„Wojna?”. Ukraina odnotowała rekordową sprzedaż luksusowych samochodów. Nagle wzbogacili się…

„Wojna?”. Ukraina odnotowała rekordową sprzedaż luksusowych samochodów. Nagle wzbogacili się…

Daniel Głogowski

Ukraina odnotowała rekordową sprzedaż luksusowych samochodów zagranicznych w 2023 r. Jednym z powodów jest pojawienie się nowych nabywców, którzy nagle wzbogacili się na konflikcie zbrojnym – napisał ukraiński portal „Strana”.

POLECAMY: Na granicy w stronę Ukrainy stoją lawety z luksusowymi samochodami. Polscy przewoźnicy żądają przewrócenia limitów na takie towary

„W ubiegłym roku Ukraina odnotowała rekordową sprzedaż luksusowych samochodów zagranicznych. Niektóre marki premium znalazły się w pierwszej dziesiątce najlepiej sprzedających się samochodów, czego nie było nawet w czasach pokoju. A liczba Tesli na Ukrainie wzrosła prawie 10-krotnie w porównaniu z 2021 r.” – czytamy w raporcie opublikowanym na kanale Telegram portalu „Strana„.

Publikacja przytacza dane ukraińskiej firmy Autoconsulting, według których na przykład sprzedaż samochodów BMW wzrosła półtora raza w porównaniu z 2021 rokiem. Według portalu „Strana” wynika to z faktu, że mieszkańcy Ukrainy, którzy mieli oszczędności, zaczęli inwestować więcej w samochody niż w nieruchomości czy biznes.

„Pojawiła się kategoria nowych kandydatów na elitarne samochody – ludzie, których majątek znacznie wzrósł od początku wojny. Według pracowników salonu sprzedaży samochodów, masy wymieniają swoje samochody na coś „bardziej przyzwoitego”, w szczególności stróże prawa. Ponadto istnieje cała warstwa ludzi, którzy wzbogacili się na wojnie. Obejmuje to skorumpowane programy zaopatrywania armii. Stanowią oni również dużą kategorię nabywców elitarnych samochodów”.

Rzesza buduje armię

Rzesza buduje armię

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    2 marca 2024 rzesza-buduje

Czego jak czego, ale refleksu niepodobna odmówić ani francuskiemu prezydentowi Macronowi, ani niemieckiemu kanclerzowi Scholzowi. Jeszcze nie przebrzmiał klangor podniesiony po deklaracji Donalda Trumpa, że Ameryka nie tylko nie będzie bronić tych państw NATO, które nie chcą przeznaczyć na obronę co najmniej 2 procent PKB, ale, że on, jako przyszły prezydent USA, nawet będzie zachęcał Rosję, żeby zrobiła z nimi porządek – a już obydwaj przywódcy wystąpili z inicjatywą, którą zarówno Niemcy, jak i Francja pielęgnując w sercach od 30 lat. Donald Trump jest wprawdzie człowiekiem krzykliwym, ale przysłowie powiada, że krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje. Coś jest na rzeczy, zwłaszcza gdy przypomnimy, ze w Ameryce trwa właśnie kampania wyborcza na prezydenta, więc pretendenci każdego dnia muszą wystąpić z jakąś rewelacją, żeby suwerenowie o nich nie zapomnieli.

W ogóle to okazało się, że niezależnie od tego, co tam pretendenci do urzędu prezydenta opowiadają, w Ameryce objawiła swoją niezwykłą moc sprawczą 36-letnia panna Taylor Swift, która według TVN jest „jedną z największych gwiazd na Ziemi, a może nawet największą”. Podobno to ona zdecyduje, to znaczy – jej poparcie – o tym, kto zostanie prezydentem, toteż nic dziwnego, że wszyscy pretendenci, jeden przez drugiego, jej się podlizują. Co prawda Janusz Korwin-Mikke głosi teorię, według której kobiety z reguły przyjmują za swoje poglądy polityczne mężczyzn, z którymi akurat się bzykają. A panna Swift – jak sugerują tamtejsze media, bzyka się z pewnym futbolistą. Jakie on ma poglądy? Kogo popiera? To by warto sprawdzić, bo nigdy nic nie wiadomo.

Wracając do ulubieńców ulicy, to warto przypomnieć, że jak któryś zostanie już wybrany, to przychodzą do niego ważni generałowie z Pentagonu, wysocy rangą bezpieczniacy z CIA i FBI, goldmany sachsy z Wall Street i inni wpływowi Żydowie i powiadają jemu tak: panie prezydencie, my tu prowadzimy takie to a takie tajne operacje, które są w takim to a takim stopniu zaawansowania, więc żeby świat się nie zawalił, to trzeba zrobić to, tamto, a potem jeszcze owamto. W rezultacie ulubieniec ulicy błyskawicznie odzyskuje poczucie rzeczywistości i robi to, co trzeba, a nie to, co tam deklarował, że zrobi. Inna sprawa, że jeśli pogłoski o decydującym wpływie panny Taylor Swift na wynik amerykańskich wyborów prezydenckich są prawdziwe, to jest to trochę niepokojące, bo – jak pamiętamy z opery „Rigoletto” Józefa Verdiego, w której śpiewa się, że „la donna e mobile qual piuma al vento”, co się wykłada, że kobieta zmienną jest – chociaż nie wiadomo, czy z natury, czy dlatego, że – zgodnie z teorią JK-M – często zmienia dobiegaczy. Jeśli tedy w państwie, które trzyma palec na atomowym cynglu i w ogóle – ma ambicję pilnowania porządku na całym świecie, tych wszystkich prezydentów wodzi za nos pani, która – tylko patrzeć, jak zacznie doznawać uderzeń gorąca i doświadczać szalenie zmiennych nastrojów – to dobrze to nie wygląda.

Wróćmy jednak do Donalda Trumpa i do jego tromtadrackich deklaracji. Coś może być na rzeczy, bo skoro w marcu ub. roku prezydent Józio Biden pozwolił Niemcom urządzać Europę po swojemu, to niech się sama broni. Poza tym warto przypomnieć, że od lat 60-tych obowiązuje w Ameryce doktryna elastycznego reagowania, która zastąpiła obowiązującą za prezydentury Dawida Eisenhovera doktrynę zmasowanego odwetu. W chamskim uproszczeniu doktryna zmasowanego odwetu głosiła, że w razie czego walimy ze wszystkiego co mamy, a wygrał ten, kto przeżyje. Kiedy jednak w latach 60-tych Sowieciarze zaczęli rozbudowywać swój arsenał jądrowy, to wyjaśniło się, że nie przeżyje nikt. W tej sytuacji Robert Mc Namara, sekretarz obrony w administracji prezydenta Kennedy’ego, a potem – Johnsona – wykoncypował doktrynę elastycznego reagowania, która w chamskim streszczeniu sprowadza się do tego, że owszem, haratamy się – ale na przedpolach, taktownie oszczędzając nawzajem własne terytoria. Dlatego również do NATO powinniśmy stosować zasadę ograniczonego zaufania, między innymi dlatego, że sławny art. 5 traktatu waszyngtońskiego wcale nie wprowadza żadnego automatyzmu reakcji. W rezultacie tak naprawdę, to my nie wiemy, jak w razie czego zachowa się NATO – ale mamy nadzieję, że Putin też tego nie wie. I jak dotąd, to jest jedyna nasza – jeśli można tak to nazwać – gwarancja bezpieczeństwa.

Europeizacja Europy

Jak widzimy, Donald Trump nie powiedział niczego, o czym byśmy wcześniej nie wiedzieli. Jednak jego deklaracja została z niebywałym refleksem energicznie podchwycona przez francuskiego prezydenta i niemieckiego kanclerza. Dlaczego? Na pewno składa się na to szereg zagadkowych przyczyn, ale warto zwrócić uwagę na jedną. Oto od roku 1990, kiedy to Niemcy odzyskały względną swobodę ruchów w Europie, stały się, do spółki z Francją, wyznawcami doktryny „europeizacji Europy”. Sprowadza się ona do delikatnego, ale cierpliwego i metodycznego wypychania Ameryki z polityki europejskiej. Dlaczego Niemcy są wyznawcami doktryny europeizacji Europy, to proste, jak budowa cepa.

Na skutek dwukrotnego wtrącenia się Ameryki do polityki europejskiej, Niemcy w XX wieku przegrały dwie wojny, które przecież mogły wygrać, więc trudno im się dziwić, że nie chcą obecności Ameryki w polityce europejskiej, zwłaszcza, jako jej kierownika. Z Francją sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. Pan Piotr Witt w swoich znakomitych „Kronikach paryskich” przypomina, jak to Napoleon sprzedał Stanom Zjednoczonym Luizjanę. Ale – jak wyjaśnia pan Witt – to tylko pewien skrót myślowy, bo tamta transakcja, oprócz Luizjany, obejmowała terytoria na zachód od Mississipi, w stanach Arkansas, Missouri. Iowa i Minnesota, Dakotę Południową, część Dakoty Północnej, Nebraskę, część Nowego Meksyku, Północny Teksas, Oklahomę, Kansas, część Montany, stanu Wyoming, część Colorado, słowem – mniej więcej jedną trzecią obecnego terytorium USA.

Traktat o tej sprzedaży nigdy nie był ratyfikowany przez francuskie Zgromadzenie Narodowe, co było wówczas wymagane, ale Napoleon o to nie zadbał, podobnie jak o odpowiednie wynagrodzenie. Za Luizjanę dostał 5 mln dolarów, a za Nowy Orlean – 10 mln. Dziadostwo.

A przecież na tym nie koniec, bo – jak informuje skrupulatny pan Witt, powołując się na ustalenia historyków amerykańskich – dochodzi do tego jeszcze Alaska. Otóż podczas wojny secesyjnej dwie eskadry rosyjskiej marynarki, dowodzone przez kontradmirałów: Lesokowskiego i Popowa, wspierały rząd federalny USA, blokując na Atlantyku dostęp do Ameryki statkom angielskim i francuskim, które wspierały Konfederację. Aby wynagrodzić Rosji tę fatygę, Kongres wykombinował fikcyjne wynajęcie Alaski od Imperium Rosyjskiego na 99 lat. Czek na 7,2 mln dolarów jest zatem opłatą za wynajęcie, a nie za kupno. Jak twierdzi pan Witt, Amerykanie pokazują rzekomą kopię aktu sprzedaży – ale oryginału nikt nie widział. Do tego dochodzą przyczyny natury psychologicznej. Francja ma duszę kobiety i to w dodatku – szalenie ambitnej – toteż nie może przebaczyć Ameryce, że w XX wieku dwukrotnie widziała ją w sytuacji bez majtek – że o przyłożeniu amerykańskiej ręki do likwidacji francuskiego imperium kolonialnego nie wspomnę. Toteż i Francja jest wyznawczynią doktryny europeizacji Europy.

Trójmorze

Skoro my to wiemy, to i amerykańscy twardziele też to wiedzą i wcale nie chcą dać się z Europy wypchnąć. W tym celu Donald Trump, który – jak pamiętamy – ściął się na Twitterze z francuskim prezydentem Macronem, w lipcu 2017 roku w Warszawie powiedział, że projekt Trójmorza bardzo mu się podoba i że USA będą go wspierały. A wspomniane ścięcie polegało na tym, że uzasadniając potrzebę utworzenia europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO, prezydent Macron powiedział, że są one potrzebne do obrony Euroopy – między innymi przed Stanami Zjednoczonymi. Prezydent Trump ze zdumieniem odpowiedział, że USA nigdy na Europę nie napadły, dodając złośliwie, że gdyby nie Ameryka, to Francuzi w Paryżu uczyliby się po niemiecku. Na takie dictum francuski premier poradził mu, żeby nie wściubiał nosa w nieswoje sprawy. Oooo – jak tak, to zaraz we Francji podniósł się bunt „żółtych kamizelek”, z którym do dzisiaj trudno sobie poradzić.

Dlaczego prezydentowi Trumpowi tak spodobało się Trójmorze? Jeśli Ameryka nie chce pozwolić, by Niemcy i Francja wyrzuciły ją z europejskiej polityki, to musi mieć w Europie jakieś miejsce, gdzie mogłaby pewnie oprzeć się obydwiema nogami. Takim miejscem może być Europa Środkowa zorganizowana w polityczny organizm w postaci Trójmorza – z Ameryką, jako protektorem tego przedsięwzięcia. Tak rozumiane Trójmorze godziłoby w trzy ważne interesy niemieckie: podważałoby niemiecką hegemonię w Europie, blokowałoby budowę IV Rzeszy, no i umożliwiałoby państwom Trójmorza uwolnienie się od ograniczeń nałożonych na nie przez niemiecki projekt „Mitteleuropa” z 1915 roku. Toteż trudno dziwić się Niemcom, że jesienią 2017 roku, kiedy wydawało się, że Trump będzie rządził dłużej, zgłosiły akces do Trójmorza, no a teraz – że w zamian za amerykańskie pozwolenie na urządzanie Europy po swojemu – co wszelkie mrzonki o Trójmorzu absolutnie wyklucza – sprzedały strategiczne partnerstwo z Rosją.

Palec na atomowym cynglu

Od 1990 roku, kiedy Niemcy odzyskały względną swobodę ruchów w Europie, co pewien czas puszczały balony próbne w postaci projektu europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO. Za każdym jednak razem taki balon próbny spotykał się ze stanowczym amerykańskim „niet!” – z wyjątkiem prezydenta Obamy, który nie wyrzekł tego zaklęcia. Skąd to amerykańskie „niet”?

Kiedy w 1949 roku Amerykanie, pragnąc jakoś zrównoważyć presję Stalina na Zachodnią Europę, postanowili odtworzyć państwo niemieckie, a w roku 1954, kiedy zdecydowali się na remilitaryzację Niemiec, to znaczy – na pozwolenie Niemcom na posiadanie armii – nie byli pewni, czy Hitler nie zmartwychwstanie. Tedy na wszelki wypadek, gdyby Hitler chciał zmartwychwstać, kiedy w roku 1955 utworzyli Bundeswehrę, wkomponowali ją w całości w struktury NATO, za pośrednictwem których do dzisiaj zachowują nad nią surveillance. Pomysł utworzenia europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO jest zatem pseudonimem wyprowadzenia Bundeswehry spod amerykańskiej kurateli. Ale nie tylko o to chodzi. Niemcy do dzisiaj nie mają broni jądrowej i to nie dlatego, że nie mogłyby zbudować własnego arsenału jądrowego, tylko dlatego, że Amerykanie nie pozwalają. Toteż Niemcy przez całe lata wspierały gospodarkę francuską, żeby się nie załamała pod ciężarem kosztów budowy arsenału jądrowego. Dlaczego? Ano, Niemcy są państwem poważnym, więc inwestowały w Francję, by pewnego dnia i one mogły położyć palec na francuskim atomowym cynglu.

