Mądrości Minister Klimatu [Paulina Hennig-Kloska]: Jeśli Pani biegać będzie zimą w krótkim rękawku po ulicy… to będzie Pani zimno Co ma zrobić emeryt, którego nie stać na remont? Są mieszkania modułowe i mieszkalnictwo społeczne
Mądrości Minister Klimatu:
👉🏻Jeśli Pani biegać będzie zimą w krótkim rękawku po ulicy… to będzie Pani zimno
👉🏻Co ma zrobić emeryt, którego nie stać na remont? Są mieszkania modułowe i mieszkalnictwo społeczne pic.twitter.com/iufTnjdhQ5
W Rouen doszło do pożaru iglicy na katedrze. Według wstępnych informacji francuskiego ministerstwa kultury, przyczyną pożaru było „niewłaściwe obchodzenie się ze sprzętem w czasie renowacji żeliwnej iglicy katedralnej”.
Pożar wybuchł około południa w czwartek 11 lipca. Obecnie pożar znajduje się „pod kontrolą”, ale na godzinę 14 nie został do końca ugaszony. Akcja strażaków zakończy się po zabezpieczeniu całego otoczenia.
Zdarzenie zostało zgłoszone około południa przez pracowników pracujących przy odnowie iglicy. Ci próbowali sami ugasić ogień, ale musieli w końcu zadzwonić po straż. Iglica jest wykonana z metalu, ale osadzona na drewnianym podłożu na wysokości 151 merów nad ziemią.
Pierwsze ustalenia wskazywały tylko na pożar rusztowania. Płonęły zwłaszcza plastikowe elementy placu budowy. Podano, że sama iglica i poszycie dachowe katedry nie zostały poważnie uszkodzone. Minister kultury Rachida Dati napisała, że „wydaje się, że sytuacja jest pod kontrolą”. W akcji brały udział 33 pojazdy i 63 strażaków.
Katedra poddana jest renowacji, która ma potrwać ponad siedem lat. Od 2021 roku projekt skupia się na iglicy wzniesionej w XIX wieku przez architekta Jean-Antoine’a Alavoine’a. Eksperci byli zaniepokojeni uszkodzeniami konstrukcji. Iglica została postawiona w wieku XVI. Była wówczas wykonana z ołowiu [?? konstrukcyjnie – niemożliwe; za miękki metal. md] . Po uderzeniu pioruna w 1830 r. w całości odbudowano ją z żeliwa.
Materiał ten, wówczas uważany za nowoczesny, z biegiem lat ujawnił jednak swoje słabości i w 1970 r. zdecydowano się wzmocnić konstrukcję stalą. Bieżące prace dotyczą wymiany i renowacji elementów żeliwnych, które uległy zniszczeniu. Na renowację przeznaczono sumę 430 000 euro.
Pięć lat po pożarze katedry Notre-Dame de Paris wszystkie tego typu wydarzenia budzą jednak niepokój. Katedra Najświętszej Marii Panny w Rouen to zabytek sztuki gotyckiej. W latach 1876–1880 był najwyższy budynek na świecie, a iglica na 151-metrowej wieży stanowi, że jest to czwarty co do wysokości kościół na świecie, a trzeci w Europie.
W tym kościele znajduje się grobowiec króla Ryszarda Lwie Serce zawierający jego serce, epitafium wraz ze szczątkami cesarzowej Matyldy oraz niezwykła XI-wieczna półkolista krypta odkryta w 1934. Katedra inspirowała malarstwo Claude’a Moneta.
Źródło: Le Figaro [więc masońsko- wazeliniarsko opisuje sprawę md]
================================
vikii:
Katedra Najświętszej Marii Panny w Rouen (fr.Cathédrale Notre-Dame de Rouen, pełna nazwa: La cathédrale primatiale Notre-Dame de l’Assomption de Rouen) – gotyckakatedra pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny w Rouen we Francji.
Jest ona ujęta dwiema różnej wysokości wieżami – północną Tour St-Romain oraz późniejszą Tour du Beurre, wybudowaną prawdopodobnie za podatek od konsumpcji masła. Środkowa wieża katedry ma żeliwną neogotyckąiglicę, dodaną w 1876 roku. Warto obejrzeć Portal des Libraires z XIII wieku oraz XIV-wieczny Portal de la Calende z kunsztowną rzeźbą i delikatnym maswerkowaniem.
Osobliwościami są: grobowiec króla Ryszarda Lwie Serce zawierający jego serce, epitafium wraz ze szczątkami cesarzowej Matyldy oraz niezwykła XI-wieczna półkolista krypta odkryta w 1934.
W latach 90. XIX w. Claude Monet namalował cykl 31 obrazów katedry w Rouen, z których kilka jest wystawianych w Musée d’Orsay w Paryżu. Artysta badał efekt zmiany światła padającego na zachodnią fasadę i opisał zarówno detale powierzchni, jak i bryłę, przedkładając kolor nad rysunek.
W latach 1876–1880 najwyższy budynek na świecie. Najwyższy kościół we Francji, wyższa wieża ma 151 m wysokości[1], to czwarty co do wysokości kościół na świecie, a zarazem trzeci w Europie.
=========================================
Brytyjski portal podaje, iż w świątyni prace remontowe trwają niemal nieustannie od 1944 roku. Katedrę zbombardowały wówczas powietrzne siły brytyjskie i amerykańskie.
Katedrę poświęcono w 1062 roku. W uroczystości udział wziął Wilhelm, książę Normandii, późniejszy Wilhelm Zdobywca.
Źródło: Daily Mail
=============================
Katedra w Rouen znajduje się w pobliżu miejsca, gdzie w XV wieku męczeńską śmierć poniosła św. Joanna d’Arc.
Zapraszamy w piątek 12.07 do różańcowego szturmu modlitewnego za Kościół, naszą Ojczyznę i nasze rodziny – od godz.17.00 do parafii p.w. św. Stanisława Biskupa i Męczennika (Głównego Patrona Polski).
Tylko modląc się na Różańcu Świętym i poprzez POKUTĘ możemy wybłagać tryumf Niepokalanego Serca Maryi Panny w Kościele, w Polsce, w naszych rodzinach i na całym świecie.
Sfabrykowany proces z arcybiskupem Carlem Maria Vigano ujawnił, kto jest kim. Kto jest po stronie jawnego heretyka Bergoglio, a kto po stronie Chrystusa i prawdy, czyli po stronie arcybiskupa Vigano.
Patriarchat reaguje na doniesienia medialne.
Historyk Roberto de Mattei powiedział: „Biskup Joseph Strickland uznał autorytet papieża Franciszka, odmawiając pójścia za radami tych amerykańskich konserwatystów i tradycjonalistów, którzy wzywali go do przeciwstawienia się decyzji papieża”.
Historyk de Mattei ma rację, biskup Strickland naprawdę uznał i nadal uznaje autorytet fałszywego papieża Franciszka jako prawowitego papieża, nawet teraz, po wydania „Fiducia supplicans”. W ten sposób zjednoczył się z jego odstępstwem i buntem przeciwko Bogu. Powoływanie się na tzw. posłuszeństwo Ojcu Świętemu jest absurdalne. Bergoglio, który sam siebie wykluczył z Kościoła, nie może być jego głową, jak potwierdzają święci ojcowie i nauczyciele Kościoła.
De Mattei odwołuje się dalej do konstytucji „Pastor aeternus”: „Jednak kiedy papież podejmuje decyzje dotyczące dyscypliny i zarządzania Kościołem, nie przekraczając prawa Bożego i naturalnego, obowiązkiem nie jest sprzeciw, ale posłuszeństwo…”
Jednak w przypadku Bergoglio decyzje nie są podejmowane bez bezpośredniego naruszenia prawa boskiego i naturalnego. Przekroczył go już w „Amoris laetitia”, gdzie praktycznie unieważnił przykazania Boże i zaprzeczył istnieniu obiektywnie obowiązujących norm moralnych. Prawo Boże zostało tu zastąpione podejściem subiektywnym. Dogmatyczną deklaracją „Fiducia supplicans” de facto unieważnia cały Dekalog. W „Ad theologiam promovendam” wprowadził zasadę zmiany zasad z postanowieniem, że to, co jest sprzeczne z tym poglądem, jest nieważne. Czyniąc to, unieważnił zarówno Pismo Święte, jak i Tradycję. Wynika z tego, że świętym obowiązkiem jest nieposłuszeństwo i przeciwstawienie się decyzji odstępcy Bergoglio.
Cytat biskupa Schneidera: „Nie ma żadnego autorytetu, który mógłby ogłosić czy uznać wybranego i generalnie akceptowanego papieża za papieża nielegalnego”.
Tym stwierdzeniem Schneider daje do zrozumienia, że dla niego poza odstępcą Bergoglio nie ma żadnego autorytetu – ani autorytetu Pisma Świętego, ani autorytetu Tradycji, czyli świętych ojców i nauczycieli Kościoła, które jasno wyraziły, że heretycki papież jest wykluczony Bogiem z Kościoła i dlatego nie może być jego głową. Św. Bellarmin stwierdza: „To także pisze św. Hieronim, dodając, że pozostali grzesznicy są wykluczeni z Kościoła wyrokiem ekskomuniki, natomiast heretycy sami wypędzają się i własnym czynem oddzielają się od Ciała Chrystusowego… Niechrześcijanin w żadnym wypadku nie może być papieżem… On nie może być głową Ciała, którego nawet nie jest członkiem. Kto nie jest chrześcijaninem, nie jest członkiem Kościoła – a jawny heretyk nie jest chrześcijaninem, jak jasno nauczają św. Cyprian (lib. 4, epist. 2), św. Atanazy (ser. 2 kontra Arian), św. Augustyn (lib. De grat. Christ., rozdz. 20), św. Hieronim (Dial. contra Lucif.) i inni; dlatego jawny heretyk nie może być papieżem”.
Stwierdzenie Pisma Świętego jest jednoznaczne: „Kto głosi inną ewangelię, niech będzie wykluczony, przeklęty – anatema” (Ga 1,8-9).
Cytat Schneidera: „Stała praktyka Kościoła czyni oczywistym, że nawet w sytuacji nieważnego wyboru, taki nieważny wybór zostałby de facto naprawiony poprzez powszechną akceptację nowo wybranego przez przytłaczającą większość kardynałów i biskupów”.
Jeśli jednak zostanie wybrany heretyk, wybór ten, zgodnie z dogmatyczną bullą Pawła IV, jest nieważny, nawet gdyby został wybrany jednomyślnie przez wszystkich kardynałów. Dalej bulla stwierdza, że wszystko, co robi ten heretyk, jest nieważne i nieskuteczne.
W tej sytuacji odwoływanie się do stałej praktyki Kościoła jest nieadekwatne, gdyż nigdy w historii nie było takiej sytuacji, gdy tzw. papież w swojej deklaracji doktrynalnej ustanowił błogosławieństwo do nieba wołającego grzechu sodomii lub gdy papież publicznie poświęcił się szatanowi.
Cytat Schneidera: „Również w przypadku papieża heretyka nie utraciłby on swojego urzędu automatycznie…”
To stwierdzenie Schneidera świadczy albo o jego niewiedze, albo o celowym oszustwie.
Interpretatorzy kodeksu kościelnego Wernz i Vidal czerpią z bulli dogmatycznej „Cum ex apostolatus officio”, z nauk ojców, takich jak św. Cyprian, Św. Atanazy, św. Augustyn, św. Hieronim, i nauczycieli kościelnych, takich jak św. Bellarmin (1610), ), św. Franciszek Salezy (1622), św. biskup Antoni (1459), św. Alfons Liguori. W interpretacji prawa kanonicznego z 1943 r. ci prawnicy kościelni wyjaśniają, że: „W wyniku powszechnie znanej i otwarcie głoszonej herezji Papież Rzymu, jeśli popadnie w herezję, uważa się w konsekwencji tego faktu [ipso facto] za pozbawionego jurysdykcji nawet przed jakimkolwiek wyrokiem deklaratywnym Kościoła”.
Cytat Schneidera: „…i nie ma ciała w Kościele, które mogłoby oświadczyć, że (papież, jawnyheretyk) utracił swój urząd z powodu herezji”.
Św. Bellarmin natomiast twierdzi: „Dlatego prawdziwą opinią jest, że papież, który jest jawnym heretykiem, automatycznie przestaje być papieżem i głową, tak jak automatycznie przestaje być chrześcijaninem i członkiem Kościoła; i z tego powodu może być osądzony i ukarany przez Kościół. Taka jest opinia wszystkich świętych ojców Kościoła, którzy nauczają, że jawni heretycy natychmiast tracą wszelką jurysdykcję, a zwłaszcza to opinia św. Cypriana”.
Schneider twierdzi, że w obecnym tak zwanym Kościele nie ma ciała, które mogłoby oświadczyć, że tzw. papież stracił swój urząd z powodu herezji. Dowodzi to, że dzisiejszy Kościół jest okupowany przez sektę bergoglianów, która zajęła wszystkie kluczowe miejsca. Schneider jest apologetą tej sekty. Na oko on tzw. odrzuca „Fiducia supplicans”, ale jednocześnie poddaje się jej autorowi, tym samym faktycznie akceptując „Fiducia supplicans” .
Cytat historyka de Mattei: „Biskup Schneider idzie tu za nauczaniem św. Alfonsa Liguori”.
Schneider nie idzie tu za nauczaniemśw. Alfonsa z Liguori. Św. Alfons wyraża się w następujący sposób:„Gdyby Bóg pozwolił, aby papież stał się notorycznym i zuchwałym heretykiem, na mocy tego faktu przestałby być papieżem, a Stolec Apostolski byłby opuszczony (sede vacante)”. To całkowicie dotyczy Jorge Bergoglio.
Cytat historyka de Mattei: „Biskup Schneider idzie tu za nauczaniem… kardynała Billota i rzymskiej szkoły teologii, zgodnie z którą ten, kto jest powszechnie akceptowany jako papież, jest prawdziwym papieżem”.
Jeśli ktoś jest powszechnie akceptowany jako papież, zakłada się, że w żadnym wypadku nie jest on jawnym heretykiem.Jawny heretyk nie należy do Kościoła nawet jako członek, jak pisze św. Bellarmin: „Papież,który jest jawnym heretykiem, automatycznie przestaje być papieżem i głową, tak jak automatycznie przestaje być chrześcijaninem i członkiem Kościoła”. To samo potwierdzają święci ojcowie i nauczyciele Kościoła.
Cytat historyka de Mattei: „…bo jeżeli cały Kościół przylgnąłby do fałszywego papieża, trzymałby się wówczas fałszywej reguły wiary”.
