, by temat rzezi nie miał jakiejkolwiek rangi i znaczenia.
To, że Order Orła Białego miał człowiek, który rzeźników z UPA uważa za bohaterów, a nie otrzymał go nieodżałowanej pamięci ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, niestrudzony bojownik o prawdę i pamięć historyczną, jest świadectwem tego gdzie zabrnęło państwo polskie w swoim stosunku do rzezi wołyńskiej.
4. Mainstream nagle przypomniał sobie o istnieniu “interesu narodowego”, dowodząc sprzeczności odebrania odznaczenia Zełenskiemu z tym interesem.
Nie ma “interesu”, jeśli nie ma narodu. Nie ma narodu, jeśli nie ma godności. Nie ma godności, jeśli honoruje się tych, którzy gloryfikują naszych katów.
Czasem abecadło jest zbyt trudne.
5. Brytyjski filozof Roger Scruton pisał, że rozmaici rewolucjoniści krytykują cywilizację zachodnią, jednak będąc niezdolnymi do zaproponowania jakiejkolwiek alternatywy, poprzestają na nihilizmie, objawiającym się destrukcją.
Liberalny mainstream wykazał się takim właśnie nihilizmem po odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy: zwyzywał od “ruskich” i “nacjonalistów” (polskich, więc tych złych) prezydenta Karola Nawrockiego – jak codziennie, “na Kremlu otworzyły się butelki od szampana”. Jednocześnie przedstawiciele tego mainstreamu często domagają się, by “nie zawłaszczać patriotyzmu”, tak jakby chcieli zaproponować swój własny model tegoż.
Ich “patriotyzm”, jak się wydaje, zatrzymał się w fazie dekonstrukcji wszystkiego co polskie.
6. Podchodząc krytycznie do istnienia narodów jako wspólnot nieokreślonych i abstrakcyjnych, przedstawiciele mainstreamu występują w imieniu “ludzkości” – nieporównywalnie bardziej niedookreślonej i abstrakcyjnej.
Co ciekawe, nawet z punktu widzenia “świata bez narodów” (bez pamięci historycznej, tożsamości, bohaterów, katów), czyli z perspektywy mainstreamu bezwarunkowe wspieranie Ukrainy jest szkodliwe dla “ludności, która żyje na tym obszarze”
Jacek Tomczak
Autor: Loss of Depth, Todd Hayen, Jun 27, 2026
Wpisał: AlterCabrio, 27 czerwca 2026

