Policja w krainie czarów

Policja w krainie czarów

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    24 maja 2026 michalkiewicz

Jest publiczną tajemnicą, że rodzajem pryszcza dla vaginetu obywatela Tuska Donalda jest Telewizja Republika, której prezesem i redaktorem naczelnym jest pan red. Tomasz Sakiewicz. Telewizja ta nadaje nawet specjalny program pod tytułem „Piachem w tryby”, w którym chłoszcze vaginet obywatela Tuska Donalda biczem krytyki.

Nic więc dziwnego, że samo istnienie tej stacji telewizyjnej głęboko zasmuca obywatela Tuska Donalda, oddalając w odległą przyszłość osiągnięcie stanu jedności moralno-politycznej naszego mniej wartościowego narodu tubylczego – jaka panowała za Edwarda Gierka. W tej sytuacji trudno się dziwić, że w łonie vaginetu pojawiały się koncepcje, jakby tu rozprawić się ze znienawidzoną telewizją Republika i jej ścisłym kierownictwem, z panem red. Tomaszem Sakiewiczem na czele. Za rządów „dobrej zmiany” takie zlecenia załatwiała Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, blokując na przykład portal „Najwyższego Czasu!” – jako że nie wykazywał on entuzjazmu dla rządu „dobrej zmiany”, na którego czele stał wówczas premier Mateusz Morawiecki.

Ale Telewizja Republika to nie żaden portal, który ABW może w każdej chwili zablokować nie tylko bez słowa wyjaśnienia, ale również udając, że nie ma z tym nic wspólnego – jak to bezpieka, przywykła ukrywać swoje łajdactwa za murami tajności. Telewizji Republika tak zwyczajnie wyłączyć niepodobna, już nawet nie dlatego, że jest ona zaprzyjaźniona z administracją prezydenta Trumpa, z którą – póki co – musi liczyć się nie tylko obywatel Tusk Donald, ale nawet Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje, która w obywatelu Tusku Donaldu dlaczegoś sobie upodobała – ale również dlatego, że jest to chyba niemożliwe ze względów prawnych i technicznych.

Od czego jednak stare, ubeckie sposoby nękania przeznaczonych do odstrzału „figurantów”? Toteż konfident, albo nawet kilku bezpieczniackich konfidentów dostało zadanie bombardowania policji fałszywymi zawiadomieniami, związanymi ze wspomnianą telewizją.

I stało się, że w jednym z warszawskich komisariatów policji pojawiła się wiadomość, że w mieszkaniu pana red. Sakiewicza pojawił się podrzutek, który zamierza targnąć się na własne życie. Gdy idzie o życie, to policja reaguje natychmiast, nawet, a może zwłaszcza w sytuacji, gdy sprawa jest ukartowana. Toteż i tym razem policja wtargnęła do mieszkania pana red. Sakiewicza razem z drzwiami. Jednak – i tu zaczynają dochodzić do głosu fałszywe pogłoski – zamiast podrzutka, policjanci natknęli się na złowrogiego Zbigniewa Ziobrę i natychmiast skuli go kajdankami. Jednak na ich oczach złowrogi Zbigniew Ziobro natychmiast przemienił się w asystentkę pana red. Tomasza Sakiewicza – ale kajdanki, jako własność państwowa i policyjna – pozostały na rękach, na świadectwo tego, co się stało.

Ludzie małej wiary, jak np. przewielebny ks. Kazimierz Sowa, co to z niejednego komina wygartywał, nie wierzą w metamorfozę Zbigniewa Ziobry i wysuwają insynuacje, jakoby asystentki asystowały panu red. Sakiewiczowi przez 24 godziny na dobę – ale przecież wiadomo, że w dzisiejszych czasach zmiana płci zachodzić może błyskawicznie, tym bardziej, że i policjanci muszą mieć jakieś alibi i uzasadnienie, dlaczego właściwie zakuwać mieliby w kajdany asystentkę, która z całą pewnością nie była podrzutkiem? W tej sytuacji błyskawiczna przemiana Zbigniewa Ziobry w asystentkę pana red. Sakiewicza staje się wprost koniecznością tym bardziej, że poruszone zostały Moce w postaci Wielce Czcigodnych posłów, którzy, jeden przez drugiego, rzucili się do odbywania „kontroli poselskich”, co z pewnością zaowocuje lawiną interpelacji. W tej sytuacji i panu ministrowi Kierwińskiemu, który w vaginecie obywatela Tuska Donalda odpowiada za policję, łatwiej będzie zwalić wszystko na metamorfozę Zbigniewa Ziobry w asystentkę.

Jestem w związku z tym pewien, że przygotowywane w tej sprawie policyjne raporty są tworzone właśnie pod tym kątem, co w perspektywie może nawet wzbogacić naszą kinematografię o stosowny obraz pod tytułem „Policja w krainie czarów”. Taki film mógłby nakręcić np. pan Smarzowski, a gdyby nie chciał – to pani reżyserowa, tylko nie ta lecz ta druga, którą zdemaskowała pani Rigamonti.

A skoro już jesteśmy na terenie kultury, to wypada odnotować jedynie słuszną decyzję polskich jurorów na Festiwalu Eurowizji, którzy najwyższą notę 12 punktów – tyle, ile było pokoleń Izraela – przyznali właśnie izraelskiemu piosenkarzowi, za co otrzymali podziękowanie od ambasady Izraela w Warszawie. Żeby tedy prawdziwa cnota nie pozostała bez nagrody, podaję pełną listę wiedeńskich szabesgojów. Tworzą ją następujące osoby: Eliza Orzechowska, dziennikarka rządowej telewizji (w likwidacji), Filip Kuncewicz, „specjalista prawa autorskiego i nowych technologii”, piosenkarka Wiki Gabor z korzeniami, ale nie tymi, tylko cygańskimi, „Staś” Kukulski, co to zdobył w ubiegłym roku nagrodę publiczności w Opolu, Wiktoria Kida, co to „ma talent” i w ogóle, „Jasiek” Piwowarczyk, z „The Voice of Poland” oraz Maurycy Żółtański, „muzyk i producent muzyczny”. Izrael, ma się rozumieć, potraktował poświęcenie polskich jurorów jako rzecz należną i zwyczajną i ani myślał się rewanżować. Reprezentująca nasz nieszczęśliwy kraj pani Alicja Szemplińska, mimo nałożenia imponujących szarawarów, od Izraela nie dostała ani jednego punktu i zajęła 12 miejsce, a w dodatku śpiewała za darmo. Nie otrzymała ani jednego punktu również od Ukrainy, co tylko potwierdza opinię pana Łukasza Jasiny, że Polska jest „sługą narodu ukraińskiego” Dodajmy, że żydowskiego też.

Tymczasem, chociaż nie ustają dyskusje wokół wstrzymania przerzucenia do Polski części niezwyciężonej armii amerykańskiej z Niemiec – a nasi Umiłowani Przywódcy wygłaszają uspokajające komunikaty i obiecują sprawę „wyjaśnić”. Trochę to pewnie potrwa, bo chociaż obywatel Tusk Donald Kazał Księciu-Małżonku odbyć rozmowę z panem ambasadorem Różą, to – chociaż nakazana rozmowa się odbyła – to nie słychać, by pan ambasador Róża był „wzywany” do Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

W tej sytuacji możliwe jest, że Książę-Małżonek pofatygował się do amerykańskiej ambasady, by wysłuchać, co tam Jego Ekscelencja ma mu do powiedzenia, a potem powtórzył to obywatelu Tusku Donaldu, taktownie omijając słowa powszechnie uznane za obelżywe. Dzięki temu obywatel Tusk Donald mógł otrąbić wielki sukces w postaci zapowiedzi uruchomienia w Dęblinie warsztatu remontowego silników do amerykańskich czołgów „Abrams”. Podobno na świecie są tylko trzy takie warsztaty: w Ameryce, Australii – no a teraz, ten trzeci, będzie w Polsce. W ten oto sposób nasz nieszczęśliwy kraj jednym susem znajdzie się w czołówce światowych mocarstw, a w tej sytuacji nie ma rady; zimny ruski czekista Putin schowa dudy w miech i zacznie się słuchać prezydenta Zełeńskiego, który właśnie spuścił z wodą swojego dotychczasowego totumfackiego Andrzeja Jermaka, aresztowanego pod zarzutem korupcji.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Błędy lekarzy a błędy nauczycieli. MEM-y

———————————

———————————-

—————————————–

———————————————————

————————————————

————————————————-

——————————————–

———————–

——————————————————-

——————————————

————————-

Problemy z hegemonią

Problemy z hegemonią

Marek Wojcik 24.05.2026 r.

Paul Craig Roberts – Ekonomista i były podsekretarz stanu w Departamencie Skarbu USA ds. polityki gospodarczej:

Kiedy Waszyngton obalił przyjazny Rosji, demokratycznie wybrany rząd na Ukrainie, byłej prowincji rosyjskiej, Putinowi zabrakło rozumu, by dostrzec to, co oczywiste. Waszyngton zamierzał wykorzystać Ukrainę do wojny zastępczej przeciwko państwu rosyjskiemu, z zamiarem destabilizacji lub izolacji rosyjskiego rządu. Zamiast stawić czoła rzeczywistości, Putin ukrył się za Porozumieniem Mińskim, którym Zachód posłużył się, by go oszukać, podczas gdy sam tworzył ukraińską armię.

Tak pisał 15 maja w swojej analizie Paul Craug Roberts: Problemem jest hegemonia, a jej ofiary nie są świadome. Źródło.

Geopolityka klasyczna.

Jest to klasyczna analiza geopolityczna zakładająca działanie trzech potężnych sił na świecie: Chin, Rosji i USA

Oczywiście, że te mocarstwa istnieją i mają swoje cele. Jest jednak jeszcze inna potężna siła, Nie ma swojego państwa, swojej armii, ale ma bardzo silny wpływ na politykę tych trzech najważniejszych państw. Możemy ich nazwać Deep State, globaliści lub określić jakimkolwiek innym, z reguły niepochlebnym epitetem.

To właśnie ta czwarta potęga knuje plany wojenne z uwzględnieniem interesów trzech mocarstw. Dzisiejsza wojna nie polega na tylko tym, że dwie armie strzelają do siebie nawzajem tym, co mają w swoim arsenale.

Globalizm – czwarta siła geopolityczna.

Jak inaczej wytłumaczyć dostawy rosyjskiej ropy dla Ukrainy podczas wojny, czy jak to nazywa Rosja, specjalnej operacji wojskowej? Gdyby chodziło o zmianę reżimu w Kijowie z powrotem na prorosyjski, dawno byśmy to mieli. To w interesie globalistów jest przedłużanie tego konfliktu w nieskończoność i Putin idzie im na rękę.

Politycy także wrogich państw mają ciche porozumienie, wynikłe niekoniecznie z bezpośrednich kontaktów. Najlepszym pośrednikiem w koordynacji działań wojennych są właśnie globaliści – ta czwarta siła geopolityczna. Mają oni swoje wpływy we wszystkich krajach świata. Zapewne także w Iranie, chociaż z pewnością bardzo słabe.[?? md]

Wojna biologiczna zwana również kowidową była skrupulatnie przygotowana przez globalistyczne organizacje na całym świecie. Dlaczego Chiny i Rosja także wzięły w niej udział. Z tej samej przyczyny co USA. Najważniejszym problemem dla rządów tych państw jest kontrola własnych społeczeństw. Chiny ze swoją polityką Zero Covid pokazały to bardzo wyraźnie.

Zastąpienie kowida inną wojną – tą na Ukrainie to także był plan globalistów. Z jednej strony chcą uniknąć rozliczeń za wojnę biologiczną 2020 – 2022, a z drugiej są zainteresowani utrzymaniem jakiegokolwiek poważnego ogniska zapalnego na świecie. Po to, by zająć społeczność wojnami, a w międzyczasie realizować swoje niecne plany zdobycia władzy nad całym światem.

Globaliści wymyślili kolejną wojnę biologiczną. Tym razem odkurzyli starą ebolę.

Większość dzisiejszych bolączek świata to efekt planów globalistycznych, które wykorzystują interesy różnych państw. Premier Izraela, który dzięki globalistom zajmuje to stanowisko, jest jedynie ich marionetką wraz ze swoją kretyńską i zarazem nierealną wizją wielkiego państwa Izrael. To nim posłużyli się globaliści, żeby wpłynąć na Trumpa w celu przystąpienia do wojny z Iranem, która z góry skazana była na porażkę. Wojna, także ta na Ukrainie nie jest po to, by ją wygrać – jej zadaniem jest trwanie konfliktu i w razie potrzeby większa lub mniejsza eskalacja.

Niektórzy twierdzą, że Trump zaprzedał się globalistom. To nie jest do końca tak. Inaczej nie zakończyłby histerii klimatycznej, nie wystąpił z WHO i nie realizował, przyznaję, że brutalnej, jednak skutecznej polityki antymigracyjnej. Także zerwanie z polityką antyrodzinną nie było na rękę globalistom.

Dlaczego więc wywołuje wojny? Ta wojna z Iranem była moim zdaniem efektem globalistycznego szantażu – dzięki zorganizowanej przez siły globalne sieci Epsteina.

Ostatnia wizyta Trumpa w Pekinie i zaraz po niej także Putina jest dowodem na to, że te państwa uzgadniają wspólną strategię i plany przyszłego podziału świata. USA nie będzie się więcej panoszyć po wszystkich kontynentach i zajmie się zachodnią półkulą. Stąd ta agresja USA wobec ostatniego bastiony komunizmu w tym rejonie – Kuby.

Stany Zjednoczone stracą pozycję światowego hegemona i będą zaliczane do krajów Drugiego Świata. Europa zamieni się z Azją i Afryką i stanie się regionem Trzeciego Świata. Kraje BRICS przejmą rolę przewodnią – czyli już niedługo nazwać je będziemy krajami Pierwszego Świata.

Tak wygląda moja analiza geopolityczna, która uwzględnia wszystkie siły mające wpływ na aktualną światową politykę.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Zachód, Rosjanie, Polacy – demografia, lęk i wojny schyłkowych cywilizacji

Zachód, Rosjanie, Polacy

– demografia, lęk

i wojny schyłkowych cywilizacji

Zbigniew Jacniacki zbigniewjacniacki/rosjanie-polacy-demografia-lek-i-wojny

Przeanalizowałem jeden z tekstów z rosyjskojęzycznej blogosfery.


Przedstawia on konflikt rosyjsko-zachodni jako walkę o biologiczne i cywilizacyjne przetrwanie. Wojna przestaje być w nim operacją polityczną, a staje się starciem ostatecznym: „albo my, albo nas”. Zachód zostaje ukazany jako siła dążąca do rozbicia i unicestwienia Rosji, zaś Ukraina jako narzędzie większego projektu prowadzonego przez struktury zachodnie i technologiczne. Analizując ten tekst, nie zatrzymuję się na nazwiskach, państwach czy ideologiach. Interesuje mnie głębsza struktura – sposób, w jaki zbiorowa świadomość buduje rzeczywistość, gdy traci poczucie sensu własnego istnienia, bowiem każda wspólnota jest formą – strukturalnym wyrazem zbiorowej świadomości, która manifestuje się w instytucjach, demografii i sposobie opowiadania o sobie

Mechanizm oblężonej twierdzy

Najważniejsze w tym tekście nie są nawet oskarżenia wobec Zachodu, lecz sposób budowania obrazu świata. Pojawia się mechanizm oblężonej twierdzy: „wszyscy przeciw nam”, „nie mamy sojuszników”, „świat chce naszego końca”. Taka narracja tworzy zamknięty układ psychiczny, w którym każda informacja wzmacnia wcześniejsze przekonania. Jeśli ktoś pomaga – robi to tylko chwilowo i cynicznie. Jeśli ktoś krytykuje – potwierdza istnienie spisku. Jeśli ktoś pozostaje neutralny – jest ukrytym wrogiem.

W tym sensie tekst odsłania coś głębszego niż konflikt militarny. Pokazuje kryzys sensu zbiorowego. Gdy wspólnota traci zdolność budowania pozytywnej wizji własnej przyszłości, zaczyna organizować swoją tożsamość wokół zagrożenia. Wtedy wojna przestaje być środkiem politycznym, a staje się fundamentem istnienia. Społeczeństwo potrzebuje wroga, ponieważ bez niego musiałoby zadać sobie pytanie: „po co właściwie istniejemy?”.

Dlatego autor nie zatrzymuje się na obronie państwa. Idzie dalej – w stronę logiki totalnej. Skoro przeciwnik rzekomo chce zabić „wszystkich”, to wszystko staje się dozwolone: terror, zemsta, mord polityczny, ataki na cywilów. Pojawia się charakterystyczny moment psychologiczny: odhumanizowanie przeciwnika. Nie ma już ludzi, są „hieny”, „szakale”, „hordy”, „kundle”. Taki język nie jest przypadkiem. Przygotowuje świadomość zbiorową do akceptacji przemocy bez granic.

Jednocześnie tekst odwołuje się do mitu dawnej wielkości i przekonania, że Rosjanie nadal posiadają potencjał zdolny przeciwstawić się całemu Zachodowi.

Współczesne konflikty coraz rzadziej są jedynie sporami o granice czy surowce. Coraz częściej stają się przejawem głębszego kryzysu świadomości zbiorowej, która traci poczucie sensu własnego istnienia. W takich momentach wojna zaczyna pełnić funkcję psychologiczną i egzystencjalną.