Obecnie właśnie jesteśmy tego świadkami. Fałszywy papież sprowadza pod fałszywe reguły wiary cały Kościół katolicki, wszystkich, którzy do niego przylegają, przekształcając Kościół w antykościół New Age. Bergoglio przyznaje nawet publicznie w swoim motu proprio „Ad theologiam promovendam”, że zmienia podstawowe zasady, czyli ustanawia fałszywe reguły wiary. Tym samym ponownie udowadnia, że rzeczywiście jest fałszywym papieżem
Cytat historyka de Mattei: „…można wyizolować wiele słów czy czynów papieża Franciszka i pokazać, że obiektywnie nie są one nakierowane na dobro dusz. Są jednak również inne akty tego pontyfikatu, które nie mają takiej charakterystyki (na przykład ogłoszenie 8 grudnia 2020 r. Roku Świętego Józefa)”.
Historyk de Mattei chyba… żartuje. Jeśli mówi poważnie, to po prostu konstruuje sztuczne problemy intelektualne. Jednocześnie jednak całkowicie ignoruje podstawową rzeczywistość, jaką jest niegodziwość w miejscu świętym, czyli odstępstwo na najwyższym urzędzie kościelnym. Przypominamy jeszcze raz: 1 listopada 2023 r. Bergoglio wydał motu proprio „Ad theologiam promovendam”, ustanawiając w ten sposób zasadę relatywizacji dogmatu. Następnie 18 grudnia wydał deklarację doktrynalną „Fiducia supplicans”, w której zalegalizował ciężki grzech sodomii i ustanowił jej błogosławieństwo. W ten sposób de facto unieważnił Dekalog i Credo i przekształcił Kościół katolicki w antykościół New Age. Ten podstawowy fakt, że Bergoglio okazał się jawnym heretykiem, de Mattei całkowicie ignoruje.
Arcybiskup Carlo Maria Vigano wskazuje na herezje i zbrodnie Bergoglio. Zgodnie z nauką Pisma Świętego i Ojców Kościoła udowadnia, że on nie jest ważnym papieżem. W swoich wypowiedziach de Mattei rażąco oczernia prawowiernego arcybiskupa, mając na celu zniszczenie tego głównego świadka Chrystusa. I dziś Pan Jezus musiałby powiedzieć Roberto de Mattei: „Biada wam, faryzeusze, obłudnicy, plemię żmijowe, że odcedzacie komary, połykacie wielbłądy, sami nie wchodzicie do królestwa Bożego, a innym przeszkadzacie” (por. Mt 23,23n)
Również włoski portal „La Nuova Bussola Quotidiana” okazał się niepoważny, pełen niegodnych zaufania teorii spiskowych. Przykładem jest rażąca manipulacja i podłe oczernianie prawowiernego arcybiskupa Vigano. Komu więc służy ten portal? Obłudny dziennikarz niedawno wypuścił kolejną plotkę, gdy napisał: „Od kilku miesięcy krąży informacja o ponownej konsekracji, którą (rzekomo) ma otrzymać arcybiskup Carlo Maria Vigano, były nuncjusz apostolski w Waszyngtonie”.
Spiskowiec, chcąc znaleźć argument na potwierdzenie swojej teorii, napisał, że zwrócił się do arcybiskupa Vigano, który reagował jedynie ze zdziwieniem, dlaczego Bussola zwraca się do niego. Mianowicie ten portal go ciągle brudzi. Jednak ze zdziwienia dziennikarz doszedł do wniosku, że tym jego spisek został potwierdzony. Nie chcemy tutaj analizować podłość, hipokryzję i manipulację, jakie „Nuova Bussola” popełnia, aby zniszczyć samą prawdę i bronić drogę kłamstwa i apostazji, ograniczymy się do krótkiego podsumowania: „Bussola” stosuje metody mediów głównego nurtu – kłamstwa, kłamstwa i kłamstwa.
Schneider napisał: „Przykro mi, że arcybiskup Vigano używa obraźliwych określeń”.
Arcybiskup Vigano wcale nie używa obraźliwych określeń, wręcz przeciwnie, nazywa rzeczy po imieniu, zgodnie z Pismem Świętym. Ponadto Jezus bardzo ostro wypowiadał się o faryzeuszach, nazywając ich plemieniem żmij, wężami, pobielonymi grobowcami i obłudnikami. Schneider nie rozróżnia rzeczy głównych, a mianowicie tego, że arcybiskup Vigano prowadzi ludzi na drogę prawdy i pokuty, a tym samym do zbawienia, podczas gdy fałszywy papież Bergoglio prowadzi ludzi przez herezję i sodomię na wieczne potępienie. A to diametralna różnica.
Zdaniem Schneidera Bergoglio prawdopodobnie używa wyrażeń pełnych szacunku, gdy dopuszcza się bluźnierstwa i twierdzi, że Pan Jezus rzekomo„stał się dla nas wężem i diabłem”. Bergoglio rażąco oczerniał arcybiskupa Vigano, nazywając go „oskarżycielem braci” i „sługą szatana”. Ale Schneiderowi to nie jest przykro.
Cytat z mediów: „Bractwo Św. Pius X 24 czerwca zdystansowało się od arcybiskupa Vigano i dodaje: Arcybiskup Vigano w swoim tekście wyraźnie opowiada się za sedeswakantyzmem. Innymi słowy, według niego papież Franciszek nie jest papieżem… W tej kwestii abp Lefebvre i założone przez niego bractwo nie zgodziliby się”. [to interpretacja „mediów”, nie władz Bractwa md]
Mons. Lefebvre natomiast nie mógłby zgodzić się z obecnym stanowiskiem Bractwa. Biskup Williamson, którego mons. Lefebvre wyświęcił, w przeciwieństwie do Bractwa, podziela to samo stanowisko co arcybiskup Vigano, a mianowicie, że Bergoglio nie jest ważnym papieżem. Takie stanowisko z pewnością również zająłby arcybiskup Lefebvre. Ale tak, jak to Bractwo wydaliło biskupa Williamsona, tak samo dzisiaj wydaliłoby arcybiskupa Lefebvra.
Cytat z mediów: „Jednak bractwo Św. Pius X uznaje papieża Franciszka za papieża… Biskupi i księża Bractwa odprawiają Mszę Świętą w jedności z Ojcem Świętym”.
Jeżeli biskupi i księża Bractwa odprawiają Mszę Świętą w wewnętrznej jedności z tzw. Ojcem Świętym nawet po 18 grudnia 2023 r., to akceptują herezję „Fiducia supplicans”. Wtedy także na nich spada Boża według Ga 1,8, którą sprowadził na siebie Jorge Bergoglio, i służą Liturgie już nieważnie! Kapłan, który przyjął sodomskie antyewangelię, przyjął także ducha antychrysta. Duch antychrysta nie może konsekrować.
Jak arcybiskup Vigano skomentował obecny sfabrykowany proces?
„Chcę wyraźnie powiedzieć, że nie udałem się do Watykanu (20 lub 28 czerwca)… Nie przekazałem dykasterii żadnego oświadczenia ani dokumentu na moją obronę, ponieważ nie uznaję jej władzy, nie uznaję władzę jej prefekta, oraz nie uznaję władzy tego, kto go mianował”.
Szef sztabu polskich sił zbrojnych, generał Wiesław Kukuła wydał rozkaz, że Polska musi przygotować się na „konflikt na pełną skalę”.
Generał Kukula powiedział, że liczba wojsk na wschodniej granicy z Rosją i Białorusią wzrośnie do sierpnia z 6000 do 8000.
Powiedział w środę: „Dzisiaj musimy przygotować nasze siły na pełnoskalowy konflikt, a nie konflikt asymetryczny”.
Polska armia liczy ok. 190 tys. żołnierzy, a w ciągu najbliższych kilku lat Polska planuje zwiększyć liczebność swoich sił zbrojnych o 300 tys. żołnierzy.
Wiceminister obrony Paweł Bejda powiedział, że chcą mieć straż tylną składającą się z około 9 tys. żołnierzy, gotową do rozmieszczenia w ciągu 48 godzin.
W weekend chińscy żołnierze przybyli na Białoruś, aby wziąć udział we wspólnych ćwiczeniach wojskowych w pobliżu granicy z Polską.
Ministerstwo obrony Pekinu podało w niedzielę, że ćwiczenia wojskowe pod nazwą „Atak Orła” rozpoczęły się w poniedziałek w Brześciu, położonym przy granicy z Polską .
Władze Białorusi poinformowały, że ćwiczenia wojskowe „pozwolą… stworzyć podstawy do dalszego rozwoju stosunków białorusko-chińskich w dziedzinie wspólnego szkolenia wojsk”.
Martin Sebena, wykładowca na Uniwersytecie w Hongkongu, ostrzegał, że oznacza to dalsze wsparcie Rosji i jej sojuszników ze strony Pekinu.
Sebena, specjalista ds. relacji chińsko-europejskich, powiedział dziennikowi South China Morning Post: „Ćwiczenia będą się pokrywać ze szczytem NATO i odbędą się na… granicy, gdzie Białoruś od wielu miesięcy „uzbraja” przepływy migrantów, aby wywierać presję na Polskę – a co za tym idzie, na UE i NATO”.
Sebena kontynuował: „Dodaje to dwa dodatkowe poziomy do polskiej percepcji. Po pierwsze, Polacy ograniczają transport kolejowy z Chin przez węzeł Małaszewicze [w pobliżu Brześcia] w obawie, że zostanie on wykorzystany do obejścia taryf, podczas gdy Chiny ciężko pracowały, aby zwiększyć handel lądowy oparty na pociągach z zachodnich Chin do Europy – przy czym ten węzeł jest zasadniczo jedynym miejscem, przez które te pociągi wjeżdżają przez UE.
„Po drugie, polski prezydent został niedawno ciepło przyjęty w Chinach, a ponieważ Polacy odbierają to ćwiczenie jako skierowane do nich, w Polsce pojawiają się pytania o to, na ile strona chińska była autentyczna”.
11 lipca 1943 r. ukraińscy nacjonaliści dokonali ataku na polskich mieszkańców 150 miejscowości na Wołyniu. W sumie w latach 1943-45 na Wołyniu, Podolu i w Galicji Wschodniej zginęło ok. 100 tys. Polaków i przedstawicieli innych mniejszości narodowych zamordowanych przez oddziały Ukraińskiej Armii Powstańczej i miejscową ludność ukraińską.
Zbrodnia wołyńska jest jednym z najbardziej dramatycznych epizodów II wojny światowej i losów Polaków. W przeciwieństwie do mordów dokonywanych przez okupantów niemieckich i sowieckich, ludobójstwo na Wołyniu było często popełniane przez sąsiadów ofiar, których przodkowie przez wiele dziesięcioleci zamieszkiwali wraz z Polakami te same wsie i osady.
Rzeź wołyńska nie była jednak spontanicznym wybuchem nienawiści, ale skutkiem długotrwałego oddziaływania ideologii nacjonalizmu ukraińskiego, który za główny cel stawiał sobie stworzenie niepodległej, jednolitej etnicznie Ukrainy przez wymordowanie i wypędzenie Polaków oraz przedstawicieli innych narodowości (m.in. Ormian i Żydów). Plan ten próbowano realizować już we wrześniu 1939 r., gdy doszło do pierwszych mordów na Polakach i ataków na polskie dwory.
Sprawcy zbrodni wołyńskiej to Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów – frakcja Stepana Bandery, podporządkowana jej Ukraińska Powstańcza Armia oraz ludność ukraińska uczestnicząca w mordach swoich polskich sąsiadów. OUN-UPA nazywała swoje działania „antypolską akcją”. To określenie ukrywało zamiar, jakim było wymordowanie i wypędzenie Polaków, tak, aby Ukraina stała się krajem całkowicie jednolitym etnicznie.
„Powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu. (…) Tej walki nie możemy przegrać i za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły. Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi” – napisał w tajnej dyrektywie jeden z dowódców UPA Dmytro Klaczkiwski „Kłym Sawur”. Dokument ten uznawany jest przez historyków za jeden z kluczowych dla podjęcia decyzji o masowych mordach na Polakach.
Wcześniej dochodziło do pojedynczych i nieskoordynowanych ataków na polskich mieszkańców Wołynia. Pierwszy masowy mord na ludności polskiej na Wołyniu został dokonany 9 lutego 1943 r. przez oddział Ukraińskiej Armii Powstańczej, który zamordował 173 Polaków we wsi Parośla I w powiecie sarneńskim. Zbrodnię popełniono w sposób niezwykle wyrachowany.
Dowódcy UPA przekonali mieszkańców wsi, że powinni dać się związać, bo to przekona Niemców, że gościli partyzantów pod przymusem.
Wpływ na nasilenie się fali zbrodni miało porzucenie w marcu i kwietniu 1943 roku przez policjantów ukraińskich służby na rzecz Niemiec i przejście w szeregi UPA. Wielu z tych policjantów brało wcześniej udział w zagładzie Żydów. W nocy z 22 na 23 kwietnia 1943 roku UPA spaliła osadę Janowa Dolina i zamordowała ok. 600 Polaków. Również tam mordu dokonano w sposób niezwykle brutalny.
Mordowano w okrutny sposób
Szczególne nasilenie zbrodni nastąpiło 11 i 12 lipca 1943 r. Zbrodnie na Polakach dokonywane były niejednokrotnie z niebywałym okrucieństwem, palono żywcem, wrzucano do studni, używano siekier i wideł, wymyślnie torturowano ofiary przed śmiercią a także gwałcono kobiety.
UPA atakowała bazy samoobrony polskiej na Wołyniu, w których chroniła się ludność, m.in. Przebraże, w którym uratowało się ok. 10 tys. Polaków. Tylko część baz samoobrony przetrwała. Pomocy bazom samoobrony udzielała partyzantka sowiecka, a także żołnierze niemieccy i węgierscy sprzedając amunicję i granaty. Polacy szukali ratunku uciekając do miast i miasteczek kontrolowanych przez wojsko niemieckie. Wielu z nich zostało wywiezionych na roboty przymusowe do Niemiec.
Określenie zbrodnia wołyńska dotyczy nie tylko masowych mordów dokonanych na terenach Wołynia, czyli byłego województwa wołyńskiego, ale także w byłych województwach: lwowskim, tarnopolskim i stanisławowskim (Galicja Wschodnia), a także województwach lubelskim i poleskim.
Ukraińcy mordowali nawet „swoich”
Z rąk nacjonalistów ukraińskich ginęły także rodziny polsko-ukraińskie, Ukraińcy odmawiający wzięcia udziału w zbrodniczej akcji oraz ratujący Polaków. Wydana przez Instytut Pamięci Narodowej „Kresowa Księga Sprawiedliwych”, opracowana przez Romualda Niedzielkę podaje, że Ukraińcy uratowali 2527 Polaków. Za tę pomoc 384 Ukraińców zapłaciło życiem. Od 2017 r. ratujący Polaków są odznaczani medalami Virtus et Fraternitas (Męstwo i Braterstwo) przyznawanymi przez prezydenta RP, na wniosek Instytutu Pileckiego.
