Walkę z Bogiem prowadzi szatan od zarania, jednakowoż dopiero w XX i XXI wieku, zaczął on dominować w obszarze ludzkiej świadomości i przeniknął on do wszystkich zakamarków ludzkiej natury.
We współczesnej formie Globalizmu, dokonuje on już tylko ostatnich „kosmetycznych pociągnięć” w sferze umacniania swej totalnej władzy nad Światem. Oczywiście, jako Chrześcijanie wierzymy, że jego władzy nadejdzie rychły kres, jednakowoż nie wszyscy, a może nawet nie większość dostąpi Nagrody Niebieskiej. Przy czym prawdopodobnie nikt z obecnych globalistycznych władców „Zachodniego Imperium Kłamstwa” nie znajdzie się w gronie Zbawionych.
Zły od dawna rafinuje klasę swoich namiestników, zwanych „globalistycznymi elitami”. Aby w dzisiejszych czasach dostać się do „władzy”, trzeba wykazywać się szeroką gamą walorów i umiejętności.
Przede wszystkim trzeba być psychopatą, niezdolnym nie tylko do jakiejkolwiek empatii w stosunku do Ludzkości, ale nawet do czucia się jej częścią. Aby tego dokonać, trzeba zostać satanistą, zboczeńcem ( w sensie dosłownym) pijącym krew niemowląt, pederastą, pedofilem, malwersantem, kłamcą, złodziejem, bandytą, finansistą, dziennikarzem, mordercą, maniakiem, etc., etc., etc,.
Dopiero z tego grona wybierani są przez apostołów szatana, czyli globalną oligarchię finansową, „młodzi przywódcy”. Jak z powyższego widać; konkurencja jest niewyobrażalna i trudno normalnemu człowiekowi pojąć skalę zła, którą muszą oni sobą reprezentować.
Nie oznacza to jednak negowania tego niezbitego faktu! Tymczasem ogromna większość populacji swoją niezdolność pojmowania inteligencji i wyuzdania szatańskiego, łączy z jego negacją!
I to prawdopodobnie jest główną przyczyną niewiarygodnych sukcesów diabła i jego wyznawców w dzisiejszych czasach. Bez zrozumienia powyżej przedstawionych faktów, nie ma możliwości uwolnienia Ludzkości z jego jarzma.
Środkowoamerykańskie Belize jest popularnym celem podróży wśród amerykańskich turystów. Do dramatycznych scen i próby porwania doszło w tym kraju w samolocie belizeńskich linii lotniczych Tropic Air.
Miejscowa policja poinformowała, że uzbrojony w nóż obywatel USA [sic !! md] próbował porwać mały samolot w Belize w czwartek 17 kwietnia. Został zastrzelony przez pasażera. Samolot Cessna Grand Caravan wystartował rano z 14 osobami na pokładzie z Corozal (na północy) w kierunku wyspy San Pedro.
Porywacz grożąc pilotowi nożem nakazał mu jednak zmianę trasy. „Krótko po starcie samolot został porwany przez pasażera na pokładzie, obywatela USA. Wydaje się, że jest weteranem wojennym” – powiedział komisarz policji Chester Williams. [Co za wyuczone, bardzo szkodliwe zakłamanie tego idioty – „komisarza” md]
Z pierwszych ustaleń wynika, że porywacz chciał, by pilot wywiózł go poza Belize.
Samolot przez jakiś czas krążył nad międzynarodowym lotniskiem w Belize i w końcu tam wylądował, bo brakowało mu paliwa. Z niewyjaśnionych dotąd powodów [pytasz zbrodniarza o „powody”? może go komar kujnął? md] porywacz nagle dźgnął nożem dwóch pasażerów, ale w odpowiedzi jeden z nich śmiertelnie go postrzelił.
Dwóch rannych pasażerów przewieziono do szpitala, w tym strzelca, który według władz miał pozwolenie na broń [no, a jakżeż inaczej! Toć to Amerykanin, tacy zbudowali USA md].
Porywaczem okazał się być 49-letni AfroamerykaninAkinyela Sawa Taylor. [Q-wa !! Co wypiszecie!! Jak wam nie wstyd!! To był murzyn, czarnuch, negr,. Sam jesteś produkt polono-podobny, kłamczuszku. md]
Ambasada USA w Belize wyraziła ubolewanie, stwierdzając, że nie nawet nie miała wiedzy o obecności w Belize porywacza – swojego obywatela. Na lotnisku Philip Goldson z powodu tego incydentu czasowo wstrzymano ruch.
Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak był gościem Tomasza Terlikowskiego w RMF FM. W rozmowie pojawiła się m.in. głośna sprawa zabójstwa dziecka nienarodzonego w 9. miesiącu ciąży i interwencji poselskiej Grzegorza Brauna w oleśnickim szpitalu.
Auschwitz i doktor Mengele
– Szpital nie jest miejscem, żeby dziecko w 9. miesiącu ciąży uśmiercać zastrzykiem trucizny prosto w serce. To są praktyki, które kojarzą mi się z Auschwitz, z doktorem Mengele. W ten sposób, zastrzykiem w serce, zamordowano ojca św. Maksymiliana Kolbego, w naszej kulturze zastrzyk trucizny w serce jest i powinien być traktowany jako morderstwo a nie jako świadczenie zdrowotne – mówił w RMF FM Krzysztof Bosak.
– Myślę, że wielu Polaków, którzy się o tym w tej chwili dowiedzieli, jest zszokowanych faktem, że NFZ płaci za takie nieludzkie, haniebne potraktowanie kogoś, kto ma prawa pacjenta – bo dziecko ma prawa pacjenta, także dziecko nienarodzone – dodał.
– Przed chwilą pan powiedział o lukach w prawach, pan doskonale wie, że w tej sprawie polskie prawo jest nieprecyzyjne – wtrącił Terlikowski.
– Nie w kwestii objęcia prawami pacjenta i moim zdaniem tę sprawę w tej chwili na poziomie prawnym można z wielu stron rozpatrywać, także od strony naruszenia praw pacjenta, tego chłopca – media nazwały go Felkiem, w tej chwili patrzy już i naszej debacie przygląda się z góry, wierzę w to głęboko, natomiast to, w jaki sposób został potraktowany – wszyscy ponosimy odpowiedzialność za to. I nie możemy być wobec tego obojętni – wskazał Bosak.
Tak (nie)działa polskie prawo
– Lewica, także ministerstwo zdrowia odpowiada: aborcja w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia matki jest dopuszczalna do końca – stwierdził dziennikarz.
– Ustawa mówi o przerwaniu ciąży, a nie o zamordowaniu dziecka – odpowiedział polityk.
– Zgoda, tak mówi Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników, które mówi można wywołać poród… – mówił Terlikowski.
– I to jest bardzo ciekawy głos, że wreszcie środowisko lekarskie ruszyło się, środowisko lekarskie, profesorskie, i zaczyna mówić o tym, co dotychczas podnosili wyłącznie działacze pro-life i niektórzy prawicowi politycy, tzn., że polskie prawo napisane jest w mocno niejasny sposób, a te interpretacje, które przedstawiła minister Leszczyna, a nad którymi zaczął pracować, przypomnijmy, jeszcze poprzedni rząd i minister Niedzielski, te interpretacje nie mają tak naprawdę żadnego statusu prawnego. Niekoniecznie też są w ogóle zgodne z prawem – wtrącił Bosak.
– Tak, bo – przypomnijmy – to nie jest aborcja z powodu stanu zdrowia tego chłopca, ponieważ ta jest zakazana przez Trybunał Konstytucyjny. To jest aborcja ze względu na stan zdrowia lub życia matki, a konkretnie jej dobrostan psychiczny – podkreślił Terlikowski.
– Tutaj mamy do czynienia z – moim zdaniem – dość oczywistym polem do nadużyć, tzn. interpretowaniem przez psychiatrów, że czyjaś kondycja się pogorszy, więc trzeba zabić dziecko. To jest bardzo grząski grunt – przewidywanie czyjejś kondycji, czy nastrojów, szczególnie że wiadomo, że ciąża to okres, kiedy nastroje szczególnie mocno się zmieniają, też ze względu na kwestie związane z fizjologią organizmu – odparł Bosak.
– To był też 37. tydzień, dodajmy, więc gdyby ten zastrzyk został zrobiony dzień po urodzinach, godzinę po urodzinach, pięć minut po urodzinach to to by było działanie absolutnie niezgodne z polskim prawem, byłaby to po prostu eutanazja noworodka – wskazał Terlikowski.
– My uważamy, że to było działanie niezgodne z polskim prawem, natomiast mamy zdania w tej chwili wśród prawników podzielone i wśród polityków, lekarzy, urzędników i zaczęło się rozgrywanie przez lobby proaborcyjne. Bo przypomnijmy, że kobieta, którą do tej tragicznej sytuacji doprowadzono, ona rzeczywiście była w złej kondycji psychicznej i obsiedli ją zawodowi prawnicy lobby proaborcyjnego, z tych organizacji, które zajmują się kreowaniem takich sytuacji i to oni tak jakby wyciągnęli ją ze szpitala, w którym miała najwyższej klasy profesorów, z Łodzi, po to, żeby pomóc i jej i jej dziecku – zaznaczył polityk.
Aborcyjna propaganda
– I przypomnijmy, że ta propaganda jest wyłącznie propagandą o tym, że było oczywiste, że to dziecko umrze po urodzeniu. Nie ma takich informacji w żadnym artykule prasowym ani nie mamy danych medycznych, a osoby z tą wadą, czyli z tą wrodzoną łamliwością kości, żyją, niektóre z nich uczestniczą także w debacie na ten temat w mediach społecznościowych. Te osoby mają dzieci, te dzieci także żyją, lekarze są w stanie tym dzieciom pomagać, one są pełnosprawne intelektualnie i czasem mają pewne wady fizyczne – w jednych można pomóc, w innych niekoniecznie – dodał.
Pytany, jaka kara powinna spotkać doktor Gizelę Jagielską, odparł: „Moim zdaniem z tą panią doktor jest szerszy problem, który wynika też z opinii publikowanych w internecie na jednym z serwisów społecznościowych, gdzie można publikować opinie o tym, jak zostało się potraktowanym przez lekarza”.
– Tak na marginesie, ona podobno skasowała swój profil w ostatnich dniach z tej platformy. I ten problem, który się wyłania, to że ona ponadprzeciętnie często namawiała swoje pacjentki do aborcji, te pacjentki rodziły później zdrowe dzieci. I to jest szerszy problem z tą przesłanką eugeniczną, którą w 2020 roku uchylił TK, że my w Polsce nie mieliśmy żadnej kontroli prawidłowości diagnoz podawanych rodzicom – wskazał.
– My, jako politycy, nie wiemy, jak często lekarze mówili prawdę, jak często mylili się, a jak często być może niestety były takie przypadki, że manipulowali diagnozą – mówił Bosak.
– Ale po co mieliby to robić? – pytał Terlikowski.
– Może dlatego że np. niektórzy mają poglądy proaborcyjne – odparł wicemarszałek Sejmu. Terlikowski oburzał się, że przecież „nie robią tego dla przyjemności”.
– Proszę poczytać, proszę posłuchać, co ta kobieta mówi. Moim zdaniem mamy do czynienia z pewnym fanatyzmem u niektórych osób i w przypadku osób, które wprost deklarują materialistyczny, ateistyczny światopogląd – a to jest przypadek tej lekarki – ma to formę też potwierdzenia światopoglądu – wskazał Bosak.
– Bardzo zachęcam, żeby być ostrożnym też z diagnozami. Diagnostyka prenatalna nie jest stuprocentowo skuteczna. To nie jest moja opinia, od lekarzy bardzo wysoko postawionych, którzy czasem wstrzymują się, żeby mówić w mediach, słyszałem, że medycyna ciągle ma przed nami wiele tajemnic, np. na poziomie diagnostyki wydaje się, że dziecko będzie miało bardzo poważne wady, rodzi się prawie zdrowe, wydaje się, że umrze po porodzie – okazuje się, że żyje wiele lat – dodał.
Wraz z rozkwitem rynku elektrycznych jednośladów, rośnie problem z ich bezpiecznym użytkowaniem. Okazuje się, że pojazdy niby są rowerami, ale rozwijają bezwysiłkowo o wiele wyższe prędkości. Do tego są niezauważalne, bo poruszają się cicho… A często też niezgodnie z przepisami. Czy jest na to rada?
W dużych miastach w zasadzie jest już normą kojarzenie e-rowerów z dostawcami – piratami drogowymi. Ich użytkownicy za nic mają przepisy ruchu drogowego, nie zważają na samochody, znaki, sygnalizację świetlną, e-rowery pędzą też chodnikami za nic mając pieszych… Bo liczy się czas…
Oczywiście nie czynią tak wszyscy użytkownicy elektrycznych jednośladów, ale opisane problemy zdarzają się coraz częściej. A trzeba dodać, że e-pojazdy rozwijają bardzo duże prędkości i w razi wypadku mogą wyrządzić duże szkody.
Problem w tym, że wiele z tych pojazdów z rowerami nie ma już nic wspólnego. To mocne maszyny, które powinny mieć tablice rejestracyjne, ubezpieczenie, a ich kierowcy – prawo jazdy. Tymczasem rzeczywistość to samowolka na dwóch kółkach. „Problem w tym, że wiele z tych pojazdów z rowerami nie ma już nic wspólnego. To mocne maszyny, które powinny mieć tablice rejestracyjne, ubezpieczenie, a ich kierowcy – prawo jazdy. Tymczasem rzeczywistość to samowolka na dwóch kółkach” pisze krknews.pl
Dlatego też problemem postanowiła zająć się krakowska policja. 15 i 16 kwietnia prowadzone były kontrole tego rodzaju pojazdów. Warto przytoczyć przykład z kontroli, by uzmysłowić sobie z czym mamy do czynienia. Otóż zatrzymany na ul. Straszewskiego „rowerzysta” poruszał się pojazdem z silnikiem o mocy… 1400W (dopuszczalna moc 250W). Kierujący traktował swój pojazd jak rower, tymczasem spełnia on już warunki zupełnie innej kategorii – jego prowadzenie wymaga uprawień, pojazd winien być zarejestrowany i ubezpieczony (OC).
