Pogorszył się stan polskiego żołnierza rannego podczas obrony granicy z Białorusią przed imigrantami. Według nieoficjalnych informacji, jest w stanie śmierci klinicznej.
Najpierw, w czwartek rano, o pogorszeniu stanu zdrowia żołnierza poinformował Michał Jelonek z TV Republika. „Rozmawiałem przed chwilą z mjr Magdaleną Kościńską, rzecznik 16 Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej. Stan naszego żołnierza, ranionego nożem kilka dni temu przez nielegalnego imigranta na granicy z Białorusią pogorszył się. W tej chwili walczy o życie” – napisał na Twitterze/X.
Kilka godzin później znacznie gorsze wieści: Żołnierz jest w stanie śmierci klinicznej. Został przetransportowany z Hajnówki do warszawskiego szpitala na Szaserów. Towarzyszy mu rodzina.
„Z nieoficjalnych informacji naszego reportera wynika, że lekarze wraz z bliskimi mają teraz podejmować decyzje, czy, a jeśli tak, w jaki sposób kontynuować procedury podtrzymywania życia poszkodowanego żołnierza” – czytamy.
Atak na polskiego żołnierza miał miejsce pod koniec maja nad ranem, na odcinku granicy w okolicach Dubicz Cerkiewnych (Podlaskie). Próbę siłowego, nielegalnego przekroczenia granicy przez grupę migrantów powstrzymywali żołnierze i funkcjonariusze SG.
Jeden z żołnierzy (szeregowy z 1. Warszawskiej Brygady Pancernej w Warszawie-Wesołej), używając tarczy ochronnej, zablokował wykonany przez migrantów wyłom w opłotowaniu. Wówczas z drugiej strony płotu sprawca – po przełożeniu ręki przez płot – ugodził go nożem w okolicy klatki piersiowej.
Nóż utkwił w ciele żołnierza. W trakcie udzielania pomocy rannemu, osoby przebywające po białoruskiej stronie cały czas rzucały w ich kierunku gałęziami i kamieniami. Ranny żołnierz trafił do szpitala, w sumie przeszedł już trzy operacje.
=======================
Władysław Kosiniak-Kamysz przyznał, że wiedział wcześniej o aresztowaniu polskich żołnierzy za oddanie strzałów ostrzegawczych na granicy polsko-białoruskiej podczas ataku imigrantów. Publicznie zareagował jednak dopiero wtedy, gdy napisały o tym media. Minister obrony narodowej jako linię obrony przyjął narrację, że nie wiedział o sposobie zatrzymania żołnierzy, który ocenia jako „bulwersujący”. W trakcie konferencji prasowej po prostu z niej uciekł.
==============================
Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak uważa, że minister sprawiedliwości Adam Bodnar oraz szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz powinni podać się do dymisji. Podkreślił, że aresztowanie żołnierzy za użycie broni wobec migrantów jest nieakceptowalną sytuacją.
Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu
BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!
WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.
Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).
Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie: Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).
Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był j e d y n ą Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.
W ciągu najbliższych pięciu lat mają osłabnąć działania unijnych instytucji w zakresie wdrażania Zielonego Ładu. Będzie to wynikać nie tylko z przetasowań w Parlamencie Europejskim w następstwie wyborów czerwcowych, ale przede wszystkim w związku z ogromnymi kosztami i rosnącym sprzeciwem wobec zielonej transformacji oraz wskutek zaostrzenia rywalizacji państw. Niemniej, analitycy z European Council on Foreign Relations radzą postępowcom, co mają zrobić, aby udało się posuwać „zieloną” rewolucję naprzód.
W analizie „Winds of change: The EU’s green agenda after the European Parliament election” ECFR szczegółowo opisuje czynniki mające wpływ na osłabienie impetu działań klimatycznych w ciągu najbliższych pięciu lat.
Przyszła Komisja Europejska i Parlament będą się mierzyć z większymi zagrożeniami dla bezpieczeństwa i konkurencyjności, rosnącymi kosztami eko-cyfrowej transformacji, rosnącymi napięciami handlowymi między USA a Chinami. Wciąż niepewne są wyniki wyborów prezydenckich w USA, ważą się losy wojny Rosji z Ukrainą.
ECFR spodziewa się „dalekosiężnych konsekwencji” dla unijnej polityki handlowej, technologicznej i klimatycznej dyplomacji. Zapewnia jednak, że „argumenty za działaniami klimatycznymi pozostają jasne, łącznie z ich rolą w europejskim systemie bezpieczeństwa i konkurencyjności”. Jednak „postępowcy klimatyczni będą musieli zastosować przekonujące narracje, zasoby strategiczne i zaangażowanie dyplomatyczne, aby realizować możliwie najlepszy program klimatyczny podczas następnego cyklu instytucjonalnego UE”.
O ile wybory w 2019 r. do Parlamentu Europejskiego otwarły drogę do wzmocnienia tzw. zielonej fali, dzięki czemu można było realizować agendę klimatyczną i uczynić z „zielonej transformacji” priorytet głównych partii, inicjując Europejski Zielony Ład i przyjmując w 2021 r. Europejskie prawo o klimacie, czyniąc cel Unii Europejskiej dotyczący zerowej emisji gazów cieplarnianych netto do 2050 r. prawnie wiążącym i wyznaczając cel w zakresie emisji na 2030 r. oraz zatwierdzając pakiet środków „Fit for 55” służących osiągnięciu tych celów, o tyle obecnie należy spodziewać się spowolnienia działań w tym zakresie.
ECFR zaleca, by więcej zainwestować w propagandę na temat ekstremalnych zjawisk pogodowych, wspierać działania, które obniżałyby koszty zielonych technologii i kłaść nacisk na konieczność ograniczenia zależności energetycznej od „reżimów autorytarnych”.
Zdaniem analityków „dalsze wdrażanie Europejskiego Zielonego Ładu wisi na włosku z czterech głównych powodów”.
Przynajmniej na dzień dzisiejszy istnieje poważna obawa o wynik wyborów do Parlamentu Europejskiego i zwiększenia udziału europosłów przeciwnych polityce klimatycznej.
Po drugie, narasta sprzeciw obywateli w całej Europie wobec ogromnych kosztów transformacji, co ma wykorzystywać „populistyczna prawica” rzekomo strasząc „internacjonalistycznym spiskiem” i przez to „rządy w całej UE stają się bardziej nieufne wobec wspierania nowych środków Europejskiego Zielonego Ładu, a tendencja ta może się pogorszyć, biorąc pod uwagę, że kolejna faza porozumienia – skupiająca się na sektorach mieszkalnictwa i transportu – będzie miała bardziej widoczny wpływ na jednostki i rodziny niż poprzednia faza” wdrażania Zielonego Ładu.
Po trzecie rośnie opór organizacji biznesowych domagających się skupienia na kwestii konkurencyjności europejskich produktów.
I po czwarte szersze otoczenie geopolityczne, w tym wybory prezydenckie w USA, poważne napięcia handlowe między Chinami a Zachodem; ewolucja wojny Rosji z Ukrainą, bynajmniej nie sprzyjają forsowanej polityce klimatycznej.
Europejscy decydenci poważnie obawiają się zmiany władzy w USA i wycofania wsparcia przez kolejną administrację dla Ukrainy. UE musiałaby przejąć ciężar kontynuowania wojny z Rosją przez Kijów, a to osłabiłoby możliwości pogłębienia integracji i wdrażania kosztownej polityki klimatycznej.
ECFR kreśli różne scenariusze rozwoju sytuacji w UE w szerszym kontekście międzynarodowym. Jak zaznacza think tank, to nie są prognozy, lecz różne warianty wydarzeń, które powinny być podstawą do dalszych dyskusji.
Jednak think tank powołuje się na aktualne prognozy innych organizacji sugerujące, że po wyborach do Parlamentu Europejskiego – Europejska Partia Ludowa (EPP), RE i Postępowy Sojusz Socjalistów i Demokratów (S&D), które wyznaczyły szefową KE Ursulę von der Leyen w 2019 r. ma zachować większość, choć mniejszą od obecnej. Frakcja pozostanie największą grupą polityczną w parlamencie.
To ona miałaby nadal ustalać program i zatwierdzać kolejnego przewodniczącego Komisji. Ta koalicja nadal będzie starała się realizować politykę Zielonego Ładu, ale prawdopodobnie będzie potrzebować wsparcia ze strony Braci Włoch lub Zielonych/ALE. Wciąż najpoważniejszą kandydatką na szefową KE pozostaje von der Leyen. Think tank uważa, że jeśli w skład następnej komisji wejdzie „ambitny wiceprzewodniczący wykonawczy z silnym mandatem w zakresie działań klimatycznych”, to jest szansa, że program „Fit for-55” będzie realizowany, „nawet jeśli nowe postępy w rolnictwie i leśnictwie staną się trudne”.
Jest wielce prawdopodobne, że pewne regulacje zostaną jednak zmodyfikowane, by nie osłabiać zanadto konkurencyjności europejskiego przemysłu rolno-spożywczego. Pewne wymogi, które miałyby być spełnione do 2030 r. także mogą zostać poluzowane ze względu na ochronę konkurencyjności przemysłu i istnienie „równych warunków działania z partnerami międzynarodowymi”.
W razie dużych zysków partii prawicowych, należy spodziewać się obniżenia ambicji klimatycznych przyszłego Parlamentu Europejskiego w głosowaniach nad konkretnymi przepisami.
Badania opinii publicznej w Europie wykazały, że chociaż wielu respondentów uznaje „kryzys klimatyczny” za drugie najważniejsze zagrożenie, to jednak wciąż priorytetem dla nich jest płacenie niższych rachunków za prąd niż hipotetyczna redukcja emisji gazów cieplarnianych.
Również politycy są „już bardzo zdenerwowani kosztami politycznymi priorytetowego traktowania środków środowiskowych i klimatycznych w obliczu protestów dotyczących sytuacji gospodarczej” np. decyzja prezydenta Francji Emmanuela Macrona o szybkim wycofaniu się z umowy o wolnym handlu między UE a Mercosurem w lutym, kiedy rolnicy wyszli na ulice.
ECFR spodziewa się nasilenia protestów rolników w związku z tym, że w pierwszej fazie wdrażania Zielonego Ładu raczej unikano zmian w sektorach wrażliwe politycznie, w tym w rolnictwie. Po wyborach spodziewane jest przyspieszenie wdrażania rozwiązań legislacyjnych uderzających w rolnictwo.
Jeden ze scenariuszy przewiduje trudności KE w zapewnieniu osłon dla rodzin i małych przedsiębiorstw w związku z wdrażaniem Europejskiego Zielonego Ładu w obliczu presji, by wspierać Ukraińców w wojnie z Rosją i w związku z planami rozszerzenia UE. Sugeruje się, że Bruksela musi koniecznie zwiększyć wpływy do budżetu. Stąd pojawiają się propozycje odnośnie dalszego wspólnego zadłużania.
Think tank zaznacza, że dalsza realizacja Europejskiego Zielonego Ładu będzie miała znacznie większe szanse powodzenia, jeśli instytucje unijne zostaną obsadzone przez wpływowe i doświadczone osoby z głównego nurtu europejskiej polityki, zwłaszcza chodzi o stanowiska związane z dyplomacją klimatyczną i wewnętrzną polityką klimatyczną, aby zapewnić rządom państw członkowskich „pewną wewnętrzną osłonę polityczną dla zielonej agendy w niesprzyjających warunkach politycznych”. Kluczowe w tym względzie jest dogadanie się Niemców i Francuzów w kwestii wielu aspektów przyszłości projektu europejskiego, od bezpieczeństwa, po rozszerzenie UE i gospodarkę.
