Platforma ostatnią nadzieją PiS-u na parlamentarną większość. Za dużo cufilu (od …zu viel).

Platforma ostatnią nadzieją PiS-u na parlamentarną większość. Za dużo zufilu (od zu viel).

Mamy na scenie obóz władzy zbyt nażarty i skostniały, by samodzielnie wygrać wybory oraz liberalno-lewicową opozycję, starającą się z całych sił wejść w stan totalnego rozpirzu, by definitywnie zagwarantować sobie przegranie wyborów.

Andrzej Krajewski latforma-ostatnia-nadzieja-pis-u

Jedyne, co się Zjednoczonej Prawicy w kampanii wyborczej udaje to „PiS-yzacja” Platformy. Wszystko inne jest wtórne, nudne i miałkie niczym referendum.

Platforma tak zaciekle walczyła przez osiem lat z PiS-em, że aż przejęła większość jego programu i nie tylko to. Zachodzący w PO proces mimikry, to chyba już ostatnia nadzieja dla przywódców Zjednoczonej Prawicy na zachowanie w parlamencie minimalnej większości. Nadzieja raczej płonna ale zawsze lepsza taka, niż żadna. Wszystko inne bowiem zawodzi.

W pewnej mierze dzieje się tak za sprawą determinacji (zapewne prezesa) aby zrobić co tylko jest możliwe dla zwycięstwa. W efekcie otrzymujemy po stronie rządzących coś, co kiedyś – tam gdzie sięgał zabór pruski – określano mianem: za dużo zufilu (od zuviel). Po przedawkowaniu zufilu wyborca w swej masie, zamiast się nim emocjonować, okazując swój zachwyt lub oburzenie, głównie ziewa. Obóz władzy daje 800 plus i w trudnych czasach zwiększa cały pakiet transferu socjalnego, media się podniecają, Platforma obiecuje dwa razy więcej wszystkiego, a obywatele, w tym przede wszystkim stronnicy Zjednoczonej Prawicy, dyskretnie ziewają.

Jarosław Kaczyński wymyśla odjechaną komisję do badania wpływów rosyjskich, media się oburzają, Tuskowi dzięki temu udaje się wręcz znakomicie marsz 4 czerwca, a elektorat Zjednoczonej Prawicy nawet nie ukrywa ziewania. I trudno się mu dziwić, bo przecież wie z góry, co komisja ustali (zwłaszcza w sprawie Tuska). Nota bene ziewnięcia musiały okazać się tak rozdzierające i widoczne w wewnętrznych sondażach, że tego piątku nienarodzoną komisję spotkała aborcja.

Relokacja uchodźców

Wracając do zufilu, oto Bruksela podrzuca kwestię relokacji uchodźców, a we Francji wybuchają zamieszki, w których rej wodzą kolorowe dzieci migrantów. Nie dość tego, szczęśliwego zrządzenia losu, na granicy z Białorusią znów szykuje się kryzysowa sytuacja. Zatem prezes Jarosław Kaczyński ogłasza podczas wiecu w Bogatyni: „My się obronimy, ale my też nie pozwolimy, by inni decydowali za nas, dlatego w tej sprawie będzie rozpisane referendum”.

Przez moment pojawia się wrażenie, że wreszcie obozowi władzy udał się celny strzał. Dbałość o zaspokojenie poczucia bezpieczeństwa, to jedna z tych rzeczy, która nigdy nie znudzi się wyborcom. Poza tym na polu zabezpieczenia granicy, żeby przelicytować PiS Donald Tusk musiałby obiecać, iż każe rozmieść wzdłuż niej stanowiska karabinów maszynowych i prażyć seriami do każdego, kto wejdzie na metalowy płot. Ale to mogłoby, nawet w dzisiejszych czasach, zabrzmieć w Europie nieco niesmacznie.

Referendum

Jednakże na szczytach obozu władzy uznano najwyraźniej, iż referendum z jednym pytaniem to zdecydowanie za mało zufilu. Pojechano więc po całości i zaczęto dorzucać kolejne pytania. W efekcie głosujący odpowie, czy chciałby wraz ze wszystkimi bliskimi oraz zwierzętami domowymi żyć w strachu i nędzy, pracując ciężko aż do śmierci. Masochiści, a także ludzie nienawidzący PiS-u, jeśli poniesie ich fantazja, zawsze mogą zagłosować, że o niczym innym nie marzą.

Cała reszta wie, iż referenda w Polsce posiadają mocy wiążącą, jedynie gdy zagłosuje więcej niż 50 proc. uprawnionych do tego. Poza tym wynik i tak rządzący mogą olać, zupełnie jak obywatelskie projekty ustaw. Zatem organizowana jest szopka, stanowiąca element kampanii wyborczej.

Sondażowe notowania Zjednoczonej Prawicy zastygły

Na pierwszy rzut oka prezentuje się ona nawet sprytnie. Daje nadzieję, że zwabi do urn choć troszkę więcej elektoratu Zjednoczonej Prawicy, jednocześnie zniechęci wyborców opozycji, by w ogóle głosować. Natomiast ostateczne wyniki referendum (no chyba, że za kilka tygodni spotka go los komisji), mają znaczenie czwartorzędne. Przecież poznamy je już po wyborach, gdy miejsca w Sejmie i Senacie zostaną obsadzone. Wówczas będzie można sobie o nich podywagować. Acz wokoło zacznie się dziać mnóstwo innych, dużo ciekawszych rzeczy.

Najgorsze dla obozu władzy jest to, że nadmiar zufilu sprawił, iż referendalne wyniki nawet już teraz nikogo one nie obchodzą. O jakichkolwiek objawach emocjonalnego wzmożenia nie wspominając. Po takiej dawce odgrzewanych kotletów, ci co wcześniej postanowili zagłosować na PiS, zrobią to. Natomiast na odzyskanie wyborców, jacy odeszli oraz na przyciąganie nowych, szans nie widać. Sondażowe notowania Zjednoczonej Prawicy, zastygłe na wciąż tym samym poziomie, najlepiej tego dowodzą.

Cóż się dziwić, skoro zupełnie brak jej pomysłu, jak to zmienić i w kampanii wyborczej jedynie kumuluje wszystkie rzeczy, które kiedyś działały. Powoli dochodząc do tak potężnej dawki starego, że żołądki mniej odpornych obywateli zaczynają mieć problemy z utrzymaniem swej treści. Za dużo zufilu miewa właśnie takie skutki uboczne, zwłaszcza kiedy się go połączy z przewidywalną, geriatryczną nudą.

Platforma wręcz zachwyca

Na tym tle Platforma wręcz zachwyca, ponieważ ostatnio nie sposób się z nią nudzić. Podobnie jak z człowiekiem, który stanął sobie na gzymsie wieżowca i chciałby sprawdzić, czy potrafi latać.

W tym tygodniu w środę Donald Tusk zaprosiła na listy wyborcze Michała Kołodziejczaka z jego ludźmi z Agrounii. W czwartek z Campusu Polska Przyszłości wylecieli symetryści. W powietrzu zapachniało od razu dobrą zmianą. Wedle sondaży na Agrounię chciało głosować nawet 200 tys. wyborców. Na symetrystów nie zamierzał tego zrobić nawet kundelek ze złamaną nogą. Zresztą z Campusu eksmitowali się sami. Wywalić bowiem postanowiono jedynie najbardziej znienawidzonego w twardym elektoracie PO, Grzegorza Sroczyńskiego. Reszta po porostu okazała solidarność koledze. Być może ku uldze organizatorów imprezy, bo nie musiano osobiście wypraszać innych gości gorszego sortu.

Campus

Acz weekend nadciąga i kolejni uczestniczy Campusu dopiero zaczynają rezygnować z udziału w nim. Zwykle z tego samego, mało zrozumiałego na spolaryzowanej scenie politycznej powodu. Ładnie ujął to na swym facebookowym profilu, niedoszły uczestnik imprezy, publicysta m.in. „OKO.press” i autor fajnych książek o Afryce Adam Leszczyński. – Odwołanie panelu ze względu na osobę uczestnika uważam za tłumienie otwartej debaty, do której jestem przywiązany – napisał.

Jednocześnie Internetowy aktyw Platformy, zrzeszony głównie pod hasztagiem „Silni Razem”, którego presja wymusiła eksmisję symetrystów, ogłosił, że reprezentują oni „elity”. Są one nieco zepsute, ponieważ działają na szkodę obywateli broniących demokracji. Należy więc dokonać ich wymiany. „W Polsce musi nastąpić wymiana elit” – twierdził już w 2014 r. Jarosław Kaczyński. I nawet się starał ale akurat to szło mu słabo, każda więc pomoc będzie mile widziana.

Program wyborczy Platformy w pół roku zlał się z pisowskim

Zatem nim się obejrzeliśmy na niwie ekonomicznej, społecznej i intelektualnej program wyborczy Platformy w pół roku zlał się z pisowskim. No może PO ostatnio o wiele zacieklej walczy z wyprzedażą państwowych przedsiębiorstw i niezależnie jaki socjał daje PiS, oni zaoferują dwa razy więcej.

Cały problem w tym, że przejmować założenia programowe konkurenta należy zacząć nie sześć miesiący przed wyborami ale jakieś sześć lata wcześniej. Tak aby mieć szansę choć trochę się uwiarygodnić i pozyskać nowych wyborców, a nie tracić dotychczasowych. Z dnia na dzień ten trik nie zadziała. Jednocześnie udało się rozpętać awanturę w środowiskach liberalno-lewicowych, dotąd wspierających PO (acz często ze słabo ukrywaną awersją). Wręcz zaczęło pachnieć w nich rozłamem na tych, co pozostaną wierni do końca oraz resztę niezdolną do przełknięcia Platformy w postaci „PiS-bis”.

Piąte pytanie

Jeśli awantura nabierze rumieńców, to do referendum winno zostać dodane 5 pytanie o brzmieniu: Czy jesteś za tym, żeby środowiska „obozu demokratycznego” mogły naparzać się same ze sobą, a Prawa i Sprawiedliwości musiało z tego powodu stać samotnie z boku, odsunięte od pozostawania w centrum zainteresowania Polaków.

No bo z tak przewidywalną i nudną kampanią wyborczą lada dzień nawet rządowe media przestaną PiS zauważać.

Mamy zatem na scenie obóz władzy zbyt nażarty i skostniały, by samodzielnie wygrać wybory oraz liberalno-lewicową opozycję, starającą się z całych sił wejść w stan totalnego rozpirzu, by definitywnie zagwarantować sobie przegranie wyborów.

Na koniec zatem rodzi się bardzo ważne pytanie. Czy Sławomir Mentzen, zbierający właśnie gorączkowo fundusz na kampanię wyborczą, powinien zgromadzoną kwotę wydać na: filmowe spoty, bilbordy oraz organizację wieców. Czy może jednak zainwestować ją w popcorn i piwo?

