Konkurs: Co to za [—-]? – Rozwiązanie zagadki!

Wyróżnione

Dostałem rozwiązania, było ich kilkanaście. Wszystkie poprawne!!!
https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Annegret_Kramp-Karrenbauer
To babsko, posadzone w Niemczech na stołku „feministry wojny”, kazało

aresztować oficera, który nie pozwolił się zaszprycować na kowida…

tutaj link : https://www.igor-chudov.com/p/a-brave-german-soldier-imprisoned

Za wikipedią
Annegret Kramp-Karrenbauer (ur. 9 sierpnia 1962 w Völklingen[1]) – niemiecka polityk,
deputowana do Bundestagu, w latach 2011–2018 premier Saary, działaczka Unii
Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU), w 2018 jej sekretarz generalny, a w latach 2018–2021

przewodnicząca partii, od 2019 do 2021 minister obrony w rządzie federalnym.

Wszystkim zwycięzcom konkursu pogratulowałem i odpisałem co następuje:

Pięknie !!
Nagroda czeka:
Dwie noce z Nią – w łóżku. OBOWIĄZKOWA !!

A potem – na front na Ukrainę

Rozległy się błagania:
Panie Profesorze, jednak zrezygnuję z nagrody…🤗
lub:

„Ja nie Kingsey, Prof !…”


[Dla młodzieży i leniów: Alfred Charles Kinsey, z zawodu biolog, rozpoczął badania
nad rodziną galasówkowatych. Potem bardzo zainteresował się seksem,
szczególnie zwyrodniałym. Opisał „naukowo” np. oglądanie jak kryminaliści
gwałcili niemowlę. [por.: Edward W. Eichel, Judith Reisman „Kinsey – seks i
oszustwo”. Jednak nie w więzieniu, a guru zboczeńców u władzy.

============================
Nie wiem, czy zniesiesz nagrodę:

OBOWIĄZKOWA !!

O, nie! Co to to nie! Aż tak zboczona nie jestem.
I przypomniała nam „gest Kozakiewicza”:

Gest Kozakiewicza

Reputacja w gruzach

Reputacja w gruzach

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    1 sierpnia 2024

Lepsze jest wrogiem dobrego. Niby wszyscy to wiedzą, ale co z tego, skoro każdy woli przekonać się o tym osobiście, podobnie jak o prawdziwości tezy, jakoby pieniądze nie dawały szczęścia? U nas, to znaczy – w naszym nieszczęśliwym kraju – zgodnie z przepowiednią wicepremiera i ministra finansów w poprzednim vaginecie Donalda Tuska, poddanego brytyjskiego z pierwszorzędnymi korzeniami „Jacka” Vincenta Rostowskiego – „piniędzy nie ma – i nie będzie” – i dlatego właśnie nasz nieszczęśliwy kraj jest taki nieszczęśliwy. Ale „piniędze” to nie wszystko, bo oprócz „piniędzy” liczy się także reputacja.

Co prawda reputacja w wielu przypadkach zależy od „piniędzy” – o czym nie wiedzą nasze snoby, które – za poduszczeniem Judenratu, który obficie napawa ich michnikowszczyną – martwią się, co też powiedzą o nich w Paryżu i z tego zmartwienia próbują się dostroić do obyczajów, jakie w ich mniemaniu panują w „wielkim świecie”. Oczywiście w „wielkim świecie” panują obyczaje całkiem inne, niż myślą warszawscy światowcy. Na przykład moja córka, która w wieku kilkunastu lat, a więc w okresie „burzy i naporu” pojechała do Los Angeles, po powrocie oświadczyła ze zdumieniem, że Ameryka jest krajem ludzi religijnych. – Ano tak – powiedziałem. – Świat wygląda całkiem inaczej, niż sobie to wyobrażają warszawscy światowcy. Bo na przykład w Paryżu, zwłaszcza w niektórych kręgach, znakomitą reputacją cieszą się osoby, które mogą zapłacić za szampana, w już niebywałym prestiżem otaczane są osoby, które nie tylko mogą zapłacić za szampana, którego same wypiją, ale w dodatku – za szampana, którego postawią swoim gościom. Pamiętam, jak szansonistki w „Rasputinie”, gdzie byłem pikolakiem, wyśpiewywały smętną pieśń „Jeruszalaim” dla kilku żydowskich nababów, którzy zafundowali całemu personelowi restauracji szampana i to nie byle jakiego, tylko najdroższego Dom Perignon. „Byli czasy – przed wojną – panietego” – jak pisał Gałczyński w nieśmiertelnym poemacie „Tatuś”.

Ale niekiedy prestiż nie jest uzależniony od „piniędzy”, tylko od obserwowania pewnego poziomu w zachowaniu, zwanego kiedyś „kindersztubą”. Odnosi się to również do polityki, chociaż w miarę demokratyzacji życia politycznego ma to coraz mniejsze znaczenie – ale jednak ma. Jak wiadomo, „hipokryzja jest hołdem, który występek składa cnocie” – pisał Franciszek ks. de La Rochefoucauld, toteż nad demokratyzującym się życiem politycznym unoszą się gęste i duszące opary obłudy, znacznie groźniejsze od wszelkich gazów cieplarnianych.

Ot na przykład prezydent Józio Biden, który – kiedy już nie udało się mu załatwić Donalda Trumpa za pośrednictwem niezawisłych sądów – na kilka dni przed zamachem chlapnął, że trzeba by go „wziąć na celownik”. Po zamachu jednak najwyraźniej przestraszył się własnej odwagi i zaczął kręcić, że został źle zrozumiany, że chodziło mu o coś zupełnie innego – i tak dalej. Tymczasem dla kumatych tajniaków wzięcie na celownik kojarzy się jednoznacznie – no i teraz FBI dopiero będzie miało zgryzotę, co zrobić z tym całym śledztwem przeciwko agentom Secret Service.

Toteż wydawało się, że chociaż Donald Tusk w ramach podmianki na pozycji lidera sceny politycznej naszego bantustanu został wyznaczony przez Reichsfuhrerin Urszulę von der Leyen na stanowisko tubylczego premiera – co pan prezydent Duda nolens volens przyklepał – jakimś szczątkowym prestiżem się cieszy, chociaż każdy zdaje sobie sprawę, że uprawianie jakiejkolwiek prawdziwej polityki ma on surowo zakazane, bo jego zadaniem jest przeprowadzenie w Polsce dintojry i przygotowanie w ten sposób terenu pod Generalne Gubernatorstwo. Jak pamiętamy, Donald Tusk wziął do swego vaginetu na chłopaków od brudnej roboty dwóch osobników: pułkownika Bartłomieja Sienkiewicza, którego największym jak dotąd wyczynem było podpalenie budki strażniczej przed rosyjską ambasadą i pana Adama Bodnara z czarnym podniebieniem, który został fuchę ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.

Pan Sienkiewicz wprawdzie przy pomocy „silnych ludzi” powyrzucał z gabinetów dotychczasowych szefów rządowej telewizji i wprowadził tam jakieś swoje kreatury, żeby głosiły chwałę Tuska Donalda i krytykowały „dobrą zmianę” – ale zrobił to nader po chamsku, więc gwoli ratowania resztek prestiżu Donald Tusk musiał spuścić go z wodą do luksusowego przytułku dla „byłych ludzi” w Brukseli, żeby swoją obecnością nikogo nie dźgał w oczy.

Pan Bodnar krzątał się tymczasem wokół dintojry, ale starał się być ostrożny, co na premiera Tuska ściągnęło niezadowolenie Naszego Złotego Pana z Berlina. Podczas gospodarskiej wizyty w Warszawie musiał zmyć głowę Tusku Donaldu i przykazał mu zwiększyć tempo dintojry. Premier Tusk musiał podkręcić pana Bodnara, a z kolei ten musiał podkręcić swoich bodnarowców – no i się zaczęło.

A zaczęło się od tego, że zaraz na początku funkcjonowania vaginetu Donalda Tuska siepacze pojmali niejakiego pana Tomasza Mraza, który jest podejrzany o rozmaite nieprawości, ale ma status świadka, bodajże koronnego i z tego powodu ma przyznaną przez bezpiekę specjalną ochronę. Taki świadek koronny, dążąc do uniknięcia stryczka, zezna wszystko, co mu tam siepacze każą i dlatego przyssał się do niego Wielce Czcigodny pan mecenas Roman Giertych. Pan mecenas – oczywiście Wielce Czcigodny – zapewne ma nadzieję, że umiejętnie wykorzystując pana Mraza, który podobno zawczasu wszystko sobie ponagrywał, wytarza w smole i pierzu nie tylko znienawidzonych PiS-iaków, ale nawet samego Kaczora, któremu najwyraźniej nie może darować przerwania pięknie zapowiadającej się kariery politycznej, kiedy to ona mecenas w roku 2007 lansował na stanowisko premiera pana Janusza Kaczmarka, który wkrótce został przyłapany, jak o północy, na 40 piętrze hotelu „Marriot” w Warszawie, składał meldunek sytuacyjny swojemu prawdziwemu przełożonemu, panu Ryszardowi Krauzemu. Nawiasem mówiąc, później panu Krauzemu zaczęły się psuć interesy, więc na wszystkie miejsca przez niego wcześniej zajmowane wprowadzony został syn pana generała Marka Dukaczewskiego i w ten sposób wszystko zostało w rodzinie, znaczy się – przy starych kiejkutach.

Pan Mraz nawija zgodnie ze społecznym zapotrzebowaniem i w ten sposób zarówno pan mecenas – oczywiście Wielce Czcigodny – Roman Giertych, jak i pan Adam Bodnar, ciułają sobie materiały na dintojrę. Kiedy jednak Nasz Złoty Pan nakazał dintojrę przyspieszyć, uderzono w czynów stal. Sejm uchylił immunitet panu Marcinowi Romanowskiemu, któremu prokuratura postawiła chyba więcej zarzutów, niż liczy sobie lat. No ale jak oskarżać, to oskarżać; w tej mnogości zawsze coś tam się przylepi. Pan Romanowski nawet zgłosił się do prokuratury, ale że był to piątek po południu, to nikt nie miał tam do niego głowy, bo wiadomo, że weekend jest po to, by wypić i zakąsić, a nie wysłuchiwać jakichś tam krętactw.

Żeby jednak nie przewróciło mu się w głowie, ABW w poniedziałek z samego rana go „złapała”, zakuła w kajdany, a poza tym kazała mu się rozebrać do naga. No cóż; sodomczykowie z ABW też muszą mieć jakieś przyjemności, bo w przeciwnym razie służba chyba by całkiem im obrzydła.

Słowem – wszyscy dobrze chcieli. Jednak przysłowie mówi, że jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy. W tym triumfalnym zamieszaniu nikt nie zauważył, że pan Romanowski, oprócz tubylczego immunitetu, ma jeszcze immunitet członka Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Kiedy zwrócił na to uwagę jego adwokat, bodnarowcy, a zwłaszcza najbardziej pełnomocny spośród nich, niejaki pan Korneluk, machnął na to lekceważąco ręką. Pewnie jego starsi kuzyni nie takich sadzali na nodze od stołka. Zresztą – jaki tam znowu immunitet, skoro sam Nasz Złoty Pan kazał, a pan minister Bodnar zatwierdził przyspieszenie dintojry? Na wszelki jednak wypadek obstalowano „ekspertyzy” u zaufanych naukowców, geniuszów podlaskich. Ci powinność swej służby zrozumieli i sporządzili opinie, że ten immunitet jest aktualny tylko gdy Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy obraduje. Jak nie obraduje, to żadnego immunitetu nie ma. I na takim nieubłaganym gruncie stanęła cała niezależna prokuratura. Nawiasem mówiąc, ten cały pan Korneluk, uwijał się wedle zorganizowania niezależnych prokuratorów w pas transmisyjny w postaci organizacji „Lex Super Omnia”, co się wykłada, że prawo ponad wszystko. Ale chyba nie tylko ono – bo honorowym członkiem tej organizacji jest pan Włodzimierz Cimoszewicz i pan Aleksander Bentkowski. Co łączy obydwie te postacie? Ano to, że i jeden i drugi figurował na „liście Macierewicza” w charakterze konfidenta bezpieki. To już chyba wszystko jasne; najwyżej można by jeszcze narysować obrazek.

I kiedy wydawało się, że niezawisły sąd przyklepie co najmniej 3 miesiące aresztu wydobywczego dla pana Romanowskiego, odezwała się Rada Europy żądając natychmiastowego jego zwolnienia. Zapanowało zamieszanie, no bo z jednej strony i pan Korneluk i pan Bodnar, ale z drugiej – Rada Europy, która żadnemu z tych dwóch dygnitarzy nie podlega. Toteż Donald Tusk, który zrozumiał, że posługując się Kornelukami i Bodnarami, tylko patrzeć jak będzie porównywany z ugandyjskim dyktatorem Idi Aminem Dadą. W rezultacie o północy w niezawisłym Sądzie Okręgowym na Mokotowie, do którego został ciupasem dostarczony pan Romanowski, zapadła w podskokach decyzja, by go natychmiast uwolnić – i tak się stało.

Tymczasem Wielce Czcigodny pan mecenas Giertych najwyraźniej o tej decyzji Donalda Tuska nie wiedział. Myślał, że wszystko będzie jak zawsze i nawet wygłosił stosowną opinię – a tu taka siurpryza! Toteż zaraz wygłosił opinię przeciwną, piętnując przy okazji ignorancję, która iuris nocet. Ale chyba nie tylko o tej decyzji Donalda Tuska Wielce Czcigodny pan mecenas Giertych nie wiedział. Oto na kilka dni przed feralnym głosowaniem nad ustawą o depenalizacji aborcji, w niemieckim portalu „Onet” ukazała się publikacja, że mimo zmiany rządu i Prokuratora Generalnego, prokuratura w Lublinie jak gdyby nigdy nic prowadzi śledztwo w sprawie Polnordu, z którego Wielce Czcigodny pan mecenas miał sobie sprywatyzować prawie 100 milionów złotych, a w dodatku jest on tam jako podejrzany. Wygląda na to, że Donald Tusk na wszelki wypadek nie odciął Wielce Czcigodnego pana mecenasa od stryczka. Wyobrażam sobie, jakie ta wiadomość musiała zrobić na nim wrażenie. Janusz Wilhelmi jeszcze za komuny przestrzegał przed uleganiem pierwszym odruchom – bo mogą być uczciwe. Nie wiem, czy Wielce Czcigodny pan mecenas o tej przestrodze słyszał – ale chyba nie, bo podczas głosowania – (jak wy mi tak, to ja wam tak) ostentacyjnie nie głosował, wskutek czego ustawa o depenalizacji aborcji nie przeszła, a na głowę Donalda Tuska runął jazgot rozwścieczonych amatorek dzieciobójstwa, przed którym, gwoli utrzymania higieny psychicznej, na kilka dni wyjechał do słodkiej Francji, gdzie mimo wszystko, siłą inercji traktują go nadal z pewną rewerencją.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Lider palestyńskiego Hamasu Ismail Hanije zginął w izraelskim zamachu – w Teheranie.

Lider palestyńskiego Hamasu Ismail Hanije zginął w zamachu

Lider palestyńskiego Hamasu Ismail Hanije zginął w zamachu

Jeszcze wczoraj Ismail Haniyeh (w środku z ręką podniesioną w geście zwycięstwa brał udział w zaprzysiężeniu prezydenta Iranu

Irańska Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej poinformował w środę w oświadczeniu, że przywódca Hamasu Ismail Hanije został zamordowany w stolicy Iranu, Teheranie – podały irańskie media państwowe. Wraz z liderem Hamasu zabity został także jego ochroniarz.

Palestyńska organizacja terrorystyczna Hamas potwierdziła, że jej przywódca Ismail Hanije zginął w stolicy Iranu. Jak podano, śmierć nastąpiła w wyniku „syjonistycznego” ataku, jak Hamas nazywa rząd Izraela.

Zabójstwo przywódcy Hamasu w Iranie jest „tchórzliwym aktem, który nie pozostanie bezkarny” – podała telewizja Hamasu, Al-Aksa, cytując wysokiego rangą przedstawiciela tego ugrupowania.

Nie żyje także dowódca wojskowy Hezbollahu Fuad Szukr

W odwetowym nalocie Izraela na stolicę Libanu Bejrut zginął również Fuad Szukr, główny dowódca wojskowy Hezbollahu. Poinformowała o tym późnym wieczorem izraelska armia. Wyższy urzędnik izraelski powiedział agencji Bloomberga, że na razie nie należy oczekiwać dalszych uderzeń Izraela.

Szukr był też poszukiwany przez władze USA za sprawowanie kierowniczej roli w zamachu bombowym na koszary amerykańskich żołnierzy w Bejrucie w 1983 r. Zginęło w nim 241 amerykańskich i 58 francuskich żołnierzy. USA za pomoc w ujęciu Szukra oferowały nagrodę w wysokości do 5 mln dolarów.

Liban: w ataku na Bejrut zginęły trzy osoby, 85 rannych

Według libańskiego ministerstwa zdrowia we wtorkowym ataku na przedmieścia Bejrutu zginęły trzy osoby, a 85 zostało rannych, z czego pięć jest w stanie krytycznym.

Nad będącymi bastionem Hezbollahu południowymi przedmieściami Bejrutu unoszą się kłęby dymu (zdjęcie ilustracyjne)

Izraelski odwet na Hezbollahu za sobotni atak na Madżdal Szams był wcześniej zapowiedziany. Według władz w Jerozolimie i Waszyngtonie za uderzeniem bezsprzecznie stał Hezbollahu, jednak libańska organizacja odrzuca swoją odpowiedzialność za atak.

Anonimowe źródła izraelskie, cytowane w mediach, podkreślały jeszcze przed wtorkowym nalotem, że celem odwetu nie jest wywołanie pełnowymiarowej wojny.

Hezbollah przekazał przez pośredników, że grupa nie podporządkuje się płynącym ze świata apelom o nieodpowiadanie na izraelski odwet i rezerwuje sobie prawo do reakcji na atak – napisał dziennik „Haarec”.

Zaszufladkowano do kategorii Wojna | Otagowano

535 lat ołtarza Wita Stwosza w Krakowie. Oszust i amerykański żołnierz na usługach Matki Najświętszej.

Oszust i obcy żołnierz na usługach Matki Najświętszej.

25 lipca, 2024 Karolina Maria Paprocka merkuriuszhistoria/historia-oltarza-wita-stwosza

535 lat ołtarza Wita Stwosza w Krakowie

Wiedziała, że nadchodzi ostatnia godzina. Anioł Jej powiedział. Była spokojna. Czekała. Razem z Nią czuwało Dwunastu – najbliżsi Jej Syna. Zaczęła tracić siły. Jakub stał najbliżej: podtrzymał Ją, gdy osuwała się na ziemię. Ten, który był z tyłu roztoczył nad nimi baldachim dramatycznie rozczapierzonych rąk. Piotr wpatrywał się w księgę. Na jego twarzy rysowało się przerażenie. Ci, którzy stali nieco dalej – nie patrzyli na nich. Wbili wzrok w Niebo.

Tyle średniowieczna legenda. Legenda, którą czułe dłonie mistrza wyrzeźbiły w lipowym drzewie, ściętym w Niepołomickiej Puszczy. 25 lipca 1489 roku w kościele Mariackim stanął najcenniejszy pentaptyk, jaki kiedykolwiek istniał na polskiej ziemi, jeden z największych i najważniejszych ołtarzy Europy. Część centralna przedstawia scenę Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny a boczne skrzydła – po dwie pary ruchomych i nieruchomych – ozdobione są płaskorzeźbami przedstawiającymi sceny od spotkania dziadków Jezusa, Anny i Joachima, aż do Zesłania Ducha Świętego. Ponad wszystkim widzimy Wniebowzięcie i Ukoronowanie.

Zobacz gigapanoramę ołtarza mariackiego dłuta Wita Stwosza

Twórca dzieła

Niewiele o nim wiemy. Pochodził z Niemiec, ale naukę pobierał w kilku ośrodkach, u niejednego nauczyciela. Dużo późniejszy obraz czy drzeworyt przedstawiają bardzo dojrzałego mężczyznę z długą brodą. Tymczasem Wit Stwosz w momencie przybycia do Krakowa w 1477 roku był młody, miał 30 lat i niedawno się ożenił. Zamieszkał przy ul. Grodzkiej 39. Na świat przychodziły kolejne dzieci. Pracował intensywnie – po 12 latach dzieło było gotowe. Nie ma żadnych dowodów, by odwiedzał prosektorium – wówczas miejsce zakazane. Wiele jednak wskazuje na to, że jednak odwiedzał: zbyt dobrze znał anatomię ludzkiego ciała.