ECFR obawia się także rozgrywania członków UE przez inne mocarstwa, co może przełożyć się na brak jedności w instytucjach unijnych. Istotne jest to, kto wygra wybory w USA, jak dalej rozwinie się sytuacja na Ukrainie, czy uda się rozszerzyć UE i wypracować silną politykę wobec Chin.
Think tank zakłada, że „Słaba UE”, w której państwa członkowskie nie zgodzą się na większe podatki i zaciągniecie wspólnego długu, w której będzie brakować silnego przywództwa politycznego w Brukseli, „prawdopodobnie doprowadziłaby do osłabienia i fragmentacji unijnej polityki w zakresie zielonego handlu i technologii, wycofywania paliw kopalnych oraz dyplomacji klimatycznej”. Taka UE miałaby być „znacznie mniej przygotowana, aby skutecznie reagować na wyzwania płynące ze strony Chin lub możliwego scenariusza Trumpa 2.0, a także inne czynniki zewnętrzne (…)”.
„Silna UE”, czyli taka, w której państwa członkowskie przekazują Brukseli wystarczające uprawnienia – w tym poprzez mianowanie najważniejszych osobistości politycznych na kluczowe stanowiska, a także „finansową i polityczną siłę do działania”, miałaby być w stanie prowadzić bardziej skoordynowaną politykę klimatyczną, dekarbonizować gospodarkę itp.
Nawet przy słabszej UE, dyplomacja klimatyczna, ma pozostać priorytetem dla decydentów, chociaż w bardziej ograniczonej formie.
ECFR wskazuje, że UE będzie miała trudności ze skuteczną odpowiedzią na wyzwania geopolityczne, jeśli Donald Trump ponownie zostanie prezydentem USA, ponieważ będzie dalej forsował eksport skroplonego gazu ziemnego do Europy, zawierając umowy dwustronne z niektórymi państwami członkowskimi i inwestując w kolejne projekty gazowe w Europie, co miałoby pogłębić podziały między państwami członkowskimi i wydłużyć wykorzystanie gazu kopalnego w Europie. Podobnych umów dwustronnych należy spodziewać się ze strony Chin.
„Jeśli jednak państwa członkowskie wyposażą instytucje UE w wystarczające zasoby finansowe i przywództwo polityczne, a negocjacje w Parlamencie Europejskim zaowocują ambitnymi wytycznymi politycznymi, pojawią się liczne możliwości postępu w działaniach klimatycznych, aczkolwiek w innych ramach i programie niż ramy i program ostatniego cyklu instytucjonalnego UE”.
Think tank zaleca „europejskim postępowcom klimatycznym”, by zastosowali „mieszankę przekonujących narracji, zasobów strategicznych i zaangażowania dyplomatycznego”, jeśli chcą realizować ambitną agendę klimatyczną.
„Postępowcy klimatyczni” mają lansować narrację, łączącą działania klimatyczne z kluczowymi priorytetami politycznymi UE. Mają opowiadać o potrzebie ochrony klimatu i środowiska, przez co będzie zwiększać się konkurencyjność europejskiego przemysłu. Mają „wykorzystywać obawy dotyczące bezpieczeństwa i odporności, aby opowiadać się za zwiększoną suwerennością energetyczną”. Mają przedstawiać dekarbonizację jako „nieodłączną część programu gospodarczego UE” i przekonywać, że „zdolność UE do konkurowania w dekarbonizującym się świecie zależy od wdrożenia Europejskiego Zielonego Ładu oraz że europejskie przedsiębiorstwa znajdą się w niekorzystnej sytuacji, jeśli nie zastosują się do zielonej konkurencji i nie przejmą udziałów w światowym rynku pojawiających się czystych technologii”. „Postępowcy klimatyczni” mają „wysuwać konkretne propozycje, takie jak przegląd ram zarządzania energią i wdrożenie rozporządzenia w sprawie ekoprojektu, które zobowiąże producentów produktów do zmniejszania zużycia energii i zasobów oraz negatywnego wpływu energii na środowisko produktu przez cały jego cykl życia”.
Ponadto, aby „zapewnić wsparcie społeczne dla zielonej transformacji, a co za tym idzie, poczucie wśród europejskich przywódców, że mają polityczną swobodę, aby ją realizować, postępowcy klimatyczni powinni zaprezentować powszechne i widoczne korzyści płynące z Europejskiego Zielonego Ładu dla obywateli. Muszą powiązać argument dotyczący konkurencyjności na poziomie makro z argumentem osobistym, określając szersze korzyści dla dobrostanu, satysfakcji i szczęścia obywateli. Obejmują one korzyści zdrowotne, takie jak poprawa jakości powietrza po wycofaniu się z węgla – kluczowa kwestia w dużej części Europy Środkowej i Wschodniej – po korzyści w zakresie jakości życia wynikające z ograniczenia ekstremalnych zjawisk pogodowych (…)”.
Co więcej, decydenci mogliby podkreślić korzyści dla zatrudnienia wynikające z zielonej transformacji, przyjmując podobne podejście jak ekipa Bidena, która powiązała „ekologiczną pomoc państwa z rozwojem umiejętności i godnymi miejscami pracy”. Taka narracja „mogłaby pomóc złagodzić obawy obywateli dotyczące kosztów utrzymania związane z polityką ekologiczną”.
Należy także unikać „wojny o dotacje między państwami członkowskimi UE, w której tylko kraje dysponujące siłą finansową będą mogły wykorzystać zasady pomocy państwa do promowania ekologicznych inwestycji”. Chodzi o „ostrożne sprawowanie kontroli nad pomocą państwa” przez Brukselę, by nie zniekształcić rynku wewnętrznego.
Poza tym „postępowcy klimatyczni” muszą nalegać na zwiększenie budżetu w celu szerszego wdrożenia Europejskiego Zielonego Ładu (nowe wspólne pożyczki, tzw. zielone obligacje, lewarowanie dochodami państw z handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla itp.).
Proponuje się przedłużenie unijnego funduszu Next Generation po 2026 r., jeśli nie wszystkie środki zostaną wydane. Postępowcy mają bronić pakietu „Fit for 55”.
Rosja uderza w tajne centrum dowodzenia NATO na Ukrainie
Autor: Medeea Greere 2 czerwca 2024 r.
Najświeższe wiadomości: W wyniku niszczycielskiego ataku rakietowego Rosji na tajne centrum dowodzenia NATO na Ukrainie zginęło lub zostało rannych kilkuset oficerów NATO. Poznaj dramatyczne szczegóły ataku na Jaworów, jego geopolityczne implikacje i międzynarodową reakcję.
Przeczytaj więcej, aby zrozumieć eskalację konfliktu między Rosją a NATO.
W oszałamiającej i dramatycznej eskalacji działań wojennych, siły rosyjskie przeprowadziły niszczycielski atak rakietowy na tajne centrum dowodzenia NATO na Ukrainie, redukując je do tlącego się krateru po bombie i powodując znaczne ofiary wśród personelu NATO. Ten bezprecedensowy atak wstrząsnął globalnym krajobrazem geopolitycznym, oznaczając poważną intensyfikację trwającego konfliktu między Rosją a zachodnimi sojuszami wojskowymi.
Centrum dowodzenia w Jaworowie w płomieniach: Obiekt będący celem ataku, zlokalizowany w centrum dowodzenia i na poligonie w Jaworowie, był kluczowym węzłem dla operacji NATO na Ukrainie. Miejsce to od dawna było centralnym punktem zachodniej koordynacji wojskowej i planowania strategicznego w regionie. Precyzyjne uderzenie, przeprowadzone za pomocą najnowocześniejszych rosyjskich pocisków hipersonicznych „Kindżał”, najprawdopodobniej zabiło lub raniło kilkuset oficerów NATO, dodając tragiczny rozdział do historii konfliktu.
Bezprecedensowy atak: Użycie pocisków „Kindżał” w tym ataku podkreśla powagę i precyzję rosyjskich zdolności wojskowych. Pociski te, znane z niesamowitej prędkości i zwrotności, są praktycznie niemożliwe do przechwycenia, co czyni je potężną bronią w rosyjskim arsenale. Uderzenie nie tylko zdziesiątkowało centrum dowodzenia, ale także wysłało jasny i złowieszczy komunikat do NATO i jego sojuszników o gotowości Rosji do dalszej eskalacji konfliktu.
Natychmiastowe reakcje: „Społeczność międzynarodowa” jest zszokowana tym atakiem. Przedstawiciele NATO wyrazili szok i oburzenie, potępiając atak jako rażący akt agresji. Utrata wysokiej rangi personelu i zniszczenie kluczowego obiektu dowodzenia znacząco osłabiły zdolności operacyjne NATO w regionie. W odpowiedzi zwołano nadzwyczajne spotkania państw członkowskich NATO, aby zająć się kryzysem i sformułować strategiczną reakcję.
Koszty ludzkie: Koszt ludzki tego ataku jest oszałamiający. W centrum dowodzenia znajdowały się setki wojskowych, w tym wysocy rangą oficerowie i personel pomocniczy. Ilość ofiar ataku jest nadal oceniana, ale wstępne raporty wskazują na ogromną liczbę ofiar śmiertelnych i rannych. Wpływ na rodziny i społeczności poszkodowanych jest głęboki, a wielu z nich pozostaje w żałobie i niepewności.
Tło konfliktu: Konflikt na Ukrainie od lat stanowi punkt zapalny między Rosją a mocarstwami zachodnimi. Najnowszy atak oznacza znaczącą eskalację, zbliżając obie strony do konfrontacji na pełną skalę. Centrum dowodzenia w Jaworowie było kluczowym miejscem dla misji szkoleniowych i wspierających NATO na Ukrainie, mających na celu wzmocnienie obrony kraju przed rosyjską agresją.
Implikacje strategiczne: Zniszczenie centrum dowodzenia nie tylko paraliżuje natychmiastową zdolność operacyjną NATO na Ukrainie, ale także wysyła strategiczny sygnał. Atakując tak ważny i krytyczny obiekt, Rosja zademonstrowała swoją gotowość do bezpośredniej konfrontacji z siłami NATO, podnosząc stawkę konfliktu. Posunięcie to może potencjalnie doprowadzić do szerszej eskalacji, a obie strony będą przygotowywać się do dalszych konfrontacji.
Skutki polityczne: Atak ma znaczące implikacje polityczne. Państwa członkowskie NATO prawdopodobnie staną w obliczu zwiększonej presji na zdecydowaną reakcję, zarówno w celu „uspokojenia własnych obywateli” [chodzi o ich indoktrynację. md] , jak i powstrzymania dalszej rosyjskiej agresji. Atak już wywołał debaty w NATO na temat adekwatności ich obecnych strategii i potrzeby wzmocnienia środków obronnych.
