Precz z komuną, precz z eurokomuną, precz z żydokomuną. Programowe wystąpienie Grzegorza Brauna.

Kwik po wystąpieniu Brauna w Szczecinie. Bezkompromisowo skrytykował jednych po drugich [VIDEO]

19.02.2025 https://nczas.info/2025/02/19/kwik-po-wystapieniu-brauna-w-szczecinie-bezkompromisowo-skrytykowal-jednych-po-drugich-video/

Grzegorz Braun na kampanijnym szlaku.
Grzegorz Braun na kampanijnym szlaku. / Fot. PAP

Wystąpienie Grzegorza Brauna w Szczecinie wzbudziło kwik mainstreamu. Kandydat na prezydenta w swoim bezkompromisowym stylu krytykował rząd, Unię Europejską, politykę migracyjną, działalność środowisk medycznych i próby „dewiacji” społeczeństwa.

Braun przekonywał, że należy jak najszybciej zakończyć „wojnę polsko-polską” i wskazywał, że główne partie polityczne w Polsce różnią się jedynie personalnie, ale ich działania mają wspólny mianownik – dostęp do „państwowego czy eurokołchozowego koryta”.

Żadnych istotnych różnic programowych dla Polski między tymi plemionami nie ma – mówił, jako przykład podając politykę wobec Ukrainy czy uległość wobec Unii Europejskiej, a szczególnie wobec zielonego czy tęczowego ładu.

Nie zabrakło krytyki samej UE. Zdaniem Brauna kryzys tej instytucji pogłębił się wraz z wejściem Traktatu Lizbońskiego, który nazwał „aktem abdykacji suwerenności”. – Eurokomuna to też komuna. Eurokomuch założyciel (Altiero Spinelli – red.) napisał, że mają zniknąć narody i ma zniknąć własność prywatna – przypomniał.

Braun nie gryzł się w język mówiąc o polityce migracyjnej. Zaproponował utworzenie centrów deportacyjnych zamiast integracyjnych. Polska jest gościnna, otwarta, ale nie na przestrzał – podkreślił.

Nie mogło zabraknąć kwestii Ukrainy. Skrytykował przekazywanie sprzętu wojskowego Ukrainie oraz pomoc finansową dla tego kraju. – Naród polski niczego dobrego z tego nie ma. Ma zgryzoty i ma zagrożenia – mówił. W jego opinii Polska została wepchnięta w rolę „żyranta” i „płatnika”, co nie przynosi korzyści Polakom.

Sławomir Ozdyk @Slawomir_Ozdyk

Z cyklu „#Braun2025 – czyli w Eurokołchozie są równi i równiejsi”: poseł @GrzegorzBraun_ na spotkaniu w #Szczecin. #Znowu_Nikt_Nie_Przyszedł

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

7 551 wyświetleń

========

Podczas swojego wystąpienia Braun wielokrotnie podkreślał potrzebę powrotu do suwerenności i niezależności Polski. – Tu jest Polska i Polska przede wszystkim dla Polaków – brzmiało hasło przewodnie. Zapowiedział również dążenie do wprowadzenia rządów prezydenckich jako sposobu na zapewnienie większej stabilności i skuteczności w podejmowaniu decyzji.

Wspomniał o szerzących się w Polsce gangach ze wschodu. – Z powodu importu przestępczości zorganizowanej ukraińskiej i gruzińskiej bezpieczeństwo Polaków jest na niskim poziomie – mówił.

Zapewnił, że jako prezydent będzie walczył z ideologią LGBT czy Światową Organizacją Zdrowia. – Nie pozwolę na to, by monopol WHO, NFZ i izb lekarskich pozwalał na wprowadzanie w życie dzieci i młodzieży promowania postaw, które skutkują zaburzeniami samoidentyfikacji. To jest medycyna rzeźników, która namawia dzieci do samookaleczenia. Taka medycyna kwalifikuje się do denazyfikacji – mówił Braun.

W szkołach propaganda dewiacji jest wprowadzana pod pretekstem dbałości o zdrowie. Temu położymy stanowczy kres. Polscy patrioci powinni odsunąć od władzy szaleńców i kłamców. Za komuny i za okupacji nie robiono takich rzeczy dzieciom, jak robi się za sprawą tęczowego ładu. To jest zbrodnia, a zbrodnie powinny być piętnowane – nie ma wątpliwości.

Precz z komuną, precz z eurokomuną, precz z żydokomuną – podsumował kandydat na prezydenta,

Zamach stanu na państwo i naród

Zamach stanu na państwo i naród

Autor: AlterCabrio , 19 lutego 2025

Stan nadzwyczajności w naszym pięknym kraju osiągnął już taki poziom, że nawet oficjalna informacja o trwającym zamachu stanu, dokonywanym przez władzę polityczną Polski nie wywołuje większego poruszenia w narodzie. Być może dlatego, że ludność Polski traktuje złożenie wniosku do prokuratury przez Prezesa Trybunału Konstytucyjnego za stały element gry politycznej dwóch zwaśnionych plemion. Może też być tak, że skoro zamach jest pełzający, to i reakcja taka być musi. Warto jednak oderwać się od bieżącej szarpaniny i spojrzeć na całą sprawę ze stosownej odległości, odkrywającej całą panoramę.

−∗−

Zamach stanu na państwo i naród

Polacy jakby przyzwyczaili się już, że to, co stoi na głowie jest normalnością i musi już tak być. Prezentujemy artykuł, który ukazał się oryginalnie na portalu PCh24.pl w dniu 18 lutego 2025.

Stan nadzwyczajności w naszym pięknym kraju osiągnął już taki poziom, że nawet oficjalna informacja o trwającym zamachu stanu, dokonywanym przez władzę polityczną Polski nie wywołuje większego poruszenia w narodzie. Być może dlatego, że ludność Polski traktuje złożenie wniosku do prokuratury przez Prezesa Trybunału Konstytucyjnego za stały element gry politycznej dwóch zwaśnionych plemion. Może też być tak, że skoro zamach jest pełzający, to i reakcja taka być musi. Warto jednak oderwać się od bieżącej szarpaniny i spojrzeć na całą sprawę ze stosownej odległości, odkrywającej całą panoramę. Nie wystarczy oprzeć się na aspekcie czysto prawnym, gdyż ten musiałyby rozstrzygać podmioty, stosujące prawo, a skoro one same od lat uczestniczą w jego nadużywaniu, obchodzeniu, a ostatnio jawnym łamaniu, to nie ma komu o tym orzec. Władza, która łamie prawo i chce robić to nadal nie będzie wskazywała sama siebie jako sprawcę, lecz wyda odpowiedni akt prawny, na mocy którego bezprawie stanie się prawem. Tak notorycznie działa Unia Europejska. Możliwe jest również uchwalenie przez władzę stosownych praw, które będą zgodne z procedurą, a jednocześnie poważnie uderzą w interes narodowy. To rzeczywistość III RP, a wcześniej PRL. Nie możemy więc dziś jednoznacznie orzec, które działania władzy są prawne lub bezprawne, możemy jednak oceniać, które są zgodne z interesem narodowym, które zaś sprzeczne.

Czytaj też:

Z kim walczy demokracja walcząca

Zachód, jakiego nie znacie

Wschód, i czego o nim nie wiecie

Jak więc moglibyśmy określić aktualną sytuację Polska, zarówno jako państwa, jak i narodu? Niepodległego państwa polskiego w tej chwili nie mamy, ani formalnie, ani faktycznie. Formalnie ze względu na przynależność do Unii Europejskiej, co przynajmniej jest jawne. Ciekawszy jest brak niepodległości faktycznej, i tu znajdziemy szerszy wachlarz zewnętrznych wpływów. Mamy oto oczywistą zależność polityki polskiej od Unii Europejskiej, większą, niż podejrzewa większość Polaków. Skoro Unia, to i Niemcy, mamy więc także zasadniczą zależność od polityki niemieckiej. Zależności są jednak dalsze, zarządza bowiem Polską również polityka Stanów Zjednoczonych. Skoro USA, to również Izrael, bardzo wspierany przez państwo amerykańskie, co potwierdzane jest w oficjalnych wypowiedziach administracji największego mocarstwa.

Do kręgu państw, którym służymy należy jeszcze dołączyć Ukrainę, nie tyle z uwagi na sprawczość tego państwa, lecz z powodu jego instrumentalnej zależności od wcześniej wymienionych podmiotów. Nie można też nie wspomnieć o bytach ponadpaństwowych, kierujących naszymi losami – globalnym kapitale finansowym oraz ONZ i jej agendach. Przed Warszawą ustawia się więc cały korowód stolic: Waszyngton, Nowy York, Bruksela, Berlin, Bazylea, Kijów. Patrząc na listę naszych władców, walczących ze sobą o prymat zwierzchności nad nami, trudno nie westchnąć z nostalgią za PRL. Wtedy było prościej, na liście władców była tylko Moskwa.

Polacy tak już jednak do tego przywykli, że jeśli im się to wykaże, większość tylko wzruszy ramionami i powie: „No i co z tego? To nic nowego, tak widać musi być, my sami nic nie możemy, musimy do kogoś należeć. Jakoś jednak się żyje, do pierwszego starcza”. Tak już przywykli do antypolskiej polityki kolejnych ekip, że nie wzruszają ich nawet najbardziej jaskrawe przykłady: likwidacja dużej części polskiego przemysłu, przejęcie mediów przez obce siły, osłabienie sił zbrojnych, rozbrojenie armii przez wysyłkę broni i wyposażenia na Ukrainę, wpuszczenie na nasze terytorium milionów niechętnych nam ludzi, obciążenie Polaków ogromnymi kosztami utrzymania Ukrainy i jej obywateli, zagrożenie krajowego rolnictwa, systemowa likwidacja szkolnictwa i nauki, antypolska polityka kulturalna, informacyjna i historyczna, rosnące zadłużenie państwa, kowidowe zamknięcie narodu i gospodarki, zarzynanie własnego rynku i przedsiębioczości, wygaszanie energetyki. Każdy z tych przykładów zasługuje na natychmiastowe odsunięcie ekipy od rządów i postawienie przed trybunałem. Tak się jednak nie dzieje, bowiem wymienione przykłady albo już uleciały z pamięci, albo nie przełożyły się bezpośrednio na sytuację osobistą poszczególnych Polaków w skali masowej. Związek tych faktów z życiem ludzi stale jest zaciemniany i zagłuszany przez hałaśliwe media, fałszywe problemy, lewackie narracje, kłamliwe pseudo-autorytety, agenturalnych polityków i analityków, fałszywych proroków, odwracanie i rozpraszanie uwagi. Z drugiej strony spokój społeczny kupowany był socjalem, pochodzącym z wyprzedaży majątku i zadłużania, oraz możliwościami wyjazdu na zagraniczne wakacje all inclusive. Tak w skrócie można opisać listę szklanych paciorków, jakimi Polacy zostali przekupieni, aby nie przeszkadzali w pełzającym zamachu stanu, trwającym od 1989 r., polegającym na stopniowej likwidacji państwa i narodu polskiego. Dobitnym wyrazem całej polityki III RP jest sytuacja demograficzna, czyli katastrofa. Nasz obecny stan nie jest więc tylko pełzającym zamachem stanu, ale też pełzającą likwidacją wszystkiego, co polskie, z Polakami włącznie. Pełzający zamach, pełzająca likwidacja, pełzająca depopulacja, pełzająca czystka etniczna.

Najbardziej niepokojące jest to, że większość Polaków uważa ów stan likwidacyjny za wielkie dobrodziejstwo, zapewniające dobrobyt, bezpieczeństwo aktualne i bezpieczną przyszłość swoją i swoich dzieci. Jest oczywiście wiele czynników, które składają się na tą nieświadomość, nie chce ich tu rozwijać, bo nie o tym ten artykuł, ale o nowych zagrożeniach, wynikających tudzież z sytuacji światowej, co z wymienionego wyżej korowodu zależności. Niektóre poważne zagrożenia wynikają bowiem niezależnie od naszej woli, ale to, jak na nie reaguje państwa polskie, powinno zależeć od Polaków, tymczasem zależy od gry interesów podmiotów, od których jesteśmy zależni.

Ci, którzy nadzieję na trwały pokój światowy upatrują w instytucjach ponadnarodowych, takich, jak ONZ i jej agendy powinni lepiej poznać ich historię, założenia początkowe i kolejne mutacje ich polityk. Spostrzegliby wtedy, że od swoich fundamentów aż po dach organizacje te prowadzone są przez satanistów, lucyferystów i okultystów. Ich główny cel polega na budowie jednego państwa światowego, którym chcą zarządzać za zasadzie absolutnej tyranii. W tym celu konsekwentnie od początków tych instytucji dążą do likwidacji państw narodowych i narodów, aby w efekcie zdobyć pełną władzę nad każdym człowiekiem i wszystkimi zasobami ludzkości, a depopulacja, czyli zmniejszenie liczby ludzi jest jedną z głównych wytycznych ich polityki. Jeśli natomiast ktoś byłby jeszcze tak naiwny, aby sądzić, że Unia Europejska zadba o przyszłość dobrą dla nas, ten dozna gorzkiego rozczarowania. Unia bardzo chce zajmować się naszą przyszłością podobnie, jak ONZ – poprzez depopulację, jest ona bowiem częścią globalnego planu i wdraża w Europie globalne strategie. Różnica polega na tym, że na ogólny cel tyrańsko – depopulacyjny nałożony jest projekt europejski, czyli Paneuropa. Polega on na budowie jednego państwa europejskiego bez narodów i państw narodowych. Nową ludnością Europy ma być sztucznie stworzona rasa ludzka negroidów, będąca genetycznym połączeniem Europejczyków i imigrantów z Afryki i Azji. Wiąże się to nie tylko z koniecznością likwidacji państw europejskich, ale również z depopulacją miejscowej, białej ludności. Co do Niemiec nikt nie powinien wątpić, że dążą do budowy swojego własnego imperium, między innymi po to, aby eksploatować i wyzyskiwać narody podbite, szczególnie Polaków.

Izrael ma swoje interesy państwowe i narodowe, częściowo ukrywając je przed opinią publiczną. Jednym z nich jest skorzystanie z Ustawy 447 w celu przejęcia polskiej własności. Intencje tych ludzi można pojąć, czytając Talmud. Nie należy raczej spodziewać się, że będą wspierali Polaków. Ukraina to państwo nieprzychylne Polsce i Polakom, będące instrumentem polityki tych samych bytów, które zarządzają Polską. Władze Ukrainy nie okazują wdzięczności Polakom, a ich ludzie, zainstalowani w Polsce już pozwalają sobie na groźby ataków fizycznych. Nie należy tego lekceważyć, zważywszy, ilu ich jest już w Polsce, oraz ilu ichnich, sfrustrowanych frontowców może znaleźć się w Polsce już niedługo. Nietrudno zgadnąć, kogo będą obwiniali za swoje niepowodzenia i nieszczęścia.

No i są wreszcie Stany Zjednoczone, rządzone obecnie przez ekipę Donalda Trumpa. Do niedawna to mocarstwo ściśle współuczestniczyło w budowie państwa globalnego, ze swoją własną szkodą. Prezydent Trump wycofał USA z projektu globalnego, ograniczając się do budowy pozycji imperium amerykańskiego. Teraz Ameryka robi to, co jej się opłaca, i jeśli będzie potrzebować wyssania gospodarczego Europy, zrobi to.

No i w tym wszystkim Polska, zarządzana przez kolejne rządy warszawskie. Polska, bardzo wisząca u klamki wszystkich mocarstw, od których jest zależna. Polska, która nie ma własnej polityki zagranicznej ani racji stanu, a której warszawskie rządy zawsze posłusznie realizują wolę zewnętrzną. Dotąd nie dawało to bezpośredniego przełożenia na życie ludzi, ale to zmienia się dynamicznie. Groźba rozszerzenia wojny na Ukrainie na inne państwa, co dla Polaków byłoby katastrofą; nadreprezentacja banderowców na ziemiach polskich, grożących odwetem za fikcyjne winy; nadchodząca masowa migracja wielokulturowych ludzi; nadciągający kryzys ekonomiczny. Każda z tych okoliczności stanowi realne zagrożenie bezpieczeństwa dla realnych polskich obywateli. Nawet jedna z nich powinna zaalarmować stosowne państwowe struktury zarządzania, co powinno spowodować realne przedsięwzięcia w celu zabezpieczenia ludności, infrastruktury, gospodarki i państwa. A co dzieje się w rzeczywistości? Jak rząd warszawski chroni swoich obywateli?

