Groteskowo o naszej władzy, czyli satyryczne podsumowanie 2022 roku. [popr.]

Groteskowo o naszej władzy, czyli satyryczne podsumowanie 2022 roku

http://pressmania.pl/groteskowo-o-naszej-wladzy-czyli-satyryczne-podsumowanie-2022-roku/

Styczeń to świetny moment na podsumowanie roku ubiegłego. Zatem do dzieła! Wspomnijmy rok 2022 trochę nietypowo: w krzywym zwierciadle. Będzie to ponad 20 rysunków (plus jeden mem) duetu Widget & Oppenheim. A że rok poprzedni nie był za bardzo udany dla Polski i Polaków, tak też i prezentowane obrazki nie zawsze będą wzbudzać nadmierną wesołość.

Koniec roku 2021 i początek 2022 to wciąż nowe pomysły na ograniczanie naszej wolności przez kowidowy zamordyzm. W niektórych krajach poziom absurdu sięgnął zenitu: patrz np. w Austrii zarządzono, że nawet w domu powinno się obowiązkowo nosić maseczki. Czyż można było tego nie narysować?   

Rok temu nic nie zapowiadało, że wirus zniknie znienacka; czyli podobnie jak się pojawił. W tym czasie Gates obwieścił światu, że jego prace nad kolejnymi wariantami C-19 mają się świetnie, co nie do końca się jednak sprawdziło.

Heroiczna wojna „naszego” rządu z pandemią zniszczyła dziesiątki tysięcy rodzimych firm. Ale to nie było ostatnie słowo premiera Morawieckiego: od stycznia 2022 polscy przedsiębiorcy musieli się zmierzyć z innym śmiertelnym wrogiem. Tym razem krajowej produkcji.

Nie najlepiej wyszło podsumowanie walki z C-19, prowadzonej m.in. pod hasłem „Liczy się każde ludzkie życie!” Niech komentarzem pozostanie kolejny rysunek.

W tej sytuacji Himalajami absurdu można by nazwać wyróżnienie Pana Adama Niedzielskiego tytułem „Wizjoner Roku”. Zatem przeżyjmy to jeszcze raz…

Kiedy świat nieco się zmęczył jednokierunkową narracją kowidocentryczną, sprawy w swoje ręce znowu wzięli możni tego świata. No bo ile można ciągle o tym samym? Gates ze swoimi zielonymi wiruskami musieli iść w odstawkę.  

No i stało się! 24 lutego 2022 roku udało się rozpocząć jeden z najbardziej absurdalnych konfliktów zbrojnych: zła Rosja wtedy napadła na wspaniałą Ukrainę. Z daleka śmierdziało to ustawką na każdym kroku, w tym także, kiedy eks-komik został obsadzony w roli światowego super bohatera. 

Tym bardziej kreacja Wołodimira Z. jest mocno podejrzana, jeśli zajrzymy do treści publikacji sprzed kilku lat na temat wyborów prezydenckich 2019 na Ukrainie.  Dowiemy się, bowiem, że to Moskwa bardzo pomogła Zełeńskiemu wygrać wybory. Oto dwa teksty na ten temat, w tym jeden z Gazety Wyborczej:

https://wyborcza.pl/7,75399,24678909,moskwa-podklada-przedwyborcza-mine-pod-ukraine-i-ostro-gra-przeciw.html?token=HjFyc4la7LW_zkmf2a253HO3-6UsiGcD_CUh-eIxG-y6njsmZJkwc9Yhh9J1A0Zt

oraz

https://tygodnik.tvp.pl/42260095/czy-przyszlego-prezydenta-ukrainy-wybrala-moskwa-rosyjski-plan-pinokio

A oto i nasz heros.

==================================

Tego o kowidku nikt nie wiedział: boi się jak ognia uchodźców z Ukrainy. Z dnia na dzień ulotnił się z Polski. Szkoda, że nie wiedzieliśmy o tym wcześniej…

Niejaki Obajtek bezwzględnie wykorzystał szansę na złupienie Polaków, w marcu ubiegłego roku niekiedy paliwo dochodziło do 8 zł za litr. Do kogo w tej sytuacji mogliśmy zwrócić się o pomoc?

Kiedy wirusek był już passé, a bardzo trendy było okazywanie miłości do naszych bohaterskich sąsiadów ze Wschodu, powstał poniższy rysunek, który … trafił nawet do Sejmu. Stało się to z udziałem posła Grzegorza Brauna, któremu widać ten żarcik bardzo się spodobał.

Marzec 2022 – maski okazały się zbędne, poza placówkami medycznymi. W tej kwestii powoli wszystko wracało do normy.

Pan Niedzielski, czyli światowy ekspert od nadmiarowych zgonów, nie ustawał w prześladowaniu medyków w aplikowaniu tymże „szczypawek”. Nie wszystkim lekarzom było to na rękę. 

Nasi eksperci od wiruska nie zyskali także wielkiego poklasku w branży gastronomicznej, co obrazuje kolejny obrazek.

Około czerwca ub. roku musieliśmy sobie przypomnieć o poważnym zagrożeniu kolejnymi pandemiami. Przez krótki czas straszono nas wtedy małpią ospą. Jak zwykle w takich sytuacjach celebryci są w gotowości!

Żaden premier nie dał tak bardzo w kość polskim przedsiębiorcom, jak pan Morawiecki. Oprócz wielu znanych nam programów z dopiskiem „plus”, co zawsze oznacza trwonienie budżetowych środków, był jeszcze jeden (bez „plusa”), bardzo skutecznie prowadzony przez pana premiera. 

Katastrofą, nie tylko zresztą dla przedsiębiorców, okazała się tzw. walka z inflacją, której ważnym elementem było podnoszenie w kosmos stóp procentowych. Tu z pomocą premierowi przyszedł „Jastrząb” Glapiński.

I kolejny rysunek duetu Widget & Oppenheim, który obiegł Internet, między innymi szalał po różnych FB i TT środowisk rodzimych liberałów. 

Tym razem mem, także na temat nienachalnej miłości pana premiera do rodzimych przedsiębiorców.

Jesienią ubiegłego roku obwieszczono nam rzecz niebywałą: w Polsce może zimą zabraknąć węgla! Nie dało się tego nie zobrazować stosownym obrazem.

Kiedy zimą nie ma czym się ogrzać, nie wszystkim jest do śmiechu. Pewnie tych osób poniższa satyra za bardzo nie rozbawi.

Za to prawie nigdy uśmiech nie schodzi z usta naszego prezydenta. Oj, jakiż on jest towarzyski! Z tegoż powodu dał się – nie po raz pierwszy – wkręcić przez rosyjskich żartownisiów, udających tym razem prezydenta Francji.

Polacy na Mistrzostwach Świata w Katarze (w piłkę kopaną), czyli znowu możemy obwieścić wielki sukces naszego rządu!

W grudniu ub. roku gruchnęła – gdzieniegdzie – wiadomość, że nasz premier, (znaczy wielki patriota), nieco wcześniej pracował dla STASI. Pisał o tym m.in. portal związany z Konfederacją nczas.pl, w tym oto artykule:

https://nczas.com/2022/12/10/morawiecki-agentem-stasi-konfederacja-reaguje-i-domaga-sie-wyjasnien-video/

Ku zaskoczeniu Polaków z grupy homo sapiens, do sprawy nie odniósł się ani sam premier, ani też jego Kancelaria. Co ciekawe także media z opozycji nabrały wody w usta, mimo faktu, że taka sensacja powinna im być bardzo na rękę. Tym bardziej, że nieco wcześniej Gazeta Wyborcza doniosła o podejrzanych kontaktach pana MM z „naszym” SB, oto ten tekst:

https://lublin.wyborcza.pl/lublin/7,48724,29204617,wroclawska-dzialka-morawieckiego-kupiona-za-poldarmo-od-ksiedza.html

Oto i nasze wyjaśnienie tych bezpodstawnych oszczerstw.

Kiedy wydawało się, że nic już w Polsce nie może nas w 2022 roku zaskoczyć, gruchnęło tym razem w Komendzie Głównej. I to nie z grubej rury, ale z granatnika! 

Pomimo wszystkich szkód, które wyrządził Polsce obecny premier, jego niezliczonych kłamstw, niszczenia polskiej gospodarki i przedsiębiorców  (zgodnie z zaleceniami psychopatów z Davos), wciąż w naszym społeczeństwie uchodzi – w wielu domach – za dobrodzieja. Co widzimy na załączonym obrazku.

Jeśli sądzisz, że obecny rok będzie lepszy od poprzedniego, wsłuchaj się w słowa tego pana. Tym razem nie kłamie. Bardzo rzadki przypadek.

I jeszcze dwa słowa na koniec tego umiarkowanie optymistycznego podsumowania. Nie licz, że zmiana władzy – co teoretycznie jest w tym roku możliwe – poprawi nasz los. Gdyby najbliższe wybory wygrała Koalicja: szybko jeszcze bardziej zrzednie ci mina. Przecież opozycja pcha nas usilnie do strefy EURO, szybko wprowadzi ograniczenia dotyczące obrotu gotówką, aby tę docelowo zupełnie wyeliminować. I jeszcze, aby nas dobić, będą podnoszone raz po raz stopy procentowe: przynajmniej, tak obecnie optuje frakcja KO, działająca w Radzie Polityki Pieniężnej. 

Nie jestem więc pewien, że za rok podobne résumé, będzie choć trochę bardziej sielskie i beztroskie. 

Written by Krzysztof Oppenheim

www.krzysztofoppenheim.plwww.oppen-kredyt.pl By Krzysztof Oppenheim|21 stycznia, 2023|Społeczeństwo|1 komentarz

Udostępnij ten artykuł, pomóż Nam dotrzeć do innych!

O autorze: Krzysztof Oppenheim

Ekspert finansowy oraz od rynku nieruchomości, specjalizujący się m.in. w kredytach hipotecznych, związany z bankowością od 1993 r. Od 2016 roku prowadzi także kancelarię antywindykacyjną, o specjalnościach: upadłość konsumencka, oddłużanie, spory „frankowe”, pomoc zadłużonym przedsiębiorcom i obecnie także obrona przed „Polskim Ładem”. Antystemowiec, w wolnych chwilach – satyryk. Więcej informacji na: www.oppen-kredyt.pl oraz www.krzysztofoppenheim.pl

=============================================

Surogacja – nieformalny handel dziećmi, homo-macierzyństwo, in vitro i zagrożenie życia kobiet.Rynek w 2025 r. może osiągnąć wartość 28 mld dolarów.

Surogacja – nieformalny handel dziećmi, homo-macierzyństwo, procedura in vitro i zagrożenie dla życia kobiet.Rynek w 2025 r. może osiągnąć wartość 28 mld dolarów.

[Bardzo złagodzony tekst, głównie merytorycznie, ale i językowo. Ale.. na bezrybiu… Może ktoś z czytelników znajdzie i prześlie mi o „fabrykach dzieci” na eksport na obecnej Ukrainie. MD]

https://pch24.pl/surogacja-nieformalny-handel-dziecmi-homo-macierzynstwo-nieetyczne-in-vitro-i-zagrozenie-dla-zycia-kobiet/

Surogację zwykle przedstawia się jako lek na cierpienie, jakim dla par oczekujących upragnionego potomstwa jest brak dzieci. Problem jednak w tym, że ów obraz daleki jest od rzeczywistości, a za radością jednych często stoi krzywda drugich. Co więcej, do problemów zdrowotnych – w tym psychicznych – dołączyć należy długą listę poważnych zastrzeżeń moralnych.

Problemowi surogacji (szczególnie w USA) gruntownie przyjrzała się na łamach portalu „Tygodnika TVP” Anna Gwozdowska. Jak zauważa, zjawisko jest niezwykle skomplikowane, ale jego pozytywny obraz znany z liberalnych mediów nie oddaje rzeczywistości. Można wręcz powiedzieć, że macierzyństwo zastępcze ma więcej cieni, a nawet mroku, niż blasków.

Zjawisko prezentowane jako pomoc dla bezdzietnych par to wielki rynek, którego wartość w roku 2018 wyceniano na 6 mld dolarów, zaś w roku 2025 może osiągnąć wartość aż 28 mld dolarów. Wzrost jest związany m.in. z coraz częstszymi problemami z płodnością, jednak nie tylko, bowiem rośnie grupa klientów singli oraz par homoseksualnych. Co więcej, środowiska LGBT uważają surogację za swoje prawo i walczą o jej legalizację w tych amerykańskich stanach, w których jak dotąd jest ona nielegalna (Michigan) lub utrudniona.

„Prawodawcy Michigan wciąż jednak stoją na stanowisku ukształtowanym w latach 80. XX wieku, kiedy Amerykę bulwersowała sprawa Baby M, dziecka urodzonego za 10 tys. dolarów przez tradycyjną surogatkę [pojęcie „tradycyjna” oznacza, że biologicznie było to dziecko matki, inna sytuacja to surogacja zastępcza, gdy kobieta nosi dziecko poczęte z materiału genetycznego pary zamawiającej-red.] z New Jersey. Po narodzinach baby M kobieta zmieniła zdanie i nie chciała go oddać parze, która za nie zapłaciła. To wtedy w wielu stanach zabroniono surogacji, która bardzo długo kojarzyła się powszechnie z handlem dziećmi i ich krzywdą. W Michigan zapłacenie surogatce za urodzenie dziecka jest wciąż przestępstwem, karanym nawet więzieniem i grzywną w wysokości 50 tys. dolarów” – czytamy na stronie tygodnik.tvp.pl. Dziś jednak zwolennicy surogacji wolą prezentować nowszy przykład Tammy i Jordana Myersów, którzy zamówili dziecko u surogatki i przyjaźnili się z nią w trakcie ciąży.

„Głosy krytyków, którzy uważają, że w tej procedurze dzieci traktowane są jak towar, w którym w dodatku można przebierać i dopasowywać go do swoich upodobań, są dziś w Stanach słabo słyszalne. O przeciwnikach surogacji mówi się, że niesłusznie ją stygmatyzują i nie rozumieją jej znaczenia” – pisze Anna Gwozdowska zauważając, że presja na legalizację surogacji jest w USA potężna.

„Z usług surogatek korzystają także gejowscy politycy, którzy mają olbrzymi wpływ na liberalizację prawa regulującego w USA surogację. W efekcie surogatka może w niektórych stanach urodzić dziecko, które powstało z pochodzących z donacji: komórki jajowej i spermy, a jego prawni rodzice nie mają z nim genetycznie nic wspólnego. Nie są nawet w żaden sposób sprawdzani, aby wykluczyć dramaty podobne do tego, który przechodziło surogacyjne dziecko Australijczyka Marka J. Newtona, skazanego na 40 lat więzienia za pedofilię” – pisze autorka dodając, że „w przypadku adopcji potrzebny jest szczegółowy screening kandydatów na rodziców, ale kiedy w grę wchodzi surogacja zastępcza wystarcza ważna umowa”.

Jak pisze, przyspieszenie rozwoju surogacyjnego rynku w USA to efekt zamykania się biednych krajów Azji na takie praktyki dokonywane tam przez zamożnych białych. „Kilka lat temu, tak właśnie postąpiły władze Tajlandii zrażone do turystyki surogacyjnej skandalem wywołanym przez australijską parę, która porzuciła dziecko z zespołem Downa urodzone przez tajską surogatkę” – czytamy.

Co ciekawe, postępów w surogacyjnym biznesie nie hamują nawet konserwatyści. Np. w roku 2019 na Marszu dla Życia publicysta Ben Shapiro określił surogację jako czasem wspaniałą i pożyteczną, zaś jego zdaniem to nie jest kwestia moralna. Trudno jednak zgodzić się z takim postawieniem sprawy, gdyż lista zastrzeżeń moralnych jest w tej sprawie olbrzymia.

Mogą one dotyczyć chociażby porzucania dzieci „nieidealnych” – innych niż oczekiwania zamawiającego, na przykład chorych. Czynnikiem dyskwalifikującym surogację jest również stosowanie metody zapłodnienia pozaustrojowego. Istotnym problemem pozostaje także przedmiotowe traktowanie surogatek, których ciąże stanowią o wiele większe zagrożenie dla ich zdrowia i życia niż ciąże zwyczajne – gdy kobieta nosi pod sercem życie wywodzące się od jej komórki jajowej. Niejednokrotnie dochodziło zresztą do zgonów kobiet będących matkami zastępczymi.

„Brooke Brown, matka trojga dzieci nie przeżyła porodu bliźniąt, które zamówiła para z Hiszpanii. To było aż piąte jej surrobaby. Z początku ciąża Brown przebiegała bez komplikacji, ale dzień przed zaplanowanym cesarskim cięciem pojawiły się powikłania i kobieta zmarła. Według Jennifer Lahl, znanej w USA przeciwniczki surogacji, lekarze musieli wiedzieć, że ryzyko piątej ciąży zastępczej było dla Brooke Brown zbyt wysokie, a mimo to jej nie powstrzymali. Lahl jest przekonana, że tak właśnie działa multi-miliardowy przemysł surogacyjny, oparty na ryzyku, które ponoszą kobiety i dzieci” – czytamy na tygodnik.tvp.pl.

„Na podstawie badań przeprowadzonych dotąd w USA, opublikowanych m.in. na łamach czasopisma Fertility and Sterility można śmiało powiedzieć, że surogacja zastępcza wiąże się ze statystycznie znacznie wyższym ryzykiem powikłań w porównaniu z naturalną, spontaniczną ciążą. Mówimy m.in o wyższym ryzyku cesarskiego cięcia, w tym awaryjnego cesarskiego cięcia czy rzucawki, o cukrzycy ciążowej i nadciśnieniu nie wspominając. Komplikacje dotyczą też dzieci, którym grozi przedwczesny poród i niska masa urodzeniowa. Takie niemowlęta częściej też trafiają na oddział intensywnej opieki. Potwierdziliśmy te wyniki także w naszych [Center for Bioethics-red.] badaniach, w których porównaliśmy przebieg ciąż naturalnych z zastępczymi donoszonych przez tę samą kobietę. Poza tym surogacja zastępcza polegająca na umieszczeniu w macicy surogatki obcego w sensie genetycznym zarodka wiąże się z natychmiastową odpowiedzią jej układu odpornościowego, co wymaga zażywania odpowiednich leków w czasie ciąży” – mówi Jennifer Lahl zauważając, że także kontrakty zawierane z matkami zastępczymi są dla nich niekorzystne i je częściowo ubezwłasnowolniają. To jednak nie wszystko, gdyż umowy często zawierają klauzulę… obowiązkowej aborcji selektywnej w sytuacji ciąży mnogiej. Ponadto „znam przypadek surogatki, która musiała się zgodzić na warunek, że jeśli zajdzie potrzeba, to docelowi rodzice decydują, jak długo będzie utrzymywana sztucznie przy życiu” – opowiada pielęgniarka mówiąc o skandalicznych „wycenach” strat zdrowotnych, jakie mogą pojawić się w związku z macierzyństwem zastępczym. Jej zdaniem pozycja matek zastępczych względem bogatych par zamawiających jest fatalna. Mogą liczyć na zapłatę wyłącznie w sytuacji dostarczenia dziecka.

Koszt zakupu dziecka – bo ciężko nazwać zjawisko w inny sposób – to około 100 tys. dolarów. Cenę podnosi potrzeba powtórzenia procedury in vitro, chęć selekcji zarodków pod kontem płci lub wad genetycznych, a także oczekiwanie ciąży mnogiej. Surogatka dostaje jednak tylko część z tej kwoty. Zarabiają bowiem także „prawnicy, agencje rekrutujące przyszłe matki, kliniki płodności, lekarze czy wreszcie przemysł farmaceutyczny, który dostarcza niezbędnych dla podtrzymania ciąży zastępczej leków”.

„Muszę przyznać, że sprawa więzi powstających między matką i niemowlęciem, które ma innych genetycznych rodziców, nie jest zbyt dobrze zbadana. Z pewnością zawiązuje się między nimi jakiś rodzaj więzi, o czym świadczą kłopoty psychiczne, które miewa po porodzie surogatka. Z rozmów, które przeprowadziłam w grupie 98 matek zastępczych, wynika, że po urodzeniu własnych dzieci nie miały depresji poporodowej, a po urodzeniu cudzych już tak” – mówi Jennifer Lahl. „Mnie to nie dziwi. Dlaczego surogatka miałaby traktować ciążę zastępczą jak rutynową pracę? Nie jesteśmy robotami. Trudno nie przywiązać się do dziecka, które przez dziewięć miesięcy rośnie w naszym ciele, które czujemy, tym bardziej, że większość surogatek, które poznałam, to kochające matki. One po prostu lubią macierzyństwo” – dodaje. Jak zauważa, brakuje badań dotyczących wpływu rozdzielenia od matki zastępczej na dziecko, dlatego też cały proceder uznaje „największy eksperyment społeczny naszych czasów”.

Źródło: tygodnik.tvp.pl

Percentage of Pregnancies Aborted by Country [Tabele, rysunki, nie bój się !]

Percentage of Pregnancies Aborted by Country
(countries listed by name)

https://www.johnstonsarchive.net

compiled by Wm. Robert Johnston https://www.johnstonsarchive.net/policy/abortion/wrjp336pd2.html
last updated 3 July 2022 [Usunąłem małe kraje, dla przejrzystości. Całość w oryginale, zachęcam. Mirosław Dakowski]

TOTAL, 1921 – 2018: 941,600,000 reported abortions, estimated 1,052,600,000 total abortions

Estimated current rates: 11,650,000 abortions per year or 970,000 abortions per month.


==============================

Percent of known pregnancies ending in legal abortions (excluding those ending in miscarriage), most recent data

countryyear%notes
Andorra201818.59#
Argentina20202.62 
Armenia201923.95 
Australia202117.81E
Austria20052.23I
Azerbaijan202021.53 
Bahrain201510.15 
Bangladesh20184.72 
Belarus201919.51 
Belgium201913.28 
Bermuda201930.83 
Bosnia and Herzegovina20197.23 
Brazil20170.06 
Bulgaria202024.65 
Burundi20192.41 
Canada202017.14E
Chile20170.05 
ROC Taiwan201813.54 
PR China202042.71 
Croatia20206.75 
Cuba201940.17 
Czech Republic202013.29 
Denmark201818.77 
Dominican Republic20198.10 
Ecuador20140.32E
Estonia202120.38 
Ethiopia20149.00E
Finland202015.20 
France202022.95 
French Guiana202028.43 
Georgia202029.05 
FR Germany202011.45 
Greece201519.01 
Greenland201951.51 
Guadeloupe202040.55 
Guyana20154.71 
Hong Kong201913.53 
Hungary202020.67 
Iceland201819.88 
India20162.94E I
Ireland202010.52 
Israel20208.48 
Italy202014.31 
Japan202014.40 
Kazakhstan201916.10 
South Korea201712.21 
Kosovo20064.61 
Latvia202013.96 
Lithuania202010.13 
Luxembourg20206.62 
Martinique202035.92 
Mexico20190.72I
Moldova202021.25 
Mongolia202015.84 
Montenegro20198.33 
Nepal201913.72I
Netherlands202015.68 
New Zealand202018.66 
North Macedonia201916.04 
Norway202017.30 
Panama20000.02 
Paraguay20184.25 
Poland20200.39#
Portugal202014.52 
Puerto Rico20127.39 
Qatar20120.55#
Reunion202025.21 
Romania202013.85 
Russia202027.81 
Serbia202014.47 
Seychelles202024.49 
Singapore202014.70 
Slovakia201910.48 
Slovenia202013.56 
South Africa20209.85 
Spain202020.58 
Sweden202023.43 
Switzerland202011.48 
Tajikistan20204.59 
Tunisia20097.39 
Turkey20163.20 
Turkmenistan20206.62 
Ukraine202018.04 
United Arab Emirates20190.12#
United Kingdom202024.76 
United States202120.54E
Uruguay201921.41 
Uzbekistan20194.74 

Notes: Data generally included in-country occurences regardless of residency of those obtaining abortions. (#) indicates values which include abortions by country residents obtained abroad. (E) indicates results based on estimates developed for the Abortion Worldwide Report. (I) indicates values known to be substantially incomplete. See respective country pages for sources.