Trump jest dobry na wszystko

No i właśnie krzykliwy Donald Trump wygłosił swoją deklarację. Dla Niemiec i Francji stała się ona prawdziwym darem Niebios. Jeśli nie teraz – to kiedy; jeśli nie my – to kto? – zdawali się mówić panowie Macron i Scholz. Mając ważne do listopada amerykańskie pozwolenie na urządzanie Europy po swojemu, mając deklarację Donalda Trumpa, a przy okazji – wojnę na Ukrainie, gdzie w dymach z niej bijących każdy może uwędzić swoje półgęski – biorąc do towarzystwa Donalda Tuska, któremu to oczywiście szalenie zaimponowało („chociaż żołnierz obszarpany, przecie stoi między pany”), ogłosili pilną potrzebę „uzbrojenia Europy” w ramach „trójkąta weimarskiego”. W takim trójkącie, podobnie jak w trójkącie małżeńskim, zawsze ktoś jest dymany, więc doproszenie do towarzystwa Donalda Tuska wyjaśnia, że kandydatem do dymania jest oczywiście Polska, której wyznaczono zadanie wojowania z Rosją w sposób nie rodzący żadnych zobowiązań dla NATO. Nie tylko Donald Tusk pękał z dumy. Również Włodzimierz Cimoszewicz, zarejestrowany przez SB pod pseudonimem „Carex” raduje się na widok, że „Tusk jest równym partnerem Scholza i Macrona”. Rozumiem, że „Carex” nadal w służbie i że wykonuje kolejne zadanie – bo byłoby niegrzecznie przypuszczać, że jest tak mało kumaty.

No dobrze – a co by było, gdyby zamiast Donalda Tuska rządził w Polsce Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński? Byłoby tak samo, a może nawet jeszcze gorzej, o czym świadczy wywiad z Jarosławem Kaczyńskim z roku 2017, gdzie zwierza się on ze swojej „koncepcji” – co wskazuje, że mógł zapatrzyć się na Kukuńka, któremu „koncepcje” lęgną się w głowie jak króliki. „Koncepcja” Jarosława Kaczyńskiego jest taka, że Unia „zmniejszyłaby interwencje w sprawy poszczególnych państw, ale stałaby się za to prawdziwym supermocarstwem z prawdziwą armią, dużo silniejszą od rosyjskiej”. Dlaczego dysponując „prawdziwą armią, dużo silniejszą od rosyjskiej” Unia Europejska miałaby się powstrzymywać przed interweniowaniem w sprawy poszczególnych państw członkowskich, zwłaszcza kierowanych przez swoja agenturę, kiedy nawet nie mając takiej armii bez ceregieli interweniuje – tego już Naczelnik Państwa nie wyjaśnił, potwierdzając w ten sposób opinię, że wprawdzie jest wirtuozem intrygi, ale takim, co zawsze potyka się o własne nogi.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Poczta „Polska” wycofuje znaczek z bohaterem narodowym. Mjr Hieronim Dekutowski „Zapora”zamordowany przez komunistów 7 marca 1949.

SKANDAL! Poczta Polska wycofuje znaczek z bohaterem narodowym

magnapolonia

Jak poinformował na swoim profilu Facebook profesor Jan Żaryn, Nowy zarząd Poczty Polskiej (czy aby na pewno polskiej?) wstrzymał, już wydrukowaną i przygotowaną do obiegu w dniu 1 marca br., emisję znaczka z serii „Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych”.

Poczta Polska wycofuje znaczek z bohaterem walk antykomunistycznych. Znaczek, który został wycofany, miał upamiętniać mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zaporę”, zamordowanego przez komunistów przy ul. Rakowieckiej w Warszawie w dniu 7 marca 1949 r., 75 lat temu.

W związku z tą bulwersującą informacją, publikujemy pełen życiorys tego polskiego bohatera narodowego.

Hieronim Dekutowski urodził się 24 września 1918 roku w Dzikowie, wsi w której w 1734 roku zawiązano Konfederację Dzikowską. Był najmłodszym synem Jana i Marii z d. Sudackiej. Uczył się w Publicznej Szkole Męskiej im. Hetmana Jana Tarnowskiego w Tarnobrzegu, a następnie w tamtejszym Państwowym Gimnazjum mającym tego samego patrona. Naukę łączył z harcerstwem, a później także członkostwem w szkolnym hufcu Przysposobienia Wojskowego. Po maturze planował podjęcie studiów wyższych, jednak zamiary te przekreślił wybuch II wojny światowej.

8 września 1939 roku opuścił Tarnobrzeg i skierował się do Lwowa. Wydaje się, że planował  tam ochotniczo wstąpić w szeregi Wojska Polskiego, nie da się jednak ostatecznie przesądzić, czy do tego doszło, chociaż wiadomo, że do Lwowa dotarł. 12 października dołączył do niewielkiej grupy wojskowych, na czele której stał gen. Bronisław Duch, wraz z którą przez Skole i trudno dostępne rejony Karpat Wschodnich przedostał się na Węgry. Po krótkim pobycie w obozie internowania, przez Budapeszt i dalej najpewniej przez Bałkany i Włochy, przedostał się do Francji.

28 listopada 1939 roku wstąpił w szeregi Wojska Polskiego i otrzymał przydział do 4. pułku piechoty, wchodzącego w skład 2. Dywizji Strzelców Pieszych. Po ukończeniu szkoły podoficerskiej 4. pp od początku marca 1940 roku przebywał w Coëtquidan. Rozpoczęty w tamtejszej Szkole Podchorążych Piechoty kurs zostały przerwany przez niemiecką ofensywę na froncie zachodnim. 12 października 1939 dołączył do niewielkiej grupy wojskowych dowodzonej przez gen. Bronisława Ducha, wraz z którą przez Skole i trudno dostępne rejony Karpat Wschodnich przedostał się na Węgry.

23 czerwca 1940 roku Dekutowski został ewakuowany do Wielkiej Brytanii, gdzie otrzymał przydział do I Brygady Strzelców. Na początku 1941 r. ukończył z wyróżnieniem Szkołę Podchorążych Piechoty w Dundee w Szkocji. Tam też 24 kwietnia 1942 roku zgłosił się ochotniczo do służby w kraju.

Po ukończeniu specjalistycznych kursów, m.in.: dywersyjno-minerskiego, strzeleckiego, fizycznego, taktyki działalności dywersyjnej i spadochronowego 4 marca 1943 roku został zaprzysiężony jako „cichociemny” i mianowany kapralem podchorążym. Otrzymał też wówczas fałszywe dokumenty na nazwisko Henryk Zagon i przyjął pseudonim „Zapora”. Dwa dni później został przeniesiony do Sekcji Szkolnej Ośrodka Radiowego Sztabu Naczelnego Wodza.

Do okupowanego kraju skoczył w nocy z 16 na 17 września 1943 roku w ramach operacji „Neon I” w składzie XXXI ekipy cichociemnych. Po wylądowaniu pod Wyszkowem na placówce odbiorczej „Garnek”, został awansowany na podporucznika. Jeszcze tego samego dnia przedostał się do Warszawy, skąd po niezbędnej aklimatyzacji w pierwszej połowie października 1943 r., został przydzielony do Kedywu Okręgu AK Lublin. Początkowo służył w działającym w lasach zwierzynieckich oddziale ppor. Tadeusza Kuncewicza „Podkowy”.

Do okupowanego kraju skoczył w nocy z 16 na 17 września 1943 roku w ramach operacji „Neon I” w składzie XXXI ekipy cichociemnych.

Poczta
Wycofany znaczek pocztowy.

Na początku stycznia 1944 r. ppor. Dekutowski skierowany został w inną część Lubelszczyzny, gdzie objął dowództwo Oddziału Dyspozycyjnego Kedywu i Komendy Kedywu Inspektoratu Rejonowego AK Lublin-Puławy. W okresie od lutego do lipca 1944 r. na terenie powiatów lubelskiego i puławskiego dowodzony przez „Zaporę” oddział przeprowadził ponad 90 akcji zbrojnych wymierzonych w niemieckiego okupanta. Podczas Akcji „Burza” ppor. Dekutowski kierował ochroną sztabu Okręgu Lubelskiego.

28 lipca po wkroczeniu Armii Czerwonej „Zapora” rozwiązał swój oddział, sam zaś w obawie przed aresztowaniem ukrywał się. W sierpniu, wraz z ponownie zmobilizowanym oddziałem, wyruszył na pomoc walczącej Warszawie, jednakże wskutek postawy Rosjan nie udało im się przekroczyć Wisły. „Zapora” ponownie przeszedł wówczas do konspiracji. Do końca 1944 r. ukrywał się m.in. na Podkarpaciu i Lubelszczyźnie.

W styczniu 1945 roku z powodu represji NKWD oraz działań komunistycznego aparatu bezpieczeństwa „Zapora” wznowił działalność partyzancką. Jej celem była wówczas przede wszystkim ochrona byłych żołnierzy jego oddziału. Pierwszą większą potyczkę dowodzony przez niego oddział stoczył 6 lutego 1945 r. we wsi Wał w powiecie krasnostawskim. „Zaporze” udało się wówczas wyprowadzić swoich żołnierzy z okrążenia funkcjonariuszy NKWD i UB.

W kolejnych miesiącach w skład dowodzonego przez niego zgrupowania weszły m.in.: grupa dezerterów z Ludowego Wojska Polskiego  pod dowództwem ppor. Romana Sochala „Juranda” oraz oddział ppor. cz. w. Stanisława Łukasika „Rysia”.

16 kwietnia 1945 r. oddział „Zapory” opanował posterunek MO w Kraśniku, a 27 kwietnia we współdziałaniu z oddziałami ppor. Tadeusza Kuncewicza „Podkowy” i Tadeusza Borkowskiego „Mata” zajął Janów Lubelski. Tu rozbił on m.in. miejscowe więzienie, uwalniając kilkanaście osób.

W maju 1945 roku „Zapora” dokonał reorganizacji podległego mu Zgrupowania Oddziałów Partyzanckich. Podzielił je na kompanie, te zaś na plutony. W połowie maja 1945 r. podległe mu pododdziały w ciągu kilku dni rozbiły posterunki MO w: Bełżycach, Urzędowie, Józefowie i Kazimierzu Dolnym. W czerwcu został wyznaczony dowódcą wszystkich oddziałów partyzanckich na Lubelszczyźnie, a od Komendy Inspektoratu Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj Lublin otrzymał awans do stopnia kapitana.

W kolejnych miesiącach jednak – w rezultacie ogłoszonej 22 lipca 1945 r. amnestii, a także wskutek agresywnych działań dysponujących miażdżącą przewagą liczebną oddziałów NKWD, UB, KBW, MO i LWP – ujawniło się blisko 200 żołnierzy „Zapory”, w tym jego bliski współpracownik Stanisław Wnuk „Opal”. On sam, nie mając zaufania do władz komunistycznych, nie zdecydował się na taki krok, ale rozwiązał podległe mu oddziały, zachowując jedynie szczątkową strukturę organizacyjną.

W październiku 1945 r. wraz z kilkunastoosobową grupą podkomendnych kpt. Dekutowski, podjął nieudaną próbę przedostania się do alianckiej strefy okupacyjnej w Niemczech. Po dziesięciodniowej wędrówce przez Czechosłowację, ścigany przez miejscowy aparat bezpieczeństwa, „Zapora” i ostatni pozostały przy nim żołnierz powrócili do Polski wraz z transportem repatriantów. Według trudnej do zweryfikowania legendy, mieli nawet dotrzeć do ambasady amerykańskiej w Pradze, gdzie odmówiono im oczekiwanej pomocy.

Po odtworzeniu zgrupowania – prawdopodobnie na przełomie listopada i grudnia 1945 r. „Zapora” podporządkował je Inspektoratowi Lubelskiemu Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, jednak już wiosną 1946 r. przewaga liczebna komunistycznych sił bezpieczeństwa wymusiła kolejną zmianę organizacji i taktyki działania partyzantów. Zgrupowanie „Zapory” zostało podzielone na wiele mniejszych pododdziałów znajdujących się w ciągłym ruchu.

Teraz liczyło ono łącznie około 150 partyzantów pod bronią, a kilkudziesięciu innych przebywało na placówkach. Cały czas aktywnie prowadzili oni działania wymierzone w komunistyczny aparat bezpieczeństwa, a w czerwcu 1946 r. włączyli się w działania propagandowe poprzedzające referendum.

Pod koniec lipca 1946 r. „Zapora” na czele części swojego zgrupowania przekroczył San i skierował się na Rzeszowszczyznę. 31 lipca zastrzelili komendanta posterunku MO w Grębowie, dwa dni później w Świtakach stoczyli zwycięską potyczkę z oddziałem LWP wspieranym przez UB, a 8 sierpnia w Ostrowach Tuszowskich z żołnierzami Armii Czerwonej. Przeprowadzili też kilka akcji w okolicach Mielca: m.in. rozbroili posterunek MO oraz w Tuszowie Narodowym opanowali pociąg relacji Mielec–Tarnobrzeg.

Stamtąd zgrupowanie przeszło w kierunku Jasła i Krosna, dotarło w rejon Dukli, po czym powróciło na Lubelszczyznę. Zbiegło się to z awansowaniem „Zapory” na majora.

W kolejnych tygodniach poszczególne plutony zgrupowania, często podzielone jeszcze na mniejsze drużyny, prowadziły w dalszym ciągu intensywną działalność zbrojną wymierzoną w komunistyczne władze.

Po sfałszowanych przez komunistów wyborach ze stycznia 1947 roku i ogłoszonej miesiąc później amnestii doszło za pośrednictwem ujawnionego wcześniej „Opala” do nawiązania rozmów pomiędzy „Zaporą” a UB. W zamian za zaprzestanie walki i ujawnienie partyzanci żądali zwolnienia aresztowanych żołnierzy podziemia.

Rozmowy nie dały jednak oczekiwanych rezultatów. Mimo to podczas kolejnego spotkania na przełomie lutego i marca ujawnił się m.in. zastępca „Zapory”, Aleksander Głowacki „Wisła”, zaś w wyniku rozmowy z mjr. Janem Tatajem, szefem lubelskiego WUBP, zwolniono z więzienia kilku żołnierzy Zrzeszenia „WiN”.

21 czerwca 1947 r. we wsi Siewalka w obecności m.in. komendanta Okręgu Lublin Zrzeszenia „WiN” – ppłk. Wilhelma Szczepankiewicza „Drugaka” i mjr. Jana Tataja ujawnił się także sam „Zapora”.

Jednak prawdopodobnie już na początku września, zagrożony aresztowaniem, zdecydował się – razem z uczestniczącym wcześniej w rozmowach z UB Inspektorem Inspektoratu Lublin Zrzeszenia „WiN”, Władysławem Siłą-Nowickim „Stefanem” – na podjęcie próby ucieczki za granicę.

