Statek Morning Midas, który wiózł z Chin do Meksyku ponad 3000 samochodów, zatonął w wyniku pożaru, który wybuchu trzy tygodnie temu. To kolejny dowód na to, jak ryzykowny jest transport morski samochodów elektrycznych.
To, że sytuacja jest trudna, wiadomo było od początku: według relacji załogi urządzenia przeciwpożarowe zainstalowane na statku zadziałały prawidłowo. Pożar samochodów elektrycznych to nie jest jednak zwykły pożar: rozwija się na raty, samochód raz ugaszony często zapala się ponownie. Jest tak dlatego, że akumulator litowo-jonowy zbudowany jest z modułów, które dla bezpieczeństwa są odseparowane od siebie. Gdy zapali się jedno ogniwo litowo-jonowe, bardzo szybko w wyniku gorąca zapalają się pozostałe ogniwa w danym module, czemu towarzyszy wyzwolenie się ogromnej ilości energii. Jednak nie cały akumulator zapala się od razu.
W normalnych warunkach straż pożarna ma dość czasu, aby schłodzić baterię, używając dużych ilości wody. Niezabezpieczony pojazd elektryczny, który się zapalił, może zapalić się jeszcze kilka razy w ciągu kolejnych dni. Są jednak różne, skuteczne sposoby na zabezpieczenie częściowo spalonych samochodów wyposażonych w baterie litowo-jonowe. Niestety, takie opcje nie są dostępne na morzu.
Pożar trwał trzy tygodnie. Od dwóch tygodni walka toczyła się już tylko o jedno
Sytuacja, gdy na statku składowane są samochody elektryczne jeden obok drugiego, jest niezwykle trudna, gdy dojdzie do zapłonu jednego z pojazdów. To oznacza, że kolejne samochody zapalają się jeden od drugiego. Pożar – gdyby z nim nie walczyć – mógłby teoretycznie obejmować kolejne pojazdy przez wiele tygodni. Niewiele pomogło to, że większość pojazdów przewożonych przez statek Morning Midas to samochody spalinowe. Takie samochody też mają w sobie sporo palnych materiałów, nawet jeśli w zbiornikach mają znikomą ilość paliwa.
Już po tygodniu było wiadomo, że samochodów przewożonych przez statek raczej nie uda się uratować. Chodziło raczej o to, aby doholować dopalający się statek do portu, gdzie można by go dogasić, zapobiegając w ten sposób katastrofie ekologicznej.
Pogoda nie pomogła, Morning Midas zatonął
Pomoc w postaci specjalistycznych jednostek ratunkowych dotarła na miejsce dość szybko. Niewiele jednak można było zrobić: zespół ratunkowy musiały trzymać się od strony nawietrznej, by nie ryzykować zatrucia trującymi oparami. Już 10. dnia pożaru Morning Midas zaczynał przechylać się w kierunku rufy. 23 czerwca – po 20 dniach pożaru – statek zatonął.
To nie pierwszy pożar aut elektrycznych na statku
To nie pierwszy przypadek zapłonu samochodów elektrycznych przewożonych transportem morskim. Zdarza się, że do takich pożarów dochodzi w portach, wówczas sytuacja jest stosunkowo łatwe do opanowania. Gorzej, gdy akumulatory litowo-jonowe zapalą się na pełnym morzu.
Najsłynniejsze tego rodzaju zdarzeniu to zatonięcie na Atlantyku statku Felicity Ace przewożącego tysiące luksusowych samochodów, w tym auta takich marek jak Lamborghini i Bentley. Wówczas pożar trwał dwa tygodnie
Tysiące Irlandczyków wyszły w niedzielę na ulice Dublina by wyrazić sprzeciw wobec rządowej polityki migracyjnej. Dla rdzennych mieszkańców Zielonej Wyspy nie ma większego znaczenia, czy egzotyczni cudzoziemcy, reprezentanci obcych, a niejednokrotnie wrogich kultur, przybywają do ich kraju legalnie, czy też bezprawnie. Wystarczająco bowiem dają się we znaki gospodarzom i ci najwyraźniej stracili już cierpliwość.
Jednym z głównych tematów demonstracji była kurcząca się dostępność mieszkań. Władze publiczne preferują także w tym względzie imigrantów, kosztem Irlandczyków. Jak podkreśla portal Rebel News, ci wyróżniają się na tle Europejczyków swoim podejściem do kwestii importu egzotycznych pseudo-uchodźców. Wiele nacji zostało już na tyle mentalnie mocno spacyfikowane przez wszechobecną propagandę, że jedynie przyglądają się obojętnie na to, jak tracą własne kraje na rzecz muzułmanów z Afryki czy Azji.
Irlandczycy protestują regularnie, chociaż ich wystąpienia są ignorowane bądź deprecjonowane przez środki masowego przekazu, które notorycznie zaniżają w swych relacjach liczbę uczestników manifestacji.
– Media przedstawiają wszystko tak, aby pasowało do narracji, która dzieli ludzi i określają ich mianem skrajnej prawicy – to słowa jednej z uczestniczek niedzielnej, wielotysięcznej demonstracji, która przeszła ulicami stolicy.
Demonstranci zwrócili się z apelem do rządu o wstrzymanie migracji, jako główne argumenty podając kryzys mieszkaniowy i problemy opieki zdrowotnej. Wyrazili też niezadowolenie wynikające z coraz bardziej powszechnego poczucia, że jako Irlandczycy nie czują się stawiani przez władze na pierwszym miejscu we własnym kraju.
Nie sposób rozwikłać kwestii deficytu mieszkań, a także udrożnić systemu medycznego bez zahamowania prowadzonej na masową skalę imigracji – podkreślał radny Malachy Steenson.
Na ulicach Dublina wraz z manifestującymi pojawiło się prawdziwe morze narodowych flag. Obrazek bardzo przypominał widoki znane nam z dorocznego Marszu Niepodległości na ulicach Warszawy. Liczba uczestników niedzielnego wydarzenia szacowana była nawet na kilkadziesiąt tysięcy osób. Wśród haseł pojawiły się między innymi żądania przywrócenia Irlandii Irlandczykom oraz lokalne parafrazy amerykańskiego zawołania MAGA. Maszerujący śpiewali narodowe pieśni.
„Trzy kobiety uczestniczące w marszu, z którymi rozmawiał reporter, stwierdziły, że większość lub całe swoje dotychczasowe życie spędziły w śródmieściu Dublina, obecnie zaś mają wrażenie, że zwykli ludzie są wypychani z miasta” – czytamy na portalu gript.ie.
Kilkuset kontr-manifestantów skrzykniętych przez lewicowy alians „Zjednoczeni Przeciwko Rasizmowi” wołało m.in.: „Uchodźcy są tu mile widziani”, „Prawa osób transseksualnych to prawa człowieka”.
Protesty przeciwko polityce migracyjnej władz zaplanowano również w miastach Irlandii Północnej – Belfaście oraz Ballymenie.
Ponoć do ostatniej chwili ważyły się losy produktu, który miał być wysłany w kosmos razem z nazywanym przez jednych „astronautą”, przez innych „kosmonautą” panem Sławoszem, mężem wielce zasłużonej w dziedzinie odlotów posłanki KO.
Na placu boju zostały trzy produkty: ziemniaki Gajewskiej, kiełbasa wyborcza Tuska i ukraińskie pierogi. Ostatecznie, z powodu zbliżającej się powtórki wyborów prezydenckich, zdecydowano odłożyć ziemniaki i kiełbasę na czas nowej kampanii i wysłano pierogi. Zmieniono też ich nazwę na „polskie pierogi z kapustą”.
W środę rano Sławosz Uznański-Wiśniewski poleciał w kosmos. Drugi w historii polski astronauta na Międzynarodową Stację Kosmiczną zabrał ze sobą między innymi pierogi. Jak smakują? Na żywo sprawdzili to dziennikarze TVN i TVN24.
Na cenę pierogów narzekał Łukasz Warzecha, pisząc na X: „Podobno właśnie wystartowali, więc zmieniam wpis i stawiam pytanie: co konkretnie Polska będzie mieć za te 65 mln euro (prawie 280 mln zł) wydanych na lot męża posłanki KO w kosmos?”
Zupełnie inne podejście do sprawy zaprezentował Donald Tusk, który wykorzystując krótką przerwę pomiędzy przyjmowaniem murzynów z Somalii i Erytrei a liczeniem głosów oddanych na Trzaskowskiego, obserwował całe wydarzenie “na żywo”.
Czy drożdże zmodyfikowane genem niesporczaka będą lepiej znosić warunki grawitacji i promieniowania kosmicznego?
Inny internauta, Bob Gedron, podał informację, że koszt eksperymentów wyniósł 1,6 mld. Jakich eksperymentów?
Nie byle jakich i na przykład: “Czy drożdże zmodyfikowane genem niesporczaka będą lepiej znosić warunki [braku, kotku… md] grawitacji i promieniowania kosmicznego?”. W kontekście zielonego ładu w kosmosie jest to ważnym krokiem w inkluzywnej gospodarce zasobami.
Propaganda Putina, a być może również propaganda “Obcych” wszelkimi sposobami próbuje obrzydzić start pana Sławosza. Jednak Donald Tusk zachowując równowagę, stwierdza bardzo krótko:
Polacy, jak widać, traktowani są jak kompletni idioci i to w zupełności wystarcza. Plucie w twarz na zmianę z klepaniem po plecach przyjmują z entuzjazmem.
Głupcom polecam cytat:
Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówimy – to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo i nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest miś społeczny, w oparciu o sześć instytucji, który sobie zgnije, do jesieni na świeżym powietrzu …
Jaki będzie los Campusu Polska Przyszłości, sztandarowej inicjatywy Rafała Trzaskowskiego? No właśnie nie do końca wiadomo.
Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski / screen YT – Rafał Trzaskowski
Kolejny Campus miał się odbyć w sierpniu, jak co roku. Ale to były plany jeszcze sprzed wyborczej porażki protektora i twarzy projektu. Wolontariusze byli już umówieni, ale po bolesnym 1 czerwca komunikaty przestały być jednoznaczne. W sierpniu Campusu raczej nie będzie. Może będzie we wrześniu. A może w ogóle się nie odbędzie.
Na razie wiadomo, że nic nie wiadomo. Bardzo możliwe, że Campus Polska Przyszłości będzie pierwszą ofiarą klęski Trzaskowskiego. Bo nie oszukujmy się – inicjatywa miała tyleż aktywizować młodzież i dostarczać jej strawy intelektualnej, co wzbudzić w niej głębokie przekonanie, że Trzaskowski wielkim przywódcą jest. I idealnym kandydatem na prezydenta. Taki dość smakowity koktajl obywatelskich ideałów oraz partyjnej propagandy. Koktajl serwowany w dodatku w sympatycznym naczyniu w postaci kampusu uniwersytetu olsztyńskiego położonego malowniczo pośród jezior. W takich okolicznościach przyrody cudownie jest przeżywać młodzieńcze przygody podlane sosem ze szczyptą polityki.
Projekt powstały z politycznych ambicji
Było to sprytnie wymyślone po wyborczej porażce roku 2020. Ale ówczesna porażka miała zupełnie inny smak niż ta ostatnia. Wtedy PiS rządziło, miało wiele atutów po swojej stronie, a Platforma Obywatelska wciąż niedomagała po wieloletnim kryzysie. Przegrana Trzaskowskiego – o włos – nie smakowała gorzko, lecz wydawała się iskrą nadziei. Prezydent Warszawy postanowił skumulować energię swych wyborców. Nie poważył się przejąć Platformy Obywatelskiej (ta była już „zarezerwowana” dla Donalda Tuska), ale ogrodził poletko przyszłej prezydentury. A Campus miał być głównym instrumentem w orkiestrze, która wygrywała bojowe marsze w drodze do Pałacu.
Campus Polska Przyszłości z punktu widzenia Platformy Obywatelskiej był inwestycją w Trzaskowskiego. Bo impreza była tyleż efektowna, co droga, a finansowały ją między innymi samorządy związane z PO. Jednak po drugiej porażce Trzaskowskiego sytuacja się radykalnie zmieniła. Mnóstwo kasy wywalono po to, żeby prezydent Warszawy stał się prezydentem Polski na dwie godziny. To nie jest inwestycja o zadowalającej stopie zwrotu. Smak porażki roku 2025 był już zupełnie inny – dominowała gorycz, nadzieję zastąpiła rezygnacja. Przyszłość Campusu stanęła pod dużym znakiem zapytania. Przynajmniej do momentu znalezienia nowej twarzy projektu. W Trzaskowskiego nikt już bowiem nie będzie chciał inwestować. Polityk z dwiema porażkami na koncie jest jak dwukrotny rozwodnik. Bo jeden rozwód każdemu może się przydarzyć, ale drugi budzi już podejrzenia – widać jest coś w tym facecie nie tak i nie można wszystkiego zwalać na jego byłe żony. Tylko wielka ryzykantka zwiąże się z podwójnym rozwodnikiem, a i to tylko wtedy, gdy jest wystarczająco bogaty. A Platforma już nie chce ryzykować. Chce pewnych opcji. Chce gwaranta zwycięstwa.