Demografia jako energia cywilizacyjna

Jedną z najbardziej nierealistycznych tez tekstu jest przekonanie, że  demografia Rosji posiada potencjał pozwalający myśleć kategoriami globalnego hegemona.

Na początku XX wieku Imperium Rosyjskie rzeczywiście było ludniejsze niż USA. Dziś proporcje całkowicie się odwróciły: Stany Zjednoczone mają ponad 340 milionów mieszkańców, a Rosja około 140 milionów i od dekad pozostaje w kryzysie demograficznym.

To problem znacznie głębszy niż statystyka. Malejąca liczba urodzeń, wysoka śmiertelność mężczyzn, emigracja młodych i starzenie się społeczeństwa oznaczają osłabienie biologicznej podstawy państwa.

Rosja coraz bardziej przypomina ogromne terytorium z relatywnie niewielką populacją. Same zasoby i przestrzeń nie tworzą trwałej siły cywilizacyjnej.

Lustro peryferii: Polska i Turcja*

„Czy my również nie uciekamy w narracje o dziejowej misji, o »przedmurzu«, o wyjątkowym cierpieniu – dokładnie wtedy, gdy nasz realny potencjał rozwojowy słabnie?”

Na początku lat 60. XX wieku Polska i Turcja miały podobną liczbę ludności — około 30 milionów mieszkańców. Dziś Polska oscyluje wokół 37–38 milionów, podczas gdy Turcja przekroczyła 85 milionów.

Przez sześćdziesiąt lat Polska praktycznie zatrzymała się demograficznie, a Turcja stworzyła ogromną, młodą i dynamiczną bazę społeczną. Dlatego Ankara prowadzi coraz bardziej samodzielną politykę regionalną i technologiczną, podczas gdy Polska coraz częściej pełni rolę peryferyjnego elementu większych struktur.

Zarówno u Rosjan, jak i u nas widoczna jest tendencja do życia pamięcią dawnej wielkości. Im słabszy staje się realny potencjał biologiczny wspólnoty, tym silniejsze bywają narracje o historycznej misji i walce o przetrwanie.

W tej perspektywie demografia przestaje być wyłącznie statystyką ekonomiczną. Staje się jednym z najważniejszych wskaźników energii cywilizacyjnej wspólnoty.

Społeczeństwo zdolne do reprodukcji biologicznej, przyciągania ludzi i tworzenia atrakcyjnego modelu życia posiada potencjał rozwojowy. Społeczeństwo starzejące się, żyjące nostalgią i tracące zdolność przyciągania własnych młodych coraz częściej zaczyna kompensować swoją słabość mitologią dawnej potęgi.

Wysoka śmiertelność, niska dzietność i emigracja młodych nie są jedynie problemami społecznymi. Są sygnałem, że wspólnota traci zdolność tworzenia przestrzeni dającej ludziom poczucie sensu, bezpieczeństwa i przyszłości.

Apokalipsa jako mechanizm obronny

Dlatego ogromne, wyludniające się przestrzenie stają się symbolem czegoś więcej niż kryzysu demograficznego. Pokazują osłabienie zdolności organizacyjnej i twórczej danej cywilizacji. Państwo próbujące zarządzać gigantycznym obszarem przy pomocy archaicznych metod opartych głównie na przymusie i mobilizacji zużywa coraz więcej energii na samo podtrzymywanie własnej struktury.

Współczesny świat coraz mniej przypomina epokę imperiów XIX wieku. Dawniej przewagę dawała sama masa: liczba ludzi, przestrzeń i zdolność rzucenia ogromnych armii przeciw przeciwnikowi.

Dziś o sile państw decydują obok „masy” w coraz większym stopniu  elementy jakościowe: technologie, organizacja, jakość instytucji, zdolność współpracy oraz atrakcyjność modelu życia.

Wspólnota wyczerpana biologicznie i psychicznie, oparta głównie na lęku, traumie i narracji oblężenia, ma coraz większy problem z tworzeniem nowoczesnej siły cywilizacyjnej. Zamiast budować atrakcyjną przyszłość, zaczyna rekompensować słabnącą dynamikę mobilizacją, konfliktem i mitologią historyczną.

Dlatego apokaliptyczne narracje o „walce z całym światem” bardzo często są mechanizmem obronnym wspólnot, które podświadomie zaczynają odczuwać własny schyłek.

Im bardziej dana forma zbiorowa kurczy się biologicznie i demograficznie, tym bardziej rozrasta się w sferze wyobrażeń i mitów. Pojawiają się opowieści o „dziejowej misji”, „ostatecznej walce”, „obronie cywilizacji” i „oblężonej twierdzy”.

W rzeczywistości są one często próbą ukrycia głębokiego lęku przed utratą znaczenia i stopniowym zanikiem własnej energii rozwojowej.

Z punktu widzenia spokojnej obserwacji analizowany tekst jest więc nie tylko manifestem politycznym. Jest również zapisem świadomości wspólnoty, która próbuje zatrzymać proces własnego osłabienia poprzez mobilizację emocjonalną, konflikt i mitologię przeszłości.

Prawdziwa siła cywilizacyjna nie wynika dziś z gotowości do poświęcania kolejnych milionów ludzi w imię dawnych symboli. Wynika ze zdolności tworzenia życia: budowania przestrzeni rozwoju, harmonii, stabilności i nowych jakości.

Wspólnocie, która nie potrafi zatrzymać odpływu własnych obywateli ani odbudować własnej dynamiki biologicznej, coraz trudniej nie tylko narzucać swoją wolę reszcie świata, ale nawet wkomponowywać się w całość ludzkości ze swoją propozycją wizji świata.  A wojenna retoryka  staje się wtedy nie tyle dowodem siły, ile dramatyczną próbą ukrycia własnego kryzysu.

Zbigniew Jacniacki

„Żydzi mają szczególną relację z Bogiem”. Zwolennicy listu o judaizmie potwierdzają najgorsze obawy

„Żydzi mają szczególną relację z Bogiem”.

Zwolennicy listu o judaizmie

potwierdzają najgorsze obawy

24 maja 2026 Filip Adamus pch24/zydzi-maja-szczegolna-relacje-z-bogiem-zwolennicy-listu-o-judaizmie-potwierdzaja-najgorsze-obawy

Chrostowski-Wrobel-Montusiewicz-Torun-zydzi_02.jpg
Oprac. PCh24.pl

List Konferencji Episkopatu Polski z okazji 40-lecia wizyty Jana Pawła II w rzymskiej synagodze wywołał gorącą debatę w Kościele katolickim w naszym kraju. Przedstawiona w dokumencie narracja o trwaniu Starego Przymierza napotkała silną krytykę wiernych oraz wielu duchownych. Wśród przeciwników publikacji biskupów znalazł się również ceniony ekspert ds. dialogu z judaizmem, ks. prof. Waldemar Chrostowski.

W ostatnim czasie z prasowych łamów dyskusja o dokumencie KEP-u przeniosła się na uniwersytecki gmach. Krytyczni i przychylni odbiorcy tekstu wymienili argumenty w ramach debaty zorganizowanej przez Wydział Teologiczny Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Rezultat? Raz jeszcze mogliśmy przekonać się, jak nieprzemyślane jest pro-judaistyczne stanowisko. Brak intelektualnej uczciwości i ignorowanie katolickiego nauczania po raz kolejny dały się poznać jako cechy rozpoznawcze zwolenników pozytywnej oceny rabinizmu. 

Powodem, dla którego w ostatnich dniach na toruńskiej uczelni odbyła się akademicka dyskusja wokół listu KEP, był niewątpliwie gorący spór towarzyszący tej publikacji. Dokument wzbudził poważne obawy wiernych. Wbrew niektórym komentarzom, niechętna recepcja tekstu nie miała nic wspólnego z rzekomym „antysemityzmem”. Wynikała z troski o Kościół i katolicką doktrynę.

Wśród zapisów listu biskupów znalazły się bowiem tak wątpliwe stwierdzenia jak to, że w judaizmie rabinicznym trwa stare przymierze, a Żydzi mogą na pewnych szczególnych zasadach osiągnąć zbawienie bez wyraźnej wiary w Chrystusa. Nawet bez znajomości katolickiej Tradycji zmysł wiary zmusza w tym wypadku do czujności. Czy to znaczy, że są grupy, które Zbawiciela nie potrzebują?…

Zaniepokojeni podobnymi stwierdzeniami wierni i duchowni odpowiedzieli polemiką. Szereg artykułów poświęconych korekcie mylnych zapisów zawartych w liście publikowaliśmy dla Państwa również na naszym portalu.

Wśród krytycznych komentarzy nie mogło zabraknąć wypowiedzi ks. prof. Waldemara Chrostowskiego. Po tym, jak wytrawny biblista zarzucił autorom listu „przyjęcie żydowskiej agendy”, na duchownego spadła krytyka zwolenników narracji episkopatu.

Tak zawiązany spór o stosunek do judaizmu uzyskał w ostatnim czasie nową odsłonę. Ks. prof. Chrostowski, znany z wielu książek i wypowiedzi medialnych o Piśmie Świętym oraz judaizmie rabinicznym, spotkał się z adwersarzami na żywo – podczas debaty na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Dyskusja stanowiła w zasadzie powtórzenie wymienionych już argumentów. Potwierdziła słabość narracji pro- judaistycznej oraz rzuciła nieco światła na format intelektualny przedstawicieli komitetu KEP, stojącego za listem.

Sama debata odbyła się pod hasłem przewodnim „Żydzi i chrześcijanie: rodzeństwo czy obcy”, a nagranie z niej ukazało się na kanale Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika pod tytułem „Debata: List biskupów czy dzieli, czy łączy Kościół”. W roli obrońców twierdzeń polskiego episkopatu wystąpili w jej ramach ks. prof. Mirosław Wróbel, biblista z KUL-u oraz Ryszard Montusiewicz, dziennikarz, a także reprezentant Komitetu KEP ds. Dialogu z Judaizmem.

Uczestnicy debaty omówili szereg zagadnień, również politycznych, wokół listu KEP. Z ust ks. prof. Chrostowskiego padło m.in. pytanie o powód milczenia biskupów na temat zbrodni w Strefie Gazy. To oczywiście kwestie istotne, ale na słowo dłuższego komentarza zasługują dwie inne, najbardziej problematyczne teologicznie sprawy. W trakcie debaty wszyscy dyskutujący zgodzili się, że państwo Izrael wolno krytykować, a czynienie tego nie jest aktem antysemityzmu. Nie zgodzili się jednak co do tego, jaki jest status wyznawców judaizmu w świetle wiary chrześcijańskiej.

Pomieszanie z poplątaniem 

List KEP ich pozycję ocenia jako wyjątkową. Żydzi bez wiary w Chrystusa mają trwać rzekomo wciąż w Starym Przymierzu oraz cieszyć się z Bogiem „szczególną relacją” umożliwiającą zbawienie „w tajemniczy sposób”, bez wiary w Zbawiciela.

Zarówno Ryszard Montusiewicz, jak i ks. prof. Wróbel poparli te wątpliwe przekonania. Ich wypowiedzi różniły się rzecz jasna stylem, ale co do zasady powielały podobną linię. Zgodnie z nią Magisterium Kościoła w „ciągłości” od czasów Soboru Watykańskiego II uczy, że Stare Przymierze trwa, obejmując wyznawców judaizmu rabinicznego, a tym samym umożliwia zbawienie bez „wyraźnej wiary” w Chrystusa. List episkopatu pod tym względem miałby nie wyrażać nic innego, niż to „ugruntowane” nauczanie – które wyrażać ma ponoć soborowa deklaracja „Nostra Aetate” i  Katechizm Kościoła Katolickiego. Ryszard Montusiewicz stwierdził nawet, że inna wizja stanowiłaby redukcję Boga, któremu jakoby „pierwsze przymierze nie wyszło”.

Podobne poglądy zasadzają się na szeregu nieporozumień. Niektóre z nich na uniwersyteckiej sali trafnie obnażył ks. profesor Chrostowski. Duchowny poprosił, by ks. prof. Wróbel wskazał jedno miejsce w dokumentach Kościoła, gdzie wprost i wyraźnie mówi się o trwaniu Starego Przymierza. Dyskutant nie był w stanie tego zrobić. Sięgnął wyłącznie po „Nostra Aetate” i dokument papieskiej Komisji z 2015 roku. Te mówią jednak tylko, że Bóg Starego Testamentu nie odwołał i nie żałuje Izraelowi łask – co przecież nie oznacza dosłownie trwania dawnego Przymierza.

Różnica jest więcej niż techniczna. Można się z łatwością zgodzić na to, że Stare Przymierze nie zostało odwołane, a Bóg był mu wierny. Zgodnie jednak z katolicką doktryną zostało ono wypełnione, bo od początku stanowiło zapowiedź Nowego Przymierza. Te zapisy są więc literalnie do pogodzenia z doktryną. Wizja trwania Starego Testamentu już nie.

Co więcej, we wszystkich wspomnianych wypadkach, jak trafnie wskazał ks. prof. Chrostowski, zapisy opierają się na cytowaniu wyrwanego z kontekstu zdania św. Pawła Apostoła z Listu do Rzymian o „nieodwołalności” darów i wybrania Bożego.

Tymczasem, jak dowiódł duchowny, podobne słowa w oryginalnym tekście greckim, Wulgacie czy pierwszych polskich tłumaczeniach w ogóle nie padają. Zamiast tego św. Paweł pisał dosłownie o darach Bożych dla Izraela jako „nieżałowanych”. Bóg zatem wyznawców judaizmu wzywa i jak każdemu człowiekowi nie odmawia łaski, ale czy Izrael zechce je przyjąć, to już jego decyzja, wyjaśniał ks. prof. Chrostowski.

Zresztą, w świetle lektury całości refleksji św. Pawła z Listu do Rzymian wynika jasno, że Apostoł Pogan pisze o Izraelu jako niewiernym przymierzu. Nie ma co do tego wątpliwości: Żydzi – polegając nie na wierze w Chrystusa, ale na prawie – nie znajdują usprawiedliwienia, którego pragną, a zdobywają je poganie – uczył św. Paweł. By ignorować ten wywód, sięgając jedynie po niezbyt dobrze przetłumaczone i wyrwane z kontekstu zdanie o „nieodwołalności darów”, trzeba wykazać się sporą wybiórczością.

Bez Tradycji 

Tak, jak selektywna okazuje się lektura Pisma Świętego zwolenników pozytywnej oceny judaizmu, tak wybiórcza jest niestety ich lektura tekstów Magisterium. Twierdzenie, że Urząd Nauczycielski konsekwentnie uczy o trwaniu Starego Przymierza zakrawa o śmieszność. Zwolennicy listu KEP ignorują szereg orzeczeń znacznej rangi i dwadzieścia wieków powszechnego katolickiego nauczania, krzycząc o wierności doktrynie…

O wygaśnięciu Starego Testamentu i jego chrystocentrycznej naturze orzekł Sobór Florencki w bulli „Cantate Domino”, uczył o nich Katechizm Soboru Trydenckiego, św. Tomasz z Akwinu w „Summie Teologii” oraz papież Pius XII w encyklice „Mystici Corporis”.

Zwolennicy narracji o trwaniu Starego Testamentu chyba tych orzeczeń w ogóle nie znają. W konsekwencji to, czym Stare Przymierze było, definiują wedle uznania. W czasie debaty dowiódł tego ks. prof. Wróbel stwierdzając, że obietnica wiecznego przymierza z Bogiem dotyczyła Starego Testamentu. To błąd. Kościół uczył konsekwentnie przez XX wieków, że Dawne Przymierze było czasową figurą doskonałej religii chrześcijańskiej, a jego wartość wypływała ze… wskazania na Chrystusa w przyszłości.

Na przykład św. Tomasz z Akwinu pisał, że patriarchowie Izraela mieli „tę samą wiarę” co chrześcijanie, tyle że skierowaną ku przyszłości. Wierzyli w spełnienie rzeczy, których my wyznajemy dokonanie. Stary Testament był jedynie tymczasowym etapem na drodze ku pełni Objawienia.

Tym samym Stary Zakon oderwany od wiary w Chrystusa nigdy nie istniał! Zwolennicy episkopalnej narracji po prostu o tym nie wiedzą, bo ignorują świętą Tradycję. W konsekwencji, szczególnie w przypadku dyskusji o „zbawieniu Żydów bez wiary wyraźnej”, mamy do czynienia z groteskową obroną pustej narracji.  

Pochylając się nad rzekomo wyjątkowym położeniem eschatologicznym Żydów ks. prof. Chrostowski słusznie zadawał pytanie, czy naprawdę można sądzić, że Chrystus jest „czymś dla wszystkich, ale niczym dla Żydów”? W odpowiedzi ks. prof. Wróbel oraz Ryszard Montusiewicz sięgnęli po raz kolejny po stwierdzenia dokumentu papieskiej komisji ds. dialogu z judaizmem z 2015 roku. Zgodnie z tym tekstem to, w jaki sposób Żydzi dostępują zbawienia jest „tajemnicą wiary”. Taka była też ich odpowiedź: Chrystus jest oczywiście konieczny. Żydzi go wprost nie uznają, ale w jakiś sposób – tajemniczy – dostępują przychodzącego przez wiarę w Mesjasza zbawienia.

Zasadne są obawy, czy w tym wypadku nie mamy do czynienia po prostu z manipulacją religijną. Otóż „tajemnice wiary” to przekraczające ludzki rozum prawdy objawione przez Boga. To te elementy „depositum fidei” – które nie przecząc rozumowi wykraczają poza jego poznanie. Naukę np. o Trójcy Przenajświętszej otrzymujemy dzięki wierze, a ludzki rozum nie jest w stanie zbyt wiele powiedzieć na Jej temat poza danymi w objawieniu faktami.