Na polskiej ziemi wykonał jeszcze kilka nagrobków. Potem wrócił w rodzinne strony, do Norymbergi.

Duma, strach, nadzieja i radość

To był ogromny wysiłek finansowy. Rajcy krakowscy podejmując decyzję o zamówieniu musieli przeznaczyć na nie równowartość rocznego budżetu miasta. Ołtarz wprawdzie był potrzebny, bo poprzedni uległ zniszczeniu na skutek zawalenia się sklepienia świątyni – ale oni zdecydowali się na coś wyjątkowego, co miało budzić zachwyt i umacniać wiarę.

Dzieło spełniło wszystkie pokładane w nim nadzieje. Na szczęście pożary omijały kościół Mariacki. Lata mijały, a krakowianie cieszyli się widokiem ołtarza. Był ich dumą. Do czasu, aż ciemne chmury zawisły na miastem, nad Polską, nad światem.

Zdając sobie sprawę ze złodziejskich planów hitlerowskich Niemiec polski naukowiec, prof. Karol Estreicher, czynił jeszcze przed wojną starania, by ołtarz zdemontować i wywieźć w bezpieczne miejsce. Niestety, kiedy pozwolono mu podjęć działania – było już za późno. Skrzynie z figurami i płaskorzeźbami transportowano do Sandomierza – dotarły tam 1 IX 1939 roku. Zaskoczeni Niemcy zobaczyli w prezbiterium kościoła Mariackiego pustą, zasłoniętą skrzynię ołtarzową. Ponieważ równocześnie stwierdzili brak arrasów na Wawelu, drugiego obok ołtarza głównego celu ich „kulturalnych zabiegów”, rozpoczęły się aresztowania. W tej sytuacji kardynał Adam Sapieha podjął słuszną decyzję: aby ratować życie ludzi zdradził, gdzie znajduje się wywieziony skarb. Tym bardziej, że zdemontowane elementy ołtarza były tak duże, iż nie znaleziono miejsca, by je skutecznie ukryć. Było kwestią czasu, kiedy okupant trafi na skrzynie. W tym czasie Karol Estreicher udał się na emigrację, najpierw do Francji a po jej upadku do Anglii. Stamtąd kierował skomplikowaną akcją wywiadowczo – dyplomatyczną, aby nie stracić kontroli nad miejscem przetrzymywania dzieła.

A tymczasem Niemcy stoczyli między sobą małą wojenkę o ołtarz. Dla nikogo nie przedstawiał on wartości jako przedmiot kultu religijnego i nikt nie zamierzał się przed nim modlić. Chodziło o cenne dzieło sztuki. Gubernator Hans Frank zabiegał, by ołtarz pozostał „u niego”, czyli w GG. Berlin też zgłosił swoje pretensje. Ale Adolf Hitler zdecydował, że największe prawa ma Norymberga – a skoro wódz tak chciał, to tak się stało. Paradoksalnie, ta decyzja uratowała arcydzieło. Ogromne gabaryty nie pozwoliły na swobodne eksponowanie go, dlatego został złożony w podziemiach góry zamkowej, w schronie w którym znajdowało się wiele wojennych łupów. Z oddali trzymał rękę na pulsie prof. Estreicher. Do akcji wkroczył, gdy wojna dobiegła końca i należało z Amerykanami ustalić zwrot ołtarza. Ta historia miała wiele dramatycznych zwrotów akcji i niewątpliwie jest gotowym scenariuszem filmowego przeboju. Ostatecznie 30 IV 1946 roku ołtarz wrócił tam, skąd nigdy nie powinien zostać zabrany.

Nie wiemy, jak reagowali wierni w 1489 roku, gdy zobaczyli gigantyczną nastawę ołtarzową autorstwa Wita Stwosza: żaden kronikarz nie opisał emocji, które towarzyszyły mieszkańcom Krakowa. Ale wiemy, co działo się w 1946 roku. Ludzie stali, klęczeli i płakali. Wnętrze świątyni wypełniała modlitwa.

Właściwie ta historia powinna w tym momencie dobiec końca. Bo wszystko jest już na swoim miejscu. Konserwatorzy zabytków czynią od kilkudziesięciu lat swoją powinność – z wielkim sercem i z wykorzystaniem najnowszych osiągnięć nauki. Bazylikę nawiedzają tłumy turystów i podziwiają ołtarz w świetle przenikającym przez kościelne witraże. A u stóp zasypiającej Matki Najświętszej ludzie wierzący oddają swoje sprawy Bogu. Ale jestem Ci winna, drogi Czytelniku, prawdziwe zakończenie. Jedno – sprzed wieków. I drugie – sprzed kilku zaledwie lat.

Tożsamość oszusta

Niewiele o nim wiemy, ale to, co wiemy, nie jest łatwą wiedzą. Tak, tytułowym oszustem był sam Wit Stwosz. Genialny artysta, któremu sztuka jakby nie wystarczała. Zajmował się jeszcze handlem. Z Krakowa wyjechał bogaty, zdobył swój majątek uczciwie, pracą rzeźbiarza i kupca. Ale w Norymberdze… jego grób, zachowany do dziś, jest skromnym kamiennym sarkofagiem na cmentarzu, pod gołym niebem. Złożono w nim doczesne szczątki człowieka, którego łaska możnych tego świata uratowała przed karą śmierci za oszustwo i podrobienie podpisu. Został jedynie… napiętnowany przez przypalenie policzków. Tak skończył ten, którego nazwiska nie znają niemieckie dzieci, za to w Polsce słyszał o nim każdy, nawet przedszkolak.

Tożsamość żołnierza

Był niewinny. Nazywał się Curtis Dagley i miał 18 lat i był Amerykaninem. Konwojował wraz z innymi żołnierzami pociąg, w którym do Polski wracały po II wojnie światowej zrabowane dzieła sztuki. Między innymi ołtarz. Komunistyczne władze udawały, że zachowują pozory – ale nawet udawanie wdzięczności i gościnności nie za bardzo im wychodziło. Przyjazd pociągu zbiegł się z obchodami 1-go Maja i 3-go Maja. Obawiano się manifestacji patriotycznych, zresztą słusznie. Ktoś musiał być winny wydarzeniom krakowskim wiosną ‘46 roku. Padło na niego. Reszta odjechała, on pozostał: w najcięższym więzieniu, więzieniu św. Michała, pozbawiony prawa do spacerów, łaźni i zmiany munduru. Taka czerwona sielanka dla młodego bohatera, żeby na zawsze pamiętał, że komunizm jest największym szczęściem na świecie. Strona amerykańska walczyła o jego uwolnienie – ostatecznie udało się dzięki operacji wymiany więźniów. Siedemdziesiąt lat czekał na uwolnienie z zarzutów – bo ani PRL-u, ani III RP nie było wcześniej stać na sprawiedliwość. Bogu i Maryi należy jedynie dziękować, że choć jako sędziwy człowiek tego doczekał.

W kościele Mariackim chłód, choć o ciszy można jedynie pomarzyć. Służby porządkowe próbują rozdzielić modlących się od zwiedzających. Do wnętrza płynie rzeka ludzi. Aby podejść pod ołtarz trzeba uiścić opłatę. Za możliwość robienia zdjęć kolejną. Zgiełk potęgują żebracy, przewodnicy, handlarze świętymi i nieświętymi pamiątkami. Średniowieczny harmider i współczesny galimatias.

Potrzeba sporego wysiłku albo duchowej wielkości, aby móc oddać się skupieniu i modlitwie. Ale ponad wszystkim jest Ona: omdlewająca jak przed wiekami, jak w średniowiecznej legendzie, uchwycona w ostatniej scenie ziemskiego żywota i zachowana w drewnie przez wielkiego mistrza: Najświętsza Maryja Panna.

Paul Craig Roberts: Stany jakie znałem trafiły na śmietnik historii

Paul Craig Roberts: stany jakie znałem trafiły na śmietnik historii

Skąd wzięła się klasa przywódcza Ameryki?

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 31
 
READ IN APP
 

Kamala Harris mówi, że zebrała 230 000 000 dolarów na kampanię od bogatych amerykańskich liberałów. Dlaczego bogaci amerykańscy liberałowie są tak zdeterminowani, aby Kamala została prezydentem Stanów Zjednoczonych?

Jednym z powodów może być to, że w przeciwieństwie do Trumpa, jest ona podatna na kontrolę, co oznacza, że ​​bogaci wybierają osoby kierujące się własnymi interesami.

Ale czy tak jest? Demokraci mają dwa cele: jeden to normalizacja i legitymizacja seksualnej perwersji. Drugi to otwarte granice. Mówiąc inaczej, Demokraci są oddani przekształcaniu tradycyjnej Ameryki w wieżę Babel oraz ulepszenie Sodomy i Gomory.

Czy służy to interesom bogatych liberałów poza zapewnieniem im klasy służących?

Głównymi beneficjentami są zboczeńcy seksualni i imigranci-najeźdźcy.

Czy bogaci liberałowie wolą, aby ich geny nie były przekazywane dalej, ponieważ ich transseksualne dzieci nie są zdolne do prokreacji i stają się bezpłodne z powodu szczepionek na COVID-19 i różnych inhibitorów testosteronu, które nawet młodym mężczyznom uniemożliwiają osiągnięcie naturalnej erekcji?

Ich polityka sugeruje, że interesy bogatych liberałów różnią się od interesów ich spadkobierców, przyszłości ich kraju i ich szacunku do samych siebie. Wszystko, w co zaangażowani są bogaci liberałowie – różnorodność, równość i integracja, globalne ocieplenie, globalizm, Wielki Reset WEA – podważa ich zaangażowanie w swój kraj. Bogaci liberałowie postrzegają Amerykę jako zasób, który należy wykorzystać w imię „większych planów”.

Skąd więc wzięła się klasa przywódcza Ameryki?

Pochodzi od Żydów. Sekretarz Skarbu jest Żydem. Sekretarz Stanu jest Żydem. Sekretarz Bezpieczeństwa Wewnętrznego jest Żydem. Finanse, media, Hollywood i rozrywka są w rękach Żydów. Jak Netanjahu powiedział wczoraj Kongresowi, każdy Żyd jest syjonistą, obrońcą Izraela. A każdy Amerykanin, który nie jest obrońcą Izraela, jest antysemitą. John V. Whitbeck opisuje całkowite upokorzenie „dumnej Ameryki” na kolanach całującej stopy Netanjahu. Całkowicie podbity kraj, którego pokłon jest okazywany 58 owacjami na stojąco. https://www.counterpunch.org/2024/07/25/american-obeisance/

W dzisiejszej Ameryce pozostali patrioci to „Trump deplorables”. Są pogardzani przez elitę i lewicę i uważani za białych suprematystów, zagrożenie dla demokracji i insurekcjonistów. FBI umieszcza ich nazwiska na listach obserwacyjnych i wnosi fałszywe oskarżenia przeciwko tym, którzy uczestniczyli w wiecu Trumpa 6 stycznia.

Demokraci, którzy usunęli Bidena ze sceny, są gotowi ukraść listopadowe wybory. Demokraci w stanach wahających się zalegalizowali i zinstytucjonalizowali mechanizmy kradzieży, których użyli do kradzieży wyborów krajowych w 2020 i 2022 roku. Na przykład Sąd Najwyższy stanu Wisconsin uchylił zakaz wrzucania ulotek, umożliwiając w ten sposób, aby nieważne głosy stały się częścią liczenia głosów. Duża liczba takich praktyk, które umożliwiają oszustwa wyborcze, jest teraz legalna w stanach wahających się.

Demokraci nie mogli ukraść wyborów z Bidenem jako kandydatem, ponieważ nikt nie uwierzyłby, że wygrał. Biden został odsunięty. Teraz sondaże są fałszowane, pokazując, że Kamala prowadzi z Trumpem o 3 punkty. Sfałszowane sondaże tworzą publiczną wiarygodność zwycięstwa Kamali. Gdyby Demokraci nie zamierzali ukraść wyborów, nie zalegalizowaliby mechanizmów kradzieży w kluczowych stanach.

Społeczeństwo zaakceptowało ostatnie dwa skradzione wybory krajowe i zaakceptuje trzecie. Ludzie tak beztroscy nie mają szans na zachowanie swojej wolności i odpowiedzialności rządu. Biorąc pod uwagę amerykańską beztroskę, można się zastanawiać, czy głosujący obywatele i Partia Republikańska zdają sobie sprawę, że jeśli Demokraci wygrają wybory, mając tak wiele do zaoferowania Trumpowi, skutkiem będzie umocnienie Uni-Partii (mafijnego konglomeratu republikańsko-demokratycznego). Republikański establishment dojdzie do wniosku, że jedynym sposobem, w jaki partia może konkurować z Demokratami, jest lepsze reprezentowanie interesów rządzącej elity. Odtąd nie będzie już Trumpów. Unipartia będzie reprezentować wyłącznie rządzącą elitę.

Jeśli Trump zostanie wybrany pomimo prób Demokratów, by ukraść wybory, co może zrobić? Czy znajdzie ludzi chętnych zaakceptować ryzyko pomocy mu w odbudowie Ameryki? Czy tacy ludzie mogą uzyskać zatwierdzenie na stanowisku przez Senat? Czy Trump przetrwa kolejne cztery lata ataków mediów, FBI, CIA i jego nominatów? Czy Trump przetrwa zamach? Z całą pewnością Trump nie może polegać na ochronie Secret Service.

Jasne jest, że Ameryka jest podzielona bardziej zdecydowanie niż przez cła, które doprowadziły do ​​tak zwanej „wojny domowej”. Wszystkie relacje w amerykańskim społeczeństwie zostały nadszarpnięte przez liberalną lewicę. Feminizm sprawił, że kobiety stały się niechętne, a nawet wrogie mężczyznom. W konsekwencji mężczyźni nie mogą ufać kobietom. Rodziny, podstawa społeczeństwa, są osłabione. Poziom testosteronu u mężczyzn spadł tak bardzo, że nie mogą nawet wdać się w bójkę w barze dla wieśniaków.

Republikanie wskazują na fundusz wyborczy Kamali, który zapewniają bogaci amerykańscy liberałowie, i proszą swoich zwolenników z klasy robotniczej o pomoc w finansowaniu wyborów Trumpa. Niedopasowanie zasobów między demokratycznymi miliarderami a republikańską klasą robotniczą „godną pożałowania” jest niezwykłe. Należy jednak zauważyć, że dla obu partii wybory są kwestią tego, która ma najwięcej pieniędzy.

To znak, że kraj jest skończony, rozwiązany i odsunięty od egzystencji.

Turpizm moralny, czyli etyka brzydoty nowego świata

dziennikzarazy Jerzy Karwelis

Miałem to puścić dopiero w sierpniu, ale jako że wypadł nam z telewizji kolejny odcinek „Pogromców Mitów” (z powodu relacji z obchodów Powstania), to puszczę ten temat wcześniej niż myślałem. Poza tym temat się brzydko starzeje i warto jeszcze zdążyć, zanim się kompletnie zaśmierdzi.

———————–

No dobra, wszyscy o tym, co tam się w czasie otwarcia Igrzysk porobiło, a więc i ja też. Z tym, że – jak zwykle – z czasowym dystansem, kiedy to już wszystko co bieżące zostało powiedziane. Ale pora wrócić do tego, wydaje się, że zgrzanego tematu, by wyciągnąć – skoro z dystansu czasu – wnioski natury bardziej ogólnej.

Temat imprezy na otwarcie Igrzysk w Paryżu zdominował, a wielu zepsuł, cały weekend. Katolicy marnowali czas na oburzenia, zaś legiony paputczyków narracji masowego gaslightingu (o tym za chwilę) też nie próżnowali. Znowu mieliśmy gównoburzę, kolejny akt pozornych wzmożeń emocjonalnych, z których powoli składa się nasza widzialna, czyli medialna, rzeczywistość.

Wyrównajmy wiedzę

Najpierw, jak to się mówi, wyrównajmy wiedzę, czyli ustalmy fakty i ich kontekst. W medialnym obiegu ostały się u nas z tej imprezy ze trzy tematy: obrazoburcza parodia „Ostatniej Wieczerzy”, piosenka „Imagine” Lennona, oraz – tu wątek polski – słowa redaktora Babiarza, za które wyleciał z telewizji. Zacznijmy od końca, czyli Lennona. Tu, jako się rzekło, w polskim komentariacie, sprawa poszła na ostro. Piszę „w polskim”, bo bez casusu Babiarza sprawa by przeszła bez zauważenia, tak jak to było w innych „niebabiarzowych” krajach. Po prostu puszczono piosenkę, którą puszcza się często, nie specjalnie chyba znając jej kontekst, a pewnie i treść. Zauważono jednak za granicą nie komentarz redaktora do piosenki, ale skandaliczną reakcję jego pracodawców. Redaktor Przemysław Babiarz, relacjonujący imprezę otwarcia skomentował to słowami „Świat bez nieba, narodów i religii. To jest wizja pokoju, który ma wszystkich ogarnąć. To jest wizja komunizmu, niestety”.

Rozpętało się zaraz polskie piekiełko, choć nie bardzo wiadomo o co kaman, gdyż sam autor piosenki powiedział o niej w książce „Lennon and McCartney: Together Alone”: „to właściwie manifest komunistyczny, chociaż nie jestem komunistą i nie należę do żadnego ruchu”. Rzucili się wyjaśniacze, którzy przekonywali „co autor miał na myśli”, oczywiście w imieniu autora, który przecież potwierdzał tezę Babiarza. Czego tam nie było, a to że Lennon nie deklarował się jako komunista (jakby tylko komunista mógł napisać manifest), aż do tego, że to wzięte z jakiegoś… modlitewnika, o czym głupi Babiarz, a zawłaszcza durne katole, oczywiście nie wiedzieli. No, bo tych katoli to też trzeba uczyć ich własnej religii, bo wszystko, co o niej wiedzą, to od Rydzyka przecież pochodzi.

No, ja bym z chęcią chciał zobaczyć modlitewnik kwestionujący potrzebę istnienia religii. To musi być ciekawy zapis, ciekawej… religii. Do tego padały argumenty, że taki Babiarz jest od komentowania sportu, jak trąba od pierdzenia i nie ma prawa odzywać się w innych sprawach. Czemu więc dano go do komentowania imprezy otwarciowej, która najmniej z dotychczasowych miała do czynienia ze sportem, zaś z ideolo – a owszem?

Osobna sprawa to reakcja TVP na skandal z Babiarzem. Tak, skandal, bo cytuję słowa oficjalnego oświadczenia telewizji „czystej wody”, motywujące zawieszenie redaktora. Oto fragment: „Informujemy, że po wczorajszych skandalicznych słowach Przemysława Babiarza, został on zawieszony w obowiązkach służbowych i nie będzie komentował zmagań podczas Igrzysk Olimpijskich.” Czyli skandal polegał na powtórzeniu tego, co sam autor powiedział o komentowanej własnej piosence? Czyli, gdyby w TVP pracował sam Lennon, to też jego by wywalili? A może Babiarza zgubiło to „niestety”? A może – jak twierdzi redaktor Warzecha – gdyby redaktor powiedział, że to wizja komunizmu nie „niestety”, ale „na szczęście”, to by jeszcze awansował. Śmiem twierdzić, że na bank.

Wyrywnych może ciekawić jednoczesna hipokryzja nowej telewizji, za przeproszeniem publicznej. Oto czytamy w inwokacji do tolerancji, jaką jest początek oświadczenia TVP w sprawie Babiarza: „Wzajemne zrozumienie, tolerancja, pojednanie – to nie tylko podstawowe idee olimpijskie, to także fundament standardów, którymi kieruje się nowa Telewizja Polska. Nie ma zgody na ich łamanie.”

