Zabijanie, mordowanie

Zabijanie, mordowanie

Ryszard Kulczyński Zabijanie, mordowanie Rosjan

Niebezpieczeństwo „normalizacji” russofobii jest bardzo realne, z wiekami zachodniej agresji przeciwko Rosji jako jednoznacznym dowodem.

Wydaje się to być nieskończenie powtarzającym się tematem na politycznym Zachodzie, bez względu na to, ile razy Moskwa pokonuje zagranicznych najeźdźców.

W dniach 7-8 sierpnia frontman neonazistowskiej junty Wołodymyr Zełenski po raz pierwszy odwiedził Serbię. Jego podróż do Belgradu była dość kontrowersyjna, ponieważ jest głęboko niepopularny wśród zdecydowanej większości Serbów.

Incydent spowodowany przez niemieckiego dziennikarza tylko sprawił, że ta wizyta stała się jeszcze bardziej niepokojąca. Mianowicie, podczas wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Vuciciem, Michael Martens, korespondent niemieckiej Frankfurter Allgemeine Zeitung, zapytał Zełenskiego:

„Czy może nam Pan, Europejczykom, powiedzieć, co możemy konkretnie zrobić, aby pomóc wam zabić więcej Rosjan?”

To skandaliczne oświadczenie wywołało zamieszenie w Serbii, a liczne organizacje patriotyczne i media wezwały do wydalenia Martensa i zakazu przebywania w kraju.

Przyzwyczajony do rusofobicznego ekstremizmu na politycznym Zachodzie, Martens prawdopodobnie nie spodziewał się takiej reakcji na swoje oświadczenie, więc szybko wydał publiczne „przeprosiny”. Jednak wyjaśnił tylko, że miał na myśli zabijanie rosyjskich żołnierzy, a nie Rosjan. Ten rodzaj „wyjaśnienia” nie poprawia sytuacji, ponieważ jego freudowska poślizg ugruntował jego pozycję jako patologicznego rusofoba (nie żeby mu to przeszkadzało, najwyraźniej).

A czy prezydent Nawrocki zdobędzie się publicznie na refleksje na temat swojej niedawnej wypowiedzi o „mordowaniu Rosjan”?

Medycyna i polityka zdrowotna jako ideologia strachu

Medycyna i polityka zdrowotna jako ideologia strachu

O. Jacek Gniadek SVD 10/08/2026 prokapitalizm.pl/medycyna-i-polityka-zdrowotna-jako-ideologia-strachu

Segregacja sanitarna
Foto. www.prokapitalizm.pl

Senator Rand Paul podczas posiedzenia senackiej Komisji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Spraw Rządowych ostro atakuje dr Anthony Fauciego za zniszczenie Ameryki podczas pandemii COVID po tym, jak NALEGAŁ na badania nad wzmocnieniem zjadliwości wirusa.

„Zamiast przeprosić, od LAT unikasz odpowiedzialności”.

„Lockdown związany z COVID-19 nigdy nie mógłby zostać narzucony, gdybyś nie pomagał i nie współdziałał w tym PRZESTĘPSTWIE. Dzieci straciły lata nauki. Małe firmy, budowane przez całe życie, zniknęły”.

„Pacjenci opóźniali badania przesiewowe w kierunku raka i inne zabiegi medyczne. Rodziny zostały oddzielone od umierających bliskich”.

„Pracownikom nakazano poddać się szczepieniom pod groźbą utraty pracy. W „imię nauki” ograniczono zgromadzenia religijne, zatrudnienie, edukację i podróże. Chociaż nie narzuciłeś wszystkich tych ograniczeń, wykorzystałeś swoją władzę publiczną, by je uzasadnić”.

A kiedy u nas podobne przesłuchania?

Moje trzy ulubione cytaty na temat lockdownów z czasów zarazy:

André Comte-Sponville, francuski filozof i ateista: „Życie, które całkowicie poświęca się ochronie przed śmiercią, byłoby siłą rzeczy chorobliwe i bez smaku”.

„Jeśli wierzysz w lockdown, zamknij się sam w domu. Zostaw wszystkich innych w spokoju.” (Jeffrey A. Tucker)

„Statek w porcie jest bezpieczny, ale nie po to buduje się statki.” (John A. Shedd)

Te trzy zdania stały się dla mnie kompasem w 2020 i 2021 roku.
Wtedy właśnie powstał tekst, który nazywam swoim „Dziennikiem zarazy” – „Dialog z chorymi, zarażonymi i dotkniętymi rodzinami”. Napisany został specjalnie na potrzeby werbistowskiego webinaru w Rzymie oraz dyskusji w ramach Zgromadzenia Słowa Bożego. Konferencja nosiła tytuł „Pandemia i dialog profetyczny”. Tekst posłużył jako podstawa 15-minutowej prezentacji 23 kwietnia 2021 r. i miał ukazać się później w książce wydanej przez misjonarzy werbistów na Filipinach.

Powstał dokładnie w momencie, gdy Fauci był jeszcze oficjalnym, niemal nietykalnym symbolem „nauki” i centralnego zarządzania pandemią.

Dziś, gdy główny architekt amerykańskiej (i w dużym stopniu globalnej) odpowiedzi pandemicznej odmawia odpowiedzi pod przysięgą i chowa się za V poprawką, te uwagi brzmią jak diagnostyka post factum. Nie był to anty-Fauciowski pamflet – był wezwaniem do transparentności, odpowiedzialności i dialogu opartego na faktach. Przesłuchanie z lipca 2026 r. pokazuje, jak bardzo tego dialogu i rozliczenia zabrakło.

Dodatkowy wymiar polega właśnie na tym: to, przed czym ostrzegałem w 2021 r. (zamiana medycyny i polityki zdrowotnej w ideologię strachu + brak rozliczalności ekspertów), po pięciu latach stało się widoczne w najbardziej symbolicznej formie – milczeniu człowieka, który przez lata mówił w imieniu „nauki”.

O. Jacek Gniadek SVD
Źródło: FB

Myślimy pozytywnie

Myślimy pozytywnie

Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl”   11 sierpnia 2026 michalkiewicz

Po upadku i wybuchu rakiety na terenie gminy Turobin w województwie lubelskim pojawiły się krytyczne opinie na temat sposobu, w jaki nasza niezwyciężona armia zareagowała na tę rosyjską prowokację. Tak w każdym razie określił ten incydent ukraiński minister spraw zagranicznych pan Sybiha, który spenetrował prawdę jeszcze zanim nasza niezwyciężona armia i lubelscy prokuratorzy dotarli na miejsce, żeby sprawdzić – co i jak. Uprzejmie tedy zakładam, że musiały go wspierać proroctwa, bo w przeciwnym razie pojawiłaby się przestrzeń do brzydkich podejrzeń, że we wspomnianym incydencie maczała palce strona ukraińska. Byłaby to jednak myślozbrodnia, a jest rozkaz, by od myślozbrodni, zwłaszcza wymierzonych w naród ukraiński trzymać się z daleka, bo z myślozbrodniarzami rozmowa będzie krótka w ramach walki z mową nienawiści. Zgodnie bowiem z aktualną mądrością etapu nienawiść musi zostać powszechnie i bez zastrzeżeń znienawidzona.

Skoro tedy już wiemy, czego się trzymać, to nie pozostaje nam nic innego, jak oddać się myśleniu pozytywnemu, zgodnie z ludowym przysłowiem, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. O ile tedy ruska prowokacja ma wszelkie cechy zła w postaci czystej, to jednak, dzięki myśleniu pozytywnemu, my to zło potrafimy przekuć w dobro – zgodnie ze spostrzeżeniem bohatera powieści „Gubernator” Roberta Penn Warrena, który zauważył, że dobro najlepiej robić ze zła. Najwyraźniej wzięli to sobie do serca gorejącego nie tylko przedstawiciele naszej niezwyciężonej armii, ale przede wszystkim – nasi Umiłowani Przywódcy – chociaż oczywiście nie wszyscy, tylko uczestnicy koalicji 13 grudnia, która zrzesza kolaborantów Volksdeutsche Partei. Rada w radę uradzili, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, a najlepszą ocenę wystawiła wiceministrowa obrony, pani Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, według której „wszystkie” procedury krajowe i zagraniczne „zadziałały prawidłowo”. W ramach myślenia pozytywnego spróbujmy tedy rozwinąć tę – jakże krzepiącą ocenę – żebyśmy i my doznali z tej okazji pokrzepienia serc. Zacznijmy od rakiety. Od razu widać, że zimny ruski czekista Putin też się podciągnął w prowokacjach, przynajmniej od incydentu w Przewodowie, gdzie zginęli dwaj polscy obywatele.

Tym razem nie tylko nikt nie zginął, ale w dodatku rakieta nie spadła ani na oddalony o 50 km Lublin, ani nawet na oddalone o 500 metrów zabudowania, tylko taktownie eksplodowała w szczerym polu. Towarzyszący temu huk spowodował uruchomienie syren alarmowych, które – zgodnie z przepisami, najpierw wydały z siebie sygnał pulsujący – jako ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem, a potem – jak powiadają – również sygnał o odwołaniu alarmu. Utwierdza nas to w przekonaniu o słuszności „przepisów drogi na morzu”, które – czerpiąc natchnienie z „Odysei” – zakazują zmieniania kursu statku na podstawie głosu syreny. Nawiasem mówiąc, średniowieczny poeta Dante Alighieri w „Boskiej komedii” pisze, że syreny wprawdzie charakteryzowały się czarującym głosem, ale z bliska śmierdziały zdechłymi rybami.

Ale to bynajmniej nie koniec dobrodziejstw, jakie spadły na nasz nieszczęśliwy kraj razem z ruską rakietą. Cały świat, a jeśli nawet nie cały, to jego najważniejsze części nadesłały nam wyrazy solidarności i poparcia, podobnie jak w 1939 roku. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak w miarę rozwoju sytuacji zostaniemy „natchnieniem narodów” – jak w roku 1940, kiedy to dostąpiliśmy radosnego przywileju braterstwa broni z Naszymi Sojusznikami – zanim jeszcze zostali oni sojusznikami naszego sojusznika. Akurat dobrze się składa, że Narodowy Bank Polski nakupił złota, podobno ponad 600 ton, więc w razie czego będzie można z tego pokryć koszty naszego korzystania z radosnego przywileju braterstwa broni – jak to było po zakończeniu II wojny światowej.

Zanim jednak do tego dojdzie, ukraiński prezydent Zełeński, po powrocie z Waszyngtonu zatrzymał się w Lublinie, gdzie przyjął na audiencji obywatela Tuska Donalda, któremu przekazał wiadomość, że prezydent Trump obiecał mu udostępnienie licencji na produkcję pocisków do systemu „Patriot”. Podobno „w londyńskiej Wielkiej Loży już postanowiono”, że ze względów bezpieczeństwa Polska tę licencję od Ukrainy odkupi i będzie produkowała pociski u siebie, a potem – zgodnie z umową z 2 grudnia 2016 roku – nieodpłatnie przekaże je Ukrainie, która już będzie wiedziała, co dalej z nimi zrobić – ot na przykład – odsprzedać je Polsce.

