Gdy sięgniemy do starych tłumaczeń Katechizmu Trydenckiego, znajdziemy w nich język bardziej rygorystyczny niż w nowych przekładach. Tak jest w przypadku surowości, z jaką ten znakomity Katechizm piętnuje złe praktykowanie małżeństwa. Katechizm katolicki
Dwa napomnienia powinny szczególnie przykuć uwagę wiernych:
————————————-
Katechizm Trydencki:
Po pierwsze: Do małżeństwa nie należy dążyć z pobudek zmysłowych, ale że jego praktykowanie ma granice, które, jak już wykazaliśmy, są ustalone przez Boga.
Powinniśmy mieć na uwadze napomnienie Apostoła: „Mówię, bracia, czas jest krótki. Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci,”. (I Kor 7, 29) Na uwagę zasługują również słowa Św. Hieronima: „Miłość, którą mądry człowiek obdarza swoją żonę, jest wynikiem osądu, a nie oddawaniu się namiętności. Panuje on nad gwałtownością pożądania i nie spieszy się do zaspokajania zmysłów. Cóż bowiem za większe zgorszenie niż to, że mąż ma kochać swoją żonę, jak uwodziciel kocha cudzołożnicę!” (Hieronim contra Iovinianum I,30
Po drugie. Ponieważ każde błogosławieństwo ma być uzyskane od Boga przez pobożną modlitwę, należy również nauczyć wiernych, aby czasami wstrzymywali się od obowiązku małżeńskiego, aby poświęcić się modlitwie.
Tę religijną wstrzemięźliwość, zgodnie z właściwym i pobożnym nakazem naszych poprzedników w Wierze, należy szczególnie zachowywać przynajmniej przez trzy dni przed Komunią, a przez dłuższy czas w uroczystym i pokutnym okresie Wielkiego Postu.
Wierni doświadczają błogosławieństw świętego stanu małżeńskiego przez stale rosnące nagromadzenie łaski Bożej; a żyjąc w dążeniu do pobożności i jej praktykowaniu, nie tylko spędzą doczesne życie w pokoju i spokoju, ale także odpoczną w prawdziwej i mocnej nadziei, „która nie ulega wątpliwości”, a pewnego dnia, dzięki boskiej dobroci, osiągną owoc tego życia, które jest wieczne. (Rz 5,5)
Katechizm Trydencki, Część II: Sakramenty, Małżeństwo X, O używaniu małżeństwa, nn. 33,34
————————–
Haniebny obyczaj nieczystości w małżeństwie budzi grozę w niebie
Święty Jan Vianney, sławny Proboszcz z Ars, surowo rozprawia się z niemoralnymi skłonnościami, jakie mogą mieć pary wstępujące w związek małżeński. Skłonności, które były już tak złe w XIX wieku, kiedy on żył, osiągnęły dzisiaj poziom, którego nie mógł sobie wyobrazić.
Jego napomnienia są tym bardziej aktualne w czasach, gdy najbardziej wyuzdane i niemoralne praktyki proponuje się w małżeństwie jako normalne.
————————–
Proboszcz z Ars:
Drodzy bracia i siostry! Nikt nie wątpi, że jeśli tylko mamy dyspozycje, których Bóg od nas żąda, możemy się zbawić we wszystkich stanach, które Bóg stworzył, każdy w tym stanie, który Bóg nam przeznaczył. Jeśli więc doprowadzamy się do potępienia w naszym stanie, to dlatego, że nie weszliśmy w niego z dobrymi dyspozycjami. Ale prawdą jest też, że niektóre stany mają o wiele trudniej niż inne. Małżeństwo jest tym stanem, który doświadcza więcej trudności niż inne. Ponadto widzimy również to, że małżeństwo jest tym stanem, do którego wchodzimy z gorszymi dyspozycjami.
Kiedy ktoś pragnie przyjąć Sakrament Bierzmowania, odbywa rekolekcje, stara się być dobrze pouczony, aby być godnym łask, które są z nim związane. Ale w przypadku Sakramentu Małżeństwa, od którego zwykle zależy wieczne zbawienie lub potępienie tego, kto go przyjmuje, jesteśmy dalecy od tego, aby przygotować się do niego przez rekolekcje lub inne dobre działanie. Wręcz przeciwnie, wydaje się, że osoby wstępujące w małżeństwo nie ustają w wysiłkach aby nagromadzić tyle złych uczynków ile się tylko da.
Wydaje się, że człowieka nigdy nie męczy czynienie zła, tylko po to, aby zasłużyć sobie na przekleństwo Boga, które zgotuje mu nieszczęście w tym życiu i przygotuje Piekło na całą wieczność. …
Gdy tylko młody mężczyzna lub młoda kobieta zaczynają myśleć o małżeństwie, zaczynają oddalać się od Boga, porzucając Religię, modlitwę i Sakramenty. Świecidełka i przyjemności zastępują Religię, a najbardziej haniebne zbrodnie zastępują Sakramenty. Idą tą drogą aż do momentu zawarcia małżeństwa, przez co większość dopełnia swego wiecznego potępienia, popełniając trzy świętokradztwa w ciągu dwóch lub trzech dni: to znaczy; profanują Sakrament Pokuty, Sakrament Eucharystii i Sakrament Małżeństwa, jeśli kapłan miał to nieszczęście udzielić im dwóch pierwszych Sakramentów. Twierdzę, że dzieje się tak przynajmniej w przypadku większości małżeństw, jeśli nie wszystkich. Wielka liczba chrześcijan wchodzi w małżeństwo z sercem tysiąc razy bardziej zgniłym przez haniebne przywiązanie do nieczystości niż wielu pogan, którzy nie odważyliby się zrobić tego, co robi większość chrześcijan. Młoda kobieta, która pragnie mieć młodego mężczyznę, ma mniej skrupułów niż najplugawsza bestia. Niestety! Porzuca ona dobrego Boga, a dobry Bóg porzuca ją: Ona rzuca się w pełni w to wszystko, co jest najbardziej plugawe.
Niestety! Co może stać się z tymi biednymi osobami, które w takim stanie duszy przyjmują Sakrament Małżeństwa? A ilu z tych nieszczęśników nie oskarży się nawet na Spowiedzi? O mój Boże! Z jakim przerażeniem może i musi patrzeć Niebo na te małżeństwa!
Św. Jean Marie Vianney, Kazanie o małżeństwie, §§ 3-5
Święty Jan Vianney w swoim znakomitym Kazaniu o Małżeństwie nie przestaje wypominać tym, którzy – przed ślubem, a także w życiu małżeńskim – uprawiają nikczemność. Jest to słowo, które Moralność Katolicka rezerwuje dla bardzo ciężkich grzechów związanych z seksualnością.
Jego ostre potępienia powinny otworzyć oczy wielu katolikom, którzy są prowadzani na manowce przez złych teologów i kaznodziejów. Jeśli ci katolicy chcą być zbawieni, jest jeszcze czas, by zmienili swoje życie.
————————–
Proboszcz z Ars:
Przez modlitwę i dobre uczynki musicie prosić Boga, abyście lepiej poznali tę młodą kobietę lub młodego mężczyznę, których Bóg przeznacza dla was. Mówi się, że aby małżeństwo było dobre, czyli szczęśliwe, musi być zawarte w Niebie, zanim zostanie zawarte na ziemi. Przede wszystkim młodzi, którzy chcą zasłużyć na łaski małżeństwa, jakie Bóg przygotowuje dla tych, którzy mają nadzieję się w nim uświęcić, nie mogą rozmawiać ze sobą sam na sam, w dzień i w nocy, bez obecności rodziców, i nigdy nie pozwalają sobie na najmniejszą poufałość, ani na najmniejsze nieprzyzwoite słowo, w przeciwnym razie na pewno usuną Boga ze swojego ślubu, a jeśli Bóg nie będzie w nim uczestniczył, to zastąpi go diabeł. Niestety! Nie ma jednego małżeństwa na dwieście, które przestrzegałoby tego polecenia. Możemy też powiedzieć, że nie ma takiego małżeństwa – nie ma jednego związku na dwieście – który byłby naprawdę taki, w którym panuje religia i pokój, gdzie możemy powiedzieć, że jest to dom dobrego Pana. Przeciwnie, są pary, które przez trzy lub cztery lata chodzą na tańce, bale, kabarety, spędzając trzy czwarte nocy samotnie, pozwalając sobie na wszystko, do czego diabeł nieczystości może zachęcić. Mój Boże, czy to są naprawdę chrześcijanie, którzy powinni mieć czyste serce, wolne od wszelkiego grzechu pod zasłoną Sakramentu? Niestety! Któż zliczy grzechy, które pokrywają ich serca i ich całkowicie zgniłe biedne dusze? Jak możemy mieć nadzieję, że dobry Bóg, który jest potężny, pobłogosławi małżeństwa takich osób, które żyją w najbardziej haniebnej nieczystości od wielu lat? Pary, które być może nie modlą się ani rano, ani wieczorem? Które od kilku lat nie przyjmują sakramentów, a jeśli je przyjmują, to czynią to tylko po to, by je zbezcześcić? Niestety, czy jest możliwe, aby uwielbiona Krew Jezusa Chrystusa zstąpiła na te ich śluby, aby je uświęcić i uczynić smutki małżeństwa słodkimi i zasługującymi na Niebo? Niestety, ileż to świętokradztw! I ileż małżeństw, które pójdą płonąć w otchłaniach! Mój Boże, jak wielu chrześcijan jest nieświadomych swojego nieszczęścia i swojej wiecznej zguby! Niestety! Nie rezygnują ze swoich haniebnych zbrodni nawet po ślubie: Nadal popełniają te same haniebne czyny i nadal są na drodze do Piekła, gdzie wkrótce upadną. Nie, drodzy bracia i siostry, nie wchodźmy w szczegóły okropności popełnianych w małżeństwie, wszystko to jest śmiertelnie przerażające. Sprowadźmy zasłonę, która nie będzie prawdziwie podniesiona, z wyjątkiem wielkiego dnia pomsty, kiedy zobaczymy wszystkie te podłości w całej ich grozie. Osoby zamężne, nigdy nie traćcie z oczu faktu, że wszystko będzie widoczne w Dniu Sądu. To, co wzbudzi zdumienie u nieskończonej liczby ludzi, to rzeczywistość, w której chrześcijanie dopuścili takich zbrodni. Poprzestańmy na tym.
Św. Jan Maria Vianney, Kazanie o małżeństwie, § 15
Papieże Pius XII i Pius XI o moralności seksualnej oraz o moralności małżeńskiej
https://www.traditioninaction.org/religious/n212_Sex1.htm W konsekwencji dostosowywania Kościoła soborowego do współczesnego świata, rewolucja seksualna osiągnęła w środowiskach katolickich rozmiary, których nikt nie mógł sobie wyobrazić jeszcze kilka lat temu. Pod pretekstem Teologii Ciała Jana Pawła II, jesteśmy zachęcani do wszelkich rodzajów niemoralności i nienaturalnych praktyk. ============================== Poniższy tekst papieża Piusa XII, w szczególności odnosi się do książek i artykułów, deklarujących się jako katolickie, a dotyczących inicjacji seksualnej.
Plaga propagandy seksualnej skierowanej przeciwko małżeństwu. Pius XII
Jest jeszcze jedna dziedzina, w której to kształtowanie opinii publicznej i jej korygowanie jest narzucane ze szczególnie tragiczną nachalnością. W tej dziedzinie, opinia publiczna została wypaczona przez propagandę, której nie wahamy się nazwać złą, nawet jeśli pochodzi ona niekiedy ze źródeł katolickich i ma na celu oddziaływanie na katolików – nawet jeśli ci, którzy ją uprawiają, nie wydają się być świadomi tego, że są zwodzeni przez złego ducha. Chcemy tu mówić o pismach, książkach i artykułach dotyczących inicjacji seksualnej, które cieszą się popularnością w księgarniach i zalewają cały świat, wdzierając się w dzieciństwo, pogrążając nowe pokolenie, budząc niepokój w zaręczonych parach i wśród nowożeńców… Stajemy w osłupieniu przed niedopuszczalną bezczelnością takiej literatury. Nawet pogaństwo wydaje się powstrzymywać w obliczu szacunku wobec tajemnicy intymności małżeńskiej, jednak [ta literatura] chce nas zobowiązać do oglądania gwałtu na tej tajemnicy i do tego, by jej zmysłowa i zdegradowana wizja – była proponowana szerokiej publiczności, a nawet młodzieży. Można by zapytać, czy istnieje wystarczająco wyraźna granica pomiędzy inicjacją, która nazywa się katolicką, a erotyczną i obsceniczną prasą z jej ilustracjami, która rozmyślnie ma na celu zgorszenie lub bezwstydne i nikczemne wykorzystanie najniższych instynktów upadłej natury ludzkiej. Jednak to nie wszystko. Propaganda ta zagraża katolikom podwójną plagą, by nie użyć mocniejszego określenia. Po pierwsze, wyolbrzymia się ponad miarę, wagę i znaczenie pierwiastka seksualnego w życiu człowieka. Przyznajemy, że ze ściśle teoretycznego punktu widzenia autorzy ci utrzymują się jeszcze w granicach moralności katolickiej. Nie mniej jednak prawdą jest, że ich sposób prezentowania życia seksualnego jest taki, że nabiera ono w umyśle i praktycznym osądzie przeciętnego czytelnika znaczenia i wartości, jako celu samego w sobie. Taki sposób prezentacji prowadzi do utraty z oczu, prawdziwego i pierwotnego celu małżeństwa, jakim jest prokreacja i wychowania potomstwa, oraz wzajemnych obowiązków małżonków wobec siebie. Ten cel, wspomniane pisma pozostawiają na marginesie. Po drugie, literatura ta, jeśli zasługuje na takie miano, zdaje się nie brać pod uwagę powszechnego doświadczenia, takiego samego wczoraj, dziś i zawsze – ponieważ opiera się ono na samej naturze, i które świadczy o tym, że w formacji moralnej ani inicjacja, ani pouczenie o niej, nie przynoszą żadnych korzyści. Wręcz przeciwnie, są one bardzo niezdrowe i szkodliwe – jeśli nie są mocno połączone z nieustanną dyscypliną, panowaniem nad sobą, a przede wszystkim z korzystaniem z nadprzyrodzonych sił modlitwy i sakramentów. Wszyscy katoliccy wychowawcy godni tego miana i swojej misji są w pełni świadomi przeważającej roli sił nadprzyrodzonych w uświęceniu człowieka, czy to młodego, dorosłego, samotnego czy żonatego.
W tych pismach, prawie słowem się o tym nie wspomina, a nawet pomija milczeniem. Zasady te, tak mądrze wyłożone przez naszego poprzednika Piusa XI w encyklice Divini illius Magistri, a dotyczące wychowania seksualnego i tematów pokrewnych, są – jest to smutny znak naszych czasów! – odrzucane z pobłażliwym uśmiechem. Mówi się, że Pius XI napisał te rzeczy 20 lat temu dla swoich czasów. Od tego czasu przeszliśmy długą drogę!
Ojcowie rodzin obecni zarówno tutaj jak i na całym świecie! W innych krajach, jest również wielu chrześcijańskich ojców rodzin takich jak wy, którzy mają te same odczucia. Połączcie z nimi siły – pod kierownictwem, rozumie się, waszych biskupów. Wezwijcie wszystkie katolickie kobiety i matki, aby użyczyły wam swojego silnego wsparcia, aby wspólnie, bez strachu i z szacunkiem, walczyć i przerwać te kampanie, bez względu na to, pod jaką nazwą występują lub z czyjej ochrony i autorytetu korzystają.
Alokucja papieża Piusa XII z 18 września 1951 r. do grupy francuskich ojców rodzin w Castel Gandolfo ================================================ Książki i media skierowane przeciwko małżeństwu są wysłannikami diabła. Pius XI https://www.traditioninaction.org/religious/n213_Sex2.htm
W encyklice Casti connubii Pius XI, dokonuje przeglądu ataków na małżeństwo dokonywanych za pośrednictwem książek, filmów, radia i innych mediów, nazywając je wysłannikami Wielkiego Wroga, którym jest nikt inny, jak diabeł. Chociaż w czasach Piusa XI nie istniał internet i media społecznościowe, z pewnością należy je włączyć do mediów wspomnianych przez papieża, ponieważ również są wypełnione tymi samymi treściami. Pius XI Czcigodni Bracia, gdy weźmiemy pod uwagę wielką doskonałość cnotliwego małżeństwa, wydaje się tym bardziej godne pożałowania, że szczególnie w naszych czasach jesteśmy świadkami, jak ta boska instytucja jest często pogardzana i z każdej strony poniżana.
Obecnie, niestety, ani potajemnie ani pod żadnym pozorem, ale otwarcie, z całym poczuciem wstydu odłożonym na bok, słowem i pismem, poprzez przedstawienia teatralne wszelkiego rodzaju, poprzez romantyczną fikcję, miłosne i frywolne powieści, kinematografię przedstawiającą żywe obrazy, słuchowiska radiowe, krótko mówiąc przez wszystkie wynalazki nowoczesnej nauki, świętość małżeństwa jest deptana i wyszydzana. Rozwody, cudzołóstwo, wszystkie najcięższe wady są wychwalane lub przynajmniej przedstawiane w takich barwach, że wydają się być wolne od wszelkiego potępienia i hańby. Nie brakuje książek, które ośmielają się określać się naukowymi, ale które w rzeczywistości są jedynie pokryte maską nauki, aby tym łatwiej mogły insynuować swoje idee. Doktryny w nich zawarte, są oferowane jako wytwory nowoczesnego geniuszu. Tego geniuszu mianowicie, który, pragnąc jedynie prawdy, uważa się, że wyemancypował się spod wszystkich staroświeckich i niedojrzałych opinii; a do liczby tych staroświeckich opinii relegując również tradycyjną doktrynę chrześcijańskiego małżeństwa. Myśli te są wpajane ludziom każdej klasy; bogatym i biednym, panom i robotnikom, wykształconym i niewykształconym, żonatym i samotnym, pobożnym i bezbożnym, starym i młodym. Na tych ostatnich, jako najłatwiejszej zdobyczy, zastawiane są najgorsze sidła. Nie wszyscy zwolennicy tych nowych doktryn popadają w skrajności nieokiełznanej pożądliwości. Są tacy, którzy starając się niejako wybrać ugodowe rozwiązanie, wierząc, że w naszych czasach powinno się ustąpić z pewnych nakazów prawa boskiego i naturalnego. Lecz również i ci, mniej lub bardziej świadomie, są wysłannikami Wielkiego Nieprzyjaciela, który zawsze stara się siać kąkol w pszenicy (Mat. 13:25).
Dlatego My, których Ojciec wyznaczył na Zarządcę Jego Posiadłości, My, którzy jesteśmy zobowiązani przez nasz najświętszy Urząd do dbania o to, by dobre ziarno nie zostało zduszone przez chwasty, uważamy za stosowne odnieść do Siebie te tak bardzo poważne słowa Ducha Świętego, którymi apostoł Paweł napominał swego umiłowanego Tymoteusza: „Czuwaj (…) Przepowiadaj słowo (…) Nalegaj w porę i nie w porę, strofuj, zachęcaj, upominaj cierpliwie, ilekroć nauczasz”. (2 Tm 4:2-5)
Papież Pius XI, Encyklika Casti connubii, 31 grudnia 1930, §§ 44-47 ======================================== Wspólne mieszkanie przed ślubem, to obrzydliwość
https://www.traditioninaction.org/religious/n214_Sex3.htm Papież Pius XI rygorystycznie potępia wszelkiego rodzaju konkubinaty przed zawarciem małżeństwa, czy to nazywane „małżeństwem eksperymentalnym”, „małżeństwem tymczasowym” czy po prostu „koleżeństwem”. Ta część jego encykliki Casti connubii dotyczy obrony małżeństwa, której dokonał zarówno on jak i inni papieże, wyrażając w ten sposób Magisterium Kościoła na temat tego Sakramentu. Pius XI Uzbrojeni w te zasady [mianowicie, że małżeństwo nie zostało ustanowione przez Boga, lecz przez ludzi], niektórzy posuwają się do wymyślania nowych gatunków związków, dostosowanych, jak mówią, do obecnego temperamentu ludzi i czasów, które to różne nowe formy małżeństwa mają zamiar nazwać „tymczasowymi”, „eksperymentalnymi” i „koleżeńskimi”. Oferują one wszystkie przywileje małżeństwa i jego prawa, jednak bez nierozerwalnej więzi i bez potomstwa, chyba że później strony zmienią swoje współżycie w małżeństwo w pełnym znaczeniu prawnym.
