Ujawniono treść manifestu terrorystki LGBT. Zamordowała sześć osób, w tym troje 9-letnich dzieci. 

Fundacja Pro-Prawo do życia
Do mediów wyciekła wstrząsająca treść ukrywanego przez amerykańskie służby manifestu napisanego przez Audrey Hale – „transpłciową” kobietę, która wtargnęła do chrześcijańskiej szkoły w USA i zamordowała sześć osób, w tym troje 9-letnich dzieci. Pisaliśmy o tej sprawie rok temu.
Opublikowany teraz manifest wskazuje na to, że przyczyną masakry było zaczadzenie umysłu kobiety ideologią LGBT, która zdestabilizowała jej psychikę.
Z notatek terrorystki wynika, że im bardziej angażowała się w aktywizm LGBT, tym bardziej rosło w niej przekonanie, że odpowiedzią na istnienie normalności jest przemoc i nienawiść.
Poniżej publikujemy fragmenty zapisków tęczowej terrorystki aby pokazać, do czego prowadzi ideologia LGBT i obudzić Polaków do działania przeciwko deprawacji dzieci i młodzieży w naszym kraju.
Ujawniono manifest terrorystki LGBT [foto]
W marcu ubiegłego roku 28-letnia Audrey Hale wtargnęła z bronią do chrześcijańskiej szkoły podstawowej w Nashville. Za ofiary wybrała sobie bezbronne dzieci i ich nauczycieli. Na miejscu zamordowała troje 9-letnich dzieci i trzech pracowników szkoły. Hale została zastrzelona przez policjantów. Krótko po zamachu służby przeszukały jej dom znajdując zapiski Audrey Hale, w tym napisany przez nią manifest. Dokument ten został od razu utajniony przez amerykańskie służby i nie został udostępniony opinii publicznej. 

Wszystko zmieniło się kilka dni temu, gdy za sprawą dziennikarzy z magazynu The Tennessee Star manifest terrorystki ujrzał światło dzienne. Audrey Hale okazała się aktywistką LGBT i „transpłciową” kobietą, która pod wpływem propagandy LGBT uważała, że jest chłopcem. Co znalazło się w jej zapiskach?

„Mój penis istnieje w mojej głowie. Przysięgam… jestem mężczyzną.”

Pisała Audrey Hale, wbrew swojej naturze, biologii i oczywistemu faktowi, że była kobietą. Hale przez lata nienawidziła swoich chrześcijańskich rodziców za to, że traktowali ją jak córkę, a nie jak chłopca. Hale dowiedziała się o istnieniu tzw. „blokerów hormonalnych”, czyli preparatów hamujących proces dojrzewania szeroko reklamowanych wśród dzieci przez aktywistów LGBT. Dowiedziała się jednak o nich „za późno”, tzn gdy przeszła już okres dojrzewania. Jak napisała w swoim pamiętniku, gdyby wcześniej wiedziała o istnieniu tego typu preparatów, to: 

„Zabiłbym, żeby mieć takie środki.”

Hale pisała także o tym, że symulowała sceny seksualne między lalkami płci męskiej, a pluszowymi zabawkami oraz robiła im zdjęcia. Jak sama przyznała:

„Jestem takim zboczeńcem. Za dużo czasu marnuję na takie fantazje.”

Rano, w dniu ataku na szkołę, Audrey Hale zapisała w swoim pamiętniku:

„Dziś jest ten dzień. Wreszcie nadszedł. Nie mogę uwierzyć, że to już dzisiaj. Nie wiem jak to się stało, ale byłam w stanie dotrzeć do tego momentu. Jestem trochę zdenerwowana ale również podekscytowana, byłam podekscytowana przez ostatnie dwa tygodnie. Jestem gotowa. Mam nadzieję, że moje ofiary nie są gotowe. Niech Bóg pozwoli, aby mój gniew pokonał mój strach. Wszystko potrwa najwyżej 10 minut. Może potrwa 3-7 minut. To pójdzie szybko. Mam nadzieję, że zamorduje jak najwięcej osób. Jestem gotowa na śmierć.” 

Zaraz potem, Hale pojechała do chrześcijańskiej szkoły i zamordowała 6 osób, w tym troje 9-letnich dzieci.

Panie MirosĹ‚awie, zamach przeprowadzony przez Audrey Hale na szkołę nie był spontaniczny. Był to planowany od tygodni akt terroru. To nie pierwszy tego typu przypadek. Informowaliśmy już o innych krwawych zamachach przeprowadzanych w USA przez „transpłciowe” osoby zainfekowane ideologią LGBT. 
Skąd biorą się tego typu przerażające wydarzenia? 

Aktywiści i politycy radykalnej lewicy twierdzą, że całą winę za takie ataki ponosi… łatwy dostęp do broni palnej. Tyle tylko, że w USA dostęp do broni palnej od zawsze był łatwy (kiedyś nawet jeszcze łatwiejszy niż dzisiaj), a jeszcze kilkadziesiąt lat temu tego typu sytuacje jak masowa strzelanina, której celem jest zamordowanie jak największej liczby niewinnych osób w miejscu takim jak szkoła czy kościół, zdarzały się niezwykle rzadko. Coś musiało się zatem zmienić w społeczeństwie, moralności i kulturze. Co takiego? 

„Nie wiadomo kim jesteś” – mówi człowiekowi propaganda LGBT. Może mężczyzną? Może kobietą? Może każdym po trochu? A może… nikim? Albo przedstawicielem jakiejś zupełnie innej „płci” (w ideologii LGBTQ+ jest ich już kilkadziesiąt, a ich liczba wciąż rośnie)? Jak w związku z tym powinieneś się zachowywać? Jak ubierać? Co powinieneś robić? Z kim się spotykać? Co czuć i co myśleć?

Człowiek, szczególnie młody, poddany tego typu indoktrynacji, zaczyna cierpieć na poważne zaburzenia tożsamości płciowej, co powoduje jego rozregulowanie psychiczne. Media od wielu lat donoszą o pladze samobójstw, depresji i chorób psychicznych wśród osób zainfekowanych propagandą LGBT. Zdaniem tęczowych aktywistów, jest to spowodowane takimi czynnikami jak brak tolerancji, „homofobia” czy brak akceptacji społecznej. Tyle tylko, że najwięcej problemów psychicznych u osób LGBT notowanych jest w tych rejonach świata, które już dawno przyjęły i wdrożyły u siebie postanowienia ideologii LGBT, gdzie większość społeczeństwa popiera i akceptuje „różnorodność” oraz gdzie w mediach można usłyszeć same pochwały na temat LGBT i homoseksualnego stylu życia. 

Skąd więc zaburzenia, problemy, samobójstwa, depresje i rozchwianie emocjonalne? To konsekwencja odrzucenia podstawowych faktów biologicznych i antropologicznych na temat człowieka, porzucenia wiary i moralności, zainfekowania swojego umysłu ideologią LGBT oraz oddawania się sprzecznym z ludzką naturą praktykom homoseksualnym i transseksualnym. Do tego wszystkiego dochodzi odrzucenie moralności oraz prowadzenie trybu życia lansowanego przez media i rozmaitych celebrytów – konsumpcyjny styl życia, niechęć do obowiązków, „bezstresowe wychowanie” oraz liczne uzależnienia (od pornografii, technologii, internetu, smartfonów itp.). Dzieci i młodzież całymi godzinami wpatrują się w ekrany swoich smartfonów, karmiąc się propagandą i ideologią. 

To wszystko jest przyczyną grzechów głównych. Zaczyna się od lenistwa, nieumiarkowania w jedzeniu i piciu oraz nieczystości. Właśnie temu pod wpływem propagandy ulegają społeczeństwa Zachodu, a w szczególności dzieci i młodzież. To wszystko prowadzi w konsekwencji do klęsk życiowych i zazdrości wobec tych, którym powodzi się lepiej, potem do gniewu aż w końcu do najważniejszego grzechu – pychy(ang. „pride). 

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Trwa właśnie czerwiec, który w ideologii LGBT świętowany jest jako „miesiąc dumy gejowskiej”. Słowo „duma” w języku angielskim tłumaczy się dokładnie tak samo jak „pycha” – słowem „pride”. „Gay pride”, czyli gejowska duma, to tak naprawdę „gejowska pycha”, czyli wywyższenie się nad innych oraz nienawiść do wszystkiego, co normalne, dobre, piękne i zgodne z naturą. Przypadek Audrey Hale trafnie podsumował publicysta Grzegorz Górny: 

„Do ojca i matki miała żal o to, że w dzieciństwie nie podali jej blokerów dojrzewania, czyli farmaceutyków hamujących rozwój płciowy. Proces jej radykalizacji zaczął narastać po zetknięciu się z ideologią gender. Wtedy pojawiła się w niej nienawiść. Z czasem zaczęła coraz bardziej nienawidzić siebie jako kobiety, swoich rodziców oraz całego świata, w którym istniały normy oparte na prawie naturalnym.”Uliczna akcja informacyjna [foto]Dlatego właśnie musimy postawić stanowczy opór ideologii LGBT i kolejnym próbom deprawowania naszego społeczeństwa. Musimy docierać z prawdą o zagrożeniach do kolejnych osób. Będzie się to wiązało z kolejnymi prześladowaniami, ale nie możemy się przed nimi ugiąć i poddać. Amerykańscy dziennikarze, którzy ujawnili manifest Audery Hale ukrywany przez służby, mają teraz problemy prawne. Przeciwko nim toczy się proces, a redaktorowi odpowiedzialnemu za ujawnienie notatek terrorystki grozi więzienie. My mamy podobne problemy w Polsce.
Za ujawnianie Polakom prawdy toczy się przeciwko naszej Fundacji ponad 130 procesów sądowych.
W ubiegłych miesiącach zostałem skazany na 15 000 zł grzywny i rok ograniczenia wolności za cytowanie w przestrzeni publicznej badań naukowych na temat homoseksualizmu. Nasz kierowca Jan Bienias został skazany na 30 000 zł kary za prowadzenie kampanii ostrzegającej rodziców przed skutkami LGBT. Pomimo tych represji musimy działać dalej i docierać do społeczeństwa za pomocą akcji ulicznych, furgonetek, billboardów, bannerów, wystaw oraz internetu. W najbliższym czasie potrzebujemy na te działania ok. 14 000 zł.
Proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić nam organizację kolejnych kampanii ostrzegających Polaków przed zagrożeniem ze strony ideologii LGBT.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Gniew, przemoc, terror, agresja, nienawiść – oto owoce zanegowania prawdy o naturze człowieka. Musimy ratować przed tym nasze społeczeństwo, docierając przede wszystkim do rodziców i młodzieży. Proszę Pana o wsparcie naszych działań. 
Z wyrazami szacunku

Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Komisarz Nowacka i oświatowa rewolucja bolszewicka

Komisarz Nowacka i oświatowa rewolucja

pch24.pl/komisarz-nowacka-i-oswiatowa-rewolucja

Chociaż dawni i obecni bolszewicy mają pełne usta zapewnień o demokracji, to nie przejmowali się i nie przejmują tym, czego chcą ludzie. Pośród wywołanego przez siebie chaosu chcą jak najdalej posunąć rewolucyjny walec. Im większy chaos, tym łatwiej wprowadzać nieakceptowalne w zwyczajnych warunkach rewolucyjne zmiany. Zwłaszcza jeżeli forsowane są one równocześnie na wielu polach, co znacznie zmniejsza potencjalny opór.

Na początek „nasz news wraz z symboliczną datą 7 listopada rząd Donalda Tuska oficjalnie zmieni nazwę na Radę Komisarzy Ludowych. Funkcje pełnione dzisiaj przez ministrów i ministry – które to określenia kojarzą się z burżuazyjnymi przesądami – obejmą komisarze oraz komisarki.

News pochodzi wprost od renomowanego Radia Erywań, ale jest w nim ziarno prawdy. W analogii z rządami bolszewików – nawet więcej niż ziarno.

Ekipa sprawująca dziś władzę w Polsce, w ślad za dyrektywami globalistów ogromnie przyspieszyła dążenia do celów, które w poprzednich dwóch kadencjach realizowane były z większą ostrożnością. Rzucony w obieg przez Światowe Forum Ekonomiczne WEF i potężne fundacje paradygmat rozłożonej na dekady likwidacji państw narodowych oraz utworzenia światowego gułagu, narzucił diabelsko sprytną metodę.

W drodze do imperium pozbawionego wolności i własności prywatnej generowane są kolejne kryzysy. Efektem tych kryzysów, z początku oderwanych od siebie, lecz z czasem występujących równocześnie, będzie narastający z coraz większą siłą chaos. Równolegle postępować ma bowiem lawinowy wzrost cen energii, likwidacja rolnictwa, stopniowe wywłaszczanie – dyrektywa budynkowa UE, walka z prywatnymi samochodami, kolejne podatki i obciążenia „ekologiczne”, tłamszenie rolnictwa czy przemysłu mięsnego…

W tym samym czasie kraje Europy zalewane są tłumami roszczeniowych i często agresywnych imigrantów z kultur zupełnie niepodatnych na asymilację w nowym miejscu zamieszkania. Media i politycy prowokują strach przed wojną, zza rogu wychyla się kolejna śmiertelna „pandemia”… W naszym kraju dokonuje się dodatkowo gorączkowe nadrabianie zaległości w sferze edukacji i prawa rodzinnego – w myśl doktryny genderowej.

Bojowniczka wielu frontów

Wracając do analogii wziętej z czasów komunistycznego, październikowego przewrotu, to na polskim gruncie ważną rolę w nowej radzie komisarzy pełniłaby z pewnością Barbara Nowacka. Gorliwość, z jaką stara się ona wcielać w czyn najbardziej skrajne lewicowe idee, odpowiada dzisiejszym potrzebom rewolucyjnego ducha czasu.

Obecność tak radykalnej działaczki nowej komuny w fotelu „ministry” istotnego resortu powinna zapalić czerwone światło w głowach wszystkich zainteresowanych kształcącą, a nie degenerującą szkołą.

