Podrzynał gardło Abp. Jędraszewskiemu, napadł na nasze wolontariuszki. Policja w Poznaniu pomaga agresorowi. Jest w zmowie?

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Czy pamięta Pan wulgarnego transwestytę, który symulował podrzynanie gardła Abp. Markowi Jędraszewskiemu?

Ten sam mężczyzna ZAATAKOWAŁ FIZYCZNIE nasze wolontariuszki w Poznaniu. Boleśnie je poturbował, a do tego zniszczył nasz baner i połamał stelaż.

W ostatnią sobotę w Poznaniu zorganizowaliśmy najpierw Publiczny Różaniec o zatrzymanie ideologii LGBT, a następnie kontrę do obrzydliwego marszu, jaki urządziło środowisko dewiantów seksualnych.

Kontynuujemy nasze akcje edukacyjne #StopLGBT w miejscach, gdzie odbywają się parady tzw. równości.

Jesteśmy tam, gdzie starzy geje i lesbijki szukają młodego narybku. Przestrzegamy dzieciaki, aby nie integrować się z tym towarzystwem, bo grozi to np. wykorzystaniem seksualnym.

Poznański oddział Fundacji już na samym początku został rozdzielony przez Policję. Funkcjonariusze zapędzili mężczyzn w boczną uliczkę, a potem rozpoczęli długie i bezprzedmiotowe czynności tylko po to, by kobiety zostały same. Zobaczy Pan tę sytuację na poniższym nagraniu, dokładnie w minucie 4:20.

Zaraz po tym, jak mężczyźni zostali otoczeni w ślepej uliczce, na nasze bezbronne wolontariuszki rzucił się groźny transwestyta.

Policja najpierw pozwoliła mu zrobić rozróbę, a potem w ogóle go nie zatrzymała. Puściła go wolno, a nasze wolontariuszki zostały poobijane, ze zniszczonym banerem i połamanym stelażem.

Szanowny Panie,

Transwestyta z Poznania to osoba publiczna. Marek Mazankiewicz, pseudonim Mariolkaa Rebell, jest managerem w klubie dla gejów „Punto Punto” w Poznaniu i znanym działaczem LGBT. Prowadzi profil na Instagramie, gdzie zamieszcza swoje zdjęcia w wulgarnych kontekstach, produkuje materiały porno, sado-masochistyczne, z elementami satanistycznymi. Ostrzegam, że nie chce Pan tego wszystkiego widzieć i radzę nie szukać profilu na Instagramie. Sam byłem zszokowany, jak brutalne i wyuzdane treści są tam publikowane.

W 2019 roku Mazankiewicz symulował poderżnięcie gardła Abp. Markowi Jędraszewskiemu. Gdy sprawa wyszła na jaw, publicznie się kajał. Sąd – co typowe w podobnych sytuacjach – nie znalazł winy i nie wymierzył żadnej kary.

„Mariolkaa Rebell” najwidoczniej poczuł, że wolno mu wszystko.

Być może czytając mój list pomyślał Pan: to niedopuszczalne, aby rosły facet rzucał się bezkarnie na kobiety, na takie zachowanie nie można przymknąć oczu.

Być może zastanawia się Pan teraz, jak można pomóc naszym dziewczynom?

Podzielam Pańskie odczucia i bardzo chcę, aby poznańskie wolontariuszki otrzymały niezbędną pomoc.

Chcę odkupić im baner ze stelażem oraz zapewnić pomoc prawną, szczególnie, że nie ma co liczyć na Policję. Zaraz po tym, jak zidentyfikowaliśmy agresora, poprosiłem prawników Fundacji o analizę sytuacji i założenie sprawy w sądzie, aby poznański drag queen odpowiedział za swoje zachowanie.

==========================

W nadchodzącym tygodniu:

– uzupełnię zniszczony sprzęt o wartości 600 złotych dla poznańskiej komórki,

– złożę skargę do Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu z wnioskiem o podjęcie postepowania kontrolnego oraz wyciągnięcie konsekwencji służbowych wobec funkcjonariuszy, którzy bezpodstawnie rozdzielili naszych wolontariuszy od wolontariuszek i umożliwili atak transwestyty, a potem nie ujęli sprawcy. Kopia pisma zostanie też przekazana do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Warszawie,

– pełnomocnik Fundacji oraz obu poturbowanych wolontariuszek zawiadomi Prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez transwestytę – usiłowania rozboju, zniszczenia mienia oraz fizycznego ataku na obie panie,

– poprowadzi postępowanie sądowe w I instancji, wesprze dziewczyny na wszystkich jego etapach.

Powyższe działania wygenerują koszty na poziomie 11 tysięcy złotych.

Czy może Pan pomóc naszym dziewczynom?

Czy może Pan wpłacić kwotę, o której wysokości sam Pan zdecyduje na konto Fundacji Życie i Rodzina:

47 1160 2202 0000 0004 7838 2230.

Bardzo proszę o dopisek „ATAK TRANSWESTYTY”.

Wpłatę Blikiem/kartą kredytową/systemem przelewowym można też zrobić pod linkiem https://ratujzycie.pl/wesprzyj/.

Będę Panu wdzięczny za reakcję, bo gdy kolejny już raz oglądam nagrania, mam jasność, że nie można odpuścić temu agresorowi.

Z pewnością Pan się ze mną zgodzi.

Serdecznie Pana pozdrawiam,

Krzysztof KasprzakKrzysztof KasprzakKrzysztof Kasprzak
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Rozmawiałem z wolontariuszkami bezpośrednio po ataku. Wyczułem, że bardzo czekają na pomoc, chciałbym udzielić jej jak najszybciej.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Ostatnia huta szkła z Lubelszczyzny upadnie? Pięć innych już nie działa. Zabójcze ceny gazu.

Ostatnia huta szkła z Lubelszczyzny upadnie? Za gaz płacą 11 mln zł

Źródło: MKA 05-07-2024, dlahandlu/ostatnia-huta-szkla-z-lubelszczyzny-upadnie-za-gaz

Ostatnia duża huta szkła, jaka została Lubelszczyźnie, walczy o przetrwanie. Zakład zatrudnia ok. 125 osób a jego wyroby są ceniony w kraju i na świecie. Ogromny wzrost rachunków za gaz wpędził firmę w zadłużenie. Ostatnia huta szkła z Lubelszczyzny upadnie? Za gaz płacą 11 mln zł

Edwanex to ostatnia huta szkła, jaka została Lubelszczyźnie

  • Poseł PO Krzysztof Bojarski apeluje do ministra rozwoju i technologii w sprawie upadku hut szkła wykończonych podwyżkami cen gazu.
  • Przez całą Polskę przetacza się fala upadłości przedsiębiorstw. Jedni borykają się ze spadkiem popytu i przytłaczającym wzrostem płacy minimalnej, innych wykańczają rachunki za prąd i gaz.

Edwanex to ostatnia huta szkła, jaka została Lubelszczyźnie, a którą na skraj bankructwa doprowadziły wzrosty cen gazu w latach 2021/2023.[Czemu nie piszesz o obecnej podwyżce cen?? md] Czy spółkę czeka upadłość? To byłby cios dla pracowników i regionu. Huta zatrudnia ponad 120 osób.

Produkują butelki dla alkoholi. Czeka ich upadłość?

Edwanex od ponad 40 lat zajmuje się wyrobem szkła. Tworzy szkło stołowe, dekoracyjne jak również butelki do alkoholi premium (m.in. dla marek Belvedere, Paprocky czy Aman Tequila). Huta wykorzystuje trzy metody produkcyjne: prasę automatyczną, automat dmuchający i produkcję ręczną. Jej wyroby są znane nie tylko w Polsce, ale także za granicą: na terenie Europy oraz w USA, Meksyku czy Japonii. Firma jest zdobywcą wielu nagród branżowych.

Rachunki za gaz w hucie szkła. W 2020 r. płacą 1,6 mln zł a dwa lat później 11,1 mln zł[ A TERAZ?? md]

Obecnie firma boryka się z problemami wynikającymi z ogromnych wzrostów cen energii. W zestawieniu trzyletnim rachunki za gaz firmy wyniosły: w roku 2020 – 1 692 962,32 zł; 2021 r. 5 182 035,59 zł i w 2022 r. 11 154 201,51 zł. [ A TERAZ?? w 2024?? md]

– Skok cen nośników energii zmusił hutę do dużych inwestycji w nowy system ogrzewania pieca szklarskiego. W podobnej sytuacji znalazły się inne energochłonne zakłady produkcyjne. Przeprowadzona w tym czasie reorganizacja PGNiG i przejęcie jej przez PKN Orlen pod rządami prezesa Daniela Obajtka były dla wielu podmiotów gospodarczych, w tym dla huty Edwanex, katastrofalne w skutkach. Poczynione wtedy przez Edwanex inwestycje wpłynęły na mniejsze rachunki za paliwo grzewcze, ale generowały inne koszty – spłatę kredytów i odsetek – pisze poseł Bojarski.

Ostatnia huta szkła na Lubelszczyźnie. Pięć innych już nie działa

Poseł dodaje, że znacząco wzrosły koszty pracy. Obecnie huta zatrudnia ok. 125 osób, w tym 25 Ukraińców, których wyszkoliła i zapewniła zakwaterowanie. O sytuacji na rynku producentów szkła świadczy też fakt, że huta Edwanex jest ostatnim zakładem pracy w tej branży na Lubelszczyźnie.

Jak wynika z danych firmy Edwanex, pięć innych hut szkła przestało istnieć – w Parczewie, Dubecznie, Dąbrowie, Krzywdzie, Chełmie.

Zakład w 2023 roku otrzymał wsparcie w wysokości 4 101 739,40 zł z Ministerstwa Rozwoju i Technologii, reprezentowanego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Niestety nie zrekompensowało to zadłużenia huty. 

USA i Biden to ruskie onuce! USA znów [ciągle] kupują uran od Rosji.

USA znów kupują uran od Rosji. Takich liczb nie było od ponad roku

moneyusa-znow-kupuja-uran-od-rosji

Jak pisze niezależny rosyjski dziennik „Kommiersant”, w maju Stany Zjednoczone kupiły od Rosji wzbogacony uran za 209,5 miliona dolarów. To najwyższa wartość od marca 2023 roku.

USA znów kupują uran od Rosji. Takich liczb nie było od ponad roku
Joe Biden (Getty Images, Samuel Corum)

W maju Rosja wznowiła dostawy uranu do Stanów Zjednoczonych po tymczasowym zawieszeniu, które weszło w życie w kwietniu. Wolumen eksportu wyniósł 91,1 tys. ton. Kommiersant” – powołując się na amerykańskie biuro statystyk (United States Census Bureau) – wskazuje, że wartość transakcji była najwyższa od marca ubiegłego roku, kiedy Rosja dostarczyła Amerykanom wzbogacony uran o wartości 245,9 miliona dolarów.

USA znów kupują uran od Rosji

W sumie Stany Zjednoczone zakupiły w maju uran za maksymalną kwotę w historii – 987 mln dol. Chiny stały się głównym eksporterem wzbogaconego uranu (323,6 mln dol.). Na drugim miejscu znajduje się Francja (245,4 mln dol.), na trzecim Rosja.

Na początku maja władze USA przyjęły ustawę zakazującą importu nisko wzbogaconego uranu. Przepisy wejdą w życie w sierpniu. Rosatom uważa, że ​​takie sankcje są „destrukcyjne dla zrównoważonego funkcjonowania światowego rynku towarów i usług jądrowego cyklu paliwowego”. Szef Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej Rafael Grossi stwierdził, że takie działania [?? jakie?? md] są obecnie nierealne.

Durnie postawili na swoim. W Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej zasiada co najmniej 335 durniów [ w tym są też durnice].

Durnie postawili na swoim

 Stanisław Michalkiewicz 6 lipca 2024 durnota/w/sejmie

Quidquid agis prudenter agas et respice finem – głosi pełna mądrości rzymska sentencja, która się wykłada, że cokolwiek czynisz, czyń rozsądnie i patrz końca. To jest sentencja pełna mądrości, bo zawiera nieomylne kryteria, pozwalające odróżnić człowieka inteligentnego od humańskiego durnia. Człowiek inteligentny bowiem, cokolwiek czyni, posługuje się rozsądkiem, podczas gdy dureń w żadnej fazie swojej aktywności rozsądku nie dopuszcza, kierując się albo „nieodpartymi impulsami”, albo urojeniami. Człowiek inteligentny ponadto potrafi przewidywać skutki swoich działań („patrzeć końca”), podczas kiedy dureń tej umiejętności nie tylko jest pozbawiony, ale w dodatku – nie zdaje sobie z tego sprawy.

29 czerwca okazało się, że w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej zasiada co najmniej 335 durniów, podczas gdy liczba rozsądnych wyniosła zaledwie 44, a aż 47 nie jest pewnych, czy są ludźmi inteligentnymi, czy durniami.

Mam oczywiście na myśli głosowanie nad nowelizacją kodeksu karnego, do którego durnie wprowadzili „znowelizowaną definicję gwałtu”. Dotychczasowa definicja zawarta w art. 204 kodeksu karnego z roku 1932, przyjęta w art. 197 paragraf 1 kodeksu karnego z roku 1997, zawierała trzy alternatywne przesłanki, pozwalające stwierdzić, że doszło do gwałtu. Stosowny przepis Kodeksu karnego głosił, że „kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega…” – i tak dalej. 29 czerwca br. 335 durniów zdecydowało o dodaniu kolejnej przesłanki w postaci braku wyraźniej zgody drugiej osoby. W rezultacie nowelizacji, która ma trafić do Senatu, gdzie proporcje durniów są podobne, o ile nie większe, niż w Sejmie, stosowny przepis oprócz przemocy, groźby bezprawnej lub podstępu, zawiera przesłankę dodatkową w postaci „lub w inny sposób, mimo braku zgody”. „Inny sposób”…

Tu możliwości są nieograniczone, bo na przykład jeden z moich znajomych w akademiku na Jelonkach nakłaniał panienki do obcowania płciowego argumentem: „no co ci zależy” – co w wielu przypadkach skutkowało. A cóż dopiero, gdy argumentem przemawiającym za poddaniem się obcowaniu płciowemu było kategoryczne polecenie: „zdejmuj majtki, bo ktoś idzie”? Niezależnie od tego na przykład pewien Murzyn warszawski przekonywał panienki do poddania się obcowaniu płciowemu groźbą, że w przeciwnym razie oskarży je o rasizm – co przynosiło skuteczność stuprocentową. Czy groźba oskarżenia panienki odmawiającej współżycia z Murzynem o „rasizm” może zostać uznana za „bezprawną”? Z pewnością taki pogląd nie utrzymałby się przed niezawisłym sądem nawet gdyby nie zasiadały w nim jakieś durnice, tylko przeciwnie – ludzie rozsądni. Któż bowiem może zaręczyć, że opór panienki nie miał jakichś rasowych uwarunkowań, zwłaszcza, gdy nie było świadków?

Jak widać na podstawie choćby tych przykładów, wprowadzenie do kodeksu karnego pojęcia: „inny sposób” otwiera przez paniami możliwości nieograniczone. No a „brak zgody”? Jak udowodnić przed niezawisłym sądem, że zgoda była? Nie ma innego sposobu, zwłaszcza gdy w niezawisłym sądzie zasiadają durnice, jak zgoda wyrażona na piśmie i to nie byle jakim świstku, tylko papierze mającym cechy dokumentu, a więc najlepiej – aktu notarialnego. Taka konieczność jawi się jako nieuchronna tym bardziej, że wspomniana nowelizacja nie precyzuje okresu, w jakim po obcowaniu płciowym dama przypomni sobie, że przecież nie wyraziła na to zgody. To może być tuż post coitum, jeśli dama nie odczuła spodziewanej satysfakcji, albo nawet po latach, kiedy zorientuje się, że tempore criminis rozłożyła nogi przed jakimś przypadkowym dobiegaczem, a nie tym jedynym, wymarzonym, który właśnie pojawił się na horyzoncie? „Jakże piękna colonela postać, que je voudrais żoną jego zostać” – mawiały damy w koszmarnych czasach „belle epoque”, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by takie rzeczy zdarzały się i teraz.

Przestrzegał przed tymi – jakże prawdopodobnymi, na tle tej arcygłupiej nowelizacji – konsekwencjami poseł Lorek z Prawa i Sprawiedliwości oraz poseł Tumanowicz z Konfederacji. Wystąpienie posła Lorka spotkało się z ogromnym zgorszeniem starego filuta Włodzimierza Czarzastego – i prawidłowo – bo wiadomo, że nic tak nie gorszy, jak prawda. Na dobro pana Czarzastego można zapisać, że on przynajmniej zrozumiał, o co chodzi i dlatego tak ostentacyjnie się zgorszył, żeby nie narazić się durnicom, od których aż roi się w jego, partii, a które – jak to durnice – myślą, że to wszystko naprawdę. Trzeba jednak zauważyć, że posłowi Lorkowi nie udało się przekonać większości swoich klubowych kolegów z PiS, co pokazuje, że liczba durniów w tym klubie parlamentarnym jest porównywalna z liczbą durniów w Volksdeutsche Partei, która za nowelizacją zagłosowała w całości.

