https://banbye.com/watch/v_haw7L-OkQL0U
Z prędkością x1,5 dużo lepiej się słucha :). A to ponad godzina w normalnym trybie.
https://banbye.com/watch/v_haw7L-OkQL0U
Z prędkością x1,5 dużo lepiej się słucha :). A to ponad godzina w normalnym trybie.
| 13 kwietnia 2024 r. | Nr 15/2024 (667) mtodd |
Napad na bankSzanowni Państwo! Czy napad na bank jeszcze się opłaca? Zależy komu. Unii Europejskiej pod niemieckim butem, jako całości, na pewno tak. Wystarczy wprowadzić w Polsce euro, a wyprowadzenie polskiego złota z Warszawy do Frankfurtu to czysta formalność i przyjemność dla Niemieckiej Rzeszy, dla niepoznaki zwanej Unią. Obsadzony przez szwabów na fotelu premiera RP „Generalnej Guberni”, czy jak on się tam obecnie nazywa, zrobi wszystko, żeby napad stulecia powiódł się i to w świetle prawa, jak on je rozumie. Czy jesteśmy w sytuacji bez wyjścia? Niezupełnie. Za poprzedniej komuny, tej radzieckiej tęskniliśmy za normalnością, będącą na Zachodzie. Sytuacja, w pewnym sensie, odwróciła się. Przy obecnej komunie, tej wprowadzanej przez Unię Europejską, to my jesteśmy jeszcze małą wysepką normalności. Dobrze by było, żeby udało się jakoś pokazać naszą normalność innym Europejczykom. Powinni wiedzieć, że można przeciwstawić się świrom klimatycznym, jak i tym z LGBTiQukuryku, oraz pozostałym zboczeńcom intelektualnym. Nawet jeśli wielu z naszych obywateli wierzy notorycznemu kłamcy, to i tak jest to mniejszy odsetek zmanipulowanych przez świrów, kanalie i złoczyńców, niż na Zachodzie. Nie zmarnujmy szansy! Z pozdrowieniami Małgorzata Todd |
Mail:
Chyży:

12 kwietnia 2024 Stanisław Michalkiewicz Michalkiewicz-Znowu-wlaczam-sie
Kobiety z rozdziwaczoną płcią od piątku znajdują się w stanie euforii. Oto sejmowa większość, to znaczy – Volksdeutsche Partei z satelitami – zdecydowała, by przywrócić stan prawny wprowadzony w Generalnym Gubernatorstwie z inicjatywy przywódcy socjalistycznego Adolfa Hitlera. Bowiem od podmianki na pozycji lidera tubylczej sceny politycznej, jaka za pozwoleniem Naszego Najważniejszego Sojusznika Józia Bidena dokonała się 15 października ubiegłego roku, budujemy, a właściwie odtwarzamy Generalne Gubernatorstwo, albo z Donaldem Tuskiem w charakterze Generalnego Gubernatora na fasadzie, albo kogoś innego, kogo Reichsfuhrer, albo Reichsfuhrerin na to stanowisko wyznaczy.
IV Rzesza nie może przecież w sposób istotny różnić się od Rzeszy III; musi być jakaś ciągłość, chociaż oczywiście muszą też występować różnice. Na przykład o ile w III Rzeszy, a co za tym idzie – również w Generalnym Gubernatorstwie, Żydowie byli prześladowani, to teraz nie tylko są głównymi orędownikami IV Rzeszy, ale nawet znajdują się w awangardzie rozmaitych inżynierii społecznych, na przykład – zmniejszenia populacji głupich gojów między innymi przez propagowanie ćwiartowania żywcem nienarodzonych gojowskich dzieci w spoecjalnych klinikach im. Króla Heroda.
Wprawdzie Judenrat “Gazety Wyborczej” nazywa to realizacją “praw reprodukcyjnych”, ale to są eufemizmy podobne do używanych przez Reinhardta Heydricha, który podczas konferencji w Wannsee w ramach “ostatecznego rozwiązania” mówił o “ewakuacjach”. Zatem – jak mówią gitowcy – “wszystko gra i koliduje”.
Jak bowiem wiadomo, Żydowie są od zawsze w awangardzie rewolucji komunistycznej i stąd ich upodobanie do rozmaitych społecznych inżynierii. Ponieważ jednak tradycyjni proletariusze, czyli pracownicy najemni, odwrócili się od rewolucjonistów, nazwijmy to – plecami – to argusowe oko promotorów rewolucji spoczęło na kobietach, jako proletariacie zastępczym, który trzeba by “wyzwolić”. Toteż wyzwalają, zaczynając naturalnie od majtek – o czym jeszcze w XIX wieku wspominała autorska spółka Marks & Engels, zastąpiona dzisiaj spółką Marks & Spencer.
Drugą grupą zaliczoną do proletariatu zastępczego są sodomczykowie, gomorytki, a także rozmaici wariaci, co to albo nie wiedzą, do jakiej płci należą, albo nawet nie są pewni, czy są kozami, czy psami.
Uczynili oni z legalizacji ćwiartowania bez znieczulenia nieurodzonych dzieci swój polityczny program, zarażając nim znanego ongiś liberała Donalda Tuska, który ideologiczne przesądy młodości porzucił na rzecz pragmatyzmu władzy. Parafrazując znany wiersz Boya-Żeleńskiego, pragmatyzm ten sprowadza się do tego, że “każdy program dobry, byle dojść do rządów” – nawet jeśli to ma być tylko stanowisko Generalnego Gubernatora, podlegającego Reichsfuhrerowi. Toteż Donald Tusk w kampanii wyborczej składał śluby panieńskie, że każdą chętną damę osobiście wyskrobie – byle tylko na niego głosowała. I kiedy tylko odbyły się wybory do samorządu terytorialnego, podczas których Władysław Kosiniak-Kamysz nie chciał otwierać sobie niepotrzebnego frontu walki z Kościołem, sprawa legalizacji aborcji trafiła na posiedzenie Sejmu. Inna sprawa, że z Kościołem to w dużej mierze strachy na lachy, bo np. J.Em Grzegorz kardynał Ryś kazał modlić się za parlamentarzystów, “żeby byli ludźmi sumienia”. Najwyraźniej zapomniał, że jak już człowiek politykuje, to jego sumienie też politykuje, więc gdyby nawet Wielce Czcigodni posłowie mieli sumienie – co w przypadku Klubu Parlamentarnego Lewicy wcale nie jest takie oczywiste – to sumienia te zostały oddane w arendę starszym i mądrzejszym, w związku z czym Pan Bóg takich modlitw wysłuchać chyba nie może. Uzasadnienie tego wniosku wymagałoby wywodu przekraczajacego ramy felietonu, więc sobie go daruję.
No ale teraz wybory do samorządów w zasadzie się odbyły, więc PSL już nie musi obawiać się Kościoła. Toteż Sejm przyjął wszystkie cztery projekty stosownej ustawy, spośród których aż dwa złożyła Lewica, jeden – Volksdeutsche Partei, czyli KO z satelitami i jeden – Trzecia Droga. I wszystkie one cztery zostały skierowane do “Komisji Nadzwyczajnej”. Co komisja z nimi zrobi – tego nie wiemy, chociaż nie od rzeczy będzie przypomnieć definicję wielbłąda – że jest to koń zaprojektowany przez komisję. Jesteśmy skazani na domysły, a w tej sytuacji dobrym tropem mogą być losy ustawy lustracyjnej.
Po 4 czerwca 1992 roku, kiedy obalony został rząd premiera Olszewskiego i “dzika lustracja” została z trudem zablokowana, żeby poza Adamem Michnikiem nikt nie mógł korzystać z zasobów archiwalnych MSW – gwoli zamydlenia oczu obywatelom, zgłoszonych zostało aż siedem projektów ustawy lustracyjnej. Oczywiście ugrzęzły one w komisji, aż szczęśliwie zakończyła się kadedncja Sejmu i znowu było bezpiecznie. Aż do października 2006 roku, kiedy to Sejm z przewagą PiS przeforsował ustawę o ujawnieniu dokumentów UB i SB z czasów I komuny. Miała ona długie vacatio legis, w trakcie którego w Sejmie i Senacie pojawiła się dziwna grupa, której udało się przekonać prezydenta Kaczyńskiego, że może to doprowadzić do ujawnienia tzw. “danych wrażliwych”. Grupa dowodziła, że chodzi o to, iż ktoś mógł się upijać, czy figlować z panienkami. Nie brzmiało to wiarygodnie, bo np. cała Polska wiedziała, że taki Jacek Kuroń miał do wódki już nie to, że skłonność, tylko prawdziwą zapamietałość – ale wcale nie szkodziło to jego reputacji. Podobnie figle z panienkami; po 30 latach można by je rozpamiętywać z łezką w oku, budząc co najwyżej zawiść tych, którzy w młodości panienki zaniedbywali.. W rezultacie prezydent Kaczyński tak znowelizował tę ustawę, że nowela weszła w życie wcześniej, niż ona sama, przywracając ponadto skomplikowane procedury, które lustrację de facto zahamowały. Przypomnę, że rzecznik interesu publicznego, pan sędzia Nizieński w ciągu swojej 6-letniej kadencji nabrał wątpliwości co do tysiąca deklaracji lustracyjnych. Jednak do fazy postępowania sądowego udało mu się doprowadzić tylko 60 przypadków, spośród których tylko 12 zakończyło się wyrokami, zresztą – nieprawomocnymi. Cała para poszła w gwizdek.
Trzeba wiele zmienić, by wszystko pozostało po staremu – mawiał książę Salina, bohater powieści “Lampart” Józefa Tomasi di Lampedusa. Myśląc naiwnie, że w dyskusji nad aborcją, jaka rozpoczęła się w roku 1991, to wszystko było naprawdę, przedstawiłem projekt stosownej ustawy, który składał się z jednego zdania – dodatkowego paragrafu do art 148 kodeksu karnego, który mówi o zabójstwie człowieka. Paragraf ten miał brzmienie następujące: “W razie zabójstwa dziecka jeszcze nie urodzonego, sąd może podżegacza uwolnić od kary”. Była to ustawa zarazem i surowa i humanitarna. Surowa – bo aborcja została uznana za zabicie człowieka – zatem sprawcy takiego czynu odpowiadaliby, jak za zabójstwo, często nawet z niskich pobudek, to znaczy – z chęci zarobku – ale zarazem humanitarna, bo matka dziecka w tym przestępstwie występuje zawsze jako podżegacz, to znaczy osoba, która innych zachęca do przestępstwa. A ponieważ często zdarza się, że ta kobieta bywa przez swoje otocznie zaszczuwana, to projekt dawał sędziemu, orzekającemu w konkretnych przypadkach, możliwość uwolnienia jej od kary, która w tych okolicznościach byłaby niepotrzebnym okrucieństwem.
Oczywiście głuche milczenie było mi odpowiedzią, podobnie jak i teraz, kiedy, idąc za ciosem, lansuję pomysł tzw. “aborcji opóźnionej” . Dlaczego bezkarne miałoby być ćwiartowanie żywcem tylko ludzi bardzo małych, jeszcze przed urodzeniem? Jest to sprzeczne z zasadą równości wobec prawa, a poza tym – społecznie szkodliwe. Zygota wyrośnięta, taka która nie tylko sie urodziła, ale w dodatku przeżyła kilkadziesiąt lat, jest znacznie bardziej społecznie szkodliwa, niż zygota zwyczajna. Po pierwsze – zajmuje znacznie więcej miejsca w przestrzeni, zwłaszcza, gdy jest przerośnięta – po drugie – pozostawia za sobą ślad węglowy, którego zygota zwyczajna nie pozostawia w ogóle, po trzecie – nie tylko ślad węglowy, ale również inne szkodzące “planecie” gazy. Po czwarte – zygota wyrośnięta robi różne głupstwa, a także świństwa, których nie robi zygota zwyczajna. Wszystko zatem przemawia za wprowadzeniem aborcji opóźnionej, a ponieważ kobiety domagają się, by o zgładzeniu zygoty zwyczajnej decydowały tyklko one, to w przypadku aborcji opóźnionej, w imię konstytucyjnej zasady równości wobec prawa, decyzja powinna należeć do trójki mężczyzn (tres faciunt collegium), którzy mogliby nakazać funkcjonariuszom z kliniki im. Króla Heroda poćwiartowanie, niechby ze znieczuleniem, jakiegoś “stworu podeszłego wiekiem, co kobietą być już przestał, a nigdy nie był człowiekiem”.
Stanisław Michalkiewicz
13.04.2024 Miroslaw Gajer o-pomiarach-sredniej-globalnej-temper.