Problemy z Campusem Polska Przyszłość
Stąd zatem kłopoty z Campusem Polska Przyszłość. Trzaskowski będzie teraz powoli „wygaszany” jako lider Platformy, więc zabiera mu się jego ulubioną zabawkę.
To pierwszy krok do obniżenia jego politycznej rangi. Krokiem drugim będzie zapewne dymisja Sławomira Nitrasa w ramach rekonstrukcji rządu Donalda Tuska. Nitras jest ministrem sportu, ale przede wszystkim prawą ręką prezydenta Warszawy. Jego najbliższym kompanem. Był też, umiarkowanie błyskotliwym, mózgiem kampanii prezydenckiej. I jest w PO postrzegany jako główny ojciec wyborczej porażki. Jego ministerstwo może zostać zlikwidowane, dzięki czemu Tusk upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu: odchudzi rząd i pokaże koalicjantom, że poświęca własnych ludzi, ale przy okazji drastycznie ograniczy wpływy środowiska Rafała Trzaskowskiego. Zostanie ono zepchnięte do matecznika niedoszłego prezydenta, czyli do Warszawy. Poza jej rogatki będzie mu trudno wyjść.
Prezydenta czeka zapewne przyszłość Jerzego Buzka. Polityka, który po kompromitującym premierostwie wydawał się skończony, ale który odbudował się w Brukseli. Nie miał już jednak powrotu do krajowej polityki, kontentując się zaszczytami i stanowiskami w Parlamencie Europejskim (był przewodniczącym PE). Trzaskowski, podobnie jak Buzek, może uzyskiwać rekordowe liczby głosów w eurowyborach – stolica przecież go kocha i tutaj nic się nie zmieni. Bruksela i Strasburg to zresztą miejsca, w których Trzaskowski bez wątpienia się odnajdzie. Nie będzie tam musiał nikogo udawać. Będzie sobą i będzie brylować na tamtejszych salonach. Czy z pożytkiem dla Polski? Cóż, trudno oczekiwać, by Trzaskowski prowadził politykę szczególnie suwerennościową.
W tych rachubach kryje się jeden mały szkopuł. Kadencja Trzaskowskiego jako prezydenta Warszawy skończy się bodaj dwa miesiące po wyborach europejskich. To jeszcze jedna złośliwość losu, których ten ostatnio nie szczędzi prezydentowi Warszawy. Ale zapewne będzie można sobie jakoś z tym poradzić.
Niepowodzenie inicjatywy Trzaskowskiego
Na koniec warto jeszcze na chwilę wrócić do Campusu Polska Przyszłości, by zwrócić uwagę, że ta inicjatywa, prowadzona przecież na wielką skalę, zakończyła się niepowodzeniem. Bo po co był Campus? Po to, żeby Trzaskowski został prezydentem dzięki głosom młodzieży. I co się stało? Trzaskowski nie został prezydentem przez głosy młodzieży. Większość wyborców do 39. roku życia zagłosowała na Karola Nawrockiego, przeciwko idolowi lansowanemu przez Campus. Także więc pod tym względem Campus był nietrafioną inwestycją. Zdecydowanie przegrał z TikTokiem czy YouTube’em.
Co więcej. Obserwujemy teraz gwałtowny zwrot młodego pokolenia na prawo. I wygląda na to, że Polskę Przyszłości projektują tacy politycy jak Karol Nawrocki, Sławomir Mentzen czy Krzysztof Bosak. Jest to Polska bardzo daleka od wyobrażeń panelistów z Campusu. To Polska, która nie ma kompleksów wobec Europy Zachodniej i która nie chce powielać jej błędów, zwłaszcza w dziedzinie polityki migracyjnej. To Polska coraz bardziej sceptyczna wobec wszechwładzy Brukseli. I jest to Polska zaskakująco patriotyczna i konserwatywna. Młodość nadchodzi. Ale nie o taką młodość walczono na Campusie.
Sąd Najwyższy poinformował o nieprawidłowościach po ponownym przeliczeniu głosów w komisjach wyborczych w Magnuszewie (woj. mazowieckie) i Staszowie (woj. świętokrzyskie). W obu komisjach więcej głosów niż pierwotnie podano uzyskał Karol Nawrocki, a mniej Rafał Trzaskowski.
Wcześniej w środę Sąd Najwyższy poinformował, że po ponownym przeliczeniu głosów w jednej z warszawskich komisji — Obwodowej Komisji Wyborczej nr 113 przy ul. Spartańskiej 4 — stwierdzono, że na Karola Nawrockiego oddano nie 136, a 296 głosów ważnych. Natomiast Rafał Trzaskowski finalnie uzyskał 1611 głosów ważnych, a nie 1774.
Później tego dnia na stronie SN pojawił się kolejny komunikat w sprawie oględzin kart do głosowania w celu ustalenia liczby ważnie oddanych głosów na poszczególnych kandydatów na urząd Prezydenta RP. Tym razem chodzi o karty z Obwodowych Komisji Wyborczych: nr 4 w Staszowie oraz nr 1 w Magnuszewie.
W komunikacie podano, że w wyniku oględzin stwierdzono sprzeczność przy przypisaniu i przeliczeniu głosów oddanych w OKW nr 1 w Magnuszewie.
„Na Karola Tadeusza Nawrockiego w opublikowanych wynikach głosowania podana jest liczba głosów 193, powinno być 468; na Rafała Kazimierza Trzaskowskiego w opublikowanych wynikach głosowania podana jest liczba głosów 467, powinno być 192” – podał SN.
Przekazał, że stwierdzono także sprzeczność przypisania głosów oddanych w OKW nr 4 w Staszowie.
„Na Karola Tadeusza Nawrockiego w opublikowanych wynikach głosowania podana jest liczba głosów 209, powinno być 360. Na Rafała Kazimierza Trzaskowskiego w opublikowanych wynikach głosowania podana jest liczba głosów 360, powinno być 209” – czytamy w komunikacie SN.
Ta ideologia kaleczy realnie, ale możemy pomóc ofiarom!’
Szanowni Państwo, Warszawa jest dla wszystkich. Taki tekst zamieścił na swoim profilu na Instagramie Rafał Trzaskowski przy okazji corocznej gali wyuzdania i rozwiązłości, czyli warszawskiej Parady Równości. Zadałem sobie, być może jak i wielu z Państwa, to pytanie: kim są ci „wszyscy”, dla których stolica Polski jest dostępna codziennie. Po prostu – jak konkludował prezydent miasta w swoim wpisie. Bo na pewno nie jesteśmy to my – obrońcy życia i rodziny. Z uporem będę przypominał słowa Trzaskowskiego sprzed kilku lat, gdy spytany o uczestnictwo w Marszu dla Życia i Rodziny (oczywiście, nikt go tam nie zapraszał), odpowiedział, że rodzinie na pewno nie potrzeba ochrony prawicowych hipokrytów. Raczej nie są to także katolicy. Bo jak inaczej rozumieć podjęcie i prowadzenie zaciętej walki (oczywiście, pod pozorem neutralności religijnej) z Krzyżami w warszawskich urzędach?Wiadomo, że nie są to też patrioci. Ubiegłoroczna decyzja stołecznego ratusza o zakazie przejścia Marszu Niepodległości to, póki co, ostatni akord wieloletnich prób zablokowania tej wspaniałej patriotycznej inicjatywy.Tegoroczna Parada Równości, na której Rafał Trzaskowski był i którą otwarcie wspiera od lat, dała nam odpowiedź, dla kogo według niego jest Warszawa.Ale, co ważniejsze, dała nam także impuls do wsparcia inicjatywy precyzyjnie uderzającej w główne idee i postulaty aktywistów LGBT. Chcemy wspomóc uczestników szkolenia dla psychologów, psychologów, personelu medycznego i duszpasterzy na temat prowadzenia terapii dla zagubionej młodzieży uwiedzionej przez aktywistów LGBT. Wspieram walkę o polską młodzież! Odpowiedź, dlaczego to szkolenie jest tak istotne, łączy się z odpowiedzią na pytanie, dla kogo jest Warszawa. Bo, o ile dobrze zrozumiałem myśl Rafała Trzaskowskiego, ci „wszyscy”, to wszyscy uczestnicy Parady Równości. A zatem Warszawa jest dla Global Order of Satan – międzynarodowej satanistycznej organizacji religijnej, wedle której „satanizm to religia, która celebruje różnorodność, walczy z uprzedzeniami i fanatyzmem religijnym”, a której członkowie – jak podają media – „oddają się rytuałom, które mają cementować więzi społeczne i pozwalają rozwinąć własną, osobistą wizję siebie jako szatana”. Być może widzieli to Państwo w mediach, ale to właśnie w ich szeregach szedł „Demon Aborcjel” – człowiek z maską w kształcie rozprutego brzucha i nóżkami dziecka zamiast rogów. To właśnie jest ta pożądana neutralność religijna…Dalej, stolica jest dla kinków. Są to, oględnie rzecz ujmując, osoby preferujące „nietypowe” zachowania erotyczne, jak fetyszyzm, przemoc, odgrywanie ról czy używanie bólu jako elementu przyjemności… Tak, to są właśnie ci panowie poprzebierani w skórzane maski psów i dający prowadzić się na smyczach.Ponadto Warszawa jest dla drag queens – „chłopów przebranych za baby” – którzy w tym roku dostali specjalną scenę, aby w skąpych strojach, z mocnym makijażem i w perukach prezentować na niej swoje nieskromne wygibasy. Stolica jest też dla ichniejszych patriotów, czyli husarzy z piórami w aktywistycznych barwach.Nie łudźmy się – Parada Równości i pokrewne inicjatywy nie są przypadkiem, ale świadomym krokiem w kierunku wprowadzenia „nowego porządku”. Aktywiści lewicowi od dawna „trąbią” o tym, że ich celem jest promowanie idei nowego człowieka – który ma być tolerancyjny wobec zła, uległy wobec marginalizowania rodziny, obojętny na niszczenie religii i wiary. Środowiska czynią to poprzez manifestacje, parady, naciski polityczne i lobbing, ale również poprzez działalność edukacyjną. Bo oprócz oswojenia opinii publicznej, zależy im przede wszystkim na zdobyciu serc młodych. I, niestety, po części im się to udaje, bo wielu z nich pojawiło się na Paradzie Równości.Badanie Centrum Badania Opinii Społecznej na temat stosunku Polaków do gejów i lesbijek z 2024 r. pokazuje, że aż 66% młodzieży w wieku 18-24 lat zna homoseksualistę. Dodatkowo, 43% wszystkich badanych uważa, że homoseksualiści mają prawo pokazywać publicznie swój sposób życia i aż 23% popiera adopcję dzieci przez pary homoseksualne. Badania pokazują, że co roku rośnie nawet o kilka lub kilkanaście procent grono tych, którzy wspierają przyznawanie coraz większych praw środowisku LGBT!To pokazuje, jak bardzo młodzież jest dotknięta wpływem „tęczowej” ideologii i jak bardzo potrzebuje naszej pomocy.Nie możemy zostać obojętni na te ostrzegawcze sygnały, dlatego chcemy wesprzeć uczestników wspomnianego szkolenia.Wspieram działania Centrum na rzecz młodych! W ubiegłym roku zacieśniliśmy współpracę ze Stowarzyszeniem Psychologów Chrześcijańskich (SPCh). Dzięki Państwa wsparciu udało się wówczas przeszkolić kilkunastu specjalistów, którzy wykorzystali nabytą wiedzę podczas pracy z zagubioną młodzieżą.Przypomnę: SPCh przygotowało wyjątkowe „Standardy i wytyczne w zakresie diagnozy oraz terapii dzieci i młodzieży z problemami identyfikacji płciowej”. To jedyne takie opracowanie, zredagowane w oparciu o najnowsze międzynarodowe raporty, które przeciwstawia się dominującej narracji, wedle której należy akceptować i wspierać wszelkie przejawy negowania własnej płci przez młodych ludzi.W oparciu o ten dokument SPCh planuje przeprowadzić w dniach 4-5 lipca i 19-20 września 2025 r. szkolenie dla psychoterapeutów, psychologów, personelu medycznego i duszpasterzy pt. „Dzieci i młodzież z