Dzięki temu i oligarchowie będą zadowoleni i Polska bezpieczna – na wypadek, gdyby ruskiemu czekiście Putinowi znowu strzelił do głowy pomysł jakiejś prowokacji. Żeby tedy uniknąć nieporozumień, vaginet obywatela Tuska Donalda odda ukraińskim oligarchom na własność odnośne polskie zakłady produkcyjne, a oni w rewanżu zainstalują tam „saloniki VIP-ów”, gdzie nasi Umiłowani Przywódcy będą mogli bez konieczności oczekiwania w jakichś kolejkach wypić i zakąsić. Kto wie – może bracia Rysiczowie sprowadzą tam znowu panienki, żeby nasi Umiłowani Przywódcy mogli się przyjemnie zrelaksować po tylu poświęceniach, jakich codziennie dokonują dla Polski?

Na tym przykładzie od razu widać, ile korzyści daje przestawienie się na myślenie pozytywne. Najwyraźniej nie mogą tego pojąć działacze futbolowi, zorganizowani w gangu UEFA. Uradzili oni, żeby zbojkotować Mistrzostwa Świata z futbolu na znak protestu przeciwko projektowi odsprzedania 20 czy nawet 25 procent udziałów w Mundialu zięciowi prezydenta Donalda Trumpa, panu Jaredowi Kushnerowi. W ten sposób Gianni Infantino, szef futbolowego gangu o zasięgu światowym, czyli FIFA, zamierza wkraść się w łaski amerykańskiego prezydenta. Co z tego będzie miał – to osobna sprawa – ale my, w ramach myślenia pozytywnego odnotujmy, że jeśli nawet prezydent Trump nie podporządkowuje wszystkiego polityce prorodzinnej, to w każdym razie cały czas o niej pamięta.

Podobnie postępował francuski prezydent Juliusz Grevy, wybrany na to stanowisko w grudniu 1885 roku. Podobnie jak Donald Trump swego, tak i Julisz Grevy kochał swego zięcia Daniela Wilsona, który nawet mieszkał z nim razem w Pałacu Elizejskim i nie przepuszczał żadnej okazji, by czerpać z tego profity. Toteż paryska ulica wyśpiewywała, jeśli nie: „Quel bonheur d’avoir un beau-pere” (jakie to szczęście mieć teścia), to dla odmiany: „Quel malheur d’avoir un gendre” (co za nieszczęście mieć zięcia). Nie skończyło się to dobrze, bo ostatnia piosenka, jaką paryska ulica skomponowała francuskiemu prezydentowi brzmiała: „Mon pauvre vieux, il faut partir” (no stary, wynoś się). Oczywiście Ameryka to nie Francja, a poza tym amerykański zięć ma pierwszorzędne korzenie, więc dopóki prezydent Trump go wspiera, nic złego go nie spotka – co przewidział jeszcze przed wojną Konstanty Ildefons Gałczyński pisząc, że „mówiła żony ciotka: tych co płacą, nic nie spotka.

Stanisław Michalkiewicz

LAWINOWY WZROST ATAKÓW NA KATOLIKÓW W IZRAELU. Raport

LAWINOWY WZROST ATAKÓW NA KATOLIKÓW W IZRAELU. Raport

Autor: Redakcja , 10 sierpnia 2026

Dopiero kilka dni temu „Wall Street Journal” opisywał młodych Izraelczyków, którzy podeszli pod siedzibę Kościoła Ormiańskiego i pytali, czy są tam chrześcijanie, bo chcieli na nich pluć. Można by się zastanowić, co oni mają z tym pluciem, prawda? Ale jeden z nastolatków żydowskich wyjaśnił to wprost, bo przedstawiał poniżanie chrześcijan jako religijny obowiązek i mówił jednoznacznie, że chrześcijan należy nienawidzić.

Szczególnie źle wygląda drugi kwartał 2026 roku. W ciągu zaledwie trzech miesięcy odnotowano 76 incydentów i 83 akty nękania. Aż 68 zdarzeń miało miejsce w Jerozolimie, w tym 46 na Starym Mieście. Najczęściej spotykaną formą agresji było właśnie plucie, ale były również napaści fizyczne, groźby, agresja słowna, niszczenie oznaczeń oraz wrzucanie śmieci na tereny chrześcijańskich obiektów.

Problem jest więc bardzo konkretny: w części żydowskich środowisk religijnych i nacjonalistycznych istnieje tradycja traktowania chrześcijaństwa jako bałwochwalstwa, herezji i obcej obecności. W połączeniu z radykalizacją polityczną przeradza się to w przekonanie, że księdza, zakonnicę czy katolickiego pielgrzyma wolno i należy poniżyć.

Odwołać Trzaskowskiego! Pod wnioskiem o referendum podpisało się już prawie 30 tysięcy warszawiaków

Odwołać Trzaskowskiego! Pod wnioskiem o referendum podpisało się już prawie 30 tysięcy warszawiaków

10.08.2026 nczas/odwolac-trzaskowskiego-pod-wnioskiem-o-referendum-podpisalo-sie-juz-prawie-30-tysiecy-warszawiakow

W ciągu nieco ponad tygodnia udało się zebrać 27,5 tys. podpisów pod wnioskiem o referendum. Głosowanie ma zdecydować o odwołaniu prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego oraz rady miasta Warszawy.

Organizator zbiórki Maciej Wilk przekazał, że każdego dnia do inicjatywy przyłączają się nowi wolontariusze, a sieć punktów, w których można oddać głos poparcia, systematycznie się powiększa. Rośnie także liczba podpisów wysyłanych drogą pocztową.

Akcja zbierania podpisów trwa od 30 lipca i zakończy się 28 września. Za akcją stoi obywatelska inicjatywa pod nazwą Stołeczna Operacja Referendalna, której przedstawiciele pojawiają się w przestrzeni miejskiej w charakterystycznych pomarańczowych kamizelkach i czapkach.

Podpis można złożyć w stacjonarnym punkcie, przekazać go bezpośrednio wolontariuszowi albo odebrać od niego listę i uzupełnić ją samodzielnie, na przykład wśród członków rodziny. Można również pobrać kartę ze strony internetowej organizatorów, wypełnić ją i dostarczyć — pocztą lub osobiście — do siedziby inicjatywy.

Aby zwołać referendum, potrzebne są głosy 10 proc. puli wyborców w Warszawie, czyli około 132 tys. głosujących.

Próg ważności referendum wynosi trzy piąte liczby głosujących z ostatnich wyborów samorządowych. To około 450 tys. osób.

Europa zmierza ku kolejnemu szokowi energetycznemu

Europa zmierza ku kolejnemu szokowi energetycznemu

Europa ponownie stoi w obliczu kryzysu energetycznego – i tym razem może on być bardziej złożony niż w czasie pierwszych poważnych zapaści podażowych po wybuchu wojny na Ukrainie. Podczas gdy wielu polityków bagatelizuje sytuację, analitycy rynkowi ostrzegają przed niebezpiecznym połączeniem niskiej pojemności magazynów gazu, malejących rezerw oleju napędowego i rosnącej zależności od rynku globalnego.

Kluczową różnicą w porównaniu z 2022 rokiem jest to, że wtedy Europa była w stanie zrekompensować zakłócenia w dostawach rosyjskich rurociągów dzięki masowemu importowi skroplonego gazu ziemnego (LNG). Dziś ten model coraz bardziej osiąga swoje granice.

Europejskie magazyny gazu są na najniższym poziomie o tej porze roku od początku prowadzenia pomiarów. Jednocześnie Europa konkuruje z Azją o ograniczone dostawy LNG, a zakłócenia w dostawach wynikające z kryzysu na Bliskim Wschodzie dodatkowo obciążają rynek. Nawet zrewidowany cel UE dotyczący poziomów zapasów do grudnia może okazać się trudny do osiągnięcia.

Ale to nie wszystko. Sytuacja pogarsza się również w przypadku oleju napędowego. Europa nie produkuje wystarczającej ilości oleju opałowego i oleju napędowego i jest uzależniona od importu. Jednocześnie globalne zapasy pozostają niskie, a dostawy z kluczowych regionów eksportowych są ograniczone. To napędza wzrost cen i zwiększa ryzyko niedoborów dostaw – tuż na początku sezonu grzewczego. 

Przewodniczący rosyjskiej Dumy Państwowej Wołodin mówi, że Biden „stał się terrorystą” sabotując Nord Stream

Uszkodzony rurociąg Nord Stream

Szczególnie krytyczny jest fakt, że Europa nie może już polegać na długoterminowych, stabilnych umowach na dostawy z Rosji. Zamiast tego kontynent uzależnił się od niestabilnego rynku globalnego. Każdy kryzys na Bliskim Wschodzie, każda awaria instalacji LNG czy każdy wzrost popytu ze strony Azji może mieć natychmiastowy wpływ na ceny energii w Europie.

Ponadto istnieje zjawisko, które jak dotąd nie wzbudziło większego zainteresowania: Arabia Saudyjska coraz częściej przenosi eksport ropy naftowej na droższe, alternatywne szlaki, aby zmniejszyć zależność od Cieśniny Ormuz. Dłuższe trasy transportu, wyższe składki ubezpieczeniowe i rosnące koszty logistyki mogą trwale podnieść ceny ropy naftowej, a w konsekwencji oleju napędowego – nawet jeśli sytuacja militarna w Zatoce Perskiej się uspokoi. Jednocześnie eksperci ostrzegli, że od początku wojny utracono ponad 2,6 miliarda baryłek ropy naftowej i że nawet przy natychmiastowym powrocie do normalności odbudowa zapasów zajęłaby nawet 18 miesięcy.

Konsekwencją może być problem strukturalny: Europa ponosi wyższe ceny energii nie tylko z powodu tymczasowych konfliktów, ale dlatego, że globalne łańcuchy dostaw ulegają trwałym zmianom.

Tymczasem inne regiony polegają na długoterminowych partnerstwach energetycznych lub posiadają większe rezerwy własnych surowców. Europa z kolei pozostaje w pułapce konkurencji o ograniczone dostawy LNG i jest bardziej niż kiedykolwiek zależna od globalnych szlaków żeglugowych i rozwoju sytuacji geopolitycznej.

Jeśli nadchodząca zima będzie mroźniejsza niż przeciętnie lub jeśli na rynkach energii wystąpią nowe zakłócenia, Europa może stanąć w obliczu rosnących kosztów ogrzewania, wyższych cen energii elektrycznej oraz większych obciążeń dla przemysłu i konsumentów szybciej niż oczekiwano. Reuters podsumowuje sytuację jasną oceną: po kilku kolejnych stanach kryzysowych Europa ponownie jest o jedną srogą zimę od poważnego kryzysu energetycznego.

uncutnews.ch/europa-steuert-auf-den-naechsten-energie-schock-zu-dieser-winter-koennte-schlimmer-werden-als-die-krise-von-2022

** * * * * *

ZB: Czy cokolwiek sensownego czynią brukselscy urzędnicy i europejskie rządy, by przeciwdziałać nadchodzącemu kryzysowi energetycznemu? – W ciągu wielu lat w celu realizacji fixe-idei zdążyli zlikwidować wiele kopalni węgla kamiennego i brunatnego. Niemcy pogniewali się na energię jądrową i stawiają sobie oraz innym państwom mało wydajne, szkodliwe dla środowiska, wiatraki. [tu pieprzy. md]

Równocześnie Europa zafundowała sobie covida, a później z entuzjazmem wsparła Ukrainę w wojnie z Rosją, wydając setki miliardów euro na broń dla kijowskiego reżimu oraz na rozbudowę własnych armii. Z kim zamierza ona wojować, przed kim chce się bronić? – Rządzący, a przynajmniej ich doradcy, wiedzą przecież, że Moskwa nie ma ani interesu, ani ochoty walczyć z Europą.