Na tym tle najlepiej wypadła Konfederacja, której posłowie w całości głosowali przeciw, podobnie jak trzej posłowie Kukiz 15.

Dlaczego piszę o durnicach? Dlatego, że uprzejmie zakładam, iż wydaje się im, iż bronią kobiet przed jakimiś straszliwymi niebezpieczeństwami. Tymczasem aplikują im lekarstwo jeszcze gorsze od tych wszystkich niebezpieczeństw. Dotychczas – co już dawno zauważył Karol Irzykowski – współżycie z kobietą byłoby piękne, gdyby nie dwa ryzyka: zarażenia i zapłodnienia. Ale są mężczyźni, których ryzyko pociąga i w dodatku jest ich całkiem sporo, więc nic specjalnie złego się nie działo. Nowelizacja kodeksu karnego tymczasem do tych dwóch dodaje trzecie ryzyko, a właściwie nie żadne ryzyko, tylko niemal stuprocentową pewność odpowiedzialności karnej, więzienia lub gigantycznego odszkodowania – bo któż by nie chciał przy tej okazji dożywotnio rozwiązać sobie wszystkich problemów socjalnych, a w każdym razie – finansowych? Zasiadające w niezawisłych sądach durnice gwarantują, że te nadzieje okażą się całkiem realne. I cóż w tej sytuacji mają począć panowie?

Najrozsądniejszym zachowaniem z ich strony będzie omijanie szerokim łukiem kobiet – z wyjątkiem prostytutek, które będą miały przygotowane przez notariuszy, opieczętowane blankiety z wyrażoną zgodą na coitus. Zaostrzona odpowiedzialność karna i cywilna sprawi, że pozostałym paniom nie pomoże nawet gdyby zdecydowały się chodzić po ulicach nago, natomiast gwałtownie wzrośnie popyt na gumowe lalki, które dzięki będą sztucznej inteligencji niczym już nie będą się różniły od Wielce Czcigodnej Katarzyny Kotuli, a z całą pewnością będą bardziej atrakcyjne od wyranżerowanej „istoty czującej”, która w dodatku dawno już przekroczyła tzw. „wiek rębny”. Oczywiście wzrośnie zainteresowanie zboczeniami płciowymi i tym tłumaczę zainteresowanie tą nowelizacją ze strony panów Biedronia i Śmiszka, którzy wielokrotnie dali dowody, że wiedzą z której strony chleb jest posmarowany.

Stanisław Michalkiewicz

Węgrzy nie wywieszą flagi Unii Europejskiej przed parlamentem

Węgrzy nie wywieszą flagi Unii Europejskiej przed parlamentem

6.07.2024 wegrzy-nie-wywiesza-flagi-unii-europejskiej-przed-parlamentem

Nie dla UE. Obrazek ilustracyjny nczas.info
Nie dla UE. Obrazek ilustracyjny nczas.info

Marszałek węgierskiego parlamentu Laszlo Koever nie wywiesi flagi Unii Europejskiej na jego siedzibie podczas sprawowania przez Węgry półrocznej prezydencji w Radzie UE – poinformował portal Magyar Narancs.

Biuro prasowe przewodniczącego Zgromadzenia Narodowego Węgier oznajmiło, że nie ma takiego obowiązku, a prezydencja w Radzie UE go nie nakłada.

Rząd Viktora Orbana ostro krytykuje Brukselę m.in. za podejście do imigracji, wojny na Ukrainie czy sankcji na Rosję, natomiast Komisja Europejska wciąż blokuje miliardy euro dla Budapesztu.

Jak podkreśla Magyar Narancs, Koever od dekady konsekwentnie odmawia wywieszenia flagi unijnej na reprezentacyjnym budynku parlamentu nad Dunajem. Portal przypomina jednocześnie, że na budynku izby powiewa flaga Szeklerów, liczącej ok. 650-700 tys. węgierskojęzycznej społeczności, zamieszkującej wschodnią część Siedmiogrodu w Rumunii.

Politycy Fideszu twierdzą, że flaga Szeklerów, która jest przyczyną spięć na linii Budapeszt-Bukareszt, będzie powiewać na fasadach węgierskich instytucji publicznych, dopóki Rumunia nie pozwoli na jej swobodne używanie na całym terytorium kraju.

Węgry sprawują od poniedziałku półroczną, rotacyjną prezydencję w Radzie UE. Po nich przewodnictwo w Radzie przejmie Polska.

Orban: Jeśli sojusz wybierze wojnę zamiast pokoju, popełni samobójstwo.

Sojusz atlantycki wczoraj i dziś

Jeśli sojusz wybierze wojnę zamiast pokoju, popełni samobójstwo, mówi Viktor Orban. Dał temu wyraz w swoim artykule dla „Newsweeka”.

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 6
READ IN APP

Sojusz zbliża się do punktu zwrotnego. Warto pamiętać, że najskuteczniejszy sojusz wojskowy w historii świata rozpoczął się jako projekt pokojowy, a jego przyszły sukces zależy od jego zdolności do utrzymania pokoju.

Ale dzisiaj zamiast pokoju celem jest wojna, a zamiast obrony ofensywa. Wszystko to jest sprzeczne z podstawowymi wartościami sojuszu” – przekonuje Orban.

Premier przypomniał, że po 1945 roku Węgry „mimowolnie stały się częścią bloku sowieckiego, a tym samym Układu Warszawskiego”, sojuszu wojskowego krajów socjalistycznych. Węgrzy protestowali „całą duszą”.

„Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby doprowadzić do rozwiązania Układu Warszawskiego” – powiedział Orban. Kiedy to się stało, Węgry rozpoczęły negocjacje w sprawie przystąpienia do sojuszu atlantyckiego. Zachęcającym był fakt, że kraj „w końcu przystąpi do sojuszu wojskowego, którego celem nie jest prowadzenie wojny, ale zachowanie pokoju, nie ofensywna ekspansja, ale ochrona nas samych i siebie nawzajem” – wyjaśnił szef węgierskiego rządu rząd.

„Dziś sojusz, według jego własnej propagandy, jest zdecydowanie najpotężniejszym sojuszem wojskowym na świecie, zarówno pod względem wydatków na obronę, jak i zdolności wojskowych. Dziś coraz więcej głosów w sojuszu mówi o konieczności lub wręcz nieuchronności konfrontacji militarnej z innymi globalnymi geopolitycznymi ośrodkami władzy.

To postrzeganie nieuniknionej konfrontacji działa jak samospełniająca się przepowiednia. Im bardziej przywódcy sojuszu będą wierzyć w nieuchronność konfliktu, tym większa będzie ich rola w jego przyspieszeniu” – podkreślił premier.

Według Orbána „samospełniający się charakter tej przepowiedni” jest dziś coraz bardziej widoczny, „biorąc pod uwagę wieści o rozpoczęciu przygotowań do ewentualnej operacji sojuszu na Ukrainie, a nawet doniesienia wysokiego szczebla, że ​​wojska sojuszu są już blisko frontu ukraińskiego „

Premier jest przekonany, że sojusz powinien obawiać się nie wroga zewnętrznego, ale odejścia od wartości leżących u podstaw bloku. „Wróg zewnętrzny, jeśli posiada jakiekolwiek informacje wywiadowcze, nie odważy się zaatakować żadnego kraju członkowskiego sojuszu. 

Jeśli sojusz wybierze konflikt zamiast współpracy i wojnę zamiast pokoju, popełni samobójstwo” – jestem pewien, mówi premier.

Orban wezwał do utrzymania bloku jako „projektu pokojowego”.

Dzień wcześniej szef węgierskiego rządu  przybył do Rosji , gdzie spotkał się z prezydentem Władimirem Putinem . Swoją wizytę wyjaśnił jako kontynuację „misji pokojowej”. Wcześniej premier odwiedził Kijów , gdzie rozmawiał z prezydentem Władimirem Zełenskim.

Po negocjacjach z Putinem Orban zauważył, że stanowiska Moskwy i Kijowa są „bardzo od siebie odległe”. „Jest wiele kroków, które należy podjąć, aby zbliżyć się do zakończenia [konfliktu]” – powiedział, dodając, że najważniejszy krok został już zrobiony: Węgry nawiązały kontakty ze stronami.