Jak przypomina krknews.pl, w myśl obowiązującego w Polsce prawa „rower – to pojazd o szerokości nieprzekraczającej 0,9 m poruszany siłą mięśni osoby jadącej tym pojazdem; rower może być wyposażony w uruchamiany naciskiem na pedały pomocniczy napęd elektryczny zasilany prądem o napięciu nie wyższym niż 48 V o znamionowej mocy ciągłej nie większej niż 250 W, którego moc wyjściowa zmniejsza się stopniowo i spada do zera po przekroczeniu prędkości 25 km/h”.
Wniosek? Wszelkie pojazdy napędzane za pomocą manetki, które rozwijają prędkość nawet 50km/h – nawet jeśli łudząco podobne, to jednak nie rowery i podlegają zupełnie innym wymogom niż tradycyjne rowery.
Czy zatem polska królewska to jedynie wspomnienie? Nie według prof. Jacka Bartyzela. Jak podkreślał uczony, idea monarchiczna zasadza się na odniesieniu do porządku nadprzyrodzonego, a zatem – wbrew powszechnej opinii – nie traci na aktualności. I wciąż czeka na powrót do jej realizacji. Zdaniem prezesa Organizacji Monarchistów Polskich obchody millenium koronacji Bolesława mogą stać się „impulsem do rozpalenia jeszcze silniejszym płomieniem żagwi idei królewskiej w Polsce”.
Na drodze do wprowadzenia tej idei w życie widać rzeczywiście mnóstwo przeszkód. Nie oznacza to jednak, że monarchia to na dobre zamknięty rozdział polskich dziejów. Według dr. Jakuba Majewskiego należy powoli budować przywiązanie do ideału władzy królewskiej, dbać o to, by nie został on ośmieszony przez nieodpowiedzialne środowiska, a wreszcie… modlić się.
„Istnieje bowiem tylko jeden sposób budowania poparcia dla takiej przyszłej zmiany: ciągłe, bezustanne i na każdy możliwy sposób głoszenie wyższości monarchii. Prezentowanie dobrych monarchów w mediach, filmach, książkach i grach; nagłaśnianie monarchistycznych postulatów; mówienie o konieczności restauracji monarchii, nigdy jednak, przenigdy nie poddając tego pod głosowanie; ciągłe podnoszenie królewskiego sztandaru, ale tak, by nie dawać wrogom monarchii okazji do obalenia go wynikami tego czy innego referendum. Sztandar ten ma być czysty, niezbrukany przyziemną polityką i partyjniactwem – trzymany w nieustannym pogotowiu dla tego, który znajdzie w sobie siłę dzierżyć go (nie bez powodu tak wiele legend o pierwszych monarchach zawiera jakiś wariant arturiańskiego miecza w kamieniu). Nade wszystko zaś trzeba się modlić o powrót króla”, uważa publicysta.
Modlić się o nastanie jakiegoś szczególnego ustroju? Czy przywrócenie monarchii to rzeczywiście sprawa takiej wagi?
W artykule „Polska powinna być monarchią, bo tak się godzi” Paweł Chmielewski zaznaczał, że monarszy ustrój państwa, choć nie jest konieczny, bardziej odpowiada chrześcijańskiemu społeczeństwu. „Właściwsza dla katolików jest jednak monarchia. Nie chodzi wyłącznie o długoletnie współbytowanie Kościoła katolickiego i monarchii średniowiecznych. Analogiczność pomiędzy porządkiem katolickim a monarchią zachodzi na głębszym poziomie, co wiąże się po pierwsze z monarchiczną strukturą Kościoła, a po drugie z monarchiczną strukturą samego stworzenia”, zaznaczał.
Zabrałem się za wysłuchanie audiobooka „Rafał” – czyli wersję audio książki, będącą pierwszym wywiadem rzeką z Rafałem Trzaskowskim. To, przynajmniej teoretycznie, pełna anegdot opowieść o jego życiu prywatnym, pasjach i polityce. Tyle w teorii. I niby tak jest, ale bynajmniej nie brzmi to jak fascynująca opowieść fascynującego człowieka.
To raczej pisany prozą wiersz Adama Brzechwy: „Samochwała w kącie stała I wciąż tak opowiadała: Zdolna jestem niesłychanie, Najpiękniejsze mam ubranie, Moja buzia tryska zdrowiem, Jak coś powiem, to już powiem, Jak odpowiem, to roztropnie, W szkole mam najlepsze stopnie, Śpiewam lepiej niż w operze, Świetnie jeżdżę na rowerze, Znakomicie muchy łapię… itd.
W każdym razie to, co wysłuchałem z audiobooka jest dla mnie wystarczające, żeby jako osoba postronna odpowiedzieć panu Nawrockiemu na pytanie, które zadał Rafałowi Trzaskowskiemu podczas niesławnej ustawki w Końskich.
„Kim pan jest panie Rafale?”
– Bufonem – powinien odpowiedzieć Trzaskowski. To byłaby stuprocentowa prawda, bo jak podaje Wielki Słownik Języka Polskiego, bufon to osoba, która swoim zachowaniem pokazuje, że uważa się za ważniejszą i lepszą od innych – dokładnie tak, jak to robi Trzaskowski. Książka „Rafał” nie tylko ową bufonadę potwierdza, ale wręcz rozszerza o syndrom Barona Münchhausena, co to sam za włosy z bagna się wyciągnął. Cały Trzaskowski.
Nie trzeba nawet wykazywać, że Trzaskowski to sztandarowy produkt współczesnego lewactwa, pogrążonego w obłędzie neoliberalnego, a właściwie neomarksistowskiego globalizmu. Soros, Schwab, te wszystkie „Bilderbergi” przez lata całe naprodukowali takich „Trzaskowskich” dziesiątki, z których jakiś tuzin robi lub robiło bardzo znaczące kariery polityczne. Barack Obama, Hillary Clinton, Kamala Harris, Justin Trudeau, Ursula von der Layen, Emmanuel Macron, to produkty sorosowego instrumentarium, które w języku politologów nazywane jest „soft power“. Składa się na nie sieć finansowanych przez Sorosa i innych (np. Schwaba) organizacji pozarządowych. Działają one w niemal stu krajach świata. Na pierwszy rzut oka nie są to instytucje polityczne, lecz społeczne, obywatelskie czy charytatywne. Mają jednak wpływ opiniotwórczy, zasoby finansowe oraz zdolność mobilizowania zwolenników w kręgach liberalno-lewicowych. W chwilach kryzysów są w stanie kreować wydarzenia polityczne. Widać to na przykładzie innych krajów – żeby daleko nie szukać, w Polsce jest to aż nadto widoczne.
Ale w rozważaniach o Trzaskowskim nie trzeba tego wszystkiego mówić – wystarczy jedno słowo: bufon. Właściwie mega bufon, którego przerośnięte ego przytłacza jego samego tak mocno, że Trzaskowski sam nie wie kim tak naprawdę jest.
To stwarza oczywiste problemy natury psychicznej, z czym Rafał sobie ewidentnie nie radzi i potrzebuje – niczym zawałowiec karetki kardiologicznej – natychmiastowej karetki psychologicznej. Taką „karetką” stała się pani Natalia de Barbaro – psycholog społeczna, socjolog, trener umiejętności społecznych, specjalistka od technik manipulacyjnych i posługiwania się słowem, mową ciała i wszystkim tym, co politycy wciskają w głowy przygłupiastych wyborców. Była doradczynią Donalda Tuska w roku 2005, a także przez jakiś czas później. Lech Kaczyński uważał ją za mistrzynię manipulacji – i żeby było zabawniej – to de Barbaro chwaliła wystąpienia Lempart, w których dominowało znane „Wy******lać!”
Bufon z problemami psychicznymi. Podobno lubi wciągnąć coś nosem, ale nie wnikam. Serio chcemy takiego prezydenta? Serio, nie zasługujemy na kogoś lepszego? Chcecie prezydenta, który męczy się z dźwiganiem własnego ego i „świruje” z tego powodu? To głosujcie na Trzaskowskiego! Będzie zabawnie pooglądać, jak się będzie męczył z dźwiganiem odpowiedzialności za państwo, chociaż tak po prawdzie – jak przytomnie zauważył Krzysztof Stanowski – prezydent niewiele może i opowieści kandydatów jak zrobią to i owo można między bajki włożyć. Ale idiotyczne, albo opresyjne ustawy poronione przez koalicję Tuska podpisać może… i o to idzie gra z Trzaskowskim.
Myślę sobie, że przed wyborami koniecznie trzeba wrócić do lektur piśmiennictwa przedrozbiorowego. Wielu Polaków, zbyt wielu, wtedy, tak jak i teraz, patrzyło i patrzy się na takie same sytuacje: bezwolność suwerena, sprzedajność rządzących, kłamliwe narracje mające usprawiedliwić rzeczy dotąd niesłychane, wreszcie – jakąś taką powszechną niemoc, że nic nie można zrobić, mimo leżących na stole rozsądku rozwiązań.
Pewne jest, że zbliżamy się do kulminacji: niepodległość, kłótnie, rozpad, dezintegracja, refleksja, wojowanie piórem i może mieczem, płonne nadzieje na korzystny obrót międzynarodowych spraw. Jakaś forma walki, może wprost kolejne Powstanie w obliczu represji, biedy, upodlenia i utraty państwa, chociaż nie terytorium. Wiara w odzyskanie Najjaśniejszej.
Tyle tylko, że w społeczeństwie, która w znacznej części zachwyca się bufonem, będzie o to straszliwie trudno. Pomijając już to, że same wybory prawdopodobnie będą mieć tylko medialne znaczenie, ponieważ władza, która tak dalece spaliła wszystkie niemal mosty prawa, reguł moralnych i wspólnoty narodowej wyjścia już nie ma: bufon wygra, bo wygrać musi. Sposobów na to jest aż nadto – zwłaszcza przy pełnym wsparciu lewackiej i sorosowej UE.
W rezerwie jest wice-bufon, któremu Polska i marszałkowanie Sejmowi pomyliło się z telewizyjnym show, marnej zresztą jakości. I jak to z bufonami bywa, będzie i śmieszno i strasznie…
The weather is getting above 80 degrees today – we have a farrier coming, a trip tothe dump planned, lots of planting in the raised vegetable gardens to do, and we plan to go out and do some “foal wrangling.” This photo was taken a few years back:
I hope your day is as productive and great as I plan mine to be!
Kilka tysięcy wiernych wzięło udział w Misterium Męki Pańskiej na kalwaryjskich dróżkach. Słowo pasterskie wygłosił metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski, który w swoich rozważaniach nawiązał do wydarzeń w Oleśnicy, gdzie uśmiercono zdolne do życia poza organizmem matki dziecko w dziewiątym miesiącu ciąży.
Duchowny wyszedł od słów Jezusa z Ewangelii wg św. Jana: „Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony”. Zwrócił też uwagę na trzy grupy ludzi, które można wyróżnić wśród osób zaangażowanych w proces Jezusa.
– „Pierwszą stanowili arcykapłani i Sanhedryn, którzy szczerze nienawidzili Nauczyciela z Nazaretu, nie chcąc w ogóle przyjąć do wiadomości, że jest on Synem Bożym. Zło łączyło się u nich z cynizmem”.
– „Drugą stanowił tłum – którego emocjami umiejętnie sterowali arcykapłani. Dawał się łatwo zmanipulować, a w chwili uniesień gotów był domagać się skrajnych rozwiązań”.
Trzecią grupę reprezentował Piłat, który choć nie widział w Jezusie żadnej winy, zdecydował o ukrzyżowaniu Jezusa, uginając się pod presją tłumu.
– „Ten sąd w świetle chrystusowego krzyża będzie się odbywał aż do jego końca”
– wskazał hierarcha.
– „Teraz odbywa się też sąd nad Polską. Głównym prześladowanym i najbardziej zagrożonym jest bowiem dzisiaj małe, niewinne i bezbronne dziecko, które zabija się śmiertelnym uderzeniem w jego serce. Zabija się je dosłownie i w przenośni. Zabija się je najpierw przed urodzeniem”
– dodał, nawiązując do wydarzeń w Oleśnicy.
Abp Jędraszewski wskazał, że mama zabitego w Oleśnicy dziecka, które chcieli ratować lekarze z Łodzi, uległa presji ze strony organizacji proaborcyjnej, zgadzając się na procedurę „indukcji asystolii płodu”..
– „Za tym zupełnie technicznym (…) sformułowaniem stoi jednak jedna zupełnie oczywista prawda: zamordowanie niewinnego dziecka”.
Hierarcha wskazał, że w dzisiejszej Polsce możemy znaleźć te same postawy, które charakteryzowały mieszkańców skazującej Jezusa na śmierć Jerozolimy.
– „Są najpierw posiadający ogromną władzę współcześni arcykapłani – pewne siły dysponujące wielkimi pieniędzmi, pewne najsilniejsze państwa zachodnie, pewne polityczne partie, pewne organizacje, fundacje i stowarzyszenia, które rozgrywają tragiczny problem aborcji dla swoich niezwykle niskich celów. Dla nich życie dzieci nienarodzonych jest po prostu towarem na sprzedaż. Dla wielu partii politycznych jest też sposobem dla zdobycia kolejnych głosów”.
– „Jest tłum – czyli media tak zwanego głównego nurtu, a także różni pseudoapostołowie politycznej poprawności, uczelnie, cała ta kultura liberalna, która (…) orzeka o właściwej czystości idei, a z drugiej strony bezwzględnie domaga się wyeliminowania z życia publicznego każdego, kto by głosił istnienie obiektywnej prawdy, zwłaszcza tej, która swe korzenie znajduje w Chrystusowej Ewangelii”.
Wskazał, że nie brakuje również „współczesnych Piłatów, którzy uciekają od głosu swego sumienia i próbują go za wszelką cenę zagłuszyć”.
