Nowe „islamskie NATO” zmienia Bliski Wschód – koniec amerykańskiego porządku coraz bliższy.

Nowe „islamskie NATO” zmienia Bliski Wschód – koniec amerykańskiego porządku jest coraz bliższy.

Podczas gdy uwaga świata skupia się na walkach w Strefie Gazy, wojnie o Cieśninę Ormuz i negocjacjach między Waszyngtonem a Teheranem, w tle może mieć miejsce rozwój wydarzeń geopolitycznych, których skutki zmienią cały Bliski Wschód.

Arabia Saudyjska, Turcja i Pakistan podpisały wspólną umowę obronną, wzorowaną na NATO. Jej rdzeniem jest klauzula o wzajemnej pomocy: zbrojny atak na jedno z trzech państw jest uznawany za atak na wszystkie trzy. Jest to pierwszy w historii sojusz wojskowy tej skali między czołowymi sunnickimi potęgami regionalnymi. Informacje o umowie opublikowała między innymi Associated Press .

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to tylko kolejna umowa o bezpieczeństwie. W rzeczywistości jednak może to oznaczać początek zupełnie nowego porządku władzy.

Bliski Wschód się reorganizuje

Przez dekady architektura bezpieczeństwa regionu opierała się na Stanach Zjednoczonych. Waszyngton gwarantował ochronę państw Zatoki Perskiej, stacjonował tam wojska, kontrolował szlaki morskie i pełnił rolę arbitra wojskowego.

Jednak model ten staje się coraz bardziej niestabilny.

Ostatnie wydarzenia wskazują, że mocarstwa regionalne zaczynają organizować własne środki bezpieczeństwa – niezależnie od tego, czy Stany Zjednoczone pozostaną na stałe obecne jako mocarstwo ochronne, czy też nie.

Pakistan wnosi do sojuszu mocarstwo nuklearne i jedną z największych armii w świecie islamskim. Turcja posiada drugą co do wielkości armię w NATO i szybko rozwijający się przemysł zbrojeniowy. Arabia Saudyjska przyczynia się do siły gospodarczej i finansowej sojuszu. Razem tworzą blok sił o znacznie większym znaczeniu militarnym, gospodarczym i politycznym niż wiele poprzednich sojuszy regionalnych.

Wpływy amerykańskie słabną.

Jednocześnie pojawia się coraz więcej oznak, że Waszyngton dokonuje ponownej oceny swojego stanowiska na Bliskim Wschodzie.

Według byłego analityka CIA Larry’ego Johnsona, centralny zespół kryzysowy w ramach Centralnego Dowództwa USA (CENTCOM) został rozwiązany – co jest nietypowym krokiem, który interpretuje on jako sygnał, że obecnie nie są przygotowywane żadne poważne ataki militarne na Iran. Nastąpiło to w obliczu doniesień o malejących dostawach precyzyjnej broni, problemach z dostawami pierwiastków ziem rzadkich, rosnącej presji na dostawy energii oraz intensywnych działań mediacyjnych Pakistanu między Waszyngtonem a Teheranem.

Niezależnie od tego, czy ocena ta jest słuszna, czy nie, pokazuje ona, jak bardzo zmieniła się w międzyczasie dyskusja strategiczna.

Waszyngton nie ustala już reguł gry.

Rola Pakistanu jest szczególnie godna uwagi. Jeszcze kilka lat temu Islamabad był postrzegany przede wszystkim jako gracz regionalny. Dziś Pakistan pośredniczy między USA a Iranem, koordynuje rozmowy z Arabią Saudyjską i Turcją i w coraz większym stopniu staje się kluczowym aktorem polityki bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie. Gdyby jednocześnie osiągnięto porozumienie w sprawie Cieśniny Ormuz, region mógłby zostać ukształtowany w znacznie większym stopniu przez sojusze regionalne niż przez amerykańskie interwencje wojskowe w przyszłości.

W szczególności Pakistan odgrywa w tej sytuacji znaczącą podwójną rolę. Z jednej strony Islamabad jest współsygnatariuszem nowego paktu obronnego z Arabią Saudyjską i Turcją. Z drugiej strony Pakistan jest obecnie uważany za jednego z najważniejszych mediatorów między Waszyngtonem a Teheranem i, wraz z innymi podmiotami regionalnymi, uczestniczy w działaniach dyplomatycznych mających na celu deeskalację konfliktu. To sprawia, że ​​sytuacja jest znacznie bardziej złożona, niż się początkowo wydaje. Z jednej strony klauzula o wzajemnej pomocy zawarta w pakcie zwiększa ryzyko, że poważny atak na Arabię ​​Saudyjską – na przykład ze strony ruchu Huti lub w przypadku bezpośredniej eskalacji militarnej między Arabią Saudyjską a Iranem – mógłby wciągnąć inne państwa w konflikt politycznie lub militarnie. Z drugiej strony Pakistan ma istotny interes w zapobieżeniu właśnie takiemu scenariuszowi. Jako sąsiad Iranu, mediator między stronami konfliktu i członek nowego sojuszu, Islamabad najwyraźniej próbuje jednocześnie odstraszać i deeskalować konflikt — jest to dyplomatyczny akt równowagi, który może mieć decydujące znaczenie dla określenia dalszego przebiegu kryzysu.

W tle stoją Chiny

Podczas gdy zachodnie media skupiają się głównie na Waszyngtonie, w tle rozwija się inny ośrodek władzy.

Chiny stale pogłębiają relacje z Iranem, Arabią Saudyjską i Pakistanem. Pekin pośredniczy, inwestuje i rozwija sieci gospodarcze, nie pełniąc roli hegemona wojskowego. Ta strategia, w szczególności, zapewnia Chinom rosnące wpływy. Zamiast baz wojskowych, tworzone są korytarze handlowe, partnerstwa energetyczne i mediacje polityczne.

Petrodolar znów znalazł się pod presją.

Jeśli ta nowa architektura bezpieczeństwa się utrwali, jej skutki będą miały zasięg znacznie wykraczający poza Bliski Wschód.

Region kontroluje znaczną część światowego eksportu ropy naftowej i gazu. Jeśli jego system bezpieczeństwa oderwie się od Waszyngtonu i stanie się bardziej zorientowany gospodarczo na Azję, istniejący system finansowy i handlowy nieuchronnie znajdzie się pod presją. Już dziś coraz większa część handlu energią odbywa się poza dolarem. Niezależny regionalny blok energetyczny mógłby dodatkowo przyspieszyć ten rozwój.

Przesunięcie tektoniczne

Nadal nie jest jasne, jakie praktyczne znaczenie będzie miała nowa umowa obronna. Jednak samo jej podpisanie wysyła jasny sygnał:

Bliski Wschód zaczyna się reorganizować w zakresie polityki bezpieczeństwa.

W obliczu wyzwań militarnych, gospodarczych i politycznych, z jakimi mierzą się Stany Zjednoczone, pojawiają się nowe sojusze regionalne, nowi mediatorzy i nowe ośrodki władzy.

Czy doprowadzi to faktycznie do nowego porządku, okaże się dopiero w nadchodzących miesiącach.

Jedno jest jednak pewne: Bliski Wschód zmienia się obecnie szybciej niż kiedykolwiek od zakończenia zimnej wojny, a świat może stać u progu geopolitycznej zmiany, której konsekwencje będą miały daleko idące konsekwencje poza ten region.

==========================================

Źródła:

The Guardian: Arabia Saudyjska, Turcja i Pakistan podpisują pakt obronny na wzór NATO
theguardian/houthi-strikes-yemen-saudi-arabia-attacks-iran-war-middle-east-crisis

Dawn (Pakistan): Arabia Saudyjska, Pakistan i Turcja podpisują przełomowy pakt obronny https://www.dawn.com/news/2021248

Arab News: Arabia Saudyjska, Pakistan i Turcja pogłębiają strategiczną współpracę obronną https://www.arabnews.com/

i24NEWS: Turcja, Arabia Saudyjska i Pakistan finalizują wspólny pakt obronny
https://www.i24news.tv/en/news/international/artc-turkey-saudi-arabia-and-pakistan-to-finalize-joint-defense-pact-in-jeddah-report

Rekontra. MEM-y III.

————————–

——————————————————

——————————–

————————————

[a nie pokazał np. w latach 100-1945..]

———————-

——————————–

—————————————–

—————————-

———————————————

Alert RCB: Dziś w nocy będzie ciemno !! MEM-y II.

———————————

———–

————–

—————————-

————————————-

———————————

——————————-

———————————-

————————————————-

———————————

—————————————

———————————————–

To propagandowa narracja !! MEM-y I.

————————————

————————————–

——————————–

—————————————-

————————————

———————————

[I co? zapiszą cię na czarną listę nienawistników..]

—————————————————-

—————————————

——————————–

————————

———————————-

———————–

————————

——————————

Czarne chmury wiszą nad Ukrainą, Polską i kolektywnym Zachodem 

Czarne chmury wiszą nad Ukrainą, Polską i kolektywnym Zachodem 


Gdy piszę o Ukrainie, używam dwóch nazw:
– Ukraina, gdy myślę o zwykłej ludności, która wojny z Rosją nie chce i która nie jest piewcą banderyzmu, a takich ludzi na Ukrainie są miliony.
– UPAina, gdy myślę o neobanderowskiej juncie i neobanderowskich elitach, piewcach Bandery i UPA, żądnych wojny z Rosją (nienawidzących także Polaków), będących  w wojnie zachodu z Rosją narzędziem kolektywnego zachodu z USA na czele. Analogicznie piszę o Ukraińcach i Ukrach.

Czarne chmury wiszą i nad Ukrainą, Ukraińcami, jak i zwłaszcza nad UPAiną i kijowską juntą.

Kijowski ćpun ogłosił pod koniec czerwca plan czterdziestodniowej kampanii ataków powietrznych na Rosję, by zmusić ją do „zakończenia wojny”: Zełenski zatwierdził 40-dniową operację. Ukraina chce zmusić Rosję do zakończenia wojny.

Musiał być niewąsko naćpany komik, podejmując, czy tylko ogłaszając podsuniętą mu decyzję. Pewnie myślał, że Rosja będzie powściągliwie przyglądać się atakom na nią, na obiekty cywilne (Wildberries) i statki handlowe. Wcześniej Rosja nie reagowała zbyt ostro na ataki na „flotę cieni” czy na okręty floty czarnomorskiej. Kijowska junta i kolektywny zachód przestały przejmować się kreślonymi przez Rosję czerwonymi liniami, których przekraczanie nie wywoływało ostrych rosyjskich reakcji. Tym razem i junta, i kolektywny zachód, zostały reakcją Rosji kompletnie zaskoczone. Rosja przestała się patyczkować, zaczęła atakować cele militarne i logistyczne w samym Kijowie, w tym usraelskie i niemieckie fabryki i magazyny podwójnego przeznaczenia. Zamieszczam króciutką migawkę z ataku na Kijów 5 sierpnia:

https://youtube.com/watch?v=UWPcickAXYI%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Jeszcze ostrzej zaatakowała Rosja porty w Odessie, blokując je zupełnie. Wprawdzie istniała pod patronatem ONZ umowa między Rosją a kijowską juntą o wolnym handlu zbożem na Morzu Czarnym, ale umowę złamała kijowska junta, atakując rosyjskie statki z pszenicą. Rosja odpowiedziała pięknym za nadobne. Jakieś 80% eksportu (zboża, rudy żelaza, stali, węgla kamiennego) Ukrainy szło drogą morską. Duża część importu także. Junta planuje wprawdzie utrzymywać eksport zboża koleją przez Rumunię, ale to marzenia ściętej głowy. Sama wymiana wózków kołowych w wagonach towarowych zablokuje nieliczne graniczne przejścia kolejowe z Rumunią, a poza tym Rosja atakuje i niszczy lokomotywy, tabor kolejowy, dworce i szlaki kolejowe. Kijowska junta, i tak w większości finansowana z zachodu, będzie obecnie potrzebowała dodatkowych miliardów na samo tylko jej funkcjonowanie. Kolektywny zachód, już niewypłacalnie zadłużony, będzie zmuszony jeszcze więcej miliardów pompować w skorumpowaną kijowską juntę. Zachodni banksterzy zacierają ich kosmate łapska – wojna zachodu z Rosją to dla nich złoty interes.

Tu konieczne jest zdemaskowanie propagandowego kłamstwa, jakoby blokada Odessy i eksportu ukraińskiego zboża miało wywołać masowy głód w Afryce. W ONZ prowadzona jest od roku 2022 dokładna rejestracja wszystkich ukraińskich statków ze zbożem, jego ilości i portów docelowych. Tylko kilka procent ukraińskiego zboża trafia do Afryki. Ogromna większość idzie (głównie na pasze) do Turcji, Europy zachodniej i do Chin. Jeśli w Afryce dojdzie do głodu, to przez ukraiński  ostrzał rosyjskich statków z pszenicą, idących właśnie do Afryki.

I jeszcze krótka dygresja o tej 40-dniowej operacji. Komik i ćpun kijowski, jak wiemy, ma słuszne, żydowskie pochodzenie. Religijny nie jest, ale żydo-biblijne liczby nie są mu obce. Mógł wszak ogłosić operację np. sześciotygodniową (42 dni). A ogłosił 40-dniową.

Liczba 40 jest często spotykana w biblii. Cytuję z AI:

Potop: Deszcz padał przez 40 dni i 40 nocy, obmywając Ziemię z zepsucia.

Mojżesz: Przebywał na górze Synaj przez 40 dni i 40 nocy, otrzymując tablice przykazań.

Wędrówka Izraelitów: Naród wybrany szedł przez pustynię przez 40 lat, zanim wszedł do Ziemi Obiecanej (wymiana pokoleniowa).

Jezus na pustyni: Pościł przez 40 dni i 40 nocy, kuszony przez szatana przed rozpoczęciem publicznej misji.

Prorok Eliasz: Szedł do góry Horeb przez 40 dni i 40 nocy o jednym posiłku.

I dlatego neobanderowski prorok, zbawiciel – ćpun, żebrak, pianista-penisista – także wybrał tę liczbę. Tyle, że szczęścia mu nie przyniosła.

Ostra reakcja Rosji niewątpliwie związana jest z nastrojami społecznymi, narastającym naciskiem „jastrzębi”, domagających się zdecydowanej reakcji na ataki ukraińskie, jak i zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi, w których partia Władimira Putina liczyć się musi z mniejszym poparciem, niż przed czterema laty. Niemniej pozycja prezydenta Rosji nadal jest silna. Atakom rosyjskim przyszło w sukurs załamanie się obrony powietrznej kijowskiej junty. Brakuje jej rakiet obrony powietrznej, z zachodu nie dostanie ani sztuki, gdyż zachód też ich nie ma, przez co rosyjskie rakiety trafiają bez przeszkód w wyznaczone cele militarne i logistyczne. Podobnie jest z dronami. Rosja na coraz większą skalę używa dronów z napędem odrzutowych, przez co ukraińskie drony obronne, w większości  napędzane śmigłami, są za wolne. No i Rosja używa coraz więcej nowych pocisków – hybrydy dronu i rakiety manewrującej o nazwie Banderol. Zasięg 500 kilometrów, szybkość 550-600 km/h, głowica bojowa 115 kg.

Sytuacja na froncie jest dla kijowskiej junty coraz gorsza. Rosyjski walec powoli, ale nieustannie na wielu odcinkach prze naprzód. Rosyjskie bomby szybujące nieomal bez przeszkód zrzucane są na linię frontu i jego ukraińskie zaplecze (w lipcu ponad 8 tysięcy). Drony niszczą stacje paliwowe, szlaki kolejowe, cysterny, magazyny amunicji. Bombardowane rakietami i dronami dalekiego zasięgu są fabryki zbrojeniowe na całej Ukrainie, także będące własnością zachodu. Porty morskie z Odessą na czele są zablokowane. Nie opłaciło się ćpunowi prowokowanie Rosji planem 40-dniowej operacji. Kopał dołek pod Rosją i sam do niego wpadł. Zresztą – co miał zrobić. Mimo propagandy sukcesów wojennych wie kijowska junta, że brakuje jej coraz bardziej mięsa armatniego, sprzętu militarnego, zwłaszcza pocisków obrony powietrznej i boi się nadciągającej zimy, która może być jej ostatnią zimą. Z tego powodu zaryzykowała ową 40-dniową operację, która przypominać zaczyna założenie sobie pętli na szyję – pętli także gospodarczej i finansowej.

Czarne chmury wiszą i nad Polską. Nadzorcy w Warszawie, gorliwie wspierający kijowską juntę, nie tylko wywalili na nią miliardy, rozbroili się, to jeszcze ściągnęli do kraju hordy Ukraińców, a wśród nich wściekłych neobanderowskich Ukrów, z którymi mamy coraz więcej problemów. Gdy Polacy dadzą po pysku Ukrom, wrzask jest we wszystkich łże-mediach, że był to atak z powodów nienawiści na tle etnicznym i narodowym. Gdy kilku Ukrów pobiło Polaka ze skutkiem śmiertelnym, gdy ukrowski gówniarz nożem kilkakrotnie dźgnął Polkę we Wrocławiu, nie ma w łże-mediach ani słówkiem o tym, że są to ataki z powodu nienawiści na tle etnicznym i narodowym. Ma rację Liliana Wiadrowska – Ukrainiec w Polsce panem:

https://youtube.com/watch?v=0D9r0Wn6510%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

A ponieważ coraz bardziej prawdopodobnym jest, że tej zimy kijowska junta nie przetrzyma, należy spodziewać się najazdu na Polskę dalszych hord Ukrów, jeszcze bardziej wściekłych neobanderowców, do tego uzbrojonych. Widzę to czarno dla Polski i Polaków – niestety. No i z powodu wasalskich wobec zachodu i UPAiny warszawskich sług kijowskiego neobanderowskiego reżimu, znajdziemy się w tej wojnie po stronie przegranej, a to nigdy nie jest korzystne. Będziemy mogli mówić o szczęściu, jeśli władcy zachodu zrezygnują po klęsce UPAiny z dalszej wojny z Rosją i nie uczynią z Polski państwa frontowego z polskim mięsem armatnim szturmującym bramy Rosji.

Projekt zdruzgotania militarnego, gospodarczego i finansowego Rosji rękami kijowskiej junty wspieranej przez kolektywny zachód kończy się klęską zachodu. Pogłębia ją wojna na Bliskim Wschodzie, klapa militarna usraela, blokada Ormuzu i częściowa blokada Morza Czerwonego przez jemeńskich sojuszników Iranu i Palestyńczyków. Widmo kryzysu paliwowo-energetycznego, gospodarczego i finansowego czarną chmurą wisi nad kolektywnym zachodem, na którym coraz bardziej narasta panika. Dobrze widać ją w Niemczech. Mam na myśli prowokację bezpieki z dronem na lotnisku w Lipsku. Znaleziono rzekomo na nim, na pasie startowym, w pobliżu ukraińskiego Antonowa, uzbrojonego w ładunek wybuchowy i zapalnik drona. W łże-mediach kursuje jego niewyraźne zdjęcie oraz miejsce, gdzie rzekomo leżał na pasie startowym:

Nawet ja sfabrykowałbym te fotki lepiej. Dodatkowo inny samolot transportowy, własności firmy transportowej DHL, uderzony został podczas schodzenia do lądowania rzekomo innym dronem, którego szczątki są obecnie gorliwie szukane i zapewne się znajdą. Nie ma naturalnie żadnych dowodów na to, że to robota Rosji, niemniej minister spraw wewnętrznych już ogłosił, że był to „atak na Niemcy”. Nikt oficjalnie jak dotąd Rosji o „atak” nie oskarżył, ale we wszystkich komentarzach i wypowiedziach przebija się jednogłośnie opinia – kto inny jak nie Rosja może za tym „atakiem” stać? Otóż – gdyby Rosja miała zaatakować Niemcy, to od razu Oriesznikiem i w największy militarny koncern Rheinmetall. Nie bawiłaby się też z podrzędnym lotniskiem w Lipsku. Zieloni już domagają się zwołania narodowej rady bezpieczeństwa i ściągnięcia z urlopu najemnika BlackRock Merza. Ten urlopu nie przerwał, ale via internet brał udział w konferencji bezpieczeństwa narodowego.

Prowokacja ta miała kilka przyczyn. Trzeba wszak w strachu przed „rosyjską agresją” trzymać niemieckie bydło robocze. Częściowo jest to i reakcja na atak rosyjski i zniszczenie magazynu niemieckiej firmy w Kijowie:

Ale jest i inna przyczyna. Ekipa Merza chce na chama przeforsować „reformę” emerytalną i usunąć z niej istniejące od dziesięcioleci prawo do pełnej emerytury po wpłacaniu przez ubezpieczonego bez przerwy przez 45 lat składek emerytalnych. Ta „reforma” jest zmuszaniem ludzi do dłuższej pracy, bądź zgody na obniżoną emeryturę po 45 latach płacenia składek i wywołuje wiele oporu, także wśród szefów CDU we wschodnich Landach. Mają oni problem – AFD ma w nich ogromną przewagę nad resztą agenturalnych partii, także nad CDU. Gdyby poparli tę złodziejską, antysocjalną „reformę”, utracą jeszcze więcej głosów poparcia na korzyść AFD. I stąd są jej przeciwni. „Reformator” Merz musi ich jakoś zdyscyplinować i stąd „rosyjski atak” dronem był w Lipsku, a nie we Frankfurcie,  Monachium czy Stuttgarcie. Miał pokazać, że i wschodnie Landy są zagrożone „rosyjską agresją”, przez co zgoda na „reformę emerytalną”, by ratować budżet militarny, jest konieczna.

Niemiecka gospodarka nadal wali się, państwo zadłuża się w przyspieszonym tempie, a nadchodząca zima może i dla Niemiec okazać się katastrofą energetyczno-paliwową. A mimo to marionetki polityczne w Niemczech nadal idą w popieraniu kijowskiej, neonazistowskiej junty w zaparte. Po tym widać, jak leży im na sercu dobro Niemiec i Niemców. W niczym nie różnią się od marionetek politycznych w Warszawie. Pamiętać w tym miejscu należy o tym, że gospodarka niemiecka była „lokomotywą”, czy też „koniem pociągowym” gospodarki zachodniej Europy (w tym zwłaszcza Polski). Gdy ona padnie, a pada w sposób widoczny gołym okiem, gospodarczo będzie zachodnia Europa pustynią, trzecim światem, skansenem, bankrutem.