Tymczasem Kościół wyraźnie i szczegółowo uczy o konieczności wiary do zbawienia i równie precyzyjnie wyjaśnia, w wypadku kogo może ono zaistnieć bez wiary wyraźnej. Samo uznanie faktu, że wśród warunków zbawienia znajduje się wiara oraz pojęcie, czym jest akt wiary, nie umyka rozumowi. Przyjmujemy tę naukę i jasne staje się, że objawienie wymaga od człowieka pozytywnej odpowiedzi.

Gdyby to, jak należy odnieść się do religijnej prawdy było niezrozumiałe, wiara nie mogłaby stanowić powinności moralnej. Tymczasem od zawsze Kościół uczy, że ludzki rozum musi wiarę przyjąć. O tej konieczności mówią dokumenty Soboru Watykańskiego II, w tym konstytucja „Lumen Gentium” oraz Deklaracja „Dignitatis Humanae”. Zawsze uznawano to za uniwersalne i obiektywne wymaganie etyczne, wiążące ludzkie sumienie.  

Kościół wyjaśnił również dokładnie, że w wypadku „ignorancji niezawinionej” – czyli niemożliwości poznania prawdy religijnej – zbawienie może w niektórych wypadkach przyjść…

Rozumiemy zatem, co oznacza, że wiara jest do zbawienia konieczna oraz w jaki sposób człowiek wyraża wiarę. Pojmujemy także, że są osoby, które nie mają wiary – ale nie z ich winy. Nic nie pozwala na wyjęcie jakiejś konkretnej grupy z tych zrozumiałych ram na podstawie „tajemnicy wiary”. Znaczyłoby to zwyczajnie niezastosowanie moralnych kryteriów do określonej zbiorowości. Czy skończyliśmy już z wiarą w obiektywność grzechu i zasługi?

Co więcej – w żadnym świadectwie Tradycji – ani u Ojców Kościoła, ani na żadnym soborze, nie ma twierdzeń o tajemniczym wyłączeniu Żydów z grona tych, którzy muszą wierzyć. Nie ma podstawy, by wprowadzić w ich kwestii jakąś „tajemnicę wiary”!

W wypadku omawianej dyskusji mamy do czynienia z próbą użycia tej kategorii do podparcia po prostu niespójnego z doktrynalnymi ramami poglądu. To coś więcej, niż nieuczciwy chwyt retoryczny. To cyniczne wykorzystanie gotowości wierzących do przyjęcia prawdy przerastającej zrozumienie.  

Bez wyjaśnień

Debatę w sprawie obu tych palących problemów podsumować można jedną z uwag ks. prof. Chrostowskiego. Entuzjaści linii episkopatu po prostu powtarzają zapisy listu – ale ich stanowisko jest w istocie „publicystyczne”. Próba jego teologicznego uzasadnienia – nie powielania narracji, ale wytłumaczenia w świetle wiary – kończy się fiaskiem. Dzieje się tak dlatego, że w istocie mamy do czynienia z pustą narracją – oderwaną od katolickiego nauczania o tym, czym był naprawdę Stary Testament.  

Obrońcy listu tego jak gdyby nie zauważają… lub zauważać nie chcą. To jeszcze jeden wniosek, jaki płynie z debaty na UMK. Styl wypowiedzi Ryszarda Montusiewicza dowodził wyraźnie, że jest on po prostu niechętny teologicznej analizie problemu – a w opinię komitetu KEP wierzy tak mocno, jak we własne istnienie.

Dziennikarz ochoczo „podgryzał” w trakcie debaty ks. prof. Chrostowskiego. Gdy duchowny zaznaczał, że w świetle nauczania Kościoła kwestia trwania Starego Testamentu nie jest oczywista, Montusiewicz zachęcał, by biblista „zwrócił się do Watykanu z prośbą o zmianę katechizmu”. Kiedy wprawny teolog wyjaśniał, że część pojęć używanych w odniesieniu do Żydów, jak na przykład „naród wybrany”, można by przetłumaczyć lepiej, przedstawiciel Komitetu zarzucał mu puste krytykanctwo. Jak gdyby Pan redaktor nie rozumiał, że spotkał się na debacie właśnie po to… by dyskutować.

Znacznie bardziej niż na dyskusję, Pan Ryszard Montusiewicz wydawał się przygotowany na agresywne przeforsowanie narracji swojego środowiska. Zauważanie niuansów teologicznych przez biblistę-eksperta zdało mu się podejrzanym – a sprawa trwania Starego Testamentu oczywistą w świetle „ciągłości” Magisterium i nauczania papieży od Soboru Watykańskiego II. Nie liczmy na to, by Pan Redaktor rozumiał, że w samym „Nostra Aetate” o trwaniu Starego Przymierza nie ma wprost mowy albo, że Benedykt XVI w swoim eseju o judaizmie z 2017 roku wyrażał sądy bardzo odległe listowi KEP-u…  

Jak zagorzały potrafi być Ryszard Montusiewicz pokazał jego komentarz do zapisanego w biskupim liście „zaproszenia do synagog”. Ks. prof. Waldemar Chrostowski zaznaczył, że nie odwiedził bożnicy, ponieważ wezwanie KEP-u nie było szczere. Nie pochodziło od gospodarzy synagog – czyli gmin żydowskich – ale było luźnym pomysłem naszych pasterzy.

Co na to Pan Montusiewicz? Otóż „nie rozumie” on tego zastrzeżenia, bo w Polsce jest przecież tyle synagog nieużywanych, w ruinie, albo przerobionych na budynki użyteczności religijnej, w których nie ma gmin wyznaniowych… Wypadało zatem ks. prof. Chrostowskiemu stanąć przed takim budynkiem z okazji 40-lecia wizyty Jana Pawła w synagodze, bądź dotknąć jego murów… Sic! Pan Ryszard w odpowiedzi na uwagę, że to nie Żydzi zaprosili nas do synagog, wysyła nas… na baseny i gruzowiska w miejscu, gdzie kiedyś modlili się wyznawcy judaizmu.

To bliższe zapoznanie z profilem intelektualnym przedstawiciela Komitetu wyjaśniało bardzo wiele. Nie wystawiając ogólnej oceny Ryszarda Montusiewicza trzeba przyznać, że w debacie sprawiał on wizerunek fanatycznego ignoranta. Jeśli biskupi rzeczywiście funkcjonują w tak „lojalnym” otoczeniu, to nie dziw, że publikują nierozsądne dokumenty. Wśród współpracowników mogą liczyć tylko na poklask.

Szczęściem nie cały Kościół klaszcze w dłonie, gdy słyszy naukę relatywizującą konieczność wiary do zbawienia i nieodzowność Chrystusa.

Filip Adamus

OD NOWEGO IZRAELA DO CHRZEŚCIJAŃSKIEGO SYJONIZMU

PROF. JACEK BARTYZEL: OD NOWEGO IZRAELA DO CHRZEŚCIJAŃSKIEGO SYJONIZMU

,24 maja 2026

Jak wykazał w swojej nowej nauce polityki Eric Voegelin,  rewolucja purytańska, bo właściwie tak ją można określić, była nawet pod wieloma względami prefiguracją rewolucji bolszewickiej, a na pewno czasem osiowym przejścia od religijnej do świeckiej wersji gnostycyzmu.

Wszakże protestantyzm w ogóle jest w dużej mierze re-judaizacją chrześcijaństwa, a purytanizm jest nią w takim stopniu, że można uznać, że cywilizacyjnie należy już do cywilizacji żydowskiej. W Anglii, już w epoce Szekspira, trzymających się całkowicie sformalizowanej etyki Purytanów nazywano Żydami Nowego Testamentu.

(…) chrześcijański syjonizm w Stanach Zjednoczonych  wywodzi się z tych nurtów protestantyzmu,  które tam się zakorzeniły na czele z kalwinistycznym Purytanizmem, a w Stanach Południowych baptyzmem. Współcześnie stał się on doktryną tzw. ruchów ewangelikalnych oraz zielonoświątkowców…

Sednem poglądów chrześcijańskich syjonistów jest przekonanie, że należy walczyć o odzyskanie dla Żydów całej Ziemi Obiecanej, przez co należy rozumieć obszar od Synaju aż po Eufrat, a zatem ziemie należące do państw sąsiadujących dziś z Erec Izrael, czyli państwem Izrael.

Ideologia tak zwanego mandatu siedmiu gór

głoszącą przejęcie kontroli nad siedmioma,  to metafora oczywiście, górami społecznymi,  czyli to jest: rodziną, religią, edukacją, mediami, rozrywką, biznesem i rządem, aby ustanowić Królestwo Boże na ziemi.

Wierzymy, a pokazuje nam to historia i pismo, że Bóg mierzy narody miarą ich stosunku do Izraela

Chrześcijańscy syjoniści popierają także projekt  ortodoksów żydowskich odbudowania,  po spełnieniu pewnych rytualnych warunków, III świątyni. Na miejscu dwóch poprzednich, w którym, jak wiadomo, obecnie stoją muzułmański meczet Al-Aqsa i Kopuła na Skale,  których zburzenie rozpętałoby zapewne świętą wojnę całego świata islamskiego.

Ewangelikalni chrześcijańscy syjoniści  spoglądają na problem Izraela z punktu widzenia  apokaliptyki chrześcijańskiej, oczywiście tak,  jak oni ją pojmują, czyli w wypaczony sposób.

Można rzec, że chrześcijańskim syjonistom obce jest, tak istotne dla katolików, podejście katechoniczne,  czyli oparta na wyjaśnieniach też świętego Pawła Wiara w to,  iż rzeczy ostateczne, które rozpoczną się przecież od pojawienia się antychrysta, człowieka grzechu  i zwiedzenia przezeń wielu, są odwlekane. I historia świata może toczyć się dalej, dopóki nie ustąpi siła go powstrzymująca, czyli katechon, z drugiego listu do Tesaloniczan [2,9].

Czy pokój jest w zasięgu ręki? Nie pokładaj w tym zbyt wielkich nadziei.

Czy pokój jest w zasięgu ręki? Nie pokładaj w nim zbyt wielkich nadziei.

Larry C. Johnson

Od czasu powrotu Neville’a Chamberlaina z negocjacji z Hitlerem w Monachium 30 września 1938 r. nie byliśmy świadkami tak widowiskowego oszustwa i fałszywej nadziei.

W ten weekend Trump z entuzjazmem ogłosił na swojej platformie Truth Social:

„W dużej mierze wynegocjowano umowę, z zastrzeżeniem jej ostatecznego sfinalizowania, między Stanami Zjednoczonymi Ameryki, Islamską Republiką Iranu i innymi wymienionymi krajami… Ostateczne aspekty i szczegóły umowy są obecnie omawiane i zostaną wkrótce ogłoszone. Oprócz wielu innych elementów umowy, Cieśnina Ormuz zostanie otwarta”.

Irańczycy mają jednak inne zdanie: twierdzenie Trumpa o powrocie Cieśniny Ormuz do dawnego stanu jest nieprawdziwe. Według Fars, badania dziennikarza pokazują, że to twierdzenie również jest dalekie od rzeczywistości.

Zgodnie z tym, Cieśnina Ormuz pozostanie pod kontrolą Iranu, jeśli zostanie osiągnięte potencjalne porozumienie. Chociaż Iran zgodził się na zwiększenie liczby przepływających statków do poziomu sprzed wojny, nie oznacza to w żadnym wypadku „swobodnego przepływu” jak przed wojną. Administracja cieśniną, ustalanie trasy, czasu i sposobu przepływu, a także wydawanie zezwoleń, pozostaną wyłącznie pod kontrolą i uznaniem Islamskiej Republiki Iranu. Relacja Trumpa jest zatem niepełna i sprzeczna z rzeczywistością.

Warto również zauważyć, że Trump wcześniej określił negocjacje w sprawie irańskiego programu nuklearnego jako jeden z centralnych i nieodłącznych warunków każdego porozumienia. Iran jednak nie podjął takich zobowiązań, a kwestia nuklearna nie była nawet omawiana na tym etapie.

Tymczasem Arabia Saudyjska podobno wysunęła pomysł zawarcia paktu o nieagresji z Iranem. Stało się to po tym, jak Rijad był świadkiem przełamania przez Teheran licznych warstw amerykańskiej obrony powietrznej i morskiej w Cieśninie Ormuz, przeprowadzając alarmująco szybkie ataki w ciągu pierwszych pięciu tygodni wojny ramadanowej – wojny, która rozpoczęła się 28 lutego.

Według Financial Times Arabia Saudyjska, która kiedyś polegała na „niepodważalnych” gwarancjach bezpieczeństwa Waszyngtonu, które w rzeczywistości okazały się mirażem, obecnie po cichu rozważa regionalne porozumienie wzorowane na starych porozumieniach helsińskich: współpraca gospodarcza, gwarancje bezpieczeństwa i stabilność bez imperium dyktującego zasady.

Jeśli to prawda, oznaczałoby to, że Arabia Saudyjska nie uważa już Stanów Zjednoczonych za swojego głównego obrońcę i zamiast tego akceptuje nową architekturę bezpieczeństwa, która uznaje Iran za nowego szeryfa w niebezpiecznym regionie. Kiedy twój obrońca wydaje się słaby i bezbronny, zaczynasz rozmawiać z krajem, który właśnie udowodnił, że potrafi sprostać zadaniu.

Według wysoko postawionego pakistańskiego źródła dyplomatycznego ds. bezpieczeństwa:

„Zbliżamy się do przełomowego momentu. Ramy są już praktycznie gotowe. Pozostaje pytanie, czy dyplomacja zdoła załatać tę ostatnią lukę, zanim region pogrąży się w znacznie poważniejszej konfrontacji”.

Pakistan wydaje się odgrywać kluczową rolę w tym dramacie. Feldmarszałek Asim Munir zakończył właśnie drugą misję w Teheranie, która obejmowała bezpośrednie rozmowy z wysoko postawionymi irańskimi strukturami politycznymi, wojskowymi i religijnymi – w tym z osobami z wewnętrznego kręgu Najwyższego Przywódcy.

Jednocześnie minister spraw wewnętrznych Mohsin Naqvi pozostaje aktywnie zaangażowany w umożliwianie codziennych mechanizmów pośredniej komunikacji między USA a Iranem i koordynację ram współpracy.

Pakistan wydaje się obecnie jedynym krajem, który jednocześnie utrzymuje funkcjonujące kanały zaufania z Teheranem, Pekinem, Dohą, Rijadem, Abu Zabi oraz z mediatorami bliskimi Waszyngtonowi.

Równie istotny jest szybko rosnący opór regionalny wobec ponownej eskalacji działań militarnych USA. Arabia Saudyjska, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Pakistan podobno bezpośrednio ostrzegły Waszyngton przed nowymi działaniami militarnymi.

Ich obawy nie wynikają z ideologicznej sympatii do Teheranu, lecz z niebezpieczeństwa niekontrolowanej destabilizacji regionu, która może wpłynąć na infrastrukturę Zatoki Perskiej, systemy energetyczne, szlaki żeglugowe, zakłady odsalania wody i światowe rynki ropy naftowej.

Jednocześnie Iran nie działa już z osłabionej pozycji militarnej, w jakiej znajdował się na początku tego roku. Irańska infrastruktura rakietowa została w dużej mierze odbudowana. Potencjał marynarki wojennej został redystrybuowany i wzmocniony. Struktury dowodzenia pod dowództwem Gwardii Rewolucyjnej ustabilizowały się.

Bieżące oceny wskazują, że Teheran wciąż dysponuje około 70% swojego potencjału rakietowego i przywrócił funkcjonalność operacyjną około 30 z 33 strategicznych wyrzutni rakietowych w pobliżu Cieśniny Ormuz.

Chiny i Rosja również po cichu wzmocniły odporność Iranu, nie ingerując otwarcie w konflikt. Chińskie wsparcie ma obejmować technologie podwójnego zastosowania, wsparcie satelitarne, komponenty dronów i pocisków rakietowych, integrację z BeiDou oraz pośrednią pomoc obronną za pośrednictwem tajnych kanałów.

Rosja najwyraźniej dostarcza informacji wywiadowczych i jednocześnie czerpie korzyści strategiczne z szoku energetycznego wywołanego trwającą niestabilnością.

Przygotujcie proch i poczekajcie, co przyniesie poniedziałek.

Źródło: Pokój jest blisko? Nie wstrzymuj oddechu

Miliard złotych z kaucji przepadł. Zarabia Coca-Cola HBC, PepsiCo, Maspex oraz Nestlé ? I niemiecka Grupa Schwarz ?

Miliard złotych z kaucji przepadł. Kto zarabia?

magnapoloniamiliard-zlotych-z-kaucji-przepadl-kto-zarabia

Według danych ujawnionych przez wiceminister klimatu Anitę Sowińską, do obrotu trafiło już 2,8 miliarda opakowań objętych kaucją, natomiast zwrócono zaledwie około 800 milionów sztuk. Oznacza to skuteczność zbiórki na poziomie zaledwie 28,5%.

Pieniądze z kaucji nie trafiły w próżnię, ale do bardzo konkretnych podmiotów, które mają dzięki temu złote żniwa. Co więcej, w ich interesie leży jak najmniejsza efektywność systemu.

Miliard złotych z kaucji przepadł. Przy obowiązującej stawce za butelkę wynoszącej 50 groszy, kwota za niezwrócone opakowania wynosu ponad miliard złotych. Oficjalnie są to środki pozostające w systemie, jednak krytycy zwracają uwagę, że pieniądze te trafiają pod kontrolę operatorów zarządzających całym mechanizmem.