Wpływ ekonomiczny: Oczekuje się, że geopolityczna niestabilność wynikająca z tego ataku będzie miała szerokie reperkusje gospodarcze. Światowe rynki zareagowały zmiennością, odzwierciedlając niepokój inwestorów związany z potencjalnym szerszym konfliktem. Ceny energii, w szczególności, wzrosły wraz z rosnącymi obawami o zakłócenia dostaw z regionu
Środki nadzwyczajne: W następstwie ataku NATO ogłosiło szereg środków nadzwyczajnych w celu wzmocnienia swojej obecności i zdolności w regionie. Obejmują one rozmieszczenie dodatkowych oddziałów, zaawansowanych systemów obrony przeciwrakietowej i zwiększony nadzór w celu powstrzymania dalszej rosyjskiej agresji. Sojusz ściśle współpracuje również z siłami ukraińskimi w celu wzmocnienia ich pozycji obronnej.[to się nazywa eskalacja md ]
Międzynarodowa solidarność: Sojusznicy NATO wyrazili solidarność z Ukrainą, deklarując wsparcie i pomoc w następstwie ataku. Obejmuje to nie tylko pomoc wojskową, ale także pomoc humanitarną dla osób dotkniętych atakiem. Społeczność międzynarodowa zbiera się, by wesprzeć Ukrainę w potrzebie, a wiele krajów potępia działania Rosji i wzywa do natychmiastowego zaprzestania działań wojennych.
Osobiste historie: Pośród analizy strategicznej i politycznej ważne jest, aby pamiętać o ludzkich historiach kryjących się za nagłówkami. Atak na centrum dowodzenia w Jaworowie pozostawił po sobie spustoszenie, a życie niezliczonych osób zmieniło się na zawsze. Rodziny opłakują utratę bliskich, a ocaleni zmagają się z traumą ataku. Odwaga i odporność tych, którzy ucierpieli, są świadectwem wytrwałości ludzkiego ducha w obliczu przeciwności losu. [los?? toć to agresja ze strony NATO.. md]
Perspektywy na przyszłość: Atak na centrum dowodzenia w Jaworowie wyznacza kluczowy moment w konflikcie między Rosją a NATO. Droga przed nami jest pełna niepewności, ponieważ obie strony radzą nad następstwami tej eskalacji. Potencjał dalszego konfliktu jest duży, z ryzykiem szerszej regionalnej, a nawet globalnej konfrontacji.
Działania dyplomatyczne: Pomimo powagi sytuacji, wciąż istnieją możliwości dyplomacji i deeskalacji. „Międzynarodowi przywódcy” apelują o powściągliwość i wzywają do wznowienia negocjacji w celu rozwiązania kwestii leżących u podstaw konfliktu. Nadchodzące dni i tygodnie będą miały kluczowe znaczenie dla ustalenia, czy sytuację uda się załagodzić, czy też przerodzi się ona w bardziej rozległą wojnę.
Rosyjski atak rakietowy na centrum dowodzenia w Jaworowie na Ukrainie stanowi dramatyczną i niebezpieczną eskalację trwającego konfliktu. Wraz ze znacznymi ofiarami i zniszczeniem kluczowego obiektu NATO, atak ten ma daleko idące konsekwencje dla globalnego bezpieczeństwa i stabilności. Świat z zapartym tchem obserwuje, jak działania podjęte w odpowiedzi na ten atak ukształtują przyszłość stosunków międzynarodowych i równowagę sił w regionie.
Dziś, gdy europejscy rolnicy zmuszeni są demonstrować przeciwko decyzjom Brukseli, zapominamy często, że ludzie, którzy uprawiają własną ziemię, są zawsze (oprócz Kościoła) największym wrogiem rewolucji. Ich protesty bierze się za partykularną obronę własnych interesów. Andrzej M. Cisek w książce „Kłamstwo Bastylii” przypomina, że ci, którzy znają wieś tylko z filmów, przypisują jej mieszkańcom naiwność: „Chłop, w odróżnieniu od tego, co myślą o nim tak zwani ludzie z miasta, jest wielkim indywidualistą i wie dokładnie, czego chce. A chce bardzo niewiele, bo tylko żyć życiem swych przodków. Z własnego doświadczenia wie, że każda interwencja z zewnątrz, każda nowa idea może zagrozić jego istnieniu, odrzuca ją. Nie pozwala sobie dyktować, co ma robić i jak się zachowywać”.
Jeśli utożsamia się inteligencję z gotowością do przyjmowania nowinek, łatwo jest oskarżać chłopów o głupotę, ograniczoność i zatwardziałość. Nazywać tępym uporem trwanie chłopa przy swoich przekonaniach. Nie przyjmować do wiadomości, że jest to obrona przed wykorzenieniem i narzucaniem statusu niewolnika. „Ten tępy upór – dodaje A.M. Cisek – w odrzucaniu nowego pozwolił przechować tradycje narodowe. Gdyby nie on, to być może zniknęłyby na zawsze takie języki jak czeski, ukraiński czy litewski”. Upór oznacza u chłopów to, że nie dają się na nic nabrać.
Wandea wyparta z pamięci
Pierwsze ludobójstwo w czasach nowożytnych dokonane zostało przez jakobinów na francuskich chłopach z prowincji Wandea. Jego celem było „ostateczne rozwiązanie” kwestii obecności na tej ziemi tysięcy ludzi uprawiających własną ziemię, niepoddających się rewolucyjnej indoktrynacji. Powstanie wandejskie, które ogarnęło także mieszczaństwo i część arystokracji, było inspirowane przez lud. Chłopi oczekiwali od „panów” tylko przywództwa militarnego. „Była to insurekcja ludowa, a nie »polityczna« ani nawet »społeczna« – podkreśla Messori – przeciw próbom dechrystianizacji, którą wprowadzała drapieżna mniejszość w stolicy”. Kilkadziesiąt lat wcześniej prowadził tu słynne misje św. Ludwik Maria Grignion de Montfort (Jan Paweł II zapożyczył od niego zawołanie: „Totus Tuus”).
Vittorio Messori przypomina, że wielu katolików, a nawet niektórzy biskupi, zachowało wobec 200-letniej rocznicy rewolucji francuskiej „krępujące milczenie na temat trzech tysięcy zamordowanych księży, wielu zgwałconych zakonnic i setek chłopów poćwiartowanych w tych prowincjach, w których wzniecili powstanie, gdyż nie chcieli zrezygnować ze swojej religii”. Moja znajoma, doktor historii, która odwiedziła lokalny uniwersytet w La Rochelle, nie spotkała tam nikogo, kto by chciał zamienić choćby parę zdań na temat Wandei – wszyscy udawali głuchych.
Powstanie wandejskie w obronie chrześcijaństwa było pierwszym przypadkiem radykalnego odrzucenia przez prostych ludzi jednej ze współczesnych ideologii. Chłopi odrzucali potem kolejno marksizm i faszyzm.
Bez szemrania natomiast, przypomina Messori, naród francuski „zgodził się na autorytaryzm napoleoński, który zdławił »nieśmiertelne« zasady 1789 roku”.
Zacieranie śladów zbrodni
W 1986 r. ukazała się książka młodego historyka Reynalda Sechera pt. „Ludobójstwo franko-francuskie: Wandea pomszczona”, która wywołała we Francji głęboką konsternację. Autor usiłował dotrzeć do dokumentacji wydarzeń z lat 1792–1799 i szybko zorientował się, że publiczne archiwa nie zawierają żadnych dokumentów potwierdzających masakrę wojsk rewolucyjnych na ludności Wandei. W archiwach prywatnych znalazł jednak mapy rządowych geodetów. Wynika z nich, że z 50 tys. domów w Wandei 10 tys. zostało zrównanych z ziemią (20 proc.). Zagładzie uległo całe bydło, uprawy rolne zostały zdewastowane; program eksterminacji opracowany w Paryżu zakładał skazanie na śmierć głodową mieszkańców Wandei, którzy przeżyli, ukrywając się w lasach. „Niech nam nie mówią o humanitaryzmie wobec tych bestii z Wandei, wszyscy zostaną wykończeni”, mówił gen. Carrier do żołnierzy, którym rozkazano mordować wieśniaków.
Źle uzbrojeni, ale niezwykle zaciekli Wandejczycy walczyli pod sztandarami Najświętszego Serca Jezusa oraz pod tymi, na których widniały burbońskie lilie. Paryż apelował o bezwzględność w „oczyszczaniu ziemi ze złej rasy” – groźnej, bo nie zamierzała zaakceptować Deklaracji praw człowieka. Opisy bezwzględności i okrucieństwa, także wobec kobiet, dzieci i starców, mogą dziś rywalizować z ekscesami najgorszych w historii morderców w rodzaju Stalina i Hitlera. Reynald Secher użył po raz pierwszy słowa „ludobójstwo” wobec metod rozprawienia się z Wandejczykami, którzy chcieli tylko jednego: by nie zmuszano ich do przyjmowania praw rewolucji. W ciągu niecałych dwóch lat zginęło, a właściwie zostało z premedytacją wymordowanych, 120 tys. Wandejczyków.
Zorganizowani w oddziały według przynależności do parafii powstańcy wykazywali wyjątkową pomysłowość i refleks. „Oddziały porozumiewały się pomiędzy sobą za pomocą skrzydeł wiatraków ustawionych według przyjętego kodu”, pisze A.M. Cisek. Kobiety były sanitariuszkami i zajmowały się zaopatrzeniem, dzieci były posłańcami i doboszami. Młody domokrążca z gminy Pin, ojciec jedenaściorga dzieci, Jacques Cathelineau, który został wybrany na przywódcę i ogłoszony „generałem armii katolickiej i królewskiej”, okazał się genialnym wodzem. Dowódcy wojskowi hr. Henri de Rochejaquelein i Francois de Charette oraz kilku innych zawodowych oficerów arystokratów dodawali sił walczącym męstwem i brawurą. Powstańcy stoczyli 17 wielkich bitew i 700 mniejszych utarczek. Niestety, przewaga armii republikańskiej skazała Wandeę na klęskę. [no i – gdy mieli szansa na zwycięstwo – rozeszli się do żniw… Jak nasi rycerze po Grunwaldzie. MD]
Uroczyście i radośnie, w rytm „Marsylianki”
Niewyobrażalne okrucieństwo, z jakim armia i tzw. kolumny piekielne obchodziły się z jeńcami, rannymi, kobietami w tej krwawej wojnie francusko-francuskiej, powinno trafić do wszystkich uczciwych podręczników historii, w których nadal pokutuje mit, że podburzane przez księży „ciemne masy” porwały się przeciwko deklarującej nowy humanizm Republice.
Gdy w 1989 r. we Francji obchodzono w Paryżu z wielką pompą 200. rocznicę „matki wszystkich rewolucji”, wśród fajerwerków, pochodów i zabaw pod gołym niebem przedstawiciele arystokracji nałożyli czarne opaski, a „potomkowie wandejskich chłopów pikietowali ulice w proteście przeciwko przesadnej wesołości świętujących tłumów” (Messori). Wymowa tych wydarzeń powinna być wskazówką, w czasie gdy historia staje się terenem manipulacji, pisana jest wciąż na nowo, zwłaszcza w podręcznikach najnowszej generacji.
Wtedy staną się jasne źródło i sens manifestacji rolników z całej Europy, także naszych rodaków, którym „zjednoczona Europa” zamierza odebrać podstawy egzystencji i sprowadzić ich do rzędu niewolników zależnych od kaprysów różnych oszustów, rzekomych speców od klimatu. Polscy rolnicy czują odpowiedzialność nie tylko za ziemię przodków, swoje rodziny, ale także za rodaków.
Hasło „żywią i bronią” nie jest pustym sloganem; zdekonspirowane plany dotyczące przyszłości Europy i Polski przywracają mu aktualność. Rolnicy, organicznie niezdolni do przyjmowania fałszu, udowadniają, że Platforma z jej szefem rozumie politykę jako bezwzględną walkę z wrogiem, a wroga widzi w Polakach. Tak jak kiedyś przywódcy rewolucji francuskiej widzieli go w Wandejczykach.
