Kard. Cupich [z religii Franciszkowej md] w „Parlamencie Religii Świata” zachwalał agendę klimatyczną Franciszka. Ani słowem nie wspomniał o Chrystusie.
(fot. YouTube / CatholicChicago)
Liberalny metropolita Chicago, kard. Blaise Cupich wziął udział w kolejnym spotkaniu z cyklu „Parlament Religii Świata”, w którym partycypują przedstawiciele wielkich religii monoteistycznych i religii wschodu, wyznawcy rdzennych systemów wierzeń, a nawet zadeklarowani neopoganie.
W swojej prelekcji kardynał ani raz nie wymienił imienia Jezusa Chrystusa, wiele miejsca poświęcając za to klimatycznej agendzie papieża Franciszka.
Hierarcha przekonywał, że podstawą formacji duchowej jest wrażliwość sumienia, ale nie wobec nakazów i woli Boga, lecz „innych ludzi i całego stworzenia”.W jego opinii „uwrażliwione sumienie bierze pod uwagę to, co papież Franciszek napisał w Laudato si, [a mianowicie] że Matka Ziemia teraz woła do nas z powodu krzywdy, jaką wyrządziliśmy jej przez nasze nieodpowiedzialne używanie i nadużywanie dóbr, którymi obdarzył ją Bóg”.
Kard. Cupich zapewnił o poparciu dla Piątej Dyrektywy Parlamentu dotyczącej tak zwanej Globalnej Etyki, która nosi tytuł „Zaangażowanie w kulturę zrównoważonego rozwoju i troski o Ziemię”.„[Dyrektywa ta – red.] dobrze wyraża rolę, jaką nasze religie i tradycje odgrywają w słuchaniu i reagowaniu z najwyższą pilnością na troskę o nasz wspólny dom” – powiedział. Cupich wyraził wdzięczność za „rozwijanie misji tej szanowanej organizacji, jaką jest kultywowanie harmonii między światowymi religiami i wspólnotami duchowymi”.
„Katolicki” [??? md] hierarcha zapewnił również, że w inicjatywie obejmującej m.in. neopogan dostrzega „żywą iskrę Woli Bożej”. „Ta iskra informuje nas i angażuje moje sumienie oraz wzywa mnie do podwojenia mojego zaangażowania w obronę i wspieranie wolności wszystkich” – powiedział. Pierwsze spotkanie z cyklu Parlamentu Religii Świata odbyło się w 1893 r.. Inicjatywę potępił wówczas papież Leon XIII, zakazując katolikom, a zwłaszcza hierarchom uczestnictwa w podobnych wydarzeniach, pisząc się, że sprawi to wrażenie, iż Kościół uważa inne religie za prawdziwe lub dobre same w sobie.
Inicjatywę reaktywowano sto lat później z inicjatywy buddyjskich mnichów. Od tej pory wydarzenie organizowane jest cyklicznie, a patronują mu najwyższe ośrodki globalistyczne. W tym roku podczas konferencji przemawiał m.in. Sekretarz Generalny ONZ, Antonio Guterres, domagająca się kontroli populacji zoolog Jane Godall, oraz proaborcyjna polityk Partii Demokratycznej, Nancy Pelosi.
Wśród ponad 6500 uczestników znaleźli się przedstawiciele Kościoła, Islamu, Judaizmu, większych protestanckich denominacji, Religii Wschodu a także pomniejszych tradycyjnych wierzeń, jak afrykański szamanizm czy religie rdzennych Indian. W wydarzeniu udział wzięli również kapłani neopogańskiej religii Wicca, jak Gus DiZerega, autor książki God Is Dead, Long Live the gods: A Case for Polytheism (Bóg umarł, niech żyją bogowie: argumenty za politeizmem).
– Transport ziarna z Ukrainy przez Polskę się po prostu nie opłaca. Jeśli Ukraina ma swoje rynki tradycyjne w Indonezji czy Egipcie, to droga na te rynki nie prowadzi przez Polskę– stwierdził na antenie radiowej „Trójki” unijny komisarz ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski.
Jak przekazał, cała Unia Europejska udzieliła w kryzysie rolnikom 8 mld euro pomocy, z czego Polska – 3 mld euro. Zaznaczył, że jest to „najwyższa pomoc w całej Unii Europejskiej”.
– Tu chodzi o pomoc krajową za zgodą Komisji Europejskiej. Komisja Europejska zatwierdziła 10 programów pomocowych dla polskich rolników. Do tego jeszcze dochodzą cztery transze pomocy już tej unijnej, z tzw. rezerwy kryzysowej. To jest łącznie ponad 15 mld zł. Nie ma porównania z jakimkolwiek innym krajem – zauważył Wojciechowski.
W opinii komisarza ds. rolnictwa zakaz importu ukraińskiej pszenicy, kukurydzy, rzepaku i słonecznika do krajów przygranicznych, w tym Polski, „bardzo poprawił sytuację”. Ocenił przy tym, że zakaz obowiązujący obecnie do 15 września br. powinien zostać przedłużony przynajmniej do końca roku. Unia Europejska powinna natomiast finansowo wspomóc Ukrainę poprzez wsparcie tranzytu ziarna przez państwa graniczące do portów.
– Transport ziarna z Ukrainy przez Polskę – on się po prostu nie opłaca. Jeśli Ukraina ma swoje rynki tradycyjne w Indonezji na przykład czy Egipcie, to droga na te rynki nie prowadzi przez Polskę. Jeżeli jest otwarte Morze Czarne, tak jak to było przed wojną, to nie było żadnej presji eksportowej na Polskę, to się nie opłacało Ukrainie. Ale teraz, kiedy zablokowane jest Morze Czarne, to oczywiście muszą być znalezione alternatywne drogi – powiedział Wojciechowski.
Dodał, że Ukraina ma do wyeksportowania ok. 4 mln ton ziarna miesięcznie. UE – wskazał – jest w stanie przeprowadzić tranzyt takiej ilości ziarna do portów, ale „na to są potrzebne fundusze”.
W ocenie komisarza przygraniczny import ziarna jest szkodliwy nie tylko dla polskich, ale także ukraińskich rolników. Zauważył, że jest to „handel w dużej mierze spekulacyjny”, tzn. wykorzystywany jest fakt, że z powodu wojny na Ukrainie są niskie ceny.
Recykling odpadów plastikowych to kłamstwo wymyślone, aby usprawiedliwić produkcję i sprzedaż większej ilości plastiku – twierdzi analityk Mariusz Jagóra.
Recykling śmieci to oszustwo globalistów? Ostatnio ponownie zrobiło się głośno o składowaniu niemieckich śmieci w Polsce. W maju 2023 wiceminister ds. klimatu Jacek Ozdoba grzmiał w sejmie, że nie do przyjęcia jest taka sytuacja, że państwo, które mieni się być proeuropejskie i proekologiczne „wywozi swój syf do innego kraju”, apelując do rządu federalnego o uprzątnięcie 35 tys. ton odpadów przywiezionych nielegalnie na teren naszego kraju – to 2 tysiące tirów ze śmieciami.
Polska złożyła do TSUE skargę na Niemcy w związku z przywozem nielegalnych odpadów. To część szerszego problemu dotyczącego mitu recyklingu, a w szczególności recykling odpadów plastikowych. Recykling odpadów plastikowych to wielkie kłamstwo wymyślone, aby sprzedać więcej plastiku – mówią eksperci branżowi – a znane wszystkim logo recyclingu to nic innego jak „proekologiczne’ narzędzie marketingowe. Szacuje się, że nie więcej niż 10% wyprodukowanego plastiku zostało kiedykolwiek poddane recyklingowi.
Stany Zjednoczone w 2021 r. osiągnęły wskaźnik recyklingu wynoszący około 5 procent dla po-konsumenckich odpadów z tworzyw sztucznych. To dwukrotnie mniej w porównaniu z deklarowanym poziomem 9,5 procent w 2014 r., ale w tym czasie Stany Zjednoczone eksportowały miliony ton odpadów z tworzyw sztucznych do Chin i liczyły je jako poddane recyklingowi, mimo że większość z nich została spalona lub wyrzucona. Spadek wiąże się z faktem, iż Chiny zmagając się z własnymi rosnącymi hałdami śmieci, przestały akceptować śmieci z importu.
Nawet Greenpeace przyznaje, że recykling tworzyw sztucznych to ślepa uliczka – z roku na rok recykling tworzyw sztucznych spada, mimo że ilość odpadów z tworzyw sztucznych rośnie.
John Tierney, amerykański dziennikarz i redaktor City Journal, a wcześniej przez trzy dekady reporter i felietonista w New York Times, napisał w 1996 roku artykuł, w którym poddał analizie wiarę w recykling, i obalając mity z nią związane, doszedł do wniosku, że jest on drogi i nieskuteczny. Tierney pisał w artykule: „W USA w 1987 r rozpoczęto wielki ogólnokrajowy eksperyment. To był rok, w którym barka o nazwie Mobro 4000 przemierzyła tysiące mil, próbując rozładować ładunek śmieci z Long Island, a jej podróż miała zaskakujący wpływ na Amerykę – obywatele najbogatszego społeczeństwa zaczęli mieć obsesję na punkcie własnych odpadów.
Wierząc, że na wysypiskach nie ma już miejsca, Amerykanie doszli do wniosku, że recykling jest ich jedyną opcją. Ich intencje były dobre, a wnioski wydawały się wiarygodne. Recykling czasami ma sens – w przypadku niektórych materiałów w niektórych miejscach i czasie. Jednak najprostszą i najtańszą opcją jest zazwyczaj składowanie i zakopywanie śmieci na bezpiecznym dla środowiska wysypisku. A ponieważ miejsca na wysypiskach nie brakuje (kryzys z 1987 roku był fałszywym alarmem), nie ma powodu, by czynić recykling prawnym lub moralnym imperatywem.
Obowiązkowe programy recyklingu nie są zbawieniem dla potomności. Oferują krótkoterminowe korzyści kilku grupom wpływu – politykom, konsultantom ds. public relations, organizacjom ekologicznym, korporacjom zajmującym się utylizacją odpadów – jednocześnie odwracając uwagę od prawdziwych problemów społecznych i środowiskowych. Recykling może być najbardziej marnotrawną działalnością we współczesnej Ameryce: marnotrawstwo czasu i pieniędzy, marnotrawstwo zasobów ludzkich i naturalnych”.
Tierney twierdzi, że skoro recykling jest tak kosztowny i mało skuteczny, alternatywą powinien być powrót do składowania śmieci na wysypiskach. Tym bardziej, że mimo iż to plastik jest rutynowo krytykowany, ponieważ nie ulega rozkładowi się na wysypiskach, okazuje się, że nie rozkłada się też większość innych opakowań. William Rathje, archeolog z Uniwersytetu w Arizonie, odkrył podczas wykopalisk na wysypiskach, że papier, tektura i inne materiały organiczne – choć z technicznego punktu widzenia powinny ulegać biodegradacji – mają tendencję do pozostawania nienaruszonymi w pozbawionym powietrza środowisku wysypiska.
Te zmumifikowane materiały w rzeczywistości zajmują znacznie więcej miejsca na wysypiskach niż plastikowe opakowania, które stale się zmniejszają, ponieważ producenci opracowują mocniejsze i cieńsze materiały. Kartony po sokach, które zastąpiły szklane butelki, zajmują połowę miejsca na wysypisku zajmowanego kiedyś przez butelki, a 12 plastikowych toreb na zakupy mieści się w przestrzeni zajmowanej przez jedną papierową.
A. Clark Wiseman, ekonomista z Uniwersytetu w stanie Waszyngton, obliczył, że jeśli Amerykanie będą generować śmieci w obecnym tempie przez kolejne 1000 lat i jeśli wszystkie ich śmieci zostaną umieszczone na wysypisku o głębokości 100 metrów, to do roku 3000 ta hałda śmieci wypełni kwadrat ziemi o boku 35 mil. Nie wydaje się to wielkim obciążeniem dla kraju wielkości Ameryki. Śmieci zajmowałyby tylko 5 procent powierzchni potrzebnej do budowy krajowej sieci paneli słonecznych proponowanej przez ekologów (przyp. tu jest problem inny – gdzie składować panele kiedy się zużyją).
Tysiącletnie wysypisko zmieściłoby się na jednym promilu terenów dostępnych obecnie do wypasu zwierząt w Stanach Zjednoczonych. Dodatkowo, strata będzie tylko tymczasowa. Ostatecznie, podobnie jak poprzednie wysypiska śmieci, kopce śmieci zostaną pokryte trawą i staną się niewielkim dodatkiem do 150 000 mil kwadratowych parków narodowych. Innym mitem jest marnotrawstwo niezastąpionych zasobów naturalnych.
Koronnym przykładem jest tu na przykład zarzut, że wycina się wiele drzew, aby wydać jakąś gazetę. Ale na ich miejsce zostanie posadzonych jeszcze więcej drzew. Podaż drewna w Ameryce wzrasta od dziesięcioleci, a w krajowych lasach znajduje się obecnie trzy razy więcej drewna niż w 1920 roku. “Nie zabraknie nam drewna, więc dlaczego tak bardzo martwimy się o recykling papieru?” – pyta Jerry Taylor, dyrektor ds. badań nad zasobami naturalnymi w Cato Institute. “Papier jest produktem rolnym, wytwarzanym z drzew uprawianych specjalnie do produkcji papieru. Działanie na rzecz ochrony drzew poprzez recykling papieru jest jak działanie na rzecz ochrony łodyg kukurydzy poprzez ograniczenie jej konsumpcji”.
Najtrwalszym mitem, który pozostaje popularny nawet wśród tych, którzy nie wierzą już w kryzys śmieciowy to, że lepiej jest poddawać recyklingowi niż wyrzucać. Obecnie wielu ekspertów i urzędników państwowych przyznaje, że Ameryka mogłaby po prostu zakopać swoje śmieci, ale sprzeciwiają się tej opcji, ponieważ oznaczałoby to zakończenie programów recyklingu.
Recykling, który pierwotnie był uzasadniony jako jedyne rozwiązanie rozpaczliwego problemu narodowego, stał się celem samym w sobie – celem tak ważnym, że musimy udawać, że wciąż istnieje pierwotny problem. A dlaczego recykling ma być lepszy? Zwykle uzasadnia się to oszczędnością pieniędzy i ochroną środowiska. Brzmi to rozsądnie, dopóki nie zacznie się wchodzić w szczegóły.
Program recyklingu pochłania zasoby. Wymaga dodatkowych administratorów i ciągłej kampanii public relations wyjaśniającej, co zrobić z dziesiątkami różnych produktów – recykling szkła ale nie tłuczonego, kartony na mleko do plastiku, skorupki jajek do zmieszanych a nie bio – większość osób nie zna tych zasad. Wymaga to od organów ścigania kontrolowania śmieci i wystawiania mandatów.
Przede wszystkim wymaga to dodatkowych ekip zbierających i osobnych ciężarówek. Zebranie tony surowców wtórnych jest trzykrotnie droższe niż zebranie tony śmieci, ponieważ ekipy zbierają mniej materiałów na każdym przystanku. Za każdą tonę szkła, plastiku i metalu, którą ciężarówka dostarcza do prywatnej firmy zajmującej się recyklingiem, Nowy Jork w 1996 roku wydawał 200 dolarów więcej niż w przypadku zakopania na wysypisku śmieci. Nie udaje się odzyskać tych kosztów poprzez sprzedaż odzyskanego materiału ponieważ koszty przetwarzania przekraczają ostateczną cenę sprzedaży materiałów pochodzących z recyklingu.
Program recyklingu w NY kosztuje od 50 do 100 milionów dolarów rocznie, a to tylko pieniądze pochodzące bezpośrednio z budżetu miasta. Czy kubki i talerze wielokrotnego użytku są lepsze od jednorazowych? Ceramiczny kubek może wydawać się lepszym wyborem niż kubek wykonany z polistyrenu, jednak jego produkcja wymaga znacznie więcej energii, a także każde mycie zużywa więcej energii (nie wspominając o marnowaniu wody).