Widząc zagrożenie związane z próbami stopniowej eliminacji katechezy ze szkół, nasi biskupi napisali w swym czerwcowym stanowisku: „Zachęcamy wszystkich wiernych, aby podejmować działania ukazujące wartość lekcji religii w szkole. Szczególnie prosimy katolickich rodziców, aby odważnie zabierali głos w tej sprawie. Apelujemy także do mediów katolickich, ruchów i wspólnot religijnych, aby podejmowali podobne działania”.

[A sami co zrobili?? Gdzie ich NON POSSUMUS?? MD]

To wybitnie aktualny apel. Jednak podobny alarm należałoby ogłosić w odniesieniu do próby wielopoziomowego zniszczenia polskiej szkoły m.in. przez redukcję programów, eliminację wartościowych lektur, usunięcie przedmiotu Historia i Teraźniejszość, zapowiadane wprowadzenie genderowej seksedukacji pod przykrywką „wiedzy o zdrowiu” wraz z początkiem roku szkolnego 2025/2026. W trakcie zaledwie kilku miesięcy komisarz Nowacka zdążyła już poczynić wiele niszczycielskich ruchów.

Społeczny sprzeciw wobec wypychania ze szkół publicznych katechezy szefowa MEN skwitowała słowami: – Rozumiem, że protestują, dlatego że w tej chwili Kościół zyskuje na tym, że państwo zatrudnia katechetów, księży przede wszystkim, i Kościół nie czuje się zobowiązany świadczyć im takich świadczeń, jakie powinien realnie. Mam świadomość, że uderzamy w interes pewnej grupy – sprowadzając katolików do kategorii jedynie wpływowego lobby.

„Ministra” zapowiedziała też wprowadzenie do nauczania w placówkach publicznych tak zwanego języka śląskiego. Jak zaznaczyła, „w niedługiej perspektywie będzie wchodził do szkół, gdzie będzie uczony, tak jak jest uczony język mniejszości narodowej czy język regionalny”.

Ostatnio poparła legalizację związków jednopłciowych (tak zwanych partnerskich) wraz z możliwością przysposabiania dzieci, tłumacząc to… realizacją praw tych ostatnich.

Również w tych dniach „zasłynęła” szokującymi wypowiedziami odnoszącymi się do planów zmiany listy szkolnych lektur. Barbara Nowacka zadeklarowała, że zatwierdzony już wykaz zostanie ogłoszony do 29 czerwca. – Z mojej strony ten temat jest absolutnie zamknięty – stwierdziła.

Jak łaskawie zapewniła, uczniowie nadal będą zapoznawać się z treścią „Pana Tadeusza”, „Chłopów” czy „Potopu”, ale jedynie fragmentarycznie.

Inna bulwersująca część tyrady komisarz oświaty dotyczyła twórców współczesnych.

Lista lektur była gigantyczna i – niestety – nieczytana – oceniła minister. – Były pewne pomysły indoktrynacyjne, na przykład w ostatnich latach powkładano poezję niejakiego Rymkiewicza. Eksperci bardzo rekomendowali usunięcie. Podpisałam dokument, gdzie pan Rymkiewicz czy pan Dukaj się nie pojawiają – oznajmiła.

Tego było za wiele już nie tylko dla przedstawicieli konserwatywnie nastawionej opinii społecznej. Na lewicową szefową MEN posypała się krytyka także ze strony znanych publicznie osób, które nie sposób posądzać o szczególne sentymenty wobec prawicy: Wojciecha Szackiego, Michała Szułdrzyńskiego, Jakuba Żulczyka.

Z kolei zawsze starannie ważący słowa profesor Andrzej Nowak komentując poczynania Nowackiej nie zawahał się przypomnieć słów Stefana Kisielewskiego o „dyktaturze ciemniaków”. W swym felietonie dla portalu wPolityce.pl krakowski historyk napisał również: „Wypowiadałem się już nieco wcześniej na temat obrazu radykalnie wykastrowanej z polskości nowej podstawy programowej nauczania historii, jaką przygotował resort Nowej Europejskiej Przestrzeni Edukacyjnej (bo to chyba jest już właściwa nazwa?). Zmiany zapowiedziane przez panią ministrę na liście lektur z języka polskiego idą odważnie w tym samym kierunku”.

Lekcyjne godziny zwolnione przez Sienkiewicza, Dukaja i Rymkiewicza zajmą między innymi omówienia utworów Olgi Tokarczuk. To idealna autorka na czasy trwającej rewolucji kulturalnej. Domaga się na przykład wpisania do Konstytucji „praw zwierząt”, oskarża o najgorsze zbrodnie Kościół katolicki, wspiera za to polityczny ruch LGBT+ dążący do obalenia rodziny.

Odchudzanie programów nie ograniczy się oczywiście do języka polskiego. Uczniowie poznają w ograniczonym zakresie również geografię, chemię, fizykę, biologię i historię.

Przez walkę o aborcję do międzynarodowych zaszczytów

Barbara Nowacka ma w swoim życiorysie wiele organizacji i ugrupowań politycznych, Najbardziej znana jest jednak z wieloletniej walki o swobodę zabijania dzieci nienarodzonych. Tej aktywności zawdzięcza nominację do grona listy „100 najważniejszych globalnych myślicieli” magazynu „Foreign Policy” w 2016 roku. Uzasadnieniem tych honorów było współorganizowanie czarnych protestów przeciwko społecznemu projektowi „Stop Aborcji”, utrąconemu ostatecznie przy decydującym udziale Zjednoczonej Prawicy.

Wspomniany tu amerykański dwumiesięcznik wykazał się dużą „intuicją” w typowaniu Polsce przyszłych „elit” politycznych. Nowacka została bowiem uhonorowana wraz z Agnieszką Dziemianowicz-Bąk obecną minister rodziny, pracy i polityki społecznej. Dodajmy, że cztery lata wcześniej ten sam zaszczyt przypadł w udziale Radosława Sikorskiego, zaś w 2019 roku – samego  Donalda Tuska. Cała trójka ma obecnie wybitny udział w dokonujących się obecnie w Polsce przemianach.

Roman Motoła

Muzeum II WŚ w Gdańsku usunęło św. Maksymiliana i bł. Ulmów. Zastąpią ich… homoseksualiści? Rewolta przeciw Wartościom i Prawdzie.

Muzeum II WŚ w Gdańsku usunęło św. Maksymiliana i bł. Ulmów. Zastąpią ich… homoseksualiści?

pch24.pl/muzeum-ii-ws-w-gdansku-usunelo-sw-maksymiliana-i-bl-ulmow-zastapia-ich-homoseksualisci

Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku usunęło z wystawy głównej ekspozycje dotyczące św. Maksymiliana Marii-Kolbe, bł. Rodziny Ulmów i rtm. Witolda Pileckiego. O sprawie poinformował były dyrektor tej placówki, prezes IPN dr Karol Nawrocki.

Wspólnie z dr. Markiem Szymaniakiem i dr. Tomaszem Szturą jesteśmy jesteśmy po zwiedzeniu Muzeum II Wojny Światowej. To, co zobaczyliśmy dzisiaj na wystawie głównej, jest szokujące, bowiem w miejscu, gdzie było wspomnienie bł. Rodziny Ulmów, jest czarna dziura. Czarna ściana zamiast pamięci o tych, którzy ratowali Żydów w czasie II WŚ. Z wystawy głównej nowa dyrekcja usunęła także rotmistrza Witolda Pileckiego, a także św. ojca Maksymiliana Kolbe. To, co było przedmiotem sporu sądowego przez ostatnie sześć lat, co udało się nam jako dyrekcji dowieść przed polskim sądem, a więc zmiany na ekspozycji głównej, w nocy z 24 na 25 czerwca 2024 r. zostało po prostu ordynarnie usunięte, ewaporowane z przestrzeni 5 tys. metrów kwadratowych, na których nie znajduje się już miejsce dla ojca Kolbe, rtm. Pileckiego i Rodziny Ulmów – powiedział dr Nawrocki cytowany przez portal Tysol.pl.

Prezes IPN zaapelował do obecnego dyrektora Muzeum o opamiętanie, wskazując, że tego typu zachowania „nie zostaną zapomniane przez Polskę”. „Wycinanie, niszczenie pamięci ojca Kolbe, rtm. Pileckiego i Rodziny Ulmów będą głęboko w naszej pamięci” – zaznaczył.

Muzeum odniosło się do krytyki, przekonując, że chodzi o „spór o rozumienie polskiego patriotyzmu” oraz „starcie dwóch wizji mówienia o przeszłości: refleksyjnej i apologetycznej”.

Muzeum wskazało też krytycznie, że dotąd na wystawie brakowało na przykład… homoseksualistów.

„W tej części wystawy celowo nie zostały wyróżnione kategorie zawodowe, narodowe czy społeczne, nie zostali wyróżnieni np. więźniowie polityczni czy homoseksualiści. Nie bez powodu nie było tam przedwojennych fotografii więźniów ani historii powszechnie znanych osób.

Pokazano za to takie elementy codzienności, jak obozowy reżim, głód, eksperymenty medyczne, opór, czas wolny itp. Wprowadzenie gabloty poświęconej wyłącznie duchownym rzymskokatolickim oraz zawieszenie w centralnych punktach tej przestrzeni portretów o. Kolbego i rtm. Pileckiego zaburzyło antropologiczny charakter narracji” – podano.

Źródła: tysol.pl, muzeum1939.pl Pach

Hołownia stracił członka

Hołownia stracił członka i realną władzę w partii. Zarządzają ludzie z wyrokami i zarzutami, dla dobra własnego

25.06.2024 nczas-!!/holownia-stracil-czlonka

Szymon Hołownia.
Szymon Hołownia. / Fot. PAP/CTK

Aleksander Twardowski zrezygnował z członkostwa w Polsce 2050 Szymona Hołowni. Pisze o sporym bałaganie w partii, o decyzjach podejmowanych wbrew woli kierownictwu, o zarządzających z prawomocnymi wyrokami i prokuratorskimi zarzutami. Jest rozczarowany przebiegiem sytuacji i stawia tezę, że partia nie należy już do Hołowni.

W oficjalnym oświadczeniu Twardowski pisze, że Polska 2050 jest partią, w której „zdanie lidera, Marszałka Sejmu Rzeczypospolitej, nic nie znaczy.

„Jest demonstracyjne lekceważone przez lokalnych działaczy, którzy nie ponoszą za to konsekwencji. Koalicji z Bezpartyjnymi w sejmiku miało nie być, tak zapowiadał publicznie Szymon Hołownia, ale radna i posłanka zdecydowały inaczej, przy bierności pełnomocniczki zarządu regionu” – czytamy.

Efekt tego jest taki, że PiS i Bezpartyjni Samorządowcy wciąż rządzą na Dolnym Śląsku, choć w teorii większość powinna mieć tzw. „uśmiechnięta koalicja”.

„Radnej Gołąb nie ukarano za zachowanie w sejmiku, gdyż górę wzięła polityczna kalkulacja i obawa o wynik – członek zarządu PL2050 przekazał mi, że wyrzucenie Gołąb zaszkodziłoby partii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Po wyborach nikt już nie wrócił do tematu” – pisze dalej Twardowski.

W jego ocenie najwięcej zamieszania wprowadza poseł Izabela Bodnar. Stawia tezę, że „Polska 2050 Szymona Hołowni stała się dziś Polską 2050 Izabeli Bodnar”, a do takiej partii nie wstępował i trwać w niej nie zamierza.

===================

Tam jeszcze coś piszą i analizują – nie chce mi się czytać. MD

„Kto jest właścicielem Niemiec?”

Recenzje Zentner: Właściciele Niemiec

Redakcja Tłumaczył Paweł Jakubas myslpolska

W 2014 roku dziennikarz i publicysta Jens Berger wyskoczył z pytaniem „Kto jest właścicielem Niemiec?”. Było to mocne uderzenie. W jego książce opisano sytuację finansową kraju i zdiagnozowano wyraźną dysproporcję pomiędzy bogatymi i biednymi.

Marzenie o egalitarnym społeczeństwie, pozbawionym zmartwień materialnych, dobiegało końca. Dziesięć lat później Niemcy się budzą, ale są bardzo skacowani. Koronawirus, kryzys ukraiński i energetyczny szczególnie dotknęły klasę średnią. Sytuacja pogarsza się z tygodnia na tydzień. Dla Bergera był to wystarczający powód, aby całkowicie zrewidować swój ówczesny bestseller. Rezultaty są druzgocące: przepaść między bogatymi i biednymi jest tak duża, że ​​istnieje pilna potrzeba działania.

Od 1-go do 1-go

Według badań Bergera, 226 najbogatszych Niemców posiada majątek pięciokrotnie większy niż majątek 40 milionów najuboższych Niemców razem wziętych. Na podstawie tych okoliczności dziennikarz demaskuje jeden lub dwa mity, np. o szerokiej klasie średniej. Dziś nawet ci, którzy mają dobre dochody, ogromną ich część muszą wydawać na czynsz. Na koniec miesiąca niewiele zostaje, szczególnie dla tych, którzy mieszkają w dużych miastach. Dlatego klasa średnia, a zwłaszcza klasa niższa, mają trudności ze zdobywaniem bogactwa. Dzieje się tak ze względu na stale rosnące składki na ubezpieczenie społeczne, które wynikają również z faktu, że na przykład świadczenia emerytalne są coraz bardziej prywatyzowane. Zgodnie z tezą Bergera, w przypadku wstrzymania finansowania przy minimalnym zwiększeniu ustawowej stawki składki, standardowa emerytura wzrosłaby. W obecnej sytuacji seniorzy w dużej mierze muszą żyć w ubóstwie, nie mając dostępu do żadnego majątku.

Emerytury kapitałowe

Jednakże świadczenia emerytalne oparte na kapitale mają dziś znaczenie systemowe dla systemu finansowego, pisze Berger: „Gdyby odjąć tylko niewielką część z 2291 miliardów euro, które towarzystwa ubezpieczeniowe i banki są winne niemieckim gospodarstwom domowym za pośrednictwem długoterminowych produktów inwestycyjnych, to wywołałoby to wstrząsy w systemie finansowym” – brzmi odpowiedź na tytułowe pytanie. Berger wymienia właścicieli i superbogatych, warte miliardy dolarów dynastie rodzinne, a także spekulantów wojennych i kryzysowych ostatnich lat. Wyjaśnia, w jaki sposób budowali swoje bogactwo i jak je powiększali. Ale niekoniecznie o tym jest jego książka. Istota leży w związku pomiędzy bogactwem i władzą. Berger wyjaśnia to powiązanie z różnych perspektyw i opisuje, jak wyłania się ono politycznie i społecznie: „Ci, którzy posiadają bogactwo, mają również wpływ na inicjowanie zmian społecznych i kierowanie debatą polityczną”.