Krótka historia partii jednorazowego użytku

 Partie Jednorazowego Użytku

Napisał Jerzy Karwelis 6 lipca, 20246 lipca, wpis nr 1279

Krótka historia partii jednorazowego użytku

Mój ulubiony redaktor Stanisław Michalkiewicz często powtarza definicję tego, co uważa za istotę demokracji – zasadę mówiącą o tym kto zwycięża w wyborach. Powtarza wtedy sentencję, bodaj czy nie samego Stalina, że nie jest nawet ważne kto liczy głosy, ale najważniejsze jest stworzenie na wybory takiej alternatywy, że bez względu na ich wynik – i tak będą one wygrane. Zainspirowało mnie to do prześledzenia tego wątku poprzez podążenie za politycznymi meandrami jakich dokonywała III RP w wyborach, jeśli chodzi właśnie o taką definicję istoty nie tyle samego aktu elekcji, ale całości sceny politycznej, jej mechaniki realnej oraz czynnika napędzającego.
Algorytmy
Szybko natknąłem się na powtarzający się od początku nowego tysiąclecia algorytm polegający na pojawianiu się przed wyborami nowych inicjatyw politycznych, które jak meteory przemykają sezonowo na politycznym nieboskłonie, wzbudzając zainteresowanie, nawet można rzec, że nadzieje, po czym kończą na tym samym – po publicznym odczuciu świeżości szybko się opatrują, lądując czy to w którejś z zasp plemiennych, czy też malowniczo eksplodując, po czym jej świecące fragmenty są rozparcelowywane wśród istniejących podmiotów politycznych.
Ważny jest naczelny element – jak w definicji Michalkiewicza-Stalina – wszystko po początkowych nadziejach ląduje w starym dwubiegunowym układzie, z dużym nachyleniem na stronę liberalno-lewicową.Wymienię dla porządku kilka powtarzalnych cech, co prowadzi mnie (a może i nas?) do wnioskowania o istnieniu stałego procederu. Taka partia jednorazowego użytku (tu: PJU) zawsze objawia się w postaci charyzmatycznego, nowego polityka, przeważnie spoza aktualnego układu władzy. Zawsze taka partia dostaje od razu nie wiadomo skąd dobre wyniki sondaży. Potem, powiedzmy, że zauważają to media i dopuszczają nowego do siebie. Napisałem „powiedzmy”, gdyż tak się media tłumaczą z tej nagłej bezinteresownej miłości, choć jest odwrotnie. Nowi z PJU zyskują dobre wyniki właśnie dlatego, że – na mocy jakichś niepojętych obrotów ciał medialnych – dostają się do mediów, gdzie prezentują swoje nowatorskie poglądy. No, bo jak inaczej suweren miałby się dowiedzieć o ich atrakcyjności, by ich nagrodzić w sondażach?Pojawienie się takich bytów zawsze każe zadać pytanie o ich finansowanie w najtrudniejszym, czyli przedwyborczym momencie. No, bo powiedzmy, że jakiś cudak przedarł się do mediów i te go rozpropagowały na tyle, by zaistniał w sondażach. Należy dodać do tego, że w obecnej XXI-wiecznej polityce można się wybić i bez bycia zapraszanym do mediów, bo można się przebić do świadomości wyborcy poprzez media społecznościowe. Ale one też kosztują. Skąd więc kasa na takiego politycznego nuworysza? To jest mili Państwo – tajemnica lasu. Jak ktoś nie wie, to niech zastosuje metodę „follow the money” i będzie wiedział. Ja tu jestem za krótki, ale skoro takie cuda finansowe się zdarzają i nie są ujawniane, to wnioskuję, że jest coś na rzeczy.Potem, w czasie wyborów, takowi też mają trudno. System polityczny i wyborczy w Polsce mumifikuje istniejący układ. Sam kodeks wyborczy usiany jest minami spuszczonymi na morze polskiej polityki, przeciwko każdemu nowemu. Główną bombą przeciw-polityczną jest system finansowania partii i kampanii wyborczych. „Starzy” mają dotacje od państwa, czyli od każdego obywatela, czy się im taki PiS z PO podobają, czy nie. Nowy musi sobie sam nazbierać na kampanię – nie dość, że musi (jeszcze zazwyczaj bez aparatu „w terenie”) dozbierać podpisy na swych listach, to jeszcze musi wyciągać rękę po „co łaska”. Ale – jak widać z historii PJU – dają radę.Powtarzalność trajektorii tego meteoru po ewentualnym przedarciu się do parlamentu wskazuje na modus polegający na kilku wariantach, ale zawsze kończy się tym samym: meteor, czyli lecący po firmamencie świetlisty znak nadziei przechodzi w meteoryt, czyli ciało stałe już na ziemi. To znaczy – jako się rzekło – ląduje (częściej – rozbija się)  i jest zjedzony przez większego jako przystawka, albo zostaje rozrzucony po istniejących podmiotach. Mamy taki system, że każdy nowy, jak się już przedrze, zostaje skonsumowany. Wielu uważa, że na tym właśnie polega owa „odpowiednia alternatywa”, że mnoży się sztucznie byty, by wyszło po staremu. Stąd ta chwilowość onych podmiotów, które po wykonaniu swego zadania, wtapiają się w istniejącą scenę, tak by – jak stwierdza definicja – wybory były i tak wygrane.
Kiedy się wygrywa wybory?
No właśnie – co to znaczy: wygrane wybory? Wygrane to przede wszystkim takie, które nie naruszają obecnego układu pookrągłostołowego. Przypomnę, że wtedy wysokie strony umówiły się co do siebie, zaś opozycja wewnętrznie ze sobą, że sami – znaczy się bez udziału suwerena w „niekonfrontacyjnych wyborach” 4 czerwca 1989 roku – podzielą się na prawicę i lewicę. Tak się rodziła III RP i wielu się to spodobało. Najjaśniejsza poczęła się w politycznym in vitro, poza organizmem matki-suwerena. Odziedziczyła więc zaplanowaną pulę genów uwłaszczającej się nomenklatury i nowej klasy – opozycji, która udrapowała się w szaty walki politycznej, symulowanej na użytek naiwnej gawiedzi. Główną zasadą tak wyrosłej zygoty jest z oczywistych przyczyn przetrwanie.Ten pookrągłostołowy płód rozwija się już lat ponad 30, ma różne formy i postaci, ale ta genetyczna zasada tkwi u jego podstawy. Jest zatopiona w konstrukcji konstytucji, ordynacji wyborczej, systemie finansowania partii, nawet w strukturze „ładu” medialnego. W związku z tym „wybory są wygrane” wtedy jak ten układ trwa. To jest podstawa – nawet ważniejsza niż to, KTO wygra wybory. Jak nie będzie nowego, albo będzie to symulant nowości do późniejszego wciągnięcia, to podstawa układu pozostanie nienaruszona. Tak było do niedawna, gdyż w końcu, bez względu na wynik wyborów, obowiązywała zasada „my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych”. To było ważne, by ten układ dwóch gamet był nienaruszony.Układ ten zdaje się zburzył teraz Tusk, gdyż sposób w jakim dojeżdża obecnie PiS wskazuje na unieważnienie tej drugiej zasady. Jest to więc jak czasem bywa z bliźniakami w łonie (oj, te rozrodcze metafory same się pchają…), kiedy to jeden bliźniak zaczyna przeważać nad drugim, dominuje nad nim, aż do całkowitego unicestwienia. Po prostu robi się za ciasno dla dwóch. I Tusk wypowiedział ten układ, co może prowadzić do pełnego unicestwienia PiS-u, ale też na pewno do wprowadzenia penalizacji, jako głównego motywu uprawiania polityki i pozostawania w niej, gdyż każdy następca Tuska z innej opcji politycznej może skorzystać przeciw niemu z całego zasobu gwałconego prawa, prawa „takiego, jak my je rozumiemy”.Ale wróćmy do PJU. Wiemy więc na czym polegają „wygrane wybory”. Teraz – po co się prokuruje takie partie? No, bo ja, patrz wyżej, raczej nie wierzę w spontaniczność takich tworów. Pies ich tam trącał kto ich tam powstawiał i sfinansował projekta w zarodku, ale – jak pisał Herbert – dowodem na istnienie potwora są jego ofiary. A ofiarą jest społeczeństwo które od 35 lat tkwi w tym samym garnku, w którym za zmianę bierze się w sumie jedynie dosypywanie jakichś przypraw, które szybciutko rozpuszczają się w buzującym bulionie wojny polsko-polskiej. Tego spektaklu na pokaz, w którym może mniej politykom, a więcej samym akolitom, wydaje się, że to wszystko naprawdę. Kiedy układ post-magdalenkowy się społecznie degeneruje lub nawet nudzi i suweren niebezpiecznie zaczyna się rozglądać za jakąś ożywczą alternatywą, widząc wciąż te same gęby, to układ podsuwa mu ułudę nowości. Tak jest lepiej niżby sam sobie taki suweren miał zorganizować coś naprawdę nowego. Bez kontroli takie cudo naruszałoby subtelną równowagę dwóch plemion. W Polsce mając ze 30 posłów można być niepomijalnym koalicjantem, jedziemy więc na żyletkę i tak, jak robiła Ochrana za cara – lepiej samemu sobie zorganizować „przeciwnika”, niż dać się zaskoczyć. W dodatku do takiego podstawionego zaraz zlecą się ci, co to naprawdę myślą, że to wreszcie zmieni oblicze tej ziemi.Porzućcie nadzieje…I tu jest najciekawszy moment. Carska ochrana sama sobie organizowała konspirację, by wyłapać wzmożonych. Tu zaś chodzi o co innego – chodzi o to, żeby ci, co myślą, że to naprawdę, w wyniku pozoracji tych działań dali się nabrać i by zostali zawiedzeni co do swych nadziei. Na zawsze. Kolejna więc próba przemiany tego świata ma runąć na oczach publiki i wszyscy mają się rozejść do domu, bo „tutaj jest jak jest”. Czyli – wracamy do źródła – efektem tych działań jest powrót do istniejącego układu, skoro każda „nowość” jest w sumie zaprzepaszczana w formach odstęczających kolejne pokolenia od wejścia w sferę publiczną. I o to chodzi – naród ma się upolityczniać jedynie raz na cztery lata (i to wyłącznie w nieracjonalnych, bo emocjonalnych i dwubiegunowych oparach), polityką zajmą się zaś politycy, ci, którzy znają ten mechanizm i mają na tyle niskie morale, by sumienie nie przeszkadzało im w tym procederze. Mamy więc elitę cwaniaków i sfrustrowany naród – układ zamknięty i obliczony na samoodtwarzanie się. Każdy dostaje co chce, tylko Polski szkoda.
Wziąłem więc pod lupę te PJU i poszukałem ich śladów w naszej najnowszej historii. Modus jest jeden wspólny – te projekty były wystawiane nie tylko dla pozorów nowości, ale i w obszarach, gdzie, namierzona w wyniku badań opinii, pojawiała się jakaś grupa społeczna, która miała potencjał na spontaniczność, zagrażała równowadze systemu, miała przed sobą autonomiczną przyszłość. Miała też czasami walor wewnętrzny – poprzez nowy podmiot „podkradało się” konkurentom nowy potencjał. Rozszerzało się grupy celowe wyborców pozorami nowości, by i tak skończyć w znanej koalicji.  To jest tak jak z producentami muzycznymi – jedni szukają talentów na Youtube, w salkach parafialnych czy dancingach, drudzy – po szczegółowych badaniach sami „konstruują” muzyczny produkt marketingowy, który trafia w gusta wybranej grupy odbiorców. Nie chcę tu spekulować kto tam kogo wypatrzył, a kogo sam skonstruował spośród liderów PJU, ale za każdym razem „produkt” był dobrze uplasowany w nowych niszach. W końcu, nawet w zglajszachtowanym społeczną biernością naszym społeczeństwie, zachodzą jakieś procesy, rodzą się jakieś wspólnoty interesów (coraz częściej niestety emocjonalnych), trzeba je więc detektować i inkorporować do istniejącego systemu, bo inaczej się wyemancypują i będzie problem.Przejdźmy więc sobie spacerkiem w poszukiwaniu PJU, by sprawdzić czy te ogólne zasady są aplikowalne. Wyjątkowo w tym tekście dałem tu ogólne wnioski przed szczegółowym przedstawieniem przykładów, ale tak chyba będzie lepiej. Inaczej nie widzielibyśmy wspólnoty losu każdej z PJU. Teraz, po tych próbach definicji algorytmu, mam nadzieję, że będzie łatwiej zobaczyć nie tylko wspólnotę modusu, ale i rolę, jaką w polskim systemie politycznym pełnią te twory. Są – na razie – dość skuteczne, można więc spodziewać się kontynuacji tego „modelu politycznego”, co pozwoli nam w sposób bardziej świadomy oceniać wszelkie rewelacje, które mogą zajść w politycznej przyszłości.PJU w epoce przedPOPiS-owejTak, można tę ewolucję podzielić na dwa etapy. Przed POPiS-owy i POPiS-owy. Ten pierwszy wyraźnie prowadził do tego drugiego, ale nie jak to bywa w demokracji, bo się sublimował w naturalny na świecie dwójpodział, ale dlatego, że to było jasne, że z takimi genami ten rak tak wyewoluuje. Pierwsze wybory, te z 1991 roku, nasze pierwsze wolne, ale pod tym względem, co znamienne, ostatnie w byłych demoludach, to był wysyp. Pomogła przyjęta ordynacja proporcjonalna i to w najgorszym wydaniu, bo „skaczących mandatów”, do tego bez progu, w dodatku z listą krajową, a więc zapadką, która dawała partiom szanse obsadzenia mandatów „swoimi”, bez względu na osobowe wybory suwerena. W rezultacie mieliśmy 16 ogólnopolskich komitetów, które jeszcze mogły blokować sobie listy, czyli łączyć się w parki i trójkąty, ale nie na zasadzie obecnych koalicji, tylko po prostu dodając sobie nawzajem głosy. W rezultacie 29 podmiotów politycznych wzięło mandaty i demokracji polskiej zaglądnął w oczy chaos polegający na ciężkiej pracy złożenia z tego bałaganu – większości. Ale wtedy to było jasne – wszyscy przeciw komunie i poszło w miarę dobrze.Ale ostrze antykomunistyczne zostało stępione przez… samą Solidarność.
Ta była świeżo po „wojnie na górze”, kiedy Lechu rozwalił układ, który prowadził do glakszachtującej jedności w obozie postsolidarnościowym i okazało się, że aby być politykiem byłej opozycji w rządzie, to nie wystarczy już tylko trzymać się pod parasolem Solidarności – trzeba się samemu postarać, wybrać jakąś tożsamość polityczną, a przede wszystkim samemu zebrać szabelki. I solidaruchy zagłosowały za ordynacją proporcjonalną, gdyż tylko taka dawała (bez progu) szanse ich kanapowym wykwitom politycznym.To jasne – taka była ich kalkulacja. Ale jednocześnie to wykalkulowane tchórzostwo, oparte na politycznej niemocy kanapowców… uratowało skórę komunistom. Ci w ordynacji większościowej i jednomandatowej przepadliby tak jak w wyborach 4 czerwca przepadli w wyborach większościowych do Senatu. Wyobraźmy sobie 460 okręgów jednomandatowych i wybór suwerena: komuch czy nasz. Po komunistach nie zostałby nawet ślad. A ci wrócili już na następną kadencję, kiedy zlali skórę rozproszonym solidaruchom, oskarżając, że parasol Solidarności wcale nie chroni społeczeństwa przed trudami początków transformacji. A w rzeczywistości stanowi Polski najbardziej byli winni sami postkomuniści, zaś naród wybrał brudasów, a nie tych, którzy zaczęli po nich sprzątać.Partii pozaukładowych było w pierwszej kadencji od groma i trochę, co posłużyło tylko do postulowania przy następnych ordynacjach wstawienia progu, by się jakiś kłopotliwy plankton nie pałętał. Żadna z „nowych” partii się tu nie przebiła na przyszłość. Potem przyszły malownicze rządy lewicy, wprowadzono w wyborach w 1993 roku progi i D’Hondta, czyli utrzymano ordynację proporcjonalną. Mieliśmy 17 list ogólnopolskich, zaś mandaty wzięło już tylko 8 podmiotów.W wyborach 1997 roku pojawia się odgięcie pały po postkomunistach i AWS bierze władzę, w trudnej koalicji z Unią Demokratyczną i liberałami Tuska. W roku 2001 mamy już tylko 6 komitetów, pała się znowu odgina na postkomunistów, mamy rząd Millera i układ domknięty prezydenturą Kwaśniewskiego. Znika lista ogólnopolska i już do dziś się nie pojawia. Utrudnione jest zbieranie kasy na wybory, z czego korzysta układ istniejący, zwłaszcza uwłaszczeni komuniści. Co ciekawe pojawiają się nowi po prawej stronie: Samoobrona bierze 53 mandaty, zaś Liga Polskich rodzin – 38. 2005 rok to koniec mrzonek o współpracy podmiotów postsolidarnościowych. Kaczyński dobiera sobie za koalicjantów Samoobronę i LPR Giertycha. Siedem podmiotów bierze mandaty. W przyspieszonych wyborach w 2007 roku wygrywa Tusk i dobiera sobie do rządzenia obrotowy PSL. Przemianowani postkomuniści wracają i biorą 53 mandaty. PSL miał ich 31, ale (wtedy) Tuskowi było głupio przed elektoratem iść razem z poskomunistami. Co ważne – od tego czasu rodzi się już oficjalnie podział wrogości pomiędzy PiS i PO, ale to ten „konflikt” staje się od tego czasu osią polityki polskiej, na tyle mocną, że marginalizuje wszelkie inne podmioty.
Epoka POPiS-owa
Tyle wspomnienia, nie po to by się łęzka pokręciła dla pamiętnych, ale by zobaczyć jak to szło do celu. W reelekcyjnych wyborach dla Tuska w 2011 roku pojawiają się już zalążki PJU. Wyalienowani z PiS-u centrowcy zakładają PJJ, które nie bierze mandatów, za to, hodowany przez Tuska w swych szeregach Palikot, jako platformerska oferta dla liberyńskich lewaków, zakłada własną partię i zdobywa 40 mandatów. Ten ruch wyraźnie osłabia zorganizowaną lewicę i jest pierwszym przykładem wyhodowania sobie sztucznej alternatywy. Palikot nie wchodzi do rządu, tu jest miejsce dla PSL, które daje konserwatywne rysy peowcom. Lewe skrzydło osłania Palikot, który skandalizuje i demaskuje zachowawczość lewicy postkomunistycznej, wprowadzając już wtedy do obiegu wszystkie obecnie już oczywiste postępowe hasła, które dla postkomunistów były zbyt daleko idące.Wyborczy rok 2015 to już kilka zmian na raz. Po pierwsze – pojawia się centrowy Kukiz, którego powstanie uważam za efekt spontanicznych ruchów niezgody na POPiS. Szansa zmarnowana, gdyż impet tego ruchu, zapoczątkowany ponad 20% głosów na Kukiza w wyborach prezydenckich został zaprzepaszczony. Paradoksalnie – pomogła tu klęska Lewicy, która nie dostała się do Sejmu, czego efektem było uzyskanie samodzielnej większości przez PiS. Gdyby nie to, to Kaczyński musiałby dobierać, pewnie od Kukiza, i może żylibyśmy dziś w innej Polsce. Co ciekawe – pojawia się „centrowa”, taka była wtedy moda, partia nowoczesna.pl pana Ryszarda Peru, która miała ściągnąć do siebie elektorat bardziej liberalny. Ta partia, jak i projekt Palikota, szybko po „zrobieniu swego” musiała odejść, zaś spady po tym meteorycie przeszły na PO, co każe podejrzewać, że rozpad ten nie odbył się bez inspiracji beneficjentów. W wyborach 2019 roku, dających już mniej samodzielną władzę PiS-owi pojawia się zjednoczenie lewicy, czyli układ starzy postkomuniści-obyczajowcy od Biedronia, czyli partia „Wiosna” i „Razem” Zandberga, o ewidentnie komunistycznej proweniencji. Czyli coś na wzór Konfederacji, która podobnym triumwiratem a rebour rozszerzyła swój elektorat.Ciekawi sama „Wiosna”, czyli ewidentnie PJU w tym okresie. Oparta na Biedroniu, zaskakująco szybująca w sondażach, kiedy ledwie powstała i zbierała zaangażowanych lewaków. Jako PJU nie mogła być zbyt blisko głównego nurtu, bo przecież trzeba się czymś różnić w oczach mamionego elektoratu. Mieliśmy spektakl prezydenta Słupska, czyli Biedroń nie zagrzewał miejsca w magistracie – pełno go było, kiedy za pieniądze miejskie jeździł po kraju i naganiał do swej sieci. Ta partia, mimo, że „rozpuściła” się w zjednoczonej Lewicy, to spełniła swoją rolę. Dała atrakcyjną propozycję dla Lewicy na tyle, by wziąć te swoje 49 mandatów, które nie wystarczyły Tuskowi do zmontowania koalicji, ale wszystko było gotowe na wybory 2023.
Hołownia jako klasyka PJU
No i przyszedł rok 2023 i klasyka. Grubo przed powstaje najpierw samotny Hołownia, potem przekształcający się w partię Polska 2050. Przyszły marszałek szaleje w social mediach, robi nie do końca legalne zbiórki, sam kasę zbiera, buduje struktury. Ładnie się różni od PO, ale tak jak trzeba: widz widzi różnicę, ale nie aż tak dużą, by nie być pewnym, że jak zagłosuje na Hołownie, to i tak zobaczy poniżony i odcięty od władzy – PiS.Stosunek do Hołowni ze strony PO był, jak to się mówi, niestały. Na początku dostał kamery, głównie w swym rodzimym TVN, z Wyborczą już nie było tak słodko. Potem, tuż przed wyborami, zaczął się najazd na niego, jako psującego ideę jednej listy. W wyniku otrzeźwienia w związku z wreszcie poprawnym odczytaniem wyników przedwyborczych preferencji w ostatnich dwóch tygodniach przed wyborami opluwany Hołownia staje się nagle pożądanym partnerem, zwłaszcza po zawiązaniu koalicji z PSL i ogłoszeniu Trzeciej Drogi.Tu jest cała istota tego przechwycenia elektoratu. Wielu ludziom, co wynikało z badań, było głupio głosować na PO, bo byli pewni, że będzie to (i mieli rację) powtórka z rozrywki, czyli wróci „stara” PO. I to dla nich była ta propozycja. PiS takiej nie miał, bo liczył, że po raz trzeci Bóg im ześle cud samodzielnego rządzenia i nawet w ostatni weekend przed wyborami zaatakował Konfederację, swego jedynego potencjalnego koalicjanta. Ruch był genialnie „głupi” i wzmógł trend zniechęcenia do Konfederacji, zaś odpływający od niej elektorat zagłosował na… Trzecią Drogę i PiS tym genialnym ruchem dołożył głosów swym przeciwnikom. Tak, że ci co się obciachowali w głosowaniu na PO zagłosowali na 3D i sami przyczynili się do powrotu PO.Nasza modelowa PJU, czyli 3D, zwłaszcza w wydaniu Polski 2050, bo PSL, to już nie, nie ma struktur, nie ma ludzi do rządzenia, jeżeli już to jakieś spady od PO, które teraz żałują, że się dały zmamić w sumie jednosezonowym projektem. Plan był taki, że Hołownia lansuje się na prezydenta poprzez show na stanowisku marszałka Sejmu. Ale Tusk go wypuścił i poczekał. Marszałek zużył się w codzienności sejmowych potyczek, bo ile można słuchać tych wysilonych bon motów? W politykę nie umie, został wypuszczony parę razy na przyszły proces przed Trybunałem Stanu, zaś w politykę rządową jest ogrywany jak dziecko przez cwanego Tuska, który nie tylko prowadzi swoją politykę wygaszania Polski, ale umiejętnie grilluje swoich koalicjantów, by w razie W nie wyszło na niego. Czego klasycznym przykładem jest kryzys na granicy z Białorusią, za który co najmniej w połowie odpowiada i Tuska szef spraw wewnętrznych i minister sprawiedliwości, zaś bęcki dostaje tylko Kosiniak-Kamysz.Projektowi Hołowni nie wróżę życia przekraczającego obecną kadencję. Resztki się rozbierze po innych podmiotach. Sam Hołownia, pozbawiony swej partii, jak Petru, odczeka w karnej ławce swoje, skruszeje, zmądrzeje i może się go da na listy kiedyś do PO. Będzie to więc ścieżka jaką przeszła Nowoczesna. Jedno-sezonowej dmuchanej gwiazdy, która okaże się meteorytem zarytym w błoto starego układu.
PJU wiecznie żywa?
Z analizy „postępu” demokracji w Polsce, kombinowaniu przy ordynacji wyborczej oraz systemie finansowania partii wynika, że system polityczny zmierzał i zmierza do ostrej dwójpolówki. To ona sprawia, że głosujemy zawsze za mniejszym złem, że wszystko wciąga jak czarna dziura ta pozoracja plemiennego konfliktu, który w rzeczywistości jest antyrozwojowy dla naszego kraju. Można wskazać kilka krajów, takich jak Wielka Brytania czy USA, gdzie mamy do czynienia z systemem praktycznie dwupartyjnym. Ale tam jest ordynacja większościowa, a więc to wódz partii zabiega o popularnego lokalsa, nie zaś – jak u nas – aparatczycy zabiegają o biorące miejsce na liście, wyznaczone łaską wodza partii. Mamy system dwupartyjny z ordynacją proporcjonalną, a więc rower na kwadratowych kołach – dziwowisko, które jedynie udaje wybór. Dlatego, by zatrzeć te wrażenie stagnacji, system od czasu do czasu puszcza balony wypełnione gazem emocji, odświeżające atrapy, po to, by dwójpolówka się utrzymała.  
Jak widać system PJU działa coraz bardziej perfekcyjnie. Sublimuje się. Ale służy jednemu – pozoracji, nowości, reformowania się znudzonego układu. Pojawiają się nowe twarze, nowe idee, a potem, jak w filmie „Psy”: „władze się zmieniają, a pan senator zawsze w komisji”. Czyli wybory się przetaczają jak czołgi przez naszą krainę, wzmożenie następuje coraz szersze, pozory walki na śmierć i życie królują w debacie. Ludzie nie dość, że się w dyspucie okładają, to okładają się już nie argumentami tylko hasłami, skandowanymi do znudzenia. A w sumie wiele wydaje się zmieniać, by wszystko zostało po staremu.Ten system staje się coraz bardziej uniwersalny. Mimo, że ludności światowej żyje się coraz gorzej, zwłaszcza zachodniej, to nie wyciąga ona z tego żadnych wyborczych wniosków. Aby tak było, to świadomość sterowana musi przeważać nad realnym bytem. Czyli jest odwrotnie niż u Marksa, u którego byt kształtował świadomość. Aby skrzywiona percepcja wirtualnego świata rządziła percepcją rzeczywistości potrzebne są dwie rzeczy: przesunięcie rozumowych refleksji w dziedzinę emocji oraz z drugiej strony jasny wróg, którego anihilacja prowadzi do szczęścia wiecznego. I mamy to – rozhisteryzowane tłumy, które żyją żądzą zemsty na politycznych przeciwnikach, choćby i za cenę osłabienia swego (?) kraju; karmiących się nie coraz droższym chlebem, ale obsesją wykrywania pisiorów poutykanych w organizmie państwa. No i mamy jasno zdefiniowanego wroga. I ten prymitywny cep jest wszędzie. Jest jedynym elementem trzymającym wojującą liberalną demokrację, a właściwie elity, przy władzy.W USA ten s
Napisał Jerzy Karwelis
Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Stuletni rytm konwulsji Świata od 1317 do 1917 [wył.] Andrzej Sarwa. Cz. III

