Ceny w Lidlu w UK i w Polsce. Ogromne różnice.

Porównaliśmy ceny w Lidlu w UK i w Polsce. Aż 8 GBP różnicy na małych zakupach

ceny-w-lidlu-w-uk-i-w-polsce

Porównaliśmy ceny w Lidlu w UK i w Polsce. Aż 8 GBP różnicy na małych zakupach

Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak różnią się ceny produktów w Lidlu w Polsce i Wielkiej Brytanii?

Przeprowadziliśmy porównanie cen 20 produktów dostępnych w Lidlu w obu krajach, a wyniki porównania są zaskakujące.

W naszym porównaniu uwzględniliśmy różnorodne produkty, takie jak żywność, chemia gospodarcza i artykuły codziennego użytku.

Staraliśmy się porównywać produkty tych samych marek lub odpowiedników, które można kupić zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w Polsce.

W czasie porównania kurs funta wynosił 5,15 zł, więc tej kwoty użyliśmy do naszych obliczeń.

Zauważyliśmy, że tylko 8 z 20 produktów było droższych w Wielkiej Brytanii. Co więcej, łączny koszt wszystkich 20 produktów wynosił 34,15 GBP w Wielkiej Brytanii i 42,26 GBP w Polsce, co oznacza, że w Polsce było o wiele drożej.

Nasza analiza pokazała, że łączny koszt 20 produktów był o 8,11 GBP (23,7%) wyższy w Polsce niż w Wielkiej Brytanii.

Jednym z najbardziej zaskakujących odkryć było to, że niektóre produkty, takie jak kolendra, były prawie 300% droższe w Polsce kosztując 1,55 GBP w porównaniu do 0,52 GBP w Wielkiej Brytanii.

Inne produkty z dużą różnicą cenową to oliwa extra virgin (5,82 GBP w Polsce vs 4,19 GBP w Wielkiej Brytanii) i pistacje (3,4 GBP w Polsce vs 1,99 GBP w Wielkiej Brytanii).

Produkty z najmniejszą różnicą cenową: Zmywaki kuchenne i czekolada gorzka 70% miały bardzo zbliżone ceny w obu krajach, różniące się o zaledwie 0,01 GBP.

Produkty droższe w Wielkiej Brytanii

Spośród 20 produktów, tylko 8 było droższych w Wielkiej Brytanii.

Są to:

  • ściereczki gąbczaste
  • zmywaki kuchenne
  • olej rzepakowy 1 L
  • półbagietka pszenna
  • czekolada z całymi orzechami
  • kiełbasa śląska 550g
  • boczek wędzony w słupkach
  • czekolada gorzka 70%

Produkty droższe w Polsce:

Pozostałe 12 produktów było droższych w Polsce.

Są to:

  • Domestos
  • kolendra w doniczce
  • bazylia w doniczce
  • pieczarki 500 g
  • spaghetti
  • orzechy włoskie 200 g
  • pistacje,
  • lody almond
  • frytki mrożone 1 kg
  • ryż biały 1 kg
  • oliwa extra Virgin
  • karkówka 1 kg

Wyniki porównania stają się jeszcze bardziej zaskakujące, gdy weźmiemy pod uwagę minimalne wynagrodzenie w obu krajach.

Od 1 lipca 2023 r. minimalna stawka godzinowa w Polsce wynosi 23,50 zł, co odpowiada około 4,56 GBP, podczas gdy w Wielkiej Brytanii minimalne wynagrodzenie wynosi 10,42 GBP.

Lidl jest jednym z najtańszych sklepów w Wielkiej Brytanii, natomiast w Polsce jest uważany za sklep droższy, jednak w naszym porównaniu skupiliśmy się na identycznych produktach oferowanych przez Lidla zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w Polsce.

Poniżej przedstawiamy pełne porównanie:

poniedziałek, 21 sierpnia 2023 13:47 – Adam Bham

============

mail:
Od 1 lipca 2023 r. minimalna stawka godzinowa w Polsce wynosi 23,50 zł, co odpowiada około 4,56 GBP, podczas gdy w Wielkiej Brytanii minimalne wynagrodzenie wynosi 10,42 GBP.

Piłsudski – sierpień 1920 – u kochanki – czy wódz na froncie?

Piłsudski – u kochanki czy na froncie?

pilsudski-z-kochanka-czy-na-froncie Wiktor Piotr Chicheł

Bitwa Warszawska toczyła się w dniach od 13 do 16 sierpnia. Piłsudski w bitwie tej nie brał udziału, o czym napiszę później. Wymaga tu napiętnowania przywłaszczenie sobie zasługi tego zwycięstwa przez Piłsudskiego i poparcie jego uroszczeń przez służący mu aparat propagandowy. Kreowano w wojsku wizerunek Piłsudskiego – wodza, który poznał doskonale trudy życia w okopach i morderczych marszów, dzięki czemu potrafił wczuć się w sytuację przeciętnego żołnierz. Co więcej, nie mógł być zwycięskim wodzem, gdyż Józef Piłsudski nie był zawodowym żołnierzem, nie kończył żadnej uczelni wojskowej, był samoukiem. Ze zrozumiałych względów tego rodzaju samokształcenie musiało mieć ograniczony charakter, jedynie na niskich szczeblach taktycznych. Piłsudski nie znał istoty pracy sztabów generalnych, a co za tym idzie – treści i metod opracowywania planów wojennych, zwłaszcza planów operacyjnych, mobilizacyjnych, transportowych itd. Problemy te w istocie były mu obce, sprzeczne z jego mentalnością improwizacji i doraźnych przygotowań.

W nocy z 5-go na 6-go sierpnia zjawili się generałowie Rozwadowski i Sosnkowski u Naczelnego Wodza, by mu przedłożyć plan operacyjny do zatwierdzenia. Po długiej, ożywionej dyskusji Naczelny Wódz zatwierdził plan generała Rozwadowskiego w rannych godzinach dnia 6-go sierpnia, przyjmując tym samym pełną odpowiedzialność. Rozkaz z dnia 8-go sierpnia (data ta jest przekreślona atramentem i zastąpiona datą 6-go sierpnia), noszący numer 8388/III, podpisany jest przez generała Rozwadowskiego, jako szefa sztabu. Pisany jest na maszynie i był rozesłany kilku adresatom. 

Natomiast Marszałek, żyjący chyba w alternatywnym świecie albo po prostu zmyślający, twierdził, że zasadnicze decyzje podjął sam, jak pisał, w nocy z 5 na 6 sierpnia w samotnym pokoju w Belwederze; świadomie nawiązywał do daty „szóstego sierpnia”, jako rocznicy wymarszu w 1914 roku z Krakowa strzeleckiej kompanii kadrowej, do początków swej wojennej kariery:

„W… męce trwożliwej nie mogłem sobie najwięcej dać rady z nonsensami założenia dla bitwy, nonsensem pasywności dla „gros” moich sił, zebranych w Warszawie (nad którą)… wisiała zmora mędrkowania, bezsilności i rozumkowania tchórzów. Jaskrawym tego dowodem była wysłana delegacja z błaganiem o pokój…

Pamiętałem dobrze, że większość sił moich, zebranych w Warszawie, przychodziła do stolicy po… długich i nieustannych niepowodzeniach… Nie mogłem sie dobyć ani na zaufanie do sił moralnych wojska i mieszkańców stolicy, ani na pewność dowódców… Południe w szczęśliwszym znajdowało się położeniu niż północ, a usilna praca bojowa… dowódców dawała większą gwarancję siły moralnej wojsk wziętych stamtąd… Kiedy jednak próbowałem rachować, zawsze i ciągle dochodziłem do wniosku, że nie jestem w stanie osłabić swoich sił na południu w jakimś większym rozmiarze….. Wszystko wyglądało mi w czarnych kolorach i beznadziejnie… Dlatego też z góry zatrzymałem sie na myśli, że grupą kontratakującą… czy silniejszą, czy słabszą, dowodzić będę osobiście”.

Bitwa warszawska nie została jednak ostatecznie rozegrana wedle tego rozkazu. Rozkaz ten był stosowany tylko w pierwszej fazie. Został on zastąpiony nowym rozkazem, noszącym w nagłówku datę 10 sierpnia i numer fikcyjny (dla przeszkodzenia odkrycia go przez wywiad nieprzyjacielski) 10.000 oraz datę 9-go sierpnia przy podpisie generała Rozwadowskiego. Rozkaz Nr. 10000 był dziełem generała Rozwadowskiego i tylko przyjęty bez zmiany przez Naczelnego Wodza do wiadomości. Jest on w całości napisany – na 12 stronicach – atramentem, ręką generała Rozwadowskiego, tylko w jednym egzemplarzu i nie był przepisywany na maszynie, ani rozesłany. Jest on podpisany przez generała tylko skrótem „Rozwd”.

Ponadto zawiera w rubryce: “Zostają niniejszym informowani” 13 podpisów, w czym na pierwszym miejscu “Naczelny Wódz J. Piłsudski”. 

Jednak znany i ceniony historyk, lecz z sympatiami sanacyjnymi, prof. Andrzej Nowak twierdzi, że „Naczelny Wódz wspólnie z gen. T. Rozwadowskim opracował rozkaz o przygotowaniu decydującego przeciwuderzenia polskiego, które miało wyjść znad rzeki Wieprz i rozbić Front Zachodni Tuchaczewskiego. Główne siły Tuchaczewskiego miała związać na północy 5. Armia gen. W. Sikorskiego oraz pod Warszawą 1. Armia gen. F. Latinika. Grupą uderzeniową miał w całości dowodzić sam Piłsudski. Termin polskiego uderzenia wyznaczono na 16 sierpnia”.

W dniu 12 sierpnia, gdy wojska sowieckie podeszły niemal pod Warszawę, Piłsudski odbył rozmowę w prezydium Rady Ministrów z premierem Wincentym Witosem, przy udziale wicepremiera Ignacego Daszyńskiego. Na spotkaniu tym Piłsudski odczytał akt swojej rezygnacji z funkcji naczelnika państwa i Naczelnego Wodza Wojska Polskiego, po czym wręczył go premierowi Witosowi do ogłoszenia według uznania. Witos w tym czasie był prezesem Rady Ministrów i zastępcą Naczelnika Państwa w powołanej 1 lipca 1920 r. Radzie Obrony Państwa. Treść tego dokumentu brzmi następująco:

======================================

AKT DYMISJI PIŁSUDSKIEGO

Belweder 12 VIII 1920 r.

WIELCE SZANOWNY PANIE PREZYDENCIE!

Przed swym wyjazdem na front, rozważywszy wszystkie okoliczności wewnętrzne i zewnętrzne, przyszedłem do przekonania, ze obowiązkiem moim wobec Ojczyzny jest zostawić w ręku Pana, Panie Prezydencie, moją dymisję ze stanowiska Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza Wojsk Polskich.

Powody i przyczyny, które mnie do tego kroku skłoniły, są następujące:

1.Już na jednym z posiedzeń R.O.P. miałem zaszczyt wypowiedzieć jeden z najbardziej zasadniczych powodów. Sytuacja w której Polska się znalazła, wymaga wzmocnienia poczucia odpowiedzialności, a przeciętna opinia słusznie zadać musi i coraz natarczywiej zadać będzie, aby ta odpowiedzialność nie była czczym frazesem tylko, lecz zupełnie realną rzeczą. Sądzę, że jestem odpowiedzialny zarówno za sławę i siłę Polski w dobie poprzedniej, jak i za bezsiłę oraz upokorzenie teraźniejsze. Przynajmniej co do tej odpowiedzialności się poczuwam zawsze i dlatego naturalną konsekwencją dla mnie jest podanie się do dymisji. I chociaż R.O.P., gdy tę sprawę podniosłem, wyraziła mi pełne zaufanie i upoważniła w ten sposób do pozostania przy władzy, nie mogę ukryć, że pozostają we mnie i działają z wielką, siłą te moralne motywy, które wyłuszczyłem przed R.O.P. parę tygodni temu.