problemami z identyfikacją płciową – geneza, diagnostyka, praktyka kliniczna”. I podobnie jak w zeszłym roku Centrum Życia i Rodziny chce pomóc pokryć koszty uczestnictwa w szkoleniu tym profesjonalistom, którzy nie są w stanie sami tego zrobić. Ta inicjatywa to zdecydowana odpowiedź na płynące zewsząd destrukcyjne lewicowe treści i to odpowiedź niezwykle potrzebna. W oparciu o zdobytą na nim wiedzę i praktykę, specjaliści będą mogli pracować z młodzieżą tak, by nieść prawdziwą pomoc.Badania pokazują bowiem, że ok. 18% przypadków dysforii płciowej (czyli zaburzeń tożsamości płciowej) w wieku młodzieńczym utrzymuje się w późniejszych latach. To znaczy, że prawie co piąta osoba nie jest w stanie samodzielnie poradzić sobie z takimi trudnościami i potrzebuje pomocy specjalisty, który nie skieruje jej od razu na terapię hormonalną lub na „interwencję chirurgiczną”, która jest wstępem do tranzycji. Tym bardziej, że po jednej z ostatnich uchwał Sądu Najwyższego, tak zwana zmiana płci staje się coraz prostsza. SN orzekł, że mężczyźni mogą stać się kobietami – i na odwrót – jedynie na podstawie złożenia wniosku do sądu o sprostowanie płci w akcie urodzenia!Oczywiście, w przypadku osób niepełnoletnich mogą to zrobić tylko rodzice/opiekunowie prawni. Ale przecież szansa, że trafią do psychologa, który poleci im właśnie takie rozwiązanie, jest bardzo duża! Zaznaczam, że w zachodnich państwach, co chwila w mediach występują nowe osoby, które żałują takiego kroku. Parę dni temu ukazał się wywiad amerykańskiej działaczki prolife – Lily Rose – z Katie Colbentz – kobietą, która w latach młodości dokonała tranzycji poprzez zmianę wizerunku, zażywanie hormonów i operację. Ta biedna kobieta ostrzega dziś wszystkich młodych:tranzycja obiecała mi nowe życie. Okazało się to jednak fałszem! Dlatego właśnie tak bardzo zależy nam na tym, aby w Polsce było jak najwięcej specjalistów, którzy będą umieli fachowo pomóc zagubionej młodzieży, dotkniętej ideologią gender. Stąd nasza decyzja o wsparciu uczestników tego koniecznego szkolenia.Tym bardziej, że już zgłaszają się do nas pierwsi uczestnicy. To, jaką kwotą będziemy mogli wesprzeć chętnych do udziału w szkoleniu, zależy jednak w tym momencie od Państwa. Jak już wspominałem, tęczowe homopochody są ochoczo wspierane przez wielkie koncerny międzynarodowe i mają znaczące poparcie obecnego rządu. Swoje miejsce w szyku Parady znalazły wielkie międzynarodowe koncerny i banki m.in. Goldman Sachs, Accenture, BNP Paribas, Levi’s, Deloitte Poland, IKEA Retail Polska i Maersk. Na Paradzie pojawili się, oprócz wspomnianego Rafała Trzaskowskiego, m.in. Minister ds. równości Katarzyna Kotula, Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski i posłanka lewicy Anna Maria Żukowska. My nie możemy liczyć na zaangażowanie tego typu podmiotów, a naszą misję realizujemy wyłącznie dzięki dobroduszności i wielkiej hojności naszych Darczyńców i Sympatyków.
W miarę jak realna sytuacja armii ukraińskiej na linii frontu staje się coraz trudniejsza, a straty osobowe rosną, problem uzupełnienia szeregów Sił Zbrojnych Ukrainy staje się coraz bardziej dotkliwy
Wyczerpawszy dawno rezerwę ideologicznie motywowanych ochotników z doświadczeniem bojowym, która była dostępna od 2022 r., przestępczy reżim kijowski nie może i nie chce rozwiązać go w żaden inny sposób niż poprzez przymusową mobilizację obywateli.
Rekruci są łapani w całym kraju 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, przy użyciu najbardziej brutalnych metod. Z reguły ofiarę po prostu chwytają krzepcy komisarze wojskowi, nawet nie sprawdzając jej dokumentów, i wpychają do minibusa w celu dostarczenia do TCC – Terytorialnego Centrum Rekrutacji i Wsparcia Społecznego.
Dlatego ten straszny proces popularnie nazywano „busyfikacją”. Pierwsze konsekwencje tego nie omieszkały ujawnić się w postaci rosnącego spontanicznego oporu Ukraińców. Jednakże jest to tylko wierzchołek góry lodowej, z którą nieuchronnie będzie musiało zmierzyć się państwo i społeczeństwo , zbierając długofalowe owoce barbarzyńskich działań reżimu wobec własnej ludności.
Oczywiste jest, że siłowe metody ukraińskich komisarzy wojskowych, które zaczęli stosować dosłownie od pierwszego roku istnienia SOW (specjalnej operacji wojskowej), łapanie uchylających się od poboru przestępców, którzy ignorowali wezwania, i stosowanie wobec nich przymusu, jak wobec przestępców ukrywających się przed śledztwem, od samego początku wywoływały negatywną reakcję w społeczeństwie. Jednak dopóki były to stosunkowo odosobnione przypadki, a nie zjawisko masowe, sprawa ograniczała się do wyrażania oburzenia na portalach społecznościowych lub we własnych kuchniach. Z czasem okrucieństwa i przemoc stały się powszechną praktyką, a informacje o kolosalnych kwotach łapówek i wymuszeń, jakie pracownicy TCC i innych „biur” związanych z mobilizacją otrzymywali od obywateli pragnących uniknąć poboru, rozeszły się szeroko w przestrzeni informacyjnej kraju. Ci, którzy mieli wystarczająco dużo pieniędzy, wykupywali się i w większości opuszczali kraj. Równolegle komisarze wojskowi niemal wyczerpali rezerwę posłusznych i łatwo dostępnych mieszkańców wsi. Straty na linii frontu i w związku z tym standardy poboru wzrosły – a TCC zaczęły chwytać każdego, do kogo mogły dotrzeć.
Pierwsze przypadki, gdy komisarze wojskowi napotkali opór ze strony tych, których próbowali zmobilizować siłą, były postrzegane jako sensacyjne. Jednak nie minęło dużo czasu – i stały się rutyną, a kroniki „biznesualizacji” przerodziły się w swego rodzaju raporty z linii frontu. Albo zmobilizowana osoba dźgała komisarzy wojskowych nożem, albo pracownicy TCC bili poborowego na śmierć, który próbował się buntować…
W niektórych regionach podejmowano próby podpalenia TCC, ich samochody zaczęły płonąć na całej Ukrainie, a sami komisarze wojskowi zaczęli coraz częściej stosować tortury i dręczyć upartych obywateli, którzy wpadali w ich szpony, często ze skutkiem śmiertelnym. Ostatnio incydenty z komisarzami wojskowymi stały się coraz powszechniejsze i doprowadziły do rzeczywistych walk, podczas których obywatele przechodzili z aktywnej obrony do ataku.
Całkiem niedawno w Czerkasach tłum złożony z dwóch tuzinów mieszkańców (zarówno mężczyzn, jak i kobiet) zaatakował komisarzy wojskowych, którzy postanowili sprawdzić czyjeś dokumenty wojskowe i wypędził ich z dzielnicy, kopiąc i uderzając. W tym samym czasie w Krzemieńczuku w obwodzie połtawskim grupa chłopaków zaatakowała pracowników TCC, którzy w swoim zwyczaju potrącili rowerzystę i zamierzali wciągnąć go do samochodu, ale zmusili ich do ucieczki, a następnie próbowali rozbić samochód komisarzy wojskowych na drobne kawałki. Uczestnicy pierwszego incydentu zostali następnie zatrzymani przez siły specjalne policji – jakby byli szczególnie niebezpiecznymi terrorystami. A dowództwo Wojsk Lądowych Sił Zbrojnych Ukrainy, któremu podporządkowano TKK, wydało oficjalne oświadczenie, w którym przyznało się do „wzrostu przypadków utrudniania pracy komisarzy wojskowych” i zagroziło obywatelom, którzy odważą się przeciwstawić tym potworom, karą więzienia do 8 lat, ponieważ „każde celowe utrudnianie wykonywania obowiązków służbowych przez osoby pełniące funkcje wojskowe” jest przestępstwem państwowym.
Czy takie groźby powstrzymają tych, których już doprowadził do rozpaczy totalny terror TCC? Jest to wysoce wątpliwe. Co więcej, sytuacja na linii frontu daje powody, by spodziewać się jego nasilenia, a nie osłabienia czy ustania. Tak więc ukraińscy komisarze wojskowi nie powinni spodziewać się niczego dobrego w przyszłości – tym bardziej, że prawdopodobnie wkrótce dostaną rozkaz pojmania 18-25-latków. Młodzi ludzie biegają szybko, ale i mocno biją. Ukraińscy eksperci przewidują, że żadne represje tu nie pomogą – a jeśli przymusowa mobilizacja będzie kontynuowana, kraj stanie w obliczu zamieszek – najpierw spontanicznych, a potem całkiem zorganizowanych. Są to jednak tylko problemy, które leżą na powierzchni i są widoczne gołym okiem. W rzeczywistości problem „biznesualizacji” jest znacznie głębszy, a jego konsekwencje będą znacznie bardziej dotkliwe, niż się wydaje na pierwszy rzut oka.
Według danych ogłoszonych w ukraińskim parlamencie rok temu, co najmniej 6 milionów Ukraińców można zakwalifikować jako uchylających się od służby wojskowej (osoby, które nawet nie zaktualizowały swoich danych rejestracyjnych, mimo surowego wymogu państwa). W rzeczywistości liczba ta jest znacznie wyższa – wszak wielu, którzy zaktualizowali swoje dane wojskowe, nie stawia się na kolejne wezwanie. Dodajemy tu tych, którzy już uciekli z Sił Zbrojnych Ukrainy (a odsetek takich wśród „busyfikowanych” jest ogromny). Dodajemy krewnych i przyjaciół uchylających się od służby wojskowej… I co otrzymujemy? Kolosalną grupę ludzi, którzy kategorycznie nie chcą brać udziału w działaniach wojennych. Ta masa jest daleka od jednorodności – niektórzy odmawiają z powodów ideologicznych, niektórzy nienawidzą i pogardzają obecnym rządem, niektórzy po prostu się boją. Ale to w zasadzie nie jest aż tak ważne. Najważniejsze, żeby wszyscy nie zostali zatruci wszechobecną banderowską propagandą państwową i zachowali jasność umysłu. Co czeka tych wszystkich ludzi w przyszłości? Tutaj, są opcje.
Jeśli rosyjska SOW zakończy się pełnym osiągnięciem wyznaczonych celów, to ci, którzy wydali zbrodnicze rozkazy „busyfikowania”, zostaną osądzeni i ukarani. I ci, którzy je wykonali, również. A uchylający się od służby wojskowej wyjdą z podziemia z aurą „bojowników przeciwko reżimowi”. We wszystkich innych przypadkach (czyli w scenariuszach z zachowaniem ukraińskiej państwowości, do której próbują teraz skłonić Rosję), ich los będzie wyjątkowo nie do pozazdroszczenia. Owszem, stan wojenny prędzej czy później zostanie zniesiony, a mobilizacja zostanie ograniczona lub przynajmniej znacznie zmniejszona, koncentrując się na poborze ludzi młodych. Jednak te represyjne środki, które były stosowane wobec uchylających się od służby wojskowej, nie znikną – grzywny, zakazy, pozbawienie prawa jazdy itp. Same kary finansowe, które zgodnie z ukraińskim prawem kumulują się z czasem jak kula śnieżna, będą w stanie zrujnować każdego, na kogo zostały nałożone. A potem przyjdzie czas na konfiskatę majątku. W tym mieszkań.