Rytm oddechu Lewiatana. Andrzej Sarwa. Cz. III

[Celowo i w sposób przemyślany zaczęto podkopywać fundamenty Civitas Christiana]

Andrzej SarwaOnufry Seweryn Krzycki

=============================

Diabelskie szyfry. Sekwencja dziejów świata. Kod roku 17 

wydałem pod pseudonimem Onufry Seweryn Krzycki

tak więc jeśli ktoś chciałby mieć tę książkę w formie papierowej to jej nie znajdzie pod moim nazwiskiem

a jest ona tutaj:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Diabelskie_szyfry_Sekwencja_dziejow_swiata_Kod_roku_17.html

=============================

Rok 1317.

Guilhem Bélibaste, ostatni katarski duchowny, założył w roku 1317 ostatnią już gminę katarską na świecie, w San Mateo w hiszpańskiej Walencji, na której czele stał aż do końca życia. Kataryzm zgasł...

Zmierzchało średniowiecze, świtał renesans… nadchodziła epoka nowych herezji… ale przepoczwarzone idee manichejskie wciąż miały się dobrze, chociaż nie było już ich własnych zorganizowanych struktur…

W tymże samym roku 1317, w Portugalii, król Dionizy I utworzył dla zagrożonych więzieniem i śmiercią templariuszy, Zakon Rycerzy Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Także w roku 1317 pośpiesznie powołano do istnienia, w zamku ongiś należącym do templariuszy, w miejscowości Montesa, w Walencji, nowy zakon, który już tego samego 1317 roku, w dniu 10 czerwca, został zatwierdzony przez papieża. Zdaje się, że tenże rok 1317 można uznać za otwarcie bramy do nowej epoki w dziejach świata, albowiem Rycerzami z Montesy byli zarówno Henryk Żeglarz, Ferdynand Magellan, jak i Vasco da Gama…

Rok 1417.

W dniu 11 listopada 1417 roku wreszcie legalnym papieżem obrano Oddone Colonnę1, który przyjął imię Marcina V. Wielka Schizma Zachodnia, charakteryzująca się tym, że kilku dostojników Kościelnych rościło sobie prawo do najwyższego urzędu w Kościele, a która chyba jeszcze bardziej niż wszystkie pozostałe herezje, duchowo niszczyła Europę, dobiegła swego kresu.

Podczas owej Schizmy w okresie od 1378 do 1415 za papieży uważało się wielu biskupów – byli to: awiniońscy – Klemens VII2 i Benedykt XIII3, rzymscy – Urban VI4, Bonifacy IX5, Innocenty VII6 i Grzegorz XII7, pizańscy – Aleksander V8 i Jan XXIII9, wreszcie, jeszcze później, już po 1415 roku, bazylejski Feliks V10, czy takie drobinki „pomniejszego płazu” jak rodezki Bernard Garnier, który przeniósł „stolicę apostolską” z Awinionu do Rodez i przyjął imię Benedykta XIV11, czy wreszcie peniscoliański Gil Sanchez Muñoz y Carbón, który się nazwał Klemensem VIII.12

[Inne, ale też fascynujące stanowisko zajął Jean Raspail w powieści „Pierścień Rybaka” Gorąco zachęcam MD].

Rok 1517.

Rankiem 31 października 1517 Marcin Luter13 na drzwiach kościoła zamkowego w Wittenberdze przybił swoje 95 tez. Zaczęła się Reformacja, która przyniosła okrutne, bezwzględne, krwawe wojny religijne, których budzącym przerażenie, jakby najważniejszym symbolem, stała się krwawa jatka, jaką katolicy urządzili hugonotom w Paryżu, w noc świętego Bartłomieja z 23 na 24 sierpnia 1572. Zanim jednak Luter opublikował swoje tezy, hiszpański konkwistador Francisco Hernández de Córdoba w okresie od lutego do maja 1517 odbył wyprawę, podczas której został przetarty szlak morski z Antyli na nowo odkryty Jukatan.

I gdy od tegoż 1517 roku miliony Europejczyków poczynało odchodzić od katolickiej wiary, to miliony Indian miało zacząć przyjmować katolicki chrzest. Kolonizacja Nowego Świata zataczała coraz większe kręgi, by w końcu objąć nie tylko obydwie Ameryki, ale i resztę nieznanych dotąd Europejczykom kontynentów, wysp i archipelagów.

Rok1617.

Rok ten to początek ujawniania i karania popełnianych na niezwykłą skalę zbrodni aborcji, trucicielstwa, okultyzmu i praktyk czarno-magicznych oraz nieomal jawnych celebracji czarnych mszy, do których były niezbędne mordy na dzieciach, w czym uczestniczyły ówczesne elity, szczególnie we Francji. Poprzedzone to było epidemiami opętań, z których za najgłośniejsze trzeba uznać te, które dotknęły wiedźmy w Labourd, Cassis, a potem mniszki w Loudun i Louviers. Symboliczne znaczenie miało zabicie Concino Conciniego markiza d’Ancre14 w dniu 24 kwietnia 1617 roku, a 8 lipca tegoż roku jego żony, ulubienicy królowej Marii Medycejskiej, Leonory Dori Galigai15, markizy Concini d’Ancre, oskarżonej o uprawianie czarnej magii, co jej udowodniono i do czego – nie mogąc zakwestionować dowodów – sama się przyznała, którą ścięto na Placu de Greve, a później martwe ciało spalono na stosie. Nie powstrzymało to jednak plagi trucicielstwa i czarownictwa. Ten niechlubny okres zakończyła dopiero, czy może w znacznej mierze, na jakiś czas mocno ograniczyła, słynna afera trucicielska zakończona skazaniem na śmierć głównej aktorki ponurego spektaklu bluźnierstw, krwi i mordu, jaki się odbywał we Francji, mianowicie wiedźmy Catherine Monvoisin bardziej znanej jako La Voisin16, którą 22 lutego 1680 roku żywcem spalono na placu de Greve.

W tym samym czasie Pan Jezus wskazał ludzkości lekarstwo na do tak do ogromnych rozmiarów rozrośnięte zło, mianowicie nabożeństwo ku czci Jego Najświętszego Serca, co objawił Marguerite–Marie Alacoque, a 17 czerwca 1689 polecił owej mistyczce i wizjonerce, by powiadomiła króla, by ten poświęcił Francję Jego Najświętszemu Sercu i Serce to umieścił na sztandarach królestwa. Król prośbę Zbawiciela wyśmiał i odrzucił.

Po stu latach tego samego dnia, 17 czerwca 1789, przedstawiciele stanu trzeciego znieśli Stany Generalne, ogłaszając się Zgromadzeniem Narodowym i od tamtej pory diabelski jad ze zdemonizowanej Francji jął się sączyć, aż w końcu niczym potop zalał cały świat.

Roku 1617 roku, dnia 15 sierpnia, w Neapolu, Najświętsza Maryja Panna po raz trzeci i ostatecznie potwierdziła, ukazując się w widzeniu o. Giulio Mancinelli17, jezuicie, że jest Królową Polski i że życzy sobie, aby za taką Ją uznać i tak tytułując do Niej się zwracać…

Czyżby Niebo wskazywało na dwa kraje, Francję i Polskę, że mają się stać Bożymi bastionami? Lecz czy te kraje wypełnią wyznaczoną im rolę?… Czy nie przejdą na pozycje Przeciwnika?… Czas miał to dopiero pokazać…

W tym samym czasie, gdy ku Conciniemu i Leonorze Dori coraz większymi krokami zbliżała się śmierć, Johann Valentin Andreae18 w okresie 1614–1616, tak, że w roku 1617 powszechnie dostępny był już cały ich komplet, opublikował dzieła zawierające całą ideologię i naukę różokrzyżową. Były to: Fama Fraternitatis, Confessio Fraternitatis oraz Chymische Hochzeit des Christiani Rosencreutz Anno 145919, czyli te księgi, na których fundamencie mogła się później oprzeć masoneria. Zresztą we włoskim przekładzie nadano księdze Fama Fraternitatis tytuł bardziej adekwatny do treści: Generale Riforma dell’ Universo, co oznacza ni mniej, ni więcej, tylko Uniwersalną Reformację Ludzkości… czyli tak naprawdę: Novus Ordo Mundi20? Novus Ordo Seclorum21?

Czyli? NWO planowany i wprowadzany w skali globalnej New World Order? A jakże! Oj, więc nie Albert Pik, czy Hitler to wymyślił i nie komuniści, ani też tym bardziej Thomas Woodrow Wilson… A czymże się to ma skończyć? Ano rządem światowym, na którego czele stanie... Antychryst! A co zbliża się do nas wielkimi krokami…

Ów Christian Rosenkreutz była to mityczna postać, uważana za cudownie ocalałego ostatniego potomka niemieckiego rodu Germelshausen, potężnego i liczącego się w XIII stuleciu w krajach Rzeszy. Ich zamek znajdować się miał w Lesie Turyńskim, dając schronienie prześladowanym katarom/albigensom, za co cały ród został skazany przez bezlitosnego inkwizytora Konrada von Marburg22 na śmierć. Ale ponieważ niektóre pobliskie klasztory także były zarażone gnostycką dualistyczną herezją katarską, jeden z nich przygarnął mającego wówczas lat pięć Christiana, który gruntownie zgłębił tam katarskie nauki. A kiedy dorósł, udał się w podróż po krajach Wschodu, gdzie poznał u źródła niejako, najskrytsze doktryny w zakresie gnozy, alchemii i kabały. To – jak głosi tradycja – na jego naukach oparła się tajna organizacja nosząca nazwę różokrzyżowców. Głosili oni – za mitycznym Christianem, utożsamianym niekiedy z inkarnacją samego Hermesa Trismegistosa – iż człowiek, chociaż z natury swej jest bogiem, boskość ową utracił – grzesząc (nie jest tu miejsce, by rozważać, jak on rozumiał pojęcie grzechu). Ma szansę ją jednak odzyskać, a przywieść go do tego może całkowita przemiana, odrodzenie z popiołów, czego symbolem jest Feniks, który się spala, a potem odżywa. A ma w tym mu pomóc alchemia – dzięki której może zyskać xerion – kamień filozoficzny i eliksir życia, wodę życia – elixir vitae i przy ich pomocy swą ciężką niczym ołów i pospolitą naturę przemienić na nowo w naturę boską. Ale aby to osiągnąć, trzeba świat przeorać i zaprowadzić Uniwersalną Reformację Ludzkości… I to ma być podstawowy cel oświeconych…

Rok1717.

Iżby to zrealizować, ludzie oświeceni musieli się jednak jakoś formalnie zorganizować, a nie działać, jak dotychczas w całkowitym ukryciu, i byli zmuszeni, by przynajmniej, po części, formalnie się ujawnić, dlatego 24 czerwca 1717 roku, w dzień św. Jana Chrzciciela, którego za patrona przybrały sobie religie, sekty i stowarzyszenia ezoteryczne, w londyńskiej gospodzie The Goose and Gridiron Ale House23 oficjalnie ujawniła się nowoczesna masoneria stanowiąca połączenie starodawnych tajemnych związków budowniczych katedr, a może i krypto-templariuszy czy druzów z wyznawcami gnostyckich i ezoterycznych idei różokrzyżowych, tworząc Wielką Lożę Londynu.

Tego samego 1717 roku mason, król Fryderyk Wilhelm I24, wprowadził w Prusach przymus szkolny. I tak naprawdę, to zaniechano wówczas przekazywania wiedzy, gruntownego nauczania, a rozpoczęto indoktrynację i tresurę ludzi w sposób celowy i zaplanowany, co trwa do dziś.

Polska musiała jeszcze trochę poczekać na podobną „reformę” szkolnictwa, jakiej na życzenie różokrzyżowca króla Stanisława Augusta Poniatowskiego25 dokonano, powołując Komisję Edukacji Narodowej sterowaną przez masonów i zarazem – co za niebywały zbieg okoliczności! – późniejszych targowiczan.

Tak więc w roku 1717 rozpoczęto systematycznie, celowo i w sposób przemyślany podkopywać fundamenty Civitas Christiana, co trwa do dziś, bo ostateczna transmutacja człowieka w boga, wedle tych obłąkańczych i demonicznych wierzeń i zamiarów, jeszcze nie dobiegła końca… Zresztą… bogami mogą się stać jedynie oświeceni, reszta motłochu im będzie tylko służyć… służąc jednocześnie za „gnój historii”… Ale nie ma ich co żałować – oświeceni zabiorą im najpierw rozum, potem własność, potem dusze, a na koniec będą ich mordować dziesiątkami milionów, a oni będą się z tego tylko cieszyć, klaskać i wykrzykiwać, jakie to postępowe…

Tego samego 1717 roku 1 lutego w Warszawie obradował Sejm Niemy, na którym zdecydowano o drastycznym zmniejszeniu liczebności wojska, będący początkiem ostatecznego upadku Rzeczypospolitej. Potężne do niedawna katolickie państwo rozsypywało się jak domek z kart. Już nie było w Europie żadnego liczącego się i dysponującego wystarczającą siłą katolickiego tworu politycznego, który by chciał i mógłby obronić wartości cywilizacji łacińskiej...

I jakby w szyderczej podzięce za to, tegoż 1717 roku, król August II Mocny26 przekazał Matce Bożej Częstochowskiej koronę jako wotum, radując się niepomiernie, że udało mu się uporać się z konfederatami tarnogrodzkimi i doprowadzić do Sejmu Niemego…

Czy uczciwi ludzie w Rzeczypospolitej liczyli jeszcze na ratunek sił nadprzyrodzonych? Być może wtedy, gdy 8 września 1717 roku odbyła się uroczysta koronacja obrazu Matki Boskiej w Częstochowie koronami papieża Klemensa XI?27 Być może… Pewnie liczyli…

Lecz to szczególne uhonorowanie Matki Boskiej nastąpiło zdecydowanie za późno, by prośby kierowane do tej Królowej Polski o Jej opiekę i wstawiennictwo, nad krajem, państwem, narodem mogły przynieść Polsce ratunek…

Więc choć niektórzy szczerze miłujący Ojczyznę mniemali, że Pani Jasnogórska z tym ratunkiem pośpieszy, to przecież na ocalenie było już za późno, a przede wszystkim dlatego, że śluby lwowskie króla Jana Kazimierza nie zostały wypełnione, Matka Najświętsza była co prawda Królową Polski, ale jedynie formalnie, a nie faktycznie. Faktycznie rządził tu Diabeł, a znaczna część biskupów–sprzedawczyków, łotrów i zdrajców mu w tym pomagała… Tak więc Polska konała i nie było już żadnej potęgi w Europie, która by chciała przeciwstawić się lucyferycznym planom tajnych towarzystw, spadkobierców starożytnej gnozy, dążącym do unicestwienia starego porządku świata i poprzez krwawe rewolucje zaprowadzenia nowego ładu.