2.Byłem i jestem stronnikiem wojny „a outrance” z bolszewikami dlatego, że nie widzę najzupełniej gwarancji, aby te czy inne umowy czy traktaty były przez nich dotrzymane. Staję więc z sobą teraz w ciągłej sprzeczności, gdyż zmuszony jestem do stałych ustępstw w tej dziedzinie, prowadzących w niniejszej sytuacji, zdaniem moim, do częstych upokorzeń zarówno dla Polski, a specjalnie dla mnie osobiście.

3.Po prawdopodobnym zerwaniu rokowań pokojowych w Mińsku pozostaje nam atut w rezerwie – atut Ententy. Warunki pozostawione przez nią są skierowane przeciwko funkcji państwowej, która od prawie dwu lat wypełniam. Ja i R.O.P rząd czy sejm, wszyscy mieliby do wyboru albo zostawić mnie przy jednej funkcji, albo usunąć zupełnie. Co do mnie wybieram drugą ewentualność. Jest ona bardziej zgodna z godnością, osobista i jest praktyczniejsza. Pozostawienie mnie na jednym z urzędów zmniejsza mój autorytet i tak silnie poderwany i doprowadza z konieczności do powolnego zniszczenia tej siły moralnej, którą, dotąd jeszcze reprezentuje dla walki i dla kraju. Biorę następnie pod uwagę mój charakter bardzo niezależny i przyzwyczajenie do postępowania według własnego zdania, co z warunkami, pozostawionymi przez ententę nie zgadza się. Wreszcie przeczy to systemowi, któremu służyłem w Polsce od początku swojej pracy politycznej i społecznej, której podstawą zawsze była możliwie samodzielna praca nad odbudowaniem Ojczyzny, ta bowiem wydawała mi się jedynie wartościową i trwałą. Obawiam się więc, że przy pozostawieniu przy funkcjach przodujących oraz przy moim charakterze i przyzwyczajeniach wyniknąć mogą ze szkodą dla kraju tarcia mniejsze i większe, które nie będąc przyjemne dla żadnej ze stron, wszystko jedno skończyć by się musiały moim usunięciem się.

Wreszcie ostatnie. Rozumie [sic! przyp. red.] dobrze, że ta wartość, którą w Polsce reprezentuję nie należy do mnie, lecz do Ojczyzny całej. Dotąd rozporządzałem nią jak umiałem samodzielnie.

Z chwilą napisania tego list uważam, że ustać to musi i rozporządzalność moja sobą przejść musi do rządu, który szczęśliwie skleciłem z reprezentantów całej Polski.

Dlatego też pozostawiam Panu Panie Prezydencie, rozstrzygnięcie do czasu opublikowania aktu mojej dymisji. Również Panu wraz z Jego Kolegami z Rządu pozostawiam sposób wprowadzenia w życie mojej dymisji i wreszcie oczekiwać będę rozkazu Rządu co do użytkowania moich sił w tej czy innej pracy. Co do ostatniego proszę tylko nie krępować się ani wysoką szarżą, którą piastuję ani wysokim stanowiskiem, które posiadam. Nie chciałbym bowiem mnożyć swoją osobą licznej rzeszy ludzi, nie układających się w żaden system, czy to z powodu kaprysów i ambicji osobistej, czy z powodu słabości charakteru polskiego, skłonnego do wytwarzania najniepotrzebniejszych funkcji da względów osobistych.

Proszę Pana Prezydenta przyjąć zapewnienie wysokiego szacunku i poważania z jakim pozostaje.”

===============================

Aby nie wprowadzać zamętu i zachwiania nadziei wśród żołnierzy w tym dramatycznym momencie, Witos utrzymał pismo Piłsudskiego w tajemnicy. Witos tak zapamiętał te dramatyczną, rozmowę: 

„Naczelny Wódz był mocno skupiony i poważny, i jak mi się zdawało, przybity, niepewny, wahający się i mocno zdenerwowany… W rozmowie był niesłychanie ostrożny, a dotykając spraw bieżących stawiał raczej bardzo smutne horoskopy. Twierdził, że stawia na ostatnią kartę, nie mając żadnej pewności wygranej”. 

Premier sam twierdził nadto, że Piłsudski był do tego stopnia załamany, iż chciał się zastrzelić. Tak więc w kluczowych dniach Bitwy Warszawskiej Piłsudski był tylko dowódcą jednego z frontów. Za państwo odpowiadał premier i prezes Rady Obrony Państwa – Wincenty Witos, a za przebieg wojny szef Sztabu Generalnego generał Tadeusz Jordan Rozwadowski.

Ziuk opuścił Warszawę późnym wieczorem 12 sierpnia 1920 r. o godz. 21. Wyjechał samochodem z Warszawy, lecz nie do Puław nad rzekę Wieprz, do gromadzących się tam oddziałów – tylko do Małopolski, do Aleksandry Szczerbińskiej.

[Żona, Maria Piłsudska, de domo Koplewska, primo voto Juszkiewicz mieszkała wtedy w Krakowie. Dla ślubu z nią przeszedł w 1899r. na luteranizm md]

Ponadto Gen.  Weygand, wspominając rozmowę z Piłsudskim przed jego wyjazdem na front, był zapewne przekonany, że jedzie on do swej kwatery w Puławach.

Za Jędrzejewiczem: 

„Piłsudski jadąc samochodem razem z Prystorem nocą do Puław, nałożył sporo drogi by odwiedzić panią Olę i córki, znajdujące się wówczas pod Krakowem”. 

A dokładnie w Bobowej oddalonej od niego o 147 km. Cała trasa wyniosła ok. 650 km, a w tamtym czasie najszybsze samochody jeździły przeciętnie 31 km/h. Do Bobowej dotarł 14 sierpnia, a podobno na front do Puław przybył dnia następnego, gdzie nie walczył, tylko przybył na chrzest syna Minkiewiczów, w charakterze chrzestnego.

Sama kochanka Aleksandra wspominała:

„Gdy żegnał się z nami, przed wyjazdem do Puław, był zmęczony i posępny. Ciężar olbrzymiej odpowiedzialności za losy kraju, przygniatał go i sprawiał mękę. Ja w tym czasie znajdowałam się w okolicy Krakowa, dokąd mnie wyewakuowano razem z Wandą i Jagodą, która kilka miesięcy przedtem przyszła na Świat. Mąż przyjechał z Aleksandrem Prystorem, pożegnał się z dziećmi i ze mną, tak jak gdyby szedł na śmierć. Niecierpliwiła go moja absolutna pewność, że bitwa skończy się naszym zwycięstwem, a jemu nic się nie stanie. Nie wiem jak to nazwać: może przeczuciem, może instynktem, może intuicja, ale tak było rzeczywiście. […]

A teraz nie miałam najmniejszych wątpliwości, że wszystko będzie dobrze.

„Rezultat każdej wojny – powiedział do mnie mąż przed rozstaniem – jest niepewny aż do jej skończenia. Wszystko jest w ręku Boga”.

Teraz przejdźmy do samej bitwy. W dniach 12-18 sierpnia 1920 roku pełne dowodzenie działaniami armii polskiej w decydującym momencie Bitwy Warszawskiej pozostaje w ręku gen. Tadeusza Rozwadowskiego. Szef sztabu, gen. Tadeusz Rozwadowski, a nie Józef Piłsudski, wydał rano 14 sierpnia Odezwę do żołnierzy z powodu rozpoczęcia bitwy pod Warszawa. Stawiał w niej mocną alternatywę: 

„Albo rozbijemy dzicz bolszewicką i udaremnimy tym samym zamach sowiecki na niepodległość Ojczyzny i byt Narodu, albo nowe jarzmo i ciężka niedola czeka nas wszystkich bez wyjątku. Pomni tradycji rycerskich polskich, stangli dziś wszyscy chłopi, robotnicy i cała inteligencja do walki tej na śmierć i życie.

Pomni odwiecznego hasła „Bóg i Ojczyzna”, natężymy też w tych dniach najbliższych wszystkie nasze siły, by zgnieść doszczętnie pierwotnego wroga, dybiącego na naszą zagładę. Zaprzysiągł on zgubę Polski, a łaknie zdobycia i rabunku Warszawy. Ale my stolicy nie damy, Polskę od nich oswobodzimy i zgotujemy tej czerwonej hordzie takie przyjęcie, żeby z niej nic nie zostało”.

Generał Rozwadowski przez cały czas bitwy nad Wisła objeżdżał stale poszczególne odcinki frontu, wśród gradu kul wydawał dyspozycje, przesuwał odwody, zarządzał natarcia swoim systemem: „ze siodła”, a nie od zielonego stolika, daleko za frontem. Zielony stolik, to jest robotę sztabową, pozostawiał sobie na nocne godziny. Utrzymuje on co prawda kontakt z Piłsudskim (od 14 sierpnia), informuje o działaniach na froncie, zachowuje kurtuazje i szacunek, ale dowodzi sam. Decyzje o wydaniu rozkazu uderzenia 5. Armii podejmuje podczas narady z gen. Józefem Hallerem i gen. Maxime Weygandem w dniu 13 sierpnia 1920 roku. Nakłania też Piłsudskiego do przyspieszenia uderzenia z nad Wieprza o jeden dzień, z 17 sierpnia na 16 sierpnia, gdyż w przeciwnym razie Piłsudski w ogóle mógłby nie wziąć udziału w walce. Jak podaje Marszałek w swoich wspomnieniach, 16 sierpnia rozpoczynał atak, tylko na kogo? Wtedy bolszewików już nie było. Widać, że kompletnie nie orientował się, co się dzieje na froncie i walczył z przysłowiowymi „wiatrakami”. Co więcej Piłsudski opóźnił uderzenie od strony Puław.

W kluczowym momencie starcia „Ziuka” nie było na froncie… Kiedy Piłsudski dociera ze swoimi wojskami pod Siedlce 18 sierpnia 1920 r. bitwa i tak jest już rozstrzygnięta i trwa odwrót bolszewików.

Marszałek Piłsudski po powrocie do Warszawy postawił w południe 18 sierpnia nowe cele operacyjne przed swoimi armiami, jak gdyby nigdy nic, bo tylko niewielu wiedziało o jego prawdziwym udziale w „bitwie warszawskiej”. Po zakończeniu wojny Witos odesłał Piłsudskiemu tę, niewykorzystaną na szczęście dla Polski, dymisję. Schował polityczne animozje do kieszeni i m.in. dlatego jest mężem stanu.

Na koniec oddajmy głos jeszcze wybitnemu gen. Rozwadowskiemu, który pod koniec kwietnia 1926 r. złożył list na ręce gen. Żeligowskiego i oto najistotniejszy fragment:

Jak ogólnie wiadomo Pan Marszałek w chwili zupełnej depresji i bezradności został w roku 1920 tylko przeze mnie należycie podtrzymanym i popartym, i ze Polska cała zawdzięcza mnie właśnie w wielkiej mierze uratowanie od niechybnej i wszędzie oczekiwanej klęski. Milczałem aż nazbyt długo, gdy Pan Marszałek stroił się w częściowo niezasłużone wawrzyny, lecz dla podtrzymania jego prestiżu jako głowy państwa byłbym jak najbardziej bezinteresownie i celowo zatajał moją decydującą rolę w tych naszych ostatecznych zwycięstwach, gdyż pragnąłem i chciałem, aby ku chwale Ojczyzny Pan Marszałek stał się człowiekiem naprawdę wielkim, aby odegrał należycie swą rolę w historii Państwa i Narodu”.