Największy operator systemu, Kaucja.pl, opublikował własne dane za kwiecień. Wynika z nich, że do obrotu wprowadzono 1,7 miliarda opakowań, z czego odebrano jedynie 410 milionów. Skuteczność wyniosła więc około 24%. Operator pobrał od producentów 850 milionów złotych kaucji, natomiast klientom wypłacono jedynie 205 milionów. Różnica — około 645 milionów złotych — pozostała w systemie operatora.

Wokół systemu narasta polityczny i gospodarczy spór. Wśród udziałowców Kaucja.pl znajdują się m.in. Coca-Cola HBC, PepsiCo, Maspex oraz Nestlé. Drugi duży operator, OK Operator Kaucyjny, jest powiązany z niemiecką Grupą Schwarz, właścicielem sieci Lidl i Kaufland.

Zgodnie z konstrukcją systemu, niewykorzystane środki z kaucji mogą być przeznaczane na koszty funkcjonowania, rozwój infrastruktury czy działania organizacyjne. Problem polega na tym, że bardzo trudno ocenić, gdzie kończą się realne koszty systemu, a gdzie zaczyna transfer wartości do właścicieli operatorów. Była szefowa monitoringu odpadów w Instytucie Ochrony Środowiska, dr Beata Miłkowska, zwraca uwagę, że bez szczegółowego nadzoru praktycznie niemożliwe jest precyzyjne rozdzielenie tych obszarów, a to właśnie tam znajduje się największe zagłębie nadużyć.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska przekonuje jednak, że system dopiero się stabilizuje. Sama Anita Sowińska już przy starcie programu mówiła, że pełną sprawność osiągnie on dopiero po kilku miesiącach działania. Resort podkreśla także, że liczba punktów odbioru stale rośnie i obecnie przekracza 57 tysięcy.

Mimo zapewnień, wszystko wskazuje na to, że problem ma charakter strukturalny, a nie rzekomo przejściowy. W mediach społecznościowych i na forach internetowych pojawia się wiele relacji o niedziałających automatach, odmowach przyjmowania opakowań czy trudnościach z odzyskaniem pieniędzy. Frustracja i brak czasu na użeranie się z butelkami zniechęcają do oddawania ich do zwrotów. To z kolei dodatkowo zwiększa przychody operatorów.

Jakby tego wszystkiego było mało, samorządy alarmują, że wyjęcie najbardziej wartościowych surowców — plastiku PET oraz aluminium — z komunalnego systemu odpadów uderzyło w ich finanse. W wielu miejscach opłaty za wywóz śmieci wzrosły nawet o kilkadziesiąt procent. Ostatecznie konsumenci płacą więc podwójnie: raz przy kasie w formie kaucji, drugi raz w wyższych rachunkach za odpady. Kto na tym zyskuje? Zagraniczne firmy.

Co ciekawe, ministerstwo zakładało docelowy poziom zwrotów na poziomie 90–95 proc., podobny do wyników osiąganych w krajach skandynawskich czy Niemczech. Tymczasem w polskich realiach poziom może zatrzymać się w okolicach 50%. Jeśli taki scenariusz się potwierdzi, oznaczałoby to, że połowa wszystkich wpłaconych przez Polaków kaucji nigdy do nich nie wróci.

Mimo katastrofalnej skuteczności i narastających sporów, opanowany przez zielonych komunistów resort klimatu planuje dalsze rozszerzanie systemu kaucyjnego. Chodzi o inne  rodzaje opakowań, w tym szkło. Zwolennicy zmian mówią o konieczności dalszego zwiększania poziomu recyklingu. Przeciwnicy wskazują natomiast, że obecny model coraz bardziej przypomina mechanizm stałego transferu pieniędzy od konsumentów do wielkich operatorów i międzynarodowych koncernów.

Śmierć z nieba [geoinżynieria]

Śmierć z nieba

Autor artykułu Marek Wójcik 23. maja 2026 world-scam/smierc-z-nieba

We wczorajszym artykule: Geoinżynieria: Niebezpieczne eksperymenty na niebie, źródło, na tkp.at czytamy:

Od czasu powołania w 1989 roku Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) Organizacji Narodów Zjednoczonych przez Fundację Braci Rockefeller, kierowaną przez Davida Rockefellera i Henry’ego Kissingera, pojawiły się obawy dotyczące wzrostu temperatur spowodowanego antropogenicznym CO2. Proponowane rozwiązania obejmują zerową emisję netto CO2, sekwestrację CO2 oraz geoinżynierię w celu ograniczenia promieniowania słonecznego.

Listę patentów geoinżynieryjnych przyznanych w okresie od roku 1891 do 2023, podaję dla niedowiarków negujących proces zatruwania życia na Ziemi. Zapewne nie przeczytają tego artykułu i tym bardziej nie spojrzą nawet na te setki patentów manipulacji atmosfery – przecież oni w to nie wierzą…

Saharyjski pył?
Góra przyszła do Mahometa – „burza piaskowa” tysiące kilometrów od Sahary.

Największe ryzyko? Tak zwany „szok termiczny”. Jeśli zaczniemy sztucznie ograniczać promieniowanie słoneczne, musimy to robić nieustannie. Gdyby ten proces został gwałtownie zatrzymany – na przykład przez kryzysy gospodarcze, wojny lub sabotaż – skumulowane ocieplenie uderzyłoby w nas z brutalną siłą w bardzo krótkim czasie. Rezultatem byłoby masowe wymieranie gatunków i warunki klimatyczne, których żaden ekosystem nie byłby w stanie przetrwać. Cytat z przedstawionego na początku artykułu na tkp.at.

Stop chemtrailsom i geoinżynierii.
Źródło: Telegram 17.05.2026 r. 09:42.

Smugi chemiczne = geoinżynieria, to jest ta ich zmiana klimatu spowodowana działaniem człowieka… Smugi chemiczne i nanopył – czy to substancje pochodzące ze smug kondensacyjnych samolotów? A może celowe uwalnianie cząstek w celu wywierania wpływu na zachowanie ludzi?

Śmierć z nieba.

Nawet wielki klimantrop – połączenia fanatyka regulacji klimatu z filantropią – przyznał, że ocieplenie globalne to ściema. Mamy więc powrót do teorii ochłodzeniowych z zachowaniem technologii chemtrails służącej ponoć obniżeniu temperatury na planecie. Ta zmiana paniki klimatycznej wywołana była najwyraźniej chęcią zaspokojenia rozdmuchanego ego obecnego prezydenta USA. Właśnie tworzenie smug pseudo-kondensacyjnych wspomaga tę nie tak nową teorię nadejścia kolejnej epoki lodowcowej. Ocieplenie czy ochłodzenie – jaka to różnica? Ważne, żeby siać panikę wśród poddanych.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Sojusz niemiecko-ukraiński?

Sojusz niemiecko-ukraiński?

Przemysław Piasta myslpolska/sojusz-niemiecko-ukrainski

W roku 2022, w pierwszych miesiącach aktualnej fazy konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, państwo niemieckie zachowywało daleko idący dystans wobec wojujących stron.

Jego najbardziej widowiskowym symbolem było przekazanie w ramach „wsparcia” dla strony ukraińskiej kilkuset przestarzałych hełmów z demobilu Bundeswehry.

Od tego czasu zmieniło się jednak bardzo wiele. Dziś Niemcy są jednym z głównych partnerów Ukrainy. Do tego stopnia, że coraz częściej mówi się już nie o niemiecko-ukraińskiej współpracy, lecz wręcz o niemiecko-ukraińskim sojuszu.

Nasi zachodni sąsiedzi, którzy przez dekady z nabożnym spokojem eksportowali głównie samochody, pralki i poczucie własnej wyższości, stali się w ostatnich latach kluczowym dostawcą uzbrojenia dla reżimu Zełenskiego. Na Ukrainę płyną Leopardy 2, Mardery, systemy IRIS-T, amerykańskie Patrioty, haubice samobieżne, amunicja oraz drony rozpoznawcze. Jeszcze niedawno podobna skala zaangażowania Berlina byłaby trudna do wyobrażenia. Niemcy nie ograniczają się jednak wyłącznie do wysyłania sprzętu. Finansują również szkolenia ukraińskich żołnierzy oraz serwis uzbrojenia. W końcu nawet najnowocześniejszy czołg po intensywnym użytkowaniu wymaga napraw i konserwacji. Według danych niemieckiego rządu wartość pomocy wojskowej liczona dla Ukrainy jest już w dziesiątkach miliardów euro. Co, nawiasem mówiąc, pokazuje, że gdy Berlin naprawdę chce działać szybko, potrafi znaleźć pieniądze znacznie sprawniej niż przy osławionej budowie lotniska Berlin Brandenburg.

Dostawy sprzętu i jego serwis oraz szkolenie ukraińskich kadr to jedno, a współpraca na niwie produkcji uzbrojenia, drugie. Kluczową rolę w tym procesie odgrywa Rheinmetall. Ten wiodący niemiecki koncern zbrojeniowy mimo historii sięgającej XIX wieku pozostaje firmą nowoczesną i innowacyjną. Koncern jest dziś jednym z największych producentów amunicji artyleryjskiej kalibru 155 mm, czołgowej 120 mm, a także systemów czujników, kontroli ognia oraz amunicji krążącej. Rheinmetall, przy pełnej aprobacie niemieckich czynników rządowych, rozwija współpracę ze stroną ukraińską, produkując obecnie już bezpośrednio na terytorium Ukrainy. Firma buduje tam zakłady remontowe dla czołgów i pojazdów wojskowych, rozwija produkcję amunicji, systemów dronowych oraz współpracę przy pojazdach opancerzonych.

Plan jest prosty i bardzo niemiecki w swojej konstrukcji: produkować bliżej frontu, dostarczać szybciej, a więc wydajniej i bardziej optymalnie. Przy okazji odbudować potencjał własnego przemysłu zbrojeniowego, który jeszcze niedawno funkcjonował w cieniu europejskich obsesji, wedle których największym zagrożeniem dla kontynentu miała być zbyt wysoka emisja CO? z ekspresów do kawy. Projekt ten ma jednak też istotny cel polityczny. Jest nim coraz silniejsze związanie Ukrainy oraz jej gospodarki z gospodarką niemiecką.

Zarówno strona niemiecka, jak i ukraińska, bynajmniej nie kryją swoich intencji. Podczas niedawnej wizyty w Kijowie minister obrony Niemiec, Boris Pistorius, ogłosił, że Niemcy są zainteresowane rozszerzeniem partnerstwa obronnego z Ukrainą oraz wykorzystaniem ukraińskich doświadczeń w nowoczesnej wojnie. Poinformował także dziennikarzy, że Niemcy i Ukraina planują pogłębić współpracę zbrojeniową, a firmy ukraińskie i niemieckie już pracują nad „obiecującymi projektami”. Obejmują one drony o zasięgu poniżej 100 kilometrów, a także systemy dalekiego zasięgu zdolne do pokonywania odległości do 1500 kilometrów. Jakkolwiek koncepcje Merza i Pistoriusa nie są podzielane przez wszystkie środowiska polityczne w Niemczech, nie wolno ich lekceważyć. Niemcy, odcięte od swojego dotychczasowego partnera na wschodzie, czyli Rosji, poszukują alternatyw. Naturalnym kandydatem jawi się Ukraina, historycznie będąca przecież w dużej mierze efektem niemieckiej kreacji geopolitycznej i społecznej.

Są to dla nas wiadomości co najmniej niepokojące. O ile wieloletnie partnerstwo gospodarcze niemiecko-rosyjskie nie stanowiło dla Polski bezpośredniego zagrożenia, a odpowiednio wykorzystane mogło nawet stać się mechanizmem prorozwojowym, o tyle potencjalne partnerstwo niemiecko-ukraińskie niesie ze sobą cały konglomerat nowych ryzyk. Najważniejszym z nich jest możliwość posiadania zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie państw potencjalnie nieprzyjaznych, a nawet wrogich.

Nie zapominajmy, że państwo niemieckie, a później także istotne siły polityczne w Niemczech, przez dekady kwestionowały obecny porządek geopolityczny oraz zasadność przebiegu polsko-niemieckiej granicy. Jakkolwiek obecnie możemy traktować te środowiska jako folklor politycznego marginesu, nie wolno lekceważyć ich potencjału intelektualnego. Koncepcje, które dziś wydają się kuriozalne i przebrzmiałe, w odpowiednich warunkach społecznych i geopolitycznych mogą powrócić ze zdwojoną siłą. Tym bardziej, że również w Polsce nie brakuje środowisk politycznych gotowych dla doraźnych korzyści budzić demony przeszłości. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda na linii relacji polsko-ukraińskich. Ze strony państwa ukraińskiego oraz części jego elit politycznych stosunek do Polski bywa przesadnie asertywny, nieprzyjazny, a niekiedy wręcz wrogi. Roszczenia terytorialne wobec Polski nie są na Ukrainie wyłącznie marginesem, lecz pojawiają się także w szerszym nurcie debaty publicznej. Podobnie jest z kultem banderyzmu – ideologii o wyraźnie antypolskim charakterze. W tej sytuacji mamy podstawy do niepokoju.

W roku 1930 Roman Dmowski pisał: „Kwestii (..) ukraińskiej nie można tak traktować, jak się traktuje kwestię pierwszej lepszej narodowości, obudzonej do życia politycznego w XIX stuleciu. Znaczeniem swoim przerasta ona wszystkie inne ze względu na liczbę ludności mówiącej po małorusku, jak na rolę obszaru przez nią zajmowanego i jego bogactw naturalnych w zagadnieniach polityki światowej. Już pod koniec ubiegłego stulecia zajęła ona poczesne miejsce w planach polityki Niemiec, pod których patronatem została tak szeroko postawiona. Odbudowanie państwa polskiego nie zmniejszyło, ale raczej zwiększyło jej znaczenie w widokach polityki niemieckiej: z jej rozwiązaniem wiążą się nadzieje na zmianę granicy niemiecko-polskiej i na zredukowanie Polski do obszaru, na którym byłaby państewkiem nic nie znaczącym, od Niemiec całkowicie uzależnionym.”

Jestem przeciwnikiem bezkrytycznego powtarzania utrwalonych stereotypów. Sam Dmowski nigdy przecież nie kreował się na proroka. Był jedynie, albo aż, niezwykle inteligentnym i spostrzegawczym analitykiem politycznym. Jednak i krytycyzm wobec naszego dziedzictwa politycznego i ideowego musi mieć swoje granice. O ile można powiedzieć, że dzisiejsze Niemcy nie są Niemcami z lat 30. XX wieku, a naród ukraiński znajduje się dziś w zupełnie innym punkcie swojej historii niż sto lat temu, o tyle pewne prawidła geopolityczne pozostają niezmienne. Musimy zatem poważnie rozpatrywać nawet najgorsze dla nas scenariusze. Choćby miałoby to być dla nas wysoce dyskomfortowe.

Przemysław Piasta

Myśl Polska, nr 21-22 (24-31.05.2026)

Izrael gwałci wszystkich

Izrael gwałci wszystkich i inne uwagi

Kiedy widzisz, jak izraelskie wojsko jest stale oskarżane przez ludzi ze wszystkich środowisk o stosowanie gwałtów i tortur seksualnych, musisz dojść do wniosku, że Izrael jest krajem gwałtu.

Caitlin Johnstone 24 maja 2026 r. caitlinjohnstone/israel-rapes-everyone-and-other-notes

Aktywiści międzynarodowej flotylli twierdzą, że byli poddawani torturom i napaściom na tle seksualnym przez siły izraelskie po porwaniu na wodach międzynarodowych, gdy próbowali dostarczyć pomoc do Strefy Gazy.

W oświadczeniu Global Sumud Flotilla podano, że Siły Obronne Izraela przetrzymywały aktywistów na prowizorycznej „łodzi tortur”, utrzymując, że „na samym statku odnotowano co najmniej 12 napaści na tle seksualnym, w tym gwałt analny i gwałt z użyciem broni krótkiej”.

Stało się to po tym, jak artykuł „New York Timesa” na temat systematycznego stosowania tortur seksualnych w izraelskich obozach jenieckich wywołał oburzenie hasbarzystów na wiele dni, a także po tym, jak raport „Haaretz” przedstawił wewnętrzne ustalenia izraelskiej armii, które wykazały wzrost liczby napaści seksualnych w jej szeregach.

Gdybyś znał kogoś, kto jest stale oskarżany o gwałt przez różne osoby, w pewnym momencie musiałbyś dojść do wniosku, że ta osoba jest gwałcicielem. Kiedy widzisz, jak izraelskie wojsko jest stale oskarżane przez ludzi z różnych środowisk o stosowanie gwałtów i tortur seksualnych, musisz dojść do wniosku, że Izrael jest krajem gwałtu.

Zmyślali kłamstwa o okrucieństwach, żeby usprawiedliwić popełnianie okrucieństw. Zmyślali kłamstwa o gwałcie, żeby usprawiedliwić gwałt. Zmyślali kłamstwa o martwych niemowlętach, żeby usprawiedliwić zabijanie niemowląt. Udawali ofiary, żeby usprawiedliwić krzywdzenie innych.

Wygląda na to, że Stany Zjednoczone mogą dojść do porozumienia z Iranem . Podżegacze wojenni, tacy jak Mike Pompeo , Lindsey Graham i Mark Dubowitz, wyrazili niezadowolenie z warunków, jakie prawdopodobnie znajdzie się w umowie.