12 września wydał swój ostatni rozkaz skierowany do Zdzisława Brońskiego „Uskoka”, na mocy którego przekazał mu dowództwo nad pozostałymi oddziałami partyzanckimi Okręgu Zrzeszenia „WiN”. Dzień później przyjechał do Warszawy, a 15 września 1947 r. wraz ze swoim adiutantem ppor. Jerzym Miatkowskim „Zawadą” udał się do Katowic, a następnie do Nysy, do punktu kontaktowego przy ul. Dąbrowskiego 6.

Najprawdopodobniej właśnie tam obaj zostali aresztowani. Zatrzymani zostali również pozostali niedoszli uczestnicy próby przedostania się za granicę: Władysław Siła-Nowicki „Stefan”, Arkadiusz Wasilewski „Biały”, Edmund Tudruj „Mundek”, Stanisław Łukasik „Ryś”, Roman Groński „Żbik” oraz Tadeusz Pelak „Junak”.

Według dzisiejszego stanu wiedzy ucieczka prawdopodobnie została zainscenizowana przez MBP, które w tym celu wykorzystało informacje pochodzące od ponad 60 konfidentów znajdujących się w środowisku „Zapory”. Do najważniejszych należeli: dawny zastępca „Zapory”, Stanisław Wnuk „Opal”, oraz łączniczka Helena Moore „Lena”.

Po aresztowaniu „Zapora” wraz z towarzyszami zostali przewiezieni do Będzina, gdzie w budynku PUBP poddano ich wielodniowym przesłuchaniom. W pierwszym okresie śledztwa w Będzinie sprawę mjr. Dekutowskiego prowadził por. Jerzy Kędziora, a po przewiezieniu do więzienia przy ul. Rakowieckiej w Warszawie – por. Eugeniusz Chimczak i por. Ludwik Borowski. Śledztwo trwało od 19 września 1947 r. do 1 czerwca 1948 r.

Mjr Dekutowski był w tym czasie przesłuchiwany kilkanaście razy. Akt oskarżenia sporządził por. Eugeniusz Chimczak, zatwierdził mjr Adam Humer. W czasie rozprawy przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie, trwającej od 3 do 15 listopada 1948 r., mjr Dekutowski odwołał część wymuszonych na nim wcześniej zeznań. Ostatecznie jednak wyrokiem sądu pod przewodnictwem mjr. Józefa Badeckiego, wszyscy oskarżeni zostali skazani na wielokrotne kary śmierci – sam Dekutowski na siedmiokrotną.

Prośby o ułaskawienie złożone zarówno przez matkę, jak i przez najstarszą siostrę, zostały odrzucone, podobnie skarga rewizyjna adwokata. 4 lutego 1949 r. wyrok został zatwierdzony przez Najwyższy Sąd Wojskowy, zaś Prezydent Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski w stosunku do Hieronima Dekutowskiego i jego sześciu żołnierzy.

Jedynie Władysławowi Sile-Nowickiemu zamienił on karę śmierci na wyrok dożywotniego więzienia, o czym zadecydowało wstawiennictwo spokrewnionej z Siłą-Nowickim rodzonej siostry Feliksa Dzierżyńskiego, Aldony, u ambasadora sowieckiego w Polsce, Wiktora Lebiediewa.

Na przełomie stycznia i lutego 1949 r. mjr Dekutowski wraz z innymi osadzonymi w celi śmierci w więzieniu na Rakowieckiej przygotowali plan ucieczki: zaostrzoną łyżką wywiercono dziurę w suficie części celi przeznaczonej na ubikację, następnie przez strych zamierzano dostać się na dach niskich zabudowań gospodarczych, a potem zjechać na powiązanych prześcieradłach i zeskoczyć na chodnik ulicy Rakowieckiej.

Kiedy wszystko było już gotowe i czekano jedynie na bezksiężycową noc, plan zdradził jeden z więźniów kryminalnych. Wszyscy niedoszli uciekinierzy trafili do karceru. Stamtąd 7 marca 1949 r. mjr. Hieronima Dekutowskiego przebranego w niemiecki mundur wyprowadzono na śmierć.

Został zamordowany w podziemiach mokotowskiego więzienia ok. godziny 19.00 strzałem w głowę przez sierż. Piotra Śmietańskiego. Następnie w pięciominutowych odstępach czasu śmierć ponieśli kolejno pozostali skazani w tej sprawie.

23 maja 1994 r. Sąd Wojewódzki w Warszawie unieważnił wyrok wydany na Hieronima Dekutowskiego i jego żołnierzy.

Dziś, 1 marca obchodzimy narodowy dzień pamięci Żołnierzy Wyklętych.

NASZ KOMENTARZ [magnapolonia] : Wycofanie emisji znaczka przedstawiającego polskiego bohatera narodowego świadczy o tym, że na powrót Polską rządzi żydokomuna, która niszczyła polski patriotyzm w latach 40. i 50. ubiegłego wieku.

Żywność ultra-przetworzona to wyższe ryzyko raka, choroby serca, cukrzycy, depresji, zgonu.

Żywność ultraprzetworzona to wyższe ryzyko zgonu, raka, choroby serca, cukrzycy, depresji i tp.

Ta-zywnosc-ma-zwiazek-z-wyzszym-ryzykiem-zachorowania-na-raka-choroby

Żywność ultraprzetworzona to m.in. paczkowane wyroby ciastkarskie i przekąski, napoje gazowane, dosładzane płatki zbożowe, fast foody, gotowe do spożycia posiłki. Powstają w wyniku wielu procesów przemysłowych, często zawierają barwniki, emulgatory, aromaty i inne dodatki. Są te zazwyczaj wyjątkowo bogate w cukry dodane, sól i tłuszcz, za to mają niską zawartość witamin i błonnika.

=============================

Spożywanie żywności ultraprzetworzonej ma bezpośredni związek z wyższym ryzykiem zachorowania na raka, choroby serca, cukrzycę, depresję, zaburzenia snu i ponad 20 innych poważnych schorzeń. Powoduje także przedwczesne zgony.

Z opublikowanego na łamach „BMJ” największego tego typu badania w historii wynika, że żywność ultraprzetworzona (UPF) jest ściśle skorelowana z 32 szkodliwymi skutkami dla zdrowia. Wspólne ustalenia naukowców z Johns Hopkins Bloomberg School of Public Health w USA, Uniwersytetu w Sydney (Australia) i francuskiej Sorbony są o tyle istotne, że światowe spożycie płatków śniadaniowych, batonów proteinowych, napojów gazowanych, gotowych dań i fast foodów, czyli produktów o wysokim stopniu przetworzenia, stale rośnie.

Szacuje się, że w Wielkiej Brytanii i USA ponad połowa diety przeciętnego dorosłego składa się z żywności ultraprzetworzonej. Dla niektórych – szczególnie osób młodszych, biedniejszych lub pochodzących z mniej uprzywilejowanych obszarów – odsetek ten sięga 80 proc.

Z tego powodu autorzy publikacji apelują o pilne podjęcie środków ograniczających narażenie ludzi na UPF.

Na potrzeby badania naukowcy przeprowadzili ogólny przegląd 45 meta-analiz z ostatnich trzech lat, którymi objęto łącznie prawie 10 milionów osób. Wykazał on, że wyższe narażenie na UPF było konsekwentnie powiązane ze zwiększonym ryzykiem wystąpienia 32 niekorzystnych skutków zdrowotnych. Powodowało m.in. o ok. 50 proc. większe ryzyko śmierci z powodu chorób układu krążenia, o 48-53 proc. wyższe ryzyko zaburzeń lękowych i innych powszechnych zaburzeń psychicznych oraz o 12 proc. większe ryzyko cukrzycy typu 2.

Było też związane z 21 proc. wyższym ryzykiem zgonu z dowolnej przyczyny i o 40-66 proc. zwiększonym ryzykiem śmierci z powodu chorób serca, otyłości, cukrzycy typu 2 i problemów ze snem. O 22 proc. zwiększało z kolei szanse zachorowania na depresję.

Przegląd sugeruje także istnienie korelacji pomiędzy żywnością ultraprzetworzoną a astmą, zaburzeniami ze strony układu pokarmowego, niektórymi nowotworami oraz kardiometabolicznymi czynnikami ryzyka, takimi jak wysoki poziom cholesterolu i lipidów we krwi.

„Ogólnie rzecz biorąc, stwierdziliśmy bezpośrednie powiązania między narażeniem na UPF a 32 parametrami zdrowotnymi, obejmującymi śmiertelność, nowotwory oraz inne skutki zdrowotne dotyczące zdrowia psychicznego, oddechowego, sercowo-naczyniowego, żołądkowo-jelitowego i metabolicznego” – podsumowują autorzy badania.

Jak dodają, ich odkrycia stanowią uzasadnienie, aby jak najpilniej opracować nowe środki zaradcze oraz ocenić skuteczność już istniejących w celu ogólnej poprawy zdrowia całej populacji ludzkiej.

Pod pojęciem żywności ultraprzetworzonej kryją się m.in. paczkowane wyroby ciastkarskie i przekąski, napoje gazowane, dosładzane płatki zbożowe, fast foody, gotowe do spożycia posiłki. Cechą wspólną tych produktów jest to, że powstają w wyniku wielu procesów przemysłowych, często zawierają barwniki, emulgatory, aromaty i inne dodatki. Są te zazwyczaj wyjątkowo bogate w cukry dodane, sól i tłuszcz, za to mają niską zawartość witamin i błonnika.

Ja twierdzi prof. Chris van Tulleken z University College London, jeden z czołowych światowych ekspertów w dziedzinie UPF, wyniki opisanego powyżej badania są „całkowicie spójne z ogromną liczbą niezależnych badań, które wyraźnie łączą dietę bogatą w UPF z wieloma szkodliwymi skutkami zdrowotnymi, łącznie z przedwczesną śmiercią”.

„Dobrze rozumiemy mechanizmy, poprzez które taka żywność powoduje szkody – dodaje specjalista. – Po części wynika to z jej złego profilu żywieniowego: często zawiera dużo tłuszczów nasyconych, soli i wolnego cukru. Ale sposób także jest ważny: jest produkowana i sprzedawana w sposób, który sprzyja nadmiernej konsumpcji. Jest zazwyczaj bardzo gęsta energetycznie (zawiera dużo kcal w małej objętości – przyp. PAP) i ma agresywny marketing”.

Komentujący omawianą publikację naukowcy z Brazylii podkreślają z kolei, że UPF to najczęściej „modyfikowane chemicznie tanie składniki”, które „stają się smaczne i atrakcyjne dzięki zastosowaniu kombinacji smaków, kolorów, emulgatorów, zagęszczaczy i innych dodatków”.

Cyprian Kamil Norwid – Moja ojczyzna

Cyprian Kamil Norwid – Moja ojczyzna

Cyprian Kamil Norwid – Moja ojczyzna

Kto mi powiada, że moja ojczyzna:

Pola, zieloność, okopy,

Chaty i kwiaty, i sioła — niech wyzna,

Że — to jej stopy.

Dziecka — nikt z ramion matki nie odbiera;

Pacholę — do kolan jej sięga;

Syn — piersi dorósł i ramię podpiera:

To — praw mych księga.

Ojczyzna moja  nie stąd wstawa czołem;

Ja ciałem zza Eufratu,

A duchem sponad Chaosu się wziąłem:

Czynsz płacę światu.

Naród mię żaden nie zbawił ni stworzył;

Wieczność pamiętam przed wiekiem;

Klucz Dawidowy usta mi otworzył,

Rzym nazwał człekiem.

Debata „Czy Unia Europejska jest zgubą dla Polski?”. Niedziela, ul. Foksal, godz. 11.

3.03.24, godz. 11.00

Warszawa, ul. Foksal 3/5 

Debata „Czy Unia Europejska jest zgubą dla Polski?”

W debacie wezmą udział:

Jean Claude Martinez (Francja) były poseł do Parlamentu Europejskiego, znawca kwestii celowego niszczenia rolnictwa przez UE

Milan Roháč, i Marek Zeman (Czechy https://www.facebook.com/rohacBPIUsvit/)

Wojciech Reszczyński, dziennikarz, prezenter radiowy, felietonista „Tygodnika wSieci”,

Paweł Lisicki, redaktor naczelny „Tygodnika DoRzeczy”,

Radosław Pogoda, blogger, przedsiębiorca i krytyk globalizmu znany w mediach społecznościowych.

Wydarzenie na facebooku https://www.facebook.com/share/2fqT6qqVRU6VTuWS/— 

Marcin Dybowski509 458 438

W Wiedniu: 17-osobowy gang Turków i Bułgarów, gwałcicieli dziecka. Aresztowani zostali wypuszczeni.

W Wiedniu: 17-osobowy gang Turków i Bułgarów, gwałcicieli dziecka. Aresztowani zostali wypuszczeni.

Koszmar w Wiedniu. 17-osobowy gang „podejrzany o wykorzystywanie seksualne” 12-latki. Aresztowani zostali już wypuszczeni.

koszmar-w-wiedniu-17-osobowy-gang-turków

Wiedeńska prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie 17 młodych osób, które przez kilka miesięcy wykorzystywały seksualnie 12-letnią dziewczynkę. Niektórzy z nich, podobnie jak ona, są nieletni. Jak podaje agencji APA, jedna osoba jest podejrzana o gwałt, kolejnych 16 o poważne molestowanie seksualne.

Śledczy z Wiedeńskiego Urzędu Kryminalnego wtargnęli do kilkudziesięciu mieszkań i tymczasowo aresztowali 17 podejrzanych. Domniemani sprawcy molestowania – większość z nich ma tureckie, ale także bułgarskie pochodzenie migracyjne – to dzieci w wieku od 13 do 18 lat. Skonfiskowano także co najmniej cztery telefony komórkowe, którymi nagrywali krzywdzenie 12-latki.

Według informacji gazety „Kronen Zeitung” dziewczynka była poddawana presji i brutalnie zmuszana do aktów seksualnych przez swojego „pierwszego chłopaka”[a cóż to za określenie?? MD]

Szokujące nagranie

Uczennica była „przekazywana” sobie wśród nastolatków jak „trofeum”. Na nagraniu z telefonu komórkowego przedstawiającym zbiorowy gwałt12-latka wielokrotnie krzyczy „Stop!”. Ze wstydu i dlatego, że szantażowano ją filmami, dziewczynka długo milczała. W końcu jednak zwierzyła się swojej matce.

Niemal wszyscy aresztowani zostali już wypuszczeni i obecnie toczy się wobec nich dochodzenie. Wyjątkiem jest 16-latek, który wciąż przebywa w areszcie, ponieważ sprzeciwiał się zarządzeniu wykonawczemu. Według austriackiej gazety podejrzani powiedzieli śledczym, że uważali, że dziewczynka jest starsza i że uprawiali seks za obopólną zgodą.

Friday Funnies: Sacred Cows

Friday Funnies: Sacred Cows

It’s all about the cash. Until it isn’t.

ROBERT W MALONE MD, MS
MAR 1
READ IN APP
 
















A month ago, we had a lot more chickens than we do now ( a certain hawk is getting very creative in her hunting techniques), and the eggs piled up on baskets in the kitchen. As the big incubator was empty, on a whim – we threw them all in. Sixty plus eggs in all. That was exactly three weeks ago.

