Majówkowe rozterki

Majówkowe rozterki

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)  •  7 maja 2023 tekst

Od kiedy ludzkość zaczęła walczyć z klimatem, ten najwyraźniej też się zbuntował i w rezultacie nic nie jest takie, jak było poprzednio, kiedy ludzkość z klimatem jakoś się dogadywała. Zimy są ciepłe, z wyjątkiem Ameryki, gdzie na złość klimatowi proklamowano globalne ocieplenie – za to wiosna nie może się przebić przez „bąble zimna”, które co i rusz napływają do nas z Arktyki. Ma to przełożenie na sytuację polityczną, bo zapowiadana od miesięcy zwycięska ofensywa na Ukrainie nie może się rozpocząć z powodu błota i w rezultacie zatwierdzone przez prezydenta Bidena ostateczne zwycięstwo nadchodzi z opóźnieniem eee – nieokreślonej długości. Nadzieja w globalnym ociepleniu, które wreszcie powinno nadejść i błoto osuszyć, no ale wtedy znowu może podnieść się kurz, na który tak uskarżał się w przeszłości feldmarszałek Erich von Manstein. A co będzie, gdy zamiast gorącego lata rozpoczną się słoty, niczym w jesieni? Błoto może być od tego jeszcze większe, a wtedy zwycięską ofensywę trzeba będzie przełożyć na jakąś stosowniejszą porę. Jak się okazuje, biednemu wiatr zawsze w oczy, ale nie takie trudności były pokonywane dzięki fanatycznej woli zwycięstwa, które w dodatku zostało już zatwierdzone.

Wszystkie koła kręcą się tedy dla zwycięstwa, do którego pragnie dołożyć się również nasz nieszczęśliwy kraj – jak przystało na mocarstwo światowe. Oto niezależna prokuratura przejęła na własne konto z Santander Banku pieniądze rosyjskiej ambasady w Warszawie, które od początku wojny na Ukrainie zostały zablokowane pod pretekstem, że mogą być wykorzystane do wspierania terroryzmu, albo prania brudnych pieniędzy. Te zwycięską operację nazwano „zmianą formy prawnej”, co z pewnością zostanie wykorzystane przez adwokatów, broniących osoby podejrzane przed niezawisłymi sądami. Okazuje się, jak wiele racji miał Józef Stalin, przywiązując taką wagę do językoznawstwa. „Zmiana formy prawnej” – niby drobiazg, a jak ubogaca życie!

Skoro tedy sfery rządowe włączyły się do walki o zwycięstwo, to nieprzejednana opozycja nie mogła czekać bezczynnie, zwłaszcza, że już tylko kilka miesięcy dzieli nas od wyborów. Toteż prezydent Warszawy, pan Trzaskowski, nakazał przeprowadzenie „egzekucji komorniczej”, to znaczy – przejęcia budynku przy ulicy Kieleckiej w Warszawie, gdzie dotychczas mieściła się szkoła dla dzieci rosyjskich dyplomatów. Rosyjski ambasador zapowiedział reakcję, ale na razie sprowadziła się ona do wezwania polskiego charge d’affaires w Moskwie do MSZ – jeśli oczywiście nie liczyć tajemniczego obiektu, który spadł na las pod Bydgoszczą, a który Judenrat „Gazety Wyborczej” zidentyfikował, jako ruską rakietę. Nasza niezwyciężona armia na razie jeszcze nie wie, co powiedzieć, a zwłaszcza – jak to się stało, że nikt niczego nie zauważył, aż dopiero przypadkowy przechodzień odkrył zagadkowe znalezisko. Podobno rakietę tę śledziły „samoloty NATO”, ale nadal nie wiemy, kto ją wystrzelił, dlaczego była bez prochu, a przede wszystkim – dlaczego spadła na las pod Bydgoszczą? W tej sprawie zabrał głos Książę-Małżonek, najwyraźniej zaniepokojony, że „obiekt” spadł akurat pod Bydgoszczą – a przecież stamtąd już nie tak daleko do Chobielina, w którym Książę-Małżonek ma swój pałacyk. Okazuje się, że nie jest bezpiecznie, chociaż z drugiej strony, skoro jest wojna, to muszą być i ofiary – a nie ma przecież takich poświęceń, których nie można by ponieść dla ostatecznego zwycięstwa i dla Polski.

Tymczasem 1 maja pan prezydent Andrzej Duda i pan premier Mateusz Morawiecki świętowali 19 rocznicę Anschlussu w ramach którego Polska, jak i pozostałe państwa Europy Środkowej, zostały przyłączone do Unii Europejskiej. Nastąpiło to, jak pamiętamy, wskutek referendum akcesyjnego w czerwcu 2003 roku, w trakcie którego Unię Europejską stręczyli Polakom nie tylko przedstawiciele obozu patriotycznego z Naczelnikiem Państwa na czele, ale również – działacze Volksdeutsche Partei z Donaldem Tuskiem. Dziesięć lat przedtem wszedł w życie traktat z Maastricht, który w zasadniczy sposób zmienił formułę funkcjonowania Wspólnot Europejskich, odchodząc od formuły konfederacji, czyli związku państw, ku formule federacji, czyli państwa związkowego. W rezultacie, podobnie jak w rezultacie ratyfikacji traktatu lizbońskiego w roku 2009, Polska z roku na rok wyzbywa się kolejnych atrybutów suwerenności.

O tym, jak daleko na tej drodze zaszliśmy, świadczy fakt, że pan Telus, minister rolnictwa, w apogeum afery z ukraińskim zbożem, które zalega w polskich magazynach odgrażał się, że napisze podanie do Komisji Europejskiej, żeby wprowadziła cła na import rolny z Ukrainy. Ponieważ takie podania napisały też innego bantustany graniczące z Ukrainą, Komisja Europejska wprawdzie nie wprowadziła ceł, ale ustanowiła embargo na ukraińskie produkty rolne, co szalenie zirytowało prezydenta Zełeńskiego, któremu tamtejsi oligarchowie – właściciele latyfundiów po pół miliona i więcej hektarów, musieli w związku z tym natrzeć uszu. Żeby zatrzeć to niemiłe wrażenie, pan prezydent Duda i pan premier Morawiecki zapowiedzieli, że podczas swojej prezydencji w Unii Polska będzie forsowała zacieśnianie współpracy ze Stanami Zjednoczonymi i forsowała przyjęcie do Unii Ukrainy – jeszcze nie wiadomo, czy jako odrębnego państwa, czy też – jako „Ukropolin” – jeśli wcześniej, zgodnie z postulatem sformułowanym przez „Foreign Policy”, „zleje” się ona z Polską.

Za to ugrupowania lewicowe po staremu obchodziły „Święto Pracy”, domagając się „godnej płacy”. Okazuje się, że nic się nie zmieniło od czasów międzywojennych, kiedy to w utworze „Wiosna poety proletariackiego” poeta pisał: „I znowu wiosnę widzą me klasowo nastawione oczy. Precz z rządem! Wiwat KPP – i półgodzinny dzień roboczy!” Lewica na razie domaga się dnia ośmiogodzinnego – i „ani minuty dłużej” – ale do wyborów jeszcze kilka miesięcy, więc myślę, że do października dojdziemy i do półgodzinnego dnia roboczego.

A tu zaraz już 3 maja, kiedy to w Polsce mamy święto podwójne: rocznicę konstytucji, która – jak pamiętamy – ograniczała demokrację, no i kościelne święto Matki Boskiej, Królowej Polski. Szkoda, że to drugie jest tylko świętem kościelnym, chociaż niechęć do obchodzenia go jako święta również państwowego, jest zrozumiała. Skoro Matka Boska jest Królową Polski, to kim w takim razie jest pan prezydent Andrzej Duda? Pan premier Morawiecki mógłby ostatecznie uchodzić za Jej pierwszego ministra, ale bardzo nielojalnego, podobnie jak i nieżyjący prezydent Lech Kaczyński, który ratyfikował traktat lizboński nie tylko bez zapytania o zdanie „narodu”, którego był tylko wynajętym przedstawicielem, ale również Królowej, której królestwem tak frymarczył. Toteż nic dziwnego, że nawet wśród Przewielebnego Duchowieństwa widoczna jest tendencja, by Matkę Boską, jako Królowę Polski traktować jedynie symbolicznie, chociaż godność królewską władze Rzeczypospolitej nadały Jej lege artis, a żadna władza polska, ani zaborcza – abstrahując już od jej kompetencji w tej sprawie – nigdy tej decyzji nie uchyliła. Biorąc zaś pod uwagę dogmat o Wniebowzięciu Najświętszej Marii Panny, wyniesienie Jej do godności Królowej Polski nie dotyczyło osoby zmarłej, tylko żyjącej.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Przejęcie „Rzeczpospolitej”. Bank ten finansuje m.in. ruchy LGBT czy zielone. Został założony przez antropozofów.

Przejęcie „Rzeczpospolitej”. Bank ten finansuje m.in. ruchy LGBT czy zielone. Został założony przez antropozofów.

Kto stoi za przejęciem „Rzeczpospolitej”. Ideologiczny rodowód niemieckiego GLS Bank

niemcy-chca-miec-wplyw

Zagraniczny fundusz wykupił 40 proc. spółki Gremi Media, wydawcy „Rzeczypospolitej”, a transakcję – kierując się politycznymi pobudkami – sfinansował niemiecki bank GLS. Cezary Gmyz, korespondent TVP w Berlinie, wskazuje na ideologiczny rodowód instytucji, nastawionej nie na zysk, ale promowanie skrajnie lewicowej ideologii. Co kryje się za niemieckimi przejęciami mediów w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej?

============================

„Zobowiązanie, które się opłaca” – tak niemieckie Deutsche Welle opisuje mechanizm i cele zakupu Gremi – wydawcy „Rzeczypospolitej” przez Pluralis. 

Korespondent TVP w Berlinie Cezary Gmyz wskazuje, że to ciekawa transakcja, ale ciekawa jest też sama instytucja, która ją finansuje. 

 Gmyz: Bank założony przez antropozofów 

 – Nie jest to zwykły bank. To bank, który nie jest nastawiony [..głównie.. md] na zysk, ale na promowanie ideologii skrajnie lewicowej. Bank ten finansuje m.in. ruchy LGBT czy zielone. Został założony przez tzw. antropozofów, czyli ludzi związanych z ruchem waldorfowskim. To ruch, który ma już ponad 100 lat i jest postrzegany często jako konkurencja czy firma niechętna chrześcijaństwu – wyjaśnia korespondent Telewizji Polskiej.  

Zauważa przy tym, że w kontekście kontroli nad mediami na rynku niemieckich, to mamy do czynienia z całkowicie inną sytuacja niż w Polsce. Tam – tłumaczy korespondent – „znakomita większość, niemal 100 proc., to media niemieckie”, a wszelkie próby wprowadzenia na niemiecki rynek czasopism zagranicznych spełzły na niczym.  

Niemiecki rynek medialny – czyli „kapitał ma znaczenie” 

Wspomniał m.in. nieudaną próbę wejścia „Financial Times”, konkurencji dla niemieckiego dziennika ekonomicznego „Handelsblatt”. Nieudaną – bo spotykała się m.in. z niechęcią reklamodawców.  

– Jeszcze bardziej spektakularnym przykładem był przypadek „Berliner Zeitung”, którą w pierwszej dekadzie XXI wieku przejął brytyjski magnat prasowy David Montgomery i natychmiast rozpoczęła się nagonka. Najłagodniejszym określeniem, jakim go nazywano, była „szarańcza”; po trzech latach wszystkie swoje niemieckie interesy sprzedał wydawcy niemieckiemu. Podobnie jest na rynku niemieckich mediów elektronicznych – wyjaśnia Gmyz.  

Czemu samolot polskiej Straży Granicznej szwenda się nad Morzem Czarnym? Polska straciła kontrolę? Czy chce być „od morza do morza”?