Nie odczuwam już ulgi, gdy amerykańska machina wojenna wykazuje oznaki deeskalacji, ponieważ obecnie jest to po prostu znak, że szykują się do eskalacji gdzie indziej. Jeśli Waszyngton podpisze memorandum o porozumieniu z Iranem, będzie to oznaczało jedynie, że szykuje się do zmiany reżimu na Kubie, a plany ponownego ataku na Iran z wykorzystaniem różnych strategii są już opracowywane na później.

To tak, jakbyś znał faceta, który ciągle znęca się nad swoimi dziewczynami. Jeśli widzisz, jak jedna z jego partnerek wyrywa się z przemocowego związku, po pewnym czasie przestajesz odczuwać ulgę, bo po obserwowaniu powtarzających się schematów wiesz, że on po prostu znajdzie sobie inną nieszczęsną kobietę, która zajmie jego miejsce. Skala przemocy pozostaje stała; zmienia się tylko ofiara.

Przemoc imperium USA pozostaje niezmienna. Przemieszcza się, ale nie słabnie. Jeśli widzisz, że trochę się wycofuje, to znaczy, że szykuje się do nadejścia z rykiem, niczym fala uderzająca w brzeg.

Fala przemocy imperialnej będzie powracać, dopóki imperium nie zostanie rozbite.

Nie ma nic bardziej niegodnego niż uleganie amerykańskiej propagandzie wojennej na Kubie. Widzę, jak w moich odpowiedziach pojawiają się ludzie, którzy twierdzą, że Kuba stanowi realne zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych, i mam wrażenie, jakby pokazywali mi filmy, na których jedzą odchody. To takie samo0uwłaczające.

Znormalizujmy mówienie podżegającym do wojny guanosom, żeby się zamknęli. Interwencjonizm USA w kierunku zmiany reżimu jest zły, niezależnie od tego, skąd pochodzi twoja rodzina. Ucieczka twojej rodziny z Kuby w latach sześćdziesiątych nie sprawia, że ​​oblężenie i masowe mordy stają się akceptowalne. Zamknij się.

Punkt 1: Każda istotna organizacja zajmująca się prawami człowieka twierdzi, że Izrael jest państwem apartheidu.

Punkt 2: Każda istotna organizacja zajmująca się prawami człowieka twierdzi, że Izrael jest winny ludobójstwa w Strefie Gazy.

Punkt 3: Państwa apartheidu dopuszczające się ludobójstwa nie powinny istnieć.

Punkt 4: Jeśli nie zgadzasz się z punktem 3, jesteś złą osobą.

Normalna osoba: Ludobójstwo jest złe.

Zwolennik Izraela: Powiedz po prostu, że nienawidzisz Żydów.

Normalna osoba: Sprzeciwiam się syjonizmowi.

Zwolennik Izraela: Żydzi. Masz na myśli Żydów. Powiedz Żydzi.

Zwykła osoba: Lobby izraelskie stwarza problemy.

Zwolennicy Izraela: Żydzi Żydzi Żydzi Żydzi Żydzi Żydzi.

Normalna osoba: Ale nie mam na myśli Żydów. Wyrażam konkretne pretensje do konkretnego państwa, jego zwolenników i ideologii politycznej, na której się opiera. Oceniam ludzi na podstawie ich indywidualnych czynów, a nie religii.

Zwolennik Izraela: JEWWWWWWS.

Normalna osoba: Zdajesz sobie sprawę, że robisz dokładnie to samo, co neonaziści, prawda? Utożsamiasz wszystkich Żydów ze wszystkim, co złe w Izraelu i z siłami, które dają początek jego nadużyciom.

Zwolennik Izraela: Utożsamianie wszystkich Żydów z działaniami Izraela jest przejawem antysemityzmu.

Normalna osoba: Dlaczego więc ciągle mylisz wszystkich Żydów z działaniami Izraela?

Zwolennik Izraela: Ponieważ niełączenie wszystkich Żydów z działaniami Izraela jest przejawem antysemityzmu.

Nikt szczerze nie wierzy, że Kuba zagraża Stanom Zjednoczonym

Nikt szczerze nie wierzy, że Kuba zagraża Stanom Zjednoczonym.

Caitlin Johnstone 22 maja 2026 r. caitlinjohnstone-/nobody-sincerely-believes-cuba-threatens-the-united-states

Znakiem przygotowań USA do kolejnej okrutnej wojny jest fakt, że Marco Rubio twierdzi , iż Kuba stanowi „zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego” dla Stanów Zjednoczonych, a prawdopodobieństwo pokojowego porozumienia „jest niewielkie”.

„Kuba nie tylko dysponuje bronią, którą pozyskała od Rosji i Chin na przestrzeni lat, ale także gości u siebie rosyjskie i chińskie służby wywiadowcze – niedaleko od miejsca, w którym obecnie się znajdujemy” – powiedział Rubio prasie w czwartek. „Kuba zawsze stanowiła zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Nawiasem mówiąc, byli oni jednym z głównych sponsorów terroryzmu w całym regionie”.

Komentarze Rubia pojawiły się w kontekście raportu amerykańskiego wywiadu, który został wyprany przez Axios, donoszącego, że Kuba może przygotowywać się do ataku dronów na amerykańskie siły zbrojne. Hawana stwierdziła, że ​​raport Axios błędnie przedstawia działania obronne Kuby jako przygotowania do ataku, oskarżając USA o „fabrykowanie pretekstów, tworzenie i rozpowszechnianie kłamstw oraz wypaczanie logicznych przygotowań wymaganych do stawienia czoła potencjalnej agresji”.

Stany Zjednoczone opublikowały również akt oskarżenia przeciwko Raulowi Castro, 94-letniemu bratu Fidela Castro. Działanie to przypomina scenariusz wykorzystany w przypadku porwania prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro.

Preteksty do działań militarnych są już wysuwane. Dzieje się tak w czasie, gdy amerykańskie maszyny wojenne przemieszczają się na Karaiby , a Kuba zmaga się z miażdżącą blokadą naftową USA, która już teraz powoduje poważne straty humanitarne

I wszyscy wiedzą, że to wszystko opiera się na kłamstwach. Ty to wiesz. Ja to wiem. Marco Rubio to wie. Propagandyści wojenni to wiedzą. Gusanos brygadujący media społecznościowe, błagając o wojnę, to wiedzą. Wszyscy wiemy, że to oszustwo.

Nikt szczerze nie wierzy, że Kuba stanowi zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych.

Nikt szczerze nie wierzy, że Kuba po prostu nagle i niespodziewanie stała się poważnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego USA, dokładnie w momencie, gdy USA zaczęły usilnie zabiegać o umocnienie kontroli geostrategicznej nad Bliskim Wschodem i półkulą zachodnią. 

Nikt tak naprawdę nie myśli, że mały, ubogi kraj wyspiarski przygotowuje się do rozpoczęcia wojny agresywnej przeciwko Stanom Zjednoczonym.

To spektakl wystawiany przez podżegaczy wojennych i lizusów. Obraża naszą inteligencję i odziera nas z godności.

Jeśli sytuacja z Iranem się uspokoi, można śmiało założyć, że zaatakują Kubę. Imperium USA nigdy nie zawiera pokoju, po prostu przesuwa celownik swojej machiny wojennej z kraju na kraj.

Widzimy to ciągle i ciągle.

Hurra! Wojska opuszczają Afganistan – o, teraz prowadzą wojnę zastępczą na Ukrainie.

Świetnie, deeskalują konflikt w Jemenie — wow, teraz porywają prezydenta Wenezueli.

O, hej, wygląda na to, że masowa rzeź w Strefie Gazy wyhamowała — o, teraz idą na wojnę z Iranem.

Spójrz, wycofują tysiące żołnierzy z Niemiec — ach, chodzi o to, żeby móc ich przenieść do Polski .

No cóż, te negocjacje z Iranem w końcu przynoszą jakiś skutek — no człowieku, teraz dokonują inwazji na Kubę.

W kółko, w kółko i w kółko. Jak tylko ludzka rzeź zwalnia w jednym miejscu, zaczyna się gdzie indziej.

Imperium USA znajduje się w stanie ciągłej wojny. Wojna jest spoiwem, które spaja imperium. Jeśli wojny ustaną, imperium upadnie.

Dlatego mieszkańcy imperium nigdy nie mogą głosować za zakończeniem wojen. Można głosować na kandydatów, którzy położą kres aborcji, prawom osób transpłciowych czy regulacjom korporacyjnym, ale nie można głosować na kandydata, który faktycznie zakończy wojny. Pokój nigdy nie jest brany pod uwagę, ponieważ wojna jest zbyt krytyczna dla funkcjonowania imperium.

Dlatego tak ważne jest, abyśmy wszyscy przeciwstawili się machinie wojennej. Jeśli uda nam się położyć kres wojnom, możemy położyć kres imperium. Dopiero wtedy będziemy mieli szansę na zbudowanie zdrowego świata.

Samobójcza wojna białych z cywilizacją zachodnią

Chętni naiwniacy i zdrajcy z ludu Flowerman:

Samobójcza wojna białych z cywilizacją zachodnią

Pierre Simon • 9 maja 2026 unz/the-willing-dupes-and-traitors-of-the-flowerman-people-the-suicidal-white-war-on-western-civilization

Ten, kto pozwala sobie skłamać raz,o wiele łatwiej skłamie drugi i trzeci raz,aż w końcu stanie się to nawykiem.Thomas Jefferson

Jedną z ważniejszych strategii ewolucyjnych grupy żydowskiej, wykorzystywaną do osłabiania konkurencyjności białego społeczeństwa, w którym większość stanowią biali ludzie, a w szerszej skali cywilizacji zachodniej, jest marksizm kulturowy – podstawowy mechanizm redukujący antysemityzm i zwiększający żydowski sukces konkurencyjny poprzez przełamanie zbiorowego oporu i żywotności białej rasy, dzięki czemu łatwiej ją kontrolować, wykorzystywać lub zastępować.[1][2]

Jego twórcy podkreślali konieczność ukrycia prawdziwego celu swojego projektu pod płaszczykiem niewinnych i pozytywnie brzmiących słów, szacunku i przede wszystkim „nauki” – niezbędnej uniwersalnej metody badawczej, którą przejęli i skorumpowali dla własnych potrzeb.

Projekt rasowy jest więc narzucany społeczeństwu w sposób potajemny za pomocą wyrafinowanych technik inżynierii społecznej poprzez edukację, książki, media głównego nurtu, filmy, seriale telewizyjne, komedie sytuacyjne i propagandę rządową.

Jak podsumował archeolog dr Timothy Ives, ta psychologiczna broń masowego rażenia „była wynikiem antyempirycznej szkoły frankfurckiej, która postrzegała rolę uczonego jako krytyka społecznego, bez potrzeby potwierdzania któregokolwiek ze swoich twierdzeń”.[3]

Aby złamać ducha rasy białej, w swoim artykule „Mass Propaganda in the War Against Bigotry ” (1947)[4]Żydowsko-amerykański psycholog Samuel H. Flowerman zaleca, cytuję, „obniżenie dumy kulturowej i poczucia własnej wartości”, a do wykonania tej brudnej roboty – sponsorowanie „chętnych naiwniaków lub zdrajców”.[5][6]Ale nie dajcie się zwieść zamierzonej „wojnie z bigoterią”. Nie jest to szlachetny wysiłek motywowany szczerą troską o walkę z rasizmem. Jak wykazano w poprzednim artykule „ Mojżesz, pierwszy „Führer” w historii: żydowska świadomość rasowa i supremacja” , nikt nie jest bardziej bigoteryjny niż ta grupa Żydów, zwana w tym artykule „ludem Flowermanów”.

Szkoły i uniwersytety, w których zatrudnieni są głównie przedstawiciele ideologii marksizmu kulturowego pod przywództwem Białego Kwiatu, a także niektórzy nauczyciele z krajów Trzeciego Świata, odgrywają ogromną rolę w szerzeniu tej fałszywej wojny z bigoterią.[7]Nawet białe dzieci w wieku przedszkolnym są poddawane praniu mózgu; po ukończeniu studiów nienawidzą siebie i swojej rasy do tego stopnia, że ​​pragną zniszczyć swój gatunek, w duchu zaczerpniętym z anonimowego mema zatytułowanego „Tymczasem na przypadkowym uniwersytecie”. „Nazista” w tej diatrybie to konserwatysta, który nie chce przyszłości, jaką szykują te „pachołki Babel”; woli mięso od świerszczy, jest za Bogiem, rozumem, wolnością, prawem i porządkiem, rodziną i narodem. Z drugiej strony, lewacy są zaprogramowani, by mówić takie rzeczy:

Nienawidzę nazistów, nie potrafią samodzielnie myśleć!!! To po prostu wyprane mózgi, owce, które podążają za rasistowskimi dogmatami i robią wszystko, co każe im pasterz!!! Są też nieczułymi antysemitami, mizoginami, bigotami, homofobami, faszystami i wszyscy powinni trafić do więzienia!!!

Auschwitz, niewolnictwo i kolonializm to tylko niektóre z bardziej znanych historycznych intryg, które służą temu celowi. To, czego chętni naiwniacy i zdrajcy uczą w szkołach o cywilizacji europejskiej i jej osiągnięciach, to kolejna, mniej znana strategia ewolucyjna, stosowana w celu osłabienia dumy kulturowej i poczucia własnej wartości głównych konkurentów ludu Flowermanów.

Aby złamać wolę władzy białego człowieka i osłabić jego konkurencyjność, wszystko, co dotyczy jego wyjątkowej cywilizacji, jest umniejszane i demonizowane, a osiągnięcia pozazachodnie są wynoszone do absurdalnego poziomu „w naruszeniu najbardziej podstawowych protokołów badań naukowych, dowodów i standardów” – zauważa dr Ricardo Duchesne, były profesor socjologii na Uniwersytecie Nowego Brunszwiku, autor książki Człowiek faustowski w epoce wielokulturowej .[8]

Dr Duchesne twierdzi, że postmodernistyczna retoryka w stylu Flowermana Derridy jest rutynowo stosowana, aby „zamylić, odwrócić uwagę lub uniknąć konfrontacji z przytłaczającymi dowodami stojącymi w sprzeczności z ich absurdalnymi twierdzeniami. Źródła są niewłaściwie wykorzystywane, książki są błędnie interpretowane, dowody są rażąco błędnie interpretowane, fakty są ukrywane, zasady obiektywizmu historycznego i szacunku dla nauki są dewastowane w celu podkreślenia wyimaginowanych zalet wielokulturowości w obrębie europejskich kultur stworzonych”.[9]

Teoria Darwina i psychologia ewolucyjna zostają wymazane z dyskursu w celu udowodnienia, że ​​istnieje tylko jedna rasa – rasa ludzka.[10]Egalitaryzm jest świętą krową „sług Babel”, więc oczywiście posuwają się do skrajności w tym nadużywaniu zawodu historyka, aby swoimi fałszywymi ideami dowieść, że wszystkie cywilizacje są równe i że cywilizacja europejska nie była wyjątkowa. Jak zauważył dr Duchesne,

Tego, co się tu dzieje, nie można przypisać jedynie niekompletności empirycznej i zrozumiałym błędom w ocenie sytuacji. Można powiedzieć, że nasi dzisiejsi studenci są celem głęboko zakorzenionych wysiłków edukacyjnych, mających na celu narzucenie wielokulturowego spojrzenia na historię Europy, silnie przesiąkniętego zmyśleniami i nadużywaniem źródeł naukowych.[11]

Aby wykonać tę brudną robotę dekonstrukcji i przepisywania historii świata zgodnie z interesami ludu Flowermana, mimo że istniejące badania nie potwierdzają ich perspektywy, chętni naiwniacy i zdrajcy tego oszustwa są hojnie opłacani, obsypywani laurami i prezentami oraz nagradzani hojnymi grantami badawczymi. W zamian za zdradę własnej rasy, stają się wybitnymi profesorami na uniwersytetach Ivy League w USA i na prestiżowych uniwersytetach na całym Zachodzie; otrzymują lukratywne stanowiska w prestiżowych think tankach i zarządach dużych korporacji; ich książki i artykuły są szeroko rozpowszechniane przez wydawnictwa i media, w większości należące do Flowermana; te niegodziwe naiwniaki narodu wybranego są wysoko cenione przez swoich rówieśników, którzy ślepo powtarzają swoim studentom każde z ich oczywistych kłamstw; ich opinia jest powszechnie przyjętą prawdą i prawie nikt nie odważy się jej podważyć bez tragicznych konsekwencji dla ich kariery i awansu.[12]

Przykładowo profesor Duchesne, człowiek niezwykle poważany przez swoich studentów, autor wielu naukowych książek, został, jak wszyscy jego podobnie myślący koledzy z innych uniwersytetów i z innych dziedzin, wciągnięty w błoto i odrzucony przez swoich słabych, ograniczonych umysłowo, skłonnych do oszustwa, zdradzieckich kolegów i zmuszony do przejścia na wcześniejszą emeryturę za krytykę tej farsy ukrytej pod płaszczykiem nauki.[13]

Pseudonauka to trafne określenie na rodzaj nauki, którą wyznają ci chętni naiwniacy i zdrajcy. Zawłaszczyli naukę, by służyła ich niegodziwym potrzebom. Wierni ulubionemu powiedzeniu Lenina: „Cel uświęca środki”, ci pożyteczni idioci siłą dostosowują rzeczywistość do idei, które chcą narzucić światu.