O ukraińskiej kontrofensywie: „Widać, że tu wiedza wojskowa posuwa się do przodu”

O ukraińskiej kontrofensywie: „Widać, że tu wiedza wojskowa posuwa się do przodu”

posuwa-sie

Stanisław Michalkiewicz na swoim kanale na YouTube odniósł się do mitycznej ukraińskiej kontrofensywy.

Publicysta wyjaśnił, dlaczego jest, jak jest.

– Na Ukrainie działania wojenne ugrzęzły na dobre. Już myśleliśmy, że Ukraińcy nie są zdolni do przeprowadzenia kontrofensywy, która była zapowiadana głuchą wieścią między ludem, ale wreszcie się wyjaśniło, co jest przyczyną tego zastoju na froncie wojny, jaką Stany Zjednoczone i całe NATO prowadzi z Rosją na Ukrainie do ostatniego Ukraińca – powiedział Michalkiewicz.

Okazało się, że lato jest przyczyną, a konkretnie bujny rozwój roślinności. Tych przyczyn było już więcej, na początku to był mróz i śnieg (…), potem się zrobiły roztopy, to też nie można, bo błoto. Później błoto podeschło, ale też nie można było przeprowadzić kontrofensywy, bo kurz – wyliczał.

– Jak czytałem książkę feldmarszałka von Mansteina „Stracone zwycięstwa”, to on się tam bardzo na ten kurz skarżył, rzeczywiście – dodał.

– Widać, że tu wiedza wojskowa posuwa się do przodu, bo takiemu głupiemu cywilowi jak ja, to by się zdawało, że bujny rozwój roślinności sprzyja działaniom wojennym, bo wtedy łatwiej jest się schować za bujną roślinnością, a tu okazuje się, że nie. Może dlatego, że nieprzyjaciel też się może schować za bujną roślinność .

– Zobaczymy, co się będzie działo, jak liście opadną z tej bujnej roślinności. Wtedy to już wiadomo, słota będzie. Tak jak przysłowie ludowe mówi: „kiedy na świętego Prota jest pogoda albo słota, to w świętego Hieronima będzie deszcz albo go ni ma”– skwitował.

Michalkiewicz ironizował, że „możemy przewidzieć, jakie będą losy wojny na Ukrainie”.

Pogrom szmatławych elit

Pogrom szmatławych elit

Anthony Ivanowitz 18.08.2023r. pogrom-elit

O tym jak szmatławe mamy elity polityczne, wiedzieliśmy od dawna. Jednak dopiero tak zwana pandemia covid-19, pokazała w pełnej krasie dno intelektualne i moralne środowisk medycznych, oraz kadr naukowych i dydaktycznych polskich wyższych uczelni!
Prawie 90 % polskich naukowców „wyszczepiło” się jakąś cieczą o nieznanym składzie chemicznym i nieznanym działaniu ani w krótkim ani w długim okresie.
Ciecz wyprodukowała firma kilkanaście razy karana sądownie za działanie na szkodę pacjentów, zmuszona wyrokami sądów do wypłacenia miliardów dolarów odszkodowań ofiarom swoich przestępczych działań.
Również dużej części lekarzy i innego personelu medycznego nie przeszkadzał fakt iż tak zwaną „szczepionkę” wyprodukowała firma którą prokuratura w USA określiła jako notorycznego przestępcę i zaszprycowała siebie i najbliższych nie wiadomo czym i nie wiadomo po co!
Ci ludzie obecnie koncertowo „kopią w kalendarz” czego dobrym przykładem jest uniwersytet w Poznaniu, którego kadra naukowa wykrusza się w szybkim tempie w wyniku zgonów „nagłych i niespodziewanych”.


Wymienione wyżej środowiska skompromitowały się w żałosny sposób. Mając do dyspozycji świetnie wyposażone laboratoria analiz chemicznych, żaden z naukowych bęcwałów nie zadał sobie trudu aby sprawdzić co zawierają tak zwane szczepionki. Albo im się nie chciało albo nie potrafili takich analiz przeprowadzić, co jest bardziej prawdopodobne.
Gdyby wykonali taki minimalny ruch, to by się dowiedzieli, że tak zwana szczepionka, to broń biologiczna będąca mieszaniną przeróżnych trucizn, za pomocą której globalna mafia finansowa chce wytruć większość ludzi na ziemi, z czym przedstawiciele owej mafii nawet się nie kryją!
Ale nawet gdyby było tak, że polscy naukowcy nie potrafią wykonać prostych analiz chemicznych, to chyba wszyscy z nich potrafią obsługiwać komputer i bez trudu wyszukują informacji w internecie. Dlaczego więc nie zadali sobie trudu aby zapoznać się z wynikami badań szczepionek, przeprowadzonych przez prawdziwych naukowców z całego świata?
To niezrozumiałe zaniechanie dotyczyło przecież ich zdrowia i życia, oraz zdrowia i życia ich rodzin, gdyż regułą było, że zaszczepiony naukowy bęcwał, szczepił też swoją rodzinę.
Znany mi lekarz kardiolog „wyszczepił” siebie i rodzinę i w tej chwili jest już po dwóch zawałach i ledwie „zipie”, zaś jego dziesięcioletni syn „wysechł” na wiór i przebywa bezustannie w szpitalach z nie zdiagnozowaną chorobą.
I takie to mamy „elity” medyczno – naukowe: żałosnych durni którzy stanowią zagrożenie nie tylko dla pacjentów i studentów ale i dla samych siebie. Koncertowo popełnili samobójstwo szczepionkowe, przymuszając do tego samego swoje rodziny, swoich pacjentów i studentów, czego efekty obserwujemy codziennie czytając nekrologi o zgonach „nagłych i niespodziewanych.”
Przez całe lata nie było sposobu pozbycia się z medycyny, nauki i edukacji ludzi głupich i ograniczonych umysłowo, którzy swój awans do grona „elit” zawdzięczali różnym zabiegom politycznym. 
Tak zwane „szczepionki” już przetrzebiły grono tych pasożytów i nadal dewastują to środowisko, co dobrze rokuje na przyszłość!

w Kanadzie. Chorej na depresję „lekarz” zaproponował… eutanazję

w Kanadzie. Chorej na depresję „lekarz” zaproponował… eutanazję

eutanazja-zamiast-pomoc

Kanadyjka Kathrin Mentler doznała niesamowitego szoku, kiedy zgłosiła się po pomoc w związku ze swoją depresją, a zaoferowano jej… eutanazję. Wszystko działo się w szpitalu w Vancouver.

Przez wiele lat Mentler zmagała się z depresją, stanami lękowymi oraz trwałymi myślami samobójczymi. Ostatnio Centrum Oceny i Opieki w Szpitalu Ogólnym w Vancouver zaproponowało jej eutanazję jako opcję terapeutyczną.

– Tego dnia moim celem było zapewnienie sobie bezpieczeństwa. Myślałam o tym, żeby spróbować dostać się do szpitala, bo miałam kryzys– wyjaśnia. Kobieta powiedziała terapeucie, iż boi się, że “nigdy nie poczuje się lepiej”. Ujawniła również swoją historię chorób psychicznych i samookaleczeń.

Powiedziano jej, że… system zdrowia psychicznego jest całkowicie przeciążony, nie ma wolnych łóżek w szpitalu, a najwcześniejsza data konsultacji z psychiatrą jest za trzy miesiące.

– Przychodzę tutaj, bo szukam pomocy, a ty mi mówisz, że nie ma ratunku! – powiedziała mężczyźnie. Wtedy ten zapytał ją, czy kiedykolwiek rozważała medycznie wspomagane samobójstwo – MAiD – (eutanazję). Mentler mówi, że była tym zszokowana i zniesmaczona, ponieważ przyszła do tego centrum doradczego w celu uzyskania pomocy, “a nie po zalecenia, jak się zabić”.

Śmierć zamiast leczenia

Mentler donosi, że jej konsultant wyjaśnił przebieg procedury Medically Assisted Dying (MAiD) i podkreślił, że wielu pacjentów ma w tej kwestii pytania. Dodatkowo, zaznaczył zachęcająco, że ci pacjenci, którzy podejmą decyzję o tej opcji, nie doznają cierpienia, ponieważ przed podaniem śmiertelnego zastrzyku podawane są im leki benzodiazepinowe, które działają przeciwlękowo, uspokajająco, nasennie i przeciwdrgawkowo.

Następnie konsultant relacjonował pacjentce, że poczuł ulgę, kiedy inny pacjent, który nie mógł uzyskać opieki medycznej, zmarł w wyniku utonięcia. Niemniej jednak, Mentler zauważa, że ta historia i odczucia konsultanta po śmierci tego pacjenta mocno ją zaniepokoiły. Podkreśla, że miała wrażenie, że terapeuta oceniał, iż dla tego konkretnego pacjenta śmierć była lepszym wyjściem.

Poruszona tą sytuacją złożyła skargę do Vancouver Coastal Health (regionalnego urzędu zdrowia) i poprosiła, aby Centrum Dostępu i Oceny przekazało informację o udzielonej jej w tym dniu konsultacji, która powinna znaleźć się w jej aktach.

Niedziela: Białystok, Poznań, Zamość; Pokutne Marsze Różańcowe

20.08.23 – Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i Pokutne Marsze Różańcowe

15/08/2023przez antyk2013

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia

(zdjęcie: Internet)

Share

Kategorie Białystok, Msze św. za Ojczyznę, Pokutna Modlitwa Różańcowa przy relikwiach Patrona Polski, Poznań, Zamość Tagi Białystok, Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokuta, Pokutny Marsz Różańcowy, Poznań, różaniec za Ojczyznę, Zamość

Prorocy i prekursorzy 

Prorocy i prekursorzy 

Izabela Brodacka

Pewna moja uczennica usiłowała się kiedyś dostać na wydział elektroniki PW. Były to czasy gdy nie było komputerów natomiast przeprowadzano egzaminy wstępne na uczelnie. Sekretarka wydziału wywieszała określonego dnia listę wyników egzaminu z matematyki i fizyki, w kolejności alfabetycznej, a nie według rankingu wyników, a następnego dnia po zdjęciu tej listy, listę przyjętych. Dlaczego- nie chcę nawet zgadywać. Moja uczennica była osobą podejrzliwą, a może tylko życiową. Przepisała ręcznie listę wyników przed jej zniknięciem ( dziś sfotografowałaby ją telefonem) i porównała z listą przyjętych. Okazało się, że na studia się nie dostała, natomiast przynajmniej kilkanaście osób przyjętych na wydział miało o wiele gorsze od niej wyniki egzaminów. Zgłosiła się do dziekana wydziału. Zdenerwowany dziekan usiłował jej wytłumaczyć, że aby było sprawiedliwie połowę miejsc na wydziale przeznacza się dla kandydatów z najlepszymi wynikami , a następną połowę rekrutuje od końca listy rankingowej, czyli przyjmuje tych z najgorszymi stopniami. Po chwili dziekan zasłabł, stracił przytomność i pomimo interwencji lekarskiej zmarł. Uczennica oczywiście została przyjęta, studia ukończyła, lecz przez cały czas studiów ciągnęła się za nią opinia osoby, która zabiła dziekana.