Czemu Samolot polskiej Straży Granicznej szwenda się nad Morzem Czarnym? Polska straciła kontrolę?

Samolot polskiej Straży Granicznej kontra rosyjski myśliwiec. Polska załoga straciła kontrolę nad maszyną polska-stracila-kontrole

Do samolotu polskiej Straży Granicznej, biorącego udział w misji Frontex-u, nad Morzem Czarnym trzy razy zbliżył się rosyjski myśliwiec, który wykonał agresywne i niebezpieczne manewry – podała PAP rzeczniczka SG por. Anna Michalska. Podczas zdarzenia polska załoga utraciła chwilowo kontrolę nad samolotem i straciła wysokość.

Rzeczniczka Straży Granicznej por. Michalska przekazała PAP, że do zdarzenia nad Morzem Czarnym doszło w piątek, 5 maja. „Podczas lotu patrolowego samolotu Turbolet L-410 polskiej Straży Granicznej, podczas operacji Frontex pod dowództwem Rumunii, na terenie operacyjnym wyznaczonym przez Rumunię, miało miejsce niebezpieczne zdarzenie” – przekazała porucznik.

„Dwusilnikowy rosyjski myśliwiec SU 35 wleciał bez żadnego kontaktu radiowego na teren operacyjny wyznaczony przez Rumunię, po czym wykonał agresywne i niebezpieczne manewry — trzy podejścia do polskiego samolotu bez bezpiecznej separacji. W efekcie tego zdarzenia doszło do dużej turbulencji samolotu polskiej Straży Granicznej” – wyjaśniła Michalska.

Wskazała, że podczas zdarzenia z rosyjskim myśliwcem 5-osobowa załoga polskich funkcjonariuszy SG utraciła chwilowo kontrolę nad samolotem i straciła wysokość. „Rosyjski samolot bojowy wykonał też przelot tuż przed samym dziobem samolotu SG, przecinając tor jego lotu w niebezpieczniej odległości. Według oceny załogi samolotu wynosiła ona około 5 metrów. Po trzecim podejściu rosyjski myśliwiec oddalił się od polskiego samolotu” – podała rzeczniczka SG.

„Załoga, w tym przede wszystkim dwoje pilotów (funkcjonariusz i funkcjonariuszka SG), wykazała się doskonałymi umiejętnościami i dużym opanowaniem, dzięki czemu udało się jej bezpiecznie wylądować” – zaznaczyła.

Podkreśliła, że załoga samolotu Straży Granicznej Turbolet L 410 – dwóch pilotów i trzech operatów systemów lotniczych – to funkcjonariusze I Wydziału Lotniczego Biura Lotnictwa Straży Granicznej w Gdańsku.

Funkcjonariusze Biura Lotnictwa Straży Granicznej w misji Frontex – JO MMO Black Sea 2023 biorą udział od 19 kwietnia 2023. W tym roku jest to druga operacja, w której biorą udział polscy funkcjonariusze SG. Pierwsza odbyła się na początku roku we Włoszech.

Co szykują? MSWiA chce, żeby przez lotnisko Rzeszów-Jasionka można było transportować materiały radioaktywne

Co szykują? MSWiA chce, żeby przez lotnisko Rzeszów-Jasionka można było transportować materiały radioaktywne

MSWiA proponuje w projekcie rozporządzenia dopisać lotnisko Rzeszów-Jasionka do wykazu przejść granicznych, przez które mogą być przewożone materiały jądrowe, źródła i odpady promieniotwórcze oraz wypalone paliwo jądrowe.

Zgodnie z opublikowanym projektem rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji zmieniającego rozporządzenie w sprawie wykazu przejść granicznych, przez które mogą być wwożone na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i wywożone z tego terytorium materiały jądrowe, źródła promieniotwórcze, urządzenia zawierające takie źródła, odpady promieniotwórcze i wypalone paliwo jądrowe, przewóz takich materiałów ma być możliwy także przez lotnisko Rzeszów-Jasionka.

Jak podkreśla się w uzasadnieniu, projekt został opracowany w związku z koniecznością zabezpieczenia możliwości wwozu i wywozu wskazanych materiałów przez rzeszowskie lotnisko, co spowodowane jest sytuacją geopolityczną oraz istotną rolą, jaką port lotniczy Rzeszów-Jasionka odgrywa w kontekście konfliktu zbrojnego na Ukrainie.

Zgodnie z obowiązującym rozporządzeniem, materiały jądrowe itp. mogą być przewożone przez przejścia graniczne: z Rosją drogowe w Bezledach, Grzechotkach i Gronowie, oraz przez kolejowe przejście Braniewo; z Białorusią przez drogowe przejścia Bobrowniki, Kukuryki i Kuźnica, oraz kolejowe w Terespolu; z Ukrainą: przez drogowe w Dorohusku, Korczowej i Medyce, oraz kolejowe przejścia Dorohusk i Przemyśl.

Dodatkowo do transportu materiałów radioaktywnych dopuszczone są morskie przejścia graniczne Gdańsk-Port, Gdynia, Szczecin i Świnoujście, a także lotniska; Gdańsk-Rębiechowo, Katowice-Pyrzowice, Kielce-Masłów, Kraków-Balice, Poznań-Ławica, Warszawa-Okęcie i Wrocław-Strachowice.

co mu namaścili – za tym parawanem?

co mu namaścili – za tym parawanem?

Inż. Alina@Warszawa

No cóż, nie udało mi się wszystkiego obejrzeć, szczególnie sceny kulminacyjnej, czyli namaszczenia nowego króla Wielkiej Brytanii Karola 3. 
 Z telewizyjnych komentarzy z Londynu dowiedziałam się jedynie, że było jakieś namaszczenie, ale za parawanem.

Najbardziej zaintrygował mnie komentarz jakiejś młodej dziennikarki TVP, która stwierdziła, że namaszczenie to „osobista i intymna sprawa”, więc pomimo wcześniejszych zapowiedzi, że być może Karol 3. zrezygnuje z parawanu,  parawan został. 
No i mam problem, bo czuję się niedoinformowana, co tam się za tym parawanem działo, a konkretnie (och te techniczne nawyki) która część (części) ciała nowego króla została namaszczona?

Gdyby to było czoło – parawan byłby niepotrzebny, bo głowa na pewno nie jest intymna! Więc co? Ja stawiam na królewskie faberge! Pokazywanie tych okolic zawsze odbywa się za parawanem, jest sprawą intymną i osobistą. Niestety nie wiem jak długo trwało to namaszczanie, bo może i inne intymne okolice zostały dokładnie namaszczone? A może całego go namaścili?

Tylko po co?

==========================

mail:

Karol jako następca tronu powiedział przemysłowcom i działaczom ochrony środowiska w St James’s Palace, że obliczył, iż zostało nam tylko 96 miesięcy [8 lat…] na uratowanie świata.
Wystąpił z oskarżeniem wobec społeczeństwa kapitalistycznego, że nie stać nas już na konsumpcjonizm i że „wiek wygody” się skończył.
Książę, który z pasją wypowiadał się na temat środowiska, powiedział, że jeśli świat nie zważy na jego ostrzeżenia, wszyscy staniemy w obliczu „koszmaru, który dla tak wielu z nas wyłania się na horyzoncie.” Cytat The Independent z 9 lipca 2009 r.

Czy władze Unii Europejskiej uprawiają praktyki satanistyczne i pedofilskie? Jawne oznaki nienawiści do dzieci.

Szokujące malowidła w Europarlamencie: Oznaki nienawiści do dzieci

Date: 5 Maggio 2023 Author: Uczta Baltazara

Parlament Europejski wielokrotnie przypominał o znaczeniu międzynarodowej konwencji dotyczącej praw dziecka. Nie sposób też zliczyć liczby rezolucji i dyrektyw, które przyjął w celu ochrony dzieci. Wreszcie, w Parlamencie Europejskim funkcjonuje także Inter-grupa ds. Prawa Dziecka.

Pomimo to, [czy może z tego powodu? md] w marcu 2023, w Parlamencie Europejskim pojawiły się «obrazy» szwedzkiej «artystki» Leny Birgitty Cronqvist Tunström przedstawiające dzieci krojące na kawałki inne dzieci lub topiące je. https://en.wikipedia.org/wiki/Lena_Cronqvist Makabryczne «dzieła» wiele mówią zarówno o osobowości ich autorki, jak i tych, którzy są jej zwolennikami. Potwierdzają również ideologiczną orientację instytucji europejskich.

Francuska europosłanka Aurélia Beigneux złożyła w związku tym faktem interpelację parlamentarną. Czytamy w niej: “Rzekomy świat artystyczny Leny Cronqvist przedstawia nagich dorosłych obok dzieci i niemowlęta wypatroszone lub włożone do słoików […] Perwersyjne obsesje artystki, moralnie wątpliwe same w sobie, nie powinny być nigdy wystawiane w Parlamencie Europejskim”. https://www.europarl.europa.eu/doceo/document/E-9-2023-000281_EN.html

Fakt, że tego rodzaju prezentacje są wystawiane w Parlamencie Europejskim, każe nam podejrzewać, że prawdziwa może być hipoteza, iż całkiem sporo posłów, jak również liczni politycy i biurokraci pracujący w Unii Europejskiej uprawiają praktyki satanistyczne i pedofilskie, a przynajmniej je popierają. W przeciwnym razie bardzo trudno jest wyjaśnić, jak to możliwe, że tak ohydne malowidła znalazły się na tak autorytatywnym forum. Wydaje się więc oczywiste, że ci, którzy sympatyzują z chorobliwą psychiką Cronqvist, pomogli jej w wystawieniu jej “prac”.

INFO: https://lanuovabq.it/it/dipinti-shock-alleuroparlamento-segni-dellodio-verso-i-bambini

Nie należy żyć na koszt innych. – Za tę oczywistość lewicowe media, w tym apostata oraz pedał – atakują biskupa.

„Nie można czuć się uprawnionym do tego, by żyć na koszt innych”. Za tę oczywistość lewicowe media atakują biskupa.

Kontrrewolucja.net zyc-na-koszt-innych

– Żaden chrześcijanin nie może czuć się uprawniony do tego, by nie pracować i żyć na koszt innych – powiedział biskup kaliski Damian Bryl podczas Mszy świętej z okazji 31 Ogólnopolskiej Pielgrzymki Robotników i Pracodawców do Narodowego Sanktuarium Świętego Józefa w Kaliszu. Jak się okazuje, ta oczywistość jest w niesmak neolewicowym mediom, które przypuściły za to atak na biskupa.

Przed Mszą świętą doszło do bulwersujących czynności, które niestety są utrwalone jako norma w kościołach w Polsce. Odczytywano list wysokiego państwowego urzędnika. Kobieta minister z kolei odczytała list od premiera. Ponadto związkowcy wygłaszali w kościele przemowy. [brrrrrr….md]

Natomiast podczas Mszy świętej w czasie kazania bp Bryl mówił, że praca jest szanowana, gdyż stanowi źródło bogactwa albo przynajmniej godnych warunków życia. Jest to też skuteczne narzędzie przeciwko ubóstwu.

– Ale nie wolno ulegać ubóstwieniu pracy, ponieważ nie można w niej odnaleźć ostatecznego i nieodwołalnego sensu życia. Praca ma istotne znaczenie dla życia człowieka, ale to Bóg, a nie praca, jest źródłem życia i celem człowieka – stwierdził hierarcha.

Przypomniał także o odpoczynku, który „pozwala ludziom wspominać i na nowo przeżywać boże dzieła, nabrać odpowiedniego stosunku i dystansu do pracy, nie pozwala zatopić się w pracy”.

– Pozwala zauważyć, że obok pracy są także inne wartości – rodzina, wiara, ojczyzna. Wszyscy potrzebujemy odpoczynku i dobrze przeżytej niedzieli – kontynuował biskup.