Jest to kluczowy dokument – Rozwadowski jak nigdy przedtem zakwestionował rolę Piłsudskiego w bitwie i uznał, że to on odegrał rolę decydującą. Moim zdaniem ten list przyczynił się prawdopodobnie w sposób decydujący do jego uwięzienia i przedwczesnej śmierci. Piłsudski, co jest oczywiste, list ten przeczytał. Nie mógł pozwolić, by jego legenda została zniszczona i ciężka [propagandowa md] praca wielu współpracowników poszła na marne. Podczas ostatniego spotkania obu rywali, tuż po zwolnieniu Rozwadowskiego z więzienia, Piłsudski wprost nawiązując do tego listu rzucił zdenerwowany: „Ale Bitwę Warszawska wygrałem ja”.

Źródła: 

Tomasz Ciołkowski, Józef Piłsudski. Sfałszowana biografia”, II wyd. Warszawa 2021

Jędrzej Giertych, „O Piłsudskim”, Londyn 1987

Maciej Giertych, „Mit Piłsudskiego”, Warszawa 2017

Wacław Jędrzejewicz, „Kronika życia Józefa Piłsudskiego”, Londyn 1977

Andrzej Nowak, „Niepodległa! 1864-1924. Jak Polacy odzyskali ojczyznę?”, Kraków 2018

Andrzej Nowak, „Upadek imperium zła. Rok 1920”, Kraków 2020

Aleksandra Piłsudska, „Wspomnienia”, Warszawa 1989

prac. zb., „Generał Rozwadowski”, Warszawa 2020

Brunon Różycki, „Mit Marszałka. Legenda J. Piłsudskiego w świetle najnowszych badań”, Częstochowa 2021

Wracamy do PRL

Wracamy do PRL

Stanisław Michalkiewicz   24 sierpnia 2023

Jeśli nasi Umiłowani Przywódcy jeszcze trochę się wstydzą przyznać, że za komuny było lepiej, to dają temu przekonaniu wyraz przez tak zwane fakty konkludentne. Oto Naczelnik Państwa ogłosił hasło PiS na tegoroczne wybory: Bezpieczna przyszłość Polaków”. Wynika z niego, że bezpieczeństwo przede wszystkim. Trzeba jednak pamiętać, że bezpieczeństwo ma swoją cenę. Jest nią rezygnacja z wolności. Wolność bowiem niesie za sobą ryzyko – a to właśnie no towarzyszyło przedsięwzięciom, które zmieniały historię świata.

Na przykład wielkie odkrycia geograficzne nie byłyby możliwe bez ryzyka i to całkiem sporego. Według świadectw bowiem, tylko jedna wyprawa na sześć kończyła się pomyślnie i to nie tylko ze względu na „okrutne morze” – ale również z powodu arogancji ówczesnych biurokratów. Oto bowiem gdy tylko okręt wypływający, dajmy na to, z Anglii, wpływał na półkulę południową, załoga zaczynała chorować na szkorbut. Otwierały się stare rany, wypadały zęby, ludzie słabli i ocenia się, że większość katastrof morskich brała się nie z braku umiejętności ówczesnych żeglarzy, tylko stąd, że z powodu szkorbutu na statkach nie miał kto pracować; marynarze nie mieli sił, by ciągnąć liny i w rezultacie statek trafiał na łaskę fal. Co prawda kapitanowie zauważyli, że Opatrzność pomyślała o wszystkim, bo ratunkiem przed „złym powietrzem”, jakie rzekomo miało panować na południowej półkuli, były owoce cytrusowe. Te obserwacje były znane, ale przez 150 lat nikt nie wyciągnął z nich praktycznych wniosków, bo zasiadający w Admiralicji arystokraci nie dopuszczali myśli, że jacyś prości kapitanowie będą ich pouczać. W dalszym tedy ciągu marynarze żywili się solonym mięsem, podczas długich rejsów zapadali na szkorbut, statki tonęły, aż dopiero kapitan Cook zabrał w rejs do Australii beczki z kiszoną kapustą i zarządził, że wszyscy oficerowie muszą codziennie wypijać szklankę kapuścianego kwasu, a marynarze – jak chcą. Podczas tego rejsu nikt nie zachorował na szkorbut i tak został przełamany biurokratyczny opór.

Tymczasem położenie nacisku na „bezpieczeństwo” oznacza ucieczkę od ryzyka, z co za tym idzie – od wolności. Ciekawe, że dokładnie w ten sam sposób komuna przekonywała obywateli o wyższości ustroju socjalistycznego i chyba bardzo wielu przekonała z Naczelnikiem Państwa włącznie. Jak pamiętamy, bardzo ceni on Edwarda Gierka, również jako „wielkiego patriotę”, chociaż on właśnie kazał wpisać do konstytucji nie tylko kierowniczą rolę partii, ale i sojusz ze Związkiem Radzieckim. Jak widzimy, za komuny aż tak źle nie było, chociaż oczywiście miała ona tę wadę, że była bezbożna. Gdyby tak komuna była pobożna, to wszystko byłoby w jak najlepszym porządku – i wydaje się, że to jest właśnie ustrojowy ideał Naczelnika Państwa.

Ale byłoby niesprawiedliwe wytykanie nieubłaganym palcem tylko Naczelnikowi sentymentu do komuny. Właśnie nieprzejednana opozycja, czyli Volksdeutsche Partei, Lewica oraz Trzecia Droga, podpisały tzw. pakt senacki, którego myślą przewodnią jest „róbmy sobie na rękę”. Pakt senacki polega bowiem na tym, że ścisłe kierownictwa układających się stron podzieliły między siebie poszczególne okręgi wyborcze i umówiły się, że właśnie będą „robić sobie na rękę”, czyli – że nie będą w cudzych okręgach wystawiały własnych kandydatów. W ten sposób chcą opanować Senat.

Co ci przypomina widok znajomy ten?” Ależ oczywiście – wybory kontraktowe do Sejmu, kiedy to wywiad wojskowy w osobie generała Kiszczaka, za pośrednictwem Kukuńka, jeszcze przed jakimkolwiek głosowaniem, przekazał dobranej uprzednio „stronie społecznej”, że ma 35 procent mandatów w Sejmie. Kiedy część obywateli, którzy myśleli, że z tymi wyborami to wszystko naprawdę, poskreślała komunistycznych faworytów na tzw. „liście krajowej”, to zirytowany generał Kiszczak zagroził, że te całe wybory rozgoni. Wtedy Tadeusz Mazowiecki uspokoił go, że „umów należy dotrzymywać”, a Rada Państwa w TRAKCIE WYBORÓW zmieniła ordynację tak, by faworyci komuny do Sejmu się dostali. Pakt senacki nawiązuje w ten sposób do tamtej tradycji, a ofiarą tej siuchty padł pan mecenas Roman Giertych, w którego metamorfozę niestety nie uwierzyła moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus i – o ile pamiętam – również Wielce Czcigodny poseł Śmiszek. Nie ma rady; myślę że przed następnymi wyborami bez drobnej operacji chirurgicznej chyba się nie obejdzie, bo wtedy metamorfozie nie wypadałoby już zaprzeczać.

Ponieważ jednak sytuacja polityczna jest dynamiczna, to nie można wykluczyć, iż pakt senacki może być zwiastunem powrotu naszej demokracji do źródeł, to znaczy – do Frontu Jedności Narodu. Jak pamiętamy, Front Jedności Narodu skupiał wszystkich obywateli: partyjnych i bezpartyjnych, wierzących i niewierzących, żywych i uma… no, mniejsza z tym – co było widomym znakiem jedności moralno-politycznej narodu, która zapanowała właśnie za Edwarda Gierka i trwała aż do momentu, kiedy wszystko się skawaliło. Polityczną konsekwencją istnienia Frontu Jedności Narodu była jedna lista wyborcza, właśnie lista FJN, sporządzana przez partię dokładnie według zasady przyjętej w pakcie senackim. Partia, stronnictwa sojusznicze i katolicy postępowi dzielili między siebie okręgi wyborcze we taki sposób żeby kandydaci zatwierdzeni przesz Biuro Polityczne KC PZPR zostali do Sejmu wybrani, żeby tam nie wiem co.

Suwerenowie, nie można powiedzieć – też mieli wybór, podobny do tego, jaki przysługiwał klientom kołchozowej stołówki – że mogli jeść, albo nie jeść. Ja na przykład chętnie z tej możliwości korzystałem i pierwszymi wyborami, w których głosowałem, były wybory „kontraktowe” w 1989 roku. Ciekaw jestem, jak w tej sytuacji zachowają się sympatycy ugrupowań, które zawarły pakt senacki; czy uznają, że „nic się nie stało” i będą głosowali na listę Frontu Jedności Narodu, czy też skorzystają z tej możliwości wyboru, jaką Umiłowani Przywódcy im łaskawie zostawili.

Być może niektórzy zorientują się, w jakim kierunku zmierza sytuacja i zrobią uczestnikom paktu senackiego na złość, chociaż szczerze mówiąc, specjalnie bym na to nie liczył. Dlaczegóż to niby sympatykom Volksdeutsche Partei, a zwłaszcza Lewicy miałaby nie podobać się zasada jedności moralno-politycznej narodu? I Lewica i Volksdeutsche Partei nawiązałyby w ten sposób do własnych tradycji, a Trzecia Droga – do tradycji tzw. „stronnictw sojuszniczych”.

Myślę, że również PiS i Naczelnik Państwa nie miałby nic przeciwko temu, bo skoro już uciekamy od wolności, to przecież nie na oślep, tylko na z góry upatrzone, sprawdzone i bezpieczne pozycje.

ПО ПРИГОЖИНУ…

Сергей Русов

https://t.me/sergeyrusov/163

ПО ПРИГОЖИНУ…

События с Пригожиным чётко укладываются в схему президентской гонки 2024 и принятию принципиального решения на оставление во главе страны Путина. Как результат – Кремль бьёт как по патриотической части общества (нейтрализация КРП и арест Стрелкова), так и выбивает силовой ресурс из рук либерального крыла (отставка Суровикина и нейтрализация Пригожина).

Это вовсе не означает, что „силовики” будут уничтожать „либералов” и строить Россию справедливости. „Силовикам” необходимо, чтобы „либералы” управляли экономикой, тем самым сохраняя им среду обитания и кормления, а „либералам” необходимы силовики для защиты от народа. И сейчас обе стороны, скованные одной цепью паразитизма и наживы, подводят ситуацию к моменту, когда необходимо максимально ослабить оппонента и передоговориться на новых условиях.

Думается, лишившись Пригожина и Суровикина, либеральное крыло станет явно сговорчивее. Но это ни в малейшей степени не устраняет главную угрозу – подготовку российскими „элитами” новой катастрофы для России по лекалам 1917 или 1991 гг. Только так они смогут сбросить накопившийся за 30 лет груз стратегических проблем, заслужить прощение Запада и начать новый этап паразитирования на измученном организме нашей Родины.

t.me/sergeyrusov/163

 

=====================

mail:

  I akurat teraz wybrali moment (23/24.08 br)  zniszczenia samolotu (z tym mafioso – „prigożynem”) kiedy mija dokładnie 1,5 roku (18 miesięcy = 6+6+6 mies) planwoj na „wukrainu”……

   ”Przerysowanie” typowe dla ludozjadów z talmuda/kabały666.

Zielony socjalizm w Kanadzie: Wrogie mleko.