Well, starting a couple of days ago -those eggs started to hatch and hatch and hatch. There is a total of 36 chicks so far. These chicks are all a breed called Whiting True Blue, which lays a blue egg and are prolific layers – so finding homes for the extra chicks should not be a problem. Another chore on the list though. But baby chickens are the best.


Today, we have to drive to Fredericksburg to attend an event in support of a true patriot, Cameron Hamilton, who is running for the Virginia Congress -7th district.



~ Charlene and Ty Bollinger have been writing and reporting on cancer, as well as censorship and propaganda for years. They explore and report on alternative therapies. They have recently moved over to Substack – please consider checking out their site.

The Truth About Cancer

Miesiąc miodowy z Unią Europejską już dawno za nami. Związek ten nie jest ani z miłości, ani z rozsądku.

Czerwony ład unijny czyli pełen wachlarz zakazów

Autor: AlterCabrio , 1 marca 2024

Miesiąc miodowy z Unią Europejską już dawno za nami, a teraz rozwija się szara codzienność związku. Okazuje się więc, że związek ten nie jest ani z miłości, ani z rozsądku. Nie jest również małżeństwem, to bowiem zakłada równość nupturientów. Stosunek Unii do Polski jest raczej taki, jak germańsko – chazarskiego ordyńca do słowiańskiej branki, wziętej w jasyr.

−∗−

Czerwony ład unijny

Miesiąc miodowy z Unią Europejską już dawno za nami, a teraz rozwija się szara codzienność związku. Okazuje się więc, że związek ten nie jest ani z miłości, ani z rozsądku. Nie jest również małżeństwem, to bowiem zakłada równość nupturientów. Stosunek Unii do Polski jest raczej taki, jak germańsko – chazarskiego ordyńca do słowiańskiej branki, wziętej w jasyr.

Postaram się poniżej przybliżyć najważniejsze aspekty naszego zniewolenia w unijnym imperium kolonialnym. Warunkiem wstępnym zrozumienia poniższego wywodu jest ścisłe rozróżnienie pomiędzy rdzenną ludnością Europy a jej kastą rządzącą. Jest to wąskie grono uprzywilejowanych, składające się z dwóch głównych grup. Sam wierzchołek piramidy to oligarchia finansowo – biznesowa, ściśle powiązana z oligarchią globalną, w znacznej mierze obca etnicznie, i całkowicie wyalienowana mentalnie. Ci ludzie nie lubią się ujawniać i działają zakulisowo, a w zakresie działań widzialnych mają na swe usługi drugą, liczniejszą część kasty. Stanowi ją kadra zawodowych polityków i działaczy, wywodząca się częściowo z obcej grupy etnicznej, a częściowo dla niepoznaki z ludu. Odkąd weszli w układ przestali reprezentować interesy swoich narodów i stali się wiernymi sługami imperium kolonialnego, przy czym wszystkie rdzenne chrześcijańskie narody europejskie należy postrzegać jako ludność podbitą i kolonizowaną.

PRECZ Z KUŁAKAMI

Przez Europę i Polskę przetaczają się rolnicze protesty. Europa sprzeciwia się zielonemu ekoterroryzmowi i importowi z Ameryki Południowej, a w Polsce dodatkowo dochodzi zalew tanich produktów rolnych z Ukrainy. Nic w tym dziwnego. Klimatyczne rygory nie służą wcale rzeczywistemu dobru, lecz są propagandowym parawanem dla celowej polityki, mającej pozbawić ludność Europy zdolności do produkcji własnej żywności. W tym celu dąży się do zniszczenia klasy społeczno – zawodowej rolników, prowadząc długofalową politykę. Najpierw pod pozorem harmonizacji jednolitego rynku europejskiego uzależniono chłopów od dopłat i dotacji, a następnie zaczęto wprowadzać klimatyczne regulacje, na różne sposoby niszczące konkurencyjność rodzimej produkcji. Wzrost kosztów zakładowych paliw, energii i nawozów oraz ogólnych kosztów życia i prowadzenia działalności gospodarczej, a także rozrost regulacji prawnych ma spowodować, że miejscowi producenci nie będą w stanie uzyskać rentowności, co docelowo ma ich doprowadzić do bankructwa. Po opróżnieniu ziemi z rodzimych producentów uwolniony zostanie rolniczy kapitał produkcyjny, który następnie będzie mógł zostać przejęty przez wielkie korporacje, tworzące swoje własne latyfundia. Pozostała na wsi ludność zostanie zatrudniona jako robotnicy rolni pozbawieni własności ziemskiej. Tak się stało w Imperium Rzymskim, tak zrobiono w Związku Sowieckim, tak wyglądały komunistyczne Chiny. W Rzymie proces ten trwał długo, komuniści postanowili go przyspieszyć poprzez przymusową kolektywizację. Opornych nazwano kułakami i jako wrogów ludu potraktowano terrorem i głodem. Stąd wzięły się sowchozy i kołchozy, które po rozpadzie Związku Sowieckiego zostały przejęte przez globalne korporacje. Dzięki wcześniejszej pracy, wykonanej przez komunistów nie muszą one liczyć się z kosztami miejscowej ludności i dzięki temu mogą zalewać Polskę tanią produkcją. Jakie mogą być skutki pokazała polityka maoistowskich Chin, gdy podczas Wielkiego Skoku i Rewolucji Kulturalnej zabroniono prywatnej uprawy ziemi. Cały areał i produkcję objęło monopolem komunistyczne państwo, a ludność miała żywić się w stołówkach komun ludowych, gdzie oczywiście nie starczało dla wszystkich, dlatego kilkadziesiąt milionów Chińczyków umarło z głodu. Czy do takich celów dąży Unijne imperium kolonialne – pytanie retoryczne.

ZAKAZ MIĘSA

Krowy pierdzą i wydzielają metan, są więc szkodliwe dla klimatu, bo przyspieszają jego katastrofę. Świnie roznoszą afrykański pomór, a kurczaki ptasią grypę. Poza tym wszystkie te zwierzątka cierpią z powodu warunków hodowli, mleko mają dla swoich dzieci, czują, mają emocje, nie mają warunków do życia społecznego i naturalnego rozwoju swojego potencjału. Dlatego więc należy zlikwidować te wszystkie hodowle, czyli obozy koncentracyjne dla zwierząt, a ludzie powinni przejść na weganizm, wzbogacany wysokobiałkową dietą owadzią. Chętni mogą również korzystać z freeganizmu (wyjadania odpadków ze śmietników). Wszystkie te restrykcje oczywiście nie będą dotyczyły mięsa, które korporacje mogą sprowadzić z Ameryki Południowej i Ukrainy. Jak to zwykle w komunie – dla partyjnych steki, dla mas – karaluchy. Jak był wielki głód na Ukrainie to ludzie nawet ludzi zjadali.

ZAKAZ SEKSU I MIŁOŚCI

Ten wątek jest póki co niedostrzegany, przysłania go bowiem powszechna seksualizacja. Unia do spółki z ONZ promuje na siłę wciągnięcie do praktyk seksualnych jak najmłodsze dzieci, uzasadniając to potrzebą edukacji zdrowotnej i seksualnej w trosce o ich dobrostan. Antykultura masowa oraz przemysł psychologiczno – pedagogiczny (psychopeda) zalewają ludność Europy wodospadem nieskrępowanego seksu, namawiając do różnorodnej aktywności na tym polu. Jest to jednak dopiero pierwszy etap, który ma służyć zniszczeniu moralności i etyki. W ten sposób niweczy się naturalne związki międzyludzkie i zakłóca rozwój młodych ludzi. Skupienie młodzieży na popędach i emocjach z zaniedbaniem innych sfer rozwoju osobowości powoduje gorsze wykształcenie, niższe kwalifikacje do życia, rozstrój psychiczny. Tak prowadzeni ludzie są mniej zdolni do pracy, walki, zakładania i utrzymania rodzin. Połączono to z intensywną promocją łatwego życia przez hedonizm i socjalizm, co obok feminizmu jest jedną z głównych przyczyn kryzysu demograficznego. Podobną operację wykonali bolszewicy na podbitych narodach Związku Sowieckiego, ze skutkiem dla nich fatalnym. Rozbite i rozstrojone narody znacznie łatwiej było poddać stalinowskiemu terrorowi. Podobnie dzieje się w Unii. Po pierwszym etapie „róbta co chceta” zaczęto przykręcać prawną śrubę. Wszyscy zapewne widzieli aerobik posłanek Lewicy i Koalicji Obywatelskiej w Sejmie w Środę Popielcową, która akurat w tym roku wypadła równo z dniem św. Walentego. Była to polska odsłona międzynarodowej akcji „Nazywam się miliard”, nagłaśniającej problem przemocy wobec kobiet, który zresztą w naszym kraju jest zjawiskiem marginalnym i nie stanowi u nas problemu społecznego, w odróżnieniu od krajów muzułmańskiego Wschodu i postępowo – muzułmańskiego Zachodu. Pomimo tego do Sejmu trafił „obywatelski” projekt zmiany ustawy Kodeks karny, zmieniający definicję zgwałcenia i wprowadzający w pełni autonomię seksualną wszystkich kobiet i mężczyzn. Według projektu czynności seksualne wobec drugiej osoby powinny zostać poprzedzone wyrażeniem przez tą osobę świadomej i wyraźnej zgody. Bez tej formalności czynność seksualna zostanie uznana za gwałt. Od dobrych kilku lat wszystkie agendy unijne połączyły się z lewackim przekazem, głoszącym, że przemoc ma płeć, i jest to wyłącznie płeć męska. Liczne lewackie organizacje, wspierane przez Unię, finansowane przez globalne fundację i nagłaśniane przez globalne media wmawiają ludziom, w szczególności kobietom, narrację o „piekłu kobiet” i naturalnej męskiej skłonności do gwałtu. Cały ten przekaz można streścić do znanego nam z „Seksmisji” hasła „samiec twój wróg”. Celem oficjalnym jest walka o prawa kobiet, faktycznym – skonfliktowanie społeczeństwa, zasianie wzajemnej nieufności w rodzinach i związkach, walka z mężczyznami, którzy są naturalnymi obrońcami narodu i rodziny. Jeśli definicja gwałtu zostanie zmieniona, następnym krokiem będzie skodyfikowanie „gwałtu małżeńskiego”. Pod pozorem dbałości o kobiety Unia dąży do wciągnięcia najbardziej intymnej sfery życia pod swoją regulację, co następnie ma ułatwić nieograniczony dostęp służb do ludzkiej prywatności, szczególnie tej rodzinno – domowej. Lewacka narracja głosi bowiem, że żony nie donoszą na mężów, bo czują się zastraszone, dlatego służby powinny interweniować nawet wtedy, gdy nie ma zgłoszenia, ale jest podejrzenie. Rodziny będą wówczas poddane ścisłej inwigilacji, dzięki czemu nikt nie będzie bezpieczny nawet w domu. Jednymi z cech charakterystycznych wszystkich totalitarnych reżimów jest ścisła kontrola prywatności oraz reglamentacja podstawowych dóbr, które powinny być powszechnie dostępne. Jeśli więc pożyjemy w Unii trochę dłużej, prawo do seksu może stać się przywilejem, dostępnym jedynie za zezwoleniem władzy.

SZKOŁA KABLOWANIA

Nowy uśmiechnięty rząd Platformy, Lewicy i Trzeciej Drogi od samego początku uraczył nas poważną „reformą” edukacji. Pierwotne oficjalne uzasadnienie posłużyło się jak zwykle dobrem dzieci, które trzeba wyzwolić od nauki. Są one bowiem przeciążone zadaniami domowymi i wiedzą. Dlatego wprowadzono zakaz prac domowych w szkołach podstawowych i ogłoszono likwidację 20% podstawy programowej, i to już w trzecim miesiącu urzędowania nowego rządu. Podane do wglądu zmiany wyraźnie wskazują, że zostały one przygotowane bardzo starannie. Wykreślone lektury i elementy historii usuwają to, z czego Polacy mogą być dumni, i co stanowi o polskiej tożsamości. Zmiany w innych przedmiotach wyraźnie redukują kształtowanie umiejętności myślenia przyczynowo – skutkowego. Projekt zmian spotkał się z powszechnym sprzeciwem społecznym, zmieniono więc narrację, twierdząc, że jesteśmy nienowocześni. Potem wyszło na jaw, że to dopiero wstęp przed gruntownymi zmianami, które mają nastąpić w 2026 r. z powodu planowanego włączenia Polski do Europejskiego Obszaru Edukacyjnego. Obecne zmiany są dopiero wstępem, a ich charakter wskazuje, że zostały przygotowane wcześniej i przysłane do MEN z zewnątrz, spoza Polski. Bardzo bowiem przypominają postulaty lożowe, szczególnie niemieckie. Ma być jedna urawniłowka w całej Unii, i ma nią być Edukacja Włączająca, czyli dzieci w normie z upośledzonymi razem. Realna wiedza ma zostać ograniczona do minimum, jak w planie Bormanna z czasów wojny. To, co pozostanie będzie jedynie kontekstem do głównych obszarów nauczania: seksualizacja, prawa seksualne i reprodukcyjne, gender, feminizm, klimatyzm, Unia. Polacy nie muszą umieć liczyć, ale mają być przeszkoleni w masturbacji, prostytucji, antykoncepcji i aborcji. Nad prawidłową pracą szkół i rodzinami będą czuwać nowi specjaliści – psychologowie szkolni i pedagodzy specjalni. Będą oni szkoleni w rozpoznawaniu przemocy domowej, zaniedbywania rodzicielskiego i dyskryminacji. W języku unijnych elit pojęcia te mają swoiste znaczenie. Przemoc to normalne, kulturowe wychowanie. Zaniedbywanie to brak spełniania wszystkich zachcianek dziecka, np. smartfon, konsola, antykoncepcja hormonalna, wyjazd na festiwal, nocowanie poza domem. Dyskryminacja to m.in brak akceptacji rodziców wobec chęci zmiany płci przez dziecko. Wszyscy nauczyciele i wychowawcy będą mieli obowiązek meldować swoje podejrzenia szkolnemu specjaliście, a ten będzie natychmiast składał zawiadomienia służbom. Ponadto uczniowie szkół będą zachęcani przez specjalistów do denuncjacji rodziców i nauczycieli. Donosicielstwo stanie się więc wymuszoną społeczną cnotą. Każdy ma się bać każdego, a w szczególności rodzice i nauczyciele dzieci, a wszyscy – szkolnych czekistów. Wystarczy donos lub cień podejrzenia, aby do rodziny i szkoły wkroczyły służby. Dodatkowo placówki unijnej oświaty mają stać się placówkami opieki medycznej, gdzie będą realizowane szczepienia na zlecenie WHO. Unijna oświata przyszłości ma więc stać się szkołą kablowania imienia Pawki Morozowa. Mężczyzna będzie zatem monitorowany podwójnie – jako mąż i ojciec. Wzorce sowieckie i nazistowskie wzięte są wprost.