Według szacunków polskich historyków ukraińscy nacjonaliści zamordowali kilkadziesiąt tysięcy Polaków. Według badań Władysława i Ewy Siemaszków na Wołyniu wymordowano około 60 tysięcy Polaków, 20-40 tys. w Galicji Wschodniej, co najmniej 4 tysiące na terenie dzisiejszej Polski. Terror UPA spowodował, że setki tysięcy Polaków opuściły swoje domy, uciekając do centralnej Polski.
Ukraina blokuje ekshumacje
Oddziały banderowców mordowały także przedstawicieli innych narodowości – Żydów, Czechów, Rosjan. Liczba ofiar wśród tych grup narodowych może sięgać według badań Grzegorza Hryciuka około 2 tysięcy osób. Zbrodnia Wołyńska spowodowała polski odwet, w wyniku którego według Grzegorza Motyki zginęło kilka tysięcy Ukraińców, w tym 3-5 tys. na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.
Sprawa ekshumacji i określania wydarzeń na Wołyniu i w Galicji jako ludobójstwa i czystki etnicznej wciąż dzieli oba kraje. Ukraina nie tylko nie chce zgodzić się na ekshumacje ofiar, ale także umniejsza skalę zbrodni.
Drosed, należący do francuskiej Grupy LDC, otrzymał zielone światło od Komisji Europejskiej na przejęcie Indykpolu. Transakcja umocni już silną obecność grupy na polskim rynku drobiu.
Zdjęcie ilustracyjne | Foto: Piotr Kamionka / REPORTER / East News
Na początku lipca Komisja Europejska zgodziła się na przejęcie wyłącznej kontroli nad Indykpol przez Drosed — podaje portalspożywczy.pl.
Francuzi przejmują polskiego giganta drobiowego
Decyzja KE kończy wielomiesięczne postępowanie, które rozpoczęło się wraz z ogłoszeniem transakcji jesienią 2023 r. KE uznała, że przejęcie nie stwarza zagrożenia dla konkurencji.
Drosed jest częścią francuskiej grupy LDC, jednego z europejskich liderów w branży drobiarskiej. W portfolio znajdują się takie marki jak: Zagrodowy, Drosed, Podlaski i Drop.
Firma specjalizuje się w przetwórstwie i sprzedaży drobiu, a także w tworzeniu świeżych i mrożonych dań gotowych. Jest obecna we Francji, Polsce, na Węgrzech, w Belgii i Wielkiej Brytanii.
Portalspożywczy.pl zauważa, że przejęcie Indykpolu umocni już silną obecność grupy LDC na polskim rynku drobiu.
W czerwcu Drosed zawarł z amerykańskim koncernem Cargill warunkową umowy zakupu zakładu produkcyjnego Konspol w Nowym Sączu. Fabryka należy do Cargill od 2018 r. i obecnie pracuje w niej około 600 osób. Transakcja ma zostać zrealizowana do końca roku, po uzyskaniu wymaganych zgód. Jak wyjaśnia firma, przejęcie umożliwi wejście w segment dań gotowych.
Jednym z zabójczych mitów szkodliwych dla sprawy konserwatystów jest przekonanie, że gdy cały ciężar władzy popchnie liberalną inicjatywę do przodu, to sprzeciwienie się jej jest daremne.
Taki fatalizm jest fałszywy. Wiele dobrze rozwiniętych inicjatyw lewicowych poniosło druzgocące porażki. Wystarczy przypomnieć skazaną na niepowodzenie Poprawkę o Równych Prawach, Roe v. Wade lub Common Core . Wszystkie trafiły na liberalny cmentarz straconych spraw, oczekujących na reinkarnację pod innymi nazwami.
Los DEI
Najnowszym programem, który cierpi z powodu upokorzenia przedwczesnej śmierci, jest DEI. Programy różnorodności, równości i integracji (DEI) wymagają, aby rasa, pochodzenie etniczne, płeć i orientacja LGBTQ+ były podstawowymi kryteriami do prowadzenia i obsadzania pracowników w korporacjach, uniwersytetach i instytucjach.
Te programy były w modzie jeszcze rok temu. Każda korporacja, uniwersytet lub instytucja musiała mieć swojego urzędnika DEI lub wydział, który sygnalizowałby cnotę zgodności z nakazami. Absolwenci specjalizujący się w studiach DEI mieli zagwarantowane wygodne posady w firmach „przebudzonych” [woke]
Te dni już minęły. DEI i jego paskudny kuzyn, ESG (żądania środowiskowe, społeczne i dotyczące ładu korporacyjnego), odchodzą w zapomnienie. Ogromny opór konserwatywnych aktywistów niemal przypieczętował ich los.
Ogromny sprzeciw przynosi rezultaty
Upadek DEI był spowodowany tym, że ludzie zakwestionowali fatalistyczny mit, że opór wobec takich programów jest daremny.
DEI kona, ponieważ aktywiści i grupy interesu publicznego prowadzą przeciwko niemu zaciętą kampanię. Widzieli, jak programy DEI, z ich obsesją na punkcie rasy, orientacji seksualnej i innych preferencji, działają na szkodę dobrych praktyk biznesowych. Krytycy twierdzą, że inicjatywy DEI uczyniły miejsce pracy bronią, tworząc atmosferę nieufności i przeciętności.
Zamiast pracować nad zmniejszeniem dyskryminacji, programy DEI tworzą tarcia i urazy, które powodują odwrotną dyskryminację. Zamiast włączać wszystkich, kończą na wyraźnym wykluczaniu grup ludzi, pogarszając w ten sposób sytuację.
W kierunku neutralności w miejscu pracy i rekrutacji
Rozumni aktywiści od jakiegoś czasu prowadzą wojnę z DEI. Jednak orzeczenie Sądu Najwyższego z czerwca ubiegłego roku pomogło w ogromnym stopniu. W orzeczeniu stwierdzono, że rekrutacja na studia wyższe na Harvardzie i Uniwersytecie Karoliny Północnej oparta na rasie narusza gwarantowaną przez Konstytucję równą ochronę prawną.
Biorąc pod uwagę tę decyzję, organizacje takie jak Wisconsin Institute for Law and Liberty (WILL) pracują nad zapewnieniem równej ochrony i neutralności w miejscu pracy i wszędzie.
W walce z tyranią DEI, WILL i inne grupy działające w interesie publicznym złożyły ponad 100 pozwów, kwestionując nakazy dotyczące różnorodności, koncentrujące się na rasie, pochodzeniu etnicznym, płci i orientacji LGBTQ+.
Organizacje takie jak Color Us United i American First Legal założyły nawet strony internetowe, ogłoszenia w mediach społecznościowych i bezpłatne numery telefonów, aby pomóc osobom, które uważają, że padły ofiarą niesprawiedliwości DEI, uzyskać bezpłatną pomoc prawną.
Mrożący wpływ na DEI
Wysiłki te przyniosły owoce. Najbardziej udane pozwy były przeciwko rządowi federalnemu, który wykorzystał swoje programy i potęgę pieniężną do narzucania nakazów DEI. Kilka orzeczeń sądowych zlikwidowało programy rządowe lub ograniczyło fundusze warte dziesiątki miliardów dolarów.
Prywatne firmy mają znacznie większą elastyczność w zatrudnianiu i prowadzeniu działalności. Jednak naruszenia istnieją, a grupy aktywistów biorą na cel firmy przebudzone [woke] , które promują odwrotną dyskryminację.
Groźba podjęcia kroków prawnych stłumiła aktywizm DEI wszędzie. Nawet najbardziej świadome firmy zamykają swoje programy DEI jako środek ostrożności przed możliwymi procesami sądowymi. Groźba ta miała bardzo potrzebny efekt mrożący, ponieważ większość firm chce uniknąć kontrowersji, kosztownych procesów sądowych lub wyzwań dla akcjonariuszy.
DEI jest niepopularne
Sondaże pokazują, że podczas gdy Amerykanie mogą zaakceptować niektóre specjalne programy faworyzujące niedoreprezentowane grupy, sprzeciwiają się obowiązkowym programom, kwotom i alokacjom przyjęć na studia. Amerykanie opowiadają się za sprawiedliwością, ale nie za tyranią wymuszania używania nabytych zaimków w miejscu pracy.
Takie sondaże ujawniają również, że większość respondentów, w tym przedstawiciele wszystkich grup rasowych, uważa, że kwalifikacje pracownika powinny być najważniejszym kryterium przy podejmowaniu decyzji o zatrudnieniu i awansie — nawet jeśli skutkuje to mniejszą różnorodnością kadry pracowniczej.
Mimo to administracja Bidena sponsorowała ustawodawstwo i podpisała rozporządzenia sprzeczne z nastrojami pro-merytorycznymi narodu. Na przykład, pierwszego dnia urzędowania, prezydent Joe Biden podpisał rozporządzenie, w którym oświadczył, że „afirmatywne promowanie równości , praw obywatelskich, sprawiedliwości rasowej i równych szans jest odpowiedzialnością całego naszego rządu”. Jego pro-DEI deklaracja opowiada się za mandatami, kwotami i arbitralnym wykluczaniem grup nieuprzywilejowanych.
Anty-DEI jest popularne
Mimo że DEI nie cieszy się popularnością wśród Amerykanów, grupy aktywistów sprzeciwiających się DEI cieszą się popularnością i mają się świetnie.
Dziesięć najpopularniejszych grup prawnych kwestionujących odwrotną dyskryminację DEI i brak neutralności w miejscu pracy rośnie. The Washington Post informuje, że od 2017 do 2022 r. darowizny na rzecz dziesięciu największych grup wzrosły z prawie 35 milionów dolarów do ponad 135 milionów dolarów.
Grupy podejmują działania głównie na szczeblu stanowym. Spory w interesie publicznym okazały się o wiele skuteczniejsze niż zwykłe działania lobbingowe. Ich spory zatrzymały sesje szkoleniowe dotyczące różnorodności, zniosły kwoty rasowe dla zarządów i wyeliminowały stypendia oparte na rasie.
Zmiana zmienia krajobraz, ponieważ zasługi i umiejętności mają szansę przebić sztuczne kryteria różnorodności w miejscu pracy. Solidne praktyki biznesowe mają szansę ponownie rozkwitnąć.
Wszystko to dzieje się, ponieważ byli tacy, którzy podważali mit, że bezcelowe jest przeciwstawianie się dobrze ugruntowanym programom liberalnym. Można to zrobić, a upadek DEI jest tego dowodem.
Liberalny establishment biznesowy od dawna wspiera postępowe sprawy, nawet kosztem ich zysków. Konserwatywni konsumenci i inwestorzy często czują się bezradni, aby powstrzymać takie wsparcie w obliczu ogromnej siły finansowej tych firm, aby oprzeć się presji protestów lub bojkotów.
Jednak na scenie pojawił się nowy aktywista, który wstrząsnął korporacyjnymi zarządami i wywołał zamieszanie. Nowym wojownikiem jest anty-przebudzony akcjonariusz, który jest ponurakiem, postwachem spotkań akcjonariuszy. Ci protestujący sprzeciwiają się nakazom środowiskowym, społecznym i ładu korporacyjnego (ESG), które wchodzą do ich korporacji. Psują imprezę, wnosząc środki anty-ESG na salę, aby je przegłosować.
Chociaż większość propozycji nie przechodzi, podnoszą one świadomość wśród akcjonariuszy, zmuszając zarząd do przejścia w tryb zarządzania kryzysowego. Aby zachować pokój, dyrektorzy korporacyjni tonują lub eliminują swoje poparcie dla liberalnych spraw. Propozycje w końcu zapewniają konserwatywnym akcjonariuszom platformę do wyrażania uzasadnionych obaw dotyczących przebudzonego zarządu. Wysiłek ten ma niemały wpływ.
Nowe taktyki są w dużej mierze pomysłem konserwatywnych think tanków, które badały podatność korporacji. Ostrożnie formułują propozycje, aby składać rozsądne żądania, które zabezpieczą zasoby i reputację docelowych firm.
W związku z tym grupy takie jak National Center for Public Policy Research (NCPPR) opracowały dziesiątki gotowych środków dla akcjonariuszy, aby zakwestionować sens zaangażowania korporacji w kwestie klimatu, różnorodności i środowiska, które są sprzeczne z interesami akcjonariuszy.
Inne sposoby wymagają większego nadzoru nad istniejącymi działaniami ESG lub wzywają do przejrzystości darowizn na rzecz LGBTQ i innych kontrowersyjnych spraw.
Wyniki są zachęcające. ISS-Corporate, firma monitorująca kwestie inwestorów, informuje, że akcjonariusze spółek S&P 500 głosowali nad 70 środkami sprzeciwiającymi się inicjatywom ESG w ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2024 r. Liczba ta wzrosła z 30 w 2022 r. i zaledwie siedmiu w 2020 r.
Ironicznie, akcjonariusze anty-woke przyjmują taktykę wprowadzoną po raz pierwszy przez ich przebudzonych odpowiedników lata temu. Aktywiści ESG argumentowali, że nieinwestowanie w te liberalne sprawy naraziłoby reputację firm na ryzyko, ponieważ społeczeństwo oczekiwałoby, że będą przebudzeni i postępowi.
Aktywiści anty-woke odpowiadają, wskazując na katastrofy konsumenckie, takie jak przyjazna dla osób transseksualnych reklama Bud Light i ofensywa towarów Target Pride 2023 jako przykłady. Twierdzą, że prawdziwe ryzyko leży po drugiej stronie tęczy. Aktywiści podkreślają, że agitatorzy przebudzenia uzbroili politykę biznesową. Firmy powinny trzymać się z dala od ideologii i polityki i skupić się na osiąganiu zysków.
Starannie opracowane propozycje anty-woke są skierowane do dyrektorów niechętnych ryzyku, którzy stają w obliczu akcjonariuszy. Na przykład środki wymagają od firmy dostarczania raportów na temat ryzyka dobrowolnych obietnic redukcji emisji dwutlenku węgla, prowadzenia działalności w Chinach lub wykorzystywania pracy dzieci w łańcuchach dostaw. Inne proponują nadzór lub zakończenie darowizn lub partnerstw z grupami LGBTQ lub innymi liberalnymi sprawami.
Inną taktyką akcjonariusza anty-woke jest negocjowanie z zarządem firmy, aby te żądania nie znalazły się w głosowaniu. W zamian mogą otrzymać zapewnienia, że zostaną podjęte działania w celu zmniejszenia narażenia na ryzykowne polityki i uniknięcia kontrowersji na spotkaniach akcjonariuszy. Większość środków trafia jednak na salę obrad.
Często działania akcjonariuszy pokrywają się z reakcją konsumentów, co zwiększa skuteczność aktywizmu. Katastrofa Target była idealną burzą, która postawiła zarząd w trudnej sytuacji. Akcjonariusze-aktywiści pozywają firmę za brak rozsądku w narzucaniu konsumentom agresywnej kolekcji Pride w czerwcu ubiegłego roku.
W ten sposób nawet zarządy tych spółek publicznych, które chcą wspierać agendę „woke”, znajdują się w tarapatach. W końcu akcjonariusze są właścicielami spółek i mają prawo decydować, jak powinny być zarządzane. Wprowadzanie starannie opracowanych pytań do debaty zmusza spółki do obrony.