Rzeczywiście, są tacy, którzy pragną i nalegają, aby te praktyki zostały usankcjonowane przez prawo lub przynajmniej usprawiedliwione przez ich powszechną akceptację wśród ludzi. Nie wydają się nawet podejrzewać, że te propozycje nie mają nic wspólnego z nowoczesną „kulturą”, którą tak bardzo chwalą, ale są po prostu okropnymi obrzydliwościami, które ponad wszelką wątpliwość sprowadzają nasze prawdziwie kulturalne narody do barbarzyńskich standardów ludów dzikich. Papież Pius XI, Encyklika Casti connubii, 31 grudnia 1930, §§ 51, 52
============================
Antykoncepcja w małżeństwie jest zbrodniczym nadużyciem, podłym w swojej naturze. https://www.traditioninaction.org/religious/n215_Sex4.htm Pius XI A teraz, Czcigodni Bracia, wyjaśnimy szczegółowo zło stawiane na drodze każdej korzyści płynącej z małżeństwa. Najpierw należy zwrócić uwagę na potomstwo, które wielu ma śmiałość nazywać przykrym ciężarem małżeństwa i którego, jak twierdzą, małżonkowie powinni starannie unikać nie przez cnotliwą wstrzemięźliwość (którą prawo chrześcijańskie dopuszcza w małżeństwie, gdy obie strony wyrażą na to zgodę), ale przez udaremnienie aktu małżeńskiego.
Niektórzy usprawiedliwiają to zbrodnicze nadużycie tym, że są zmęczeni dziećmi i chcą zaspokoić swoje pragnienia bez tego obciążenia. Inni twierdzą, że nie mogą z jednej strony zachować wstrzemięźliwości, a z drugiej nie mogą mieć dzieci z powodu trudności, czy to ze przyczyny jednego z małżonków, czy też z powodu okoliczności rodzinnych.
Nie można jednak przedstawić żadnego, choćby najpoważniejszego powodu, dla którego coś, co jest wewnętrznie sprzeczne z naturą, mogłoby stać się zgodne z naturą i moralnie dobre. Skoro więc akt małżeński jest przeznaczony przez naturę przede wszystkim do spłodzenia potomstwa, to ci, którzy wykonują go świadomie, udaremniając jednocześnie jego naturalną moc i cel, grzeszą przeciwko naturze i popełniają czyn haniebny i wewnętrznie zły.
Nic w tym dziwnego, skoro Pismo Święte daje świadectwo, że Boski Majestat z największą odrazą traktuje tę straszną zbrodnię i niekiedy karał ją śmiercią. Jak zauważa Św. Augustyn: „Współżycie nawet z prawowitą żoną jest bezprawne i niegodziwe tam, gdzie uniemożliwia się poczęcie potomstwa. Onan, syn Judy, tak właśnie uczynił i Pan zabił go za to”.
Papież Pius XI, Encyklika Casti connubii, 31 grudnia 1930, §§ 53-55 =========================== Jeśli duszpasterz pobłaża nadużyciom w małżeństwie, zdradza zaufanie jakim obdarzył go Bóg
W poniższym tekście, papież Piusa XI potwierdza, że każdy akt małżeński, który nie jest ukierunkowany na powołanie życia, jest grzechem śmiertelnym.
Papież surowo upomina wszystkich spowiedników lub opiekunów duchowych, aby w pełni potępili występki przeciw małżeństwu. Postępując inaczej, zdradzą swoją misję i będą musieli surowo rozliczyć się z Bogiem z dusz, którym niewłaściwie doradzali.
Pius XI
Ostatnio niektórzy, jawnie odchodząc od nieprzerwanej tradycji chrześcijańskiej, uznali za możliwe uroczyste ogłoszenie innej doktryny w tej kwestii. Kościół katolicki, któremu Bóg powierzył obronę integralności i czystości moralnej, stojąc wyprostowany pośród otaczającej go ruiny moralnej, aby uchronić czystość związku małżeńskiego przed splugawieniem, podnosi głos swego boskiego poselstwa i przez usta Nasze ogłasza na nowo: Wszelki użytek z małżeństwa wykonywany w taki sposób, że akt ten świadomie udaremnia swoją naturalną moc rodzenia życia, jest wykroczeniem przeciw prawu Bożemu i naturze, a ci, którzy się temu oddają, naznaczeni są winą grzechu ciężkiego. Na mocy Naszej najwyższej władzy i w Naszej trosce o zbawienie dusz, upominamy więc kapłanów, którzy słuchają spowiedzi i innych, którzy mają pieczę nad duszami, aby nie pozwalali powierzonym im wiernym błądzić co do tego najpoważniejszego Prawa Bożego; a tym bardziej, aby sami byli odporni na takie fałszywe opinie, w żaden sposób nie przyzwalając na nie. Jeżeli jakikolwiek spowiednik lub duszpasterz, co nie daj Boże, wprowadzi powierzonych mu wiernych w te błędy lub przynajmniej utwierdzi ich przez aprobatę lub zawinione milczenie, niech ma na uwadze fakt, że musi złożyć surowy rachunek przed Bogiem, Najwyższym Sędzią, za zdradę świętego zaufania, i niech weźmie do siebie słowa Chrystusa: „Zostawcie ich! To są ślepi przewodnicy ślepych. Lecz jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną”. (Mt 15, 14) Papież Pius XI, Encyklika Casti connubii, 31 grudnia 1930, §§ 56-57
W ciągu trzech miesięcy od zakupu covidowych szczepionek dla 180 tys. najmłodszych „skorzystało” [gdzie tu korzyść, synku.. md] z nich niespełna 3 tys. – wynika z informacji podanych przez „Dziennik Gazetę Prawną”.
Gazeta przypomina, że możliwość podawania preparatów Pfizera dzieciom od sześciu miesięcy do czterech lat pojawiła się w grudniu 2022 r., gdy „minister pandemii” Adam Niedzielski poinformował o zakupie 500 tys. dawek. Szczepienie, tak jak u dorosłych, obejmuje trzy dawki.
WPolsce wciąż obowiązuje rekomendacja, aby szczepić również niemowlęta, ale w części krajów europejskich – np. we Francji – szczepienia dla populacji ogólnej nie są już zalecane; pozostają rekomendowane dla grup o podwyższonym ryzyku powikłań.
„Zapytaliśmy resort zdrowia, na jakiej podstawie zrobiono dla Polski tak duże zamówienie na zastrzyki dla najmłodszych, skoro zainteresowanie szczepieniami jest już niewielkie. MZ wskazuje, że podstawą były analizy przeprowadzone na bazie poziomu zaszczepienia starszych dzieci. W grupie 5-11 lat, czyli populacji liczącej 2,7 mln dzieci, pierwszą dawkę przyjęło 478 tys., czyli niemal 17 proc.” .
Dziennik zaznacza, że rząd wciąż próbuje wynegocjować z Pfizerem ograniczenie pierwotnie zamówionych dostaw. Natomiast koncern domaga się odbioru jeszcze ok 60 mlndawek dla dorosłych za cenę ok 6 mld zł.
Jak podaje gazeta, 788 tys. już się przeterminowało i zostało zutylizowanych.
===========
mail: Lekarz: „Będziesz mi niedzielskie horbany i simony opowiadał..”
Podobnie jak w wieku XVIII – Polska nierządem stoi.
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 7 marca 2023 nierządem stoi
Żyją jeszcze ludzie pamiętający klangor, jaki wydało z siebie stado autorytetów moralnych, po wygłoszeniu przeze mnie na antenie Radia Maryja w roku 2006 opinii, że podczas kiedy my jesteśmy zajęci instalowaniem demokracji na Ukrainie i Białorusi, od tyłu zachodzą nas Judejczykowie, pragnący wymusić na Polsce zapłacenie im haraczu pod pretekstem tak zwanych „roszczeń majątkowych”, odnoszących się do tzw. „własności bezdziedzicznej”.
Podnoszenie tych „roszczeń” przez stronę żydowską w całej rozciągłości potwierdza ustalenie Feliksa Konecznego o specyfice cywilizacji żydowskiej. Feliks Koneczny twierdził, że każda cywilizacja ma unikalny stosunek do – jak to nazywał – „quincunxa cywilizacyjnego”, czyli pięciu kategorii: dobra, prawdy, piękna, zdrowia i dobrobytu.
W skład kategorii „dobrobytu” wchodzą m.in. stosunki własnościowe. I na tym właśnie tle zaznacza się zasadnicza różnica między cywilizacją łacińską i żydowską. Na przykład Polska należy do cywilizacji łacińskiej, chociaż jej nieprzyjaciele nie ustają w wysiłkach, by ją cywilizacyjnie zbastardyzować, jak nie przez „judeochrześcijaństwo”, to przez „multi-kulti”. Ale prawo, podobnie jak zwyczaje, jeszcze opierają się na zasadach prawa rzymskiego. Toteż żadnemu Polakowi nie przyjdzie do głowy myśl, że jeśli w Chicago umrze jakiś Polak-obywatel amerykański,, a nie zostawi ani testamentu, ani spadkobierców ustawowych, to jakieś bliżej nieokreślone prawa do tego majątku mają wszyscy Polacy – bo to był Polak.
Tymczasem Żydzi mają do stosunków własnościowych podejście trybalistyczne – że jeśli umrze gdzieś jakiś Żyd, to do pozostawionego przezeń majątku mają jakieś bliżej nieokreślone prawa wszyscy inni Żydzi – bo wprawdzie on był de nomine jego właścicielem, ale przecież to mienie było jednocześnie „żydowskie”, czyli plemienne. Na tym właśnie opierają się wysuwane wobec Polski tak zwane „roszczenia” dotyczące „własności bezdziedzicznej”, która była „żydowska”. To, że Żydzi tak myślą i tak do tych zagadnień podchodzą, można zrozumieć, bo przecież są dziećmi tej cywilizacji.
Tymczasem Amerykanie, którzy teoretycznie stoją na nieubłaganym gruncie zasad prawa rzymskiego, zgodnie z którymi spadek bez dziedzica ustawowego lub testamentowego przypada państwu, którego zmarły był obywatelem – przeforsowali w Kongresie ustawę nr 447, zgodnie z którą Polska ma zwrócić mienie po Żydach – obywatelach polskich, wymordowanych na terenie Polski przez Niemców – żydowskim organizacjom „przemysłu holokaustu”, które nawet nie twierdzą, że są sukcesorami tego majątku, tylko zwyczajnie – chcą go zagarnąć.
Ze strony Naszego Najważniejszego Sojusznika jest to łajdactwo zupełnie wyjątkowe, ale widocznie kongresmani uważają, że na tym właśnie mają polegać braterskie stosunki sojusznicze, że brat brata w d… harata.
Wracając tedy do wspomnianego felietonu, to klangor stada autorytetów moralnych nie był niczym zaskakującym – bo nic tak nie gorszy, jak prawda. Inna rzecz, że stado, bez ośmieszenia, nie mogło tego powiedzieć wprost, więc uczepiło się „Judejczyków” – że to określenie „obraża naród żydowski” – jak uznała delatorska organizacja „Otwarta Rzeczpospolita” – a nawet jest „zaprzeczeniem holokaustu” – jak wydedukował sobie pan Białek, przewodniczący mikroskopijnemu stowarzyszeniu filosemickiemu im. Jana Karskiego z Kielc. Na szczęście prokuratura w Toruniu nie dała się zwariować i umorzyła sprawę wyjaśniając, że „Judejczykowie” to mieszkańcy Judei, w czym nie ma niczego obraźliwego, a na temat holokaustu nawet nie fatygowała się odpowiadać.
Ale teraz są inne czasy; teraz niezawisłe sądy padają na twarz przed delatorami, nawet jeśli są na azylu z powodu kondemnatki. Inaczej zresztą być nie może w sytuacji, gdy bezpieka podzieliła się na zwalczające się nawzajem partie polityczne, inspirowane przez zagraniczne centrale, do których bezpieczniacy przewerbowali się w okresie transformacji ustrojowej. Skoro bezpieczniacy się podzielili, to musieli też podzielić się konfidenci, a skoro konfidenci – to i rozmaici szermierze praworządności, co to myślą zgodnie ze sloganami tworzonymi przez pierwszorzędnych fachowców. Podobnie było w wieku XVIII, kiedy jedni magnaci brali jurgielt od jednego ambasadora, inni – od drugiego, a jeszcze inni – od trzeciego i tak viribus unitis doprowadzili państwo do całkowitej bezwładności i likwidacji. Bo skoro magnaci wysługiwali się obcym dworom, to tak samo postępowali ich klienci – a w Polsce bardzo wielu dygnitarzy, jeśli nie większość, to „klienci” jak nie jednej, to innej bezpieczniackiej watahy, która akurat ich zwerbowała a potem – wystrugała na dygnitarzy. Toteż służą gorliwie, każdy według swoich możliwości, a w rezultacie państwo jest stopniowo doprowadzane do stanu bezwładności, która może poprzedzać likwidację.
Nawiązując do wspomnianego felietonu z roku 2006, dzisiaj mógłbym powiedzieć na antenie, że kiedy my, na polecenie Naszego Najważniejszego Sojusznika, prowadzimy zwycięskie boje z Putinem, od tyłu zachodzą nas Niemcy, cierpliwie i metodycznie doprowadzając państwo do bezwładu, któremu właściwie nikt się nie przeciwstawia.
Czy to jest rezultat nieudolności, czy złej woli – może kiedyś się tego dowiemy, ale tak czy owak pan premier Mateusz Morawiecki, który w roku 1989 był zarejestrowany w aktach STASI jako tajny współpracownik, pod osłoną tromtadrackiej retoryki, w podskokach zgodził się na wszystkie niemieckie żądania, które Polskę doprowadzają do paraliżu. Na to nakładają się działania opozycji, która przy pomocy konfidentów z KOD-u, czy rozmaitych diabelskich „babć”, no i oczywiście – niezawisłych sędziów, albo konfidentów, albo nawet „cywilów”, którzy tylko chcieliby – podobnie jak kiedyś „liberum veto” – utrzymać i utrwalić stan całkowitej nieodpowiedzialności przed kimkolwiek – co jak wiadomo – utożsamiane jest z praworządnością.
Korzystając z tego, że nie tylko rząd i opozycja, ale i większość doprowadzonego do stanu onieprzytomnienia przez niezależne media głównego nurtu społeczeństwa, oczekuje z niepokojem, kiedy to Polskę zaatakuje Putin, Niemcy spokojnie wymuszają na naszym nieszczęśliwym kraju zachowania, jakie są pożądane z punktu widzenia potrzeb IV Rzeszy. Sztandarową sprawą jest finansowy szantaż jakiemu poddana została Polska pod pretekstem praworządności. Rywalizujące ze sobą obozy „dobrej zmiany” oraz zdrady i zaprzaństwa dochowały się własnych płomiennych szermierzy praworządności, wskutek czego ta dziedzina życia publicznego stała się rodzajem „karczmy zajezdnej”, w której panoszą się agenci „sascy, pruscy i rakuscy” – jak było w wieku XVIII.
Ponieważ rządowi forsa jest potrzebna choćby po to, by dzięki niej można było dogodzić Ukrainie zgodnie z umową z 2 grudnia 2016 roku, Komisja Europejska podyktowała panu ministrowi Szynkowskiemu (vel Sękowi), który podobno myślał, że prowadzi „negocjacje”, formułę bezwarunkowej kapitulacji Polski w sprawie organizacji najwyższych organów władzy sądowniczej.
Rządowa większość, pod komendą Naczelnika Państwa, który pod osłoną patriotycznych frazesów, przeforsował wcześniej ratyfikację ustawy o zasobach własnych UE, stanowiącej milowy krok na drodze „pogłębiania integracji”, czyli budowy IV Rzeszy, nadała tej formule kapitulacyjnej postać ustawy, którą pan prezydent Duda skierował przed podpisaniem do Trybunału Konstytucyjnego. Tymczasem Trybunał Konstytucyjny już wcześniej został doprowadzony do stanu bezwładności z powodu konfliktu między dwiema sędziowskimi partiami, z których jedna uważa, że pani Przyłębska już nie jest jego prezesem, a druga – że jest. Ponieważ stwierdzenie zgodności lub niezgodności ustawy skierowanej do TK przed jej podpisaniem przez prezydenta może nastąpić tylko w pełnym składzie Trybunału, też prawdopodobnie nie będzie mógł żadnego orzeczenia w tej sprawie wydać, bo posiedzenie TK w pełnym składzie musi zwołać prezes – a nie wiadomo, kto nim jest. Jestem przekonany, że skoro my o tym wiemy, to pan prezydent też nie może o tym nie wiedzieć i wydaje mi się, że właśnie dlatego tak postąpił z ustawą – żeby nie zmuszać Komisji Europejskiej do znajdowania nowego pretekstu dla dalszego blokowania pieniędzy dla Polski – co być może za dwa lata, kiedy będzie szukał sobie posady, zostanie mu policzone, a poza tym – żeby uniknąć oskarżenia, że „działa na szkodę Polaków” – jakim okładają się nawzajem obydwa obozy.
Ale Komisja Europejska wie, że na panu prezydencie do końca polegać nie można, więc na wszelki wypadek Europejski Trybunał Sprawiedliwości wytoczył polskiemu Trybunałowi Konstytucyjnemu proces, nie tylko o to, czy pani Julia Przyłębska jest prezesem, czy nie, ale i o to, czy wszyscy sędziowie tego Trybunału są naprawdę sędziami, czy też ustrojonymi w togi przebierańcami. No i najważniejsze. Chodzi o to, że TK wydał przed kilkoma laty orzeczenie, iż konstytucja Rzeczypospolitej ma charakter nadrzędny nad prawem unijnym. Sęk w tym, że Europejski Trybunał Sprawiedliwości jeszcze w 1964 roku, w sprawie Flaminio Costa przeciw E.N.E.L. sformułował obowiązującą po dziś dzień zasadę, że „prawo wspólnotowe” (bo w 1964 roku Unii Europejskiej jeszcze nie było, a tylko „Wspólnoty”) ma charakter nadrzędny nad prawem krajów członkowskich bez względu na rangę ustawy. Toteż pani sędzia Małgorzata Jungnikiel, podczas dyskusji na Uniwersytecie Warszawskim nad ewentualnym wejściem Polski do unii walutowej (do czego Polska zobowiązała się w traktacie akcesyjnym, chociaż na szczęście – bez określania terminu) powiedziała, że sądy w Polsce będą stosowały prawo unijne nawet w sytuacji jego sprzeczności z polską konstytucją.
Jestem tedy pewien, że dopóki ETS będzie się tą sprawą zajmował, jest pewne, że Trybunał nie tylko nie wyda żadnego orzeczenia, ale w ogóle nie będzie w stanie się zebrać. Jak widzimy, przynajmniej ten segment państwa został już skutecznie zablokowany na jakiś czas, a jeśli ten pretekst ustanie, to z pewnością konfidenci zwerbowani przez ABW w ramach „Operacji Temida” wymyślą jakiś kolejny. Słowem – podobnie jak w wieku XVIII „Polska nierządem stoi”.
Czy jednak stoi? Jak powiedziałby Kukuniek, ta sytuacja ma oczywiście wiele plusów ujemnych, ale i jeden plus dodatni – że przyjęcie formuły bezwarunkowej kapitulacji Polski, jaką Komisja Europejska podyktowała gwieździe naszej dyplomacji, czyli panu ministrowi Szynkowskiemu (vel Sękowi), zaczyna w odległą przyszłość się oddalać. To może jednak być zwycięstwo pozorne, a w dodatku – pyrrusowe – bo jego ceną będzie dalsze postępujące obezwładnianie państwa, które w końcu jeszcze raz może zostać rozebrane; z jednej strony przez pragnące dokończenia procesu zjednoczenia Niemcy, a z drugiej – przez „Judejczyków”, którzy przecież aż przebierają nogami, by zrealizować swoje „roszczenia” – co obiecał im dopilnować Nasz Najważniejszy Sojusznik, który przecież nie dla żartów przyjął ustawę nr 447.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
Ustawodawstwo proponowane w stanie Montana w USA zakazywałoby oddawania krwi lub narządów osobom, którym wstrzyknięto „szczepionkę” na COVID-19. Ustawa obejmowałaby również ludzi, którzy mają wysoki poziom białka kolczastego w wyniku „long covid”.