Jak długo kultura może przetrwać na tak płytkiej glebie? „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya oferuje mrożący krew w żyłach plan. W tej dystopii społeczeństwo kreuje szczęście poprzez uwarunkowania genetyczne, konsumpcjonizm, seks bez zobowiązań, a przede wszystkim somę – idealny środek farmaceutyczny, który zapewnia euforię bez kaca, dysfunkcji fizycznych czy zaburzeń. Soma nie tylko uśmierza ból; niweluje wszelką potrzebę głębi, refleksji czy zmagań.
Utrata głębi
Co, na litość boską, stało się z naszą młodzieżą? Nie całą, jeszcze nie – ale choroba szybko się rozprzestrzenia. Jakie to zarazy zapanowały?
Mógłbym wymienić kilkanaście, ale ta, która niepokoi mnie najbardziej – i która wypływa ze wszystkich pozostałych – to utrata głębi. Mam na myśli ciche porzucenie jakiegokolwiek prawdziwego dążenia do sensu, zanik celu i powolna śmierć prawdziwej pasji.
Czy jestem tylko alarmistą? Czy większość ludzi by się sprzeciwiła i powiedziała, że przesadzam? Możliwe.
Ludzie prawdopodobnie mówią podobne rzeczy o młodych od wieków – o moim pokoleniu sprzed pięćdziesięciu lat, o poprzednim i tak dalej, sięgając tysiąca lat wstecz, a może i więcej. Być może ten dryf ku duchowej płytkości rozpoczął się pokolenia temu.
Podejrzewam, że ludzkość od dawna podążała bardzo powolną trajektorią ku wewnętrznej pustce, choć schyłek ten nie był stały ani gwałtowny aż do połowy XIX wieku. Od tego czasu, zwłaszcza w związku z zanikiem świadomości duchowej, proces ten dramatycznie przyspieszył.
Przyczyny są splątane i przesadnie zdeterminowane. Trudno zrzucić winę na jakąkolwiek pojedynczą zmianę kulturową – zanik wiary w Boga, moralny rozpad społeczeństwa czy rozkwit smartfonów i mediów społecznościowych. Brzmię jak stary kaznodzieja na mównicy, z Biblią w jednej ręce, grożący pięścią w niebo, głoszący kazanie o ogniu i siarce.
Prawdę mówiąc, pod pewnymi mierzalnymi względami ludzkość się poprawiła. Nie tolerujemy już rutynowych okrucieństw, które kiedyś uważaliśmy za normalne: systemowego podporządkowania kobiet, otwartej akceptacji niewolnictwa, bezmyślnego stosowania tortur jako publicznego widowiska czy brutalnego traktowania dzieci i osób chorych psychicznie.
Średnia długość życia wzrosła, umiejętność czytania i pisania jest powszechna, a podstawowe prawa człowieka zyskały na znaczeniu w wielu częściach świata. Jednak trudno mi pogodzić te korzyści z głębszym rozkładem, który obserwuję.
Może jestem po prostu niepoprawnym pesymistą. A może po pozornym optymizmie po II wojnie światowej – kiedy wydawało się, że w końcu możemy pogodzić się z wiekami brzydoty – sprawy po cichu wymknęły się spod kontroli.
Rozejrzyj się wokół: skandal Epsteina i jego cienie, to, co wielu określa mianem ludobójstwa w Strefie Gazy, eksplozja silnych narkotyków syntetycznych, powszechny handel dziećmi, szerząca się pornografia, która wypaczyła całe pokolenia, niekończące się wojny zagraniczne, normalizacja państw policyjnych i to, co wydaje się lekkomyślną, wręcz bezmyślną próbą zranienia lub zabicia dużej części globalnej populacji poprzez nowatorską interwencję farmaceutyczną forsowaną z bezprecedensowym przymusem. Wygląda na to, że diabeł w końcu zasiadł na tronie, którego pragnął od tysiącleci.
Ale odbiegam od tematu – czy aby na pewno? Wróćmy do młodych i ich pozornego porzucenia celu i poszukiwania sensu. W swojej praktyce spotykam wiele osób między osiemnastym a trzydziestym rokiem życia. Większość wykazuje oznaki tej osobliwej zombi-patii.
Nie zrozumcie mnie źle – według konwencjonalnych, współczesnych standardów, wielu z nich odnosi sukcesy. Gonią za dobrze płatnymi karierami, które obiecują błyszczące zabawki, luksusowe domy, drogie samochody i atrakcyjnych partnerów. Jednak pod powierzchnią ich związki często są dysfunkcyjne, ich własne dzieci zdają się zmierzać w kierunku tej samej pustki, a prawdziwe zadowolenie jest rzadkością.