Z pewnością chroni bardzo ważnego obywatela Jerzego Owsiaka przed internetowymi emocjami emerytów. Tu służby reagują natychmiast, ofiarnie ścigając sprawców. Natomiast gdy ukraińska aktywistka, mieszkająca w Polsce zapowiedziała zemstę Ukraińców za odebranie im socjalu, żadne widome działania nie zostały podjęte. Pani Panczenko jest już jednak obywatelką polską, prezydent Andrzej Duda nadał. Można więc z ulgą stwierdzić – rzeczywiście, polskie służby chronią polskich obywateli przed swoją własną interwencją. To wskazuje również na pewien trend, z którego spokojni Polacy jeszcze nie zdali sobie sprawy – kto może już niedługo być obywatelem polskim, i że być może niebawem wykształcą się dwie kategorie obywateli państwa polskiego – tolerowani i afirmowani przez władzę, którzy będą mogli bardzo dużo, i tacy, których każde wypowiedziane publicznie zdanie będzie traktowane jako mowa nienawiści. Tak władza troszczy się o dobro polskich obywateli. Inna troska dla równych, inna dla równiejszych.

Ta dwoistość władzy nie powinna dziwić w kontekście celów instytucji ponadnarodowych, którym służy władza, mająca siedzibę w Warszawie. Skoro te instytucje dążą do likwidacji suwerennych państw i narodów oraz do depopulacji ludności, to ich intencje nie mogą pomijać w tych rachubach państwa i narodu polskiego. Jak wygląda obecny stan struktur państwa, nie trzeba chyba nikogo przekonywać – ktoś dostał dziejową misję przeprowadzenia postępowania likwidacyjnego państwa polskiego i włączenia likwidowanego majątku w szersze struktury unijne. Dobitnym przykładem potwierdzającym jest reforma edukacji, planowana na rok 2026, po której polski system edukacji stanie się częścią unijnego Europejskiego Obszaru Edukacji. Państwo można więc już odhaczyć, wiadomo, jak to zrobić. Nieco trudniejsza sprawa z narodem – jak rozwiązać etniczny problem polski? Częściową odpowiedzią są wszystkie polityki ekonomiczne, społeczne i kulturalne III RP, dzięki którym skutecznie zmniejsza się liczebność Polaków, a dzietność jest najniższa w Europie. Dobitny przykład takiej polityki stanowi nowy przedmiot szkolny, wprowadzony zamiast Wychowania do życia w rodzinie, zwący się niewinnie Wiedzą o zdrowiu. W rzeczywistości jest to wiedza zniechęcająca do małżeństwa, rodziny i macierzyństwa, zachęcająca za to do rozpusty i masturbacji. To jednak nie jedyne rozwiązania problemu polskiego.

Tak, jak projekt globalny ma swój wewnętrzny projekt dla Europy – Unię Europejską, tak samo projekt unijny też dysponuje dodatkowym projektem dla Polski – Unią Ukropolińską. Chodzi tu nie tyle o włączenie Polski do granic Ukrainy, ile o włączenie części ludności Ukrainy do Polski i zmianę składu ludnościowego naszego państwa. W dokumentach unijnych ludność ta nie jest określana jako „refugees” – uchodźcy, ale jako „displaced” – przesiedleńcy. Wiadomo, co stało się w latach 40-tych XX wieku, gdy Polacy znaleźli się na jednym terytorium z tą samą ludnością, można to powtórzyć jako Wołyń 2.0. Wtedy okazało się to całkiem skutecznym sposobem rozwiązania etnicznego problemu polskiego. Jeśli dodatkowo na ziemie polskie przybędą wyczekiwani przez lewactwo wielokulturowi imigranci, niespecjalnie lubiący chrześcijan, będzie to spektakularnym dopełnieniem procesu likwidacyjnego.

Czytaj też:

Poradnik dla rodziców pdf

Edukacja seksualna odkryta pdf

Ale to się na pewno nie zdarzy, rząd i jego służby na pewno nas ochronią przed wszelkimi zagrożeniami. Możemy spać spokojnie. To jest przecież niemożliwe, aby jakikolwiek Polak pozwolił, aby coś takiego spotkało jego rodaków. Bo gdyby rząd na to pozwolił, wówczas nie byłby to polski rząd, tylko Paneuropejski Rząd Ukropoliński (w skrócie PRUk,) i wziąłby na swoje sumienie wielką czystkę Polaków i likwidację naszego narodu. Wówczas Polacy musieliby sami zatroszczyć się o swoje bezpieczeństwo i stworzyć nowe struktury państwa, aby fizycznie przetrwać. Nasz rząd kochany na pewno do czegoś takiego nie dopuści. Premier Tusk o nas zadba, marszałek Hołownia się ona nas zatroszczy, minister obrony Kosiniak – Kamysz nas obroni, minister wewnętrzny Siemoniak nas ochroni, a dziećmi zajmie się troskliwa ministra edukacji Nowacka.

Śpijmy spokojnie dalej.

_______________

Zamach stanu na państwo i naród, Bartosz Kopczyński, 19 lutego 2025

USAIDS? Zamiana interesów w ideolo

USAIDS?

https://dziennikzarazy.pl/15-02-usaids Jerzy Karwelis

USAID to

15 lutego, wpis nr 1337

Kiedyś, kiedy posadziłem bluszcz, ten zaczął mi chorować. Jako, że nasadziłem pełno tego, na ścianie powstała cała plątanina i przy chorobie pojawiły się tylko ślady zbrązowień tam, gdzie bluszcz chorował. Ale dzięki temu można było dojść do źródła problemu, idąc po chorych gałązkach do chorego korzenia, nie zaś wycinać wszystko. I tak mamy teraz. Prezydent Trump bowiem zastopował funkcjonowanie wielkiej agencji amerykańskiej USAID i po przycięciu tego „korzenia” właśnie się okazuje powoli, które gałęzie bluszczu amerykańskiej polityki zagranicznej były podłączone do niego. A to pozwoli wyłowić nam z tej plątaniny ukrytą dotąd sieć. Na do tej pory jednolitej ścianie bluszczu pomagania pojawiły się gnijące gałązki pozwalające nam zobaczyć rozległość ekspansji tego korzenia.

Co to za diabeł?

Trzeba najpierw nam wiedzieć, co to za agencja, ta cała USAID. Nie ma co się obecnie zagłębiać w jej statut, by się pastwić nad jego nieprzestrzeganiem. Dość powiedzieć, że – jeśli już ktoś o tym USAID wiedział – to była ona kojarzona z pomocą. Ot, Amerykanie gdzieś tam odkrywali jakiś kryzys i włączali przygotowane do reakcji sprawne urządzenie niesienia pomocy. Taka była powszechna bajeczka. Ale wydaje się, że było jednak inaczej.

Ja się z USAID spotkałem już w czasie swego pobytu w USA, czyli w 1990 roku. Widziałem to w Nowym Jorku w przypadku swoich kolegów, co to w Stanach szkolili się na demokratów, że USAID i inne podobne fundacje pomagały wdrożyć się nowym ludziom zza żelaznej kurtyny w nowy demokratyczny ład, który nastał po 1989 roku. Stypendia, wizyty studialne, finansowanie projektów miały swój udział w „uczeniu” również Polaków zasad systemu, za którym tęsknili, a który uprawiali tylko w wyobraźni. Był to też – moim zdaniem – całkiem naturalny system wyławiania ludzi (ale też już w Polsce) nie tylko zdolnych, przywódczych, ale i takich, w których warto było inwestować, by – delikatnie mówiąc – w swej przyszłej działalności publicznej uwzględniali również interesy swych patronów. Ten proces trwał równolegle w przypadku relacji niemiecko-polskich. Teraz można wyglądać tego śladu w biografiach wielu polskich polityków: albo stypendyści obcych fundacji, albo założyciele fundacji rodzimych, wspomaganych przez fundacje zewnętrzne. Była to swoista rywalizacja, która trwa do dzisiaj – Amerykanie mieli „swoich skurczybyków”, ścigając się z Niemcami, którzy walczyli o swoje, osobowe, strefy wpływów. I tak nam zeszło.

W normalnym kraju, to taki proces wyłaniania liderów dzieje się na miejscu. Ale do tego potrzebna jest polityczna wola, a tej u nas brakło. Bo co stało na przeszkodzie, żeby to samo państwo polskie nie posłało swoich po nauki w świat. Tak Chiny robią od lat i inwestycje w ludzi, bez dwuznaczności postaw, wracają później do nich. Na miejscu, w przypadku państw poważnych, robią to think tanki, fundacje, które dbają o poziom i niezależność narybku do publicznej roboty. Nie u nas. U nas takie talenty rodzą się na kamieniu ordynacji proporcjonalnej, sprowadzonej do wybrania posła przy zielonym stole naczelnika partii oraz – jak widać – na kamieniach odległych od naszej Polski. A więc ludzie polscy poszli w świat, wrócili do Polski i mają takie priorytety jakie mają. Przykład? Proszę bardzo.

Psychiatra uhonorowany

Mamy takiego np. byłego ministra i posła Klicha. Przypomnę, że za PO Pierwszego stał się on ministrem od wojska, choć w hodowanym przez Tusków „gabinecie cieni” na to stanowisko był przeznaczony poseł z mojego Wrocławia, Bogdan Zdrojewski. Ale to nie on dostał tę tekę, do której był przecież sposobiony. Dostał ją pan Klich, psychiatra, choć to pewnie i zaleta z jego zawodu w stosunku do obszaru jakim miał się zająć. Może i polskiemu wojsku przydałby się psychiatra. Nasz pan Klich był prezesem Instytutu Studiów Strategicznych. I jest to ten drugi przykład wpływów, o jakich mówiłem, czyli jak się wpływa poprzez zewnętrzne finansowanie na istniejące już fundacje.

Otóż to, że sponsorem przyszłego ministra od wojska, a wtedy prezesa Instytutu, były firmy z przemysłu zbrojeniowego (Lockheed Martin czy włoski producent helikopterów – Finmeccanica) to pikuś. Ci się tylko dyplomatycznie dokładali do konferencji organizowanych przez instytut Klicha. Ale spójrzmy na stałych sponsorów: niemieckie instytuty im. Neumana (kojarzony z niemiecką partią FDP), instytut Eberta (wpływy niemieckich socjaldemokratów, szef instytutu – niejaki Martin Schulz, a jakże), oraz sponsor creme de la creme instytut im Adenauera, to że chadecki to pikuś, ale w 93% finansowany przez rząd federalny Niemiec. I taki to utrzymanek najpierw staje się niespodziewanie, i niezależnie rzecz jasna, ministrem wojny (a raczej patrząc na tempo rozbrajania Polski, raczej ministrem pokoju), zaś potem awansuje na kierownika placówki dyplomatycznej w Waszyngtonie, boć – do wyborów Trzaskowskiego na prezydenta – Klich nie ma nominacji na ambasadora. Tu, jak widać do polityki polskiej wobec USA też przydałby się psychiatra. Głównie od leczenia schizofrenii raz pro, raz anty-amerykańskich postaw polskiego obozu rządzącego.  

I tak można bez końca rozplątywać ten kłębek tych wzajemnych zależności, bo to w instytucie Klicha i Balcerowicz się uchował, i Bartoszewski i… Jan Nowak-Jeziorański. Takich zależności – już nie bezpośrednich stypendystów, bo to kole w oczy, ale wsparcia finansowego jakichś kanapowych startupów strategicznych jest pełno. Efekty tej pracy u podstaw (niestety nie naszej) ujawniają się nagle, jak jakiś hodowany eksponat dojrzewa na tyle, by go pokazać światu. Wyskakuje wtedy jakiś Filip z obcych konopii i mamy nowego świetlistego idola. Gotowego i w blokach startowych do suwerennej polityki. Tak to chodzi i wiedzą o tym wszyscy – i zewnętrzni patroni, i ochotnicy na klientów takowych, czyli polscy politycy. A jest tych przykładów bez liku, nie będę więc Państwa zanudzać.

Zamiana interesów w ideolo

A więc mamy tu omówiony modus operandi i w przypadku rzeczonej USAID było to normalne. Uwaga, jeszcze raz – to jest normalne. Normalne działanie w przypadku państwa poważnego, które chce formować swoje elity i uzyskiwać wpływ na zagraniczne ośrodki celem realizacji własnego interesu państwowego. Jest to tzw. soft power, z której wzięliśmy tylko soft: na świat gramy „na miękko”, trochę Chopina, Mazowsze dla Polonusów i czołobitne wsłuchiwanie się w co to nam przyniosą z Berlina czy Waszyngtonu.

No to mamy, że to i Amerykanie to robili jak wszyscy, i że to nic wyjątkowego. Tak, ale z jednym zastrzeżeniem. To, że Ameryka miała takie narzędzie wpływu kształtujące jej politykę państwową to jedno, ale sytuacja się zmienia, jeśli to narzędzie jest używane do umiędzynarodowienia nie interesów państwa, ale ideologii, która je opanowała. A to robi różnicę.

Działania USAID poszły tu w różne, dziwne strony.

Miliony na prezerwatywy do Strefy Gazy, melioracja pól maku do produkcji narkotyków w Afganistanie (170 mln $), budowa drogi w Afganistanie, którą nie przejechał żaden samochód (250 milionów $), tama, która nie trzyma wody tamże (ponad 200 milionów $), na konsultantów ESG (ponad 500 milionów $ w Afryce), przypomnę – chodzi o niefinansowe raportowanie w obszarach ekologii, spraw pracowniczych i ładu korporacyjnego (w Afryce!), 70 milionów $ na irlandzki musical o równości, czy 20 milionów $ na iracką wersje „Ulicy Sezamkowej”.

A mówi się, że za USAID stała sama CIA, a więc można sobie popatrzeć jak tam bezpieczniacy bawią się za publiczne. Ale to są szydery, zaś sprawa jest poważna.

Kiedy Trump z Muskiem odcięli finansowanie USAID trwoga poszła od korzenia po gałązkach – lets follow the money. Najpierw odezwały się płaczki. Że teraz dzieci po świecie pomrą z głodu, ale tu papiery okazały się słabe. Nie było zbyt wiele takich gałązek podłączonych do zasilania z korzenia USAID, ale te, które zaczęły naprawdę gnić, pokazały jak chodził ten system. Tam w ogóle nie chodziło o pomoc, nawet nie o ekspansję interesów USA – chodziło o czyste ideolo. Nawet nie chcę się znęcać nad zagranicznymi wytryskami tej demokratyzacji a la pax americana – spójrzmy na nasze podwórko. Voila!

Uderz w stół, a media się odezwą

Zawyły… media. Tak, okazało się, że to tędy wszystko szło. Przypomnę – to są pieniądze, które dostawały media z zewnątrz, z pewnymi zadaniami do wykonania. Jednocześnie te same media zarzekały się, że to tak naprawdę tak myślą, a wszelkie najmniejsze podejrzenia o wpływie z zewnątrz na inne – najczęściej prawicowe – media wyzywały od onucyzmu i zewnętrznego wpływu na opinie przyszłych – jak to w demokracji – wyborców. Tak – z jednej strony kasa od tęczowych CIA-jowców do dzióbka, z drugiej strony – straszny Musk, który miał czelność przeprowadzić wywiad z szefową wrażej niemieckiej AfD.

A przez wycie mediów dowiedzieliśmy się – już bez jakiejkolwiek żenady z ich strony – że proceder był stały, opierały się na nim budżety niejednych domostw. Codziennie tatusiowie i mamy, pracownicy niwy wolnych (chyba od prawdy i kontroli) mediów, wychodzili do pracy, całowali swoje psiecko w pyszczek, by nawijać ciemnemu ludowi tęczowy makaron na uszy, za – w tym wypadku – jak najbardziej prawilne diengi. I nożyce się odezwały.