−∗−
Tłumaczenie artykułu z serwisu Expose News na temat proponowanych zmian w prawie stanu Montana w USA, a które dotyczą objęcia zakazem oddawania krwi i narządów osób, które przyjęły szczepienie przeciw covid-19. /AlterCabrio – ekspedyt.org/
_____________***_____________
Proponowane przepisy w Montanie zakazywałyby osobom zaszczepionym oddawania krwi
Ustawodawstwo proponowane w stanie Montana w USA zakazywałoby oddawania krwi lub narządów osobom, którym wstrzyknięto „szczepionkę” na COVID-19. Ustawa obejmowałaby również ludzi, którzy mają wysoki poziom białka kolczastego w wyniku „long covid” [tzw. ‘długi covid’ -tłum.].
Wnioskodawcy powiedzieli, że ustawa dotyczy autonomii medycznej i prawa do otrzymywania krwi od dawców, którzy nie zostali zaszczepieni przeciwko covid. Pozostali zwolennicy ustawy podnosili kwestię, że biorcy krwi nie powinni martwić się o niepożądane skutki w nagłych przypadkach.
Członek Izby Reprezentantów Greg Kmetz, inicjator projektu ustawy, powiedział, że rozmawiał z wyborcami, którzy powiedzieli, że nie chcą „zaszczepionej krwi, która jeszcze bardziej pogorszy sytuację zdrowotną pacjenta”.
Oprócz spowodowania poważnego niedoboru krwi w stanie, przeciwnicy ustawy wskazali, że nie ma możliwości przetestowania krwi zarówno pod kątem długiego covidu, jak i „szczepionki”.
Ustawa nr 645, formalnie wprowadzona do legislatury stanu Montana w dniu 17 lutego, przewiduje wykroczenie zagrożone grzywną w wysokości do 500 USD dla każdego, kto świadomie oddaje lub używa krwi lub narządów zawierających izolaty wprowadzone przez biotechnologie farmaceutyczne mRNA lub DNA lub zawierające duże ilości białka kolczastego w wyniku długiego covid-19:
Artykuł 1. (1) Osoba nie może świadomie oddać krwi pełnej, osocza, produktów z krwi, krwiopochodnych, tkanek ludzkich, narządów lub kości zawierających białka modyfikujące geny, nanocząsteczki, białko kolczaste o dużej liczbie wywołanej długim covid-19 lub inne izolaty wprowadzone przez szczepionki mRNA lub DNA, chemioterapie mRNA lub DNA lub inne nowe biotechnologie farmaceutyczne mRNA lub DNA.
(2) Nikt nie może świadomie używać, przyjmować, akceptować, wysyłać, przenosić ani podawać krwi pełnej, osocza, produktów z krwi, krwiopochodnych, ludzkich tkanek, narządów lub kości zawierających białka modyfikujące geny, nanocząsteczki, białko kolczaste o dużej liczbie wywołanej długim covid-19 lub inne izolaty wprowadzone przez szczepionki mRNA lub DNA, chemioterapie mRNA lub DNA lub inne nowe biotechnologie farmaceutyczne mRNA lub DNA.
Art. 3 ustawy stanowi, że o ile osoba nie została uznana za winną naruszenia art. 1, bank krwi lub bank tkanek nie może ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek obrażenia wynikające z transfuzji krwi lub przeszczepów narządów, o ile:
produkty z krwi lub produkty z tkanek zostały przebadane zgodnie z najnowszymi procedurami badawczymi i stwierdzono, że nie są niebezpieczne dla zdrowia biorcy, oraz _
produkty z krwi lub produkty z tkanek zostały przebadane i przetestowane pod kątem obecności białek zmieniających geny, nanocząsteczek, białek kolczastych o dużej liczbie wywołanej długim covid-19 lub innych izolatów wprowadzonych przez szczepionki mRNA lub DNA, chemioterapię mRNA lub DNA lub inne nowe biotechnologie farmaceutyczne mRNA lub DNA.
Jak donosi Daily Montanan, ci, którzy sprzeciwiali się ustawie, nieznacznie przewyższali liczebnie jej zwolenników. Wśród przeciwników znaleźli się Montana Nurses Association, Montana Hospital Association, Montana Medical Association i Montana Primary Care Association.
Naczelny lekarz Amerykańskiego Czerwonego Krzyża w zachodnich stanach, dr Walter Kelley, powiedział, że ta ustawa „zdziesiątkuje” podaż krwi w Montanie, ponieważ 80% populacji w tym stanie przyjęło co najmniej jedną dawkę szczepionki.
Cliff Numark, starszy wiceprezes Vitalant, organizacji non-profit zajmującej się pobieraniem krwi, powiedział, że nie ma możliwości przetestowania składników przedstawionych w ustawie, w tym białek zmieniających geny, nanocząstek, białek kolczastych o dużej liczbie wywołanej długim covid-19 i innych chemioterapii DNA, oraz pozostałych następstw związanych z covid-19. „Nie ma na to żadnego testu, więc nie bylibyśmy w stanie ustalić, czy ludzie to przyjęli, czy nie” – powiedział.
Powiedziano nam, że białko kolczaste SARS-CoV-2 zostało zakodowane w „szczepionkach”. A mRNA szczepionki instruuje ciała osób zaszczepionych, aby wytworzyły białko kolczaste SARS-CoV-2. Powiedziano nam również, że testy covidowe wykrywają określony materiał genetyczny i zostały dostosowane do testowania materiału genetycznego specyficznego dla różnych wariantów SARS-CoV-2.
Na swojej stronie internetowej CDC stwierdza: „Test amplifikacji kwasu nukleinowego [NAAT] to rodzaj wirusowego testu diagnostycznego na SARS-CoV-2, wirusa wywołującego covid-19. NAAT wykrywają materiał genetyczny (kwasy nukleinowe). Testy NAAT dla SARS-CoV-2 specyficznie identyfikują sekwencje RNA (kwasu rybonukleinowego), które składają się na materiał genetyczny wirusa”.
Cleveland Clinic twierdzi, że test PCR jest „złotym standardem testu do diagnozowania covid-19… Jest dokładny i niezawodny… Testuje obecność materiału genetycznego rzeczywistego wirusa lub jego fragmentów podczas rozpadu… Test może również wykryć fragmenty wirusa, nawet jeśli nie jesteś już zarażony”.
Testy na covid, jak mówią, są tak dokładne i wiarygodne, że od początku „pandemii” pozytywny test oznaczał „przypadek”. A liczba „przypadków” została wykorzystana do usprawiedliwienia rujnowania życia i źródeł utrzymania poprzez zamykanie gospodarek, zamykanie szkół i odbieranie naszych niezbywalnych praw i wolności. Jednak Numark twierdzi, że nie ma testu do wykrywania białka kolczastego i innego materiału genetycznego u dawców – prawdopodobnie dlatego, że, co dziwne, testy NAAT i PCR są dokładne i niezawodne tylko w wykrywaniu „przypadków”.
Oni są wśród nas czyli po co nam nowy bank Oficjalna polityka służby krwiodawstwa brzmi: „każdy, kto otrzymał szczepionkę, może oddać krew natychmiast, nie ma czasu oczekiwania [karencji], możesz dosłownie wyjść z kliniki, w której otrzymałeś szczepionkę, a pięć minut […]
___________________
Krew zaszczepionych czyli covidowe dylematy Czy powinniśmy mieć prawo odmówić transfuzji krwi od osób zaszczepionych na COVID-19? A co z narządami oddanymi przez zaszczepionych? W większości krajów każdy zaszczepiony na COVID-19 może oddać krew natychmiast […]
___________________
Kumulacja poszczepienna czyli co robią nanocząstki lipidowe (…) dr Robert Malone, twórca technologii szczepionek mRNA, powiedział, że nanocząstki lipidowe szczepionki przeciw COVID – które mówią organizmowi, aby wyprodukował białko kolczaste – opuszczają miejsce wstrzyknięcia i gromadzą się […]
, „Znany oszust, wyłudzacz pieniędzy na nieistniejące projekty i hochsztapler”, Krzysztof Pyrć po raz kolejny zaatakował polskich lekarzy i naukowców.
Spotkała go za to reprymenda od Normana Jana Pieniążka, Wynalazcę i współwłaściciela patentu wykrywania ludzkiego adenowirusa, członka wielu prestiżowych organizacji naukowych, wieloletniego wykładowcę i badacza.
Znany oszust, wyłudzacz pieniędzy na nieistniejące projekty i hochsztapler
Krzysztof Pyrć, który wsławił się, miedzy innymi, takimi oświadczeniami:Już prawie mam super test na wykrywanie wirusa SARS-CoV-2 przy pomocy biosensorów (wiosna 2020)
Polacy są tak głupi, że gdyby nauczyli się nosić maseczki, zmarłoby o 50 tysięcy mniej. Tu Pyrć nie zaznaczył, że ponad 100 lat badań nad rozprzestrzenianiem się wirusa grypy udowodniło, że maseczki tak chronią nas przed wirusami, jak płot z siatki przed komarami.
Zaszczepcie się na COVID-19, bo to uchroni was przed zgonem na tą chorobę. Zapomniał, że na podstawie wiadomości o pseudoszczepionkach opartych na mRNA wiadomo było, że te pseudoszczepionki prędzej zabiją zaszczepionego niż mu pomogą
A co do żerowania na strachu ludzi zarabiając na tym od producentów niepotrzebnych testów i szkodliwych pseudoszczepionek, to nie ma większego speca w Polsce.
itd, itp
ma czelność oskarżać innych o hochsztaplerstwo.
Zanim stanie przed Trybunałem Stanu z oskarżenia o ludobójstwo, powinien chyba poprosić o azyl w Iranie czy w Korei Północnej.
To nie ja zamordowałem ponad 250 tysięcy Polaków a Pyrć, którego podpis widnieje na dyrektywie innych morderców dekretujących, że ludzi z rozpoznanie po nic nie znaczącym testem na COVID nie wolno leczyć antybiotykami. I tak Pyrć i jego banda kasowali pieniądze za każdego zabitego.
________________________________________
Nie ma dnia, aby do wiadomości opinii publicznej nie przedostawały się, niestety po czasie, fakty związane z manipulacjami w sprawie wywołanej sztucznie psyhopandemii.
“Brytyjski “The Sunday Telegraph” ujawnił skandaliczne wiadomości, jakie w grudniu 2020 r. ówczesny brytyjski minister zdrowia Matt Hancock wymieniał ze swoimi doradcami ws. pandemii COVID-19″.
W wiadomościach wysłanych 13 grudnia 2020 r. Hancock wyrażał zaniepokojenie tym, że władze Londynu mogą się sprzeciwiać nowemu lockdownowi. “Zamiast dawać zbyt wiele sygnałów wcześniej, możemy rzucić na boisko nowy wariant” — napisał jeden z doradców, na co Hancock odpowiedział: “Wystraszymy nowym wariantem, że wszystkim spodnie pospadają”. “Tak, to właśnie spowoduje odpowiednią zmianę zachowania”
Na dzień dzisiejszy jeśli mielibyśmy rozczłonkować to słowo, to wyglądałoby ono tak oto:
Good – tłumaczone jako dobry – i Bye – tłumaczone jako do widzenia
Gdybyśmy chcieli to połączyć wyszłoby mniej więcej tak: ” do dobrego zobaczenia ponownie” lub bardziej dosłownie tłumacząc “dobrego do widzenia”.
Jednakże w staroangielskim owo pożegnanie brzmiało zupełnie inaczej:
GOD BE WITH YOU
Co można przetłumaczyć na
Niech Bóg będzie z tobą.
Jest różnica?
“Do dobrego zobaczenia ponownie” a “Niech Bóg będzie z tobą.”?
Kolosalna.
Anglia została przejęta przez Chazarów i w pewnym momencie usunięto Boga z pożegnania i podejrzewam, że uczyniono tak z wieloma wyrażeniami.
Niedawno nasza Siostra z diskorda witając się z kimś uznała, że powinna powiedzieć do kogoś “dzień dobry bo Bóg jest dobry”. Powiedziała tak.
W tym samym dniu podchodząc do swego auta zobaczyła karteczkę za wycieraczką “Bóg Cię kocha”. Nie wiadomo skąd i jak się tam znalazła.
Wszyscy współpracują z Bogiem ku dobremu.
Dzisiaj sławi się różnych celebrytów, ale mało kto sławi Boga, który chce nas uratować od zła.
Ci ludzie nic nie zrobili dobrego dla żadnego człowieka, a dla chwały swojej i dla pieniędzy. Nikt pod ich wpływem nie zmienił swego JA na lepsze, nie została dokonana zmiana umysłu i pragnienie czynienia dobra.
Sławmy więc Boga bo jest DOBRY.
Chwała Jezusowi Chrystusowi.
=========================
MD: Komuchy w latach 50-tych zeszłego wieku uczyły w szkołach dzieci, by nie pisały: „Roku Pańskiego”, czy AD [Anno Domini], lecz „naszej ery”. – A czyja to ta era, panie psorze?? – pytaliśmy członka [partii, oczywiście].
Teraz, po paru dziesięcioleciach, już prawie NIKT nie pisze AD…
Et, wielkie słowa. Na kłamstwie wszystko można zbudować. I tylko na kłamstwie…
CZĘŚĆ DRUGA CYKLU POWIEŚCIOWEGO
Andrzej Juliusz Sarwa
CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (8)
Wenecki karnawał
Sanie sunęły gładko, czas mijał jakby szybciej, podróżnym zdawało się, że to nie dni przepływają, a godziny, owładnął nimi bowiem jakiś stan dziwny, który zdawał się być ni to snem, ni to majakiem na jawie, ni to miłym odrętwieniem, czymś, co przypominało zawieszenie pomiędzy tym, co prawdziwe, a tym, co nierealne. Dopiero gdy minęli rogatki Wiednia, jakby się przecknęli i wrócili do rzeczywistości…
Gdy już wynajęli kwaterę, markiz poinformował Mikołaja i jego opiekuna, że daje im teraz wolną rękę i że mogą zwiedzić Wiedeń, bo warto, bo jest tu co zobaczyć, ale niech nie zapominają nadal ćwiczyć się w hiszpańskim, on sam wszelako jest zmuszony opuścić ich na dwa dni, aby załatwić pewne sprawy, które ma tutaj do załatwienia. Niechaj się jednakowoż nie obawiają, bez jego – jak zauważył krępującej ich nieco – obecności lżej się poczują, a i będą się mogli zabawić, bo wszak jest przecie karnawał.
Istotnie, ten krótki czas dwóm Polakom mijał bystro, a i przyjemnie też, bo grosza mieli sporo i z żadnymi wydatkami liczyć się nie musieli. Pan Bartusz, szczególnie gdy sobie zaraz pierwszego wieczora podchmielił, bawił się jakby miał lat naście, a nie dziesiąt, jednakże miary przyzwoitości nie przekroczył.
Trzeciego dnia i to zaraz jak się tylko rozwidniło, markiz zarządził wyjazd.
– Dokądże teraz? – zapytał Mikołaj.
– Do Wenecji – odrzekł tajemniczy arystokrata.
Hiszpan strzelił z bata i wypoczęte, odkarmione na postoju konie ruszyły żwawo…
* * *
Mikołaj był oszołomiony. To, co ujrzał na ulicach i kanałach tak cudnego, a zarazem osobliwego miasta, jakim była dlań nieznana dotąd Wenecja, przechodziło jego najśmielsze oczekiwania. Tłumy bawiły się w najlepsze, a zabawa była pyszna. Widać było i to, że bez wątpienia obficie podlana jest winem, a i ma po części orgiastyczny charakter. Kobiece maseczki polowały na męskie, męskie zaś na kobiece… i zapewne nie po to, by gdzieś w zacisznym zaułku, na uboczu, w gęstym mroku otulającej świat, porozmawiać wyłącznie onajnowszej modzie…
Wszędzie aż oczy ćmiły piękne stroje, bogate w ornamenty i ozdoby, stroje w większości o przeważających barwach – białej i czarnej, zdobne srebrzystymi bądź bardzo jasnymi aplikacjami. Bawiący się mieli zaś białe nieruchome maski na twarzach, zwane baùta1, na głowach zaś różne nakrycia – kobiety najczęściej zdobne piórami, mężczyźni skromniejsze, na ogółtricorno2. Powietrze zaś przepełnione było tumanami białego pyłu, który powstawał zciskanego w górę garściami konfetticzerpanego z większych czy mniejszych worków porozstawianych obficie na ulicach i placach, konfettimającego postać drobnych kuleczek granulowanej kredy bądź gipsu3. Oczywiście brudziło to kostiumy, lecz w szaleństwie i uniesieniu, w ferworze zabawy nikomu owo nie przeszkadzało.
Mikołaj zatrzymał się i chłonął oczami to niesamowite widowisko, w którym nader chętnie sam zostałby aktorem, ale jego mentor pociągnął go za rękaw i przeciąwszyPiazza San Marco4, skierował się w stronę Canal Grande5, gdzie zgrabnie wskoczył do czekającej już tam niewielkiej łodzi, gestem zapraszając Mikołaja, by poszedł w jego ślady. Łódka sunęła bezszelestnie po gładkiej toni, trzymając się nabrzeża, aby Mikołaj mógł się delektować widokiem okazałych budowli, które rozświetlonymi oknami, zda się, przypatrywały się temu przybyszowi z dalekiej północnej krainy, nieomal maczających stopy w wodzie, jakby chcąc ku niemu jeszcze bardziej się zbliżyć i zajrzeć mu prosto w oczy…
Wreszcie jednak dobili do podestu przy Palazzo Grimani di San Luca6.
Mikołaj – mimo mroku, dzięki blaskowi licznych pochodni, które budziły tajemnicze cienie śród kolumn, w ornamentach i zdobieniach, patrzył z zapartym tchem na tę wspaniałą rezydencję.
Montferrat zgrabnie wyskoczył na podest i wspiąwszy się po kilku nieco zniszczonych czasem i wilgocią drewnianych schodkach, zagłębił się w korytarz wiodący ku drzwiom głównego wejścia. Młodzieniec podążał krok w krok za nim. Po obu stronach widział mrok rozświetlony drżącymi nieco w lekkim przeciągu płomieniami i rząd kolumn o korynckich kapitelach. W głowie kręciło mu się od licznych wrażeń, a serce łomotało niespokojnie na myśl o tym, co go tam czeka… za drzwiami owego italskiego pałacu, ale także innego zgoła świata niż ten, który dane mu było poznawać do tej pory.
Montferrat odwrócił się do chłopaka i szeptem go poinstruował:
– Niechaj cię nie zdziwi nic, co zobaczysz, ani co usłyszysz… a w szczególności to, co będzie odnosić się do mnie.
– Tak, rozumiem.
* * *
Gdy przekroczyli te, dla Mikołaja zaczarowane drzwi, Montferrat zbliżył się do mężczyzny przyodzianego w bogatą liberię i szepnął mu coś do ucha, ten zaś, głośno i wyraźnie zaanonsował wchodzących:
– Panowie marchese di Balletti, conte di Montferrat z towarzyszem, cavaliereNicola de Bialecki!
A potem… potem damy i panowie, na wpół dzieci i zgrzybiali staruszkowie, wywoskowane mozaikowe podłogi, w których odbijały się migocące płomyki setek i setek świec. Cudowna renesansowa architektura i takież same zdobienia, meble, obicia, obrazy, rzeźby, polerowane brązy i marmury… Ciężkie duszące perfumy, twarze w maskach i twarze bez masek… Muzyka… przepiękna muzyka… Rozpoznał prześliczneadagio mistrza Tomaso Albinonioniego, które – ilekroć jego uszu doleciały owe dźwięki – tylekroć smutek wgryzał mu się w duszę, a przed oczami stawało wszelkie zło i wszelka bieda, jakiej doświadczył w życiu i na koniec nieodmiennie oczy zachodziły mu łzami…
Dziewczyna dyskretnie uchyliła maskę, a Mikołaj na widok jej urody aż zadrżał.