Powinniśmy sobie uświadomić, że dziekan który zapewne doznał wylewu był prekursorem obecnego postmodernistycznego paradygmatu zabraniającego oceniania czegokolwiek i kogokolwiek. Trudno uwierzyć, że w tym stanie rzeczy odbywają się jeszcze jakieś zawody sportowe, olimpiady, mecze piłki nożnej, wyścigi konne i konkursy chopinowskie. 

Z naszej Warszawskiej Gazety dowiedziałam się, że Publiczna Szkoła Podstawowa w Śremie wprowadziła obecnie następujące zasady promowania uczniów. Otóż każdy uczeń otrzymuje świadectwo z paskiem. Pasek białoczerwony oznacza – świetnie mi idzie, pasek niebieski- wierzę w swoją moc, pasek zielony-najlepiej wychodzi mi odpoczynek. W ten sposób nie tylko obniża się znaczenie czerwonego paska na świadectwie lecz całkowicie likwiduje rywalizację w wynikach nauki i praktycznie realizuje hasło: „róbta co chceta”. Każdy uczeń ma według autorów tego projektu jakieś zalety. Jeden dobrze się uczy a drugi z pasją leniuchuje. Każdy zasługuje żeby docenić jego talenty. 

Zasada, żeby pod żadnym pozorem nie dzielić ludzi wydaje się na pozór szlachetna. Każdy podział na uczniów bardziej zdolnych i mniej zdolnych jest przecież zwykłą dyskryminacją. Zgodnie z tą zasadą wielu pedagogów postuluje obecnie całkowite zlikwidowanie w Polsce szkół specjalnych i włączenie dzieci z problemami intelektualnymi do klas integracyjnych szkół zwykłych. Wydają się nie rozumieć, że w ten sposób robią krzywdę przede wszystkim właśnie dzieciom z problemami psychologicznymi, mało zdolnym czy wręcz upośledzonym. W szkole specjalnej miałyby one szanse nauczyć się niezbędnych w codziennym życiu umiejętności, które pozwoliłyby im potem na samodzielne funkcjonowanie w społeczeństwie

Otrzymałam ostatnio dokument „ Procedura postępowania w sytuacji zaistnienia podejrzenia przemocy w rodzinie” . Wśród wymienianych w dokumencie oczywistych rodzajów kryminalnej przemocy fizycznej, wymienione są zabronione i penalizowane rodzaje przemocy psychologicznej takie jak: krytykowanie, kontrolowanie, ograniczanie kontaktów oraz przemocy ekonomicznej jaką ma być wydzielanie pieniędzy.

Zastanówmy się jakie środki wychowawcze mają zatem rodzice. Nie mogą krytykować, ani kontrolować dziecka źle się uczącego albo biorącego narkotyki bo jest to przemoc psychologiczna. Nie mogą zabronić niewłaściwych znajomości, bo jest to ograniczanie kontaktów, nie mogą odebrać kieszonkowego bo jest to wydzielanie pieniędzy. Wobec wybryków dziecka są praktycznie bezradni.

To nie są teoretyczne dywagacje. Rodzice szesnastoletniej uczennicy ze szkoły, w której pracowałam skarżyli mi się, że dziewczyna przyprowadza do domu przypadkowych partnerów i nigdy nie wiedzą kogo spotkają w nocy w kuchni czy w łazience. Gdy przestali dawać jej pieniądze oddała sprawę do sądu o alimenty i tę sprawę wygrała. Nie mogli wyrzucić jej z domu, choć dawała zły przykład młodszym dzieciom, bo chroniło ją prawo. Jej kochankowie pustoszyli lodówkę, czuli się w ich domu jak u siebie, łykali jakieś prochy i palili marihuanę. Jedyne co rodzicom doradzał pedagog szkolny to wzywanie policji. Nie chcieli jednak żeby córka była notowana za narkotyki, stale mieli nadzieję, że się opamięta. Próbowałam z nią porozmawiać tłumacząc, że przy jej trybie życia skończy jako prostytutka przy autostradzie. Nawymyślała mi, po czym doniosła do dyrekcji, że ją obraziłam. Odtąd w czasie lekcji całkowicie ją  ignorowałam. Poskarżyła się dyrektorowi, że ją poniżam przez manifestacyjne pomijanie jej przy wzywaniu uczniów do tablicy. Widać było, że wśród kochanków ma sprytnego doradcę prawnego. Dyrektor wygłosił do nauczycieli przemowę w stylu: „wicie rozumicie -nie trzeba się wychylać, takie są  przepisy i jesteśmy bezradni, jej nic już i tak nie pomoże, a my musimy być kryci”. Oczywiście, że był to skrajny przypadek i nie należy wyciągać z niego daleko idących wniosków. Nie jestem psychiatrą ani psychologiem i nie mam zamiaru analizować ukrytych, głębokich przyczyn jej postępowania. Nie wiem i nawet nie chcę wiedzieć co się z nią stało. Nie zrobiłam jeż żadnej krzywdy, dostała ode mnie promocję na wyrost, z najniższą oceną. Nie pracuję już w tej szkole.  Z innymi byłymi uczniami mam bardzo dobry kontakt, zapraszają mnie na śluby, chrzty i komunie dzieci oraz obrony prac doktorskich

Podobnie proroczym prekursorem okazał się Krzysztof Kononowicz, kandydat na prezydenta Białegostoku, europosła, a potem nawet na prezydenta RP, który zasłynął sformułowaniem: „nic nie będzie”.

Musimy sobie uświadomić, że wszystko co obecnie obserwujemy w kraju i na świecie to wypisz wymaluj wizje umierającego na wylew dziekana elektroniki i sympatycznego choć nieco opóźnionego w rozwoju kandydata na najwyższe stanowiska w kraju i za granicą.  

Młodzi bandyci z imigranckich rodzin, czyli udana integracja z kulturą francuską.

Młodzi bandyci z imigranckich rodzin, czyli udana integracja z kulturą francuską.

Grzegorz Górny  z-imigranckich-rodzin

Po niedawnych bitwach ulicznych, które na długi czas ogarnęły wiele miast we Francji, w europejskich mediach pojawił się zalew komentarzy stawiających następującą diagnozę: problemem jest to, że główna siła sprawcza wspomnianych zajść, czyli młodzież pochodząca z imigranckich rodzin, nie zintegrowała się dostatecznie ze współczesną kulturą francuską.

Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę

A może problem jest odwrotny? Może ta młodzież jest właśnie lepiej zintegrowana z dominującą obecnie we Francji kulturą niż się na pozór wydaje. To przecież współczesna szkoła francuska wpaja młodym, by odrzucili dotychczasowe autorytety, dyscyplinę i tradycję; to dzisiejsza kultura mówi im, by na pierwszym miejscu stawiali samorealizację i autoekspresję; to cała rzesza opiniotwórczych influencerów i trendsetterów przekonuje ich, by wybierali absolutną wolność jednostki nieskrępowaną żadnymi normami, zakazami i tabu – wolność, która nie akceptuje ograniczeń w postaci prawdy obiektywnej, etyki absolutnej czy prawa naturalnego. Młodzi wciąż słyszą, że najważniejsze jest, aby byli autentyczni, a zatem robili to, co chcą. Więc robią, co chcą. Niszczą budynki, palą samochody, obrzucają kamieniami policję.

To, co robią, nie jest bynajmniej wyrazem religii muzułmańskiej, nawet w wydaniu wahabickim czy salafickim. Ich niszczycielska furia – pozbawiona politycznego celu, programu i przywództwa – ma niewiele wspólnego z islamem, ma za to dużo wspólnego z nihilistyczną manifestacją wolności rozumianej jako nieustanna transgresja, czyli przekraczanie kolejnych norm. Oni nie recytują sur Koranu, rzucając koktajle Mołotowa w policyjne radiowozy. Do religii muzułmańskiej powracają dopiero później, gdy odrzucą postmodernistyczną kulturę pustki i wyczerpania.

Minister sprawiedliwości Eric Dupond-Moretti, szukając osób odpowiedzialnych za zamieszki, postanowił winą obarczyć rodziców. Jego zdaniem nie skorzystali oni z przysługującej im władzy rodzicielskiej, by zdyscyplinować swoje pociechy. Ale przecież to cała francuska kultura, przy walnym wsparciu systemu szkolnictwa i wymiaru sprawiedliwości, usilnie pracowała przez ostatnie dziesięciolecia nad tym, by osłabić pozycję rodziny i odebrać rodzicom prawo decydowania o swoich dzieciach. Teraz zbierane są tylko owoce tych działań.

Kto „zatruwa młodym głowy”?

Młodzi imigranci mówią, że nie lubią Francji i się z nią nie utożsamiają. W sumie oni wyciągają tylko logiczne konsekwencje z tego, co od lat głoszą mainstreamowe autorytety: że państwo narodowe jest złem, którego trzeba się pozbyć jak anachronicznego przeżytku; że cywilizacja zachodnia od wieków była i nadal pozostaje źródłem największych nieszczęść i zbrodni w historii ludzkości; że nietolerancyjna i ksenofobiczna kultura europejska odpowiedzialna jest za rasizm, kolonializm, islamofobię i inne plagi społeczne. Czy można więc zarzucać młodzieży z imigranckich rodzin, że nie chce utożsamiać się z tak monstrualnym złem?

Ci sfrustrowani młodzi ludzie w rzeczywistości są wyrazicielami głęboko dysfunkcyjnej kultury panującej we francuskim społeczeństwie, kultury, która kwestionuje dotychczasowe pewniki i odrzuca tradycję, stawiając na piedestale jednostkę i jej nieograniczoną niczym wolę. W tym sensie są oni nieodrodnymi dziećmi dzisiejszej Republiki.