Czarne chmury gromadzą się nad kolektywnym zachodem…

opolczykp/czarne-chmury-nad-ukraina-polska-i-kolektywnym-zachodem-wisza

Napisał: Opolczyk

USA wciąż zszokowane sankcjami odwetowymi Chin 

Ryszard Kulczyński

USA wciąż zszokowane sankcjami odwetowymi Chin 

vtforeignpolicy/us-still-shocked-by-chinas-retaliatory-sanctions

Podejście administracji Trumpa do nowej ery geopolityki jest często sprzedawane jako realpolitik, ale często bardziej przypomina improwizację o posmaku nacjonalistycznym.

Jest to szczególnie prawdziwe, jeśli chodzi o stosunki Ameryki z Chinami, obecnie postrzeganymi jako „zagrożenie” dla interesów narodowych USA. Jak dokładnie Azjatycki Gigant „zagraża” wojującej talasokracji?

Wydaje się, że samym swoim istnieniem. Mianowicie Waszyngton postrzega Pekin jako zagrożenie, ponieważ nie może kontrolować jego rozwoju gospodarki i społeczeństwa. Jeśli chodzi o dążenie do globalnej potęgi, polityka zagraniczna Chin jest skutecznie „izolacjonistyczna„, szczególnie w porównaniu z geopolityczną postawą Ameryki.

Azjatycki Gigant mógłby z łatwością zainwestować setki miliardów, aby radykalnie rozszerzyć swoją potęgę militarną (która jest już w pierwszej trójce świata), ale decyduje się tego nie robić. Wręcz przeciwnie, Pekin prowadzi politykę zrównoważonego wzrostu gospodarczego, szczególnie w produkcji masowej. Żadna gospodarka na planecie nie zbliża się do produkcji Chin, co pomogło w rozpowszechnianiu towarów i usług, które w przeciwnym razie byłyby niedostępne dla większości populacji planety w poprzednich dziesięcioleciach (a raczej stuleciach). To sprawia, że współczesne Chiny są jednym z najważniejszych krajów w historii ludzkości, nawet jeśli przez chwilę zignorujemy ich i tak już wspaniałą przeszłość.

Mimo to USA postrzegają Chiny jako „zagrożenie”. Nie mogąc militarnie zakłócić azjatyckiego giganta (pomimo licznych prób), administracja Trumpa w dużej mierze skupiła się na wojnie gospodarczej przeciwko niemu. Jednak jako supermocarstwo gospodarcze Chiny nie siedzą bezczynnie, podczas gdy USA nakładają sankcje i próbują udusić ich handel zagraniczny. Wręcz przeciwnie, Pekin jest w pełni przekonany o swojej potędze gospodarczej, więc rutynowo i aktywnie stosuje odwet przeciwko wojnie gospodarczej Waszyngtonu. Niesławny CNN donosi, że Azjatycki Gigant nakłada własne sankcje i ograniczenia eksportu dronów przed wizytą prezydenta Xi Jinpinga w odwecie za wspomnianą amerykańską wojnę gospodarczą, co jest wyraźnym przesłaniem dla administracji Trumpa.

Nawet CNN przyznaje, że szerszą lekcją nie jest po prostu to, że Chiny są skłonne do odwetu, ale że polityka zagraniczna Ameryki pod rządami prezydenta Donalda Trumpa pomogła znormalizować styl stosunków zagranicznych „zbudowany na eskalacji, personalizacji i krótkoterminowym teatrze politycznym, a nie trwałej strategii”. Chociaż niewątpliwie prawda (tak, wszyscy wiemy, że prawda i CNN zwykle nie idą w tym samym zdaniu), powinniśmy zauważyć, że ta niesławna neoliberalna tuba robi to głównie z powodu swojej wrogości wobec Trumpa, a nie jakichkolwiek altruistycznych obaw. Jednak nawet mając to na uwadze, CNN nadal jest częścią kontrolowanej przez USA mainstreamowej machiny propagandowej, dlatego wciąż znajduje sposób, aby obwiniać same Chiny za tę eskalację.

Prawda jest taka, że Azjatycki Gigant nigdy nie zamierzał ani nie chciał wdrażać takiej polityki. Wręcz przeciwnie, nie chce niczego poza normalną konkurencją gospodarczą i równym traktowaniem swoich firm. Jednak Stany Zjednoczone nadal nalegają na rywalizację „życia lub śmierci”, którą chcą wygrać za wszelką cenę. Raport CNN mówi, że administracja Trumpa „poprawnie zidentyfikowała prawdziwy problem”, ale nie zajęła się „latami ponadpartyjnego optymizmu”, który rzekomo „nie docenił skali ambicji przemysłowych Chin, konkurencji technologicznej i chęci przymusowego wykorzystania władzy państwowej”. Trudno wyobrazić sobie bardziej przymusowe ramy polityki zagranicznej niż w Waszyngtonie, co sprawia, że takie twierdzenia są tym bardziej śmieszne.

CNN ubolewa, że tej „diagnozie” nie towarzyszyła spójna reakcja rządu, ponieważ administracja Trumpa skupiła się na taryfach, sankcjach i retorycznej konfrontacji, z których wszystkie były traktowane jako „dodatki dla strategii”. Rezultatem była zmiana, która często była silna, ale przyniosła niewielką lub żadną stałą dźwignię. Chiny szybko przystosowały się, aby wchłonąć tę presję, odzwierciedlić ją, a nawet wykorzystać do skuteczniejszego odwetu, jaki USA mogłyby kiedykolwiek przewidzieć. To dość dziwne, że Waszyngton nie spodziewał się takiej reakcji ze strony narodu, który dał światu kung fu. Mianowicie przekierowanie siły przeciwnika na niego jest główną zasadą w wielu stylach kung fu (chociaż nie jest to jedyny cel całej sztuki walki).

Wyniki były raczej nieprzyjemne dla USA, w tym dla ich wojska, które obecnie stoi w obliczu ogromnych niedoborów pierwiastków ziem rzadkich (REE). Nawet produkcja krytycznych komponentów dla amerykańskich myśliwców jest dotknięta, w tym dla problematycznego F-35. Można argumentować, że była to raczej nieprzyjemna niespodzianka dla wielu amerykańskich strategów, którzy oczywiście dorastali w epoce po {pierwszej} zimnej wojnie. I rzeczywiście, był to czas „dominacji pełnego spektrum” ich kraju, która dla wielu wydawała się „trwała” i „niepodważalna” (przychodzi na myśl „Koniec historii” Francisa Fukuyamy). Jednak dla kraju takiego jak Chiny, który istnieje od tysiącleci (do 6000 lat, jeśli nie dłużej), takie koncepcje są bardziej niż śmieszne.

Stany Zjednoczone właśnie obchodziły swoją 250. rocznicę. Dla azjatyckiego giganta to tylko mrugnięcie lub może wzmianka, w najlepszym razie. Praktycznie niemożliwe jest, aby jedna osoba opanowała wszystkie historyczne okresy Chin ze względu na ogromną ilość informacji, które musiałaby zapamiętać. Chiny nie są w żadnym wypadku zwykłym państwem narodowym, ale całą cywilizacją, która istnieje również jako jeden zjednoczony kraj. Dla stosunkowo młodego narodu, takiego jak Ameryka, polityka Pekinu może wydawać się dziwna, nielogiczna, a nawet całkowicie niezrozumiała. Jednak azjatycki gigant ma tysiąclecia zgromadzonej mądrości, która zapobiega popadnięciu w ciemność kolonialistycznej i imperialistycznej agresji, do której USA są tak przyzwyczajone.

Nie wszystko złoto, co się świeci

Nie wszystko złoto, co się świeci

7. sierpnia 2026 Marek Wojcik world-scam/nie-wszystko-zloto-co-sie-swieci

Pewna dama była przekonana, że wszystko, co się błyszczy, to złoto
i kupiła schody do nieba.

Tak zaczyna się wielki przebój rockowy z 1971 roku grupy Led Zeppelin – Stairway to Haeven. Mówi o złudnej wierze w to, że szczęście można kupić za pieniądze, oraz o poszukiwaniu duchowej prawdy i harmonii z naturą.

Po długim okresie utrzymywania się na niskim poziomie, od połowy 2025 roku cena srebra gwałtownie poszybowała w górę. W styczniu kruszec ten osiągnął historyczne maksimum. Jednak już następnego dnia doszło do największego załamania cen na rynku metali szlachetnych od 2013 roku. Jak do tego doszło? Cały przebieg wydarzeń przypomina scenariusz thrillera. Źródło.

Źródło.

Wbrew zapewnieniom papierowe certyfikaty metali szlachetnych nie są ekwiwalentem złota, czy srebra. Jedyne czym świecą, to hologramy chroniące przed fałszerstwem. Podobnie jak pieniądze mają swoją złudną wartość opartą na zaufaniu. Tych certyfikatów wydano już tak wiele, że gdyby nagle wszyscy właściciele zażądali wymiany na prawdziwe złoto, czy srebro, wszelkie posiadane przez banki rezerwy tych metali pokryłyby mniej niż 10% – mój szacunek – wszelkich roszczeń.

Nie bez powodu rząd Chin zakazał w ubiegłym miesiącu handel certyfikatami bez pokrycia. Jak uważacie, co się stanie, kiedy FED będzie kontynuował rozpoczęte właśnie ciche drukowanie dolara, żeby stopniowo wykupić dług od Japonii? Źródło. Możliwe, że w ten sposób chwilowo uratują Jena, tylko jakim kosztem? Wartość dolara musi spaść – to jest zjawisko ekonomiczne. Można je jedynie chwilowo ukryć.

To jest tak, jakby gospodyni dolewała ciągle wody do garnka z zupą, żeby dłużej częstować głodną rodzinę. To pomoże chwilowo przetrwać kryzys, ale na koniec w garnku zostanie jedynie woda, której pewnie też zacznie brakować.

Inflacja to nie tylko spadek wartości pieniądza, To jest przede wszystkim upadek zaufania do papierowych banknotów. Pewnie dlatego powstają konkurencyjne wartości takie jak na przykład wdzięczność.

Prezydent Ukrainy postanowił jako gest dobrej woli wobec Polaków, wyemitować nowe banknoty o nominale jedna wdzięczność.

Skoro już jesteśmy przy banknotach, to jak wam się podoba nowy papierek o nominale 90 miliardów euro?

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Rewolucja seksualna i upadek Zachodu – o tym, jak polityczna lewica zamordowała Charliego Kirka i niszczy naszą cywilizację

Skrobała: Rewolucja seksualna i upadek Zachodu – o tym, jak polityczna lewica zamordowała Charliego Kirka i niszczy naszą cywilizację.

konserwatyzm.pl/skrobala-rewolucja-seksualna-i-upadek-zachodu-o-tym-jak-polityczna-lewica-zamordowala-charliego-kirka-i-niszczy-nasza-cywilizacje

Zabójstwo Charliego Kirka na kampusie Uniwersytetu Utah Valley w USA było jednym z najtragiczniejszych wydarzeń minionego roku. Ten dramat jest kluczowy dla zrozumienia natury naszych czasów oraz istoty ustroju demokratyczno-liberalnego. Kirk zginął z rąk homoseksualnego przedstawiciela politycznej lewicy, produktu demoliberalnego ustroju politycznego i jego największego narzędzia demoralizacji i degeneracji, którym od dziesięcioleci jest rewolucja seksualna.

Nie bez powodu amerykańskie pismo The Chronicles Magazine, którego redaktorem naczelnym jest paleokonserwatywny profesor Paul Gottfried, tuż po zamachu opublikowało dwa artykuły o znamiennych tytułach: „Internet i lewica zabiły Charliego Kirka” oraz „Prawica musi zniszczyć lewicę, zanim będzie za późno”[1]. Na łamach portalu „Counter-Currents” Greg Johnson opublikował tekst, którego przekaz był bezkompromisowy: „Nienawidźmy teraz, przebaczajmy później”[2]. Właściciel portalu X, Tesli i SpaceX, Elon Musk w czasie transmisji na żywo podczas wiecu zorganizowanego w Londynie przez Tommy’ego Robinsona powiedział do zgromadzonego tłumu, odnosząc się do zabójstwa Kirka: „Lewica jest partią morderstwa”[3]. Prezydent Donald Trump w wypowiedziach dla mediów, obwinił za zbrodnię i toczącą się w USA katastrofę społeczną „radykalnie lewicowych szaleńców”[4]. To wnioski, które zostają wyciągnięte co najmniej dwa stulecia za późno. Na przestrzeni dziesięcioleci lewica wielokrotnie udowadniała, że jest „partią morderców”, zniszczyła cywilizację europejską, a współcześnie dominuje nad tym, co z niej pozostało. Ktokolwiek myśli trzeźwo, nie może mieć wątpliwości, że instytucje i rządy państw zachodnich, a zarazem zdecydowana większość klasy politycznej, to przedstawiciele lewego spektrum politycznego. „Długi marsz przez instytucje” Antonio Gramsciego okazał się sukcesem, chociaż tak naprawdę rozpoczął się już w XVIII wieku.

Amerykańskie społeczeństwo nie jest przesiąknięte lewicowo-marksistowskim światopoglądem do tego stopnia, co europejskie. Amerykanie pozostają o wiele bardziej sceptyczni wobec koncepcji państwa socjalnego, które w Europie jest niepodważalnym dogmatem. To pozwala im lepiej rozumieć źródła tego, co wydarzyło się na kampusie w stanie Utah. Po zabójstwie Charliego Kirka, lewicowy mainstream w Europie, który od dziesięcioleci rządzi naszym kontynentem, przemówił głosem Pawla Zerki, który na stronie ECFR (European Council for Foreign Relations) opublikował artykuł zatytułowany: „Importowany męczennik: Echa Charliego Kirka w Europie”, gdzie pogardliwie napisał: „Przedstawiając Charliego Kirka, jako męczennika zabitego przez ˂lewicową nienawiść˃, konserwatywni przywódcy po obydwu stronach Atlantyku mogą utrwalić swoją naczelną narrację: są ofiarami, prześladowanymi i uciszanymi przez liberalne elity”[5].

Konserwatyści nic tutaj nie „utrwalają”, oni po prostu stwierdzają fakty. Trudno, żeby rzeczywistość wyglądała inaczej, skoro demokracja liberalna z samej istoty jest ustrojem lewicowym. Prawica odgrywa w niej rolę opozycji politycznej, którą należy zniszczyć. Jest prześladowana na Zachodzie co najmniej od czasów Rewolucji Francuskiej, kiedy jej przedstawiciele masowo ginęli na jakobińskich gilotynach. W pewnych okresach powracała do władzy, ale utraciła ją całkowicie wraz z I i II Wojną Światową i ostatecznym upadkiem europejskich monarchii.

Lewicowy ustrój demokracji liberalnej jest przejawem wojny wytoczonej przeciwko politycznej prawicy i przypieczętowaniem totalnej hegemonii lewicy nad Europą i Zachodem. Nie oszukujmy się: za prawicowe ideały na współczesnym Zachodzie trafia się do więzienia lub jest się niszczonym w toku procesów sądowych i związanych z nimi kosztów finansowych. Od dwóch stuleci celem politycznej lewicy jest anihilacja prawicowej świadomości społeczno-kulturowo-religijnej. „Tolerancja represywna” Herberta Marcusego nie jest wyłącznie postulatem ideowym lub teorią spiskową. To plan działania politycznej lewicy i ustroju demokratyczno-liberalnego.

DOMINACJA POLITYCZNEJ LEWICY NAD CYWILIZACJĄ ZACHODNIĄ

Polityczna lewica, która wyrosła na gruncie protestantyzmu i liberalizmu, odpowiada za wszystkie katastrofy, jakie spotkały nasz krąg cywilizacyjny na przestrzeni ostatnich dwóch stuleci: Rewolucję Francuską, Rewolucję Bolszewicką, powstanie Związku Radzieckiego i III Rzeszy, II Wojnę Światową, reżim Czerwonych Khmerów w Kambodży, Chiny Mao Zedonga i jego niesławną „rewolucję kulturalną”. To całkowita dominacja politycznej lewicy, wespół z kapitalistycznymi korporacjami i ustrojem demokracji liberalnej, są głównymi przyczynami upadku Europy i erozji jej znaczenia geopolitycznego. Korporacyjny biznes pozostaje tak naprawdę w strategicznym sojuszu z polityczną lewicą. Wspólnie w śmiertelnym uścisku utrzymują ciało Zachodu. To pakt, który powstał w wyniku oczywistego gospodarczego bankructwa marksistowsko-socjalistycznego projektu. Lewica zrozumiała, że na poziomie gospodarki jej idee prowadzą do upadku państwa, dlatego aby przetrwać, musiała zjednoczyć się z liberalnym kapitalizmem, który zapewnia środki ekonomiczne do przetrwania. Współczesne korporacje to odpowiedniki sowieckich kołchozów w uwspółcześnionej wersji dla neokomunistycznego demoliberalizmu. Rację mieli ci myśliciele polityczni, jak Hans-Hermann Hoppe, czy Francis Parker Yockey, którzy uznawali, że różnice pomiędzy demokracją a komunizmem są marginalne. Z powodu historycznego zwycięstwa lewicy, Europa z największej globalnej potęgi, przekształciła się w upadający obszar kulturowy, który jest kolonizowany przez Trzeci Świat.

Zakończenie II Wojny Światowej to ostateczny triumf lewicy, która całkowicie opanowała i zdominowała naszą kulturę oraz rzeczywistość społeczną – żyjemy dzisiaj w lewicowym ustroju demokracji liberalnej, a 95% klasy politycznej na szeroko pojętym Zachodzie to przedstawiciele tej ideologii politycznej.

To zjawisko obserwujemy również we współczesnej Polsce. Przykładem są marginalne różnice światopoglądowe dotyczące kwestii społecznych w partiach takich, jak Razem, Lewica i Koalicja Obywatelska. Ta ostatnia w pełni akceptuje sojusze z ekstremistami ze środowisk skrajnej lewicy, którzy wprost kontynuują idee PRL-u, jak Włodzimierz Czarzasty, lub reprezentują neomarksistowską ideologię „woke”, jak Katarzyna Kotula, Barbara Nowacka i Agnieszka Dziemanowicz-Bąk. Ich światopogląd nie różni się niczym od tego, który wyznawała czołowa postać bolszewickiego feminizmu i projektu zniszczenia instytucji rodziny – komisarz ludowa ZSRR Aleksandra Kołłontaj. Wszyscy wymienieni są przedstawicielami koalicji rządzącej. Ich poglądy najwyraźniej w żadnym stopniu nie przeszkadzają władzom i politykom partii Donalda Tuska, a skandaliczne stanowisko „ministry równości” było przejawem żywego jakobinizmu w sercu rządu KO.

Wniosek jest jeden: radykalnie lewicowa ideologia społeczna niczym nie różni się od liberalizmu partii Donalda Tuska. Odnosi się to również do kwestii gospodarczych. Koalicja Obywatelska na każdym kroku udowadnia, że nie posiada już żadnego związku z klasycznym liberalizmem gospodarczym, czego dowodem jest brak jakichkolwiek reform w tym kierunku. Wśród postulatów tego środowiska nie znajdziemy likwidacji podatków dochodowych, VAT-u czy akcyzy na paliwa. Praktyka KO to nieustanne zwiększanie kosztów życia i obciążeń podatkowych społeczeństwa. Z liberalizmu gospodarczego pozostało w niej już tylko pozytywne nastawienie do wielkich korporacji i międzynarodowego kapitału. Koalicja Obywatelska broni, utrzymuje i rozbudowuje model państwa socjalnego oraz głosi ekstremistyczne wartości społeczne, co automatycznie umiejscawia ją na lewym spektrum polityki.

U podstaw politycznej lewicy ostatnich dwóch stuleci stoi oczywiście najstarsza ideologia rewolucyjna, którą jest liberalizm i jej naczelna ideologia ekonomiczna, czyli kapitalizm. Jest pewna słuszność w stwierdzeniu, że socjalizm, marksizm i komunizm były radykalną reakcją na wynaturzenia kapitalizmu, który sprowadził rzeczywistość społeczno-kulturową Zachodu do kwestii ekonomicznych, eksploatując społeczeństwa w imię maksymalizacji zysku. Włoski myśliciel Julius Evola zauważył, że kapitalizm i komunizm stanowią dwie strony tego samego medalu, ponieważ przyznają nadrzędność czynnikom ekonomicznym negując hierarchię, religię i tradycję – przejawy tego, co duchowe w opozycji do materializmu. Po okresie 1989-1991 dołączył do tego model etatystyczno-korporacyjnej gospodarki, kiedy wraz z bankructwem ZSRR okazało się, że projekt marksistowski w swojej czystej postaci skazany jest na ekonomiczną niewydolność i prowadzi do zapaści gospodarczej, a w efekcie do bankructwa państwa. Społeczeństwa Zachodu, zinfiltrowane przez lewicowo-liberalną ideologię, na każdym kroku implementują ten światopogląd: powszechny rozkład rodziny, ateizm, dyskryminacja mężczyzn, środki antykoncepcyjne, rozwody, aborcje, propaganda równości w opozycji do hierarchii, model wszechmogącego państwa socjalnego – naczelne idee wywiedzione z lewicowych dogmatów, które zostały zaakceptowane, jako coś oczywistego i naturalnego przez zdegenerowane i wymierające demograficznie społeczeństwa. Wszystkie one stoją w opozycji do odwiecznej tradycji europejskiej kultury, która wznosiła się na zasadach autorytetu, hierarchii i wiary religijnej – podstaw ustroju monarchicznego i kościelnego, czyli tych, które dominowały nad Europą przez ponad tysiąc lat – od koronacji Karola Wielkiego na cesarza w Akwizgranie w roku 800, do końca I Wojny Światowej w roku 1918.

Nie zapominajmy, że demokracja liberalna to eksperyment społeczny i polityczny ostatnich dziesięcioleci. Eksperyment nieudany, który przyniósł polityczny i społeczny upadek Europy, a w skali globalnej, zanik znaczenia naszego kręgu cywilizacyjnego.

               To, że trzy ostatnie stulecia historii Europy i Zachodu to proces nieustannego wzrostu lewicy, która narodziła się wraz z protestantyzmem i liberalizmem Johna Locke’a, aby ostatecznie w toku XX wieku całkowicie zdominować naszą cywilizację, nie miał wątpliwości Jędrzej Giertych. Dał temu wyraz w doskonałym tekście z 1978 roku zatytułowanym „Przeciwko fałszywej prawicy, liberalizmowi i marksizmowi”:

„Żyjemy w czasach panowania lewicy. Lewica dzisiaj rządzi i króluje. Rządzi ona państwami, nadaje ton w polityce, sprawuje władzę w życiu społeczeństw, cieszy się powagą w sztuce i w życiu umysłowym, na uniwersytetach i w akademiach, w filozofii, w ekonomii, w socjologii, w naukach historycznych, ba! przoduje nawet w życiu towarzyskim. Ludzie u władzy, ludzie bogaci, ludzie cieszący się powodzeniem, nawet – co tu mówić – ludzie eleganccy i światowi – to są dziś ludzie lewicy. Prawicowcy, to są ludzie na drugim planie. Ani nie bogaci, ani nie wpływowi, ani nie modni – staroświeccy”[6].