Ćwierkają wróble, że niektóre państwa Europy prowadzą dyplomatyczne rozmowy z rosyjskimi ekspertami na temat przywrócenia dostaw ropy i gazu. I jeśli coś ruszy z miejsca, to jeszcze będzie można pytać: Po co wam to było?

Opracował: Zygmunt Białas

Zielona energia coraz droższa. A rządzące cymbały nie wiedzą, dlaczego.

Zielona energia coraz droższa. Koszt rekompensat dla producentów przekroczył 100 MILIONÓW

10.08.2026 nczas./zielona-energia-coraz-drozsza-koszt-rekompensat-dla-producentow-przekroczyl-100-milionow

Załamana kobieta i panele fotowoltaiczne
NCZAS.INFO | Załamana kobieta i panele fotowoltaiczne. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Pixabay

Koszt rekompensat, jakie dotychczas trzeba było wypłacić producentom energii z wiatru i słońca, przekroczył już 100 mln zł – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”.

„Tegoroczny rachunek dla Polskich Sieci Elektroenergetycznych to tylko do lipca 57,9 mln zł – ponad dwa razy więcej niż w całym poprzednim roku” – podaje gazeta.

Gazeta podkreśla, że stoją za tym nie ograniczenia techniczne sieci, ale sytuacje, w których produkcja energii jest wyższa niż potrzeby odbiorców. Wg dziennika, taka sytuacja z kolei zagraża stabilności systemu.

„Nadprodukcja energii z OZE jest oczywiście wynikiem pogody, niemniej jednak z wymuszeniem przez operatora wstrzymania pracy OZE wiążą się odszkodowania. Wypłacone rekompensaty to z kolei składnik kosztu pracy systemu, który jest finansowany z rachunków za prąd. Największą nadwyżkę energii, której wstępu do sieci odmówił operator, wygenerowała fotowoltaika (ok. 70 proc.)” – czytamy w „DGP”.

========================================

Mirosław Dakowski:

Nie wiecie, durnie, że tak energetyka jądrowa, która „nie lubi” zmian zapotrzebowania, oraz fotowoltaika i wiatraki, bo tu są zmienny „dostawy” – wzmagają MAGAZYNÓW ??!!??

A programy i ludzi, którzy o tym pod trzydziestu lat pisali i mówili – olaliście !

Iran wydalił 2 mln Afgańczyków w ciągu ostatniego półtora roku

Wydalili ok. dwa miliony obywateli TEGO kraju w ciągu półtora roku

10.08.2026 nczas/wydalili-ok-dwa-miliony-obywateli-tego-kraju-w-ciagu-poltora-roku

Flaga Afganistanu
NCZAS.INFO | Flaga Afganistanu. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Farid Ershad on Unsplash

Iran wydalił około 2 mln obywateli Afganistanu w ciągu ostatniego półtora roku – poinformował rzecznik ministerstwa spraw wewnętrznych w Teheranie Ali Zeiniwand, cytowany w poniedziałek przez emigracyjny portal Iran International.

Rzecznik MSW przekazał agencji ISNA, że kampania usuwania migrantów z kraju, zapoczątkowana w marcu ub.r., jest kontynuowana mimo trwającej wojny między Iranem a USA i Izraelem. Zaprzeczył pogłoskom mówiącym o zawieszeniu tej akcji.

Część Afgańczyków wyjechała dobrowolnie, inni zostali deportowani zgodnie z nakazami sądów – dodał.

Zeiniwand zapewnił, że intencją Teheranu nie jest usunięcie z kraju wszystkich obywateli Afganistanu, lecz tylko tych, którzy nie mają udokumentowanego pobytu. Ci, którym Iran zapewnił legalne schronienie, są mile widziani, powinni jednak przyczyniać się do pokrycia kosztów otrzymywanej opieki zdrowotnej i subsydiów – oświadczył.

Władze Iranu – twierdzące, że w kraju nielegalnie mieszka ponad 4 mln Afgańczyków, którzy uciekli przed konfliktem w swojej ojczyźnie – zapowiedziały w ubiegłym roku ich deportowanie m.in. ze względu na bezpieczeństwo narodowe.

Rząd informował wówczas, że tylko między czerwcem a lipcem ub.r. do Iranu przybyło ok. 900 tys. Afgańczyków. Inni mieszkali w Iranie od pokoleń.

Od lat 70. XX wieku miliony Afgańczyków uciekło do Iranu i Pakistanu. Największe fale migracji nastąpiły podczas inwazji ZSRS na Afganistan w 1979 r. oraz w 2021 r., gdy do władzy powrócili talibowie.

Początkowo Afgańczycy byli mile widziani w Iranie, jednak w kraju stopniowo narastały antyafgańskie nastroje, a irańskie media państwowe przedstawiały afgańskich uchodźców jako obciążenie ekonomiczne – powiedziała BBC dr Khadija Abbasi, ekspertka londyńskiej Szkoły Studiów Orientalnych i Afrykańskich (SOAS). Po 12-dniowej wojnie Iranu z Izraelem w czerwcu ub.r. irańskie media sugerowały również, że Afgańczycy szpiegują dla Izraela.

Mimo deportacji Afgańczycy nadal usiłują przedostać się do Iranu z pogrążonego w kryzysie, rządzonego przez talibów kraju – podkreślił Iran International. Zaostrzenie ograniczeń zmusza ich jednak do korzystania z niebezpiecznych szlaków wiodących przez pustynie.

40 dni, które wstrząsnęły Zachodem

Kijów płonie po rosyjskim ataku rakietowym, 5 sierpnia 2026 r.

==============================================================

40 dni, które wstrząsnęły Zachodem

Autorstwa Scotta Rittera

Zełenski i jego zachodni mocodawcy wierzyli, że mogą zmusić Rosję do negocjacji pokojowych. Jednak tylko przypieczętowali tragiczny los Ukrainy.

25 czerwca prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zarządził rozpoczęcie 40-dniowej ofensywy mającej na celu „wywarcie wpływu” na Rosję i zakończenie wojny. W komunikacie opublikowanym w mediach społecznościowych Zełenski oświadczył: „Zatwierdziłem 40-dniową operację wpływu sił zbrojnych przeciwko państwu agresorowi, mającą na celu zmuszenie go do zakończenia wojny”.

3 sierpnia, w przededniu zakończenia 40-dniowej kampanii, Zełenski przyznał, że kampania nie osiągnęła celu, jakim było przekonanie Rosji do zawarcia pokoju. Zamiast tego Zełenski oskarżył prezydenta Rosji Władimira Putina o przygotowania do przedłużenia konfliktu poprzez dalsze mobilizacje i nowe ataki. Zamiast przyznać się do porażki, Zełenski zadeklarował jednak, że Ukraina zintensyfikuje swoje wysiłki dyplomatyczne, zaostrzy restrykcje gospodarcze i będzie kontynuować działania militarne, aby stworzyć warunki, w których Rosja nie będzie miała innego wyboru, jak tylko zgodzić się na negocjacje na warunkach akceptowalnych dla Ukrainy.

Okres 40 dni między rozpoczęciem „operacji wpływu” Zełenskiego a przyznaniem się prezydenta Ukrainy, że Rosja jest daleka od przyznania się do porażki, pogłębił przepaść między faktami a fantazją, między rzeczywistością a fikcją. Zdanie to najwyraźniej dostrzegają praktycznie wszyscy, z wyjątkiem prezydenta Ukrainy.

40-dniowy wzrost liczby ataków dronów nastąpił po kampanii rozpoczętej w maju, w trakcie której zintensyfikowano ataki na dwa największe miasta Rosji: Moskwę i Sankt Petersburg. Pojawiły się również ukryte groźby wobec innych strategicznie ważnych lokalizacji, takich jak rezydencja prezydencka w Wałdaju (która stała się celem ukraińskiego ataku dronów w grudniu 2025 r.) i most Kerczeński, łączący Krym z południową Rosją.

Celem tych ataków było zmuszenie Rosji do ponownego rozmieszczenia sił obrony powietrznej w celu ochrony tych strategicznie ważnych celów, a tym samym wycofania jednostek obrony powietrznej z innych regionów. 40-dniowa kampania dronów, ogłoszona przez Zełenskiego, miała na celu wykorzystanie tych luk w obronie powietrznej, aby zademonstrować rosyjskiej ludności „męki” wojny.

Żaden z punktów nacisku, na które Zełenski wycelował swoją 40-dniową kampanię dronów, nawet nie zbliżył się do oczekiwanych rezultatów. W rzeczywistości w każdym przypadku było odwrotnie. Zełenski miał nadzieję wywołać kryzys energetyczny, atakując rosyjskie rafinerie. Podczas gdy posłuszne, proukraińskie media zachodnie twierdziły, że Rosja straciła nawet 40% swoich mocy przerobowych, rzeczywistość była zupełnie inna: fakt, że benzyna w sierpniu 2026 roku była tańsza niż w tym samym okresie ubiegłego roku (AI-95, najpopularniejszy gatunek benzyny, kosztował 63,06 rubla za litr w sierpniu 2025 roku, w porównaniu z 61,71 rubla za litr obecnie), a kolejki pojazdów oczekujących na tankowanie praktycznie nie istniały, jest znaczącym osiągnięciem.

Co więcej, moment redukcji rosyjskich mocy rafineryjnych dla Ukrainy nie mógł być gorszy – Rosja po prostu przekierowała rezerwy ropy naftowej przeznaczone do krajowej rafinacji do rurociągu eksportowego w czasie, gdy globalny popyt szybko absorbował ten zwiększony eksport po rekordowych cenach. Wojna Zełenskiego z rosyjskim sektorem energetycznym znacząco przyczyniła się do dochodów Rosji z ropy naftowej i gazu, które stanowią około jednej piątej całkowitych dochodów budżetowych, wzrastając o ponad 60% w lipcu 2026 roku w porównaniu z tym samym miesiącem roku poprzedniego.

Ukraińska kampania wpływu miała na celu wzmocnienie społecznego przekonania, że ​​Rosja została praktycznie wyparta z Morza Czarnego poprzez rozszerzenie ataków dronów na Morze Azowskie i Morze Kaspijskie. Ataki te nie tylko spowodowały znikome szkody w rosyjskiej żegludze, ale także wywołały rosyjską ofensywę na szeroką skalę, która skutecznie odcięła Ukrainie dostęp do Morza Czarnego, uniemożliwiając jej transport zboża i dostawy zaopatrzenia wojskowego od sojuszników z NATO.

I wreszcie, fatalna decyzja Ukrainy o przeniesieniu koszmaru wojny do domów rosyjskiej ludności poprzez ataki na magazyny i fabryki należące do największego rosyjskiego sklepu internetowego Wildberries. Płonące magazyny dostarczyły pozornie spersonalizowanych materiałów telewizyjnych, w pełni wykorzystanych przez ukraińskie media państwowe i życzliwe platformy społecznościowe. Jednak ciepłe uczucia, jakie te obrazy wzbudziły wśród ukraińskich zwolenników, wkrótce zostały zniweczone przez brutalną rzeczywistość rosyjskiego odwetu, który dotknął cały ukraiński łańcuch dostaw handlowych i stanowił egzystencjalne zagrożenie dla stabilności ukraińskiej gospodarki cywilnej.