Tak, terapeuci zajmują się głównie osobami z problemami, więc nie mogę twierdzić, że mam idealną próbkę. Mimo to obserwuję ten sam schemat w życiu osobistym, w mediach społecznościowych, w filmach i telewizji, a także w szerszej kulturze. To jest wszędzie.
Ci młodzi ludzie skupiają się na zarabianiu jak największej ilości pieniędzy przy jak najmniejszym wysiłku, noszą najlepsze ubrania, na jakie ich stać, mają największy dom i najmodniejszy samochód oraz chcą znaleźć najbardziej atrakcyjnego partnera, jakiego można znaleźć.
Niewielu interesuje się głębszym mechanizmem świata, w którym żyją – poza wygodnymi obiektami oburzenia (Trump, rzecz jasna, i niemal wszystko, co się z nim wiąże). Hobby rzadko wykraczają poza treningi na siłowni. Nauka dla samej nauki, podróże jako autentyczna eksploracja, a może jakiekolwiek poważne zaangażowanie w religię lub duchowość dla wewnętrznego rozwoju? Prawie nie istnieją. Świadome poszukiwanie sensu i celu po prostu nie wchodzi w grę.
Czy są szczęśliwi? Nie sądzę. Niektórzy wmawiają sobie, że są, dopóki strumień natychmiastowej gratyfikacji materialnej płynie. Przez krótkie chwile dopływy dopaminy udają szczęście. Ale to uczucie szybko zanika, pozostawiając ich jeszcze bardziej pustymi niż wcześniej.
Jak długo kultura może przetrwać na tak płytkiej glebie? „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya oferuje mrożący krew w żyłach plan. W tej dystopii społeczeństwo kreuje szczęście poprzez uwarunkowania genetyczne, konsumpcjonizm, seks bez zobowiązań, a przede wszystkim somę – idealny środek farmaceutyczny, który zapewnia euforię bez kaca, dysfunkcji fizycznych czy zaburzeń. Soma nie tylko uśmierza ból; niweluje wszelką potrzebę głębi, refleksji czy zmagań.
Obywatele pozostają spokojni i produktywni właśnie dlatego, że nigdy nie konfrontują się z dyskomfortem, stratą ani wielkimi pytaniami egzystencji. „Szczęście”, które ono zapewnia, jest stabilne i nieskończone – dopóki rzadki Dzikus spoza systemu nie wniesie prawdziwego uczucia, w którym to momencie krucha iluzja pęka.
W naszym świecie współczesne odpowiedniki somy (niekończące się przewijanie [scrolling], konsumpcja, farmaceutyki i starannie wyselekcjonowane oburzenie) zdają się działać w podobny sposób: utrzymują zombi-równowagę znacznie dłużej, niż można by się spodziewać, właśnie dlatego, że pozbawiają duszę wszystkiego, co prawdziwe.
Mimo to istnieją jaskrawe wyjątki. Nie każdy młody człowiek w pełni poddał się schematowi narzuconemu przez panującą agendę. Wielu, którzy zajmują się poważną sztuką lub muzyką, kieruje się zupełnie innym paradygmatem – takim, który ceni twórczość, piękno i wewnętrzną eksplorację bardziej niż zewnętrzne kryteria.
To samo często dotyczy tych, których pociąga kunszt rzemieślniczy, głębokie dociekania filozoficzne, autentyczna służba społeczna zakorzeniona we współczuciu lub jakakolwiek zdyscyplinowana ścieżka duchowa wymagająca konfrontacji z samym sobą. Są też jednak te rzadkie dusze, które z jakiegoś tajemniczego powodu po prostu nigdy nie połknęły tej trucizny – być może chronione przez rodzinę, temperament lub po prostu upór i łaskę.
Jednak trend ten jest wyraźny i przyspiesza.
Społeczeństwo, które traci głębię wśród młodych, ostatecznie traci swoją przyszłość. Bez celu, pasji i woli zmagania się z sensem, dryfujemy w stronę huxleyowskiego zastoju – wygodnego, wydajnego i głęboko pustego.
Prawdziwe pytanie nie brzmi, czy ta utrata rzeczywiście ma miejsce. Pytanie brzmi, czy wystarczająco dużo z nas wciąż pamięta, jak odczuwa się głębię, i czy potrafimy ją wystarczająco mocno modelować, aby ci, którzy przyjdą po nas, rozpoznali jej brak – i zaczęli na nowo jej szukać.
_________________