Jakież to wszystko interesujące! Bo rodzą się pytania: o jakim zrozumieniu i tolerancji w stosunku do komunizmu się tu mówi? Czy, jak słyszymy, telewizja, która się trzyma standardów olimpijskich (to jakieś kuriozum) nie wie, że propagowanie komunizmu, jako ustroju totalitarnego jest w Polsce zabronione? Czy lektura artykułu 256 kodeksu karnego komuś tam coś mówi? Tam jest to-to zabronione, nic tam nie ma o tym, żeby to-to tolerować, rozumieć, a także przypisywać do panteonu olimpijskich wartości. Stąd gdyby Babiarz powiedział, że chodzi tu o pochwałę komunizmu „na szczęście”, zamiast nieszczęsnego „niestety”, to mógłby pójść do kicia na do lat trzech. A tak się, cwaniaczek – wyłgał…

DaVinci w okowach dekonstrukcji

Druga sprawa to „Ostatnia Wieczerza”. Pierwszy wątek u nas to był autoprowincjonalny. To znaczy wciskano nam, że przeciwko temu bluźnierstwu paryskiemu protestowali tylko ciemnogrodzcy Polaczkowie, co jest oczywistą nieprawdą. Potem wyskoczył, jak diabeł z pudełka, wątek, że to przewrażliwieni katole widzą wszędzie wszystko co im się kojarzy z obrazą uczuć religijnych, nadymają się protestami przeciwko wyimaginowanym prześladowaniom. Potem wciągnięto jakiegoś malarza. Jak się podniosła fala oburzenia za drwienie sobie z religii, to nagle ktoś (kto?) wyciągnął jak królika z kapelusza Jana van Bijlerta, dopiero w dniu skandalu inkryminowany obraz dodał do profilu malarza na Wikipedii, wskazał na niego, jako źródło inspiracji tej paryskiej hucpy. Ja sobie poczytałem te połajanki do niedouczonych katolików, że nie wiedzą jak wygląda malarstwo, choć stawiam juany przeciwko tęczy, że pouczający o sztuce napominacze nie mieli zielonego pojęcia o istnieniu tego malarza. Dopiero jak się okazało, że można zajść katoli od strony charakterystycznego dla nich obskurantyzmu, zaś zręczne media podpowiedziały o co chodzi, to wszyscy zaczęli gęgać, że to przecież wiadomo było od dawna, zaś obraz trzeciorzędnego malarza wisi w domu każdego kulturalnego mikrocefala, zaś tysiące kopii jest – jak mundurki Putina – do nabycia w każdym sklepie dla wędkarzy. Za rogiem.

Jak się przypatrzeć obu dziełom, to nie ma lotu. Każdy, kto nie widzi nawiązań do „Ostatniej Wieczerzy” Leonarda, zaś widzi podobieństwo u Holendra jest zaślepiony nachalstwem tezy do sprzedania. Musi się przejść do lekarza od oczu. Obraz Bijlerta stylem nawiązuje do „Ostatniej Wieczerzy”, jest jego parodią, przekształconą w konotacje w kierunku mitologii greckiej. Byłby więc – przy fikołku logicznym – paryski wyrzyg parodią parodii, a więc i tak wracałby do swego źródła. Pośrednim dowodem na nawiązanie do DaVinci, a nie do „święta Bogów” jest to, że sama pulchna dj-ka, która robiła za Chrystusa w paryskiej wersji wieczerzy najpierw pochwaliła się, że to jej (ich?) „nowy gejowski testament”, by po aferze swój wpis zamienić na nawiązujący do obrazu Holendra.

Tu ładnie wszystko zagrało. Po raz któryś już. Role są obsadzone, podzielone na inicjatorów i coraz bardziej pożytecznych i coraz mniej idiotów. Ci ostatni są w gotowości – potrzebny tylko temat i tzw. content, by przywalić katolom. I ci, co tym zawiadują podrzucają karmę, na którą rzucają się wygłodzone pieski poprawności politycznej i nowego świata. A że to potem okaże się humbugiem, to już nie jest ważne. To, że się wszyscy dookoła samoskompromitowali w świetle faktów, to nic – ważne, że został powtórzony kolejny raz ten manewr: powolnego odkrajania kolejnego plasterka salami „starego”. Mechanizm jest prosty: najpierw się opluwa takowych, a potem pokazuje palcem na ich reakcję, wykazując, że znowu się miotają w swej niewiedzy i zapalczywości. Biedacy…

Gaslighting masowy

Tak jak ostatnio odkryłem bambizm językowy, tak dziś zauważyłem, że tzw. gaslighting ma nie tylko indywidualny aspekt manipulacyjny, ale, że jest to proceder masowy. Cóż to takiego, ten gaslighting? Polega on na manipulacji, która powoduje, że ofiara tego procederu ma zwątpić we własny osąd i percepcję. Udowadnia się jej, że rzeczywistość jest inna, niż ta postrzegana przez gashligtowanego, co ma doprowadzić do niewiary w siebie i integralność własnego widzenia świata. I, uwaga, robi się to w formie… zatroskania, by uchronić ofiarę od błędów.

Techniki są wielorakie i jeśli się je zobaczy w kontekście nie osobowym, a zbiorowym, to widać, że jesteśmy kształtowani w tę stronę od lat. Oto podstawowe taktyki gaslightingu:

  • Dyskredytowanie — sprawca przemocy może udawać zatroskanie po to, by podważać kompetencje lub możliwości ofiary, np. “Wydajesz się zmęczony. Jesteś pewien, że to odpowiednia praca dla Ciebie i dasz sobie radę?”.
  • Kłamstwa — manipulator nie stroni od kłamstw, a kiedy zostanie przyłapany, będzie szedł w zaparte. Potrafi być na tyle przekonujący, że w końcu ofiara zaczyna kwestionować swoje przekonania i uczucia.
  • Minimalizowanie emocji — jeśli tylko sprawca wyczuje, że ofiara broni się, będzie próbować zarzucić jej, że nie potrafi regulować emocji. Powie wtedy np. “Znowu przesadzasz. Jesteś taki wrażliwy!”.
  • Zaprzeczanie — to jedna z najsilniejszych broni manipulatora. Kiedy dochodzi do konfrontacji, będzie zaprzeczał i dodatkowo wmawiał ofierze, że to coś z nią jest nie tak: “Wszystko sobie wymyśliłaś, nic takiego nigdy nie miało miejsca”.
  • Uderzanie w czułe punkty — manipulator zazwyczaj dobrze zna ofiarę, bowiem sprawcami gaslightingu są najczęściej rodzice, partnerzy albo współpracownicy. Dlatego wie, jakie są jej czułe punkty. To takie tematy, które są dla ofiary szczególnie ważne i które wzbudzają w niej emocje.
  • Izolowanie od innych osób — aby ofiara nie zorientowała się, że jest manipulowana, sprawca może izolować ją od rodziny i przyjaciół. W ten sposób odcina ją od osób, które mogłyby zauważyć, że sprawca stosuje przemoc.

A więc mamy tu wszystko: manipulatorów i ofiary. A pomiędzy nimi całkiem spore i rosnące grono paputczyków, którzy to łykają jak gęsi kluski.

Estetyka turpizmu

Osobną sprawą jest cała impreza otwarciowa. Tu też podział od wniebowziętych zachwytów (np. Iga Świątek), poprzez grono paryskich symetrystów co to trochę za i przeciw, aż po wyklęcie w całości. Dla mnie to popis niestety postępackiego kiczu. Coraz częściej masowe, a zwłaszcza już międzynarodowe imprezy robione „za publiczne” stają się takimi erupcjami kiczu kontrowersyjności. Przypomnę tylko niedawne finały Eurowizji, gdzie mieliśmy wszystko, tylko nie piosenki, za to wykwity jakichś dziwactw i zboczeń. Tu też, w Paryżu, tak samo – baby z rogami, brodami, fajfusy jako tło dla jak najbardziej żywego dziecka, karły, i co tam sobie pani Aniela życzy. Tyle dziwactwa i zboczenia.

Te mają jedyną funkcję – epatować kontrowersją. A tę postępactwo może wywołać tylko nawiązując i dekonstruując istniejące wzorce kultury. Nic więcej. Widać to już od dziesięcioleci, że to się sprowadza tylko do tego. Nowa sztuka już coraz rzadziej wyznacza jakieś kierunki, proponuje coś konstruktywnego. Konstruktywnego, to dobre słowo, bo dzisiejsza sztuka czy wmuszana kultura ma wyłącznie dekonstruktywny charakter, Jest więc pusta w środku. Jest jak pasożyt, który żyje tylko dzięki swemu żywicielowi, zabijając go powoli. I co to żywiciela obchodzi, że w tej samobójczej misji zginie on i pasożyt, skoro wszyscy pójdą do – tu kulturowego – piachu? Mamy więc w zamian nicość, nic, oprócz destrukcji. I tak to jest: w ramach postępu walka klasowa – tu kulturowa – zaostrza się. To naturalne prawo postępactwa: im bliżej zwycięstwa, a skoro nie idzie jak się wymarzyło, to z lupą trzeba już szukać czegoś starego do przełamania, proces zawraca w miejscu i pożera się sam. Tak i tu – „kultura paryska” żyje (jeszcze) tylko dlatego, że nie wszystkie resztki „starego” dało się wyeliminować. A jako, że jest tego coraz mniej w dekadencji niewolników, to czekają nas jeszcze większe wygibasy. Wydaje się, że bardziej już nie można, że osiągnęliśmy już dno, a tu zawsze okazuje się, że ktoś puka od spodu. To nowe.

Trzeba też zaznaczyć, że ludek aspirujący chętnie łapie nowinki pochodzące od elit. A jeśli te są zdegenerowane, to łapią i ten trend. A więc jeśli będziemy jechać z góry dekadencją, to klasa pośrednia (nie średnia, bo ta już wyginęła) podłapie ten trend jako przepustkę do symbolicznego chociażby wzięcia w ręce klucza do drzwi prowadzących do elit. Nawet gdyby to była tylko namiastka i mieli nie wyjść z przedpokoju na salony, będą to podłapywać, ba – nawet w nuworyszowskim zapędzie – eskalować bardziej niż źródło promocji rozpadu.

Ważne tu jest rozróżnienie między dekonstrukcją a destrukcją. Ta pierwsza wygrywa, gdyż proces ma być niezauważalny. Gdyby ktoś zamalował sprejem fresk Leonarda, to można by się było spodziewać jakiejś otrzeźwiającej reakcji. A tak pokpić sobie, to co innego. Tu niczego się (pozornie) nie niszczy. Nadaje się „tylko” inny kontekst, znaczenie dla istniejących już pojęć, ale i wzorców kulturowych. Robi się to krok po kroku, wczoraj wywaliło się Pileckiego, Ulmów i św. Kolbe z muzeów, dziś podstawi grubo-lesbijkę za Chrystusa, a jutro jakieś wyrywne aktywiszcze wysadzi Watykan. I po falce oburzenia znajdą się uzasadnienia dla tego kroku, zrozumienie (jak to co do komunizmu w TVP), wszak to słuszny protest zdesperowanych ciemiężonych przez KK, potem dojdzie już do akceptacji i admiracji.

Co ciekawe ten ruch dotyczy tylko jednej religii. Widać kto jest śmiertelnym wrogiem nowego – słabnący pod tymi ciosami kościół katolicki, bo co do innych chrześcijańskich wiar, to raczej jest już po makale. Ale nie przeszkadza wojujący Islam, inne wiary, jak choćby mocno „elitarny rasowo” judaizm. Tu się nie dotykamy – KK jest najgroźniejszy. A może by tam kto w Paryżu podworował z Islamu? No właśnie, czemu nie? No bo to by się skończyło w sekundę tysiącami Charlie Hebdo i trzeba by było następnego dnia zamknąć światowe święto pokoju. A z katolami to można, bo to potulne bydełko co to nadstawia zawsze drugi policzek, zaś pasterzy ma równie zagubionych co dzieci w lesie.

Obraz przyszłości

Ale pamiętajmy, że paryskie obchody nie spadły nam z nieba. Większość imprez otwarciowych igrzysk (tych zachodnich) wyglądało tak samo. Ja pamiętam jeszcze zimowe w Albertville we Francji, z 1992 roku. Tam jeszcze wyglądało to na ciekawy formalizm a la Cirque du Soleil. Potem było już gorzej. Olimpiada w Barcelonie i jej otwarcie może służyć do straszenia dzieci (najlepiej od 44:00), zaś trudno się oprzeć profetycznej wizji wirusa i „tańca służby zdrowia” w kontekście przyszłej pandemii, w trakcie otwarcia Igrzysk w Londynie (od 47:30).

Idziemy w postępie do ukazywania wizji świata posępnego. Oprócz dziwactw pokazują się wyraźne konotacje satanistyczne, wizje zagłady świata, jakby ożywić obrazy Beksińskiego. Króluje rozpad, ale – jako się rzekło – nikt nie podaje nadziei ratunku. Wychodzi, że czeka nas zagłada. I widać, że paryską okazję, jak i wiele „olimpijskich” wykorzystuje się do promowania takiej wizji przyszłości. Nie można było przegapić przecież takiej miliardowej widowni. A że to się ma nijak, a właściwie w ścisłej odwrotności, do idei olimpijskiej – nic to… Każdy pretekst jest dobry dla dużej widowni, a taką zawsze gromadzą Igrzyska.

A – przepraszam – zapytam się, gdzie jest sport? Gdzie pokojowa forma rywalizacji? Gdzie przesłanie barona de Cubertin? Nic, zero. Mamy za to kolejne wersje zagłady, estetycznie obrzydlistwa, w przekazie mrocznym, wręcz agresywnym. Jak widać to tylko okazja, by przemycić, ba, przemycić! – wykrzyczeć swoje przesłanie. Świat jak pokruszona w wypadku szyba samochodu – jeszcze się trzyma, ale nic nie widać przed sobą.

To apokaliptyczny determinizm. Ja tu też snuję wizje Apokalipsy, jak większość, których nie oślepia światło „nowej normalności”. Ale ja, w przeciwieństwie do wizji paryskich, nie pokazuję tego jako nieuchronny pewnik. Wprost przeciwnie – alarmuję, że Hanibale ante portas. A Hanibale to cwani, bo sami mówią co zrobią, zaś jedni tego nie słuchają, inni tego chcą, jeszcze inni uważają, że to nie za ich, bezpotomnego życia. Takie widowiska pokazują tę wizje przyszłości nie jako ostrzeżenie, ale konieczność dziejową. To się już dzieje, ba – stało się. Jedyne co możesz zrobić to się przyłączyć. Inaczej się będziesz męczył w postępowym odrzuceniu. Jak skamielina muszli, pamiątka po domu stworzenia, którego czas minął, wyrzucona na piasek plaży nowego świata.  

Schadenfreude

Ale nie martwmy się, trzeba się tylko wznieść na wyżyny człowieczeństwa. To nie koniec świata, to koniec NASZEGO świata. Ludzkość ocaleje. Tylko nasz świat ulegnie samo-destrukcji. Przypominają się czasy upadku Cesarstwa Rzymskiego, które dla nas wydaje się od zawsze upadłe (większość tylko to pamięta), istniało zaś ono z 1.500 lat, coś jak my. A też, z ichniejszej perspektywy, wydawało się mieć wieczne podstawy. Gdyby wtedy Rzymianie mieli kamery, zaś barbarzyńcy telewizory to przekaz byłby taki jak dzisiejszy. Z Paryża. Świat gnuśniejący, wręcz gnijący od konsumpcji dobrobytu gromadzonego przez niegdyś dzielne pokolenia i oglądający to wszystko aspirujący. Dziś to Azja, Afryka. I mają rację Ziemkiewicz, który uważa, że takie otwarcie to prezent dla Putina, którym nagania się tym w łapy resztki niedobitego naiwnie pojętego konserwatyzmu. I doktor Szewko, który zastanawia się w jakiż to sposób tak pokazywany „zachodni model życia”, a właściwie gnicia, miałby być atrakcyjny dla innych kultur. Kiedyś, jeszcze niedawno, to niósł za sobą jakieś wartości, dziś już nie niesie nawet materialnych. Cóż to dla Arabów, Chińczyków czy Ghańczyków za atrakcja – baba z brodą i gołą de, karły, czy królowa śpiewająca ze swą uciętą głową na kolanach?

Pamiętajmy, że tak kończą się cywilizacje – barbarzyńcy nie bardzo mogli zrozumieć rzymski pociąg do walk gladiatorów, a to przecież mieszkańcy Wiecznego Miasta uchodzili za wzór cywilizacji. A tu tacy barbarzyńcy przywracali rozsądek rozpasaniu gnuśniejącej w zbytkach i krwawych rozrywkach odchodzącej cywilizacji. I tak samo będzie chyba z nami. Przypomnę, że „najlepszym” scenariuszem dla Europy jest… bankructwo postępackiej ideologii. A to nas i tak cofnie o dziesięciolecia w stosunku do gospodarek aspirujących, nie tylko spoza Europy, ale i spoza Zachodu. Powtarzam – to będzie najlepszy scenariusz. Inny – to całkowity upadek, skansen i zapomniany półwysep Eurazji. Nie trzeba będzie żadnych Jedwabnych Szlaków, bo nie będzie nic na wymianę za chińskie towary.

Trzeba się więc będzie wznieść na szczyty człowieczeństwa – cieszyć się w smutku, że nasz TYLKO świat upadnie, ludzkość gdzie indziej zaś przeżyje. Tylko dzieci nasze będą przewodnikami nuworyszy po zabytkach byłej chwały cywilizacji swoich przodków. I tak jak Rzymianie będziemy w tym wszystkim bezradni, patrząc się na upadek naszego świata. Świata, którego niewielu chce już bronić. Świata, który tak wielu chce (sobie) zniszczyć.

Napisał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Słowacja daje dobry przykład. Zbojkotują zamknięcie Olimpiady.

https://news.az/news/slovak-deputy-premier-to-boycott-paris-olympics-closing-ceremony

Wicepremier Słowacji ogłosił, że pominie ceremonię zamknięcia Igrzysk Olimpijskich w Paryżu w 2024 r. 
– w odpowiedzi na „kontrowersyjną”, bluźnierczą parodię Ostatniej Wieczerzy zaprezentowaną podczas ceremonii otwarcia w zeszłym tygodniu. 

Organizatorzy Igrzysk Olimpijskich w Paryżu przygotowali dla świata obrzydliwy spektakl pełen ideologii LGBT  i zniewagę dla symboli chrześcijaństwa, powiedział Tomas Taraba w poście na Facebooku w niedzielę, News.Az podaje, powołując się na zagraniczne media.

„Miałem reprezentować Słowację na ceremonii zamknięcia, ale dla normalnego świata te igrzyska olimpijskie na zawsze pozostaną symbolem zdegenerowanej dekadencji, która nadużyła piękna sportu i przekształciła go w „postępowy” teatr polityczny. 
Dlatego postanowiłem nie uczestniczyć w ceremonii zamknięcia” — dodał.

„Powojenne” Ukraina nie będzie przyjacielem Polski

Gadowski i Warzecha biją na alarm! „Ukraina nie będzie przyjacielem Polski”

https://pch24.pl/gadowski-i-warzecha-bija-na-alarm-ukraina-nie-bedzie-przyjacielem-polski

Ukraina przymierza się do rokowań pokojowych z Rosją. Problem w tym, że jako Polska w ogóle nie jesteśmy na to przygotowani. Powojenna Ukraina będzie orientować się głównie na Berlin, a Polsce będzie bardzo niechętna. Mówili o tym w programie „Prawy prosty. Plus” Łukasza Karpiela publicyści Witold Gadowski i Łukasz Warzecha.

– Im później Ukraina podejmie rozmowy, tym gorzej dla Ukrainy – powiedział o przyszłości Kijowa Witold Gadowski.

– Będą mieć większe straty terytorialne i większe straty materialne. Rosjanie niszczą w tej chwili rakietowo ukraińskie zakłady energetyczne. Zapowiada się bardzo zimna zima, co spowoduje większą falę imigracji do Polski – dodał

Publicysta podkreślił, że po zawarciu pokoju Ukraina znajdzie się na kursie kolizyjnym z Polską.

– To będzie kraj proniemiecki, konkurujący z nami na rynku europejski, na dodatek odnoszący się do Polski niechętnie, a gdy chodzi o środowiska nacjonalistów nawet wrogo – dodał.

– Ukraina tylko w Berlinie i Waszyngtonie widzi gwarancji dla swojego istnienia. Polska jest w oczach Ukrainy za słaba, żeby mogła zagwarantować istnienie państwa ukraińskiego. Dlatego Polska jest zlekceważona. Zełeński mówił o tym w ostatnich wypowiedziach, że największymi sojusznikami są Niemcy czy Wielka Brytania. Nigdy nie mówił, że Polacy wykonali dla nich jakąkolwiek pracę – podkreślił Witold Gadowski.