Emmanuel Macron winę za ostatnie zamieszki zrzucił na gry komputerowe oraz platformy społecznościowe, takie jak TikTok czy Snapchat, które „zatruwają młodym głowy”. Z powodu swej diagnozy został skrytykowany przez media, które zarzuciły mu powierzchowność w ocenie sytuacji. A jednak prezydent Francji ma częściowo rację. Dostrzega, niestety, tylko wycinek problemu, jakim jest fragment kultury masowej. Powinien jednak spojrzeć na zjawisko znacznie szerzej. Wówczas być może dostrzegłby, że odpowiedzialność za uformowanie młodzieży spoczywa na całej dominującej dziś we Francji kulturze, w której hegemonem są środowiska lewicowo-liberalne, i której częścią jest także on sam.

Koncern tytoniowy chce tylko waszych płuc. App Store chce waszej duszy.

Centrum Życia i Rodziny
Szanowni Państwo,
Pewien znajomy przesłał mi niedawno fragment książki (do której z pewnością sięgnę), którym chciałbym się z niezwłocznie Państwem podzielić.
To, co przeczytałem wręcz mną zatrzęsło.
W swojej książce „Cyfrowy minimalizm”, Cal Newport opowiada historię pracownika jednej z największych korporacji technologicznych w USA, który z oddanego firmie inżyniera stał się sygnalistą dążącym do ujawnienia prawdziwych celów marketingowych.
W 2017 roku, będąc gościem jednego z najpopularniejszych amerykańskich talk show powiedział zdanie, które zelektryzowało miliony widzów.
[Technologia] nie jest neutralna. Chcą, abyśmy z niej korzystali na konkretne sposoby i długo. Bo na tym zarabiają.
Mówił to, trzymając w ręku smartfona, którego nazwał „jednorękim bandytą”.
Istnieje cały podręcznik technik stosowanych przez firmy technologiczne, żeby zmusić cię do używania produktu jak najdłużej się da.
Prowadzący program, Bill Maher, porównał to do skandalu z lat 90-tych z udziałem jednego z dyrektorów w koncernie tytoniowym. Wówczas okazało się, że do papierosów dodawano konkretne środki chemiczne i w tym kierunku prowadzono badania, aby wzmocnić działanie nikotyny i tym samym jeszcze bardziej uzależnić palaczy.
Prowadzący pięknie skonkludował:
Phillip Morris [koncern tytoniowy] chciał tylko waszych płuc. App Store chce waszej duszy.
Nie wiem jak Państwa, ale mnie te słowa bardzo mocno poruszyły.
I mocno ugruntowały mnie w przekonaniu, że nasza walka o ograniczenie korzystania ze smartfonów przez młodzież jest konieczna i niezwykle ważna.Wspieram tę kampanię!Niedawno mieliśmy okazję do rozmowy z przedstawicielami Ministerstwa Edukacji i Nauki, w trakcie której ponownie poruszyliśmy temat naszej petycji „Szkoła wolna od smartfonów!”
Obecnie resort zachęca do wprowadzania ograniczeń przez poszczególne placówki, nie zamierza jednak robić niczego na poziomie odgórnych regulacji.
Jeszcze na początku roku słyszeliśmy głosy, że być może uda się wprowadzić ograniczenia jeszcze przed wyborami. Cóż, wybory za niecałe 2 miesiące, już wiemy, że tak się nie stanie.
Dla nas konkluzja płynąca z tego spotkania była oczywista: musimy zewrzeć szeregi i zintensyfikować naszą presję na polityków!
Ze smutkiem i niepokojem obserwujemy, że rządzący, ale także i znaczna część społeczeństwa, bagatelizuje ten problem i nadal uważa smartfon za niegroźną zabawkę lub wyłącznie za narzędzie pracy.
Tylko, że problem zaczyna się, gdy narzędzie zaczyna rządzić użytkownikiem. Czy widzieli Państwo by ktoś był uzależniony od pędzla, piły tarczowej lub młotka?
A ja widziałem – i myślę, że Państwo też – ludzi uzależnionych od smartfona: od wyciągania go bez potrzeby tylko po to, aby „coś zobaczyć”, od ślęczenia godzinami w mediach społecznościowych, od gier, w których tracą mnóstwo pieniędzy…
I codziennie widzę w środkach komunikacji młodych ludzi stojących w grupkach, ale nie rozmawiających ze sobą, lecz gapiących się w ekrany swoich telefonów.
Chcę pomóc uwolnić młodzież od tego nałogu!
Odkrywam tym samym przed Państwem inny aspekt kampanii „Szkoła wolna od smartfonów!”: chcemy uświadomić tak młodym ludziom, jak i całemu społeczeństwu, jakie zagrożenie wiąże się z używaniem urządzeń elektronicznych.
Lecz uda nam się przezwyciężyć tę społeczną niewiedzę na temat technologicznej manipulacji tylko poprzez wspólne, planowane działanie. Państwa wsparcie jest po prostu konieczne dla powodzenia tej kampanii.
Brakuje nam już niewiele do 15 000 podpisów w petycji online. Przeznaczamy już setki złotych na promocję w mediach społecznościowych – pieniądze są konieczne, by przebić się przez fasadę niekorzystnych algorytmów. Rozważamy też wykupienie reklamy na największych portalach konserwatywnych.
Nasi przyjaciele i działacze z całej Polski zaangażowali się w zbieranie podpisów na papierze, za co jestem im bardzo wdzięczny. Musimy ich wspomóc i dostarczyć im formularze, co wiąże się z kosztami drukarskimi i logistycznymi – to wydatek co najmniej 4 000 złotych.
Mało tego: planujemy, gdy tylko skończy się okres wakacji, spotkania z rodzicami z całej Polski, aby uwrażliwić ich na problem e-nałogu wśród młodzieży. To, niestety, znowu koszty związane z paliwem i noclegami. Już zapowiadam: jeśli chcieliby Państwo, bym ja lub ktoś z Centrum Życia i Rodziny przyjechał do Państwa i opowiedział więcej o wirtualnych zagrożeniach – prosimy o kontakt.
Ponadto, podjęliśmy kroki, aby nasza kampania zaistniała na ulicach – różnego rodzaju billboardach. A im lepsze miejsce, tym większa cena, np. w warszawskim metrze ceny sensownej kampanii zaczynają się od 30 000 złotych. A to bardzo potężny nośnik: moglibyśmy dotrzeć z naszym przekazem w ciągu miesiąca nawet do 400 000 osób!
Dlatego bardzo Państwo proszę o wsparcie akcji „Szkoła wolna od smartfonów!” kwotą 30 zł, 60 zł, 100 zł lub nawet większą. Bez niego nie uda się nam skutecznie walczyć z tym zniewalającym umysł i duszę młodzieży nałogiem!
Wspieram kampanię „Szkoła wolna od smartfonów!”
Szanowni Państwo,
Oprócz prośby o wsparcie, zwracam się z prośbą o osobiste zaangażowanie.
Proszę o przesyłanie znajomym informacji o kampanii (to proste, np. można przesłać dalej tego maila) lub udostępnianie strony z petycją w mediach społecznościowych (link w PS).
Jeśli chcielibyście zbierać podpisy – prosimy o kontakt, dostarczymy Państwu formularze i instrukcję, jak to robić.
Musimy podjąć tę walkę z wirtualnym nałogiem wśród młodzieży.
Liczę na Państwa pomoc!
Serdecznie pozdrawiam
 PS. Jeśli jeszcze Państwo nie podpisaliście naszej petycji, znajdziecie ją na stronie www.SzkolaBezSmartfonow.pl

Referendum 1946:Trzy razy „TAK” !! – Teraz, 2023: Cztery razy “NIE !!!”


Referendum ludowe 1946:Trzy razy TAK !! Teraz:Cztery razy “NIE !!!”

cztery-razy-nie

Stanisław Michalkiewicz: Cztery razy “NIE!”

Nareszcie Naczelnik Państwa wyciągnął wnioski z obserwowania tuzów polskiego dziennikarstwa, nie tylko z telewizji rządowej, ale i z telewizji nierządnych. Chodzi o pewną manierę rozmawiania z zapraszanymi do studia gośćmi, którą wprowadziła u nas resortowa “Storotka”, czyli pani red. Monika Olejnik, która swoich gości z reguły przesłuchuje, a jak się nie chcą przyznać, to tak ich naprowadza podchwytliwymi pytaniami, że w końcu najmniej spostrzegawczy obserwator zauważy, że gość jest głupszy od pani redaktor. I o to właśnie chodzi. Nic więc dziwnego, że ta metoda tak się rozpowszechniła, bo któż z redaktorów nie chciałby poczuć się mądrzejszym od swego rozmówcy? Toteż z tej konwencji wyłamują się tylko ci mniej ambitni, którym najwyraźniej nie zależy na opinii, że pozjadali wszystkie rozumy.

Najzabawniejsze jest to, że to może być prawda. Być może, że redaktorzy pod tym właśnie kątem zapraszają rozmówców, podobnie, jak Jerzy Clemenceau kierował się zasadą: “je vote pour le plus bete” – co się wykłada, że głosuję na najgłupszego. Ale jeśli nawet nie kierują się tym, by zapraszać najgłupszego, to jednak przesłuchania z reguły kończą się sromotną porażką gości. Aż dziw bierze, że żaden z nich nie wpadł na pomysł, by zaraz po tym, jak, dajmy na to, pani red. Agnieszka Gozdyra zada mu w ramach przesłuchania pierwsze pytanie, scenicznym szeptem zapytać ją: przepraszam, pani redaktor, jak brzmi poprawna odpowiedź na to  pytanie? – a jak już pani redaktor mu podpowie, żeby pełnym głosem powtórzyć tę odpowiedź do kamery.Mówię, bom smutny i sam pełen winy, jako że początkowo próbowałem też odpowiadać na pytania, ale przełom nastąpił, gdy pani red. Eliza Michalik zaczęła mnie sztorcować za niewłaściwe odpowiedzi. Zaproponowałem jej tedy, żeby na stawiane przez siebie pytania sama udzielała odpowiedzi prawidłowych, a ja co najwyżej będę przytakiwał, a najlepiej, to żeby mnie tu w ogóle nie było, bo właściwie po co, skoro sama potrafi  obsłużyć całą audycję?  Jestem pewien, że w ten sposób telewizje zyskałyby na wydajności, bo zamiast wykłócać się z zapraszanymi do studia niekumatymi matołami, redaktorzy w krótszym czasie mogliby przekazać widzom znacznie więcej zbawiennych prawd do wierzenia, dzięki czemu średni poziom społecznej świadomości wprawdzie nie dorównałby poziomowi redaktorów, ale znacznie by się podniósł.

I wreszcie Naczelnik Państwa musiał wyciągnąć wnioski z obserwowania telewizyjnych programów, “a może mu tam w samotnej celi i święci Pańscy coś podszepnęli?” – dość, że nakazał przeprowadzenie referendum w postaci odpowiedzi na cztery pytania.