Pomimo zapewnień zwolenników ESG o ich współczuciu pomimo spadku wsparcia, firmy wycofują się, czekając na czasy mniejszej czujności, kiedy będą mogły wrócić do swojego tendencyjnego postępowania.
Na razie aktywiści anty-woke rosną w siłę i rosną. Ich niewygodne pytania wystarczają, aby wzbudzić wątpliwości w umysłach akcjonariuszy, których zarząd wolałby nie ujawniać. Ich inteligentne taktyki dowodzą, że każdy może być skuteczny, nawet w obliczu finansowej potęgi dużych korporacji.
Premier Donald Tusk i Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski złożyli swoje podpisy pod Porozumieniem o Współpracy w Dziedzinie Bezpieczeństwa. W ten sposób oba kraje postanowiły potwierdzić i zacieśnić dotychczasowe współdziałanie i partnerstwo.
W ramach tego wydarzenia doszło do podpisania umowy międzynarodowej w kwestiach wojskowych. Tymczasem tryb ich zawierania jest przewidziany w konstytucji. Czy Donald Tusk złamał prawo?
We wtorek doszło do podpisania ukraińsko-polskiej umowy w dziedzinie bezpieczeństwa przez Prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i Premiera Polski Donalda Tuska. Dokument, mający na celu zacieśnienie współpracy w zakresie bezpieczeństwa, został podpisany bez wcześniejszej zgody Prezydenta RP.
Rodzi to pytania o legalność takiego działania w kontekście polskiej konstytucji oraz uprawnień Sejmu.
Konstytucyjne uprawnienia
Zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, uprawnienia do ratyfikowania i wypowiadania umów międzynarodowych należą do Prezydenta RP. Precyzyjnie określa to art. 133 ust. 1 Konstytucji, który stanowi, że Prezydent reprezentuje państwo w stosunkach zewnętrznych oraz ratyfikuje i wypowiada umowy międzynarodowe. Może on powierzyć te kompetencje Prezesowi Rady Ministrów, ale wymaga to formalnego upoważnienia, którego w tym przypadku zabrakło.
Brak zgody prezydenta. Czy Donald Tusk złamał prawo?
W kontekście niedawnego podpisania umowy o bezpieczeństwie z Ukrainą, warto zauważyć, że Premier Donald Tusk nie miał zgody Prezydenta na zawarcie takiego porozumienia, a przynajmniej jej publicznie nie formułował. Oznacza to, że jego działania były niezgodne z obowiązującymi przepisami konstytucyjnymi.
Znaczenie zgodności z Konstytucją
Podpisywanie umów międzynarodowych bez odpowiedniego upoważnienia może prowadzić do poważnych konsekwencji prawnych i politycznych. Zgodnie z art. 146 ust. 1 i 4 pkt 9 Konstytucji RP, Rada Ministrów prowadzi politykę zagraniczną i zapewnia wykonanie umów międzynarodowych, ale nie może tego robić wbrew konstytucyjnym uprawnieniom Prezydenta.
W przypadku podpisania umowy międzynarodowej bez zgody Prezydenta RP, warto również przyjrzeć się uprawnieniom Sejmu w tej kwestii. Konstytucja RP precyzuje, jakie role i kompetencje posiada Sejm w procesie ratyfikacji umów międzynarodowych.
Konstytucja RP i uprawnienia Sejmu
Artykuł 89 ust. 1: Wymaga zgody wyrażonej w ustawie uchwalonej przez Sejm i Senat na ratyfikację umów międzynarodowych dotyczących:
pokoju, sojuszy, układów politycznych lub wojskowych,
wolności, praw lub obowiązków obywatelskich określonych w Konstytucji,
członkostwa Rzeczypospolitej Polskiej w organizacji międzynarodowej,
znacznego obciążenia państwa pod względem finansowym,
spraw uregulowanych w ustawie lub w których Konstytucja wymaga ustawy.
Artykuł 95 ust. 1: Władza ustawodawcza w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Sejmu i Senatu.
Artykuł 118 ust. 1: Inicjatywę ustawodawczą w zakresie ratyfikacji umów międzynarodowych posiada Prezydent RP, Rada Ministrów, posłowie oraz Senat.
Rola Sejmu w procesie ratyfikacji
1. Wyrażenie Zgody na Ratyfikację: Sejm odgrywa kluczową rolę w procesie ratyfikacji umów międzynarodowych. W przypadku umów, które wymagają zgody w formie ustawy, Sejm musi uchwalić odpowiednią ustawę ratyfikacyjną. Bez zgody Sejmu umowa taka nie może zostać prawnie skutecznie ratyfikowana przez Prezydenta. 2. Kontrola Rządowa: Sejm ma możliwość kontrolowania działań rządu, w tym także podpisywania umów międzynarodowych. Posłowie mogą wnioskować o zbadanie legalności działań rządu, w tym przypadku podpisania umowy międzynarodowej bez zgody Prezydenta. 3. Interpelacje i Zapytania: Posłowie mogą kierować interpelacje i zapytania do premiera i innych członków rządu w celu wyjaśnienia, na jakiej podstawie doszło do podpisania umowy oraz czy było to zgodne z prawem.
Jakie płyną wnioski?
Podpisanie ukraińsko-polskiej umowy w dziedzinie bezpieczeństwa przez premiera Donalda Tuska bez zgody Prezydenta RP stanowi naruszenie konstytucyjnych procedur. Zgodnie z Konstytucją RP, takie porozumienia wymagają formalnego upoważnienia przez Prezydenta, którego w tym przypadku zabrakło. Ostateczne konsekwencje tego działania będą zależały od dalszych decyzji prawnych i politycznych, jednak już teraz można stwierdzić, że doszło do poważnego naruszenia obowiązujących przepisów.
Konsekwencje działań premiera
Podpisanie umowy międzynarodowej bez zgody Prezydenta RP nie tylko budzi wątpliwości prawne, ale także może prowadzić do poważnych konsekwencji politycznych. Przeciwnicy polityczni premiera podkreślają, że takie działania podważają stabilność prawną i konstytucyjną państwa, wskazując na potrzebę ścisłego przestrzegania przepisów konstytucyjnych.
Sprawę nagłośnił wicemarszałek Sejmu, Krzysztof Bosak.
Potencjalne Skutki Prawne
Działania premiera mogą zostać uznane za przekroczenie kompetencji, co może rodzić skutki prawne. Jeśli zostanie stwierdzone, że umowa została podpisana niezgodnie z konstytucją, może to prowadzić do unieważnienia umowy. W skrajnym przypadku premier może zostać pociągnięty do odpowiedzialności prawnej za naruszenie przepisów konstytucyjnych.
Reakcje Polityczne
Podpisanie umowy bez zgody Prezydenta już wywołuje burzliwe reakcje na polskiej scenie medialnej. Przeciwnicy premiera zarzucają mu niekompetencję i działanie na szkodę państwa. Z kolei zwolennicy premiera argumentują, że podpisanie umowy było konieczne dla zapewnienia bezpieczeństwa narodowego i że premier działał w interesie państwa.
Możliwość Interwencji Sejmu
Sejm może podjąć działania mające na celu zbadanie legalności podpisanej umowy. Posłowie mogą wnioskować o przeprowadzenie dochodzenia w tej sprawie oraz o wyjaśnienia ze strony premiera i członków rządu.
Sejm może również podjąć działania mające na celu unieważnienie umowy, jeśli zostanie stwierdzone, że została ona podpisana niezgodnie z konstytucją.
Rola Prezydenta w polityce zagranicznej
Prezydent RP odgrywa kluczową rolę w polityce zagranicznej państwa. Zgodnie z Konstytucją, to Prezydent reprezentuje państwo na arenie międzynarodowej i ratyfikuje umowy międzynarodowe. W praktyce oznacza to, że każda umowa międzynarodowa, która ma zostać uznana za prawnie wiążącą, musi zostać ratyfikowana przez Prezydenta.
Powierzenie kompetencji
Prezydent może powierzyć niektóre swoje kompetencje w zakresie polityki zagranicznej Prezesowi Rady Ministrów lub właściwemu ministrowi. Jednak takie powierzenie musi być formalne i wyraźne. W przypadku podpisania ukraińsko-polskiej umowy w dziedzinie bezpieczeństwa przez premiera Tuska, zabrakło formalnego upoważnienia ze strony Prezydenta, co stanowi naruszenie konstytucyjnych procedur. W naszym odczuciu Donald Tusk złamał prawo.
Znaczenie Umów Międzynarodowych
Umowy międzynarodowe odgrywają kluczową rolę w polityce zagranicznej każdego państwa. Są one narzędziem do kształtowania relacji międzynarodowych, zapewnienia bezpieczeństwa narodowego oraz promowania interesów państwa na arenie międzynarodowej. W związku z tym, zgodność z przepisami konstytucyjnymi i legalność podpisywania takich umów są niezwykle istotne.
Przykłady umów międzynarodowych
Podpisanie umowy o bezpieczeństwie z Ukrainą jest jednym z przykładów umów międzynarodowych, które mają kluczowe znaczenie dla polityki zagranicznej Polski. Takie umowy mogą dotyczyć szerokiego zakresu kwestii, w tym współpracy wojskowej, politycznej, gospodarczej oraz innych obszarów współpracy międzynarodowej.
Wspierać „zdrowie seksualne i reprodukcyjne”, czyli dostęp do aborcji i tranzycji.
(fot. EPA/GIUSEPPE LAMI / PAP)
Na zakończenie szczytu G7 w Apulii przywódcy wydali wspólne oświadczenie, w którym potwierdzili „jedność i determinację” w celu sprostaniu współczesnym wyzwaniom „w kluczowym momencie historii” i „wiarę w zasady demokracji, wolne społeczeństwa, powszechne prawa człowieka, postęp społeczny oraz poszanowanie multilateralizmu i praworządności”. Jednocześnie zobowiązali się do „zapewnienia możliwości i dążenie do wspólnego dobrobytu”. Nie zrezygnowano z eko-cyfrowej transformacji ani z realizacji celów zrównoważonego rozwoju (Agenda 2030). Za priorytet wciąż liderzy G7 uznają konieczność „wzmacniania pozycji kobiet” i na ten cel zamierzają uruchomić miliardowe fundusze.
Już w preambule zaznaczono dążenie do „wzmocnienia międzynarodowych zasad i norm dla dobra wszystkich”. Liderzy G7 (format niegdyś siedmiu najbogatszych państw świata) przywołali Kartę Narodów Zjednoczonych, zapewniając, że chcą chronić pokój międzynarodowy i „stać na straży wolnego i otwartego porządku międzynarodowego opartego na zasadach”. [diabelskich, oczywiście. md]
Liderzy G7 mają zaangażować się „w bardziej skuteczne, włączające i sprawiedliwe zarządzanie globalne, które odzwierciedla nasz zmieniający się świat”. Chcą także bronić praworządności i godności człowieka we wszystkich częściach świata.
Będą nadal wspierać „walkę Ukrainy o wolność i jej odbudowę” tak długo, jak długo będzie to konieczne, ile zabierze czasu. Podczas szczytu ogłoszono, że Kijów otrzyma kolejne 50 mld dol. pożyczek z zabezpieczeniem z odsetek od zamrożonych aktywów rosyjskiego Banku Centralnego zdeponowanych w europejskich instytucjach finansowych. Obiecano podjąć wysiłki w celu rozbrojenia rosyjskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego.
Opowiedziano się za serią porozumień w celu natychmiastowego zawieszenia wojny w Gazie, broniąc rozwiązania dwupaństwowego.
Wreszcie położono nacisk na rozwijanie strategicznego partnerstwa z krajami afrykańskimi, by „zapewnić obywatelom zrównoważony rozwój i wzrost przemysłowy”. Uruchomiono inicjatywę „Energia na rzecz wzrostu w Afryce”.
Podkreślono także znaczenie działań „na rzecz umożliwienia krajom inwestowania w swoją przyszłość i osiągnięcia celów zrównoważonego rozwoju (SDGs)”, zaznaczając, że „ograniczanie ubóstwa i stawianie czoła globalnym wyzwaniom idą w parze”.
Ma wzrosnąć akcja kredytowa Banku Światowego na realizację Agendy 2030 o 70 miliardów dolarów rocznie w ciągu najbliższej dekady.
Zwrócono uwagę na konieczność wypracowania rozwiązania dla problemu zadłużenia, wzmocnienia światowego bezpieczeństwa żywnościowego i zwiększenia odporności na zmiany klimatyczne.
Potwierdzono zaangażowanie na rzecz „równouprawnienia płci”. Na inicjatywy związane ze „wzmacnianiem pozycji kobiet” ma być uruchomionych dodatkowo w ciągu trzech lat co najmniej 20 miliardów dolarów.
Jednocześnie nie zrezygnowano z pchania tzw. zielonej rewolucji, zaznaczając, konieczność „podjęcie konkretnych kroków w celu rozwiązania potrójnego kryzysu związanego ze zmianami klimatycznymi, zanieczyszczeniem i różnorodnością biologiczną”. Przywódcy G7 nie rezygnują z ambitnych planów dekarbonizacji, by nie dopuścić do podniesienia się temperatury powyżej 1,5°C. [w porównaniu z jaką? md]
Potwierdzono także „wspólne zaangażowanie i wzmocnioną współpracę w celu rozwiązania problemu migracji”, kładąc nacisk na zwalczanie „pierwotnych przyczyn nielegalnej migracji” i zamierzając wzmocnić ochronę granic oraz zwalczając szlaki przestępczości zorganizowanej.
Przywódcy pogłębią współpracę w zakresie „wykorzystania korzyści i zarządzania ryzykiem związanym ze sztuczną inteligencją”. W tym celu ustanowią wspólny kodeks postępowania dla organizacji zajmujących się sztuczną inteligencją (AI).
Podkreślono znaczenie dalszego inwestowania w cyfryzację i tzw. czystą energię (odchodzenie od paliw kopalnych). Jednocześnie będą więcej inwestować we wdrożenie nowego systemu podatkowego na miarę XXI wieku.
Będą walczyć z nadwyżką mocy produkcyjnych na świecie, czyli wspierać „zwijanie” gospodarki w niektórych państwach.
Co istotne, przywódcy G7 uznali, że Rosja będzie musiała zapłacić za szkody, które wyrządziła Ukrainie, a które Bank Światowy oszacował obecnie na ponad 486 miliardów dolarów. Ma to wynikać to z prawa międzynarodowego, a sojusznicy G7 mają dopilnować, aby Rosja poniosła konsekwencje za niszczenie infrastruktury i źródeł utrzymania Ukraińców. Na razie będą uruchomione dodatkowe pożyczki dla Kijowa. Ukraina będzie musiała odbudowywać się zgodnie z wizją integracji europejskiej.