The above map shows the estimated demographic impact of legal abortion

================================

https://www.johnstonsarchive.net/policy/abortion/mapeuropeabrate3big.gif

Mężczyźni są coraz mniej płodni. Alarm naukowców: To grozi przetrwaniu ludzkości.

Mężczyźni są coraz mniej płodni. Alarm naukowców: To grozi przetrwaniu ludzkości.

Aleksandra Sobieraj 21.11.2022 https://zdrowie.radiozet.pl/W-zdrowym-ciele/Zdrowie-mezczyzny/mezczyzni-sa-coraz-mniej-plodni-to-zagraza-ludzkosci

Naukowcy alarmują, że na całym świecie – już nie tylko w Europie czy Stanach Zjednoczonych – spada jakość męskiego nasienia. U Azjatów, Afrykańczyków i mieszkańców Ameryki Południowej także spada liczba plemników. Odpowiedzialność za mniejszą liczbę rodzących się dzieci i niższą płodność spada więc w równym stopniu na mężczyzn, co na kobiety.

Spada płodność mężczyzn na całym świecie

Nowe badania potwierdziły, że jakość męskiego nasienia spada nie tylko w Europie czy USA, ale na całym świecie – informuje pismo „Human Reproduction Update”. Pierwszą meta-analizę wykazującą spadek liczby plemników u mężczyzn z Ameryki Południowej i Środkowej, Azji i Afryki opublikował międzynarodowy zespół kierowany przez profesora Hagai Levine’a z Hadassah Braun School of Public Health na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie wraz z prof. Shanną Swan z Icahn School of Medicine w Mount Sinai w stanie Nowy Jork.

Dzieci będzie mniej na całym świecie

Już w roku 2017 ten sam zespół naukowców zaobserwował spadek liczby plemników wśród mężczyzn w Ameryce Północnej, Europie i Australii. Co niepokojące, stwierdzony wówczas trend spadkowy nadal się utrzymuje, a nawet przyspiesza.

Tym razem analizą objęto dane z 53 krajów, uwzględniając dodatkowe siedem lat gromadzenia informacji (2011-2018) i koncentrując się na trendach liczby plemników wśród mężczyzn w regionach, które nie były wcześniej badane, zwłaszcza w Ameryce Południowej, Azji i Afryce. Dane pokazują po raz pierwszy, że u mężczyzn w tych regionach świata również doszło do znacznego spadku całkowitej liczby plemników (TSC) i koncentracji plemników (SC), obserwowanego wcześniej w Ameryce Północnej, Europie i Australii. Na całym świecie zaobserwowano również przyspieszenie spadku tych parametrów po roku 2000.

Alarm: to może zagrozić przetrwaniu ludzkości

Zdaniem autorów badań, spadki liczby i koncentracji plemników odzwierciedlają globalny kryzys związany ze zmieniającym się środowiskiem i stylem życia oraz mają szerokie implikacje dla przetrwania ludzi jako gatunku. – Ogólnie rzecz biorąc, w ciągu ostatnich 46 lat obserwujemy znaczny światowy spadek liczby plemników o ponad 50 proc., który przyspieszył w ostatnich latach – podsumował prof. Hagai Levine.

Choć badanie nie dotyczyło przyczyn spadku liczby plemników, to prof. Levine zwrócił uwagę na niedawne badania wskazujące, że zaburzenia w rozwoju układu rozrodczego w życiu płodowym są związane z upośledzeniem płodności w ciągu całego życia i innymi objawami dysfunkcji rozrodczych. Ponadto wyjaśnił, że „wybory stylu życia i chemikalia w środowisku niekorzystnie wpływają na rozwój płodu”.

– Mamy poważny problem, który, jeśli nie zostanie złagodzony, może zagrozić przetrwaniu ludzkości. Pilnie wzywamy do podjęcia globalnych działań w celu promowania zdrowszego środowiska dla wszystkich gatunków oraz ograniczenia narażeń i zachowań, które zagrażają naszemu zdrowiu reprodukcyjnemu – ostrzegł naukowiec.

Prof. Shanna Swan podkreśliła, że niska liczba plemników nie tylko wpływa na płodność mężczyzn, ale ma też poważne konsekwencje dla ich zdrowia i długości życia. I wiąże się z innymi niekorzystnymi trendami, określanymi razem jako zespół dysgenezji jąder.

– Niepokojące spadki koncentracji plemników i całkowitej ich liczby o ponad 1 proc. rocznie, jak podano w naszym artykule, są zgodne z niekorzystnymi trendami w wynikach zdrowotnych mężczyzn, takimi jak rak jąder, zaburzenia hormonalne i wady wrodzone narządów płciowych, a także pogorszeniem zdrowia reprodukcyjnego kobiet – podkreśla prof. Swan.

Źródło: H. Levine , N. Jørgensen, A. Martino-Andrade, J. Mendiola, D. Weksler-Derri, M. Jolles, R. Pinotti, S. H. Swan, Temporal trends in sperm count: a systematic review and meta-regression analysis of samples collected globally in the 20th and 21st centuries, Human Reproduction Update, 2022 / PAP/Paweł Wernicki

Więcej: https://zdrowie.radiozet.pl/W-zdrowym-ciele/Zdrowie-mezczyzny/mezczyzni-sa-coraz-mniej-plodni-to-zagraza-ludzkosci

Japonia walczy z demografią. Skutek: KATASTROFA.

Japonia walczy z demografią. Skutek: KATASTROFA.

„Sięgniemy po bezprecedensowe środki”. Rząd Japonii chce, by rodziło się więcej dzieci

https://www.money.pl/gospodarka/siegniemy-po-bezprecedensowe-srodki

Rząd Japonii sięgnie po bezprecedensowe środki, by odwrócić trend spadającej liczby urodzeń – ogłosił w poniedziałek premier Fumio Kishida na otwarciu sesji parlamentu. Według szacunków władz w 2022 roku w kraju po raz pierwszy urodziło się mniej niż 800 tys. dzieci.

======================

Środki na rzecz odwrócenia negatywnego trendu będą „najskuteczniejszą inwestycją w przyszłość” – ocenił Kishida. Premier Japonii zapowiedział budowę „społeczeństwa i gospodarki, w których dzieci są na pierwszym miejscu”.

W kwietniu pracę rozpocznie nowy organ rządowy, Agencja ds. Dzieci i Rodzin, która będzie odpowiedzialna za politykę dotyczącą dzieci. – Do czerwca rząd wytyczy plan podwojenia wydatków na zwiększanie dzietności – powiedział Kishida, cytowany przez agencję Kyodo.

Japonia walczy z demografią

Japonia od wielu lat boryka się z problemem starzenia się społeczeństwa. W 2021 roku w kraju urodziło się niecałe 812 tys. dzieci, najmniej od 1899 roku, gdy zaczęto prowadzić statystyki. Według wstępnych szacunków rządu w 2022 roku liczba po raz pierwszy spadła poniżej 800 tys.

Kishida obiecał również zwiększanie płac, przeciwdziałanie wzrostowi cen i zapewnienie stabilnych źródeł energii, a także poradzenie sobie z „trwającą obecnie ósmą falą zakażeń koronawirusem”.

Premier zapowiedział wzmocnienie zdolności obronnych, przypominając, że rząd planuje pięcioletni budżet obronny w wysokości 43 bln jenów (ponad 330 mld dolarów). Jedna czwarta z tej sumy ma pochodzić z podniesionych podatków – przekazała publiczna stacja NHK.

W grudniu rząd w Tokio ogłosił plany największych zbrojeń od zakończenia II wojny światowej, w tym pozyskania pocisków zdolnych do uderzania w cele na terytorium potencjalnych wrogów. Kyodo wpisuje te decyzje w narastające zagrożenie militarne ze strony Chin, Rosji i Korei Północnej.

====================

GW:

Żeby ratować się przed wyludnieniem, rządzący będą zwracać singlom koszt poszukiwania małżonka i zapłacą za szkolenie swatek

7 lipca, gdy Japonia świętuje festiwal Tanabata, azjatyckie walentynki, 40 kawalerów i 40 panien spotka się w Tokio na wieczorku zapoznawczym. W roli swatki wystąpi jednak nie agencja matrymonialna, tylko zespół rządowo-parlamentarny. Władza chce sprawić, by Japończycy się żenili i płodzili dzieci.

– To sprawa bezpieczeństwa narodowego – mówi przewodnicząca zespołu, była minister obrony Yuriko Koike.

Dla Japonii spadek urodzeń jest groźniejszy od rakiet Kim Dżong Una – tłumaczy brytyjski dziennik „Daily Telegraph”. I nie jest to problem nowy. Zaczął się w 2004 roku, kiedy więcej ludzi umarło, niż się narodziło. Od tego czasu Japończyków ubywa – w 2013 roku o 244 tys. osób. Kraj Kwitnącej Wiśni nie tylko się wyludnia, ale także starzeje: dziś 22 proc. Japończyków ma powyżej 65 lat. Wielkimi krokami zbliża się chwila, gdy emerytów będzie więcej niż dzieci. Spece od marketingu prognozują, że za sześć lat sprzedaż pieluch dla dorosłych będzie większa od sprzedaży pieluch dla niemowląt.

[—- dalej leją już za forsę. md]

W Chinach rodzi się ekstremalnie mało dzieci. Katastrofa demograficzna.

W Chinach rodzi się ekstremalnie mało dzieci. Katastrofa demograficzna.

„Jesteśmy ostatnim pokoleniem”

https://forsal.pl/gospodarka/demografia/artykuly/8640187,dlaczego-w-chinach-rodzi-sie-tak-malo-dzieci.html

Po ponad 60 latach wzrostu chińska populacja zaczyna się kurczyć. Wiele wskazuje na to, że może być to silny i długotrwały trend – pisze portal Vox.

Chiński rząd właśnie ogłosił, że w 2022 roku liczba zgonów w Państwie Środka przewyższyła liczbę urodzeń o prawie milion. To w pewnej mierze skutek trwającej pandemii Covid-19, ale to tylko część całej układanki. Chiny kurczą się w wyniku długotrwałych kulturowych i gospodarczych zjawisk oraz prowadzenia przez wiele lat nierozważnej polityki.

=====================

To nie jest wyłącznie chiński problem. Właściwie cały zachodni i rozwijający się świat zmagają się ze spadkiem współczynnik płodności. Szacuje się, że dwie trzecie globalnej populacji żyje w krajach, w których urodzeń jest zbyt mało, by możliwe było pokoleniowe zastąpienie. Wyjątkiem są takie regiony jak Afryka Subsaharyjska.

Chiński rząd bije się w piersi

W 2015 roku chińskie władze w pośredni sposób przyznały, że prowadzona od dawna polityka jednego dziecka okazała się błędem, oficjalnie kończąc ją. Rządząca Chinami partia zorientowała się, że odrzucona polityka będzie miała długoterminowo opłakane skutki dla demografii. Od tego momentu wszystkie chińskie małżeństwa mogą posiadać maksymalnie dwójkę dzieci.

Chiny przez dekady cieszyły się [czyżby??? „polityka jednego dziecka”… md] z powodu demograficznego boomu. Liczba osób w wieku produkcyjnym wzrosła w latach 1980-2015 z 594 mln do ponad 1 miliarda. Odsetek osób w wieku nieprodukcyjnym (dzieci, młodzieży i seniorów) spadł w tym samym czasie z 68 do 38 proc. Rosła więc liczba pracujących Chińczyków, którzy nie byli przy tym obciążeni wychowywaniem wielu dzieci. To połączenie było przez dekady napędem dla gospodarki.

Jak Chińczycy zareagowali na możliwość posiadania drugiego dziecka? Okazało się, że nie chcą ich mieć. Współczynnik płodności spadł do 2021 roku do ekstremalnie niskiego poziomu 1,15 (przypomnijmy, że minimalny poziom zapewniający zastępowanie pokoleń to 2,15). Liczba urodzeń w Państwie Środka spada nieprzerwanie od 6 lat. ONZ prognozuje, że do końca tego stulecia chińska populacja będzie liczyła mniej niż 800 mln ludzi. Tak źle nie było od końca lat 60. poprzedniego stulecia.

Dlaczego chińska populacja kurczy się tak gwałtownie?

Żelazne prawo demografii mówi, że bogacenie się państwa jest silnie skorelowane ze spadkiem dzietności. Chiny nie są tutaj żadnym wyjątkiem. Niemożliwy byłby tak spektakularny gospodarczy wzrost w świecie, w którym kobiety rodziły po 6-7 dzieci. Spadek śmiertelności niemowląt dał Chińczykom pewność, że posiadanie mniejszej liczby potomstwa jest w zupełności wystarczające. Nie zmienia to jednak faktu, że odpowiednia polityka mogła znacznie spowolnić tempo spadku liczby urodzeń. Chińskie władze popełniły strategiczny błąd, zbyt długo utrzymując politykę jednego dziecka.

Władze starają się wprowadzać programy „pobudzające demografię”. To na przykład dotacje dla osób posiadających trzecie dziecko czy dodatkowe urlopy rodzicielskie. Nie przyniosą one jednak oczekiwanych skutków – pisze autor artykułu. Jakie narzędzia mają jeszcze w swoich rękach władze? To na przykład różne formy przymusu. Krokiem w tym kierunku jest realizowana polityka dyskryminacji mniejszości seksualnych.

Inną ścieżką jest poprawa produktywności pracowników czy automatyzacja.

Rosnące koszty posiadania rodziny, darwinowska rywalizacja o zasoby edukacyjne i miejsca pracy oraz surowe represje związane z pandemią, doprowadziły młodych Chińczyków do stanu egzystencjalnego kryzysu. „Jesteśmy ostatnim pokoleniem” – powiedział jeden z młodych protestujących w Szanghaju mieszkańców tego kraju.

„Używaliśmy podczas Soboru niejednoznacznych zwrotów i wiemy jak będziemy je interpretować po jego zakończeniu”. Hermeneutyka „korekty i „odrzucenia”.

Hermeneutyka „korekty i „odrzucenia”. Robert Morrison

„Używaliśmy podczas Soboru niejednoznacznych zwrotów i wiemy jak będziemy je interpretować po jego zakończeniu”.

https://remnantnewspaper.com/web/index.php/articles/item/6352-the-hermeneutic-of-correction-and-rejection-taking-vatican-ii-away-from-the-heretics

„Pewna liczba ważnych pytań teologicznych, co do których nie można było osiągnąć porozumienia, została pozostawiona otwarta poprzez wybór sformułowań, które mogły być różnie interpretowane przez poszczególne grupy i tendencje teologiczne na Soborze.” (Karl Rahner i Herbert Vorgrimler, cytowani w książce ks. Matthiasa Gaudrona Katechizm kryzysu w Kościele)

Ci, którzy dążyli do zniszczenia Kościoła przez ostatnie kilkadziesiąt lat, rutynowo wykorzystywali Vaticanum II i jego „ducha” do uzasadnienia swoich antykatolickich inicjatyw. Jako tradycyjni katolicy przeciwstawiamy się tym atakom na Kościół, ale jesteśmy na ogół niedołężni w ich zwalczaniu, ponieważ nie jesteśmy zgodni co do tego, jak zareagować na Sobór. W rezultacie, zamiast jednoczyć się w walce z błędami ożywianymi przez „ducha Vaticanum II”, czasami walczymy ze sobą o formułę sprzeciwu wobec  Soboru. To oczywiście wzmacnia naszych wspólnych wrogów w ich bezbożnych działaniach.

Nawet jeśli tradycyjni katolicy nie zgadzają się co do pewnych kluczowych aspektów autorytetu Soboru, powinniśmy się zgodzić, że postępowi architekci Vaticanum II celowo uzbroili Sobór przeciwko katolicyzmowi poprzez wykorzystanie dwuznaczności opisanych powyżej przez Rahnera, a potwierdzonych przez ks. Edwarda Schillebeeckxa:
„Używaliśmy podczas Soboru niejednoznacznych zwrotów i wiemy jak będziemy je interpretować po jego zakończeniu”. (Schillebeeckx, cytowany w „Liście otwartym Arcybiskupa Lefebvre’a do zagubionych katolików”).

Jeśli kiedykolwiek będziemy mieli prawdziwie katolickiego papieża, będzie on musiał poprowadzić Kościół w rozwiązaniu kwestii dotyczących autorytetu i znaczenia Soboru oraz jego tragicznie błędnych dokumentów. Na razie jednak, te same niejasności soborowe, które pozwoliły postępowcom promować ich antykatolickie inicjatywy, zachęcają, a nawet wymagają, by wierni katolicy nalegali na prawdziwie katolicką interpretacje soboru. Chociaż niektóre krytyczne fragmenty dokumentów soborowych brzmią jak bezbożny nonsens, wiemy, że skoro Rzym twierdzi, że Sobór jest katolicki, należy nadać tym fragmentom katolickie znaczenie. Przecież katolicki sobór musi być katolicki!

Na różnych etapach, Rzym dopuszczał teoretyczną możliwość „interpretacji” Soboru „w świetle tradycji”. Nawet Arcybiskup Marcel Lefebvre zaaprobował takie podejście w swoim liście z 8 marca 1980 roku do Jana Pawła II:

„W pełni zgadzam się z orzeczeniem, jakie Wasza Świątobliwość wydał na temat Soboru Watykańskiego II, 6 listopada 1978 roku, na posiedzeniu Świętego Kolegium: „’że Sobór musi być rozumiany w świetle całej świętej Tradycji i na podstawie niezmiennego Magisterium Świętej Matki Kościoła”’.

Takie ogólne podejście prowadzi do rozmaitych skutków, z których wiele może być mieszanką prawdy i błędu. Biorąc pod uwagę fakt, że osoby redagujące dokumenty soborowe celowo zawarły w nich niejednoznaczne fragmenty, które zamierzały interpretować w sposób heterodoksyjny, mamy prawo uzależnić naszą „akceptację” Soboru od tego, czy będzie on interpretowany w sposób całkowicie zgodny z „niezmiennym Magisterium Świętej Matki Kościoła”. Takie interpretacje muszą całkowicie odrzucać wszelkie błędy i jasno stwierdzać niezmienną katolicką prawdę. Takie podejście nie usunie automatycznie wysoko postawionych wrogów Kościoła, ale może zmniejszyć ich zdolność do przekonywania katolików, że Vaticanum II daje im „wolną rękę” w Jego niszczeniu.

Różni się to od „hermeneutyki ciągłości” promowanej przez Benedykta XVI, ponieważ postępowe, antykatolickie interpretacje muszą zostać całkowicie odrzucone, a nie zaakceptowane. Istnieje całkowite zerwanie pomiędzy katolicyzmem a tym, co postępowcy osiągnęli poprzez swoją interpretację Vaticanum II. O ile i dopóki święty papież nie rozwiąże formalnie kryzysu Vaticanum II, to zerwanie musi być naprawiona poprzez odrzucenie niekatolickich interpretacji i obstawanie przy tradycyjnych katolickich interpretacjach. Celem takiego podejścia nie jest zachowanie, obrona czy promowanie Soboru; celem jest raczej „rozbrojenie” modernistycznej interpretacji Soboru do czasu, gdy święty papież będzie w stanie odpowiednio rozwiązać sporne kwestie związane z Vaticanum II.

Aby zilustrować praktyczne zastosowanie tego podejścia w stosunku do Soboru, przyjrzyjmy się kilku punktom spornym:

– Zastosowanie „subsistit in”(trwa w) w Lumen Gentium:

Konstytucja dogmatyczna o Kościele, Lumen Gentium, zawierała kontrowersyjne słowa „subsistit in” dotyczące Kościoła:

„To jest ten jeden Kościół Chrystusowy, który w Credo jest wyznawany jako jeden, święty, katolicki i apostolski, który nasz Zbawiciel po swoim zmartwychwstaniu zlecił Piotrowi, aby pasterzował, a jemu i innym apostołom, aby rozszerzali i kierowali autorytetem, który wzniósł dla wszystkich wieków jako 'filar i podporę prawdy’. Ten Kościół ukonstytuowany i zorganizowany na świecie jako społeczeństwo, trwa w Kościele katolickim, który jest rządzony przez następcę Piotra i przez biskupów będących z nim w komunii, chociaż wiele elementów uświęcenia i prawdy znajduje się poza jego widzialną strukturą.”

Zamiast debatować nad znaczeniem tej idei, że „Kościół Chrystusa trwa w Kościele katolickim”, powinniśmy po prostu nalegać, że musi to oznaczać, że „Kościół Chrystusa jest Kościołem katolickim”.

– Pojęcie „środków zbawienia” w Unitatis Redintegratio: Dekret o ekumenizmie, Unitatis Redintegratio, zawierał następujące kontrowersyjne słowa dotyczące religii niekatolickich:

„Wynika z tego, że oddzielone Kościoły i Wspólnoty jako takie, choć uważamy je za niedoskonałe pod pewnymi względami, nie zostały bynajmniej pozbawione znaczenia i wagi w tajemnicy zbawienia. Duch Chrystusa nie powstrzymał się bowiem od posługiwania się nimi jako środkami zbawienia, które czerpią swą skuteczność z samej pełni łaski i prawdy powierzonej Kościołowi.”

Zamiast debatować nad znaczeniem idei, że „Duch Chrystusa nie powstrzymał się bowiem od posługiwania się nimi jako środkami zbawienia”, powinniśmy po prostu nalegać, że Bóg nie chce fałszywych religii i nie używa ich jako „środków zbawienia”, nawet jeśli może, ale, w swoim nieskończonym Miłosierdziu i Mądrości, może pozwolić jednostkom pozostającym w takich fałszywych religiach na zbawienie ich dusz, pomimo ich fałszywej religii.

– Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym, Gaudium et Spes, w paragrafie 22 zawarła kilka fragmentów, które zostały wykorzystane do wspierania fałszywych pojęć powszechnego zbawienia i „anonimowego chrześcijaństwa”, m.in:

„Wszystko to dotyczy nie tylko chrześcijan, ale wszystkich ludzi dobrej woli, w których sercach łaska działa w sposób niewidzialny. Skoro bowiem Chrystus umarł za wszystkich ludzi i skoro ostateczne powołanie człowieka jest w istocie jedno i boskie, powinniśmy wierzyć, że Duch Święty w sposób znany tylko Bogu ofiarowuje każdemu człowiekowi możliwość zjednoczenia się z tą paschalną tajemnicą.”

Zamiast debatować nad znaczeniem tych idei, powinniśmy po prostu upierać się, że poza Kościołem katolickim nie ma zbawienia, z wyjątkiem nadzwyczajnych interwencji Boga, które Kościół historycznie uznał.

Możemy zastosować tę samą metodę do każdego spornego fragmentu dokumentów soborowych. Wymaga to niewielkiej kreatywności i kompromisu – po prostu identyfikujemy przedmiot sporu, obstajemy przy obowiązującej katolickiej prawdzie i odrzucamy odpowiadający jej błąd. Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X w dokumencie „Si Si No No”, opublikowało podobną metodologię w latach 2003-2004, katalogując i opisując różne „błędy Vaticanum II” i podając przeciwstawne prawdy katolickie. 

Niestety, postępowcy cieszyli się niemal wyłącznością w interpretowaniu tych niejednoznacznych fragmentów, co pozwoliło im na wepchnięcie nas do jednego z dwóch obozów: albo akceptujemy Vaticanum II i domyślnie popieramy błędy, które oni próbują promować, albo odrzucamy Vaticanum II, a oni marginalizują nas jako „schizmatyków”.  Czyniąc dokumenty celowo niejednoznacznymi, aby uzyskać aprobatę Ojców Soboru, pozostawili otwartą teoretyczną możliwość, że wierni katolicy ostatecznie „zaakceptują Vaticanum II”, odrzucając jednocześnie ich antykatolickie interpretacje. Jakkolwiek niesmaczne by to było dla tych, którzy gardzą Soborem, teraz jest czas, aby nalegać, że „właściwa interpretacja” dokumentów soborowych musi być całkowicie zgodna z nauczaniem Kościoła.

W połączeniu z tym naciskiem na „właściwą interpretację” Soboru, wierni katolicy powinni jednoznacznie odrzucić błędy, które zostały narzucone Kościołowi poprzez postępowe interpretacje dokumentów soborowych. Formuła takiego odrzucenia jest prosta: w każdym przypadku katolicy mogą stwierdzić niezmienną katolicką prawdę i potępić przeciwstawny błąd. Nawet ci, którzy z jakichkolwiek powodów muszą „popierać” Vaticanum II, mogą i powinni obstawać przy katolickiej prawdzie i odrzucać błędy nękające dziś Kościół.

Takie podejście jest również zgodne ze słowami bulli Piusa VI z 1794 roku Auctorem Fidei, potępiającej gallikańskie i jansenistyczne działania i tendencje na synodzie w Pistoi:

„Ilekroć staje się konieczne zdemaskowanie wypowiedzi, które pod zasłoną dwuznaczności maskują jakiś podejrzany błąd lub niebezpieczeństwo, należy potępić przewrotne znaczenie, pod którym kamufluje się błąd przeciwny katolickiej prawdzie”.

Postępowcy celowo zawoalowali swoje błędy dwuznacznością, aby uzyskać wystarczającą aprobatę ze strony niczego nie podejrzewających Ojców Soboru. My, którzy teraz wiemy, jak postępowcy wykorzystali te dwuznaczne fragmenty, mamy obowiązek potępić te błędy i stanowczo potwierdzić katolicką prawdę. Ojcowie soborowi nigdy nie zgodziliby się na jawnie antykatolickie interpretacje, a my nie powinniśmy się wahać, by je dziś potępić. Co więcej, mamy moralny obowiązek to zrobić.

Czy liberalni katolicy będą się temu sprzeciwiać? Oczywiście, ale czyniąc to, muszą otwarcie przyznać, że Sobór zrywa z całą tradycją katolicką. Takie podejście zmuszałoby ich zatem do wyboru pomiędzy (a) przyjęciem katolickiej prawdy, którą pogardzają,  (b) podważeniem ich argumentu, że ich interpretacje Soboru są zgodne z nauką Kościoła.

Jaki jest cel takiego podejścia? Dziś widzimy, jak Franciszek i jego współpracownicy próbują przekształcić Kościół katolicki w ordynariat Wielkiego Resetu i Nowego Porządku Świata. Ci antykatoliccy innowatorzy opierają się niemal wyłącznie  w swoich bezbożnych wysiłkach na Vaticanum II. To dlatego nalegają, abyśmy „przyjęli Vaticanum II”. Jeśli możemy skutecznie odebrać Vaticanum II tym heretykom, odrzucając antykatolickie interpretacje, możemy utrudnić ich zdolność do przejęcia Kościoła Katolickiego, by posunąć naprzód ich demoniczne cele.

Bez Bożej łaski nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Ale ta całkowita zależność od Boga nie oznacza, że chce On, abyśmy biernie akceptowali demoniczne wykroczenia popełniane przeciwko Niemu i Jego Kościołowi. Musimy walczyć, a dziś wygląda na to, że bezbożna interpretacja Vaticanum II jest zarówno najważniejszą bronią, jaką dysponują nasi wrogowie, jak i tą, która jest najbardziej podatna na nasze kontrataki. Być może święty papież pewnego dnia całkowicie odrzuci Vaticanum II, ale dopóki to nie nastąpi, powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby uczynić go bezwartościowym dla naszych wrogów. Matko Boża, Królowo  Różańca Świętego, Módl się za nami!

Robert Morrison

tłum. Sławomir Soja

Komentarz Sławomira Soji:
Bardzo mnie rozczarował artykuł Pana Morrisona, którego do tej pory ceniłem za przenikliwość i trzeźwą ocenę sytuacji, pozbawioną złudzeń. Nie wiem czym spowodowany jest ten nagły zwrot ku niekonsekwencji i sprzeczności we wnioskowaniu. Mogę się tylko domyślać, wnioskując z pewnego odniesienia zawartego w tym artykule. Pan Morrison już od pewnego czasu pisał o katolikach tradycyjnych – jakby byli jacyś inni katolicy. Teraz wspomina o katolikach liberalnych. Przywodzi to na myśl różne nurty w protestantyzmie i judaizmie; tam również mamy do czynienia z kościołem high, low, broad, z judaizmem reformowanym, konserwatywnym, postępowym, ortodoksyjnym i jeden diabeł, którego „za ojca mają” wie, jeszcze jaki.Pan Morrison stawia kwestę SWII jako „nasze Westerplatte”, jakby było to wydarzenie bez swojego powodu i przyczyny. To dziwne, ponieważ wspomina o Synodzie w Pistoi, który sam kilka lat temu określił jako „antycypację SWII”, ponieważ postulaty „pistojczyków” byly bliźniaczo podobne do tych zatwierdzonych przez SWII, raptem około 150 lat później. „Duch Pistoi” wcale nie „wyzionął ducha” i miał się bardzo dobrze przez cały XIX wiek, czego dowodem są dramatyczne encykliki papieży i inne dokumenty tamtych czasów, aż po pontyfikat Św. Piusa X. Po śmierci Św. Piusa X, „duch Pistoi” nabrał powietrza w płuca i wypluł z siebie tzw. ruch liturgiczny O. Bedouin, który znalazł szerokie poparcie wśród hierarchii w Europie i USA. Trudno więc poważnie przyjąć do wiadomości słowa Pana Morrisona o „niczego nie podejrzewających Ojcach Soborowych”.  Konsekwencją było pojawienie się upiorów liturgicznych w postaci ” mszy recytowanej”, „aktywnego uczestnictwa wiernych w liturgii”, a kulminacją okazały się „reformy” liturgiczne Piusa XII, torujące drogę Novus Ordo Missae. Słowem o tym nie wspomina Pan Morrison, sprawiając wrażenie, ze pogodził się z mszałem soborowym (czyli zarówno mszałem Jana XXIII jaki i Pawła VI), do czego zdaje się zachęcać i nas. Mnie Pan Morrison nie zachęcił, a wręcz przeciwnie. Czyżby zasada lex orandi lex credendi przestała już obowiązywać w kręgach w jakich obraca się Pan Morrison?

Kardynał Kasper promuje samobójczą transformację Kościoła 

BKP: Kardynał Kasper promuje samobójczą transformację Kościoła 

wideo: https://vkpatriarhat.org/pl/?p=20135  https://kasper-card.wistia.com/medias/m8i0vzc1as

https://rumble.com/v26dlto-kardyna-kasper.html  //cos.tv/videos/play/41856855600567296

bitchute.com/video/b72KQ5Q5NCGx/

W niedawnym wywiadzie dla medii kardynał Walter Kasper stwierdził:

Takiej transformacji nie da się przeprowadzić za jedną noc, to wymaga czasu, trochę jak długi wdech. Nie da się tego zrobić w ciągu jednego pontyfikatu, potrzeba dwóch lub trzech”.

W co chce kardynał Kasper i jemu podobni transformować Kościół? Obecna kościelna legalizacja bałwochwalstwa i LGBTQ sygnalizuje już widoczną transformację Kościoła w satanistyczny anty-kościół New Age. W jaki sposób? Poprzez tzw. proces Synodalny. Bergoglio demonstruje konkretne kroki transformacji, gdy publicznie oddaje cześć demonom. On intronizował demona Paczamamę, a w Kanadzie został publicznie poświęcony przez szamana także innym demonom.

Tak eliminuje pierwsze przykazanie Dekalogu, a następnie pozostałe, zwłaszcza szóste i dziewiąte, poprzez kościelną legalizację seksualnych perwersji. Jednocześnie eliminuje i Chrystusowe moralne przykazania, zawarte w Ewangelii i całym Nowym Testamencie. To jest szokująca i samobójcza transformacja Kościoła katolickiego. Wewnętrzne życie Kościoła transformuje się w duchową śmierć. Droga zbawienia zostaje zastąpiona drogą do wiecznego potępienia. Ten transformowany antykościół zastępuje Boga szatanem i demonami!

Cytat kard. Kaspera: „Sukces obecnego pontyfikatu zostanie osiągnięty przez następców papieża Franciszka”.

Całkowitą likwidację Kościoła katolickiego kardynał Kasper uważa za sukces obecnego pontyfikatu, ale dodaje, że dopełnienie tego duchowego samobójstwa nastąpi poprzez kolejnych dwóch lub trzech następców Franciszka. Stwierdził, że takiego procesu transformacji nie da się osiągnąć za jedną noc, rzekomo, to wymaga czasu, trochę jak długiego wdechu. Dlaczego ten długi wdech? Dla popełnienia duchowego samobójstwa.

Cytat kard. Kaspera: „Już nie głosimy Boga, który grozi, potępia i karze, ale Boga, który w miłości przyjmuje, przebacza i jednoczy. To nowy ton, który jest dobry dla Kościoła, nawet jeśli nie każdemu to się podoba”.

Jednakże ten nowyton nie jest dobry dla Kościoła, bo nie jest zgodny z prawdą, z Biblią, ani z Tradycją. Kościół ma obowiązek głosić całą Ewangelię, bo tylko to prowadzi do zbawienia. Wskazuje na przebaczenie grzechów tym, którzy pokutują. Ale grozi też wieczną karą tym, którzy gardzą Bożą miłością i uparcie pozostają w zatwardziałości i na ścieżce grzechu. Bóg w swoim Synu, naszym Zbawicielu  przyjmuje, przebacza i jednoczy, ale człowiek musi chcieć oddać Mu swój grzech. Kto Boga i Jego przykazania kategorycznie odrzuca, a jednocześnie obłudnie mówi o Jego miłości, a nawet twierdzi, że Bóg go bez skruchy przyjmuje, ten oszukuje sam siebie, a innych prowadzi na drogę do wiecznej zagłady.

Cytat kard. Kaspera: „Obecny pontyfikat to nie przypadek, ale początek nowej ery”.

Kardynał Kasper powiedział prawdę. Obecny pontyfikat naprawdę nie jest przypadkiem, ma swoje głębokie korzenie już w II Watykańskim Soborze i posoborowym duchu. Wybór Bergoglio również nie był przypadkiem, podobnie jak nie była przypadkiem abdykacja papieża Benedykta XVI.

Jeśli chodzi o nową erę, to tak naprawdę chodzi o program New Age, głównym celem którego jest likwidacja chrześcijaństwa i stworzenie jednej pseudoreligii, czczącej demony. Chodzi też o stworzenie jednej waluty i jednego rządu.

Jak się bronić przed tą diabelską transformacją, moc której tkwi w kłamstwie? Tylko prawdą! W tej duchowej walce apostoł wzywa nas, abyśmy byli przepasani prawdą. Potrzebujemy także tarczy wiary i miecza Ducha. Apostoł wskazuje, że nasza walka nie toczy się przeciw ciału i krwi, ale przeciw siłom demonicznym (kosmokratores), które sprawują władzę w powietrzu.

W tej bitwie jest konieczne modlitewne zaplecze. Zwłaszcza dzisiejszych apokaliptycznych czasów dotyczą słowa: „W każdym czasie módlcie się w Duchu”  [en pantý kairó en pneuma] (por. Ef 6:18). Więc jest to nieustanna modlitwa (zob. Łk 18:1-7, 1 Tes 5:17).

W historii Kościoła już w V wieku mnich Aleksander i św. Marcel wprowadzili w klasztorach nieustanną modlitwę, która zajmowała 24 godziny na dobę. Tę starą kościelną praktykę dziś wprowadzają i gorliwi chrześcijanie. Tworzą modlitewne straże, składające się z 23 członków. Dzielą swój dzień na godziny, a jedna godzina dziennie jest wspólna dla wszystkich a to od 20:00 do 21:00. Jeśli utworzy się cztery takie straże, zmieniające się po tygodniu, powstanie ciągła modlitwa. Mają rytm – tydzień modlitewnej straży, i trzy tygodnie wolnego. Tylko Godzinę świętą od 20:00 do 21:00 modlą się wszyscy każdego dnia.

Jeżeli w każdej parafii zostanie zapewniona ciągła modlitwa, Bóg tę po ludzku nierozwiązywalną sytuację, w jakiej dzisiaj znajduje się Kościół, w odpowiednim czasie rozwiąże.

Ktoś zaprotestuje: „Ale modlitwa to za mało. Tradycja kościelna mówi: Módl się i pracuj!” Tak, konieczna jest również praca nad stworzeniem zewnętrznej, równoległej kościelnej struktury, która, jeśli zostanie stworzona w odpowiednim czasie, może uratować przed samobójczą bergogliańską transformacją całe parafie i diecezje. Ale ta praca wymaga mądrości i pewnej dyskrecji. Bez zaplecza modlitewnych bojowników to nie jest możliwe.

Ta równoległa struktura faktycznie podejmuje właściwy synodalny krok, a mianowicie oddzielenie się od heretyckiego Watykanu, od ducha kłamstwa i od ducha świata. Przygotuje tym też grunt pod przyjęcie prawowiernego papieża. Obecna Bergogliowa Synodalna droga jest buntem przeciwko Bogu. Ci, którzy ją propagują, odpadli od Chrystusa i są na drodze do potępienia, niezależnie od tego, czy są świeckimi, księżmi czy biskupami.

Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że główną misją Kościoła jest doprowadzenie każdego człowieka przez pokutę do przyjęcia Chrystusa i Jego Ewangelii. Pseudo-ewangelia z herezjami, z ekologią, z LGBTQ i bałwochwalstwem prowadzi do potępienia. Dlatego każdy szczery katolik musi zacząć poważnie troszczyć się o swoje zbawienie i to już dziś. Odkładanie to złodziej.

Koniecznością jest oddzielenie się od fałszywego nauczania i fałszywej Bergogliowej Synodalnej drogi, wraz z jego zgubną transformacją Kościoła. Każdy Boży bojownik musi przepasać się prawdą, przeciwstawić się kłamstwu i przyłączyć się do duchowej bitwy — do nieustannej modlitwy wołania do Boga. Jeśli w twoim mieście lub wiosce jeszcze nie ma utworzonej straży modlitewnej, weź oprócz Godziny świętej jeszcze swoją modlitewną godzinę i nie czekaj, aż dołączą inni, zacznij się ją modlić, a z czasem zostanie uformowana cała modlitewna straż. Bóg da w modlitwie światło i siłę, co konkretnie każdy powinien czynić dla własnego duchowego odrodzenia i dla odrodzenia Kościoła. Wytrwała modlitwa mężczyzny czy kobiety, kapłana czy biskupa odnowi jego żywą komunikację z Bogiem. Nieumiarkowana komunikacja ze światem człowieka izoluje od Boga i od prawdy.

Niech Matka Boża, która stąpa po głowie piekielnego węża, w tej historycznej walce nas poprowadzi do zwycięstwa!

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr            + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

3.01.2023

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywać najnowsze informacje od BKP lb.benchmarkemail.com//listbuilder/signupnew?5hjt8JVutE5bZ8guod7%252Fpf5pwVnAjsSIi5iGuoPZdjDtO5iNRn8gS049TyW7spdJ

Wszystko, co może zrobić „psychoterapeuta”, może zrobić o wiele lepiej kapłan

Wszystko, co może zrobić „psychoterapeuta”, może zrobić o wiele lepiej kapłan

Komentarz Eleison nr DCCCX (810)

21 stycznia 2023 https://fsspxr.wordpress.com/komentarze-eleison/

DOCENIONE KAPŁAŃSTWO – I

Oto kolejne interesujące świadectwo współczesnego młodego chłopaka, które pokazuje, jak bardzo dzisiejszy świat jest zdesperowany, aby wypełnić jakoś lukę powstałą po odrzuceniu Boga Wszechmogącego i Jego Boskiego Syna Jezusa Chrystusa oraz Jego Kościoła katolickiego. Studiując „psychologię” na uniwersytecie, otrzymał on wielką łaskę nawrócenia, dzięki której zrozumiał, że wszystko, co może zrobić „psychoterapeuta”, może zrobić o wiele lepiej kapłan – tam, gdzie tylko jest wiara.

Czytajmy:

Poświęciłem pięć lat na studiowanie psychologii na nowoczesnym uniwersytecie. Mam dopiero 23 lata, więc te pięć lat to był spory kawałek mojego życia. Podczas studiów stopniowo nawracałem się, a w tym samym czasie, kiedy je rozpoczynałem, przekonałem się do „preambula fidei” (prawdy dostępne dla rozumu prowadzące do Wiary) i zrobiłem pierwsze kroki w kierunku katolicyzmu. Potem, w połowie studiów na uniwersytecie, byłem już katolikiem, ale takim, który jeszcze nie zdawał sobie sprawy z problemu Neo-Kościoła. Jednak do czasu ukończenia studiów zrozumiałem, że Neo-Kościół reprezentuje nową religię i rozstałem się z nim.

W miarę jak wzrastałem w nauce religii i filozofii tomistycznej, zrozumiałem, że to, co nazywają dziś psychologią, nie jest psychologią, ale grupą przedmiotów, które służą tzw. psychoterapii. Wśród tych przedmiotów jest z pewnością psychologia, ale głównym przedmiotem jest w istocie etyka. To, co robi psycholog, nawet jeśli ma wiedzę o małej użytecznej części współczesnej nauki, jest raczej etyką. Jest to zatem to, czym w dawnych czasach zajmowali się księża, posługując się etyką teologiczną. Jest to właśnie część, choć nie główna, kierownictwa duchowego.

Zrozumiałem, gdy zacząłem zajmować się pacjentami, że zaburzenia psychiczne zawsze sprowadzają się do problemu etycznego czy też religijnego, do siedmiu grzechów głównych, a ich wyleczenie zawsze zależy od cnoty, nawet jeśli problemy niektórych pacjentów wynikają z ich stanu cielesnego, z jakiejś choroby fizjologicznej czy psychiatrycznej itd. Dlatego przekonałem się, że prowadzenie moich pacjentów do zdrowia zawsze wymaga mówienia rzeczy, które powinien raczej mówić kapłan w ramach kierownictwa duchowego. Staram się nie wydawać poleceń, jakie mógłby wydać duszpasterz i zawsze proponuję coś na zasadzie sugerowania. W rzeczywistości, im mniejsza jest wiara pacjenta w możliwość zwrócenia się do księdza, tym bardziej „przejmuję stery”; a im większa jest wiara pacjenta i zaufanie do księdza, tym bardziej mówię mu, aby ostatecznie przedstawił sprawę kapłanowi, zwłaszcza gdy pacjent potrzebuje praktycznej porady.

Nie jestem jednak pewien, czy ten zawód, który jest nowoczesny, powinien istnieć lub też być wykonywany przez ludzi świeckich. Być może, pomimo moich osobistych słabości, miałem pewne dobre rezultaty, zawsze oceniając wszystko pod kątem Etyki św. Tomasza, ale czasami muszę robić lub mówić rzeczy, które dawniej musiał robić lub mówić kapłan. To prawda, że liczba księży jest bardzo mała, a kierownictwo duchowe w dzisiejszych czasach jest czymś, co można zdobyć tylko przy dużym szczęściu, ponieważ tradycyjni księża mają tłumy ludzi do opieki. Ponadto, mogę czasem spojrzeć na niektóre sprawy pod innym kątem, którego ksiądz nie zawsze może dostrzec. Ale rzeczywistość jest taka, że nie mam ani łaski stanu, ani prerogatyw kapłana.

Wiem, że w 1953 oraz 1958 roku Pius XII przemawiał do psychologów i psychoterapeutów i w tych wystąpieniach wyraził pośrednio aprobatę dla tych zawodów. Ale zwłaszcza w alokucji z 1958 roku papież wydaje się działać w oparciu o pewne błędne przesłanki. Wykazuje pewien brak zrozumienia, czym jest nauka, myląc ją z nauką współczesną, a także pewną naiwność w odniesieniu do współczesnej psychologii. Zastanawiam się więc, czy jego aprobata jest rzeczywiście uzasadniona. Krótko mówiąc, czy laik może być psychoterapeutą ? I jakie byłyby jego prerogatywy, obowiązki i ograniczenia? (Koniec świadectwa)

Odpowiedź: każdy „psychoterapeuta” posiadający jeszcze odrobinę zdrowego rozsądku i postchrześcijańskiej miłości bliźniego może czynić dobro ludziom w potrzebie, ale dobro to będzie w dużo większym stopniu wynikało z jego miłości i zdrowego rozsądku niż z pseudonaukowych bredni. Ma on prerogatywy, obowiązki i granice takie, jak każdy człowiek wobec swoich bliźnich. Niech nie udaje, że jest jakimkolwiek kapłanem czy „naukowcem” w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Jest pseudonaukowcem i bezbożnym zastępnikiem bogobojnego kapłana.