Zielony socjalizm w Kanadzie: Wrogie mleko…

@bambkb

This Canadian Dairy Farmer reached his quota, so the government of Canada makes him dump out the rest of his milk, because of “regulations” “Canadian milk is 7$ per litre this year!!! And they still make me DUMP 30 000 litres of milk once the quota is reached – This time I’m going PUBLIC, because I want you guys to see what’s going on” What the fuck? #JustinTrudeau #Canada #Farmers

Jeden ze SZCZYTÓW SOC-IDIOTYZMU „WŁADZY”: Podpisano umowy na dostawę 290 tys. laptopów dla uczniów. Ogłupianie dzieci – ale jaki INTERES.

Jeden ze SZCZYTÓW SOC-IDIOTYZMU „WŁADZY”: Podpisano umowy na dostawę 290 tys. laptopów dla uczniów. Ogłupianie dzieci – ale jaki INTERES…

[A przed-wyborcza łapówka dla nauczycieli: Każdy z nich otrzyma bon na 2,5 tys. zł do wykorzystania … md]

—————————–

23.08.2023 tvp.info

Podpisano już umowy na dostawę 290 064 laptopów, które na pewno trafią do uczniów do końca września tego roku – przekazał podczas konferencji prasowej minister cyfryzacji Janusz Cieszyński.

Szef resortu cyfryzacji wskazał, że polska szkoła stanie się szkołą cyfrową, w której technologia jest codziennie obecna. – Żeby zbudować cyfrową szkołę, niezbędna jest realizacja takich programów, jak „Laptop dla ucznia” i „Laptop dla nauczyciela”.

– Mamy fantastyczne wyniki, jeśli chodzi o zdolności polskiej młodzieży. W międzynarodowym teście PISA, realizowanym przez OECD, odsetek tzw. geniuszy matematycznych w Polsce jest prawie na poziomie krajów azjatyckich. To jest gigantyczny potencjał. Z drugiej zaś strony mamy drugi najniższy po Estonii odsetek tzw. matematycznych analfabetów – wskazał.

Program „Laptop dla ucznia” ma pomóc w postępie

Zwrócił uwagę, że w rankingach patentów i innowacyjności widać, że Polska „ma jeszcze sporo do zrobienia”, a program „Laptop dla ucznia” ma pomóc w postępie. Wyjaśnił, że podpisano już umowy na dostawę 290 064 laptopów dla uczniów.

Jest to trzy czwarte całości. Dodał, że planowane rozstrzygnięcie wszystkich przetargów ma odbyć się do pierwszej połowy września.

Odnosząc się do kolejnych działań, zapowiedział, że uczniowie będą również mieli dostęp do kompleksowego, bezpłatnego programu materiałów edukacyjnych.

Oprócz tego zrealizujemy program podłączenia do szybkiego internetu 100 tys. sal lekcyjnych w całej Polsce – dodał.

Minister przekazał, że w październiku wystartuje program „Laptop dla nauczyciela”. – To program, w którym oddajemy swobodę, wolność wyboru właśnie nauczycielom. Każdy z nich otrzyma bon na 2,5 tys. zł do wykorzystania na zakup sprzętu – wyjaśnił.

Zgodnie z uchwaloną w maju przez Sejm ustawą o wsparciu kompetencji cyfrowych uczniów i nauczycieli co roku, począwszy od roku szkolnego 2023/2024, kolejne roczniki uczniów klas IV szkół podstawowych publicznych i niepublicznych otrzymają bezpłatnie laptopy. Będą one kupowane centralnie, następnie trafią do organów prowadzących szkoły, a potem do uczniów.

Parafia [„katolicka”] i Caritas zorganizowały sodomickie demonstracje – „ekumeniczne nabożeństwo katolicko-protestanckie”.

Parafia [„katolicka”] i Caritas zorganizowały sodomickie demonstracje – „ekumeniczne nabożeństwo katolicko-protestanckie”.

parafia-i-caritas-sodomici

Niemiecka parafia zorganizowała imprezę sodomicko-gomorycką. W jej ramach obwieszono kościół tęczowymi flagami ruchu zboczeńców.

Parafia i Caritas zorganizowały sodomicki spęd w niemieckim mieście Haltern am See w Westfalii. Impreza odbyła się z okazji tzw. Christopher Street Day, związanego z  tzw. “miesiącem dumy” środowisk dewiacyjnych.

Obchody Christopher Street Day – niemieckiego odpowiednika parad równości – odbyły się wokół kościoła św. Sykstusa w Haltern am See. Na miejscu zgromadziło się około 600 osób. Choć impreza była organizowana przez parafię i Caritas, miała wsparcie lokalnego biskupa. Poinformowała o tym strona internetowa diecezji Münster – i to w niezwykle entuzjastycznym tonie.

W ramach inicjatywy obwieszono kościół tęczowymi flagami i sodomickimi plakatami. Całość zamknęło „ekumeniczne nabożeństwo katolicko-protestanckie”. Pary homoseksualne otrzymywały w jego czasie błogosławieństwo od duchownych.

Wkrótce do podobnej inicjatywy dojdzie w Kolonii, tym razem jednak już bez zgody biskupa miejsca, kardynała Woelkiego. Katolickie i protestanckie środowiska prosodomickie zamierzają 20 września zorganizować demonstrację pod katedrą, która ma być głosem sprzeciwu wobec niedawnej decyzji kard. Woelkiego o ostrzeżeniu dla księdza, który pobłogosławił parze dewiantów. W ramach demonstracji duchowni będą udzielać błogosławieństw takim parom.

NASZ KOMENTARZ: Im dalej Kościół [posoborowy md] wejdzie na zgubną drogę synodalną, tym tego typu sprzecznych z doktryną katolicką “kwiatków”, będzie więcej.

Czym się różni morderstwo od „usługi medycznej” lub „świadczenia zdrowotnego” ?

Fundacja Pro-Prawo do życia
:
Mariusz Dzierżawski <pomagam@stopaborcji.pl>
Media opisują wstrząsającą historię. Sąd skazał na dożywocie pielęgniarkę, która w trakcie nocnych dyżurów mordowała noworodki na oddziale neonatologii poprzez wykonywanie im śmiercionośnych zastrzyków. W tym samym czasie, dokładnie w taki sam sposób, morduje się dzieci w trakcie legalnych aborcji – poprzez śmiertelny zastrzyk w ich serca.
Do tego szkoleni są lekarze-aborcjoniści. Wszystko jest zgodne z prawem i nazywa się to „usługą medyczną” lub „świadczeniem zdrowotnym”. Otumanione propagandą społeczeństwo nie potrafi dostrzec wpływu tych praktyk na stosunek pielęgniarek i lekarzy do innych dzieci oraz braku różnicy pomiędzy zamordowaniem dziecka przed i po urodzeniu. Dlatego musimy organizować kolejne akcje budzące świadomość i sumienia Polaków.Skąd się biorą zbrodnie? [foto]33-letnia Lucy Letby została skazana na dożywocie bez możliwości wcześniejszego zwolnienia. Letby została uznana winną zamordowania siedmiorga noworodków oraz usiłowania zabójstwa sześciu innych dzieci w szpitalu w Chester w Wielkiej Brytanii. Władze szpitala były zaniepokojone wzrostem zgonów wśród dzieci na oddziale, do których dochodziło najczęściej podczas dyżurów Letby. Okazało się, że kobieta wykonywała noworodkom śmiertelne zastrzyki, wstrzykując dzieciom insulinę. O sprawie piszą liczne media na świecie, w tym również polskojęzyczne. Proces Letby relacjonuje m.in. Gazeta Wyborcza, która podaje argumentację prowadzącego proces sędziego: „działałaś w sposób, który był całkowicie sprzeczny z normalnymi ludzkimi instynktami (…) To była okrutna, wykalkulowana i cyniczna akcja mordowania najmniejszych i najbardziej bezbronnych dzieci.” Mówił cytowany przez Wyborczą sędzia James Goss. 

Nie jest to pierwszy przypadek morderstw i skandalicznego traktowania dzieci w brytyjskich szpitalach. Media zastanawiają się, jak mogło dojść do tych okrutnych zabójstw. Zastanawiają się, ale nie przychodzi im do głowy oczywiste wyjaśnienie. W Wielkiej Brytanii co roku zabija się poprzez aborcję ok. 200 000 dzieci w fazie prenatalnej. Jest to niezwykle rozpowszechniony, krwawy proceder. Dzieci w szpitalach abortuje się m.in. za pomocą zastrzyku z chlorku potasu i nazywa się to oficjalnie „usługa medyczną”. Czym różni się ta „usługa medyczna” od morderstw dokonanych przez pielęgniarkę Lucy Letby na noworodkach? Tym, że jej ofiary były o kilka tygodni starsze. Dziennikarzom, komentatorom, mędrcom ze środowisk lekarskich i licznym „autorytetom moralnym” nie przychodzi do głowy, że zabijanie noworodków nie różni się moralnie od zabijania dzieci w łonie matki, a technicznie jest łatwiejsze. Dziesiątki tysięcy lekarzy i pielęgniarek są szkolone od dziesięcioleci w zabijaniu prenatalnym, a społeczeństwo nie potrafi dostrzec wpływu tych praktyk na stosunek pielęgniarek i lekarzy do innych dzieci. W szpitalach w Polsce rośnie liczba legalnych aborcji na dzieciach. Gizela Jagielska, wicedyrektor szpitala w Oleśnicy, w którym obecnie dokonuje się największej liczby aborcji w Polsce, publicznie pochwaliła się, że aborcji w jej placówce dokonuje się m.in. poprzez wykonywanie dzieciom w łonach matek zastrzyku z chlorku potasu w serca.
Takich aborcji dokonuje się w Oleśnicy m.in. na dzieciach podejrzanych o zespół Downa. Jagielska nazywa to „podstawowym świadczeniem medycznym”, a za aborcje dokonywane w polskich szpitalach płaci NFZ z moich i Pana podatków. Środowisko medyczne w ogóle na to nie reaguje. Nie reagują również politycy. Media głównego nurtu oburzają się mordowaniem noworodków, intensywnie promując jednocześnie morderstwa prenatalne poprzez aborcje.
Wydaje się, że dostrzeżenie związku między zabójstwem dziecka tuż przed narodzeniem, a mordowaniem noworodków, przekracza możliwości intelektualne większości dziennikarzy, polityków, ekspertów oraz wpływowych lekarzy z instytucji takich jak Naczelna Izba Lekarska czy Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników, a także dużej części społeczeństwa otumanionego aborcyjną i eugeniczną propagandą. 