– Żaden chrześcijanin nie może czuć się uprawniony do tego, by nie pracować i żyć na koszt innych. Wszyscy są nakłaniani przez apostoła Pawła do tego, aby pracować własnymi rękami tak, by nie potrzebować nikogo i praktykować solidarność również materialną, dzieląc się owocami pracy z tymi, którzy znajdują się w potrzebie – stwierdził dalej bp Damian Bryl i dodał, że „lenistwo szkodzi ludzkiemu bytowaniu”.

Jak się okazuje, te ostatnie słowa wywołały wściekłość neolewicowych mediów. Anna Dryjańska na portalu natemat.pl oceniła już w tytule, że takie słowa „mają potencjał nagonki”. Słowa te wypowiedział cytowany w tekście prof. Tadeusz Bartoś, przedstawiony jako „teolog”.

– Człowiek słucha takiego kazania i zaczyna się zastanawiać, kto w jego otoczeniu jest pasożytem. Skoro bowiem chrześcijanin nie może czuć się uprawniony, by nie pracować, to jak nazwać tych, którzy nie zarabiają pieniędzy? – przekonuje Bartoś.

Co zabawne, drugi cytowany „teolog”, prof. Stanisław Obirek „wskazuje, że nazywanie pracy źródłem bogactwa jest nieporozumieniem”.

misyjne.pl / natemat.pl / kontrrewolucja.net

—————–

Obirek – przecież to apostata, były jezuita. MD

Bartoś – Laureat nagrody Hiacynt przyznawanej dorocznie przez Fundację Równości.

Hiacynt – nagroda przyznawana przez Fundację Równości za „zasługi dla tolerancji, równouprawnienia i walki z dyskryminacją”. Nagroda ma na celu pozytywne wyróżnienie osób i instytucji, dla których orientacja seksualna różna od heteroseksualnej jest rzeczą normalną i poprzez swoją działalność i postawę kształtują świadomość społeczną

Lumpen artyści

Lumpen artyści

  Małgorzata Todd  mtodd   

     Szanowni Państwo!
           Długi weekend był dla jednych okazją cieszenia się przyrodą, dla innych nudzeniem się przed telewizorem. Ci ostatni mogli przekonać się po raz enty, że kino skończyło się w XX wieku. Współcześni twórcy (nie tylko u nas) zdają się nie mieć złamanego pojęcia o tym, jak opowiedzieć interesującą, a właściwie jakąkolwiek historię. Jeśli nawet obejrzeli w życiu jakieś filmy, to nic z nich nie zrozumieli. Robią dziwaczne zbitki dowolnych scen, najważniejsze, by nasycić je wulgaryzmami, seksem i serial gotowy. Żadna logika nie obowiązuje, bo jako wymyślona przez białych mężczyzn, została odrzucona przez „postępowy Zachód” więc i przez naszych „prawdziwych artystów”. Krytyki bać się nie muszą, bo każdy może przecież wykupić pakiet komplementów. Ot, pochlebstwo towar, jak każdy inny.
           W maju 1945 roku nikt nas nie pytał, czy chcemy być poddanymi Stalina. Nowy okupant zdawał się mniej groźny od poprzedniego, bo nie obnosił się z demonstrowaniem terroru. Była jeszcze jedna różnica. Niemcy uważali się za lepszych rasowo, Rosjanie nie umieli nawet ukrywać własnej głupoty i chamstwa. Doznawali zapewne czegoś w rodzaju kompleksów wobec „burżujów”. Stąd do kultury specjalnie się nie mieszali. Na Zachodzie nie obowiązywały żadne wytyczne ideologiczne, a konkurencja wymagała jakości.
           W maju 2004 roku sami chcieliśmy przystąpić do Unii Europejskiej. Skąd mogliśmy przypuszczać, że będzie ona aspirowała do przekształcenia się w Związek Sowiecki Bis? Proces ten niestety trwa. Jesteśmy skazani na „solidarność europejską, praworządność”, biedę, antykulturę i nikt nas o zdanie nie pytał, nie pyta i zapewne nie zapyta.

Z pozdrowieniami

Małgorzata Todd

Wymyślili abstrakcje: „człowieka” oraz „obywatela”. To „nowoczesne bożki demoliberalnego Lelum-Polelum”

Wymyślili abstrakcje: „człowieka” oraz „obywatela”. To „nowoczesne bożki demoliberalnego Lelum-Polelum”

Prof. Bartyzel o „równości” w demokracji. „Stan konta bankowego jedynym kryterium zróżnicowania ??”

o-rownosci-w-demokracji

Profesor Jacek Bartyzel pisał o abstrakcyjnym rozumieniu człowieka, które ukuła „masońsko-rewolucyjna myśl polityczna” oraz „obywatela”. Jak podkreślił, są to „nowoczesne bożki demoliberalnego Lelum-Polelum”, które zamiast w Boga wierzą w „Deklarację Praw Człowieka i Obywatela”.

——————————

– Masońsko-rewolucyjna myśl polityczna wymyśliła nie tylko abstrakcyjnego „CZŁOWIEKA”, którego nikt dotąd (jak pisał de Maistre) nie znał, bo znano jedynie Francuzów, Włochów, Rosjan czy choćby z lektury Monteskiusza – Persów.

Zrobiła ona również wynalazek abstrakcyjnego OBYWATELA, toteż obie te figury nowoczesnych bożków, demoliberalnego Lelum-Polelum, zastępują Boga w sławetnej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela – napisał na Facebooku prof. Jacek Bartyzel.

– Ów citoyen pojawił się jak królik z kapelusza po to, żeby zniknęli realni ludzie w zróżnicowaniu swoich tożsamości stanowych i prowincjonalnych. Jest więc wytworem tej samej, mechanicystycznej logiki, która powołała do życia państwo-maszynę, śmiertelnego boga Lewiatana, zastępującego corpus mysticum politicum, a każdy „obywatel” jest tą anonimową i identyczną z innymi główką w łuskowatym cielsku Lewiatana na sławnym frontispisie drugiego wydania traktatu Hobbesa – dodał prof. Bartyzel.

Dalej wskazał, że „citoyens” są sobie równi, ponieważ „zanika wszelkie zróżnicowanie”.

– Ale równi w czym?

– We wszystkim, odpowiada z patosem doktryna egalitarna, z wyjątkiem stanu konta bankowego, co staje się jedynym kryterium zróżnicowania – podsumował prof. Jacek Bartyzel.

Światem wstrząsnął dreszcz oburzenia!! Męczeństwo Moniki Strzępki

Światem wstrząsnął dreszcz oburzenia!! Męczeństwo Moniki Strzępki

Stanisław Michalkiewicz 6 maja 2023 dreszcz oburzenia

Światem wstrząsnął dreszcz oburzenia, kiedy reżym Jarosława Kaczyńskiego w osobie wojewody Konstantego Radziwiłła zawiesił panią Monikę Strzępkę na funkcji dyrektora Teatru Dramatycznego w Warszawie. Ten Teatr Dramatyczny powstał wskutek przeniesienia do wybudowanego właśnie Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa Stalina w Warszawie Teatru Domu Wojska Polskiego. W 1957 roku przeszedł on spod kurateli Wojska Polskiego pod kuratelę Stołecznej Rady Narodowej i z tej racji zmienił nazwę na „Teatr Dramatyczny”.

Potem zmieniali się dyrektorzy, ale teatr wystawiał przedstawienia, z których najbardziej dramatyczne było chyba przedstawienie pod nazwą „Kongres Kultury Polskiej”, brutalnie przerwane przez soldateskę w postaci Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, która wprowadziła stan wojenny.

Kiedy zawiał wiatr odnowy, to znaczy – kiedy Daniel Fried ze strony amerykańskiej i szef KGB Władimir Kriuczkow ze strony sowieckiej uzgodnili kształt tubylczej transformacji ustrojowej i przekazali go następnie do wykonania generałowi Czesławowi Kiszczakowi, ten zakręcił się wokół skompletowania takiej reprezentacji społeczeństwa, do której wywiad wojskowy, w którym pod koniec pierwszej komuny spoczywał punkt ciężkości władzy, miałby zaufanie. Wtedy właśnie, obok Kukuńka, zasiadł w Magdalence Lech Kaczyński, Adam Michnik i inni Umiłowani Przywódcy, którzy rotacyjnie wymieniają się przy władzy, czemu towarzyszy dramatyzm – bo przecież trzeba suwerenom za ich podatki wyreżyserować przedstawienie pod tytułem „Nasza Młoda Demokracja”.

Zgodnie z rolami rozpisanymi przez stare kiejkuty, jedni Umiłowani Przywódcy tresują nasz mniej wartościowy naród tubylczy do nowoczesności, podczas gdy inni Umiłowani Przywódcy tresują nasz mniej wartościowy naród tubylczy do patriotyzmu. I podczas gdy aktorzy od 33 lat grają to samo przedstawienie, nasz mniej wartościowy naród tubylczy w nim statystuje, a nawet myśli, że to wszystko naprawdę i skacze sobie do oczu i gardeł – od czego dyrekcja ma nieustającą uciechę. Nie tylko zresztą dyrekcja. Wyobrażam sobie, jak podczas familijnych spotkań musieli zaśmiewać się bracia Kurscy z pierwszorzędnymi korzeniami – z których jeden kieruje propagandą obozu zdrady i zaprzaństwa, podczas gdy drugi do niedawna kierował propagandą obozu „dobrej zmiany”. No a statyści są na bieżąco instruowani przez suflerów, jak nie z telewizji rządowej, to z telewizji nierządnej – w zależności od pionu, do którego przeznaczyły ich stare kiejkuty, które z kolei słuchają Pana Naszego i robią tak, żeby było dobrze. Jeśli chodzi o Teatr Dramatyczny, to wszystko wskazuje na to, że forsę daje mu miasto stołeczne Warszawa, ale wojewoda też ma w nim coś do gadania.

No i 2 sierpnia 2022 roku prezydent Warszawy, pan Trzaskowski, powołał na stanowisko dyrektora Teatru Dramatycznego panią Monikę Strzępkę. Miała ona dyrektorować aż do roku 2027, ale już w listopadzie wojewoda Radziwiłł unieważnił decyzję pana Trzaskowskiego, podając enigmatyczne uzasadnienie, że pani Strzępka dostosowała repertuar do artystycznego manifestu pani Marii Peszek, która wynosiła pod niebiosa „vulvę”, czyli elegancko – srom – a potocznie – pizdę – no i oczywiście – błyskawicę, po których rozpoznają się „siostry”. Na znak swego wyboru ideowego i artystycznego, pani Strzępka umieściła w foyer teatru rzeźbę „Złotej Vaginy”, czyli „Wilgotnej Pani”. Nie jest do końca jasne, z czego czerpał inspirację twórca rzeźby; czy pozowała mu pani dyrektor osobiście, na znak, że nie tylko nie ma nic do ukrycia, ale w dodatku oferuje swojej publiczności to, co ma najlepszego.

Ale manifesty – manifestami, vaginy – vaginami, a forsa, to sprawa osobna i jakby najważniejsza. Toteż pani Strzępka – jak twierdził wojewoda Radziwiłł – wyreżyserowała spektakl przedstawiający Polaków, jako naród zbrodniarzy. Od razu widać, że nie jest w ciemię bita i wie, z której strony chleb jest posmarowany. Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że w ciemię bity nie jest i pan Trzaskowski, który w maju ubiegłego roku, a więc jeszcze przed nominacją pani Strzępki na dyrektorkę Teatru Dramatycznego pojechał do Ameryki i tam odbył bliskie spotkania III stopnia z bardzo wpływowymi Żydami; Ronaldem Lauderem i Sorosem juniorem. Ponieważ amerykańscy Żydowie z organizacji przemysłu holokaustu na tym etapie ściśle koordynują żydowską politykę historyczną z historyczną polityką niemiecką, w następstwie czego narodem zbrodniarzy są teraz już nawet nie „naziści” tylko Polacy, to w świetle tych wszystkich ustaleń nominacja pani Strzępki, jako osoby zdolnej do wszystkiego jawiła się, jako oczywista oczywistość. Vagina i te wszystkie „wilgotności”, którymi pani dyrektor próbuje epatować mikrocefali, którzy są młodzi i chcą się bzykać, najlepiej „z każdom pciom”, mają tu znaczenie raczej drugorzędne. Już tam pan prezydent Trzaskowski wie, za co płaci pani dyrektor i czego w związku z tym wymaga.