Dyktat instytucji finansowych

Największą władzę, zarówno ekonomiczną, jak i polityczną, mają zapewne towarzystwa ubezpieczeniowe i grupy finansowe. Nie tylko wyznaczają strategię korporacji, w które są zaangażowane, ale także wywierają ogromny wpływ na parlamenty. Berger wyjaśnia, dlaczego mogą to zrobić: większość krajów jest zadłużona u tych firm i polega na ich pieniądzach, zwłaszcza w przypadku nowych emisji obligacji rządowych. Aby zwiększyć skłonność do zakupów dużych firm ubezpieczeniowych i instytucji finansowych, chętnie dostosowują się one do nich również z politycznego punktu widzenia.

Ukryci dyktatorzy

Wyróżniają się tu trzy firmy: BlackRock, Vanguard i State Street. Berger poświęca im dużo miejsca i ilustruje siłę, jaką zgromadziły na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Nie mówiąc już o majątku. W zasadzie ci trzej gracze są zaangażowani we wszystkie duże firmy i zawsze osiągają zysk, niezależnie od tego, czy kraje zostaną zniszczone w trakcie wojen, czy odbudowane po nich, czy zostanie ogłoszona pandemia, czy transformacja energetyczna. „Większość akcji znajdowała się kiedyś w wolnym obrocie” – pisze Berger. „Dopiero koncentracja tego free floatu na inwestorach instytucjonalnych, grupach finansowych, funduszach, firmach ubezpieczeniowych i bankach doprowadziła do podniesienia kwestii władzy w spółkach. Jeśli dziś ponad 80 procent akcji znajduje się w rękach sektora finansowego, kwestia władzy została oczywiście rozstrzygnięta raz na zawsze”.

Dać bogatym, odebrać biednym

Podejmowanie decyzji dotyczących procesów gospodarczych nigdy nie było bardziej niedemokratyczne niż obecnie, zauważa Berger. Jednak nie tylko zajmuje się objawami, ale także wskazuje przyczyny. Leżą one w osobie kanclerza Gerharda Schrödera, którego Agenda 2010 utorowała drogę neoliberalnej transformacji. Choć reformy rynku pracy sprawiły, że duża część społeczeństwa ma obecnie coraz mniej swobodnie rozporządzanych dochodów, to jednocześnie systematycznie zmniejszano obciążenia podatkowe osób zamożnych.

Udziałowcy bez prawa głosu

Takie historyczne wycieczki są szczególnie ekscytujące, gdy na przykład Berger opisuje mechanizmy tak zwanej Deutschland AG i porównuje je do teraźniejszości lub gdy śledzi triumf funduszy ETF i wyjaśnia stojącą za nimi kalkulację mocy: „Kupowanie różni się od bezpośredniego nabycia akcji. W przypadku funduszy i ETF-ów prawa głosu związane z posiadaniem akcji nie przechodzą na klienta. To nie Ty, ale Twoja firma inwestycyjna sprawuje władzę związaną z posiadaniem akcji spółki. Chociaż pośrednio posiadasz część spółek poprzez ETF, nie masz nic do powiedzenia w tych spółkach”.

Zrozumiale o manipulacjach

Bez wątpienia wiele można się dowiedzieć z nowego wydania. Wem gehört Deutschland? zawiera bogatą wiedzę ekonomiczną. Napisana jest mądrze i jednocześnie zrozumiale, choć autor nie szczędzi terminologii biznesowej i ekonomicznej. Objaśnieniom towarzyszą grafiki i statystyki. Tym samym Berger pokazuje, jak państwo stosuje najróżniejsze sztuczki, aby ukryć lub zniekształcić prawdziwą sytuację finansową, tak że na przykład przeciętna populacja na papierze wygląda na bogatszą niż w rzeczywistości. Jego książka ukazuje się w czasie, gdy społeczeństwo niemieckie jest głęboko podzielone – jak wynika z lektury – nie tylko pod względem politycznym i ideologicznym. Możliwe, że także tutaj jest to ze sobą powiązane.

Eugen Zentner

Jens Berger, Wem gehört Deutschland?, Westend Verlag, Neu-Isenburg 2024, ss. 272.

Źródło: https://apolut.net/buchrezension-wem-gehoert-deutschland/.

Tłumaczył Paweł Jakubas (proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę).

Religie tradycyjne i nowoczesne

Religie tradycyjne i nowoczesne

Stanisław Michalkiewicz 25 czerwca 2024 michalkiewicz

Religia klimatyzmu Hmmm. Niby wszystko pasuje, „wszystko gra i koliduje” – jak mawiają gitowcy – ale tak naprawdę, to chociaż miedzy religią i klimatyzmem wystąpują podobieństwa, to są też istotne różnice. Przede wszystkim co do przyczyny pojawienia się jednych i drugiego. Wprawdzie Żydowie i chrześcijanie twierdzą, że przyczyną pojawienia się religii było „objawienie Boże”, to znaczy – nawiązanie przez Stwórcę Wszechświata” bliskich spotkań III stopnia z pewnym mezopotamskim koczownikiem – ale jeśli nawet tak było, to nie była to przyczyna jedyna – bo religie występowały już przed Abrahamem. Wspomina o tym nawet Biblia, że w pewnym momencie „zaczęto wzywać imienia Pana”. Jakiego „Pana” – tego konkretnie nie wiemy – ale ta wzmianka pokazuje, że religie istniały również przed „objawieniem” się Stwórcy Wszechświata wspomnianemu koczownikowi. W takim razie powinniśmy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego właściwie się zjawiły?

Wprawdzie żaden ze mnie teolog, choćby taki, jak pan red. Tomasz Terlikowski, ale przecież nie tylko święci garnki lepią, więc dlaczego nie miałbym spróbować i ja?

Otóż wydaje mi się, że przyczyną pojawienia się religii mogła być ciekawość. W pewnym momencie ludzie zaczęli zadawać sobie pytanie, w jaki sposób powstał świat, a w miarę rozwoju intelektualnego a zwłaszcza – gromadzenia wiedzy – to pytanie nabierało coraz większego ciężaru gatunkowego. Dzięki gromadzeniu wiedzy ludzie inteligentni spostrzegli, że świat funkcjonuje według pewnej uniwersalnej zasady, mianowicie – zasady przyczynowości, która głosi, że z określonych przyczyn muszą wystąpić określone skutki. To właśnie dzięki niej rozumiemy świat i możemy go opisać – bo w przeciwnym razie jawiłby się nam on jako jakieś chaotyczne kłębowisko, w którym nie byłoby miejsca, by choć na chwilę zatrzymać tam oko.

Odkrycie tej zasady sprawiło, że od tego momentu już tylko krok dzielił ludzi od wniosku, że skoro wszystko ma i musi mieć przyczynę, to odnosi się to również do świata. On też musi mieć przyczynę, a skoro tak, to ktoś, a właściwie Ktoś musi za tą przyczyną stać.A skoro ten Ktoś stoi za przyczyną, to znaczy – że według wszelkiego prawdopodobieństwa jest on Kreatorem świata i rządzącej nim zasady przyczynowości. A ponieważ – jak zauważyli starożytni Rzymianie – cuius est condere eius est tolere – co się wykłada, że kto ustanowił, ten może znieść, to znaczy – że sam Kreator zasadzie przyczynowości nie podlega, że On Sam nie tylko nie ma przyczyny, ale też nie jest żadną przyczynowością skrępowany, to znaczy – że jest Wszechmocny.

Skoro tak, to nie tylko przezorność ale również podziw skłania do ubiegania się o Jego względy – i w tym momencie pojawia się religia nie tylko jako pewne wnioskowanie, ale również – jako sposób okazywania podziwu i zabiegania o względy. Krótko mówiąc, religia oznacza pewien rodzaj więzi społecznej, objawiającej się nie tylko w identycznym poglądzie na kwestię powstania świata, ale również – w ujednoliconych poglądach na konsekwencje tego odkrycia.

No dobrze – ale dlaczego właściwie ludzie uważają, że powinni zabiegać o względy Stwórcy Wszechświata? Przyczyną jest brak pewności, co do własnych losów. Wprawdzie nikomu nie spędza snu z powiek dociekanie, co się z nim działo przed pojawieniem się na świecie, to – skoro już się pojawił – dręczy go pytanie o przyszłość, skrytą za zasłoną tajemnicy. Wprawdzie wszyscy wiedzą, że umrą, ale mają nadzieję, że nie całkiem, że ocaleje z każdego to, co świadczy o jego niepowtarzalnej odrębności, to, co starożytni Egipcjanie, którzy dokonali tego wynalazku, nazwali „duszą”.

Tę nadzieję sprzedają wszystkie religie, uzależniając dalszy los duszy od jej oceny przez Stwórcę Wszechświata. Warto zwrócić uwagę, że oferta poszczególnych religii wcale nie była identyczna. O różnicy miedzy ofertą – nazwijmy to – „pogańską” – a ofertą chrześcijańską świadczy napisany na łożu śmierci przez rzymskiego cesarza Hadriana wiersz, którego przedmiotem jest troska o los własnej duszy, a właściwie – jak czule zwraca się do niej cesarz – „duszyczki”.

Animula, vagula, blandula, hospes comesque corporis. Quae nunc habibis in loca? Pallidula, rigida, nudula. Nec, ut soles, dabis iocos?” (Duszyczko, wędrowniczko milutka. Gościu i towarzyszko ciała. W jakie miejsce teraz pójdziesz? Bledziutka, zdrętwiała, nagusieńka. Gdzie nie będzie ci do żartów?)

Jak widzimy, „pogańska” oferta zaświatów nie była specjalnie zachęcająca, w odróżnieniu od oferty chrześcijańskiej: „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy Bóg przygotował tym, którzy Go miłują”.

Wielkie” – ale tylko tym, „którzy Go miłują”.

Ciekawe, że chociaż w wieku XIX pojawił się odwrót od religii, to łatwiej było być nie tyle „poganinem” – bo „poganie” byli ludźmi religijnymi – co ateistą, a nawet nie tyle „ateistą”, bo ateizm to jednak a-teizm – co człowiekiem bezreligijnym. Ludzie bezreligijni twierdzą, że nie mają duszy. Trudno z tym poglądem się spierać, bo któż może takie rzeczy wiedzieć lepiej od nich – ale bezreligijność budzi obawy.

Rzecz w tym, że nie ma społeczności bezreligijnych, a jeśli nawet jakieś były, to musiały zniknąć bez śladu – bo wszystkie ślady świadczą tylko o społecznościach religijnych. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo w przypadku braku religii trudno zrozumieć postawy altruistyczne, jak np. poświęcenie – bez których niepodobna wyobrazić sobie społeczności. Społeczności bezreligijne – o ile w ogóle istniały – raczej musiałyby się nawzajem pozjadać – bo tak nakazywałby instynkt samozachowawczy.

Otóż w wieku XIX łatwiej było lekceważyć religię, niż w wieku XX. Chodzi o to, że dokonane w wieku XX odkrycia naukowe wskazują że Wszechświat miał początek, datowany na 13,8 mld lat temu. Ten początek polegał na tym, że z punktu matematycznego, a więc pojęcia umownego, w pewnym momencie wytrysnął bąbel energii, który zaczął rozszerzać się z szybkością większą od prędkości światła – i w tym samym momencie pojawiła się Przestrzeń i Czas. Energia ta wkrótce zaczęła skupiać się w cząstkach elementarnych, z których następnie powstał budulec Wszechświata – atom wodoru. Wprawdzie Stewen Hawking twierdził, że hipoteza Stwórcy Wszechświata nie jest konieczna dla przyjęcia teorii Wielkiego Wybuchu, ale inni nie podzielają tego poglądu wskazując, że nauka nic nie mówi o tym, co było przed Wielkim Wybuchem – czy np. Coś, czy Ktoś go nie zainicjował, czy też nastąpił on „spontanicznie” – ale jeśli nawet – to dlaczego ta spontaniczność jest zgodna z prawami fizyki, których przecież w takiej sytuacji nie powinno w ogóle być – i tak dalej.

Tymczasem jeśli Ktoś ten cały Wielki Wybuch zainicjował, to znaczy – że musiał istnieć poza Przestrzenią i Czasem – bo te pojawiły się dopiero w tym momencie. Poza Przestrzenią i Czasem – czyli – w Wieczności. A to właśnie mówią religie. Toteż głosiciele bezreligijności ratują się dzisiaj ucieczką albo w bezmyślną doczesność – żeby tylko wypić i zakąsić – albo – skoro uważają, że wiara w życie wieczne, to „obciach” – ucieczką w życie długie, dzięki cudownym dietom – i tak dalej. Ale w porównaniu z bogactwem religii, wygląda to na kulturową mizerię i regres cywilizacyjny.

Tymczasem klimatyzm jest o tyle podobny do religii, że skierowany jest na wytworzenie społecznej więzi wokół „walki ze zmianami klimatycznymi”. O ile jednak religie są stosunkowo dobrze osadzone w kulturze, to klimatyzm, podobnie zresztą, jak tzw. „religia holokaustu”, zdają się obliczone na osiągnięcie całkiem konkretnych celów, nie mających nic wspólnego z zaświatami. „Religia holokaustu” była reakcją przywódców żydowskich na XIX I XX- wieczną sekularyzację, czyli właśnie – bezreligijność.