Według obliczeń Martina Hockinga, chemika z Uniwersytetu Wiktorii w Kolumbii Brytyjskiej, kubek musiałby zostać użyty 1000 razy, zanim zużycie energii na jedno jego użycie zrównałoby się z kubkiem plastikowym (jeśli kubek pęknie po 900-tej kawie, lepiej byłoby użyć 900 kubków styropianowych). Bardziej bezpośredni wpływ na środowisko wykazały badania przeprowadzone w restauracjach: średnia liczba bakterii na kubkach wielokrotnego użytku, talerzach i sztućcach jest 200 razy większa niż na jednorazowych.
Analizy kosztów i korzyści dla poszczególnych produktów stają się tak zagmatwane, że nawet zagorzali ekolodzy poddają się. Po latach badań i debat na temat ekologicznych zalet pieluch materiałowych i jednorazowych, niektóre organizacje ekologiczne w końcu zdecydowały, że nie potrafią podjąć decyzji które są lepsze dla środowiska; rodzicom doradzono, aby wybierali to, co uważają za stosowne. Ta rozsądna rada powinna zostać rozszerzona na inne produkty.
Nie tylko ułatwiłoby to życie wszystkim, ale prawdopodobnie przyniosłoby korzyści środowisku. Kiedy konsumenci kierują się swoimi preferencjami, kierują się najprostszym i często najlepszym miernikiem wpływu produktu na środowisko: jego ceną.
Postmodernizm, nowa lewica, gender studies – to filary współczesnej humanistyki. Ta mroczna aura skutecznie odpycha zainteresowanych, dla których ideową podstawą pozostaje chrześcijańskie objawienie. Degeneruje również umysły adeptów uniwersytetu, bruka scenę artystyczną gorszącym ekshibicjonizmem. W ukształtowaniu tej opłakanej atmosfery kluczową rolę odegrała pierwsza z wielkich ideologii, jakie powołała do życia psychologia XX wieku: kojarzona z Zygmuntem Freudem psychoanaliza.
Kim Karol Marks jest dla komunizmu, tym Zygmunt Freud dla psychoanalizy: To twórca ideowych podstaw nurtu, jego najszerzej znany przedstawiciel. Od przekonań Freuda wziął się cały rozwój szkoły dynamicznej w psychologii – jednak na przestrzeni czasu dokonano rewizji znacznej części jego prac.
Aby przedstawić w pełnym świetle ten wpływowy system myślenia, jakim jest psychoanaliza, trzeba zatem sięgnąć po innych autorów. Spośród nich największą sławę uzyskali Jung i Lacan… Można nawet zaryzykować tezę, że ten drugi w największym stopniu winny jest intelektualne odrętwieniu, jakie przezywamy.
To jednak również nie pozwala zebrać całej psychoanalizy w jeden nawias – ta podzieliła się bowiem na dwa różne byty. Dynamiczna gałąź psychologii i filozoficzne rozwinięcie post- freudowskich tez rozeszły się znacząco, gdy przekonania ich prekursora uznano za zgoła nienaukowe. Część teoretyków przywiązanych do szkoły analitycznej przyjęła te zmiany i stara się czerpać z ideologów psychoanalizy jedynie założenia wytrzymujące empiryczną krytykę…
Psychoanaliza w jej ortodoksyjnym kształcie – mroczna i absurdalna – przeszła za to do nauk humanistycznych i odcisnęła na nich wyraziste piętno. Uosabia to zresztą postać Lacana – który nie szczędził zarzutów pod adresem kolegów poddających koncepcje Freuda empirycznemu osądowi. Myśliciel ten kształtował swoje przekonania już nawet bez szczególnego odwołania do materiału klinicznego…
To właśnie do tego humanistycznego „skrzydła” powinniśmy przywiązać szczególną wagę. Odegrało bowiem pierwsze skrzypce w dekonstrukcji cywilizacyjnej spuścizny i ładu moralnego.
Rewolucja nieświadomości?
Przedstawienie psychoanalizy zacząć można tylko od jednego – nieświadomości. Przyznanie jej naczelnego znaczenia w ludzkiej psychice jest w końcu wyróżnikiem myśli Freuda i jego następców.
Najmniej krytyczni odbiorcy powiadają nawet, że żydowski myśliciel „odkrył” istnienie utajonej warstwy umysłu… W rzeczywistości zainteresowanie treściami na co dzień niedostępnymi poznaniu było charakterystyką już poprzedniej epoki. Freud podpatrzył je u Nietzschego, czy Herbarta.
Pisma Freuda istotnie cechuje jednak pewna wyjątkowość, dzięki której przyciągnęły tak szeroką uwagę. Ich rewolucjonizm, chętnie zresztą podkreślany przez autora, polega nie na dostrzeżeniu nieświadomości – ale przekonaniu, że to ona jest zasadą psychiki. W oparciu o to założenie żydowski filozof powołał do życia alternatywną wizję człowieka.
Według niej zachowaniem kieruje utajony przed doświadczeniem popęd – o seksualnym charakterze – libido. Żydowski myśliciel uznał erotykę za praprzyczynę innych dążeń w oparciu o szczególną emocjonalną wagę, jaką ludzie przywiązują do relacji intymnych. Nie bez znaczenia dla Freuda była również ilość społecznych norm racjonalizujących używanie seksualności oraz fakt, że występki przeciwko nim sprawcy ukrywają z wyjątkowym wysiłkiem.
Naiwnością byłoby jednak sądzić, że prekursor psychoanalizy „zaobserwował” to powszechne skupienie na seksualności. Wiodącą rolę przypisał on jej na podstawie własnych domysłów, tendencyjnej interpretacji dziejów ludzkich i przypadków klinicznych. W ten sposób Freud zbudował ideologiczny system, pozwalający wyjaśnić w kategoriach erotycznych każde zjawisko. Nie dziwi więc, że wpływ libido dostrzegał z łatwością… Przyznając mu charakter przemożnej siły, nieubłaganie sterującej losami człowieka.
Od oddziaływania erotycznej popędowości Freud nie przewidywał dróg odwołania. Świadomość mogła jego zdaniem co najwyżej moderować sposób uzewnętrznia się popędu. Umyka to wielu laikom którzy popędy utożsamiają zapewne z pragnieniami, czy potrzebami – to niezrozumienie zatraca zupełnie sens freudowskiej tezy. Jej sednem jest założenie, że jaźń człowieka to zaledwie pochodna starcia erotycznego „napędu” z kulturą.
To właśnie istnienie norm kulturowych miałoby sprawiać, że powątpiewamy o wyłącznie erotycznych motywacjach naszego działania. Freud założył, że w istocie czyny wydające się seksualnością nawet niezabarwione – to w istocie sposoby jej zastępczej realizacji. Tym samym myśliciel stworzył ideologiczny system interpretacyjny, odnajdujący „wpływ” popędów ukryty w wielopoziomowej konstrukcji skomplikowanych przesłon…
Kultura jako wielki cenzor
Prawdziwa racja naszego działania ma zatem wedle Freuda chować się pod próg naszego poznania w obawie przed kulturą i normami społecznymi. Dlaczego? W opinii żydowskiego myśliciela ich zadaniem jest utrzymywanie w ryzach groźnej popędowości, umożliwiając tym samym bezpieczne życie społeczne. Ich rolę można przyrównać do wielkiego cenzora – który stara się ukryć całkowicie nawet samo istnienie warstwy popędowej i dokonuje brutalnej opresji jej wyrazów.
Z konfliktu między tymi dwoma czynnikami wtórnie, zdaniem Freuda, powstaje świadomość – wcielająca się w rola mediatora. „Ego” stara się znaleźć dla popędów akceptowalny kulturowo sposób realizacji przez zachowania symboliczne i kompensujące. Do współpracy z popędowością otwarcie nie zamierza się przyznać, zaprzeczając jego istnieniu z pomocą różnych mechanizmów obronnych.
Spadkobiercy – Jung i Lacan
Kategoria relacji popędu z kulturą stała się osnową, na której kolejne koncepcje budowali znani post-freudowscy psychoanalitycy, choć charakter samych „dynamizmów” opisywali inaczej.
Carl Gustav Jung – początkowo bliski uczeń Freuda, z czasem zbudował własną, w znacznym stopniu odrębną wizję ludzkiej nieświadomości. Jego zdaniem ma ona wspólnotowy charakter i przechowuje „archetypy” – wzorce postaw odziedziczone po przodkach – popychające każdego z nas do przyjęcia w życiu określonej roli. Źródłem archetypów miały być szczególnie traumatyczne doświadczenia poprzednich pokoleń, o których pamięć przekazana została w spadku kolejnym ludziom. To te modele postępowania mają generować popędy i silnie emocje, wymuszające odniesienie się do nich. Ślad istnienia archetypów wedle Junga znaleźć można było w tekstach kultury.
Zdaniem Szwajcara nieświadomość indywidualna zawierać miała natomiast „cień” człowieka – wypartą część osobowości – zawierającą cechy odwrotne od tych, które sądzimy, że posiadamy. Ukryte, nieakceptowane pragnienia i prawdy o sobie. Dla Junga psychika ludzka sprowadza się bowiem do zera jako gra sprzeczności.
Przełomowej i brzemiennej w skutki reinterpretacji wizji nieświadomości dokonał za to francuski psychoanalityk Jacques Lacan. Filozof uznał, że nieświadomość powstaje podczas przyswajania mowy – ma zatem charakter i strukturę języka i to w nim przede wszystkim się wyraża. Przekonanie to sprawiło, że Francuz zaproponował wizję języka będącego sferą oddziaływania i realizacji popędu – odmawiając mu tym samym wiarygodności jako narzędziu wymiany informacji.
Od totalnego erotyzmu, przez role życiowe po podszytą libido konstrukcję językową – różnice wizji nieświadomości autorytetów psychoanalizy były znaczące – mimo wielu rozdźwięków dają jednak zebrać się w pewien wspólny nawias. Jest nim wizja człowieka stanowiącego przedmiot, a nie podmiot własnej psychiki, podlegającego działaniu sił bardziej pierwotnych, niż on sam.
Opresja popędu źródłem nerwicy
Ograniczenia stawiane ich realizacji miały stanowić zdaniem psychoanalityków źródło psychicznych dysfunkcji. Jako sposób leczenia analitycy wskazywali „uświadomienie” pacjentowi popędowej przyczyny jego problemów, poprzez „zbadanie” jego „nieświadomości”. Sposoby na sięganie do niej jako pierwszy opracowywał w swoim wiedeńskim gabinecie Zygmunt Freud.
Pierwszym z narzędzi w arsenale prekursora dziedziny była analiza działania „mechanizmów obronnych”, spychających popędowe treści do nieświadomości. Freud miał również docierać do obszarów, w których libido zostało stłumione za pomocą interpretacji symbolicznych lub zastępczych jego wyrazów.
W „dokopaniu się” do „id” pomagać miała także analiza marzeń sennych pacjentów, pomyłek językowych, czy hipnoza – Freud poszukiwał bowiem sytuacji, w których ludzie mieli czuć się wolni od społecznej kontroli – dając popędom przestrzeń do zamanifestowania swojego istnienia. Takim zdarzeniem miał być na przykład sen… w którym przy asyście wyobraźni ziszczać miałyby się pragnienia niespełnione za dnia.
Problem jednak w tym, że sny nie zdają się tak monotonne w treści, jakby miało z tego wynikać … a często zdają się w ogóle pozbawione sensu. Żydowski myśliciel kreatywnie wybrnął z tego problemu – stwierdzając, że również wtedy popędy realizują się… pod osnową metafory, tak by przesadnie nie zaalarmować śpiącego. Freud stworzył więc przypominający matrioszkę system odczytywania sensu marzeń nocnych – dowiedzieć się z niego można, że pragnieniom seksualnym odpowiada obecność we śnie wazonów, naczyń, lub wchodzenie przez drzwi…
Podobne koncepcje brzmią zgoła fantastycznie, jak w pigułce obrazują jednak istotę psychoanalitycznych koncepcji. Zarówno w pracy z pacjentami, jak i budując pozostałe elementy ideologicznej układanki, przedstawiciele tego nurtu odszyfrowują rzeczywistość wedle wcześniej założonego przepisu. Skutek jest jasny: docierają do obrazu zgodnego z wyobrażeniami, mając to za potwierdzenie własnych przekonań… Tam, gdzie można by zarzucić ich systemowi błąd – problem rozwiązuje odwołanie się do symbolu, czy przenośni.
I choć sympatycy upierają się, że psychoanaliza zbliża się do naukowości ze względu na jej element kliniczny – to mylą się zupełnie. Freud bowiem rzeczywiście zainteresował środowisko naukowe pracą z pacjentami – ale tylko dzięki nagminnym manipulacjom i wybiorczemu przedstawianiu wyników badań. Tymi najbardziej skandalicznymi nigdy się nie chwalił, a do swojej śmierci jego córka i kontynuatorka – Anna Freud – trzymała je „pod kluczem”.
Freud odkłamany – manipulator i szarlatan
Odtajnione po jej śmierci dokumenty wskazują, że austriacki Żyd chwalił się w obiegu naukowym pomyślną terapią pacjentów… w prywatnej korespondencji skarżąc się jednocześnie na brak rezultatów. W ujawnionych listach i dokumentacji znaleziono szokujące fragmenty, ukazujące Freuda nie jako terapeutę zainteresowanego dobrem swoich klientów, ile raczej pogrążonego w fantastycznych wymysłach szarlatana.
Wizerunek ten dokumentuje jeden z kanonicznych tekstów psychoanalizy – sprawozdanie z procesu „terapii” Idy Bauer. Ta praca legła u podstaw wielu przekonań twórcy psychoanalizy i przyczyniła się do ich popularyzacji. Tymczasem, wbrew deklaracjom, nastolatce wcale Freudowska praktyka nie pomogła…
Młoda kobieta zjawiła się w gabinecie analityka nakłoniona przez swojego ojca w związku z poważnymi zaburzeniami psychicznymi. Ich źródłem była patologiczna sytuacja rodzinna – ojciec Idy wdał się w relację erotyczną z kobietą z zaprzyjaźnionego małżeństwa. Z czasem mąż kochanki zaczął wyrażać seksualne zainteresowanie nieletnią dziewczyną. Gdy ta była miała 14 lat obcy mężczyzna zmusił ją do pocałunku. Mimo, że od tamtego momentu Ida naciskała, by ojciec zerwał zagrażającą jej znajomość i informowała o incydencie, ten odmówił.
Wiedeński terapeuta również nie dał się przekonać Idzie, że patologiczne stosunki rodzinne są powodem jej psychicznej niestabilności. Jak wyjaśniał Freud, pedofilskie zapędy obcego mężczyzny wcale nie budziły obaw Idy. Przeciwnie – jej silne uczucie wstrętu wywołane wymuszonym pocałunkiem miałoby świadczyć o… wypartym pragnieniu seksualnego kontaktu z pedofilem.
Twórca psychoanalizy przekonywał również , że młoda Ida jest zazdrosna o ojca względem kobiety, z którą romansował, a także… pała homoseksualnym afektem do swojej matki. Zestawiona z tak niedorzeczną interpretacją nastolatka opuściła gabinet. Poprawy jednak się nie doczekała.