A tu tymczasem wojewoda Radziwiłł wmieszał się, niczym Piłat w „Credo”, od czego pani Monika Strzępka zaczęła przeżywać katusze, no bo – skąd wziąć szmalec?

Na szczęście są jeszcze niezawiśli sędziowie w Warszawie, którzy powinność służby swojej rozumieją, niczym policmajster w petersburskim opowiadaniu Telimeny i w podskokach panią Monikę Strzępkę przywrócili na należne jej stanowisko. Wydawać by się mogło, że męczeństwo pani Moniki Strzępki zakończyło się wreszcie wesołym oberkiem, ale nie. Oto nowy wojewoda mazowiecki, pan Tobiasz Bocheński nie tylko próbuje sypiać piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów i zapowiada odwołanie do jeszcze bardziej niezawisłego sądu, ale w dodatku porównał panią Monikę do pani Blanki Lipińskiej, która wprawdzie jest damą i pisarką, ale takie porównanie mimo wszystko uchodzi w mondzie za uwłaczające. Najwyraźniej pani Monika Strzępka będzie musiała ponownie przejść swoją Via Dolorosa, dopóki jej sprawa nie dotrze wreszcie do Sądu Ostatecznego.

I pomyśleć, że można by tego męczeństwa, podobnie jak wielu innych męczeństw uniknąć, gdyby przeforsować zakaz finansowania przedsiębiorstw przemysłu rozrywkowego z pieniędzy publicznych. Wtedy ani prezydent Trzaskowski, ani wojewoda Radziwiłł nie miałby nic do gadania w sprawie obsady dyrektora takiej firmy, która musiałaby utrzymać się z tego, co wpłacili widzowie za bilety. Powie ktoś, że wtedy bilety na widowiska rozrywkowe byłyby droższe. Bardzo możliwe, ale jeśli ktoś chce doznawać dreszczyków w kroczu, to niech sam za to płaci, ile tam może, a nie zmusza tych, którzy takiej potrzeby nie mają, by się do jego rozrywek dokładali. Niektórzy obawiają się, że na tym ucierpiałaby „kultura wysoka”. Jaka tam znowu „wysoka”? „Vulva” i „wilgotności” to przecież nic osobliwego. Można to wszystko mieć nawet na ulicy Brzeskiej i za znacznie niższą cenę.

To już jest koniec – możemy iść? Niedzielski obiecał ósmą zdaje się falę na lato, a tu WHO przyszło i wszystko popsuło.

Niedzielski obiecał ósmą zdaje się falę na lato, a tu WHO przyszło i wszystko popsuło.

To już jest koniec – możemy iść?

Niedzielski obiecał ósmą zdaje się falę na lato, a tu WHO przyszło i wszystko popsuło.

Jerzy Karwelis o-juz-jest-koniec-mozemy-isc??

5 maja, dzień 1159. Wpis nr 1148 zakażeń/zgonów 251/2

——————————————-

o, jak nas zamykali ponad trzy lata temu na dwa tygodnie, to każdy sobie myślał, że jak będzie koniec tej pandemii to będzie święto.

A tu dziś maoista z WHO ogłosił, że to koniec pandemii i nawet syreny nie zawyły. To dziwne, co oznacza, że, jak pisałem nikt nie chce świętować, bo jeszcze przyjdzie komuś do głowy ochota na podsumowania. A tu ochoty nie ma, choć chętka do domknięcia sprawy jest, ale dziwnie dzielona.

Whoowczyk powiedział, że „z nadzieją ogłasza” (co to za konstrukcja – nadzieją na co, że to prawda?) koniec pandemii, ale żeby czujności nie tracić, bo co trzy minuty kowid zabija i najgorsze co można zrobić, to powiedzieć ludziom, że zagrożenia nie ma. Ale panie Ghebrejesus, my jesteśmy o dwa lata do przodu, bo w kampanii na Dudę premier powiedział, że wirus jest w odwrocie, i zagrożenie mija, ale wirus wrócił zaraz po wyborach z odwrotu i odwrotnie zaatakował kolejnymi falami.

Czyli władze uprawiają dualizm – z jednej strony ma to być koniec, ale nie taki, by zamykać ten rozdział jakimiś niebezpiecznymi bilansami. Czyli nic nie jest rozstrzygnięte i stoimy w gotowości – stand by’u.

No, szału nie ma. A miało być tak pięknie. To dziwne, bo człowiekowi się wydawało, że im dłużej toto dwutygodniowe będzie trwało, tym radość z końca mąk będzie większa, a tu naród nawet nie kwiknął. To ciekawy fenomen, który spróbujemy rozwikłać. Czemu się więc nie cieszą? Ano z czego, że coś się skończyło, skoro ci co kończą ostrzegają, że to nie koniec? Po drugie – co się cieszyć jak tyle strat dookoła? Po trzecie – społeczny bilans strat, tych co przeżyli, to zwątpienie we własną sprawczość i humorki nie mogą dopisywać, skoro człek się zorientował, że nic nie znaczy w obliczu omnipotencji władzy. A ta pozostała wybujała kowidowo na nowe czasy nie naruszona.

No, bo mamy też i aspekt nasz własny. Jak zwykle się wystawiliśmy na pośmiewisko. Ok, WHO, co to zaczęła, bo ogłosiła, że idzie, a teraz, że przeszło, robi to swoim rytmem, ale ogłasza na świat. A my to zrobimy dwa miesiące później. Czemu? Czyżby wirus tu szalał, bardziej niż gdzie indziej? Figę! Przecież sam minister Niedzielski mówił, że w 2023 roku trzymał falę obostrzeń nie z powodu  koronawirusa, tylko (sfałszowanego) wysypu grypy.

A widział kto kiedy stan pandemii ogłoszony z powodu grypy w Polsce? No nie, ale jak widać – wedle mojej tezy – władzuchnie spodobała się nadzwyczajność swoich kompetencji pandemicznych i ten stan będzie przedłużała ile się da, nawet podstawiając inne patogeny, skoro korona już nie dowozi.

Co się ma stać przez te dwa miesiące, kiedy świat już odjedzie, a my tu będziemy kowidzić? No, właściwie nie wiadomo. Niedzielski obiecał ósmą zdaje się falę na lato, a tu WHO przyszło i wszystko popsuło. To fala czego będzie na wakacje? Czegoś co już nie jest pandemią? No, to albo-albo. Albo kolejna fala pandemii, albo nie ma pandemii. Proszę się zdecydować, czy to może będzie kolejna polska kowidowa specyfika? A co z kolejnymi szczepionkami? Jak pisałem wcześniej Ursula kupuje już dawkę ósmą, my dopiero na piątej jesteśmy. To jak to będzie? Aha – wytłumaczą nam może, że pandemia pandemią, nawet jak nie ma pandemii grypy to i tak szczepionki są i czekają, a więc tak może być i z koronawirusem. Ale to zakłada dobrowolność szczepień i wynikający z tego koniec prób szczepionkowego paszportowania, bo jak uzasadnić takie cuda, skoro pandemii nie ma?

I jak widać my tu sobie będziemy jeszcze po słowiańsku swoje odczekiwać, a reszta świata odjedzie. Ja już prorokowałem, że całe halo z odogłoszeniem pandemii u nas się skończy na żałosnym zniesieniu maseczek w aptekach, ale utrzymaniu ich w przychodniach i szpitalach. To taka pozostałość walki o pierdoły, w dodatku nieuzasadniona. To emulacja fałszywego konfliktu, po to by się nie zajmować bilansem, a brak jej uzasadnienia jest oczywisty – po kiego maseczki w szpitalach (pomijając, że tego nikt nie przestrzega), skoro mają bronić przed czymś, co właśnie ogłoszono, że odeszło? Wiem – w przychodniach grupki pacjentów stacjonarnych dopilnują przestrzegania przepisu, bo przecież zabijemy babcie-dziadków parszywym oddechem.

Może rzeczywiście, to będzie jedyny trwały efekt działania pandemii. Maseczki jako wielofunkcyjna maszynka kowidowa. Po pierwsze znak widomy, że coś się czai, po drugie – znak przynależności do którejś z grup, jakie stworzył, a właściwie wydzielił czy podzielił, sterowany kowid.

No właśnie – miało być narodowe święto, a skończyło się na żenujących detalach. Naród niczego nie świętuje, a znaki na ziemi i na niebie wyraźnie wskazują, że dziś nie ogłoszono wcale pokoju wieczystego z wszelkimi gwarancjami bezpieczeństwa, przeciwnie – to co najwyżej rozejm, po to by strony się rozeszły do siebie, kumulując siły na pewną dogrywkę. To tylko przerwa w zmaganiach i biada temu, kto tę pieredyszkę weźmie za koniec zabawy. Już taki jeden był, co to ogłaszał koniec historii. Pamiętajmy, że licho, a tym bardziej sanitarystyczny globalizm – nie śpią. Z byle kim.        

Jerzy Karwelis Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

USA: Sędzia federalny orzeka, że Pensylwania musi zezwolić na działalność Klubów Szatana dla dzieci

USA: Sędzia federalny orzeka, że okręg szkolny w Pensylwanii musi zezwolić na działalność pozaszkolnego Klubu Szatana

by Julia Mueller – 05/01/23 must-allow-after-school-satan-club

Okręg szkolny w Pensylwanii musi zezwolić na zwoływanie pozaszkolnego Klubu Szatana dla uczniów – orzekł sędzia federalny.

„W zwycięstwie dla wolności słowa i wolności religijnej, sąd federalny orzekł, że Saucon Valley School District musi zezwolić na spotkania After School Satan Club w obiektach powiatowych” – ogłosiła American Civil Liberties Union (ACLU).

W orzeczeniu, wydanym w Sądzie Okręgowym USA dla Wschodniego Dystryktu Pensylwanii i udostępnionym przez ACLU, sędzia stwierdził, że „tutaj, chociaż przeciwnicy The Satanic Temple, Inc. mogą kwestionować świętość tej kontrowersyjnie nazwanej organizacji, świętość ochrony Pierwszej Poprawki musi zwyciężyć.”

Dystrykt szkolny musi zezwolić na spotkania Klubu Szatana po szkole, który jest sponsorowany przez Świątynię Szatana, w ciągu roku szkolnego w trzech wcześniej uzgodnionych terminach, ale nie będzie musiał rozprowadzać kart zgody na klub dla uczniów do domu. [rozumiem więc, że bez zgody rodziców. md]

Krajowa organizacja ACLU, ACLU of Pennsylvania i Dechert LLP złożyły pozew przeciwko okręgowi szkolnemu w imieniu The Satanic Temple w marcu, argumentując, że okręg naruszył Pierwszą Poprawkę zabraniając klubowi spotykania się w obiektach okręgu.

Dzielnica argumentowała, że zakazała działalności klubu, ponieważ karty zezwoleń nie precyzowały, że klub nie jest sponsorowany przez dzielnicę.

