Fizyczny, w efekcie ekonomiczny brak podstaw stosowania samochodów elektrycznych.

MD: Publikuję w związku z unijnym projektem zakazu produkcji samochodów z silnikiem spalinowym po 2035 roku. 

Fizyczny, w efekcie ekonomiczny brak podstaw stosowania samochodów elektrycznych.

2021.11.27 mgr inż. Zbigniew Dworakowski

Przy obecnym stanie techniki i technologii samochody elektryczne wykorzystują energię elektryczną zgromadzoną w akumulatorach. Jedynym prawdziwym i rzetelnym z punktu widzenia ekonomicznego i fizycznego porównaniem samochodu z silnikiem spalinowym i elektrycznym jest porównanie ich rzeczywistej sprawności energetycznej. Sprawność energetyczną mierzy się za pomocą określenia stosunku energii uzyskanej do energii dostarczonej do określonego układu, w tym przypadku dla obu typów silnika.

Dla dokładniejszego porównania wybieram silnik Diesla, ponieważ w elektrowniach produkujących energię elektryczną mogą pracować tego typu silniki, czy też turbiny. Współczesne turbiny parowe najczęściej stosowane w elektrowniach spalających paliwa kopalne mają podobne sprawności do silnika Diesla. Paliwem źródłowym dla obu samochodów jest więc paliwo kopalne czyli np. olej napędowy, tylko wtedy porównanie jest rzetelne. Przy zastosowaniu energetyki jądrowej to porównanie będzie jeszcze bardziej niekorzystnie dla silnika elektrycznego, bo realne koszty wytwarzania energii tym sposobem są wyższe, o czym pisze w swojej książce „O energetyce dla użytkowników oraz sceptyków” specjalista od energetyki jądrowej prof. Mirosław Dakowski.

Do wyliczenia w/w sprawności potrzebne będą następujące dane składowe:

– sprawność silnika Diesla to ok. ssd=0,5,

– sprawność generatora prądu elektrycznego to ok. sge=0,96,

– sprawność transformacji i przesyłu energii elektrycznej do odbiorcy to ok. stp=0,85,

– sprawność ładowania akumulatora w samochodzie to ok. sla=0,9,

– sprawność odzyskania energii elektrycznej z akumulatora to ok. soe=0,95,

– sprawność inwertora elektrycznego (sterowanie silnikiem elektrycznym) to ok. sie=0,95,

– sprawność silnika elektrycznego to ok. sse=0,9,

Dla samochodu z silnikiem spalinowym Diesla mamy sprawność energetyczną równą ssd=0,5. Dla samochodu elektrycznego mamy sprawność energetyczną równą ssd x sge x stp x sla x soe x sie x sse = 0,3.

Wniosek jest prosty, samochodem z silnikiem Diesla na tej samej ilości paliwa źródłowego przejedziemy o ok. 40 % dłuższą drogę (1 – 0,3/0,5). Gdyby wziąć pod rozwagę samochód z silnikiem benzynowym, to jego sprawność wynosi ok. 0,36, a więc nadal góruje on pod względem sprawności nad samochodem z silnikiem elektrycznym.

Ponadto nasuwa się pytanie, dlaczego eliminuje się samochody z silnikami Diesla na rzecz samochodów z silnikami benzynowymi, biorąc pod rozwagę sprawność energetyczną?

W/w różnica w sprawności energetycznej wynika z zastosowania przemiany adiabatycznej w silniku Diesla. Natomiast twierdzenie, że silniki Diesla bardziej zanieczyszczają atmosferę jest nieprawdziwe, ponieważ współczesne silniki tego typu z różnorakimi udoskonaleniami i filtrami mniej emitują szkodliwych substancji niż silniki benzynowe, co można sprawdzić np. w dokumentacji producentów podających emisję CO2 tych silników.

Silnik Diesla ma jeszcze następujące przewagi nad silnikiem benzynowym: jest dużo bardziej trwały, a paliwo do niego stanowi znacznie większą część ich źródła (ropy naftowej) niż to jest w przypadku silnika benzynowego.

Ciśnie się na usta kolejne pytanie, tym razem o uzasadnienie różnicy w cenie oleju napędowego i benzyny. W sytuacji ekstremalnej silnik Diesla będzie pracował np. z olejem roślinnym, a benzynowy … ze spirytusem – to chyba ostateczny argument dla „czytelników”, bo czytelnictwo w narodzie nie ginie.

Nie będę tutaj poruszał innych problemów jakie sprawiają samochody z silnikami elektrycznymi, np. niewielki zasięg, długi czas ładowania, stopniowa utrata pojemności akumulatorów prowadząca do bardzo drogiej operacji ich wymiany, czy też gigantyczny problem z gaszeniem palącego się samochodu elektrycznego. W tej sprawie warto posłuchać druzgocących opinii strażaków. Ponadto z badań prowadzonych np. przez Szwedzki Instytut Środowiska (IVL) i brytyjski Low Carbon Vehicle Partnership wynika, że wytworzenie i utylizacja samochodu z silnikiem elektrycznym są bardziej szkodliwe dla środowiska naturalnego niż samochodu z silnikiem spalinowym.

Można zastanowić się nad eliminacją strat energii powstających na skutek dostarczenia energii elektrycznej do silnika elektrycznego w samochodzie i zastosować ogniwa paliwowe, które w samym samochodzie zamieniają paliwo w energię elektryczną. Sprawność takich ogniw to 0,4 – 0,6, no i jeszcze trzeba ją pomnożyć przez sprawność inwertora (0,95) i silnika elektrycznego (0,9). Ponadto jest to jednak technologia dalekiej przyszłości do skutecznego zastosowania w samochodzie elektrycznym. Ale i tutaj jak na dłoni widać problem z wytworzeniem paliwa do takich ogniw, bo nie ma ich w naturze. W rzetelnym rozliczeniu należy porównać koszty (włączając w to zużycie energii) potrzebne do wytworzenia np. wodoru i oleju napędowego.

Oczywiste wnioski nasuwają się same. Zastępowanie samochodów z silnikiem spalinowym samochodami z silnikiem elektrycznym to zabieg czysto marketingowy, podrzucany przez cwaniaków od tzw. geszeftu mało wykształconym ludziom, lub ludziom (jak mawia Stanisław Michalkiewicz) wykształconym w „akademiach gotowania na gazie”. No i jeszcze jedno oczywiste spostrzeżenie zawsze prawdziwe: Bóg jest stwórcą idealnym, perfekcyjnym pod każdym względem, a człowiek zawsze polegnie, jeżeli będzie chciał naprawiać to co On stworzył. Dostaliśmy od naszego stwórcy wielkie dobra na ziemi i we wszechświecie, nie marnotrawmy ich (o zgrozo cała ta „ekologia” właśnie prowadzi do oczywistego marnotrawstwa). Człowiek może jedynie próbować ułatwiać sobie życie wykorzystując racjonalnie dzieło stworzenia, nigdy nie powinien próbować naprawiać tegoż dzieła, bo to zawsze kończy się porażką lub tragedią.

A każde kłamstwo wcześniej czy później zostanie obnażone… ale ci kłamcy to chyba już nawet nie potrafią się wstydzić. Nie dość, że w tych kłamstwach są wyjątkowo bezczelni to jeszcze bezwstydni.

Likwidacja gotówki? Najpierw w Nigerii, zaraz potem w Polsce?…

Likwidacja gotówki? Najpierw w Nigerii, zaraz potem w Polsce?…

likwidacja-gotowki

Bez gotówki nie kupisz tego, co chcesz, a jak pójdziesz i będziesz chciał, to władza to zablokuje, bo np. wykorzystasz „swój limit”. Te pomysły w połączeniu z pieniądzem cyfrowym są wykonalne – mówi w programie „Antysystem” Wojciech Cejrowski.

W Nigerii ludzie zostali odcięci od gotówki. Wcześniej w ramach „zachęty” do korzystania z bezgotówkowych form płatności, dostęp do waluty był stopniowo limitowany. Wybuchły protesty. Potrzebę przeprowadzenia tej operacji bank centralny argumentował licznymi fałszerstwami krajowego pieniądza, tłumacząc jednocześnie, że transformacja na walutę cyfrową zagwarantuje, że nawet jedna Naira nie będzie wyprowadzona poza system bankowy. Oficjalnie regulacje miały też na celu zachęcenie do płatności kartą, a także korzystania bankowości internetowej i aplikacji mobilnych. Wcześniej media informowały o uruchomieniu od października 2021 roku cyfrowej waluty o nazwie eNaira. Niedługo później władze Nigerii rozpoczęły przymusowe ograniczenie obywatelom płatności gotówką. Ostatecznie, pod wpływem protestów prezydent Nigerii Muhammadu Buhari 16 lutego zezwolił na przedłużenie terminu używania starych banknotów do 10 kwietnia, jednak banknotów szybko zaczęło brakować.

Ograniczenia dot. gotówki w Polsce. Lisicki i Cejrowski dyskutują

Z kolei w Polsce za niespełna rok w życie wejdą przepisy ograniczające możliwość płatności gotówką. Nowe limity płatności gotówką wejdą w życie 1 stycznia 2024 r. (rząd pierwotnie chciał zmianę wprowadzić już w 2023 r.). Wyniosą one 8 tys. zł w przypadku transakcji pomiędzy przedsiębiorcami oraz 20 tys. w przypadku transakcji na linii konsument-przedsiębiorca.

O planach dot. ograniczenia płatności gotówką rozmawiali w nowym odcinku programu „Antysystem” Paweł Lisicki, red. naczelny „Do Rzeczy” oraz Wojciech Cejrowski. – Bez gotówki nie kupisz tego, co chcesz, a jak pójdziesz i będziesz chciał, to władza to zablokuje, bo np. wykorzystasz swój limit. Te pomysły w połączeniu z pieniądzem cyfrowym są wykonalne. Jak zlikwidują gotówkę, co moim zdaniem jest niewykonalne, to już się nie da kupić niczego na rynku wtórnym. Musimy wtedy cofnąć się do wymiany towarowej – wskazywał Cejrowski.

Pan powiedział, że to niemożliwe, ale ja bym chciał wierzyć, że to niemożliwe. Tylko zobaczmy, jak kiedyś funkcjonował system finansowy. Ludzie kiedyś dostawali pieniądze do ręki, a teraz wszyscy dostają pieniądze na konta bankowe. Zresztą jeden z banków przygotował nawet kalkulator węglowy, który miał pokazać, że Ziemia zniknie, jak ludzie będą żyli jak do tej pory.

To pokazuje, że te zakusy na limity używania gotówki są coraz większe, nawet w Polsce. Chciano drastycznie ograniczyć możliwość posługiwania się gotówką – mówił Paweł Lisicki. – Uważam, że to wprowadzono w Davos i zwolennikiem tego jest premier Mateusz Morawiecki, bywalec w Davos – dodał Cejrowski.

Krach SVB wymierzony w dolara – ostatni element amerykańskiej jedności. Przed nami burzliwe dni.

Krach SVB wymierzony w dolara – ostatni element amerykańskiej jedności. Przed nami burzliwe dni.

John Horvat II meltdown-targets

W spolaryzowanej Ameryce zaufanie do dolara jest jedyną rzeczą, która wciąż łączy ludzi. Jako prawny środek płatniczy dla wszystkich długów, publicznych i prywatnych, każdy musi zaakceptować ten środek wymiany niezależnie od ideologii. Jak na ironię, powszechne użycie dolara ułatwia szaloną kulturę, która rozbija kraj.

Krach Silicon Valley Bank (SVB) i innych banków pokazuje kruchość systemu bankowego, który jest podstawą kultury, którą generuje. Panowanie dolara może stanąć pod znakiem zapytania.

Kryzys zaufania

Amerykański system „fiat money” zależy od ważnego dobra, cenniejszego niż złoto: zaufania. Złożony system kontroli, równowagi i zabezpieczeń pieniądza musi przekonać ludzi, że dolary są godne zaufania, a zatem stabilne i wartościowe. Jednak system ten może się rozpadać, gdy zaufanie słabnie. W SVD i Signature Bank wystraszeni deponenci, wyczuwając brak bezpieczeństwa, pobiegli odzyskać swoje pieniądze.

W miarę rozprzestrzeniania się kryzysu, spadek zaufania zagraża teraz całej bankowości. Nikt [z postronnych md] nie wie, jak głębokie są problemy. Jeśli kłopoty w SVD, szesnastym co do wielkości banku w kraju z ponad 200 miliardami dolarów w aktywach, prześlizgnęły się pod radarem regulacyjnym, to nikt nie zgadnie, jakie inne chore giganty finansowe również uniknęły wykrycia.

Jeśli Barney Frank, współautor niesławnej ustawy Dodda-Franka, która miała zreformować Wall Street po kryzysie kredytów hipotecznych sub-prime z 2008 roku, zasiadał w zarządzie upadłego nowojorskiego Signature Bank, to kto może ufać w wiedzę zarządu jakiejkolwiek instytucji finansowej?

Duch burzliwego nieumiarkowania

Specjaliści twierdzą, że SVB i inne banki, takie jak upadły Credit Suisse, to tylko wierzchołek góry lodowej. Ten kryzys sięga głęboko. To tak, jakby wewnątrz systemu uwolnił się jakiś wzburzony duch, który sieje spustoszenie i wywołuje niepokój.

Prawdziwa przyczyna kryzysu wskazuje na problem moralny, a nie na brak zasad regulacyjnych. Ten moralny nieład można nazwać frenetyczną nieumiarkowaniem – niespokojnym i lekkomyślnym duchem wewnątrz ponowoczesnej gospodarki i kultury, który podsyca popęd do zrzucania uzasadnionych ograniczeń i zaspokajania nieuporządkowanych namiętności.

Do tej pory ten burzliwy nurt frenetycznego nieumiarkowania służył do rozdrobnienia amerykańskiej kultury na tysiąc kierunków, gdy Amerykanie podążali za swoimi nieuporządkowanymi pasjami. Pieniądze – wolne od niskich stóp procentowych, pieniądze stymulacyjne, pieniądze deficytowe, pieniądze z helikoptera, pieniądze z zysku, pieniądze z luzowania ilościowego – utrzymują wszystko w jednym miejscu.

Doskonała burza

Teraz 15-letnie panowanie Fedu nad łatwą gotówką dobiega końca. Nie ma już bilionowych łatek, którymi można by przykryć panujący wszędzie nieporządek i niepokój.

Duch burzliwego nieumiarkowania przenika każdy zakamarek świata finansów. Instytucje bankowe znajdują nowe ekspozycje i lewarowane ryzyka, które mogą wysłać fale uderzeniowe falujące przez system i niszczące go. Wszystko jest skalibrowane tak, aby prosperować w czasach łatwego pieniądza, ale żałośnie nieprzygotowane na trudności finansowe.

Wściekłość tego szalonego nieumiarkowania jest teraz uwalniana przeciwko infrastrukturze finansowej, która pomogła wytworzyć spolaryzowane społeczeństwo. Wokół dolara tworzy się oczywista burza. Ameryka może wkrótce stanąć w obliczu drastycznych konsekwencji rosnących stóp procentowych, destrukcyjnych strategii inwestycyjnych ESG, które przyspieszają udzielanie pożyczek sub-prime na projekty „budzące zaufanie”, rządowych rachunków za nadmierne stymulowanie inflacji, lekkomyślnych federalnych wydatków na deficyt i zbliżającego się apokaliptycznego niewypłacalności rządu z powodu walki o pułap zadłużenia. Ten destrukcyjny duch może zniszczyć światowe zaufanie do dolara.

Moralny wybór

Rozwiązaniem nie jest więcej zhańbionych regulacji Barneya Franka. Frenetyczne przywary świata finansów są takie, że ludzie za każdym razem znajdą sposoby na ich obejście. Podobnie jak stare, nowe regulacje będą tylko karać uczciwych, rozbijać małe i średnie banki i konsolidować te „zbyt duże, by upaść”.

Amerykanie stoją przed moralnym wyborem. Muszą albo powściągnąć swoje nieuporządkowane namiętności, albo zmierzyć się z dramatycznymi konsekwencjami dalszej fragmentacji i ruiny. Siatka bezpieczeństwa w postaci zaufania do dolara nie będzie już służyła do stłumienia bólu. Dolar będzie dzielił, a nie jednoczył.

Przez tak długi czas dolar był siłą napędową szalonego nieumiarkowania. Teraz może stać się ofiarą własnych ekscesów. Niestety, przejście od frenetycznego nieumiarkowania do ostrożnej powściągliwości nie jest łatwe. Czasami tylko szkoła ciężkiego uderzenia pozwala przekazać właściwe przesłanie.

Przed nami burzliwe dni.

Zielone ludziki. Nieszkodliwe brednie, których nikt nie będzie wcielał w życie. Potem jest już za późno, żeby się wycofać.

Zielone ludziki. Nieszkodliwe brednie, których nikt nie będzie wcielał w życie.Potem jest już za późno, żeby się wycofać.

Izabela Brodacka

W polskich mediach szerokim echem odbił się raport przygotowany dla organizacji C-40, która zrzesza największe miasta świata, w tym Warszawę. Czytamy w nim, że w imię walki ze zmianami klimatu należy do 2030 r. drastycznie ograniczyć konsumpcję mięsa i nabiału, dostęp do prywatnych samochodów, zakupy ubrań i loty samolotem. 

Programom pozornej dbałości o środowisko towarzyszy zdecydowana propaganda antynatalistyczna. Badacze ze szwedzkiego Uniwersytetu w Lund i kanadyjskiego uniwersytetu w Vancouver obliczyli, że każde dziecko obarcza planetę rocznie liczbą 58,6 ton CO2, samochód to tylko 2,4 tony CO2 rocznie, a mięso w diecie to tylko 0,82 tony CO2 rocznie na osobę. Wnioski nasuwają się same.

 Jednocześnie inicjatorzy radykalnych, globalnych projektów środowiskowych przyznają wprost, że te wszystkie ograniczenia ich samych nie dotyczą. Bill Gates, ojciec czwórki dzieci i promotor aborcji w Afryce, zapytany przez BBC, czy nie powinien zrezygnować z latania prywatnymi odrzutowcami, z rozbrajającą szczerością odpowiedział, że „nie jest częścią problemu”, a „częścią rozwiązania”, bo przeznacza miliardy na ekologiczne technologie. W podobnym tonie wypowiedział się poseł Platformy Obywatelskiej Sławomir Nitras, który zapytany o to, czy jako wyznawca i realizator programu C-40 nie powinien ograniczyć liczby lotów samolotem, których tylko w latach 2019-2020 odbył ponad 260  odpowiedział, że „lata do pracy”, bo „traktuje swoje obowiązki bardzo poważnie”.

Wielokrotnie przypominałam, że utopię od programu odróżnia się sprawdzając jakie miejsce w tej utopii widzi dla siebie jej twórca. Na ogół twórcy utopii widzą siebie w roli  wodza czy przewodnika duchowego, nigdy w roli szeregowego członka zaprojektowanej przez siebie, rzekomo idealnej, społeczności.

To bardzo typowe, że absurdalne rojenia jakiegoś psychopaty takiego jak Hitler czy Stalin przez dłuższy czas traktowane są jako nieszkodliwe brednie, których nikt nie będzie wcielał w życie. Gdy zaczynają być wcielane w życie jest już za późno żeby się wycofać. Zwykli ludzie uczestniczą więc, często mimo woli, w zbrodniczym systemie i wcale tego nie chcąc uczestniczą w zbrodni. Jedni są zwykłymi oportunistami, których interesuje tylko osobista korzyść, inni są tchórzami, jeszcze inni nie chcą się przyznać do swego błędu, do swojej głupoty i krótkowzroczności.

Rojenia Gatesa choć wyjątkowo głupie, też nie są nieszkodliwe, są niezwykle groźne. Co gorsza stoją za nim ogromne pieniądze co oznacza dużą liczbę akolitów. Akolici podlegają wspomnianym mechanizmom psychologicznym a poza tym są przekonani, że ze względu na bliskość centrum przemian sami, podobnie jak ich guru, nie będą podlegać proponowanym drastycznym ograniczeniom.

Przykładów można mnożyć tysiące. Komuniści ograniczali powierzchnię budowanego przez obywatela za własne pieniądze domu do 110 metrów kwadratowych. Tylko naiwni mogliby sądzić, że partyjni aparatczycy stosowali się do narzucanych społeczeństwu ograniczeń. Partyjnicy bez żenady okupowali ogromne, kilkusetmetrowe, dodajmy zrabowane przedwojennym właścicielom, mieszkania i domy. W towary luksusowe zaopatrywali się w sklepach za żółtymi firankami, podczas gdy społeczeństwo w ogromnych kolejkach zdobywało żółty ser i papier toaletowy. Leczyli się w rządowej lecznicy przy ulicy Hożej w Warszawie, gdzie na czas kuracji otrzymywali dwupokojowe apartamenty, gdy nieustosunkowani chorzy umierali na korytarzach szpitali. To wszystko robili tak zwani ideowi komuniści, nie tylko zwykli komunistyczni bandyci, którzy w gmachu KC rozdrapywali dla swoich żon i kochanek zrabowane w Niemczech precjoza.

Natychmiast po wybuchu elektrowni jądrowej w Czarnobylu w nocy z piątku na sobotę 25 kwietnia 1986 roku w klinice przy Hożej podawano rodzinom prominentów płyn Lugola. Zakazywano mówić o  tym komukolwiek, rzekomo dla uniknięcia paniki. Dodajmy, że płyn Lugola  nie jest to żaden rarytas, ani drogi preparat. To zwykły roztwór jodku potasu o odpowiednim stężeniu. Od jodyny różni go tylko stosowany rozpuszczalnik. W przypadku płynu Lugola rozpuszczalnikiem jest woda destylowana podczas gdy jodyna to roztwór jodku potasu w alkoholu etylowym. Płyn Lugola potrafi wykonać każdy farmaceuta, można go także bez trudu sporządzić w domu. Dzieciom w warszawskich przedszkolach podano płyn Lugola dopiero w następną środę.

Piszę o tym tak szeroko, bo to najlepszy przykład bezmyślnej komunistycznej zbrodni wynikającej wyłącznie z przeświadczenia, że partyjny aparat i jego akolici podlegają zupełnie innym prawom niż reszta społeczeństwa. Jak pisał Orwell: „Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych”.

A Max Scheler zapytany dlaczego nie realizuje propagowanych przez siebie ideałów odpowiedział: „ Nikt nie oczekuje od drogowskazu aby podążał w kierunku, który wskazuje”. To zabawne, że w publicystyce nadużywano tego hasła w czasach tak zwanego „festiwalu Solidarności”. Wtedy gdy naiwnym wydawało się, że Solidarność wygrywa. Widać, że przygotowywano grunt do wcielenia w życie zasad całkowicie sprzecznych z głoszonymi.

Kiedy posłanka Spurek publicznie rozczulała się nad losem krów gwałconych w celu otrzymywania od nich mleka, słuchacze tych bredni zastanawiali się w jaki sposób tak niezrównoważona osoba wydostała się z Tworek. Nie rozumieli, że jest to klasyczna „подготовка”, oswajanie publiczności z idiotyzmem, który stanie się wkrótce oficjalną agendą Unii Europejskiej, zatem również agendą rządową.

Podobne działania można  porównać do znanej metody leczenia alergii jaką jest odczulanie czyli immunoterapia swoista polegająca na podawaniu systematycznie rosnącej dawki alergenów, na które pacjent jest uczulony.

Po wypowiedziach Spurek, Jachiry i innych przedstawicieli swoistego panopticum jakim jest nasz Sejm, przeciętny obywatel przestaje reagować grozą na wypowiedzi Billa Gatesa czy na propagowany „ zielony ład”. Tymczasem wyznawcy i głosiciele „zielonego ładu” są równie groźni jak rosyjskie „зелёные человечки” czyli zielone ludziki .  

To nie kryzys – to rezultat. Spada IQ Amerykanów. Oj tam, oj tam…

To nie kryzys – to rezultat. Spada IQ Amerykanów. Oj tam, oj tam….

spada-iq-amerykanow

Wyniki tzw. testów na inteligencję wśród Amerykanów systematycznie rosły począwszy od 1932 roku, jednak w latach 2006-2018 doszło do odwrócenia tego trendu w prawie wszystkich kategoriach poznawczych.

Na łamach pisma „Intelligence” naukowcy z Northwestern University omówili wyniki najnowszego badania, z udziałem blisko 400 tys. Amerykanów, które wykazało, że od 2006 r. w społeczeństwie tym obserwuje się odwrócenie tzw. efektu Flynna. Efekt ten polega na wzroście ilorazu inteligencji obserwowanym od początku XX wieku w państwach zachodnich, o ok. 0,3-0,5 punktu rocznie, czyli ok. 3-5 punktów w ciągu dekady.