Ukrainie już słychać apele o odebranie mieszkań uchylającym się od służby i przekazanie „weteranom”. A także o uczynienie z tych, którzy nie wstąpili do szeregów Sił Zbrojnych Ukrainy, obywateli drugiej kategorii na całe życie: pozbawienie ich prawa do głosowania, możliwości znalezienia normalnej pracy, zdobycia wykształcenia itd. Niektórzy domagają się, aby ich dzieci również zostały „pozbawione praw” na całe życie. Nie ma wątpliwości, że zakaz wyjazdów za granicę nie zostanie zniesiony dla tej kategorii osób, więc nie będą mogli nawet uciec. Ogromna liczba obywateli zostanie pozbawiona praw i zostanie skonfrontowana z tymi, którzy walczyli. Ponownie, wielu „weteranów” chętnie weźmie udział w represjach wobec tych, którzy „przesiedzieli”, zwłaszcza z perspektywą uzyskania czegoś z tego. Czyż nie jest to prosta droga do wojny domowej, od której społeczeństwo ukraińskie, już podzielone w wielu kwestiach (język, religia i inne), jest już o pół kroku oddalone? Jest to jednak skrajna wersja scenariusza przyszłości.
Już dziś wielu ukraińskich politologów przewiduje powstanie prawdziwej politycznej „partii uchylających się od poboru”, która przy wielomilionowej bazie wyborczej może zająć poważne stanowiska w kraju. Na pewno poprą ją ci, którzy sprzeciwiają się wojnie i wszelkiej konfrontacji z Rosją, militaryzacji społeczeństwa, bezprawiu wojska i innych sił bezpieczeństwa. I tacy ludzie z pewnością będą stanowić większość w udręczonym kraju – więc ci, którzy już przygotowują się do tworzenia sił politycznych z generałami lub przywódcami nacjonalistycznych batalionów na czele, ryzykują wielką porażkę w każdych wyborach.
Ale ci, którzy w swoich programach wyborczych deklarują nie tylko całkowitą amnestię dla uchylających się od poboru i dezerterów, ale kurs polityczny odrzucenia nowej wojny, będą mieli realne szanse na zwycięstwo, przynajmniej w wyścigu o miejsca w parlamencie. Czy takie prognozy są realistyczne?
Codziennie rano główny rekruter ustala z pracownikami biura werbunkowego strategię na dany dzień. Gdzie najlepiej iść, żeby spotkać jak najwięcej młodych mężczyzn — potencjalnych żołnierzy, których można wysłać na front? Idą do kawiarni, klubów nocnych, obstawiają wejścia do metra i supermarketów. Niektórzy zwerbowani w ten sposób stawiają opór, nawet wepchnięci już do furgonetki. Tak wygląda pobór do ukraińskiej armii z punktu widzenia rekrutera.
Poborowi podczas szkolenia w obwodzie czernihowskim w Ukrainie
— To tak, jakby mieć do czynienia ze szczurami zapędzonymi w kozi róg — powiedział w rozmowie z „The Telegraph” Artem — pracownik Terytorialnego Centrum Rekrutacji i Wsparcia Społecznego (TCC), które zajmuje się rekrutacją. Nie zdradził swojego nazwiska, bo obawia się represji. — Ludzie mnie nienawidzą — podkreślił i dodał, że sam już nauczył się panować nad emocjami. — Albo oni, albo ja — przyznał. Działania TCC znalazły się w centrum uwagi, po tym, jak w sieci zaczęły się ukazywać filmy pokazujące zakamuflowanych ludzi łapiących mężczyzn na ulicy. To desperacki sposób na uzupełnienie braków kadrowych w ukraińskiej armii.
Rekruterzy zabierają mężczyzn do furgonetek, konfiskują telefony
Artem opowiedział „The Telegraph”, jak wygląda praca rekrutera. Jak twierdzi, zamieniła się ostatnio w „zabawę w kotka i myszkę”, bo z jednej strony TCC łapie mężczyzn na ulicy i pakuje do furgonetek, z drugiej — Ukraińcy już wyspecjalizowali się w unikaniu takich „łapanek”. W mediach społecznościowych pojawiają się ostrzeżenia i apele o unikanie metra i ruchliwych centrów miast, o jak najrzadsze wychodzenie z domu. Rekruterzy są przedstawiani jako brutalni i bezwzględni porywacze. Niewiele to pomaga, bo oni też mają swoje sposoby. Często pracują przy wejściach do marketów, parkach, plażach, kawiarniach i obszarach w pobliżu fabryk lub innych firm, w których pracują mężczyźni.
Po załadowaniu potencjalnego żołnierza do furgonetki zmusza się go do przejścia badań lekarskich, a później jest wysyłany do ośrodka szkoleniowego. Czasem nie wiedzą o tym nawet jego bliscy, bo rekruterzy rekwirują telefony. Nie mają skrupułów, bo muszą wyrobić swoje plany.
— Ci, którzy stawiają opór, zawsze grożą, że zemszczą się na naszych chłopakach lub ich rodzinach — powiedział Artem „The Telegraph”. Jego zdaniem lepiej pracować dla TCC niż się przed nim ukrywać.
Over the last couple of weeks, a remarkable sequence of events involving two US Senators has unfolded that demonstrates the profound and positive influence that HHS Secretary Robert F. Kennedy, Jr., is exerting on Washington, DC, which extends far beyond the halls of the CDC, FDA, and NIH.
On June 12, 2025, Senator Bernie Sanders (I-VT) announced a dramatic course correction. Four months after aggressively attacking Kennedy at his Senate confirmation hearings (and subsequently voting against him), Sanders has co-sponsored a bill named the “End Prescription Drug Ads Now Act” with Senator Angus King (I-ME), to outlaw direct-to-consumer pharmaceutical advertising in the United States.
On his website, Sanders states that “the bill would also answer Health and Human Services Secretary Robert F. Kennedy Jr.’s repeated calls to end prescription drug advertising, a position he promoted while campaigning for President Trump in 2024.”
As an increasing number of Americans have learned – and as Sanders notes – Pharma advertising is currently permitted in only two countries on Earth: the United States and New Zealand.
This allows the pharmaceutical industry to effectively buy off the entire US mainstream media, silencing media criticism of its practices and products while bombarding the public with a constant stream of pro-Pharma propaganda and advertisements.
Sanders’ website does not hold back in its valid criticism of Pharma’s stranglehold on the media, stating:
Last year, the 10 largest drug companies made more than $100 billion in profits while the pharmaceutical industry spent over $5 billion on television ads. Prescription drug commercials now account for more than 30% of commercial time on major networks’ evening news programs. In the first three months of this year, Big Pharma spent more than $725 million advertising just 10 drugs.
Now, let us rewind to late January, back to the days of now-HHS Secretary Kennedy’s confirmation hearings. During the Senate Committee on Health, Education, Labor, and Pensions (HELP) hearings, ranking committee member Sanders launched into a harsh attack on now-Secretary Kennedy that veered into the comical. At one point, Sanders posted photos of some baby onesies that Children’s Health Defense, Kennedy’s former nonprofit organization, had been selling online.
Barking furiously in his trademark Brooklyn accent (and growing increasingly unhinged as he went along), Sanders repeatedly demanded of Kennedy,
Later, Kennedy called out Sanders for the Senator’s Big Pharma campaign receipts, stating, “Bernie, you were the single largest acceptor of pharmaceutical dollars.”
And yet, a mere four months pass, and voila, Bernie Sanders sponsors the End Prescription Drugs Now Act, and name-checks Kennedy and Trump in his supporting arguments for the bill.
Has Senator Sanders had a 180-degree change of heart? Is Bernie suddenly supportive of those onesies?
Well, not so fast.
One day after the bill was announced, on June 13, Sanders wrote a letter to HELP Committee Chair Bill Cassidy (R-LA). In the letter, he states:
As you know, last week, in a dangerous and unprecedented decision that will have a profoundly negative impact on the lives of the American people, Health and Human Services Secretary Robert F. Kennedy, Jr. fired all 17 members of the Advisory Committee on Immunization Practices (ACIP) at the Centers for Disease Control and Prevention (CDC)…
I am requesting that we immediately initiate a bi-partisan investigation into these firings and conduct serious oversight into the actions Secretary Kennedy has taken to mislead the American people about the safety and effectiveness of vaccines and erode public health.
Of course, Sanders makes no mention whatsoever of the extensively documented conflicts of interest that numerous prior members of the ACIP committee possess. Many received significant funding from relevant pharmaceutical companies. Others held patents on the products voted upon by the committee. Videos of past proceedings of ACIP meetings have been posted online, and they reveal the ACIP committee to be an embarrassing rubber stamp/kangaroo court composed of feckless functionaries.
Sanders’ pen pal from across the aisle, Bill Cassidy, has also been a staunch opponent of Kennedy’s efforts at reform. This may be explained by the fact that once Cassidy assumed the role of chairman of the HELP committee in 2023, he rapidly received a windfall of Pharma contributions, as evidenced by the April 2023 STAT news article entitled, “Pharma executives shower Bill Cassidy with Campaign Cash.” According to Open Secrets, Cassidy received over $290,000 from pharmaceutical Political Action Committees in 2023-4.
While Cassidy was harshly critical of Kennedy during the Senate confirmation, and while he insisted on Kennedy having monthly meetings with him once confirmed, Cassidy ultimately voted in favor of Kennedy to lead HHS. However, in other vital respects, Cassidy has continued to obstruct Kennedy’s work.
Cassidy teamed with another Republican Senator on the HELP committee, Susan Collins of Maine, to effectively block Trump and Kennedy’s nominee for CDC Director, former Congressman David Weldon, from even coming before the committee. (Weldon has deep knowledge of the problems surrounding the vaccine approval process.) Ultimately, Weldon’s nomination was withdrawnon March 13.
Thanks to Cassidy, Trump’s replacement nominee to lead CDC, Susan Monarez, still awaits confirmation hearings, which according to the HELP website, are scheduled for June 25, 2025, more than 3 months after Cassidy forced the Weldon nomination to be pulled, and ironically on the same day as the upcoming and much-anticipated ACIP meetings. Multiple other key HHS positions remain unfilled to date due to similar Senate delays in the confirmation process.
Suddenly – literally as this essay is going to press – on June 23, 2025, STAT News has reported that Cassidy has called for a delay of the ACIP meeting, claiming that “advisers picked by RFK lack experience, and may be biased against some shots.”
You literally cannot make this nonsense up. Bernie and Bill, these Keystone Cop Senators, their hair flagrantly afire, are riding off furiously in all directions, at the bidding of their Big Pharma owners, to do whatever they can to impede the will of the electorate.
The correct and absolutely necessary response, of course, is for Secretary Kennedy and his eminently qualified and morally unhindered (and yes, they are both) panel to proceed as scheduled, and render an honest and reasonable appraisal for the first time in the modern history of ACIP.
Cassidy, meanwhile, had better watch himself. He faces a reelection minefield in 2026, including a wide open primary from two experienced challengers, and reform of the state primary system that may work to his disadvantage. Cassidy’s decision to vote in favor of President Trump’s impeachment in February 2021 has already soured him with MAGA voters. Cassidy’s obstructionism toward Kennedy has alienated even more Louisianans.
As Cassidy’s reelection problems suggest, a Venn diagram of President Trump and Secretary Kennedy’s supporters would likely show far more overlap than most would have guessed a year ago.
Kennedy has only been HHS Secretary since February 13, 2025 – a little over 4 months. He has received more scrutiny in that brief period than perhaps all other HHS Secretaries combined since the office was created in 1980.
Based on Bernie Sanders and Bill Cassidy’s recent behaviors, Secretary Kennedy is having effects that reverberate well beyond the halls of the CDC, FDA, and NIH. His opponents don’t quite know what to do with themselves. It’s no longer possible to just do Big Pharma’s bidding in secret. Everyone’s watching now. And they’re not just watching Kennedy, but also the people trying to undermine and destroy him. And they consider attacks on Kennedy to be attacks on the President as well.
Could it be the progress that Trump and Kennedy’s NIH Director, Jay Bhattacharya, have made against deadly Gain-of-Function research, which we all now know to have been the source of the SARS-CoV-2 virus, that is driving this consensus? After all, what sane person wants our Deep State continuing to create superbugs at taxpayer expense?
Could it be the measured, step-by-step progress Kennedy has led toward reform of the US’s utterly corrupt vaccine approval and recommendation process – despite the opposition of Sanders, Cassidy, and the like? What sane person thinks the increase from 7 recommended childhood vaccines in the 1980s to 23 today promotes health, especially when American children today are dramatically less healthy? (In fact, much of the criticism Kennedy has faced from ordinary Americans is that this process of vaccine reform is happening too slowly.)