We wszelkich dyskusjach dotyczących ocieplenia klimatu na Ziemi przewija się nieustanie pojęcie „średniej globalnej temperatury”, rozumianej zapewne jako średnia temperatura panująca na naszym globie. Celowo użyłem tutaj wyrazu „zapewne”, ponieważ nigdzie nie można znaleźć żadnej „oficjalnej” definicji rozważanego pojęcia, a zatem pozostają nam w tym wypadku jedynie bliżej nieokreślone domysły. Możemy tylko przypuszczać, że zapewne chodzi tutaj o średnią arytmetyczną temperatur wyznaczonych na obszarze całej kuli ziemskiej.
Oczywiście wartości średniej dowolnej wielkości fizycznej nie można ot tak, po prostu sobie zmierzyć, ponieważ trzeba ją dopiero wyliczyć na podstawie całej serii uprzednio wykonanych pomiarów. Oprócz zwykłej średniej arytmetycznej, w przypadku której sumujemy wyniki przeprowadzonych pomiarów, a następnie dzielimy uzyskany wynik przez ich liczbę, mogą być wyznaczane także różnego typu średnie ważone. Wówczas wyniki kolejnych pomiarów mnożymy przez tzw. współczynniki wagowe, a zatem wkład poszczególnych pomiarów do uzyskanej wartości średniej nie jest już bynajmniej taki sam, tylko zależy od wartości przypisanych im współczynników wagowych.
W związku z powyższym manipulując wartościami współczynników wagowych, możemy w dużym zakresie wpływać na wartość wyliczanej w ten sposób średniej. Pojawia się zatem niezmiernie ważne pytanie dotyczące tego, w jaki sposób wyliczana jest średnia temperatura na Ziemi, kryjąca się pod powszechnie używanym pojęciem „średniej globalnej temperatury”, ponieważ w tym wypadku przyjęta metodologia jej wyznaczania wydaje się mieć kluczowe znaczenie.
W zasobach internetowych można między innymi natknąć się na zamieszony na rys. 1 wykres ukazujący, jak na przestrzeni ostatnich 140 lat zmieniała się średnia globalna temperatura. W związku z powyższym wykresem pojawia się jednak sporo wątpliwości, które dodatkowo nasuwają różnorakie pytania.
Przede wszystkim można zastanawiać się, za pomocą jakiej to niewątpliwie „wysoce zaawansowanej technologicznie” aparatury metrologicznej dokonywano pomiarów temperatury w 1880 roku – wszak półtora wieku temu o elektronice nikomu nawet się jeszcze nie śniło. Spoglądając na wykres zamieszczony na rys. 1, widać, że dokładność zamieszczonych tutaj wartości pomiarów średniej globalnej temperatury jest zapewne większa niż jedna dziesiąta stopnia Celsjusza (wystarczy porównać wysokość najmniejszych „schodków” na rozważanym wykresie).
Czy zatem w czasach, gdy na świecie nie było chyba jeszcze naszych pradziadków, istniała w ogóle możliwość wiarygodnego zmierzenia wartości temperatury powietrza z dokładnością do kilku setnych części stopnia Celsjusza? Jest to oczywiście pytanie do historyków nauki, a zwłaszcza historyków techniki. Szanowni Państwo – pomóżcie! Bo jeżeli półtora wieku temu nie było w ogóle możliwości dokonania wiarygodnych pomiarów temperatury powietrza z dokładnością na poziomie kilku setnych części stopnia Celsjusza, to jest to niezaprzeczalny dowód na to, że przestawiony na rys. 1 wykres został sfingowany, a przynajmniej jego początkowy obszar to czyste fantasmagorie!

Innym niezmiernie ważnym pytaniem jest, czy w roku 1880 temperatury powietrza były mierzone w jakiś regularny i systematyczny sposób? Zapewne nie – wręcz przeciwnie, można przyjąć, że z całą pewnością były one mierzone w przypadkowo wybranych miejscach i do tego w losowych momentach czasu. Zatem o żadnych danych pomiarowych, które byłyby miarodajne dla całego globu, w tym wypadku mowy być nie może.
Na marginesie warto przypomnieć, że pierwszym człowiekiem, który dotarł do bieguna północnego, był Robert Edwin Peary, a wyczynu tego dokonał w dniu 6 kwietnia 1909 roku. Z kolei na biegunie południowym po raz pierwszy w historii ludzkości stopę postawił Roald Amundsen, a miało to miejsce 14 grudnia 1911 roku. Warto także przypomnieć, że gdy 30 czerwca 1908 roku na obszarze środkowej Syberii doszło do upadku tzw. meteorytu tunguskiego, pierwsza ekspedycja zorganizowana przez radzieckiego uczonego – Leonida Kulika dotarła w ten rejon dopiero prawie 20 lat po tym wydarzeniu.
Jest zatem rzeczą oczywistą, że w 1880 roku na licznych obszarach kuli ziemskiej temperatura atmosfery nie mogła być w ogóle mierzona, a co dopiero w jakiś zorganizowany i systematyczny sposób. W związku z tym temperatury panujące na tych obszarach nie mogły być w żaden sposób wliczane do wyznaczonej wartości średniej. Zatem o jakiej średniej „globalnej” jest tutaj mowa – to są po prostu czyjeś urojenia!
A swoją drogą musielibyśmy mieć w tym wypadku do czynienia z jakimś wyjątkowo szczęśliwym zbiegiem okoliczności, polegającym na tym, że zapiski ze skrupulatnymi pomiarami temperatury powietrza dokonanymi w 1880 roku dotrwały w komplecie do naszych czasów i w związku z tym musiały przecież przetrwać liczne zawieruchy dziejowe, jak chociażby obie wojny światowe w dwudziestym wieku.
Gdybyśmy chcieli zmierzyć średnią temperaturę w danym miejscu na Ziemi, to sprawa wydaje się raczej stosunkowo prosta. Stawiamy tam po prostu budkę meteorologiczną, a w niej dwa metry nad powierzchnią gruntu umieszczamy czujnik temperatury. Pomiary wykonujemy regularnie, przykładowo co pięć minut, przez cały rok, więc w sumie wykonamy ich 105.120. Następnie wszystkie wyniki pomiarów sumujemy i dzielimy przez 105.120, a uzyskaną średnią arytmetyczną traktujemy jako średnią temperaturę panującą w danym miejscu na ziemi.
Natomiast aby można było wyznaczyć średnią globalną temperaturę dla naszego globu, należałoby dokonać uśrednienia nie tylko po czasie, ale także i po całej powierzchni Ziemi. W tym celu całą kulę ziemską należałoby pokryć regularną siatką czujników umieszczonych dwa metry nad jej powierzchnią. Gdyby na każdy kilometr kwadratowy powierzchni Ziemi przypadał tylko jeden taki czujnik, wówczas trzeba byłoby zainstalować ich aż 510.100.000. Po roku uzyskalibyśmy 53.621.712.000.000 wyników pomiarów (byłoby to ponad 200 TB danych zapisanych w zmiennoprzecinkowym formacie float), a po ich zsumowaniu i podzieleniu przez ich liczbę, otrzymalibyśmy wielkość, którą można byłoby uznać za średnią temperaturę dla całej Ziemi. Jednak tego rodzaju procedura z pewnością nie została nigdy przeprowadzona, ponieważ w praktyce jest ona po prostu niewykonalna.
Po pierwsze pokrycie całej powierzchni kuli ziemskiej siatką regularnie rozmieszczonych czujników temperatury jest niemożliwe, choćby z tego powodu, że ponad 70 proc. powierzchni Ziemi stanowią morza i oceany. Ponadto czujniki te należałoby umieścić również w tak niedostępnych obszarach kuli ziemskiej, jak Grenlandia, Alaska, Arktyka, Antarktyda, Himalaje, Andy itp. Taką regularną siatką czujników należałoby pokryć także cały obszar Sahary oraz innych wielkich pustyń występujących na Ziemi.
Nawet gdyby założyć, że jakimś cudem całą powierzchnię naszego globu udałoby się taką regularną siatką czujników pokryć, to i tak pojawiłby się kolejny problem. Można bowiem zastanawiać się, czy pomiary temperatury wykonane na niewielkich wysokościach nad poziomem morza są aby porównywalne z tymi wykonanymi w wysokich górach, kilka kilometrów powyżej tego poziomu, ponieważ temperatura wraz z wysokością spada zazwyczaj o około 0,6 stopnia Celsjusza na każde 100 metrów wysokości. Żeby temperatury mierzone na różnych wysokościach nad poziomem morza były wzajemnie porównywalne, należałoby je zapewne odpowiednio przeskalować do wartości, które występowałyby na poziomie morza, gdyby cała powierzchnia Ziemi była płaska i rozpościerała się właśnie na tym poziomie.
W tym celu wartości zmierzone przez poszczególne czujniki powinny zostać przemnożone przez odpowiednie współczynniki wagowe. Zatem w tym wypadku nie mamy już do czynienia ze zwykłą średnią arytmetyczną, tylko ze średnią ważoną, której wartość zależy od odpowiedniego doboru wartości rozważanych współczynników wagowych. Zatem wartość średniej globalnej temperatury zależałaby od metodologii doboru wartości rozważanych współczynników wagowych, co automatycznie otwierałoby drzwi do wszelkich możliwych na tym polu manipulacji.
Jak już wspomniano, to, co podawane jest jako średnia globalna temperatura, jest zapewne średnią arytmetyczną temperatur mierzonych w jakichś arbitralnie wybranych miejscach na Ziemi i w dodatku w przypadkowych momentach czasu. Jest oczywiste, że nie mamy tutaj do czynienia ze średnią temperaturą na Ziemi, a jedynie ze średnią arytmetyczną jakichś przypadkowych wyników pomiarowych. Dobierając arbitralnie wyniki pomiarów wchodzących w skład takiej średniej, jesteśmy w stanie wykazać dosłownie wszystko – przykładowo, że wartość tej średniej rośnie o około 0,2 stopnia Celsjusza na dekadę, co obecnie jest powszechnie głoszone.
Dodatkowo w zdecydowanej większości pomiary temperatur powietrza dokonywane są na obszarach stosunkowo łatwo dostępnych i w związku z tym gęsto zamieszkanych przez ludzi. Takie zurbanizowane obszary z licznymi ośrodkami przemysłowymi są swego rodzaju „wyspami ciepła”, gdzie istotnie w ciągu ostatnich dekad mógł nastąpić wzrost średniej wartości temperatury powietrza rzędu kilku dziesiątych stopnia Celsjusza, ale tego rodzaju obszary to przysłowiowa kropla wody w morzu w porównaniu z powierzchnią całej Ziemi.
Data publikacji:
Autor: Maciej Zborek Przy tekście pracowali także: Anna Winkler (redaktor) Anna Winkler (fotoedytor)
Bolszewicy – tak, jak wcześniej carscy urzędnicy – doskonale wiedzieli, w jaki sposób walczyć z Polakami. Wzajemna niechęć narastała przecież od wielu wieków, choć to dopiero upadek I Rzeczpospolitej i kolejne powstania nakręciły spiralę przymusowych przesiedleń. Dopełnieniem dzieła był okres lat trzydziestych i czterdziestych w XX wieku, który ostatecznie pozwolił ZSRR uwolnić od ludności polskiej tereny uznawane za „obszar dominacji kultury rosyjskiej”.
Niewiele miejsc zesłania zapisało się w historii Polski równie źle, co Kołyma, gdzie wywożono Polaków z terenów dzisiejszych Kresów i centralnej Polski. Tak grozę położenia przesiedleńców spróbował oddać Sebastian Warlikowski, jeden z autorów książki „Kołyma. Polacy w sowieckich łagrach”:
Kołyma – synonim śmierci, powolnego umierania i innego świata, gdzie nie obowiązują żadne reguły, a człowiek to tylko nieistotny element większej machiny. Grupa obozów pracy przymusowej, znajdujących się w krainie niemal wiecznego mrozu, gdzie przez prawie 10 miesięcy trwała wycieńczająca zima […].
Jednak zanim wypędzeni z domów ludzie trafili do tej koszmarnej krainy, musieli odbyć wielotygodniową podróż. Już na tym etapie pojawiały się pierwsze ofiary wywózek – wiele słabszych fizycznie osób nie było w stanie przetrwać nieludzkich warunków transportu.