Spadek wyników testów na inteligencję nastąpił we wszystkich – poza jedną – badanych kategoriach. Gorsze wyniki Amerykanie osiągają w badaniach umiejętności rozumowania werbalnego (logika, słownictwo), rozumowania matrycowego (rozwiązywanie problemów wizualnych, analogie) oraz rozumowaniu obliczeniowym (matematycznym). Jedynie wyniki w kategorii „rozumowania przestrzennego” wzrosły między 2012 a 2018 rokiem.

Wszystkie te różnice występują niezależnie od wieku, wykształcenia i płci, choć największe były wśród osób w wieku od 18 do 22 lat oraz osób bez wykształcenia wyższego.

Pomimo spadku wyników autorka badań – dr Elizabeth Dworak – zastrzega, że nie chce, aby ludzie zinterpretowali je jako „Amerykanie stają się coraz mniej inteligentni”. [no, nie chce – i już… md]

„Takie wyniki nie oznaczają, że ich zdolności umysłowe są niższe lub wyższe; oznaczają jedynie różnice w wynikach testów – podkreśla badaczka. – Może być tak, że współczesne społeczeństwo gorzej radzi sobie z testami w ogóle lub z tym konkretnym typem testów”.

Chociaż badanie nie zajmowało się przyczynami spadku wyników IQ, to – jak wyjaśnia dr Dworak – niektóre dowody sugerują, że mogą być one spowodowane m.in. stale pogarszającą się dietą, zbyt dużą ekspozycją na media i zmianami w edukacji. Poza tym – zauważa – istnieje coś takiego jak efekt pułapu: ludzka inteligencja nie może rosnąć bez końca i w końcu musi osiągnąć plateau.[I tak mocno się od tego „pułapu” odbić?? MD]

Zdaniem autorki może być też tak, że zmieniający się system wartości wpływa na wyniki testów IQ. W dzisiejszych czasach przykłada się bowiem większą wagę do zdolności wizualno-przestrzennych, a mniejszą do różnych form rozumowania, co może znajdować odzwierciedlenie w badaniach ilorazu inteligencji.

„Np. w ostatnich dziesięcioleciach kładzie się większy nacisk na edukację metodą STEM (ang. science, technology, engineering, mathematics), a na rozumowanie abstrakcyjne poświęca się nieco mniej uwagi w szkołach” – mówi.

=======================

Zaszufladkowano do kategorii O Świat | Otagowano

ING Bank Śląski zmniejsza dwukrotnie limity przelewów.

ING Bank Śląski zmniejsza limity przelewów.

Na podst.: bank-zmniejsza

ING Bank Śląski poinformował swoich klientów o zmianie limitów na przelewy, które można wykonać za pośrednictwem bankowości internetowej i aplikacji mobilnej. Nie jest zaskoczeniem, że limit został zmniejszony.

Od 24 marca 2023 r. maksymalny limit dzienny dla przelewów zleconych w systemie Moje ING spadł z 400 000 zł na 200 000 zł, a dla przelewów zleconych w aplikacji mobilnej – z 100 000 zł na 50 000 zł.

====================

[??? Oczywiście bez związku z plajtą trzech banków w USA, o przejęciu w Szwajcarii Credit Suisse przez UBS… ]

================================

Do wyboru masz:

Nasz Pan Jezus Chrystus nie głosił tego samego przesłania co Budda czy Mahomet. Ani Talmud Babiloński.

Nasz Pan Jezus Chrystus nie głosił tego samego przesłania co Budda czy Mahomet. Ani Talmud Babiloński.

Tradition-in-action Artykuł napisany w roku 2011

Nasz Pan Jezus Chrystus nie głosił tego samego przesłania co Budda czy Mahomet. Różnica jest jeszcze wyraźniejsza między Ewangelią Chrystusa a nauką żydów, którzy odrzucili Jezusa i  popełnili Bogobójstwo. Co wiecej, wraz ze swoim Talmudem Babilońskim weszli w satanizm i tym samym wypełnili proroctwo Apokalipsy (2:9, 3:9).

Te różnice pokazują wagę spotkania w Asyżu, gdzie Jan Paweł II – jako najwyższy przedstawiciel modernizmu SW II – próbował zatrzeć te różnice, mieszając herezje z Ewangelią i przedstawiając fałszywe religie jako równoważną konkurencję dla Kościoła w oddawaniu czci Bogu.

Cechą prawdziwego Kościoła katolickiego jest podkreślanie Jego różnic w odniesieniu do fałszywych religii i dystansowanie się od nich jako jedynej religii oddającej cześć Chrystusowi. Kościół definiował i potępiał heretyków. Promował misje, aby nawrócić te zagubione owce.

Zamiast tego, Nowy Kościół, motywowany szacunkiem do człowieka, promował ekumenizm. Zminimalizował wszystkie różnice i nawiązał dialog z heretykami. Kończy się to jednym wspólnym mianownikiem dla wszystkich czyli religią człowieka.

Dawny Kościół katolicki był wyjątkowy i niepowtarzalny, ponieważ Chrystus, nasz Mistrz i Pan, jest jeden i niepowtarzalny. Jeśli Kościół porzuca swoją tożsamość i nie należy już do Jedynego Prawdziwego Boga, traci swoją rację bytu.

Jak to więc możliwe, że biskupi nie odróżniają Kościoła katolickiego, który wywyższa Chrystusa ponad wszystkich i ponad wszystko, od Kościoła posoborowego, który tą samą godnością obdarza wyznawców Buddy, Mahometa i Talmudu, stawiając się na równi z najskuteczniejszymi wrogami katolickiego dogmatu i Mszy Świętej?

W trzech swoich encyklikach – Redemptor Hominis, Dives in Misericordia i Dominum et Vivificantem, trafnie przeanalizowanych przez ks. Johannesa Dörmanna w serii trzech książek o Asyżu – Jan Paweł II nie wspomina nawet o Czyśćcu czy Piekle. Czyniąc to, zaprzecza Bogu jako Sędziemu Sprawiedliwemu, który karze i wynagradza. To samo czyni w odniesieniu do trzech wrogów duszy – świata, ciała i diabła. W sposób dorozumiany zaprzeczył diabłu, gdy zaprzeczył Piekłu; co do ciała, zamiast pokazać je jako wroga duszy, afirmował ludzkie ciało; co do trzeciego wroga, świata, jego jedyną troską było wychwalanie ONZ jako rozwiązania światowych problemów.

Wbrew temu, czego należałoby się spodziewać po Wikariuszu Chrystusa, Jan Paweł II stwierdził: „Wszystkie drogi Kościoła prowadzą do człowieka”. „Człowiek jest drogą Kościoła (…) Każdy człowiek, bez wyjątku, został odkupiony przez Chrystusa, ponieważ każdy w jakiś sposób już zjednoczył się z Chrystusem, nawet wtedy, gdy nie jest tego świadomy”.

Tym samym papież zaprzeczył, że Bóg jest celem i drogą dla Kościoła; zamiast tego wskazuje na człowieka jako jedyną drogę dla Kościoła. Czyniąc tak, zastępuje Boga człowiekiem.

Takie postawienie sprawy ujawnia niemożliwe do pogodzenia różnice między Kościołem katolickim a Kościołem Antychrysta, który teraz postawił się w miejscu Kościoła Chrystusowego, jak przepowiedziała to Najświętsza Panienka w La Salette.

Mając to wszystko na uwadze, beatyfikacja Jana Pawła II staje się najbardziej palącym problemem w Historii. Jest nim ogłoszenie świętym papieża, który nazwał Chrystusa kłamcą, gdy zaprzeczył Piekłu, gdy nauczał doktryny powszechnego zbawienia, gdy we wspomnianych encyklikach zaprzeczył roli Trzech Osób Trójcy Świętej, gdy wystąpił przeciwko Jedynemu Prawdziwemu Bogu i zbuntował się przeciwko Bogu jako Sędziemu i sprowadził Go do poziomu człowieka, aby służyć „religii człowieka”.

Kto inny może rościć sobie prawo do zniżenia Boga do poziomu człowieka, jak nie ten, kto twierdzi, że jest więcej niż Bogiem? Tak właśnie stało się w trzech wspomnianych encyklikach.

Św. Paweł tak prorokował: „Niech was nikt nie zwodzi żadnym sposobem. Dzień ten bowiem nie nadejdzie, jeśli nie nastąpi najpierw apostazja [powszechna] i nie objawi się człowiek grzechu, syn zatracenia, nieprzyjaciel, który wywyższa się ponad wszystko, co nazywa się Bogiem lub jest czczone, tak że jako bóg zasiada w świątyni Boga, stawiając się za Boga” (2 Tes 2, 3-4).

Luis de Guerrero Osio y Rivas

tłum. Sławomir Soja

PIEKŁO CZEKA…

PIEKŁO CZEKA…

2023-03-24  Sławomir M. Kozakwww.oficyna-aurora.pl

pieklo-czeka

Obserwując hucpę, którą rozkręcono niedawno przeciw polskiemu Papieżowi, nie chcę odnosić się do kwestii teologicznych, bom na to zbyt mały, a w mediach roi się od ekspertów, którzy zrobią to lepiej. Z racji tego, że 2 kwietnia przypada rocznica Jego śmierci, skorzystam z okazji, by przypomnieć tylko fakty istotne dla Polski. Bo, nie ulega wątpliwości, że bez Jana Pawła II, historia naszego kraju, Europy i Związku Sowieckiego, wyglądałaby inaczej. Szerszy kontekst opiszę przy innej okazji, a dziś tylko skromne wspominki, których część pochodzi ze wstępu do książki „Tracimy Kościół”, wydanej nakładem Oficyny Aurora, w roku 2019.

W 1979, kiedy Karol Wojtyła, już jako papież Jan Paweł II przybył do nas po raz pierwszy, by wziąć udział w obchodach 900 rocznicy śmierci św. Stanisława – patrona Polski, w najsłynniejszych chyba słowach swego pontyfikatu wezwał Ducha Świętego, by odnowił oblicze ziemi. Tej ziemi. I już rok później, w sierpniu 1980 eksplodowała całą swą mocą Solidarność. Polska nie była jednak jeszcze gotowa do przemian, bo na fali ruchu związkowego w przestrzeni publicznej pojawiło się zbyt wielu prawdziwych, nie skaptowanych przez służby, Polaków. W roku 1981 wprowadzono więc, celem dokonania odsiewu, stan wojenny. Ogromną część ludzi wyrzucono poza granice kraju, wielu zniszczono kariery, poobijano żebra, upokorzono, złamano psychicznie, najoporniejszych pozabijano. Nad Polską zapadła noc. Bandyci nie próżnowali, budowali w pośpiechu zręby nieodległej w czasie „transformacji”.

Kiedy Papież przybył do Polski po raz kolejny, był rok 1983. Jan Paweł II formalnie odwiedził tym razem Ojczyznę, by wziąć udział w obchodach 600-lecia obecności Maryi w Obrazie Jasnogórskim oraz beatyfikacji m. Urszuli Ledóchowskiej, brata Alberta (Adama Chmielowskiego) oraz o. Rafała (Józefa Kalinowskiego). I znowu, w miesiąc po powrocie Jana Pawła II za mury Watykanu, stan wojenny w naszym umęczonym kraju, zniesiono. Brzmi to oczywiście dziś całkowicie bezosobowo, więc należy oddać cesarzowi, co cesarskie i przypomnieć młodemu pokoleniu, kto mógł taki stan „znieść”. Przecież nie jakieś bliżej niesprecyzowane ciało społeczno-polityczne, a jego główny architekt po tej stronie Bugu, czyli Prezes Rady Ministrów, I sekretarz Komitetu Centralnego PZPR, szef Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, generał herbu „ślepowron” – Wojciech, podobno Jaruzelski.

12 stycznia 1987 roku tenże Jaruzelski udał się z wizytą do Włoch. Już samo to było interesujące, a tymczasem generał poszedł krok dalej i odwiedził Watykan. Już nazajutrz (!) przyjął go na audiencji prywatnej papież Jan Paweł II. Zaledwie dwa tygodnie później, 31 stycznia, po rozmowach w Polsce z tym samym generałem, ale i z Lechem Wałęsą, nasz nieszczęśliwy kraj opuścił po, jak się wkrótce miało okazać, rzeczowych rozmowach, John C. Whitehead, zastępca sekretarza stanu USA. Rozmowy musiały być owocne, albowiem, po kolejnych dwóch tygodniach, 19 lutego, Amerykanie znieśli sankcje gospodarcze wobec PRL.

4 maja w Warszawie otwarto przedstawicielstwo Izraela – Sekcję Interesów. Po raz pierwszy od czasów wojny Jom Kipur oba państwa nawiązały ze sobą tak bliskie relacje. To też nie był przypadek, ale o tym wiemy dopiero dzisiaj. 

27 maja, przed kościołem sióstr wizytek w Warszawie, stanął pomnik kardynała Stefana Wyszyńskiego. Odwilż szła już w sposób zdecydowany. 8 czerwca Polskę odwiedził po raz trzeci Jan Paweł II. Jego wizyty w Ojczyźnie przytrafiały się nam zawsze w momentach szczególnych. Nie wiem czy decydowała o tym wola Niebios, czy czynników zwyczajnie ziemskich, ale z pewnością nie można uznać ich za dzieło czystego przypadku.

Tym razem celem wizyty był udział Papieża w II Krajowym Kongresie Eucharystycznym, a także beatyfikacja Karoliny Kózkówny i biskupa Michała Kozala. Sama pielgrzymka, jak każda wizyta Ojca Świętego w Ojczyźnie, była przyjęta przez Polaków entuzjastycznie i dała to, co wówczas było najważniejsze – nadzieję. Po raz kolejny. Nadzieje milionów moich rodaków miały się wkrótce zacząć spełniać, choć patrząc z dzisiejszej perspektywy, nie wszystkim chyba „o take Polske” chodziło. Wówczas jednak, zadowolony był Naród, zadowolona była też władza ludowego jeszcze państwa polskiego. Niedługo po powrocie Papieża do Watykanu, pewne już było, że Polska lada chwila znajdzie się w całkowicie odmiennej politycznie sytuacji, choć dziś po latach, zupełnie inaczej oceniamy ówczesny „zaskakujący” podział władzy, który dwa lata później stał się udziałem naszych „wybawicieli” z Solidarności.

Właśnie w trakcie tej, kolejnej wizyty Papieża w Polsce, 12 czerwca 1987 roku prezydent Ronald Reagan, podczas przemówienia do mieszkańców Berlina Zachodniego przed Bramą Brandenburską, wezwał Michaiła Gorbaczowa do zburzenia Muru Berlińskiego. Słuchając głosu swego zaciekłego do niedawna wroga, zapewne nie bez powodu, 7 września Erich Honecker jako pierwszy w historii przywódca NRD przybył z oficjalną wizytą do RFN. A potem, to już poszło „z górki”. 

Minęło zaledwie półtora roku od papieskiej pielgrzymki, by 27 stycznia roku 1989 odbyły się rozmowy w Magdalence, w czasie których „ustalono” termin „obrad Okrągłego Stołu”. 

Te zaś, rozpoczęły się 6 lutego i trwały do 5 kwietnia. Mija właśnie 34 rocznica tego spektaklu. W tym czasie społeczeństwu rzucono jeszcze, dla wykazania dobrej woli generała, kilka prezentów. Taki był mechanizm. Wór dla siebie, garść dla Kościoła, okruchy ludowi. 12 lutego powołano Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej, choć formalnie nadal w socjalistycznym ustroju Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Ależ to musiała być konstrukcja prawna! I nikogo nie dziwiła.

Trzy dni później Sejm (PRL oczywiście) ustanowił 11 listopada Narodowym Świętem Niepodległości, powołując równocześnie do życia, podczas tego samego posiedzenia, gwaranta bezpieczeństwa ekonomicznego dla coraz bardziej już byłych aparatczyków, czyli Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Swoisty paśnik, z którego rezerw wróg nasz wewnętrzny czerpie garściami do dziś.

27 lutego, by dalej zaspokajać potrzeby społeczne, Kościół Katolicki uzyskał poparcie tak zwanego Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego dla projektu ustawy o prawnej ochronie dziecka poczętego. A 2 marca „komuna” z „opozycją” znowu spotkała się w Magdalence. Zgodnie z oczekiwaniami, choć wtedy nie było to wcale tak oczywiste, 5 kwietnia podpisano porozumienia Okrągłego Stołu. 17 kwietnia ponownie zarejestrowano Solidarność zdelegalizowaną w stanie wojennym, tym razem już „odnowioną”, oczyszczoną z „elementów ekstremistycznych” i dzięki temu już nazajutrz, 18 kwietnia generał mógł spotkać się z Lechem Wałęsą, by sobie o tym porozmawiać. 11 lipca, Wałęsa rozmawiał z kolei z George’m Bush’em, w czasie trwającej od dwóch dni wizyty tego ostatniego w Polsce. I to prezydent USA poleciał do Gdańska, by Lech, do niedawna robotnik, nie musiał fatygować się do Warszawy. Sześć dni później Watykan wznowił z Polską oficjalne stosunki dyplomatyczne. Dwa dni po tym, Zgromadzenie Narodowe wybrało na prezydenta rzeczywistego realizatora ówczesnych przemian w Polsce – miłościwie nadal wtedy panującego generała Jaruzelskiego. Wbrew wszelkim potocznym opiniom i medialnej propagandzie, w moim przekonaniu rządził on zresztą tą Resztówką Polski aż do swojej śmierci.

Wszystko to, co wydarzyło się później było już tylko konsekwencją umowy samych swoich pod dyskretnym, purpurowym płaszczem. Przykłady mnożą się wokół, można na oślep sięgać w dowolnym kierunku i czasie. Im bliżej, tym gorzej. Minęły lata. Odszedł Jan Paweł II i kilku innych hierarchów, a także wiele bliskich nam osób. Na świat przyszło nowe pokolenie, które dziś wchodzi w dorosłość. Nie jest to pokolenie JPII, podobnie, jak nigdy naprawdę nie było nim pokolenie jego rodziców.

Najstarsza polska pieśń, śpiewana przez rycerstwo polskie jeszcze pod Grunwaldem, przegrała z marszem piłsudczyków. Dokonano tego 15 sierpnia 2007 roku, w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (!) decyzją MON nr 374, kiedy prezydentem i zwierzchnikiem Sił Zbrojnych Rzeczpospolitej Polskiej był Lech Kaczyński, a premierem jego brat Jarosław.

W uzasadnieniu napisano, że „W tradycji polskiej nie było dotąd Pieśni Reprezentacyjnej Wojska Polskiego. Rolę tę spełniały pieśni i marsze wykonywane w wojsku polskim. Od średniowiecza rolę taką pełniła pieśń rycerska ‘Bogurodzica’”. 

I mimo tej deklaracji, politykom głoszącym swoje przywiązanie do polskości i chrześcijaństwa nie przyszło do głowy uznanie za hymn wojskowy tej właśnie pieśni, która niosła pod sztandarami Najświętszej Maryi Panny polskie wojsko do zwycięskiej bitwy z krzyżackim najeźdźcą! Do tej roli wyniesiono „Marsz I Brygady”.

Dokonano tego w rocznicę Cudu nad Wisłą, wymazując w ten sposób ze świadomości społecznej Bożą przychylność dla polskiego narodu, przeciwstawiając Jej „cudowne” zdolności Marszałka. Odbyło się to, niestety, przy milczącym współuczestnictwie Episkopatu Polski.

Rządzący dziś ponownie ludzie tej samej opcji politycznej odwołują się nadal do chrześcijańskich symboli, obnoszą się z udziałem w uroczystościach kościelnych i brylują w mediach uchodzących za katolickie. Ale cieniem na tej pozornej religijności kładzie się podpisanie ateistycznego traktatu lizbońskiego, okoliczności ingresu Arcybiskupa Stanisława Wielgusa, milczenie w kwestii ludobójstwa dokonywanego na chrześcijanach na całym świecie, blokowanie powrotu do Macierzy Polaków zza wschodniej granicy, przy równoczesnym stręczeniu państwu polskiemu imigrantów, głosowania sprzeczne z wolą wyborców. Kościół w Polsce nie piętnuje tych praktyk. Przeraża milczenie oraz obojętność na pograniczu przyzwolenia dla poprawnego politycznie homoseksualizmu i „edukatorów seksualnych” w szkołach. Brak zdecydowanego stanowiska w obronie życia nienarodzonych oraz sprzeciwu wobec coraz głośniejszego handlu dziećmi, pozorowanego dbałością o adopcję, jakże często również poza granicami naszego kraju. Dziś, kiedy religię katolicką zwalcza się już ostentacyjnie i globalnie, podniesiono rękę na Papieża – Polaka. Jego świętość nie jest globalistom nie tylko potrzebna, ale wręcz stoi zawadą na drodze do transhumanizmu.

Na naszym poletku zawiadują tą operacją ci sami, którzy w latach „walki z komuną” znajdywali schronienie w kościelnych kruchtach, a później całowali na klęczkach Pierścień Rybaka. Jan Paweł II, przynajmniej dla sprawy polskiej, zrobił więcej, aniżeli mógłby tego dokonać papież innej narodowości. Tym samym, zmienił oblicze nie tylko naszej ziemi. Ale teraz, siły zła chcą zmienić oblicze Ziemi na zupełnie inne.

Wypominanie Kościołowi, a tym samym Papieżowi, milczenia o przypadkach pedofilii, następuje nieprzypadkowo dopiero teraz. Wiedziano o tych grzechach kapłanów, nielicznych zresztą w porównaniu do hierarchów innych wyznań, dużo wcześniej. Ba, prowokowano je! Ale, 40 lat temu, ci duchowni i Papież byli jeszcze potrzebni, by uwiarygadniać ówczesne przeobrażenie świata. Jednak, skoro dziś zakłamani krzykacze klęczą przed „papieżami” swoich aktualnie modnych kultów, niech sięgną do historii ich czynów. Opisałem ich przecież w książce „Terra Mar Utopia Elit”, wspólników i uczestników pedofilskich orgii Jeffrey’a Epsteina w bunkrach jego willi na wyspach i na pokładach prywatnych samolotów. Tego samego, który przyjaźnił się z głowami państw, dyrektorami międzynarodowych, czyli ponadnarodowych gremiów, najbogatszymi ludźmi globu, aktorami, modelkami, celebrytami, których nazwiska, choć oficjalnie nie upubliczniane, są przecież dostępne w jego prywatnym notesie, tzw. „czarnej książeczce”, również przeze mnie opisanej. 1971 osób „elity” dzisiejszego świata, wyznawców kultu rui i poróbstwa. Piekło czeka…

Sławomir M. Kozak

============================

Mail:

<<Bo, nie ulega wątpliwości, że bez Jana Pawła II, historia naszego kraju, Europy i Związku Sowieckiego, wyglądałaby inaczej.>>

Autor myli skutki z przyczyną.
Inicjatorem perestrojki był Gorbaczow, [no, raczej jego „dostojni mędrcy” z Loży. md]
a jednym z jego narzędzi był „polski papież”.
Słowa o „odnowieniu oblicza ziemi” jak raz pasowały do idei Gorbaczowa, tak jak parę lat później przy grobie Gandhiego słowa Papieża o „nowym porządku świata”.

Jan Paweł II nie zaprzeczył twierdzeniom TW Bolka, że ładował mu akumulatory. Nigdy nie zauważył likwidacji 9 milionów miejsc pracy w Polsce. 

Cycki i święci. Galeria zdjęć.

Church Revolution in Pictures

John Paul II watches and endorses by his presence the immorality of scantily dressed young artists performing at the Vatican in the Paul VI Room.

L’Osservatore Romano, 1981.

==================

Papua New Guinea, May 8, 1984

At a Mass said by John Paul II (third from left), the Epistle is read by a bare-breasted young native woman in paint and native garb.

=========================================

Indecent acrobatics for the Pope – II
Picture 2 – A young woman gives an acrobatic performance for the Pope, who watches with other ecclesiastics. Her posture is clearly indecent, and one wonders when JPII applies to himself the precept of custody of the eyes

Arturo Mari, Rome

======================

Nude native at papal Mass – II
Papua New Guinea, May 8, 1984 – Picture 2 – The bare-breasted native woman leaves the Pope’s presence after presenting the Offertory gifts – Foto Felici, Rome

===========================

Papal blessing for the skintight leotards
Vatican, January 1985 – Wearing skintight leotards, an acrobat fromThe American Circus of Italy walks away under admiring glances after receiving the Pontiff’s blessing at the Vatican – ABC [Madrid], January 25, 1985

==========================

JPII gives the Holy Eucharist to a topless woman
Above, John Paul II giving Communion to a bare-breasted native woman,
Papua New Guinea, May 8, 1984. Below, a close-up of the Pope and his Mass’ audience.
074_MassPapua.jpg - 38612 Bytes
Foto Felici,   Rome

========================

JPII enjoys the performance at the Vatican
of a young acrobat who balances herself
on the hands of her partners.