Kontynuował:

„Ileż jest dziś w świecie lewicowej propagandy! Cały świat zalany jest książkami, broszurkami, manifestami, które wszystkie, dyskutując ze sobą, polemizując ze sobą, zwalczając się wzajemnie, głoszą jednak wszystkie razem ciągle to samo: że zbawieniem ludzkości jest lewica”[7].

Giertych podkreślał również, że wszelka „opozycja” wobec lewicy przyjmuje pozycje jeszcze bardziej lewicowe:

„A jeśli się przeciwko lewicy rodzi opozycja, to także i ona przybiera postawę lewicową. Spójrzmy na falę opozycyjną przeciwko rządom komunistycznym dzisiaj w Polsce! Przecież przybrała ona postać dość wyraźnie trockistowską, a więc jeszcze bardziej lewicową niż oblicze grupy rządzącej”[8].

Dla Giertycha nie było wątpliwości jakie są powody upadku świata zachodniego. Podstawową przyczyną jest zdominowanie go przez polityczną lewicę, a tym samym przez jej zdegenerowane idee i wartości:

„Panuje dziś w świecie lewica. I dziwić się tu, że świat cały jest w tak opłakanym stanie! Że tak się dziś wszystko w świecie wali, wszystko idzie ku ruinie! Bo lewica – to są siły zniszczenia. Zapanowały w świecie siły zniszczenia – i świat cały idzie pod ich komendą jak w hipnotycznym transie ku wszechstronnemu upadkowi moralnemu, politycznemu, społecznemu i gospodarczemu. Nie podźwignie się, dopóki z tej drogi nie zawróci. Świat tak wygląda, jak wygląda – ponieważ oddał się pod władzę lewicy”[9].

               Oczywiście definiujemy lewicę szeroko – są nią również ci, którzy określają się mianem „liberałów”. Dobrze rozumieją to Amerykanie, dla których pojęcia „leftist” i „liberal” są tożsame. Liberalizm jest najstarszą z rewolucyjnych ideologii politycznych. To z niego wyrastają wszelkie radykalne ruchy: jakobinizm, socjalizm, marksizm, komunizm, demokratyzm i statolatria. To liberalizm jest protoplastą totalitaryzmów powołanych do życia przez polityczną lewicę. Świadomość tych faktów posiadał Oswald Spengler, który w najwybitniejszej książce geopolitycznej XX wieku „Lata decyzji. Niemcy a bieg dziejów powszechnych”, wydanej w 1933 roku, pisał z perspektywy swojej ojczyzny:

               „Bolszewizm nie zagraża nam dopiero, lecz już nad nami panuje”[10].

Nie miał też żadnych wątpliwości, co do pokrewieństwa pomiędzy liberalizmem a komunizmem:

„Ten aktywny liberalizm kroczy konsekwentnie od jakobinizmu do bolszewizmu. Nie jest to przeciwieństwo myślenia i woli, lecz wczesna i późna forma, początek i koniec jednego ruchu”[11].

W tym rozumieniu, totalitaryzm bolszewizmu i komunizmu są naturalną kulminacją i konsekwencją, a zarazem nieuchronnym rezultatem ideologii liberalnej. Tożsamość demokracji liberalnej i komunizmu podkreślał również kontrowersyjny amerykański myśliciel Francis Parker Yockey:

Wiodące wartości komunizmu są identyczne z wartościami demokracji liberalnej: komunizm również głosi ekonomiczne znaczenie życia, nadrzędność jednostki, wzniosłość ˂szczęścia˃, doktrynę nieba na ziemi, nadrzędność najniższego typu ludzkiego, materializm, krytycyzm, ateizm, intelektualizm, nienawiść wobec autorytetu, samobójstwo rasy, feminizm i pacyfizm. Jedyną różnicą pomiędzy demokracją liberalną a komunizmem jest fakt, że komunizm stał się intensyfikacją tych wierzeń do poziomu na którym stały się polityczne. Liberalizm był anty-polityczny i miał nadzieję, że osiągnie dominację za pomocą ˂śliniących się˃ sentymentów, a komunizm był pełen intensywnej nienawiści, która domagała się wyrazu pod postacią walki klas”[12].

               Nie wnikamy w tym miejscu w dogłębną analizę, czy konserwatyzm z którym mamy do czynienia w Stanach Zjednoczonych jest rzeczywiście tym samym, co konserwatyzm europejski. Oczywiście, że tak nie jest. Stany Zjednoczone powstały na gruncie liberalnej ideologii, od początku były realizacją projektu rewolucyjnego. Do tego wiele kontrowersji wśród europejskiej prawicy wzbudzają związki tej amerykańskiej z Izraelem i ogromne wpływy syjonizmu. Dotyczy to również postaci i poglądów tragicznie zmarłego Charliego Kirka. Niemniej jednak był on reprezentantem tego, co określa się współcześnie mianem amerykańskiego konserwatyzmu, aktualnie silnie naznaczonego przez nacjonalistyczny ruch MAGA. Kirk bronił konserwatywnych wartości w sferze społecznej, opowiadał się za prawem naturalnym i był zażartym przeciwnikiem aborcji oraz wszelkich ideologii kwestionujących istnienie płci biologicznej. Dla współczesnej amerykańskiej lewicy był radykalnym reakcjonistą, którego należy zniszczyć. Został zamordowany właśnie ze względu na swoje poglądy i wyznawane wartości, które stały w kontrze wobec lewicowo-liberalnego mainstreamu.

MARKSISTOWSKA REWOLUCJA SEKSUALNA – GWÓŹDŹ DO TRUMNY ZACHODU

Postawmy pytanie, czy to nie „rewolucja seksualna” okazała się być najskuteczniejszą „cichą” rewoltą przeprowadzoną przez polityczną lewicę? W swoich skutkach o wiele bardziej niszczycielską i destrukcyjną niż inne burze dziejowe ostatnich dwustu lat? Dlaczego? Ponieważ dokonała ona całkowitej destrukcji instytucji małżeństwa i patriarchalnej rodziny w obrębie cywilizacji zachodniej, doprowadzając do katastrofy demograficznej i rozpoczynając proces biologicznej anihilacji społeczeństw Europy i Zachodu. Od tego typu kryzysu nie ma ucieczki, oznacza on ostateczny koniec cywilizacji. Katastrofa demograficzna, bezdzietność, zniszczone rodziny, epidemia rozwodów i aborcji, konflikt pomiędzy mężczyznami i kobietami, to nieuniknione rezultaty tego społecznego przewrotu. Tuż za nimi postępuje zalewanie umierającego kręgu cywilizacyjnego przez masy ludzkie z Trzeciego Świata.

               Interpretując zjawisko „rewolucji seksualnej” spotkamy się z opiniami, że jest to projekt wynikający z liberalizmu i ograniczający się do tej ideologii. Faktem jest, że u jej podstaw znajduje się indywidualistyczny hedonizm charakterystyczny dla mentalności liberalnej. Klasyczny liberalizm skupiał się na kwestiach wolności gospodarczej i politycznej, zasiał jednak ziarno z którego wyrósł skrajny indywidualizm mający u swoich źródeł rewolucyjną ideę równości ludzi. Te idee musiały przenieść się z jednostki na instytucję rodziny i skutkować atakiem wymierzonym w hierarchię oraz patriarchat.  Już u ojca liberalizmu, Johna Locke’a pojawiają się tezy negujące absolutną władzę ojca i męża opartą na prawie bożym. Locke głosił zarazem równość matek i ojców we władzy rodzicielskiej, a małżeństwo uznawał za dobrowolną umowę. Z kolei ojcem feminizmu był nie kto inny, jak tylko radykalny liberał John Stuart Mill. Kanonicznym dziełem w tym aspekcie pozostaje jego esej „Poddaństwo kobiet”, atakujący rzekome „poddaństwo” i postulujący równouprawnienie kobiet w prawie małżeńskim i własnościowym oraz przyznanie im prawa do głosowania, dostępu do edukacji i pracy. Kto jednak w historii Zachodu był głównym propagatorem „rewolucji seksualnej” i przystąpił do otwartego ataku skierowanego przeciwko tradycyjnej moralności? Pomijając markiza de Sade i wczesnych ideologów Oświecenia oraz XVIII-wiecznego socjalizmu, agresywny, rewolucyjny szturm na rodzinę rozpoczął się wraz z marksizmem. To właśnie marksiści przypuścili atak na rodzinę i tradycyjną seksualność, który wynieśli do rangi polityczno-społecznej rewolucji. To, co liberałowie tylko „postulowali”, marksiści zaczęli wynosić na bagnetach. Burżuazyjna rodzina, a więc jeszcze w dużym stopniu rodzina patriarchalno-tradycyjna, była przez nich znienawidzona podobnie jak cała ta klasa społeczna. Fryderyk Engels w swojej pracy z 1884 roku „Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa” stawiał tezy, że patriarchat jest powiązany z kapitalizmem i powstał wraz z narodzinami własności prywatnej.

Ideałem były dla niego rzekome relacje w społeczeństwach przed-klasowych: egalitarne, o wyższej pozycji kobiety. Do tego dołączył wątpliwej jakości rozważania o matriarchacie – nie było i nie ma żadnych dowodów na to, że kiedykolwiek istniał on w formie opisywanej przez Engelsa. Wszelkie kultury i cywilizacje w historii ludzkości zostały zbudowane pod przywództwem patriarchalno-hierarchicznej męskości. To fakt historyczny a nie interpretacja. To, że w myśli Engelsa i w ideologii marksistowskiej należy szukać źródeł „rewolucji seksualnej” oraz ataku na patriarchalną rodzinę, nie pozostawia wątpliwości następujący cytat ze wspomnianego dzieła tego autora, który jest jednocześnie wyrazem światopoglądu zgodnego z podstawowymi zasadami demokracji liberalnej i ideologii feminizmu. Demokracja liberalna sama w sobie jest przecież ustrojem matriarchalnym:

„Upadek prawa macierzystego [matriarchatu – przyp. autor] był wszechświatową historyczną klęską rodzaju żeńskiego. Mężczyzna ujął także ster domu w swoje ręce, kobieta została poniżona, stała się niewolnicą jego namiętności i prostym narzędziem do rodzenia dzieci”[13].

Na glebie marksizmu-komunizmu wyrósł bolszewizm, który stał się forpocztą „rewolucji seksualnej”. To bolszewicy pierwsi w historii Rosji zalegalizowali aborcję, rozwody i akty homoseksualne, a jednocześnie za sprawą powszechnego przyzwolenia na rozwiązłość, doprowadzili do upadku moralnego społeczeństwa rosyjskiego, co doskonale opisał E. Michael Jones w książce „Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej”. Staliniści byli zmuszeni się temu przeciwstawić aby uniknąć kompletnego rozpadu społeczeństwa i upadku państwa.

Na zinfiltrowanym w coraz większym stopniu przez marksistowską ideologię Zachodzie pojawiły się postacie takie, jak Magnus Hirschfeld, który w 1919 założył w Berlinie Instytut Seksuologiczny (Institut für Sexualwissenschaft) – instytucję badającą i promującą wszelkiego rodzaju degeneracje spod znaku homoseksualizmu i transseksualności. U jego boku wyrósł lewicowy gigant – Wilhelm Reich, członek Partii Komunistycznej, twórca freudomarksizmu, jedna z najbardziej demonicznych postaci XX-wiecznej lewicy. Reich była autorem wydanej w 1936 roku książki „Rewolucja seksualna”. Przerażającym aspektem jego dzieła jest fakt, że zawarte w nim tezy stały się powszechnie akceptowane, a współcześnie są dogmatem dla wszelkiej maści psychologów i psychiatrów w świecie zachodnim – będąc kolejnym z wielu dowodów na to, w jaki sposób marksizm zinfiltrował nasze społeczeństwa. Psychiatrzy i psychologowie Zachodu od stu lat są „świeckimi kapłanami” demokracji liberalnych i ich propagandowym ramieniem. Głoszą rozwiązłość seksualną, którą maskują retoryką wolności jednostki i prawem do wyboru, akceptują rozwody (czyli niszczenie rodzin), a obecnie powszechnie propagują homoseksualizm i normalizują cały szereg zachowań, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu były penalizowane i nieakceptowane społecznie.

Ich ewangelia jest ewangelią Reicha i Hirschfelda. Są kolejnym ramieniem rewolucji seksualnej, narzędziem kontroli i psychologicznej opresji ateistycznych demokracji nad obywatelem. Przedmiotem ich dominacji nie jest bat, lecz manipulacja psychologiczna. W swoim kanonicznym dziele, Wilhelm Reich zażarcie broni pozornie pozytywnej tezy o tym, że każdy ma prawo do wolności seksualnej i nikogo nie wolno zmuszać do związku. To, co kryje się za tą przyjemnie brzmiącą ideą, to tak naprawdę atak na patriarchalno-katolicką instytucję małżeństwa, której istotą była nierozerwalność ze względu na ludzką wolę. Reich podejmuje w swoim dziele również wątki takie, jak rozważanie kwestii, czy dzieci powinny obserwować nagość dorosłych? Tym samym jest on prekursorem współczesnej demoralizacji młodocianych i akceptacji dla zachowań pedofilskich. Niezwykle istotny w celu udowodnienia naszych tez, jest aspekt dotyczący oryginalnego podtytułu dzieła Reicha i jego tłumaczenia na język angielski. Podtytuł niemieckiego oryginału brzmi: „Zur sozialistischen Umstrukturierung des Menschen”, co oznacza „W kierunku socjalistycznego przekształcenia człowieka”. Angielskie tłumaczenie pojawiło się po II Wojnie Światowej w Stanach Zjednoczonych. Tłumacz Theodore Wolf dopuścił się celowego zafałszowania podtytułu chcąc w ten sposób uniknąć represji. Oskarżenia o socjalizm i komunizm w powojennej Ameryce zdominowanej przez komisję McCarthy’ego mogły skutkować zarzutami karnymi oraz poważnymi konsekwencjami zawodowymi i społecznymi.

Z tego powodu Wolf dokonał tłumaczenia na język angielski jako „Toward a Self-Governing Character Structure” – „W kierunku samozarządzającej/samokontrolującej się struktury charakteru”. Sens tych dwóch zdań jest całkowicie inny i nie jest to przypadek. Celem było usunięcie wszelkich podejrzeń, co do tego, co jest istotą dzieła Reicha – a jest nią nic innego, jak próba socjalistyczno-marksistowskiego przekształcenia ludzkiej seksualności, a tym samym całej struktury społecznej Zachodu. Socjalistyczny zawsze oznacza równościowy. Istotą lewicy jest nienawiść do hierarchii i próba jej zniszczenia. W ten sposób Reich stał się prekursorem rozwiązłości seksualnej. Katolickie, religijne małżeństwo oznacza wyłączność i nie akceptuje zdrady. W świecie marksistów i Reicha, a zarazem w świecie powojennych, lewicowych demokracji, podobnie jak w społeczeństwach prymitywnych, każdy może spółkować z każdym, a małżeństwo i rodzina są kwestiami woli jednostki i jej chwilowych zachcianek. W ten sposób zburzono podstawową komórkę społeczną, a tym samym gmach na którym wznosi się społeczeństwo, kultura i cywilizacja. Po II Wojnie Światowej Reich znalazł następców w autorach słynnej Szkoły Frankfurckiej, na czele z Herbertem Marcusem i jego dziełem „Eros i cywilizacja” z 1955 roku. Dzieło Marcusego to tak naprawdę kontynuacja pracy Reicha, kolejna próbą stworzenia syntezy freudyzmu z marksizmem, z nieco bardziej filozoficznej perspektywy.

               Wraz z marksistowsko-lewicową „rewolucją seksualną” nastąpiła ostateczna przemiana w obrębie zachodnich demokracji liberalnych. To, co było do tej pory zakazane, również na poziomie systemów prawnych państw Zachodu, stało się legalne: rozwody, środki antykoncepcyjne, aborcje, rozwiązłość seksualna, zniesienie kar za zdradę małżeńską, a nawet zniesienie przepisów mówiących o tym, że kobieta nie może pracować poza domem bez zgody męża.

Zachód przekształcił się w wielki dom publiczny, gdzie „nowoczesny człowiek”, sprowadzony do roli prymitywa, żyje w zwierzęcej rozwiązłości. [Zwierzęta nie są „rozwiązłe”. To cecha tylko ludzka. md] Rezultatem jest katastrofa demograficzna, rozpad małżeństw i rodzin, bezdzietność, epidemia samotności oraz powszechnej degeneracji. Na naszych oczach obserwujemy kolejną odsłonę tej rewolucji: powszechną akceptację i promocję sodomii, transseksualizmu oraz destrukcyjny absurd operacji „zmiany płci”.

ZABÓJCA CHARLIEGO KIRKA – PRODUKT LEWICOWEJ DEMOKRACJI LIBERALNEJ I JEJ REWOLUCJI SEKSUALNEJ

               Zabójca Charliego Kirka jest „produktem” rewolucji seksualnej. Jeżeli przyjrzeć się statystkom masowych morderstw w szkołach w USA – dokonywanych przez narcystycznych nastolatków – ich ilość zaczęła się radykalnie zwiększać od lat 60-tych, kiedy rewolucja seksualna zdominowała kulturę zachodnią. Co więcej, zdecydowana większość masowych, narcystycznych, młodocianych morderców była wychowywana w domach pozbawionych ojców – takie domy to kolejny efekt tej rewolucji i przyzwalającej na nią demokracji liberalnej. Morderca Kirka pozornie stanowił wyjątek: 22-letni Tyler James Robinson, wychowywał się w stosunkowo konserwatywnej, mormońskiej rodzinie. Jego ojciec był szeryfem, matka pracowała w firmie specjalizującej się w opiece nad osobami niepełnosprawnymi. Ma dwóch braci.

Jeżeli jednak przyjrzymy się bliżej jego osobie to odkryjemy, że tak naprawdę był wychowywany przez lewicowo-liberalną propagandę, która przenika naszą kulturę. Przesiąknął nią i stał się kolejnym dowodem na siłę i potęgę liberalnych mass mediów przy jednoczesnym, malejącym znaczeniu autorytetu ojca i wartości wpajanych w domu – kulturowego nośnika tradycji i wartości przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Co jednak kluczowe, a zarazem udowadnia naszą tezę, to fakt, że Robinson był homoseksualistą żyjącym z transseksualnym partnerem, który chciał dokonać „operacji zmiany płci”. Zjawisko „korekty płci” to kolejne szaleństwo upadającego Zachodu – współczesna nauka i medycyna nie posiadają środków by zmienić płeć biologiczną, jedyne, co mogą zrobić to bezpowrotnie okaleczyć.

Tego typu zabiegi są legalne w wielu państwach Zachodu dowodząc prawdziwej natury ustroju demokratyczno-liberalnego, a zarazem będąc przejawem jego totalnej degeneracji. Przyzwolenie na nie potwierdza zezwierzęcenie społeczeństw i upadek realnego autorytetu politycznego. Bezpowrotne okaleczanie dzieci jest przekroczeniem wszelkich granic moralnych. Według ostatnich doniesień – zabójca Kirka namiętnie grał w gejowską grę porno „Furry Shades of Gay”, a w mediach społecznościowych śledził „artystę” o pseudonimie „RedRusker”, znanego z rysowania aktów pedofilskich. Ten zaburzony, zdegenerowany młodzieniec to produkt lewicowej demokracji liberalnej, jej marksistowsko-jakobińskich pseudo-wartości, rewolucji seksualnej, która zdominowała Zachód, braku autorytetów oraz całkowitego upadku liberalno-lewicowej kultury spod znaku seksualnego permisywizmu i „róbta, co chceta”.

POGRZEB CHARLIEGO KIRKA A WOJNA PRZECIWKO LEWICY

               21 września 2025 na State Farm Stadium w Glensdale w Arizonie odbyła się uroczystość upamiętniająca Charliego Kirka. Na stadionie zebrało się 100 000 ludzi. W obchodach, obok żony zmarłego Eriki Kirk, brali udział prezydent USA Donald Trump i wiceprezydent J. D. Vance. Uroczystość zamieniła się w widowiskowe show w złym smaku, charakterystyczne dla plebejskiej amerykańskiej popkultury. Centralnym momentem stało się przemówienie żony Kirka, Eriki, która przebaczyła zabójcy. Ten akt interpretowano, jako wyraz „chrześcijańskiej miłości”.

Nie, to nie był wyraz żadnej „chrześcijańskiej miłości”: dotyczy ona tylko i wyłącznie współwyznawców, a nie całej ludzkości, w tym ateistów, przedstawicieli politycznej lewicy i jawnych wrogów chrześcijaństwa. Istotą chrześcijaństwa, jak ma to miejsce w przypadku każdej innej religii, jest nieprzekraczalna dychotomia pomiędzy wyznawcą a heretykiem i poganinem. Erika Kirk nie tylko podeptała pamięć o swoim mężu, ale dała wyraz humanitarno-sentymentalnym poglądom, które osłabiają prawicę w starciu z lewicową hegemonią.

Jej wystąpienie słusznie podsumował Greg Johnson, we wspomnianym wcześniej artykule:

 „Mowa Eriki Kirk o przebaczeniu to ogromny dar dla lewicy, ponieważ wspiera iluzję, że jeśli tylko będziemy wystarczająco mili, możemy nadal współistnieć z lewicą w obrębie tej samej wspólnoty – podczas gdy lewica po prostu przygotowuje się do dalszej przemocy. Musimy usztywnić kręgosłupy naszych ludzi, a nie powodować, by mdleli i tarzali się w sentymentalnej papce”[14].

Kirk zasłynął otwartymi spotkaniami na amerykańskich uniwersytetach w trakcie których dyskutował ze studentami, często o skrajnie lewicowych poglądach. Momentami dyskusje bywały burzliwe, zdarzały się akty agresji. Kirk wychodził z założenia, że dialog jest wartością, że warto rozmawiać z przeciwnikami. Mylił się. Jakikolwiek dialog z polityczną lewicą jest niemożliwy. Nie ma miejsca na kompromis z fanatykami reprezentującymi najbardziej zdegenerowane i patologiczne wartości. Nie zabiegajmy o dialog i kompromis ponieważ wszyscy, w tym cała nasza kultura, skończymy jak Charlie Kirk. Dwa stulecia katastrof sprowadzonych na świat przez polityczną lewicę niczego nas nie nauczyły? Dialog z satanistycznymi fanatykami degeneracji i patologii może mieć tylko jedną formę: wojny i konfliktu. Nie lękajmy się tej prawdy i nie uciekajmy od niej. Zapłaciliśmy za to już zbyt wysoką cenę w toku XX wieku, kiedy polityczna lewica zalała świat morzem krwi. To kwestia naszego przetrwania.