Już wkrótce miano rozpocząć obalanie „tronu i ołtarza”. Nim jednakowoż do tego doszło, tegoż 1717 roku odrodził się druidyczny kult natury, a w Londynie założono coś na kształt druidycznego zakonu, który funkcjonuje do dziś. Na marginesie nie od rzeczy dodać będzie, iż w kultach spełnianych przez druidów składano krwawe ofiary z ludzi… o składaniu przez „elity” ofiar z ludzi, a nawet praktykowania kanibalizmu i obecnie zrobiło się głośno.

Ten rok, 1717, rozpoczynający erę „oświecenia i postępu” nie zakończył się jednak dobrze. Oto bowiem w samo Boże Narodzenie w nocy z 24 na 25 grudnia – potężny sztorm uderzył od północy w wybrzeża Holandii, Niemiec i Skandynawii, wywołując potworne powodzie, w których zginęło około czternaście tysięcy osób! Było to straszliwe memento dla buntującej się ludzkości...

Rok1817.

Argentyna, Chile, Peru, Wenezuela, Gujana, Brazylia… walczą z powodzeniem o uniezależnienie się od swoich metropolii – są to nader ważne wydarzenia, bo zaczął się rozpad imperiów Hiszpanów i Portugalczyków.

W Persji urodził się Baháʼu’lláh28 późniejszy twórca religii bahaizmu, prekursor multikulturalizmu i szeroko pojętego ekumenizmu religijnego, głoszącego jedność wszystkich ludzi bez względu na rasę, narodowość, czy ich wierzenia.

Wybuchła trzecia i ostatnia wojna pomiędzy Anglią a indyjskim Imperium Marathów, która w następnym roku zakończyła się zwycięstwem Anglików, pozbawiając Hindusów resztek niezależności. Imperium Brytyjskie ostatecznie potwierdziło swój status światowego supermocarstwa.

Tego samego roku Rosja rozpoczęła podbój Kaukazu, ostatecznie całkowicie go ujarzmiając, co było nie mniej ważnym dla ówczesnego świata wydarzeniem.

Zniewolone i ciemiężone ludy jęczały pod butem okrutnych i bezlitosnych zdobywców.

Bez woli Anglii i Rosji tak naprawdę już nic istotnego nie mogło wydarzyć się na Ziemi. Polska jako liczący się byt polityczny nie istniała, Austria była jedynie lokalnym mocarstwem, dla Hiszpanii coraz bardziej rosły i rosły kłopoty w jej latynoamerykańskich koloniach i lizała rany po wojnach napoleońskich, Francja się już nie liczyła, a Stany Zjednoczone Ameryki Północnej dopiero tak naprawdę wykluwały się z jaja Węża…

Tymczasem we Francji usiłowano przywrócić stary porządek. W roku 1816 na tronie zasiadł Ludwik XVIII, a już 12 czerwca 1817 Pius VII ogłosił encyklikę Vineam quam plantavit29, która odwołując napoleońskie porządki we francuskim Kościele, przywracała rzymskie.

Tymczasem masoneria nie dając za wygraną i prawie utraciwszy ponapoleońską Europę, skierowała swój wzrok na jej zachodnie peryferia – na królestwo Portugalii, postanawiając wziąć je we władanie. Rycerz Chrystusa, Chevaliers de la Croix, mason, Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu Luzytanii, Gomes Freire de Andrade30, za próbę unicestwienia portugalskiej monarchii i zrzucenia z tronu króla Dom João VI31, został, wraz z towarzyszami spisku, stracony 18 października 1817 w twierdzy Forte de São Julião da Barra.

W ten sposób jakby symbolicznie zakończyło się „masońskie” stulecie, licząc od ujawnienia się organizacji w 1717 roku w Londynie i rozpoczęcia „przebudowy świata”, do gwałtownego wyhamowania po Kongresie Wiedeńskim, do czego kropką nad i było stracenie 1817 roku de Andrade…

Ale czas spokoju bynajmniej nie nadchodził… Były zbrodnie, nadeszła też kara…

W 1817 roku wybuchła w Indiach epidemia cholery, która nie tylko objęła ogromne obszary Azji, lecz dotarła i do Europy, przywleczona tu – jak się domniemywa – przez zwycięskich brytyjskich żołnierzy powracających z Indii. Niby wygasła ona w roku 1824, ale jej ogniska tliły się nieustannie i co jakiś czas buchały ogromnymi płomieniami, dziesiątkując ludność Europy, w tym i terytorium naszego kraju, szczególnie w okresie od 1831 r., kiedy to przywlekli ją carscy sołdaci przybyli z głębi Imperium, by tłumić powstanie listopadowe, a powtarzała się owa zaraza aż do 1923 r.

Cholera jednak nie działała wówczas sama, dzielnie wspomagały ją przez kilkadziesiąt lat epidemie tyfusu, który, chociaż wcześniej już znany, to naprawdę szerokim frontem wkroczył do Europy także w roku 1817…

11369–1431.

21342–1394.

31342–1422.

41318–1389.

51350–1404.

61339–1406.

71330–1417.

81339–1410.

91370–1419.

101383–1451.

111370–1430.

121380–1446.

131483–1546.

141575–1617.

151571–1617.

161640–1680.

171537–1618.

18Niemiecki protestancki teolog, kabalista, alchemik, astrolog, różokrzyżowiec żyjący w latach 1586–1654, znaczenie jego działalności Niemcy pomniejszają, a nawet jej zaprzeczają.

19Alchemiczne Zaślubiny Christiana Rosenkreutza w roku 1459 (niem.).

20Nowy porządek świata (łac.).

21Nowy porządek wieków (łac.).

221180–1233.

23W wolnym tłumaczeniu: Pod Gęsią z Rusztu (ang.).

241688–1740.

251732–1798.

261670–1733.

271649–1721.

281817–1892.

29Zasadzona winnica.

301757–1817.

311767–1826.

Opiekuńcze państwo, czyli kij na psa

Opiekuńcze państwo, czyli kij na psa

Izabela BRODACKA

Prokurator Wyszyński mawiał: „dajcie człowieka a paragraf się znajdzie”. Przysłowie mówi: „zawsze się znajdzie kij na psa”.

Unia Europejska a także polskie tubylcze władze w fałszywej trosce o nasz byt i nasze zdrowie wprowadzają kolejne podatki i ograniczenia. W Warszawie do końca czerwca mają trwać konsultacje społeczne dotyczące zakazu sprzedaży alkoholu w nocy. Zgodnie z przepisami, rada gminy może wprowadzić ograniczenie nocnej sprzedaży alkoholu dla całego miasta lub jedynie jego części. Ograniczenie może objąć maksymalnie okres od godz. 22:00 do godz. 6:00 i ma dotyczyć tylko sklepów oraz stacji benzynowych. Nocny zakaz nie będzie obowiązywał punktów gastronomicznych. Dotychczas z takiego rozwiązania skorzystało około 10% gmin w Polsce.

Argumenty zwolenników tego rozwiązania wydają się być słuszne. Zakaz nocnej sprzedaży alkoholu, czyli częściowa prohibicja, statystycznie rzecz biorąc zmniejszy ilość wypitego rocznie alkoholu na głowę obywatela RP (wliczając noworodki). Być może zmniejszy liczbę wypadków komunikacyjnych spowodowanych przez pijanych kierowców. Zmniejszy liczbę nocnych awantur rodzinnych. Zwolennicy prohibicji zapominają jednak o konsekwencjach wprowadzenia prohibicji w Stanach Zjednoczonych. Prohibicja w Stanach Zjednoczonych trwała od 1919 do 1933 roku. Poprawkę do amerykańskiej konstytucji wprowadzającą prohibicję nazwano „szlachetnym eksperymentem”. Historycy uważają, że wprowadzenie prohibicji stało się przyczyną powstania czy okrzepnięcia w USA struktur gangsterskich. Tak czy owak – na pewno sprzyjało gangsterstwu poprzez prowokowanie organizacji nielegalnej produkcji alkoholu, przemytu tego alkoholu z innych krajów, oraz nielegalnej jego dystrybucji. Każdy zakaz generuje przestępstwa czy wykroczenia związane z przekraczaniem tego zakazu, daje również władzom przysłowiowy „ kij na psa” czyli możliwość prześladowania niewygodnych osób poprzez uruchomienie procedur prawnych związanych z przekroczeniem zakazu. Staje się łatwym źródłem korupcji władz.

Spróbuję to wyjaśnić na następującym przykładzie. Kiedy uczyłam w liceum, ściąganie traktowane było jako bardzo poważne wykroczenie. Przyłapanie na ściąganiu owocowało nie tylko niezaliczeniem konkretnej klasówki, mogło się stać przyczyną niezaliczenia przedmiotu, a nawet relegowania ucznia za szkoły. Sprawy ściągających były godzinami wałkowane na sesjach. Postanowiłam zlikwidować przestępstwo likwidując zakaz.

Oświadczyłam uczniom, że na klasówkach można mieć na ławkach wszystko – podręczniki, zeszyty, tablice, własne notatki. Pierwszą klasówkę musieliśmy wspólną decyzją wyrzucić do kosza. Zdezorientowani uczniowie grzebali bezmyślnie w zeszytach zamiast zabrać się do rozwiązywania zadań. Kolejne klasówki trwały 45 minut, uczniowie otrzymywali do rozwiązania trzy zadania. Pierwsze zadanie było łatwe, oparte na zadaniach przerobionych w klasie, a pełne rozwiązanie tego zadania dawało najniższą ocenę pozytywną. Wtedy było to 3 czyli dostateczny, obecnie byłoby to 2 czyli ocena dopuszczająca. Drugie zadanie było trudniejsze i za rozwiązanie dwóch zadań otrzymywało się ocenę dobrą czyli 4. Trzecie zadanie było zdecydowanie trudne i za bezbłędne rozwiązanie wszystkich trzech zadań uczeń dostawał ocenę bardzo dobrą czyli 5. Kolejność zadań była stała i uczniowie wiedzieli co ich czeka.

Najwyższą ocenę czyli 5+ dostawał uczeń, który błysnął inwencją. Zdarzało mi się, że rozwiązywałam jakieś zadanie w wyuczony toporny sposób, a błyskotliwy i zapewne leniwy uczeń rozwiązywał je inną, krótszą i bardziej elegancką metodą. Nie tylko go publicznie chwaliłam i przyznawałam, że nie przyszła mi nawet do głowy ta lepsza metoda lecz często, ku satysfakcji delikwenta, zapisywałam sobie rozwiązanie aby o nim nie zapomnieć.

Od drugiej klasówki problem oszustw przy ściąganiu przestał istnieć. Uczniowie zrezygnowali również z bezmyślnego grzebania w zeszytach, sięgali do notatek tylko w uzasadnionym przypadku. Likwidując zakaz – zlikwidowałam przestępstwo. W pewnym sensie byłam prekursorem wprowadzonych potem zmian w regulaminie matur, to znaczy prawa do korzystania w czasie egzaminu z tablic ze wzorami.

Nie tylko bezsensowny lecz nawet pozornie sensowny zakaz – twierdzę – generuje przestępstwo. Był moment, gdy w trosce o zdrowie dzieci zakazywano używania w szkolnych stołówkach soli. Dzieci przemycały sól w ubraniach, skrycie dosalały potrawy, nauczyciele tępili sól jak groźny narkotyk. Była to po prostu parodia.

Zwolennicy legalizacji marihuany twierdzą słusznie że jej legalizacja zlikwidowałaby cały przestępczy przemysł jej dystrybucji. Z drugiej strony legalizacja na przykład dopalaczy nie jest możliwa ze względu na zagrożenie śmiercią osób spożywających te substancje.

Nie podejmuję się rozstrzygać nawet polemicznie tych wszystkich złożonych sytuacji. Dyskusje na te tematy to najczęściej tak zwane „dyskusje akademickie” czyli nierozstrzygalne bicie piany.

Charakterystyczne dla współczesnego totalitaryzmu, który ukrywa się pod hasłem opiekuńczości państwa jest fakt, że w ramach legislacyjnej laksacji mnoży się przepisy regulujące drobne aspekty życia obywateli, ich dietę, sposób ogrzewania przez nich mieszkań, sposób spędzania czasu, dopuszczalny sposób poruszania się, natomiast liberalizuje się podstawową zasadę życia społecznego jaką jest ochrona życia. Troszcząc się aby dzieci nie jadły zbyt dużo soli, żeby ich rodzice nie spożywali alkoholu, nie tylko się dopuszcza lecz nawet wpisuje – jak we Francji – do konstytucji prawo do zabijania najmłodszych z nich, zupełnie bezbronnych.

Trzeba rozumieć, że ta fałszywa troska o nasz dobrostan daje władzy narzędzia do prześladowania nas, do odbierania nam dzieci, do narzucania nam obyczajów i sposobów postępowania. To never ending story. Można na przykład walcząc z otyłością Polaków wprowadzić podatek od otyłości. Osoby o BMI (body mass index) przekraczającym określoną wartość płacą podatek. Należy sobie uświadomić, że podobne regulacje służą wyłącznie obezwładnianiu społeczeństwa.

How Vatican treated George Pell’s body before it was sent back to Australia

Andrew Bolt says the Vatican should be 'deeply ashamed’ about how they treated George Pell’s body before it was sent back to Australia

——————————

Card. Pell told me he didn’t feel safe in the Vatican as he chased the thieves who hid documents in London, Sydney…

===============================

[Ta mafia finansowo-masońska w Watykanie mści się tak, jak sadyści z imperium Rosji na zamordowanych Prez. Lechu Kaczyńskim , czy Ani Walentynowicz.. MD]

Sky News host Andrew Bolt has claimed the Vatican should feel „deeply ashamed” about the condition of George Pell’s body before it was sent home to Australia after learning from a „confidante” that it had been treated with „gross disrespect”.

Patrick Staveley Digital Reporter July 4, 2024

’Final insult’: Andrew Bolt slam’s Vatican’s treatment of Cardinal Pell’s body Related content

The Vatican should feel “deeply ashamed” as to the way in which Cardinal George Pell’s body was treated before being sent to Australia for burial following his death, says Sky News host Andrew Bolt.

Sky News host Andrew Bolt has claimed Cardinal George Pell’s body had been „mucked up” – with the nose broken and his clothes simply thrown into the coffin – before it returned to Australia after his death.

Pell died at the age of 81 in a Rome hospital in Italy on January 10, 2023 as a result of complications from a routine hip surgery. 

His body was embalmed by the Vatican before a requiem mass was held for him at St Peter’s Basilica.

Pell’s body was then flown home to Australia where his funeral took place at St Mary’s Cathedral in Sydney on February 1.

Sky News host Andrew Bolt revealed graphic details of the process on Wednesday night as he described how a confidante of Pell who was at the opening of the Cardinal’s coffin found his body had been treated with „gross disrespect” in what the host described as a „final insult” to a „great and innocent man.”

Shocking details have been revealed regarding the state Cardinal George Pell's body was left in by the Vatican before it returned to Australia after his death. Picture: Michael Dodge/Getty Images

Shocking details have been revealed regarding the state Cardinal George Pell’s body was left in by the Vatican before it returned to Australia after his death. Picture: Michael Dodge/Getty Images

Bolt called Pell’s brother David to confirm if he knew about what had happened to the Cardinal’s body.

“As he confirmed, the embalming, in his words, had been mucked up, or buggered up,” Bolt said.

„A Sydney undertaker had to clean the body – Pell’s nose had also been broken. Pell was also shoeless.

„In fact, I’d been told he wasn’t only shoeless – all his clothes had simply been just thrown in the coffin.”

The Bolt Report host Andrew Bolt said George Pell's nose was found to have been broken, he was shoeless, and that his clothes had been thrown into the coffin when it was opened after arriving in Australia from the Vatican. Picture: Sky News Australia

The Bolt Report host Andrew Bolt said George Pell’s nose was found to have been broken, he was shoeless, and that his clothes had been thrown into the coffin when it was opened after arriving in Australia from the Vatican. Picture: Sky News Australia

The host said the Cardinal was still given an appropriate farewell by the Vatican but that it should be „ashamed” over how his body was treated.