Państwa G7 potwierdziły większe zaangażowanie we wzmacnianie obrony powietrznej na Ukrainie i do podniesienia kosztów wojny z Rosją
Kilkakrotnie potwierdzono „niezachwiane zaangażowanie na rzecz realizacji celów zrównoważonego rozwoju i Agendy 2030. Wskazano na potrzebę „przyspieszenia postępu w realizacji celów zrównoważonego rozwoju”, nawiązując do szczytu Celów Zrównoważonego Rozwoju (SDG) we wrześniu 2023 r., aby „mieć pewność, że nikt nie zostanie pominięty”. Potwierdzono zaangażowanie we wdrażanie standardów raportowania pozafinansowego przez przedsiębiorstwa i organizacje (ESG)
Uruchomiono Inicjatywę na rzecz Systemów Żywnościowych G7 Apulia (AFSI), aby przezwyciężyć bariery strukturalne dla bezpieczeństwa żywnościowego i żywienia oraz budować „odporne” i „zrównoważone” systemy żywnościowe, by wszystkim zapewnić „prawo do odpowiedniego jedzenia”.
Nie zrezygnowano z gruntownej przebudowy systemów żywnościowych na świecie, od których uzależnione jest osiągnięcie celów zapisanych w porozumieniu paryskim z 2015 r.
Zaznaczono, że „porozumienie paryskie można osiągnąć jedynie poprzez transformację systemów żywnościowych”, dlatego będą wspierać „synergiczne i spójne polityki oraz inwestycje mające na celu rozwiązanie powiązania między klimatem a systemami żywnościowymi, szczególnie w krajach o niskich dochodach”. [Czyli : biedni mają jeść robaki, a oni – kawior i szampana md]
Jeszcze w tym roku będzie szczyt w sprawie nawozów i zdrowia gleby, który zajmie się m.in. kwestią uprawy i sprzedaży kawy. W Paryżu w 2025 r. odbędzie się szczyt dot. odżywiania. Trwają prace nad system certyfikacji nasion w Afryce.
Potwierdzono zaangażowanie w dalsze inwestycje G7 PGII, „projekty flagowe i komplementarne inicjatywy mające na celu rozwój transformacyjnych korytarzy gospodarczych dla wysokiej jakości infrastruktury i inwestycji” takich, jak: korytarz Lobito, korytarz Luzon, korytarz środkowy oraz korytarz gospodarczy Indie–Bliski Wschód–Europa, w oparciu o unijny program Global Gateway, Inicjatywę Wielkiego Zielonego Muru i Plan Mattei dla Afryki uruchomiony przez Włochy.
Powtórzono zaangażowanie na rzecz wolnego i otwartego Indo-Pacyfiku, dążenie do „konstruktywnych i stabilnych stosunków z Chinami”, z którymi państwa G7 chcą współpracować w zakresie utrzymania pokoju na świecie, „zmian klimatu” , zwalczania nielegalnego handlu narkotykami syntetycznymi, zapewnienia stabilności makroekonomicznej, zadłużenia, światowego bezpieczeństwa zdrowotnego i finansowania zrównoważonego rozwoju.
Zganiono Pekin za wspieranie Rosji, asertywne zachowania w regionie Indo-Pacyfiku, represje w Hongkongu itp.
Przedmiotem troski przywódców G7 jest sytuacja w Iranie, Korei Północnej, w Libii, na Haiti, w regionie Sahelu, Sudanie. Wenezueli, czy Białorusi.
Potwierdzono „niezłomność” w dążeniu do realizacji celu porozumienia paryskiego, by nie dopuścić do wzrostu temperatury o 1,5 stopnia C, zredukować globalne emisje gazów cieplarnianych o około 43 proc w obecnej dekadzie i o 60 procent do 2035 r. w porównaniu z poziomem z 2019 r.
Państwa mają przedstawić ambitne krajowe plany redukcji emisji dostosowane do celu paryskiego, zaznaczając, że ogólnogospodarcze, bezwzględne cele redukcyjne muszą objąć wszystkie gazy cieplarniane, sektory i kategorie.
Dalej zamierzają zwiększać produkcję energii odnawialnej (potrojenie mocy OZE) i podwoić wysiłki na rzecz poprawy tempa efektywności energetycznej do roku 2030.
Dekarbonizacja w tej dekadzie ma przyspieszyć. Potwierdzono wycofanie nieefektywnych dotacji do paliw kopalnych do 2025 r. i szybsze wdrażanie systemów handlu emisjami (inicjatywy Powering Past Coal Alliance i Coal Transition Accelerator).
Duże nadzieje wiąże się z technologią energii termojądrowej. Państwa G7 uruchomią Grupę Roboczą G7 ds. Energii Termojądrowej. Mają także opracować spójne podejście do przepisów dotyczących syntezy jądrowej. W Rzymie odbędzie się konferencja – z inicjatywy Włoch i Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej – Światowej Grupy Energii Termojądrowej.
Państwa G7 będą dalej wspierać podejście „Jedno zdrowie”. Jednocześnie zobowiązały się do „przyspieszenia postępu w realizacji celu zrównoważonego rozwoju nr 3, zapewnienia zdrowego życia i promowania dobrostanu dla wszystkich, w każdym wieku” (cel ten obejmuje m.in. zdrowie seksualne i reprodukcyjne, czyli dostęp do aborcji i tranzycji). Potwierdzono cele Deklaracji COP28 w sprawie klimatu i zdrowia, by przekształcić systemy opieki zdrowotnej w taki sposób, aby „były odporne na zmianę klimatu, sprawiedliwe, niskoemisyjne i zrównoważone”. Potwierdzono „potrzebę wzmocnienia Globalnej Architektury Zdrowia (GHA) za pomocą Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w swej istocie”, „wzmocnienie GHA na wypadek pandemii” itp.
Zobowiązano się do „promocji kompleksowego zdrowia i praw seksualnych oraz reprodukcyjnych (SRHR) dla wszystkich oraz osiągnąć postęp w zakresie zdrowia matek, noworodków, dzieci i młodzieży, zwłaszcza osób znajdujących się w trudnej sytuacji”.
Potwierdzono zobowiązanie na rzecz równouprawnienia płci (gender equality) i „wzmocnienia pozycji kobiet oraz dziewcząt w całej ich różnorodności, poprzez pełne, równe i znaczące uczestnictwo we wszystkich sferach społeczeństwa”.
Wyrażono „poważne zaniepokojenie” z powodu wycofywania „praw kobiet, dziewcząt i osób LGBTQIA+” na całym świecie. Potwierdzono zobowiązanie do promocji tych „praw we wszystkich sferach społeczeństwa i konsekwentne uwzględnianie równouprawnienia płci we wszystkich obszarach polityki”. Będą pracować nad zwiększeniem udziału przedstawicieli mniejszości seksualnych i kobiet w forach wielostronnych.
Zobowiązano się także do „zapobiegania nienawiści i dyskryminacji oraz eliminowania ich, a także do eliminowania nienawiści i dyskryminacji na tle seksualnym, przemocy ze względu na płeć”.
Potwierdzono zobowiązanie zawarte w komunikacie przywódców G7 z Hiroszimy dotyczące powszechnego dostępu do odpowiednich, niedrogich i wysokiej jakości usług zdrowotnych dla kobiet, w tym do „kompleksowych usług zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego i praw dla wszystkich”
Przywódcy G7 mają zwiększyć wysiłki, by „zająć się szkodliwymi normami, stereotypami i praktykami dotyczącymi gender, wyeliminować bariery strukturalne i różnice w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn, w tym poprzez wzmocnioną współpracę z sektorem prywatnym oraz poprzez wspieranie przyjmowania systemów certyfikacji równouprawnienia płci dla biznesu”.
Postuluje się zwiększenie dostępności do usług opieki nad dziećmi i opieki długoterminowej dla wszystkich, wspieranie ochrony rodzicielstwa, promowanie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym oraz równy podział obowiązków opieki i promowanie równych praw kobiet, a także przyjęcie podejścia obejmującego całe społeczeństwo, by stawić czoła wyzwaniom demograficznym starzejącego się społeczeństwa”.
Na koniec oświadczenia wskazano na pilną potrzebę działań rozbrojeniowych w dziedzinie broni nuklearnej, walkę z terroryzmem i ekstremizmem, z narkotykami i ochronę demokracji. Do końca tego roku miałyby powstać wspólne ramy reagowania w celu przeciwdziałania zagranicznym zagrożeniom dla demokracji oraz w celu „promowania informacji opartych na faktach, wysokiej jakości i godnych zaufania”.
Obecnie na świecie trwają zabiegi zmierzające do wyeliminowania z przestrzeni publicznej pewnych informacji i przekazów, które są polaryzujące i niesprzyjające dla „demokracji liberalnej” np. krytyka aborcji, polityki klimatycznej są niepożądane. Stąd zabiegi cenzuralne.
Podczas szczytu miało dojść do napięć między prezydentem Francji Emmanuelem Macronem a premier Włoch Giorgią Meloni w sprawie aborcji. Macron przy wsparciu premiera Kanady usilnie zabiegał o zapisanie w komunikacie ze szczytu G7 w Apulii zobowiązania do zapewnienia dostępu do aborcji jako powszechnego „prawa”.
Uzgodniliśmy dalsze kroki, by zbliżyć Ukrainę do NATO; będziemy ją wspierać na nieodwracalnej drodze do Sojuszu – powiedział w środę sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. Ogłosił też szereg zapowiadanych wcześniej decyzji, w tym wsparcie Ukrainy bronią o wartości co najmniej 40 mld dol.
– Uzgodniliśmy dziś dalsze kroki, by zbliżyć Ukrainę jeszcze bardziej do NATO. Będziemy wspierać ją na jej nieodwracalnej drodze do NATO – powiedział Stoltenberg podczas konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Północnoatlantyckiej z udziałem przywódców 32 państw NATO.
Ogłosił też decyzję przywódców o utworzeniu NATO-wskiego dowództwa koordynującego szkolenia i wyposażenie ukraińskiej armii, zobowiązanie do wsparcia Ukrainy sprzętem o wartości 40 mld dolarów przez najbliższy rok oraz zobowiązanie do zwiększenia nakładów na produkcję i zakup uzbrojenia.
Pieniądze zostały przeznaczone w całości na projekt. O co w takim razie chodzi?
Redaktor Paweł Lisicki uważa, że to co się dzieje polega na obsłudze najniższych emocji części elektoratu. Innymi motywami są: chęć złamania księdza Olszewskiego i zastraszenie prawicowych fundacji.
Znacząca część elektoratu Platformy to jest już grupa, która radykalnie nienawidzi Kościoła. To są ludzie przekonani, że Kościół to jest jakaś sekta, mafia, podludzie, pedofile… i te najniższe instynkty tej grupy, żeby je obsłużyć to trzeba znaleźć kozła ofiarnego, którego rzuci się temu tłumowi, tej tłuszczy… rzuci się tę ofiarę żeby się mogli nasycić. Klechy siedzą w wiezieniu!
Złapano dosyć przypadkową osobę, księdza Olszewskiego, wsadzono do więzienia… patrzcie jacy jesteśmy mocni, Kościół nam nie podskoczy!
“Fundacja Profeto podjęła misję budowy ośrodka “Archipelag – wyspy wolne od przemocy”. Ośrodek ma na celu wsparcie dla osób, m.in. kobiet z dziećmi, dotkniętych przemocą. Fundacja Profeto, która działa od 2014 r., miała otrzymać ponad 66 mln zł ze środków Funduszu Sprawiedliwości. Prokuratura uważa, że projekt nie spełniał wymogów formalnych i merytorycznych”. /dorzeczy.pl/
1 komentarz
Antex 10 lipca 2024 godz. 23:08
Sądzę że złamanie księdza Olszewskiego się nie uda (to człowiek mocny Bogiem), ale zastraszenie części prawicowych fundacji może się udać. Ale ufam że wahadło wychyli się jeszcze w drugą stronę (ci idioci i zdrajcy, a przede wszystkim idiotki i zdrajczynie politycznie zużywają się bardzo szybko). Po czerwonym terrorze przychodził często biały terror tak jak po jakobinach przyszli thermidorianie, a po Froncie Ludowym przyszedł Franco. Stary już jestem, ale mam nadzieję ze po samobójczym otwarciu przez nich tej furtki dożyję jeszcze Tuska i Bodnara w więzieniu (choć osobiście wolałbym na szubienicy – rozstrzelanie byłoby dla nich zbyt honorowe).
Nie mów o Puźnikach. Ofiary zbrodni UPA nie zostaną pochowane?
(fot. YouTube / GadowskiTV)
W sprawie odkrytej mogiły polskich ofiar straszliwej zbrodni Ukraińskiej Armii Powstańczej w Puźnikach Kijów nabiera wody w usta.
Jak wynika z naszych rozmów, nie wygląda to ani na przypadek, ani niekorzystny zbieg okoliczności. Jeśli w tej sprawie nie dojdzie do przełomu, tysiące pomordowanych Polaków leżących w bezimiennych grobach na Ukrainie zostanie skazanych na zapomnienie.
11 lipca mija kolejna – 81. rocznica – tzw. Krwawej Niedzieli na Wołyniu. To okazja do wspomnienia wszystkich ofiar zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów w trakcie II wojny światowej na terenie Wołynia, Podola czy Galicji Wschodniej. Choć mordy trwały kilka lat i ginęli w nich w większości Polacy (mordowano również Żydów i Ukraińców), to właśnie 11 lipca 1943 roku doszło do wyjątkowo krwawej rzezi. Wówczas to Ukraińcy dokonali skoordynowanych ataków na aż 150 miejscowości na Wołyniu.
Jak wiemy z licznych wspomnień, zbrodni dokonywano w bestialski sposób. I nie był to przypadek. Sprawcy dążyli do tego, by ich ofiary cierpiały kaźnie przed śmiercią. Chodziło o wzbudzenie lęku wśród mieszkańców terenów, na których grasowała UPA. Okrucieństwa doświadczali dosłownie wszyscy, którzy natknęli się na te zbrodnicze sotnie.
Gwałcono kobiety, ale też małoletnich. Dręczeni ludzie nierzadko umierali długo i w bólach, na skutek wymyślnych tortur. Jedną z wyjątkowo okrutnych i chętnie stosowanych było zaszywanie myszy w rozciętych żywcem brzuchach brzemiennych kobiet.
Zbrodnia wołyńska pozostaje do dzisiaj bardzo niewygodnym tematem dla polskich polityków. Konieczność udzielania wsparcia Ukrainie w walce z rosyjskich agresorem z niezrozumiałych powodów kłóci się im z obowiązkiem upominania się o polskie ofiary rzeźników z UPA. Porażkę na tym polu poniósł rząd Zjednoczonej Prawicy i prezydent Andrzej Duda, a ostatnio także premier Donald Tusk, który na spotkaniu z prezydentem Wołodymirem Zełeńskim zaznaczył, iż wszelkie trudne tematy w relacjach pomiędzy Polską a Ukrainą zostaną rozwiązane po wojnie.