Kyrie eleison.

Швейцарское издание раскрыло экономические причины отказа Германии поставлять танки Украине

Швейцарское издание раскрыло экономические причины отказа Германии поставлять танки Украине

https://topwar.ru/209348-shvejcarskoe-izdanie-raskrylo-jekonomicheskie-prichiny-otkaza-germanii-postavljat-tanki-ukraine.html
Швейцарское издание раскрыло экономические причины отказа Германии поставлять танки Украине

Решение властей Германии отказать с передачей Украине танков немецкого производства Leopard 2 объясняется наличием целого ряда причин, среди которых едва ли не ключевую роль играют соображения экономического характера. Об этом пишет швейцарское издание Neue Zürcher Zeitung, анализируя перспективы поставок танков Украине.

В Берлине опасаются, что если дать «добро» другим европейским странам поставлять танки Leopard Украине, то впоследствии их могут заменить на американские танки Abrams. Тем самым, Германия потеряет свои рынки сбыта военной техники, которыми она обладает в настоящее время. Представители немецкого оборонно-промышленного комплекса утверждают, что американские компании ждут, как заменить стоящие на вооружении европейских государств Leopard собственными танками.

В свое время Польша, ухудшившая отношения с Германией, решила обратиться к США в качестве производителя танков. В июле 2021 года, еще до начала специальной военной операции российских войск, министр обороны Польши Мариуш Блащак заявил, что Варшава купит у США 250 новых и 116 подержанных основных боевых танков M1 Abrams на общую сумму 8,85 млрд евро. Затем Польша заявила о намерении купить 1000 танков южнокорейского производства.

В Германии считают, что поставка танков Leopard на Украину лишь ускорит процесс замещения вооружений немецкого производства в европейских армиях продукцией американского военно-промышленного комплекса. Уже сейчас США предлагают странам, поставляющим танки на Украину, пополнять их запасы бронетехники продукцией американской промышленности. В итоге канцлер ФРГ Олаф Шольц оказался в сложной ситуации: с одной стороны, отказ поставок танков может ухудшить положение киевского режима, с другой стороны, их поставка способна привести к удару по военной промышленности Германии.

Швейцарское издание также напоминает, что поставки танков США в европейские страны сделают последние еще более зависимыми от Вашингтона в военном плане. В первую очередь, речь идет о Польше, странах Прибалтики и Скандинавии. Их связи с Германией ослабнут, что негативно скажется на экономике страны.

W niewoli ekranów… Pomóżmy naszym dzieciom się z niej wyrwać!

W niewoli ekranów… Pomóżmy naszym dzieciom się z niej wyrwać!

Paweł Ozdoba | Centrum Życia i Rodziny <kontakt@czir.org>

Szanowni Państwo, pamiętają Państwo czasy swojej edukacji?
Mniej lub bardziej ciekawe lekcje, zwykłe czarne albo zielone tablice, po których pisało się kredą? I przerwy spędzane na korytarzach – zabawy w berka lub w gumę, a czasem drobne bójki z kolegami? A kiedy tylko zaczynało się robić cieplej, na całe przerwy wychodziło się na szkolne boisko. Wszyscy biegaliśmy, rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Trudno uwierzyć, że dzisiaj szkoła coraz rzadziej tak wygląda… Na lekcjach dzieci niby są obecne, ale często nie wiedzą, co mówi nauczyciel, nie piszą nic w zeszycie, a wywołane do odpowiedzi, nie mają nawet pojęcia, jaki jest temat zajęć. Na przerwach… tak, też są razem z rówieśnikami. Ale tylko siedzą obok siebie. A wszystko to przez telefony komórkowe, które absorbują całą ich uwagę i pochłaniają tak bardzo, że choć obecni ciałem, myślami są całkowicie zatopieni w świecie wirtualnym. Smartfony w ich rękach zastępują i nauczycieli, i rówieśników. Może pomyślą Państwo, że to przesadzony i wyolbrzymiony obraz, ale, niestety, nie przesadzam ani trochę. Tracimy nasze dzieci i młodzież na rzecz wirtualnego pseudożycia, zamkniętego za ekranem smartfona czy smartwatcha. Dlatego musimy podjąć zdecydowane i radykalne działania w tej sprawie: proszę o Państwa podpis pod petycją do Ministra Edukacji i Nauki o wprowadzenie zakazu używania smartfonów w szkołach!
Chcę walczyć o dobro dzieci i młodzieży!
Proszę przyjrzeć się statystykom z raportu Państwowego Instytutu Badawczego NASK:
Przeciętny nastolatek spędza w sieci średnio 4 godziny i 50 minut dziennie. W dni wolne od zajęć szkolnych czas ten wydłuża się średnio do 6 godzin i 10 minut. Blisko co dziesiąty (11,5%) nastolatek jest aktywny w sieci ponad 8 godzin dziennie! Zjawisko problematycznego [szkodliwego md] używania internetu dotyczy już co trzeciego nastolatka w Polsce. Zapewne sami Państwo dostrzegają, że nadużywanie technologii to dziś ogromny problem wśród młodych ludzi. Ale szczególnie jest on widoczny właśnie w szkołach. To tam używanie telefonów – nawet w czasie lekcji – jest prawdziwą plagą. A jak się Państwo zapewne domyślacie, trudno efektywnie uczyć się, gdy nasze myśli zajęte są przeglądaniem portali społecznościowych czy… oglądaniem pornografii.
To, czym zajmują się dzieci w szkole, właśnie za pośrednictwem swoich smartfonów powinno najbardziej dać nam do myślenia.
Pewnie, podobnie jak ja, przypominają sobie Państwo tragiczne przypadki samobójstw młodych ludzi, do których doszło właśnie w wyniku prześladowania przez rówieśników w przestrzeni wirtualnej.
Statystyki wskazują, że nawet co czwarty nastolatek doświadczył przemocy w internecie. Mogą to być wulgarne czy ośmieszające komentarze na portalach społecznościowych, upublicznianie wstydliwych zdjęć czy filmów, także nagrań ukazujących przemoc czy upokarzanie ze strony rówieśników. Internet stał się więc niezwykle skuteczną areną przemocy.
Ale problemem jest także to, że dzięki stałemu dostępowi do internetu poprzez urządzenia mobilne, dzieci i młodzież mogą mieć styczność z niewłaściwymi treściami, jak patostreamy (nagrania ukazujące przemoc, spożywanie alkoholu i inne patologiczne zachowania) czy pornografia. Apeluję do MEiN ws. smartfonów w szkołach!
To chyba najbardziej szokujące, choć nie jedyne problemy, jakie niesie ze sobą ciągły dostęp do tych urządzeń.
Skutki nadużywania ekranów objawiają się także w sferze psychicznej i po prostu odbijają się na zdrowiu młodego pokolenia. Z powodu zbyt częstego używania smartfonów dzieci mają obniżone zdolności koncentracji (co skutkuje oczywiście gorszymi wynikami w nauce), są nadpobudliwe, rozdrażnione, cierpią na bóle głowy, zaburzenia snu czy stany lękowe i depresyjne.
A w końcu uzależniają się od swoich smartfonów.
Czy potrafią sobie Państwo wyobrazić uzależnienie tak silne, że utrata kontaktu z jego obiektem dosłownie odbiera nam sens życia? To proszę pomyśleć, że aż 40% nastolatków zgadza się ze stwierdzeniem, że ich życie byłoby puste bez ich smartfona czy telefonu.
Lekarstwem na ten problem jest ograniczenie możliwości korzystania z urządzeń elektronicznych w szkołach. Dlaczego właśnie tam? Przecież po powrocie do domów dzieci i tak będą mogły ponownie zatopić się w świecie internetu.
Ale to w szkole dzieci spędzają nawet osiem godzin dziennie. To tam prowadzą większą część swojego życia towarzyskiego, kształtując umiejętności społeczne niezbędne w dalszym życiu. To tam w końcu zdobywają wiedzę, a do tego konieczna jest spokojna głowa i skupienie.
Tymczasem w szkołach często brakuje kontroli nad tym, czy i jak uczniowie mogą korzystać z technologii. Brakuje odpowiednich przepisów albo, nawet jeśli jakieś są, to nie są przez nikogo egzekwowane.
Dlatego apelujemy do Ministra Edukacji i Nauki o wprowadzenie zakazu używania przez uczniów polskich szkół urządzeń elektronicznych m.in. smartfonów i smartwatchów! Podpisuję ten apel, by chronić dzieci przed wirtualnym nałogiem!
Takie rozwiązania z powodzeniem funkcjonują już w innych krajach, np. we Francji, Australii czy we Włoszech. Ich przykład pokazuje, że możliwe jest ich skuteczne wprowadzenie i co najważniejsze egzekwowanie, ale także, że regulacje dotyczące korzystania z technologii w szkołach naprawdę przynoszą efekty.
Wyniki badań przeprowadzonych w 2015 roku przez London School of Economics and Political Science pokazały, że rezultaty uczniów w nauce poprawiają się po wprowadzeniu zakazu używania telefonów komórkowych w szkołach. Dodatkowo poprawa jest szczególnie widoczna u tych uczniów, którzy znajdowali się w najtrudniejszej sytuacji.
To pokazuje, że zmiana – choć wymaga zdecydowania, konsekwencji i współpracy – jest możliwa i osiągalna!
Na stronie www.Szkolabezsmartfonow.pl znajdziecie Państwo naszą petycję skierowaną do Ministra Edukacji i Nauki. Bardzo proszę Państwa o podpisanie tego apelu! Podpisuję ten apel, by chronić dzieci przed wirtualnym nałogiem!
Zależy nam, aby z naszym apelem dotrzeć do jak największej liczby odbiorców. Każdy podpis daje nam większą siłę przebicia i przybliża nas do osiągnięcia sukcesu, którym będzie wprowadzenie przez ministerstwo skutecznych regulacji prawnych w tym zakresie.
Dlatego poza złożeniem podpisu, proszę Państwa o rozesłanie tej wiadomości dalej: do swoich bliskich i znajomych, a także o wsparcie naszych działań promocyjnych.
Chcemy szeroko wypromować ten apel w Internecie, a, jak zapewne zdają sobie Państwo sprawę, skuteczna reklama w mediach społecznościowych jest kosztowna.
Mamy już też sygnały od naszych Przyjaciół w całej Polsce, że są gotowi i chętnie będą zbierać podpisy w swoich środowiskach, wspólnotach i parafiach, ale potrzebują wydrukowanych kart i broszur informacyjnych.
Dlatego bardzo Państwa proszę o wsparcie tej kampanii, której celem jest wprowadzenie zakazu używania smartfonów w szkołach dobrowolnym datkiem w wysokości 30 zł, 60 zł czy 100 zł, 200 zł lub nawet większym, jeśli uznają Państwo, że ta sprawa jest istotna dla przyszłości polskiej młodzieży. Wspieram działania CŻiR w obronie dzieci i młodzieży!
Stawką naszej akcji jest dobro i zdrowie polskich dzieci.
Dlatego bardzo liczę na Państwa zaangażowanie i wsparcie w promocję tego apelu.
Serdecznie pozdrawiam

Wspieram działania Centrum Życia i Rodziny!

Dane do przelewu:
Centrum Życia i Rodziny
Skrytka pocztowa 99, 00-963 Warszawa 81 Nr konta: 32 1240 4432 1111 0011 0433 7056, Bank Pekao SA Z dopiskiem: Darowizna na działalność statutową Centrum Życia i Rodziny”
SWIFT: PKOPPLPW

Walka duchowa, w której zwycięstwo daje życie wieczne. (2)

Walka duchowa, czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej (2)

Ks. Wawrzyniec Scupoli

Utarczka duchowa inaczej Walka duchowa, czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej (2)

Utarczka duchowa czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej. Przez Księdza Scupoli, Teatyna. Przełożył z francuskiego X. S. U. W. C. (Ks. Stanisław Ulanecki), Warszawa 1858.

ROZDZIAŁ II. Nieufność w nas samych

Nieufność, niedowierzanie sobie, tak jest koniecznym, niezbędnym w utarczce duchowej, iż bez niego synu nie tylko pokonać wroga, ale nawet najmniejszej nie podołasz poskromić namiętności. Tę prawdę głęboko wyryć winniśmy w umysłach naszych; bo chociaż jesteśmy jedynie nicością, zawsze jednak wysoko się cenimy i uważamy się bezzasadnie wyższymi nad innych. To uprzedzenie, jest następstwem zepsutej naszej natury; i im bardziej ono jest nam wrodzone, tym trudniejszym jest do poznania. Bóg brzydzi się takim zaufaniem w sobie, bo pragnie abyśmy, jak jest rzeczywiście, dobrze pojęli że nie masz w nas ani cnoty, ani łaski, która by od Niego nie pochodziła; bo On jest źródłem wszelkiego dobra, a bez Niego pomyśleć nawet nic zbawiennego nie jesteśmy zdolni.

Ta nieufność sobie jest wprawdzie darem niebios i Bóg ją udziela miłym sobie duszom, już przez święte natchnienia, już przez utrapienia ciężkie, już przez natarczywości prawie niezwyciężone pokus, już wreszcie przez inne tajemne drogi; pragnie jednak Bóg, abyśmy wszelkimi możliwymi sposobami starali się o jej nabycie. I nabędziesz jej synu, jeżeli przy łasce Pana Boga chwycisz się pilnie czterech środków, o których tu mówić zaczynamy.

Naprzód: poznaj swą nikczemność, swą nicość, że o własnych przyrodzonych siłach nie jesteś zdolny wykonać żadnego czynu dobrego i na niebo zasługującego.

Po wtóre: z wielką pokorą i usilnością błagaj o tę cnotę Boga, bo od Niego tylko otrzymać ją możesz. Wyznaj naprzód przed Panem, że nie tylko jej nie posiadasz, ale nawet że sam z siebie nie jesteś w możności onej nabycia. Rzuć się następnie do stóp Pana; powielekroć zanoś swe modły z ufnością, że zostaniesz wysłuchanym; oczekuj cierpliwie skutku swej prośby i powtarzaj ją tak długo, dopóki się podoba Jego Boskiej Opatrzności.

Po trzecie: nawykaj zwolna do nieufania sobie, lękaj się pozorów i ułudy, gwałtownego o rzeczach sądzenia, własnej do grzechu skłonności, mnóstwa wrogów, zewsząd na ciebie nacierających, którzy są bez porównania bardziej niż ty zręczniejsi, wprawniejsi i silniejsi, którzy przemieniają się niekiedy w aniołów światłości i rozciągają wszędzie zasadzki po drodze wiodącej do nieba, aby cię ułowili w swe sidła.

Po czwarte: ilekroć zdarzy się tobie najmniejszy upadek, wchodź pilnie w samego siebie, roztrząsaj uważnie, jak daleko zachodzi słabość i nędza twoja; Bóg bowiem, jeżeli dopuszcza upadku, to dlatego, abyśmy coraz lepiej poznawali nas samych; abyśmy się nauczyli pogardzać sobą jako nędznymi stworzeniami; i szczerze zapragnęli być wzgardzonymi od innych; bez tego, nigdy nie nabędziesz nieufności w sobie, bo ona wspiera się głównie na pokorze, na dokładnym poznaniu naszej nędzy.

Kto chce się zbliżyć do niestworzonej prawdy, do źródła wszelkiego światła, koniecznie aż do gruntu poznać siebie winien: nie tak jak owi dumni ludzie, którzy dopiero własnymi uczą się upadkami, którzy wtenczas dopiero otwierają oczy, kiedy już w haniebne, nieprzewidziane wpadli bezprawie. Bóg dopuszcza, aby smutnym doświadczeniem przekonali się o własnej słabości i nie ufali sobie. Zwykle jednak Bóg nie używa tak smutnego, zaradczego środka, do uleczenia ich zarozumiałości, aż wtenczas kiedy inne łagodniejsze, łatwiejsze, pozostają bez skutku.

Bóg wreszcie dopuszcza, że człowiek mniej lub więcej upada, wedle tego, jak mniej lub więcej posiada pychy; i gdyby się kto znalazł zupełnie wolnym od tego występku, jak np. Najświętsza Dziewica, śmiało wyrzec mogę, że nie upadłby wcale. Kiedy zatem przytrafi się tobie jaki upadek, wchodź zaraz w siebie; błagaj usilnie Pana, aby ci udzielił prawdziwego światła do poznania, jakim rzeczywiście jesteś w Jego obliczu, abyś nigdy na własnej nie polegał mocy. Inaczej znowu wpadniesz w błędy, a podobno i daleko cięższe, co spowodują zgubę twej duszy.

ROZDZIAŁ III. Ufność w Bogu

Jakkolwiek w duchowej utarczce, koniecznie wyzuć się należy z wszelkiej zarozumiałości o sobie, jakeśmy dopiero wykazali; jednakże sama nieufność nie wystarcza, i gdybyśmy innego nie mieli jeszcze środka, wnet musielibyśmy ustać, uchodzić z pola walki, wróg by nas rozbroił, zwyciężył. Winieneś zatem synu, drugiego jeszcze chwycić się sposobu, uciec się z ufnością do Boga, który jest Twórcą wszelkiego dobra, od którego jedynie pomocy i zwycięstwa spodziewać się możesz.

Niezawodną jest rzeczą, że w gruncie nas samych jesteśmy nicestwem, że po nas spodziewać się jedynie możemy niebezpiecznych częstych upadków, że stąd mamy silną pobudkę do nieufności w sobie; lecz skoro tylko przeświadczymy się dobrze o naszej słabości i nędzy, wnet Bóg nam przychodzi z pomocą, a przy niej wszelką nad wrogiem mamy przewagę i nic bardziej nie sprowadza nam łaski nieba, nad całkowite synowskie zaufanie Bogu. Cztery są sposoby pozyskania tej potężnej cnoty:

Naprzód, w pokorze o nią błagaj Boga.

Po wtóre, wyraź sobie dobrze z mocną wiarą w duszy, jak potężnym, wszechmocnym, nieskończonej mądrości jest Pan; nic u Niego nie ma niepodobnego, nic trudnego; dobroć Jego jest bez granic, tak dalece, że w wysile miłości jaką ma ku tym co Mu służą, gotów jest w każdej chwili udzielić im to wszystko co jest potrzebne do życia prawdziwie duchowego, do panowania nad wszelkimi namiętnościami.

Jednej tylko od nas ten Pan domaga się rzeczy, abyśmy do Niego z ufnością się udawali. Niepodobna bowiem, aby ten Pasterz ukochany (Łk. XV, 4.) co trzydzieści trzy lat szukał owieczki zbłąkanej, co biegł za nią po drogach przykrych i ciernistych, wśród razów i znojów tak ciężkich, iż Mu wszystką krew wytoczyły i życie odjęły, niepodobna mówię, aby ten Pasterz widząc wracającą doń tę owieczkę, pragnącą już odtąd iść za Nim, być Mu we wszystkim posłuszną, i choć to pragnienie jest słabe ale szczere, nie miał spojrzeć na nią okiem pełnym łaskawości, aby nie nadstawił ucha na jej wołania, aby nie wziął jej na swe ramiona i nie odniósł do swej owczarni. Zaiste, wielka dla Niego jest radość przyjąć na powrót tę owieczkę do swej gromadki; radość taka, że przyzywa Anioły aby się z Nim współuweselili.

Jeżeli z taką pilnością szuka drachmy Ewangelicznej, która jest obrazem grzesznika; jeżeli porzuca wszystko byle ją odszukał, miałżeby odrzucić owieczkę, co już znudzona długim niewidzeniem swego Pasterza, sama wraca do owczarni? Najsłodszy dusz Oblubieniec, stoi u drzwi serc naszych, nieustannie kołacze (Apok. III, 20.), pragnie abyśmy Mu otworzyli, aby tam wszedł, bo radością jest Jego udzielić się duszy naszej, napełnić ją swymi dobrami; niemiałżeby wdzięczny być widok dla Niego, gdy widzi podwoje serca otwarte, gdy widzi jak w pokorze błagamy, aby nas udarował swym nawiedzeniem, miałżeby nam odmówić łaski, o którą Go z taką usilnością prosimy?

Trzeci środek nabycia zbawiennej ufności w Panu, na tym zależy, abyś miał często na pamięci co Pismo św. tak często wspomina, o czym po tysiąckroć wyraźnie zapewnia, że ktokolwiek ufa w Panu, nie będzie zawstydzon na wieki (Ps. XXX, 2.).

Czwarty na koniec środek, abyś jednocześnie i sobie nic nie ufał i całą ufność położył w Panu, na tym zawisł, abyś wprzód nim przedsięweźmiesz jaką dobrą sprawę do wykonania, lub namiętność do zwalczenia, zwrócił pilną uwagę już na słabość i nędzę własną, już znowu na potęgę, mądrość, nieskończoną dobroć Boga; i taki lęk duszy, pochodzący z widoku własnej nędzy wzmacniając zaufaniem zupełnym Bogu, śmiało i odważnie stawiaj czoło wszelkim czekającym cię przykrościom i pracy, stawaj mężnie do najtrudniejszej utarczki. Tą bronią połączoną jeszcze z modłą gorącą, jak to w następnych zobaczysz rozdziałach, będziesz zdolnym wykonać najtrudniejsze zamiary, najświetniejsze odnosić zwycięstwa.

Jeśli zaś tego zaniechasz porządku, chociażby się zdawało tobie, że działasz z prawdziwą ufnością w Panu, bardzo łatwo oszukać się możesz, bo zarozumiałość tak jest nam wrodzona, iż nieznacznie, niepostrzeżenie wciska się już do ufności jaką sądzimy, że mamy w Bogu, już do nieufności, jaką się nam zdaje że mamy o sobie. Abyśmy zatem uniknęli tej zarozumiałości, abyśmy we wszystkich sprawach kierowali się dwiema cnotami, o których mówimy, i tak przeciwnymi zarozumiałości, potrzeba koniecznie aby nieufność w nas samych, uprzedzała ufność w Bogu, a znowu te obiedwie cnoty, aby uprzedzały każde dzieło, każdą sprawę naszą.

ROZDZIAŁ IV. Jak poznać czyśmy się wyzuli z ufności nas samych, czyśmy całą w Bogu złożyli nadzieję

Człowiek zarozumiały zawsze mniema, że nie polega na sobie, że całą ufność złożył w Bogu: on się jednak oszukuje, i abyśmy poznali że jest w ułudzie, przypatrzmy się jemu wtenczas, kiedy w grzech upadnie. Jeżeli się miesza, trapi, do rozpaczy przychodzi, jeśli traci nadzieję postępowania na drodze cnoty, jest to znak, że zaufał sobie, a nie Bogu: i im bardziej się trapi, im bardziej rozpacza, tym winniejszym możemy go uznać w tym względzie.