„Kampania wpływu” Zełenskiego, prowadzona za pomocą dronów, nie odbywała się w próżni, lecz była integralną częścią szerszej kampanii, częścią prowadzonej przez Zachód wojny informacyjnej, mającej na celu „zmiękczenie” rosyjskiego społeczeństwa w okresie poprzedzającym wybory do Dumy Państwowej zaplanowane na 20 września. Celem tej kampanii było wzbudzenie niezadowolenia społecznego w Rosji, które następnie przejawiłoby się w wyniku wyborów podważającym polityczne fundamenty rosyjskiego rządu pod przewodnictwem prezydenta Władimira Putina.

Jest to długotrwała strategia zagranicznych służb wywiadowczych i ich sojuszników, sięgająca lat 2007–2008, kiedy to próbowali oni odtworzyć w Rosji niepokoje społeczne na Ukrainie, które stały się podstawą „pomarańczowej rewolucji” z lat 2004–2005.

Jest to ta sama strategia, która kierowała polityką Stanów Zjednoczonych w 2011 r., gdy rozpoczęto zmasowaną ofensywę mającą na celu odsunięcie „Jednej Rosji” od kierownictwa Dumy Państwowej, udaremniając tym samym kandydaturę Władimira Putina w wyborach prezydenckich w marcu 2012 r.

Wszystkie te kampanie zakończyły się niepowodzeniem.

A obecna kampania również zakończy się porażką.

Próba integracji narodu rosyjskiego bez pełnego zrozumienia jego charakteru jest przedsięwzięciem daremnym.

Dawni historycy i „rosyjscy zwolennicy” w dużej mierze opierają się na precedensach historycznych, powołując się na rewolucję z 1917 r. i upadek Związku Radzieckiego wywołany przez Gorbaczowa jako przykłady, które chcą powtórzyć we współczesnej Rosji.

Ale Władimir Putin nie jest ani carem, ani zdezorientowanymi sowieckimi biurokratami.

Jest człowiekiem, który przez ponad ćwierć wieku przewodził odrodzeniu Rosji, odwracając w ten sposób proces rozkładu, który dotknął jego naród i ludzi w ostatnich latach rządów sowieckich i dekadzie nieudolnych rządów Rosji pod przywództwem zachodnich elit, których celem było zniszczenie narodu rosyjskiego, a jednocześnie pozbawienie go zasobów.

Naród rosyjski z roku 2026 nie jest narodem rosyjskim z roku 1917 ani z roku 1992.

Wiara w ten stan rzeczy jest fatalnym błędem osób stojących za kampanią „wpływu dronów”.

To jest niebezpieczeństwo systemowej rusofobii.

Wynikająca z tego ignorancja sprawia, że ​​ludzie nie dostrzegają rosyjskich realiów i promują politykę skazaną na porażkę od samego początku.

Wojna czterodniowa Zełenskiego była od początku skazana na porażkę.

I teraz już wiemy, jak wygląda ta awaria.

Ukraina została porzucona przez swoich zachodnich władców.

Brak obrony powietrznej.

Brak licencji „Patriot”.

Żadnych rakiet „Patriot”.

Nie ma magicznego rozwiązania.

Oznacza to, że Zachód uznał nieuchronność strategicznej porażki Ukrainy.

W ciągu najbliższych tygodni i miesięcy Ukraina zbierze to, co zasiała.

Tak, ukraińskie drony nadal będą atakować rosyjską infrastrukturę, dostarczając okazji do publikowania ich w mediach społecznościowych, gdzie gęsty, czarny dym zasłania horyzont.

Tymczasem Kijów będzie płonął.

To samo dotyczy innych miast na Ukrainie.

Armia rosyjska będzie nadal posuwać się naprzód.

To społeczeństwo ukraińskie odczuwa miażdżącą presję wojny.

Brak gazu.

Brak wody,

Brak ogrzewania.

Brak jedzenia.

Taka jest przyszłość Ukrainy pod rządami Zełenskiego.

Wymarzony moment „Moskiewskiego Majdanu”, wyobrażony przez ludzi takich jak Gilbert Doctorow i jemu podobni, nigdy nie nastąpi.

To właśnie na ulicach Kijowa gromadzą się demonstranci domagający się zmian politycznych.

Upadek Ukrainy jako państwa narodowego jest nieunikniony.

Pytanie nie brzmi „czy”, ale „kiedy”.

Odpowiedź brzmi: raczej prędzej niż później.

40 dni, które przypieczętowały tragiczny los Ukrainy.

40 dni, które wstrząsnęły Zachodem.

Źródło: 40 dni, które wstrząsnęły Zachodem

How to survive Europe in 2026. MEM-y VIII.

Bonus:

=================================

——————————–

—————————————-

—————————————–

———————————-

—————————-

————————————

———————————————

Marsze KOD-u przeciw „hejtowi”. Polacy je olali

Marsze KOD-u przeciw „hejtowi”. Polacy je olali

magnapolonia/marsze-kod-u-przeciw-hejtowi-polacy-je-olali

Komitet Obrony Demokracji po raz kolejny postanowił uratować Polskę przed wielkim zagrożeniem. Tym razem przeciwnikiem okazał się „hejt, nienawiść i przemoc wobec Ukraińców”, dlatego 9 sierpnia w 22 miastach zorganizowano demonstracje pod hasłem „Nie bądź obojętny”. Wszystko wyglądało jak powrót do najlepszych czasów KOD-u: były zapowiedzi ogólnopolskiej mobilizacji, transparenty, przemówienia, naklejki i apele o solidarność. Był tylko jeden problem — Polacy najwyraźniej nie poczuli potrzeby masowego ruszenia na ulice.

W całym kraju odbyły się marsze KOD-u przeciwko „hejtowi”. W Rzeszowie zainteresowanie demonstracją wyniosło 20 osób, natomiast w Krośnie frekwencję oszacowano na rekordowe 50 osób. Jedna z organizatorek marszu w Krośnie, witając uczestników, miała powiedzieć: „Cieszę się, że jest nas sporo osób”. To bardzo elastyczna definicja słowa „sporo”, jak na 50-tysięczne miasto. Dość powiedzieć, że w odpowiednio dobranej perspektywie aparatu fotograficznego, nawet większe spotkanie rodzinne można przecież nazwać „obywatelskim przebudzeniem”.

Organizatorzy mogą oczywiście podkreślać, że akcja odbyła się w 22 miastach, co na papierze wygląda imponująco. Tyle że liczba miast, w których ktoś zorganizował demonstrację, nie jest tym samym co liczba ludzi, którzy chcieli na nią przyjść. Można zorganizować protest w 22, 42 albo 666 miejscowościach, ale jeśli w każdej pojawia się kilkadziesiąt osób, trudno mówić o masowym społecznym sprzeciwie, szczególnie gdy przypomnimy sobie czasy, kiedy KOD potrafił rzeczywiście przyciągać na ulice tysiące otumanionych ludzi, szczerze wierzących, że PiS buduje w Polsce totalitaryzm.

Problem KOD-u jest zresztą znacznie szerszy niż jedna nieudana demonstracja. Organizacja najwyraźniej nadal próbuje korzystać ze starego schematu: wystarczy wskazać zagrożenie, podzielić społeczeństwo na „dobrych” i „złych”, użyć odpowiednio mocnych słów — demokracja, faszyzm, nienawiść, mowa nienawiści — a ludzie powinni natychmiast ruszyć na ulicę. Tyle że ten mechanizm już nie działa tak jak dawniej, a społeczeństwo jest znacznie bardziej sceptyczne wobec prób przedstawiania każdego sporu politycznego jako walki dobra ze złem. Co więcej, grupa najbardziej aktywnych KODomitów (UB, SB, PZPR) już wymiera.

Widać to szczególnie w kwestii Ukraińców, czyli tematu omawianych spędów. Nie można udawać, że rosnąca niechęć części Polaków do dalszego przyjmowania ukraińskich pseudo uchodźców wzięła się wyłącznie z działalności „hejterów” i nacjonalistycznej propagandy obu Konfederacji. Najnowszy sondaż CBOS pokazuje wyraźną zmianę nastrojów: w lipcu 2026 roku po raz pierwszy w historii tych badań przeciwnicy przyjmowania ukraińskich uchodźców przeważyli nad zwolennikami — 52 proc. wobec 42 proc. Jednocześnie 54 proc. respondentów uznało pomoc udzielaną banderowskiej Ukrainie przez Polskę za zbyt dużą.

To nie oznacza oczywiście, że Polacy masowo stali się przeciwnikami Ukraińców. Oznacza natomiast, że po ponad czterech latach wojny początkowa fala entuzjazmu i bezwarunkowej solidarności wyraźnie osłabła. Część Polaków ma poczucie, że skala świadczeń i przywilejów dla obywateli Ukrainy stała się zbyt duża, inni zwracają uwagę na konflikty dotyczące rynku pracy, mieszkań, szkół czy butne i roszczeniowe zachowania przybyszów, a jeszcze inni mają zwyczajnie dość sytuacji, w której każda krytyczna uwaga dotycząca Ukrainy jest natychmiast kwalifikowana jako „hejt” i ruski „onucyzm”.

Do tego dochodzi kwestia przestępczości cudzoziemców oraz pamięci historycznej. Dla wielu Polaków szczególnie drażliwa pozostaje systemowa gloryfikacja przez Kijów Stepana Bandery i środowisk związanych z OUN-UPA, odpowiedzialnych za zbrodnie na polskiej ludności, które na Ukrainie są bagatelizowane i zakłamywane. Nie jest to wyłącznie temat historyczny, skoro aż 84 proc. badanych przez CBOS uważa, że państwo polskie powinno reagować, gdy inne państwo gloryfikuje postaci historyczne odpowiedzialne za zbrodnie na Polakach.

W tej sytuacji coraz trudniej przekonywać Polaków, że istnieją tylko dwie możliwości: albo popierasz bez zastrzeżeń obecną politykę wobec Ukrainy, albo jesteś „hejterem” i „ruskim agentem”. Można przecież jednocześnie potępiać pobicia, wyzwiska i przemoc wobec Ukraińców, a także uważać, że Polska powinna ograniczyć część świadczeń dla cudzoziemców, konsekwentnie egzekwować od nich przestrzeganie prawa, reagować na przestępczość oraz stanowczo sprzeciwiać się gloryfikacji ukro-nazistów. Próba wrzucenia wszystkich takich opinii do worka z napisem „nienawiść” jest wygodna, ale niekoniecznie skuteczna.

I właśnie tutaj KOD wpada we własną pułapkę, ponieważ organizacja próbująca pouczać Polaków o standardach moralnych i obywatelskich sama ma za sobą historię, której trudno nie przypominać przy okazji kolejnych akcji.

Jej pierwszy lider, Mateusz Kijowski, przez długi czas był twarzą całego ruchu, przedstawianego jako symbol obywatelskiej obrony demokracji. Tymczasem w 2024 roku został prawomocnie skazany przez Sąd Okręgowy w Warszawie za poświadczenie nieprawdy w siedmiu fakturach dotyczących obsługi informatycznej KOD. Sąd wymierzył mu osiem miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata oraz utrzymał grzywnę w wysokości 4 tys. zł; faktury wystawione przez byłego lidera KOD opiewały łącznie na ponad 121 tys. zł.

