„Zielony komunizm”. Czy Panama podzieli los Sri Lanki? Kolejna – Polska? Kontr-rewolucja !

Jakub Bożydar Wiśniewski https://www.prokapitalizm.pl/zielony-komunizm-zbiera-swoje-zniwo-czy-panama-podzieli-los-sri-lanki/

Pierwszym krajem, który uległ błyskawicznemu i spektakularnemu rozpadowi wskutek wdrożenia zielonego komunizmu zaordynowanego przez klikę z Davos, była Sri Lanka. Tymczasem dokładnie w kwietniu 2021, czyli wtedy, gdy na Sri Lance wprowadzono flagowy element owego komunizmu – zakaz używania nawozów sztucznych – również zarząd Kanału Panamskiego zobowiązał się do wdrożenia lokalnej wersji rzeczonej ideologii, inicjując „program dekarbonizacji”.

Na chwilę obecną Panama, gdzie koszt paliwa wzrósł o 50% od początku roku, szybkimi krokami zmierza w stronę Sri Lanki, a największe od dekad protesty grożą sparaliżowaniem tego jednego z najważniejszych obok Hong Kongu i Szanghaju węzłów spedycyjnych, wywołując kaskadę kolejnych załamań w globalnej gospodarce.

Zielony komunizm idzie zresztą w tym wielkim dziele zniszczenia ręka w rękę z komunizmem czerwonym, który wcześniej sparaliżował Hong Kong i Szanghaj przy użyciu totalitaryzmu hipochondrycznego.

Innymi słowy, czego w wymiarze totalnej destrukcji klasyczny „realny” komunizm nie był w stanie dokonać przez dekady, tego jego współczesne wersje „środowiskowe” i „zdrowotne” dokonają w ciągu kilku lat – i to w skali globalnej.

Pod warunkiem oczywiście, że w świecie nie dokona się wreszcie prawdziwie globalna i gruntowna rewolucja antykomunistyczna, która w sposób rzeczywisty, a nie pozorny, raz na zawsze oczyści ziemię z wszelkich śladów tej diabolicznej ideologii. Aby taka rewolucja w końcu nadeszła – tego pozostaje życzyć wszystkim ludziom dobrej woli, jednocząc się z nimi we wszelkich ich wysiłkach, tak żeby inspirujący ich Duch faktycznie i do końca odnowił oblicze tej ziemi.

=================

MD: Bunty mas przewidują, mają w planach. Konieczna jest więc kontr-rewolucja, czyli odwrotność rewolucji.

JEDNOSTKA 731

  Sławomir M. Kozak www.oficyna-aurora.pl https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/jednostka-731,p469912724

Od dwóch lat zmagamy się z diabelskim wirusem, który rzucił się na ludzkość. Nie zamierzam debatować w tym miejscu nad tym, czy jego objawienie było zaaranżowane przez międzynarodową szajkę komiwojażerów handlujących eksperymentalnymi preparatami, strzykawkami, respiratorami, maseczkami, płynami do dezynfekcji itp. Nie będę też dywagował nad tym, czy wirus uwolnił się samoczynnie z jakiegokolwiek laboratorium, czy ktoś mu z niego utorował drogę na świat. Próbom odpowiedzi na tego typu pytania poświęciłem książkę 

„Covidowe Jeże”.

Dziś natomiast, chciałbym przypomnieć tylko, że biologiczne ataki na nieświadomych niczego ludzi, miały miejsce od stuleci, poczynając od zatruwania ospą strumieni jeszcze przed naszą erą, studni z wodą w czasach starożytnych, rozdawanie Indianom skażonych koców przez amerykańską armię w 1763 r., uwolnienie śmiertelnego sarinu w tokijskim metrze w roku 1995, czy wysyłanie listów z wąglikiem do republikańskich senatorów krótko przed wprowadzeniem ustawy Patriot Act w roku 2001.

To wszystko są fakty, które większość zna. Wiemy też z książek wydawanych na zachodzie przez rosyjskich dysydentów, którym udało się wydostać zza żelaznej kurtyny, o biologicznych laboratoriach ZSRR z czasów tak zwanej zimnej wojny, a ze współczesnych portali internetowych, o podobnych ośrodkach chińskich, a także rozsianych po całym świecie, amerykańskich. Z opracowań historycznych dowiadujemy się też wiele o zabójczym iperycie z czasów I Wojny Światowej, jak i o biologicznych doświadczeniach niemieckich „naukowców” przeprowadzanych na więźniach obozów koncentracyjnych w latach II Wojny Światowej.

Jednak, w ogóle lub w bardzo małym stopniu, mówi się o bestialskich eksperymentach, które na ludności kilkunastu krajów azjatyckich, prowadziła na przełomie lat 30 i 40 XX w., armia japońska. 

Jednostka 731, dorównująca wielkością niemieckiemu obozowi śmierci Auschwitz-Birkenau, mieściła się w Pingfang w Mandżurii. W kompleksie Pingfang mieściły się budynki administracyjne, laboratoria, koszary, budynek do przeprowadzania autopsji i więzienie. W trzech ogromnych piecach palono zwłoki pomordowanych ludzi. W mniejszym obozie  Mukden, w Mandżurii, trzymano amerykańskich, brytyjskich, australijskich i nowozelandzkich jeńców wojennych.  Tam również przeprowadzano ohydne eksperymenty na ludziach. Pod pozorem szczepionek mających chronić przed chorobami zakaźnymi, jeńcom wojennym podawano trucizny. Całością dowodził major 

Ishii Shiro, uznany mikrobiolog. Więźniów infekowano wąglikiem i nosacizną. Zarażone dżumą pchły zwabione z myszy były wykorzystywane do produkcji bakterii, które wstrzykiwano więźniom. W specjalnej komorze poddawano ich działaniu silnie trującego fosgenu, zabijano zastrzykami cyjanku potasu, rażono prądem.

Szczególną uwagę poświęcano odmrożeniom, które znacząco obniżały efektywność wojsk w czasie ostrych, mandżurskich zim, stąd więźniowie byli poddawani działaniu ujemnych temperatur, a potem próbowano różnych technik „odmrażania”. Więźniom wstrzykiwano powietrze, jak również koński mocz do nerek, do pożywienia dodawano bakterie cholery, heroinę, nasiona oleju rycynowego.

Jednostka 731 prowadziła również eksperymenty prowadzące do udarów i zawałów serca, a także dokonywała aborcji. Jeden z wydziałów jednostki był ukierunkowany na dyzenterię. W wyniku nieludzkich działań Jednostki 731 zmarło blisko 10 000 osób.

Doświadczenia zdobyte na jeńcach wykorzystywano podczas działań wojennych, między innymi przeciw armii Chin. Na bazie swych zbrodniczych badań, późniejszy generał Ishii opatentował ponad 200 wynalazków i opublikował wiele opracowań naukowych, co pozwoliło mu wieść dostatnie życie, aż do śmierci spowodowanej nowotworem, w roku 1959.

O jednostce 731 napisał wnikliwą książkę prof. Sheldon H. Harris, zatytułowaną 

„Factories of Death”. Została wydana przez Routledge w Londynie w roku 1995.

Wiele osób zaangażowanych w japońskie eksperymenty odniosło sukces po wojnie.  Wielu z nich znalazło zatrudnienie na uniwersyteckich etatach w dziedzinie medycyny. Jeden stanął na czele wiodącej japońskiej firmy farmaceutycznej. Inni działali na prestiżowych stanowiskach,  od prezesa Japońskiego Stowarzyszenia Medycznego, po wiceprezesa renomowanej korporacji Green Cross.  

W latach powojennych Amerykanie, będąc w posiadaniu relacji składanych przez jeńców, którzy zdołali przeżyć, starali się zrobić wszystko, żeby dokumentacji japońskiego zbrodniarza nie przejęli naukowcy sowieccy. Oba rządy porozumiały się szybko w tej kwestii. W 1948 roku wszystkim członkom jednostki Ishii’ego zaoferowano immunitet w zamian za dane i współpracę z rządem amerykańskim. Prokuratorom oskarżającym w Tokio w procesach o zbrodnie wojenne, nakazano by nie poruszali tego wątku. Alianckich jeńców wojennych zaprzysiężono, by zachowali tajemnicę.

Milczenie trwało przez blisko 40 lat, do roku 1986, kiedy sprawa po raz pierwszy ujrzała światło dzienne w USA. Podkomisja Izby Reprezentantów dowiedziała się wtedy, że akta i dokumenty dostarczone rządowi amerykańskiemu przez Ishii’ego, zostały w latach 50. … zwrócone Japonii i rzekomo nie zrobiono żadnych kopii. Spośród ocalałych 200 jeńców, do przesłuchania, które trwało zaledwie pół dnia, dopuszczono jednego.

Dwa lata wcześniej na trop jednostki, zupełnym przypadkiem trafił młody człowiek. Dzielnica Kanda, na obrzeżach Tokio, jest pełna antykwariatów, odwiedzanych przez studentów uniwersyteckich. W 1984 roku student medycyny przeglądający pudło starych, porzuconych papierów, należących do byłego oficera japońskiej armii, odkrył istnienie Jednostki 731. Dokumenty ujawniały szczegółowe raporty medyczne na temat osób cierpiących na tężec, zakaźną i zazwyczaj śmiertelną chorobę. Co było bardzo dziwne, raporty te szczegółowo opisywały jej początek i cały przebieg, aż do śmierci chorego. W ten przypadkowy sposób świat dowiedział się o japońskich zbrodniach. Ishii, uznawany za „ojca japońskiego programu broni biologicznej” był jej wielkim zwolennikiem, twierdząc jeszcze u zarania swej drogi, że musi ona być wysoce skuteczna, bo inaczej „nie zostałaby zdelegalizowana przez Ligę Narodów”. Musiał był niezwykle przekonujący, skoro uzyskał poparcie i ogromne środki na swoje działania od ministra wojny. Po raz kolejny w historii, jeden zdegenerowany osobnik zamienił życie tysięcy ludzi w koszmar.