Agenzia Gionalistica Italia S.Pa., Rome

=============================

Posted September 1, 2003

============================================

Our Lady of La Salette, restore the Holy Church

Proces 19 lekarzy wstrzymany. Na sali był obserwator z Ministerstwa Sprawiedliwości. Zaczęto liczyć się z prawem?

Proces 19 lekarzy wstrzymany. Na sali był obserwator z Ministerstwa Sprawiedliwości. Zaczęto liczyć się z prawem?

proces-19-lekarzy-wstrzymany

W piątek miał odbyć się głośny i pokazowy proces dziewiętnastu lekarzy, którym Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej zarzuca między innymi, że kwestionowali przyjętą strategię walki z wirusem. Śledztwo trwało dwa lata i kosztowało 40 tys. złotych, ale jak dotąd nie przedstawiono żadnych konkretnych zarzutów. Sprawa została skierowana z powrotem do etapu przygotowawczego z powodu braków w dochodzeniu.

Specjalista chorób zakaźnych dr Zbigniew Martyka zauważa, że w Poznaniu obecny był prokurator-obserwator z ramienia Ministerstwa Sprawiedliwości, co mogło wpłynąć na bardziej rygorystyczne przestrzeganie procedur prawnych.

– W sumie Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej postawił zarzuty 116 lekarzom. Bezpośrednim powodem było podpisanie „Listu otwartego polskich lekarzy, naukowców i pracowników służby zdrowia do polskich władz oraz mediów”. Śledztwo Naczelnego Rzecznika trwało 2 lata i kosztowało 40 tys. złotych – zauważa ordynator oddziału zakaźnego dr Zbigniew Martyka.

– Jeszcze przed otwarciem przewodu sądowego mec. Arkadiusz Tetela wyliczył sporą liczbę uchybień postępowania przygotowawczego, nazywając to niechlujstwem Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej – dodaje dr Martyka.

Sprawa trafiła z powrotem do postępowania przygotowawczego

– Dwa lata pracy i dziesiątki tysięcy wydanych pieniędzy nie wystarczyły, aby obwinionym lekarzom postawić choć jeden, merytoryczny zarzut, do którego można by się konkretnie odnieść. Kiedy sąd może zwrócić akta sprawy? Ważne są dwie kwestie. Braki postępowania przygotowawczego muszą być istotne oraz sąd w trakcie rozprawy nie może ich usunąć bez znacznych trudności. De facto zwrot aktu do oskarżyciela może nastąpić jedynie w sytuacji, gdy ogrom „niedopracowania” sprawy jest rzeczywiście bardzo duży – zauważa znany lekarz.

Dalej dr Zbigniew Martyka próbuje odpowiedzieć na pytanie, dlaczego podczas jego rozprawy w Krakowie sąd nie podjął takiej samej decyzji, skoro zaistniały dokładnie te same przesłanki?

Zaczęto liczyć się z prawem? 

– Otóż w Poznaniu w sprawie uczestniczył prokurator – obserwator z ramienia Ministerstwa Sprawiedliwości. Być może dlatego niespodziewanie zaczęto liczyć się z prawem i procedurami – oznajmia znany lekarz zakaźnik.

Afera Abp. Marcinkusa: Oszustwo i jego tuszowanie. Opus Dei i symonia.

Afera Abp. Marcinkusa: Oszustwo i jego tuszowanie. Opus Dei i symonia.


Atila Sinke Guimarães Opus Dei i symonia

Artykuł z roku 2009

Po tym, jak włoskie media ogłosiły przyspieszenie procesu beatyfikacyjnego Karola Wojtyły (La Stampa, Turyn, 21 marca 2009), pojawiły się nowe przeszkody. Teraz mówi się, że proces  zwolnił tempo (La Stampa 1 czerwca 2009).

Il Giornale z Mediolanu (23 maja 2009) podkreślił, że proces nie był do tej pory wystarczająco poważny, ponieważ przeanalizowano niewiele dokumentów, co jest liczbą wyraźnie nieproporcjonalną do ilości dokumentów wydanych podczas długiego pontyfikatu Jana Pawła II. Andrea Tornielli z Il Giornale skrytykował również „słabość” oficjalnego stanowiska przygotowywanego przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych na temat Karola Wojtyły i wskazał na sprzeczności w świadectwach.

Dobrze poinformowany rzymski tygodnik Adista donosi o innych, nie tak łatwych do rozwiązania kwestiach, takich jak skandal bankowy Abp. Marcinkusa, finansowe wsparcie  Solidarności, mianowanie słabych moralnie biskupów, pocałunek Koranu, ochrona udzielona O. Marcialowi Macielowi (Adista, 6 czerwca 2009, s. 3, 4). La Stampa dodaje jeszcze jedną sprawę, która może opóźnić proces beatyfikacyjny: relatywizm religijny przejawiający się na spotkaniach ekumenicznych w Asyżu (1 czerwca 2009).

Afera Abp. Marcinkusa: Oszustwo i jego tuszowanie

Przeanalizujmy kilka danych dotyczących tylko jednego z tych punktów, aby pokazać, jak trudno jest uczynić JPII błogosławionym lub świętym. Czytelnik może pamiętać, że Jan Paweł II wyznaczył Arcybiskupa Paula Marcinkusa na szefa IOR (włoski skrót od Instytut Dzieł Religijnych). Organizacja ta zajmuje się przechowywaniem i zarządzaniem kapitałem i zasobami wielu zakonów, zgromadzeń i stowarzyszeń kościelnych. Działa więc jak bank, inwestując swój kapitał, by korzystać z przywilejów fiskalnych, jakich udziela Watykan, jako suwerenne państwo.

Marcinkus zainwestował część tych pieniędzy w Bank Ambrozjański, stając się udziałowcem tej dużej włoskiej instytucji finansowej bardzo blisko związanej z  Watykanem.

Bank Ambrozjański zbankrutował na początku lat 80-tych, a jego prezes Roberto Calvi został oskarżony i uznany za winnego korupcji i prania brudnych pieniędzy. Z jego kont zniknął ponad miliard dolarów, rozproszony wśród podejrzanych organizacji finansowych na całym świecie. Calvi odwołał się od wyroku. Podczas gdy apelacja była w toku, znaleziono go martwego wiszącego pod mostem Black Friars w Londynie.

Arcybiskup Marcinkus występował w tej sprawie jako współoskarżony. Został oskarżony we Włoszech jako współwinny bankructwa i wydano nakaz jego aresztowania. Uciekł jednak do Państwa Watykańskiego, gdzie prawo włoskie nie ma jurysdykcji. Najwyraźniej Jan Paweł II uznał, że rozsądniej będzie nie ujawniać tajnych operacji finansowych prowadzonych przez Marcinkusa i Calviego, które oczywiście miały aprobatę Watykanu.

Marcinkus przebywał w Watykanie przez wiele lat, aż do momentu osiągnięcia porozumienia, że jako posiadacz immunitetu dyplomatycznego nie może być sądzony przez włoskie sądy. W 1990 r., już bez ryzyka procesu, Marcinkus opuścił Watykan i wrócił najpierw do Chicago, a następnie na spokojną emeryturę w Sun City w Arizonie, gdzie zmarł w 2006 r.

Przez cały ten czas, Marcinkus jak i Watykan, twierdzili, że są niewinni. Nikt jednak nie dał się nabrać na takie łgarstwa. Krótko mówiąc, Jan Paweł II osobiście zaangażował się w ten skandal, tuszując finansowe nadużycia arcybiskupa Marcinkusa i chroniąc go przed włoskim wymiarem sprawiedliwości. Taki współudział w przestępstwie w stylu mafijnym zupełnie odbiega od zachowania, którego katolik oczekuje od świętego.

Opus Dei i symonia

Produktem ubocznym tego skandalu była sprawa brakujących funduszy w wysokości 1 miliarda dolarów, z których IOR musiał się rozliczyć. W konsekwencji, międzynarodowy sąd bankowy w Szwajcarii orzekł, że Watykan powinien zapłacić wierzycielom Banku Ambrozjańskiego około 250 milionów dolarów jako dowód dobrej woli, aby zostać uniewinnionym od odpowiedzialności w tej sprawie. Ponieważ Watykan nie posiadał tej kwoty, z pomocą przyszło Opus Dei i „pożyczyło” tę sumę, aby Watykan mógł uwolnić się od odpowiedzialności.

Czek Opus Dei z pewnością „wyczyścił” Watykan przed jego wierzycielami, ale zaangażował go w inną delikatną sprawę. Aby „odwdzięczyć” za tę pomoc, Jan Paweł II oddał organizacji kontrolę nad Radiem Watykańskim, L’Osservatore Romano, uniwersytetem w Rzymie i przyznał jednemu z jej członków urząd rzecznika papieża. Pod względem finansowym,  Opus Dei odtąd rzekomo uzyskało decydujący głos w IOR i jego przyszłych inwestycjach.

Mało tego, organizacja „zażądała” beatyfikacji/kanonizacji swojego niezbyt świętego założyciela, José Marii Escrivá. Aby tego dokonać, Jan Paweł II uruchomił swoją „fabrykę świętych” i wkrótce znaleziono kilka „cudów”: uzdrowiono karmelitańską zakonnicę z rzekomym rakiem płuc. Mimo że nie było niepodważalnych dowodów na to, że zakonnica rzeczywiście miała raka, uznano to za cud. Dziecko z wysokim ciśnieniem krwi zostało wyleczone po zażyciu leków – to również uznano za cud. Chirurg, który miał na rękach zmiany nowotworowe spowodowane wykonywaniem zdjęć rentgenowskich bez rękawiczek, został wyleczony po tym, jak przestał używać rentgena – kolejny cud. Tak więc, aby zadowolić Jana Pawła II, przyjęto te trzy „cuda” i Kongregacja ogłosiła Escrivá błogosławionym, a następnie świętym…

Krótko mówiąc, JP II był zaangażowany w proces „handlowania” tymi duchowymi i materialnymi korzyściami. Moralnie nieuczciwe przekazywanie zaszczytów i przywilejów za pieniądze, jak to opisano powyżej, jest tym, co w języku kościelnym nazywa się symonią. Mamy więc świętego Wojtyłę podejrzanego również o symonię.

Mogę się mylić w niektórych szczegółach tych spraw (Marcinkus-Escrivá), ponieważ piszę z pamięci bez sprawdzenia moich notatek, ale wierzę, że jest to obiektywny  przegląd tych spraw. Podkreślam, że „afera Marcinkusa” jest tylko jednym z całego ciągu problemów, które muszą zostać zamiecione pod dywan, zanim JPII zostanie uznany za świętego. W międzyczasie Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych robi wszystko, aby usunąć wszelkie dowody, które mogą skompromitować JPII, Wielkiego.

Wanda Półtawska: Romantyzm i nepotyzm

W miarę jak biedni członkowie tej Kongregacji, zwijają się jak w ukropie, by wypełnić polecenie Benedykta XVI czyli Santo subito, spadł im na głowę kolejny zestaw problemów.

Pani Wanda Połtawska, polski lekarz psychiatrii, zaprzyjaźniona z Wojtyłą przez ponad 55 lat, wydała książkę zatytułowaną „Rekolekcje Beskidzkie”. Relacjonuje w niej nocne wyprawy z Karolem Wojtyłą w polskie góry i dołącza osobiste listy z jego  duchowymi wskazówkami. Kardynał Saraiva Martins z Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych poprosił tę Panią o przesłanie pełnej korespondencji do Rzymu w celu jej przejrzenia. Nie podaje dokładnej liczby listów, ale wspomina o „ogromnej dokumentacji” dr Połtawskiej (La Stampa, 1 czerwca 2009).[—]

Możemy tylko czekać na to, jakie akrobatyczne usprawiedliwienia przedstawi Watykan, aby udowodnić, że niewłaściwe postępowanie Wojtyły było niczym innym, jak tylko przejawem największej świętości.

Atila Sinke Guimarães tłum. Sławomir Soja

Advocatus diaboli. Artykuł z roku 2005… Quo Vadis, Petrus? Mądrzy ludzie ostrzegali…

Advocatus diaboli. Artykuł z roku 2005… Quo Vadis, Petrus? Mądrzy ludzie ostrzegali…

Atila Sinke Guimarães traditioninaction

Jedną z pierwszych deklaracji papieża Ratzingera było to, że Karol Wojtyła otrzyma  „szybką ścieżkę” kanonizacyjną. Ratzinger ogłosił 13 maja 2005 roku, że zrezygnował z zasad, które normalnie narzucają pięcioletni okres oczekiwania na rozpoczęcie beatyfikacji. Powtórzył to, co powiedział już wcześniej, w przeddzień konklawe, zanim został wybrany na papieża.

Biorąc pod uwagę przychylną atmosferę, jaką stworzyły media  w związku ze śmiercią Jana Pawła II, komentarz Ratzingera w przeddzień konklawe o przyspieszeniu procesu kanonizacyjnego JPII może być łatwo postrzegany jako sprytny manewr, mający na celu zdobycie papiestwa. Późniejsze ogłoszenie nowej, szybszej drogi do świętości, przeznaczonej specjalnie dla Wojtyły, można również rozumieć jako sposób na „ocieplenie” swojego wizerunku w oczach opinii publicznej. Ratzinger tym samym, umieścił siebie pod parasolem popularności Wojtyły.

Tak więc, jeśli chodzi o politykę i taktykę, Ratzinger działał i nadal działa jak polityk realizujący swój własny interes. Machiavelli doradziłby to samo. Tego rodzaju „ubóstwienie” bliskich przyjaciół lub krewnych dla korzyści politycznych, nie było rzadkością w upadającym Imperium Rzymskim. Na przykład cesarz Caracalla uczynił bogiem swojego brata Geta, którego wcześniej zamordował.

Ale, co ta zapowiedź oznacza na poziomie doktrynalnym?

„Do kanonizacji Sługi Bożego, Kościół katolicki żąda dowodów absolutnie przekonujących.  Dekret kanonizacyjny jest ostatnim aktem długiego i szczegółowego procesu, podczas którego życie zmarłej osoby jest badane z najbardziej rygorystyczną krytyką. Proces ten nie jest kontynuowany, chyba że katolik praktykował wszystkie cnoty w stopniu heroicznym, a za jego wstawiennictwem miały miejsce niepodważalne cuda” (Słownik Doktryny Katolickiej, Vancant-Mangenot, Paris: Letouzey, 1923, tom II, str. 1627)

Do SW II, wszyscy katolicy znali te rygorystyczne warunki. Zamieszanie zaczęło się od liberalizacji wprowadzonej przez Pawła VI. Następnie, nowy Kodeks Prawa Kanonicznego (1983) zniósł wszystkie kanony (141 kanonów), które regulowały procesy beatyfikacji i kanonizacji. Kanony te po prostu zniknęły w nowym Kodeksie. Wyeliminowanie tych kanonów było ciosem relatywizmu wymierzonym w procesy beatyfikacyjne i kanonizacyjne.

Zniknęła tradycyjna powaga, która towarzyszyła tym procedurom, a powstał nowy, arbitralny i podatny na błąd, system. Jakie zastosowano kryteria? Nikt tego nie może powiedzieć na pewno, ale w ciągu ostatnich 25 lat często wyglądało na to, że było tylko jedno kryterium: to czego chce Wojtyła. To również wyjaśnia, dlaczego liczba błogosławionych i świętych wzrosła w tym czasie zupełnie nieproporcjonalnie.

Moim zdaniem zniknęła również nieomylność związana z poprzednimi procesami. Uważam, że nikt nie ma obowiązku wierzyć, że ci wszyscy nowi „święci” i „błogosławieni” są nimi naprawdę.

Inna przykra konsekwencja jest taka, że znosząc wcześniejsze warunki wyniesienia osoby do świętości i ogromnie zwiększając w sposób arbitralny liczbę „błogosławionych” i „świętych”, Wojtyła dał potężny argument protestantom, którzy, jak wszyscy wiedzą, brzydzą się katolickimi świętymi. Jeśli każdy jest uważany za świętego, tym samym znika prawdziwa katolicka świętość.(bez przesady, JPII nie beatyfikował ani nie kanonizował wszystkich zmarłych katolików- dop. tłumacza, uwaga na nisko latające kwantyfikatory)

 Wybór świętych dokonany przez Wojtyłę, był daleki od doskonałości. Zadecydował o wyniesieniu do chwały ołtarzy modernistów, takich jak Frederic Ozanan i Angelo Roncalli. Wspierał egzystencjalistów jak Edyta Stein i indyferentystów religijnych jak Matka Teresa. To tylko niektórzy, których ortodoksyjność myśli i heroiczna praktyka cnót są szeroko poddawane pod wątpliwość.

Byliśmy również świadkami, że pewni ludzie zostali ogłoszeni świętymi, aby spłacić pewne finansowe przysługi, jakie otrzymał Watykan. Mam tu na myśli przypadek ucieczki Watykanu przed nieuchronnym bankructwem finansowym, które nastąpiło po skandalu Abp. Marcinkusa. Szeroko rozpowszechniono informację, że pewna organizacja międzynarodowa zaoferowała potrzebne pieniądze, aby wypełnić tę ogromną lukę finansową. W ramach rewanżu za przysługę, wśród wielu innych korzyści udzielonych tej organizacji, jej założyciel został beatyfikowany, a następnie w bardzo krótkim czasie kanonizowany.[Chodzi o Opus Dei i Josemaría Escrivá de Balaguer, w Posoborowiu „święty”. Mirosław Dakowski].


Na marginesie pozwolę sobie zauważyć, że Abp Paul Marcinkus – odpowiedzialny za finanse Watykanu – był również bliskim przyjacielem i osobistym ochroniarzem Wojtyły. Został on uznany za winnego i skazany na więzienie za wiele przestępstw finansowych, ale znalazł schronienie w Watykanie. Wojtyła zignorował wyrok i zabronił komukolwiek niepokoić  Marcinkusa. Ponieważ Watykan jest suwerennym państwem podległym papieżowi, Marcinkus mieszkał tam wygodnie, aż do czasu wygaśnięcia wyroku.

W tym przypadku mamy do czynienia z ciekawym paradoksem. Ten sam Jan Paweł II, który uczynił złych ludzi świętymi, uczynił znanego przestępcę niewinnym. Dlaczego? Tylko dlatego, że był jego przyjacielem ? …

W okresie uroczystości milenijnych, Jan Paweł II miał wszystko przygotowane, aby ustanowić wspólne martyrologium z protestantami i schizmatykami. Tak wyraźnie wychwalał protestanckich herezjarchów Lutra, Zwinglego i Kalwina, że te pochwały pozwalały sądzić, iż zostaną oni włączeni do martyrologium. Jeśli oni mieliby zostać włączeni, to dlaczego nie mieliby być włączeni także Focjusz i Cerulariusz, dwaj przywódcy greckich schizmatyków?

JPII zgłosił również inicjatywę, aby każdy zabity w okresie nazizmu i komunizmu mógł zostać ogłoszony „męczennikiem” – bez względu na to, jaką religię wyznawał. Szczegółowo zajmowałem się już tym w liście otwartym do papieża (Quo Vadis, Petrus? Los Angeles: TIA, 1999, s. 10-26). Na szczęście w ostatniej chwili, w Kurii Rzymskiej nastąpiła silna reakcja przeciwko tej „wspólnej martyrologii” i jak dotąd pragnienie Jana Pawła II nie ziściło się.

Sztywne wymagania dotyczące cudów stawały się coraz mniej rygorystyczne, aż doszliśmy do miejsca, w którym zwykłe wyleczenie żylaków zostało uznane za „cud” wystarczający do wyniesienia kogoś do chwały ołtarzy. Jest to argument niedorzeczny, ponieważ powszechnie wiadomo, że żylaki można wyleczyć stosując szeroko reklamowane  kremy i inne środki. Ponadto, kilka miesięcy przed śmiercią JPII, z Watykanu nadeszły wiadomości stwierdzające, że takie „cuda” będą niewystarczające jako warunek świętości.

Pomimo tego, papież Ratzinger wprowadził Wojtyłę na szybką ścieżkę do świętości.

Pomijając mnóstwo dyskusyjnych aspektów życia Wojtyły, pozwolę sobie zająć się tutaj tylko jednym. Wyjątkowo zły przykład moralny Wojtyły z pewnością przekreśliłby wszelkie próby uczynienia go świętym.  W Kościele katolickim bowiem, święty musi być przykładem najwyższego moralnego postępowania. Papież Wojtyła taki nie był.

Przedstawiam fakty, a nie interpretacje. Zapraszam czytelnika do obejrzenia zdjęć, które zamieszczam po prawej stronie tego artykułu [tylko w jego oryginale, zob. md] , a które przedstawiają Wojtyłę z półnagimi kobietami. [Galerię umieszczę w osobnym artykule. MD]

W czasie Mszy Świętej – podczas Epistoły, Offertorium i Komunii – są one tam, obnażają się jawnie z aprobatą Wojtyły. Czy wybieram kilka pojedynczych zdjęć, aby udowodnić jakąś tezę? Nie. Wystarczy odwiedzić stronę internetową TIA, a znudzimy się oglądaniem innych przykładów.

Czy chodzi tylko o obnażanie się przedstawicielek ludów pierwotnych? Nie. Wojtyła wiele razy gościł w Watykanie nieprzyzwoite występy akrobatów, które zderzały się frontalnie z moralnością katolicką.

Pytam katolików: czy człowiek, który zachęcał do takich rzeczy, może być przedstawiany jako wzór świętości, jako ten, który prowadził życie w idealnej czystości? Żadna uczciwa osoba nie może traktować takiego człowieka jako świętego. Jest to niemożliwe! Zgodnie z najbardziej elementarnym katolickim rozumieniem, ten człowiek nie jest świętym.
Teraz więc, jeśli Jan Paweł II zostanie uczyniony świętym zgodnie z zapowiedzią, akt ten będzie stanowił pośrednie zniszczenie moralności katolickiej. Czy papież Ratzinger ma prawo to zrobić?

Pozwolę sobie zacytować bardzo znanego hiszpańskiego teologa z XVI wieku, O. Francisco de Vitoria, O.P., który żył w czasach niemoralnych papieży renesansu. Stwierdził on:

„Należy przeciwstawić się papieżowi, który publicznie niszczy Kościół. Co należy zrobić, jeśli papież z powodu swoich złych zwyczajów niszczy Kościół? …. Jeśli z całą pewnością  zgrzeszył; nie powinno się pochwalać takiego postępowania, ani nie powinno się być posłusznym w tym, co jest złe; …. Powodem tego jest to, że nie ma on(papież) mocy niszczenia. Dlatego też, jeśli istnieją dowody na to, że to robi, opór wobec niego jest legalny. Rezultatem tego wszystkiego jest to, że jeśli przez swoje rozkazy i działania, papież niszczy Kościół można mu się przeciwstawić i zapobiec wykonaniu jego nakazów” (Obras de Francisco Vitoria, Madrid:BAC, 1960, s.486-487)

Biorąc pod uwagę dane przedstawione w tym artykule oraz rady ks. Vitorii, uważam, że w kwestii ewentualnej kanonizacji Wojtyły, papieżowi Benedyktowi XVI należy się zdecydowanie i frontalnie przeciwstawić.

Atila Sinke Guimarães

tłum. Sławomir Soja

========================

M. Dakowski:

Bractwo św. Piusa X na początku procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II wysłało teologiczną analizę jego czynów. Schowano. Jest dostępna w książce „Papież Asyżu”, w wyd. Te Deum , 2012

„Nowy ryt Mszy Świętej Majów”. Zawiera  elementy kultu pogańskiego oraz – „świeckich pryncypałów”

„Nowy ryt Mszy Świętej Majów”. Zawiera  elementy kultu pogańskiego oraz – „świeckich pryncypałów”

mayan-rite-of-mass-confirms-of-ancient-pagan-worship
..,,.Dwa nowe urzędy liturgiczne: „Pryncypał”, drugi „Okadzacz”.
————————-

(LifeSiteNews) – Pozyskany przez LifeSiteNews projekt nowego rytu mszy Majów zapowiada wprowadzenie do liturgii katolickiej elementów religii Majów, które są bałwochwalcze i zwiększają rolę świeckich.

