Czas skończyć z dyktatem Brukseli

Czas skończyć z dyktatem Brukseli

https://myslpolska.info/2025/11/05/czas-skonczyc-z-dyktatem-brukseli/

Polska opinia publiczna jest ciągle przekonywana przez media i polityków, że Unia Europejska jest wspaniałym projektem, a każda jej krytyka to działanie w interesie Kremla i realizowanie jego propagandowej agendy.

I tak, krok po kroku, kolejne szaleństwa ideologiczne i gospodarcze Brukseli są „przepychane” praktycznie bez żadnego sprzeciwu, mimo że prowadzą one wprost ku katastrofie.

Oto kolejny przykład. Jak informują media: „Od 29 października zmieniają się zasady handlu z Ukrainą. Koniec pełnego zniesienia ceł, ale limity importu idą mocno w górę – miód, cukier, drób, jaja i etanol będą napływać do UE w dużo większych ilościach niż dotychczas”. Limity importowe dla Ukrainy idą mocno w górę:  miód – do 35 tys. ton (wzrost o 583%),  cukier – do 100 tys. ton (wzrost o 500%), jaja – do 18 tys. ton (wzrost o 300%), mięso drobiowe – do 120 tys. ton (wzrost o 133%), etanol – do 125 tys. ton (wzrost o 125%). I uwaga: „Choć Ukraina musi wdrożyć unijne normy, to realnie stanie się to dopiero do 2028 r. Do tego czasu kontrole graniczne sprawdzają bezpieczeństwo żywności, ale nie obejmują jeszcze pełnej weryfikacji całego procesu produkcji”.

Jak widać, Bruksela konsekwentnie realizuje operację „Ukraina First”, mimo tego, że państwo to nie jest członkiem UE, i mimo tego, że taka polityka uderza w rolnictwo krajów członkowskich. Polityka ta nie jest wynikiem potrzeby ekonomicznej, tylko realizacją planu ideologicznego i geopolitycznego walki z Rosją gdzie się da, i jak tylko się da, nawet po trupie wielu sektorów gospodarki krajów członkowskich. Każda krytyka jest zakrzykiwana sloganami o „walczącej Ukrainie”, która, jak widać, mimo wojny dziarsko wchodzi na europejski rynek i bezczelnie się na nim rozpycha mając pełne poparcie Komisji Europejskiej. Zastanawia tylko jedno – bezradność rządów państw członkowskich, która wynika albo z nieudolności i strachu, albo ze  świadomego uczestnictwa w tym zamachu na własną gospodarkę. Rolnicy w wielu krajach nie raz sprawiali kłopoty swoim rządom. Dlaczego więc nie „rozwiązać” tego problemu poprzez ich likwidację, korzystając z okazji – no bo przecież „walczącej Ukrainie” się nie odmawia. Ten szantaż niestety działa nawet na protestujących rolników, także w Polsce, którzy przy każdej okazji zawsze podkreślają, że oczywiście nie są przeciwni  pomocy dla „walczącej Ukrainy” i rozumieją intencje rządu.

Tymczasem Komisja Europejska, która teoretycznie ma być tylko wykonawcą polityki państw członkowskich – uzurpuje sobie prawo do decydowania o wszystkim. A jeśli jakieś państwo z czymś się nie zgadza, to grozi karami i sankcjami. Przykład? Proszę bardzo. Jak informuje Radio RMF FM: „Bruksela ma dość polskiego embarga na zboże z Ukrainy. Jeżeli Polska, Słowacja i Węgry nie zniosą embarga na żywność z Ukrainy, Komisja Europejska jest gotowa rozpocząć procedury o naruszenie unijnego prawa”. Proszę, proszę – Bruksela „ma dość”! A może to narody Europy powinny głośno powiedzieć, że to one mają dość Brukseli? A co do Ukrainy, to powtórzmy proroctwo Romana Dmowskiego z roku 1930, kiedy napisał, że oderwana od Rosji Ukraina zrobi „wielką karierę”, ale stanie się „wrzodem na ciele Europy”.

Jan Engelgard

Myśl Polska, nr 45-46 (9-16.11.2025)

Niedziela: Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

9.11.25 Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

04/11/2025 przez antyk2013

Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!

======================================================

WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.

Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).

Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie:  Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w  ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).

https://youtube.com/watch?v=zL3tg863fSE%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl-PL%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent
https://youtube.com/watch?v=FA-B8j-Tgbk%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl-PL%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był  j e d y n ą  Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści

Smutni panowie w czerni… – czy w jarmułkach?

Smutni panowie w czerni..

kemir


https://www.salon24.pl/u/okop/1471530,smutni-panowie-w-jarmulkach

Najpierw prezydent Trump miał  „zaorać” szaleńców z Brukseli i pogonić Tuska z Polski. 

Niestety, podobno (tak ludzie gadają) odwiedzili go smutni panowie w czerni i powiedzieli machając paluszkiem „nie, nie, to my rządzimy i po prostu pilnuj ucha, bo następnym razem… „ I tak prezydent Trump stał się dużo bardziej ugrzeczniony, co najwyraźniej ukazało się podczas spotkania z przywódcą Chin. Chyba nici z zaorania szaleńców, pogonienia Tuska i ujawnienia bywalców „wyspy miłości” Jeffreya Epsteina. 

Później w Warszawie Karol Nawrocki wszedł do Pałacu Prezydenckiego tak, że w drzazgi poszły drzwi razem z futryną i wydawało się, że nie ma mowy o żadnym „zmiłuj” i Tusk co najmniej powinien się pakować, bo pan prezydent Nawrocki dopiero się rozkręca.

I co? No właśnie – jajco. Rozkręca się Żurek, którego smród zepsutej zupy i zdechłego krokodyla rozchodzi się po „tenkraj” i prawo znaczy tyle, co zdanie czarnego na plantacji bawełny. Wszystko zresztą w „tenkraj” dosłownie dziadzieje, marnieje, zanika – poza długami, rachunkami i ukrainizacją. Dzielnie walczymy o pozycję lidera w UE w rankingu cen energii. Stan infrastruktury energetycznej – jak to trafnie ktoś ujął podczas protestów w Katowicach – jest gorszy niż na Ukrainie.

A’propos Ukrainy…

Sieć Carrefour przejmuje (?) ukraiński gigant. Przejęty Ursus, mrożonki w Kaliszu, zakłady produkcyjne w Dobrym Mieście i Lublinie, farmaceutyczna firma Symphar,  Intersport Polska, plus tysiące pomniejszych firm i firemek. Niedoszłe mięso armatnie (ok. 100 tys. młodych byczków) wypuszczone z Ukrainy przez Zełenskiego, osiadło w „tenkraj„.

Tak sobie, bez celu? No nie – ich zadaniem jest przejąć gospodarkę „tenkraju” – już jest 100 tys. ukraińskich podmiotów gospodarczych. W setkach tysięcy kupują mieszkania. Drogie przecież. Zasilają nasze PKB? Tak, ale nie do końca, bo przysługują im liczne przywileje oraz ulgi, a oszustwa i korupcję mają w genach. Polaków wysyłają na bezrobocie. Kim są? Oj tam, później się sprawdzi…  Marnie to wygląda. Gdzie jest prezydent? Jakieś orędzie do otumanionych? Rada gabinetowa? Walnięcie silną przecież pięścią w stół? Wezwanie szefa MON i generałów na konsultacje? Bo chyba już  czas…  Czyżby też odwiedzili go ci sami smutni panowie w czerni? Tak pytam… 

https://finanse.wp.pl/ukrainski-gigant-przejmie-sklepy-carrefour-w-polsce-juz-bada-rynek-7211022266428352a

gini5 listopada 2025, 20:38

Kemir nie przesadzaj z ta krytyka, co Nawrocki ma zrobić z Tuskiem i Żurkiem, skoro naród wybrał.

Pojechał na Słowację a nie na Ukrainę na przytulanki,i jeszcze powiedział, ze owszem pomaga Ukrainie ale ważniejsza jest Polska racja stanu.

Nie wiem na ile wiarygodne sa sondaże, ale wciąż Tusk na prowadzeniu,albo ludzie sa ogłupieni totalnie, albo co, ja tego nie mogę zrozumieć

stado baranów 5 listopada 2025,

Zastanawiam się jakie karty może wyłożyć na stół PKN, w przypadku odwiedzin smutnych panów w czerni. Wiara i osobista odwaga może nie wystarczyć, będąc osaczonym przez wrogów we własnym domu.

Co do Ukraińców w Polsce, to armagedon dopiero nastąpi, gdy po zakończeniu awantury, tysiące uzbrojonych samców zaczną szukać swoich niewiast w ten kraju.

gini 5 listopada 2025

Szmyhal dodał, że Ukraina jest gotowa uczestniczyć także w rozwoju europejskiego przemysłu obronnego: „Ukraina jest gotowa nadal przyczyniać się do realizacji celów JEF poprzez wspólne szkolenia, innowacyjne partnerstwa i współpracę przemysłową. Jednocześnie oczekujemy dostępu do europejskich technologii i mocy produkcyjnych, które umożliwią prowadzenie wspólnej produkcji”. Premier podziękował również Norwegii za organizację spotkania oraz Wielkiej Brytanii za przywództwo w ramach sojuszu, zaznaczając: „Razem możemy powstrzymać agresję, chronić naszych obywateli i zapewnić przyszłym pokoleniom pokojową i stabilną Europę”, podsumował.

https://dorzeczy.pl/opinie/802197/ukraina-zostala-czlonkiem-europejskiego-sojuszu-jef.html

Zwróć uwagę na to ;

Szmyhal dodał, że Ukraina jest gotowa uczestniczyć także w rozwoju europejskiego przemysłu obronnego: „Ukraina jest gotowa nadal przyczyniać się do realizacji celów JEF poprzez wspólne szkolenia, innowacyjne partnerstwa i współpracę przemysłową. Jednocześnie oczekujemy dostępu do europejskich technologii i mocy produkcyjnych, które umożliwią prowadzenie wspólnej produkcji”.

Oczekują, kasy, dostępu do technologii , czyli dej, dej, dej, a oni nas zasypia cukrem.

Ideowe marzenia rosyjskich państwowców. Zachód stracił duszę – Rosja zamierza zachować swoją własną.

Zachód stracił duszę – Rosja zamierza zachować swoją własną.

Naród, który pochował imperium, teraz sięga po nowe własne marzenie.

Autorzy:
Prof. Sergey Karaganov, honorowy przewodniczący Rosyjskiej Rady ds. Polityki Zagranicznej i Obronnej oraz opiekun akademicki w Szkole Ekonomii Międzynarodowej i Spraw Zagranicznych Wyższej Szkoły Ekonomicznej (HSE) w Moskwie.

Pavel Malyutin: Stażysta-naukowiec Instytutu Światowej Gospodarki i Strategii Wojskowej, Centrum Kompleksowych Studiów Europejskich i Międzynarodowych Narodowego Uniwersytetu Badawczego „Wyższa Szkoła Ekonomii”.

=================================================

Rosja stoi dziś w decydującym momencie cywilizacyjnym. Po dziesięcioleciach próżni ideologicznej ponownie stajemy w obliczu głównego pytania: kim jesteśmy i dokąd zmierzamy?

Nasza koncepcja polityki zagranicznej formalnie uznaje to, co historia od dawna ujawnia: że Rosja jest nie tylko narodem, ale państwem cywilizacyjnym. Jednak wielu Rosjan nadal trzyma się przestarzałej zachodniej tożsamości, ignorując lekcję po raz pierwszy nauczaną przez Aleksandra Newskiego: że jednostronna orientacja w kierunku Zachodu jest nie tylko naiwna, ale także śmiertelna dla naszej suwerenności.

Korzenie Rosji leżą w lasach i stepach północno-wschodnich. Nasza teraźniejszość i przyszłość leżą w całym świecie Euroazjatycko-Pacyfiku, a nie w wyczerpanej imitacji Europy, gdzie elity rozkładają się, ani w burzliwej postliberalnej Ameryce walczącej o redefinicję siebie. Nasze przeznaczenie jest samookreślone.

Aby spełnić to przeznaczenie, Rosja potrzebuje czegoś więcej niż władzy i odporności. Potrzebuje jednoczącego marzenia. Nie biurokratycznej ideologii, ale żywej idei narodowej, która jest w stanie inspirować obywateli, kierować polityką i zakotwiczać naszą cywilizację w nadchodzącej erze wielobiegunowej.

Narody nie powstają bez marzeń. Od modernizacyjnej misji Piotra Wielkiego po Kolej Transsyberyjską, od sowieckiej industrializacji po zwycięstwo w 1945 roku i erę kosmiczną, Rosja posuwała się naprzód poprzez wielkie projekty ożywione wspólną wiarą w naszą przyszłość.

Kiedy te pomysły zanikły, nastąpiła stagnacja. Od końca okresu sowieckiego żyliśmy w ideologicznej neutralności i to jest przestrzeń, którą nasi przeciwnicy szybko wypełnili. Liberalne założenia lat 90. utrzymywały się nie przez przekonanie, ale przez bezwładność. Technokratyczna elita zarządzała codziennymi sprawami, ale niewielu odważyło się sformułować długoterminową wizję narodu.

Niektórzy wskazują na artykuł 13 Konstytucji, który zabrania ideologii państwowej. Ale żadne prawo nie zabrania narodowego marzenia. Nazwij to kodem, „Rosyjskim Kodeksem”, moralno-kulturowym kompasem, a nie dogmatem. Wielkie kraje nie są budowane przez przypadek. Pomysły nie dryfują z dołu; są kształtowane przez liderów i kreatywne elity, które czują odpowiedzialność za swoich ludzi i historię.

Czym jest Rosja – i czym nie jest

Marzenie Rosji nie może być zachodnie. Nie dlatego, że nienawidzimy Zachodu, ale dlatego, że definiowanie się przeciwko niemu utrzymuje nas uwięzionych w jego światopoglądzie. Nasz pomysł nie powinien być również antyzachodni; musi być post-zachodni. Rosja nie jest gniewnym cieniem Europy, ale niezależnym biegunem cywilizacji.

Dzisiejsze zachodnie demokracje ujawniają kruchość swojego modelu. Głoszą pluralizm, dusząc sprzeciw; mówią o wolności, kłaniając się oligarchicznej i biurokratycznej władzy; eksportują „demokrację”, aby osłabić rywalizujące ze sobą państwa.

Demokracja odrzuciła nas na długo zanim ją odrzuciliśmy. Dla Rosji – rozległej, wieloetnicznej, uzbrojonej w broń jądrową cywilizacji zajmującej kontynentalną masę lądową – demokracja w stylu zachodnim nie jest ani opłacalna, ani pożądana. Ale to nie jest wezwanie do tyranii. Rosja zawsze łączyła silne przywództwo z organicznymi formami powszechnego uczestnictwa; tradycje zemstvo, samorząd lokalny i kultura obywatelska zakorzeniona we wspólnocie nad atomizowanym indywidualizmem.

Demokracja przywódcza, zakotwiczona przez patriotyczną elitę i podtrzymywana przez aktywny udział lokalny, pasuje do naszego charakteru i geografii. Autorytaryzm nie jest wrogiem wolności; chaos jest. Rosja musi zrównoważyć stanowczość z wolnością intelektualną. Tak jak my, gdy Puszkin debatował o tym, którzy carowie jeszcze służyli swojemu krajowi, kiedy naukowcy kwestionowali ideologię, ale zbudowali tarcze nuklearne i statki kosmiczne.

Sam sukces materialny nie podtrzymuje wielkich narodów. Rosja przetrwa z powodu duchowej głębi. To, co Dostojewski nazwał „uniwersalną responsywnością”, zdolnością do trzymania azjatyckiego marzycielstwa i europejskiej racjonalności w jednej duszy. Tam, gdzie współczesna kultura zachodnia rozpuszcza tożsamość w indywidualizm i konsumpcjonizm, Rosja historycznie dąży do jedności, obowiązku, godności i prawdy.

Nasz pomysł odrzuca zarówno hedonizm, jak i nihilizm. Najwyższym powołaniem obywatela Rosji jest służba. Dla rodziny, dla społeczeństwa, dla państwa. Obywatel, który służy tylko sobie, może tu mieszkać, ale nie jest częścią społeczności moralnej naszego narodu. Tą zasadą nie jest przymus, ale kultura; cywilizacja przetrwa tylko wtedy, gdy obywatele czują się odpowiedzialni ponad siebie.

Rosyjska tradycja szanuje wiarę bez narzucania jednolitości. Prawosławne chrześcijaństwo kształtuje tożsamość rosyjską, ale islam, buddyzm i judaizm są uznanymi filarami życia narodowego. Wszyscy, którzy podzielają nasz język, naszą historię i nasze moralne zaangażowanie we wspólne dobro, mogą być Rosjanami.

Państwo i obywatel

Rosja stoi dziś przed wyzwaniami, które wymagają jedności: wojna, sankcje, globalna niestabilność, konkurencja technologiczna i cywilizalna. W takim świecie tylko silne państwo może bronić wolności. Ale siła nie może stać się obojętnością. Państwo nie jest społeczeństwem pożerającym Lewiatana; ani społeczeństwo nie jest zbuntowanym nastolatkiem pogardzającym ojcem, który je wychował. Naszym obowiązkiem jest wzajemność: ochrona lojalności, wskazówki dotyczące wysiłku, godność służby.

Ci, którzy marzą o „globalnym obywatelstwie”, mogą to zrobić – pod warunkiem, że pozostaną lojalni wobec swojego kraju. Puszkin i Lermontow wchłonęli światową kulturę, służąc Rosji. Podobnie jak bohaterowie, którzy pokonali nazizm. Zakorzeniony kosmopolityzm, a nie bezkorzeniowy internacjonalizm, to nasza tradycja.