Właśnie dlatego nasza Fundacja organizuje w całej Polsce niezależne kampanie informacyjne, za pomocą których docieramy do naszego społeczeństwa z prawdą o aborcji. Jesteśmy obecni m.in. pod szpitalami, w których dokonuje się aborcji na dzieciach i domagamy się natychmiastowego zaprzestania tego barbarzyńskiego procederu. Wielu ludzi, którzy spotykają się z nami w trakcie naszych akcji ulicznych, daje wyrazy swojego poparcia dla naszych działań. Wiele osób dołącza do nas i pomaga nam organizować kolejne kampanie w swoich miejscowościach, dzięki czemu możemy docierać do tysięcy nowych Polaków. Jednak wiele innych osób na widok naszych akcji wpada w gniew i wściekłość. Takie reakcje mogłyby być zrozumiałe, gdyby odnosiły się do procederu mordowania dzieci. Tymczasem jednak takie osoby w zdecydowanej większości nie czują się oburzone okrutnym zabijaniem dzieci poprzez aborcję, lecz tym, że my publicznie mówimy prawdę o aborcji i się jej sprzeciwiamy. Kilku naszych rozmówców, którzy podeszli do nas w trakcie akcji na ulicy, na zadane im pytanie wprost przyznało, że nie przeszkadza im wstrzykiwanie dzieciom chlorku potasu w serce, lecz to, że muszą o tym słuchać! Nikt nie lubi być konfrontowany z czymś, co zakłóci jego „święty spokój” i naruszy jego „strefę komfortu”, jaką w tym przypadku jest przekonanie, że aborcja jest czymś dobrym i właściwym, do czego każda kobieta ma rzekome „prawo”. Do czego w praktyce prowadzi taka konfrontacja? 
Nasz wolontariusz Adam, odpowiedzialny za koordynację akcji pod szpitalem w Oleśnicy, usłyszał w ostatnim czasie 3 wyroki skazujące na 3 000 zł grzywny za głoszenie prawdy o aborcji pod tą placówką. W ocenie sądów, nasze działania ostrzegające przed konsekwencjami aborcji „naruszyły spokój” personelu szpitala, który wezwał na nas policję. Dokonywanie aborcji w tym szpitalu, w tym aborcji na dzieciach z podejrzeniem zespołu Downa, nie narusza spokoju jego pracowników. Gdy dzieciom w trakcie aborcji wykonuje się zastrzyki śmierci, nikt nie bije na alarm. Za to prawda o aborcji porusza ich sumienia tak bardzo, że prześladują naszych wolontariuszy. Z kolei inne osoby, karmiące się aborcyjną propagandą w mediach, niemal automatycznie uruchamiają gniew i agresję na widok naszych akcji, atakując nas w trakcie kampanii ulicznych. W ostatnim czasie doszło do szeregu napadów na kierowców naszych furgonetek. Regularnie dostajemy groźby sugerujące podpalenie kolejnych naszych pojazdów. Bez przerwy dochodzi także do napadów na naszych wolontariuszy w trakcie akcji ulicznych, jak np. w Elblągu, gdzie na grupę modlących się o powstrzymanie aborcji osób rzucił się agresywny mężczyzna. Pomimo prześladowań, szykan i trudności, które nas spotykają, musimy organizować kolejne akcje i za ich pomocą budzić sumienia i kształtować świadomość Polaków, w tym lekarzy, którzy dokonują aborcji na dzieciach. 
Aborcjoniści w każdej chwili mogą się zmienić i nawrócić. Muszą tylko stanąć w prawdzie. W tym celu głosimy prawdę w przestrzeni publicznej i przypominamy o niej.Akcja informacyjna na ulicy [foto]O naszych akcjach pod szpitalem w Oleśnicy jest bardzo głośno w lokalnych mediach oraz w okolicy. Działamy także pod innymi placówkami w całej Polsce. W ten sposób nie tylko docieramy do kolejnych osób z prawdą o aborcji, ale także wywieramy wpływ i presję na powstrzymanie mordowania dzieci. Wciąż spływają do nas informacje od kolejnych szpitali, które potwierdzają, że wykorzystują lukę w prawie i dokonują aborcji na dzieciach. Potwierdziliśmy, że aborcje są wykonywane m.in. w szpitalach w: Szczecinie, Gdańsku, Elblągu, Łodzi, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Jeleniej Górze i Warszawie. 
Potrzebujemy nowych plakatów, transparentów i bannerów, aby za ich pomocą poinformować Polaków o tym, co dzieje się za murami tych placówek i zmobilizować kolejne osoby do włączenia się w działania przeciwko aborcji. Chcemy także przeprowadzić kolejne akcje z użyciem furgonetek, przyczep i lawet wyposażonych w wielkoformatowe plakaty ujawniające praktyki, do jakich dochodzi w tych szpitalach. Potrzebujemy na te działania ok. 9 000 zł. 
Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby wesprzeć organizację akcji ujawniających prawdę o aborcji dokonywanych w polskich szpitalach i dotrzeć z ostrzeżeniem przed konsekwencjami aborcji do tysięcy kolejnych Polaków.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
===================================
Zabijanie niewinnych dzieci poprzez zastrzyki śmierci wykonywane w ich serca – takie praktyki powinny kojarzyć się z eksperymentami medycznymi dokonywanymi na więźniach w obozach koncentracyjnych. Tymczasem jest to „usługa medyczna” sponsorowana przez NFZ z naszych podatków, coraz bardziej powszechnie przeprowadzana w polskich szpitalach. Musimy działać aby to powstrzymać i uczynić aborcję czymś nie do pomyślenia dla Polaków. Konieczne do tego są kolejne akcje informacyjne, odsłaniające prawdę o aborcji i kształtujące sumienia społeczeństwa. Bardzo Pana proszę o wsparcie tych kampanii.
Serdecznie Pana pozdrawiam,Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl

USA: Skrzywdzone nastolatki po operacji „zmiany płci” pozywają medyków. Rynek chirurgii „zmiany płci” to 2 mld dol. w 2021 roku. Do 2030 r. ma urosnąć do 5 mld dol..

USA: Skrzywdzone nastolatki po operacji „zmiany płci” pozywają medyków.

Rynek chirurgii „zmiany płci” wyceniono na blisko 2 mld dol. w 2021 roku. Do 2030 r. ma urosnąć do poziomu 5 mld dol.

#detranzycja #dzieci #pozew #tranzycja

(Ilustracja: Pixabay.com)

Osoby, które w młodości zdecydowały się poddać eksperymentowi tak zwanej „zmiany płci”, obecnie pozywają lekarzy za wyrządzone przez nich szkody. Pozwy w imieniu detranzycjonistów składa kancelaria Campbell Miller Payne,.

Firma prawnicza podaje, że reprezentuje osoby, które „były wprowadzane w błąd i wykorzystywane — często jako dzieci — w celu spowodowania szkód psychicznych i fizycznych poprzez fałszywą obietnicę tak zwanej opieki medycznej afirmującej płeć kulturową”.

Pod koniec lipca br. przed komisją sądownictwa w kongresie 19-letnia Cloe Cole apelowała do kongresmenów o wstrzymanie tak zwanych terapii zmiany płci i operacji dla nieletnich, mówiąc, że jej „dzieciństwo zostało zrujnowane” przez interwencje medyczne.

Kiedyś wierzyłam, że urodziłam się w niewłaściwym ciele. A dorośli obecni w moim życiu, którym ufałam, potwierdzili moje przekonanie. To wyrządziło mi nieodwracalną krzywdę na całe życie – wskazała. I dalej: Mówię do was dzisiaj jako ofiara jednego z największych skandali medycznych w historii Stanów Zjednoczonych Ameryki. Mówię do was w nadziei, że będziecie mieli odwagę zakończyć skandal i zapewnić, że inne bezbronne nastolatki, dzieci i młodzi dorośli nie przejdą przez to, przez co ja przeszłam.

Administracja Joe Bidena popiera tak zwaną „opiekę afirmującą płeć”. Zastępca sekretarza zdrowia, niejaki Rachel Levine, transseksualista przekonuje, że „nie ma sporu wśród lekarzy … co do wartości i znaczenia” procedury. [Oczywiście KŁAMIE md]

Cole, która zeznawała w kongresie wskazała, że należy zaprzestać utwierdzania  12-latków, którym mówią, iż urodzili się w niewłaściwym ciele, w takim właśnie przekonaniu. Nie można im mówić, że mają rację.

W wieku 12 lat Cloe powiedziała rodzicom, że chce zostać chłopcem. Rodzice zwrócili się o pomoc do medyków, którzy skierowali ich dziecko na terapię hormonalną, podając od 13. roku życia blokery dojrzewania. W wieku 15 lat usunięto jej piersi.

Dziewczyna już wcześniej cierpiała na depresję, a po tranzycji jej stan znacznie pogorszył się. Odczuwa ból fizyczny i emocjonalny. Żałuje, że nigdy nie będzie mogła karmić dziecka piersią, że zmieniło jej się ciało, ubezpłodniła się itd.  Cole twierdziła, że interwencje medyczne były wymuszone. Jej rodziców straszono, że jeśli nie będą jej podawać testosteronu, to dziewczyna popełni samobójstwo. Ale to właśnie po tak zwanej operacji zmiany płci Cole targnęła się na swoje życie.

– Moje dzieciństwo zostało zrujnowane, podobnie jak tysiący osób, które chciałyby odwrócić skutki tranzycji – konstatowała z żalem. Przyznała, że jak czasami patrzy w lustro, to czuje się jak potwór. Dziewczyna doświadczyła „menopauzalnych uderzeń gorąca”, „bólów stawów”, ma blizny po podwójnej mastektomii i ubolewa, że odebrano jej kobiecość.

Osób takich, jak Cole jest więcej. Coraz częściej decydują się na składanie pozwów wobec medyków.  

„National Review” przypomina, że pierwszą klinikę poświęconą „opiece afirmującej płeć kulturową” założono w Bostonie w 2007 roku. Znana jako Gender Multispecialty Service (GeMS) specjalizuje się w realizacji „pierwszego dużego programu w USA skupiającego się na nastolatkach zróżnicowanych pod względem płci i transpłciowych”. Szpital chwali się, że od 2007 r. rozszerzył swoje usługi na dzieci od trzeciego roku życia, rozbudzając u takich maluchów pragnienie „zmiany płci”, oferując specjalne książeczki z obrazkami.

Obecnie w Ameryce Północnej – według  Gender Mapping Project – istnieje ponad 400 klinik zajmujących się tranzycją u dzieci, a rynek chirurgii „zmiany płci” wyceniono na blisko 2 mld dol. w 2021 roku. Do 2030 r. ma urosnąć do poziomu 5 mld dol.

Kliniki zarabiają m.in. na sprzedaży Lupronu, silnego środka tłumiącego hormony, zatwierdzonego początkowo do paliatywnego leczenia zaawansowanego raka prostaty, który był używany do chemicznej kastracji przestępców seksualnych.

Food and Drug Administration zatwierdziła również Lupron do leczenia „przedwczesnego” lub nienormalnie wczesnego dojrzewania. Medyce zaczęli go wykorzystywać w celu hamowania dojrzewania. Blokery mają być „rozdawane jak cukierki”, niezgodnie z przeznaczeniem FDA. Szerzy się „zaraza społeczna” polegająca na tym, że coraz więcej młodych dziewcząt pod wpływem rówieśników i mody wykreowanej w mediach społecznościowych twierdzi, że chce zmienić płeć.

Osoby, które poddały się procedurom tranzycji obecnie zdając sobie sprawę, że nie poprawiło się ich samopoczucie, a dodatkowo zostały bezpowrotnie okaleczone, pozywają lekarzy.

Jako pierwsza pozew złożyła jesienią ub. roku Camille Kiefel, która zarzuciła pracownikom służby zdrowia w Oregonie, że ją wprowadzili w błąd i niepotrzebnie wykonali podwójną mastektomię. Chloe Cole złożyła pozew na początku 2023 r. Sprawę wytoczyła Kaiser Foundation Hospitals i innym usługodawcom w Kalifornii, którzy w wieku 13 lat podali jej hormony płciowe, a potem usunęli piersi. Kilka miesięcy temu pozew złożyła Kayla Lovdahl za usunięcie piersi, gdy miała zaledwie 13 lat.

Prishy Mosley w Północnej Karolinie skarży medyków za wprowadzenie jej w błąd i skierowanie na interwencję medyczną w wieku 16 lat, która obejmowała usunięcie jej zdrowych piersi. Soren Aldaco w Teksasie pozwała pracowników służby zdrowia za przepisanie hormonów płciowych i podwójną mastektomię. Prawnicy badają sprawy i zapowiadają, że to dopiero początek góry lodowej.