Jak już donosił LifeSiteNews, watykańska Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów (obecnie Dykasteria) wysłała 28 lutego do Meksyku wysokiego rangą urzędnika w celu omówienia tego nowego obrządku z lokalną diecezją San Cristobal de Las Casas w Chiapas. Demonstruje to wysoki poziom zaawansowania tego projektu.

Kardynał Felipe Arizmendi Esquivel, emerytowany biskup diecezji San Cristobal de Las Casas w Meksyku i jeden z czołowych promotorów tego nowego obrządku, uprzejmie udostępnił LifeSite oficjalny projekt obrządku Mszy Św. Majów, który zostanie najpierw przedstawiony w kwietniu konferencji biskupów meksykańskich, a w maju Watykanowi.

Dokument, który nosi tytuł „Adaptacje porządku Mszy Świętej dla rdzennej ludności diecezji San Cristobal de las Casas, Chiapas” i datowany jest na kwiecień 2023 roku, liczy 31 stron i szczegółowo wyjaśnia każdą zmianę, która ma być wprowadzona do zwyczajnego rytu Mszy Świętej z Mszału Rzymskiego. Proponuje też konkretne zmiany w rubrykach Mszy Św. w „rycie  zwyczajnym”.[to ta msza posoborowa. md] Dokument ten przygotowała komisja złożona z blisko 20 osób – dwóch biskupów, wielu księży i kilku kobiet.

Diecezja San Cristobal de Las Casas została już zdyscyplinowana za pontyfikatu Benedykta XVI za wprowadzenie nowej formy  diakonatu stałego, w którym żony  diakonów świeckich  zostały włączone do posługi, otwierając tym samym furtkę dla żonatych kapłanów. Rzym nakazał nawet w 2005 roku, ówczesnemu biskupowi Arizmendiemu wstrzymanie takich święceń.

Sytuacja ta została jednak całkowicie odwrócona po wyborze Franciszka, a papież aktywnie zachęca do liturgicznej „inkulturacji”, do której dąży się w południowym Meksyku.

Jak zobaczymy niżej, oficjalny dokument dotyczący nowego rytu Mszy Świętej, podąża drogą wzmacniania roli laikatu w Mszy Świętej oraz włączania wielu rytuałów, które w religii Majów są wyrazem bałwochwalstwa.

Wśród kluczowych zmian zawartych w oficjalnym projekcie wymienia się trzy następujące: kadzenie w czasie całej Mszy jest wykonywane przez świeckich mężczyzn i kobiety; modlitwy prowadzone przez całą Mszę przez osobę świecką dowolnej płci zwaną „Pryncypałem”, co jest nowym urzędem liturgicznym; oraz tańce liturgiczne Majów. Ponadto  włączono do liturgii ołtarz Majów, bez nazwania go.

Kardynał Arizmendi, w swojej korespondencji do LifeSite z 18 marca, napisał: „Przesyłam wam propozycję  adaptacji  Mszy Świętej dla potrzeb rdzennych mieszkańców, która podlega zatwierdzeniu przez episkopat Meksyku, który dokona jej przeglądu na swoim zgromadzeniu zwyczajnym w kwietniu przyszłego roku. Dlatego nie jest to jeszcze wersja ostateczna”.

Wspomniał również o ołtarzu Majów, dodając, że „zawartość tzw. ołtarza Majów jest zachowana, ale z nową nazwą OFIARA MAJÓW.”
Meksykański hierarcha, który przez 17 lat był biskupem diecezji San Cristobal, przesłał również LifeSite nowe Dyrektorium Diakonatu Stałego w wersji zatwierdzonej przez Watykan w 2013 roku za czasów papieża Franciszka. Dziękujemy kardynałowi Arizmendi za jego szczerość i hojność.

W dalszej części pragniemy przedstawić naszym czytelnikom niektóre elementy tego nowego obrządku, w celu przeprowadzenia w Kościele Powszechnym właściwej debaty na temat tych reform.

Nowy urząd „Pryncypała” liturgicznego
Diecezja chce ustanowić dwa nowe urzędy liturgiczne, sprawowane przez osobę świecką płci męskiej lub żeńskiej, nie wybieraną przez hierarchię kościelną, ale przez wspólnotę parafialną, a następnie potwierdzaną przez biskupa.

Jeden z tych dwóch urzędów nazywa się „Pryncypał”, drugi „Okadzacz”. Pryncypał stoi  obok kapłana, odgrywając główną rolę w odmawianiu wspólnych modlitw ze zgromadzeniem na początku, w środku i na końcu Mszy Św. Ten nowy urząd znacznie redukuje znaczenie kapłana podczas Mszy Św.

W projekcie stwierdza się na przykład :
Po wstępnym pozdrowieniu, osoba przewodnicząca celebracji [kapłan] zaprasza pryncypała, mężczyznę lub kobietę, aby wezwał donośnym głosem zgromadzenie do otwarcia serc i wyrażenia intencji wobec Boga Ojca.

Wygląda na to, że temu nowemu urzędowi przypisuje się duże znaczenie. Projekt wyjaśnia, że „liturgiczny urząd pryncypała przysługuje osobie, mężczyźnie lub kobiecie, która jest autorytetem moralnym w swoim środowisku, która przewodzi swojemu ludowi w modlitwie i wierze. To on kieruje i udziela rad dotyczących życia, wiary, tradycji religijnych, a także troszczy się o dobre wykonywanie pracy przez tych, którzy pełnią posługę we wspólnocie chrześcijańskiej. W ramach celebracji liturgicznych, jego funkcją jest przewodzenie ludowi w chwilach modlitwy wspólnotowej.”

Opis ten zdaje się wskazywać, że ów pryncypał kieruje nawet kapłanem. Z pewnością jest uważany za przewodnika dla wszystkich innych osób zaangażowanych w duszpasterstwo i liturgię tej wspólnoty.

Dokument stwierdza, że pryncypał „jest uznawany za przewodnika duchowego”. Jego funkcja „staje się jeszcze bardziej istotna w czasie braku duchownych w naszej diecezji” – dodaje dokument. Pojawia się tu jednak pytanie, dlaczego diecezja nie podejmuje wysiłków w celu zwiększenia powołań kapłańskich wśród autochtonów, zamiast wspierania religijnego przywództwa osób świeckich.

Projekt Mszy Majów stawia tych pryncypałów – czyli „starszych” – ponad wyświęconym diakonem stałym i jego żoną:

Pryncypałowie lub „starsi”, jako przedstawiciele tubylczej wspólnoty kościelnej, są bardzo ważnymi podmiotami formacji. Mają oni za zadanie towarzyszyć swoją radą, doświadczeniem i mądrością tubylczemu diakonowi stałemu i jego żonie, zapewniając im mocne zakorzenienie we wspólnocie, zgodnie z ich kulturą.

Jak już wcześniej informowaliśmy, urząd indiańskiego, żonatego diakona stałego w diecezji, charakteryzuje się tym, że obejmuje również żonę diakona w formie quasi-posługi. Żona jest obecna również w prezbiterium, pełniąc rolę turyfera, co jest rolą często podejmowaną przez kobiety w religii Majów.

Nowy urząd okadzacza(ki) liturgicznej( w Kościele katolickim, taką rolę pełni ministrant-turyfer- dop. tłumacza))

Drugim nowo wynalezionym urzędem liturgicznym jest urząd „okadzacza(ki)”, który(a) kadzi ołtarz, kapłana, święte obrazy i zgromadzenie, na różnych etapach Mszy Świętej, zaczynając od samego początku Mszy i znów tym sposobem pomniejszając rolę kapłana.

Projekt mówi o „kadzeniu krzyża i ołtarza oraz, jeśli to stosowne, obrazów Maryi i świętych, dokonywanym przez osobę, której wspólnota powierzyła liturgiczny urząd kadzenia. Po zakończeniu kadzenia, ministranci podchodzą do ołtarza, aby go uczcić.”  Dokument precyzuje, że nowy urząd liturgiczny również może być sprawowany zarówno przez mężczyznę, jak i kobietę:

„Z tego powodu proponuje się, aby wśród pierwotnych ludów diecezji, liturgiczny urząd okadzacza, pozostawał w rękach osób, mężczyzn lub kobiet, wyznaczonych przez wspólnotę i zatwierdzonych przez ordynariusza”.

Te dwa nowe urzędy są już sprawowane przez rdzennych mieszkańców regionu Chiapas. Daje się tam zauważyć silną obecność świeckich w prezbiterium. Na przykład na Mszy dla „tubylców” w parafii Misji Bachajon w Chiapas,  cztery dorosłe kobiety służą do Mszy, przez co liturgia wydaje się być sprawowana bardziej przez świeckich niż przez księdza.

Uwzględnienie modlitw Majów w liturgii

Najbardziej niepokojące jest, jak już wcześniej informowano, a teraz widać, że zostało to potwierdzone w oficjalnym projekcie dokumentu, włączenie do katolickiej liturgii, praktyk religijnych Majów.

Zanim przejdziemy do szczegółów, musimy zwrócić uwagę, że nigdzie w oficjalnym projekcie, autorzy nowego obrządku Majów nie wyjaśniają, w jaki sposób unikną bałwochwalczej interpretacji elementów rytualnych wywodzących się z religii Majów, a  przesiąkniętych politeizmem, animizmem, kultem przodków, a nawet ofiarami z ludzi. Autorzy nie wydają się być zaniepokojeni taką profanacją, mimo że Arizmendi w odpowiedzi dla LifeSite , uparcie twierdzi, że „rytuały te nie będą używane na stary bałwochwalczy sposób”.
Hierarcha napisał: „W obrzędach Majów, których włączenie do Mszy proponujemy, nie ma nic z animizmu, politeizmu itp. starożytnych Majów. Obrzędy, które proponujemy mają podstawę katolicką, ale opracowaną przez ludy, które mają korzenie w kulturze Majów, ale jednocześnie dystansują się od starożytnych Majów.”
Jednak w samym projekcie można znaleźć sformułowania i wyjaśnienia, które nie wydają się być zgodne z katolickim rozumieniem Mszy. Projekt posuwa się do stwierdzenia, że praktyki Majów są niezbędne tubylcom do nawiązania relacji z Bogiem, sugerując tym samym, że stary pogański sposób modlitwy jest nawet bardziej skuteczny niż modlitwy Świętej Ofiary Mszy Świętej.

Modlitwa wspólnotowa ważniejsza od Ofiary Mszy Świętej?

Oficjalny projekt tego nowego rytu mówi na przykład, o znaczeniu modlitwy wspólnotowej prowadzonej przez głównego celebransa, której towarzyszy ceremonia zapalania świec i  muzyka. Ten rytuał, stwierdza dokument, jest niezbędny, aby tubylcy mogli spotkać się z Bogiem, przez co wydaje się stawiać go na wyższym poziomie niż sama Ofiara Mszy.  Przytaczamy obszerny cytat:„Głośna, wspólnotowa modlitwa, pod przewodnictwem pryncypała jest sposobem, w jaki człowiek otwiera swoje serce na Boga, wchodzi z Nim w bezpośrednią relację, prowadzi z Nim dialog. Bez tego elementu człowiek nie ma serca do uczestnictwa, do słuchania Jego słowa. Z tego powodu modlitwa wspólnotowa prowadzona przez pryncypała jest istotnym elementem, który musi być włączony do obrzędu Mszy Św. odprawianej dla pierwotnych mieszkańców tej diecezji. Bez tego elementu nie wchodzi się w sposób adekwatny w osobistą relację z Bogiem, co jest celem  obrzędów wstępnych Eucharystii”.

 Znaczy to, nie mniej nie więcej, że bez starożytnej głośnej modlitwy, z prastarym obrzędem zapalania świec stojących na ziemi przed ołtarzem – praktyką wywodzącą się z pogańskich obrzędów Majów – waga Ofiary Mszy Świętej wydaje się być niepełna. Jeszcze jeden cytat z projektu:

„Mamy tutaj także element historyczny, ponieważ był to właściwy sposób przeżywania relacji z Bogiem przez te kultury. W ten sposób, celebracja Eucharystii i właściwy dla tych ludów sposób modlitwy, nie pozostają wobec siebie obce czy odrębne, ale dokonują się razem, włączając w to stworzenie”.

Nie jest jasne, w świetle wiary katolickiej, jak katolicy uczestniczą we Mszy Świętej w poczuciu „harmonii ze stworzeniem”.

Co ciekawe, właśnie w tym miejscu dokument cytuje kardynała Carlo Marię Martiniego, nieżyjącego już arcybiskupa Mediolanu, który stał na czele modernistycznej grupy Sankt Gallen i który podobno na rok przed faktem, poprosił papieża Benedykta o rezygnację z urzędu papieskiego. W projekcie czytamy:

„Refleksja kardynała Martiniego nad potrójnym wyznaniem wiary pozwala nam głębiej zrozumieć znaczenie tego sposobu modlitwy. Widzimy, że w tym rodzaju modlitwy sprawowana jest owa potrójna confessio: confessio laudis (wyznanie chwały), confessio vitae (wyznanie życia), confessio fidei (wyznanie wiary).”

Jezuickie skrzywienie

 Cytat z tego modernistycznego hierarchy w dokumencie napisanym przez meksykańskich biskupów i księży może zaskakiwać. Jednak patrząc na projekt i widząc nazwisko  autora, jego obecność staje się  bardziej zrozumiała.

Autorem projektu jest ksiądz Felipe Jaled Ali Modad Aguilar, jezuita, podobnie zresztą jak kardynał Martini i papież Franciszek, który od samego początku swojego pontyfikatu w 2013 roku w pełni popierał ten proces inkulturacji w diecezji San Cristobal de las Casas.

Ten sam ksiądz jezuita był już zaangażowany w przygotowanie synodu amazońskiego w 2019 roku. W czerwcu 2019 roku LifeSite opublikował listę uczestników tajnego spotkania pod Rzymem w ramach przygotowań do tego synodu, wśród których był Aguilar. Jest on również wymieniony jako koordynator diecezjalnej komisji ds. nowego obrządku dla tubylców w Chiapas.

Jest on również członkiem komisji Towarzystwa Jezusowego ds. relacji międzyreligijnych i jako taki jest odpowiedzialny za wyznania tubylcze w obu Amerykach.  Gdy papież Franciszek przybył do San Cristobal de las Casas w 2016 roku, Aguilar tłumaczył papieską homilię podczas Mszy Św. na jeden z rdzennych języków.
Skoro odgrywa on tak ważną rolę w odniesieniu do tego nowo opracowanego obrządku Mszy Św. w języku Majów, to może warto zacytować go bezpośrednio. W poście internetowym z 2021 roku na temat synodu o synodalności, Aguilar wyraził się o duchowości rdzennych mieszkańców w pozytywnych słowach:
„Dla mnie, elementem, który przykuł największą uwagę w procesie rozeznawania w tradycjach religijnych ludów tubylczych, jest waga, jaką przywiązują one do zapewnienia, że podejmowane decyzje są w harmonii z naturą, ze stworzeniem. W wielu przypadkach konieczna jest konsultacja z Przodkami (przodkami, którzy zmarli, ale którzy nadal są częścią społeczności,), aby upewnić się, że podjęte decyzje są również w harmonii z nimi. Harmonia jako rezultat podjętej decyzji jest istotnym elementem każdego procesu rozeznawania”.

Ksiądz z synkretycznej parafii San Juan Chamula jest członkiem komisji liturgicznej
Inną wskazówką, że meksykańska komisja ds. nowego obrządku Majów może być pozytywnie nastawiona do akceptacji symboli i rytuałów Majów, które zamierzają włączyć do obrządku Mszy Świętej, jest fakt, że jeden z kapłanów należących do diecezjalnej komisji, przewodniczy parafii, w której panuje kult pogański. Jest nim  ks. Víctor Manuel Pérez Hernández z parafii San Juan Chamula. Tak wygląda jego kościół  https://www.youtube.com/watch?v=wV0U_gBOxyI

Parafia San Juan Chamula jest znana z ofiar ze zwierząt i innych niekatolickich  lub pogańskich praktyk kultycznych. Nawet świecka strona internetowa poświęcona podróżom opisuje tę parafię jako coś niezwykłego. Podczas gdy kościół jest „ekstrawagancki” z zewnątrz, strona internetowa stwierdza, że wewnątrz ” czciciele angażują się w niecodzienne rytuały, które obejmują katolickich świętych, bimber, wylewy emocji i ofiary ze zwierząt.” W tekście czytamy:
„Po wejściu do środka, zwiedzających przytłacza aromat kadzideł z żywicy kopalowej i dym z tysięcy świec. Ściany są wyłożone posągami świętych ozdobionymi lustrami, które mają odpędzać zło. Nie ma ławek, całą podłogę pokrywają świeże igły sosnowe. Wierni rozkładają się w małych grupach. Każda rodzina zamiata przestrzeń dla siebie i bezpośrednio na posadzce rozstawia świece.Podczas i po zakończeniu prywatnych ceremonii, zostawiają świece aby się całkowicie wypaliły, pozostawiając po sobie kałuże różnokolorowego wosku.  Modlą się głośno w języku Tzotzil [język tubylców], czasami płaczą i wielokrotnie robią znak krzyża. Piją Coca-Colę i „pox” – regionalny destylat – i bekają w intencji wypędzenia złych duchów. Czasami do rodziny dołącza curandero [szaman], który kładzie ręce na chorych, aby wchłonąć ich dolegliwości do kurzego jaja lub wyleczyć ich machając żywą kurą nad ich głowami. W skrajnych przypadkach zabijają kurę na miejscu”.

Już sam ten opis daje do zrozumienia, że pogańskie ceremonie opanowały ten dawniej katolicki kościół, a przecież parafia ta ma wciąż katolickiego księdza Hernándeza. Jest on wymieniony w oficjalnym dokumencie diecezjalnym, jako jeden z członków komisji pracującej nad nowym obrządkiem Mszy Świętej Majów, a jako jego parafię podaje się San Juan Chamula.

W maju ubiegłego roku, Hernández poinformował na przykład na Facebooku o Mszy odprawionej w tym samym kościele. Na początku tego miesiąca zamieścił również film z wizyty duszpasterskiej miejscowego biskupa, Rodrigo Aguilara Martineza, na którym widać, jak podczas Mszy na świeżym powietrzu, uczestniczy w rytualnym tańcu z grzechotkami. W innym nagraniu z tej samej wizyty duszpasterskiej, również widać biskupa na tle tego samego  kościoła.
Hernandez zamieścił w Internecie film z 2018 roku, na którym widać moment konsekracji podczas Mszy. Na filmie widać księdza używającego jako ołtarza stołu, który jest jednocześnie ołtarzem Majów, a zamiast dzwonków, dmucha się w tubylcze rogi.
Teraz, gdy czytelnik ma wgląd w sposób myślenia dwóch członków komisji, która napisała nowy obrządek Majów, powróćmy do kilku niepokojących elementów tego rytu.

Palenie świec
Oficjalny projekt nowego rytu w następujący sposób wyjaśnia potrzebę zapalania tych wszystkich świec podczas Mszy Św.:

„Modlitwa wspólnotowa połączona z zapaleniem świec była jednym z najczęściej stosowanych u ludów tubylczych sposobów modlitwy, za pomocą którego wyrażają one wszystkie prośby, jakie wspólnota ma w swoim sercu. Oprócz celebracji eucharystycznej, ta forma modlitwy służy proszeniu Boga o pomoc w najróżniejszych okolicznościach życiowych: modlitwy w polu, na początku siewu, prośba o dobre zbiory, ofiarowanie pierwszych plonów, przy narodzinach dzieci, w modlitwach przy źródłach wody,  modlitwy o zdrowie dla zwierząt domowych, błogosławieństwo domu, modlitwy za zmarłych… Taka modlitwa jest jednym ze sposobów, jakimi te ludy wyrażają mocniej swoje zaufanie do Boga, ponieważ jest to gest złożenia w Jego ręce najważniejszych momentów życia”.
Tym komentarzem, autorzy projektu zdają się sugerować, że starożytny obrzęd zapalania świec jest potężniejszym narzędziem dla tubylców niż Święta Ofiara Mszy Świętej.

Matka Ziemia i bałwochwalstwo
 To jednak nie wszystko. Ta ceremonia, w której ludzie pochylają głowy i dotykają ziemi oraz śpiewający łagodne melodie, ma na celu nie tylko nawiązanie kontaktu z Bogiem, ale także ze swoimi przodkami i Matką Ziemią, stawiając tym samym Pana Boga na tym samym poziomie, co te  byty.
„Ta modlitwa – stwierdza projekt nowej Mszy – wyraża również cztery sensy relacji: relację z Trój-jedynym Bogiem, relację z innymi żyjącymi lub zmarłymi ludźmi (która obejmuje świętych i wszystkich zmarłych, którzy odeszli przed nami w wierze), relację ze sobą i relację z siostrą matką ziemią.”
Ponownie widzimy tutaj, jak kult Pana Boga wydaje się być umieszczony na tym samym poziomie, co kult bożków. To tak, jakby szatan mówił, że przynależy mu się to samo miejsce, co Bogu.

Wyraża się to również w symbolice okultystycznej, takiej jak symbole Yin i Yang lub sześcioramienna gwiazda.
Słynny psychiatra i gnostycki autor, Carl Gustav Jung, w następujący sposób podsumował kiedyś tę ideę Boga i Szatana stojących na tym samym poziomie, lub uzupełniających się nawzajem (cytowany przez nieżyjącego już katolickiego artystę i eksperta od okultyzmu, H. Reeda Armstronga):
„W naszym diagramie, Chrystus i diabeł występują jako sobie równi i zarazem przeciwni, co odpowiada idei „przeciwnika”. Ta opozycja oznacza stały konflikt;  zadaniem ludzkości jest przetrwać ten konflikt aż do czasu lub punktu zwrotnego, w którym dobro i zło zaczną się relatywizować, wątpić w siebie, i pojawi się wołanie o moralność „ponad dobrem i złem”.


Gdy 27 października 2019 roku,  podczas swojej papieskiej Mszy na zakończenie Synodu Amazońskiego, papież Franciszek oficjalnie umieścił misę Pachamamy na ołtarzu Bazyliki  Św. Piotra, H. Reed Armstrong wyjaśnił portalowi LifeSite, że wydarzenie to jawiło mu się jako liturgiczna ceremonia, poprzez którą szatan (tutaj za pośrednictwem fałszywego boga, Pachamamy) został symbolicznie wprowadzony do Kościoła jako równy Panu Bogu.


Armstrong natychmiast spostrzegł tę symbolikę. Wyjaśnił również, że użycie grzechotek podczas kultu Pachamamy w ogrodach watykańskich, miało samo w sobie okultystyczne znaczenie. Mając to wyjaśnienie w pamięci, moglibyśmy łatwiej dostrzec niebezpieczeństwa związane z tym nowym obrządkiem Mszy i skłoniłoby to nas do bardziej stanowczego oporu i sprzeciwu.
LifeSite przedstawił kardynałowi Arizmendi kilka budzących zastrzeżenia elementów tej nowej Mszy (modlitwa do czterech kierunków świata, użycie muszli Majów, kult przodków, ołtarz Majów), zapraszając go do dialogu, ale jak dotąd nie odpowiedział na to zaproszenie.
Wróćmy do elementów tradycji Majów, które według oficjalnego projektu diecezji San Cristobal de las Casas mają być wprowadzone do nowej Mszy.

Ołtarz Majów
Z ceremonią zapalania świec wiąże się również ustawienie ołtarza Majów, który został opisany w projekcie komisji bez podania jego właściwej nazwy. Dokument opisuje ten ołtarz, który ma być umieszczony wewnątrz kościoła, w pobliżu prawdziwego ołtarza( chyba stołu – dop. tłumacza), a także wspomina o symbolicznych kolorach Majów: czerwonym, czarnym, białym i żółtym, jak również o czterech punktach kardynalnych, czyli kierunkach:
„Obok ołtarza umieszcza się regionalne rośliny, kwiaty, owoce i nasiona oraz świece w różnych kolorach (czerwone, czarne, białe, żółte, zielone i niebieskie). W miejscu wyznaczającym kierunek wschodni, umieszcza się czerwoną świecę oraz owoce i kwiaty tego samego koloru; w kierunku zachodnim umieszcza się czarną świecę wraz z owocami i kwiatami zbliżonymi do tej tonacji; w kierunku północnym umieszcza się białą świecę oraz owoce i kwiaty tego samego koloru; w kierunku południowym umieszcza się żółtą nitkę wraz z owocami i kwiatami tego koloru. Wreszcie w centrum tej przestrzeni, gdzie przecinają się cztery orientacje, umieszczony zostanie krucyfiks, Biblia, a po jej bokach niebieska i zielona świeca wraz z wodą, ziemią i ślimakiem (!!!!).”
Jeśli chodzi o wykorzystanie muszli, to LifeSite wykazał w naszym pierwszym raporcie na ten temat, że są one używane przez tubylców w celu komunikacji z przodkami, co jest częścią ich kultu przodków.