Rosja stoi teraz jako biegun suwerenności w świecie zrywającym z liberalno-globalistycznym dogmatem. Zachodni projekt „rządu światowego” prowadzony przez technokratów, ponadnarodowe korporacje i organizacje pozarządowe utknął w martwym punkcie. Nie może rozwiązać globalnych wyzwań; nie może inspirować narodów; nie może nawet zachować własnej jedności. Wahadło cofa się w kierunku suwerenności narodowej i autentyczności kulturowej.

Dlatego liberalne elity boją się Rosji; nie tylko ze względu na jej siłę militarną, ale dlatego, że Rosja odrzuca ich moralny monopol. Bronimy wartości, które kiedyś posiadał Zachód: rodzina, wiara, godność, ciągłość historyczna, naturalna więź między rodzicem a dzieckiem, prawo do kultury i narodowości. To nie są wartości „konserwatywne”, ale ludzkie.

Marzenie Rosji opiera się na kilku filarach:

• Suwerenność cywilizacyjna, prawo do wyboru naszej drogi.
• Odrodzenie moralne i duchowe, stawianie obowiązku ponad pobłażaniem.
• Demokracja przywódcza: jedność pod silnym, odpowiedzialnym przywództwem.
• Patriotyzm merytokratyczny, podnoszący talent lojalny wobec narodu.
• Otwartość kulturowa i religijna, jedność bez jednolitości.
• Ponowne połączenie z naszą ziemią, od europejskiej Rosji po Syberię i Pacyfik.
• Służba ludzkości: obrona pluralistycznej cywilizacji przed homogenizacją globalizmu.

Nasza wizja jest ekspansywna: północna cywilizacja euroazjatycka pomostująca kontynenty, opowiadająca się za wielobiegunowością, różnorodnością kulturową i rozwojem skoncentrowanym na człowieku. Budujemy nie dominację, ale suwerenność; nie jednolitość, ale harmonię; nie izolację, ale partnerstwo.

Przyszłe hasło Rosji jest jasne: Naprzód – w kierunku naszych początków, w kierunku siebie. W kierunku Pacyfiku, w kierunku Syberii, w kierunku nowych horyzontów. Cywilizacja, która przetrwała mongolskie najazdy, pańszczyznę, rewolucję, wojnę światową i załamanie ideologiczne, nie rozpada się; ona odnawia się.

Jesteśmy narodem, który broni pokoju siłą, który wyzwolił innych [np. Polskę i inne KDL-e md] i nigdy nie oddał naszej duszy. Jesteśmy cywilizacją, która ceni naturę, społeczność, obowiązek, kreatywność i współczucie. Naszymi bohaterami są budowniczowie, żołnierze, naukowcy, nauczyciele i robotnicy. Odrzucamy rasizm, nie czcimy ani pieniędzy, ani nihilizmu i wierzymy, że wolność bez odpowiedzialności to pustka.

Rosja ponownie stoi na progu wielkiego cyklu historycznego. Nie staramy się odtwarzać przeszłości. Staramy się spełniać nasze cywilizacyjne przeznaczenie i pozostać sobą, jednocześnie inspirując innych, budować sprawiedliwy i zróżnicowany świat, rozwijać się w duchu, jednocześnie opanowując Ziemię i przestrzeń.

Jesteśmy Rosjanami, we wszystkich szerokich znaczeniach tego słowa. A naszym marzeniem jest nie tylko wytrwać, ale także przewodzić z godnością, pewnością siebie i celem.

=======================================

M.Dakowski:

NIC o religii, o Chrystusie, o Trzecim Rzymie…

Alarm. Skrajna lewica chce zamknąć usta wszystkim – także Panu.

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Dziś trzeba bić na alarm. Skrajna lewica chce zamknąć usta wszystkim – także Panu.

Wróciłem z Sejmu, z wysłuchania publicznego w sprawie tzw. ustawy Gawkowskiego. To niebezpieczny projekt, który nie tylko implementuje do polskiego prawa narzuconą nam przez Brukselę dyrektywę Digital Service Act (DSA), ale idzie jeszcze dalej, aby usuwać treści z Internetu, nakładać blokady na strony www i cenzurować infosferę rękami urzędników.

Jestem głęboko poruszony tym, co zobaczyłem na wysłuchaniu. Większość z 53 mówców przyszło tam, aby… bronić cenzury i tłumaczyć, że jest ona potrzebna. W takim tonie głos zabierali m.in.

– przedstawiciel serwisu Demagog,

– przedstawiciel (lub przedstawicielka, nie jestem pewien) Amnesty International,

– ludzie z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, której wiceprezesem do 2015 roku był Adam Bodnar,

– dwie panie z Żydowskiego Stowarzyszenia Czulent, które tłumacząc, po co blokować treści w Internecie, wskazywały m.in. na konieczność „ochrony społeczności LGBT”.

Wspieram

Na wysłuchanie zgłosiły się także dwie organizacje ukraińskie – Fundacja Ukraiński Dom oraz Związek Ukraińców w Polsce, jednak po tym, jak alarmowaliśmy, że organizacje, które reprezentują kogo innego niż Polaków, nie powinny mieć wpływu na stanowienie polskiego prawa, ich przedstawiciele nie zgłosili się, gdy wyczytano ich nazwiska i nie wygłosili swoich wystąpień.

Wspieram

Dlaczego „ustawa Gawkowskiego” jest taka groźna? Mówiąc najprościej: dubluje/zastępuje system, który już istnieje – sądownictwo. A decyzję o usuwaniu postów, wpisów, nagrań, memów, a nawet o zablokowaniu całych stron internetowych – ma podejmować urzędnik. Mają też powstać „zaufane podmioty sygnalizujące” – czyli sieć organizacji, które będą się zajmować przeczesywaniem Internetu i wyłapywaniem treści, które – wedle ich subiektywnej oceny – należy usunąć. Takim podmiotem chce być m.in. Stowarzyszenie Demagog, znane w sieci z wyłapywania treści, które według lewicowego paradygmatu są „nieprawdziwe”.

Zaufane podmioty sygnalizujące będą zgłaszać nielegalne treści do Urzędu Komunikacji Elektronicznej i do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, które będą wydawać nakazy usunięcia tych treści. Dostawcy usług cyfrowych będą mogli odwołać się od takiego nakazu, ale… do sądu. Mówiąc wprost: w sądzie będzie trzeba udowadniać swoją niewinność, bo domyślnie będzie się winnym publikacji nielegalnej treści.

Ciekaw jestem, czy też domyśla się Pan teraz, jakie treści będą usuwane i jakie strony internetowe zostaną zablokowane jako pierwsze? Hm…?

Dokładnie tak – treści prolife, konserwatywne, krytyczne wobec rządu, ostrzegające przed ideologią LGBT, dotyczące wiary katolickiej. Zablokowane mogą zostać portale takie jak RatujZycie.pl czy TwojePetycje.pl.

Dlaczego? Bo blokady mają dotyczyć m.in. „mowy nienawiści” oraz „treści przemocowych”. Wszyscy znamy te określenia i wiemy, co one znaczą dla współczesnych cenzorów. „Mowa nienawiści” to np. pokazanie zdjęcia dziecka po aborcji. „Przemoc” to każde wskazanie, że LGBT to skrótowiec oznaczający różne wynaturzenia seksualne.

Rząd Donalda Tuska szykuje nam wszystkim zamordyzm.

Wspieram

Szanowny Panie,

Na wczorajszym wysłuchaniu publicznym Fundacja Życie i Rodzina była jedną z nielicznych organizacji, które broniły wolności słowa – wolności, z której ma prawo korzystać każdy – także Pan, także dowolny inny użytkownik Internetu – każdy. Choć były tylko 2 minuty na wystąpienie, udało się zwrócić uwagę na kilka kluczowych kwestii.

Przesyłam Panu poniżej wystąpienie Kai Godek oraz moje.

Trzymamy rękę na pulsie i monitorujemy, co dzieje się w sprawie. Nie będzie zgody na to, aby cenzurować prawdę. Jakkolwiek straszna jest prawda o aborcji i ideologii LGBT.

Działamy dzięki Panu, jesteśmy na posterunku, bo obecna chwila naprawdę tego wymaga.

Z wyrazami szacunku i serdecznymi pozdrowieniami,

Krzysztof Kasprzak
Krzysztof KasprzakKrzysztof KasprzakFundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Niedawno sąd skazał matkę za ostrzeganie na forum przed aborterem. Teraz rząd chce wszystkim odebrać prawo do wypowiedzi w Internecie. Sytuacja jest naprawdę poważna i musimy wzmóc wspólne wysiłki przeciw cenzurze.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

Kraków: Konferencja o prof. Feliksie Konecznym i jego dziele. Zapraszamy już 15 listopada!

Kraków: Konferencja o prof. Konecznym. Zapraszamy już 15 listopada!

https://pch24.pl/krakow-konferencja-o-prof-konecznym-zapraszamy-juz-15-listopada

(Źródło: polona.pl /Oprac. PCh24.pl)

Po raz kolejny Fundacja Kwartalnika „Wyklęci” organizuje konferencję pt. „Życie i myśl Feliksa Konecznego” poświęconą wybitnemu polskiemu historykowi i historiozofowi. Tegoroczna edycja odbędzie się 15 listopada w auli Muzeum Armii Krajowej w Krakowie. W wydarzeniu weźmie udział Krystian Kratiuk, redaktor naczelny portalu PCh24.pl.

– To już czwarta edycja konferencji organizowanej przez Fundację Kwartalnika „Wyklęci”, w ramach której popularyzowana jest myśl prof. Feliksa Konecznego. Ponadto sukcesywnie wydajemy dzieła Profesora w porządku chronologicznym. Dotychczas ukazało się szesnaście obszernych tomów, z których każdy ma 750-950 stron. W przyszłym roku ukaże się jeszcze jeden tom – suplement. Wszystko to po to, aby przypomnieć polskiemu społeczeństwu o jednym z najciekawszych polskich myślicieli XX wieku – mówi Kajetan Rajski, redaktor serii „Dzieł zebranych” Feliksa Konecznego.

Tegoroczna edycja konferencji „Życie i myśl Feliksa Konecznego” rozpocznie się 15 listopada 2025 r. o godz. 11:00 w auli Muzeum Armii Krajowej w Krakowie (ul. Wita Stwosza 12). Wstęp wolny. Konferencję poprowadzi dr Jacek Ożóg, a wygłoszone zostaną następujące referaty:

ks. prof. dr hab. Franciszek Longchamps de Bérier – „Prawo rzymskie jako fundament cywilizacji łacińskiej”
dr hab. Paweł Skrzydlewski, prof. AZ – „Etyka cywilizacji łacińskiej”
Antoine Dresse – „Myśl Feliksa Konecznego z perspektywy zachodniej Europy”
Krystian Kratiuk – „Jak Kościół katolicki stworzył Polskę i Polaków. Wokół teorii Feliksa Konecznego”
Radosław Brzózka – „Podstawy i granice samorządności w cywilizacji łacińskiej”
Daniel Wardziński – „Kryteria świętości polityka w pracach Feliksa Konecznego. Czy ciąg dalszy nastąpił?”
Kajetan Rajski – „Siedem tez ustrojowych Feliksa Konecznego. Przyczynek do dyskusji nad nową konstytucją RP”

Zapraszamy serdecznie!

=================================

W tomie XV „Dzieł zebranych” Feliksa Konecznego można znaleźć dwie prace wydane na emigracji już po śmierci Profesora: „Cywilizację żydowską” oraz „Państwo w cywilizacji łacińskiej. Zasady prawa w cywilizacji łacińskiej”. Pierwsza z nich to efekt niemal trzech dekad pracy nad teorią cywilizacji, w ramach której krakowski historyk i historiozof opisał w osobnych publikacjach zaledwie dwie spośród siedmiu cywilizacji wyszczególnionych przez niego: bizantyńską i żydowską.

„Kwestia żydowska wśród narodów nie jest rasową, ni wyznaniową, żydostwo – to sprawa całej osobnej cywilizacji, czyli odrębnej metody życia zbiorowego. Żydzi posiadają własną cywilizację i w tym właśnie tkwi rozległość zagadnienia” – pisał Profesor. Koneczny porównywał cywilizację żydowską z innymi metodami ustroju życia zbiorowego, wskazując na różnice w podejściu do prawa, etyki czy organizacji społecznej.

Z kolei w książce „Państwo w cywilizacji łacińskiej. Zasady prawa w cywilizacji łacińskiej” Feliks Koneczny w dobie dwudziestowiecznych totalitaryzmów i dyktatur, inspirując się zasadami wynikającymi z łacińskiej cywilizacji, opisał idealny ustrój dla Polski, w którym władza jest dalece zdecentralizowana i opiera się na społeczeństwie z głęboko zakorzenioną ideą samorządności, a duch państwa i prawa ufundowany jest na zasadach wynikających z dziesięciorga przykazań. Choć z powodu upływu czasu i zmienionych realiów społeczno-politycznych część postulatów Profesora można uznać za utopijne lub przebrzmiałe, ich istota pozostaje niezmienna i mogą nadal inspirować prawodawców.

Teoria spisku a bezczelne kłamstwa Karoliny Opolskiej. Zmyśliła przypisy w swojej książce.

Kompromitacja dziennikarki TVP Karoliny Opolskiej. Zmyśliła przypisy w swojej książce?

05.11.2025

tysol/kompromitacja-dziennikarki-tvp-karoliny-opolskiej-zmyslila-przypisy-w-swojej-ksiazce

Dziennikarka TVP Info i była redaktor Onetu Karolina Opolska znalazła się w centrum kontrowersji po tym, jak ujawniono, że w swojej najnowszej książce miała zamieścić… nieistniejące przypisy. Część źródeł, na które się powoływała, została po prostu wymyślona. Sprawę nagłośnił popularyzator historii i podcaster Artur Wójcik, który nie krył oburzenia.

Karolina Opolska Kompromitacja dziennikarki TVP Karoliny Opolskiej. Zmyśliła przypisy w swojej książce?

Karolina Opolska / screen YT – TVP Info

„Zmyśliła źródła. Nie pomyliła się”

Artur Wójcik ujawnił w mediach społecznościowych, że w książce Karoliny Opolskiej pt. „Teoria spisku, czyli prawdziwa historia świata” znalazły się fikcyjne publikacje i błędne przypisy.

Dawno nie czułem takiego zażenowania. Karolina Opolska, dziennikarka i wykładowczyni dziennikarstwa, nie miała cywilnej odwagi przyznać się, że w swojej książce po prostu zmyśliła część przypisów. Nie pomyliła się, wymyśliła nieistniejące książki, albo nie zweryfikowała tego, co wypluł jej AI

– napisał Wójcik. Dodał, że zapytał ją publicznie na platformie X, dlaczego posunęła się do czegoś takiego. 

Trudno tu mówić o prowokacji czy o żarcie, te fikcyjne źródła są zbyt banalne, by mogły być zamierzonym pastiszem (casus Kpinomira). To nie jest kwestia błędu w nazwisku autora, pomyłki w tytule, roku wydania czy numerze strony. Mówimy o całkowicie zmyślonych publikacjach, rzekomo autorstwa znanych historyków – podkreślił Wójcik. 

Zmyślone publikacje

Wśród rzekomych źródeł wymienionych w jej książce miały pojawić się takie pozycje, jak:

  • Stanisław Mikołajczyk, Historia Polski, PWN, Warszawa 1989
  • Witold Kula, Historia cywilizacji słowiańskiej, PWN, Warszawa 1984
  • Gerard Labuda, Chrystianizacja Polski, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1999

Żadna z tych książek nigdy nie została wydana, co wg Artura Wójcika potwierdzają katalogi biblioteczne.

To nie są zwykłe błędy. Mówimy o całkowicie zmyślonych publikacjach. Trudno uwierzyć, że doświadczona dziennikarka i wykładowczyni dziennikarstwa mogła dopuścić się takiego braku rzetelności – skomentował Wójcik.

Jak zareagowała Karolina Opolska?

Według relacji Artura Wójcika, dziennikarka nie odniosła się publicznie do zarzutów. Zamiast tego miała skontaktować się prywatnie z osobami z branży, prosząc o pomoc „w wyjaśnieniu sytuacji”.

Zamiast rzeczowo odnieść się do sprawy, zaczęła kontaktować się z naszymi wspólnymi znajomymi, próbując rozproszyć odpowiedzialność. Napisała do mnie prywatnie, że to wina wydawnictwa i jeśli będzie taka potrzeba, to wydawnictwo wyda oświadczenie – relacjonuje Wójcik.

Opolska miała też tłumaczyć, że nie komentuje spraw publicznie, ponieważ „nie wypowiada się na platformie X”, choć – jak zauważył Wójcik – aktywnie prowadzi tam swoje konto.

„Czuję żenadę”

Artur Wójcik podkreślił przy tym, że korzystanie z AI nie jest problemem, jeśli odbywa się w sposób odpowiedzialny i kontrolowany, a nie prowadzi do publikowania fałszywych danych w pracy dziennikarskiej.

Czuję żenadę, bo mówimy o osobie uchodzącej za doświadczoną dziennikarkę, wykładającą warsztat przyszłym dziennikarzom. Zamiast wziąć odpowiedzialność, zrzuca winę na okoliczności, system, przypadek, na wszystkich, tylko nie na siebie (…) Używajmy AI, ale mądrze

– podsumował Artur Wójcik.