Przez całe wieki spoiwem żyjącego w diasporze narodu żydowskiego była właśnie religia. Ale pod wpływem postępującej sekularyzacji, coraz więcej ludzi nabierało wątpliwości, czy wierzyć w opowieści opisane w biblijnej Księdze Wyjścia – jak to Morze Czerwone się rozstąpiło – i tak dalej – a to przecież tamte traumatyczne przeżycia leżą u podstaw religii mojżeszowej. Gdyby ta wiara zanikła, to Żydom groziło rozpłynięcie się bez śladu w morzu narodów obcoplemiennych, które – w odróżnieniu od nich – mają poza religią jeszcze wiele innych wyznaczników tożsamości. Paradoksalnie remedium na ten lęk stała się masakra europejskich Żydów, dokonana przez Niemców podczas II wojny światowej. W odróżnieniu od traumatycznych przeżyć opisanych w Księdze Wyjścia – w tę masakrę, która też była przeżyciem traumatycznym – wcale nie trzeba „wierzyć”, a tylko o niej pamiętać – no i narzucić innym narodom pogląd, że ten – jak to nazwał Eliasz Wiesel – „holokaust” – jest wydarzeniem bez precedensu w historii świata.

To oczywiście nieprawda, ale nieważne, czy to prawda, czy nie; ważne by nie tylko Żydzi, ale wszyscy inni w to uwierzyli, dzięki czemu będzie to namiastka prawdy.

Na takiej samej nieprawdziwej tezie zbudowana jest quasi-religia klimatyzmu. Pozornie bazuje ona na pewnej oczywistości – że mianowicie klimat się zmienia. Fałsz pojawia się w momencie wskazywania na przyczynę tych zmian. Promotorzy „klimatyzmu” twierdzą, że przyczyny zmian klimatu mają charakter antropogeniczny, to znaczy – spowodowany działalnością człowieka. Żeby przekonać się o fałszywości tej opinii wystarczy zwykła spostrzegawczość. Oto zmieniają się pory roku; po mroźnej zimie następuje upalne lato. A dlaczego? A dlatego, że na skutek nachylenia osi ziemskiej do płaszczyzny ekliptyki nie pod kątem 90 stopni, tylko niewiele ponad 66 stopni, podczas obiegu Ziemi wokół Słońca, w różnych okresach roku, promienie słoneczne padają na powierzchnię Ziemi pod różnym kątem – i to jest przyczyna różnic temperatur między poszczególnymi porami roku. Działalność człowieka nie ma z tym nic wspólnego; ludzie w ogóle nie mają na to żadnego wpływu, nawet, gdyby chcieli. A na tym bynajmniej nie koniec.

Następnym kosmicznym zjawiskiem, które może mieć i ma wpływ na zmiany klimatyczne, jest precesja. Precesja polega na tym, że podczas obrotu Ziemi dookoła własnej osi, oś ta zatacza wokół bieguna niebieskiego ogromne koło. Zakreślenie jednego takiego koła trwa 26 tysięcy lat i okres ten nazywa się „rokiem platońskim”. Skutkiem precesji jest zmiana nasłonecznienia rejonów polarnych, powodująca albo okresowe ocieplenie, albo okresowe zlodowacenie. Na te zmiany klimatyczne spowodowane precesją ludzkość również nie ma najmniejszego wpływu.

Ale to również nie koniec. Otóż Układ Słoneczny, wraz z Ziemią, pędzi z ogromną prędkością wokół centrum galaktyki Drogi Mlecznej. Chociaż prędkość tego ruchu jest ogromna (792 tys. kilometrów na godzinę), to z uwagi na rozmiary galaktyki Drogi Mlecznej (jej średnica wynosi ponad 105 tysięcy lat świetlnych), Układ Słoneczny potrzebuje 250 mln lat, by wykonać jeden pełny obrót. Okres ten nazywa się „rokiem galaktycznym”. W dodatku, z uwagi na grawitacyjne oddziaływania na Układ Słoneczny innych układów gwiezdnych, nie porusza się on idealnie w osi swego ruchu, tylko zatacza wokół niej ogromne kręgi. Trajektorię jego lotu można porównać w związku z tym do rozciągniętej spirali. W trakcie tego lotu, Układ Słoneczny przez kilkanaście, albo i kilkadziesiąt milionów lat, przelatuje przez obszar czystej próżni, gdzie nic nie tamuje dostępu promieni słonecznych do Ziemi. Wtedy Ziemia się nagrzewa, to znaczy – klimat się ociepla. Tak było np. w epoce kredy (145 do 66 mln lat temu), kiedy musiało być ciepło, bo na Ziemi w ogóle nie było lodu, nawet na biegunach, a poziom mórz był wyższy od obecnego o 200 metrów.

Potem widocznie Układ Słoneczny, na kolejne kilkadziesiąt milionów lat, wszedł w obszar trochę zanieczyszczony mgławicami gazowymi lub pyłowymi, wskutek czego dopływ promieni słonecznych do Ziemi został zmniejszony o ułamek procenta. Wystarczyło to jednak, by się ochłodziło. Znaczna część wody została uwięziona w czapach lodowych na biegunach (lodowiec na Antarktydzie ma od 2 do 5 kilometrów grubości), w wiecznych śniegach i lodowcach górskich, wskutek czego poziom mórz obniżył się mniej więcej do poziomu obecnego. Klimat zmienił się w sposób zasadniczy – ale ludzie nie mieli z tym nic wspólnego, bo wtedy w ogóle na Ziemi ich nie było.

Są to rzeczy powszechnie znane, a przynajmniej – powinny być znane ludziom wykształconym. Tak niestety nie jest, o czym mogłem przekonać się osobiście, kiedy miałem jeszcze zajęcia ze studentami. Pewnego razu omawialiśmy traktat waszyngtoński w związku z NATO. Jeden z punktów tego traktatu określa obszar działania NATO: Ameryka Północna, Europa i Północny Atlantyk do Zwrotnika Raka. Coś mnie podkusiło, by zapytać studentów, dlaczego ta linia na globusie nazywa się zwrotnikiem. Popatrzyli na mnie z wyrzutem, a z dalszych indagacji okazało się, że nie wiedzą, dlaczego zmieniają się pory roku. Musiałem na tablicy narysować im płaszczyznę ekliptyki, kąt nachylenia osi ziemskiej i wyjaśniłem, o co chodzi – a potem przeszliśmy do kolejnych materii traktatowych. Jeśli o tym wspominam, to dlatego, by pokazać, że bezczelni, a nieraz do tego jeszcze utytułowani hochsztaplerzy, takim ludziom potrafią wmówić bardzo wiele rzeczy, m.in. – że zmiany klimatu mają przyczyny antropogeniczne.

A po co im to wmawiają? Jedynym wyjaśnieniem jest to, żeby poddać miliardy ludzi tresurze, tym razem pod pretekstem „ratowania planety” przed destrukcyjną działalnością człowieka, podobnie jak kilka lat wcześniej – pod pretekstem epidemii zbrodniczego koronawirusa, którą – jak pamiętamy – z dnia na dzień zlikwidował zimny rosyjski czekista Włodzimierz Putin, rozpoczynając wojnę na Ukrainie.

No dobrze – ale co jest celem tej tresury? Wyjaśnia to choćby „Zielony Ład”, przyjęty przez wariatów, którzy zdominowali Parlament Europejski. Jego deklarowanym celem jest „ochrona planety”, ale celem prawdziwym jest pozbawienie milionów Europejczyków własności, w myśl pragnień promotorów rewolucji komunistycznej, która przewala się przez Amerykę Północną i Europę. I to jest kolejna różnica między tradycyjnymi religiami, a quasi-religią klimatyzmu.

Stanisław Michalkiewicz

Generał Rozwadowski. Pierwszy „wyklęty” II RP

Generał Rozwadowski. Pierwszy „wyklęty” II RP

Piotr Relich pch24.pl/general-rozwadowski-pierwszy-wyklety-ii-rp

Włodzimierz Zagórski, Władysław Sikorski i Tadeusz Rozwadowski

Zrewolucjonizował taktykę wojenną podczas I wojny światowej. Niemal w pojedynkę utrzymał Lwów w polskich rękach. Autor planu ocalenia Warszawy i Polski przed bolszewicką nawałnicą. Za wierność przysiędze i legalnemu rządowi był szkalowany i poniewierany, a w końcu wtrącony do więzienia. Lud Stolicy do dzisiaj nie postawił swojemu wybawicielowi nawet jednego pomnika. Generał Tadeusz Jordan Rozwadowski – wierny rycerz Rzeczpospolitej, w równym stopniu dla niej zasłużony, co przez nią zapomniany.

W powszechnej świadomości utrzymuje się pamięć wojskowych pierwszych lat niepodległości; Józefa Hallera, Józefa Dowbora-Muśnickiego, Władysława Sikorskiego czy Edwarda Śmigłego-Rydza. Jednak w tym gronie wciąż brakuje jednego, niezwykle dla Polski zasłużonego nazwiska. Zasłużonego do tego stopnia, że nie wiadomo czy w bez niego w ogóle istniałaby niepodległa Rzeczpospolita.

To swoista tragedia. Bo w istocie, jak pisał znany przed wojną publicysta Zygmunt Nowakowski: „Całe (…) życie Rozwadowskiego od kolebki prawie aż po wielki finał zgonu zbudowane było jakby na modłę tragedii antycznej”, gdzie jedność czasu i miejsca akcji wyznaczała Polska.

Żołnierz z dziada pradziada

Tadeusz Rozwadowski wywodził się z rodziny o bogatych tradycjach wojskowych; wśród jego przodków byli uczestnicy wojny w obronie Konstytucji, insurekcji kościuszkowskiej, dwóch wielkich powstań i wojen toczonych przez państwa zaborcze. Pradziadek Kazimierz i dziadek Wiktor za swoje dokonania otrzymali nawet order Virtuti Militari.

Ojciec Tadeusza, Tomisław walczył po stronie austriackiej z Francuzami, a następnie przeciwko Rosjanom w Powstaniu Styczniowym. Udzielał się też politycznie jako poseł Sejmu Krajowego Galicji V i VI kadencji. Tadeuszowi była więc pisana kariera oficerska.

Z wyróżnieniem przechodził kolejne stopnie wojskowej edukacji. Do 1894 r. dosłużył się stopnia kapitana i został wysłany jako attaché wojskowy do Bukaresztu, gdzie walnie przyczynił się do zacieśnienia stosunków z Austrią. Przejawiał także talenty konstruktorskie: wynalazł armatni aparat celowniczy oraz wybuchający podwójnie granato-szrapnel. Jego miłością były konie i kawaleria.

Już jako generał-major miał swoje pięć minut podczas Wielkiej Wojny; w 1914 r. pod Borowem wcześniej niż inni dowódcy dostrzegł rosyjskie zagrożenie i śmiałym uderzeniem wyprzedzającym ocalił armię przed okrążeniem.

W 1915 r. natomiast, w bitwie pod Gorlicami zastosował autorski manewr natarcia piechoty w połączeniu z niegasnącym, precyzyjnie wycelowanym ogniem artyleryjskim. Taktyka okazała się niezwykle skuteczna, umożliwiła przełamanie rosyjskiego frontu, a wizjonerska strategia od razu stała się także obowiązującym elementem taktyki zarówno w armii austriackiej, jak i w niemieckiej. Pod Jarosławiem, na oczach samego cesarza Wilhelma II samą artylerią rozbił rosyjską dywizję, za co otrzymał z rąk władcy Krzyż Żelazny.

Miłość do ojczyzny sprawiła, że jego drogi z austriacką armią zaczęły się rozchodzić. Za stawanie w obronie polskiej ludności cywilnej naraził się Naczelnemu Dowództwu, a jego talent i sukcesy wywołały zazdrość innych oficerów. Odesłany na przymusową emeryturę, od władz austriackich nie przyjął żadnych stanowisk politycznych, gdyż były sprzeczne z racją stanu odradzającego się państwa polskiego.

Lwowskie dziecię

Nic dziwnego, że Rada Regencyjna właśnie doświadczonemu i gruntownie wykształconemu Rozwadowskiemu powierzyła funkcję Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Jednak zadanie tworzenia zrębów polskiej armii już od początku okazało się dużo trudniejsze niż przewidywał. Niechętni Rozwadowskiemu byli socjaliści z rządu lubelskiego pod przewodnictwem Daszyńskiego i tamtejszego ministra wojny, Edwarda Śmigłego-Rydza. Nie tylko zatrzymali wysłane przez Rozwadowskiego, idące na odsiecz Lwowa oddziały, ale planowano też aresztowanie (niektórzy mówili nawet o skrytobójstwie) „austriackiego żołdaka”.

Zgodnie z decyzją Rady Regencyjnej, oddał zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi przybywającemu z Magdeburga Piłsudskiemu. Wtedy też doszło do pierwszego z wielu konfliktów pomiędzy „Ziukiem”, a generałem. Na skutek rozdźwięku w sposobie formowania armii, Rozwadowski złożył swoją rezygnację 15 listopada. Kiedy dotarły do niego wieści o fatalnej sytuacji obleganego przez Ukraińców Lwowa, poprosił Naczelnego Wodza o pozwolenie na wzięcie udziału w walkach. Aby je uzyskać, musiał się jednak uciec do szantażu – zagroził, że jeżeli nie pojedzie jako dowódca, i tak się tam uda – nawet jako zwykły żołnierz.

Warszawa konsekwentnie odmawiała pomocy krwawiącemu miastu. Rozwadowski, który otrzymał rozkaz przebicia się przez okrążenie i wycofanie do Przemyśla, odmówił, tłumacząc się decyzją o „utrzymaniu miasta za wszelką cenę, nawet własnej śmierci”. Dopiero nacisk opinii publicznej, wywołany niewiarygodnym poświęceniem obrońców zmusił naczelne dowództwo do interwencji.

Wówczas jednak Rozwadowski, któremu tak naprawdę Polska zawdzięczała obronę miasta do czasu przybycia odsieczy, został pozbawiony dowództwa nad Armią Wschód. W „nagrodę” za ocalenie Lwowa został oddelegowany do Paryża, gdzie objął stanowisko szefa Polskiej Misji Wojskowej przy Naczelnym Dowództwie Wojsk Sprzymierzonych. Historycy zwracają uwagę, że decyzja wynikała z niechęci dowództwa do generała, który swoją nieugiętą postawą pokrzyżował plany Piłsudskiego. Dla niego bowiem, priorytet stanowiła Wileńszczyzna.

