
————————————————

—————————–

———————————

——————————————

[i z Sybiru, synku… ]
——————————

—————————————-

—————————————————————

—————————————

———————–


————————————————

—————————–

———————————

——————————————

[i z Sybiru, synku… ]
——————————

—————————————-

—————————————————————

—————————————

———————–


——————————————————

———————————————–

[Przecież, nie tylko ryjem – już nas wpierdolił. MD]
————————————————-

[Nie obrażaj koni ! Chyba, że chodzi o tego adwokata]
—————————-

————————————————————-

———————————————————-

—————————————————–

———————————————-

————————————————————-

4 maja 2026 pch24/zydzi-poza-kontrola-zolnierze-masowo-rabuja-mienie-cywilne-w-libanie-i-strefie-gazy

Armia Izraela „nie radzi sobie” z falą grabieży mienia cywilnego przez żołnierzy w Libanie i Strefie Gazy – informuje izraelski portal Ynet. Z relacji rezerwistów wynika, że rabunek opuszczonych domów odbywa się rutynowo, a dowództwo nie podejmuje działań dyscyplinarnych.
Według relacji publikowanych przez izraelskie media – zarówno liberalny i niszowy dziennik „Haarec”, jak i najbardziej popularny izraelski portal Ynet – żołnierze wynoszą z libańskich wiosek niemal wszystko.
Na listach skradzionych przedmiotów znajdują się telewizory, motocykle, dywany, obrazy, sofy, pościel, a także sprzęt kuchenny, taki jak lodówki, tostery, czajniki, miksery, a nawet filiżanki.
Jeden z żołnierzy rezerwy opisał, że widział jednostki ładujące na pojazdy całe zestawy mebli oraz biżuterię, a w innym wyznaniu pojawiła się informacja o kradzieży sztabek złota, koców oraz prywatnych zdjęć.
Żołnierze wypowiadający się anonimowo dla izraelskich mediów opisują proceder jako jawny. – Każdy, kto coś bierze – telewizory, papierosy, narzędzia – po prostu wkłada to do swojego pojazdu. Nikt tego nie ukrywa, wszyscy to widzą i rozumieją – relacjonuje jeden z mundurowych w „Haarecu”.
- W Strefie Gazy ktoś wsiadł do ciężarówki z kanapą, doszło tam do szalonej bójki. (…) Siedem miesięcy temu każda jednostka umeblowała sobie pomieszczenia wspólne sprzętami ze Strefy, całymi kompletami wypoczynkowymi – powiedział inny żołnierz portalowi Ynet.
Podczas wojny w Strefie Gazy zjawisko grabieży miało osłabnąć – według źródeł Ynetu – jednak nie z powodu zaostrzenia rozkazów, lecz dlatego, że „zostało mało do zabrania”.
Szef Sztabu Generalnego, Ejal Zamir, pod koniec kwietnia potępił rabunki, nazywając je „moralną plamą”, jednak mimo tych deklaracji, żołnierze twierdzą, że dyscyplina nie jest egzekwowana. Choć niektórzy dowódcy niższego szczebla próbują interweniować – grożąc m.in. usunięciem z jednostki – większość ma przymyka oko na zachowanie podwładnych – wynika z raportu Ynet.
„Haarec” podkreśla, że dowódcy obawiają się wyciągania surowych konsekwencji wobec rezerwistów, by nie zniechęcać ich do służby, w czasie, kiedy armia odczuwa braki kadrowe. W efekcie, punkty kontrolne na granicy z Libanem, które miały zapobiegać wywożeniu łupów do Izraela, w wielu miejscach zostały zlikwidowane lub działają jedynie fasadowo.
Żołnierze tłumaczą swoje zachowanie na kilka sposobów. Wielu uważa, że skoro domy i tak zostaną zburzone lub zbombardowane, zabranie z nich mienia nie stanowi realnej szkody, inni postrzegają grabież jako formę „rekompensaty” za trudy wojny i osobiste koszty, jakie ponoszą jako rezerwiści.
Komentatorzy zauważają, że zjawisko grabieży to nie jest nowe w historii wojen toczonych przez Izrael. Podobne incydenty odnotowywano podczas konfliktów w 1948, 1956, 1967 roku oraz podczas pierwszej wojny libańskiej w 1982 roku. Zdaniem „Haareca” obecny problem wyróżnia się systemową biernością państwa. Rząd, choć oficjalnie nie zachęca do grabieży, nie podejmuje też realnych kroków, by je powstrzymać.
Oficjalne dane wojska mogą budzić wątpliwości co do skuteczności śledztw – w 2024 roku wpłynęło jedynie dziewięć zgłoszeń dotyczących grabieży w Strefie Gazy, z czego tylko jedno zakończyło się aktem oskarżenia – podał Ynet.
Operacja Izraela w Strefie Gazy rozpoczęła się po ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku, a od października 2025 roku obowiązuje kruche zawieszenie broni między Hamasem a Izraelem.
Z kolei trwająca obecnie izraelska inwazja na Liban jest związana z szerszą eskalacją po atakach USA i Izraela na Iran 28 lutego, po których libański Hezbollah włączył się do walk po stronie Teheranu.
Źródło: PAP / Joanna Baczała

———————-

[Nienawiści do Pana Boga, księże.. md]
=========================

———————————————————–

———————————

————————————————————

————————————————

———————————————–

[ależ miał powód: Chciał się zabawić. md]
————————————————

———————————————

—————————————————–
4 maja 2026 Piotr Relich pch24./dzikusy-z-doliny-krzemowej-co-laczy-ufo-transhumanizm-i-poganstwo