Książka „Teoria spisku” Karoliny Opolskiej

Sprawa dotyczy książki „Teoria spisku, czyli prawdziwa historia świata”, wydanej przez HARDE Wydawnictwo, autorstwa dziennikarki Karoliny Opolskiej. Publikacja miała być reporterskim spojrzeniem na genezę teorii spiskowych – od pozaziemskich cywilizacji po genezę religii i nauki.

Karolina Opolska niczemu nie zaprzecza, nie staje po żadnej ze stron, nie ocenia. I to właśnie rodzi poważne wątpliwości na temat „prawdy” o naszym świecie – czytamy w opisie książki.

Wielkie kłamstwa XX i XXI wieku – część II. Amerykanie byli na Księżycu. Wiele razy.

Wielkie kłamstwa XX i XXI wieku – część II

[Chyba w najbliższych latach ludzie będą łazić po Księżycu.Wtedy dojdą też do tych miejsc, gdzie podobno zostały lądowniki z misji Apollo md]

==========================================

[W dwóch sprawach: 9/11, czyli zawalenie się dwóch/trzech wież pod wpływem lotów Arabów- amatorów, oraz pobytu luno-nautów, i to wielokrotnie, na Księżycu, musiało być zaangażowanych tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy ludzi.

Dlaczego nikomu nie opłaciło się zaryzykować – udostępnić dowody na oszustwa?

W obu – są mocne, prawie niepodważalne argumenty – ale z zewnątrz. Taki terror?

Czekamy więc na filmiki kitajców, ruskich czy japońców z miejsc lądowania Apolla. Chyba będą autentyczne? Bo to byłaby piękna okazja do trwałego ośmieszenia konkurentów – amerykanów...

Bo nieudolna inscenizacja „katastrofy” w Smoleńsku była marną próbą kopiowania 9/11 – ale nawet nie on-line.. MD]

===================================================================

Autor: piko , 7 września 2025

Link do części pierwszej

Wielkie kłamstwa XX i XXI wieku: I. Zdobycie Księżyca.

Część drugą „Epopei Księżycowej” zacznę od ogłoszenia związanego z naborem chętnych do lotu na Księżyc.

Poszukiwani astronauci.
1. Doświadczenie nie jest wymagane. Obowiązki obejmują podróż na Księżyc. Podróż powrotna nie jest gwarantowana.
2. Kandydat musi być odporny na intensywne promieniowanie kosmiczne o poziomie wyższym niż kiedykolwiek doświadczył.
3. Kandydat musi również być w stanie komfortowo pracować w temperaturach powyżej +150 c i także chłodniejszych warunkach dochodzących do -160 c. Skafandry pochodzą od renomowanej  firmy PlayTex produkującej biustonosze i inną bieliznę. Ich niezawodność jest znana w całej Ameryce.
4. Pracodawca może, ale nie musi, zapewnić stały dopływ powietrza do oddychania.
5. Przekąski i woda będą ograniczone w ilości mieszczącej się w lunchboxie pracownika.
6. Toalety nie będą dostępne.
7. Zdolność do unikania drobin kosmicznych lecących z prędkości ok. 80000 km/h nie jest wymagana, ale byłaby pomocna.
8. Świetna okazja do uczestniczenia w fascynującej przygodzie i zarobienia pieniędzy! Wypłatę można odebrać po powrocie na Ziemię.

Pożartowaliśmy trochę a teraz na poważnie. Szczerze powiem nie mogę się zdecydować od czego zacząć, jest tyle ciekawych zdarzeń, spraw, faktów, wątków.

Zacznę od transmisji telewizyjnych „na żywo”, które mają być niezbitym dowodem. Okazało się, o dziwo, że NASA nie ma już ORYGINALNYCH nagrań tego epokowego zdarzenia, kopii również. Według Agencji wszystkie taśmy zaginęły pod koniec lat 70. Wszystkie czyli ok. 700 kartonów.

Niektórzy zapewne powiedzą – przecież wszyscy widzieli film z wyprawy na YT, czy na stronie NASA. Ale to błąd. To nie były oryginały.

Co więc widzieliśmy? Według NASA było tak: ponieważ sprzęt Agencji nie był kompatybilny z ówczesną technologią telewizyjną, oryginalne transmisje musiały być wyświetlane na monitorze i z niego nagrywane przez kamerę telewizyjną w celu emisji na świat i okolice.

Nawet jeżeli to była prawda, to jednak NASA nigdy nie udostępniła oryginalnych nagrań tylko je uprzejmie ”zgubiła”. Filmowanie tego co się dzieje na rozmytym monitorze u różnych spiskowców budzi duże podejrzenia.

U normalnych ludzi również powinno.

Nie tylko zginęły zapisy wideo, nie ma również danych z monitoringu głosowego, biomedycznego oraz danych telemetrycznych (funkcjonowanie systemów statku, lokalizacja, itp.). Według NASA nie ma również oryginalnych planów modułów lądownika, łazika i całych rakiet Saturn V.

A to wielka szkoda, bo wystarczyłoby te plany powielić i jazda na Księżyc.
Nic dziwnego, że NASA nie dostała kasy na kontynuację przygody księżycowej bo zapewne by ją zgubiła.

Drugi temat – kamienie księżycowe. Skąd oni je wzięli? Przecież Księżyc jest jedynym źródłem. Tak ale można je pozyskać nie opuszczając Ziemi. Brzmi to dziwnie ale oryginalne skały księżycowe są dostępne na Ziemi w postaci meteorytów księżycowych. W wyniku bardzo silnych uderzeń obiektów kosmicznych w Księżyc mnóstwo odłamków odlatuje z jego powierzchni i część trafia na Ziemię. Najlepszym miejscem do znalezienia jest Antarktyda. Latem 1967 roku zespół naukowców programu Apollo pod przewodnictwem von Brauna udał się na wycieczkę na Antarktydę. Pewnie chcieli sobie zrobić przerwę w pracach nad udoskonalaniem rakiet Saturn V.

Ciekawy jest przypadek kamienia księżycowego podarowanego holenderskiemu muzeum. W 2009 odkryto, że w rzeczywistości muzeum jest dumnym posiadaczem najlepiej ubezpieczonego na naszej planecie kawałka skamieniałego drewna. Można by powiedzieć, że ten jednostkowy przypadek nie rzutuje na „całokształt”. Natomiast są problemy ze zinwentaryzowaniem skał przekazanych poza USA. Znane są lokalizacje mniej niż 12 szt.

Sprzęt pozostawiony na Księżycu – przez lata ogłaszano, że różne bezzałogowe statki czy teleskopy wykryły resztki po misjach księżycowych. I jak dotąd poza zapowiedziami nic wartościowego nie pokazano. Ani Hubble ani Bardzo Duży Teleskop Europejskiego Obserwatorium Południowego (VLT ESO) na pustyni Atakama nie dostarczył dowodów. Również sonda SMART-1 ESA nic sensownego nie przekazała jak również LRO (Lunar Reconnaissance Orbiter).

Japonia, Chiny i Indie w ostatnich latach wysłały bezzałogowe statki na Księżyc lub jego orbitę i nie przesłały żadnych zdjęć ziemskich artefaktów.

Przy okazji uwaga – jak w 1969 polecieli ludzie i wrócili  to teraz jedyne co potrafią to wysłać bezzałogowe statki z których większość się rozbiła?

Sprawa lustra Lunar Laser Ranging, które niby misja Apollo 15 zostawiła też się rypła. W 1966 National Geographic doniosła, że naukowcy z MIT rejestrowali odbicie lasera od powierzchni Księżyca. To samo robili Sowieci od 1963. Nie potrzeba do tego żadnego lustra.

O konstrukcji lądownika księżycowego (LM) nie będę się rozpisywał. Wiadomo, że był cudem techniki. Co prawda na Ziemi prototyp nie bardzo latał w kontrolowany sposób, co skończyło się katapultowaniem pilota i rozbiciem pojazdu. Ale stwierdzono, że nie ma co wydawać kasy na jakieś testy – lecimy na tym co mamy, na Księżycu się wypróbuje. I słusznie,  wszystkie 6 lądowników bez problemu wylądowało i wystartowało. Pewnie i 7. też by wylądował jakby doleciał.

Każdy musi być pod wrażeniem wyczynu NASA z lat 1969-1972. Lądowniki LM o masie ok. 15 ton z niskiej orbity księżycowej (111km) z prędkości 1,8 km/s (6480 km/h) musiały wyhamować tylko silnikiem prawie do zera i następnie lotem poziomym, przy zacinającym się komputerku (Apollo 11), znaleźć dogodne miejsce do pasadki. Szacun! Powrót na orbitę i dokowanie 100/100 – drugi szacun.

Amerykanie w ciągu 3 i pół roku wyprawili 7 misji na Księżyc z sukcesem (poza 1), średnio jedna co pół roku. Przypomnę, że pomysł zdobycia Księżyca padł w 1961, a prace zaczęto w 1962, pierwszy lot 1969.

Program Artemis rozpoczął się w 2017. Misja Artemis 1, która polegała na bezzałogowym locie do Księżyca i z powrotem, po 6 latach opóźnień, odpaliła w 2022. Po jej zakończeniu stwierdzono, że osłona termiczna statku kosmicznego Orion uległa większej erozji podczas ponownego wejścia w atmosferę niż przewidywano. To w połączeniu z innymi wyzwaniami technologicznymi opóźniło lot załogowej misji Artemis 2 (załogowa bez lądowania) do czasu usunięcia wad.

Planuje się, że misja Artemis 3 wysadzi ludzi na Księżycu i ich z powrotem zabierze w 2027.
Proszę porównać powyższe informacje. Teraz potrzeba 10 lat przygotowań (jeżeli nie będzie opóźnień) a w latach 60 ubiegłego wieku wystarczyło 7 a potem latali na Księżyc przez 3,5 roku jak opętani, zabierając nawet łazika.  Pewnie dlatego, że ładnie się prezentował w TV, bo innego sensu nie było.

Na koniec o zdjęciach i promieniowaniu kosmicznym.
Nie będzie analizy cieni, braku gwiazd, oświetleniu, itp.

Proponuję wyznawcom lotów księżycowych eksperyment. Weźcie aparat, dobrze by nie miał żadnej automatyki ani lustra, wszystko ustawiane ręcznie jak w Hasselblad 500EL. Proszę się ubrać w dwie kurtki puchowe i przykleić taśmą aparat na wysokości piersi. Następnie proszę założyć kask motocyklowy z szybką oraz dwie pary grubych narciarskich rękawic. Tak wyposażeni przejdźcie po okolicy i zróbcie ze 20 zdjęć a potem pochwalcie się co wam wyszło. Głównie chodzi o kadrowanie.
Nie wymagam warunków zbliżonych do księżycowych, gdzie temperatura w słońcu ok. 150 a w cieniu -160 oraz silne promieniowanie kosmiczne, które powinno zadymić kliszę. Poza tym gdzie teraz znaleźć aparat na kliszę.

Jednak będzie uwaga odnośnie jednego zdjęcia z Księżyca.

image

Dwie sprawy: 1) brak zapylenia łapek na których stoi LM, 2) nie ma śladów na podłożu od działania strumienia gazów z silnika.

Co do promieniowania kilka ciekawych opinii NASA w kontekście bezpieczeństwa lotów,  przebywania na powierzchni Księżyca oraz skał księżycowych. 24 czerwca 2005 roku, NASA ogłosiła dość niezwykłe oświadczenie:
Wizja NASA dla eksploracji kosmosu zakłada powrót na Księżyc w ramach przygotowań do jeszcze dalszych podróży na Marsa. Istnieje jednak potencjalny problem: promieniowanie. Przestrzeń kosmiczna poza niską orbitą Ziemi jest zalewana intensywnym promieniowaniem słonecznym i pochodzącym z głębokich źródeł galaktycznych, takich jak supernowe… Ważne jest znalezienie dobrej osłony.

O czym oni gadają? W latach 70 taki problem nie istniał a teraz istnieje?!

Raport kończy się następująco: „Ale kto wie, może pewnego dnia astronauci na Księżycu będą pracować bezpiecznie”.

Na Księżycu ponoć byli: Neil Armstrong, Buzz Aldrin, Charles Conrad, Alan Bean, Charles Duke, Edgar Mitchell, David Scott, James Irvin, Alan Shepard, John Young, Eugene Cernan i Harrison Schmitt. Żaden nie cierpi/cierpiał na chorobę nowotworową z powodu jakiegoś promieniowania komicznego a pracowali na Srebrnym Globie jak się patrzy.

Raport z 2005 roku nie był pierwszym, w którym NASA otwarcie omawiała wysoki poziom promieniowania, który istnieje poza pasami Van Allena. W lutym 2001 roku Agencja opublikowała artykuł który twierdził, że:
… skały które rzekomo przywiezione zostały z Księżyca były tak charakterystyczne, że ostatecznie udowodniły, że człowiek udał się na Księżyc”.
Problem z utrzymaniem wielkiego kłamstwa o lądowaniu na Księżycu polega na tym, że zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że broniąc jednej części kłamstwa, inna część zostanie odsłonięta. Naukowiec z NASA David McKay wyjaśniał, że:
… w skałach księżycowych znajdują się izotopy których normalnie nie znajdujemy na Ziemi, które zostały stworzone przez reakcje jądrowe z najbardziej energetycznymi promieniami kosmicznymi”.
Ziemia jest chroniona przed takim promieniowaniem dzięki atmosferze i magnetosferze.

Może ktoś podpowie jak pogodzić te stanowiska NASA odnośnie promieniowania z twierdzeniem tej samej agencji, że „wysłaliśmy już ludzi na Księżyc”.

Niedziela: Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

9.11.25 Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

04/11/2025 przez antyk2013

Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!

================================================

WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.

Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).

Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie:  Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w  ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).

Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był  j e d y n ą  Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści

BRAUNA ABSOLUTNIE NIE WOLNO ROZUMIEĆ, czyli z kroniki „warszawkowego” wyalienowania

BRAUNA ABSOLUTNIE NIE WOLNO ROZUMIEĆ, czyli z kroniki „warszawkowego” wyalienowania

Jacek Tomczak konserwatyzm.pl/brauna-absolutnie-nie-wolno-rozumiec-czyli-z-kroniki-warszawkowego-wyalienowania/

Rzadko tak bywa, że najistotniejsze pytanie i najważniejsza odpowiedź zawarta w jakimś nagraniu znajdują się między słowami i to słowami zupełnie nieświadomych tego autorów.

Autorzy podkastu „Polityka Insight”, publicyści związani z tygodnikiem „Polityka” Wojciech Szacki i Michał Piedziuk chcieli się trochę – niebawem wykażę, że ten kolokwializm jest tu adekwatny – powymądrzać na temat Grzegorza Brauna i tego kto za nim stoi. Czyli – trochę detektywistyki, trochę teorii spisku i trochę mroku, na którego tle chce się błyszczeć.

Chce się błyszczeć – bo przecież nie można zapominać, że jak nie wiadomo o co autorom podobnych nagrań chodzi to chodzi o nich samych. I tak naprawdę o nich samych jest ten podkast. O nich samych jako odpowiedzi na pytanie o przyczynę wysokich notowań partii Brauna, a także dobrego wyniku jego samego w wyborach prezydenckich – o pobłażliwo-pogardliwym „warszawko-centryzmie”.

„SAM-WIESZ-KTO” I „WARSZAWKO”-CENTRYZM

W podejściu autorów podkastu do Brauna kumulują się dwa najbardziej wartkie strumienie „warszawkowej” pogardy i pobłażliwości – pierwszy płynie w kierunku „ciemnogrodu” i „antysemitów”, zaś drugi w stronę ludu i najbardziej znanym jego celem był Andrzej Lepper, a bywał także Karol Nawrocki.

Braun ukazywany jest w masce „sam-wiesz-kogo”, podmiot zdań w rodzaju: „o tym człowieku to nie chciałbym akurat rozmawiać”. On nie tyle nie jest przedmiotem analizy – „wykształcony” „Europejczyk” wręcz wzdryga się (i odczuwa środowiskową presję, by wzdrygać się aż do konwulsji) na myśl o tym, że przyczyn jego powadzenia mógłby szukać gdziekolwiek indziej niż w podatności na manipulacje bądź złym charakterze ludzi mieszkających w państwie, w którym żyje.

Paradoks, jeden z wielu, jest taki, że „warszawka” przedstawia Brauna w identycznej aurze jak ta, w której antysemici przedstawiają Żydów. W samym podkaście „Polityka Insight” próżno szukać czegokolwiek, czego nie odnaleźlibyśmy po krótkiej tylko eksploracji Internetu. Autorzy najpewniej wierzą w wielką i zaklętą moc niedopowiedzenia – tego rzucenia ziarna niewiadomego pochodzenia, bo być może coś z niego wyrośnie.

Wszystkie sugestie, jak ta, że Grzegorz Braun finansowany jest przez bardziej skrajną część ruchu MAGA, tradycyjne domniemywanie współpracy z Rosją (bo – jak wiadomo – podstawowym celem działania każdego agenta jest auto-dekonspiracja) – przecież ci sami ludzie mogliby śmiało zajmować się obliczaniem ilu Żydów nie przyszło do pracy 11 września 2001 roku.

Całości obrazu dopełnia ten ubogi mechanizm projekcji, nakazujący przykrywać złowrogą kurtyną wroga, gdy człowiek sam dryfuje w obłokach niejasności, irracjonalności, słów-kluczy stanowiących drogowskazy służące nie dojechaniu do prawdy, lecz bezpiecznemu poruszaniu się po szosach zarezerwowanych dla własnego światka.