Trudno więc nie dostrzec ironii sytuacji, w której organizacja od lat występująca w roli moralnego arbitra, pouczająca innych o demokracji, uczciwości i standardach życia publicznego, miała na czele człowieka prawomocnie skazanego w sprawie dotyczącej nierzetelnych faktur związanych z działalnością tej organizacji. Rzeczywistość dostarczyła tutaj satyrycznego materiału sama i właściwie nie trzeba jej specjalnie pomagać.

Podobnie wygląda sytuacja innych lewicowych organizacji, np. OMZRiK, którego lider, Rafał Gaweł jest oszustem i przestępcą, a sama organizacja przegrała kilka spraw sądowych za hejt.

Przed kolejną wielką akcją KOD powinien zadać sobie proste pytanie: nie przed czym należy dziś „bronić demokracji”, ale dlaczego coraz mniej ludzi chce tej demokracji bronić właśnie pod jego sztandarem. Bo jeśli demonstracja pod hasłem „Nie bądź obojętny” przyciąga garstkę starych ubeków, to być może problemem nie jest obojętność Polaków wobec Ukrainy, lecz ich obojętność wobec skompromitowanego KOD-u.

Nie skreślajmy węgla brunatnego!

Nie skreślajmy węgla brunatnego!

Stanowisko Polskiego Lobby Przemysłowego i Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień 80” przy PGE GiEK S.A. Oddział KWB Bełchatów, uzasadniające konieczność realizacji budowy Odkrywki „Złoczew” wraz ze skróconym opisem złoża „Złoczew” i jego położenia

Obecnie jakościowo zmieniły się uwarunkowania zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego Polski. Wynikają one z głębokich zmian geopolitycznych w świecie wpływających na możliwości zapewnienia Polsce nieprzerwanych dostaw nośników energii z maksymalnym uwzględnieniem suwerenności energetycznej. Trudną sytuację w tej dziedzinie pogłębia światowy kryzys energetyczny wynikający ze skutków wojny na Bliskim Wschodzie, która jeszcze się nie zakończyła i może eskalować w przyszłości. Kryzys ten może być dużo większy aniżeli po wybuchu wojny Yom Kipur w 1973 roku między Izraelem a krajami arabskimi, oraz w okresie wojny między Iranem i Irakiem pod koniec lat siedemdziesiątych. Dzieje się to w momencie nieustannego wzrostu na zapotrzebowanie energii elektrycznej w epoce rozwoju cyfryzacji i narządzi informatycznych, których rola i znaczenie w przyszłości na pewno wzrosną.

W tej jakościowo nowej sytuacji w celu zapewnienia Polsce bezpieczeństwa energetycznego i jej Obywatelom taniej energii elektrycznej, naszym zdaniem, należy odstąpić od niszczącego dla polskiej energetyki zawodowej – opartej w decydującym stopniu na paliwach kopalnych – systemu ETS, a jednocześnie jak najszybciej przywrócić sprawność zamykanych jednostek węglowych, zwłaszcza tych, które mają jeszcze znaczne – na wiele lat – zasoby oraz budować nowe siłownie w oparciu o ten surowiec. Szczególnie w oparciu o węgiel brunatny, który stanowi najtańsze, najbardziej stabilne i przy zastosowaniu najnowszych technologii wydobycia respektujące wymogi ekologii źródło pozyskiwania energii elektrycznej. Tak postępują Niemcy oraz Chiny, którzy utrzymują wydobycie węgla brunatnego, a nawet rozbudowują i modernizują potencjał energetyki opartej na tym nośniku energii. Ich postępowanie wynika bowiem z planowania strategicznego, a nie z zachowania określonego cyklem wyborczym i naciskami struktur międzynarodowych. Jako Polska powinniśmy postępować podobnie!

Z całą mocą podkreślamy, że największa w Polsce spółka elektroenergetyczna PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna S.A., będąca częścią holdingu PGE S.A., skupiającego największe podmioty stanowiące rdzeń polskiej elektroenergetyki konwencjonalnej, takie jak Kopalnia i Elektrownia Bełchatów, Kopalnia i Elektrownia Turów, Elektrownia Opole, Elektrownia Dolna Odra, Elektrownia Rybnik, zapewniającego w największym stopniu bezpieczeństwo energetyczne Polski, dostosowując się do narzuconej przez UE konkluzji BAT zrealizowała wielomiliardowe inwestycje na zainstalowanie najnowocześniejszych urządzeń technologicznych służących do oczyszczania spalin ze wszystkich szkodliwych dla życia i zdrowia substancji niemalże w 100 %, w tym pyłów, siarki i metali ciężkich jak ołów i rtęć. Oddając w ten sposób matce naturze życiodajny CO2, który nie ma wpływu na głoszony przez ortodoksyjnych klimatologów efekt ocieplania klimatu, gdyż są to zjawiska cykliczne, wynikające przede wszystkim z położenia Ziemi wobec Słońca.

Jako nieliczny w świecie, być może jako jedyny podmiot PGE GiEK S.A. poniosła gigantyczne nakłady finansowe, dostosowując swoje jednostki wytwórcze do Konkluzji BAT. Pomimo tego podmioty te nadal są dyskryminowane i zmuszone do płacenia niczym nie uzasadnionych gigantycznych „haraczy”  zawyżających koszty produkcji energii elektrycznej. Roczny koszt opłaty klimatycznej ETS za samą Elektrownię Bełchatów to ponad 11 miliardów złotych (dane za 2024 rok), natomiast za wszystkie jednostki będące w całej grupie kapitałowej PGE GiEK S.A. roczna wysokość „haraczu” to koszt ponad 22 miliardy złotych.

Pomimo poniesionych ogromnych kosztów inwestycyjnych i płacenia gigantycznych „haraczy” emisyjnych, w wyniku obowiązującego dogmatyzmu klimatycznego węglowe jednostki wytwórcze są systematycznie wyłączane. Jest to w istocie sabotaż gospodarczy gigantycznych rozmiarów, dokonywany w imię klimatycznej ideologii.

Jak wiadomo, produkcja energii elektrycznej w kompleksie energetycznym „Bełchatów” oparta jest na węglu brunatnym wydobywanym z dwu złóż „Bełchatów” i „Szczerców”. Baza energetyczna elektrowni Bełchatów składa się z 12 bloków energetycznych uruchomionych w latach 80-tych  XX wieku oraz bloku 858 MW zbudowanego według nowoczesnych technologii, oddanego do użytku 11 czerwca 2011 r., gdzie nastąpiła synchronizacja z krajową siecią elektroenergetyczną. Natomiast osiągnięcie pełnej mocy 858 MW nastąpiło 30 czerwca 2011 r.  Elektrownia ta dysponuje potężną mocą ponad 5100 MW. Należy zatem do największych i najważniejszych w Europie jednostek wytwórczych energii elektrycznej opartych na węglu brunatnym. Stanowi trzon bezpieczeństwa energetycznego Polski.

Dlatego w momencie gdy niebawem wyczerpie się obecnie eksploatowana odkrywka węgla brunatnego „Szczerców” w Zagłębiu Bełchatowskim, ogromnym błędem było wstrzymanie realizacji podjętej już inwestycji budowy Odkrywki „Złoczew”, gdyż to złoże zostało dokładnie zbadane przez wykonanie odpowiedniej ilości odwiertów i właściwie oszacowane. Poczynione zostały ogromne nakłady inwestycyjne łącznie z opracowaniem dokumentacji technicznej dotyczącej budowy odkrywki i eksploatacji złoża oraz sporządzeniem stosownego biznesplanu określającego koszty budowy i sposób finansowania projektu inwestycyjnego.

Poniesione zostały przez PGE GiEK Oddział KWB Bełchatów ogromne koszty, które mogą zostać całkowicie zmarnotrawione. Należy zatem jak najszybciej powrócić do realizacji tej strategicznej dla bezpieczeństwa energetycznego inwestycji.

Złoże Złoczew położone jest w południowo-zachodniej części województwa łódzkiego w odległości około 4 km w kierunku południowo-wschodnim od miejscowości Złoczew i ok. 50 km (w linii prostej) na północny-zachód od Kopalni i Elektrowni Bełchatów. Złoże rozciąga się wąskim pasem szerokości 1000-1500 m na przestrzeni ok. 10 km, z południowego zachodu na północny wschód. Węgiel zalega na głębokości ok. 300 m.

Dla bardziej precyzyjnego rozpoznania złoża węgla brunatnego „Złoczew” oraz uczynienia go w złożem satelitarnym dla PGE GiEK S.A.  należałoby podjąć następujące działania:

– dokonać korekty projektu prac geologicznych złoża węgla brunatnego „Złoczew”

–  uzyskać koncesję na prace rozpoznawcze prowadzone zgodnie z ww., uprzednio przyjętym przez Ministra Środowiska, projektem prac geologicznych;

– dokonać korekty lub sporządzić nową dokumentację techniczną złoża węgla brunatnego „Złoczew” i uzyskać od Ministra Klimatu i Ochrony Środowiska  decyzję jej przyjęcia bez zastrzeżeń;

– sporządzić projekt zagospodarowania złoża węgla brunatnego „Złoczew” i uzyskać od Ministra Klimatu i Środowiska decyzję jego przyjęcia bez zastrzeżeń;

–  uzyskać od Ministra Klimatu i Środowiska koncesję na wydobycie węgla brunatnego i kopalin towarzyszących ze złoża „Złoczew”. A kopaliny te są znaczne i bardzo cenne dla przemysłu budowlanego, w tym bardzo duża ilość kamienia wapiennego, który można wykorzystać do produkcji cementu na skalę przemysłową i różnego rodzaju materiałów budowlanych.

Warunki określone w koncesji oraz projekt zagospodarowania złoża są podstawą do sporządzenia planu ruchu zakładu górniczego (art. 64 pgg [2]), który po zatwierdzeniu przez właściwy organ nadzoru górniczego umożliwia przedsiębiorcy górniczemu rozpoczęcie prac przygotowawczych i udostępniających do wydobycia kopaliny.

Złoże „Złoczew” może w znaczący sposób wydłużyć eksploatację kompleksu energetycznego w Bełchatowie nawet do 2050 roku i  zapewnić Polsce bezpieczeństwo energetyczne i stabilność w systemie energetycznym.

Należy jak najszybciej w trybie pilnym powtórnie wystąpić o wydanie koncesji na wydobycie kopalin i eksploatację złoża „Złoczew”, co skutecznie umożliwi wypracowanie ostatecznej decyzji w zakresie terminów rozpoczęcia poszczególnych etapów inwestycji i przygotowania złoża do eksploatacji, co z pewnością przyczyni się do wydłużenia żywotności aktualnie eksploatowanych bloków energetycznych Elektrowni „Bełchatów” lub budowy nowych mocy spełniających wymagania obowiązujących przepisów unijnych związanych z konkluzją BAT. Jednocześnie  wykluczając emisyjność i związane z tym narzucone systemy ETS-1 i ETS-2, znacznie zawyżające koszty produkcji energii elektrycznej.

Pomimo ryzyka związanego z niepewnością co do przyszłej polityki klimatycznej Unii i związanymi z tym kosztami uprawnień do emisji Co2 istnieje szereg argumentów, które wskazują, że eksploatacja tego złoża będzie przedsięwzięciem zasadnym technicznie i ekonomicznie.