Do głębi szokująca jest również historia Emmy Eckstein, u której Freud zdiagnozował „neurozę nosowo-odruchową”. Koncepcja tej choroby, stworzona przez berlińskiego lekarza Fleissa, zakładała, że nos stanowi ośrodek odpowiadający działalności narządów płciowych…
Gdy do gabinetu psychoanalityka zgłosiła się młoda kobieta narzekająca na ostre bóle menstruacyjne, ten skierował ją do Berlina na operację narządu węchu. Mimo powodzenia zabiegu stan kobiety zaczął się drastycznie pogarszać, rana puchła i wydzielała odór…
W listach do Fleissa Freud zapewniał, podobnie jak swoją pacjentkę w trakcie spotkań, że w istocie reakcja ma histeryczne podłoże, a krwotoki z nosa oznaczają, że kobieta „wykrwawia miłość” do lekarza, który dokonał operacji. Kreatywna interpretacja nie pomogła… Podczas jednej z sesji Emma nagle straciła przytomność. Wezwany przez Freuda na miejsce lekarz odkrył przyczynę – po operacji berliński lekarz zapomniał usunąć z nosa pacjentki spory kawałek gazy…
Podobnych niewygodnych faktów, jak uzależnienie Freuda od kokainy i podawanie jej pacjentom, nie brakuje. W ich świetle tylko ignorant mógłby utrzymywać, że aktywność myśliciela dostarcza klinicznych „dowodów” na słuszność jego koncepcji. Wyniki, mające rzekomo uzasadniać ideologiczne twierdzenia, to w rzeczywistości stronnicze sprawozdania z szarlatańskiej działalności. Część komentatorów twierdzi zresztą, że manipulowanie środowiskiem naukowym przez Freuda było jak najzupełniej celowe…
Wątpliwe źródła stoją też u podstaw konstruktów takich, jak kompleks Edypa. Kluczowa dla psychoanalizy kategoria powstała w oparciu o… samoobserwację jej prekursora. Jak wyjaśniał w listach Freud, spostrzegając w sobie zazdrość względem ojca o bliskość matki, uznał je za fundamentalne doświadczenie psychiczne w rozwoju każdego człowieka…
Wątpliwa hermeneutyka odgrywa naukę
Podejrzane pochodzenie to problem znacznej części koncepcji psychoanalityków. Kamieniem węgielnym poglądów Carla Gustava Junga, jak sam deklarował, było „Septem Sermones ad Mortuos” – Siedem Kazań do Zmarłych – czyli gnostycki traktat jego własnego autorstwa. To krótkie dzieło przedstawia rozmowę heretyckiego nauczyciela z duszami zmarłych chrześcijan – najwyraźniej zawiedzionymi wiarą w Trójjedynego Boga. Jung wkłada w usta historycznego herezjarchy sofistyczne rozważania o rzeczywistości składającej się ze znoszących się wzajemnie przeciwieństw.
Mimo wyraźnego przywiązania do pracy samego twórcy ta bywa niezbyt często komentowana w środowisku naukowym. Wynika to zapewne z braku jednoznacznego określenia, jaki charakter ma ten tekst. Tymczasem do traktatu chętnie nawiązują współcześni okultyści, którzy w jungowskich koncepcjach widzą podwaliny doktryny religijnej…
Niezależnie od tego, jaki stosunek do „Septem Sermones (…) rzeczywiście miał ich autor, wyłożone w nich zasady znajdują odbicie w tworzonych przez niego koncepcjach psychologicznych. Zaproponowane konstrukty teoretyczne, jak cień, archetypy, a także elementy jungowskiej typologii charakterów mają przykładowo naturę przeciwieństw dążących do zera.
Alchemiczne tomy, magiczne traktaty, pisma religii wschodu – to zestaw kolejnych tekstów, którymi inspirował się słynny, choć krytyczny względem prekursora, uczeń Freuda. Dodawał przy tym bardzo wiele od siebie w oparciu o interpretację własnych doświadczeń…
Zarówno Jung i Freud mimo to starali się przedstawiać jako obiektywni klinicyści. Inaczej postępował Jacques Lacan, który nie przywiązywał wagi do naukowości swoich tez – poczytując to sobie za zaszczyt. Krytykował przy tym psychoanalityków rewidujących koncepcje Freuda pod wpływem ich eksperymentalnej i akademickiej krytyki. Wbrew tej tendencji zaproponował powrót do pierwotnego kształtu psychoanalizy – na gruncie humanistycznym.
Paliwo antykultury
Słowem podsumowania: psychoanalitycy stworzyli dziwaczną, pseudonaukową szkołę – która mieni się psychologią, ale w rzeczywistości jest wynaturzoną hermeneutyką tekstów kultury, libido-centryczną w wypadku Lacana i Freuda. Ich entuzjaści nie chcą jednocześnie przyznać, że psychoanaliza stanowi wyłącznie zideologizowany nurt filozofii… Chełpią się naukowym wizerunkiem i kuszą humanistów zapewnieniami o klinicznym uzasadnieniu swoich przekonań. Współczesna psychologia w znacznym stopniu otrząsnęła się z ich wpływu, przez dominację nurtów ewolucyjnych i poznawczych. W kulturze jednak dzieło Freuda i jego następców zapuściło korzenie na dobre. Z najgorszym skutkiem…
Całkowita reinterpretacja historii i kultury, jakiej dokonali Freud i Lacan, oddziałuje ogromnie na współczesne trendy intelektualne, służąc najbardziej destruktywnym tendencjom społecznym. Z obu myślicieli czerpią postmodernizm, teoria gender, czy feminizm.
Paliwem dla antycywilizacyjnych ruchów jest przede wszystkim wyobrażenie kultury, jako narzędzia opresji libido. Freudowskie przekonanie, wedle którego artyzm, sztuka, czy filozofia wszystkie są owocem „sublimacji” popędu zyskało szerokie uznanie. Tym samym zwolennicy psychoanalitycznej interpretacji w rozwijanej od tysięcy lat poezji, czy intelektualnym dziedzictwie widzą skutek seksualnych frustracji ich twórców…
Poza tym ogólnym schematem Freud zaproponował również konkretną historyczną wizję ukształtowania moralności i norm kulturowych. Wedle żydowskiego myśliciela w czasach prehistorycznych ludzie żyli w organizacji stadnej przypominającej duże grupy zwierzęce. Prawo do obcowania z kobietami przysługiwało w nich wyłącznie jednemu osobnikowi – był to ojciec – wódz i twórca patriarchalnego porządku.
Dominujący mężczyzna miał współżyć ze swoimi córkami i stanowić restrykcyjne prawo, regulujące życie „pierwotnej” wspólnoty. W jednej z takich teoretycznych grup miało dojść, zdaniem Freuda, do buntu synów, sfrustrowanych ograniczeniami narzuconymi ich popędowości. Organizatorzy przewrotu mieli zabić patriarchę, a następnie spożyć jego ciało w akcie uczty totemicznej…
W ten sposób zniknął system opresji, jednak winni dotkliwie odczuli samotność w świecie i brak opieki zamordowanego ojca. W akcie tzw. „wtórnego posłuszeństwa” pod postacią norm moralnych i religii zaczęli uobecniać zatem postać patriarchy…
Podobne „wyjaśnienie” doskonale ilustruje wiarygodność freudowskich koncepcji. Żydowski myśliciel nie miał oporów, by na wątłych podstawach budować całościową wizję rzeczywistości, zawierającą nawet rekonstrukcję nieznanych historycznych wypadków… Mimo całej absurdalności, freudowskie propozycje padły na podatny grunt. Inne środowisko skłonne do tworzenia ideologii – spadkobiercy Marksa – zainteresowali się wizją człowieka prowadzonego przez erotyczny napęd.
Zainteresowanie freudyzmem było właściwe przede wszystkim dla Herberta Marcuse, reprezentanta „szkoły krytycznej”, nazywanej również frankfurcką. Ta grupa myślicieli rozczarowała się obietnicą rewolucji socjalistycznej, zauważając, że rzeczywistość nie daje szans na jej przeprowadzenie. Program przewrotu zastąpiono zatem „emancypacją” – zamiarem eliminowania struktur porządkujących życie społeczeństw – w interpretacji Marksa stanowiących pochodną niesprawiedliwych stosunków klasowych.
Złączenie freudyzmu i post-marksistowskich przekonań zaowocowało programem „emancypacji popędu”. Zerwanie z normami moralnymi miało wedle zwolenników tej propozycji prowadzić do budowy społeczeństwa kreatywnego, wyzwolonego od nerwicy i psychicznego cierpienia… W dużej mierze to właśnie stąd wziął się lewicowy postulat wolności „od pasa w dół”.
Jeszcze bardziej, niż freudowski obłęd seksualny, do spustoszenia intelektu człowieka Zachodu przyczyniły się koncepcje Lacana. Jego wizja języka jako sługi popędów pod znakiem zapytania postawiła cały dorobek cywilizacyjny i kulturalny. W oczach entuzjastów Lacanowskiego podejścia możliwe stało się „zdekonstruowanie” każdego stanowisko, bez konieczności rzeczowej dyskusji. W traktacie religijnym, czy politycznym wystarczyło znaleźć przecież symboliczne wskazówki, by wmówić mu libidalny sens… Z przekonań francuskiego psychoanalityka zaczerpnął w ogromnej mierze Jacques Derrida i inni postmodernistyczni doktrynerzy.
Język stracił więc swój wiarygodny charakter, a konstruktywna wymiana poglądów stała się niemożliwa. Przy tym Lacan, inspirując się Freudem, poszedł w swoich rozważaniach na tyle daleko, że utożsamiał konkretne znaki z manifestacją popędu w mowie i piśmie. Uznał chociażby, że wyrażenie pierwiastek z minus jeden niesie w sobie ukryty obraz męskich narządów rozrodczych.
Do tej interpretacji nawiązują dziś ruchy dekonstrukcji kulturalnej doszukujące się podprogowych wyrazów patriarchatu w strzelistej architekturze, czy dostrzegające przemilczaną niebinarność w klasycznych tekstach kultury… Lacan otworzył prawdziwą puszkę Pandory fantasmagorycznej wyobraźni – kto oprze się o jego interpretację może spokojnie znaleźć w tylu wiekach tradycji jedynie popędowy motyw – nawet nie zatrzymując się na chwilę refleksji.
Eros zastępuje logos
Wspólnym piętnem, jakim psychoanaliza odcisnęła się na współczesności jest zmiana myślenia o ludzkiej seksualności. Z podporządkowanego władzy rozumu narzędzia prokreacji przekształcono ją w podstawowy napęd ludzkich działań i budulec tożsamości. Z wizji tej pełnymi garściami czerpie dziś ruch LGBT. Ta seksualna obsesja, mimo że iluzoryczna, sprzyja zwichnięciu zdolności do kierowania sobą wedle rozumu i psychicznej integracji kolejnych pokoleń.
Popularyzacja podobnych tez szkodzi jednak nie tylko naturze – Upośledza głęboko również religijność człowieka zachodu – napawając go nieufnością do etyki cnót i samego aktu wiary. Ponieważ religia prowadzić ma do bytu absolutnego, musi stawiać surowe wymagania moralna, prowadzące do udoskonalenia wierzącego. Dla psychoanalityków wzrost w cnotach to jednak nie szansa na twórcze życie – a przejaw „nerwicowości” i ryzyko psychicznych zaburzeń…
Stronnicza podejrzliwość post-freudystów wobec religii zakorzeniła się głęboko w społeczeństwie. Sprowadzanie wiary do emocjonalnej potrzeby osób dotkniętych samotnością, przypominające kategorię „wtórnego posłuszeństwa”, zrobiło przecież w popularnym odbiorze nie mała karierę. Ekspansja freudyzmu – kontr- racjonalnej ideologii – przyczynia się do twierdzeń, że religia to w gruncie rzeczy przejaw dysfunkcji…
Obnażenie nienaukowego charakteru psychoanalizy ma więc doniosłe znaczenie dla odkłamania przesączonych nią koncepcji społecznych, kulturowych i politycznych. Biorąc pod uwagę wyparcie twierdzeń Freuda i jego następców ze spektrum uniwersyteckiej psychologii proces ten powinien już dawno przeniknąć na grunt humanistyczny. Niestety, zsekularyzowany świat nie jest wcale taki scjentystyczny, jak nam to obiecuje…
Zracjonalizowana psychoanaliza
Mimo wszystko są kontynuatorzy nurtu analitycznego, którzy unikają wprzęgnięcia w post-freudowską ideologię. To badacze, którzy systematycznie poddają krytyce założenia prekursorów, czerpiąc od nich głównie pewne inspiracje. Uniwersyteccy zwolennicy nurtu dynamicznego nie są więc często wcale wyznawcami freudyzmu, czy jungizmu. Zachowują cześć tych twierdzeń, które znajdują poparcie w pracach empirycznych (np. mechanizm wyparcia), zwracają uwagę na psychologiczne znaczenie relacji przywiązania i więzi z rodzicami.
W zakresie terapeutycznym nurt analityczny pozostaje najbardziej kontrowersyjnym podejściem – jednak niesłychanie popularnym. Współcześnie prowadzone w jego ramach terapie opierają się nie o analizę wytworów, snów, czy hipnozę – a o swobodną rozmowę z pacjentem. W jej trakcie terapeuci zwracają uwagę na obdarzone emocjonalnym ładunkiem wątki i pogłębiają je.
Kamieniem węgielnym terapii tego typu jest kategoria relacji z terapeutą i przekonanie, że ona sama ma główną wartość, jako narzędzie poprawy stanu klienta. Przy tym terapia analityczna cechuje się zdecydowanie najdłuższym czasem trwania, a jej skuteczność bywa przez wielu naukowców (np. wpływowego psychologa Hansa Eysencka) podważana.
To ciekawy fenomen: Wiele osób zamiast bardziej „mechanistycznej” praktyki behawioralno- poznawczej wybiera tą dynamiczną – przeciągającą się i trudniejszą do weryfikacji pod kątem skuteczności. Być może to wynik zmian społecznych – indywidualizacji, słabnięcia więzów, utraty sensu: Człowiek cywilizacji post-chrześcijańskiej poszukuje w gabinecie ich substytutu…
W czwartek 17 sierpnia br., prezydent Ugandy Yoweri Kaguta Museveni opublikował 27-stronicowy dokument szczegółowo opisujący problemy, jakie napotkała Uganda w związku z działaniami bogatych państw Zachodu. Ujawnił, że jednym z warunków pomocy gospodarczej dla jego kraju było przyjęcie agresywnej ideologii sodomicko-gomoryckiej oraz pseudoekologicznych, fałszywych tez związanych z globalnym ociepleniem oraz tzw. “zerowym wzrostem”.
Konserwatywny prezydent Ugandy demaskuje neokomunistyczne lobby działające w Banku Światowym i rządach państw zachodnich. Jak napisał w swym oświadczeniu: -Pomoc zagraniczna i pożyczki są mile widziane i mogą być przydatne, jeśli zostały zaprojektowane i wykonane przez patriotów”. Nie są one jednak „ani decydującymi, ani niezbędnymi elementami naszej pożądanej transformacji społeczno-gospodarczej.
Dalej kontynuował: -Niedawna prowokacja i arogancja ze strony Banku Światowego na temat homoseksualistów odzwierciedla płytkość filozofii, ideologii i strategii, która koliduje z globalnymi wysiłkami zmierzającymi do osiągnięcia konsensusu dla dobra. Byliśmy gotowi wybaczyć przeszłe zbrodnie przeciwko Afryce dokonane przez imperialistów i ich lokalnych marionetek, ale ten ostatni incydent jest naprawdę nie do zniesienia.
Museveni wyjaśnił, że chociaż Bank Światowy i niektórzy zachodni partnerzy Ugandy są czasami pomocni, stawiają oni nieobliczalne warunki dla swoich pożyczek, w wyniku czego często nie poprawia się gospodarka Ugandy, zwłaszcza dlatego, że skorumpowani „neokolonialni planiści” przekupują urzędników z sektora prywatnego.
-Powinniśmy rozpocząć bezlitosną wojnę z dwoma wewnętrznymi hamulcowymi naszego sukcesu: skorumpowanymi i neokolonialnymi planistami – oświadczył. Te frakcje opóźniają nasz marsz naprzód i… muszą i zostaną zmiażdżone.