Niezrozumienie powodzenia Brauna wynika między innymi z przyjęcia „antysemityzmu” za źródło jego popularności. Tymczasem – tak to ujmę – nawet ów „antysemityzm” karmi się społeczną niechęcią nie do Żydów, lecz do tego co nazywamy systemem. Przekraczanie tabu ma swój finał nie tylko w salach sądowych – ma także, albo przede wszystkim, skutek w postaci powszechnego: „Wreszcie ktoś to powiedział”. Nie wiem czy akt oskarżenia powinien objąć Grzegorza Brauna – społeczny akt oskarżenia niewątpliwie powinien dotyczyć ludzi, którzy w swej pyszałkowatości, w swoim poczuciu lepszości uznali, że będą naród zawsze pouczać, a nigdy rozumieć. Brauna nie wpuszczają do „dobrego towarzystwa”, lecz żeby go powstrzymać musieliby otoczyć ostracyzmem urny wyborcze. Ich problemem jest to, że „dobre towarzystwo” nie dopuszczało do siebie także milionów tych, którzy są Brauna potencjalnym elektoratem.

Bawić może to demaskatorskie: „Prezydent to zwykły kibol”, afirmowane kliknięciami „krewnych i znajomych królika” pod tymi samymi profilami, to środowiskowe egzaltowanie się powtarzaniem po raz tysięczny tego samego, tak jakby za każdym kolejnym razem miało być mądrzejsze. Jeśli mamy rozmawiać o polityce, społeczeństwie w takich kategoriach, wypadałoby odpowiedzieć: przeciętny chłopak z blokowiska, jakich w Polsce mnóstwo nie czuje niechęci do „kiboli”, lecz do „pedałów”. Można tego nie pisać, można dalej nic nie rozumieć, można znów się oburzać „prostactwem” – poza poprawą samopoczucia wskutek rytualnego poklepywania się po plecach zobaczy się skutek w postaci kolejnych sondażowych procentów Brauna.

Symptomem tego co młodzież nazywa „odklejeniem” i klęską naszej „klasy politycznej” były rytualno-potępieńcze wyścigi po zgaszeniu przez Brauna świec chanukowych. Braun zyskał nie tylko na tej akcji – Braun nauczył się „obsługi” nowoczesnego świata lepiej niż ci, którzy ten nowoczesny świat opiewają.

Autorzy „Polityka Insight” nie są przypadkiem, lecz znakiem. Znakiem dominacji podobnego myślenia. Piszą o ludziach współpracujących z Braunem jako o „dziwakach”. Nie, panowie – nie zakażony „warszawko”-centryzmem Polak dziwactwo widzi w teoriach o istnieniu kilkudziesięciu płci, dziwactwo (albo – jak to powiedział jeden z autorów podkastu – „groźne dziwactwo”) widzi w facetach przebranych za kobiety i bijących kobiety w zawodach sportowych.

Wasza miara dziwactwa kończy się tam, gdzie kończy się wasz świat.

Powinni czuć dysonans autorzy podkastu, gdyby wsłuchali się w to co mówią, nie zaś jedynie we własną próżność. Otóż, Braun według nich mówi „jeszcze głupsze rzeczy” od Korwina – i jednocześnie hasła Brauna według nich przejmuje Prawo i Sprawiedliwość. To jak – mówienie coraz głupszych rzeczy to patent na wygraną w wyborach? A może miara głupoty używana przez ludzi nie jest waszą miarą głupoty?

Grzegorz Braun w niemal każdym sondażu przed wyborami prezydenckimi miał wynik taki, jaki miałby, gdyby głosowało na niego dokładnie tyle osób, ile głosowało w jednym okręgu wyborczym w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Ludzie wstydzili się mówić, że będą głosować na niego? Myślę, że wielu wręcz ostentacyjnie by się do tego przyznało. To co ja myślę nie ma jednak żadnego znaczenia – faktem jest, że Braun dostał znakomity wynik (nie piszę: „mimo powszechnego medialnego bojkotu” – bo nie wiem czy nie właśnie z jego powodu). Teraz partia Brauna jest obecna w sondażach – widać taktyka straszenia zastąpiła taktykę zamilczania. Zresztą, może to nie żadna taktyka. Może to całkowicie spontaniczny i szczery sprzeciw wobec Brauna. Skutek jest podobny.

CAŁY ŚWIAT NIE JEST „WARSZAWKĄ”

„Wykształcony” „Europejczyk” uważa, że cały świat wygląda tak, jak jego środowisko – a nawet, gdy czasem widzi, że wygląda inaczej to mentalna blokada nie dopuszcza refleksji nad kimś tak „obrzydliwym”, jak Braun. Konformizm natomiast nie pozwala wyjść poza zbiór powtarzanych na zasadzie sytuacja-reakcja określeń stygmatyzujących i deprecjonujących. Autorów podkastu, ale też całe rzesze podobnych im publicystów cechuje dogmatyzm – dogmatyzm zawierający swoje dwie najistotniejsze właściwości, czyli odporność na argumenty rozumowe i niezmienność w czasie.

Czyli – do końca świata i jeden dzień dłużej będziemy mówić, że największym problemem jest „antysemityzm”, nawet gdy Żydzi dokonują ludobójstwa. Czyli – bezapelacyjnie i do samego końca będziemy tropić „rasizm”, gdy w Europie powszednieją morderstwa i gwałty dokonywane przez imigrantów. Czyli – opowiadać będziemy dzieciom przy obiedzie, jak ważna jest troska o „tych biednych ludzi, którzy uciekli z Ukrainy przed wojną”, nawet jeśli ludzie ci tak naprawdę uznają nasze dobro jako słabość, bo nie są w stanie nawet przeprosić nas za rzeź dokonaną na naszych przodkach. No niestety, rzeczywistość ma swoją autonomię – nawet, jeśli „nie wypada” jej widzieć.

PUSTKA PRZYKRYTA „APROPAKIZMEM”

Nie, pustki wewnętrznej się nie zakrzykuje. Najczęściej stosowany patent na jej zakrycie jest dokładnie odwrotny – to posługiwanie się inteligenckim językiem, pozorowanie niuansowania, zapowiedzi (nie mające pokrycia) analizy i anglojęzyczne zbitki słowne. Czyli – autorzy „Polityka Insight” zarysowali „bigger picture”, by ukryć, że przez kilkanaście minut nie mieli nic ciekawego do powiedzenia. Ot, tona pudru na nieładną twarz – „ogólny obraz” (zamiast „bigger picture”) niósł to ryzyko, że skłaniałby do przyjrzenia się jej. Podobny zarzut stawiano filozofowi Martinowi Heideggerowi – używanie języka, którego nikt nie rozumie, by uniknąć polemiki z treścią tego, co pisał. Twórcy „Polityki Insight” intencje mieli być może nieco inne –„co mi tu będziesz, pariasie, podważał to co mówią tacy goście, jak my?”.

Zanim opromienieni światłem racji moralnej autorzy ruszyli na łowy – trzeba uczciwie przyznać – nie wysilili się nadmiernie. Jestem ostatnim, który uważałby, że liczba kliknięć oddaje wartość tego, dla którego się klika – jednak zawarta w podkaście konstatacja o braku szczególnej popularności Grzegorza Brauna w mediach społecznościowych skłoniła mnie do poświęcenia kilku minut na własny „risercz”. Stwierdziłem, że o ile autorzy „Polityki Insight” mieli 500 odtworzeń nagrania (później ta liczba wzrosła do niecałych 2 tysięcy), o tyle Braun ma na Facebooku 500 tysięcy obserwujących. Jeśli Braun ma niedużo, to dwaj publicyści „Polityka Insight” znajdują się w internetowym rowie mariańskim. Cóż, może dziennikarstwo podziemne ułatwia nasłuch.

WINNI WŁASNEGO ROZUMU

Nie miejsce tu, by rozwodzić się nad tym co kto uważa o Braunie, wspominać wszystkie wypowiedzi i skandalizujące akcje z nim samym w roli głównej. Oczywiście, nie miejsce też na zarzekanie się, że „ja na Brauna nie głosuję” – choć już zaczynałem się tłumaczyć. Bo niby czemu mielibyśmy się komukolwiek tłumaczyć z tego kogo popieramy lub nie popieramy? Czemu mielibyśmy samowolnie aspirować do udziału w dyskusji, której celem jest dokonanie partyjnej kwalifikacji, nie zaś wysłuchanie poglądów na konkretne tematy, których głos w wyborach jest jedynie skutkiem? 

Bo niby czemu mielibyśmy być klakierami w „warszawkowej” orkiestrze nadętych moralistów, usiłujących wmówić nam, że polityka to sprawa wstydu i smaku, nie zaś faktu i logiki? Bo niby czemu aspirować mielibyśmy do „dobrego towarzystwa” z własnego nadania i wpatrzeni w dogmatyzm spod znaku „tego nie wypada” dryfować na dno, euforycznie odurzeni własną powierzchownością bądź śmiertelnie obrażeni na rzeczywistość, w dodatku raz po raz czyniąc to, czego naprawdę nie wypada? Jako człowiek uznający Bronisława Wildsteina za jeden ze swoich autorytetów nigdy nie czułem szczególnej potrzeby brnięcia w to obłudne: „Ja nie jestem antysemitą, ale…”. Jednocześnie aktualnie wydaje mi się to wręcz kuriozalne.

Dlaczego mielibyśmy to robić, gdy Żydzi dokonują likwidacji innego narodu, błąkając się niekiedy w oparach sadystycznego hedonizmu, kierując się tym właśnie „talmudycznym rasizmem”, o którym mówił Braun, wprost wyjętym z przemówień rabinów dowodzących, że Palestyńczycy to nie ludzie? Czemu mielibyśmy – skoro nikt o to nie pyta, może historia to zrobi – uznawać rozstrzeliwanie tysięcy palestyńskich dzieci za moralnie nie obciążające bardziej niż rzekomy bądź nawet faktyczny „antysemityzm”?

Czemu mielibyśmy uznawać przewagę schematu myślowego nad myśleniem – nawet, jeśli uniwersalizm „nie zabijaj” miałby ustąpić uniwersalizmowi „nie bądź antysemitą”? Czemu mielibyśmy nurzać się w bagnie wypełnionym propagandowymi kalkami, przyjmować na wiarę dogmaty podrzucane przez ludzi, których najbardziej oburzają logiczne argumenty, podważające „warszawkowy” porządek świata? Czemu mielibyśmy uznawać za własne, nie otrzymawszy wytłumaczenia dogmaty świeckiej religii, które bezdyskusyjne są jedynie z tej przyczyny, że w żadnej dyskusji by się nie obroniły?

KRYTYKA BUDUJE POPULARNOŚĆ

Przyjmując, że ludzie tacy, jak autorzy „Polityka Insight” – a przecież podobne przekazy w odniesieniu do prezesa Konfederacji Korony Polskiej dominują – nie są ukrytymi sprzymierzeńcami Brauna, mogliby choćby zbliżyć się do analizy przyczyn społecznego powodzenia tego ostatniego. Mogliby spróbować wskazać punkty, w których Braun się mylił, skoro istnieje oczywiste podejrzenie, że w wielu kwestiach po prostu miał rację.

Człowiek, który się myli doznaje uszczerbku na swoim poważaniu i popularności – wróg systemu, „człowiek spoza towarzystwa” mianowany do tej roli każdym podobnym podkastem staje się dla tych, których przyciągał dotychczas jeszcze silniejszym magnesem. Urocza ta wierność dogmatom, której niestraszna jest nawet autodestrukcja przy akompaniamencie parskania i oburzenia.

To, że Grzegorz Braun nie jest zapraszany do żadnej większej telewizji, choć dostał ponad milion głosów w wyborach, a jego partia w sondażach za każdym razem przekracza próg wyborczy jest typowe dla limitowanej demokracji.

Nie chcę powtarzać argumentów pojawiających się w coraz to nowych odsłonach w debacie publicznej – o braku otwartości tych „urzędowo otwartych”, o utyskiwaniu na faktyczną demokratyzację jej deklaratywnych piewców. Jeden z autorów „Polityka Insight” narzekał, że „przez media społecznościowe każdy pogląd jest teraz głoszony”, a także że „nie ma tematów tabu”. On i jemu podobni zawsze tak uważali – centralizm demokratyczny przetrwał zmianę ustroju.

To urocze, że diagnozę powodzenia Brauna autorzy podkastu sformułowali zupełnie nieświadomie.

Jacek Tomczak

MEM-y dosadne

—————————————-

.. a Pan z rzeżączką będzie następny…

===============================

upadek klauna…

=============================

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Nowy Jork „miastem imigrantów”. Muzułmanin z partii Demokratycznej nowym burmistrzem.

Muzułmanin z partii Demokratycznej nowym burmistrzem Nowego Jorku. Jest reakcja Donalda Trumpa

05.11.2025 https://www.tysol.pl/a149000-muzulmanin-z-partii-demokratycznej-nowym-burmistrzem-nowego-jorku-jest-reakcja-donalda-trumpa

Kandydat Demokratów, socjalista Zohran Mamdani wygrał we wtorek wybory na burmistrza Nowego Jorku. 34-letni polityk będzie pierwszym muzułmaninem na czele władz największego miasta Ameryki. Mamdani zapowiedział nastanie „nowego wieku”, a swoje zwycięstwo uznał za wygraną klasy robotniczej.

Zohran Mamdani Muzułmanin z partii Demokratycznej nowym burmistrzem Nowego Jorku. Jest reakcja Donalda Trumpa

Zohran Mamdani / PAP/EPA/SARAH YENESEL

Mamdani wygrał wybory na burmistrza Nowego Jorku

Urodzony w Ugandzie syn indyjskich imigrantów polityk był zdecydowanym faworytem sondaży i pokonał byłego gubernatora stanu Nowy Jork Andrew Cuomo oraz republikańskiego działacza społecznego o polskich korzeniach Curtisa Sliwę. Po podliczeniu ponad 90 proc. głosów, Mamdani zgromadził nieco ponad 50 proc., podczas gdy Cuomo – 41,5 proc., a Sliwa – 7,2 proc. W głosowaniu uczestniczyło ponad 2 miliony mieszkańców, co najmniej pół miliona więcej niż w poprzednich wyborach.

„Zwycięstwo klasy robotniczej”

34-letni deputowany nowojorskiej legislatury określa się jako demokratyczny socjalista, a kampanię oparł o hasła walki z drożyzną. Choć burmistrz Nowego Jorku ma ograniczone uprawnienia, w kampanii obiecał szerokie zmiany w polityce socjalnej m.in. zamrożenie czynszów, darmowe przejazdy autobusem, darmowe żłobki i przedszkola, a nawet należące do miasta sklepy spożywcze.

Wszystkie te obietnice powtórzył podczas zwycięskiego przemówienia, w którym oglosił, że jego zwycięstwo jest zwycięstwem klasy robotniczej, zapowiedział nastanie „nowego wieku” i wprowadzenie „pokolenia zmian”. Cytował przy tym byłego socjalistycznego kandydata na prezydenta Eugene’a Debsa oraz socjalistycznego premiera Indii Jawaharlala Nehru.

– Odkąd pamiętamy, pracujący nowojorczycy słyszeli od bogaczy i wpływowych ludzi, że władza nie należy do nich.

Palce posiniaczone od podnoszenia pudeł na podłodze magazynu, odciski na dłoniach od kierownic rowerów dostawczych, kostki z bliznami po oparzeniach kuchennych. To nie są ręce, którym pozwolono dzierżyć władzę – mówił Mamdani. – Dziś, wbrew wszelkim przeciwnościom, ją uchwyciliśmy – oznajmił.

Nowy Jork „miastem imigrantów”

Burmistrz-elekt ogłosił też obalenie politycznej dynastii swojego rywala Andrew Cuomo (którego ojciec był gubernatorem Nowego Jorku) i rzucił wyzwanie. Zapowiedział, że będzie się sprzeciwiać zarówno antysemityzmowi, jak i islamofobii oraz obiecywał, że „Nowy Jork pozostanie miastem imigrantów, miastem zbudowanym przez imigrantów, zasilanym przez imigrantów i od dzisiaj rządzonym przez imigrantów”. Przekonywał też, że jego wygrana pokazuje, jak pokonać Donalda Trumpa.

– Jeśli ktokolwiek może pokazać krajowi zdradzonemu przez Donalda Trumpa, jak go powstrzymać, to jest to miasto, które go stworzyło. I jeśli jest jakikolwiek sposób, by przerazić despotę, to przez demontaż tych samych warunków, które pozwoliły mu na akumulację władzy. W ten sposób nie tylko zatrzymamy Trumpa, ale zatrzymamy następnego (Trumpa) – mówił Mamdani. – Więc Donaldzie Trumpie, bo wiem, że to oglądasz – mam do ciebie tylko te słowa: podkręć dźwięk w głośnikach.

Pierwszy muzułmanin na czele największego miasta w USA

Urodzony w Ugandzie syn profesora i znanej reżyserki indyjskiego pochodzenia określa się jako demokratyczny socjalista. Jest też muzułmaninem szyitą i będzie pierwszym burmistrzem największej amerykańskiej metropolii wyznającym islam. Jego rywalami byli były gubernator stanu Nowy Jork Andrew Cuomo, który w 2021 odszedł w niesławie z powodu oskarżeń o molestowanie seksualne – a w prawyborach Demokratów przegrał z Mamdanim – oraz wieloletni działacz społeczny, Republikanin Curtis Sliwa, założyciel organizacji Guardian Angels patrolującej nowojorskie metro.