Kto bowiem wszelką z siebie złożył ufność, a zdał się na Boga, kiedy przypadkiem upadnie, nie dziwi się temu, nie niepokoi, nie gniewa; wie on dobrze, że to jest skutek jego nędzy, brak pilności i czuwania nad sobą, że się zaniedbał udawać do Pana. Upadek sam poucza go coraz bardziej jak ma nie ufać sobie, jak z całą mocą i ufnością ma wzywać ratunku Boskiego. Brzydzi się on co prawda, nad wszystko grzechem; nienawidzi namiętności i nałogu co grzech spowodował; żałuje najmocniej że obraził Boga: ale jego żal dalekim jest od wszelkiej burzliwości, nie staje mu na zawadzie do powrotu do pierwszych zatrudnień, nie jest mu powodem do śmiertelnej nad nieprzyjaciółmi zemsty.

Dałby Bóg, aby to co mówimy, rozważały dobrze osoby, pragnące uchodzić za doskonałe, a które upadłszy w błąd jaki, nie mogą, nie chcą się uspokoić, w dziwactwie i niecierpliwości szukają spowiednika, bardziej dla uwolnienia się od zgryzot i przykrości jaką im sprawia miłość własna, aniżeli z pobudek prawdziwie chrześcijańskich; kiedy głównym ich staraniem być powinno, oczyścić się co prędzej z grzechu przez Sakrament pokuty i ubezpieczyć przeciw nowym upadkom, przez Najświętszy Sakrament Ciała Pańskiego.

Książkę postaci papierowej można nabyć tutaj:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Utarczka_duchowa_Wawrzyniec_Scupoli.html

To mówisz, że nie boisz się latać…? Szpryce a zdrowie pilotów.. Federalny Urząd Lotnictwa (FAA) zmienił kryteria pomiaru stanu serca.

To mówisz, że nie boisz się latać…? Szpryce a zdrowie pilotów.

AlterCabrio https://ekspedyt.org/2023/01/23/to-mowisz-ze-nie-boisz-sie-latac/

To może być tylko kwestią czasu, zanim dojdzie do katastrofalnego wypadku lotniczego z powodu „niekorzystnego zdarzenia zdrowotnego” u pilota. Ale zniszczenia prawdopodobnie zamaskują dowody, więc jest całkiem możliwe, że nigdy się nie dowiemy.

−∗−

Tłumaczenie artykułu z serwisu RAIR Foundation USA na temat zmian standardów medycznych dla pilotów linii lotniczych i jakie to może przynieść skutki dla pasażerów. /AlterCabrio – ekspedyt.org/

______________***______________

Deadly Skies: FAA zmienia reguły medyczne dla pilotów — narażając twoje życie na niebezpieczeństwo

Federalny Urząd Lotnictwa (FAA), organ odpowiedzialny za licencjonowanie pilotów, po cichu zmienił kryteria pomiaru stanu serca u pilotów.

Czym innym jest dla zawodowego sportowca zasłabnąć na boisku, tak jak wielu z nich miało w zwyczaju robić od czasu wprowadzenia szczepionek mRNA, a czymś zupełnie innym dla pilota za sterami samolotu, gdy stawką jest życie setek pasażerów.

Teraz wygląda na to, że Federalny Urząd Lotnictwa (FAA), organ odpowiedzialny za licencjonowanie pilotów, po cichu zmienił kryteria pomiaru stanu serca u pilotów. Do października 2022r. piloci musieli przejść rygorystyczne testy zdrowotne i mieć odczyty EKG w zakresie od 0,12 do 0,2. Jednak od 26 października FAA zwiększyła ten pomiar do 0,3. To ponad 100-procentowy wzrost od dolnego znacznika.

Jak zauważa dr Thomas Levy, praktykujący kardiolog i autor artykułu „Zapalenie mięśnia sercowego: kiedyś rzadkie, teraz powszechne” w czasopiśmie Orthomolecular Medicine News Service,

„To nie jest symboliczne wydłużenie odstępu PQ, ale bardzo duże. W badaniu Harvarda, które trwało 30-40 lat, wykazano, że osoby z odstępami PQ większymi niż 0,2 sekundy były dwukrotnie bardziej narażone na migotanie przedsionków, wykazywały trzykrotnie większe ryzyko konieczności wszczepienia rozrusznika serca (co oznacza obecność w zaawansowanym stopniu bloku serca) i prawie półtorakrotny wzrost śmiertelności z jakiejkolwiek przyczyny. Co więcej, większe wydłużenie odstępu PQ prowadziło do jeszcze większego ryzyka”.

Wydaje się, że zmiana reguł medycznych naraziła pasażerów linii lotniczych na większe ryzyko katastrofalnych szkód z rąk pilotów niezdolnych do latania. „To dlaczego dokonali zmiany, jest bardzo niejasne, ponieważ wydłużenie odstępu PQ z dopuszczalnego zakresu 120-200 milisekund do 300 milisekund nie poprawia bezpieczeństwa” – powiedziała pułkownik Theresa Long w programie Tucker Carlson Tonight Show.

„Chciałabym zobaczyć dane i badania, na których oparli tę decyzję. W lotnictwie jesteśmy instytucją opartą na danych, a wszystko koncentruje się wokół ograniczania ryzyka. Tak więc poszerzenie tego w rzeczywistości naraża społeczeństwo na większe ryzyko zdarzenia sercowego, którego nie wychwycono u pilota, ponieważ rozszerzono ten zakres. W świetle pojawiających się i przytłaczających danych pokazujących uszkodzenie mięśnia sercowego przez COVID i szczepionki przeciwko COVID, nie mogę sobie wyobrazić, dlaczego mieliby wykonać taki ruch.”

.

Podczas gdy FAA odmówiła odpowiedzi na to pytanie zadane przez zespół Tuckera Carlsona, Steve Kirsch, nieustępliwy dziennikarz obywatelski, krytyczny wobec polityki COVID, ma pomysł. „To milczące przyznanie się rządu USA, że szczepionka na COVID uszkodziła serca naszych pilotów. Nie zaledwie kilku pilotów. Wielu pilotów i wiele uszkodzeń” – napisał w poście na Substack’u z 17 stycznia.

„Mam pewną hipotezę, dlaczego to zrobili. Uważam, że dzieje się tak, ponieważ wiedzieli, że jeśli zachowają oryginalny zakres, zbyt wielu pilotów będzie musiało zostać uziemionych. Byłoby to niezwykle problematyczne. W lotnictwie komercyjnym w USA doszłoby do poważnych zakłóceń.

„A dlaczego zrobili to po cichu, bez powiadomienia opinii publicznej lub mediów głównego nurtu? Jestem raczej pewien, że mi nie powiedzą, więc będę spekulować: to dlatego, że nie chcieli, żeby ktokolwiek wiedział. Innymi słowy, szczepionka na COVID poważnie okaleczyła wielu pilotów, a FAA o tym wie i nic nie powiedziała, ponieważ to mogłoby ostrzec cały kraj, że szczepionki są niebezpieczne. A tego nie wolno robić”.

Jako pasażerowie linii lotniczych słyszeliśmy niewiele lub nie słyszeliśmy nic, żadnych raportów na temat liczby pilotów, którzy zasłabli podczas lotu komercyjnymi samolotami pasażerskimi. Ale jest ich wielu. Mała próbka obejmuje lot Gulf Air z 22 listopada na trasie z Bahrajnu do Paryża, zmuszony do awaryjnego lądowania. Pilot został uznany za zmarłego. Nowo zatrudniony pilot American Eagle, kapitan Patrick Ford, zmarł podczas lotu z Chicago do Columbus 25 listopada, podczas gdy kapitan American Airlines, Bob Snow, miał zawał serca spowodowany arytmią podczas zbliżania się do lotniska w Dallas. Stracił przytomność po wylądowaniu i natychmiast był reanimowany elektrowstrząsami.

Podczas gdy FAA wyrzuca bezpieczeństwo pasażerów i zdrowie pilotów ze swoich dążeń i imperatywów funkcjonowania, aby kontynuować działalność, kierownictwo linii lotniczych i rządowe organy regulacyjne nie mogą twierdzić, że nie zostali ostrzeżeni. W grudniu 2021r. grupa lekarzy, prawników i rzeczników praw obywatelskich wysłała pismo jasno opisujące zagrożenia stwarzane przez zaszczepionych pilotów.

„Mówiąc prościej, każdy pilot latający teraz, który został zaszczepiony w USA, prawie na pewno nie otrzymał szczepionki zatwierdzonej przez FDA, ponieważ dostępne szczepionki J&J, Pfizer i Moderna nie zostały jeszcze zatwierdzone przez FDA. A nawet gdyby tacy piloci otrzymali szczepionkę zatwierdzoną przez FDA, zgodnie z odpowiednimi przepisami federalnymi, piloci nadal nie powinni latać przez kolejne 12 miesięcy – do czasu, gdy minie „co najmniej rok doświadczenia po wprowadzeniu do obrotu” po wstępnym zatwierdzeniu przez FDA.

„Powodu tego nie da się przecenić: historia i zdrowy rozsądek wskazują, że musi upłynąć dużo czasu po zatwierdzeniu przez FDA, aby upewnić się, że nowe produkty medyczne nie będą powodować działań niepożądanych (tak jak w przypadku talidomidu i glifosatu). Jest to szczególnie ważne, gdy osoby otrzymujące takie nowe, eksperymentalne produkty medyczne spędzają znaczną ilość czasu na dużych wysokościach i kontrolują duże jednostki przewożące setki pasażerów, z których wszyscy mogą zginąć lub doznać poważnych obrażeń w przypadku, gdy u pilotującego występuje niepożądane dla zdrowia zdarzenie”.

To może być tylko kwestią czasu, zanim dojdzie do katastrofalnego wypadku lotniczego z powodu niekorzystnego zdarzenia zdrowotnego u pilota. Ale zniszczenia prawdopodobnie zamaskują dowody, więc jest całkiem możliwe, że nigdy się nie dowiemy.

______________

Deadly Skies: FAA Moves Medical Goalposts for Pilots – Putting Your Life At Risk, Miranda Sellick, January 22, 2023

−∗−

Powiązane tematycznie:

Air News czyli przegląd doniesień lotniczych [06.2021r]
Lekkomyślność i nieodpowiedzialność na skalę, która oszałamia. Teraz będziemy musieli poczekać i zobaczyć, co stanie się z zaszczepionymi osobami, aby uzyskać prawdziwy obraz krzywdy, która im została wyrządzona. […]

______________

„AIRmageddon” czyli pilot z nami nie poleci [2022]
Dane pokazują, że w ciągu pierwszych 7 miesięcy od wprowadzenia tej tak zwanej szczepionki przeciw COVID, odnotowano 20 razy więcej zdarzeń niepożądanych i 23 razy więcej zgonów zgłoszonych w związku […]

______________

Tsunami zgonów czyli trzy krótkie filmy o…
Prokuratura Europejska (EPPO) wszczęła dochodzenie w sprawie zakupów szczepionek przeciwko koronawirusowi przez UE, co prawdopodobnie zwróci uwagę na rolę w tej sprawie przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. […]

=============================

Z”ostrożności procesowej” [piękney awrot sądowy] zpytałem kontrolre lotów, pisarza Sławomira M. Kozaka. Oto odpowiedź: „W pełni zgadzam się z tezami zawartymi w artykule. Pisałem zresztą o tym wielokrotnie i ostrzegałem, że takie będą efekty. A wszystko dopiero przed nami.

ONI – mają pełną świadomość tych zagrożeń.

Wpływy kosmiczne i inne

Wpływy kosmiczne i inne

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  24 stycznia 2023 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5325

Rosyjski historyk Lew Gumilow twierdził, że przyczyną zjawiska, które określał mianem „pasjonarności”, są wpływy kosmiczne. Do takiego wniosku doszedł badając m.in. cywilizację Wielkiego Stepu. Naród przez stulecia pogrążony w letargu, wegetujący politycznie, nagle w przeciągu jednego pokolenia nabiera wigoru, wydaje z siebie przywódców wyciskających krew z ziemi i budujących imperia – w potem znów na stulecia pogrąża się w letargu. Wyobrażam sobie jak z tej konkluzji Gumilowa muszą naigrawać się uczeni politologowie, chociaż z drugiej strony trudno tak od razu mu zaprzeczyć.

Na przykład kiedy tylko Ziemia zaczyna wykonywać kolejny, czwarty obrót dookoła Słońca, ludzie w wielu krajach dostają małpiego rozumu, skaczą sobie do oczu, albo i do gardeł z powodu konieczności obsadzenia miejsc w parlamencie, do którego na ogół trafiają te same osoby, cieszące się zaufaniem bezpieki, albo – w niektórych krajach – armii. Nie istnieje żaden obiektywny powód, by wyjaśnić ten powszechny amok, podczas gdy wpływ kosmiczny jest tu widoczny gołym okiem, więc nikomu, a już zwłaszcza politologom trochę pokory by nie zaszkodziło.

Tym bardziej, że w Polsce mamy do czynienia ze zjawiskiem, nie tylko noszącym znamiona trwałości, ale w dodatku wykazującym skłonność do ekspansji. Mam na myśli amok, jaki od kilku lat ogarnia środowisko niezawisłych sędziów. Również w tym przypadku wpływów kosmicznych z góry wykluczyć nie możemy, chociaż wcześniej warto by wyjaśnić kilka innych okoliczności. Jak pamiętamy, wywodzące się z komunistycznego wywiadu wojskowego, zinfiltrowanego przez GRU, w „wolnej Polsce” Wojskowe Służby Informacyjne, działały oficjalnie do września 2006 roku.

W ciągu tych 16 lat werbowały sobie agenturę i to nie w środowisku gospodyń domowych, tylko w środowiskach wywierających wpływ na życie publiczne, a więc tworzących aparat władzy, kontrolujących kluczowe segmenty gospodarki, decydujących o śledztwach, wydających wyroki, no i produkujące masowe nastroje. Ilu takich konfidentów np. w środowisku sędziowskim WSI zwerbowały – tego nie wiemy, ale domyślamy się, że wszyscy oni pozostali na swoich stanowiskach, albo awansowali, dzięki czemu oficjalna nieobecność WSI jest tylko wyższą formą obecności, która umożliwia ręczne sterowanie poszczególnymi segmentami życia publicznego. Niezależnie do tego ABW prowadziła operację „Temida”, której celem był werbunek agentury właśnie w środowisku sędziowskim. Z tych względów można podejrzewać, że środowisko to jest przesycone agenturą, jak żadne inne, o czym można było pośrednio wnioskować np. przy okazji Amber Gold. A ponieważ bezpieczniacy nasi u progu transformacji ustrojowej asekuracyjnie przewerbowali się na służbę do bezpieki naszych obecnych sojuszników, to jest rzeczą pewną, że tamtejsze centrale wywiadowcze mają wpływ na funkcjonowanie środowisk przesyconych agenturą. Poszlaką, która by na to wskazywała, są środowiska sędziowskie, które zaangażowały się w nawet specjalnie nie ukrywaną operację „ulica i zagranica”, prowadzoną przez Volksdeutsche Partei.

Obecnie bisurmanić zaczęli się również sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, który dotychczas był potępiany nie tylko przez zdominowane przez niemieckie owczarki instytucje Unii Europejskiej, ale i przez Judenrat „Gazety Wyborczej”. W tym przypadku bisurmaństwo rozwija się na tle pragnienia wysadzenia z siodła pani prezes TK Julii Przyłębskiej i zajęcia jej miejsca. Wprawdzie i tu pewne ślady prowadzą do bezpieki, ale trudno w tym wszystkim dostrzec jakieś motywy ideowe, a tylko zwyczajne kły i pazury. Z kolei Sąd Najwyższy sprawia wrażenie rozsadnika zarazy, bo stamtąd właśnie rozchodzą się, przechwytywane następnie przez unijne instytucje, a w końcu rykoszetem wracające w postaci finansowego szantażu pomysły „testowania niezawisłości”. Chodzi o to, by jedni sędziowie mogli podważać niezawisłość, a zatem i legalność innych sędziów, co musiałoby skutkować unieważnianiem wszystkich orzeczeń zapadłych przynajmniej z ich udziałem, czyli kompletnym chaosem. Bardzo możliwe, że wielu przedstawicieli środowiska dostrzegło w tym szansę na nieograniczone i bezkarne korumpowanie się, ale niezależnie od tego oznaczałoby to destabilizację państwa o skutkach trudnych do przewidzenia. Wprawdzie na podstawie doświadczeń z wymiarem sprawiedliwości nie mam zbyt wysokiego mniemania na temat poziomu etycznego sędziów, ale przecież są to ludzie wykształceni, inteligentni i spostrzegawczy, więc nie ma możliwości, by nie zauważali skutków tych pomysłów, Skoro tedy zauważają, ale się przy nich upierają, to podejrzenia o agenturalną motywację są jak najbardziej uzasadnione.

Jakby tego wszystkiego było mało, ustawa z 8 grudnia 2017 roku o Sądzie Najwyższym przewiduje udział w niektórych rodzajach postępowania przed Sądem Najwyższym ławników Sądu Najwyższego. Jednym z warunków, jakie ustawa stawia ławnikowi jest „nieskazitelność charakteru”. Nawiasem mówiąc, taki sam warunek powinien spełniać każdy sędzia, ale – jak mówił pan Ignacy Rzecki z „Lalki” – „co tam marzyć o tem!” Tych ławników wybiera senat w głosowaniu jawnym. No i jesienią ub roku Senat wybrał 30 ławników Sądu Najwyższego. Powinni oni objąć swoje obowiązki od 1 stycznia 2023 roku, ale większość , to znaczy – 26 spośród nich nie może, ponieważ pani Pierwsza Prezes Małgorzata Manowska nie chce odebrać od nich ślubowania, co jest warunkiem sine qua non objecia funkcji.

Rzecz w tym, że tych 26 ławników wskazał Komitet Obrony Demokracji, który na naszej politycznej scenie pojawił się w roku 2016, kiedy to Komisja Europejska w styczniu 2016 roku podjęła wobec Polski bezprecedensową procedurę „badania stanu demokracji” i firmował wszystkie zadymy w ramach operacji „ulica i zagranica”. Pojawienie się KOD uważam za poszlakę wskazującą na agenturalny charakter tego przedsięwzięcia, a dodatkową ilustracją na to wskazującą jest okoliczność, że kiedy tylko Nasza Złota Pani, po fiasku „ciamajdanu” w grudniu 2016 roku i wizycie w Warszawie 7 lutego 2017 roku, przestała angażować się w walkę o demokrację w Polsce a postawiła na „praworządność”, KOD natychmiast stracił rozpęd, a jego lider, pan Mateusz Kijowski, po oskarżeniach o malwersację, w ogóle zniknął z politycznej sceny. Ale ofiarnych bojowników trzeba było jakoś nagrodzić, bo „ludzi krzywdzić nam nie wolno”, więc zdominowany przez Volksdeutsche Partei Senat wysunął ich na ławników, pewnie również w nadziei, że będą w SN blokowali postępowania dyscyplinarne, a przynajmniej o nich donosili. Tego się domyślam, bo pani prezes Manowska podejrzewa to 26-osobowe grono o nieposiadanie „nieskazitelnego charakteru”, w co chętnie wierzę.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Kiedy hierarchowie Kościoła wyjaśnią, jakie intrygi i spiski wyniosły na tron tego, który działa jako sługa sług szatana. + Carlo Maria Viganó.

Kiedy hierarchowie Kościoła wyjaśnią, jakie intrygi i spiski wyniosły na tron tego, który działa jako sługa sług szatana. + Carlo Maria Viganó.
https://remnantnewspaper.com/web/index.php/fetzen-fliegen/item/6349-vigano-homily-on-the-feast-of-the-chair-of-saint-peter-in-rome
Nadejdzie dzień, kiedy hierarchowie Kościoła wyjaśnią, jakie intrygi i spiski wyniosły na tron tego, który działa jako sługa sług szatana, i dlaczego z lękiem wspierali jego ekscesy lub stawali się wspólnikami tego pełnego pychy, heretyckiego tyrana.

===================================
Boże, powierzając Swojemu Apostołowi, Świętemu Piotrowi, klucze Królestwa Niebieskiego, udzieliłeś mu arcykapłańskiej władzy wiązania i rozwiązywania, spraw przeto, abyśmy za jego przyczyną wyzwolili się z więzów swoich grzechów

Kolekta z Mszy o Święcie Katedry Św. Piotra Apostoła

Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus!

Dzisiaj Kościół Rzymski obchodzi Święto Katedry Świętego Piotra. Władza, jaką Nasz Pan powierzył Księciu Apostołów, znajduje w Katedrze swój symbol i wyraz. Ślady tego święta odnajdujemy już w III wieku, ale dopiero w 1588 roku, w czasach herezji luterańskiej, Paweł IV postanowił, że święto Katedry qua primum Romæ sedit Petrus (na której pierwszy zasiadał w Rzymie Piotr) będzie obchodzone 18 stycznia, w odpowiedzi na negowanie obecności Apostoła w Rzymie. Inne święto Katedry Św. Piotra, obchodzone jest przez Kościół powszechny 22 lutego, na pamiątkę założenia przez Św. Piotra pierwszej diecezji w Antiochii.

Pozwolę sobie zwrócić uwagę na ten ważny aspekt. Podobnie jak organizm ludzki wytwarza przeciwciała, gdy pojawia się choroba, aby ją pokonać, gdy zostanie zainfekowany; tak też  Kościół broni się przed zarażeniem błędem, gdy ten się pojawia, zaznaczając z większą stanowczością te aspekty dogmatu, które są zagrożone herezją. Z tego powodu, Kościół z wielką mądrością, ogłaszał prawdy wiary w pewnych okresach, a nie wcześniej, ponieważ prawdy te były dotychczas wyznawane przez wiernych w mniej wyraźnej i wyartykułowanej formie i nie było jeszcze potrzeby ich precyzowania.

Święte kanony Ekumenicznego Soboru Nicejskiego były odpowiedzią na ariańskie zaprzeczenia Boskiej natury naszego Pana, a ich echem są wspaniałe kompozycje starożytnej liturgii. Odpowiedzią na zanegowanie ofiarnego charakteru Mszy Świętej, transsubstancjacji, sufragmentów (wstawiennictwo za Dusze czyśćcowe – dop. tłumacza) i odpustów były święte kanony Soboru Trydenckiego, a wraz z nimi także wzniosłe teksty liturgiczne. Dzisiejsze święto jest odpowiedzią na antypapieskie zaprzeczenie założenia diecezji rzymskiej przez Apostoła Piotra. Święto zostało ustanowione przez Pawła IV właśnie po to, aby powtórzyć prawdę historyczną kwestionowaną przez protestantów i wzmocnić doktrynę, która się z niej wywodzi.