Droga na Kołymę była wieloetapowa. Podróżowano różnymi środkami transportu, między innymi pociągiem.
[A nas z Nowosybiska dalej najpierw trzy dni na cieżarówkach niemieckich na Holzgaz, a potem trzy dni saniami do łagru „Krasnyj Oktiabr’ „. MD]
Droga na Kołymę była wieloetapowa. Więźniowie musieli kilkukrotnie zmieniać środki lokomocji. Na miejsce katorgi docierali statkiem. Leonarda Obuchowska, której wspomnienia znalazły się w zbiorze „Kołyma. Polacy w sowieckich łagrach”, tak opisała swoją drogę na zesłanie:
[…] załadowano nas na statek towarowy niczym bydlęta i wieziono w kierunku Magadan. Podróż trwała ponad 1 miesiąc. Tu znów były tysiące ludzi różnych narodowości, razem mężczyźni i kobiety. Przez cały okres tej podróży statkiem wszyscy byli chorzy na tzw. chorobę morską. Ludzie nic nie mogli jeść tylko leżeli, a ci co byli słabi kolejno umierali. Do miejsca docelowego przywieziono prawie samych trupów, a nie żywych ludzi.
Co ciekawe, napotykana po drodze ludność rosyjska nie miała złego nastawienia względem więźniów. Można to tłumaczyć faktem, że od pokoleń w głębi kraju osadzano osoby niewinne. Polacy jadący na wschód mogli więc liczyć na gesty litości ze strony cywilów, a nawet żołnierzy przemieszczających się w odwrotnym kierunku!
Janusz Siemiński pisał o nich:
Mijani żołnierze rzucali nam chleb i tytoń w okratowane okienka wagonów […]. Chleb najczęściej dostawał się uprzywilejowanym więźniom, kórzy odpychali nas do okienka, natomiast machorka rozsypywała się w wagonie i mogliśmy czasem zebrać okruchy […].
Na stacji Kirow, naprzeciw naszego wagonu, zatrzymał się wagon z młodzieżą jadącą na zachód odbudować zniszczenia […]. Przez kratę okienka dostrzegła mnie młoda dziewczyna. na długą chwilę nasze oczy spotkały się, jej – wyrażały współczucie, moje – zachwyt jej urodą. W końcu dziewczyna zaczęła śpiewać, jakby z żalem. Utkwiły mi w pamięci pierwsze słowa zwrotki: Młody chłopcze, dlaczegoś dostał się za kratki, moje serce za tobą płacze.
Trzeba też pamiętać, że zesłani musieli obawiać się nie tylko strażników, ale często także współwięźniów. W końcu „polityczni” byli wymieszani z pospolitymi kryminalistami i recydywistami. Ci ostatni wielokrotnie pełnili ważne funkcję w trakcie transportu (a niekiedy później byli odpowiedzialni za dyscyplinę w obozie). Prawo silniejszego było jedyną regułą, a brak poszanowania dla innych – oczywistością. Maciej Żołnierczyk, którego wspomnienia znalazły się w zbiorze „Kołyma. Polacy w sowieckich łagrach”, tak zapamiętał śmierć innego Polaka w drodze na zesłanie:
Urbański konał powoli, rzęził i coś bełkotał. […] Wtem podpełzł młody żulik i widząc umierającego, szybko spuścił gacie i zaczął załatwiać się Urbańskiemu na nogi. […] Ja zawarczałem na ruskiego, który szybko, tak jak przyszedł, uciekł, ale swoją „pieczęć” zostawił. Później z daleka widziałem jak inni podpełzali do konającego Urbańskiego i załatwiali się, po prostu dlatego, że on nie mógł się ani bronić, ani protestować.
To było normalne w tym transporcie, gdzie jedynym prawem był mocny kułak. Trzeba pamiętać, że okręt płynął prawie dwa tygodnie. Ludzi musiało być około 3 tysięcy. Jak mogę ocenić, cztery symboliczne latryny na pomoście nie miały żadnego znaczenia.
Żołnierczyk dodał, że zwłaszcza pod koniec piekielnej podróży statkiem „żuliki jakby oszaleli”. Zaczęli bez opamiętania znęcać się nad towarzyszami niedoli – jak pisał były więzień, „co nocy było słychać nieludzkie wrzaski, jęki, wycie którejś z ich ofiar”.

Więźniowie nieraz odkrywali po drodze ślady swoich rodaków – choćby krzyże na grobach polskich zesłańców… Zdjęcie poglądowe.
Innym przerażającym doświadczeniem zesłanych Polaków było odkrywanie śladów rodaków, którzy na zsyłce zakończyli życie. Na dalekim wschodzie, w głębi Rosji, kolejne pokolenia zaznaczały swoją obecność. Zbigniew Lewicki tak zapamiętał jeden z etapów swojej drogi na Kołymę w roku 1939:
Za Bajkałem, w architekturze napotkanych osiedli zauważyłem jakiś swojski pierwiastek. Domy z ciosanych belek, nie okrągłych, ganki na słupkach, węgły i dachy, żurawie studzienne, serca wycięte w okiennicach, malwy pod oknami, wreszcie cmentarze pełne krzyżów polskich zesłańców.
W trakcie drugiej wojny światowej wywózki polskiej ludności nie ustały, choć władza sowiecka miała „przejściowe” kłopoty z powodu ataku armii niemieckiej. Skończyły się one jednak, gdy tylko alianci zaczęli zyskiwać przewagę na froncie.
Paradoksalnie koniec wojny nie dla wszystkich był powodem do radości. Nawet 9 maja 1945 roku ruszył bowiem kolejny transport na wschód. W gronie zesłańców znalazł się Janusz Siemiński:
9 maja wywołano nas do transportu. […] Wchodziliśmy pojedynczo, odliczani, do bydlęcych wagonów. Byłem już w środku, gdy w pewnym momencie usłyszałem strzały, krzyki, wrzaski.[…] Na peronie żołnierze ściskali się i całowali. To koniec wojny! Koniec wojny! Czekaliśmy na ten dzień pięć długich, krwawych lat, a przeżywamy go w transporcie na wschód z wyrokiem piętnastu lat katorgi…