Łukasz Warzecha zwrócił z kolei uwagę, że ukraińscy imigranci w Polsce są dzisiaj zupełnie inną grupą niż ta, która mieszkała w Polsce przed 2022 rokiem. Wtedy była to społeczność bezproblemowa, która przyjeżdżała do pracy, zarabiała, wysyłała pieniądze na Ukrainę.

 Sytuacja zupełnie się zmieniła. Przyznajemy Ukraińcom na kolejne lata świadczenia socjalne. Nie jest jasne, jak będziemy postępować w sprawie przyznawania im obywatelstwa. To będzie mieć duże znaczenie dla wyborów w przyszłości. To są też koszty związane z edukacją ukraińskich dzieci w szkołach. W 2025 roku koszty związane z ich przyjęciem do szkół przekroczą 5 mld zł. […] Tutaj nie ma żadnej dyskusji, problem jest zamiatany pod dywan – stwierdził.

Publicysta mówił też o przyszłości konfliktu.

– Jest wiele sygnałów, że zaczęło się dążenie do zamrożenia konfliktu – powiedział, wskazując na wizytę szefa MSZ Ukrainy w Chinach. – Jednym z głównych tematów było to, w jaki sposób Pekin mógłby skłonić Rosję do zakończenia walk. Szef MSZ Ukrainy składał też obietnice dotyczące miejsca Chin w odbudowie Ukrainy po zakończeniu konfliktu – zaznaczył.

Łukasz Warzecha zwrócił też uwagę na słowa Borisa Johnsona, który mówił o pomyśle Donalda Trumpa na rozwiązanie konfliktu.

– [Johnson] powiedział, że Trump wcale nie będzie chciał rozbrajać Ukrainy ani grozić jej odebraniem pomocy wojskowej, tylko wręcz przeciwnie, będzie chciał ją jeszcze dozbroić i zdjąć większość blokad z broni przekazywanej Ukrainie, właśnie po to, żeby przycisnąć Rosję i wymusić na niej przystąpienie do rokowań pokojowych z gorszej pozycji. […] Wersja przyjmowana w Polsce na zasadzie prostej kliszy, że Trump, przyjaciel Putina, będzie chciał pozbawić Ukrainę pomocy, to jakaś głupota – powiedział.

Jego zdaniem Ukraina może bać się zwycięstwa Trumpa także dlatego, że obawia się iż będzie ono wiązać się z dalszym prowadzeniem wojny, na co Ukraina nie ma już siły.

Więcej w nagraniu.

8-miesięczne dzieci abortowane [mordowane] w Oleśnicy

Fundacja Pro-Prawo do życia
W USA 63% wszystkich aborcji w 2023 roku przeprowadzono za pomocą pigułek poronnych. W Wielkiej Brytanii w 2022 roku padł rekord liczby zamordowanych dzieci – ponad 250 000, z czego aż 86% zamordowano przy użyciu tabletek śmierci

Podobna tendencja jest w Polsce. 

===================================================================

 W szpitalu w Oleśnicy dokonano w tym roku aborcji na trójce dzieci w 8 miesiącu ciąży. Od stycznia do czerwca 2024 r. w tym największym ośrodku aborcyjnym w Polsce abortowano już w sumie 85 dzieci. A dziś rano do mediów trafiła informacja, że Zarząd Powiatu Oleśnickiego przyznał podwyżkę dyrektor szpitala, która będzie teraz zarabiać 25 000 zł miesięcznie. 
Wszystkie te dzieci abortowano w Oleśnicy z powodu rzekomych „zaburzeń adaptacyjnych” ich matek. „Zaburzenia adaptacyjne” to np. sytuacja, w której kobieta odczuwa stres związany z posiadaniem dziecka lub koniecznością zmiany swojego stylu życia po porodzie. Jako że te „zaburzenia” nie są w żaden sposób sprecyzowane, jest to de facto aborcja na żądanie, możliwa w świetle obowiązującego aktualnie prawa do końca ciąży, nawet do momentu porodu. Właśnie to dzieje się w Oleśnicy oraz innych szpitalach w Polsce.
Jednocześnie dziesiątki tysięcy dzieci są mordowane każdego roku za pomocą nielegalnych pigułek poronnych. Musimy walczyć, aby powstrzymać to barbarzyństwo.8-miesięczne dzieci abortowane w Oleśnicy [foto]Nasza Fundacja na bieżąco monitoruje sytuację w polskich szpitalach. Niedawno wysłaliśmy do szpitala w Oleśnicy oraz innych placówek kolejne pisma z żądaniem podania informacji, jak wiele dzieci abortowali w pierwszym półroczu 2024. Szpital w Oleśnicy właśnie odpowiedział.

Od stycznia do czerwca 2024 w Oleśnicy abortowano 85 dzieci. To duży wzrost w porównaniu z pierwszym półroczem 2023 roku, gdzie abortowano 52 dzieci. 75 z 85 abortowanych dzieci było podejrzewanych o różne choroby lub wady genetyczne. Jako że aborcja eugeniczna jest w Polsce zabroniona po wyroku Trybunału Konstytucyjnego,  aborcje na tych dzieciach wykonano na podstawie formalnej przesłanki „zaburzenia zdrowia psychicznego” ich matek. Wszystkie przypadki tych „zaburzeń psychicznych” dotyczyły bliżej niesprecyzowanych „zaburzeń adaptacyjnych”. Jak już informowaliśmy, „zaburzeniem adaptacyjnym” może być cokolwiek, np. stres związany z perspektywą wstawania w nocy do karmienia małego dziecka.  

Najstarsze dzieci abortowane w pierwszym półroczu 2024 roku w Oleśnicy miały 8 miesięcy. Przesłane przez szpital w Oleśnicy pismo sugeruje również, że 10 abortowanych tam w ostatnim półroczu dzieci było całkowicie zdrowych i nie podejrzewano u nich żadnych chorób. 

Trzeba w tym momencie przypomnieć, że aborcji na dzieciach dokonuje się w Oleśnicy m.in. poprzez wykonanie im zastrzyku z trucizny w serce. W podobny sposób niemieccy naziści zamordowali św. Maksymiliana Kolbe w Auschwitz, dlatego nasi wolontariusze używają wizerunku świętego w akcjach pod oleśnickim szpitalem. Z relacji medialnych wiadomo też, że wicedyrektor szpitala w Oleśnicy przeprowadza aborcje za pomocą metody D&E polegającej na rozszarpaniu maleńkiego ciała dziecka na kawałki. To, jak może wyglądać taka aborcja, opisał dr Anthony Levatino – nawrócony lekarz-ginekolog, znany m.in. z filmu „Nieplanowane”: 

„Kiedy szyjka macicy jest już szeroko otwarta, do środka wkładana jest rurka maszyny ssącej, która odsysa otaczający dziecko płyn owodniowy. Dziecko w drugim trymestrze ciąży nie zmieści się jednak do maszyny. Dlatego do jego zabicia używa się specjalnych stalowych kleszczy z rzędami ostrych zębów. Aborter używa ich, aby chwycić rękę lub nogę dziecka, po czym ciągnie mocno, aby je wyrwać. Jedna po drugiej kończyny dziecka są wyrywane, razem z jelitami, kręgosłupem, sercem i płucami. Z reguły najtrudniejszą częścią procedury jest wyciągnięcie główki dziecka, która jest chwytana i zgniatana. Aborter wie, że zgniótł czaszkę, kiedy z szyjki macicy wypłynie biała substancja. To mózg dziecka. Aborter usuwa wtedy części czaszki, łożysko i pozostałe części dziecka, zeskrobując je ze ściany macicy za pomocą łyżki ginekologicznej. Następnie aborter zbiera kawałki dziecka i składa je ponownie, aby upewnić się, że wydobył dwie ręce, dwie nogi i wszystkie inne części. Kiedy policzy wszystkie części ciała, aborcja jest zakończona.” 

Warto także odnotować, że dzisiaj rano w mediach pojawiła się informacja, iż Zarząd Powiatu Oleśnickiego zdecydował właśnie o przyznaniu podwyżki dyrektor szpitala w Oleśnicy, która będzie teraz zarabiać 25 000 zł miesięcznie.

Papież Jan Paweł II przypominał Polakom, że naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości. Przyszłości nie ma również naród, który przyzwala na mordowanie niewinnych i jest bierny wobec dzieciobójstwa, a w szczególności dzieciobójstwa dokonywanego w majestacie barbarzyńskiego prawa.

W 2022 roku w polskich szpitalach zamordowano poprzez aborcję 161 dzieci. Rok później, w 2023 roku, zamordowano już 425 dzieci. To trzykrotny wzrost. Teraz, w pierwszym półroczu 2024 roku tylko w jednym szpitalu w Oleśnicy abortowano 85 dzieci. Aborcyjna koalicja Donalda Tuska robi wszystko, aby jeszcze bardziej zwiększyć liczbę ofiar. Niedawno minister [feminista md] zdrowia zmusiła wszystkie szpitale w Polsce do przeprowadzania aborcji pod groźbą ogromnych kar finansowych lub zamknięcia placówki. Co więcej, każdy szpital ma obecnie obowiązek zatrudnienia płatnego mordercy na zlecenie – „lekarza”, który na telefon przyjedzie i dokona aborcji, gdy zgłosi się kobieta. Docelowo wszyscy lekarze-ginekolodzy w Polsce mają być aborcjonistami. 

Upowszechnianie szpitalnych aborcji służy przede wszystkim zniszczeniu sumień lekarzy i personelu medycznego. Od wielu lat polska służba zdrowia oraz instytucje takie jak NFZ traktują aborcję jako „świadczenie zdrowotne” i refundują dzieciobójstwo z naszych podatków. Dalsze upowszechnianie aborcji spowoduje zarażenie całego środowiska lekarskiego mentalnością aborcyjną i eugeniczną. 

Masowe ludobójstwo polskich dzieci przeprowadzane jest natomiast za pomocą nielegalnych pigułek poronnych rozprowadzanych w Polsce przez zorganizowane grupy przestępcze, nad którymi parasol ochronny sprawuje rząd Donalda Tuska. Każdego roku nawet kilkadziesiąt tysięcy dzieci w Polsce jest mordowanych za pomocą tych tabletek śmierci, które stanowią także ogromne zagrożenie dla kobiet. Mordercze środki są powszechnie reklamowane w ogólnopolskich mediach i na portalach społecznościowych, ich zamówienia dokonuje się tak łatwo jak produktów w sklepie internetowym, a aktywiści aborcyjni chwalą się błyskawiczną dostawą pigułek pod wskazany adres. 

W USA 63% wszystkich aborcji w 2023 roku przeprowadzono za pomocą pigułek poronnych. W Wielkiej Brytanii w 2022 roku padł rekord liczby zamordowanych dzieci – ponad 250 000, z czego aż 86% zamordowano przy użyciu tabletek śmierci

Podobna tendencja jest w Polsce. Wicedyrektor szpitala w Oleśnicy szacowała w jednym z wywiadów medialnych, że po formalnej legalizacji handlu tymi środkami pierwszego roku aborcjoniści spodziewają się 70 000 „pacjentek”, czyli kobiet chętnych do zamordowania własnego dziecka. Pod wpływem medialnej propagandy już teraz są ich dziesiątki tysięcy. 
Akcja uliczna [foto]
Trzeba się temu przeciwstawić. Będziemy kontynuować akcję pod tym największym w Polsce ośrodkiem aborcyjnym. W ostatnim czasie funkcjonariusze policji, działający na zlecenie rządzących Oleśnicą pacyfikują nasze legalne zgromadzenia informacyjne i modlitewne. Prokuratura zarekwirowała nam nasze materiały przedstawiające prawdę o aborcji, których używaliśmy pod szpitalem. Władze miasta nakładają na nas kary finansowe – niedawno zmuszono nas do zapłaty 66 000 zł kary za obecność prawdy o aborcji pod szpitalem. Równolegle, nasi wolontariusze są atakowani przez uzbrojonych w niebezpieczne przedmioty napastników, „wytresowanych” do agresji i nienawiści przez medialną propagandę.
Pomimo prześladowań ze strony służb, władz Oleśnicy i radykalnych aktywistów, musimy walczyć dalej. Co więcej, musimy być obecni również pod innymi szpitalami w Polsce, gdyż w wielu innych placówkach morduje się dzieci w łonach matek, a liczba aborcji wciąż rośnie. Konieczna jest także organizacja publicznych modlitw różańcowych w intencji powstrzymania aborcji na ulicach polskich miast. W najbliższym czasie potrzebujemy na te działania ok. 17 000 zł.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka w obecnej sytuacji jest dla Pana możliwa, i umożliwienie nam dalszej walki o życie polskich dzieci mordowanych poprzez aborcję.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Aborcja to okrutne morderstwo na niewinnym dziecku. Przypominamy tę prawdę w przestrzeni publicznej, za co jesteśmy nieustannie prześladowani. Proszę Pana o wsparcie naszych działań i umożliwienie nam dalszej walki o życie i świadomość Polaków. 

Z wyrazami szacunku

Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

SZALEŃSTWO FRANCJI. Kolejne – czy ostatnie?

SZALEŃSTWO FRANCJI

pokutujący łotr , 29 lipca 2024

Z Facebooka:

Grzegorz Musiał

SZALEŃSTWO FRANCJI

Francja, zwana pierwszą córą Kościoła, będąca zarazem ojczyzną Moliera, Racine’a, Renoira, kogo tam jeszcze, geniuszy cały legion – stacza się dziś do poziomu budy jarmarcznej, z tym zaznaczeniem, że w budach jarmarcznych, choćby z obawy przed policją, nie wyszydzano świętości Wiary.

Albrecht Dürer – Statek głupców [Hieronymus Bosch? md]

Tym razem, stojąc już wszak na skraju przepaści, Zachód posunął się o krok dalej: do ohydnego, również w estetycznej warstwie, spektaklu opartego m.in. na bluźnierczym przedstawieniu Ostatniej Wieczerzy. W tym szyderstwie z malowidła nierozerwalnie związanego z Kościołem, Matkę Bożą z widniejącą nad jej głową parodią Hostii (a może chodzi o Jezusa, gdyż postać zajmuje centralne miejsce) przedstawia znana w paryskich knajpach performerka Leslie Barbara Butch. Żyła ona dotychczas z promowania własnej monstrualnej otyłości a także lesbijstwa, tym razem jednak zabrała się za sprawy najświętsze ze świętych w religii, do której nie należy, ale z której publicznie szydzi.

Wiadomo, pokorny Jezus nadaje się do publicznych szyderstw o wiele lepiej od groźnego Jahwe czy Mahometa, toteż używają sobie na Nim watahy „bohaterów”, którzy już na Golgocie popisywali się odwagą miotając kamieniami w umęczonego, zelżonego Boga. Że prymitywna komediantka weszła w coś takiego, to można zrozumieć w kategoriach psychopatologii nerwic, jakiegoś chorobliwego odreagowywania wrogości wobec przykazań Wiary katolickiej, łamanych wszak co dzień przez nią i jej siostrzyce.

Jednak, że coś takiego wystawia rząd i prezydent Francji jako wizytówkę swej kultury w nomen omen 33-cich (znamienna symbolika liczb) Igrzyskach Olimpijskich, jest już tylko wyjątkowo drastycznym objawem schyłku, w którym zatapia się Francja i z nią cała kultura Zachodu.

Czego tam jeszcze nie ma. Ogień olimpijski drży z przerażenia, niesiony w łapsku czegoś na kształt kobieto-mężczyzny o pożądliwej masce demona, uwijają się balety drag queens pod przewodnictwem tłustego potworka z obnażonymi genitaliami i lśni skąpana we krwi Conciergerie – złowieszcza budowla na brzegu Sekwany, w której więziono i skąd wywożono na śmierć z rąk obłąkanej tyranii tysiące inteligencji i szlachty francuskiej.

Gadająca oderżnięta głowa Marii Antoniny – jednej z ofiar tamtego szału Francji sprzed 250 lat – i wszystko inne, co wylało ię na świat z zesmrodzonego umysłu twórcy tego spektaklu, jest jakby zapowiedzią kolejnego horroru, ku któremu kroczy Francja. Z własnej woli i na własne życzenie. Wtedy na szafot – dziś do kloaki. Setki tysięcy mahometan patrzą wszak na ten popis samozniszczenia cywilizacji,  do której z różnymi nadziejami przybywali, i dla nich takie traktowanie własnego boga i swojej wiary jest czymś odrażającym i niepojętym. Zwłaszcza, że w islamie – w przeciwieństwie do chrześcijańskiego niegdyś Zachodu – osoba Maryi jest otoczona szacunkiem a Jej Syn uważany jest za proroka. Odpowiedzią na to staje się odraza i pogarda – i tak już jest, i pewnie będzie coraz bardziej.

Nie będę się rozwodził nad dalszymi szczegółami tego show, który oby jak najszybciej skończył tam, gdzie jego miejsce: w dole kloacznym zbiorowej niepamięci. Jednak Bóg sam mówi o Sobie: “Ja Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą” (Wj, 20, 1-21). Ostatnia odpłata należy więc do Niego.

I o tym niech pamięta nie tylko nieszczęsna Leslie Barbara Butch wraz ze swymi klaunami, ale zarówno rządzący Francją, którzy do tego dopuścili jak i naród francuski, który w milczącej akceptacji przyjmuje te bluźnierstwa.

Grzegorz Musiał zamieścił: Pokutujący Łotr

Rytuał otwarcia igrzysk. Analiza, cz. I: Ca ira – Bartosz Kopczyński

Ceremonia otwarcia igrzysk. Analiza, cz. I: Ca ira – Bartosz Kopczyński

============================

ÇA IRA, ENCHANTE, EGALITE, SYNCHRONICITE, LIBERTE, EGALITE, FRATERNITE, SORORITE…

============================

Autor: AlterCabrio , 30 lipca 2024

Ceremonia, czy raczej rytuał otwarcia Igrzysk XXXIII Olimpiady w Paryżu w 2024 przeszła już do historii. Teraz czas na analizy i refleksje. Można być pewnym, że znaczenie tego spektaklu jest dużo większe, niż się wydaje, a jego skutki będą doniosłe.

Ceremonia trwała 4 godziny i została nasycona wielka ilością symboli, znaczeń i przesłań, jawnych i ukrytych. Jestem pewien, że nikt do końca nie pojmie wszystkiego, co tam się pojawiło, gdyż nawet twórcy tego przedsięwzięcia nie zdają sobie sprawy ze wszystkiego, co pokazali.

−∗−

Grafika: szturm Bastylii, czyli tłum rzucony do Rewolucji, ale nie wie po co i przez kogo. LINK

Ceremonia otwarcia igrzysk. Analiza, cz. I: Ca ira

Ceremonia, czy raczej rytuał otwarcia Igrzysk XXXIII Olimpiady w Paryżu w 2024 przeszła już do historii. Teraz czas na analizy i refleksje. Można być pewnym, że znaczenie tego spektaklu jest dużo większe, niż się wydaje, a jego skutki będą doniosłe.

Ceremonia trwała 4 godziny i została nasycona wielka ilością symboli, znaczeń i przesłań, jawnych i ukrytych. Jestem pewien, że nikt do końca nie pojmie wszystkiego, co tam się pojawiło, gdyż nawet twórcy tego przedsięwzięcia nie zdają sobie sprawy ze wszystkiego, co pokazali. Fabuła jest gęsta, wiele jest wątków do opisania i szczegółów, opowiadających swoje własne historie. Zacząć jednak należy od dokładnego opisu tego, co właściwie zobaczyliśmy, ze wskazaniem tych treści, które są istotne. Analizę ceremonii, czy też rytuału rozpocznę więc od stenogramu. Jest to konieczne, gdyż bez uświadomienia sobie faktów nie da się zrozumieć ich znaczeń. Opis wydarzeń zajmie dwie części, wyjaśnienie znaczeń – też co najmniej dwie.

Całe przedsięwzięcie nie było przeznaczone ani dla widzów bezpośrednich, zgromadzonych w Paryżu, ani dla sportowców. Adresatem był cały świat – ludzie przed ekranami. Połączono różne techniki filmowe, różne plany i plenery, akcję rozmieszczono w wielu miejscach Paryża, włączono do transmisji fragmenty, nakręcone i zmontowane wcześniej. Widzowie na miejscu nie byli w stanie zobaczyć tego, co pokazano w transmisji.