Odpowiedź na każde z nich jest oczywista nie tylko dla inteligentnego obywatela, ale nawet dla wszystkich pozostałych i brzmi:

NIE!” To ma bowiem być stanowcze “nie!” zdrowych sił naszego narodu, podkopywanych przez zdradzieckiego Donalda Tuska, jego Volksdeutsche Partei, no i oczywiście – przez Judenrat  “Gazety Wyborczej”, który pod taką, czy inną nazwą, zawsze był w awangardzie starszych i mądrzejszych.

W czynie społecznym doradzałem nawet, by pytania referendalne rozbudować w taki sposób, by każdy, nawet ten najbardziej pozostały obywatel skapował, jaka jest poprawna odpowiedź i widocznie każda słuszna myśl raz rzucona w powietrze prędzej, czy później znajdzie swego amatora, bo z inicjatywy Naczelnika Państwa pytania zostały rozbudowane i w takiej postaci zatwierdzone przez Sejm. Co prawda w brzmieniu, moim zdaniem, nadal nazbyt ogólnikowym, ale mówi się: trudno.

Ja bowiem sugerowałem, żeby na przykład pierwsze pytanie brzmiało tak: “Czy jesteś za wyprzedażą państwowych przedsiębiorstw, które zdrajca Ojczyzny Donald Tusk chciałby za bezcen oddać zachodnioniemieckim rewizjonistom i odwetowcom: Hupce i Czai?” Jestem pewien, że nie byłoby w naszym nieszczęśliwym kraju obywatela, który miałby wątpliwości, jak odpowiedzieć na tak postawione pytanie.

Myślę jednak, że intensywna akcja perswazyjna też zrobi swoje i uchwalone 17 sierpnia przez Sejm referendum przejdzie do historii jako referendum “Cztery razy NIE!” – w odróżnieniu od tego z czasów stalinowskich, które przeszło do historii, jako referendum “Trzy razy TAK!” I bardzo dobrze, bo  jakieś różnice między Polską stalinowską, wkraczającą właśnie na nieubłaganą drogę Lenina i Stalina,  a Polską demokratyczną, stanowiącą nierozerwalne ogniwo IV Rzeszy, muszą przecież być!Ale oprócz tych różnic można też dopatrzyć się pewnego podobieństwa. Chodzi o same pytania, a zwłaszcza te dotyczące państwowych przedsiębiorstw i wieku emerytalnego.

Prawidłowa odpowiedź na każde z nich jest oczywista – ale zastanówmy się, jaki wniosek z tych pytań można wyciągnąć a contrario? Jeśli państwowych przedsiębiorstw nie wolno “wyprzedawać”, bo w przeciwnym razie naród polski utraci kontrolę nad “sektorami strategicznymi”, to znaczy, że najlepiej byłoby, by cały majątek produkcyjny był państwowy. Skoro bowiem państwowa własność środków produkcji przynosi takie zbawienne rezultaty w sektorach strategicznych, to z całą pewnością przyniosłaby je także w sektorach nie uznanych za strategiczne. Krótko mówiąc, pytanie pierwsze wyraźnie daje wyraz przekonaniu o wyższości własności państwowej – a ono właśnie było – jak pamiętamy – najtwardszym jądrem ideologii komunistycznej.

Mamy więc tu do czynienia z rodzajem manifestu komunistycznego Naczelnika Państwa. Zresztą nie tylko jego, bo na podobnie nieubłaganym stanowisku stanęła też pani Beata Szydło, formułując pytanie dotyczące wieku emerytalnego.  Mniejsza o wiek – ale z treści pytania wynika, że pani Beata nie ma najmniejszych wątpliwości, iż powszechny i przymusowy system ubezpieczeń społecznych nie tylko powinien być zachowany, ale również – że to państwo ma decydować o warunkach ubezpieczenia, zarówno co do wieku, jak i sposobu naliczania  świadczeń emerytalnych. To ważna deklaracja, w podatku pokrywająca się ze spostrzeżeniem prof. Bogusława Wolniewicza, że komunizm wcale nie “upadł”, tylko “mutuje”. Że nie upadł – to widać po manifeście komunistycznym Naczelnika Państwa, który – wraz z panią Beatą i innymi działaczami – reprezentuje mutację pobożną.  Skoro mogą istnieć Żydzi Polarni, to dlaczego nie miałoby być komunistów pobożnych?

I jeszcze jedna sprawa. Adam Bień, skazany w słynnym moskiewskim “procesie szesnastu”, nazwał kiedyś Kukuńka “człowiekiem drobnych krętactw”. Ciekawe co by powiedział o panu premierze Morawieckim, który jest autorem pytania dotyczącego migrantów. Niby wszystko jest w jak najlepszym porządku, ale kiedy wczytamy się w nie uważniej, to od razu skapujemy, że sprzeciw wobec wpuszczania na terytorium Polski dotyczy wyłącznie migrantów objętych “przymusową relokacją”.

Tymczasem migranci z Indii, Pakistanu, Afganistanu, Uzbekistanu, czy Tadżykistanu, przymusowej relokacji nie podlegają, nie mówiąc już o Ukraińcach. Zatem Ukraińców i tych innych wpuszczamy bez żadnych ograniczeń. Hindusi ani Pakistańczycy na razie nie próbują się w Polsce organizować politycznie, natomiast Ukraińcy są politycznie zorganizowani i to znakomicie.

Czy zatem pytanie sformułowane przez pana premiera Morawieckiego nie jest przypadkiem obliczone na odwrócenie naszej uwagi od tego niebezpieczeństwa?

Watykan udziela „kościelnego pogrzebu” pedałowi, transwestycie, działaczowi proaborcyjnemu, zwolennikowi eutanazji.

Biskup obnaża obsesję Watykanu na punkcie gender

pedały-w-watykanie

Na łamach VaticanNews.va (13 sierpnia) opublikowano artykuł poświęcony kościelnej ceremonii pochówku “Michela Murgia” w Rzymie, podczas której odczytano list od Kardynała Bolonii, Przewodniczącego Episkopatu Włoch, Zuppiego, („Michela pomagała nam walczyć z rozgoryczeniem, opiniotwórczością...” i tak dalej).

Murgia był transwestytą, który współżył z innym mężczyzną.

Ponadto znano go jako [przeciętnego] powieściopisarza, homoseksualistę, działacza proaborcyjnego, zwolennika eutanazji, członka Azione Cattolica, byłego katechetę i kukiełkę ociekających dekadencją oli-mediów. Co więcej, znalazł się w gronie 200 pseudo-artystów zaproszonych na galę przez Franciszka, gdzie nie zabrakło również gościa od Zasikanego Chrystusa

Murgia zmarł w wieku 51 lat. Za przyczynę śmierci uznano nowotwór nerki.

Biskup Sanremo, Antonio Suetta, podaje na SanRemoNews.it, że w trakcie „kościelnego pogrzebu” Murgia przemawiali ludzie prezentujący fałszywe i antychrześcijańskie postawy.

„Całe zdarzenie było zbyt hałaśliwe, wznoszono okrzyki i wiwaty jak na stadionie, dało się wyczuć imprezową atmosferę, co było kompletnie nie na miejscu”.

Grafika: Vatian.va, #newsXxxdadgcqp

Polub Udostępnij Zgłoś

Portale społecznościowe

FacebookTwitterRedditVKWeiboLinkedInTumblr

FILARY MĄDROŚCI

FILARY MĄDROŚCI

Sławomir M. Kozak 2023-08-18 filary-madrosci

Spoglądamy, jakże często, w stronę naszej wschodniej granicy. Niektórzy chcieliby ją widzieć daleko dalej, inni zaś bajdurzą, że w zasadzie mogłoby jej nie być. Póki co – istnieje – w kształcie, jaki mniej więcej wyznaczała tzw. linia Curzona, choć encyklopedie podają, że nazwa ta nie przystaje do rzeczywistości, gdyż faktycznym twórcą tej słynnej linii demarkacyjnej, której początki sięgają roku 1919, był niejaki Lewis Bernstein Namier, polsko-żydowskiego pochodzenia ekspert ds. Europy Środkowo-Wschodniej w brytyjskim ministerstwie spraw zagranicznych. Stąd, bywa czasem określana, jako linia Curzona-Namiera.

Nawiasem mówiąc, tenże Namier, a właściwie Ludwik Niemirowski miał siostrę Teodorę Modzelewską, będącą babką powszechnie dziś znanych Jarosława  i Jacka Kurskich.

Tymczasem George Curzon był brytyjskim arystokratą i politykiem, który zanim przyłożył rękę do rysowania nowych map (na bazie zachodniej granicy Rosji po III rozbiorze Polski), będąc w latach 1899-1905 wicekrólem Indii, doprowadził do odrestaurowania mauzoleum Tadż Mahal. To, z pewnością jego udane i wiekopomne dzieło. Jednak, zanim do tego doszło odniósł sukces na niwie prywatnej, bo w 1898 roku przyszła na świat jego córka Cynthia Blanche, która w roku 1920 poślubiła polityka o nazwisku Oswald Mosley. Ów dżentelmen, w roku 1932, założył  Brytyjską Unię Faszystowską, w którą zainwestował większość swego majątku. Pozostając pod wpływem Mussoliniego, powołał do życia bojówki Czarnych Koszul, które z równym zaangażowaniem ścierały się na ulicach Londynu z ludnością żydowską, jak i z komunistami. Już rok później Cynthia z domu Curzon zmarła, a Mosley ożenił się w roku 1936 z Dianą Mitford. Uroczystość odbyła się w domu Josepha Goebbelsa, a jej gościem honorowym był Adolf Hitler. Jako ciekawostkę można odnotować, że syn państwa Mosley – Max, został w drugiej połowie XX wieku szefem stowarzyszenia organizującego wyścigi Formuły 1 i Rajdowe Mistrzostwa Świata.

Przywódca brytyjskich faszystów nie był w swych poglądach na świat odosobniony, albowiem wpisywały się one doskonale w oczekiwania zwolenników idei środkowoeuropejskiej przeciwwagi dla sowieckiego komunizmu, opartej na niemieckim narodowym socjalizmie i włoskim faszyzmie. Nie bez znaczenia była też chęć ukrócenia francuskich wpływów militarnych w rejonie Bliskiego Wschodu. Towarzystwo to wspierało zatem ludzi mających środki, a przede wszystkim możliwości oddziaływania na politykę. Brytyjski dziennikarz  komunistycznego The Week i jednocześnie wpływowy członek Kominternu Claud Cockburn określił ich mianem Grupy Cliveden, od nazwy wiejskiej rezydencji Nancy Astor, pierwszej kobiety zasiadającej w parlamencie. Ta wpływowa dama, żona magnata prasowego Williama Astora, uważana była zresztą za osobę, która utorowała w roku 1940 drogę do kariery Winstonowi Churchillowi.