Rolnicy są naturalnym wrogiem każdej rewolucji. Trzeba być sprawiedliwym wobec własnej przeszłości, zdają się mówić chłopskie rodziny, w których domach wiszą święte obrazy, gdzie szanuje się starszych, aborcja jest czymś nie do pomyślenia, a uprawianie ziemi spełnieniem obowiązku wobec Boga i ludzi.
W Niemczech obniżono właśnie kary za posiadanie i dystrybucję materiałów pedofilskich. Rozpowszechnianie dziecięcej pornografii przestanie być przestępstwem jak do tej pory, a będzie tylko wykroczeniem. Kary będą symboliczne – zawiasy lub jedynie kilka miesięcy pozbawienia wolności. Dlaczego jest to dla nas ważna informacja? Bo w Polsce trwają właśnie prace nad wdrożeniem we wszystkich szkołach „edukacji seksualnej” opartej o stworzone w Niemczech standardy. Te wytyczne przewidują, że dzieci w wieku 4 lat mają być uczone masturbacji, w wieku 6 lat mają uczyć się wyrażania zgody na seks, a w wieku 9 lat wiedzieć o pierwszych doświadczeniach seksualnych. Tak „wyedukowane” dzieci mają być potem łatwymi ofiarami dla pedofilów, a sama pedofilia krok po kroku ma zostać zalegalizowana. W Niemczech proces ten trwa od lat 80tych. W Polsce właśnie się zaczyna. Konieczny jest opór i obudzenie świadomości naszego społeczeństwa.Od 3 miesięcy więzienia za posiadanie materiałów pedofilskich i 6 miesięcy więzienia za rozpowszechnianie dziecięcej pornografii – to nowy wymiar kar w Niemczech. Wcześniej kary były wyższe, choć w praktyce często symboliczne. Kilka lat temu głośno było o sprawie Christopha Metzeldera, byłego reprezentanta Niemiec i wicemistrza świata w piłce nożnej. Mężczyzna stanął przed sądem za posiadanie i rozpowszechnianie innym dziecięcej pornografii. Wedle relacji medialnych, przyznał się do większości zarzutów i usłyszał łagodny wyrok 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu.
Kolejną zmianą, poza obniżeniem kar za posiadanie i rozpowszechnianie materiałów pedofilskich, będzie to, że obie te sytuacje zostały zaliczone do wykroczeń i nie będą to już dłużej przestępstwa jak do tej pory. Jak niemiecki parlament argumentuje te zmiany? Obniżone kary za posiadanie i dystrybucję materiałów pedofilskich to m.in. ukłon w stronę osób, które posiadają takie materiały z „ciekawości” lub „pragnienia przygody”.
Jak należy patrzeć na te zmiany?
W latach 70-tych i 80-tych w Europie Zachodniej, a szczególnie w Niemczech, wiele osób, środowisk a nawet ugrupowań politycznych (np. niemiecka Partia Zielonych) oficjalnie postulowało legalizację pedofilii i zniesienie kar za seks z dziećmi. Jedną z takich osób był np. Volker Beck – niemiecki polityk, aktywista LGBT i honorowy uczestnik warszawskiej „parady równości”. Beck i inni aktywiści domagali się legalizacji pedofilii twierdząc, że „każde dziecko ma prawo do seksualności”. Były to wtedy postulaty szokujące i na szczęście nie znalazło się dla nich poparcie społeczne. Dlatego ich zwolennicy zmienili taktykę.
Tematy związane z seksualnością człowieka stanowiły sferę intymną. Rewolucjoniści moralni postanowili to zmienić i zaczęli oswajać dzieci z seksem od najmłodszych lat. Chodzi o to, aby dzieci jak najwcześniej rozpoczynały współżycie i żeby seks był banalną częścią ich życia, tak jak zabawa czy jedzenie. Plan deprawatorów polega na tym, aby na jak najwcześniejszym etapie życia człowieka przełamać naturalną barierę wstydu związanego z seksualnością.
W tym celu w szkołach, przedszkolach, a nawet żłobkach prowadzona jest tzw. „edukacja seksualna”, która oswaja uczniów z obnażaniem się, masturbacją, pornografią, nagością i homoseksualizmem. Celem takiej „edukacji” jest również pozytywne nastawienie dzieci do „różnych stylów życia” i „norm związanych z seksualnością”. Dla tak „wyedukowanych” dzieci dotykanie genitaliów pedofila nie będzie czymś dziwnym, gdy wcześniej wielokrotnie ćwiczyły to w trakcie zajęć na pluszowych penisach i widziały w podręcznikach różnorodne metody uprawiania seksu i masturbacji. Dla takich dzieci seks będzie czymś tak codziennym i oczywistym jak jedzenie śniadania czy oglądanie bajek.
Standardy dla tak prowadzonej „edukacji seksualnej” zostały opracowane w Niemczech, gdzie najsilniej postulowano wcześniej legalizację pedofilii. Wytyczne, opracowane przez rząd Niemiec i Światową Organizację Zdrowia (WHO), zatytułowane „Standardy Edukacji Seksualnej w Europie”, przewidują, że dzieci w wieku 0-4 lat powinny otrzymywać informacje na temat radości i przyjemności z masturbacji, a dzieci w wieku 6-9 lat powinny rozumieć w jaki sposób wyraża się zgodę na seks. Wszystko po to, aby dzieci nauczyły się „umiejętności negocjowania i komunikowania się w celu uprawiania bezpiecznego i przyjemnego seksu.” W domyśle również z dorosłymi.
Tak prowadzona „edukacja seksualna” jest w Niemczech obowiązkowa w szkołach dla wszystkich dzieci od kilkudziesięciu lat. Do tego dochodzi intensywna propaganda medialna oswajająca całe społeczeństwo z rozwiązłością, która szczególnie nasiliła się w ciągu ostatnich lat, kiedy to wśród dzieci i młodzieży masowo upowszechniły się smartfony z nieograniczonym dostępem do internetu. Jakie są tego owoce? Jak powiedział w ubiegłym roku szef niemieckiego Federalnego Urzędu Kryminalnego:
„W Niemczech ofiarą przemocy seksualnej pada 48 dzieci dziennie.”
W 2022 roku ofiarami przestępstw seksualnych padło w Niemczech 17 437 nieletnich (dla porównania: w 2020 roku w Polsce policja stwierdziła 1360 przestępstw związanych z seksualnym wykorzystaniem nieletnich). W tym samym roku niemiecka policja odnotowała ponad 42 000 przypadków (!) posiadania i dystrybucji materiałów pedofilskich. To oczywiście statystyki oficjalne, formalnie wszczęte przez policję. Rzeczywista skala tego zjawiska jest o wiele większa. Jak pisze portal Deutsche Welle, w ostatnich latach w Niemczech:
„Gwałtownie wzrosła liczba dzieci i nastolatków, którzy posiadali obrazy przedstawiające sceny wykorzystywania seksualnego i dziecięcej pornografii dla młodzieży lub rozpowszechniali je za pośrednictwem mediów społecznościowych.”
Według danych Federalnego Urzędu Kryminalnego tylko między 2018 a 2022 rokiem odnotowano 12-krotny (!) wzrost liczby dzieci i młodzieży posiadającej materiały pedofilskie. W 2022 roku niemiecka policja zarejestrowała 17 500 przypadków posiadania treści pedofilskich przez dzieci!
W Niemczech już nie tylko dorośli, ale również dzieci i nastolatki masowo posiadają i kolportują wśród innych materiały pedofilskie. Oto zgniłe owoce „edukacji seksualnej”, która od najmłodszych lat życia człowieka seksualizuje, oswaja z perwersjami i rozwiązłością.
Jaka jest odpowiedź rządu Niemiec na wywołaną odgórnie plagę pedofilii w społeczeństwie? Obniżenie kar za posiadanie i dystrybucję materiałów pedofilskich. Jak argumentują twórcy poluzowania kar za posiadanie dziecięcej pornografii, to ukłon przede wszystkim w stronę dzieci i nastolatków, które posiadają takie materiały „z ciekawości”.
To wszystko skutki „edukacji seksualnej” i bombardowania społeczeństwa, szczególnie dzieci i młodzieży, medialną propagandą rozwiązłości i seksualizacji. W tym samym kierunku od lat idzie Polska, a proces deprawacji przyspieszył po objęciu rządów przez Donalda Tuska.
Ostatnio informowaliśmy, że wulgarni „edukatorzy seksualni” dostali własny program w TVP. Najistotniejsze jest jednak to, że trwają prace nad wprowadzeniem do wszystkich polskich szkół „edukacji seksualnej” na wzór niemiecki.
Koordynatorem prac nad powstaniem podstawy programowej do tego przedmiotu został seksuolog Zbigniew Izdebski, który otrzymał niedawno niemiecki medal za wkład w rozwój „edukacji seksualnej”. Jak już ostrzegaliśmy, Izdebski to uczeń pioniera „edukacji seksualnej” w Polsce Andrzeja Jaczewskiego, który opowiadał się za legalizacją seksu dorosłych z dziećmi. Zdaniem Jaczewskiego, dobrowolne i świadome kontakty seksualne dorosłych z dziećmi od 9 roku życia nie powinny być karalne. Pogląd ten zbiega się z niemieckimi wytycznymi, wedle których 9-letnie dzieci powinny uczyć się o pierwszych doświadczeniach seksualnych.
Zbigniew Izdebski wiele mówił publicznie o Andrzeju Jaczewskim, określając go jako swojego „mistrza” i „przyjaciela”. Teraz ten przyjaciel Jaczewskiego będzie odpowiadał za podstawę programową „edukacji seksualnej”, która swoim zasięgiem ma objąć wszystkie szkoły w Polsce. Trzeba to powstrzymać!
Kluczem do zwycięstwa i ocalenia dzieci przed deprawacją jest kształtowanie świadomości dorosłych Polaków, przede wszystkim rodziców. Większość Polaków jest nieświadoma procesów, które zachodzą nad ich głowami i nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia. Wielu rodziców, którzy chcą chronić swoje dzieci, nie rozumie skąd w tak szybkim tempie upada moralność wśród dzieci i młodzieży i nie wie jak reagować. Dlatego nasza Fundacja organizuje w całej Polsce niezależne akcje informacyjne, w trakcie których docieramy z prawdą i ostrzeżeniem do kolejnych osób. Wspieramy także rodziców w podejmowaniu decyzji na temat ochrony swoich rodzin, takich jak wybór szkoły dla dzieci, zmiana szkoły lub przejście na edukację domową (nasi wolontariusze służą pomocą w tych tematach – prosimy o kontakt e-mailowy). Szczególnie ważne jest docieranie do rodzin, które mają teraz małe dzieci. To właśnie takie dzieci i ich rodziny w perspektywie najbliższych lat będą najbardziej narażone na ofensywę deprawatorów. Wprowadzenie „edukacji seksualnej” do polskich szkół, upowszechnienie się deprawacji w internecie, odejście od wiary i moralności ogromnej grupy rówieśników – z tymi wyzwaniami będą musieli walczyć rodzice, aby ocalić swoje dzieci. Aby skutecznie toczyć tę walkę, już teraz, dzisiaj, trzeba podejmować osobiste decyzje. Aby móc to robić, trzeba być świadomym sytuacji i mieć wsparcie. Dlatego musimy kontynuować nasze akcje, budować świadomość Polaków oraz pomagać innym. W najbliższym czasie potrzebujemy na organizację kolejnych naszych akcji ok. 11 000 zł.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana obecnie możliwa, aby umożliwić nam dotarcie z ostrzeżeniem do kolejnych osób, w szczególności do rodzin. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Dokonałeś wielkiej zmiany! Nasz zespół dopiero co wrócił z Genewy. Muszę powiedzieć, że walka o traktat pandemiczny była niesamowita i niezwykle heroiczna! Dzięki Twojemu niezachwianemu wsparciu oraz wsparciu 2,5 milionów obywateli, nasz nieustępliwy zespół na miejscu zdołał poruszyć wiele spraw, ujawnić ich ukryte cele, a co najważniejsze, tymczasowo zatrzymać traktat pandemiczny! Kilka minut przed północą w sobotę zapadł werdykt dotyczący dwóch dokumentów WHO.Oto co się stało – WHO zostało zmuszone do przełożenia procesu negocjacji traktatu pandemicznego o rok, przesuwając go na następne Światowe Zgromadzenie Zdrowia. Zabrakło im czasu – mimo wielokrotnego przesuwania terminów, łamania wszelkich zasad harmonogramu oraz prowadzenia negocjacji do późnych godzin nocnych! Byłeś częścią tego kluczowego zwycięstwa i dziękuję Ci w imieniu mojego zespołu oraz milionów obywateli, którzy wzięli udział w tej imponującej bitwie przeciwko elitom ONZ!To zwycięstwo daje nam również więcej czasu na dalszą walkę i utrzymywanie presji. Na miejscu w Genewie byliśmy wszędzie – od intensywnego nacisku na delegatów i decydentów, aż po dające się im we znaki protesty – nasz van został nawet zatrzymany przez policję, ale to nas nie zniechęciło.Nasza dwuletnia kampania była nieustannym wysiłkiem – i przynosi to efekty!