These trends in public opinion should surprise nobody. Only the most wicked and diabolical of people would impose an endless stream of toxic injections, medications, fake foods, ubiquitous pesticides, geoengineered weather, and the patenting, corporatization, and denaturing of life itself onto their fellow humans and the entire planet, while propagandistically denouncing a healthy, natural lifestyle for children and future generations.
Ordinary citizens – be they MAGA, MAHA, reformed “Bernie Bros,” or common sense Cajuns – learned during the Covid years that these threats to their families and futures are not imaginary boogie men. They are the modus operandi of the real and destructive people and organizations that Secretary Kennedy – and by extension, President Trump – have taken on, on behalf of we the people.
While not nearly complete and very much a work in progress, the efforts and successes of the Kennedy-Trump alliance are real and significant. The recent confusion, mixed messages, and bloviations of Bernie and Bill are evidence that we are moving in the right direction. I’m not holding my breath, but may they and everyone see the light and join on board.
In the meantime, may Secretary Kennedy, President Trump, and their team at HHS stay the course.
Prezydent Donald Trump zaskoczył we wtorek izraelskich urzędników znosząc kluczowe sankcje, które uniemożliwiały Iranowi znalezienie międzynarodowych rynków zbytu dla swojej ropy naftowej.
Trump ogłosił tę decyzję w poście w mediach społecznościowych podczas lotu do Europy samolotem Air Force One, wyjaśniając, że zniósł ograniczenia dotyczące handlu Iranu z Chinami i dodając, że ma nadzieję, że Chiny również kupią „dużo” ropy od USA
„Chiny mogą teraz nadal kupować ropę od Iranu. Mam nadzieję, że będą kupować jej dużo również od USA. To był dla mnie wielki zaszczyt, że to się stało!”napisał Trump.
Raport Foxa : Ceny ropy nadal spadały, a rynki rosły we wtorek, gdy Trump naciskał na Iran i Izrael, aby zaakceptowały niepewne porozumienie o zawieszeniu broni. Porozumienie to ograniczyło obawy, że Iran zamknie Cieśninę Ormuz, kluczowy szlak handlowy dla transportu ropy na całym świecie.
Ropa naftowa osiągnęła 65 USD za baryłkę w przedłużonym handlu po tym, jak kontrakty terminowe na ropę West Texas Intermediate spadły o ponad 8% do około 67 USD za baryłkę w poniedziałkowe popołudnie. Ropa Brent, międzynarodowy punkt odniesienia, spadła do 70 USD za baryłkę.
Waszyngton przywrócił sankcje wobec Teheranu w 2018 r., a administracja Trumpa od czasu objęcia urzędu w styczniu nałożyła kilka nowych rund sankcji na handel ropą naftową z Iranem.
W zeszłym tygodniu eksperci z branży ostrzegali, że zamknięcie Cieśniny Ormuz przez Iran może spowodować wzrost cen nawet do 120 dolarów za baryłkę.
Około 20% światowych dostaw ropy naftowej przepływa przez cieśninę, choć jej zamknięcie znacznie zaszkodziłoby dochodom Iranu.
Sekretarz ds. energii Chris Wright odrzucił obawy dotyczące jej zamknięcia we wtorek, mówiąc Fox News, że ten ruch zaszkodziłby Iranowi bardziej niż komukolwiek innemu.
„Stany Zjednoczone są dziś eksporterem netto ropy naftowej. Nie liczymy w żaden znaczący sposób na ropę wypływającą z tej cieśniny. Iran zaszkodziłby sobie bardziej niż komukolwiek innemu. – powiedział Wright.
Prognoza reprezentuje punkt widzenia Moskwy, skoro punkt widzenia tzw. demokracji zachodniej, czyli Waszyngtonu oraz państw stanowiących jego protektoraty, jest znany. Pozostaje luka w postaci punktu widzenia Pekinu, ale przedstawiciele tamtejszych elit politycznych nie ujawniają swoich poglądów w tej kwestii. Trochę szkoda.
Notka niniejsza to w zasadzie tekst autorstwa Aleksandra G. Dugina opublikowany z dzisiejszą datą na portalu „Politico.eu”. Napisałem „w zasadzie”, bo tekst A. Dugina poddałem moderacji, jako że jest on napisany po rosyjsku dla czytelnika z Moskwy, Petersburga czy kilku innych metropolii Federacji Rosyjskiej (dalej FR). Polski czytelnik niekoniecznie odczytałby niektóre niuanse. Albo niekoniecznie właściwie. https://pl.wikipedia.org/wiki/Aleksandr_Dugin https://pl.wikipedia.org/wiki/Politico
********
Zbombardowanie przez amerykańskie samoloty irańskich obiektów nuklearnych w Natanz i bazy wzbogacania uranu w obiekcie Fordo to początek trzeciej wojny światowej. Broń nuklearna nie powstrzymuje już nikogo, a ataki na obiekty nuklearne są w rzeczywistości autoryzowane zarówno przez Izrael, który nie otrzymał zdecydowanej reakcji międzynarodowej, a teraz także przez USA. Tak wiele czerwonych linii zostało już przekroczonych, że wydaje się wątpliwe, czy jeszcze jakieś pozostały do przekroczenia.
Rzecz jasna, odnosi się to także do Federacji Rosyjskiej (FR). Kijowscy awanturnicy już parokrotnie próbowali uderzyć w obiekty nuklearne na jej terytorium, zaś ataki na strategiczne lotniska, lustrzano podobne do izraelskich akcji przeprowadzonych w Iranie, nie pozostawiają wątpliwości, że jest to obecnie całkowicie akceptowalny sposób prowadzenia działań wojskowych przeciwko komukolwiek. Jest to tylko kwestia czasu, kiedy nastąpi sięgnięcie po głowice nuklearne, bo atomowa puszka Pandory została już otwarta.
Odnośnie broni jądrowej była wielokrotnie przywoływana metafora Antoniego Czechowa o pistolecie na scenie teatralnej: „Jeśli w pierwszym akcie powiesisz pistolet na ścianie, to w następnym akcie musisz z niego wystrzelić. W przeciwnym razie nie wieszaj go tam”. Właśnie taka broń została zawieszona na ścianie w pierwszym akcie, którym był okres tzw. zimnej wojny”. Obecnie zdjęto ją ze ściany i wystrzał z niej staje się nieunikniony.
Politolog kremlowski Siergiej A. Karaganow przedstawił doktrynę o nieuchronności konfliktu w wersji nuklearnej w 2022 r., a w 2023 r. rozszerzył ją o koncepcję prewencyjnego uderzenia atomowego, zanim będzie „za późno” (dla FR), na kraje wschodniej flanki NATO. Uznano go wówczas za panikarza lub kogoś, kto maluje obraz sytuacji w zbyt czarnych barwach.
Aby jednak sensownie rozważyć temat przyszłych wojen nuklearnych, wypada wskazać , pod jakimi ideologicznymi sztandarami będą one toczone? Komu i jaka przyszłość mają zapewnić, gdyż rozpoczynając taką wojnę, warto mieć przynajmniej przybliżony obraz tego, co stanie się po jej zakończeniu. Z punktu widzenia globalistów, tzn. tych, których Donald Trump i jego zwolennicy nazwali niedawno „Deep State” (a których narzędziem w szybkim tempie sami się stają), ich wizja przyszłości ześrodkowana jest na osiągnięciu dwóch głównych celów.
Pierwszym jest ustanowienie monopolu władzy dla rządu światowego w drodze zniesienia suwerennych państw (tych resztek „pokoju westfalskiego”). W tym celu konieczne jest całkowite wymieszanie wszystkich narodów, zniesienie granic państwowych i przemieszanie ludzkiej populacji w jednym tyglu. Ponadto konieczne jest doprowadzenie zasady indywidualizmu do granic możliwości i zniesienie płci, czyniąc ją kwestią wyboru (tak jak liberałowie uczynili to kwestią wyboru w przypadku wyznania, klasy społecznej, bądź narodowości). A ci, którzy się temu sprzeciwiają i opowiadają się za suwerennością i tradycyjnymi wartościami, powinni zostać poddani anihilacji. W taki to sposób kolektywny Zachód widział przyszłość przed Trumpem, prowadząc już wojnę z FR via Ukraina oraz przygotowując się do konfliktu z Chinami i demontował świat islamski kolorowymi rewolucjami lub „karnymi operacjami wojskowymi”. Jednocześnie globaliści wywierali wpływ na osłabienie ideologii hinduizmu panującej w Republice Indii.
Już pierwszy etap przewidywał użycie broni nuklearnej, ponieważ przeszkody na drodze do ustanowienia rządu światowego muszą za wszelką cenę zostać zniszczone, przy czym ludzkości jako całości nie należy żałować , skoro traktując kwestię ilościowo, mamy jej znaczny nadmiar.
Drugi etap miałby być jeszcze bardziej radykalny: celowe i metodyczne niwelowanie populacji ludzkiej poprzez zastępowanie jej produktami sztucznej inteligencji, co obecnie stało się priorytetową koncepcją globalistycznych futurologów. A zatem, najpierw migranci zastępują rdzenną ludność, transpłciowi zastępują dwie naturalne płcie i tradycyjne rodziny, a w końcu sami migranci i transpłciowi zostają zastąpieni przez sztuczną inteligencję i cyborgi. To zaś wzmacnia uzasadnienie, by użyć broni nuklearnej przeciwko temu, kto nie nadąża za postępem. Ludzkość jawi się zatem jak stary telefon z obrotowym cyferblatem lub pierwsze komputery z perforowanymi kartami, co oznacza, że jej miejscem przeznaczenia będzie wysypisko śmieci bądź osadniki na odpady nuklearne. I w takim kierunku zmierzały sprawy przed wygraną Trumpa, kiedy kolektywny Zachód realizował swój plan (wojny, pandemie, modyfikacje genetyczne itp.).
Trump i jego ruch MAGA (Make America Great Again) wygrali wybory w USA właśnie dlatego, że sprzeciwili się takiemu kursowi na przyszłość. Wygrali pod hasłami antymilitaryzmu, anty interwencjonizmu, zatrzymaniu nielegalnej migracji oraz zakazu propagowania ideologii LGBT. W takiej perspektywie przyszłość była postrzegana jako świat wielobiegunowy (co wyraźnie podkreślił sekretarz stanu USA Marco Rubio), z anulowaną lub odroczoną nuklearną zagładą ludzkości. A rozpętane przez globalistów konflikty na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie miały zostać szybko zakończone.
Trump wdrożył kilka obietnic wyborczych: znacząco ograniczył propagowanie społeczności LGBT), rozpoczął „czystkę” pośród rzeszy nielegalnych imigrantów. USAID – globalistyczna centrala eksportu liberalizmu i kolorowych rewolucji – została zamknięta, a jej pracownicy zwolnieni. Wydawało się, że szanse na konflikt nuklearny zostały odłożone w czasie, zaś cała uwaga została przeniesiona na sprawy kontynentu północnoamerykańskiego – pozostającą w rękach globalistów Kanadę oraz na Grenlandię.
Ledwie świat odetchnął z ulgą, a amerykańska baza wyborców MAGA radowała się oczekując na budowę przyszłości bez wojen i zimy nuklearnej, wówczas Izrael rozpoczął wojnę z Iranem, atakując jego instalacje nuklearne. Trump niezwłocznie przyłączył się do tej wojny wydając rozkaz zbombardowania irańskich obiektów wzbogacania uranu.
Po raz kolejny obserwujemy ostry zwrot w odniesieniu do przyszłości i w zasadzie początek III wojny światowej, bo raz otwartej puszki Pandory nie da się zamknąć. Trump właśnie ją otworzył na oścież.
Jaki rysuje się obraz tej przyszłości, biorąc pod uwagę własną ideologię Trumpa, która pod wieloma względami wciąż odbiega (choć nie tak bardzo, jak wszyscy mieli nadzieję) od liberalnego globalizmu?
Jeśli przyjmiemy hipotezę, że to właśnie globalistyczne „głębokie państwo”, które Trump próbował obalić, było silniejsze, niż wszyscy sądzili, to niewykluczone, że wykorzystało Trumpa i jego narodowo zorientowany program. Bo jeśli „trumpiści” uważali, że nacjonalizm będzie oznaczał skupienie się na wewnętrznych problemach USA i wyeliminowaniu globalistów, „głębokie państwo” miało w tym względzie własne plany i ambicje. No to jakie one były?