Na miejscu czekały zesłańców zabójcze mrozy. (Workuta).
Równie gorzko o wywózce piszą Polacy, którzy doświadczyli jej rok po zakończeniu działań wojennych, gdy propaganda sowiecka z dumą prezentowała ZSRR jako „wyzwoliciela” Polski. Małgorzata Giżejewska w książce „Kołyma 1944-1956 w wspomnieniach polskich więźniów” przywołała relację Stanisława Jachniewicza, jednego z aresztowanych i wywiezionych w 1946 roku. Wyraźnie widać, że „bracia” ze wschodu nie zrezygnowali z oczyszczania terenów, które uznali za „swoje”:
Najpierw cieszyliśmy się, że wiozą nas na wschód, a nie na północ. Aby nie do Workuty. W Irkucku nastąpiła zmiana eskorty, zrozumieliśmy, że to dopiero pół drogi. Zaprowadzono nas do łaźni. 40 st. mrozu, grudzień. Łaźnia zamarznięta, nie bardzo nam się chciało tam wchodzić, ale poszczuto nas psami i poszliśmy.
Były prysznice i dali po małym kawałku mydła. Byliśmy strasznie brudni, bo w wagonach panowały okropne warunki i nie myliśmy się, nie było czym. Jeśli nawet dostaliśmy nawet trochę wody, to nawet do picia nie starczyło. Zeskrobywaliśmy szron ze ścian i tak gasiliśmy pragnienie.
W „wolnej i demokratycznej” Polsce Ludowej jeszcze niejeden „wróg ludu” zakosztował smaku piekielnej podróży. Na koniec koszmarnych transportów trzeba było czekać o wiele za długo…
13.04.2024 jak-sowieci-mordowali
[Umieszczam „po znajomości”, bo sam zostałem jako „kapitalisticzeskij szpion”, w wieku trzech lat i tygodnia, wywieziony 10 lutego 1940. M. Dakowski]
W nocy z 12 na 13 kwietnia 1940 r. władze sowieckie przeprowadziły drugą masową deportację ludności polskiej w głąb ZSRS. Według danych NKWD w ramach przeprowadzonej akcji wywieziono łącznie około 61 tys. osób, głównie do Kazachstanu. Ofiarami deportacji były rodziny polskich jeńców wojennych rozstrzeliwanych w tym samym czasie w ramach zbrodni katyńskiej.

Deportacja Polaków z Kresów przez Armię Czerwoną / Wikipedia domena publiczna
=================================
A to – trochę wcześniej..

=====================================
Pierwsza masowa wywózka Polaków do syberyjskich łagrów, oficjalnie nazywana „przesiedleniem”, rozpoczęta 10 lutego 1940 r., objęła ponad 220 tys. ludzi – urzędników państwowych (m.in. sędziów, prokuratorów, policjantów), działaczy samorządowych, leśników, a także właścicieli ziemskich i osadników wojskowych z rodzinami. Trafili (wg danych NKWD) do 115 specposiołków, rozrzuconych po 21 krajach i obwodach ZSRS: m.in. do Archangielska, Irkucka, Kraju Krasnojarskiego i Komi. Czym Polacy „zawinili”? Sowieci uznali, iż pełnili rolę „dywersantów”, „szpiegów” i „terrorystów” (dziś Rosja nazywa tak Ukraińców).
Łagiernicy pracowali często po pas w śniegu lub w zatęchłych szybach kopalnianych, w potwornych warunkach sanitarnych, higienicznych i klimatycznych (zimą wielkie mrozy, latem upały z wszechobecnymi meszkami i komarami), bez choćby minimalnych zabezpieczeń i opieki zdrowotnej. Umierali albo tracili zdrowie z wycieńczenia, zimna i głodu. Polacy byli przy tym traktowani jak ludzie niższej kategorii – pozbawieni wszelkich praw „wrogowie ludu” i „burżuje”. NKWD-ziści na każdym kroku powtarzali: „Polski już nigdy nie będzie”.
Zaledwie dwa miesiące później, 13 kwietnia 1940 r., deportowano kolejnych Polaków (ok. 61 tys. osób) – przede wszystkim rodziny osób poprzednio „przesiedlonych”, w większości kobiety i dzieci. Transporty kierowano tym razem nie na północ, tylko na południe azjatyckiej części ZSRS, do Kazachstanu.
Następnie – 29 czerwca 1940 r. Sowieci wywieźli ok. 78 tys. Polaków – nie tylko mieszkańców Kresów II RP, ale także tych, którzy dotarli tam, uciekając przed Niemcami. Czwarta wywózka – w nocy z 21 na 22 maja 1941 r. objęła ponad 12 tys. osób z terenów „Zachodniej Ukrainy”. Kolejne deportacje powstrzymali Niemcy, uderzając na Związek Sowiecki.
Ocenia się, że podczas czterech wielkich deportacji, które trwały do czerwca 1941 r., na nieludzką ziemię Sowieci zesłali łącznie od 1,5 nawet do 2 milionów Polaków. To jedna z największych zbrodni dokonanych na Polakach w latach 1939-1945. Szkoda tylko, że do dziś niewiele się o tym mówi, podkreślając zbrodnie „nazistów”.
82 lata od tej tragedii Rosja – prawny i moralny spadkobierca ZSRS – udaje (przy cichej aprobacie Zachodu), że tematu nie ma, i ani myśli o wypłacie tysiącom represjonowanych należnych im odszkodowań. Przeciwnie – Putin i jego przestępcza ekipa, próbując dziś odbudować Związek Sowiecki, „przesiedla” kolejne narody.
Stanisław Michalkiewicz wrazliwe-sumienia
Od polityki uciec niepodobna – mawiała moja starsza o rok koleżanka na podyplomowym Studium Dziennikarskim Uniwersytetu Warszawskiego, Anna Bojarska. Ta sama, której mąż jechał kiedyś autem przez Bawarię i wziął autostopowicza, Niemca. Jadą, jadą – aż tu nagle ukazał się drogowskaz z napisem: “Dachau”. – Aaa – powiedział mąż pani Bojarskiej. – To ten obóz koncentracyjny, chwilowo nieczynny? Niemiec popatrzył na niego przeciągle i uważnie i zapytał: dlaczego powiedział pan: “chwilowo”?
Jak pamiętamy, kiedy powtórzyłem to sformułowanie, przewidując, że wkrótce, gdy tylko na dobre z etapu umizgów przejdziemy w etap surowości, trzeba będzie te chwilowo nieczynne obozy koncentracyjne ponownie uruchomić, pan red. Terlikowski z tej zgrozy aż pobiegł się wypłakać przed Judenratem “Gazety Wyborczej” – pewnie z obawy, że w przeciwnym razie Judenrat zablokuje mu intratne kontakty medialne.
Teraz już nikt się tej perspektywie nie dziwuje, bo jakże tu się dziwować, gdy vaginet Donalda Tuska zaplanował penalizację “mowy nienawiści” – że na przykład każdym, kto nieopatrznie powie, że są tylko dwie płcie, zaraz zainteresuje się prokurator, a potem niezawisłe sądy, co to będą sypać piękne wyroki? Nikt nie będzie znał ani dnia, ani godziny, więc zwykłe kryminały z pewnością wszystkich nie pomieszczą, więc po niezbędnych remontach trzeba będzie ponownie uruchomić wspomniane, chwilowo nieczynne obozy.
Zarówno za Stalina, jak i teraz, Żydowie udowadniają wszak światu, że z rozmaitymi ostatecznymi rozwiązaniami różnych kwestii świetnie sobie radzą, więc wszystko – jak mówią gitowcy – gra i koliduje.
Wróćmy jednak do polityki, od której uciec niepodobna. Jak pisze w swojej znakomitej powieści o władzy pod tytułem “Gubernator”, amerykański autor Robert Penn Warren, jeśli człowiek politykuje, to jego sumienie także politykuje. Człowiek jest bowiem jednością duszy i ciała – może z wyjątkiem byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju, pana Aleksandra Kwaśniewskiego, który twierdzi, że nie ma duszy. I ja mu wierzę, bo któż takie rzeczy może wiedzieć lepiej od niego?
Ale skoro nie ma duszy, to chyba nie ma też sumienia, więc świetnie nadawałby się na lekarza w klinice imienia króla Heroda. Jak bowiem ogłosiła feministra w vaginecie Donalda Tuska, Wielce Czcigodna Izabela Leszczyna, lekarze będą musieli pozostawiać swoje sumienia przez bramami wspomnianych klinik, więc pan Aleksander Kwaśniewski, gdyby został tam lekarzem, w odróznieniu od wszystkich innych, nie musiałby się obawiać, że ktoś mu to sumienie ukradnie, czy zdeprawuje.
Trafność spostrzeżenia Roberta Penn Warrena możemy śmiało potwierdzić, obserwując rozwój sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. Właśnie media doniosły, że w dniach ostatnich nasiliły się szturmy nieszczęśliwych migrantów na tę granicę. 9 kwietnia funkcjonariuszy polskiej Straży Granicznej zaatakowała wataha ponad 100 migrantów, którzy po obrzuceniu Polaków konarami i kamieniami zostali wyparci na terytorium Białorusi, skąd się wcześniej wyłonili.
Wszystko zatem przebiegło podobnie, jak przebiegało wcześniej, z tą różnicą, że tym razem na granicy nie było żadnych moralnych wrażliwców, którzy – jak wcześniej pan Kramek i pani Kozłowska z fundacji “Otwarty Dialog” – próbowaliby rozrywać koncertinę lub dostarczać migrantom pieczone i smażone, a na popitkę – rozmaite “napoje energetyzujące” – ani nawet moralnych wrażliwców w głębi kraju, którzy – jak wcześniej pani Maja Ostaszewska, czy pani “Basia” Kurdej-Szatan – wymyślałyby Straży Granicznej od “zbrodniarzy“ – i tak dalej.
Ogon pod siebie podkuliła nawet pani reżyserowa Agnieszka Holland, najwyraźniej nawet nie próbując kręcić nie tylko kolejnej wersji “Zielonej granicy”, ale nawet żadnych innych lodów. Milczy również Judenrat Gazety Wyborczej”, który za ancien regime`u złowrogiego Jarosława Kaczyńskiego niemal w każdym numerze rozdzierał szaty, niczym arcykapłan Kajfasz, kiedy udało mu się sprowokować Pana Jezusa do wyznania, że jest Synem Bożym. Co się stało, “gdzie tu Wylizuch, Felczak gdzie tu?” – pytał poeta w nieśmiertelnym poemacie “Towarzysz Szmaciak”.
Najwyraźniej te wszystkie zmiany są następstwem podmianki na pozycji lidera tubylczej sceny politycznej, dokonanej przez BND wespół ze starymi kiejkuty, przy aprobacie Naszego Najważniejszego Sojusznika. Ponieważ rządy objęła Volksdeutsche Partei z satelitami, to wszyscy moralni wrażliwcy zrozumieli, że etap się zmienił.
Polskie Babcie już nie okładają policjantów kijami od parasolek, bo pan minister Kierwiński pokazał, że zamiast Polskich Babć, woli fachowych prowokatorów z ABW, którzy swoje umiejętności zademonstrowali nie tylko podczas pojmania panów Kamińskiego i Wąsika w Pałacu Prezydenckim, ale i podczas ostatniej demonstracji rolników pod Sejmem. Żeby jednak Polskie Babcie, z Babcią Kasią na czele, nie miały żalu, Donald Tusk poskromił węża w kieszeni i sypnął złotem na “babciowe”.
Dopieroż Babcia Kasia zacznie teraz używać życia całą paszczą – bo wiadomo, że prawdziwe życie zaczyna się dopiero na “babciowym”. Na tym odcinku sprawa wydaje sie więc załatwiona – ale nie wyjaśnia to sytuacji na odcinkach humanitarnych, gdzie rej wodziła pani Maja Ostaszewska, czy pani “Basia” Kurdej-Szatan, które pochowały się w mysie dziury. Żadnych informacji co do przyczyn takiej zmiany zachowania i całkowitego wygaszenia wrażliwości na dolę nieszczęśliwych migrantów do wiadomości opinii publicznej nie podano, toteż jesteśmy skazani na domysły.
Skoro jednak już jesteśmy skazani, to domyślajmy się! Ja na przykład się domyślam, że do pani Mai Ostaszewskiej przyszedł ktoś starszy i mądrzejszy i powiedział jej tak: wiecie, rozumiecie Ostaszewska, teraz mamy nowy etap, więc przestańcie już dokazywać z tymi migrantami, bo inaczej ściągniemy wam majtadały na oczach całej Polski i będzie brzydka sprawa. Być może pani Maja po tej rozmowie kontrolnie zadzwoniła jeszcze do Judenratu, a tam zmianę mądrości etapu jej potwierdzono.
W tej sytuacji pozostawało tylko obdzwonić pozostałych wrażliwców-aktywistów i cały humanitaryzm jakby ręką odjął – nawet w sytuacji gdy Straż Graniczna nadal bez ceregieli wypycha migrantów z powrotem na Białoruś.