„Kiedy stajemy w obliczu wyzwania dla wolności słowa, pierwszym instynktem rządu musi być wspieranie ekspresji, a nie jej tłumienie. Zwłaszcza, gdy treść jest kontrowersyjna lub niewygodna. Nic innego nie jest zgodne z wyrażonym celem amerykańskiego rządu, jakim jest zabezpieczenie podstawowych, wrodzonych praw jego obywateli” – napisał w poniedziałkowym orzeczeniu sędzia John M. Gallagher. [Co ten ch.. chciał powiedzieć? md]

„Klub Szatana po szkole” został dopuszczony do spotkań na początku tego roku w Wirginii po podobnej kontrowersji, która trafiła na pierwsze strony gazet.

Strefa wolna od myślenia? Kolejne „strefy wolne od noży”.

Strefa wolna od myślenia? Kolejne „strefy wolne od noży”.

5/05/2023 strefa-wolna-od-myslenia

Rząd Niemiec planuje wprowadzenie kolejnych „stref wolnych od noży”. Miałyby one obowiązywać w komunikacji zbiorowej oraz centrach miast. Ma to zagwarantować większe bezpieczeństwo.

Czy aby na pewno ten cel zostanie w ten sposób osiągnięty?

Jak informuje Deutsche Welle, w Niemczech już teraz: „generalnie obowiązuje zasada, że przedmioty, których można użyć do spowodowania obrażeń poprzez ciosy, pchnięcia lub rzuty, są uważane za broń. Chociaż posiadanie większości noży, które mieszczą się w tej kategorii, jest legalne, nie wolno ich mieć przy sobie w miejscach publicznych. Scyzoryki i noże otwierane, które można obsługiwać jedną ręką, muszą być transportowane w zamkniętych pojemnikach, a w mieszkaniu – przechowywane w bezpieczny sposób. Inne noże – kuchenne, do dywanów i dla nurków – są objęte ustawą o broni, jeśli ostrze jest dłuższe niż 12 cm. Nie wolno ich więc mieć przy sobie w miejscach publicznych. Noże sprężynowe, motylkowe i otwierane są generalnie zakazane.”

Deutsche Welle przypomina też, iż: „w szeregu niemieckich miast już utworzono strefy wolne od broni. W Kolonii i Duesseldorfie każdy, kto ma przy sobie paralizator, nóż o ostrzu dłuższym niż 4 cm, gaz łzawiący lub pieprzowy, musi się liczyć z mandatem do 10 tysięcy euro.”

Nie wydaje się, aby wprowadzanie kolejnych tego typu restrykcji przynosiło spadek przestępczości. Można powiedzieć, że przecież już teraz cały kraj jest strefą wolną od przestępstw. Na obszarze całych Niemiec obowiązuje prawo, wedle którego nie wolno nikogo napadać, zabijać, gwałcić i okradać ani niszczyć czyjegoś mienia. Grożą za to kary więzienia i grzywien.

Przestępcy z definicji nie przejmują się jednak tym, że kodeks karny przewiduje możliwość trafienia za kraty za napaść lub rabunek i dokonują przestępstw pomimo tego, że jest to zabronione. Dodatkowo, Niemcy są w tej szczególnej sytuacji, że setki tysięcy osób przebywających na terenie tego kraju nie utożsamiają się z kodem kulturowym i obyczajami panującymi na kontynencie europejskim. Widać to szczególnie w takich miastach jak Kolonia, z pamiętną nocą sylwestrową 2015/2016.

Ograniczenia możliwości noszenia przy sobie noża czy gazu doprowadzą w praktyce do tego, że zwykli obywatele będą całkowicie bezbronni w obliczu zagrożenia, gdyż zostawią takie przedmioty w domach z obawy przed sankcjami karnymi. W tym samym czasie bandyci oraz „inżynierowie”, którzy przybyli w ostatnich latach do Niemiec zza morza, mogą nie podzielać tych obaw i dalej nosić przy sobie zakazane przez prawo przedmioty.

Restrykcje w dostępie do przedmiotów takich jak nóż powodują nie tylko spadek bezpieczeństwa zwykłych obywateli, ale również głębokie zmiany mentalne wśród społeczeństwa. W ubiegłym roku komentowaliśmy nagranie, które ukazało się w jednej z brytyjskich stacji telewizyjnych. Na początku myśleliśmy, że jest żartem lub fragmentem komediowego skeczu. Niestety, wyemitowano je na poważnie. Dwóch redaktorów brytyjskiej stacji wyraziło przerażenie faktem, że razem z nimi w studio znajdował się… nóż.

„21 calowy, brutalnie wyglądający, czarny nóż. Ostry, uwierz mi. Jest przerażający” – powiedział ze strachem w głosie jeden z dziennikarzy stacji LBC, wyciągając nóż i pokazując go koledze. „Tak, jest przerażający” – przytaknął drugi redaktor obecny w studio. „Gdyby ktoś podszedł do mnie z takim to myślałbym, że to koniec moich dni” – dodał.

„To jedna z najbardziej straszliwych rzeczy jakie kiedykolwiek trzymałem w ręku. Kupiłem go w internecie za jedyne 23,49 funtów, całkowicie legalnie” – powiedział dziennikarz po przeprowadzeniu śledztwa, którego celem miało być wykazanie, że tego typu przedmiot można wciąż swobodnie kupić, pomimo coraz większych restrykcji nakładanych na Brytyjczyków w zakresie posiadania broni oraz innych przedmiotów codziennego użytku (w tym noży).

„Więc nie masz niczego nielegalnego i siedzisz w tym studio naprzeciwko mnie z tym 21 calowym nożem, którym możesz zabić mnie w kilka sekund” – podsumował prowadzący rozmowę dziennikarz. „Jest przerażający” – podkreślił po raz kolejny jego redakcyjny kolega.

Posiadanie, nabywanie i noszenie noży jest w Wielkiej Brytanii surowo regulowane. Wiążą się z tym liczne sankcje i kary. Nielegalna jest sprzedaż noży osobom poniżej 18 roku życia. Nie wolno także posiadać przy sobie noża w miejscu publicznym bez „ważnej przyczyny”. Ściśle ograniczona jest możliwość kupowania wielu rodzajów noży (np. scyzoryków). Z polskiego punktu widzenia wydaje się to absurdalne. Ale do tego właśnie prowadzi propaganda pacyfizmu i podążające za nią działania zwolenników rozbrojenia.

Przykład Wielkiej Brytanii dobrze pokazuje, jak daleko mogą posunąć się rządzący, jeśli nie napotkają oporu oraz dążeń obywateli do rozszerzenia podstawowych swobód przynależnych każdemu człowiekowi. Tymczasem w Polsce wiele osób i środowisk krytykuje Fundację Ad Arma za rzekomo zbyt duży „radykalizm”, jakim ma być postulat wprowadzenia powszechnego dostępu do broni bez pozwoleń i reglamentacji. Często słychać argumenty w stylu: „przecież obecnie mamy dobre prawo, pozwolenie na broń można zrobić w kilka miesięcy, po co domagacie się więcej?” Odpowiedź jest prosta – wiemy, że bez jasno sprecyzowanego celu nie da się nie tylko poszerzyć dostępu do broni, ale na dłuższą metę nie da się także utrzymać status quo. Komuś, kto nie domaga się rozszerzenia swoich już ograniczonych wolności, prędzej czy później zostaną zabrane również te, które teraz jeszcze posiada.

Zabranie nam broni i zakazanie nam jej posiadania nie jest jednak końcowym celem zwolenników rozbrojenia.

Wiele osób myśli, że „elitom” sprawującym obecnie rządy na świecie chodzi o to, aby uniemożliwić zwykłym obywatelom dostęp do broni. Nie, im chodzi o to, aby zwykli ludzie bali się nawet POMYŚLEĆ o możliwości posiadania jakiegokolwiek przedmiotu mogącego służyć do obrony. Widać to doskonale na przykładzie brytyjskiego programu, w którym dwóch dorosłych mężczyzn jest głęboko przerażonych tym, że przez chwilę robią coś tak „ekstremalnego” jak trzymanie w ręku dużego noża.

W przeszłości (w starożytnym Rzymie) nawet niewolnicy mogli posiadać broń, a gdy jej nie mieli, to wielu z nich z pewnością pragnęło ją posiadać lub chociaż umieć się nią posługiwać. Stanowiło to nie tylko potencjalne, ale też często realne zagrożenie dla tych, którzy panowali nad niewolnikami. Niewolnicy XXI wieku mają nie tyle nie mieć broni, co mają przede wszystkim bać się broni i jak najdalej odrzucać od siebie myśl o tym, że mogliby chociażby na chwilę wziąć ją do ręki. A coś takiego jak posiadanie broni (jakiejkolwiek) na własność ma być daleko poza wyobrażeniem współczesnego człowieka. Dzięki temu nikogo nie będzie trzeba rozbrajać, bo po prostu nikt nie będzie chciał być uzbrojony.

Ostatecznie chodzi więc o złamanie naszej woli i naszych zasad, a nie o odebranie nam takich czy innych przedmiotów.

Duża część Zachodu ugięła się już pod tym naciskiem. Jaka będzie przyszłość Polski? Nie chcemy, aby w naszym kraju było tak samo (lub gorzej) jak w Wielkiej Brytanii czy w Niemczech. Dlatego Fundacja Ad Arma działa na rzecz przywrócenia w Polsce powszechnego dostępu do broni – bez pozwoleń, reglamentacji i rejestracji, oraz zachęca wszystkich obywateli (szczególnie mężczyzn) do posiadania broni i noszenia jej na co dzień. Nie walczymy o poluzowanie łańcucha, na którym rządzący trzymają własne społeczeństwo, ani o poprawę regulacji dotyczących tego, kto ma wydawać Polakom pozwolenie na posiadanie przedmiotów codziennego użytku. Walczymy o przywrócenie naszemu narodowi pełnej wolności w kluczowej dziedzinie – obrony własnego życia i mienia.

Jeżeli zgadzacie się Państwo z nami, prosimy o wsparcie naszej pracy na rzecz przywrócenia w Polsce powszechnego dostępu do broni i upowszechniania jej posiadania w naszym społeczeństwie:

nr konta 64 1020 5011 0000 9802 0292 2334

Fundacja Ad Arma 87-162 Krobia

Ranking podatników! Czyli jak zarobić miliardy bez podatku.

  1. ak-zarobic-miliardy-bez-podatku
Ranking podatników! Czyli jak zarobić miliardy bez...
Autor:Redakcja Foto:http://sxc.hu/

Ranking podatników! Czyli jak zarobić miliardy bez podatku.

Sezon rozliczeń PIT za nami. Każdy z nas co roku zastanawia się ile podatku będzie musiał przelać do urzędu skarbowego. Są jednak tacy, którzy przy miliardowych przychodach nie muszą się tym martwić… Płacą nic albo prawie nic.

Ministerstwo Finansów regularnie publikuje listę największych polskich podatników.

Postanowiliśmy się jej przyjrzeć i stworzyć specyficzny ranking, który pozwolił na stworzenie listy wstydu i listy chwały.

O tym kto zajął pierwsze, drugie i trzecie miejsce przeczytacie na końcu. Zaczniemy od ciekawostek.

Znikające podatki?! Czyli jak nie płacić lub płacić niewiele.

Na początek bierzemy na warsztat branżę logistyczną. Firmy w niej działające zna każdy z nas; DHL, InPost, DPD, UPS i tak dalej. Floty samochodów dostawczych z dobrze znanymi markami krążą po Polsce przez 7 dni w tygodniu. Kiedy je mijamy właściwie nie widzimy między nimi różnicy (no może poza autami InPost, z których patrzy na nas Wojtek Szczęsny). Kiedy jednak popatrzymy na sprawozdania finansowe tych firm różnice już są i to ogromne!