KWB Bełchatów dysponuje bogatą bazą sprzętową wykorzystywaną obecnie na złożach „Bełchatów” i „Szczerców”, która może zostać przygotowana do eksploatacji nowej odkrywki „Złoczew” Przewiduje się zastosowanie sprawdzonych metod wydobycia poprzez układ KTZ (koparka – taśmociąg – zwałowarka). Sukcesywnie wraz z kończeniem wydobycia w złożu „Bełchatów” maszyny podstawowe wraz z taśmociągami mogą być przesuwane na nowe stanowiska eksploatacyjne, znacznie zmniejszając koszty inwestycyjne budowy odkrywki. Jest zasadnym, aby transport wydobytego węgla oprzeć o sprawdzony system przenośników taśmowych lub ewentualne połączenie go z transportem kolejowym. Wykorzystanie istniejącego usprzętowienia pozwoli wyraźnie zwiększyć opłacalność ekonomiczną projektu.

Nie uruchomienie odkrywki „Złoczew” grozi w przyszłości  blackoutami na wielką skalę i spowoduje konieczność importu energii elektrycznej z zagranicy, co będzie trudne do osiągnięcia z uwagi na rosnące potrzeby energetyczne sąsiadów Polski. A przede wszystkim poważnie zagrozi suwerenności Polski, jeśli chodzi o produkcję  energii elektrycznej, na którą w przyszłości zapotrzebowanie najprawdopodobniej  znacznie wzrośnie.

Warszawa-Bełchatów, lipiec 2026 r.

Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.08.2026)

Czy Donald Trump naprawdę chce ogłosić zwycięstwo nad Iranem?

Czy Donald Trump naprawdę chce ogłosić zwycięstwo nad Iranem?

10 sierpnia 2026przez Larry C. Johnson sonar21/is-donald-trump-serious-about-declaring-victory-over-iran

Według raportu Wall Street Journal, powołującego się na amerykańskich urzędników, prezydent Trump prywatnie rozważał możliwość ogłoszenia zwycięstwa nad Iranem i zakończenia wojny bez zawarcia umowy nuklearnej .

Według doniesień Trump powiedział swoim wysoko postawionym współpracownikom, że jeśli USA będą w stanie kontrolować irański program nuklearny i zostanie przywrócony ruch przez Cieśninę Ormuz, będzie skłonny przedłużyć zawieszenie broni „na czas nieokreślony” i de facto ogłosić zakończenie konfliktu.

Podczas ostatnich spotkań Trump wyraził przekonanie, że Iran „prawdopodobnie nie będzie w stanie wznowić prac nad programem nuklearnym” po tym, jak operacja Midnight Hammer spowodowała poważne szkody w irańskiej infrastrukturze nuklearnej w czerwcu 2025 roku. Uważa, że ​​amerykański wywiad wykryłby wszelkie irańskie próby odbudowy, a groźba dalszych amerykańskich ataków „służyłaby jako trwały środek odstraszający”.

Kluczowym warunkiem Trumpa zakończenia wojny jest zgoda Iranu na pełne otwarcie Cieśniny Ormuz dla żeglugi międzynarodowej. W zamian urzędnicy oczekują, że Trump zniesie blokadę morską irańskich portów przez USA.

Według „Wall Street Journal” urzędnik Białego Domu stwierdził, że Stany Zjednoczone „zrealizowały wszystkie swoje cele militarne wobec Iranu”, a prezydent skupia się teraz na „zabezpieczeniu przepływu światowej energii przez Cieśninę Ormuz”. Doniesienia sugerują, że Trump jest cierpliwy i można się spodziewać, że przetrwa najnowsze dyplomatyczne perturbacje, zwłaszcza dopóki ceny gazu pozostaną na obecnym poziomie.

Załóżmy, że ten raport WSJ jest dokładny (co jest dużym, mało uzasadnionym założeniem). Prezydent Trump wciąż żyje w świecie fantazji. Pomimo niedawnych wybuchów oburzenia na temat bombardowania irańskich obiektów nuklearnych, wydaje się teraz zadowolony z powrotu do swojej pierwotnej deklaracji z czerwca 2025 roku, że irański program nuklearny został unicestwiony. Proszę mnie uznać za sceptycznego. Jednakże, jeśli Trump jest skłonny przyjąć takie założenie, to usuwa jeden punkt z listy negocjacyjnej… Do niedawna Stany Zjednoczone, za pośrednictwem pakistańskich mediatorów, naciskały na Iran, aby omówił irański program nuklearny, zanim zajmie się zniesieniem blokady i sankcji oraz odmrożeniem aktywów. Iran ze swojej strony nalegał na odwrotne stanowisko: tj. zniesienie blokady i sankcji, odmrożenie aktywów i zaakceptowanie suwerenności Iranu nad Zatoką Perską.

Jeśli decyzja Trumpa o ogłoszeniu zwycięstwa i zakończeniu wojny zależy od Iranu, „całkowitego ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz dla żeglugi międzynarodowej ”, to szanse na porozumienie są nikłe. Iran zgodzi się na zezwolenie statkom na tranzyt przez Cieśninę Ormuz wyłącznie zgodnie z wytycznymi Urzędu Zatoki Perskiej (Persian Gulf Strait Authority) wydanymi 22 kwietnia. Na początku maja Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego i inne irańskie organy publicznie potwierdziły utworzenie i rolę PGSA. Rozpoczęła ona administrowanie systemem opartym na zezwoleniach, wymagającym od statków złożenia szczegółowej „Deklaracji Informacji o Statku” (obejmującej własność, ubezpieczenie, załogę, ładunek itp.) przed uzyskaniem zezwolenia. Opłaty za „usługi specjalistyczne” były częścią planowanego mechanizmu. Iran nie zamierza ustąpić w tej kwestii.

Artykuł w WSJ wskazuje na główny powód obaw Trumpa: krajową cenę benzyny. Wielokrotnie podkreślałem w kilku ostatnich podcastach, że globalny niedobór oleju napędowego i paliwa lotniczego będzie się pogłębiał z każdym tygodniem. Ponadto, jak wspomniałem w niedawnym artykule, zniszczenia infrastruktury naftowo-gazowej w Zatoce Perskiej oraz wyjazd personelu konserwacyjnego i naprawczego z państw arabskich Zatoki Perskiej, a także zniszczenie magazynów części zamiennych potrzebnych do naprawy uszkodzeń terminali naftowo-gazowych, sprawią, że niedobór oleju napędowego i paliwa lotniczego będzie się utrzymywał przez kilka miesięcy, a może nawet dłużej.

Obecnie uwaga Trumpa wydaje się być bardziej skupiona na listopadowych wyborach parlamentarnych niż na prowadzeniu nowej kampanii rakietowej i bombardowań Iranu. Chociaż Iran ostrzelał co najmniej pięć statków próbujących przepłynąć przez Kanał Omański w Cieśninie Ormuz bez podporządkowania się protokołowi PGSA, Donald Trump nie nakazał żadnych nowych ataków na cele irańskie, pomimo wcześniejszych obietnic, że będzie atakował Iran za każdym razem, gdy taki incydent się wydarzy.

Myślę, że w administracji Trumpa narastają obawy dotyczące potencjalnego globalnego kryzysu gospodarczego, jeśli Zatoka Perska pozostanie zamknięta, zwłaszcza jeśli sytuacja utrzyma się do września. I to jest prawdopodobnie główny czynnik skłaniający Trumpa do powtórzenia zakończenia operacji „Rough Rider”… czyli ogłoszenia zwycięstwa i odejścia.


Nima i ja rozmawialiśmy o szalonych wywodach Bibiego Netanjahu na temat samodzielnego ataku na Iran:

Larry Johnson: Izrael opracowuje plan samodzielnego ataku na Iran, jeśli Waszyngton nie podejmie działań

Mario był dziś chory, więc miałem okazję spędzić trochę czasu z Brandonem Weichartem:

PILNE: AKCJE PATRIOT SPADŁY Z 2200 DO PONIŻEJ 827 — z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

Moja rozmowa z Sabby Sabs zaczyna się po dwóch godzinach:

SAUDYJSKA ROPA NAFTOWA UDERZONA, TRUMP MOŻE OPUŚCIĆ PARLAMENT, LARRY JOHNSON DOŁĄCZA, RAPORT O ZATRUDNIENIU, NEGATYWNA REAKCJA EL SAYEDA, BERNIE WSTRZYMUJE FUNDUSZE

Sulaiman i ja rozmawialiśmy o twierdzeniu Ansar Allah, że ZEA chce zbudować nowe porty w Jemenie, aby zaszkodzić Chinom:

NETANJAHU ODRZUCIŁ ŻĄDANIA TRUMPA O OPUSZCZENIE IRANU, LIBANU I GAZY Z CIA Larrym Johnsonem

Dziękuję za nieocenione wsparcie w postaci czasu poświęconego na czytanie i komentowanie

Pierre d’Olnique. I selfie z rekinem. MEM-y VI.

—————————-

————————————–

—————————

———————

————————————————————–

—————————–

——————————–

————————————————-

—————————

—————————————-

Pająki, nasi bracia. MEM-y V.

——————————————————————-

———————–

————————————–

———————————

—————————————

———————————-

———————————–


——-

——————————–

———————————–

—————————————-

——————————————

———————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Przeklęty gen insurekcyjności

Przeklęty gen insurekcyjności

Istnieje moim zdaniem tylko jeden dowód na istnienie Boga.

Dzisiaj trochę sarkastycznie. Ale tylko trochę …

Arcy-patriotyczna Konfederacja Barska spowodowała pierwszy rozbiór Polski.

Wychwalana pod niebiosa 3-cio majowa konstytucja była praprzyczyną drugiego rozbioru.

Patriotyczne powstanie Tadeusza Kościuszki było przyczyną trzeciego rozbioru.

Ciągle czczone idiotyczne powstanie listopadowe, było przyczyną utraty niepodległości przez Królestwo Polskie.

Zmitologizowane powstanie styczniowe, zniszczyło strzępki pozostałej autonomii Polski.

Zbrodniczy zamach majowy wielbionego w Polsce Józefa Piłsudskiego zniszczył zręby odradzającego się państwa polskiego.

Ciagle bezrefleksyjnie czczone jest powstanie w Warszawie, dzięki któremu Niemcy wyrżnęli 200 000 najofiarniejszych Polaków i otwarli drogę do władzy Bermanom.

Wychwalane i świętowane jest powstanie tak zwanej drugiej Solidarności, które oddało wypracowany majątek narodowy obcym …

Wystrzega się u nas oceny Konfederacji Barskiej, konstytucji trzeciomajowej, powstania listopadowego 1830, styczniowego 1863, zamachu „marszałka” Piłsudskiego, nieszczęsnego powstania w Warszawie i tak zwanej drugiej Solidarności.

Oceniać wydarzenia historyczne należy z pozycji zysków i strat ówczesnego narodu polskiego. Bo wrzaskiem o patriotyzmie, orłami wielkości kurczaków, mieczykami chrobrego niczym finki harcerskie i gryzącym dymem kadzideł post factum można uzasadnić wszystko. Każdy debilizm. Kolejne nieprzygotowane powstania burzyły efekty pracy narodowej kilku pokoleń rozumnych polskich patriotów.

Przypominają mi się w tym miejscu słowa z kart fundamentalnej pracy „Polityka polska i odbudowanie państwa” autorstwa Romana Dmowskiego: „Myśmy tak odbiegli od innych narodów, że święcimy klęski, gdy tamte święcą zwycięstwa”.