Oto więc część pierwsza

Rozpoczyna Jamel Debbouze, francuski aktor komediowy marokańskiego pochodzenia. W lewej ręce trzyma pochodnię z ogniem olimpijskim, prawą trzyma w kieszeni. Wbiega na Stade de France, który okazuje się pusty. Pokazane są migawki telewizji całego świata, informujące, że ceremonia otwarcia tych igrzysk nie odbędzie się na stadionie. Pojawia się piłkarz Zinedine Zidane, odbiera mu pochodnię i biegnie w poszukiwaniu znicza. Przebiega przez Paryż lat 60-tych. Pęd powietrza przewraca stoliki i roztrąca konsumentów kawiarni. Przebiega obok trójki dzieciaków na osiedlowym skateparku, którzy podążają za nim. Wpada do metra i wsiada do pociągu. Dzieciaki nie zdążają. Jednak po chwili następuje wyłączenie energii. Pociąg zatrzymuje się, dzieciaki dobiegają, Zizou wręcza pochodnię najstarszemu z trójki dzieci – chłopcu arabskiego pochodzenia. Dzieci przemierzają katakumby Paryża, mijają złożone tam ludzkie kości i myszkujące szczury, umykają przed atakiem aligatora. Wreszcie spotykają łódkę, prowadzoną przez zakapturzoną postać, kojarzącą się z Charonem, chociaż bez Cerbera. Postać zaprasza ich do łódki, wręczając obowiązkowe kapoki. Bezpieczeństwo przede wszystkim.

Pokazana jest trybuna honorowa z oficjelami, przypominająca tą na mauzoleum Lenina. Łódka wypływa z kanału na Sekwanę. Pojawia się pierwsze hasło ceremonii:

ÇA IRA

Piosenka z czasów Rewolucji Francuskiej – „To się zrobi, arystokraci na latarnie, arystokraci zapłacą”. Most Austerlitz przyozdobiono reliefami w kolorze złota, przedstawiającymi dyscypliny olimpijskie. Unoszą się z niego kłęby dymu w republikańskim trójkolorze. To wskazuje dominantę całej ceremonii – będzie nią Francja.

Łódka z pochodnią przepływa pod Mostem Austerlitz. Pojawia się kolejne hasło:

ENCHANTE

Oczarowani, zachwyceni. Na środku mostu pojawia się gawrosz, grający na akordeonie z przypiętymi anielskimi skrzydłami. Zaczynają przepływać statki i łodzie z delegacjami olimpijskimi, ustawionymi alfabetycznie z wyjątkiem Grecji, zaczynającej korowód, grupy sportowców – uchodźców na drugim miejscu i Francji, która go kończy. Niektórzy sportowcy ubrani w tradycyjne narodowe stroje, wszyscy się cieszą i machają swoimi flagami.

Na schodach na bulwarze zaczyna się część artystyczna – występ Lady Gagi, nawiązujący do tradycji rewii i kabaretu – piosenka „Mon truc en plumes” (można przetłumaczyć jako „moja sztuczka z piórami”, które zarówno podniecają pierrotów, miliarderów i zbójów). Bulwary zaroiły się od postaci, ubranych na różowo i wymachujących różowymi flagami – przerobionymi francuskimi lub olimpijskimi.

Na dachu jednej z kamienic pojawia się postać, trzymająca pochodnię z ogniem olimpijskim. Przypomina bohatera gry Assassin’s Creed i ma zasłoniętą twarz. Do tej pory, odkąd widzowie stracili z oczu łódkę z trójką dzieci i przewoźnikiem, los pochodni pozostawał nieznany. Asasyn biega po dachach parkurem. Zaczyna padać deszcz. Wzdłuż Sekwany zespół z Moulin Rouges tańczy kankana. Asasyn z pochodnią zjeżdża na linie w poprzek Sekwany i ląduje na Ile de la Cite, w pobliżu katedry. Pojawia się kolejne hasło:

SYNCHRONICITE

Trwają prace budowlane na rusztowaniach (część akcji nakręcono wcześniej i zmontowano, więc widzowie telewizji widzieli dużo więcej, niż naoczni). Robotnicy pracujący na rusztowaniach są w rzeczywistości członkami zespołu choreografii, dominują kobiety. Kombinezony na ramionach, rękawach i nogawkach pomazane są farbą w złotym kolorze. Uderzenia ich młotków układają się w miarowy rytm.

Zaczyna się pantomima na bulwarze wyspy, na dwóch poziomach kaskady, tak, że tancerze brodzą w wodzie po kostki. Tło ich tańca stanowi ściana, pokryta paskami folii w złotym kolorze, układającymi się w falisty nieregularny kształt, oraz panelami w kolorze lustrzanego złota. Stu kilkudziesięciu tancerzy wykonuje synchroniczny taniec w miejscu. Tancerze ubrani są codzienne, szare stroje, raczej byle jakie, każdy w inny. Wykonują ruchy, podobne do prania ręcznego, potem walki na pięści, potem układają się w kształt podobny do stylizowanego serduszka. Asasyn z pochodnią biegnie po dachach, po czym wchodzi przez okno do budynku. Mieści się tam zakład rzemieślniczy produkujący walizy, w których transportowane są medale olimpijskie. Walizy opuszczane są za pomocą kołowrotu na parter, przejmowane przez obsługę w strojach sportowych i ładowane na hotelowe wózki bagażowe. Część obsługi wykonuje pantomimę, część pcha wózki po moście. Między nimi przemyka się asasyn z pochodnią i biegnie do mennicy, w której trwa odlewanie medali. Asasyn zamyka medale w walizie. Następnie obsługa waliz znosi je po schodach bulwaru, na którym trwa pantomima w wodzie na tle złotej folii. Walizy trafiają na pływającą platformę.

Na przeciwległym brzegu Sekwany pojawia się pojedyncza postać na dachu. Jest to młody, ciemnoskóry mężczyzna w szerokich spodniach, przypominających sukienkę. Tańczy na podeście w złotym kolorze, obok masztu z flagą Paryża, równocześnie z postaciami na bulwarze.

Pojawia się widok na iglicę Notre Dame, odbudowaną po pożarze. Na jej szczycie znajduje się krzyż, a nad nim – relikwiarz w kształcie koguta, mieszczący relikwie św. Dionizego, św. Genowefy i cierń z korony cierniowej. Poniżej krzyża widać jakiegoś mężczyznę, uczepionego iglicy. Być może to Quasimodo – dzwonnik katedry, jeden z bohaterów powieści Wiktora Hugo. Rozlega się bicie dzwonu. Asasyn z pochodnią odnajduje się na dachu teatru narodowego Opera Bastille. Wchodzi do środka i mija sceny z walk ulicznych, które można przypisać kilku francuskim rewolucjom, szczególnie Rewolucji Lipcowej 1830 r. Rozbrzmiewa muzyka z musicalu „Nędznicy” na podst. Powieści Wiktora Hugo. Inscenizacja wyraźnie przypomina obraz Delacroix „Wolność prowadząca lud na barykady”. W tle barykady widać pałac Conciergerie. Pojawia się kolejne hasło:

LIBERTE

Pokazuje się postać, stojąca w oknie Conciergerie. Właściwa nazwa to Palace de la Cite, pierwotnie był to pałac królewski. Już w XIV w. królowie przenieśli się do Luwru, a budowlę przeznaczono na siedzibę urzędów dworskich i więzienie. Tam właśnie przetrzymywano Marię Antoninę przed egzekucją.

Postać w oknie jest jedną z 38 takich samych postaci, umieszczonych w oknach Conciergerie. Są to kobiety w czerwonych sukniach, stylizowanych na XVIII wiek. Każda z nich ma odciętą głowę, którą trzyma pod pachą. Włosy u nasady czerwone, przechodzące w róż. Fryzura przypomina buzujący płomień. Ta, pokazana na zbliżeniu wyśpiewuje pierwsze słowa piosenki sankiulotów „Ah, ca ira”. Skomponował ją w 1790 r. nieznany z imienia rewolucyjny żołnierz Ladre, do melodii ulubionej arii operowej Marii Antoniny. Do czasu upowszechnienia się Marsylianki był to nieoficjalny hymn Francji. Kobieta z odciętą głową ma wyraźnie widoczną szyję i miejsce odcięcia głowy. Widok makabryczny, jak z horroru. Przed pałacem wzdłuż Sekwany umieszczono rząd miotaczy płomieni, a przy samej balustradzie – rząd takich samych postaci, przypominających z daleka Napoleona Bonaparte. Zaangażowano tu metalowy zespół Gojira, wykonujący blackmetalową wersję „Ah, ca ira”. Po drugiej stronie Sekwany na dachu budynku stoi asasyn z pochodnią i podziwia widok. Na bulwar wjeżdża platforma w kształcie statku, z żaglem wykonanym z taśm złotej folii. Na statku śpiewaczka w stroju markietanki rewolucji śpiewa arię Carmen „Habanera”, najsłynniejszą fragment wokalny z opery „Carmen” Bizeta. Tekst arii opowiada o potędze miłości, która jest niepowstrzymana, z tym, że pod pojęciem miłości należy tu rozumieć namiętność i pożądanie. Statek zatrzymuje się pośrodku Conciergerie. Następuje gwałtowny wyrzut dużej ilości czerwonych taśm z okien, co wygląda jak wodospad krwi; następnie wypuszczenie kłębów czerwonego dymu, spośród którego wystrzeliwują ogniste kule. Miotacze ognie wypuszczają dwie salwy płomieni. Statek ze śpiewaczką powoli odjeżdża.

Ukazuje się widok na Pont Neuf. Umieszczono tam kilkunastu ludzi na elastycznych prętach długości ok. 4m. Kołyszą się lekko, a nad nimi na rozpiętej linie spoczywa mężczyzna. Przeskok do wnętrza Biblioteki Narodowej. Widać troje młodych ludzi, wszyscy w barwnych, fantazyjnych strojach, przypominających Arlekina. Smagła kobieta i orientalny mężczyzna mają stroje bardzo podobne, z motywami serca. Czarny mężczyzna różni się strojem. Postaci rozmawiają za pomocą książek. Kobieta nawiązuje kontakt wzrokowy z czarnym mężczyzną, widać obopólne zainteresowanie. Kobieta czyta „Romans bez słów” Paula Verlaine, mężczyzna odpowiada jej „Nie igra się z miłością” Alfreda de Musset. Kobieta pokazuje „Passion simple” Annie Ernaux (literacka nagroda Nobla w 2022, tematyka feministyczna i społeczna, erotyka, aborcja, wyzwolenie kobiet itd.). Orientalny mężczyzna zauważa dialog i dołącza się do rozmowy, kładąc przed czarnym mężczyzną „Bel-Ami” Guy de Maupassant (dekadentyzm, tytuł tłumaczony też jako „Uwodziciel”). Czarny mężczyzna ze sterty książek przed sobą wybiera jedną i przesuwa ją do drugiego meżczyzny – „Sexe et mensonges” Leili Slimani („Seks i kłamstwa. Życie seksualne w Maroku”). Kobieta wstaje z miejsca, za nią powstają mężczyźni, po czym cała trójka biega wzdłuż galerii z regałami, zapełnionymi książkami. Kobieta wyciąga „Le diable au corps” Raymonda Radiguet (w polskim tłumaczeniu „Diabeł wcielony” lub „Opętanie”), mężczyzna orientalny wyszukuje „Niebezpieczne związki” Pierre Choderlos de Laclos, mężczyzna czarny natrafia na komedię Moliera „Dostojni współzalotnicy”. W czasie rozmowy za pomocą książek śpiewaczka kontynuuje arię Carmen o miłości, a postaci na moście kołyszą się coraz bardziej. Trzy osoby z biblioteki wyrzucają wysoko kartki z książek, które mają w ręku, podobnie, jak w scenie ze „Stowarzyszenia umarłych poetów”. Równocześnie postaci na prętach na moście rozwijają płachty materiału, i kołysząc się, wyglądają jak chorągwie, którymi się macha. Ich stroje są podobne do strojów postaci z biblioteki. Kartki opadają na podłogę jak kobierzec, a wówczas cała trójka wybiega z budynku, mężczyźni trzymając się za ręce. Na biurku pozostaje komedia Pierre de Marivaux „Triumf miłości”. Grupka biegnie ulicami, wbiega po schodach do kamienicy, wchodzi do mieszkania. Obejmują się i symulują pocałunki i pieszczoty o charakterze biseksualnym, po czym orientalny mężczyzna przybiera gniewno – drwiący wyraz twarzy i zamyka drzwi mieszkania od środka. W tym samym czasie na Pont Neuf ludzkie flagi kołyszą się jeszcze bardziej. Poza nimi na moście znajdują się inne osoby w kolorowych strojach. Grupują się w pary i biegną wzdłuż mostu. Korowód zamyka para dwóch mężczyzn, którzy obejmują się i trzymają za ręce. Na niebie dwa samoloty zostawiły smugę w kształcie wielkiego serca.

Pojawia się kolejne hasło:

EGALITE

U wejścia na Pont des Arts, zwany też Mostem Zakochanych stoi orkiestra wojskowa. Śpiewają fragment piosenki Charles Aznavour’a „For Me formidable” i wmaszerowują na most. Przez środek kolumny przebiega asasyn z pochodnią, dobiega do rozłożonego chodnika w kolorze złotym, ciągnącego się od połowy mostu do budynku Instytutu Francji. Pochodnię przykłada do chodnika. Rzymskie ognie wytryskują po bokach mostu i na budynku Instytutu. Z budynku wychodzi ciemnoskóra piosenkarka R&B, pop, rap – Aya Nakamura (właściwie Aya Danioko, pochodząca z Mali), wraz z sześcioma towarzyszkami. Wszystkie etnicznie spoza Europy, ubrane w stroje w kolorze złotym, maszerują tańcząc w kierunku kolumny żołnierzy. Piosenkarka wykonuje dwa swoje utwory: „Pookie” (proste relacje damsko – męskie z podtekstem erotyczno – fizjologicznym) oraz „Djadja” (erotyczna relacja ze starszym mężczyzną). Żołnierze wtórują piosenkarce grając, śpiewając i poruszając się. Dominuje piosenkarka, żołnierze akompaniują. Na końcu oddział otacza grupkę złotych kobiet wieńcem.

Rozlega się „Dance macabre” Camille Saint-Seans’a. Asasyn po dachach dostaje się do Luwru. Mija obojętnie rzeźby, tylko na moment zatrzymuje się przy Nike z Samotraki. Rzeźby i obrazy śledzą go oczami. Po chwili na ścianach widać obrazy, ale bez postaci. Asasyn rozgląda się i widzi, że gromadzą się one przy oknach i spoglądają na korowód statków ze sportowcami. Pojawia się kolejne hasło:

FRATERNITE

Widok przenosi się na Sekwanę. Statki mijają Pont Royal, a za nim – szereg głów postaci z obrazów z Luwru. Postaci są reprodukowane na płytach, przyciętych do kształtu, i zanurzone w Sekwanie tak, że woda sięga im tuż nad usta. Nie mogą więc przemawiać, mogą jedynie patrzeć na przepływające statki ze sportowcami. Pianista Alexander Kantorov wykonuje fortepianowy utwór Maurice Ravela „Jeaux d’eau” (gry wody). Asasyn w Luwrze dociera do sali z Mona Lisą. Zastaje uruchomiony alarm, szybę zabezpieczającą stłuczoną, obraz skradziony, dziurę w podłodze. Nagły przeskok i asasyn biegnie już po dachu Musee d’Orsay. Wchodzi do środka i zatrzymuje się wewnątrz zegara. Z boku wjeżdża telegraf maszynowy, jak na parowcu. Jest to wehikuł czasu z następującymi komendami: przed czasem, przeszłość odległa, przeszłość, teraźniejszość, przyszłość, przyszłość odległa, poza przyszłością. Asasyn wybiera komendę: „passe” (tu: przeszłość). Wnętrze zmienia się, pojawia się XIX – wieczna maszyneria i ekran, na którym wyświetlany jest film „Wjazd pociągu na stację w La Ciotat”, pierwszy ruchomy obraz pokazany publicznie na kinematografie Lumiere w 1895 r. Wówczas widzowie obawiali się, że pociąg na nich wjedzie. Rzeczywiście, pociąg przebija ekran i wjeżdża do pomieszczenia. Asasyn z pochodnią przechodzi przez rozdarcie i wchodzi na molo wchodzące w morze. Na końcu mola czeka balon z koszem i człowiek w okularach ochronnych, podobnych do tych, które noszą Minionki. Asasyn wchodzi do kosza i podgrzewa pochodnią palnik, czego skutkiem balon unosi się w przestworza. Mija samolot Bleriot XI (jego twórca Louis Bleriot odbył na nim pierwszy przelot nad kanałem La Manche w 1909 r), rakietę nośną Ariane, Księżyc z wbitym pociskiem z filmu „Podróż na Księżyc” z 1902 r., planetę Małego Księcia, planetę pustynną porośniętą rzadkimi kaktusami, z której wyrasta nowojorska Statua Wolności, nosząca wyraźne ślady erozji, Europejską Stację Kosmiczną. Przeskok na kabinę statku kosmicznego, w którym dwóch astronautów na ekranie obserwuje żółty peryskop wystający z wód Sekwany.

Pojawia się animacja. Widać okręt podwodny, podobny do Nautilusa z powieści Verne’a „20 000 mil podmorskiej podróży”. Okręt wypełniony jest Minionkami, trenującymi dyscypliny olimpijskie i kłócącymi się po swojemu. Pojawia się też obraz Leonardo Mona Lisa, skradziony przez Minionki z Luwru. Minionki w ringu szykują się do meczu bokserskiego, ale zawodnicy, zamiast siebie nawzajem, okładają pięściami sędziego, który po serii uderzeń pada. Zjawa się lekarz z sanitariuszem i robi sądziemu sztuczne oddychanie. Minionki -bokserzy zaczynają okładać sanitariusza. W innym miejscu odbywa się bieg przez płotki. Jeden z biegaczy potyka się i odnosi kontuzje nogi. Pojawia się ekipa lekarska i robi mu sztuczne oddychanie. Minionek – oszczepnik miota oszczepy. Najpierw trafia w tarcze, namalowane po wewnętrznej stronie burty i na bulaju, potem na ślepo. Pojawiają się przecieki wody zaburtowej. Okręt tonie, w wodzie unoszą się klamoty i Minionki, śmiejące się z sytuacji. Między nimi pływa też portret Mony Lisy. Przeskok na Sekwanę z płynącymi statkami i nabrzeży, wypełnionymi tłumem. Na wodzie kołysze się obraz Mony Lisy (reprodukcja oczywiście), tłum wiwatuje, z pewnością nieświadomy, że właśnie Minionki zniszczyły dziedzictwo kulturowe Francji, Europy i świata.

Na dachu Grand Palais, w którym mieści się Pałac Odkryć, czyli centrum nauki stoi Axelle Saint – Cirel, ciemnoskóra wokalista pochodzenia karaibskiego. Trzyma trójkolorową flagę, którą jest częściowo owinięta i śpiewa Marsyliankę. Akompaniuje jej żeński chór. Pojawia się nowe hasło:

SORORITE

Było braterstwo, teraz Rewolucja wprowadza siostrzeństwo. Pomiędzy Pont de la Concorde a Pont Alexandre III stoją cokoły, z których wysuwają się złocone pomniki kobiet.

Olympe de Gouges (1748-1793), oświeceniowa feministka, autorka sztuk teatralnych i pamfletów politycznych. Jej najbardziej znane dzieło to „Deklaracja praw kobiety i obywatelki” z 1791 r. Zwolenniczka Rewolucji, zgilotynowana przez Jakobinów.

Alice Milliat (1884-1957), działaczka sportowa, wioślarka, nauczycielka, tłumaczka.

Gisele Halimi (1927 – 2020), tunezyjsko – żydowsko – francuska feministka , prawniczka, eseistka, polityk, bojowniczka aborcji i antykoncepcji, francuski legat przy UNESCO.

Paulette Nardal (1896-1985), pochodząca z Karaibów intelektualistka i pisarka, feministka, współzałożycielka ruchu Negritude.

Jeanne Barret (1740-1807), uczestniczka wyprawy badawczej Antoine de Bouganville, pierwsza kobieta, która opłynęła świat. Pomogła odkryć i skatalogować wiele nieznanych wcześniej nauce gatunków roślin.

Christine de Pizan (1364-1431?), średniowieczna francuska intelektualistka weneckiego pochodzenia, pisarka i poetka. Uważana przez współczesnych za autorytet w dziedzinie retoryki i krytyki literackiej. Matka czwórki dzieci, doceniona za życia za talent, ostatnie 12 lat spędziła jako mniszka, nadal tworząc, w 1429 r. pisząc „Opowieść o Joannie d’Arc”.