Tak, jak reakcja na Rewolucję Francuską ze strony europejskich monarchii była zdecydowanie niewystarczająca, za co w perspektywie czasu zapłaciły one swoim zniszczeniem, tak reakcja na zabójstwo Charliego Kirka jest zbyt łagodna. Poza przemówieniami i obietnicami pewnych działań, nie podjęto żadnych kroków w celu zniszczenia ideologicznych źródeł tego, co się wydarzyło, a jednocześnie tego, co od dziesięcioleci niszczy naszą kulturę i społeczeństwa. Pornografia, degeneracja, demoralizacja i lewicowe idee, jawnie uderzające w przetrwanie naszej cywilizacji, nadal są obecne, chroniąc się za zasłoną absolutnej wolności słowa i demoliberalnej tolerancji. Tak wygląda świat w którym uznano, że prawda absolutna nie istnieje, a wszystkie poglądy są sobie równe. Rezultatem jest absolutna anarchia aksjologiczna i chaos w sferze rodzinno-prywatnej, których skutkiem jest postępująca degeneracja oraz wymieranie populacji w obrębie Zachodu.

Prawica nie nauczyła się niczego przez ostatnie dwieście lat lub też utraciła siły witalne i intelektualne do wytoczenia prawdziwej wojny wymierzonej przeciwko politycznej lewicy.  Podział na prawicę i lewicę sam w sobie jest wytworem nowożytności. Ukonstytuował się w francuskim Zgromadzeniu Narodowym podczas Rewolucji Francuskiej, w którym zwolennicy ancien régime zasiedli po prawej stronie, a zwolennicy reform i rewolucji, po lewej. Nie debatuje się nad zniszczeniem porządku społecznego, nie udziela się praw politycznych i prawa głosu lewicowym ekstremistom. Walczy się z nimi w imię obrony ładu, tradycji, autorytetu i hierarchii. Dopóki Zachód nie zrozumie tej prawdy i nadal będzie tolerował lewicę oraz jej poglądy i idee, upadek będzie postępował.

Zabójca Kirka był produktem zdegenerowanej, szatańskiej ideologii politycznej lewicy i jej głównego narzędzia: demoralizacji, którą na swoich sztandarach niesie rewolucja seksualna. Ta sama, która obecnie „zjada swoje dzieci”, tworząc jednostki, które nawet nie wiedzą, jakiej są płci. Czas skończyć z tolerancją, cnotą wynoszoną pod niebiosa przez naczelnego demagoga Oświecenia Woltera. Tolerancja nie jest cnotą chrześcijańską ani europejską, a tym samym nie przynależy do naszej kultury.

To kwestia naszego przetrwania. Polityczna lewica to rak, który od stuleci toczy naszą cywilizację. Jeżeli nie zostanie powstrzymany, doszczętnie zniszczy ciało swojego nosiciela. Ciało już w tej chwili stare, wątłe i słabe. Greg Johnson słusznie napisał w artykule na temat Charliego Kirka i jego pogrzebu: „By zwyciężyć, będziemy musieli napełnić nasze serca nienawiścią. Kiedy już zwyciężymy, dopiero wówczas będziemy mogli mówić o miłości i przebaczeniu”[15]. Prawica ostatnich dwóch stuleci nieprzerwanie zapomina o tej prawdzie. Dlatego ciągle przegrywa, a jej chwilowe triumfy, lewica wykorzystuje by wzmocnić swoją hegemonię nad Zachodem.

[1] A. Meyart, The Internet and the Left Killed Charlie Kirk, https://chroniclesmagazine.org/web/the-internet-and-the-left-killed-charlie-kirk/, dostęp: 30.07.2026; E. Welsch, The Right Must Crush the Left Before It Is Too Late, https://chroniclesmagazine.org/editorials/the-right-must-crush-the-left-before-it-is-too-late/, dostęp: 30.07.2026.

[2] G. Johnson, Hate Now, Forgive Later, https://counter-currents.com/2025/09/hate-now-forgive-later/, dostęp: 30.07.2026.

[3] L. Cauffiel, Elon Musk: ‘The Left Is the Party of Murder’, https://www.breitbart.com/politics/2025/09/14/elon-musk-the-left-is-the-party-of-murder/, dostęp: 30.07.2026.

[4] B. Johansen, Trump says ‘we have to beat the hell’ out of ‘radical left lunatics’ after Kirk killing, https://www.politico.com/news/2025/09/11/trump-says-we-have-to-beat-the-hell-out-of-radical-left-lunatics-after-kirk-killing-00559170, dostęp: 30.07.2026.

[5] P. Zerka, The imported martyr: Echoes of Charlie Kirk in Europe, https://ecfr.eu/article/the-imported-martyr-echoes-of-charlie-kirk-in-europe/, dostęp: 30.07.2026.

[6] J. Giertych, Przeciwko fałszywej prawicy, liberalizmowi i marksizmowi, „Opoka” nr 15 (czerwiec 1978).

[7] Ibidem.

[8] Ibidem.

[9] Ibidem.

[10] O. Spengler, Lata decyzji. Niemcy a bieg dziejów powszechnych, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2015, s. 127.

[11] Ibidem, s. 141.

[12] F. Parker Yockey, Proklamacja londyńska, „Szczerbiec”, Nr 164-165, 2025, s. 131.

[13] F. Engels, Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa, Wydawnictwo „Życie”, Kraków, s. 66-67.

[14] G. Johnson, op. cit.

[15] Ibidem.

Były oficer CIA: CENTCOM wyłącza tryb kryzysowy – czy Waszyngton stoi na skraju historycznego odwrotu?

Były oficer CIA: CENTCOM wyłącza tryb kryzysowy – czy Waszyngton stoi na skraju historycznego odwrotu?

Podczas gdy opinia publiczna nadal koncentruje się na kolejnych eskalacjach działań militarnych w Zatoce Perskiej, za kulisami zdaje się rozwijać zupełnie inny rozwój sytuacji. Według byłego analityka CIA Larry’ego Johnsona, Centralne Dowództwo USA (CENTCOM) rozwiązało kluczową część swojego stałego zespołu zarządzania kryzysowego – posunięcie to, jego zdaniem, wskazuje na to, że Waszyngton zaprzestał przygotowań do poważnych ataków militarnych na Iran.

Jeśli ta ocena okaże się słuszna, będzie to oznaczać znaczący zwrot akcji. Zaledwie kilka tygodni temu prezydent USA Donald Trump ogłosił, że każdy irański atak na statki w Cieśninie Ormuz spotka się z atakami na irańską infrastrukturę. W ostatnich dniach Iran kilkukrotnie zaatakował statki, jednak Stany Zjednoczone nie odpowiedziały militarnie.

https://youtube.com/watch?v=lYI4tTWhnfw%3Ffeature%3Doembed

Najważniejszy sygnał pochodzi z CENTCOM.

Johnson powołuje się na informacje ze swoich źródeł w armii USA. Według niego tzw. Zespół Reagowania Kryzysowego (CAT) Dowództwa Centralnego USA został rozwiązany.

Ten całodobowy zespół zarządzania kryzysowego zazwyczaj koordynuje wszystkie trwające operacje wojskowe. Przedstawiciele armii, marynarki wojennej, sił powietrznych, piechoty morskiej, służb wywiadowczych, logistyki i planowania operacyjnego pracują tam w dwunastogodzinnych zmianach – siedem dni w tygodniu. Według Johnsona, jeśli ten aparat zostanie wyłączony, będzie to wyraźny sygnał, że w najbliższej przyszłości nie planuje się żadnych poważnych działań wojskowych.

Dlaczego Waszyngton nagle wcisnął hamulec?

Johnson podaje kilka możliwych powodów.

Najważniejszą kwestią są korzyści militarne z dalszych ataków. Według jego oceny, nowe naloty nie zmieniłyby polityki Iranu, ale jednocześnie pochłonęłyby cenną broń dalekiego zasięgu, której zapasy już znacznie się zmniejszyły.

Ponadto istnieje ryzyko masowych irańskich działań odwetowych wobec Arabii Saudyjskiej, Kataru, Bahrajnu, Kuwejtu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Według Johnsona, Teheran przekazał już tym krajom konkretne listy celów. Arabia Saudyjska i Katar w szczególności pilnie zaapelowały zatem do Waszyngtonu o powstrzymanie się od dalszych ataków.

Stany Zjednoczone najwyraźniej zmagają się z niedoborem broni.

Na szczególną uwagę zasługują wypowiedzi Johnsona na temat sytuacji militarnej Stanów Zjednoczonych.

Zwraca uwagę, że nawet prezydent Trump przyznał, że brakuje systemów przeciwrakietowych Patriot. Były oficer CIA idzie jeszcze dalej, argumentując, że wielu rodzajów precyzyjnej broni nie da się zastąpić wystarczająco szybko w nadchodzących latach.

Jednym z powodów są chińskie ograniczenia eksportowe dotyczące kilku strategicznie ważnych pierwiastków ziem rzadkich. Według Johnsona, około 78 procent nowoczesnych systemów uzbrojenia USA jest bezpośrednio lub pośrednio zależnych od tych surowców.

Olej napędowy i paliwo lotnicze również stają się problemem.

Johnson dostrzega więcej niż tylko problemy w sektorze militarnym.

Wskazuje również na narastające problemy [w USA md] z olejem napędowym i paliwem lotniczym. Jego zdaniem rozszerzenie działań wojskowych jeszcze bardziej nadwyrężyłoby i tak już ograniczone zasoby.

Jednocześnie gospodarka światowa słabnie. Dlatego coraz ważniejsze staje się dla Waszyngtonu jak najszybsze ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz dla żeglugi międzynarodowej.

Iran podtrzymuje swoje żądania

Według Johnsona stanowisko Iranu w międzyczasie nie uległo zmianie.

Każdy statek musi dostarczyć szczegółowych informacji o swoim ładunku, załodze i porcie docelowym przed przepłynięciem przez Cieśninę Ormuz. Dopiero wtedy Irańska Straż Rewolucyjna podejmie decyzję o udzieleniu zezwolenia. Według Iranu statki nieupoważnione do tranzytu są narażone na ataki. Co więcej, Teheran nalega na opłaty tranzytowe i domaga się całkowitego zniesienia sankcji oraz uwolnienia zamrożonych aktywów, zanim zgodzi się na pełne otwarcie cieśniny.

Pakistan staje się najważniejszym mediatorem

Z wywiadu wynika, że ​​obecnie Pakistan odgrywa kluczową rolę.

Islamabad, wspólnie z Katarem, pośredniczy w negocjacjach między Waszyngtonem a Teheranem. Obie strony zakładają, że USA mają już niewiele opcji i mogą ostatecznie być zmuszone powrócić do pierwotnego memorandum z Iranem.

Nowy sojusz obronny zmienia równowagę sił

Jednocześnie podpisano nową umowę obronną pomiędzy Pakistanem, Arabią Saudyjską i Turcją.

Według osób zaangażowanych w sojusz, sojusz jest częściowo wzorowany na NATO i zawiera nawet swego rodzaju klauzulę wzajemnej pomocy. Choć niektórzy obserwatorzy interpretują to jako sygnał skierowany przeciwko Iranowi, Johnson postrzega go raczej jako nową regionalną architekturę bezpieczeństwa, przygotowującą się na okres po ewentualnym wycofaniu się Stanów Zjednoczonych.

Czy Bliski Wschód stoi w obliczu historycznego wstrząsu?

Druga osoba idzie o krok dalej.

Według jego źródeł, spodziewa się on politycznego porozumienia między Waszyngtonem a Teheranem w ciągu najbliższych kilku dni. Pakistan przejmie główną rolę mediatora. Następnie rozmowy mogłyby się odbyć w Genewie, gdzie J.D. Vance ma negocjować w imieniu Stanów Zjednoczonych. Celem jest ożywienie nieudanego porozumienia między USA a Iranem.

Co więcej, interpretuje on nowy sojusz obronny między Pakistanem, Arabią Saudyjską i Turcją jako przygotowanie do czasów, gdy Stany Zjednoczone stopniowo stracą swoje wpływy na Bliskim Wschodzie. Pakistan i Iran mogłyby wówczas stać się dominującymi mocarstwami regionalnymi – przy wsparciu Chin.

Wniosek

Rozmowa maluje obraz głębokich zmian geopolitycznych. Zdaniem obu uczestników, kilka wydarzeń jednocześnie wskazuje na rosnącą presję militarną, gospodarczą i dyplomatyczną Waszyngtonu: dezaktywacja zespołu kryzysowego CENTCOM, niedobory precyzyjnej broni i paliwa, rosnąca rola mediatora Pakistanu oraz nowe sojusze regionalne.

Czy rzeczywiście doprowadzi to do historycznej zmiany układu sił, dopiero się okaże. Jedno jest jednak pewne: jeśli w najbliższych dniach zostanie osiągnięte porozumienie w sprawie Cieśniny Ormuz i rozpoczną się nowe negocjacje między USA a Iranem, może to oznaczać początek nowego porządku bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie – z konsekwencjami daleko wykraczającymi poza ten region.

Duszący uścisk galu: Dlaczego USA nie są w stanie produkować ani precyzyjnych pocisków, ani w pełni funkcjonalnych samolotów F-35

Duszący uścisk galu: Dlaczego Stany Zjednoczone nie są w stanie produkować ani precyzyjnych pocisków, ani w pełni funkcjonalnych samolotów F-35

Date: 7 agosto 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/duszacy-uscisk-galu-dlaczego-stany-zjednoczone-nie-sa-w-stanie-produkowac-ani-precyzyjnych-pociskow-ani-w-pelni-sprawnych-samolotow-f-35

Jeszcze raz wielkie brawa dla Kevina Wamsleya z Inside China Business. Na podstawie jego najnowszego podcastu (patrz poniżej) przeprowadziłem dodatkowe rozeznanie. Treść jego wideo-briefingu jest szokująca i niepokojąca, przynajmniej dla amerykańskich decydentów politycznych i producentów broni. Istnieje jeden wspólny wątek łączący puste stożki nosowe najnowszych amerykańskich myśliwców stealth z laboratoriami, w których Chiny budują internet lat 30-tych XXI wieku. Tym wątkiem jest gal – miękki, srebrzysty produkt uboczny rafinacji aluminium, o którym prawie nikt spoza wydziału materiałoznawstwa nie myśli, a którego Stany Zjednoczone w ogóle nie produkują.

Metal, który Ameryka przestała produkować

Najważniejsze dane z Amerykańskiej Służby Geologicznej (USGS) są bezlitosne: od dziesięcioleci w Stanach Zjednoczonych nie ma własnej produkcji galowego surowca, a zależność od importu netto wynosi 100 procent. Natomiast Chiny kontrolują przeważającą większość światowej produkcji — powszechnie przytaczane dane wskazują na 94–98 procent produkcji surowca. Przyczyna ma charakter strukturalny, a nie przypadkowy. Gal jest pozyskiwany jako produkt uboczny przetwórstwa boksytu i cynku – branż, w których dominują Chiny. Państwo nie może po prostu podjąć decyzji o produkcji galu; musi najpierw zbudować przemysł aluminiowy i cynkowy, które go dostarczają, a następnie linie wydobywcze, rafinacyjne, produkujące tzw. „wafery” i pakujące. Jest to przedsięwzięcie wymagające ponad dekady, a nie jednej linijki w budżecie.

Ta zależność stała się bronią w grudniu 2024 roku, kiedy Pekin wprowadził zakaz eksportu galu, germanu i antymonu do Stanów Zjednoczonych, wyraźnie zabraniając sprzedaży tych surowców amerykańskim odbiorcom końcowym z sektora wojskowego. Był to akt odwetu za amerykańskie ograniczenia eksportowe dotyczące półprzewodników, a uderzył on w Pentagon, który – według własnych danych USGS – nie dysponował żadnymi zapasami galu w Narodowych Rezerwach Obronnych, z których mógłby skorzystać.

Jedna kluczowa informacja, którą często pomija się w alarmistycznej wersji tej historii: w listopadzie 2025 r., w ramach szerszego rozejmu handlowego między prezydentami Trumpem i Xi, Chiny zawiesiły cywilną część tego zakazu do końca listopada 2026 r., przenosząc ten eksport do systemu licencyjnego. Zawieszenie to wiązało się jednak z jednym, niezwykle istotnym zastrzeżeniem – zakaz eksportu do wojskowych użytkowników końcowych pozostał w mocy. Tak więc dostawy do sektora cywilnego zostały wznowione za zgodą Pekinu, którą może on cofnąć w dowolnym momencie, podczas gdy producenci broni pozostali odcięci od dostaw. Uścisk nie został zwolniony; został jedynie przekierowany.

Samoloty bojowe z przeciwwagami w miejscach, gdzie powinny znajdować się radary

Najbardziej wyraźnym objawem tej zależności jest również ten, najłatwiejszy do błędnej interpretacji. Prawdą jest — co potwierdzają zdjęcia i doniesienia branżowe, choć początkowo zaprzeczało temu Ministerstwo Wojny — że samoloty F-35 produkowane od partii nr 17 są dostarczane z przeciwwagami, czyli dosłownie balastem, w stożkach nosowych, gdzie powinny znajdować się radary. Według doniesień liczba samolotów, których to dotyczy, sięga setek.

Jednak przyczyna jest bardziej złożona niż tylko stwierdzenie, że „Chiny odcięły dostawy galu”. Bezpośrednią przyczyną jest opóźnienie w pracach nad opracowaniem i certyfikacją radaru AN/APG-85 – radaru nowej generacji, który ma zastąpić starszy model AN/APG-81. Radar APG-85 opiera się na technologii azotku galu (GaN), która zapewnia znacznie większą moc i lepszą wydajność cieplną – a jednocześnie wymaga zasilania rzędu około 82 kilowatów, co wymusza przeprojektowanie konstrukcji, systemu chłodzenia i zasilania przedniej części kadłuba samolotu. Samoloty z partii nr 17 zostały przeprojektowane pod kątem montażu radaru APG-85 i nie mogą już być wyposażone w starszy model APG-81. Kiedy wprowadzanie nowego radaru uległo opóźnieniu, jedynym rozwiązaniem dla tych samolotów było zastosowanie przeciwwag.

Za tym opóźnieniem inżynieryjnym kryje się dodatkowy czynnik pogłębiający problem – podaż galu: radary GaN zużywają znacznie więcej galu niż ich poprzednicy, a DLA (Defense Logistics Agency) boryka się z trudnościami w jego pozyskaniu, ponieważ Japonia i Niemcy nie są w stanie wypełnić tej luki, a ceny gwałtownie wzrosły. Szczerze mówiąc, Stany Zjednoczone borykają się z problemem związanym z rozwojem technologii radarowej oraz z problemem materiałowym, a u podstaw obu tych kwestii leży monopol Chin. Tymczasem Chiny wyposażyły swój myśliwiec J-20 w radar nowej generacji, który według doniesień opiera się na tej samej technologii GaN – różnica jakościowa, którą miał zapewnić APG-85, zamiast tego się zmniejsza.

Ta słabość wykracza daleko poza jeden samolot. Azotek galu stanowi podstawę wysokowydajnych zakłócaczy w samolocie EA-18G Growler, zestawu do walki elektronicznej samolotu F-35 oraz dużych naziemnych systemów radarowych, takich jak te zniszczone podczas walk w Zatoce Perskiej. Zgodnie z doniesieniami, łańcuchy dostaw Pentagonu obejmują chińskich dostawców w przypadku znacznej części komponentów uzbrojenia – jest to więc zależność systemowa, a nie pojedynczy punkt niepowodzenia.

Ten sam monopol, skierowany ku przyszłości

W tym miejscu historia przechodzi od kwestii obronności do czegoś znacznie większego. Ta sama baza przemysłowa, która pozwala Chinom ograniczać produkcję radarów, umożliwia również chińskim naukowcom wyprzedzanie konkurencji w dziedzinie technologii, która ma zdefiniować następne ćwierćwiecze łączności: 6G.

To przełomowe osiągnięcie jest faktem i zostało opublikowane w czasopiśmie „Nature”. Zespół kierowany przez naukowców z Uniwersytetu Pekińskiego i City University of Hong Kong skonstruował coś, co opisują jako pierwszy na świecie „wszystkoczęstotliwościowy” układ 6G — urządzenie o wymiarach około 11 na 1,7 milimetra, które integruje całe spektrum bezprzewodowe od 0,5 do 115 gigaherców na jednym układzie scalonym. Zakres ten wymagał wcześniej dziewięciu oddzielnych systemów radiowych. W testach chip przekroczył prędkość 100 gigabitów na sekundę na jednym kanale, co według niezależnych analiz przekłada się na około 500-krotność rzeczywistej prędkości, jaką większość użytkowników osiąga obecnie w sieci 5G, a ponadto może on przestawiać się w zakresie 6 gigaherców widma w ciągu 180 mikrosekund, aby ominąć zakłócenia. Naukowcy zbudowali go nie z galu, ale z cienkowarstwowego niobianu litu, wykorzystując konstrukcję fotoniczno-elektroniczną, i zamierzają zmniejszyć go do rozmiarów modułów typu „plug-and-play” przeznaczonych do telefonów, stacji bazowych, dronów i urządzeń IoT.

Kluczowy aspekt pozostaje niezmieniony pomimo szczegółów technicznych. Niezależnie od tego, czy kluczowym materiałem jest gal w radarze, czy niobian litu w nadajniku-odbiorniku, schemat jest ten sam: Chiny w coraz większym stopniu kontrolują zarówno surowce, jak i kadrę naukowców i inżynierów, którzy przekształcają je w gotowe do wdrożenia systemy. A znaczenie 6G tak naprawdę nie dotyczy konsumentów. Niewiele osób potrzebuje możliwości pobrania biblioteki filmów w ciągu kilku sekund. Popyt pochodzi ze strony przemysłurobotyki precyzyjnej, zaawansowanej produkcji, prywatnych sieci przemysłowych, zintegrowanych systemów czujnikowych, gospodarki opartej na dronach latających na niskich wysokościach – czyli właśnie tych sektorów, w których Chiny zbudowały już dominującą pozycję. Obiecany przez 6G skokowy wzrost prędkości, zmniejszenie opóźnień oraz zintegrowane systemy czujnikowe stanowią prawdziwe dobrodziejstwo właśnie dla bazy przemysłowej, którą Chiny intensywnie konsolidują.