Najbardziej logiczne wyjaśnienie wydaje się następujące: plany globalistów dotyczące płynnego i dobrowolnego przekazywania władzy rządowi światowemu zaczęły się coraz bardziej opóźniać, aż na dobre ugrzęzły.
Wzrost znaczenia Rosji i Chin, ruch w kierunku cywilizacyjnej suwerenności Indii, świata islamskiego, Afryki i Ameryki Łacińskiej, pojawienie się i wzmocnienie BRICS, stwarzały bezpośrednią zaporę dla globalnej jednobiegunowości. A wojna kolektywnego liberalno-globalistycznego Zachodu przeciwko reszcie świata, jeśli nawet z użyciem broni nuklearnej, nie gwarantowała finału na korzyść Zachodu.
Z tych względów opracowano podstęp, by nie sprzeciwiać się konserwatywnemu zwrotowi, wzrostowi nacjonalizmu i populizmu, a także wzmocnieniu wielobiegunowości, ale wykorzystać je do własnych celów. Odłożono na razie tworzenie rządu światowego, aby posłużyć się mechanizmem „zderzenia cywilizacji”. W tym celu umożliwiono dojście do władzy w USA „nacjonalisty” Trumpa.
Symbolem był „salut Bellamy’ego”, wykonany dwukrotnie przez Ilona Muska, a następnie przez Steve’a Bannona i innych uczestników Konserwatywnej Konferencji Działań Politycznych (CPAC), na której obecny był wiceprezydent USA Jay Dee Vance. Wiki Bellamy salute. Doraźnie więc nacjonalizm stał się twarzą Ameryki. Wydaje się to być w zupełnej sprzeczności z internacjonalizmem globalistów. Jednak biorąc pod uwagę ich długoterminowe plany w odniesieniu do wojny nuklearnej, był to bodaj najszybszy sposób na osiągnięcie założonych celów.
Inny skrajnie nacjonalistyczny reżim, czyli rząd premiera Netanjahu w Izraelu, stał się kolejnym ogniwem realizowania w praktyce „zderzenia cywilizacji”. Netanjahu stanowi izraelską wersję „salutu Bellamy’ego”. Ataki na Liban i Strefę Gazy, a aktualnie prowokowanie totalnej wojny z Iranem, doskonale wpisują się w ten scenariusz. Otóż uderzenia Izraelitan, skierowane na irański potencjał nuklearny, to aktywacja „brudnej bomby”, czyli początek konfliktu nuklearnego.
Pozostaje odpowiedź na pytanie, dlaczego Trump się w to angażuje.
Także Ukraina jest kolejnym narzędziem globalistów. Neonazizm kwitnie tam w swojej najbardziej rażącej formie, a rehabilitacja nazistowskich zbrodniarzy i prześladowania na tle językowym i religijnym stały się codzienną praktyką. I znowu włączony został czynnik nuklearny. Ciągły ostrzał elektrowni jądrowej w Zaporożu, próby ataku na elektrownię jądrową w Kursku i wreszcie atak na lotniczy komponent rosyjskiej triady nuklearnej. Oczywiście, wszystkie te dzialania podejmowane są nie tylko za zgodą globalistów, ale pod ich bezpośrednią kontrolą i na ich polecenie.
Czy drobne, póki co, starcia między dwoma państwami dysponującymi bronią i nuklearną – Pakistanem i Indiami – nie należy do tej samej kategorii? Rzecz jasna, prowokatorzy również i tej awantury nie zostali zidentyfikowani. A w kolejce czekają Chiny i Korea Północna. Rosja zaś jest testowana, kiedy skończy się jej cierpliwość i włączy się do domina nuklearnej eskalacji.
Główny wniosek jest taki, że prawdopodobnie to globaliści postanowili przedefiniować konflikt nuklearny, do którego wcześniej doprowadzili. Nie tylko konfrontację między kolektywnym Zachodem a wielobiegunową reszta ludzkości (skoro tutaj można przegrać), ale wojnę wszystkich przeciwko wszystkim, wykorzystując nawet swoich wrogów, takich jak Trump, do własnych celów. W takim przypadku rząd światowy zostanie ustanowiony nie teraz, ale po wojnie nuklearnej, kiedy duża część ludzkości zginie, zaś pozostali przy zyciu będą błagać o jakikolwiek pokój na jakiejkolwiek podstawie. Roboty i sztuczna inteligencja po prostu przejmą inicjatywę, ponieważ współczesne działania wojenne zależą coraz pełniej od ich możliwości. Tak więc realizacja celu globalistów nie będzie dobrowolna, ale wprowadzona zostanie w drodze totalnej przemocy.
W tym miejscu ujawnia się znaczenie „salutu Bellamy’ego”. Jest oczywiste, że ani idea socjalizmu, ani liberalizmu już nikogo nie są w stanie zainspirować. To są już wyłącznie ideologiczne zjawy z minionej epoki., które dzisiaj przeżyły swoją użyteczność, zamieniły się w kicz i pośmiewisko. Kiedyś budziły entuzjazm, teraz zwyczajnie nudzą.
Liberałowie dławili wszelkie przejawy patriotyzmu i ośmieszali konserwatystów w każdy możliwy sposób. Obecnie postanowili zmienić taktykę. Najpierw przetestowali taki wariant na ukraińskim neonazizmie. I okazało się to bardzo skuteczne: rozpadający się na kawałki kraj ze zdezorientowaną ludnością i walkami oligarchów pod rządami agentów i skorumpowanych polityków, zmieniony został w taran militarny, napędzany wściekłością i nienawiścią. W takim stanie świadomości społeczeństwo z „salutem Bellamy’ego” i procesjami z pochodniami jest w stanie zabijać wszystkich wokół, nie zważając na swój los. Dlatego też globaliści, widząc dodatnie z ich punktu widzenia efekty, prawdopodobnie postanowili nie likwidować przedwcześnie Trumpa. Wykorzystali go do własnego celu, bo jego działanie rozpoczęło de facto III wojnę światową.
A im głośniej wszyscy powtarzają „nigdy więcej”, tym bliższy jest „powrót barbarzyńców” – od MAGA po radykalny islam, od reżimu w Kijowie po skrajnie prawicowy syjonizm z jego „Torą wojny” Icchaka Szapiro, od indyjskiej hindutwy po „brązowe berety” latyno-amerykańskiego powstania w Kalifornii i Teksasie, od BLM (Black Live Matter) i krytycznej teorii rasowej po nowy euro-militaryzm Mertza, Macrona i Starmera. Kim zaś jest Georgia Meloni, prawdopodobnie każdy ma własne zdanie na ten temat. Jest to również „Bellamy salute”.
Tak więc, okazuje się, że globaliści postanowili zmienić taktykę. Nie walczyć ze wzrostem nacjonalizmu i wielobiegunowości, ale odwrotnie, wyjść im naprzeciw, ale tylko pod warunkiem wojny wszystkich ze wszystkimi – najlepiej nuklearnej lub przeradzającej się w nuklearną. A wtedy, zgodnie z ich ideą, zostanie ustanowiony rząd światowy, nastąpi oczekiwana „Change”. I nadejdzie to, co tradycja chrześcijańska nazywa „królestwem Antychrysta”.
Okoliczność, iż konflikt nuklearny wybucha w Ziemi Świętej i że rozpoczęli go izraelscy politycy, którzy wierzą, że torują drogę nadejściu ich Mesjasza, z kolei szyici reagują na to z nadzieją, że wkrótce „ukryty Imam” – Mahdi, którego przeznaczeniem jest pokonanie demona Dajjala – wejdzie do akcji, – to wszystko może nie być zwykłym zbiegiem okoliczności. Wiki Al-Masih_ad-Dajjal.
Co w takiej sytuacji powinna uczynić Rosja? Najgłupszą rzeczą byłoby kontynuowanie odgrywania roli kota Leopolda, chwytając się resztek pokojowego socjalizmu i naiwnego staro-liberalnego światopoglądu, ufając w ONZ i przyjaźń narodów. Obecnie taka beztroska wobec III wojny światowej, która faktycznie już trwa, byłaby nie tylko błędem, ale zbrodnią. Najwyższy czas, aby trzeźwo spojrzeć prawdzie w oczy.
Ale co można przeciwstawić „salutowi Bellamy’ego”, skoro ci, którzy się nim posługują, nie rozumieją ludzkiego języka i zasad humanistycznych? Co zrobić, gdy mamy do czynienia ze światem, w którym tylko jedna rzecz zaczyna decydować o wszystkim: czynnik brutalnej siły, determinacja do skrajnie niemoralnego, a nawet samobójczego czynu, coraz większa szybkość decyzji i działań, niekończące się i fantastycznie wręcz zuchwałe totalne kłamstwo, które po cichu podaje ofiarę za kata i odwrotnie.
I otóż Rosja jest gotowa negocjować z tymi, którzy zorganizowali to wszystko dla nas. Bez ideologii, tylko z najlepszymi intencjami, życzliwością i suwerenną prośbą – jeśli to możliwe, zostawcie nas w spokoju. Odpowiedź brzmi: nie możemy.
Ale broń nuklearna nie uratuje ani nie ochroni nikogo przed niczym. Co więcej, najwyraźniej ci, którzy planują to wszystko, już zdecydowali, że ta wojna, która się rozpoczęła, będzie wojną nuklearną.
*******
Wykaz moich wszystkich notek na portalu „Szkoła Nawigatorów” pod linkiem:
Prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Donald Trump. Foto: PAP/EPA
Szef Pentagonu Pete Hegseth nie zgodził się we wtorek z raportem agencji wywiadu wojskowego DIA, mówiącym o ograniczonym efekcie bombardowania na irański program atomowy. Wysłannik prezydenta ds. Bliskiego Wschodu Steve Witkoff nazwał wyciek raportu „zdradą”, a sam prezydent próbą „szkalowania” udanej operacji wojskowej.
„Na podstawie wszystkiego, co widzieliśmy, a ja to wszystko widziałem – nasza kampania bombardowań zniszczyła zdolność Iranu do tworzenia broni jądrowej. Nasze potężne bomby trafiły dokładnie w odpowiednie miejsce każdego celu i działały idealnie” – stwierdził szef Pentagonu w oświadczeniu cytowanym m.in. przez CNN. „Więc każdy, kto mówi, że bomby nie były niszczycielskie, próbuje po prostu podważyć prezydenta i udaną misję” – dodał.
Hegseth odniósł się w ten sposób do raportu podległej jego resortowi agencji wywiadowczej DIA, która oceniła, że amerykańskie uderzenie na trzy irańskie obiekty nuklearne w Fordo, Isfahanie i Natanz nie zniszczyły podstawowych elementów irańskiego programu nuklearnego i cofnęło jego postępy jedynie o kilka miesięcy. Wstępny raport miał być oparty o analizę skutków bombardowania przez Dowództwo Centralne USA, zdjęcia satelitarne i nasłuch elektroniczny.
Biały Dom potwierdził istnienie raportu – o którym pisały m.in. „New York Times”, CNN i agencja AP – lecz stwierdził, że się z nim nie zgadza. Mimo to, prezydent USA Donald Trump zarzucił mediom, że opublikowały „fake news”.
„FAKE NEWS CNN, RAZEM Z UPADAJĄCYM NEW YORK TIMES, POŁĄCZYŁY SIĘ W PRÓBIE SZKALOWANIA JEDNEGO Z NAJBARDZIEJ UDANYCH ATAKÓW WOJSKOWYCH W HISTORII. OBIEKTY NUKLEARNE W IRANIE ZOSTAŁY CAŁKOWICIE ZNISZCZONE! ZARÓWNO TIMES, JAK I CNN SĄ ATAKOWANE PRZEZ OPINIĘ PUBLICZNĄ!” – napisał Trump we wpisie na swoim portalu Truth Social.
We wtorkowym wywiadzie w Fox News, specjalny wysłannik prezydenta ds. Bliskiego Wschodu Steve Witkoff nazwał wyciek dokumentu – który miał być opatrzony klauzulą „ściśle tajne” – zdradą i również nie zgodził się ze wstępnymi ustaleniami.
„Wyciek tego typu informacji, bez względu na to, jaka to informacja, po której stronie się pojawi, jest skandaliczny. To zdrada” – orzekł.
Witkoff stwierdził, że wszystkie obiekty zaatakowane przez USA zostały całkowicie zniszczone, w tym schowane głęboko pod ziemią zakłady wzbogacania uranu w Fordo.