W kręgu tym znajdowali się też tacy ludzie, jak George Bernard Shaw, współtwórca Królewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych – Lionel Curtis, czy wydawca The Times Geoffrey Dawson, asystent twórcy Okrągłego Stołu lorda Milnera i członek organizacji Anglo-German Fellowship. Dawson był przy okazji wiernym przyjacielem i sponsorem  znanego powszechnie wojskowego, podróżnika oraz archeologa o nazwisku Thomas Edward Lawrence, który jako autor wspomnień pod tytułem „Siedem filarów mądrości” przeszedł do historii. Książka zyskała uznanie czytelników i krytyki, a dzięki ekranizacji przyniosła temu niezwykłemu awanturnikowi pośmiertny, światowy rozgłos. W filmie zatytułowanym „Lawrence z Arabii”, reżyserowanym przez  Davida Leana wystąpiła plejada doborowych aktorów, a Amerykański Instytut Filmowy umieścił ten obraz na liście 100 najważniejszych filmów stulecia. Dokonań Lawrence’a nie sposób opisać w kilku zdaniach, wszystkich zachęcam do obejrzenia (lub przypomnienia sobie) jego przygód na ekranie, co w dzisiejszych czasach nie powinno stanowić problemu. Chcę jednak wspomnieć o ostatnim etapie jego życia, zamilczanym, jeśli idzie o szczegóły, bo wysoce niepoprawnym politycznie. 

Wśród osób blisko związanych z Lawrence’m był angielski pisarz Henry Williamson, członek wspominanych wcześniej Czarnych Koszul, o którym Wikipedia w polskiej wersji pisze tylko, że „w r. 1935 odwiedził kongres NSDAP w Norymberdze i przeżył fascynację ruchem Hitlerjugend”. 

Angielska wersja nie kończy tego zdania kropką, a stawia przecinek i kontynuuje „który postrzegał jako mający zdrowe spojrzenie na życie w porównaniu z londyńskimi slumsami”. Dalej, odwołując się do internetowej strony „The Henry Williamson Society” brytyjska Wiki podaje: „miał przekonanie, że Hitler był zasadniczo dobrym człowiekiem, który chciał tylko zbudować nowe i lepsze Niemcy”.

Prawdopodobnie rzeczywiście wierzył w porozumienie niemieckich narodowych socjalistów z przedstawicielami angielskiej klasy wyższej, bo naciskał na swego przyjaciela pisząc, że „powinna nastać nowa era, Hitler i Lawrence muszą się spotkać”. Nie wiadomo, czy brytyjska socjeta widziała w niedawnym przywódcy arabskiego powstania kogoś w rodzaju potencjalnego, angielskiego dyktatora, ale tego typu informacje dotarły do prasy. Dziennikarze pikietowali pod jego domkiem letniskowym w Clouds Hill, w Dorset, który obrzucili kamieniami, niszcząc przy tym dachówki. Lawrence wdał się w bijatykę z jednym z nich, po czym policja objęła dom całodobową ochroną.

13 maja 1935 r. Lawrence wsiadł na swój potężny motocykl Brough Superior, który nazywano Rolls-Royce’m pośród motocykli i pojechał krętą drogą w dół, do obozu Bovington, aby wysłać telegram w odpowiedzi na list otrzymany tego samego ranka od Henry’ego Williamson’a, który proponował datę i miejsce spotkania z Adolfem Hitlerem. Telegram został wysłany, a w drodze powrotnej, gdy Lawrence był zaledwie 200 metrów od domku, zza zakrętu wyłoniła się jadąca z przeciwka czarna półciężarówka i z impetem uderzyła w motocykl. Zdarzenie widziało co najmniej trzech świadków – dwóch kurierów na rowerach oraz kapral spacerujący przy drodze. Natychmiast po wypadku, żołnierz rzucił się w kierunku leżącego na poboczu, zakrwawionego motocyklisty. Furgonetka nawet nie zwolniła. Kilka chwil później pojawił się na drodze wojskowy samochód, którym odwieziono rannego do niedalekiego, obozowego szpitala. Obóz postawiono w stan alarmu, a ówczesne War Office przejęło nadzór nad łącznością.

Policjanci z oddziału specjalnego siedzieli przy łóżku rannego i pilnowali drzwi. Nie wpuszczano żadnych gości. Domek został dokładnie przeszukany, skonfiskowano wiele książek i dokumentów. Wywiad wojskowy przesłuchiwał dwóch kurierów przez kilka godzin, a kapralowi zakazano wspominać o tym, że w wypadku brała udział furgonetka. Sześć dni po wypadku Lawrence zmarł, a dwa dni później przeprowadzono oficjalne dochodzenie, które trwało zaledwie dwie godziny. Chłopcy zaprzeczyli, jakoby kiedykolwiek widzieli czarną furgonetkę, co było sprzeczne z zeznaniami kaprala, będącego głównym świadkiem. Nie podjęto żadnych prób odszukania pojazdu, a sąd wydał werdykt o „przypadkowej śmierci”. Ciało pochowano jeszcze tego samego popołudnia.

Być może jest to tylko jedna z tych teorii spiskowych, o których oficjalne biogramy mówią, że istnieją. Ale ich nie przytaczają. Według nich, Lawrence stracił kontrolę nad pojazdem próbując wyminąć rowerzystów i uderzył głową w filar, to znaczy nie w filar, a w pień drzewa oczywiście, co spowodowało obrażenia mózgu. „(…) Pochowano go na cmentarzu przykościelnym w Moreton. Na pogrzebie obecni byli m.in. Storrs, Newcombe, Allenby, Churchill, Astor, Kennington, Sassoon i Augustus John. Kondolencje rodzinie przesłał król Jerzy V. Jeden z opiekujących się Lawrence’em lekarzy, neurochirurg Hugh Cairns, poruszony niepotrzebną śmiercią brytyjskiego bohatera, rozpoczął badania na temat urazów powstałych w wyniku wypadków motocyklowych. W ich konsekwencji do powszechnego użytku weszły kaski, chroniące kierowców jednośladów przed obrażeniami głowy”.

  Sławomir M. Kozak www.oficyna-aurora.pl

Ukrainki i ich partnerzy NAPRAWDĘ potrzebują twoich pieniędzy

Źródło: https://babylonianempire.wordpress.com/2023/08/17/filmiki-z-letnich-imprez-na-ukrainie

https://twitter.com/d00m777/status/1691502537621356544?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1691502537621356544%7Ctwgr%5E048dea77d6ed9db103d4c5c407a9b83b7a4fc7f4%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fbabylonianempire.wordpress.com%2F2023%2F08%2F17%2Ffilmiki-z-letnich-imprez-na-ukrainie%2F

https://twitter.com/DravenNoctis/status/1691727716125438253?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1691727716125438253%7Ctwgr%5E048dea77d6ed9db103d4c5c407a9b83b7a4fc7f4%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fbabylonianempire.wordpress.com%2F2023%2F08%2F17%2Ffilmiki-z-letnich-imprez-na-ukrainie%2F

https://twitter.com/liz_churchill10/status/1691239812194238464?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1691239812194238464%7Ctwgr%5E048dea77d6ed9db103d4c5c407a9b83b7a4fc7f4%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fbabylonianempire.wordpress.com%2F2023%2F08%2F17%2Ffilmiki-z-letnich-imprez-na-ukrainie%2F

INFO: https://www.renovatio21.com/impazzano-i-video-dei-party-estivi-in-ucraina/

Marsylia – stolica narkotyków i przemocy gangów.

Francja: jednostki specjalne wkraczają do Marsylii. W całym regionie trwają krwawe strzelaniny 

https://pch24.pl/francja-jednostki-specjalne-wkraczaja-do-marsylii-w-calym-regionie-trwaja-krwawe-strzelaniny/


Szef MSW Francji Gerald Darmanin poinformował w czwartek na platformie X (dawniej Twitter) o wysłaniu do Marsylii specjalnych jednostek CRS 8 do tłumienia miejskiej przemocy. Od początku roku w departamencie Bouches-du-Rhone, którego stolicą jest Marsylia, zginęło w strzelaninach więcej osób niż w całym 2022 roku.

„Zgodnie z moimi instrukcjami, CRS 8 zostaną wysłane do Marsylii, aby przeprowadzić ukierunkowane operacje przeciwko handlowi narkotykami w ciągu najbliższych kilku dni” – poinformował Darmanin.

„Od początku sierpnia w Marsylii doszło do serii porachunków, w których zginęło co najmniej osiem osób” – napisał dziennik „Le Parisien”. Chodzi o krwawe walki o kontrolę nad handlem narkotykami.

We wtorek trzydziestokilkuletni mężczyzna został zabity w dzielnicy Canet, dzielnicy robotniczej na północy miasta. Z kolei dwa dni wcześniej doszło do zabójstwa 25-letniego mężczyzny na osiedlu mieszkaniowym na południu Marsylii – dodała gazeta.

W zeszłym tygodniu zginęło dwóch mężczyzn, w tym 28-letni właściciel sklepu spożywczego w północnej dzielnicy miasta.

Według AFP od początku roku w Marsylii zastrzelono lub zabito łącznie 36 osób, z czego większość w związku z handlem narkotykami. To więcej niż w całym 2022 roku, kiedy zastrzelono 31 osób.

PAPpap logo

Aborcjoniści twierdzą, że jeśli kobieta w ciąży doświadcza depresji i/lub ma myśli samobójcze, należy zabić jej dziecko, a jej stan psychiczny ulegnie poprawie

Jeśli wiadomość nie wyświetla się poprawnie, należy skorzystać z linku – wersja przeglądarkowa

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Aborcjoniści twierdzą, że jeśli kobieta w ciąży doświadcza depresji i/lub ma myśli samobójcze, należy zabić jej dziecko, a jej stan psychiczny ulegnie poprawie. Czasem zastanawiam się, jak można aż tak kłamać… Poznałam wiele kobiet po aborcji, niektóre działają w Fundacji, inne cierpią po cichu. Wszystkie żałują tego, co zrobiły i oddałyby wszystko, aby cofnąć czas i nie zabić swojego dziecka. Żadnej z nich aborcja nigdy nie pomogła.

Moje obserwacje znajdują potwierdzenie także w praktyce lekarzy psychiatrów, którzy leczą kobiety w depresji i widzą, co dzieje się z matką, która pozwoliła zabić swoje dziecko.

Na portalu www.RatujZycie.pl zamieściliśmy się wywiad z lekarzem-psychiatrą, która prosi o zachowanie anonimowości. Pani doktor pracuje w jednym z dużych miast wojewódzkich, ma za sobą 15 lat praktyki w zawodzie, jest przeciwniczką aborcji i z powodu swoich poglądów obawia się o bezpieczeństwo swoje i swojej rodziny. Wspomina o tym, że establishment medyczny lubi uciszać osoby o poglądach zdroworozsądkowych.