Okazuje się, że wszystkie firmy z branży logistycznej wygenerowały blisko 17 miliardów złotych przychodów. InPost, kierowany przez Rafała Brzoskę, odpowiada za 4,7 miliarda, a wszystkie pozostałe spółki niemal za 12 miliardów. Ciekawie robi się jednak kiedy popatrzymy na podatki, które (nie)popłynęły do budżetu państwa… Otóż InPost zapłacił blisko 190 milionów, a cała jego zagraniczna konkurencja w sumie jedynie 180 milionów. Jeszcze ciekawiej robi się kiedy popatrzymy na wskaźnik procentowy; w przypadku InPost podatek CIT stanowił ponad 4% przychodu, a w przypadku całej reszty jedynie 1,5%.

I tutaj pojawia się pytanie czy te wszystkie zagraniczne firmy działające w jednej branży są tak źle zarządzane, że przynoszą tak niski dochód swoim właścicielom? Czy może jednak powód jest inny…

Gdyby w przypadku DPD, Schenker, General Logistics, Fedex, DHL i UPS współczynnik CIT do przychodów był taki jak w przypadku InPost firmy te zapłaciłyby niemal trzy razy więcej podatku. I może właśnie w tym tkwi tajemnica? Może jednak kapitał ma barwy narodowe?

A teraz pora na analizę branży, którą znamy chyba jeszcze lepiej. Wzięliśmy pod lupę duże firmy handlowe, m.in. Auchan, Dino, Eurocash, Kaufland, Carrefour, NETTO, Makro Cash and Carry, Stokrotka czy Selgros (Transgourmet).

Wnioski analizy są niezwykle ciekawe. Badane spółki wygenerowały blisko 100 miliardów przychodów. Zerknijmy jednak na podatki zapłacone przez tych gigantów. Okazuje się, że założone przez Tomasza Biernackiego, Dino z blisko 14 miliardami przychodów stanowiącymi 14% przychodów wszystkich analizowanych spółek zapłaciło ponad 144 miliony CIT, kiedy cała reszta jedynie 270 milionów. Powyższa tabela wyraźnie obrazuje nietypowe zakrzywienie reguły;

Eurocash, Auchan, Kaufland, Carrefour, Netto, Makro Cash And Carry, Stokrotka, Selgros (Transgourmet) wygenerowały ponad 84 miliardy przychodu płacąc jedynie 270 milionów podatku, a polskie Dino w tym samym okresie wzmocniło budżet państwa kwotą 144 milionów przy przychodach wynoszących niecałe 14 miliardów. Jeszcze wyraźniej widać to kiedy popatrzymy na współczynnik zapłaconego CIT do przychodów. Dla Dino wynosi on 1,05% a dla całej reszty średnio 0,32% a więc ponad trzy razy mniej.

I znowu pojawia się pytanie: czy to Dino jest tak dobrze zarządzane czy może cała jego konkurencja wykazuje zysk do opodatkowania poza granicami naszego kraju?

Maj to miesiąc poświęcony Maryi. Dobra literatura związaną z Matką Boską. 

Maj to miesiąc poświęcony Maryi. Polecamy Państwu na najbliższy czas dobrą literaturę związaną z Matką Boską. 

Wydawnictwo Dębogóra <sklep@debogora.com>

Życzymy miłego dnia.
Obsługa sklepu internetowego: 
Kontaktowy numer telefonu: 509731913
Kontaktowy e-mail: sklep@debogora.comKontakt ze sklepemJeżeli nie chcesz otrzymywać od nas więcej wiadomości, możesz usunąć swój adres e-mail z bazy newsletter.Rezygnacja z newslettera

Satanizm „sztuki”: Defekacja, kopulacja i bluźnierstwo. Żaden „artysta” nie ośmiela się robić tego samego z Allahem, Mahometem, Buddą czy Sziwą.

Defekacja, kopulacja i bluźnierstwo. Czy Polacy wygrają z szatańską antykulturą?

5 maja 2023 Żaden „artysta” nie ośmiela się robić tego samego z Allahem, Mahometem, Buddą czy Sziwą

Bluźniercza wystawa w Parlamencie Europejskim przedstawiająca Pana Jezusa i Apostołów jako zwolenników, miłośników i uczestników sadomasochistycznych praktyk seksualnych to wierzchołek bluźnierczej góry lodowej. Znieważanie Chrystusa i Matki Bożej, poniżanie chrześcijan, plucie na świętych, niszczenie katolickich symboli i wszystkie możliwe działania mające na celu ośmieszenie, ubliżenie, obrzydzenie wartości, jakie przez wieki budowały cywilizację łacińską, są obecnie na porządku dziennym. Wszystko w imię „wolności artystycznej”, jak dla niepoznaki nazywa się dzisiaj anty-kulturę.

Zapewne pamiętacie Państwo głośną „sztukę”, która zrobiła w roku 2017 prawdziwą furorę, pt. „Klątwa” w reżyserii Olivera Frljica. Sceny, które wówczas mogli zobaczyć widzowie Teatru Powszechnego w Warszawie były jednym wielkim bluźnierstwem i świętokradztwem. Krzyż Chrystusa został ścięty przy pomocy piły łańcuchowej, figurę św. Jana Pawła II wykorzystano jako „gadżet” seksualny, aborcję przedstawiono jako sympatyczną „zabawę w lekarza” za 1000 zł etc. Wszystko to było okraszone przepełnionymi nienawiścią, pogardą i jakąś chorą żądzą odwetu na Kościele i wyznawcach Chrystusa, którzy w chorej wizji bluźniercy z Bałkanów i jego podwładnych – tzw. aktorów – odpowiadają za całe zło świata.

Oburzenie, jakie wywołał bluźnierczy spektakl w Polsce, jest dowodem na to, że Polacy nie są JESZCZE tak zdegenerowani jak szeroko pojmowany Zachód, że wciąż JESZCZE potrafimy bronić naszych katolickich i narodowych wartości i nie ma naszej zgody na tego typu bluźniercze praktyki. Niestety opór milionów polskich katolików nie zyskał odpowiedniego uznania ani instytucji państwa, ani szeroko rozumianego świata kultury, ani wymiaru sprawiedliwości.

Przedstawiciele partii rządzącej wykorzystywali bluźnierstwo na deskach Teatru Powszechnego do tzw. bieżączki politycznej, czyli krytykowania i atakowania największych partii opozycyjnych. Opozycja z kolei… broniła wolności artystycznej i głosiła, że „Klątwa” to „wielkie dzieło, które pokazuje prawdę o Polsce, Polakach i Kościele”.

Ludzie kultury albo nabrali wody w usta, albo sami głosili brednie o „wolności artystycznej” i porównywali dyskusję na temat „Klątwy” do… czasów komunistycznych rzucając oskarżenia, że polscy katolicy chcą cenzurować artystów niczym Bierut, Cyrankiewicz i Gomułka, i tylko czekać aż zaczną zamykać ich w więzieniach za to, że tworzą „sztukę”. Niestety pojawiały się również twierdzenia wygłoszone np. przez Grzegorza Brauna, który w programie „Warto rozmawiać” na antenie TVP stwierdził, że takie „dzieła” nie mogą być finansowane z pieniędzy publicznych, ale jeśli ktoś wyda na nie prywatne pieniądze, to wówczas wszystko jest OK.

Jednym z nielicznych, który nie wykorzystywał „Klątwy” do nawalanki politycznej, tylko zwrócił uwagę na ogromny problem ofensywy antykultury w Polsce była wówczas twórca i reżyser Teatru Nie Teraz – Tomasz Antoni Żak, który na łamach portalu PCh24.pl powiedział:

„Klątwa” w Powszechnym w Warszawie to nie przypadek i jakiś wyjątek w całym polskim teatrze. To efekt długiego procesu degenerowania kultury, tchórzostwa i zaniechań rządzących, czasami nawet ich współsprawstwa. Traktując „Klątwę” poważnie, musimy powiedzieć, że jedynym sposobem na nią jest egzorcyzmowanie. Egzorcyzmy to bardzo bolesna terapia, przede wszystkim dla szatana wypędzanego z zainfekowanego złem organizmu. I nie można się wahać ani chwili, gdy chce się uratować człowieka, a tym bardziej, gdy chce się ratować Polskę. Tymczasem zamiast wypędzenia diabła, trwają z nim jakieś układy.

Co zaś zrobił wymiar sprawiedliwości, do którego trafiły kolejne pozwy o „obrazę uczuć religijnych”? Chyba nie trzeba tego przypominać…

„Klątwa” bez wątpienia była bluźnierstwem, które zostało odpowiednio nagłośnione w mediach. Ile jest jednak podobnych „dzieł” w przestrzeni publicznej? O ilu z nich nie wiemy? Dlaczego tzw. artyści nie ustają w świętokradztwie i profanowaniu wszystkiego co katolickie? I w końcu: czy zostanie przekroczona „granica obojętności”? Słowem, czy Polacy pozwolą się zwieść i zaczną reagować na „artystyczne bluźnierstwa” tak, jak dziś robią to obywatele Zachodu – będą się nimi już tylko zachwycać, albo – w najlepszym przypadku – podsumują je wzruszeniem ramion?

Odpowiedzi na powyższe pytania w dużej mierze udzielił już w roku 2006 prof. Andrzej Nowak:

„Elity kształtują podział na ciemnogród i oświeconych. Ci ostatni to właśnie elity i ich salonowi faworyci, którzy żyją w osobnym świecie i chcieliby zastąpić nim ostatecznie świat realny. W ich świecie głównym problemem jest rozprawienie się z ciemnotą i ograniczeniami swobody sztuki, czyli obrona prawa artystów do wydawania publicznych pieniędzy na widowiska łączące defekację z kopulacją, najlepiej na tle symboli katolickich”.

No właśnie… Jakie są owe „oświecone elity” widzimy na co dzień. Od kilkudziesięciu lat dominuje u nich przekonanie, że musimy za wszelką cenę i jak najszybciej doszlusować do Zachodu poprzez zakotwiczenie się w strukturach euroatlantyckich, m.in. w NATO i w Unii Europejskiej i implementowanie na naszym rodzimym gruncie tego wszystkiego, co nam nakażą w Brukseli, Waszyngtonie, Berlinie, Tel Awiwie czy gdziekolwiek indziej – zarówno jeśli chodzi o rozwiązania stricte polityczne jak i kulturowo-cywilizacyjne. Uznano, że tylko w ten sposób skończy się dla nas historia. Chodziło o to, co prof. Ryszard Legutko nazwał „modernizacją przez kserokopiarkę”, dzięki czemu nawet, jeśli w Polsce nie będzie dobrze, to przynajmniej będziemy „fajni” za co nasze „oświecone elity” od czasu do czasu zasłużą na niemal szczere poklepanie po ramieniu przez zachodnich partnerów.

– W III RP udało się do pewnego stopnia osiągnąć coś, do czego zmierzała PRL, ale co nie udawało się jej władcom. W nowych warunkach, bez stosowania fizycznej przemocy udało się doprowadzić do stanu, gdzie Polacy w ogromnej mierze przepojeni są kompleksem niższości. Ten kompleks niższości determinuje polskie postawy i zachowania. Jest to efekt pedagogiki wstydu, to znaczy przedstawiania naszej historii, a więc i tożsamości, która wyrasta przecież z naszej historii jako ciągu absurdów, głupstw, bezrozumności, wreszcie rzeczy bardzo wstydliwych, czasami wręcz zbrodni – mówił w rozmowie z Niepoprawnym Radiem PL Bronisław Wildstein.