Kampania obfitowała w kontrowersje i intrygi, a swoje piętno na niej odcisnął także pochodzący z Nowego Jorku prezydent USA Donald Trump. Prezydent wielokrotnie nazywał Mamdaniego komunistą i groził, że jeśli wygra, odetnie część funduszy federalnych dla metropolii. W ostatniej chwili Trump poparł nie kandydata własnej partii – Sliwę- lecz Cuomo, z którym prowadził ostre spory podczas swoich rządów w pierwszej kadencji.

Kłopoty Republikanów

Wtorkowe zwycięstwo opozycyjnego kandydata było jedną z szeregu porażek partii rządzącej w wyborach lokalnych. W Wirginii kandydatka Demokratów Abigail Spanberger zdecydowanie pokonała swoją republikańską rywalkę, stając się pierwszą w historii kobietą na fotelu gubernatora. Swój pojedynek wygrał też kontrowersyjny kandydat na prokuratora generalnego Jay Jones, który w ujawnionych SMS-ach życzył śmierci swoim republikańskim oponentom i ich dzieciom.

W New Jersey w nadspodziewanie wyraźny sposób wyścig o posadę gubernatora wygrała kongresmenka Mikie Sherrill. Kandydaci Demokratów wygrali też m.in. w lokalnych wyborach w Georgii i Pensylwanii.

„Dzisiejsze wyniki wyborów są zaprzeczeniem programu Trumpa. Okrucieństwo, chaos i chciwość, które definiują radykalizm MAGA i prowadzą do gwałtownego wzrostu kosztów, zostały stanowczo odrzucone przez Amerykanów” – ocenił w oświadczeniu lider Demokratów w Senacie Chuck Schumer.

Jest reakcja Donalda Trumpa

Po ogłoszeniu wyników Trump zamieścił wpis sugerujący, że porażka wspieranych przez niego kandydatów wynika z tego, że jego nazwiska nie było na kartach wyborczych oraz z powodu trwającego shutdownu. Konto Białego Domu na platformie X zamieściło jednak grafikę przypominającą logo drużyny NBA New York Knicks, z napisem „Trump jest waszym prezydentem”.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

  • Autor: Robert Wąsik
Zaszufladkowano do kategorii O Świat | Otagowano

Włoska pomoc dla Ukrainy: Stary złom czy śmieci?

Włoski «vintage» militarny dla Ukrainy

Data: 4 novembre 2025 Author: Uczta Baltazara

https://babylonianempire.wordpress.com/2025/11/04/wloski-vintage-militarny-dla-ukrainy/

Kontrowersyjna włoska pomoc wojskowa dla Ukrainy

W kontekście trwającego konfliktu na Ukrainie, Włochy, jako członek NATO i UE, regularnie dostarczają pomoc wojskową Kijowowi. Od początku inwazji Rosji w 2022 roku, Rzym wysłał już kilkanaście pakietów wsparcia, w tym amunicję, systemy obrony powietrznej i pojazdy opancerzone. Jednak część tej pomocy budzi kontrowersje – chodzi o sprzęt wycofany z użytku, przechowywany od dekad w magazynach i często w stanie bliskim złomowania. Najnowsze doniesienia wskazują na wysyłkę setek starych transporterów opancerzonych M113, które, mimo swojego wieku, mogą odegrać kluczową rolę na polu bitwy. Przegląd włoskich mediów i źródeł internetowych ujawnia, jak ta decyzja balansuje między solidarnością sojuszniczą a wyzwaniami praktycznymi.

Transportery M113: Pochodzące z lat 50-tych ubiegłego wieku, prosto na front

Głównym bohaterem dyskusji jest 400 pojazdów opancerzonych M113, znanych we włoskiej armii jako warianty VCC-1 “Camillino” lub VCC-2. Te gąsienicowe transportery piechoty, zaprojektowane w USA w połowie lat 50′ XX wieku, były szeroko używane przez włoskie siły zbrojne do lat 70′, zanim zastąpiły je nowocześniejsze modele, takie jak Dardo czy Lynx KF-41.

Przechowywane w depo w miejscowości Lenta koło Vercelli (region Piemonte), wiele z nich nie było używane od lat, a część planowano zezłomować lub sprzedać na części zamienne – np. wcześniej Włochy podarowały Pakistanowi kilkadziesiąt sztuk właśnie w tym celu.

Włoski minister obrony Guido Crosetto potwierdził w maju 2025 roku, że pojazdy te trafią na Ukrainę w ramach 11-tego pakietu pomocy, na prośbę Kijowa. M113 to nie czołgi, lecz lekkie transportery zdolne przewozić do 10 żołnierzy, wyposażone w karabiny maszynowe kal. 12,7 mm (jak M2 Browning). Ich zaletą jest prostota obsługi, mobilność (prędkość do 60 km/h, zasięg ponad 500 km) i niski profil, co ułatwia użycie w okopach czy na trudnym terenie. Jednak krytycy, tacy jak ekspert Gianandrea Gaiani z witryny Analisidifesa.it, podkreślają ich podatność na współczesne zagrożenia: lekkie opancerzenie z aluminium nie chroni przed ciężkimi karabinami maszynowymi, artylerią czy dronami FPV.

Włoskie media donoszą, że pojazdy zostały częściowo zmodernizowane przed wysyłką – wyposażono je m.in. w systemy satelitarnego nadzoru dla lepszej koordynacji. Ukraina, która straciła setki własnych transporterów (np. w rejonie Kurska), docenia te dary mimo wad. Kijów modyfikuje je na miejscu, dodając klatki antydronowe i sieci ochronne. Kontrowersje narastają wokół stanu technicznego. Niektóre źródła opisują je jako “carri armati da rottamare” (pojazdy do złomowania), podkreślając, że wiele z nich jest częściowo nieoperacyjnych i nadaje się tylko na części. W roku 2022, NATO współpracowało z Włochami przy demilitaryzacji ponad 700 takich pojazdów, co sugeruje, że wysyłka to sposób na pozbycie się balastu magazynów.

Starsze haubice M109: Lekcja z roku 2023

Historia z M113 nie jest odosobniona. W roku 2023, Włochy wysłały Ukrainie 13 (lub ok. 20 według innych szacunków) samobieżnych haubic M109L kal. 155 mm, również pochodzących z depo w Lenta. Wspomniany wozy z lat 60′, przechowywane na świeżym powietrzu, tj. na ryżowych polach w pobliżu Vercelli przez ponad dekadę, okazały się niemal bezużyteczne po przybyciu. Ukraina musiała wydać miliony na remonty silników i systemów celowniczych, a ostatecznie wiele z nich uznano za nie możliwe do odzyskania z powodu braku części zamiennych z USA.

Śledztwo “New York Times” oskarżyło wtedy Włochy o wysyłanie “śmieci”, czemu włoskie ministerstwo obrony stanowczo zaprzeczyło, twierdząc, że Kijów był świadomy stanu sprzętu i zgodził się na naprawy na miejscu. Ta “beffa” (kpina) – jak nazwała ten fakt gazeta “La Stampa” – ujawniła problemy z logistyką: tajna operacja wysłania ich do Niemcy na remonty zakończyła się fiaskiem, a depo w Lenta, pełne ok. 1000 M109 i 3000 czołgów, stało się symbolem włoskiego “skarbca” przestarzałego uzbrojenia.

Inne elementy pomocy i kontekst międzynarodowy

Pakiet z M113 uzupełniają inne dary: starsze, ale sprawne karabiny maszynowe M2 i MG, systemy obrony powietrznej Spada (przestarzałe) oraz zaawansowane SAMP-T (trzy jednostki, co wymaga od Włoch uzupełnień własnych zapasów). W październiku 2025 roku media doniosły o dodatkowych 400 “blindati” (opancerzonych), w tym kolumnie 20 wozów bojowych Puma IFV z wieżyczkami “Hitrole” od Leonardo – te, choć starsze, przeszły modernizację.

Włochy nie są wyjątkiem: Niemcy wysłały stare Marder 1 i Leopard 2 A4, Wielka Brytania – haubice AS90, a Dania – francuskie Cezary. Tacy eksperci jak Andrea Gaiani argumentują, że tego rodzaju praktyka nie osłabia włoskiej armii – Rzym zachowuje 150 czołgów Ariete i modernizuje siły – ale służy pozbyciu się zapasów przed wymianą na nowe modele.

Znaczenie dla Ukrainy i wnioski

Mimo krytyki, stary sprzęt włoski ratuje życie na froncie. Ukraina, z ogromnymi stratami, ceni prostotę i dostępność M113 – testowane w Wietnamie i podczas wojny Jom Kippur, dziś adaptowane do dronowej ery. Jak podaje ukraiński portal Militarnyi, wozy te sprawdzają się w transporcie i wsparciu ogniowym, wymagając minimalnego szkolenia.

Włoska pomoc, choć kontrowersyjna, podkreśla wyzwania NATO: solidarność kontra efektywność.

Depo w Lenta, pełne reliktów Zimnej Wojny, przypomina, że wojna na Ukrainie to nie tylko high-tech, ale też recykling historii. Ciekawe tylko, jak długo Włochy będą “czyścić” swe magazyny kosztem sojusznika?

VIDEO: 8 października 2025: Włochy rozpoczynają dostawy transporterów opancerzonych VCC-1 Camillino (modyfikacja modelu M113 z lat 70′) oraz (M548 z lat 60′) na Ukrainę: https://www.facebook.com/61568645205759/videos/litalia-sta-iniziando-a-consegnare-allucraina-i-veicoli-corazzati-di-trasporto-v/697649240020006/

INFO: https://www.ariannaeditrice.it/articoli/l-italia-c-inviano-a-kiev-carri-armati-da-rottamare https://scenarieconomici.it/italia-manda-corazzati-ucraina/ https://www.ilgiornale.it/news/politica-estera/ancora-aiuti-allucraina-litalia-pronta-inviare-m-113-2476001.html https://www.imolaoggi.it/2025/10/10/dallitalia-400-blindati-allucraina/ https://www.congedatifolgore.com/it/400-m113-pronti-per-andare-in-ukraina/ https://quifinanza.it/attualita/scandalo-armi-ucraina-accusa-italia/723378/ https://www.lastampa.it/vercelli/2023/05/03/news/la_beffa_dei_carri_armati_partiti_dal_deposito_di_lenta_per_lucraina_sono_inservibili-12783914/ https://www.nytimes.com/2023/06/19/world/europe/ukraine-weapons-howitzers-contracts.html

Znów klęska MEN. Trzy czwarte badanych za przywróceniem obowiązkowych prac domowych do szkół podstawowych

Znów klęska MEN. Trzy czwarte badanych za przywróceniem obowiązkowych prac domowych do szkół podstawowych

https://pch24.pl/znow-kleska-men-trzy-czwarte-badanych-za-przywroceniem-obowiazkowych-prac-domowych-do-szkol-podstawowych

(Fot. GRZEGORZ KRZYZEWSKI / FotoNews / Forum)

Ponad trzy czwarte Polaków (76 procent) opowiada się za przywróceniem obowiązkowych prac domowych do szkół podstawowych. Przeciwnych temu jest 16 procent badanych – przyznało we wtorek Centrum Badania Opinii Społecznej.

Z opublikowanego we wtorek badania CBOS „Polacy o zmianach w szkolnictwie” wynika, że ponad trzy czwarte Polaków (76 proc.) opowiada się za przywróceniem obowiązkowych prac domowych do szkół podstawowych. Przeciwnych temu jest 16 proc. badanych.

Autorzy publikacji podali, że rodzice dzieci w wieku szkolnym „nieznacznie częściej” popierają przywrócenie obowiązkowych prac domowych do szkół podstawowych (81 proc.) niż osoby niemające dzieci w tym wieku (76 proc.).

„Poparcie dla powrotu obowiązkowych prac domowych częściej niż pozostali deklarują przedstawiciele kadry kierowniczej (85 proc.), robotnicy wykwalifikowani (85 proc.), pracownicy instytucji publicznych (87 proc.) oraz osoby o poglądach prawicowych (85 proc.)” – czytamy.

Z badania wynika, że niezależnie od preferencji partyjnych, zdecydowana większość badanych popiera przywrócenie prac domowych. Najczęściej jednak opowiadają się za tym wyborcy Prawa i Sprawiedliwości (87 proc.), Konfederacji Wolność i Niepodległość (89 proc.), a także Konfederacji Korony Polskiej (89 proc.).

Do przeciwników zaliczają się najmłodsi badani, 18–24 lata (29 proc.) oraz osoby zajmujące się prowadzeniem domu (31 proc.).

Jeśli wierzyć badaniu, 54 procent respondentów popiera ograniczenie lekcji religii w szkołach publicznych do jednej godziny tygodniowo. Nie zgadza się na to 37 proc. badanych.

To samo pytanie CBOS zadało respondentom we wrześniu 2024 r., gdy ograniczenie liczby godzin religii było dopiero planowane. Wówczas nieznacznie więcej osób (58 proc.) popierało ten projekt.

Jeśli chodzi o nowy przedmiot edukacja zdrowotna, „80 proc. badanych o nim słyszała, ale jedynie 40 proc. interesowało się tym tematem”.

„Spośród osób, które słyszały o edukacji zdrowotnej, 60 proc. popiera wprowadzenie jej do programu nauczania, przy czym większość (37 proc.) wyraża zdecydowane poparcie. Sprzeciw wobec nowego przedmiotu deklaruje 31 proc. badanych, a 9 proc. nie ma sprecyzowanej opinii na ten temat” – wynika z badania.

Dwie trzecie popierających wprowadzenie edukacji zdrowotnej do programu nauczania (67 proc.) zgadza się ze stwierdzeniem, iż powinna ona być przedmiotem obowiązkowym, z czego 40 proc. opowiada się za tym „zdecydowanie”, a 27 proc. – „raczej”. Sprzeciw wobec pomysłu wyraziło 22 proc. pytanych.

CBOS poprosiło respondentów, którzy byli przeciwni wprowadzeniu do programu nauczania edukacji zdrowotnej o uzasadnienie swojej opinii. Najwięcej z nich (22 proc.) stwierdziło, że „edukacja zdrowotna będzie służyć propagowaniu ideologii lewicowej”. Kolejną często wskazywaną przyczyną sprzeciwu (11 proc.) była obawa, że przedmiot został przygotowany „na szybko”, „na kolanie”, nie ma do niego podręczników, będą prowadzić go nieprzeszkoleni w tym kierunku nauczyciele, a w związku z tym nie wiadomo, jakie ostatecznie treści będą poruszane na zajęciach.

Badanie „Aktualne problemy i wydarzenia” przeprowadzono w ramach procedury mixed-mode na reprezentatywnej imiennej próbie pełnoletnich mieszkańców Polski, wylosowanej z rejestru PESEL. Badanie zrealizowano w dniach od 2 do 13 października 2025 r. na próbie liczącej 901 osób (w tym: 61,2 proc. metodą CAPI, 22,5 proc. – CATI i 16,3 proc. – CAWI).

Źródło: PAP

===========================

https://pch24.pl/edukacja-wlaczajaca-to-utopia-mocne-swiadectwa-rodzicow-dzieci-z-adhd-i-autyzmem/embed/#?secret=fVLsSnMgea#?secret=7lB4ADYKPk

Oficjalnie: prawie 45 procent pierwszoklasistów w Wiedniu nie zna języka niemieckiego. Getta nachodźców.

Oficjalnie: prawie 45 procent pierwszoklasistów w Wiedniu nie zna języka niemieckiego

https://pch24.pl/oficjalnie-prawie-45-procent-pierwszoklasistow-w-wiedniu-nie-zna-jezyka-niemieckiego

(Wrzesień 2015 roku, akcja „Klauni dla uchodźców” na wiedeńskim dworcu kolejowym Wien Westbahnhof. Fot. Petra Rautenstrauch / Anzenberger / Forum)

================================

Blisko 45 procent wiedeńskich pierwszoklasistów nie zna języka niemieckiego – poinformowały władze austriackiej stolicy. Siedem lat temu było to niewiele ponad 30 procent.

Z raportu opublikowanego we wtorek przez Urząd Miasta Wiednia, wynika, że spośród 16,7 tys. uczniów, którzy we wrześniu tego roku rozpoczęli naukę w pierwszej klasie w wiedeńskich publicznych szkołach podstawowych, 7 386 zostało zakwalifikowanych jako osoby z wyjątkowymi trudnościami w nauce.

Zgodnie z oficjalną definicją oznacza to, że dzieci takie nie posiadają wystarczającej znajomości języka niemieckiego, pozwalającej na pełny udział w zajęciach. Odsetek pierwszoklasistów w tej kategorii wynosi zatem około 44,2 proc., podczas gdy jesienią 2018 r. było to „zaledwie” 30,5 proc.

Radna miasta Wiednia ds. edukacji Bettina Emmerling wyjaśniła w rozmowie z dziennikiem „Der Standard”, że jednym z czynników, które doprowadziły do tej sytuacji, był niewątpliwie napływ migrantów. – Czy to z Syrii, czy z Ukrainy: osoby przybywające do Austrii już bardzo rzadko mówią po niemiecku – podkreśliła polityk. Dodała, że kolejna przyczyna to brak asymilacji znacznej części azylantów.

– Większość uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi – 60,9 procent – urodziła się w Austrii – powiadomiła radna, powołując się na dane za ubiegły rok. Media zauważają, że oznacza to, że wiele dzieci migrantów dorasta w odizolowanych społecznościach, gdzie w dużej mierze radzą sobie bez języka niemieckiego.