Prawie wszystko, co Mistyczne Ciało Chrystusa mądrze rozwijało przez wieki – a szczególnie w drugim tysiącleciu ery chrześcijańskiej – wzrastając harmonijnie jak dziecko, które dorasta i umacnia się w ciele i duchu, zostało teraz świadomie zaciemnione i ocenzurowane. Dokonano tego pod zwodniczym pretekstem powrotu do pierwotnej prostoty chrześcijańskiej starożytności, w niewypowiedzianym celu zafałszowania Wiary katolickiej. Wszystko po to,  aby zadowolić wrogów Kościoła.
Jeśli weźmiecie do ręki Mszał Montiniego, nie znajdziecie w nim wyraźnych herezji; ale jeśli porównacie go z tradycyjnym Mszałem, przekonacie się, że pominięto tam wiele modlitw skomponowanych w obronie Prawdy Objawionej. Spowodowało to, że Msza Reformowana stała się możliwa do przyjęcia nawet przez luteranów, co sami przyznali po promulgowaniu tego zgubnego i wieloznacznego obrządku. Na dowód tego, nawet Święta Katedr Św. Piotra w Rzymie i Antiochii zostały połączone w jedno, w imię „kultury unieważniania” , którą sekta modernistyczna zaadoptowała w sferze kościelnej na długo przed tym, jak „przebudzona” lewica przywłaszczyła ją sobie w przestrzeni świeckiej.
Dziś celebrujemy chwałę papiestwa, której symbolem jest Cathedra Apostolica,  artystycznie skomponowana przez geniusz Berniniego, na ołtarzu absydy Bazyliki Watykańskiej, nad którą dominuje alabastrowe okno przedstawiające Ducha Świętego i której strzegą czterej Doktorzy Kościoła: Święty Augustyn i Święty Ambroży dla Kościoła łacińskiego, Święty Atanazy i Święty Jan Chryzostom dla Kościoła greckiego. W pierwotnym projekcie, który pozostawał  nienaruszony przez wieki, tron Św. Piotra znajdował się nad ołtarzem.  Jednak niszczycielska furia innowatorów nie oszczędziła nawet tej aranżacji, przenosząc go między absydę a baldachim Konfesji. 
A jednak właśnie w architektonicznej jedności ołtarza i tronu – która dziś została celowo wymazana – odnajdujemy fundament doktryny o Prymacie Piotra, którym to fundamentem jest Chrystus – lapis angularis(kamień węgielny). Dlatego też ołtarz ofiarny, który jest symbolem Chrystusa, również wykonany jest z kamienia.
Dzisiaj celebrujemy papiestwo w historycznym momencie poważnego kryzysu i apostazji, która uniosła się nawet do wysokości Tronu, na którym po raz pierwszy zasiadał Piotr.  Podczas gdy łamane są nasze serca, gdy rozważamy ruiny spowodowane dewastacją innowatorów, ze szkodą dla wielu dusz i chwały Boskiego Majestatu; podczas gdy błagamy  Nieba o światło, które pozwoli nam zrozumieć, jak połączyć obietnicę Naszego Pana Non prævalebunt z nieustannym strumieniem herezji i skandali szerzonych przez tego, którego Opatrzność zadała nam na czele Kościoła jako karę za grzechy popełnione przez Hierarchię w ostatnich dziesięcioleciach; podczas gdy widzimy podział na tych, którzy łudzili się, że mają jeszcze papieża zamkniętego w klasztorze…i schizmę w diecezjach Europy Północnej z ich niegodziwą drogą synodalną, tak mocno pożądaną przez Bergoglio… przypomnijmy sobie  proroctwo Leona XIII , które zechciał umieścić w modlitwie egzorcyzmu przeciwko szatanowi i  aniołom apostazji. Są to straszne słowa, które w tamtych czasach musiały brzmieć niemal skandalicznie, ale które dziś rozumiemy w ich nadprzyrodzonym sensie:
„Ci najsprytniejsi wrogowie są przepełnieni i upici goryczą wobec Kościoła, Oblubienicy niepokalanego Baranka, i położyli swoje bezbożne ręce na tym co ma najświętsze.
W samym Świętym Miejscu, gdzie ustanowiono Stolicę Św. Piotra i Tron Prawdy jako światło świata, wyniosą na tron swoją ohydną bezbożność, z niecnym planem, że kiedy uderzą w Pasterza, rozpierzchną się owce.

To nie są przypadkowe słowa: zostały napisane po tym, jak Leon XIII, pod koniec Mszy, miał wizję, w której Pan dał szatanowi okres około stu lat, aby sprawdził ludzi Kościoła. Są one echem przesłania Najświętszej Dziewicy w La Salette, pięćdziesiąt lat wcześniej: „Rzym utraci wiarę i stanie się siedzibą Antychrysta”, i poprzedzają o niewiele ponad dekadę, trzecią część tajemnicy fatimskiej, w której, według wszelkiego prawdopodobieństwa, Matka Boża przepowiedziała apostazję Hierarchii wraz z Soborem Watykańskim II i reformą liturgiczną.
Wierni na przestrzeni wieków mogli spoglądać na Rzym jako latarnię prawdy. Żaden papież, nawet ten najbardziej kontrowersyjny w historii,  Aleksander VI, nigdy nie ośmielił się uzurpować sobie świętej władzy apostolskiej w celu zburzenia Kościoła, zafałszowania jego Magisterium, zepsucia jego moralności i zbanalizowania jego liturgii. Pośród najbardziej tragicznych burz, Tron Piotrowy pozostawał niewzruszony i pomimo prześladowań, nigdy nie zawiódł w wypełnianiu pełnomocnictwa powierzonego mu przez Chrystusa: Paś baranki moje. Paś owce moje (J 21,15-19).
 Obecnie, i to już od dziesięciu lat, karmienie trzody Pańskiej jest uważane przez tego, który obecnie zajmuje Tron Piotrowy za „patetyczne  głupstwo”, a polecenie, które Pan dał Apostołom – Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je zachowywać wszystko, co wam przykazałem (Mt 28: 19-20) – jest postrzegane jako godny ubolewania „prozelityzm”, tak jakby boska misja Kościoła Świętego była przyrównana do heretyckiej propagandy sekt. 

Powiedział on to 1 października 2013;  powtórzył 6 stycznia 2014; 24 września 2016; 3 maja 2018; 30 września 2018; 6 czerwca 2019; 20 grudnia 2019; 25 kwietnia 2020, i ponownie zaledwie tydzień temu 11 stycznia 2023. I oto upada ostatni, gasnący ślad SW II, który uczynił „misję” [missionarietà] swoim hasłem przewodnim, nie rozumiejąc, że aby głosić Chrystusa pogańskiemu światu, trzeba przede wszystkim wierzyć w nadprzyrodzone prawdy, których nauczył On Apostołów i których Kościół ma obowiązek wiernie strzec. Rozwadnianie doktryny katolickiej, wyciszanie jej i zdradzanie, aby zadowolić mentalność czasów w jakich żyjemy, nie jest dziełem wiary, ponieważ ta cnota opiera się na Bogu, który jest Najwyższą Prawdą. Nie jest też dziełem nadziei, ponieważ nie można mieć nadziei na zbawienie lub pomoc Boga, którego Objawienie i zbawczą miłość się odrzuca. Nie jest też dziełem miłości, ponieważ nie można kochać Tego, któremu w istocie się zaprzecza.

Na czym polega ta rana, która dotknęła Kościół, umożliwiając apostazję Hierarchii, do tego stopnia, że powoduje ona zgorszenie nie tylko u katolików, ale także u innych ludzi na świecie? Jest to nadużycie władzy. Jest to przekonanie, że władza pochodząca od Boskiego Autorytetu może być realizowana w celu zupełnie przeciwnym do tego, w jakim przez ten Autorytet została powołana. Jest to zajmowanie miejsca Boga, uzurpowanie sobie Jego najwyższej władzy do decydowania o tym, co jest słuszne, a co nie, decydowanie o tym, co można jeszcze powiedzieć ludziom, a co, imię postępu i ewolucji, należy uznać za staroświeckie lub przestarzałe. 

 Jest to używanie mocy Świętych Kluczy do rozwiązywania tego, co powinno być związane i wiązania tego, co powinno być rozwiązane. Polega to na niezrozumieniu tego, że władza należy do Boga i do nikogo innego, i że zarówno władcy państw, jak i hierarchowie Kościoła są hierarchicznie poddani Chrystusowi Królowi i Najwyższemu Kapłanowi. Krótko mówiąc, jest to oddzielanie Tronu od Ołtarza, oddzielenie sługi i pełnomocnika od władzy Tego, który czyni tę władzę świętą, zatwierdzoną góry, ponieważ posiada jej pełnię i jest jej Boskim źródłem.

Wśród tytułów Papieża Rzymskiego, obok Christi Vicarius( Wikariusz Chrystusa), pojawia się także Servus servorum Dei (Sługa Sług Bożych). Jeśli pierwszy z nich został lekceważąco odrzucony przez Bergoglio, to jego decyzja, by zachować ten drugi, brzmi jak prowokacja, co pokazują jego słowa i czyny. Nadejdzie dzień, kiedy hierarchowie Kościoła zostaną poproszeni o wyjaśnienie, jakie intrygi i spiski wyniosły na tron tego, który działa jako sługa sług szatana, i dlaczego z lękiem wspierali jego ekscesy lub stawali się wspólnikami tego pełnego pychy, heretyckiego tyrana.
Niech drżą ci, którzy to wiedzą, a mimo to milczą, z fałszywego poczucia roztropności. Swoim milczeniem nie chronią honoru Kościoła Świętego, ani nie chronią wiernych przed zgorszeniem. Przeciwnie, pogrążają Oblubienicę Baranka w hańbie i poniżeniu, a wiernych odsuwają od Arki Zbawienia w chwili Potopu.
Módlmy się, aby Pan raczył obdarzyć nas świętym papieżem i świętymi władcami. Błagajmy Go, aby położył kres tej udręce, dzięki której – jak każdemu wydarzeniu dozwolonemu przez Boga – rozumiemy teraz lepiej, jak fundamentalne jest owo „instaurare omnia in Christo”, ustanowienie wszystkiego w Chrystusie.

Jak piekielny – dosłownie – jest świat, który odrzuca Panowanie Chrystusa, i o ile jeszcze bardziej piekielna jest religia, która z pogardą odziera się ze swoich królewskich szat – szat unurzanych Krwią Baranka na Krzyżu – aby stać się sługą możnych, Nowego Porządku Świata, sekty globalistów. Tempora bona veniant. Pax Christi veniat. Regnum Christi veniat – Nadchodzą dobre czasy. Niech nastąpi Pokój Chrystusa. Niech nadejdzie Królestwo ChrystusoweAmen

+ Carlo Maria Viganó, Arcybiskup
18 stycznia 2023
Na Święto Katedry Św. Piotra Apostoła, na której po raz pierwszy zasiadał w Rzymie
tłum. Sławomir Soja

Dzieci pierdoły. Hodujemy zombie, które nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają

Dzieci pierdoły. Hodujemy zombie, które nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają

Rafał Drzewiecki https://forsal.pl/artykuly/892182,dzieci-pierdoly

Dzieci pierdoły. Hodujemy zombie, które nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają. Żyją w tyranii optymizmu, przekonane, że mogą wszystko, że mają równe szanse, że wystarczy chcieć, by mieć. A nie potrafią poradzić sobie nawet z komarem, a co dopiero z krytyką czy wzięciem odpowiedzialności za innych.

=====================

„Witam, czy wasze dzieci były na obozie harcerskim? Wszystko OK, tylko przerażają mnie te namioty w środku lasu. A co w sytuacji, jak jest burza?” – pyta Beata na internetowym forum pod hasłem „Obóz harcerski”. „Namioty namiotami. Moje dziecko zraziło się w zeszłym roku brakiem higieny. Syf, brud, kąpiele sporadyczne, wróciła totalnie brudna” – odpowiada jej Zofia. Tę bezradność rodziców i dzieci potęgują obecne przepisy. Rok temu sanepid chciał zamknąć obóz harcerski koło Ustki, bo nie było tam elektryczności. Dwa lata temu w Bieszczadach kazano organizatorom obozu survivalowego pociągnąć rurami wodę z ujęcia oddalonego o trzy kilometry. W sumie trudno się więc dziwić, że w styczniu tego roku wychowawca zimowiska koło Karpacza zorganizował zamiast ogniska „świecznisko” w świetlicy, bo na zewnątrz było minus 10 stopni i dzieciaki poskarżyły się rodzicom, że nie chcą marznąć, a ci zagrozili opiekunowi interwencją w kuratorium, jeśli nie odwoła „niebezpiecznej zabawy”.

– Jak zaczynałem przygodę z harcerstwem, wiele lat temu, obozy przygotowywaliśmy od zera. W las pierwsi jechali najbardziej sprawni i silni harcerze, cięli siekierkami drzewa, kopali latryny, myli się w górskim lodowatym strumieniu. Cały obóz budowaliśmy własnymi rękoma. Nikt się nie zastanawiał, czy jajka na jajecznicę zostały wyparzone w „wydzielonym, oznakowanym stanowisku wyparzania jaj”. Dzisiaj nie wolno dać młodemu siekiery, bo jest narzędziem niebezpiecznym, witki nie można uciąć, bo drewno się kupuje w nadleśnictwie. Zamiast dziury w ziemi są wypożyczane toi toie, a każdy garnek czy półka w magazynie muszą być sprawdzone przez armie kontrolerów z sanepidu, gmin i przeróżnych straży. Obozy stawiają profesjonalne firmy, a dzieciaki przyjeżdżają na gotowe, zamiast plecaków mają walizki na kółkach, repelenty i kremy do opalania – opowiada były już harcmistrz z podwarszawskiej miejscowości. Woli pozostać anonimowy, bo dorabia, choć tylko okazjonalnie i nieharcersko, na letnich obozach dla młodzieży.

– Przyjeżdżają takie potworki przekonane o swojej wyjątkowości, mądrości i zaradności, a wrzeszczą w panice, jak zobaczą osę czy komara. Na byle uwagę wychowawcy od razu dzwonią do mam i tatusiów ze skargą, a ci z pretensjami do nas. Cholera mnie bierze, ale cóż poradzić, klient nasz pan. No to robię im ognisko w pokoju na ekranach ich tabletów, bo dym z płonących szczap gryzłby ich w oczy – tłumaczy.

Z łezką w oku czyta dziś w necie wspomnienia ludzi z jego pokolenia, jak w latach 80. wcinali jagody bez strachu, że chory lis je obsikał. Teraz jest psychoza, więc na wszelki wypadek dzieci do lasu nie wysyła się w ogóle, dlatego przerażają je pająki, komary czy osy, a z grzybów znają tylko pieczarki. Z rozrzewnieniem przypomina sobie, jak ganiał w krótkim rękawku w deszcz, przeziębił się i babcia dała mu miód ze spirytusem, cytryną i czosnkiem, i nikt nie oskarżył babci o rozpijanie młodzieży, a on wstał następnego dnia zdrów jak ryba. Dziś na lekki ból gardła dzieciaki dostają antybiotyki, a po złamaniu palca zwolnienie na cały rok z WF. Nikt mu nie pomagał odrabiać lekcji, bo musiał się uczyć sam, a za błędy ortograficzne ojciec go po kilku ostrzeżeniach w końcu sprał, bo tłumaczenie nieuctwa dysgrafią nie było wtedy tak postępowe jak dziś. Gdy z kumplami poszli nad jezioro, nie było ratowników, społecznych kampanii ostrzegających przez skakaniem na główkę i jakoś ani on, ani żaden z jego znajomych karku nie skręcił. A skakali do wody z wysokiego brzegu aż miło. Gdy rozbił nos na rowerze, ciężkim, stalowym składaku bez przerzutek i profilowanych opon, w szkole sińce pod oczyma nie zaalarmowały wychowawców i do rodziców nie przyjechała z interwencją opieka społeczna w obstawie policji. Teraz miałby rozmowę z psychologiem, która uświadomiłaby mu, że jest wrażliwym człowiekiem, z pełnymi prawami i nie wolno nikomu przekraczać jego prywatnej strefy, więc jeśli rodzice go biją, powinien to zgłosić.

– Gdy dostałem manto od silniejszego zabijaki z podwórka i wróciłem zapłakany do domu, ojciec powiedział, żebym się nie mazgaił, bo mężczyzna musi stawiać czoła przemocy. Siłą. Czasami przegram, czasami wygram, ale takie jest życie. A następnego dnia pojechaliśmy do klubu sportowego, gdzie zapisał mnie na boks – opowiada.

„Kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak nas należy »dobrze« wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu” – takie wspomnienia w internecie młodzi czytają dziś jak bajkę o żelaznym wilku.

Ale dwie lewe ręce mają nie tylko najmłodsi. W domach gniją całe pokolenia niedorajdów, włącznie z trzydziestolatkami, przekonanymi, że guzika w koszuli nie da się przyszyć bez certyfikatu krojczego. I nie jest to pusta konstatacja autora tego tekstu w myśl przekonania każdego dorosłego, że „za moich czasów młodzież była bardziej zaradna”, tylko wyniki naukowych analiz. Gdziekolwiek spojrzeć, jest gorzej, niż było.

Jaka jest kondycja dzieci i młodzieży w Polsce?

Naukowcy Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie od wielu lat badają kondycję fizyczną polskiej młodzieży. Ich wnioski są zatrważające: 30 lat temu dzieciaki były znacznie bardziej sprawne niż ich rówieśnicy obecnie. Uczniowie szkół podstawowych z miejsca skakali w dal 129 cm, dzisiaj skoczą najwyżej metr. 600 m przebiegali dawniej średnio w 3 minuty i 5 sekund, teraz wloką się 40 sekund wolniej. Ale prawdziwy dramat widać w sile – kiedy nie było jeszcze internetu, uczeń potrafił w zwisie wytrzymać 17 sekund, teraz zaledwie 7.

O załamaniu sportowych wyników mówią też trenerzy – mimo specjalistycznych planów wysiłkowych, nowoczesnego sprzętu i odzieży, ogólnodostępnych siłowni czy placów do ćwiczeń osiągnięcia sportowe są – delikatnie mówiąc – mizerne. I to mimo że sport uprawia dziś dwa razy więcej osób niż 20–30 lat temu. Tyle że to ćwiczenia tylko do pierwszego potu. Psycholodzy mówią o syndromie nadmiaru możliwości i wynikającego z tego braku wytrwałości. Młodzi rezygnują z doskonalenia się w danej dziedzinie, jeśli tylko napotkają pierwszą trudność. Od razu próbują nowych rzeczy. W konsekwencji mamy mnóstwo nowych dyscyplin, hobby czy możliwości spędzania wolnego czasu. Wszystko to jednak robią po łebkach, żeby tylko zaliczyć, żeby się pokazać na słitfoci w portalu społecznościowym. To powierzchowne próbowanie wszystkiego oznacza, że tak naprawdę nie potrafią niczego.

– Dziś żyjemy w świecie panoptykonu, o którym mówił Michel Foucault, więzienia, w którym wszyscy wszystkich obserwują. Dążymy więc do tego, by się pokazać z jak najlepszej strony. Cokolwiek zaczynamy robić, robimy już nie tyle dla siebie, co dla poklasku, dla pokazania innym. Nie biegamy już dla zdrowia, dla kondycji, tylko żeby pokonywać kolejne dystanse, bić kolejne rekordy, które od razu wrzucamy do internetu. Podobnie jak jazda na rowerze czy ćwiczenia w siłowni. Jednak ten imperatyw ciągłego zdobywania sukcesu powoduje, że zawsze jesteśmy przegrani. Bo jeśli tylko na tym budujemy system własnej wartości, wystarczy drobne potknięcie, żeby ta cała psychologiczna konstrukcja się zawaliła. I wtedy stajemy się bezradni – tłumaczy psycholog Małgorzata Osowiecka z Uniwersytetu Humanistyczno-społecznego w Sopocie.

Podczas zeszłorocznych wykładów w The Royal Institution w Londynie prof. Danielle George z Uniwersytetu w Manchesterze przedstawiła badania, z których wynika, że młodzi, ale już dorośli ludzie stali się uzależnieni od gotowych rozwiązań technologicznych oferowanych przez rynek. W przypadku domowej awarii nawet nie próbują sami naprawić zepsutego kontaktu czy przerwanego kabla odkurzacza. Ba, większość z nich uważa, że urządzenia „po prostu działają”, i nie ma pojęcia, co robić, jak się coś z nimi stanie. Najczęstszymi rozwiązaniami są wezwanie na pomoc specjalistycznej firmy albo wymiana niedziałającego urządzenia na nowe. Kto bogatemu zabroni, ale problem polega na tym, że pytani przez badaczy, czy pomyśleli o naprawie, przylutowaniu zerwanego kabelka, nie zdawali sobie nawet sprawy, że tak można. Pochłonął ich świat jednorazówek.

Czy warto być supermanem?

Dla tego jednak, kto sądzi, że taka życiowa postawa pierdoły to domena osób niezbyt lotnych, kubłem zimnej wody niech będą słowa prof. Jonathana Droriego, który podczas konferencji naukowej TED (Technology, Entertainment and Design) w Kalifornii, organizowanej przez amerykańską organizację non profit Sapling Foundation, opowiedział o eksperymencie przeprowadzonym kilka lat temu w Instytucie Technologicznym w Massachusetts (MIT), uważanym za jedną z najbardziej prestiżowych uczelni na świecie. Naukowcy odwiedzili świeżo upieczonych inżynierów z MIT i zapytali, czy można zapalić żarówkę za pomocą baterii i drutu. – Zapytaliśmy: umiecie to zrobić? Powiedzieli, że to niemożliwe. I nie wyśmiewam tu Amerykanów. Tak samo jest w Imperial College w Londynie – opowiadał rozbawionym słuchaczom prof. Drori.

Lecz to śmiech przez łzy, bo to przecież ci młodzi ludzie niebawem przejmą, a nawet już przejmują stery rządów, gospodarek, bo to oni zaczynają decydować o kierunkach rozwoju świata. Tymczasem dochowaliśmy się, i nadal tak wychowujemy, rzeszy wydmuszek nasączonych wiedzą, z której nie potrafią skorzystać, o skorupkach tak słabych, że pękają od pierwszego niepowodzenia, ba – od niepochlebnej opinii czy krytyki. Inżynierowie z MIT z pewnością doskonale poradzą sobie z odczytaniem schematów silników rakietowych, ale mają problemy z wyzwaniami codziennego życia.

Już ponad 10 lat temu historyk literatury, eseista, profesor Uniwersytetu Gdańskiego Stefan Chwin alarmował, że błędem współczesnego modelu wychowawczego jest tyrania optymizmu, tyrania udawania, że wszystko będzie OK – tylko się starajcie i uczcie pilnie. Że wystarczy wiara, iż wszyscy mogą wszystko, że wystarczy chcieć, by móc. Jednak takie głosy rozsądku przegrały z przekonaniem, iż wszyscy są równi i mają takie same szanse, a szczęśliwy człowiek to człowiek sukcesu. – Zastąpiliśmy zasady i wartości hiper-liberalizmem, który zaprowadził nas na manowce – wskazuje prof. Joanna Moczydłowska z Politechniki Białostockiej.