– Monsieur! Czyżbym pana przestraszyła?
– Och… nie… wręcz przeciwnie… poraziła mnie pani uroda… jej bezgraniczne piękno…
Dziewczyna zaśmiała się cichutko.
– Widać, żeś pan niebywały na salonach. Panie… panie…
– Mikołaj Białecki.
– I cóż to znaczy?
– Nicola Bialecki… tak bardziej po waszemu.
– Ach tak! Zatem jesteś pan cudzoziemcem, monsieur?
– Polakiem.
Dziewczyna skrzywiła się lekko.
– I czemuż to się pani krzywi?
– Jakby rzec… wy Polacy nie cieszycie się najlepszą reputacją w świecie.
– I czemuż to? Cośmy komu zawinili?
– Prawdę rzekłszy, to nie wiem… Powtarzam com gdzieś tam, kiedyś zasłyszała. Nawet nie pamiętam gdzie i od kogo…
– Pani pozwoli, że się oddalę.
– Nie jest pan ciekaw monsieur, mojego imienia?
– Ba! Najpierw mnie pani obrażasz, potem zmieniasz front, łasisz się… Nie jest to miłe… ani uprzejme… ani mądre… ani… przyzwoite… Właśnie, tego ostatniego najbardziej pani brakuje, demoiselle – przyzwoitości.
Dziewczyna wyraźnie się zmieszała.
– Wybacz… Nicola… nie miałam takiego zamiaru… Czy mi pan wybaczy? Proszę?
Uniosła dłoń, jakby ją chciała wesprzeć na jego ramieniu, ale zmitygowała się i się cofnęła, zdawszy sobie sprawę z niestosowności takiego zachowania.
– I cóż mam z panią począć?…
– Wybaczyć…
– Zdajesz się, pani, być nazbyt swobodna.
– Zatem się mnie lękasz? A może mną pogardzasz?
Mikołaj nie opowiedział i zapadło dość długie ciężkie, bardzo wymowne milczenie, milczenie potwierdzające wszystko to, o co go panna zapytała. W końcu nieznajoma powiedziała:
– Podejdźmyż może bliżej i popatrzmy, kto tak cudnie śpiewa… Wybacz monsieur tę moją nachalność, to zachowanie niestosowne, alem dopiero wyszła z klasztoru i wolność, swoboda i odrobina wybornego wina, uderzyły mi do głowy.Nie tylko nie znam świata, ale też i nikogo tutaj, prócz mojej starej i głuchawej ciotki, która wprowadziwszy mnie do tego salonu, zamiast przedstawić – pozostawiła samej sobie.
Mikołaj, słysząc to, nieco się udobruchał.
– To podobnie jak mnie… I ja również niedawno opuściłem jezuicką uczelnię, Academia Gostomiana, a mój mentor przywiódłszy tu, postawił w takiej samej sytuacji, jak ciotka ciebie, panno…
– Pauline.
– I to wszystko?
– Być może?… być może na razie… będzie, jak Los zechce… – uśmiechnęła się na poły smutno, na poły tajemniczo. – Ale chodźmy, caro amico, posłuchać tych wspaniałych barkaroli9, które tutaj niezbyt wyraźnie brzmią!
Istotnie orkiestra zamilkła, a zamiast niej śpiewał duet – złożony z jego mentora, który teraz przybrał nazwisko Balletti – a może miał do niego prawo, kto to wie? – i jakiejś uroczej, wyglądającej najwyżej na szesnaście lat panny, pięknej niczym ciepłe majowe przedpołudnie rozwonione kwitnącymi sadami i dzikimi różami obsypanymi delikatnym kraśnym kwieciem.
Zebrani słuchali zachwyceni, a kiedy śpiewacy zakończyli występ, posypały się rzęsiste oklaski i okrzyki:
– Bravo! Bravo! Bravissimo!
Markiz Balletti głęboko pochylił się nad drobną, kształtną rączką o wysmukłych palcach, którą współśpiewaczka doń wyciągnęła, lecz jej nie dotknął wargami, tylko zawisł nad nią blisko, bardzo blisko, tuż...
A później odsunął się nieco na bok i wskazując otwartą dłonią na dziewczynę, sam zawołał:
– Bravo! Bravo! Bravissimo!
Wywołało to jeszcze większe owacje, a zaraz potem wielkie zainteresowanie owym, nikomu nieznanym, arystokratą. Ten ostatni zaś skinąwszy głową, przyzwał do siebie Mikołaja, więc kiedy podchodzono przedstawić się, przywitać i pogratulować znakomitego śpiewaczego występu, markiz – korzystając z okazji – jednocześnie dokonywał prezentacji swojego młodziutkiego podopiecznego.
Nie trzeba było wiele czasu, aby obydwaj stali się modni.
– Kim jest to dziewczę, z którym tak miło gawędziłeś, Mikołaju? – zapytał markizpo polsku.
– Nie wiem, panie. Poza tym, że ma na imię Pauline.
– To istotnie niewiele, ale zdaje mi się, że dzięki niej miałbyś możność wejść do towarzystwa.
– Pan markiz ją zna?
– Cóż… nawet jakbym ci powiedział, że znam… cóż… i znam i nie znam…
– Nie rozumiem.
– Jeszcze nie rozumiesz. Przyjdzie jednak czas, że więcej pojmiesz, niż teraz byłbyś sobie w stanie wyobrazić. Ale dajmy temu pokój. Lepiej chodźmy jej poszukać, tego twojego ptaszęcia.
– Ośmielę się zaprotestować – bynajmniej nie mojego!
– Ach tak! Na razie! – markiz roześmiał się perliście. – O popatrz! Tam jest. O tam stoi w towarzystwie starej damy. Idźmyż tedy.
Podeszli. Balletti skłonił się staruszce, skłonił i dziewczęciu.
Kobiety odwzajemniły ukłon. Nim jednak markiz otwarł usta, starsza z dam przyłożywszy lorgnette10 do oczu, bacznie wpatrywała się w twarz Ballettiego.
– Ja pana skądś znam, panie…
– …markiz Balletti. Być może, łaskawa pani, być może.
– Nie mogę sobie jednakowoż przypomnieć gdzie i kiedy spotkaliśmy się…
– …spotkaliśmy się w Paryżu, niedługo po narodzinach Ludwika XIV, w roku 1638, późną jesienią, w Luwrze, gdzie byłaś przedstawiana u dworu.
– Panie markizie! Owszem byłam tam i byłam przedstawiona na dworze. Przypominam sobie również mężczyznę, uderzająco podobnego do ciebie… wszakże… to nie mogłeś być ty! Tamten wyglądał na czterdzieści – czterdzieści pięć lat i ty wyglądasz na tyle. Zatem mógł to być twój ojciec.
– Nie, pani markizo… to byłem ja…
– Markizo? Jeszcze nie poznałeś mojego nazwiska!
Balletti tajemniczo, a zarazem łagodnie się uśmiechnął.
– Nie… to nie mogłeś być ty… musiałbyś mieć dziś co najmniej sto lat! A ty wciąż wyglądasz na te lat czterdzieści.
– Zapewniam panią, że mówię prawdę.
– Słowa…
– Mogą być i dowody.
– Jakie?
Markiz pochylił się do ucha damy i wypowiedział kilka zdań. Ta ostatnia zbladła i osunęła się na stojący w pobliżu fotel na wpół omdlała.
– Kim ty jesteś? Kim jesteś? Bo chyba nie człowiekiem? Demonem?
– Pani wybaczy, markizo – Balletti ukłonił się i pociągnąwszy za sobą Mikołaja, nieśpiesznie udał się w kierunku wyjścia z pałacu.
Mijając Pauline, markiz na krótką chwilę zatrzymał przy niej, wsunął coś zdumionemu dziewczęciu w dłoń i szepnął:
– Błagam, przekaż to posłańcowi…
– Cóż to takiego?
– Niewinny liścik…
– A pan sam nie może, panie markizie?
– Czas, czas mnie popędza…
– A posłaniec?
– Rozpoznasz go bez trudu, albowiem nie ma tutaj drugiej takiej maski.
Młodzieniec obejrzał się jeszcze raz i drugi, zerkając na Pauline. Ni stąd, ni zowąd poczuł bowiem w sercu żar i gorącość w głowie, gdy na nią spoglądał.
* * *
Niewielka, lecz zgrabna łódka markiza wolno i bezszelestnie sunęła po mrocznych wodach Canal Grande. I Mikołaj i Balletti milczeli zamyśleni. Jeszcze kilka uderzeń wioseł i czółenko dotknęło dziobem podestu przed wejściem do wynajętego przez markiza domu.
Chłopak i jego mentor zwinnie wskoczyli na platformę zbitą z solidnych desek i skierowali ku licho oświetlonemu wejściu. I oto naraz, nie wiedzieć skąd, skądś z najgłębszych ciemności, wychynęła męska postać, w budzącym grozę kostiumie, przywodzącym na myśl Śmierć Czarną znaną tu jakoMorte Nera, a dalej na północ, za Alpami,Plague11. Mężczyzna ów, z postury sądząc mężczyzna,przyodziany był w długi do kostek płaszcz czarny, z szerokimi rękawami. Twarz zakrywała mu maska przypominająca ptasią głowę z okrągłymi, wyłupiastymi oczami i długim zakrzywionym białym dziobem. Na głowienatomiast szczelnie opiętej czarną materią miał, również czarny, okrągły płaski kapelusz z niewielkim niepodwiniętym rondem.
Mężczyzna ów, który pojawił się nie wiadomo skąd, mijając Mikołaja, który przystanął, aby go przepuścić, zatoczył się na młodzieńca, tak jakby był pijany i dyskretnie wcisnął mu do ręki kawałek papieru.
– Precz, opoju! – markiz zamierzył się na intruza trzcinową laską, którą niekiedy nosił nie z potrzeby aodparady, hołdując aktualnej modzie.
Mężczyzna zwinnie uniknął ciosu i rozpłynął się w czerni nocy. Mikołaj zaś, sam nie wiedząc dlaczego, odruchowo schował podany mu zwitek papieru do kieszeni, całe zajście zachowując w dyskrecji przed Ballettim.
* * *
Markiz, siedząc vis-à-vis Mikołaja, przyglądał mu się przez chwilę, a potem zapytał:
– Czy gdybyśmy się rozstali, byłoby to dla ciebie wielką tragedią?
– Panie markizie… cóż mogę rzec… Prawie was nie znam… Ergo, tragedią by to nie było… Wybaczcie wszakże, jeśli tymi słowami sprawiłem wam przykrość. Nauczony jestem jednak zawsze mówić prawdę… co w dzisiejszych czasach raczej jest wadą, a nie zaletą…
– Prawdomówność w każdych czasach jest wadą. Kłamstwo jest przydatne. Ba! Nieodzowne! W tym jednak przypadku twoja szczerość ma dla mnie większą wagę niż najsłodszełgarstwo.
– Zamierzacie mnie, panie, opuścić? Czy może raczej przepędzić?
– Tak, Mikołaju, opuścić… czy na zawsze?… któż to wie… na pewno jednak na dłuższy czas, który spożytkujesz wedle swego uznania… i… zastanowisz się, czy zechcesz mi służyć, gdy kiedyś po ciebie przybędę… a co ongiś tak gorąco deklarowałeś w Sandomierzu w tę pamiętną smutną noc…
Balletti zamilkł. Milczał też Białecki. W końcu jednak ten pierwszy przerwał ciszę.
– Czy masz jakiś pomysł? Czy wiesz, gdzie chciałbyś się udać? Co byś chciał zobaczyć? Funduszy ci nie brakuje, na najdziksze nawet przedsięwzięcia. Nikt cię z niczego nie będzie rozliczał. Świat stoi przed tobą otworem.
– Świat? Panie markizie! Przed lichym szlachetką? Nie jestem wszak karmazynem, a z nędzy tyś mnie wyciągnąć raczył, monsieur. Jaki świat? Jaki więc świat? Pieniądze wiele znaczą, ale nie wszystkie drzwi otwierają…
– Może, ale ty masz królewską fortunę! A takim lichym szlachetką, bynajmniej być nie musisz.
– I cóż to znaczy?
– Na przykład mógłbym dowieść, że jesteś skoligacony – odległe by to były co prawda koligacje – niemniej jednak… na przykład… na przykład… z panem starostą sądeckim Jerzym Aleksandrem Lubomirskim12. A książęca to krew… I jak mniemam niedługo wojewoda sandomierski, a więc trzeci dostojnik w Rzeczypospolitej...
– Ja?
– Ty?
– A pan Lubomirski wie o tym?
– Skądże, nawet ja jeszcze minutę temu o tym nie wiedziałem – zaśmiał się markiz. – Lecz zawsze przecie może się dowiedzieć!
– I jakże?
– A czyż to wielki wyczyn sprokurować odpowiednie dokumenty?
– To oszustwo, za które gardłem każą!
– Wszak ty byś o niczym nie wiedział. Przynajmniej oficjalnie. To już by moje było zadanie! – Balletti parsknął śmiechem, bo świetnie się bawił.
Mikołaj wpatrywał się jednak na poły zdumiony, na poły przerażony i mocno zdezorientowany w twarz markiza.
– Ale przecie on, Lubomirski, jest jawnym przeciwnikiem króla! A to mi co najwyżej może zaszkodzić! Zresztą, co dobrego można zbudować na kłamstwie?
– Et, wielkie słowa. Na kłamstwie wszystko można zbudować. I tylko na kłamstwie. Cały ten świat jest na kłamstwie umocowany i na nim stoi. Lepiej powiedz którego króla masz na myśli?
– No, polskiego, Augusta…
– A cóż cię onże August obchodzi? Lubomirski ongiś popierał Contiego, więc we Francji ma poważanie. Albo jeszcze lepiej! Uczynię cię hrabią! Dziś nastały takie czasy, że każdy musi być hrabią.
– Jakże to? Kolejne oszustwo pan markiz planuje?
– Ależ skąd. No, może po części. Wiedz jednak, iż twoje hrabiostwo, chociaż odrobinę naciągane, dałoby się jednak udowodnić.
– Nie pojmuję.
– Chyba, chłopcze wiesz, iż twój naddziad poślubił hrabiankę d’Urgel y d’Osona?
– Cóż z tego?
– To naginając nieco prawo, uczciwość i przyzwoitość możesz przybrać nazwisko i tytuł. Jak pięknie by to brzmiało: Nicolás Bialeckiconde d’Urgel y d’Osona. Czyż nie? A takim nazwiskiem uzbrojony, śmiało już możesz wyruszyć do Francji!
– Krew po babce, po matce, to się tylko u Żydów dziedziczy, panie markizie. Jakże to więc? Oszustwo jawne!
– Ba! Ale jakże we Francji przydatne! Jezuicki wychowanek, a po jezuicku zgoła nie myśli! Zresztą, żeby być w sumieniu spokojnym, możesz go używać jako pseudonimu… albo… albo… niekoniecznie, bo chociaż przodek twój cały pirenejski majątek – ziemię, kozy i barany sprzedał był, to samą górę i zamek na niej pozostawił. A jedynym jego dziedzicem ty jesteś i na dodatek, kiepsko, bo kiepsko, ale po hiszpańsku już mówisz – markiz znów się roześmiał.
– A czym ja, panie markizie, wspomniał choć słówkiem, że się do Francji wybieram?
– Ba! Każdy by chciał zobaczyć Paryż, Wersal…
– Niby tak…
– A Białeccy już tam przecie bywali…
– Co im na zdrowie nie powychodziło.
– I cóż z tego?…
– Zatem nie zaprzeczacie temu, panie markizie?
– Czemuż tu zaprzeczać? I po co? Inne to były czasy, inne okoliczności… No? Przyznaj się, Paryż budzi w tobie pokusę?
– Pan pozwoli, panie markizie, ale nie odpowiem na to pytanie.
– Nie musisz odpowiadać już, natychmiast. Jeszcze jeden dzień przed nami. Jutro 4 marca, martedì grasso –tłusty wtorek13, jak to Italczycy go nazywają,ostatni dzień karnawału.
– A potem?
– A potem każdy z nas pójdzie w swoją stronę. Dałem ci wykształcenie, ogładę, bogactwo, podpowiedziałem tytuł. Co z tym zrobisz? To już twoja sprawa…
– Ja wszakże wciąż nie pojmuję, dlaczego pan, panie markizie, wszystko to dla mnie uczynił…
Balletti zapatrzył się w głuche okno, za którym mrok zdawał być tak gęsty, jak dobrze ubite masło, dające się kroić nożem.
– Przyjdzie dzień, kiedy sam wszystko pojmiesz… No dobrze, a teraz czas na spoczynek!
Balletti podniósł się i pośpiesznie opuścił salon. Mikołaj podążył za nim. Po kilku chwilach każdy z nich wszedł do swojej sypialni…
* * *
Mikołaj mógł wreszcie sięgnąć do kieszeni, w której ukrył papier podany mu przez nieznajomego w budzącym grozę kostiumie przywodzącym na myślŚmierć Czarną…
Wydobył ćwiartkę papieru złożoną jeszcze na pół. Rozpostarł ją, rozprostował i zobaczył jedno tylko zdanie napisane starannym kobiecym pismem:
W Paryżu, w domu przy Rue du Cloître-Notre-Dame No8. – P.
Mikołaj przeczytał te słowa z niemałym zdumieniem. Wyglądało na to, że owo P. stanowiące podpis, może się odnosić do Pauline, bo do kogóż by innego? Skądże jednak wiedziała, dokąd posłać doręczyciela liściku? Bez wątpienia byli śledzeni. Co i nie było zbyt trudne, płynęli bowiem tuż przy brzegu, na dodatek nieśpiesznie, więc zwinny mężczyzna bez trudu mógł im towarzyszyć, idąc szparko wzdłuż kanału.
Co to jednak miało znaczyć? Nie wiedział.
Proponowała mu schadzkę? Gdzie? W swoim domu? W Paryżu? I czyniła to teraz, tutaj, w Wenecji, nie mając pojęcia, bo przecie o tym nie rozmawiali, że młody Polak do tegoż Paryża pojedzie? On sam tego nie wiedział! Nawet mu coś takiego jeszcze wtedy przez myśl nie przeszło!
Dziwne to wszystko było, bardzo dziwne.
Mikołaj postanowił sobie, że następnego dnia, przy śniadaniu wtajemniczy markiza w całą sprawę i zasięgnie jego rady. Uspokoiwszy się nieco tą decyzją, ułożył się w pościeli i nie minęło minut kilka, a Morfeusz14 wziął go w swoje objęcia. Młodość bowiem ma to do siebie, że bez względu na okoliczności sen miewa krzepki…
=-=================-===============-=
Książkę w wersji papierowej można, klikając w poniższy link, kupić tu:
1Baùta – najpospolitszy i najbardziej klasyczny z karnawałowych kostiumów weneckich, noszony zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn, po to, aby całkowicie uniemożliwić rozpoznanie, kto się pod nim kryje. Jest on używany do dziś. Składa się z bardzo obszernego czarnego lub innej barwy, ale ciemnego płaszcza zwanego tabarro, białej maski określanej mianem larva i trójgraniastego kapelusza – tricorno. Larva była najwygodniejszą z masek, ponieważ jej kształt i konstrukcja pozwalała nie tylko swobodnie rozmawiać, ale nawet jeść i pić bez jej zdejmowania.
Drożyzna nie odpuszcza. Drastyczne podwyżki objęły nowe grupy produktów. Aż o 59 proc. podrożały w rok ręczniki papierowe. Za papier toaletowy oraz margarynę do pieczenia płacimy obecnie odpowiednio 47 proc. i 45 proc. więcej. Kolejne na liście są banany, jaja, proszek do prania i mydło w kostce – wynika ze styczniowego badania „Indeks cen w sklepach detalicznych”- źródło: emoney.pl
„Jeżeli mieszkasz w budynku, w którym mieszka jednocześnie notoryczny złodziej i włamywacz, to masz dwa wyjścia. Albo nie mieć nic i żyć w nieustannej nędzy. Albo wprawić mocne zamki, kupić strzelbę i spać spokojnie. My kupujemy mocne zamki i strzelbę, licząc, że nikomu nie będzie opłacało się nas zaatakować” – powiedział prezydent Andrzej Duda, używając takiego porównania do opisania aktualnej polityki odstraszania Rosji i planowanych zakupów sprzętu dla Wojska Polskiego.