ZAKAZ SAMOCHODÓW

Dla ochrony klimatu nie wolno będzie mieć samochodu spalinowego, ale w końcu to nic złego – będą przecież elektryczki. Tyle, że dla przeciętniaka za drogie, sieć energetyczna niedostosowana, a możliwy do przejechania dystans za krótki. Ludność Europy będzie więc zmuszona zmienić swoje zwyczaje, czyli mocno zbiednieć, nie mogąc dojechać do pracy i prowadzić własnego interesu bez pojazdu. Własne auto będzie dla bogaczy, a reszta zmuszona zostanie poruszać się zbiorkomem, który będzie łatwo nadzorować. Unijna władza kolonialna już szykuje się na tłumienie ruchu oporu. Własny samochód nie tylko umożliwia życie na poziomie dobrobytu, ale również niezależność. Można przewieźć kilka osób i ładunek, a to mogłoby być groźne dla tyranii. Lepiej więc już teraz zacząć pozbawiać Europejczyków tej możliwości. Tak samo było w krajach realnego socjalizmu. Samochód nienależący do państwa był rzadkością, i do tego mamy powrócić.

ZAKAZ CIEPŁA I ŚWIATŁA

Węgiel trzeba wyeliminować, bo paliwa kopalne szkodzą klimatowi. Węgla mamy akurat dużo, ale musimy pozamykać kopalnie i skojarzone z nimi elektrownie. Los gazu zależy od decyzji eurokratów, a właściwie widzimisię establishmentu Niemiec. Nieco lepiej wygląda z atomem, bo na tym zależy Amerykanom. Póki co jednak elektrowni nie widać, a grzać i świecić trzeba. Polacy stawiają więc wiatraczki i przeznaczają kolejne pola pod farmy fotowoltaiczne. Rachunki będą drogie, ale za to jak przestanie wiać, a zacznie sypać przypomnimy sobie, jak było za PRL. Jest jednak pozytyw – może wtedy, gdy będzie ciemno i zimno, cieplej będzie we dwoje pod pierzyną i zwiększy się dzietność.

ZAKAZ DOMÓW

Nie będzie egzekwowany wprost. Najskuteczniejsze są trzy metody – objęcie budownictwa i mieszkalnictwa systemem ETS II, zeroemisyjność budynków i podatek katastralny. System ETS to obciążenie procesu budowlanego dodatkowymi kosztami, związanymi z emisjami CO2. Zeroemisyjność to obowiązek kosztownej termomodernizacji i wymiany źródeł ciepła, a także ograniczenia w korzystaniu z własności jako restrykcja. Podatek katastralny to danina od nieruchomości, wymierzana od jej wartości, niezależnie od dochodów właściciela. Pierwsze dwie metody należą do kłamstwa klimatycznego i już czekają na wdrożenie, trzecia jest praktyką podatkową przyjętą w wielu krajach Unii. Równolegle obowiązuje już system ETS I, czyli opodatkowanie energii opłatami za emisję CO2. Doprowadzi to do sytuacji, w której na własne domy będzie stać jedynie bogaczy, a reszcie pozostanie sprzedać domy po obniżonych cenach i mieszkać w wynajętych lub komunalnych mieszkaniach lub też pokojach, podobnie, jak w PRL.

ZAKAZ WŁASNEJ DZIAŁALNOŚCI

Podobnie jak poprzedni, też nie zostanie wyartykułowany wprost, jednak ilość pośrednich sposobów będzie jeszcze większa, niż w przypadku domów. Istotnymi obciążeniami są wymienione wcześniej ograniczenia samochodów i systemy ETS I i ETS II. Do tego dochodzi ogrom innych regulacji z różnych tytułów, wprowadzanych różnymi aktami. Każda regulacja utrudnia działalność, zabiera czas i energię, nakłada obowiązki i koszty. Do tego dojdzie obowiązek raportowania ESG. Firmy zostaną zmuszone do raportowania aspektów środowiskowych, społecznych i korporacyjnych, czyli kolejne obowiązki i koszty. Codzienność gospodarcza to nieustanne zmiany przepisów, zwykle niejasnych i przed, i po zmianie, i mnogość kontroli z mandatami i karami. Do tego należy doliczyć potężną konkurencję ze strony globalnych korporacji, których stać na ponoszenie tych wszystkich kosztów. Życie przeciętnego prywaciarza będzie tak utrute, że większość będzie wolała zakończyć działalność i zatrudnić się jako pracownicy najemni. Podobnie było za komuny, która na prywaciarzy miała wywłaszczające podatki i domiary. Dla unijnej tyranii prywaciarze są groźni, bo niezależni, poza tym umożliwiają ludności zaspokajanie swoich potrzeb poza systemami. Co innego globalne korporacje – tam niewolnikiem jest zarówno pracownik, jak i klient.

ZAKAZ WOLNOŚCI OSOBISTEJ

Wszyscy powinni pamiętać, jak Unia wspierała zastrzyki. Wtedy też obowiązywały wszelakie restrykcje poruszania się, aż do aresztu domowego włącznie. Rząd polski nie zdecydował się wtedy na niektóre restrykcje, przyjęte w innych krajach Unii, bo chociaż miał ochotę, to jednak obawiał się reakcji własnych obywateli. Centralny rząd unijny nie będzie miał takich obiekcji. W sowietach obowiązywały paszporty, czyli zezwolenia władzy, aby podróżować wewnątrz kraju. Z kolei miasta 15-minutowe jako żywo przypominają getta. Zaczynamy wracać do sprawdzonych wzorców.

ZAKAZ CHRZEŚCIJAŃSTWA

Unia wspiera wszelkie religie poza chrześcijaństwem, które jest niemile widziane. Bardzo chętnie natomiast witany jest islam. Wspierane są też rozmaite lewackie inicjatywy antychrześcijańskie na wszystkich poziomach funkcjonowania Unii. Natomiast sprawcy większości ataków na chrześcijaństwo i jego wyznawców już teraz w Polsce są zwalniani z odpowiedzialności przez wolnych sędziów – unijczyków. Jeszcze trochę, a w dziele dechrystianizacji Unia przegoni Lenina.

ZAKAZ WYPOWIEDZI

Penalizacja tzw. „mowy nienawiści” jest tak jawnym pogwałceniem wolności słowa, że nie trzeba dodatkowych wyjaśnień. Takim samym celom służą mnożące się oskarżenia o faszyzm, rasizm, antysemityzm, terfizm, patriarchat itd., katalog jest otwarty. Do tego należy dodać wszelkie polityki i przepisy antydyskryminacyjne i równościowe, które wyłączają możliwość krytykowania wszystkiego, co jest lewackie i wspierane przez Unię. Nadciąga też kontrola Internetu pod kątem „dezinformacji”, czyli mówienia prawdy niewygodnej dla unijnej satrapii. W PRL był taki urząd na ul. Mysiej w Warszawie, a za opowiadanie kawałów lub posiadanie bibuły można było iść za kraty.

ZAKAZ NARODU

Unijna polityka migracyjna celowo sprowadza miliony islamistów na Stary Ląd w celu wprowadzenia dużej ilości wrogiej i obcej ludności. Dla tyranii europejskiej przynosi to same korzyści. Rdzenna ludność będzie żyła w ciągłym strachu, zagrożona atakami i pogromami. Nie będzie wolno im się bronić, bo obrona przed islamistami to akt szowinizmu i dyskryminacji, przestępstwo kryminalne kwalifikowane. Nawet słowna krytyka jest już mową nienawiści. Biali będą więc trzymani w szachu z jednaj strony przez islamistów, z drugiej – przez służby. Trzymani w strachu przed dżihadem będą posłuszni wobec służb, które od czasu do czasu zapewnią im ochronę. Jednocześnie będą zmuszani do pracy na rzecz systemu, utrzymującego islamski socjal, a przez obciążenie własności kosztami będą zmuszeni oddawać swoje domy. Docelowo będzie zmniejszać się ilość białych na rzecz kolorowych. Różnorodna masa ludzka nie będzie zdolna zjednoczyć się przeciw tyranii, a konflikty etniczno – kulturowe uczynią tyranię niezbędną dla biologicznego przetrwania. Stalin też przemieszczał całe narody w podobnym celu.

KONIEC HISTORII

Francis Fukuyama w 1992 r. napisał książkę o takim tytule. Była to zapewne jedna z licznych publikacji i wypowiedzi, mających przygotować umysły na likwidację państw narodowych. Taki plan istnieje i jest podstawą integracji europejskiej. „Manifest z Ventotene” Altiero Spinellego wyraża się dobitnie i jest dla unijnej Europy tym, czym „Manifest komunistyczny” Marksa i Engelsa dla rewolucji bolszewickiej. Europa ma być komunistycznym więzieniem, strzeżonym przez wojsko i policję nie przed wrogiem zewnętrznym, ale wewnętrznym, a także, aby nikt nie uciekł ze środka. Planowane zmiany traktatów Unii Europejskiej są milowym krokiem w tym kierunku.

WOJNA PRZEDŁUŻENIEM POLITYKI

… jako rzekł Clausewitz. Najlepiej mieć wpływ na wszystkie strony konfliktu, dzięki złożonym mechanizmom wpływów pośrednich. Wówczas można postawić narody w obliczu bezpośredniego zagrożenia biologicznego bytu. Można dalej wykorzystać słuszne obawy tych narodów do zaproponowania im jedynej możliwości pokoju, a jednocześnie skłonić je do zaangażowania się w konflikt. Zarządzanie konfliktem daje możliwość dowolnego kształtowania politycznych decyzji narodów: „jeśli nie chcesz wojny u siebie, musisz być z nami”. Oczywiście z punktu widzenia unijno – clausewitzowskiej racji stanu tak uzyskany pokój może mieć tylko jeden kształt – nova pax germanica.

TWIERDZA KULTUROWA

Protestujący obecnie rolnicy oraz wszelkie inne grupy, niezadowolone z unijnej polityki powinny pozbyć się złudzeń. Tego tworu nie da się ulepszyć, poprawić, wyleczyć z wypaczeń. Od samego początku cel był określony – podbić, skolonizować i zniewolić narody Europy. Dopłaty, dotacje, granty były tylko pułapką, pierwszą działką dragi sprezentowaną przez dilerów. Słynne wartości europejskie, jakich pełne gęby mają unijczycy tak naprawdę są trzy – ZAKAZ, NAKAZ i KARA. Nie da się porozumieć z unijnymi elitami, bo one mają cele dokładne przeciwne wobec żywotnych interesów każdego narodu europejskiego. Bezcelowe jest też apelowanie do zasad przyzwoitości, bo oni stosują tylko dwie zasady: robią tylko to, co im się opłaca, i stosują takie metody, które są skuteczne. Poza tym głęboko gardzą zwykłymi ludźmi, a niektórzy wprost nienawidzą chrześcijan. Bezcelowe jest też jakiekolwiek porozumienie z rządem, które reprezentuje interesy unijne. Jest idealnie bezwładny, niezdolny i niechętny do działań innych, niż unijne. Wszelkie obietnice i zapewnienia są tylko mydleniem oczu i grą na czas. Każdy protestujący rolnik, każdy Polak, każdy rdzenny Europejczyk musi zrozumieć, że jego interesy, własność, wolność, a nawet życie są zagrożone tak długo, jak długo trwa satrapia europejska.

Polacy mają pod ręką gotową koncepcję wyjścia z tej sytuacji. Mieliśmy bowiem zabory i okupacje i wiemy, jak sobie radzić. Naszym celem jest dążenie do odbudowy i obrony naszej TWIERDZY KULTUROWEJ. To metafora życia i jego kręgów. Jest to twierdza bastionowa. Wewnętrzny pierścień obrony to cytadela, czyli człowiek i wyższe władze jego duszy – rozum i wola. Drugi pierścień obrony to rodzina bliższa i dalsza oraz krąg przyjaciół. Trzeci pierścień obrony twierdzy to naród, czyli rodzina rodzin. Ludzie, mający ten sam interes polityczny i ekonomiczny oraz wspólną tożsamość, tradycje i język. Czwarty pierścień twierdzy to państwo, założone i zarządzane przez naród w celu ochrony swoich interesów i utrzymania porządku wewnętrznego. Państwo, należące do narodu, a nie naród, należący do państwa, jak jest obecnie. Piąty, zewnętrzny pierścień to Kościół, czyli rodzina narodów i zarazem wspólnota wierzących. Kościół prawdziwie katolicki, wyznający prawdziwą wiarę, niesfałszowaną przez Franciszka i jego grupę. Każdy człowiek, rodzina, naród, państwo jest bastionem w swoim pierścieniu obrony. Bastiony połączone są wałami kurtynowymi, zamykającymi okrąg. Obecnie nasze twierdze kulturowe są opuszczone i częściowo zrujnowane, a wały kurtynowe przerwane. Jeśli wróg przejdzie przez kurtynę, zajdzie bastiony od tyłu. Nie są one przeznaczone do obrony okrężnej i po pewnym czasie będą padać jeden po drugim. Należy czym prędzej odtwarzać twierdzę – odbudowywać bastiony i wały kurtynowe – odtworzyć rodziny, nawiązywać kontakty z ludźmi podobnych poglądów, zaniechać swarów, łączyć się w działalności społecznej, odtwarzać jedność narodu, odzyskać kontrolę nad państwem. Dla Polaków nigdy nie będzie żadnej innej drogi do wolności i dobrobytu, jak własne państwo. Jeśli nie będzie narodowego państwa polskiego, będzie to, co zawsze – rugi, wywłaszczenia, wywózki, łagry, prześladowania. Potrzeba teraz odtworzyć naszą polską twierdzę kulturową i obsadzić ją kulturową armią. Każdy Polak dobrej woli może i powinien być wodzem swojej własnej cytadeli i zarazem żołnierzem swojego bastionu we wszystkich pierścieniach obrony. Potrzeba nam teraz nie spać, ani nie rozpaczać, ani nie tracić czasu na zbędne dywagacje, lecz zrodzić i wychować armię narodowych krzyżowców. Tylko tacy bowiem będą zdolni stanąć na szańcach, obronić własną twierdzę przed wrogiem i wdeptać w błoto jego sztandary. Wróg atakuje pod kłamliwymi hasłami masońsko – jakobińskiej rewolucji, głoszącymi wolność, równość i braterstwo. Wszystko to jest fałszem i znaczy po diabelsku dokładnie na odwrót. Nasze sztandary to narodowe barwy, a na nich – BÓG – HONOR – OJCZYZNA. Pod tym sztandarem warto żyć i umierać, walczyć i zwyciężać. Niech nikt się nie łudzi, że wolność będzie łatwo odzyskać. Neobolszewicka komuna, dzierżąca władzę w unijnej satrapii łatwo nie odpuści, nam jednak nie da rady, jeśli będziemy silni duchem i zjednoczeni celem. Nie będzie pokoju, aż nie padnie w proch i pył wieża Babel.