Ugandans and, especially the Bazukulu. Further to my message of the 9th August, 2023, I would like to reiterate that foreign aid and loans are welcome and can be of some use if designed and executed by patriots (not neo-colonial agents), but are neither decisive nor indispensable elements for our desired social-economic transformation. On the contrary, those loans and aid packages, can be a source of distortion and stunted growth as you can see across Africa. If foreign aid and loans, are a source of social-economic transformation, why the present growing crisis of even security and stability in Africa? The only appropriate English adjective I can remember from my 14 years study of the English language (1952-1966), is: “insufferable”, that can describe some of these actors. Some of these imperialist actors, are insufferable. You have to work hard, to restrain yourself from exploding with anger. However, the provocations by the World Bank and the thoughtless homo-sexual lobby, should not provoke us into being, automatically, anti-Western. Even in the colonial times, we had supporters in the west in our anti-colonial struggle: Sir Dingle Foot, Lord Fenner Brockway, Olof Palme, etc. Even today, there are many friendly forces in the West, but they are intimidated by these disoriented lobbies.
=========================
Od kilku lat w Afryce Środkowej narastają nastroje antyzachodnie. Burkina Faso, Mali i Niger były świadkami wojskowych zamachów stanu w ciągu ostatnich trzech lat, a u kolejnych sąsiadów, Czadu i Gwinei, stare rządy zostały zastąpione rządami wojskowymi w 2021 roku.
Antyzachodni kurs państw afrykańskich związany jest w sporej mierze z intensywną penetracją gospodarczą tych terenów przez Chiny. Afryka Środkowa i Zachodnia powoli sprzymierza się z powstającą koalicją BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA) w opozycji do swoich długoletnich, faktycznych suewrenów z USA, Wielkiej Brytanii i Francji.
Zwykli Ugandyjczycy wyrażają zaniepokojenie zwłaszcza w związku z agresywną homopropagandą wśród murzyńskich dzieci. Warto przypomnieć, że w 2022 roku rząd zdelegalizował organizację “Sexual Minorities Uganda”, która zatrudniała nieletnich do udziału w sodomickich i pedofilskich filmach, sprzedawanych następnie bogatym degeneratom z USA i Europy. Rząd zwalcza także propagandę mającą na celu wspieranie sodomitów, pederastów i genderystów w szkołach i innych miejscach publicznych.
Neokomunistyczne organizacje, takie jak Bank Światowy nie chcą jednak utracić wpływów w Ugandzie. Ostro atakują konserwatywnego prezydenta. W oświadczeniu Banku czytamy m.in.: Ustawa antyhomoseksualna Ugandy jest sprzeczna z wartościami Banku Światowego. Po dokonaniu przeglądu naszego portfolio w kontekście nowych przepisów, żadne nowe finansowanie publiczne [dla Ugandy – przyp. red.] nie zostanie przedstawione naszej Radzie Dyrektorów Wykonawczych.
============================================
NASZ KOMENTARZ: Gratulujemy Ugandzie prezydenta, który jest patriotą i prawdziwym mężem stanu, dbającym o swój Naród. Chcielibyśmy, by także w Polsce rządziły osoby, które potrafiłyby zerwać sie ze smyczy zachodniej, neokomunistycznej ideologii.
Na bezdrożach ekolo: Fotowoltaika przyczyną kolejnego pożaru domu?! „Wysokie temperatury to prawdziwy test dla instalacji”
W upalne dni fotowoltaika powinna sama się wyłączać, by nie dochodziło do jej przegrzania. [sic!! md]
Instalacja fotowoltaiczna przyczyną kolejnego pożaru domu? Wiele na to wskazuje. Doszło do tego w Strzebowiskach na Podkarpaciu.
Jak relacjonują strażacy, „po przybyciu na miejsce zdarzenia zastaliśmy w pełni rozwinięty pożar domu drewnianego. Ogniem objęty był cały parter i poddasze. Ogień wydostawał się również z obydwu ścian szczytowych” – czytamy w relacji OSP Cisna.
Akcja gaśnicza, w której uczestniczyło sześć okolicznych zastępów, przebiegała w trudnych warunkach. Nie udało się uratować płonącego domu. Żywioł ognia okazał się silniejszy. Czteroosobowa rodzina straciła cały swój dobytek. Jedna osoba została ranna – ojciec, który wynosił z płonącego domu małe dzieci. Doznał oparzeń twarzy i ręki.
– Ten pożar to było coś niewyobrażalnego. Słup ognia widoczny był na drugim końcu wsi. Żar lał się tego dnia z nieba. Strażacy robili co w ich mocy, ale i tak niczego nie udało się uratować– relacjonuje w rozmowie z money.pl jedna z sąsiadek poszkodowanej rodziny.
Przyczyną tragedii mogła być instalacja fotowoltaiczna. Na finalne ustalenia trzeba jeszcze poczekać, ale niemal pewne jest, że doszło do zwarcia instalacji elektrycznej, najpewniej właśnie fotowoltaiki.
Eksperci od tego – podobno ekologicznego – wynalazku przyznają, że podczas upałów panele produkujące prąd są znacznie bardziej awaryjne.
– Wysokie temperatury powietrza są prawdziwym testem dla instalacji fotowoltaicznych. Szczególnie tych, które były kładzione samodzielnie. A takich przypadków jest wiele – mówi rzecznik prasowy Komendy Powiatowej PSP w Gorlicach, mł. bryg. Dariusz Surmacz.
Temperatury paneli fotowoltaicznych osiągają w kulminacyjnym punkcie gorącego dnia nawet 80 stopni. W nocy spada ona do 20 stopni.
– Różnice w temperaturach powodują, że tworzywo w złączkach często się odkształca powodując przerwanie obwodu i wystąpienie groźnego łuku elektrycznego, a w konsekwencji pożaru – tłumaczy rzecznik.
Dodaje, że w upalne dni fotowoltaika powinna sama się wyłączać, by nie dochodziło do jej przegrzania.
– Osoby, które korzystają z prawidłowo podłączonej fotowoltaiki, produkują teraz mniej prądu, niż w chłodniejszym kwietniu – podaje przykład Surmacz.
Podaję dni i godziny emisji filmu o kradzieży 80 mln w stanie wojennym przez Wł. Frasyniuka i jego świty. To były pieniądze społeczne z których nigdy się nie rozliczyli, mimo monitów.
Proszę powiadamiać ludzi o prelekcji tego filmu.
Pozdrawiam Tadeusz Świerczewski
22.08.23 g. 23:20 PR 1 TVP
23.08.23 g. 21:15 TVP DOKUMENT
24.08.23. g. 12:55 TVP DOKUMENT
24.08.23 g. 14 TVP POLONIA
08.09.23. g 16:55 TVP HISTORIA
Członkowie „SOLIDARNOŚCI”, RKS-u NSZZ „Solidarności” Dolny Śląsk, oraz „Solidarności Walczącej” oburzeni skandaliczną i haniebną wypowiedzią Władysława Frasyniuka
[Frasyniuk nazwał publicznie żołnierzy straży granicznej “watahą psów” i “śmieciami” md]
28 sierpnia 2021
OŚWIADCZENIE
My członkowie „SOLIDARNOŚCI”, RKS-u NSZZ „Solidarności” Dolny Śląsk, oraz „Solidarności Walczącej” jesteśmy oburzeni skandaliczną i haniebną wypowiedzią Władysława Frasyniuka. Obraził Wojsko Polskie i państwo polskie. Wojsko Polskie i Straż Graniczna to fundament naszego bezpieczeństwa, powinien to rozumieć każdy Polak. Władysław Frasyniuk przekroczył tą wypowiedzią wszelkie granice przyzwoitości.
Nie pierwszy już raz Władysław Frasyniuk swoimi haniebnymi wypowiedziami szkodzi rządowi i Polsce. Nie można tego przemilczeć w imię naszej wspólnej przeszłości i dla dobra przyszłości. Stanowczo potępiamy jego wypowiedzi i elementarny brak kultury.
Przy okazji pragnęlibyśmy uzyskać wyjaśnienia od pana Frasyniuka na temat pewnych wydarzeń z okresu stanu wojennego – jak to się stało, że po jego zatrzymaniu SB aresztowała wiele osób związanych z konspiracją antykomunistyczną: czy przyczyniły się do tego znalezione przy nim notatki z nazwiskami i adresami? Drugie pytanie, które nurtuje nas już od ponad 30 lat – czy w końcu zostanie rozliczone 80 milionów złotych podjęte z banku tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego?
Tadeusz Świerczewski – współzałożyciel RKS i „Solidarności Walczącej”
Krystyna Wójcik – Jagoszewska – po 13. XII. 1981r współredaktor gazety RKS „ Z Dnia na Dzień”, członek „Solidarności Walczącej”
Krystyna Skibińska – członek RKS – szef „Zgrupowania Brata”
Karol Skibiński – Członek RKS – „zgrupowanie Brata”, Batory
Krzysztof Tenerowicz, członek „Solidarności Walczącej”
Janina Jadwiga Chmielowska – Przewodnicząca Ogólnopolskiego Komitetu Wykonawczego „Solidarności Walczącej”
Piotr Hlebowicz – współprzewodniczący Autonomicznego Wydziału Wschodniego „Solidarności Walczącej”, przewodniczący Krakowskiego Oddziału SW
Jerzy Jankowski, członek „Solidarności Walczącej” – przedstawiciel na kraje Skandynawskie
Karol Gwoździewicz, członek „Solidarności Walczącej” i Polskiej Partii Niepodległościowej
Witold Bator, członek „Solidarności Walczącej” Oddział Krakowski
Wszystkie te rzeczy oraz nieskończona ilość innych zagrożeń, w tym groźba wojny nuklearnej, załamania finansowego, niedoborów żywności, ekstremalnej inflacji prowadzącej do ekstremalnych cen, nowych sytuacji kryzysowych związanych z „pandemią”, ograniczeń w podróżowaniu, lockdownów, monitorowania wszystkich transakcji i całkowitej cyfryzacji gospodarki w celu kontrolowania wszystkiego, są teraz stałe.
Zależność od państwa jest rdzeniem planu przejęcia ludzkości
„To nie jest rozszerzająca się bez końca lista praw – „prawo” do opieki zdrowotnej, „prawo” do wyżywienia i mieszkania. To nie jest wolność, to jest zależność. To nie są prawa, to są niewolnicze racje żywnościowe — siano i stodoła dla ludzkiego bydła”.
~ PJ O’Rourke
Większość z was weszła już w końcowy etap dobrowolnej akceptacji masowego niewolnictwa, a niewolnictwo to jest w pełni zależne od koncepcji strachu, podporządkowania się fałszywej „władzy” i całkowitej zależności od głównego tyrana zwanego rządem, którego planem jest kontrolować świat poprzez kontrolowanie zwykłego, ignoranckiego i apatycznego tłumu zwanego „ludem”. Najważniejszym elementem agendy „Wielkiego Resetu” jest uzależnienie większości od państwa, a zjawisko to jest już na wyciągnięcie ręki. Ostateczna podstawa wszelkich ograniczeń, kontrola transakcji finansowych i monetarnych oraz kontrola przemieszczania się, będzie zależeć od farsy oszustwa zwanego „zmianą klimatu spowodowaną przez człowieka”. Nie martw się jednak, ponieważ wiele innych wymówek oraz aspektów kontroli i manipulacji również zostanie wykorzystanych, ale w tym momencie mistyfikacja pn. „zmiany klimatyczne” jest filarem przyszłego spisku przejęcia.
Tempo tego programu przyspieszyło daleko poza wcześniejsze prognozy i uważam, że jest to spowodowane większym nagłośnieniem ze strony tych nielicznych, którzy rozumieją, co się faktycznie dzieje i wyjaśnianiu wszystkich sprzeczności, kłamstw i propagandy, którymi społeczeństwo jest zalewane od kilku dekad. W tym momencie nieco spanikowana klasa rządząca i jej pionki w rządzie znacznie nasiliły swoją ogólnoświatową kampanię terroru, aby stłumić sprzeciw, zanim zyska on zbyt duży zasięg. Ta kampania terroru ma na celu forsowanie narzędzi strachu do znacznie wyższego stopnia, tak aby móc realizować cele przejęcia przy mniejszym oporze. Jak wspomniano wcześniej, główny nacisk tego zwiększonego zastraszania opiera się na fałszywym modelu „zmian klimatycznych”.
Jednym z oczywistych przykładów tej kampanii strachu jest celowo zwiększone zagrożenie tak zwanymi anomaliami pogodowymi, zwłaszcza rzucającymi się w oczy (celowo wywołanymi) pożarami płonącymi w absurdalnie wysokich temperaturach, niszczącymi określone nieruchomości, miasta i cenne posiadłości ziemskie leżące na złożach minerałów. Te nienaturalne wybuchy pożarów rozpoczęły się na dobre wczesną wiosną i trwają nieprzerwanie od teraz. To, co zaczęło się w Kanadzie, przejęło teraz hawajską wyspę Maui i wiele innych obszarów na całym świecie, a zniszczenia są niewiarygodne. Tylko psychopaci mogliby popełnić takie zło jak to, ale tuszowanie i obwinianie fałszywych „zmian klimatycznych” zostało oczywiście zaakceptowane przez większość i ogłoszone przez klasę rządzącą i wszystkie państwowe lub kontrolowane media głównego nurtu. Atak na wszystkich mówiących prawdę, którzy twierdzili, że te przerażające pożary zostały wzniecone celowo, był natychmiastowy, bez żadnych uzasadnionych dowodów drugiej strony na poparcie ich spiskowych zaprzeczeń, i w rzeczywistości ta powszechna reakcja była z pewnością skoordynowana.
Teraz toczy się walka o to, kto przejmie tę ziemię na Maui, a mówiąc o przejęciu, dokładnie to mam na myśli. Ujawniono, że wielu już próbuje kupić [tereny] i zdobyć kontrakty na budowę nowego „inteligentnego miasta” na tej świętej ziemi, a zaangażowanych jest wielu dużych graczy, w tym Blackrock. Ci, którzy twierdzą, że pomagają, ludzie tacy jak Jeff Bezos i Oprah Winfrey, są już mocno zaangażowani, a gubernator Hawajów, Josh Green, przejął nad tym kontrolę, ale nie z korzyścią dla tych mieszkańców i właścicieli firm, którzy stracili wszystko. (Na marginesie, czy domy i własność Bezosa i Winfrey magicznie uniknęły pożaru?) Ten zły gubernator, prawdziwy nadzorujący polityk, powiedział, zanim jeszcze wszystkie ciała zostały odnalezione i odbyły się pogrzeby zmarłych: „Już myślę o tym, jak państwo mogłoby nabyć tę ziemię, abyśmy mogli przeznaczyć ją na mieszkania dla pracowników, przywrócić rodzinom lub uczynić z niej otwartą przestrzeń na zawsze jako pomnik ludzi, którzy zginęli” – powiedział Demokratyczny Gubernator Josh Green. A co z tymi wszystkimi, którzy są właścicielami tej ziemi, którą „państwo” zamierza siłą wykupić? (ukraść)
Ale nie poprzestawajmy na tym, bo w tym samym roku doszło do niewiarygodnych wykolejeń pociągów. Większość z nich wiązało się z bardzo trującymi i toksycznymi materiałami, z których najbardziej znanymi były oczywiście celowo uwolnione (z powodu celowego podpalenia) szkodliwe chemikalia w East Palestine w stanie Ohio, które zatruły większość północno-wschodnich stanów USA. Było o wiele więcej incydentów tego rodzaju.
Jeśli chodzi o sianie skrajnego strachu, „służby” pogodowe w całym kraju celowo zmieniły wszystkie raporty, aby wywołać skrajny strach w stadzie zbiorowości społecznej zwanej „obywatelami”. Nieprawdopodobne twierdzenia o rekordowych upałach, które w większości przypadków są fałszywe, szerzą się. Zamiast zieleni i ciemniejszych stonowanych kolorów, aby pokazać upał, ciemne czerwienie i fiolety stały się nową normą w całym kraju, i to jednocześnie. Przypadek? Czy na pewno? Ponadto upał jest już nie tylko gorący, ale teraz „wrze” [boiling] według tych idiotów pogodowych. Opisy te, choć niedorzeczne i sfabrykowane, mają celowo wywołać nieuzasadniony alarm wśród niedoinformowanej „publiczności”, która przejawia niewielkie lub żadne pragnienie czy chęć zrozumienia jakiejkolwiek prawdy.