Date: 27 giugno 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/kanadyjski-kosciol-anglikanski-oglasza-oficjalna-liturgie-towarzyszaca-praktyce-eutanazji
Kościół anglikański w Kanadzie podjął krok, który jeszcze kilka lat temu byłby trudny do wyobrażenia nawet w najbardziej “progresywnych” wyznaniach chrześcijańskich. Jego Synod Generalny zatwierdził do „użycia próbnego” specjalną “liturgię” przeznaczoną dla osób, które zdecydowały się na eutanazję, znaną w Kanadzie jako „pomoc medyczna w umieraniu” (MAiD). Dokument zawiera modlitwy, które należy odczytać tuż przed podaniem środków śmiertelnych, jak również modlitwy po śmierci pacjenta.
Ten 66-stronicowy tekst (do którego link poniżej) wykracza daleko poza oferowanie wskazówek duszpasterskich dla pacjentów nieuleczalnie chorych. Zawiera on pełny zestaw obrzędów religijnych dostosowanych do chwil poprzedzających i następujących po eutanazji, takich jak spowiedź, nałożenie rąk, namaszczenie olejem, Komunia Święta, błogosławieństwa oraz specjalne modlitwy za tych, którzy zdecydowali się zakończyć swoje życie poprzez interwencję medyczną.
We wstępie przyznano, że wielu anglikanów uważa, iż eutanazja „może rzeczywiście być sprzeczna z Bożymi zamierzeniami wobec ludzkości”. Jednak zamiast podejmować próbę rozstrzygnięcia owej kwestii teologicznej, deklarowanym celem publikacji jest “zapewnienie duchowego wsparcia” tym, którzy podjęli tego rodzaju decyzję.
W dokumencie wielokrotnie podkreśla się, że nie ma on na celu błogosławienia decyzji o skorzystaniu z eutanazji. Niemniej jednak krytycy prawdopodobnie będą kwestionować, czy otaczanie śmierci wspomaganej fragmentami Pisma Świętego, błogosławieństwami, sakramentami oraz oficjalną liturgią kościelną nie nadaje jej nieuchronnie moralnej legitymizacji.
Jeden z najbardziej uderzających fragmentów stwierdza, że osoby decydujące się na eutanazję „mogą rzeczywiście być gotowe na odejście” oraz że pragną „umrzeć godnie, z łaską i błogosławieństwem Boga oraz w obecności Kościoła u ich boku”.
Ceremonia obejmuje chwilę ciszy bezpośrednio przed zabiegiem medycznym. Pacjent może wówczas modlić się: „Ojcze, oddaję się w Twoje ręce. Święty Boże, wierzę w Ciebie. Ufam Ci. Kocham Cię”.
Po przeprowadzeniu eutanazji liturgia przewiduje modlitwy tradycyjnie związane z chrześcijańskim towarzyszeniem umierającym. Wśród nich znajduje się prośba: „Przyjmij ich teraz do raju, gdzie nie będzie już smutku, płaczu ani bólu, lecz tylko pokój i radość”.
Inna modlitwa stwierdza, że zmarły został „uwolniony od wszelkich trosk” i prosi Boga, by obdarzył go „szczęściem i pokojem na zawsze”.
W niektórych materiałach uzupełniających tekst idzie jeszcze dalej.
Jedna z modlitw wyraża wdzięczność za to, że członkowie rodziny mogli być przy zmarłym w chwili podania śmiertelnego zastrzyku, i kończy się stwierdzeniem, że „ich ostatnim darem dla niego było doprowadzenie go bezpiecznie do domu”.
Decyzja ta stawia Kościół anglikański w Kanadzie w bezprecedensowej sytuacji w historii chrześcijaństwa.
Nowość nie polega na tym, że Kościół towarzyszy człowiekowi w ostatnich chwilach życia – co od wieków stanowi część posługi chrześcijańskiej – ale na stworzeniu oficjalnego rytuału dla praktyki, którą tradycja chrześcijańska od dawna uważa za niezgodną z przekonaniem, że życie ludzkie jest darem od Boga i nie powinno być celowo kończone przez ludzkie ręce.
Liturgia została zatwierdzona do stosowania na okres próbny, podczas którego do maja 2027 r. będą gromadzone opinie z diecezji w całej Kanadzie. Następnie poprawiona wersja mogłaby zostać przedstawiona Synodowi Generalnemu Kościoła w roku 2028 w celu ewentualnego przyjęcia na stałe.
“Liturgie duszpasterskie w obliczu śmierci w kontekście eutanazji”:
anglican.ca/trial-use-ministry-with-sick-and-dying-maid
INFO: europeanconservative.com/canadas-anglican-church-unveils-official-liturgy-for-assisted-suicide
Przyszłość regionu obrała teraz zupełnie nową trajektorię.
Symplicjusz 27 czerwca 2026 r. simplicius/new-report-reveals-true-extent-
Dziennik WSJ opublikował kolejną „bombę” dotyczącą rozmiaru zniszczeń, jakie Iran wyrządził amerykańskim bazom regionalnym, co potwierdzają szczegółowe nowe zdjęcia satelitarne:

Najbardziej szokującym odkryciem raportu były informacje na temat bazy amerykańskiej NSA (Naval Support Activity) w Bahrajnie, gdzie mieści się Kwatera Główna Piątej Floty.
Położona niecałe 240 kilometrów od południowego wybrzeża Iranu, baza NSA Bahrajn od ponad trzech dekad jest ostoją amerykańskiej potęgi morskiej na Bliskim Wschodzie. Baza może pomieścić każdy typ okrętu floty amerykańskiej i odegrała kluczową rolę w przeciwdziałaniu irańskiemu przemytowi broni, minowaniu i atakom na tankowce.
Donoszą, że Kwatera Główna Piątej Floty USA stała się „bezużyteczna” – przynajmniej częściowo – po tym, jak została uderzona potężnym pociskiem balistycznym:

Sam ten budynek, według raportu, szacowany jest na 200 milionów dolarów. Całkowita wartość pozostałej części bazy w Bahrajnie była dwukrotnie wyższa:

Zniszczenia tej kwatery głównej i innych baz były tak poważne, że Stany Zjednoczone najwyraźniej rozważają przeniesienie niektórych z nich „dalej na zachód” zamiast ich odbudowy:
Wojsko rozważa obecnie modernizację bazy w Bahrajnie,zmniejszenie obecności USA w Kuwejcie i Arabii Saudyjskiej oraz przeniesienie niektórych baz lub funkcji baz na zachód, poza zasięg irańskich rakiet i dronów,twierdzą urzędnicy zaznajomieni z obradami.
Zaatakowane struktury mogą nie zostać odbudowane.Węzły dowodzenia i kontroli mogą zostać przeniesione pod ziemię. Urzędnicy stwierdzili, że potencjał wojskowy może zostać rozproszony w całym regionie, choć zastrzegli, że nie podjęto jeszcze żadnych decyzji.
Według szacunków CSIS szkody w bazach mogą wynieść aż 5 miliardów dolarów:
Kontroler Pentagonu Jay Hurst powiedział w zeszłym miesiącu Kongresowi, że szacunkowe koszty wojny, wynoszące wówczas29 miliardów dolarów, nie uwzględniają zniszczeń w bazach amerykańskich.
Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych oszacowało w raporcie opublikowanym we wtorek, że całkowity koszt wojny wyniósł około 40 miliardów dolarów. Szacunek ten uwzględniał straty w amerykańskich bazach na poziomie od 2,2 do 5,1 miliarda dolarów, w oparciu o struktury zidentyfikowane przez CSIS jako uszkodzone.

Baza przypominała małe amerykańskie miasto, ze wszystkimi jego atrakcjami i ekscesami:
„Jesteśmy tam od ponad 50 lat, a baza rozwijała się wraz z nią” – powiedział emerytowany wiceadmirał John „Fozzie” Miller, który dowodził siłami morskimi USA na Bliskim Wschodzie. „Myślę, że są pewne rzeczy, które zrobilibyśmy inaczej”.
Jako jedyna amerykańska placówka na Bliskim Wschodzie, gdzie mogły mieszkać rodziny, baza funkcjonowała jak małe amerykańskie miasto, z boiskiem do softballu, restauracjami, giełdą morską i szkołą. Marynarze, którzy spędzali tygodnie na morzu, zawijali do Bahrajnu i udawali się do bazy, aby odpocząć.
Emerytowany pułkownik piechoty morskiej Mark Cancian ubolewa, że ostatnim razem, gdy był w zdewastowanej bazie, żołnierze brali udział w niewinnym rytuale imperialnego hedonizmu, czyli innymi słowy „imprezie tanecznej”:
„Kiedy byłem tam ostatnio, odbywała się impreza taneczna” – powiedział Cancian, który dwukrotnie pracował w NSA Bahrain.