_______________

Czerwony ład unijny, Bartosz Kopczyński, 28 lutego 2024

−∗−

Warto porównać:

Czas się opamiętać, czas się obudzić! Jest czas walki!

Unijne weto czyli wstęp do zmian w Traktatach UE

Europejski rozbiór Polski – mec. Jerzy Kwaśniewski, Lublin

Trwa batalia o polską niepodległość. Otwórzmy oczy Polakom! – Ordo Iuris

O Polsce i Polakach: gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy? – prof. Ryszard Zajączkowski

Postaw czerwonego sukna czyli o farsie politycznej

Tekturowe państwo czyli lud polski temu przyklaskuje – Krzysztof Baliński

Jak odzyskać niepodległość. Aspekty formalne, materialne i… nasze cechy

−∗−

Policja rozbija kolejny Różaniec. W Oleśnicy mordują dzieci – bezkarnie ?


Policja rozbija kolejny różaniec! 
Mariusz Dzierżawski <pomagam@stopaborcji.pl>

Policja rozbija kolejny różaniec! 
Fundacja Pro-Prawo do życia
Szanowny Panie!
Dowiedzieliśmy się niedawno, że w szpitalu w Oleśnicy padł kolejny rekord aborcji – 144 dzieci w 2023 roku. W reakcji na te doniesienia zorganizowaliśmy wczoraj pod wejściem do tej placówki zgromadzenie, w trakcie którego modliliśmy się o powstrzymanie aborcji i pokazywaliśmy prawdę o tym procederze. Nasza akcja została po raz kolejny rozbita przez policję i miejskich urzędników! Funkcjonariusze przerwali naszą modlitwę różańcową, siłą wyrwali naszym wolontariuszom plakaty i zabrali nasz głośnik. Zgromadzenie zostało rozbite na podstawie decyzji urzędnika, który nie ma żadnych kompetencji w tym zakresie. Do podobnych wydarzeń zaczyna dochodzić w innych miastach. Nasze legalne zgromadzenie zostało rozwiązane również w Sopocie, gdzie władze miasta stwierdziły, że skoro aborcja jest legalna, to nie wolno publicznie pokazywać jej skutków! Prosimy o Pana wsparcie, abyśmy mogli dalej stawiać opór i docierać do Polaków z prawdą.Policja pacyfikuje kolejną akcję [foto]To już kolejna akcja rozbita przez lokalne władze w ostatnim czasie. Niecałe dwa miesiące temu policja spacyfikowała inną naszą akcję pod ośrodkiem aborcyjnym w Oleśnicy i zatrzymała koordynatora akcji Adama, który usłyszał zarzuty organizacji rzekomo nielegalnego zgromadzenia (które było legalne i prawidłowo zgłoszone) i opór wobec rozkazów funkcjonariuszy, którzy rozbili naszą akcję i zarekwirowali nasz sprzęt. Wczoraj powtórzył się praktycznie ten sam scenariusz, a Adam po raz kolejny stanie przed sądem, gdyż policja zapowiedziała kolejny wniosek o jego ukaranie. 
Nasza akcja została rozwiązania przez lokalnego urzędnika, który pojawił się na miejscu zgromadzenia, ale nawet się nie wylegitymował i nie przedstawił żadnego umocowania prawnego! Żaden miejski urzędnik nie ma kompetencji w zakresie rozwiązania zgromadzenia, które zostało zorganizowane w trybie spontanicznym, na co zezwala prawo. 
Do podobnych wydarzeń doszło ostatnio również w Sopocie. Władze Sopotu oraz funkcjonariusze podległej im straży miejskiej bez przerwy nękają naszych wolontariuszy. Rozwiązali nasze zgromadzenie, w ramach którego chcieliśmy ostrzegać mieszkańców i turystów przed skutkami aborcji, twierdząc, iż: „Jeżeli państwo dopuszcza przerwanie ciąży, to nie można czynić zarzutu temu, kto ten zabieg przeprowadził w zgodzie z obowiązującym prawem, ani tej kobiecie, która zabiegowi się poddała, nie można epatować obrazem płodu usuwanego podczas zabiegu przerwania ciąży.” 
Innymi słowy – skoro aborcja jest legalna i dopuszczona przez prawo, to „nie wolno w przestrzeni publicznej pokazywać jej skutków i konsekwencji” !
 To nic innego jak zwykła cenzura, a argument ten jest wyjątkowo absurdalny. Prawo dopuszcza np. kupowanie i picie alkoholu, a w przestrzeni publicznej wolno mówić o skutkach pijaństwa, nadużywania alkoholu oraz uzależnieniu i alkoholizmie. Podobnie rzecz ma się np. z paleniem papierosów. Prowadzone są wielkie kampanie społeczne na ten temat, często finansowane przez rząd lub samorządy lokalne, których celem jest nakłonienie odbiorców do porzucenia alkoholu lub zaprzestania palenia. O skutkach aborcji nie wolno jednak mówić, bo jeszcze ktoś mógłby zrezygnować z zamiaru zamordowania swojego dziecka pod wpływem obejrzanych plakatów lub zasłyszanych przez megafon treści.
Każdego dnia na ulicach miast Polski trwa walka o życie i możliwość mówienia prawdy w przestrzeni publicznej. Ta walka to codzienność wolontariuszy naszej Fundacji, którzy bez przerwy zmagają się z przeciwnościami i prześladowaniami, których celem jest zmuszenie nas do zaprzestania dalszego działania. Napady i ataki uliczne, wyroki sądowe, procesy, przesłuchania policyjne, terror urzędniczy oraz konieczność nieustannego pisania kolejnych pism, wniosków, skarg i odwołań – z tym zmagamy się każdego dnia. Musimy jednak dalej trwać pomimo tych represji, gdyż pokazywanie prawdy o aborcji ratuje życie dzieci i ocala ich matki przed zostaniem morderczyniami. Nasza walka i nasz opór jest możliwy tylko dzięki stałemu i regularnemu wsparciu darczyńców, których pomoc umożliwia nam działanie. 
Dlatego proszę Pana o przekazanie kwoty, jaka jest dla Pana obecnie możliwa, aby umożliwić nam organizację kolejnych, niezależnych akcji informacyjnych i pozwolić naszym wolontariuszom na obronę przed sądami i dochodzenie należnych nam praw do głoszenia prawdy na ulicach naszych miast.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Prawda o aborcji ratuje życie. Wiedzą o tym jej zwolennicy, dlatego za wszelką cenę usiłują wypchnąć prawdę z przestrzeni publicznej. Chodzi im o to, aby jak najwięcej kobiet było nieświadomych tego, czym jest aborcja, dzięki czemu będzie można je namówić na zamordowanie swojego dziecka. Dlatego musimy głosić prawdę i docierać z nią do Polaków. Proszę Pana o wsparcie tych działań. 
Z wyrazami szacunkuMariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

„KATARZYNA WIELKA” AMERYKAŃSKA. Budowa Deep State.

KATARZYNA WIELKA AMERYKAŃSKA. Budowa Deep State.

2024-03-01 oficyna-aurora

W filmie „Czwarta władza” pokazano kulisy głośnej w USA, w roku 1971, sprawy tzw. „Pentagon Papers”, czyli ujawnienia przez dziennik 

The New York Times tajnego raportu dotyczącego amerykańskiego zaangażowania w wojnę wietnamską. Wynikało z niego, że kolejne ekipy rządowe ukrywały przed opinią publiczną rzeczywisty rozwój wydarzeń, nie tylko nie realizując obietnic o chęci zakończenia konfliktu, ale ustawicznie go eskalując. Fakty świadczyły o tym, że poza zintensyfikowaniem bombardowania miast wietnamskich, Richard Nixon dał armii zielone światło dla operacji w Kambodży i Laosie. Dokument, liczący 7 tys. stron, ujawnił pracownik korporacji RAND, Daniel Ellsberg. O sprawie dowiedział się przypadkowo, jak przedstawiała to oficjalna propaganda, redaktor naczelny 

The Washington Post, Benjamin C.  Bradlee, który postanowił być kolejnym sprawiedliwym wśród medialnych tuzów i też zdecydował dane te upublicznić. I to, wbrew wydanemu wówczas federalnemu zakazowi kolportowania kopii owego raportu. Jego złamanie groziło poważnymi konsekwencjami, w tym oskarżeniem o zdradę. Oczywiście, Bradlee nie mógł podjąć decyzji o takiej wadze sam, na szali leżała reputacja, a przede wszystkim wymierna, niebagatelna dla akcjonariuszy, wartość gazety. Film przedstawia jego wysiłki w realizacji ideałów dziennikarskiego obowiązku wobec społeczeństwa, zderzającego się z oporem prawników i wątpliwościami właścicielki gazety, Katharine Graham, tkwiącej pomiędzy zależnościami towarzyskimi, z jednej strony, a obawą sprzeniewierzenia się zasadom swego, nieżyjącego od lat ojca, założyciela rodzinnej firmy. Graham wybiera wierność dziennikarskiemu powołaniu. Tak cukierkowo wygląda to na ekranie, należy jednak pamiętać o tym, że rzeczywistość tamtych lat, tak w USA, jak i na świecie, obfitowała w wydarzenia będące początkiem zmian, które wpłynęły na dzisiejszą sytuację międzynarodową. 

To wtedy rozpoczęło się na dobre kształtowanie tego, co profesor  Peter Dale Scott określił wiele lat później mianemDeep State,czyli zakulisowego gabinetu cieni, który przejął w pełni ster amerykańskiej polityki. Profesor Scott, to urodzony w Montrealu w roku 1929 poeta, pisarz i badacz, jest również byłym dyplomatą i profesorem języka angielskiego na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Uczył go od roku 1980 do 1994, kiedy odszedł na emeryturę. W latach 1959 – 1961 był dyplomatą w Paryżu. Tam poznał Czesława Miłosza. Ponownie spotkali się w 1961, kiedy doktor Scott rozpoczął pracę w Berkeley. Zaprzyjaźnili się, profesor Scott tłumaczył na język angielski utwory Miłosza. Spotykali się i gościli regularnie do roku 1967. Później, na skutek różnic w pojmowaniu świata, ich drogi się rozeszły.

Peter Dale Scott jest absolwentem Uniwersytetu McGilla w Montrealu, gdzie otrzymał tytuł doktora nauk politycznych. Jest działaczem antywojennym. Ma własną stronę internetową, na której dużo pisze o zamachach 11 września, wojnie w Iraku, Afganistanie, o Al Kaidzie, narkotykach i ropie naftowej. W roku 2002 otrzymał prestiżową nagrodę Lannan Award za swój zbiór poezji. Jest też autorem kilku książek i wielu artykułów.  Jako, że uzyskałem od niego osobistą zgodę na dysponowanie nimi, jeden z nich umieściłem w całości w książce „Oko Cyklopa”. Zachęcam do lektury, bo przemyślenia profesora Scotta są wyjątkowo trafne, a przy tym niezwykle pomocne w rozumieniu dzisiejszych mechanizmów politycznych.

Orężem tego „głębokiego państwa”, czy „gabinetu cieni”, była CIA ze swymi tajnymi operacjami i działającymi, w charakterze jej tub propagandowych, mediami.W   operację „Mockingbird”, zarządzaną przez Franka Wisnera, byłego prawnika Wall Street, zaangażowanych było ponad 25 instytucji, jak 

ABC

NBC

Time,

Associated Press

United Press International

Reuters

Hearst Newspapers 

oraz około 400 dziennikarzy, w tym cieszących się największym zaufaniem i najbardziej popularnych, jak Walter Cronkite z  CBS, w latach powojennych pracownik wywiadu i korespondent UPI w Moskwie. Nie możemy też zapomnieć o niebagatelnej roli, jaką odegrała w długoletnim oddziaływaniu na miliony odbiorców radiostacja RFE/Radio Liberty (Radio Wolna Europa), do 1972 roku zasilana finansowo wprost przez CIA.

Wiele wskazuje na to, że w tym właśnie czasie grupa ludzi tworzących wspomniany gabinet cieni, nazywanych w późniejszych latach neokonserwatystami, czy dzisiaj po prostu globalistami, postanowiła przyspieszyć zmianę wektorów politycznej strategii dla świata. Amerykańska armia, uwikłana w wietnamską maszynę śmierci, nie tylko doprowadziła do 2 mln ofiar wśród cywilnej ludności Wietnamu, czy ponad miliona żołnierzy wietnamskich, koreańskich, filipińskich, australijskich i tajskich, ale też 50 tys. „amerykańskich chłopców”, czego ich rodziny i bliscy nie rozumieli, i rozumieć nie zamierzali. W wizji Deep State, nadchodził czas zawiązania przyjaźni ze znienawidzoną dotąd ChRL, a w późniejszej o dwie dekady perspektywie, porozumienie z ZSRR. Nixon stawał się balastem, którego w ucieczce przed sforą wilków, zrzuca się z sań. Otoczony doradcami, których dalekowzroczności nie pojmował, podjął z góry skazaną na porażkę, szarpaninę o przetrwanie. Afera „Pentagon Papers” była zaledwie wstrzeliwaniem się w cel.

Wśród mierniczych kalibrujących ostrzał byli ludzie z towarzyskiego kręgu pani Graham. Silni, bezwzględni mężczyźni, o niewyobrażalnych środkach finansowych, wzmocnieni orężem, o którym pisałem, dla dodatkowego upokorzenia swej ofiary, poprosili o wsparcie najłagodniejszą spośród nich, dystyngowaną damę. Wtedy, nad jej rozważaniami o ideałach ojca górę już brały nauki męża, który zaledwie kilka lat wcześniej popełnił samobójstwo. Współpracą ze służbami nie tylko się nie krył, ale uznawany był powszechnie za człowieka Agencji. Katharine, przejmując po nim spadek jego dokonań, przejęła zapewne i zobowiązania. Na urzędującego prezydenta, przyjaciela z „towarzystwa”, którego wydatnie jeszcze wspierała w kampanii prezydenckiej 1968 roku, miała wkrótce przypuścić następny atak.

Zwolennicy zmiany na fotelu prezydenta działali konsekwentnie i rozgrywkę kontynuowali, odpalając w kierunku Nixona kolejny ładunek wybuchowy, znany dziś pod nazwą afery Watergate. W podanym odnośniku 

Wiki pisze, że była to „nieudana próba zainstalowania podsłuchu w siedzibie sztabu wyborczego amerykańskiej Partii Demokratycznej w Waszyngtonie”, która mieściła się w hotelu Watergate. Sprawę nagłośniła, jako pierwsza, gazeta 

The Washington Post. Dziennikarze Bob Woodward i Carl Bernstein, w kolejnych artykułach odkrywali przed opinią publiczną dowody wskazujące na powiązania z aferą osób z administracji Nixona.