Od wielu lat koronnym argumentem przeciwko upominaniu się o ofiary zbrodni wołyńskiej pozostaje całkowicie absurdalne stwierdzenie, że to „nie jest najlepsza pora”. Kiedy zatem nadejdzie właściwy moment?
Nadzieja w Puźnikach?
Nadzieja na to, że wreszcie coś ruszy w sprawie ekshumacji ciał Polaków pomordowanych przez Ukraińców, pojawiła się we wrześniu 2023 roku, kiedy to po 8 latach starań minister w rządzie Mateusza Morawieckiego, Michał Dworczyk ogłosił, że Kijów wydał zgodę na prace poszukiwawcze w Puźnikach, a ściślej: na terenie, na którym kiedyś znajdowała się wieś o takiej nazwie, w rejonie czortkowskim obwodu tarnopolskiego, na południe od wsi Zalesie. To już nie Wołyń, ale Podole. To tam właśnie bojownicy UPA dokonali jednej z ostatnich masowych zbrodni na Polakach.
Do mordu doszło w nocy z 12 na 13 lutego 1945 roku. Oddział ukraińskich prześladowców liczył mniej więcej 200 osób. Celem była oczywiście ludność cywilna. Prawdziwa masakra rozpoczęła się wówczas, gdy Ukraińcy odkryli kryjówkę kobiet i dzieci. Przerażonych i bezbronnych Polaków dźgano bagnetami albo tłuczono kolbami karabinów. Po dokonanym mordzie, ocaleńcy naprędce sporządzili prowizoryczną mogiłę, w której pochowano ciała ofiar.
Po latach starań w Puźnikach wreszcie rozpoczęto prace poszukiwawcze prowadzone przez badaczy z Uniwersytetu Szczecińskiego, z Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów pod przewodnictwem prof. Andrzeja Ossowskiego oraz Fundację Wolność i Demokracja, zajmującą się m.in. wspieraniem Polaków zamieszkujących dawne Kresy.
Ukraińska strona udzieliła wówczas zgody na prace poszukiwawcze, choć na szczeblu władz państwowych nie doszło do żadnego przełomu. Pamiętamy jeszcze z ubiegłego roku słynne obrazki premiera Mateusza Morawickiego samotnie stawiającego znicz w szczerym polu, pod ustawionym na szybko drewnianym krzyżem, czy prezydentów Andrzeja Dudę i Wołodymyra Zełeńskiego, którzy spotkali się w katedrze w Łucku, by złożyć dwa znicze, co ukraiński i polski prezydent dość pokrętnie określili „upamiętnieniem ofiar Wołynia”.
Puźniki jednak miały być koronnym dowodem na to, że w sprawie Wołynia nie oddaliśmy pola. Choć strona ukraińska unika nazywania tamtych wydarzeń po imieniu, to – argumentowali politycy poprzedniej ekipy rządzącej – liczą się fakty. A te miały być takie, że polscy i ukraińscy badacze poszukują ofiar zbrodni w podolskiej wsi. Prace trwały i wreszcie 27 października 2023 roku pojawiła się informacja o odkryciu zbiorowego miejsca pochówku pomordowanych. Zgodnie z planem, strona polska skierowała do Kijowa prośbę o zgodę na ekshumację. I od tamtego czasu wokół Puźnik zapadło milczenie. Dlaczego?
Smutny pan z SBU
Wygląda na to, że kwestia ekshumacji polskich ofiar zbrodni w Puźnikach utknęła w martwym punkcie. Co zrobiła strona polska? Wszystko, co należało. Wymagane dokumenty złożono jeszcze pod koniec ubiegłego roku. Ukraińcy twierdzili przez pewien czas, że dokumentacja nie jest pełna, więc Polacy uzupełniali ją kilkakrotnie. Wreszcie została przyjęta. Zgodnie z dalszą procedurą w następnym kroku powinna zebrać się specjalna komisja międzyresortowa, której zadaniem jest opiniowanie takich wniosków. Dopiero później miała zapaść decyzja w sprawie ekshumacji.
Tyle, że komisja jak dotąd nie zebrała się pomimo zapewnień, że sprawa zostanie załatwiona. Z naszych informacji wynika, że w ostatnich tygodniach temat ewentualnego zebrania komisji skutecznie odwlekano. Miała zebrać się najpierw w marcu, później w kwietniu, aż wreszcie pojawił się niezrozumiały klincz i… nadszedł okres wakacyjny, kiedy to komisja nie spotka się na pewno.
Co może zrobić w tej sprawie strona polska? Maciej Dancewicz, wiceprezes Fundacji Wolność i Demokracja uspokaja i twierdzi, że stara się być dobrej myśli. – Musimy czekać. Złożyliśmy niezbędną dokumentację i wierzę, że w najbliższym czasie, będzie możliwe uzyskanie takiej zgody od strony ukraińskiej. Liczymy też na wsparcie nowego polskiego ambasadora, bo wierzymy, że i on – jak jego poprzednik – będzie z nami współpracował na rzecz upamiętnienia polskich ofiar zbrodni wołyńskiej – mówi. Zaznacza jednak, że jest bardzo ostrożnym optymistą, bo zgoda na ekshumację w Puźnikach faktycznie byłaby precedensem w polityce Kijowa.
Po polskiej stronie naciskać na decyzję władz ukraińskich mógłby polski rząd, bo choć prace prowadzi fundacja niezależna od władz państwowych (Instytut Pamięci Narodowej nie był dopuszczany do prac poszukiwawczych na terenie Ukrainy), to jednak pochowanie szczątków polskich ofiar należy traktować jako troskę o dobro wspólne a w związku z tym państwo ma obowiązek zająć się tą sprawą i wspierać takie działania. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego jednak zamiast troszczyć się o ponad 100 tysięcy ciał Polaków leżących w bezimiennych grobach, zdaje się skupiać głównie na… trwającej wojnie na Ukrainie.
„Wszelkie prace związane z ekshumacją szczątków ludzkich wymagają ogromnej wrażliwości i uważności. Z uwagi na toczące się działania wojenne na terytorium Ukrainy wszelkie procesy związane z poszukiwaniem szczątków ofiar OUN – UPA są niezwykle utrudnione” – wyjaśnia nam resort kultury, choć trudno zrozumieć, dlaczego mielibyśmy zachowywać ogromną wrażliwość i uważność względem Ukrainy, a nie domagać się od naszych sąsiadów takiej wrażliwości i uważności dla Polaków, chcących pochować swoich krewnych.
Resort dodaje też, że to nie on był stroną wnioskującą o ekshumację, choć nadmienia, że do prac poszukiwawczych delegował obserwatorów.
Tyle wiemy oficjalnie. Nieoficjalnie jednak osoby związane z resortem kultury, które znają sprawę (proszą o zachowanie anonimowości), mówią nam, że sprawa wcale nie musi skończyć się dobrze. Strona ukraińska wysyła bowiem sygnały, że nie jest zainteresowana szybkim udzieleniem zgody na ekshumację. Władze w Kijowie z jednej strony argumentują, że trwa wojna i brakuje im osób, by delegować je do prac ekshumacyjnych, z drugiej: podobne prace trwają przy mogiłach żołnierzy niemieckich, którzy zginęli tam w czasie II wojny światowej.
– To zrozumiałe, że Kijów jest dzisiaj zajęty czym innym. Ukraińcy z pewnością nie mają teraz nadmiaru kadr, a przecież muszą brać udział w ekshumacjach. Jednak kiedy słyszę takie tłumaczenie a potem czytam, że trwają prace poszukiwawcze i ekshumacyjne zabitych w czasie II wojny światowej to jestem skołowany – mówi jedna z osób z kręgów rządowych, która zna sprawę.
– Co więcej: Ukraińcy wiedzą, że temat nas interesuje. Jakiś czas temu ekipa z Polski wybrała się do Puźnik, żeby przyjrzeć się mogile, upewnić się, że jest w miarę zabezpieczona. Chwilę kręcili się wokół tego terenu i nagle pojawił się jakiś człowiek, nikt z miejscowych. Zaczął dopytywać co tu się dzieje, czy ekipa ma zgodę, by tutaj pracować. To wskazuje jednoznacznie, że miejsce jest pod obserwacją i strona ukraińska wie, że sprawa ma dla nas znaczenie – relacjonuje ta sama osoba.
Nie ruszać bohatera?
A zatem kwestia ekshumacji w Puźnikach zależy dzisiaj od decyzji politycznej. Niestety, wiele wskazuje na to, że nie zapadnie ona szybko. Polska nie jest dzisiaj wcale kluczowym partnerem strony ukraińskiej z punktu widzenia najważniejszego celu Kijowa, jakim jest zakończenie wojny z Rosją na korzystnych warunkach. Natomiast koszt zgody na ekshumację polskich ofiar mógłby być dla Ukraińców wysoki.
Bojownicy z Ukraińskiej Armii Powstańczej dla niektórych Ukraińców są bohaterami, w czym zresztą niemała zasługa prowadzonej od lat przez Kijów takiej, a nie innej polityki historycznej. Takim bohaterem wydaje się być też jeden z autorów zbrodni w Puźnikach, Petro Chamczuk „Bystry”. To postać ciekawa nie tylko dlatego, że odpowiada za zbrodnie na Polakach. Jest właściwie modelowym przykładem bohatera, jakich wiele lansują dzisiaj władze w Kijowie czy nacjonalistyczne środowiska ukraińskie, honorujące ludzi związanych z OUN i UPA, ale też z Waffen SS-Galizien.
Chamczuk początkowo służył w Armii Czerwonej, później dołączył do Schutzmannschaften (ochotnicze oddziały, które na terenach okupowanych przez Niemców dokonywały pacyfikacji), a później związał się z UPA. Ma on swój pomnik w Czortkowie, na terenie tego samego obwodu administracyjnego, na którym kiedyś leżały Puźniki.
A skoro tak się sprawy mają obecnie na Ukrainie, to trudno oczekiwać, by Kijów prędko wyraził zgodę na ekshumację i pochowanie polskich ofiar Chamczuka.
Nawet jeśli już same ekshumacje niekoniecznie są problematyczne, to już związane z identyfikacją ofiar uroczystości pogrzebowe z pewnością nabrałyby rozgłosu. Ze strony polskiej pojawiłaby się oficjalna delegacja, którą należałoby odpowiednio uhonorować. W dodatku – i to kolejna potencjalna kość niezgody – pozostaje kwestia ewentualnego pomnika i tablicy upamiętniającej wydarzenia w Puźnikach. Tu już nie wystarczą pokrętne słowa o „ofiarach Wołynia”.
Badania? Bez zarzutu
Znacznie mniej problemów jest w relacjach pomiędzy badaczami. Zarówno polska ekipa pod kierownictwem wspomnianego prof. Ossowskiego jak i ekipa ukraińska współpracowali bez zarzutu. Dzisiaj kwestia rozbija się o politykę, ale same prace przebiegały bardzo sprawnie, choć – jak w rozmowie z nami podkreśla prof. Ossowski – warunki były ekstremalne. Do przeszkód należy zaliczyć nie tylko wojnę i trudny teren, ale też to, że Puźniki to dzisiaj po prostu teren pozbawiony jakiejkolwiek infrastruktury. Trzeba było rozeznawać z relacji świadków, gdzie mógł znajdować się dawny cmentarz, w pobliżu którego wykopano pospiesznie miejsce pochówku dla zabitych Polaków.
Skąd jednak pewność, że znaleziona mogiła to faktycznie „to miejsce”? – Odsłoniliśmy fragment mogiły. Wiemy ze wstępnych oględzin, że znajdują się tam głównie kobiety, być może także nastoletnie dzieci, które zginęły bardzo gwałtowną śmiercią. Na czaszkach wyraźnie widoczne są obrażenia – mówi prof. Ossowski.
Szef szczecińskiego zespołu badawczego, tego samego, który pracował przy poszukiwaniach i identyfikacji ofiar innych zbrodni na Polakach – między innymi brał udział w pracach na słynnej kwaterze „Ł” tzw. Łączce, gdzie zostały zakopane szczątki ofiar komunistycznego terroru – nie ma wątpliwości, że odnaleziona w Puźnikach mogiła, to właśnie miejsce spoczynku ofiar UPA.
Bez względu na to, czy strona ukraińska ostatecznie wyda zgodę na ekshumację, zespół Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów już przygotowuje się do identyfikacji szczątków. – Apeluję do wszystkich, którzy pochodzą z tamtego rejonu lub są związani z osobami, które tam zginęły o zgłaszanie się do nas, w celu pobrania materiału genetycznego. To procedura, która jest konieczna, byśmy mogli zidentyfikować ciała złożone w mogile. Dzięki temu krewni zabitych tam osób będą mogli ich pochować, jeśli oczywiście zostanie wydana zgoda na ekshumację – mówi prof. Ossowski.
Profesor na pytanie, jakie są szanse na godny pochówek, dostrzega raczej, że szklanka jest do połowy pełna. – Czekamy, aż strona ukraińska wyda zgodę. Zdaję sobie sprawę z trudności, jakie mają. Dla nas najważniejsze jest, by zrobić wszystko, co możliwe, żeby przywrócić tym ludziom człowieczeństwo i godnie ich pochować. Dlatego robimy to, co do nas obecnie należy, czyli przygotowujemy się do sprawnej identyfikacji tych szczątków – mówi szef szczecińskiego zespołu badawczego.
Oby miał rację. Jeżeli bowiem sprawa Puźnik zostanie schowana pod dywan przez władze w Kijowie, niewykluczone, że możemy na wiele lat zapomnieć o kolejnych etapach prac poszukiwawczych i ewentualnych ekshumacjach. Tym bardziej, że polskie władze nie starają się obecnie o kolejne zgody na poszukiwanie polskich ofiar zbrodni wołyńskiej. Na nasze pytanie czy ministerstwo kultury prowadzi obecnie prace związane z poszukiwaniem kolejnych grobów ofiar tamtych straszliwych wydarzeń, pada lakoniczna odpowiedź, że prace takie nie są prowadzone.
Konsekwencje pokpienia tematu ekshumacji w Puźnikach będą tragiczne. Krwawiąca rana pamięci o Wołyniu zostanie kolejny raz niezgrabnie obłożona kawałkami bandażu. I pozostaje tylko kwestią czasu, aż na nowo zacznie piec i doskwierać.
Jestem pewien, że niczego innego nie spodziewałeś się po Jorge Bergoglio.
Wiem, że wiesz, że nie ma on żadnej władzy – więc nie jestem pewien, jak to wpłynie na twoją przyszłość – mam nadzieję, że będziesz nadal odprawiać mszę i samodzielnie przyjmować sakramenty – to naprawdę oznaka honoru, że ktoś cię odrzuci z fałszywego, posoborowego kościoła.
Współczuję Ci, że publicznie cierpisz z powodu tej poważnej niesprawiedliwości. Dla mnie i wielu innych jesteś najodważniejszym Bohaterem.