„Zrzuciliśmy 12 bomb penetrujących na Fordo. Nie ma wątpliwości, że naruszyło ono osłonę… i nie ma wątpliwości, że zostało zniszczone. Więc doniesienia, które w jakiś sposób sugerują, że nie osiągnęliśmy celu, są po prostu całkowicie absurdalne” – powiedział Witkoff.
Władze Iranu poinformowały w środę o powieszeniu trzech mężczyzn, którzy mieli szpiegować na rzecz Izraela. Egzekucję wykonano w mieście Urmia na północnym zachodzie kraju.
Jak podały władze sądownicze, trzej mężczyźni próbowali wwieźć do Iranu „sprzęt do zabijania” i zostali osądzeni za „współpracę na rzecz reżimu syjonistycznego (tj. Izraela)”.
„Wyrok wykonano dziś rano (…), zostali powieszeni” – powiadomiono.
[Ale byli to Kurdowie, nie Srule…md]
W poniedziałek stracono w Iranie innego mężczyznę, także przedstawianego jako szpieg Mosadu.
Władze Iranu zapowiedziały w niedzielę, że przyśpieszą procesy po izraelskich atakach rozpoczętych 13 czerwca, które najwyraźniej ułatwiły bardzo szczegółowe dane wywiadowcze.
„Sprawy związane z bezpieczeństwem, m.in. ze wspieraniem reżimu uzurpatorskiego (tj. Izraela), czyli faktycznie z przynależnością do piątej kolumny wroga, będą procedowane szybciej” – oznajmił w państwowej telewizji szef władzy sądowniczej Gholam-Hossein Mohseni-Eje’i.
These 3 Kurdish men, one from Iraqi Kurdistan were detained in summer of 2023 accuses of smuggling weapon used for assassination of Iran nuclear scientist Mohsen Fakhrizadeh in Nov 2020 They rejected the charges but were tortured for 8 months to make confessions @KurdistanHRN
Fazel Hawramy @FazelHawramy
And the executions begin
Three men were executed this morning in Urmia city on spying charges for Israel
Rabin Shmuley Boteach z World Values Network na CPAC Polska 2025 w Centrum Kongresowo-Wystawienniczym w Jasionce / Fot. PAP
Konferencje CPAC stwarzają „prawicowym liderom” z całego świata rzadką okazję do spotkań w szerszym gronie, lecz niestety za cenę jednoznacznego bezwarunkowego poparcia dla polityki Izraela.
W dniach 25–26 maja w podrzeszowskiej Jasionce zorganizowano pierwszą w Polsce konferencję CPAC (Conservative Political Action Conference), której oczywistym celem było wsparcie kandydatury Karola Nawrockiego przed drugą turą wyborów prezydenckich.
Woodstock prawicowców
Wśród najważniejszych gości, którzy pofatygowali się na Podkarpacie oprócz prezydenta Dudy była m.in. sekretarz bezpieczeństwa krajowego Kirst Noem czy też George Simion, któremu nie udało się wygrać wyborów w Rumunii. Dużo więcej znanych osób przyciągnęło analogiczne wydarzenie zorganizowane kilka dni później w Budapeszcie.
Na CPAC Hungary specjalne przesłanie nagrał sam Donald Trump, a wśród mówców znaleźli się m.in. Wiktor Orban, Robert Fico, Andrej Babiš, Alice Weidel, Geert Wilders, Liz Truss czy też publicysta Ben Shapiro. Jak widać wyraźnie, węgierska konferencja CPAC cieszy się dużo większym prestiżem niż polska, na co wpływ ma choćby fakt, że nie była organizowana po raz pierwszy.
Nie powinniśmy jednak popadać z tego powodu w kompleksy, ponieważ konferencje CPAC można uznać co najmniej za kontrowersyjne. Teoretycznie przedstawiają się jako bardzo potrzebne zjazdy zwolenników polityki suwerennościowej, konserwatywnej i antyglobalistycznej. Uważne prześledzenie tego, co się na nich dzieje, skłania jednak ku przyjęciu zupełnie odmiennego wniosku.
Pierwsze spotkanie pod szyldem CPAC zorganizowano w 1974 r. w formie „Woodstocku dla prawicowców”. Współorganizatorami konferencji były Amerykańska Unia Konserwatywna (ACU) oraz Młodzi Amerykanie dla Wolności (YAF). Z czasem impreza zyskała rangę nie tylko spotkania dla młodych, lecz miejsca dla poważnych debat w łonie Partii Republikańskiej. To właśnie na CPAC swoje programowe mowy wygłaszali najpierw Ronald Reagan, a następnie Donald Trump.
Shabbat na CPAC
Czasami zwraca się uwagę na to, że CPAC przeżywał chwile kryzysu tożsamościowego w latach 2010, gdy do udziału w konferencji dopuszczono m.in. gejowską grupę GOProud. Ostry zwrot w lewo Partii Demokratycznej w następnych latach skutecznie wyleczył jednak organizatorów z podejmowania tego rodzaju inicjatyw. Prawdziwym pokazem mocy środowisk spotykających się co roku na amerykańskiej konferencji CPAC była edycja z lutego br., na której pojawili się nieskłóceni jeszcze wówczas Donald Trump, Elon Musk, a także J.D. Vance, Steve Bannon, Nigel Farage czy też Javier Milei.
W ostatnich latach CPAC stał się globalną marką prawicowych i centroprawicowych polityków, a konferencje organizowano m.in. w Brazylii, Japonii, Korei Południowej, Meksyku, Kolumbii oraz… Izraelu.
Formalnie CPAC nie jest zaliczany do tzw. izraelskiego lobby, ale bezgraniczne poparcie dla żydowskiego państwa traktowane jest na organizowanych przez tę organizację konferencjach jako oczywista oczywistość. Od kilkunastu lat stałym bywalcem CPAC jest choćby rabbi Yitzchok Tendler, jedna z najważniejszych postaci w Amerykańskiej Unii Konserwatywnej (ACU). Za jego sprawą już od 2011 r. na amerykańskich konferencjach organizowane są specjalne sekcje nazywane Shabbat, dedykowane dla żydowskich konserwatystów.
Na CPAC Poland w Jasionce, tak jak na wcześniejszych amerykańskich edycjach konferencji, gościł także nieoceniony rabin Shmuley Boteach, autor takich prac, jak choćby: „Koszerny Sex”, „Koszerna Sutra”, czy też „Koszerne Pożądanie”. Znany z promowania i sprzedaży gadżetów seksualnych rabin zachęcał widownię ze sceny do tego, aby Polska stała się liderem Europy w miejsce Francji czy Niemiec, które pozwalają sobie na coraz większą krytykę Izraela. Boteach już od dłuższego czasu pielęgnuje znajomości z medialnym zapleczem Prawa Sprawiedliwości, a w Jasionce zdołał zaczepić nawet prezydenta Dudę oraz prezydenta-elekta Nawrockiego.
Murem za Izraelem
W Jasionce dużo mówiło się o walce z lewicą i jej pomysłami na urządzanie świata, ale w rytualny sposób potępiono także antysemityzm. Nie powinno to w ogóle dziwić, ponieważ szefem CPAC jest Matt Schlapp, który od lat twardo broni interesów żydowskich, nie zważając nawet na skandaliczne poczynania Izraela w Gazie. Na CPAC Poland oprócz polityków pojawiło się także wielu publicystów i działaczy znanych z jednoznacznie proizraelskich poglądów, takich jak choćby Jack Posobiec czy Matthew Tyrmand.
W czasach, gdy światowa lewica spotyka się nieustannie na różnego rodzaju szczytach klimatycznych czy spotkaniach Światowego Forum Ekonomicznego, z pewnością dobrze się dzieje, że prawica również próbuje się integrować i podejmować współdziałanie. Niestety jednak wspólnym mianownikiem dla integracji konserwatystów uczyniono niepostrzeżenie stanowisko jawnie proizraelskie.
Dla środowiska związanego z PiS taki stan rzeczy jest czymś normalnym, ponieważ partia Jarosława Kaczyńskiego od lat wykazuje skrajną uległość względem środowisk żydowskich i nie raz pokazywała, że chętnie sięga po kartę „walki z antysemityzmem” w celu zwalczania wszystkich sił politycznych na prawo od siebie. W Jasionce pojawili się jednak także przedstawiciele Konfederacji, których dotąd latami stygmatyzowano jako „antysemitytów”.
Jeszcze dwa lata temu sędzia piłkarski Szymon Marciniak pod presją mediów odwołał swój udział w zorganizowanej przez Sławomira Mentzena imprezie „Everest”, gdyż chciał się oficjalnie odciąć od polityka znanego z rzekomej „nietolerancji”. Dziś praktycznie nikt już o tym nie pamięta, a liderzy Konfederacji zostali oficjalnie przyjęci do grona konserwatywnej międzynarodówki o syjonistycznym skrzywieniu.
Czymś oczywistym jest to, że europejski i światowy ruch konserwatywny nie powinien stawać się zakładnikiem polityki pro-izraelskiej, bo konserwatyzm nie ma z tą ideą absolutnie nic wspólnego. Szczególnie pilnym zadaniem wydaje się raczej doprowadzenie do możliwie jak najszybszego podjęcia współpracy przez wszystkich konserwatystów, którzy nie są ani proizraelscy, ani antyizraelscy. W odniesieniu do państwa Izrael warto być niebinarnym i nie stawać po żadnej ze stron obcego nam sporu.
Nawet jeśli na CPAC będą się spotykali regularnie tacy wpływowi politycy, jak Donald Trump, Wiktor Orban, Nigel Farage, Santiago Abascal, Javier Milei czy JD Vance, warto pozostawić ich we własnym gronie, w zamian organizując konferencję prawicy, która będzie broniła cywilizacji łacińskiej, a nie urojonej cywilizacji judeochrześcijańskiej.
I just learned that I have been appointed co-chair of the ACIP (Advisory Committee on Immunization Practices at the CDC) by HHS Secretary Kennedy. Boy, that was never on my bucket list.
I did not wish for this, but I will do my best to be objective, honest, transparent, and rigorous, and to act with integrity.
Keeping this short, as I have more meetings today, but I just wanted to share the news with my Substack subscribers who have shown so much support for us over the years. You all have no idea how much it means to Jill and me.
Zapraszamy 29 czerwca, niedziela, na 104 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Zaczynamy o godzinie 14:00, pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Msza Święta w intencji Ojczyzny zostanie odprawiona w katedrze siedleckiej o godzinie 16:00. Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu. Szczegóły na plakacie.
Święty Jan Chrzciciel oddał życie broniąc nierozerwalności małżeństwa. Nie była to ofiara ślepa, Chrzciciel wiedział jak wiele zła niesie rozbicie węzła małżeńskiego. Dziś dobitnie potwierdzają to badania socjologiczne wskazujące, że rozwody niszczą życie małżonków i ich dzieci.
Święty Marek Ewangelista jasno wskazuje powód, z którego Herod rozkazał aresztować, a potem zabić św. Jana Chrzciciela:
„Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu, z powodu Herodiady, żony brata swego Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem wypominał Herodowi: Nie wolno ci mieć żony twego brata”.
Święty Jan oddał życie za prawdę o świętości małżeńskiej jedności. Jest ona mocno powiedziana w samym sercu naszej wiary, czyli w Ewangelii. Tę prawdę wypowiada kilkukrotnie sam Chrystus m.in.: „Kto oddala swoją żonę – poza przypadkiem nierządu – prowadzi ją do cudzołóstwa, a kto żeni się z oddaloną, cudzołoży”.
Te słowa Chrystusa są dziś dla wielu nie do przyjęcia. Próbują „usprawiedliwiać” Jezusa, mówiąc „autor nie to miał na myśli”. A jednak Zbawiciel powiedział właśnie to, co miał na myśli – prawdę o świętości małżeństwa, za którą życie oddał św. Jan Chrzciciel, a później święty Tomasz More i św. Jan Fisher.
To, że dziś tak wielu nas chrześcijan mówi, za uczniami Chrystusa, którzy od Niego odeszli, „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać”, jest jedynie dowodem na to, jak wielkie postępy poczyniły w ostatnich dziesięcioleciach siły wrogie chrześcijaństwu. Wrogowie Ewangelii robią wszystko, żeby zniszczyć rodzinę, której centrum stanowią małżonkowie, połączeni węzłem sakramentu.