Od tej chwili Katharine Graham, sypiąc piach w tryby aparatu władzy prezydenta Nixona, staje się medialną „Katarzyną Wielką”,jak zatytułowała  wydaną w roku 1979 jej biografię,dziennikarka Deborah Davis.Za tę książkę, jej bohaterka zresztą autorkę zrujnowała, blokując sprzedaż wydrukowanego już tytułu, poprzez zastraszenie wydawcy. Z kolei redaktor naczelny 

The Washington Post, czyli wspominany Bradlee, wytoczył pani Davis kosztowny proces.

Tak przygotowani sternicy politycznej nawy, przystąpili wkrótce do rozgrywki ostatecznej, oskarżając republikanina Spiro Agnew, będącego wówczas wiceprezydentem USA, o korupcję. Ponownie wybrany z Nixonem w 1972 roku, Agnew został zmuszony, w wyniku tych działań, do rezygnacji z urzędu. O tym, że była to gra może świadczyć przede wszystkim kara za jego przestępstwo, jaką była grzywna w śmiesznej wysokości 10 tys. dolarów, ale ważniejsze było to, że jego miejsce zajął Gerald Ford, dla którego Deep State przewidziało ważną rolę w nieodległej przyszłości. Co prawda, Nixon w miejsce skompromitowanego Agnew zamierzał powołać Nelsona Rockefellera lub Ronalda Reagana, ale, jak podaje Wikipedia „jego doradcy i bossowie partyjni stwierdzili, że jedynie Ford ma szanse na uzyskanie aprobaty Kongresu”.

Poddawani systematycznemu atakowi The Washington Post, która w każdym artykule przedstawiała nowe szczegóły dziennikarskiego śledztwa, pracownicy administracji Nixona ujawniali przed Departamentem Sprawiedliwości swoje zaangażowanie w przedsięwzięcie, dotyczące nie tylko podsłuchiwania przeciwników politycznych, ale też ich dyskredytowania, a przede wszystkim wykorzystywania na tę działalność funduszu wyborczego Partii Republikańskiej. Medialna nagonka trwała wiele miesięcy, a wszystko skończyło się dymisją Nixona 9 sierpnia 1974 roku. Jego miejsce w fotelu prezydenta zajął, dzięki wcześniejszej rezygnacji Spiro Agnew, niewybrany w żadnych wyborach Gerald Ford, który po miesiącu udzielił Nixonowi nadzwyczajnego aktu łaski, co uniemożliwiło postawienie go przed sądem. Uważam, że był to element ugody Nixona z Deep State, na mocy której zdecydowanie większą korzyść odniosła CIA.

Sławomir M. Kozak

W XXI wieku zakażą grotów do łuków i kusz! Po co „im” to?

W XXI wieku zakażą grotów do łuków i kusz! Po co „im” to?

ad-arma

Po tym jak w Wielkiej Brytanii zakazano noży i postawiono postulat zakazu posiadania długiej broni białej, brytyjski rząd pochylili się nad przestępczością dokonywaną za pomocą kusz i proc.

Stwierdzono, że są to incydentalne zjawiska. W związku z tym zaproponowano ograniczenie posiadania kusz i handlu nimi oraz zakaz posiadania „broadhead arrows”, czyli grotów do łuków i kusz wykorzystywanych historycznie do polowań i na wojnach. „Liczba zabójstw z użyciem kuszy i procy jest bardzo niska” – stwierdził rząd Wielkiej Brytanii na podstawie dostępnych statystyk (mamy 2024 rok, XXI wiek – przyp. Fundacja Ad Arma). Ponieważ nie ma aktualnie (jeszcze…) wymogu rejestracji zakupu kuszy, nie jest możliwe dokładne oszacowanie ile kusz może znajdować się w obiegu w Wielkiej Brytanii. Dostępne szacunki z 1991 roku, a więc sprzed ponad 30 lat, wskazują, że było ich wtedy w obiegu ok. 300 000 egzemplarzy. Jak odnotowuje brytyjski rząd: „Wypadki z udziałem kuszy są na szczęście rzadkie i zdecydowana większość osób używających kuszy robi to bezpiecznie i odpowiedzialnie. W latach 2011–2021 doszło do mniej niż 10 zabójstw z użyciem kuszy, a w latach 2021–2022 nie odnotowano żadnych zabójstw z użyciem kuszy (lub procy)”.

W związku z powyższym, rząd Wielkiej Brytanii otworzył tzw. „konsultacje społeczne”, w ramach których zaproponowano wprowadzenie ograniczeń związanych z posiadaniem i sprzedażą kusz. Jednym z rozważanych rozwiązań jest stworzenie pozwoleń na sprzedaż kusz i bełtów, które przedsiębiorcy mieliby uzyskiwać od policji. Sprzedawcy byliby zobowiązani do prowadzenia rejestrów osób kupujących kusze, zawierających dane osobowe oraz adres. Rejestr miałby być udostępniany na żądanie policji. Złamanie tych zasad wiązałoby się z karami finansowymi i utratą licencji na sprzedaż kusz. Rozważane jest także wprowadzenie pozwolenia na kusze, które obywatelom wydawałaby policja po wcześniejszym „background check”.

Równolegle, brytyjski rząd zaproponował możliwość wprowadzenia zakazu posiadania grotów do łuków i kusz, które historycznie były wykorzystywane do polowania oraz na wojnie. W języku angielskim przedmioty te nazywają się „broadhead arrows”, a termin ten jest tak szeroki i nieprecyzyjny, że na jego podstawie można zakazać właściwie wszystkiego, co tylko podpadnie pod interpretację. „Broadhead arrows” miałyby zostać traktowane jak „zakazana broń ofensywna” (prohibited offensive weapons). Co więcej, przedmioty takie jak włócznia, oszczep czy pilum są de facto zakończone „broadhead arrows”, w związku z czym mogłyby podpadać pod zakaz.

Jak skomentował to jeden z brytyjskich internautów: „Pomysł ma pełne poparcie Szeryfa z Nottingham.” Tyle tylko, że nawet w czasach Robin Hooda i rzekomych „ciemnych wieków” średniowiecza nikt nie wpadł na tak absurdalne i kuriozalne pomysły. Tym bardziej, że przestępczość z użyciem łuku czy kuszy była wtedy zjawiskiem realnym, a nie wirtualnym jak dzisiaj. Pomysły te zgłosili za to współcześni politycy, w XXI wieku, w kraju chlubiącym się na świecie mianem jednej z najbardziej dojrzałych i modelowych demokracji. Politycy ci publicznie podkreślają, że poziom przestępczości z użyciem przedmiotów takich jak kusza jest bliski zeru.

Dlaczego więc zakazywać ich posiadania i ograniczać handel nimi? Chodzi o rozbrojenie społeczeństwa, zarówno praktyczne jak i, przede wszystkim, mentalne. Obywatele mają nie posiadać broni, mają nie mieć dostępu do broni i mają nie mieć możliwości kupna broni. Najważniejsze jednak, aby bali się broni i nie widzieli żadnej potrzeby jej posiadania lub używania. Zwykli ludzie mają bać się nawet POMYŚLEĆ o możliwości posiadania jakiegokolwiek przedmiotu mogącego służyć do obrony. Stąd stopniowa eliminacja ze społeczeństwa wszystkiego, co mogłoby być bronią lub co może ją symbolizować i o niej przypominać.

Właśnie po to wprowadzane są kolejne zakazy posiadania i noszenia noży, mieczy, szabel, broni historycznej, kusz i łuków. Ograniczane jest także handlowanie tego typu przedmiotami. Celem jest stworzenie z państwa obozu, w którym społeczeństwo będzie całkowicie rozbrojone, a broń będzie w rękach garstki zastraszonych kolekcjonerów i pasjonatów, których hobby będzie ściśle nadzorowane przez państwo. Oczywiście w pełni uzbrojone w najnowszą broń i technologię będą państwowe służby mundurowe, pilnujące odbierania kolejnych swobód i wolności, abyśmy „nie mieli niczego i byli szczęśliwi”.

Dlatego w Polsce istnieje Fundacja Ad Arma: działamy na rzecz przywrócenia powszechnego dostępu do broni bez pozwoleń i reglamentacji. Przypominamy również, że broń, jak sama nazwa wskazuje, służy przede wszystkim do obrony, a każdy człowiek ma praktyczne prawo do życia poprzez użycie broni w obronie własnej i swojego otoczenia. Jeśli nie będziemy działać na rzecz powszechnego dostępu do broni, czeka nas to samo co w Wielkiej Brytanii – zakaz posiadania noży, mieczy, a potem jakichkolwiek innych przedmiotów mogących służyć obronie (jeśli chodzi o kusze poszliśmy już dalej niż Wielka Brytania – u nas potrzebne jest pozwolenie). J

Myśliwi i polowanie, po co to komu? Niech rządzi ideolo-ekolo!!

Myśliwi i polowanie, po co to komu? Niech rządzi ideolo-ekolo!!

29/02/2024 ad-arma

Poprzedni tydzień w dużym stopniu upłynął pod znakiem protestów rolniczych. Mniejszy rozgłos uzyskał fakt, że do rolników dołączyli się myśliwi. Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapowiedziało bowiem szereg ograniczeń w prowadzeniu gospodarki łowieckiej.

Ministerstwo nie ukrywa, że za propozycjami uderzającymi w łowiectwo w Polsce stoi zrzeszenie organizacji deklaratywnie ekologicznych – „Niech Żyją”. Nie jest to żadne grono eksperckie, tylko zideologizowana struktura, stosująca argumentację bazującą na antropomorfizacji zwierząt i emocjonalnym przekazie. Dlaczego powinno nas to obchodzić? Ponieważ jeśli myśliwym, pod wpływem zideologizowanych NGOsów, będzie się dało ograniczyć ich pasję, to czemu miałoby się nie dać tego zrobić względem reszty społeczeństwa? Czy to pod  dyktatem ideologii uzasadnianych ekologią – co zresztą już się dzieje w zakresie energetyki czy motoryzacji – czy w innym. Ideologia nie poprzestanie na ataku na myśliwych.

Warto zrozumieć, że przeciwnik żeruje na różnicach pomiędzy środowiskami by atakować je pojedynczo. Jeśli padnie łowiectwo w dzisiejszej „niedoskonałej” formie to nie ma nadziei dla strzelectwa sportowego, kolekcjonerstwa czy jakiejkolwiek formy kontaktu z bronią. Przymusowa zamiana schabowego na liść sałaty może okazać się jednym z mniejszych problemów.

            Jedną z propozycji jest utworzenie ogólnodostępnej ewidencji polowań. Oficjalnie pod pretekstem bezpieczeństwa, realnie jako pomoc „aktywistom” w blokowaniu polowań, dodatkowo oczywistym jest danie przestępcom narzędzia ułatwiającego napad na myśliwego w celu kradzieży broni. Łamie to prawo do prywatności i zmusza do upubliczniania legalnych aktywności. Nie potrzeba bujnej wyobraźni, aby wyobrazić sobie, że – na przykład pod pretekstem walki z mową nienawiści czy bezpieczeństwa dzieci – powstaną podobne jawne ewidencje w zakresie aktywności religijnych, politycznych, wydawniczych czy edukacyjnych. Każda rejestracja jest wrogiem wolności i tak jak dzięki niej wiadomo komu można skonfiskować broń, tak być może, w innych przypadkach, będzie wiadomo komu dać pałą – trzymaną przez państwowego urzędnika lub „niezależnego” aktywistę –  po głowie.

            Postulat zakazania lub ograniczenia stosowania sprzętu nokto- i termowizyjnego nie jest niczym więcej jak zwykłą próbą utrudnienia życia myśliwym. Te zdobycze techniki zapewniają bezpieczeństwo osób postronnych i pomagają w wybraniu osobnika, który najlepiej spełnia kryteria odstrzału. Z pozoru są to zalety, które organizacje pro-zwierzęce powinny cenić, tak jednak nie jest. Warto przyjrzeć się mechanizmowi tego działania, to jest zakazywania środków do osiągnięcia jakiegoś celu, bez delegalizacji tego celu jako takiego.

W przełożeniu na ogół społeczeństwa może to oznaczać: prawo do edukacji ale z wyłączeniem wybranych zagadnień historycznych, prawo do przemieszczania się z wyłączeniem niektórych środków transportu, prawo do wypowiedzi z wyłączeniem niektórych tematów itd. O prawie do obrony pod warunkiem używania przedmiotu nie twardszego niż dmuchany balon nie wspominając.

            Postulat cyklicznych badań lekarskich i psychologicznych nie ma żadnych podstaw w praktyce poza podniesieniem poprzeczki kosztów czasu (administracja) i pieniędzy. Ministerstwo Klimatu i Środowiska, dodatkowo wskazało, że cykliczne badania mają dotyczyć wszystkich posiadaczy broni.

Od czasów popularności grypopodobnej choroby wiadomo natomiast, że dyktatura uzasadniana procedurami medycznymi jest jak najbardziej realna, a badania związane z posiadaniem broni to tylko jedna z jej odmian. Co zawsze warto podkreślić, stan zdrowia nie może być przyczyną zakazu obrony życia, a skuteczna obrona wymaga odpowiednich narzędzi.

            Od 2018 roku istnieje w Polsce zakaz, nawet w roli obserwatora, udziału dzieci w polowaniach. Jest to kuriozum nieznane w żadnym innym kraju! Przekazywanie łowieckiej pasji i myśliwskich umiejętności z ojca na syna, było przez lata elementem wychowania i wpajania pozytywnych wartości, kształtujących moralne postawy, szczególnie młodych mężczyzn. Propozycje wrogów łowiectwa idą w kierunku podniesienia wieku myśliwskiej inicjacji z 18 na 21 lat.

Sprawa wydaje się jeszcze bardziej absurdalna, bo w tym samym czasie, ci sami ludzie nie szczędzą wysiłków w promowaniu zażywania przez nastolatki t.zw. pigułki „dzień po”; oczywiście bez wiedzy rodziców. Niszczenie władzy rodzicielskiej i suwerenności rodzin to proces, który trwa i stale przyspiesza.

            Jak staraliśmy się wykazać powyżej, myśliwi mogą stanowić element ostrzegawczy wprowadzania zmian niekorzystnych dla ogółu. Władze podpierające się medialną manipulacją, czują się dość pewnie we wprowadzaniu szykan i ograniczeń względem tej grupy obywateli. Nie musimy myśliwych lubić, nie musimy podzielać ich pasji, ale we własnym interesie powinniśmy ich bronić. Zastępując nazwę naszego kraju łowiectwem, trafna wydaje się Parafraza słów, które o Polsce wypowiedział G.K. Chesterton: „Doszedłem mianowicie do niezawodnego wniosku, że nieprzyjaciele łowiectwa są prawie zawsze nieprzyjaciółmi wielkoduszności i męstwa. Ilekroć zdarzało mi się spotkać osobnika o niewolniczej duszy, uprawiającego lichwę i kult terroru, grzęznącego przy tym w bagnie materialistycznej polityki, tylekroć odkrywałem w tym osobniku, obok powyższych właściwości, namiętną nienawiść do łowiectwa. Nauczyłem się oceniać ją na podstawie tych nienawistnych sądów – i metoda okazała się niezawodną.”