Louise Michel (1830-1905), „Czerwona Dziewica Montmartru” lewaczka, anarchistka, rewolucjonistka, bojowniczka Komuny Paryskiej, aktywistka społeczna, nauczycielka, poetka, pisarka, masonka.

Alice Guy (1873-1968), pionierka kina, producent filmowy, pierwsza kobieta – reżyser.

Simone Veil (1927-2017), polityk i prawniczka żydowskiego pochodzenia, wielokrotnie piastowała stanowiska ministerialne, eurodeputowana, bojowniczka aborcji i antykoncepcji.

Ciąg dalszy nastąpi.

___________________

Ceremonia otwarcia igrzysk. Analiza, cz. I: Ca ira, Bartosz Kopczyński, 30 lipca 2024

−∗−

Warto porównać:

Otwarcie igrzysk czyli anatomia pewnego upadku…
Oni tego nie ukrywają i liczą nawet na to, że słuchacze-oglądacze to będą po raz kolejny akceptować i przyjmować za normę. Gdyby tu chodziło o jakieś inne religie, inne nacje, […]

−∗−

Tagi:Bartosz Kopczyński, ÇA IRA, EGALITE, ENCHANTE, Francja, FRATERNITE, Igrzyska Olimpijskie 2024, komunizm, Lady Gaga, Liberte, rewolucja, satanizm, SORORITE, SYNCHRONICITE, w towarzystwie

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

5 komentarzy

  1. AlterCabrio 30 lipca 2024 godz. 16:36
  2. Tego typu ‘otwarcia’ bywały już wcześniej. Na mniejszą skalę. Już kiedyś zamieszczałem ten link, ale warto przypomnieć.Rytuał w tunelu św. Gotarda [2016r]

No żeż kurwa jego mać. Skandaliczna decyzja Dudy. Ukraiński ambasador odznaczony. „Pluje pan Polakom w twarz”

Skandaliczna decyzja Dudy. Ukraiński ambasador odznaczony. „Pluje pan Polakom w twarz”

31.07.2024 skandaliczna-decyzja-dudy

Prezydent Andrzej Duda (L), pierwsza dama Agata Kornhauser-Duda (2L) i ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Zwarycz (4L).
Prezydent Andrzej Duda (L), pierwsza dama Agata Kornhauser-Duda (2L) i ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Zwarycz (4L). / foto: PAP

Prezydent Andrzej Duda odznaczył ambasadora Ukrainy Wasyla Zwarycza Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Zasługi. Decyzja o odznaczeniu dyplomaty wzbudziła kontrowersje.[ g… OBURZENIE .md]

„Prezydent RP Andrzej Duda nadał za wybitne zasługi w rozwijaniu polsko-ukraińskiej współpracy Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Jego Ekscelencji Wasylowi Zwaryczowi” – poinformowała Kancelaria Prezydenta w poniedziałek wieczorem za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Kancelaria Prezydenta @prezydentpl

Prezydent RP @AndrzejDuda nadał za wybitne zasługi w rozwijaniu polsko–ukraińskiej współpracy Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Jego Ekscelencji @Vasyl_Zvarych

Zdjęcie

=============================

Wydarzenie skomentował Łukasz Warzecha, który jest oburzony postępowaniem głowy państwa.

No żeż kurwa jego mać. Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać” – napisał na platformie X. Dodał, że „w wypadku tej decyzji pana prezydenta po prostu nie ma już innego komentarza”.

Wysokie polskie odznaczenie za «zasługi w dziedzinie relacji polsko-ukraińskich» otrzymuje ambasador, który te relacje wielokrotnie psuł, wykazywał się skrajną bezczelnością, oskarżał pilnujących polskiego interesu o sprzyjanie Rosji, w sprawie Wołynia unikał jak ognia mówienia o ukraińskim sprawstwie. Panie Prezydencie, to jest hańba. Tym odznaczeniem pluje Pan Polakom w twarz” – ocenił Warzecha.

Wpis

Rozmowa

Łukasz Warzecha @lkwarzecha

No żeż kurwa jego mać. Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać.

Kancelaria Prezydenta @prezydentpl 12 g.

Prezydent RP @AndrzejDuda nadał za wybitne zasługi w rozwijaniu polsko–ukraińskiej współpracy Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Jego Ekscelencji @Vasyl_Zvarych.

Zdjęcie

146,8 tys. Wyświetlenia

W wymianie zdań z internautami Warzecha wyraził obawę, że nikt nie zasugerował tego działania Dudzie, tylko jest to „jego własna decyzja”.

Dlaczego ta decyzja jest skandaliczna? Wystarczy przypomnieć, jak Zwarycz zachowywał się w czasie protestów polskich rolników:

Protest polskich przewoźników na granicy z Ukrainą. Zwarycz o „bolesnym ciosie w plecy”. Warzecha nie wytrzymał

Wasyl Zwarycz. Ambasador Ukrainy. Łukasz Warzecha.

Ukraińscy urzędnicy zabierają głos w sprawie protestów polskich przewoźników na granicy polsko-ukraińskiej. Skandaliczne słowa kijowskiego ambasadora, który pisze o „bolesnym ciosie w plecy”. W poniedziałek 6 listopada dziesiątki polskich przewoźników rozpoczęły blokadę trzech przejść granicznych z Ukrainą – w Hrebennem, Dorohusku i Korczowej. Protest polskich przewoźników jest odpowiedzią na liberalizację przepisów dotyczących transportu międzynarodowego na … Czytaj dalej Protest polskich przewoźników na granicy z Ukrainą. Zwarycz o „bolesnym ciosie w plecy”. Warzecha nie wytrzymał

NCZAS.INFO

Upadek jezuitów.

Upadek jezuitów. Czy Towarzystwo da Kościołowi jeszcze coś dobrego?

pch/upadek-jezuitow

Towarzystwo Jezusowe jest w kryzysie – tak głębokim, że nie wiadomo, czy jeszcze się z niego podniesie. Skrót „SJ” zaczyna się kojarzyć nie z oddaniem Chrystusowi, ale z prowokacją i intelektualnymi wybiegami, które mają uzasadniać liberalizm. Kto wie: może jezuici już bezpowrotnie stracili szansę bycia narzędziem w rękach Boga.

Jezuitów jest na świecie kilkanaście tysięcy, w Polsce kilkuset. Wszystkie uogólnienia trzeba dlatego traktować z pewnym dystansem. Towarzystwo Jezusowe zawsze cieszyło się znaczną liczbą doskonałych kapłanów i tak jest na pewno również dzisiaj. Niestety, nie sposób zaprzeczyć, że o ile św. Ignacego Loyolę można z powodzeniem nazywać zarówno mistrzem duchowości jak i walecznym rycerzem sprawy katolickiej, to z trudem można byłoby zastosować takie określenia do typowego jezuity naszych czasów. Staje się to tym bardziej prawdziwe, jeżeli przyjrzeć się znanym członkom Towarzystwa. Zarówno na świecie jak i w naszym kraju jezuici celują we wzbudzaniu niezdrowej sensacji, lubując się w prowokacjach i przekraczaniu granic.

Podam kilka wymownych przykładów, zaczynając od Polski.

Ojciec Grzegorz Kramer. Tylko w ostatnich miesiącach wywołał dwa skandale, publikując wizerunek Matki Bożej z elementami symbolicznej dla ruchu LGBT tęczy, a później Zbawiciela ubranego w bluzę z nauczycielem fałszywej religii, Siddharthą Gautamą (tzw. budda). O jego wcześniejszej prowokacyjnej aktywności nie ma już nawet co mówić, każdy pamięta, jak – na przykład – „dziękował za odwagę” Piotrowi S., który popełnił samobójstwo z przyczyn politycznych, dla walki z PiS…

Ojciec Wacław Oszajca. Niedawno zaatakował procesje Bożego Ciała, oskarżając pobożność Bożocielną o ciemnotę, fanatyzm, doktrynerstwo i nietolerancję, a katolików w nich uczestniczących lżąc jako ludzi, którzy w oczach postronnych mogą uchodzić za mających skłonności kanibalistyczne. Później oskarżył katolicką egzegezę o fałszywą ocenę zdrady św. Piotra, bo Apostoł, wypierając się Chrystusa Pana, miał mieć przecież rację.

Ojciec Wojciech Żmudziński. Ogłosił, że Matka Boża nie mogła interweniować w Bitwie Warszawskiej, a to ze względu na, między innymi, dobrostan ruskich sołdatów, wobec czego na pewno nie interweniowała, a ci, którzy twierdzą, że było inaczej, powtarzają nieewangeliczną i brudną endecką propagandę. Po ogłoszeniu deklaracji Fiducia supplicans o błogosławieniu par LGBT jej krytyków przyrównał z kolei do ludzi błogosławiących „czołgi i armaty”, sugerując, że są to ludzie z przepowiedni Pana Jezusa, którzy zabijając Jego uczniów sądzą, że oddają cześć Bogu.

Ojciec Jacek Prusak. Tak dużo razy powtarzał za niemieckimi progresistami, że św. Paweł nigdy nie potępił homoseksualizmu, że chyba sam w to uwierzył i uznał za dowiedzione, bo ostatnio przestał o tym mówić. Ogranicza się do stwierdzania, że ludzie bez względu na orientację seksualną mogą „kochać w celibacie”, ale mogą też „kochać nie w celibacie”. W 2020 roku bronił też tzw. kompromisu aborcyjnego (zakaz zabijania chorych dzieci uznał za „targnięcie się” się na ów kompromis), a dwa lata później brał udział w festiwalu „Jezus spotyka Buddę”.

Pomijam tu celowo tych wszystkich jezuitów, którzy wypowiadają się w mediach społecznościowych w bardziej umiarkowanej, niemniej jednak otwarcie pro-liberalnej tonacji, nieustannie prowokując tym internetowe awantury; jest ich po prostu zbyt wielu. Trzeba jednak pamiętać, że ta ich działalność mocno rzutuje na wizerunku Towarzystwa Jezusowego. „SJ” w sieci zaczyna się coraz częściej kojarzyć z brakiem zdolności nazwania zła po imieniu i próbą znalezienia jakiegoś wytłumaczenia dla każdej patologii.

Nie wiem, czy w przestrzeni światowej jest z jezuitami lepiej, czy gorzej: tak jak pisałem wcześniej, to zbyt duże zgromadzenie, by wydawać ogólne sądy. Niemniej jednak gdy myślę o znanych jezuitach znowu przychodzą na myśl głównie kontrowersyjne postaci – i nie mówię już wcale o papieżu ani o nawet o generale jezuitów, Arturo Sosie, który wsławił się kiedyś twierdzeniami o mityczności zła.

Chodzi na przykład o kard. Jean-Claude Hollericha, po samym Franciszku chyba najważniejszego jezuitę w Watykanie. Hollerich jest relatorem generalnym Synodu o Synodalności. Z tej racji wypowiada się na różne „gorące” tematy. Niestety, zawsze z góry wiadomo, co powie: będzie wspierać zniesienia obowiązkowego celibatu, rewizję nauczania Katechizmu na temat homoseksualności, poprze „włączenie kobiet”, sugerując, że osobiście byłby otwarty nawet na żeńskie kapłaństwo, wreszcie wyrazi się z aprobatą o reformizmie niemieckiej Drogi Synodalnej.

Innym bywałym w Watykanie jezuitą jest ojciec James Martin z progejowskiej organizacji „Outreach”. Jego działalność, jednoznacznie wymierzona w moralną naukę Kościoła, jest wszystkim czytelnikom PCh24.pl tak dobrze znana, że nie trzeba jej tu w ogóle opisywać; prawda jednak, że odkąd kard. Fernández opublikował Fiducia supplicans ten amerykański jezuita jeszcze się rozzuchwalił, choćby manifestacyjnie błogosławiąc pary LGBT, nawet takie, które są bardzo odległe od wiary katolickiej.

W Watykanie obecny jest też w pośredni sposób Marko Rupnik – były jezuita, wyrzucony ze zgromadzenia w 2023 roku. W Kurii Rzymskiej używa się jego dzieł artystycznych, chętnie promuje je sam papież…

Niestety, gdy weźmie się pod uwagę inne skandale seksualne związane z działalnością niektórych członków Towarzystwa Jezusowego (także w Polsce), sprawy nie można tak po prostu załatwić stwierdzeniem, że Rupnik „już nie jest jezuitą”. Jest ewidentne, że system kontroli i zapobiegania przestępstwom seksualnym w zakonie działa źle. Zwracał zresztą na to uwagę o. Julio Fernández Techera SJ, inicjator dużej i trwającej od kilku lat dyskusji wewnętrznej o stanie Towarzystwa. W swoim obszernym eseju z 2023 roku (Ad usum nostrorum III, opublikowany przez dziennikarzy portalu InfoVaticana) wskazywał na poważne problemy z odpowiednim podejściem do sprawców nadużyć.

Coś złego wdarło się do zakonu jezuitów już dawno temu. Łatwo byłoby wskazać na Karla Rahnera jako tego, który zatruł Towarzystwo wieloma błędnymi ideami zaczerpniętymi z fascynacji niekatolickimi filozofiami rozwijanymi od oświecenia, zwłaszcza niemieckim idealizmem. Byłoby to w dużej mierze słuszne – choćby wspomniany wyżej Jean-Claude Hollerich przyznaje, że Rahner należy do jego głównych nauczycieli. Kiedy leciał w 1994 roku do Japonii, gdzie miał mieszkać przez wiele lat, z dziedziny teologii zabrał ze sobą wyłącznie dzieła Rahnera. Dzieło Rahnera podziwiał i cenił również długoletni generał jezuitów Pedro Arrupe, który wprowadzał Towarzystwo na pokrętne ścieżki teologii wyzwolenia; podobnie jak kardynał jezuita Carlo Maria Martini, przywódca grupy z Sankt Gallen, która doprowadziła do wyboru Jorge Mario Bergoglio na papieża. Sprowadzenie całości problemu do wpływu autora 16 tomów „Pism teologicznych” („Schriften zur Theologie”) byłoby jednak nadmiernym uproszczeniem. Pierre Teihlard de Chardin nie potrzebował Rahneryzmu by rozwijać swoją własną heterodoksyjną teologię. O Rahnerze nie mógł nawet słyszeć jezuita George Tyrrell, który obok Alfreda Loisy’ego był chyba najbardziej wpływowym heretykiem modernistycznym przełomu XIX i XX stuleci. Towarzystwo Jezusowe zaczęło chorować wcześniej, a Rahner jest tylko kolejnym tej choroby etapem.

Nie podejmuję się oceniać partykularnych przyczyn, dla których choroba tego rodzaju dopadła właśnie Towarzystwo Jezusowe i w nim znalazła tak podany grunt do dalszego rozwoju; zostawię to licznym jezuitologom, których także w Polsce doprawdy nie brakuje. Zaryzykuję jednak dość prostą hipotezę: jezuici nie popadli w kryzys dlatego, albo przynajmniej nie tylko dlatego, że są jezuitami; popadli w kryzys, bo byli i wciąż pozostają największym męskim zakonem na świecie, a to oznacza, że jak w soczewce skupia się w nich cały chaos i niepewność współczesnego katolicyzmu. Mówimy o jezuitach, ale przecież można byułoby z łatwością wymienić wielu skrajnie kontrowersyjnych dominikanów czy franciszkanów… Absurdalna teologia homoseksualna, którą rozwijają dzisiaj o. Martin i o. Prusak, a którą promują o. Kramer czy kard. Hollerich, to nie jest bynajmniej jezuicka domena; to problem Kościoła w ogóle. Zaciemnianie prawdy o jedyności zbawczej Pana Jezusa Chrystusa, którym parało i wciąż pra się wielu jezuitów, to znowu zjawisko rozpowszechnione wśród katolików w ogóle. Tak samo jest gdy idzie o inne problemy, jak podejście do aborcji, celibatu, roli kobiet, sposobu sprawowania władzy w Kościele, wreszcie i utrzymywania właściwej dyscypliny moralnej duchowieństwa. Jezuici w dawnych wiekach byli w awangardzie odnowy Kościoła. Dzisiaj są w awangardzie zepsucia, ale nie tyle ze względu na swoje szczególne „dokonania”, co raczej z powodu masowości zgromadzenia. Skupiamy na nich uwagę, bo pamiętamy o dawnych zasługach, często stykamy się z owocami ich dawnej działalności, wreszcie widzimy wielu wciąż aktywnych zakonników. Upadek Towarzystwa Jezusowego postępuje jednak równolegle z upadkiem duchowieństwa i świeckich Kościoła katolickiego w ogóle.

Czy można mieć nadzieję, że jezuici się odrodzą i zamiast dokładać nam zmartwień zajmą się jako całość pracą na rzecz odbudowy katolicyzmu? Nadzieję, owszem, zawsze można mieć; ale nie sądzę, by była bardziej uzasadniona niż związana z jakimkolwiek innym dużym zgromadzeniem zakonnym. Ostatecznie Ignacy Loyola założył Towarzystwo Jezusowe tylko dlatego, że chciał tego Jezus Chrystus. Jezuici byli przez lata ziemskim narzędziem w rękach Pana. Pewnie, mogą być nim znowu. Pytanie jednak, dlaczego akurat oni – i co miałoby na to wskazywać? Sam Bóg wie, kogo powoła do dzieła odnowy katolicyzmu i przywrócenia Kościołowi ewangelicznego blasku.

A jezuici? Może przetrwają; a może będą powoli zanikać, jak wiele innych zakonów przed nimi. Kto zamiast służyć Bogu i Kościołowi zajmuje się prowokacjami, traci, by tak rzec, metafizyczną rację bytu.

Paweł Chmielewski

=================================

M. Dakowski:

Zwyrodnialcy z [XY chromosomy, z kutasami i jajami?] – damscy bokserzy – wstąpią na olimpiadzie jako „kobiety”.

Ich występ wzbudza ogromne kontrowersje. „Kobiety zostaną zabite” sportowefakty/boks-amatorski-kobiety

Zdjęcie okładkowe artykułu: Getty Images / Luis Veniegra/SOPA Images/LightRocket / Brendan Moran/Sportsfile / Na zdjęciu: Imane Khelif (z lewej) i Lin Yu-Ting
Getty Images / Luis Veniegra/SOPA Images/LightRocket / Brendan Moran/Sportsfile /

Na zdjęciu: Imane Khelif (z lewej) i Lin Yu-Ting
zdjęcie autora artykułu

Łukasz Witczyk 29.07.2024,

Wiele kontrowersji wzbudza występ w igrzyskach Paryż 2024 „pięściarek” [z kutasami i jajami ?md] Imane Khelif (Algieri) i Lin Yu-Ting (Tajwan). Powodem jest zbyt wysoki poziom testosteronu w ich organizmach. „To szokujące” – skwitował były bokser Barry McGuigan.

viki: DNA test had shown Khelif to have XY chromosomes,

=================================================

Reprezentant[ka] Algierii Imane Khelif i walcząca [z kutasami i jajami? md] w barwach Tajwanu Lin Yu-Ting od lat wzbudzają „kontrowersje” w świecie kobiecego boksu. W mistrzostwach świata w 2023 roku zostały wycofane z rywalizacji z powodu zbyt wysokiego poziomu testosteronu. Taką decyzję w przypadku Algierki podjęto tuż przed jej finałowym pojedynku.

Jednak w igrzyskach olimpijskich w Paryżu obie mogą walczyć. I to pomimo tego, że biologicznie uznawane są za mężczyzn. Temat znów wrócił, a ich przeciwniczki protestują. Jedna z zawodniczek – Meksykanka Brianda Tamara – przyznała, że nigdy nie odczuwała tak mocno ciosów rywalki, jak po walce z Khelif.

„Kiedy z nią walczyłam, czułam się nie na miejscu. Jej ciosy bardzo mnie bolały. Nie sądzę, żebym tak kiedykolwiek czuła się w ringu, a walczę 13 lat. Nawet w czasie sparingów z mężczyznami. Dzięki Bogu tamtego dnia bezpiecznie opuściłam ring” – pisała Meksykanka w serwisie „X”.

Do sporu dołączyła amerykańska pływaczka Nancy Hogshead. Dodała, że mężczyźni mają o 162 proc. większą siłę uderzeń niż kobiety. „Ideologia gender doprowadzi do tego, że kobiety zostaną zabite. Khelif i Lin mają wziąć udział w kobiecym boksie olimpijskim i to pomimo dyskwalifikacji za to, że posiadają chromosomy XY, czyli męski fenotyp” – napisała.