W co więc chcą, żeby ludzie uwierzyli, jeśli chodzi o cywilizację europejską?

Z ich punktu widzenia, z oczywistych względów, podzielili historię na dwa okresy: przed i po zachodniej rewolucji przemysłowej XVIII wieku.

Przed rewolucją przemysłową

W Europie nie było nic wyjątkowego, jak nam powiedziano. Nie posiadała ona żadnych cech kulturowych, które można by porównać z kulturami innych krajów świata. Wiele regionów Azji, zwłaszcza Chiny, dysponowało równymi, jeśli nie lepszymi, technologiami w dziedzinie broni, okrętów, tekstyliów, metalurgii i rolnictwa. Światowa gospodarka była w istocie zdominowana przez Chiny.[14]Co więcej, nauka Kopernika, Keplera, Laplace’a, Kartezjusza i Bacona miała swoje odpowiedniki w innych cywilizacjach – była zjawiskiem globalnym. Jeśli chodzi o ruchy intelektualne starożytnej Grecji, ich źródłem była Afryka i Bliski Wschód. Krótko mówiąc, według „chętnych naiwniaków i zdrajców”, którzy wyznają tę fantazję, „europocentryczne twierdzenie, że Europa ze swoją wyjątkową kulturą i instytucjami osiągnęła wyższy poziom biegłości technicznej i naukowej, jest jedynie krótkowzroczną perspektywą pozbawioną globalnej wizji. […] Główne przemiany historii wynikają z globalnych powiązań i dwustronnych wpływów kulturowych”.[15]

Wszystko do tego czasu, jak nam mówią, było zatem uczciwe i sprawiedliwe, każdy miał swoje zdanie, a każda cywilizacja korzystała w równym stopniu z dokonanych postępów artystycznych, naukowych, technicznych, ekonomicznych, filozoficznych i moralnych. Jeśli istniały jakiekolwiek rozbieżności, to wynikały one głównie z odmiennych nacisków konkurencyjnych i ekologicznych. Z tej perspektywy to, co wszystko zepsuło, co wyróżniało cywilizację europejską od innych, wydarzyło się po rewolucji przemysłowej.

Po rewolucji przemysłowej

Po tym przełomowym momencie historii, jak nam mówią, Europejczycy z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu oszaleli i zaczęli eksplorować świat, tworząc tu i ówdzie kolonie, by grabić zasoby naturalne nowo odkrytych terytoriów. „Blade twarze” zabijały, gwałciły i zniewalały spokojnych i szlachetnych dzikusów z tych regionów, czyli Trzeciego Świata. W ten sposób się wzbogacili i osiągnęli sukces we wszystkich dziedzinach życia. W zasadzie napadli na inne kultury i ukradli im wszystko, co posiadali.

Krótko mówiąc, jeśli dzisiejsze kraje Trzeciego Świata nie zmierzają donikąd, to głównie dlatego, że białe narody niewolnicze ogołociły je z jego życiodajnej krwi, zanim zbudowały swoje rewolucje przemysłowe na zyskach z niewolnictwa, a następnie splądrowały je poprzez kolonialną eksploatację. To oczywiście fantazja, jak pokazuje film „ Niewolnictwo i kolonializm”. Czy biali są odpowiedzialni za stagnację Afryki i Czarnych w ogóle?

Rasy, które są konstruktami kulturowymi, jak nam mówią, nie miały z tym absolutnie nic wspólnego. Innymi słowy, nie ma żadnych wrodzonych wpływów na zachowanie, które mogłyby dać jednej rasie przewagę nad innymi. Istnieje tylko jedna rasa, rasa ludzka, i wszyscy jesteśmy równi pod skórą i w głowie, według chętnych naiwniaków i zdrajców z ludu Flowermana: „To jest tak, bo tak mówimy. Nie ma potrzeby potwierdzania żadnego z naszych twierdzeń. Nauka jest tym, czym ją wybieramy. A jeśli ci się nie podoba, zawstydzimy cię, ujawnimy twoje dane osobowe, wyślemy na ciebie nasze psy bojowe Antifa, wyrzucimy cię z pracy, nazwiemy rasistą, bigotem, antysemitą, faszystą, nazistą i zwolennikiem białej supremacji”. To oczywiście sianie strachu, zastraszanie i kolejna fantazja.

Rola biologii

Biali są obdarzeni wyjątkowymi cechami, które zdemoralizowani i ujarzmieni biali, którzy uważają się za szumowiny tego świata, powinni wziąć pod uwagę, zanim zaczną się umniejszać i kłaniać się najeźdźcom z Trzeciego Świata oraz chętnym naiwniakom i zdrajcom, jakimi są ludzie Flowerman.[16]

Prawdę mówiąc, Whites „był twórcą i rozwinął wszystkie dyscypliny wiedzy nauczane na naszych uniwersytetach: archeologię, botanikę, ekonomię, socjologię, antropologię, historię, biologię, chemię, genetykę, fizykę, geologię, filozofię, geografię – wszystkie z nich, wliczając w to teologię”, jak pokazuje dr Duchesne w swojej najnowszej książce „ Greatness and Ruin”.[17]

Według dr. Charlesa Murraya, autora książki Human Accomplishments: The Pursuit of Excellence in the Arts and Sciences, 800 p.n.e. to 1950 :

97% osiągnięć naukowych, mierzonych liczbą osób lub wydarzeń, miało miejsce w Europie i Ameryce Północnej w latach 800 p.n.e. do 1950 roku. Sama liczba znaczących postaci w sztuce jest wyższa na Zachodzie w porównaniu z łączną liczbą pozostałych cywilizacji. W literaturze liczba ta na Zachodzie wynosi 835; podczas gdy w Indiach, świecie arabskim, Chinach i Japonii razem wziętych – 293. W sztukach wizualnych liczba ta wynosi 477 na Zachodzie w porównaniu ze 192 w Chinach i Japonii razem wziętych (bez podania znaczących postaci dla Indii i świata arabskiego). W muzyce brak tradycji kompozytorów z nazwiska w cywilizacjach pozazachodnich oznacza, że ​​łączna liczba 522 znaczących postaci na Zachodzie nie ma realnej konkurencji.[18]

Jak powiedział Joseph Sobran w 1997 roku:

Człowiek Zachodu góruje nad resztą świata w sposób tak ogromny, że jest to niemal niewyrażalne. To zachodnie eksploracje, nauka i podboje odsłoniły świat samemu sobie. Inne rasy czują się poddanymi zachodniej potęgi długo po tym, jak kolonializm, imperializm i niewolnictwo zniknęły. Zarzut rasizmu zastanawia białych, którzy nie odczuwają wrogości, a jedynie zmieszaną dobrą wolę, ponieważ nie rozumieją, co to naprawdę oznacza: upokorzenie. Biały człowiek prezentuje obraz wyższości, nawet gdy nie jest jej świadomy. A wyższość budzi zazdrość. Zniszczenie białej cywilizacji jest najgłębszym pragnieniem ligi wyznaczonych ofiar, które nazywamy „mniejszościami”.[19]

To są fakty, których nie wolno ujawniać na uniwersytetach i w szkołach.[20]Chętni naiwniacy i zdrajcy z ludu Flowermanów na to nie pozwolą. Dlaczego? Utknęli w swojej mantrze „rasa to konstrukt społeczny”, nie mogą przyznać, że cywilizacja europejska jest najwspanialszą cywilizacją, jaką świat kiedykolwiek znał, właśnie z powodu jednego słowa: biologii. Rasy istnieją i nie są sobie równe pod względem predyspozycji. Jak pokazują poniższe artykuły, niektóre rasy, takie jak rasa biała, są w rzeczywistości bardziej inteligentne, żądne przygód i kreatywne niż inne.[21][22]

„Znajdujemy się rzeczywiście” – ubolewa dr Duchesne – „w samym środku jednego z najbardziej paradoksalnych zjawisk, jakie kiedykolwiek widziano: ta sama cywilizacja, która bardziej niż jakakolwiek inna upierała się, że prawdomówność wymaga bezstronnego rozumowania i podejścia opartego na „ciężarze dowodów”, teraz fabrykuje fakty, by pasowały do ​​ideologicznego programu”.[23]

Podsumowując, można powiedzieć, jak stwierdza dr Duchesne w swojej książce „ Wielkość i ruina”, że to fałszowanie faktów jest „głęboko osadzonym wyrazem emancypacyjnego projektu samego zachodniego liberalizmu”[24]
i nie pomyliłbyś się, gdybyś dodał, jak stwierdził dr Kevin MacDonald i inni,[25][26]że emancypacyjny projekt liberalizmu, który ziścił się w latach 60. XX wieku, był głęboko przesiąknięty marksizmem kulturowym i zdecydowanie promowany przez jego żydowskich władców, gdy Żydzi awansowali do elitarnego statusu na całym Zachodzie. To oni są „ludem Flowermanów”, jak opisano w tym artykule.

Notatki

[1] Kerry Bolton, PhD, Perwersja normalności. Od markiza de Sade do cyborgów , Arktos, 2021.

[2] Kevin MacDonald, PhD, Kultura krytyki. Ewolucyjna analiza zaangażowania Żydów w ruchy intelektualne i polityczne XX wieku , wydanie 3 , Antelope Hill Publishing, 2025.

[3] Cytowane przez Bruce’a Gilley’a, PhD, The Case for Colonialism , New English Review Press2023, s. 256.

[4] Samuel H. Flowerman, PhD, „Masowa propaganda i wojna z bigoterią”, The Journal of Abnormal and Social Psychology, tom 42 (4), październik 1977, s. 429–439.

[5] Andrew Joyce, PhD, „Modyfikacja standardów grupy wewnętrznej: o Żydach i komunikacji masowej”, The Occidental Observer, 14 stycznia 2020/24.

[6] Kevin MacDonald, PhD, „Samuel H. Flowerman: Patologizowanie białego etnocentryzmu w mediach masowych”, Culture of Critique, cytowana praca , s. 386–393.

[7] Kerry Bolton, PhD, Rewolucja z góry. Produkcja „niezgody” w nowym porządku świata , Arktos, 2011.

[8] Ricardo Duchesne, PhD, Człowiek faustowski w epoce wielokulturowej , Arktos, 2019, s. 103.

[9] Tamże .

[10] Kevin MacDonald, PhD, praca cytowana .

[11] Tamże , s. 104.

[12] Kerry Bolton, PhD, Rewolucja z góry. Produkcja „niezgody” w nowym porządku świata , Arktos, 2011.

[13] Kerry Bolton, PhD, Tyrania praw człowieka. Od jakobinizmu do Organizacji Narodów Zjednoczonych , Antelope Publishers, 2022, s. 379-381.

[14] Ricardo Duchesne, PhD, Człowiek faustowski , praca cytowana , s. 75.

[15] Tamże , s. 105.

[16] Ricardo Duchesne, PhD, The Uniqueness of Western Civilization , Brill, 2011; zob. także jego najnowszą książkę, Greatness and Ruin: Self-Reflection and Universalism within European Civilization , Antelope Hill, 28 marca 2025.

[17] Ricardo Duchesne, PhD, Wielkość i ruina . Autorefleksja i uniwersalizm w cywilizacji europejskiej, Antelope Hill Publishing, 2025, s. 263.

[18] Charles Murray, PhD, Osiągnięcia człowieka: dążenie do doskonałości w sztuce i nauce, 800 p.n.e. do 1950 r. , Harper Collins, 2003.

[19] Gregory Hood, „Resentyment and Race”, American Renaissance, 13 kwietnia 2022.

[20] Ricardo Duchesne, PhD, Wielkość i ruina. Autorefleksja i uniwersalizm w cywilizacji europejskiej , Antelope Hill Publishing, 2024, s. 264.

[21] Charles Murray, PhD, Różnorodność ludzka. Biologia płci, rasy i klasy , TWELVE, 2020, cytowane przez Ricardo Duchesne w Faustian Man , s. 193.

[22] Ricardo Duchesne, PhD, The Uniqueness of Western Civilization , Brill, 2011; zob. także jego najnowszą książkę, Greatness and Ruin: Self-Reflection and Universalism within European Civilization , Antelope Hill, 28 marca 2025.

[23] Ricardo Duchesne, PhD, Wielkość i ruina. Autorefleksja i uniwersalizm w cywilizacji europejskiej , Antelope Hill Publishing, 2024, s. 264.

[24] Tamże.

[25] Kevin MacDonald, PhD, Kultura krytyki. Ewolucyjna analiza zaangażowania Żydów w ruchy intelektualne i polityczne XX wieku , wydanie 3 , Antelope Hill Publishing, 2025.

[26] Kerry Bolton, PhD, Perwersja normalności. Od markiza de Sade do cyborgów , Arktos, 2021.

Bp Schneider o masonerii: Infiltracja Kościoła jednym ze źródeł obecnego kryzysu

Bp Schneider ostrzega przed masonerią: Infiltracja Kościoła jednym ze źródeł obecnego kryzysu

23 maja 2026 pch24/bp-schneider-ostrzega-przed-masoneria-inflitracja-kosciola-jednym-ze-zrodel-obecnego-kryzysu

bp-schneider-pch24tv.jpg
Bishop Athanasius Schneider. Photo by PCh24 TV

Athanasius Schneider, biskup pomocniczy w Astanie w Kazachstanie, omówił w opublikowanym w piątek wywiadzie szkodliwość masonerii oraz jej głęboką infiltrację Kościoła od czasów Soboru Watykańskiego II.

Podczas wywiadu na kanale YouTube Adrian Milag TV, biskup Schneider, omawiając swoją książkę Credo: Kompendium wiary katolickiej, powiedział, że zamieścił w niej rozdział poświęcony masonerii, ponieważ jest to jedno z kluczowych współczesnych źródeł zła, które nie zostało poruszone w oficjalnym katechizmie Kościoła. Biskup podkreślił następnie, że masoneria jest formą gnostycyzmu i relatywizmu, która głęboko przeniknęła Kościół od czasu Soboru Watykańskiego II, zwłaszcza poprzez ekumenizm, dialog międzyreligijny i „antropocentryczną” reorientację liturgii.

„To jedna z najniebezpieczniejszych sekt i tajnych pseudoreligijnych ugrupowań, stanowiących odmianę (gnostycyzmu)” – powiedział biskup. „Na wyższych szczeblach (masonerii) coraz bardziej zbliża się to do kultu szatana… a podstawowym dogmatem masonerii jest relatywizm, (wierzą oni), że „w religii nie ma prawdy, wszystkie religie są równe i każdy może wybrać swojego własnego boga”.

„Drugim dogmatem jest antropocentryzm, zgodnie z którym to człowiek musi być w centrum wszystkiego, a nie Bóg” – dodał. Schneider następnie wyjaśnił dlaczego wolnomularze przeniknęli do struktur Kościoła. „Największą przeszkodą dla ideologii masonerii jest Jezus Chrystus, Bóg wcielony” – powiedział Jego Ekscelencja. „Jest to całkowicie sprzeczne z całym duchowym systemem masonerii. Dlatego też prawdziwa, pełna wiara katolicka… jest uważana przez masonów za największą przeszkodę dla nich”.

„A zatem, skoro masoneria od zawsze miała na celu marginalizację i zniszczenie wiary katolickiej (…) zmieniła taktykę, która okazała się naprawdę demoniczna. Zaczęli infiltrować Kościół, aby go zepsuć swoimi ideami relatywizmu, naturalizmu, antropocentryzmu… To jest źródło obecnego kryzysu Kościoła od czasu Soboru Watykańskiego II” – podkreślił biskup pomocniczy Astany.

Bp. Schneider podkreślił, że choć nie twierdzi, iż masoni są bezpośrednio odpowiedzialni za kryzys w Kościele, to podobieństwa do ideologii masońskiej od czasu Soboru są „naprawdę zadziwiające”, zwłaszcza ekumenizm, dialog międzyreligijny oraz uczynienie człowieka centrum liturgii.

„Kryzys trwający od 60 lat od czasu Soboru polega na prymacie relatywizmu, przejawiającym się w tak zwanym ekumenizmie i dialogu międzyreligijnym. Jezus Chrystus traci swoją wyjątkowość wśród innych religii” – powiedział.

„Drugim zjawiskiem, jakie pojawiło się w Kościele katolickim od czasu Soboru, jest umieszczenie człowieka w centrum liturgii. Chrystus zostaje zepchnięty na bok, na margines, nawet w kościołach. Najświętsza Eucharystia… żywy Chrystus, żywy Bóg Wcielony, zostaje zepchnięty na bok, a kapłan zasiada na swoim krześle, w centrum” – dodał. „To jest tak antropocentryczne, a sposób sprawowania Mszy Świętej twarzą do wiernych, jak w zamkniętym kręgu… ołtarz nie jest (już) ołtarzem. Nie, to jest stół, a w centrum znajduje się kapłan (a nie) Chrystus. (Rewolucjoniści w Kościele – red.) zaprzeczają temu w teorii, ale już nie w praktyce” – podkreślił hierarcha.

W ocenie bp. Schneidera, zbieżne z ideałami masońskimi jest również przełożenie akcentów na kwestie doczesne. „Oznacza to, że pierwszeństwo należy nadać naturze obecnego życia tutaj, na ziemi, rzeczywistościom ziemskim ze szkodą dla prawdy wiecznej, ze szkodą dla łaski życia duchowego w łasce z Bogiem” – wyjaśnił.

Źródło: lifesitenews.com
PR

O etykietce, która zastępuje myślenie

Naukowy kapłan i pamięciowcy wiedzy. O etykietce, która zastępuje myślenie

…filozof to nie facet, który zna na pamięć wszystkie poglądy…

Zbigniew Jacniacki

neon24/naukowy-kaplan-i-pamieciowcy-wiedzy-o-etykietce-ktora-zastepuje-myslenie

Współczesny człowiek non stop słyszy dwa magiczne zaklęcia:
„to jest naukowe”
albo
„to nie jest naukowe”. 

I na tym zwykle kończy się cała dyskusja. Nie dlatego, że ktoś rozwiązał problem czy odkrył prawdę. Po prostu pojawiła się etykietka. I po sprawie. „Naukowe”. Działa jak pieczęć z urzędu. Jak certyfikat jakości myślenia. Jak dzisiejszy odpowiednik starego „ bo tak powiedział ksiądz”. Najzabawniejsze jest to, że masa ludzi rzuca tym słowem, choć sama nie ma pojęcia, co ono tak naprawdę znaczy. Co to właściwie jest ta „naukowość”?


Metoda?
Powtarzalność?
Możliwość obalenia?
Statystyki?


Czy po prostu to, że profesorowie się z tym zgadzają? [ niektórzy md]

 Zdziwisz się, ilu znanych profesorów z telewizji mówi „naukowe” z taką pewnością, jakby sami nigdy nie zastanawiali się głębiej co to słowo oznacza. To jakby hydraulik codziennie gadał o „hydrauliczności”, ale nie umiał wyjaśnić, o co mu właściwie chodzi. 

Dzisiejsze dyskusje na uczelniach często już nie są o rzeczywistości.
Są o tym, co ktoś napisał o tym, co ktoś inny napisał o rzeczywistości. Profesor cytuje profesora, który komentował innego profesora, który nie zgadzał się z jeszcze innym profesorem. A sam problem? Dawno zaginął pod stosem przypisów. Ludzie na uniwersytetach coraz rzadziej badają świat. Badają za to, co inni napisali o świecie. Zamiast pytać „czym jest świadomość?”, pytają: „jak Heidegger rozumiał pojęcie istnienia w latach 30. w kontekście Husserla?”

To może być ciekawe z historycznego punktu widzenia – tak jak ktoś może badać guziki na mundurze Napoleona.
Problem zaczyna się, gdy taki „historyk” filozofii nagle nazywa siebie filozofem. Bo filozof to nie facet, który zna na pamięć wszystkie poglądy.
Filozof to ktoś, kto naprawdę kocha mądrość.

A miłość do mądrości zaczyna się od odwagi patrzenia na świat na własny rachunek. Tymczasem dzisiejsze uczelnie często wychwalają ludzi, którzy są świetni w unikaniu własnego myślenia. Potrafią godzinami opowiadać: co powiedział Derrida, jak odczytano Foucaulta, dlaczego Lacan pokłócił się z Freudem, ale jak zapytasz ich normalnie: „Okej, a ty sam co myślisz o rzeczywistości?” – to cisza. 

To już nie jest umiłowanie mądrości. To kult archiwum i cytatów. Powstała cała kasta kapłanów przypisu – ludzi, którzy wierzą, że jak masz dużo cytowań, to nie musisz mieć kontaktu z prawdziwym życiem. Im bardziej tracimy bezpośredni kontakt z rzeczywistością, tym ważniejsi stają się różni pośrednicy: eksperci, komentatorzy, interpretatorzy, autorytety. Człowiek przestaje ufać sobie – swojemu doświadczeniu, swojemu myśleniu. Musi dostać pieczątkę. Certyfikat. Etykietkę „naukowe”. Jakby prawda nagle stawała się prawdziwsza po zatwierdzeniu przez komisję grantową.

Nauka jako metoda jest super i jest jednym z największych osiągnięć człowieka.
Problem nie leży w nauce. Problem leży w tym, jak słowo „naukowy” stało się plemienną pałką do walenia po głowie. Bo bardzo często „naukowe” nie znaczy już „zostało uczciwie zbadane”. Znaczy raczej: „możesz to mówić i nikt cię nie wyrzuci ze stada”. Wielu ekspertów z mediów zachowuje się bardziej jak urzędnicy poprawności myślowej niż jak prawdziwi odkrywcy. 

Prawdziwe poznanie zawsze zaczynało się od ludzi, którzy mieli jaja, żeby wyjść poza to, co akurat wszyscy powtarzają. A dzisiejszy system akademicki najczęściej nagradza coś dokładnie odwrotnego – grzeczne powtarzanie aktualnej narracji. Najśmieszniejsze jest to, że ci sami ludzie, którzy ciągle krzyczą „gdzie są dowody naukowe?!”, sami opierają się na masie nieweryfikowanych założeń, np.: 

że świadomość to produkt mózgu,
że rzeczywistość jest tylko materialna,
że wartości to tylko społeczny wymysł,
że człowiek to biologiczna maszyna,
że sens życia to ewolucyjna iluzja.

To nie są fakty naukowe. To są filozoficzne dogmaty.

Ale tak nam się pomieszało, że wielu ludzi już tego nie widzi. Dlatego warto odzyskać odwagę myślenia po swojemu. Nie po to, żeby odrzucać naukę. Tylko po to, żeby przestać traktować słówko „naukowe” jak magiczny talizman, który zwalnia nas z myślenia.

Dlatego koncepcja Pola Świadomego Istnienia nie prosi o żadne certyfikaty. Nie walczy z nauką o tytuł „najprawdziwszej teorii”. To po prostu narzędzie. Pojawia się, kiedy jest potrzebne, i znika, kiedy nie jest. Nie udaje, że jest absolutem. Po prostu pomaga zobaczyć to, co jest: że świadomość nie jest produktem – jest fundamentem  wszystkiego. Że materia to przejaw, a nie źródło. I że nie potrzebujesz niczyjej zgody, żeby się z tym połączyć – wystarczy szczere „chcę to poczuć”. Jeśli ta koncepcja pomaga Ci w życiu, daje spokój, kierunek – to jest jej największe potwierdzenie. Nie w artykule naukowym. Tylko w Twoim życiu. A jak jutro przestanie być potrzebna? Spokojnie wróci tam, skąd przyszła. I też będzie dobrze. Bo Pole nie potrzebuje etykietek, żeby istnieć. 

Podpalić Węgry, wyhamować Polskę, uzależnić Europę

Podpalić Węgry, wyhamować Polskę, uzależnić Europę

23.05.2026 wolnemedia.net/podpalic-wegry-wyhamowac-polske-uzaleznic-europe

20 października 2025 rok. Pewnie niewiele już osób pamięta tą datę. Jest ona jednak istotna nie tylko dla tego artykułu lecz także dla nas Polaków oraz w zasadzie wszystkich Europejczyków. Tego dnia Unia Europejska zrezygnowała z dalszych zakupów rosyjskich nośników energii. A konkretnie gazu ziemnego.

Nie byłoby nic dziwnego w tym wydarzeniu gdyby nie fakt, że jeszcze tego samego dnia węgierski minister spraw zagranicznych Peter Szijjarto zadeklarował że decyzja UE zniszczy bezpieczeństwo energetyczne Węgier. Także tego samego dnia doszło do wybuchów w dwóch europejskich rafineriach, przetwarzających rosyjską ropę naftową. W Rumunii oraz oczywiście na Węgrzech.

W tzw. spontanicznej, zupełnie przypadkowej eksplozji na Węgrzech, w największej węgierskiej rafinerii położonej w Szazhalombatta, około 27 kilometrów od Budapesztu, nikt nie ucierpiał. Co innego w eksplozji w Rumunii, w rafinerii przetwarzającej ropę naftową z Rosji, należącej do rosyjskiego Łukoilu. Tam jeden z pracowników doznał poważnych obrażeń głowy i nóg. Trafił do szpitala.

Możemy oczywiście naiwnie wierzyć, że były to eksplozje przypadkowe, dokładnie w dniu w którym UE zrezygnowała z rosyjskich surowców a węgierski szef dyplomacji zanegował tą decyzję. Wszyscy jednak dobrze wiemy, znając oczywiście praktyki pewnych sił, że nie był to przypadek i kto był sprawcą. Kim byli terroryści nienawidzący Węgrów ale także innych Europejczyków, którzy dokonali tego, nie bójmy się stwierdzić dosadnie, aktu terroru. Tak go nazwałem w artykule pt. „Paryska szkoła Hyperion – oni nie chcą, abyś o niej usłyszał” z 25 października 2025 roku i podtrzymuję swoją opinię.

„W czasie tamtych jesiennych miesięcy w Aston – Clarke znalazł czas na napisanie podręcznika sabotażu. Jego »Blue Book« zawierała instrukcje dotyczące wszystkiego: począwszy od kamuflażu po materiały wybuchowe, i dodatkowo nosiła charakterystyczne piętno jego pisarstwa: materiały wybuchowe to były »słodycze«, a detonatory – »zabawki«. Jak zawsze w przypadku Clarke’a, wesoły ton był jedynie przykrywką. Rady, których udzielał, wynikały z wnikliwego podejścia do tematu sabotażu. »Praca jest dobrze wykonana – pisał – jeśli wygląda na wypadek, akt Boga lub nie ma żadnego wyjaśnienia«. Nie zostawiając śladów, sabotażysta mógł uciec z miejsca wydarzeń niezauważony, co zmniejszało również szanse odwetu” – napisał Giles Milton w książce o operacjach tajnych służb podczas drugiej wojny światowej, pt. „Ministerstwo Niedżentelmeńskich Działań Wojennych”.

Pamiętajmy, że trwa trzecia wojna światowa. Tylko nie wszyscy ją dostrzegają bo prowadzona jest także za pomocą niezwykle zaawansowanej techniki militarnej a nie wyłącznie czołgami czy też artylerią ciągniętą przez konie.

21 maja 2026 roku. Na Węgrzech wybory kilka tygodni wcześniej wygrała opcja europejska – Tisza – której głównym konkurentem była opcja amerykańsko-żydowska – Fidesz.

Porażka Fideszu od razu skutkowała tym, że nowy przywódca Peter Magyar, skądinąd wywodzący się z partii Orbana, niemal natychmiast zagroził aresztowaniem żydowskiego ludobójcy Netanjahu. Jednak nie to było najistotniejsze.

Wspomnianego już 21 maja 2026 roku przebywający w Polsce Magyar zakomunikował w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że Unia Europejska po zakończeniu wojny na Ukrainie powróci do rosyjskiego gazu ziemnego.

Co więcej, stwierdził, że geografia Węgier oraz ekonomia sprawiają, że kierunek rosyjski importu nośników energii jest naturalnym kierunkiem dla jego kraju. Ale także dla Polski. Stwierdził, że liczy na to iż wojna na Ukrainie skończy się jak najszybciej a więc że jak najszybciej Europa wróci do rosyjskiego gazu. „Wiem o tym, ale sądzę, że ta polityka Unii bardzo się zmieni po zakończeniu wojny. Miejmy nadzieję, że stanie się to bardzo szybko. Musimy być konkurencyjni, Węgry, Polska. A do tego konieczne są niższe ceny energii. W tym względzie jestem bardzo pragmatyczny” – zakomunikował Magyar. „Sądzę, że kiedy wojna się zakończy, cała Unia Europejska powróci do zakupu rosyjskiego gazu, bo jest on tańszy. To nakazuje konkurencyjność, geografia” – dodał.

Artykuł z tymi słowami ukazał się w serwisie „Rzeczpospolitej” o 12:00 21 maja 2026 roku. A więc wczoraj. Dzisiaj 22 maja 2026 roku rano, o 8:47, miała miejsce kolejna eksplozja na Węgrzech, w tamtejszym naftowym kompleksie przemysłowym. Oczywiście kompleksie, który podłączony jest do rosyjskiego ropociągu „Przyjaźń II” i który przetwarza rosyjską ropę naftową.

Tym razem mowa jest już nie o jednym rannym, lecz nawet wielu zabitych oraz wielu rannych. Oficjalnie podaje się jednego zabitego oraz 7 rannych. Tak podają media polskie. Jednak media węgierskie mówią, że zabitych może być znacznie więcej.

„Jedna osoba zginęła w wyniku wybuchu w zakładzie Mol w Tiszaújváros. Zgodnie z informacją premiera Pétera Magyara, minister ds. energetyki István Kapitány oraz prezes i dyrektor generalny Mol Zsolt Hernádi są w drodze na miejsce zdarzenia. Na miejsce zdarzenia wezwano trzy helikoptery ratunkowe. Według szefa rządu na uszkodzonym rurociągu obecnie widoczny jest płomień przypominający pochodnię. Zgodnie z doniesieniami lokalnej prasy w wyniku tego zdarzenia może być kilka ofiar śmiertelnych” – podał serwis index.hu.

Możemy oczywiście naiwnie wierzyć, że to kolejny cudowny zbieg okoliczności. Premier Węgier deklaruje chęć kontynuowania współpracy z Rosją i kupowania taniego rosyjskiego gazu zamiast najdroższego na świecie – amerykańskiego – który preferuje Polska. Po czym następuje zupełnie przypadkowa eksplozja w zakładzie petrochemicznym przetwarzającym rosyjski surowiec. Bądźmy jednak realistami. Na Węgrzech dzisiaj doszło do zamachu terrorystycznego, który był sygnałem aby Węgry nie kupowały rosyjskiego gazu. Tylko gaz … no właśnie, jaki? Jak państwo myślicie?

Sprawcy byli tak perfidni, że do wybuchu doszło w kombinacie chemicznym Tisza a Tisza to przecież nazwa partii, która obecnie rządzi na Węgrzech i do której należy Magyar.

Był to także najprawdopodobniej sygnał dla innych państw. Pamiętajmy, że po wybuchach październikowych Indie zadeklarowały wycofywanie się z kupna rosyjskich surowców.

Po eksplozji w węgierskiej rafinerii 20 października 2025 roku ówczesny rząd węgierski także bardzo szybko zmienił swoje podejście do kupowania rosyjskich surowców. Już 25 października media polskie obiegła wiadomość, że nowa strategia energetyczna Węgier pozycjonuje Federację Rosyjską jako zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego a zależność od rosyjskich surowców jako ryzyko, które należy zniwelować. „Zmniejszenie zależności od rosyjskiego partnera leży nie tylko w interesie Węgier, ale także całego regionu” – podano.

Polska podjęła decyzję, że będzie kupować najdroższy gaz ziemny na świecie – gaz amerykański. Co więcej, będzie hubem do rozprowadzania tego gazu po całej Europie Środkowej i Wschodniej. Uznano więc, że Polacy mają być biedniejsi a polscy przedsiębiorcy mają płacić horrendalne sumy za energię. A więc że Polska ma się rozwijać wolniej aby tylko zadowolić i nakarmić żandarma zza oceanu.

Jak długo jeszcze jednak Europejczycy będą ulegać szantażowi, terrorowi i zastraszeniom i będą realizować cudze interesy zamiast własnych?

Węgry są idealnym przykładem kraju gdzie istnieje ponadpartyjna zgoda co do tego, że interes narodowy Węgier w pewnych istotnych kwestiach ma być na pierwszym miejscu, bez względu na kierunek geopolityczny który preferuje aktualny rząd, aczkolwiek rządowi Orbana jak wiele na to wskazuje kolana ugięły się pod zastraszeniem październikowym. Czy Magyar okaże się odporniejszy?

Bez względu na kłamstwa, które o tym polityku w Polsce słyszymy nowy premier Węgrów, naszych chyba jedynych przyjaciół w Europie (a jeżeli nie jedynych to i tak nielicznych), twardo od początku 2026 roku, jeszcze zanim objął swój urząd, artykułuje interes narodowy swojego kraju. To nie tylko niskie ceny energii, których chce, preferując rosyjskie surowce (oczywiście tuż po zakończeniu wojny na wschodzie) zamiast surowców, które będą pochodzić z eksportu do polskich terminali. Lecz także powstrzymanie legalnej imigracji, którą rząd Orbana rozkręcił, wyrzucają tysiące Węgrów z kraju (przejęcie najmniej płatnych zawodów przez imigrantów i zaniżanie realnych płac) oraz kwestia ukraińska i kwestia węgierskiej mniejszości w tym kraju, której prawa reżim neobanderowski łamie.

„Każdy kraj, w tym Ukraina, ma prawo i obowiązek bronić swojej integralności terytorialnej i niezawisłości. Jednak nasza sytuacja na Węgrzech jest szczególna. Mamy mniejszość węgierską żyjącą w Ukrainie, która nie ma podstawowych praw. W Europie Środkowej w 2026 r.! […] Nasz rząd jest jednak gotowy do otwarcia nowego rozdziału w relacjach z Ukrainą. Ale wcześniej nasza mniejszość musi uzyskać te podstawowe prawa” – powiedział w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Magyar.

Zresztą, pomijając słowa Magyara, które ten wypowiedział w rozmowie z polskimi dziennikarzami, już samo to, że po objęciu przez niego władzy globalni terroryści podnoszą rękę na Węgry (nazywajmy tą eksplozję po prostu zamachem, nie bawmy się w miękkie słówka o hipotetycznym zamachu czy też możliwym zamachu) najlepiej świadczy o tym, że pan Magyar realizuje węgierski interes narodowy i narusza tym samym interesy potężniejszych od Węgier. Za samo to już należy mu się szacunek.