Zdaniem wiceburmistrza Wiednia Christopha Wiederkehra, problem jest o wiele bardziej złożony. – Pandemia koronawirusa sparaliżowała wsparcie językowe, zapewniane przez personel zewnętrzny w przedszkolach na prawie dwa lata, a smartfony uciszyły wiele rodzinnych rozmów. Do tego dochodzi oszczędność poprzednich rządów federalnych, które finansowały zbyt małą liczbę pracowników wspierających naukę języka niemieckiego – tłumaczył polityk w rozmowie z gazetą.

Władze podejmują określone działania, licząc na poprawę sytuacji. Większe środki przeznaczono m.in. na zatrudnienie dodatkowych nauczycieli, wspomagających naukę języka niemieckiego w przedszkolach. Z kolei władze federalne planują wprowadzenie obowiązku uczęszczania przez uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi na obowiązkowe zajęcia w czasie wakacji oraz wydłużenie obowiązku przedszkolnego do dwóch lat.

Źródło: PAP RoM

Czy Polacy w końcu doczekają się ochrony przed imigracją?

Kacper Kita: Czy Polacy w końcu doczekają się ochrony przed imigracją?

https://pch24.pl/kacper-kita-czy-polacy-w-koncu-doczekaja-sie-ochrony-przed-imigracja

(Oprac. PCh24.pl)

Polska debata dotycząca imigracji przypomina tę zachodnią – wielu polityków jest ostrych retorycznie, by zgrywać „twardzieli” przed wyborcami, ale za ich słowami nie idą czyny. Mimo dwóch lat od przegranych wyborów i oczywistych faktów, które leżą na stole, czołowi przedstawiciele PiS-u dalej powielają kłamliwe twierdzenie, że legalna imigracja jest dobra i bezpieczna, a problem jest tylko nielegalna. Ostatnio zrobił to Jacek Sasin. Z drugiej strony mamy też pierwsze światełko w tunelu – problem łatwej ścieżki do uzyskania w Polsce obywatelstwa w końcu przełożył się na projekty legislacyjne, w tym rządowy. MSWiA zapowiada ogólnonarodową debatę na ten temat. Konsekwentna presja na polityków ma sens, nawet jeśli efekty nie przychodzą od razu.

Grozi nam depolonizacja

Imigracja to fundamentalne, egzystencjalne wyzwanie dla Polski. Jeśli pozwolimy politykom masowo osiedlać cudzoziemców, Polacy będą stopniowo tracić kontrolę nad własnym terytorium. W Londynie rdzenni Brytyjczycy są dziś wyraźną mniejszością – według oficjalnego spisu ludności w 2021 r. stanowili 37%.

Nie ma żadnego [dobrego] powodu, by tak samo nie było w przyszłości w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu.

Zmiana demograficzna w Wielkiej Brytanii, Francji czy Szwecji nie dokonała się w sposób otwarty – politycy mydlili oczy społeczeństwom, najpierw mówiąc im, że masowa imigracja jest niewielka, czasowa i opłacalna gospodarczo, a z czasem przechodząc do twierdzeń, że mleko się rozlało, proces jest nieodwracalny i musimy nauczyć się w żyć w społeczeństwie wielokulturowym.

W Polsce także żaden z kolejnych rządów nie zadeklarował otwarcie, że jego celem jest stopniowa depolonizacja Polski. W praktyce ludność naszego państwa staje się jednak coraz bardziej różnorodna narodowościowo i religijnie. Najpierw spiralę sprowadzania taniej siły roboczej rozkręcił PiS, obecnie kontynuuje to PO. Jedni i drudzy nie mówią Polakom prawdy o swoich działaniach. W 2023 r. Donald Tusk sprytnie przejął narrację antyimigracyjną, pokazując hipokryzję rządu PiS-u, gardłującego o pakcie migracyjnym czy ochronie granicy z Białorusią, ale jednocześnie gotowego otwierać Polskę na tysiące przybyszów z najbardziej egzotycznych kierunków, w tym państw muzułmańskich. Krytyka PiS-u w tej sprawie pomogła też zbudować się Konfederacji.

Choć od przegranych przez PiS wyborów minęły już dwa lata, partia Jarosława Kaczyńskiego dalej rżnie głupa w tej sprawie. Jedynie pojedynczy politycy, jak Janusz Kowalski czy Zdzisław Krasnodębski, są w stanie publicznie powiedzieć złe słowo o legalnej imigracji. PiS zorganizował niedawno marsz wyłącznie przeciw „nielegalnej imigracji”. Tej samej narracji trzymają się jego czołowi przedstawiciele.

W sierpniu Przemysław Czarnek – intensywnie kreujący się na prawą flankę PiS-u i powszechnie wymieniany jako możliwy premier przyszłego rządu koalicyjnego z Konfederacją – publicznie chwalił się, że osobiście wydawał wiele zgód na pobyt imigrantom jako wojewoda lubelski. „Nie przypominam sobie, by w czasach, gdy wydawałem zgody jako wojewoda, pojawiały się problemy takie jak te, które spotykają Europę Zachodnią w wyniku nielegalnej imigracji” – przekonywał w Polsat News Czarnek. Twierdzenie, że problemy spotykają Europą Zachodnią w wyniku nielegalnej imigracji, jest niezwykle ordynarnym, wielokrotnie dementowanym kłamstwem i na tym etapie nie da już się twierdzić, że nieświadomym. Najgłośniejsze zamachy terrorystyczne w rodzaju Charlie Hebdo w 2015 r., Nicei w 2016 r. czy Southport w 2024 r. przeprowadzali legalni imigranci i ich potomkowie, podobnie było z masowymi gwałtami na dziewczynkach dokonywanych przez Pakistańczyków z brytyjskim obywatelstwem. Przemoc legalnych imigrantów dotarła już też niestety do naszego kraju – vide próba zabicia Polaka w Śremie i niedawne morderstwo w Nowem. Sam fakt ogromnej zmiany struktury narodowościowej państw zachodnich jest wynikiem przede wszystkim legalnej imigracji.

Czemu Czarnek, Sasin i inni popierają imigrację?

Czarnek deklarował też – „Będę ostatni który będę przeciw przyjmowaniu studentów z zagranicy na polskich uczelniach. Wszystkie uczelnie na całym świecie biją się o studentów także z zagranicy. Mamy przyjąć absurdalne hasła – stop także legalnej imigracji – wyrzucić z Polski zagranicznych studentów, zamknąć polskie uczelnie, które są także polskimi przedsiębiorstwami? No trochę rozumu”. To niezwykle niebezpieczne twierdzenie. Uczelnia nie jest przedsiębiorstwem takim jak polska firma sprzedająca jedzenie, części samochodowe czy cokolwiek innego – niczego nie produkuje. Nie ma powodu, by polskie uczelnie kształciły masowo obcokrajowców – do Polski nie trafiają przecież największe talenty, tacy wyjeżdżający do USA czy W. Brytanii.

Mierzymy się natomiast z problemem wykorzystywania wiz studenckich jako sposobu dostania się do UE, a niekiedy także dyskryminacją polskich studentów jako mniej opłacalnych. Zyskuje imigrant, zarabia uczelnia, traci Polska. Uczelnie utrzymujące się z czesnego obcokrajowców owszem, należy zamknąć – skoro podobno brakuje nam rąk do pracy, to ich pracownicy z pewnością długo nie będą bezrobotni.

Poruszam ten wątek szerzej, ponieważ tłumaczy taką a nie inną postawę niektórych polityków. Przecież obrona imigracji się nie opłaca – dlaczego więc w nią wchodzić? Były minister Czarnek – za którego rządów liczba zagranicznych studentów na polskich uczelniach przekroczyła 100 tysięcy osób – wywodzi się ze środowiska akademickiego i zapewne po prostu odpowiada mu, że jego koledzy na takim „biznesie” zarabiają. Afirmatywne podejście do legalnej imigracji wyrażali publicznie w ostatnich tygodniach także Joachim Brudziński czy Mariusz Błaszczak, a do doborowego grona dołączył kilka dni temu Jacek Sasin. Były wicepremier napisał: „Niebywale zuchwały i kłamliwy jest spin koalicji 13 grudnia, wspieranej przez część Konfederacji od Mentzena. Zestawiać to, że polscy przedsiębiorcy legalnie zatrudniali sprawdzonych pracowników z zagranicy, z tym, że Niemcy naspraszali nielegalnych, często agresywnych migrantów, których dziś nam podrzucają – to szczyt manipulacji. Panie Mentzen, w praktyce nie atakuje pan PiS-u, tylko polski biznes, któremu brakuje rąk do pracy. To jest ta pana wolnorynkowa, liberalna polityka?”.

Wpis Sasina jest doskonałą egzemplifikacją znanego zjawiska retorycznej inflacji ws. nielegalnej imigracji, która ma przykryć bierność lub poparcie dla zmiany struktury narodowościowej innymi metodami. Niektórzy politycy uwielbiają nazywać jednych imigrantów agresywnymi bestiami i potworami, by rzucić „mięso” dla odbiorców i grać „twardzieli” – ich słowa nie przekładają się jednak na praktykę albo są sprytnym kamuflażem.

Twierdzenie, że nielegalni są z zasady agresywni, a wszyscy legalni bezproblemowi, jest absurdalne dla każdego myślącego człowieka – tym bardziej znając wieloletnie doświadczenia Europy Zachodniej. Imigrantom nielegalnym można najprędzej zarzucić głupotę – polska wiza była za rządów ministra Sasina et consortes tak łatwa do dostania, że trzeba było być frajerem, by próbować przedzierać się do Polski przez granicę z Białorusią. Wyjątkowo niezdarna jest skądinąd próba podzielania Konfederacji – akurat to Krzysztof Bosak i Ruch Narodowy temat legalnej imigracji podnosili już w 2018 r., długo zanim stał się nośny. Sasin kłamie też, że wszyscy pracownicy z zagranicy byli „sprawdzani”. W polskim prawie nie funkcjonuje nawet tak podstawowa procedura jak weryfikacja, czy dany imigrant nie popełniał przestępstwa w kraju pochodzenia. Podrzucanie imigrantów przez Niemcy to poważny problem, ale jest ich dużo mniej niż tych, którzy wjeżdżają legalnie.

Wypowiedź byłego wicepremiera dobrze tłumaczy przyczyny takiej postawy. Wiceprezes PiS otwarcie deklaruje, że chce obsługiwać przede wszystkim życzenia konkretnej grupy interesu – tej części przedsiębiorców, która zamiast normalnie rozwijać swoje firmy zatrudniając Polakom na godnych warunkach czy automatyzując pracę, chcą by politycy sprowadzali dla nich tanią siłę roboczą. Jeśli tacy politycy wrócą do władzy, można się więc spodziewać dalszego powielania drogi Europy Zachodniej. Tak jak robi to Platforma, która z kolei wykreowała bajkową opowieść o „setkach tysięcy wiz sprzedanych przez PiS”, w praktyce robiąc to samo co poprzednicy i wydając podobnie wiele pozwoleń dla imigrantów z egzotycznych kierunków. Tusk też kamufluje to przez „mocną” retorykę ws. granicy czy paktu migracyjnego – które oczywiście są także bardzo poważnymi zagrożeniami, ale nie wyczerpują zagadnienia.

Uda się zatkać dziurę obywatelstwa?

W tej beczce dziegciu jest też jednak łyżka miodu. W ciągu ostatnich tygodni wszystkie czołowe siły w Polsce opowiedziały się za zaostrzeniem kryteriów przyznawania polskiego obywatelstwa. Piszącemu te słowa daje to sporo satysfakcji, bo podnosił temat od lat w mediach i artykułach. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji przedstawiło swoje propozycje wydłużenia go do 8 lat, wprowadzenia testu obywatelskiego sprawdzającego znajomość historii i kultury Polski i zobowiązania do podpisania aktu lojalności wobec polskiego państwa.

Swój projekt w sprawie wydłużenia minimalnego czasu pobytu zgłosił prezydent Nawrocki. PiS zaproponował oprócz tego m. in. wymóg znajomości języka polskiego na C1 (obecnie ledwie B1), niekaralności w Polsce, niekorzystania z pomocy socjalnej i pozytywnej opinii od miejscowego komendanta policji. Kierunek jasno poparła też Konfederacja, która już w 2023 r. proponowała moratorium na przyznawanie obywatelstwa.

Politycy nie mogą dłużej ignorować zagrożenia nabycia polskiego obywatelstwa przez tysiące, a w dalszej perspektywie potencjalnie nawet miliony imigrantów i ich potomków, co oznaczałoby nabycie przez nich pełnych praw politycznych i socjalnych. Pamiętajmy, że przyznając obywatelstwo jednemu cudzoziemcowi, przyznajemy je automatycznie wszystkim jego potomkom. Co z tego, że dziadek był miły i pracował, jeśli wnuki będą nie cierpieć Polski, a w świetle prawa będą takimi samymi Polakami jak my?

Ponadto Polska jest jednym z niewielu krajów UE, w których nie ma procedury odebrania obywatelstwa imigrantowi, który je nabył – śmiejemy się z Francji czy Szwecji, a tam jest to praktykowane. Co więcej – uniemożliwia to nasza konstytucja. Niezbędna wydaje się zatem zmiana ustawy zasadniczej. Nie jest to kaprys publicysty – o możliwości takiej nowelizacji konstytucji mówił już dwa miesiące temu szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki.

Docelowo należy dążyć do tego, by polskie obywatelstwo mieli tylko ludzie naprawdę będący Polakami. Przykłady rzeczywistego wychowania na Polaka osoby niemającej żadnego polskiego pochodzenia nie są częste i to tylko ich powinna dotyczyć procedura przyznania obywatelstwa.

Dla Polaków dużo ważniejsze, czy będziemy mieli własne państwo dla siebie i swoich rodzin, niż jak będzie nazywał się premier czy minister. Nie możemy pozwolić politykom wciągnąć nas w plemienną wojnę, w której odsunięcie Tuska od władzy będzie celem samym w sobie. Zmiana – zdecydowanie tak, ale jakościowa i przemyślana.

Kacper Kita

Była konkubina znanej gwiazdy w Ukropolin: „Praca czyni wolnym”

Była konkubina znanej gwiazdy w Ukropolin: „Praca czyni wolnym”

Autor: CzarnaLimuzyna, 5 listopada 2025

AIX

„Arbeit macht frei” (praca czyni wolnym) to napis umieszczony na bramie głównej niemieckiego obozu śmierci w Auschwitz. Niemieccy naziści użyli tego hasła przekręcając „Wahrheit macht frei” (prawda czyni wolnym; prawda cię wyzwoli). Napis był używany w wielu obozach koncentracyjnych.

„Arbeit macht frei” pojawiło się pierwszy raz jako tytuł powieści Lorenza Diefenbacha z 1873 roku. Autor był protestanckim pastorem. W jednym ze źródeł wyczytałem, że podobno nawrócił się na katolicyzm. Zdegenerowani bohaterowie powieści Diefenbacha wracali na łono społeczeństwa dzięki pracy.

W czasie II Wojny Światowej sataniści użyli tego przekręconego cytatu z Ewangelii jako szyderstwa. To nie „prawda”, lecz katorżnicza „praca” miała czynić więźnia wolnym, a w praktyce – martwym.

Anna Mucha: Praca czyni wolnym jak to powiedział jakiś filozof…

Kuba Wojewódzki: Nie wiem czy to nie był jakiś bolszewicki filozof…

Anna Mucha:  W każdym razie… jakiś powiedział…

Gdyby podobną ignorancją popisałby się ktoś, kto kojarzy się z normalnością, byłby skandal. Wybuchłby klangor – wycie i plucie w stylu: polscy naziści!  antysyjonizm, antybanderyzm, antyhomoseksualizm!

Tymczasem to nie naziści, ale lubiani i popularni, niezbyt normalni, bo prounijni, neomarskiści. Można więc odetchnąć z ulgą…

Wolność z ograniczoną datą ważności

Czy neutralność klimatyczna, szpryca i cyfrowa obroża uczynią nas “wolnymi”? Takie są plany. Dziś napis znad bramy obozu w Auschwitz, w formie licznych propagandowych parafraz, bardzo często pojawia się w mediach. W czasie fałszywej pandemii wolność i bezpieczeństwo miała dać szpryca, która w praktyce dała niezliczoną liczbę powikłań i zgonów. Miała dać wolność – swobodę poruszania się w miejscach publicznych, prawo do korzystania z transportu publicznego, robienia zakupów i prawo do pracy. Taki był plan pilotażowy.

Nie martwmy się. „Idea nowej wolności” wyznawana przez “kradnących inaczej” i “zabijających inaczej” pozostała aktualna i tym razem nie będzie to pandemiczna trutka, ale obowiązkowa tożsamość cyfrowa z kilkoma rodzajami pieniądza, oczywiście cyfrowego, ale z ograniczona datą ważności. Ale przedtem wojna. Bez wojny trudno będzie przesiedlić nowych obywateli Ukropolin na miejsce Polaków.

Chyba, że… odzyskamy Polskę. Nawet słudzy Izraela i słudzy Ukrainyspod szyldu PiS zaczęli cytować Jarosława Marka Rymkiewicza

Wolność nie jest dla słabych. Wolność zdobywa się siłą, inaczej zdobyć jej nie można.

Dewastacja szkolnictwa trwa. Musimy to zatrzymać.

Centrum Życia i Rodziny
 Szanowni Państwo,

to, co z edukacją w ciągu niespełna dwóch lat rządów zrobiło ministerstwo oddane w ręce lewicy, śmiało można określić mianem dewastacji. 
W opublikowanym niedawno raporcie Instytutu Badań Edukacyjnych na temat rozporządzenia de facto eliminującego prace domowe (podpisanego przed ponad rokiem przez Minister Barbarę Nowacką) dostajemy dane, które na tym pomyśle nie zostawiają suchej nitki.