ONZ był wściekły z powodu naszej obecności – ponieważ CitizenGO było nieustającą mocą przeciwko traktatowi pandemicznemu. Byliśmy JEDYNYMI, którzy sesja po sesji, stanowczo trwali i wywierali presję z każdej strony, aby zatrzymać ich złowrogie plany. Myśleli, że ich zatajanie informacji ich ochroni – że mogą cicho przepchnąć to za zamkniętymi drzwiami. Ale wtedy my się pojawiliśmy – i od tego momentu staliśmy się ich najgorszym koszmarem! Ujawniliśmy ich plany, a oni zdali sobie sprawę z siły naszego ruchu. Byli wstrząśnięci, wiedząc, że przytłaczająca presja niezliczonych głosów z zewnątrz była zbyt wielka, by ją zignorować. To pokazuje, że kiedy się jednoczymy i walczymy, możemy osiągnąć niezwykłe rezultaty.
Bitwa się nie skończyła.
Podczas świętowania tego zwycięstwa, pozostańmy czujni. Wciąż mamy ogromną bitwę do stoczenia.Mimo przekroczonego terminu, poprawki do Międzynarodowych Przepisów Zdrowotnych zostały zatwierdzone przez konsensus, w ostatniej chwili, łamiąc wszelkie możliwe zasady.Jest to drugi równoległy dokument, który dąży do ogłaszania stanów pandemii przez WHO, wraz z restrykcjami w czasach „kryzysu”.
Byli tak zdesperowani, żeby coś wypuścić, że udało im się to przepchnąć, pomimo że tylko jedna trzecia państw członkowskich była obecna w sali!Nie mogli znieść upokarzającej porażki z każdej strony, po tym wszystkim ile zainwestowali. Ich desperacja jest po prostu żałosna! Doprowadziliśmy ich do szału! Bez względu na to, jak bardzo Dyrektor Generalny WHO próbuje to ukryć, globaliści są wściekli, że nie udało im się osiągnąć wyniku, na jaki liczyli.Na razie to tylko szybka aktualizacja, żeby poinformować w skrócie o tym, co właśnie wydarzyło się w Genewie – za kilka dni otrzymasz kompletny raport, z filmami i zdjęciami wszystkich działań, które podjęliśmy w tych dniach, abyś mógł być dumny z wszystkich osiągnięć – zrealizowanych tylko dzięki Twojej pomocy! Dziękujemy Ci z całego serca za Twoje stałe wsparcie i nieustępliwego ducha. Bez Ciebie nic z tego nie byłoby możliwe. Kontynuujmy, walczmy dalej i wygrywajmy, bo razem naprawdę robimy różnicę!
CitizenGO to społeczność aktywnych obywateli, która stara się, aby ludzkie życie, rodzina i wolność były darzone szacunkiem na całym świecie. Członkowie CitizenGO zamieszkują wszystkie kraje świata. Nasz zespół pracuje w 16 państwach na 5 kontynentach i działa w 12 językach. Więcej o CitizenGO dowiedzą się Państwo tutaj. Mogą nas Państwo także śledzić na Facebooku i Twitterze.
W miejscach takich jak Kopiec Kościuszki nie powinny być wywieszane żadne inne flagi prócz polskiej. Historia ze ściągnięciem flagi Ukrainy, umieszczonej od ponad dwóch lat na kopcu pokazuje, że potrzebujemy ustawy, regulującej obecność obcych flag na budynkach publicznych i w miejscach pamięci.
Zaraz po rosyjskim ataku na Ukrainę zrozumiałe były gesty solidarności, takie jak wywieszanie ukraińskich flag czy zapewnienie ukraińskim uchodźcom bezpłatnego wstępu do instytucji takich jak kina czy muzea. Zwłaszcza jeśli dotyczyło to instytucji prywatnych.
Dzisiaj jesteśmy jednak po ponad dwóch latach wojny i sytuacja znacząco się zmieniła (choć ja sam byłem wśród nielicznych osób od początku przestrzegających przed skutkami bezmyślnego entuzjazmu i poddania się emocjom). W największym skrócie: niezależnie od możliwego zawieszenia działań zbrojnych, wariant długiej wojny jest bardzo możliwy; jednocześnie skrajnie mało prawdopodobne wydaje się zwycięstwo Ukrainy rozumiane jako odebranie Rosji terytoriów przez nią zajętych, a następnie anektowanych.
Radykalnie osłabła akceptacja Polaków dla zapewniania Ukraińcom w Polsce różnych form socjalnego wsparcia. Ewidentną irytację powodują wszelkie formy preferencji dla uchodźców. Dane o wpływach finansowych od obywateli Ukrainy pokazują, że korzyści z ich obecności w Polsce są wcale nie oczywiste przy obecnie przyjętych mechanizmach (wsparcie socjalne gwarantowane, w żaden sposób nie uzależnione od podjęcia pracy). Jasne stało się, że dzielą nas z Ukrainą liczne interesy, dotyczące dostępu do rynku rolnego w UE albo rynku przewozów. Konflikt w tych kwestiach jest momentami bardzo gorący. Wreszcie przez ponad dwa lata bardzo wydatnej pomocy ze strony Polski, która według różnych szacunków, podliczając wszystkie wydatki, mogła nas kosztować kilkadziesiąt miliardów złotych, Ukraińcy nie wykonali praktycznie żadnego gestu w sprawie obciążających wzajemne relacje kwestii historycznych, czyli przede wszystkim ludobójstwa Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Ich milczenie było szczególnie głośne w ubiegłym roku – roku okrągłej rocznicy Krwawej Niedzieli 11 lipca 1943 r.
Wszystko to powoduje, że u osób początkowo rozemocjonowanych, ale posiadających potencjał racjonalnego spojrzenia na sytuację, owe emocje powinny były ostygnąć. Tak, z Ukrainą łączy nas wspólny interes, jakim jest osłabienie Rosji i przede wszystkim powstrzymanie jej przed ewentualną dalszą ekspansją (aczkolwiek istnieje spór co do tego, jaką formę ta ekspansja miałaby przyjąć i czy oznaczać by musiała atak na któryś z krajów NATO – ja tego zdania nie podzielam). I to wszystko. Wcześniejsze mrzonki o jakimś wiekopomnym porozumieniu, federacji czy konfederacji, wielkiej przyjaźni narodów – wszystko to nie ma już dzisiaj racji bytu.
Podtrzymywanie specjalnych reguł dla ukraińskich uchodźców kosztem polskiego podatnika jest wystarczająco niepojęte. Ale trwanie przy czczych, symbolicznych gestach to już świadectwo radykalnego odklejenia od rzeczywistości.
Takie gesty wciąż jednak mają miejsce. Po agresji Rosji na Ukrainę komitet Kopca Kościuszki w Krakowie podjął decyzję o umieszczeniu tam flagi tego państwa.
Tu kilka słów na temat tego ciała, o którego istnieniu wielu zapewne nie słyszało. Komitet istnieje od 1820 r. i początkowo nosił nazwę Komitetu Zarządzającego Budową Kopca. Obecną nazwę nosi od 1867 r. Po II wojnie światowej prezesem komitetu był między innymi wybitny historyk sztuki i zasłużony rewindykator dzieł sztuki należących do Polski z rąk niemieckich Karol Estreicher junior.
Od 1971 r. komitet stał się komisją Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa. Towarzystwo działa na podstawie prawa o stowarzyszeniach. Prezesem towarzystwa jest prof. Jacek Purchla. Wśród członków wspierających są Wodociągi m. Krakowa (spółka komunalna), zaś miasto Kraków jest partnerem towarzystwa. Można bezpiecznie założyć, znając mechanizmy działające w polskim życiu publicznym, że stowarzyszenie tak znaczące jak TMHiZK nie mogłoby funkcjonować bez odpowiedniego politycznego wsparcia i zakorzenienia w politycznych układach miasta.
Nazwiska członków zarządu Komitetu Kopca Kościuszki nic nikomu zapewne nie powiedzą. Prezesem jest prof. Piotr Dobosz, prawnik z Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalizujący się m.in. w prawie ochrony zabytków. Pozostali członkowie to dr Piotr Hapanowicz (związany z Muzeum Krakowa), dr inż. Rafał Sieńsko (Politechnika Krakowska), Witold Górny (przewodniczący rady dzielnicy Zwierzyniec, związany z Koalicją Obywatelską), dr Adam Kozień (Wydział Prawa i Administracji UJ), Mariusz Cupiał (brak informacji, a przynajmniej ja żadnych nie znalazłem) oraz Konrad Myślik, autor książek o Krakowie.
W kwietniu 2022 roku komitet jeszcze pod kierownictwem poprzedniego prezesa, Mieczysława Rokosza, zdecydował, że flaga Ukrainy nadal będzie na kopcu wisieć. Komunikat w tej sprawie stwierdza na wstępie: „Gdyby dla kogoś wymagało to uzasadnienia, to krótko wyjaśniamy”. Zwracam uwagę na arogancką formę: z tych słów wynika, że uzasadnienie tego gestu może interesować tylko jakichś czepialskich, bo ci słusznie myślący powinni zaakceptować decyzję bez potrzeby jakichkolwiek uzasadnień.
Na końcu uzasadnienia czytamy:
Powiewają nad Kopcem Kościuszki w Krakowie przede wszystkim Barwy Biało-Czerwone, ale też 4 lipca – flaga Stanów Zjednoczonych, a 14 lipca Tricolore Republiki Francuskiej, której Kościuszko jest honorowym obywatelem. W obecnym czasie rosyjskiej agresji na suwerenne państwo ukraińskie nie mogła tu nie zawisnąć flaga Ukrainy. Na tym naszym narodowym pomniku jest ona symbolicznym wyrazem oczywistej solidarności nas Polaków z Ukraińcami, obywatelami niepodległego Państwa, których niesprawiedliwie spotkało nieszczęście wojny.