Najważniejsze są standardy

Istnieje jeszcze jeden wymiar, który przetrwa dłużej niż jakikolwiek pojedynczy układ scalony. Technologia 6G nie została jeszcze ujednolicona na całym świecie; globalne protokoły są wciąż opracowywane, właśnie dlatego, że systemy są wciąż w fazie budowy. Organizacje normalizacyjne — 3GPP, ITU, O-RAN Alliance — dopiero teraz przenoszą technologię 6G z etapu badań do etapu formalnych specyfikacji, przy czym pierwsze specyfikacje mają powstać około 2029 roku, a sieci komercyjne mają zostać uruchomione około 2030 roku. Kto pierwszy zbuduje działające systemy, ten kształtuje standardy, które wszyscy inni będą musieli przyjąć.

Administracja Trumpa dostrzegła stawkę, ogłaszając 6G fundamentem bezpieczeństwa narodowego, polityki zagranicznej i dobrobytu gospodarczego Stanów Zjednoczonych oraz ustanawiając politykę amerykańskiego przywództwa – kierując pracami nad spektrum, zastosowaniami komercyjnymi i koalicjami dyplomatycznymi w celu wsparcia stanowiska USA. Boston Consulting Group prognozuje, że wartość ekonomiczna sieci 5G, wynosząca obecnie około 1 biliona dolarów, może wzrosnąć do 18 bilionów dolarów do 2035 roku, a technologia 6G umożliwi powstanie zupełnie nowych modeli biznesowych oraz wdrożenie sztucznej inteligencji na dużą skalę w przemyśle, miastach, służbie zdrowia i bezpieczeństwie publicznym.

Jednak te dążenia napotykają tę samą przeszkodę. Stany Zjednoczone nie mogą odgrywać wiodącej roli w tworzeniu tego, czego nie są w stanie dostarczyć. Przywództwo w dziedzinie 6G wymaga wydobycia surowców, ich przetwarzania, produkcji, a przede wszystkim dziesiątek tysięcy wykwalifikowanych inżynierów, którzy będą wdrażać tę technologię na szeroką skalę. Chiny już teraz zajmują się tymi zadaniami. Ameryka wciąż debatuje, od czego zacząć.

Podsumowując:

Jeśli odrzucić przejaskrawienia, pozostaje sedno sprawy. Obecnie amerykańscy wykonawcy nie są w stanie niezawodnie montować zaawansowanych radarów w samolotach wartych setki milionów dolarów, częściowo dlatego, że Chiny kontrolują dostęp do metalu, którego produkcję Stany Zjednoczone zaprzestały czterdzieści lat temu. Za dziesięć lat, przy obecnym tempie rozwoju, każdy, kto będzie chciał mieć najlepsze telefony, drony czy roboty, może odkryć, że kluczowe komponenty – oraz standardy, na których działają – przechodzą przez ten sam kraj. Łańcuchy dostaw mają kluczowe znaczenie, podobnie jak naukowcy, którzy przekształcają surowce w produkty rynkowe. Taka jest teza, a przykre jest po prostu to, jak bardzo jest ona prawdziwa.

……..

https://youtube.com/watch?v=Af_mG3mC-XE%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dit%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

INFO: sonar21/the-galling-gallium-chokehold-why-the-us-cannot-produce-precision-missiles-and-fully-functional-f-35s

Piękno jest wszędzie. Nawet w dystopii. Nawet w Armagedonie.

Piękno jest wszędzie. Nawet w dystopii. Nawet w Armagedonie.

Jest niewiele rzeczy w życiu, co do których mam całkowicie bezkompromisowy pogląd, ale fakt, że we wszystkim jest piękno, jest jedną z nich.

Caitlin Johnstone 5 sierpnia 2026 r. caitlinjohnstone5/there-is-beauty-everywhere-even-in-dystopia-even-in-armageddon

[To poglądy lewicowej , inteligentnej ateistki. O Bogu tu nic nie ma. Ale uczciwa baba. MD]

Jedną rzeczą, na której zawsze będę się stanowczo opierać, jest to, że jest całkowicie możliwe prowadzenie radosnego i pełnego życia pośród tej pełnej przemocy dystopii.

W polityce rewolucyjnej wszechobecne jest niezbadane przekonanie, że w byciu nieszczęśliwym kryje się jakaś szlachetność. Jeśli nie jest to postrzegane jako szlachetne, to przynajmniej jako racjonalne, bo wszystko jest tak niesprawiedliwe i niezdrowe.

Powszechnie uważa się, że poziom świadomości politycznej powinien mieć odwrotną korelację z poziomem osobistego szczęścia, z powodu całej tyranii, niesprawiedliwości, ubóstwa, ludobójstwa i ekobójstwa. Że bycie szczęśliwym w tak głęboko targanym niepokojami świecie byłoby egoistyczne.

Ale to bzdura. Nikomu nie pomaga twoje nieszczęście. Odbierając sobie radość, pozbawiasz świat tej radości. Większa radość dodaje ci energii, pomaga ci być bardziej pomocnym i użytecznym dla sprawy, a także przynosi radość wszystkim wokół.

Bycie radosnym to umiejętność i jak każda inna wymaga praktyki. Ale to coś, do czego wszyscy mamy dostęp, jeśli tylko chcemy.

Radość nie oznacza ukrywania się przed nędzą świata ani odgradzania się od rzeczywistości; wręcz przeciwnie. Polega na otwarciu się na to, co dzieje się w każdej chwili, i odczuwaniu tego wszystkiego sercem poety. Oznacza to stawanie się bardziej wrażliwym, a nie mniej, ponieważ w odsłoniętej wrażliwości kryje się wszechobecne piękno.

Zawsze mamy dostęp do radości, bo zawsze mamy dostęp do piękna. Piękno jest wszędzie. Nawet w dystopii. Nawet w tym zwolnionym armagedonie, w którym się teraz znajdujemy. Nawet w spalinach i migających ekranach. Nawet w zanieczyszczonych oceanach i spadających bombach. Gdziekolwiek spojrzysz, gdziekolwiek poczujesz, gdziekolwiek posłuchasz, jaśnieje przytłaczające piękno.

Mówią, że piękno leży w oku patrzącego, ale to nieprawda. Piękno jest we wszystkim. Niedostrzeganie piękna leży w oku patrzącego. Piękno to po prostu inne określenie na doświadczenie prawdziwego zobaczenia czegoś. Jeśli oko nie dostrzega piękna w danym momencie, wina leży po stronie postrzegającego, a nie postrzeganego.

Znasz to uczucie, gdy pokazujesz komuś po raz pierwszy swój ulubiony film i jest w ulubionym momencie, zerkasz na niego, żeby zobaczyć jego reakcję, a on okazuje się, że nie rozumie, o co chodzi, bo patrzy w telefon?

Większość ludzi tak spędza całe życie. Przegapiając wszystkie najlepsze momenty, a jednocześnie fiksując się na pustych bzdurach. Utrzymując uwagę pochłoniętą monologami osądów i zmartwień. W nieustannym poszukiwaniu sposobu na odwrócenie uwagi od chwili obecnej. W swoim doomscrollingu i innych nałogowych zachowaniach.

Tracą każdą chwilę promiennego, elektryzującego piękna, a wszystko to oddają za tak niewiele. Z łoża śmierci spojrzą wstecz na swoje życie i uświadomią sobie, że tak naprawdę nie byli dla niego. Że przegapili wszystko, co najlepsze, goniąc za swoimi celami, uciekając od swoich niechęci i próbując odwrócić uwagę od nudy tego wszystkiego.

Najlepsze momenty, które pomijamy, to te, które nasze umysły odrzucają jako nudne i niegodne uwagi. Codzienne dojazdy. Czekanie w windzie. Sprzątanie kuchni. Rozwieszanie prania. Widoki za oknem. Dźwięki w pokoju. Uczucie podłogi pod stopami i powietrza w płucach. Każda chwila jest pełna oszałamiającego piękna.

Nalegam, że to prawda. Nalegam. Gdybyśmy toczyli święte wojny o tę zasadę, z radością zginąłbym na froncie, broniąc jej. Niewiele jest rzeczy w życiu, co do których mam absolutnie bezkompromisowy pogląd, ale fakt, że we wszystkim jest piękno, jest jedną z nich. Każdy, kto się z tym nie zgadza, po prostu się myli i powiem mu to z wielką stanowczością w głosie.

Nie marnuj cennego czasu, tęskniąc za pięknem każdej chwili. To teraz ważniejsze niż kiedykolwiek, bo nie wiemy, jak długo potrwa przygoda ludzkości na tym cudownym, błękitnym świecie. Jutro nigdy nie było zagwarantowane żadnemu z nas, ale dziś nie jest zagwarantowane nawet naszemu gatunkowi.

Wszyscy umrzemy. Może umrzemy jeden po drugim, a może wszyscy razem, w jednej przerażającej chwili. W każdym razie jesteśmy winni sobie i światu, aby starać się jak najlepiej doceniać każdą chwilę, każdy dzień, który nam pozostał.

Po prostu wciąż skupiaj swoją uwagę na tym, co jest tu i teraz, i wciąż szukaj w tym piękna. Przysięgam ci, że ono tam jest. Jest w uczuciach w ciele. Jest w widokach, dźwiękach i zapachach codziennego życia, niezależnie od tego, co dzieje się w twoim życiu lub na świecie. Szukaj go, a będziesz coraz lepiej go dostrzegać.

Tak właśnie życie staje się radośniejsze. Nie przez gonienie za wzlotami i uciekanie przed upadkami, ale przez naukę delektowania się pięknem tkwiącym w ziemskich doznaniach zmysłowych w każdej chwili życia, niezależnie od tego, co się dzieje.

Naucz się tego, a będziesz mógł przeżyć resztę swojego życia ze świadomością, że nawet jeśli pewnego dnia wszystko się zawali, to przynajmniej będziesz wiedział, że zrobiłeś wszystko, co w twojej mocy, aby nie przegapić cudu spędzonego tutaj czasu.

WSZYSTKIE główne instytucje zachodnie uważają życie Palestyńczyków za bezwartościowe

WSZYSTKIE główne instytucje zachodnie uważają życie Palestyńczyków za bezwartościowe

„To trochę śmieszne, patrzeć, jak reporter BBC udaje zszokowanego i obrażonego tym, że ktoś mówi, że jego zdaniem życie Żydów jest warte więcej niż życie Palestyńczyków”.

Caitlin Johnstone

4 sierpnia 2026 r. caitlinjohnstone-au/all-mainstream-western-institutions-view-palestinian-lives-as-worthless

BBC niedawno przeprowadziło wywiad z izraelskim osadnikiem , który powiedział, że wszyscy Palestyńczycy z czterech okolicznych wiosek powinni zostać eksterminowani w ramach zemsty za śmierć Izraelczyka zabitego podczas terroryzowania palestyńskiej wioski w zeszłym miesiącu. Dodał, że życie jednego Żyda jest warte dziesięciu milionów palestyńskich istnień.

„Myślę, że teraz, kiedy zabili jednego Izraelczyka, musimy zabić wszystkich ludzi w Tal i Sarra, nawet Dżita i Faratę” – powiedział BBC prawnik Jehuda Szimon.

„Wygląda na to, że twierdzisz, że życie jednego Żyda jest warte setek lub tysięcy istnień Palestyńczyków” – odpowiedziała Lucy Williamson z BBC w wywiadzie.

„Milion” – poprawił ją Szymon. „Jedno żydowskie życie to dziesięć milionów, jasne?”

„To brzmi po prostu rasistowsko” – odparł Williamson, na co Shimon odparł: „Tak, wiem, wiem. Ale to prawda”.

https://youtube.com/watch?v=ORkyAS6R_7s%3Ffeature%3Doembed

Interakcja stała się viralem w mediach społecznościowych, a ludzie reagują na rażący przejaw ekstremistycznej ideologii osadników, którzy starają się stopniowo wyprzeć Palestyńczyków z ich ziem na Zachodnim Brzegu. I choć prawdą jest, że komentarze Szymona są skrajnie okrutne i rasistowskie, to nie to osobiście uznałem za interesujące w tym wywiadzie. Interesująca była dla mnie odpowiedź Williamsona.

No cóż, to trochę śmieszne, patrzeć, jak reporter BBC zachowuje się zszokowany i obrażony, gdy ktoś mówi, że jego zdaniem życie Żydów jest warte więcej niż życie Palestyńczyków. W końcu założenie, że życie Żydów jest warte więcej niż życie Palestyńczyków, od pokoleń wpływa na każdy aspekt zachodnich mediów informacyjnych na temat Izraela i Palestyny.

Dlatego zachodnia prasa wyraziła nieproporcjonalnie większy szok i przerażenie 7 października niż znacznie bardziej rażące nadużycia ze strony Izraela, które do nich doprowadziły, i znacznie bardziej rażące nadużycia ze strony Izraela, które nastąpiły później. Dlatego w zeszłym roku w Sydney obserwowaliście wściekłe oburzenie po strzelaninie w Bondi, podczas gdy ta sama liczba Palestyńczyków ginie w danym dniu w Strefie Gazy nigdy nie pojawia się w wiadomościach

https://youtube.com/watch?v=B9lKNhC6u-I%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Den%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

26 marca 2025 roku 15 Palestyńczyków zostało zabitych przez Siły Obronne Izraela podczas zawieszenia broni w Strefie Gazy. 14 grudnia tego samego roku 15 osób zginęło na plaży Bondi w Sydney w masowej strzelaninie, której celem byli australijscy Żydzi, dokonanej przez bojowników ISIS. 

Dwa przypadki masowych morderstw. Ta sama liczba ofiar. Ale słyszałeś tylko o jednym z nich.

Dlaczego słyszałeś tylko o jednym z nich? Bo tylko jeden z nich trafił do wiadomości. 

Prasa głównego nurtu tygodniami pilnie donosiła o strzelaninie w Bondi, gorączkowo próbując fałszywie skojarzyć atak terrorystyczny ISIS z demonstracjami pro-palestyńskimi, powtarzając w mediach na całym świecie zachodnim frazę „Tak wygląda globalizacja intifady” . Publikowano kolejne raporty o tym, jak Żydzi są atakowani, jak Żydzi czują się niebezpieczni i jakie nowe prawa i ograniczenia wolności słowa należy wprowadzić, aby stłumić nastroje pro-palestyńskie i chronić Żydów.

Nic nawet zbliżonego do tego nie wydarzyło się 26 marca 2025 roku. Dla prasy zachodniej zabicie 15 Palestyńczyków w Strefie Gazy było po prostu kolejną środą.

Dzieje się tak, ponieważ wszystkie główne zachodnie media podzielają te same rasistowskie poglądy na temat Palestyńczyków, co Jehuda Szymon. Podobnie jak wszystkie główne zachodnie partie polityczne. Podobnie jak wszystkie inne główne zachodnie instytucje. Podobnie jak wszyscy zwolennicy państwa Izrael. Wszyscy oni wierzą, że życie Żydów jest warte więcej niż życie Palestyńczyków, o czym świadczy polityka, którą popierają, i wiadomości, które śledzą.

BBC ma dobrze udokumentowaną historię silnej proizraelskiej stronniczości , a jej reporterzy narzekają , że realizują PR dla izraelskiego rządu , a jej redaktor przegrał proces o zniesławienie z dziennikarzem, który ujawnił jego proizraelskie poglądy.

Przez lata ukrywali czynne ludobójstwo, używając nagłówków w stylu „Ministerstwo zdrowia zarządzane przez Hamas twierdzi”, i werbalnej gimnastyki biernego języka, aby chronić izraelskie interesy informacyjne. Wiadomo więc, że kiedy Lucy Williamson protestuje: „To brzmi rasistowsko!” wobec izraelskiego osadnika, który twierdzi, że życie Żydów jest o wiele więcej warte niż życie Palestyńczyków, tak naprawdę nie jest oburzona jego systemem wierzeń. Po prostu wie, że nie wolno mówić takich rzeczy na głos.

Gloryfikacja ludobójców trwa. „Wołyń Pride”, kult rezunów i milczenie Polski. „Czas na rachunek krzywd”

Gloryfikacja ludobójców trwa. „Wołyń Pride”, kult rezunów i milczenie Polski. „Czas na rachunek krzywd”

7.08.2026 Autor: Marek Skalski nczas/gloryfikacja-ludobojcow-trwa-wolyn-pride-kult-rezunow-i-milczenie-polski-czas-na-rachunek-krzywd

Aktorzy podczas rekonstrukcji historycznej
NCZAS.INFO | Aktorzy podczas rekonstrukcji historycznej „Wołyń 1943, nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary”. / Fot. PAP

„Jeżeli oni chcą ustawić sobie w Panteonie Banderę, Szuchewycza, wszystkich tych morderców, co na Wołyniu wydawali rozkazy, którzy mordowali Polaków, no to muszą za to zapłacić. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka” – uważa Lucyna Kulińska w rozmowie z Markiem Skalskim. Badaczka wylicza też, od czego powinniśmy zacząć stawianie relacji polsko-ukraińskich z głowy na nogi.

Marek Skalski: Pani doktor, pojawiła się informacja, że członkowie słynnego batalionu ukraińskiego, skrajnie nacjonalistycznego, szowinistycznego Azov, sprzedają naszywki „Wołyń Pride” („dumny z Wołynia”). To nie jedyny przejaw gloryfikowania tych zbrodni popełnionych na narodzie polskim. Sprawa przez lata celowo zamilczana teraz ewoluuje w kierunku dumy z ludobójstwa…

Lucyna Kulińska: Takie podejście i postawa mają charakter niemal opętańczy, bo konsekwencje są bardzo poważne. Polska doznała krzywd w czasie wojny ze strony Ukraińców, spłynęła krwią setek tysięcy pomordowanych ludzi. Niektórzy pewnie liczyli, że postawa Ukraińców będzie się charakteryzować choćby tylko duchem pewnego wstydu – na zasadzie, że to wydarzyło się gdzieś tam w przeszłości, że to było nieszczęście, które nigdy się nie powtórzy; że sprawcy to mordercy, zbrodniarze, których nigdy nie powinniśmy do naszej wspólnej historii wpisywać. Tymczasem dzieje się coś zupełnie innego. Oni ośmielają się przypisywać wolność swojego kraju temu, że wymordowali setki tysięcy ludzi. To oznacza jedno: miejsca dla takiego kraju w Europie nie ma. To otwiera równocześnie furtkę do tego, aby Polacy mogli wystąpić do nich o odszkodowania… Nie tylko za stracone życie. Ciężko bowiem wycenić, ile jest „warte” życie ośmiorga dzieci… Do tego dochodzi spalenie mienia, zagrabienie miast, ogromny rozbój, bo przecież tak naprawdę to była Rzeczpospolita i to, co tam zagrabili Ukraińcy za przyzwoleniem Stalina, to jest wszystko zysk dla nich.

I teraz albo rybki, albo akwarium, tak jak się u nas mówi… Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. Jeżeli oni chcą ustawić sobie w Panteonie Banderę, Szuchewycza, wszystkich tych morderców, co na Wołyniu wydawali rozkazy, którzy mordowali Polaków, no to muszą za to zapłacić.

Muszę Czytelnikom coś przeczytać, bo to jest klasyka. Kojarzymy wszyscy Kornela Makuszyńskiego. Napisał on książkę mało znaną, „Radosne i smutne”, w której opowiadał o tym, co działo się m.in. w roku 1918–1919, kiedy wówczas palono dwory, rabowano i mordowano Polaków. Publikacja ukazała się w latach dwudziestych.

Autor przedstawia tam osobiste świadectwo okrucieństwa, jakiego dopuszczano się m.in. na Kresach Wschodnich.  Czytamy w niej:

„Jakiś nowy Wyspiański, rozpamiętywając owe dni, w których następny był bardziej od poprzedniego krwawy, napisze owo polskie: myśmy wszystko zapomnieli. Gdyby bowiem ktoś chciał pamiętać, musiałby jeszcze za tysiąc lat nienawidzić i za tysiąc lat musiałby gardzić, ale my mamy to szlachetne, jedyne takie piękne kalectwo duszy, że nie umiemy nienawidzić. Powiemy sobie i to będzie straszną prawdą, że ci dzicy ludzie byli przez zwierzęcość swoją najnieszczęśliwszymi na świecie, że nieszczęsny kraj ten to był jeden ogromny szpital obłąkany. Początki obłędu zaszczepiła im wojna. Rozwojowi obłędu sprzyjało krwawe wspomnienie. Po furii szaleństwa przywiódł ludzkie zwierzę zapach pierwszej krwi, a potem już było wszystko jedno. Szaleńców karać nie można. Po co nienawidzić szaleńców?”.

Może przyjdzie jeszcze – pisze dalej Kornel Makuszyński – ten czas, że i ten człowiek oszalały, co piłą rezał człowieka i gwałcił dzieci, wstanie nagle nieprzytomny z lęku przed ohydnym widmem tego czynu i człowiek się w nim odezwie. Każdy szał strasznie rozbudzony przemija, przeminie tedy i ten dziki człowiek z ukraińskiego stepu, w nędzy swojej duchowej z głodu umierający na najżyźniejszej przecież ziemi świata pojmie może w niesłychanym trudzie, że stało się za jego sprawą coś strasznego, że krwawymi rękami zabił duszę swojej ziemi, zamęczywszy ludzi i zwierzęta, splugawiwszy ziemię, poraniwszy drzewa. I znowu trzeba będzie zapomnieć wszystko i znowu budować ochronki i szpitale, w imię świętego ducha polskiego”.

Makuszyński to wszystko opisał, a przecież to nie była nawet II Wojna Światowa! To wszystko działo się w regularnych odstępach, na przestrzeni lat, w Polsce!

Czy plugawy rezun ma więc prawo stać na pomnikach? Czy plugawy rezun ma się znaleźć w panteonie naszego sąsiada, z którym my mamy wspólnie budować jakąś przyszłość? Przecież to jest niemożliwe, to jest wykluczone! Trzeba sobie zadać pytanie, czy ci ludzie dalej są w jakimś opętańczym szale, jakiejś irracjonalności, czy też po prostu ktoś ich w ten sposób prowadzi?

Czy to kolejne oczadzenie tych ludzi, czy też mamy do czynienia z prowadzeniem ich na zgubę, masowo (setki tysięcy, o ile nie miliony już tych Ukraińców legły na obecnej wojnie…), ale prowadzeniem ich przeciwko nam, sąsiadom?