Jak zawsze trafiłeś w sedno, jeśli chodzi o nielegalność Franciszka. Wyrażasz podstawowe problemy związane z instytucją, która przyćmiła prawdziwy Kościół i podziwiam twoją odwagę w wyrażaniu tego, ale przede wszystkim w utrzymywaniu wierności prawdziwemu Kościołowi!
Jesteś współczesnym Atanazym! Mam pełen szacunek dla sposobu, w jaki bronisz Chrystusa i Jego Kościoła. Zgadzam się z Tobą w 100%, że posoborowy kościół Soboru Watykańskiego II jest kościołem fałszywym. Dlatego zbudowałem kościół katolicki, w którym oddajemy cześć wyłącznie w sposób tradycyjny. Zawsze możesz przyjść i odprawić tam Mszę.
Oczywiście nazwanie schizmatykiem i ekskomunika przez Jorge Bergoglio jest jak odznaka honoru, gdy uważa się go za całkowitego apostatę i on wyrzuca cię z fałszywej instytucji.
Pamiętajcie, że „prawdziwa” schizma wymaga zmian w wierze, czegoś, czego nie zrobiliście, ale czegoś, co Bergoglio robi z każdym oddechem
Jest zatem schizmatykiem! Jednak ipso facto sam siebie ekskomunikował poprzez swoje liczne publiczne herezje (kanon 188 kodeksu z 1917 r.).
Jak już wiesz, nie ma on władzy, aby cię ekskomunikować, ponieważ nie jest nawet katolikiem.
Więc radujcie się! Jestem z wami i mam nadzieję, że Bergoglio również mnie ekskomunikuje ze swojego fałszywego kościoła.
Bergoglio i jego kohorty mają ubrania i budynki, ale ty masz wiarę.
Niech Cię Bóg błogosławi i strzeże. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, po prostu zapytaj, postaram się pomóc.
Kolejne niepokojące głosy słychać z Ministerstwa Edukacji. MEN chce, aby rodzicom trudniej było zwalniać dzieci ze szkolnych lekcji. Wiceminister edukacji będzie się przyglądać rozwiązaniom z innych krajów, gdzie jeśli rodzice chcą np. wyjechać z dzieckiem w ciągu roku szkolnego, to służby mogą ich zatrzymać na lotnisku!
Zapowiedzi te zbiegają się z wprowadzeniem do polskich szkół „edukacji seksualnej” według niemieckich standardów od 1 września 2025r. W Niemczech takie zajęcia są przymusowe dla wszystkich uczniów, a rodzice, którzy odmawiają wysłania swoich dzieci na lekcje przemocy seksualnej, są wtrącani do więzień. Sprawa jednej chrześcijańskiej rodziny z Niemiec znalazła nawet swój finał przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, który orzekł, że rodzice nie mogą z powodu swoich przekonań zwalniać dzieci z lekcji. Wedle tych samych niemiecko-europejskich wytycznych „edukacja” ma być w Polsce. Równolegle, prowadzone są prace nad zakazem tzw. „mowy nienawiści”, czyli mówienia prawdy o deprawacji dzieci. Trzeba mobilizować społeczeństwo do reakcji!Ministerstwo Edukacji Narodowej zajmie się kwestią zwolnień z lekcji, które są wypisywane przez rodziców. Jak powiedziała szefowa MEN Barbara Nowacka:
„Zwolnienia odbywają się na zasadzie, że rodzic napisze, że zwalnia dziecko na tydzień i dziecko nie chodzi do szkoły.”
Nowacka zwróciła uwagę na to, że w wielu krajach w ogóle nie ma takiej możliwości zwalniania dzieci z lekcji. W związku z tym, MEN będzie się przyglądać tym zagranicznym rozwiązaniom, aby podobne wdrożyć w Polsce. W podobnym tonie wypowiedziała się wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer mówiąc, że dzieci nie powinny wyjeżdżać na urlop z rodzicami w trakcie trwania roku szkolnego. Dodała również, że jej resort będzie przyglądał się na rozwiązania stosowane w innych krajach, gdzie:
„mamy taką sytuację, że jeśli rodzic chciałby wyjechać z dzieckiem na wakacje w ciągu roku szkolnego, to mogą go nawet zatrzymać na lotnisku”.
W ten sposób, krok po kroku, wprowadzane jest w Polsce przymusowe szkolnictwo totalne, które z edukacją i wychowaniem nie będzie miało nic wspólnego.
Zakaz prac domowych, ograniczanie ilości godzin kolejnych przedmiotów, ciągłe „odchudzanie” listy lektur, zapowiedzi odejścia od systemu ocen liczbowych, nieustanne obniżanie wymagań, wdrażanie „inkluzywności” w edukacji (aby każdy uczeń rzekomo czuł się dobrze, bezstresowo i komfortowo) – to wszystko nie służy przecież podniesieniu jakości kształcenia i wychowania. Celem tych działań jest przekształcenie szkół w obowiązkowe świetlice, w których dzieci i młodzież będą spędzać wiele godzin dziennie przyswajając rozmaite ideologie i oswajając się z rozwiązłością seksualną.
To wszystko zbiega się w czasie z wprowadzeniem do wszystkich polskich szkół tzw. „edukacji seksualnej” według niemieckich standardów. Ma to nastąpić 1 września 2025 roku. Trwają właśnie prace nad podstawą programową do nowego przedmiotu, nazwanego dla niepoznaki i uśpienia czujności rodziców „edukacją zdrowotną”. Jak już ostrzegaliśmy, z ramienia rządu Tuska za ten nowy przedmiot odpowiada seksuolog Zbigniew Izdebski, powiązany z niemieckimi instytucjami uwikłanymi niegdyś w przerażające afery pedofilskie.
Spójrzmy na powyższe wypowiedzi przedstawicieli MEN oraz plany rządu Tuska z perspektywy niemieckiej, gdyż to właśnie według opracowanych i wdrożonych w Niemczech wytycznych ma być prowadzona edukacja w Polsce.
Jak już wielokrotnie informowaliśmy, tzw. „edukacja seksualna” jest od kilku dekad przymusowa i obowiązkowa dla wszystkich uczniów w Niemczech. W trakcie zajęć zachęca się dzieci do masturbacji, oglądania pornografii, homoseksualnego stylu życia i oddawania się rozwiązłości seksualnej. Częścią „edukacji seksualnej” jest również nauka dzieci wyrażania zgody na seks. Według opracowanych w Niemczech Standardów Edukacji Seksualnej w Europie, umiejętność tę mają opanować dzieci już w wieku 6-9 lat.
Niemieckie prawo nie przewiduje możliwości zwolnienia dzieci z obowiązkowych lekcji „edukacji seksualnej”. Wielu rodziców w Niemczech podejmowało takie próby, ale spotkali się z represjami – grzywnami finansowymi, a nawet karami więzienia. Głośnym echem odbiła się sprawa chrześcijańskiej rodziny z Nadrenii Północnej-Westfalii. Odmówili oni udziału swoich dzieci w zajęciach „edukacji seksualnej”, gdyż uznali je za „pornograficzne” i „niechrześcijańskie”. Rodzice stanęli przed sądem, który zarządził grzywnę. Rodzina odmówiła jej zapłaty, w związku z tym rodzice trafili na 43 dni do więzienia. Sprawa znalazła swój finał przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka (ETPCz), który orzekł, że rodzice nie mają prawa do tego, aby z powodu swoich przekonań zwalniać dzieci z lekcji „edukacji seksualnej”.
Taka wykładnia ETPCz będzie obowiązywała również w Polsce. Na poziomie europejskim sprawa jest już przesądzona – „edukacja seksualna” ma być obowiązkowa według opracowanych w Niemczech Standardów Edukacji Seksualnej w Europie. To właśnie w tym kontekście należy odczytywać wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Edukacji, którzy chcą ograniczyć możliwość zwalniania dzieci z lekcji. To jednak nie wszystko.
Równolegle, w rządzie Tuska trwają intensywne prace nad wprowadzeniem do kodeksu karnego przestępstwa „mowy nienawiści”. W praktyce chodzi o to, aby zakazać ostrzegania przed konsekwencjami praktyk homoseksualnych i wpływu ideologii LGBTQ na rozregulowanie psychiki dzieci i młodzieży. Co więcej, jako mowa nienawiści może zostać zakwalifikowana także krytyka rozwiązłości seksualnej, która jest fundamentem „tęczowego” stylu życia lansowanego wśród młodych Polaków. „Mowa nienawiści” to oczywiście także mówienie prawdy o aborcji. Zakaz „mowy nienawiści” ma służyć temu, aby umożliwić swobodę stosowania prawdziwej nienawiści wobec dzieci – deprawowanych seksualnie i mordowanych poprzez aborcję.
Trzeba ratować Polskę. Konieczne jest do tego kształtowanie świadomości społecznej i mobilizowanie naszego narodu do oporu.
Los polskich dzieci zależy przede wszystkim od stopnia świadomości ich rodziców oraz od decyzji podejmowanych w rodzinach. Politycy, aktywiści i urzędnicy w Warszawie, Berlinie i Brukseli próbują siłowo narzucić nam systemową deprawację i zgorszenie. Pomimo niesprzyjających warunków, można się przed tym skutecznie bronić. Aby było to możliwe, Polacy muszą być świadomi zagrożenia oraz wspierać się nawzajem podejmując konkretne, osobiste działania.Nasza Fundacja w całej Polsce organizuje niezależne kampanie informacyjne, za pomocą których docieramy do społeczeństwa z ostrzeżeniem. Akcje uliczne, akcje billboardowe, przejazdy furgonetek, wystawy, aktywność w internecie – każdego dnia trafiamy do tysięcy osób. Wspieramy także rodziców w decyzjach dotyczących wychowania i edukacji – problemach ze smartfonami i elektroniką, wyborze właściwej szkoły lub przejściu na edukację domową swoich dzieci (prosimy w tych sprawach o kontakt e-mailowy). Wszystkie te działania są możliwe dzięki zaangażowaniu naszych wolontariuszy oraz stałemu i regularnemu wsparciu Darczyńców. W najbliższym czasie potrzebujemy ok. 16 000 zł, aby prowadzić dalsze działania. Bez przerwy spotykamy się z represjami i prześladowaniami. Rząd Tuska jeszcze nie wprowadził zakazu „mowy nienawiści”, a ja już zostałem za „mowę nienawiści” skazany – kilka miesięcy temu usłyszałem wyrok roku ograniczenia wolności poprzez prace społeczne i 15 000 zł kary. Podobny los spotkał kierowcę naszej furgonetki Jana, który został zmuszony przez sąd do zapłaty 30 000 zł kary za „mowę nienawiści”. W obu przypadkach chodzi oczywiście o organizację naszych akcji informacyjnych, za pomocą których uświadamiamy Polaków o zagrożeniach związanych z „edukacją seksualną” i ideologią LGBT. Prześladowania będą się nasilać. potrzebujemy Pana pomocy.
Proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić nam dalsze działania i organizację kolejnych niezależnych kampanii społecznych ostrzegających przed przemocą seksualną wobec dzieci, którą systemowo próbują nam narzucić politycy i aktywiści.Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW Przymusowa deprawacja seksualna i indoktrynacja – to cel rewolucyjnych zmian podejmowanych w oświacie. Edukacja w Polsce ma naśladować model niemiecki, gdzie opór wobec przemocy seksualnej wymierzonej w dzieci oznacza dla rodziców więzienie. Polska może wciąż pójść inną drogą. Aby tak się stało, konieczne jest zaangażowanie i działanie wszystkich ludzi świadomych zagrożenia. Proszę Pana o wsparcie akcji, które tę świadomość kształtują. Z wyrazami szacunku Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
Najnowsze doniesienia blogera YouTube i posła do Parlamentu Europejskiego Phidiasa Panayiotou rzucają jasne światło na ogromną przepaść między politykami w Brukseli a obywatelami, których reprezentują
Najnowsze doniesienia blogera YouTube i posła do Parlamentu Europejskiego Phidiasa Panayiotou rzucają jasne światło na ogromną przepaść między politykami w Brukseli a obywatelami, których mają reprezentować. Choć Panayiotou szczegółowo opisuje, w jaki sposób posłowie do Parlamentu Europejskiego zbierają około 60 000 euro miesięcznie z pensji i dodatków, wielu Europejczyków z trudem wiąże koniec z końcem.
Zwolennik Panayiotou dodaje wyjaśniając, że na południu Włoch zarabia przeciętnie zaledwie 600 euro miesięcznie. Ta rozbieżność pokazuje, jak oderwana jest “elita polityczna” w UE od codziennych realiów swoich obywateli.
24-letni bloger YouTube Phidias Panayiotou, niezależny poseł do Parlamentu Europejskiego (MEP) z Cypru, ujawnił, ile pieniędzy otrzymują co miesiąc posłowie do Parlamentu Europejskiego. Nakręcił film w sali posiedzeń Parlamentu Europejskiego i opublikował go na TikToku.
Panayiotou wyjaśnił, że jako poseł do Parlamentu Europejskiego zarabia „netto” miesięcznie 8 tys. Oprócz wynagrodzenia otrzymuje dodatkowe 350 euro za każdy dzień spędzony w parlamencie i wpisuje się do specjalnego rejestru.
Ponadto poseł otrzymuje 30 000 euro miesięcznie na pensje swoich pracowników i kolejne 5 000 euro miesięcznie na biuro w swoim kraju. Otrzymuje 4 tysiące euro na kampanię PR dotyczącą jego pracy w Parlamencie Europejskim.
Kolejne 10 000 euro miesięcznie jest dostępne na zapraszanie obywateli do Parlamentu Europejskiego i wyjaśnianie im, czym zajmują się parlamentarzyści.
„Mam też kierowcę tutaj w Brukseli i bilety w klasie biznes, z którymi mogę lecieć z powrotem do mojego kraju” – powiedział Panayiotou.
Poseł zapytał swoich słuchaczy: „Czy otrzymuje za mało, czy za dużo?
Komentatorzy odpowiedzieli: „To się nazywa korupcja”, „Zarabiacie rażąco za dużo”, „Więc dostajecie 60 000 euro miesięcznie za robienie ze świata piekła? Dobrze”, „To dużo i niesprawiedliwie w porównaniu z ludźmi, którzy ciężko pracują”, „Szkoda, to po prostu śmieszne”, „Politycy powinni dostawać wysokie pensje, żeby nie brać łapówek”, „Wystarczająco, żeby nie przekupywać, żeby zostać ”, „Za dużo, biorąc pod uwagę, że po prostu siedzą i nic pozytywnego nie robią”. Inny słuchacz Panayiotou napisał, że na południu Włoch żyje za 600 euro miesięcznie.
Canadian Journalist Elizabeth Nikson digs deeply into Jacob Nordangard’s epic book, Rockefeller: Controlling the Game. Every scurrilous, freedom-sapping organization in America has been founded or funded by Rockefeller money. In 1973, with the founding of the Trilateral Commission, their plan kicked into high gear to capture all the resources of the world.
Dr. William Levingston was actually an itinerant salesman with a phony name who created a concoction of oil and laxative and branded it as a cure for cancer. Since cancer was a dreaded and usually fatal disease, people would buy and try literally anything for a cure.