Leczyły się u mnie kobiety po aborcji. Miałam na przykład pacjentkę z ciężkim stanem depresyjnym w wieku około 60 lat. Przez długi czas trudno było ustalić, co było powodem nagłego pogorszenia jej stanu psychicznego. To był naprawdę trudny przypadek. Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy przyznała się, że przed 40 laty dokonała aborcji. Po tak długim czasie zaczęła przeżywać to wydarzenie tak bardzo, że doświadczyła głębokiej depresji. Zespół poaborcyjny może się bowiem pojawić krótko po aborcji, czasami nawet w ciągu kilku tygodni, albo po długim czasie, po wielu, wielu latach… Pojawia się wówczas ogromne poczucie żalu, lęk, wyrzuty sumienia, poczucie straty i na tym tle może rozwinąć się depresja.

– to fragment wywiadu na portalu www.RatujZycie.pl.

W Ministerstwie Zdrowia obraduje w tej chwili zespół ds. mordowania dzieci. Środowiska aborcyjne podnoszą, że należy robić aborcję, jeśli kobieta jest w depresji. Walka o życie dzieci wchodzi w decydującą fazę.

W tym kluczowym momencie warto sięgnąć po argumenty z pierwszej ręki, od wieloletniego praktyka w dziedzinie psychiatrii. Dlatego przesyłam Panu cały wywiad, by mógł się Pan z nim zapoznać oraz przesłać go dalej.

Rozmowa z panią doktor jest pod linkiem: www.RatujZycie.pl/psychiatra-o-aborcji-to-cierpienie-i-bol/.

Proszę przeczytać.

Proszę przesłać dalej.

W ten sposób pomoże Pan odkłamać manipulacje aborcjonistów.

Serdecznie Pana pozdrawiam!

Kaja GodekKaja GodekKaja GodekFundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Jeśli jeszcze nie podpisał Pan petycji do nowej Minister Zdrowia, aby zerwała z proaborcyjną polityką swojego poprzednika, proszę o złożenie podpisu online: https://twojepetycje.pl/petycja/dosc-proaborcyjnej-polityki-w-ministerstwie-zdrowia/

Wspieram

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Targi czartów. Lenin, Ochrana a Car. Volkoff [4].

Targi czartów. Lenin, car a Ochrana. [3].

Vladimir Volkoff CARSKIE SIEROTY Str. 183 i nn. Cz IV.

[koniec kwietnia 1917 roku, St. Petersburg md]

Pułkownik gwardii Bazyl Psarski nie żywił najmniejszego szacunku dla inteligencji politycznego emigranta Uljanowa, znanego pod pseudonimem Lenin.

Wiedział, że to typ niezdolny do zrozumienia Hegla oraz dyskutowania z kimkolwiek bez dawania odczuć rozmówcy, że go traktuje jak zwykłe gówno, człowiek pasjonujący się Rocambolem, a za nie mający Dostojewskiego, kiepski szachista i facet nie umiejący przegrywać, odznaczający się niezwykłą łatwowiernością. Psarski osobiście manipulował czterema współpracownikami Lenina – Gurowiczern, Czernomazowem, Malinowskim (którego Lenin przedstawił jako swojego kandydata do Dumy) oraz Żytomirskim (tego ostatniego wódz rewolucji uczynił odpowiedzialnym za sprawy finansowe) [ Wszyscy czterej byli agentami Ochrany].

Z drugiej jednak strony, pułkownik miał najwyższy podziw dla siły woli tego indywiduum, dla jego bezwzględności, oportunizmu i dążenia po trupach do celu. Charakterystyczna dla Lenina niezdolność do przyjęcia, choćby na sekundę, punktu widzenia swych przeciwników, czyniła z niego polityka, którego nic nie mogło powstrzymać.

Psarski o Leninie wiedział wszystko. Zarabiający sto lub dwieście rubli za artykuł, ów wielki obrońca proletariatu płacił swojej sprzątaczce dwa i pół rubla miesięcznie. Ten wielki teoretyk marksizmu widział w Kapitale „nie dogmat, ale podręcznik działania”. Ten wspaniały dobroczyńca ludzkości uważał, że „w marksizmie nic nie podlega krytyce, a jedyna możliwa odpowiedź na krytykę to: walić w pysk”. Jako szef partii był zdania, że każdy organizm wzmacnia się „poprzez oczyszczanie”. Uważał też, że upadek rewolucji w 1905 roku był winą chłopstwa, które spaliło wówczas tylko dwa tysiące pałaców, podczas gdy należało spalić „piętnaście razy tyle”. Za najlepszy środek perswazji miał terror.

Natomiast Lenin niewiele wiedział o Psarskim – ot, na wskroś lojalny, przebiegły oficer Ochrany, jeden z tych, których należałoby jak najszybciej się pozbyć. Chyba, że. ..

– Siadajcie, pułkowniku. W czym mogę wam pomóc? ]

Chichocząc głośno, łysy i brodaty karzeł o grubych i ruchliwych brwiach przysunął swoje krzesło do krzesła gościa. Tak właśnie lubił rozmawiać: nos w nos, śmiejąc się bez przerwy. Jednocześnie uważnie obserwował podłużną czaszkę, na której jasne włosy zaczynały już się przerzedzać, czuj ne oczy patrzące z głębokich oczodołów, ostry nos, usta wzięte w nawias pionowych zmarszczek i wydłużoną szczękę wszystko to stworzone do wrodzonej chudości, a jednak przyprawione niewielką ilością tłuszczyku, jakby jego właściciel, pomny rady Szekspira („Strzeżcie się chudych”), postanowił nieco się zaokrąglić, by wzbudzać zaufanie. Gość ubrany był po cywilnemu, w ciemnoszary garnitur o angielskim kroju. Czarny kapelusz pilśniowy położył koło nóg krzesła, wcześniej włożywszy do niego szare rękawiczki. Zgolił wąsy, co w przypadku oficera już samo w sobie było przebraniem.

W końcu Lenin usiadł. Jego stopy ledwo dotykały ziemi, a dłonie zacisnęły się na krawędzi siedzenia.

– Mam nadzieję – zaczął żeby przełamać lody, ale także po to, żeby pokazać, kto tutaj rządzi – mam nadzieję, że nie lubicie dmuchać ludziom dymem w nos.

Ruchem głowy wskazał na wiszącą na ścianie tabliczkę z napisem: PALENIE WZBRONIONE.

– Nie przyszedłem tutaj palić – spokojnie odparł Psarski, jakby chciał dać do zrozumienia, że wybacza gospodarzowi brak manier. Przyszedłem bo znam pańskie tezy kwietniowe i sądzę, że może pan być właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.

– Moje służby wywiadowcze nie dysponują takimi środkami jak wasze i wiem o was niewiele – przyznał Lenin, dając jednocześnie do zrozumienia, że ta niewiedza nie ma większego znaczenia. – Ale jeszcze przedwczoraj mówiono o was jako o bezwzględnym monarchiście i zagorzałym zwolenniku samowładztwa. Czyżbyście zmienili zdanie? W końcu nawet pułkownik gwardii jest w stanie wyczuć, skąd wiatry wieją. W takim razie, powiedzcie, co macie do sprzedania, a ja powiem, czy to kupię. Znacie moją dewizę: kto kogo pożre?

– Znam pańską dewizę i nawet się z nią zgadzam. I pozwólcie mi powiedzieć, Włodzimierzu Iljiczu, że gdyby monarchia dała mi taką władzę, to zjadłbym pana w kaszy. Niestety, jedynowładztwo ma swoje zalety i wady, a opierając się na rodzaju moralności, która z kolei opiera się na religii, dysponuje ono, niestety ograniczonymi środkami. W tej chwili, gdybym zadał sobie trochę trudu, może i mógłbym pana zniszczyć, bo pańska rewolucja socjalistyczna jeszcze nie jest zakończona i wciąż są oddziały wierne Rządowi Tymczasowemu, ale szczerze mówiąc. .. nie mam ochoty. Zniszczyć pana, a co w zamian? Błazen pokroju Kiereńskiego, który twierdził, że przekształcenie wschodniej autokracji w nowoczesną republikę wymaga czasu, zatem on potrzebuje na to co najmniej sześciu tygodni?

– Zaczynacie mnie zaciekawiać, pułkowniku.

– Pan natomiast rzucił dwa hasła: „Natychmiastowy pokój” i „Ziemia dla chłopów”. Żadne z nich nie jest szczere. Jeśli chodzi o pokój z Niemcami, to zawrzecie go, żeby mieć wolne ręce, ale zerwiecie natychmiast, gdy rewolucja zwycięży. Co zaś do ziemi, to owszem, rozdacie ją mużykom jedną ręką, by za chwilę drugą ręką dokonać kolektywizacji. A ponieważ chłopi tego nie zaakceptują, zmiażdżycie tę grupę społeczną, zresztą bez większych wahań, bo wasz alians z sierpem jest tylko chwilowy – tak naprawdę liczycie wyłącznie na młot. Nie muszę pana pytać, czy mam rację. .. Wystarczająco dużo się pana naczytałem. Musi pan jednak przyznać, że to Stołypin wymyślił ową „ziemię dla chłopów”. A „natychmiastowy pokój”. .. No, cóż, car powinien był go zawrzeć już w 1915 roku, przynajmniej część naszych elit byłaby wciąż przy życiu. Z tymi dwoma hasłami monarchia utrzymałaby władzę w Rosji przez następne tysiąclecie, bo w tym programie nie ma niczego, co by naruszało jej podstawy. Przeciwnie, lud powiedziałby: nasz car woli Rosjan od cudzoziemców, daje nam ziemię naszych panów… Podejrzewam, Włodzimierzu Iljiczu, że musiałby pan wtedy poszukać sobie pracy jako nauczyciel u jakiegoś nowobogackiego.

Włodzimierz Iljicz wstał i wsunął dłonie pod pachy. Chodził po pokoju, ruszając łokciami jak kikutami skrzydeł. Nie był przyzwyczajony by ktoś do niego mówił tym tonem.

– Czego więc chcecie, pułkownika? A raczej, co macie do zaproponowania? Bo czego chcecie wy zdrajcy wiem doskonale. Nie jesteście jedyni. Mam pełne kieszenie generałów. Pieniądze, władza, bezpieczne życie. .. Ale muszę przyznać, macie nosa. Dobrze wyczuliście, że te pajace nie przetrwają nawet pół roku, gdy my tymczasem. ..