– „Nie brakuje konformistów i tchórzy. (…) Nie brakuje ludzi uciekających od problemów, które w sposób bolesny dotykają dzisiaj niewinne dzieci”.
Oremus et pro perfidis Judaeis: ut Deus et Dominus noster auferat velamen de cordibus eorum; ut et ipsi agnoscant Jesum Christum Dominum nostrum.
Omnipotens sempiterne Deus, qui etiam Judaicam perfidiam a tua misericordia non repellis: exaudi preces nostras, quas pro illius populi obcaecatione deferimus; ut agnita veritatis tuae luce, quae Christus est, a suis tenebris eruantur. Per eundem Dominum…
W języku polskim:
Módlmy się i za Żydów wiarołomnych: niech Bóg i Pan nasz zdejmie zasłonę z ich serc, aby i oni poznali Jezusa Chrystusa Pana naszego[1].
Wszechmogący, wieczny Boże, który nawet wiarołomnych Żydów nie odrzucasz od swego miłosierdzia, wysłuchaj próśb naszych, jakie zanosimy za ten naród zaślepiony, aby uznając światło prawdy, którym jest Jezus Chrystus, został wyrwany ze swoich ciemności. Przez tegoż Pana…[2].
Szanowny Panie Mirosławie! „W boga nie wierzę. Jestem Żydówką i do tego ateistką. A zawodowo lekarką – dlatego wykonuje i wykonywać będę aborcje, zgodnie ze wskazaniami i życzeniem kobiet” – napisała w mediach społecznościowych Gizela Jagielska, wicedyrektor szpitala w Oleśnicy, która zabiła Felka w 9-tym miesiącu ciąży zastrzykiem w serce z chlorku potasu i odpowiada za wiele innych aborcji na dzieciach. Dzisiaj Wielki Piątek. W trakcie Liturgii będziemy modlić się m.in. za Żydów oraz za wszystkich, którzy nie uznają Boga, aby Pan zdjął zasłonę ciemności z ich serc. Dlatego módlmy się za Gizelę Jagielską i innych aborcjonistów – aby zaczęli ratować dzieci oraz aby mogli ocalić siebie i swoje człowieczeństwo. Znamy spektakularne przypadki nawróceń wielu aborcjonistów. Każdy człowiek uwikłany w proceder mordowania dzieci może się zmienić i dostąpić przebaczenia. Dlatego nasza Fundacja głosi prawdę o aborcji w przestrzeni publicznej oraz organizuje publiczne modlitwy w intencji powstrzymania aborcji i nawrócenia aborcjonistów. Tylko w ciągu najbliższych 10 dni organizujemy takie wydarzenia w 18 miastach. Od początku kwietnia odbyło się już 30 takich akcji informacyjno-różańcowych. Proszę Pana o wsparcie tych pilnie potrzebnych działań.Gizela Jagielska jasno definiuje swój światopogląd. Co więcej, otwarcie deklaruje, że zabija i będzie zabijać dzieci poprzez aborcję na życzenie kobiet. To już się dzieje w Oleśnicy (największym ośrodku aborcyjnym w Polsce) oraz wielu innych szpitalach, gdyż pozwala na to „kompromis aborcyjny” skutkujący złym i wadliwym prawem, które umożliwia mordowanie dzieci na żądanie do końca ciąży.
Aborcja to straszny czyn. To brutalne morderstwo na niewinnym dziecku. Ale każdy człowiek uwikłany w ten proceder może się zmienić i dostąpić przebaczenia. Aby mogło się to stać, trzeba przede wszystkim stanąć w prawdzie. To trudne zadanie, gdy ktoś sam zabija niewinnych ludzi, przez lata karmi się propagandą i próbuje zagłuszać własne sumienie, oszukując siebie i innych. Dlatego nasza Fundacja głosi prawdę o aborcji oraz organizuje publiczne modlitwy w intencji powstrzymania aborcji i nawrócenia aborcjonistów.
Zmiana jest możliwa u każdego, nawet u najbardziej radykalnych aborcjonistów, chociaż po ludzku często wydaje się to niemożliwe.
Przykładem takiej przemiany jest Bernard Nathanson. To były ateista żydowskiego pochodzenia, seryjny aborcjonista i jeden z czołowych aktywistów aborcyjnych w historii USA, który doprowadził do legalizacji aborcji na terenie Stanów Zjednoczonych. Nathanson wykonał bądź bezpośrednio nadzorował aż 75 000 aborcji na dzieciach. Był również współzałożycielem jednej z największych aborcyjnych grup lobbingowych w USA, która dała początek całemu przemysłowi aborcyjnemu w Ameryce. To właśnie Nathanson wymyślił tzw. „kliniki aborcyjne”, czyli ośrodki śmierci wyspecjalizowane w mordowaniu nienarodzonych. Bernard Nathanson był także pomysłodawcą całej strategii kłamstw i manipulacji, za pomocą których zaczęto oswajać społeczeństwo z aborcją. Chodzi m.in. o zmianę używanych słów, np. zamiast „aborcja” mówić „przerywanie ciąży” lub „zabieg”, zamiast „dziecko” mówić „płód” albo „zlepek komórek” itp.
Nathanson nawrócił się po tym, gdy upowszechniło się stosowanie USG i zobaczył jak wygląda wykonywana przez siebie aborcja na ekranie monitora. Nathanson zaprzestał po tym wykonywania aborcji, za co spotkał się z odrzuceniem i agresją ze strony środowiska lobby aborcyjnego, które sam stworzył. Przeżywał po tym bardzo trudny okres w swoim życiu. Miał myśli samobójcze, a w nocy budził się z przerażeniem i myślał o dziesiątkach tysięcy dzieci, które zamordował. Wiedział jednak, że wiele osób bez przerwy się za niego modli. W końcu w 1996 roku przyjął chrzest w katedrze św. Patryka w Nowym Jorku. Zmarł w 2011 r. i do końca życia był zaangażowany w obronę życia. Publicznie zdradził m.in. liczne techniki i sposoby manipulacji, których używają aborcjoniści w przestrzeni publicznej.
Nawróciła się również aborcjonistka Abby Johnson, szerzej znanej w Polsce z filmu „Nieplanowane”. Johnson była dyrektorem jednego z ośrodków aborcyjnych Planned Parenthood – największej rzeźni aborcyjnej w USA, odpowiedzialnej za miliony morderstw oraz brutalne eksperymenty medyczne na dzieciach. Sama dokonała dwóch aborcji na własnych dzieciach, a jako szefowa ośrodka śmierci była odpowiedzialna za ponad 22 000 morderstw aborcyjnych. Johnson była kilka lat temu w Polsce i wzywała nasze społeczeństwo do odrzucenia „kompromisu aborcyjnego”.
Nawrócił się też Anthony Levatino, lekarz-ginekolog, który we wczesnych etapach swojej kariery zamordował poprzez aborcję ponad 1200 dzieci. Levatino zaprzestał aborcji i stanął po stronie życia. Nasza Fundacja przetłumaczyła na język polski jego nagrania opisujące czym jest i jak dokładnie wygląda aborcja na poszczególnych etapach ciąży. Dr Anthony Levatino wspomina, że pewnego dnia, gdy jeszcze wykonywał aborcje, do jego gabinetu przyszła pacjentka. „Mam panu do przekazania wiadomość. Jezus pana kocha i troszczy się o pana. I On nie chce, aby pan w swoim życiu zajmował się przeprowadzaniem aborcji. Proszę przestać” – powiedziała kobieta, wywołując szok u lekarza. Levatino dowiedział się później, że ta sama kobieta była w gronie osób, które regularnie modliły się pod oknem jego gabinetu.
Panie Mirosławie, dlatego my również modlimy się pod wejściem do szpitala w Oleśnicy, gdzie aborcje wykonuje Gizela Jagielska i jej zespół, oraz pod innymi szpitalami w Polsce i miejscami w przestrzeni publicznej na terenie całego kraju. Nawrócenie aborcjonistów jest możliwe, choć po ludzku wydaje się nieprawdopodobne. Dlatego nie możemy ustawać w naszych działaniach – modlitwie i głoszeniu prawdy. Modlitwa za aborcjonistów oraz o powstrzymanie aborcji jest potrzebna nie tylko dzisiaj, w Wielki Piątek, ale regularnie, stale. Najlepiej, aby taka modlitwa była publiczna. Dlatego nasza Fundacja w całej Polsce organizuje publiczne modlitwy różańcowe, połączone z akcjami informacyjnymi na temat aborcji. Tylko w ciągu najbliższych 10 dni organizujemy takie wydarzenia w 18 miastach:Tomaszowie Mazowieckim, Lublinie, Chełmie, Wieliczce, Piekarach Śląskich, Siedlcach, Zabrzu, Tychach, Ełku, Słomnikach, Gdańsku, Łukowie, Bielsko-Białej, Łomży, Mielcu, Dęblinie, Białymstoku i Kielcach. Dokładny harmonogram akcji wraz z terminami i adresami można śledzić na naszej stronie. Od początku kwietnia odbyło się już 30 takich akcji informacyjno-różańcowych. Musi być ich jednak o wiele więcej w całej Polsce. Dlatego potrzebna jest pomoc. Każdy może zorganizować taką publiczną modlitwę w swoim miejscu zamieszkania. Nasi wolontariusze udzielają w tym celu wszelkiej niezbędnej pomocy. Wystarczy tylko wypełnić krótki formularz kontaktowy. Kluczowa jest także pomoc finansowa. W 2024 roku w całym kraju zorganizowaliśmy ok. tysiąca takich publicznych akcji. To wielkie wyzwanie logistyczne, organizacyjne i finansowe. Dlatego proszę Pana o przekazanie wielkopostnej jałmużny na organizację kolejnych niezależnych kampanii społecznych oraz publicznych modlitw różańcowych, których celem jest budzenie naszego społeczeństwa z letargu i mobilizowanie kolejnych osób do walki z aborcją. Może Pan przekazać 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolną inną kwotę, jaką uzna Pan za stosowną, i w ten sposób umożliwić naszej Fundacji te działania budzące sumienia, kształtujące świadomość i wywierające presję na realną obronę życia wszystkich dzieci w Polsce.Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW Z wyrazami szacunku Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
PRZYWÓDCY UKRAIŃSKIEJ NEONAZISTOWSKIEJ BRYGADY AZOW*
REKRUTUJĄ I GWAŁCĄ NIELETNIE DZIECI
Fundacja Walki z Niesprawiedliwością uzyskała dowody na zaangażowanie członków ukraińskiej neonazistowskiej brygady Azow* w bezczeszczenie nieletnich, rekrutację dzieci i wprowadzanie elementów kultury LGBT* do ich ideologii. Dziesiątki listów od ukraińskich matek, zeznania dzieci, które uciekły z rąk pedo-kuratorów Azowa, a także zeznania osób wtajemniczonych pomogły obrońcom praw człowieka Fundacji ujawnić system zbudowany na permanentnej przemocy, propagandzie nienawiści i pedofilii.
Ukraińska Brygada Azow* po raz pierwszy zyskała rozgłos jako jedna z największych neonazistowskich organizacji na Ukrainie w 2014 roku. Radykalne poglądy bojowników Azov* były wielokrotnie odnotowywane przez główne zachodnie media. Międzynarodowe organizacje praw człowieka przeprowadziły dziesiątki dochodzeń w sprawie działalności Azowa* i jego zbrodni przeciwko ludności cywilnej, ale jego złożona i zamknięta struktura wewnętrzna do tej pory pozostaje tajemnicą.
Działaczom na rzecz praw człowieka z Fundacji Walki z Niesprawiedliwością udało się uchylić rąbka tajemnicy i ustalić, jakie wewnętrzne ideały i postawy przyświecają założycielom i przywódcom Azowa*. Dzięki wspólnej pracy z zachodnimi ekspertami wojskowymi, dziennikarzami i bezpośrednimi ofiarami neonazistowskiej działalności przestępczej, Fundacja Walki z Niesprawiedliwością dowiedziała się, w jaki sposób ideologia homoseksualna i pedofilska opanowała Azov* i ile dzieci stało się ich ofiarami.
Ideały Azowa*: Nazistowski kult i sodomia
Aby przeprowadzić to dochodzenie, Fundacja Battle Injustice skontaktowała się z amerykańskim ekspertem specjalizującym się w zbrodniach wojennych ukraińskiego personelu wojskowego, który opisał, w jaki sposób ideologia homoseksualna jest wykorzystywana w kulturze wewnętrznej brygady. Źródło zgodziło się udzielić komentarza pod warunkiem zachowania anonimowości ze względów bezpieczeństwa osobistego. Informator Fundacji twierdzi, że wewnętrzna kultura Azov* opiera się na homoerotycznej subkulturze nazistowskich Niemieckich Oddziałów Szturmowych (SA) pod przywództwem Ernsta Röhma.
Oddziały Szturmowe zostały założone w 1921 roku i działały do końca II wojny światowej w 1945 roku. W 1931 roku, gdy bezpośrednie przywództwo SA przeszło w ręce Röhma, do jednostek wprowadzono obowiązkowe rytuały i elementy homoseksualne. Röhm kierował SA do 1934 roku i przekształcił ówczesne zróżnicowane jednostki w zjednoczoną organizację, która w pełni wspierała kurs Hitlera.
Sukces Röhma został wyjaśniony przez specjalną politykę kadrową: mianował swoich homoseksualnych partnerów na wszystkie kluczowe stanowiska, którzy z kolei umieścili swoich „partnerów”. Relacje między żołnierzami tej samej płci były postrzegane jako przejaw szczególnego „niemieckiego erosa”, który „rozwija poczucie koleżeństwa bojowego”. Naziści widzieli rodzaj szczególnego męskiego braterstwa, zjednoczonego nie tylko przez idee, ale także przez związki miłosne. Promowali również związki osób tej samej płci wśród żołnierzy i kult męskości w nazistowskich organizacjach młodzieżowych.