================
Przykład ze strzelbą i złodziejem jest trafny i czytelny. To po prostu zwykłe, zdroworozsądkowe podejście. Wydaje się, że użycie takiego porównania przyszło prezydentowi Dudzie naturalnie. Tyle tylko, że żaden Polak nie może sobie tak po prostu kupić strzelby do obrony swojego domu przed napastnikiem.
Żeby posiadać strzelbę lub jakąkolwiek inną, współczesną broń palną, Polak musi udawać sportowca lub kolekcjonera, zdawać egzaminy, przechodzić badania i uzyskiwać pozwolenia. Wymyślony w Ministerstwie Dziwnych Kroków proceder trwa co najmniej kilka miesięcy, co skutecznie uniemożliwia wejście w posiadanie broni wtedy, kiedy jest to potrzebne.
W praktyce, jeżeli notoryczny złodziej i włamywacz właśnie wprowadzi się do naszego bloku, to musimy czekać np. pół roku na wyrobienie pozwolenia na broń licząc na to, że akurat nasze mieszkanie nie zostanie w tym czasie obrobione. Na szczęście zamek w drzwiach wolno nam jeszcze wymienić bez zezwolenia, rejestracji i regulacji ze strony urzędników.
Mamy obecnie drugą kadencję prezydencką Andrzeja Dudy i drugą kadencję rządów „dobrej zmiany”. Przez ten czas nic nie zostało zrobione, aby ułatwić Polakom dostęp do broni. Co więcej, w chwili największego od 30 lat kryzysu związanego z sytuacją na granicy z Białorusią, zakazano Polakom mieszkającym w przygranicznych powiatach przemieszczania się z bronią, co de facto oznaczało również zakaz jej nabywania. Również po wybuchu wojny na Ukrainie nie zrobiono niczego, co mogłoby pomóc zwykłym Polakom wchodzić w posiadanie broni.
W 2019 roku w ramach rządowej akcji społecznej powstał spot video przedstawiający rzekomo właściwy sposób zachowania się w przypadku ataku terrorystycznego. Na nagraniu można było zobaczyć jak nieuzbrojony mężczyzna z gołymi rękami rzuca się na terrorystę wyposażonego w broń samoczynną. Z kolei w 2022 roku Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przygotowało poradnik dla cywilnych Polaków na czas kryzysu i wojny pod tytułem: „Bądź gotowy!”. Publikacja ani słowem nie wspomina o tym, że warto być wyposażonym w broń palną lub chociażby jakikolwiek inny przedmiot służący do obrony. Zamiast tego, w rozdziale zatytułowanym „w czasie strzelaniny”, sugeruje… użycie pięści.
W 2023 roku nic się w praktyce w tej sprawie nie zmieniło. Słowa wypowiadane przez polityków w przestrzeni publicznej to najczęściej czysty pijar, za którym nie idą żadne rzeczywiste działania. Zamiast poprawy warunków dostępu do broni, obserwujemy raczej odwrotne tendencje.
Tymczasem broń palna mogłaby być w Polsce powszechnie dostępna, gdyby tylko była ku temu wola polityczna. Zgodnie z regulacjami UE, broń taka jak strzelby „dwururki” i strzelby „pump action” mogłaby być w Polsce dostępna bez pozwolenia, tylko na rejestrację. Polskie prawo jest obecnie w tej sprawie o wiele bardziej restrykcyjne, niż pozwala na to socjalistyczna i biurokratyczna Unia Europejska.
Co więcej, jak już wielokrotnie informowaliśmy, unijna dyrektywa w ogóle nie musi być wprowadzona w Polsce, a Polacy mogliby mieć szerszy dostęp do broni na podstawie krajowych przepisów, gdyby tylko politycy mieli zaufanie do własnego narodu. Warto w tym momencie spojrzeć na przykład Turcji, gdzie ułatwiony jest dostęp do strzelb oraz produkcji i użycia tego typu uzbrojenia.
Jak już ostatnio pisaliśmy, przez ostatni rok trwały liczne prace nad zmianą ustawy o broni i amunicji, w której brali udział przedstawiciele Fundacji Ad Arma. Mieliśmy zgodę kilkudziesięciu posłów PiS na projekt, w którym uwolniono prawo do posiadania broni do ochrony osobistej, likwidując ostatnią uznaniowość. Projekt, w którym bez pozwoleń, tylko na rejestrację, można było posiadać każdą broń jednostrzałową (w tym również strzelby boki [myśliwska broń śrutowa md] czy horyzontalne dwururki) oraz każdą historyczną broń zaprojektowaną przed rokiem 1900, a więc np. rewolwery produkowane do dziś przez S&W (Model 10), Mausery, Mosiny, Lebele i inne rodzaje broni powtarzalnej. W ten sposób osiągnęlibyśmy zwiększenie bezpieczeństwa społeczeństwa w razie zamieszek, większych niepokojów społecznych lub wojny.
boki.
=========================================
Tymczasem zamiast tego wprowadzono projekt „Funkcjonariusz+”, w ramach którego łatwiejszy dostęp do broni otrzymali wyłącznie mundurowi, funkcjonariusze służb oraz sędziowie i prokuratorzy. Dla zwykłych Polaków ma być szerszy dostęp do zapowiadanych przez rząd wirtualnych strzelnic, na których będziemy mogli szkolić się z obsługi atrap broni. Zdaniem jednego z ministrów, to doskonałe rozwiązane, które „daje niesamowite wrażenie realności”.
Niestety, „wrażeniem realności” oraz atrapami broni dostępnymi na wirtualnych strzelnicach nie obronimy naszych domów w przypadku napaści, włamania, zamieszek, anarchii czy rozmaitych niepokojów społecznych, które wystąpią w przypadku wojny lub innego kryzysu. Dlatego konieczne jest pilne przywrócenie w Polsce powszechnego dostępu do broni, aby Polacy mogli z wyprzedzeniem przygotować się na czas zagrożenia.
<<Msze przez nich sprawowane są „niegodziwe”, sakramenty – „nieważne” >> – przestrzega w specjalnym komunikacie kuria w Kielcach. To reakcja na pojawienia się w przestrzeni medialnej na terenie Kielc, zaproszeń do udziału w wydarzeniach organizowanych przez kapłanów Bractwa Św. Piusa X, tzw. lefebrystów.
Kuria przestrzega przed popełnieniem przestępstwa schizmy, co grozi ekskomuniką.
Komunikat podpisał bp Andrzej Kaleta. „Przypominamy Czcigodnym Księżom oraz wiernym Diecezji Kieleckiej, że kapłani będący członkami Bractwa Św. Piusa X (tzw. lefebryści) nie należą do Kościoła Katolickiego. Msza Święta sprawowana przez tych kapłanów jest niegodziwa. Spowiedź i rozgrzeszenie jest nieważne, a przyjęcie Komunii Świętej jest niegodziwe i świętokradcze” – napisano w komunikacie.
Kuria przestrzega tym samym popełnieniem przestępstwa schizmy. „Ponadto informujemy, że udział w jakiejkolwiek formie kultu może wiązać się z popełnieniem przestępstwa schizmy i w konsekwencji zaciągnięcia kary ekskomuniki latae sententiae, czyli zaciąganej mocą samego fakt uczestnictwa i przyjmowania sakramentów we wspólnotach nie mającym łączności z Kościołem Katolickim (por. Kan. 1364 KPK)” – czytamy w kurialnym [kuriozalnym … md] komunikacie.
============================
[wszystko, co te łobuzy pisza o Bractwie św Piusa X – jest
jawnym kłamstwem. Mirosław Dakowski]
=======================================
BIBUŁA:
KOMENTARZ BIBUŁY: My ze swojej strony dodamy jeszcze, że nie tylko „wszystko, co te łobuzy pisza o Bractwie św Piusa X jest jawnym kłamstwem” – bo jest! – ale na dodatek te łobuzy z kieleckiej Kurii są diabłami przebranymi w ornat parodiującymi Mszę świętą. Stąd ich złość wymiotowana na tych co przechowują Tradycję i przekazują największy dar w postaci nieskażonej Mszy świętej Wszech czasów!
Przypomnijmy zatem: Msze święte i sakramenty sprawowane przeez kapłanów Bractwa św. Piusa X są w pełni ważne i godziwe. Natomiast msze zaliczane przez duchownych sekty kościoła posoborowego są niegodne, a może nawet – na co wskazują liczni teologowie – całkowicie nieważne. I to jest właśnie największa tragedia Kościoła i wiernych żyjących w czasach posoborowych!
Masońskie mordy chrześcijańskich monarchów na pocz. XX wieku.Fatima.
Portugalia i Salazar „dyktator z łapanki”. – Królobójcy; seria morderstw królów, ale tylko katolickich i prawosławnego cara.
Pink panther [z mego Archiwum. MD] 12 maja 2017
Jutro 13 maja 2017 minie 100 lat od ukazania się Matki Boskiej trojgu portugalskim pastuszkom owiec gdzieś na wzgórzach koło wioski Fatima, czyli od największego wydarzenia w świecie katolickim (i nie tylko) w XX w., a tymczasem w serwisach informacyjnych telewizji, radia i w Internecie – zero info.
Okazuje się, że „ze spraw katolickich” najważniejsza jest kwestia „korytarza humanitarnego”, co to jest na gwałt, sorry, pilnie potrzebny „przez Polskę”. „Korytarze przez Polskę” kojarzą mi się jak najgorzej, no ale. Podróże lotnicze też nie są tanie a szpitale w Kuwejcie czy Arabii Saudyjskiej podobno są wręcz luksusowe i znakomicie bliżej. Powtórzę: no ale.
Oczywiście Kościół Katolicki w Polsce i na świecie uroczyście obchodzi setną rocznicę objawień w najróżniejszej formie i religijny aspekt tych objawień jest katolikom polskim powszechnie znany, choćby z uwagi na osobiste zaangażowanie św. Jana Pawła II w beatyfikację Hiacynty i Franciszka Marto, dwojga Małych Świadków.
Natomiast wymiar ludzki czyli historyczny tych wydarzeń w Polsce jest słabo popularyzowany. Dziesięć lat temu, w 90 rocznicę objawień w dwóch numerach miesięcznika katolickiego „Miłujcie się” zamieszczono obszerny artykuł Pana Grzegorza Kucharczyka pt.: ”Portugalia -masoneria -Fatima. W 90-lecie objawień Matki Bożej w Fatimie” a potem już w zasadzie nic.
O historii Portugalii z przełomu XIX i XX w. nie wiem praktycznie nic, więc rewelacje zawarte w artykule dr Kucharczyka zaostrzyły mi apetyt i w celu „zarysowania szerokiego tła historycznego objawień w Fatimie” robię sobie dla uczczenia setnej rocznicy „jednoosobową konferencję para-naukową” na temat wydarzeń politycznych w Portugalii, które poprzedziły „wydarzenia Fatimskie” i które po nich – nastąpiły. Której jestem prelegentem i słuchaczem w jednej osobie. Jeśli ktoś chce się dołączyć, to serdecznie zapraszam.
Zapewne wiele osób zadaje sobie pytanie, dlaczego Matka Boska wybrała Portugalię i troje maluchów w wieku lat 10, 8 i 7 na przekazanie całemu światu strasznych ostrzeżeń i zdecydowanych nakazów dla katolików w imieniu Jej Syna. I właśnie wtedy. Tego się zapewne tu nie dowiemy, ale wątek aresztowania nieletnich wiejskich dzieci w dniu 13 sierpnia 1917 r. przez miejscowego wójta i uwiezienia ich w niedalekim miasteczku Ouerem daje jakieś pojęcie o „scenerii historycznej”. Na podstawie jakich paragrafów nieletnie dzieci aresztuje jakiś wójt, a nie np. policja.
Co tam się w tej Portugalii działo???
Działo się naprawdę wiele i aż dziw, że te informacje są skrzętnie pomijane w nauczaniu historii Portugalii nawet bez nawiązywania do religijnych objawień katolickim dzieciom w 1917 r.
Okazuje się, że w 1908 r. Portugalia przeżyła największy wstrząs polityczny od 1000 lat. W dniu 1 lutego 1908 r. dwóch zamachowców: Alfredo Luisa da Costa (dziennikarza, publicysty, członka masońskiej Lizbońskiej Loży Górskiej) i Manuel Buíça (byłego sierżanta kawalerii i nauczyciela) członków 20-osobowej grupy nielegalnej organizacji tzw. karbonariuszy i– dokonało zbrodni: zastrzeliło na ulicy Lizbony króla Portugalii Karola I i jego starszego syna i następcę tronu księcia Luisa Filipa de Braganza oraz raniło młodszego syna Manuela. Zamach ten był poprzedzony spiskiem i próbą zamachu w dniu 28 stycznia 1908 r. (tzw. zamachowcy zostali aresztowani w słynnej windzie do Biblioteki Miejskiej w Lizbonie) , popieranego po cichu przez bardzo agresywną w tym czasie Partię Republikańską – główną partię opozycyjną oraz jej bojówki tzw. Formadas Brancas (Białe Mrówki).
Celem zamachu była cała rodzina królewska i premier, jadący w odkrytym lando do pałacu, w tym król, jego żona Amelia (z domu księżniczka Orleańska, córka Hrabiego Paryża) oraz dwaj jedyni synowie. Król został zastrzelony z Winchestera z 8 metrów przez Manuela Buíça a Alfredo Costa wskoczył na stopień landa i oddał strzały z rewolweru do króla (już martwego), jego starszego syna (zginął na miejscu) i syna młodszego. Tego prawdopodobnie uratowała matka, która rzuciła się z jakimś bukietem na zamachowca, czym go wytrąciła „z rytmu”. Zamachowcy zostali zabici na miejscu przez policjantów, kiedy już ci ochłonęli z szoku. Oficer ochrony królewskiej dobił Alfredo Costa.
W ten sposób zakończyła się prawie 1000-letnia Monarchia Portugalska, albowiem co prawda młodszy syn Manuel ur. 1889 r. został wyświęcony na króla Manuela II ale nie był on zupełnie przygotowany do sprawowania władzy w obliczu totalnej i agresywnej opozycji.
Portugalia była w zupełnym szoku, ale warto w tym miejscu zauważyć, że ten gwałtowny zamach na CAŁĄ rodzinę królewską katolickiej monarchii – był jednym z serii zamachów przeciwko katolickim monarchiom europejskim na przełomie XIX i XX w.
Jeśli pominie się nagłą śmierć następcy tronu Austro-Węgier arcyksięcia Rudolfa, która jakoby miała być samobójstwem, to i tak można powiedzieć, że „w temacie królobójstwa” działo się w okresie 20 lat całkiem sporo.
Na początek w dniu 9 września 1898 r. zostaje zamordowana w Genewie cesarzowa Elżbieta z domu bawarskiego Witelsbachów – żona cesarza Franciszka Józefa Habsburga – przez „włoskiego anarchistę” Luigi Lucheni. Dostał dożywocie ale zaczął pisać pamiętniki w więzieniu, więc zaraz dostał depresji „i się powiesił”.
W dniu 29 lipca 1900 r. został zastrzelony przez „anarchistę amerykańsko-włoskiego” Gaetano Bresci Król Włoch Umberto I syn Wiktora Emanuela II „ojca ojczyzny” –pierwszego króla Zjednoczonych Włoch.
Król Umberto był mocno zaprzyjaźniony z Austro-Węgrami i Cesarstwem Niemieckim oraz planował jakieś „podboje Afryki” a nawet rozpoczął podbój Etiopii. Król Umberto I był wujem zamordowanego Króla Portugalii i Algarve Karola I poprzez jego matkę – Marię Pię de Savoia, córkę Króla Włoch Wiktora Emanuela II. Maria Pia de Savoia była córką chrzestną Papieża Piusa IX.
Po zamordowaniu Króla Portugalii minęło zaledwie 6 lat i dochodzi w dniu 28 czerwca 1914 r.w Sarajewie do zamordowania następcy tronu Austro- Węgier Arcyksięcia Franciszka Ferdynanda Habsburga i jego Małżonki Zofii. Tu też działał „samotny terrorysta nacjonalista” Gavrilo Princip [Żyd md] oraz jego dwaj koledzy, którzy z uwagi na młody wiek nie zostali skazani na śmierć. Princip zmarł w więzieniu z powodu gruźlicy kości 18 kwietnia 1918 r.
Jako epilog może zostać uznany zamach na Kanclerza Austrii żarliwego katolika Eneglnberta Dollfussa, dokonany przez austriackich wielbicieli pana Hitlera – w dniu 25 lipca 1934 r. Nie tolerował biedak komunistów i nazistów i zdelegalizował „wszystkich” a co gorsza wdrażał politykę wg encyklik papieskich.
A teraz „drugie płuco chrześcijaństwa”: pod naciskiem „demokracji rosyjskiej” car Mikołaj II Romanow abdykuje 15 marca 1917 r. w imieniu swoim i syna na rzecz brata Michała Romanowa ale to było „za mało” i niewątpliwie „zainspirowani” osiągnięciami swoich zachodnich kolegów „rosyjscy rewolucjoniści” zamordowali w nocy 16/17 lipca 1918 r. ex-cara, jego żonę , cztery córki , syna lat 12 oraz w ramach likwidacji świadków: służbę domową. Brat carski arcyksiążę Michał został zamordowany wcześniej bo 13 czerwca w nieznanym miejscu w okolicy Permu przez Czeka. Król Jugosławii Aleksander I Karadziordziewić został zamordowany w zamachu w Marsylii w dniu 9 października 1934 r. przez „terrorystę z Wewnętrznej Rewolucyjnej Organizacji Macedońskiej” Włada Czernozemskiego, który miał być Bułgarem a miał czeskie papiery i strzelał z mauzera ukrytego w bukiecie kwiatów wskoczywszy na stopień limuzyny.
Przy okazji wymiany ognia z policją francuską zginął francuski minister spraw zagranicznych Louis Barthou.
Tak więc w 1918 r. było pozamiatane w Europie po monarchiach katolickich i prawosławnych a w 1934 r. po wszystkich katolickich i prawosławnych głowach państw w Europie. Została Belgia, ale ona się pojawiła dopiero po Kongresie Wiedeńskim i nie prowadziła samodzielnej polityki.
Sorry, została jeden katolik na czele państwa europejskiego, był nim premier Portugalii w latach 1928-1968 (a przelotnie w 1951 r. nawet prezydent) pan Antonio Oliveira Salazar, zwany przez niechętnych „dyktatorem”. Na niego oczywiście też był przeprowadzony zamach. Niejaki Emidio Santana „anarchosyndykalista” i założyciel związku metalowców podłożył bombę 4 lipca 1937 r. w okolicy samochodu premiera, kiedy Antonio Salazar uczestniczył w Mszy św. w prywatnej kaplicy swojego przyjaciela w Lizbonie. Bomba wybuchła w metalowej kasecie kiedy premier Portugalii był ok. 3 metrów od niej, ale nie wyrządziła mu żadnych szkód, ranny został jego kierowca. Santana dostał 16 lat więzienia a Salazar pancerny samochód.
Tak więc mamy „komplet” jeśli chodzi o zamachy na szefów katolickich i prawosławnych państw.
Tymczasem nie można się doszukać żadnych info o próbach zamachów w tym okresie na monarchów protestanckich. Jakoś rewolucjoniści, anarchosyndykaliści, terroryści i karbonariusze nie uznawali monarchów i premierów protestanckich za swoich wrogów.
Przypadek taki.
No ale wróćmy do roku 1908 r. i upadku Monarchii Portugalskiej.
Młody Manuel II , który oglądał śmierć swojego ojca i brata (ten zmarł w 20 minut po ojcu) miał w chwili wstąpienia na tron lat 19 i nie był przygotowany do pełnienia obowiązków królewskich w tak niesprzyjających warunkach.