Źródło: nypost.com, washingtonexaminer.com AS

Agresywni „ekolodzy” w Bieszczadach ćpają, niszczą las. Czemu „władza” pozwala?

Agresywni „ekolodzy” w Bieszczadach ćpają, niszczą las. Czemu „władza” pozwala?

Narkotyki w obozie pseudo-ekologów w Bieszczadach.

narkotyki-bron-w-obozie-pseudoekologow

Narkotyki w dużych ilościach wskazujących na ich handlowe przeznaczenie, broń gazową i kusze znaleźli policjanci w obozie pseudoekologów blokujących prace leśne na terenie Nadleśnictwa Stuposiany. Las, który okupowali członkowie Kolektywu Wilczyce, jest zdewastowany i zanieczyszczony.

Z informacji, które przekazano Lasom Państwowym, wynika, że w trakcie akcji policji aktywiści byli agresywni. W obozie znaleziono duże ilości substancji odurzających, broń gazową i kusze. Fragment lasu, w którym „Kolektyw Wilczyce” przez ponad półtora roku prowadził okupację, jest w znacznym stopniu zniszczony i zanieczyszczony. Akcja policji nie była wynikiem działań Lasów Państwowych.

Grupa aktywistów rozpoczęła okupację lasu w styczniu 2021 r. Zablokowano m.in. drogę leśną, użytkowaną przez Straż Graniczną i GOPR, co utrudniło przeprowadzenie akcji ratowniczej. „Aktywiści” stawiali barykady na przeciwpożarowych drogach leśnych.

Pseudo-ekolodzy zajęli również skład drewna należącego do prywatnych osób. Blokowali wywóz drewna przez prawie 10 miesięcy. Przez cały okres blokady uniemożliwiali leśnikom prowadzenie prac leśnych, nawet tych niezbędnych – pielęgnacyjnych. Po usunięciu blokady i uprzątnięciu terenu leśnicy będą mogli rozpocząć prace odnowieniowe.

Demony szaleją w Berlinie: „Długa Noc Religii”. Bżdżenie Ziemi.

Demony szaleją w Berlinie: Długa Noc Religii. Bżdżenie Ziemi.

Absurd w stolicy Niemiec. W jednej inicjatywie uczestniczą „katolicy”, muzułmanie i druidzi

18 sierpnia 2023

(fot. Wikipedia)

W weekend 2-3 września odbędzie się w Berlinie organizowana już po raz kolejny Długa Noc Religii. Pod hasłem „Brzmienie Ziemi” zostaną otwarte synagogi, meczety, kościoły i wiele innych ośrodków religijnych w stolicy Niemiec, poinformowało Berlińskie Forum Religii.

Program obejmuje ponad 70 propozycji odczytów, modlitw, medytacji, zwiedzania oraz muzyki. Zostanie on zaprezentowany na specjalnym spotkaniu międzyreligijnym wieczorem 30 sierpnia w Kościele Pokoju baptystów w berlińskiej dzielnicy Charlottenburg.

Pomysł Długiej Nocy Religii narodził się w 2011 roku w ramach Berlińskiego Dialogu Religii, inicjatywy Senatu Berlina. Oprócz chrześcijan, muzułmanów i żydów w wydarzeniu uczestniczą mniejsze społeczności, takie jak hinduiści, buddyści, sikhowie, a także wyznawcy kultów pogańskich – na przykład starożytnych kultów germańskich.

Na oficjalnej stronie wydarzenia wymienione są podmioty uczestniczące w inicjatywie; zgłoszony został co najmniej jeden kościół katolicki. Obok niego będzie można odwiedzić również niemiecką wspólnotę… druidów. 

Pytanie, jakie się nasuwa: czy jest właściwe, by katolicy uczestniczyli w podobnych akcjach, tak, jakby byli tylko jedną z «opcji religijnych» na wielobarwnym rynku światopoglądów? Może rozsądniejsze byłoby wywiesić na drzwiach kościołów informację: nie jesteśmy jak buddyści czy druidzi, bo Jezus Chrystus jest jedyną Prawdą, Drogą i Życiem…

Źródła: KAI, PCh24.pl Pach

=============

Gruzin dokonał serii kradzieży. Grozi mu 5 lat więzienia.

Gruzin dokonał serii kradzieży. Grozi mu 5 lat więzienia.

Mateusz Pławski gruzin-dokonal-serii-kradziezy

Policjanci z Dąbrowy Górniczej zatrzymali Gruzina, który dopuścił się serii kradzieży. Grozi mu teraz do 5 lat więzienia.

Policja poinformowała o sprawie: “Policjanci przerwali dwutygodniową serię kradzieży alkoholu oraz artykułów spożywczych na terenie naszego miasta. 27- letni Gruzin został zatrzymany. Działał według podobnego schematu, wykorzystując chwilę nieuwagi personelu sklepu”.

Materiał dowodowy zgromadzony przez śledczych pozwolił przedstawić podejrzanemu 3 zarzuty kradzieży na łączną kwotę blisko 3,000 zł. Podczas przeszukania jego mieszkania policjanci zabezpieczyli skradziony alkohol. Grozi mu kara nawet do 5 lat pozbawienia wolności.

Przeczytaj: Przemytnicy nielegalnych imigrantów. SG: Dominują Ukraińcy i Gruzini

Policja znów podała dane dot. przestępczości cudzoziemców. Dominują Ukraińcy i Gruzini.

Policja znów podała dane dot. przestępczości cudzoziemców. Dominują Ukraińcy i Gruzini.

Mateusz Pławski policja-dominuja-ukraincy-i-gruzini

Statystycznie najwięcej przestępstw popełniają w Polsce Ukraińcy, jednak okazuje się, że najczęściej dopuszczają się ich Gruzini  – podaje Rzeczpospolita. Medium powołuje się na dane Komendy Głównej Policji, która znów podała dane dot. przestępczości cudzoziemców. Na początku roku odmówiła podania ich portalowi Kresy.pl, tłumacząc to m.in. “prośbami ambasad” i niechęcią do “piętnowania” poszczególnych narodowości.

Kradzieże i jazda po alkoholu, a także posiadanie narkotyków – tych przestępstw w okresie od stycznia do maja bieżącego roku przebywający w Polsce cudzoziemcy dopuścili się najwięcej. W bieżącym roku zarzuty usłyszało blisko 4,7 tys. z nich – wynika z danych Komendy Głównej Policji.

W ciągu dekady grono obcokrajowców podejrzanych o czyny kryminalne zwiększyło się trzyipół-krotnie – z 3,5 tys. w 2013 roku do 12,4 tys. w ubiegłym.

W ciągu pierwszych pięciu miesięcy br. wśród 4695 cudzoziemców podejrzanych o przestępstwa statystycznie najwięcej było obywateli Ukrainy – 2288 osób, Gruzji – 901, Białorusi – 277 oraz Mołdawii – 228 i Rosji – 80.

Kolejne miejsca zajęli obywatele Rumuni (69 osób), Niemiec (67), Bułgarii (63) i Czech (51 osób). Pozostali pochodzą z Łotwy, Litwy, Uzbekistanu, Słowacji, Armenii, Azerbejdżanu i Turcji.

Imigranci dopuszczali się głównie kradzieży – 1156 z nich ma za to zarzuty – oraz kierowania pod wpływem alkoholu – łącznie 1109 osób (40 kolejnych osób, odpowiadało z innego paragrafu – wysoka liczba promili została uznana za przestępstwo). O posiadanie narkotyków podejrzanych jest ponad pół tysiąca, a 152 o łamanie zakazu sądowego dot. kierowania pojazdami.

Inny podrabiali dokumenty, dokonywali włamań czy oszustw. Łącznie 84 osoby to podejrzani o spowodowanie wypadku, 80 – o udział w bójce, a 57 – o stosowanie gróźb.

Statystycznie najwięcej osób z zarzutami to Ukraińcy. Ma to związek ze skalą ich obecności w Polsce. Obecnie legalnie przebywa ich u nas ok. 1,5 miliona (ok. 1 mln posiada PESEL, a 460 tys. ma ważne zezwolenia na pobyt).

Z kolei uwzględniając liczbę cudzoziemców przebywających w Polsce legalnie, najgorzej w kryminalnych statystykach wypadają Gruzini – obecnie 22 tys. z nich posiada aktualne prawo pobytu, a podejrzanych o przestępstwa jest 901 osób. “Dla porównania – Białorusinów z prawem pobytu jest czterokrotnie więcej – 88 tys., a zarzuty ma tylko 277 z nich” – czytamy.

W danych dotyczących ubiegłego roku i 5 miesięcy bieżącego nie podano jednak ogólnej liczby podejrzanych o przestępstwa. Nie wiadomo więc, jaki ogólny procent podejrzanych stanowili obcokrajowcy.

Ukraińcy i Gruzini dominują także w przypadku przemytu nielegalnych imigrantów. Straż Graniczna przekazała w lutym portalowi Kresy.pl, że obcokrajowcy stanowili w ub. roku 90 proc. osób zatrzymanych za pomoc przy nielegalnym przekraczaniu granicy (art. 264. § 3. kodeksu karnego). Wśród zatrzymanych było najwięcej Ukraińców i Gruzinów. Podobnie wyglądała sytuacja rok wcześniej.

O zakulisowej władzy w USA – wyznania – ze strachem.

Mr Blue opowiada o zakulisowej władzy

Kategoria: Polityka, Świat

Autor: wawel , 22 sierpnia 2023 o-zakulisowej-wladzy

Znakomity – jak zawsze – tekst Edwarda Curtina. Tekst nie wymaga komentarza. Ale pozostawi w czytelnikach ślad na długo. Sapienti sat…

[Edward Curtin is a professor in the Sociology department at Massachusetts College of Liberal Arts.]

image

Edward Curtin

„To jest los niewolnika: nie mówić co się myśli.”

Eurypides,  Fenicjanki

“Jakiś czas temu w niedzielny wieczór, gdy właśnie zasiedliśmy z żoną do kolacji, zadzwonił telefon. Ponieważ nie rozpoznałem numeru telefonu, a była pora obiadowa, zawahałem się, czy odebrać, ale z jakiegoś przypadkowego powodu to zrobiłem. Głos po drugiej stronie był wzburzony, intensywny i pytał o mnie.

Czy mógłby mnie natychmiast odwiedzić, ponieważ miał dla mnie pilną wiadomość – pytał. Podał mi swoje nazwisko, którego nie znałem, i powiedział, że jest wielkim fanem mojej książki  Poszukiwanie prawdy w kraju kłamstw — że czytał ją wiele razy. Zastanawiał się, skąd wiem tak dużo o działaniu tego, co moglibyśmy nazwać głębokim państwem (deep state), elicie władzy, powiązaniach wywiadowczo biznesowych, zabójstwach JFK, RFK i in. Przeczytał także gazetę Op Ed, którą napisałem o Robercie F. Kennedym Jr. i również chciał ze mną o tym porozmawiać. Powiedział, że ma mi do opowiedzenia bardzo ważną historię.

Natarczywość w jego głosie była wyczuwalna.

Oczywiście byłem ostrożny, więc odłożyłem to na kilka dni. Ale Nowa Anglia to stosunkowo mały obszar, ojczyzna wielu ultrabogatych rodzin tego kraju i tradycyjna struktura władzy błękitnokrwistych. Jednak zaintrygowało mnie to, co mi o sobie opowiedział. Dlatego kilka dni później pojechałam spotkać się z nim tam, gdzie mieszkał, nie chcąc nieznanego gościa w moim domu.