=============================================

================================

================================
===============================================
z sejmu:

|
mail:

Autor: CzarnaLimuzyna , 12 kwietnia 2024 ekspedyt
Podobno Polska w błyskawicznym tempie odzyskuje należne jej miejsce w szeregu. Bardziej spostrzegawczy już zauważyli, że nie jest to szereg ani kolejka.
Miejsce w którym aktualnie się znajdujemy przypomina urwisko z którego po trochu osypuje się ziemia, a stopy powoli tracą grunt. Bardziej dociekliwi opisują konsystencję nowego politycznego fundamentu jako nazbyt bagnistą. Pesymiści! Obiecano nam równość, a więc zostaniemy wciągnięci wszyscy na równą głębokość. Najgorsi są katolicy, którym obiecana przepaść kojarzy się z piekielną czeluścią.
Jeden z moich ulubionych poetów pisał:
Zanim zgłosimy akces trzeba pilnie badać
Kształt architektury rytm bębnów i piszczałek
Kolory oficjalne nikczemny rytuał pogrzebów
Dziś jesteśmy w bardziej zaawansowanym stadium- podniosły rytuał aborcji, chanukowe świece, marsze pedofilów, kolory wymieszane… jak do tego doszło? Straciliśmy po prostu czas. Bardzo dużo czasu bezpowrotnie utraconego w rytmie demokratycznego wahadła. Głupcy wierząc w demokrację zapominają o Bogu.
grafika w ikonie wpisu: Ana Kapor “poza czasem”
=============
Z tej nadarzającej się okazji zacytuję jeden felieton na ślad którego trafiłem u prof. Dakowskiego. Chodzi o historię naszej głupoty.
[A ja re-kopiuję, bo „pamięć mamy DOBRĄ” – ALE KRÓTKĄ. md]
Dr Ignacy Nowopolski
Kiedy to we wczesnych latach 90 tych przyuczano Polaków do zachodniej „wolności, demokracji i wolnego rynku”, niejednokrotnie treserzy „nagradzali” pospólstwo pochwałami ze słownika dla kretynów, przykładowo, „klepiąc werbalnie” ich po plecach, stwierdzeniem, że III RP jest „prymusem” w szkole „zachodnich wartości”. W miarę upływu czasu, obywatele III RP dorośli do tych „pochwał”.
Po kilku latach chaosu, spowodowanego koniecznością „umocnienia zachodniej demokracji i pluralizmu”, pozbyto się, ze sceny publicznej, w taki czy inny sposób, tych nielicznych, którzy ciągle nie chcieli, lub nie mogli pojąć, o co tak naprawdę w cyrku „zachodnich wartości” chodzi, a mianowicie o przekazanie za pomocą pseudodemokratycznych rytuałów, całej autentycznej władzy politycznej, gospodarczej i (o zgrozo!) duchowej, globalnej oligarchii finansowej, czyli wyrażając się kolokwialnie, apostołom szatana.
Scena polityczna została z grubsza uporządkowana według „najlepszych standardów amerykańskich” w dwubiegunowy system bloku „pro narodowego” i „pro-europejskiego”, czyli jak to się teraz w USA określa „dwupartji demokratyczno-republikańskiej”. Przy czym, tak jak w amerykańskim, także w polskim systemie nie można uniknąć waśni pomiędzy dwoma blokami, w końcu każda klika ma swoje partykularne interesy, ale zasadnicze sprawy w tzw. „porozumieniu ponad podziałami” idą utartym torem, ku zadowoleniu apostołów szatana.
W przypadku III RP, dla sprawności funkcjonowania takiego amerykańskiego systemu, potrzebny był jeszcze jeden element, a mianowicie kolaboracja Polskiego Kościoła Katolickiego, który podobno zawsze był z Narodem! Jednak dzięki „intelektualnej giętkości” polskiej hierarchii kościelnej, udało się pogodzić te dwa wzajemnie wykluczające się postawy i to nawet do ekstremum aktywnej współpracy w covidowej „plandemii” w III RP! Taka harmonia i zrozumienie graczy społeczno-politycznych musiało spowodować głębokie konsekwencje w odniesieniu do psyche społeczeństwa.
Po z górą 30 latach funkcjonowania w „wolności, demokracji, tolerancji, wolnym rynku i wartościach europejskich”, przeciętny „Polak” nie pojmuje nawet tak fundamentalnych wartości jak: prawda i kłamstwo, wolność i niewola, zło i dobro, honor i zaprzaństwo, uczciwość i złodziejstwo, patriotyzm i renegactwo. Itd.,itd.,itd.,.
Nawet w PRLu ludzie, włączając w to członków komunistycznej partii, rozumieli ich znaczenie, choć w większości nie stosowali się doń.
Dziś żadnych krępujących restrykcji nie ma, no może za wyjątkiem obowiązku akceptacji zboczeń seksualnych i prymatu miłości międzyrasowej przez polskie „panie euro wędrowniczki”.
W zakresie gospodarczym szerzy się zwyczaj pełnej kolaboracji administracji i publicznych/prywatnych korporacji w dalszym nieustannym rabowaniu polskiego mienia.
W polityce, normą stało się polsko-banderowskie „braterstwo broni” i masowe przekształcenie się „Polaków” w polskojęzycznych volkseuropejczyków, z kulminacją w postaci zainstalowania następcy gubernatora Hansa Franka, germańskiego gauleitera III RP, Donalda Tuska na stanowisko „premiera III RP”.
Reasumując, w każdej bez wyjątku dziedzinie, III PR dzierży dumnie tytuł „prymusa” wśród „wielkich nacji Zachodu”, ale niestety ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami. WITAJCIE U BRAM PIEKŁA!
_____________________________________________________________
Autor: AlterCabrio , 12 kwietnia 2024
Czy ludzie zaszczepieni technologią “szczepionki” mRNA są organizmami modyfikowanymi genetycznie? Dlaczego ta szczepionka może rozprzestrzeniać się w mleku matki? I dlaczego zanieczyszczone DNA w tych szczepionkach może prowadzić do nowych rodzajów nowotworów, a nawet turbonowotworów? Dowiedzcie się w tym programie, dlaczego technologia “szczepionek” opartych na mRNA jest niebezpieczna dla ludzi!
−∗−
https://www.kla.tv/index.php?a=showembed&vidid=28729&lang=pl
[Tekst transkrypcji zachowany w tłumaczeniu automatycznym zgodnie ze stroną źródłową -AC]
Czy ludzie zaszczepieni technologią “szczepionki” mRNA są organizmami modyfikowanymi genetycznie? Dlaczego ta szczepionka może rozprzestrzeniać się w mleku matki? I dlaczego zanieczyszczone DNA w tych szczepionkach może prowadzić do nowych rodzajów nowotworów, a nawet turbonowotworów?
Bądźcie na bieżąco i dowiedzcie się w tym programie, dlaczego technologia “szczepionek” opartych na mRNA jest niebezpieczna dla ludzi w następnym programie!
[Moderacja] W 2019 r. podczas pandemii korony po raz pierwszy zastosowano u ludzi nowy rodzaj technologii szczepionkowej – technologię szczepionek mRNA. Już wtedy lekarze ostrzegali, że ta nowa technologia była wykorzystywana jako test polowy na całej ludzkości bez przeprowadzenia jakichkolwiek poważnych badań naukowych nad jej konsekwencjami!
Dziś, prawie cztery lata po wprowadzeniu tej technologii szczepionkowej, prawie wszystkie obawy dotyczące konsekwencji tej technologii opartej na mRNA zostały niestety potwierdzone. Biolog molekularny prof. dr Klaus Steger i prof. dr Alexandra Henrion-Caude, specjalistka w dziedzinie RNA i epigenetyki, [proszę pokazać w = dziedzinie biologii dotyczącej aktywacji genów za pomocą enzymów] podsumowali najnowsze wyniki badań nad technologią szczepionek opartych na mRNA w ulotce. Jest on zatytułowany: Technologia “szczepionkowa” oparta na mRNA: koniec gry!
Zanim podsumujemy to w skrócie, kilka wyjaśnień dotyczących terminów.
Szczepionka korony mRNA nie jest już określana jako szczepionka, ale jako technologia szczepionkowa oparta na modyfikowanym RNA stosowana u ludzi. Modyfikowane RNA, jest to sztucznie wytworzone mRNA, którego nie wolno porównywać z ludzkim mRNA w organizmie.
Według biologa prof. dr Ulriki Kämmerera, szczepionka przeciwko koronie nie może być określona jako szczepionka. Dr Kämmerer wypowiedział się na ten temat w jednym z wywiadów:
[głos lektora] “To nie jest szczepionka w tym sensie, to technologia genetyczna. Nie jest to również terapia genowa, ponieważ nic nie jest leczone, ale jest to technologia genetyczna. Jest to genetycznie zmodyfikowana aplikacja, podczas gdy w przypadku prawdziwej szczepionki wstrzykuje się albo zabity patogen, albo strukturę, tj. białko patogenu, ja mam określoną ilość, która nie może już namnażać się w organizmie i jest w pewnym momencie rozkładana, a następnie pozostaje tylko odpowiedź immunologiczna, że tak powiem. Ale teraz zmuszam ludzkie komórki, aby działały jak te bakterie w fermentacji, tj. aby najpierw wyprodukowały rzeczywiste szczepionki, nie wiedząc, jak skuteczne będą, jak długo to potrwa, czy może potrwa całe życie, czy przedostaną się do jądra komórkowego. Oznacza to, że wszyscy, którzy otrzymują te zastrzyki, w tym przyszłe szczepionki, są początkowo mimowolnymi organizmami zmodyfikowanymi genetycznie.”
Wyniki badań podsumowano poniżej.
Technologia mRNA w postaci szczepionek może prowadzić do następujących skutków u ludzi: Przewlekły stan zapalny w każdym narządzie w organizmie, np. zapalenie mięśnia sercowego i osierdzia.
ModRNA może być zintegrowany z DNA ludzkich komórek. Jeśli ma to miejsce w męskich lub żeńskich komórkach rozrodczych, genom [= materiał genetyczny] przyszłych pokoleń zostaje zmieniony.
Technologia szczepionki modRNA lub włączenie modRNA do własnych komórek organizmu może prowadzić do nowych rodzajów raka i do turbo raka u osób, które już chorują na raka!
Kla.TV podsumowała niektóre punkty z poniższej ulotki i przedstawia je w skróconej formie. Pełna ulotka w języku niemieckim i angielskim znajduje się w niebieskiej ramce pod programem.
1. Tak ci mówią: “To szczepionka”, ale to nieprawda.
Nie jest to “szczepionka”, ponieważ spełnia wszystkie kryteria produktu modyfikowanego genetycznie. Zawiera syntetycznie wytworzone zmodyfikowane mRNA, modRNA, które jest pakowane w nanocząsteczki lipidowe, które transportują modRNA do naszych komórek.
2. Tak ci mówią: “To mRNA”, ale to nieprawda.
Nie jest to mRNA, ale zmodyfikowane mRNA, modRNA. Chociaż ten syntetycznie wytworzony modRNA naśladuje naturalny mRNA, ma zupełnie inne właściwości:
W przeciwieństwie do naturalnego mRNA, które ulega szybkiej degradacji, modRNA z Covida-19″szczepionek” było wykrywane we krwi przez okres do 28 dni, a w tkankach przez okres do ośmiu tygodni. Potwierdzono badaniami, że białko spike, które jest tworzone przez wstrzyknięty modRNA, krąży we krwi przez okres do sześciu miesięcy.
DNA jest również obecne w szczepionkach i jest to całkowicie nieoczekiwane. W partiach szczepionek znaleziono duże ilości zanieczyszczeń DNA, których skutki są niepokojące zgodnie z naszą obecną wiedzą naukową. Mogą one reprezentować zmienioną regulację genów [= kontrola aktywności genów] i ryzyko integracji z naszym genomem [= materiał genetyczny].
3. Tak ci mówią: “Szczepionka pozostaje w mięśniach”, ale to nieprawda.
“Szczepionka” nigdy nie miała pozostawać w mięśniach, ale przedostawać się do krwiobiegu, węzłów chłonnych, a nawet mleka matki.
W przeciwieństwie do cząsteczek konwencjonalnych szczepionek, nanocząsteczki lipidowe zawierające modRNA nie pozostają w krwiobiegu. Zamiast tego mogą one w zasadzie przenikać do każdej komórki naszego ciała, w tym do ważnych narządów, takich jak serce, mózg, wątroba, nerki, płuca, śledziona, żołądek, jajniki i jądra. Nanocząsteczki lipidowe są wysoce prozapalne i toksyczne. Powtarzające się iniekcje zwiększają zatem uszkodzenia naszych komórek, a nawet mogą prowadzić do ich przedwczesnej śmierci.
_________________
Źródło: kla.tv
==========================
mail:

13.04.2024 izrael-zaatakowal-dziennikarzy
Podczas wojny Izraela z Hamasem zginęło już co najmniej 95 przedstawicieli mediów. Jest to najbardziej śmiercionośny konflikt dla reporterów.

Kilku dziennikarzy, w tym przedstawiciele tureckiego publicznego nadawcy TRT, zostało rannych w ataku izraelskich czołgów na obóz dla uchodźców Nusajrat w centralnej części Strefy Gazy. Jeden z reporterów stracił nogę.
TRT oskarżyła siły zbrojne Izraela o dokonanie „ataku z premedytacją” na grupę dziennikarzy. Tureckie medium podkreśla, że ich pracownicy wyraźnie odróżniali się od pozostałych osób, ponieważ mieli na sobie dobrze widoczne kamizelki z napisem „Press”.
Podobne doniesienia przekazał w rozmowie z CNN Sami Szehada, arabski operator kamery stacji TRT, który stracił nogę w wyniku ostrzału, a następnie został przewieziony na operację do szpitala. – Nagrywaliśmy w bezpiecznym miejscu. (…) Było oczywiste, że jestem cywilem i dziennikarzem. Staliśmy się celem – relacjonował Szehada.
„Potępiamy izraelski atak w Strefie Gazy na grupę dziennikarzy noszących oznaczenia prasy. Na skutek (tego ostrzału) operator kamery Sami Szehada, (pracujący dla) tureckiego nadawcy TRT World, stracił nogę. Lekceważenie przez izraelską armię oznaczeń prasy – zarówno po 7 października (dniu ataku Hamasu na Izrael – red.), jak też przed tą datą – zagraża życiu dziennikarzy. Ten incydent musi stać się przedmiotem niezależnego śledztwa, a osoby odpowiedzialne za atak muszą zostać pociągnięte do odpowiedzialności” – oświadczyła amerykańska organizacja pozarządowa Komitet Ochrony Dziennikarzy (CPJ).

Committee to Protect Journalists @pressfreedom
CPJ condemns the Israeli attack in Gaza on a group of journalists wearing press insignia that resulted in cameraman Sami Shehadeh, of Turkish broadcaster
, having his leg amputated. The IDF’s disregard for press insignia, both after and prior to October 7, endangers the lives of journalists. This incident must be independently investigated, and those responsible for the attack must be held accountable.

CPJ MENA

@CPJMENA
CPJ condemns the Israeli attack in Gaza on a group of journalists wearing press insignia that resulted in cameraman Sami Shehadeh, of Turkish broadcaster @trtworld, having his leg amputated.
W osobnym komunikacie CPJ przekazał, że podczas wojny Izraela z Hamasem zginęło już co najmniej 95 przedstawicieli mediów. Jest to najbardziej śmiercionośny konflikt dla reporterów, odkąd w 1992 roku zaczęto prowadzić statystyki.
Śmierć – na życzenie – z NFZ-u. Cywilizacja śmierci III
Izabela Brodacka
„Niemal połowa oddziałów położniczych w Polsce przyjmuje mniej niż dwa porody dziennie”, wynika z analizy opublikowanej przez „Dziennik Gazetę Prawną”. Biorąc pod uwagę, że według wytycznych Ministerstwa Zdrowia „optymalna liczba porodów”, to 600 rocznie, najprawdopodobniej część oddziałów położniczych zostanie zamknięta jako nierentowna.
„Gazeta Prawna” opisuje również nową strategię ministerstwa zdrowia w sprawie znieczulenia przy porodzie. Znieczulenie ma być dostępne wszędzie. W tych miejscach, w których co najmniej 10 procent kobiet skorzysta ze znieczulenia przy porodzie naturalnym wycena porodu będzie wyższa. Stawka ma wzrastać proporcjonalnie do liczby znieczuleń. To teoretycznie ma zachęcić większe szpitale do przyjmowania rodzących.
Może to doprowadzić jednak do zamknięcia mniejszych porodówek, których nie stać na opłacanie etatu anestezjologa i dla których znieczulenia są zbyt drogie. Przy jednym porodzie dziennie pieniądze z NFZ nie wystarczą na utrzymywanie w gotowości personelu.
Logika tego wszystkiego jest następująca. Obecne władze forsują ze wszystkich sił aborcję na żądanie. Logicznie spójna z tym jest likwidacja oddziałów położniczych. Oznacza to pogłębiającą się katastrofę demograficzną. Nie będzie komu pracować na wypracowane emerytury starzejącego się społeczeństwa.
„Zaradzi” temu wprowadzenie eutanazji. Już nie tylko na żądanie lecz na przykład zaleconej przez sąd lub nawet przez trzyosobową komisję, która uzna, że komfort życia starego czy chorego człowieka jest zbyt niski aby pozwolić mu nadal żyć, należy więc go dla jego własnego dobra uśpić, realizując w ten sposób plan depopulacji globu.
Ktoś jednak musi pracować na nieustannie rosnącą liczebnie klasę próżniaczą. Ma temu zaradzić sprowadzanie „najeźdźców” czyli przyjętych w ramach relokacji przybyszy z krajów afrykańskich oraz z ogarniętej wojną Ukrainy. Lecz oni na ogół nie mają zamiaru pracować natomiast chcą korzystać z przywilejów socjalnych wypracowanych przez społeczność danego kraju, w tym przypadku Polski. To na nich trzeba będzie pracować biorąc pod uwagę fakt, że masowo będą uzyskiwać prawa do emerytury nie wypracowanej w Polsce oraz korzystać z przywilejów wprowadzonych po to w Polsce aby zapobiec katastrofie demograficznej. W ten sposób koło się zamyka.
Czy klasa rządząca czyli klasa w Polsce wyjątkowo próżniacza zaoszczędzi na zamykaniu oddziałów położniczych? W ekonomii i w socjologii stosuje się tak zwany rachunek ciągniony ale to raczej zbyt skomplikowane dla naszych (p)osłów. Dobrym przykładem jest sprawa leczenia kilkanaście lat temu tak zwanej stopy cukrzycowej ( aktualnych danych nie znam). Otóż większość szpitali decydowała się wówczas „leczyć” chorego, a raczej zapobiegać gangrenie przez amputację części jego stopy gdyż amputacja kosztowała wówczas szpital czyli społeczeństwo 3000 złotych natomiast leczenie zachowawcze kosztowało powyżej 12000. Lekarze decydujący się na obcięcie pacjentowi stopy czy nawet całej nogi wydawali się nie rozmieć, że generują w ten sposób o wiele większe koszty społeczne. Inwalida staje się niezdolny do pracy, przysługuje mu dożywotnia renta i droga przecież proteza, rana po amputacji wymaga na ogół dalszego pielęgnowania i wizyt u specjalistów, protezę trzeba naprawiać i zmieniać. To wszystko obciąża ZUS oraz NFZ czyli nas podatników.
Pikanterii temu rachunkowi ciągnionemu dodaje fakt, że ubezpieczenie zdrowotne jest przecież przymusowe. Każdy z nas – szczególnie ludzie starsi – wydał na to ubezpieczenie ogromną sumę. I właśnie tych starszych ludzi najczęściej poddaje się eutanazji po polsku czyli eutanazji przez zaniechanie.
Epidemia covid19 – prawdziwa czy fałszywa- pozwoliła zrealizować w sporym zakresie światowy plan depopulacji powodując w Polsce jak wiadomo przeszło 200 000 (albo więcej) tak zwanych nadmiarowych zgonów. Byli to pacjenci, którym pod pretekstem pandemii odmówiono operacji ratującej życie, na przykład operacji usunięcia rozlanego wyrostka robaczkowego, czy operacji onkologicznej, albo opóźniano termin tej operacji tak długo, że pacjent jej nie doczekał. Byli to pacjenci wymagający na ogół długiej i kosztownej opieki i w dodatku już nie czynni zawodowo czyli generujący obciążające społeczeństwo koszty natomiast nie przynoszący zysków. Argument, że ci kłopotliwi pacjenci zapłacili z nawiązką za swoje leczenie zbierając składkę zdrowotną jako część przymusowego ubezpieczenia i że gdyby im choćby część tej składki zwrócić byłoby ich stać na opłacenie sobie kuracji w prywatnej placówce trafia wyłącznie do różnych liberałów pokroju Korwina-Mikke i pozwala im snuć przez długie lata utopijne wizje idealnego społeczeństwa liberalnego, w świecie zachodnim całkowicie passé.