Nawet nożyce zaczęły brzęczeć, że po ruchu Trumpa stały się te wolne media, oczywiście, a jakże, obiektem ataków. Są to tłumaczenia naiwne, gdyż ich autorzy podejrzewają atakujących o… zazdrość, że to nie im przyznano dofinansowanie. Tak, „dzieci kapitana Granta” nie wyobrażają sobie przecież innego sposobu działania. I mają właściwie rację – bez wspomagania zewnętrznego nikt takiego szmelcu nie chciałby oglądać i czytać, a więc wiedząc to porzucone dzieci będą zajadle atakowały otoczenie podejrzewając, że wszyscy dybią na ich kawałek grantowego tortu.

Ale przyjrzyjmy się jak to niezależni dziennikarze szli w bój. Pal licho, że uważają, iż nic nie ma zdrożnego w różnego rodzaju szkoleniach. Kiedyś to się jako dziennikarz jechało na Malediwy, by posłuchać rewelacji o nowym leku, o czym się oczywiście pisało jak się chciało, w swoim niezależnym przecież dziennikarstwie. Teraz mamy szkolenia ideolo wedle różnych koncepcji. Oto np. dwa granty na łączną kwotę 100.000 $ utraciła m.in. Fundacja Wspomagania Wsi. Wsparcie dotyczyło organizacji warsztatów liderskich oraz drugiego projektu „budowania wspierających społeczności dla osób LGBT+ na obszarach wiejskich”. Tak, jak widać USA pomagały, jak mogły.

Nie tylko USAID          

Ale nie tylko USAID pomagały. Kwestia finansowania organizacji pozarządowych zatacza coraz szersze kręgi. Pamiętacie granicę z Białorusią i kryzys z nią związany? Proszę bardzo: „W 2021 roku, w czasie największego kryzysu migracyjnego na granicy, fundacja [Ocalenie, działająca na granicy] otrzymała łącznie 1 941 196,43 zł. Z tej kwoty 1 551 091 zł pochodziło ze środków europejskich, a 303 244,86 zł przekazały polskie samorządy. Największą część wsparcia ze strony samorządów zapewnił Urząd Miasta Warszawy. W 2023 roku dotacje i wpływ dla fundacji były znacznie większe. Z oświadczeń majątkowych wynika, że Fundacja Ocalenie w 2023 roku uzyskała blisko 20 mln zł przychodu, z czego na wynagrodzenia wydała ponad 12 mln zł!! Koszty ogólnego zarządu w 2023 roku wyniosły 403 tys. zł. W zarządzie zasiadają 4 osoby. Odnośnie granicy, w 2023 Fundacja ocalenie pomogła 368 imigrantom, w systemie zmianowym na granicy dyżurowało 58 osób”.

Trzeba dodać, że Fundacja Ocalenie już na tyle leciała w trąbę z przemytem nielegalnych uchodźców, których (sic!) nazywa swoimi klientami, że sprowadziła na święta nielegałów do Sejmu, by sobie marszałek Hołownia zrobił z nimi selfie dla popularki. Wróćmy do naszych USAID-owych baranów. Krótki spis beneficjentów, głównie „wolnego słowa”:

Pieniądze otrzymywałyTour de KonstytucjaPL. Fundusze płynęły do Fundacji Galicia Jewish Heritage Institute czy Muzeum Historii Żydów Polskich Polin. Kolegium Europy Wschodniej dostało dofinansowanie na szkolenie dla dziennikarzy lokalnych. Ci mieli być instruowani, jak „poprawnie relacjonować kwestię związaną z sytuacją Ukraińców, w tym powrotu uchodźców i odbudowy ich kraju”. […]

Dotowanych było wiele polskich, oczywiście lewicujących, mediów. Jako jedna z pierwszych „spłakała” się Krytyka Polityczna, która została odcięta od amerykańskiego cyca. Pieniądze płynęły też do oko.press, „Gazety Wyborczej” czy Instytutu Reportażu Mariusza Szczygła. Nie zabrakło też Demagoga, który wziął 40.000 $ za organizację „programu dotyczącego umiejętności korzystania z mediów/sprawdzania faktów”.

Finansowano – cóż za zaskoczenie! – zieloną propagandę. Grant otrzymało BoMiasto na pokrycie kosztów związanych z projektem: Śląsk – region węglowy w transformacji – integracyjny dialog na rzecz przejścia na czyste źródła energii. […]

Beneficjentami były także, a może przede wszystkim, organizacje LGBT. 100.000 $. przekazano Fundacji Wspomagania Wsi, z zastrzeżeniem, że pieniądze muszą być wydane na „budowanie wspierających społeczności dla osób LGBT+ na obszarach wiejskich”. Mniej więcej połowa tej kwoty popłynęła do Stowarzyszenia na rzecz osób LGBT Tolerado czy na projekt „LGBT Plus Me: wzmacnianie polskiej młodzieży jako sojuszników LGBT+” Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Federacja Znaki Równości otrzymała 30.000 $ na działania wspierające członków społeczności LGBTQI+ na rynku pracy. Fundacja Herstory przytuliła pieniądze za „budowanie potencjału aktywistów i usługodawców pracujących ze społecznością LGBTQI+”. Na mniejsze granty załapały się m.in.: My, rodzice – Stowarzyszenie matek i ojców sojuszników osób LGBTQIA na wspieranie różnorodności w rodzinie, Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego („wsparcie projektu prawa osób LGBTI w praktyce”) oraz Kampania Przeciw Homofobii. Ci ostatni dostali „skromne” 14.000 $.”.

To dopiero początki gnicia tych gałązek – będziemy mieli wiele takich niespodzianek, które pokarzą nam kto był podpięty do tego zasilania. A więc mamy do czynienia z całym systemem. Teraz w całkowicie innym świetle stawiane są do tej pory zdarzenia wołające o pomstę do nieba. Putin wywala takie NGO-sy z Rosji, oskarżając je o szpiegostwo, Orban wywala z Węgier rozsadnik takiej działalności działający pod przykrywką „uniwersytetu Sorosa”, który miał promować „otwarte społeczeństwo”, a któż jak nie satrapa jest przeciwko otwartości, no któż? Gruzja chciała przeprowadzić ustawę o ograniczeniu wpływu środków z zagranicy do kraju za pomocą zarejestrowania organizacji, które otrzymują ponad 20% środków z zagranicy, to nazwano to ustawą o „zagranicznych agentach” i wyprowadzono ludzi na ulicę, przy czym cała społeczność międzynarodowa, jak widać zainteresowana utrzymaniem tego narzędzia, oburzyła się sromotnie. Nie ma zmiłuj.

Wylanie dziecka z kąpielą

A ja mówiłem od początku, że to będzie wylanie dziecka z kąpielą. Że na takich harcach stracą prawdziwe organizacje pomocowe, bo tolerują to, że wśród nich ukrywają się organizacje wpływu. I to wylanie, to nie wina rodzica, ale dziecka, bo kąpało się w mocno zanieczyszczonej wodzie, twierdząc, że wszystko jest w porządku. A tu sprawa jest złożona.

Z grubsza organizacje społeczne dzielę na pomocowe i organizacje zmiany. Pierwsze – identyfikują obszar deficytu i tam angażują się, by ten deficyt zniwelować. Drugie są bardziej „postępowe”, one nie chcą pomóc, one chcą zmienić świat. I tu mamy zderzenie dwóch aksjologii: konserwatywnej i postępowej. Konserwatywna uważa, że świat jest wysoce złożoną materią, wydaje z siebie wiele niesprawiedliwości, trzeba się zająć niwelacją ich skutków. Ale konserwatyści uważają, że „wiele trzeba zmienić, żeby wszystko zostało po staremu”. Czyli trzeba się napracować wiele, by nie było gorzej.

Postępowcy uważają odwrotnie – tylko zmiana przyniesie ulgę. A więc nie tyle trzeba pomagać na bieżąco, tylko należy działać długofalowo – zmieniać tkankę społeczną, gdyż to w niej, w jej kulturowym niedostatku, ukrywają się źródła zła. I jak się tę tkankę zmieni to wszystko pójdzie jak z płatka. Tyle, że tu zaczynają się schody – kto i jak będzie definiował gdzie trzeba zmienić taką tkankę? Jakimi metodami? A jak „tkanka” widzi to inaczej? Pocisnąć, czy nie? Stąd ten nurt w organizacjach pozarządowych, które okazują się brać kasę pośrednio (czasem bezpośrednio) od rządów, jeśli tylko rządów agenda zmiany pokrywa się z ich pomysłami. Najczęściej jest to polityka follow the money, gdzie NGO-sy szukają drzwi na granty otwartych przez takie USAID, do których (przypadkiem) dopasowuje się swoje kreatywne społeczne pomysły.

Trzeba przyznać, że to wielki dylemat, choć historia już pokazała kto ma rację. I to wcale nie jest tak, że rację mają tylko pokorni konserwatyści licząc na minimalny impakt własnych działań. Prawda okazuje się nie leżeć po środku, tylko jak zwykle – tam gdzie leży. A jest tak, i dowiodła to historia, że ruchy postępowe mają pewien efekt „przeczyszczający” dla skostniałej struktury społecznej. Obchodzą bowiem zaczopowane kanały uzewnętrzniania się nowych aspiracji społecznych. Tylko ten, kto przeżył taki okres „przeczyszczania” wie, że czasami szkody takiej operacji przewyższają wątpliwe wady starego. Po wszystkich rewolucjach następowały hekatomby ofiar społecznych i fizycznych, po czym przychodziło otrzeźwienie, rekonkwista, wieszanie kiedyś wieszających i system się stabilizował. O piętro wyżej w uwzględnianiu bagatelizowanych przed wybuchem aspiracji społecznych. I to była jedyna „wartość dodana” postępu. W dodatku nie ma dowodów, że system sam by się nie zreformował i bez rewolucji, i bez jej kosztów.

Tak więc dylemat jest rozwiązywalny dialektycznie, być może zło niesione przez rewolucję postępu jest jakąś deterministyczną koniecznością dziejową, ale – jak to w Biblii ze złem – biada temu, kto je przynosi. I dlatego wspomniałem tu o „wylaniu dziecka z kąpielą”. Bo jak teraz rozdzielić ziarna pomocy od ideologicznych plew? Odium już padło na wszystkich z NGO-sów i będzie się ciężko z tego wyciągnąć przez dłuższy czas, ale sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało. A więc straci cały „trzeci sektor”, ale głównie dlatego, że się brzydko bawił znaczonymi pieniędzmi, o czym wiedział każdy z tego sektora.

Jednak szansa

Ale może ruch Trumpa ma swoje przeczyszczające walory? Może właśnie wstrzymanie, nie zamknięcie, tych środków miało pokazać kto pierwszy wypełznie spod kamienia hipokryzji. A wypełzło jakie stadko? Ano byli piewcy „wolnego słowa”, szermierze prawdy, którzy mówili rzeczy tak niesamowite, że nie było wiadomo jacy zwolennicy za to płacą. I okazało się, że nie płacili za to odbiorcy, tylko rzeczywiści nadawcy. Teraz patrząc na te gałązki gnijące z powodu odcięcia od korzenia można zobaczyć całą sieć. Parę pewnie niewinnych zginie, ale tylko dlatego, że dały się podłączyć do zdrowego (i tego samego) korzenia innym paputczykom wcale nie pomocowej nowiny. A może to jest reset i Trump założy coś co będzie po prostu pomagało, zaś swoje wpływy za granicą będzie utrwalał – niestety – coraz bardziej hard, nie soft-power? Dla NGO-sów to szansa na oczyszczenie, którą mogą przegapić pokazując, że krzywda im się dzieje. Tak żałośnie pozorna, jak z Mrożkowskim zębem z opowiadania „Moniza Clavier”, który im niby wrogowie, za wolność, panie, wybili…

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Tort ukraiński i egzotyczne sojusze

Tort ukraiński i egzotyczne sojusze

Autor: Ewaryst Fedorowicz, 19 lutego 2025

To jest drogie dzieci mapa.
O tutaj,  w środku jest Polska.

Po lewej stronie są Niemcy – a po prawej Rosja.
I tak było zawsze – nawet wtedy, gdy Polski nie było (a nie było długo):
Niemcy po lewej – Rosja po prawej.
Nawet, gdy Niemcy i Rosja nazywały się inacze
j.

USA? A na tej mapie się nie mieszczą.
Nie, nie dlatego, że są za duże.
Nie mieszczą się, bo to mapa Europy jest.
A USA są na innym kontynencie. Amerykańskim.
Daaaaleeeeekoooo.
Za Oceanem Atlantyckim
.

***
Kiedy 12 lat temu napisałem tekst pod wszystko tłumaczącym tytułem  „Kto okradnie Ukrainę?”, skojarzyłem sobie, że była Ukraińska Socjalistyczna Republika Sowiecka (b. YCCP) , to państwo poskładane przez Lenina i Stalina z różnych kawałków, przypomina tort.

I wtedy, przez chwilę, miałem zamiar zatytułować ten tekst tak, jak w dzisiejszym nagłówku, ale doszedłem do wniosku, że lepiej nie ryzykować ze skojarzeniami (bo ktoś pomyśli, że to tekst kulinarny. Wiadomo – „barszcz ukraiński” itp.), a tu, konkretne sprawy, trzeba komunikować konkretnie, po inżyniersku – zgodnie ze sprawdzoną w praktyce zasadą:

„śrubka musi pasować do nakrętki”

***

Po 12 latach, a tym bardziej tuż po monachijskim przemówieniu wiceprezydenta USA J.D. Vance’a i po pierwszej turze negocjacji handlowych (oczywiście, że handlowych) USA z Rosją w saudyjskim Rijadzie, cytacik z tekstu sprzed lat 12:

„prawda, jest nieprzyjemna: NATO wykastrowane, USA fałszywe i daleko, a Rosja – napalona i na karku.”  brzmi aktualnie – prawda?

Nie muszę chyba tłumaczyć, że awantura ukraińska jest elementem mechanizmu, stojącego za wywoływaniem przez USA kolejnych, kolorowych rewolucji, ale nie u siebie, pod nosem, tylko w najbliższym otoczeniu Europy i w samej Europie, niszcząc jej stabilność i likwidując ją jako potencjalnego konkurenta USA.

Podbite i następnie okradzione i rozwalone  Irak, Afganistan, Syria, Libia (OK – tu Francuzi i Brytole, ale że im nie szło z Kadafim, to Amerykanie pokazali, jak się obala niesłusznych sukinsynów), spowodowały potop nachodźców przez Morze Śródziemne prosto do Europy, a nie przez Atlantyk do USA.

A w roli likwidatorów Europy, zatrudniona została cała czereda lewackiej hołoty, z sowiecką agentką Merkel, w roli Churchilla likwidującego (w interesie USA) Imperium Brytyjskie po WWII.

Taaa…

***
11 lutego, 2 dni po okrągłej, 80 rocznicy międzynarodowej konferencji handlowej w Jałcie, czyli 2 dni przed wbiciem przez Trumpa noża w ukraiński tort, usłyszałem nie tyle chichot, co rechot historii.

I nie wierzgać mi tu, bo, oczywiście, że handlowej – wszak Stalin sam ze sobą Polską nie handlował.
Jego partnerami biznesowymi byli, wypromowany przez Rotszylda komunista Roosevelt (przydział służbowy – prezydent USA) i wspomniana łachudra Churchill.

Cała trójka (zwana Wielką) , przerżnęła pełniącą rolę tortu Polskę na pół, z konsekwencjami, które nam się nie tyle odbijały czkawką przez pół wieku, co odbijają się do dziś.

***

Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, Musk sam albo poprzez swoich zwolenników, bez krępacji pokazuje na swoim b. Twitterze, że przewrót na b. sowieckiej Ukrainie  (YCCP) zorganizowali amerykańscy neokoni,z koszmarną Nuland w roli egzekutorki, którą pamiętam z tego, że używała w charakterze mopa samego Kaczyńskiego (poskarżył się), a potem , w ramach bonusa, londyńska pacynka Rotszylda, czyli Boris Johnson, zakazał komikowi dogadania się z Rosją na warunkach – nazwijmy to – fińskich (guglować młodzi, guglować!)