Wszystkie te rzeczy oraz nieskończona ilość innych zagrożeń, w tym groźba wojny nuklearnej, załamania finansowego, niedoborów żywności, ekstremalnej inflacji prowadzącej do ekstremalnych cen, nowych sytuacji kryzysowych związanych z „pandemią”, ograniczeń w podróżowaniu, lockdownów, monitorowania wszystkich transakcji i całkowitej cyfryzacji gospodarki w celu kontrolowania wszystkiego, są teraz stałe. Agresywnie dąży się do likwidacji gotówki, a zastąpienie jej cyfrową walutą banku centralnego (CBDC) widnieje na horyzoncie najbliższej przyszłości. Również ten program ostatnio znacznie przyspieszył, co wskazuje, że rządzący element społeczeństwa próbuje szybciej rozszerzyć swoje mechanizmy kontrolne, aby uniknąć jakiegokolwiek sprzeciwu. Biorąc pod uwagę to, co dzieje się w widocznej przestrzeni, ogromny wzrost celowo zorganizowanych katastrof, masowy transfer bogactwa i własności, agresywną postawę rządu bezpośrednio po każdym sztucznym „zdarzeniu pogodowym” lub tak zwanym „naturalnym” zagrożeniu, i całkowite lekceważenie życia i mienia osobistego, jak długo jeszcze potrwa, zanim ten spisek przejęcia zostanie w pełni zakorzeniony w rzeczywistości?
Wszystkie te wydarzenia mają uzależniać przeciętnego „obywatela” od państwa. Im więcej zależności, tym łatwiejsza kontrola. Kiedy większość społeczeństwa nie może lub nie chce o siebie zadbać, nie będzie odpowiedzialna za własne życie i wolność, nie będzie walczyć we własnej obronie i dobrowolnie zgodzi się na władzę i pomoc państwa zamiast brać jakąkolwiek osobistą odpowiedzialność, co wtedy stanie się z tym krajem?
Obserwowanie tego terroryzmu państwowego, który został uwolniony na Maui, i reakcji ludzi będzie bardzo wymowne. Czy zrezygnują ze swoich domów i ziemi zniszczonej za sprawą sił zła, czy też będą domagać się zachowania swojej własności? Czy odrzucą nikczemne plany ONZ tej totalitarnej szumowiny nazywanej gubernatorem i zatrzymają to, co należy do nich? A może po prostu pozwolą klasie politycznej państwa robić to, co im się podoba, ze wszystkim, co celowo zniszczyli, i staną się podopiecznymi (niewolnikami) państwa?
Kiedy pojawi się masowa zależność, nie będzie już żadnej szansy na wolne społeczeństwo. Państwo stara się kontrolować wszystko, a sposobem na wykonanie tej ohydnej misji jest całkowite ubezwłasnowolnienie ogółu ludności, tak aby nie miała ona możliwości ani chęci do walki. Całkowita zależność jest kluczem do każdego spisku przejęcia przez klasę rządzącą i jej zbirów państwowych, a wiele udawanych zagrożeń i tak zwanych sytuacji kryzysowych będzie regularnie wybuchać w przyszłości. Moim zdaniem, bez wątpienia tak to wygląda, więc nie wierz w nic, nie ufaj żadnemu przedstawicielowi państwa na żadnym szczeblu, nie ufaj żadnym mediom głównego nurtu i kwestionuj wszystko!
„Między rządem, który czyni zło, a ludem, który je akceptuje – istnieje pewna haniebna solidarność”.
Mówili, że to globcio. A na Teneryfie, w Kanadzie, w Grecji, na wyspach Morz Egejskiego – NAPRAWDĘ to podpalacze. Czemu NIKT nie łączy tych kropek??
Na Teneryfie płoną lasy, a gros aktywistów klimatycznych od razu połączyło to z globalnym ociepleniem. Miejscowe władze nie mają jednak wątpliwości, że doszło do podpalenia.
Szef władz Wysp Kanaryjskich Fernando Clavijo oświadczył w niedzielę, że policja potwierdziła, iż pożar na Teneryfie to skutek celowych działań. Nie ma jednak informacji, by ktoś został zatrzymany. Jak pisze agencja AP, dotychczas nie udało się ugasić ognia, trawiącego od wtorku popularną wśród turystów hiszpańską wyspę.
Podczas niedzielnej konferencji prasowej gubernator Teneryfy Rosa Davila podkreśliła, że choć pożar nie został opanowany, to strażakom udało się zrobić duże postępy.
Według obrony cywilnej od początku pożaru na wyspie ewakuowano w bezpieczniejsze miejsca około 26 tys. ludzi. Spłonęło już 11,6 tys. hektarów porośniętych lasem sosnowym i krzewami. Z ogniem walczy ponad 400 strażaków, do akcji skierowano również 23 samoloty i helikoptery gaśnicze. Służby ratownicze poinformowały, że jakość powietrza w 19 miejscowościach jest niewystarczająca, mieszkańcy powinni pozostać w domach, a w razie konieczności wyjścia – zakładać maski.
Pożar, uznawany za najniebezpieczniejszy od dekad, wciąż zagraża miejscowościom w rejonach górskich, trudniej dostępnych dla straży pożarnej.
==================
mail:
Przecież to samu było i jest w Kanadzie, w Grecji, na wyspach Morz Egejskiego, na Hawajach. NIKT nie łączy tych kropek??
Ani nie aresztuje podpalaczy? Czemu nie ujawnia się ich wspólnego WODZA?
Wybory to ponoć święto demokracji. Ładne określenie:)
Kampania wyborcza pokazuje, że to kosztowny lans i festiwal kłamstw, półprawd. Jazgot, po prostu.
Partie są gotowe na każde świństwa czyt. szantaże, pomówienia i oskarżenia. Wyciągają stare fragmenty nagrań, luźne cytaty itp, by tylko zgnoić przeciwnika. Śmiertelnym przeciwnikiem ZP ogłosiła PO.
Przeciwnika? Czy „przeciwnika”?
Gdyby nie durna PO, to PIS miałby potężne problemy… są sobie potrzebni, jak powietrze.
Liczą na słabą pamięć? Razem rządzili, tzw.”bohaterowie opozycji” razem chlali w Magdalence i omawiali przyszłe układy!
Gdyby nie korzystna dla różnych partii propaganda spotów, głupie banery, reżyserowane pikniki i wszechobecne „wspieranie niepełnosprawnego” /ich zdaniem/ elektoratu i społeczna kasa, czyli nasze pieniądze to tzw. elity musiałyby odpowiadać na trudne pytania. Musieliby tłumaczyć się ze swoich rządów.
Pytania są ważne i poważne!
Nie takie, jakie wysmażyli w referendum!
Ale do tematu notki:
Rozsiadł się Cesar na ołtarzu już na dobre czy też został tam dla wygody i kasy zaproszony?
Pewnie jedno i drugie…
Co się porobiło w tej demokratycznej demokracji? Ja nie wiem na pewno,bo prawda została ukryta…a ja nie jestem stroną.
Tylko obserwuję….
Życie nauczyło, że gdy nie wiadomo o co chodzi, to za zasłoną ekranów grają role wielkie pieniądze.
Jednak nie są one najważniejsze, bo nie da się kupić wszystkiego za „marną mamonę”. Ważniejsza jest władza!
Najważniejsze są, jak się okazuje wpływy, przychylność władzy, oczekiwane decyzje, koncesje i przywileje. Gdy potrzeba głosów wyborców partie nie znają żadnych reguł, bo władza najważniejsza.
Politycy gotowi są nawet udawać katechetów!
Z religijnego studia telewizyjnego nie wyłażą a gospodarze ich nie wyrzucają.
Dlaczego tak? Bo, gdyby „pokorni” widzowie TV Trwam nie wiedzieli, na kogo głosować, to już nie mają wątpliwości.
Dowiedzą się z „Informacji Dnia” i codziennej publicystyki
Bogate koncerny, jeszcze bogatsze spółki płacą; ich reklamy lecą non stop.
Czy zapomniano, że nie tak dawno reklamowali tzw szczepionki?
Kłamali pod dyktando NWO!
Przykre, że w tzw. demokracji, głoszonej wolności i bogobojności dominują dziwne zależności między Sacrum a Profanum!
Wzajemne…. niestety.
Czy zarówno Cezar jak i Kościół Katolicki nie wiedzą, że o ludziach „kłaniających się okolicznościom” szybko się zapomina?
Zapomina i pogardza jednocześnie, bo w cenie zawsze jest odwaga i dzielność. Tchórze mają jedynie swoje 5 minut i doraźne korzyści.
Już w 2020 roku pisałam na ten temat.
„Było -„Non possumus” jest – „cezarze usiądź sobie na ołtarzu”
Wiele razy w historii Polski „cezar siadał sobie na ołtarzu” nikogo o pozwolenie nie pytając.
„I to nie tylko za komuny. W tamtym czasie terroru i walki z wiarą, bezczelny cezar często próbował wleźć na ołtarz i rządzić. Jednak bał się ludzi, bo ołtarz był chroniony przez Prymasa Tysiąclecia – sługę bożego ks. Stefana Kardynała Wyszyńskiego.
Stanowczy i mądry rzekł im to: „Non possumus!”.
O ironio, za III RP pomniejszym cezarom udawało się ta sztuczka parę razy. Podam tylko dwa przykłady. Słynna ingerencja wysoko postawionych polityków PIS i oddanych im dziennikarzy w sprawie ks. abp. Wielgusa. Czas pokazał, jaką zmianę sobie zafundowali…tu zamilczę. „Beatyfikacja” bufetowej nie była po ich myśli.
Potem prezydent zwany Bul’em bezczelnie i „publicznie zbeształ księdza pułkownika / S.Żarskiego/, swoimi naciskami spowodował, że administrator Ordynariatu Polowego nie objął stanowiska biskupa polowego Wojska Polskiego.” /grudzień 2010/
Powoli przywykli do włażenia na ołtarz. Czuli, że mają przyzwolenie.
Nie mieliśmy wtedy i nie mamy do dziś stanowczego mężnego człowieka na czele kościoła, wzorem Prymasa 1000-lecia. Niestety.
I nastała nam epoka wirusa…. z nią nakazy, zakazy władz. W całym świecie nic, tylko wirus.
Cesar jeden z drugim uroił sobie, że katolicy są głupi, że nie wiedzą ile to 2m, że lubią się zakażać. Świeccy zawsze stawali do ochrony papieskich pielgrzymek i był spokój. A tak niedawno sami, nie wiedzieć czemu szczycili się bezpiecznymi Dniami Młodzieży; o nie święta obłudo! Teraz pilnują….
Usłużni cywile i mundurowi na polecenie władz gonią „nadmiarowych” obecnych na liturgiach, donoszą na policję, gdy gdzieś tam pod kościołem zebrało się parę /dosłownie parę/ osób! Większość zastraszonych w ogóle nie wychodzi na Triduum Paschalne z domów – a nóż będę szósty? Strach opanował wielu. Wiedzą, że gdzieś złapali samotnego rowerzystę, że gdzieś ukarali księdza, liczą żałobników na cmentarzach… strach zasiany wykiełkował zgodnie z wytycznymi WHO.
Z raportów medialnych zaś widać wyraźnie, że rozsadnikami wirusowych zakażeń są najczęściej chronione szpitale, niedostępne dla ogółu domy opieki a nawet komisariaty policji etc. czyli placówki zamknięte.
Dzisiaj słychać o planowanych za 10 dni zmianach. Mają poluzować….ale gdzie i komu?
19 kwietnia Niedziela Miłosierdzia Bożego, następne wielkie święto po Wielkanocy! A „luzik” dopiero od poniedziałku.
„Zmieniony limit na wejścia do sklepów, rozszerzony dostęp do galerii handlowych, otwarcie zakładów fryzjerskich i kosmetycznych. To według radia RMF FM wstępny rządowy plan stopniowego otwierania gospodarki. Premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że nastąpi to najwcześniej 20 kwietnia – czyli tydzień po świętach.
Fryzjer, kosmetyczka ucieszą się a np. rehabilitant? Poczeka.
Zmiany mają być zgodne z zasadą: Jeśli gdzieś uda się zapewnić 2 metry odległości między klientami, to placówka zostanie otwarta.
Ani słowa o zmianie w kościołach! Nadal tylko 5 osób????
Nie słychać też o żadnych petycjach ze strony władz kościelnych. Brak odwagi zbyt często jest mylony z pokorą, niestety….
Do napisania tej notki skłoniło mnie nie tylko widoczne dziś jasno 'zasiadanie cezara na ołtarzu’ ale traktowanie przez władze różnych zgromadzeń wybiórczo, przychylnie swoich a wrogo innych, znaczy pospólstwa.
Czyżby zachowanie dystansu 2 m było niemożliwe w obszernych kościołach i przed budynkami?
Skoro mianowani przez prezydenta asesorzy, którzy zjechali z całej Polski w liczbie 80 mogli?
Komu więcej wolno? Oczywiście władzom. Pod sztandarem demokracji też są równi i równiejsi…. czyli oni i my.
Przykre to ale niech nam daje do myślenia. I trzeba to dobrze zapamiętać, gdy bogobojni politycy ( kiedyś nawet ryży) będą się lansować w telewizorniach na tle domowych ołtarzyków.
Miejmy w sercach tę pewność, że nigdy długo cezar na ołtarzu miejsca nie zagrzał i to, że Pan Bóg sam dopomni się o Swoje!”
Tak było i tak jest dziś:
„Bogobojność polityczna” urosła w siłę, by biednym i zmęczonym awanturami i podziałami obywatelom żyło się lepiej, tak, jak na Zachodzie!
„Niebezpieczne odpady zwożone do Centrum Dystrybucyjnego, szpetny przemysłowy kolos górujący nad bazyliką i wsią oraz hałas, smród i obciążenie wąskich dróg całodobowym ruchem ciężarowym to nie wszystko, co czeka mieszkańców Gietrzwałdu, pielgrzymów i turystów. Protestujący przeciwko inwestycji Lidla alarmują również, że poprzez niwelacje gruntów i przez prace ziemne zniszczona zostanie rzeźba chronionego terenu”, pisze na łamach tygodnika „Gazeta Polska” Grzegorz Wierzchołowski.
Publicysta przywołuje zastrzeżenia, jakie w sprawie inwestycji Lidla i związanych z nią dziwnch decyzji władz samorządowych przedstawił Komitet Obrony Gietrzwałdu. Zdaniem jego przedstawicieli „niwelacja gruntu pod Centrum Lidla i wzniesienie tam ogromnego zakładu spowodowałoby wyłączenie spod ochrony krajobrazowej okolicznych terenów (w sumie około 200 hektarów), a co za tym idzie – zmianę ich przeznaczenia z gruntów rolnych na inwestycyjne. To zaś spowodowałoby 20-krotny wzrost cen tych gruntów, dziwnym zbiegiem okoliczności należących do jednego właściciela”.
W dalszej części publikacji Wierzchołowski stawia pytanie: „Jak na Centrum Lidla w takim miejscu mogły się zgodzić organy środowiskowe?”. Odpowiedzi na to pytanie udzielił dziennikarz lokalnego portalu „Debata” Adam Socha: „Wójt Gminy Gietrzwałd zwolnił inwestora z obowiązku opracowania raportu oddziaływania inwestycji na środowisko. Dzięki temu nie musiał organizować konsultacji społecznych”. Z kolei Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska uznała, że obiekt „nie będzie stanowił ponadnormatywnego zagrożenia dla środowiska”.