Oczywiście obłudą jest zrównanie okazjonalnego wywieszania flagi innego państwa z okazji jego święta narodowego z permanentną obecnością flagi kraju, który – wbrew zaklęciom pięknoduchów – nie jest nam szczególnie bliski, choć dzielimy wspólną historię i to bynajmniej nie wyłącznie złą. Trzeba przy tym stwierdzić, że Polska – co jest być może dużym zaniedbaniem – nie ma regulacji ustawowych dotyczących obecności flag obcych państw w naszej przestrzeni publicznej (poza oczywiście sytuacjami wynikającymi z konwencji międzynarodowych, w tym z protokołu dyplomatycznego).
Zdanie „w obecnym czasie rosyjskiej agresji na suwerenne państwo ukraińskie nie mogła tu nie zawisnąć flaga Ukrainy” nie wyjaśnia i nie tłumaczy niczego. Nie mogła – bo co? Dlaczego komitet uznał, że jest to jakiś dogmat, niewymagający dalszych wyjaśnień? Nie wiemy. Pamiętajmy jednak – gwoli uczciwości – że mówimy o uchwale i jej uzasadnieniu po półtora miesiąca wojny. Bardziej zadziwiające jest, że po ponad dwóch latach uchwała wciąż obowiązuje.
Dwa dni temu ukraińską flagę ściągnął z masztu pan poseł Grzegorz Braun i zapowiedział, że zwróci ją do ukraińskiego konsulatu. Zapewne akcja ta nie została przypadkowo przeprowadzona niespełna tydzień przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, w których pan Braun kandyduje. Tym razem jednak – inaczej niż w Sejmie ze świecznikiem chanukowym – obyło się bez zakłócania porządku, ekscesów ani też nie doszło do zakłócenia trwającej uroczystości, dotyczącej jednej z mniejszości tworzących Rzeczpospolitą – co było powodem, dla którego tamte działania pana Brauna zdecydowanie krytykowałem i nie zmieniam w tej sprawie zdania.
Prezes komitetu pan prof. Dobosz opublikował w tej sprawie krótkie oświadczenie „w sprawie uszkodzenia masztu na Kopcu Kościuszki w Krakowie i zaboru wiszącej na nim flagi Ukrainy”:
W dniu 4 czerwca 2024 r. doszło do bezprawnego uszkodzenia masztu na Kopcu Kościuszki w Krakowie i zaboru wiszącej na nim flagi Ukrainy. Komitet Kopca Kościuszki w Krakowie, nawiązując do idei Tadeusza Kościuszki walczącego o wolność wielu Narodów, podjął decyzję o zawieszeniu flagi ukraińskiej w ramach solidarności z walczącą bohatersko Ukrainą. Motywy wskazanej decyzji o umieszczeniu flagi na Kopcu Kościuszki zostały zamieszczone na stronie internetowej Komitetu Kopca Kościuszki w Krakowie.
Bezprawny akt uszkodzenia masztu i zaboru flagi przeciwstawia się wartościom, które uosabia Postać i Życie Tadeusza Kościuszki.
Pan poseł Polski 2050 Paweł Zalewski, który z funkcji wiceministra obrony bardzo chce teraz uciec do PE, napisał na Twitterze: „P. Braun zdejmuje flagę ukraińską z Kopca Kościuszki. Tu nie chodzi o wolność gospodarczą i UE ograniczoną do unii celnej. Tu chodzi o obronę interesów Kremla w Polsce i w Europie”. Dalibóg, konia z rzędem temu, kto potrafi wyjaśnić, jaki mianowicie jest związek pomiędzy zdjęciem przez pana Brauna ukraińskiej flagi a „obroną interesów Kremla”. Postawiłbym nawet tezę, że do obrony interesów Kremla najbardziej przyczyniają się ci, którzy zamiast traktować relacje polsko-ukraińskie pragmatycznie, na siłę wciskają Polakom miłość wobec Ukrainy, co oczywiście wywołuje skutek odwrotny: coraz intensywniejszą niechęć.
Nie sposób zgodzić się z opinią, że Komitet Kopca Kościuszki może sobie na nim wieszać, co chce, zgodnie z własną interpretacją historii i ze skrajnie naiwnym, dziecinnym widzeniem sytuacji międzynarodowej. Krajów walczących z agresją jest w każdym momencie na świecie zawsze kilka. Równie dobrze można by wpaść na pomysł, aby powiesić na kopcu flagę Autonomii Palestyńskiej – czemu sprzeciwiałbym się równie zdecydowanie (choć wątpię, żeby akurat w tym przypadku pośpieszył z interwencją pan poseł Braun).
Kopiec Kościuszki jest w zarządzie Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa za pośrednictwem Komitetu Kopca Kościuszki – ale nie jest własnością tych organizacji! Nie jest to prywatna posesja, nad którą można by sobie powiesić na stałe flagę amerykańską, ukraińską, palestyńską, izraelską czy nawet rosyjską, gdyby ktoś miał taką fantazję – i nikomu nic do tego. To własność – nawet jeśli nie w sensie formalnym – narodowa. Jest przykładem wyjątkowej arogancji, że grupa 24 osób (całość komitetu) na podstawie własnych preferencji, upodobań, interpretacji i być może zapotrzebowań politycznych zdecydowała o permanentnej obecności flagi obcego państwa (jakiegokolwiek) w miejscu narodowej pamięci.
W takich miejscach powinno być miejsce tylko i wyłącznie na polskie flagi. Ten przypadek pokazuje, że ustawa, zakazująca trwałego wywieszania obcych flag na budynkach publicznych oraz miejscach pamięci (to samo widziałem kilka miesięcy temu przy pomniku na polu bitwy pod Grunwaldem) i zabytkach jest pilnie potrzebna.
======================
Ukrainizacja Polski w natarciu. Braun zdjął, wojewoda z konsulem zawiesili. Flaga Ukrainy znów na kopcu Kościuszki
P. Krzemiński: Teodor Jeske-Choiński — nieprzejednany przeciwnik „naukowego” ateizmu
Obraz nieznanego autora przedstawia mord dokonany przez rosyjskich żołnierzy na unitach w Drelowie w 1874 r.
Niewielu z nas kojarzy dzisiaj katolickiego powieściopisarza doby pozytywizmu Teodora Jeske-Choińskiego. Pozytywizm był nieodłącznie związany ze scjentyzmem i ubóstwieniem wszystkiego co „naukowe”, nawet jeżeli wkraczało to w sfery stricte metafizyczne i filozoficzne. Jeske-Choiński wyłamał się z tego nurtu, jego prace publicystyczne wymierzone były we wszelkie prądy, które zagrażały wierze katolickiej, spójności rodziny czy tradycyjnemu wychowaniu młodzieży.
Za sprawą Wydawnictwa Diecezjalnego w Sandomierzu ukazało się wznowienie powieści Teodora Jeske-Choińskiego Po złote runo, do której dołączono esej Moralność naukowa. Autor dowodzi w nim, że wszelka etyka oderwana od religii jest fikcją. Jak pisał: „Zachciało się pozytywistom i ewolucjonistom stworzyć własną tak zwaną niezawisłą, świecką, naukową etykę, która by zastąpiła moralność, obowiązującą chrześcijańskie społeczeństwa przed wynalazkami mądrości pozytywistyczno-ewolucyjnej. Bo panowie ci zrozumieli, iż ani człowiek ani narody nie mogą istnieć bez jakichś wyrażanych wskazówek etycznych.” (Teodor Jeske – Choiński, Po złote runo, Moralność naukowa, Sandomierz 2022, str. 373.)
Choiński zastanawia się jak to możliwe, że pozytywiści łączyli podejście naukowe z zabobonną wręcz wiarą w zbawczą moc metody empirycznej, za sprawą której wykraczali poza jej kompetencje. Pozytywiści próbowali ogarnąć szkiełkiem i okiem wszystko co dotyczyło człowieczeństwa: filozofię, antropologię, sztukę, a nawet religię. Esej Moralność naukowa udowadnia, że to niemożliwe. Nie można z badania materii wyciągać wniosków, które będą dotyczyć takich kwestii jak: ludzkie sumienie, dusza czy zbawienie. Jeske-Choiński argumentuje: „Darwin mniemał, że teoria ewolucji nie wyklucza Boga; Renan majaczył o jakimś Panu wszechświata, bujającym w nieskończoności: Comte, Littré i inni milczeli znacząco, gdy zbliżali się do tajemnicy tajemnic; Spencer bąkał niewyraźnie o „niepoznawalnej“, Klaudiusz Bernard gniewał się na nieprzyjemne „le pourquoi des choses“; materialiści niemieccy przeczą wprost.
Któryż z tych mędrców powiedział prawdę?
Dodawszy do pozytywistów i ewolucjonistów jeszcze spirytualistów francuskich (Ravaisson, Franck, Janet, Caro, Jules Simon i in.) i pesymistów niemieckich (Schopenhauer, Hartmann), posiadamy obecnie dwadzieścia kilka różnych moralności.
Kogo należy słuchać, aby być — wyrażając się po staroświecku — człowiekiem dobrym i uczciwym, albo, posługując się modnym żargonem — dostosować się do potrzeb rozwoju? Zamiast jednego kodeksu moralnego, wyrytego w sercu człowieka od pierwszej chwili jego istnienia, a rozwiniętego przez wysiłki i tęsknoty całej ludzkości cywilizowanej, obmyślili uczeni niezawiśli aż dwadzieścia kilka etyk, z których żadna nie przekonuje.” (Tamże, str. 416-418)
Tym samym Jeske-Choiński dotknął sedna problemu jaki wytworzyli pozytywiści usiłujący wyrzucić religię na bruk. Jak mieli przekonać ludzkość, zwykłych prostych robotników, żeby zachowali elementarne podstawy etyki? Co mieli dać w zastępstwo Dekalogu? Koncepcja każdego z nich była inna!
„Ernest Renan, żongler filozoficzny XIX stulecia, zawołał w chwili zapomnienia, w mowie, wygłoszonej w Akademii francuskiej dnia 4-go sierpnia 1881 roku: – Mówicie o źródle cnoty? Ależ panowie, nikt z nas o niem nic nie wie, albo raczej wiemy wszyscy tylko to, że każdy z nas odnajduje we własnym sercu. Pomiędzy dwudziestoma teoriami o obowiązku, nie wytrzymuje ani jedna krytyki. Istota cnoty polega na tym, że człowiek cnotliwy nie zdaje sobie sprawy, dlaczego dobrze postępuje. Bohater, zastanowiwszy się po dokonanym czynie, przyszedłby bez wątpienia do przekonania, że działał jak nierozważny głupiec. A właśnie dlatego, że w danej chwili nie medytował, jest bohaterem. Uległ wyższemu rozkazowi, nieomylnej wyroczni, słowem, głosowi, który nakazuje, nie tłumacząc się przed nikim z tego, co postanawia. Stary cynik, zapomniawszy na chwilę, że jest „niezależnym mędrcem“, wskazał właściwe źródło etyki.” (Tamże, str. 418)
Pozytywiści zapędzili siebie samych w kozi róg. Weszli w rejony, w które nauka nie ma prawa wkraczać, a takim rejonem jest ludzkie sumienie. Jak napisał inny wybitny myśliciel Wiktor Catherin T.J: „Widzimy zatem, że człowiek pod względem odziedziczonych własności jest znacznie mniej wyposażony do walki o byt niż zwierzęta. Pomimo to znacznie je przewyższa i podbija je pod swoje panowanie nie siłą fizyczną, lecz potęgą swojego ducha. Człowiek nie może tego zawdzięczać procesowi ewolucyjnemu. Wręcz inna przyczyna musiała dać mu stanowisko panujące. Ową przyczyną jest dusza rozumna, tchnienie duchowe, które tchnął weń Stwórca.” (Wiktor Catherin T.J., Katolicki pogląd na świat, str. 31, tłum. ks. Adam Kuleszo)
I właśnie tych prawd nie mogą do dziś znieść „naukowi” ateiści.