Modlitwa w cztery strony świata
Projekt proponuje, aby wspólne modlitwy prowadzone przez „pryncypała” mogły być skierowane w cztery strony świata: „Przy szczególnych okazjach”, mówi projekt, „ta modlitwa może być urzeczywistniona poprzez przywoływanie Boga z czterech kardynalnych punktów”. Wzywanie Boga z czterech punktów kardynalnych implikuje w tradycji Majów politeizm: cztery kierunki ziemi – północ, zachód, południe, wschód – są tradycyjnie związane z bogami.
Archeolog i ekspert dziedzinie religii Majów, dr Diane Davies z University College London, stwierdza, że „bogowie Majów mogli jednocześnie istnieć w kilku formach lub aspektach. Pawahtuun, na przykład, był cztero-składnikowym bóstwem, które stało na czterech rogach (kardynalnych kierunkach) wszechświata.”
Każdy z czterech „Pawahtunów”, nazwanych „Cantzicnal”, „Hosanek”, „Hobnil” i „Saccimi”, przewodniczył jednemu z czterech kierunków kardynalnych. Mieli oni przypisany jeden kolor:

Cantzicnal: Północ, biały
Hosanek: Południe, żółty
Hobnil: Wschód, czerwony
Saccimi: Zachód, czarny

Jak widać, również kolory czarny, biały, żółty i czerwony mają znaczenie religijne wynikające z religii politeistycznej. Jak zobaczymy później, kolory te są proponowane do użycia w projekcie nowego rytu Mszy Świętej.
Modlitwa do czterech kierunków ziemi jest opisana przez diecezjalną komisję ds. nowego obrzędu w sposób, który stawia Boga na równi z przodkami. Tutaj przytaczamy obszernie dokument, który jeszcze raz łączy cztery kierunki z tym obrzędem:
„Po zaproszeniu do modlitwy, zapala się czerwoną świecę i wszyscy udają się na Wschód, robi się skłon i pryncypał kieruje modlitwę do Boga, dziękując za światło słoneczne, które jest zasadą życia. Następnie zapala się czarną świecę i wszyscy idą na Zachód, robi się skłon i pryncypał kieruje modlitwę do Boga, przedstawiając ciemność życia, problemy i noc. Następnie zapala się białą świecę i wszyscy idą na północ, robi się skłon i pryncypał kieruje modlitwę do Boga wspominając przodków, historię wspólnoty, ale także niebezpieczeństwa lodu i zimna, które zagrażają ludziom. Następnie zapala się żółtą świecę i wszyscy udają się na południe, robi się skłon i pryncypał kieruje modlitwę do Boga, dziękując za płodność ziemi, za dar kobiet jako dawczyń życia.”
Następnie, w centrum zapala się zielone i niebieskie świece; wszyscy udają się do tego miejsca, a pryncypał kieruje do Boga modlitwę, by głosić Jezusa Chrystusa, serce nieba i serce ziemi, w którym ludzka ręka łączy się z boską, niebo z ziemią, i jest centrum naszego chrześcijańskiego życia, sercem naszej celebracji eucharystycznej.
Taniec liturgiczny: „Stopy pieszczą oblicze Matki Ziemi
Według oficjalnego projektu nowego obrzędu, „zamiast pieśni pochwalnej”, jak zaleca Kościół, „dziękczynienie można wyrazić tańcem”. Nazywa się to „zbiorowym podziękowaniem”.

Według projektu:„W tańcu, stopy pieszczą twarz Matki Ziemi, wykonując lekkie ruchy. Boskie oblicze jest witane poprzez ruch w czterech kierunkach wszechświata. Tańczy się sercem w rytm muzyki instrumentalnej, właściwej dla tych ludów i dialoguje się z Bogiem osobiście. To moment radości lub wzruszenia, odczuwania Bożego miłosierdzia, Jego pokoju i miłości. To czas, aby poczuć bliskość naszych braci i sióstr, tańczących razem, dla tej samej istoty.
Bóg tańczy z nami, patrzymy w górę, aby zobaczyć twarze braci i uśmiechamy się do siebie. Ale jest to również odczuwanie obecności Jezusa, świętych, naszych przodków, którzy tańczą z nami, nie jest to wymuszone wyobraźnią, ale jest to rzeczywista duchowa obecność, we wspólnej harmonii.”
Jakże słusznie zauważył Św. Augustyn,  „kto śpiewa, modli się dwa razy”, a z tego doświadczenia możemy wysnuć: kto tańczy, modli się trzy razy.
Na uwagę w tym tekście zasługuje stwierdzenie, że przodkowie są „rzeczywiście duchowo” obecni w tym rytualnym tańcu, co wydaje się być sprzeczne z katolickim rozumowaniem. W  projekcie dokumentu ten taniec liturgiczny jest jednak „integralną częścią akcji liturgicznej. Jest to roztańczona liturgia, a nie tylko taniec w liturgii”.

==============================
LifeSite dotarł zarówno do diecezji San Cristobal de Las Casas, jak i do watykańskiego biura prasowego, ale nie otrzymał jeszcze odpowiedzi na swoje wątpliwości.

Dr Maike Hickson
tłum. Sławomir Soja

Dr Maike Hickson urodziła się i wychowała w Niemczech. Uzyskała tytuł doktora Uniwersytetu w Hanowerze w Niemczech, po napisaniu w Szwajcarii pracy doktorskiej na temat historii szwajcarskich intelektualistów przed i w czasie II wojny światowej. Obecnie mieszka w USA i jest żoną dr Roberta Hicksona, z którym ma dwoje pięknych dzieci. Jest szczęśliwą gospodynią domową, która lubi pisać artykuły, gdy tylko czas na to pozwala.

Dr Hickson opublikowała w 2014 roku, Festschrift, zbiór około trzydziestu esejów napisanych przez rozmaitych autorów na cześć jej męża w 70. rocznicę jego urodzin, a który nosi tytuł A Catholic Witness in Our Time.( Katolickie świadectwo w naszych czasach)

Hickson uważnie śledzi pontyfikat papieża Franciszka i rozwój sytuacji w Kościele katolickim w Niemczech, a także pisze artykuły na temat religii i polityki dla wydawnictw amerykańskich i europejskich oraz stron internetowych, takich jak LifeSiteNews, OnePeterFive, The Wanderer, Rorate Caeli, Catholicism.org, Catholic Family News, Christian Order, Notizie Pro-Vita, Corrispondenza Romana, Katholisches.info, Der Dreizehnte, Zeit-Fragen i Westfalen-Blatt.

=========================

O  Franciszkowym wezwaniu biskupów do „powitania osób LGBTQ w Kościele i uznania ich godności”.

O  Franciszkowym wezwaniu biskupów do „powitania osób LGBTQ w Kościele i uznania ich godności”.

BKP: Co musi dziś zrobić każdy apostoł Chrystusa – biskup?

wideo: https://vkpatriarhat.org/pl/?p=20333  https://christs-shepherd.wistia.com/medias/cgk7nam14z

https://rumble.com/v2antn2-apostochrystusa.html  https://cos.tv/videos/play/42637094730896384


ugetube.com/watch/xBKMKhpJxeVmBJu
  bitchute.com/video/aYVSsATYXiRb/

Franciszek 24 stycznia 2023 r. w wywiadzie dla agencji AP wezwał katolickich biskupów do powitania osób LGBTQ w Kościele i uznania ich godności.

Jezus wypędził legion Q-demonów, które były w jednym nadpobudliwym mężczyźnie, który biegał nago po grobach i organizował tam lokalną gay pride. Tylko po Chrystusowym egzorcyzmie Q-demony weszły w cielska dwóch tysięcy świń, a te następnie rzuciły się do jeziora Genezaret. To była wyraźna demonstracja tego, co zrobią te Q-demony z człowiekiem, jeśli nie zostaną na czas wygnane. Polecenie Chrystusa skierowane do apostołów brzmi: „Wypędzajcie demony!” (Mt 10). Pan Jezus mówi: „Wypędzajcie!”, ale Bergoglio mówi: „Powitajcie!”. Tutaj Bergoglio zdemaskował się jako apostoł antychrysta.

Bergoglio bezkompromisowo stwierdził, że biskupi muszą przejść przez konwersję, aby stać się witającymi osoby LGBTQ w Kościele. On tym osobom LGBTQ nie chce pomóc uwolnić się z duchowych więzi. Wręcz przeciwnie, chce ich wykorzystać, aby przez nich mogły wejść do Kościoła nieczyste demony. To witanie jest podstawowym warunkiem istnienia każdego biskupa w Bergogliowej sekcie. Takie poniżenie i szyderstwo z apostołów Chrystusa nie miało w całej historii miejsca. Większego upokorzenia już nie może być. Żądać od biskupów, by robili z siebie błaznów, pozwolili zrobić sobie pranie mózgu i zdradzali Chrystusa, jest absolutnie bezprecedensowym żądaniem! W ten sposób uzurpator papiestwa, Bergoglio, jednocześnie zmusza każdego biskupa do poświęcenia duszy diabłu i sprzedania swojego apostolskiego namaszczenia i misji jak Judasz. A tę wielokrotną zdradę Bergoglio nazywa konwersją! Tą rzekomo, musi przejść każdy biskup. Bergoglio podkreśla, że musi każdy biskup. Czy zdajecie sobie z tego sprawę, drodzy biskupi? Bergoglio jest konsekwentny – nikt z was nie może być zbawiony.

Ten program to nie tylko zbrodnia przeciwko Bogu i samobójstwo, ale także okrutny cynizm wobec tych LGBTQ osób! Bergogliowa sekta nie pozwala im na to, ażeby byli zbawieni Chrystusem przez pokutę! Bezlitośnie spycha ich do piekła.

Podczas swojej wizyty w Kongu Bergoglio namawiał młodzież do wystrzegania się okultyzmu. Co to jest okultyzm?

Okultyzm – to czczenie demonów za pomocą pewnych praktyk związanych z wróżbiarstwem i magią. Jest to grzech przeciw pierwszemu przykazaniu. Ale ten sam Franciszek Bergoglio niedawno publicznie poświęcił się demonom w Kanadzie! Albo już nie wie, o czym mówi, albo nie wie, co robi, albo to robi specjalnie.

Dnia 24 stycznia 2023 roku dał już jasno do zrozumienia, że Droga synodalna jest połączona z kościelną legalizacją LGBTQ. Czy zdajesz sobie sprawę, szanowny biskupie, co oznacza to „Q”? To wszelkie perwersje i przestępstwa, związane z perwersyjną seksualnością, w tym morderstwa na tle seksualnym. Czy chcesz to wszystko, Ty, jako Chrystusowy apostoł i biskup, zatwierdzić?

Promowanie LGBTQ w Kościele ­to satanizacja. To przejście do szatańskiego antykościoła New Age, który sprowadzi przekleństwo i ogień zarówno doczesny, jak i wieczny. Uświadom to sobie koniecznie! 

Jeśli nadal pozostajesz w jedności z Bergoglio, to przypowieść o Chrystusowej winnicy odnosi się również do ciebie. Franciszek Bergoglio uzurpował sobie winnicę Chrystusa! Jeśli się od niego nie oddzieliłeś, będziesz musiał zabijać Chrystusowe sługi i proroków. Ale wtedy czeka cię kara. Jezus zadał pytanie ówczesnym faryzeuszom i przedstawicielom starotestamentowego Kościoła. Dziś pyta i ciebie: „Co Pan winnicy uczyni tym złym winiarzom?” Odpowiedzieli mu:  „Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda innym.

Jak mocniej cię mógł, apostole Chrystusa, Bóg obudzić z tak głębokiego snu, niż ci pokazać, kim Bergoglio naprawdę jest? On publicznie poświęcił się szatanowi! A ty tego nie widzisz? On publicznie intronizował demona Pachamamę w głównej świątyni Kościoła! A ty o tym milczysz? On publicznie popycha cię, abyś stał się witającym perwersje największego kalibru! A ty tą tak zwaną Drogą synodalną spokojnie idziesz i ciągniesz za sobą innych! Jednocześnie obłudnie powołujesz się na autorytet Chrystusa i posłuszeństwo tzw. Ojcu Świętemu.

Czy dla ciebie jeszcze nie jest jasne, że obecnie Kościół nie ma papieża? Nie wiesz, że jest stan sede vacante? Arcy-heretyk, który poświęcił się demonom, propaguje sodomię i wszelkie perwersje oraz łamie Boże prawa, w żadnym wypadku nie jest namiestnikiem Chrystusa, ale antychrysta! Ty, jako ślepy i głuchy, nadal powtarzasz w każdej Liturgii: „W jedności z naszym papieżem Franciszkiem”. Ty, biskupie, nie jesteś w stanie powiedzieć swoim kapłanom i wiernym prawdy, że jest stan sede vacante. Nie jesteś w stanie powiedzieć: „Ja i diecezja, w której jestem, odrzucamy Drogę synodalną Bergoglia. Ta Droga synodalna jest zdradą Chrystusa! Kto idzie tą drogą, idzie na zagładę”.

Bergogliowa zuchwałość osiągnęła szczyt. On wam, drodzy biskupi, powiedział prosto w twarz, że musicie przejść konwersją LGBTQ! On ogłosił jako główny program podeptanie i usunięcie Chrystusowej Ewangelii! Zamiast tego macie teraz głosić antyewangelię nieskruszoności LGBTQ! W ten sposób macie wyrzucić Ducha Bożego i przywitać nieczyste demony. Większy absurd nie jest nawet możliwy. A wy, biskupi, tej zdradzie Chrystusa przytakujcie! Pytamy się: A to się nikt z was temu nie sprzeciwi? W ten sposób została zdemaskowana całkowita martwość tych, którzy nazywają siebie apostołami. Takiego stanu duchowej ślepoty nigdy w całej historii Kościoła jeszcze nie było.

Dlatego katoliccy biskupi, pokutujcie, póki jeszcze jest czas. Każdy z was:

1) niech oddzieli się od synodalnego samobójstwa!

2) niech oddzieli się od nieważnego papieża Franciszka Bergoglio!

Dzięki tym krokom pokuty zbawisz swoją duszę i dusze wielu. Nie bój się tych ratunkowych kroków podjąć!

BKP – głos wołającego na pustyni

7.02.2023

Co musi dziś zrobić każdy apostoł Chrystusa – biskup?

vkpatriarhat.org/en/?p=22788  /english/

vkpatriarhat.org/it/?p=9611  /italiano/

vkpatriarhat.org/fr/?p=16227  /français/

vkpatriarhat.org/es/?p=12839  /español/

————————————————————-

BKP: Refleksja nad krytyką kard. Müllera 

Kontynentalnego Zgromadzenia Synodalnego w Pradze (5-12 lutego 2023 r.)

Kardynał Müller w wywiadzie dla Kath.net skrytykował przemówienie biskupa Bätzinga w Pradze i niemiecką Drogę synodalną, którą nazwał sektą. Kardynał powiedział: „Kontynentalną fazę Synodu o w Pradze – tak jak oczekiwano – wykorzystali protagoniści niemieckiego alternatywnego katolicyzmu do podkreślania wszystkim odczuwanej przez siebie – ale nie dowiedzionej – moralno-duchowej wyższości nad wschodnim tradycyjnym katolicyzmem”.

Kardynał wyjaśnił, że ponieważ niemiecka synodalna sekta jest „diametralnie przeciwna katolickiemu wyznaniu wiary, … spowoduje to wyparowanie chrześcijaństwa w Niemczech. Widzimy, jak miliony opuszczają tam Kościół  powiedział,  jak również dechrystianizację pozostałych katolików… Cały ten program niemieckokatolickiej eklezjologii jest błędny i samobójczy”.

Za co konkretnie Müller skrytykował Bätzinga?

Kardynał odniósł się do wypowiedzi Bätzinga, mówiąc: „Największe kontrowersje wywołał w Pradze przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec, mówiąc, że apostolska wiara Kościoła go niepokoi (przeszkadza mu).” Następnie kardynał zacytował z listu apostoła Pawła do Tymoteusza, w którym porównał Bätzinga z tymi, którzy nie mogą znieść zdrowej nauki: „Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań  ponieważ ich uszy świerzbią  będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom” (2 Tm 4: 3-4).

Kardynał Müller dalej skrytykował niemiecką sektę synodalną za „głoszenie wiary chrześcijańskiej jako religii wolności i odkupienia w przeciwieństwie do tak zwanej fiksacji na grzechach». Ta niemiecka, heretycka postawa, jak mówi kard. Müller, całkowicie zanegowała apostolskie wyznanie, że Chrystus umarł za nasze grzechy (1 Kor 15:3). A odnosząc się do wypowiedzi o wolności, podkreślił, że „wezwanie do wolności łączy się z napomnieniem: Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli! (grzech).Niemiecka synodalna sekta głosi fałszywą wolność, która w rzeczywistości jest niewolą grzechu. Dlatego kardynał Müller nalega: „Nie wolno nam wykorzystywać wolności do «rozpusty, nieczystości, nierządu, bałwochwalstwa…» (por. Ga 5: 1.13-25)”.

A jak kard. Müller skomentował ideologię gender, promującą LGBTQ?

Ideologia taka jak gender jest sprzeczna z każdą przyrodniczo-naukową, filozoficzną i teologiczną antropologią. Ideologie te w tzw. inności (szczególności) niemieckiej sekty synodalnej zastąpiły hermeneutykę wiary katolickiej. Jednak nadprzyrodzona i zbawienna wiara bierze się ze słuchania słowa Bożego, a nie… z głosu ludu i jego trybunów”.

Kardynał Müller powiedział dalej, że nie aprobuje wysiłków biskupów, którzy ulegli transhumanistycznym tendencjom i dążą do przyjęcia osób LGBTQ do Kościoła. Ale nie żądają od nich, a nawet nie pozwalają im, prawdziwej pokuty, która jest warunkiem zbawienia. Kard. Müller mówi: „Ludzie mający skłonności erotyczne do osób tej samej płci nie potrzebują pełnych hipokryzji gestów kościelnej inkluzywności od biskupów i kardynałów, którzy postrzegają się już nie tyle jako słudzy słowa Bożego, ale jako reprezentanci lobby transhumanistów”

Jeśli chodzi o sposób, w jaki każda osoba zostaje włączona do Kościoła Chrystusowego, oprócz chrztu to jest osobiste nawrócenie, pokuta i przyjęcie zbawienia w Jezusie Chrystusie. Kardynał mówi: „Wszyscy ludzie są stworzeni z Bożej miłości i krwią Chrystusa odkupieni od grzechów. Chrystus przyszedł zbawić grzeszników i przez pokutę i nawrócenie poprowadzić ich na drogę zbawienia”.

Następnie kardynał wyjaśnił, w jaki sposób można kroczyć drogą zbawienia, drogą przykazań Bożych, które wiążą się z zaparciem się samego siebie, z codziennym dźwiganiem krzyża i naśladowaniem Chrystusa: „Z pomocą łaski Bożej można wypełnić przykazań Bożych, przezwyciężać nieokiełznane skłonności, unikać grzechu oraz czynić przyrodzone i nadprzyrodzone dobro”. Tymi słowami kard. Müller odrzuca błędne twierdzenie o tak zwanym wrodzonym homoseksualizmie. Ten błąd jest ideologicznie narzucany opinii publicznej w celu wyeliminowania pokuty, tak jakby grzesznicy już nie mogli, a nawet nie powinni jej czynić.

Kardynał zaprzecza także współczesnym heretyckim poglądom, które zasłaniają się rzekomą Bożą miłością w celu trywializacji grzechu: „Chrystus nie przyszedł, aby dalej interpretować i trywializować grzech, odwołując się do miłości Boga, ale aby usunąć jego śmiertelny cierń (grzech)… i aby umożliwić nam życie «nowego człowieka, stworzonego według Boga w sprawiedliwości i prawdziwej świętości», przez naśladowanie Chrystusa (Ef 4:24). 

Aby wyjaśnić kwestię grzechu i przebaczenia, kard Müller cytuje list apostoła Jana: „Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki. … Jeśliby nawet kto zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca  Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy” (1J 1:10-2:2). Ten i podobne cytaty z Pisma Świętego Droga synodalna całkowicie bojkotuje.

Kard. Müller przyznaje, że wielu biskupów już zdradziło swoją misję i mówi: „Wielu biskupów, niezgodnie z naturą swojego urzędu, zaprzecza autoniszczycielskiej sile grzechu i temu, że odwodzi on od Boga … Przedstawiają Kościół jako zmienny. Tacy nie zrozumieli tajemnicy zbawienia od grzechu minęli się ze swoim powołaniem ako następcy apostołów”.

Biskup Bätzing wyraził w Pradze, że dostrzega znaczne napięcie w Kościele. Kardynał Müller odpowiada, że: „Powodem znacznego napięcia, dostrzeganego przez biskupa Bätzinga, wiceprzewodniczącego Drogi synodalnej w Kościele katolickim, nie są różnice kulturowe między narodami. To napięcie jest spowodowane przez heretycki sprzeciw wobec katolickiej nauki wiary”.

Kardynał Müller opisuje Drogę synodalną jako „religijnie niekompetentną i kanonicznie nielegalną”. Wyjaśnia, że „jest w oczywistej (rażącej) sprzeczności z doktryną o naturze i powszechnej misji Kościoła Chrystusowego”. Müller dosłownie mówi, że „analiza Bätzinga jest przerażająca”. Przecież Bätzing wyraził się na spotkaniu w Pradze, odrzucając Boże objawienie powierzone Kościołowi: „To nie jest moja wiara, to nie jest mój Chrystus ani obraz Kościoła”. Rzeczywistość jest taka, że wiara Betzinga i jego fałszywy Chrystus oraz heretycki obraz Kościoła są diametralnie sprzeczne z nauczaniem Kościoła katolickiego, czyli z nauczaniem Pisma Świętego i całej Tradycji. Tak więc wiara Bätzinga i jego fałszywy Chrystus nie zapewnia ani jemu, ani nikomu innemu przebaczenia grzechów ani zbawienia. Podążanie tą Drogą synodalną, którą reprezentuje Bätzing, oznacza pójście na zatracenie.

Żaden z konkluzji tej fałszywej Drogi synodalnej nie jest w żaden sposób wiążący dla wiernych, ponieważ w oczywisty sposób sprzeczne z Bożemu Objawieniu. Wierni nie mogą być posłuszni ani biskupowi, ani papieżowi, jeśli oni odeszli od nauk Kościoła, przekazanych przez Boże Objawienie. Kardynał Müller skomentował ten temat: „Wierni w sprawach wiary i moralności są związani «religijnym posłuszeństwem» biskupom tylko wtedy, gdy Arcykapłan Rzymski – lub wraz z nim sobór biskupów – określi jakąś prawdę zgodnie z Bożym Objawieniem”. Dla każdego katolika jest jasne, że łamanie Bożych przykazań poprzez legalizację LGBTQ lub publiczne bałwochwalstwa z Pachamamą lub poświęcanie się demonom nieważnego papieża Franciszka w Kanadzie jest wyraźnie sprzeczne z Bożym Objawieniem. Ponadto na tych, którzy odrzucili Boże Objawienie, rzuca Bożą anatemę, wykluczenie z Kościoła zgodnie z Ga 1:8-9.

Kardynał Müller tak skomentował Magisterium Kościoła: „Magisterium nie stoi ponad słowem Bożym, ale jemu służy, ponieważ naucza tylko tego, co zostało przekazane, to znaczy objawione przez Boga…”.

Droga synodalna jest dowodem na to, że obecnie Magisterium jest nadużywane przeciwko prawdom objawionym przez Boga. Dziś Kościół znajduje się w stanie sede vacante. Podobnie w obecnym Kościele nie ma Magisterium, reprezentowanego przez kongregację watykańską, która znajduje się pod władzą nieważnego papieża.

Przypomnijmy, jak kard. Müller ocenia Zgromadzenie Kontynentalne w Pradze: „Kontynentalną fazę Synodu o w Pradze – tak jak oczekiwano – wykorzystali protagoniści niemieckiego alternatywnego katolicyzmu”.