Teraz Polaków olali. Mają gdzieś nasze Migi, kupują sobie od Szwedów ich samoloty. Po co to jest robione? Żeby na tej Ukrainie kamień na kamieniu nie został. Żeby ta Ukraina została opróżniona z ludzi, bo jeżeli się zacznie działanie jakiejś broni, rzeczywiście na masową skalę ludobójczej, to ci ludzie pouciekają do reszty. No i zostanie ten najżyźniejszy kraj, najlepsze czarnoziemy, tam w tej ziemi jeszcze bogactwa wszystko zostanie, ale dla kogo? Dla kogo – jeżeli tych Ukraińców już nie będzie?

My jako Polacy popełniliśmy potworny grzech, tolerując to wszystko przez długie lata, bo tolerowaliśmy, ukrywaliśmy niewygodne fakty. Banderowcom w Polsce, tysiącom banderowców mordujących Polaków, wypłacano pieniądze z kasy Polaków, z ich podatków. Ukrywano znajdowane dokumenty, rozkazy mordowania polskich żon i wspólnych dzieci. Mam taki dokument z bodajże 1917 roku [?? md] , odnaleziony w Chochołowie. Kto w Polsce o tym wiedział? Dlaczego przed Polakami to ukrywano?

Doprowadziliśmy do obecnej sytuacji, milcząc – więc niejako na własne życzenie. Dzisiaj krzyczy Pan Czarnek, że musimy zrobić ustawę antybanderowską… Tylko że taki projekt już kilka lat leży w „zamrażalce”.

Jeszcze niedawno nikt w Sejmie się nie chciał na taką ustawę zgodzić. Dzisiaj już mleko się rozlało. Dzisiaj oni już idą na nas frontalnie. Mało tego! Są, jak się wydaje, przekonani, że Polska nie tylko nic już nie będzie miała do gadania, ale że będzie musiała, kiedy oni się dogadali z Niemcami, godzić się na ten najgorszy, potencjalny scenariusz, że połowa Polski do nich, a połowa do Niemców. Takie mapy są przecież przez niektóre środowiska kolportowane! Chcę namówić Czytelników, aby rozpowszechniać treści, które np. w „Naszym Słowie” (pismo wydawane w języku ukraińskim dla mniejszości ukraińskiej w Polsce) i literaturze ukraińskiej przedstawia się na temat Polaków, jak się tam nas poniża, jakie scenariusze są tam dla nas rysowane dotyczące np. Zakierzoni (około 19 powiatów dzisiejszej Polski).

Woła to o pomstę do nieba! Ludziom, którzy działają na szkodę państwa polskiego, którzy takie rzeczy piszą i robią, należy odebrać te wszystkie sponsoringi, trzeba pociągnąć ich do odpowiedzialności; tych, którzy grożą naszym obywatelom, tym, którzy grożą prezydentowi.

Prezes Konfederacji Korony Polskiej poseł Grzegorz Braun sformułował „Piątkę dla Ukrainy”. Postuluje, aby order Orła Białego pośmiertnie przyznać ks. Tadeuszowi Isakowiczowi Zaleskiemu, wstrzymać działalności lotniska w Rzeszowie i pomoc dla Ukrainy, przywrócić penalizację służby w obcej armii, wprowadzić „lojalkę antybanderowską” (dokument mają podpisywać wszyscy obywatele Ukrainy, którzy przebywają i chcą przebywać w Polsce), wprowadzić moratorium migracyjne i weryfikację już dotychczasowych pobytów. Dla mnie to jest taki program minimum…

Bardzo dobry program. Od czegoś trzeba zacząć porządkowanie kraju i tego nieładu, który został wprowadzony. To wszystko musi być postawione „z głowy” na nogi, żebyśmy mogli zacząć maszerować jakoś razem. Równie ważną kwestią jest sprawa przeróżnych obcych służb, które u nas hulają. W tym kontekście, choć przecież nie tylko, kluczowe wydaje się cofnięcie specustawy, która pozwala Ukraińcom, nawet bez znajomości języka polskiego, być zatrudnianymi w urzędach. Spotkałam się z tym w Krakowie, gdy pani z Ukrainy zaczęła mnie zaczęła ochrzaniać, że ja nie rozumiem, co ona do mnie mówi. Poleciałam do szefa robić dym, a on mi na to, że jest specustawa i że on ma prawo zatrudniać panie, która nie rozumieją po polsku… Rzecz dotyczyła takiej karty krakowskiej do jeżdżenia tramwajami, z której rzekomo tylko Ukraińcy korzystają (ergo: obsługa po polsku nie jest konieczna…).

Nie zdajemy sprawy, że jednym z wyłączeń, od szeregu przywilejów, których po długim czasie pozbawiono Ukraińców, są zasiłki na osoby niepełnosprawne. Te świadczenia są przyznawane taśmowo. To nie jest 800 plus, to są tysiące złotych. Wystarczy, że rodzina ukraińska sobie załatwi takie papiery, nawet mieszkając na Ukrainie, poprzez przekupienie ukraińskich lekarzy… Choć stosowne orzeczenia były rozdane bardzo hojnie i po naszej stronie granicy. Wciąż pozwalamy takim Ukraińcom mieszkać, leczyć się, korzystać ze świadczeń, na przykład darmowego zakwaterowania i wyżywienia, całej rodzinie.

My sobie nie zdajemy sprawy z tego, że dzisiaj na wakacje na Ukrainę wyjeżdżają z Polski dziesiątki tysięcy obywateli tego kraju. Powinniśmy odłączyć od przywilejów wszystkich ludzi pochodzących z terenów, gdzie wojny nie ma, czyli np. z terenów dawnej Rzeczpospolitej. Tam wojna się nie toczy… To Bukowerów, to Odessa…

Wspomniała Pani o tych urzędach i pracujących tam Ukraińcach. Otóż mamy potwierdzenie zupełnie oficjalne, że takie sytuacje faktycznie mają miejsce. Posłowie Konfederacji Wolność i Niepodległość, pan Mekler i pan Tumanowicz, napisali stosowne pismo do Urzędu Miasta Lublina z prośbą o potwierdzenie bądź zaprzeczenie, że rzeczywiście takie praktyki mają miejsce, że są tam zatrudnianie osoby bez żadnej, ale to proszę Czytelników, żadnej znajomości języka polskiego. Opisano, że rzeczywiście takie przypadki mają miejsce…

Sprawa Rupnika: Wykazano „zdrowe życie wspólnotowe”. Mafia zboczeńców w Watykanie działa.

Sprawa Rupnika: „Przełożona zmusiła nas do napisania listów opisujących nadużycia i do wybaczenia mu”

Date: 7 agosto 2026Author: Uczta Baltazara 0 Commenti

Dwa tygodnie po tym, jak Watykan poinformował, że toczy się kanoniczny proces karny przeciwko księdzu Marko Rupnikowi, serwis OSV News dowiedział się, że w aktach sprawy dotyczącej domniemanych nadużyć znajduje się 22 dotychczas nieujawnionych listów od kobiet należących do słoweńskiej Wspólnoty Loyola, w których opisują one domniemane nadużycia ze strony słynnego artysty tworzącego mozaiki. Listy te, napisane w 2000 roku na prośbę przełożonej wspólnoty, siostry Ivanki Hosta, i skierowane bezpośrednio do księdza Rupnika, są przechowywane w archiwach Wspólnoty Loyola, które obecnie znajdują się pod opieką archidiecezji w Lublanie w Słowenii, jak podają osoby zaznajomione ze sprawą. W listach, 22 kobiety opisały domniemane nadużycia duchowe, psychiczne i seksualne ze strony księdza Rupnika, gdy pełnił on funkcję ich kierownika duchowego.

15 grudnia 2023 r. archidiecezja w Lublanie ogłosiła, że Watykan nakazał rozwiązanie zgromadzenia Sióstr Wspólnoty Loyola w ciągu jednego roku, zgodnie z dekretem wydanym przez Dykasterię ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego.

Źródło bliskie sprawie poinformowało serwis OSV News, że przypuszcza się, iż Dykasteria ds. Doktryny Wiary wie o tych listach.

Listy napisane w okresie Wielkanocy 2000 r. dotyczą domniemanych nadużyć

Były jezuita, ojciec Rupnik, jest oskarżony o molestowanie ponad dwudziestu kobiet na przestrzeni kilku dziesięcioleci. Zaprzecza on zarzutom. 22 lipca Watykan oświadczył, że doniesienia o jego uniewinnieniu rozpowszechnione przez pewną włoską stronę internetową są „całkowicie bezpodstawne” oraz że „rozpatrywanie sprawy nadal trwa”.

Stolica Apostolska poinformowała, że skład sędziowski analizuje dokumentację pochodzącą z diecezji, od jezuitów, od zainteresowanych stron oraz z prasy. Watykan nie opisał publicznie wszystkich dowodów zawartych w aktach sprawy.

Fabrizia Raguso, była członkini Wspólnoty Loyola, powiedziała, że 22 listy, które potwierdzają domniemane nadużycia, zostały napisane w okresie Wielkanocy 2000 roku. Jest ona jedyną byłą siostrą wymienioną w tych materiałach, która zgodziła się na publiczne ujawnienie swojej tożsamości.

„W okresie Wielkanocy 2000 roku, Ivanka Hosta, przełożona Wspólnoty Loyola, zmusiła nas do napisania listu do Marko Rupnika, w którym opisałyśmy nasze relacje z nim, to, co nam zrobił, a następnie miałyśmy mu wybaczyć” – powiedziała Raguso w rozmowie z OSV News.

„Powodem, jaki podała nam Ivanka, zmuszając nas do opisania naszych doświadczeń z Rupnikiem” – kontynuowała Raguso – „było to, że z okazji Jubileuszu (roku 2000) musiałyśmy dążyć do pojednania z nim; nie wiem, czy następnie przekazała te listy Marko”.

Wczesne skargi pozostały bez echa, a ksiądz-artysta rozpoczął międzynarodową karierę

Listy te zostały napisane wiele lat po tym, jak na początku lat 90-tych do przełożonych jezuitów oraz do nieżyjącego już arcybiskupa Lublany Alojzija Šuštara dotarły pierwsze skargi dotyczące księdza Rupnika. Ojciec Rupnik został usunięty ze wspólnoty Loyola w 1993 roku i przeniósł się do Rzymu, gdzie założył Centro Aletti, czyli Centrum Aletti, które z biegiem lat stało się siedzibą dla artystów skupionych wokół tworzenia jego dzieł.

Do 2000 roku ojciec Rupnik zyskał rozgłos dzięki realizacji nowego projektu mozaikowego w kaplicy Redemptoris Mater w Watykanie, prywatnej kaplicy papieskiej. Następnie zrealizował wielkoformatowe zlecenia w bazylice św. Pio z Pietrelciny w San Giovanni Rotondo we Włoszech; w sanktuarium w Lourdes we Francji; w sanktuarium w Fátimie w Portugalii; w katedrze Almudena w Madrycie oraz w Narodowym Sanktuarium św. Jana Pawła II w Waszyngtonie.

Pod koniec 2018 roku, jezuici otrzymali zgłoszenie, że ojciec Rupnik udzielił kobiecie sakramentalnego rozgrzeszenia po odbyciu z nią stosunku seksualnego, co prawo kanoniczne określa jako „rozgrzeszenie współsprawcy” grzechu przeciwko szóstemu przykazaniu. Wstępne dochodzenie jezuitów uznało zarzut za wiarygodny, a przełożeni zakonu przekazali sprawę do ówczesnego Dykasterii Doktryny Wiary, która wszczęła postępowanie karne, w wyniku którego ksiądz został ostatecznie uznany za winnego. W maju 2020 r. został na krótko ekskomunikowany. W międzyczasie jezuici ograniczyli posługę księdza Rupnika.

W następnym roku, w 2021 r., obecny Dykasteria powiadomiła jezuitów o zarzutach dotyczących wykorzystywania seksualnego i duchowego wysuniętych wobec księdza Rupnika, zgłoszonych przez członkinie Wspólnoty Loyola, co ostatecznie doprowadziło do toczącego się obecnie procesu w Watykanie.

Opinia publiczna dowiedziała się o tej sprawie dopiero 18 grudnia 2022 r., kiedy zarzuty pojawiły się w mediach, opublikowane po raz pierwszy przez włoską gazetę „Domani”. Mniej więcej w tym samym czasie pojawiła się informacja o zniesieniu przez papieża Franciszka ekskomuniki księdza Rupnika z 2020 r.

Relacje o nadużyciach duchowych i seksualnych w nieznanych dotąd listach

Raguso jest adiunktem na Wydziale Psychologii Portugalskiego Katolickiego Uniwersytetu w Bradze. Chociaż zgodziła się po raz pierwszy publicznie wypowiedzieć się na temat tych listów, już wcześniej zabierała głos w imieniu innych byłych sióstr i domniemanych ofiar księdza Rupnika. Stwierdziła, że jest ofiarą nadużyć duchowych, a nie seksualnych, ze strony tego księdza-artysty.

Była jedną z domniemanych ofiar, które w 2023 roku publicznie wyraziły swoje zdziwienie po spotkaniu papieża Franciszka z kierownikiem Centrum Aletti, a kilka dni później ośrodek ten ujawnił, że dochodzenie przeprowadzone przez diecezję rzymską w sprawie jego działalności wykazało „zdrowe życie wspólnotowe”, przy czym w raporcie końcowym zasugerowano, że zarzuty wobec księdza Rupnika „pomogły osobom doświadczającym życia w Centrum Aletti wzmocnić ich zaufanie do Pana”.

Raguso i kilka innych domniemanych ofiar księdza Rupnika, w tym Mirjam Kovac i Gloria Branciani, stwierdziły wówczas w otwartym liście do papieża Franciszka, że „wydarzenia i komunikaty, które miały miejsce w ostatnich dniach… pozostawiają nas bez słowa, bez głosu, by wyrazić nasze przerażenie i oburzenie”.

Relacje zawarte w 22 listach mają opisywać domniemane manipulacje, wywieranie presji, nadużywanie władzy oraz napaści fizyczne i seksualne. Kilka kobiet opisało, w jaki sposób kierownictwo duchowe i język religijny były wykorzystywane do wywierania na nie presji, by podejmowały działania, które – jak wierzyły – przedstawiano im jako przejawy czystości lub woli Bożej.

Serwis OSV News dowiedział się, że w zeznaniach tych zawarte są relacje sióstr dotyczące tego, jak ksiądz Rupnik miał wykorzystywać ich wcześniejsze doświadczenia związane z wykorzystywaniem seksualnym, aby dalej je wykorzystywać.

Według osób zaznajomionych z dokumentacją, spośród około 40 kobiet ze wspólnoty, które poproszono o napisanie listów związanych z Jubileuszem, 22 zgłosiły nadużycia.

Dziewięć z tych kobiet złożyło zeznania w ramach wstępnego dochodzenia z 2021 roku zleconego przez zakon jezuitów i „przeprowadzonego przez osobę spoza Towarzystwa”, jak poinformowali jezuici w oświadczeniu z 18 grudnia 2022 roku.

Wstępne dochodzenie zakończyło się w styczniu 2022 roku „stwierdzeniem zasadności zarzutów”.

Sprawa nadal toczy się, a do domniemanych ofiar dociera niewiele informacji.

W październiku 2022 r., Dykasteria Doktryny Wiary oświadczyła, że zgłoszone fakty „należy uznać za przedawnione ze względu na upływ terminów” oraz że w tamtym czasie nie było możliwe przeprowadzenie procesu.

Papież Franciszek uchylił przedawnienie w październiku 2023 r., skład sędziowski do tego procesu został wyznaczony w lipcu 2025 r. i to właśnie ten proces toczy się obecnie.

Raguso i inne źródła potwierdziły serwisowi OSV News, że zeznania zawarte w listach opisują podobne domniemane nadużycia, jak te znane już z publicznych doniesień Glorii Branciani i innych „domniemanych” ofiar, które ujawniły swoje oskarżenia.

Serwis OSV News dowiedział się o listach dwa tygodnie po tym, jak Laura Sgrò, prawniczka specjalizująca się w prawie cywilnym i kanonicznym, reprezentująca pięć kobiet, które oskarżyły księdza Rupnika o nadużycia, poinformowała serwis OSV News, że ona i jej klientki otrzymały niewiele informacji na temat postępowania.

W liście z 21 lipca skierowanym do kardynała Víctora Manuela Fernándeza, prefekta Dykasterii, Sgrò stwierdziła, że jej klientki czują się „opuszczone i zdradzone” oraz „po raz kolejny ofiarami systemu, który nigdy ich nie przyjął, nie chronił ani nie pocieszył”.

Watykan odpowiedział następnego dnia, potwierdzając, że proces jest w toku, i opisując go jako mający charakter sądowy. Stwierdzono również, że sprawa nie podlega przedawnieniu w odniesieniu do żadnego z zarzucanych przestępstw.

Jezuici wydalili księdza Rupnika w 2023 r. po tym, jak odmówił on przestrzegania ograniczeń nałożonych w związku z zarzutami wykorzystywania seksualnego, duchowego i psychicznego. Według stanu na 6 sierpnia 2026 r. ksiądz Marko Rupnik figuruje na stronie internetowej Centrum Aletti jako dziekan pracowni teologicznej. centroaletti.com/equipe

INFO: osvnews.com/previously-unpublished-letters-add-to-rupnik-abuse-case-allegations

Ekspertyzacja nauki

Ekspertyzacja nauki

Prof. Anna Raźny

Przekonanie, że istnieją w Polsce instytucje naukowe i związane z nimi środowiska akademickie kierujące się obiektywizmem w tych dziedzinach, które określają kształt polityki wewnętrznej i zewnętrznej naszego państwa,  jest nie tylko błędne, ale również szkodliwe.

Dotyczy to nade wszystko nauk humanistycznych i społecznych, wpływających zarówno na politykę, jak i na naszą cywilizację, tożsamość kulturową, religijną i narodową. Ich obiektywizm – czyli zgodne z rzeczywistością odczytanie procesów polityczno-gospodarczych i cywilizacyjno-kulturowych zachodzących w Polsce oraz w jej relacjach ze wspólnotą międzynarodową – jest warunkiem uniknięcia na tych dwóch poziomach wszelkich anomalii i patologii. Mamy prawo moralne i legitymację polskich podatników, aby żądać niezależności nauki nade wszystko od ideologii politycznych, będących źródłem destrukcji wartości zapewniających Polsce harmonijny, pokojowy rozwój. Mamy prawo i obowiązek żądać wolności nauki rozwijanej w instytucjach finansowanych przez państwo polskie – nade wszystko uczelniach publicznych – oraz podlegających Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Wielka niewiadoma na temat obcego finansowania organizacji pozarządowych oraz brak kryteriów weryfikacji ich działalności sprawiają, że nie może być mowy o ich związkach z nauką polską. Niektóre z nich – posiadające aspiracje naukowe – mogą być traktowane co najwyżej jako dotowane przez obcy kapitał think–tanki, skupiające ekspertów działających na zamówienie polityczne.

Bez mandatu społecznego    

Niestety, zjawisko ekspertyzacji nauki objęło wszystkie jej dziedziny. Ich przedstawiciele wypowiadający się w mediach bądź stanowiący zaplecze intelektualne partii i środowisk społecznych działają niemal powszechnie na wzór think-tanków. Zajmują się orędownictwem realizowanej przez strategów politycznych ideologii, ich lobbowaniem określanym mianem – nomen omen – advocacy. To miano wyjątkowo trafnie ujmuje  istotę ekspertyz „naukowych” – popieranie koncepcji ideologicznych, działanie w roli ich adwokata. Bardzo często jest to rola „adwokata diabła”, uprawiającego lobbing polityczny pod szyldem finansowanych z naszych podatków instytucji naukowych. Co więcej – ekspertyzacji nauki towarzyszy aura jej autorytetu, onieśmielającego nas jako odbiorców tego orędownictwa politycznego czy wręcz paraliżującego nasz krytyczny jego odbiór. Ekspertyzacja to jawne upolitycznienie nauki mające na celu sterowanie postawami i nastrojami społecznymi. O ile doradztwo specjalistów z różnych think-tanków jest legalnym celem ich działania i stało się – na wzór zachodni – częścią polskiej polityki, o tyle eksperci występujący najczęściej w mediach głównego nurtu pod szyldem wyższych uczelni i jednostek naukowych finansowanych z naszych podatków nie mają takiego mandatu. Spychają naukę na manowce, uzależniając ją od bieżącej polityki i partykularnych interesów wąskich grup społecznych.

Ekspertyzacja nauki nie jest działalnością popularnonaukową, która ma swoje formy przekazu – publicystycznego, monograficznego etc. – niezależnego od  ośrodków władzy czy też grup dążących do jej przejęcia. Popularyzowanie nauki ma na celu dobro wspólne, jakim jest podniesienie poziomu intelektualnego społeczeństwa, humanizowanie jego bytu czy pomoc w dążeniu do dobrobytu. Rola ekspertów jest odległa od popularyzacji nauki, często staje się jej zaprzeczeniem. Nade wszystko wtedy, gdy sprowadza się do legitymizowania polityki sprzecznej z interesem Polski. I tak oto od kilkunastu lat eksperci legitymizują „naukowo” udział Polski w zachodnim projekcie anty-Rosji, realizowanym poprzez wojnę na Ukrainie. Ich wypowiedzi wciąż na nowo uzasadniają na wszystkich możliwych poziomach naszego wspólnotowego istnienia jej konieczność. Nieustannie słyszymy od różnej maści profesorów i doktorów, że jest to nasza wojna, gdyż zagraża nam Rosja – zaś na obecnym etapie jej trwania walczy za nas Ukraina. Nadal nie przedstawiają nam żadnych dowodów na zagrożenie ze strony Rosji i konkretów na temat nowej w historii wojen kalkulacji logistycznej: aby napaść na Polskę, Rosja wybrała wieloletni szklak wojenny poprzez Ukrainę – zamiast uczynić to znienacka z Królewca czy terenu Białorusi.

Znamienny dla tych „naukowych” ekspertyz jest fakt, iż  nie zdarzyło się jeszcze w wypowiedziach na ten temat ekspertów z polskich instytucji naukowych potwierdzenie jednego z rosyjskich celów tej wojny, jakim jest oficjalnie denazyfikacja Ukrainy. Eksperci ukrywali bowiem przed nami prawdę o jej banderyzacji. 