Na ratunek Warszawie

Znający go podkreślali, że skromny generał nigdy nie żalił się na swoją sytuację. Nigdy nie dał poznać swojego niezadowolenia przed Piłsudskim. Być może nieco naiwnie sądził, że  – jak sugerował jego biograf dr hab. Mariusz Patelski – bardziej przemówią jego czyny i zasługi.

Tymczasem Polsce zagrażały czerwone hordy bolszewickiej zarazy. Błyskotliwy dyplomata, wykorzystał swoje znajomości z gen. Fochem uzyskując niepisaną zgodę na uderzenie wyprzedzające na Kijów. Swoją niezachwianą wiarą w państwową przyszłość Polski – jak pisał gen. Maxime Weygand – „wywierał ogromy, wprost sugestionujący wpływ na najwyższe wojskowe sfery francuskie, pozyskał je dla sprawy waszej”.

Zdaniem historyków, decyzja o ponownym powierzeniu w jego ręce szefostwa Sztabu Generalnego była jedną z decydujących o wyniku wojny z bolszewikami. Wraz z gen. Kazimierzem Sosnkowskim przegrupował uciekające w bezładzie wojsko. Jego optymizm i wiara, potwierdzone we wspomnieniach zarówno Piłsudskiego jak i Wincentego Witosa – udzielały się innym i prowadziły do odzyskania morale.

W krytycznych dniach poprzedzających Bitwę Warszawską, u dwóch mężów stanu obserwowano dwie skrajne postawy; przybity i apatyczny marszałek, narzekający na „upadek moralu (sic.)”, przekazuje premierowi list ze swoją dymisją, a następnie udaje się – tu według źródeł – albo do kochanki, albo kwatery swojego adiutanta Wieniawy-Długoszowskiego. [Ależ to było to samo: Kochanka żyła we dworze Wieniawy-Długoszowskiego md]

W tym samym czasie Rozwadowski do końca wierzy w polskiego żołnierza i stara się w tej wierze potrzymać również Naczelnego Wodza.

Przejawem tej wiary był też sam plan wydania bitwy bolszewikom, uznanej później jako „Cud nad Wisłą”. Podczas gdy doradzający naszemu sztabowi gen. Weygand optował za przekształceniem Stolicy w twierdzę, Rozwadowski przekonuje do ułańskiego uderzenia na lewe skrzydło i tyły armii przeciwnika. Wiedział bowiem, że „albo rozbijemy zupełnie dzicz bolszewicką i udaremnimy tym samym zamach sowiecki na niepodległość Ojczyzny i byt Narodu albo ciężka niedola i nowe jarzmo czeka nas wszystkich bez wyjątku”. Po wielu burzliwych debatach, zdecydowano się na drugi wariant.

Choć nie możemy w 100 proc. wskazać jednoznacznego autora zwycięskiego planu, to zarówno dokumentacja, wspomnienia postronnych jak i talent militarny skłaniają nas ku Rozwadowskiemu. Zwłaszcza, że wobec informacji o przechwyceniu rozkazu przez obcy wywiad, Szef Sztabu Generalnego w ścisłej tajemnicy zdecydował o rozesłaniu ostatecznej, jeszcze ofensywniejszej wersji znanej jako rozkaz nr 10 000. To m.in. dzięki temu manewrowi udało się przechytrzyć bolszewików i zgotować – parafrazując treść rozkazu – „tej czerwonej hordzie takie przyjęcie, że nic z niej nie zostało”.

W Bitwie Warszawskiej 14 polskich dywizji pokonało w walce 30 dywizji armii sowieckiej. W wymiarze militarnym autorem tej wiktorii pozostanie gen. Rozwadowski, natomiast plany przekuli w czyn generałowie; Sikorski, Haller, Latnik i Zagórski. Nie bez znaczenia jest to też zasługa dokonań kontrwywiadu radiowego. Nie zapominajmy jednak, że nawet najchwalebniejsze czyny polskiego oręża nie zdałyby się na nic, gdyby nie szturm modlitewny całego Narodu, wzywający nadprzyrodzonej interwencji.

Arcywróg

W 1921 r. otrzymał stanowisko Generalnego Inspektora Jazdy i przeprowadził modernizację kawalerii. Dostrzegł powstanie na Zachodzie pierwszych wojsk pancernych i doceniając ich przyszły potencjał postulował realizację podobnego pomysłu również w Polsce. Cieszył się niesłabnącym szacunkiem zarówno w wojsku jak i społeczeństwie. I podobnie jak kilka lat temu w armii austriackiej, tak i teraz rosnąca pozycja przysporzyła mu wrogów – tym razem – śmiertelnych.

Piłsudski wiedział, że na drodze do ponownego objęcia władzy stoi nie żaden parlamentarzysta, ale właśnie były Szef Sztabu. Jako legalista i zwolennik apolityczności armii, Rozwadowski nigdy nie stanąłby po stronie spiskowców. Wojsko miało w tej rozgrywce kluczowe znaczenie, dlatego Naczelnik nie mógł pozwolić, by szala przechyliła się na stronę jego oponenta. Efektem tych działań było propagandowe dzieło Rok 1920, w którym dyskredytował Rozwadowskiego, umniejszając jego rolę w ocaleniu Ojczyzny.

Doświadczony dowódca wiedział, że coś się święci. Ostrzegał prezydenta Wojciechowskiego przed rosnącym fermentem w wojsku. Kiedy kolejne apele pozostawały bez reakcji, Rozwadowski nie miał wątpliwości o wiszącej nad rządem konfrontacji z Piłsudskim.

Obaj panowie stanęli z sobą oko w oko w maju 1926 r. Tym razem na ulicach Warszawy polała się bratnia krew, a w toku walk kolejne oddziały dołączały do zamachowców. W obliczu rezygnacji prezydenta Wojciechowskiego, Rozwadowskiemu nie pozostało nic innego jak kapitulacja.

Mimo gwarancji o nieprześladowaniu przeciwników, Piłsudski wtrącił dowódcę wojsk rządowych do więzienia. 61 – letniego generała przetrzymywano w tragicznych warunkach; siedział w jednym bloku z pospolitymi kryminalistami, pozbawiono go kontaktów z rodziną i odmówiono podstawowej opieki zdrowotnej. Na zewnątrz natomiast trwał proces szkalowania generała i oskarżania go o defraudację funduszy publicznych.

Wyszedł na wolność dopiero w następstwie poruszenia opinii publicznej, jaką wywołała broszura Mariana Zdziechowskiego Sprawa sumienia polskiego. W Belwederze spotkał się z Piłsudskim tylko raz, ale nie wiemy co obaj panowie sobie powiedzieli. Pobyt w więzieniu negatywnie odbił się na jego zdrowiu – Rozwadowski zmarł 18 października 1928 r. Pojawiły się pogłoski o jego otruciu. Do takich wniosków doszedł dr Bolesław Szarecki, badający zwłoki generała oraz słynny chirurg lwowski, prof. Tadeusz Ostrowski. Czy tak było w istocie, nigdy się nie dowiemy. Natomiast wymownie brzmi w tym kontekście zakaz przeprowadzenia sekcji zwłok. Wkrótce po wyjściu na wolność w niewiadomych okolicznościach zniknął też przyjaciel Rozwadowskiego, osadzony z nim gen. Włodzimierz Zagórski.

Generał Tadeusz Jordan Rozwadowski został pochowany w ukochanym Lwowie, w obronie którego zdecydowany był zginąć.

Premier Witos, opisując wydarzenia z 1920 stwierdzał, że „od Piłsudskiego różnił się gen. Rozwadowski bardzo silnie tym, że pozostawiając swoją osobę na boku, wierzył w naród i armię i stale to powtarzał. Idąc niezachwianie z tą wiarą naprzód, w bardzo wielkiej mierze przyczynił się też do uchronienia tego narodu od hańby, nie zarobiwszy jak dotąd na jego wdzięczność, gdy inni niezasłużenie hołdy zbierają”.

Jego słowa okazały się prorocze. Tadeusz Rozwadowski wciąż czeka na wdzięczność narodu, a „polowanie na generała” trwa do dziś. W 2020 r. warszawscy radni powiedzieli „nie” dla pomysłu postawienia bohaterowi pomnika. Ich zdaniem, „wystarczającym upamiętnieniem (…) będzie planowany pomnik Bitwy Warszawskiej”.

Piotr Relich

Wspomnienie Adama Kazimierza Czartoryskiego w dwusetną rocznicę śmierci

muzeumzamoyskich.pl/A_K_Czartoryski

Książę Adam Kazimierz Czartoryski urodził się 1 grudnia 1734 roku w Gdańsku, jego rodzicami byli właściciele olbrzymiej fortuny oraz wysokiej pozycji politycznej i społecznej: Maria Zofia z Sieniawskich i August Aleksander Czartoryski. Ojciec Adama był współtwórcą narodowej potęgi Familii (stronnictwa politycznego skupionego wokół rodzin Czartoryskich i Poniatowskich). Zabiegał też bezskutecznie o tron królewski dla swego syna.

O domową edukację młodego Adama dbali francuscy guwernerzy. Później uczęszczał do szkół w Dreźnie i Brukseli. Kształcił się również we Włoszech i Anglii. Przygotowywany do dyplomatycznych funkcji mógł sprawdzić swe umiejętności w wieku 21 lat, wypełniając poselstwo w Wiedniu. Helena Waniczkówna tak pisała:

Do tego „najmilszego kawalera XVIII w.”, władającego niemal wszystkimi językami europejskimi, nie mówiąc o starożytnych, garnęli się najchętniej nie tylko Polacy, ale również cudzoziemcy, którzy wyrażali się o nim z największym uznaniem.[1]

Jego kariera publiczna obfitowała w godności państwowe, był zaangażowanym politykiem, posłem, dyplomatą, współtwórcą Konstytucji 3 Maja. Przewodził Stronnictwu Patriotycznemu. Pozostawał wierny oświeceniowym ideom, czemu dawał wyraz w publicystyce (wydawał czasopismo „Monitor”).

Adam Kazimierz Czartoryski uczestniczył w pracach Komisji Edukacji Narodowej, kierunkując jej działania zarówno na podwyższenie poziomu nauki i jej upowszechnienie, jak i szczególną dbałość o moralność młodzieży. Idee te mógł realizować jako komendant Korpusu Kadetów, czyli Szkoły Rycerskiej, założonej przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1765 roku. Szkoła Rycerska była kuźnią elity intelektualnej. Nauka tam obejmowała: szermierkę, taktykę wojskową i fortyfikację, historię Polski i powszechną, arytmetykę, filozofię, fizykę, geografię, język łaciński, francuski i niemiecki. W ramach tej działalności opracowywał podręczniki dla kadetów, np. „Katechizm moralny dla uczniów Korpusu Kadetów”. Przekazał również na rzecz szkoły część swego księgozbioru. Dzięki tym działaniom młodzi kadeci zyskiwali nie tylko wiedzę i wojskowy warsztat, ale również obycie towarzyskie i system wartości.

Wielką pasją Adama Kazimierza Czartoryskiego, którą podzielała jego żona i podsycała ówczesna moda, był teatr. Książę był nie tylko jego miłośnikiem, ale też twórcą. Pisał dramaty, tłumaczył obcych dramaturgów i komentował jako krytyk teatralny. Wśród jego dorobku dramatopisarskiego są m.in. Panna na wydaniu. Komedia we 2 aktach (wystawiona w Warszawie około roku 1770 na scenie Korpusu Kadetów), Gracz. Komedia w 5 aktach z francuskiego pa. Reniard wytłumaczona, (wystawiona w Warszawie w 1774 roku), Mniejszy koncept jak przysługa. Komedia we 3 aktach przez Daniela Belgrama, przez kamerdynera J. K. Mci (wystawiona w Warszawie w 1777 roku).

W 1761 roku poślubił Izabelę Flemming, jak się okazało nietuzinkową damę o imponującym temperamencie i znacznych ambicjach. Dzięki nim Puławy stały się centrum kulturalno-politycznym, określanym mianem Polskich Aten. Dzieci Adama i Izabelli: Maria, Adam Jerzy, Konstanty i Zofia, podobnie jak rodzice wychowani w wielkim szacunku i estymie dla kultury, historii i sztuki przekazały również kolejnym pokoleniom obowiązek zaangażowania w sprawy ojczyzny. Adam Jerzy, podobnie jak ojciec, pełnił wiele funkcji publicznych, był polskim mężem stanu.

Zmarł 19 marca 1823 roku, w dostojnym wieku prawie dziewięćdziesięciu lat. Współcześni mu określali księcia Adama mianem „Cienia Szanownego”, widzieli w nim postać symbolizującą przeszłość niepodległej Polski. Duchowny Franciszek Ksawery Zachariasiewicz w kazaniu podczas jednego z żałobnych nabożeństw głosił:
w późnej starości, gdy krew z czasem skrzepła i żywotne duchy wiekiem zwątlone, z lekka ustawały, duszę wieloletnią zahartowawszy cnotą, rozstając się z życiem nie uczuł bólów śmierci, lecz spokojnie na żywot wieczny zasnął.[2]

Oficjalne publiczne obrzędy pogrzebowe rozpoczęły się 25 marca i odbywały się najpierw w Sieniawie, potem we Lwowie i w Warszawie, gdzie ostatecznie w kościele Św. Krzyża złożono trumnę ze zmarłym. Tam też spoczęła w 1780 roku zmarła tragiczną śmiercią ukochana córka generała, Teresa. Uroczystości trwały 34 dni, a wśród żałobników stanowiących plejadę najznamienitszych rodzin, przedstawicieli polityki, duchownych byli również wychowankowie Szkoły Rycerskiej, którzy wychowani na Katechizmie kadeckim żegnali „wzór ojca, syna”, nauczyciela i komendanta. Pompa funebris – celebra pogrzebowa – stanowiła akcent staropolski, przywołujący barokowe lata silnej Rzeczypospolitej. Mowy pogrzebowe i kazania poświęcone były podkreśleniu zasług, wychwalaniu cnót i majestatu zmarłego. Kazanie pogrzebowe w warszawskim kościele wygłosił Biskup Krakowski Jan Paweł Woronicz.