Jak głosi przysłowie, „impreza się skończyła”.
A zakończenie artykułu w WSJ naprawdę to symbolizuje:

Stany Zjednoczone od dawna zachowywały się pobłażliwie, nie oczekując, że ktokolwiek odważy się bezpośrednio zaatakować ich bazy, prawdopodobnie tak jak Rzymianie nie spodziewali się, że Odoaker zrzuci tron w ich ostatnim, śmiertelnie chorym okresie. A może po prostu przestało im zależeć. Stany Zjednoczone tak długo utrzymywały się na aurze „niezwyciężoności”, że ich rdzeń został wydrążony; zanim Iran zaatakował, niegdyś „straszne” Stany Zjednoczone były już tylko cieniem samego siebie, a ich bazy zostały zniszczone bez większego wysiłku.
Całe Imperium rozpada się na peryferiach, a Stany Zjednoczone nie mają już siły, by utrzymać nad nim kontrolę. Wszystkie pozostałe zasoby marnują się, by przemieszczać się tam i z powrotem, łatać dziury i gasić pożary, tu na Ukrainie, tam w regionie Zatoki Perskiej.
Ale hej, imprezy taneczne są naprawdę świetne! …przynajmniej do momentu, aż hipersoniczne krzyki zagłuszą muzykę DJ-a.
Imperium jest nagie, co okazuje się niemal codziennie, a najnowsze doniesienia potwierdzają, że myśliwce F-35 są już dostarczane Korpusowi Piechoty Morskiej USA bez żadnych radarów:

Powyższa wiadomość pojawiła się już kilka miesięcy temu, ale wielu „ekspertów” twierdziło, że została błędnie zinterpretowana i że samoloty F-35 wcale nie były dostarczane bez radarów.
Teraz mamy ostateczne zdanie w tej sprawie, wypowiedziane bezpośrednio przez szefa Biura Wspólnego Programu F-35 w tym tygodniu:
Generał porucznik piechoty morskiej Gregory Masiello, szef Biura Wspólnego Programu F-35 (JPO), ujawnił akceptację sześciu bezradarowych myśliwców F-35Bpodczas przesłuchaniaprzed członkami Komisji Sił Zbrojnych Senatu na początku tego tygodnia.Było to częścią szerszej dyskusji między Masiello a senatorem Markiem Kellym, demokratą z Arizony i emerytowanym lotnikiem marynarki wojennej, na temat wskaźników gotowości bojowej myśliwców F-35 w Siłach Powietrznych Stanów Zjednoczonych, Korpusie Piechoty Morskiej i Marynarce Wojennej Stanów Zjednoczonych, któreod dawna budzą obawy.
„Przyjęliśmy sześć samolotów dla Korpusu Piechoty Morskiej, które nie mają zainstalowanego radaru. Zgadza się” – potwierdził Masiello.
Kelly zapytał, czy było to spowodowane brakiem dostępnych radarów AN/APG-85, co Masiello również potwierdził.
Jeśli chodzi o ciąg dalszy sagi AN/APG-85, F-35 są obecnie dostarczane bez żadnych radarów i mogą minąć jeszcze lata, zanim to się zmieni.
Przeczytaj to jeszcze raz — mogą minąć lata, zanim samoloty F-35 zostaną wyposażone w radary.
Jeszcze bardziej druzgocącym odkryciem był fakt, że wskaźnik gotowości bojowej myśliwca F-35 spadł do żenującego poziomu 25%:
Dwa tygodnie temu Biuro Odpowiedzialności Rządowej (GAO), organ nadzorujący Kongres,opublikowało raport,w którym stwierdzono, żeśredni wskaźnik pełnej zdolności bojowej (FMC) samolotów F-35 we wszystkich wariantach spadł z 38 do 25 procent między rokiem fiskalnym 2020 a 2025.GAO definiuje FMC jako samolot, „który może wykonywać wszystkie swoje misje”. Biuro ds. F-35 JPO nie kwestionowało bezpośrednio danych GAO, ale otwarcie sprzeciwiło się metodologii stosowanej do określania FMC.