Co jeśli najtęższe umysły na planecie, odpowiedzialne za przełomowe technologie, posiadają rozumienie Boga i człowieka na poziomie prymitywnego tubylca?
To nie jest dobre pytanie. Na dawni przodkowie
Chantal Delsol podkreślała, że ludzkość w ogromnej większości nie zna ateizmu. Jako zgniły owoc epoki oświecenia, przekonanie o nieistnieniu Boga stanowiło przez wieki w zasadzie oryginalną koncepcję zachodu. Współczesna rzeczywistość ostatecznie obala ten trwający o wiele za długo eksperyment. Kiedy czołowy ateista świata – Richard Dawkins ogłasza, że jest w zasadzie „kulturowym chrześcijaninem”, pewna epoka dobiega właśnie końca.
Ale żeby dostrzec ponowne „zaczarowanie świata”, wcale nie trzeba sięgać aż do autora „Boga urojonego”. Dzisiaj zsekularyzowane, pławiące się w dobrobycie społeczeństwa zamiast zastąpić sferę religii „racjonalnością”, wypełniają ją przeróżnymi dziwactwami z pogranicza magii, okultyzmu i przesądu. W pustce powstałej po wyparciu religii z życia publicznego, powoli krystalizują się nowe propozycje duchowe dla człowieka XXI wieku. Zamiast jednak napełniać go wiarą, nadzieją i miłością, wzbudzają w nim coraz większą wątpliwość wobec sensu własnego istnienia.
Bo cyfrowa rewolucja, kryzys klimatyczny czy ślepa wiara w postęp skutecznie podważają nie tyle dotychczasowe tradycje religijne, co jej sekularny substytut w postaci liberalnego humanizmu. Człowiek ze swoimi wadami, emocjami i słabościami przestaje stać w centrum Wszechświata, stając się – w najlepszym wypadku – podstarzałym kapitanem rozklekotanej łajby cywilizacji, miotanej falami, których nie zna i nie rozumie. Niczym w przedchrześcijańskich wierzeniach, ponownie zdajemy się na łaskę potężnych i odległych sił, wobec których jawimy się niczym nic nie warty, kosmiczny proch.
Kiedy spojrzymy na przesłanie najpopularniejszej „religii” świata czyli…UFO (tak, tak – w istnienie istot pozaziemskich wierzy ok 60 proc. populacji) uderza nas ten sam powtarzający się, dehumanizacyjny wzór. W tej opowieści, cały postęp ludzkości ma swoje źródło w inteligencji pozaziemskiej, dzielącej się mądrością przez swoich posłańców – aniołów, proroków czy wybitnych naukowców. Sam człowiek okazuje się owocem inżynierii genetycznej obcych, tworzących nas bynajmniej nie z miłości, ale z potrzeby zapewnienia sobie taniej siły roboczej. Według jej zwolenników, to właśnie istotom pozaziemskim oddajemy cześć w naszych kościołach, synagogach i meczetach. Jednak nasze modlitwy mają mniej więcej tyle samo sensu, co starania Polinezyjczyków, stawiających atrapy samolotów w oczekiwaniu na dary z nieba.
Podobny schemat wyłania się z transhumanistycznej wizji superinteligencji (ASI), której nadejścia wyczekują czołowi inżynierowie Doliny Krzemowej. Cyfrowy program przewyższający ludzki umysł w praktycznie każdej dziedzinie, potrafiący konstruować coraz potężniejsze wersje samej siebie, nie znający zmęczenia, emocji i ograniczeń biologicznego ciała, jest w zasadzie technologicznym odpowiednikiem koncepcji Boga. Sam człowiek natomiast staje się w tej wizji wyłącznie katalizatorem następnego ogniwa ewolucji; nowego, doskonalszego pod każdym względem gatunku, który wyrwany spod kontroli człowieka, bez trudu zdominuje planetę i ruszy na podbój wszechświata.
Orędownicy superinteligencji wcale nie kryją swojej pogardy wobec gatunku ludzkiego. Kiedy Harari mówi o „małpie człekokształtnej homo-sapiens”, prof. Dragan opisuje nas jako niewiele bardziej skomplikowane „narzędzie przesyłu informacji” od psa, a Elon Musk sugeruje, że jesteśmy wyłącznie „biologicznym rozrusznikiem” dla nowej, cyfrowej świadomości, ciężko zaufać w obietnice świetlanej przyszłości płynące z Dolin Krzemowych od Kalifornii po Shenzhen.
Z ust techno-wizjonerów nieustannie słyszymy, jak to połączenie z omnipotentnym programem zapewni ludzkości złoty wiek dobrobytu, wolność od chorób, a nawet samej śmierci. Ale tylko pod jednym warunkiem…
W odróżnieniu od powszechnego przekonania, przedchrześcijańscy bogowie za grosz nie interesowali się losem człowieka. Nie mieli żadnego interesu wchodzenia z nim w interakcję, chyba że dla własnych, osobistych korzyści. Częściej ta marna i śmiertelna kreatura stanowiła dla nich zazwyczaj przedmiot rozrywki; zabawkę w ręku nieprzewidywalnego fatum i pionek na planszy boskich igrzysk.
Zaraza, wojny, głód, trzęsienia ziemi…by zapewnić sobie pomyślność potęg, należało je obłaskawić, nawet za cenę najwyższej ofiary. Niektóre bóstwa były wyjątkowo żarłoczne – aztecki Hutzilopochtli potrzebował nieustannego dopływu świeżej krwi, by wschodzić o świcie każdego dnia. Kananejski Moloch obdarowywał obfitymi plonami, żywiąc się ofiarą całopalną z niemowląt. Z kolei nordycki Frejr błogosławił wojownikom, którzy do jego świątyni w Uppsali zanosili głowy swoich wrogów.
Również dzisiejsi techno-wizjonerzy przekonują, że superinteligencję trzeba w jakiś sposób przeciągnąć na swoją stronę. Żeby nie dokonała globalnego holokaustu, należy zaprogramować ją w ten sposób by dostosować „cele AI” do naszych interesów. Tylko i tylko wtedy zero-jedynkowy bóg zostanie naszym przyjacielem, albo – jak sugerują – będzie wobec nas obojętny, jak człowiek w odniesieniu do nie wartych większej uwagi zwierząt.
„Nie zabijamy naszych futrzastych pupilów bez potrzeby. Wręcz przeciwnie, często są naszymi przyjaciółmi” – starał się łagodzić swój przekaz Ilya Sutskever, mózg stojący za ChatemGPT. Elon Musk ze znanym sobie optymizmem sugerował, że „jeżeli nie możesz kogoś pokonać, przyłącz się do niego”, z kolei Harari, zachęcając do dobrowolnego utracenia kontroli nad własnym życiem życzył ludzkości „miłej podróży”, ponieważ od teraz „wszystkim zajmą się algorytmy”.
Pozytywna wizja wymaga jednak ofiary. I składamy ją codziennie, świadomie bądź nie, każdego dnia przykuci do ekranów naszych telefonów. Cyfrowy moloch rośnie z każdą sekundą, karmiony niezliczoną ilością informacji. Płacimy zaś naszym czasem, emocjami, relacjami z żywym człowiekiem i zdrowiem. Ale być może przyjcie czas, że przyjdzie i zapłacić życiem. A wtedy kapłani nowej religii chętnie zatopią już nie obsydianowe, ale cyfrowe noże w naszych piersiach, będąc pierwszymi nadzorcami niewolników w nowym, globalnym, elektronicznym obozie koncentracyjnym.
============================
Ale tak długo jak jesteśmy oddani w opiekę Tego, który nazwał nas umiłowanymi dziećmi, kazał aniołom aby nam służyli i ostatecznie przelał za nas swoją boską Krew, prorocy nowego wspaniałego świata nie mają nad nami władzy. Nie pomoże im nawet „superinteligencja”, bożek „ze srebra i złota”, który „ma usta, ale nie mówi, oczy ma, ale nie widzi”. Bo Do nich są podobni ci, którzy je robią, i każdy, który im ufa (Ps 115, 8).
Piotr Relich
alexanderdugin.substack.com/philosophy-of-politics
[Te poglądy są zdecydowanie różne od moich. Ale sądzę, że należy je znać. MD]
=========================================================
Aleksander Dugin twierdzi, że polityka i filozofia są nierozłączne,
a polityka funkcjonuje jako filozofia stosowana, a każdy system polityczny ma swoje korzenie w głębszych założeniach filozoficznych.
ALEKSANDER DUGIN, 3 MAJA
Najpierw zastanówmy się nad naturą tej dyscypliny i przedmiotami jej badań.
Jeśli przyjrzymy się historii filozofii i systemów politycznych, zauważymy
następującą prawidłowość. Filozofia i polityka, od samego początku, od samych narodzin tych dwóch dyscyplin, rozwijały się nie tylko równolegle, ale wręcz nierozerwalnie od siebie.
Wśród pierwszych Siedmiu Mędrców, których uważa się za założycieli
tradycji filozoficznej greckich presokratyków, było wielu,
m.in. Solon, który zasłynął z pisania praw politycznych,
konstytucji, kodeksów karnych i który był w istocie aktorem politycznym,
reprezentującym swoje miasta i jednostki polityczne.
Tak więc już na samym początku historii filozofii dostrzegamy
nierozerwalny związek między filozofią a polityką. Stąd polityka
jako zjawisko odrębne, oderwane od filozofii, badane na
przykład metodami filozoficznymi, stanowi zupełnie inne podejście.
W rzeczywistości filozofia polityki to głębsza dziedzina.
To dziedzina, która zajmuje się filozofami, którzy zajmowali się
polityką, filozofami, którzy o niej piszą, oraz
aktorami politycznymi, którzy oparli swoje prawa i ustanowili swój
system polityczny na zasadach filozoficznych.
W istocie, w epoce narodzin filozofii i w epoce
narodzin polityki, te dwie dziedziny wcale nie były od
siebie oddzielone. Zatem przedmiotem filozofii i polityki jest ta
pierwotna sfera, która połączyła filozofię i politykę w pewnej
wspólnej orientacji.
Innymi słowy, chcę powiedzieć, że nie istnieje oddzielne
zjawisko polityki i oddzielne zjawisko filozofii, które
sztucznie łączymy. Nie badamy też polityki za pomocą
filozofii.
Mówimy nie tylko o filozofii politycznej tej czy
innej szkoły, epoki, kultury czy cywilizacji. Mówiąc o filozofii
polityki, mówimy w znacznym stopniu o
istocie polityki, o tym, co czyni politykę polityką – z jednej
strony. Z drugiej strony, mówimy o politycznej istocie
filozofii, która czyni filozofię filozofią.
Ale jest pewna różnica. Filozofia dominuje tutaj, bo polityka
bez filozofii w ogóle nie jest możliwa. Polityka jest formą
filozofii stosowanej, zastosowaniem filozofii do pewnej sfery
życia ludzkiego.
Ale filozofia bez polityki jest teoretycznie możliwa. To znaczy,
istnieje filozofia, która nie zajmuje się polityką, ale
nie ma polityki, która nie opierałaby się na filozofii. Zatem istnieje
tu nierówność: dominuje filozofia.
Niemniej jednak filozofia bada politykę; nie tylko jej filozoficzne
podstawy, ale także polityczne aspekty samej filozofii;
ponieważ polityka nie jest częściowym i przypadkowym zastosowaniem
filozofii, ale jej najogólniejszym, najbardziej podstawowym, a zarazem stosowanym elementem
.
Gdy tylko filozofia się pojawi, to z konieczności, przede wszystkim, gdy
istnieje, zwraca się ku polityce; a wszelka polityka wyłania się z filozofii.
Między nimi istnieje nierówna, ale bardzo głęboka, organiczna
więź.
Tam, gdzie następuje pierwotne zjednoczenie tego, co filozoficzne, i tego, co
polityczne… tam narodziły się wszystkie możliwe systemy polityczne i
jednocześnie
nastąpiła krystalizacja wiedzy filozoficznej.
Choć istnieje filozofia wolna od polityki, zajmująca się
kwestiami apolitycznymi, to jednak nawet taka
wolna, apolityczna filozofia jest w taki czy inny sposób związana
z polityką, ponieważ filozofia i polityka mają wspólne korzenie.
Z tego powodu, jeśli filozofia rozważa kwestie estetyczne,
historyczne, kulturowe, a nie mówi nic o
polityce, nie oznacza to jednak, że jest to
zjawisko zupełnie odrębne.
Każda filozofia, nawet najbardziej abstrakcyjna, ma
wymiar polityczny, w niektórych przypadkach wyraźnie wyrażony. W przypadku Solona, podobnie jak w
przypadku starożytnych greckich presokratyków i mędrców, a także
Platona i Arystotelesa, jest to wyraźny wymiar
filozofii.
Ale istnieje również ukryty wymiar polityczny filozofii, kiedy
filozofia nic nie mówi o polityce, ale sam fakt obecności
jednego czy drugiego paradygmatu filozoficznego niesie
w sobie możliwość istnienia wymiaru politycznego. W jednym przypadku jest on
jedynie wyraźny, otwarty i oczywisty; w drugim – ukryty,
zawarty.
Stąd między filozofią a polityką istnieje bardzo, bardzo głęboki
związek, związek na poziomie ich pochodzenia. A studiowanie
filozofii bez polityki samo w sobie zubaża i osłabia samo
pojęcie filozofii.
Z drugiej strony, studiowanie polityki bez filozofii jest zupełnie
bezcelowe. W takim razie poszliśmy już drogą programowania i
ustaliliśmy regułę Worda: otwórz plik, zamknij plik.
Jesteśmy dobrymi programistami… znamy dwie funkcje: „zapisz” i „zapisz jako”. Potrafimy
doskonale posługiwać się Wordem, potrafimy pisać w nim bardzo dobre teksty,
ale nie jesteśmy programistami.
Ludzie, którzy nie mają filozofii politycznej, którzy nie mają
filozofii, są tak samo politykami jak programiści komputerowi,
tak samo jak ludzie, którzy [niesłyszalne].
W rzeczywistości osoba, która nie zna filozofii, nie może zajmować się
polityką; nie jest politykiem. Jest najemnym urzędnikiem państwowym, który
po prostu stoi przed ścianą. Ktoś mu powiedział: idź tam, zrób to.
Co robić, dokąd się udać… może i jest świetnym użytkownikiem, ale w rzeczywistości
politycy pozbawieni zmysłu filozoficznego są jedynie na
placu budowy, jakimś zagranicznym placu budowy…
W rzeczywistości bez filozofii po prostu nie ma polityki, kropka.
Polityka jest jednym z wymiarów filozofii.
Polityka bez filozofii nie istnieje, ale filozofia bez
polityki tak, ponieważ jest ona podstawowa w stosunku do polityki. Jednakże
każda filozofia ma wymiar polityczny – albo, jak powiedziałem,
jawnie, albo domyślnie, w takim przypadku milczymy na ten temat.
Ale to milczenie filozofii dotyczące jej politycznego wymiaru czy
ekspresji nie jest milczeniem całkowitym; jest raczej powściągliwością niż milczeniem.
Innymi słowy, filozofia, która nie zajmuje się polityką, wie o polityce i ma ją w sobie, ale otwarcie o niej
nie mówi .
To jest osobliwa cisza. Jest cisza mędrca i
jest cisza głupca. Ten milczy, żeby nie
powiedzieć czegoś niewłaściwego, bo czuje, że jeśli zacznie mówić,
nic dobrego z tego nie wyniknie.
Mędrzec milczy z zupełnie innego powodu.
Milczenie filozofii w kwestii polityki jest milczeniem mędrca
. Ale jeśli odpowiednio zapytamy mędrca, powie nam, co
wie o polityce, a to, co powie, będzie całkowicie rozsądne.
Ale on milczy.
Zatem każdy system filozoficzny niesie w sobie wymiar polityczny,
ale nie każdy system filozoficzny rozwija ten model w sposób wyraźny.
To jest najważniejsze dla zrozumienia sfery
przedmiotu, który będziemy studiować w ramach filozofii
polityki.
Innymi słowy, badamy filozoficzne korzenie, podstawy,
podstawy programowania, podstawy matrycy wszelkiej polityki, która w całości
sprowadza się do filozofii – nie ma niczego w polityce, ani jednego
elementu, który nie prowadziłby do filozofii, nie byłby przez nią wyjaśniony i nie
wyłaniałby się z niej.
Po prostu, polityka jest z jednej strony częścią filozofii. Więc będziemy
ją studiować.
Będziemy także badać polityczny wymiar filozofii, który
również [niesłyszalne] dlatego, że służy filozofii; z drugiej strony
filozofia, która niesie w sobie politykę, jest oczywiście
bogatsza od polityki, niemniej jednak w każdym systemie filozoficznym
możemy odkryć, nawet tam, gdzie nic się o niej nie mówi, możliwe
zastosowanie w sferze politycznej, tj. możliwość wyprowadzenia
z filozofii treści politycznej.
[…] Polityka jest, jeśli tak można powiedzieć, najważniejszym przypadkiem zastosowania
filozofii. […] […].
Zatem historia filozofii i historia polityki
tworzą ściśle ten sam wzorzec. To niezwykle ważne.
Istnieje między nimi ścisła homologia.
Jeśli filozofia podąża w jednym kierunku, polityka nie może podążać w innym
. Polityka podąża wraz z filozofią. Jeśli coś
zmieniło się w filozofii, coś zmieni się w polityce. Jeśli coś
zmieniło się w polityce, coś zmieniło się w filozofii, co
z góry przesądziło o tej zmianie w polityce.
Polityka nie jest autonomiczna wobec filozofii. Polityka jest często bardziej
widoczna, choć czasami mniej.
Z perspektywy historii, zmian dynastii, pewnego
przywódcy, księcia, cesarza, rozpoczęcia wojny… jest to oczywiste, jest to
decyzja polityczna, ale nigdy nie jest odrębna od filozofii.
Widzimy to, co jest decyzją polityczną, ale nie widzimy
decyzji filozoficznej, która musi istnieć.
Z perspektywy filozofii polityki, historia polityczna
jest częścią historii filozofii,
całkowicie od niej zależną. Żaden polityk nie jest wolny od
filozofii, a żaden filozof nie może być postrzegany w świetle
swojego ukrytego wymiaru politycznego.
Innymi słowy, obraz historyczny, historia, historia jako taka,
rozkwit i upadek księstw, budowa i upadek
cywilizacji, konflikty między cywilizacjami,
rewolucje polityczne… decyzje dotyczące tramwajów… wszystko to ma pod sobą
wymiar filozoficzny, nie zawsze oczywisty i nie zawsze rozpoznawany,
ale zadaniem tych, którzy badają filozofię polityki, jest
opracowanie całości tej całkowitej homologii… tego równego (homo) znaczenia
(logos).
Znaczenie historii jest polityczno-filozoficzne lub filozoficzno-
polityczne. Każda historia ma te dwie strony. Z jednej strony jest to
historia księstw, z drugiej historia idei.
Historia księstw i historia idei nie są oddzielne; to
jedna i ta sama historia.
Tak więc, jeśli skupimy się na wymiarze filozoficznym, na przykład na
przejściu od idealizmu subiektywnego do idealizmu obiektywnego, to
jest to koniecznie powiązane z identycznym wymiarem politycznym…
przejściem od jednego modelu politycznego do drugiego… zmiany w
konfiguracjach religii – a to jest problem filozoficzny w
pierwszej kolejności, teologii – radykalnie zmieniają treść
procesów politycznych zachodzących w społeczeństwie, w którym
szerzy się ta filozofia.
Możemy podchodzić do tej homologii między tym, co filozoficzne, a tym, co
polityczne, z każdej strony. Możemy powiedzieć, że system polityczny się zmienił, a
w zależności od tego, jak, w jakim kierunku, z jaką szybkością i
jaką treścią ta zmiana się dokonała, możemy, nawet jeśli nie znamy filozofii
tamtego okresu, ustalić, co działo się na poziomie
filozoficznym.
Albo odwrotnie: nie wiemy, co działo się politycznie w danym społeczeństwie, ale zachowała się
historia sporów jednego filozofa z drugim ; na podstawie tej dyskusji, jeśli zostanie ona poprawnie zapisana, możemy odtworzyć cały obraz polityczny tego, co działo się w danym momencie, na agorze, gdzie wszystko decydowano demokratycznie, na wiecu lub na zebraniu, lub przeciwnie, jeśli istniała na przykład monarchia, teokracja lub imperium.
Innymi słowy, aby studiować filozofię polityki, musimy zacząć od
pewnego aksjomatu, aksjomatu absolutnej homologii między tym, co polityczne
, a tym, co filozoficzne.
Oczywiście, możemy dokonać pewnego rozróżnienia między polityką a tym, co
polityczne. Chcę zwrócić uwagę na jednego z najwybitniejszych
filozofów polityki, Carla Schmitta; będziemy się do niego odwoływać w
całym kursie.
W XXI wieku powszechnie uważa się, że Carl Schmitt był
najwybitniejszym filozofem politycznym XX wieku. Czasami
podawano to w wątpliwość; mówiono, że będą inni
filozofowie… ale dziś, gdy powiesz „Carl Schmitt”, wszędzie usłyszysz,
że jest on naszym najwybitniejszym filozofem politycznym; być może
najwybitniejszym, obok Hobbesa i Platona.
To znaczy, Carl Schmitt jest filozofem polityki par excellence.
Chcę zwrócić Państwa uwagę na jego dzieła i zalecić wszystkim, aby
koniecznie i bezzwłocznie zapoznali się z jego pracą o
polityce, das Politische. To bardzo ważne.
Carl Schmitt rozróżnia politykę i to, co polityczne. Uważa, że to, co
polityczne – pisane wielką literą – w tym przypadku jest przymiotnikiem
rozumianym jako rzeczownik… „das” to rodzajnik wskazujący, że mówimy
o rzeczowniku. W języku niemieckim jest to bardzo jasne: „das Politische”, w przeciwieństwie
do „mere politische”.
Aby oddać myśl Schmitta, używamy wielkiej litery,
Polityczny [odtąd nie będę pisał wielką literą; jest to konieczne w
języku rosyjskim, gdzie nie ma określonego rodzajnika].
To – to, co polityczne – Schmitt odróżnia od polityki. Przez
politykę rozumie on zastosowanie tego, co polityczne, do konkretnej
sytuacji społecznej. Konkretyzacja polityki jest konkretyzacją
tego, co polityczne.
Ale czym zatem jest polityka? Polityka – das Politische – to
właśnie ten punkt, w którym syn (polityka) łączy się z
ojcem (filozofią).
Oznacza to, że polityka jest właśnie sferą
polityki filozoficznej, sferą, w której filozofia łączy się bezpośrednio z polityką,
co nazwaliśmy homologią filozofii i polityki.
Innymi słowy, das Politische, według Schmitta, to właśnie ten
punkt homologii, w którym nie mówimy o polityce […], ale jeszcze nie o
filozofii jako o coraz szerszym poziomie. To granica, horyzont,
linia podziału między filozofią a polityką. To właśnie oznacza das Politische
.
Innym interesującym aspektem jest to, że jest to pewna sfera, sfera
, którą definiujemy właśnie jako filozofię polityki. Cała
sfera filozofii polityki zawiera się w tej koncepcji
polityczności, das Politische.
Inną bardzo ważną koncepcją, którą wykorzystuje Schmitt, jest to, co nazywa się
„fore-concept” [Vorgriffe].
Koncepcja wstępna nie jest jeszcze prawem politycznym, nie jest jeszcze
instytucją polityczną, nie jest partią polityczną ani konkretnym
programem politycznym. Koncepcja wstępna jest rodzajem elementu lub osobliwości polityczności
w jej czystej postaci – nie czysto filozoficznej, ale tam, gdzie filozofia
polityki wkracza na swoje własne prawa.
Carl Schmitt nazywa to „fore-koncepcją”. Pole polityki
składa się zatem wyłącznie z fore-koncepcji, politycznych fore-koncepcji.
Polityczna koncepcja jest sama w
sobie bardzo interesującym zjawiskiem. To właśnie ten moment przejściowy, w którym filozofia
staje się polityką. Zwróćcie jednak uwagę na czas: staje się; jeszcze się nie
stała, a dopiero się staje.
Kiedy filozofia staje się polityką, kiedy mamy do czynienia z
koncepcją polityczną. Chodzi tu na przykład o koncepcję polityczną, dotyczącą podziału
władzy, relacji między Kościołem a państwem, pojęć granic,
podmiotu i instytucji politycznych. To już jest
koncepcja polityczna w pełnym tego słowa znaczeniu.
Kiedy zatem jest to przed-pojęcie? Kiedy narodziny [myślę] tego
politycznego pojęcia są przygotowywane na podstawie treści filozoficznych. W
ten sposób sfera polityczności jest sferą istnienia
przed-pojęć.
Polityka składa się z pojęć wstępnych; a badając pojęcia wstępne, badamy
homologię, o której mówiliśmy wcześniej. Badanie homologii
filozofii i polityki, tego, co jest wspólne dla tych
dwóch asymetrycznych sfer, jest badaniem pojęć wstępnych i zadaniem
filozofii polityki.
O tym właśnie mówimy. Mówimy o pewnego rodzaju polu,
które istnieje, gdzie wielość filozofii przecina się
z wielością polityki. Właśnie między nimi jest to,
co wspólne… to, co polityczne, co bada filozofia polityki.
To był wstęp.
Przejdźmy teraz do pytania, jak to się dzieje w praktyce. Platon jest
uważany za twórcę pierwszego w historii pełnoprawnego systemu filozoficznego
.
Sformułował on w sposób najpełniejszy tę filozoficzną agendę, która nie tylko
przesądziła o całej starożytnej historii filozofii, o całym
średniowieczu, w znacznym stopniu o filozofii renesansu,
która [niesłyszalne] o filozofii nowożytności.
Co więcej, w XXI wieku nie ma filozofa bardziej
aktualnego i mniej zrozumiałego niż Platon. Innymi słowy, Platon jest całą
filozofią [całością filozofii; filozofią in toto].
Najbystrzejsi myśliciele XIX, XVIII, XVII, XVI, XV… i tak dalej,
aż do Platona, wszyscy studiują Platona. Właściwie, ściśle rzecz biorąc, istnieje jeden
filozof: Platon, i to jest filozofia.
Do dziś nie znamy [niesłyszalne] jego zamiarów. Wokół każdego
słowa Platona, każdego z jego zdań, do
dziś toczą się zażarte spory i nikt nie jest w stanie w pełni stwierdzić, czy właśnie tak go
rozumiano.
Geniusze powstają, by zająć jakieś stanowisko; geniusze powstają i mu się sprzeciwiają. Nie są to
prości ludzie. Geniusze filozoficzni…
Wszystkie dogmaty chrześcijańskie opierają się na Platonie. W teologii chrześcijańskiej
nie ma tezy, która nie miałaby wymiaru platońskiego. W
teologii islamskiej wszystko opiera się wyłącznie na platonizmie.
Nawet tam, gdzie platonizm nie dotarł, w Indiach,
najprostszym sposobem studiowania hinduskiej filozofii, Wed, religii jest
platonizm, ponieważ analogia jest od razu oczywista.
Platon jest zatem uważany za księcia filozofów, a jego
władzy w filozofii nikt jeszcze nie zdołał podważyć. Tysiące
razy ogłaszano upadek imperium Platona.
Za każdym razem okazywało się to jedynie marginalną halucynacją.
Żyjemy w filozofii Platona, Platon jest księciem filozofii,
i albo temu zaprzeczamy, w takim przypadku […] jesteśmy świadkami powstania niewolników
, którzy próbują wyrwać się spod potęgi księstwa Platona, albo po
prostu akceptujemy to jako lojalni obywatele i podążamy za naszym Cesarzem, Platonem.
Po drugie, twierdzenie, że filozofia wniosła coś uzupełniającego do
Platona, jest całkowicie bezpodstawną, nienaukową hipotezą akademicką. To
rodzaj plotki, której nie potwierdza społeczność naukowa.
Nawet ci, których uważa się za ucieleśnienie filozofii
nowoczesności, studiowali Platona [mówi o Bergsonie, który za pośrednictwem
„prymitywnego i bardzo ograniczonego” Karla Poppera dał nam otwarte społeczeństwo, oraz
o Whiteheadzie, aby pokazać, że obaj, choć nowożytni, inspirowali się
Platonem].
Platon jest wszystkim. Dlatego też, czytając Platona, natyka się
nie tylko na jednego filozofa, autora czy szkołę; natyka
się na filozofię jako taką.
Ponieważ cała filozofia to nic innego jak ruch między kilkoma
tezami Platona. Platon założył całą filozofię naraz: od razu i
w całości. Zatem studiowanie filozofii jest studiowaniem filozofii
Platona.
Wszystko inne, jak powiedział sam Whitehead, filozof analityczny,
logik i matematyk, jest w istocie przypisem do
filozofii Platona.
Musimy więc pamiętać, że filozofia to tylko Platon. A jeśli
nie rozumiemy Platona, nie rozumiemy języka programowania
filozofii.
[…] Studium filozofii zaczyna się od studiowania dzieł
Platona; studiowanie filozofii jest piorunem [porazhaetsya, zdaje się, że
słyszałem] poprzez studiowanie dzieł Platona; studiowanie filozofii
kończy się na studiowaniu dzieł Platona; jest tu tego tyle, że wystarczy na całe
życie.
Zatem można – byłem zbyt ogólny. To program dla
geniuszy. Dla prostego, przeciętnego filozofa możliwe jest wzięcie
jednego z dialogów Platona. Ja biorę Kratylosa [na przykład] i żyję
z Kratylosem.
Do końca mojego życia jasność Kratylosa będzie całkowita. Dla
studentów sprawa się zawęża. Weźmy osobne powiedzenie Platona
i spróbujmy w pewnym momencie je przeżyć. A
nawet to będzie ogromne, bo Platon to filozofia.
Jeśli zatem mówimy o filozofii, mówimy o Platonie. […]
Jeśli chcemy bliżej poznać matrycę, na
której podstawie kształtuje się das Politische i sfera homologii, o której mówiliśmy
, lub te wstępne koncepcje, którymi się zajmujemy, jeśli chcemy
zrozumieć, skąd bierze się polityka, jakie są jej struktury i jak
krystalizuje się i manifestuje poprzez politykę, musimy studiować
Platona.
[…] Pierwszą rzeczą, którą musimy poznać, są pisma Platona.
Tłumaczenie M. Millermana
Wojna z ludzkością
3. maja 2026 Marek Wojcik world-scam/wojna-z-ludzkoscia
Za każdą wojną stoją wielkie pieniądze. Gutle Rothschild (żona Mayera Amschela Rothschilda 1753-1849): „Gdyby moi synowie nie chcieli wojen, nie byłoby ich”. Jej małżonek Mayer Amschel Rothschild: „Dajcie mi kontrolę nad pieniędzmi danego kraju, a nie będzie mnie obchodziło, kto ustala jego prawa”. Źródło.

Miliony ludzi, którzy padli w wojnach, w większości nie uświadamiali sobie, że umierali jedynie po to, by garstka banksterów mogła wzmocnić swoją władzę nad naszym globem. Dzisiaj są na świecie jedynie trzy kraje, w których nie ma instytucji prywatnego banku centralnego. Są to: Iran, Północna Korea i Kuba. Zapewne istnieją ponadto obszary na świecie, na które klan Rohschildów nie ma wpływu, ale mało kto o nich słyszał i dlatego nie odgrywają żadnej roli we współczesnym świecie.

Wspieranie i podżeganie obu stron do wojny, to najlepszy model finansowy, jaki dotychczas wymyślono. Strona, która wojnę wygra, zdobędzie łupy, którymi spłaci zaciągnięte długi. Przegrana strona zostanie obciążona kontrybucjami, w celu spłacenia długów. Do tego dochodzą zyski pochodzące z produkcji uzbrojenia i odbudowy wojennych zniszczeń. Jest jeszcze jedna „korzyść”: depopulacja.
Analogicznie działała wojny kowidowa ze światem. Producenci broni biologicznej zdobyli miliardy, które zasiliły wielki majątek Rothschildów & Co.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że gniew ludzi skierowany jest na rządy, czy jak w przypadku kowida również na firmy w rodzaju Pfizer, a nie na szare eminencje, które naprawdę stały za tym biznesem. Nie ważne jak ich nazwiemy. Elity – to najmniej adekwatne określenie dla zwyrodniałych bandziorów. Jest jeszcze bagno, Deep State, globaliści i masoneria. Jakaś nazwa jest potrzebna, byśmy wiedzieli o kim mowa.

Wiele osób zadawało pytanie: Dlaczego Watykan nazwał „szczepienia” przeciwko plandemii objawem miłości bliźniego i wydał srebrną monetę dla upamiętnienia tego globalistycznego ludobójstwa? Był to kolejny przejaw wojny kasty Rothschildów przeciw populacji światowej.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com
NEW MINION STYLE VIDEO RECREATION OR IRAN/US NEGOTIATIONS RELEASED BY IRANIAN MEDIA pic.twitter.com/1dCzGKTOfz
— Sulaiman Ahmed (@ShaykhSulaiman) May 3, 2026
Tak więc pierwotnym źródłem żalu jest ewidentnie sztuczne stworzenie państwa etniczno-nacjonalistycznego w połowie XX wieku oraz naciski syjonistów i zachodnich imperialistów, aby to urzeczywistnić.
Caitlin Johnstone 3 maja 2026 r
Zasadniczo każda debata izraelsko-palestyńska przebiega w ten sposób:
„Izrael zrobił X.”
„Tak, bo Hamas zrobił Y.”
„Tak, bo Izrael zrobił Z.”
„Tak, ale tylko dlatego, że Palestyńczycy ciągle robią A.”
„Okej, ale to by się nie wydarzyło, gdyby Izraelczycy nie robili B.”
„Ale to się stało tylko dlatego, że Arabowie zrobili C!”
—————————————
Jeśli jednak cofniemy się w czasie wystarczająco daleko, dotrzemy do momentu, w którym świat zachodni siłą umieścił zupełnie nowe państwo etniczne na szczycie już istniejącej cywilizacji bez zgody — i ze skrajną szkodą dla — ludzi, którzy już tam mieszkali.
Jasne, można cofnąć się jeszcze dalej i powiedzieć: „Och, tak, Żydzi mieszkali tam tysiące lat temu”, ale to po prostu głupota. Nie ma żadnego uzasadnionego powodu, by sądzić, że jakiś Żyd w Nowym Jorku ma jakiekolwiek znaczące pochodzenie łączące go z tą ziemią silniej niż jakikolwiek przypadkowy muzułmanin w Turcji czy gdziekolwiek indziej, a nawet gdyby istniało, to i tak absurdem byłoby powoływanie się na starożytną historię jako podstawę roszczeń terytorialnych. Jestem oddalona zaledwie o kilka pokoleń od moich przodków z Irlandii i Szkocji, ale byłoby absurdem, gdybym pojawiła się i zażądała domu kogoś, kto tam mieszka.
Zatem pierwotnym powodem niezadowolenia jest ewidentnie sztuczne stworzenie państwa etno-nacjonalistycznego w połowie XX wieku oraz naciski syjonistów i zachodnich imperialistów, by to osiągnąć. To właśnie ten pierwotny akt nadużycia doprowadził do powstania całego tego gigantycznego bałaganu.
I jak to się wszystko potoczyło? Historia mówi sama za siebie. Pokolenia nieustannej przemocy i nadużyć, których kulminacją była rzeź i chaos na całym Bliskim Wschodzie, które widzimy dziś.
Oznacza to, że utworzenie Izraela było błędem. Błędem, który należy naprawić.
Syjoniści rozpłyną się w wrzaskliwej stercie jadu i przesady, gdy powiesz to, twierdząc, że nawołujesz do eksterminacji Żydów, ale to nieprawda. Z pewnością naprawienie krzywd przeszłości i położenie kresu porządkowi narodowemu, który opierał się na przedkładaniu interesów Żydów nad interesy Palestyńczyków, byłoby uciążliwe dla wielu Żydów, którzy tam mieszkali, ale nie ma podstaw, by twierdzić, że pociągnęłoby to za sobą ich śmierć. Apartheid w RPA został zniesiony bez eksterminacji milionów białych ludzi i nie ma powodu, by sądzić, że zniesienie apartheidu w Izraelu pociągnęłoby za sobą eksterminację Żydów.
Eksperyment z Izraelem został już przeprowadzony i zakończył się niepowodzeniem. Czas spróbować czegoś innego.
Celem władz [Wielkiej Brytanii md] jest dodawanie coraz większej liczby przepisów dotyczących protestów, aż nikt nie będzie chciał uczestniczyć w demonstracji pro-palestyńskiej bez obecności prawnika.
Caitlin Johnstone 2 maja 2026 r. caitlinjohnstone-au/protest-laws-should-be-viewed-as-efforts-to-ban-criticism-of-israel
Przepisy skierowane przeciwko protestom pro-palestyńskim należy zawsze postrzegać jako próby zakazania krytyki Izraela. Właśnie to obserwujemy w Wielkiej Brytanii, gdzie premier zachęca do ścigania każdego, kto mówi: „globalizacja intifady”.
„Jeśli staniesz po stronie ludzi, którzy mówią o globalizacji Intifady, nawołujesz do terroryzmu wobec Żydów, a osoby używające tego sformułowania powinny być ścigane” – powiedział Keir Starmer podczas czwartkowej konferencji prasowej . „To rasizm, skrajny rasizm, który pozostawił mniejszość w tym kraju przestraszoną, zastraszoną i zastanawiającą się, czy jest częścią wspólnoty. Dlatego powtarzam, że ten rząd zrobi wszystko, co w jego mocy, aby wykorzenić tę nienawiść”.
Wielka Brytania zakazała już wszelkich form wyrażania poparcia dla grupy aktywistów Palestine Action, niedawno też zakazała organizowania powtórnych protestów i aresztowała demonstrantów za używanie słowa „intifada” w ich działaniach na rzecz Palestyny, powołując się na „przestępstwa przeciwko porządkowi publicznemu o podłożu rasowym”. Teraz premier chce, by wszyscy zostali oskarżeni ze zwiększoną agresją.
To wszystko jest ledwo zamaskowaną próbą wywołania efektu mrożącego na cały ruch protestacyjny pro-palestyński. Celem jest po prostu dodawanie kolejnych przepisów dotyczących protestów, aż nikt nie będzie chciał uczestniczyć w demonstracji pro-palestyńskiej bez obecności prawnika, który doradziłby im, co dokładnie mogą, a czego nie mogą mówić, jeśli chcą uniknąć więzienia.
Komentarze Starmera były reakcją na nieśmiertelny atak nożem na dwóch mężczyzn pochodzenia żydowskiego, do którego doszło w środę w Golders Green. Premier natychmiast określił to zdarzenie jako „antysemicki atak” i, jak twierdzi policja, traktuje je jako incydent terrorystyczny .
Cała zachodnia klasa polityczna i medialna oczywiście wykorzystała tę okazję, by krzyczeć o antysemityzmie i domagać się represji wobec antyizraelskich wypowiedzi oraz demonstracji pro-palestyńskich. W Australii ta historia spotkała się z gorączkowym rozgłosem w naszej propagandowej prasie głównego nurtu, mimo że dotyczy ona ataku nożem na wyspie po drugiej stronie globu, gdzie w zeszłym roku odnotowano około 53 000 przestępstw z użyciem ostrza .
Niestety, pomimo licznych narracji o nienawiści do Żydów i terroryzmie, które krążą wokół tego tematu, w chwili pisania tego tekstu nie ma żadnych publicznych dowodów na to, że atak był motywowany ideologią nienawiści. Brytyjski kanał informacyjny Channel 4 donosi , że podejrzany, urodzony w Somalii obywatel brytyjski o imieniu Essa Suleiman, opuścił szpital psychiatryczny zaledwie kilka dni przed atakiem i ma długą historię chorób psychicznych i agresywnych zachowań. W 2008 roku Suleiman został podobno uwięziony za napaść na policjanta i jego psa; możemy prawdopodobnie założyć, że pies policyjny nie był Żydem.
Równie niewygodny dla narracji o antysemickim terroryzmie jest fakt, że dwaj Żydzi nie byli jedynymi ofiarami ataku Suleimana tego dnia. Oprócz zarzutów o atak w Golders Green, Suleiman jest również oskarżony o próbę zabójstwa swojego wieloletniego znajomego Ishmaila Husseina, do której doszło wcześniej tego samego dnia. Nie jestem ekspertem w tych sprawach, ale „Hussein” nie brzmi mi jak żydowskie nazwisko i myślę, że możemy śmiało założyć, że gdyby tego dnia zginęła trzecia żydowska ofiara, nie byłoby to ukrywane przed prasą.
Gdybym zobaczyła kogoś, kto zaraz po opuszczeniu szpitala psychiatrycznego wszczyna serię ataków nożowników na Żydów i osoby nieżydowskiego pochodzenia, moją pierwszą myślą nie byłoby: „To zdecydowanie motywowany politycznie akt terroryzmu o podłożu antysemickim”. Moją pierwszą myślą byłoby: „To chory psychicznie człowiek, którego system zawiódł, który wpadł w szał i naraził życie innych podczas jakiegoś psychotycznego załamania”.
W 2020 roku Sulejman został podobno skierowany do programu Prevent – rządowego programu wczesnej interwencji, mającego na celu odciągnięcie wrażliwych członków społeczeństwa od ekstremizmu – ale wkrótce potem jego wniosek został odłożony na półkę. Na razie możemy jedynie spekulować, ale mogło to nastąpić, ponieważ odpowiednie władze uznały, że wszelkie sygnały ostrzegawcze, jakie mogło wywołać jego zachowanie, były wynikiem choroby psychicznej, a nie niebezpiecznej ideologii, po czym wrzuciły jego akta do kosza z etykietą „nie nasz problem”.
Fakt, że przemoc Sulejmana nie była skierowana wyłącznie przeciwko Żydom, w połączeniu z faktem, że zmagał się wówczas z poważnymi problemami psychicznymi, pozornie bardzo utrudniałby udowodnienie, że jego działania miały polityczne lub religijne motywy terrorystyczne. Być może dlatego w chwili pisania tego tekstu został oskarżony jedynie o usiłowanie zabójstwa, a nie o terroryzm.
Jak widać, narracja, że była to antysemicka zbrodnia z nienawiści, wymagająca radykalnych, autorytarnych środków, jest tak krucha, jak to tylko możliwe. Ale i tak ją przepychają, z całych sił. Robią to nie po to, by chronić Żydów, ale by chronić interesy informacyjne państwa Izrael, z którym imperium zachodnie jest ściśle powiązane.
Mówiłem to już wcześniej i powtórzę raz jeszcze: Nie ma większego zagrożenia dla wolności słowa w świecie zachodnim niż Izrael i jego zwolennicy. Całe społeczeństwo zachodnie musi zaciekle stawić opór szaleńczemu naciskowi na zduszenie naszego prawa do sprzeciwu wobec wojny, ludobójstwa, apartheidu i niesprawiedliwości.
Thomas Röper anti-spiegel.ru/russland-in-der-ukraine-oder-usa-und-israel-im-naher-osten-wer-fuehrt-wo-einen-brutalen-angriffskrieg
Podwójne standardy Zachodu
Rosja na Ukrainie czy USA i Izrael na Bliskim Wschodzie: Kto i gdzie prowadzi „brutalną wojnę agresywną”?
Porównanie liczby ofiar cywilnych na Ukrainie z jednej strony oraz w Iranie i Libanie z drugiej strony daje odpowiedź na pytanie, czy Rosja na Ukrainie, czy USA i Izrael na Bliskim Wschodzie prowadzą „brutalną wojnę agresywną”.
Anti-Spiegel 2 maj 2026

Zachód – a zwłaszcza niemieckie media i politycy – oskarża Rosję o prowadzenie „brutalnej wojny agresywnej” na Ukrainie, nie mogąc się zdobyć nawet na poważną krytykę działań Izraela i USA wobec Iranu i Libanu.
Według oficjalnych danych, od lutego 2022 roku (stan na koniec marca 2026 roku) ofiarami wojny na Ukrainie padło 15 578 cywilów, w tym 784 dzieci. To średnio 318 ofiar śmiertelnych miesięcznie. Dodatkowo, w ciągu czterech lat wojny rannych zostało 43 352 cywilów, co daje średnio 885 rannych miesięcznie.
Podczas 40-dniowych ataków USA i Izraela na Iran zginęło 3375 cywilów, a ponad 26 500 zostało rannych. To daje 84 ofiary śmiertelne wśród cywilów każdego dnia. Gdyby porównać to z wojną na Ukrainie i ekstrapolować na liczbę miesięczną, oznaczałoby to 2531 ofiar śmiertelnych wśród cywilów miesięcznie. Dodatkowo, 19 875 cywilów odniosłoby obrażenia miesięcznie.
Co więcej, trwa obecnie wojna Izraela z Libanem, w której od 2 marca – dokładnie miesiąc po ataku – zginęło 2659 cywilów, a 8183 zostało rannych, według najnowszych danych.
Oznacza to, że wojny rozpętane przez USA i Izrael na Bliskim Wschodzie od końca lutego kosztowały życie 5190 cywilów miesięcznie, a 28 058 zostało rannych.
Oczywiście, każda śmierć to o jedną za dużo i nie należy porównywać ofiar, ale te jednoznaczne liczby nieuchronnie rodzą pytanie: Kto prowadzi „brutalną wojnę agresywną”?
Rosja na Ukrainie, gdzie co miesiąc ginie 318 cywilów, a 885 zostaje rannych, czy USA i Izrael na Bliskim Wschodzie, gdzie co miesiąc ginie 5190 cywilów, a 28 058 zostaje rannych?
Myślę, że odpowiedź jest jasna i po raz kolejny pokazuje cyniczne podwójne standardy niemieckich mediów i polityków, którzy nie śmią nawet krytykować USA i Izraela. A nie wzięliśmy nawet pod uwagę ponad 100 000 cywilnych ofiar izraelskiego ludobójstwa w Strefie Gazy.
Biorąc pod uwagę te rażące podwójne standardy, czy można się dziwić, że Niemcy i UE tracą międzynarodowe wpływy w coraz szybszym tempie? Reszta świata również dostrzega te podwójne standardy – i jest to przedmiotem dyskusji w ich mediach.
Autor: Redakcja , 3 maja 2026
Oryginalny tytuł zaczyna się od „Cisi zabójcy…”
Dlaczego „cisi”?
Cały artykuł, albo nagranie audio (poniżej)
Po kilkudziesięciu latach od zawarcia traktatu paryskiego twierdzenie, że integracja europejska i podmiotowość narodowa stoją do siebie w opozycji stało się w zasadzie truizmem. To, przed czym narodowa prawica ostrzegała w toku kampanii referendalnej w 2003 r., stało się faktem.
Niestety polskie władze – zarówno poprzednie, jak i obecne – nie reagują adekwatnie na unijną uzurpację. Rząd Prawa i Sprawiedliwości, pozornie utrzymując przynajmniej gdzieniegdzie twardą retorykę w relacjach z Brukselą, dla próby pozyskania funduszy wyborczych w postaci KPO w istocie poświęcił polską rację stanu. Co więcej, mimo że finalnie środki do Polski wówczas nie popłynęły, i tak trzeba było spłacać od nich odsetki. W imię interesu partyjnego, którego na dodatek nie udało się zrealizować, ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego przyzwoliło na poważny krok osłabiający naszą suwerenność.
Gra toczyła się bowiem wówczas o zdecydowanie wyższą stawkę niż wygrana jakiegokolwiek środowiska politycznego w wyborach parlamentarnych. Zgoda na „kamienie milowe”, uwspólnotowienie długu i powiązanie środków europejskich z tzw. praworządnością była praktycznym wpisaniem się w politykę budowy superpaństwa bez zmian w traktatach – a nawet wbrew i tak już daleko idącym traktatom. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że w okresie rządów poprzedniej ekipy nastąpiła najdalej posunięta erozja suwerenności Polski od 2004 r., porównywalna jedynie z ratyfikacją traktatu lizbońskiego.

W rozmowie z niezależnym dziennikarzem i analitykiem geopolitycznym Pepe Escobarem, Escobar ostrzega przed niebezpieczną eskalacją konfliktu między USA a Iranem.
Pomimo potężnych gróźb militarnych i blokady morskiej, Teheran obstaje przy swoich podstawowych żądaniach – wspierany przez zaskakująco ścisły sojusz z Rosją.
Iran przeciwstawia się Trumpowi: Eskalacja w Zatoce Perskiej – i imperium bez wyjścia
[tu gadają godzinę: md]
Sytuacja na Bliskim Wschodzie dramatycznie eskaluje. Wczoraj wieczorem [2. V. md] nad Teheranem przecinały się strzały z dział przeciwlotniczych, a według doniesień medialnych prezydent USA Donald Trump rozważał opcje ataków militarnych na Iran. Teheran jednak nie daje się zastraszyć. Wręcz przeciwnie: Iran prowadzi trzyetapową dyplomację, która stawia Waszyngton przed wyborem – tym, który Trump jak dotąd stanowczo odrzuca.
Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi zakończył w tym tygodniu skrupulatnie zaplanowaną podróż dyplomatyczną, odwiedzając Islamabad, Maskat i Sankt Petersburg. Jego celem było wypracowanie planu pokojowego, opartego na mediacji, z trzema głównymi postulatami.
Po pierwsze, zakończenie wszelkich wojen – nie tylko bezpośredniego konfliktu między USA a Iranem, ale także ataków na całą oś oporu, w tym Hezbollah, Jemen i milicje w Iraku. Po drugie, gruntowna restrukturyzacja ram prawnych dla Cieśniny Ormuz. Dopiero jako trzeci krok, negocjacje w sprawie irańskiego programu nuklearnego.
„To dobitny dowód strategicznej porażki Ameryki” – skomentował Escobar. Trump nie ma „żadnych kart do rozegrania” poza utrzymaniem blokady morskiej. Jego jedynym celem jest nowe porozumienie nuklearne – w istocie złagodzona wersja JCPOA, z którego sam wycofał się w 2018 roku.
Na szczególną uwagę zasługuje wizyta Aragcziego w Petersburgu. Został tam przyjęty nie tylko przez ministra spraw zagranicznych Ławrowa, ale również osobiście przez prezydenta Władimira Putina na półtorej godziny. „Putin zazwyczaj daje głowom państw nie więcej niż 30–45 minut” – podkreśla Escobar. Wyjątkowa długość rozmowy sugeruje „bardzo, bardzo poważną dyskusję”.
Co jeszcze ważniejsze: sam Putin natychmiast zadzwonił do Trumpa – również rozmawiali ponad półtorej godziny. Według Escobara, szef Kremla jednoznacznie dał prezydentowi USA do zrozumienia, że powrót do wojny jest „niedopuszczalny” i wciągnąłby w konflikt nie tylko Iran, ale cały region, w tym arabskie monarchie Zatoki Perskiej.
Trump najwyraźniej nie zrozumiał notatki: zamiast tego poprosił Kolegium Połączonych Szefów Sztabów i dowódcę Centralnego Dowództwa USA (Centcom) o przedstawienie mu opcji „ostatecznego uderzenia”.
Escobar uważa, że blokada morska irańskiego eksportu ropy naftowej narzucona przez Waszyngton okazuje się w dużej mierze nieskuteczna. Amerykańskie niszczyciele stacjonują daleko na południu Oceanu Indyjskiego, niektóre w pobliżu Sri Lanki, a nawet w pobliżu Cieśniny Malakka. „Amerykanie nie mają odwagi, by zablokować chiński tankowiec na Morzu Arabskim” – stwierdził Escobar. Irańskie okręty krążą w pobliżu wód terytorialnych Iranu i Pakistanu – taktyki, której Waszyngton nie jest w stanie udaremnić.
Co więcej, Pakistan uruchomił w tym tygodniu sześć korytarzy lądowych. „Jaka jest najkrótsza droga między Iranem a Chinami? Co leży pośrodku? Pakistan, z doskonałymi relacjami z oboma krajami” – wyjaśnia Escobar. Ropa naftowa i towary mogłyby być również transportowane linią kolejową przez Azję Środkową do Sinciangu. „Ci ludzie w Waszyngtonie nie znają zbyt dobrze map Eurazji”.
Pomimo oczywistej strategicznej słabości pozycji USA, sytuacja pozostaje niezwykle niebezpieczna. Trump jest pod ogromną presją, a jednocześnie psychicznie niezdolny do przyznania się do porażki. „Głęboko w podświadomości wie, że popełnił błąd i nie ma już odwrotu” – analizuje Escobar. Opcje przedstawione przez wojsko w ramach „ostatecznego uderzenia” są „absolutnie przerażające” i obejmują ataki na infrastrukturę cywilną, a także ponowne próby zdziesiątkowania irańskich przywódców.
Irańska odpowiedź na dalsze ataki byłaby druzgocąca. „Wystarczy jeden pocisk, żeby zatopić amerykański lotniskowiec” – ostrzega Escobar. Wszystkie irańskie instytucje – od parlamentu, przez Gwardię Rewolucyjną, po niezależnych analityków – jednogłośnie zasygnalizowały: „Nie ustąpimy. Pójdziemy na całość”.
Konsekwencje wojny już teraz wstrząsają strukturami politycznymi regionu. Rada Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) jest „nieodwracalnie podzielona”. Podczas gdy Oman i Katar działają pragmatycznie, a Arabia Saudyjska dąży do rozwiązania dyplomatycznego, Zjednoczone Emiraty Arabskie, pod wodzą następcy tronu, księcia Mohammeda bin Zayeda (MBZ), podjęły ryzykowne ryzyko, stając po stronie USA i Izraela. Niedawne wycofanie się ZEA z OPEC służy wyłącznie celowi zwiększenia własnej produkcji ropy naftowej z obecnych 3,4 miliona baryłek dziennie do 5 milionów baryłek dziennie – ze szkodą dla pozostałych członków i z korzyścią dla azjatyckich odbiorców: Chin, Japonii i Indii.
Według Escobara MBZ w rzeczywistości dąży do stworzenia „arabskiej wersji Izraela”. Iran jednak się na to nie zgodzi: „Fujairah, terminal naftowy ZEA, nie będzie już bezpieczny”. Pojedynczy atak mógłby całkowicie pokrzyżować plany MBZ.
Jednocześnie przyspiesza globalne odchodzenie od zdominowanego przez USA systemu finansowego. Powiązania między Chinami a Indonezją systemów płatności opartych na kodach QR, ekspansja UnionPay i Alipay w Azji oraz koordynacja alternatywnych systemów płatności między Chinami, Rosją i Iranem malują obraz nowego, wielobiegunowego porządku gospodarczego. „Visa i Mastercard są stopniowo wypierane z rynku” – podsumowuje Escobar. „To jest przyszłość i Amerykanie nie mogą z tym absolutnie nic zrobić”.
Według Escobara konflikt o Iran stanowi punkt zwrotny w historii świata. „To wojna, która definiuje geopolitycznie XXI wiek” – mówi. Kraj, który przez 47 lat cierpiał z powodu sankcji i został celowo zubożony przez Stany Zjednoczone, zdołał „zorganizować się wbrew wszelkim przeciwnościom i zaabsorbować swoją niepodległość, suwerenność i militarnie wszystko, co było przeciwko niemu skierowane”. Wszystko to dzięki krajowej technologii – „made in Iran”.
Paralela do wietnamskiego ruchu oporu z 1975 roku jest oczywista: „Ten sam duch – opór, suwerenność, wbrew wszelkim przeciwnościom aż do końca”.
Strategiczna klęska USA została przesądzona już w pierwszych dziesięciu dniach wojny. Pytanie brzmi, jak długo psychicznie przytłoczony prezydent będzie nadal trzymał świat na uwięzi swojej zmienności.

W wywiadzie na żywo „Now Live: Czy wojna z Iranem naprawdę się skończyła?” z profesorem Seyedem Mohammadem Marandim, wykładowcą Uniwersytetu w Teheranie i wieloletnim analitykiem politycznym, przez całą rozmowę przewija się jeden temat: wojna jest daleka od zakończenia – ani militarnego, ani ideologicznego.
Toczy się ona obecnie na kilku poziomach jednocześnie: na ulicach i w portach Iranu, na rynkach i w rządach świata zachodniego, a także w umysłach ludzi codziennie bombardowanych propagandą, obrazami wojny i fałszywymi ogłoszeniami „pokoju”.
Marandi opisuje Teheran jako miasto, które na pierwszy rzut oka wydaje się w dużej mierze normalne. Ludzie robią zakupy, dzieci chodzą do szkoły, a nocą na ulicach nie panuje panika, lecz demonstracje solidarności z irańskimi siłami zbrojnymi i „Osią Oporu”. „Teheran to bardzo bezpieczne miasto” – mówi Marandi. „Można spacerować samotnie po ulicach nocą o 23-ciej lub o północy i czuć się bezpiecznie”.
Jednocześnie społeczeństwo odczuwa skutki wojny i sankcji: rośnie inflacja, bombardowane są fabryki, a dostawy leków i energii są utrudnione. Jednak w porównaniu z doświadczeniami w zachodnich metropoliach, profesor postrzega codzienne bezpieczeństwo w Iranie jako jeszcze wyższe. Ludzie są „nieustraszeni”, jak to ujął – nadal chodzą do pracy, jedzą, świętują i modlą się, podczas gdy w tle krążą pogłoski o zbliżającej się zakrojonej na szeroką skalę ofensywie „koalicji Epsteina”, składającej się najwyraźniej z USA, Izraela i zachodnich sojuszników.
Dla Marandiego jedno jest jasne: wojna z Iranem nie wybuchła znikąd, lecz była bezpośrednią odpowiedzią na politykę wojenną reżimu syjonistycznego w Izraelu i jego nieproporcjonalne wsparcie ze strony Zachodu. Niedawne zbrodnie – długotrwałe ludobójstwo w Strefie Gazy, które praktycznie zniszczyło część Strefy Gazy, oraz ludobójcze ataki na południowy Liban – są prawdziwymi powodami ataków i blokad Iranu.
Marandi podkreśla, że wojny te są celowo bagatelizowane w mediach: zachodnie media mówią o „precyzyjnych atakach” na „cele Hezbollahu”, podczas gdy w rzeczywistości chodzi o bombardowane bloki mieszkalne, szkoły i rodziny. Strategia: „Odwrócić wzrok, opowiedzieć inną historię, a jeśli publiczne oburzenie nadal będzie narastać, zbagatelizować je terminem »zawieszenie broni«, który dawno stracił na znaczeniu”.
Z irańskiej perspektywy, szeroko dyskutowane negocjacje między Iranem a Stanami Zjednoczonymi zakończyły się fiaskiem, ponieważ opierają się na fundamentalnej nierównowadze sił. Strona amerykańska nalega na jednostronne warunki, podczas gdy strona irańska – wspierana doświadczeniem ostatnich lat – od dawna rozumie, że każdy jednostronny kompromis w przeszłości prowadził jedynie do ponownych ataków i nacisków.
W rezultacie nie mamy do czynienia z klasycznym zawieszeniem broni, lecz z wojną w przebraniu, „wojną oblężenia”: Cieśnina Ormuz jest skutecznie zablokowana, irańskie statki są przetrzymywane, a międzynarodowy ruch żeglugowy odbywa się wyłącznie pod ścisłym nadzorem, a czasami po uiszczeniu tajnych lub pośrednich opłat za przejazd alternatywnymi szlakami. Dla Teheranu jest to permanentny stan wojny, nawet jeśli Waszyngton czy Tel Awiw mówią o „negocjacjach”.
Marandi analizuje wojnę nie tylko jako konflikt zbrojny, ale także jako wojnę o percepcję. Jego zdaniem, zachodnia opinia publiczna została ukształtowana przez dekady kapitalistycznej koncentracji mediów, kooptacji akademickiej i państwowej propagandy. Te same oligarchiczne sieci, które kontrolują media i think tanki, dominują również w edukacji akademickiej – dbając o to, by zachodnie narracje były przez dekady uznawane za „uniwersalne”.
Przebudzenie nastąpiło w ostatnich latach za sprawą trzech wydarzeń:
Jednakże, według Marandiego, ugruntowane mocarstwa nie skupiają się na odwróceniu sytuacji, lecz na jej intensyfikacji: więcej wojny, więcej sankcji, więcej kontroli nad narracją – „podwojenie stawki”, które jeszcze bardziej pogłębia podziały społeczne i gniew wobec elit rządzących.
W wywiadzie Marandi szczególnie podkreśla rolę sztuki i satyry. Prowadząca program posługuje się „soczewką satyryczną”, wyraźnie celując w tych, którzy nie chcą widzieć ani rozumieć – „zombie”, jak sami siebie nazywają. Satyra, komedia, sztuka i muzyka, jak twierdzi, „otwierają” umysły, które zamknęły się na rzeczywistość.
Marandi podkreśla: „Sztuka pomaga nam zrozumieć świat – ale także pomaga nam zachować zdrowy rozsądek”. W rzeczywistości, w której każdego ranka konfrontowani jesteśmy z nowymi obrazami rozdzieranych dzieci, zabitych ojców i matek, humorystyczna lub satyryczna krytyka jest małym wentylem bezpieczeństwa – a jednocześnie potężnym narzędziem politycznym, służącym zmianie postrzegania społecznego.
Według Marandiego, młodzi ludzie w wielu krajach zachodnich reagują na rzeczywistość wojny zupełnie inaczej niż poprzednie pokolenia. Połączenie obrazów w mediach społecznościowych, bezpośredniej solidarności z ofiarami w Strefie Gazy i wyraźnej sprzeczności między oficjalnymi oświadczeniami Zachodu a widocznymi faktami sprawiło, że wielu młodych ludzi poparło ruch oporu – i przestało uważać oficjalną perspektywę NATO za jedyną „wiarygodną”.
Ta zmiana stopniowo zmienia również sposób myślenia starszych grup demograficznych. „Każdy dzień sprawia, że ludzie są bardziej czujni niż poprzedniego dnia” – mówi Marandi. Stara logika polegająca na państwowych kanałach informacyjnych stopniowo się rozpada – a siły, które się jej trzymają, tracą wiarygodność.
Według Marandiego wojna z Iranem wcale się nie skończyła. Wręcz przeciwnie, podzieliła się na różne formy:
Pomimo napięcia, irańskie społeczeństwo wykazuje niezwykłą odporność. Społeczeństwo zachodnie natomiast jest w stanie wewnętrznego rozłamu: pogłębia się przepaść między tymi, którzy dostrzegają realia wojny, a tymi, którzy nadal trzymają się oficjalnych narracji.
Dla widzów i sympatyków na Zachodzie Marandi stawia jasną granicę: „Najważniejszym wkładem jest przeciwstawienie się syjonizmowi i etnicznemu suprematyzmowi”.
Wzywa do wyjścia na ulice protestów przeciwko ludobójstwu, wspierania alternatywnych mediów i nielekceważenia roli sztuki i satyry – ponieważ są one kluczowymi narzędziami zmiany postrzegania świata i osłabienia koalicji wojennej pod przewodnictwem USA i Izraela.
PL Zaloguj się
Stany Zjednoczone ogłosiły blokadę Cieśniny Ormuz. Miała zmusić Iran do ugięcia. Zamiast tego, Chiny wysłały tankowiec. Dwadzieścia sześć statków przełamało amerykańską blokadę. Iran pobiera opłaty w chińskim jenie, nie w dolarach. A marynarka wojenna najpotężniejszego państwa świata nie była w stanie ich powstrzymać.
Większość komentatorów zadaje złe pytanie. Pytają: czy Chiny zainterweniują militarnie? To jest pytanie z poprzedniej epoki. Prawdziwe pytanie brzmi inaczej. W którym momencie amerykańska blokada staje się bezpośrednim atakiem na chińską suwerenność gospodarczą? I czy Waszyngton w ogóle rozumiał, jaką grę zaczął?
W tym materiale analizujemy, jak strukturalna pułapka zamknęła się na Stanach Zjednoczonych. Dlaczego Chiny nie musiały oddać ani jednego strzału, żeby złamać blokadę. Jakie są trzy scenariusze chińskiej odpowiedzi i który z nich jest najbardziej prawdopodobny. Jak analogia do Aten i wyprawy sycylijskiej tłumaczy to, co widzimy dziś w Ormuz. Dlaczego płatności w jenie, nie w dolarach, są poważniejsze niż jakikolwiek ruch militarny.
I co to wszystko oznacza dla Polski, kraju bałtyckiego na wschodniej flance NATO, którego bezpieczeństwo, ceny paliw i pozycja w sojuszu są bezpośrednio uzależnione od odpowiedzi na jedno pytanie: czy Ameryka wciąż kontroluje globalne szlaki morskie?
Pokazujemy też, dlaczego Rosja zarabia na tym kryzysie od czterdziestu pięciu do stu pięćdziesięciu jeden miliardów dolarów dodatkowych przychodów z ropy, które idą bezpośrednio na wojnę w Ukrainie, i dlaczego Polska, jako kraj rozumiejący tę stawkę jak nikt inny w Europie, powinna patrzeć na Cieśninę Ormuz jak na element bezpośrednio wpływający na jej własne bezpieczeństwo.
Blokada nie pękła dlatego, że Chiny wystrzeliły rakietę. Blokada pękła dlatego, że Chiny wysłały tankowiec.
[Z Witoldem Michałowskim proponowaliśmy to rządowi trzy dekady temu. Było to już wtedy wykonalne. Na głuche uszy. Mirosław Dakowski]
Pierwszy w Chinach demonstracyjny projekt magazynowania wodoru w kawernach solnych o pojemności miliona metrów sześciennych jest już gotowy w Pingdingshan, w prowincji Henan w środkowych Chinach.
Projekt jest postrzegany jako kluczowy krok w rozwiązaniu problemu magazynowania wodoru na dużą skalę i przy niskich kosztach, a także wyznacza nowy etap w rozwoju chińskiego łańcucha wodorowego – integrując produkcję, magazynowanie, transport i wykorzystanie w spójny ekosystem przemysłowy.
Kawerna ma na celu magazynowanie 1,5 miliona metrów sześciennych wodoru.

—————————-

——————————–

[Zauważmy, co robią z językiem: Rzezie to „czystki”…]
—————————————–

———————————————

—————————————

———————————————————

————————————————-

—————————————————————–


————————————–

—————————

————————————————————————————–

——————————————-

————————————

—————————————————

[mój dziadek: Kłamstwem świat przejdziesz. Ale z powrotem nie wrócisz. ]
——————————————-

——————————————————–

——————————

—————————–

————————————————–

———————————————–

———————————————

——————————————

————————————–

===================================================

————————————————-


Aborcjonistka Leah Torres przyznała, że nie słyszy krzyku zabijanych dzieci, bo przecina im struny głosowe. Potem pokrętnie tłumaczyła, że chodziło jej o przecinanie pępowiny, jednak w pierwszej wypowiedzi wyraźnie mówiła o strunach i krtani.
Jej wypowiedź pokazuje skalę sadyzmu, jakiego dopuszczają się sprawcy aborcji. A przy okazji poziom znieczulicy, jaką osiągają – bo przecież nikt normalny nie pochwaliłby się takim okrucieństwem publicznie.
O brutalnych praktykach dr Torres piszemy w jednym z ostatnich artykułów na portalu „Ratuj Życie”.
Przesyłamy wybór tekstów, a w nich także o eutanazji Hiszpanki Noelii Castillo Ramos, konflikcie wokół in vitro w sądzie w Radomiu, edukacji pseudo-zdrowotnej oraz związkach homoseksualnych, których polska konstytucja nie przewiduje, ale lewicowi aktywiści koniecznie chcą wprowadzić do naszej praktyki.
Zapraszamy do lektury.
===================================
Tweet z 2018 roku opublikowany przez Leah Torres, amerykańską aborcjonistkę, wywołał burzę w mediach społecznościowych. Tak dużą, że nawet Planned Parenthood, największy dostawca aborcji w Stanach Zjednoczonych, zdecydował się rozwiązać z nią kontrakt. Wszystko z powodu kilku słów prawdy zamieszczonych przez aborterkę w Internecie. Na pytanie, czy w snach nie słyszy krzyków pozabijanych przez siebie dzieci, kobieta odparowała ze złością, że nie, bo przecież nie mogą one krzyczeć. Na wszelki wypadek podcina im bowiem struny głosowe.Czytaj dalej >
Sąd Okręgowy w Radomiu orzekł, że kobieta, która po rozwodzie chciała urodzić dziecko poczęte wcześniej metodą in vitro i przebywające w zamrażarce, nie może zrobić transferu i donosić ciąży do porodu. A to ze względu na sprzeciw byłego męża – ojca tego dziecka. Maluch pozostanie więc zamrożony w ciekłym azocie. Sąd podjął taką decyzję powołując się na… „dobro dziecka”. Ponoć po urodzeniu miałoby nie mieć odpowiednich warunków z powodu rozpadu małżeństwa rodziców. Jednocześnie sąd nie okazał litości wobec dziecka, które przebywa od lat w ciekłym azocie.Czytaj dalej >
Jedna z użytkowniczek forum proaborcyjnego zamieściła w sieci fotografię przedstawiającą jej własne abortowane dziecko. Internautka spodziewała się, że jej ciało opuści zaledwie „tkanka pozbawiona ludzkich cech”, jak napisano na jednym z lewicowych portali. Tymczasem zobaczyła maleńkie, ale już doskonale uformowane ludzkie ciało z oczami, kończynami i wykształconymi paluszkami. Rozmówczynie zgodziły się z kobietą, że informacje na temat wyglądu płodu na wczesnym etapie ciąży krążące w środowiskach proaborcyjnych bywają bardzo mylące.Czytaj dalej >
W szpitalu koło Barcelony przeprowadzono eutanazję na 25-letniej Noelii Castillo Ramos. Lekarze zabili ją zastrzykiem, który doprowadził do zatrzymania oddychania. Młoda kobieta została kilka lat temu brutalnie, grupowo zgwałcona, prawdopodobnie przez imigrantów z krajów muzułmańskich. Po tym zdarzeniu zmagała się z ciężką depresją i podjęła próbę samobójczą, która spowodowała u niej częściowy paraliż. Następnie rozpoczęły się starania o jej eutanazję.Czytaj dalej >
W okolicach Przemyśla odnaleziono ciało chłopca urodzonego w siódmym lub ósmym miesiącu ciąży. Maluszek został owinięty warstwą ręczników papierowych i wrzucony do kosza na odpadki. Wstępne wyniki sekcji zwłok nie przesądzają, czy doszło do przedwczesnego porodu z przyczyn naturalnych, czy też do aborcji lub zabicia dziecka tuż po urodzeniu. Jedno wiadomo na pewno: ciało chłopczyka zostało wrzucone do kosza na śmieci, tak jak radzi Aborcyjny Dream Team i inne organizacje proaborcyjne. Jak widać, ich zbrodnicza nauka nie idzie w las… Ile dzieci musi jeszcze zginąć, by aborcjonistki poniosły wreszcie odpowiedzialność?Czytaj dalej >
Wypromowana przez „Gazetę Wyborczą” aborterka Gizela Jagielska została Superbohaterką Wysokich Obcasów za rok 2025. Dostała też 10 000 zł nagrody. Dodatkowo podczas samej gali Aborcyjny Dream Team wręczył jej pompy do aborcji próżniowej – czyli maszyny do mordowania ludzi, i to wyjątkowo sadystyczną metodą.Czytaj dalej >
Szpital kliniczny w Łodzi otrzymał karę za niewykonanie aborcji na małym Felku. Chodzi o dziecko, które ostatecznie zostało zabite chlorkiem potasu w Oleśnicy. Medycy zatrudnieni w łódzkiej placówce proponowali pani Anicie cesarskie cięcie i otoczenie malucha opieką. Ta odmówiła jednak wszelkiej pomocy i udała się do aborterki Gizeli Jagielskiej, która wykonała śmiertelny zastrzyk dziecku w 36. tygodniu życia płodowego.Czytaj dalej >
————————————-
Świat obiegło nagranie, w którym dwaj amerykańscy homoseksualiści wyśmiewają płaczącego za mamą chłopca, którego adoptowali. Wideo to, choć nagrane przez pozbawionych empatii pseudo-rodziców w zupełnie innym celu, stało się doskonałą ilustracją krzywdy, jaką ponoszą dzieci adoptowane przez homoseksualistów. Zabrane od biologicznej matki i pozbawione jej bliskości, a oddane w ręce dwóch obcych mężczyzn, żyjących w dodatku w patologicznym związku!Czytaj dalej >
Zespołowi ds. edukacji zdrowotnej, tworzącemu program przedmiotu wprowadzonego od roku szkolnego 2025/2026 do polskich placówek edukacyjnych, przewodniczył Zbigniew Izdebski. Warto wiedzieć, że ten seksuolog i pedagog, traktowany przez lewicowe media jako autorytet, jest postacią o szemranych powiązaniach. Głoszone przez niego hasła wzbudzają sprzeciw rodziców zatroskanych o normalny, zdrowy rozwój swoich dzieci. Podobnie jak treści, które mają być według niego serwowane najmłodszym w szkole. To właśnie z powodu tych treści zdecydowana większość Polaków zdecydowała się złożyć w szkołach rezygnację z edukacji zdrowotnej.Czytaj dalej >
Szanowny Panie,
Bardzo prosimy o złożenie podpisu pod petycją o wycofanie ze szkół edukacji zdrowotnej – w całości. Ostatnie deklaracje Ministerstwa Edukacji Narodowej są takie, że przedmiot ten ma stać się obowiązkowy dla wszystkich uczniów od klasy 4 szkoły podstawowej aż do szkoły średniej włącznie. Jedynie komponent zawierający instruktaż seksualny miałby być dla chętnych. Takie rozwiązanie nie wchodzi w grę. Dzieci i tak będą mieć kontakt z niewłaściwymi treściami. Ponadto wiele innych komponentów tego przedmiotu opiera się na niezdrowej ideologii, przed którą należy dziecko chronić, a nie z nią oswajać.
Podpisujmy petycję w poniższym linku:
Edukacja (pseudo)zdrowotna przymusowo dla wszystkich uczniów – to nowy pomysł Ministerstwa Edukacji. MEN twierdzi, że komponent związany z instruktażem seksualnym miałby być tylko dla chętnych, jednak po cichu przyznaje, że gdy zmusi dzieci do EZ, będzie wprowadzać treści seksualne stopniowo.Czytaj dalej >
Czy podoba się Panu to, co robimy? Jeśli tak, to zapraszamy do korzystania z tekstów na portalu www.RatujZycie.pl i do śledzenia na bieżąco zamieszczanych tam treści.
Prosimy także o wsparcie modlitewne i finansowe. Prowadzenie serwisu z wiadomościami, które inni chcą przemilczeć, to znaczne koszty. Pańska pomoc pozwala nam docierać do ludzi z prawdą i aktywnie stawiać czoła złu.
Serdecznie pozdrawiamy –
Fundacja Życie i Rodzina
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/