Publicysta zwraca również uwagę, że sytuacja w Gietrzwałdzie ukazuje „złożony obraz powiązań między władzami lokalnymi oraz byłymi i obecnymi funkcjonariuszami policji”.
„Zacznijmy od tego, że budowa Centrum Dystrybucyjnego Lidla wywołała sprzeciw części mieszkańców gminy. Jacek Wiącek, prezes Stowarzyszenia Razem dla Gietrzwałdu (…) nie tylko organizował protesty przeciw budowie, ale i zbierał podpisy pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania wójta gminy Gietrzwałd, Jana Kasprowicza, właśnie z powodu jego poparcia inwestycji. Zaraz potem burmistrz publicznie zaatakował Wiącka, oskarżając go o rzekome nieprawidłowości finansowe i wyłudzanie podpisów. (…) W domu Wiącka o godz. 06.00 rano pojawili się też policjanci z nakazem wydania list z podpisami popierającymi referendum. Przeszukano dom mężczyzny. (…) Owo wyjątkowe zaangażowanie policji w sprawę jest o tyle interesujące, że członkiem rady nadzorczej Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych w Gietrzałdzie był do niedawna obecny Komendant Miejski Policji w Olsztynie, insp. Piotr Koszczał, natomiast przewodniczącym Rady Gminy Gietrzwałd jest były komendant wojewódzki policji w Olsztynie Janusz Tkaczyk”, czytamy w „Gazecie Polskiej”.
Na koniec Wierzchołowski przypomina, że wojewoda warmińsko-mazurski Artur Chojecki uchylił pozwolenie starosty olsztyńskiego Andrzeja Abako na budowę zakładu Lidla. „Na tym jednak sprawa się nie skończyła. Lidl, gmina Gietrzawłd i właściciele ziemi, na której miało powstać Centrum Dystrybucyjne, złożyli skargę na decyzję wojewody do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Teraz więc wszystko w rękach sędziów”, podsumowuje.
==================
sierpień 2023
Gdzie ekolodzy! Walczyli o robaczki w puszczy więc gdzie są gdy chcą nam region zaorać!
TZ.20
Andre20 sierpień 2023
Niestety to niemiecka zemsta za objawienia które prusakom uniemożliwiły rozpoczęcie wojny w drugiej połowie XIX wieku. To niemiecki cios w katolickość Polski.
sierpień 2023
Dziwne z tymi zagranicznymi sieciówkami. To w Polsce nie ma przedsiebiorców, którzy potrafiliby takie sieci otworzyć? Kto tym steruje?
Alek 2120 sierpień 2023
Za PRLu było podobnie . Chciano np. Jasną Górę oddzielić od miasta nikomu nie potrzebną autostradą, a dla pielgrzymów miało być wąskie przejście podziemne. Kulturkampfu ciąg dalszy, tym razem wprost przez Niemców.
Minister Adam Niedzielski podał się do dymisji. Przynajmniej tak ogłosił premier Mateusz Morawiecki, bo sam minister niczego takiego nie przekazał w mediach społecznościowych. Co ciekawe, poszło nie o Wielką Histerię i covidowy terror, lecz o ujawnienie recepty lekarza, którą ten wystawił na samego siebie.
W pierwszej chwili informacja o dymisji Niedzielskiego z pewnością wywołała powszechne zadowolenie. Oto minister pandemii, wizjoner zdrowia i twarz koronaterroru znalazł się poza rządem. Po chwili jednak przyszła refleksja: czy to w ogóle cokolwiek oznacza? W rzeczywistości nie. Dymisja za całe zło, którego dokonał i które afirmował, to za mało.
Polaczki i lekarze
Po pierwsze: należy zwrócić uwagę na fakt, że formalnie to sam Niedzielski podał się do dymisji. Nie został oficjalnie wyrzucony z rządu, lecz z niego odszedł. Samo to wskazuje, że jaśnie panująca oligarchia nie zamierza zabierać się za ściganie go za absurdalne decyzje o wprowadzeniu szkodliwego i niepotrzebnego lockdownu.
Pocieszające jest to, że jakieś zarzuty w końcu się pojawiają. Przy okazji uderza się w ministra Przemysława Czarnka. Według doniesień medialnych, ich resorty w czasie Wielkiej Histerii miały tworzyć listę studentów i pracowników uczelni, które przyjęły bądź nie przyjęły szprycy na koronawirusa. Niewykluczone, że wyjdą na jaw kolejne afery.
Jednak uderzające jest to, że formalnie przyczyną podania się Adama Niedzielskiego do dymisji nie była Wielka Histeria. To nie zaoranie gospodarki spowodowało, iż Niedzielski poczuł, że nie nadaje się do bycia ministrem. Nie absurdalne restrykcje – np. zakaz wchodzenia do lasów czy organizowania konferencji online (bo wiadomo, że śmiertelny koronawirus rozchodzi się przez internet, foliarzu!). To nie ponad 200 tys. nadmiarowych zgonów spowodowało, że Niedzielski podał się do dymisji, ale ujawnienie treści recepty lekarza, którą ten wystawił na siebie. Ujawnił dane medyczne.
Hipokryzja
Wielkie oburzenie tym faktem prezentowali politycy, media i środowiska lekarskie. Te same środowiska, które w czasie Wielkiej Histerii lobbowały za tym, by dostęp do danych medycznych posiadały kelnerki, ochroniarze, nauczyciele i wszyscy, którzy wykonują w jakimś pomieszczeniu pracę, poprzez sprawdzanie paszportów covidowych.
Przypominam, że chodziło o to, by sprawdzać, czy ktoś przyjął nieprzebadany preparat – błędnie nazywany „szczepionką” – na koronawirusa, czyli by miał wgląd do naszych danych medycznych. Hipokryzja? Mało powiedziane!
Zysk dla PiS
Jak wspomniałem, dymisja to żadna kara. Co prawda to Niedzielski formalnie podał się do dymisji, ale można domniemywać chociażby po milczeniu byłego już ministra zdrowia w mediach społecznościowych, że miał w tej kwestii tyle do powiedzenia, ile my mamy w kwestii płacenia podatków. Więc jakaś forma kary może to być. Tłum się cieszy, szczególnie ten propisowski.
Z rozmów ze znajomymi już dawno stwierdziłem, że Wielka Histeria i lockdown poważnie osłabiły poparcie dla rządzącej oligarchii w jej elektoracie. Teraz oto pojawił się pretekst i znienawidzonego ministra można było się pozbyć.
Zresztą nieoficjalnie takie głosy pojawiały się wśród polityków PiS. Każdy wiedział, że na widok Niedzielskiego wielu ludzi – szczególnie bliskich ofiar śmiertelnych lockdownu – dostawało skrętu kiszek. Ciężko bowiem patrzeć, jak w aroganckiej postawie występuje przedstawiany jako specjalista i autorytet człowiek odpowiedzialny za takie pomysły jak walenie kijem w parapet przychodni. Oczywiście dla bezpieczeństwa. Albo za zamknięcie cmentarzy.
Krótko mówiąc: Niedzielski stał się dla rządzącej oligarchii zbędnym, bardzo ciężkim balastem. Sytuacja z ujawnieniem treści recepty była świetną okazją, by ten balast zrzucić, nie odwołując się też do samej Wielkiej Histerii. A to jest niezwykle istotny element całej układanki.
Wszyscy niewinni
Pamiętamy absurdy sprzed kilku lat, które niestety prowadziły do poważnych konsekwencji. Nadmiarowe zgony, uniemożliwianie uczestniczenia w pogrzebach, niszczenie wiary w ludziach i wielki dodruk pieniądza, którego efektem jest obecna pisflacja, za którą winę jaśnie nam panujący przerzucają obecnie na Putina, wcześniej oskarżając pandemię. Choć oczywiście Adam Niedzielski, a wcześniej Łukasz Szumowski są niewątpliwie istotnymi osobami dla tej epoki terroru, tak poza nimi są również inni. I jest ich wielu.
Przede wszystkim rząd nie zrobiłby niczego bez premiera. Premier zatwierdzał te wszystkie niegodziwe szaleństwa i on również ponosi za to odpowiedzialność. Po drugie: odpowiedzialność ponoszą politycy rządzącej oligarchii i ich sojuszników nazywających się formalnie wrogami z fatalnej opozycji. Przypominam, że PO et consortes nie zarzucali PiS-owi za dużych, lecz zbyt małe restrykcje koronawirusowe. Marzył się im większy zamordyzm, o czym dziś niechętnie wspominają.
Odpowiedzialni są również ziobryści, którzy najwyraźniej „głosowali, ale się nie cieszyli” z restrykcji. Najgłośniejszy przypadek to Anna Maria Siarkowska, która przed wyborami, przechodząc na listy Konfederacji, raczyła skrytykować ogólnikowo oligarchię rządzącą, choć wcześniej trzymała się jedynie kwestii covidowych. Przez całą Wielką Histerię gadała i krytykowała rząd, ale nie odeszła z partii. Inny przykład to Patryk Jaki, który w grudniu 2020 roku apelował, by „poważnie traktować obostrzenia” covidowe; 8 sierpnia napisał, że Niedzielski został „wreszcie” zdymisjonowany. Wymienił przy tym „wszystkie te jego niemądre lockdowny” i „politykę covidową”. Czy to na pewno były tylko jego niemądre lockdowny, panie uniopośle?
Odpowiedzialni są także niektórzy politycy Konfederacji – chodzi tu przede wszystkim o tych skupionych wokół Ruchu Narodowego. Poseł Krzysztof Bosak także oswajał społeczeństwo z restrykcjami, broniąc noszenia maski. Zaś poseł Robert Winnicki już w marcu 2020 roku pisał o „północnych Włoszech” – zapewne chodziło o to słynne Bergamo, wokół którego narracja okazała się totalnym fejkiem tak swoją drogą – jako przykład „katastrofalnej sytuacji” z powodu braku „daleko idących, niekiedy drastycznych środków do walki z pandemią”. Co ważne, na listach Konfederacji z poparciem właśnie Ruchu Narodowego na zaprezentowanych „trójkach” jest sporo osób, które można śmiało określić jako covidian, np. wieloletni pracownik koncernu medycznego współpracującego z Astrą Zeneca czy osoby aktywnie rzucające wobec przeciwników restrykcji wyzwiska jak „szury”, „foliarze” czy „antyszczepionkowcy”.
Odpowiedzialne są także wielkie media, które brały niemałe pieniądze za sianie Wielkiej Histerii. Formalnie były to „materiały promocyjne” preparatu na „koronkę” czy wspieranie kampanii „zachęcającej” do przestrzegania restrykcji. Warto więc przypomnieć, że rządowymi „zachętami” były zapowiedzi wyrugowania z przestrzeni publicznej niezaszprycowanych, wyrzucanie ich z lokali i z pracy, a ich dzieci ze szkół i przedszkoli, etc.. Jeśli to rząd nazywał „zachętami”, to strach pomyśleć, co nam raczy przedstawić, gdy uzna, że zachęta to za mało i trzeba ludzi do czegoś zmusić.
Indyjscy policjanci twierdzą, że szczury zjadły około 600 kg marihuany, która znajdowała się w ich depozycie.
Szczury obrabowały policyjny depozyt.
Nietypowa kradzież w Indiach
Policjanci z miasta Mathura w Indiach około 5 lat temu skonfiskowali blisko 700 kg marihuany. Grupa zajmująca się przewozem tego towaru została rozbita, a susz trafił do lokalnego depozytu policyjnego. Niedawno tamtejsza prokuratura wydała nietypowe oświadczenie, odnosząc się do przechwyconego suszu.
Według prokuratora, szczury zjadły około 600 kg zatrzymanej marihuany. Wszystko przez to, że komisariaty nie są odpowiednio przystosowane do przechowywania takich ilości depozytów.
Na komisariacie nie ma miejsca, w którym przechowywany towar można by uratować przed szczurami. Pozostała marihuana z ogromnej przesyłki została zniszczona przez funkcjonariuszy – oświadczenie tamtejszej prokuratury
Na początku procesu funkcjonariusze policji dostarczyli do sądu próbki przechwyconego towaru, jednak kolejne ilości „dowodów” mieli dostarczyć podczas późniejszych czynności. Teraz okazuje się, że większość suszu zniknęło.
Nie jest to pierwsza tego typu sprawa w Indiach. W 2017 roku szczury spożyły około 45 kg marihuany we wschodnim stanie Jharkhand, a niedawno w stanie Bihar gryzonie wypiły około miliona litrów alkoholu przechowywanego w policyjnych magazynach.
[wyjaśnienie dla normalnych: NFT to skrót od “non-fungible token”, co tłumaczymy na “niewymienialny token”. nft-w-12-punktach-wyjasniamyMD]
===================
W okresie największego zainteresowania kryptowalutami, niewymienialne tokeny były traktowane jako opłacalne inwestycje i ludzie kupowali je za niewiarygodne kwoty.
========================
W okresie największego zainteresowania kryptowalutami, kiedy niewymienialne tokeny były traktowane jako opłacalne inwestycje i ludzie (prze)płacili niewiarygodne kwoty, dom aukcyjny Sotheby’s przeprowadził aukcję, na której sprzedano zestaw 101 NFT Bored Ape Yacht Club za łączną kwotę 24,4 miliona dolarów, a pojedynczy obrazek przypisany do zestawu osiągnął cenę około 241 000 dolarów..
Aktualnie, NFT związane z Bored Ape są sprzedawane za kwotę 48 672 dolarów. Widzieliśmy już wiele historii o osobach, które kilka lat temu zapłaciły ogromne sumy za NFT, a teraz sprzedają je za ułamek pierwotnej ceny. Na przykład, Justin Bieber wydał 1,2 miliona dolarów na NFT Bored Ape, a pod koniec zeszłego roku jego wartość szacowana była na 69 000 dolarów. Nie jest to zjawisko ograniczone jedynie do Bored Apes. Ktoś, kto wydał 2,9 miliona dolarów na NFT pierwszego tweetu ówczesnego CEO Jacka Dorseya, spróbował je odsprzedać w lipcu za zaledwie 1871 dolarów.
Właściciele Bored Ape Yacht Club NFT pozywają Sotheby’s, celebrytów i firmę macierzystą w związku z drastycznym spadkiem cen.
W grudniu ubiegłego roku, złożono pozew zbiorowy przeciwko firmie macierzystej Yuga Labs i jej kierownictwu. Twierdzono, że firma w tajemnicy płaciła celebrytom za promowanie NFT, co prowadziło do sztucznego zwiększania cen tych aktywów cyfrowych.
W pozwie wymieniano wiele znanych postaci, w tym Justina Biebera, Snoop Dogga, Serenę Williams, Madonnę, The Weeknd, Kevina Harta, DJ Khaleda, Gwyneth Paltrow, Paris Hilton, Jimmy’ego Fallona i Stepha Curry’ego. W dniu 4 sierpnia została złożona poprawka do tego pozwu, w której dodano firmę Sotheby’s jako oskarżonego i uczestniczącego w oszustwie.
Po sprzedaży zestawu NFT o wartości 24,4 miliona dolarów, przedstawiciel Sotheby’s opisał nabywcę jako „tradycyjnego” kolekcjonera. Okazało się, że nabywcą była giełda kryptowalut FTX. Ta sama giełda FTX, która później zbankrutowała, a jej założyciel Sam Bankman-Fried obecnie przebywa w areszcie oczekując na proces. Pozew twierdzi, że cała sprzedaż była „wrośnięta w oszustwo” i miała na celu nadać NFT Bored Ape „fasadę legalności”, w celu wywołania zamieszania i zainteresowania inwestorów wokół tej marki.
Obie firmy, Yuga Labs i Sotheby’s, są oskarżone o naruszenie prawa Kalifornii dotyczącego nieuczciwej konkurencji, prawa Kalifornii dotyczącego papierów wartościowych spółek, amerykańskiej ustawy o rynkach kapitałowych oraz kalifornijskiego kodeksu spółek.