Powinniśmy wydarzenia historyczne oceniać z punktu widzenia zysków i strat dla interesów naszego narodu. Nawet jak to boli i burzy nasze narodowe baśnie. Wspomniane wydarzenia przyniosły dla nas skutki katastrofalne, ponieważ utrwaliły w umysłach naszych okupantów lub osób rządzących w ich interesie tezę, że z Polakami postępować można tylko i wyłącznie przemocą. To zaś z kolei mocno rozpalało nasze kompleksy narodowe, w głównej mierze ten antyrosyjski.

U nas ciągle wielbiony jest każdy rębajło i bandzior, który lekkomyślnie nastawiał swój i swoich rodaków kark, byle miał na ustach patriotyczne frazesy, na mundurze narodowe symbole, znał kilka ckliwych pieśni i był otoczony religijną legendą. A jeśli jeszcze jeśli poległ lub został zlikwidowany przez Rosjan, to według naszych płytkich patriotów powinien być politycznie natychmiastowo kanonizowany – Santo Subito. Aureola i na Wawel!

Dlatego u nas wszędzie spotka się ulice Kościuszki, Mierosławskiego, Chłopickiego, Bora-Komorowskiego i Kaczyńskiego. Ale znacznie mniej jest tych Bobrzyńskiego i Wielopolskiego. Zapomniało całkowicie o Matłachowskim i Bocheńskim, a nawet Piaseckim. A przecież to całkowicie wypacza historię Polski.

Kiedyś słusznie ojciec narodowej demokracji Roman Dmowski stwierdził, że powstanie (styczniowe) narzuciły Polakom dzieci. Oczywiście idzie o nieroztropnych i niedoświadczonych przywódców pchających naród do nieprzemyślanych powstań. Mickiewiczowskie: „Szlachta na koń wsiędzie, ja z synowcem na czele, i — jakoś to będzie!“

Urodzony dokładnie 162 lata temu Roman Dmowski jest tutaj kluczowy. Zarówno stronnicy jak i wrogowie piszą, że to nacjonalista i jeden z ojców polskiej niepodległości. To oczywiscie prawa. Ale zupełnie zapomina się o tym co było fundamentalne u Dmowskiego, Piaseckiego, Bocheńskiego a co podkreśla często sędziwy prof. Andrzej Werblan lub błyskotliwy Konrad Rękas. Racjonalizm polityczny!

Dmowszczyzna czyli polityka przeciwna szaleństwu insurekcyjności oraz umiejętność zerwania z kompleksem antyrosyjskości. Bo polityka to przede wszystkim budowanie wspólnoty narodowej i jej państwowości. A nie harce i późniejsze cmentarne rytuały, nad tymi co bezsensownie oddali życie.

Znakomity felietonista Stefan Kisielewski pisał, że u nas w Polsce zawsze dużo o wojnach i duchu żołnierskim. Mało zaś o rozumie, analizie i dyplomacji. O losach narodów decyduje przede wszystkim polityka, której przedłużeniem, czy narzędziem realizacyjnym może stać się czyn zbrojny. Wielokrotnie czyn zbrojny jest czynnikiem antynarodowym! Bywa elementem destrukcji i rozbijania istniejących struktur państwa. U nas jednak czci się przede wszystkim czyn – niezależnie czy jest on mądry, neutralny czy głupi. Dzisiaj mamy nawet takich „patriotów”, którzy chcieli by już wspólnie z Ukraińcami walczyć przeciwko Rosji.

A co jest tym dowodem na istnienie Wszechmogącego? Tym dowodem jest to, że Polska istnieje mimo naszej wrodzonej głupoty i rządów szaleńców.

łj

Logika upadła, propaganda ma się świetnie. MEM-y IV.

————————————

——————————–

—————————

——————————–

—————————–

—————————————-

————————————–

———————————

———————————————–

———————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Guvno na wakacjach. MEM-y III.

——————————————

—————————————————–

—————————————-

——————————————-

—————————————–

——————————–

————————————–

——————————

——————————————————–

——————————–

————————————–

Nieśmiałe rozliczenia pandemii

Nieśmiałe rozliczenia pandemii

Jerzy Karwelis dziennikzarazy/niesmiale-rozliczenia-pandemii

FB_IMG_1785637937777

9 sierpnia, wpis nr 1420

Człowiek by się już ponudził, a tu czasy coraz ciekawsze. Nudzić się nie ma jak i kiedy. Codzienny tumult medialnych bębnów zagłusza śpiew ptaków, szmer strumienia czy oddech śpiącego dziecka. Koszmar. Coraz ciężej nam od tego uciec – telefon sam wskakuje do ręki, by po godzinnym amoku samemu ocknąć się z jeszcze większym mętlikiem w głowie. Każdy z nas jest z jakiegoś pokolenia, ma swoją ścieżkę, drogę, którą poprowadził go los w ciągłym mierzeniu się wolnej woli z przeznaczeniem. Ja mam kilka perspektyw: pamiętam jeszcze Gomułkę, potem Gierek to już moja dyskotekowa młodość, następnie karnawał Solidarności, przerwany stanowojennym przetrąceniem kręgosłupa jedności Polaków. Następnie różne fazy transformacji III RP, kolejne wojny, kryzysy, migracje – dowód na to, że koniec historii był de facto początkiem, nie historii, ale histerii.

Wspólnota doświadczeń

Mamy więc różne perspektywy i doświadczenia, ale jedno nas spaja – wspólne doświadczenie kowidowe. Bez względu na wiek, odejmując dzieci, ale te mnie nie słuchają, to było to dla nas wszystkich jedno z mocniejszych wydarzeń w życiu. Głównie z powodu doświadczenia przyspieszonej przemiany oblicza świata. Nigdy to tak szybko nie poszło. Pół roku i było po wszystkim. Świat pękł na postrachanych i denialistów. I rządzące tym wszystkim władze, splecione ze służalczymi mediami.

Zasiane zostały wtedy wzrastające już dziś ziarna „nowej normalności”. Świat, a właściwie jego władcy, odebrali lekcję jak daleko można zajść ze społeczeństwem. I była to dla władców nauka kluczowa, gdyż wyszło, że można praktycznie wszystko. Że sterując strachem – wtedy przed pandemią, dziś przed wojną – mogą zaprowadzić stado ludzkości gdzie się chce. Wystarczy, by społeczność wzięła wilki za pasterzy.

Dziś mijają od pandemii kolejne lata i – jak to zwykle po historycznych traumach – wykształciła się większościowa grupa, centrum pomiędzy ówczesnym zaangażowaniem zamordyzmu, a oporem. Mamy bowiem dziś „w temacie” pandemicznym trzy grupy: zawziętych sanitarystów, którzy pod dowolną lampą dowodów nie wyrzekną się dziś już skompromitowanych aksjomatów kowidowych: tych maseczek, distansignu, lockdownów, a zwłaszcza terroru szczepiennego, którymi z chęcią obdarzali innych, dla ich rzecz jasna własnego dobra. Dla nich była to lekcja kontynuowana i dzisiaj – trzeba bronić nieświadomych nawet przed nimi samymi, czy to wydając maseczkowe nakazy, czy to – jak dziś –  wciskając nas w maszynkę do mięsa „naszej wojny”.

Dziś ta grupa funkcjonuje na tej samej co w przypadku kowida, petardzie: są oni najmądrzejsi, zapatrzeni w autorytety, które suflują kolejne wersje swej „nałuki”, ale jednocześnie oddają się posłannictwu ratowania głąbów, którzy kiedyś mieli nam sprowadzić na głowę śmiertelnego wirusa, dziś już – krwiożerczego Putina. Wszystko jest takie samo – to owieczki, które każą iść innym za pasterzami, o których wiedzą, że nimi nie są, bo w razie nieposłuszeństwa wołają przewodników do wykonania roli wilków, o czym wiedzą wszyscy, oprócz… większości.

Drugie ekstremum – to denialiści. To ta sama grupa, której na ramieniu zawsze siedzi diabełek wątpliwości i szepcze do ucha, by sprawdzać. I coraz częściej wychodzi, że warto sprawdzać. Ale to smutna konstatacja, gdyż jest się wtedy samotnym – prawdziwej wersji świata, odsłaniającej się w przebłyskach konfrontacji z faktami, nie da się odzobaczyć. I tacy później łażą po świecie, widząc tylko same dekoracje. Ale temu diabełkowi towarzyszy zawsze anioł – anioł cierpliwości. Tłumaczenie tej pierwszej grupie, kiedyś sanitarystów, dziś podżegaczy wojennych, z jej powtarzalnymi bo wgranymi opiniami (bo trudno to nazwać poglądami), to nudne spieranie się ze zgraną płytą. Musisz wysłuchać tych zaciętych melodii, słyszanych setki razy gdzie indziej, wyśpiewywanych z wypiekami rewelacyjnych odkryć na przejętej twarzy. I tak tu sobie żyjemy.

Wieczna większość

A pomiędzy nami – większość. Można rzec – konformiści. Ale to nie tu jest sedno. Pandemia był to czas mocnej próby, nagłego postawienia wszystkiego na ostrzu noża: tak-tak, nie-nie. Nigdy świat tak tego nie stawiał, tak nagle i wszechobecnie. Zawsze to było jakoś rozłożone, rozproszone. A tu nagle – zakaz wychodzenia z domu i klops. Potem już poszło z górki: lawina zakazów – wchodziło to jak rozgrzany nóż manipulacji w mięknące społeczne masło wgrywanej paniki. Był to okres próby, którą bez skazy przeszli tylko ci o wręcz epickich dozach determinacji. Dlatego większość to konformiści – każdy z nas (sorki, większość) w jakimiś stopniu poszedł wtedy na kompromis, gdzieś się ugiął. I dlatego teraz nie chce do tego wracać. Bo popatrzcie – największa planetarna trauma, która dotyczyła miliardów ludzi poszła w zapomnienie ciągu 2 lat. Właśnie dlatego, że człowiek nie chce wracać do czasów, kiedy – według siebie – nie za bardzo się spisał.

I – uwaga!, jeśli „po drodze” ktoś z naszych bliskich (a było tego ze 200.000 ludzi) zmarł w czasie pandemii, to mamy dwa wyjścia: pierwsze, dostarczające zasilania do grupy ultrasów, że to właśnie śmiertelny wirus ich zabił i drugie wyjście: zapomnieć o wszystkim, bo inaczej trzeba by było stanąć przed lustrem, które co rano mówi, że trzeba było coś zrobić, a człowiek oddał swoich bliskich w tryby rozregulowanej machiny, zwanej szyderczo ochroną zdrowia. Dlatego większość o tym nie tylko milczy, ale wyrzuca ze swej świadomości jeden z ważniejszych swych momentów formacyjnych. Zamiast wyciągnąć z niego wnioski na całe życie, taką ważną naukę pokrywa się niepamięcią, gdyż wspomnienia mogą nas doprowadzić nie tylko do dyskomfortu, ale i do koniecznych korekt naszych postaw na całe życie. Tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono. A kowid sprawdził wszystkich, czy im się to podobało, czy nie.

Pamiętacie jak denialiści coś wtedy wspominali, że nadejdzie dzień Norymbergi 2.0 i triumf sanitarystycznej pogardy znajdzie swój niechlubny koniec na sali sądowej światowego trybunału? Byłem raczej sceptyczny wobec takiego scenariusza. Raczej uznawałem to jako marzenie pobitych o przyszłym odroczonym na świętego Nigdy zwycięstwie sprawiedliwości. Nic z tego – wszędzie cicho, a u nas to już jak makiem zasiał. Politycy nie chcą do tego wracać, bo wszystkie (prawie) ekipy się tu umoczyły. Media – to samo. Kościół… oooo, szkoda gadać.