Dla ordynatów kozłowieckich, Konstantego i Adama Zamoyskich, Adam Kazimierz Czartoryski był pradziadkiem, ojcem ich pięknej i dobrej babki, Zofii z Czartoryskich Zamoyskiej.

W zbiorach Konstantego Zamoyskiego, który kolekcjonował wizerunki przodków, znalazły się również portrety księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego. Stanowią dziewiętnastowieczne kopie wizerunków, których oryginały malowali znani malarze: Józef Peszka i Józef Grassi.

Literatura:

Whelan, A., Powązki: szkoła uczuć i historii. Wychowanie młodych Czartoryskich. „Rocznik historii sztuki 2014 (39), s. 223-247.

Wdowik, A., Rok 1823 – domknięcie epoki wielkomagnackiego oświecenia. Ostatnia droga Adama Kazimierza Czartoryskiego, komendanta Szkoły Rycerskiej, na tle źródeł funeralnych. W: Kajety Korpusu Kadetów Szkoły Rycerskiej. T. 2. Ludzie – Wartości – Kultura Materialna, 2019. https://doi.org/10.31338/UW.9788323540106.PP.223-264

Waniczkówna H., Polski Słownik Biograficzny, t. IV, z. 3, s. 251. Za: https://pl.wikiquote.org/wiki/Adam_Kazimierz_Czartoryski

https://culture.pl/pl/tworca/adam-kazimierz-czartoryski


[1] Waniczkówna H., Polski Słownik Biograficzny, t. IV, z. 3, s. 251. https://pl.wikiquote.org/wiki/Adam_Kazimierz_Czartoryski

[2] Cytat: Agata Wdowik, Rok 1823 – domknięcie epoki wielkomagnackiego oświecenia. Ostatnia droga Adama Kazimierza Czartoryskiego, komendanta Szkoły Rycerskiej, na tle źródeł funeralnych. W: Kajety Korpusu Kadetów Szkoły Rycerskiej. T. 2. Ludzie – wartości – kultura materialna (2019): n. pag. Web.

259 lat temu założono Szkołę Rycerską

259 lat temu założono Szkołę Rycerską twoje-miasto

zdjęcie: 259 lat temu założono Szkołę Rycerską / By Zygmunt Vogel - www.pinakoteka.zascianek.pl, via Wikimedia Commons

By Zygmunt Vogel – www.pinakoteka.zascianek.pl, via Wikimedia Commons

Szkoła Rycerska (Akademia Szlacheckiego Korpusu Jego Królewskiej Mości i Rzeczypospolitej) – szkoła państwowa założona 15 marca 1765 w Warszawie przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, utrzymywana przez skarb państwa.

Szkoła miała wiele nazw: Akademia Szlacheckiego Korpusu Kadetów J. K. M. i Rzplitej, Królewski Korpus Kadetów, Królewska Kompania Kadetów. Spotykana jest również w literaturze nazwa Szkoła rycerska JPP Kadetów J. K. Mości i Rzplitej.

Stanisław August Poniatowski po objęciu tronu polskiego 7 września 1764 r. zobowiązał się w artykułach pacta conventa do stworzenia instytucji edukacyjnej dla młodzieży szlacheckiej, mając na celu nadzór nad ich właściwym wychowaniem. Król rozpoczął proces tworzenia tej uczelni 15 marca 1765 r. w Warszawie, jednakże pełna organizacja zajęła kilka lat.

Początkowo instytucja nosiła nazwę Akademii Szlacheckiej Korpusu Kadetów, ale powszechnie nazywana była Szkołą Rycerską. W lutym 1766 r. dekretem królewskim połączono Królewską Kompanię Kadetów z Kompanią Kadetów Artylerii, tworząc jednolity Królewski Korpus Kadetów.

Finansowanie Akademii było zapewnione przez państwo, zgodnie z uchwałą sejmową z 1766 r., która przewidywała coroczne środki w wysokości 400 tysięcy złotych polskich ze skarbu koronnego oraz 200 tysięcy złotych litewskich. Te fundusze miały służyć utrzymaniu i edukacji 200 kadetów pochodzących głównie z uboższej szlachty, z których 2/3 pochodziło z obszaru Korony Królestwa Polskiego, a 1/3 z Wielkiego Księstwa Litewskiego. Na początku szkoła otrzymała także jednorazową dotację królewską w wysokości 600 tysięcy złotych polskich.

Przez trzydzieści lat swojej działalności szkoła wychowała około 650 kadetów oraz około 300 eksternów. Została ona zamknięta 30 listopada 1794 r. na mocy decyzji władz rozbiorowych po upadku insurekcji kościuszkowskiej.
Celem Szkoły było przygotowanie młodzieży do pełnienia roli w służbie wojskowej oraz w cywilnych obowiązkach publicznych. Główną ideą, która przyświecała jej powstaniu, była koncepcja „edukacji społeczeństwa poprzez edukację jednostki”. W ramach tego procesu wychowywania młodzieży i rozwijania ich ogólnej wiedzy, Szkoła starała się wpajać szeroki zakres umiejętności i wartości. Była w pewnym sensie analogiczna do pruskich szkół rycerskich, które zostały założone przez Fryderyka II, oraz współczesnych szkół administracyjnych, takich jak francuska École nationale d’administration.

Szefem korpusu Szkoły był król Stanisław August Poniatowski. Funkcję komendanta pełnił Marszałek Trybunału Litewskiego, dowódca Gwardii Litewskiej oraz generał Ziem Podolskich książę Adam Kazimierz Czartoryski. Był on także autorem jednego z podstawowych podręczników: „Prawidła dla Szkoły Rycerskiej”. Wice-komendantem Szkoły zajmującym się sprawami gospodarczo finansowymi początkowo był książę August Kazimierz Sułkowski, a następnie książę Fryderyk Józef Moszyński.

Portret księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego, kopia nieznanego autorstwa wg oryginału Józefa Peszki, Polska, 4.ćwierć XIX wieku; olej, płótno; nr inw. MPK/MR/127

—————————————-

Za wychowanie i nauczanie przedmiotów nie-wojskowych odpowiedzialni byli profesorowie i metrowie (nauczyciele, zwłaszcza tańca, muzyki i języków). Początkowo większość nauczycieli stanowili Francuzi i Niemcy, później również Polacy, często absolwenci Szkoły Rycerskiej.

Niektórzy profesorowie/metrowie:

  • Józef Wodziński – dyrektor wyszkolenia wojskowego,
  • Filip Ordutowski – pierwszy dyrektor naukowy,
  • Mikołaj Chopin – nauczyciel języka francuskiego,
  • John Lind (Anglik) – absolwent uniwersytetu w Oxfordzie, autor koncepcji programowej Szkoły Rycerskiej,
  • Christian Pfleiderer (Niemiec) – profesor matematyki, później dyrektor naukowy,
  • Józef Frankowski – profesor matematyki, fizyki i chemii autor podręcznika „O założeniu Szkoły Rycerskiéy Kaliskiéy”,
  • Louis d’Auvigny (Francuz) – tancmistrz.

Początkowo Szkoła miała charakter wojskowy, jednak w 1768 r. przeszła reformę, stając się średnią szkołą ogólnokształcącą, przygotowującą zarówno oficerów, jak i urzędników państwowych. Program nauczania trwał 7 lat i obejmował naukę języków obcych oraz szeroki zakres przedmiotów humanistycznych, naukowych i technicznych.

Pierwsze dwa lata nauki, czyli tzw. nowicjat, koncentrowały się na podstawowej edukacji, naukach humanistycznych oraz językach obcych. Następnie przez trzy kolejne lata kadeci przerabiali program szkoły średniej, ucząc się historii, geografii, matematyki, fizyki i innych nauk. Ostatnie dwa lata poświęcone były przygotowaniu do służby wojskowej lub cywilnej, w zależności od preferencji ucznia. Kandydaci do służby wojskowej uczyli się inżynierii wojskowej, taktyki, szermierki, a także podlegali dyscyplinie wojskowej. Natomiast ci, którzy wybierali służbę cywilną, zdobywali wiedzę prawniczą i administracyjną.

Uczniowie podlegali rygorom dyscyplinarnym i musieli przestrzegać ustalonego porządku dnia, który obejmował m.in. poranne pobudki oraz udział w mszach świętych. Program szkolenia wojskowego obejmował naukę inżynierii wojskowej, taktyki, musztry, szermierki oraz ćwiczenia polowe, mające na celu rozwinięcie umiejętności przywódczych i taktycznych.

Brytyjczyk: Jesteśmy już w stanie wojny z Rosją

Andrew Bridgen: Jesteśmy już w stanie wojny z Rosją

https://expose-news.com/2024/06/23/andrew-bridgen-we-are-already-at-war-with-russia

W czwartek Andrew Bridgen, niezależny kandydat z północno-zachodniego Leicestershire, dołączył do dziennikarza Resistance GB Willa Coleshilla. Jedną z wielu szokujących rewelacji, które przedstawił, jest to, że Wielka Brytania jest już w stanie wojny z Rosją, ale zainstalowany premier Rishi Sunak oficjalnie nie powiedział o tym parlamentowi ani nie poinformował brytyjskiej opinii publicznej.

Jest kilka powodów, dla których Rishi Sunak zwołał teraz wybory powszechne, powiedział Bridgen. Pan Bridgen podał następujące powody: Sunak wie, że nie ma pod kontrolą inflacji, a ceny żywności gwałtownie wzrosną przed końcem lata; katastrofalna ustawa o Rwandzie dotycząca nielegalnych imigrantów była tylko „na pokaz”, co z biegiem czasu będzie coraz bardziej widoczne dla opinii publicznej; narracja o „bezpiecznych i skutecznych” szczepionkach została skutecznie zniszczona, ale z biegiem czasu jeszcze więcej ludzi zda sobie sprawę, że zostali okłamani. Innym powodem jest wojna z Rosją i być może jej sojusznikami; Sunak nie chce być premierem wojennym.

„Mam swoich informatorów w Ministerstwie Obrony i Rishi Sunak powiedział im sześć [do] ośmiu miesięcy temu – generałom, admirałom i wicemarszałkom lotnictwa – że nie chce być przywódcą wojennym” – powiedział pan Bridgen Coleshill.

„Informacje, które posiadam, są takie, że mamy brytyjski personel – nie będą teraz klasyfikowani jako personel serwisowy, ale byliby w naszym wojsku bardzo niedawno – wystrzeliwujemy brytyjskie pociski rakietowe, pociski Storm Shadow z Ukrainy do Rosji, kontrolowane przez obywateli Wielkiej Brytanii … Amerykanie robią to samo ze swoją bronią.  Robią to także Niemcy, Polacy, Francuzi i wszyscy inni.  W rzeczywistości jesteśmy teraz w stanie wojny z Rosją.  Oni po prostu nie uzgodnili tego z Parlamentem [i] nie powiedzieli oficjalnie Parlamentowi. Nie powiedzieli ludziom. I ta [wojna] eskaluje” – powiedział.

Ale dzieje się wiele dziwnych rzeczy, powiedział Bridgen.  Na przykład Wielka Brytania ogłasza, że jej pociski nuklearne nie działają w tym samym czasie, gdy rząd naciska na pobór do wojska i służbę wojskową.  Innym przykładem jest zamknięcie ostatniej pozostałej fabryki stali, która mogłaby produkować stal zbrojeniową. 

Podejmowane są również próby zmniejszenia ilości żywności produkowanej przez naszych rolników.  „Historycznie rzecz biorąc, za każdym razem, gdy szliśmy na wojnę, nasi przeciwnicy próbowali nas zagłodzić, ponieważ produkujemy tylko około 55% żywności, którą faktycznie konsumujemy” – zauważył Bridgen.

„Niemcy i Francja przyjęły już odpowiednie przepisy, dzięki którym mogą w każdej chwili wprowadzić pobór do wojska. A UE przygotowuje się do sprzedaży obligacji wojennych inwestorom, aby zapłacić za wojnę” – powiedział Bridgen. „Problem ze sprzedażą obligacji wojennych polega na tym, że w rzeczywistości jesteś komuś winien wojnę, prawda?”.

„Potrzebujemy rozsądnych głów. Potrzebujemy mężów stanu w Izbie Gmin, którzy powstrzymają to szaleństwo” – powiedział.  Dodając, że może to łatwo przerodzić się w III wojnę światową. „Mam analityków ds. obrony, którzy przekazują mi informacje, a oni są w służbach i mówią, że w Europie dojdzie do detonacji nuklearnej”.

„Jedynymi ludźmi, którzy wygrywają [wojnę], są superbogaci, a biedni zostaną pogrzebani” – powiedział.

Podczas wywiadu pan Bridgen również dyskutował o :

Zwalczanie COVID i szczepionki na COVID.
Skandal związany z Post Office Horizon.
Skandal z zakażoną krwią. 
Koniec systemu pieniądza fiducjarnego i wprowadzenie w jego miejsce kredytów węglowych.
Gry umysłowe, w które grali, aby go uciszyć. Na przykład mówiąc, że zamierza popełnić samobójstwo.
Korupcja wokół zakupu nieruchomości na potrzeby projektu HS2.
Kontrola mediów korporacyjnych.
Handel dziećmi w Wielkiej Brytanii.
Nielegalna imigracja.
Indoktrynacja dzieci ideologią gender w szkołach.
Pakt Obronny Unii Europejskiej, do którego Partia Pracy, zgodnie ze swoim manifestem, zamierza przystąpić.  Pakt da niewybieralnej Komisji Europejskiej pełną kontrolę nad brytyjską armią, Królewskimi Siłami Powietrznymi, Królewską Marynarką Wojenną, MI5, MI6, GCHQ oraz dostęp do Five Eyes i naszych lokalnych sił policyjnych.

link do wywiadu : https://youtu.be/pidSG5nMkW8

W czwartek Andrew Bridgen, niezależny kandydat z północno-zachodniego Leicestershire, dołączył do dziennikarza Resistance GB Willa Coleshilla. Jedną z wielu szokujących rewelacji, które przedstawił, jest to, że Wielka Brytania jest już w stanie wojny z Rosją, ale zainstalowany premier Rishi Sunak oficjalnie nie powiedział o tym parlamentowi ani nie poinformował brytyjskiej opinii publicznej.