Autorstwo: Terminator 2019
Zdjęcie: Calistemon (CC BY-SA 4.0)
Źródło: WolneMedia.net

Źródłografia

1. Milton G., „Ministerstwo Niedżentelmeńskich Działań Wojennych”, Warszawa 2018.

2. borsod24.hu/orosz-nyersanyagbol-finomitott-gazolajat-ad-el-a-mol-ukrajnanak

3. index.hu/mol-tiszaujvaros-uzem-robbanas-baleset-magyar-peter-miniszterelnok-kapitany-istvan-miniszter

4. mezha.net/eng/explosion_tears_through_mol/

5. tass.com/emergencies

6. wiadomosci.wp.pl/wybuch-w-zakladzie-mol-a-na-wegrzech-jedna-osoba-nie-zyje

7. businessinsider.com.pl//stany-zjednoczone-poparly-plan-polski-koniec-z-historyczna-zaleznoscia

8. pap.pl/ekspert-wegry-i-slowacja-poradza-sobie-bez-rosyjskiego-gazu

9. energia.rp.pl/gaz/jest-decyzja-w-sprawie-gazu-z-rosji-unia-mowi-mu-zegnaj-na-zawsze

10. energetyka24.com/gaz/szijjarto-bez-rosyjskiego-gazu-wegry-utraca-bezpieczenstwo-dostaw-energii

11. https://businessinsider.com.pl/gospodarka/wegry-reaguja-na-decyzje-ue-w-sprawie-gazu-to-zniszczy-bezpieczenstwo/1n7b6fj

12. wydarzenia.interia/news-zwrot-na-wegrzech-rosja-stala-sie-zagrozeniem

13. biznesalert.pl/pozar-europejskich-rafinerii-wspolpracujacych-z-rosja-straci-serbia

14. wolnemedia.net/paryska-szkola-hyperion-oni-nie-chca-abys-o-niej-uslyszal

15. rp.pl/polityka/peter-magyar-100-tys-wegrow-zyjacych-na-zakarpaciu-bez-podstawowych-praw-czlowieka

16. money.pl/gospodarka/cala-europa-wroci-do-rosyjskiego-gazu-kontrowersyjne-slowa-petera-magyara

17. english.news.cn

18. polsatnews.pl/potezny-wybuch-w-wegierskim-zakladzie-mol-jedna-osoba-nie-zyje/

19. wiadomosci.wp.pl/wybuch-w-zakladzie-mol-a-na-wegrzech-jedna-osoba-nie-zyje

20. en.wikipedia.org/wiki/Liquefied_natural_gas

21. iea.org/reports/energy-policies-of-iea-countries-hungary-2003

Tulsi Gabbard i koniec MAGA. Dugin.

Tulsi Gabbard i koniec MAGA

Alexander Dugin argumentuje, że odejście Tulsi Gabbard oznacza koniec oryginalnego projektu MAGA i upadek nadziei na nowy amerykański kurs wobec Rosji i multipolaryzmu.

Alexander Dugin 23 maja alexanderdugin/tulsi-gabbard-and-the-end-of-maga

Tulsi Gabbard, Dyrektor Wywiadu Narodowego USA, opuściła swoje stanowisko. Była ostatnią osobą w zespole Trumpa, która pozostała wierna ideałom i zasadom, na których rozpoczęła się druga kadencja prezydencka Trumpa. Sprzeciwiała się wojnie na Ukrainie i sprzeciwiała się również wojnie z Iranem.

To było przewidywane od dawna. Teraz się stało. Po porażce Thomasa Massiego w prawyborach w Kentucky, w Partii Republikańskiej praktycznie nie ma już nikogo z oryginalnego zespołu MAGA.

Triumf Deep State i sieci Epsteina nad amerykańską polityką stał się całkowity. Rezygnacja Tulsi Gabbard jest ostatnią kroplą. Każda nadzieja, która była wiązana z Trumpem, teraz całkowicie wyparowała.

Wygląda na to, że Trump przygotowuje się do nowej rundy eskalacji na Bliskim Wschodzie i do ataku na Iran.

Republikanie są gwarantowani do przegrania wyborów śródokresowych, jednak Demokraci reprezentują dokładnie to samo Deep State i tę samą klasę Epsteina. Co więcej, Demokraci nienawidzą Rosji i świata multipolarnego jeszcze bardziej. To oznacza haniebny koniec próby amerykańskiego narodu wyrzucenia satanistycznej elity.

Przed wyborami śródokresowymi Trump prawdopodobnie spróbuje czegoś innego na dużą i agresywną skalę – uderzeń na Iran, inwazji na Kubę, a może czegoś zupełnie innego. Potem zacznie pakować walizki i negocjować z Demokratami, żeby ani on, ani jego rodzina nie skończyli za kratkami. Przez najbliższe sześć miesięcy można się jednak spodziewać dalszych gwałtownych wybuchów i nasilenia eskalacji.

Widzę stłumione, ale rosnące niezadowolenie, które cicho rozprzestrzenia się w naszym [rosyjskim md] społeczeństwie. Jest oczywiste, że wszyscy chcą zmian. Tym razem jednak ci, którzy chcą liberalnych zmian, stanowią absolutną mniejszość. Chcą, żeby takie zmiany przyszły z zagranicy, i to się nie liczy.

Przytłaczająca większość chce patriotycznych zmian i znacznie większego stopnia sprawiedliwości. Problem nie leży nawet tak bardzo w samym kierunku, co w prędkości i treści procesu. Kierunek ku państwu-cywilizacji jest całkowicie słuszny. Obejmuje on jednak również społeczeństwo oparte na solidarności i sprawiedliwości społecznej, wierność tradycyjnym wartościom oraz prawdziwą edukację historyczną. Wszystko to zostało już ogłoszone. Pozostaje wprowadzić to w życie. I tu problemem jest prędkość. Musimy zacząć wdrażać to wszystko teraz i pilnie. Po prostu nie ma już czasu na wahanie. Żadnego.

Inercyjny scenariusz staje się z każdym dniem coraz bardziej niebezpieczny. Po prostu przestaje funkcjonować i przesuwa się w coraz bardziej negatywnym kierunku. Potrzebne są inne prędkości, inne metody, inne skale i inne struktury.

W kilku obszarach problemy stały się szczególnie ostre: technologia, korupcja i kultura. Ponieważ nie widać nawet w przybliżeniu żadnego złagodzenia czy deeskalacji konfliktu z Zachodem, jedyną opcją pozostaje postawienie społeczeństwa na stopie mobilizacyjnej. Wszystko to powinno było zostać zrobione dawno temu; część tego została zrobiona i jest robiona, jednak w alarmująco wolnym tempie.

Rosja musi zostać oczyszczona z liberalizmu, całkowicie i twardą ręką. To kolonialny sposób myślenia narzucony nam przez Zachód w jego własnych interesach i w celu zniszczenia naszej tożsamości.

Ludzie chcą porządku i sprawiedliwości. Nie tylko chcą — oni ich pragną. Kompromisy przestały działać. Teraz trzeba robić rzeczy na serio. Limit symulakrów został wyczerpany.

Wygląda na to, że analitycy CIA całkiem nieźle sobie radzą w kwestii Iranu

Wygląda na to, że analitycy CIA całkiem nieźle sobie radzą w kwestii Iranu.

Autorstwa Larry’ego C. Johnsona

Do niedawna miałem poważne obawy, że moja dawna agencja, CIA, nie wywiązuje się ze swojej misji dostarczania prezydentowi rzetelnych analiz. Wygląda na to, że moje obawy były bezpodstawne. Chociaż w historii CIA zdarzało się kilka przypadków, gdy analitycy mówili administracji to, co ich zdaniem prezydent chciał usłyszeć, częstszym problemem jest to, że analitycy CIA krzyżują plany prezydenta, a ich analizy są ignorowane. Wygląda na to, że tak właśnie jest obecnie w przypadku Iranu.

Zanim przejdę do szczegółów tego, co CIA powiedziała na temat wojny w Iranie, chciałbym zwrócić Państwa uwagę na niedawne oświadczenie szefa operacji morskich – Daryla Caudle’a – dotyczące Cieśniny Ormuz:

Jeśli spróbujemy podjąć się eskorty – rozważaliśmy to. To bardzo wymagające zadanie w tej wąskiej cieśninie, gdy jest ona sporna.

Najpierw musimy osiągnąć stan, w którym cieśnina będzie otwarta i zostanie powszechnie przyjęte zawieszenie broni, zanim będzie można wdrożyć te zmiany na szeroką skalę.

W mojej ocenie wojskowej zapewnienie ochrony eskortowej przez cieśninę, wykraczałoby poza możliwości marynarki wojennej w zakresie skutecznego wykonania tego zadania.

Admirał potwierdza to, o czym mówiłem od kilku tygodni, a mianowicie, że Stany Zjednoczone nie mają żadnego sensownego rozwiązania militarnego, aby uniemożliwić Iranowi blokowanie przepływu statków przez cieśninę bez zgody władz irańskich.

Od początku wojny CIA, pod nadzorem Dyrektora Wywiadu Narodowego, przedstawiła Kongresowi trzy raporty wojenne. Wszystkie trzy raporty ujawniły spójną i głęboką rozbieżność: CIA i cała społeczność wywiadowcza systematycznie oceniały wojnę jako trudniejszą, Iran jako bardziej odporny, zagrożenie rakietowe jako większe, a perspektywy szybkiego rozwiązania jako mniej optymistyczne, niż sugerowały publiczne oświadczenia administracji Trumpa. Rozdźwięk między tajnymi informacjami wywiadowczymi a publicznymi oświadczeniami prezydenta stał się jedną z cech definiujących polityczny krajobraz konfliktu.

3 marca – Tajne spotkanie informacyjne całego Kongresu

3 marca dyrektor CIA John Ratcliffe, wraz z sekretarzem stanu Rubio, sekretarzem obrony Hegsethem i generałem Caine’em, zorganizowali tajne briefingi najpierw przed całym Senatem, a następnie przed całą Izbą Reprezentantów. Republikanin Josh Hawley z Missouri powiedział później reporterom, że operacja była zakrojona na szeroką skalę i szybko ewoluowała. Demokraci wydawali się wyraźnie zaniepokojeni po briefingach. Kongresmenka Ami Bera bezpośrednio skonfrontowała się z Gabbard, pytając, czy ostrzegała Trumpa, że ​​wojna z Iranem będzie tak kosztowna i niszczycielska, że ​​„nasze wojny w Iraku i Afganistanie będą wyglądać jak piknik” – oświadczenie, które Gabbard złożyła publicznie przed objęciem urzędu. Gabbard odmówiła udzielenia merytorycznej odpowiedzi, stwierdzając, że pełniąc funkcję Dyrektora Wywiadu Narodowego, jest zobowiązana „pozostawić swoje osobiste poglądy za drzwiami”.

18 marca – przesłuchanie senackiej komisji ds. wywiadu w sprawie zagrożeń globalnych

Było to najbardziej głośne przesłuchanie w sprawie ustaleń wywiadowczych i wywołało znaczne kontrowersje.

Szefowie wywiadu zeznali, że chociaż irańskie duchowieństwo zostało osłabione, nie zostało pozbawione władzy i że mullahowie będą mogli odbudować swoje osłabione zdolności militarne w nadchodzących latach, pomimo ciągłych ataków ze strony USA i Izraela – ustalenie to znacząco relatywizowało twierdzenia Trumpa, że ​​zagrożenie militarne ze strony Iranu zostało w dużej mierze wyeliminowane.

Sprzeczność dotycząca programu nuklearnego stała się wyraźnie widoczna podczas tego przesłuchania. W „Ocenie Zagrożeń Globalnych 2026” stwierdzono, że przed operacją „Epic Fury” Iran „zamierzał odbudować swoją infrastrukturę nuklearną po zniszczeniu jej podczas 12-dniowej wojny” – ocena ta znacząco różniła się od pisemnych oświadczeń Gabbard złożonych senatorom, w których określiła irański program nuklearny jako „wymazany”.

W kluczowej kwestii, czy Trump został ostrzeżony o Cieśninie Ormuz: Zapytani przez senatorów Angusa Kinga i Marka Kelly’ego, ani Ratcliffe, ani Gabbard nie chcieli powiedzieć, czy Trump wnioskował o ocenę ryzyka zablokowania cieśniny, czy ją przedstawili, ani co ona mogła zawierać. Gabbard stwierdził, że wywiad „od dawna wierzył, że zablokowanie cieśniny jest możliwe”. Ratcliffe odmówił odpowiedzi na pytanie, czy poruszał tę kwestię w dniach poprzedzających wojnę, ale potwierdził, że rozmawiał z Trumpem 10–15 razy w tygodniu.

Świadkowie odmówili również potwierdzenia, zaprzeczenia lub skomentowania doniesień o wzroście wsparcia wojskowego i wywiadowczego Rosji dla Iranu oraz udzielenia informacji na temat wpływu wojny na zdolność Stanów Zjednoczonych do udzielenia pomocy państwom NATO w zbrojeniu się.

Początek maja – tajna ocena CIA wysłana do decydentów politycznych w Białym Domu

Najbardziej znaczące i szkodliwe ujawnienie informacji wywiadowczych miało miejsce na początku maja, kiedy „Washington Post” uzyskał szczegóły tajnej analizy CIA, która została wysłana bezpośrednio do decydentów rządowych:

CIA doszła do wniosku, że Iran mógłby wytrzymać amerykańską blokadę morską przez co najmniej trzy do czterech miesięcy, zanim stanąłby w obliczu poważniejszych trudności gospodarczych – wniosek ten bezpośrednio przeczył optymizmowi Trumpa, że ​​blokada wymusi szybką kapitulację Iranu.

Jeśli chodzi o potencjał rakietowy – w bezpośredniej sprzeczności z publicznymi twierdzeniami Hegsetha i Trumpa – ocena CIA wykazała, że ​​Iran zachował około 75% swoich przedwojennych zapasów mobilnych wyrzutni rakietowych i około 70% swoich przedwojennych zapasów pocisków. Ocena wykazała również, że Iranowi udało się ponownie uruchomić niemal wszystkie podziemne magazyny, naprawić niektóre uszkodzone pociski, a nawet dokończyć montaż pocisków, które były w zaawansowanej fazie produkcji w momencie wybuchu wojny. Trump twierdził, że irański arsenał został „w znacznym stopniu zdziesiątkowany” i zredukowany do „18 lub 19%” stanu sprzed wojny – twierdzeniu temu bezpośrednio przeczyły dane CIA.

Odnośnie skuteczności blokady: amerykańskie satelity szpiegowskie wykryły dowody na transport towarów i energii przez granice lądowe i nieoficjalnymi szlakami, co sugeruje, że kraje sąsiadujące z Iranem nie w pełni współpracowały z amerykańską blokadą. CIA ustaliła, że ​​nawet w przypadku całkowitej blokady Iran zgromadził zapasy niezbędnych zapasów i paliwa na kilka miesięcy.

Odnośnie prognozy strategicznej: źródło w USA poinformowało „Post”, że zdolność Iranu do przetrwania długotrwałych trudności gospodarczych jest znacznie większa, niż sugerowała sama ocena CIA, stwierdzając: „Przywódcy stali się bardziej radykalni i pewni swojej zdolności do przetrwania woli politycznej USA, a także do kontynuowania represji wewnętrznych w celu udaremnienia ewentualnego sprzeciwu”. Były szef izraelskiego wywiadu wojskowego, cytowany w podsumowaniu oceny, dodał:

„Wojna, która zaczęła się jako rzekomo mająca na celu obalenie reżimu i zniszczenie jego programu nuklearnego” może zakończyć się strategiczną porażką pomimo sukcesów militarnych, ponieważ „nie wierzą, że muszą się poddać”.

Hollywoodzka wersja interakcji CIA z prezydentem to w dużej mierze nonsens. Ta fantastyczna wersja zakłada, że ​​CIA dostarcza prezydentowi niezbitych faktów, a prezydent chętnie przyjmuje ustalenia wywiadu. Rzeczywistość jest inna… Prezydent, otoczony pochlebcami, już zdecydował, jak będzie przedstawiana narracja i odmawia przyjęcia oceny CIA. Widzimy tu ten sam schemat: Trump ogłasza unicestwienie wszelkich irańskich zdolności militarnych, podczas gdy CIA przedstawia diametralnie odmienny obraz. Widziałem to już wiele razy.

Nie twierdzę, że analizy CIA zawsze były trafne od początku wojny 28 lutego, ale przynajmniej analitycy nie powtarzają bezsensownych twierdzeń Trumpa o pokonaniu Iranu. Wręcz przeciwnie. Uważam, że potencjał militarny Iranu wzrósł od 28 lutego dzięki dodatkowemu wsparciu militarnemu ze strony Chin i Rosji.

Dzień rozpocząłem od rozmowy z Mario Nawfalem:

https://youtube.com/watch?v=4RQmBzC4KQY%3Ffeature%3Doembed

Jim Webb, syn Jamesa H. Webba Jr. – wielokrotnie odznaczonego weterana wojny w Wietnamie, pisarza i byłego senatora USA z Wirginii – uruchomił nowy kanał na YouTube . Dwadzieścia dwa lata temu spotkałem się na lunchu z senatorem Webbem i prywatnym spotkaniu, ale to już inna historia. Jego syn, który również służył w Korpusie Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych, podobnie jak jego ojciec, to inteligentny i dowcipny młody człowiek.

https://youtube.com/watch?v=meFPXbx1rQk%3Ffeature%3Doembed

Garland Nixon i ja odbyliśmy naszą czwartkową pogawędkę. Garland jest bardzo hojnym gospodarzem:

https://youtube.com/watch?v=uf0RBC4ZMHg%3Ffeature%3Doembed

Źródło: Wygląda na to, że analitycy CIA całkiem dobrze sobie radzą w kwestii Iranu