***
Teraz, dobry Trump kończy wojnę, zastawiając cały ten bajzel na europejskich głowach pajaców zasiadających na lewackich stołkach.

Swoją drogą, ten Duda to ma fart:
za parę miesięcy wyląduje na jakimś wygodnym fotelu, a frajerzy w rodzaju Tuska, Kaczyńskiego, Trzaskowskiego (może i Nawrockiego, ale jeszcze decyzja w brzydkiej Ambasadzie z Pięknej ulicy nie zapadła) będą musieli wziąć za twarz Polaków, by wymusić na nich:

a/ dalsze utrzymywanie b. YCCP
b/ wysłanie polskich synów, mężów, braci, ojców prosto w ukraińską maszynkę do mielenia mięsa (w oryginale: мясорубка)

i tym razem – na regularną rzeź:
“Kontyngent NIE BYŁBY operacją NATO, więc uczestniczące w nim siły NIE BYŁYBY objęte gwarancjami bezpieczeństwa zapewnianymi przez Sojusz”

c/połączone z  wymuszonym (tym razem przez skorumpowaną Urszulę) przyjmowaniem kolejnych fal Murzynów, Arabów, Azjatów, innych islamistów do wielkich, polskich miast (małymi, to oni się brzydzą).

***

Wracając do tortu:

najsmakowitsze kawałki przypadną Rosji (lubię mój kolejny tekst, późniejszy o 3 miesiące pt  „Ukrainę okradnie Rosja”) ale i USA nie pogardzą.

A Polska?

Polska stanie na zmywaku, co ma tę zaletę, że może  nawet paterę po torcie wylizać jej pozwolą.

https://naszeblogi.pl/42884-kto-okradnie-ukraine

https://naszeblogi.pl/44720-ukraine-okradnie-rosja

__________________________________________________________________

Obrazek:mapa Europy w latach 1919-1939/pomocedydaktyczne.eu/

Tagi:Jałta, Monachium, NATO, Trump, Ukraina, USA, wojna

O autorze: Ewaryst Fedorowicz

Lewactwo szaleje: „Kuźnia Społeczna” kaja się za wynajęcie sali Braunowi. Samokrytyka zgodna z najlepszymi wzorcami „minionego” okresu.

„Kuźnia Społeczna” kaja się za wynajęcie sali Braunowi. Samokrytyka zgodna z najlepszymi wzorcami minionego okresu.

19.02.2025 https://nczas.info/2025/02/19/kuznia-spoleczna-kaja-sie-za-wynajecie-sali-braunowi-samokrytyka-zgodna-z-najlepszymi-wzorcami-minionego-okresu/

grzegorz braun
Grzegorz Braun / fot. PAP / Daniel Gnap

Kuźnia Społeczna w Olsztynie opublikowała przeprosiny za wynajęcie sali kandydatowi na prezydenta Grzegorzowi Braunowi. Organizacja tłumaczy, że zabrakło im „głębszej analizy i refleksji” nad charakterem tego wydarzenia. W Polsce coraz bardziej zakorzenia się selekcjonowanie „akceptowalnych” polityków.

Spotkanie Brauna w Kuźni Społecznej w Olsztynie odbyło się 14 lutego. Organizacje lewicowe nie chciały do niego dopuścić, a teraz podnoszą raban sugerując, by przestrzeni ekipie Brauna nie wynajmować.

Kuźnia Społeczna wydała oświadczenie, w którym „kaja się” za wynajęcie sali Braunowi i zapowiada, że teraz wprowadzi dodatkowe procedury regulujące wynajmowanie.

„W imieniu Kuźni Społecznej oświadczamy, że wizyta Pana Brauna nie odbyła się na nasze zaproszenie, ani z jakimkolwiek naszym organizacyjnym zaaranżowaniem. Było to wynajęcie sali na spotkanie. Z naszej strony zabrakło głębszej analizy i refleksji czego te spotkanie będzie dotyczyć, za co przepraszamy. Obecnie wprowadziliśmy procedury, które regulują zarówno wynajęcia na cele polityczne jak i używanie nazwy „Kuźnia Społeczna”, aby w przyszłości nie miały miejsce takie sytuacje” – czytamy w oświadczeniu.

Takie postępowanie to nic innego jak forma cenzury prewencyjnej. Ograniczanie możliwości wypowiedzi politykom, niezależnie od ich poglądów, stoi w sprzeczności z fundamentalnymi zasadami demokracji i swobodnej debaty publicznej.

Wynajęcie sali – co jest przecież normalnym procesem biznesowym – nie oznacza przecież poparcia dla poglądów mówcy. Przestrzenie publiczne tyle trąbią o otwarciu na „różnorodność opinii”, ale najwyraźniej nie wszystkie opinie i nie wszyscy politycy są „akceptowalni”.

Oczywiście poglądy Brauna mogą się komuś nie podobać, ale jest legalnie działającym politykiem i kandydatem w wyborach prezydenckich. Odmawianie mu możliwości spotkań z wyborcami jest po prostu śmieszne, ale też podważa demokratyczne zasady, o których tyle trąbią tzw. postępowcy. Przecież oni mogliby spróbować podjąć merytoryczną dyskusję i podważać tezy promowane przez Brauna, ale z jakiegoś powodu tego nie robią, tylko stawiają na ograniczanie możliwości ich wygłaszania.

Komentarze pod przeprosinami Kuźni Społecznej są dość jednoznaczne. „Dobra co Braun zrobił, że przepraszacie? Czy sam fakt, że to on wynajął salę i przybył? Weźcie sie ogarnijcie. Rozumiał bym jak byście mieli spotkanie neonazistów, komunistów, mafii czy zjazd pedofilów a tak. Co w tym złego poza tym, że ktoś kogoś nie lubi i za wczasu wolicie kajać się jak byście sale samemu Stalinowi wynajęli” – pisze jeden z internatów.

„Piękna i zgodna z najlepszymi wzorcami minionego okresu samokrytyka. Czyżby komuna wróciła?” – dodaje inny komentujący. A jeszcze kolejny pyta, z jakiego klucza politycznego będzie w przyszłości wynajmowana sala.

Władze Torunia „przerażone” modlitwą różańcową. Rozwiązali zgromadzenie !

Fundacja Pro-Prawo do życia
Szanowny Panie!
 Władze Torunia usiłowały zablokować zorganizowaną przez naszą Fundację publiczną modlitwę różańcową połączoną z akcją informacyjną na temat aborcji. Rozwiązano nasze legalne i pokojowe zgromadzenie, które do tej pory regularnie odbywało się na toruńskim Rynku.
Politycy KO mówią przy tym otwarcie, że są „przerażeni” publicznymi różańcami, w trakcie których modlimy się i ostrzegamy przed skutkami aborcji. Wiedzą, że nasze akcje kształtują świadomość milionów Polaków, więc chcą je usunąć z przestrzeni publicznej. Nasza walka musi trwać dalej, co potwierdzają liczne świadectwa osób przemienionych pod wpływem modlitwy i kontaktu z prawdą na ulicach polskich miast.Rozwiązano kolejne zgromadzenie [foto]Toruński ratusz rozwiązał w sobotę zorganizowany przez naszych wolontariuszy publiczny różaniec w intencji odnowy moralnej narodu polskiego, który odbywał się na Rynku. Władze wysłały na miejsce specjalnego urzędnika z Wydziału Ochrony Ludności (!), który zaczął wzywać naszych działaczy do zwinięcia baneru prezentującego ofiary aborcji. Gdy nasi wolontariusze odmówili podporządkowania się tym bezprawnym żądaniom, urzędnik rozwiązał nasze pokojowe zgromadzenie twierdząc iż: 

„Otrzymałem informację od obywateli Torunia, że są tymi treściami zniesmaczeni.”

Urzędnik z Wydziału Ochrony Ludności usiłował więc chronić bliżej nieokreślonych „obywateli Torunia” przed widokiem prawdy o aborcji i słowami modlitwy (warto w tym momencie zauważyć, że gdy po ulicach miasta regularnie paradują homoseksualiści i transwestyci, prezentując przy tym wulgarne i nieprzyzwoite treści o charakterze seksualnym, to władzom miasta to nie przeszkadza). Nasi wolontariusze nie podporządkowali się niezgodnej z prawem decyzji i kontynuowali akcję w trybie „spontanicznym”. 

O sprawie zrobiło się głośno zarówno w lokalnych jak i ogólnopolskich mediach. Głos zabrał m.in. radny KO Marek Krupecki, który stwierdził, że jest:

„przerażony zgromadzeniem odbywającym się pod pomnikiem Mikołaja Kopernika od kilku lat piętnastego dnia każdego miesiąca”.

Politycy KO są przerażeni tym, że nasi wolontariusze regularnie modlą się i głoszą prawdę w przestrzeni publicznej. Podsycają więc trwające od wielu lat urzędniczo-prawno-sądowe prześladowania, których celem jest usunięcie nas z ulic polskich miast i wprowadzenie kolejnych zakazów, ograniczeń i totalnej cenzury.

Do czego tego typu działania prowadzą w praktyce przekonały się narody krajów Zachodu, gdzie wprowadzono już m.in. „strefy buforowe” wokół aborcyjnych ośrodków śmierci oraz zakaz modlitwy w myślach, nie tylko na ulicach, ale również w prywatnych domach! Zwrócił na to uwagę wiceprezydent USA J.D. Vance, który kilka dni temu przemawiał na konferencji w Monachium. Jak powiedział Vance:

„Być może najbardziej niepokojące jest to, że patrzę na naszych drogich przyjaciół, Wielką Brytanię, gdzie odejście od praw sumienia sprawiło, że podstawowe wolności religijne Brytyjczyków znalazły się na celowniku. Nieco ponad dwa lata temu brytyjski rząd oskarżył Adama Smitha Connera, 51-letniego fizjoterapeutę i weterana armii, o ohydne przestępstwo stania 50 metrów od kliniki aborcyjnej i cichej modlitwy przez trzy minuty, bez przeszkadzania komukolwiek, bez interakcji z kimkolwiek, po prostu cicho modląc się samemu.” 

Wiceprezydent USA dodał, że:

„Adam został uznany za winnego złamania nowej rządowej ustawy o strefach buforowych, która penalizuje cichą modlitwę i inne działania, które mogą wpłynąć na decyzję osoby znajdującej się w odległości 200 metrów od placówki aborcyjnej. Został skazany na zapłacenie tysięcy funtów kosztów prawnych na rzecz prokuratury. Chciałbym móc powiedzieć, że był to przypadek, jednorazowy, szalony przykład źle napisanego prawa przeciwko jednej osobie. Ale nie. W październiku tego roku, zaledwie kilka miesięcy temu, szkocki rząd rozpoczął dystrybucję listów do obywateli, których domy znajdowały się w tak zwanych „strefach bezpiecznego dostępu”, ostrzegając ich, że nawet prywatna modlitwa w ich własnych domach może oznaczać złamanie prawa. Naturalnie, rząd wezwał czytelników do zgłaszania wszelkich współobywateli podejrzanych o popełnienie przestępstw myślowych w Wielkiej Brytanii i całej Europie.” 

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że w podobnym kierunku szła polityka USA prowadzona za czasów prezydentury Joe Bidena – rząd USA otwarcie tolerował m.in. działalność aborcyjnych grup terrorystycznych oraz siłowe pacyfikacje policyjne amerykańskich działaczy pro-life, którzy modlili się pod aborcyjnymi ośrodkami śmierci.

Kluczową sprawą podniesioną przez J.D.Vance’a są jednak skutki konsekwentnych, publicznych akcji. Jak trafnie zauważył wiceprezydent USA, modlitwa oraz działanie w obronie życia wpływa na decyzje innych ludzi. Właśnie dlatego totalitaryści chcą zakazać modlitwy nawet w myślach i w prywatnych domach, podobnie jak pokazywania i mówienia prawdy na ulicach.

W USA wielu czołowych aborcjonistów nawróciło się pod wpływem modlitwy i kontaktu z prawdą na temat mordowania dzieci w łonach matek. Najbardziej znanym przykładem jest Bernard Nathanson – były ateista, seryjny aborcjonista i jeden z czołowych aktywistów aborcyjnych w historii USA, który doprowadził do legalizacji aborcji na terenie Stanów Zjednoczonych. Nathanson wykonał bądź bezpośrednio nadzorował aż 75 000 aborcji na dzieciach. Co więcej, osobiście zamordował poprzez aborcję swoje własne dziecko (!), które miał z kochanką.
Był również współzałożycielem jednej z największych aborcyjnych grup lobbingowych w USA, która dała początek całemu przemysłowi aborcyjnemu w Ameryce. To właśnie Nathanson wymyślił tzw. „kliniki aborcyjne”, czyli ośrodki śmierci wyspecjalizowane w mordowaniu nienarodzonych. Nathanson przeżył wstrząs, gdy zobaczył na ekranie monitora USG jak wygląda aborcja. W ten sposób powstał film „Niemy krzyk” – pierwsze w historii nagranie przedstawiające aborcję na dziecku, które wstrząsnęło milionami ludzi na całym świecie i zmieniło ich świadomość, w tym również świadomość Nathansona, który nawrócił się, przyjął chrzest i do końca życia był zaangażowany w obronę życia. „Niemy krzyk” w latach 90’tych był wyświetlany w Polsce, m.in. w szkołach, co ukształtowało sumienia setek tysięcy osób z tego pokolenia. 

Zwolennicy aborcji wiedzą, że takie działania są skuteczne. Dlatego usiłują wypchnąć prawdę z przestrzeni publicznej oraz zakazać modlitwy nawet w prywatnym domu, gdyż wiedzą, że może ona wpłynąć na czyjeś decyzje.Co w związku z tym robi nasza Fundacja?
Pomimo kolejnych represji i prześladowań, nie poddajemy się. Walka o życie trwa w całej Polsce. Do sytuacji podobnej jak w Toruniu doszło niedawno w Zabrzu. Na uczestników naszego publicznego różańca wezwana została policja, gdyż komuś nie podobała się nasza akcja. Funkcjonariusze twierdzili, że nasza publiczna modlitwa rzekomo jest „nielegalna”.

Przeprowadziliśmy także kolejne działania pod szpitalami, m.in. pod szpitalem w Rudzie Śląskiej, który odmawia odpowiedzi na pytania, czy dokonuje aborcji. Cieszy nas fakt, że w trakcie akcji dołączali do nas przechodnie, którzy zatrzymywali się i modlili razem z nami.
Kolejny publiczny różaniec odbył się także w Mielcu. Towarzyszyły mu trzy wielkoformatowe banery, które pokazywały prawdę o aborcji, wzbudzając reakcje mieszkańców. 
Ktoś zrobił zdjęcie, ktoś pokiwał głową z dezaprobatą, przechodzący mężczyzną ściągnął czapkę i pochylił głowę w poszanowaniu modlitwy. Od początku akcji w Mielcu naszym działaniom przyglądało się kilku młodych chłopaków, którzy stali obok pijąc piwo. Zadawali wiele pytań, jednak dużo z nich powodowanych było alkoholem, pod wpływem którego niewątpliwie się znajdowali. Przykro było na to patrzeć. Trójka z nich odeszła od nas ze śmiechem.
Jednak czwarty chłopak został w tyle i bardzo cicho poprosił naszych wolontariuszy o broszury informacyjne na temat aborcji. Wziął je od nas, schował za poły kurtki, podziękował i podążył za kolegami. Być może właśnie w ten sposób kolejna osoba została uratowana przed zakażeniem aborcyjną propagandą. Z kolei pewien mężczyzna podszedł do naszych wolontariuszy i agresywnie zaczął rozmowę z nimi od słów: „czego tu?”, ale po dyskusji z naszymi działaczami na temat aborcji podziękował nam za działalność i pożegnał się z nami słowami: „do następnego!”.
Właśnie w ten sposób, dzięki niezależnym akcjom informacyjnym i publicznym modlitwom, skłaniamy do refleksji i poruszamy sumienia Polaków. W 2024 roku takich akcji przeprowadziliśmy w całym kraju ponad 1 000. Chcemy, aby w tym roku było ich jeszcze więcej, aby dotrzeć do milionów kolejnych osób i ukształtować ich świadomość, chroniąc w ten sposób przed aborcyjną propagandą. W najbliższym czasie potrzebujemy na te działania ok. 14 000 zł.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić nam przeprowadzenie kolejnych kampanii na ulicach miast Polski i kontynuowanie walki o przyszłość naszego narodu.
 Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Z wyrazami szacunkuMariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Kiedyś skandal zza Odry, dziś norma w Archidiecezji Łódzkiej. Abp Ryś pobłogosławił „szafarki nadzwyczajne” Komunii Świętej.