Z kolei były bokser z Irlandii Północnej – Barry McGuigan – nie może zrozumieć całej sytuacji. „To szokujące, że pozwolono im walczyć. Co się dzieje?” – napisał w serwisie X.

Mimo protestów, MKOl nie reaguje i twierdzi że obie zawodniczki [z kutasami i jajami? md] spełniają kryteria kwalifikacyjne i będą walczyć podczas igrzysk. Brytyjski „Daily Mail” pyta, czy w igrzyskach biorą udział sportowcy transseksualni.

Zareagował już Algierski Komitet Olimpijski, który tłumaczył, że decyzja podjęta podczas MŚ 2023 byłą częścią spisku, którego celem było uniemożliwienie Khelif zdobycia złotego medalu. Zbyt wysoki poziom testosteronu argumentowano „względami medycznymi”.

===========================

mail:

Zwyrodnialcami  są przede wszystkim organizatorzy tej imprezy, jak to 
widać od pierwszego dnia.

Dr Ratkowska: Proces za amantadynę i za wywiad o szczepionkach. Turbo-raki.

Proces za amantadynę i wywiad o szczepionkach. Dr Ratkowska: Chcą pozbawić mnie prawa do pracy

Wakcynacja nauczycieli szczepionką firmy AstraZeneca przeciwko Covid-19
Wakcynacja nauczycieli szczepionką firmy AstraZeneca przeciwko Covid-19 Źródło: PAP / AstraZeneca

Izba Lekarska zażyczyła sobie z moich ówczesnych dwóch miejsc pracy, kartoteki pacjentów leczonych przeze mnie w ciągu trzech miesięcy, aby szukać na mnie „haków” dot. leczenia amantadyną – mówi psychiatra dr Katarzyna Ratkowska w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl.

DoRzeczy.pl: W piątek stanie pani ponownie przed sądem lekarskim. Powodem sprawy są pani wypowiedzi dotyczące szczepionek na COVID-19. Chodzi m.in. o wywiad, jakiego udzieliła pani naszemu portalowi. Jak wygląda dokładnie pani sytuacja?

Dr Katarzyna Ratkowska: Wypowiedzi są jednym z powodów. Pierwsze oskarżenie i proces miał miejsce 18 marca 2022 roku. Były tam dwa zarzuty. Pierwszy dotyczył tego, że leczę COVID-19 amantadyną, a drugi to to, że śmiem cokolwiek negatywnego powiedzieć o preparatach genetycznych, które nazwano „szczepionkami przeciwko COVID-19”. Rzecznik odpowiedzialności zawodowej wnioskowała o natychmiastowe zawieszenie mi prawa wykonywania zawodu. Kiedy zapoznałam się z aktami sprawy byłam zdumiona: zobaczyłam, że śledzona i negatywnie komentowana jest każda moja wypowiedź w mediach. Najbardziej dotknęły moich oskarżycieli wypowiedzi w telewizji Polsat, w Radio Maryja, wRealu24, ale również wywiad dla portalu DoRzeczy.pl, gdzie mówiłam m.in. o tym, że tzw. szczepionki przeciw COVID-19 stwarzają zagrożenie zdrowia i życia, a także, że skandalem jest dopuszczenie ich stosowania u dzieci. W aktach sprawy jest mowa „że moja działalność jest szczególnie niebezpieczna”. Jest tam również komentarz, „że się nie poprawiłam” mimo dwóch spotkań rzecznika odpowiedzialności zawodowej ze mną w Bydgoskiej Izbie Lekarskiej, które miały miejsce jesienią 2021 roku. Przypomniało mi to teczki i donosy z czasów działalności SB, czyli jak się dotąd wydawało, minionej już epoki.

Tutaj rodzi się pytanie, czy jakiś pacjent, którego leczyła pani amantadyną, miał przez to problemy zdrowotne?

Żadnego takiego pacjenta moi oskarżyciele nie potrafią przytoczyć. Pojawiają się tylko ogólne oskarżenia, że leczę amantadyną. Pojawiają się urywki z ulotki amantadyny, wyrwane z kontekstu fragmenty moich wpisów w dokumentacji medycznej. Izba Lekarska zażyczyła sobie z moich ówczesnych dwóch miejsc pracy kartoteki pacjentów leczonych przeze mnie w ciągu określonych trzech miesięcy, aby szukać na mnie „haków” dot. leczenia amantadyną. Przypuszczam że ci pacjenci nawet nie zostali poinformowani, że ktoś będzie miał dostęp do ich najbardziej wrażliwych, bo psychiatrycznych, danych. Oskarżenie jest teoretyczne. Jest to interpretacja na podstawie danych z ulotki producenta że amantadyna może pacjentom zaszkodzić.

A może zaszkodzić?

Jestem lekarzem medycyny, specjalistą psychiatrii. My, psychiatrzy i neurolodzy, znamy amantadynę nie tylko z ulotki, ale praktycznie, bo używamy jej do leczenia zespołów parkinsonowskich. Amantadyna ponad 40 lat temu została wynaleziona jako lek przeciwwirusowy i jako taki jest stosowana nadal. Po drodze, przypadkowo odkryto jej ochronne działanie na mózg, dlatego stosowana jest również w różnych zespołach neurologicznych, w tym parkinsonowskich. Jest to więc lek, którego skuteczność i bezpieczeństwo znamy od dziesięcioleci. Pacjenci ze wskazaniami neurologicznymi lub psychiatrycznymi, także starsi, biorą go miesiącami, a czasami nawet latami. W leczeniu COVID-19 stosuje się ten lek od 5 do 12 dni. Tymczasem prof. Robert Flisiak z rady medycznej przy premierze sugerował w mediach, że amantadyna jest toksyczna, zaś jednocześnie promował w Polsce eksperymentalny Remdesivir, który jest wycofany w wielu krajach np. z Francji, bo uszkadza nerki, serce i wątrobę.

Oprócz leczenia amantadyną pojawia się jeszcze zarzut dot. pani wypowiedzi.

Tak. Okazuje się że w Polsce jest zakaz debaty naukowej i coraz większe ograniczanie wolnego zawodu lekarza. Obie rzeczy są łamaniem prawa, nauki i zdrowego rozsądku. Zgodnie z Kodeksem Etyki Lekarskiej oraz Ustawą o Zawodzie Lekarza, to lekarz w dialogu z pacjentem ustala najlepszą dla niego terapię, zgodnie ze swoją najlepsza wiedzą, doświadczeniem i sumieniem. W ubiegłym roku rzecznik odpowiedzialności zawodowej żądał natychmiastowego zawieszenia mi prawa wykonywania zawodu. Oni nazywają to zawieszeniem na rok, jednak de facto jest to odebranie prawa. Gdyby sąd lekarski zgodził się na to, to nie mogłabym pracować od następnego dnia. Sędziowie-lekarze nie zgodzili się na słowo „natychmiast„.

Teraz, po wymianach personalnych w izbach lekarskich oraz w okresie politycznego „bezkrólewia” robią drugie podejście. Nie tylko wobec mnie, ale i innych lekarzy i naukowców wiernych etyce. Dla mnie jest tu jeszcze jeden ważny aspekt. Z powodu dewastacji w publicznej służbie zdrowia w Polsce, która ma miejsce od lat, a już za ministra Adama Niedzielskiego w szczególności, mamy ucieczkę lekarzy do ośrodków prywatnych, których jest coraz więcej. W publicznej służbie zdrowia jeden musi pracować za dziesięciu, bo NFZ nie daje odpowiednich środków na zatrudnianie lekarzy i odpowiednie leczenie pacjentów.

Cały swój czas zawodowy poświęcam na pracę w Poradni Zdrowia Psychicznego na NFZ, bo sytuacja jest dramatyczna. Rejon, który obsługuje nasza przychodnia w Warszawie, to około 200 tys. mieszkańców. W mojej ocenie powinno być zapełnionych, co najmniej dziesięć etatów lekarskich, a w tej chwili mamy zapełnione niecałe dwa etaty, z czego ja zajmuję 4/5, czyli największą część. Biorę też na siebie ciężar wizyt domowych.

Dyrekcja naszej placówki, mimo ogłoszeń, od lat nie może pozyskać do pracy odpowiedniej liczby lekarzy. Jednocześnie pacjentów potrzebujących pomocy lekarza psychiatry gwałtownie przybywa. Z powodu przepełnienia szpitali psychiatrycznych mamy coraz więcej pacjentów, którzy mogą stanowić zagrożenie zarówno dla siebie, jak i innych osób. Odebranie mi prawa wykonywania zawodu pogorszy jeszcze tę sytuację. To mnie martwi najbardziej.

Wypowiedzi o szczepionkach i leczenie amantadyną to jedyne zarzuty?

Teraz doszedł jeszcze jeden zarzut. Człowiek, który był u mnie na wizycie lekarskiej tylko raz, złożył do Izby Lekarskiej w Warszawie doniesienie twierdząc, że przyszedł na wizytę do lekarza psychiatry, a otrzymał ode mnie także informacje o niebezpieczeństwie powikłań poszczepiennych. Faktycznie, był taki pacjent, ale moją intencją było przekazanie mu oprócz zaleceń psychiatrycznych, także wiedzy, jakie witaminy i zioła może stosować, żeby wzmocnić swój organizm i uniknąć tychże powikłań. Więc nie tylko nie poniósł szkody, ale otrzymał kompetentną całościową poradę.

Czas zweryfikował skuteczność i bezpieczeństwo szczepionek. To nie ma znaczenia?

Oczywiście, że tak się stało. To, że szczepionki nie chronią przed COVID-19, to pół biedy. Wraz z innymi lekarzami, z bólem patrzymy, jak zaszczepieni pacjenci zapadają na śmiertelne powikłania i umierają. Pojawił się nawet termin „turbo rak”, który wprowadzili patomorfolodzy niemieccy. Oznacza on, że widzimy nowotwory, których dotąd medycyna nie widziała. Nowotwory o bardzo szybkim przebiegu, doprowadzające do śmierci nawet w ciągu trzech tygodni od wystąpienia objawów, bo wszędzie są przerzuty. Poza tym, są rozległe udary, zawały i zapalenia nie tylko serca, ale innych narządów, choroby neurologiczne, jak np. stwardnienie rozsiane, szybko postępujące otępienia i wiele innych.

Widzimy to, co zostało wydobyte z tajnych dokumentów Pfizera, czy innych koncernów wyrokami sądów na wniosek naukowców (np. w USA w styczniu 2022). Te dane FDA (Amerykańka Agencja Leków) i Pfizer chcieli utajnić na 75 lat. Te dokumenty są dostępne nawet w internecie – np. tajny dokument Pfizera z lutego 2021 roku, w którym jest prawie 1300 chorób i objawów, jakich należy się spodziewać po ich tzw. szczepionkach, w tym słowo zgony (!). Statystyki wskazują, że nagły i bardzo poważny wzrost zgonów zaczął się nie od czasu, gdy zaczęła się pandemia, ale od momentu wprowadzenia tych pseudoszczepionek. Mamy doniesienia z całego świata. Umowy między koncernami i rządami i koncernami były tajne, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego w Polsce przyznał podczas interwencji poselskiej jesienią 2022 roku, że im zawartości fiolek ze szczepionkami badać nie wolno.

Mamy jednak badania składu z niezależnych laboratoriów ze wszystkich kontynentów, które pokazują, że we wszystkich tzw. szczepionkach na COVID-19 jest zawarta szkodliwa nanotechnologia: tworzą ją w dużej ilości wodorotlenek grafenu, metale ciężkie, nanolipidy, które dotąd nie były dopuszczone do używania u ludzi tylko do doświadczeń laboratoryjnych, poza tym miliardy cząstek DNA z zanieczyszczeń od bakterii, przez co jest zagrożony nasza genetyka. Z tego powodu te preparaty z wielu krajów są już wycofane, jak np. w Islandii, czy Szwajcarii, lub mocno ograniczone do ludzi w podeszłym wieku np. Skandynawii, Danii. Natomiast w Polsce są stręczone nawet dzieciom od 6 miesiąca życia. To zagrożeniem dla życia i zdrowia Polaków powinny się zajmować izby lekarskie i Ministerstwo Zdrowia, a nie nękaniem lekarzy. Dobra wiadomość dla osób, które przyjęły te „szczepionki” jest taka, że lekarze na całym świecie mają opracowane protokoły zapobiegania i leczenia powikłań poszczepiennych. Są to m.in. witaminy, antyoksydanty w dużej ilości i określone zioła.

Ostatnia Wieczerza Babcioluba – czyli Perwertiada

Ostatnia Wieczerza Babcioluba – czyli Perwertiada

Ewaryst Fedorowicz , 29 lipca 2024 ekspedyt/ostatnia-wieczerza-babcioluba-czyli-perwertiada

To urocze, że po nie tyle po napluciu, co po nasikaniu [chodzi o nasranie.. md] na twarz chrześcijanom (w tym – roszczącym sobie prawo do bycia jedynie słusznymi chrześcijanami katolikom), zaprotestowali muzułmanie z Iranu i nie tylko z Iranu.

Świat chrześcijański najwyraźniej wie, kto ziarno sypie, to i z protestami nie przesadza, choć Elon Musk wyraził się jasno, co ma swoją wagę.

Owszem, francuski episkopat coś tam wypiszczał + jeden biskup z USA.

A polscy biskupi? Z Rysiem i innymi „progresistami” na czele?
Żarty… ta arystokracja, pieczętująca się od niepamiętnych czasów „korkiem, workiem i rozporkiem” ?

Zresztą w Watykanie „nad wszystkim czuwa gospodarz domu – nie da on krzywdy zrobić nikomu”, który po coś przecież został posadzony na Piotrowym Tronie, w okolicznościach, najoględniej mówiąc, zastanawiających?

***

Wiejska?

Gdyby zgasić tam światło i wpaść z tęgim kijem lejąc na (najdosłowniej) oślep, to prawdopodobieństwo trafienia przyzwoitego człowieka byłoby na poziomie trafienia „szóstki” w Totolotka.
Olać ich.

Wzruszam się, kiedy ideowy marksista Kaczyński podkreśla, że jest katolikiem. I dodaje – wierzącym i praktykującym.

Ale jakoś nie usłyszałem protestu, cóż – pewnie nie słuchałem uważnie.

Mąż Pani Kornhauser wyraził swoją opinię w sprawie zawieszenia komentatora Babiarza, ale w kwestii zbezczeszczenia Ostatniej Wieczerzy – jakoś nie.

Wsio pa płanu.

***

Zresztą, nie ma się czemu dziwić:
przypomnę pisowcom, którzy bardzo oszczędnie zachłystują się oburzeniem w przedmiotowej kwestii, że kiedy ówczesny wicepremier ds. bezpieczeństwa Kaczyński i późniejszy męczennik Kamiński, na pstryknięcie dysponowali tabunami bezpiek i milicji (bo policja, to była przed wojną),

to bojówki degeneratek, z parlamentarzystkami (jest taki epitet) w składzie, które napadały na kościoły bezczeszcząc sacrum, nie były wyciągane za kołnierz, rzucane na glebę, a w razie stawiania oporu – obezwładniane i skuwane np. modnymi dziś tzw. kajdankami zespolonymi.

No tak – Kaczyński jest znany szarmant, a Kamiński był zajęty ćwiczeniem utrzymywania się w pionie, co wykluczało pochylenie się nad tymi bandyckimi ekscesami.

***
Czy Babciolub wiedział o przygotowywanej, antychrześcijańskiej prowokacji?
Pewnie tak, bo ktoś musiał dopilnować na miejscu, żeby prowokacja spełniła swoje zadanie bez nikomu niepotrzebnych zakłóceń.

Czy jego rola była zatem tylko bierna?
Oczywiście, że tak – nie po to Bestia poobsadzała najbardziej eksponowane stołki po obu stronach Atlantyku swoimi (proszę wybaczyć właściwą mi precyzję) podhujaszczymi, żeby się wykazywali jakąś, nikomu niepotrzebną, samodzielnością:

przychodzi rozkaz i jedyne, co pozostaje Babciolubowi (i jemu podobnym) to wykonać i to bez dyskusji.
O, przecież Babciolub ma w tzw. przebiegu służby, najoczywiściej symboliczny i do tego doskonale przygotowany i zrealizowany, samozapłon królowej francuskich kościołów katolickich, katedry Notre Dame.

Czy coś więcej – oprócz relacjonowania niewątpliwie widowiskowego pożaru i zawalania się w sposób równie widowiskowy, ponad tysiącletniego dziedzictwa tej starej kurwy Francji (© Kisiel) wybrzmiało we francuskich mediach, za przeproszeniem mejnstrimowych?

Jakaś refleksja?

E tam – jakby się spaliło jakieś składowisko śmieci, tyle, że stare bardzo i wyjątkowo wielkich rozmiarów.

***

Paryż, miasto niewątpliwie architektonicznie piękne, jest dziś marną atrapą miasta, które zobaczyłem pierwszy raz 34 lata temu, natomiast mająca w nim od wieków, jedną ze swych, ulubionych miejscówek Bestia, zawsze miała się w nim doskonale i ma się coraz lepiej.

Dlatego Perwertiada trwa.

Następny etap – w Warszawie, bo grunt już przygotowany.

O autorze: Ewaryst Fedorowicz

Fiskus Tuska chce opodatkować kapliczki, krzyże i figury świętych.

Fiskus chce opodatkować kapliczki, krzyże i figury świętych. W ten sposób rząd Tuska chce łatać dziurę budżetową

pch/fiskus-chce-opodatkowac-kapliczki-krzyze-i-figury-swietych

„Resort finansów tak się zapędził w rozszerzaniu podatku od nieruchomości, że może nim obciążyć także przydrożne krzyże, figurki świętych i kapliczki”, informuje we wtorek „Puls Biznesu”.

„W poszukiwaniu dodatkowych pieniędzy dla budżetu państwa Ministerstwo Finansów (MF) zdaje się przesuwać granice. Okazuje się, że projektowane przepisy nakładają daninę nie tylko na przedsiębiorstwa, kombinaty i całą ich infrastrukturę sieciową, techniczną i użytkową. Eksperci wskazują, że podatkiem od nieruchomości mogą być objęte również tzw. obiekty małej architektury (obecnie wyłączone z opodatkowania)”, czytamy w gazecie.

Do tych obiektów należą m.in. kapliczki, krzyże przydrożne, święte figury, ale nie tylko. Gazeta zwraca uwagę, że nowym podatkiem mogą zostać objęte również obiekty architektury ogrodowej jak np. wodotryski, posągi ogrodowe (np. krasnale, nimfy, amorki), pergole, oczka wodne, kaskady, ogrody skalne, ogrodowe murowane grille oraz obiekty użyteczności codziennej jak piaskownice, ławki, huśtawki, drabinki, wiaty na wózki, słupki, śmietniki.

Obecnie tego typu obiekty są wyraźnie zwolnione z podatku od nieruchomości. Najnowszy projekt MF zmian w tym podatku nie przewiduje już tego zwolnienia.

„Puls Biznesu” cytuje opinie, jakie w tej sprawie przygotowali eksperci z konfederacji „Lewiatan” oraz Business Centre Club.

„Projekt nie odwołuje się do obiektów małej architektury, prowadząc tym samym do rozszerzenia zakresu opodatkowania. Pominięcie tej kategorii prowadzi do uznania za budowle wielu obiektów, które dotychczas nie podlegały opodatkowaniu”, uważają eksperci BCC.

Z kolei Przemysław Pruszyński z „Lewiatana” zwraca uwagę, że od wielu lat to właśnie podatek od nieruchomości rodził najwięcej sporów i wątpliwości interpretacyjnych, których wiele musiały rozstrzygać sądy. – Przy okazji obecnej nowelizacji ustawy MF widocznie postanowiło te rozbieżności powyjaśniać ale niestety w sposób korzystny dla fiskusa – zaznacza.

Inwazja potworów w Immerath. Burzenie kościoła.

Mieszkańcy Nadrenii przegrali z koncernem energetycznym, który buduje na tym terenie kopalnię węgla brunatnego.

Miejscowość Immerath jest stopniowo niszczona. W tym tygodniu dokonano wyburzenia katedry św. Lamberta – budowli utrzymanej w stylu neoromańskim, liczącej sobie 127 lat. Większość mieszkańców Immerath została przesiedlona, ich domy rozebrane, podobny los ma rychło spotkać także okoliczny cmentarz.