Teodor Jeske-Choiński był autorem kilkudziesięciu powieści, noweli, studiów krytycznoliterackich i publicystycznych. Jego dorobek został skazany na zapomnienie za sprawą cenzury PRL-u, a także braku przychylności ze strony literaturoznawców akademickich. Ta zapomniana twórczość jest niezwykle aktualna w obliczu problemów z pojmowaniem etyki w samym Kościele, dlatego warto przypomnieć jego niestrudzone wysiłki w obronie podstawowych prawd cywilizacji chrześcijańskiej.
Współpracował też z najważniejszymi organami prasowymi swoich czasów takimi jak: Przegląd Tygodniowy, Ateneum czy Niwa. Nie zaniedbywał też pracy dla mniejszych ośrodków jak: Biblioteka dzieł chrześcijańskich czy Towarzystwo im. Piotra Skargi.
W ostatnią sobotę na Pani skrzynkę trafiła wiadomość, w której prosiłem – wspólnie z Marcinem Perłowskim z Centrum Życia i Rodziny – o włączenie się w akcję sprzeciwu wobec antychrześcijańskiego zarządzenia Prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Dzisiaj chciałbym serdecznie podziękować każdemu, kto w jakikolwiek sposób wsparł naszą akcję – przez finansowe wsparcie prowadzonych działań, przez podpis pod naszą petycję, wysłanie do urzędu miasta skargi na bezprawne zarządzenie prezydenta stolicy lub udział w zbiórce podpisów pod Obywatelską Inicjatywą Uchwałodawczą, która zmusi Radę Warszawy do poddania sprawy zdjęcia krzyży głosowaniu.Dzięki naszej akcji, udało nam się właśnie ustalić skandaliczne kulisy powstania zarządzenia, które wcale nie powstało w warszawskim ratuszu… W odpowiedzi na liczne pisemne skargi, których wzór przygotowali prawnicy naszego Instytutu, stołeczny urząd miasta ujawnił, że antychrześcijańskie zarządzenie zostało przygotowane przez zewnętrzny podmiot – fundację „Instytut Miast Praw Człowieka”. Na ten cel Rafał Trzaskowski przekazał fundacji aż 129 910 zł z naszych podatków. Ogromne wątpliwości budzi sposób wyłonienia podmiotu, który przygotował zarządzenie. Konkurs w tej sprawie został ogłoszony 5 kwietnia 2023 roku. Fundacja, która go wygrała, zaledwie miesiąc wcześniej – 8 marca 2023 – zmieniła w Krajowym Rejestrze Sądowym swoją nazwę oraz cele statutowe, dodając do nich „wsparcie procesów tworzenia i wdrażania polityk wewnętrznych instytucji i organizacji”. To dzięki tej zmianie fundacja mogła idealnie wpasować się w wymagania konkursowe. Trzeba przyznać, że niełatwo jest uwierzyć w przypadkowość tych zmian, a pytania o uczciwość konkursu nasuwają się same. Tym bardziej, gdy dowiemy się, kim są ludzie, którzy konkurs wygrali.Przed ogłoszeniem wyników konkursu, do zarządu fundacji dołączono Katarzynę Wilkołaską, która od 2019 do 2021 r. pełniła w warszawskim ratuszu funkcję pełnomocniczki Rafała Trzaskowskiego ds. kobiet, a w latach 2021-2023 była asystentką skrajnie lewicowej europosłanki Sylwii Spurek. W radzie fundacji „Instytut Miast Praw Człowieka” od 2023 roku zasiadają zadeklarowane aktywistki LGBT Marta Abramowicz i Anna Strzałkowska, które znane są z nienawistnych ataków na Kościół katolicki. Abramowicz była kiedyś prezesem stowarzyszenia Kampania Przeciw Homofobii, zastępując na tym stanowisku Roberta Biedronia. W lutym 2024 roku kobieta udzieliła wywiadu pt. „To kobiety powstrzymały Kościół. Mężczyźni stworzyli piekło kobietom w imię Boga”. Z kolei Strzałkowska zajmowała stanowisko prezesa w Stowarzyszeniu na rzecz osób LGBT „Tolerado”, a teraz zasiada w zarządzie fundacji „Tęczowe Rodziny”. Aktywistka w listopadzie 2020 roku w wywiadzie dla jednego z periodyków LGBT wezwała do zniszczenia Kościoła katolickiego, mówiąc „niech runie, taki Kościół niech runie”. Widzimy zatem, że praca nad dokumentem, który miał w teorii zapewniać mieszkańcom Warszawy równe traktowanie i „neutralność” urzędów, nie miała z tą „neutralnością” od samego początku nic wspólnego. Przygotowanie dokumentu powierzono bowiem osobom znanym z nienawiści do chrześcijan i z jednoznacznego, osobistego zaangażowania w propagandę i wdrażanie agendy ruchu LGBT. Więcej na temat naszych ustaleń, napisaliśmy właśnie na naszej stronie internetowej. Zachęcamy Panią do szerokiego rozpowszechniania tej skandalicznej informacji
Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS) kolejny raz zatrzymała na granicy towary z Ukrainy. Tym razem padło na dwadzieścia ton malin. Jakie obiekcje mieli polscy urzędnicy?
We wtorek Główny Inspektorat Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych wydał kolejny komunikat ws. produktów przywożonych z Ukrainy do Polski.
Tym razem urzędnicy [nie] mieli wątpliwości, co do jakości wwożonych na teren Rzeczypospolitej malin.
IJHARS w Lublinie podjęła decyzję „o zakazie wprowadzania do obrotu na teren Polski partii 20 000 kg mrożonej maliny importowej z Ukrainy”.
Jako powód takiej decyzji, urzędnicy podają „obecność pleśni i zawyżona zawartość zanieczyszczeń organicznych”.
Mniej więcej od połowy maja GIJHARS wraz ze służbami sanitarnymi i resortem rolnictwa prowadzi „zintensyfikowane kontrole”na giełdach rolno-spożywczych.
Podczas wizyty w więzieniu Montorio w Weronie 18 maja Franciszek stwierdził, że „postać Maryi jest wspólna zarówno dla chrześcijaństwa, jak i islamu”.
Dodał o Matce Bożej, że „jednoczy nas wszystkich”, co nie jest prawdą, ponieważ islam zaprzecza, że Matka Boża jest Matką Boga.
Raymond Ibrahim wskazuje na LifeSiteNews.com (31 maja), że Watykan próbuje przekonać „katolików” poprzez konferencje lub publikacje, że islam jest „siostrzaną wiarą”. W tym celu przekształca postacie biblijne nadając im zupełnie inne, antybiblijne atrybuty.
Na przykład islam przedstawia Dziewicę Maryję jako „poślubioną” Mahometowi w raju. W hadisie zawartym w korpusie słynnego Ibn Kathira (1300-1373) Mahomet oświadczył, że „Allah poślubi mnie z Marią w raju”.
Święty Eulogiusz z Kordoby, biskup i męczennik w okupowanej przez muzułmanów Hiszpanii, napisał: „Nie powtórzę świętokradztwa, które ten nieczysty pies [Mahomet] ośmielił się wypowiedzieć o Błogosławionej Dziewicy, Królowej Świata, Świętej Matce naszego czcigodnego Pana i Zbawiciela. Twierdził, że będzie ją obnażał w przyszłym świecie”.
Uznany za winnego mówienia źle o islamie, Eulogiusz był publicznie torturowany i stracony w Kordobie w 859 roku.
=================================
M.D.:
Wahałem się, czy w tytule użyć pojęciabredzi, czybluźni. Jakżeż bolesne, że oba opisują obecny stan papiestwa. Kościół to wytrzyma, bo bramy piekielne nie przemogą go. Przecież człowiek okupujący obecnie tron Świętego Piotra nie jest nieomylny, nie musimy go jakoś takiego traktować, w dodatku ze czcią.
Ostatnie orzeczenie papieża w formule nieomylności to ogłoszony przez Piusa XII w 1950 roku dogmat o Wniebowzięcie Maryi. Od tej pory papieże nie chcieli, nie mogli niczego podać w uroczystej i precyzyjnie określonej formule nieomylności. Tylko „wątpią”, ostatnio rozmywają. Również sobór watykański II określił się jako „pasterski”, nie dogmatyczny.
Już od wieków teologowie zastanawiali się, co będzie, co należy czynić, jeśli następcą św. Piotra będzie heretyk lub apostata. Kościół sobie z tym poradzi.
Ale ilu ludzi odejdzie przez obecną ekipę satanistów w Watykanie?
Franciszek na drodze skandalu. Znów napisał przedmowę do książki jezuickiego promotora LGBT
Urzędujący papież po raz kolejny wplątał się w skandal propagowania homoseksualn0-genderowych treści. Stało się tak za sprawą opublikowanej właśnie po włosku książki Wychodźmy: Wskrzeszenie Łazarza i obietnica największego cudu Jezusa, której autorem jest dysydencki jezuita, wprost zwalczający moralne nauczanie Kościoła w kwestii grzechu sodomskiego i zaburzeń psychicznych na tle płciowym.
W najbliższy poniedziałek ukaże się we Włoszech tłumaczenie jednego z „dzieł” jezuickiego gorszyciela Jamesa Martina. W upublicznionym przez wydawnictwo HarperOne wstępie do tej publikacji papież Franciszek pisze o tym, jakim „szokiem” jest fakt, że Bóg zdecydował się przemawiać do człowieka, Pismo Święte nazywając „listem miłosnym”, skierowanym do nas przez Stwórcę.
Biskup Rzymu stwierdza, że o historii Łazarza słyszało wielu, ale niewielu ją głęboko zrozumiało. „Ewangelia jest wieczna i konkretna, dotyczy naszej intymności i naszego życia wewnętrznego, podobnie jak historia i życie codzienne. Jezus nie tylko mówił o życiu wiecznym, On je dał. Wiara chrześcijańska jest zorientowana nie tylko na wieczność, ale także na konkretne, bieżące życie, nigdy jedno bez drugiego” – pisze Franciszek.
Stwierdza przy tym, że Łazarz to „każdy z nas” i dodaje: „O. Martin, który w tym aspekcie podąża za tradycją ignacjańską, pozwala nam utożsamić się z historią tego przyjaciela Jezusa. My także jesteśmy jego przyjaciółmi, my także czasami jesteśmy martwi z powodu naszego grzechu, naszych niedociągnięć i naszej niewierności, zniechęcenia, które nas zniechęca i miażdży nasze dusze”.
Urzędujący przekonuje, że Pan Jezus nie boi się do nas zbliżyć, „nawet jeśli śmierdzimy jak trup, który był pochowany przez trzy dni”, zaś autorowi udało się jego zdaniem uchwycić „głębokie znaczenie” owego zbliżania się do grzeszników.
Nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie fakt, że autorem książki jest bezwstydny propagator zboczeń seksualnych, który „zasłynął” niedawno skandalem „błogosławienia” par homoseksualnych i który otwarcie wyznawał, że utożsamia historię Łazarza z dzisiejszą neomarksistowską walką o przywileje dla zboczeńców.