„It is true that the Vatican did Pell the full honours at his death, with a packed service at St Peter’s, attended by the Pope, and Pell remains of course admired by many around the world, including me… admired as a man of God, a man of principle, a reformer, a strong leader and a man persecuted for his faith.

“But the Vatican should now be deeply, deeply ashamed to have treated his body so shabbily.”

In the years before his death, Pell helped lead an audit of Vatican finances in an investigation of corruption.

He was joined by forensic auditor Ferrucio Panicco and accountant Libero Milone, later appointed as the Vatican’s first independent auditor-general.

Panicco and Milone were forced to resign after being accused of spying and threatened with prosecution for criminal activity, The Australian reported.

A week later, Pell was charged by Victoria Police with sexual assault offences, which were later quashed unanimously by the High Court in 2020.

You are watching

’Act of censorship’: ABC 'wouldn’t hear alternate views’ on Cardinal George PellRelated content

Author and columnist Gerard Henderson says the ABC’s “pile on” against the late Cardinal George Pell was also an “act of…

Bolt said while he didn’t buy into conspiracies regarding Pell’s death, there had been suggestions there was still bad feeling towards him within the Vatican.

“Perhaps it was just incompetence, but some of Pell’s closest associates have told me they suspected some in the Vatican had not forgiven Pell for exposing corruption,” Bolt said.

„Now Pell once told me he didn’t feel safe in the Vatican as he chased the thieves who hid documents in London, Sydney…

„What was done to him after his death makes me suspect he was right.”

Ten Reasons Why the 10 Commandments Matter—We Need Them Now More Than Ever

Ten Reasons Why the 10 Commandments Matter—We Need Them Now More Than Ever

by John Horvat II July 4, 2024

Ten Reasons Why the 10 Commandments Matter—We Need Them Now More Than Ever
Ten Reasons Why the 10 Commandments Matter—We Need Them Now More Than Ever

There is a growing debate over the posting of the Ten Commandments in public classrooms and buildings. Many Americans feel this august collection of laws has a positive and much-needed effect on all who read them.

Those opposing the Ten Commandments claim the posting somehow represents the “establishment” of religion and not a list of rules for virtuous living.

However, the Ten Commandments have long been recognized as a universal moral code that could not be more contrary to our everything-goes culture as it barrels toward nihilism.

America needs the Ten Commandments—now more than ever. They should be spread, posted and obeyed everywhere, not just in classrooms. If society is to flourish, we must have guardrails that ensure order reigns, not violence and disorder.

Here are ten reasons why the Ten Commandments matter.

1. Without them, we are not truly free.

The Ten Commandments established limits so that we might better exercise our moral freedom. By using the command, “Thou shall not,” they identify the sinful and harmful actions (like lying, killing and stealing) that enslave us to evil and vice and thus inhibit the practice of virtue, which is the foundation of ordered liberty. To be morally free, we need the Ten Commandments.

2. They have always been revered and respected in America.

The Ten Commandments are embedded in our laws, engraved on our public buildings, enshrined in our tradition, displayed in public places and intertwined in our history. They occupy a special place in the hearts of countless Americans and must not be wrenched from their exalted position.

3. They are our higher law and undergird the legal order of the Christian West.

Ten Commandments establish the existence of a supreme, just and benevolent Lawgiver—God. He is the source from which all law comes. The Commandments prevent the law from becoming subjective and capricious, where everyone establishes their own law based on personal whims, fantasies and passions. It prevents the tyranny of those who would impose their fancies on others without basis on principle or our human nature.

4. They summarize the moral law.

The Ten Commandments are rules that come from our human nature and help us reach fulfillment. Philosophers have long taught that the Decalogue is a summary of the natural law, which best governs our being, and we know it because it is written on the hearts of all (See Rom. 2:15).

5. They show all prodigals the way back to the Father’s Home.

Without the Ten Commandments, we might forget and abandon the practice of virtue. Vice obscures and distorts our vision of what is good and just and turns us toward evil habits. The display of the Ten Commandments is a constant and visible reminder of what we must do to lead virtuous lives in society.

6. They teach us to honor and respect legitimate authority.

By instructing children to honor their parents, the Ten Commandments teach us to honor and respect all who are invested with legitimate authority and whose duty it is to guide society to the common good. In this way, society secures harmony and unity. Without authority, we have hatred, discord and chaos.

7. By safeguarding the right to private property, they uphold order in society.

By their insistence that we not steal or covet what belongs to others, the Ten Commandments help safeguard the right of private property and good order in society. The left hates the Ten Commandments because they allow for the reward of human work through the accumulation of private property, helping to secure peace and harmony among all.

8. They protect the family.

The Ten Commandments safeguard the family and the moral order from the ravages of unbridled passions by insisting that we not succumb to adultery and licentious living. Thus, they are a source of stability, order, affection and fidelity for individuals and society.

9. They remind us of God.

The Ten Commandments remind us not to offend an infinitely benevolent and just God by violating His Law. Thus, they provide a higher reason and incentive to avoid sin since we avoid vice as a way of loving God and His wisdom. To do otherwise would be a sign of ingratitude and scorn.

10. They remind us to adore God, our Creator.

The Ten Commandments call individuals and society alike to the adoration of God. This is a natural duty of justice to the Creator for giving us existence, life and purpose. The fact that atheists exist does not negate the duty of all—individually and collectively—to honor God publicly.

*          *          *

Atheists should not determine the norms of a nation because, regardless of their opinion, God exists, and we owe Him adoration.

There are many other reasons why the Ten Commandments matter. The Commandments are a source of order in our days of disorder since they relate our duty to God and our neighbor. They are a guide for virtuous living that benefits everyone.

Those opposed to the Ten Commandments have the burden of proof to show how obeying them jeopardizes society and does not lead to freedom, harmony and human flourishing. Ten Commandments opponents must reveal their own anti-rules and by what authority they impose them on America. All societies must have rules and virtue if they are to have order. We suffer so much today because we have a culture that actively promotes free license and vice, which lead to anxiety, addictions and disorder.

Above all, the Ten Commandments matter because God matters. They are a constant reminder that God exists, even if some unfortunate people deny it. He gave us these rules so that we might live in peace, order and harmony, thus giving Him worship and glory.

Friday Funnies: Democratitis. How cows get bird flu.

Friday Funnies: Democratitis

How cows get bird flu. Some welcome good news. Wisdom from Voltaire

Robert W Malone MD, MS Jul 05, 2024




















Mystery solved. Now we know how cows get Bird Flu.







A reminder that you just can’t cure stupid. Some things just cannot be fixed and have to be lived with. So don’t take it all too seriously.


As Candide went back to his farm, he reflected deeply on the Turk’s remarks.

He said to Pangloss and Martin: „That good old man seems to me to have made himself a life far preferable to that of the six Kings with whom we had the honor of having supper.”
„Great eminence,” said Pangloss, ” is very dangerous, according to the report of all philosophers. For after all, Eglon, King of the Moabites, was assassinated by Ehud; Absolom was hanged by his hair and pierced with three darts; King Naab son of Jeroboam was killed by Baasha…”


„I also know”, said Candide, „that we must cultivate our garden.”


„You are right,” said Pangloss, „for when man was put in the Garden of Eden, he was put there ut operaretur eum, to work; which proves that man was not born to rest.”

„Let us work without reasoning,” said Martin, „it is the only way to make life endurable.”


All the little society entered into this laudable plan; each one began to exercise his talents. The little piece of land produced much. True, Cunégonde was very ugly; but she became and excellent pastry cook; Paquette embroidered; the old woman took care of the linen. No one, not even Friar Giroflée, failed to perform some service; he was a very good carpenter, and even became an honorable man; and Pangloss sometimes said to Candide: „All events are linked together in the best of all possible worlds. For after all, if you had not been expelled from a fine castle with great kicks in the backside for love of Mademoiselle Cunégonde, if you had not been subjected to the Inquisition, if you had not traveled about America on foot, if you had not given the Baron a great blow with your sword, if you had not lost all your sheep from the good country of Eldorado, you would not be here eating candied citrons and pistachios.”


„That is well said,” replied Candide, „but we must cultivate our garden.”Voltaire, Candide





Good news cometh!




Idiotyczna agenda katastrofy klimatycznej i konserwatyzm są sprzeczne.

Jordan Peterson: idiotyczna agenda katastrofy klimatycznej i konserwatyzm są sprzeczne. Jak prawica jej uległa? – PCH24.pl

https://pch24.pl/jordan-peterson-idiotyczna-agenda-katastrofy-klimatycznej-i-konserwatyzm-sa-sprzeczne-jak-prawica-jej-ulegla


Polityka klimatyczna jest głęboko sprzeczna z ideałami konserwatyzmu. Charakteryzuje ją skłonnością do tyranii i ekonomiczne absurdy – uważa słynny kanadyjski psycholog, Jordan Peterson. Podczas rozmowy z przewodniczącym partii Reform UK, Nigelem Faragem, uczony zastanawiał się, jak doszło do tego, że wiele deklaratywnie konserwatywnych partii, m.in. brytyjscy torysi, stali się orędownikami cięcia emisji dwutlenku węgla.

Na dwa dni przed wyborami w Wielkiej Brytanii sławny „architekt Brexitu” gościł z wywiadem na łamach amerykańskiego medium Daily Wire. Podczas wywiadu prowadzonego przez Jordana Petersona Nigel Farage odpowiadał na pytania dotyczące fatalnych notowań wyborczych Partii Konserwatywnej.

Jak wskazywał założyciel Reform Party, jeszcze parę lat temu Konserwatyści cieszyli się samodzielną większością w parlamencie i dominacją w krajowej polityce, jakiej nie pamiętano od czasów rządów Margharet Tatcher. Ich porażka spowodowana jest zdradą ideałów i porzuceniem polityki narodowego interesu na rzecz globalizmu – uważa Farage. Jednym z symptomów sprzeniewierzenia się torysów oczekiwaniom Brytyjczyków jest akceptacja przez nich polityki klimatycznej, sądzi polityk.

Na zaangażowanie Partii Konserwatywnej w „ekologię” szczególny nacisk położył Jordan Peterson. Kanadyjski psycholog dopytywał Farage’a o powody tego zjawiska, przyznając, że sam głęboko rozczarował się postawą torysów.

– (…) Jestem absolutnie wstrząśnięty przyjęciem polityki zero- emisyjności przez konserwatystów pod przywództwem Borisa Johnsona. Co oni sobie myśleli? Najbardziej sceptyczna część mojego umysłu i przypuszczam, że niepoprawna, podejrzewa, że zostało to ustawione przez Borisa Johnsona, by zaimponować jego młodej zonie… i, że konserwatystom tak bardzo brakowało wizji, że musieli zwrócić się ku temu idiotycznemu zwiastowaniu apokalipsy klimatycznej, którą szaleni na punkcie władzy tyranii wykorzystują, by przekonać opinię publiczną do przekazania im całej władzy – komentował znany pisarz.

– Po prostu nie mogę pojąć przejścia konserwatystów na politykę zero-emisyjności – dodawał Peterson. – To tak dogłębnie anty-konserwatywny ruch, przynajmniej w odniesieniu do aktywności przedsiębiorczej i wolności. Jest też głęboko anty- subsydiarny (…), a ekonomia zero-emisyjności jest tak odrzucająco katastrofalna, że jest cudem, że ktokolwiek, kto potrafi liczyć, byłby skłonny się nad nią zastanawiać – sądzi autor „12 życiowych zasad”.

Zdaniem Nigela Faraga główną odpowiedzialność za błędne programy polityczne ponosi bezideowość konserwatywnego przywództwa i tchórzostwo polityków, którzy stanęli na czele ugrupowania. – Nie chcieli wyróżniać się z tłumu. Nie mieli odwagi w swoich przekonaniach. Dlaczego? Bo w gruncie rzeczy nie maja żadnych prawdziwych przekonań – wyjaśniał.

To nie pierwszy raz, gdy Jordan Peterson zwracał uwagę na zagrożenia związane z ruchem klimatycznym. W rozmowie z prowadzącym kanału Pints With Aquinas, opublikowanej w serwisie Youtube psycholog przedstawiał klimatologię jako najlepszy przykład naukowych nadużyć i braku badawczej uczciwości.  – To wstrętne oszustwo – mówił.

– W rzeczywistości, pod względem standardów historycznych, jesteśmy w okresie suszy dwutlenku węgla. Jeśli spojrzysz na proporcję dwutlenku węgla w atmosferze w przeciągu ostatnich setek milionów lat, to jesteśmy na bardzo niskim poziomie (…) – przekonywał.

– Prorocy klimatycznej katastrofy biorą pod uwagę bardzo niewielki przedział czasowy. I w tym problem. (…) Nie możesz po prostu wybrać zakresu czasowego, który pasuje pod twoją cholerną tezę. To nie jest rozsądne. Więc mówi się, że ilość dwutlenku węgla wzrosła w ciągu ostatnich 100 lat. Dobrze, a co z ostatnimi 500 latami? A 1000? A 10 tysiącami? Stoma tysiącami? Dwoma milionami? – zwracał uwagę na problem.

 Jak podkreślał Peterson, rośliny pobierają dwutlenek węgla i wykorzystują go do rozwoju. Jego zdaniem wzrastające od roku 2000 wskaźniki CO2 przyczyniły się do wzrostu zazielenienia planety o około 20 procent. – To dane NASA. Nikt z tym nie dyskutuje. Obrazy satelitarne czynią sprawę absolutnie jasną – zaznaczał. – Cała planeta jest 20 proc. zieleńsza. Obfitość zbóż wzrosła o 13 proc. (…) Obszary pustynne maleją. Maleją, bo planeta się zazielenia, bo jest więcej dwutlenku węgla – zauważał.

Zdaniem Petersona grupą zainteresowaną ekspansją klimatyzmu są „cyniczni, anty- humaniści, socjaliści, komuniści i ludzie, którzy oddają cześć naturze”.

Źródła: Youtube/ Jordan B Peterson, Pints With Aquinas

Sejmie ! NIE dla związków partnerskich! Wylęgarnia zbrodni pedofilskich. Sadyzm.

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Związki partnerskie – oczko w głowie dla lobby LGBT. Rejestrowane przez państwo quasi-konkubinaty z przywilejami imitującymi przywileje dla małżeństw. Już niebawem posłowie będą głosować w sprawie wprowadzenia w Polsce takich związków i to nie tylko dla par dwupłciowych, ale i dla homoseksualnych.

Praktyka pokazuje, że związki partnerskie są tylko wstępem do dalszych żądań homolobby. Działaczom LGBT chodzi o to, by doprowadzić do zrównania statusu ich związków z normalnymi małżeństwami, a następnie (jak najszybciej) chcą prawa do adopcji dzieci.

Od lat w ramach kampanii #StopLGBT alarmujemy, że w homoseksualnych układach dzieci niewyobrażalnie cierpią, są gwałcone i stają się ofiarami wyjątkowego sadyzmu.

Przypominamy konkretne historie, które opisaliśmy na portalu www.RatujZycie.pl.

OPIS ZDJĘCIA

Trans pedofile nagrywali filmy z gwałtów na małej dziewczynce

Koszmar w New Jersey: dwóch transseksualistów zostało skazanych za długotrwałe seksualne wykorzystywanie dziecka. Ofiarą potwornej zbrodni padła 7-letnia córka jednego z nich. Była więziona i wielokrotnie gwałcona, a do tego zwyrodnialcy kręcili filmy z jej udziałem i udostępniali dziecko innym pedofilom. Obaj odsiadują wyrok w żeńskim więzieniu, bo „identyfikują się jako kobiety”.Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

Transseksualista skazany za wielokrotne gwałty na dzieciach

Robert David Ormrod, mężczyzna, który uważa, że jest kobietą, odbywa wyrok 20 lat więzienia za napaści seksualne na dzieci. Przez kilka lat w bestialski sposób krzywdził swoje ofiary, w tym jedną dziewczynkę wielokrotnie.Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

Homopedofil z Platformy Obywatelskiej

O tej sprawie działacze LGBT oraz politycy Platformy Obywatelskiej chcieliby zapomnieć, a najlepiej zamieść ją pod dywan. I tak też początkowo próbowali robić. Sprawa geja pedofila z szeregów PO w Szczecinie wstrząsa podwójnie, ponieważ łączy się z samobójstwem ofiary.Czytaj dalej >

WSPIERAMWSPIERAM

OPIS ZDJĘCIA

Gej Matthew Scully-Hicks katował i zamordował adoptowaną dziewczynkę

18-miesięczna Elsie została przekazana rodzinie zastępczej – adoptowała ją para homoseksualistów. Jeden z nich, gej Matthew Scully-Hicks katował i zamordował adoptowaną dziewczynkę. Pracownicy socjalni zupełnie ignorowali sygnały świadczące o stosowaniu przez homoseksualistę przemocy wobec dziecka.Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

Chłopcy adoptowani przez gejów grali w filmach porno

Na początku sierpnia 2022 r. w stanie Georgia w Stanach Zjednoczonych policja ujawniła, że aresztowano parę gejów. Mężczyznom zostały postawione zarzuty seksualnego wykorzystywania dzieci i nagrywania filmów pornograficznych z ich udziałem. Ofiarami padli adoptowani przez parę chłopcy.Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

Koszmar chłopca adoptowanego przez gejów – gwałcili go przez kilka lat

Chłopiec adoptowany przez parę gejów Petera Truonga i Marka Newtona od pierwszych dni życia przeżywał koszmar – homoseksualni opiekunowie gwałcili go przez kilka lat i udostępniali innym gejom z organizacji pedofiliskich.Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

Gej gwałcił i molestował nawet dwuletnie dzieci

Tytuł to niestety nie wymysł autora thrillerów kryminalnych, ale fakty. Gej Robert Mikelsons przez lata pracował w Holandii jako przedszkolanka i opiekun do dzieci. Mógł skrzywdzić ponad 750 bezbronnych maluchów.Czytaj dalej >

Przekazujemy trudną prawdę. Wyciągamy na światło dzienne niewygodne fakty, które inni chcieliby ukrywać.