Teraz okazało się, że nikt nic nie wie, nikt nie podejmował właściwie żadnych decyzji, trzeba było aż rozpadu PiS, byśmy w ramach wewnętrznych kłótni zajrzeli do tego gara, który przygotował nam ten pasztet, by się dowiedzieć, że… nie ma winnych. Losy tysięcy przedsiębiorstw, żywot setek tysięcy ludzi, setki miliardów wyrzuconych na jakieś tarcze przed samym sobą, zdrowie psychiczne młodych pokoleń – wszystko wisi w próżni. Nie ma winnych. Tak to jest: ty obywatelu się zapomnisz z jednym kwitem i cię aparat dojedzie, ale wypatroszyć na lata kraj i naród to zdarzenie okazuje się, że jest bezkarne.

Marzenia o Norymberdze

Reiner Fullmich, adwokat, który zapoczątkował projekt Norymberga 2.0, czyli światowy proces nad władzami za poczynania kowidowe sczezł w więzieniu za sprzeniewierzenie środków ze zbiórki na taki proces [ale żyje… md] . Wcześniej poodbijał się ze swymi pozwami od każdego rodzaju sądów na świecie. Okazało się, że im niżej w hierarchii występków i klas przestępczych tym system jest dokładniejszy. Im wyżej zaś – czyli im wyżej w poziomach władzy, zaś przestępstwo, choć administracyjne, acz przynoszące hekatomby ofiar – tym trudniej je osądzić. To jest nauka, która prowadzi do tego, że każdy system broni się przed… sprawiedliwością i nie ma się co dziwić, że przy takim układzie już tylko rewolucje, w formule trybunałów ludowych, mogą się na mocy swej przemocy domagać sprawiedliwości. System to wie i asekuruje się przed tym właśnie systemowo. Jedną z większych nauk, wypartych przez milczącą większość, jest to, że w sumie coraz mniej znaczymy jako obywatele. I niektórzy się z tym zgadzają, wszak trzeba rezygnować z rozpasania wolności w obliczu czy to pandemii, czy wojny. A tu obowiązuje jedna zasada: jeśli władza zobaczy, że społeczeństwo toleruje jej rosnący autorytaryzm z powodu sytuacji nadzwyczajnych, to będzie takie sytuacje prokurować i przedłużać. I tak mamy teraz z wojną, która zastąpiła w tej układance kowida.

Widząc światową powszechność podejścia władz na świecie do kowida wydawało mi się, że nigdy nie zobaczę macherów pandemicznych na ławie oskarżonych. Pomyliłem się i cieszę się z tego. Oto w USA Senat powołał wielką komisję, która pracowała ciężko i udało jej się nie tylko zidentyfikować i podważyć podstawowe filary sanitaryzmu, ale i znaleźć winnych. Oto przed komisją stanął niejaki Anthony Fauci, uosobienie – wtedy – wiedzy i decyzyjności w kwestii kowida, dziś – Czarny Lud winny wszystkiemu. Więcej się w trakcie komisji nie dowiedzieliśmy, bo Fauci odmawiał odpowiedzi nawet na pytanie jakiego koloru ma krawat. Ale dużo dowiedzieliśmy się z pytań, bo te wynikały z ponad 500-stornicowego raportu komisji. Praktycznie padło wszystko, co swym autorytetem (nie „państwo to ja”, ale „nauka to ja”, tak mówił o sobie Fauci) formował oskarżony.

Właśnie, czy oskarżony? Fauci by poszedł za kraty w tempie marszowym. Ale nie, 25 stycznia 2025 roku, na godziny przed objęciem funkcji przez nowo wybranego prezydenta, Donalda Trumpa, ustępujący prezydent Biden ułaskawił Fauciego. A w USA taki akt jest praktycznie ostateczny, jednak wskazuje na priorytety systemu – ostatnia decyzja ustępującego układu, jedna więc z ważniejszych. I od razu widać gdzie są priorytety. Teraz Fauciemu niewiele można zrobić, chyba, że się go wsadzi za okłamywanie i brak szacunku (odmawiał 111 razy udzielenia odpowiedzi) wobec Senatu USA. A za to grozi do roku więzienia. Ułaskawienie Fauciego dotyczy tylko federalnego zakresu jego działalności, ale mogą go pozwać poszczególne stany. I ustawia się już kolejka, zaczyna Floryda.

Wchodzi Senat USA

Komisja w Senacie była to właściwie zabawa jednostronna. Tak, jako się rzekło – więcej dowiedzieliśmy się z pytań i braku odpowiedzi na nie. Ale urzekła mnie jedna wypowiedź senatora Bernie’go Moreno. Ten były potentat motoryzacyjny powiedział prosto w oczy Fauci’emu: „Sześć lat temu zdecydowałem, że zostawię swoje biznesy, sprzedam je, wystartuję w wyborach i oto jestem. Siedzę naprzeciwko ciebie sześć lat później i pytam cię: za kogo ty się, k**wa, uważałeś, żeby robić to wszystko!? To, co zrobiłeś naszemu państwu, to całkowita hańba”. Tylko po to warto było nam czekać, by usłyszeć od kogoś ten poziom determinacji, który leczy nasze poczucie niemożności.

Jeden wątek komisji, oprócz wielu udowodnionych, wzbudził tylko moją wątpliwość. Komisja oskarża Fauciego, że organizował w chińskim niesławnym Wuhan proces tzw. Gain-of-Function, czyli uzłośliwiał istniejące wirusy, niby po to, by – uwaga! – przygotować się na nowe mutacje patogenów. Tworzył je niejako zawczasu, żeby co? No, żeby się przygotować. Z czym? Ano jak to z czym? Ze szczepionkami. A tu miał się taki jeden o numerku 19 wydostać z laboratorium i jak na filmie „Outbreak” z Dustinem Hoffmanem, zakazić cały świat. Taka wersja załatwia parę spraw: załatwia czas, miejsce i osobę. To się dobrze opowiada. Wszystko byłoby dobrze, procedury by zadziałały, ale wygrał indywidualny narcyzm i pęd do sławy (Fauci marzył, że w wyniku swych walk z pandemią otrzyma nagrodę Nobla z dziedziny medycyny) i zdarzyło się nieszczęście. Wirus był sztucznie uzłośliwiony, nie było lekarstw, procedur, wszyscy spanikowali i niech pierwszy rzucił strzykawką, który by nie przereagował dla dobra swoich narodów.

Tak jak mówiłem, nie wierzyłem w jakieś rozliczenia popandemiczne. Wymagałoby to zaangażowania na poziomie instytucji państwowych a tu i one, i same władze były wszędzie umoczone. A więc przypadek USA, że się za to wzięły, wygląda na jakiś fenomen. Zaraz wytłumaczę skąd to się bierze. Władza może zacząć udowadniać zbrodniczość swych działań tylko wtedy jak będzie mogła je zrzucić na kogoś, kto ją oszukał. I tak jest teraz – jest gościu, grzeszny w sprawie jak sto czartów, jest narracja, że łgał jak wszyscy diabli. Jest też superwirus, też sprokurowany przez Czarnego Luda, co uzasadnia nadreakcję władz, czyli… Trumpa, bo on wtedy był prezydentem. Można więc zrobić spektakl, zwłaszcza, że wiemy i że ego Trumpa nie dopuszcza, by ktoś go mógł bezkarnie oszukać. Mamy więc wszystko na miejscu – mała jednoosobowa amerykańska Norymberga, i jeszcze zły Biden, który uniewinnił piekłoszczyka, na dodatek. Ale nie tak szybko, panowie. Przynajmniej nie ze mną.

Dwie wersje przewrotne

Dobra, w wersji lajtowej – niech będzie, że tak było, a w takim razie jak działa system amerykański, że właściwie w hierarchii „pan Nikt” zakręcił nie tylko Trumpowi, administracji, państwu, mediom, ale i całemu ludowi w głowie. Na jakiej podstawie prawnej to się działo, jak teraz nie ma proceduralnie winnych? Decydenci tylko się słuchali, a gadał do nich gościu z pierwszych okładek magazynów, główny straszyciell narracji paniki. Gdzie zadziałało słynne amerykańskie checks and balances? Może to jest systemowy problem, który się ujawni (ujawnia?) nie tylko w czasie pandemii? A może jest wciąż z nami, czyli nimi?

Przecież u nas było to samo – 200.000 ludzi do piachu, 200 miliardów w błoto na tarcze i nie ma winnych? A co, po koronawirusie wszystko wróciło do normy i wszystkie zabezpieczenia działają? A jak? Jak przestały i nie wiadomo, kto to wyłączył, to jak zaczęły działać znowu (a zaczęły?) to jaka mocarna ręka o tym decyduje? A to ważne, bo w takim razie to ona rządzi, nie jakieś atrapy demokracji przedstawicielskiej? Ja bym to pociągnął, ale nawet (a może tym bardziej) w USA nie ma pogody na zaglądnie za demokratyczne dekoracje.

Tak, to jest wersja lajtowa, tak. Bo ta najbardziej porażająca jest taka, że nie było żadnego specjalnego superwirusa, nic tam nie wylazło z laboratorium w Wuhan, a jeśli już, to nie było to nic ponad sezonową grypę, jakiej odmiany okrążają świat dwa razy do roku. W swoim Dzienniku Zarazy pokazałem szereg badań, które dowodzą, że ludzie umierali, tak, ale nie w wyniku patogenu, ale decyzji administracyjnych rozregulowujących służbę zdrowia, braku dostępu do istniejących leków, by zrobić drogę do przyspieszonego wejścia szczepionek, triażowania na wejściu do systemu ochrony zdrowia, teleporad ukrywających przenoszone zapalenia płuc i wreszcie nieodgadnionego zakresu niepożądanych odczynów poszczepiennych, które doprowadziły do wysypu choróbsk o nieznanej dotąd dynamice i zaciągnięcia pokoleniowego długu zdrowotnego.

I dlatego, że władze chcą jednocześnie ujawnić kulisy amerykańskiej pandemii, muszą się pilnować, żeby nie zajść za daleko, bo wtedy same się doprowadzą na ławę oskarżonych. A w obecnym formacie wszystko jest prostsze – jest jeden winny, w dodatku producent superwirusa, który to wirus wszystkich zaskoczył, zaś odpowiedzialnych zaszokował. Tak Trumpy to sobie ułożyły: przecież rudowłosy prezydent nie sprowadziłby na siebie kary własnymi działaniami dochodzenia do prawdy. I tylko dlatego, że znalazł wspomniane półśrodki – możemy się dowiedzieć kawałka prawdy.

To meczące sumienie…

I tak przeżyliśmy w tempie katalitycznym traumę formacyjnej zmiany świata. Każdy z nas. I każdy z nas może się do tego jakoś odnieść. Najczęstsze jest wyparcie i ja to rozumiem. Ale jest to wyparcie smutnej prawdy, że można zrobić z nami wszystko, a na końcu nie czeka żaden sąd, tym bardziej żadna sprawiedliwość. Na końcu nie ma winnych, nie ma tematu. Wszyscy mamy się bujać w rytm kołysanki, śniąc sen błogi o bezpieczeństwie, od czasu do czasu przerywany koszmarami z tego źródła niepotrzebnych trosk atawizmów moralnych – z sumienia.

Jerzy Karwelis