Pomimo wielu akcji protestacyjnych niemieckich chrześcijan, mieszkańców regionu, a nawet Greenpeace’u kościół, jak wcześniej większość wsi, został zniszczony, bo leży to w interesie korporacyjnym niemieckiego giganta RWE.

a tu Francja:

źródło: https://www.tysol.pl/a15008-video-niemcy-wyburzaja-piekna-katedre-by-budowac-kopalnie-ciezko-patrzec

Analiza wypowiedzi arcybiskupa Vigano na temat sytuacji w Kościele. Część 2: Kościół Chrystusowy przeciwko antykościołowi Bergoglio

BKP: Analiza wypowiedzi arcybiskupa C. M. Vigano na temat sytuacji w Kościele

Część 2: Kościół Chrystusowy przeciwko antykościołowi Bergoglio

wideohttps://vkpatriarhat.org/pl/?p=22230  https://bcp-video.org/pl/analiza-wypowiedzi-2/

https://bandila-ni-kristo.wistia.com/medias/mdjq4j6xk3  https://youtu.be/HzgJLOjz2lM

https://rumble.com/v58tybp-analiza-wypowiedzi-2.html  cos.tv/videos/play/54437258651799552

Cytat arcybiskupa C. M. Vigano: „Znajdujemy się w surrealistycznej sytuacji, w której hierarchia, określając się jako katolicka i domagając posłuszeństwa od ciała kościelnego, jednocześnie wyznaje doktryny, które przed Soborem Kościół potępiał. Potępia natomiast jako herezje te doktryny, które wcześniej nauczał każdy z papieży”.

Tym stwierdzeniem arcybiskup Vigano de facto pokazuje, że obecna hierarchia, nazywana katolicką, nie jest już katolicka. Oskarża ją, że herezje, które ma obowiązek potępiać, wręcz przeciwnie, wyznaje, a naukę katolicką, którą ma obowiązek wyznawać, potępia. Zmieniając paradygmaty i przyjmując „Fiducia supplicans”, zaprzecza samej swojej istocie. Arcybiskup zwraca zatem uwagę, że ta hierarchia, nieposłuszna Bogu, nie ma prawa żądać posłuszeństwa.

Cytat arcybiskupa C. M. Vigano: „Sytuacja ta jest skutkiem odbierania Prawdzie absolutu, relatywizowania jej i dostosowywania do ducha świata. 

Hierarchia zwana katolicką ma obowiązek reprezentować władzę Bożą. Kiedy jednak poprzez herezje oddzieliła się od Prawdy i dostosowała do ducha świata, nauczanie prawd Bożych przedstawia w sposób zrelatywizowany. W wyniku tego ta hierarchia traci prawo do działania w autorytecie Boga i żądania posłuszeństwa. Jednak katolicy automatycznie uważają widzialną władzę kościelną za władzę Bożą. Bergoglio nadużywa tego, głosząc herezje, zaprzeczające najbardziej podstawowym prawdom wiary, i żądając jednocześnie posłuszeństwa. Tutaj jedynym rozwiązaniem jest oddzielenie się od tego zabójcy Kościoła Chrystusowego.

Cytat arcybiskupa C. M. Vigano: „Jak zachowaliby się dzisiaj papieże minionych stuleci? Czy uznaliby mnie za winnego schizmy, czy raczej potępiliby tego, kto podaje się za ich następcę?”

Arcybiskup Vigano zadaje pytanie: Kogo potępiliby przedsoborowi papieże – jego czy odstępczego Bergoglio, który twierdzi, że jest ich następcą? Odpowiedź na to jest jednoznaczna: potępiliby Bergoglia  jako arcy-heretyka. Z drugiej strony uznaliby arcybiskupa Vigano za wiernego pasterza Kościoła Chrystusowego.

Cytat arcybiskupa C. M. Vigano: „Razem ze mną – modernistyczne synedrium sądzi i potępia wszystkich papieży katolickich, ponieważ wiara, której oni bronili, jest moją wiarą; a błędy, których broni Bergoglio, to te, które oni, bez wyjątku, potępili”.

Tym stwierdzeniem arcybiskup pokazuje, że reprezentuje prawowierną naukę i tradycję całego Kościoła i wszystkich papieży aż do Soboru Watykańskiego II.

Cytat arcybiskupa C. M. Vigano: Zastanawiam się więc, jaką ciągłość można zachować między dwiema rzeczywistościami, które są wzajemnie się przeciwstawne i sprzeczne? Między Kościołem Soborowym i Synodalnym Bergoglia a tym «zablokowanym przez kontrreformacyjny strach», od którego tenże ostentacyjnie się odcina? I od jakiego «Kościoła» miałbym być w schizmie, skoro ten, który uważa się za katolicki, różni się od prawdziwego Kościoła właśnie w głoszeniu tego, co tamten potępiał, i potępianiu tego, co tamten głosił?”

Arcybiskup po raz kolejny zwraca uwagę na absurdalność bycia oskarżanym o tzw. przestępstwo schizmy przez osobę, reprezentującą posoborowy kościół synodalny. Ten kościół synodalny jest nie tylko pogrążony w schizmie, ale bezpośrednio w odstępstwie. Oddzielenie się od niej arcybiskupa Vigano jest jego świętym obowiązkiem. Tego wymaga od niego wierność Bogu i Kościołowi. W żadnym wypadku  nie jest to przestępstwo schizmy!

Cytat arcybiskupa C. M. Vigano: Wyznawcy «Kościoła Soborowego» odpowiedzą, że jest to wynik ewolucji ciała kościelnego w kierunku «koniecznej odnowy». Magisterium Kościoła Katolickiego naucza jednak, że prawda jest niezmienna, a doktryna o ewolucji dogmatów jest herezją”.

Arcybiskup po raz kolejny wskazuje na błędy tzw. kościoła soborowego, który wprowadził swego rodzaju ewolucję ciała kościelnego, aby usprawiedliwić głoszenie herezji. Arcybiskup ponownie podkreśla, że sama Prawda jest niezmienna, a doktryna o ewolucji dogmatów jest herezją.

Cytat arcybiskupa C. M. Vigano: Są to więc niewątpliwie dwa różne Kościoły: każdy z własną doktryną, liturgią i świętymi. Jednak dla katolika Kościół jest jeden, święty, powszechny i apostolski. Dla Bergoglia natomiast Kościół jest soborowy, ekumeniczny, synodalny, otwarty, pro-imigracyjny, zrównoważony ekologicznie i przyjazny gejom”.

Bergoglio utożsamia strukturę kościelną, na której czele stoi, z Kościołem Chrystusowym. Arcybiskup podkreśla jednak, że dziś są tu dwa kościoły, każdy z własnym nauczaniem. Kościół Bergoglio jest soborowy, synodalny, sodomiczny… Ale w żadnym wypadku nie jest to Kościół Chrystusowy!

Cytat arcybiskupa C. M. Vigano: Czyżby Kościół zaczął więc nauczać błędu? Czy mamy wierzyć, że jedyna Arka Ocalenia jest jednocześnie narzędziem zguby dla dusz, a Ciało Mistyczne oddziela się od swojej Boskiej Głowy, Jezusa Chrystusa, podważając obietnicę Zbawiciela? Takie stanowisko nie jest oczywiście możliwe do przyjęcia, a zajmujący je, pogrążają się w herezji i schizmie. Kościół nie może nauczać błędu, ani jego głowa – papież – nie może być jednocześnie heretykiem i ortodoksem, Piotrem i Judaszem, w komunii ze swoimi poprzednikami i jednocześnie w schizmie z nimi. Jedyne możliwe teologicznie wyjaśnienie jest takie, że hierarchia soborowa, która deklaruje się jako katolicka, ale wyznaje inną wiarę niż ta, której przez dwa tysiące lat nauczał Kościół, należy faktycznie do innego bytu i dlatego nie reprezentuje prawdziwego Kościoła Chrystusa”.

Arcybiskup logicznie wnioskuje z faktów, że Kościół Chrystusowy i Kościół Bergoglio są przeciwieństwami. Każdy biskup i ksiądz, ale także każdy katolik powinien zdać sobie z tego sprawę i wyciągnąć z tego jasny wniosek, a mianowicie: oddzielić się od Bergoglio i jego sekty!

Cytat arcybiskupa C. M. Vigano: „Skąd mamy pewność, że «Kościół Synodalny» i jego przywódca Bergoglio nie wyznają wiary katolickiej? Potwierdza to całkowite i bezwarunkowe poparcie jego członków dla licznych błędów i herezji potępionych wcześniej przez nieomylne Magisterium Kościoła Katolickiego oraz jawne odrzucenie doktryn, nakazów moralnych, aktów kultu i praktyk religijnych, które nie są zatwierdzone przez «ich» Sobór”. 

Arcybiskup Vigano podaje dwa dowody na to, że kościół synodalny, na którego czele stoi Bergoglio, nie wyznaje wiary katolickiej. Pierwszym dowodem jest to, że całkowicie i bez zastrzeżeń trzyma się błędów i herezji religijnych, które Magisterium Kościoła już potępiło. Drugim dowodem jest to, że jawnie odrzuca katolickie nauczanie i zasady moralne, które nie są zatwierdzone przez „ich” Sobór. 

Jezus Chrystus nakazuje głosić Ewangelię całemu stworzeniu, natomiast Sobór nawiązał dialog. Oznacza to, że misjonarz powinien z szacunkiem słuchać pogańskich złudzeń i nie głosić poganom Ewangelii, aby ich tzw. nie urazić. Prawdziwa misja, której fundamentem, centrum i szczytem jest Jezus Chrystus, uważana jest za „haniebny prozelityzm” i wciąganie tzw. wierzących. Owocem tego jest to, że do Europy dotarła anty-misja hinduizmu poprzez jogę, podobnie jak anty-misja buddyzmu poprzez orientalną medytację i sztuki walki.

A Kościół? On to reklamuje! To jest duch Soboru Watykańskiego II, który jest sprzeczny z Duchem Chrystusa.

Cytat arcybiskupa C. M. Vigano: Żaden z nich nie może z czystym sumieniem podpisać się pod Trydenckim Wyznaniem Wiary czy też Przysięgą Antymodernistyczną, ponieważ wyrażają one dokładne przeciwieństwo tego, co sugeruje i naucza Sobór Watykański II oraz tak zwane «magisterium soborowe»”.

Arcybiskup stwierdza, dlaczego wiara kościoła synodalnego, na którego czele stoi Bergoglio, nie jest katolicka. Żaden z nich nie może z czystym sumieniem podpisać Trydenckiego Wyznania Wiary, które jasno wyraża niezmienne prawdy o naszym zbawieniu. Zgodnie z Trydenckim Wyznaniem Wiary, także papież Pius X zareagował na ówczesny modernizm, który zaraził Kościół na przełomie XIX i XX wieku. Napisał antymodernistyczną przysięgę przeciwko tej herezji, którą musiał złożyć każdy ksiądz i każdy biskup. Należy jednak wiedzieć, że sobór wręcz przeciwnie otworzył drzwi potępionej już herezji modernizmu i duch Soboru Watykańskiego II wszczepił je we wszystkich seminariach katolickich.

Te modernistyczne herezje zaprzeczają istocie Pisma Świętego i Tradycji, czyli katolickim dogmatom dotyczącym wiary i moralności. Modernizm kwestionował także zjawiska nadprzyrodzone w Piśmie Świętym. Arcybiskup dodaje, że Trydenckie Wyznanie Wiary i Przysięga Antymodernistyczna są dokładnym przeciwieństwem tego, czego naucza Sobór Watykański II i tzw. „soborowe magisterium”, oraz tego, co z nich wynika. Zatem Sobór jest heretycki, duch Soboru także jest heretycki i owoce są heretyckie, a Bergoglio swoją drogą synodalną jedynie dopełnia program Soboru, który nie ma nic wspólnego z katolikcką czyli zbawczą wiarą.

Cytat arcybiskupa C. M. Vigano: „Ponieważ, z teologicznego punktu widzenia, niemożliwe jest, aby Kościół i papież byli narzędziami zguby, a nie zbawienia, musimy dojść do wniosku, że heterodoksyjne nauki głoszone przez tak zwany «Kościół Soborowy» i «papieży soborowych» od Pawła VI włącznie stanowią anomalię, która poważnie podważa ich legitymację w zakresie nauczania i rządzenia”.

Zwróćmy uwagę na gesty np. Jana Pawła II, które naruszają pierwsze przykazanie Dekalogu, a jednocześnie stanowią zgubny precedens dla wierzących. W Indiach wziął na czoło od sakralnej kapłanki znak boga Śiwy i przyjął magiczny wieniec. Ucałował Koran, który nie uznaje Jezusa Chrystusa za Syna Bożego i nakazuje zabijanie chrześcijan jako niewiernych. Kilkakrotnie uczcił grób ojca New Age, Gandhiego, wygłaszając pod jego adresem pochwały.

W Asyżu Jan Paweł II dopuścił się odstępczego gestu. Spowodowało to duchowy punkt zwrotny i heretycką zmianę opinii publicznej w całym Kościele katolickim. Zaprosił wyznawców pogańskich kultów oddających cześć demonom i udostępnił im świątynie Asyżu, aby mogli tutaj odprawiać magiczne rytuały i bezcześcić świątynie. Następnie modlił się z nimi do tzw. „wspólnego Ojca”. Ale poganie nawet nie uznają Boga Stwórcy, modlą się do demonów! Nie głosił im Chrystusa. Nie dał im ani słowa świadectwa o naszym Panu i Zbawicielu! Ale potem modlił się Modlitwą Pańską z tymi, którzy świadomie zwracają się do demonów i diabła. Do kogo właściwie się z nimi modlił? Do Boga czy do diabła?

Jan Paweł II zbudował z Asyżu nową tradycję tzw. spotkań międzyreligijnych w duchu Soboru Watykańskiego II. Swoim gestem oznajmił, że drogi pogańskie są drogami alternatywnymi wobec drogi zbawienia, związanej z odkupieńczą śmiercią Syna Bożego na krzyżu. Czyniąc to, znacząco zmienił sposób myślenia katolików, tak jakby Jezus Chrystus nie był już jedynym Zbawicielem.

Przez cały swój pontyfikat propagował i aprobował herezje modernizmu i zastąpienie misji dialogiem międzyreligijnym.

Taki Kościół i takie papiestwo są w rzeczywistości narzędziami zatracenia, a nie zbawienia, jak stwierdza arcybiskup Vigano. Ale Jan Paweł II i Franciszek Bergoglio ucieleśniają jedynie ducha Soboru Watykańskiego II.

Cytat arcybiskupa C. M. Vigano: „Musimy zrozumieć, że przewrotne wykorzystanie autorytetu w Kościele w celu jego zniszczenia (lub przekształcenia w kościół inny niż ten zamierzony i założony przez Chrystusa), samo w sobie stanowi już wystarczający powód, aby uznać autorytet tego nowego podmiotu, który celowo nałożył się na Kościół Chrystusa, uzurpując sobie władzę, za nieważny. Dlatego nie uznaję legalności Dykasterii, która mnie sądzi”.

Arcybiskup podkreśla, że wszyscy katolicy muszą zrozumieć, jak wielkim złem jest przewrotne wykorzystanie autorytetu w Kościele w celu jego zniszczenia lub przekształcenia w coś, czego Chrystus nie chciał i co nie założył. W pierwszych latach po Soborze nie było to jeszcze widoczne, dlatego katolicy dobrej woli starali się wszystko wyjaśnić pozytywnie. Trwająca aż 11 lat działalność Bergoglio zdemaskowała ukryty cel architektów Soboru Watykańskiego II. Arcybiskup Vigano konkluduje, że fakt nadużycia władzy w celu zniszczenia Kościoła jest wystarczającą podstawą do zdemaskowania nowego podmiotu, który nałożył się na Kościół Chrystusa. Tą nową jednostką jest Głęboki Kościół, czyli Bergogliański antykościół New Age.

Praktyczny wniosek, jaki z tego płynie dla biskupów i księży, polega na oddzieleniu się od nieważnego papieża, który sam został ekskomunikowany z Kościoła Chrystusowego i dlatego nie może być jego głową.

Obecnie wszelkie sankcje lub ekskomuniki wydane przez Watykan są nieważne i nieskuteczne. Dotyczy to fałszywej ekskomuniki nie tylko na arcybiskupa Vigano, ale także na każdego innego biskupa, opowiadającego się za wiernością Chrystusowi i Jego Kościołowi.

Cytat arcybiskupa C. M. Vigano: „Metody, jakimi przeprowadzono działania wrogie wobec Kościoła Katolickiego, wskazują, że musiały być one zaplanowane i celowe. W przeciwnym razie ci, którzy ich potępializostaliby przesłuchani, a współpracownicy by ich natychmiast zaniechali”. 

Arcybiskup Vigano, jako wieloletni pracownik Watykanu, ujawnia, że był to zaplanowany i zamierzony spisek przeciwko Kościołowi, mający na celu zniszczenie go od wewnątrz. Jako dowód podaje, że gdyby ta akcja likwidacyjna nie była planowana, to ci, którzy ją potępiali, zostaliby wysłuchani przez kierownictwo Kościoła i zostałyby podjęte odpowiednie środki, aby powstrzymać wewnętrzny pucz. Rzeczywistość była jednak taka, że ci, którzy wytykali przestępstwa w Kościele i bronili prawowiernego nauczania, zostali przez hierarchię usunięci. Wręcz przeciwnie, tych, którzy opowiadali się za samozniszczeniem Kościoła, awansowano na najwyższe urzędy.

Cytat arcybiskupa C. M. Vigano: Z pewnością, biorąc pod uwagę ówczesne czasy i tradycyjną formację większości kardynałów, biskupów i duchowieństwa, «skandal» hierarchii, która sobie zaprzeczała, wydawał się tak okropny, że wielu prałatów i duchownych nie byli w stanie uwierzyć, że Kościół mógłby faktycznie przyjąć idee rewolucyjne i masońskie”. 

Tradycyjna formacja i myślenie w Kościele katolickim, jak wyraża arcybiskup, stworzyły taką atmosferę, że niewiarygodne było, aby zasady masońskie, dążące do zniszczenia Kościoła, dotarły do jego wnętrza. Dlatego nie można było ich nawet zdemaskować. Już samą myśl, że hierarchia katolicka walczy z Kościołem, katolik widziałby jak swój grzech ciężki. A tym, którzy ponoszą odpowiedzialność, takim jak biskupi i kardynałowie, szacunek dla władzy nie pozwalał wskazywać na zbrodnię, która zaczęła być popełniana w Kościele przeciwko Bogu i samym fundamentom, na których stoi Kościół.

Cytat arcybiskupa C. M. Vigano: „To właśnie był mistrzowski plan szatana – jak określił go Arcybiskup Lefebvre. Plan ten wykorzystał naturalny szacunek i synowską miłość katolików do świętej władzy pasterzy, zmuszając ich do przedkładania posłuszeństwa nad prawdę”. 

Arcybiskup Vigano zwraca uwagę na arcybiskupa Lefebvre’a, który kilkadziesiąt lat temu wskazał na główną przyczynę otwierania drzwi Kościoła na herezję. Utożsamiał tę przyczynę z mistrzowskim planem szatana, który nakłonił katolików do przedłożenia posłuszeństwa władzy kościelnej nad Prawdę, czyli niezmiennymi prawdami wiary wynikającymi z objawienia Bożego. To nadanie priorytetu posłuszeństwu władzy kościelnej spowodowało, że nie było już możliwe przekonanie hierarchii, że nadużywa ona swojej władzy przeciwko samej istocie Kościoła. Jeśli ktoś na to zwracał uwagę, jak abp Lefebvre, musiał się liczyć nie z karą Bożą, ale z karą kościelną, czyli tzw. ekskomuniką za rzekome przestępstwo nieposłuszeństwa i schizmy. Zatem obrona prawd wiary, czyli apologia, po Soborze była praktycznie niemożliwa! W euforii Soboru Watykańskiego II, przed którym wszyscy musieli kapitulować, herezjom otworzyły się drzwi do wszystkich szkół teologicznych.

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metody OSBMr                  + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

15.07.2024

Wszelkie sankcje lub ekskomuniki wydane przez Watykan są dziś nieważne

bcp-video.org/analysis-of-the-statement-2/  /english/

bcp-video.org/it/analisi-della-dichiarazione-2/  /italiano/

========================

Analiza wypowiedzi arcybiskupa C. M. Vigano na temat sytuacji w Kościele. Część 1: Sobór Watykański II