Oznacza to, że tylko 25% wszystkich F-35 jest w stanie wykonywać wszystkie swoje misje w danym momencie, podczas gdy reszta cierpi na syndrom królowej hangaru. Program ten stał się w tym momencie istnym żartem.
Najnowsze ustalenia pojawiają się w szczególnie ważnym momencie, ponieważ dziś wieczorem odnowiły się wrogie stosunki między USA a Iranem, a obie strony wymieniały kolejne ciosy, gdy Trump oskarżył Iran o rzekome uderzenie w statek w cieśninie:

Warto wspomnieć, że pod pretekstem flirtu z neurotycznym reżimem USA, Iran podejmuje działania gospodarcze, aby zabezpieczyć swoją przyszłość.
Zacharowa z Rosji nie tylko ogłosiła, że Iran rozpoczął działania mające na celu przyspieszenie budowy nowego Międzynarodowego Korytarza Transportowego Północ-Południe , który łączyłby Rosję, Iran, Indie, Zatokę Perską i inne kraje drogą morską, kolejową i drogową:
Sputnik@ SputnikIntSputnikInt🚨 Uruchomienie korytarza Północ-Południe jest nieuniknione, Iran naciska na szybszy start – rosyjskie MSZ „Rosja dostrzega rosnące zainteresowanie irańskich partnerów rozwojem Międzynarodowego Korytarza Transportowego Północ-Południe, który – w obliczu niestabilnej sytuacji w Cieśninie Ormuz – zyskuje na znaczeniu
16:49 · 25 czerwca 2026 · 7,69 tys. wyświetleń Views
1 odpowiedź Reply· 103 reposty Reposts· 323 polubienia Likes
W odpowiedzi na pytanie o los projektu budowy linii kolejowej na odcinku Raszt-Astara — kluczowego ogniwa zachodniej odnogi INSTC — Zacharowa potwierdziła, że prace inżynieryjne nad przyszłą trasą zostaną wznowione, gdy tylko pozwoli na to sytuacja wojskowo-polityczna.
Pojawiają się jednak doniesienia, że Iran pracuje nad innym przełomowym projektem, który ma połączyć Iran z Chinami linią kolejową o wspólnym rozstawie szyn:
Iran Observer@ IranObserver0IranObserver0⚡️NAJNOWSZE WIADOMOŚCI: Iran rozpoczął budowę korytarza kolejowego Iran-Afganistan-Chiny Linia kolejowa Herat-Mazar-e-Sharif o długości 657 km zostanie zbudowana przez irańskie firmy i sfinansowana ze środków afgańskiego Departamentu Zasobów Mineralnych. Korytarz ten zapewni Iranowi bezpośrednie połączenie kolejowe z Chinami.

12:23 · 26 czerwca 2026 · 435 tys. wyświetleń Views
140 odpowiedzi Replies· 2,04 tys. repostów Reposts· 8,24 tys. polubień Likes

Iran nadal czyni postępy w zabezpieczaniu swojej przyszłości i powoli zmienia regionalną geografię gospodarczą i geopolityczną, podczas gdy USA szaleją i bezsilnie się kroczą:

W związku z pokoleniowym usuwaniem baz i aktywów USA — co jak wcześniej przyznawały źródła takie jak WSJ, może mieć charakter nieodwracalny — jedno jest pewne: przyszłość regionu obrała teraz zupełnie nową trajektorię.