– W momencie, kiedy odzyskaliśmy wolność, kiedy została zdjęta z nas ta czapa komunistyczna i możemy do tej Europy zdążać, okazało się, że aby być Europejczykami musimy imitować obecny kształt Europy jako takiej. Problem w tym, że nie ma jednej Europy. Europa to szerokie ramy kulturowe, w tej chwili również instytucjonalne zwane Unią Europejską, ale generalnie rzecz biorąc to jest pewna szeroka tożsamość kulturowa, na którą składają się bardzo różne tożsamości narodowe. Taka jest tradycja Europy, że w dialogu tych tożsamości, czasami w konkurencji buduje się ta szersza tożsamość, którą można cywilizacyjnie jakoś określić, ale jednak takie poczucie tożsamości ludzie mają związane ze swoim narodem. Nam jednak wmawiano, że mamy się roztopić w Europie, że nasza tożsamość jest przeszkodą, obciążeniem, że mamy się od niej uwolnić, bo jest ona pasmem błędów, a nawet zbrodni – podkreślił autor „Buntu i afirmacji”.

To właśnie przeświadczenie, że wszystko, co zachodnie jest lepsze, że tam jest prawdziwy świat, tam są „poważni ludzie”, tam jest „postęp”, tam jest prawdziwy „skok cywilizacyjny” i w związku z tym musimy skopiować to na polski grunt dominuje po dzień dzisiejszy.

Co w praktyce oznacza „doszlusowanie do Europy”, czy też Zachodu na polu kultury? Ano to, o czym pisał wyżej wywołany prof. Andrzej Nowak – „defekację z kopulacją, najlepiej na tle symboli katolickich”.

Na Zachodzie bezczeszczenie symboli katolickich, świętych katolickich i samego Boga w Trójcy Jedynego jest dzisiaj czymś normalnym! Mało tego – tzw. artyści mają ogromny problem, żeby zaprezentować światu „nowe bluźnierstwo”.

Często przywoływany przeze mnie Waldemar Łysiak w wydanej w roku 2006 bardzo dobrej książce „Salon 2. Alfabet Szulerów” zwraca, że „dzieła sztuki” polegające na „włożeniu krzyża do moczu czy fekaliów” po prostu znudziły się zachodniemu odbiorcy. Jednym z takich „dzieł” była zaprezentowana światu pod koniec lat 80. XX wieku przez Johna Flecka instalacja polegająca na zamontowaniu wizerunku Pana Jezusa w misce klozetowej.

„Zwróćmy uwagę, że żaden „artysta” nie ośmiela się robić tego samego z Allahem, Mahometem, Buddą czy Sziwą”, podkreśla Waldemar Łysiak.

Podobną „nudą” jest pokazywanie przez „artystów” Pana Jezusa nago, lub jako homoseksualistę, lub w trakcie kopulacji. „Rene Cox zyskuje sławę, bo demonstruje Ostatnią Wieczerzę, gdzie Chrystus to goła baba otoczona przez jedenastu czarnych apostołów, a dwunasty, Judasz, jest biały. Inny (zły człowiek – red.), pokazuje Queer City (…) (Brooklyn Museum, Nowy Jork, 2001), gdzie Chrystus uprawia perwersyjny seks z sześciolatkiem”, grzmi autor „Salonu 2”.

Nie tylko Pan Jezus jest poniżany przez „artystów”. Lubują się oni również w pluciu na Matkę Bożą.

„Museum od International Folk Art (Meksyk, Santa Fe) wystawiło (2001) prawie zupełnie gołą NMPannę (Nostra Senora de Guadelupe) – prawie, bo miała różane stringi. Chris Ofili lepi Bożą Rodzicielkę z łajna słonia (1999) i twierdzi, że ma prawo, bo w Afryce łajno słonia jest symbolem płodności. Pokazywano już Dziewicę Świętą jako lalkę Barbie, karatekę i tatuowaną lesbijkę. Co by tu jeszcze wymyślić?” ,wylicza Łysiak.

Kolejnym przykładem „wizji artystycznej”, przywołanym przez Waldemara Łysiaka był „hepening” zorganizowany przez grupę homoseksualistów w nowojorskiej katedrze Świętego Patryka. Polegał on na… wypluciu konsekrowanych hostii podczas niedzielnej Mszy Świętej (1992).

Jeśli zaś chodzi o Polskę, to trzeba wymienić „dzieło”, jakie można było zobaczyć podczas wernisażu bytomskiej Galerii „Kronika” w roku 2006: „czeski fotomontaż z papieżem Benedyktem XVI wznoszącym ciętą, skrwawioną głowę pederasty Eltona Johna”, relacjonuje autor „Alfabetu szulerów”.

„Oświecone elity” na Zachodzie i w Polsce przyzwalają na tego typu pornograficzne, bluźniercze i okraszone fekaliami ekscesy i sowicie je finansują. Skoro praktycznie z dnia na dzień stały się one częścią kultury Zachodu, to zrobią wszystko, aby zostały zaakceptowane również w Polsce.

Od nas zależy czy Polska pójdzie tą drogą. Ostatni atak na św. Jana Pawła II, a co za tym idzie na Kościół Katolicki pokazuje, że jest w nas – Polakach – wciąż siła, żeby bronić prawdziwych wartości i walczyć ze złem, jakie niesie z sobą neomarksistowska antykultura. Tylko na jak długo wystarczy nam tej siły? Czy młode pokolenie, które niedługo dojdzie do głosu stanie po naszej stronie, czy po stronie bluźnierców, którzy próbują mu wmówić, że tylko poniżając Chrystusa, Kościół i katolików staną się nowocześni i europejscy? Czas pokaże.

Jedno jest pewne – musimy robić swoje, musimy walczyć ze złem i w końcu – musimy wynagradzać Panu Bogu za te wszystkie bluźnierstwa i modlić się za tych, którzy ich dokonują, aby się opamiętali…

Tomasz D. Kolanek

Zbrodniarze i pajace wojenni: „Rakiety wystrzelone z Warszawy mogłyby spaść na Kreml?” TVP Info: „to realny scenariusz”

Zbrodniarze i pajace wojenni: „Rakiety wystrzelone z Warszawy mogłyby spaść na Kreml?” TVP Info: „to realny scenariusz”

3 maja 2023

Premier Mateusz Morawiecki podczas wizyty w USA wyraził zainteresowanie kupnem nowoczesnych rakiet JASSM-XR.  Rozmieszczone w okolicach Warszawy, swoim zasięgiem objęłyby Moskwę oraz Sankt Petersburg. „Czy rakiety wystrzelone z okolic Warszawy będą mogły spaść na Kreml? To realny scenariusz”, pisze o sprawie TVP Info.

– Bardzo chcielibyśmy być pierwszym lub jednym z pierwszych krajów, który wejdzie w posiadanie tych pocisków – powiedział podczas swojej wizyty w USA premier Morawiecki.

 – Moje długie rozmowy tutaj były bardzo owocne i myślę, że cała współpraca zostanie poszerzona. Być może uda nam się pozyskać pociski o rozszerzonym zasięgu – dodał.

Pociski rakietowe JASSM-XR to najnowsza wersja pocisku JASSM, który znajduje się już na wyposażeniu polskiej armii, jest wykorzystywany w samolotach F-16. W przyszłym roku pociski mają znaleźć się na wyposażeniu amerykańskiej armii. Ich zasięg obejmuje 1600 km i mogą być wystrzeliwane z samolotów F-16 oraz F-35.

Źródło: tvp.info

Mieli wracać – wyjeżdżają. Emigracja zarobkowa sposobem Polaków na kryzys

Mieli wracać – wyjeżdżają. Emigracja zarobkowa sposobem Polaków na kryzys

26 kwietnia 2023 wyjezdzaja-emigracja-zarobkowa

Kryzys gospodarczy i związane z nim rosnące koszty życia skłaniają Polaków do poszukiwania nie tylko dodatkowego źródła dochodu. Coraz częściej nasi rodacy patrzą na Zachód, jako miejsce, w którym można lepiej zarobić.

O sprawie pisze „Rzeczpospolita”. Jak podaje dziennik, rosnące koszty życia skłaniają Polaków nie tylko do szukania dodatkowego zatrudnienia w kraju, ale też do emigracji zarobkowej. Okazuje się, że takie kraje jak Niemcy i Holandia są głównymi kierunkami „saksów Polaków” – zarówno tych już zrealizowanych, jak i tych planowanych.

„Plany wyjazdu ma coraz więcej osób. Widać to w statystykach portalu Olx Praca, gdzie w pierwszym kwartale tego roku kandydaci do pracy za granicą wysłali prawie 700 tys. aplikacji, aż o 90 proc. więcej niż rok wcześniej” – czytamy w dzienniku. Cytowany przez „Rz” analityk portalu Olx Konrad Grygo wskazuje, że ponad połowa tegorocznych aplikacji dotyczy Niemiec, co jest też zasługą dużej liczby ogłoszeń o pracy za Odrą. 

O widocznym w tym roku wzroście liczby zgłoszeń na oferty pracy za granicą poinformowali dziennik również przedstawiciele agencji zatrudnienia. 

Jako motywację pracy za zachodnią granicą wskazywana jest głównie wyższa płaca, np. w Niemczech stawka minimalna za godzinę wynosi 12 euro (ok. 55 zł), a w Holandii 12,4 euro.

Źródło: PAP, Rzeczpospolita

Funkcjonariusze wszystkich krajów, łączcie się.

Funkcjonariusze wszystkich krajów, łączcie się. 

Izabela Brodacka

Swego czasu moje najwyższe zdumienie wywołał fakt, że Ministerstwo Skarbu Państwa zarekomendowało sprzedaż ziemi zwanej Łąkami Oborskimi zrabowanej przez komunę rodzinie Potulickich i użytkowanej przez SGGW ściśle określonej grupie  „inwestorów” po cenie wielokrotnie niższej od ceny rynkowej. Kopia tego dokumentu jest w moich rękach i przy kolejnej okazji zaprezentuję listę w całości pomimo protestów i pogróżek niektórych zainteresowanych czyli umoczonych w tę aferę. Było to w okresie transformacji ustrojowej, a Ministerstwo Skarbu Państwa słusznie doczekało się likwidacji.

Moje podobne zdumienie budzi obecnie fakt, że Agencja Wywiadu zarekomendowała Ministerstwu Zdrowia zakup respiratorów od (czy za pośrednictwem) niejakiego Andrzeja Izdebskiego związanego z wywiadem PRL Wyżej wymieniony w szczycie pandemii miał dostarczyć resortowi zdrowia respiratory, pobrał 154 miliony zaliczki, niczego nie dostarczył i uciekł do Tirany gdzie zmarł 20.06.22 roku, a został znaleziony 21 czerwca. Zakład Medycyny Sądowej w Lublinie potwierdził tożsamość Izdebskiego na podstawie porównania wycinków pobranych z serca zmarłego z materiałem biologicznym matki Izdebskiego. 14 lipca rodzina pochowała zwłoki po uprzedniej ich kremacji.

Wprawdzie 25 maja prokuratura wystąpiła o ściganie Izdebskiego tak zwaną czerwoną notą Interpolu lecz Biuro Międzynarodowej Współpracy Policji odmówiło pod pretekstem, że wpisała go już na listę SIS (baza poszukiwanych w strefie Schengen) Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. ABW jednak swój wpis wycofała tak, że w bazie SIS powstało ośmiodniowe okienko czasowe, w którym zmieścił się Izdebski ze swoją śmiercią. Zapewne nic już się nie da wyjaśnić i sprawa zostanie umorzona. Ktoś bezkarnie skonsumował 154 miliony.

Niejaki Przywieczerski przez wiele lat ukrywał się w USA pod adresem który znał każdy dziennikarz lecz nie potrafiły go ustalić organy śledcze. Ten adres to Przywieczerski Dariusz Tytus. 5709 Sea Turtle Place, Apollo Beach FL 33572 USA, Pinellas County Sheriff’s Office. 

Powiem więcej – oficerowie śledczy nie chcieli nic słyszeć na ten temat.  Po krótkotrwałej sensacji związanej z przywiezieniem  Przywieczerskiego do Polski temat ucichł. Nie wiemy co Przywieczerski  obecnie porabia, zapewne spokojnie konsumuje swoje zdobycze.