Jest kilka powodów, dla których Rishi Sunak zwołał teraz wybory powszechne, powiedział Bridgen. Pan Bridgen podał następujące powody:

Sunak wie, że nie ma pod kontrolą inflacji, a ceny żywności gwałtownie wzrosną przed końcem lata; katastrofalna ustawa o Rwandzie dotycząca nielegalnych imigrantów była tylko „na pokaz”, co z biegiem czasu będzie coraz bardziej widoczne dla opinii publicznej; narracja o „bezpiecznych i skutecznych” szczepionkach została skutecznie zniszczona, ale z biegiem czasu jeszcze więcej ludzi zda sobie sprawę, że zostali okłamani. Innym powodem jest wojna z Rosją i być może jej sojusznikami; Sunak nie chce być premierem wojennym.

„Mam swoich informatorów w Ministerstwie Obrony i Rishi Sunak powiedział im sześć [do] ośmiu miesięcy temu – generałom, admirałom i wicemarszałkom lotnictwa – że nie chce być przywódcą wojennym” – powiedział pan Bridgen Coleshill.

„Informacje, które posiadam, są takie, że mamy [na Ukrainie] brytyjski personel – nie będą teraz klasyfikowani jako personel serwisowy, ale byliby w naszym wojsku bardzo niedawno – wystrzeliwujemy brytyjskie pociski rakietowe, pociski Storm Shadow z Ukrainy do Rosji, kontrolowane przez obywateli Wielkiej Brytanii … Amerykanie robią to samo ze swoją bronią.  Robią to także Niemcy, Polacy, Francuzi i wszyscy inni.  W rzeczywistości jesteśmy teraz w stanie wojny z Rosją.  Oni po prostu nie uzgodnili tego z Parlamentem [i] nie powiedzieli oficjalnie Parlamentowi. Nie powiedzieli ludziom. I ta [wojna] eskaluje” – powiedział.

Ale dzieje się też wiele dziwnych rzeczy, powiedział Bridgen.  Na przykład Wielka Brytania ogłasza, że jej pociski nuklearne nie działają – w tym samym czasie, gdy rząd naciska na pobór do wojska i służbę wojskową.  Innym przykładem jest zamknięcie ostatniej pozostałej fabryki stali, która mogłaby produkować stal zbrojeniową. 

Podejmowane są również próby zmniejszenia ilości żywności produkowanej przez naszych rolników.  „Historycznie rzecz biorąc, za każdym razem, gdy szliśmy na wojnę, nasi przeciwnicy próbowali nas zagłodzić, ponieważ produkujemy tylko około 55% żywności, którą faktycznie konsumujemy” – zauważył Bridgen.

„Niemcy i Francja przyjęły już odpowiednie przepisy, dzięki którym mogą w każdej chwili wprowadzić pobór do wojska. A UE przygotowuje się do sprzedaży obligacji wojennych inwestorom, aby zapłacić za wojnę” – powiedział Bridgen. „Problem ze sprzedażą obligacji wojennych polega na tym, że w rzeczywistości jesteś komuś winien wojnę, prawda?”.

„Potrzebujemy rozsądnych głów. Potrzebujemy mężów stanu w Izbie Gmin, którzy powstrzymają to szaleństwo” – powiedział.  Dodając, że może to łatwo przerodzić się w III wojnę światową. „Mam analityków ds. obrony, którzy przekazują mi informacje, a oni są w służbach i mówią, że w Europie dojdzie do detonacji nuklearnej”.

„Jedynymi ludźmi, którzy wygrywają [wojnę], są super-bogaci, a biedni zostaną pogrzebani” – powiedział.

Podczas wywiadu pan Bridgen również dyskutował o :

Zwalczanie COVID i szczepionki na COVID.
Skandal związany z Post Office Horizon.
Skandal z zakażoną krwią. 
Koniec systemu pieniądza fiducjarnego i wprowadzenie w jego miejsce kredytów węglowych.
Gry umysłowe, w które grali, aby go uciszyć. Na przykład mówiąc, że zamierza popełnić samobójstwo.
Korupcja wokół zakupu nieruchomości na potrzeby projektu HS2.
Kontrola mediów korporacyjnych.
Handel dziećmi w Wielkiej Brytanii.
Nielegalna imigracja.
Indoktrynacja dzieci ideologią gender w szkołach.
Pakt Obronny Unii Europejskiej, do którego Partia Pracy, zgodnie ze swoim manifestem, zamierza przystąpić.  Pakt da niewybieralnej Komisji Europejskiej pełną kontrolę nad brytyjską armią, Królewskimi Siłami Powietrznymi, Królewską Marynarką Wojenną, MI5, MI6, GCHQ oraz dostęp do Five Eyes i naszych lokalnych sił policyjnych.

link do wywiadu : https://youtu.be/pidSG5nMkW8

Zakaz dla krzyża w Warszawie to jedynie zapowiedź antykatolickiej ofensywy rządu Tuska?

Zakaz dla krzyża w Warszawie to dopiero początek?

magnapolonia/zakaz-dla-krzyza-w-warszawie

Wszystko wskazuje na to, że wprowadzony w Warszawie przez skrajnie lewicowego prezydenta Rafała Trzaskowskiego zakaz eksponowania krzyża w miejscach publicznych, stanowi jedynie zapowiedź antykatolickiej ofensywy rządu Tuska.

Sprawę opisał portal nczas.com.

Zakaz dla krzyża w Warszawie to dopiero początek. Kolejną odsłonę walki z Polakami i katolikami zapowiedział już Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny RP, Ukrainiec Adam Bodnar. Tenże przygotował nowelizację kodeksu karnego, która zakłada cenzurowanie debaty publicznej pod pozorem walki z tzw. „mową nienawiści”.

Karą do trzech lat więzienia ma być zagrożone np. twierdzenie, że sodomia to grzech i zboczenie, a u człowieka są tylko dwie płcie.

W życie wejść mają także niemieckie standardy edukacji seksualnej. Zakładają one, że 4-latki mają być uczone podstaw seksualności, 6-latki – masturbacji, a 9-latki wyrażania zgody na seks. Zbiega się to w czasie z niemieckimi zmianami kodeksu karnego, które pedofilię będą traktować jak wykroczenie zagrożone śmiesznie niską karą, a nie jak dotąd – jako przestępstwo.

1 czerwca, w Dzień Dziecka, weszła w życie ustawa o wsparciu państwowym dla in-vitro. Łącznie aż do 2026 roku ze środków publicznych zostanie wydane na ten niegodziwy cel 2,5 miliarda złotych. Ustawę, która to reguluje, podpisał prezydent Andrzej Duda – ten sam, który deklarował przywiązanie do wartości katolickich. Choć Kościół jednoznacznie zakazuje in-vitro, katoliccy rzekomo politycy przyjęli ten program w imię “zażegnania kryzysu demograficznego”.

Jak widzimy, wchodzimy w etap jawnej walki z wiarą katolicką i polskimi tradycjami, a także w etap upowszechniania pedofilii. Chrześcijaństwo jest bowiem trzecim w kolejności historycznej (po greckiej filozofii i rzymskim prawie) fundamentem cywilizacji łacińskiej. Dążący do zniszczenia tej cywilizacji euro lewacy chcą więc wyeliminować chrześcijaństwo.

Czy my, wierzący Polacy na to pozwolimy?

Mamy brązowy Medal w UE !! Na 27 państw !!

Bieguny biedy w Unii Europejskiej. Polska obecna w niechlubnym gronie

Damian Słomski 24 czerwca 2024, businessinsider/najbogatsze-i-najbiedniejsze-kraje-w-ue

Polska jest w trójce krajów Unii Europejskiej, w których majątek w przeliczeniu na pojedynczego dorosłego obywatela jest najmniejszy. Średnio pięciu Kowalskich ma razem tyle, co typowy Muller. Pocieszający jest fakt, że nie mamy poczucia większego zagrożenia ubóstwem lub wykluczenia społecznego niż inne kraje.

Zestawienie krajów UE według wielkości majątku
Zestawienie krajów UE według wielkości majątku | Foto: Damian Słomski/Business Insider, Artem Kontratiev / Shutterstock
  • Bieguny biedy w UE znajdują się w Europie Wschodniej i na Bałkanach
  • Najbogatsza nacja w przeliczeniu na osobę dorosłą jest ponad 10-krotnie zamożniejsza niż najbiedniejsza
  • Majątek na głowę dorosłej osoby w najmniej zamożnym kraju ekonomiści oszacowali na około 42 tys. euro, co daje blisko 180 tys. zł
  • W Polsce średnia nie jest wiele wyższa, ale widać bardzo dużą różnicę między tą miarą a medianą

Obywatele Unii Europejskiej niedawno wybrali swoich przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego. Teraz trwa walka o stołki i układ sił w nowym rozdaniu, co wyznaczy kierunki polityki na kolejne lata. Jednym z zagadnień, które może wkrótce wrócić, jest temat Europy dwóch prędkości i podziału na zamożniejsze i biedniejsze kraje?

Nie można udawać, że nie istnieje przepaść między niektórymi krajami. Dobrze pokazuje to raport poświęcony globalnemu bogactwu, opracowany przez ekonomistów szwajcarskich instytucji finansowych Credit Suisse i UBS, który na podstawie danych za 2022 r. pokazał, że najbogatsza nacja w przeliczeniu na osobę dorosłą jest ponad 10-krotnie zamożniejsza niż najbiedniejsza.

Dysfunkcyjne dziwnikarstwo zbulwersowane kolorem skóry nachodźców

Dysfunkcyjne dziwnikarstwo zbulwersowane kolorem skóry nachodźców

Autor: CzarnaLimuzyna , 24 czerwca 2024

Od pewnego czasu ośrodki lewicowej propagandy zwane mediami głównego ścieku rozdzierają szaty z powodu pokazywania zdjęć i filmów przedstawiających nachodźców mających ciemny kolor skóry. Ciemny kolor skóry… a jaki mają mieć kolor skóry Arabowie, Murzyni i Azjaci? Dysfunkcyjne dziwnikarstwo przy aktywnym udziale partyjnego lewactwa z pokazywania nachodźców o ciemnym kolorze skóry usiłuje zrobić „rasizm”.

Są to typowe psychologiczne sztuczki, wirtualne zasieki, w których grzęzną rzekomi lub nieudolni obrońcy polskiej racji stanu. Hucpa z wymyślonym rasizmem ma odwrócić uwagę od pracujących w pocie czoła przemytników oraz od przekraczających granicę od strony Ukrainy przesiedleńców. Ale akurat o tym pani Anna Bryłka, przedstawicielka Konfederacji, słowem się nie zająknie, a mając wielokrotnie okazję zrobić to w mediach, nie raz chowała głowę w piasek gorliwie zaprzeczając: Stop ukrainizacji Polski nie jest hasłem Konfederacji, Stop ukrainizacji Polski nie jest hasłem Konfederacji…

Jeszcze gorzej zachowują się obłudni-lewoskrętni politycy PiS, którzy zapoczątkowali wszystkie destrukcyjne procesy, które teraz, z rosnącą intensywnością, kontynuuje Tusk. Słomianym patriotom wciąż zapatrzonym w cuchnących podsemityzmem lewaków Kaczyńskiego, przypominam:

Zasadniczym podziałem był, jest i pozostanie podział na dobro i zło, prawdę i kłamstwo.

To są główne granice podziału pomiędzy ludźmi prawymi a lewoskrętnymi, pomiędzy prawicą a lewicą. Praworządność stara się nawiązywać (w praktyce) do prawa naturalnego, leworządność (w praktyce)  do ideologii antykultury, czerwonego i brunatnego przykrytego zielenią ładu oraz każdej innej aberracji, a w tym idei etnicznej podmiany.

Grafika: Evgenij Kungur

O autorze: CzarnaLimuzyna

Tak bredzą rządzący nami klimatyści… „Co ja mogę panu na tym etapie więcej powiedzieć”.

„Tak rozmawia się z ludźmi oderwanymi od rzeczywistości”. Warzecha upokorzył wiceministra klimatu

23.06.2024 nczas/oderwanymi-od-rzeczywistosci-warzecha-upokorzyl-wiceministra-klimatu

Łukasz Warzecha oraz wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała.
Łukasz Warzecha oraz wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała. / foto: screen Super Ring

Dziennikarz i publicysta Łukasz Warzecha na wizji upokorzył wiceministra klimatu i środowiska Mikołaja Dorożałę. Najlepiej tę debatę podsumowuje fragment dyskusji, kiedy to Warzecha stwierdził, że wiceszef resortu klimatu „mówi ogólnikami”, na co ów odpowiedział: „co ja mogę Panu na tym etapie więcej powiedzieć”.

Gościem Warzechy w programie „Warzecha kontra” był wiceminister klimatu. Choć rozmowa miała miejsce dwa tygodnie temu, dopiero teraz jej fragmenty zaczęły zyskiwać popularność w sieci.

Dorożała przekonywał między innymi, że „z funduszy europejskich mamy wpompować, tylko w Polsce, w perspektywie tej długofalowej, prawie sto miliardów złotych w ocieplanie budynków”.

Oceny skutków wprowadzenia dyrektywy budynkowej, bo mówi Pan o ocieplaniu budynków, są szacowane, w zależności od tego kto szacuje, na od biliona do półtora biliona złotych. Pan mówi o 100 miliardach – powiedział Warzecha.

Niedawno w jednym z programów telewizyjnych państwa, czyli Polski 2050, kandydatka do Parlamentu Europejskiego, p. Róża Thun, pytana o to, czy zgodnie z deklaracją waszego lidera pana Szymona Hołowni będzie walczyła w Parlamencie Europejskim z dyrektywą EPBD, czyli właśnie tą budynkową, powiedziała, że nie ma z czym walczyć, bo będą świetne kredyty – zauważył dziennikarz i przypomniał, że w dyrektywie słowo „kredyty” pojawia się jedenastokrotnie.