I nie oni. lecz niezależne, zwalczane przez władzę, media oraz politycy spoza zabetonowanego establishmentu przekazywali prawdę o odrodzeniu banderyzmu na Ukrainie i wynikających z niego zagrożeń dla Polski i Europy. Tej wiedzy Polacy nie uzyskali od cytowanych w mediach od lat profesorów, mi.in. Andrzeja Nowaka, Antoniego Dudka, Mieczysława Ryby, Daniela Boćkowskiego, Romana Kuźniara, Jarosława Flisa i wielu, wielu innych. Teraz, gdy Polacy otrzymali oficjalny przekaz od prezydenta Nawrockiego o istnieniu na Ukrainie kultu Bandery oraz nazistowskich organizacji OUN-UPA, eksperci nabrali wody w usta, albo usiłują tworzyć pozbawione logiki usprawiedliwienie zatajania przed Polakami tej brutalnej prawdy.

Na antypodach inteligencji

Co w takim razie jest celem włączania autorytetu nauki do bezwzględnej walki politycznej? Celem tym nie jest bowiem – nade wszystko w naukach humanistycznych i społecznych – prawda. Okazuje się, że nie jest nim również nasze dobro wspólne, bo nie możemy za takie uznać lansowanego przez ekspertów naszego udziału w wojnie na Ukrainie. Nawet z pobieżnej analizy eksperckich wypowiedzi wynika, że ich celem jest głównie przekonanie społeczeństwa do realizowanej przez Warszawę polityki i prewencyjne pacyfikowanie sprzeciwu wobec niej. Czy jest bowiem racjonalny sprzeciw wobec tego, co potwierdzają autorytety naukowe? Możemy nawet zaryzykować twierdzenie, że im wyższy stopień naukowy eksperta, tym skuteczniejsza pacyfikacja społeczeństwa.

Działanie przedstawicieli nauki w roli ekspertów przypomina do złudzenia rolę klasycznej inteligencji polskiej. Różnica między tymi formami i celami działania jest jednak ogromna. Eksperci, nawet jeśli głoszą, że działają non-profit, nie działają bezinteresownie. Zawsze mają ze swoich ekspertyz jakąś korzyść – jeśli nie pieniądze, to rozgłos i prestiż. Ponadto ich celem jest dobro partykularne jakiejś partii czy środowiska, nie zaś szeroko rozumiane dobro wspólne. Lansowani w środkach przekazu głównego nurtu eksperci nieoczekiwanie zajęli miejsce inteligencji. Przybrali bowiem fałszywe pozy misji i poświęcenia. Troszczą się zwłaszcza o zagubionych w chaosie informacyjnym Polaków rzekomo tak, jak dziewiętnastowieczni  Judymowie  i Siłaczki o najuboższe warstwy społeczne.

Tymczasem w przeciwieństwie do ekspertów, tradycja inteligencka w Polsce polegała na bezinteresownym pełnieniu roli cywilizacyjno-kulturotwórczej, poświęceniu dla dobra wspólnego, niesieniu – często anonimowo – przed narodem „kagańca oświaty”, o którym pisał w Testamencie moim  Juliusz Słowacki.

Pojęcie inteligencji wiąże się z europejską historią ostatnich dwóch wieków i często używane jest – zależnie od kraju – na równi z takimi jak: professions libérales, professionals, men of letters, les intellectuels. Socjologowie, historycy, kulturoznawcy podkreślają, że  zarówno pojęcie inteligencji, jak i innych występujących z nim równolegle nazw, jest na tyle szerokie i nieostre, że należy mówić raczej o ich konturach znaczeniowych, zmiennych zakresach. Dużą rolę w uściślaniu znaczenia inteligencji odegrała niewątpliwie – obok samoświadomości tej grupy społecznej – jej misja w narodzie i społeczeństwie oraz polityczna i moralna odpowiedzialność za ich los.

Wielu badaczy – głównie socjologów i historyków – uważa, iż pojęcie inteligencji, mimo iż posiada swój łacińsko-francuski rodowód językowy, zostało ukształtowane przez Rosjan jako nazwa grupy społecznej wpływającej na historię kraju i odpowiadającej za nią. W takim znaczeniu pojęcie inteligencji zostało od Rosjan przejęte przez Zachód – nade  wszystko przez Anglików i Francuzów – i stało się w ostatnich dwóch wiekach ich historii wszechobecne. Niemieckie słowo Intelligenz ma węższe znaczenie i jest rzadziej używane.

Na gruncie polskim pojęcie inteligencji stało się – podobnie jak w Rosji – idiomem o charakterze nie tylko politycznym i socjologicznym, ale również kulturowym i moralnym. Zarówno na poziomie misji, jak i odpowiedzialności za losy narodu i państwa. Jednakże dzieje inteligencji w Polsce – w przeciwieństwie do Rosji – nie zostały poddane gruntownej  analizie i ocenie, mimo, że nadal istnieje zapotrzebowanie – nie tylko w sferze kulturowej, ale również społecznej i politycznej – na bezinteresowną działalność dla dobra wspólnego, misję. którą w przeszłości wiązano z inteligencją bądź z intelektualistami.

Quasi-misjonizm

Działalność ekspertów nie jest odpowiedzią na to zapotrzebowanie. Ma inne cele niż dobro wspólne i nie jest bezinteresowną misją. Włączanie autorytetu nauki do eksperckiej działalności jej przedstawicieli budzi nade wszystko sprzeciw moralny. Lobbowanie przeciwko Rosji i orędowanie na rzecz wojny na Ukrainie przy jednoczesnym utajnianiu jej neobanderowskiej polityki przeczy etycznym podstawom naszej cywilizacji. Jest fałszywą misją ludzi nauki, przynoszącą jej hańbę.

Stałym elementem wszystkich definicji wojen, niezależnie od ich przedmiotu – terytoria, strefy wpływów, surowce, pieniądz – jest użycie siły w rozstrzyganiu powstałych na ich bazie sporów i konfliktów. Użycie siły militarnej, ekonomicznej, gospodarczej, a ostatnio sztucznej inteligencji – jako instrumentów regulowania takich sporów i rozwiązywania takich konfliktów w rzeczywistości jest sposobem osiągania określonych celów politycznych, takich  jak panowanie, podporządkowanie, uzależnienie, neokolonizacja, dominacja czy wreszcie hegemonia w odniesieniu do konkretnych podmiotów prawa międzynarodowego. Cele polityczne natomiast zawsze dyktowane były przez interesy władzy i jej zaplecza.

Od antycznej definicji wojny sformułowanej przez Cycerona po jej klasyczne nowożytne ujęcie, zaproponowane przez dziewiętnastowiecznego teoretyka Carla von Clausewitza wojna jest formą polityki, narzucania woli silnego podmiotu słabszemu przeciwnikowi. Tak się dzieje nie tylko na poziomie międzynarodowym, ale również w polityce wewnętrznej, gdy spór czy konflikt w danym kraju toczy się z użyciem przemocy.

Te truizmy dotyczące istoty wojen obciążają wszystkich uzasadniających ich zaistnienie i trwanie. Odpowiedzialność za nie spada nie tylko na polityków i ich doradców, ale również orędującymi na ich rzecz ekspertów naukowych. Jest ona tym większa im większe są jej ofiary ludzkie i wyższe straty ekonomiczne oraz kulturowe. Dla winnych wciągania Polski do wojennej apokalipsy nie ma usprawiedliwienia – ani moralnego, ani żadnego innego. Szyld nauki to tylko fałszywe alibi w ucieczce przed odpowiedzialnością.

Prof. Anna Raźny

Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.08.2026)

Dwie prawdy? Niebezpieczne związki Izraela w Polsce. O czym nie wolno mówić? Wojciech Sumliński

Dwie prawdy? Niebezpieczne związki Izraela w Polsce. O czym nie wolno mówić? Wojciech Sumliński

Alina@Warszawa, 07.08.2026 naszeblogi./dwie-prawdy-niebezpieczne-zwiazki-izraela-w-polsce-o-czym-nie-wolno-mowic-wojciech-sumlinski

Pojawił się na YT wywiad z Wojciechem Sumlińskim, któremu YT zablokował możliwość publikacji swoich filmów. 

Niebezpieczne związki Izraela w Polsce. O czym nie wolno mówić? Wojciech Sumliński” 

Okazuje się, że w przypadku zbrodni w Jedwabnem (i wielu innych zbrodniach na POLAKACH) prawda występuje w dwóch przeciwstawnych wersjach. Jest prawda POLSKA, oparta na dowodach materialnych, i jest „prawda” ŻYDOWSKA, która zależy od potrzeb żydowskiej propagandy.

Redaktor Sumliński cytuje oryginalne żydowskie kroniki, zapiski. O gettach, których nie dali im budować Polacy, a dopiero Niemcy się zgodzili i pozwolili, na co Żydzi sami zbierali pieniądze. O tym jak Ewa Kurek znalazła w Izraelu w archiwach zapiski, że goje to takie zwierzęta hodowlane wśród Żydów, żeby im Jahwe wybaczył, że nie wszyscy na ich terenie świętują szabat.  O tym jak sami Żydzi wyleczyli dr Ewę Kurek z filosemityzmu. 

Film bardzo ciekawy, wręcz obowiązkowy, kolejny raz pokazuje, że słowa Żyda, rabina Schudricha w Jedwabnem są WAŻNIEJSZE NIŻ POLSKIE PRAWO!!!! Że dziennikarze za duże żydowskie pieniądze dali się przewerbować na ich stronę i dziś udają „niezależnych”. 

PRAWDA jest taka jak mówi Sumliński i ludzi z nim związani. Kłamstwo o Jedwabnem poszło na cały świat i dlatego cały świat musi poznać prawdę, że jeśli Polacy mordowali Żydów, to tylko dlatego, że zostali zmuszeni pod groźbą karabinów, że Niemcy stoją za zbrodnią w Jedwabnem, jak i wieloma innymi w tamtych okolicach

Tak jak red. Sumliński, każdy z nas musi znać i propagować PRAWDĘ o Żydach w Polsce, kiedyś i dziś. Do skutku! Teraz okazuje się trzeba odzyskiwać własność pomnika w Jedwabnem i całego muzeum w Auschwitz! Te przypadki powinny doprowadzić do przepisu, że kierownikami polskich państwowych instytucji nie mogą być ludzie o obcym pochodzeniu. Tak jest o ile wiem we wszystkich niepodległych państwach. 

Kenia: Bractwo FSSPX rozwija swój apostolat

Kenia: Bractwo FSSPX rozwija swój apostolat w Nairobi

7 sierpnia 2026 fsspx.pl/kenia-bractwo-rozwija-swoj-apostolat-w-nairobi

Brak miejsc w kościele sprawia, że wielu wiernych modli się na zewnątrz świątyni

Kenia jest państwem położonym we wschodniej Afryce, nad Oceanem Indyjskim. Liczy szacunkowo około 58,6 mln mieszkańców, co czyni ją jednym z największych krajów Afryki Wschodniej. Charakteryzuje się również szybkim wzrostem demograficznym, który pociąga za sobą coraz większe potrzeby duszpasterskie. Chrześcijaństwo wyznaje ponad 80% ludności, z czego katolicy stanowią zaledwie około 20%, a pozostałą część tworzą różne wspólnoty protestanckie.

Kapłani Bractwa rozpoczęli działalność misyjną w Kenii w 1980 roku. W 2002 roku podjęto decyzję o rozszerzeniu apostolatu Bractwa w Nairobi. Trzy lata później, w 2005 roku, ukończono budowę kościoła pw. Świętego Krzyża, w którym odprawiono pierwszą Mszę Świętą. 20 marca następnego roku bp Fellay dokonał jego poświęcenia.

Parafia Świętego Krzyża rozwija się tak dynamicznie, że dziś jej mury nie są już w stanie pomieścić wszystkich wiernych. W każdą niedzielę setki osób uczestniczą w tradycyjnej Mszy – wewnątrz kościoła, pod namiotami oraz wzdłuż chodników. To, co zaczęło się od niewielkiej kaplicy, stało się dziś prężnie rozwijającą się parafią, gromadzącą rodziny z całego Nairobi i okolic.

Kościół pw. Świętego Krzyża w Nairobi

Na misji działa prężnie Międzynarodowa Szkoła Katolicka „Święty Krzyż”, realizująca program nauczania Cambridge. Szkoła opiera się na silnych wartościach katolickich i zapewnia uczniom bezpieczne środowisko edukacyjne, gwarantujące wszechstronny rozwój od wczesnych lat nauki aż po szkołę średnią.

Obecnie trwa zbiórka funduszy na budowę nowego kościoła, który będzie mógł pomieścić wszystkich wiernych pragnących oddawać cześć Bogu, pogłębiać wiarę oraz korzystać w pełni z sakramentów katolickiej Tradycji.

Pod przewodnictwem swoich kapłanów kenijscy wierni rozpoczęli projekt „Nowy kościół Świętego Krzyża” – dwuletnią inicjatywę, której celem jest zebranie do czerwca 2027 roku 2 milionów dolarów na budowę nowego kościoła oraz klasztoru w Nairobi.

Bogu niech będą dzięki za rozwój Tradycji katolickiej w Afryce!

https://youtube.com/watch?v=4TTqoAGC2gE%3Ffeature%3Doembed

Źródło

„Zabijaj” – piąte przykazanie w nowym brzmieniu, w „katolickim” przekazie prezydenta Polski

„Zabijaj” piąte przykazanie w nowym brzmieniu, w „katolickim” przekazie prezydenta Polski

Bożena Gaworska-Aleksandrowicz h

„Niech sobie mordują tych sowietów (…) bo tam, gdzie się bije Moskala, tam Polska pomaga (…) niech sobie mordują … i w ogóle nas Polaków to nie boli” jeśli wystąpienie prezydenta wzbudziło, w początkowej fazie, we mnie cień sympatii do niektórych kwieciście i patetycznie wygłoszonych wynurzeń (a wzbudziło, mimo patosu i jedwabiu na słówkach) to zlikwidował prezydent ten cień tym właśnie co sobie zostawił na koniec. I nie, nie tym: „Niech Bóg błogosławi Polsce niech żyje Polska”, bo tak;  niech Bóg błogosławi Polsce, ale niech chroni ją przede wszystkim przed szaleńcami owładniętymi skazą/ genem(?) nienawiści dla samej nienawiści (jak sztuką dla sztuki) i tak „Niech żyje Polska”, ale niech żyje wolna od serwilistów- podżegaczy wojennych na usługach wszelkiego i wszechobecnego geo-global- draństwa.

W tym ostatnim, jak prezydent mówił, punkcie omówienia swojej rocznej pracy na urzędzie, postanowił pan Nawrocki wykluczyć mnie z zaszczytu bycia Polakiem, tak wiem, jestem Polką, a on mówił o Polakach ( „i w ogóle nas Polaków to nie boli”) więc może kobiet to nie dotyczy, ale jednak postanowił wykluczyć mnie, bo mówiąc również, jak domniemać się ośmielam, w moim imieniu, wszak prezydentem nas wszystkich twierdzi, że jest, dokonał nadużycia kompetencji, wyraził w moim imieniu (nie pytając mnie o zdanie) tezę, że mnie nie boli, gdy sobie jedni drugich MORDUJĄ. Bo jeśli prezydent, jak rozumiem,  klasyfikuje przynależność do narodu skalą: – mordowanie (wskazanych do likwidacji) nie boli, to czuję się wykluczona, tak mam, czy się prezydentowi podoba, czy się nie podoba, że mnie mordowanie jednych przez drugich boli, a nakazywanie mi, iż ma mnie nie boleć (bo są warci i niewarci bólu) jest pogwałceniem moich praw to raz, a dwa, moja niezgoda z tym nakazem jest próbą  wykluczenia mnie z przynależności do narodu, z którego moje korzenie! Na to mojej zgody nie ma i nie będzie!

Bo nie takiego chcę świata, który przyzwala na mordowanie w ogóle, a już na pewno nie takiego, który przyzwala, a wręcz zachęca, czy oferuje pomocnictwo w mordowaniu kogokolwiek i to w imię geo-global- zwyczajnego draństwa, chciejstwa, maccartyzmu, czy innego -yzmu/izmu, hegemonii, czy wreszcie globalizmu.

I nie, nie będę rozwodzić się nad tym skąd korzenie wyrastają wojny na Ukrainie, każdy kto ma przynajmniej odrobinę rozeznania i trzeźwego spojrzenia na  geo-global  trendy, dążenia, procesy, doskonale wie czym jest wojna na Ukrainie i że to „proxy wojna”, i wie w czyim interesie, na czyje zamówienie. Bibliografii i poważnych nazwisk omawiających te procesy jest wystarczająco wiele, wystarczy sięgnąć. Kto natomiast nie wie, bo zwyczajnie nie chce wiedzieć, bo bezrefleksyjnie przyjmuje to co mu wiedzieć wyrobnicy, politycy, słudzy globalistów etc. itd. każą,  ten pewnie przyklaśnie prezydentowi na jego „niech sobie mordują” i nie będzie go to bolało, a dodatkowo może i poprosi Boga o błogosławieństwo w tym „dziele”, a ja wstrzymam się przed ocenami takich postaw, ja tylko pod rozwagę, przewrotnie ( wielu powie jak śmiem zrównywać – ano śmiem i nie zrównuję, a mechanizm wskazuję)  zapytam:  A co jeśli w  imię jakichś tam swoich „racji” (a ponoć mieli je uprawnione- tak przynajmniej tłumaczą)  tam na Wołyniu, w Małopolsce Wschodniej, na Polesiu i Lubelszczyźnie Ukraińcy  tak właśnie tłumaczyli bandytów z UPA  „ niech sobie mordują tych Polaków, bo tam, gdzie się bije Polaka, tam Ukrainiec pomaga  i w ogóle nas Ukraińców to nie boli” , to te „racje” były wystarczające do aktów morderstw, do pomocnictwa, do podżegania? To i może te „racje” są dziś do obrony? Dlaczego nie?!

A co jeśli  w  imię jakichś tam swoich „racji” (a ponoć mają je uprawnione- tak przynajmniej tłumaczą)  tam w Gazie, na Zachodnim Brzegu Jordanu ,w Libanie, w strefach przygranicznych z  Syrią i w Iranie, rząd Izraela tak właśnie tłumaczy: „ niech sobie mordują tych Palestyńczyków, Libańczyków, Syryjczyków, Irańczyków…, bo tam, gdzie się bije Palestyńczyka, Libańczyka, Syryjczyka, Irańczyka, tam Izrael pomaga  i w ogóle nas Żydów to nie boli” to te „racje” są wystarczające do aktów morderstw, do pomocnictwa, do podżegania? To i te „racje” są dziś do obrony? Dlaczego nie?!

I można by jeszcze wiele, wszak „racji” w świecie ile państw,  tylko po co, a raczej czemu to ma służyć?! I co gorsze, dlaczego ma nie boleć?!!!

Że niby w polskich realiach, w ramach zwyczajnej, bezrefleksyjnej rusofobii i tych wszystkich „racji”, które każą pielęgnować ją, karmić nią społeczeństwo jak tlenem, zatruwać nią ogląd na real geo-global draństwa, by tłumaczyć i przykrywać nią hipokryzję oszalałych z chęci dominacji nad światem posiadaczy fortun, że niby nam wolno więcej? I to w imię i z błogosławieństwem (na wezwanie) Boga?!

I, że mnie tę, z rodu Polaków, która hołduje zasadzie „nie ma drogi do pokoju, to pokój jest drogą” i drugiej „nie czynić nikomu tego co mi samej niemiłe”, ma nie boleć, że ktoś namawia kogoś do mordowania człowieka tylko dlatego, że jakiś -izm nas różni, jakaś ideologia i jakieś „racje”?

Otóż Panie prezydencie mnie, Polkę, z krwi i kości takie podejście boli, mord boli, mord dla mordu szczególnie boli, tak jak boli iż Prezydent mojej Ojczyzny pochwala, zezwala, podżega i obiecuje pomocnictwo w zwyczajnym zezwierzęceniu. Gdyby zamiast „mordują” padło słowo zabijają też uznałabym za szczucie, ale to mieści się w kanonie ; jest wojna, ludzie się wzajemnie zabijają (pominę, że czynią to na polecenie tych, którzy mają swoje „racje”, a ludzkie życie mają za nic ). Padło wyraźnie „niech sobie mordują” (wspomnę, że na widowni widziałam księży- bili. o zgrozo – brawo).  Domagać się śmierci, nakłaniać do mordu na kimś wskazanym do tego, by go powszechnie (delikatnie mówiąc) nie lubić, a dosadnie na wskazanym do tego, wytypowanym, by go nienawidzić, to panie  Prezydencie  zwyczajny moralny upadek … i nie, nie tych, których się do przestępstwa wzywa (nawet jeśli psychologia tłumu tłumaczy w danej chwili aplauz), to upadek moralny wzywającego – to zwyczajne zezwierzęcenie. (Coś Pan wspominał o Wołyniu … zachęcam do spojrzenia w lustro).  Był czas i momenty, że prezydent Nawrocki zyskał nić mojej sympatii, a i za niektóre decyzje nić szacunku. Pękły jak mydlana bańka, myślę, że bezpowrotnie.

Bożena Gaworska-Aleksandrowicz

Przyjdą po nas

Przyjdą po nas

Biały Dom odkrywa więcej „komunistów” i terrorystów

Filip Giraldi

W Ameryce Donalda Trumpa możesz budzić się każdego ranka, przeglądać nocne nagłówki w internecie i odkrywać coś nowego i ekscytującego. W zeszłym tygodniu mieliśmy do czynienia z mieszanką (odnowionej) wojny z Iranem i skomplikowanych zachowań w innych kwestiach, podczas gdy prezydent Trump zdaje się celować w swoich wrogów w kraju i za granicą. Sekretarz obrony USA Pete Hegseth z zadowoleniem przyjmuje eskalację globalnego chaosu. Spodziewa się wzrostu przemocy podżeganej przez USA i nakazał badanie poziomu testosteronu u żołnierzy, personelu sił powietrznych, marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej.

„Hegseth argumentuje, że ten środek, który ma stać się częścią rutynowych badań lekarskich żołnierzy po 30. roku życia, zapewni optymalną sprawność i długoterminowy stan zdrowia żołnierzy… Posunięcie to wpisuje się w koncentrację Hegsetha na wyglądzie i męskości, którą jeden z demokratów określił w tym tygodniu mianem „homoerotycznej”.

Osoby, którym brakuje wystarczającego poziomu hormonów „męskich cech”, są uznawane za niezdolne do walki, ponieważ zabójcze instynkty pielęgnowane przez Hegsetha wymagają pewnego poziomu wściekłości. Niektórym żołnierzom może zostać zaproponowana terapia w celu podniesienia poziomu hormonów.