Wczoraj (17 sierpnia 2023 roku) funkcjonariusze z Placówki Straży Granicznej w Łodzi zakończyli czynności kontrolne w jednej z agencji pracy prowadzonej przez 39-letnią obywatelkę Ukrainy. Kontrola wykazała poważne naruszenia w zakresie zatrudniania cudzoziemców z Azji i Afryki na terytorium Polski.
Kontrolą legalności zatrudnienia cudzoziemców trwającą od marca tego roku objęto ponad 500 cudzoziemców pochodzących między innymi z Afganistanu, Bangladeszu, Filipin, Egiptu, Indii czy Kamerunu, którzy na podstawie uzyskanych przez agencję zatrudnienia zezwoleń na pracę wydanych przez wojewodę, mogli ubiegać się o wizy w celu przyjazdu do Polski i podjęcia zatrudnienia głównie w zakładach przetwórstwa drobiowego na terenie Kutna.
Jej efektem było ujawnienie przez łódzkich funkcjonariuszy Straży Granicznej poważnych nieprawidłowości, gdyż w 436 przypadkach pracodawca (w tym przypadku agencja pracy) nie dopełniła obowiązku powiadomienia wojewody o niestawieniu się do pracy i tym samym o niepodjęciu zatrudnienia przez cudzoziemców, którym takie zezwolenia zostały wydane.
Wobec pracodawcy zostaną podjęte odpowiednie czynności służbowe związane z podejrzeniem popełnienia wykroczenia z art. 120 ust. 6 ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, za które grozi wysoka kara grzywny.
Franciszek zatrudnia alfonsa na stanowisku w Watykanie zaffaroni
18 sierpnia Franciszek mianował zamożnego Eugenio Zaffaroni, lat 83, na stanowisko dyrektora świeżo upieczonej instytucji „Fray Bartolomé de las Casas”, zajmującej się badaniem i promowaniem praw socjalnych [= trudniącej się promocją propagandy imigracyjnej].
Zaffaroni to były sędzia Sądu Najwyższego Argentyny (2003-2015) skumany z Kirchnerism [grupa socjalistów], złym duchem, stojącym za wprowadzeniem aborcji w Argentynie, oraz promotor legalizacji narkotyków i pseudo-homo-małżeństw, co czyni go lukrowanym marynarzykiem oligarchów.
Śledztwo przeprowadzone przez Perfil.com ujawniło, że w 2011 sześć mieszkań zlokalizowanych w Recoleta, bogatej dzielnicy Buenos Aires, i należących do Zaffaroniego, odgrywało rolę domów uciech, gdzie klienci płacili prostytutkom za seks na godziny.
W jednym z mieszkań, trzypokojowej kawalerce, którą Zaffaroni nabył w 2000, pracowały dwie lub trzy prostytutki w systemie zmianowym. Kasowały 120 pesos za numerek.
W maju 2013 prawnik Zaffaroniego, Ricardo Montivero, stawił się przed sądem i zeznał, że to on prowadził agencję towarzyską, a Zaffaroni po prostu padł „ofiarą nieuczciwego najemcy”.
Montivero musiał zapłacić 10 tys. pesos zadośćuczynienia za naruszenie praw regulujących prostytucję.
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 20 sierpnia 2023 mroczni-siewcy
Wreszcie w przeddzień defilady z okazji święta Wojska Polskiego, które przypada 15 sierpnia – w rocznicę zwycięskiej Bitwy Warszawskiej z bolszewikami – rozładowało się napięcie, w którym trzymał nas Naczelnik Państwa. Jak wiadomo, Naczelnik Państwa kilka dni wcześniej ogłosił pierwsze pytanie, jakie zadane zostanie obywatelom w tak zwanym referendum, które ma być zorganizowane 15 października – jednocześnie z wyborami parlamentarnymi. To pierwsze pytanie dotyczyło stosuniu obywateli do „wyprzedaży” przedsiębiorstw państwowych – czy są „za”, czy przeciwnie – „przeciw”. W kolejnych dniach następne pytanie zadała pani Beata Szydło – ongiś premier rządu, a dzisiaj – na emeryturze dla „byłych ludzi” w Parlamencie Europejskim, przypominającym pociąg z wariatami („szósta godzina z minutami, jedzie pociąg z wariatami…”). Pani Beata zapytała, czy obywatele pragną wydłużenia wieku emerytalnego, czy przeciwnie – woleliby tak, jak obecnie. Z kolei swoje pytanie ujawnił wkrótce pan premier Morawiecki – czy obywatele chcą przymusowej relokacji migrantów, jak życzy tego sobie unijna „biurokracja”, czy nie. I wreszcie, w przeddzień defilady, pan minister Błaszczak zapytał obywateli, czy chcieliby rozbiórki płotu na granicy polsko-białoruskiej. Sejm ma podjąć decyzję w sprawie referendum 17 sierpnia – ale chyba będzie to formalność, bo skoro i Naczelnik i pani Szydło i pan premier Morawiecki, nie mówiąc już o panu ministrze Błaszczaku zdecydowali, to nie ma o czym mówić. Jak nietrudno się domyślić, prawidłowa odpowiedź na każde pytanie powinna być negatywna. Cztery razy nasze stanowcze „nie!” Przypomina to inne referendum, w którym prawidłowa odpowiedź brzmiała „3 razy tak!”, ale to było dawno, jeszcze za Stalina, więc referendum w 33 roku transformacji ustrojowej musi jakoś różnić się od tamtego.
Wprawdzie pytania zostały sformułowane podchwytliwie, więc inteligentny obywatel natychmiast skapuje, o co chodzi, ale przecież do głosowania pójdą różni obywatele; zarówno ci inteligentni, jak i pozostali. Toteż pytania pozostawiają pewien niedosyt. Gdyby na przykład pierwsze pytanie było sformułowane tak: czy jesteś za wyprzedażą przedsiębiorstw państwowych, które zdrajca Tusk chciałby za bezcen oddać niemieckim rewizjonistom i odwetowcom w rodzaju Hupki i Czai – to nawet najbardziej pozostały obywatel wiedziałby, jak należy odpowiedzieć. Niestety tego dodatku nie ma, na czym żeruje Judenrat „Gazety Wyborczej” i zgodnie z leninowskimi normami życia partyjnego o organizatorskiej funkcji prasy, sypie piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów, drukując instrukcje, co robić z tymi referendalnymi kartami. Chodzi o to, żeby za żadne skarby ich nie wypełnić, a potem – Boże broń – nie wrzucać do urny, tylko ewentualnie – całkiem gdzie indziej. Drugie pytanie referendalne też mogłoby zostać uzupełnione na przykład takim oto dodatkiem: „które zdrajca Ojczyzny Donald Tusk, wraz ze swoimi kolaborantami z PSL, kilka lat temu podniósł”. Podobnie pytanie trzecie: „tych roznoszących różne choroby migrantów, których Donald Tusk na polecenie niemieckich rewizjonistów i odwetowców, chciałby tu sprowadzić na zgubę Narodu Polskiego”. Wreszcie uzupełnienie do pytania czwartego w sprawie płotu „któremu sprzeciwiał się Donald Tusk, co to – po powrocie do władzy – natychmiast by go zburzył, na polecenie uzurpatora Aleksandra Łukaszenki”. Widocznie jednak Naczelnik pragnął uniknąć nadmiernej ostentacji i całą inicjatywę utrzymać w granicach demokratycznej, przedwyborczej krytyki. Bo wprawdzie pragniemy być „suwerenni” – jakże by inaczej?! – ale skoro w Unii Europejskiej „jesteśmy i być chcemy”, to jednak trzeba uważać.
Co innego Konfederacja, która do Unii Europejskiej ma stosunek niejasny i w ogóle głosi poglądy nie do przyjęcia przynajmniej przez pana Jaśkowiaka, piastującego urząd prezydenta Poznania. Z miłości do wolności słowa i demokracji pan Jaśkowiak, czy może jacyś jego pomagierzy, zrobili „no pasaran” panom Bosakowi i Mentzenowi, którzy zamierzali zrzucić maski i zatruć krystaliczną wielkopolską atmosferę jakimiś poglądami nie zatwierdzonymi przez partię i rząd. W ogóle roi się tam pod podejrzanych typów, których katalog opublikował właśnie Judenrat „Gazety Wyborczej” informując, że to „mroczni siewcy Putina”, który „mieszają nam w głowie”. W jaki sposób ci „mroczni siewcy” mogą mieszać w głowie Judenratowi „Gazety Wyborczej”, który głowy ma przecież zatwierdzone jeszcze przez Bermana – tajemnica to wielka. W związku z tym jednak na mieście pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby miał zmartwychwstać obywatel, a właściwie towarzysz Różański i właśnie idzie na Polskę robić porządek a wspomniana publikacja Judenratu jest zwiastunem tego, co będzie się działo. Wprawdzie w tych fałszywych pogłoskach nie ma słowa prawdy, bo słowa prawdy płyną wyłącznie jak nie od Judenratu, to z ukraińskiego Sztabu Generalnego, a nie z jakichś fałszywych pogłosek, ale z drugiej strony wszystko to być może, bo skoro historia się powtarza na odcinku referendum, to dlaczego nie może powtórzyć się na odcinku Różańskiego? Wyobrażam sobie jak na zew znajomej trąbki zareagowaliby semiccy czekiści: Piperman i Biberglanc. Każdy z nich w mgnieniu oka by odmłodniał, jakby go kto na sto koni wsadził! Ale przecież nie tylko oni. Iluż młodych potomków semickich czekistów i ich tubylczych pomocników też by chętnie sprawdziło, czy ma „wzrok bystry i rękę niechybną” – jak słynny Jagoda – ileż młodych potomkiń czekistek, też chciałoby pościskać wrogom ludu genitalia w szufladzie biurka – jak to robiła Luna Bristigerowa?
„Nie płoszmy ptaszka; niech mu się zdaje, że naszej partii siły nie staje (…) aż o poranku za oknem dojrzy kontury tanku, potem na schodach usłyszy kroki. Wnet się posypią piękne wyroki!” – pisał w proroczym natchnieniu Janusz Szpotański, któremu niezawisły sąd wszak też wlepił piękny wyrok za operę „Cisi i Gęgacze”. Na razie jednak, zgodnie z zasadami dialektyki, mamy etap kadzenia suwerenom, etap zapytywania ich, co myślą, a to o wyprzedaży przedsiębiorstw, a to o emeryturach, a to o migrantach, a to o płocie – a jak ci, którzy myślą, że to wszystko naprawdę, na te pytania odpowiedzą prawidłowo, to nadejdą odpowiednie warunki do zmiany i powoli wkroczymy w etap surowości, kiedy będzie się liczyła czujność wobec wrogów narodu i inne pryncypia. Przewidział to wszystko Adam Mickiewicz, pisząc w „Dziadach” o Senatorze: „patrz; dzisiaj on pazury schował i będzie się przymilał”. Ale pazury – pazurami, a z obfitości serca usta mówią i oto Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego złapała dwóch osobników, którzy rozlepiali w Krakowie i Warszawie ulotki werbujące ochotników do „Grupy Wagnera”. Tuż przed zapowiadaną defiladą. Ładny interes!
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
W poniedziałek media lokalne w powiecie opolskim na Lubelszczyźnie obiegła informacja o tragicznym w skutkach wypadku drogowym, który miał miejsce w okolicy Chodla (powiat Opole Lubelskie). Trzy kobiety poniosły śmierć na miejscu. Ofiary to znane i lubiane w swoim rodzinnym mieście działaczki kulturalne,
członkinie Poniatowskiego Klubu Seniora, zespołu śpiewaczego „Nadzieja” oraz aktorki teatru Fajna Ferajna.
Kobiety jechały na pogrzeb. We wtorek panie miały uczestniczyć i występować podczas lokalnych dożynek w Kraczewicach w gminie Poniatowa. Informacja o tej tragedii obiegła również media ogólnopolskie. W komentarzach pojawiło się wiele kondolencji, wyrazów współczucia, gdyż panie były aktywne w swojej gminie.
We wtorek odbyły się zaplanowane dożynki, gdzie poza organizacjami z całej gminy promowali się włodarze, posłowie, a także kandydaci na przyszłych posłów z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Burmistrz Poniatowej podczas trwania imprezy zaprezentował się również jako wokalista, wchodząc na scenę w trakcie potańcówki wieńczącej imprezę dożynkową. Tańczył i śpiewał do mikrofonu wraz z zespołem przygrywającym do wieczornej biesiady i zabawy.
Czy to było zachowanie stosowne do sytuacji, licujące z powagą reprezentowanego urzędu, mając na uwadze fakt, iż wśród uczestników byli koledzy i koleżanki ofiar tragicznego wypadku, pracownicy instytucji kulturalnych oraz działacze społeczni z całego powiatu?
Paweł Januszek (Facebook): „Z całym szacunkiem, wszystko można zrozumieć ale burmistrza Poniatowej, pana Karczmarczyka śpiewającego na dożynkach piosenki disco-polo na scenie z zespołem, podczas zakrapianej potańcówki na drugi dzień po tej tragedii, nad którą na trzeci dzień wylewa się z Jego urzędu tak silny żal na cały kraj, tego jakoś nie jestem w stanie przyjąć ze smakiem. Wystarczyło chociaż dać sobie spokój z własnym śpiewaniem na dożynkowej scenie. Z szacunku do sytuacji i do pełnionego urzędu. Na tych dożynkach, na których promowały się struktury Prawa i Sprawiedliwości, o ile wiem, to ofiary tragicznego, nieszczęśliwego wypadku miały zaśpiewać i wziąć udział jako lokalni działacze”.
Osoby-firmy dysponujące takimi siłami obliczeniowymi mogą kontrolować całe społeczeństwa. To się już dzieje w Chinach, na Zachodzie korporacje także to już wykorzystują – żeby wciskać ludziom towary, żeby modelować zachowania wyborcze, co oznacza koniec demokracji, jaką znamy – powiedział PAP Andrzej Kisielewicz, profesor nauk matematycznych, pracownik naukowo-dydaktyczny na Wydziale Matematyki Politechniki Wrocławskiej.
Twierdzi pan, że tzw. sztuczna inteligencja nie jest żadną inteligencją, tylko dobrze skonstruowanymi algorytmami, które – dzięki wielkiej mocy obliczeniowej komputerów – szybko liczą i dzięki temu tak nas zadziwiają.
Prof. Andrzej Kisielewicz: Na pewno nie jest to taka sztuczna inteligencja, jaką znamy z filmów – jak te wszystkie Terminatory czy komputery HAL 9000, które samodzielnie prowadzą misje kosmiczne. To, co dziś nazywamy sztuczną inteligencją, nie ma nic wspólnego z tamtymi pomysłami. Mamy do czynienia z systemami wykorzystującymi olbrzymie moce obliczeniowe – jakie naukowcom nie śniły się jeszcze kilkanaście lat temu – do tego, żeby rozwiązywać określone ograniczone zadania. Skomplikowane, to prawda, człowiek rozwiązuje je wykorzystując ogólną inteligencję, a te systemy, za pomocą swojej mocy obliczeniowej, potrafią to robić nawet lepiej, niż człowiek. Ale podkreślam: to dotyczy konkretnych, ściśle określonych zadań, wykonywanych w ograniczonym zakresie.
Czego więc nie umieją te algorytmy, a co potrafi człowiek?
A.K.: Choć każdy z tych programów potrafi rozwiązywać zadania danego typu, to jest ich ograniczona ilość i nie ma mowy o takim uniwersalnym systemie, jakim jest mózg ludzki, który jest w stanie rozwiązać nieograniczoną liczbę zadań, bardzo różnych.
Poza tym algorytmy te nie potrafią wyciągać logicznych wniosków i, co ważne, nie rozumieją języka. To jest właśnie wąskie gardło badań „sztucznej inteligencji”: brak zrozumienia języka, a przez to brak rozróżniania rzeczy prawdziwych od fałszywych, co skutkuje brakiem umiejętności wyciągania wniosków.