Jak Bóg ocenia ten Praski pseudosynod, który propaguje sodomistyczną antyewangelię?  „Gdyby kto głosił inną ewangelię, choćby to był anioł z nieba, niech będzie przeklęty” (Ga 1:8-9). Na przewodniczących konferencji episkopatów Europy i innych uczestników spadła Boża anatema.

BKP – głos wołającego na pustyni

21.02.2023 

Refleksja nad krytyką kard. Müllera Kontynentalnego Zgromadzenia Synodalnego w Pradze

vkpatriarhat.org/en/?p=22835  /english/

vkpatriarhat.org/it/?p=9648  /italiano/

vkpatriarhat.org/fr/?p=16240  /français/

vkpatriarhat.org/de/reflexion/  /deutsche/

Zapisz się do naszego newsletter  lb.benchmarkemail.com//listbuilder/signupnew?5hjt8JVutE5bZ8guod7%252Fpf5pwVnAjsSIi5iGuoPZdjDtO5iNRn8gS049TyW7spd

======================

mail:

Agresja zboczeńców w Polsce za pieniądze z USA. A cóż to takiego, do kurwej waszej maci: LGBTQI+ ???.

Agresja zboczeńców w Polsce za pieniądze USA.

Stany Zjednoczone będą finansowały promocję LGBTQI+ w Polsce

A cóż to takiego, do kurwej maci: LGBTQI+ ???

stany-zjednoczone-promocje-lgb

Amerykańska misja dyplomatyczna w Polsce będzie finansowała promocję LGBTQI+. Ambasada USA w Warszawie informuje na jakie kwoty mogą liczyć biorcy grantów.

Nawet 50 tys. dolarów może przekazać amerykańska ambasada w Polsce na projekty związane z promocję LGBTQI+. Kolejny już raz misja dyplomatyczna USA w Warszawie prezentuje się jako reprezentant tego środowiska.

„Misja USA w Polsce ogłasza nabór wniosków o granty do $50.000 na programy, których celem jest wspieranie społeczności LGBTQI+ w Polsce” – czytamy we wpisie ambasady Stanów Zjednoczonych w Polsce zamieszczonym w mediach społecznościowych.

Misja USA w Polsce ogłasza nabór wniosków o granty do $50.000 na programy, których celem jest wspieranie społeczności LGBTQI+ w Polsce. Szczegółowe informacje na temat konkursu i sposobu ubiegania się o grant znajdują się tutaj: https://t.co/mwAuFmFYfy pic.twitter.com/cGsW0zDPvR

— US Embassy Warsaw (@USEmbassyWarsaw) March 23, 2023

To już nie pierwszy raz, gdy okazuje się, że ambasada USA poza interesem Amerykanów realizuje także w Polsce interes środowisk LGBTQI+.

Rok temu ambasador USA Mark Brzezinski z okazji tzw. Miesiąca Dumy Gejowskiej zaprezentował Otwarty List Poparcia dla społeczności LGBTQI+.

„Wyrażamy uznanie dla ciężkiej pracy społeczności LGBTQI+ i innych społeczności w Polsce i na całym świecie, jak również dla pracy wszystkich ludzi, których celem jest zapewnienie przestrzegania praw osób LGBTQI+ oraz innych osób stojących przed podobnymi wyzwaniami, a także zapobieganie dyskryminacji, w szczególności tej motywowanej orientacją seksualną czy tożsamością płciową” – mogliśmy przeczytać w deklaracji.

Viganò: – Biden, Franciszek. Wiemy, kto za tym stoi. Skąd ta furia przeciwko Tradycji?

Mons. Carlo Maria Viganò: «Biden to kukła – należy bać się jego animatorów».

Prawdziwie przerażający i niebezpieczni są władcy marionetki Bidena, czyli demokraci z ich ideologią woke,deep state z ich projektem globalistycznym, pro-syjonistyczni i podżegający do wojny teokoni, kryminalna sieć satanistycznych pedofilów, która przeniknęła do serca państwa, do sektora prywatnego, informacji, Hollywood i kościoła bergoglińskiego.

=======================

Kto za tym stoi? Skąd ta furia przeciwko Tradycji?

—————————–

biden-to-kukla

Transkrypcja wywiadu z monsignorem Carlo Maria Viganò, przeprowadzonego przez Armando Mannocchię dla programu Piazza Libertà.

***

Eminencjo, jaka jest Jego opinia na temat międzynarodowej sytuacji politycznej? Czy nie wydaje się mu, że zmienia się narracja dotycząca Ukrainy?

Obecny kryzys międzynarodowy został sprowokowany przez amerykańskie głębokie państwo w celu zniszczenia tkanki społecznej i gospodarczej państw europejskich. Owa destrukcja gospodarcza zaczęła się od farsy pandemicznej i lockdownów, ale postanowiono zrobić ją jeszcze bardziej niszczącą poprzez sankcje na Federację Rosyjską ze strony Unii Europejskiej, po reakcji Rosji na prowokacje natowskie i prześladowanie mniejszości rosyjskojęzycznej – od roku 2014 – wraz z naruszeniem protokołów mińskich – dokonane przez marionetkowy reżim Zelenskiego. Sprawy poszły zgodnie z planem, jak widzieliśmy, a narracja głównego nurtu natychmiast dostosowała się.

Z kryzysu ukraińskiego, amerykańskie „deep state” czerpie natychmiastową korzyść, na kilku frontach. Po pierwsze, europejskie państwa członkowskie NATO wysyłają na Ukrainę uzbrojenie i amunicję, w większości z istniejących arsenałów, a tym samym w razie konfliktu odejmują je z wyposażenia obrony narodowej. Prowadzi to do nowych zamówień do fabryk broni i kolosalnych obrotów, nie mówiąc już o kontyngentach najemników.

Po drugie, wraz z kryzysem wynikającym z sankcji wobec Federacji Rosyjskiej, uzależnienie gazowe Europy przeszło w ręce USA: Europa zerwała stosunki handlowe z Moskwą, które gwarantowały jej tanie dostawy gazu, aby uzależnić się od Ameryki po dziesięciokrotnie wyższych cenach.

Po trzecie, kryzys energetyczny jest wykorzystywany jako okazja do wzmocnienia zielonej transformacji opartej na oszustwie klimatycznym, za sprawą którego członkom Światowego Forum Ekonomicznego gwarantuje sobie kolejną ogromną rundę pieniędzy przy pomocy zero-węglowego szaleństwa. Nie trzeba dodawać, że interesy gospodarcze poddanych są podporządkowane celom globalistycznej elity w zakresie dominacji nad światem, która jest już gotowa do zaostrzenia kontroli i do pogwałcenia praw podstawowych za pomocą „15-minutowych miast”, cyfrowego dowodu tożsamości i przyjęcia kredytu społecznego powiązanego z ilością wyprodukowanego CO2.

W kontekście międzynarodowym dodano również kwestię pandemii: pojawiają się dowody na zaangażowanie rządów państw członkowskich WHO w cenzurę wiadomości na portalach społecznościowych oraz operację propagandową w mediach z udziałem dziennikarzy i firm informacyjnych opłacanych w celu wspierania narracji: najpierw pandemia, potem szczepionka, potem wojna, potem energia.

Problem polega na tym, że marionetka Bidena i Sorosa – Zelenski – zmuszony jest do lojalności wobec dwóch podmiotów, którym zawdzięcza swój polityczny awans, swoje zyski i swoją przyszłość, począwszy od banalnego przetrwania. Z jednej strony globalistyczne „deep state” domaga się od Zelenskiego podporządkowania się nie tylko odnośnie prowokowania Rosji i odrzucenia jakiegokolwiek porozumienia pokojowego, ale także wprowadzenia małżeństw osób tej samej płci, gender, doktryny LGBTQ: czyli czegoś, co robi niemal priorytetowo w stosunku do konfliktu z Federacją Rosyjską.

Z drugiej strony, wewnętrzne wsparcie Ukrainy pochodzi od batalionów i ruchów neonazistowskich, ale owi fanatycy szybko usuną Zelenskiego, gdy jego polityka nie będzie kompatybilna z ich własną. A Zelenski, jak wszystkie «muchy-stangrety» (chodzi o muchę z bajki La Fontaine’a: «Dyliżans i mucha»), wierzy, że może grać lidera –  podnosząc stawkę – grożąc uderzeniem na Federację Rosyjską –  marzyć o zdobyciu Krymu i zniszczeniu moskiewskiego imperium na dobre. Zelenski zaczyna denerwować nie tylko swoich pretorianów, ale i deep state, bo oni wszyscy lubią straszenie wojną światową, ale mało który z nich chciałby prawdziwej wojny światowej.

Oto dlaczego zmienia się narracja: niektóre państwa europejskie i wielu członków Kongresu USA nie chcą całkowicie zniszczyć gospodarki narodowej i scedować dalszej suwerenności na rzecz globalistycznych sił ponadnarodowych. To każe mi sądzić, że ktoś – co było powszechnie do przewidzenia – wykorzysta psychopandemiczne skandale i przestępstwa popełnione przez ich protagonistów, by pozbyć się liderów, którzy stali się niewygodni na arenie kryzysu międzynarodowego i wierności Agendzie 2030.

Jeśli Kongres USA postawi Joe Bidena w stan oskarżenia, albo ogłosi go niepoczytalnym, lub jeśli zostanie znaleziony martwy wskutek niespodziewanego ataku choroby, wszyscy odetchną z ulgą, nawet wśród Demokratów. Ale upadek Bidena, oprócz procesów przeciwko agencjom rządowym za łamanie praw konstytucyjnych i procesów przeciwko sługusom BigPharmy za wyprodukowanie w laboratorium wirusa w celu zainicjowania światowego przewrotu z lockdownami i masowymi szczepieniami; wszystko to powinno osłabić globalistyczną elitę, i dodać odwagi jakiemuś politykowi lub sędziemu, by oskarżyć George’a Sorosa i Klausa Schwaba o przewrót.

Po ich kompromitacji piekielny projekt Nowego Porządku Świata powinien przynajmniej na jakiś czas zostać odłożony na bok. Zelenski najprawdopodobniej skończy jak Saddam Hussein i Kadafi, bo nie daje żadnej gwarancji, że będzie umiał zachować tajemnice, które poznał, począwszy od amerykańskich bio-labów na Ukrainie. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy sojusznik z pierwszej godziny staje się z dnia na dzień niebezpiecznym dyktatorem; a wiemy, że USA nigdy nie stawia owych dyktatorów przed sądem.

Jako były nuncjusz apostolski w Stanach Zjednoczonych, jak ocenia Eminencja zachowanie Ameryki, a administracji Bidena w szczególności?

Joe Biden jest żałosną marionetką „głębokiego państwa” i elit globalistycznych. Jego wybór został uzyskany przez oszustwo, i utrzymany przy życiu dzięki inscenizacji na Kapitolu z 6 stycznia 2021 roku, kryzysowi psycho-pandemicznemu, a teraz kryzysowi ukraińskiemu. Jego poziom korupcji czyni go całkowicie szantażowalnym – jak w przypadku prawie wszystkich międzynarodowych przywódców – ale zwyrodnienie poznawcze, na które cierpi obecnie, pokazuje, że jest całkowicie nieodpowiedni do roli, którą pełni, ponieważ również Biden, podobnie jak Zelenski, może powiedzieć lub zrobić coś, czego nie powinien powiedzieć lub zrobić. Prawdziwie przerażający i niebezpieczni są władcy marionetki Bidena, czyli demokraci z ich ideologią woke,deep state z ich projektem globalistycznym, pro-syjonistyczni i podżegający do wojny teokoni, kryminalna sieć satanistycznych pedofilów, która przeniknęła do serca państwa, do sektora prywatnego, informacji, Hollywood i kościoła bergoglińskiego.

Joe Biden jest jak Jorge Mario Bergoglio: znajduje się na szczycie instytucji, którą ma zniszczyć, nie tylko własnymi działaniami rządowymi i siecią korupcji, którą wykorzystuje, ale także dyskredytacją, którą na nią rzuca. Bergoglio robi to samo w Kościele, wspierany przez „głęboki kościół”, który dubluje głębokie państwo [Nie weszły do użytku publicznego precyzyjniejsze określenia: anty-Kościół, anty-państwo md] i który został wybrany przez nie, aby nie dopuścić do tego, by obecność Benedykta XVI udaremniła globalistyczny pucz. I tak jak Bergoglio jest całkowicie nienadający się do roli papieża, tak samo Biden jest całkowicie nienadający się do roli prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Ale właśnie dlatego znajdują się tam.

Między innymi, obaj należą do tego “postępowego katolicyzmu”, który od Soboru Watykańskiego II sprzymierzył się z masońską elitą w celu realizacji synarchicznego projektu Nowego Porządku Świata. I obydwaj – podobnie jak Obama i Nancy Pelosi – należą do tej ” kuźni”, która skorzystała z takiej postaci jak McCarrick, a która dziś korzysta z usług nie mniej skompromitowanych prałatów, takich jak Cupich, Gregory, Tobin, Farrell, McElroy, zawdzięczających swoje kariery kościelne McCarrickowi.

W tych dniach pojawiła się informacja, że rząd brytyjski rzekomo celowo wywarł nacisk na ludność, aby zasiać panikę i wymusić szczepienia. Co Eminencja sądzi na ten temat?

Od maja 2020 roku potępiam zamach stanu dokonany przez spiskowców z Davos, a rozpoczęty od pandemii. Od tamtego czasu było jasne, że istnieje ten sam scenariusz realizowany pod tego samego reżysera: nie zapominajmy, że w 2019 roku zorganizowali wręcz próbę generalną psychopandemicznej farsy, badając środki masowej manipulacji, które miały być zastosowane w obliczu możliwych scenariuszy, mogących pojawiać się stopniowo. To, co zrobił brytyjski minister zdrowia, Matt Hancock, zrobili wszyscy jego odpowiednicy w krajach członkowskich WHO, stosując te same metody, to samo finansowanie mediów, tę samą cenzurę informacji niezależnych, tę samą kampanię terroryzmu medialnego, to samo ukrywanie danych, nawet tę samą frazeologię, te same słowa: zostańcie w domu, wszystko będzie dobrze, zróbmy to dla starszych, zróbmy to dla młodych.

A we Włoszech? Czy jest jakaś nadzieja na to, że Speranza (włoski minister zdrowia w okresie «pandemii») trafi do więzienia w związku z dochodzeniami sądu w Bergamo i planowaną komisją śledczą?

We Włoszech minister Speranza, wraz z premierem Conte, a następnie Draghim, realizowali ten sam scenariusz, ponieważ ci, którzy wydają im polecenia, to ci sami, którzy wydają polecenia w innych państwach. Nawet protokoły przymusowej wentylacji, tachypiryny i czujnego wyczekiwania, wysyłania osób starszych do domów opieki, zakazu autopsji i kremacji zwłok były niewolniczo podobne do tego, co działo się gdzie indziej. Nie jest możliwe, że ta synchronizacja działań jest przypadkowa, ponieważ podjęte środki nigdy nie były częścią żadnego wcześniejszego Planu Pandemicznego, do tego stopnia, że aby zrobić to, co zrobili, musieli uniemożliwić wdrożenie Narodowego Planu Pandemicznego.

Speranza jest niewątpliwie winny, podobnie jak członkowie Komitetu Naukowo-Technicznego, Istituto Superiore di Sanità, ASL i ich personel medyczny, a przede wszystkim premierzy, Komisja Europejska, Ema, WHO, Fundacja Billa i Melindy Gates oraz Światowe Forum Ekonomiczne. Ale jak to często bywa w sprawach politycznych, myślę, że prawdziwi sprawcy zdołają się ulotnić na czas, natomiast zapłacą podwładni. Ale właśnie dlatego, że Speranza jest podwładnym, mam powody wierzyć, że sąd w końcu uzna go za winnego i skaże.

Nie pokładam wielkich nadziei w parlamentarnej komisji śledczej: ktokolwiek wejdzie w jej skład i będzie jej przewodniczył, pochodzi z Parlamentu, który zatwierdził środki stanowiące rażące naruszenie konstytucji i praw naturalnych, również dlatego, że trudno uwierzyć, że paśnik, przy którym ucztowały prywatne kliniki, firmy, spółdzielnie i media, nie dał zarobić także tak zwanej centroprawicy. Ci, którzy dwa lata temu przerobili swoje fabryki, by produkować maski lub sprzedawać termometry, środki dezynfekujące i ekrany z pleksi, dziś już przygotowują się do produkcji mąki dla owadów: oto nisko merkantylna mentalność włoskich liberałów, którzy od Meloni, Salviniego i Berlusconiego oczekują koniunktury, nie martwiąc się faktem, że w międzyczasie Zaia (zarządzający prowincją) otwiera klinikę zmiany płci w “katolickim” Veneto. Wręcz przeciwnie, cieszą się z obrotów, jakie bardzo drogie terapie zapewnią klinikom prywatnym.

Przeczytaliśmy dwa bardzo szczegółowe artykuły, które Wasza Ekscelencja opublikował w ostatnich tygodniach. Mówią one o wydaleniu trzynastu zakonnic z klasztoru w Toskanii, w Pienzy.

Sprawa Pienzy jest, delikatnie mówiąc, groteskowa. Mamy klasztor młodych mniszek klauzurowych, który nigdy nie sprawiał żadnych problemów, ani moralnych, ani ekonomicznych, a którego jedyną winą jest to, że chciał żyć swoim kontemplacyjnym i tradycyjnym charyzmatem, choćby poprzez odprawianie od czasu do czasu antycznej Mszy przez kapłana wyznaczonego przez biskupa diecezjalnego.

Klasztor ten otrzymuje niespodziewaną wizytację apostolską, bez podania przyczyny i bez sprawozdania na zakończenie inspekcji. Właściwa dykasteria watykańska podejmuje następnie, na podstawie wizytacji apostolskiej, decyzję o wydaleniu opatki i przeoryszy oraz o ustanowieniu nowej przełożonej, ale nie informuje o tym mniszek, lecz Kurię Biskupią. Zakonnice oczywiście odwołały się do Dykasterii, kwestionując dekret, ponieważ brakowało w nim regularnego powiadomienia i uzasadnienia, ale Kuria i Federacja Benedyktyńska mimo to zapragnęły zrealizować dekret – z naruszeniem prawa kanonicznego – i nawet wezwały karabinierów, aby sterroryzować i wydalić “zbuntowane zakonnice”.

Jeśli mogę odważyć się na porównanie z podobną sytuacją, wydaje mi się, że to, co wydarzyło się w Pienzy, przebiega mniej więcej według tego samego schematu, co “kolorowe rewolucje”. Jeśli pomyślimy o trwających protestach w Gruzji, zdamy sobie sprawę, że przyjęty system jest praktycznie taki sam. Prawdziwym celem do osiągnięcia jest obalenie legalnie wybranego rządu, aby narzucić marionetkowy rząd NATO i UE w celu poszerzenia frontu antyrosyjskiego. Deklarowanym celem “pokojowych demonstrantów” szturmujących Parlament z plakatami w języku angielskim oraz europejskimi i ukraińskimi flagami jest zapobieżenie uchwaleniu ustawy – która istnieje również w USA – zapobiegającej zagranicznej ingerencji w politykę krajową. I wiemy, że ta choreografia została już z powodzeniem wypróbowana przy okazji Euromajdanu na Ukrainie w 2014 roku, znów dzięki organizacjom pozarządowym finansowanym przez “filantropijne” Fundacje George’a Sorosa, ale także w Kazachstanie, Iranie, na Węgrzech, w Mołdawii. I wiemy, że zawsze, niezmiennie, te przewroty wynoszą do władzy premiera ze Światowego Forum Ekonomicznego i posłusznego NATO, a także szereg ministrów oraz wyższych urzędników pochodzenia zagranicznego.

To samo dzieje się w Pienzy, gdzie niezadeklarowanym celem jest zmiana reżimu tradycyjnego klasztoru, aby zmusić go do modernizacji i przestrzegania ideologii bergogliańskiej (a może nawet sprzedać budynek lub demagogicznie uczynić z niego ośrodek dla uchodźców). Oficjalny cel jest oczywiście fałszywy i pozorny – sprzedaż dżemów, Pater Noster po łacinie – i wykorzystuje choreografię i aktorów tak jak w Tbilisi, przy czym zamiast plakatów w języku angielskim są dekrety dykasterii, a zamiast flag europejskich – Instrukcja Cor Orans. Nie wiadomo jeszcze, czy ten oporny na nowy kurs Watykanu klasztor (podobnie jak legalny rząd Gruzji nie podporządkowany globalistycznej elicie) zdoła obronić swych słusznych praw, czy też przejęcie go przez bergogliański głęboki kościół (i amerykańskie głębokie państwo) uda się bez wywołania protestów z powodu rażącego naruszenia przepisów.

Jak podaje Repubblica, kardynał Lojudice, biskup Pienzy, chciałby otworzyć ośrodek przyjęć dla imigrantów i uchodźców w dawnym seminarium, gdzie obecnie mieszkają zakonnice. Ten rozbuchany imigracjonizm Konferencji Episkopatu Włoch i episkopatu wydaje się zmierzać do zredukowania Kościoła do humanitarnej organizacji pozarządowej. Skąd się bierze taka postawa wobec zakonów, a w szczególności wobec wspólnot kontemplacyjnych?

Kościół katolicki – a raczej: sekta, która go przysłania i obsadza jego szczyty, czyli kościół głęboki – już teraz stał się organizacją pozarządową, wystarczy pomyśleć o wprowadzeniu paradygmatu “postu energetycznego” propagowanego przez Osservatore Romano na początku Wielkiego Postu, w pełnej aktywnej współpracy z Agendą 2030. Hierarchia, która podąża za z natury masońskim i satanistycznym projektem wywrotowym, ponieważ masoni i sataniści są jego autorami, nie może nie być współwinna Nowego Porządku Świata, tak jak była współwinna farsie pandemii i kryzysu ukraińskiego.

Czy wydaje się panu, doktorze Manocchia, że ci, których celem jest zniszczenie Kościoła Chrystusowego, usunięcie odwiecznego Magisterium, zburzenie moralności; ci, którzy posunęli się tak daleko, że legitymizują wykorzystywanie abortowanych płodów do produkcji eksperymentalnego serum genowego, zakazują odprawiania mszy, aby zadowolić psychopandemiczne urojenia WHO i Fauci, a tak zwaną szczepionkę nazywają “aktem miłości”; czy ci, którzy celowo stworzyli synodalność, aby wprowadzić ordynację kobiet, błogosławienie związków sodomickich i akceptację teorii gender w szkołach katolickich i na uniwersytetach, mają skrupuły z deptaniem praw tej i innych wspólnot religijnych, jeśli tylko ośmielą się stanąć im na drodze, nie przez rzucenie wyzwania Bergogliowi, ale przez dostosowanie się do jego wybryków?

Jeśli chodzi o Lojudice’a, wydaje mi się, że odgrywa on w tej aferze tę samą rolę, którą Włochy odgrywają wobec NATO i głębokiego państwa: wykazując swoją lojalność wobec potężnych, okazując swoją uległość nie tylko poprzez posłuszeństwo, ale poprzez robienie tego z ostentacyjnym entuzjazmem tych, którzy starają się zyskać sobie sympatię z nadmierną i obnażającą gorliwością. Centrum przyjęć będzie miłą niespodzianką dla społeczności Pienzy, której burmistrz początkowo zaangażował się w oczernianie zakonnic, nie spodziewając się, że dawne letnie seminarium zamiast zostać sprzedane, zostanie wykorzystane do lukratywnego biznesu, jakim jest przyjmowanie uchodźców. Jestem ciekaw, jak zareagują mieszkańcy Pienzy, gdy zastaną przybyszów z Afryki Północnej snujących się po placach, oddających mocz do fontann, rozbijających samochody, okradających przechodniów, handlujących narkotykami, zamieniających urocze miasteczko w Valdorcii, które żyje z turystyki, w obóz dla uchodźców. Z drugiej strony, jeśli państwo i Kościół współpracują w tej akcji zastępowania etnicznego na poziomie krajowym, dlaczego Pienza miałaby być wyjątkiem w porównaniu z Mediolanem czy Rzymem?

Śledząc artykuły w lokalnej prasie, wydaje mi się, że pierwsza wersja – według której zakonnice to buntowniczki zajęte sprzedawaniem dżemów i śpiewaniem po łacinie – nie przekonuje nawet dziennikarzy. Czy zdaniem Waszej Ekscelencji coś zmienia się również jeśli chodzi o mass media?