Herodzi współczesnych czasów lansują model związku między kobietą, jako porozumienie bez żadnych zobowiązań, nastawione jedynie na czerpanie przyjemności, czyli tak naprawdę na traktowanie drugiej osoby jako przedmiotu, który ma ci zapewnić przyjemność. Nie ma tu miejsca na czystość przedmałżeńską, okres wzajemnego poznawania siebie nawzajem, zastanawiania się, czy z tym mężczyzną lub kobietą możliwe będzie stworzenie trwałego związku, zapewniającego bezpieczeństwo nam i dzieciom, które przyjdą na świat.
Budowanie relacji zaczyna się od zbliżeniem cielesnym, czyli tym, co powinno być ostatnim etapem wzajemnego poznawania się, dokonanym już po przysiędze małżeńskiej, którą małżonkowie gwarantują sobie bezpieczeństwo czyli „wierność i uczciwość małżeńską”. Jak się jednak okazuje po ślubie, współżycie nie jest zasadniczym spoiwem małżeństwa, a odwracanie do góry nogami mądrych zasad budowania relacji jakie proponuje Kościół „wychodzi bokiem”. Widać to wyraźnie w przerażających statystykach, które pokazują, iż w Polsce rozpada się przerażająco dużo małżeństw. W roku 2023 było w sądach ponad 81 tysięcy spraw rozwodowych!
Badania socjologiczne ukazują natomiast drastyczne skutki rozwodów dla małżonków. Nie dotyczy to oczywiście sytuacji separacji, kiedy jeden z małżonków wchodzi w jakieś struktury zła i staje się niebezpieczny dla innych członków rodziny. Rozwody zajmują drugie miejsce w smutnym rankingu najbardziej traumatycznych wydarzeń w życiu człowieka, zaraz po tragicznej śmierci bliskiej osoby.
Jak się okazuje rozwód nie jest końcem problemów tylko ich początkiem. Odsetek samobójstw wśród osób rozwiedzionych jest czterokrotnie wyższy niż średnia statystyczna. Ryzyko przedwczesnego zgonu u rozwiedzionych mężczyzn wzrasta do 76%, w przypadku kobiet do 39%. Ryzyko zachorowań na nowotwory u rozwiedzionych mężczyzn jest takie samo jak u tych, którzy wypalają paczkę papierosów dziennie.
Rozwiedziony mężczyzna 21 razy częściej niż żonaty bywa pacjentem klinik psychiatrycznych. Badania prowadzone przez socjolog Anneke Napp-Peters dowodzą, iż po upływie 15 lat kobiety nadal cierpią na depresję porozwodową, a przytłaczające poczucie straty, bólu i zazdrości nie słabnie, zaś mężczyźni wciąż roztrząsają przyczyny rozpadu małżeństwa. 33 procent rozwiedzionych kobiet i 25 procent rozwiedzionych mężczyzn uważają życie po rozwodzie za smutne i pozbawione satysfakcji.
Nie mniejsze spustoszenie rozwody czynią w życiu dzieci rodziców, którzy decydują się na zakończenie relacji małżeńskiej. Rozwód rodziców to dla dzieci piętno na całe życie, piętno które przynosi złe owoce również w następnych pokoleniach. Dzieci z rozbitych rodzin zbyt wcześniej przechodzą inicjację seksualną, mają problemy z tworzeniem związków. Według badań psycholog Judith S. Wallerstein dzieci z rozbitych rodzin częściej się demoralizują. 85 procent przestępstw kryminalnych popełnianych jest właśnie przez dzieci z takich rodzin.
Te statystyki są zatrważające. Przestępcy, którzy pochodzą ze zniszczonych rozwodem rodzin stanowią 80 procent seryjnych morderców. Osoby, których rodzice rozstali się, to 80 procent pacjentów szpitali psychiatrycznych. W 75 procent grupy osób, którzy targnęli się na swoje życie lub uzależnili się od narkotyków, to dzieci z rozbitych rodzin.
U małych dzieci, częstym skutkiem rozwodu rodziców jest regres w rozwoju np. dziecko przestaje mówić lub chodzić, zaczyna się jąkać. U starszych dzieci następuje znaczne pogorszenie wyników w nauce, częściej zapadają na różne choroby, żyją w ciągłym lęku i poczuciu winy, mają zaniżone poczucie własnej wartości.
Dzieci pochodzące z „rozwiedzionych rodzin” mogą napotkać trudności w budowaniu własnych małżeństw. Wyniki badań potwierdzają, że w tej grupie osób zagrożenie rozwodem, jeśli jedna z osób wyrosła w zniszczonej rozstaniem rodziców rodzinie, wzrasta o ponad 50 procent. Natomiast, według statystyk, jest niemal pewne, że kiedy mąż i żona pochodzą z rozbitych rodzin, ich małżeństwo nie przetrwa.
Te smutne dane potwierdzają prawdę, iż gwarancją szczęścia człowieka jest zdrowe małżeństwo i zdrowa rodzina, która ma największy wpływ na człowieka od najmłodszych lat, na kształtowanie się jego cech charakteru, osobowości. Znane są wyniki badań przeprowadzonych w USA, które jasno pokazują co jest najlepszym „spoiwem” małżeństwa. Według tych danych rozwodem kończy się 50 procent małżeństw cywilnych, natomiast kościelnych 33 procent. W przypadku małżeństw sakramentalnych, którzy razem uczęszczają na Msze św. czy nabożeństwa rozwodzi się jedynie 2 procent z nich.
Święty Jan Chrzciciel, który żył dwa tysiące lat temu i oczywiście nie znał żadnych badań statystycznych dotyczących małżeństw, doskonale wiedział, że podstawą szczęścia jest mieć kochających się rodziców, żyjących w świętym związku małżeńskim i opierających swoje życie na wierze w Boga. Sam miał takich właśnie rodziców. Jego męczeńska śmierć jest świadectwem prawdy o świętości małżeństwa i rodziny.
Dr. Alfred de Zayas, the first UN Independent Expert on the promotion of a democratic and equitable international order, assesses that Israel should be expelled from the General Assembly.
========================================
Izrael wymknął się spod kontroli
Obecny rząd izraelski jest rządem terrorystycznym, który zagraża międzynarodowemu pokojowi i bezpieczeństwu w rozumieniu artykułu 39 Karty Narodów Zjednoczonych. Dotychczasowe działania Rady Bezpieczeństwa były blokowane przez nadużywanie prawa weta przez Stany Zjednoczone. W związku z tym obowiązkiem Zgromadzenia Ogólnego ONZ przyjęcie rezolucji „Zjednoczeni dla pokoju” i podjęcie się obowiązków związanych z utrzymaniem pokoju zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo poważnej eskalacji konfliktu, a nawet konfrontacji nuklearnej, jeśli kraje regionu, takie jak Turcja, Pakistan i Irak, zaangażują się w konflikt izraelsko-irański.
Zgromadzenie Ogólne powinno przyjąć rezolucję wykluczającą Izrael z członkostwa w Organizacji Narodów Zjednoczonych, zgodnie z art. 6 Karty. Nawet jeśli wykluczenie mogłoby zostać zablokowane przez veto Stanów Zjednoczonych, Zgromadzenie Ogólne mogłoby nadal dochodzić swoich uprawnień, odmawiając akredytacji izraelskim dyplomatom, tak jak uczyniło to w 1974 r. w odniesieniu do dyplomatów z apartheidowej Republiki Południowej Afryki. W tamtym czasie chodziło o apartheid, zbrodnię przeciwko ludzkości. Dzisiaj mamy do czynienia z dużo bardziej niebezpieczną sytuacją wynikającą z agresji Izraela, zbrodni wojennych, zbrodni przeciwko ludzkości i ludobójstwa. Zgromadzenie Ogólne powinno wezwać wszystkie państwa do natychmiastowego zerwania wszelkich stosunków handlowych i dyplomatycznych z Izraelem oraz podjęcia odpowiednich środków w celu aresztowania Benjamina Netanjahu, który powinien zostać osądzony przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze.
Nakazy aresztowania Netanjahu i Gallanta zostały wydane już 21 listopada 2024 r., siedem miesięcy temu, i nadal nie zostały wykonane. Nieuzasadniona agresja Izraela wobec Iranu rodzi fundamentalne pytania dotyczące autorytetu i wiarygodności Organizacji Narodów Zjednoczonych, a bardziej ogólnie – dalszej ważności prawa międzynarodowego i porządku międzynarodowego opartego na zakazie groźby użycia siły i jej użycia.
Szczególnie szkodliwe są oświadczenia Ursuli von der Leyen i przywódców G7 popierające Izrael. Takie oświadczenia czynią ich współwinnymi zbrodni. Jesteśmy świadkami otwartego buntu przeciwko prawu międzynarodowemu i moralności – prowadzonego przez Izrael i popieranego przez Stany Zjednoczone, Kanadę, Wielką Brytanię, Francję, Niemcy i inne państwa, które odwróciły się od Karty Narodów Zjednoczonych.
W 2003 roku Stany Zjednoczone zaatakowały Irak na podstawie całkowicie fałszywych twierdzeń, że Saddam Hussein posiadał broń masowego rażenia. Zginęło około miliona osób. W całkowitej bezkarności. Obecnie Stany Zjednoczone i Izrael stosują tę samą taktykę, aby zaatakować Iran w celu wymuszenia zmiany reżimu, ale wykorzystują bezpodstawne zarzuty, że Iran buduje bombę atomową i prowadzi program broni jądrowej, którego istnienie zaprzecza nawet szef wywiadu USA Tulsi Gabbard.
Izrael nie ma prawa do „samoobrony” przeciwko Iranowi, ponieważ to Izrael jest agresorem i rażąco naruszył art. 2 ust. 4 Karty Narodów Zjednoczonych oraz art. 5 statutu rzymskiego. To Iran ma prawo do samoobrony przed nieuzasadnioną agresją Izraela. Nie zapominajmy, że Iran był w trakcie negocjacji dyplomatycznych przewidzianych w art. 2 ust. 3 Karty Narodów Zjednoczonych. Ten niespodziewany atak na Teheran stanowi perfidię i świadczy o bardzo wysokim poziomie cynizmu i złej wierze. Izrael jest krajem już zaangażowanym w okrutną kampanię ludobójczą przeciwko nieszczęsnym Palestyńczykom. Zgodnie z opiniami doradczymi Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości z dnia 9 lipca 2004 r. i 19 lipca 2024 r. okupacja Palestyny przez Izrael jest nielegalna, a Izrael jest zobowiązany do wycofania się z okupowanych terytoriów palestyńskich, uznania prawa uchodźców i wysiedleńców do powrotu, a także do wypłacenia odszkodowań ofiarom.
Dowody przedstawione przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości w sprawie Republika Południowej Afryki przeciwko Izraelowi w sprawie ludobójstwa jednoznacznie wskazują, że na naszych oczach dochodzi do ludobójstwa. Pilnym obowiązkiem społeczności międzynarodowej jest powstrzymanie tego ludobójstwa i zaprzestanie agresji Izraela wobec jego sąsiadów.
Izrael wymknął się spod kontroli. W dniu 17 czerwca 2025 r. Genewski Międzynarodowy Instytut Badań nad Pokojem wystosował następujące wezwanie do Organizacji Narodów Zjednoczonych i wszystkich ludzi dobrej woli. „ Bombardując Iran, Benjamin Netanjahu naruszył art. 2 ust. 4 Karty Narodów Zjednoczonych i art. 5 statutu rzymskiego. Tego aktu nieuzasadnionej agresji nie można usprawiedliwić odwołaniem się do nieistniejącej doktryny „ataku prewencyjnego”, którą George W. Bush powołał się, aby zaatakować Irak, i nie mieści się on w znaczeniu art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych, który zezwala na samoobronę. W dniu 14 lipca 2015 r. Iran podpisał wspólny kompleksowy plan działania (JCPOA).
W dniu 8 maja 2018 r. prezydent Trump ogłosił wycofanie się Stanów Zjednoczonych z porozumienia wiedeńskiego i nałożył szereg maksymalnych sankcji. Rok po wycofaniu się Stanów Zjednoczonych, cierpiący z powodu sankcji Iran wznowił wzbogacanie uranu ponad limity określone w porozumieniu z 2015 roku.
Izrael posiada od 200 do 300 głowic nuklearnych poza kontrolą MAEA, której odmawia dostępu do swoich obiektów. Nie można stosować podwójnych standardów bez utraty autorytetu i wiarygodności.
Po raz kolejny Izrael, Stany Zjednoczone i ich zwolennicy lekceważą prawo międzynarodowe i uczestniczą w konflikcie, który może doprowadzić do katastrofy nuklearnej. GIPRI wzywa do powrotu do prawa międzynarodowego i negocjacji, które się z tym wiążą.