I nic niestety nie wskazuje na to, by ludzkość wyciągała z tego wnioski na przyszłość.

Felieton ukazał się w 29 numerze Warszawskiej Gazety

Podwyżki doprowadzą do rozruchów jak w 1976 r.?

Podwyżki doprowadzą do społecznych rozruchów jak w 1976 r.?

22.07.2022 https://prawy.pl/121135-podwyzki-doprowadza-do-spolecznych-rozruchow-jak-w-1976-r/

24 czerwca 1976 r. Sejm PRL-u zaakceptował podwyżki cen detalicznych na artykuły spożywcze, a już dzień później wybuchły masowe rozruchy. Czy dzisiaj wzrost cen może także doprowadzić do społecznego buntu?

Proponowany przez Sejm w gospodarce planowej średni wzrost cen wynosił od 30 do 100 proc., z czego mięsa o 69 proc., drobiu o 30 proc., masła i serów o 50 proc., cukru o 100 proc. a ryżu o 150 proc.

Obecny wzrost cen podstawowych produktów niebezpiecznie zbliża się do tamtych wartości. W czerwcu br. olej podrożał względem ceny sprzed roku o 57,9 proc., masło o 52,7 proc., wołowina 36 proc., drób 25%, mąka 47%, nabiału 24,1 proc.

Trzeba wziąć pod uwagę, że obecnie bardzo wzrosła także cena energii i benzyny, osiągając rekordowe stawki. To sprawia, że dla wielu osób jazda samochodem staje się luksusem, choć nie każdy może się bez niego obejść. Stopa życiowa jest oczywiście wielokrotnie większa niż w 1976 r., ale też oczekiwania ludzi są znacznie większe. Dla wielu fakt, że nie kupią sobie nowego komputera czy nie wyjadą na wakacje jest frustrujący.

Podobno, zasadniczą różnicą jest fakt, że w gospodarce planowej to rząd ustalał ceny i brał pełną odpowiedzialność za ich wzrost. Dzisiaj rządzący łatwo się usprawiedliwiają okolicznościami zewnętrznymi i mówią o „putininflacji”. W rzeczywistości jednak to covidowe zamykanie gospodarki, tarcze antykryzysowe, programy społeczne przyczyniły się walnie do obecnego stanu rzeczy. Wielu obywateli nie rozumie jednak tych związków i przykład właścicieli skupów węgla pokazuje, że rząd umiejętnie wykorzystuje spychologię. Kiedy właściciele skupów węgla nie chcieli przystąpić do programu sprzedaży węgla za 996,60 zł, który był dla nich zupełnie nieopłacalny, premier zrzucił winę na „chciwych” sprzedawców. Ci przyznawali, że wielu ludzi odchodziło od nich z pretensją. Jak widać, ta strategia działa.

Zjednoczona Prawica toleruje LGBT – Bezkarna manifestacja zboczeń i deprawacji.

https://myslpolska.info/wp-content/uploads/2022/07/Parada_Rownosci_2019_-_10-scaled.jpg

Zjednoczona Prawica toleruje LGBT – Bezkarna manifestacja zboczeń i deprawacji.

Jak to możliwe, że udało się doprowadzić całe społeczeństwa do takiego upadku?

Agnieszka Piwar https://www.bibula.com/?p=135366

Bezkarna manifestacja zboczeń i deprawacji. 25 czerwca ulicami Warszawy przeszła kolejna tzw. Parada Równości, która w tym roku połączyła się z ukraińską KyivPride.

Co znamienne, organizatorzy imprezy wykluczyli z tegorocznego marszu Rosjan zrzeszonych w antyputinowskiej organizacji „Za wolną Rosję”.

Pogoniono ich, mimo iż chcieli oni przynieść antywojenne biało-niebiesko-białe flagi. Cóż, klasyczny przykład dyskryminacji na tle narodowościowym. Rosyjski pedał jest gorszy od ukraińskiego pedała. Ot, zakłamanie na temat „równości” i „tolerancji” w praktyce.

Tymczasem postronni obserwatorzy przecierają oczy ze zdziwienia. I pytają. Jak to możliwe, że w państwie polskim rządzonym przez polityków powołujących się na konserwatywne i katolickie wartości, w biały dzień dochodzi aktu molestowania dzieci w przestrzeni publicznej i nikt nie ponosi za to odpowiedzialności?

Odpowiedź jest krótka. Obóz Zjednoczonej Prawicy w rzeczywistości sprzyja LGBT, lecz skrywa swoje prawdziwe oblicze, by nie stracić konserwatywnego elektoratu.

Wniosek ten jest oczywisty, ponieważ przez lata rządów PiS (i spółki) władza nie zrobiła nic realnego, by uchronić młode pokolenie przed najstraszniejszym z totalitaryzmów. Dlaczego? Wujek Sam z Ameryki kazał popierać środowiska LGBT, więc rządzący Polską namiestnicy grzecznie się temu podporządkowali, a przynajmniej nie przeszkadzają. Oczywiście coś tam niby ponarzekają, by przypodobać się swoim wyborcom. Dla przykładu: wysłali do studia TVP Info posła Janusza Kowalskiego z Solidarnej Polski, który w programie „Minęła Dwudziesta” miał za zadanie oficjalnie się oburzać na „tęczową paradę”.

Tymczasem parlamentarzysta utrzymywany z podatków ciężko pracujących Polaków, zamiast przestrzec społeczeństwo przed potężnym zagrożeniem, z udawanym zatroskaniem zakpił sobie z powagi sytuacji. Z jego pokrętnej analizy widzowie dowiedzieli się, że lewacka ideologia LGBT wchodzi do szkół, przedszkoli i umysłów dzieci za pośrednictwem… kolorowych kredek (sic!). «Kolorowe kredki. Wszystko po prostu w tych tęczowych barwach: kredki, tornistry» – grzmiał Kowalski na antenie telewizji publicznej.

Przykład Kowalskiego pokazuje, że przedstawiciele władzy „walczą” z największym zagrożeniem w historii ludzkości, sprowadzając potężny problem do farsy wywołującej śmiech na sali. Tymczasem gdyby faktycznie zależało im za uchronieniu polskiego społeczeństwa przed niszczycielską ideologią, zakazaliby publicznego demontowania perwersji.

Ktoś może powiedzieć: ale jak to, przecież mamy w Polsce wolność słowa i prawo do demonstrowania przekonań, dlatego rząd PiS im na to pozwala, choć się z nimi nie zgadza. Nic bardziej mylnego. Przecież reżim pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego słynie z tego, że środowiska których autentycznie nie toleruje, bezwzględnie knebluje i ucisza. Oto przykład: rządzący kazali największym operatorom w Polsce zablokować dostęp do portalu „Myśli Polskiej”; zablokowali też mojego niszowego bloga z przedrukami moich artykułów.

Tymczasem podobnych praktyk nie zastosowali wobec prawdziwego zagrożenia, a więc propagatorów ideologii, której celem jest zniszczenie człowieka.

Ani poseł Kowalski, ani nikt inny z obozu Zjednoczonej Prawicy nie ośmielił się publicznie wyjawić co faktycznie kryje zbrodnicza ideologia. Ideologia, która pod pretekstem szerzenia tolerancji wdarła się do polskich miast, szkół, przedszkoli, szeroko pojętej kultury.

Tak oto, ideolodzy bezkarnie mogli wmówić całej rzeszy młodych ludzi, że mają prawo być kim chcą. Pogubiłeś się jako człowiek? Zostań psem, poczujesz się lepiej. Opleć swoje genitalia skórzanymi rzemykami, klęknij na czworaka, niech jakiś stary roznegliżowany pedał założy tobie kaganiec i smycz, a następnie wyprowadzi na Paradę Równości zademonstrować waszą odmienność. A gdy tylko ktoś spróbuje to skrytykować (np. rodzice oburzeni faktem, że przypadkiem zobaczyło to ich dziecko, które takim widokiem doświadczyło molestowania seksualnego), to zaraz organizacje zwalczające ksenofobię wytoczą im proces za „mowę nienawiści”.

Jak to możliwe, że udało się doprowadzić całe społeczeństwa do takiego upadku? Posłużono się w tym celu sprawdzoną metodą, czyli modą. A zatem wmówiono ludziom, że coś jest fajne, podczas gdy w rzeczywistości prowadzi to do zagłady. Czy w imię tolerowania czyichś upodobań, ludzie świadomi potwornego zagrożenia mają prawo pozostać biernymi? Absolutnie nie! Reagowanie jest naszym moralnym obowiązkiem. Przecież chodzi tutaj o ratowanie ludzkiego życia, a więc stan wyższej konieczności.

Proszę sobie wyobrazić nastoletnią dziewczynę, która pod wpływem mody narzucanej przez rówieśników i kolorowe czasopisma postanowiła zacząć się odchudzać. Dostała na tym punkcie takiej obsesji, że wpędziła się w groźną chorobę – anoreksję. Charakterystyczne dla osób z anoreksją jest to, że wydaje im się, iż wciąż są grube i jeszcze muszą schudnąć.

Każdy świadomy człowiek wie, że nieleczona anoreksja prowadzi do śmierci. Każdy ukształtowany moralnie człowiek zareaguje, gdy zobaczy, że komuś grozi śmierć. A co proponuje ideologia gender? „Czujesz się źle w swojej skórze? To jest twój wybór! Jak nie chcesz jeść, to nie jedz. Najwyżej umrzesz, ale przynajmniej pozostaniesz sobą”. Brzmi nieprawdopodobnie, prawda? Tymczasem właśnie na tym polega ta zbrodnicza ideologia, która przedarła się do społeczeństwa pod płaszczykiem pseudo-tolerancji.

Wyobraźmy sobie chłopca, który na naszych oczach chce skoczyć z dachu wieżowca. Nie, nie chce się zabić. Po prostu jest zaburzony, pogubiony i być może olany przez rodziców. Durni koledzy z podwórka czy Internetu wkręcili go, że jest superbohaterem i ma nadprzyrodzoną moc, dzięki której może latać jak ptak. No i chłopak chce skoczyć z tego dachu, bo uwierzył, że jest tym, kim nie jest! Uwierzył, że ma skrzydła i może unosić się w powietrzu. Czy mamy prawo pozwolić skoczyć temu chłopakowi tylko dlatego, że czuje się on superbohaterem i uważa, że może latać? Nie! Powinniśmy spróbować go uratować i przekonać, że nie ma on skrzydeł, więc jak skoczy z dachu, to straci swoje życie.

Zdziwieni? Przecież ideologia LGBT+ to nie jest „tylko” tolerowanie faceta, który poczuł się kobietą i każe do siebie mówić „per pani” (czy na odwrót). Ideologia ta niszczy tożsamość człowieka w każdym jego wymiarze, a kwestia podważania płciowości, to dopiero początek pokrętnej drogi prowadzącej w przepaść.

Papież Benedykt XVI powiedział o ideologii gender, że «jeśli zwycięży, zrobi więcej krzywdy ludziom i narodom niż komunizm».

Ale jak to? Przecież komunizm zgładził miliony istnień ludzkich, więc wydawać by się mogło, że to niemożliwe, aby w dzisiejszych czasach – gdzie nawołuje się do „tolerancji” i „praw człowieka” – przebić tak wielką liczbę ofiar. A jednak, jest to jak najbardziej realne.

Moja mama przez blisko ćwierć wieku pracowała w szpitalu psychiatrycznym. Na początku lat dwutysięcznych przysłuchiwała się naukowej konferencji na temat problemów i wyzwań w psychiatrii. Naukowcy obserwujący tendencje, prognozowali, że w pierwszej połowie XXI wieku dojdzie do tego, że największa liczba zgonów na świecie będzie spowodowana depresją, która prowadzi do samobójstw.

Kilka lat mieszkałam na warszawskim Śródmieściu, gdzie każdego dnia mijam na ulicy „tęczowych” ludzi, którzy ulegli modzie na bycie LGBT. Przyglądam się im z bliska. Takiej pustki, samotności i beznadziei w oczach nigdy nie widziałam (nawet jeśli ich usta sztucznie się uśmiechały). Ktoś bardzo zły pozbawił tych ludzi tożsamości, ich jestestwa. Przyjdzie dzień, że oni tego nie wytrzymają.

Nie mam złudzeń i wiem, że „tęczowa rewolucja” się dokona i przejdzie także przez Polskę. Właściwie już przechodzi bez realnych przeszkód i oporu. A następnie, jak każda rewolucja pożre własne dzieci i przyniesie wiele ofiar.

Grzechem zaniechania i zbrodnią wobec przyszłych pokoleń byłoby bezczynnie przyglądanie się temu procesowi. Trzeba próbować ratować tych ludzi, nawet jeśli wydaje nam się, że jesteśmy na straconej pozycji. Jak to robić? Zacząć od uświadamiania.

Agnieszka Piwar

Fot. tzw. parada równości w Warszawie [zdjęcie na stronie źródłowej]

Myśl Polska, nr 29-30 (17-24.07.2022)

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (20-07-2022) | https://myslpolska.info/2022/07/20/zjednoczona-prawica-toleruje-lgbt/

Wesprzyj naszą działalność

W eurokołchozie nic się kupy nie trzyma. Nie brnijmy ku katastrofie energetycznej!

Bosak i Braun alarmują: To ślepa uliczka. Nie brnijmy ku katastrofie energetycznej! [VIDEO]

[Jestem energo-analitykiem. To nie mija. Przed trzema dekadami doradzałem [z wielu innymi fachowcami] co sensowniejszym posłom. Wtedy jeszcze tacy się znajdowali. Przed dwiema – doradzałem co sensowniejszym wodzom PiS. Wtedy jeszcze tacy się znajdowali. Mówiłem o energetyce i „zielonym ładzie” pełnym głosem w pałacu prezydenta A.Dudy. Takich głosów energetyków, przywódców górnictwa, było i jest dużo.

To, co mówią poniżej posłowie Konfederacji, jest rozumne. Czemu ci „rządzący” brużdżą? Mirosław Dakowski]

===================

Konfederacja obnaża sprzeczną i tragiczną w skutkach unijną politykę energetyczną, do której dostosowuje się Polska. – Dopominamy się o to, aby nie brnąć w tę ślepą uliczkę, nie pozwolić na dalsze zsuwanie się po równi pochyłej ku katastrofie energetycznej – apelował Grzegorz Braun.

Krzysztof Bosak przypomniał, że Prawo i Sprawiedliwość szczyciło się tym, że do Traktatu Lizbońskiego wpisano solidarność energetyczną. Jak to wygląda w praktyce, widzimy po dzisiejszym raczkującym kryzysie energetycznym.

Polityk Konfederacji wskazał, że europejskim liderem w polityce energetycznej są Niemcy. Dziś tamtejsi obywatele, a co za tym idzie po części także Polacy są ofiarami „obsesji pseudoekologicznej, która z ekologią nie ma nic wspólnego”.

Rząd PiS płaci za wygaszanie kopalń i ogłasza dopłaty do węgla

Niemiecki rząd przyznał ostatnio, że powrót do węgla jest nieunikniony, ale jednocześnie wymusza na państwach wspólnoty – także Polsce – realizację polityki klimatycznej, w tym odejście od węgla.

Rząd PiS akceptuje to, dopłacając do wygaszania i likwidacji kopalń – podkreślił Bosak.

Przypomniał o najnowszym programie socjalnym rządu, czyli po 3 tys. zł dla każdego gospodarstwa domowego na sprowadzany w głównej mierze z zagranicy węgiel. Polskiego podatnika kosztować to ma 11,5 mld zł. Jednocześnie z budżetu przewidziano 28 mld zł na całkowite wygaszenie wydobywania węgla w Polsce.

Bosak długo referował, jak wygląda aktualna sytuacja energetyczna w Europie, będąca następstwem tzw. „zielonej polityki wdrażanej w imię klimatu”.

Wszystko to brzmi jak jakaś komedia. A to najpoważniejsza dziedzina polityki energetycznej europejskiej – podsumował poseł Konfederacji, wyrażając (płonne?) nadzieję, że PiS wreszcie postawi się okoniem Unii Europejskiej.

Braun: W eurokołchozie nic się kupy nie trzyma

W tym zielonym ładzie, solidarności energetycznej eurokołchozowej, nic się kupy nie trzyma – tak z kolei obecną sytuację ocenił poseł Grzegorz Braun.

Upominamy się o to, aby (narzucana przez Niemcy i UE polityka) nie była bezkrytycznie akceptowana przez rząd warszawski. Aby rząd warszawski nie pozwalał na obciążanie Polaków, narodu polskiego, polskich rodzin kosztami tych konwulsji UE w dziedzinie energetycznej– dodał poseł Konfederacji.

Dopominamy się o to, aby nie brnąć w tę ślepą uliczkę, nie pozwolić na dalsze zsuwanie się po równi pochyłej ku katastrofie energetycznej, a co za tym idzie – gospodarczej – podsumował Braun.

Cała konferencja, z wieloma szczegółami i przykładami sprzecznej polityki, poniżej.

Modlitwa za zmarłych – Godzinnik czyśćcowy. E-book.

MD: Nie rozumiem, ale zakładam, że potrzebujący potrafią użyć, skorzystać.

===========================

Andrzej Sarwa: Jest to plik drukarski!
My mamy zrobiony z tego e-book, ale nie udało się go nam umieścić na
platformach sprzedażowych jako darmowy, więc musieliśmy dać wymaganą
cenę. Np. empik:
https://www.empik.com/godzinki-za-dusze-zmarlych-w-czysccu-cierpiacych-na-caly-tydzien-anonim,p1253658514,ebooki-i-mp3-p
liczy sobie za to 4,67.

o, przepraszam, tu jest za darmo!
https://woblink.com/ebook/godzinki-za-dusze-zmarlych-w-czysccu-cierpiacych-na-caly-tydzien-anonim-239499u

———–
Andrzej Sarwa

więcej ew. tu: a.j.sarwa@gmail.com

„Problemy bloków energetycznych”. Jaworzno raportuje ubytek mocy, brak węgla. Środek lata !!!

https://nczas.com/2022/07/21/problemy-blokow-energetycznych-w-polsce-jaworzno-raportuje-ubytek-mocy-brakuje-wegla/

[Czy również to powoduje żarcie Naimski- Sasin? md]

Nowy, kosztujący 6 miliardów złotych blok w Elektrowni Jaworzno, który z założenia ma być jednym z filarów bezpieczeństwa energetycznego kraju, raportuje ubytki mocy. Są ogromne problemy z dostępnością i jakością węgla.

Problemy notuje nie tylko Jaworzno, ale większość bloków energetycznych w kraju. Według relacji portalu energetyka24, nastąpiły już nieplanowane wyłączenia czterech bloków w Kozienicach, dwóch w Połańcu i jednego w Opolu.

Jaworzno. Ubytek mocy

Dziennikarze „Business Insider Polska” dotarli do wewnętrznej korespondencji między kierownictwem elektrowni w Jaworznie, a spółką Rafako, która blok zbudowała i wspiera jego działanie.

Pismo wysłano 15 lipca. Poinformowano w nim, że w tej chwili są kłopoty z dostawami odpowiedniego jakościowo węgla, który jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania bloków.

Właściwy węgiel miał dostarczać państwowy Tauron, ale tego nie robi. Dlaczego? Zgodnie z ujawnioną treścią pisma, spółka „nie wywiązuje się ze swoich obowiązków z różnych przyczyn, między innymi związanych z praktycznie całkowitym zatrzymaniem wydobycia w kopalni Sobieski (dostawy na poziomie ok. 5 tys. ton węgla na miesiąc), utrudnioną produkcją w innych kopalniach, wojną w Ukrainie i embargiem nałożonym na węgiel rosyjski”.

Przedstawiciel Rafako wskazuje, problemy z dostawą węgla zaczęły się w maju br. Do Jaworzna zaczął przyjeżdżać gorszej jakości węgiel, który „oddziałuje negatywnie na sam proces spalania i na urządzenia bloku”.

„Węgiel, który został podawany na zasobniki, zawierał szereg nieczystości stałych, które w ogóle nie powinny mieć miejsca, co powodowało szereg nieplanowych odstawień urządzeń i ich awarii, co wpływało na ograniczenia w możliwości pełnego wykorzystania potencjału bloku do wykonania prac zgodnie z założonym harmonogramem. Powyższe okoliczności zostały udokumentowane” – czytamy.

Autor korespondencji stwierdza, Tauron był świadomy tego, że dostarcza gorszej jakości węgiel do elektrowni.

Co więcej, w piśmie czytamy, że elektrownia najprawdopodobniej będzie musiała mierzyć się z problemem braku dostaw paliwa zimą.

Wszystko to spowodowało, że w środę, 20 lipca doszło do ubytku mocny na jednym z bloków Elektrowni Jaworzno. W adnotacji zapisano: „brak paliwa”.

=====================

mail:

Bogdanka chce wydobyć 9,5 mln ton węgla i część wyśle na Ukrainę

Cudne pół miliarda złotych. Łapowe? Dostaną 22 Lipca, dawniej E. Wedel.

Gigantyczne nagrody dla pracowników JSW. A inni? „Niech się martwi Skarb Państwa”

https://www.o2.pl/biznes/gigantyczne-nagrody-dla-pracownikow-jsw-a-inni-niech-sie-martwi-skarb-panstwa-6792777039170400a

Premier Mateusz Morawiecki radzi „dogrzewać mieszkania” i przekonuje, że węgiel „trzeba ściągać z różnych kierunków”. Tymczasem w państwowej spółce węglowej właśnie zabezpieczono pół miliarda złotych. Na co? Na nagrody dla pracowników.

Gigantyczne nagrody dla pracowników JSW. A inni? "Niech się martwi Skarb Państwa"

Tomasz Cudny, prezes JSW. W spółce przyznano ogromne premie dla pracowników (Agencja Gazeta)

Chodzi o Jastrzębską Spółkę Węglową. Na premie – zagwarantowane porozumieniem zarządu JSW ze związkami zawodowymi z 5 lipca – w budżecie spółki zarezerwowana została astronomiczna suma 480 mln zł – potwierdza nam JSW.

Suma robi wrażenie, podobnie jak kwoty, jakie trafią na konta pracowników. Jak czytamy w tekście porozumienia, do którego udało się dotrzeć redakcji o2.pl, pracodawca (reprezentowany przez trzech z pięciu członków zarządu, w tym prezesa Tomasza Cudnego) wypłaci nagrody jednorazowe „w związku ze znaczącym wzrostem cen towarów i usług konsumpcyjnych, powodującym istotny spadek płacy realnej”.

19 tys. zł dla górnika

Nagrody ci pracujący pod ziemią, zatrudnieni w Zakładzie Przeróbki Mechanicznej Węgla (ZPMW) oraz „wszyscy pozostali pracownicy spółki”. Według naszych informacji nagród nie otrzymali pracownicy SIG, czyli spółki Szkolenie i Górnictwo.

I tak górnik pracujący „w ścianie” otrzyma 19 tys. zł brutto. Pracownik ZPMW – 16 tys., a pozostali pracownicy – 13 tys. Nagrodę dostanie więc każdy: od górnika, przez ratownika i gońca, aż do osoby sprzątającej gabinet prezesa. Nagród nie otrzyma za to najwyższa kadra kierownicza – członkowie zarządu i rady nadzorczej.

JSW nie odpowiedziało nam na pytanie, czy o wysokości premii powiadomione zostało nadzorujące spółkę Ministerstwo Aktywów Państwowych i czy zaakceptowało ich wypłacenie.

Rzecznik MAP Karol Manys przekonuje, że choć resort sprawuje nad JSW nadzór właścicielski, to kwestie nagród i premii leżą w gestii władz spółki. Część środków została już wypłacona, ale nie wszystkie spółki otrzymały jeszcze środki ze spółki-matki.

Czytaj też: Prezes Cudny, problemy pozostały. Kosztowny spór węglowych spółek

Z moich informacji wynika, że w samym JSW nagrody zostaną wypłacone 22 lipca, a w pozostałych spółkach węglowych – pod koniec lipca, może na przełomie lipca i sierpnia. Wynegocjowaliśmy z zarządem po zapoznaniu się z wynikami finansowymi spółki. Mieliśmy bardzo dobrą koniunkturę na węgiel, teraz mamy dobrą – mówi o2.pl Paweł Kołodziej, przewodniczący Związku Zawodowego Górników JSW.

Według informacji o2, do Ministerstwa Aktywów Państwowych udał się na rozmowy osobiście prezes JSW Tomasz Cudny. MAP zaakceptował wypłaty nagród, jednak – jak mówi nasz informator – początkowo mieli je otrzymać tylko pracownicy dołowi. Na to bunt podnieśli wszyscy inni. W spółce zaczęto mówić nawet o strajku, więc prezes musiał wypłacić nagrody wszystkim.

Niech się martwią inni

Wszystko to w sytuacji, gdy pracownicy innych sektorów budżetowych o podobnych premiach mogą co najwyżej pomarzyć. A przecież „znaczący wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych, powodujący istotny spadek płacy realnej” odczuli tak samo nauczyciele, służba zdrowia czy policjanci i strażacy.

Kołodziej twierdzi, że spółce, w której pracuje, „państwo nigdy szczególnie nie pomogło”. A o nagrody dla innych grup zawodowych powinni martwić się politycy. Przekonuje również, że JSW jest firmą wnoszącą realny zysk do budżetu państwa.

Nie jesteśmy przedsiębiorstwem budżetowym, jesteśmy firmą produkcyjną i przynosimy do budżetu państwa zyski. Dziś dostajemy nagrody, na które zapracowaliśmy. A jak patrzą na to strażacy, policjanci czy nauczyciele, niech się martwi Skarb Państwa. W 2015 r. podpisaliśmy niekorzystne dla pracowników porozumienie, zrzekliśmy się zarobionych, wypracowanych pieniędzy, aby ratować spółkę. Dziś uważamy, że środki są i te nagrody się pracownikom spółki – jak mówił polityczny klasyk – po prostu należały. Pieniądze z środków pożyczonych spółce przez PFR oddajemy, musimy oddać pożyczkę do końca 2024 r. i się z tego wywiązujemy – mówi dalej związkowiec.

Fakt, że w pierwszym półroczu JSW zanotowało niezłe wyniki. Tomasz Siemieniec, szef zespołu komunikacji JSW, zapewnia, że spółka zrealizowała plan produkcyjny na pierwsze półrocze 2022.

Korzystna koniunktura – spółka, co istotne, produkuje węgiel koksujący, potrzebny przemysłowi ciężkiemu, nie opałowy – wywindowała ceny i firma generuje zyski.

Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie – Dymisja Naimskiego, to wojna frakcyjna.

[Uciąłem tytuł – bo to wojna nie tylko w PiS. md]

Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie – Dymisja Naimskiego, to wojna frakcyjna w PiS

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/jak-kuba-bogu-tak-bog-kubie-dymisja-naimskiego-to-wojna-frakcyjna-w-pis/

Jest takie określenie, którego nie cierpię, również dlatego, że używa się go bez sensu i zrozumienia: „karma wraca”. Karma nie wraca, tylko po prostu cały czas istnieje i według dalekowschodnich wierzeń to proces analogiczny do chrześcijańskiego: „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”. Nie będę się jednak upierał przy ortodoksyjnych definicjach, jeśli ktoś ma ochotę powiedzieć, że do Naimskiego wróciła karma, to większość rozumie o co chodzi.

We wrześniu 2021 roku w „Telewizji Republika” miał pójść wcześniej nagrany wywiad Ewy Stankiewicz w Piotrem Naimskim, miał pójść, ale ostatecznie nie poszedł z powodu kilku dociekliwych pytań i uwag dziennikarki. Co więcej cała sytuacja zakończyła się wielkim skandalem szeroko komentowanym i krytykowanym, również przez zwolenników PiS.

O co konkretnie poszło? W skrócie wyglądało to tak, że Stankiewicz zapytała pełnomocnika zarządu o to, kto negocjował „Zielony Ład”. Wówczas Naimski zaczął tłumaczyć, że to decyzja rządu, w szczególności Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Gdy Ewa Stankiewicz odważyła się wspomnieć, że w tym samym czasie szef resortu Michał Kurtyka kandydował na sekretarza OECD, Naimski wypalił: „Zerwę pani ten program”.

Minął niecały rok i wczoraj „zerwano”, ale Naimskiego i tak „karma wróciła”. Były już pełnomocnik rządu do spraw Strategicznej Infrastruktury Energetycznej został zdymisjonowany, o czym w dość osobliwy sposób poinformował na swoim koncie społecznościowym: „Powiedziano mi, że nie nadaję się do współpracy i wszystko blokuję”. W takich przypadkach prawdziwych powodów dymisji można się jedynie domyślać, ale patrząc na to, jak Naimski potraktował Stankiewicz, to powód dymisji wydaje się adekwatny. Bądźmy jednak rzeczowi, nie emocjonalni, co pozwali na znacznie głębszą analizę, która większych niespodzianek nie zawiera.

Naimski to jeden ze starych żołnierzy prawicy, a pierwszą poważną funkcję, szefa UOP, pełnił jeszcze za czasów rządu Jana Olszewskiego. Od zawsze kojarzony był z radykalnie prawym skrzydłem PiS i łączony z Macierewiczem. [Przypominam, że to „skrzydło”, dla szyderstwa nazwane „prawym”, to najpewniej „francuzy”. Kłamstwa wokół „Smoleńska” i trzy dziesięciolecia amatorszczyzny biochemika z wykształcenia – frankisty – Naimskiego w „energetyce” o tym świadczą. MD]

Przy takiej konfiguracji wydawałoby się, że to Morawiecki stoi za dymisją, jednak on zachowuje się niemal jak adwokat Naimskiego. W Internecie pojawił się komentarz Morawieckiego, który jest jedną wielką laudacją dla Naimskiego, za to inny znaczący polityk PiS zachowuje dyplomatyczne milczenie. Od dawna mówi się o wojnie Morawieckiego z Sasinem i to właśnie Sasin najbardziej się ucieszył z dymisji swojego partyjnego kolegi. Drugim zadowolonym może być Obajtek, bo Naimski torpedował i to otrawcie projekt połączenia Lotosu z Orlenem. Tak by to z grubsza wyglądało, ale przecież taka decyzja nie mogła być podjęta bez zgody Nowogardzkiej i „Pani Basi”. Kaczyński zna się z Naimskim od 40 lat, razem przeszli przez najtrudniejsze okresy i kryzysy, a jednak ta blisko półwieczna znajomość nie pomogła w utrzymaniu stanowiska.

O czym to świadczy? Wojna wewnętrzna w PiS i szerzej w „Zjednoczonej Prawicy” otwiera coraz to nowsze fronty i ten proces się nie wyciszy, tylko będzie się nasilał. Za chwilę trzeba będzie ustalić listę wyborczą z miejscami „biorącymi” i dopiero wtedy się zacznie na dobre.

Komentatorzy polityczni najczęściej skupiają się konflikcie Ziobry i Morawieckiego, ale Morawiecki wywołał całą serię konfliktów. Pomazaniec Kaczyńskiego jest kompletnie niestrawny dla grup skupionych wokół: byłego PC, Macierewicza, Beaty Szydło i Sasina. Jak dotąd Kaczyński w swoim fatalnym wyborze kadrowym, nie pierwszym zresztą, jest bardzo konsekwentny.

Nad Morawieckim Nowogrodzka rozpięła szeroki parasol ochronny i tylko przy nadzwyczajnych okolicznościach mogłoby dojść do dymisji premiera. Niemniej od czasu do czasu Kaczyński swoim zwyczajem każdemu przypomina, gdzie jest jego miejsce i dlatego dla równowagi został wzmocniony Sasin. Jak znam życie i prezesa, to za jakiś czas należy się spodziewać zagrania w drugą stronę, to znaczy, że poleci człowiek Sasina i zostanie zastąpiony człowiekiem Morawieckiego. Na takich gierkach będzie się opierać końcówka drugiej kadencji i nie wiem, czy to pozwoli choćby marzyć o trzeciej kadencji.

==========================

mail:

Jeśli twój dobrodziej ma jakiegoś wroga 
I mu zniszczy ulubieńca
Wiedz, że nadszedł czas by zacząć się pakować
I nowego szukać miejsca

Międzynarodówka „Ratujmy Planetę. Przeciw Pierdzeniu”.

Źle się bawimy

Stanisław Michalkiewicz    21 lipca 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5216

Ciepło energii atomowej stopi lodowce biegunowe, bo siła, którą kryje atom, da ludziom zdrowie, ciepło, światło” – pisał przed laty poeta proletariacki. Na tamtym etapie bowiem, Partia nakazywała wierzyć w „atom”, bo Sowiety właśnie budowały swój arsenał nuklearny, toteż poeci proletariaccy uwijali się, jak w ukropie. Minęło jednak 70 lat, zmieniło się oblicze świata, między innymi w ten sposób, że coraz więcej państw albo już zbudowało, albo właśnie buduje swój arsenał nuklearny, a w tej sytuacji coraz trudniej utrzymywać, że „siła, którą kryje atom, da ludziom zdrowie”. Poza tym, perspektywa „stopienia lodowców biegunowych”, którą wtedy poeci proletariaccy tak się zachwycali, dzisiaj przez pannę Gretę Thunberg i jej licznych wyznawców, zostałaby uznana za początek apokalipsy. Toteż Partia, która pilnie wsłuchuje się w odgłosy dobiegające z czeluści demokratycznych społeczeństw, wyznaczyła inne priorytety. Teraz już nie chcemy topić biegunowych lodowców, przeciwnie; ich topnienie jest koronnym argumentem za globalnym ociepleniem, z którym trzeba walczyć w obronie „planety”.

Tedy aktyw partyjny „już z nowym wrogiem toczy walkę” – jak wspominał autor nieśmiertelnego poematu „Towarzysz Szmaciak” – a Partia nieubłaganym palcem wskazuje tego wroga. Są nim „gazy cieplarniane”, które powstają nie tylko ze spalania węgla, gazu i ropy naftowej, ale również – excusez le mot – z pierdzenia, któremu oddają się z upodobaniem zwierzęta hodowlane.

Na podstawie tych odkryć rozwinął się niebywale dynamiczny ruch społeczny i polityczny, który – w ramach długiego marszu przez instytucje, których w międzyczasie przybywa w tempie stachanowskim – wywiera coraz większy wpływ na postępowanie rządów, skorumpowanych przez rozmaite „unie”, zaczynają swoje pomysły wprowadzać w życie. Lichwiarska międzynarodówka, której przekierowanie uwagi młodych ludzi na walkę z „klimatem”, jest bardzo na rękę, bo pozwala jej utrzymać w cieniu jej własne machinacje, chętnie te przedsięwzięcia finansuje. A ponieważ coraz więcej młodych ludzi chciałoby wypić i zakąsić bez specjalnego wysilania się, to chętnie zostają „aktywistami”, nawet jak losy „planety” specjalnie ich nie obchodzą. A ponieważ polityczne gangi, które pod pretekstem demokracji, pasożytują na historycznych narodach, są zasilane z tej samej kroplówki, chętnie się do „ratowania planety” przyłączają.

W ten sposób doszło do proklamowania w Unii Europejskiej tak zwanego „zielonego ładu”, w ramach którego Europa zaczęła odchodzić od dotychczasowych źródeł energii, ku tak zwanym „źródłom odnawialnym”. Ponieważ w instytucjach Unii Europejskiej odsetek wariatów i szubrawców wydaje się większy, niż gdziekolwiek indziej, to narzuciła ona członkowskim bantustanom program „dekarbonizacji”. Początkowo wyglądało to racjonalnie w tym sensie, że jeśli bantustany wyrzekną się korzystania ze źródeł energii, którymi dysponują, to nie będą miały innego wyboru, jak kupować rosyjski gaz od Niemiec, które do spółki z Rosją, w ramach strategicznego partnerstwa, kończyły właśnie budowę gazociągu Nord Stream 2.

Naprzeciw temu przedsięwzięciu wyszły odkrycia skorumpowanych docentów, którzy zauważyli, że o ile dwutlenek węgla powstający ze spalania węgla kamiennego i brunatnego, jest silną trucizną dla „planety”, to dwutlenek węgla powstający przy spalaniu gazu ziemnego jest gazem szlachetnym, który „planecie” w zasadzie nie zagraża.

I kiedy wydawało się, że trick się udał, w sprawę wtrąciły się Stany Zjednoczone, dla których perspektywa niemieckiego monopolu w rozprowadzaniu rosyjskiego gazu na Europę była nie do przyjęcia, bo któż wtedy chciałby kupować gaz amerykański? Toteż w bantustanach znajdujących się pod amerykańską kuratelą nasiliła się propaganda „dywersyfikacji”. Dywersyfikacja jest bowiem wtedy, gdy zamiast rosyjskiego gazu bantustany kupują gaz amerykański. Toteż rządy, między innymi tubylczy rząd „dobrej zmiany”, istniejące dzięki amerykańskiemu poparciu, skwapliwie się w „dywersyfikację” zaangażowały, podejmując stosowne inwestycje.

Najwidoczniej to jednak nie było wystarczające, bo nie przełamywało niemieckiego monopolu. Ale od czego mamy wojny? Jak zauważył pruski teoretyk wojny, Karol von Clausewitz, wojna jest kontynuacją polityki, tylko prowadzonej innymi środkami. Toteż po wizycie, jaką amerykański prezydent Józio Biden złożył w czerwcu ubiegłego roku w Europie, podczas której odbył dwie długie rozmowy z zimnym ruskim czekistą Putinem, po kilkumiesięcznych przygotowaniach, rozpoczęła się wojna na Ukrainie, która wstrząsnęła całym miłującym pokój światem, a konkretnie – państwami należącymi do NATO, którego politycznym kierownikiem są Stany Zjednoczone oraz państwami zależnymi od USA, jak Tajwan, Korea Południowa, a nawet Japonia, Australia i Nowa Zelandia. Umiłowanie pokoju z kolei polega na tym, że państwa „wstrząśnięte” zostały przez USA nakłonione do zastosowania wobec Rosji całego pakietu sankcji ekonomicznych, między innymi – żeby nie kupować od Rosji surowców energetycznych.

Nasz nieszczęśliwy kraj nie dał się tutaj nikomu wyprzedzić i już z ruskiego gazu nie korzysta, to znaczy – jak wypsnęło się premierowi Morawieckiemu – korzysta, ale oficjalnie nic o tym nie wie, bo gaz kupuje „na giełdzie”. Z węgla też nie korzysta, w związku z czym cena węgla opałowego poszybowała w górę, Toteż rząd „dobrej zmiany”, bohatersko walcząc ze skutkami własnych działań, właśnie wprowadził cenę urzędową w wysokości 996 zł za tonę – ale tylko „dla odbiorców indywidualnych i spółdzielni”. Dzięki temu będzie mogła powstać nowa struktura biurokratyczna, którą będzie kontrolowała, czy nikt nie ulega pokusie łatwego zarobku na spekulowaniu węglem.

Ale to jeszcze nic w porównaniu z tym, że ruscy szachiści właśnie wprowadzili konserwacyjną przerwę w funkcjonowaniu gazociągu Nord Stream 1, która ma potrwać 10 dni, ale wśród odbiorców wywołała przerażenie, co by było, gdyby potrwała dłużej. Toteż Komisja Europejska w podskokach skasowała sankcje w postaci blokowania tranzytu z Rosji przez Litwę do obwodu królewieckiego, a prezydent Zełeński z ubolewaniem zauważył, że poza Stanami Zjednoczonymi i Polską, która, nawiasem mówiąc, już chyba nie ma niczego do przekazania, reszta państw NATO wykazuje coraz większą niechęć do futrowania Ukrainy.

Przede wszystkim jednak nasuwa się pytanie, co w tej sytuacji będzie z „zielonym ładem”? Dopóki bowiem w przewodach płynie tani prąd, dopóki ciepłownie dostarczają ciepłą wodę, dopóki kryzys energetyczny nie zagraża podstawom egzystencji całych krajów, to panna Greta, czy Wielce Czcigodna pani Spurek, może bezkarnie forsować swoje fantasmagorie, Teraz jednak powstała sytuacja o której pisał pozbawiony złudzeń ksiądz biskup Ignacy Krasicki w bajce „Dzieci i żaby”: „Chłopcy przestańcie, bo się źle bawicie; dla was to jest igraszką, nam idzie o życie!

Websites that help kids commit suicide must be stopped! 

07/20/2022
Dear Prof. Miroslaw Dakowski,

At a school board meeting recently in Pennsylvania addressing an After School Satan Club, one concerned mother recounted the story of her daughter who was aided to commit suicide by a satanic website. Her daughter was walked through the steps by a person on the site.
How many sites are there like that? How many people have committed suicide because of sites like that? How can you fight them?
Please read:
Fighting Websites Designed to Make Young People Comfortable with Suicide11,440 signatures have been collected thanking a pro-life insurance company for doing the opposite of what most companies have been doing. Instead of helping their employees kill their children, Buffer Insurance is assisting their employees that choose life. Please help us reach our new goal of 14,000 by signing and sharing with your family and friends.
Sign Now to Thank Buffer Insurance for Defending Life“I studied Marx, so I know how stupid [socialism] is” was one of the many expressions of support our ten TFP volunteers received in Miami Florida on the St. Anthony Mary Claret Caravan to crush socialism. Please read:
TFP Visits Miami in Florida Tour Against SocialismPope Leo XIII crushed Americanism and Modernism in one blow. This article is an excerpt from the book Liberation Theology: How Marxism Infiltrated the Catholic Church written by Julio Loredo de Izcue.
Read the fascinating story of the Americanist heresy and the reaction to it.
Leo XIII Condemns AmericanismPhotoUntil next time, I remain
Sincerely yours,Signature
Gary J. Isbell
Tradition Family Property
www.tfp.orgP.S. – If you are happy with the work of the American TFP, please consider giving a small tax deductible gift today so we can expand our spiritual crusades. Thank you! May God bless you.

SANKTUARIUM W GIETRZWAŁDZIE: ŻYDOMASONI JUŻ TU RZĄDZĄ!

20 lipca 2022

SANKTUARIUM W GIETRZWAŁDZIE: ŻYDOMASONI JUŻ TU RZĄDZĄ!

Coś przerażającego! Matka Boska jako monstrancja w tzw. Kaplicy Pokoju, umieszczonej w Archidiecezjalnym Domu Rekolekcyjnym, podlegającym bezpośrednio abp. Józefowi Górzyńskiemu. Pozbawiona wnętrza, włącznie z sercem, które zawsze było znakiem jej miłości do ludzi oraz bez stóp miażdżących węża uosabiającego Szatana, za to z półksiężycem przypisanym satanistycznej bogini Dianie i będącym także znakiem islamu.

=================================================

Od ponad 45 lat hołduję starej reporterskiej zasadzie, która mówi: „Jeśli coś wygląda jak gówno i śmierdzi jak gówno, to na pewno jest gównem”. Nie zawiodła mnie nigdy, toteż nie widzę powodu, aby jej nie zastosować także wobec sprawców postępującej dewastacji Sanktuarium Maryjnego w Gietrzwałdzie, na czele z abp. Józefem Górzyńskim, metropolitą warmińskim. Nie interesuje mnie też, czy ww. jest żydomasonem, czy „tylko” narzędziem w żydomasońskich rękach.

Monstrancję została umieszczono w oknie, widocznym – niczym witryna sklepowa – dla każdego, kto przechodzi obok Domu Rekolekcyjnego. Jedni reagują znakiem krzyża, inni mijają obojętnie, a zdarzają się również właściciele psów załatwiających tuż obok potrzebę fizjologiczną…

Ważniejsze są bowiem realne konsekwencje jego działań lub jego przyzwolenia, dostrzegalne przez świadomych pielgrzymów na każdym kroku; od budowy nowego „ołtarza polowego” o której obszernie informowaliśmy w materiale DEWASTACJA POD SPECJALNYM NADZOREM poprzez dokonywane z premedytacją odzieranie tego miejsca kultu z jego dotychczasowego charakteru, co znalazło odbicie w tekście SANKTUARIUM DO LIKWIDACJI?, aż do jawnego profanowania oczywistych świętości dla wyznawców wiary rzymskokatolickiej, włącznie ze sposobem przedstawienia Matki Bożej jako monstrancji dla tzw. Kaplicy Pokoju, umieszczonej w Archidiecezjalnym Domu Rekolekcyjnym, podlegającym bezpośrednio abp. J. Górzyńskiemu, co pokazujemy na zdjęciach w niniejszej publikacji. Tu nie może być żadnych wątpliwości, co do intencji przyświecających sprawcom skandalicznej metamorfozy Sanktuarium Maryjnego w Gietrzwałdzie. Do wyjaśnienia pozostaje jedynie kiedy i w jakim stopniu uda im się ostatecznie sfinalizować żydomasońskie cele.

Wystrój tej kaplicy (zlokalizowanej także w Domu Rekolekcyjnym) nie pozostawia żadnych złudzeń co do jej protestanckiego charakteru. Zapomina się jednak, że głównymi reżyserami II Soboru Watykańskiego byli żydomasoni, traktujący „religię” Lutra tylko jako zakamuflowany środek do niszczenia katolicyzmu od wewnątrz.
Figura Matki Bożej na rachitycznym zydelku między wejściami do dwóch hotelowych pokoi (zaiste – godne miejsce!), a przed nią posadzka w formie szachownicy, stanowiącej znak rozpoznawczy świątyń masońskich. W wierzeniach „fartuszkowców” taka mozaika oznacza przeznaczenie oraz walkę z przeciwnościami losu. Dodajmy, te zdjęcia – podobnie jak wszystkie poprzednie – pochodzą z Domu Rekolekcyjnego, nadzorowanego przez abp. J. Górzyńskiego.

=====================================

A propos odniesień do żydomasonerii, kłócących się ze skutecznie upowszechnionym pojęciem tego samego słowa lecz bez żydowskiego przedrostka… W świetle faktów (nie mylić z tzw. prawdą historyczną) pojęcie „masoneria” jest tak samo zasadne jako pojęcie „nazizm” wobec niemieckiego narodowego socjalizmu, czyli innej formy żydokomuny przedstawianej w podobny sposób – co za paradoks! – jako „komuna”.

Otóż masoneria i masoni to narzędzie wymyślone i całkowicie kontrolowane przez żydów, czemu dali wyraz ponad 120 lat temu ich naczelnicy.

Od ponad 16 lat na tym portalu udostępniam pełną treść tzw. Protokołów Mędrców Syjonu, publikacja których zakazana jest, nawet pod groźbą bezwzględnego więzienia, w wielu krajach „demokratycznej” Europy zachodniej. Odwołania do masonerii pojawiają się w tym dokumencie ponad 40 razy. Poniżej kilka ciekawszych:

Słowa liberalnego, w istocie zaś naszego, żydo-masońskiego hasła „wolność, równość, braterstwo”, kiedy już obejmiemy panowanie, zastąpimy przez słowa już nie hasła, lecz ideologii ,,prawo wolności, obowiązek równości, ideał braterstwa”

W jakimże innym celu wymienialiśmy i nakazaliśmy gojom całą tę politykę, nie dając im możności zbadania jej treści – jeżeli nie tym – żeby drogą okólną osiągnąć to, co jest prostą drogą niedosięgłe dla naszego plemienia rozsianego. Posłużyło to jako fundament dla naszej organizacji masonerii tajnej, która nie jest znana oraz dla celów, których istnienia nawet nie podejrzewają te bydlęta – goje, znęceni przez nas do szeregów armii lóż masońskich ,,na pokaz”, istniejących dla zamydlania oczu gojom.

Wszystkie loże poddamy jednemu, znanemu tylko przez nas zarządowi, złożonemu z mędrców naszych Najtajniejsze projekty polityczne będą znane i podległe naszemu kierownictwu od chwili powstania…

Jest to naturalne, że my, nie zaś ktoś inny, będziemy kierowali sprawami i czynnościami masonerii, ponieważ wiemy, dokąd prowadzimy, znamy cel ostateczny każdego działania; goje zaś nie wiedzą, nawet nie znają wyników bezpośrednich, obchodzi, ich zwykle tylko chwilowe zadowolenie ambicji przy wykonywaniu projektów…

Śmierć jest nieuniknionym końcem każdego życia. Lepiej jest przyśpieszyć koniec tych, którzy przeszkadzają naszej sprawie niż nas, którzy jesteśmy jej twórcami. Masonów będziemy tracili w taki sposób, że nikt prócz braci nie będzie mógł się domyśleć, nawet same ofiary; wszystkie one umierają w chwili, kiedy zachodzi potrzeba tego, na pozór wskutek chorób normalnych. Wiedząc o tym, nawet bracia nie ośmielą się protestować. Stosując środki podobne, wyrwaliśmy z masoństwa wszelki zarodek protestu przeciwko zarządzeniom naszym. Głosząc gojom liberalizm, jednocześnie trzymamy naród nasz i agentów w ryzach bezwzględnego posłuszeństwa.

Powyższe cytaty nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do faktycznego rodowodu oraz kierownictwa masonerii. Warto w tym kontekście przypomnieć entuzjazm głupszego z bliźniaków Kaczyńskich (choć drugi, żyjący też inteligencją nie grzeszy), z jakim przyjął fakt reaktywacji w Polsce 15 lat temu (we wrześniu 2007) loży B’nai B’rith – najstarszej organizacji żydowskiej, zwanej lożą wszystkich lóż, której działalność w Polsce została zakazana w 1938 roku. Swoją drogą, nie do pozazdroszczenia jest ostateczny – przedstawiony w powyższych cytatach – los zakompleksionych durniów, nakładających na podbrzusza fartuszki i dumnych ze wspinania się po kolejnych szczeblach (ponoć trzydziestu trzech) żydomasońskiego wtajemniczenia. Gdy ich faktyczni dysponenci osiągną zamierzone cele, zostaną bowiem wybici co do jednego.

Póki co jednak, żydomasoński karnawał trwa w najlepsze.

Także w diecezji warmińskiej pod niewątpliwie światłym przewodnictwem abp. Górzyńskiego. Oto ledwie dwa miesiące temu w internecie pojawiła się informacja, której osobliwa treść i wiernopoddańcza forma wręcz wymaga zacytowania w całości:

Dnia 14 maja 2022 r. na mocy uchwały Rady Zakonu Wielkiego Wschodu Francji, na wniosek Sprawiedliwej i Doskonałej Loży Gwiazda Morza na Wschodzie Gdańska, podczas ceremonii Zapalenia Świateł powołana do życia została Loża Misyjna Kamień nad Łyną ukonstytuowana na Wschodzie Olsztyna.

Loża misyjna, jako formacja wolnomularska pozwala zbierać się Wolnomularzom w Olsztynie. Nie jest jeszcze pełnoprawną lożą i w ciągu 3 lat od Zapalenia Świateł powinna otrzymać pełne prawa masońskiego warsztatu. Organem założycielskim jest Szanowna i Doskonała Loża Gwiazda Morza na Wschodzie Gdańska”.

„Fartuszkowi” z Misyjnej Loży Wolnomularskiej Kamień nad Łyną na Wschodzie Olsztyna (tak brzmi pełna nazwa tej sekty) mają pełną świadomość, że nie mogą zmarnować wspomnianych trzech lat „od Zapalenia Świateł”. Muszą wykazać, że są godni zauważenia i docenienia przez żydomasońskich współbraci. Inaczej nie otrzymają pełnych praw masońskiego warsztatu”. A do osiągnięcia tego celu są potrzebne nie tylko inicjatywy tożsame z celami wyznawców Szatana ale także stosowne i godne miejsce ich realizacji. Wprawdzie w Olsztynie istnieje dawny, przedwojenny budynek loży „Kamień nad Łyną” lecz aktualnie i pełnoprawnie należy on do osoby prywatnej, wynajmującej go m.in. na bank toteż trudno założyć, aby właściciel lekko pozbył się takiego źródła zysku.

Jest jeszcze dawny budynek czysto żydowskiej, a więc jak najbardziej koszernej i najważniejszej loży B’nai B’rith, mieszczący się przy tej samej ulicy Kajki w Olsztynie. Jego aktualnego właściciela dałoby się wprawdzie ustalić lecz nie sądzę, aby „fartuszkowi” od „Misyjnej Loży Wolnomularskiej Kamień nad Łyną na Wschodzie Olsztyna” (tak brzmi pełna nazwa sekty) odważyli się porwać na własność – choćby niegdysiejszą – loży wszystkich lóż. Szybko odczuliby bowiem, skąd im nogi wyrastają i to w najłagodniejszym wymiarze kary. Myślę, że nawet nie ważą się spojrzeć na ten fragment ulicy Kajki.

Arcybiskupie Górzyński! Pańskich dokonań w gietrzwałdzkim Sanktuarium Maryjnym nie uda się wyciszyć. Wprost przeciwnie – będą nagłaśniane coraz intensywniej przez katolików, którzy z pewnością nie oddadzą tego miejsca kultu bez walki. Wierzymy, że z pomocą Królowej Polski będzie to walka wygrana.
Foto: domena publiczna

Mają jednak szczęście i to w osobie samego abp. J. Górzyńskiego, metropolity warmińskiego. Realizowana przez niego – przyjmijmy, że nieświadomie – desakralizacja miejsca udokumentowanych i zatwierdzonych przez Stolicę Apostolską objawień Matki Bożej wpisuje się w cele żydomasonerii wielkimi literami. Podobnie jak daleko zaawansowana budowa „ołtarza polowego” w formie dewastującego sanktuaryjne błonia amfiteatru z trzema „zakrystiami” (czytaj: garderobami) oraz taką samą liczbą toalet i magazynów podręcznych. Zdecydowanie bardziej przypomina to zaplecze typowego obiektu estradowego niż sakralnego.

A w dalszych planach jest (choć podwładni abp. J. Górzyńskiego mało przekonywująco twierdzą, że to nieaktualne) budowa hotelu i restauracji na tychże samych błoniach.

Już widzę oczami wyobraźni, jak żydomasońska hołota ulokowana wygodnie w hotelowych apartamentach drwi z widoku pielgrzymów przeciskających się jeszcze dostępnymi skrawkami sanktuarium, aby oddać hołd Królowej Polski. Fantazja? Nie będzie nią, jeśli do głosu nie dojdzie pospolite katolickie ruszenie.

Co po raz kolejny polecam nie uwadze lecz działaniu wszystkich Polaków, którzy czują się katolikami. Zwłaszcza, ze służba Królowej Polski nigdy nie przyniesie rozczarowań, jakie stały się udziałem tych, którzy uwierzyli np. pomagdalenkowym politykom czy posoborowym hierarchom kościelnym.

Tekst i zdjęcia:
Henryk Jezierski
(20.07.2022)

P.S.
Tekst niniejszy polecam szczególnej uwadze wiernym czytelnikom książek niejakiego Stanisława Krajskiego, wypluwanych z częstotliwością króliczych miotów, choć ciągle z niemal identyczną zawartością. Ww. uchodzi za absolutny autorytet w kwestiach dotyczących masonerii, nie mylić z żydomasonerią. Sęk w tym, że Krajski pilnuje wyjątkowo pieczołowicie, aby do świadomości odbiorców jego publicystyki (także w wersji wizyjnej) nie dotarła wiedza o żydowskim rodowodzie i żydowskim przewodnictwie nad masonerią wszelkich lóż. To samo dotyczy niechęci wyżej wymienionego do ujawniania żydomasońskich wpływów w Kościele, polskiego nie wyłączając. Można powiedzieć – działa dokładnie według scenariusza nakreślonego ponad 120 lat dla naczelników żydostwa; pozwolimy gojom pisać o masonerii lecz bez ujawniania naszych wpływów na nią. Goj, który złamie tę zasadę poniesie karę. Krajski zdaje się rozumieć to przesłanie i nie ryzykuje. Szkoda tylko, że odbywa się to kosztem czytelników nieświadomych tego, że płacą za grafomańskie popłuczyny niczego nie wyjaśniające lecz wręcz zaciemniające prawdziwy obraz żydomasonerii.

H. Jez.

Adverse effects of COVID-19 vaccines and measures to prevent them


Kenji Yamamoto https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC9167431/
Abstract


Recently, The Lancet published a study on the effectiveness of COVID-19 vaccines and the waning of immunity with time. The study showed that immune function among vaccinated individuals 8 months after the administration of two doses of COVID-19 vaccine was lower than that among the unvaccinated individuals. According to European Medicines Agency recommendations, frequent COVID-19 booster shots could adversely affect the immune response and may not be feasible. The decrease in immunity can be caused by several factors such as N1-methylpseudouridine, the spike protein, lipid nanoparticles, antibody-dependent enhancement, and the original antigenic stimulus. These clinical alterations may explain the association reported between COVID-19 vaccination and shingles. As a safety measure, further booster vaccinations should be discontinued. In addition, the date of vaccination should be recorded in the medical record of patients. Several practical measures to prevent a decrease in immunity have been reported. These include limiting the use of non-steroidal anti-inflammatory drugs, including acetaminophen to maintain deep body temperature, appropriate use of antibiotics, smoking cessation, stress control, and limiting the use of lipid emulsions, including propofol, which may cause perioperative immunosuppression.
In conclusion, COVID-19 vaccination is a major risk factor for infections in critically ill patients.
[—-]

«Polin» w piekielnym uścisku amerykańskich «elit»… Groźne „odpady jądrowe”.

Date: 19 luglio 2022Author: Uczta Baltazara

[to-to łyse – decyduje o ODPADACH JĄDROWYCH… W USA i pewnie dla Polski. md]

Amerykański transgender admirał Rachel Levine i zastępca asystenta sekretarza ds. energii jądrowej Sam Brinton w Ambasadzie Francji na przyjęciu z okazji Dnia Bastylii

«Asystent sekretarza ds. zdrowia Bidena, Rachel Levine: Musimy “uprawnić” dzieci tak, aby mogły poddawać się blokadzie dojrzewania i operacji zmiany płci».

=======================

Biden Assistant Secretary for Health Rachel Levine: We need to “empower” kids to go on puberty blockers and get sex reassignment surgery.

Levine: We need to „empower” kids to change their gender

Już nawet ‘postępowi katolicy” piszą o roli masonów w „wiośnie Kościoła” i V2. O kryzysie Kościoła na podstawie „Morderstwa 33. stopnia” o śmierci Jana Pawła I

Infiltracja czy sympatia dla masońskich idei? Lisicki o kryzysie Kościoła na podstawie „Morderstwa 33. stopnia” o śmierci Jana Pawła I

https://m.pch24.pl/infiltracja-czy-sympatia-dla-masonskich-idei-lisicki-o-kryzysie-kosciola-na-podstawie-morderstwa-33-stopnia-o-smierci-jana-pawla-i/

Z pewnością po przeczytaniu „Morderstwa 33. stopnia” nie sposób tak po prostu uznać wspomnień ks. Charlesa Murra za konfabulację. Chociaż, nie ukrywam, wiele wątpliwości pozostajepodkreśla Paweł Lisicki, komentując publikację ujawniającą infiltrację najwyższych szczebli watykańskich przez członków masonerii.

Książka stanowiąca opis spotkań i rozmów między autorem – ks. Murrem, a arcybiskupem Gagnonem, kardynałem Giovannim Benellim (arcybiskupem Florencji, wcześniej zastępcą watykańskiego sekretarza stanu i jednym z najbliższych współpracowników Pawła VI) oraz prałatem Mario Marinim (późniejszym sekretarzem komisji Ecclesia Dei).

Choć żadna z wymienionych postaci nie może potwierdzić relacji ks. Murra, ponieważ wszyscy nie żyją, zdaniem redaktora naczelnego DoRzeczy, „dokładność opisów i szczegółów wskazuje raczej na autentyczność”.

Arcybiskup Gagnon miał zebrać niepodważalne dowody, że masonami było co najmniej trzech wysokich rangą urzędników watykańskich: sam ówczesny sekretarz stanu, kardynał Jean Villot, prefekt Kongregacji Biskupów Sebastiano Baggio oraz arcybiskup Annibale Bugnini, odpowiedzialny za przygotowanie i wprowadzenie Nowego Rytu Mszy, który w praktyce zastąpił dawną, klasyczną mszę łacińską.

Główna teza, jaką stawia autor dotyczy śmierci Jana Pawła I, będącą – w jego opinii – bezpośrednim następstwem burzliwej konfrontacji z jednym z masońskich hierarchów.

Choć zdaniem Pawła Lisickiego, zaletą książki jest szczegółowe ukazanie wewnętrznej walki pomiędzy różnymi frakcjami i koteriami watykańskimi, choć opis wydarzeń skłania ku nieco innemu pytaniu: czy rzeczywiście dramatyczny zwrot Kościoła rzymskiego, jaki dokonał się pod rządami Pawła VI, w stronę progresywizmu, jest efektem infiltracji przez masonów, a więc czynnika wobec papieża zewnętrznego?.

Przecież zarówno niepohamowane dążenie do aggiornamento jak i bezgraniczne zaufanie do dialogu i progresywizm były przecież właśnie głównymi cechami pontyfikatu samego Pawła VI i to w czasie, kiedy to jednym z głównych jego doradców i najbardziej zaufanych ludzi był prałat Benelli” – zauważa.

„Czy można zatem po prostu uznać, że winnymi owego stoczenia się Kościoła ku światowości byli tylko »masoni«, o których Paweł VI nic nie mógł wiedzieć? A może, co jest wnioskiem znacznie bardziej logicznym, liczba masonów na wysokich szczeblach kurii wynikała z nastawienia i aprobaty Pawła VI dla masońskich idei?

Być może właśnie ta sympatia sprawiła, że nawet dysponując dowodami winy swoich współpracowników wolał nic nie zrobić” – przekonuje.

Co jest zatem większym problemem: czy to, że papież Paweł VI narzucił Kościołowi nową, zrywającą z Tradycją liturgię, czy to, że jej autor był masonem?” – pyta, wskazując, że sam papież entuzjastycznie podszedł do całej reformy, mając świadomość elementów masońskich i protestanckich w nowej Mszy.

Tę zagadkę w opinii Lisickiego dużo lepiej wyjaśnia ks. Dominik Bourmaud w książce „Sto lat modernizmu”, który tajemniczy i często niezrozumiały pontyfikat uważa za służący „religii człowieka, który czyni się Bogiem” (świecki humanizm).

„Na ile robił to świadomie, a na ile dawał się zwieść swemu otoczeniu pozostaje pytaniem otwartym. Skutki jednak w obu przypadkach są równie opłakane” – konkluduje publicysta.

Źródło: dorzeczy.pl

Głos sodomitów, zboczeńców, pedałów… [osób LGBT]… po raz pierwszy słyszalny w Kościele w Polsce. Zgniły owoc synodu.

[tytuł- MD] Tęczowa zaraza daje głos…

==============

Kościół powinien złagodzić krytykę społeczności LGBT, a ona sama nie może być wykluczana ze wspólnoty – wynika z głosów podczas trwającego obecnie synodu.

19.07.2022 Wiktor Ferfecki https://www.rp.pl/kosciol/art36726281-glos-osob-lgbt-po-raz-pierwszy-slyszalny-w-kosciele-w-polsce

„Chciałbym przeżyć życie najlepiej jak potrafię. Jak? To pytanie trzeba zadawać sobie każdego dnia. Chciałbym żeby Kościół realnie mnie w tym wspierał. Wejście na drogę dialogu i używanie nieco bardziej empatycznego języka nie oznacza jeszcze »rozcieńczania doktryny«” – taka wypowiedź osoby homoseksualnej padła podczas konsultacji w Archidiecezji Łódzkiej. To tylko jeden z wielu przykładów. Kościół katolicki w Polsce po raz pierwszy wsłuchał się w głos chrześcijan LGBT.

Stało się to w trakcie synodu ogłoszonego przez papieża Franciszka. Dotyczy synodalności, czyli m.in. funkcjonowania świeckich w Kościele, a w odróżnieniu od poprzednich biorą w nim udział zwykli wierni, bo podzielono go na trzy fazy: lokalną, kontynentalną i powszechną.

Pierwszy etap, diecezjalny, właśnie się w Polsce kończy, a zespoły synodalne publikują pierwsze syntezy. Jeszcze przed rozpoczęciem synodu papież apelował, by konsultacje nie były fikcją i uczestniczyli w nich także „biedni, żebracy, narkomani i wykluczeni”. Z lektur syntez wynika, że rzeczywiście doszło do pewnego przełomu, bo osoby LGBT, przynajmniej w niektórych diecezjach, zaczęły być traktowane poważnie.

Tak było np. w Archidiecezji Warszawskiej, gdzie udział w synodzie wzięła organizacja chrześcijan LGBT Wiara i Tęcza. – Jesteśmy zadowoleni z przebiegu konsultacji – przyznaje działacz organizacji Marcin Dzierżanowski. – Po raz pierwszy osoby LGBT+ mogły w nich uczestniczyć na pełnych prawach i mówić swoim głosem. Dla wielu środowisk katolickich było to pierwsze zetknięcie się z ujawnionymi osobami homoseksualnymi, biseksualnymi i transpłciowymi. Do pewnego stopnia udało się więc znormalizować naszą obecność w Kościele, a to już wartość sama w sobie – mówi. Dodaje, że organizatorom „należą się słowa uznania”, również za to, że obecność osób LGBT odnotowano archidiecezjalnej syntezie synodalnej.

Zapisano w niej, że „w prace synodalne włączyło się środowisko osób homoseksualnych, które nie czują się zrozumiane przez Kościół i proszą o duszpasterstwo, uwzględniające ich sytuację życiową”. Z kolei w syntezie z Archidiecezji Poznańskiej można przeczytać, że „większość uczestników synodu, która wypowiedziała się na ten temat (LGBT – red.), dała do zrozumienia, że potrzebna jest zmiana języka i postaw wobec tych osób”. Wątki LGBT pojawiły się też w dokumentach z: Gliwic, Łomży, Płocka, Radomia, Świdnicy, Wrocławia, warszawskiej Pragi i wspomnianej na wstępie Łodzi. Jednak na tym lista nie musi się skończyć, bo niektóre diecezje nie opublikowały jeszcze syntez. Z dokumentów najczęściej wynika oczekiwanie wiernych, by przedstawiciele Kościoła złagodzili retorykę wobec LGBT.

Dotąd bowiem Kościół kojarzył się z bezkompromisowym stosunkiem do takich osób, za sprawą m.in. wypowiedzi metropolity krakowskiego abp. Marka Jędraszewskiego o „tęczowej zarazie”. Czy synod sprawi, że osoby LGBT zaczną być inaczej traktowane? Liczy na to Marcin Dzierżanowski. Jego zdaniem najbliższe tygodnie i miesiące będą czasem powiedzenia: „sprawdzam”.

Redaktor naczelny KAI Marcin Przeciszewski uważa, że efektem synodu [—]