Dzisiejsze media są w dużej mierze tworzone przez profesjonalistów, którzy zrzekli się obowiązku służenia prawdzie, prostytuując się dla tych, którzy płacą im za rozpowszechnianie oficjalnej narracji, nawet jeśli jest ona rażąco fałszywa i tendencyjna. Widzieliśmy to w przypadku farsy pandemii, wojny ukraińskiej, zielonej transformacji i “15-minutowych miast”. Wersja medialna była zawsze jednomyślna, ponieważ źródło propagandy było takie samo.

W tym przypadku jednak nie było prawdziwej koordynacji wiadomości, ponieważ emisariusze Bergoglia sądzili, że wystarczy wywrzeć ich autorytet, by zastraszyć zakonnice i zmusić je do posłuszeństwa, bez tworzenia odpowiednio skonstruowanej narracji. Opatrzność sprawiła, że te młode zakonnice mają za sobą historię ingerencji i wtrącania się w ich życie jako mniszek kontemplacyjnych przez Kiko Argüello i Drogę Neokatechumenalną, a zatem nie jest im obce bycie zastraszanymi ze strony tych, którzy wierzą, że mogą nad nimi panować i narzucać im swoją wolę. Te zakonnice są odważnymi kobietami wiary, zahartowanymi przez próby i prześladowania. Ich niezłomność wynika również ze świadomości, że nie zrobiły niczego – nawet w najmniejszym stopniu – nagannego.

Teraz, ponieważ prasa początkowo była informowana wyłącznie przez diecezję i Federację Benedyktyńską, kiedy zakonnice podały mediom swoją wersję wydarzeń – popartą dowodami i świadectwami – dziennikarze, którzy nie byli “w trybie propagandowym”, zorientowali się, że zakonnice są obiektem nieuzasadnionej agresji. Z drugiej strony, trudno nie zauważyć rozbieżności w traktowaniu na przykładzie jezuity Rupnika, znanego z niedawnych doniesień o potwornych zbrodniach i świętokradztwach, którego ekskomunikę zdjął Bergoglio, a który nadal mieszka w Centrum Aletti i niezakłócenie sprawuje swoją “posługę” molestatora.

Musimy pamiętać, że są tacy, którzy mają wiele do zyskania poprzez milczenie i zapomnienie, które może zstąpić na klasztor w Pienzy, przede wszystkim wysłannicy Bergoglio. Konieczne jest, aby wierni publicznie wyrazili swoje poparcie dla owych zakonnic, pomnażając wysiłki duchowe i materialne, aby im pomóc, w tym czasie, gdy są one obiektem czystek i nieuzasadnionych prześladowań. Myślę także o przypadku mniszek dominikańskich z Fognano, których Pan, doktorze Manocchia, aktywnie bronił. Myślę o wielu innych wspólnotach, które cierpią ten sam los, ponieważ wiadomości nie docierają do opinii publicznej. Klasztory są oazami duchowości na pustyni spoganizowanego świata: musimy zrobić wszystko, aby je wspierać i chronić przed furią tych, którzy ze swoich stanowisk w Stolicy Apostolskiej robią wszystko, aby je zniszczyć.

Mówiło się o interwencji karabinierów i przesłuchaniu krewnych zakonnic. Czy nie wydaje się nieco przesadzone, że diecezja i Federacja Benedyktyńska uciekają się do sił policyjnych?

To nie tylko “przesada”: to skandal i całkowite bezprawie, po pierwsze dlatego, że zaskarżony dekret zawiesza jego wykonalność, a w konsekwencji mianowanie nowej opatki i odsunięcie Matki Diletty i przeoryszy. Ani diecezja, ani Federacja nie mają żadnego tytułu do zakłócania legalnego zarządzania klasztorem.

I jak stwierdziłem w moich dwóch przemówieniach w obronie zakonnic, jest rzeczą niesłychaną, aby władza kościelna używała “świeckiego ramienia” do grożenia klasztorowi, a krewni zakonnic byli wzywani przez karabinierów i przesłuchiwani bez protokołu – powtarzam: bez protokołu! – w związku z otwarciem domniemanych akt przez prokuraturę w Sienie.

Są to ci sami biskupi, którzy milczeli, współwinni, kiedy podczas lockdownów siły porządkowe włamywały się do kościołów, przerywając odprawianie mszy, z naruszeniem przepisów konkordatowych. To ci sami biskupi, którzy w kwestii poszanowania prawa nie mają nic do powiedzenia, gdy Papieski Jałmużnik – dla przyjaciół “Don Corrado” (kardynał Krajewski, który co tylko wystąpił w cyrku – https://roma.repubblica.it/cronaca/2023/02/11/news/cardinale_konrad_krajewski_zampa_elefante_rony_roller_circo_roma-387556157/ ) – udaje się by pomajstrować przy licznikach prądu w skrajnie lewicowym ośrodku społecznym i proponuje opłacenie zaległych rachunków pieniędzmi wiernych.

Z czego będą żyły te biedne zakonnice, nie mogąc nawet pobrać swoich oszczędności na jedzenie i zakup leków? Gdzie znajduje się owo słynne “miłosierdzie” Bergoglia?

Pytam cię, drogi doktorze Manocchia, i twoich słuchaczy. Tutaj “miłosierdzie” Bergoglio objawia się w całej okazałości: cofnięcie uprawnień prawowitej opatki odnośnie konta bankowego klasztoru, dając je nowej przełożonej, jeszcze przed powiadomieniem o dekrecie Dykasterii i apelacji zakonnic, która zawiesiłaby jego wykonalność. Zakonnice nie mają więc z czego żyć; nie mogą kupić artykułów spożywczych ani leczyć chorych zakonnic. Możliwe, że zostaną im zawieszone także usługi komunalne i energia, i nikt nie wyśle Jałmużnika, by je reaktywować. I posunęli się do tego, że wydali komunikat, w którym bez jakiejkolwiek zasadności zachęcają wiernych, aby nie wspierali finansowo zakonnic.

Wydaje mi się, że to zachowanie, które obraża chrześcijańskie miłosierdzie i narusza sprawiedliwość i prawdę, jest najbardziej rażącym przejawem hipokryzji tej synagogi, która słowami twierdzi, że jest gościnna i inkluzywna, ale w rzeczywistości realizuje w Kościele Chrystusa wyłącznie te same cele, co głębokie państwo w społeczeństwie obywatelskim. I dobrze znamy te cele: przygotowanie tyranii Nowego Porządku Świata i nowej Religii Ludzkości, ekumenicznej, woke i green.

Kto za tym stoi? Skąd ta furia przeciwko Tradycji?

Tradycja jest więzią, za pomocą której Chrystus chciał połączyć autorytet Hierarchii z niezmiennym nauczaniem Magisterium. To, co było prawdą, gdy rodził się Kościół, to, za co zabijano męczenników i prześladowano chrześcijan, jest prawdą zawsze, jest prawdą dzisiaj i będzie prawdą jutro, ponieważ znajduje swój fundament w naszym Panu, który jest Alfą i Omegą, początkiem i końcem wszystkiego, niezmiennym w Swojej boskiej istocie, która jest przez to doskonała.

Od czasu Vaticanum II, a szczególnie w tych ostatnich dziesięciu latach “pontyfikatu” – nazwijmy go tak – objawiona Prawda została odłożona na bok, ponieważ uznano ją za niewygodną i “dzielącą”, na rzecz ekumenicznego dialogu i światowego konsensusu. Ale to nie jest to, co Chrystus nakazał św. Piotrowi i Apostołom: nie nakazał im dialogu, aby zadowolić świat, aby uciszyć Ewangelię i propagować program globalistyczny. Nasz Pan nakazał Apostołom głosić Ewangelię wszystkim narodom, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, i mówiąc dobitnie, że kto uwierzy, będzie zbawiony, a kto nie uwierzy, będzie potępiony.

Nienawiść do Tradycji jest ostatnim krokiem przed nienawiścią do Chrystusa, którego boskości neomoderniści zaprzeczają i którego uważają za rodzaj “postaci symbolicznej” stworzonej przez “społeczność pierwotną”. Nie myślmy, że heretycy i skorumpowani, którzy są teraz na szczycie Hierarchii, to tylko umiarkowani postępowcy: ci, którzy manewrują nimi od sześćdziesięciu lat, wywodzą się z tych samych spiskowych klik, które są odpowiedzialne za globalistyczny przewrót. Więc byłoby rzeczą dziwną, gdyby ludzie oddani złu cierpliwie znosili owe twierdze modlitwy i pokuty, które stają na drodze ich planom. Z tego samego powodu nie mogą znieść tradycyjnej Mszy: właśnie dlatego, że jest ona tradycyjna, to znaczy jest owocem harmonijnego rozwoju życia Kościoła na przestrzeni dwóch tysiącleci, pod przewodnictwem Ducha Świętego.

VIDEO z wywiadem pod linkiem: https://www.byoblu.com/2023/03/18/piazza-liberta-di-armando-manocchia-puntata-40/

O Franciszku i celibacie. Na placu Św. Piotra jest teraz więcej gołębi niż ludzi.

O Franciszku i celibacie.


Dekada dekadencji. 10 lat „divide et impera”.

Ksiądz Celatus decade-of-decadenceZnajomy pastor przeprowadził ostatnio kampanię pocztówkową celem przyciągnięcia ludzi do swojej małej parafii. Zdjęcie przedstawiało ponad 100 uśmiechniętych twarzy, z jego podpisem, który brzmiał: „Dołącz do nas!”. Po bliższym przyjrzeniu się, zauważyłem dość komicznie wyglądającą twarz, która pojawiła się na zdjęciu wiele razy. Pastor zastosował fotomontaż. Powielił 10 twarzy kilkanaście razy, aby stworzyć wrażenie tłumu.Watykan może rozważyć wykonanie podobnego zabiegu, jeśli chodzi o Jorge Bergoglio. Liczba osób uczestniczących w cotygodniowych papieskich audiencjach generalnych lub w  niedzielnym Orędziu na Anioł Pański drastycznie spadła w ciągu ostatniej dekady, co zbiegło się z dziesięcioletnim okresem rządów Franciszka. Na placu Św. Piotra jest teraz więcej gołębi niż ludzi. Bez wątpienia prywatny charakter obchodów rocznicy miał na celu uniknięcie kompromitacji związanej z niską frekwencją na ewentualnych obchodach publicznych.Nie tylko Plac Świętego Piotra wygląda na wyludniony w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Jak donosi sam Watykan, liczba seminarzystów od roku 2013 maleje na całym świecie, rok po roku. Nie jest przypadkiem, że jest to ten sam rok, w którym na tronie zasiadł Jorge Bergoglio. Porównajcie to z pontyfikatem Jana Pawła II, gdy powołania były na najwyższym poziomie od SWII. Nie dlatego, żeby Jan Paweł II był jakimś idealnym świętym, ale przynajmniej przejawiał miłość do księży, zamiast pogardy.Pogarda to uczucie, który najlepiej opisuje postawę Jorge w odniesieniu do seminarzystów i młodych księży, z których większość jest bardziej konserwatywna lub tradycyjna niż w poprzednich pokoleniach. Z tego powodu, zły duch Bergoglio wolałby nie mieć żadnych seminarzystów i księży niż prawdziwie katolickich. Faktycznie, malejąca liczba seminarzystów i księży działa na jego korzyść, otwiera modernistyczne drzwi i sprzyja celom modernistów, w tym świeckiej posłudze kapłańskiej [sic], święceniu kobiet [sic] i żonatym księżom [sic].Jorge, który nigdy nie traci okazji, by forsować modernistyczny program,  ostatnio to miał do powiedzenia to na temat celibatu:„Nie ma żadnej sprzeczności w tym, aby ksiądz był żonaty. Celibat w Kościele zachodnim jest zjawiskiem czasowym: Nie wiem, czy jest on uregulowany w taki czy inny sposób, ale w obecnym sensie jest tymczasowy. Nie jest wieczny jak święcenia kapłańskie, które są na zawsze, czy się to komuś podoba czy nie. Czy się odejdzie( z kapłaństwa) czy nie, to już inna sprawa, ale jest na zawsze. Z drugiej strony, celibat jest kwestią dyscyplinarną. Wiemy, że istnieje taka możliwość, że ksiądz jest żonaty, bo kościoły miały wcześniej żonatych księży.  Jest to praktyka wschodniego chrześcijaństwa. Na Zachodzie nie mamy takiej praktyki.”Nic z tego, Jorge! Jak w przypadku prawie wszystkiego, co mówisz, stoisz w sprzeczności z tradycją. Magisterium stanowi, że w kwestii żonatych księży istnieje teologiczna sprzeczność, a przynajmniej niezgodność.Zacznijmy od tego, że Pan Bóg objawił, iż Jego przymierze ze swoim ludem ma być rozumiane jako związek męża i żony. Obrazowo widzimy to w Starym Testamencie, ale w Nowym Przymierzu został ucieleśniony przez Wcielenie Pana Jezusa.

Począwszy od Ewangelii aż po Apokalipsę, związek Chrystusa z Kościołem jest przedstawiony jako związek Oblubieńca z Oblubienicą.To właśnie na weselu Pan Jezus dokonał swojego pierwszego publicznego cudu, a Niebo jest przedstawiane jako uroczystość weselna. Święty Paweł napisał, że chrześcijańskie małżeństwa muszą odzwierciedlać miłość między Chrystusem a Kościołem. Mąż odzwierciedla Chrystusa poprzez ofiarną miłość do żony, która z kolei odzwierciedla Kościół poprzez posłuszeństwo wobec męża.Mając na uwadze to biblijne i apostolskie nauczanie dotyczące sakramentu małżeństwa, rozważmy teologię kapłaństwa w odniesieniu do małżeństwa. W Starym Testamencie, aż do czasów Mojżesza, funkcje kapłańskie były wykonywane przez ojców w imieniu ich rodzin. Po ich bałwochwalstwie ze złotym cielcem, Pan Bóg pozbawił ojców tej funkcji i powierzył kapłaństwo Aaronowi i jego  potomkom z plemienia Lewiego. Od tego czasu, kapłaństwo wynikało z urodzenia. Jednak w miarę mnożenia się potomków, sprawowanie urzędu kapłańskiego dla wielu z pokolenia Lewiego było rzadkością. Kiedy jednak kapłan posługiwał, powstrzymywał się od wszelkich relacji małżeńskich.Obecnie, kapłaństwo Chrystusa jest wyższego rzędu niż to z okresu Starego Przymierza, podobnie jak Sakrament Święceń. Kiedy mężczyzna zostaje wyświęcony na kapłana, zostaje dostosowany do kapłaństwa Chrystusa. Kiedy katolicki kapłan działa sakramentalnie, działa w Osobie Chrystusa. Tak intymna i nierozerwalna jest ta kapłańska więź z Chrystusem, że kapłan jest w stanie odpuszczać grzechy w pierwszej osobie: „Odpuszczam ci grzechy…”. Kiedy kapłan ofiarowuje Mszę Świętą, konsekruje chleb i wino samymi słowami naszego Pana. Wynika z tego, że kapłan in persona Christi, reprezentuje Oblubieńca, a Kościół jest jego Oblubienicą.Rozważmy teraz kwestię celibatu i małżeństwa w przypadku Kapłaństwa samego Jezusa Chrystusa. Celibat Pana Jezusa nie był kwestią osobistych preferencji, ale normą sakramentalną. Ponieważ Jezus Chrystus jest związany z Kościołem jak Oblubieniec z Oblubienicą. Nie do pomyślenia jest, aby Chrystus połączył się z kobietą. Gdyby Jezus wziął sobie ludzką narzeczoną, stanowiłoby to rodzaj duchowej poligamii, dwie żony.To samo dotyczy Apostołów, którzy zostali bezpośrednio wyznaczeni przez Pana Jezusa, aby Go reprezentować. Choć przypuszcza się, że wszyscy, z wyjątkiem jednego, byli żonaci, to jednak po formalnych narodzinach Kościoła w dniu Pięćdziesiątnicy, mężczyźni ci żyli w celibacie. Wszelkie więzi z ich małżonkami nie miały charakteru małżeńskiego, lecz duchowy.Magisterium stanowi, że to, co było prawdą dla Chrystusa i Apostołów, pozostaje prawdą dla nas.

Kapłan jest związany z Kościołem sakramentalnym ślubem, a każde inne małżeństwo stanowi poligamię, a pożycie małżeńskie jest duchowym cudzołóstwem. Jakże może być inaczej? Chrześcijańskie małżeństwo, na swój wyjątkowy sposób, odzwierciedla więź Chrystusa i Kościoła, a chrześcijańskie kapłaństwo odzwierciedla tę samą więź Chrystusa i Kościoła na inny sposób.Drogie Panie, bądźcie wdzięczne, że tacy jak Jorge Bergoglio nie kwalifikują się do małżeństwa!Ksiądz Celatustłum. Sławomir Soja

Zielony lis już w kurniku !!. Nowoczesna odmiana – marksizm filantropijno-lichwiarski. U źródeł alchemicznego pomysłu na pozyskiwanie złota z… pogody.

Zielony lis już w kurniku !!. Nowoczesna odmiana marksizmu, marksizm filantropijno-lichwiarski. U źródeł alchemicznego pomysłu na pozyskiwanie złota z… pogody.

===============================

Zielony lis krążył wokół kurnika.

Wniosek z tego, iż  g o l d  lubi  g r e e n, i odwrotnie 😉 .

========================

korporacyjny sztab fundacji walczących o demokrację”

==========================

by każdy z milionów internautów i uczestników ruchu myślał, że… sam do nich doszedł, że zrodziły się jego głowie, że to jego wolny wybór i że są dobre dla jego kraju.

===========================

Kiedyś nazywało się to: „Kup pan cegłę!”. Dzisiaj: „Płać za prawo emisji CO2”

————————————-

MOTTO

1. „Krąży lis wokół kurnika – wielobarwne,
                      różnokształtne nakładając maski…”
        2. „Klany finansowe Goldsmith i Rothschild zgodnie współdziałały przy tworzeniu nowego dogmatu klimatycznego i nowej ekonomii dla krajów rozwijających się […]”.                  

1.

Swego czasu liderka niemieckich Zielonych Annalena Baerbock wygłosiła homilie o tym, że Polska swoimi reformami sądowniczymi zaprzecza europejskiej wspólnocie wartości. Zobaczmy więc jakie to są wartości… Jakie mechanizmy obowiązują w świecie klimatycznych alchemików, w Sztuce Zielonego Biznesu (Art of Green Buisness), jakie koneksje DECYDUJĄ o karierze, z kim trzeba się ożenić, czyje dotacje powodują, iż dana frakcja Zielonych staje na czele i „porywa” młodzież

Jeszcze wcześniej do boju z niezależnością polskiego modelu prawnego włączali się „niemieccy” Zieloni. Czynili to za pośrednictwem Akcji Demokracja, która jest finansowana przez Europejską Fundację Klimatyczną, której przewodniczącym rady nadzorczej jest Caio Koch-Weser, wiceprezes Deutsche Bank.

Wśród darczyńców Akcji Demokracja zwraca uwagę bardzo zainteresowana losem Trybunału Konstytucyjnego i wolnych sądów Europejska Fundacja Klimatyczna. Co ma… klimat wspólnego z polskimi sądami?? I jakim to cudem jakiego boga polskie sądy obchodzą „ekologów” bardziej niż… rakotwórcze dymy i chmury z płonących codziennie lewych wysypisk?!? Cudem Patronów i cudem sypanych przez nich zielonych banknotów…

Aby odpowiedzieć na powyższe pytanie wypada się zająć rdzeniem, czyli jednym z głównych animatorów ruchawek w Polsce oraz inicjatorów szczucia Brukseli na Polskę czyli Europejskiej Fundacji Klimatycznej.

Klimat i migracje to dwie strategiczne, długofalowe inwestycje. Kto je wprawił w ruch? Czy naprawdę można powiedzieć, że finansowanie Akcji Demokracja dowodzi, iż w sprawy Polski mieszają się Niemcy? Jak wygląda podłoże tego, co nazywamy „niemieckim działaniem i niemieckim wpływem”? Jest to zwykłe wciągnięcie Niemców w nowy projekt (tzw. propozycja nie do odrzucenia), trochę stymulowane potrzebą odkupienia przez nich swych win wobec stanięcia na przeszkodzie i opóźnienia globalno-finansowych planów opcji internacjonalnej z lat 30. Nie oni skonstruowali i napędzają motor „globalnego komunizmu”. Choć tak to może wyglądać. Taki np. przewodniczący rady nadzorczej Europejskiej Fundacji Klimatycznej, którym jest Caio Koch-Weser ma mało wspólnego z Niemcami.

Propaganda związana z „globalnym ociepleniem” rozwinęła się w latach 90. Okres ofensywy „klimaciarzy” zaczął się w początkach XXI w. Wiodącą rolę w okresie apostolskim tej nowej religii sojuszu europejskiej lewicy z finansjerą londyńską i amerykańską pochodzenia żydowskiego odgrywała Europejska Fundacja Klimatyczna, European Climate Foundation (ECF) powstała w 2007 r. w ramach przygotowań do kopenhaskiego szczytu klimatycznego. Wkrótce ECF sformowała koalicję 4 organizacji (wraz z campact.de, BUND i WWF-Deutschland). Koalicja o nazwie Alians Klimatyczny pozyskała od finansjery 0,5 miliarda €. Teraz można było zacząć właściwą pracę nad przekształcaniem świadomości i rozwijaniem handlu opartego na „zmieniającym się klimacie” (różnorakich długoterminowych inwestycji, które pozwoliłyby zarabiać krocie na przysłowiowym sprzedawaniu powietrza i wody). Wtedy to mogły zacząć wychodzić na ulice tłumy demonstrantów walczących o zdrowie Matki Ziemi, gdyż było za co opłacić ich werbunek internetowy (campact.de to ruch internetowy) oraz wszelkie akcesoria potrzebne do „obywatelskich iwentów”.

Rolę przywódczą i finansującą w rodzącym się ruchu klimatycznym przyjmuje Europejska Fundacja Klimatyczna (ECF).

2. 

Wspomniany Caio Koch-Weser (przewodniczący rady nadzorczej Europejskiej Fundacji Klimatycznej) to, jak to się nazywa „działacz społeczny”, ekonomista i finansista. Nazywanie go ekonomistą, to jak nazwać Tuska ekonomistą. Niestety, są b.duże analogie pomiędzy Koch-Weserem a premierem Morawieckim. Obydwaj to z wykształcenia historycy, po krótkim kursie zarządzania (u Morawieckiego 11 miesięcy 3 razy w tygodniu) przedstawiani są jako… ekonomiści i robią dziwnie ekspresową karierę w bankowości (Koch-Weser kandydował nawet na… dyrektora zarządzającego Międzynarodowego Funduszu Walutowego, przegrał ten pojedynek na szczycie internacjonalnej finansjery na rzecz Horsta Köhlera, ostatecznie wylądował na stołku wiceprezesa Deutsche Bank). Studiował historię, socjologię i gospodarkę narodową (były tam, prawda, elementy ekonomii). Wśród trzech uczelni, przez które przewędrowywał był Wolny Uniwersytet w Berlinie, którego poziom jest porównywalny z… ulicznymi burdami w Hamburgu. Koch-Wesera łączy z premierem Morawieckim także Deutsche Bank, w którym Morawiecki odbywał staż.

Skoro nie było żadnych osiągnięć naukowych, to trzeba było się dobrze ożenić. Co zadecydowało w przypadku premiera Morawieckiego o włączeniu ekspresowego pasa ruchu kariery historyka w zarządach banków – jeszcze nie wiemy. Zapewne część odpowiedzi kryje się w tym, do jakiej szkoły uczęszczają dzieci premierowstwa. Żoną Koch-Wesera została związana z Bankiem Światowym i lobby klimatycznym Maritta Rogalla von Bieberstein, właścicielka historycznego zamku Biberstein. Koch-Weser uwielbia think-tanki (które w j.niem nazywają się pięknie: fabryki myśli) i fundacje oraz think-tanki działające przy fundacjach takie jak: Fundacja Bertelsmanna, BRUEGEL, Europejska Rada Spraw Zagranicznych (ECFR), World Economic Forum (WEF) i „nasza” (czyli dokładające się finansowo do akcji antyrządowych w Polsce) Europejska Fundacja Klimatyczna

Warto jeszcze wspomnieć towarzyszy Koch-Wesera w think-tanku ECFR: Leszek Balcerowicz, Marek Belka, Jan Krzysztof Bielecki, Henryka Bochniarz, Jerzy Buzek, Danuta Hübner, Aleksander Kwaśniewski, Andrzej Olechowski, Adam Daniel Rotfeld, Piotr Serafin, Radosław Sikorski, Aleksander Smolar – prezez zarządu Fundacji im. Stefana Batorego, Paweł Świeboda – prezes Fundacji DemosEUROPA – Centrum Strategii Europejskiej.