Jeśli popiera Pan to, co robimy, prosimy o wsparcie modlitewne i finansowe. Prowadzenie portalu www.RatujZycie.pl oraz wszelkie inne działania Fundacji powodują, że mamy do pokrycia koszty. 

Dziękujemy, że jest Pan z nami.

Fundacja Życie i Rodzina

www.RatujZycie.pl

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

ŻYDOWSKI MŁOT i NIEMIECKIE KOWADŁO

ŻYDOWSKI MŁOT i NIEMIECKIE KOWADŁO

Krzysztof Baliński

Od dnia wybuchu wojny na Ukrainie, a szczególnie gdy okazało się, że Rosjanom idzie całkiem dobrze, zarówno nowojorskie organizacje żydowskie jak i rząd Izraela, z dnia na dzień zrobiły się dla Polski bardzo miłe. Urwały się dywagacje o tym, co Polacy wysysają z mlekiem matki. Znikł temat „polskich obozów”. Fenomen wyjaśnić można tylko tak:  Polska okazał się ważna dla lobby żydowskiego w USA, i opłacalna stała się przyjaźń z nami. Sielankę przerwała dziennikarka CNN, która zapytała Dudę, „czy polska pomoc dla Ukrainy nie jest próbą naprawienia krzywd polskich obozów koncentracyjnych”, i „Times of Israel”. Zamysł gazety oddaje tytuł – „W roszczeniach wobec Niemiec Polska domaga się odszkodowań za Żydów zabitych przez Polaków”. Tekst nie mówi tylko o reparacjach od Niemców, lecz głównie nawiązuje do oferty Jarosława Kaczyńskiego, kiedy to podczas prezentacji raportu o stratach poniesionych przez Polskę, zaproponował Żydom „udział w tym przedsięwzięciu, z odpowiednimi skutkami finansowymi”, kiedy rzucił pomysł utworzenia swoistego polsko-żydowskiego tandemu łączącego dochodzenie przez Polskę niemieckich reparacji z żydowskimi roszczeniami.

Paszkwil posiłkuje się wypowiedzią prof. Jana Grabowskiego: „Umieszczenie tych okrucieństw dokonanych na Żydach przez polskich cywilów i polskie władze na liście było absolutnie przerażające”. Nie podaje jednak, że „badania” Grabowskiego, w tym jego „naukowe” odkrycia, że „Żydom było łatwiej przeżyć w niemieckich obozach zagłady, niż wśród Polaków” i że z 3 milionów polskich Żydów eksterminowanych w Holokauście około 200 tysięcy zostało zamordowanych przez Polaków, współfinansuje żydowska Claims Conference, jedna z organizacji wymuszających na polskim rządzie zwrot mienia pożydowskiego. Że o „biznes holokaustu” chodziło, potwierdza przyłączenie się do akcji „Jerusalem Post”, która explicite, bez owijania w bawełnę stwierdziła: „Polskie roszczenia wobec Niemców i propozycja przyłączenia się do nich Izraela, to nic innego jak próba dalszego unikania restytucji mienia żydowskiego w Polsce”.

Do akcji dołączył prof. Maciej Gdula: „Domaganie się reperacji za zamordowanie 6 milionów polskich obywateli w czasie drugiej wojny światowej to odrażający cynizm polityczny. Śmierć tych ofiar nie ma ceny. Rolą Polski jest pamięć o II wojnie, a nie zarabiać na niej”. Głupotę „mózgu lewicy” usprawiedliwia to, że nie pobrał korepetycji od nowojorskich organizacji żydowskich, które brylują w wycenianiu i egzekwowaniu należności za śmierć swoich pobratymców. Nieuctwo Gduli wyjaśniać też może to, że sam korzysta z grantów niemieckiej Fundacji Friedrich-Ebert Stiftung, czyli że akurat jemu Niemcy reparacje wypłacają. Czy to samo odnosi się do Tuska? Czy w jego przypadku na poczet reparacji niemieckich dla Polaków nie trzeba zaliczyć dojczmarek, które wynosił w reklamówkach z konsulatu RFN w Gdańsku? No i reperacjami były też paczki z Niemiec wysyłane w stanie wojennym do Gdańsk dla tamtejszej opozycji.

Że o „biznes holokaustu” chodziło świadczy to, że na pomoc Grabowskiemu i Gduli pośpieszyła niemiecka „FAZ”: „Rząd Donalda Tuska uważa sprawę reparacji za zamkniętą. Warszawa życzy sobie teraz przede wszystkim silnego zaangażowania Niemiec na rzecz Ukrainy (…) „Taka postawa znajduje w Polsce duże poparcie wśród renomowanych naukowców”. Niemiecki cajtung nie pisze jednak, że owych renomowanych naukowców finansują Niemcy. Ta sama gazeta podała, że niemiecka minister ds. edukacji i badań naukowych wyraziła poparcie dla nowego rozwiązania prawnego forsowanego w Parlamencie Europejskim, dotyczącego „ochrony badań naukowych”. Niemiecka inicjatywa odnosi się do przypadku profesorów Jana Grabowskiego i Barbary Engelking, szykanowanych jakoby przez państwo polskie.

Jeszcze, co do paszkwilu „Times of Israel”. Odpowiedź na pytanie, co miał na celu, jest o tyle łatwa, gdy przypomnimy, że propagandowe kampanie wyłudzania odszkodowań od Polski zawsze wyprzedzają alarmujące raporty o wzroście antysemityzmu w Polsce. I tu zagadka: A może to „żydowscy przyjaciele” podpuścili Kaczyńskiego, aby bez wystarczającego przemyślenia, przy wyjątkowo niesprzyjającej koniunkturze zgłosił godną handełesa z warszawskich Nalewek propozycję Żydom? Bo istotą żydowskiej machinacji z roszczeniami jest oficjalne uznanie przez Polskę zasadności roszczeń, a wtedy do uzgodnienia pozostanie tylko ich wysokość.

Jakże trzeba być głęboko naiwnym albo głupim, żeby sądzić, że uchroni to Polaków przed zabiegami żydowskimi wokół zwrotu przez Polskę ich „mienia”, że ktoś w Tel Awiwie czy w Nowym Jorku uzna Polaków za równorzędnych partnerów i towarzyszy niedoli, i pozwoli wprowadzić do grona ofiar II wojny światowej. Taki układ jest zarezerwowany tylko dla Żydów. A nawet gorzej – „nasi żydowscyprzyjaciele” wrogo patrzą na zabiegi, które mają na celu wprowadzić Polaków i innych gojów do grona ofiar II wojny światowej.

Tu przypomnienie: Konrad Adenauer i David Ben-Gurion zawarli w latach 60. ubiegłego wieku tajny układ, w myśl którego Niemcy w pełni sfinansowały izraelski program budowy bomby atomowej. Ale za tak drogi prezent trzeba się odwdzięczyć. Dlatego rozpoczęła się akcja ściągania odpowiedzialności z Niemców i przerzucaniu jej na Polaków. Stąd „polskie obozy zagłady. Stąd paradygmat: „Polacy to antysemici, mordercy Żydów i złodzieje mienia żydowskiego, które muszą zwrócić”. Gideon Taylor, herszt szajki roszczeniowców stwierdził: „W restytucji mienia nie chodzi tylko o pieniądze, ale o opowiedzenie światu na nowo historii II wojny”. Według niego to, że Polska jest „jedynym krajem, który nie dokonał żadnej restytucji”, ma związek z „narracją o tym, iż Polacy byli ofiarami II wojny światowej”.

Czy, zamiast wzywać Żydów na pomoc, nie lepiej kopiować ich metody? Żydzi dlatego nieprzerwanie narzucają światu dogmat o wyjątkowości żydowskiej martyrologii i nie dopuszczają na tym polu do żadnej konkurencji, bo status jedynej ofiary wiąże się z namacalnymi korzyściami materialnymi. Dlaczego nie przypominać zatem, że wojenne straty Polski w ludziach były nie mniejsze od żydowskich, a w majątku nieporównanie większe oraz że Niemcy wypłacili odszkodowania wszystkim, tylko nie nam?

Poprzedzające akcję wyłudzania odszkodowań od Polski alarmujące raporty gazet żydowskich dla Amerykanów i gazet żydowskich dla Polaków o wzroście antysemityzmu w Polsce, mają także na celu wpędzenie w kompleks winy samych Polaków. Tak, by sterroryzowani, nie śmieli nawet pisnąć, gdy przyjdzie do wypłacenia miliardów. Tymczasem ze strony władz warszawskich nigdy nie było woli politycznej, aby to zmienić. Zamiast walczyć z oszczerstwami i dawać odpór żydowskim roszczeniowcom, walczyli z „polskimi antysemitami”, to jest tymi, którzy roszczeniowców demaskowali.

Zadekretowali „Ziemię Polin”. Zaśmiecają świadomość Polaków o Żydach, naszych braciach i współgospodarzach tej ziemie. Eksponują wierność i oddanie państwu Izrael. Dali Mosadowi zielone światło na penetrację wywiadowczą Polski. Złożyli obietnicę oddania pod żydowski zarząd CPK. Zabiegi o „certyfikat koszerności” w sposób szczególny dotyczą Jarosława Kaczyńskiego. Na całej linii zawiodła wykoncypowana w jego kiepełe koncepcja, że pomocna mu będzie ochrona mafii żydowskiej, tej w Ameryce i tej w Polin. Biedak zapomniał, że obie szajki  mają jeden wspólny i niezmienny cel, że nie odstąpią od swoich żądań majątkowych, że Polacy muszą zapłacić, a kasa musi się zgadzać. Kaczyńskiego nie naszła też refleksja, że tak, jak Amerykanie, mimo skrajnie poddańczych gestów, spuścili go z klozetową wodą, tak Żydzi, prędzej czy później, zrobią z nim to samo.

Myślą, że w przymilaniu się Żydom wystarczy być oddanym i szczerym filosemitą. Tymczasem Żydzi nie potrzebują w Polsce filosemitów, bo tych mają w nadmiarze. Potrzebują antysemitów, którzy grillowani i zastraszeni, zaspokoją ich roszczenia i wypłacą reparacje. Oskarżanie Polaków o antysemityzm to także taktyka negocjacyjna Żydów, środek nacisku w negocjacjach biznesowych. I właśnie dlatego nie chcą żadnego kompromisu, a ich świadomie przyjętym celem jest maksymalne podgrzewanie konfliktu.

Ktoś rzucił butelkę z jakimś płynem (którą żydowski prowokator rabin Schudrich nazwał „koktajlem Mołotowa”) w warszawska synagogę. Incydent potępił Duda, Tusk i wszystkie media. Na nogi postawili amerykańskiego ambasadora. Odezwał się ambasador Izraela. Bredząc o „tych, którzy starają się spalić relacje polsko-żydowskie”, wyraził żądanie: „sprawcy” (był tylko jeden, a więc chodziło mu o wszystkich Polaków?) „muszą być ukarani”. Wkrótce po tym opublikował wpis z podziękowaniem dla ambasadora Niemiec, gdy ten zamieścił na portalu X: „Nikt nie może cofnąć zniszczenia żydowskiego życia w Polsce podczas II wojny światowej. Możemy jednak pomóc pokazać, że życie żydowskie nadal tu kwitnie. Synagoga Nożyków w Warszawie jest tego potężnym symbolem. Uzgodniłem z Gminą Wyznaniową, że Niemcy wesprą renowację jej drzwi”. Szwab pominął, że żydowskie życie w Polsce zniszczyli jego rodacy, a zbrodnia odbywała się na terenie jednostki administracyjnej III Rzeszy o nazwie Generalne Gubernatorstwo. Innymi słowy – przedstawiciel nacji, który spalił całą Warszawę, mówi ozadośćuczynieniu polegającym na pokryciu kosztów renowacji drzwi.

Co do Jakowa Liwne – nie ustaje w pluciu nam w twarz, nie ma dnia, żeby nie obraził Polaków. Gdy hasło „Żydzi, wracajcie do Polski” wybrzmiało w Malmoe w czasie manifestacji przeciwko obecności Izraela w konkursie Eurowizji, napisał: Niektórym antysemitom wydaje się tęsknić za przywódcą palestyńskim, Aminem Husseinim, nazistowskim kolaborantem, który również chciał, aby Żydzi udali się do Polski, a dokładniej do komór gazowych w Polsce”. Krótko mówiąc, znieważył Polskę i wziął udział w kłamliwej antypolskiej propagandzie uprawianej od lat przez środowiska żydowskie. No bo, czym się różnią „polskie obozy” od „polskich komór gazowych”?

„Jest to coś, nad czym także polski rząd powinien pracować znacznie poważniej niż dotychczas (…) Kiedy widzę ludzi maszerujących po ulicach Warszawy, którzy skandują antysemickie hasła, to muszę przyznać, że nie różni się to od tego, co widzieliśmy w latach 30. XX w. na ulicach nazistowskich Niemiec. (…) Obojętność nie jest odpowiedzią. Nie była odpowiedzią podczas Holokaustu. Nie jest odpowiedzią także i dzisiaj”. W taką antypolską konwencję wpisała się „Gazeta Wyborcza”, która wywiad z żydowską „socjolożką” zatytułowała: „Atak Hamasu z 7 października był pełen cytatów z polskich pogromów Żydów i Zagłady”. Nie przytoczyła jednak żadnego cytatu, ani po arabsku, ani po polsku.

„Polska jest krajem bezpiecznym do życia dla Żydów – przekonują się o tym coraz częściej potomkowie ocalonych z Auschwitz. Przeprowadzają się do Polski, gdzie czują się bardziej chronieni niż w Europie Zachodniej” – taki Bekanntmachung zamieszcza w reportażu z Krakowa dziennik „FAZ”. Innymi słowy – Polska pod władzą folksdojcza to idealne miejsce na osiedlenie się Żydów. Uderza niekonsekwencja: Polska w niemieckiej gazecie jest przedstawiana, jako miejsce żydowskiej sielanki, gdy wcześniej ta sama gazeta opisała Warszawę jako „europejską stolicą antysemityzmu”. W reportażu nie zabrakło opisu krakowskiego Centrum Społeczności Żydowskiej, jako miejsca nad którym powiewają flagi polska, izraelska, ukraińska oraz… gejowska, co ma oznaczać, że znajdzie tu swoją przystań każdy Żyd, szczególnie pederasta. Gazeta przytacza wypowiedź dyrektora Centrum: „W Polsce łatwiej i bezpieczniej, być Żydem niż w jakimkolwiek kraju Europy zachodniej”. Jest też relacja o Alexie Dancygu, porwanym przez Hamas posiadaczu polskiego i izraelskiego obywatelstwa. Przekaz jest jasny: najlepiej osiedlić się w Polsce, a przed przeprowadzką do Polski zdobyć polskie obywatelstwo. Tekst nie oznacza, że niemiecka gazeta nagle zapałała miłością do Polski. Oznacza tylko tyle, że Niemcy promują plany zasiedlenia Polski swoimi Żydami, że dzięki nim wzmocnią swoje wpływy w Polsce, że przy ich pomocy odzyskają majątki z terenów utraconych po wojnie.

Skupieni na rozróbach ferajny Tuska, przeoczyliśmy kolejną brudną żydowską napaść na Polskę. W przededniu rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz, gościł w Polsce były prezydent Izraela Reuwen Riwlin. Podczas konferencji poświęconej „rosnącemu w Europie antysemityzmowi”, uderzając pięścią w stół wypowiedział wredne słowa: „Zostaliśmy tu wyrżnięci również przez Polaków”. W jego obecności, na trasie Marszu Żywych pojawił się wielki baner, na którym na tle flag Polski i Izraela zamieszczono napis po hebrajsku, po angielsku i po polsku: „Prosimy o wybaczenie za  naszych przodków. Prosimy o wybaczenie za polski antysemityzm. Polscy chrześcijanie”. Kolejnym incydentem było umieszczenie na torach prowadzących do bramy obozu plansz z napisami po angielsku: „To jest polski obóz koncentracyjny”.