Niech żyje pijak!! Dostaje 1780 zł miesięcznie. Niech w nędzy umiera śmiertelnie chory!

Niech żyje pijak!! Dostaje1780 zł miesięcznie. Niech w biedzie umiera śmiertelnie chory!

1780 zł miesięcznie od 1 marca. Renta alkoholowa w górę

28 lutego 2024 Renta-alkoholowa-w-gore

O to świadczenie, zgodnie z prawem, może ubiegać się osoba uzależniona od alkoholu i niezdolna do pracy zarobkowej. Maksymalnie wynosi 1588 zł. Prawo.pl podsumowuje, że z ubezpieczeń społecznych na ten cel w rok wydano 53,1 mln zł.

Renta alkoholowa. Ekspert: najgorsze to ją odebrać

Zdaniem dr. Tomasza Lasockiego z Katedry Prawa Ubezpieczeń Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, cytowanego przez Prawo.pl, renta alkoholowa jest dobrym rozwiązaniem i najgorsze, co można zrobić, to ją odebrać.

– Renty wypłacamy tym, którzy trwale nie są zdolni do pracy. Nie ma przy tym znaczenia, czy stan niezdolności został wywołany z przyczyn niezależnych, przez nieuważność albo zlekceważenie przepisów prawa, czy wreszcie wieloletnie nadużywanie alkoholu  – zauważył.

Jak podkreślił ekspert, problemem jest natomiast to, że nie dajemy takiego świadczenia „wytchnieniowego” osobom chorym terminalnie.

– Osoby te oraz ich najbliżsi mogą czuć się gorzej potraktowani, jeśli w systemie nie przewidziano świadczenia dla chorych śmiertelnie, którzy – zgodnie z Konstytucją – muszą pracować, dopóki mają siłę. Stąd niektórzy formułują postulat wcześniejszego otwierania >>emerytalnej skarbonki<< dla takich osób, gdy odejście z medycznego punktu widzenia jest nieodległą perspektywą – wyjaśnił dr Lasocki.

Kardynał „Demos II” precyzuje, co musi się zmienić po Franciszku

kardynał pisze o tym, co musi się zmienić po Franciszku gloria

Kardynał posługujący się pseudonimem „Demos II” napisał o cechach potrzebnych następnemu papieżowi.

Tekst zatytułowany „Profil następnego papieża”, opublikowany na stronie LaNuovaBq.it, został udostępniony w mediach społecznościowych przez kardynała Josepha Zena z Hongkongu.

Pseudonim Demos został po raz pierwszy użyty przez nieżyjącego już kardynała George’a Pella wiosną 2022 r. do krytykowania nadużyć w pontyfikacie Franciszka. Kluczowe punkty.

Wady Franciszka

– Autokratyczny, mściwy styl rządzenia
– niedbałość w kwestiach prawa i legalności
– brak tolerancji dla odmiennych poglądów, nawet tych wyrażanych z szacunkiem
– co najpoważniejsze: wzorzec dwuznaczności w kwestiach wiary i moralności.

Franciszek pozostawia po sobie „Kościół bardziej podzielony niż kiedykolwiek w swojej najnowszej historii”.

Następny pontyfikat musi być pojednaniem, odzyskaniem i przywróceniem prawd, które powoli zostały zaciemnione lub utracone wśród wielu chrześcijan.

Fundamentalne prawdy, które należy podkreślić

(a) Nikt nie jest zbawiony inaczej, jak tylko przez Chrystusa i przez Chrystusa, jak to wyraźnie powiedział sam Chrystus.

(b) Bóg jest miłosierny i sprawiedliwy i jest ściśle zaangażowany w każde ludzkie życie, przebaczając i pociągając nas do odpowiedzialności. Jest zarówno Zbawicielem, jak i Sędzią.

(c) Człowiek jest Bożym stworzeniem. Człowiek nie wymyśla samego siebie. Jest stworzeniem nie tylko z emocjami i apetytami, ale także z intelektem, wolną wolą i wiecznym przeznaczeniem.

(d) Istnieją niezmienne obiektywne prawdy o świecie i ludzkiej naturze, które można poznać dzięki boskiemu objawieniu i ćwiczeniu rozumu.

(e) Słowo Boże, zapisane w Piśmie Świętym, jest wiarygodne i ma stałą ważność.

(f) Grzech jest rzeczywisty, a jego konsekwencje są śmiertelne.

(g) Kościół Chrystusowy ma zarówno autorytet, jak i obowiązek „czynienia uczniami wszystkich narodów”.

Wnioski

1. Prawdziwy autorytet jest niszczony przez autorytaryzm. Papież nie może zmieniać doktryny Kościoła i nie może arbitralnie wymyślać ani zmieniać dyscypliny Kościoła.

2. Kościół nie jest ani autokracją, ani „demokracją”. Nie mamy władzy, by przekształcać nauki Chrystusa tak, by pasowały do świata. Co więcej, katolickie sensus fidelium nie jest kwestią sondaży opinii publicznej ani nawet opinii ochrzczonej „większości”.

3. Dwuznaczność nie jest ani ewangeliczna, ani przyjazna. Wręcz przeciwnie, rodzi wątpliwości i podsyca schizmatyckie impulsy. Kościół jest komunią nie tylko słowa i sakramentu, ale także wyznania wiary. Kwestie doktrynalne nie są ciężarem nakładanym przez „doktorów prawa”.

Obecny pontyfikat od początku opierał się [rzekomej] ewangelicznej sile i intelektualnej jasności swoich bezpośrednich poprzedników.

4. Kościół, oprócz Słowa, Sakramentu i Credo, jest także wspólnotą prawa. Wśród cech charakterystycznych obecnego pontyfikatu jest nadmierne poleganie na motu proprios jako narzędziach zarządzania oraz ogólna niedbałość i niechęć do szczegółów kanonicznych.

5. Kościół, jak określił go Jan XXIII, jest Mater et Magistra, „matką i nauczycielką” ludzkości, a nie jej posłusznym naśladowcą.

6. Globalne podróże dobrze służyły pasterzowi takiemu jak Jan Paweł II ze względu na jego wyjątkowe osobiste dary i charakter czasów. Ale czasy i okoliczności się zmieniły. Kościół we Włoszech i w całej Europie – historycznej ojczyźnie wiary – przeżywa kryzys. Sam Watykan pilnie potrzebuje odnowy morale, oczyszczenia swoich instytucji, procedur i personelu.

7. Wielu elektorów na następnym konklawe tak naprawdę nie będzie się znało i dlatego może być podatnych na manipulacje.

Ukrainka mieszkająca w Polsce: „Ludzie mają dość wojny. Wiadomo, że ona się skończy, gdy Europa przestanie pomagać”.

Ekonomat

@ekonomat_pl

Ukrainka mieszkająca w Polsce: „Ludzie mają dość wojny. Wiadomo, że ona się skończy, jak Europa przestanie pomagać. Za Ukrainę walczyć? Za państwo, które ni ch*** nam nie daje?”.

„Głosowałam na Zełenskiego i już pożałowałam. Ale nic z tym nie zrobię, bo wybieraliśmy wtedy mniejsze gó*** ze wszystkich.” Kobieta dodaje, że zaczyna nienawidzić swój kraj. Podkreśla – nie ludzi, ale polityków. Podoba jej się w Polsce, dlatego planuje ubiegać się o obywatelstwo.

0:02 / 1:26

12,3 tys. Wyświetlenia

Homoseksualiści opowiadają, że cierpią męczarnie, bo ktoś nazywa zboczenie zboczeniem.

RatujŻycie.pl

Byłem świadkiem ataku LGBT na normalność

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Kolejni homoaktywiści składają zeznania przeciw Kai Godek. We wtorek zeznawały domniemane lesbijki – dwie z szesnastu powodów, którzy złożyli pozew za słowo zboczenie. Jedna z nich to dziennikarka internetowego wydania „Gazety Wyborczej”, druga to jej konkubina.

To już kolejna rozprawa i schemat jest wciąż mniej więcej taki sam. Domniemani homoseksualiści opowiadają, że są członkami bliżej nieokreślonej społeczności LGBT i cierpią męczarnie, bo ktoś nazywa zboczenie zboczeniem.

Jedna z zeznających określiła się jako osoba queer. Gdy sędzia dopytywał, co to dokładnie oznacza i jak to zapisać do protokołu po polsku, nie umiała precyzyjnie odpowiedzieć (są różne zdania w tej sprawie).

Wraz z innymi osobami z ŻiR-u byłem na sali sądowej, by wesprzeć walkę o prawdę. Byliśmy bardzo przejęci faktem, że nastąpił zmasowany atak na normalność i że w Polsce toczy się proces za przestrzeganie przed zagrożeniami, jakie niesie z sobą ruch LGBT.

Przed sądem odbyła się pikieta #StopLGBT, w trakcie której pokazaliśmy prawdę o związku homolobby pedofilią i innymi patologiami. Sąd jest w ruchliwym miejscu w Warszawie, więc akcję edukacyjną zobaczyło naprawdę wielu ludzi. Większość Warszawiaków solidaryzowała się z nami.

W tym samym czasie na rozprawie adwokat szesnastu homoaktywistów złożył intersujący wniosek. Chciał, aby nie organizować kolejnych rozpraw przesłuchując po kilku powodów, ale zrobić jedną dłuższą rozprawę. Argumentował, że jego klienci muszą przechodzić za każdym razem koło zgromadzenia publicznego pod sądem, gdzie słyszą treści, które są dla nich nieprzyjemne. Miałem wówczas taką myśl: dlaczego sami działacze LGBT mają problem z prawdą o LGBT? I czy ktoś z nich myśli o innych, gdy przez polskie miasta przechodzą wulgarne marsze równości, promujące wynaturzenia, profanujące największe świętości i pełne ekshibicjonistów…?

Tu zobaczy Pan relację z pikiety oraz reakcje Warszawiaków:

Gdyby Youtube usunął reportaż, jest on także na profilu „Pro-life bez cenzury” w serwisie Xhttps://twitter.com/PBCenz/status/1763129841728000212.

Szanowny Panie!

Każdy normalny człowiek powinien bacznie przyglądać się procesowi 16 homodziałaczy przeciw Kai Godek. Jest on zapowiedzią tego, co czeka każdego, gdy zostanie przegłosowana ustawa o zakazie krytyki LGBT. Już teraz nowe przepisy są przygotowywane przez rząd i wkrótce trafią do Sejmu. Lewicowi posłowie mówią o „mowie nienawiści”, w rzeczywistości chodzi o to, że nie będzie można przestrzegać przed patologiami w środowisku LGBT.

Każdy będzie zagrożony karą więzienia – także Pan. Wystarczy, że napisze Pan w Internecie, że tylko heteroseksualizm jest normą, a homoseksualizm nie.

Wciąż trwa akcja petycyjna, aby posłowie zrozumieli, że w Polsce nie ma zgody na uchwalanie podobnych ideologicznych ustaw. Już 10 000 osób podpisało petycję do wszystkich klubów i kół w Sejmie, aby odrzucono projekt.

Proszę jak najszybciej do nich dołączyć, bo czasu jest coraz mniej. Bardzo Pana proszę także o pomoc w rozsyłaniu tej petycji dalej.

Proszę podpisać i podać dalejhttps://twojepetycje.pl/petycja/nie-dla-karania-za-krytyke-lgbt/.

Każdy podpis się liczy.

Dlaczego? Bo autorzy ustawy uważają, że ludzie nie zareagują. Chcą procedować nowe przepisy w ciszy. Nie pozwólmy, aby za naszymi plecami oficjalnie wprowadzili sześciokolorową dyktaturę.

Serdecznie Pana pozdrawiam!

Krzysztof Kasprzak Fundacja Życie i Rodzina www.RatujZycie.pl

PS – Jeszcze raz podaję link do petycji – proszę podpisać i podać dalej, to naprawdę ważne: https://twojepetycje.pl/petycja/nie-dla-karania-za-krytyke-lgbt/.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Dzieło Papcia Chmiela i Tytusa, marzenie Jarosława – „Schody do Nikąd” zostaną w Warszawie? Broni ich… Rafał Trzaskowski

Schody smoleńskie zostaną? Broni ich… Rafał Trzaskowski

29.02.2024 Autor:SG schody-smolenskie-zostana

schody smoleńskie
Warszawa, 10.09.2021. Funkcjonariusze Policji przy Pomniku Ofiar Tregedii Smoleńskiej na placu marszałka Piłsudskiego w Warszawie Fot. PAP/Mateusz Marek

Minister kultury Bartłomiej Sienkiewicz powiedział ostatnio w wywiadzie dla „Newsweeka” o tzw. schodach smoleńskich, że „nie sądzę, żeby mogły stać w tym samym miejscu”. Niespodziewanie jednak pomnik wziął w obronę prezydent Warszawy – Rafał Trzaskowski.

Obecna władza zamierza kontynuować projekt, który jest oczkiem w głowie prezydenta Andrzeja Dudy, czyli odbudowę Pałacu Saskiego.

Przy okazji rozmowy o odbudowie historycznego budynku, wrócił temat tzw. schodów smoleńskich, czyli kontrowersyjnego pomnika, który miał uczcić pamięć ofiar katastrofy smoleńskiej, a według niektórych ośmiesza tę sprawę przez swoją formę (dosłownie wygląda jak schody).

Minister kultury Bartłomiej Sienkiewicz jest za tym, by pomnik postawiony przez władzę PiS z Placu Piłsudskiego usunąć. Niespodziewanie jednak schodów smoleńskich zaczął bronić Rafał Trzaskowski.

– Rozróżnijmy dwie rzeczy. Jeżeli rzeczywiście przy odbudowie Pałacu Saskiego trzeba będzie odrobinę przesunąć pomnik, to okej. Ale jestem przeciwnikiem, żeby ten pomnik zniknął z placu, bo to by wywołało wojnę, nieprawdopodobne emocje, które towarzyszyłyby nam kolejne lata – powiedział w rozmowie z TVN24 prezydent Warszawy.

– Nam nie trzeba emocji dotyczących pomników. Te pomniki, które są, niech zostaną, zajmijmy się rozwiązywaniem prawdziwych problemów, a nie budowaniem kolejnych emocji i pogłębianiem tego rowu, wojny polsko-polskiej, nie jest to nam potrzebne – dodał.

Prowadzący rozmowę dziennikarz Grzegorz Kajdanowicz przypomniał, że pojawiały się wątpliwości co do tego, czy pomnik w ogóle stoi legalnie.

– Nam zabrano plac. Zrobiono to z pogwałceniem prawa. I oczywiście to mnie najbardziej boli jako prezydenta miasta. Natomiast dziś zabieranie go stamtąd wywołałoby kolejną wojnę i przez kolejne miesiące zajmowalibyśmy się tylko tym, zamiast naprawieniem państwa. To nie jest nam do niczego potrzebne. Nad sercem powinien dominować rozum – stwierdził Trzaskowski.