I być może nie jest to aż tak zaskakujące, że znaczna część codziennych wiadomości zdaje się koncentrować na „najlepszym przyjacielu i najbliższym sojuszniku” Ameryki – Izraelu. Jedną z największych ironii w rywalizacji między Izraelem a resztą świata jest to, że Stary Testament, „Tora”, jest regularnie cytowany przez Waszyngton i media krajowe, aby usprawiedliwić wszystkie działania państwa żydowskiego. Dzieje się tak, mimo że poza uporczywą mitologią przeplatającą się z fantazją o Holokauście, mającą na celu podtrzymanie mitu „wybraństwa”, biblijna Judea ma niewiele wspólnego ze współczesnym Izraelem.

W rzeczywistości Judea przestała istnieć jako państwo w 70 roku n.e. [AD md] , kiedy Rzymianie zniszczyli ją, w tym Drugą Świątynię w Jerozolimie, po której nie zachował się żaden materialny ślad, i zmusili Żydów do wygnania. Następnie terytorium dzisiejszej Palestyny ​​znajdowało się pod władzą różnych mocarstw, w tym Rzymu, Bizancjum, muzułmańskich Arabów, chrześcijańskich Europejczyków, Mameluków, Turków i Brytyjczyków, aż do utworzenia państwa żydowskiego w 1948 roku z przyczyn politycznych.

Oznacza to, że przez prawie 1900 lat nie istniał ani „Izrael”, ani naród żydowski, a obecność Żydów w regionie, z którego narodził się judaizm, była marginalna. Nie istniał żaden historyczny nakaz przesiedlenia grupy cudzoziemców, których jedyną wspólną cechą była religia, której wielu z nich nie praktykowało, na ziemię, której rodzima ludność, zamieszkująca ją przez dwa tysiąclecia pod obcymi rządami chrześcijańskimi i muzułmańskimi, zaczęła się wyludniać.

Niedawni prezydenci USA próbowali przedstawiać brutalną izraelską opresję i okupację rzekomo sąsiedniego państwa Palestyny ​​jako całkowicie akceptowalne. Wynika to w dużej mierze z nonsensów rozpowszechnianych przez grupę amerykańskich fundamentalistów, często określanych mianem chrześcijańskich syjonistów. Oderwany od rzeczywistości ambasador USA w Izraelu, Mike Huckabee, najlepiej uosabia tę grupę. Ci ludzie czczą żydowską Biblię, jak można by rzec, i interpretują ją jako „wyjaśnioną” przez XIX-wieczną Biblię Scofielda. Huckabee posuwa się nawet do absurdalnego stwierdzenia, że ​​„bez Izraela, bez żydowskich fundamentów, nie byłoby Ameryki”.

Niestety, chrześcijańscy syjoniści są silnie reprezentowani w południowych i niektórych środkowo-zachodnich stanach tzw. Pasa Biblijnego i niezawodnie wybierają członków Kongresu, a nawet prezydentów, którzy priorytetowo traktują Izrael. W ten sposób mamy potwory takie jak Teksańczyk Ted Cruz, pochodzący z Arkansas Tom Cotton i niedawno zmarły mieszkaniec Karoliny Południowej Lindsey Graham, którzy dyktują politykę zagraniczną. I mamy prezydentów takich jak Joe Biden i Donald Trump, których niezwykła lojalność wobec Izraela powinna zostać zakwestionowana podczas ich kampanii!

Najnowszą próbą Kongresu USA, mającą na celu dalsze nasilenie nietolerancji Izraela wobec chrześcijan i muzułmanów, z którymi ma on dzielić dawną Palestynę, jest niedawno uchwalona poprawka do konstytucji, domagająca się równych praw do modlitwy dla Żydów na Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie. Na Wzgórzu znajduje się Meczet Al-Aksa, jedno z trzech najświętszych miejsc islamu, które według tradycji jest miejscem, w którym Mahomet został wzięty przez Allaha do nieba. Podczas powstania Izraela w 1948 roku, Jerozolima została uznana przez Organizację Narodów Zjednoczonych za miasto międzynarodowe dla wszystkich wyznań. Wzgórze było uważane za miejsce szczególne dla muzułmanów, a wyznawcy innych religii mieli do niego jedynie ograniczony dostęp.

W ostatnim czasie w Izraelu wielokrotnie pojawiały się apele ekstremistycznych polityków żydowskich o otwarcie Wzgórza. Niektórzy wzywali nawet do budowy żydowskiej Trzeciej Świątyni, a bardziej radykalne żądania posunęły się tak daleko, że domagały się całkowitego zburzenia Meczetu Al-Aksa. Zbiegło się to z nasileniem prześladowań, a nawet zamknięciem kościołów i meczetów w innych częściach miasta, z wyraźnym zamiarem uczynienia z Jerozolimy bardziej ekskluzywnej dzielnicy żydowskiej. Trump i jego zwolennicy oczywiście nie sprzeciwiali się żydowskiemu aktywizmowi, mimo że chrześcijanie są aktywnie prześladowani i odmawiani im dostępu do kościołów i miejsc świętych.

Niezależnie od Izraela, poglądy Amerykanów, którzy cenią prawo do wolności słowa gwarantowane przez Pierwszą Poprawkę, powinny być szczególnie niepokojące, biorąc pod uwagę autorytarny kierunek, jaki obiera rząd federalny. Należy wziąć pod uwagę potępienia „komunistów” i „terrorystów” przez Trumpa i jego doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego i sekretarza stanu Marco Rubio w zeszłym tygodniu, zwłaszcza tych przeważająco postępowych sił, które wydają się być na czele sprzeciwu wobec rzekomo postępowej polityki promowanej przez Biały Dom. Wydaje się, że dominuje przekonanie, że takie etykietowanie przeciwników zapewni zwycięstwo w nadchodzących wyborach uzupełniających w listopadzie, w których Demokraci są oczerniani jako antyizraelscy, między innymi. Co więcej, ma to na celu ułatwienie celowej deportacji lub uwięzienia takich osób w celu ich uciszenia, tak jak dzieje się to już w przypadku zagranicznych studentów na amerykańskich uniwersytetach.

Jeśli chodzi o obecne wydarzenia, uruchomienie przez Trumpa mało znanego sądu deportacyjnego dla „zagranicznych terrorystów” prawdopodobnie daje prezydentowi i jego zwolennikom nowe narzędzie do oczyszczania kraju z każdego, kto mógłby sprzeciwiać się zabijaniu ludzi bez procesu konstytucyjnego lub prawnego, jak miało to miejsce na Karaibach, w Iranie i Sudanie. Nie żeby Trump potrzebował nowego sądu, biorąc pod uwagę jego lekceważenie praworządności i częste arbitralne działania w napadach gniewu, karzące zarówno obywateli amerykańskich, jak i cudzoziemców.

Rozważmy na przykład niedawne aresztowanie obywatela amerykańskiego podróżującego po Hiszpanii. Jak donosi „Guardian”, hiszpańskie władze aresztowały w zeszły piątek na Ibizie 41-letniego obywatela USA Jamesa Chambersa, bogatego darczyńcę lewicowych i humanitarnych projektów na całym świecie, na prośbę Stanów Zjednoczonych. Został on przeniesiony do więzienia w Madrycie. Według rzecznika hiszpańskiego Sądu Najwyższego, Departament Sprawiedliwości USA pod rządami Trumpa ubiega się o jego ekstradycję za rzekome wsparcie finansowe Hamasu. Jest to pierwszy znany przypadek, w którym Stany Zjednoczone wystąpiły o ekstradycję obywatela pod zarzutem wspierania Hamasu. Wydarzenia te mają miejsce w tym samym czasie, gdy sekretarz stanu USA Marco Rubio zwołał w tym tygodniu konferencję z udziałem przedstawicieli 66 krajów – w tym Hiszpanii – mającą na celu zdyskredytowanie działań lewicy jako aktów terroryzmu.

W rzeczywistości Hamas jest oczywiście legalnym ruchem oporu, a o terroryzm powinni zostać oskarżeni Izraelczycy, przede wszystkim premier Benjamin Netanjahu, gdyby odważył się odwiedzić ONZ w Nowym Jorku w sierpniu. Jednak ten fakt wydaje się nie przeszkadzać Donaldowi Trumpowi i Marco Rubio. Można jedynie przypuszczać, że administracja Trumpa w ciągu najbliższych trzech miesięcy znacząco skręci w prawo i zaklasyfikuje wszystkich krytyków jako zagrożenie dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Początkowo w centrum uwagi będą cudzoziemcy w USA, ale mechanizm ten można łatwo rozszerzyć, aby objąć nim wszystkich krytyków lub zwolenników grup oporu, tak jak stało się to z obywatelem USA Jamesem Chambersem w Hiszpanii. Łatwo jest zaangażować Kongres lub doprowadzić do uznania organizacji przez Biały Dom za „terrorystyczną”, a ci, którzy wspierają ją w oporze wobec polityki USA, zostaną ukarani.

Dokładnie to się stanie, jeśli my, ludzie, nie zjednoczymy się teraz i nie położymy temu kresu!

Źródło: Przyjdą nas zabrać

Dlaczego wojny na Ukrainie nie da się zrozumieć bez zrozumienia handlu instrumentami pochodnymi

Dlaczego wojny na Ukrainie nie da się zrozumieć bez zrozumienia handlu instrumentami pochodnymi

Dirk Ellerbrock apolut/warum-der-ukraine-krieg-ohne-den-derivatehandel-nicht-zu-verstehen-ist

Dlaczego wojny na Ukrainie nie da się zrozumieć bez zrozumienia handlu instrumentami pochodnymi | Autor: Dirk Ellerbrock

Artykuł Dirka Ellerbrocka.

W styczniu 2026 roku konsorcjum pod przewodnictwem firmy inwestycyjnej TechMet i Ronalda S. Laudera, jednego z najbliższych powierników Donalda Trumpa, otrzymało kontrakt na jedno z najcenniejszych, niewykorzystanych złóż litu w Europie.

Złoże, zwane Dobra, znajduje się w obwodzie kirowohradzkim w środkowej Ukrainie i szacuje się, że zawiera od 80 do 105 milionów ton litu. W czerwcu Rada w Kijowie uchwaliła poprawki do ustawy, które wprowadziły w życie podpisaną w kwietniu i ratyfikowaną w maju umowę surowcową między USA a Ukrainą: połowa wszystkich przyszłych dochodów z nowych koncesji wydobywczych trafi do wspólnego funduszu z Waszyngtonem. Czytelnicy doniesień usłyszą przede wszystkim żargon ekonomiczny – kwoty inwestycji, łańcuchy wartości, surowce kluczowe dla transformacji energetycznej.

Nie wspomina się jednak o historii. A ta historia jest prawdziwa.

Podobnego przedsięwzięcia dokonano już trzynaście lat wcześniej, w niemal tym samym miejscu, tylko z innymi logotypami firm. W styczniu 2013 roku w Davos prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz i prezes Shell Peter Voser podpisali pięćdziesięcioletni kontrakt na zagospodarowanie złoża gazu łupkowego Juciwska w obwodach charkowskim i donieckim – inwestycję o wartości dziesięciu miliardów dolarów – w obecności ówczesnego premiera Holandii Marka Ruttego. Wkrótce potem Chevron zabezpieczył podobne roszczenia na zachodzie kraju, a konsorcjum pod przewodnictwem Exxon Mobil zabezpieczyło podobne roszczenia u wybrzeży Morza Czarnego. Łączna kwota zadeklarowanych inwestycji przekroczyła trzydzieści miliardów dolarów. Prezydent Ukrainy mówił o „wielkim wydarzeniu”, jakby obie firmy były ze sobą powiązane.

To, co wydarzyło się później, jest dobrze znane, ale rzadko przytaczane w tym kontekście: bogate w gaz regiony Krymu i wschodniej Ukrainy, niczym w żadnym innym miejscu, oparły się zamachowi stanu z lutego 2014 roku. W Słowiańsku, Kramatorsku i innych punktach dostępu do złoża Juciwskiego mieszkańcy okupowali ratusze. W ciągu kilku tygodni bogaty w surowce region przekształcił się w strefę działań wojennych. Powstanie w Donbasie pozbawiło zachodnie korporacje dokładnie tego, co właśnie zapewniły sobie w Davos – możliwości przekształcania surowców w wymierne zabezpieczenia.

To sformułowanie nie ma charakteru metaforycznego. Jak można obecnie udokumentować, był to język samych osób zaangażowanych w zamach. 18 marca 2014 roku, trzy tygodnie po upadku Janukowycza, skazany przestępca seksualny i pośrednik finansowy Jeffrey Epstein napisał krótki e-mail do Ariane de Rothschild, wówczas członkini zarządu genewskiego banku Edmond de Rothschild Group, w sprawie sytuacji na Ukrainie. W istocie, te wstrząsy otworzyły „wiele możliwości”.

Wiadomość jest częścią akt Epsteina, opublikowanych przez Departament Sprawiedliwości USA na początku 2026 roku i nie była wcześniej publikowana. Nie dowodzi ona, że ​​Epstein lub Rothschild zorganizowali zamach stanu – nie ma na to dowodów, a takie twierdzenie nie byłoby konieczne. Ujawnia coś znacznie poważniejszego i właśnie dlatego bardziej pouczającego: że w ośrodkach finansowych związek między wstrząsami politycznymi a dostępem do zabezpieczeń był uważany za coś oczywistego, w czasie rzeczywistym, jako część normalnej, codziennej działalności, na długo zanim ktokolwiek zaczął mówić o gospodarce wojennej.

Pytanie, które nasuwa się po tym, ma charakter strukturalny: dlaczego rynki finansowe w ogóle potrzebują surowców w ziemi jako „zabezpieczenia”? Odpowiedź leży w samym rynku instrumentów pochodnych. Od momentu otwarcia międzynarodowego rynku usług finansowych na mocy Protokołu WTO z 1997 roku, który wszedł w życie w 1999 roku i zniósł rozdział banków oszczędnościowych od inwestycyjnych we wszystkich 156 państwach członkowskich, pozagiełdowy handel instrumentami pochodnymi stał się jednym z najbardziej skoncentrowanych i dochodowych sektorów na świecie, kontrolowanym przez garstkę dużych banków z siedzibą w londyńskim City – jednostce administracyjnej z własnym burmistrzem, policją i systemem wyborczym, który przydziela głosy firmom na podstawie liczby pracowników.

Ta machina funkcjonuje tylko tak długo, jak długo jest stale zasilana nowymi, cennymi zabezpieczeniami: ropą naftową, gazem ziem rzadkich, metalami ziem rzadkich i litem. Jeśli podaż się nie zmaterializuje, istnieje ryzyko dodatkowych żądań kapitału, wymuszonej sprzedaży i ostatecznie załamania, jak to miało miejsce w 2008 r., kiedy to sekurytyzowane nieruchomości śmieciowe zamiast zasobów mineralnych, ale według tego samego mechanizmu.

[Aktywa sekurytyzowane to prawa lub długi (np. kredyty, pożyczki), które zmieniono w papiery wartościowe. Banki lub firmy łączą te długi w grupy. Potem sprzedają je innym inwestorom, aby szybko zdobyć gotówkę i uwolnić miejsce w swoim bilansie. md]

Konflikt w Donbasie w 2014 roku nie był zatem sporem peryferyjnym, lecz naruszeniem bezpieczeństwa. To, co nastąpiło, było logiczne, jeśli podążymy za tą logiką do samego końca: pożyczka MFW w wysokości 17 miliardów dolarów dla nowego rządu w Kijowie w kwietniu 2014 roku, zmobilizowana pod wyraźną presją zachodnich kredytodawców, by odzyskać kontrolę nad wschodem i południem. Wizyta ówczesnego dyrektora CIA Johna Brennana w Kijowie kilka dni wcześniej, którą Biały Dom potwierdził po przeprowadzeniu dochodzenia, a jednocześnie zmobilizowano 60-tysięczną Gwardię Narodową pod dowództwem szefa ochrony Andrija Parubija.

Powołanie Huntera Bidena do zarządu największej prywatnej ukraińskiej firmy energetycznej, Burismy, w maju 2014 roku, kilka tygodni po wizycie jego ojca w Kijowie, podczas której ojciec zobowiązał się do wsparcia nowego rządu w „realizacji” kontraktów energetycznych podpisanych w 2013 roku. Każde z tych wydarzeń jest udokumentowane i możliwe do indywidualnego wyjaśnienia. Łącznie ujawniają one pewien schemat: próbę wymuszenia, za pomocą środków politycznych i polityki bezpieczeństwa, tego, czego nie można już było kupić swobodnie za pomocą środków ekonomicznych.

Dwanaście lat i pełnowymiarowa wojna później, właśnie to zostało osiągnięte – tyle że teraz nie poprzez umowy o podziale produkcji między poszczególnymi korporacjami a ukraińskim rządem, ale poprzez traktat międzyrządowy, który na stałe wiąże część ukraińskich dochodów z surowców ze wspólnym funduszem z Waszyngtonem. Różnica w stosunku do 2013 roku nie polega na istocie, ale na stopniu przejrzystości. Wtedy kadra kierownicza korporacji negocjowała z prezydentem w Davos; dziś dostęp jest zagwarantowany w ustawodawstwie Rady. Około jedna piąta ukraińskich zasobów mineralnych, w tym znaczne części Donbasu, znajduje się obecnie pod kontrolą Rosji – co oznacza, że ​​to sama linia frontu decyduje, które złoża mogą nadal służyć jako zabezpieczenie funduszu. Wojna przerysowała mapę możliwości eksploatacji, a to, co pozostało, jest teraz rejestrowane, a pierwszym beneficjentem jest inwestor powiązany z Trumpem.

Każdy, kto twierdzi, że to jedynie legalna dyplomacja gospodarcza, nie rozumie istoty rzeczy. Legalna dyplomacja gospodarcza nie szuka zabezpieczenia pod ostrzałem artyleryjskim. Fakt, że dzieje się tak od 2014 roku, a w jeszcze bardziej zintensyfikowanej formie od 2022 roku, jest prawdziwym skandalem – nie ze względu na moralne ułomności jednostek, ale ze względu na immanentną logikę systemu, który nie jest już w stanie utrzymać własnego długu bez ciągłego dostępu do nowych zabezpieczeń. Od czasu uchwalenia ustawy Big Bang Act z 1986 roku londyńskie City zbudowało swoją infrastrukturę właśnie w tym celu: polisy ubezpieczeniowe na wypadek wojny w Lloyd’s, które od 1898 roku mogą pobierać wygórowane składki w przypadku wojny, oraz wolumen instrumentów pochodnych, który obecnie stukrotnie przekracza realną gospodarkę. Ta machina nie zmierza w kierunku coraz to nowych konfliktów dlatego, że jej zarządcy chcą wojen. Zmierza w ich kierunku, ponieważ system się załamie, jeśli tego nie zrobi.

Zwrot „Wojny to wojny bankierów” oddaje to powiązanie zbyt lakonicznie, by być precyzyjnym – sugeruje celowy plan, w którym w rzeczywistości działa ograniczenie strukturalne, uniemożliwiające poszczególnym aktorom podejmowanie decyzji, a zmuszające ich jedynie do ich realizacji. To właśnie czyni sytuację bardziej niebezpieczną, a nie mniej: plan można by zatrzymać, odsuwając planistów. Ograniczenie strukturalne, które stale domaga się nowych gwarancji, nie znika wraz ze zmianą personelu w Urzędzie Kanclerza lub Białym Domu. Po prostu przenosi się na kolejny front – z Bagdadu, przez Donbas, do Teheranu i, jak pokazuje sprawa Dobrej, z powrotem na Ukrainę, gdzie rachunek z 2013 roku jest teraz płacony, z dwunastoletnim opóźnieniem i z wieloma ofiarami śmiertelnymi.



+++

Źródło obrazu: John Wreford / shutterstock

+++

Źródła:

Dobra Lithium / Umowa o surowcach USA-Ukraina 2025/26
Ukrainska Pravda (angielski), 12 stycznia 2026 r. – Wyrok dla Dobra Lithium Holdings JV (TechMet/Rock Holdings): https://www.pravda.com.ua/eng/news/2026/01/12/8015797/

S&P Global Commodity Insights, 12 stycznia 2026 r. – Rezerwy, kwota inwestycji (179 mln USD), struktura PSA: https://www.spglobal.com/energy/en/news-research/latest-news/metals/011226-techmet-rock-holdings-jv-wins-rights-for-dobra-lithium-deposit-in-ukraine

Mining.com, 11 marca 2025 r. – połączenie TechMet/Lauder, udziały DFC w TechMet: https://www.mining.com/us-backed-techmet-eyes-ukraine-lithium-asset/

Transakcje Shell/Chevron/Exxon 2012/2013
BBC, 24 stycznia 2013 r. – Transakcja Shell-Ukraina, zdjęcia Rutte/Voser/Yanukovytsch w Davos: https://feeds.bbci.co.uk/news/world-europe-21191164

IndustryWeek, 25 stycznia 2013 r. – Podpisanie, cytat Janukowycza: https://www.industryweek.com/operations/energy-management/article/21959351/shell-ukraine-in-10-billion-shale-gas-deal

OSW Ośrodek Studiów Wschodnich, 30 stycznia 2013 r. – Struktura własnościowa złoża Nadra-Juzivska, przegląd wszystkich trzech złóż (Juzivska/Oleska/Skifska) wraz z lokalizacją: https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2013-01-30/ukraines-agreement-shell-shale-gas-extraction

2B1st Consulting – alokacja geograficzna Oleska (Zachód) kontra Juzivska (Wschód): https://2b1stconsulting.com/shell-to-break-gazprom-gas-monopoly-in-ukraine /

Pożyczka MFW, kwiecień 2014 r.
Komunikat prasowy MFW (program kontynuacyjny 2015 r., z przeglądem): https://www.imf.org/en/news/articles/2015/09/14/01/49/pr15107

CNBC, 30 kwietnia 2014 r. – deklaracja 17 miliardów dolarów: https://www.cnbc.com/2014/04/30/imf-approves-17-billion-loan-package-for-ukraine.html

Fundacja Jamestown, maj 2014 r. – Szczegóły wypłaty: https://jamestown.org/imf-approves-17-billion-loan-for-ukraine/

E-mail Rothschild-Epstein (marzec 2014 r., opublikowany na początku lutego 2026 r.)
RT, 2 lutego 2026 r. – Treść, klasyfikacja, kontekst Komunikat Departamentu Sprawiedliwości: https://www.rt.com/news/631852-ukraine-opportunities-epstein-rothschild/

IBTimes UK, 20 lutego 2026 r. – dodatkowy kontekst (kontrakt o wartości 25 milionów dolarów z 2015 r., dokumenty Departamentu Sprawiedliwości): ibtimes.co.uk/epstein-rothschild-email-payment-documents

euvsdisinfo.eu/report/the-coup-in-ukraine-should-provide-many-opportunities-jeffrey-epstein-said/