Uniwersytet Hebrajski przeprowadził badania. Wyniki okazały się szokujące: 54 procent Izraelczyków uważa, że Polacy są dokładnie w takim samym stopniu odpowiedzialni za Holocaust, jak Niemcy. 28 proc. uznaje „częściową” odpowiedzialność Polaków, a tylko 8 proc. sądzi, że Polacy „też byli ofiarami”. Izraelscy respondenci byli pytani także o antysemityzm. Jako najmniej antysemickie (21 proc.) oceniono Niemcy. Za najbardziej antysemicki kraj uznano Francję (55 proc. respondentów), a tuż za nią uplasowała się Polska (38 proc.) Najwięcej mieszkańców Izraela uznaje Niemcy za «przyjaciela Izraela» (53 proc.), a na samym końcu Polskę (19 proc.)”.

Inne, równie złe wieści – w okolicy Sejmupojawił się Jonny Daniels. Przedstawiany przez media i przez PiS jako wielki przyjaciel Polski i Polaków, gdy pojawiły się głosy żądające wznowienia ekshumacji w Jedwabnem, buńczucznie stwierdził: „Nawet jeśli 40 milionów Polaków podpisze petycję, to ekshumacji w Jedwabnem nie będzie”. A wiedzieć trzeba, że ekshumacja wykazałaby kłamstwo Grossa i obaliła moralną podstawę rekompensat za „udział Polaków w holokauście”. Pytanie, jakie wraz z Jojne pojawia się, brzmi: Kim naprawdę jest? Portal „Jewish News”, będący częścią „Times of Israel” nazwał Danielsa „aktywistą na rzecz restytucji mienia Holokaustu” (ang. „Holocaust restitution activist).

Wiedzieliśmy, że Tusk bardzo szybko ukręci łeb niemiecki reparacjom. Ale mało kto przypuszczał, że folksdojcze dopuszczą się czegoś, co nie mieści się w głowie – działające przy Uniwersytecie Wrocławskim Centrum im. Willy’ego Brandta i stowarzyszenie Konferencja Ambasadorów RPdomagają się rozliczenia tych, którzy śmieli domagać się zadośćuczynienia od Niemców za wojenne zbrodnie. Treść dokumentu jest szokująca, nawet jak na standardy antypolskich zaprzańców. Dążą nie tylko do tego, aby Polska nie dostał zadośćuczynienia należnego jej za zniszczenie tysięcy miast i wsi, zrabowanie majątku państwowego i prywatnego, ale by polscy podatnicy sfinansowali raport na temat „prywatnego niemieckiego mienia przejętego przez Polskę”.

Dodajmy, że grono byłych ambasadorów tworzących Konferencję składa się w 1/3 z Żydów, w 1/3 z kapusiów SB i w 1/3 z folksdojczów (a są i tacy, którzy łączą w sobie wszystkie trzy przymioty). Niekwestionowany lider jaczejki Ryszard Sznepf, to syn płk. Maksymiliana Schnepfa, który brał udział w Obławie Augustowskiej oraz Alicji, funkcjonariuszki MBP. Jego wuj Oswald Sznepf był stalinowskim sędzią, który wydawał wyroki śmierci na polskich patriotów. Sznepf jest prymusem, gdy chodzi o czytanie w myślach hersztów organizacji roszczeniowych. Jest członkiem żydowskiej loży B’nei B’rith, czyli praktycznie funkcjonariuszem ADL, zbrojnego propagandowego ramienia loży, artystów w sztuce szkalowania i zniesławiania oponentów. Przy czym mechanizm działania roszczeniowców polega na tym, że ADL młotkuje antysemitów, a organizacje roszczeniowe zbierają kasę. I jeszcze jedno – to właśnie w tej jaczejce Radek Sikorski znalazł rezerwuar nominacji dyplomatycznych – Sznepfa mianował ambasadorem wszystkich Polaków w Rzymie.

Nie tylko na haniebny wpis ambasadora Izraela, nie tylko na wredne słowa Konferencji Ambasadorów nie było reakcji. Oszczerstwa żydowskie i kłamstwa niemieckie przeszły bez echa. Tusk, dla którego polskość to „nienormalność”, nie zatroszczył się o dobre imię Polski. Rząd, jak zwykle, oficjalnie i urzędowo skapitulował. Kierowane przez Radka Applebauma polskie MSZ udaje, że problemu nie ma. Krótko mówiąc – zamiast dyplomacji mamy łajzy, którym uginają się nogi z obawy, że najmniejsza krytyka takich postaw to „antysemityzm wyssany z mlekiem matki”, a zamiast ministerstwa spraw zagranicznych mamy ministerstwo spraw obcych i spraw przegranych. Żydowski młot i niemieckie kowadło działają coraz bezczelniej. W Polsce bezkarnie hasa sobie żydowska i niemiecka piąta kolumna, trybiki w wielkiej machinie „Przedsiębiorstwa Holokaust”.

W Polsce ma miejsce sponsorowana z zewnątrz, prowadzona przy otwartej kurtynie akcja demolowania państwa i jego instytucji. Wpisuje się w nią usunięcie naszych bohaterów z gdańskiego muzeum, zmiany w listach lektur szkolnych, a nawet usuwanie z Facebooka wpisów, że Auschwitz założyli Niemcy. Jej finałem ma być nie tylko rezygnacja z reparacji wojennych, zwrot pożydowskiego i poniemieckiego mienia, ale także przekształcenie Polski w niemiecką kolonię. I jeśli Polacy się nie przebudzą, jeśli ten cieszący się poparciem wielomilionowej gawiedzi rząd przetrwa, to jest duża szansa, że ekipa namiestnika Berlina uwinie się z tym zadaniem do końca kadencji. A jeśli zagonią do tego pożytecznych idiotów, i przy braku sprzeciwu funkcjonariuszy Policji i żołnierzy WP oraz ciulowatości opozycji, to wystarczy im na to kilka miesięcy.

Czy nie jest montowany wspólny żydowsko-niemiecki front wobec Polski? Czy cała intryga nie skończy się tak: Nie dostaniemy reparacji od Niemców, ale wypłacimy im reparacje za mienie pozostawione na Ziemiach Odzyskanych; Niemcom pomogą w tym Żydzi, dzieląc się zdobytym łupem; Odszkodowania od Niemiec dla Polaków będą polegały na pokryciu kosztów renowacji drzwi synagogi zniszczonej po zamachu polskich antysemitów.

Krzysztof Baliński

Chyży: Podatek od aut spalinowych zamienił się w opłatę środowiskową

Rezygnacja z podatku od aut spalinowych to tylko przykrywka? Będzie inna opłata

4.07.2024 gazeta/rezygnacja-z-podatku-od-aut-spalinowych-to-tylko-przykrywka

Zgodnie ze zmianami w KPO nie będzie podatku od samochodów spalinowych. Zamiast tego rewizja planu uzgodniona przez rząd z Komisją Europejską przewiduje wprowadzenie tzw. opłaty środowiskowej.

We wtorek 2 lipca Komisja Europejska zgodziła się na zaproponowane przez Polskę zmiany w Krajowym Planie Odbudowy. Modyfikacje polegały między innymi za zastąpieniu podatku od samochodów spalinowych dopłatami do zakupu aut elektrycznych

Tak zrewidowany KPO polski rząd przyjął już 30 kwietnia. „Podatku od posiadania aut spalinowych w Polsce nie będzie! Komisja Europejska pozytywnie rozpatrzyła wniosek Ministerstwa Klimatu i Środowiska w tej sprawie” – ogłaszała wówczas ministerka klimatu Paulina Hennig-Kloska. „Kij zamieniamy na marchewkę” – pisała w mediach społecznościowych. Jak w rzeczywistości będzie wyglądać nowe prawo?

Podatek od aut spalinowych zamienił się w opłatę środowiskową

Jak wskazała „Gazeta Wyborcza„, pomimo rezygnacji z planu wprowadzenia podatku od posiadania samochodów osobowych z silnikami spalinowymi, skonstruowanego według zasady „zanieczyszczający płaci”, w I kwartale 2026 roku zostanie wprowadzona tzw. opłata środowiskowa. W ramach opłaty środowiskowej posiadacze samochodów osobowych oraz pojazdów dostawczych z silnikami spalinowymi będą zmuszeni płacić kwotę uzależnioną od emisji dwutlenku węgla i tlenków azotu.

Nie wiadomo, jaki charakter będzie mieć nowa opłata środowiskowa. Nie jest także jasne, czy będzie trzeba ją zapłacić tylko raz, czy też cyklicznie. Informacje te nie zostały wyszczególnione w dokumencie Komisji Europejskiej. Wiadomo jednak, że z opłaty mogą zostać zwolnieni przedsiębiorcy, którzy posiadają wyłącznie jeden samochód. Nie zmienia to faktu, że dla większości z nich nowa opłata będzie oznaczała wzrost kosztów prowadzenia działalności. 

Członkowie zorganizowanych grup przestępczych tworzą w Polsce centrum dystrybucyjne tabletek śmierci.

Fundacja Pro-Prawo do życia
Szanowny Panie !
2 dni – tyle czasu potrzeba aborcyjnym kurierom, aby dostarczyć pigułki poronne pod wskazany adres w Polsce. Z publikowanych w internecie reklam i informacji wynika, że członkowie zorganizowanych grup przestępczych tworzą w naszym kraju centrum dystrybucyjne tabletek śmierci. Wcześniej wysyłano je do Polski z zagranicy w liczbie dziesiątek tysięcy rocznie.
Zbiega się to w czasie z przyjęciem przez sejmową komisję jednego z pro-aborcyjnych projektów ustaw autorstwa radykalnej lewicy. Projekt ma być głosowany w Sejmie już w przyszłym tygodniu. Jego celem jest formalne zalegalizowanie handlu pigułkami poronnymi oraz namawiania Polek do aborcji za pomocą tych preparatów. Makabryczny biznes śmierci rozkręca się w Polsce na ogromną skalę.

Trzeba zmobilizować społeczeństwo do oporu!

Mordercze pigułki coraz łatwiej dostępne [foto]
W polskojęzycznych mediach społecznościowych wyświetla się reklama, która zachęca Polki do mordowania swoich dzieci za pomocą pigułek poronnych. Jak napisali aborcjoniści:

„Tylko 2 dni potrzebujemy, żeby dostarczyć Wam przesyłkę [z pigułkami] (…) W Polsce wiemy czym jest stres i panika w oczekiwaniu na paczkę, dlatego nasze kurierki-proabo wzięły ryzyko na siebie i wysyłają z różnych miejsc w kraju (…) Potrzebujesz naszej pomocy? Napisz a w kilka dni będziesz znów szczęśliwa. Opcja szybkiej dostawy jest u nas darmowa”. 

O jakim „ryzyku” aborcjonistów mowa? Formalnie handel pigułkami poronnymi oraz zachęcanie kobiet do ich kupowania i przeprowadzania aborcji za ich pomocą to w świetle polskiego prawa przestępstwa. Tyle tylko, że przepisy, na podstawie których można by skazać kogoś za sprzedaż tabletek śmierci lub pomocnictwo w aborcji, są źle skonstruowane i w praktyce od dawna martwe. Poprzedni rząd przyzwalał na działalność zorganizowanych grup przestępczych i handel pigułkami poronnymi, przez co proceder pigułkowej aborcji rozwinął się w Polsce na gigantyczną skalę. Teraz, aborcyjna koalicja Donalda Tuska i lewicy zamierza aktywnie wspierać pigułkowe morderstwa. 

Już za 6 dni, w czwartek 11 lipca, Sejm ma zagłosować nad projektem ustawy autorstwa polityków radykalnej lewicy, który przewiduje dekryminalizację aborcji w Polsce. Aktywiści aborcyjni wielokrotnie spotykali się w tej sprawie z członkami rządu i posłami. 
Cel projektu jest prosty – zniesienie formalnej karalności aborcji oraz pomocnictwa w aborcji, takiego jak namawianie kobiet do dzieciobójstwa i handel pigułkami poronnymi. Chodzi o to, aby zagwarantować aborcjonistom pełną i praktyczną swobodę działania w Polsce. 

Wedle szacunków, w ostatnich latach w naszym kraju przeprowadzano kilkadziesiąt tysięcy pigułkowych aborcji rocznie. Dzięki wsparciu aborcyjnej koalicji Tuska, pigułkowe dzieciobójstwo może się rozwinąć jeszcze bardziej. Aborcjoniści od lat po prostu ignorują prawo wiedząc, że nikt nie pociągnie ich do odpowiedzialności. Teraz przechodzą do kolejnego etapu – wysyłają pigułki śmierci z Polski zamiast z zagranicy. Deklarowany czas wysyłki tabletek, które zabijają dziecko i stanowią ogromne zagrożenie dla życia kobiety, to 2 dni. To tyle samo, co dostawa większości zakupów przez internet. 

Śmierć i rodzinna tragedia na żądanie – tym właśnie jest pigułkowa aborcja. Pod wpływem propagandy w mediach każdego roku dziesiątki tysięcy Polek mordują swoje dzieci tabletkami. Dlaczego tak się dzieje?

Jednym z głównych powodów są emocjonalne manipulacje, których dopuszczają się aborcyjni aktywiści. Proszę spojrzeć na zacytowaną powyżej reklamę pigułek aborcyjnych, która wyświetla się Polkom w mediach społecznościowych: napisz do nas, zamów pigułki, a „w kilka dni będziesz znów szczęśliwa.” Ciąża = nieszczęście. Dzieciątko w łonie mamy = nieszczęście. W ten sposób Polki są programowane, aby automatycznie reagować na bodźce. Jesteś w ciąży? To źle. Dokonaj aborcji, a znów będziesz szczęśliwa. Szczególnie narażone na tego typu propagandę są młode kobiety i nastoletnie dziewczęta. To właśnie do nich skierowane są tego typu reklamy. 

Jest to oczywiście ogromne kłamstwo. Zamordowanie własnego dziecka nikogo nie może uczynić szczęśliwym. Wiedzą o tym kobiety, które często do końca życia cierpią na syndrom poaborcyjny. Wieloletnia depresja, załamania nerwowe, próby samobójcze, rozpad rodziny – to tylko niektóre ze skutków aborcji, które uaktywniają się przez długie lata, jeżeli kobieta nie otrzyma fachowej pomocy (przede wszystkim duchowej i sakramentalnej). 

Te kłamstwa aborcjonistów wpisują się w szerszy kontekst rewolucji (anty)kulturowej, której jednym z głównych postulatów jest nienawiść do dzieci i macierzyństwa. Polskojęzyczne media (których wydawcami są najczęściej zachodnie koncerny) coraz częściej publikują materiały, których celem jest obrzydzenie Polakom rodzicielstwa i chęci posiadania dzieci. W kolejnych artykułach prasowych, nagraniach video, reportażach i komentarzach przedstawia się bycie ojcem lub matką jako sprowadzenie na siebie nieszczęścia, a dzieci jako przeszkody w realizacji własnych marzeń, pragnień i potrzeb. 

W ten sposób aborcyjna propaganda trafia na podatny grunt społeczny. Dziesiątki tysięcy „klientek” na pigułki poronne to ofiary medialnych manipulacji. Teraz do wsparcia aborcyjnego lobby dołączył rząd Donalda Tuska, który aktywnie wspiera aborcyjny przemysł śmierci. Dlatego konieczna jest organizacja kolejnych, niezależnych kampanii społecznych, w ramach których dotrzemy do Polaków z prawdą o aborcji. Trzeba ukształtować świadomość Polaków, zanim sumienia naszych rodaków zdewastują aborcjoniści.Kampania billboardowa [foto]W związku z ofensywą aborcjonistów planujemy organizację kolejnych ulicznych akcji informacyjnych w całej Polsce. Równolegle prowadzimy kampanie billboardowe.  Niedawno powiesiliśmy nowe, wielkoformatowe billboardy przy ruchliwych trasach S8 i A4. Pokazują one prawdę o skutkach aborcji oraz ujawniają cele rządu Tuska wobec najmniejszych i najbardziej bezbronnych Polaków w łonach matek. Przykłady takich billboardów może Pan zobaczyć na zdjęciu powyżej.

Proszę Pana o wsparcie tych działań i przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa. Pana wsparcie pozwoli nam przeprowadzić kolejne akcje billboardowe oraz uliczne kampanie informacyjne na ulicach.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Zamów pigułkę i bądź szczęśliwa – taki przekaz masowo rozpowszechniany jest wśród Polek w mediach społecznościowych. Musimy się tym kłamstwom przeciwstawić poprzez głoszenie prawdy o aborcji. 
Z wyrazami szacunku

Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl