Na oficjalnej stronie ukraińskiej policji (Національна поліція України) na „YouTube” opublikowano 2 kwietnia materiał wideo pt. „Siły specjalne Policji Narodowej sprzątają miasto Bucza” (Спецпризначенці Нацполіції проводять зачистку міста Буча) pokazujący inspekcję policji w Buczy. Oto ten film.
Dodatkowa kopia filmu na wypadek, gdyby go usunięto.[jest w oryginale MD]
===============
„Obecnie w mieście pracują bojownicy utworzonego pułku specjalnego przeznaczenia Policji Narodowej SAFARI, w skład którego wchodzą przedstawiciele jednostek specjalnych policji, bojownicy KORD i Thora, a także specjaliści służby materiałów wybuchowych. Dziś, 2 kwietnia, w wyzwolonym mieście Bucza w obwodzie kijowskim jednostki specjalne Narodowej Policji Ukrainy rozpoczęły oczyszczanie terenu z dywersantów i wspólników wojsk rosyjskich. Specjaliści Służby Unieszkodliwiania Materiałów Wybuchowych przeprowadzają inspekcje miejsc zbrodni wojennych Federacji Rosyjskiej i przechwytują urządzenia wybuchowe i amunicję, które nie uległy detonacji. Funkcjonariusze kontrolują każde podwórko i schronienie, komunikują się z ludźmi i udzielają pomocy okolicznym mieszkańcom. Obywatele, którzy musieli znosić okropności okupacji, w miarę możliwości pomagają policji. Policja robi wszystko, co możliwe, aby przywrócić ład i porządek na wyzwolonych terytoriach, aby okoliczni mieszkańcy mogli jak najszybciej wrócić do rodzinnego miasta” – głosi opis pod filmem na „YouTube”. Na czerwono zaznaczyłem kluczowe informacje.
Policjanci przeprowadzili inspekcje na wszystkich ulicach miejscowości, nawet przy pomocy drona, i nigdzie masowo walających się zwłok. Ukraińcy muszą teraz wytłumaczyć, jak ludzie widoczni na poniższym nagraniu opublikowanym 3 kwietnia przez Wojskową Telewizję Ukrainy (Військове телебачення України) zmarli, biorąc pod uwagę fakt, że Rosjanie wycofali się z Buczy 30 marca.
Jest sześć możliwości. Pierwsza – Ukraińscy propagandziści ułożyli „teatralnie” na ulicach zwłoki znalezione w budynkach, w zaułkach i niezakopanych mogiłach. Druga – ukraińscy żołnierze sami dokonali egzekucji i są to np. zwłoki rosyjskich osób nie popierających ukraińskiej armii (podobno mają białe opaski na rękach – informację dla rosyjskich żołnierzy). Trzecia – żywi ludzie położyli się i udawali trupy. Czwarta – oba nagrania pochodzą z różnych części Buczy i nie pokrywają się terytorialnie. Piąta – nagranie zwłok na ulicach nie pochodzi z Buczy. Szósta – po wycofaniu się Rosjan ludzie wyciągnęli zwłoki z pobliskich domów na ulicę, aby służby porządkowe mogły je uprzątnąć (tłumaczyłoby to rozłożenie i „świeżość” zwłok). A Ukraińcy przedstawili to jako „masową egzekucję”.
Jeden z internautów przeanalizował nagranie policji i ustalił w Google Maps trasę, jaką przebyto. Biegła ona tak: „Od strony Kijowa główną drogą E373 do środka Buczy. Tam się zatrzymują w okolicach hipermarketu Novus i puszczają drona by się upewnić czy można bezpiecznie jechać dalej. Film się kończy sceną z ulicy Vokzalnej 101 (apteka) ok. 50 metrów dalej i jakimś wywiadem przy drodze”. Z drugiej strony policja napisała pod filmem, że przeszukano wszystkie zaułki i miejsca wskazane za miejsca zbrodni wojennych (mogło być kilka ekip policji w różnych częściach miasta i nie wiadomo, czy komunikat dotyczy ekipy widocznej na filmie, czy wszystkich).
Materiał wideo, który wyświetlono do dziś 661 110 razy, nie jest transmisją na żywo, ale filmem złożonym z wielu cięć, więc należy domniemywać, że policja pokazała najciekawsze sceny i rozmowy, jakie nakręciła.
Tymczasem strona ukraińska przedstawiła zdjęcie satelitarne z 11 marca 2022 r. rzekomo potwierdzające masakrę w Buczy. Oto ono.
=================
Na uwagę zwracają następujące rzeczy… Nie wiadomo, czy to zdjęcie dotyczy Buczy, czy innej miejscowości (mamy wierzyć na słowo). Widać tylko siedem ciał – gdyby ofiar było więcej, zapewne pokazano by je dla podkręcenia dramaturgii sytuacji. Jeśli zdjęcie pokrywa się z filmem ukraińskim i naprawdę dotyczy Buczy, należy rozważyć siódmą możliwość – podczas wymiany ognia w Buczy 11 marca lub wcześniej, na jednej z ulic zginęło siedem osób. Nie wiadomo od czyjej kuli. A gdy wjechały wojska ukraińskie, nakręcono krótkie wideo pokazujące tych siedem ciał w taki sposób, aby wyglądały na wielką masakrę.Zdjęcie satelitarne nie przekonuje mnie, ponieważ byłoby to bardzo dziwne, że przez trzy tygodnie ciała nie uległy rozkładowi i nikt ich nie pochował. Na wojnie zwłoki muszą być grzebane, aby zapobiec epidemii.
Możliwe, że dociekliwi internauci wytropią prawdę, ponieważ każdy, nawet ja, mogę się mylić w ocenie sytuacji. Nie warto angażować się emocjonalnie po stronie rosyjskiej lub ukraińskiej, ponieważ fakty są wtedy życzeniowo naginane.
Pentagon nie jest w stanie niezależnie potwierdzić ukraińskich doniesień
W krótkiej informacji agencji Reuters czytamy, że Pentagon nie jest w stanie potwierdzić medialnych doniesień, jakoby w miejscowości Bucha na Ukrainie doszło do jakichś zbrodni dokonanych przez Rosję.
W lapidarnym nawet jak na standardy agencji informacyjnej Reuters komunikacie, czytamy, że:
„Wojsko amerykańskie nie jest w stanie niezależnie potwierdzić ukraińskich doniesień o okrucieństwach sił rosyjskich wobec ludności cywilnej w mieście Bucza, ale nie ma też powodów, by je kwestionować – powiedział w poniedziałek wysoki rangą przedstawiciel amerykańskiej obrony.”
„Widzimy te same obrazy, co wy. Nie mamy żadnego powodu, by odrzucać ukraińskie twierdzenia o tych okrucieństwach – co jest wyraźnie, głęboko, głęboko niepokojące” – powiedział urzędnik, wypowiadając się pod warunkiem zachowania anonimowości.
„Pentagon nie może tego niezależnie i pojedynczo potwierdzić, ale też nie jesteśmy w stanie w żaden sposób obalić tych twierdzeń”.
Jak widać, Pentagon w sposób dyplomatyczny dał do zrozumienia, że NIE MOŻNA POTWIERDZIĆ materiału stworzonego przez ukraińską maszynę propagandową, dodając przy tym obowiązującą formułkę, że „Nie mamy żadnego powodu, by odrzucać ukraińskie twierdzenia o tych okrucieństwach”, wszak cały czas toczy się wojna amerykańsko-rosyjska i Ukraina służy interesom amerykańskim w roli mięsa armatniego, więc na tym etapie nie należy negować ich wkładu w potęgowanie antyrosyjskości.
W ciągu ostatnich 24 godzin zachodnie media podsycały zarzuty, że Rosja popełniła masowe zabójstwa cywilów w ukraińskim mieście Bucza, ponieważ na nagraniu widać ulice miasta zasypane ciałami. Rosyjskie Ministerstwo Obrony odrzuciło zarzuty, podkreślając, że materiał filmowy jest kolejną prowokacją.
Gdy Kijów szybko oskarża Rosję o „ludobójstwo” i „masakrę” w Buczy, zachodnie media wydają się być chętne do automatycznej kryminalizacji Moskwy bez pełnego śledztwa – i wygląda na to, że media są dla Zachodu narzędziem do zrekompensowania frustracji spowodowanych niepowodzeniami własnej propagandy, stwierdzili eksperci.
Wątpliwości wzbudziły zarzuty, że Rosja stoi za „zbrodniami wojennymi” w Buczy wkrótce po tym, jak wideo opublikowane przez jednego z przywódców kijowskiego batalionu obrony terytorialnej pojawiło się w Internecie. Na filmie zatytułowanym „Boatsman Boys’ work in Bucha” słychać bojowników pytających, czy mogą strzelać do ludzi bez niebieskich opasek (identyfikator sił ukraińskich) – i otrzymujących „F***, oczywiście!” w odpowiedzi.
Vanessa Beeley, niezależna dziennikarka śledcza, wskazuje, w jaki sposób media „przynależące do NATO” odgrywają swoją rolę w „ochronie swojej strony przed skutkami zbrodni wojennych, które popełniali od dziesięcioleci”, jednocześnie podkreślając niespójności w promowanych przez Zachód narracjach.
Komentując wideo „Boatsman BOYS”, Beeley mówi, że są dywizją batalionu Azow – „ten sam batalion Azowski, który od 8 lat odpowiada za masowe groby w Doniecku i Ługańsku, ten sam batalion Azowski, którego przodkowie przeprowadzili jednego z najgorszych masakr drugiej wojny światowej, rozstrzelanie 33 771 Żydów w Babim Jarze w Kijowie w 1941 r.”
„Ale mamy wierzyć, że rosyjska armia wycofująca się w celu ratowania życia cywilnego, jak to czyniła konsekwentnie podczas swojej kampanii wojskowej na Ukrainie – jest odpowiedzialna za egzekucję ukraińskich cywilów, w tym osób mówiących po rosyjsku, których ochrona była jednym z głównych bodźców do tego wtargnięcia na Ukrainę w celu „denazyfikacji” terytorium” – mówi Beeley.
Powyższe stanowisko podziela Joe Quinn, komentator polityczny i autor, który mówi, że „całkowicie prawdopodobne”, że ukraińska polityka wojskowa polegała na zastrzeleniu na ulicy każdego, kto nie miał niebieskiej opaski, a w szczególności tych z białą opaską. – znak rozpoznawany jako identyfikator rosyjskiego wojska. Według Quinna możliwe było, że niektórzy cywile Bucza nosili białe bandaże na znak życzliwości wobec rosyjskiego wojska, co skłoniło Ukraińców do założenia, że każdy z tym bandażem był w jakiś sposób powiązany z rosyjskimi siłami.
„Inną możliwością jest to, że przynajmniej część zmarłych na ulicy zginęła od ognia artyleryjskiego” – kontynuuje. „Kilka ciał jest blisko eksplozji bomb artylerii, uderzeń rakietowych. Jeśli niektórzy lub wszyscy zabici zostali unicestwieni przez ostrzał artyleryjski, to mogą zostać zabici jedynie przez ostrzał artyleryjski z pozycji ukraińskich w zalesionym obszarze na południe od Bucza”.
Quinn zauważa, że to nie pierwszy raz, kiedy siły ukraińskie strzelają do ludności cywilnej, przypominając przypadek Mariupola, kiedy „wojsko ukraińskie strzelało do korytarzy humanitarnych utworzonych przez Rosjan, próbując zabić rosyjskich żołnierzy, uniemożliwić ludności cywilnej wyjazd ”.
„26 marca rosyjskie wojsko w Buczy utworzyło korytarz dla ludności cywilnej, aby mogli wyjechać w kierunku Białorusi. Irracjonalne jest twierdzenie, że wycofujący się rosyjscy żołnierze postanowili masowo „strzelać” do cywilów na ulicach w Bucha” – mówi Quinn.
Więcej „fałszywych flag” w przyszłości?
Według Adriela Kasonty, londyńskiego analityka spraw zagranicznych i byłego przewodniczącego Komisji Spraw Międzynarodowych, zachodnie media dążą do trzymania się narracji obwiniającej Rosję, co można wytłumaczyć frustracją Zachodu z powodu jego propagandy, która „zostaje w głuchych uszach”. think tank Bow Group.
„Zrobią wszystko, co trzeba, łącznie z propagandą, by oczernić Rosję, by jakoś zniszczyć dobre imię Rosji”, sugeruje Kasonta, mówiąc, że takie wysiłki mogą wynikać z sprzeciwu Zachodu wobec idei, że ktoś w Kijowie opowiada się za pokojem z Rosją.
Powiedział też, że może to mieć związek z faktem, iż Rosja poczyniła znaczące kroki w kierunku finansowej i ekonomicznej niezależności od Zachodu oraz silniejszych więzi z Chinami i Indiami, co „powoduje ogromną frustrację” na Zachodzie. Można spodziewać się większej liczby incydentów podobnych do tego w Buczy – wraz z „o wiele większą liczbą oskarżeń ze strony tak zwanych renomowanych instytucji, takich jak Human Rights Watch i innych” – mówi Kassonta.
„Myślę, że będzie dużo operacji fałszywej flagi, dużo szturchania, że tak powiem, tak zwanego rosyjskiego niedźwiedzia w oczy i prób sprowokowania Rosji do popełnienia błędu” – mówi Kasonta.
Teraz wyjaśnię, dlaczego Srebrenica w Buczy to kłamstwo. Jak człowiek, który przez miesiąc mieszkał pod tym miastem. Nie będę analizować położenia ciał względem drogi i szukać podobieństw zwłok w różnych miejscach. Wielu już to dla mnie zrobiło. Taktyka dramatyzacji wideo przestała mnie zadziwiać nawet w Syrii, gdzie na podstawie produkcji Białych Hełmów podjęto decyzję o przeprowadzeniu zmasowanych uderzeń rakietowych. I tutaj nauczyciele operacji informacyjno-psychologicznych są tacy sami – z jasno wystającymi brytyjskimi uszami.
Mówię o czymś innym. Widziałem, jak zmieniał się stosunek miejscowych do rosyjskiego wojska. Na początku się ich obawiano – wynik dogłębnego prania mózgu w telewizji. Potem postawa była ostrożna, kiedy ciekawość zwyciężyła i ludzie wypełzali z piwnic. Potem – interesy: miejscowi nawiązali wymianę rzeczową z wojskiem. Na przykład wymieniliśmy benzynę na generator na mleko i twarożek. Ponadto nie żądaliśmy mleka, oddając bezpłatnie paliwo. Ale sąsiedzi uważali za swój obowiązek „spłacić”. Wojsko dawało suche racje żywnościowe, przynosiło lekarstwa… A jeśli kogoś zmusili do zejścia do piwnicy, to tylko dla własnego bezpieczeństwa.
Ale to oczywiście nie jest główny argument przemawiający za tym, że ukraińska „Srebrenica” jest podróbką. W rzeczywistości wojska rosyjskie nie kontrolowały całkowicie Buczy przez jeden dzień w ciągu tych półtora miesiąca. A sytuacja tam nie sprzyjała „uporczywej” komunikacji z mieszkańcami. Ciągłe bitwy, ostrzał, zderzenia czołowe – nie wcześniej.
Prawda jest taka, że wojska rosyjskie opuściły Bucza w ramach przegrupowania na kilka dni przed odkryciem „ofiar okupacji”. Siły Zbrojne Ukrainy nie od razu zdały sobie z tego sprawę i przez kolejne prawie trzy dni osłaniały miasto artylerią, pod którą mogli zginąć cywile.
A kiedy się opamiętali, jak zwykle rozpoczęli „polowanie na czarownice” w poszukiwaniu tych, którzy ich zdaniem współpracowali z „siłami okupacyjnymi”. W wojennej gorączce nikt nie trudzi się udowadnianiem, pojawiają się ciała wrzucane do studni ze związanymi rękami. Tylko stan tych ciał sugeruje, że zostały zabite najpóźniej wczoraj. Wiem, jak wyglądają trupy po kilkudniowym leżeniu na ulicy. Oto zupełnie inny obraz.
Moje argumenty oczywiście raczej nie zostaną wzięte pod uwagę przez prezydenta Unii Europejskiej Charlesa Michela, który uruchamia hashtag „masakra Buchan” i ogłasza nowe sankcje wobec Rosji. Chociaż nie jest trudno zweryfikować to, co mówię. Wystarczy przeprowadzić badanie, które wskaże czas śmierci nieszczęśliwego. I skorelować z danymi obiektywnej kontroli NATO, co wyraźnie wskaże datę wycofania wojsk rosyjskich. Ale tak jest, jeśli szukasz prawdy. A kto tego potrzebuje na Zachodzie.
W związku z tym jeden z obywateli postanowił wysłać do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji wniosek o udzielenie informacji publicznej, w którym między innymi zapytał urzędników, czy urząd jest w posiadaniu informacji o przyjmowanych „wojennych uchodźcach”. Jak wynika z otrzymanej odpowiedzi na pytania, które dotyczyły również sytuacji przyjmowania przez Polskę mężczyzn z Ukrainy MSWiA nie wie nic na temat przyjmowanych „gości”.
Jednak sama odpowiedź urzędu jest bardzo interesująca w tej sprawie. Z pisma dowiadujemy się między innymi, że służby graniczne nie posiadają wiedzy co do stanu zdrowia przyjmowanych osób w tym mężczyzn. Zastanawiające jest również to, że w tym przypadku pisowski rząd zdaje sobie sprawę, że nie jest organem uprawnionym do pozyskiwania danych wrażliwych o zdrowiu przybyszy. Jednak już w przypadku Polaków na lotnisku tego nie wiedział i bez delegacji ustawowej weryfikował dane o przyjęciu cud preparatu.
Z treści odpowiedzi wynika, że z uwagi na panującą sytuację priorytetem stało się sprawne przeprowadzenie odprawy granicznej wszystkim wysiedlonym z terenu Ukrainy. Tak nie mylisz się czytającwysiedlonym.Z pisma MSWiA wynika, że osoby te nie są uchodźcami, tylko wysiedleńcami.
A by rozwiać wszelkie wątpliwości, postanowiliśmy zacytować definicję słowa dokonaną w słowniku języka polskiego. Zgodnie z dokonaną tam definicją wysiedlenie to:przymusowa migracja zarządzona i zorganizowana przez władze w celu przemieszczenia grupy ludzi z ich stałego miejsca zamieszkania w inne miejsce (do innego kraju, regionu).
Pisma tłumaczy poczynania władzy w zakresie przydziału tym ludziom uprawnień tożsamych z uprawnieniami Polaka przy pomocy specustawy o pomocy Ukraińcom. Żywe w tym miejscu stają się słowa rzecznik MSZ Łukasz Jasina: Jesteśmy sługami narodu ukraińskiego.
============================ Polacy nie chcą już wynajmować mieszkań uchodźcom? „Ukraińcom nie wynajmujemy” Wojna na Ukrainie wywołała ogromny napływ ukraińskich uchodźców do Polski. Od 24.02 do Polski wjechało z Ukrainy już ponad 2,461 mln osób. Podczas pierwszych dni wojny wiele osób zaprosiło uchodźców pod swój własny dach. Niestety ze względu na wydłużający się czas konfliktu, mnóstwo Ukraińców szuka w Polsce mieszkania na stałe. Na rynku nieruchomości zaczyna pojawiać się konflikt pomiędzy Ukraińcami a właścicielami mieszkań. Przeszukując jeszcze dostępne oferty na rynku możemy coraz częściej przeczytać takie opisy ogłoszeń:
Zapłacą. Gwarantuje, że będą dobrymi lokatorami”, „Pomóż. Jesteśmy z Kijowa. W mieszkaniu będą dzieci, ale będziemy o nie dbać i sprzątać. Za wszystko zapłacimy. Pozostań człowiekiem!”- brzmią niektóre komentarze i wpisy. Dużo użytkowników dzieli się również swoją prywatną opinią na temat wynajmu Ukraińcom.
Czytamy: „Takich ludzi ciężko eksmitować potem. A jak co do czego, to nie ma potem sentymentów.” Wiele takich wypowiedzi jest pisanych w obawie o przyszłe problemy w razie eksmisji takich osób.
– Wynajęcie mieszkania obcokrajowcowi, który w większości przypadków nie jest w stanie spełnić wymogów stawianych w umowie najmu okazjonalnego, jest dużym ryzykiem. I kto nie doświadczył tego na własnej skórze, nadal będzie uważał, że ludzie są źli, bo nie chcą ryzykować majątkiem, na który ciężko pracowali, a ktoś sobie robi z niego darmową noclegownie – pisze jeden z grupowiczów krakowskiej grupy.
Przyjmując obcokrajowców, być może skazani będziemy na ich utrzymywanie przez lata, gdyby nie chcieli się wyprowadzić. Naciągną prądu, ogrzewania, a nam nawet nie będzie wolno odciąć niepłacącym lokatorom mediów, bo będziemy uważani za przestępców.
Zapytana przez Estere Oramus – Bianca Bąkowska, doradczyni ds. nieruchomości w Phinance S.A. o to czemu tak wiele osób nie chce wynająć mieszkania uchodźcom i usprawiedliwia swój wybór obecną trudnością w pozbyciu się niechcianego lokatora: – „Od marca 2020 roku, kiedy został wprowadzony stan pandemii w Polsce, pozbycie się niepłacącego lokatora jest mocno utrudnione. Zakaz eksmisji, który został wtedy wprowadzony, nadal obowiązuje i pozostanie w mocy, dopóki nie zostanie odwołany stan zagrożenia epidemiologicznego (zakaz eksmisji – brak prawnej możliwości ubiegania się o opuszczenie wynajmowanego przez lokatora mieszkania – przypis red.).” – odpowiedziała doradczyni ds. nieruchomości. Udało mi się przeczytać, że powyższy zakaz eksmisji został zmieniony – ma nie obowiązywać uchodźców, jak to wygląda w praktyce? – Nieco ponad dwa tygodnie temu została wprowadzona specustawa, która miała zabezpieczyć właścicieli mieszkań, przez co ułatwić uchodźcom wynajem. Niestety, moim zdaniem mocno rozczarowuje, ponieważ te zmiany są kosmetyczne. Wszystko rozbija się o zakaz eksmisji, który nadal obowiązuje. Ta zmiana pomaga głównie osobom, które użyczają mieszkań, czyli robią to nieodpłatnie. Specustawa jest niedopracowana – nie tylko w ocenie specjalistów, czy pośredników w wynajmie mieszkań, ale także samych właścicieli. – przekazała Bianca Bąkowska. W świetle obowiązującego prawa przyjęta przez was osoba pod dach staje się lokatorem twojego mieszkania/ domu co powoduje, że nie możesz jej ot, tak wyrzucić. Aby legalnie pozbyć się być może z czasem niechcianego lokatora będziesz musiał wystąpić do Sądu o wydanie wyroku eksmisyjnego. Oczywiście sprawa taka nie będzie załatwiona przez sąd od ręki. Wiec przez ten czas twój lokator będzie miał prawo zamieszkiwać w twoim domu.
Robi się ciekawie, ale paradoks to będzie za chwilę. W tym miejscu przypominamy wszystkim zapominalskim, że w Polsce wciąż formalnie mamy ogłoszony stan epidemii. Wraz z tym stanem RM w specustawie covidowej wprowadziła czasowy zakaz przeprowadzanie eksmisji przez komorników sądowych na podstawie wydanego wyroku przez Sąd.
Co w perspektywie oznacza to dla osób, które przyjęły uchodźcę do swojego domu?
A no tyle, że do czasu zniesienia przez MZ ogłoszonego w Polsce stanu epidemii nie będzie ona mogła wykonać eksmisji takiej osoby z domu. W związku z tym w świetle prawa taka osoba będzie mogła zamieszkiwać w twoim domu przez bliżej nieokreślony czas a ty, będziesz zobowiązany ponieść wszystkie koszty utrzymania lokalu. Wystrzegając się wszechobecnie panującego hejtu wobec osób, które posiadają odmienne zdanie w zakresie niesienia pomocy uchodźcom, wyjaśniamy, że lokatorami w rozumieniu przepisów ustawy o ochronie praw lokatorów są nie tylko osoby będące najemcami w rozumieniu umowy zawartej z właścicielem lokalu, lecz także osoby współzamieszkujące, w tym przede wszystkim członkowie najbliższej rodziny najemcy (por. wyrok Sądu Najwyższego z 21 grudnia 2010 r. wydany w sprawie o sygn. III CZP 109/10). Więcej w tym temacie można dowiedzieć się z naszej publikacji: Jakie są konsekwencje prawne z przyjęcia uchodźcy pod swój dach
I było by na tyle, tytuł wyjaśnia w pełni cały mechanizm inżynierii społecznej przetestowany w ostatnich dwóch latach na gigantyczną skalę, ale dla ambitnych przygotowałem rozwinięcie i podsumowanie. Zacznę od swojej ulubionej metodologii, czyli od przypominania czym jest banał i dlaczego prawie wszyscy banałami gardzą, by potem od banałów polec.
Na pytanie, czy polityk jest prawdomówny i uczciwy 990 respondentów na 1000 odpowie, że oczywiście nie. Identycznie lub bardzo podobnie wypadnie test na uczciwość i prawdomówność dziennikarzy. Przy tak niskim poziomie zaufania i tak krytycznej ocenie, ze wszech miar słusznej, banalne wydaje się przypominanie jak bardzo nie należy politykom i dziennikarzom wierzyć. Tymczasem mamy do czynienia z fenomenem ludzkiego mózgu, jedna półkula krzyczy, że ludzie odpowiadający za codzienne komunikaty mają zerową wiarygodność, ale druga półkula przyjmuje produkcje tych ludzi bez najmniejszej refleksji.
Opisana wyżej schizofreniczna percepcja masowego odbiorcy, jest bezpośrednią przyczyną mojej nudnej konsekwencji, na każdym kroku trzeba przypominać wszystkie banały związane z polityką i mediami, dopiero potem przechodzić do rzeczy. Jeśli odbiorca komunikatu nie tylko przyjmie do wiadomości, że nadawcy komunikatu nie żyją z prawdy, ale tę wiedzę utrzyma, to przez następny etap przejdzie zwycięsko. Tym następnym etapem jest analiza obrazu, dźwięku i zachowań, którą zawsze trzeba umieszczać w konkretnym kontekście. Za każdym razem, gdy polityk albo dziennikarz pokazuje wyborcy i widzowi dramatyczną scenę z udziałem dziecka, kobiety w ciąży albo całej grupy ofiar, trzeba zamknąć oczy i uszy, a szeroko otworzyć obie półkule mózgowe. Potem zadajemy sobie pytanie, co i po co nam pokazano? Z odpowiedzią bywa różnie, czasem jest bardzo prosta, czasami w ogóle się nie da zweryfikować, co jest faktem, co propagandą. W tym ostatnim przypadku z pomocą przychodzi inny banał sformułowany przez starożytnych Rzymian – cui bono. Gdy obraz albo dźwięk naszpikowany emocjami ma być odpowiedzią na konkretny zarzut, na przykład bezsensownego zamykania ludzi w domach z powodu kataru, to można mieć pewność, że to manipulacja.
Przejdźmy teraz do konkretów i aktualnego pakietu dźwięków z obrazami, co one do nas krzyczą i komu zamykają usta? Niemal od pierwszych dni konfliktu na Ukrainie jasno zostały oznaczone cele propagandowe. Po pierwsze jest najstraszliwsza wojna od czasów II WŚ i ktokolwiek tę oczywistą bzdurę podważa niech popatrzy na filmik z Mariupola.
Po drugie jedna strona konfliktu pokazuje tylko prawdę, druga wyłącznie kłamie, co samo w sobie jest niedorzecznością, nawet przy najbardziej krytycznym stosunku do Rosji Ciągle Radzieckiej, który należy zachować.
Po trzecie nie masz prawa podważać obowiązującej wersji „prawdy”, a jeśli to robisz służysz Putinowi i tym samym odpowiadasz za ludobójstwo. Po czwarte, skoro jest najstraszliwsza wojna od czasów IIWŚ, to jakim jesteś małym człowiekiem, gdy piszesz o swoim pustym portfelu, strachu przed drastycznymi podwyżkami i jeszcze na dodatek nie chcesz przyjąć do siebie „uchodźców” ze Lwowa. Po piąte, owszem jest źle, ale przecież mamy wojnę i chyba nie chcesz zamienić 8 zł za olej napędowy na urwaną nogę przez ruską rakietę. Po szóste, my politycy, zadbamy o twoje bezpieczeństwo, jak będziesz nas słuchał, wierzył w to co mówimy i postępował jak każemy, to przeżyjesz.
Każdy z tych wątków nadaje się do jeszcze większej rozbudowy i wiele wątków pominąłem, żeby nie robić bałaganu w podstawowych mechanizmach propagandy. Właściwa ocena rzeczywistości zawsze i wszędzie wiąże się z całkowitym brakiem zaufania dla twórców propagandy i wytwarzanych przez nich produktów.
Jeśli zadajesz proste pytanie, dlaczego paliwo w Polsce jest po 8 zł, a na Ukrainie po 5 zł, dlaczego Polska ma prześladować polskie firmy transportowe na granicy z Białorusią, a na Ukrainie cały czas płynie ruski gaz i ropa, to uważnie wysłuchaj odpowiedzi.
Gdy usłyszysz: „zamień się z Ukraińcami, którzy są bombardowani”, to po pierwsze wiesz, że to odpowiedź nie na temat, po drugie masz pewność, że odpowiedzi udzielił toporny propagandysta we własnym, nie w Twoim interesie.
Piłat wie, że Jezus zwany Chrystusem jest fałszywie oskarżony. Usiłuje go ocalić, ale boi się tłumu podjudzonego przez starszyznę.
„Cóż mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem?”
Pyta Piłat tłumu. Odpowiedź Żydów na jego pytanie przypomina nam o współczesnych wydarzeniach.
„Na krzyż z Nim!”
Wrzeszczeli ludzie trzymając zaciśnięte pięści i domagając się krwi Niewinnego.
„Cóż właściwie złego uczynił?”
Zapytał jeszcze raz Piłat, który nie znalazł w Nim żadnej winy.
„Na krzyż z Nim!”
Jeszcze głośniej krzyczał tłum, dodając: „Krew Jego na nas i na dzieci nasze”.
Dzisiaj do wielu podobnych sądów dochodzi każdego dnia. Odbywają się one już nie na placu w Jerozolimie, ale na grupach i forach dyskusyjnych należących do przestępców, którzy namawiają kobiety do aborcji za pomocą sprzedawanych przez siebie nielegalnych pigułek poronnych.
„Jestem w ciąży. Nie chcę tego w tej chwili, nie jestem gotowa, mam inne plany. Co mam zrobić?”
Pytają setki Polek, umieszczając swoje wpisy na aborcyjnych grupach. Takie miejsca to przynęta zastawiana przez aborcjonistów, którzy przedstawiają się jako „obrońcy praw kobiet” i deklarują pomoc w trudnych sytuacjach życiowych. Po wejściu na takie forum i zadaniu pytania, na kobietę czeka już tłum feministek, które od razu podpowiadają co należy zrobić.
„Pozbądź się pasożyta. Zamów pigułki, połknij i problem z głowy.”
Doradzają aborcjonistki, które pośredniczą w handlu tabletkami śmierci.
„Mam jednak wątpliwości. Czy aborcja nie jest przypadkiem czymś złym? Czy coś może mi się stać?”
Pyta dalej wiele kobiet, których sumienia budzą się w krytycznym momencie. Momentalnie jednak kolejne aborcjonistki włączają się do dyskusji aby zgasić wszelkie wątpliwości. Tłum feministek dalej więc krzyczy i podjudza:
„Aborcja jest OK. Nie martw się, to bezpieczne. Kupuj szybko tabletki póki płód jest jeszcze mały to sprawniej pójdzie”.
Namawiają handlarki tabletkami oraz powiązane z nimi aktywistki, które udało się omamić za pomocą propagandy i manipulacji. O aborcji mówią w samych superlatywach. O krwi, zarówno matki jak i dziecka, która za chwilę będzie wylana, mówią niewiele. O duchowych i psychicznych skutkach syndromu poaborcyjnego, z powodu którego cierpią nie tylko kobiety ale też ich rodziny, często przez kilka pokoleń do przodu, nie mówią wcale. Krew na nas i na dzieci nasze…
Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości. Tylko w ubiegłym roku dokonano w Polsce ponad 30 000 pigułkowych aborcji.
W ostatnich dziesięcioleciach setki tysięcy Polaków zamordowało swoje dzieci. W nadchodzącym czasie Wielkanocy prośmy o wyzwolenie naszego kraju od plagi dzieciobójstwa i prowadzącej do niego propagandy aborcyjnej, która swobodnie rozsiewa się po Polsce i podjudza kolejne matki i kolejnych ojców do zbrodni na niewinnych.
Zachęcamy też do przekazania wielkopostnej jałmużny na potrzeby ratowania dzieci zagrożonych aborcją:
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Jutro kolejna część rozważań – droga krzyżowa. Kto dzisiaj idzie po niej razem z Chrystusem?
Serdecznie Pana pozdrawiam,
Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dziś analiza Jacquesa Bauda. Jacques Baud to były pułkownik Sztabu Generalnego, były członek szwajcarskiego wywiadu strategicznego, specjalista od krajów wschodnich. Szkolił się w amerykańskich i brytyjskich służbach wywiadowczych. Pełnił funkcję szefa polityki operacji pokojowych ONZ. Jako ekspert ONZ ds. praworządności i instytucji bezpieczeństwa zaprojektował i kierował pierwszą wielowymiarową jednostką wywiadowczą ONZ w Sudanie. Pracował dla Unii Afrykańskiej i przez 5 lat był odpowiedzialny za walkę w NATO z proliferacją broni strzeleckiej. Zaraz po upadku ZSRR brał udział w rozmowach z najwyższymi rosyjskimi urzędnikami wojskowymi i wywiadowczymi. W ramach NATO śledził kryzys ukraiński w 2014 roku, a później brał udział w programach pomocy Ukrainie. Jest autorem kilku książek o wywiadzie, wojnie i terroryzmie. Zapraszam do lektury.
Część pierwsza: Droga do wojny
Przez lata, od Mali po Afganistan, pracowałem na rzecz pokoju i ryzykowałem dla niego życiem. Nie chodzi więc o usprawiedliwienie wojny, ale o zrozumienie, co nas do niej doprowadziło. Widzę, że „eksperci” na zmianę w telewizji analizują sytuację na podstawie wątpliwych informacji, najczęściej hipotez postawionych jako fakty – i wtedy nie potrafimy już zrozumieć, co się dzieje. W ten sposób powstaje panika. Problem polega nie tyle na tym, by wiedzieć, kto ma rację w tym konflikcie, ile na kwestionowaniu sposobu, w jaki nasi przywódcy podejmują decyzje.
Spróbujmy zbadać korzenie konfliktu. Zaczyna się od tych , którzy od ośmiu lat mówią o „separatystach” lub „niezależnościach” z Donbasu. To nie jest prawda. Referenda przeprowadzone przez dwie samozwańcze republiki, Doniecką i Ługańską w maju 2014 r., nie były referendami „niepodległości” (независимость), jak twierdzą niektórzy pozbawieni skrupułów dziennikarze , ale referendami dotyczącymi „samostanowienia” lub „autonomii” (самостностоьятель ). ). Kwalifikator „prorosyjski” sugeruje, że Rosja była stroną konfliktu, co nie miało miejsca, a określenie „rosyjskojęzyczni” byłoby bardziej uczciwe. Co więcej, referenda te były prowadzone wbrew radom Władimira Putina.
W rzeczywistości te republiki nie dążyły do oddzielenia się od Ukrainy, ale do uzyskania statusu autonomii, gwarantującego im używanie języka rosyjskiego jako języka urzędowego. Pierwszym aktem ustawodawczym nowego rządu, po obaleniu prezydenta Janukowycza, było zniesienie 23 lutego 2014 roku ustawy Kiwalowa-Kolesniczenko z 2012 roku, która uczyniła rosyjski językiem urzędowym. Trochę tak, jakby puczyści zdecydowali, że francuski i włoski nie będą już językami urzędowymi w Szwajcarii.
Ta decyzja wywołała burzę wśród ludności rosyjskojęzycznej. Rezultatem były gwałtowne represje wobec rosyjskojęzycznych regionów (Odessa, Dniepropietrowsk, Charków, Ługańsk i Donieck), które rozpoczęły się w lutym 2014 roku i doprowadziły do militaryzacji sytuacji i kilku masakr (w Odessie i Marioupolu to najbardziej godne uwagi). Pod koniec lata 2014 roku pozostały jedynie samozwańcze republiki Doniecka i Ługańska.
Na tym etapie, zbyt sztywny i pochłonięty doktrynerskim podejściem do sztuki operacyjnej, ukraiński sztab generalny ujarzmił wroga, nie zdołał jednak zwyciężyć. Z przebiegu walk w latach 2014-2016 w Donbasie wynika, że ukraiński sztab generalny systematycznie i mechanicznie stosował te same schematy operacyjne. Jednak wojna toczona przez autonomistów była bardzo podobna do tego, co obserwowaliśmy w Sahelu: wysoce mobilne operacje prowadzone lekkimi środkami. Dzięki bardziej elastycznemu i mniej doktrynerskiemu podejściu rebelianci byli w stanie wykorzystać bezwładność sił ukraińskich, aby wielokrotnie ich „uwięzić”.
W 2014 roku, kiedy byłem w NATO, byłem odpowiedzialny za walkę z proliferacją broni strzeleckiej i staraliśmy się wykryć rosyjskie dostawy broni dla rebeliantów, żeby zobaczyć, czy Moskwa jest w to zamieszana. Informacje, które wtedy otrzymywaliśmy, pochodziły niemal w całości z polskich służb wywiadowczych i nie „pasowały” do informacji płynących z OBWE – mimo dość prymitywnych zarzutów nie było dostaw broni i sprzętu wojskowego z Rosji. Powstańcy zostali uzbrojeni dzięki dezercji rosyjskojęzycznych jednostek ukraińskich, które przeszły na stronę rebeliantów. W miarę upływu niepowodzeń ukraińskich bataliony czołgów, artylerii i przeciwlotnictwa powiększały szeregi autonomistów. To właśnie popchnęło Ukraińców do zobowiązania się do porozumień mińskich.
Jednak tuż po podpisaniu porozumień mińskich prezydent Ukrainy Petro Poroszenko rozpoczął zmasowaną operację antyterrorystyczną (ATO/Антитерористична операція) przeciwko Donbasowi. Bis repetita placent : źle poinformowani przez oficerów NATO, Ukraińcy ponieśli druzgocącą porażkę w Debalcewie, co zmusiło ich do zaangażowania się w porozumienia mińskie II. Należy w tym miejscu przypomnieć, że umowy Mińsk 1 (wrzesień 2014) i Mińsk 2 (luty 2015) nie przewidywały separacji czy niezależności republik, ale ich autonomię w ramach Ukrainy. Ci, którzy zapoznali się z Układami (jest ich bardzo, bardzo, bardzo niewielu), zauważą, że we wszystkich pismach jest napisane, że status republik miał być negocjowany między Kijowem a przedstawicielami republik, ponieważ są to wewnętrzne rozwiązanie dla Ukrainy.
Dlatego od 2014 roku Rosja systematycznie domagała się ich realizacji, odmawiając przy tym udziału w negocjacjach, ponieważ była to wewnętrzna sprawa Ukrainy. Z drugiej strony Zachód – kierowany przez Francję – systematycznie próbował zastąpić porozumienia mińskie „formatem normandzkim”, który stawiał Rosjan i Ukraińców twarzą w twarz. Pamiętajmy jednak, że przed 23-24 lutego 2022 r. w Donbasie nigdy nie było wojsk rosyjskich. Co więcej, obserwatorzy OBWE nigdy nie zaobserwowali najmniejszego śladu po działaniach rosyjskich jednostek w Donbasie. Na przykład mapa wywiadu USA opublikowana przez Washington Post 3 grudnia 2021 r. nie pokazuje wojsk rosyjskich w Donbasie. W październiku 2015 r. Wasyl Hrycak, dyrektor Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), przyznał , że w Donbasie zaobserwowano jedynie 56 rosyjskich bojowników. To było dokładnie porównywalne ze Szwajcarami, którzy chodzili walczyć w Bośni w weekendy, w latach 90., czy Francuzami, którzy dziś jeżdżą walczyć na Ukrainie.
Armia ukraińska była wtedy w opłakanym stanie. W październiku 2018 roku, po czterech latach wojny, naczelny ukraiński prokurator wojskowy Anatolij Matios stwierdził, że Ukraina straciła w Donbasie 2700 mężczyzn: 891 z powodu chorób, 318 z wypadków drogowych, 177 z innych wypadków, 175 z zatruć (alkohol, narkotyków), 172 przez nieostrożne obchodzenie się z bronią, 101 za naruszenie przepisów bezpieczeństwa, 228 przez morderstwa i 615 przez samobójstwa.
W rzeczywistości armia została osłabiona przez korupcję kadr i nie cieszyła się już poparciem ludności. Według raportu brytyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w przypadku powołania rezerwistów z marca/kwietnia 2014 r., 70 proc. nie pojawiło się na pierwszej sesji, 80 proc. na drugą, 90 proc. na trzecią i 95 proc. na czwartą. W październiku/listopadzie 2017 r. 70% poborowych nie zgłosiło się do akcji ratunkowej „Jesień 2017”. Nie licząc samobójstw i dezercji (często na rzecz autonomistów), które sięgały nawet 30 procent siły roboczej w obszarze ATO. Młodzi Ukraińcy odmówili wyjazdu i walki w Donbasie i woleli emigrację, co również przynajmniej częściowo tłumaczy deficyt demograficzny kraju.
Ukraińskie Ministerstwo Obrony zwróciło się następnie do NATO o pomoc w uatrakcyjnieniu swoich sił zbrojnych. Pracując już nad podobnymi projektami w ramach ONZ, zostałem poproszony przez NATO o udział w programie przywracania wizerunku ukraińskich sił zbrojnych. Ale to długotrwały proces a Ukraińcy chcieli działać szybko.
Tak więc, aby zrekompensować brak żołnierzy, ukraiński rząd uciekł się do paramilitarnych milicji. Składają się one zasadniczo z zagranicznych najemników, często skrajnie prawicowych bojowników. Według Reutera w 2020 roku stanowili około 40 procent sił ukraińskich i liczyli około 102 000 mężczyzn . Byli uzbrojeni, finansowani i szkoleni przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię, Kanadę i Francję. Było ponad 19 narodowości – w tym szwajcarscy. W ten sposób kraje zachodnie wyraźnie stworzyły i poparły ukraińskie skrajnie prawicowe milicje . W październiku 2021 roku Jerusalem Post zaalarmował, potępiając projekt Centuria. Te milicje działały w Donbasie od 2014 roku przy wsparciu Zachodu. Nawet jeśli można spierać się na temat terminu „nazista”, pozostaje faktem, że te milicje są gwałtowne, przekazują przyprawiającą o mdłości ideologię i są zjadliwie antysemickie. Ich antysemityzm jest bardziej kulturowy niż polityczny, dlatego określenie „nazista” nie jest właściwe. Ich nienawiść do Żydów wywodzi się z wielkich klęsk głodu na Ukrainie w latach 20. i 30. XX wieku, spowodowanych konfiskatą przez Stalina plonów w celu sfinansowania modernizacji Armii Czerwonej. To ludobójstwo – znane na Ukrainie jako Hołodomor – zostało popełnione przez NKWD (poprzednik KGB), którego wyższe szczeble przywództwa składały się głównie z Żydów. To dlatego dziś ukraińscy ekstremiści proszą Izrael o przeprosiny za zbrodnie komunizmu, jak zauważa Jerusalem Post . Jest to dalekie od „przepisywania historii” Władimira Putina.
Te milicje, wywodzące się ze skrajnie prawicowych grup, które animowały rewolucję Euromajdanu w 2014 roku, składają się z fanatycznych i brutalnych jednostek. Najbardziej znanym z nich jest Pułk Azowski, którego emblemat przypomina 2. Dywizję Pancerną SS Das Reich, czczoną na Ukrainie za wyzwolenie Charkowa z rąk Sowietów w 1943 r., przed dokonaniem w 1944 r. masakry w Oradour-sur-Glane w Francja.
Wśród znanych postaci pułku azowskiego znalazł się Roman Protasewicz, aresztowany w 2021 r. przez władze białoruskie w sprawie lotu RyanAir FR4978. 23 maja 2021 r. jako powód aresztowania Protasewicza wymieniono umyślne porwanie samolotu pasażerskiego przez MiG-29 – rzekomo za zgodą Putina, choć dostępne wówczas informacje w ogóle nie potwierdzały tego scenariusza. Ale potem trzeba było pokazać, że prezydent Łukaszenko był bandytą, a Protasewicz „dziennikarzem”, który kochał demokrację. Jednak dość odkrywcze śledztwo przeprowadzone przez amerykańską organizację pozarządową w 2020 r. ujawniło skrajnie prawicowe działania bojownika Protasewicza. Rozpoczął się wtedy zachodni ruch spiskowy, a pozbawione skrupułów media „przewietrzyły” jego biografię . Ostatecznie w styczniu 2022 r . opublikowano raport ICAO , z którego wynikało, że pomimo pewnych błędów proceduralnych Białoruś postąpiła zgodnie z obowiązującymi przepisami i że MiG-29 wystartował 15 minut po tym, jak pilot RyanAir zdecydował się wylądować w Mińsku. Więc nie ma białoruskiego spisku, a jeszcze mniej Putina. Ach!… Kolejny szczegół: Protasewicz okrutnie ponoć torturowany przez białoruską policję, był teraz wolny. Ci, którzy chcieliby z nim korespondować, mogą wejść na jego konto na Twitterze .
Charakteryzacja ukraińskich paramilitarnych jako „nazistów” lub „neo-nazistów” jest uważana za rosyjską propagandę . Być może. Ale to nie jest pogląd Times of Israel , Centrum Simona Wiesenthala czy Centrum Antyterrorystycznego Akademii West Point . Ale to wciąż kwestia dyskusyjna, bo w 2014 roku „ Newsweek ” wydawał się kojarzyć ich bardziej z… Państwem Islamskim. Sam wybierz!
Tak więc Zachód wspierał i nadal uzbrajał milicje, które od 2014 roku są winne licznych zbrodni przeciwko ludności cywilnej : gwałtów, tortur i masakr. Ale chociaż szwajcarski rząd bardzo szybko zastosował sankcje wobec Rosji, nie przyjął żadnych wobec Ukrainy, która od 2014 r. masakruje własną ludność. W rzeczywistości ci, którzy bronią praw człowieka na Ukrainie, od dawna potępiają działania tych grup, ale nie uzyskały poparcia naszych rządów. Bo w rzeczywistości nie staramy się pomagać Ukrainie, ale walczyć z Rosją. Integracji tych paramilitarnych sił z Gwardią Narodową wcale nie towarzyszyła „denazyfikacja”, jak twierdzą niektórzy . Wśród wielu przykładów pouczające są insygnia Pułku Azowskiego.
W 2022 r. bardzo schematycznie ukraińskie siły zbrojne walczące z rosyjską ofensywą zostały zorganizowane jako:
– Armia podporządkowana Ministerstwu Obrony. Jest zorganizowana w 3 korpusy armii i składa się z formacji manewrowych (czołgi, ciężka artyleria, pociski rakietowe itp.).
– Gwardia Narodowa, która podlega MSW i jest zorganizowana w 5 komend terytorialnych.
Gwardia Narodowa jest więc formacją obrony terytorialnej, która nie wchodzi w skład armii ukraińskiej. W jej skład wchodzą paramilitarne milicje, zwane „batalionami ochotniczymi” (добровольчі батальйоні), znane również pod sugestywną nazwą „batalionów odwetowych” i złożone z piechoty. Wyszkoleni głównie do walki miejskiej, teraz bronią miast takich jak Charków, Mariupol, Odessa, Kijów itp.
Część druga: Wojna
Jako były szef wydziału ds. sił Układu Warszawskiego w szwajcarskim wywiadzie strategicznym obserwuję ze smutkiem – ale nie zdziwieniem – że nasze służby nie są już w stanie zrozumieć sytuacji militarnej na Ukrainie. Samozwańczy „eksperci”, którzy paradują na naszych ekranach, niestrudzenie przekazują te same informacje, modulowane twierdzeniem, że Rosja – i Władimir Putin – są irracjonalni. Cofnijmy się o krok.
1. Wybuch wojny
Od listopada 2021 roku Amerykanie nieustannie grożą rosyjską inwazją na Ukrainę. Jednak Ukraińcy wydawali się z tym nie zgadzać. Dlaczego nie?
Musimy cofnąć się do 24 marca 2021 r. Tego dnia Wołodymyr Zełenski wydał dekret o odbiciu Krymu i zaczął rozmieszczać swoje siły na południu kraju. Równolegle przeprowadzono kilka ćwiczeń NATO między Morzem Czarnym a Bałtykiem, czemu towarzyszył znaczny wzrost lotów rozpoznawczych wzdłuż granicy rosyjskiej. Rosja przeprowadziła następnie kilka ćwiczeń, aby sprawdzić gotowość operacyjną swoich wojsk i pokazać, że śledzi ewolucję sytuacji. Sytuacja uspokoiła się do października-listopada wraz z zakończeniem ćwiczeń ZAPAD 21, których ruchy wojsk interpretowano jako wzmocnienie ofensywy na Ukrainę. Jednak nawet ukraińskie władze odrzuciły pomysł rosyjskich przygotowań do wojny, a minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow twierdził, że od wiosny na jej granicy nie było żadnych zmian .
Z naruszeniem porozumień mińskich Ukraina prowadziła w Donbasie operacje lotnicze z użyciem dronów, w tym co najmniej jeden atak na skład paliw w Doniecku w październiku 2021 r. Zauważyła to prasa amerykańska, ale nie Europejczycy; i nikt nie potępił tych naruszeń.
W lutym 2022 r. wydarzenia przyspieszyły. 7 lutego podczas wizyty w Moskwie Emmanuel Macron potwierdził Władimirowi Putinowi swoje zobowiązanie do porozumień mińskich, które powtórzy po spotkaniu z Wołodymyrem Zełenskim następnego dnia. Ale 11 lutego w Berlinie, po dziewięciu godzinach pracy, zakończyło się spotkanie doradców politycznych przywódców „formatu normandzkiego”, bez konkretnego rezultatu: Ukraińcy nadal odmawiali stosowania porozumień mińskich, najwyraźniej pod naciskiem Stanów Zjednoczonych. Władimir Putin zauważył, że Macron składał puste obietnice, a Zachód nie był gotowy do egzekwowania porozumień, jak to robił od ośmiu lat. Kontynuowano przygotowania Ukrainy w strefie kontaktu. Rosyjski parlament został zaniepokojony; a 15 lutego poprosił Władimira Putina o uznanie niepodległości republik, czego ten odmówił.
17 lutego prezydent Joe Biden zapowiedział , że w najbliższych dniach Rosja zaatakuje Ukrainę. Skąd on to wiedział? To jest tajemnica. Ale od 16 czerwca ostrzał artyleryjski ludności Donbasu wzrósł dramatycznie, jak pokazują codzienne raporty obserwatorów OBWE. Oczywiście ani media, ani Unia Europejska, ani NATO, ani żaden rząd zachodni nie reagują ani nie interweniują. Później powiemy, że to rosyjska dezinformacja. W rzeczywistości wydaje się, że Unia Europejska i niektóre kraje celowo przemilczały masakrę ludności Donbasu, wiedząc, że sprowokuje to rosyjską interwencję.
W tym samym czasie pojawiły się doniesienia o sabotażu w Donbasie. 18 stycznia bojownicy Donbasu przechwycili sabotażystów mówiących po polsku i wyposażonych w zachodni sprzęt, którzy próbowali wywołać incydenty chemiczne w Gorliwce . Mogli być najemnikami CIA , prowadzonymi lub „doradzanymi” przez Amerykanów i złożonymi z ukraińskich lub europejskich bojowników, do prowadzenia działań sabotażowych w republikach Donbasu. W rzeczywistości już 16 lutego Joe Biden wiedział, że Ukraińcy rozpoczęli ostrzał ludności cywilnej Donbasu, stawiając Władimira Putina przed trudnym wyborem: pomóc Donbasowi militarnie i stworzyć problem międzynarodowy, albo stać z boku i patrzeć na zmiażdżenie rosyjskojęzycznych mieszkańców Donbasu.
Gdyby zdecydował się interweniować, Putin mógłby powołać się na międzynarodowy obowiązek „Odpowiedzialności za ochronę” (R2P). Wiedział jednak, że bez względu na charakter i skalę interwencja wywoła burzę sankcji. Dlatego też bez względu na to, czy rosyjska interwencja ograniczałaby się do Donbasu, czy szła dalej, by wywierać presję na Zachód w sprawie statusu Ukrainy, cena byłaby taka sama. Tak wyjaśnił w swoim przemówieniu z 21 lutego. Tego dnia zgodził się na prośbę Dumy i uznał niepodległość obu republik Donbasu i jednocześnie podpisał z nimi traktaty o przyjaźni i pomocy.
Ukraińskie bombardowania artyleryjskie ludności Donbasu trwały, a 23 lutego obie republiki zwróciły się o pomoc wojskową do Rosji. 24 lutego Władimir Putin powołał się na art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych, który przewiduje wzajemną pomoc wojskową w ramach sojuszu obronnego.
Aby uczynić rosyjską interwencję całkowicie nielegalną w oczach opinii publicznej, celowo ukryliśmy fakt, że wojna faktycznie rozpoczęła się 16 lutego. Armia ukraińska przygotowywała się do ataku na Donbas już w 2021 r., ponieważ niektóre rosyjskie i europejskie służby wywiadowcze byli dobrze tego świadomi. Prawnicy będą oceniać.
W przemówieniu z 24 lutego Władimir Putin określił dwa cele swojej operacji: „demilitaryzacja” i „denazyfikacja” Ukrainy. Nie chodzi więc o przejęcie Ukrainy, ani nawet, przypuszczalnie, o jej okupowanie; a już na pewno nie niszczenia go. Od tego momentu nasza widoczność przebiegu operacji jest ograniczona: Rosjanie mają doskonałe zabezpieczenie operacji (OPSEC), a szczegóły ich planowania nie są znane. Ale dość szybko przebieg operacji pozwala zrozumieć, jak cele strategiczne zostały przełożone na poziom operacyjny.
Demilitaryzacja:
– niszczenie naziemne ukraińskiego lotnictwa, systemów obrony przeciwlotniczej i aktywów rozpoznawczych;
– neutralizacja struktur dowodzenia i wywiadu (C3I), a także głównych szlaków logistycznych w głębi terytorium;
– okrążenie większości armii ukraińskiej zgrupowanej na południowym wschodzie kraju.
Denazyfikacja: zniszczenie lub neutralizacja batalionów ochotniczych działających w miastach Odessa, Charków i Mariupol, a także w różnych obiektach na terytorium.
Ofensywa rosyjska została przeprowadzona w bardzo „klasyczny” sposób. Początkowo – tak jak zrobili to Izraelczycy w 1967 r. – wraz ze zniszczeniem na ziemi sił powietrznych w pierwszych godzinach. Następnie byliśmy świadkami jednoczesnego postępu w kilku osiach, zgodnie z zasadą „płynącej wody”: posuwaj się wszędzie tam, gdzie opór był słaby, a miasta (bardzo wymagające wojskowo) opuszczaj na później. Na północy elektrownia w Czarnobylu została natychmiast zajęta, aby zapobiec aktom sabotażu. Nie są oczywiście pokazywane zdjęcia ukraińskich i rosyjskich żołnierzy wspólnie strzegących zakładu .
Pomysł, że Rosja próbuje przejąć Kijów, stolicę, aby wyeliminować Zełenskiego, pochodzi typowo z Zachodu – tak właśnie zrobili w Afganistanie, Iraku, Libii i co chcieli zrobić w Syrii z pomocą islamskich terrorystów. Ale Władimir Putin nigdy nie zamierzał zastrzelić ani obalić Zełenskiego. Zamiast tego Rosja stara się utrzymać go przy władzy, popychając go do negocjacji, otaczając Kijów. Do tej pory odmawiał realizacji porozumień mińskich. Ale teraz Rosjanie chcą uzyskać neutralność Ukrainy.
Wielu zachodnich komentatorów było zdziwionych, że Rosjanie w trakcie prowadzenia operacji wojskowych nadal szukali wynegocjowanego rozwiązania. Wyjaśnienie leży w rosyjskiej perspektywie strategicznej od czasów sowieckich. Dla Zachodu wojna zaczyna się, gdy kończy się polityka. Podejście rosyjskie opiera się jednak na inspiracji Clausewitza: wojna jest ciągłością polityki i można płynnie przechodzić od jednego do drugiego, nawet podczas walki. Pozwala to wywrzeć presję na przeciwniku i popchnąć go do negocjacji.
Z operacyjnego punktu widzenia ofensywa rosyjska była tego rodzaju przykładem: w ciągu sześciu dni Rosjanie zajęli terytorium tak duże jak Wielka Brytania, z szybkością natarcia większą niż Wehrmacht w 1940 roku. Większość armii ukraińskiej została rozmieszczona na południu kraju w ramach przygotowań do wielkiej operacji przeciwko Donbasowi. To dlatego siły rosyjskie były w stanie okrążyć je od początku marca w „kociołku” między Słowiańskiem, Kramatorskiem i Siewierodonieckiem, napierając ze wschodu przez Charków i na południe od Krymu. Wojska z republik donieckiej (DRL) i ługańskiej (LPR) uzupełniają siły rosyjskie natarciem ze wschodu.
Na tym etapie siły rosyjskie powoli zaciskają pętlę, ale nie są już pod presją czasu. Ich cel demilitaryzacji został prawie osiągnięty, a pozostałe siły ukraińskie nie mają już operacyjnej i strategicznej struktury dowodzenia. „Spowolnienie”, które nasi „eksperci” przypisują złej logistyce, jest jedynie konsekwencją osiągnięcia swoich celów. Wydaje się, że Rosja nie chce angażować się w okupację całego terytorium Ukrainy. W rzeczywistości wydaje się, że Rosja stara się ograniczyć swój postęp do granicy językowej kraju.
Nasze media mówią o masowych bombardowaniach ludności cywilnej, zwłaszcza w Charkowie, a media przekazują „sceny dantejskie”. Jednak mieszkający tam Gonzalo Lira, Latynos, przedstawia nam spokojne miasto 10 i 11 marca . To prawda, że jest to duże miasto i nie widzimy wszystkiego – ale to zdaje się wskazywać, że nie jesteśmy w wojnie totalnej, że jesteśmy stale manipulowani na naszych ekranach. Z kolei republiki Donbasu „wyzwoliły” własne terytoria i walczą w mieście Mariupol.
Część 2 Denazyfikacja
W miastach takich jak Charków, Mariupol i Odessa obronę zapewniają milicje paramilitarne. Wiedzą, że cel „denazyfikacji” jest skierowany przede wszystkim przeciwko nim. Dla atakującego na obszarze zurbanizowanym problemem są cywile. Dlatego Rosja dąży do stworzenia korytarzy humanitarnych, aby opróżnić miasta z ludności cywilnej i pozostawić tylko milicje, aby łatwiej z nimi walczyć.
Z drugiej strony milicje te starają się zatrzymać cywilów w miastach, aby odwieść armię rosyjską od walki. Dlatego niechętnie realizują te korytarze i robią wszystko, aby rosyjskie wysiłki nie powiodły się – mogą wykorzystać ludność cywilną jako „żywą tarczę”. Filmy ukazujące cywili próbujących opuścić Mariupol i pobici przez bojowników pułku azowskiego są tu oczywiście starannie cenzurowane.
Na Facebooku grupa Azov była zaliczana do tej samej kategorii co Państwo Islamskie i podlegała „polityce dotyczącej niebezpiecznych osób i organizacji” platformy. Zabroniono więc jej gloryfikować, a „stanowiska” sprzyjające jej były systematycznie zakazane. Jednak 24 lutego Facebook zmienił swoją politykę i zezwolił na posty korzystne dla milicji. W tym samym duchu w marcu platforma autoryzowana w byłych krajach wschodnich wzywa do mordowania rosyjskich żołnierzy i przywódców . Tyle o wartościach, które inspirują naszych liderów, jak zobaczymy.
Nasze media propagują romantyczny obraz powszechnego oporu. To właśnie ten obraz skłonił Unię Europejską do finansowania dystrybucji broni wśród ludności cywilnej. To przestępstwo. Jako szef doktryny utrzymania pokoju w ONZ pracowałem nad kwestią ochrony ludności. Odkryliśmy, że przemoc wobec ludności cywilnej miała miejsce w bardzo specyficznych kontekstach. Zwłaszcza, gdy broni jest pod dostatkiem i nie ma struktur dowodzenia.
Te struktury dowodzenia są istotą armii: ich funkcją jest ukierunkowanie użycia siły na cel. Uzbrajając obywateli w przypadkowy sposób, tak jak ma to obecnie miejsce, UE zamienia ich w bojowników, co w konsekwencji czyni z nich potencjalne cele. Co więcej, bez dowództwa, bez celów operacyjnych, dystrybucja broni prowadzi nieuchronnie do wyrównywania rachunków, bandytyzmu i działań bardziej zabójczych niż skutecznych. Wojna staje się kwestią emocji. Siła staje się przemocą. Tak stało się w Tawarga (Libia) od 11 do 13 sierpnia 2011 r., gdzie 30 000 czarnych Afrykanów zostało zmasakrowanych przy użyciu broni zrzuconej na spadochronie (nielegalnie) przez Francję. Nawiasem mówiąc, Brytyjski Królewski Instytut Studiów Strategicznych (RUSI) nie widzi żadnej wartości dodanej w tych dostawach broni. Co więcej, dostarczając broń krajowi będącemu w stanie wojny, narażamy się na uznanie za walczącego. Rosyjskie ataki z 13 marca 2022 r. na bazę lotniczą Mikołajewa są następstwem rosyjskich ostrzeżeń , że dostawy broni będą traktowane jako wrogie cele.
UE powtarza katastrofalne doświadczenie III Rzeszy w ostatnich godzinach bitwy o Berlin. Wojnę trzeba pozostawić wojsku, a kiedy jedna strona przegra, trzeba to przyznać. A jeśli ma być opór, musi być kierowany i zorganizowany. Ale robimy dokładnie odwrotnie – popychamy obywateli do walki, a jednocześnie Facebook autoryzuje wezwania do mordowania rosyjskich żołnierzy i przywódców. Tyle o wartościach, które nas inspirują.
Niektóre służby wywiadowcze postrzegają tę nieodpowiedzialną decyzję jako sposób na wykorzystanie ludności ukraińskiej jako mięsa armatniego do walki z Rosją Władimira Putina. Tego rodzaju morderczą decyzję należało pozostawić kolegom dziadka Ursuli von der Leyen. Lepiej byłoby zaangażować się w negocjacje i tym samym uzyskać gwarancje dla ludności cywilnej, niż dolewać oliwy do ognia. Łatwo jest walczyć cudzą krwią.
Szpital położniczy w Mariupolu
Należy z góry zrozumieć, że to nie armia ukraińska broni Marioupola, ale milicja azowska, złożona z zagranicznych najemników. W podsumowaniu sytuacji z 7 marca 2022 r. rosyjska misja ONZ w Nowym Jorku stwierdziła, że „Mieszkańcy informują, że ukraińskie siły zbrojne wydaliły personel ze szpitala porodowego nr 1 w Mariupolu i utworzyły punkt ostrzału wewnątrz placówki”.
8 marca niezależne rosyjskie media Lenta.ru opublikowały zeznania cywilów z Marioupola, którzy powiedzieli, że szpital położniczy został przejęty przez milicję pułku azowskiego, którzy wypędzili cywilów grożąc im bronią. Potwierdzili oświadczenia ambasadora Rosji kilka godzin wcześniej.
Dominującą pozycję zajmuje szpital w Mariupolu, znakomicie przystosowany do instalacji broni przeciwpancernej oraz do obserwacji. 9 marca na budynek uderzyły wojska rosyjskie. Według CNN rannych zostało 17 osób, ale zdjęcia nie pokazują żadnych ofiar w budynku i nie ma dowodów na to, że wspomniane ofiary są związane z tym uderzeniem. Mówi się o dzieciach, ale w rzeczywistości nie ma nic. Może to prawda, ale może nie. Nie przeszkadza to przywódcom UE postrzegać to jako zbrodnię wojenną . A to pozwala Zełenskiemu wezwać do strefy zakazu lotów nad Ukrainą. W rzeczywistości nie wiemy dokładnie, co się stało. Ale sekwencja wydarzeń zdaje się potwierdzać, że siły rosyjskie zajęły pozycję pułku azowskiego i że oddział położniczy był wtedy wolny od cywilów.
Problem w tym, że milicje paramilitarne, które bronią miast, są zachęcane przez społeczność międzynarodową do nierespektowania wojennych zwyczajów. Wygląda na to, że Ukraińcy powtórzyli scenariusz szpitala położniczego w Kuwejcie z 1990 roku, który został całkowicie zainscenizowany przez firmę Hill & Knowlton za 10,7 mln USD, aby przekonać Radę Bezpieczeństwa ONZ do interwencji w Iraku w ramach operacji Pustynna Tarcza/Sztorm .
Zachodni politycy od ośmiu lat akceptują ataki w Donbasie, nie przyjmując żadnych sankcji wobec ukraińskiego rządu. Już dawno weszliśmy w dynamikę, w której zachodni politycy zgodzili się poświęcić prawo międzynarodowe w celu osłabienia Rosji .
Część trzecia: Wnioski
Jako byłego pracownika wywiadu, pierwszą rzeczą, która mnie uderza, jest całkowity brak zachodnich służb wywiadowczych w przedstawianiu sytuacji z ostatniego roku. W Szwajcarii służby skrytykowano za to, że nie przedstawiły prawidłowego obrazu sytuacji. W rzeczywistości wydaje się, że w całym świecie zachodnim służby wywiadowcze zostały przytłoczone przez polityków. Problem w tym, że to politycy decydują – najlepsza służba wywiadowcza na świecie jest bezużyteczna, jeśli decydent nie słucha. Tak właśnie stało się podczas tego kryzysu.
To powiedziawszy, podczas gdy niektóre służby wywiadowcze miały bardzo dokładny i racjonalny obraz sytuacji, inne wyraźnie miały ten sam obraz, co propagowane przez nasze media. W tym kryzysie ważną rolę odegrały służby krajów „nowej Europy”. Problem polega na tym, że z doświadczenia stwierdziłem, że są bardzo złe na poziomie analitycznym – doktrynerskim, brakuje im intelektualnej i politycznej niezależności niezbędnej do oceny sytuacji z „jakością” wojskową. Lepiej mieć ich jako wrogów niż przyjaciół.
Po drugie, wydaje się, że w niektórych krajach europejskich politycy celowo ignorowali ich usługi, aby zareagować ideologicznie na zaistniałą sytuację. Dlatego ten kryzys od początku był irracjonalny. Należy zauważyć, że wszystkie dokumenty, które zostały zaprezentowane opinii publicznej podczas tego kryzysu, zostały przedstawione przez polityków w oparciu o źródła komercyjne. Niektórzy zachodni politycy najwyraźniej chcieli, aby doszło do konfliktu. W Stanach Zjednoczonych scenariusze ataków przedstawione Radzie Bezpieczeństwa przez Anthony’ego Blinkena były jedynie wytworem wyobraźni pracującego dla niego Tiger Teamu — zrobił dokładnie to, co zrobił Donald Rumsfeld w 2002 roku, który w ten sposób „ominął” CIA i inne służby wywiadowcze, które były znacznie mniej asertywne w sprawie irackiej broni chemicznej.
Dramatyczne wydarzenia, których jesteśmy dziś świadkami, mają przyczyny, o których wiedzieliśmy, ale których nie chcieliśmy zobaczyć:
– na poziomie strategicznym ekspansja NATO (z którą tu nie mieliśmy do czynienia);
– na poziomie politycznym zachodnia odmowa wdrożenia porozumień mińskich;
– operacyjnie ciągłe i powtarzające się ataki na ludność cywilną Donbasu w ostatnich latach oraz dramatyczny wzrost pod koniec lutego 2022 r.
Innymi słowy, możemy naturalnie ubolewać i potępiać rosyjski atak. Ale MY (czyli Stany Zjednoczone, Francja i Unia Europejska na czele) stworzyliśmy warunki do wybuchu konfliktu. Okazujemy współczucie narodowi ukraińskiemu i dwóm milionom uchodźców . W porządku. Ale gdybyśmy mieli odrobinę współczucia dla tej samej liczby uchodźców z ukraińskiej populacji Donbasu, którzy zostali zmasakrowani przez ich własny rząd i którzy szukali schronienia w Rosji przez osiem lat, prawdopodobnie nic z tego by się nie wydarzyło. Ponad 80% ofiar w Donbasie było wynikiem ostrzału armii ukraińskiej. Przez lata Zachód milczał na temat masakry rosyjskojęzycznych Ukraińców przez rząd Kijowa, nigdy nie próbując wywierać presji na Kijów. To właśnie ta cisza zmusiła stronę rosyjską do działania. [ Źródło: „Ofiary cywilne związane z konfliktami”, Misja Narodów Zjednoczonych ds. Monitorowania Praw Człowieka na Ukrainie .]
Kwestią otwartą pozostaje, czy termin „ludobójstwo” odnosi się do nadużyć, jakich doznali mieszkańcy Donbasu. Termin ten jest generalnie zarezerwowany dla przypadków o większej skali (Holocaust itp.). Ale definicja podana przez Konwencję o Ludobójstwie jest prawdopodobnie wystarczająco szeroka, aby mieć zastosowanie w tej sprawie. Zrozumieją to prawnicy.
Najwyraźniej ten konflikt doprowadził nas do histerii. Wydaje się, że sankcje stały się preferowanym narzędziem naszej polityki zagranicznej. Gdybyśmy nalegali, aby Ukraina przestrzegała porozumień mińskich, które wynegocjowaliśmy i zatwierdziliśmy, nic z tego by się nie wydarzyło. Potępienie Władimira Putina jest także nasze. Nie ma sensu teraz marudzić – powinniśmy byli działać wcześniej. Jednak ani Emmanuel Macron (jako gwarant i członek Rady Bezpieczeństwa ONZ), ani Olaf Scholz, ani Wołodymyr Zełenski nie dotrzymali swoich zobowiązań. W końcu prawdziwą porażkę odnieśli ci, którzy nie mają głosu.
Unia Europejska nie była w stanie promować realizacji porozumień mińskich – wręcz przeciwnie, nie reagowała, gdy Ukraina bombardowała własną ludność w Donbasie. Gdyby tak się stało, Władimir Putin nie musiałby reagować. Nieobecna w fazie dyplomatycznej UE wyróżniała się podsycaniem konfliktu. 27 lutego ukraiński rząd zgodził się przystąpić do negocjacji z Rosją. Ale kilka godzin później Unia Europejska przegłosowała budżet w wysokości 450 mln euro na dostawę broni dla Ukrainy, dolewając oliwy do ognia. Od tego momentu Ukraińcy czuli, że nie muszą dochodzić do porozumienia. Opór milicji azowskiej w Mariupolu doprowadził nawet do zwiększenia 500 milionów euro na broń.
Na Ukrainie z błogosławieństwem krajów zachodnich wyeliminowano zwolenników negocjacji. Tak jest w przypadku Denisa Kirejewa, jednego z ukraińskich negocjatorów, zamordowanego 5 marca przez ukraińskie służby specjalne (SBU), ponieważ był zbyt przychylny Rosji i został uznany za zdrajcę. Ten sam los spotkał Dmitrija Demianenkę, byłego wiceszefa głównego zarządu SBU na Kijów i jego region, który został zamordowany 10 marca, ponieważ był zbyt przychylny porozumieniu z Rosją – został zastrzelony przez milicję Mirotvorets („Rozjemca”) . Ta milicja jest powiązana ze stroną Mirotvorets, na której znajduje się „wrogów Ukrainy” z ich danymi osobowymi, adresami i numerami telefonów, aby można było ich nękać, a nawet eliminować; praktyka, która jest karalna w wielu krajach, ale nie na Ukrainie. ONZ i niektóre kraje europejskie zażądały zamknięcia tej strony, co zostało odrzucone przez Radę.
Ostatecznie cena będzie wysoka, ale Władimir Putin prawdopodobnie osiągnie cele, które sobie wyznaczył. Jego związki z Pekinem utrwaliły się. Chiny wyłaniają się jako mediator w konflikcie, a Szwajcaria dołącza do grona wrogów Rosji. Amerykanie muszą prosić Wenezuelę i Iran o ropę, aby wydostać się z impasu energetycznego, w którym się znaleźli – Juan Guaido schodzi ze sceny na dobre, a Stany Zjednoczone muszą żałośnie wycofać się z sankcji nałożonych na swoich wrogów.
Zachodni ministrowie, którzy chcą załamać rosyjską gospodarkę i sprawić, by Rosjanie cierpieli , a nawet wzywają do zamachu na Putina, pokazują (nawet jeśli częściowo odwrócili formę swoich słów, ale nie treść!), że nasi przywódcy nie są lepsi od tych, których nienawidzimy – bo sankcjonowanie rosyjskich sportowców na igrzyskach paraolimpijskich czy rosyjskich artystów nie ma nic wspólnego z walką z Putinem.
W ten sposób uznajemy, że Rosja jest demokracją, ponieważ uważamy, że za wojnę odpowiada naród rosyjski. Jeśli tak nie jest, to dlaczego staramy się ukarać całą populację za winę jednej osoby? Pamiętajmy, że kara zbiorowa jest zakazana przez Konwencje Genewskie.
Lekcja, jaką można wyciągnąć z tego konfliktu, to nasze poczucie zmiennej geometrycznej ludzkości. Skoro tak bardzo zależało nam na pokoju i Ukrainie, dlaczego nie zachęcaliśmy Ukrainy do respektowania porozumień, które podpisała i które zatwierdziły członkowie Rady Bezpieczeństwa?
Miarą uczciwości mediów jest ich gotowość do pracy w ramach Karty Monachijskiej. Udało im się propagować nienawiść do Chińczyków podczas kryzysu Covid, a ich spolaryzowane przesłanie prowadzi do tych samych skutków przeciwko Rosjanom . Dziennikarstwo staje się coraz bardziej nieprofesjonalne i bojowe.
Jak powiedział Goethe: „Im większe światło, tym ciemniejszy cień”. Im bardziej sankcje wobec Rosji są nieproporcjonalne, tym bardziej przypadki, w których nic nie zrobiliśmy, podkreślają nasz rasizm i służalczość. Dlaczego od ośmiu lat zachodni politycy nie reagowali na bombardowania ludności cywilnej Donbasu?
Wreszcie, co sprawia, że konflikt na Ukrainie jest bardziej naganny niż wojna w Iraku, Afganistanie czy Libii? Jakie sankcje przyjęliśmy wobec tych, którzy celowo okłamywali społeczność międzynarodową w celu prowadzenia niesprawiedliwych, nieuzasadnionych i morderczych wojen? Czy przed wojną w Iraku staraliśmy się „sprawić, by Amerykanie cierpieli” za okłamywanie nas (ponieważ są demokracją!)? Czy przyjęliśmy jedną sankcję przeciwko krajom, firmom lub politykom, którzy dostarczają broń do konfliktu w Jemenie, uważanego za „ najgorszą katastrofę humanitarną na świecie ?” Czy usankcjonowaliśmy kraje Unii Europejskiej, które stosują na swoim terytorium najbardziej nikczemne tortury na korzyść Stanów Zjednoczonych?
Zadawać pytanie to odpowiadać na nie… a odpowiedź nie jest ładna.
Jacques Baud
Źródło oryginalne https://www.thepostil.com/the-military-situation-in-the-ukraine/?utm_source=sendfox&utm_medium=email&utm_campaign=the-postil-april-newsletter
Wybór, redakcja i korekta tłumaczenia automatycznego SpiritoLibero.
Walka, obrona i zdobywanie, właściwa postawa wobec trudności, przeciwności i prześladowań – te motywy często pojawiały się w przemowach świętego ojca Maksymiliana do braci, których zgromadził wokół siebie pod sztandarem Matki Bożej. Regularnie powracające wątki tych wystąpień dotyczyły przede wszystkim zmagań duchowych. Założyciel Niepokalanowa ze wszystkich sił starał się przygotować współbraci również do wyzwań, które miała przynieść i przyniosła wojna w swym najbardziej dosłownym znaczeniu i wymiarze.
Podstawą życia zakonnego dla tak wybitnego naśladowcy świętych Franciszka oraz Ludwika Marii Grignon de Montfort były: ciągłe dążenie do uświęcania się, zwłaszcza przez gorliwe wykonywanie obowiązków, posłuszeństwo przełożonym, ćwiczenie się w pokorze i miłości wobec bliźnich.
Choć wskazania kierowane przez ojca Maksymiliana do współbraci dotyczyły ludzi w pełni oddanych Panu Bogu poprzez wybór stanu duchownego, z wielu tych rad mogą przecież obficie czerpać również ludzie świeccy.
Jeden z najbardziej znanych polskich świętych poddał zupełnie własne życie umiłowanej przez siebie bezgranicznie Matce Bożej, a swój pobyt na ziemi „jedynie” spuentował bohaterskim męczeństwem w niemieckim obozie Auschwitz. Czuł się głęboko odpowiedzialny również za tych, których skupił wokół idei zdobycia całego świata dla Niepokalanej. W założonym przez siebie klasztorze, na misjach w Rzymie czy Japonii, nawet w niemieckich obozach podczas II wojny światowej wygłaszał swe konferencje i przemówienia, pobudzając współbraci do większej gorliwości, wskazując drogi do uświęcenia, przestrzegając przed duchowymi pułapkami. Możliwość zapoznania się z treścią tych wystąpień zawdzięczamy łącznie ponad trzydziestu zakonnikom, którzy tak jak mogli najwierniej notowali słowa swego niezwykłego przewodnika.
„Z Niepokalanowa idzie się prosto do Nieba”
Pewnego razu święty Maksymilian przechadzał się ze współbraćmi w Niepokalanowie. Opowiedział im historię powstania modlitwy Dunsa Szkota: „Dozwól mi chwalić Cię, Panno Przenajświętsza i daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom swoim”. – A kto to byli ci nieprzyjaciele Niepokalanej? To byli teologowie – chociaż nie ze złej woli byli nieprzyjaciółmi. Niepokalana skłoniła głowę na tę modlitwę na znak, że się Jej ona podobała – wyjaśniał słuchaczom.
Na początku 1937 r na polecenie władz zakonnych miał wyjechać do Rzymu. Przemawiając do podopiecznych pozostawił im wskazówki dotyczące głównie życia duchowego. Podobnie jak w wielu innych swych konferencjach kładł akcent na całkowite zawierzenie Matce Bożej, chętne przyjmowanie trudności i wierne wypełnianie zobowiązań wynikających ze złożonych ślubów. Mówił między innymi o posłuszeństwie, będącym jednym z fundamentów dobrego życia w zgromadzeniu.
– Jeżeli natychmiast pełni się posłuszeństwo – nawracają się poganie. I tam będzie skutek naszych modlitw. W Bolszewii zło teraz triumfuje, ale przyjdzie czas, że na Kremlu zatkniemy sztandar Niepokalanej – zapowiadał, a w naszych czasach wyczekujemy wypełnienia się tych słów szczególnie niecierpliwie.
Jako człowiek modlitwy, kontemplacji, głębokiej więzi z Maryją i Panem Bogiem, miał świadomość nadchodzącej z oddali własnej śmierci. 15 lutego 1938 roku uprzedzał współbraci, żeby unikali podziałów, a także wywyższania własnej osoby ponad innych członków wspólnoty. Mówił: – Jeszcze w pierwszych wiekach Kościoła święty Paweł mówił do wiernych, że on wie, iż jak odejdzie, przyjdą wilcy drapieżni i przestrzegał przed nimi. Ja was przestrzegam tak samo.
– Już niedługo pożyję i niedługo pobędę z wami. Wy jesteście fundamentem i musicie bardzo na to baczyć i wiedzieć o tym, że przyjdą wilcy drapieżni. Próba musi być. Trzeba się przygotować żeby miłości wzajemnej nie zerwali. Żeby Niepokalanów chcieli ominąć – trudno przypuścić – dodał.
Śmierć traktował zresztą nie po „światowemu”, lecz po… katolicku. Gdy w nastoletnim wieku rozstał się z doczesnym życiem gorliwy nowicjusz o imieniu Annuncjatus, święty żegnał go przypomnieniem, że to, co zwykle uważa się za dramat i powód do smutku, czy nawet rozpaczy, jest tak naprawdę drogą do nieba. – Rozmawiałem nieraz na temat czyśćca z braćmi, którzy mnie o to zapytywali i mówiłem im, że z Niepokalanowa do czyśćca się nie idzie – wyznał nieco prowokacyjnie. Sprecyzował zaraz, że chodzi tu o „ducha Niepokalanowa”, czyli postawę oddania się Niepokalanej bez żadnych zastrzeżeń. Podał też przykłady świadczące o tym, że śmierć współbraci niejednokrotnie poprzedzała jakieś dobre przedsięwzięcie – czy to początek wydawania „Rycerza Niepokalanej” (niedługo po narodzinach dla Nieba sługi Bożego ojca Wenantego Katarzyńca), czy wyprawę na poszukiwania terenu pod budowę Niepokalanowa. – Ci, co schodzą z tego świata, rozpoczynają dopiero „tam” swe dzieło – dowodził.
Dla większego dobra
Pod koniec marca 1938 roku ojciec Marian Wójcik z klasztoru pod Teresinem wybrał się na spotkanie z dziennikarzami zorganizowane w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Mówiono tam o narastającym niepokoju w Europie. To bodaj pierwsza w zbiorze konferencji ojca Maksymiliana wzmianka o zbliżającej się powoli wojnie. Święty powiedział też między innymi, że klasztor poprzedniego dnia odwiedził rotmistrz, który „cieszył się, że mamy obszerny szpitalik i wiele budynków, czyli że dużo zmieści się rannych”.
Podobnie jak w wielu późniejszych przemowach czciciel Maryi potraktował nadchodzącą pożogę jako okazję do uświęcenia się, do jeszcze gorliwszej służby Matce Najświętszej. – W jaki sposób mamy się przygotowywać by w razie takiej zawieruchy nie tylko nie stracić, ale jeszcze skorzystać i dla sprawy Niepokalanej zyskać? Ryby na zimę zaopatrują się w tłuszcz a nam trzeba zaopatrzyć się w gorącego ducha. Żeby się do tego przygotować, trzeba mieć jasno przed oczyma cel. Takim dobrym przygotowaniem jest powtarzanie słów świętego Bernarda: „Po coś tu przyszedł?”. Chodzi o to, żeby ten cel był żywy i by wszystko do niego zmierzało. Każdy do siebie te słowa może zastosować – radził.
Zaledwie kilka dni później wojna była już tematem omawianym powszechnie. Święty Maksymilian swą naukę wygłaszaną do zakonników poświęcił przygotowaniom do jej wybuchu. Nawiązał do pierwszych wieków Kościoła i trwających wówczas krwawych prześladowań, które dosięgały wyznawców Chrystusa. – Krew męczenników była posiewem nowych chrześcijan – przypominał. – Jeden z historyków ówczesnych pisze, że przez lat około czterdziestu, kiedy był spokój, napsuło się dużo chrześcijan. Dlatego radował się z tego, że znowu zaczęły się prześladowania. Tak samo i my możemy się cieszyć, bo w czasie różnych trudności będziemy się pobudzać do gorliwości. Zrozumiemy lepiej potrzebę większej modlitwy i umartwienia. Zbliża się bardzo poważna walka. Jakie będą jej etapy, trudno przewidzieć – wskazywał. Podkreślił, że „najszczytniejszym ideałem byłoby położyć życie dla Niepokalanej”. – Raz się żyje i raz się umiera. Ale najlepiej jak Niepokalana chce. Zresztą – to Niepokalanej rzecz, bośmy Jej własnością. Nasze sprawy są Jej sprawami, a my się troszczymy o Jej sprawy – zaznaczył.
1 maja 1938 r. mówił zaś do profesów solemnych między innymi: – Mogą przyjść prześladowania i wojny. Wojna jest bliższa niż się wydaje. Prześladowania w czasie wojny są możliwe. Wy, którzy macie być ojcami duchowymi Niepokalanowa, przygotujcie się na to. Oczywiście, że Niepokalana może dopuścić to tylko dla naszego dobra. Kiedy by nie było trudności, wytworzyłaby się przeciętność – podkreślał.
– Mówią, że kiedy się chce rozruszać ryby w stawie, wpuszcza się szczupaka. Tak samo i w zakonach. Gdyby nie było prześladowań, byłby zastój. Pan Bóg dopuszcza, żeby był nieprzyjaciel, żeby nie przyszła gnuśność i zanik heroizmu. Dziś dzieła Boże przechodzą bardzo duże walki. Gdybyśmy zaprzestali walki, daliby nam spokój. Im więcej się wysilamy, tym więcej nas prześladują – dodał.
Za najważniejsze dla dobrych przygotowań zakonników na wojen czas uznał gorliwość i poważne postanowienie dążenia do świętości. Zwracał uwagę, że o ile ludzie świeccy mają nieraz trudności z rozpoznaniem woli Bożej w swoim życiu, to już w przypadku duchownych wystarczy, że posłuchają przełożonych.
Przy innej okazji zapewniał braci: –Pan Bóg dopuszcza takich Stalinów, Hitlerów i prześladowania jak w Meksyku czy Hiszpanii. To wszystko jest dla większego dobra. Cała doskonałość w dążeniu do szerzenia chwały Bożej polega jedynie na tym, żeby być narzędziem Niepokalanej, żeby być Jej – żeby być Jej rzeczą i własnością – podkreślał.
– Starajmy się osiągnąć to, co Pan Bóg zamierzał względem nas dopuszczając wojnę – mówił z kolei 25 sierpnia 1940 roku. – Pan Bóg mógł jedynie zamierzyć większe dobro nasze, czyli uświęcenie, żebyśmy się poprawili. I dlatego trzeba, żebyśmy zwracali więcej uwagę na życie wewnętrzne, by żyć aktami miłości.
– Może jeszcze przeceniamy zewnętrzną działalność – kontynuował. – Pamiętajmy, że wszystkie prace bardzo dobre, bardzo wzniosłe, jak prowadzenie szpitali, szkół, misji, a nawet męczeństwo – jeśli nie miały w sobie miłości, nie są warte jednego aktu miłości. I ten jeden akt miłości pomaga więcej Kościołowi w uświęceniu dusz aniżeli wszystkie wspomniane rzeczy razem wzięte.
Pomogło bombardowanie
Krótko po wybuchu wojny starostwo powiatu sochaczewskiego, w związku z szybkim posuwaniem się wojsk niemieckich zarządziło ewakuację, w którą włączony został także klasztor franciszkanów. – Drogie dzieci, teraz idziecie na misje – oznajmił współbraciom ojciec Maksymilian. Przeprosił ich za zgorszenia i przykrości. Wezwał do tego, by pośród ludzi świecili dobrym przykładem. – Wspomnijcie na to, co tyle razy Wam powtarzałem, że Niepokalanów to nie te opłotki budynki czy maszyny. Gdzie znajduje się niepokalanowianin, tam także ma być Niepokalanów. Niepokalanów ma być w sercach i duszach Waszych – apelował. Dał słuchającym szereg praktycznych rad włącznie z tą by zakonnicy udający się do swoich rodzin, zabrali tych, którzy nie mają się gdzie podziać. Skłonił słuchających do złożenia przyrzeczenia, że nie będą pić wódki ani palić papierosów. – Po zakończeniu wojny, gdy już będą możliwości powrotu, to ogłosi się w prasie i przez radio, że już można wracać. Wówczas niech wszyscy wracają, ażeby stanąć do dalszej pracy – dodał, po czym pobłogosławił odprawianych w świat.
We wrześniu 1939 roku ojciec Kolbe wraz z braćmi został wywieziony do niemieckich obozów. Z Ostrzeszowa okupanci zwolnili go w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Do ponownego aresztowania 17 lutego 1941 roku przebywał w klasztorze.
Nie przestawał podnosić towarzyszy na duchu, wskazując na duchową szansę, jaką dają prześladowania i wojna. We wtorek 30 kwietnia 1940 roku brat Witalian Miłosz zanotował słowa mówiące o pokorze i uświęceniu. Współbracia usłyszeli między innymi: – Mówi się, że burza oczyszcza powietrze. Słyszy się też nieraz, że ta burza pomogła wielu ludziom i zakonnym osobom do dobrego. Słyszałem od jednego ze starszych zakonników, że ostatnie wypadki zrobiły duże wrażenie. Nie pomagały argumenty ani książki – bombardowanie pomogło. W takiej walce zastarzałe i zaśniedziałe dusze wzruszają się i oczyszczają. Gdyby bowiem nie było tych wypadków na większe dobro, to by ich Pan Bóg nie dopuścił.
Podczas sierpniowej kapituły ojciec Maksymilian przestrzegał przed luzowaniem zakonnych rygorów pod pretekstem nadzwyczajnych warunków. Mówił: – Słyszy się czasem, że niektóre przepisy nie obowiązują – bo wojna. Bardzo to niebezpieczne zdanie. Jeśli mamy kontakt z przełożonym, to nie możemy sami rozstrzygać, które przepisy obowiązują, a które nie. Prawda, że w czasach wyjątkowych, jeśli ktoś znajduje się sam, z dala od przełożonych, może swobodnie decydować według własnej roztropności. Jeśli jednak mamy możność porozumienia się z przełożonymi, oni rozstrzygają wszelkie wątpliwości – bo na to ślubowaliśmy posłuszeństwo – przypomniał.
Papież Franciszek mianował kard. Petera Turksona rektorem Papieskiej Akademii Nauk i Papieskiej Akademii Nauk Społecznych. Hierarcha znany z jest z popierania „prawa” do przyjmowania Komunii Świętej przez zwolenników dzieciobójstwa. Dotychczas był w Watykanie odpowiedzialny za wdrażanie agendy globalistycznej w porozumieniu z Radą na rzecz Inkluzywnego Kapitalizmu.
Kard. Turkson ustąpił ze stanowiska prefekta Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka, obejmując kierownictwo nad dwiema wspomnianymi placówkami naukowymi. Afrykański kardynał przejął schedę po argentyńskim biskupie Marcelo Sánchezie Sorondo, który „zasłynął” m. in. z twierdzenia jakoby popierający aborcję prezydent Argentyny miał prawo przystępować do Komunii Świętej.
Podobnie proaborcyjne poglądy prezentuje bliski współpracownik papieża Franciszka kard. Peter Kodwo Appiah Turkson. Mianowany przez Jana Pawła II kardynał w wywiadzie udzielonym stacji HBO analogicznie bronił Komunii Świętej dla prezydenta Joe Bidena. „Czy masz jakieś wątpliwości, że Biden jest katolikiem o dobrej reputacji?” – mówił do prowadzącego.
Kard. Turkson wprost stwierdził, że należy udzielać Komunii Świętej najradykalniejszemu aborcjoniście wśród amerykańskich prezydentów i poszedł przy tym jeszcze dalej, stwierdzając: „Wiesz, jeśli wiesz, że ksiądz, który rozdaje komunię, widzi niespodziewanie, nagle kogoś, kogo zna i wie, że popełnił on morderstwo, to ma chronić godność i szacunek dla tej osoby”.
Zapraszając Turksona do Watykanu, papież Franciszek powierzył mu najpierw kierownictwo w Papieskiej Radzie Iustitia et Pax, a następnie w Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka, z ramienia której reprezentował papieża m. in. w pracach tzw. Rady na rzecz Inkluzywnego Kapitalizmu założonej przez Lynn Forester de Rothschild. Oprócz Rothschildów w działalność rady zaangażowanych jest wielu globalistów oraz globalistycznych i proaborcyjnych firm i organizacji.
Kard. Peter Turkson należy do „elitarnego” grona postępowych i liberalnych hierarchów, którzy występowali podczas szczytów kierowanego przez Klausa Schwaba Światowego Forum Ekonomicznego w Davos.
Nominat papieża Franciszka jest też zagorzałym zwolennikiem kowidowego reżimu sanitarnego, któremu nadaje znamię wręcz profetyczne. To on był autorem wstępu do wydanego w maju ubiegłego roku dokumentu „Zestaw ratunkowy dla przywódców kościelnych”, którego głównym zadaniem było promowanie preparatów farmaceutycznych powstałych w związku z tzw. pandemią koronawirusa. „Pierwszym krokiem w naszej podróży w kierunku bardziej sprawiedliwego i inkluzywnego świata jest udostępnienie wszystkim szczepionek na COVID-19” – pisał.
Wojciech Cejrowski w „Studio Dziki Zachód” na antenie Radia WNET dyskutował z Krzysztofem Skowrońskim o pomyśle na dołączanie ukraińskich dzieci do polskiego sytemu edukacji. Jak podkreślał, obecnie odbywa się to ze szkodą zarówno dla polskich, jak i ukraińskich dzieci.
Skowroński podkreślił, że do Polski przybyło 800 tys. ukraińskich dzieci, które teraz trzeba objąć edukacją i opieką.
– 500 Plus dla Ukraińców, to jest nielegalne. Ta pani, która to ogłosiła w telewizji, powinna wylecieć z roboty (…). Otóż 500 Plus uchwalono po to, by Polacy się rozmnażali, więc teraz możemy Ukraińcom, jeżeli taka jest wola Polaków albo rządu, dać 500 zł, ale nie możemy im dawać 500 Plus z ustawy o 500 Plus – powiedział Wojciech Cejrowski.
– Wszystkie inne rozdawnictwa (…) są nielegalne, bo Polacy płacą w podatkach na szkoły. Ukraińcom możemy udostępnić pomieszczenia szkolne, bo chcemy pomóc, ale niech oni tam swoje nauczycielki usadowią, żeby one uczyły w ukraińskich klasach, zgodnie z ukraińskim programem nauczania – wskazał.
Skowroński stwierdził, że jest przecież ustawa, która „to wszystko legalizuje”, więc jest to „zgodne z polskim prawem”.
– No nie jest zgodne z polskim prawem – odparł Cejrowski. – Ta ustawa jest nielegalna. Polacy płacą podatki na szkoły, dla Polaków, nie dla uchodźców –wskazał.
– Polacy wybrali parlament, wybrali Senat, wybrali prezydenta i Sejm, Senat i prezydent się na to zgodził, więc to jest legalne, bo na tym polega legalizacja, że Sejm uchwala ustawy. I tyle – przekonywał Skowroński.
– Nie wszystkie ustawy, które uchwala Sejm czy Senat są legalne. To tak nie działa prosto (…) Tak się zasłaniali w Norymberdze różni zbrodniarze, że to było legalne, bo Hitler ustanowił prawo i wygrał w demokratycznych wyborach. Są rzeczy, które są uchwalone w takim trybie demokratycznym, ale nadal nie są legalne – podkreślił Cejrowski.
Ze szkodą dla obu stron
Dalej stwierdził, że całkowicie „nie zgadza się z tym, że to jest dobry pomysł”.
– Dzieci ukraińskie nie znają polskiego, polskie dzieci nie znają ukraińskiego. Sadzamy je we wspólnej klasie. To jest zły pomysł. Dwa różne programy nauczania. Wszystkim się obniża poziom edukacji poprzez takie wymieszanie. Powinny być osobne klasy z programem ukraińskim. Tych dzieci tutaj najechało mnóstwo. Nauczycielki też przyjechały. One znają program nauczania ukraiński i powinny ciągnąć te dzieci. One mają tylko miesiąc przerwy w szkole od początku wojny, w związku z tym można nawet nadrobić tak, żeby nie miały żadnego opóźnienia – zaznaczył.
– Wymieszanie w polskiej klasie powoduje, że nauczycielka niewłaściwa dla połowy uczniów. Połowa uczniów realizuje obcy sobie program – to głupi pomysł. Udostępnijmy im szkoły na drugą zmianę, jeżeli chcemy, ale rozmnożenie też klasy z 30 do 60 powoduje, że wszyscy tracą – wskazał.
W dalszej części programu wyjaśnił również, że szkoła nie ma służyć integracji, ale nauce.
„Rozwiązanie tymczasowe”
Odniósł się także do argumentu, że jest to tylko doraźne rozwiązanie.
– Jeżeli to jest sytuacja tymczasowa, to tym bardziej głupim pomysłem jest mieszanie dwóch systemów nauczania w jednej klasie. Gdyby to miało trwać następne dwa albo trzy lata i docelowo już wiemy dzisiaj, że te ukraińskie dzieci zostaną w Polsce, to wtedy, być może bez zwłoki, powinny być dosypywane do polskich klas, żeby się szybko nauczyły polskiego i żeby przeszły na polski program nauczania. Ale jeżeli na razie pomysł mamy taki, że to jest tymczasowa sytuacja, no to niech się uczą w osobnych klasach – wskazał.
Skowroński dodał jednak, że być może te ukraińskie dzieci zostaną w Polsce na kolejnych 30 lat, a sama wojna przeciągnie się w latach.
– A czemu tylko ty to mówisz, a nie mówi tego premier Morawiecki, wszystkim patrząc w oczy? – zapytał Cejrowski. – To chyba wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że tak może się zdarzyć – odparł dziennikarz.
– No nie, ja bym chciał usłyszeć pytanie, czy polski naród rozważa taką opcję i czy jest jej przychylny. Bo to, że przyjęliśmy spod bomb uciekających ludzi, było naturalnym odruchem tysięcy Polaków. Natomiast czym innym jest koncepcja, że zostawiamy tych wszystkich ludzi, przyjmujemy ich na zawsze – zwrócił uwagę Cejrowski.
– Trzeba określić jasno cel. Ja nie mam pretensji o żaden, tylko cel musi być jasno określony, czy pomagamy tymczasowo w oczekiwaniu, że ci ludzie za chwilę wrócą do siebie, bo się wojna skończy czy spodziewamy się sytuacji takiej, że pomagamy, już docelowo mają się tu osiedlić, bo ta wojna się albo nigdy nie skończy albo nie będzie do czego wracać – dodał.
ks. Michel MORILLE FSSPX Zawsze Wierni nr 2/2022 (219)
[Temat numeru: „Bitwa o ojców”]
Kondycja współczesnego ojcostwa jest żałosna. Posługując się terminologią wojskową, moglibyśmy powiedzieć, że jako glówna ofiara wszystkich nowożytnych rewolucji, zostało ciężko ranne w walce. Mamy tu na myśli wszelkie ojcostwo w społeczności Kościoła, w społeczeństwie świeckim, a nawet na poziomie rodziny.
Ponieważ jest ono jednak zakorzenione w samej naturze ludzkiej, nie może zostać zniszczone całkowicie. Niemniej można powiedzieć, że żyjemy w społeczeństwie
pozbawionym ojców pomimo posiadania rodziców jesteśmy de facto sierotami. Jak jednak do tego doszło? Przypadkowo? Bynajmniej. Podjęta została świadoma próba „depaternalizacji” społeczeństwa.
Kto ma w tym cel?
Działania te nie wynikają bynajmniej z ignorancji czy naiwności. W rzeczywistości mamy tu do czynienia ze spiskiem, z destrukcyjną wolą tego, którego nazywamy nieprzyjacielem rodzaju ludzkiego, czyli szatana. Spiskowiec ten jest stary jak świat i nie będziemy tu dyskutowali, czy ci, którzy urzeczywistniają jego plany, czynią to świadomie, czy też nie. Temat ten jest bez wątpienia bardzo interesujący, ale odciągnęłoby nas to zbytnio od głównego wątku niniejszych rozważań.
Szatan jest wrogiem Boga oraz wszystkiego, co przybliża nas do Niego. Najlepiej jest dla niego, jeśli dziecko będzie zabite, zanim mogłoby zostać ochrzczone, jeśli zaś urodzi się i otrzyma chrzest aby otrzymało od Boga jak najmniej. Żeby to osiągnąć, szatan atakuje macierzyństwo, katolicką szkołę oraz ojcostwo. I nie ma W tym niczego dziwnego. Jeśli pragnie się odciąć dusze od Boga, atak na ojcostwo jest czymś oczywistym. Kiedy chrześcijanin zwraca się do Boga, mówi: „Ojcze nasz”. Jeśli jednak idea ojca nie budzi już u niego żadnych skojarzeń, tym bardziej pozytywnych, przestaje rozumieć, kim jest Bóg. A On przychodzi poprzez naturę, ta z kolei poprzez rodzinę, a ona znów przez ojca.
Zniszczcie ojca, a rodzina się rozpadnie; rodzinę a zapomni się o porządku naturalnym. Zapomnijcie o porządku naturalnym, a Bóg stanie się jedynie przeszkodą dla postępu.
Postępowy ojciec
Kim jest ojciec przyszłości, tak upragniony przez progresistów? Jest nikim. Co najwyżej osoba dorosła, odpowiedzialną prawnie za nieletniego, niezależnie od swej tożsamości, orientacji, Więzi krwi z dzieckiem oraz natury relacji z drugim dorosłym (o ile taki jest), mężczyzną bądź kobietą. A im słabszy jest taki związek, tym lepiej. Jednostka jest znacznie podatniejsza na wpływ i „denaturalizację” niż człowiek żyjący w naturalnej społeczności, tj. w rodzinie. W ten sposób pozbawia się ojca jego naturalnej roli. Rola ojca ma się ograniczać do spłodzenia potomstwa, o resztę zaś zatroszczy się państwo. Jedynie państwo jest w stanie zapewnić wychowanie i edukację zgodną nie z naturą, ale z koncepcją nowego człowieka, wyzwolonego od natury i Boga, a konsekwentnie także od ziemskiego ojca oraz „Boga, Ojca wszechmogącego”.
Ojciec realista
Co możemy uczynić, uświadomiwszy sobie to wszystko, w obliczu owego spisku szatana, realizowanego świadomie przez wszelkiego rodzaju „progresistów”? Konieczny jest powrót do korzeni, natury ojcostwa, a Wówczas natura powróci do swego Stwórcy, kierując nas na drogę ku nadprzyrodzoności. Zgodnie z naturą to ojciec jest centralnym elementem rodziny, zarówno W sensie biologicznym, jak i psychologicznym. Rodzina, w której ojciec jest nieobecny czy to dosłownie, czy też w przenośni jest rodzina niekompletną. Zdarza się, że nieobecność ta jest jedynie przenośnia: z natury rzeczy Więź biologiczna między matką a dzieckiem jest silniejsza od tej, która łączy je z ojcem, a ponadto w pierwszych chwilach swego życia dziecko potrafi obyć się bez niego. Jednak ta naturalna nieobecność szybko się kończy i ojciec, za zgodą matki, przejmuje w rodzinie rolę przywódczą.
Czego oczekuje się od ojca?
Rola owa nie jest czymś nieistotnym, jest wręcz konieczna, aby matka mogła realizować swoje własne powołanie.
Władza
Stąd to ojciec z natury rzeczy sprawuje władzę W rodzinie. To on jest tym, który rozkazuje. Nie lekceważy przy tym sugestii matki, której intuicja pozwala dostrzec potrzeby każdego z dzieci, jednak to do głowy rodziny należy rozkazywanie i egzekwowanie wykonywania poleceń. A ponieważ matka ma z natury rzeczy skłonność do okazywania pobłażliwości, ojciec będzie musiał wspierać jej autorytet, a niekiedy nawet bronić ją przed „manipulacją„ ze strony dzieci, które dobrze wiedzą, jak ją „zmiękczyć”. Władza ojcowska będzie również nadawała rodzinie całościowy kierunek. Choć decyzje mogą być podejmowane wspólnie, to ojciec rozkazuje całej rodzinie: tak W kwestiach wychowania, jak i życia duchowego (jemu powinniśmy powierzyć troskę o nasze dusze; sprawy związane z uczestnictwem we Mszy w niedzielę i dni powszednie itp.), aż po reguły życia rodzinnego (np. podziału obowiązków, korzystania z internetu i smartfonów).
Opiekun i obrońca
Sprawując rządy w rodzinie, ojciec staje się również jej opiekunem i obrońcą; jeśli matka zmuszona jest przejąć uprawnienia ojcowskie, szybko ją to męczy, wyczerpuje, a nawet prowadzić może do załamania psychicznego Konsekwencje tego mogłyby być bardzo poważne. Tak więc władza ojcowska będzie zapewniać matce ochronę niezbędną do wypełniania jej obowiązków, W tym również przed mniej lub bardziej poważnymi buntami ze strony dzieci. To do ojca należy uświadomienie im, że królowa domu jest nietykalna.
Duch ofiary
Matka z natury rzeczy poświęca się całkowicie swym dzieciom. Jako pani domu jest również odpowiedzialna za przydzielanie każdemu z nich obowiązków i za Włączanie ich w życie rodzinne. Do ojca natomiast należy rozbudzanie w dziecku ducha ofiary na poziomie społecznym: w parafii, mieście, a być może W życiu politycznym itp. Poprzez swój przykład i zaangażowanie stopniowo i roztropnie wyciąga je z bezpiecznego domowego zacisza.
Ku niebu
Wszystko to, czego oczekuje się od ojca, ma na celu otwarcie dziecięcej natury na działanie łaski. Rodzice, poprzez władzę ojcowską i ofiarność matczyną, będą rozwijać oraz kształtować życie chrześcijańskie swego potomstwa. To przede wszystkim ojciec będzie jednak formował swe dzieci, głównie poprzez swój przykład. Musi się upewnić, że gdy dorosną, będą potrafiły poradzić sobie same, prowadząc życie przykładne i pobożne.
Zakończenie
Zakończmy słowami Piusa XII skierowanymi do młodych małżeństw: „Jakże piękne i zapadające w pamięć są słowa błogosławieństwa wypowiedziane przez Ragueła do młodego Tobiasza, kiedy ten się dowiedział, czyim jest synem: «Miej błogosławieństwo, synu mój, boś jest synem dobrego i cnotliwego męża». Czyż stary Tobiasz nie był wciąż bogaty? Wraz z dobrami doczesnymi Pan zesłał na niego próbę w postaci wygnania i ślepoty. Tobiasz miał jednak coś cenniejszego niż zdrowie: wybitną cnotę oraz mądre rady, których nie szczędził swemu synowi. Także my żyjemy W trudnych czasach i być może nie zawsze udaje się wam zapewnić waszym dzieciom piękne i wygodne życie, o jakim dla nich marzycie: życie spokojne i dostatnie, z codziennym chlebem – którego jak mamy nadzieję, nigdy nam dzięki Bożej Opatrzności nie zabraknie oraz ze wszystkimi dobrami, jakie pragnęlibyście im przekazać. Bardziej jednak jeszcze niż o zapewnienie swym dzieciom dóbr doczesnych, które nie są W stanie zmienić dla nikogo (nawet dla najpotężniejszych) tej doliny łez W ogród rozkoszy, starać się powinniście o przekazanie im dóbr najcenniejszych: pokarmu i skarbu Wiary, ducha nadziei i miłości, chrześcijańskiego życia, męstwa i wierności. TO Właśnie dzięki nim wypełniając swe zadania świadomi, iż zostały wam one powierzonego przez samego Stwórcę — sprawicie że będą mogły dorastać oraz postępować w łasce u Boga i u ludzi”.
FRAGMENT TEKSTU QUELLE PATERNITŚ POUR DEMAIN? (JAKIE OJCOSTWO NA JUTRO?) KS. MICHELA
MORILLE’A FSSPX OPUBLIKOWANEGO W „LA VOIX DES CLOCHERS” NR 65, LIPIEC – SIERPIEN 2021.
Początkowo odbywało się to subtelnie, a widzieli to tylko ci, którzy szukali. Potem coraz więcej ludzi budziło się na to, co się dzieje, ale zbyt wielu nadal tłumaczyło i usprawiedliwiało rosnący autorytaryzm potrzebą „dobra wspólnego”, ponieważ nie chcieli dostrzec natury tyranii, jak również odbierania kolejnych swobód.
−∗−
W menu na dziś danie nienasycone. A konkretnie o samozwańczych despotach, którzy posmakowali tyranii i nie zamierzają na tym poprzestać. Materiał nie tylko o politykach, ale o zachowaniu mediów, tzw. Big Tech i serwisów społecznościowych w przejmowaniu coraz większej kontroli nad społeczeństwem. Felieton pisany z perspektywy amerykańskiej.
Zapraszam do lektury.
____________***____________
Teraz, gdy już zasmakowali tyranii, media, liberałowie, Big Tech i media społecznościowe chcą znacznie więcej
Jest takie powiedzenie, że „Władza absolutna korumpuje absolutnie”, a to, co obserwujemy, to samozwańczy dyktatorzy, którzy poczuli już „smak tyranii” i zdecydowali, że chcą to utrzymać.
Na przestrzeni dziejów widzieliśmy prawdziwość tego stwierdzenia i im starsza jest „Ameryka”, tym bardziej absolutna staje się korupcja. Zauważamy, jak podstępnie tyrania i tendencje dyktatorskie przeniknęły prawie każdy aspekt rządów, mediów, mediów społecznościowych i Big Tech.
◊ ◊ ◊
Początkowo odbywało się to subtelnie, a widzieli to tylko ci, którzy szukali. Potem coraz więcej ludzi budziło się na to, co się dzieje, ale zbyt wielu nadal tłumaczyło i usprawiedliwiało rosnący autorytaryzm potrzebą „dobra wspólnego”, ponieważ nie chcieli dostrzec natury tyranii, jak również odbierania kolejnych swobód.
Nie łudźcie się, gdy już raz wolność zostanie odebrana, jej odzyskanie bez rozlewu krwi jest praktycznie niemożliwe.
Przykładem tego był 11 września i to jak w imię „bezpieczeństwa” Amerykanie pozwolili politykom żądnym władzy pozbawić Amerykanów praw za pomocą Patriot Act. Praw, których nigdy nie odzyskaliśmy.
ZAWSZE BĘDZIE JAKIEŚ KOLEJNE „ZAGROŻENIE”
Niektórzy przywódcy państwowi, media, media społecznościowe i Big Tech, wraz z reżimem Bidena i ich „nakazami”, które wciąż są odrzucane przez sądy, zasmakowali potęgi tyranii i nie już chcą z niej rezygnować.
Słyszeliśmy już trochę o sprawie fatalnego laptopa Huntera Bidena, więc nie będziemy się w to zagłębiać. Stefan Stanford wykonał świetną robotę w poprzednim artykule, ale niedawne ujawnienie zmowy mającej na celu ukrycie tych wiadomości przed Amerykanami, zaraz po pandemicznych lockdownach, w których politycy i reżim Bidena wzięli Amerykanów pod but, daje nam spojrzenie na szerszy obraz… i nie jest to nic miłego.
Chociaż moglibyśmy cofnąć się w historii znacznie dalej, tylko w ciągu ostatnich kilku lat pod pozorem „dezinformacji”, pandemii, a teraz tej wojny daleko, daleko od nas, możemy dostrzec skalę różnych grup tyranów koordynujących ataki na Amerykanów, aby zmusić ich do „posłuszeństwa”.
W każdym przypadku Amerykanie byli zmuszani poświęcić swoje swobody, pieniądze, mowę, a wszystko to pod hasłem, że „to sytuacja awaryjna!”.
Zawsze zza rogu wyłoni się jakaś kolejna sytuacja kryzysowa, w której dyktatorzy skłonni będą próbować przejąć kontrolę nad narodem.
„PLANDEMIA”
Te ohydne próby zaby w subtelności zakończyły się, gdy po raz pierwszy potwierdzono Covid i kiedy to przywódcy uznali, że mają prawo do zamykania całych państw, uznawania, jakie przedsiębiorstwa są „niezbędne”, a które „nieistotne”, co skutkowało utratą miejsc pracy i dochodów przez miliony pracowników oraz zniszczeniem łańcuchów dostaw, a zwłaszcza zaopatrzenia w żywność.
Kiedy Biden zaczął okupować Biały Dom, Demokraci dali osłonę liberalnym przywódcom stanowym i dużym korporacjom, by mogli „nakazywać” zachowania. Noś maskę lub zostaniesz zwolniony. Zamaskuj się lub nie wejdziesz do sklepu, nie zjesz obiadu, nie pójdziesz na siłownię, do baru, lokalu rozrywkowego.
Odwiedź swoich sąsiadów a zostaniesz ukarany grzywną lub inną karą, jak to miało miejsce w wielu stanach rządzonych przez liberałów, na przykład w Michigan pod rządami samozwańczej dyktatorki, Gretchen Whitmer. Inni grozili swoim wyborcom karą, jeśli mieli więcej niż (tu wstaw liczbę) ludzi w swoim domu na obiedzie.
Oto tylko jeden akapit z oryginalnych rozporządzeń G. Whitmer dot. lockdownu, z marca 2020r.:
Od godz. 12:01 w dniu 24 marca 2020r. przez co najmniej trzy tygodnie osoby fizyczne mogą opuścić swój dom lub miejsce zamieszkania tylko w ściśle określonych okolicznościach i są zobowiązane przestrzegać środków dystansowania społecznego zalecanych przez CDC, w tym pozostawanie w odległości co najmniej sześciu stóp od osób spoza gospodarstwa domowego danej osoby, w zakresie, w jakim jest to wykonalne w danych okolicznościach.
Od tego momentu wszystko się zmieniło, a to tylko jeden przykład, z jednego stanu/miasta rządzonego przez liberałów.
Następnie rozpoczęły się „nakazy dotyczące szczepień”, wobec których sądy federalne były bardzo krytyczne i orzekły, że są one niezgodne z konstytucją i stanowią nadużycie władzy, ale wcześniej miliony Amerykanów już zostały zmuszone do przyjęcia eksperymentalnego preparatu do swoich ciał, a odmowa groziła utratą pracy.
Szkody w gospodarce, niedobory żywności, roszczenia bezrobotnych itp. były druzgocące dla dziesiątek milionów Amerykanów.
Tyrani naprawdę zasmakowali w niekontrolowanej władzy podczas fazy o nazwie Covid.
INFLACJA? ZAMKNIJ SIĘ I RADŹ SOBIE
Teraz jest wojna. Daleko, między Rosją a Ukrainą, gdzie reżim Bidena, Demokraci, z pomocą mediów głównego nurtu, mediów społecznościowych i Big Tech, używają jej jako powodu inflacji, niedoborów żywności i podwyżek cen gazu, a to wszystko to wina ROSJI.
Oczywiście należy całkowicie zignorować i/lub zapomnieć, że wszystkie te kwestie narosły jeszcze przed wybuchem wojny.
Niepokojące, że połowa Ameryki im wierzy, a przynajmniej udaje, że wierzy. Myślę, że odpowiedź na to pytanie zależy od przekonania, czy oni są skorumpowani, czy po prostu głupi.
Nie tylko próbują odrzucać winę, ale po raz kolejny wykorzystują „zagrożenia”, lub to, w co chcą, abyśmy wierzyli, że jest zagrożeniem dla USA, domagając się od Amerykanów racjonowania zakupów, ograniczenia jazdy samochodem, zużywania mniejszej ilości energii elektrycznej lub mówiąc wprost… PODPORZĄDKUJ SIĘ! Po prostu zamknij się i radź sobie.
Nie jeździj tyle! Obniż temperaturę ogrzewania zimą! Zwiększ temperaturę w klimatyzacji latem!
I jedno z moich ulubionych „Pomóż Ukrainie. Przestań narzekać na wyższe ceny paliwa”.
Te przykłady nie mają końca… ale wszystkie wskazują na jedną rzecz. Kontrolę. My powiemy ci, co masz robić, a ty po prostu bądź posłuszny bez marudzenia.
Niedobory jedzenia? Cóż, w stolicy proponują racjonowanie!
„ROSYJSKA DEZINFORMACJA”
Media, Big Tech i media społecznościowe również poczuły prawdziwy smak tyranii. Od chwili, gdy New York Times przestał kłamać na temat skandalicznych i obciążających informacji z laptopa Huntera Bidena i przyznano, że jest to jednak prawdziwa historia, a nie, jak fałszywie twierdziły media, „rosyjska dezinformacja”, zobaczyliśmy do jakiego stopnia Big Tech i media społecznościowe przejęły władzę po tym, jak się rozzuchwaliły gdy uszło im na sucho zbanowanie urzędującego prezydenta, kiedy Trump był w Białym Domu.
Media mówią, że to fałsz. Big Tech manipuluje wynikami wyszukiwania, aby upewnić się, że każdy, kto chce dowiedzieć się czegoś o tej historii, jest przekierowany do informacji z mediów, które twierdzą, że była to jednak rosyjska dezinformacja. Media społecznościowe blokowały lub zawieszały każdego, kto dzielił się prawdą, utrzymując, że rozpowszechnia rosyjską dezinformację.
Cóż, wszystko to miało miejsce, dopóki NYT w końcu się nie przyznał… ale już po wyborach.
PODSUMOWANIE
Uzurpatorzy władzy nie próbują już być subtelni w swoim pragnieniu jeszcze większej władzy i kontroli nad amerykańską ludnością, ale ostatnie wydarzenia pokazały nam, jak smak tyranii prowadzi bezpośrednio do starego przysłowia: Władza absolutna korumpuje absolutnie.
Pytanie na koniec: Jak myślicie, jakie będzie następne „zagrożenie”, aby samozwańczy dyktatorzy, wraz z całą tą tyranią, mogli przejąć jeszcze większą kontrolę nad Amerykanami
Wszystko dla naszego dobra czyli tyrania szczerze praktykowana Pytanie brzmi: dlaczego traktuje się nas jak głupie dzieci, które nie mogą tak po prostu wybrać, ale muszą zrobić sobie „szczepienie”, a następnie dostać „zielone przepustki” na podróż, pracę lub […]
___________
A w mediach bez zmian… Szokujące wypowiedzi sygnalistów [whistleblowers], ujawnione materiały wideo i tajne nagrania ukazują przestępstwa popełniane przez media. Project Veritas, Charlie Chester z CNN, Udo Ulfkotte, Julian Assange z WikiLeaks i nie tylko… […]
___________
‘Pandemia’ to nie błąd Zrujnowali życie, kraje i światową gospodarkę w wyniku świadomej polityki na bazie rozległej sieci kłamstw, a ostatnim aktem oszustwa będzie twierdzenie, że to był „błąd”. Tymczasem ta sama agenda, która […]
___________
Ilekroć pojawia się kryzys… czyli jak zwiększyć kontrolę Ilekroć pojawia się kryzys – czy to kryzys militarny, polityczny, gospodarczy, finansowy czy społeczny – tłum domaga się silnych przywódców, by się nim zaopiekowali. To doskonale pasuje do osób, które […]
___________
Kto nam zbudował plac zabaw czyli czytajcie Suttona Sutton nie zajmował się jakimiś nierealnymi spekulacjami. Był wybitnym badaczem akademickim, który w kilku pracach nienagannie udokumentował swoje wnioski. Nie będąc w stanie przeciwstawić się jego badaniom, establishment (w tym […]
Na rynku pojawił się sygnał alarmowy. „To skończy się wielkim płaczem”
Na czerwono zaczyna świecić się wskaźnik, który poprzedzał wszystkie najcięższe recesje w USA od lat 50. Rentowności amerykańskich 2-letnich obligacji przebiły oprocentowanie 10-letnich papierów dłużnych. Takie zjawisko nazywamy odwróceniem krzywej rentowności i jeży ono włos na głowie analityków na całym świecie. – To znak, że nadchodzą złe czasy, recesja bądź załamanie. Rynki uznały, że skończy się to wszystko wielkim płaczem – mówi „WSJ” Steve Englander, strateg inwestycyjny w Standard Chartered Bank. To oznacza potężne problemy także dla Polaków.
Inwersja krzywej rentowności obligacji – to jeden z najczarniejszych terminów w światowej ekonomii. Co on oznacza? Na ten temat powstały dziesiątki opracowań. Jedno jest pewne. Na zdrowym rynku rentowność obligacji (czyli stopa zwrotu z pożyczania pieniędzy rządom na świecie) powinna być rosnąca – im dłuższy termin wykupu, tym wyższa dochodowość. 2-letnie obligacje powinny więc mieć niższe stopy zwrotu niż np. 10- czy 30-letnie.
Przyczyna takiego stanu rzeczy jest dość prozaiczna – wraz z dłuższym okresem wzrasta ryzyko komplikacji danego dłużnika, dlatego rynek każe sobie więcej płacić za pożyczone pieniądze.
Inwersja krzywej rentowności w USA. Czeka nas kryzys?
Problem powstaje, kiedy następuje odwrócenie (czyli właśnie inwersja) krzywej rentowności – stanu, w którym dochodowość papierów o krótszym terminie do wykupu jest wyższa niż tych o dłuższym.
Co może być tego przyczyną? Odpowiedź nie jest już jednoznaczna. Inwersja może występować, kiedy rynek ma problemy z płynnością (banki nie są skłonne pożyczać sobie nawzajem pieniędzy; wzrasta niepewność itp.) lub na przykład, gdy inwestorzy oczekują spadku stóp procentowych w przyszłości. Taka sytuacja oznaczałaby problemy występujące w danej gospodarce i zwiastuje załamanie.
W tym momencie dochodzimy do najważniejszej rzeczy. Należy podkreślić, że inwersja nie jest kolejnym czarnowidztwem czy medialnym biciem piany. Nic z tych rzeczy. Inwersja krzywych poprzedzała średnio o 4-5 kwartałów największe recesje w Stanach Zjednoczonych, począwszy od lat 50.
„The Wall Street Journal” pisze, że z inwersją mieliśmy na przykład do czynienia przed recesją na początku i pod koniec lat 80. oraz ponownie na początku 2000 r. i w połowie 2000 r.
„Rynek wydaje się być przekonany, że skończy się to wszystko łzami”
– Jest to zazwyczaj znak, że nadchodzą złe czasy, spodziewana jest recesja lub przynajmniej załamanie – mówi „WSJ” Steve Englander, strateg inwestycyjny w Standard Chartered Bank. – Rynek wydaje się być przekonany, że skończy się to wszystko łzami – dodaje.
Rzeczywiście, obecnie rentowność 2-letnich obligacji USA utrzymuje się na poziomie 2,45 proc., a 10-letnich 2,39 proc. Różnica wynosi więc -0,06 pkt. proc. Co ciekawe, na podobnym poziomie co 2-letnie dochodowości obserwujemy również rentowność 30-letnich amerykańskich papierów dłużnych. To również nie najlepszy sygnał dla rynków.
Musimy pamiętać, że inwersja powoduje także problemy czysto praktyczne. Banki zazwyczaj pożyczają pieniądze krótkoterminowo, by udzielić z nich pożyczek na dłuższy okres. Gdy stopy obligacji krótkoterminowych są wyższe niż stopy długoterminowe, banki odczuwają presję, co uderza w ich zyski i zniechęca do udzielania kredytów, co również ogranicza aktywność gospodarczą.
Dla porządku dodajmy, że inwestorzy czekają na publikację w tym tygodniu protokołu ostatniego posiedzenia Fed, który ukształtuje poglądy rynku na możliwe podwyższenie stóp procentowych w USA w maju o 50 pb i jak bank centralny USA może zmniejszać swoją sumę bilansową.
Prezes Fed z Nowego Jorku John Williams powiedział w sobotę, że sekwencja kroków Fed może przywrócić stopy procentowe w USA do bardziej normalnego poziomu.
Z kolei Mary Daly, prezes Fed z San Francisco, wskazała w wywiadzie, że rosnąca inflacja i napięty rynek pracy wzmocnią argumentację za podwyżką stóp o pół pkt. procentowego w maju.
Ostrzeżenie dla Polski
Co ciekawe, również na polskim rynku mieliśmy do czynienia już z odwróceniem krzywej rentowności. Dwa tygodnie temu obligacje krótkoterminowe były wyżej oprocentowane niż 10-letnie.
– Na krajowym długu widzimy inwersję krzywej dochodowości, co oznacza, że krótki koniec krzywej ma wyższą rentowność niż koniec długi. Wedle teorii taka sytuacja uznawana jest za wstępny sygnał stagflacji czy też recesji, co oczywiście nie jest sygnałem pozytywnym – mówił 22 marca kierownik departamentu analiz DM TMS Brokers, Łukasz Zembik.
Nie on jedyny jest pełen obaw. Ekonomiści Citi Handlowego w swoim raporcie przed weekendem pisali, że w ciągu miesiąca perspektywy i wyzwania, przed którymi stoi polska gospodarka, uległy diametralnej zmianie. „Wojna oznacza jednoczesne pogorszenie perspektyw gospodarczych, wzrost inflacji i wzrost premii za ryzyko” — prognozują, dodając, że polska gospodarka jest coraz bliżej stagflacji.
Ankieta NBP pesymistyczna
Problem dostrzegają niemal wszystkie ośrodki analityczne nad Wisłą. Ostatnio Narodowy Bank Polski (NBP) opublikował wyniki ankiet przeprowadzonych w marcu wśród około 20 ekspertów reprezentujących instytucje finansowe, ośrodki analityczno-badawcze, związek zawodowy i organizację przedsiębiorców. Nie napawają one optymizmem.
Średnioroczna inflacja w tym roku będzie na poziomie 8,5 – 11,1 proc. Wzrost gospodarczy wyhamuje do 2,8 – 4,6 proc., a główna stawka oprocentowania w NBP znajdzie się w przedziale od 4 do 5 proc.
Ekonomiści Banku Pekao zwracali uwagę nie tylko na niepokojące szacunki głównych wskaźników na ten rok. Wskazują, że pesymistycznie maluje się obraz najbliższych pięciu lat. Czeka nas trwałe wyhamowanie wzrostu gospodarczego, ujemne realne stopy procentowe i dłuższa walka z inflacją.
31 marca w Sali Kolumnowej Sejmu rozpoczęła się konferencja naukowa poświęcona Józefowi Mackiewiczowi, jako że bieżący rok został przez Sejm poświęcony właśnie Józefowi Mackiewiczowi. Wprawdzie żaden ze mnie naukowiec, ale nie tylko uważam Józefa Mackiewicza za jednego z największych pisarzy polskich XX wieku, a ponadto jestem sekretarzem Kapituły Nagrody Literackiej jego imienia, więc też otrzymałem zaproszenie, dzięki czemu miałem przyjemność wysłuchać referatów wielu prelegentów, m.in. prof. Włodzimierza Boleckiego czy prof. Andrzeja Nowaka.
Józef Mackiewicz był człowiekiem o zdecydowanych poglądach, których nie zmieniał przez całe życie, więc był znienawidzony przez osobistości, które chętnie dostrajają się do poglądów w danym sezonie modnych i traktowany niechętnie przez środowiska i osobistości, które wprawdzie nie dostrajają się do poglądów modnych, ale nie lubią ludzi mających poglądy odmienne. Najtwardszym jądrem poglądów Józefa Mackiewicza był antykomunizm, czego na przykład nie może mu wybaczyć Judenrat „Gazety Wyborczej” i kiedy tylko ogłosiliśmy powstanie Nagrody jego imienia, natychmiast piórem pana red. Domosławskiego, na dwóch kolumnach druku potępił nas za obranie na patrona tej nagrody „hitlerowskiego kolaboranta”. Józef Mackiewicz oczywiście żadnym „hitlerowskim kolaborantem” nie był, ale nawet gdyby był, to zarzut kolaboracji byłby jednak trochę dziwny w ustach potomków sowieckich kolaborantów, jakim np. jest pan red. Adam Michnik.
Najwyraźniej muszą oni uważać, że sowieccy kolaboranci są czymś lepszym od kolaborantów hitlerowskich, chociaż przy Leninie, a zwłaszcza – przy Józefie Stalinie, który „milionom podejrzanych osób zgotował zasłużony zgon” – Adolf Hitler może być uważany za detalistę. Zresztą, powiedzmy sobie szczerze, dlaczego właściwie mordowanie Żydów ma być gorsze od mordowania Polaków, Ukraińców, czy nawet Rosjan, jeśli tylko byli oni albo ziemianami, albo oficerami, albo kupcami, albo księżmi, albo „kułakami”, albo wreszcie – zwyczajnymi chłopami, którzy tylko nie wykazywali entuzjazmu dla kolektywizacji?
Aleksander Sołżenicyn w „Archipelagu GUŁ-ag” podaje, że tylko podczas kolektywizacji bolszewicy wymordowali co najmniej 11 milionów chłopów, a więc – prawie dwukrotnie więcej, niż wynosi przypisywana Hitlerowi liczba zamordowanych Żydów.
Józef Mackiewicz był antykomunistą, który uważał, że komunizm jest wcieleniem zła absolutnego i to nawet nie ze względu na zbrodnie, jakich się dopuszcza, ale przede wszystkim z tego powodu, że świadomie i planowo dąży do zniszczenia cywilizacji ludzkiej, a w związku z tym nie ma rzeczy, których nie można by poświęcić dla zniszczenia komunizmu.
Dlatego potępiał każdą próbę przystosowania się do życia w komunizmie, podobnie jak każdą próbę jego „oswajania”, traktując to jako zakamuflowaną kapitulację. To właśnie była ta pryncypialność, która nawet na zapytanie o narodowość skłaniała go do odpowiedzi: „antykomunista”. Takie podejście nie było powszechne, ani za życia Józefa Mackiewicza, ani teraz, kiedy na czele zatwierdzonych wartości stoi amikoszoneria, kamuflująca się barwami ochronnymi pod postacią „braterstwa”. Józef Mackiewicz na żadne „braterstwa”, ani na żadne „tolerancje” wobec komunistów nie dawał się nabierać, co oczywiście nie przysparzało mu przyjaciół.
Uderzyło mnie, że podczas konferencji wszyscy prelegenci mówili o komunizmie w czasie przeszłym, co uważam za nadmierny optymizm i niedostatek spostrzegawczości. Bo przecież na naszych oczach przez Amerykę Północną i Europę przewala się rewolucja komunistyczna, która tylko prowadzona jest według strategii innej, niż bolszewicka. Strategia się zmieniła w związku z mądrością etapu – ale cel rewolucji komunistycznej się nie zmienił. Jej celem jest bowiem wyhodowanie „człowieka sowieckiego”, który charakteryzuje się tym, że wyrzekł się wolnej woli.
Dlatego właśnie jest tak podatny na tresurę do zachowań stadnych, której obiektem jesteśmy aktualnie my sami. Jednak „człowiek sowiecki” w związku z tym, że wyrzekł się wolnej woli, nie może żyć w normalnym świecie, więc drugim celem rewolucji komunistycznej jest stworzenie człowiekom sowieckim sztucznego środowiska, w którym mogliby oni żyć. Tym środowiskiem jest państwo totalitarne, które charakteryzuje się m.in, tym, że nie toleruje żadnej władzy poza własną, a więc np. władzy rodzicielskiej, z której na naszych oczach i za naszym przyzwoleniem pozostał tylko obowiązek alimentacyjny, czy władzy religijnej, która nawet niektórym pasterzom Kościoła zaczyna nieznośnie ciążyć.
Jak zauważył Mikołaj Davila, „Kościół straciwszy nadzieję, że ludzie będą postępowali zgodnie z jego nauczaniem, zaczął nauczać tego, co ludzie robią”. Skomentował on w ten sposób II Sobór Watykański, ale lansowana obecnie „synodalność” idzie nie tylko w tym właśnie kierunku, ale chyba nawet jeszcze dalej, przynajmniej w Niemczech.
Mówienie o komunizmie w czasie przeszłym wynika z przekonania, że szczęśliwie wyzwoliliśmy się z niego, a nawet poniekąd uodpornili, dzięki szczepionce, jaką dostaliśmy w postaci serii bolesnych zastrzyków z ręki Stalina. Coś jest na rzeczy, bo narody, które tej szczepionki nie dostały, żadnej odporności na komunizm nie mają, a w każdym razie – takie sprawiają wrażenie – skoro np. w USA głosują na Partię Demokratyczną, której lewe skrzydło, to przecież komuna w postaci czystej.
Ale i po nas komuna wcale nie spłynęła, niczym woda po gęsi. Przeciwnie – głęboko się w nas zakorzeniła, a za przykład niech posłuży wyrzucenie z pracy w Radiu Poznań pana red. Barełkowskiego za to, że zaprosił do studia Janusza Korwin-Mikke i „nie zareagował” na jego wypowiedzi, które nie zostały uprzednio przez odpowiednie instancje zatwierdzone.
W Chinach za komuny tak właśnie było; Guy Sorman opowiadał mi, że kiedy po długim kołataniu u tamtejszych władz, dostał wreszcie pozwolenie na przeprowadzenie wywiadu z wdową Wu w jakiejś wsi, to musiał w instancji partyjnej pokazać do zatwierdzenia pytania, na które wdowa Wu nauczona została poprawnych odpowiedzi. To zresztą stało się przyczyną kłopotliwej sytuacji, bo audiencja u wdowy była przewidziana na godzinę, a ponieważ wdowa odpowiadała z prędkością karabinu maszynowego, to ceremonia zakończyła się 15 minut wcześniej. Tymczasem – jak godzina, to godzina – ale w rezultacie zapanowało kłopotliwe milczenie, które Sorman przerwał, zadając wdowie Wu poza protokołem pytanie, kiedy była szczęśliwa. – Za Czang Kai Szeka! – wypaliła wdowa Wu – na co partyjniacy i bezpieczniacy obecni w chałupie zdrętwieli ze zgrozy i nie wiadomo, jakby się to skończyło, gdyby wdowa Wu nie uratowała sytuacji, przytomnie dodając – bo miałam 18 lat.
Otóż prezes Radia Poznań, pan Maciej Mazurek, ganiąc, a następnie wyrzucając pana red. Barełkowskiego za „brak profesjonalizmu”, najwyraźniej uważa, że red. Barełkowski powinien swego gościa obsztorcować za udzielanie nieprawidłowych odpowiedzi, a może nawet półgłosem zasuflować mu odpowiedzi prawidłowe. Czyż nie na tym w komunizmie polega wolność słowa?
Słowem wstępu. Nie mogę jechać do Buczy, więc jak ktoś oczekuje ode mnie materiału z miejsca wydarzenia, to niech przestanie. Do dzisiaj w ogóle nie wiedziałem, że taka miejscowość istnieje.
Sypać wyrokami kto i czemu jest winien również nie zamierzam. Przejrzałem kilkanaście relacji z miasta i wypowiem swoją opinię na ten temat – drążyć go można będzie jeszcze długo, w najbliższych dniach będą pojawiać sie nowe fakty i „fakty”.
W ukraińskich mediach (nie piszę w polskich, bo te przepisują wspomniane na żywca) pojawiła się informacja o tym, że Rosjanie wycofując się z miasta dokonywali masowych egzekucji ludzi, przy czym w zależności od źródła, zabijali albo w miejscach obok masowych grobów, albo po całym mieście. Fotografie i wideo z miejsca są podpisywane tak: trupy leżące dosłownie wszędzie – to wynik rosyjskiej masowej egzekucji dokonanej podczas odwrotu.
Rosyjskie Ministerstwo Obrony oświadczyło, że wycofało swoje siły 31 marca. Z kolei burmistrz miasta publikował wideo o ukraińskim ostrzale miasta (bardzo silnym) skierowanym w siły Federacji Rosyjskiej (i tutaj samego profilu nie znalazłem i ciężko mi stwierdzić, czy było to 31 marca – wcześniej, czy 1 kwietnia, kto ma czas niech szuka, uzupełnia) i że o ten rejon toczyły się ciężkie walki.
Z nagrania jakie opublikował wynika, że Ukraina dokonała bardzo ciężkiego ostrzału i na pewno takie miały miejsce wcześniej – i możliwe, że wcześniej Rosjanie również ostrzeliwali miasto zanim je zdobyli (o ile prowadzono o nie walki). Również ważny jest inny materiał przestawiony przez burmistrza 31 marca/1 kwietnia, w którym mówi o wyzwoleniu miasta, nie informuje jednak o masowych egzekucjach. Do niego jeszcze wrócimy.
2 kwietnia do Buczy przyjeżdżają pierwsi (na których trafiłem) dziennikarze z Ukrainy i informują o ogromie zniszczeń, minach-pułapkach oraz o znalezionych ciałach ze związanymi rękoma.
Na jednym polskojęzycznym portalu „wyznawców Putina” znalazłem wpis, w którym „informowano”, że białe opaski u cywilów to wyraz sympatii względem Rosji. Nieprawda. Oznaczają one, że cywil jest „z tej strony frontu” i dla mężczyzn noszenie takiego znaku jest obowiązkowe – nie zawsze, ale jednak. Sympatia nie ma tutaj nic do rzeczy.
Obecni w Buczy dziennikarze agencji Reuters podkreślili, że wiele z ciał leżało tam już od kilku dni, a nawet tygodni. Miejscowi powiedzieli dziennikarzom, że to wszystko to ludzie zabici przez Rosjan strzałem w tył głowy. Zdaniem pracowników agencji, ludzie mogli zginąć i za sprawą odłamków itd. I mnie wydaje się, że co najmniej przeważnie tak było – ciała znajdują się w większości w przypadkowych miejscach – ktoś jechał na rowerze, ktoś w samochodzie. To oznacza, że albo Rosjanie w pewnym momencie otwarli ogień do mieszkańców, którzy z jakiegoś powodu zapełniali ulice (co samo w sobie brzmi niewiarygodnie), albo ludzie ginęli od ostrzałów tam gdzie one ich dosięgły, na przestrzeni jakiegoś czasu.
Przy tym o masowych mogiłach pisano juz w pierwszej połowie marca. Wątek „katyński” wydaje mi się tutaj działaniem propagandowym.
Podobna sytuacja z grobami jest w Mariupolu, gdzie zabitych chowano nawet w lejach od artylerii, bo robić tego nie było ani komu, ani kiedy. Do tej pory na obszarach, gdzie nie trwają regularne walki, można zauważyć ciała zabitych. Przez prawie miesiąc większość ludzi siedziała w piwnicach, jak sami mówią. Jednocześnie toczyły sie ciężkie walki i ostrzały, oczywistym jest, że ludzie (w tym i żołnierze) ginęli i gdzieś ich pochować trzeba było. Zwłoki widoczne w materiałach opublikowanych w kwietniu, to najpewniej zabici w wyniku ostatniej fazy starć i ostrzałów, o których mówił burmistrz. W takich warunkach pochować ich nie było komu (a i wygodniej było tego nie robić)
Krew. Spotkałem się z opiniami, że zabici od kul, czy od odłamków, powinni leżeć w kałużach krwi. Przez ostatnie lata widziałem bardzo dużo ofiar wojny i z całym zdecydowaniem stwierdzam, że jest odwrotnie – w większości przypadków, które widziałem krwi było bardzo mało, albo w ogóle. To tylko na filmach latają kończyny, a ludzie po strzale odlatują na kilka metrów. W rzeczywistości wlot kuli jest bardzo mały, podobnie odłamki również mogą być drobne i ich skutki analogiczne z postrzałem. Zabici moim zdaniem wyglądają jak ofiary ostrzałów, zwłaszcza w takiej scenerii.
Druga kwestia to zabici mający zawiązane ręce za plecami. Wersje są dwie: rosyjskie egzekucje, albo ciała podrzucone przez Ukraińców jako operacja fałszywej flagi i jakby się komuś to podobało czy nie – obie wersje są możliwe. Ale. W wypadku egzekucji sadzę, że byliby to żołnierze wroga, albo dywersanci. Wersja z masowymi egzekucjami cywilów do mnie nie przemawia. Dlaczego akurat tam? A nie np. w Berezowo, gdzie byłem i żadnych takich działań nie podejmowano. Dlaczego pozostawiono przy życiu mieszkańców i burmistrza, który to podobno przez miesiąc sie ukrywał jednocześnie będąc aktywnym medialnie? Jeżeli doszło do egzekucji żołnierzy to mamy oczywiście do czynienia ze zbrodnią wojenną i to bez wątpienia. Zastanawia mnie jednak w dalszym ciągu losowe rozrzucenie ciał ze związanymi rękoma i brak chęci zatarcia za sobą śladów.
Wersja z ukraińskimi działaniami propagandowymi jest przedstawiana głównie przez stronę rosyjską. Według niej szereg ciał miało zostać przywiezionych po wycofaniu sie sił Federacji Rosyjskiej, w celu spreparowania dowodów. Tutaj Ukraińcy mieliby na to jakieś dwa dni i taka akcja musiałaby być zaplanowana wcześniej – np. w celu przykrycia ostatnich informacji o strzelaniu do rosyjskich jeńców. Ja bym w tym przypadku nie zawracał sobie głowy rozrzucaniem zwłok po mieście, tylko wykopał dół na obrzeżach miasta i tam wrzucił wszystkie przywiezione ciała.
Widziałem na razie tylko jeden materiał z wypowiedziami mieszkańców – strasznie, ostrzały, brak prądu. O masowych egzekucjach z tego co widzę na razie mówi tylko burmistrz.
Na wieści z Buczy szybko zareagowali rosyjscy blogerzy. Przedstawiono fragment nagrania, na którym leżące zwłoki miały sie poruszać. Informacja szybko została skorygowana przez nich samych – zwłoki się nie ruszały, mylnie przyjęto plamę na szybie i perspektywę w lusterku samochodu za ruch.
Przed kilkoma godzinami do sprawy odniosło się rosyjskie Ministerstwo Obrony, które całe wydarzenie uznało za ukraińską prowokację propagandową. Posłużono sie dwoma fotografiami z internetu. Według interpretacji rosyjskiego MON-u, część ciał podrzucono, dla lepszego efektu. Argument dla mnie słaby – część ciał można było już zabrać, zwłaszcza z drogi, dla bezpiecznego przejazdu. Faktem fakt, że Kreml nie ma w tej chwili możliwości skutecznej obrony – nie ma jak przedstawić dowodów na to, że czegoś nie zrobili jego żołnierze.
Teren ten obecnie kontroluje Ukraina i napływają już informacje o setkach znalezionych ciał – przy czym zwracam uwagę, że jest różnica pomiędzy zwłokami rozstrzelanego człowieka, a ofiarą ostrzału artyleryjskiego. Obszar który kontrolowali Rosjanie był na 100% ostrzeliwany przez Ukraińców i wpisywanie ofiar takich działań na konto rosyjskiej inwazji, „bo to oni napadli”, albo „strzelali sami do siebie” – jest już czystą propagandą.
Na miejscu powinny się od razu pojawić międzynarodowe komisje, wczoraj – najpóźniej dzisiaj. Nie natrafiłem na informacje, żeby takie dotarły. Niezbędna jest ekshumacja zwłok, ustalenie przyczyny śmierci i tożsamości zabitych. Czy tak sie stanie? Zobaczymy. Nie należy wykluczać jeszcze wariantu wznowienia przez Rosję działań na tym odcinku, co zostanie zinterpretowane jako próba zatarcia śladów (tylko po co w takim razie było się wycofywać, pozostawiając ewidentne dowody?).
Z propagandowego punktu widzenia, całe wydarzenie jest bardzo na rękę Ukrainie, tak jak filmik z jeńcami był korzystny dla Rosji. Rosjanie mają Mariupol z „Azowem”, a Ukraińcy Buczę. Opór Ukraińców wobec Rosji wzrośnie gwałtownie, co do tego nie powinno być wątpliwości.
Moje zdanie na temat tego kto jest winien? Przede wszystkim podkreślam rozróżnienie ofiar ostrzałów (działań wojennych) od egzekucji. To dwie całkowicie różne kwestie. Jak napisałem na początku, przesądzać nie będę – za dużo tutaj niepewnych i rzeczy, które muszą zostać wyjaśnione, a raczej nie będą. W najbliższych zresztą dniach powinny pojawić się nowe informacje i może rzucą na tę sprawę nieco więcej światła.
Dawid Hudziec, Donieck
Za: Myśl Polska (4-04-2022) | https://myslpolska.info/2022/04/04/co-sie-stalo-w-buczy/
Wedle tego co obiecywałem wczoraj wracamy do odczarowywanych tematów-filarów pandemii. Powodem jest pokowidowe publikowanie nie tylko odwołania obostrzeń, ale i nowe procedury oraz wynikające z nich wnioski. Tym razem chodzi o testy i o publikację przez oficjalneą instytucję uzasadnienia zmiany strategii testowania.
Najpierw same testy. To początek całego nieszczęścia. Okazały się super niedokładne, zawyżające wyniki o fałszywie pozytywne. Mówili o tym fachowcy od samego początku. Druga książka z serii „Fałszywa pandemia”, poświęcona testom ukazała się już grudniu 2020 roku. Eksperci nie zostawili na tych testach PCR suchej nitki, nawet wynalazca technologii mRNA używanej do testów, doktor Malone, wskazywał od razu, że nie nadają się one do badań masowych, a już najbardziej jako jedyny, złoty standard mierzenia rozprzestszeniania się wirusa. Minęły dwa lata i Agencja Oceny Technologii Medycznych opublikowała coś takiego:
Mam kilka pytań. Czy to jest jakaś rewelacja? Co robiła w/w Agencja przez dwa lata w tym temacie? Na postawie jakich badań Agencja doszła do takich wniosków i rekomendacji? Kiedy je rozpoczęto i dlaczego wtedy? Czy za w/w „rewelacjami” stoi jakaś wyjątkowa technologia badawcza, na którą trzeba było czekać dwa lata? Co z lekarzami, którzy przez ostatnie dwa lata byli ścigani i wydalani z zawodu za podobne rewelacje, które dziś stały się obowiązującą regułą?
Niestety – można tak wołać na puszczy. Jak pisze Maciej Pawlicki: „Agencja Oceny Technologii Medycznych: „między falami” 80-90% testów C19 jest dodatnie fałszywych, podczas „fal” fałszywych 30-60%. Testowanie osób bezobjawowych i opóźnianie różnych terapii „mogło spowodować pogorszenie stanu zdrowia”. „Wizjoner zdrowia” nadal bryluje w mediach.”
Co wynika z tego komunikatu? Najkrócej opisał to „statystyk wyklęty”, czyli Marek Sobolewski:
„Z ogłoszonej OFICJALNIE niskiej wiarygodności testów […] wynika: 1) Pojęcie choroby bezobjawowej było przykrywką dla wyników fałszywie dodatnich. 2) Izolacja i kwarantanna milionów osób nie miała sensu. 3) Liczba zakażeń SARS-CoV-2 była zawyżona. To tylko krótka lista.”
„Ale, proszę państwa, zrozumcie co tu jest napisane, bo może to nie jest jasne: Dla PCR wykonanego „przesiewowo” u bezobjawowych: Między „falami” 8-9 przypadków na 10 testów pozytywnych było fałszywych. Podczas „fal” od 3 do 6 przypadków na 10 było FAŁSZYWYCH.”
No to podsumujmy od początku. Testy zawyżały statystyki rozprzestrzeniania się wirusa. Przesiewowe, czyli na bezobjawowych, wskazywały fałszywie pozytywne wyniki od 8-9 przypadków do 3-6 na 10. Co ciekawe – zawyżały ilość „chorych na testy” pomiędzy falami, czyli… produkowały nowe fale (mechanizm ten opisałem już przy fali… drugiej, w listopadzie 2020). Testowanie przesiewowe nie tylko kierowało zdrowych ludzi na kwarantanny, zamykało ich z rodzinami, powodowało pełzający lockdown nieobecności pracowniczej i konsumpcyjnej, zamykało szkoły i dzieci na zdalnym. Było podstawowym kryterium kwalifikowania do leczenia i ścieżką w jedną stronę. Fałszywie pozytywne testy eliminowały setki tysięcy pacjentów z systemu leczenia ich chorób „prawdziwych”, wysuwały na czoło kwestie kowidowe, w tym wypadku jak widać ludzi nie chorych na kowida, ale na pewno na choroby, już nie WSPÓŁistniejące, ale w ich przypadku jedyne istniejące. I zawałowcy, ciśnieniowcy, udarowcy i wszyscy z terapii, jak im się naprawdę pogorszyło w ich chronicznych chorobach, to musieli przejść przed zajęciem się nimi przez ucho igielne, które – jak widać w ponad 50% przypadków kierowało ich nie na specjalistyczne leczenie, ale na umieralnie kowidowych oddziałów. Tam doczekiwali bez opieki specjalistycznej aż ich „właściwa” choroba ich dobije. Ba, jako testowo pozytywni – lądowali w plastikowych workach, czasem od razu w urnach. Na początku był więc patyczek, często wtykany w zwłoki.
No i, by nie zapomnieć – taka zabawa w zgaduj-zgadulę kosztowała nas grube miliardy złotych, które mogły pójść na leczenie chorób „prawdziwych”. A nie poszły. Spirala takich testów nakręcała więc fale (tu o mechanizmie „trzeciej”), To te patyczki z nosogardzieli zamknęły większość gospodarki, krzywe z takich wymazów produkowały medialną panikę, wzmożenia, fale, ataki i odwroty, mądrzenie się przeróżnych Rad i eskalujących ekspertów-celebrytów. Przez nie odwoływano wesela ale i pogrzeby, na których stawiało się minimum rodzinne. W końcu ta fala nie, zakażeń ale testów, wywołała taką panikę, że ludzkość – po odpowiednim przygotowaniu medialnym, rzecz jasna – zgodziła się desperacko na globalny eksperyment medyczny, jakim stały się masowe szczepienia. Dziś się okazuje, że nawet producenci nie wiedzą (albo właśnie wiedzieli i wiedzą, ale dopiero teraz się okazuje) co nam (nam?) tak naprawdę pływa w żyłach. Bez testów nie zauważylibyśmy tej pandemii w stopniu bardziej znacznym, niż szczególny wysyp pogrypowych komplikacji i stanów zaostrzonych. I postępowalibyśmy jak przy fali grypy, czyli nie zamknęlibyśmy świata przed samym sobą i służby zdrowia przed pacjentami. Potem już tylko zbieraliśmy wyniki swoich chybionych działań. Prawdziwą pandemię stworzyliśmy sami osłabiając odporność na skalę ludzkości i wysuwając kwestię leczenia infekcji dróg oddechowych przed chorobami o istotniejszym zagrożeniu zgonem.
A co na to nasi decydenci? Nic. Zrobi im ktoś coś za taką jazdę? Nikt nic. Takie to już czasy. Kolejny temat został samozdemaskowany, zaś my nic na to nie mówimy. No cóż, kto przeżył, ten szczęśliw, zaś kto nie przeżył, ten… wolny już. I nikt nie powiedział i nie powie nic. Główny architekt tego skandalu otrzymał nagrodę za „całokształt” wizji, zaś osobowością roku został doktor Paweł Grzesiowski (ten dwuletni straszak i siewca paniki) – telewizyjnego polskiego Oskarka. Siedzieli by cicho, ale nie – lezą w oczy i śmieją się z nas.
Taka już jest ta ludzkość – stado baranów stojące w cieniu pozornego komfortu wykreślonego przez media.
[Wybrane wypowiedzi internautów pod w/w tekstem na stronie źródłowej:]
JaS:
UWAGA WAŻNE !!! Prześlij dalej: Z sieci… „Patrz co się dzieje: Wojna , wojną…..A za naszymi plecami…. Rada Europy zmodyfikowała rezolucję nr 2361 i nie sprzeciwia się już obowiązkowym szczepieniom. – UE ogłosiła „przepisy” dotyczące obowiązkowych certyfikatów EU COVID 19 na dzień 1 lipca 2022 r., które zabiorą wszystkie swobody osobom nieposiadającym certyfikatu QR covid. Rzad podpisze to unijne „prawo” w maju 2022 r. Jeśli większość państw członkowskich opowie się za wprowadzeniem przymusowych szczepień, to zostaną one wprowadzone! – Na przełomie 2022 i 2023 roku będzie istniała waluta cyfrowa. Wtedy miot nie będzie mógł odzyskać swoich pieniędzy! – UE bez konsultacji narzuca każdemu obywatelowi UE cyfrowy identyfikator. Wystarczy zajrzeć do zakładki „mój rząd, digid” – już tam jest! – W najbliższej przyszłości wszystkie bankomaty zostaną zastąpione bankomatami z kodem QR. Belgia już pracuje pełną parą i je instaluje. – Gdy te urządzenia z kodami QR zostaną zintegrowane, nie będzie już możliwe wypłacanie gotówki w bankach i/lub w innych miejscach. – UE dąży do tego, aby w ciągu 1,5 roku gotówka stała się całkowicie bezwartościowa. Nie będzie już więcej czarnych pieniędzy. – UE / „rząd polski” przygotowuje klimatyczny kontyngent CO2 dla każdego obywatela! Za dużo paliwa, więc nie jeździj przez tydzień. Za dużo jeżdżę samochodem, zużywam mniej energii elektrycznej itd. itp. – UE na zawsze odbiera każdemu człowiekowi jego fizyczną integralność! – Big Pharma / UE jest już właścicielem Twojego i mojego ciała! Wszyscy stajemy się członkami Internetu ciał. I to nie jest mit! Spójrz na patent ustanowiony przez Big Pharma 28 marca 2021 r. – Zatem brak jakichkolwiek środków wspomagających aktualizację = wszystkie prawa wygasają! w ciągu 2 lat wszyscy, zaszczepieni czy nie, zostaniemy zamknięci w cyfrowym obozie
KOMENTARZ BIBUŁY: Cieszy, że jesteśmy o krok dalej w bardziej powszechnym zrozumieniu tej całej fałszywej „pandemicznej” narracji, chociaż cały czas dziwi, że poważane autorytety dalej mówią całkiem serio o „liczbie zakażeń” i testach „fałszywie dodatnich”. Dlaczego dziwi? Bo dalej przyjmują oni założenie, że – obok tych '”fałszywych testów” – istniały wyniki testów „prawidłowe”, czyli wskazujące na „zakażenie wirusem”, a przecież nie ma ŻADNYCH DOWODÓW, że wyizolowano tegoż „SARS-Cov-2”, i że na jego podstawie stworzono „testy”!
Zatem CO testowano? Fachowcy odpowiedzieli już na to pytanie wyjaśniając, że maszynki PCR wykrywały cokolwiek co przypominało założone – fałszywe – kryteria, czyli szeroki wachlarz czegokolwiek, a przy multiplikacji powyżej pewnej granicy – wykrywało po prostu „tło” (background noise), co stawało się zwykłą maszynką do losowania.
No, ale trudno jest – szczególnie naukowcom i medykom, którzy poświęcili całe swe życie na studia graniczące z magią i mieli zamknięte oczy na NAUKĘ – przejść ten Rubikon i zaakceptować, że cały ich wysiłek intelektualny – szczególnie w tak szamańskich naukach jak wirusologia i wakcynologia – obracał się wokół fałszywych założeń, co ZAWSZE prowadzi do fałszych wniosków. To niemożliwe – krzyczą doktorzy i profesorowie – my przecież poświęciliśmy tyle lat, przeczytaliśmy tyle książek, napisaliśmy tyle prac, a to wszystko ma okazać się fałszywym torem? Niestety, trudno jest przełknąć tę gorzką prawdę.
Srebrenica 12 lipca 1995 r. czyli największe oszustwo polityczne, medialne zachodu i USA w sprawie tzw. „najgorszego ludobójstwa w Europie po II WŚ”. Tytuł mojego tekstu zostanie zapewne uznany co najmniej za kontrowersyjny, ale ważne, że przynajmniej da do myślenia tym, którzy chcą jeszcze myśleć.
Minęła kolejna rocznica tzw. masakry w Srebrenicy, gdzie wg mainstreamowych mediów i Salonu w lipcu 1995 roku bośniaccy Serbowie na rozkaz prezydenta Radovana Karadzicia i gen. Ratko Mladicia mieli wymordować 7 000-8 000 bezbronnych, bośniackich muzułmanów. Wielu ludzi wierzy w tę wersje wydarzeń, jednakże wystarczy bliżej przyjrzeć się całej sprawie i chcieć dotrzeć do prawdy, aby przekonać się, że od samego początku ta cała historia wygląda inaczej niż wmawia nam mainstream. Z różnych źródeł cały czas napływają nowe fakty, które przeczą temu, co mówi oficjalna, politycznie poprawna wersja.
Niezależne badania wykazują jednak, że chodzi o 2000 muzułmańskich bojowników – nie żadnych cywilów – którzy polegli podczas bitwy o Srebrenicę. I tyle tylko ciał udało się odnaleźć śledczym z Hagi. Tak twierdzi szwajcarski badacz Alexander Dorin, który poświęcił tej sprawie ubiegłe 14 lat. Wg Dorina, który dotarł min. do dokumentów sporządzonych przez samych muzułmanów ok. 3000 z rzekomych ofiar głosowało w 1996 roku w wyborach. Ofiarami masakry mieli być też muzułmanie, którzy wyemigrowali za granicę oraz żołnierze armii BiH polegli w walce oraz zmarli z odniesionych ran.
Do zbadania rzekomego ludobójstwa w Srebrenicy ukonstytuowała się niezależna, samofinansująca, grupa naukowa ds. Srebrenicy składająca się z naukowców, dziennikarzy i byłych pracowników misji ONZ w Bośni. Kierował nią prof. Ed Herman z Uniwersytetu Pensylwania. W lipcu 2005 r. ta grupa naukowa przedstawiła swoje wnioski, z których wynikało min., że:
– w Srebrnicy nie mogło zginąć 7-8 tysięcy muzułmanów, bo miejscowość ta liczyła ok. 40 000 mieszkańców, z tego ponad 35 000 ewakuowano, a 3000 żołnierzy armii BiH dotarło do Tuzli, przy czym nie poinformowano o tym fakcie ich rodzin, zaliczając żyjących muzułmanów w poczet ofiar masakry.
– zginęło ok. 2000 muzułmanów, w większości podczas walk
– zanim bośniaccy Serbowie mieli dokonać zbrodni, w latach 1992-95 muzułmanie pod dowództwem bandyty Nasera Oricia regularnie atakowali Serbów, dokonując najokrutniejszych zbrodni, głównie na serbskich cywilach
– do listy ofiar rzekomej masakry dopisano nie tylko żyjących, którzy głosowali w wyborach 1996r. (listy zatwierdziła OBWE), ale także żołnierzy armii BiH poległych przed 1995r. Dwa lata temu portal wp.pl podał, że do 2010r. dzięki DNA udało się ekshumować w rej. Srebrenicy ok. 6 500 ciał ofiar z 21 masowych grobów. Z kolei 11 lipca br. media podały, że do tej pory pochowano 5 137 osób. Tyle, że nie powiedziano jakiej narodowości były to ofiary, ani w jakich okolicznościach poniosły śmierć. W latach 1992-95 muzułmańscy bandyci zamordowali 3000-5000 Serbów z rejonu Srebrenicy. Urządzano nawet polowania na kobiety i dzieci, którym po złapaniu podrzynano gardła.
Niewykluczone więc, że dużą część serbskich ofiar włączono w poczet rzekomo zabitych muzułmanów. Swoją drogą czy to nie dziwne, że w 1943 roku Niemcy zdołali w ciągu kilku miesięcy ekshumować i zidentyfikować ciała kilku tysięcy polskich oficerów zamordowanych przez NKWD w Katyniu, a współcześni badacze nie mogą od tylu lat zrobić tego samego, choć mają do dyspozycji nowoczesny sprzęt, duże środki finansowe, nieograniczony czas, wsparcie władz BiH, NATO, USA, ICTY itd.? Nie jest prawdą, że oddziały armii Republiki Serbskiej dowodzone przez generałów Mladicia i Kristicia zaatakowały bezbronną, muzułmańską enklawę. Mimo że główne siły muzułmańskie Oricia zostały zawczasu wycofane, to walki w rej. Srebrenicy były zacięte. Atakujący bośniaccy Serbowie i ich sprzymierzeńcy w liczbie ok. 9000 stracili ok. 300 zabitych i rannych oraz 2 czołgi, zaś z 5500-6500 obrońców zginęło ok. 2000. Walki trwały od 6 lipca, a Srebrenica padła ostatecznie 12 lipca 1995r. W rejonie miasta boje trwały jeszcze dłużej, gdyż muzułmanie przebijali się do swoich linii.
Z innych źródeł (np. książki pt. „NATO na Bałkanach” czy relacji niektórych muzułmańskich polityków i dowódców) można dowiedzieć się, że władze BiH umyślnie sprowokowały atak serbski w lipcu 1995 roku, by wymusić na NATO i USA podjęcie interwencji wojskowej na Bałkanach. Są relacje, które mówią, że już w 1993 r. Clinton obiecał prezydentowi BiH, że jeśli Serbowie dokonają masakry co najmniej 5000 muzułmanów, dojdzie do militarnej interwencji Zachodu. I tak też się stało.
Po ujawnieniu masakry, choć przedstawione dowody (np. zdjęcia satelitarne, które potem „zaginęły”) były mocno wątpliwe, NATO rozpoczęło naloty bombowe wymierzone w Serbów oraz wsparły ofensywę sił chorwackich i muzułmańskich w Krajinie i Bośni. „Obiektywne” media (także polskie), które tak dużo mówiły o zbrodniach bośniackich Serbów w Srebrenicy milczały, gdy Chorwaci przeprowadzali operację „Burza” i dopuszczali się w Krajinie masowych zbrodni. Nie podawano do publicznej wiadomości, że bośniaccy muzułmanie również popełniali zbrodnie na serbskich cywilach i jeńcach wojennych, gwałcili, palili, niszczyli i grabili wszystko co nie muzułmańskie. Robili tak samo, jak wtedy gdy mordercy Oricia wyrzynali całe serbskie miejscowości, co zostało uwiecznione na zdjęciach i filmach.
Po przeanalizowaniu tych wszystkich informacji z różnych źródeł, moim zdaniem w Srebrenicy w lipcu 1995r. nie doszło do żadnego ludobójstwa, ani wielkiej masakry. Bośniaccy Serbowie faktycznie dokonali egzekucji pewnej liczby schwytanych muzułmańskich mężczyzn, lecz był to raczej odwet za zbrodnie muzułmanów, niż zimna wykalkulowana i precyzyjnie przeprowadzona w imię ideologii masowa zbrodnia. Całą sprawę rozdmuchano jednak po to, żeby jeszcze bardziej oczernić Serbów i mieć pretekst do interwencji na Bałkanach i podzielenia tego regionu wg własnego planu (plan ten opracowali i wprowadzili w życie głównie Niemcy i Amerykanie). Muzułmanie z kolei mogli ugruntować swój wizerunek jako ofiar, którym należy współczuć, i które trzeba przepraszać. To muzułmanie powinni przeprosić za za rzeż Ormian (ok. 1 500 000 zabitych), za kolaborację z Hitlerem, za terroryzm, za zbrodnie w rejonie Srebrenicy, za tysiące innych swoich zbrodni.
Ciągle otwarte pozostają pytania: dlaczego NATO nie interweniowało, by przerwać masakrę, skoro musiało o niej wiedzieć jeszcze w trakcie jej trwania? Dlaczego niektórzy żołnierze z holenderskiego batalionu strzegącego „bezpiecznej strefy” twierdzili później, że nie doszło do żadnej masakry, a bośniaccy Serbowie nie traktowali źle muzułmanów? Dlaczego na rozkaz gen. Mladicia ewakuowano ponad 35 000 muzułmańskich kobiet, dzieci i starców, skoro byliby ono najłatwiejszym celem do eksterminacji? Dlaczego holenderscy żołnierze, którzy mieli dopuścili do rzekomej masakry zostali później odznaczeni i są stawiani za wzór w holenderskiej armii? Dlaczego siły VRS, które 25 lipca 1995 r. zajęły drugą muzułmańską enklawę w Żepie, nie dokonały tam żadnej masakry, analogicznej do tej, jaka miał mieć miejsce w Srebrenicy?
«To jest druga Srebrenica» – głosi nagłówek głupiej, włoskiej gazety w odniesieniu do domniemanej masakry dokonanej przez Rosjan w Buczy na Ukrainie. Wśród wielu medialnych wrzasków masowej dezinformacji – embedded w NATO – prawdopodobnie właśnie ten jest najbardziej wierny rzeczywistości: otóż faktycznie, masakra w Srebrenicy jest historycznym fałszerstwem, które USA wykorzystały, aby zniszczyć Jugosławię, zbombardować Serbię, oskarżyć Miloszevicia i zagrabić Bałkany.
Po rozpowszechnieniu pogłosek, że na zdjęciach satelitarnych – oczywiście amerykańskich – widać masowe groby, pojawił się raport Czerwonego Krzyża (kolejnej gałęzi Sojuszu Atlantyckiego), według którego, w roku 1995 Serbowie bośniaccy zabili w Srebrenicy 8 000 ludzi: liczba ta wywodziła się z faktu, że Serbowie bośniaccy wzięli 3 000 jeńców, a 5 000 osób pozostawało poza ewidencją.
Potem okazało się, że kilka tysięcy osób wyjechało i znalazło schronienie zarówno w środkowej Bośni, jak i w samej Serbii, ale Czerwony Krzyż odpowiedział bezczelnie, że nie jest w stanie wykreślić nazwisk osób odnalezionych przy życiu z listy pięciu tysięcy zaginionych, ponieważ (sic!) “nie otrzymał ich nazwisk”.
Ostatecznie 8 000 osób znajdujących się w masowych grobach zredukowało się do 1 883, w tym tylko jednej kobiety, co było wynikiem trzyletnich walk, toteż prawie połowę zabitych stanowili Serbowie bośniaccy.
Aby usprawiedliwić ów sfabrykowany fałsz historyczny, stwierdzono, że tysiące ludzi wywieziono ciężarówkami-chłodniami i zakopano w miejscach utajnionych. Oczywiście nie ma najmniejszego dowodu na potwierdzenie tej tezy, ani w zeznaniach, ani w informacjach pochodzących z amerykańskich satelitów, które wykonywały osiem przelotów dziennie nad terenem działań wojennych.
Majstersztykiem hipokryzji i oszustwa jest to, że w trybie późniejszym, sam trybunał haski musiał wycofać się z owego oskarżenia z powodu braku dowodów, ale nie mogąc zamknąć sprawy w stosunku do tego, co stało się niepodważalnym dogmatem, wysunął tezę, która jest prawdziwą herezją prawniczą:Serbowie mieli nie dopuścić się pewnych zbrodni jedynie z obawy przed tym, że zostaną zdemaskowani.
Sąd posunął się do tego, że wymierzył karę za przestępstwo – w sposób oczywisty nie popełnione – jedynie ze względu na przyczyny, dla których nie-sprawca nie dopuścił się go.
Właściwie, jedynie zagadkowa śmierć, w odstępie sześciu dni, Miloszevicia i Babicia, dwóch głównych oskarżonych, uratowała twarz sądu i USA. Jak widać, barbarzyństwo prawne uprawiane przez opłaconych i stronniczych sędziów zaczęło się już kilka ładnych lat temu. Jeszcze ciekawsze jest jednak to, że według Philipa Corwina, wysokiego rangą urzędnika ONZ, który prowadził dochodzenie w sprawie tamtych wydarzeń, prezydent Clinton wyraźnie zażądał od swojego bośniackiego odpowiednika Izetbegovicia “co najmniej pięciu tysięcy ofiar śmiertelnych”, aby móc rozpętać odwet na Serbach. Szkoda, że słów nie można przechowywać w lodówce, podobnie jak innych prezydenckich produktów ubocznych.https://edition.cnn.com/ALLPOLITICS/1998/02/09/time/cohen.html
Na przekór wszystkiemu, o masakrze w Srebrenicy wciąż mówi się tak, jakby wydarzyła się naprawdę, ponieważ każdy, kto interesuje się prawdą, nie spotyka się z zaprzeczeniem, lecz ze zgnieceniem: faktycznie, zbyt wiele by kosztowało odkrycie, że NATO wykorzystuje fałszywe masakry innych, by przeprowadzać prawdziwe na własną rękę. Ale jest to stara historia, wystarczy spojrzeć na to, co stało się w Syrii, gdzie winą za gaz użyty przez “umiarkowanych” terrorystów, przyjaciół USA, obarczono Asada. A teraz mamy do czynienia z martwymi mieszkańcami Buczy, rzekomo ofiarami Rosjan – których istnienie zostało sfilmowane dopiero cztery dni po opuszczeniu miasta przez Rosjan. Fakt, że zwłoki porzucone na ulicy wydają się mieć wiele dni, a nawet tygodni, nasuwa podejrzenie, że zostały wykopane.
Ponadto, fakt, że Ukraińcy po opuszczeniu miejscowości przez Rosjan przeprowadzili ostrzał armatni, sugeruje makabryczną inscenizację, taką jak ta w szpitalu w Mariupolu, gdzie naziści zabarykadowali się, aby osłonić się chorymi i kobietami w trakcie porodu. [Por.: Jak się produkuje przejmujące reportaże – kłamstwa. „Łowi momient!” Mariupol. md]
Teraz okazuje się, że zdjęcia, na których widać, jak świeżo upieczona matka jest przenoszona na noszach do karetki, to czysta kinematografia: na różnych kadrach widać, że nosze – które miały do pokonania zaledwie około dwudziestu metrów – były za każdym razem niesione przez inne osoby. Wybierzcie sobie lepszego reżysera. Nawet Jim Jatras, politolog i były doradca ds. polityki zagranicznej w Senacie USA, zauważył, że informacjom napływającym z Kijowa nie można ufać. Dodał, że dla Ukrainy bardziej opłacalne jest kontynuowanie działań propagandowych.
Faktem jest, że wojska rosyjskie wycofały się z Buczy 30 marca – na znak dobrej woli w związku z rundą rozmów pokojowych toczących się w Turcji, ale oczywiście są tacy, którzy absolutnie nie chcą słyszeć o pokoju. Rzecznik Ministerstwa Obrony Rosji Igor Konaszenkow powiedział, że nie jest zaskoczeniem, iż wszystkie tak zwane “dowody zbrodni” w Buczy pojawiły się dopiero po 4 dniach, kiedy do miasta przybyli funkcjonariusze SBU i przedstawiciele ukraińskiej telewizji.
Szczególnie znamienne jest to, że wszystkie ciała osób, których zdjęcia opublikował kijowski reżim, po co najmniej czterech dniach nie zesztywniały, nie mają charakterystycznych dla zwłok plam, a w ranach nie ma skrzepów krwi. Wszystko to niezbicie potwierdza, że zdjęcia i nagrania video z Buczy są kolejną produkcją kijowskiego reżimu dla zachodnich mass mediów, podobnie jak to miało miejsce w Mariupolu ze szpitalem położniczym, a także w innych miastach. https://ilsimplicissimus2.com/2022/04/04/e-come-sebrenica-30-anni-di-cinema-nato/
Preparat mRNA powoduje zmiany rakowe w komórkach mózgu. Nowotwory mózgu są śmiercionośne zwłaszcza dla dzieci. Tzw. szczepionka Pfizera przeciw COVID-19 przeprogramowuje system odpornościowy człowieka, czyniąc go nieskutecznym.
https://www.bibula.com/?p=132822
===============
{Podziwiam odwagę tych pań. Przecież obecnie uczciwe publikowanie swych badań jest niebezpieczne: Od obcięcia grantów, innych form finansowania badań, przez usunięcie z pracy [decydenci unikają pojęcia „wyrzucenie”, oczywiście].[tfu, tfu..] do.. . md}
==================
To bardzo ważne badanie, o którym nie chciałbym się dowiedzieć [tak straszne ma implikacje] . Mimo, że stanowi niewątpliwe dokonanie nauki polskiej. W tym miesiącu zespół badaczek, w składzie Halina Abramczyk, B. Brozek-Pluska i Karolina Beton, opublikował preprint „Decoding COVID-19 mRNA Vaccine Immunometabolism in Central Nervous System: human brain normal glial and glioma cells by Raman imaging”.
Praca powstała w Instytucie Stosowanej Chemii Radiacyjnej Politechniki Łódzkiej, Laboratorium Laserowej Spektroskopii Molekularnej. Ich działalność jest finansowana z budżetu państwa.
Polski zespół badawczy wykorzystał technikę spektroskopową zwaną obrazowaniem ramanowskim do przeprowadzenia przedklinicznych badań wpływu szczepionki COVID-19 mRNA (Pfizer/BioNT) na komórki glejowe mózgu in vitro. Poniżej przedstawię wybrane fragmenty tłumaczenia tego tekstu, z kilkoma uzupełnieniami na bieżąco oraz moim komentarzem na końcu.
Badaczki napisały:
„Odkryliśmy, że szczepionka Pfizer/BioNT obniża stężenie cytochromu c w mitochondriach po inkubacji z normalnymi i nowotworowymi komórkami glejowymi. Wykazano, że stężenie utlenionej postaci cytochromu c w komórkach mózgu zmniejsza się po inkubacji szczepionki mRNA.
Szczepionka mRNA powoduje statystycznie istotne zmiany w jądrze komórkowym z powodu zmian histonów. Wyniki uzyskane dla mitochondriów, kropelek lipidów, cytoplazmy mogą sugerować, że szczepionka COVID-19 mRNA (Pfizer/BioNT) przeprogramowuje odpowiedź immunologiczną. Obserwowane zmiany w profilach biochemicznych po inkubacji z mRNA COVID-19 w określonych organellach komórek glejowych są podobne do tych, które obserwujemy w przypadku raka mózgu…”
Moje uzupełnienie.
Cytochrom c bierze udział w procesach apoptozy i tlenowego oddychania komórkowego. Apoptoza to jeden z naturalnych procesów biologicznych zaprogramowanej i podlegającej kontroli destrukcji własnych komórek. Dzięki temu mechanizmowi stale usuwane są zużyte, uszkodzone lub niepotrzebne komórki, a w ich miejsce powstają nowe. Jeżeli ten proces zostanie zaburzony lub powstrzymany, to m.in. nasz system odpornościowy przestaje niszczyć komórki rakowe, a więc rozrastają się one bez przeszkód.
Badaczki wyjaśniają dalej:
„Wyniki […] sugerują, że szczepionka Pfizer/BioNT przeciwko COVID-19 przeprogramowuje wrodzoną odpowiedź immunologiczną poprzez regulację w dół cytochromu c. Wniosek ten opiera się na obserwacji, że cytochrom c może pełnić rolę uniwersalnych cząsteczek DAMP (ang. Damage-associated molecular patterns) zdolnych do zaalarmowania układu odpornościowego o niebezpieczeństwie w każdym typie komórki lub tkanki i przyczyniającej się do obrony gospodarza […]. Wzory molekularne związane z uszkodzeniem (DAMP) to endogenne cząsteczki niebezpieczne, które są uwalniane z uszkodzonych lub umierających komórek i aktywują wrodzony układ odpornościowy poprzez interakcję z receptorami rozpoznającymi wzorce (PRR).
Nasze dotychczas przedstawione wyniki w pełni potwierdzają te sugestie […]. Cytochrom c jest kluczowym białkiem niezbędnym do utrzymania życia (oddychanie poprzez fosforylację oksydacyjną) i śmierci komórki (apoptoza). W rezultacie cytochrom c jest kluczowym białkiem w rozwoju raka. […] Nasze wyniki sugerują, że trójkąt: cytochrom c – rak – układ odpornościowy jest silnie powiązany.
Nasze wyniki potwierdzają te, o których niedawno doniesiono, że białko kolca COVID-19 wywołuje sygnalizację komórkową w ludzkich komórkach gospodarza, co może mieć poważne implikacje dla możliwych konsekwencji szczepionek przeciwko COVID-19.
Wykazaliśmy, że szczepionka mRNA (Pfizer) […]. Może prowadzić do osłabienia odpowiedzi układu odpornościowego.”
Moje uzupełnienie:
Badanie było przeprowadzone pod kątem nowotworów określanych zbiorczo, jako glejaki mózgu. Są one rzadkim (dotąd) typem nowotworów. Pod względem śmiertelności na skutek chorób nowotworowych są w Polsce na 9. miejscu u mężczyzn i dopiero na 13. u kobiet. Inaczej jest u dzieci. W mózgach młodych osób komórki glejowe dzielą się o wiele bardziej intensywnie, dlatego ryzyko powstania glejaka jest u nich wyższe niż u dorosłych. W wyniku tego glejaki są po białaczkach drugim najczęstszym nowotworem wieku dziecięcego.
Pierwszy rok od postawienia diagnozy przeżywa połowa pacjentów bez względu na wiek i zaawansowanie choroby. Najgorsze rokowania dotyczą osób, u których stwierdzono glejaka IV stopnia – średnio przeżywają około 14 miesięcy, przy podjętym leczeniu operacyjnym, radioterapii i chemioterapii. Z badań wynika, że tylko 5 proc. chorych udaje się przeżyć 3 lata. Niecała połowa pacjentów z najłagodniejszym (i najrzadszym) glejakiem IV stopnia może żyć 10 lat od rozpoznania. Ponadto, to nowotwór podstępny, który bywa rozpoznawany lata po zainicjowaniu zmian rakowych.
Komentarz – pytanie: Czy dzieciom zaszczepionym Pfizerem właśnie zaczęło się odliczanie pozostałego życia – 14 miesięcy, a może 10 lat?
Uwagi: Jeśli pojawiają się takie badania (a wiadomo, że powstało już wiele ostrzegających przed „stuprocentowo bezpiecznymi i skutecznymi” preparatami), to nie dziwi postawienie na wojnę, jako sposób ukrycia tej globalnej zbrodni. Zastrzegam – nie jestem zwolennikiem Putina. Logika [czyja logika??? – admin(Dz.G.M.)] wręcz wskazuje, że i on, i Zełeński czy Biden oraz większość polityków świata, to marionetki tego samego spektaklu największego danse macabre w ludzkich dziejach. Uchodźcom – zwłaszcza dzieciom [i staruszkom w ciąży – admin (Dz.G.M.)] – należy pomagać, jak można, ale nie zapominać też o życiu naszych dzieci.
Poniżej screen najważniejszej części abstraktu pracy badaczek z Łodzi, bo bazy różnych stron naukowych czasem dziwnie „oczyszczają się” (radzę ściągnąć pdf na swój dysk, co sam zrobiłem).
KOMENTARZ BIBUŁY: Aby uspokoić nieco rozgrzany temat, dodajmy, że badania polskich naukowców dotyczyły warunków in vitro a nie in vivo. Potrzebne są dalsze badania, czy i na ile przełoży się to na wpływ na żywy organizm.
Można jednak mieć i kolejne pytania i wątpliwości: czy znajdą się środki na te dalsze – konieczne – badania, bo jak wiadomo nagłaśnianie badań pokazujących, iż „szczepionki przeciwko Covid-19” mają jakikolwiek destrukcyjny wpływ, jest na razie niemile widziane przez środowiska naukowców dzierżących biurokratyczne funkcje, czyli te które rozdzielają pieniądze na badania.
W przypadku dociekliwych polskich naukowców może się zdarzyć to, co miało wielokrotnie miejsce w przeszłości, gdy naukowcy udowadniający – i to bezsprzecznie, a nie jak w tych badaniach nieco poszlakowo i bez dalszych dowodów – że wszelkie tzw. klasyczne szczepionki są także niebezpieczne i szkodliwe (bo SA!), tracili pracę, byli prześladowani, pozbawiani możliwości publikacji.
Bo, jak wiadomo, wszystkie szczepionki „ratują życie”, a szczególnie preparaty „przeciwko Covid-19”, które są bezdyskusyjnie „bezpieczne i skuteczne”.
Co tu ukrywać; Matka Boska najwyraźniej opiekuje się Polską, nawet jeśli musi chronić ją przed nami samymi, a ściślej – przed naszymi Umiłowanymi Przywódcami. Jak pamiętamy, 15 marca Naczelnik Państwa w towarzystwie swojego pierwszego ministra i dwóch cudzoziemskich premierów, odbył swoją wyprawę kijowską, podczas której zaprezentował koncepcję, by NATO wysłało na Ukrainę uzbrojoną po zęby misję pokojową. Prezydent Zełenski, który coraz natarczywiej domaga się umiędzynarodowienia konfliktu ukraińsko-rosyjskiego tak, żeby wojna rozlała się przynajmniej na kraje Europy Środkowej, wprost nie mógł dla Naczelnika Państwa znaleźć słów wdzięczności.
„Lecz tymczasem na mieście inne były już treście” – pisze poeta. Okazało się, że „koncepcja” była prywatną inicjatywą Naczelnika Państwa, który ani od Unii Europejskiej, ani od NATO nie miał żadnych pełnomocnictw, toteż zanim jeszcze Naczelnik Państwa odpoczął po swojej wyprawie, sekretarz generalny NATO Stoltenberg oświadczył, że NATO nie jest i nie zamierza stać się stroną w tym konflikcie. To oczywiście prawda, chociaż tylko częściowo, bo tak naprawdę, to NATO na Ukrainie wojuje z Rosją – ale ukraińskimi rękami i do ostatniego Ukraińca. Wydawało się, że w tej sytuacji wszytko zakończy się wesołym oberkiem i najwyżej Naczelnik Państwa dostanie od prezydenta Dudy order Virtuti Militati – ale Jen Psaki rzeczniczka Białego Domu oświadczyła, że koncepcja będzie „rozważana”. Wzbudziło to podejrzenia, że prezydent Józio Biden, po fiasku prowokacji z MiG-ami 29, zwęszył kolejną okazję do wepchnięcia Polski w wojnę. Podejrzenia te nabrały rumieńców tym bardziej, że zarówno pan premier Morawiecki, jak i prezydent Duda wygłaszali coraz bardziej buńczuczne deklaracje.
I stało się, że prezydent Józio Biden znowu przyjechał do Europy, ale tym razem już nie z gałązką oliwną. Jednak podczas rozmów z poważnymi państwami Europy Zachodniej zorientował się, że nie wykazują one najmniejszego entuzjazmu dla koncepcji Naczelnika Państwa, najwyraźniej zrezygnował z „pozwolenia” Polsce na jej zorganizowanie, oczywiście zaznaczając z naciskiem, że to będzie nasza „suwerenna decyzja” z którą USA nie ma nic wspólnego. Ale kiedy przyleciał do Warszawy, żeby naradzić się z prezydentem Dudą, co przystoi mu czynić dalej, to jeszcześmy tego nie wiedzieli. Dopiero na Zamku Królewskim wszystko się wyjaśniło; prezydent Biden obsypał Polskę komplementami, zachęcił, byśmy się „nie lękali”, a nawet przypomniał sobie o Kukuńku, ale na nic nam nie „pozwalał”, toteż można było odetchnąć z ulgą.
Nawiasem mówiąc, listę osób dopuszczonych na spotkanie z prezydentem Bidenem w Warszawie układała amerykańską bezpieka, a nie – dajmy na to – Kancelaria Prezydenta Dudy, co pokazuje rangę naszego Umiłowanego Przywódcy lepiej, niż wszelkie przemówienia. Prezydent Biden oświadczył tam tylko, że Putin „nie może pozostać u władzy”. Najwyraźniej nakręcił się emocjonalnie własnym przemówieniem, ale wiadomo każdemu, że prezydent Biden aż takiej mocy sprawczej, by pozbawić władzy Putina to nie ma, bo biorąc pod uwagę, że na Ukrainie walczy on z całym Sojuszem Północnoatlantyckim, to radzi sobie całkiem nieźle. Niestety w tej euforii, że staje się „partnerem” Stanów Zjednoczonych, pan prezydent Duda nawet nie pomyślał, by przedstawić amerykańskiemu gościowi propozycję sfinansowania przez USA 200 tysięcy dodatkowych żołnierzy, o których Polska zamierza powiększyć armię – chociaż mógłby w ramach wzmacniana wschodniej flanki NATO. Ustawa o obronie Ojczyzny przewiduje bowiem, że na wojsko zostanie przeznaczone 3 procent PKB, czyli około 90 mld zł rocznie, czyli jakieś 20-25 mld dolarów, w zależności od kursu.
Ale trudno; Matka Boska nie może załatwić wszystkiego; wystarczy, że uratowała nas przed skutkami pomysłów Naczelnika Państwa, który – mówiąc nawiasem – podobnie jak Donald Tusk na Zamku Królewskim się nie pojawił. Oficjalny powód był taki, że czekał na wynik testu w sprawie zbrodniczego koronawirusa, ale może poczuł się dotknięty, że listę gości układała amerykańska bezpieka, albo – horrible dictu! – że go pominęła – zaś co do Donalda Tuska, przewodniczącego Volksdeutsche Partei, to Amerykanie mogli uznać go za delegata na Polskę niemieckiego kanclerza Scholza, z którym prezydent Biden spotkał się już wcześniej. Ciekawe, że i prezydent Zełeński po wizycie prezydenta Bidena w Warszawie nagle oświadczył, że „nie rozumie” koncepcji Naczelnika Państwa i w ogóle ją skrytykował. Najwyraźniej musiała do niego dotrzeć wiadomość, że prezydent Biden mógł się na Naczelnika Państwa zirytować, że kombinuje bez jego pozwolenia, co sprzeczne jest z zasadą: co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie!
Tymczasem według oficjalnych danych, liczba uchodźców z Ukrainy do Polski przekroczyła już 2,5 mln, a w miarę, jak ukraińska armia odnosi sukces za sukcesem, przybywa ich coraz więcej w ilości kilkudziesięciu tysięcy na dobę. Na pierwszy rzut oka jest to trudne do wytłumaczenia, chociaż pewne światło na tę zagadkę rzuca apel, jaki prezydent Zełeński skierował pod adresem przywódców państw Europy Zachodniej: „jeszcze możecie nas uratować!” Ale odpowiedzią na ten dramatyczny apel było głuche milczenie, a stanowisko to wyjaśnił węgierski premier Orban, że wprawdzie „współczuje” Ukraińcom, ale „to nie nasza wojna”. Polscy Umiłowani Przywódcy uważają odwrotnie, a nawet zamrażają kontakty w węgierskim premierem, a ta gorączka udziela się również generałom. Oto generał Skrzypczak, ni z tego, ni z owego, zaczął zgłaszać roszczenia do Okręgu Królewieckiego. Być może nawet niczego nie palił, ale to chyba jeszcze gorzej, bo pokazuje, że – jak to nazywał Aleksander Smolar – „postjagiellońskie mrzonki” nie były tylko przypadłością prezydenta Lecha Kaczyńskiego, tylko okazały się zaraźliwe.
Tymczasem w Stambule 29 marca rozpoczęły się negocjacje ukraińsko-rosyjskie z udziałem tureckiego prezydenta. Ukraina przedstawiła swoje stanowisko – że mianowicie gotowa jest porzucić myśl o przystąpieniu do NATO, chociaż już nie do Unii Europejskiej – ale pod warunkiem udzielenia jej gwarancji bezpieczeństwa przez Kanadę, Turcję, Izrael i Polskę. To ciekawe, czy te gwarancje miałyby być bezwarunkowe, czy też państwa gwarantujące musiałyby zawarować sobie jakiś wpływ na postępowanie Ukrainy, bo gwarantowanie jej niepodległości i integralności bez względu na to, co będzie robiła, byłoby chyba nazbyt ryzykowne, może nawet jeszcze bardziej, niż koncepcja misji pokojowej Naczelnika Państwa, a w tej sytuacji nawet Matka Boska – jak to w swoim czasie powiedział pan Zagłoba – „w słuszną cholerę wpaść by mogła”.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Wybory węgierskie okazały się wielkim sukcesem rządzącej koalicji Fidesz-KDNP. Skala wygranej zaskoczyła chyba nawet samego Orbana, stąd jego słowa, że zwycięstwio było widoczne „z kosmosu”, a już z pewnością z perspektywy Brukseli.
Wygrana oznacza rozpad „zjednoczonej opozycji”. Przegrany Marki-Zay po ogłoszeniu wyników przeżywał porażkę samotnie, bez koalicjantów w otoczeniu kilkudziesięciu osób.
Jobbik będzie miał 11 posłów w parlamencie. Marki-Zay powiedział, że Fidesz prowadził „kampanię nienawiści” i „prania mózgów” i zakwestionował wolność głosowania.
Socjalista Ferenc Gyurcsány, który wprowadził 16 deputowanych, niemal od razy wyśmiewał „kapitana” Márki-Zaya.
Opozycji nie udało się nawet zdobyć wszystkich okręgów w Budapeszcie i znalazła się na czele tylko w dwóch okręgach wojewódzkich. Szef listy, Péter Márki-Zay, przegrał nawet na swoim terenie z Jánosem Lázárem w 4. okręgu wyborczym regionu Csongrád-Csanád (52,37% do 39,58%).
Jednak poza Orbanem, te wybory mają jeszcze jednego zwycięzcę. Jest nim ruch narodowy Mi Hazánk (Nasza Ojczyzna) kierowany przez burmistrza Ásotthalom, Laszló Toroczkaia.
Przekroczyli próg 5% ( 6,17%) i tym samym wprowadzili do parlamentu 7 posłów. Większości Fideszu przybędzie krytyka z prawej strony, która zakończy nudny dualizm sporów pomiędzy większością rządzącą a opozycją.
„Mi Hazánk” wypłynął na fali protestów przeciw obostrzeniom antycovidowym. Wydawał się słabnąć po ich zniesieniu. Przyciągnął jednak do siebie „sieroty po Jobbiku”, a także wyborców prawicowych rozczarowanych Fideszem.
Sukces „Naszej Ojczyzny” nie tylko wnosi nowy element do węgierskiego życia politycznego, ale jeszcze bardziej podkreśla porażkę sił lewicowo-liberalnych.
Na 199 miejsc w parlamencie 135 zajmą posłowie obecnej większości rządowej. Koalicja Fidesz-KDNP uzyskała 53,10% oddanych głosów i tym samym przewyższyła wynik z 2014 r. (45,04%) i 2018 r. (49,60%). W 2010 r. uzyskała 52,73% w pierwszej turze i 53,81% w drugiej turze.
Orban zakpił, że „wujek George” (Soros) źle ulokował swoje pieniądze i dodał, że „lewica była najgorszą inwestycją Sorosa”. Przypomniał o naciskach Brukseli, krytyce międzynarodowej jego rządu, naciskach Unii, ale też o… prezydencie Zełenskim. Ten popełnił błąd i w przeddzień wyborów mocno atakował Viktora Orbana. Kijów postawił na opozycję i relacji z Budapesztem nie polepszy…
Jednym z ważniejszych elementów niedzieli 3 kwietnia na Węgrzech było też referendum w sprawie ideologii LGBT. Po raz pierwszy taką kwestię poddano pod osąd demokratyczny. To lobby przepycha najczęściej swoje rewindykacje za pomocą władzy sądowniczej, międzynarodowych trybunałów, rozmaitych dokumentów ponad narodowych i zachodzi społeczeństwa „od tyłu”.
Orban postawił problem wprost. Natychmiast okazało się, że „w kwestii praw człowieka nie wolno robić głosowań”, chociaż ten sam argument w kwestii zabijania dzieci nienarodzonych, te same środowiska odrzucają. Etyka Kalego z „Pustyni i w puszczy”.
3 kwietnia Węgrzy odpowiadali na 4 pytania referendalne w kontekście ochrony dzieci. Dotyczyło to wpuszczania bez zgody rodziców do publicznych szkół propagandy LGBT, popularyzacji zabiegów korekty („zaminy”) płci dla nieletnich, nieograniczonego dostępu nieletnich do treści medialnych o charakterze seksualnym i treści propagujących „modny” ostatnio transseksualizm.
95% Węgrów zagłosowało na „Nie”. Nie jest to jednak wynik rozstrzygający, bo w referendum wymagano frekwencji powyżej 50% ogólnej liczby wyborców. Frekwencja w wyborach wyniosła poniżej 70%, a wyborcy opozycji głosowanie to bojkotowali. Jednoznaczny wynik referendum może być jednak dla parlamentu wskazówką braku społecznej akceptacji dla tego typu progresywizmu.