Po drodze zdałem sobie sprawę, że jego nazwisko brzmiało jak sygnał alarmowy i było związane z ważną historią Stanów Zjednoczonych lat 60. Ze względu na prywatność nie ujawnię jego nazwiska.

Nazywam go Pan Niebieski. […]

Umówiliśmy się na spotkanie w kawiarni, ale kiedy już to zrobiliśmy, poprosił o rozmowę poza kawiarnią na ławce pod gołym niebem. Pierwszą rzeczą, jaką mi powiedział, było to, że nie jest z CIA. Odebrałem to na dwa sposoby: albo był z CIA, albo nie był. Ale niewiele mówiłem i słuchałem jego historii, nawet zastanawiając się, czy słusznie zgodziłem się na spotkanie z nieznajomym po tak dziwacznej rozmowie telefonicznej. Cieszyłem się, że nie siedzę z nim nad filiżankami kawy.

Zaczął od opowiedzenia mi o dziedzictwie swojej rodziny błękitnokrwistych, o tym, jak jego rodzina była powiązana ze wszystkimi wybitnymi bogatymi rodzinami, których nazwiska są bardzo znane wielu ludziom: Forbes, Morganowie, Choates, Rockefellerowie i in. Długa lista środowisk “starych pieniędzy” [odziedziczonego bogactwa określonych rodzin z klasy wyższej] i wyższych sfer dobrze połączona ze wszystkimi dźwigniami władzy politycznej i gospodarczej. Z siedzibą głównie w północno-wschodnich Stanach Zjednoczonych, ich macki rozciągają się na całym świecie ze względu na ich moc i wpływy. Uczęszczają do Yale, Harvardu, Princeton i elitarnych szkół przygotowawczych w Nowej Anglii. Od dawna zajmują ważne stanowiska w mediach, rządzie i na Wall Street. Krótko mówiąc, jego rodzina była częścią tego, co C. Wright Mills nazwał „elitą władzy”. on i dzieci z tych rodzin zostali wychowani w przekonaniu, że urodzili się, aby podejmować najważniejsze decyzje dla kraju. Rządzić. [dokładny, czysto socjologiczny i faktograficzny opis owej ukrytej struktury globalnej władzy dał w swym głośnym i obszernym dziele (Tragedy and Hope) Carroll Quigley (były profesor Georgetown University i historyk), książka jest ważna, ale niepełna a sam autor po jej opublikowaniu przestraszył się jej konsekwencji, w każdym razie książka mimo iż jednocześnie ujawniająca i zniekształcająca poprzez pominięcia – to i tak była wycofywana z księgarń przez długie ręce “deep state”; przyp. mój, wawel].

Ale pan Blue powiedział, że zawsze czuł się outsiderem, nawet będąc wtajemniczonym w tę rodzinną sieć. Wydawał się obarczony winą za coś, a kiedy opowiadał przydługą historię, trochę się niecierpliwiłem, czekając na sedno pilnej wiadomości, którą chciał mi przekazać. Ale słuchałem w milczeniu.

Opowiedział mi o tym, co zrobił przez dziesięciolecia, co było dobrą robotą, próbując naprawić szkody wyrządzone przez duże korporacje. Wydawało mi się, że zrobił to w ramach zadośćuczynienia za grzechy swojej rodziny. Od czasu do czasu przerywałem mu, prosząc o wyjaśnienie pewnych powiązań między wymienionymi przez niego ludźmi a agencjami rządowymi USA lub znanymi ludźmi mediów powiązanymi z jego rodziną. Był bardzo szczery w swoich odpowiedziach. Coraz bardziej mu ufałem, im więcej mówił.

Po około godzinie poprosiłem go, aby przekazał mi pilne wiadomości, w sprawie których dzwonił.

Dotyczyło to zabójstwa Roberta F. Kennedy’ego w 1968 roku. Powiedział, że kilkadziesiąt lat temu powiedział samemu RFK Jr., że CIA zabiła jego ojca. Powiedział, że dowiedział się o tym dwa dni po zamachu od krewnego, który był oficerem CIA. Ten krewny powiedział mu osobiście: „Wiedzieliśmy”. Kiedy zapytałem go, co to znaczy, powiedział mi, że oznacza to, że CIA zabiła senatora Kennedy’ego. Następnie prześledził powiązania tego krewnego poprzez kompleks wojsko-wywiad-przemysł-polityka-bogactwo i jak to wszystko przewijało się przez historię jego rodziny i wybitnych rodzin, z którymi był powiązany. Wymienił wiele nazwisk, w tym krewnego z CIA.

Nie byłem zaskoczony tymi wszystkimi powiązaniami, ponieważ potwierdzały one to, co już wiedziałem o wyższych szczeblach władzy i pieniędzy. Ale to był pierwszy i jedyny raz, kiedy osoba spośród nich powiedziała mi to osobiście, a ja wciąż byłem zdumiony ich potęgą i tym, jak te nazwiska były powiązane z kluczowymi wydarzeniami w historii Stanów Zjednoczonych, szczególnie tymi, w które zaangażowane były agencje wywiadowcze.

Siedzieliśmy w mieście głęboko przesiąkniętym słynnymi nazwiskami i historycznymi rezydencjami dawnych elit finansowych, a kiedy on mówił, wciąż czerpałem ze swojej wiedzy o tych ludziach, która nie była tylko akademicka, ale oparta na osobistym doświadczeniu. Siedzieliśmy w sercu miejsca, w którym te tradycyjne elity rządzące gromadziły się i socjalizowały.

Wiele lat wcześniej, w innym podobnym miasteczku w Nowej Anglii, słyszałem niezliczone historie opowiadane przez wdowę po słynnym teologu Reinholdu Niebuhrze, Ursulę Niebuhr, która lubiła wskazywać wszystkie powiązania Niebuhrów z elitami. ( Niebuhr był najsłynniejszym amerykańskim teologiem XX wieku; jego zdjęcie pojawiło się na okładce magazynu Time; wywarł wpływ na polityków różnego rodzaju; był cytowany z aprobatą i często przez Baracka Obamę, a nawet Johna McCaina; krótko mówiąc, był Bogiem-człowiekiem establishmentu podczas zimnej wojny i teologicznym fundamentem neoliberalnego państwa wojennego). Regularnie odnotowywała, jak taki a taki, jej przyjaciel i mieszkaniec okolicy (zwykle ludzie ci oprócz miejskich rezydencji mieli swoje ogromne domy letnie) – np. Adolph Berle, oficer wywiadu podczas I wojny , profesor prawa na Columbia University, ważny członek  Franklin Roosevelt’s “Brain Trust”, makler władzy zaangażowany w międzynarodowe intrygi, typowy Cold Warrior czasów zimnej wojny – zrobił to i tamto itp.

Z jakiegoś powodu podzieliła się ze mną dużą częścią swojej wewnętrznej wiedzy na temat swoich elitarnych „przyjaciół”, tak jakbym podzielał jej wartości, co nie miało wcale miejsca. Tu musiało zadziałać moje wykształcenie teologiczne. I chyba pomogło udawanie głupiego. Ale słuchałem — i dzięki temu nauczyłem się — że ludzie powiedzą ci wiele rzeczy, których nie spodziewasz się usłyszeć, jeśli uznają, że jesteś otwarty. Jej opowieści o niektórych z najsłynniejszych ludzi XX w. – Einsteinie, TS Eliocie, jej współpracownikach z Princeton i in., zawsze wymienianych po imieniu – wiele mi powiedziały o działaniu elit władzy. Czasami historie były dziwnie zabawne, jeśli nie ujawniały czegoś innego. 

Pewnego dnia podczas lunchu ze swoim synem Christopherem opowiedziała mi o swoim „przyjacielu” (wszyscy sławni ludzie byli „przyjaciółmi”), słynnym niemiecko-amerykańskim psychoanalityku Eriku Eriksonie. Powiedziała, że ​​zachęcał jej męża Reinholda, by rzucił palenie papierosów, przechodząc na duńskie cygaretki. Cytowała, jak powiedział: „Pamiętaj, co powiedział Freud, Reinhold: „Już od  bardzo dawna nie miałem niczego gorącego i mokrego ustach”.  Byłem zaskoczony, gdy ta siedemdziesięciopięcioletnia kobieta powiedziała to, wiedząc, że tak jak ja, że ​​Freud palił cygara przez całe życie.

Ale to było typowe dla dwuznaczności, z którą często opowiadała o swoich elitarnych współpracownikach i co otworzyło mi oczy na wewnętrzne funkcjonowanie klasy społecznej, której nie znałem. Zanotowałem to wszystko i nakreśliłem powiązania między różnymi organizacjami, w które zaangażowane były te elity, z których to organizacji wiele na pierwszy rzut oka nie wydawało się być zaangażowanych w operacje związane z władzą, organizacje takie jak grupy rzekomej ochrony przyrody i organizacje rzekomo utworzone w celu zwalczania występków korporacji itd. Przez dziesięciolecia widziałem więcej powiązań, niż można było uwierzyć, i wiele z nich na niewielkim obszarze geograficznym, ale wszystkie były powiązane z elitami klas wyższych i ich kontrolą nad ziemią, zasobami i mediami.

Pan Blue potwierdził to wszystko i dodał jeszcze więcej. Opowiedział mi o schronach bombowych z czasów zimnej wojny pod rezydencjami jego i innych zamożnych rodzin, powiązaniach między CIA a korporacjami, o tym, jak ci postrzegani jako „dobrzy” naprawdę pracowali dla złych, o tym, że agenci CIA i Mosadu kontaktowali się z nim, zakładając już z góry, że jest on po ich stronie, o bezproblemowych kontaktach towarzyskich między wszystkimi elitarnymi rodzinami o tak wielu nazwiskach, o miejscach związanych z operacjami operatorów „głębokiego państwa” – czyli o rzeczach, które badam od lat i są przedmiotem wielu moich ostatnich książek. Pan Blue potwierdził mi istotę tego, co odkryłem dzięki własnej pracy. I jak mu powiedziałem, zrobiłem to, studiując, badając i słuchając, czyli robiąc coś, co każdy może zrobić, jeśli ma na to ochotę.

Kilka tygodni po naszym pierwszym spotkaniu Pan Blue zgodził się na ponowne spotkanie, tym razem ze mną i osobą dokumentującą spotkanie na taśmie filmowej. Opowiadał te same historie, rozwijając wiele z nich i dodając inne. Był luźny i swobodny i rozmawialiśmy przez prawie pięć godzin. W pewnym momencie, kiedy poprosiłem go, aby powtórzył to, co powiedział mi był kilka tygodni wcześniej o swoim krewnym z CIA i co ten krewny miał na myśli, mówiąc „Wiedzieliśmy” o zabójstwie RFK, i że powiedział mi wtedy, iż miał na myśli to, że CIA zabiła Kennedy’ego – wtedy on poderwał się z miejsca i powiedział: „Nigdy tego nie powiedziałem”.

Zaskoczyło mnie to zaprzeczenie. Ale on przecież wtedy właśnie tak powiedział. Po naszej pierwszej rozmowie zapisałem dokładnie jego słowa w swoich notatkach w drodze do domu. Na pierwszym spotkaniu powiedział też, że przekazał osobiście RFK Juniorowi., że CIA zabiła jego ojca. To był jedyny moment podczas naszej długiej, pierwszej rozmowy, kiedy bardzo się zdenerwował.