Kiedyś skandal zza Odry, dziś norma w Archidiecezji Łódzkiej. Abp Ryś pobłogosławił „szafarki” Komunii Świętej.

https://pch24.pl/kiedys-skandal-zza-odry-dzis-norma-w-archidiecezji-lodzkiej-abp-rys-poblogoslawil-szafarki-komunii-swietej

(fot. Piotr Tumidajski/FORUM / Forum)

Obraz braku poszanowania dla eucharystycznego kultu poprzez przekazywanie go bez realnej przyczyny świeckim od dłuższego czasu trapi Kościół. Jego szczególnie uderzającym przykładem było dla wielu polskich wiernych zetknięcie z praktykami liturgicznymi na zachodzie Europy, gdzie kompetencje udzielania Najświętszego Sakramentu rozszerzono nawet na kobiety – niemogące otrzymać święceń kapłańskich. Niestety – decyzją łódzkiego ordynariusza, abp. Rysia, te wzorce zza Odry przenikną także do naszego kraju. Podczas sobotniej Mszy św. hierarcha pobłogosławił 3 „szafarki” nadzwyczajne.

Jak podaje portal dzienniklodzki.pl, już od ostatniej niedzieli 21 maja trzy kobiety, włączone w szeregi nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej przez abp. Rysia, pełnią posługę w swoich parafiach. Ceremonia błogosławienia świeckich podejmujących te funkcję, która „nadzwyczajną” pozostaje już tylko z nazwy, odbyła się w bazylice katedralnej pw. Św. Stanisława Kostki w Łodzi.

Jak informuje medium, dwie z nowych szafarek związane są ze wspólnotami religijnymi – ekumenicznym „Chemin Neuf” oraz z „Mocnymi w Duchu”.

Instytucję Nadzwyczajnych Szafarzy utworzono po Soborze Watykańskim II jako instytucję wsparcia dla kapłanów, po którą sięgać miano – jak mówi sama nazwa – tylko w wyjątkowych sytuacjach, gdy sam ksiądz nie byłby w stanie zapewnić wiernym przyjęcia Najświętszego Sakramentu. Wcześniej kompetencja udzielania Ciała Pańskiego zarezerwowana była jedynie dla duchownych.

„Tak jak Chrystus konsekrował swoje Ciało podczas Ostatniej Wieczerzy, a następnie udzielił Apostołom Komunii św., tak też do posługi kapłana należy konsekrowanie, a następnie udzielanie Komunii. (…) Kapłan jest pośrednikiem między Bogiem a ludźmi (…) skoro składa on Bogu ofiary ludu, tak też przekazuje ludowi dary przez Boga uświęcone. (…) Cześć i szacunek wobec Najświętszego Sakramentu wymaga, by stykał się on tylko z tym, co poświęcone”, nauczał Św. Tomasz z Akwinu.

„Paweł VI w 1972 roku ogłosił motu proprio Ministeria Qauedam w którym zdecydował się na gest o niesamowitej mocy: brutalne rozerwanie związku między kapłaństwem a szeregiem czynności dokonywanych podczas liturgii.

Papież Montini podpisując Ministeria Qauedam zdecydował o zlikwidowaniu subdiakonatu oraz wszystkich czterech niższych święceń (ostiariatu, egzorcystatu, lektoratu i akolitatu), tworząc nowatorsko dwie posługi. Jego wolą było, aby posług tych Kościół święty udzielał już nie tylko katolikom przygotowującym się do święceń kapłańskich, ale także katolikom świeckim. Można zaryzykować tezę, że po zmianie z 1972 roku kolejny krok w postaci dopuszczenia kobiet do obu tych posług był jedynie kwestią czasu”, diagnozował z kolei na łamach PCh24.pl Paweł Chmielewski.

Do niedawna szafarstwo nadzwyczajne, jak i inne posługi w Kościele, zarezerwowane było dla mężczyzn, aby nie wprowadzać w błąd wiernych co do faktu, że sakrament kapłaństwa, dla którego wszystkie funkcje świeckich są formą wyręczenia – udzielany może być jedynie kandydatom płci męskiej. To z kolei skutek – jak podkreślał m.in. w Ordinatio Sacerdotalis Jan Paweł II – wolnej decyzji Chrystusa, który sam stał się mężczyzną i na swoich apostołów powołał wyłącznie mężczyzn.

Podkreślić trzeba wyraźnie, że wbrew feministycznej narracji historycznej zarezerwowanie funkcji kapłańskich dla mężczyzn nie wynika z dyskryminacji, ale z różnicy powołań obu płci.

źródła: dzienniklodzki.pl, PCh24.pl  FA

Za 10 dni imigranci z Niemiec trafią do Polski! Centrum Dublińskie w Eisenhuettenstadt przy granicy z Polską gotowe.

Za 10 dni imigranci z Niemiec trafią do Polski!

https://wpolityce.pl/polityka/721632-tylko-u-nas-za-10-dni-imigranci-z-niemiec-trafia-do-polski


„Szefowa niemieckiego resortu spraw Nancy Faeser nie pozostawia złudzeń. Już za 10 dni nielegalni migranci z Niemiec zaczną trafiać do Polski” – zaalarmował Stanisław Pyrzanowski, dziennikarz Telewizji wPolsce24.

Niemieckie władze przyspieszają odsyłanie imigrantów do Polski, tworząc tzw. Centrum Dublińskie w Eisenhuettenstadt przy granicy z Polską. Już 1 marca ośrodek ma rozpocząć działalność i zacząć wysyłać imigrantów do Polski.

Jeżeli ludzie przyjeżdżają do Niemiec, pomimo iż powinni przejść postępowanie azylowe w innym kraju UE, to trzeba ich szybciej odsyłać — zaznaczyła Nancy Faeser, minister spraw wewnętrznych Niemiec.

Z uwagi na dobre stosunki Brandenburgii z sąsiednimi województwami w Rzeczypospolitej Polskiej, Centrum Dublińskie będzie prowadzone z naciskiem na powroty do Polski. Aby przyspieszyć procedury, Centralny Urząd ds. Cudzoziemców Brandenburgii będzie ściśle zaangażowany w koordynację szczegółów transferów z właściwymi organami w Polsce

-podkreślono w komunikacie opublikowanym na stronie niemieckiego MSW.

Sprawie na miejscu, przed ośrodkiem dla imigrantów w Eisenhuettenstadt, przyjrzał się reporter Telewizji wPolsce.pl Stanisław Pyrzanowski.

Stąd te osoby niemiecka policja będzie konwojować będzie do polskiej granicy, a stamtąd już strona polska będzie się martwić co dalej z nimi. Nancy Faeser podkreśliła wczoraj na konferencji prasowej, że to strona polska ma obowiązek według prawa unijnego, aby tymi osobami się zająć — przekazał reporter Telewizji wPolsce24.

Telewizja wPolsce24 przeprowadziła też sondę uliczną, w której pytano przechodniów o to, czy są za przyjmowaniem nielegalnych imigrantów do Polski. Z ich wypowiedzi można odczytać, że społeczeństwo polskie sprzeciwia się tym pomysłom.

tkwl/Telewizja wPolsce24/bmi.bund.de

Niemiecka policja na ulicach polskiego miasta! Wyrzucali w środku nocy imigrantów?

Niemiecka policja na ulicach polskiego miasta! Wyrzucali w środku nocy imigrantów? „Co oni mają na pace?” [VIDEO]

18.02.2025 https://nczas.info/2025/02/18/niemiecka-policja-na-ulicach-polskiego-miasta-wyrzucali-w-srodku-nocy-imigrantow-co-oni-maja-na-pace-video/

polizei gubin
Niemiecki radiowóz w środku nocy w Gubinie / fot. X / Olga Srokarczuk

W sieci pojawiło się nagranie z Gubina. W środku nocy po ulicach jeździł pojazd niemieckiej policji. „Polskie władze powinny wyjaśnić na jakiej podstawie niemieckie wozy policyjne jeżdżą po ulicach polskich miast” – ocenił publicysta „Najwyższego Czasu!” Marek Skalski.

„Niemiecka policja wchodzi w nas jak w masło. Czy my jesteśmy już państwem podległym? Kiedy straciliśmy niepodległość?!” – napisał na X internauta o nicku Olga Srokarczuk, udostępniając nagranie.

Ma ono pochodzić z godz. 3.13 dnia 17 lutego bieżącego roku. Nagranie wykonano z samochodu.

Widzimy na nim pojazd niemieckiej policji jeżdżący po polskim mieście.

Oni uciekają – mówi nagrywający mężczyzna.

– Niemiecka policja ucieka przed Polakami. Co oni mają na pace? – zastanawia się kierowca.

Skandaliczną sytuację skomentował m.in. publicysta „Najwyższego Czasu!” Marek Skalski.

„Wydaje się, polskie władze powinny wyjaśnić na jakiej podstawie niemieckie wozy policyjne jeżdżą po ulicach polskich miast?” – napisał na X Skalski.

Wpis

Rozmowa

Olga Srokarczuk @WolnaRadio

204 tys. wyświetleń

————–

Teoretycznie nie jest zakazane, by niemiecka policja jeździła po polskich drogach i realizowała niektóre swoje cele. Zezwala na to umowa o współpracy polskiej i niemieckiej policji, która weszła w życie 9 lipca 2015 roku.

Biorąc jednak pod uwagę kontekst sytuacyjny – wyrzucanie nielegalnych imigrantów z Niemiec do Polski – sytuacja jest oburzająca i uzasadnione są obawy o obecność niemieckich policjantów.

Niemiecka lewica chce przywieźć do kraju tysiące Afgańczyków. Czekają tylko na… wybory

Niemiecka lewica przywiezie do kraju tysiące Afgańczyków. Czekają tylko na… wybory

https://pch24.pl/niemiecka-lewica-przywiezie-do-kraju-tysiace-afganczykow-czekaja-tylko-na-wybory

(Talibowie. Fot. YouTube/AFP)

…a poza tym uważam, że własny naród trzeba zniszczyć.

Tak mogłoby brzmieć credo polityczne niemieckiej lewicy w sprawie migracji. Z powodu głośnych zamachów terrorystycznych władze zawiesiły loty azylantów z Afganistanu do Niemiec. Planują jednak, że odwieszą je… zaraz po wyborach.

W ostatnich tygodniach doszło w Niemczech do kilku brutalnych zamachów terrorystycznych: Magdeburg w grudniu, Aschaffenburg w styczniu, Monachium w lutym. Dodatkowo zamachu dokonano też w Austrii, co odbiło się szerokim echem również w Niemczech – islamski azylant-morderca chciał wyjechać z Austrii do Niemiec.

W efekcie władze zdecydowały o tym, by zatrzymać sprowadzanie do Niemiec azylantów z Afganistanu. To właśnie stamtąd pochodzili mordercy z Aschaffenburga i Monachium. Napływ Afgańczyków ma jednak stać się rzeczywistością… zaraz po wyborach. Jak podał „Die Welt”, w Berlinie, Lipsku i Hannowerze mają wylądować samoloty, które przywiozą łącznie około 3500 osób. Według dziennika oznacza to, że niebezpieczni azylanci z Afganistanu przyjeżdżają do Niemiec nie tylko nielegalnie. Dostają się też do kraju lotami opłacanymi przez niemieckich podatników – tych samych, którzy potem giną z rąk afgańskich zamachowców.

Co ciekawe, azylanci, którzy mają trafić do RFN, już dzisiaj żyją na koszt Niemców. Przebywają w Pakistanie. To Niemcy płacą im za zakwaterowanie i wyżywienie.
Jak podają niemieckie media, w ciągu ostatnich niespełna 4 lat władze Niemiec sprowadziły do kraju samolotami aż 36 000 Afgańczyków. Oficjalnie mieli być to pracownicy, którzy obsługiwali Bundeswehrę podczas jej pobytu w Afganistanie. Jednak władze Pakistanu twierdzą, że Niemcy nakłaniały ich do wydawania wiz nawet Afgańczykom… z podrobionymi dokumentami. W tej sprawie toczy się teraz śledztwo…

Jednocześnie, jak pisał wcześniej portal PCh24.pl, Niemcy organizują pokazowe deportacje Afgańczyków. Na pokładzie – głównie kobiety i dzieci. Liczby są zresztą śmieszne: chodzi o od kilkudziesięciu do kilkuset osób. Przy napływających tysiącach – to po prostu kropla w morzu.

Źródła: jungefreiheit.de, welt.de, pch24.pl Pach

Słowacja: Deportowano Ukraińca za powiązania ze służbami Kijowa i przestępczością zorganizowaną

Słowacja: deportowano Ukraińca za powiązania ze służbami Kijowa i przestępczością zorganizowaną

https://pch24.pl/slowacja-deportowano-ukrainca-za-powiazania-ze-sluzbami-kijowa-i-przestepczoscia-zorganizowana

(Fot. PCh24.pl)

Słowacka policja poinformowała we wtorek o deportowaniu Ukraińca za powiązania ze służbami wywiadowczymi Kijowa i tamtejszą przestępczością zorganizowaną. Jednocześnie zakazano mu wjazdu na terytorium wszystkich państw Unii Europejskiej przez dwa lata.

Rzecznik policji Roman Hajek stwierdził że władze odrzucają jakiekolwiek wsparcie służb wywiadowczych Ukrainy, które mogłoby mieć negatywny wpływ na stabilność bezpieczeństwa wewnętrznego kraju. Zapowiedział, że wszelkie nielegalne działania i ich powiązania z organizacjami przestępczymi nie będą tolerowane i będą surowo ścigane zgodnie z prawem.

Minister spraw wewnętrznych Matusz Szutaj Esztok oświadczył, że słowacka policja, we współpracy ze służbami wywiadowczymi działa i będzie działać szybko i zdecydowanie w przypadku jakiejkolwiek próby destabilizacji Słowacji poprzez działalność wywrotową.

Nie pozwolę nikomu z zewnątrz na nielegalne próby ingerowania w sprawy Republiki Słowackiej. Mogę zapewnić wszystkich, że nasze siły bezpieczeństwa pracują cicho, ale tak skutecznie, jak to tylko możliwe – oświadczył Szutaj Esztok.

Według słowackich mediów deportowany Ukrainiec najprawdopodobniej jest osobą, o której 31 stycznia br. mówił szef resortu spraw wewnętrznych, że trafiła do aresztu za przygotowywanie zamachu stanu. O takich działaniach z udziałem służb specjalnych Ukrainy mówił wcześniej premier Robert Fico, powołując się na informacje wywiadu.

Źródło: PAP / Piotr Górecki

Abp. Vigano: Mam nadzieję, że CIA ujawni kulisy abdykacji Benedykta XVI

18 lutego 2025 https://pch24.pl/abp-vigano-mam-nadzieje-ze-cia-ujawni-kulisy-abdykacji-benedykta-xvi/

Abp. Vigano: mam nadzieję, że CIA ujawni kulisy abdykacji Benedykta XVI

(Benedykt XVI / fot. H. Elvir Tabakovic, Can. Reg. / Propstei St. Michael, Paring / Wikimedia Commons)

Donald Trump popisał rozporządzenie w sprawie odtajnienia akt CIA dotyczących zabójstw politycznych w USA, m.in. byłego prezydenta Johna F. Kennedy’ego. Arcybiskup Carlo Maria Vigano, wyraża nadzieję, że światło dzienne ujrzy również sprawa tajemniczej abdykacji Benedykta XVI. 