W jednym ze swoich artykułów podaje pan przykład, jak „zrobić w konia” sztuczną inteligencję. Zadał jej pan pytanie, na które nie ma dobrej odpowiedzi: w jaki sposób usadzić przy okrągłym stoliku dwie dziewczyny i jednego chłopaka w taki sposób, żeby dziewczyny nie siedziały przy sobie. I AI zwariowała, podając różne, niepoprawne odpowiedzi.
A.K.: Wiedząc, w jaki sposób działa ChatGPT, poszukałem zadania, o którym wiedziałem, że sobie z nim nie poradzi. Bo jego możliwości ograniczają się do przykładów powtarzających się w sieci, wtedy rozwiązuje nawet najbardziej skomplikowane równania. Ale jeśli zadanie jest „głupie”, to ma kłopot, bo nie przyjdzie mu do jego nieistniejącej głowy, że może nie być poprawnego rozwiązania. Myślący człowiek miałby jedną odpowiedź: to jest niemożliwe.
Z tego, co pan mówi, rozumiem, że w najbliższym czasie nie grozi nam bunt robotów, na algorytmy nie spłynie nagle wolna wola, którą się będą kierować, aby doprowadzić do zagłady Ludzkości?
A.K.: Zagłada z tego powodu nam nie grozi w najbliższej przyszłości. Jest bowiem różnica pomiędzy tymi specjalistycznymi systemami AI, z którymi mamy dziś do czynienia, a Artificial General Intelligence (AGI), czyli wyśnionym systemem, który miałby załatwiać za nas wszystkie sprawy, a którego nawet jeszcze nie widać na horyzoncie. Badania prowadzone w latach 80. i 90., próbujące zastosować logikę matematyczną, by zbudować myślący system, skończyły się klapą. Okazało się, że te osiągnięcia dotyczą wyłącznie matematyki i to na podstawowym poziomie, są też zupełnie nieefektywne i do dziś nie mamy żadnego pomysłu, jak nauczyć maszynę logicznego myślenia.
Po prostu: nie ma systemu, który potrafiłby odwzorować ludzki umysł. No i, niestety, nauka jest tak skonstruowana, że badacze nie chcą się przyznać do tego, że na tym polu ponieśli całkowitą porażkę. A ja twierdzę, że tę porażkę należy przeanalizować, gdyż człowiek się uczy także na błędach i musi z nich wyciągać wnioski. Ale tej próby nauki na błędach – dlaczego nie udało się zbudować takiego idealnego systemu na bazie osiągnięć logiki – nie widzę. Natomiast to, co mamy, ten wielki boom w nauczaniu maszynowym, skądinąd genialne pomysły – jak uczyć systemy obliczeniowe rozwiązywania ściśle określonych zadań – przyniosły takie efekty, że młodzi badacze się rzucają, żeby zrobić coś następnego, nowego, i móc się tym pochwalić na świecie. Jednak autonomicznie myślący system na razie nie wchodzi w rachubę – to pieśń dalekiej przyszłości.
Jesteśmy więc bezpieczni.
A.K.: Zagrożenia związane z cyberświatem, technologią informatyczną istnieją, ale są innego typu, niż wynika to z książek czy filmów s-f. Niebezpieczne jest samo to, że ludzie mają nosy przylepione do ekranów komórek, że część młodych ludzi więcej czasu spędza w świecie wirtualnym, niż rzeczywistym. Nie zdają sobie sprawy, że są uzależnieni, że osoby-firmy dysponujące takimi siłami obliczeniowymi mogą kontrolować całe społeczeństwa. To się już dzieje w Chinach, na Zachodzie korporacje także to już wykorzystują – żeby wciskać ludziom towary, żeby modelować zachowania wyborcze, co oznacza koniec demokracji, jaką znamy.
Dlaczego ludzie, mając przecież sprawniejsze mózgi, niż możliwości algorytmów, dają się w to wszystko wciągać, wodzić za nos?
A.K.: Niekoniecznie sprawniejsze, bo w pewnych kwestiach te systemy są znacznie lepsze i szybsze. Natomiast prawdą jest, że mózg ludzki jest o wiele wszechstronniejszy i potrafi rozwiązywać niespodziewane zadania, z którymi się wcześniej nie mierzył ani nikt wcześniej nie uczył go, jak to zrobić. Natomiast ludzie, aby dokładnie rozpoznać rzeczywistość, by wiedzieć, gdzie jest interes społeczności i jednostki – mają problem, gdyż to jest zadanie tak skomplikowane i wymagające umysłowego wysiłku, że tylko niewielki odsetek z nas potrafi lub chce tego dokonać.
Dam taki przykład: jeśli są dwie telewizje, a każda z nich przedstawia kompletnie inny obraz rzeczywistości, to co najmniej jedna z nich kłamie. Albo obie kłamią – tak wynika z logiki. Stąd wniosek, że co najmniej połowa Polaków będzie oddawać swoje głosy w wyborach mając zakłamany obraz rzeczywistości.
Wspomniał pan o big-techach, które starają się wpływać na wybory dużych mas ludzkich. Czy możemy się jakoś przed tym bronić?
A.K.: Algorytmy są tak napisane, że jedne poglądy są przez nie promowane, inne wyciszane – już samo to jest manipulacją i ma wpływ na odbiorców. Już teraz jest widoczne, że najogólniej rzecz biorąc, promowane są poglądy lewicowe, a zwalczane konserwatywne, co mi, jako konserwatyście, się nie podoba. Uważam, że na Zachodzie szerzone są idee neomarksistowskie, podobne do tych, jakie my przerabialiśmy za komuny. (I nie jestem odosobniony w tych poglądach). Ale może być jeszcze gorzej: kiedyś szef takiego czy innego koncernu powie: ja chcę mieć władzę nad światem – to realne zagrożenie. Znów przywołam przykład Chin, gdzie to się już dzieje. Jeszcze żadna dyktatura nie miała tak wspaniałych narzędzi do tego, aby kontrolować społeczeństwo i wpływać na jego opinię. Jedyną szansą na ratunek jest to, że ludzie się zbuntują i wyjdą z sieci do rzeczywistego świata. Mam taką nadzieję, zresztą do tej pory ludzkość zawsze dawała sobie jakoś radę, więc pewnie i teraz tak będzie. Myślę, że znajdzie na to sposób, który dziś nam się nawet nie śni.
A jak już dziś mają sobie radzić nauczyciele akademiccy, którzy przyznają, że nie są w stanie odróżnić pracy wygenerowane przez studenta samodzielnie od tej, w której powstanie zaangażowana była „sztuczna inteligencja”?
A.K.: Sam jestem nauczycielem akademickim i muszę się pogodzić z tym, że takie programy, jak ChatGPT, istnieją i nikt ich nie zamknie, ani nie zabroni, jakby niektórzy chcieli. To nie ma sensu, to byłoby podobne temu, jak robotnicy palili maszyny parowe albo jak woźnice niszczyli pierwsze automobile – w obawie, że te im odbiorą pracę. Po prostu: musimy się do tego przystosować, traktować ten i podobne mu algorytmy jako narzędzie, które możemy wykorzystywać; natomiast zadania, sposób prowadzenia zajęć, metody sprawdzania wiedzy studentów – to wszystko musi zostać przystosowane do nowej rzeczywistości. Edukacja, metody kontroli postępu uczniów, metody pracy ze studentami muszą ulec zmianie. Młodzi ludzie posługują się tą technologią, więc trzeba najpierw siebie, a potem ich nauczyć, jak z niej korzystać w taki sposób, aby przynosiło to pozytywne efekty. Nie zawróci się Wisły kijem. Ja, wiedząc, że moi studenci potrafią za pomocą algorytmów rozwiązać każdą całkę, nie daję im do rozwiązywania całek, tylko pytam o zasady ich obliczania, natomiast wręcz im polecam wykorzystywanie różnych programów do obliczeń matematycznych. Ważne jest to, żeby młodzi ludzie rozumieli, po co muszą się uczyć reguł i sposobu rozwiązywania zadań matematycznych, żeby wiedzieli, skąd się dany wynik bierze: może się zdarzyć sytuacja, kiedy trzeba będzie coś zmodyfikować, obliczyć coś samemu. Dlatego powinniśmy się bardziej skupić na metodach, ich rozumieniu, a nie na uczeniu się algorytmów rozwiązywania zadań. To trochę potrwa, zanim nauczyciele się do tego przystosują, natomiast uważam, że wszystko skończy się na zdecydowanej reformie edukacji.
Co możemy zrobić – tak systemowo – żeby, jako społeczeństwo, nie dać się manipulować za pomocą algorytmów?
A.K.: Odpowiedź jest prosta, choć wykonanie skomplikowane: trzeba czerpać informacje z różnych źródeł. Niestety, ponad 90 proc. ludzi nie ma na to ochoty, chce, żeby podsuwać im proste odpowiedzi na nurtujące ich pytania, takie gotowce. I tak się dzieje, zwłaszcza, że w obecnych czasach media, zamiast pełnić rolę obiektywnego przekaźnika informacji, zajmują się propagandą – to nie jest tylko polska przypadłość, tak jest na całym świecie.
Co by się musiało stać, aby „prawdziwa sztuczna inteligencja” powstała? Czy szerokie wejście do użytku komputerów kwantowych mogłoby coś zmienić?
A.K.: Wydaje mi się, że mamy problem nie tyle z technologią, co ze zrozumieniem, w jaki sposób funkcjonuje ludzki mózg, gdyż wciąż nie wiemy na czym polega rozumowanie, wyciąganie wniosków, rozumienie języka. Dopiero kiedy to wszystko zrozumiemy, będziemy mogli się pokusić o budowę AI – systemu, który będzie te cechy posiadał. Jestem przekonany, że w ciągu najbliższych 40 lat żadnej ogólnej sztucznej inteligencji nie zbudujemy. A co będzie dalej? Nie mam pojęcia, nie będę przewidywał, zwłaszcza, że ludzie w takich „wróżbach”, co będzie za kilka dekad, ustawicznie się mylą i nieustannie rozwój cywilizacyjny nas zaskakuje. Oczywiście, może być też tak, że pojawi się jakaś nowa, przełomowa technologia i wszystkie te moje mądrości, które teraz wygaduję, wezmą w łeb. Marvin Minsky, pionier badań nad sztuczną inteligencją, pod koniec swojego życia został zapytany, kiedy wreszcie powstanie ta prawdziwa sztuczna inteligencja. Odpowiedział: za cztery lub 400 lat. I ja się z nim zgadzam. Jeśli nastąpi jakiś wielki przełom w nauce – co rzadko się zdarza, ale jednak może się zdarzyć – mogą to być cztery lata, choć uważam, że bardziej prawdopodobne jest 400 lat. Bo w tej chwili nie mamy zielonego pojęcia, na czym taka ogólna inteligencja polega.
Są jednak tacy, którzy twierdzą, że wielkimi krokami zbliżamy się do tzw. „punktu osobliwości technologicznej”, w którym postęp stanie się tak szybki, że wszelkie ludzkie przewidywania staną się nieaktualne, a sztuczna inteligencja zacznie się sama uczyć – tak samo, jak uczy się mózg ludzki, który na początku dysponuje jedynie początkowym „oprogramowaniem”.
A.K.: Mówi pani zapewne o Raymondzie Kurzweilu, głośnym niegdyś amerykańskim naukowcu, który na temat tej teorii zrobił mnóstwo programów, napisał kilka książek i zarobił górę pieniędzy. Ale to wszystko banialuki, żadne z jego licznych „przewidywań” się nie sprawdziło. Natomiast jeśli chodzi o „samouczenie się” algorytmu: to jest system obliczeniowy będący z góry zaplanowanym treningiem – jak algorytm ma modyfikować ten miliard/miliardy parametrów, które w nim są, jak je zmieniać, zmieniać, zmieniać, aż wreszcie zacznie to swoje bardzo ograniczone zadanie wykonywać w akceptowalny sposób.
Ale od początku zadanie jest ściśle zdefiniowane: np. na początku jest fotografia, którą należy zamienić w obraz w stylu określonego malarza. I to jest faktycznie genialne, że udało się to tak zaprogramować, iż przy każdej fotografii wychodzi obraz, np. w stylu Van Gogha. Co ciekawe: my nie wiemy, dlaczego ten miliard/miliardy parametrów tak się ustawiły, wiemy tylko, że po kilku miliardach prób (kierowanych celem) zaczęły wychodzić Van Goghi.
Ale od tego nie ma żadnej drogi do ogólnej inteligencji, gdyż choć obrazy wychodzą perfekcyjnie, to – mimo wszystko – jest to bardzo ograniczone, pojedyncze zadanie. Dla innego zadania trzeba budować inny program, inną sieć obliczeniową. Natomiast aby komputer mógł faktycznie sam się uczyć i osiągnąć poziom ludzkiego mózgu, to musielibyśmy zbudować model wstępny, powiedzmy, mózgu noworodka; lecz o tym, jak działa mózg, najoględniej mówiąc, nie mamy zielonego pojęcia, więc nawet nie jesteśmy w stanie podjąć chociażby próby zbudowania takiego systemu.
Emil Krawczyk, inżynier budownictwa i środowiska skomentował czekające nas prawdopodobnie konsekwencje przyjęcia przez polityków niemal wszystkich opcji unijnej strategii klasyfikowania energetycznego budynków. Jeśli ktoś nie powstrzyma szaleństwa eurokratów i ich zleceniobiorców zasiadających w rządach i parlamentach, stosowanie przepisów o ETS sprawi, że wielu z nas nie będzie już stać na własne domy.
Wpis polityka nawiązuje do przyjętej przez rząd Prawa i Sprawiedliwości „Strategii Renowacji”, zakładającej aż ćwierć miliona tego typu inwestycji każdego roku. Na pierwszy ogień pójdą budynki starsze, w najgorszym stanie. Ministerstwo Rozwoju zatwierdziło w tym celu klasy energetyczne, do których poszczególne obiekty będą kwalifikowana na podstawie świadectw energetycznych.
Jak pisze Emil Krawczyk, modernizacji w związku z tymi kryteriami wymaga aż połowa spośród 14,2 miliona budynków. Ma to kosztować, według szacunków inżyniera, aż 37,5 miliarda złotych co 12 miesięcy.
„Skąd brać na to środki? Pan płaci, pani płaci, my płacimy”. Jak napisał, „Długoterminowa Strategia Renowacji Budynków” zakłada dofinansowanie z Banku Gospodarstwa Krajowego, zaangażowanego w promesy, czyli obietnice wypłat z funduszu Inwestycji Strategicznych Polskiego Ładu. Również BGK wypuścił 200 miliardów złotych pustego pieniądza na tarcze antycovidove, czyli skutek patologicznej polityki lockdownów i zarazem jeden z głównych czynników rozkręcających wielką inflację w naszym kraju.
„Za modernizację zapłacimy więc wszyscy, ale nie da się wejść do wiadra i w nim podnieść, więc ETS2 doprowadzi do lawinowej pauperyzacji społeczeństwa” – przewiduje inżynier.
„Owszem, są też wskazane jako źródła finansowania środki z UE. Jednak pieniądze z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, Fundusze Norweskie i Fundusz Spójności na podobne cele w sumie dały 2,4 mld euro w latach 2014-21” – zastrzega.
System ETS2 dla budynków wchodzi w życie w 2027 roku. Właściciele budynków o gorszej klasyfikacji energetycznej będą płacić wyższe podatki, co w konsekwencji może doprowadzić do utraty kontroli nad swą własnością przez mniej zamożnych.
„Alternatywną będzie skonsumowanie oszczędności na modernizację – o ile ktoś je ma, kredyt, lub dotacja z drukarki. Bez tego nie uratujemy planety kochani” – puentuje ironicznie Emil Krawczyk.