Zaczyna się totalna wojna. Sejm skierował WSZYSTKIE CZTERY proaborcyjne projekty do dalszych prac.

Poniżej zobaczy Pan, jak głosowali posłowie.
UWAGA: głosowano wnioski o odrzucenie. A więc ZA oznacza „za przyjęciem wniosku o odrzucenie” (czyli za życiem), a PRZECIW oznacza „przeciw wnioskowi o odrzucenie” (czyli za aborcją).
W sprawie ustawy Lewicy o depenalizacji aborcji.
W sprawie ustawy Lewicy o legalizacji aborcji.
W sprawie ustawy Koalicji Obywatelskiej o legalizacji aborcji:
W sprawie ustawy Trzeciej Drogi o przywróceniu aborcji eugenicznej.
Ciekawostka: były premier Mateusz Morawiecki zagłosował przeciw projektowi Trzeciej Drogi o mordowaniu dzieci z niepełnosprawnościami. Krótko potem przeprosił na Twitterze i stwierdził, że się pomylił, bo jednak chciał zagłosować za aborcją. Co za bezduszność…
Wszystkimi projektami zajmie się teraz specjalnie powołana komisja sejmowa. Jej skład nie napawa optymizmem. Zasiądą w niej posłowie, którzy albo są wprost za aborcją, albo mają w tej sprawie miękki kręgosłup, poza nimi jest dosłownie kilku konserwatystów.
Oto skład komisji: Sylwia Bielawska (KO), Paweł Bliźniuk (KO), Alicja Łepkowska-Gołaś (KO), Dorota Łoboda (KO), Katarzyna Maria Piekarska (KO), Maciej Wróbel (KO), Monika Rosa (KO), Anna Sobolak (KO), Jolanta Niezgodzka (KO), Urszula Nowogórska (PSL-TD), Urszula Pasławska (PSL-TD), Żaneta Cwalina-Śliwowska (Polska2050-TD), Karina Bosak (Konfederacja,) Olga Semeniuk-Patkowska (PiS), Katarzyna Sójka (PiS), Józefa Szczurek-Żelazko (PiS), Ewa Szymanowska (Polska2050-TD), Agata Wojtyszek (PiS), Marcelina Zawisza (Lewica) i Anna Maria Żukowska (Lewica).
Szanowny Panie,
Komisja będzie obradować przez wiele miesięcy. Zaczyna się wielka wojna o życie i nie będziemy stać z boku. Musimy wygrać świadomość ludzi, aby jak najwięcej osób otwarcie i bez wyjątków sprzeciwiało się aborcji.
Mamy dwa ważne projekty do zrealizowania.
Pierwszy to seria pokazów filmu „Miało nie żyć” w każdym zakątku Polski. Chcemy dotrzeć nie tylko do dużych metropolii, ale także do mniejszych miejscowości, do ludzi, którzy chcą zobaczyć, jak naprawdę wygląda aborcja i co dzieje się z dziećmi, które ośmielą się ją przeżyć. Zrobiliśmy założenie, że wejście na film ma zawsze być bezpłatne.
Już teraz mamy około 10 zgłoszeń od osób, które szykują projekcję filmu w swoim miejscu zamieszkania. W dwóch miejscach odbędą się pokazy dla zamkniętych grup formacyjnych, natomiast inne dwa miejsca z pokazem otwartym są już pewne i tutaj serdecznie Pana zapraszam:
– 20 kwietnia o godz. 20:00 w Domu Aktywności Mieszkańców w Marysinie koło Lublina,
– 27 kwietnia o godzinie 17:00 w kinie Beskid w Andrychowie.
Dogrywamy kolejne terminy. Chcemy też, aby na każdym pokazie była osoba z Fundacji, bo po filmie widzowie mają wiele pytań. Niektórzy nie mogą uwierzyć, jak to możliwe, że w Polsce zabija się dzieci. Cierpliwie odpowiadamy i uświadamiamy ludziom, co naprawdę dzieje się za murami polskich lecznic. Prawda o aborcji pomaga walczyć o życie dzieci.
Oprócz pokazów filmu planujemy kolejną akcję plakatowo-pikietową. Pokażemy hipokryzję polityków, którzy z jednej strony mówią o tolerancji i równości, z drugiej chcą dyskryminować dzieci ze względu na etap ich życia.
Chcą najmłodsze z nich rozrywać szczypcami chirurgicznymi i zabijać zastrzykiem z chlorku potasu wprost w serce. Ludzie muszą się o tym dowiedzieć. Do tej kampanii potrzebne będą nowe banery, na początek co najmniej 30 sztuk.
W tym gorącym czasie rosną koszty naszych działań. Tylko do końca kwietnia potrzebujemy co najmniej 24 tysiące złotych, aby zrealizować najbliższe zadania.
Czy może Pan pomóc?
Czy może Pan wpłacić 50, 100, 200 złotych lub inną wybraną kwotę, aby pomóc w walce z aborcją? Wpłat można dokonać na dane widoczne w stopce niniejszego maila.
Proszę Pana, bo wierzę, że nie zostawi Pan dzieci bez pomocy.
To szczególny moment i potrzeba ogromnej mobilizacji.
Jesteśmy na froncie i potrzebujemy wsparcia, by iść z prawdą w Polskę.
Bardzo proszę o wsparcie dla zwalczania aborcji.
Serdecznie Pana pozdrawiam.
Kaja Godek![]() Fundacja Życie i Rodzina www.RatujZycie.pl |
PS – W czasie, gdy aborterzy napierają, musimy mieć pewność, że zrobiliśmy wszystko, co było można, aby ratować życie niewinnych dzieci. Proszę Pana o pomoc, bo przed nami ogrom pracy.
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
10/04/2024przez antyk2013
Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!

WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.
Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).
Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie: Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).
Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był j e d y n ą Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.

Kategorie Biłgoraj, Pokuta, Pokutne Marsze Różańcowe, Warszawa Tagi Biłgoraj, Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokuta, Pokutny Marsz Różańcowy, różaniec za Ojczyznę, Warszawa
12/04/2024 przez antyk2013
13. dnia każdego miesiąca