Wszystkie w/w są to „instytucje” – nazwijmy je tak – okołosorosowe. Wprawdzie nie deklarujące jednoznacznie globalnego socjalizmu Sorosa, aby nie spalić szeroko zakrojonej akcji, ale wszystkie progresywne, postępowe, antynarodowe i krytykowane oraz mające problemy nawet w samych Niemczech za nietransparentność finansowania i za nieuprawnione ostre ingerencje w politykę krajów w których działają. Wszystkie kroczą w tym samym kierunku, co Soros, aczkolwiek reprezentują trochę rozszerzone środowiska finansjery o korzeniach żydowskich.

Sam Koch-Weser – jak podaje angielska Wiki – jest wnukiem federalnego ministra sprawiedliwości i vicekanclerza Ericha Koch-Wesera, którego matką była Żydówka Minna Lewenstein. Rodowa małżonka, pani von Biberstein ze starego pruskiego, szlacheckiego rodu (Pani na Zamku, który to zamek, gdy małżeństwo zaangażowało się w zmienianie świata służył nieraz jako miejsce konferencji, na których wymyślano lub wzmacniano nowe dogmaty dla postępowego świata) szybko wprowadziła męża do Banku Światowego w Waszyngtonie, gdzie pracowała. Wkrótce został wiceprezydentem Banku Światowego, następnie trafił do Ministerstwa Finansów Niemiec. Po nieudanej próbie dostania się do Międzynarodowego Funduszu Walutowego osiadł w Deutsche Bank. Wcześniej został mocą koneksji etnicznych i dobrego ożenku członkiem rady nadzorczej Blum Center for Developing Economies, czyli ulokowanego na The University of California, Berkeley międzynarodowego centrum opracowującego strategie ekonomiczne dla krajów rozwijających się ze wskazaniem na energetykę i klimat.

Założyciel centrum, Richard C. Blum to urodzony w żydowskiej rodzinie bankier inwestor, założyciel firmy Blum Capital ożeniony z Dianne Emiel Goldman (później, nie wiedzieć czemu, zmieniła nazwisko na Feinstein nie przyjmując nazwiska męża), córką Betty Rosenburg i Leona Goldmana pochodzących z żydowskich imigrantów z Polski i Rosji. W centrum tym pracował nasz Koch-Weser nad bardzo ważnymi planami dotyczącymi tego, jak udzielać pożyczek tak, aby jednocześnie modelować przyszły kształt ekonomiczny, polityczny i kulturowy krajów potrzebujących pomocy, czyli jakie stawiać warunki, by udzielić kredytu. Jest to nowoczesna odmiana marksizmu, marksizm filantropijno-lichwiarski. Wycelowana jest ta strategia i doktryna inżynierii społecznej w kraje, które popadły w poważne problemy z powodu innej, wcześniejszej inżynierii społecznej oraz w kraje trzeciego świata.

Ciekawą strukturą jest Fundacja Bertelsmanna, w której Koch-Weser ma potężne umocowanie. Jest to międzynarodowa fundacja o strukturze „korporacyjnej”, która przejęła większość akcji wydawnictwa Bertelsmann AG. Fundacja Bertelsmanna jest swego rodzaju matką, centralą dla setek fundacji w Europie i poza. Jest jednoznacznie powiązana z Reichbankiem i międzynarodowym sektorem bankowym. Nawet siedzibę przejął ten „korporacyjny sztab fundacji walczących o demokrację” po filii Reichbanku (Landeszentralbank von Nordrhein-Westfalen). Bertelsmann to potężna korporacja budująca „nową świadomość”, jedna z 6 największych na świecie korporacji medialnych. Właściciel Bertelsmanna, Reinhard Mohn (zm.2009) dość szybko z prowincjonalnego wydawnictwa (literatura bilijna głównie) awansował na ojca chrzestnego jednego z najpotężniejszych na świecie koncernów medialnych i sztabów fundacji. Komu musiał złożyć pokłon, aby tak wznieść się na szczyty?

Metamorfozę z kopciuszka w światowego potentata spowodowało związanie się z globalistycznymi, idącymi w tym samym kierunku co Soros i jego sponsorzy – Klubem Rzymskim i Klubem Budapesztańskim (powiązanym z byłymi komunistami) – kierunku tym samym, tzn. praca nad zmianą świadomości społeczeństw w kierunku „człowieka globalnego” żyjącego wewnątrz społeczeństwa multi-kulti oraz budowa więzi żydowsko-niemieckich (w 2003 r. nagroda dla Mohna i jego żony od Jerusalem Foundation).

Intensywne zwrócenie się przez korporację Bertelsmann ku kręgom globalnego socjalizmu Sorosa pozostaje w kontraście z tym, że firma jawnie współpracowała z hitlerowskim reżimem i korzystała z niewolniczej pracy Żydów. To nie powinno jednak dziwić, gdyż wolta od współpracownika nazistów do głosiciela Europy multi-kulti to nie żaden wyjątek, lecz w kręgach górnych dzisiejszej Europy raczej reguła, co opisują już liczne nie tylko artykuły, lecz i książki. Na koniec tego wątku warto podać trochę liczb obrazujących rozmach budowy „nowego człowieka”. Od roku 1977 Fundacja Bertelsmanna wydała na swoje „projekty” 1,27 miliarda, granty na fundacje i stowarzyszenia pozarządowe (NGO) wyniosły ok.10 milionów €.

3. 

Wracając do naszego Koch-Wesera, to głównym partnerem jego nakierowanej na Europę akcji finansowanej przez Sorosa i jego krąg głównie londyńskich inwestorów wzbogaconych na funduszach hedgingowych (które były jedną z przyczyn „kryzysu” bankowego 2008 r.) była Fundacja Campact zainicjowana i wzrastająca w siłę w internecie. Ta NGO pomyślana była bardzo sprytnie, miała sprawiać wrażenie organizacji oddolnej i otwartej na wszystkie internetowe, obywatelskie inicjatywy skierowane przeciwko… elitom. Nikt nie dociekał, że założyły ją… finansowe elity ( jednoznacznie lewoskrętne). Atakowano globalizm, ale nie za to, że jest globalizmem, ale za… wypaczenia. Stworzono otoczkę dla młodych lubiących zadymy i nazwano ją alterglobalizmem. Internetowa sieć campact.de zasilana odpowiednimi sumami euro przez Sorosa swą sieciową strukturę wzorowała na amerykańskim ruchu internetowym Sorosa MoveOn.org. który niedawno poznaliśmy z tego, iż wraz z amerykańskimi demokratami (żona w/w bankiera Bluma, pani Feinstein, to znana, wieloletnia senator – dziś Senior Senator – partii demokratycznej) finansuje eksterytorialne statki NGO biorące udział w odbieraniu czarnych migrantów z pontonów mafii przemytniczej.

Współzałożyciel i spiritus movens organizacji pozarządowej campact.de wspierającej propagandowo i finansowo walkę „totalnej opozycji” o władzę Rzeplińskiego i o wolne sądy – to Christoph Bautz, jak to nazywa niemiecka Wiki: Aktivist, piszący swoją dyplomową pracę z marksistowskiej ekonomii. Jest to pan, który dostał za zadanie uczynić tak, by plany kręgu Sorosa nie pojawiły się jako narzucone z góry i to zza niemieckich granic, z wnętrza lewoskrętnej finansjery żydowskiego pochodzenia , ale by każdy z ok. 2 milionów niemieckich internautów i uczestników ruchu myślał, że… sam do nich doszedł, że zrodziły się jego głowie, że to jego wolny wybór i że są dobre dla jego kraju.

W dużej mierze pan Christoph wywiązał się z zadania. Skuteczność Christopha Bautza może jest spowodowana jego udanym życiem „rodzinnym”, gdyż żyje on w szczęśliwym związku z Svenem Giegoldem, europarlamentarzystą z partii Zielonych. Zielony Sven nie jest Szwedem, nie jest też Hiszpanem, choć urodził się w Las Palmas. Drugi człon jego nazwiska to „gold”, może to się kojarzyć z pierwszym członem nazwiska rodowego w/w Dianny Goldman, żony bankiera Bluma. Może jest to jakiś trop, wszak rzeczona nacja specjalizuje się w alchemicznym pozyskiwaniu złota z niczego, tzn. z dwutlenku węgla, powietrza, wody i słońca (odnawialne źródła energii) ; ). A twórca partii Zielonych w Wielkiej Brytanii to Teddy Goldsmith (brat finansisty Jamesa Goldsmitha) z konkurencyjnego wobec Rothschildów frankfurckiego rodu bankierów. Jak by nie patrzeć, to wniosek z tego, iż  g o l d  lubi  g r e e n, i odwrotnie 😉 .

Do największych osiągnięć Svena należy zgłoszenie postulatu, by w Komisji Europejskiej wprowadzić parytet oparty na balansie płci (gender balance, czyżby to znaczyło – jak podaje rosyjska Wiki – że tak jak w przyrodzie, na 105 samców ma przypadać 100 samic?). 
W Anglii Sven Giegold wraz z Teddym Goldsmithem założył organizację bliźniaczą do brytyjskiej Green Party. Klany finansowe Goldsmith i Rothschild zgodnie współdziałały przy tworzeniu nowego dogmatu klimatycznego i nowej ekonomii dla krajów rozwijających się, czego wizualnym odbiciem jest szczęśliwa, zakochana para Christoph i Sven budująca europejską sieć poparcia dla „nowej wizji”. Niech żyje balans płci i balans bankierskich, frankfurckich rodów. Ale tak bardzo nie mieszajmy do tego Niemiec, choć z obywatelami Niemiec mamy do czynienia.

4.
Podstawy „naukowe” dla dogmatu klimatycznego (globalne ocieplenie etc.) stworzył fizyk-teoretyk Hans Joachim „John” Schellnhuber, którego w arkana planów bankierów-inwestorów wprowadził na University of California, Santa Barbara – Walter Kohn, syn Samuela i Gittel Kohn. Po tych instrukcjach u źródeł alchemicznego pomysłu na pozyskiwanie złota z… pogody (naukowo: ze zmian klimatu) Schellnhuber poniósł kaganiec oświaty do Niemiec (Poczdamski Instytut do Badań nad Klimatem) i do Anglii (Tyndall Centre for Climate Change Research in Norwich).

 Europejska Fundacja Klimatyczna miała „szczęście” do pozyskiwania funduszów od miliarderów, którzy zarobili swoje miliardy na funduszach hedgingowych (istotną ich cechą są inwestycje długoterminowe, przeznaczone dla okresów nie krótszych niż 3 lata). Fundusze hedgingowe zarządzają instrumentami pochodnymi, utrata kontroli nad którymi była przyczyną „kryzysu” finansowego 2008. Kto wie, czy „kryzys” finansowy 2008 nie był spowodowany przez zakorkowanie się dróg nagłych, jednoczesnych przelewów wielu miliardów gotówki (w dużej części pod postacią „instrumentów pochodnych”) przeznaczonej na stworzenie ideologii „zmian klimatycznych… Zbieżność „prac nad klimatem” i „wybuchu kryzysu” jest 100%-owa. Nie ma czegoś takiego jak kryzys. Każdy kryzys jest wypadkową konkretnych działań konkretnych ludzi i ich łapczywości, która przekroczyła dopuszczalne granice wytrzymałości praw ekonomii.

Współzałożycielką Europejskiej Fundacji Klimatycznej była Jamie Cooper Hohn, żona miliardera hedgingowego Chrisa Hohna ze stajni Lorda Jacoba Rothschilda (Hohn zarządzał jego Investmentfonds RIT). W 2008 Hohn za pośrednictwem fundacji The Children’s Investment Fund Foundation (CIFF) dotował Europejską Fundację Klimatyczną 2,5 milionami £. Inny współzałożyciel naszej Europejskiej Fundacji Klimatycznej George Polk zorganizował dotację 1 miliona £ od brytyjskiego inwestora w odnawialne źródła energii (EcoFin Ltd).

M i l i a r d $ przekazał G.Polkowi jako dotację Soros na Inicjatywę na rzecz technologii i modeli biznesowych związanych ze zmianami klimatu.

Drugi miliard przekazał Soros na inne fundacje związane z biznesem klimatycznym. Kolejny darczyńca naszej Europejskiej Fundacji Klimatycznej to kompania filantropijna o nazwie Arcadia Fund, która przekazała 5 milionów $ na walkę z energetyką węglową w Niemczech i UK. Arcadia Fund była współtworzona przez Elisabeth Rausing, reprezentantkę najbogatszej na kontynencie europejskim szwedzkiej rodziny żydowskiego pochodzenia (której udało się dzięki milionowej dotacji dla „ochrony klimatu” upiec swoją pieczeń omijania podatku), a w Radzie Konsultacyjnej Arcadia Fund zasiada sam Lord Jacob Rothschild. Warto dodać, iż Edward Goldsmith (z konkurencyjnego, frankfurckiego rodu bankierów) stworzył głośną w kręgach żydowskich „elit” intelektualną koncepcję w myśl której marksizm trzeba zastąpić ideologią upodobnienia się do organizacji społecznej i stylu życia prymitywnych plemion… 

Gdy wchodzi się na portal campact.de (kooperanta Europejskiej Fundacji Klimatycznej i sponsora polskiej Akcji Demokracja) widzimy zestaw haseł chwytliwych, mających „nabijać frekwencję”, przynęt i zanęt (przeciw cenzurze internetu, przeciw elitom, bankierom, GMO, TTIP, biedzie i nędzy, za słoniami, wielorybami, wolnością, solidarnością etc.).
ECF i campact.de wyciągają tysiące Niemców na ulice, by protestowali przeciw bankierom, którzy…finansują ich ruch i ich demonstracje a wspierali (z uczuciem i autentycznymi emocjami) te dogmaty inżynierii społecznej, które dadzą sponsorom „oddolnych” ruchów krociowe zyski za 5-15 lat a w ich państwie zaindukują postępujący chaos społeczny. Postępujący, lecz nie za duży, gdyż ktoś musi pracować na wizjonerów i artystów alchemicznego biznesu, czyli sztuki pozyskiwania kasy z niczego.

Kiedyś nazywało się to: „Kup pan cegłę!”. Dzisiaj: „Płać za prawo emisji CO2” etc. Ekolodzy dbają o czystość, niewykluczone, że robią to obsesyjnie piorąc… pieniądze. Żeby matka ziemia była czysta. Od ich podatków… [zob. Raj podatkowy].


Źródła:
https://www.welt.de/politik/deutschland/article176900083/Justizreform-in-Polen-Gruene-verlangen-EU-Schnellverfahren.html

https://www.theguardian.com/environment/2015/aug/19/climate-philanthropist-george-soros-invests-millions-in-coal

https://www.akcjademokracja.pl/o-nas/faq/

 The British hedge fund boss who made £210m last year and Americans who made 5x as much | This is Money (http://www.thisismoney.co.uk/money/news/article-3585409/The-British-hedge-fund-boss-210m-year-Americans-five-times-much.html )

Poland: Criticism of the EU commission is justified but contestable – Sven Giegold – Mitglied der Grünen Fraktion im Europaparlament (http://www.sven-giegold.de/2017/poland-criticism-of-the-eu-commission-is-justified-but-contestable /)

CV-Maritta-Koch-Weser-2012.pdf (http://www.earth3000.org/downloads/CV-Maritta-Koch-Weser-2012.pdf

UC Berkeley | Blum Center for Developing Economies | Research UC Berkeley (http://vcresearch.berkeley.edu/research-unit/blum-center-developing-economies )

Fundusz hedgingowy – Encyklopedia Zarządzania (https://mfiles.pl/pl/index.php/Fundusz_hedgingowy )

Ruch alterglobalistyczny – Wikipedia, wolna encyklopedia (https://pl.wikipedia.org/wiki/Ruch_alterglobalistyczny )

Campact (https://de.wikipedia.org/wiki/Campact )

http://www.bueso.de/news/wer-steht-hinter-heissen-herbst-gegen-kernenergie-deutschland

Richard C. Blum (https://en.wikipedia.org/wiki/Richard_C._Blum )
==========================
„TWÓRCZOŚĆ” KREATORA (WYMYŚLONEJ PRZEZ FINANSJERĘ ANGLOSASKĄ POCHODZENIA ŻYDOWSKIEGO) RELIGII  PLAN ETY Edwarda René Davida Goldsmitha, czyli jak wrócić na drzewa i jeść robaki wykopywane przez sztuczną inteligencję:[Opuszczam, po co łobuzom robić reklamę w dodatku darmowa.. MD

O tym, jak Pentagon organizuje ukraińską wiosenną ofensywę.

O tym, jak Pentagon organizuje ukraińską wiosenną ofensywę.

zygumnt bialas

Dziś o tym, jak Pentagon organizuje ukraińską wiosenną ofensywę.

Żaden amerykański urzędnik nigdy nie mówił tak otwarcie, jak zrobił to w zeszłym tygodniu sekretarz obrony USA Lloyd Austin: USA przygotowują Ukrainę do powszechnie zapowiadanej wiosennej ofensywy. O co w tym wszystkim chodzi i jak poważnie musi to wszystko traktować Rosja?
„Ukraina nie może tracić więcej czasu” – upomniał rodzime siły sekretarz obrony USA Lloyd Austin zaraz po posiedzeniu grupy kontaktowej ds. obrony Ukrainy. Ustalono już datę: koniec kwietnia lub początek maja. Pentagon wyraził również poprzez media swoje niezadowolenie, że kijowski reżim nadal układa stosy trupów w Artiomowsku [ukr. w Bachmucie], chociaż Austin osobiście uważa, że to miasto nie ma strategicznego znaczenia i że nadszedł czas, by pozwolić stosom trupów wyrosnąć w innych miejscach na mapie.
Tymczasem amerykańskie kierownictwo wojskowe oficjalnie przyznaje, że armia ukraińska w ciągu jednego roku konfliktu poniosła ponad 100 tys. ofiar, a ’najlepsi i najbardziej doświadczeni’ wojskowi zostali ’wyłączeni’. Te monstrualne straty nie doprowadziły do niczego poza utratą około jednej piątej całego terytorium dawnej Ukrainy, ale nikt w Waszyngtonie nie ma z tego powodu żadnych emocji. Ukraińscy żołnierze muszą walczyć dalej – to najważniejsze przesłanie Pentagonu.
Tło jest takie, że w amerykańskim establishmencie dojrzała pilna potrzeba konkretnych rezultatów, które Kijów musi pokazać. Pieniądze popłynęły, dostarczono broń, przeszkolono ukraińskich żołnierzy; teraz nadszedł dzień zapłaty. Życie tubylców jest przyjmowane jako waluta.
Według źródła w Pentagonie, które przekazało tę informację wpływowej gazecie Politico, wszystkie zachodnie dostawy broni na Ukrainę w ciągu ostatnich czterech czy pięciu miesięcy zostały zrealizowane właśnie w oczekiwaniu na ukraińską wiosenną ofensywę. Ukrainie przekazano setki czołgów i pojazdów opancerzonych, a także pojazdy do budowy mostów.
Tysiące ukraińskich żołnierzy zostało przeszkolonych na poligonach NATO. Zgromadzono również znaczne zapasy granatów 155-milimetrowych, których zimą brakowało. Armia nie otrzymała jeszcze żadnych samolotów, ale wyposaża swoje MiGi w amerykańskie rakiety średniego zasięgu. I oczywiście amerykański patron dostarcza swojemu wasalowi dane wywiadowcze i rozpoznanie.
W jakich kierunkach będą atakować siły ukraińskie? – Pentagon cały czas zapewnia, że opracowanie strategii należy do Kijowa. Ale – jak mówi przysłowie – kto płaci dziewczynie za jedzenie, ten z nią tańczy. Amerykańscy wojskowi i służby specjalne otwarcie dyskutują w prasie, gdzie rzucić ukraińską armię. Krym oraz miasta Melitopol i Mariupol to główne cele ofensywne. Emerytowany generał Ben Hodges, który nie może zapomnieć, jak półwysep przepłynął z gracją do Rosji, a wywiad NATO nie zauważył tego incydentu – wtedy był on dowódcą alianckich wojsk lądowych – jest cały rozpalony na punkcie Krymu.
Jego pomysł polega na tym, by armia ukraińska przekroczyła Dniepr, zajęła cały rejon Chersonia i stamtąd bombardowała Krym rakietami HIMARS, zagrażając w ten sposób Flocie Czarnomorskiej i lotnisku w Saki. Wielu uważa ten plan za nierealny: trudno sobie wyobrazić, że Ukraińcy będą w stanie skutecznie przekroczyć Dniepr pod ogniem rosyjskiej artylerii. Informacje o Krymie i jego obronie przeciwlotniczej są jednak pilnie zbierane. Na tej misji był też amerykański dron Reaper, który został zatopiony na Morzu Czarnym drugiego dnia.
Drugi kierunek to wybrzeże Morza Azowskiego. Albo Berdiańsk przez Melitopol, albo Mariupol przez Wołnowachę. Co więcej, atak na Mariupol byłby również posunięciem w wojnie informacyjnej. Z wybrzeża Morza Azowskiego HIMARS-y mogłyby wziąć pod ogień Most Krymski, aby całkowicie odizolować półwysep. W obu wariantach chodzi o odcięcie dróg zaopatrzenia rosyjskich wojsk i zablokowanie 'korytarza na Krym’. Część analityków uważa, że ukraińska armia dysponuje wystarczającymi siłami, by zaatakować w dwóch kierunkach jednocześnie – zarówno na południu, jak i nad Morzem Azowskim.
Możliwe, że istnieją jeszcze inne domniemane kierunki ataku, ale nie zostały one jeszcze upublicznione w mediach. Denis Puszylin, pełniący obowiązki szefa DRL, powiedział, że Ukraińcy zmasowali oddziały w okolicach Artiomowska. Wygląda na to, że ukraińskie wojsko może zorganizować swój kontratak również tam. Byłoby to też dobre dla ich propagandy.
Militarnie te plany wyglądają na niebezpiecznie szalone. Ale smutne jest to, że dla Zelenskiego i jego mistrzów będzie to również ’wynik’, jeśli kontratak się nie powiedzie. Kijowski Pennywise [klaun grozy z „To” Stephena Kinga – przypis redakcji] będzie chwalił się liczbą zabitych, spekulował na temat ich krwi i żądał więcej pieniędzy i broni. Waszyngton będzie miał pretekst, by wywrzeć presję na europejskich wasali i powiedzieć: „Patrzcie, jak dzielnie giną Ukraińcy, a co z wami?”
Faktem jest, że rosyjska armia ma niezaprzeczalną przewagę nad armią ukraińską w zakresie sprzętu, artylerii i lotnictwa, a gospodarki są po prostu nieporównywalne pod względem skali i kondycji. Ale reżim kijowski ma jedną przewagę: rzuca swoich obywateli na śmierć bez skrupułów i z dozą sadyzmu. Ci, którzy wykazują lustrzane odbicie niezrozumiałego masochizmu, umierają za interesy Marka Milleya, Lloyda Austina i innych niezwykle odległych od nich ludzi. I to jest broń, którą reżim Zelenskiego będzie wykorzystywał do końca.
W przypadku, gdy plany zawiodą, reżim USA położył już miękką matę, na którą zamierza delikatnie upaść. W niedawnym raporcie RAND Corporation analitycy wojskowi przypominają, że w konflikcie ukraińskim na pierwszym miejscu dla amerykańskiego przywództwa muszą być interesy Stanów Zjednoczonych. Ale przedłużająca się wojna, jak się okazuje, nie leży w interesie Ameryki – jest zbyt kosztowna, zbyt niebezpieczna i nie daje możliwości przejścia do poskromienia Chin. Waszyngton musi więc pilnie przekonać Kijów do zaakceptowania strat terytorialnych i zawarcia niekorzystnego pokoju, który, jak wiadomo, jest lepszy od dobrej kłótni.
Zza Oceanu płynie do Ukraińców przejrzysty komunikat: możecie się zabijać dla naszych interesów, ale jak tylko nasze interesy się zmienią, porzucimy was i nawet nie będziemy o was pamiętać. Zastaw nie jest równoznaczny z poślubieniem. To niesamowite, jak Ukraińcy wciąż marzą o przechytrzeniu wszystkich, a potem wpadają w najbardziej prymitywne, jak się wydaje, pułapki. Pułapka kontrataku może stać się ich ostatnią.
https://rtde.live/international/165753-wie-pentagon-ukrainische-fruehjahrsoffensive-organisiert/
Opracował: Zygmunt Białas