Było to oczywiście jedyne wyjawienie, które go  – po czasie – przeraziło, spośród wszystkich innych historii, którymi podzielił się był ze mną. Rozumiem jego strach. Ale czas jest nieubłagany; do jego istoty należy to, że nieraz czasu nie starcza. Przychodzi taki dzień, kiedy jest już za późno, by znaleźć swój publiczny język, odnaleźć dla samego siebie język mówiący otwarcie. To dlatego ów nieznajomy pozostaje Panem Niebieskim, anonimowym dobrym człowiekiem uwikłanym w rodzinną historię, za którą próbował odpokutować. Outsider swojej hermetycznej klasy społecznej, ale wciąż do niej należący, chociaż coś w nim krzyczy i wzywa inną, obcą osobę, żeby go wysłuchała bezzwłocznie, natychmiast, ni stąd, ni zowąd.

Może kiedyś opowie to światu.”

Edward Curtin jest niezależnym pisarzem, którego prace ukazują się od wielu lat. Jego strona internetowa to  edwardcurtin.com , a jego nowa książka to  Seeking Truth in a Country of Lies.

Źródło: https://off-guardian.org/2023/08/20/mr-blue-the-cia/

image

Każda ostatnia niedziela miesiąca: 27.08.23 Siedlce – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy

27.08.23 Siedlce – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy

22/08/2023przez antyk2013

Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica.

       Dziękuję za dotychczasowe nagłaśnianie modlitwy różańcowej organizowanej w Siedlcach, w ramach Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę i bardzo proszę o kolejną pomoc w przekazaniu informacji swoim słuchaczom i czytelnikom, w poniższej lub podobnej treści:

Zapraszamy 27 sierpnia, niedziela, na 82 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Tym razem zaczynamy o 18.00, pod Pomnikiem św. Jana Pawła II. Kończymy Mszą Świętą, która rozpocznie się o godzinie 20.00 w katedrze siedleckiej.

Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu, o miłość, a więc o dobro, prawdę, uczciwość, sprawiedliwość, o prawo do wolności i życia dla Polaków i wszystkich ludzi na świecie.

Z Panem Bogiem,

Andrzej Woroszyło

Share

Kategorie Msze św. za Ojczyznę, Pokutne Marsze Różańcowe, Siedlce Tagi Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokuta, Pokutny Marsz Różańcowy, różaniec za Ojczyznę, Siedlce

20.08.23 – Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i Pokutne Marsze Różańcowe

Zboczeńcy – Próba profanacji pod Jasną Górą. Selfie z podofilem.


Selfie z pedofilem
RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Czy to normalne, by robić sobie wesołe zdjęcia na tle gejów, którzy wielokrotnie gwałcili roczne dziecko? Tak właśnie zachowywali się uczestnicy parady równości, która w ostatnią sobotę przeszła przez Kielce.

Oprócz selfików z przestępcami były także akty agresji wobec kontry ŻiR-u. Paradujący mężczyźni pokazywali wulgarne gesty i próbowali doprowadzić do tego, abyśmy zeszli z placu, na którym prowadziliśmy akcję edukacyjną #StopLGBT. Paradę oficjalnie wspierała Ambasada Islandii – przysłała swoją delegatkę, aby zabrała głos i udzieliła poparcia promotorom zboczeń. Kobieta mówiła o równości, tymczasem Islandia chwali się, że już dawno „pokonała problem zespołu Downa”, czyli zabija wszystkie dzieci podejrzane o ten zespół. Taka to równość… Na kieleckiej paradzie były także atrakcje dla najmłodszych – kolorowe samochody i mini plac zabaw. Dzieci przebywały w bezpośredniej bliskości Drag Queens – mężczyzn udających kobiety, poprzebieranych w wyzywający sposób sugerujący seksualną perwersję.

Staliśmy na placu i edukowaliśmy o zagrożeniach osoby, które prawdopodobnie nie będą mieć innej szansy, aby dowiedzieć się, w jak silnie patologiczne środowisko są wciągane.

Relację z parady oraz naszej kontry zobaczy Pan na Banbye: https://banbye.com/watch/v_JsYBlWe1-mo1

oraz na Rumble: https://rumble.com/v39z6nd-parada-lgbt-w-kielcach.-selfie-z-pedofilem.html

Szanowny Panie! Tydzień przed Kielcami odbyła się parada LGBT w Częstochowie. Także tam miała miejsce kontra lokalnych struktur ŻiR-u. Nie pozwoliliśmy, aby homomarsz wdarł się na Jasną Górę i zbeszcześcił to święte miejsce. Jeszcze zanim marsz ruszył zauważyłem, że homoaktywiści mają przygotowany obraz – przewidziałem, że jest to reprodukcja cudownego obrazu z Jasnej Góry, oczywiście sprofanowana kolorami LGBT – obraz był zawinięty w tekturę i folię bąbelkową. Trzymali go blisko siebie i bardzo pilnowali. Od razu zgłosiłem ten fakt Policji – aby zareagowała. Funkcjonariusze odpowiedzieli, że jeśli tylko zostanie odsłonięty, od razu przejdą do interwencji.

Gdy parada ruszyła, poszliśmy za nią z naszymi banerami. W pewnej chwili prowadzący Drag Queen zawołał: Za chwilę będziemy mieli obraz! I wtedy inny – odsłonił sprofanowany wizerunek Maryi i Dzieciątka. Policja wbrew zapowiedzi, nie zareagowała, dlatego po dłuższej chwili wmieszałem się w tłum i szedłem obok, a gdy trafił się odpowiedni moment, wziąłem obraz do ręki, aby bezpośrednio przekazać go Policji i w ten sposób zmusić ją do reakcji.

Zrobiło się zamieszanie, Policja wypchnęła z tłumu mnie, a nie profanatora, a obraz został w rękach Drag Queen, jednak po tej interwencji został wreszcie schowany. W ten sposób udało mi się faktycznie zapobiec profanacji aż do końca obrazoburczego marszu.

Teraz organizatorzy chcą mnie wrobić w kradzież. To klasyczna sytuacja, gdy złodziej krzyczy „łapać złodzieja!”.

Szanowny Panie! Może Pan sam obejrzeć, co działo się w Częstochowie na poniższym nagraniu:

https://banbye.com/watch/v_XAN1vp0T3a6e

https://rumble.com/v37g8zr-parada-lgbt-w-czstochowie.-policja-pozwala-na-profanacj.html

Jesteśmy wciąż na pierwszej linii. Wiem, że atak na mnie za obronę Matki Bożej Jasnogórskiej to zemsta za skuteczne kontry do parad równości. Od początku tego sezonu lokalne ekipy Fundacji pojawiły się niemal na wszystkich paradach i prowadziły tam akcje edukacyjną #StopLGBT. Notorycznie spotykamy się z agresją, nasze banery są opluwane, jesteśmy wyzywani i nękani przez działaczy LGBT.

Czasem doświadczamy szykan nawet ze strony Policji. Funkcjonariusze potrafią nie reagować na łamanie prawa przez organizatorów parad, tymczasem szukają kruczków prawnych, aby nam uniemożliwić akcje edukacyjne w pobliżu marszy.

Jesteśmy nienawidzeni, bo skutecznie łamiemy morale ruchu marszowego – mówiąc to, czego bardzo nie chcą słyszeć.

Ostrzegamy przed pedofilią w szeregach ruchu LGBT.

W najbliższy weekend na mapie Polski aż trzy parady promujące zboczenia: Wodzisław Śląski, Krosno i Piła. Potem kolejne miasta, m.in. Katowice i Lublin.

Wiele osób cieszy się, że widzi nas obok parad. Wiele osób czuje, że mówimy w ich imieniu.

Jednak niewielu zdaje sobie sprawę, że każda akcja to konkretny koszt.

Organizacje LGBT mają gigantyczne budżety – na każdy marsz dziesiątki i setki tysięcy złotych. My dysponujemy tym, co podarują nam Przyjaciele Fundacji i opłacamy najpilniejsze wydatki.

Potrzebujemy teraz 12 tysięcy złotych, aby kampania #StopLGBT mogła być kontynuowana.

Czy może Pan przekazać 40, 70, 140 złotych lub inną wybraną kwotę, aby włączyć się w to przedsięwzięcie?

Bardzo Pana proszę o wpłatę. Musimy zapewnić przejazdy koordynatorom, opłacić koszty konsultacji prawnych oraz całą logistykę związaną z kolejnymi pikietami.

Potrzebuję Pana pomocy, by ruch LGBT nie panoszył się bez żadnego sprzeciwu ze strony normalnych ludzi.

Jeśli nie pozyskam środków, będę musiał stanąć przed naszymi ludźmi i powiedzieć im, że z przyczyn finansowych kończymy akcję. 

Nie chcę tego, bo jesteśmy potrzebni na kolejnych paradach. Dlatego proszę o wsparcie finansowe dla działań Fundacji.

Serdecznie Pana pozdrawiam!

Krzysztof KasprzakKrzysztof KasprzakFundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Po tym, jak udało mi się zatrzymać profanację wizerunku Matki Bożej w Częstochowie, pomyślałem, że nawet jeśli będę miał przez to kłopoty, to było warto. Homolobby nie może profanować największych świętości.

Wspieram

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

Obserwuj nas:      

Ku ogólno-wojskowej religii humanizmu: Synod heretyków: metodystów i waldensów. Franciszek: „Niech będzie okazją do komunii”…

Ku ogólno-wojskowej religii humanizmu: Synod heretyków: metodystów i waldensów. Papież: Niech będzie okazją do komunii…

21.08.2023, .tvp.info-synod-metodystow-i-waldensow-papiez

Papież Franciszek wystosował telegram na synod metodystów i waldensów we Włoszech, życząc w nim, aby to zgromadzenie stało się okazją do „głębokiego doświadczenia Chrystusa”, który „prowadzi do pełni komunii z Nim i z braćmi”. W dniach 20–25 sierpnia w Torre Pellice koło Turynu obraduje synod z udziałem 180 delegatów, 30 gości zagranicznych oraz przedstawicieli innych Kościołów.

Telegram w imieniu papieża wysłał sekretarz stanu kard. Pietro Parolina. Franciszek zapewnił o modlitwie „uwielbienia Boga Ojca za dary otrzymane dzięki dialogowi ekumenicznemu, jak również za harmonijną współpracę między Kościołami”. Ojciec Święty życzył też, aby dni zgromadzenia były przeżywane jako „głębokie doświadczenie Chrystusa”, oraz aby „można wzrastać we wzajemnym poznaniu, żeby razem świadczyć o Ewangelii Jezusa”.

Synod na północy Włoch

Na corocznym spotkaniu metodystów i waldensów w Piemoncie zgromadziło się 180 delegatów z całych Włoszech i 30 gości zagranicznych i przedstawicieli ekumenicznych. Tematem tegorocznego synodu jest zaangażowanie kościoła w społeczeństwie, wiara i etyka.

Rocznica waldensów

W 2024 roku waldensi będą świętować 850. rocznicę powstania we francuskim mieście Lyon ruchu religijnego Piotra Waldo. Wśród waldensów w 1205 roku doszło do rozłamu; powstały wówczas dwa ruchy – Ubodzy z Lombardii i Ubodzy z Lyonu. W XIII w. arcybiskup Jan z Lyonu obłożył założyciela ruchu ekskomuniką, a następnie uczynił to też papież. W 1215 roku na soborze laterańskim IV uznano naukę waldensów za heretycką.

Ubodzy z Lyonu po śmierci Walda w większości wrócili do Kościoła katolickiego. Ruch Ubogich z Lombardii w 1532 roku za przyczyną protestantów ze Szwajcarii przyjął doktrynę kalwińską, po czym w XIX wieku stał się początkiem istniejącego obecnie Kościoła Ewangelickiego Waldensów.

Włoscy waldensi są obecnie częścią Unii Ewangelickich Zborów Waldensów i Metodystów we Włoszech, liczącej około 30 tys. wiernych. Waldensi należą do wyznania protestanckiego.