W ciągu 24 miesięcy jego władzy królewskiej zmieniło się w Portugalii aż 7 rządów a Partia Republikańska , stojąca za zamachem ostrzyła sobie zęby na władzę. Wybory parlamentarne odbyły się 28 sierpnia 1910 r. i strona rządowa otrzymała 58%, opozycja umiarkowana 33% a Partia Republikańska tylko 9%.
Więc zostawał tylko zamach stanu i doszło do niego w dniach 3-5 października 1910 r. w ten sposób, że koszary wojskowe i pałac królewski zostały zaatakowane przez bojówki Carbonaria, anarchistów, zrewoltowaną część wojska oraz tzw. element uliczny. A dodatkowo pałac został zbombardowany. Zaatakowane zostały też niektóre więzienia , podpalone zostały urzędy w niektórych miastach oraz kościoły.
W ogólnym zamieszaniu, kiedy wszystko można było uratować zdecydowanym działaniem, Manuel II przeniósł się do pałacu matki i babki a w tym czasie organizatorzy rewolty ogłosili powstanie republiki a doradcy króla uznali, że powinien on opuścić kraj, co też uczynił z całą rodziną. Ogłoszono powstanie tzw. I Republiki, której Rząd Tymczasowy został natychmiast ogłoszony. Co ciekawe, już miesiąc po tym, Rewolucja 5 Października i Rząd Tymczasowy zostały zaakceptowane przez m.in. rząd brytyjski, francuski, włoski.
Kierunek rewolucji był zdecydowanie antyklerykalny [ściślej i szerzej – antykatolicki md]. W pierwszych dniach rewolucji zostało kompletnie zdemolowanych 20 kościołów, ok. 100 obrabowano, pobito ok. 100 księży a do grudnia 1910 r. zamordowano 15. Rząd Tymczasowy w tym względzie miał się na kim oprzeć: był to pan Alfonso Costa,minister sprawiedliwości, który niemal natychmiast za zgodą rządu wprowadził następujące postanowienia:
1) Wszystkie zakony (31) z Towarzystwem Jezusowym na czele – wydalono z granic Portugalii- łącznie 164 domy,
2) zamknięto domy modlitwy, szkoły i ośrodki dobroczynne , które zostały skonfiskowane na rzecz państwa,
3) Majątek kościelny został w całości znacjonalizowany, świątynie i kaplice mogły być „bezpłatnie wypożyczane do odprawiania nabożeństw”,
5) Edukacja szkolna została całkowicie „upaństwowiona” czyli zlikwidowane zostały wszystkie szkoły katolickie (czyli prawie cała edukacja portugalska na poziomie podstawowym i średnim.
6) Zaatakowane zostały i zniszczone redakcje czasopism katolickich,
7) Wszystkie symbole katolickie w miejscach publicznych zostały usunięte.
8) Listy pasterskie Episkopaty Portugalii – zostały objęte ZAKAZEM ODCZYTANIA; wielu księży nie zastosowało się do tego zakazu, w efekcie usunięty został z urzędu biskup Porto, jak „winny podburzania do nielojalności”.
9) Banicją nowe władze objęły w dalszej kolejności: patriarchę Lizbony, arcybiskupa Guardy, biskupów Algarve, Bragi, Porto, Alegre, Lamego, Branagca, administratora Coimbry. Do roku 1912 żaden z biskupów nie miał prawa urzędowania w swojej diecezji a co najmniej czterech zostało wypędzonych z kraju. Zerwano też stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską
10) Dni świąt kościelnych zostały skasowane i stały się dniami pracy, zostawiono wolne od pracy – niedziele,
11) Wprowadzono rozwody, małżeństwa cywilne.
Niezależnie od wdrażanego błyskawicznie nowego prawa, ujawniły się bojówki antyklerykalne tzw. „białe mrówki”, o których pisze pan dr Kucharczyk w roku 2007 [ jest tu: Fatima: „Białe mrówki” w akcji, masoneria wojuje. I RZĄDZI. I obok II.cz.], które za wiedzą rządu urządziły w 1914 r. ataki na obchody Świąt Wielkanocnych w kościołach. Aktywiści tej organizacji napadali nie tylko na księży ale i na cywilnych wiernych, w efekcie w latach 1915-1917 łączna liczba zamordowanych księży i wiernych świeckich dwukrotnie przewyższyła liczbę żołnierzy portugalskiego korpusu ekspedycyjnego, który walczył na frontach I WW od roku 1916. Żołnierzy zginęło 1935.
Osobną historią była sprawa prześladowań Małych Pastuszków przez władze reprezentowane na poziomie gminnym przez wójta Fatimy Arturo Santosa, aktywnego członka loży masońskiej w miejscowości Leira i organizatora loży masońskiej w niedalekim Ourem, z zawodu rzeźnika zresztą.
Aresztował troje małych Dzieci bez wiedzy rodziców, przesłuchiwał Je i zastraszał. Inni aktywiści nie byli gorsi. Po cudzie słońca 13 października 1917 r. dostali takiego amoku, że specjalna bojówka masońska przyjechała aż prowincji Santarem aby ściąć drzewo, w którego konarach objawiła się Dzieciom Matka Boska.
Owszem, ścięli, ale sąsiednie. Za to ukradli ołtarzyk prowizoryczny sporządzony przez pielgrzymów na miejscu objawień i urządzili coś na kształt „parady równości” .
W innych dziedzinach I Republika Portugalska miała mniej sukcesów. Bo jakkolwiek niektóre rządy uznały stosunkowo szybko rządy republikańskie, to próby uzyskania pożyczki stabilizującej upadającą gospodarkę i finanse państwa – poprzez Ligę Narodów po I WW od Banku Baringsa – spełzły na niczym. Państwo się rozpadało pod każdym względem.
W okresie trwania I Republiki czyli w latach 1910 – 1926 Portugalczycy oglądali: 9 prezydentów, 25 powstań, 3 dyktatury, 325 zamachów bombowych plus zamordowanie dyktatora wojskowego Sidonio Pais w 1918 r. Kraj był w takim stanie, że kiedy I WW się zakończyła, Republika Portugalska jako jedyny kraj nie miała sił i środków aby przywieźć do kraju swój korpus ekspedycyjny z Francji.
W tych okolicznościach przyrody wyższa kadra oficerska jakkolwiek masoni, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i zaprowadzić jaki taki porządek.
Generał Oscar Carmona republikanin i mason, w 1923 r. minister wojny w 1926 r. przyłączył się do wojskowego zamachu stanu i 28 maja 1926 r. a od 29 listopada 1926 r. został ustanowiony 51 Prezydentem Portugalii i sprawował tę funkcję do 1951 r.
Roztropny ten generał zaczął się rozglądać za mocnym księgowym-finansistą, który zdoła ogarnąć totalny bałagan w finansach państwa. Jego wzrok padł na błyskotliwego młodego asystenta pewnego profesora na Uniwersytecie Coimbra, który w swoim czasie stał się słynny z powodu osiągnięcia 19 punktów na możliwe 20 na egzaminach państwowych, co miało być wynikiem absolutnie niespotykanym, wręcz historycznym.
Młodym naukowcem okazał się doktor w zakresie nauk ekonomicznych specjalizacja finanse plus absolwent prawa a wcześniej długoletni „student” niższego seminarium duchownego – Antonio de Oliveira Salazar, prywatnie znany jako zagorzały katolik i działacz studenckiej organizacji katolickiej PO roku 1910. Bowiem problem młodego Antonio Salazara polegał na tym, że on naprawdę chciał zostać księdzem, ale skończył seminarium duchowne w roku 1908, kiedy zamordowano Króla Karola I i jego Następcę i rozpoczęła się demolka republikańska.
Jego protektor, bogaty ziemianin, który zatrudniał jego ojca w charakterze rządcy, wręcz zniechęcił do stanu kapłańskiego, sugerując, że z jego zdolnościami jest państwu potrzeby w innych dziedzinach. I opłacił mu studia ekonomiczne i prawne na ekskluzywnym i drogim uniwersytecie Coimbra, gdzie poznał wielu ciekawych ludzi, np. przyszłego arcybiskupa Lizbony.
No więc kiedy zdeterminowane wojsko szukało bystrego technokraty, generał Carmona wynalazł przebrzydłego młodego katolika o urodzie amanta kina niemego i zaproponował mu posadę ministra finansów. Antonio Salazar nie był łasy na łatwą karierę, był już wybrany do parlamentu, ale podobno po 4 dniach słuchania debat stwierdził, że nie będzie marnował swojego czasu i wrócił na uczelnię.
Ofertę Carmony przyjął, ale obłożył ją taką ilością warunków dotyczących specjalnych uprawnień dla ministra finansów w zakresie –zarządzania wydatkami w innych resortach z posadą prezydenta włącznie, że był ministrem finansów zaledwie dni 16: od 3 czerwca do 17 czerwca 1926 r.
Ale kiedy deficyt państwa rósł w oczach a wspomniany Bank Baringsa odmówił pożyczki na ratowanie państwa w 1927r. – Antonio Salazar został zaszczycony wizytą kilku panów generałów, z którymi odbył męską rozmowę , w wyniku której w dniu 28 kwietnia 1928 r. został ministrem finansów.
Na swoich warunkach. Nie warunkach płacowych ale otrzymał wolną rękę w zakresie stawiania veto wydatkom we wszystkich resortach. No i ten młody technokrata, jawny katolik w ciągu jednego roku dokonał paru cudów w dosłownym tego słowa znaczeniu: w ciągu zaledwie jednego roku ustabilizował budżet tzn. osiągnął NADWYŻKĘ BUDŻETOWĄ, czego w Portugalii najstarsi ludzie nie pamiętali a był to , jak mówią historycy : pierwszy z wielu budżetów z nadwyżką. Ustabilizował walutę.
W 1929 r. doszło do pierwszego ciekawego kryzysu: minister sprawiedliwości w rządzie pan Mario de Figueiredo, wymyślił sobie, że wprowadzi przepis ułatwiający uwaga, uwaga, PUBLICZNE PROCESJE. Premier powiedział swoje stanowcze NIE.
Na to Salazar poradził koledze, aby podał się do dymisji a sam go poprze. Akurat wtedy leżał sobie ze złamaną nogą w szpitalu. Nie minęło 2 dni, kiedy do szpitala pofatygował się pan prezydent Carmona i po miłej rozmowie: procesje mogły wyjść na ulice a premier rządu podał się do dymisji. Finanse były najważniejsze dla wojska.
Antonio Salazar był ministrem finansów Portugalii do roku 1944. Od 1936 r. do 1939 był ministrem marynarki, jednocześnie w latach 1932-1944 był ministrem wojny a tak na początek, kiedy wojskowi zobaczyli, jakie cuda chłopak robi z finansami „i ze wszystkim” – w 1932 r. dali mu posadę premiera i na tej posadzie pozostał do roku 1968.
Swoje działania jako premier zaczął od tego, że opracował projekt nowej konstytucji Portugalii wg swojej koncepcji opierającej się w dużej mierze na dwóch encyklikach papieskich: Rerum Novarum (Leon XIII) i Quadrogesimo Anno (Pius XI). Jak rasowy dyktator ogłosił tekst projektu konstytucji do publicznej wiadomości i dał wszystkim Portugalczykom cały rok na przysyłanie swoich uwag i poprawek – PRZED ZAPOWIEDZIANYM REFERENDUM w sprawie autorskiego projektu.
No i referendum zostało przeprowadzone 19 marca 1933 r. a Konstytucja przeszła ilością 99,5% głosów. Jak to mówią, pełna dyktatura.
Przeciwnicy Antonio Salazara wygłaszają wiele komunałów na temat jego rządów, zaczynając od nazywania go dyktatorem i faszystą.
Tymczasem był to po prostu wybitny administrator państwowy, uczciwy człowiek i patriota portugalski. Nie kombinował a władza nie była jego narkotykiem.
Kiedy marynarze komuniści podnieśli bunt na kilku okrętach bo chcieli porwać je „na pomoc walczącej Hiszpanii” – kazał je ostrzelać skutecznie a następnego DNIA zarządził aby wszyscy urzędnicy państwowi złożyli PRZYSIĘGĘ ANTYKOMUNISTYCZNĄ.
W czasie II WW przyjął w Portugalii około jednego miliona uchodźców , w tym Żydów, z których wielu marzyło o emigracji do USA. Ale pozostali w biednej Portugalii bo bogate USA miało akurat małe kwoty wizowe dla Żydów. Kiedy odszedł z urzędu w roku 1968 z powodu choroby okazało się, że za cały majątek zebrany „w służbie państwowej” miał dwa rozpadające się domki wiejskie oraz oszczędności w wysokości ok. 3000 USD.
Prymas Tysiąclecia Kardynał Stefan Wyszyński stawiał Antonio Oliveirę Salazara za wzór – naszym bohaterom i autorytetom moralnym w 1981 r. Żeby naśladowali.
Oto, kto kontroluje ziemię rolną w kraju znanym jako spichlerz Europy.
Łączna ilość ziemi kontrolowanej przez oligarchów, skorumpowane osoby i duże agrobiznesy wynosi ponad dziewięć milionów hektarów – to ponad 28% gruntów ornych Ukrainy.
Rok po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, nowy raport Instytutu Oakland, „War and Theft: The Takeover of Ukraine’s Agricultural Land”, obnaża interesy finansowe i dynamikę w grze prowadzącą do dalszej koncentracji ziemi i finansów.
„Pomimo bycia w centrum cyklu wiadomości i polityki międzynarodowej, niewiele uwagi poświęcono sednu konfliktu – kto kontroluje ziemię rolną w kraju znanym jako spichlerz Europy. Odpowiedź na to pytanie ma zasadnicze znaczenie dla zrozumienia głównych stawek w wojnie” – powiedział Frédéric Mousseau, dyrektor ds. polityki w Oakland Institute i współautor raportu.
Łączna ilość ziemi kontrolowanej przez oligarchów, skorumpowane osoby i duże agrobiznesy wynosi ponad dziewięć milionów hektarów – to ponad 28% gruntów ornych Ukrainy. Najwięksi posiadacze ziemi to mieszanka ukraińskich oligarchów i zagranicznych interesów – głównie europejskich i północnoamerykańskich, a także suwerennego funduszu Arabii Saudyjskiej. Znaczące amerykańskie fundusze emerytalne, fundacje i uniwersytety inwestują poprzez NCH Capital, amerykański fundusz private equity.
Kilka agrobiznesów, wciąż w dużej mierze kontrolowanych przez oligarchów, otworzyło się na zachodnie banki i fundusze inwestycyjne – w tym tak znane jak Kopernik, BNP czy Vanguard – które obecnie kontrolują część ich udziałów. Większość dużych posiadaczy ziemskich jest w znacznym stopniu zadłużona w zachodnich funduszach i instytucjach, zwłaszcza w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) i Banku Światowym.
Zachodnie finansowanie dla Ukrainy w ostatnich latach było związane z drastycznym programem dostosowania strukturalnego, który wymagał oszczędności i środków prywatyzacyjnych, w tym stworzenia rynku ziemi dla sprzedaży gruntów rolnych. Prezydent Zelenskyy wprowadził reformę gruntową do ustawy w 2020 r. wbrew woli zdecydowanej większości społeczeństwa, które obawiało się, że nasili ona korupcję i wzmocni kontrolę potężnych interesów w sektorze rolnym. Ustalenia raportu zgadzają się z tymi obawami.
Podczas gdy wielcy posiadacze ziemscy zapewniają sobie ogromne finansowanie ze strony zachodnich instytucji finansowych, ukraińscy rolnicy – niezbędni dla zapewnienia krajowych dostaw żywności – nie otrzymują praktycznie żadnego wsparcia. Przy istniejącym rynku ziemi, w warunkach dużego stresu gospodarczego i wojny, ta różnica w traktowaniu doprowadzi do większej konsolidacji gruntów przez duże agrobiznesy.
Raport bije również na alarm, że paraliżujące zadłużenie Ukrainy jest wykorzystywane jako dźwignia przez instytucje finansowe do napędzania powojennej odbudowy w kierunku dalszej prywatyzacji i reform liberalizacyjnych w kilku sektorach, w tym w rolnictwie.
„To jest sytuacja przegrana dla Ukraińców. Podczas gdy oni umierają w obronie swojej ziemi, instytucje finansowe podstępnie wspierają konsolidację ziemi uprawnej przez oligarchów i zachodnie interesy finansowe. W czasie, gdy kraj zmaga się z okropnościami wojny, rząd i instytucje zachodnie muszą wysłuchać wezwań ukraińskiego społeczeństwa obywatelskiego, naukowców i rolników do zawieszenia prawa gruntowego i wszystkich transakcji ziemskich. Konieczność nadania priorytetu modelowi rolnictwa, który nie jest już zdominowany przez oligarchię i korupcję, gdzie ziemia i zasoby są kontrolowane przez wszystkich Ukraińców i przynoszą im korzyści, jest drogą do odbudowy po wojnie” – podsumował Mousseau.
Partnerstwo finansistów i największych inwestorów z Watykanem i połączenie imperatywów moralnych oraz rynkowych ma pomóc we wdrażaniu Agendy 2030, a nade wszystko założeń Porozumienia Paryskiego. Około 20 Strażników Kapitalizmu Inkluzywnego, którzy co roku będą spotykać się z przedstawicielami Stolicy Apostolskiej, ma zadbać o jak najszybszy postęp w osiąganiu celów Agendy 2030. „Strażnicy” to kadra kierownicza światowych korporacji. Wśród nich Lady Lynn Forester de Rothschild, założycielka i partner zarządzający Inclusive Capital Partners. (…) Wraz z kapitalizmem inkluzywnym promuje się technologie Czwartej Rewolucji Przemysłowej, które mają przyczynić się do poprawy jakości życia ludzi, w tym przedłużenia ich życia. Tymczasem główną ideologią stojącą za tymi technologiami jest bezbożny i antyludzki transhumanizm. Można by rzec, nawet satanistyczny.
Papież Franciszek nie tylko wspiera inicjatywy eko-socjalistów, ale także przedstawicieli nurtu kapitalizmu interesariuszy, postulujących stworzenie tzw. kapitalizmu inkluzywnego.
W wyniku negocjacji przedstawicieli tzw. kapitalizmu inkluzywnego z Watykanem powołano Radę i Strażników Kapitalizmu Inkluzywnego (Włączającego), których celem jest promocja partnerstwa publiczno-prywatnego, dekarbonizacji świata i realizacji celów zrównoważonego rozwoju.
Agencja Bloomberga informowała, że za inicjatywą powołania nowego gremium z udziałem kilkudziesięciu liderów światowego biznesu stał sam papież Franciszek, domagający się reformy kapitalizmu. Ojciec Święty ma nadzieję, że liderzy biznesu będą promować „integralny rozwój człowieka”. Konsultacje z grupą mającą swoją siedzibę w USA papież miał rozpocząć w 2019 roku. Dnia 8 grudnia 2020 r. Franciszek ogłosił rozpoczęcie partnerstwa między Radą a Stolicą Apostolską. Grupa inwestorów i liderów największych korporacji światowych, zwanych „strażnikami”, zobowiązała się do „zreformowania kapitalizmu (…) dla dobra ludzkości” i zapewnienia, by sprzyjał „sprawiedliwości, integracji i zrównoważonemu rozwojowi”.
11 listopada 2019 r. papież spotkał się w watykańskim Pałacu Apostolskim z członkami Rady Kapitalizmu Inkluzywnego, promującej zrównoważony rozwój, partnerstwo publiczno-prywatne i zadłużanie państw w celu realizacji projektów związanych z tzw. zieloną gospodarką. Rada jest grupą doradczą dla VIP-ów z 500 czołowych korporacji międzynarodowych. Po raz pierwszy jej członkowie spotkali się z papieżem Franciszkiem w 2016 r. w ramach Fortune-Time Global Forum (meeting kapitalistów zatroskanych utratą zaufania do systemu finansowego). Ich wspólnym celem – grupa poza liderami korporacji obejmuje naukowców, teologów, etyków itp. – było „opracowanie nowej umowy społecznej” dla globalnej gospodarki. Zasadniczym oficjalnym przesłaniem była chęć eliminacji ubóstwa i umożliwienie wszystkim ludziom czerpania korzyści z rozwoju.