Zapytany przez portal National Catholic Register, czy łączy historię Łazarza z „wyzwoleniem ludzi marginalizowanych”, w tym „katolików LGBTQ+”, odpowiedział: „Absolutnie! W rzeczywistości słowa, których Jezus użył przy grobie Łazarza w Betanii, przetłumaczone w najprostszy sposób z języka greckiego, brzmią: Wyjdź!. Powiedziałem mojemu wydawcy, że gdyby tak dokładnie brzmiał tytuł książki, ludzie błędnie by go zinterpretowali. Jednak zaproszenie do wyjścia i przyjęcia tego, kim jesteś, świętowania swoich darów i zaakceptowania tego, jak Bóg cię kocha, jest czymś, co wiele marginalizowanych osób zrozumie”.
Oddaj krew dla naszego Brata Gdzie i kiedy? 5 czerwca: 8:00 -11:30 placówka Straży Granicznej – Czeremcha 7 czerwca: 7:20 -11:45 Terenowy Oddział Krwiodawstwa – Hajnówka 9 czerwca: 10: 00 – 14:00 k. kościoła – Zabłudów
Nasz Brat został zraniony nożem w trakcie służby na granicy, aktualnie przebywa w szpitalu w Hajnówce i walczy o życie. Pilnie poszukiwana jest grupa krwi 0 Rh+, ale każda inna grupa również jest potrzebna – liczy się każda ilość oraz czas.
Stańmy na wysokości zadania!
46,6 tys. Wyświetlenia
================================
MD: Czemu nie zabijają wrogów? A tego oficera, który nie zapewnił krwi dla żołnierzy – pod sąd wojenny. Stańcie na wysokości zadania!
A co by było, gdyby to nie był jeden ranny, a np. dwa tysiące?
Na zamieszczonym w sieci przez Grzegorz Brauna nagraniu widać, jak poseł Konfederacji zdejmuje ukraińską flagę, zawieszoną na maszcie Kopcu Kościuszki w Krakowie. Jak poinformował kandydat do euro-poselskiego mandatu z Małopolski i Świętokrzyskiego, przekazał barwy do konsulatu ukraińskiego.
Mimo niesprzyjającej aury pogodowej we wtorek 4 czerwca przewodniczący Konfederacji Korony Polskiej pojawił się na terenie zabytkowych umocnień stolicy Małopolski. Cel jego wizyty ujawnia opublikowany na platformie X materiał wideo.
Na nagraniu widać, jak polityk Konfederacji ściga z jednego z masztów umieszczonych na szczycie Kopca barwy narodowe Ukrainy. „Flagę UKR, która znajdowała się w niewłaściwym miejscu, jako uczciwy znalazca przekazuję do konsulatu w Krakowie”, komentował upubliczniony klip Grzegorz Braun.
Przewodniczący Konfederacji Korony Polskiej startuje jako „jedynka” Konfederacji w wyborach do europarlamentu z województw Świętokrzyskiego i Małopolskiego, przewidzianych już na najbliższą niedzielę 9 czerwca.
W odpowiedzi na czyn Grzegorza Brauna krótkie oświadczenie wystosował Komitet Kopca Kościuszki. „W dniu 4 czerwca 2024 r. doszło do bezprawnego uszkodzenia masztu na Kopcu Kościuszki w Krakowie i zaboru wiszącej na nim flagi Ukrainy. Komitet Kopca Kościuszki w Krakowie, nawiązując do idei Tadeusza Kościuszki walczącego o wolność wielu Narodów, podjął decyzję o zawieszeniu flagi ukraińskiej w ramach solidarności z walczącą bohatersko Ukrainą. Motywy wskazanej decyzji o umieszczeniu flagi na Kopcu Kościuszki zostały zamieszczone na stronie internetowej Komitetu Kopca Kościuszki w Krakowie. Bezprawny akt uszkodzenia masztu i zaboru flagi przeciwstawia się wartościom, które uosabia Postać i Życie Tadeusza Kościuszki” – czytamy w komunikacie podpisanym przez prezesa Komitetu, prof. Piotra Dobosza.
Od momentu majdanu zorganizowanego przez CIA na Ukrainie w 2014r, zaczęła się de facto kinetyczna wojna NATO z Rosją. Na początku miała ona formę ostrzeliwania przez banderowców ludności cywilnej odłączonych terytoriów, oraz zamachów terrorystycznych, w wyniku czego życie straciło wiele tysięcy cywilów.
Dopiero w 2022 roku Kreml zdecydował się na ograniczoną akcję kinetyczną zwaną Specjalną Operacją Wojskową. W krótkim czasie po tym na negocjacjach w Turcji Rosja i Ukraina doszły do porozumienia pokojowego, na podstawie którego, w geście dobrej woli, wojsko rosyjskie wycofało się z Kijowa. Od tego momentu zachodnia propaganda cytowała to jako “klęskę” Rosji.
Porozumienie powyższe nie weszło w życie, gdyż do Kijowa przybył ówczesny premier Brytanii, Boris Johnson z żądaniem jego zerwania, co marionetkowy “prezydent” Zełenski, wykonał bez sprzeciwu. I tak rozpoczęła się ukraińska droga do zagłady.
Do tej pory wojna kosztowała Ukrainę około półtora miliona zabitych i rannych, zniszczenie w 90% infrastruktury energetycznej i większości przemysłu, oraz wielomilionową emigrację. Jedynie dzięki “zakupom” energii elektrycznej w Polsce, szkieletowe państwo ukraińskie utrzymuje się przy wegetacji.
Równolegle z dynamiką sytuacji militarnej, zmieniała się też retoryka propagandowa zachodnich mediów.
Początkowo opisywano Rosję jako nieudaczną “stację benzynową uzbrojoną w broń nuklearną”, którą Ukraina ,uzbrojona w najlepszą zachodnią broń, szybko pokona.
W tym okresie propaganda zachodnia obracała się wokół “wszędobylskich zielonych ludzików Putina”, którzy “zagrażali bezpieczeństwu” państw zachodnich.
Kiedy jednak Rosja przeprowadziła mobilizację i rozkręciła przemysł zbrojeniowy, oraz wprowadziła na uzbrojenie sowieckie rozwiązania technologiczne, jak na przykład rakiety hipersoniczne, a “renomowana” zachodnia broń okazała się w większości tandetą, retoryka propagandowa przestawiła się na nowe tory.
Teraz okazało się, że Rosja nie jest tak niekompetentna, jak dotychczas twierdzono, a nawet wręcz przeciwnie, stała się groźna.
Taka sytuacja zmusza “niewinne, pokojowe” NATO do eskalacji pomocy, oprócz broni coraz to dalszego zasięgu, na Ukrainę popłynęli zachodni “ochotnicy”. Po zdjęciu mundurów swoich natowskich armii, przedzierzgali się “bojowników o wolność i demokrację” (taka współczesna zachodnia wersja ZBOWID).
Truizmem jest stwierdzenie, że największy kontynent pochodził z III RP.
Jednak, ani rosnące dostawy “renomowanej zachodniej broni”, ani “ochotników” nie odwróciły szali zwycięstwa na korzyść banderowców.
Zaczęto więc rozbudowywać “tajne” bazy NATO, jak ta zniszczona przez Rosjan w maju w Jaworowie pod Lwowem, lokalizując je głównie na terytoriach zrabowanych Polsce przez sowietów po II Wojnie Światowej.
Teraz zachodnia propaganda przestawiła się na nowy tor. Już nie neguje aktywnego zaangażowania NATO w wojnie, ale je się po prostu ignoruje jako rzecz oczywistą.
Rosja zniszczyła nasze wojska na Ukrainie! Cóż to za straszny akt agresji! Zmusza nas to do dalszej eskalacji! Jesteśmy zagrożeni- charczą natowscy propagandyści.
Jak bardzo by być niechętnym Rosji, każdy obiektywny obserwator MUSI się zgodzić z faktem, że w opisany powyżej scenariusz przedstawia agresję NATO na Rosję a nie vice versa!
Pomimo, że podżeganie do wojny i sama niesprowokowana wojna to zbrodnie przeciw Ludzkości, nie jest mym celem ocena aspektu moralnego tego co się obecnie dzieje.
To, że społeczeństwo jest tak otumanione i zdezorientowane mistrzowską propagandą, nie zmienia też faktu odpowiedzialności naszych globalistycznych “władców” w spychaniu Ludzkości w otchłań wojny, a w szczególności nuklearnej, którą widać już na horyzoncie.
No cóż; Przewodzą nam nie wybitnie inteligentni stratedzy, ale infantylni degeneraci, ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami!
Oczywiście, że po doprowadzeniu do śmierci milionów ofiar, nie wystarczy powiedzieć: przepraszam. Jest to jednak pierwszy, nieodzowny krok w kierunku rozliczenia zbrodni przeciwko ludzkości. Bez uczciwego przyznania się do świadomej lub nieświadomej zbrodni, nie może być mowy o żadnym rozliczeniu.
Tak powinno wyglądać prawdziwe rozliczanie plandemii.
Minęły już ponad cztery lata od skoordynowanego narzucenia na prawie całym świecie, teorii fałszywej pandemii zagrażającej ponoć życiu i zdrowiu ludzi. Wiele ludzi dało się zastraszyć. Nie było wcześniej sytuacji, w której politycy i media w zaplanowany sposób okłamywali opinię publiczną na całym świecie.
Niewielu polityków i dziennikarzy miało odwagę przyznać się do popełnionych błędów. Ci, którzy się na to odważyli, zostali przez ich kolegów zniesławiani epitetami w rodzaju „teoretycy spiskowi”. Trudno było znaleźć w tym bełkocie jakiekolwiek rozsądne argumenty. W ten właśnie sposób zdławiono wszelkie próby dyskusji. Oficjalnie głoszone kłamstwa uznane zostały za jedyną prawdę, która jest tak oczywista, że nie ma potrzeby jej uzasadniać.
Następnie pojawiło się cudowne rozwiązanie problemu pandemii: pseudo szczepionka. Wraz z nią polityczny i ekonomiczny nacisk, by ten niesprawdzony przez odpowiedzialne instytucje środek, rozprowadzić wśród jak największej liczby ludności. W Austrii parlament wprowadził nawet przymus tych „szczepień”. Minister ds. Konstytucji w Austrii pani Karolina Edtstadler powiedziała wtedy: Nieszczepione osoby tak naprawdę nie mają prawa mieszkać w Austrii!
Jeśli wziąć pod uwagę ciągle jeszcze odkrywane składniki tych „szczepionek” powodujące nowe odmiany agresywnego raka i wielu innych groźnych chorób, nasuwa się jedyne rozsądne wyjaśnienie: komuś zależało na zabiciu wielkiej ilości ludzi.
Japoński minister przeprasza za śmierć szczepionkową.
Kiedy rozmawiam z lekarzami, nie dziwi mnie, że większość z nich nie chce się wypowiadać na temat plandemii. Grozi im utrata wykonywania tak ciężko zdobytego przecież zawodu. Izby lekarskie tylko czekają na tych, co się nieopatrznie wychylą. Politycy, to jeszcze gorsza kasta. Panuje wśród nich przekonanie, że polityk, który przyznaje się do popełnienia błędu, jest skończonym politykiem. Stąd właśnie mamy tyle nieomylnych marionetek w polityce.
Kiedy uświadomisz sobie, że nie wprowadzono szczepionek z powodu kowida, lecz kowida dla szczepionek, wtedy nabiera to wszystko jakiegoś sensu.