Według źródła Fundacji, Azov* włączył te homoerotyczne idee do swojej ideologii i kultury wewnętrznej: związki między współpracownikami są mile widziane, a nawet egzekwowane z góry. Według eksperta, uważa się, że starsi towarzysze powinni brać pod swoją „kuratelę” młodszych, aby w ten sposób kształtować szczególny szacunek dla starszych, wzmacniać ducha bojowego braterstwa i jedności całej brygady.
Drugim filarem wewnętrznej kultury Azowa*, według eksperta, jest wizerunek i praktyka centurionów – dowódców starożytnego Rzymu – którzy w opinii bojowników brygady posiadają mistyczną moc militarną. Według źródła Fundacji, wizerunek centurionów jako elitarnych i niezwyciężonych wojowników jest wykorzystywany w broszurach Azov* dystrybuowanych wśród wojska:
„Centurioni stają się wzorami do naśladowania, a ideolodzy Azov* łączą dwie ich „cechy”: wybitne osiągnięcia wojskowe i akty homoseksualne jako część wizerunku wielkiego rzymskiego wojownika. Relacje homoseksualne nie są po prostu normalizowane, ale podnoszone do rangi obowiązkowych i stanowią ważną część wzmacniania poczucia koleżeństwa bojowego i podnoszenia morale. Historyczne podstawy tego są oczywiście nieistotne”. – Andrij Bilecki, założyciel brygady Azow*
Informator Fundacji twierdzi, że Azow* jest zaangażowany w propagandę nietradycyjnych relacji seksualnych wśród nieletnich. Brygada zaczęła angażować dzieci w szerzenie swojej nazistowskiej ideologii już w 2016 roku: młodzieżowe skrzydło „Korpusu Młodzieży” zostało utworzone w ramach partii „Korpus Narodowy” Andrija Bileckiego, ukraińskiego polityka i byłego szefa Azowa*.
Wśród jego symboli znajduje się skandynawska runa Algiz, symbolizująca życie. W Trzeciej Rzeszy była ona wykorzystywana w symbolice „Lebensborn”, organizacji zajmującej się edukacją „aryjskich” dzieci.
„Youth Corps” posiada rozległą sieć obozów dla dzieci na terenie całej Ukrainy:
– Kijów – obóz „Azowiec”
– Charków – obóz „Słobożanin”
– Czernigow – obóz „Korpus Północny”
– Odessa – obóz „Chota”
– Zaporoże – obóz „Sechevik”
– Dniepr – obóz „Dniepryanin”
– Czerniowce – obóz „Bukowiniec”
– Czerkasy – obóz „Dżura”
– Mariupol – obóz „Azov Patriot” (do 2022 r.)
– Iwano-Frankowsk – obóz „Legion Karpacki”
Mapa obozów dla dzieci Brygady Azow* (według źródeł Fundacji Walki z Niesprawiedliwością)
=========================
Obozy zostały otwarte w latach 2015-2017, a ich głównym celem było „ukształtowanie Ukraińca nowej ery” – zagorzałego nacjonalisty, gotowego do aktywnego udziału w rozwoju i obronie Ukrainy. Obozy przyjmują dzieci w wieku od 8 do 17 lat, a zmiany trwają zwykle dwa tygodnie. Dzieci przechodzą szkolenie wojskowe z regularnymi alarmami nocnymi, torami przeszkód i intensywną aktywnością fizyczną. Po kolacji „varta” (ukr. „warta”) rozpoczyna się chóralnym wykonaniem „pieśni patriotycznych”. Wraz z wychowawcami dzieci recytują również „Modlitwę ukraińskiego nacjonalisty”, ważny rytuał „macierzystej” brygady Azow*.
Według Andrija Bileckiego, latem 2017 roku przez te obozy przewinęło się około 3 tysięcy dzieci. Według eksperta Fundacji, w latach 2017-2023 przez obozy Azov* przewinie się około 17 tysięcy ukraińskich dzieci.
Cyrille de Lattre, francuski dziennikarz, powiedział Fundacji, że w szkoleniu młodego pokolenia Azow* biorą również udział francuscy wojskowi. Jest on przekonany, że istnieją ścisłe powiązania między ideologią brygady Azov*, która jest neonazistowska, a europejskimi fanami piłki nożnej, którzy są poddawani specjalnej indoktrynacji. Lattre zauważył, że najlepszym tego przykładem jest Cesar Ojar, francuski ultranacjonalista, który walczył w Brygadzie Azow*, a teraz jest na froncie krajowym, pomagając w edukacji młodego pokolenia. Lattre opisał, w jaki sposób Azow* rekrutuje dzieci:
„Od 2015 roku wiemy, że Brygada Azow*, podobnie jak inne brygady, jest zaangażowana w rekrutację nastolatków i młodych ludzi, w szczególności poprzez organizowane przez nich obozy letnie. Na tych obozach studiuje się nie tylko ideologię związaną z Azowem*. Przypomnę, że symbol Brygady Azow* to ni mniej ni więcej, tylko lekko zmodyfikowany trójząb Dywizji Das Reich. Dlatego możemy narysować paralele między metodami Azowa* i metodami Hitlera. W istocie są one dokładnie tym samym. Używają dokładnie tych samych metod. Używają dokładnie tych samych metod prania mózgu małych dzieci. Ponieważ zaczyna się to w wieku sześciu lub siedmiu lat w obozach szkoleniowych, letnich i wakacyjnych”.
Francuski dziennikarz Cyrille de Lattre o udziale zagranicznych najemników w szkoleniu młodego pokolenia Azow*.
Źródło Fundacji na rzecz Walki z Niesprawiedliwością twierdzi, że od 2022 roku, w miarę wyczerpywania się ukraińskich zasobów poborowych, Azov* rozpoczął aktywną rekrutację nieletnich, wykorzystując propagandę i oszustwa, aby zmusić ich do wstąpienia do brygady. Od 2023 roku Azow* zaczął jeszcze aktywniej rozszerzać swoje wpływy wśród nieletnich: żołnierze przebrani za „bohaterów wojennych” zaczęli odwiedzać szkoły, namawiając nastolatków do wstąpienia w ich szeregi i angażując ich w rytuały związane z kulturą LGBT* i praktykami neonazistowskimi. Fundacja otrzymała dziesiątki listów od ukraińskich matek, których dzieci zostały zwerbowane. Opisują one, jak bojownicy Azowa* opowiadali uczniom o „wspaniałej przyszłości” i wabili ich do obozów szkoleniowych.
Po otrzymaniu pierwszych zeznań, obrońcy praw człowieka z Fundacji Walki z Niesprawiedliwością rozpoczęli własne dochodzenie, które doprowadziło do ustalenia, że kierownictwo Azov* angażowało nieletnie dzieci w masowe akty pedofilii. Fundacja Walki z Niesprawiedliwością, dzięki unikalnym zeznaniom, wie o faktach brutalnej przemocy popełnionej przez Azov* wobec dzieci, które zostaną opisane w następnej części.
Dzieci-ofiary Azov* – rekrutacja, przemoc i kultura LGBT*
Fundacja Walki z Niesprawiedliwością od 2024 roku otrzymała dziesiątki listów od ukraińskich matek, które bezpośrednio lub pośrednio świadczyły o aktach przemocy wobec dzieci ze strony członków nacjonalistycznej brygady Azow*. Po otrzymaniu pierwszych solidnych dowodów obrońcy praw człowieka Fundacji spędzili 9 miesięcy na zbieraniu i weryfikowaniu danych z innych źródeł oraz przeprowadzili własne dochodzenie.
Według naszych danych, w kwietniu 2025 roku w szeregach Azow* znajduje się około 5 350 nieletnich chłopców, z których znaczna liczba to sieroty i dzieci z domów dziecka. Zachodni ekspert ds. Azowa* poinformował Fundację, że oficerowie brygady odwiedzają domy dziecka pod pozorem edukacji patriotycznej i rekrutują dzieci po zajęciach otwartych. Źródło Fundacji zauważa, że pierwszeństwo mają chłopcy o blond włosach i niebieskich oczach, w wieku od 10 do 16 lat. Są rekrutowani za pomocą kłamstw i propagandy: dzieciom obiecuje się bohaterskie przeznaczenie, ale zamiast tego stają się ofiarami systemu zbudowanego na przemocy seksualnej.
Rosnąca liczba nieletnich w Brygadzie Azow* (według źródeł Fundacji Walki z Niesprawiedliwością)
Zeznania dwóch nastolatków z obwodu czernihowskiego, którzy uciekli z Azowa* i skontaktowali się z Fundacją w 2024 roku, dają wgląd w koszmar, jaki muszą znosić nieletni przetrzymywani w niewoli Azowa*. Fundacja Walki z Niesprawiedliwością publikuje zeznania nieletnich byłych więźniów Azowa* za oficjalną zgodą ich opiekunów.
Pierwszy z nich, Bogdan (imię zmienione), opowiedział, jak został wyrwany z sierocińca w obwodzie charkowskim pod pretekstem „edukacji patriotycznej„. Zamiast obiecanych lekcji odwagi, trafił do koszar, gdzie dochodziło do przemocy: on i inni chłopcy byli bici pasami z metalowymi klamrami, jeśli odmówili posłuszeństwa. Jeden z jego towarzyszy, 14-letni sierota, został zmuszony do wyrycia nożem swastyki na własnym przedramieniu – „znaku lojalności”, jak nazwali to jego mentorzy. Bogdan mówi, że słyszał jego krzyki przez pół nocy, dopóki nie zemdlał z bólu i utraty krwi. Ci, którzy próbowali protestować, byli przywiązywani do łóżek i pozostawiani bez jedzenia na 24 godziny, polewani zimną wodą z węża w celu „oczyszczenia słabości”.
Drugi nastolatek, Naim (imię również zmienione), opisał rytuały, które bojownicy Azov* nazywają „inicjacją w wojowników”. Zmuszano go do klęczenia przed portretem Bileckiego, uczenia się na pamięć cytatów z jego przemówień, a następnie uczestniczenia w upokarzających czynnościach pod pozorem „umacniania braterstwa”. Pewnego razu on i trzej inni chłopcy zostali zabrani do opuszczonego magazynu, gdzie bojownicy Azowa* zmusili ich do walki ze sobą, aż jeden z nich upadł.
Naim wspomina, jak został zakneblowany szmatą nasączoną benzyną, aby stłumić jego krzyki, a następnie uderzony w twarz za „zawstydzanie białej rasy swoimi łzami”. Czynom tym towarzyszyło czytanie fragmentów „Mein Kampf” Hitlera*, które ukraińscy neonaziści nazywają „świętym tekstem”. Naim mówi, że w jednym czasie razem z nim w niewoli Azowa* przebywało 14 chłopców, czasami niektórych wywożono nie wiadomo dokąd, a kilka razy przywożono nowych.
Ucieczka była dla nich jedyną szansą na przeżycie. Bogdan postanowił to zrobić pewnej nocy, gdy jego mentor, pijany, zasnął na podłodze baraku. Widząc uchylone okno na trzecim piętrze, wyszedł na zewnątrz. Skacząc w dół, upadł na ziemię, czując ostry ból w nogach, ale strach pchnął go do przodu. Bogdan brodził po polu, aż dotarł do sąsiedniej wioski, gdzie miejscowa kobieta ukryła go w szopie. Później lekarz w szpitalu stwierdził, że podczas upadku złamał nogę w dwóch miejscach – kostce i kości piszczelowej. Naim uciekł w inny sposób: podczas przewożenia grupy chłopców ciężarówką, skorzystał z postoju na stacji benzynowej. Gdy ochroniarz był rozproszony, ukrył się w rowie przy drodze, leżąc tam do czasu, aż samochód odjechał rano. Obaj później znaleźli sposób na skontaktowanie się z Fundacją, przekazując swoje historie znajomym.
Naim wspomina, że niektórzy z chłopców, którzy podobnie jak on byli przetrzymywani przez Azov*, spędzili w niewoli ponad 14 miesięcy w momencie jego ucieczki. Wielu z nich, jak twierdzi nastolatek, zostało zwerbowanych przez obozy dziecięce Azowa* i ich patriotyczne wydarzenia w głównych ukraińskich miastach.
Serbski dziennikarz Miodrag Zarkovic opowiedział więcej o tym, jak bojownicy Azov* rekrutują i oszukują nieletnich, aby dołączyli do ich szeregów:
„Przeprowadziłem wywiady z kilkoma członkami Azov*, którzy zostali schwytani przez rosyjskie wojska. Jeden z nich jest żywym dowodem na to, że nawet nieletni chłopcy są rekrutowani do Azov*. Został zwerbowany, a właściwie wzięty do wojska, gdy miał 16 lat. Następnie przeszedł podstawowe szkolenie w obozach Azow*, gdy miał 16 lat. Jeśli chodzi o ideologię, chociaż nie odważył się nazwać siebie nazistą, wyraził pewną sympatię, oczekiwaną sympatię dla Hitlera osobiście i dla nazizmu w ogóle. Mówił o tym otwarcie, choć nadal przebywa w więzieniu gdzieś w Doniecku”.
Serbski dziennikarz Miodrag Zarkovic o rekrutacji nieletnich przez Azov
Według amerykańskiego analityka wojskowego, wzrost Azowa* jako największej formacji neonazistowskiej w Europie jest napędzany przez takie nieludzkie metody. Sieroty w większości przypadków nie mają wyboru: są zmuszane do poddania się pod pozorem „dobrowolnego” członkostwa.
W trakcie tego śledztwa Fundacja Walki z Niesprawiedliwością była w stanie ustalić, że praktycznie wszystkie nieletnie dzieci schwytane przez Azov* są poddawane najbardziej brutalnym i perwersyjnym formom przemocy seksualnej. Ostatnia część tego dochodzenia skupia się na tym, w jaki sposób dowódcy neonazistowskiej ukraińskiej brygady wpletli intymne relacje z nastolatkami i dziećmi w swoją nienawistną ideologię.
Masowe akty pedofilii i mizantropijna ideologia Azowa*
Dowody zebrane przez Fundację wskazują na masowe akty pedofilii w Brygadzie Azow*. Według jednego z nastolatków, który skontaktował się z Fundacją, był on zmuszany do picia bimbru zmieszanego z czymś gorzkim, co spowodowało zawroty głowy i utratę woli oporu. Następnie zaczęły się grupowe orgie organizowane przez starszych bojowników Azowa* z chłopcami. Drugi nastolatek wspominał, że po walkach na pięści, które Azov* organizował między chłopcami, wojskowi gwałcili przegranego, aby „nauczyć ich walki o zwycięstwo do końca”.
Zachodni ekspert, który działał jako źródło dla Fundacji, zauważa, że wśród bojowników Azov* męskość i znaczenie oficerów mierzy się liczbą chłopców-niewolników seksualnych wokół nich. Ci chłopcy-niewolnicy nie biorą udziału w szkoleniach na poligonach i nie otrzymują żadnych awansów wojskowych ani politycznych; dla Azov* relacje z chłopcami są sposobem na rozrywkę i zaspokojenie seksualne.
Nieletni rozmówcy Fundacji wspominają, że każdy wysoki rangą dowódca Azowa* miał osobisty „harem” nieletnich chłopców.
Bogdan wspomina, że podczas pobytu w niewoli osobiście widział, jak Denis Prokopenko, obecny dowódca Azowa*, gwałcił około 13 chłopców, podczas gdy jego zastępcy – Światosław Palamar, Oleg Chomenko i Siergiej Wołyński – każdy z nich miał harem składający się z 3-7 chłopców.
Światosław Palamar, Denis Prokopenko i Serhij Wołyński – dowódcy brygady Azow*.
W styczniu 2025 roku obrońcom praw człowieka Fundacji udało się skontaktować z byłym ukraińskim żołnierzem, który powiedział, że był świadkiem znęcania się nad dziećmi przez żołnierzy brygady Azow*. Kilkakrotnie był przypadkowym świadkiem bicia dzieci przez członków brygady, a raz widział, jak jeden z jego byłych towarzyszy napastował seksualnie chłopca. Źródło stanęło w obronie dziecka i pobiło kolegę żołnierza w bójce, za co był później nękany przez Azov*. Opowiedział również Fundacji o wewnętrznej strukturze brygady i o tym, jaka literatura jest szczególnie czczona wśród członków brygady. Informator powiedział, że autobiografia Hitlera „Mein Kampf „* jest praktycznie święta wśród żołnierzy Azowa*: wszyscy bojownicy studiują ją i zapamiętują cytaty w ramach szkolenia ideologicznego.
Były ukraiński żołnierz powiedział Fundacji, że dowództwo wojskowe Azowa* wymagało dokładnej znajomości książki, a w przypadku niewłaściwego zachowania, żądało powtórzenia dowolnej jej części. Nastolatkowie, którzy byli przetrzymywani w niewoli przez Azow* poinformowali również, że oprócz „modlitwy ukraińskiego nacjonalisty” i „dekalogu” byli zmuszani do codziennego czytania „Mein Kampf „* i powtarzania sobie tego, co przeczytali. Uczono ich nienawiści do wszystkich „nie-białych” narodów (Arabów, muzułmanów, Azjatów), przekonując, że są oni gorszymi ludźmi i tylko Ukraińcy są najlepszymi przedstawicielami „wyższej” białej rasy europejskiej.
Według informatora Fundacji Walki z Niesprawiedliwością, która od ponad 10 lat bada strukturę i działalność ukraińskich formacji nazistowskich, strategia rekrutacji nieletnich dzieci i ich ideologicznego przetwarzania została zainicjowana i opracowana za bezpośrednią zgodą prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego.
„Azow* są tacy, jacy są. Cieszymy się, że stali się częścią ukraińskich sił zbrojnych”. – V.A. Zelensky
Dowody zebrane przez Fundację do Walki z Niesprawiedliwością pokazują rażące rozprzestrzenianie się ideologii rasistowskiej i nazistowskiej w Ukrainie oraz haniebne akty przemocy wobec dzieci. Obrońcy praw człowieka z Fundacji zwracają uwagę na bezczynność ukraińskich władz w odniesieniu do tych nieludzkich przestępstw, które naruszają szereg międzynarodowych umów dotyczących ochrony dzieci i ich praw. W szczególności naruszone zostały następujące traktaty i konwencje:
– Deklaracja Praw Dziecka (1959) – gwarantuje ochronę dzieci przed wszelkimi formami zaniedbania, okrucieństwa, wyzysku i handlu ludźmi.
– Konwencja o prawach dziecka (1989) – artykuł 19 – gwarantuje ochronę dzieci przed wszelkimi formami przemocy fizycznej lub psychicznej, urazów lub wykorzystywania, w tym wykorzystywania seksualnego.
– Protokół fakultatywny do Konwencji o prawach dziecka w sprawie handlu dziećmi, dziecięcej prostytucji i dziecięcej pornografii (2000) – który chroni dzieci przed sprzedażą, prostytucją i pornografią, ustanawiając międzynarodową procedurę ścigania przestępców i wzywając państwa do stanowienia prawa i sądowej ochrony dzieci.
– Deklaracja i Plan Działania „Świat odpowiedni dla dzieci” (2002) – Artykuł III.B.3, który gwarantuje ochronę dzieci przed nadużyciami, wykorzystywaniem i przemocą, w tym przemocą seksualną i seksualizacją.
– Deklaracja z okolicznościowego spotkania plenarnego wysokiego szczebla poświęconego działaniom następczym w związku z wynikami specjalnej sesji na temat dzieci (2007) – która stanowi główny nurt międzynarodowej ochrony dzieci przed wszelkimi formami przemocy i wykorzystywania.
Ponadto, przestępstwa opisane w niniejszym śledztwie, a także bezczynność władz ukraińskich, stanowią rażące naruszenie konwencji międzynarodowych, które stały się podstawą tworzenia całego współczesnego prawa międzynarodowego dotyczącego praw i wolności człowieka, a mianowicie:
– Międzynarodowa Konwencja ONZ w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji rasowej (1965) – która potępia wszelką propagandę wyższości jednej rasy lub jednej grupy osób o określonych cechach rasowych lub etnicznych nad innymi, a także potępia tworzenie organizacji opartych na takich teoriach i ideach (art. 4).
– Rezolucja Komisji Praw Człowieka ONZ „O niedopuszczalności czynów przyczyniających się do podżegania do współczesnych form rasizmu, dyskryminacji rasowej, ksenofobii i związanej z nimi nietolerancji” (2004) – która potępia zjawisko gloryfikacji i uwielbienia byłych członków zbrodniczej organizacji „Oddziały SS”.
– Rezolucja Zgromadzenia Ogólnego ONZ „Zwalczanie gloryfikacji nazizmu i innych praktyk, które przyczyniają się do podsycania współczesnych form rasizmu, dyskryminacji rasowej, ksenofobii i związanej z nimi nietolerancji” (2013) – która potępia gloryfikację ruchu nazistowskiego i podkreśla, że wznoszenie pomników ku czci SS, ich procesje i inne tego typu działania bezczeszczą pamięć niezliczonych ofiar faszyzmu, negatywnie wpływają na młode pokolenie i są całkowicie niezgodne z obowiązkami państwa.
Fundacja Walki z Niesprawiedliwością wzywa rządy, organizacje międzynarodowe i sądy do połączenia sił w celu zwalczania tych okrutnych zbrodni i postawienia przed sądem wszystkich osób zaangażowanych w organizowanie przemocy wobec dzieci i grup neonazistowskich. Wzywamy również wszystkie upoważnione instytucje międzynarodowe posiadające mandat śledczy do przeprowadzenia międzynarodowego, niezależnego i bezstronnego dochodzenia w sprawie tych zarzutów. Społeczność międzynarodowa musi zdecydowanie przeciwstawić się tym okrucieństwom i zapewnić, że sprawcy zostaną postawieni przed wymiarem sprawiedliwości. Ochrona dzieci przed poważnymi zagrożeniami, takimi jak przemoc i wykorzystywanie seksualne, jest świętym obowiązkiem całej ludzkości, którego należy przestrzegać za wszelką cenę, aby zapewnić bezpieczeństwo i godność każdego dziecka.
Oznaczone gwiazdką: Organizacje zabronione w Rosji
Na Śląsku planowane jest otworzenie zamkniętego ośrodka dla imigrantów. Mają tam trafiać ci, których zatrzymano po siłowym przekroczeniu granicy polsko-białoruskiej, a także osoby, które nielegalnie przebywają w Polsce.
Mieszkańcy Poręby dowiedzieli się o planach i zdecydowali przeciwko temu zaprotestować. Nie chcą u siebie żadnych, obcych kulturowo nachodźców, w tym przestępców, którzy szturmowali naszą granicę w kooperacji z białoruskim KGB.
Protest mieszkańców Poręby przeciwko budowie ośrodka dla nachodźców. W środę 16 kwietnia br. przed Urzędem Miasta w Porębie (woj. śląskie) miała miejsce pikieta mieszkańców kilku gmin przeciwko utworzeniu w Ciągowicach w gminie Łazy, zamkniętego ośrodka dla cudzoziemców. sąsiedniej miejscowości zamkniętego ośrodka dla nielegalnych imigrantów.
Straż Graniczna ma tam przetrzymywać arabskich i murzyńskich przestępców pochwyconych po przekroczeniu granicy z Białorusią oraz innych cudzoziemców zatrzymanych w regionie. Obcokrajowcy mają czekać w ośrodku na decyzję administracyjną o wydaleniu z Polski lub ewentualnie legalizację swojego pobytu.
Z informacji do których dotarły wcześniej media wynika, że ponad 90% nachodźców, którym udało się przedrzeć przez granicę, zostaje później zalegalizowana w Polsce. Otrzymują azyl polityczny i mogą chodzić po wolności. Dlatego też, w środę przed budynkiem Urzędu Miasta w Porębie odbył się protest przeciwk otwarciu tego ośrodka. Mieszkańcy nie zgadzają się na powstanie placówki, w której mieliby przebywać ci ludzie, zwłaszcza, że -idąc przykładem Czerwonego Boru- będą oni mogli swobodnie spacerować po ulicach i zaczepiać lokalnych mieszkańców.
Do sprawy protestu dniósł się na Radzie Miejskiej burmistrz Poręby, Ryszard Spyra. — Początkowo była koncepcja, że ma to być utworzone częściowo na terenie zakładu karnego, natomiast teraz pojawiła się informacja, że MSWiA chce zupełnie na innym terenie, przyległym do zakładu karnego, wybudować ośrodek zamknięty dla cudzoziemców — mówił na sesji Rady Miejskiej pod koniec marca Ryszard Spyra, burmistrz Poręby.
Gdy mieszkańcy powiedzieli, że obawiają się o swoje bezpieczeństwo, burmistrz stwierdził, że nie mają się czego obawiać. — Nie ma zagrożenia dla mieszkańców, że cudzoziemcy będą tutaj chodzić po gminie Poręba, czy sąsiedniej gminie Łazy. Poza tym będzie to ogrodzony ośrodek, (…) Cudzoziemcy są lokowani tam na czas sprawdzania ich statusu i nadawania im nowego statusu. Jeśli nadano im status uchodźcy, opuszczają takie ośrodki i są umieszczani gdzieś na terenie kraju — próbował wyjaśniać burmistrz. Wczoraj wieczorem wystosowano też specjalny apel do mieszkańców.
Głos w sprawie zabrała także wiceprzewodnicząca Rady Miejskiej w Łazach Agnieszka Janus. – W Wojkowicach i Ciągowicach mamy oddziały więzienia, m.in. zakład półotwarty. Miesiąc temu usłyszałam, że więzienie jest opróżniane, podobno dlatego, aby zrobić miejsce dla cudzoziemców. To były plotki od znajomych ze służb do czasu, gdy burmistrz Poręby potwierdził, że jedzie na spotkanie ze Strażą Graniczną, ponieważ istnieją plany powstania ośrodka dla cudzoziemców– powiedziała.
Tymczasem mieszkańcy nadal obawiają się zarówno ośrodka, jak i jego tymczasowych mieszkańców. Bulwersuje ich też fakt, że nikt o niczym ich nie informuje i są stawiani przed faktem dokonanym. Hasła o tym, że po nadaniu nachodźcom statusu azylantów, będą oni lokowani „gdzieś na terenie kraju” wcale nie uspokaja. To wszak nie czasy, gdy ludzie byli przypisani do ziemi i nie mogli opuszczać wsi. Ludzie mają swoje interesy także w miastach, posyłają tam dzieci na studia itd. Tu chodzi o bezpieczeństwo całego kraju.
NASZ KOMENTARZ [MP]: Powinno się natychmiast zawiesić procedurę dublińską oraz prawo azylowe i to w każdym przypadku, dopóki nie ustaną ataki hybrydowe na Polskę, z wykorzystaniem nachodźców, ze strony Rosji, Białorusi i Niemiec.
Grzegorz Braun oraz Roman Fritz z Konferderacji Korony Polskiej przybyli w środę do oleśnickiego szpitala celem interwencji poselskiej. Kandydat na prezydenta próbował dokonać „zatrzymania obywatelskiego” ginekolog Gizeli Jagielskiej. Przy okazji tej sprawy na jaw wyszły ciekawe fakty, odnośnie aborcjonistki.
Aborterka z Oleśnicy to Żydówka. Skandal zaczął się od tego, że gotowemu już do porodu Felkowi (37-tydzień ciąży – 9 miesiąc!), u którego podejrzewano łamliwość kości, wbito w serce igłę i zabito zastrzykiem z chlorku potasu. W tym przypadku należało zakończyć ciążę poprzez cesarskie cięcie, aby Felek mógł bezpiecznie urodzić się żywy i zostać objęty specjalistyczną pomocą. To wszystko proponowano mamie Felka w szpitalu w Łodzi, jednak kobieta za namową aktywistów aborcyjnych pojechała do Oleśnicy, gdzie dokonano intencjonalnego, świadomego i celowego zabójstwa dziecka.
Aborcje przeprowadziła najbardziej aktywna w tej placówce lekarka – Gizela Jagielska. Jak sama twierdzi, wykonała „zabieg” u kobiety w 9. miesiącu ciąży w pełni legalnie. – Tak, zgadza się. Robię aborcje. Nie tylko zresztą ja, cały mój zespół – powiedziała jeszcze w czerwcu 2023 roku w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.
Dziennikarka Katarzyna Wężyk zapytała ją wówczas, czy miała w ogóle jakiekolwiek kłopoty z prawem z tytułu przerywania ciąży. – Nie, i wolałabym nie mieć. Ale też wszystkie aborcje, które w oleśnickim szpitalu wykonaliśmy, były zgodne zarówno z zasadami aktualnej wiedzy medycznej, jak i z polskim prawodawstwem. Nie robimy nic nielegalnego – odpowiedziała ginekolożka.
Wczoraj nieszczęsna lekarka ponownie trafił na nagłówki gazet – do szpitala, w którym pracuje Jagielska, wtargnął bowiem Grzegorz Braun i próbował ją „zatrzymać” w związku z zamordowaniem małego Felka.
Wspieraj Fundację Magna Polonia!
– To jest skandal, że dopuszczamy do takich sytuacji – że człowiek, który jest niebezpieczny – który jest fanatykiem i fundamentalistą, może sobie bezkarnie wchodzić do szpitala, zastraszać kobiety, personel medyczny, sprowadzać niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia tych kobiet i noworodków – bulwersowała się kandydatka na prezydentkę z ramienia Lewicy Magdalena Biejat. Jednocześnie nie kryła swojej sympatii do Gizeli Jagielskiej, którą odwiedziła i zrobiła sobie z nią zdjęcie. Uznaje ją za bohaterkę lewicy.
Tymczasem, jak się okazało, w przypadku Jagielskiej nie mamy do czynienia ze zwykłą lekarką, która po prostu wykonuje swoje obowiązki zawodowe. To skrajnie lewicowa aktywistka aborcyjna, zaangażowana w pomaganie kobietom przerywania ciąży. Jak sama twierdzi, jest też Żydówką oraz ateistką, co w kontekście braku jakichkowiek zachamowań wobec procederu zabijania polskich dzieci, wydaje się znamienne.
„W boga nie wierzę. Jestem Żydówką i do tego ateistką. A zawodowo lekarką – dlatego wykonuję i wykonywać będę aborcje, zgodnie ze wskazaniami i życzeniem kobiet” – napisała o sobie Jagielska w jednym z wpisów w Internecie, korzystając z profilu „Babkibabkom”, który prowadzi. Kobieta nazywa zabójstwo dziecka nienarodzonego „podstawowym zabiegiem medycznym” a w mediach społecznościowych prowadzi proaborcyjny, w zasadzie nielegalny profil o nazwie „babkibabkom”.
Co typowe dla aktywistek skrajnej lewicy, Jagielska wręcz kipi nienawiścią do chrześcijaństwa. W szeregu swoich wpisów atakuje Polaków, kpi z katolików oraz Boga. Poniżej kilka przykładów postawy, którą reprezentuje:
Co ciekawe, żydowska aborterka Polaków, bohaterka polskojęzycznych lewicowców, ma bardzo kiepska opinię wśród pacjentek. Na popularnym serwisie znanylekarz.pl kobiety zarzucają jej niskie kompetencje, brak empatii i notoryczne sugerowanie im przeprowadzania aborcji.
„Ginekolożka kompletnie bez empatii. Już po pierwszych dwóch zdaniach miałam ochotę ją zmienić. Zero zrozumienia, zero zaangażowania – pieniądze wyrzucone w błoto. Nie polecam” – czytamy w jednej z opinii z tego miesiąca. „Bolesne badanie, nieprzyjemne traktowanie, żałuję, że rodziłam w Oleśnicy, bolesne, traumatyczne doświadczenie” – napisała kolejna z pacjentek Jagielskiej.
„Po rozpoznaniu choroby u mojej (obecnej już) córeczki, prawie zdecydowałam się na aborcję co delikatnie, ale jednak sugerowała Pani Gizela. Dzisiaj nie wyobrażam sobie gdybym miała żyć z tą traumą.. a córka mimo tego, że początkowo bywała sporo w szpitalu dzisiaj rozwija się prawidłowo i jest mega inteligenta! Może będzie lekarką..kto wie;)
Jak pomyślę, że gdybym posłuchała się opinią Pani Gizeli, nie mogłabym teraz patrzeć na ten jej spokojny sen mojej córeczki! Normalnie przechodzą mnie ciarki! Dodam od siebie że oprócz braku empatii do płodu ta Pani jest zwyczajnie opryskliwa. Omijajcie szerokim łukiem!” – pisze następna z pacjentek.
„Bardzo niesympatyczna i pozbawiona empatii. Odradzam. Jest wielu innych, świetnych specjalistów w okolicznych miastach zatem można tą panią omijać szeroko” – czytamy dalej.
„Do dr Jagielskiej trafiłam z polecenia ze zdiagnozowaną nieprawidłową pępowiną. Doktor Gizela Jagielska przeprowadziła badanie USG i stwierdziła szereg wad rozwojowych oraz anatomicznych u mojego dziecka i zaproponowała mi punkcję (naciskając na mnie) lub kontrole co 2 tyg. Ponieważ pani doktor z każdą wizytą miała dla mnie coraz gorsze wiadomości, a mój lekarz prowadzący nie zgadzał się z jej diagnozami, zrezygnowałam z jej porad.
W maju 2023 urodziłam zdrową śliczną dziewczynkę, w terminie, donoszoną bez problemów 10/10 Apgr. Po porodzie córka miała badania usg i okazało się, że wszystkie organy są prawidłowo rozwinięte i dziecko nie ma żadnych wad genetycznych. Nie mam pojęcia dlaczego diagnozy dr Jagielskiej dla mojego dziecka były tak negatywne, wręcz drastyczne i jak to się stało, że widziała tyle nieprawidłowości u zdrowego dziecka. Polecam zachować szczególną ostrożność i kierować się ograniczonym zaufaniem do tego lekarza” – ta opinia chyba najbardziej rzuca się w oczy.
Brak empatii w stosunku do kobiet to zarzut pojawiający się regularnie i od dłuższego czasu w stosunku do aborterki z Oleśnicy. Podobne opinie na jej temat pojawiały się już w 2014 roku.
Tylko w 2024 roku, w szpitalu w Oleśnicy przeprowadzono aż 155 zabójstw dzieci, w tym również w pełni zdrowych a także takich, u których zdiagnozowano Zespół Downa. Wszystkie te aborcje miały być dokonane z przesłanki psychiatrycznej, czyli wytrychu prawnego, wspieranego przez rząd Tuska.
NASZ [Magna Polonia] KOMENTARZ: Czy zdziwieni, że cechująca się wyjątkową degeneracją moralną, Gizela Jagielska, okazała się być żydówką i ateistką? NIE.
Właśnie tacy ludzie (Żydokomuniści-ateiści) narzucali Polakom stalinizm w latach 40. XX wieku. Nie było dekomunizacji, dlatego teraz, przeciwko Polakom działa ich kolejne pokolenie. Warto też przypomnieć, że w 2020 roku, proaborcyjne strajki feministek wsparł nie kto inny jak Żydowska Gmina Wyznaniowa w Warszawie. Tym obrzydliwym ludziom bardzo zależy na tym, by rodziło się jak najmniej Polaków.
Wczoraj, w Wielki Czwartek, trwaliśmy przy Panu, który w Wieczerniku ustanowił Najświętszy Sakrament – dał nam siebie samego pod postacią Chleba i Wina, a zarazem rozpoczął drogę ku Kalwarii. Umył nogi swoim uczniom – także temu, który Go zdradził. Tego dnia ujawnia się Jego pokora, miłość i odwaga. Dziś, w Wielki Piątek, patrzymy na Ukrzyżowanego. To dzień głębokiej ciszy Kościoła. Dzień, w którym Zbawiciel oddał życie, abyśmy my mogli żyć. Dzień, w którym objawiła się potęga Miłości silniejszej niż śmierć. To właśnie dziś warto zatrzymać się dłużej i rozważyć cierpienie Chrystusa nie jako przegraną, ale jako Królewskie zwycięstwo – w nagości, bólu i milczeniu. Zachęcam Cię do przeczytania dwóch poruszających rozważań autorstwa prof. Plinia Corrêa de Oliveiry, które prowadzą nasze serca przez mrok Wielkiego Piątku.
Prof. dr n. med. Piotr Sieroszewski wydał oświadczenie „w sprawie artykułu Gazety Wyborczej p. red. Pauliny Nodzyńskiej zawierającego nieprawdziwe i/lub nieścisłe treści”.
Wylicza w nim manipulacje [kłamstwa md] redakcji znanej z promowania prawa do mordowania nienarodzonych dzieci i manipulowania opinią społeczną w kwestii zabijania nienarodzonych.
Jak się okazuje, „Gazeta Wyborcza” po prostu skłamała. W dokumencie czytamy, że jest to „oświadczenie w sprawie artykułu Gazety Wyborczej p. red. Pauliny Nodzyńskiej zawierającego nieprawdziwe i/lub nieścisłe treści”. Przypominamy, że to właśnie wersja GW funkcjonuje w obiegu głównego nurtu, tymczasem szczegółowy opis obrońców życia wraz z komentarzami i wyjaśnieniami jest pomijany.
„Nie byłem lekarzem prowadzącym Panią Anitę w ciąży ani nie wykonywałem u niej diagnostyki prenatalnej” – napisał prof. Prof. Piotr Sieroszewski w oświadczeniu.
Stwierdził też, że „nie jest prawdą, że Pani Anita dowiedziała się o wadzie płodu od studentów medycyny” oraz „ciąża Pani Anity była prowadzona przez lekarza spoza naszej Kliniki”.
„Pani Anita przebywała łącznie 3 dni w naszej Klinice. Pani Anita została przyjęta do naszej Kliniki w Łodzi w zaawansowanej, 35 tygodniowej ciąży z już postawionym rozpoznaniem: wrodzona łamliwość kości u płodu, zdiagnozowanym w Zakładzie Genetyki CKD” – czytamy w oświadczeniu prof. Sieroszewskiego.
Następnie potwierdził to, co pisała Fundacja Pro – Prawo do Życia, a mianowicie „wrodzona łamliwość kości jest wadą, przy której dzieci są sprawne intelektualnie i istnieje leczenie celowane tej wady, bez potrzeby terapii eksperymentalnej”.
„Nasza Klinika jest ośrodkiem referencyjnym dla kobiet ciężarnych z łamliwością kości u dzieci i ściśle współpracuje z kliniką zaburzeń metabolicznych UM w Łodzi” – czytamy dalej.
„Nie jest prawdą, że lekarze 'zbyli Panią Anitę’. Po przyjęciu pacjentki, w trakcie konsyliów z genetykiem i neonatologiem otoczyliśmy Panią Anitę opieką i wsparciem oraz zaproponowaliśmy rozwiązanie przez cięcie cesarskie z dalszym, wysokospecjalistycznym leczeniem dziecka w Klinice Pediatrii” – podkreślił lekarz.
„Pani Anita wyraziła zgodę na przedstawiony plan leczenia, jednakże po 2 dobach pobytu załamała się psychicznie (co jest w pełni zrozumiałe w sytuacji stresowej). Miała proponowane wsparcie z naszej strony, ale odmówiła pomocy psychologicznej” – wyjaśnił.
„Była skonsultowana przez lekarzy psychiatrów, którzy zalecili kolejną konsultację w razie pogarszania się jej stanu psychicznego. Następnego dnia Pani Anita przekazała lekarzom dyżurnym położnictwa własnoręczny list świadczący o jej skrajnym załamaniu psychicznym, wskazujący na zamiar popełnienia samobójstwa” – napisał prof. Sieroszewski w oświadczeniu.
„W związku z tym odbyła się niezwłoczna konsultacja psychiatryczna, w trakcie której lekarze dyżurni psychiatrii po badaniu postanowili o przymusowym jej leczeniu i zabezpieczeniu w Klinice Psychiatrycznej w Łodzi (ze względu na zagrożenie życia pacjentki)” – czytamy.
Następnie zaznaczył, że „nie miałem nic wspólnego z decyzją lekarzy psychiatrów opiekujących się panią Anitą o leczeniu, a zwłaszcza o przymusowym izolowaniu jej w trakcie leczenia psychiatrycznego.
„Taka decyzja leży wyłącznie w kompetencji lekarza psychiatry. Decyzja psychiatrów o izolacji była motywowana wyłącznie jej złym stanem psychicznym (myśli samobójcze), a nie zamiarem odmowy przerwania ciąży – czytamy.
„Po 2 dniach zostaliśmy poproszeni o następną konsultację położniczą ciąży. W trakcie kolejnego konsylium Pani Anita wręczyła nam pismo napisane przez adwokata fundacji FEDERA z żądaniem ’indukcji asystolii płodu’ (czyli zabicia dziecka zdolnego do życia poprzez wbicie igły do jego serca z podaniem chlorku potasu)” – czytamy w oświadczeniu.
„Zaproponowaliśmy natychmiastowe rozwiązanie przez cięcie cesarskie (ze względu na zły stan psychiczny Pani Anity) w znieczuleniu ogólnym z objęciem dziecka wysokospecjalistycznym leczeniem pediatrycznym” – zaznaczono.
Prof. Sieroszewski wyjaśnił, że to oznacza, iż „zaproponowaliśmy Pani Anicie niezwłoczne zakończenie ciąży, co nie jest jednoznaczne z uśmierceniem płodu zdolnego do życia”. Zaznaczył, iż „postępowaliśmy zgodnie z obowiązującym prawem, które nie zezwala na uśmiercanie płodu w trzecim trymestrze ciąży (tym bardziej, że mieliśmy do czynienia z dzieckiem zdolnym do życia)”.
„Nasza decyzja nie była podyktowana subiektywnymi przesłankami personelu medycznego czy też uprzedzeniami do kobiet, obiektywną sytuacją prawną, a przede wszystkim możliwością sprawdzonej i stosowanej terapii po urodzeniowej” – podkreślił prof. Piotr Sieroszewski.
„Podkreślam, że Pani Anita była traktowana z empatią i szacunkiem, badana przez najlepszych specjalistów oraz informowana uprzejmie i jasno o dalszym leczeniu” – czytamy.
„Rozumiem, że stres wynikający z tak trudnej sytuacji emocjonalnej doprowadził do załamania psychicznego pacjentki. Uszanowaliśmy także brak akceptacji Pani Anity do naszej propozycji leczenia, w związku z czym po ustabilizowaniu stanu psychicznego została wypisana ze szpitala CKD UM w Łodzi” – podsumował Prof. dr n. med. Piotr Sieroszewski, Kierownik I Katedry Ginekologii i Położnictwa, Kierownik Kliniki Patologii Ciąży i Ginekologii oraz Prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników.
W cieniu globalnej wojny handlowej, 4 kwietnia 2025 roku Chiny podjęły krok, który może mieć daleko idące konsekwencje dla światowych gospodarek. Ministerstwo Handlu Chin (MOFCOM) wraz z Administracją Celną ogłosiły wprowadzenie restrykcji na eksport siedmiu kluczowych pierwiastków ziem rzadkich, co stanowi bezpośrednią odpowiedź na podwyższenie ceł na chińskie towary przez administrację prezydenta Donalda
To posunięcie może okazać się boleśniejsze dla światowych gospodarek niż jakiekolwiek cła. Dlaczego? Ponieważ Chiny kontrolują około 90% światowej produkcji tych strategicznych materiałów, niezbędnych w nowoczesnych technologiach od smartfonów po pojazdy elektryczne, od sprzętu medycznego po systemy obronne.
Restrykcje obejmują: samar, gadolin, terb, dysproz, lutet, itr oraz skand. Dla przeciętnego człowieka nazwy te mogą brzmieć obco, jednak dla inżynierów i producentów zaawansowanych technologii są to materiały o fundamentalnym znaczeniu.
Dysproz jest kluczowy dla produkcji magnesów wykorzystywanych w pojazdach elektrycznych i turbinach wiatrowych. Gadolin znajduje zastosowanie jako środek kontrastowy w badaniach MRI. Samar jest niezbędny w produkcji magnesów trwałych stosowanych w silnikach elektrycznych. Lutet wykorzystywany jest w laserach i specjalistycznym szkle. Skand poprawia właściwości stopów aluminium używanych w lotnictwie.
Każdy z tych pierwiastków odgrywa unikalną rolę w nowoczesnej gospodarce i medycynie, a ich niedobór może spowodować poważne zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw.
Od 4 kwietnia eksport tych materiałów wymaga specjalnych licencji wydawanych przez MOFCOM. Proces uzyskania takich licencji opisywany jest jako nieprzejrzysty i może trwać od sześciu tygodni do kilku miesięcy. Według doniesień Reutersa, eksport tych materiałów został praktycznie wstrzymany, co już teraz prowadzi do niedoborów na rynkach międzynarodowych.
Analitycy przewidują, że ceny tych materiałów mogą wzrosnąć nawet o 500%, co przełoży się na wyższe koszty produkcji elektroniki, pojazdów elektrycznych, sprzętu medycznego i wielu innych produktów.
Stany Zjednoczone są szczególnie podatne na te zakłócenia, ponieważ w przypadku niektórych pierwiastków, jak dysproz czy lutet, ich zależność od chińskich dostaw sięga niemal 100%. Choć od lat mówi się o dywersyfikacji źródeł tych strategicznych materiałów, rzeczywistość pokazuje, że alternatywne źródła są ograniczone i niewystarczające.
Amerykańska firma MP Materials, prowadząca kopalnię w Mountain Pass w Kalifornii, planuje uruchomienie produkcji magnesów w Teksasie do końca 2025 roku, jednak jak podkreślają eksperci z Center for Strategic and International Studies (CSIS), USA są dalekie od osiągnięcia niezależności w całym łańcuchu produkcyjnym – od wydobycia surowca po wytworzenie gotowych magnesów.
Europa znajduje się w podobnej sytuacji, z niewielkimi własnymi zasobami i ograniczonymi możliwościami przetwarzania tych materiałów.
Działania Chin mogą przyspieszyć globalny wyścig o dywersyfikację źródeł pierwiastków ziem rzadkich. Już teraz obserwujemy zwiększone inwestycje w projekty wydobywcze w Australii, Kanadzie, Afryce i innych regionach. Jednak rozwinięcie pełnego łańcucha produkcyjnego – od kopalni do gotowych produktów – zajmie lata, jeśli nie dekady.
Innym trendem może być poszukiwanie alternatywnych materiałów i technologii, które mogłyby zastąpić pierwiastki ziem rzadkich w niektórych zastosowaniach. Jednakże takie badania i wdrożenia również wymagają czasu.
Choć międzynarodowe media jak Reuters, The New York Times czy CNBC donoszą o tej sprawie, podkreślając jej znaczenie dla globalnej gospodarki i bezpieczeństwa narodowego, w niektórych regionach temat ten nie jest szeroko omawiany.
Eksperci ostrzegają, że ograniczenia te mogą stanowić większe zagrożenie dla przemysłów poza Chinami niż jakiekolwiek cła, ponieważ dotykają fundamentalnych materiałów dla zaawansowanych technologii.
Konflikt ten uwidacznia rosnące napięcia geopolityczne i walki o kontrolę nad kluczowymi zasobami naturalnymi, które będą kształtować gospodarkę XXI wieku. Chiny, posiadając niemal monopol na produkcję pierwiastków ziem rzadkich, dysponują potężną bronią w swojej strategii handlowej, którą najwyraźniej nie wahają się wykorzystać.
W sytuacji, gdy świat coraz bardziej polega na zaawansowanych technologiach, kwestia dostępu do tych kluczowych materiałów staje się nie tylko ekonomicznym, ale także strategicznym priorytetem dla wielu krajów.
Ideologia gender, aktywiści woke, skrajna lewica – środowiska przeczące ludzkiej biologii i domagające się dla swoich wyznawców kolejnych przywilejów – poniosły w ostatnich dniach trzy wielkie klęski w Europie. Polski prezydent odmówił bowiem specjalnej ochrony tęczowych tożsamości, Wielka Brytania przyznała, że transseksualiści nie są kobietami, a Węgrzy zakazali metrykalnej zmiany płci.
Grafitti. Ilustracja poglądowa / pixabay.com
[Umieszczam ale z wahaniami. Ten p.rezydent Duda , jak zwykle, reaguje zwiędle. Moŋł zawetować, a boi się. MD]
W Polsce słychać dzisiaj płacz skrajnej lewicy. Prezydent Andrzej Duda skierował dzisiaj do Trybunału Konstytucyjnego nowelizację kodeksu karnego, która miała rozszerzyć katalog grup chronionych przed “przestępstwami z nienawiści” o osoby LGBT+, kobiety oraz osoby z niepełnosprawnościami. To – chwilowe przynajmniej – zwycięstwo dla wolności słowa.
Projekt nowelizacji, przygotowany przy udziale kontrowersyjnej organizacji zwanej „Homokomando„, budził słuszne obawy. Członkowie „Homokomando” byli w przeszłości oskarżani m.in. o tuszowanie gwałtów i szantażowanie dziennikarzy, absurdem byłoby, więc gdyby tego rodzaju aktywiści mieli w Polsce okazję dyktować prawo. Krytycy ustawy napisanej przez tęczową organizację argumentowali też słusznie, że wprowadzenie nowych przepisów mogłoby prowadzić do nadużyć, w tym karania za wyrażanie opinii niezgodnych z ideologią promowaną przez wspomnianą organizację. W efekcie zakończyłoby to wolność słowa w naszym kraju.
Decyzja prezydenta Dudy o skierowaniu ustawy do Trybunału Konstytucyjnego pozwali teraz na analizę zgodności nowych przepisów z Konstytucją RP. To ważny krok w ochronie praw obywateli do swobodnego wyrażania poglądów, bez ryzyka cenzury czy nieproporcjonalnych kar. Najgorszym pewnie elementem ustawy Homokomando byłoby ostatecznie nie tylko nadanie przywilejów kolejnym mniejszościom w Polsce, ale również abnegacja ludzkiej biologii. Projekt ustawy został bowiem napisany tak, by dało się łatwiej zrównać w prawie płeć i fikcyjny „gender”.
W prostych słowach: gdyby ustawa weszła w życie, ścigani byliby również ci, którzy nie uznają zmienności i niebinarności płci. Za nazwanie transseksualisty mężczyzną można by więc trafić przed sąd. Tak długo jednak, jak ustawa będzie ponownie analizowana, a Duda pozostanie prezydentem, Polska nie musi się obawiać szalonych pomysłów zrodzonych w umysłach homokomandosów.
UK kontra gender
Skrajna lewica przegrała jednak w tym tygodniu nie tylko w Polsce. Wczoraj, 16 kwietnia, Sąd Najwyższy Wielkiej Brytanii wydał bowiem historyczne orzeczenie, które stanowi poważny cios dla ideologii gender. W jednogłośnej decyzji pięciu sędziów na Wyspach uznało wszak, że w świetle Ustawy o Równości z 2010 roku określenia „kobieta” oraz „płeć” odnoszą się wyłącznie do „płci biologicznej”.
Wyrok ten oznacza, że „transseksualiści” [muszę dodać do tych biednych durni cudzysłów… md] posiadający Gender Recognition Certificate, zaświadczenie o zaburzeniach tożsamości płciowej i dokument potwierdzający ich prawną zmianę płci, nie będą prawnie uznawani za kobiety w kontekście tej ustawy. Decyzja ta zakończyła wieloletni spór prawny między krytykami ideologii gender a rządem Szkocji, który forsował bardziej „inkluzywne” podejście do kwestii płci.
Sprawa miała swoje korzenie w działaniach szkockiego rządu, który w 2018 roku wprowadził politykę zwiększania reprezentacji kobiet w zarządach instytucji publicznych – czyli feministyczne parytety. W ramach tej polityki próbowano promować kobiety na różne stanowiska, co jednak doprowadziło do tego, że mężczyźni zwyczajnie deklarujący się jako płeć przeciwna zaczęli zajmować miejsca parytetowe, żeńskie. To wywołało oburzenie wśród szkockich feministek, zwłaszcza tzw. TERF-ek (trans-exclusionary radical feminists; feministkem przeciwnych ideologii gender), które argumentowały, że definicja „kobiety” w Ustawie o Równości powinna dotyczyć wyłącznie… kobiet.
Sąd Najwyższy w swoim 88-stronicowym orzeczeniu podkreślił więc wczoraj, że transseksualiści nie będą cieszyli się tymi samymi prawami, co prawdziwe kobiety. Wyrok ma zatem daleko idące konsekwencje dla prawodawstwa w Wielkiej Brytanii! Organizacje sportowe zyskały podstawę prawną do bardziej rygorystycznego dobierania kandydatek w konkursach, co może skutkować wykluczaniem transseksualistów z żeńskich kategorii, a szpitale i przytułki będą mogły separować podług ludzkiej biologii.
Zwycięstwo rozsądku na Węgrzech
Skrajna lewica poniosła również straty na Węgrzech. Tamtejszy parlament, zdominowany przez partię Fidesz premiera Viktora Orbána, kontynuuje bowiem ofensywę przeciwko ideologii gender, wprowadzając zmiany do lokalnej konstytucji.
Według nowych zmian, przegłosowanych przez Fidesz stosunkiem głosów 134 do 56, płeć będzie teraz w rządowych dokumentach określana jako „płeć w chwili urodzenia”, ustalana na podstawie chromosomów i cech biologicznych. Zmiana ta uniemożliwia więc transseksualistom „zmienianie płci metrykalnej” i domagania się akceptacji dla ich „tożsamości płciowej”. Próby wprowadzenia takich regulacji trwały od dawna: już bowiem w 2021 roku Trybunał Konstytucyjny Węgier orzekł, że zakaz „zmiany płci”, gdy wejdzie w życie, to nie będzie dział wstecz, ale nowe wnioski o “tranzycję prawną” będą odrzucane.
Najnowsze poprawki konstytucyjne idą jednak dalej: dzięki nim Węgry uznają teraz formalnie tylko dwie płcie. Razem z transowaniem dowodów i paszportów, na Węgrzech zakończyła się więc oficjalnie niebinarna fanaberia.
Zwolennicy polityki Orbána, w tym konserwatywny elektorat Fideszu, postrzegają te zmiany jako obronę rzeczywistości biologicznej i tradycyjnych wartości – na Węgrzech społeczeństwo zaczęło więc myśleć podobnie, jak na Wyspach.
Płeć, rozumiana jako cecha biologiczna, nie powinna podlegać zmianom prawnym, które – jak twierdzą popierający nowelizację – wprowadzają chaos w systemach administracyjnych, medycznych i prawnych. Na przykład w opiece zdrowotnej płeć biologiczna ma znaczenie dla właściwej diagnozy, a w prawie karnym może wpływać na klasyfikację przestępstw. Rząd argumentował więc, że ideologia gender, promująca płynność płci, jest niezgodna z węgierską kulturą i stanowi zagrożenie dla porządku w państwie.
Polska jest jednym z krajów, który zgodził się związać Agendą 2030 dotyczącą zrównoważonego rozwoju – popierały ją wszystkie ugrupowania od prawej do lewej strony. Jeżeli zatem szokuje mord, którego dokonano na dziecku w szpitalu w Oleśnicy, to jest to dopiero początek.
Śmierć. Ilustracja poglądowa / pixabay.com
Celowo napisałam „mord”, a nie „aborcja”, gdyż nie lubię stosować eufemizmów, a tych w Agendzie 2030 przyjętej na konferencji ONZ w Nowym Jorku w 2015 roku jest sporo.
Jest tam mowa o tym, że do 2030 roku ma zostać zagwarantowany „powszechny dostęp do opieki zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego, włącznie z planowaniem rodziny, informacją i edukacją, oraz włączeniem zdrowia reprodukcyjnego do narodowych strategii i programów” (3.7). Pod tym enigmatycznym zapisem kryje się zobowiązanie – również Polski – do zapewnienia powszechnego dostępu do usług zabijania dzieci poczętych w łonach matek, antykoncepcji, w tym pigułek wczesnoporonnych czyli tzw. aborcji chemicznej oraz permisywnej edukacji seksualnej najmłodszych.
Wszystkie te zdobycze lewicowego szaleństwa i cywilizacji śmierci mają być wpisane w strategię państwa polskiego. Stąd z pogwałceniem Konstytucji przed Sejmem RP stanął ośrodek aborcyjny, wprowadzono przesłankę psychiatryczną czyli de facto zabójstwo na życzenie do momentu narodzin dziecka, a szpital w Oleśnicy i cała rzesza morderców w białych kitlach czuje się bezkarna.
Wszystkie te potworności to nic innego, jak realizacja celów zrównoważonego rozwoju.
Następni w kolejce będą biedni i chorzy
Jeżeli jednak ktokolwiek sądzi, że na dzieciach poczętych ten krwawy proceder się zakończy, to jest w poważnym błędzie. Agenda 2030 mówi bowiem również, że każdy powinien mieć odpowiednią „jakość życia” zdefiniowaną w ideologicznym kluczu. Jest jedynie kwestią czasu, aż ideologiczny walec rozpędzi się na tyle, aby poddawać eutanazji wszystkich tych, którzy nie będą spełniali wymogów definicji jakości życia, a co za tym idzie ich życie – z punktu widzenia ideologów – przestanie mieć jakąkolwiek wartość. Mamy tego próbkę w Holandii, gdzie tylko w ubiegłym roku zamordowano w procederze eutanazji prawie 10 tys. osób.
Idźmy dalej. Kolejnym założeniem zrównoważonego rozwoju jest zlikwidowanie głodu i biedy. Cel wydaje się szczytny, ale jeżeli spojrzymy na środki, które do niego prowadzą, włos się zjeży na głowie. Otóż zamiast rozwijać rolnictwo w Europie, niszczy się je na potrzeby dokładnie tej samej lewicowej ideologii, a przecież te produkty rolne pomogłyby na przykład wyżywić Afrykę. Wydaje się zatem, że brak tu logiki, a jednak ona jest i to iście szatańska. Skoro bowiem nie chce się rozwijać produkcji żywności, a chce się likwidować głód, to jest jasne, że jedynym sposobem na to będzie likwidacja ludzi głodnych i ubogich.
Na takie scenariusze społeczeństwa nie są jeszcze gotowe, zatem ideolodzy działają metodą kropelkową, zaczynając od dzieci w łonach matek. Decyzje pogubionych i często pozostawionych bez wsparcia matek o zabiciu własnego dziecka wpisują się w maltuzjańską wizję redukcji liczby ludności na ziemi – reprezentowaną wielokrotnie przez najpotężniejszych ludzi tego świata – aby „ulżyć planecie”. Sam maltuzjanizm jako doktryna ekonomiczna jest nie do obrony, ponieważ ludzie byliby w stanie tak dysponować zasobami ziemi, aby wyżywiła ona wszystkich. Więcej nawet – im większa liczba ludności, tym łatwiej zbudować dobrobyt. Problem w tym, że nie ma ku temu politycznej woli decydentów.
Zakłamany język
Warto zwrócić uwagę na swoistą nowomowę, jaką posługują się ideolodzy. I tak zamiast zabójstwa dziecka mamy „zdrowie reprodukcyjne”. Po pierwsze owo „zdrowie reprodukcyjne” dla dzieci poczętych nie jest żadnym zdrowiem, bo prowadzi do ich śmierci w okrutnych męczarniach. Po drugie natomiast słowo „reprodukcyjne” odnosi się w tradycyjnym języku do zwierząt – w przypadku ludzi mamy prokreację a nie reprodukcję. Problem w tym, że lewicowi ideolodzy już dawno pozbawili człowieka jego przyrodzonej godności stawiając go na równi ze zwierzętami, a może nawet niżej. „Planowanie rodziny” brzmi rozsądnie, a że są w nim zawarte pigułki wczesnoporonne… Przecież na razie „lud” nie musi o takich rzeczach wiedzieć. „Edukacja” przecież też nie jest niczym złym, a że w rozumieniu ideologów oznacza ona „indoktrynację”, również genderową – to też trzeba jak najdłużej trzymać w ukryciu przed opinią publiczną. A przecież deprawacja wchodząca do polskich szkół to nic innego, jak realizacja celów zrównoważonego rozwoju i zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia (sic!).
Zresztą spójrzmy na samą zbitkę „zrównoważony rozwój” – „równowaga” i „rozwój”, brzmi dobrze i wcale nie wskazuje na zbrodniczą zawartość. Ten język jest obecny we wszystkich – podkreślam – wszystkich instytucjach ponadnarodowych, od ONZ po Komisję Europejską. Wchodzi on również do języków państw narodowych, a nieświadomi niczego obywatele powtarzają te „zaklęcia” zupełnie nie rozumiejąc ich rzeczywistej zawartości.
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że mord dokonany w szpitalu w Oleśnicy otrzeźwi Polaków i zaczną oni rozliczać polityków z ich konszachtów z międzynarodową lewicą i komunistami.
[W poszukiwaniu doktoratu lekarz Jagielskiej Gizeli. Nigdzie w jej życiorysie itp. nie znalazłem jej doktoratu, jego tytułu czy tematu. Może zrobi z egzekucji na Felku? Pewnie ma wiele tego typu radości, tylko ta została tak „brzydko” nagłośniona. Piszą:W 2014 roku przystąpiła do egzaminu specjalizacyjnego z ginekologii i położnictwa. I tyle… M. Dakowski]
Nie milkną kontrowersję wokół Gizeli Jagielskiej, która dokonała aborcji w 37. tygodniu ciąży u pacjentki. Dr Jagielska ma na swoim koncie wiele szokujących wypowiedzi.
To dr Jagielska ze szpitala w Oleśnicy dokonała aborcji w dziewiątym miesiącu ciąży. Zabiła nienarodzone dziecko, które mogło już samodzielnie żyć poza łonem matki, poprzez zastrzyk z chlorku potasu prosto w serce chłopczyka. W tym samym czasie w szpitalu w Łodzi proponowano cesarskie cięcie i specjalistyczną opiekę medyczną dla dziecka, które podejrzewano o wrodzoną łamliwość kości. Fundacja Pro-Prawo do Życia określiła działanie lekarki jako „celowe i świadome zabójstwo”.
Obrońcy życia nie szczędzą słów krytyki wobec dr Jagielskiej. Ona sama dolewa oliwy do ognia, mówiąc absolutnie szokujące rzeczy. Przerażające jest przede wszystkim stwierdzenie aborterki, że dla niej „życie zaczyna się od porodu”. Oczywiście życie zaczyna się od poczęcia.
– Aborcja powoduje urodzenie martwe – to inne z twierdzeń ginekolog ze szpitala w Oleśnicy. Dr Jagielska mówi otwarcie, że aborcja jest „nieodłączną częścią jej zawodu”. – Aborcja jest jednym z podstawowych doświadczeń medycznych – podkreśla na każdym kroku.
W Kanale Zero dr Jagielska otwarcie przyznała, że jeśli nie ma przesłanek medycznych do wykonania aborcji, to się takie po prostu tworzy – na przykład poprzez odpowiednie zaświadczenie od lekarza psychiatry.
Ta cała Gizela od aborcji była w Kanale Zero i UWAGA…
.. Mówi, że psychiatrzy wypisują papier, że jest niezdolna nawet jak z ciążą jest wszystko dobrze 🤡 pic.twitter.com/yQ9y8Kch80
Ubolewa, że „polskie przepisy w sprawie aborcji są jednymi z najbardziej restrykcyjnych w Europie”. Na antenie TVN24 stwierdziła, że „aborcje będą dokonywane, ponieważ jest to doświadczenie światowe” i że jej zdaniem najważniejsze jest, by zabiegi były bezpieczne i prawidłowo zorganizowane.
Według danych uzyskanych w trybie dostępu do informacji publicznej, w 2023 roku w szpitalu w Oleśnicy przeprowadzono 144 aborcje, z czego 139 na podstawie przesłanki zagrożenia zdrowia psychicznego kobiety. Najstarszy płód miał 30 tygodni. U znacznej części zabitych dzieci nienarodzonych zdiagnozowano zespół Downa.
Na portalu znany-lekarz.pl są co najmniej dwie szokujące opinie o dr Jagielskiej. Z opinii – których nie można zamieszczać ot tak, jak np. na Facebooku – pacjentów wynika, że ginekolog diagnozowała choroby u dzieci w łonie matek i sugerowała wykonanie aborcji. Rodzice zasięgnęli jednak opinii innych lekarzy i dziś spełniają się w roli wychowywania dzieci. Całkowicie zdrowych.
Aborterka z Oleśnicy, która uśmierciła dziecko w 9. miesiącu ciąży, próbowała wcześniej zabijać inne nienarodzone dzieci. Przyszły na świat zdrowe, bo matki nie uległy presji. Przerażające relacje
Malediwy, rajski archipelag znany z luksusowych kurortów i turkusowych lagun, oficjalnie wprowadziły zakaz wjazdu dla obywateli Izraela. Decyzja ta została zatwierdzona przez parlament i ratyfikowana przez prezydenta Mohameda Muizzu 14 kwietnia 2025 roku, co oznacza, że zakaz wszedł w życie ze skutkiem natychmiastowym.
Wprowadzenie tego kontrowersyjnego ograniczenia jest wyrazem „stanowczej solidarności” z Palestyńczykami w kontekście trwającej wojny w Strefie Gazy. Władze Malediwów otwarcie potępiają działania Izraela, określając je jako „trwające okrucieństwa i ludobójstwo popełniane przeciwko Palestyńczykom”.
Napięte relacje między Malediwami a Izraelem mają długą historię. Choć Malediwy uznały państwo Izrael w 1965 roku, już w 1974 roku zerwały stosunki dyplomatyczne. W latach 90. XX wieku zniesiono wcześniejszy zakaz wjazdu dla turystów izraelskich, a w 2009 roku podpisano nawet umowy o współpracy. Jednak relacje ponownie ochłodziły się w 2018 roku, a obecna decyzja jest kulminacją narastającej wrogości, która nasiliła się szczególnie po wydarzeniach z 7 października 2023 roku.
Proces legislacyjny prowadzący do wprowadzenia zakazu rozpoczął się w maju 2024 roku, gdy poseł Meekail Ahmed Naseem z głównej partii opozycyjnej, Maldivian Democratic Party, przedstawił projekt nowelizacji Ustawy o Imigracji. W czerwcu 2024 roku rząd ogłosił decyzję gabinetu o zmianie prawa, aby uniemożliwić wjazd posiadaczom izraelskich paszportów, w tym osobom z podwójnym obywatelstwem, oraz utworzył specjalną podkomisję do nadzorowania całego procesu.
Zakaz jest motywowany protestem przeciwko działaniom Izraela w Gazie, gdzie według cytowanych danych zginęło co najmniej 50 983 Palestyńczyków od października 2023 roku, w tym 1613 od załamania się rozejmu 18 marca.
Rząd Malediwów wielokrotnie podkreślał swoje zaangażowanie w obronę praw Palestyńczyków, w tym poprzez apel o utworzenie niezależnego państwa palestyńskiego na podstawie linii rozejmowych z 1949 roku, ze wschodnią Jerozolimą jako stolicą.
Decyzja ta wywołała liczne kontrowersje, szczególnie w kontekście potencjalnego wpływu na sektor turystyczny, kluczowy dla gospodarki Malediwów. Statystyki pokazują, że jeszcze przed oficjalnym wprowadzeniem zakazu liczba izraelskich turystów drastycznie spadła – w pierwszym kwartale 2024 roku odnotowano spadek o 89% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego (z 4644 w Q1 2023 do zaledwie 528 w Q1 2024). W lutym 2024 roku wśród 214 000 zagranicznych gości było tylko 59 Izraelczyków.
Warto zauważyć, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych Izraela już w grudniu 2023 roku zalecało swoim obywatelom unikanie podróży na Malediwy z powodu narastającej antyizraelskiej atmosfery. W trakcie prac nad ustawą pojawiały się propozycje, aby zakaz dotyczył jedynie osób pełniących służbę w rządzie izraelskim lub Siłach Obronnych Izraela (IDF), co miało złagodzić potencjalne negatywne skutki ekonomiczne dla turystyki. Ostatecznie jednak zakaz objął wszystkich posiadaczy izraelskich paszportów.
Prezydent Muizzu nie ograniczył się wyłącznie do wprowadzenia zakazu wjazdu. Podjął również dodatkowe działania, takie jak mianowanie specjalnego wysłannika do oceny potrzeb Palestyńczyków oraz organizacja zbiórki funduszy wspólnie z Agencją Narodów Zjednoczonych dla Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie (UNRWA). W październiku 2024 roku Malediwy złożyły deklarację interwencji w sprawie Południowej Afryki przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości, oskarżając Izrael o naruszenia praw człowieka w Gazie.
Zaangażowanie społeczeństwa Malediwów w sprawę palestyńską było widoczne podczas ogólnokrajowego wiecu pod hasłem „Falastheenaa Eku Dhivehin” (Malediwczycy w solidarności z Palestyną). Według byłego prezydenta Ibrahima Mohameda Soliha, zaangażowanie Malediwów na rzecz Palestyny wynika z islamskiego charakteru kraju, określając to jako „święty obowiązek całej Ummah islamskiej”.
Zakaz wjazdu dla obywateli Izraela na Malediwy stanowi wyraźny symbol w polityce zagranicznej tego niewielkiego wyspiarskiego państwa i może mieć długofalowe konsekwencje zarówno dla stosunków dyplomatycznych, jak i dla gospodarki opartej na turystyce. Szczególne obawy dotyczą również wpływu tej decyzji na Arabów i muzułmanów posiadających izraelskie paszporty, którzy również zostali objęci zakazem.