W promocję „kapitalizmu inkluzywnego” zaangażowana jest Lady Lynn Forester de Rothschild, założycielka i dyrektor generalna Coalition for Inclusive Capitalism, która przewodzi obecnym działaniom związanym z promocją na świecie „kapitalizmu inkluzywnego”. Dyrektor firmy inwestycyjnej E.L. Rothschild LLC inwestuje w media, luksusowe towary konsumpcyjne i nieruchomości na całym świecie. Obecnie jest członkiem zarządu The Estee Lauder Companies. Była też członkiem zarządu The Economist Newspaper Limited, Peterson Institute for International Economics, McCain Institute for International Leadership oraz ERANDA Rothschild Foundation. Często występuje jako główny mówca motywacyjny na różnych imprezach publicznych (CNBC, Bloomberg), ONZ, Banku Światowego, Konferencji w Montrealu, OECD, British Academy, St. Antony’s College, Oxford, Tsinghua and Peking University oraz Royal Society of the United Services. Jest członkiem Council of Foreign Relations, założonego przez klan Rockefellerów i wydającego wpływowy magazyn Foreign Affairs.
Papież Franciszek przypomniał w 2019 r., że trzy lata wcześniej, gdy spotkał się z uczestnikami Global Fortune-Time Global Forum 2016, „zwrócił uwagę na potrzebę bardziej integracyjnych i sprawiedliwych modeli ekonomicznych, które pozwoliłyby każdej osobie na udział w zasobach tego świata i by miały one możliwość wykorzystania swojego potencjału”. Forum 2016 – jak tłumaczył – „umożliwiło wymianę pomysłów i informacji mających na celu stworzenie bardziej humanitarnej gospodarki i przyczynienie się do eliminacji ubóstwa na poziomie globalnym”. Powstanie Rady jest jednym z wyników Forum 2016. – Podjęliście wyzwanie urzeczywistnienia wizji Forum, szukając sposobów, aby kapitalizm stał się bardziej integralnym instrumentem integralnego dobrobytu ludzi. Pociąga to za sobą przezwyciężenie ekonomii wykluczenia i zmniejszenie luki dzielącej większość ludzi od dobrobytu, z którego korzysta niewielu – podkreślił Franciszek.
Papież mówił wówczas o rosnącym poziomie ubóstwa, który raczej świadczy o powszechności nierówności niż harmonijnej integracji osób i narodów. Dlatego „system gospodarczy, który jest sprawiedliwy, godny zaufania i zdolny do stawienia czoła najgłębszym wyzwaniom, przed którymi stoi ludzkość i nasza planeta, jest pilnie potrzebny” – zaznaczył. Zachęcił członków Rady, by „wytrwali na drodze hojnej solidarności i pracowali nad powrotem w ekonomii i finansach etycznego podejścia, faworyzującego ludzi”. Dodał, że zważywszy na skutki ostatniego kryzysu finansowego z 2008 r., „zdrowy system gospodarczy nie może opierać się na krótkoterminowych zyskach kosztem długoterminowego produktywnego, zrównoważonego i społecznie odpowiedzialnego rozwoju i inwestycji”.
„To prawda” – mówił papież – że „biznes to szlachetne powołanie, nakierowane na tworzenie bogactwa i ulepszanie naszego świata. Może być owocnym źródłem dobrobytu dla obszarów, na których działa, zwłaszcza jeśli postrzega tworzenie miejsc pracy jako istotną część swojej służby dla wspólnego dobra. Jednak, jak przypomina nam mój poprzednik, święty Paweł VI, autentyczny rozwój nie może ograniczać się jedynie do wzrostu gospodarczego, ale musi sprzyjać rozwojowi każdej osoby i całej osoby. Oznacza to coś więcej niż równoważenie budżetów, ulepszanie infrastruktury lub oferowanie szerszej gamy dóbr konsumpcyjnych. Raczej wymaga odnowienia, oczyszczenia i wzmocnienia solidnych modeli ekonomicznych opartych na naszym osobistym nawróceniu i hojności wobec potrzebujących. System ekonomiczny oderwany od problemów etycznych nie przyczynia się do bardziej sprawiedliwego porządku społecznego, lecz prowadzi do kultury wyrzucania, konsumpcji i marnotrawstwa”.
Franciszek apelował więc o uznanie moralnego wymiaru życia gospodarczego, by „działać z braterską miłością, pragnąc, szukając i chroniąc dobro innych oraz ich integralny rozwój”. Franciszek podziękował Radzie za dostrzeżenie współczesnych wyzwań i podjęcie działań w celu zbudowania lepszego świata. W jego opinii „kapitalizm inkluzywny” „nie pozostawia nikogo w tyle”, „nie odrzuca żadnego z naszych braci czy sióstr”, „jest szlachetnym dążeniem, godnym najlepszych starań”.
Kapitalizm inkluzywny w zasadzie opiera się na dwóch przesłankach: (1) ubóstwo jest poważnym problemem systemowym krajów przechodzących transformacje ustrojowe w kierunku gospodarek kapitalistycznych oraz (2) firmy i organizacje pozarządowe mogą sprzedawać towary i usługi osobom o niskich dochodach, ograniczając ubóstwo, poprawiając sposób żywienia ludzi, opiekę zdrowotną, edukację, zatrudnienie i stan środowiska. Koncepcja ta nawiązuje do filozofii Thomasa Hobbesa (1588 – 1679), Adama Smitha (1723 – 1790), Karola Marksa (1818 – 1883), ale nade wszystko do idei Karla Polanyi (1886 – 1964). To „nowa twarz” neoliberalizmu.
Pojęcie to po raz pierwszy pojawiło się w publikacji Urban Land Institute z 1943 r. Obecnie spopularyzowało je dwóch badaczy: CK Prahalad i Allen Hammond, którzy opublikowali prace na temat „kapitalizmu sprzyjającego włączeniu społecznemu”, głosząc potrzebę nowego i kreatywnego podejścia, by przekształcić ubóstwo w szansę dla wszystkich zainteresowanych oraz zapewnić „lepszą jakość życia”. Hammond na przykład wskazuje, że dla osiągnięcia „kapitalizmu inkluzywnego” kluczowa jest prywatyzacja usług publicznych. Prahalad i Hammond wspólnie opublikowali artykuł w 2002 r. w Harvard Business Review, rozwijając swoje pomysły na wykorzystanie rynkowych rozwiązań w celu zmniejszenia ubóstwa poprzez hipotetyczne studium przypadku rozwoju w Indiach. Uważają oni, że w świecie panują trzy błędne wyobrażenia o biednych ludziach. Po pierwsze, że biedni mają niewielką siłę nabywczą, podczas gdy w rzeczywistości „gospodarstwa domowe o niskich dochodach posiadają większość siły nabywczej w wielu krajach rozwijających się”. Po drugie, że ludzie o niskich dochodach nie lubią zmian, gdy tymczasem w rzeczywistości często nie mają możliwości wyboru spośród różnych produktów i usług. I po trzecie, że niewiele można zarobić, sprzedając produkty i usługi biednym. „Ubogie rodziny na świecie, których roczny dochód gospodarstw domowych wynosi mniej niż 6 000 dolarów – istnieją w ogromnej ilości. W 18 największych krajach wschodzących i w okresie transformacji znajduje się 680 milionów takich gospodarstw domowych, których całkowity roczny dochód wynosi 1,7 bln dolarów – mniej więcej tyle, ile roczny produkt krajowy brutto Niemiec”.
„Kapitalizm inkluzywny” Hammonda i Prahalada – według krytyków – oddziela władzę polityczną od wzmocnienia ekonomicznego. Nie zajmuje się poprawą kondycji politycznej biednych ludzi, nie popiera zmian makroekonomicznych poprzez politykę rządu, która sprzyja rodzinom, rodzimej przedsiębiorczości. Zdaniem niektórych, przyczynia się do ubóstwa, ogranicza się do niewystarczającego zachęcania prywatnych przedsiębiorców do tworzenia większej liczby miejsc pracy dla osób o niskich dochodach itp. W 2007 r. Hammond i zespół naukowców z Międzyamerykańskiego Banku Rozwoju, Międzynarodowej Korporacji Finansowej Grupy Banku Światowego oraz World Resource Institute opublikowali raport dotyczący ubóstwa. Autorzy nie ujawnili, że dodatkowe fundusze na jego przygotowanie zapewniły wielkie korporacje: Intel, Microsoft, Royal Dutch Shell i Visa International. Hammond i Prahalad opowiadają się za upowszechnieniem technologii informacyjnych i komunikacyjnych (ICT), takich jak telefony komórkowe, komputery i Internet – jako potężne narzędzia ograniczania ubóstwa. Co prawda często nie poprawią one statusu materialnego najuboższych, ale ulepszą ich „jakość życia”, a firmom IT pozwolą zarobić.
Magazyn „Forbes”, który popularyzuje tego typu kapitalizm, przypomina, że nigdy wcześniej nie było tyle, co obecnie kapitału, który nie generuje zysków, bo nie jest odpowiednio zainwestowany. Od czasu światowego kryzysu finansowego w 2008 r. system „stworzył niezwykłe, ale ekskluzywne bogactwo (…) cynizm i niechęć”. Spowodował kryzys zaufania do instytucji finansowych. Trzeba to zmienić i dlatego „kapitalizm inkluzywny nie musi wiązać się z wielkim poświęceniem – inwestycje, które są przydatne zarówno pod względem gospodarczym, jak i społecznym, mogą i powinny zapewniać zdrowy zwrot”. „Historia źle nas oceni, jeśli nie skorzystamy z okazji, by uratować kapitalizm przed samym sobą, zwłaszcza dlatego, że kapitalizm jest pod presją, szczególnie populizmu” – czytamy na łamach Forbesa w artykule autorstwa Nigela Wilsona pt. Inclusive capitalism: oxymorone or the perfect balance. Publicysta porównuje obecną sytuację do tła historycznego opisanego przez Engelsa w 1844 r. Jego zdaniem, właśnie wchodzimy w Czwartą Rewolucję Przemysłową.
„Kapitalizm inkluzywny” ma zapewniać zwrot z inwestycji wszystkim. Kluczowe są szybkie decyzje polityków, którzy przeznaczą pieniądze podatników na nowe projekty infrastrukturalne i technologie np. smart cities, czyli sprywatyzowane inteligentne miasta, służące inwigilacji obywateli. Forbes zwraca uwagę, że „kapitalizm inkluzywny” nie jest filantropią ani działalnością non-profit i „może współistnieć tam, gdzie bogactwo jest tworzone dla wszystkich zaangażowanych”. To kapitalizm, który inwestuje w OZE, IoT, 5G, dekarbonizację gospodarki itd.
„Kapitalizm inkluzywny” funkcjonuje – zauważa Nigel Wilson – jako „sposób na sfinansowanie wzrostu gospodarczego w miastach rządzonych przez ludzi wszystkich barw politycznych, nawet tych sceptycznie nastawionych do tego, co oferuje system kapitalistyczny. Doświadczyliśmy tego w Manchesterze, Leeds, Newcastle, Cardiff i innych miastach Wielkiej Brytanii. To samo dotyczy Austin, Denver i Seattle”. „Rewitalizacja miast, niedrogie mieszkania, czysta energia i finansowanie małych firm to świetne przykłady tego, gdzie działa kapitalizm sprzyjający włączeniu społecznemu” – puentuje. Dodajmy, że „kapitalizm inkluzywny” to nowa odsłona neoliberalizmu, który wymaga coraz większego zadłużania państw (partnerstwa publiczno-prywatne, zachęt finansowych państwa na koszt wszystkich podatników w celu nabywania samochodów elektrycznych, instalacji solarnych itp.) i de facto pogarszania jakości życia mieszkańców oraz zasad funkcjonowania małego biznesu w miastach (np. strefy ograniczonego transportu i stale rosnące ceny energii oraz nowe podatki i ograniczenia, pożyczki i kredyty jedynie na inwestycje w dekarbonizację itp.).
Liderzy, którzy zgromadzili ponad 10,5 biliona dolarów w zarządzanych aktywach, mają corocznie spotykać się z papieżem Franciszkiem i kardynałem Peterem Turksonem, by podsumowywać wysiłki poczynione na rzecz rozwoju kapitalizmu inkluzywnego – „sprzyjającego włączeniu społecznemu”. Wśród promotorów tzw. kapitalizmu inkluzywnego są byli prezesi banków centralnych, w tym Jacob A. Frenkel, przewodniczący Rady Dyrektorów i były prezes Banku Centralnego Izraela, Jean-Claude Trichet, były prezes Banque de France, a następnie Europejskiego Banku Centralnego oraz Maria Ramos, współprzewodnicząca grupy roboczej Sekretarza Generalnego ONZ ds. cyfrowego finansowania celów zrównoważonego rozwoju i była dyrektor generalny Absa Group. Można w tym gronie odnaleźć także Angela Gurria, sekretarza generalnego OECD, Carmine Di Sibio, dyrektora generalnego giganta audytorskiego EY, Olivera Bäte’a, prezesa niemieckiej grupy ubezpieczeniowej Allianz, Ayay Banga, dyrektora generalnego Mastercard.
Partnerstwo finansistów i największych inwestorów z Watykanem i połączenie imperatywów moralnych oraz rynkowych ma pomóc we wdrażaniu Agendy 2030, a nade wszystko założeń Porozumienia Paryskiego. Około 20 Strażników Kapitalizmu Inkluzywnego, którzy co roku będą spotykać się z przedstawicielami Stolicy Apostolskiej, ma zadbać o jak najszybszy postęp w osiąganiu celów Agendy 2030. „Strażnicy” to kadra kierownicza światowych korporacji.
Strażnikami są m.in.: Lady Lynn Forester de Rothschild, założycielka i partner zarządzający Inclusive Capital Partners, Kenneth Frazier, prezes zarządu i dyrektor generalny Merck, Alex Gorsky, prezes zarządu i dyrektor generalny Johnson&Johnson, Alfred Kelly, prezes i dyrektor generalny Visa, William Lauder, prezes wykonawczy Estée Lauder, Bernard Looney, prezes BP, Brian Moynihan, prezes zarządu i dyrektor generalny Bank of America, Ronald P. O’Hanley, prezes i dyrektor generalny State Street Corporation, Rajiv Shah, prezes Fundacji Rockefellera. Wraz z kapitalizmem inkluzywnym promuje się technologie Czwartej Rewolucji Przemysłowej, które mają przyczynić się do poprawy jakości życia ludzi, w tym przedłużenia ich życia. Tymczasem główną ideologią stojącą za tymi technologiami jest bezbożny i antyludzki transhumanizm. Można by rzec, nawet satanistyczny.
Środowiska celebryckie – aktorzy, muzycy, dziennikarze, politycy, a nawet profesorowie uniwersytetów zamiast dawać przykład kultury języka, coraz częściej raczą nas językiem rynsztoku. Ten podły wzorzec przejmują niestety młode pokolenia Polaków. Wystarczy posłuchać jak wulgarnym językiem mówią uczniowie szkoły podstawowej. Niestety, nierzadko u osób na średnim i wyższym stopniu edukacji, jest z tym jeszcze gorzej. A trzeba wiedzieć, że z definicji wulgaryzm jest wyrazem negatywnego stosunku do rzeczywistości, brakiem panowania nad emocjami, a czasem niegodziwą prowokacją. W gruncie rzeczy jest wyrazem agresji.
Totalnym nośnikiem wszelkich wzorców, dobrych i złych, jest w naszych czasach internet. Niestety również wulgarny język, jest tam w wielu miejscach promowany. Oczywiście najszybciej ten zły wzorzec językowy przejmują dzieci i nastolatkowie, którzy najwięcej czasu spędzają właśnie w wirtualnej rzeczywistości, chcąc w ten sposób poznać świat. Wystarczy wejść na jakieś internetowe fora, na których dzieci „dialogują” i wówczas chce się tylko zamknąć oczy i zatkać uszy. Podobne fale pomyj językowych obleją nas, kiedy wmieszamy się w tłumek uczniowski, rozprawiający zawzięcie na korytarzach szkolnych czy na placu przed szkołą.
Przecież dzieci nie nauczono wulgaryzmów na lekcjach języka polskiego. W niektórych domach, mogły wprawdzie nasłuchać się bluzgów rzucanych przez nieodpowiedzialnych rodziców. Ale skala problemu wulgaryzowania się języka, jest zbyt duża, by do tej swoistej infekcji mogło dojść jedynie przez to jedno źródło. Największe „gejzery”, wyrzucające wulgaryzmy, znajdują się gdzie indziej. Między innymi są nimi liczne filmy, seriale, które współcześni nastolatkowie pochłaniają jak gąbka wodę. Przeważnie mamy tu do czynienia z produkcjami amerykańskimi lub pochodzącymi z krajów zachodnioeuropejskich. Filmy te są ogólnie dostępne na popularnych serwisach VOD (m.in. Netflix, HBO, Disney).
Niestety współczesnych polskich produkcji filmowych, ślepo naśladujących zachodnie, lepiej nie dawać młodzieży za wzór językowy. Jest w nich bowiem tyle złośliwych nowotworów językowych co skwarek w dobrej kaszy. Dla przykładu, gdybyśmy spędzili w kryminale, wśród osadzonych tyle czasu, ile na przykład trwa jeden z filmów Patryka Vegi, to na pewno usłyszymy tam mniej wulgaryzmów, niż w tej krajowej produkcji filmowej. To samo można powiedzieć o, lansowanych w największych telewizjach, kabaretach. Członkowie tych grup czy stand – upowcy w swoich występach zawężają środki, za pomocą których próbują rozśmieszyć ludzi, do epatowania chamstwem i wulgaryzmami.
Podobnie jest w teatrze, który nie licząc chwalebnych wyjątków, stał się tubą propagandową ideologii środowisk lewicowo-liberalnych. Teatr staje się językowym, i nie tylko językowym, ściekiem. Mówiła o tym niedawno na antenie Radia Maryja Temida Stankiewicz-Podhorecka „Publiczność skazywana jest na to, aby oglądać wulgarne przedstawienia propagujące bluźnierstwa, profanację, dewiacje homoseksualne, zoofilię, uderzanie w Kościół katolicki oraz w wartości patriotyczne” – zauważa krytyk teatralny.
Nawet tak szlachetny rodzaj sztuki jakim jest muzyka, która przecież powinna łagodzić obyczaje, również została zainfekowana ohydnym językiem tekstów pisanych do piosenek. Przykładem na to jest, wywodzący się z USA, rap (wciąż chętnie słuchany przez młodzież) który w ogromnej większości utworów bazuje na bardzo wulgarnych tekstach. Ma to oczywiście swoje złe owoce. Dowodzą tego badania socjologiczne. Naukowcy z Uniwersytetu w Pittsburghu w USA przebadali grupę 711 nastolatków w wieku 13–18 lat pod kątem ich życia seksualnego i preferowanego rodzaju muzyki. Okazało się, że osoby, które regularnie słuchały piosenek o wulgarnych, agresywnych i przesiąkniętych treściami seksualnymi tekstach, były dwukrotnie bardziej skłonne do rozpoczęcia życia seksualnego w młodocianym wieku. To później prowadziło ich zazwyczaj do podjęcia fatalnej decyzji o dokonaniu aborcji, czyli zdecydowaniu się na morderstwo własnych, poczętych dzieci.
Skoro ludzie kultury, sztuki, polityki na swoich scenach „rugają się” na prawo i na lewo, to co dopiero tak zwani zwykli ludzie wygadują w przepastnej i prawie nie cenzurowanej językowo przestrzeni internetu? Tu może demokratycznie wybluzgać się każdy, kto czuje taką potrzebę. Stąd m.in. internetowy hejt i jego ofiary, nierzadko śmiertelne. Do wyrzucania ustami szlamu, zachęca sieciowa anonimowość. Pod wulgarnymi komentarzami znajdziemy najwyżej pseudonim.
Często te same osoby, które ujadają, „rzucają mięsem” i gryzą w internecie, uzewnętrzniają swoje wewnętrzne bagno, ochoczo dołączają do pierwszej lepszej ulicznej manifestacji. Tak było podczas „czarnych marszy” czy ataków motłochu na kościoły. A jeśli ktoś chce poznać wszystkie wulgaryzmy zanieczyszczające nasz ojczysty język, to niech się wybierze na marsz równości. Od biorących udział w tym zlocie mężczyzn, kobiet i tych, którzy ciągle jeszcze zastanawiają się, która z tych płci jest ich, nasłucha się, aż mu uszy zwiędną. Tam nawet głuchym miłośnicy „kwiecistej mowy” nie odpuszczą, gdyż to co krzyczą, wypisują dodatkowo na transparentach.