– Zgadza się. Jesteście jedyni, którzy mogą utrzymać się przy władzy. Bo przychodzicie z programem, który ma tylko dwa punkty i może się wyłącznie podobać, i ponieważ jesteście zdeterminowani A ta determinacja oznacza, że gdy wybieracie cel, gotowi jesteście zrobić wszystko, by go osiągnąć. Nie prawie wszystko. Wszystko.

– Coś mi się zdaje, pułkowniku, że jesteśmy do siebie podobni. Wy i ja – powiedział Lenin, zatrzymując się nagle.

– Może to niezbyt pięknie wygląda w przypadku kogoś wierzącego. .. bo przecież jesteście wierzący, nieprawdaż? W każdym razie wasz stopień o tym świadczy. . . Mimo to widzę między nami znaczne podobieństwo. .. Krótko mówiąc, jesteście gotowi oddać do dyspozycji partii socjaldemokratycznej o zabarwieniu bolszewickim waszą wiedzę agenta Ochrany? Wiedzę i kartoteki, jak sądzę, z nazwiskami agentów, których do nas wprowadziliście? Bo bez tych nazwisk, sami rozumiecie. ..

Zrobił wymowny grymas. Nawet stojąc, nie był wiele wyższy od siedzącego Psarskiego.

Tymczasem Psarski, zdając sobie sprawę, że stawką w tej grze było nie tylko jego życie, ale i, w jakiejś mierze, przyszłość Rosji, przyglądał mu się flegmatycznie. W obecnej sytuacji ten człowiek wydawał się jedynym, który mógł odtworzyć państwo rosyjskie. Cóż to jednak za upokorzenie dla Rosji, by rolę tę odegrał ów niedouczony adwokacina o podejrzanej proweniencji!

– Gdybym wam oddał moje kartoteki, Włodzimierzu lljiczu, bardzo słusznie uznałby mnie pan za idiotę, grzecznie mi podziękował i kazał jakiemuś pijanemu marynarzowi dźgnąć mnie w plecy. Owszem, mam kolegów, którzy wciąż jeszcze przechowują dokumenty i życzę panu udanego polowania, kiedy już się pan dorwie do szaf na Fontance. Z moich papierów została tylko sadza. Wszystko spłonęło. No, poza tym, co mam w głowie, i dzięki czemu mogę teraz panu złożyć pewną ofertę, która może przynieść pożytek całej naszej trójce.

– Trójce?

– Tak, Rosji, panu i mnie.

– Naprawdę, podobacie mi się. Będę potrzebował porządnego wywiadu. Mam już nawet kandydata na szefa – to polski szlachetka, bardzo zapalony do roboty, ale wy, wy to co innego, wy jesteście zawodowcem. Mogę was wziąć najpierw na próbę, jeśli chcecie.

Psarski uśmiechnął się.

– Myli się pan, Włodzimierzu Iljiczu. Z pańskiego punktu widzenia, wcale nie jestem zawodowcem, a w moim wieku za późno na szkolenie. Opowiem panu pewną historię. ..

Chcecie może herbaty? przerwał Lenin.

– Z przyjemnością.

Lenin szczeknął krótko:

– Nadia, herbata!

I usiadł ponownie, sprawiając wrażenie (udawane zapewne), że płonie z ciekawości. To było jak swoisty rytuał. Niektórym proponowano herbatę, innym zaś nie – w zależności od przebiegu rozmowy. Nawiasem mówiąc, w herbacie serwowanej po rosyjsku (osobno esencja i osobno wrzątek) można było łatwo przemycić truciznę. Drzwi do gabinetu się otworzyły i weszła odrażająca kobieta z tacą, na której niosła samowar, imbryk, cukierniczkę, szczypczyki do cukru filiżanki i małe ciasteczka. Zniknęła też zaraz bez słowa, wychodząc – ostentacyjnie na palcach.

W ostatniej chwili, w geście nieco spóźnionej uprzejmości, Lenin postanowił obdarzyć owo monstrum imieniem i nazwiskiem:

– To Nadieżda Konstantinowna Krupska.

Gdy to mówił, widać już było tylko obfity tyłek przedstawionej, tarasujący drzwi. Bazyl powściągnął cisnący mu się na usta uśmiech i wrócił do tematu:

– Otóż miał pan wielką admiratorkę, Elenę Dmitriewną Stasową, wielką damę, nawiasem mówiąc. Pewnego dnia aresztowano ją za działalność antyrządową. Osobiście ją przesłuchiwałem. Wie pan, co mi powiedziała zaraz na wstępie? „Nie mam zwyczaju rozmawiać z kimś, kto mi nie został przedstawiony”. Co by pan zrobił na moim miejscu? Baty na goły tyłek damulce, aż by zmieniła ton. I miałby pan rację. Tylko że, wie pan, tego rodzaju metody były zabronione. Nie, nawet nie to, że zabronione, bo przecież zawsze można zakaz obejść, one były nie do pomyślenia. Nawet – jeśli ręce nas świerzbiły. Możecie nas oskarżać o różne rzeczy, ale nigdy o tortury. Nie przyszłoby nawet panu do głowy, że moglibyśmy kogoś torturować. To był zupełnie inny świat od tego, który właśnie zaczynacie budować. My, być może, nie wierzyliśmy w te wszystkie pseudo-prawa człowieka wydumane przez rewolucję francuską, ale mieliśmy – według mnie, często niesłusznie – szacunek dla człowieka. Obojętnie, jakiego. Nie mówię, że nie stosowaliśmy kar cielesnych. Ale to były kary dla winnych, a nie metody śledcze. Dlatego też, sam pan widzi, że wytresowany w takiej szkole, nie mógłbym być wam przydatny na czele organizacji, która będzie stosowała bardzo poważne środki perswazji. Więc niech pan lepiej zatrudni swojego Feliksa Edmundowicza – bo to o nim, zdaje się, pan mówił przed chwilą? Słyszałem, że niektórzy ludzie bardzo szybko uczą się tych metod, jeśli tylko dostarczy im się odpowiednią liczbę królików doświadczalnych.

Zapadła cisza, w czasie której obaj mężczyźni – najpierw gość, a potem gospodarz nalali sobie niemal czarnej esencji i wrzątku. Lenin wziął trochę cukru, Psarski nie – w końcu te niewinnie wyglądające bryłki mogły być znaczone. Lenin skrzyżował ramiona.

– A więc?

– Powiem panu, Włodzimierzu lljiczu, jaka jest moja ocena sytuacji. Miał pan przebłysk geniuszu, używając słowa „rady”, które właściwie nic nie znaczy, a które wzbudza taki entuzjazm. A wokół nikogo, kto mógłby się z panem równać. Rząd Tymczasowy. . .

– To szambo _ dopowiedział Lenin, który lubił metafory skatologiczne.

– Mienszewicy. ..

– Tancerki z wodewilu.

– Republikanie? Tchórzliwi legaliści. Bez znaczenia.

– A więc uważa pan, że już wygraliście?

Krzaczaste brwi Lenina uniosły się pytająco.

– Niech pan przyzna – ciągnął Bazyl Psarski – sam był pan zaskoczony, z jaką łatwością carski reżim odszedł w niebyt. Ale to dlatego, że on wcale nie odszedł W niebyt. Cały front jest jeszcze wierny cesarzowi, żydowska finansjera jeszcze nie zrezygnowała z popierania reżimu, który jej gwarantuje stabilizację, lud na wsi pozostaje fundamentalnie monarchistyczny i prawosławny, a dziesiątki generałów i tysiące oficerów gotowych jest stanąć przeciw wam, jeśli tylko car odwoła abdykację, która, tak czy inaczej, jest nielegalna i bezpodstawna. Gdybym teraz oświadczył, że nie jestem już Rosjaninem, to jeszcze mogłoby mieć jakiś sens, ale gdybym stwierdził, że przestałem być mężczyzną. . .? Albo, żeby być bliższym natury rzeczy, ujmę to inaczej: skoro namaszczenie cara jest aktem tak fundamentalnym jak obrzezanie, to czy, będąc obrzezanym, mógłbym nagle oświadczyć, że nim nie jestem? Car jest carem, czy tego chcecie czy nie. Czy on tego chce, czy nie.

– Do czego właściwie zmierzacie?

– Do tego, że w najbliższych miesiącach Rosja będzie kipiała od spisków, których celem będzie nie tyle uwolnienie cara, ile zmuszenie go, by z powrotem przejął władzę. I wystarczy, że wraz z nią przejmie także pański program: „natychmiastowy pokój” i „ziemia dla chłopów”, a zostaniecie zmieceni z powierzchni ziemi równie definitywnie, jak to sami zamierzacie uczynić z pajacami z Rządu Tymczasowego. Tak, wiem, że dysponuje pan bandą pijanych żołdaków, którzy są straszakiem na burżuj ów, ale wie pan równie dobrze jak ja, że jeden porządny regiment, sprowadzony z frontu w imieniu cara, zetrze was na miazgę.

– Co więc powinniśmy zrobić?

Bazyl zdążył się już przyzwyczaić, że mu zadawano to pytanie. Tymczasem Lenin znowu usiadł koło niego, uważnie nastawiając swoje małe uszy spryciarza.

– Przyjrzyjmy się sytuacji. Planujecie, rzecz jasna, bolszewicki zamach stanu i przejęcie władzy. To się, oczywiście, spotka z opozycją. Załóżmy, że ona wygra. To nie jest niemożliwe. Kto wtedy będzie rządził państwem? Albo jakiś nieokreślony rząd republikański wyłoniony z Rządu Tymczasowego, który będzie się potykać na każdym kroku, albo Mikołaj II, przywrócony siłą na tron autokrata, który, posuwając się od ustępstwa do ustępstwa, dojdzie w końcu do jakiegoś ustroju parlamentarnego, który pasuje Rosji jak siodło krowie. Jeśli chodzi o republikanów, to nie mogę wam pomóc. Ci ludzie mnie nie interesują. Ale będziecie potrzebowali wysoko wyspecjalizowanych agentów wśród procarskich konspiratorów. Dla was to oni są najbardziej niebezpieczni.

W chwili obecnej, Włodzimierzu Iljiczu, to Mikołaj II, choć uwięziony przez tego błazna Kiereńskiego, który się barłoży w cesarskim łóżku, jest waszym jedynym godnym uwagi przeciwnikiem. Ja proponuję panu, żeby mi powierzył misję rozbrojenia jego zwolenników. Kimkolwiek by oni byli.

– A ja myślałem, że jesteście monarchistą.

– Nie chcę monarchii, która się ośmiesza, lub którą się znieważa. Wolę ją martwą. Ale Rosja potrzebuje państwa. Rozumie pan? Za wszelką cenę.

Minęło kilka sekund.

– Rozumiem – odparł Lenin i siorbiąc, wypił łyk niemal czarnej herbaty.