Przede wszystkim równość to fikcja. Są ludzie bardziej i mniej zdolni, inteligentni i gamonie. – Ludzie są po prostu różni. Jedni mają temperament flegmatyczny, inni choleryczny. To są cechy wrodzone, niezależne od oddziaływania rodziny, szkoły czy pracodawcy. To właśnie geny decydują, dlaczego tak rozbieżne potrafią być ścieżki kariery rodzeństwa, które wychowywane było w jednym domu, w tych samych warunkach, które miało taki sam start i potencjalne możliwości środowiskowe – tłumaczy prof. Moczydłowska.

Zdolnej, inteligentnej młodzieży nie przybędzie dlatego, że udało się wmówić młodym ludziom, że mogą sięgnąć po nieosiągalne. 20 lat temu do szkół z maturą szło najwyżej 30 proc. uczniów po podstawówce. Dziś wskaźnik ten sięgnął prawie 90 proc. Na rynku pojawiła się więc armia z dyplomami, niestety zbyt często bez zdolności, umiejętności i pasji. – Wielu ludziom robimy tym krzywdę. Tej nadprodukcji magistrów rynek nie przyjmuje, rodzi się za to frustracja z niespełnienia oczekiwań, którymi ładuje się ich od najmłodszych lat. Jeśli kibol, który się spełnia, ćwicząc z ciężarkami, pozostanie w dorosłym życiu na swoim poziomie i w swoim otoczeniu, będzie żył w zgodzie z samym sobą, to z punktu widzenia psychologii jest dla wszystkich korzystne. Jeśli ulegnie ułudzie i pójdzie na studia, którym intelektualnie nie jest w stanie sprostać, będzie to groźne dla jego psychiki i otoczenia, na którym może wyładować swoją późniejszą frustrację – zauważa.

Społeczeństwo zachłysnęło się – jak to nazywają specjaliści – amerykanizacją oczekiwań, że każdy może wszystko, i napakowaniem energią do nieustannego odkrywania w sobie supermena. Sęk w tym, że imperatyw wzlatywania ponad poziomy nie ma poduszki bezpieczeństwa. W dzisiejszym świecie jest tylko jeden cel: osiągnięcie sukcesu, ale nie ma porażki. Jest tylko pochwała, ale nie ma krytyki. Jest tylko rozwiązywanie problemów, ale nie ma problemów.

Dzieciom zakłada się kaski, gdy jadą rowerem czy na nartach. Dodatkowo nakolanniki, nałokietniki i ochraniacze na dłonie – gdy zakładają rolki. Przy jeździe konnej modne stały się żółwiki, czyli ochraniacze na kręgosłup. Wszystko dla ich bezpieczeństwa. Zapomina się jednak przy tym o najważniejszym – o zrozumieniu przez dziecko konsekwencji swojego zachowania. Jeśli postąpi nierozważnie, powinno zaboleć, bo ból ostrzega i uczy. Jeśli postąpi głupio, powinno zaboleć mocno i boleć długo, bo ból to najlepszy nauczyciel. Ale nie zaboli w ogóle, bo są środki ochronne. A jeśli Jaś się nie nauczy, że prędkość na rowerze plus nieuwaga są groźne i mogą wywołać ból, Jan nie zrozumie, że szybkość auta plus nieuwaga oznacza już śmierć.

– Mnożenie zakazów i nakazów sprawia, że młodzi ludzie nie potrafią sami sobie wyznaczać granic. Nie rozumieją konsekwencji swoich czynów, nie mają kontroli nad swoim zachowaniem i postępują bezrefleksyjnie. Dlatego nawet najbardziej agresywne reklamy społeczne przedstawiające skutki zażywania dopalaczy nie będą skuteczne, bo zadziała tu mechanizm obronny – nie damy sobie rady z taką hardkorową informacją, więc musimy ją odrzucić. I młodzi niemający własnych fatalnych doświadczeń taki przekaz odrzucają – zaznacza psycholog Małgorzata Osowiecka.

– I do tego ta nieustająca nadopiekuńczość. Ostatnie badania wskazują, że już 43 proc. Polaków mieszka razem z rodzicami, a w wielu przypadkach powodem nie są wcale problemy finansowe. Tak czują się bezpieczniej, wolą pozostać pod rodzicielskim parasolem. Gdy byli mali, rodzice mówili: nie biegaj, bo się wywrócisz i stłuczesz kolano, do szkoły nosili za nich ciężkie tornistry, a teraz mówią: nie pracuj, masz jeszcze czas, my ci pomożemy. Takie ograniczanie samodzielności u dorosłego człowieka to dramat, bo on nie potrafi wziąć odpowiedzialności za siebie i innych. Rezygnuje z podejmowania wyzwań w imię trwania w sferze komfortu – przestrzega prof. Joanna Moczydłowska.

Być to być widzianym

Szklany klosz, pod którym chowamy nasze dzieci, nie wystawiając ich na trudy życia i ryzyko porażki, powoduje, że zatracają umiejętności krytycznego postrzegania rzeczywistości. W USA według sondażu przeprowadzonego przez Columbia University aż 85 proc. rodziców wierzy, że trzeba wmawiać dzieciom, iż są inteligentne, i chwalić je na każdym kroku. Tymczasem – jak przekonuje psycholog Carol Dweck – to błąd wychowawczy.

Przez 10 lat badała osiągnięcia uczniów kilkunastu szkół w Nowym Jorku. Z jej eksperymentów i analiz wynika, że dzieci, które po udanym rozwiązaniu testu były chwalone za mądrość i zdolności, szybciej osiadały na laurach i unikały kolejnych wyzwań, niż te, u których doceniano wysiłek i ciężką pracę w osiągnięcia sukcesu. Te „mądre z natury” bały się porażki przy trudniejszych zadaniach, bo podważałaby one ich wysoką samoocenę. Nie chciały się przekonać, że jednak nie są tak inteligentne, jak uważa otoczenie. A jak już podejmowały ryzyko i skończyło się to niepowodzeniem, rezygnowały z dalszych prób, by nie pogłębiać poczucia przegranej. Te zaś, których sukces był skomentowany jako efekt ciężkiej pracy, dużo chętniej sięgały po bardziej skomplikowane zadania, a niepowodzenie tylko motywowało je do dalszej pracy.

Amerykański psycholog społeczny, prof. Roy F. Baumeister z Uniwersytetu Stanowego Florydy, mówi wprost, że bezstresowe wychowanie prowadzi do spadku motywacji. Porównując zachowanie uczniów USA z rówieśnikami z Japonii i Chin, gdzie rodzice i nauczyciele stosują kary cielesne za złą naukę, doszedł do wniosku, że to właśnie stres i strach zwiększają szansę na osiągnięcie celów. Zaś sztuczne wzmacnianie u dzieci poczucia własnej wartości i puste pochwały powodują, że gdy dorastają, nie radzą sobie nawet z niewielkimi porażkami. Utożsamiają je z własnymi słabościami – przecież wszyscy są ponoć równi i każdego stać na wszystko – czują się oszukani i odreagowują niepowodzenia agresją.

Przez ostatnie lata – kontynuuje prof. Baumeister – tysiące naukowych prac rozwodziły się w samych superlatywach nad „pozytywnymi skutkami wychowywania bez stresu”, budowania w młodych poczucia własnej wartości i wysokiej samooceny, traktowanych jako lekarstwo na całe zło dojrzewania. Ograniczono, wręcz zlikwidowano krytykę, stawiając na piedestale pochwałę. Agresję dorastającej młodzieży odczytywano zaś jako próbę gwałtownego uzupełniania niskiej samooceny. Tymczasem dzisiaj okazuje się, że jest odwrotnie. Przez te lata wyhodowaliśmy „praise junkie”, uzależnionych od pochwał, którzy w zderzeniu z rzeczywistością nie umieją sobie z tym poradzić i reagują agresją z powodu zbyt wysokiego mniemania o sobie. – Ta konkluzja to największe rozczarowanie nauki w mojej karierze – przyznaje profesor Baumeister.

Przeżywamy kryzys wartości – zaznacza prof. Moczydłowska. – Kiedyś oddzielało się „być” od „mieć”, jakość życia od jego poziomu. 20 lat rozpasania konsumpcjonizmu sprawiło, że dzisiaj zrównaliśmy te pojęcia. Nie tylko „być” utożsamia się z „mieć”, ale „być” oznacza być widzianym. Stąd tak gwałtowny wzrost popularności wszelkich talent show, stąd powiedzenie, że „jak cię nie ma na Facebooku, to nie istniejesz”. Stąd miarą wartości człowieka stały się internetowe lajki, a wzorem sukcesu życiowego kariera celebryty – wylicza psycholog.

Młodzi napompowani fantazjami, że są mądrzy, zdolni, wyjątkowi, karmią swoje ego pochwałami – ze strony rodziny, nauczycieli i głównie świata wirtualnego – oraz zarozumialstwem, uznając to za siłę, a skromność za słabość. Potem lądują na kasie w supermarkecie i trudno im to zaakceptować. Ale nawet ci, którzy mają szczęście i trafiają do lepszych z pozoru prac, zderzają się z trudnymi do pokonania różnicami pokoleniowymi. – Różnice między pokoleniami zawsze istniały, ale teraz to jest przepaść. To są już wrogie plemiona. Gdy młody człowiek trafia do firmy, jej szef ma co najmniej 40 lat. A z reguły więcej. I pojawia się trudność nawet na poziomie podstawowej komunikacji. Oni używają innego języka, te same słowa mają dla nich inne znaczenie. A co dopiero mówić o różnicach w aspiracjach, mentalności, postawach życiowych, kulturze – wskazuje psycholog z Politechniki Białostockiej.

Jak pokonać bezradność?

Niespełnione nadzieje i wzajemne nierozumienie w tak powszechnym rozmiarze czynią społeczeństwo słabym. Zamiast leczyć przyczyny, ludzie wybierają antydepresanty, zakładając kolejne kaski ochronne mające uchronić przed skutkami. Efekt? 40 proc. wrocławskich studentów przyznaje się do lęków i zaburzeń nastroju, co 20. cierpi na głęboką depresję, która wymaga leczenia – alarmują naukowcy z Katedry Psychiatrii Akademii Medycznej we Wrocławiu. Z raportu „Epidemiologia zaburzeń psychiatrycznych i dostępność psychiatrycznej opieki zdrowotnej” z 2012 r. wynika, że 2,5 mln Polaków ma zaburzenia lękowe, milion – depresje i manie, kolejny bierze narkotyki, a ponad 3 mln to alkoholicy. Nastąpił lawinowy wzrost przypadków lekomanii i uzależnień od psychotropów. Wśród ofiar największy odsetek to właśnie młodzi.

– Wzrost postaw roszczeniowych idzie w parze z wyuczoną bezradnością. Jedni biorą pastylki, inni ukrywają ją za drogim ciuchem, autem czy gadżetem. Lęk i bezsilność przykrywają tysiącami znajomych na portalach społecznościowych i kolekcjonowaniem lajków dla każdego swojego działania. Jeszcze inni korzystają z usług coachingu, gdzie płacą za odkrywanie ich własnego ja. To patologia – podsumowuje prof. Moczydłowska.

Obok kryzysu wartości psycholog wskazuje również na kryzys tożsamości. Poprawność polityczna obowiązująca w przestrzeni publicznej przeniknęła w sfery prywatne. Rozmyły się tradycyjne role społeczne obu płci, obowiązuje uniseksualność.

– Jak dziś wygląda wychowanie mężczyzny? Bardzo często chłopca wychowuje samotna matka wspierana przez babcię lub nianię, a wychowawca w szkole to też najczęściej kobieta. Chłopak rozwija się w kobiecej sferze, gdzie dba się o paznokcie i ciało. On przejmuje te wzorce. Pomyliliśmy rozwój z absurdem, odeszliśmy od praw natury, gdzie każda płeć ma swoje uwarunkowane biologicznie i kulturowo miejsce. Doszło do tego, że w Szwecji na chłopcach wymusza się zabawę lalkami, by ich rozwój nie był zdefiniowany płcią. To sztuczne, a walka z naturą zawsze kończy się źle. Efekty już zresztą widać. Chłopcy zaczynają się gubić, nie rozumieją swoich predyspozycji, nie znają potencjału. To niestety promieniuje wyżej – na uczelniach pojawił się przedmiot: alternatywna rodzina. Skoro nie umiemy zdefiniować tak podstawowego bytu jak rodzina, nie dziwmy się, że młodzi nie wiedzą, kim są i dokąd zmierzają – zauważa prof. Joanna Moczydłowska.

Dodaje, że gdy swoich studentów poprosiła o podanie trzech cech, które są mocnymi i słabymi stronami ich osobowości, w większości nie potrafili tego zrobić. – A jak nie wiesz, dokąd idziesz, to nie wiesz, gdzie dojdziesz – konkluduje.

Agregaty agresji

Agregaty agresji

https://web.archive.org/web/20130913120411/https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=563&Itemid=80

Przypominam wielkiego Polaka, publicystę, zmiażdżonego „postępem”. Ostrzegawczy tekst sprzed lat 15-tu [2008] MD

=============================

Piotr Skórzyński   

            Telewizja jest zjawiskiem, które określa naszą epokę w tym samym stopniu, w jakim średniowiecze określane było przez ambonę, a Oświecenie przez półlegalne druki. Stanowi jednocześnie sposób spędzania czasu, jak i aparat wychowawczy, a przy okazji „legitymizuje” akcje polityczne i ich mocodawców.
            „Do żadnego innego adresata telewizja nie wysyła tak wielkiej dawki horroru, koszmaru i głupoty jak do dzieci”.

Konkluzja ogłoszonego 28 marca 2002 roku raportu nowojorskich naukowców zamieszczonego w czasopiśmie „Science”, brzmi: „Nie ma już żadnej wątpliwości, że przemoc w mediach prowadzi do przemocy w życiu”. Coraz bardziej wynaturzone sceny, którymi telewizja codziennie zalewa widzów znajdują potem naśladowców w rzeczywistości. Wskazują na to wyniki badań prowadzonych pod kierunkiem prof. Jeffreya Johnsona z Instytutu Psychiatrycznego New York State i Columbia University. Od 1975 roku uczeni obserwowali 707 losowo dobranych rodzin. Najbardziej przerażające jest to, że telewizja jest jak bomba z opóźnionym zapłonem. Nadmiar telewizji w wieku dojrzewania oddziałuje w sposób widoczny dopiero w wieku dorosłym.
            Częstotliwość oglądania telewizji jest wprost proporcjonalna do prawdopodobieństwa uczestniczenia w wieku dorosłym w aktach przemocy. O ile przy tym u chłopców przejawia się to w fizycznej agresji, to u dziewcząt wzrasta skłonność do kradzieży lub szantażu. Zauważono też niższą kreatywność, stany lękowe a nawet koszmary senne, wreszcie nadmierną pobudliwość wyrażająca się trudnością w skupieniu.
            Jak stwierdziła psycholog Joanna Mazan: „Do żadnego innego adresata telewizja nie wysyła tak wielkiej dawki horroru, koszmaru i głupoty jak do dzieci. W jednym tylko odcinku serialu „Młody Herkules” emitowanego przez Polsat zobaczyć można duszenie i zrzucenie ze skały, kopanie, strzelanie z pistoletu maszynowego, topienie, ciosy w szczękę i próbę gwałtu. Koszmarne postacie mają tylko jeden cel: zabić przeciwnika”.
            Badania Katedry Psychologii Wychowawczej KUL wykazały, że w ciągu dnia w TVP1 pojawia się 726 obrazów destrukcyjnych, a w Programie II – 1673. TVN dostarcza ich 2181. W ciągu godzinnego programu dla dzieci popełnia się przeciętnie ok. 25 aktów przemocy, a tylko ok. 5 w godzinach największej oglądalności. Przygodowe filmy animowane opowiadają zatem w istocie o problemach siły i władzy. Dzieci i nastolatki oglądają ok. 250 tys. aktów agresji rocznie.
            Oglądany program lub gra komputerowa mogą wzbudzać silne emocje. Jednak w związku z tym, że emocje te następują bardzo szybko, jedna po drugiej – żadna z nich nie jest głębiej przeżywana. W rezultacie powodują one tylko poczucie ogólnego oszołomienia. Jeśli są to uczucia dramatyczne, towarzyszące np. obrazom krzywdy, częste ich przeżywanie może rodzić zobojętnienie.
            „Oceny moralne formułowane przez widzów, którzy nie znają danych postaci, ujawniają idealistyczną hierarchię moralną i w tym przypadku nie jest ważne czy dane postacie są sympatyczne czy nie. Natomiast w stosunku do postaci, które są widzom znane i wobec których żywią oni określone uczucia, oceny moralne są całkowicie odmienne. To, co potępiają u postaci nieznanej, uważają za dopuszczalne u postaci znanej i cieszącej się ich sympatią. Działanie jest oceniania jako moralne lub niemoralne zależnie od tego kto je wykonuje, a nie zależnie od tego co dzieje się naprawdę. (…) Te uproszczone widzenie rzeczywistości wydaje się nam dobrze znane; jest to wizja moralna pięcioletniego dziecka. Szkody powodowane przez telewizję są wielorakie. (…) Treść programów telewizyjnych zawiera skrajną przemoc nieporównywalną z życiem codziennym, które telewizja rzekomo obrazuje” – pisze Joanna Mazan.
            Kategoryczny osąd mediów sformułował sześć lat temu Maciej Iłowiecki. „Po pierwsze – i uważam to za o wiele groźniejsze od samej agresji w mediach – chodzi o narzucanie i lansowanie pewnego modelu życia. Owe podsuwane wzorce zachowań (…) można nazwać w skrócie „moralnym luzem” albo „kulturą przyzwalania”. (…) Chodzi więc o to, by stworzyć młodym ludziom złudzenie wyboru drogi życiowej, ukazując im wszakże tylko jedną drogę. Chodzi o to, by odebrać im prawo decydowania o sobie, wskazując, iż wszelka odpowiedzialność czy wierność jakimś zasadom moralnym jest ograniczeniem ich wolności. Przez dobór i akcentowanie pewnych tematów, pewnych zachowań – zwłaszcza osób występujących w telewizji – tworzy się u odbiorców wrażenie, że normy i wzorce są dowolne… i że tworzą je tzw. idole. (…)
            Z kolei ciągłe gmatwanie rzeczy, które mogły być proste i mieszanie prawdy z fałszem, stwarza nową normę: zakłamania, cynizmu, krętactwa. W narzucaniu takich wzorów wielki udział ma oczywiście prasa bulwarowa. (…) 50 milionów – tak, ok. 50 mln egzemplarzy każdego miesiąca – plotkarskich pism dla kobiet i młodzieży usiłuje przekazać właściwy dla siebie wzór życia. (…) Tak więc, reasumując, najgroźniejszym dziś przejawem kryzysu kultury jest powszechne zamazywanie granic. Granic między prawdą i nieprawdą, uczciwością i nieuczciwością, dobrem i złem”. Trzeba sobie uświadomić zadziwiający stan rzeczy, z jakim mamy do czynienia. Co roku na całym świecie wydaje się setki książek psychologicznych o potrzebie miłości i życzliwości w stosunkach rodzinnych, a także międzyludzkich.

            Obowiązującą w całym „wolnym świecie” – a nominalnie także w Rosji – ideologią jest doktryna Praw Człowieka, a oficjalną i nauczaną w szkołach postawą – humanizm. A jednak ogromna większość twórców ze scenarzystami hollywoodzkimi na czele, ma nam do przekazania zupełnie inne przesłanie. Głosi ono, że świat jest piekłem, zaś prawdę o nim znają jedynie narkomani, prostytutki, bandyci i nieodmiennie cyniczni funkcjonariusze służb specjalnych. Najłagodniejszą formę tej filozofii przedstawiła niezmiernie poczytna swego czasu książka Williama Whartona, w której największym mędrcem jest obłąkany chłopak.
            Świat jest pozbawionym stałych wartości chaosem – oto w największym skrócie „filozofia” obecnej, tak „wyższej” jak i „niższej” literatury. Wynika to, naturalnie, z odrzucenia religii i dawnych autorytetów, które przedstawiane są jako trujący balast. Ludzi, którzy próbują ich bronić nazywa się konserwatystami i wpuszcza się do mediów jedynie odświętnie, gdy nie ma komu skomentować jakiejś rocznicy. Toteż, gdy młody człowiek styka się z opinią, iż życie nie jest po prostu polowaniem na coraz to nowe przyjemności, zwykle nie jest on w stanie zrozumieć tego poglądu; a gdy już ogarnie go intelektualnie – odruchowo go odrzuca. Ci bardziej inteligentni wspierają się oczywiście odpowiednimi przykładami ludzkich niedoskonałości. Tak jakby trudność w dążeniu do celu eliminowała jego znaczenie.
            Rodzice i nauczyciele abdykują ze swej roli wychowawczej a instytucje, takie jak szkoła rezygnują z próby kształtowania postaw młodzieży. Wirtualny świat mediów staje się jednym z niewielu czynników wpływających na światopogląd i zachowania młodego pokolenia. Dlatego to ludzie młodzi są szczególnie zagrożeni przekazem telewizyjnym nasyconym przemocą, agresją i nihilizmem.
Piotr Skórzyński

Świat się zmienił, lecz pozostał jeszcze gdzieniegdzie wierny

J. R. R. Tolkien Dwie Wieże, tom II https://web.archive.org/web/20130913190158/https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=5404&Itemid=80

[to zachęta do wchodzenia do Archiwum MD]

====================================

 … Świat się zmienił, lecz pozostał jeszcze gdzieniegdzie wierny.

– Co chcesz przez to powiedzieć? – spytał Pippin. – Kto jest wierny?

– Drzewa i entowie – odparł Drzewiec. – Sam nie wszystko z tego, co się dzieje, rozumiem, więc nie mogę wam wytłumaczyć. Niektórzy z nas są po dziś dzień prawdziwymi entami i na swój sposób mają dużo życia w sobie, wielu jednak ogarnia już senność i drzewieją, jeśli tak można rzec. Większość drzew to po prostu tylko drzewa, lecz są między nimi na pół zbudzone. A niektóre zbudziły się na dobre i są, no… jak by to powiedzieć?… entowate.

I te przemiany dokonują się ciągle. Otóż przekonacie się, że niektóre spośród drzew mają złe serca. Nie mam na myśli spróchniałego rdzenia, nie, chodzi o coś zupełnie innego. Znałem na przykład kilka zacnych starych wierzb nad Rzeką Entów; niestety, od dawna już ich nie ma! Były do cna zbutwiałe w środku, rozsypywały się w proch, ale zostały do końca ciche i łagodne, jak świeżo rozkwitły liść.

A są w dolinach pod górami drzewa zdrowe jak rydz i mimo to na wskroś zepsute. Szerzy się ta choroba coraz bardziej. Zawsze były w tym kraju bardzo niebezpieczne okolice. I są tutaj po dziś bardzo ciemne miejsca.