Dokument nakłada obowiązek przedstawienia prezydentowi w ciągu 15 dni planu odtajnienia wszystkich dokumentów na temat zabójstw, lecz nie mówi, kiedy miałyby one zostać opublikowane. Trump zażądał odtajnienia akt CIA dotyczących zabójstw Johna F. Kennedy’ego, jego brata Roberta Kennedy’ego oraz działacza na rzecz praw ludności czarnoskórej, Martina Luthera Kinga.

To poważna sprawa – powiedział Trump w Gabinecie Owalnym. – Wiele osób czeka na to bardzo długo, latami, dziesięcioleciami. Wszystko zostanie ujawnione – dodał.

Do działań Donalda Trumpa nawiązał abp. Carlo Maria Vigano. „Ekskomunikowany” hierarcha wskazał na związki struktur amerykańskiego tzw. głębokiego państwa (deep state), z kościelnymi organizacjami humanitarnymi. Jak wykazało śledztwo Departamentu ds. Wydajności Rządu (DOGE), z amerykańskich pieniędzy obficie korzystała Jezuicka Służba Uchodźcom (JRS), zaangażowana w promowanie masowej migracji. W ramach dotacji z Amerykańskiej Agencji Rozwoju Zagranicznego (USAID) i innych agencji federalnych, JRS otrzymywała rocznie ponad 35 milionów dolarów.

Zdaniem Vigano, sprawa USAID to zaledwie niewielki fragment wpływu amerykańskich struktur na agendę Watykanu. Hierarcha zastanawia się też, czy lewicowo-liberalny deep state mógł mieć wpływ na abdykację Benedykta XVI, której konsekwencją był wybór Franciszka i niebywały postęp w Kościele procesów zbieżnych z globalistyczną agendą: promocji walki ze zmianą klimatu, masowej migracji, dialogu międzyreligijnego czy sanitaryzmu. 

Mam wielką nadzieję, że nowy dyrektor CIA będzie chciał zweryfikować istnienie planu „deep state” mającego na celu wyeliminowanie Benedykta XVI, aby na Tronie Piotrowym zasiadł emisariusz elity z Davos – mówi Vigano.

Watykaniści jednoznacznie wskazują, że Benedykt XVI zrezygnował w wyniku problemów zdrowotnych oraz przekonania, że Pan Bóg już wkrótce zabierze go do siebie. Już w 2010 r. w książce-wywiadzie z biografem papieskim Peterem Seewaldem „Światło świata”, ówczesny papież zapowiedział, że skorzysta z możliwości rezygnacji, gdy tylko jego siły nie pozwolą mu już na sprawowanie urzędu Piotrowego.

Benedykt XVI zmarł 31 grudnia 2022 r. w Watykanie. Sprawował urząd papieski w latach 2005-2013.

Źródło: lifesitenews.com / własne PCh24.pl
PR

“Proroctwo” kardynała Rysia: [Jego] przyszły Kościół nie będzie Kościołem rzymskokatolickim.

“Proroctwo” kardynała Rysia: Przyszły Kościół nie będzie Kościołem rzymskokatolickim.

Autor: CzarnaLimuzyna , 19 lutego 2025

Jakiś czas temu, ze względu na rodzaj prezentowanych poglądów, obdarzyłem kardynała Rysia tytułem teologa kościoła zmieszanego. Przy innej okazji używając  słowa „dostojnik”, spotkałem się z ripostą. Jeden z internautów poprawił mnie, pisząc „odstojnik”.

Czy określenia te pasują do roli, jaką odgrywa kardynał w procesach zachodzących ostatnio w Kościele? Przedstawiam kilka wątków z rozmowy kardynała Grzegorza Rysia z redaktorem Pawłem Chmielewski z PCH24. Na końcu wstawiałem film z wywiadem.

W końcówce wywiadu kardynał stawia tezę, że dzisiejszy Kościół katolicki jest jednym z pobudowanych wielu domków, które dopiero odtworzą Świątynię Pana, która dziś leży w gruzach. Będzie to Kościół wszystkich chrześcijan.

Regułą wiary dzisiejszego Kościoła jest Sobór Watykański II

To zdanie wypowiedziane przez kardynała Rysia, powołującego się na Franciszka, jest być może kluczem do zrozumienia jego poglądów, które w niektórych kwestiach wydają się błędne lub heretyckie. Z tego zdania wypływa też różnica pomiędzy „zwyczajnym” a „nadzwyczajnym” rytem (liturgią). Odpowiadając na pytanie o liturgię kardynał powiedział:

Zwyczajna forma pełniej wyraża aktualną wiarę Kościoła (od Soboru Watykańskiego II)

Nadzwyczajna forma jest w Kościele dobrze widziana i proszę bardzo, ale z całą świadomością, że została stworzona na tym etapie, gdzie Kościół swoją wiarę wyrażał trochę inaczej.

Kardynał powiedział, że zainteresowanie Watykanu rytem nadzwyczajnym bierze się z nieodpowiednich poglądów zwolenników tej liturgii. Potwierdził też, w odpowiedzi na pytanie redaktora Chmielewskiego, że reforma liturgii nie jest jeszcze zakończona, a chodzi o to, aby ludzie przeżywali ją w sposób zaangażowany (aktywne uczestnictwo).

Judaizm i teologia zastępstwa

W ogrodach Watykanu III AIX

Ta część rozmowy odnosiła się do Teologii zastępstwa i judaizmu. Przypomnę, że głoszona przez prawie XX wieków teologia zastępstwa oznacza zastąpienie starego narodu wybranego – nowym. Kardynał Ryś i inni moderniści pod wpływem żydowskiego lobby twierdzą, że Synagoga I Kościół pozostają w tragicznym podziale, który był pierwszym podziałem w Kościele.

Taki pogląd jest niedorzecznością. Kościół został założony przez Jezusa Chrystusa w oparciu o Nowe Przymierze.

Bo dary i wezwanie Boże są nieodwołane

– uzasadnia podczas rozmowy obalenie teologii zastępstwa kardynał Ryś, skrzętnie jednak omijając to co pisał Św. Paweł.

Dary nie zostały odwołane, a wezwanie trwa i jest wezwaniem do wiary w Jezusa Chrystusa. Żydzi mogą być zbawieni, „jeżeli nie będą trwać w niewierze, zostaną wszczepieni. Bo Bóg ma moc wszczepić ich ponownie”.

“Powiesz może: Gałęzie odcięto, abym ja mógł być wszczepiony. Słusznie. Odcięto je na skutek ich niewiary, ty zaś trzymasz się dzięki wierze. Przeto się nie pysznij, ale trwaj w bojaźni. Jeżeli bowiem nie oszczędził Bóg gałęzi naturalnych, może też nie oszczędzić i ciebie. Patrz więc na dobroć i surowość Boga. Surowość wobec tych, co upadli, a dobroć Boga wobec ciebie, jeżeli tylko wytrwasz przy tej dobroci; w przeciwnym razie i ty będziesz wycięty. A i oni, jeżeli nie będą trwać w niewierze, zostaną wszczepieni. Bo Bóg ma moc wszczepić ich ponownie. Albowiem jeżeli ty zostałeś odcięty od naturalnej dla ciebie dziczki oliwnej i przeciw naturze wszczepiony zostałeś w oliwkę szlachetną, o ileż łatwiej mogą być wszczepieni w swoją własną oliwkę ci, którzy do niej należą z natury”. /Rz,19-24/

– Co to znaczy, że Izrael dzisiaj dalej jest wybrany (…) jakby to Ksiądz mógłby zdefiniować? – pyta Chmielewski

–  To znaczy, że Pan Bóg dalej w nim działa. Jako w swoim wybranym ludzie – odpowiada kardynał.

–  Kim jest ten lud? – nie ustępuje Chmielewski – Kto tworzy ten lud Izraela?

Kardynał Ryś: To są wierzący Żydzi.

Paweł Chmielewski: Niezależnie z jakiej gałęzi i sekty?

Kardynał Ryś : Niezależnie, tak. Judaizm nie jest jednolity na pewno, natomiast pewnie przejdziemy do tego, jak chrześcijaństwo nie jest jednolite.

Paweł Chmielewski: Czy jest tak, że judaizm jest drogą zbawienia? Dzisiaj, dzisiejszy judaizm.

Kardynał Ryś : Ale nie na takiej zasadzie, że są dwie równoległe drogi zbawienia…

Ale nie na takiej zasadzie, że są dwie równoległe drogi zbawienia, że jest chrześcijaństwo, jest judaizm. Dlaczego nie? Dlatego, że wszystkie dokumenty Kościoła, po ten włącznie z roku 2015 podkreślają, że zbawienie wszystkich jest w Jezusie Chrystusie. I każdy człowiek, który dostępuje zbawienia na jakiejkolwiek drodze, dostępuje go przez Jezusa Chrystusa. Także Żydzi.

(…)

Kardynał Ryś: Ewangelizacja w odniesieniu do Żydów jest inna niż w odniesieniu na przykład do Pogan. To ten dokument chce pokazać, że nasze relacje z Żydami są inne. Są inne, że ja spotykając się z Żydem mam poczucie spotkania w rodzinie, takie tam pada określenie. W rodzinie, nie na zewnątrz, nie z kimś, kto jest spoza. Nie mam doświadczenia rozmowy międzyreligijnej, jeśli już tam jest takie pojęcie ukute, rozmowy wewnątrzreligijnej.

(…) Ale dlaczego? No bo właśnie, bo rozmawiam z kimś, kogo Jan Paweł II nazwał moim bratem, albo rozmawiam z kimś, kogo mój papież Benedykt XVI nazwał moim ojcem. Rozmowa z ojcem o wierze to jest bardzo poważna rozmowa. Ja takie kilka razy w życiu prowadziłem.

„Judaizm i chrześcijaństwo mają wspólną matkę i są bliźniakami”

Na stwierdzenie redaktora Chmielewskiego, że „ judaizm współczesny jest zbudowany na negacji Jezusa Chrystusa, trochę tak jak Islam. I w tym sensie nie można zupełnie utożsamiać współczesnego judaizmu z tym judaizmem czasów chrystusowych” kardynał Ryś odpowiedział: „Może nie jestem aż takim ekspertem, ale bałbym się powiedzieć, że judaizm dzisiejszy jest zbudowany na negacji Jezusa Chrystusa i że to jest najważniejszy punkt odniesienia dla tego, czym judaizm jest. Myślę, że nie”.

Kardynał powołując się na  dokument z 2015 roku stwierdził, że „judaizm i chrześcijaństwo mają wspólną matkę i są bliźniakami” (…) My kończymy z przekonaniem, że Izrael przestał być narodem wybranym. To na pewno z tym kończymy. Co do tego nie ma wątpliwości.

Dialog z protestantami. „Ile myśmy się nauczyli, Ile myśmy się nauczyli”

Kardynał Ryś: Aktualna definicja ekumenizmu, która mnie zawsze bardzo dotyka i ona jest znowu sformułowana przez Jana Pawła II w Ut unum Sint, a papież Franciszek ją powtórzył ze dwa razy, myślę, do tej pory. To ta definicja mówi o wymianie duchowych darów. (…) papieże zachęcają nas (…) Do tego kroku, który idzie dalej, który się nazywa wymianą duchowych darów.

Paweł Chmielewski: Jakie dary mogą mieć ci, którzy nie chodzą do spowiedzi,  odrzucają wiele dogmatów katolickich, etc., etc.  Czy nie jest trochę tak, że te dary ostatecznie będą zatrute?

Kardynał Ryś: Jakie dary mają? Mają część darów tych, które my mamy także. I teraz, czego my możemy się nauczyć? Tego, w jaki sposób Duch Święty uczy ich przeżywania tych darów. No, ten sposób może być inny niż nasz. Czyli chodzi o takie instrumentalne kwestie. I teraz, ponieważ mamy na przykład taki dar, fantastyczny, absolutnie fantastyczny dar, jakim jest Księga Pisma Świętego. (…) Ile myśmy się nauczyli od naszych braci protestantów) metod czytania Biblii, interpretowania tekstu. Ile myśmy się nauczyli. Naprawdę.

Paweł Chmielewski: Nie ma w ocenie księdza Kardynała takiego ryzyka, że w tej beczce miodu będzie jednak zawsze, w sposób konieczny, łyżka dziegciu.

Kardynał Ryś: Pan jest jednak mistrzem podejrzeń…

Kościół przyszłości

Kardynał Ryś powołał się na osobliwy tekst kardynała Cantalamessy, porównując i zrównując Kościół katolicki do innych Kościołów. Zanim zacytuję wyjaśnię, że kardynał używa sformułowania katolicki w znaczeniu „powszechny”.

Mówi, postawiliście sobie domy. Każdy mieszka w swoim domu. Ci mają drewniany, tamci to mają z kamienia itd. Jest tylko jeden dom, który leży w gruzach. To jest świątynia Pana. Cantalamesa to odniósł do kościołów.

Paweł Chmielewski: To agresywne stwierdzenie, żeby kościół rzymskokatolicki był jak ta leżąca w gruzach świątynia Pana

Kardynał Ryś: Nie, właśnie nie. Nie, właśnie nie. Właśnie nie kościół katolicki leżący w gruzach, tylko może być tak, że my jesteśmy jednym z tych kościołów, które sobie pobudowaliśmy sobie domy i bardzo dobrze się każdy z nich czuje. Katolicy fantastycznie się czują w swoim domku, ale obok zaraz jest domek luterański, potem jest kalwiński, potem prawosławny, a potem są setki wolnych kościołów.

Paweł Chmielewski:  Jednak nasz dom jest tym domem.

Kardynał Ryś: Każdy sobie zadbał o swój domek, tylko świątynia Pana leży w gruzach.

Paweł Chmielewski: To znaczy, nie jest trochę tak, że jednak ta świątynia to Kościół rzymskokatolicki, a inne domy, że tak powiem, powstały nielegalnie?

Kardynał Ryś: Tośmy już odpowiedzieli (…)

Paweł Chmielewski: Ale rozumiem, że ma ksiądz kardynał taką nadzieję, nawet jeżeli ona jest mało realistyczna, że jednak kiedyś, przynajmniej duża część tych dzisiaj oddzielonych domków zostanie opuszczonych i wszyscy wprowadzą się do domu, jakim jest kościół katolicki.

Kardynał Ryś: Nie. Ja mam nadzieję na to, że będzie jeden kościół wszystkich chrześcijan i że to będzie pełna jedność, czyli także przy Eucharystii.

Paweł Chmielewski: Z papieżem, czyli kościół rzymskokatolicki.

Kardynał Ryś: Nie. Będzie to kościół Jezusa Chrystusa. Będzie katolicki, święty, apostolski, jeden.

Kandydat na prezydenta Rumunii Calin Georgescu zapowiada zakaz działalności „sieci Sorosa”.

Kandydat zapowiada zakaz działalności „sieci Sorosa”. Musk zachwycony.

18.02.2025 https://nczas.info/2025/02/18/kandydat-zapowiada-zakaz-dzialalnosci-sieci-sorosa-musk-zachwycony/

Calin Georgescu
Calin Georgescu. / foto: Wikimedia, Mihaipinteac, CC BY 4.0

Kandydat na prezydenta Rumunii Calin Georgescu zapowiada zakaz działalności „sieci Sorosa” w kraju. Inicjatywa ta spodobała się Elonowi Muskowi, co główny nurt odczytuje już jako „mieszanie się w rumuńską kampanię”.

————-

Inevitable West @Inevitablewest

BREAKING: Călin Georgescu announces that on his first day as president, he will ban the entire Soros network in Romania „We have ways to do this. We know who they are, it’s very clear.”

Zdjęcie

34,7 mln wyświetleń

——————

W grudniu 2024 roku rumuński Trybunał Konstytucyjny unieważnił wybory prezydenckie z 24 listopada, które w pierwszej turze wygrał „niewłaściwy” kandydat, czyli właśnie Georgescu. Jako oficjalny powód podano „wykrycie nieprawidłowości” w kampanii, tj. rzekomy wpływ Rosji na wybory.

Do sytuacji niedawno odniósł się wiceprezydent USA J.D. Vance. Oskarżenia o dezinformację do praktyk z czasów sowieckich. „Jeśli boicie się własnych wyborców, Ameryka nie może nic dla was zrobić” – stwierdził Vance.

Tymczasem europejscy politycy całkiem otwarcie przyznają, że „wariant rumuński” może być powtórzony w innym kraju, jeśli wybory pójdą nie po myśli systemu.

==========================

Unijny dygnitarz wygadał się. Unieważnienie wyborów w Rumunii to ICH robota. Zapowiada kolejne [ w Niemczech].

11.01.2025

Thierry Breton.
Thierry Breton. / Fot. © European Union, 2025, CC BY 4.0 , Wikimedia Commons

Mówią to już otwartym tekstem. Były komisarz Unii Europejskiej Thierry Breton zapowiedział, że w przypadku niewłaściwych wyników wyborów parlamentarnych w Niemczech zrobi się tak, jak w Rumunii, czyli unieważni wybory.

Zachowajmy spokój i egzekwujmy nasze przepisy w Europie, gdy istnieje ryzyko ich obejścia i gdy mogą, jeśli nie będą egzekwowane, prowadzić do ingerencji. Zrobiliśmy to w Rumunii i oczywiście będziemy musieli to zrobić, jeśli zajdzie taka potrzeba, w Niemczech – oświadczył Breton w wywiadzie dla francuskiej telewizji.

W Rumunii powołano się na rzekomą ingerencję Rosji w wybory, a w Niemczech będzie grana karta Elona Muska. Bliski współpracownik Donalda Trumpa kilkukrotnie publicznie stwierdził, że „tylko AfD może uratować Niemcy”. Wśród europejskich elit takie wyrażanie opinii jest niedopuszczalne. Oczywiście gdyby w miejsce prawicowej AfD podstawić inną partię, wszystko byłoby w porządku.

Zdaniem Bretona działalność Muska, w szczególności platformy X, w razie czego będzie można uznać za „ingerencję w wybory”. No chyba, że wyniki będą takie „jak należy”, wtedy ingerencji nikt się nie dopatrzy.

Komentarze po zapowiedzi anulowania wyborów w Niemczech

Zapowiedź Bretona skomentował węgierski europoseł András László. „Główny nurt UE odmawia poszanowania norm demokratycznych (…) Niezwykle przerażające! Kiedy 10 milionów dolarów zostało nielegalnie przekazane węgierskiej lewicy na kampanię wyborczą w 2022 roku, elity w Brukseli milczały. Kiedy ambasada USA w Budapeszcie zaczęła przekazywać fundusze lewicowym mediom, elity w Brukseli milczały. Kiedy węgierski parlament przyjął ustawę o ochronie suwerenności, aby zapobiec takiej dalszej ingerencji, Komisja Europejska pozwała Węgry. Komisarze przyjmowali jednak George’a Sorosa przy wielu okazjach w Komisji Europejskiej na oficjalnych spotkaniach. Organizacje pozarządowe, które lobbują w UE, otrzymują jego fundusze.

Teraz, gdy pojawił się kolejny miliarder, Elon Musk, który odważył się jedynie wyrazić swoją opinię na temat polityki europejskiej na korzyść jednej lub drugiej strony politycznej, tak zwane liberalne elity chcą anulować demokrację, jeśli nie spodoba im się wynik wyborów. I szczerze mówią o tym, że właśnie to zrobiły ostatnio w Rumunii. Potrzebujemy zmian w Brukseli! Musimy bronić naszych demokracji i naszej suwerenności!” – napisał.

Elon Musk skomentował to krótko: „Właśnie tak”.

Trump’s Energy Secretary Torches the Climate Hoax

Trump’s Energy Secretary Torches the Climate Hoax in Just Two Minutes

February 7, 2025 https://rairfoundation.com/trumps-energy-secretary-torches-climate-hoax-just-two/

The U.S. Senate has just confirmed Chris Wright as Secretary of Energy, and the climate alarmists are already panicking. Wright, a straight-talking energy expert, is set to dismantle the disastrous Biden-era climate agenda that has strangled American industry while enriching global elites.

A longtime critic of climate hysteria, Wright has made it clear: there is no climate crisis. In a 2023 video posted on his LinkedIn page, he didn’t hold back, calling climate activists “scaremongers” [panikarze] and likening Biden’s energy policies to the failed communism of the Soviet Union.

“People who are driving policy—the media, politicians—they’ve never bothered to learn anything about climate change, and they don’t seem to appreciate at all that the cost and affordability of energy is fundamental to human well-being. It always has been, everywhere and always,” Wright declared.

“These two ignorances—the importance of energy and the real facts about climate change—are driving a massively destructive movement. Not just destructive to economic well-being but also to science itself. I speak in schools, and this hysteria is turning young people away from actual science. Science is about questioning and challenging, not blindly accepting top-down mandates that justify pre-determined political goals.”

Wright obliterated the so-called “energy transition,” revealing that despite $2 trillion [2*1012] in subsidies and two decades of relentless propaganda, the world’s reliance on fossil fuels has barely changed.

In 2000, global energy consumption from fossil fuels was 86%. In 2020, after all the green energy hysteria, it was still 84%.

“That is not an energy transition at all,” Wright said bluntly.

He first exposed this scam at the 2021 National Conservatism Conference, where he called out politicians and the media for their blatant ignorance of real climate science. Wright’s stance is clear: the green agenda is not about saving the planet—it’s about control and wealth redistribution.

Under Wright’s leadership, America is on the brink of an energy revolution—one that prioritizes affordability, reliability, and economic strength over globalist fantasies and taxpayer-funded scams. The climate cartel is running out of time. The American people are waking up.

They’re not saving the planet. You’re being robbed.

Homoseksualny problem Franciszka. Od Watykanu – aż po Polskę.

Homoseksualny problem. Od Watykanu – aż po Polskę

https://pch24.pl/homoseksualny-problem-od-watykanu-az-po-polske

(il. A. Bednarski)

Papież Franciszek ma kłopot – i nie chodzi bynajmniej tylko o jego wizerunek, ale o sprawę bardzo wątpliwą. Na szali znalazła się wiarygodność biskupa Rzymu w kwestii walki z nadużyciami seksualnymi duchowieństwa.

Sprawa Gustavo Zanchetty

Wszystko za sprawą losów Gustavo Zanchetty – księdza i biskupa z Argentyny. Zanchetta w 1993 roku podjął pracę w strukturach argentyńskiej Konferencji Episkopatu – i tam z oczywistych względów poznał się z Jorge Mario Bergoglio. Jezuita zaledwie rok wcześniej został biskupem pomocniczym Buenos Aires, z młodszym o ponad 20 lat Zanchettą robił zatem „równoległą” karierę, choć na innych poziomach. Zanchetta nie mógł wiedzieć, że przyjaźń z Bergogliem doprowadzi do go do największej życiowej katastrofy.

Tak się jednak stało, a początkiem dramatu – był sukces. Kiedy 13 marca 2013 roku kardynałowie zebrani na konklawe wybrali jezuitę z Buenos Aires na papieża, losy Zanchetty wydawały się świetlane: przyjaciel papieża mógł liczyć na promocję. Rzeczywiście, papież nie dał mu długo czekać. Już we wrześniu 2013 powierzył mu diecezję Oran – niewielką, ale „własną”.

Świeży biskup nie potrafił jednak zachować się adekwatnie do swojej roli. W mediach pojawiły się doniesienia o kursowaniu fotografii przedstawiających papieskiego przyjaciela w towarzystwie mężczyzn – w erotycznych konfiguracjach. Pisała o tym nie tylko argentyńska, ale również włoska prasa. Franciszek nie podjął jednak żadnych działań przeciwko Zancheccie – jak podał niedawno konserwatywny włoski dziennik „La Nuova Bussola Quotidiana”, deklarował, że w winę swojego podopiecznego nie wierzy, sądząc, iż zdjęcia są fotomontażem.

Sprawa jednak nabrzmiewała, tym więcej, że do oskarżeń o niewłaściwe zachowania seksualne biskupa doszły jeszcze problemy z finansową administracją w diecezji. W końcu – przełom. W roku 2017 Gustavo Zanchetta złożył rezygnację (wprawdzie motywowaną zdrowiem, a nie skandalami, ale niechby…). Papież tę rezygnację przyjął, wykazał jednak naprawdę dużą determinację, by nie zostawić rodaka „na lodzie”. Zaoferował mu zamieszkanie w rzymskim Domu św. Marty, gdzie sam rezydował – i pracę na stanowisku, które utworzył specjalnie dla niego, w Administracji Dóbr Stolicy Apostolskiej. Zanchetta z oferty oczywiście skorzystał, tym więcej, że w Argentynie czekały go tylko kłopoty: jego domniemanymi wyczynami wobec młodych mężczyzn zajął się sąd.

W marcu 2022 roku ogłoszono wyrok: winny. Nie chodziło, oczywiście, o same czyny natury erotycznej – w prawodawstwie Argentyny homoseksualizm nie jest karalny. Sąd uznał jednak, że Zanchetta wykorzystywał swoją pozycję do tego, by nawiązywać relacje seksualne z seminarzystami. Z perspektywy prawa świeckiego – to już problem. Biskup został skazany na 4,5 roku więzienia.

Równocześnie powinien zostać ukarany i przez Kościół. Trudno wyobrazić sobie bardziej gorszące czyny, niż deprawowanie seksualne młodych mężczyzn, którzy wstąpili do seminarium, by zostać kapłanami Chrystusa. Takiej kary jednak nie było – i wciąż nie ma…

Są za to inne „kwiatki”. Zanchetta w dziwnych okolicznościach uniknął więzienia. Owszem, początkowo trafił do zakładu karnego, ale „ze względów zdrowotnych” kara została szybko zamieniona na areszt domowy w domu emerytowanych księży. Argentyńska prasa pisała wówczas, że zakrawa to na żart – i sugerowała działanie jakichś „protektorów” skazańca.

Na tym się nie skończyło. W areszcie Zanchetta wytrzymał dwa lata; w listopadzie ubiegłego roku udał się w podróż lotniczą do słonecznego Rzymu. Oficjalnie – chodziło o leczenie w klinice Gemelli. „La Nuova Bussola Quotidiana” pisze jednak, że w klinice – nikt go nie widział i w gruncie rzeczy w ogóle nie wiadomo, czym Zanchetta zajmuje się we Wiecznym Mieście. Czekał na pewno na decyzję sądu – złożył apelację od wyroku skazującego. Cóż, przegrał… sąd ogłosił na początku lutego, że podtrzymuje negatywną dla Zanchetty decyzję. Według włoskiej prasy oznacza to, że Zanchetta będzie musiał opuścić klinikę Gemelli (czy jak sugeruje „La Nuova”, po prostu Rzym) i wrócić do Argentyny.

Ostatecznie do końca „aresztu domowego” przerwanego kilkumiesięcznym pobytem w stolicy Italii nie zostało już tak wiele, rok z okładem… Co później? Czy skazany doczeka się jakichś kar kościelnych, utraci godność (bo już przecież nie urząd) biskupa, ba, zostanie wydalony ze stanu duchownego? A może, wprost przeciwnie, wróci do Rzymu, tym razem – na stałe, a przynajmniej tak długo, jak długo żyć będzie jego przyjaciel, papież Bergoglio?

Dlaczego papież wspiera skazanego biskupa?

Próżne jest przewidywanie przyszłości, to zostawmy szamanom. Warto jednak zadać sobie pytanie o naturę działań papieża Franciszka. Czy jego upodobanie do Zanchetty ma charakter wyłącznie osobisty i towarzyski – czy też może kryje się za tym coś więcej, to znaczy jakaś głębsza refleksja moralna i zgoła antropologiczna?

Powiedziałbym – zachowując ostrożność, rozważamy w końcu z natury rzeczy sprawy wymykające się przestrzeni kategorycznych sądów – że tak właśnie jest, to znaczy papieska słabość do Zanchetty to coś więcej, niż relacja towarzyska.

Każdy katolik, który śledzi debatę kościelną, pamięta słynne słowa papieża o homoseksualistach: „Kim jestem żeby osądzać?”. Mało kto pamięta jednak, że Ojciec Święty wypowiedział je w kontekście sprawy bardzo podobnej do casusu Zanchetty. Chodziło wówczas o ekscesy homoseksualne, których dopuścił się ksiądz Battista Ricca. Już w czerwcu 2013 roku Franciszek uczynił go członkiem Instytutu Dzieł Religijnych, czyli Banku Watykańskiego. A tu kłopot – media ujawniły, że ksiądz lubił zabawiać się z mężczyznami. Papież odmówił potępienia kapłana, nie chciał go osądzać, zostawił na stanowisku – sprawa została zamknięta.

Od Franciszka wielokrotnie słyszeliśmy pomstowania na tradycjonalistów, którzy mają „ciskać doktryną jak kamieniami”. Nierzadko dotyczy to właśnie spraw związanych z erotyką, na przykład kwestii pożycia w powtórnym związku. Papież twierdzi, że grzechy cielesne nie są bynajmniej najpoważniejsze, bo dalece gorsze są grzechy „anielskie”, jak pycha. Na pierwszy rzut oka – prawda. Po głębszym zastanowieniu trzeba jednak to nieco zdywersyfikować. Czy można rozgrywać „grzechy anielskie” przeciwko grzechom seksualnym, tak, by te drugie po prostu „odciążać” i w efekcie bagatelizować? Niewątpliwie gorszą sprawą jest zamordować człowieka niż ukraść mu samochód: kradzież nie staje się jednak lekkim grzechem tylko dlatego, że są grzechy jeszcze cięższe. Można byłoby „stopniować” jeszcze dalej: gorzej jest zamordować dwie osoby niż jedną, ale to nie oznacza, że zamordowanie jednej nie jest grzechem śmiertelnym… Wróćmy zatem do grzechów seksualnych. Jeden drugiemu nierówny, stwierdzi tak pewnie niejeden spowiednik. W przypadku Zanchetty mamy jednak do czynienia z wykorzystywaniem seminarzystów. W przypadku Ricci – z czynami homoseksualnymi, które nauka Kościoła określała tradycyjnie mianem wołających o pomstę do nieba. To bardzo poważne określenie – co uprawnia nas do tego, by dziś dyskwalifikować moralną ocenę Kościoła? Czy mamy prawo do tego, by nagle, niemal z dekady na dekadę, zacząć uznawać grzechy homoseksualne za lekkie? Jakie przesłanie płynie do świata – a szczególnie do samego Kościoła – kiedy papież w sumie bardzo manifestacyjnie te grzechy bagatelizuje?

Oczyszczenie

Znamy z naszych polskich spraw aż nadto przypadków, kiedy bagatelizują je sami duchowni. Ostatnio – skandal w Łubowicach pod Raciborzem w województwie śląskim. Klasyczny schemat: homoseksualizm, narkotyki, orgie… Tym razem – inaczej niż wcześniej w Sosnowcu albo w Drobinie – nikt nie zmarł z przedawkowania w czasie zboczonych ekscesów, doszło za to do zdemaskowania kapłana prowadzącego podwójne życie. Zastanawiam się jednak, ile takich spraw jest pokłosiem postawy bagatelizowania grzechów seksualnych, zwłaszcza tych natury homoseksualnej. Ilu straszliwych skandali, zła i tragedii można byłoby uniknąć, gdyby przełożeni – biskupi, rektorzy seminariów – nie mówili lekceważąco o „wybrykach” kleryków? Gdyby zamiast tego uznali, że skłonności homoseksualne są rzeczywiście poważną przeszkodą w drodze do kapłaństwa, bo mogąc skutkować grzechem wołającym o pomstę do nieba – będą po prostu to kapłaństwo niweczyć, albo, jak w Łubowicach, Sosnowcu czy Drobinie, czynić z niego po prostu obmierzłą karykaturę.

Tego domagają się zresztą przepisy kościelne – wdrażane w życie przez Benedykta XVI, potwierdzane za Franciszka. Przepisy są jednak na papierze, a w rzeczywistości – zbyt wielu działa w duchu „gejowskiej” solidarności, bez względu na zgorszenia i ofiary.

W PCh24.pl o problemie „lawendowej mafii” piszemy od lat. Cóż możemy zrobić więcej, my – dziennikarze i publicyści? Chyba tylko jedno: zachęcać wszystkich zatroskanych o Kościół do modlitwy o jego oczyszczenie z problemu homoseksualnego. Problem ten, jak widać, istnieje, jest poważny – i wciąż narasta. Daj zatem, Boże, silnych przywódców Kościoła, którzy nie będą tego problemu bagatelizować, ale wezmą się na poważnie za walkę z tęczowym lobby.

Paweł Chmielewski

Vaginet osobliwości

Vaginet osobliwości

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    18 lutego 2025 http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5774

Określenia „vaginet” po raz pierwszy użyła ekscentryczna pani dyrektor Teatru Dramatycznego w Warszawie, w którego foyer wystawiła wielką rzeźbę vaginy – żeby publiczność nie miała wątpliwości, do jakiego miejsca weszła. Od vaginy do vaginetu tylko rzut beretem, toteż nie trwało długo, jak pani dyrektor nazwała „vaginetem” gabinet, w którym urzędowała.

A ponieważ tak się szczęśliwie składa, że w języku polskim rząd nazywa się tak samo, jak pomieszczenie, w którym urzęduje dyrektor, to postanowiłem zastosować ten wynalazek pani dyrektor Teatru Dramatycznego w Warszawie do rządu obywatela Tuska Donalda.

Zapewne Czytelnik już zauważył, że starannie unikam wymieniania nazwiska pani dyrektor. Nie jest to powściągliwość przypadkowa. Właśnie otrzymałem kopię pisma, jakie drogi pan mecenas Jarosław Głuchowski, co to ma kancelarię w Poznaniu, przy ulicy Święty Marcin, skierował do poznańskiego niezawisłego sądu. Pismo zawiera mnóstwo gorzkich słów na mój temat. Po pierwsze, że dopuszczam się myślozbrodni, „lekceważąc krzywdę” mojej Prześladowczyni. Jest to myślozbrodnia, bo przecież poznańska mutacja organu Judenratu, czyli „Gazety Wyborczej” już dawno podała do wierzenia, jakie straszliwe katusze przechodziła moja Prześladowczyni – a masy ludowe, wśród nich również niezawiśli sędziowie, przyjęły tę wersję, jako podstawę swoich salomonowych orzeczeń. Ale na tym nie koniec, bo drogi pan mecenas poinformował niezawisły sąd o kolejnych moich myślozbrodniach – że „nadal nie rozumiem” co to jest odpowiedzialność zbiorowa, a poza tym wyrażam się nieżyczliwie o niezawisłych sądach.

Jestem pewien, że w tej sytuacji „wnet się posypią piękne wyroki” – jak to pisał Janusz Szpotański („Nie płoszmy ptaszka; niech mu się zdaje, że naszej partii siły nie staje – aż o poranku za oknem dojrzy kontury tanku, potem na schodach usłyszy kroki. Wnet się posypią piękne wyroki”) – ot choćby takie, jak ten z niezawisłego Sądu Marynarki Wojennej w Gdyni, co to w1982 roku skazał panią Ewę Kubasiewicz na 10 lat więzienia za ulotkę w jednym egzemplarzu. Dopiero wiele lat później okazało się, że niezawisłym sędziom kazał taki wyrok wydać kontradmirał Ludwik Janczyszyn.

Kto niezawisłym sędziom wydaje takie rozkazy dzisiaj? Tajemnica to wielka, ale myślę, że z uwagi na konflikt polityczny, jaki rozdziera na strzępy nasz nieszczęśliwy kraj, jednym sędziom, to znaczy – tym zwerbowanym przed 2006 rokiem, wydają rozkazy stare kiejkuty, albo bezpośrednio, albo za pośrednictwem bodnarowców, podczas gdy innym sędziom wydają rozkazy oficerowie prowadzący z innych bezpieczniackich watah, ot na przykład – z ABW, co to w swoim czasie prowadziła (a może nadal prowadzi?) operację „Temida”, mającą na celu werbunek konfidentów akurat wśród niezawisłych sędziów. W tej sytuacji staram się pamiętać o zasadzie, że „nomina sunt odiosa”, zwłaszcza niektóre i stąd moja powściągliwość w „przetwarzaniu” danych osobowych pani dyrektor od vaginetu. Właśnie bowiem sposobię się do zapłacenia ostatniej raty grzywny, na którą zostałem skazany z donosu pana Jasia Kapeli, co to właśnie otrzymał od feministry kultury z vaginetu obywatela Tuska Donalda stypendium, podobno w wysokości 6 tys. złotych miesięcznie, pod pretekstem pisania poezji na temat aborcji. Wprawdzie gdzie mi się tam porównywać z panem Jasiem Kapelą, który wielkim poetą jest – ale zainspirowało mnie to do napisania wiersza na ten temat. Ot na przykład takiego:

W vaginecie słychać szepty.

Warg sromowych to koncepty.

Pragną one, po całusach i coitusach,

należnej porcji aborcji.

Ale mniejsza już z tymi prywatniackimi dygresjami, bo przecież moim celem jest przedstawienie vaginetu osobliwości, stworzonego pod egidą obywatela Tuska Donalda.Właśnie nadarzyło się ku temu kilka okazji. Oto Wielce Czcigodna Katarzyna Kotula, której obywatel Tusk Donald w swoim vaginecie przyznał fuchę feministry do spraw równości („Małych naciągamy, dużych obcinamy, grubych uciskamy, a chudych nadymamy”), dotychczas informowała o swoim wysokim wykształceniu – że mianowicie jest magistrem Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz – że „pracuje nad doktoratem” i to w dodatku – z „neurojęzykoznawstwa

Trzeba przyznać, że Józef Stalin był znacznie skromniejszy, jeśli chodzi o ambicje naukowe, bo pisał tylko o zwyczajnym językoznawstwie, bez tego pretensjonalnego „neuro”. Okazało się jednak, że Wielce Czcigodna Katarzyna Kotula wcale nie ukończyła studiów na UAM, tylko w pewnej wyższej szkole gotowania na gazie, która w ogóle nie miała prawa nadawania tytułu magistra, a co najwyżej – licencjata. Po co Wielce Czcigodnej Katarzynie Kotuli te konfabulacje – trudno zgadnąć – chyba, że sięgniemy do skarbnicy literatury, a konkretnie – do nieśmiertelnego poematu „Towarzysz Szmaciak” Janusza Szpotańskiego, który pisze tam tak: „Dziś bardzo u partyjnych w modzie jest pleść koszałki o swym rodzie. Wpierw szarże były wielkim szykiem lecz dziś z nich każdy – pułkownikiem. Przejadł się także im doktorat, więc na tytuły przyszła pora”. Ponieważ Wielce Czcigodna Katarzyna Kotula uczestniczy w vaginecie zaprowadzającym w naszym bantustanie „demokrację walczącą”, to w tej sytuacji nie wypada jej pleść koszałek o swym rodzie. Szarże też nie bardzo wchodzą w rachubę, więc gwoli dogodzenia snobizmowi pozostaje ten nieszczęsny „doktorat”.

Ale to jeszcze nic w porównaniu z przemówieniem, jakie z okazji Międzynarodowego Dnia Pamięci o Holokauście wygłosiła Wielce Czcigodna Nowacka Barbara, której obywatel Tusk Donald przydzielił w swoim vaginecie fuchę feministy od edukacji. Czytając tekst przemówienia z zawczasu przygotowanej kartki powiedziała między innymi, że obóz w Oświęcimiu-Brzezince zbudowali „polscy naziści”, jako obóz pracy, a Niemcy przerobili go potem na obóz śmierci, czy może „zagłady” – bo już nie pamiętam. Ten fragment natychmiast podchwyciła „prasa międzynarodowa”, bo rzeczywiście – niecodziennie trafia się taka gratka, by minister warszawskiego vaginetu obywatela Tuska Donalda otwartym tekstem wychlapał, kto ten cały obóz zbudował. Od razu objawił się brak koordynacji, bo z jednej strony obywatel Klich Bogdan, który od obywatela Tuska Donalda ma fuchę ambasadora w Waszyngtonie (wszyscy zachodzą w głowę co to za piekielna aluzja ze strony Księcia-Małżonka, by ambasadorem w Waszyngtonie mianować akurat doktora psychiatrę – ale widocznie musi być w tym jakaś logika) wypisuje sążniste protesty przeciwko „kłamstwom obozowym” w amerykańskiej prasie, a z drugiej strony Wielce Czcigodna feministra Nowacka Barbara publikuje takie rewelacje. Ale okazało się, że nie mówiła tego serio, tylko tak się jej chlapnęło przez „przejęzyczenie”. Wszystko to być może, ale najpierw musiał „przejęzyczyć się” autor przemówienia odczytanego przez Wielce Czcigodną. Kto to był – tajemnica to wielka – więc pewnie się nie dowiemy, czy to jakiś doradca doskonały spośród starych kiejkutów, które z tylnego siedzenia nadzorują nie tylko wspomniany vaginet, ale w ogóle – całą scenę polityczną naszego, wstrząsanego polityczną wojną bantustanu, czy też jakiś zaufany funkcjonariusz BND, którego tekstu Wielce Czcigodna nie odważyła się zmienić.

Jest to rzecz pewna, że się nie dowiemy bo obywatel Tusk Donald, w odpowiedzi na żądania dymisji Wielce Czcigodnej odparł, że „Polacy, nic się nie stało!” i że gdyby tak za każde „przejęzyczenie” miał dygnitarzy swojego vaginetu represjonować, to pewnie zabrakłoby chętnych do obejmowania prestiżowych stanowisk. Co prawda to by było jakieś wyjście z patowej sytuacji, bo przybliżałoby „opcję zerową” – ale chyba obywatel Tusk Donald nie to miał na myśli. Rzecz w tym, że vaginet obywatela Tuska Donalda ma charakter koalicyjny, więc niechby tylko jedna karta z tego domku została wyjęta, to cały domek w jednej chwili ległby w gruzach. Skoro my to wiemy, to nie może o tym nie wiedzieć obywatel Tusk Donald – a przecież coś tam musi jednak wiedzieć.

Zresztą już po dwóch dniach cała sprawa „przejęzyczenia” przycichła za sprawą Wielce Czcigodnego Grzegorza Brauna, który nie mógł wytrzymać nawet minuty ciszy, nakazanej przez kierownictwo Parlamentu Europejskiego gwoli uczczenia holokaustników, tylko wznosił jakieś okrzyki o „Strefie Gazy”. W tej „Strefie Gazy” na razie panuje zawieszenie broni, ale myślę, że po spotkaniu, jakie właśnie odbył premier bezcennego Izrela Beniamin Netanjahu z prezydentem Trumpem, operacja ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej będzie tam znowu kontynuowana, aż do ostatniego Palestyńczyka, to znaczy – do ostatecznego zwycięstwa.

Więc Wielce Czcigodnego Grzegorza Brauna wyniosła w sali obrad służba porządkowa Parlamentu Europejskiego, zaś „światem wstrząsnął dreszcz oburzenia” – taki sam, jaki – według propagandy niemieckiej – wstrząsnął światem po zbombardowaniu przez amerykańskie samoloty benedyktyńskiego klasztoru na Monte Cassino. Tym razem „dreszcz oburzenia” wstrząsnął przede wszystkim Wielce Czcigodnym Romanem Giertychem, który z tego wstrząsu przestał panować nad przymiotnikami i nazwał Wielce Czcigodnego Grzegorza Brauna „parszywym antysemitą”, domagając się postawienia go przed „trybunałem”.

Ponieważ jednak Trybunał Konstytucyjny nie jest przez Volksdeutsche Partei uznawany, to mogłoby tu chodzić o Trybunał Ludowy pod przewodnictwem niezawisłego sędziego Rolanda Freislera, którego Adolf Hitler uważał za „naszego Wyszyńskiego”. Co prawda Roland Freisler już nie żyje, ale jeśli pogłoski o reinkarnacji zawierają chociaż ziarenko prawdy, to myślę, że Ronald Freisler mógłby się wcielić w jakiegoś naszego niezawisłego szermierza praworządności, niekoniecznie zaraz „Wyszyńskiego”. Nazwisk na giełdzie płomiennych szermierzy przecież nie brakuje. Jak tam będzie – tak tam będzie – bo ważniejsza wydaje mi się utrata przez Wielce Czcigodnego Romana Giertycha panowania nad przymiotnikami. Chodzi o to, że przymiotnik „parszywy” tradycyjnie był zarezerwowany nie dla jakichś antysemitników, tylko wprost przeciwnie. Świadczy o tym choćby wierszyk, popularny przed wojną w środowiskach narodowych: „Falanga walczy, Falanga czuwa, Falanga wielką Polskę wykuwa. Nie kupuj u Żyda, kupuj u swego, w ten sposób wygonisz Żyda parszywego!

Z obfitości serca usta mówią, więc nic dziwnego, że w chwili wzburzenia Wielce Czcigodny Roman Giertych też mógł się „przejęzyczyć” i tracąc panowanie nad przymiotnikami, posłużył się słowem z dawnego repertuaru. „Stąd nauka jest dla żuka”, by nawet w chwili wzburzenia panować nad przymiotnikami, bo w przeciwnym razie mogą z tego wyniknąć jakieś śmierdzące dmuchy i nie pomoże nawet chwilowe odcięcie od stryczka.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Vance o Europie. „To jest orwellowskie i wszyscy muszą odrzucić to szaleństwo”.

Vance znów ostro o Europie. „To jest orwellowskie i wszyscy muszą odrzucić to szaleństwo”

18.02.2025 https://nczas.info/2025/02/18/vance-znow-ostro-o-europie-to-jest-orwellowskie-i-wszyscy-musza-odrzucic-to-szalenstwo/

Wiceprezydent USA James David Vance. Fotot: PAP/DPA
Wiceprezydent USA James David Vance. Fotot: PAP/DPA

Wiceprezydent USA JD Vance ostro skrytykował przepisy kryminalizujące wypowiedzi w internecie. Odniósł się do niemieckich działań, ale podobnie sytuacja wygląda w wielu europejskich państwach, także w Polsce pod batutą uśmiechniętego rządu Donalda Tuska.

W programie telewizyjnym „60 Minutes” na antenie CBS wyemitowano reportaż z Niemiec. Dziennikarka Sharyn Alfonsi towarzyszyła niemieckiej policji podczas porannego nalotu na dom obywatela oskarżonego o opublikowanie „rasistowskiej karykatury”. Sześciu uzbrojonych funkcjonariuszy przeszukało jego mieszkanie, konfiskując telefon i komputer.

To jedna z ponad 50 podobnych akcji przeprowadzonych jednocześnie w całych Niemczech. W Polsce ostatnio podobne naloty miały osoby, które „groziły” w internecie Jerzemu Owsiakowi.

Niemieckie władze otwarcie przyznają, że kryminalizują obraźliwe wypowiedzi w internecie. Według danych przedstawionych w reportażu, co najmniej 750 Niemców zostało oskarżonych o nielegalne wypowiedzi online. Przestępstwem może być nawet nazwanie polityka obraźliwym słowem czy rozpowszechnianie fałszywych cytatów.

„Obrażanie kogoś nie jest przestępstwem, a kryminalizacja wypowiedzi może poważnie obciążyć relacje europejsko-amerykańskie. To (działanie Niemiec – red.) jest orwellowskie i wszyscy w Europie i USA muszą odrzucić to szaleństwo” – podsumował Vance, komentując telewizyjny reportaż.

Insulting someone is not a crime, and criminalizing speech is going to put real strain on European-US relationships.

This is Orwellian, and everyone in Europe and the US must reject this lunacy. https://t.co/WZSifyDWMr

— JD Vance (@JDVance) February 17, 2025