Zdaniem Warzechy „interes” na wprowadzeniu dyrektywy zrobią „w pierwszej kolejności banki, które będą udzielały tych kredytów”. – W drugiej kolejności sektor, który będzie zapewniał te ocieplenia, renowacje, tak jak się to w dyrektywie nazywa, tylko, że to będzie wymuszone. To nie jest naturalny proces rynkowy – podkreślił publicysta.

Tu jest potrzebna strategia (…) mechanizmy rynkowe mogłyby spowodować, że na poziomie unijnym, ci ludzie nigdy by nie wyszli z tego, jeśli zostaliby zostawieni sami sobie w kontekście tego, jak oni mają sobie dzisiaj poradzić w tym 300-metrowym mieszkaniu wybudowanym w 65 roku, gdzie zostali tam sami, dwójka starszych osób – przekonywał Dorożała.

A tak to bank je przejmie po prostu – odparł Warzecha.

Nie. Ja widzę rolę państwa i Unii Europejskiej w kontekście stymulanta pewnych procesów – zaprotestował wiceminister.

Ale ktoś musi za to zapłacić. Pan mówi o stu miliardach, a ja mówię o półtora biliona kosztów, a najmniej bilionów – podkreślił dziennikarz.

Ale o jakiej skali Pan mówi teraz czasowej? – pytał Dorożała, a Warzecha wyjaśnił, że „mówi o takiej skali, jaką zakreśla dyrektora ETBD”.

A czym jest zwrot z tych kosztów? Trzeba coś, żeby coś wyciągnąć, żeby z tej inwestycji coś wyciągnąć, trzeba coś zainwestować – brnął dalej wiceminister.

https://nczas.info/2024/06/22/proste-pytanie-pokonalo-klimatyste-warzecha-masakruje-ministra-video/embed/#?secret=aW1LMNJbNv#?secret=JOHuBxKurQ

Pan płaci, pani płaci…

Eksperci szacują w tej chwili, że dostosowanie domu wybudowanego w standardach sprzed około 10 lat do standardów dyrektywy EPBD to jest koszt rzędu 200-300 tysięcy złotych. Jeżeli Pan chce i Pana na to stać, proszę bardzo, może pan zainwestować te pieniądze i potem się cieszyć niższymi rachunkami (…) Ale jeżeli Pana nie stać, to co? A dyrektywa, jak Pan doskonale wie, nakłada obowiązek stworzenia takiej struktury tych paszportów energetycznych i powoduje, że Pan nie będzie mógł dysponować swoją własnością, jeżeli pan nie podciągnie swojej nieruchomości do odpowiedniego standardu – zauważył Warzecha.

Wie pan, tego typu język oczywiście pobudza wyobraźnię i może powodować jakiś strach i lęk, że teraz ktoś chce nam zabrać… – oburzył się wiceszef resortu klimatu. – Mówimy o całym systemie wsparcia finansowego, dofinansowań, przejścia jakiegoś trudnego procesu, zaplanowania tego procesu, żeby go rozwiązać w czasie.

Pan mówi ogólnikami. Powiedział Pan o 100 miliardach – wtrącił Warzecha.

Ale co ja mogę Panu na tym etapie więcej powiedzieć. My rozmawiamy o idei tego. My jesteśmy w momencie… – opowiadał Dorożała.

O jakiej idei? Ta dyrektywa weszła w życie – powiedział, nie móc powstrzymać śmiechu, Warzecha. I tu do głosu na dłuższą chwilę doszedł wiceminister:

Ale wie Pan, co się dzieje w całej debacie społeczno-politycznej teraz, tak? Żer my rozmawiamy o tym, o jakimś zamachu teraz Unii Europejskiej na wolność. Mówi Pan o kosztach, które są. Ja Panu o tym, że z perspektywy dzisiaj polskiego społeczeństwa, kwestii całej zmiany, w której dzisiaj jesteśmy w tej części Europy pod kątem tego, z czego my w ogóle będziemy brać energię, o tych wampirach energetycznych, gdzie ludzie zostali sami sobie zostawieni i mają te domy do ogrzania, ich nie stać, żeby te domy ogrzać. Mówimy teraz o przeprowadzeniu tego systemu transformacji w sposób sprawiedliwy po to, żeby docelowo na tym skorzystać.

Ale co to znaczy sposób sprawiedliwy? – zapytał Warzecha.

W taki sposób, że nie można tych ludzi zostawić samych sobie. Mówimy o pełnym wsparciu – odparł Dorożała.

A kto za to zapłaci? – nie ustępował dziennikarz.

Zapłaci za to każdy obywatel Unii Europejskiej – przyznał wiceminister.

Prawdziwe mechanizmy władzy w czasach ostatecznych. Jak potoczy się końcowa rozgrywka w tym „meczu do jednej bramki”?

Prawdziwe mechanizmy władzy w czasach ostatecznych

Jak potoczy się końcowa rozgrywka w tym „meczu do jednej bramki?

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUN 23
 
READ IN APP
 

Czasy w których żyjemy charakteryzują się dualizmem systemowym.

Z jednej strony mamy formalne struktury międzynarodowe (ONZ, UE, BRICS, itd.), oraz państwa ze wszystkimi ich atrybutami, jak rządy, wojsko, organizacje polityczne, itd., a z drugiej nieformalne, fundowane przez korporacje (WEF, WHO), półtajne (np. Bilderberg, i zupełnie tajne, jak rzeczywiści władcy naszego globu.

Przedstawienie grane nieustannie przez „struktury formalne” absorbuje uwagę tej części społeczeństwa, która uważa się za zainteresowaną sprawami świata.  Jakikolwiek obrót ten spektakl by nie przyjął, nie ma on istotnego wspływu na bieg wydarzeń.

O losie Ludzkości decydują natomiast „struktury nieformalne”, które w dużej mierze mają charakter duchowy, okultystyczny.

Od momentu kiedy to Imperium Rzymskie rozpędziło plemię szatańskie po całym swoim terytorium, rozpoczęło ono budować wspomniane struktury, najpierw  w Rzymie, potem w Europie, a ostatecznie w Ameryce, gdzie władzę polityczną i militarną sprawuje w  zbudowanym przez Iluminatów Waszyngtonie, finansową na Wall Street, a duchową w Hollywood.

Aby uniknąć rozwodnienia tego tematu rzeki, ograniczam się tylko do najbardziej istotnych elementów.

Jak w szatańskim jest zwyczaju, imituje on w karykaturalny sposób  Boskie Koncepcje.   Jego „apostołami” są globalni oligarchowie finansowi, którzy utrzymują swą anonimowość pod szyldami różnorakich funduszy inwestycyjnych i korporacji.  One to są fundatorami takich organizacji jak WEF (Światowe Forum Ekonomiczne), WHO (Światowa  Organizacja Zdrowia), itd. 

Specjalne miejsce w tej szaradzie zajmuje Hollywood, odgrywający rolę stolicy duchowej i kulturowej NWO (Nowego Porządku Światowego).  W miarę stopniowego szatańskiego „uświęcania się” zarówno obraz, jak i produkty Hollywood stawały się coraz bardziej płaskie, prymitywne i odrażające.  Aby uzyskać „sukces” w tym środowisku, należy stać się członkiem masonerii i „uświęcać” swe „członkostwo”, rytualnym piciem krwi niemowląt.  NIE, nie są to oszczerstwa rozprzestrzeniane rzekomo przez wrogów szatańskiego plemienia!  Są na to setki TWARDYCH DOWODÓW, pochodzących od tych, którzy nie wytrzymali tej formy „kariery” i zaczęli publicznie dawać świadectwo PRAWDZIE.  Materiał dowodowy jest tak przeogromny, a przy tym przerażający, że nawet sam „książę kłamstwa”, nie próbuje tego negować, a jedynie usuwać ze światła dziennego największe dowody swego ”sukcesu”.

Kolejnym filarem władzy jest Davos, czyli WEF, z jakiegoś niezrozumiałego  powodu noszące nazwę „Światowego Forum Ekonomicznego”.  Jego głową jest stary błazen Klaus Schwab, a ideologiem Yuval Harari, izraelski pederasta, który chełpi się tym, że „stracił cnotę w stosunku płciowym ze Schwabem”.

Głównym zadaniem tej organizacji jest szkolenie „młodych liderów”, „influencerów” i innych agentów, których następnie wmontowuje się w „struktury formalne” na całym świecie, zapewniając sobie tym samym ich pełną dyspozycyjność.

Truizmem jest stwierdzenie, że proces ten trwa już dekady, a zapewne i wieki, ale dopiero teraz osiągnął pełne „nasycenie” i kontrolę złego nad niemal całym światem.

Korzystając z pierwszego nasuwającego się przykładu:  „kibicowanie” którejkolwiek ze stron w konflikcie banderowskim, to groteska, biorąc pod uwagę fakt, że po obu jego stronach zarządzającymi są globaliści.  Po fałszywej „pandemii” proces depopulacji jest kontynuowany na ukraińskich stepach, a wszystkie inne zagadnienia zostaną rozwiązane „pod stołem”, oczywiście przy założeniu, że nie doprowadzą oni do konfliktu jądrowego!

Nie są natomiast groteskowymi próby zapobiegnięcia udziału w tej rzezi obywateli III RP, tak jak udało się to już osiągnąć Węgrom.

Leksykon IKEA w awangardzie postępactwa… LGBTQIKEA.

Żydzi, murzyn i dwie płcie. IKEA opublikowała leksykon języka. Czytając, co chwilę łapaliśmy się za głowę

23.06.2024 nczas/zydzi-murzyn-i-dwie-plcie-ikea

Wydawałoby się, że firma z meblami oraz wyposażeniem domu winna zajmować się ich sprzedażą. Nic jednak bardziej mylnego. IKEA ruszyła na ratunek naszemu ojczystemu językowi i przygotowała „Leksykon dobrego języka”, który nikomu do niczego nie jest potrzebny i którego nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien brać na poważnie.

IKEA od lat stoi w awangardzie postępactwa. Na swojej stronie internetowej chwali się, że „od dawna stoi w obronie praw osób należących do społeczności LGBTQ+, tak aby czuły się mile widziane, szanowane i doceniane za to, kim są”. Podobno orientacji seksualnej się nie wybiera, a więc nie bardzo widzimy powód do tego, aby kogoś doceniać za to, że preferuje w kontekście seksualnym osoby tej samej płci.

Najwidoczniej jednak taki powód dostrzega IKEA, której pracownicy wzięli udział w tzw. paradzie równości. Firma chwali się też, iż we współpracy z programem Global Diversity Champions w Stonewall przygotowała zestaw działań, aby „okazać wsparcie LGBTQ+”.

Oprócz promocji owych ruchów, IKEA w wolnym czasie zajmuje się też walką z katolikami. Kilka lat temu głośna była sprawa zwolnienia pracownika w związku z jego komentarzami, w których posługiwał się cytatami z Biblii, krytycznie wypowiadając się o LGBT.

Język inkluzywny

Teraz IKEA przygotowała kilkudziesięcio-stronnicowy dokument nt. rzekomo dobrego języka. „Język inkluzywny (inaczej włączający) nie dyskryminuje, zauważa wszystkie osoby i ułatwia komunikację w codziennym życiu” – czytamy we wstępie. Nie jest to prawda, gdyż komunikacja łatwiejsza jest w języku, który przez lata naturalnie ewoluował, a nie za pomocą sztucznie wprowadzanych pojęć.

We wstępie Maciej Makselon, ambasador kampanii #ZmieniamyNarracje, używa zwrotu „każde z nas”, zamiast napisać zwyczajnie „każdy z nas”. Dobry język, który proponuje IKEA to rzekomo „uszanowanie potrzeb konkretnych grup i jednostek”. To jednak znów nie jest prawdą, gdyż potrzeby osób, które nie chcą używać nowomowy, nie są zauważane.

W dokumencie czytamy m.in., że inwalida albo kaleka, to rzekomo „stygmatyzujące zwroty”. Znacznie bardziej empatycznie jest podobnież mówić „osoba z niepełnosprawnością”. Okazuje się także, iż nie ma już osób chorych psychicznie, ale są osoby „w kryzysie zdrowia psychicznego”.

Znacznie ciekawiej robi się w sekcji LGBTQIKEA.

Otrzymujemy poradę, by nie używać sformułowań kończących się na -izm, jak homoseksualizm, gdyż „określenia kończące się -izmem kojarzą się z pojęciami medycznymi (nazwami chorób lub zaburzeń) lub nazwami ideologii”. Jeśli faktycznie tak jest, to są to sformułowania jak najbardziej trafne.

Okazuje się, iż nie należy mówić także o dwóch płciach, gdyż „określenie to sugeruje, że istnieją tylko dwie płcie, co jest niezgodne z obecną wiedzą naukową”. Jaką wiedzą naukową kierowała się w tym przypadku IKEA nie wiemy, pozostaje nam więc jedynie zaufać nauce, podobnie jak w czasach ogłoszonej pandemii koronawirusa.

W kwestii rozmaitych mniejszości również nie można się nudzić. Zakazane jest używanie słowa „żydzić”, gdyż „to negatywne określenie pochodzi od wyznawcy judaizmu (żyd)”, a więc dalsze wyjaśnianie tego, to zupełnie niepotrzebna jest. Rzecz jasna na – nomen omen – czarną listę trafiło także słowo murzyn, ponieważ funkcjonuje wiele zwrotów, „które są obraźliwe i tworzą negatywny obraz osób o czarnym kolorze skóry”.

Za głowę można złapać się po raz kolejny czytając, iż określenie nielegalny imigrant jest „bardzo krzywdzące i stygmatyzujące”, a więc „powinno całkowicie zniknąć z dyskusji o migracji”. W pierwszej kolejności powinni jednak zniknąć nielegalni imigranci. Nie będzie zaskoczeniem, jeśli napiszemy, że bardzo nieładnie podobno jest mówić też: Eskimos, Indianin, Cygan albo żółtodziób.

A kto stoi za tym dokumentem? Jak czytamy materiał został przygotowany w ramach kampanii IKEA #ZmieniamyNarracje, a pomocą przy jego współtworzeniu posłużyły: Mudita, Kampania Przeciw Homofobii, Fundacja Ocalenie, Salam Lab, Dialog Pokoleń, Nomada oraz Fundacja w Stronę Dialogu.