Świat się zmienił,

Świat się zmienił, lecz pozostał jeszcze gdzieniegdzie wierny  

J. R. R. Tolkien Dwie Wieże, tom II https://web.archive.org/web/20130913190158/https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=5404&Itemid=80

[to zachęta do wchodzenia do Archiwum MD]

====================================

 … Świat się zmienił, lecz pozostał jeszcze gdzieniegdzie wierny.

– Co chcesz przez to powiedzieć? – spytał Pippin. – Kto jest wierny?

– Drzewa i entowie – odparł Drzewiec. – Sam nie wszystko z tego, co się dzieje, rozumiem, więc nie mogę wam wytłumaczyć. Niektórzy z nas są po dziś dzień prawdziwymi entami i na swój sposób mają dużo życia w sobie, wielu jednak ogarnia już senność i drzewieją, jeśli tak można rzec. Większość drzew to po prostu tylko drzewa, lecz są między nimi na pół zbudzone. A niektóre zbudziły się na dobre i są, no… jak by to powiedzieć?… entowate.

I te przemiany dokonują się ciągle. Otóż przekonacie się, że niektóre spośród drzew mają złe serca. Nie mam na myśli spróchniałego rdzenia, nie, chodzi o coś zupełnie innego. Znałem na przykład kilka zacnych starych wierzb nad Rzeką Entów; niestety, od dawna już ich nie ma! Były do cna zbutwiałe w środku, rozsypywały się w proch, ale zostały do końca ciche i łagodne, jak świeżo rozkwitły liść.

A są w dolinach pod górami drzewa zdrowe jak rydz i mimo to na wskroś zepsute. Szerzy się ta choroba coraz bardziej. Zawsze były w tym kraju bardzo niebezpieczne okolice. I są tutaj po dziś bardzo ciemne miejsca.

lecz pozostał jeszcze gdzieniegdzie wierny  

J. R. R. Tolkien Dwie Wieże, tom II https://web.archive.org/web/20130913190158/https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=5404&Itemid=80

[to zachęta do wchodzenia do Archiwum MD]

====================================

 … Świat się zmienił, lecz pozostał jeszcze gdzieniegdzie wierny.

– Co chcesz przez to powiedzieć? – spytał Pippin. – Kto jest wierny?

– Drzewa i entowie – odparł Drzewiec. – Sam nie wszystko z tego, co się dzieje, rozumiem, więc nie mogę wam wytłumaczyć. Niektórzy z nas są po dziś dzień prawdziwymi entami i na swój sposób mają dużo życia w sobie, wielu jednak ogarnia już senność i drzewieją, jeśli tak można rzec. Większość drzew to po prostu tylko drzewa, lecz są między nimi na pół zbudzone. A niektóre zbudziły się na dobre i są, no… jak by to powiedzieć?… entowate.

I te przemiany dokonują się ciągle. Otóż przekonacie się, że niektóre spośród drzew mają złe serca. Nie mam na myśli spróchniałego rdzenia, nie, chodzi o coś zupełnie innego. Znałem na przykład kilka zacnych starych wierzb nad Rzeką Entów; niestety, od dawna już ich nie ma! Były do cna zbutwiałe w środku, rozsypywały się w proch, ale zostały do końca ciche i łagodne, jak świeżo rozkwitły liść.

A są w dolinach pod górami drzewa zdrowe jak rydz i mimo to na wskroś zepsute. Szerzy się ta choroba coraz bardziej. Zawsze były w tym kraju bardzo niebezpieczne okolice. I są tutaj po dziś bardzo ciemne miejsca.

Tylko dla uczonych: Scholastyczna rewolucja w pojmowaniu czasu według Pierre Duhema.

Scholastyczna rewolucja w pojmowaniu czasu według Pierre Duhema.

Krystian Zawistowski 23 styczeń 2023

W dynamice, elektrodynamice, mechanice kwantowej i wielu innych teoriach podstawowe równania zawierają pochodne wielkości po czasie. Dobrze znaną wielkością tego typu jest szybkość, pochodna długości toru ruchu po czasie. Czas w fizyce jest pewnym dodatkowym wymiarem, zbliżonym do trzech wymiarów przestrzennych. Wybierając punkt w przestrzeni i punkt w czasie otrzymujemy zdarzenie. Łącząc wiele takich punktów otrzymujemy ciąg, który może być na przykład częścią toru ruchu. Ten model po dziś dzień leży u podstaw wielu teorii fizycznych, np. Ogólnej Teorii Względności.

Nie zawsze myślano jednak o czasie tak, jak się myśli obecnie. Według dawnej teorii arystotelików to, co postrzegamy jako upływ czasu jest wynikiem ruchu ciał niebieskich – a dokładnie to pewnych “instynktów”, które one mają, jako żyjące istoty. Rozważmy przykład: wyobraźmy sobie tor ruchu ciała x(t) i położenie kątowe Słońca a = v t, gdzie v jest pozorną prędkością kątową. Możemy wyrazić x(a) – tor ruchu w zależności od pozycji Słońca na niebie. Tym sposobem pozbywamy się czasu wyrażonego jawnie, jako “czwartego wymiaru” fizyków. Nadal można, w naturalny sposób, liczyć dni, jako rewolucje Ziemi. Ktoś mógłby obliczyć nawet prędkość – np pewien człowiek może przejść 40 kilometrów w ciągu dnia.

Szkopuł jednak w tym, że wówczas tory ruchu istnieją wyłącznie relatywnie, w odniesieniu do innych torów ruchów i procesów zachodzących w czasie (niezależnie, czy użyjemy za wzorzec Słońca, czy klepsydry czy jakiegoś wahadła). Człowiek nauczony tylko takiego postrzegania rzeczywistości nie wpadnie łatwo na to, że upływ czasu istnieje niezależnie. Co więcej, według arystotelików wszystko musi mieć przyczynę, którą można poznać przez rozum i obserwację – to była ich główna zasada, której można przypisać pewne istotne walory. Chcąc mieć przyczynę, dlaczego czas płynie można wybrać jakiś jeden uprzywilejowany ruch – na przykład ruch ciał niebieskich, które u starożytnych były istotami boskimi i były stworzone z niebiańskiej materii. Najlepiej nadaje się Słońce, którego wpływ powoduje cykl dnia i nocy, a także pór roku. Skoro więc Słońce powoduje jedne zjawiska przyrodnicze, to może powodować też inne.

Z powyższego wynika (zdaniem arystotelików), że gdyby Słońce się zatrzymało, to zatrzymałyby się też wszystkie procesy i ruchy na Ziemi. Gdyby Słońce przyspieszyło dwukrotnie to wszystkie ruchy by przyspieszyły. Co więcej, musi istnieć jedna uprzywilejowany system, który powoduje upływ czasu – gdyby było ich wiele implikowałoby to sprzeczność. To znaczy z kolei, że może istnieć tylko jeden układ planetarny. Co więcej, skoro jedno ciało niebieskie ma tak ogromny wpływ na rzeczywistość, to, prawdopodobnie, inne ciała niebieskie też go posiadają w jakimś zakresie – trzeba go tylko odkryć. Stąd prosta droga do wróżbiarstwa z gwiazd (cieszącego się wśród starożytnych wielką estymą jako zajęcie dla inteligentnych ludzi) i teorii wiecznych cykli – że co 36 tysięcy lat, gdy planety powracają do tego samego punktu, wszystkie wydarzenia się powtarzają. Oto telegraficzny zarys kosmologii starożytnego świata.

Dziś łatwo deprecjonować powyższe jako absurd. Niemniej będzie to oznaką braku wnikliwości:

a) bez nowożytnej dynamiki udowodnienie, że czas wcale się nie zatrzyma, gdy Słońce się zatrzyma będzie bardzo trudne.

b) motyw wpływu ruchomych mas na czasoprzestrzeń pojawiał się w nauce nie raz – można np. wskazać hipotetyczne zjawisko wleczenia eteru elektromagnetycznego, albo mikroskopijny efekt wleczenia układów inercjalnych w Ogólnej Teorii Względności.

Doktryna Arystotelesa ma pewne istotne problemy: trudno wskazać różnice między zatrzymaniem się czasu, a spoczynkiem, a także między punktem czasu, a małym interwałem czasu. Te dwa niezrozumienia są głównym motywem paradoksu strzały Zenona, (wraz z analogicznym problemem miejsca i położenia) – i jest jasne, że doktryna ta nie pozwala łatwo go rozwiązać (bo “przyczyna czasu” – ruch Słońca podlega takim samym problemom jak ruch strzały). Oto paradoks Zenona (cyt. z „Fizyki” Arystotelesa):

“Jeśli wszystko, jeśli zajmuje równą przestrzeń jest w spoczynku w danym momencie czasu i jeśli coś, co jest w ruchu zawsze zajmuje taką przestrzeń w każdym momencie, lecąca strzała jest w bezruchu w jednym punkcie czasu i w kolejnym punkcie, ale jeśli weźmiemy dwa punkty jako ten sam albo też ciągły punkt czasu, to jest w ruchu.”

Dla nas rozwiązanie jest trywialne, bo rozumiemy lepiej małe i infinitezymalne (nieskończenie małe) przedziały czasu. “Punkt czasu” jest pojęciem używanym np. gdy mówimy, że zdjęcie wykonano o 10:00. Naprawdę wykonywano je przez krótką chwilę (czas otwarcia migawki), a nie w punkcie czasu, a czas rozpoczęcia znamy tylko z pewną dokładnością. A jeśli rozważymy prędkość chwilową strzały, to jest jasnym, że im mniejszy interwał czasu rozważymy tym mniejszą drogę ona pokona – w spoczynku jednak będzie tylko wtedy, gdy interwał zrównamy do zera.

Ta zbieżność do zera w czasie jest kluczowa dla rachunku różniczkowego. Ktoś mógłby zapytać – czy jeśli będę rozważał coraz mniejsze interwały czasu i coraz mniejsze przesunięcia strzały, to czy ich iloraz będzie zbiegał do wielkości stałej. Ten iloraz to właśnie jest prędkość chwilowa i zarazem przykład użycia rachunku różniczkowego. Do tego jednak trzeba zrozumieć czas lepiej, niż starożytni.

Inną ważną dla nowożytnej nauki obserwacją jest to, że planety Układu Słonecznego to zwykłe ciała materialne, a nie boskie intelekty. Pomysł, że planety są materialne i obdarzone czymś w rodzaju energii kinetycznej wymyślił już chrześcijanin Jan Filopon w Viw., ale nie znalazł on przez dłuższy czas kontynuatorów.

Oto są problemy które trzeba było pokonać. Nawet do XIII wieku zwolennicy Arystotelesa – jak Awerroiści czy Robertus Angelus (DH 297) utrzymywali, że bez dziennego ruchu Słońca na niebie w ogóle nie byłoby czasu.

Pierre Duhem (DH 295) w “Le Systeme du Monde” wskazuje początek przełomu na koniec XIII wieku, co jest związane z potępieniami paryskimi 1277, które nazywa on “certyfikatem urodzenia nowożytnej nauki”. O ile wcześniej próbowano uzgodnić arystotelizm z teologią przez dość zachowawcze poprawki, o tyle po 1277 przyszła radykalna rewizja. Wtedy to bł. John Duns Scotus (dziś znany głównie z wkładu w dogmat o Niepokalanym Poczęciu) opracował następującą tezę: nawet gdyby niebiosa się zatrzymały, albo nawet gdyby nie istniały, czas nadal będzie płynął i mierzył ruch. Co więcej, nawet gdyby wszystkie ruchy się zatrzymały, to i tak czas będzie płynął i mierzył długość spoczynku.

Duns potrzebuje tu zrobić parę kluczowych rozróżnień.
Po pierwsze (według arystotelików) wielkość obiektu jest wynikiem miary obiektu (“zależy esencjalnie” od miary) – w pewnym sensie: sterta siana o masie 1000 funtów jest złożona z 1000 części po 1 funt każda, a lina o długości 10 stóp z 10 części po 1 stopie. Inaczej jest jednak, gdy użyjemy liny z odrysowaną podziałką, by zmierzyć wzrost człowieka: wówczas wzrost człowieka (np 6 stóp) nie zależy esencjalnie od miary, tj kawałka liny o długości 1 stopy. Niekoniecznie więc, wskazuje Duns, pomiar czasu przy użyciu Słońca zakłada rzeczywistą (“esencjalną”) zależność. Raczej mierzymy jeden ruch w oparciu o drugi w sposób arbitralny. Dlatego też, wskazuje Duns, nawet gdyby Słońce się zatrzymało, to i tak można nadal mierzyć czas w oparciu o długość dnia.

Po drugie, “nawet gdyby ruch nie istniał, to może istnieć spoczynek” (DH 296). To znaczy, ciało może zachowywać się dokładnie tak samo jak się zachowuje: tzn może się nie poruszać, może nie zmieniać koloru ani kształtu ani temperatury i tak dalej. Spoczynek może istnieć w czasie, który płynie, nawet gdy nie istnieje żaden ruch – zauważa Duns. Jakiś byt rozumny mógłby postrzegać bryłę metalu, która nie rusza się ani nie zmienia w żaden sposób i w myślach liczyć kolejne przedziały tego trwania w bezruchu. Tak oto otrzymujemy czas niezależny od ruchu ciał niebieskich – potencjalny i prywatny. Potencjalny – nie istnieje tu i teraz, ale ma możność stawania się. Prywatny – to znaczy będący wytworem myśli człowieka. Na tym jednak Duns nie poprzestaje – raczej wykazuje, że czas nie jest prywatny. To znaczy okres czasu może być znany w sposób obiektywny o ile ustalimy miarę tego czasu i miarą może być ruch Słońca i księżyca, albo też coś innego (w naszym wypadku sekundy, godziny itd). Podobnie długość płótna można odmierzyć łokciem, albo sążniem i miara ta może różnić się nieco, jeśli różni ludzie będą używać swoich łokci – ale to nie ma żadnego związku z istnieniem płótna i tym, że jego długość jest wielkością obiektywną.

Czas Dunsa nie jest czasem istniejącym tylko w umyśle, ale czasem uniwersalnym. Jest to przeciwne zarówno teorii arystotelików, jak i tej św. Augustyna – i spełnia warunki postawione w potępieniu biskupa Tempiera z 1277. (DH 299) (Niech będzie wyklęty, kto by nauczał, że)

(79) Gdyby niebiosa stały w miejscu, ogień nie paliłby lnu, bo czas by nie istniał”

(86) Czas i wieczność nie maja istnienia w rzeczywistości, ale tylko w umyśle.”

Duns był aktywny nieco później (urodził się w 1266) i jest oczywiste, że główną siłą napędową powyższych rozważań była potrzeba uzgodnienia filozofii z teologią.

Teza o tym, że czas by się zatrzymał, gdyby Słońce się zatrzymało była niezgodna z religią katolicką. Duns wskazuje na to dwa argumenty:

– Podczas bitwy Jozuego z Filistynami słońce się zatrzymało, ale nie powstrzymało to upływu czasu.

– Po zmartwychwstaniu (na końcu świata) niebiosa się zatrzymają, a ruch będzie nadal możliwy.

Nieco młodszy od Dunsa (ur. 1280) Piotr Auriol rozwinął nieco argument na to, że czas nie jest prywatny. Tutaj też główną metodą jest analiza semantyczna. Fizyka Arystotelesa jest związana z pewnym stosunkiem języka do rzeczywistości – więc chcąc wiedzieć, czym jest czas, doktorzy scholastyczni badali, co mamy myśli mówiąc “czas”.

Auriol wskazuje, że czymś innym jest czas jako fenomen i czas jako miara wielkości. Czas sam w sobie jest jego zdaniem “niczym więcej niż tym co było i tym co będzie, do czego dodajemy ciągłość” (DH 300). To znaczy, pewne stany rzeczy następują po sobie, w sukcesji w sposób ciągły, podobnie jak to ma miejsce w ruchu, albo dowolnym innym procesie fizycznym zależnym od czasu. Tak zdefiniowany czas (wskazuje Duhem) “nie ma części” – gdyż “jest sukcesją części”, podobnie jak wielkość ciągła nie ma części w tym sensie. Inaczej jednak jest, gdy mówimy o wielkości czasu – wówczas wielkość ciągła jest złączona z innymi wielkościami, przez to, że ją wyrażamy przez inne wielkości. Na przykład: „ten okres czasu trwa dwa dni”, „ta lina ma trzy metry” i tak dalej. To pozwala powtórzyć z większą jasnością rozumowanie Dunsa, że czas nie jest tworem umysłu.

Kolejnym filozofem, którego wspomnimy jest Franciszek de Marchia, zmarły w 1344. Odpowiadając na zagadnienie, czy “czas jest czymś innym od ruchu” poczynił on pewne intrygujące obserwacje (DH 321), na przykład:

”Jak miejsce i ciało, które w tym miejscu lokujemy zachowują się w stosunku do siebie? Termin ‘miejsce’ nie tylko opisuje pewną objętość, ale relację tej objętości, do ciała, które ona zawiera. To samo mogę powiedzieć o ruchu (przemianie – K.Z.) i czasie. Czas nie jest tożsamy z ruchem, gdyż podobnie opisuje pewną relację ruchów do ruchu, który mierzy wszystkie inne. ”

Potem zaś dodaje “Więc gdy nazywamy ruch pierwszych niebios czasem, mamy na myśli ten ruch w relacji do innych ruchów”. Jest to inny argument niż Dunsa Szkota i co innego tutaj się demaskuje. Logiczną pułapką było traktowanie słowa “czas” podobnie do rzeczowników posiadających definicję ostensywną (można zdefiniować słowo “kot” albo “deska” przez wskazanie obrazka, albo zbioru obrazków). Myślenie o języku w ten sposób jest bardzo naturalne, ale zawodzi w wypadku abstrakcyjnych terminów, jak “miejsce”, albo “czas” właśnie. Można na coś wskazać i nazwać to “czas”, tylko definicja taka będzie chybiona.

Ostatnim scholastykiem, którego chciałbym tu przytoczyć był Mikołaj Bonet, biskup Malty (zm. 1343) – czwarty z rzędu franciszkanin. Pracując nad zagadnieniami miejsca i czasu poczynił on ważną obserwację i opracował ją wyczerpująco i w szczegółach. Bonet zauważa, że trzeba świadomie rozgraniczyć, o jak rzeczywistych obiektach mówimy (albo o jak abstrakcyjnych). Czy istnieje absolutnie nieruchome ciało, względem którego poruszają się inne? Bonet (DH 352) wskazuje, że bezsensownym jest szukać rzeczywistego obiektu tego rodzaju, bo wszystkie ciała są zdolne do jakiegoś ruchu. Da się wskazać jakąś objętość przestrzeni i powiedzieć – o tutaj, to jest mój punkt odniesienia – ale nie wskazujemy w ten sposób rzeczywistego obiektu, tylko obiekt matematyczny, który istnieje wyłącznie w naszych myślach. Takie koncepcyjne obiekty mogą “mieć większą lub mniejszą abstrakcję”, ciało może być pomyślane, jako mające taką czy inną substancję, czy własność fizyczną.

Podobnie mówiąc “linia” zdaniem Boneta mówimy zupełnie co innego w sensie rzeczywistym i w sensie matematycznym. Linia matematyka (DH 357) to pewien odcinek ustalonej długości, niezwiązany z żadną materią, ani cechami fizycznymi. Linia rzeczywista to może być kij, sznur itd – długość takiej linii może się nawet zmienić przez rozciągnięcie, albo przycięcie.

“Matematyk abstrahuje od zmian, jakiemu podlega przedmiot; więc linia tak rozumiana nie zmienia się w żaden sposób gdy zmienia się jej przedmiot. (…) To samo trzeba stwierdzić [o czasie]. Matematyk rozważa długość ruchu dziennego (tzn. Słońca) i oddziela, przez abstrakcję, wszelką materię i wszelki ruch.”

W ten intuicyjny sposób, Bonet stwierdza, że nawet jeśli Słońce pewnego dnia przyspieszy albo zwolni to czas będzie płynął tak samo – dzień matematyczny pozostanie okresem 24 godzin, dzień fizyczny zaś się zmieni. Powyższe rozumowanie powinno być znajome dla każdego naukowca, bo w fizyce powtarza się ono wiele razy. Stosując np II zasadę Newtona do poruszającego samochodu, abstrahujemy od tego, z czego on jest zrobiony, jaki ma kształt, dlaczego jedzie i tak dalej. Rozważamy tylko ile waży, jak przyspiesza i jakie siły nań działają. Bonet położył też fundament pod nowożytne pojęcie układu inercjalnego, wskazując na niemożność znalezienia absolutnie nieruchomego ciała w rzeczywistości fizycznej.

Oto ledwie urywki 100 lat historii, które wywróciły kompletnie pojmowanie czasu przez Europejczyków – znacznie więcej można znaleźć w dziele Duhema, które gorąco polecam.

Nie sądzę, aby dodano do tego wiele przez kolejne 500 lat, to jest do momentu, gdy teoria elektrodynamiki położyła fundament pod szczególną teorię względności. Niektórzy pisząc dziś o tezie Duhema, o średniowiecznych początkach nauki, skupiają się na pierwszych konkretnych efektach – np odkryciach z dynamiki u Buridana, Oresme, de Soto i innych. Moim zdaniem bardziej albo tak samo istotny jest aparat pojęciowy wytworzony przez scholastyków i jego ogromny, długoterminowy wpływ na europejską myśl naukową. Nie muszę już snuć hipotez o przyczynach, gdy widzę pojęcia które mógłby wymyślić nowożytny fizyk, opisane w XIIIw., niewiele później, niż dużo bardziej archaiczne i chybione teorie późnych arystotelików.

To uważam za jeden z najistotniejszych fundament ruchu naukowego, obok wynikającej z Księgi Mądrości tezy o istnieniu uporządkowanego, zrozumiałego porządku świata, (którą to cytował Newton i inni uczeni) i obok serii nieprawdopodobnych w świetle obowiązującej nauki faktów, które przewidzieli teologowie w potępieniach z 1277. Nie sposób przecenić, jak wielką i chwalebną filozofią jest scholastycyzm, gdy porówna się jego poznawcze dokonania do wszelkich innych prądów myślowych. Jedynie nieliczni filozofowie położyli na tym polu pewne istotne zasługi (Ernst Mach, główny nasz bohater Pierre Duhem, czy też aktywny dość późno Karl Popper i jego następcy), a prawie wszyscy inni tkwili z godnym lepszej sprawy uporem w dziś całkowicie obalonych wymysłach. Można to podsumować słowami samego Duhema: “Jak chrześcijanin mógłby za to nie dziękować Bogu”.

Na marginesie dodam, że wielką pracę wykonał też redaktor wersji angielskiej R. Ariew, który przełożył i wydał akurat te fragmenty wielotomowego “Le Systeme du Monde” pod tytułem “Medieval Cosmology: Theories of Infinity, Place, Time Void and the Plurality of the Worlds”. Pozostaje liczyć, że podobna książka kiedyś ukaże się po polsku.

(DH) Pierre Duhem “Medieval Cosomology” – edited by Roger Ariew,