Dziś bezpieczni od ohydy językowej nie jesteśmy już nawet w miejscach publicznych np. na przystanku autobusowym, idąc chodnikiem, czy robiąc zakupy w sklepie. Chociaż w tych miejscach, przed usłyszeniem przekleństw i wulgaryzmów, powinno nas chronić prawo. Artykuł 141 Kodeksu Wykroczeń mówi jasno „Kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1500 złotych albo karze nagany”. Przekonał się o tym m.in. znany nam wszystkim (niestety) Jerzy Owsiak, który za użycie wulgaryzmów podczas swoich komentarzy głoszonych na scenie Przystanku Woodstock, został ukarany przez Policję grzywną.
Charakterystyczną rzeczą jest to, że język jakim posługuje się nasze społeczeństwo, nie tylko w debacie publicznej, ale i podczas rozmów prywatnych, staje się tym bardziej wulgarny, im bardziej odchodzi ono od wiary i kultury chrześcijańskiej.
Tym bardziej bolesne jest, kiedy wulgaryzacja języka polskiego sięga nie tylko środowisk jawnie odcinających się od naszych chrześcijańskich korzeni, ale czasem nawet osób, które działają w środowiskach związanych z Kościołem. To jakieś bezmyślne uleganie złej modzie językowej, nie ma nic wspólnego z kulturą chrześcijańską, a nawet więcej – z Ewangelią. Osoba, która używa wulgaryzmów, tylko po to by pokazać innym, jakim to niby jest nowoczesnym katolikiem, zupełnie nie jawi się jako ktoś nowoczesny, ale raczej prymitywny.
Kiedy dotykamy tu sprawy jakości naszej wiary w kontekście naszego języka, to zauważmy choć jedną rzecz pozytywną. Otóż polskie wulgaryzmy nigdy nie dotyczą sfery religijnej. Polak choć niestety potrafi plugawić swój język, to jednak rynsztokowe słowa, krajowej produkcji, w swojej warstwie znaczeniowej, nigdy nie są skierowane przeciw sacrum.
Jeszcze nie tak dawno osoby z marginesu społecznego można było rozpoznać po wulgaryzmach i tatuażach. One same tak się „przedstawiały”. Obecnie kto jest kim, nie jest tak oczywiste, gdyż mody dawniej kreowane jedynie w środowiskach przestępczych czy patologicznych, dziś są narzucane, przez różne lewicowe tuby propagandowe całym społeczeństwom. Często bierze niestety górę instynkt stadny, a nie chrześcijański personalizm, który karze człowiekowi płynąć pod prąd. Bo przecież „tylko śnięte ryby płyną z prądem”.
Czy pamiętamy jeszcze, co nam powiedział jeden z pierwszych twórców literatury polskiej – Mikołaj Rej? „A niechaj narodowie wżdy postronni znają. Iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają”. Dziś można by powiedzieć, że niewątpliwie mają, ale czy go znają? Jak wynika z oceny Rady Języka Polskiego „Obniżyła się ranga języka polskiego jako przedmiotu nauczania. Uczniowie szkół ponadpodstawowych uznają lekcje języków obcych czy informatykę za bardziej przydatne w praktyce”.
Może to jest powodem wulgaryzacji języka – nieznajomość jego piękna. Żeby taki uczeń, jeden z drugim, miał odwagę sięgnąć, choćby po fragmenty, dzieł mistrzów ojczystego słowa, to może dostrzegł by to piękno. Może by się nawet w polskiej mowie zakochał i nie bezcześcił jej już więcej wulgaryzmami. Wiosna, która właśnie nadchodzi, to pora roku, w której najłatwiej się zakochać. Życzę więc wszystkim zakochania się w polskiej mowie.
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) 5 marca 2023 michalkiewicz
Dobiegło końca szczytowanie elit naszego bantustanu po jego nawiedzeniu przez Pana Naszego Józia Bidena, który po swoim wniebowstąpieniu na pokładzie Air Force One pozostawił nam przykazania, podobnie jak kiedyś towarzysz Lenin. „Odchodząc od nas nakazał nam towarzysz Lenin utrzymywać więź partii z masami, Przysięgamy ci towarzyszu Leninie, że wypełnimy wiernie i to twoje przykazanie” – mówił podczas pogrzebu Józef Stalin.
Józio Biden żadnego utrzymywania więzi partii z masami nam nie przykazał, a tylko zostawił nam jedno przykazanie – że mianowicie Ukraina „musi wygrać”. Skoro „musi”, to nie ma rady; trzeba będzie pomagać Ukrainie za darmo i to co najmniej przez najbliższe dwa lata – co najmniej do listopada 2024 roku, kiedy to wyjaśni się, czy Józio Biden wygra wybory prezydenckie, czy przeciwnie – przegra. Poza przykazaniem, że Ukraina „musi wygrać”, Pan Nasz miłosierny zostawił nam dodatkowe przykazanie, byśmy Ukrainie „pomagali”.
Na takie dictum pan premier Morawiecki natychmiast przekazał Ukrainie wszystkie cztery czołgi marki „Leopard”, a zimny ruski czekista Putin ponownie okazał się wyrozumiały i ani tego transportu, podobnie jak wcześniej wszystkich innych, taktownie nie ostrzelał. Widać i on dlaczegoś jest zainteresowany, żeby wojna trwała możliwie jak najdłużej, chociaż z góry wie, że musi ją przegrać. Skoro bowiem Ukraina „musi wygrać”, no to Rosja „musi przegrać” – to chyba jasne.
W historii wojen rzadko kiedy panowała taka jasność co do ostatecznego wyniku, toteż i nasi mężykowie stanu, którzy już powoli dochodzą do siebie po religijnych ekstazach towarzyszących obecności Pana Naszego na naszej prastarej ziemi, wracają do swoich ulubionych rozrywek, to znaczy – do wzajemnego się podsrywania. Kurt Vonnegut w „Rzeźni numer 5” napisał, że tak zwane „przeczesywanie terenu” jest podobne do „gry miłosnej po orgazmie zwycięstwa”.
Taki właśnie charakter ma wystąpienie faworyta Wielce Czcigodnego posła Biedronia, czyli Wielce Czcigodnego Krzysztofa Śmiszka. Schłostał on Jarosława Kaczyńskiego za to, że po wiekopomnym przemówieniu Józia Bidena w Arkadach Kubickiego miał powiedzieć, że Józio „nic nie powiedział”. Pan Śmiszek nie posiada się ze zdumienia nad zuchwałością Jarosława Kaczyńskiego, który ośmielił się nie zachwycić tym przemówieniem, chociaż przecież było zatwierdzone, że ono nas wszystkich zachwyca. Jestem przekonany, że gorliwość pana Śmiszka zostanie zauważona gdzie trzeba i – kto wie – może zostanie nawet wynagrodzony dopuszczeniem do konfidencji w postaci bliskiego spotkania III stopnia?
Ale to chyba już nie robi na masach takiego wrażenia jak kiedyś, bo najwyraźniej wszyscy utrwalili sobie płynący z antagonistycznych stacji telewizyjnych przekaz, że i jedni i drudzy są łajdakami, a różnice łajdactwa nie są wcale aż tak duże, żeby je rozpamiętywać i roztrząsać. W tej sytuacji Judenrat „Gazety Wyborczej”, zgodnie z innym leninowskim przykazaniem o „organizatorskiej funkcji prasy”, rozkręca kampanię demaskowania – tym razem kardynała Adama Sapiehy – że mianowicie „molestował” i w ogóle – „nadużywał”. Rewelacje te Judenrat – jak zwykle – czerpie z ubeckiej krynicy mądrości, a konkretnie – z donosów księdza-patrioty Anatola Boczka, w które nawet ubowcy uznali za niewiarygodne. Początkowo Judenrat przezornie nie ujawniał tej krynicy mądrości, ale badający dokumentację Instytutu Pamięci Narodowej dr Marek Lasota z Krakowa i ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, natychmiast to źródło zidentyfikowali i ujawnili. Dr Lasota zwrócił ponadto uwagę, że chociaż ksiądz Boczek był konfidentem UB i zasypywał urząd donosami, to bezpieka nie zrobiła z nich żadnego użytku, przynajmniej w stosunku do Księcia-Metropolity, najwyraźniej mając świadomość, że nie ma w nich ani słowa prawdy.
Gdyby chociaż jakieś ziarenko prawdy w tych donosach było, to UB z pewnością zrobiłoby wtedy z nich użytek, tym bardziej, że akurat w tym okresie trwały przygotowania do słynnego procesu kurii krakowskiej. Z kolei ks. Isakowicz-Zaleski zwrócił uwagę, że ksiądz Boczek w ten sposób mścił się na kardynale, ponieważ ten nakazał mu zerwać z ruchem „księży-patriotów”, który był przygotowaniem do zastąpienia polskiego Kościoła „Żywą Cerkwią” – nad czym również obecnie intensywnie pracuje Sanhedryn. Jednak – jak przypomina ks. Isakowicz-Zaleski – UB w końcu zerwał współpracę z ks. Boczkiem, uznając go „za alkoholika i osobę kompletnie niewiarygodną”. Ale holenderski autor Ekke Overbeek, wyznaczony przez kogoś do obsrania polskiego Kościoła, ma chyba mgliste pojęcie o realiach okresu stalinowskiego w Polsce. To już Judenrat „Gazetey Wyborczej” ma w tych sprawach lepsze rozeznanie – a jednak skwapliwie z podsuniętych rewelacji skorzystał.
Ale Judenrat to jedna sprawa. Wiadomo, że realizuje zadania wyznaczane na każdorazowym etapie przez Sanhedryn, więc jego zaangażowanie w sprawę obsrywania kardynała Sapiehy nikogo w Polsce nie dziwi, ani nie zaskakuje. Najwyraźniej jednak Judenrat postanowił na użytek tej sprawy zmobilizować swoje najgłębsze rezerwy. Wiarygodność rewelacji księdza Boczka została podważona – ale to nic, bo na dźwięk znajomej trąbki odezwał się zawodowy katolik, autorytet moralny, pan red. Tomasz Terlikowski, że są „jeszcze inne źródła” i że w związku z tym trzeba rozpocząć rozgrzebywanie ten sprawy przez „kościelną komisję historyczną”. Pan red. Timasz Terlikowski już raz był w podobnej komisji, która zajmowała się ekscesami w zakonie dominikanów, więc być może zasiadanie w takich gremiach sobie upodobał. Jest to w końcu jakaś odmiana w stosunku do codziennego chałturzenia a to w „Republice”, a to w RMF-FM, a to tu, a to tam – bo pod tym względem pan red Terlikowski przypomina wojska łączności ze słynnego przemówienia Józefa Piłsudskiego i posła Battaglię ze słynnego kupletu autorstwa Tadeusza Boya-Żeleńskiego: „Żadnych politycznych nie ma on przesądów; każda partia dobra, byle dojść do rządów”, z tym, że pan red. Terlikowski do „rządów” się nie garnie, natomiast według krążących na mieście fałszywych pogłosek, do tak zwanych „konfitur”, to ma prawdziwą zapamiętałość. Skoro tedy Judenrat mobilizuje, to niewątpliwie dojdzie do powołania takiej komisji, być może nawet z panem red. Terlikowskim na czele, która ustali, co tam będzie trzeba, zarówno z punktu widzenia oczekiwań Judenratu, jak i potrzeb rozwijającego się u nas przemysłu molestowania, który musi przecież bez przerwy dokładać pod kocioł. Kardynał Sapieha to zarówno dla jednych, jak i dla drugich prawdziwy dar Niebios, więc byłbym doprawdy zawiedziony, gdyby pan red. Terlikoweski, jako zawodowy katolik i autorytet moralny, nie skorzystał z takiej znakomitej okazji. To zresztą może być również przydatne dla nurtu postępowego w Kościele, który aż przestępuje z nogi na nogę, nie mogąc się doczekać, kiedy pod „swój namiot” będzie mógł oficjalnie zaprosić sodomczyków i gomorytki – bo wydaje się, że to będzie jedyny konkret z tej całej „synodalności”.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Wanda Półtawska przy Niedzielskim &Co: „Patrzę na was i nie posiadam się ze zdumienia, że macie te szmaty, bo kto wierzy, że one nas chronią przed wirusami? Medycyna nas okłamuje”.
101-letnia Wanda Półtawska wprawiła w konsternację gości obecnych na uroczystym otwarciu oddziału noworodków w szpitalu na Siemiradzkiego. „Medycyna nas okłamuje” – powiedziała w obecności Ministra Zdrowia i dyrektora szpitala. Dyrektor szpitala przepraszał później za tę wypowiedź.
W piątek z udziałem ministra zdrowia Adama Niedzielskiego i Wandy Półtawskiej odbyła się uroczystość nadania jej imienia oddziałowi noworodków.
Protestują przeciwko temu lewicowi aktywiści, którzy uważają, że wybór Półtawskiej na patronkę oddziału to „skandal”. „To zaciekła antyaborcjonistka, homo i transfobka, przeciwniczka antykoncepcji i in vitro — to nie jest dobry wybór!” – argumentują.
—————————
101-letnia Półtawska osobiście wzięła udział w uroczystości i wprawiała gości w konsternację wypowiadając się na temat noszenia maseczek.
„Patrzę na was i nie posiadam się ze zdumienia, że macie te szmaty, bo kto wierzy, że one nas chronią przed wirusami? Medycyna nas okłamuje” – stwierdziła.
GALERIA: Wanda Półtawska: „kto wierzy, że te szmaty chronią nas przed wirusami?” ZDJĘĆ: 8 [w oryginale MD]
==================
Na chwilę zdjął, łobuz zakłamany:
Chwilę później dyrektor szpitala Antoni Marcinek przeprosił za tę wypowiedź patronki oddziału dla noworodków. „Pani Półtawska ze względu na swój wiek żyje w innej epoce, w innej rzeczywistości” – stwierdził.
[Pani Półtawska żyje w PRAWDZIE, GŁUPCZE. Mirosław Dakowski]
Według Półtawskiej, wieloletniej przyjaciółki Jana Pawła II, „rozwody, antykoncepcja i aborcja to patologie”. Jej zdaniem „istnieją badania i dowody na to, że w małżeństwach, które stosują antykoncepcję, kłótnia i nerwice bywają częste”. Znana jest także jej radykalna postawa wobec procedury zapłodnienia pozaustrojowego.
Nowy oddział noworodkowy, w szpitalu na Siemiradzkiego jako trzeci w Krakowie otrzymał 3. poziom referencyjności. To daje możliwość opieki nad wcześniakami urodzonymi przed 31. tygodniem ciąży, a także noworodkami z wadami lub chorobami genetycznymi płodu.
W grudniu 2020 roku ówczesny brytyjski minister zdrowia Matt Hancock dyskutował z doradcami, kiedy ujawnić pojawienie się nowego wariantu koronawirusa, by najskuteczniej wystraszyć nim ludzi i zmusić ich do przestrzegania lockdownu – ujawnił „The Sunday Telegraph”.
Gazeta opublikowała w niedzielę kolejną część z ponad 100 tys. wiadomości wymienionych na Whatsappie między Hancockiem a innymi ministrami i urzędnikami na początku pandemii COVID-19. Źródłem przecieku do gazety jest dziennikarka Isabel Oakeshott, która pomagała Hancockowi pisać niewydane jeszcze wspomnienia z okresu pandemii.
W wiadomościach z 13 grudnia 2020 roku Hancock wyrażał zaniepokojenie tym, że władze Londynu mogą się sprzeciwiać nowemu lockdownowi.
Grudzień 2020: Wielka Brytania ogłasza nowy wariant COVID-19
„Zamiast dawać zbyt wiele sygnałów wcześniej, możemy rzucić na boisko nowy wariant” – napisał jeden z doradców, na co Hancock odpowiedział: „Wystraszymy nowym wariantem, że wszystkim spodnie pospadają”.
„Tak, to właśnie spowoduje odpowiednią zmianę zachowania” – zauważa doradca, po czym minister pyta: „To kiedy wykorzystujemy nowy wariant?”.
W innej ujawnionej wymianie wiadomości, która pochodzi z 10 stycznia 2021 roku, Hancock i minister-szef kancelarii premiera Simon Case dyskutowali o tym, jak spowodować większe przestrzeganie restrykcji.
Minister zdrowia Wlk. Brytanii: Czynnik strachu jest kluczowy
Rozważali m.in. zaostrzenie wymogów dotyczących noszenia maseczek, ale Hancock wyraził zdanie, że małe zmiany nie są właściwą drogą. „Myślę, że to jest słuszne. Małe rzeczy wyglądają śmiesznie. Podniesienie przekazu – czynnik strachu/winy jest kluczowy” – napisał Case.
Matt Hancock był ministrem zdrowia od lipca 2018 r. do czerwca 2021 r. Zrezygnował ze stanowiska po tym gdy został przez media przyłapany na złamaniu restrykcji covidowych, które sam wprowadził. W listopadzie zeszłego roku został zawieszony przez Partię Konserwatywną w prawach członka jej klubu poselskiego w związku z udziałem w telewizyjnym reality show.
==============================================
To ten: Matt Hancock. Obyczajowy skandal w Wielkiej Brytanii z restrykcjami w tle. Dymisja ministra zdrowia
The Sun” opublikował zdjęcia 42-letniego Hancocka obejmującego się i całującego się w budynku ministerstwa z Giną Coladangelo, lobbystką, którą w zeszłym roku zatrudnił.
Hancock zatrudnił ją we wrześniu zeszłego roku, a jej obowiązki obejmują 15-20 dni pracy w rocznie, za co dostaje 15 tys. funtów. [No, bądźmy obiektywni: Dochodzą obowiązki łóżkowe. MD]
Tu propaganda tego „wirusa strachu” w Polsce w styczniu 2021:
Na całym świecie krąży obecnie wiele wariantów koronawirusa SARS-CoV-2, który powoduje COVID-19. We wrześniu 2020 roku, w Wielkiej Brytanii (w Kent, w południowo-wschodniej Anglii), zidentyfikowano wariant SARS-CoV-2 o nazwie B.1.1.7 (lub VUI 202012/01, nazywany też B117), z dużą liczbą mutacji. Ten wariant rozprzestrzenia się łatwiej i szybciej niż inne odmiany koronawirusa.
W styczniu 2021 roku eksperci z Wielkiej Brytanii poinformowali, że może on zwiększać ryzyko zgonu, w porównaniu z pierwotnym szczepem koronawirusa, ale potrzeba więcej badań, aby to potwierdzić. Od tego czasu tzw. wariant brytyjski został wykryty w wielu innych krajach.
Czy wariant brytyjski jest groźniejszy niż „oryginalny” koronawirus SARS-CoV-2?
Uważa się, że wariant B.1.1.7 łatwiej i szybciej się rozprzestrzenia niż szczep SARS-CoV-2, zakażenie wiąże się z wyższym ryzykiem hospitalizacji i śmierci ‒ chociaż jest to nadal badane.
Globcio atakuje Kanadę. Toronto wywozi śnieg z ulic. Spadło nawet 30 cm.
Największe miasto Kanady odkopuje się po zadymce, która w nocy z piątku na sobotę przyniosła w Toronto i sąsiednich miastach opady do 30 cm śniegu i burzę z piorunami. Odwołano dziesiątki lotów.
Władze Toronto ogłosiły, że obecną sytuację traktują jako szczególne warunki, co znaczy, że miasto będzie wywozić śnieg z ulic. W styczniu 2022 roku miasto wywoziło śnieg, gdy w ciągu 16 godzin spadło ponad pół metra białego puchu.
Linie lotnicze zaapelowały do pasażerów, by sprawdzali status swojego lotu, szczególnie w przypadku lotnisk w Toronto, Ottawie i Montrealu. Największe kanadyjskie lotnisko, Pearson International w Toronto, poinformowało w sobotę, że z 459 planowanych wylotów prawie 34 proc. zostało odwołanych, a z planowanych 484 przylotów odwołano 38 proc.