Proszę tylko spojrzeć:
91% nauczycieli klas IV-VIII zgłasza trudności z opanowaniem materiału wśród uczniów;
84% pedagogów zwraca uwagę na obniżenie motywacji uczniów;nauczycieli niepokoi również obserwowany wśród dzieci spadek samodzielności i obniżenie poczucia odpowiedzialności za naukę (odpowiednio 77% i 80%);
81% nauczycieli nauczania początkowego zaobserwowało zaś u swoich podopiecznych spadek systematyczności w nauce.
Ogółem aż… 90% nauczycieli klas VI-VIII, których najbardziej dotknęła reforma, uważa, że zmiany te były niekorzystne dla uczniów.

Te dane mówią same za siebie – dewastacja. Począwszy od zakazu zadawania prac domowych, przez bezprecedensowe okrojenie podstaw programowych i wyrzucenie z nich treści o kluczowym znaczeniu, aż po próbę wyrugowania ze szkół lekcji religii i całą gamę zmian motywowanych ideologicznie.Dla nas – rodziców, nauczycieli, dyrektorów i wszystkich osób zatroskanych o młode pokolenie – to jasny sygnał alarmowy.
Ale dla pani minister… to doskonały moment, aby przeprowadzić kolejne zmiany pogrążające polską szkołę w jeszcze głębszym kryzysie!

Zmiany w edukacji, zarówno systemowe, jak i motywowane ideologicznie, do których wprowadzenia prą rządzący, doprowadzą do drastycznego obniżenia poziomu nauczania, ale także – co równie niebezpieczne – do zmiany sposobu myślenia, przebudowania hierarchii wartości, a w konsekwencji przemian społecznych, które obejmą całe pokolenie.
Dlatego już dziś proszę Państwa o pomoc – musimy przeciwstawić się postępującej destrukcji systemu edukacji.
Nie możemy pozwolić, aby lewicowa rewolucja pochłonęła polskie szkoły!dzieciWspieram walkę o polską szkołę!
Na początku jednak chciałbym gorąco Państwu podziękować za udział w akcji Szlachetny Piątek.
Dziękuję zarówno uczniom i nauczycielom, politykom, redakcjom, które włączyły się w promowanie wydarzenia, jak i każdemu z Państwa, kto postanowił razem z nami pokazywać młodzieży dobre, konstruktywne wartości: szlachetność, czystość i wierność.
Ta akcja pokazała, że działając wspólnie, możemy skutecznie przeciwstawić się próbom skierowania polskich szkół na nowe ideologiczne tory.Ale to nie koniec walki o edukację naszych dzieci. Już wkrótce czeka nas bowiem próba wprowadzenia kolejnych zmian, które mogą nieodwracalnie zdewastować system szkolnictwa.
I nie boję się tu użyć wielkich słów: to, co szykuje resort edukacji, to prawdziwa destrukcja.
Mowa o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy – Prawo oświatowe oraz niektórych innych ustaw. Proponowane tam rozwiązania są kalką fatalnych rozwiązań edukacyjnych o ideologicznym podłożu, które funkcjonują już na Zachodzie.Oczywiście argumentem za koniecznością takich przemian ma być dostosowanie szkół do nowych wyzwań, jakie stoją przed uczniami i absolwentami w dzisiejszym świecie.
W praktyce to po prostu próba zniszczenia polskich szkół, tak aby zamiast uczyć i wychowywać, formatowały dzieci i młodzież na „postępową” modłę.
Projekt nowelizacji należy łączyć ze znaną nam już „Reformą 26. Kompas Jutra”. Proponowane tam zmiany obejmują m.in.:drastyczne ograniczenie kanonu lektur obowiązkowych;ograniczenie nauczania geografii czy biologii;przemycanie edukacji klimatycznej na niemal każdym przedmiocie;wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej z elementami deprawującej edukacji seksualnej;ograniczenie wątków narodowych i chrześcijańskich na rzecz ponadnarodowych w nauczaniu historii.
Cel lewicowego kierownictwa MEN rysuje się wyraźnie jak na dłoni: to sformatowanie nowego człowieka – wykorzenionego z łona własnego narodu, pozbawionego kodu kulturowego i nieświadomego w zakresie podstaw własnego rozwoju, z wykrzywioną wizją płciowości czy seksualności.
Trudno nie patrzyć na te działania także w szerszej perspektywie. Wiedzą Państwo zapewne o przygotowywanej w brukselskich gabinetach reformie traktatów unijnych. Przewiduje ona między innymi, że procesy edukacyjne w Europie będą wyjęte spod suwerennej władzy państw narodowych. Działania obecnego rządu, który chce być prymusem we wprowadzaniu wszelkich eu-regulacji, już dziś wpisują się w ten trend.
W połączeniu z dotychczasowymi elementami reformy, czyli ograniczaniem prac domowych, wyrzucaniem ze szkół religii, wprowadzeniem edukacji obywatelskiej i „zdrowotnej” możemy bez trudu zarysować sylwetkę absolwenta szkoły według Barbary Nowackiej. To będzie człowiek niezwykle podatny na wtłoczenie nowej wizji człowieczeństwa i „miłości” opartej wyłącznie na popędzie i hedonizmie tymczasowych relacji bez żadnych zobowiązań, zakompleksiony z powodu bycia Polakiem i nieumiejący odróżnić prawdy od pseudonaukowych, zideologizowanych treści. Ze szkoły mają zniknąć nie tylko „treści nauczania” zastąpione trudnymi do zdefiniowania „doświadczeniami edukacyjnymi”.

Ma zniknąć rodzina, małżeństwo, odpowiedzialność, dziecko poczęte i godność życia ludzkiego.

To zmiana nie tylko systemu szkolnictwa – to destrukcja całego pokolenia.Nie możemy patrzeć na to spokojnie!Chcę pomóc chronić polską szkołę!W Centrum Życia i Rodziny już od kilku lat pracujemy wspólnie ze szkołami nad tym, aby zatrzymać ideologiczną ofensywę lewicy.
W ramach programu Szkoła Przyjazna Rodzinie wspieramy placówki edukacyjne we wdrażaniu różnorodnych działań na rzecz małżeństwa, rodziny i obrony godności życia. Jednocześnie pomagamy także rodzicom, którzy dla swoich pociech szukają szkoły, w której zyskają wsparcie w wychowaniu dzieci w duchu wartości.
Każda szkoła przystępująca do programu zobowiązuje się do ochrony uczniów przed propagowaniem treści szkodliwych dla prawidłowego rozwoju płciowego, osobowego i społecznego, a także do prowadzenia działań formacyjnych skierowanych do grona pedagogicznego, rodziców oraz uczniów.
Placówki spełniające te warunki otrzymują od nas certyfikat Szkoły Przyjaznej Rodzinie, który dla rodziców jest gwarancją, że szkoła uznaje prymat wartości rodzinnych, a oni sami będą aktywnie wspierani w procesie wychowawczym.
W ramach programu kierujemy także do szkół specjalną ofertę dydaktyczną. Co miesiąc przesyłamy placówkom przygotowane przez ekspertów karty pracy i scenariusze zajęć, zróżnicowane tematycznie i dostosowane do różnych etapów edukacyjnych. Co więcej, szkoły otrzymują od nas również publikacje poświęcone obronie życia i tożsamości rodziny, które mogą następnie udostępnić nauczycielom, rodzicom czy uczniom.Jednak ogromna część naszej pracy związanej z programem to przede wszystkim podróże. Odwiedzamy bowiem placówki edukacyjne z wykładami i prezentacjami skierowanymi do rodziców, młodzieży czy kadry pedagogicznej.Tematyka tych spotkań jest bardzo zróżnicowana. Począwszy od ochrony rodziny i godności życia, przedstawiania praktyki działań pro-life czy problematyki zagrożeń ze strony ideologii gender i rewolucji kulturowej aż po rady, jak kształtować charakter w dobie coraz powszechniejszego uzależnienia od mediów cyfrowych.O tym, jak bardzo taki program jest potrzebny w czasach kulturowego i ideologicznego zamętu, niech świadczy fakt, że obecnie aktywnie współpracujemy z 773 placówkami!
Są wśród nich zarówno przedszkola i szkoły podstawowe, jak i licea, technika, szkoły branżowe, a nawet szkoły przysposabiające do pracy, bursy, ośrodki psychologiczno-pedagogiczne, szkoły muzyczne czy ośrodki wychowawcze. Skala zainteresowania współpracą pokazuje, że dyrektorzy, nauczyciele, ale także rodzice dostrzegają zagrożenia związane z ideologiczną ofensywą i wmuszaniem szkołom niechcianych i niekorzystnych reform.
Dla nas to znak, że polską edukację wciąż można uratować!
Niezbędna w tym procesie jest świadomość kadry pedagogicznej i rodziców. Świadomość zagrożeń – tych o podłożu ideologicznym, jak i tych stricte edukacyjnych – i świadomość, że to na nas, dorosłych, spoczywa obowiązek ochrony dzieci i młodzieży przed niekorzystnymi dla ich rozwoju treściami i działaniami na niwie społeczno-politycznej.Ale powiem wprost – niezbędne są nam także finanse. Miesięcznie program Szkoła Przyjazna Rodzinie pochłania ponad 5 000 złotych, a zapotrzebowanie wciąż rośnie.
Dla nas to godziny przygotowań materiałów, wykładów i organizacji spotkań, ale także godziny spędzone w podróżach po całej Polsce. Tym bardziej, że chcemy rozwijać ofertę spotkań na tematy bardzo praktyczne, jak np. arkana pracy prawnika.
Bardzo zależy nam, aby docierać wszędzie tam, gdzie istnieje taka potrzeba. W każdym z tych miejsc czekają na nas ciekawe i niejednokrotnie poruszające spotkania z ludźmi, którzy walczą o polską szkołę i polskich uczniów.
Dlatego dziś bardzo proszę Państwa o wsparcie naszych działań w ramach programu Szkoła Przyjazna Rodzinie datkiem w dowolnej wysokości, na przykład 50 zł, 100 zł, 200 zł, 500 zł lub nawet większej!Wspieram program Szkoła Przyjazna Rodzinie!
Nie mam wątpliwości, że w czasie, gdy doświadczamy tak bezprecedensowego ataku na szkołę, nasze działania powinny z równą nieugiętością kontrować niebezpieczne ruchy ministerstwa.
Nie jest przecież tajemnicą, że to właśnie obszar edukacji jest jednym z bardziej łakomych kąsków dla każdej lewicowej władzy. Dzięki opanowaniu tego fragmentu systemu państwowego może nie tylko sączyć swój szkodliwy przekaz, ale również sięgać znacznie głębiej, już teraz wpływając na kształt systemu wartości, postawy życiowe i działania całego pokolenia.Nasz sprzeciw wobec wprowadzania progresywnych trendów ideologicznych w mury szkoły jest zatem konieczny, aby uchronić dzieci i młodzież przed prądami kulturowymi, które zagrażają ich prawidłowemu rozwojowi psychospołecznemu, emocjonalnemu i intelektualnemu.To, co obserwujemy, to nie tylko planowana i punkt po punkcie przeprowadzana akcja ogłupiania społeczeństwa, ale także kulturowa wojna.
Nasze dzieci nie obronią się same. To my, rodzice, dziadkowie, nauczyciele musimy stanąć do tej walki o ich serca i umysły.
A jej stawką jest to, czy z naszych szkół będą wychodzić młodzi ludzie o szerokich horyzontach, ale i prawidłowo ukształtowanym sumieniu i silnym charakterze, czy też już tylko dostosowane do ideologicznych wymagań słabe jednostki, niepewne swego miejsca w świecie i roli w społeczeństwie.
Liczę na Państwa wsparcie w tej walce o młodych!
Serdecznie pozdrawiamMarcin Perłowski - Dyrektor Centrum Życia i Rodziny, Wiceprezes Zarządu  WSPIERAM DZIAŁANIA CENTRUM ŻYCIA I RODZINY! 
Dane do przelewu:
Centrum Życia i Rodziny
Skrytka pocztowa 99, 00-963 Warszawa 81
Nr konta: 32 1240 4432 1111 0011 0433 7056, Bank Pekao SA
Z dopiskiem: „Darowizna na działalność statutową Centrum Życia i Rodziny”SWIFT: PKOPPLPW
IBAN: PL32 1240 4432 1111 0011 0433 7056
Centrum Życia i Rodziny
Skrytka Pocztowa 99, 00-963 Warszawa
tel. +48 22 629 11 76

„Obrona Klimatu”: Duńskie krowy padają jak muchy po tym, jak rząd zobowiązał hodowców do podawania im preparatu Bovaer „przeciwko pierdzeniu”

babylonianempire/dunskie-krowy-padaja-jak-muchy-po-tym-jak-rzad

Duńskie krowy padają jak muchy po tym, jak rząd zobowiązał hodowców do podawania im preparatu Bovaer

==============================

Data: 3 novembre 2025Author: Uczta Baltazara

„Najpierw przyszli po krowy mleczne, a ja milczałem…”

Znacie to.

Duńska firma biotechnologiczna DSM stworzyła niedawno produkt o nazwie Bovaer – zatwierdzony także w USA – który blokuje enzym odpowiedzialny za produkcję metanu jako ubocznego produktu trawienia roślin przez krowy. Teoria: mniej metanu = mniej „zmian klimatycznych”.

Cytat ze strony producenta DSM-Firmenich:

„Mikroby w żwaczu krowy trawią pokarm, produkując wodór i dwutlenek węgla. Mikroby metanogenne wykorzystują te dwa gazy i zamieniają je w metan w serii reakcji enzymatycznych.

Bovaer® to dodatek paszowy, który tymczasowo dezaktywuje jeden z tych enzymów, co skutkuje mniejszą produkcją metanu. Wystarczy ¼ łyżeczki dziennie do paszy – działa już po 30 minutach. Potem Bovaer® rozpada się na związki już naturalnie obecne w żwaczu.

Naturalnie metabolizowany przez krowę, Bovaer® trwale obniża emisje metanu, jest bezpieczny dla krowy i nie przenika do mleka ani mięsa

Bovaer® jest dopuszczony i sprzedawany w ponad 65 krajach, w tym UE, UK, Australii, Brazylii, Kanadzie, Japonii i USA.” https://www.dsm-firmenich.com/anh/products-and-services/products/methane-inhibitors/bovaer.html

Od 1 października 2025, duńskie władze zobowiązały wszystkich hodowców do podawania Bovaeru całemu bydłu w kraju.

Efekt? – Katastrofa, według rolników.

Z duńskiej strony Nyheder TV2:

„Coraz więcej krów mlecznych choruje i daje mniej mleka. A w niektórych przypadkach po prostu dostają zapaści.

Podejrzewa się, że przyczyną jest kontrowersyjny dodatek Bovaer, który musi być mieszany z paszą.

Od 1 października 2025, rolnicy zaczęli dodawać obowiązkowy preparat. Celem jest redukcja emisji gazu cieplarnianego – metanu. Bovaer był wcześniej testowany przez kilka lat.

Ale coś poszło nie tak przy jego wprowadzaniu.

Dostaliśmy bardzo dużo telefonów od rolników, którzy zaniepokojeni są tym, co dzieje się w ich stadach – mówi Kjartan Poulsen, przewodniczący Krajowego Związku Duńskich Producentów Mleka.

Dolegliwości krów spowodowały spadek wydajności mlecznej.

Niektóre zwierzęta z zapaścią były leczone i przeżyły, inne musiały zostać uśmiercone.” https://nyheder.tv2.dk/samfund/2025-10-31-koeer-kollapser-siger-landmaend-og-mistaenker-lovpligtigt-foderstof

Sądzicie, że przejęcie i «poprawienie» funkcjonowania układu trawiennego bydła, który ewoluował przez miliony lat, brzmi dystopijnie i jest potencjalnie zgubne dla produkcji żywności? – Spokojnie – DSM na swojej stronie gwarantuje, że jest ono „sprawdzone, bezpieczne i skuteczne”; magiczne słowa, które powinny automatycznie złagodzić wszelkie utrzymujące się obawy wśród klasy chłopskiej.

Gdy więc dziesiątki krów wywracają się na pastwiskach lub w oborach, to na pewno nie przez syntetyczny inhibitor enzymu metanowego, który służy agendzie Klimatycznej™ oraz centralnej kontroli nad żywnością. One z pewnością zachorowały na COVID’a, albo coś w tym rodzaju. Kilka dawek zastrzyków mRNA na pewno postawi je na nogi.

„Szanuj Naukę™, jedz robaki, zamknij twoją brudną, węglową mordę i weź booster’a, fanatyku.

Dziękujemy za uwagę. Z poważaniem, wasz liberalny i kochający duński rząd.”

INFO: https://armageddonprose.substack.com/p/danish-cattle-dropping-like-flies

………………………………

Szybkie podsumowanie informacji z duńskich mediów głównego nurtu (TV2, LandbrugsAvisen, Psst-nyt.dk, Aarhus Universitet) na temat zabójczych skutków stosowania preparatu Bovaer u krów. Fakty z października/listopada 2025, tj. od kiedy preparat stał się w Danii obowiązkowy (od 1 X 2025 dla stad >50 krów).