Przed ucieczką Przywieczerskiego do USA przez kilkanaście lat procesował się on z profesorami Mirosławem Dakowskim oraz Jerzym Przystawą za to że ośmielili się wspomnieć o nim w  książce „ Via bank i FOZZ”. Przez pewien czas panowie profesorowie byli jedynymi skazanymi w tej sprawie, konkretnie za naruszenie dóbr osobistych przestępcy. Wreszcie kolejny, tym razem bardziej łaskawy, sąd ich uniewinnił.

Skandalu związanego z aferą FOZZ nie dało się już zamieść pod dywan. Nie słyszałam jednak żeby którykolwiek z beneficjentów FOZZ (choć ich pełna lista nie jest znana) oddał skradzione pieniądze. Ich zdobycze, podobnie jak zdobycze innych złodziei  chroni nie tyle prawo co uzus, obyczaj prawny. Napracowali się, coś tam odsiedzieli to i mają. To samo dotyczy beneficjentów afery Amber Gold. Mam na myśli prawdziwych beneficjentów, prawdziwe szczupaki, a nie wskazane i skazane płotki.

Pewna znana z miłości do psów dużych ras i działająca  w fundacji na ich rzecz  dama ofiarowywała wielu osobom (w tym i mnie) wskazanie mieszkania kwaterunkowego do preferencyjnego wykupu za 30 tysięcy łapówki. Lokatorzy tych mieszkań podobno je pozadłużali i mieli być eksmitowani przez miasto do lokali socjalnych, a nowy lokator miał tylko spłacić zadłużenie.

Oczywiście odmówiłam i ją wyśmiałam, lecz przecież nigdzie tego nie zgłosiłam, bo prezentuję klasyczną mentalność porozbiorową, bezwarunkowo zakazującą donosicielstwa. Poza tym kobieta wyglądała na nieszkodliwą mitomankę. Jak się okazało ta pani zebrała sporą sumę od chętnych na przejęcie  cudzego mieszkania, oczywiście ich oszukując. Jej aktywność sąd wycenił na 8 lat  więzienia, ale jak się dowiedziałam od dawna jest na wolności i spokojnie konsumuje zgromadzony majątek.

Na marginesie- gdyby nie było to oszustwo, to za 30 tysięcy łapówki, spłatę relatywnie niewielkiego zadłużenia i 10% wartości rynkowej można byłoby wejść w posiadanie mieszkania w wielkim mieście. Oszukani sami nie byli w tej sprawie bez zarzutu. Nikt z nich nie doczekał się jednak podobno zwrotu łapówki pomimo orzeczenia sądu o konieczności naprawy przez skazaną wyrządzonych szkód. Czy w świetle prawa łapówki, które nie dały zamierzonego skutku należy zwracać? 

Nie słyszałam też, żeby urzędniczka, która dzięki aferze reprywatyzacyjnej otrzymała przeszło 40 milionów odszkodowania za nieruchomości, których nigdy nie posiadała zwróciła skradzione pieniądze. 

Sprawę ewentualnego udziału Jolanty Gontarczyk vel Lange w zabójstwie księdza Blachnickiego odgrzebano dopiero kilka dni temu przy okazji ustalenia, że ksiądz został otruty.  Sprawa Gontarczyków już w mediach  ucichła. Ciekawe czy się przedawniła i czy para szpiegów komunistycznych służb kiedykolwiek odpowie  za swoje czyny. Ciekawe jaki był udział i jaki interes służb niemieckich w zapewnieniu podejrzanym bezkarnej ucieczki do PRL.

Ostatnio Polska została zalana zbożem z Ukrainy. Jest to tak zwane zboże techniczne, pełne pestycydów i zanieczyszczeń. Zboże miało przejeżdżać przez Polskę tranzytem, ale jak się okazało zapchało  polskie magazyny zbożowe. Wina leży nie tylko po stronie władz, które nie radziły sobie z kontrolą transportów lecz również po stronie rodaków, którzy kupowali to tanie zboże sprzedając je dalej jako pełnowartościowe zboże spożywcze. Warto się zainteresować rolą jaką w handlu tym zbożem odgrywa ukraiński oligarcha Dmytro Firtasz.  Firtasz na stałe mieszka w Austrii gdyż jest ścigany przez władze USA za łapówki. Firtasz w magazynach na Ukrainie ma podobno 3 miliony ton zboża. W Polsce natomiast ma firmę, kamienicę po Gudzowatym i bezkarność. Służby amerykańskie nie ścigają go jak widać zbyt skutecznie podobnie jak nigdy nie ścigały Przywieczerskiego.

Sanktuarium w Gietrzwałdzie. Lidl chce wybudować „śmietnisko”. Oburzająca inwestycja. Podpisz petycję!! Chrońmy Tron Naszej Matki !!

Sanktuarium w Gietrzwałdzie. Lidl chce wybudować „śmietnisko”. Oburzająca inwestycja. Podpisz petycję!! Chrońmy Tron Naszej Matki !!

Mieszkańcy i pielgrzymi protestują. W tle… komuś pieniądze, ulgi podatkowe

https://nczas.com/2023/05/05/gietrzwald-lidl-chce-wybudowac-smietnisko-mieszkancy-i-pielgrzymi-protestuja-w-tle-ulgi-podatkowe-foto/

Komitet Obrony Gietrzwałdu utworzył w tej sprawie petycję, którą można podpisać internetowo

====================================

W Gietrzwałdzie mieszkańcy oraz pielgrzymi protestowali przeciwko budowie centrum dystrybucyjnego Lidla, które będzie zbierać odpady. Manifestacja zorganizowana przez Komitet Obrony Gietrzwałdu przeszła ulicami miejscowości.

Ogólnopolski Protest Pielgrzymkowy w obronie Tronu Matki Bożej w Gietrzwałdzie rozpoczął się w piątek 5 maja w południe. Jego uczestnicy wyrażali swój sprzeciw w związku z budową centrum dystrybucyjnego Lidla.

„Chrońmy Tronu Naszej Matki przed zbezczeszczeniem przez śmietnisko Lidla do którego mają być zwożone 154 tysiące ton odpadów rocznie, w tym odpadów niebezpiecznych dla życia i zdrowia.

Jest to miejsce, w którym Matka Boża objawiła się 160 razy, jedyne w Polsce uznane przez Kościół. Zatem miejsce to wraz z całą okolicą jest uświęcone” – podkreślali organizatorzy.[W czasie „KulturKampfu” – Pod okupacja pruską – mówiła do dziewczynek po polsku, twarda warmińska gwarą. MD]

Trwa wielki protest pielgrzymkowy w #Gietrzwałd pod #Olsztyn przeciwko budowie centrum dystrybucyjnego #Lidl. Na miejscu setki osób, które przyjechały z całej Polski bronić „Tronu Matki Bożej”. Wkrótce szersza relacja

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

Do udziału w proteście zachęcali nie tylko środowiska katolickie, lecz także patriotyczne, ekologiczne i wszystkie te, „którym na sercu leży dobro tego wyjątkowego miejsca”.

W Gietrzwałdzie znajduje się Sanktuarium Maryjne, a kult Maryjny jest żywo obecny w tym miejscu od XVI w. W Gietrzwałdzie miały miejsce także objawienia Maryjne od 27 czerwca do 16 września 1877 roku. Sto lat później Kościół zatwierdził ich treść jako autentyczną.

Gietrzwałd jest więc niewątpliwie ważnym punktem na pielgrzymkowej mapie Polski. Budowa „śmietnika” – jak mówią o nim wprost mieszkańcy – z pewnością nie sprzyjałaby temu dziedzictwu. Tak też uważa część mieszkańców. Przeciwnicy budowy centrum dystrybucyjnego Lidla podnoszą także argument, że wokół rozciąga się obszar chronionego krajobrazu.

@GotfrydKarol

Lidl Polska is planning to build a huge distribution/waste storage center in NE Poland. Of all places they’ve picked Gietrzwałd, arguably the most beautiful village in Warmia

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

·24,7 tys. Wyświetlenia

Oburzająca inwestycja

Mieszkańcy są przeciwni budowie centrum dystrybucyjnego, które ma zbierać odpady ze sklepów Lidla w całym regionie – w tym azbest, freony, zużyte filtry, odpady zawierające rtęć, tzw. HCFC, HFC i inne. W sumie 154 tys. ton rocznie.

Przypomnijmy, że – jak już pisaliśmy na naszych łamach – w sprawie pojawiły się kontrowersje. Najbardziej zdumiewa fakt, że niemiecki potentat może liczyć na ulgowe traktowanie względem polskich przedsiębiorców – chodzi tu o zwolnienia z podatku. Lokalni politycy już bowiem obiecali Lidlowi zwolnienia z podatku od nieruchomości na trzy lata, z możliwością przedłużenia o kolejne trzy.

Wójt Jan Kasprowicz utrzymuje, że ta „:inwestycja może być szansą dla miejscowości” – Lidl obiecuje bowiem miejsca pracy, a także zapłaci za grunty. Pozwolenie na budowę zostało wydane w marcu. Teraz więc budowa zależy od woli inwestora.

Petycja Komitetu Obrony Gietrzwałdu

Komitet Obrony Gietrzwałdu utworzył w tej sprawie petycję, którą można podpisać internetowo.

„Nasza piękna miejscowość z cudownym warmińskim klimatem, panującym tu spokojem oraz pięknym krajobrazem przestaje istnieć w tej formie. Za sprawą nietrafionych oraz z nikim nie konsultowanych decyzji powstają coraz to nowe inwestycje zaburzające harmonię i urok tego miejsca. Już od dłuższego czasu są o tym rozmowy niezadowolonych z tego co się dzieje mieszkańców, a także osób którym na sercu leży dobro naszej urokliwej okolicy” – czytamy.

„W ludziach zbiera się gorycz i bunt na dziwne i nieracjonalne decyzje. Zaskakują one nawet najbardziej odpornych mieszkańców naszej gminy. Apogeum nastąpiło w dzień przed Wigilią Bożego Narodzenia, kiedy to na stronie gminy ujawniono zamiar wydania zgody na budowę potężnego Centrum Dystrybucyjnego Lidl, podobno największego w Europie” – zaznaczono.

„Niestety wygląda na to, że karty rozdano pod stołem…” – czytamy.

„Postanowiliśmy walczyć, aby nie dopuścić do degradacji naszej małej ojczyzny, tego co niej piękne, tego co kochane, tego z czego jesteśmy dumni…” – oświadczono.

„Wójt chciałby, żeby było o tym cicho ale obiecujemy, że będzie już tylko głośniej ! Oto cała prawda o śmietnisku Lidla, przeszukaniu zleconym przez prokuraturę i uwalonym przez komisarza wyborczego referendum. Zobaczcie sami kto pociąga za sznurki!” – pisał Komitet Obrony Gietrzwałdu w jednym ze swoich postów na Facebooku.

=========================

W reakcji na opublikowany wcześniej na naszych łamach artykuł na temat zamiaru budowy centrum dystrybucyjnego, sieć Lidl przysłała oświadczenie.

[Wykrętne md] Oświadczenie sieci Lidl – początek:

„Chcielibyśmy podkreślić, że od samego początku prac nad każdą z naszych inwestycji analizujemy wszelkie warianty, które w największym stopniu są dopasowane do otoczenia i sąsiadującej z inwestycją natury” – czytamy.

„Główną funkcją planowanego Centrum Dystrybucji w Gietrzwałdzie będzie dystrybucja przede wszystkim produktów spożywczych, a także przemysłowych do kilkudziesięciu sklepów Lidl Polska zlokalizowanych w województwie warmińsko-mazurskim oraz części województw ościennych” – zaznaczyła sieć.

„Chcielibyśmy zaznaczyć, że na terenie naszego magazynu surowce nie będą utylizowane, przetwarzane czy spalane. Nadajemy surowcom drugie życie…

[—-]