He would explain that if his miracle cure was strong enough to beat cancer, then it would most certainly take care of a whole lot of other diseases as well! When William came to a new town, he would mesmerize and trick people into buying his “miracle cure.” As soon as anyone questioned the his phony operation, he would ride out much faster than he had originally arrived. William was indeed a fraud and a con artist, but he somehow always managed to escape arrest or lynching. He died in 1906 at the ripe old age of 95. Earlier in life, he reportedly bragged “I cheat my boys every chance I get. I want to make ‘em sharp.”
However, Levingston’s name was indeed a fraud. His real name was William Avery Rockefeller, Sr. and one of those ‘sharp’ sons was John D. Rockefeller, who was soon to become the richest man in America and grandfather of David A. Rockefeller, founder of the Trilateral Commission in 1973.
The entire fraud being perpetrated by the United Nations, with its deep roots into the Rockefeller family and with its modern genesis in the Trilateral Commission and Technocracy, smacks of the Rockefeller snake-oil legacy dating all the way up the family tree into the 1800s.
The structure of today’s con is the same even if the scale of it is far greater: Utopia is yours if you simply give up control over all your production and consumption, i.e., the entire economy of the world! Unfortunately, people are just as gullible today as they were back then. –Technocracy News & Trends Editor Patrick Wood
In the climate change arena, the Rockefellers call the shots. The whole thing was their idea, they took a silly but interesting theory and amped it up with hundreds and hundreds of million of dollars. They founded institutions and linked the survival of those institutions to promoting climate change and population reduction. They adopted one likely politician after another.
The Rockefellers have created 990 Climate Change activist organizations. They give them directions, financing, and launch them on the world. The Green Movement was started, financed, organized, and militarized by the Rockefellers. By the late ’40s the family was all in, on the same page. In the ’50s they began to stand up countless institutions, committees, university departments, university institutes, foundations, and policy shops gathered around this one idea, as below:
Let’s just pause here and recognize that the United States and Canada are 5% developed. If it were 50%, then maybe we would have reason to worry about the effects of trace gas that takes up .04% of the atmosphere, of which 3% is currently contributed to by humans. But were we to have that level of development, our science would have long ago solved the problem. Our sense of proportion, size and consequence has been twisted, propagandized via hundreds of billions of purposed dollars. And all of it is exaggerated science done by scientists compromised by Rockefeller money.
By 1998, the Rockefeller family had swept the table clean of any opposition to this one idea. Any scientist not on board with the agenda was imperiled. Any university department not working towards this one artificial goal, was in danger of being marginalized. Infiltration had begun into every media organization, every entertainment division of every major corporation. This, as stated below, would be a generational goal. For everyone. Or get off the bus.
The Rockefellers have created 990 Climate Change institutions, foundations, and activist groups. And they fund them.
What is evidentiary, what can be proved in a court of law, rather than opinion, however, is that the Fabians started the idea of this whole one-world, no nation state. It is clear too that after the First World War, the Fabians roped in the second generation of Rockefellers. It was a major catch. It meant they had America. And it was spiritual. It was meant to change mankind, to kill off Homo Sapiens and turn us to Homo Universalis.
The New Man would be not-Christian, quietist, and self-obsessed. The economy would trend towards zero-growth if not de-growth. There is a preponderance of data, many many publications that laid out their plans. They twisted education away from practical science, engineering and building things towards social movements, the humanities, the arts, and pleasure. And via Laurance Rockefeller’s money and organizational skill, they devised and invented the discipline of cybernetics from which the internet flows.
The first Rockefeller, as almost everyone knows, was John D., by all accounts a deeply unpleasant individual who, after his private army killed protestors, was advised to go into charity in a big way to rescue his reputation. Which he did, and managed to dodge the trustbusters and Teddy Roosevelt, and build his empire over the corpses of his competitors. And then, as advised, he began to buy the media. The Luce empire of Time-Life fell into step. From the ’60s on Time-Life stood astride the media world, attracting the best, the authority on every subject. I was trained there, and trained well, but all the writing was done back in New York, in the Time Life building in Rockefeller Center. It was massaged to fit the message. I wanted to write and left.
By the second generation, the family had found its purpose, the meaning for all the wealth, the path forward. John D., according to Sir Stephen Wilkinson, who has studied him all his life, believed to his core that God had favored him with so much wealth because he was good; his Baptist faith coupled with titanic wealth made him a modern priest. His family, his heirs, would be a Royal Priesthood leading mankind to a new paradise. How the family must have fallen upon the Fabians, with their starry titled members, Bertrand Russell, all the Huxleys, H.G. Wells, Emmeline Pankhurst. How seductive socialism is to the intellectual class. It gives them the right, being so smart, to order humanity. To choose for the rest of us. Few of them could run a corner store.
The seduction of great wealth is pretty much irresistible. Everyone falls. The last time I was “in society” was at a wedding hosted by the Bostonian Cabots – so ancient they arrived in the New World in 1498. Famously, “The Lodges only talk to the Cabots and the Cabots only talk to God.” That’s how grand they are. Their wealth spread out that weekend was like entering heaven, everything so beautiful, so absolutely perfect in every detail. It was a lush sinking feeling, utterly seductive to the ego. Any Clinton, Gore, Obama, Kerry, Bush, any impoverished scientist, any ambitious university administrator, every fundraiser, every marginalized military man, would just fall over like an ambitious 20 year old faced with her first billionaire. Take me I’m yours.
The Cabots in full regalia
And that’s what happened. That’s how they did it, by inviting likely servants to their houses and hunting lodges, donating buildings, buying the land for the U.N., funding organizations, appealing to vanity and greed and above all, the human’s desperate need for significance. They created a super-class unmoored to reality and entirely 100% destructive of human life. It was systematic, a fierce, unstoppable, detailed two-hundred-year plan. Each generation would make their contribution.
It started with the felt need to reduce population and turn man into something other. To stress, environmentalism, neo-Malthusianism; the ‘saving of the planet’ was the motivator for each of the following actions. If you accepted Rockefeller funding, you toed the line. There were too many people, the carrying capacity of the earth was breached, the planet was dying, we need a new form of human. These ideas all came out of the Fabian stable and metastasized through the culture like the most delicious poison. Every intellectual, all the universities started to promote this idea. It was heady, exciting. It celebrated Man, not some faceless distant Deity. Fabians hated Christianity and wanted, above everything, to replace it. But first, they had to command every institution of civil society.
The following is a partial list of the institutions by which the Rockefeller family built the modern world, in every aspect of the culture. It was masterful. Ancient Kings and Emperors would have marveled.
In 1920, John D. co-founded the League of Nations. He was the major donor. It failed because the U.S. refused to sign on. The family began to run for office, in order to manipulate levers of power behind the scenes. Today, there is pretty much always a Rockefeller in power at each level of government.
In 1921, they founded the Council of Foreign Relations, (CFR). David built and donated CFRs headquarters. CFR is closely allied to the Royal Institute of International Affairs (RIIA) in London, Chatham House, itself closely allied with the British Round Table and the Fabians. When people talk about the 13 Families theory, the Round Table and RIIA feature big-time.
In 1944, they co-founded the World Bank, its ideals and purpose devised by the Council of Foreign Relations’ War and Peace Studies Committee.
In 1945, they co-founded the United Nations, with the CFR and RIIA. David Rockefeller wrote the preamble to the U.N. Charter. John D. Jr bought the 17 acres for the U.N building. Nelson chose the architect, Philip Johnson, thereby introducing the International Style. The family funded the U.N. building.
In 1948, came their statement of purpose:
If the world government cause is to triumph it will need more than sympathetic endorsement by the majority. People must be made to feel that their own security, freedom, and prosperity, yes, their own survival, depend on the creation in our time, of a world rule of law. They must be made to believe that the establishment of a World Government is more urgent than the maintenance of a high domestic standard and as, if not more, practical than the pursuity of a deceptive security by full military preparedness. – Atomic physicist, Edwin Rabinowitch, a Rockefeller client/servant, 1948
In 1948, in league with Julian Huxley, Mr. Population, a leading member of the British Eugenics Society and the British Humanist Society, they formed the International Union for the Conservation of Nature, (IUCN). Stated goal: better distribution of the world’s population (which is behind the migrant crisis) and fertility control. The IUCN has systematically cleared tens of millions of traditional and indigenous peoples from their lands in Africa and the East.
In 1948, they founded the Conservation Foundation. In 1953, they funded it with $53 million, the equivalent of $650 million today.
In 1954, they founded, with Bernhard of the Netherlands (thought to be the apex child predator) the Bilderberg group.
In 1955, they co-founded the International Meterological Institute (IMI)
In 1959, the first publication of the Rockefeller Institute Press included a section on “Changes in the Carbon Dioxide Content of the Atmosphere and Sea due to Fossil Fuel Combustion”.
Laurance Rockefeller was purposed with the spiritual arm of the operation. Starting in the late ’40s. Laurance founded fifty environmental organizations including the World Wildlife Federation, the World Resource Foundation, the IUCN, and UNESCO. Laurence is behind Esalen and Lindesfarne Association, and is responsible for coining the term “New Age”. He founded and funded the Fund for the Advancement of the Human Spirit, the Foundation for Conscious Evolution, the Conservation Foundation. He was a board member of the National Resources Defense Council, the National Geographic Society, Woods Hole Geographic Society, Resources for the Future, and the Sloan foundation. He was a board member of the Environmental Defence Fund and the WWF. He co-founded the Rockefeller Brothers Fund and served as its chairman from 1958-1979. Laurance Rockefeller founded Cybernetics as a discipline by funding its study.
He stood up and funded most of the New Age gurus followed today by tens of millions, if not hundreds of millions. The New Age says “Stay out of the battleground, don’t worry about your neighbor, your family, your town, your country. Worry about your personal spiritual advancement, your tolerance and forgiveness. Work on yourself. Do your “shadow work”, you are everything, everything is a reflection of you.”
He funded the Disclosure Movement, which claims that aliens walk among us, and that their technology, liberated from the Naval Research Labs (another Rockefeller genesis) will save humanity. He was a ferocious, destructive nut.
Next, the family founded, financed and organized the European Commission, OPEC, and the UN Development Program.
In 1973, they founded the Trilateral Commission.
The plans for Princeton’s Institute for Advanced Study had been drawn up by Tom Jones from the British Round Table, intended as an American version of All Souls at Oxford which is primarily an academic research institution with particular strengths in the humanities and social and theoretical sciences. The Rockefellers were closely involved via funding the Institute and funding all of its heads and especially, significant scientists, providing grants for their work.
Here the science of climate forecasting was developed using climate modelling during the 1950’s Initially it was thought that geoengineering would be the principal method used, rather than reducing emissions. They were math freaks, one of whom made the following convenient prophecy.
The climate scare well entrained, the family turned their attention to art and architecture. The breaking of architectural tradition was deliberate. Modern architecture, the International Style was created in order to disrupt and make uneasy Homo Sapiens.
“The International Style suited the Rockefeller brothers’ internationalist aspirations like a glove. It also inspired radically new zoning laws and urban planning models, leading not only to a boxy skyline of rectangular high-rise slivers, but to extensive sprawl and automobile dependency— which also happened to be highly profitable for the oil and auto industries.” (Nordangard)
In New York alone, they commissioned the following buildings, all built to be intentionally unsettling, deliberately destructive. Modernism deliberately erased the the past. It was purposed to make the human walking by and through these buildings, a sense of himself as base, insignificant, submissive and subject.
Some of the Rockefeller-financed buildings:
Rockefeller University
The U.N. Headquarters
Memorial Sloan Kettering Cancer Center
Riverside Church
The Cloisters
Lincoln Center of the Performing Arts
Empire State Plaza in Albany
One Chase Manhattan Plaza
The World Trade Center
Kissinger, then a professor at Harvard, was one of the family’s most treasured assets. He believed “a new political architecture would be required, better able to offer long-term governance.” He became part of Nelson’s “portable brains trust”, the Rockefeller Brother’s fund, the Special Studies Project. The SSP worked from 1956-1961 to build that new political architecture:
They co-founded Woods Hole Oceanographic Institute
They co-founded the Scripps Institute of Oceanography.
They co-founded the Atomic Energy Commission, the Office of Naval Research, and the National Science Foundation while Nelson Rockefeller was in power.
This is only a partial list. Every single one of these institutions are neo-Malthusian, bent on fewer humans, and taking us off the land into giant pens, controlled, measured and monetized.
In 1989, illustrating the family’s reach abroad, the Hague Declaration (with 24 signatories) called for a new international institutional authority that could preserve the Earth’s atmosphere and fight global warming.
Thereafter, in that same year, 1989, the Rockefeller Brothers Fund under the leadership of David Rockefeller and Henry Kissinger founded the United Nations Panel on Climate Change (IPCC). and funded it with near unlimited resources going forward.
In the appendices of Norgangard’s book, he lists all the institutions founded by the family. Skimming them, I found myself jumping out of my desk chair and shouting into the void. The dog vanished, the cat hid. It is infuriating – they used their power to corrupt every institution that would serve their end game. Here is one page.
In 2012, the U.N. Climate Fund announced the establishment of the model for the cities of the future, outside Seoul, Korea called Songdo. Songdo is failing. No one wants to live there. Those who visit describe the place as soulless, with no people, no vivid life. Billions were spent creating it.
Nordangard describes:
“Traffic flow and citizen behaviour is monitored in real-time via five hundred surveillance cameras. Household waste is automatically transported via the pneumatic system under the city and converted into energy. All apartments have smart locks, with smart cards which can also be used for loaner bikes, parking, subway, and movie tickets. All apartments have smart meters (enabling residents to compare their energy consumption with that of their neighbors) and built-in cameras everywhere. Floor sensors detect pressure changes and automatically alert an alarm service of a suspected fall. Systems are tested where residents via the TV screen can receive language lessons or communicate with their physician as well as neighbors and relatives, and bracelets for locating children via GPS.7 In other words, a futuristic dream straight out of the World Future Society’s 1970s vision—or Orwell’s 1984. And this is South Korea. How successful, environmentally friendly, and inclusive Songdo really turned out to be has been questioned. It was built primarily for an affluent middle class expected to be able to afford the higher standard and the new technology. The electricity comes from coal-fired power plants and the buildings are completely glazed with windows that cannot be opened, which requires air conditioning all year round.8 Also, the pneumatic waste disposal system does not always work properly. As of March 2018 there was still no cultural life, no street vendors or old people, public transport, transport systems were empty and three-quarters of the homes were empty.
Evil has a human face, but despite the billions thrown at the people of the earth, fewer and fewer of us are falling for it. This latest Facebook-hysteria-the-sky-is-falling post from NASA’s Climate Change Center, received 5,600 reactions. 5,300, including mine were laughing emojis. And the top comment cited Torecelli, with one man’s work refuting every single flatulent government propaganda machine theory. Facebook, remember, is controlled speech and still, the people win.