Generalnie:

  • Masowe gorączki >40°C, biegunki, zapalenia wymion, wzdęcia, spadek produkcji mleka o 1,5–2 kg/krowę/dzień, krowy wywracają się i trzeba je uśmiercić.
  • Potwierdzone zgony: co najmniej kilka krów na gospodarstwo (jedna farma: 1 krowa padła w 24 h, inna: 6 w miesiąc).
  • Rząd i uniwersytet: „Brak dowodów na związek”.
  • Rolnicy: „To trucizna – zatrzymujemy Bovaer”.

1. TV 2 (największa duńska telewizja publiczna)

Artykuł: „Køer kollapser, siger landmænd og mistænker lovpligtigt foderstof” – 31 października 2025 https://nyheder.tv2.dk/samfund/2025-10-31-koeer-kollapser-siger-landmaend-og-mistaenker-lovpligtigt-foderstof

  •  „Coraz więcej krów mlecznych czuje się źle i daje mniej mleka. A w niektórych przypadkach zwierzęta po prostu przewracają się.
  • „Niektóre zwierzęta po leczeniu przeżyły, inne musiały zostać uśpione.”

TV 2 potwierdza: Kiedy rolnicy usuwają Bovaer z paszy krowy wracają do zdrowia.

2. LandbrugsAvisen (największy dziennik rolniczy)

Artykuł: „Det er voldsomt træls med Bovaer nogle steder” – 31 października 2025 https://landbrugsavisen.dk/kvaeg/det-er-voldsomt-traels-med-bovaer-nogle-steder-243539

Pierwszy rolnik z imieniem i twarzą: Huibert van Dorp (600 krów, 13 000 kg EKM/rok):

  • Jedna krowa >41°C gorączki – weterynarza wezwano w niedzielę wieczorem, padła w poniedziałek.”
  • „Dwie inne: wzdęty żwacz, nie mogły wstać.”
  • „Spadek produkcji mleka: minus 1,5–2 kg/krowę/dzień.”
  • Zatrzymałem Bovaer – nie będę truł zwierząt.”

3. Psst-nyt.dk (niezależny portal rolniczy)

Artykuł: „Den første landmand står frem: Bovaer gør mine køer syge” – 31 października 2025

https://youtube.com/watch?v=djryteNxNtI%3Ffeature%3Doembed

https://psst-nyt.dk/den-foerste-landmand-staar-frem-bovaer-goer-mine-koeer-syge/embed/#?secret=hDA6BxiEZP#?secret=fUZWn0M3aJ

Huibert van Dorp (ten sam):

  • Trzy krowy z gorączką 40–41,5°C – leczone penicyliną.”
  • Dwie z potwornymi skurczami żołądka – jedna padła.”
  •  „Nie będę łamał ustawy o dobrostanie zwierząt.”

4. Wcześniejsze doniesienia (kwiecień 2025)

The Expose (duńska wersja) + NoFFF.dk

  • Anonimowy rolnik:6 krów padło w 24 dni, reszta biegunka – pompowaliśmy płyny 3× dziennie.”
  • Drugi: „Gorączka, zapalenie wymienia, odmowa jedzenia.”

5. Oficjalne stanowisko (Aarhus Universitet)

9 października 2025

Prof. Charlotte Lauridsen:

W naszych kontrolowanych badaniach ZERO objawów – ani gorączki, ani biegunek, ani zgonów.” „Obserwujemy sytuację – trwa nowe badanie welfare.”

6. Reakcje organizacji

  • Landsforeningen af Danske Mælkeproducenter:Podpiszcie deklarację: stop Bovaer w przypadku choroby.”
  • Dyrenes Beskyttelse:Zaburza naturalne procesy w żwaczu – więcej badań!
  • SEGES: zbiera anonimowe raporty od rolników.

7. Skala problemu (listopad 2025)

  • Setki telefonów do związku producentów mleka.
  • Dziesiątki gospodarstw zgłaszają padłe krowy.
  • TV 2 i Jyllands-Posten potwierdzają: rolnicy masowo pauzują Bovaer.

Podsumowanie w 3 punktach

  1. Tak – duńskie media mainstreamowe donoszą o padnięciach zwierząt (TV 2, LandbrugsAvisen).
  2. Rolnicy winą obarczają Bovaer – objawy chorobowe znikają po jego odstawieniu.
  3. Naukowcy: brak dowodów – ale trwają nowe badanie.

INFO: Przegląd dokonany automatycznie przez AI

https://babylonianempire.wordpress.com/2024/12/02/w-trosce-o-klimat-bovaer-kolejny-dodatek-w-lancuchu-zywnosciowym-o-nieznanych-konsekwencjach/embed/#?secret=PC2MECSJWp#?secret=ZvjkQf1SHh

Wojna trwa i tam i tu

Wojna trwa i tam i tu

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    4 listopada 2025 michalkiewicz

Wygląda na to, że zarówno wojna na Ukrainie, jak i operacja ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej w Strefie Gazy prędko się nie skończy. Wprawdzie prezydent Donald Trump z wielkim przytupem ogłosił, a następnie w egipskim kurorcie Szarm el-Szejk nawet podpisał z trzema innymi sygnatariuszami swój zbawienny, 20-punktowy plan – ale poza punktem pierwszym, przewidującym z jednej strony wydanie Izraelowi żyjących jeszcze zakładników oraz ciał zakładników zmarłych, a z drugiej strony – wypuszczenie z izraelskich więzień prawie 2 tysięcy palestyńskich więźniów – w tym 250 skazanych na więzienie dożywotnie, wśród których musi być wielu, jeśli nie większość, wybitnych działaczy Hamasu – żaden następny punkt nie został zrealizowany – bo zawieszenie broni, które teoretycznie obowiązuje cały czas – jest nieustannie naruszane – a o te naruszenia obydwie strony oskarżają się nawzajem. Która mówi prawdę – tego oczywiście nigdy się nie dowiemy, bo pierwszą ofiarą każdej wojny – a cóż dopiero – operacji ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej w Strefie Gazy – jest właśnie prawda. Czy w związku z tym pozostałe punkty zbawiennego planu prezydenta Trumpa dla Strefy Gazy mają szanse realizacji? To już nie jest takie pewne.

Kto rozbroi Hamas?

Jednym z punktów zbawiennego planu jest rozbrojenie Hamasu. Ale sprawa nie wydaje się prosta, bo – po pierwsze – o ile oficjalnym celem operacji Izraela w Strefie Gazy było rozgromienie Hamasu – to już widać, że ten cel nie został osiągnięty. Izrael, wprawdzie przez papierek, to znaczy – przez pośredników – jednak musiał negocjować warunki zawieszenia broni właśnie z Hamasem – ale to jest najlepszy dowód, że nie tylko nie został on rozgromiony, ale – że nadal sprawuje władzę w tej części Strefy Gazy, która nie jest kontrolowana przez armię izraelską. Dowodem, że tak właśnie jest, są egzekucje, dokonywane na „izraelskich kolaborantach” przez uzbrojone bojówki Hamasu, które natychmiast się tam pojawiły. Tym egzekucjom nikt nawet nie próbuje zapobiegać, a to świadczy o uznaniu władzy Hamasu nad Strefą Gazy de facto.

Wprawdzie Hamas, podobno przyparty do ściany przez prezydenta Trumpa oraz swoich muzułmańskich protektorów i sponsorów, zgodził się na rozbrojenie – ale tylko w przypadku, gdy broń swoją miałby przekazać jakiejś reprezentacji palestyńskiej – której w Strefie Gazy najzwyczajniej w świecie nie ma. Zbawienny plan przewiduje wprawdzie, że powstanie tam Rada Pokoju z prezydentem Trumpem na czele, ale tej Rady też jeszcze nie ma, a co więcej – wcale nie wiadomo czy w ogóle powstanie. Rzecz w tym, że nawet sygnatariusze porozumienia wcale nie kwapią się wysyłać do Strefy Gazy własnych wojsk, by wojowały z Hamasem – również dlatego, że dla takiej Turcji, czy Kataru, obecność Hamasu w Strefie Gazy wcale nie jest niepożądana.

Wygląda zatem na to, że jak dotychczas, Hamasu nie ma kim w Strefie Gazy zastąpić i bardzo możliwe, że ten tymczasowy stan będzie się utrzymywał jeszcze długo – chyba, że zniecierpliwiony brakiem sukcesu prezydent Trump spełni swoją groźbę i zapali Izraelowi zielone światło dla dokończenia operacji ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej w Strefie Gazy, a wtedy Hamas być może zostałby rozgromiony – ale razem z resztą tamtejszej ludności. Z punktu widzenia Izraela nie byłoby to najgorsze wyjście, bo wprawdzie opinia międzynarodowa znienawidziłaby Izrael do reszty – ale Izrael tyle razy udowodnił, że żadnymi opiniami głupich gojów się nie przejmuje, przynajmniej dopóty, dopóki Stany Zjednoczone popierają go bez zastrzeżeń – jak to robiły przez cały czas od końca lat 50-tych ubiegłego stulecia.

Najgorsze są nieproszone rady – ale gdyby tak prezydent Trump, na przykład w zamian za przeprowadzenie przez CIA przesilenia rządowego w Polsce, zobligował Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego do wysłania do Strefy Gazy naszej niezwyciężonej armii, by rozbroiła znienawidzony Hamas, to jest prawie pewne, że w ramach niedawno nakreślonego przez Naczelnika politycznego programu nadstawiania się Amerykanom, nasza niezwyciężona armia mogłaby zostać do Strefy Gazy wysłana. Z jakim skutkiem – to inna sprawa.

Dopóki jednak na czele vaginetu w naszym bantustanie jest obywatel Donald Tusk, to o żadnym wysłaniu naszej niezwyciężonej armii do Strefy Gazy mowy być nie może, ponieważ obywatel Donald Tusk wykonać ma tutaj całkiem inne zadanie – mianowicie wepchnięcia Polski pod takim czy innym pretekstem do wojny z Rosją. Świadczy o tym, wywołująca niezamierzony efekt komiczny deklaracja Księcia-Małżonka, który nagle przypomniał sobie, że w Polsce są jednak niezawisłe sądy i gdyby taki jeden z drugim niezawisły sąd wydał vaginetowi rozkaz zatrzymania, czy może nawet – zestrzelenia samolotu wiozącego rosyjskiego prezydenta Putina na spotkanie z prezydentem Trumpem w Budapeszcie , to nie byłoby rady; trzeba by ten samolot zatrzymać, a może nawet zestrzelić.

Na szczęście spotkanie w Budapeszcie zostało bezterminowo odwołane, w czym ludzie pobożni mogą dopatrzyć się dyskretnej interwencji Królowej Korony Polskiej, która – litując się nad nami – postanowiła uchronić nas przed skutkami głupoty Księcia-Małżonka, który próbuje wspinać się do coraz wyższych grządek w postaci stanowiska premiera, a potem – może nawet prezydenta naszego bantustanu.

Obawiam się jednak, że okazji do wkręcenia Polski w maszynkę do mięsa będzie jeszcze bardzo wiele, więc w tej sytuacji co nam szkodzi odwołać się do wspaniałomyślności i wielkoduszności Królowej Korony Polskiej, chociaż od Naszych Umiłowanych Przywódców wielokrotnie doznała Ona ostentacyjnego lekceważenia? Inna sprawa, że nie powinniśmy jednak nadużywać cierpliwości Nieba, bo nie po to Stwórca Wszechświata ustanowił rządzącą światem zasadę przyczynowości (z określonych przyczyn muszą wynikać określone skutki), żeby ją nieustanie zawieszać z powodu naszej lekkomyślności. Byłoby to niekorzystne również ze względów pedagogicznych, bo w przeciwnym razie świat stałby się kompletnie nieprzewidywalny i niezrozumiały.

Trump nie chce umierać za Kijów

Podobnie z wojną na Ukrainie. Nie wydaje się, by zakończyła się ona szybko – co z naszego punktu widzenia nie musi być koniecznie wiadomością złą. Wiele razy zwracałem uwagę, że wiadomość, iż na Ukrainie wyrzynają się Ukraińcy z Rosjanami, nie jest wiadomością najgorszą. Wyobrażam sobie bowiem jeszcze gorsze wiadomości – że na przykład Rosjanie wyrzynają się na Ukrainie również z Polakami, albo nawet jeszcze gorszą, że Rosjanie wyrzynają się z Polakami w Polsce, albo i najgorszą – że robią to do spółki z Ukraińcami i Niemcami.

I chociaż prezydent Trump wylewa łzy, że tylu ludzi ginie, to jednak można w jego postępowaniu wobec Ukrainy dopatrzeć się pewnej racjonalnej linii. Punktem wyjścia niech będą zapewnienia, że gdyby on był prezydentem, to do tej wojny nigdy by nie doszło. Można to oczywiście złożyć na karb megalomanii, jaka przypisywana jest prezydentowi Trumpowi, jednak ja bym sobie tę deklarację rozebrał z uwagą. Prezydent Putin wielokrotnie – również na Alasce – powtórzył, że warunkiem zakończenia wojny na Ukrainie jest usuniecie jej pierwotnych przyczyn. A co było pierwotną przyczyną tego wszystkiego? Nie ulega wątpliwości, że sfinansowanie przez USA kwotą 5 mld dolarów w roku 2014 „majdanu” na Ukrainie, wskutek czego proklamowany na szczycie NATO w Lizbonie 20 listopada 2010 roku porządek polityczny w Europie został wysadzony w powietrze. Prezydent Józio Biden, szczęśliwy, że udało mu się namówić prezydenta Zełeńskiego na wkręcenie Ukrainy w maszynkę do mięsa, gotów był wspierać to państwo forsą i dostawami broni w przekonaniu, któremu podczas pielgrzymki do Kijowa dał wyraz ówczesny sekretarz obrony USA Lloyd Austin, że to „osłabi Rosję”.

Tymczasem skutek jest odwrotny; Rosja zacieśniła stosunki z Chinami, które dla Ameryki stanowią wyzwanie największe. Toteż prezydent Trump próbuje delikatnie, ale cierpliwie i metodycznie, wyplątać Stany Zjednoczone z ukraińskiej awantury, czego nie mogą mu darować jastrzębie z polskiego Instytutu Studiów Wschodnich. W odróżnieniu od naszego bantustanu, który jeszcze w 2016 roku (czy przypadkiem nie z inspiracji prezydenta-elekta Donalda Trumpa?) podpisał z Ukrainą umowę na podstawie której do dnia dzisiejszego nieodpłatnie futruje Ukrainę czym tylko może, państwa poważne, jeśli nawet Ukrainę wspierają, to nie za darmo, tylko każą sobie płacić – niechby i wekslami.

Prezydent Trump poszedł obecnie krok dalej. Owszem, może Ukrainę wspierać – ale za pośrednictwem europejskich państw NATO, które najpierw muszą za amerykańską broń zapłacić, a dopiero potem przekazać ją Ukrainie – jak tam chcą – za darmo, czy za opłatą. Trudno o lepszą ilustrację pragnienia utrzymania Ameryki z dala od tej wojny, nawet za cenę uwikłania w nią Europy, która – wkręcona w maszynkę do mięsa – też przestałaby być dla Ameryki problemem. Inna sprawa, że w Europie też są państwa poważne I pozostałe i że państwa poważne będą starały się naśladować Amerykę, wkręcając ewentualnie w maszynkę do mięsa kierowane przez własnych agentów państwa pozostałe, np. Polskę.

Bardzo dobrą ilustracją tej „linii Trumpa” jest ostatnia afera z dalekosiężnymi pociskami „Tomahawk”. Dociskany do ściany prezydent Zełeński uczepił się tych Tomahawków, jak pijany płotu w nadziei, że w ten sposób sprowadzi prezydenta Putina do stołu rokowań, których warunkiem wstępnym byłoby bezwarunkowe zawieszenie broni i w ten sposób uratuje swój prestiż, a kto wie – może i skórę?.

Widocznie jednak prezydent Trump przejrzał go na wylot, bo po początkowych, skwapliwych deklaracjach, zaczął demonstrować coraz większą rezerwę, aż wreszcie oświadczył, że „ostateczną decyzję” podejmie po rozmowie z prezydentem Putinem. Taka ponad dwugodzinna rozmowa – oczywiście „bardzo udana” – się odbyła – a po niej, przybyły do Waszyngtonu prezydent Zełeński został przez prezydenta Trumpa brutalnie obsztorcowany. Poszlaką na to wskazującą był brak wspólnego komunikatu, nawet takiego, że rozmowy toczyły się „w atmosferze wzajemnego zrozumienia” – co w języku dyplomatycznym oznacza, że w żadnej sprawie nie było porozumienia. Prezydent Zełeński powiedział potem tylko, że Ukraina „potrzebuje zawieszenia broni”, a on sam nawrócił się na „realizm”. Oczywiście o żadnych „Tomahawkach” nie było już mowy, między innymi dlatego, że ich przekazanie byłoby sprzeczne z „linią Trumpa”. Chodzi o to, że ukraińska armia nie potrafi obsługiwać wyrzutni tych pocisków, więc musieliby to robić Amerykanie – niechby nawet wyposażeni w ukraińskie paszporty – niemniej jednak. A potem, kiedy minister Ławrow oświadczył sekretarzowi stanu, że warunki rosyjskie się nie zmieniły, Biały Dom odwołał spotkanie na szczycie w Budapeszcie, na które – po wahaniach i grymasach – prezydent Zełeński też miał przyjechać.

W ten sposób prezydent Trump pozwolił rosyjskiemu prezydentowi pokazać, czy potrafi wygrać w polu. Czy prezydent Putin wykorzysta tę możliwość – to inna sprawa – ale tak czy owak wojna na Ukrainie jeszcze trochę potrwa.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.