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus, Najpiękniejszy z synów ludzkich, którego wygląd został nieludzko oszpecony, aby narody „wybrane przed innemi o Jego piękność walczyły na ziemi”!
Nasze czuwanie kwietniowe, począwszy od roku 2010, tradycyjnie ma związek z katastrofą smoleńską, która ostatnio stała się na nowo otwartą raną. Ale przede wszystkim ma związek z okresem radości paschalnej. Zmartwychwstanie Pańskie to zadatek zwycięstwa, które Jezus ma odnieść nie sam, ale jako BÓG Z NAMI. Tym zadatkiem jest pieśń pochwalna płynąca z Krzyża odkupienia świata (por. Ps XXII, 26). W tym roku radość paschalna łączy się ze wspomnieniem XXV rocznicy wydania jednego z najdonioślejszych i najwznioślejszych dokumentów św. Jana Pawła II, Listu do artystów, w którym Papież Poeta, przywołując proroctwo: „piękno zbawi świat”, nawiązał do naszych narodowych wieszczów. Płynące z ich serc piękne słowo jest ową pieśnią nową, potężnym głosem Krzyża historii, wzywającym do wierności Barankowi, aby Polska mogła zwyciężyć przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie, do czego jesteśmy powołani (por. Ap XIV, 1-4). A wydaje się, że ta profetyczna epistoła, wydana 4 kwietnia 1999 r. w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego (notabene jedyny Papieski dokument wydany w największe święto Chrześcijaństwa a niebędący orędziem wielkanocnym), w samym zamierzeniu miała antycypować ujawnienie III części tajemnicy fatimskiej, gdzie ukazuje się ów krzyż historii, który znamy z mistycznych wizji naszych wieszczów.Papież Poeta, sam będący ich wcielonym Słowem, zaproponował artystom nawiązanie bardziej owocnej współpracy z Kościołem, aby środkami artystycznego wyrazu sprawili, że krew Odkupienia przemówi do sumień i przekona świat o tym, co napisał Apostoł narodów: Szacuję bowiem, że nie się równowarte cierpienia tej teraz pory względem przyszłej chwały, która ma się objawić w nas. Bo stworzenie z upragnieniem objawienia [się] synów Boga wyczekuje, gdyż zostało poddane marności (…) w nadziei, że i to stworzenie wyzwolone zostanie z niewoli zepsucia ku wolności chwały dzieci Boga (Rz VIII, 18-21). – Tak to ujął Ojciec św.:
Kieruję do was wezwanie, byście na nowo odkryli głęboki wymiar duchowy i religijny sztuki, który w każdej epoce znamionował jej najwznioślejsze dzieła. (…) przymierze istniejące od zawsze między Ewangelią a sztuką, niezależnie od swoich aspektów funkcjonalnych, wiąże się z wezwaniem do wniknięcia twórczą intuicją w głąb tajemnicy Boga Wcielonego, a zarazem w tajemnicę człowieka.
Każdy człowiek w pewnym sensie pozostaje nieznany samemu sobie. Jezus Chrystus objawia nie tylko Boga, ale «objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi». W Chrystusie Bóg pojednał świat ze sobą. Wszyscy wierzący są powołani, by dawać o tym świadectwo; ale to wy, którzy poświęciliście życie sztuce, macie ukazywać bogactwem swego geniuszu, że świat jest odkupiony przez Chrystusa: (…) odkupione jest całe stworzenie, o którym św. Paweł napisał, że «z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych» (Rz 8,19). To stworzenie oczekuje objawienia się synów Bożych także poprzez sztukę i w sztuce. Jest to właśnie wasze zadanie. Obcując z dziełami sztuki, ludzkość wszystkich epok – także współczesna – spodziewa się, że dzięki nim pozna lepiej swoją drogę i przeznaczenie (14. Apel do artystów).
O tryumf Niepokalanego Serca Matki Bożej Fatimskiej i krwi Golgoty Wschodu (w tym oczywiście także ofiar zbrodni katyńskiej i Smoleńskiej) nad władzą zbudowaną na propagandzie kłamstwa, o zburzenie murów wrogości w Słowiańszczyźnie, nawrócenie Rosji na wiarę katolicką oraz zjednoczenie całej Słowiańszczyzny w Chrystusie, który jest pokojem naszym, przez miłość wszystkich Słowian do słowiańskiego Papieża, Męża naznaczonego w misterium 13 maja, oraz przez maryjne zjednoczenie narodów, na którego czele ma stanąć Polska.
Przede wszystkim zaś nie może zabraknąć modlitwy o wypełnienie apelu o nowe przymierze między Kościołem a światem sztuki, z jakim wystąpił największy z synów tej ziemi w Liście do artystów w Niedzielę Wielkanocną Zmartwychwstania Pańskiego AD 1999, nawiązując do proroczej wizji wskrzeszenia Narodu, jaką zawarł Norwid w Promethidionie. Bo Ojciec św. w swoim apelu nie stwierdza, jak jest, ale co i jak ma być. Dla nas, modlących się za Ojczyznę, jest to drogowskaz, o co należy się modlić.
https://www.fronda.pl/a/Bandera-bohaterem-w-polskiej-szkole-Szokujace-informacje-z-MEN,228830.html
O kolejnej szokującej decyzji Ministerstwa Edukacji Narodowej poinformowała wiceminister Joanna Mucha. Okazuje się, że uczęszczające do polskich szkół ukraińskie dzieci będą uczyły się historii na podstawie materiałów przygotowanych przez stronę ukraińską. Można więc spodziewać się, że w polskich szkołach jako bohater przedstawiany będzie np. Stepan Bandera.
O przygotowaniu przez stronę ukraińską podstawy programowej dla ukraińskich dzieci uczących się w polskich szkołach, wiceminister Joanna Mucha mówiła na antenie Radia ZET.
– „Strona ukraińska zaoferowała nam, że dla swoich dzieci przygotuje tzw. komponent ukraiński, który będzie obejmował historię, geografię, literaturę. I będą to realizowali we własnym zakresie. Wydaje mi się to bardzo fair ofertą, skorzystają na pewno obie strony „- powiedziała.
Podkreśliła, że Polska nie chce „polonizować” ukraińskich dzieci.
– „Chcemy, żeby dzieci ukraińskie zostawiły swoją tożsamość ukraińską, ale jednocześnie były dobrze wyedukowane, bo część z nich po prostu zostanie w Polsce”- zapewniła.
Autor: CzarnaLimuzyna , 12 kwietnia 2024 ekspedyt
Człowiek ma prawo pozbawić życia drugiego człowieka tylko w nielicznych, wyjątkowych przypadkach: w samoobronie lub podczas obrony osób trzecich przed poważnym zagrożeniem, na wojnie sprawiedliwej, podczas walki narodu o wolność m.in. w czasie okupacji wykonując wyrok śmierci na zdrajcach, agentach, szmalcownikach po uprzednim osądzeniu ich przez sąd władzy podziemnego państwa i wreszcie wykonując karę śmierci na zbrodniarzu po wyroku sądowym legalnej i praworządnej władzy.
W tym przypadku jednak należy oddzielić sądownictwo państwa totalitarnego i jakiejkolwiek podobnej struktury od władzy osiadłej na fundamentach cywilizacji łacińskiej czyli stosującej przepisy prawa wolnego od lewicowej deformacji.
Wszystkie powyższe przypadki, które wymieniłem, dotyczą ludzi winnych, obarczonych zbrodniczymi czynami lub będących w trakcie usiłowania ich popełnienia. W przeciwieństwie do wymienionych przestępców dziecko w łonie matki jest niewinne i to stanowi jedną z kilku zasadniczych różnic. Zabicie ludzkiego płodu jest dozwolone tylko w przypadku, gdy kontynuacja ciąży zagraża życiu matki [czyli obojga].
Prawo do zabijania na życzenie… (niektórzy degeneraci chcą, aby matka miała to prawo do chwili urodzenia lub nawet po urodzeniu dziecka)…takie prawo jest prawem do popełniania zbrodni ludobójstwa i nie jest przypadkiem, że wprowadzali je najwięksi ludobójcy w historii: Lenin, Hitler i Stalin.
Przedstawiciele lewicy próbując uzasadnić swój zbrodniczy postulat używają najczęściej nielogicznych, absurdalnych argumentów. Sam widziałem jak na postawione pytanie czym różni się prócz rozmiaru ludzki płód od dorosłego człowieka zwolenniczka zabijania odpowiedziała: „nie żyje”.
Swego czasu podczas akcji billboardowej przeciw przemocy męskiej i tylko męskiej, opuchnięta i posiniaczona twarz kobiety była połączona z napisem bo zupa była za słona. Tragicznym odpowiednikiem, jakże bardziej zbrodniczym, lecz cenzurowanym z całych sił przez lewicę, są zdjęcia zabitych dzieci z napisem: bo mieszkanie było za małe, a wyznała to swego czasu jedna z piosenkarek wspierająca „prawa kobiet”.
Zamordowanie dziecka przed lub po urodzeniu, zamordowanie osoby dorosłej, a także osoby o poglądach zbrodniczych nie różnią się od siebie kwalifikacją czynu poza wymienionymi przeze mnie przypadkami. Osoby o poglądach zbrodniczych czyli część środowisk lewicowych powinna być ścigana z paragrafu o zakazie propagowania ustrojów totalitarnych oraz o zakazie podżegania do przestępstwa. Uchroniłoby to wiele istnień ludzkich od śmierci.
Różnica pomiędzy zabijaniem dzieci „na życzenie” a karą śmierci dla zbrodniarzy jest różnicą cywilizacyjną.
stan orda 12 kwietnia 2024 ekspedyt
Współcześni nam barbarzyńscy neopoganie zasiadający w ławach parlamentarnych publicznie twierdzą, iż mordowanie dzieci nienarodzonych to sprawa światopoglądu każdego z osobna. I z tego powodu wprowadzają np. dyscyplinę głosowania w sprawie przekonań, wedle owej nomenklatury, światopoglądowych. Ten elementarny brak logiki prowokuje pytanie, o co tu chodzi?
Z sensowną odpowiedzią jest jednak spory kłopot.
To może tak.
W starożytnej Ziemi Kanaan i w dużej połaci Bliskiego Wschodu oddawano cześć pogańskiemu bożkowi (bałwanowi) znanemu pod imieniem Moloch albo Ba’al. Poza rozmaitymi plemionami zamieszkującymi ten obszar świata, głównie zaś Fenicjanami i Babilończykami, kult taki był praktykowany również w kulturze minojskiej (mit o Minotaurze). Otóż Ba’al znaczy król-byk. Z kolei określenie „moloch” wywodzi się z aramejskiego i fenickiego rdzenia mlk, który czytany z hebrajska brzmi jak „molek” albo „molok”, a oznaczał ofiarę składaną z nowo narodzonych dzieci, w szczególności zaś z pierworodnych synów.
Ofiara ta była składana w ten sposób, że figura bałwana zwanego Ba’al wykonana była z brązu i trzymała wyciągnięte przed sobą ręce skierowane dłońmi ku dołowi. W te ręce wkładano noworodka, a pod nimi rozpalany był ogień, którego płomienie rozgrzewały metalowe dłonie. Gdy dziecko zaczynało się piec niczym na ruszcie, kapłani walili w wielkie bębny aby zagłuszyć krzyk dziecka. Gdy spalone ciało skurczyło się, wówczas spalone szczątki spadały w ognisko.
Oczywistym jest, że pogańscy mieszkańcy Kanaanu wyznawali stosowny światopogląd, w którym składanie właśnie takich ofiar stanowiło przejaw ich rozumienia świata i konieczności przebłagania bożka, aby zapewnić sobie jego przychylność w rozmaitych kwestiach ciężkiej egzystencji, w tym np. w kwestii nadumieralności noworodków, co wszak było skutkiem drastycznego nierozumienia zasad higieny tudzież braku rozeznania co do rodzaju zagrożeń okołoporodowych wśród społeczeństw tamtej epoki historycznej
Znalazł się jeden wyjątek pośród ludów Kanaanu, który zerwał z ww. praktyką, a mianowicie zakaz takiej praktyki powstał wśród klanów hebrajskich (pokoleń). Zakaz składania dzieci na ofiarę przebłagalną (a szerzej ludzi) otrzymał w mozaizmie (a także w późniejszym judaizmie) sankcję nakazu boskiego, co znalazło wyraz w piątym przykazaniu Dekalogu (nie zabijaj niewinnego i bezbronnego bliźniego swego, czyli nie morduj), a narrację fabularną w przypowieści biblijnej o Abrahamie i jego synu Izaaku. Niewątpliwie ta praktyka, tak odmienna od kultywowanej przez wszystkie okoliczne ludy, także była przejawem stosownego światopoglądu.
Skąd zatem wziął się wspomniany wcześniej światopogląd u naszych swojskich dzisiejszych neopogan?

=========================

Nadeszła era sztucznej inteligencji w mediach i rozrywce



===========
